Poznaliśmy dane z rynku pracy zarówno w Polsce, jak i w USA. W Polsce widać ciągły wzrost zatrudnienia i imponujący wzrost wynagrodzeń, który przekracza inflację. W USA kolejny tydzień bardzo małej liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.
Średnio zarabiamy lepiej
Przeciętne wynagrodzenia i zatrudnienie to zawsze kontrowersyjne dane. Z jednej strony powinniśmy się cieszyć, bo zarówno wynagrodzenia, jak i zatrudnienie rosną. Przeciętny wzrost wynagrodzeń w skali roku wynosi obecnie 12,4%. Jest to imponująca wartość, wyższa nawet od inflacji. To z kolei było zaskoczeniem względem prognoz. Analitycy oczekiwali, że pensje nie dogonią wzrostu cen. Problem w tym, że inflacja dotyczy wszystkich w miarę po równo. Wcale nie oznacza to, że wszyscy otrzymaliśmy 12,4% podwyżki w skali roku. Warto zwrócić uwagę, że rośnie również zatrudnienie. To właśnie kurcząca się liczba rąk do pracy jest wynikiem presji płacowej, która pozwala, przynajmniej średnio, wyrównać problem tworzony przez inflację. Nie wiadomo jednak, jak na to wpłynie napływ obywateli z Ukrainy. Na to przyjdzie nam jednak poczekać jeszcze jakiś czas. Musimy pamiętać, że to nie tylko dodatkowe osoby na rynku pracy, ale ich konsumpcja również tworzy miejsca pracy. Pomimo tego, że dane te były lepsze od oczekiwań, złoty nie reagował na nie.
Amerykański rynek pracy nadal zaskakuje
Dane z amerykańskiego rynku pracy pokazują wyraźnie, że dąży on do rekordowych poziomów sprzed pandemii. Bezrobocie co prawda jeszcze nie osiągnęło tamtego poziomu, ale patrząc na liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych niedługo może się to wydarzyć. Wczorajszy odczyt 184 tysięcy sztuk w ciągu tygodnia jest słabszy od oczekiwań. Należy jednak pamiętać, że poziomy poniżej 200 tysięcy zwyczajowo uważane są za bardzo dobre i raczej za przejściowe. Obecnie nawet średnią 4-tygodniową mamy wyraźnie poniżej tej bariery. Co to oznacza w praktyce? Skoro co tydzień nie traci pracy określona liczba osób a liczba miejsc pracy wciąż rośnie, to nie może nas dziwić spadająca stopa bezrobocia. To również te dane odpowiadają, przynajmniej po części, za ostatnie umocnienia dolara, który wczoraj odrabiał straty względem euro.
O ile wzrosną stopy procentowe w maju?
Jak co miesiąc wraca konkurs przewidywań, o ile wzrosną stopy procentowe w Polsce na kolejnym posiedzeniu. To, że wzrosną jest niemal pewne. To, o ile wzrosną, to bardzo ciekawy temat. Z jednej strony mamy głosy, że rząd może naciskać na spowolnienie tempa wzrostu stóp, by ulżyć kredytobiorcom. Z drugiej strony widać jak rynki wyceniają 3-miesięczny WIBOR. Skoro wzrósł on w ostatnim miesiącu o imponujące 1,15%, to znaczy, że podawane obecnie przez analityków np. ING prognozy o 1% wzroście, to wcale nie jest straszenie ludzi. Pamiętajmy, że kontrakty na stawkę WIBOR mówią jeszcze o wzroście tej stawki o około 1,5% w tym roku. To, co jest światełkiem nadziei, to fakt, że potem mówią o stabilizacji.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – Kanada – sprzedaż detaliczna,
15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl
Kandydaci zwracają uwagę na wpływ działalności firmy na środowisko naturalne. Poszukują pracodawcy, który jeśli nie pomaga zatrzymać zmiany klimatyczne, to przynajmniej nie przykłada się do postępującej degradacji przyrody. Jeśli firma podejmuje działania pro-ekologiczne, posiada program zrównoważonego rozwoju i nie działa w branży postrzeganej jako szczególnie zanieczyszczającej środowisko, to rośnie jej siła przyciągania pracowników.
Kwestia postępującej degradacji środowiska i nieodwracalnych zmian klimatycznych odgrywa coraz większą rolę zarówno w życiu prywatnym każdego człowieka, jak i w strategiach biznesowych przedsiębiorstw. Wszyscy zadają sobie pytanie, co mogą zrobić, aby pomóc w walce ze zmianami klimatu. Jednocześnie jest to kwestia, która zyskuje na znaczeniu również w kontekście budowania kariery. Kandydaci do pracy – podobnie jak konsumenci – zwracają uwagę na wpływ firm na środowisko oraz prowadzone przez nie działania pro-ekologiczne.
Zielonym firmom łatwiej jest pozyskać pracowników
Z okazji Światowego Dnia Ziemi, obchodzonego 22 kwietnia, firma Hays przeprowadziła sondaż, w którym udział wzięło niemal 1100 specjalistów i menedżerów. Jak wynika z badania, 61 proc. kandydatów w wyborze pracodawcy uwzględnia to, jak rekrutująca firma wpływa na środowisko naturalne. Odpowiedzi „raczej nie” lub „nie” udzieliło kolejno 6 i 18 proc. respondentów, natomiast 15 proc. nie potrafiło udzielić jednoznacznej odpowiedzi.
Odpowiedzialna postawa firmy wobec potencjalnych szkód, jakie może wyrządzać środowisku swoją działalnością, oraz adekwatne działania z zakresu CSR są postrzegane przez kandydatów jako elementy wyróżniające dobrego pracodawcę. Z drugiej strony, jeśli organizacja funkcjonuje w sektorze odciskającym swe piętno na środowisku i jednocześnie nie angażuje się w inicjatywy naprawcze, to pomimo atrakcyjnej oferty zatrudnienia częściej może napotkać trudności rekrutacyjne.
Czy to, jak firma wpływa na środowisko naturalne ma dla Ciebie znaczenie w wyborze miejsca pracy?
Tak
45%
Raczej tak
16%
Trudno powiedzieć
15%
Raczej nie
6%
Nie
18%
Źródło: Badanie Hays, marzec-kwiecień 2022.
Liczą się działania firmy, ale też branża
Kandydaci, którzy deklarują, że biorą pod uwagę oddziaływanie firmy na środowisko, najczęściej analizują ogólną etykę biznesu i modelu prowadzenia działalności (64 proc. wskazań). Na wysokich miejscach znalazły się również szkodliwość działalności branży dla środowiska oraz zobowiązania podejmowane w ramach zrównoważonego rozwoju (po 38 proc. wskazań). Co trzeci uczestnik badania zwraca uwagę na prowadzone przez firmę działania pro-ekologiczne.
Jakie aspekty są dla Ciebie ważne?*
Etyka biznesu i modelu działalności firmy
64%
Szkodliwość działalności branży dla środowiska
38%
Zobowiązania podejmowane przez firmę w ramach zrównoważonego rozwoju
38%
Podejmowane przez firmę inicjatywy pro-ekologiczne
32%
Inne
1%
*Wyłącznie respondenci, którzy zwracają uwagę na wpływ firmy na środowisko. Możliwe było zaznaczenie kilku odpowiedzi.
Źródło: Badanie Hays, marzec-kwiecień 2022.
– Dla kandydatów świadomych zagrożeń dla klimatu i środowiska, kwestia odpowiedzialności firmy jest bardzo ważna. Liczy się dla nich to, czy organizacja postępuje etycznie, dąży do zrównoważonego rozwoju i realnie ogranicza ewentualne, negatywne skutki swoich działań. Przy czym ważne są nie tylko inicjatywy podejmowane przez poszczególne organizacje, ale również branża ich działalności. Jeśli pracodawca działa w sektorze utożsamianym przykładowo z wysoką emisją dwutlenku węgla, nadmierną eksploatacją zasobów naturalnych czy produkcją plastiku, to dla części specjalistów jest to argument przeciwko udziałowi w rekrutacji. Dotyczy to szczególnie młodszych kandydatów, dla których kwestie ekologiczne są niezwykle ważne – wyjaśnia Agnieszka Pietrasik, Dyrektor Wykonawcza w Hays Poland.
Poszukiwana: praca z sensem
Co więcej, dla rosnącej rzeszy osób aktywnie poszukujących pracy, motywacją do zmiany jest chęć znalezienia zatrudnienia, które da im poczucie sensu. W badaniu Hays, opisanym na łamach Raportu płacowego 2022, taki powód rozważania zmiany miejsca pracy wskazał niemal co piąty respondent.
– Poszukiwanie sensu w życiu zawodowym bardzo często idzie w parze z chęcią podjęcia pracy w firmie opierającej swoją działalność biznesową i kulturę organizacyjną na wartościach wyznawanych przez kandydata. Jeśli zatem dla danej osoby ważną kwestią jest zapobieganie degradacji środowiska, to z dużym prawdopodobieństwem będzie ona poszukiwać pracy w organizacji pro-ekologicznej, która zapobiega zmianom klimatycznym, albo przynajmniej takiej, która zachowuje neutralność – zauważa Agnieszka Pietrasik z Hays.
Jaką zmianę rozważasz w karierze?*
Podjęcie pracy w innej firmie na analogicznym stanowisku
49%
Podjęcie pracy dającej poczucie sensu
18%
Zmiana dotychczasowej ścieżki kariery
15%
Zmiana stanowiska w obecnej firmie
9%
Otwarcie własnej firmy
4%
Inne
5%
*Wyłącznie respondenci, którzy rozważają zmianę pracy/ stanowiska
Źródło: Raport płacowy 2022, Hays Poland.
Zmiany klimatyczne są zagadnieniem, nad którym pochyla się coraz więcej firm na świecie – wdrażają programy zrównoważonego rozwoju, podejmują współpracę z organizacjami pożytku społecznego, deklarują plany redukcji m.in. emisji dwutlenku węgla. Za deklaracjami muszą jednak iść czyny i jest to aspekt, któremu przyglądają się nie tylko konsumenci, ale również kandydaci do pracy.
Dwie trzecie polskich firm nie ma szczegółowych planów redukcji emisji dwutlenku węgla
Ponad 40 proc. dyrektorów finansowych z Europy Środkowej uważa ograniczenie kosztów za najistotniejszy czynnik motywujący do przeciwdziałania zmianom klimatu
W obliczu niezbitych naukowych dowodów potwierdzających, że pogłębiające się zmiany klimatu są skutkiem działań człowieka, w tym przede wszystkim aktywności gospodarczej, coraz istotniejsze stają się kwestie związane z reakcją przedsiębiorstw na skutki tych procesów. Przeprowadzone przez firmę doradczą Deloitte badanie dyrektorów finansowych z Europy Środkowej „Climate change: the CFO’s perspective” pokazuje, że przedstawiciele biznesu zaczynają rozumieć potrzebę wychodzenia naprzeciw środowiskowym oczekiwaniom konsumentów, rynków i regulatorów. Większość ankietowanych (58 proc.) w ramach takich aktywności podejmuje lub planuje podjąć sukcesywne działania zmniejszające poziom emisji dwutlenku węgla w ich firmach. Okazją do szerszego podjęcia tematu globalnych zagrożeń klimatycznych jest także obchodzony 22 kwietnia Światowy Dzień Ziemi.
Organy prawodawcze i regulacyjne, konsumenci i pracownicy są coraz częściej zainteresowani rozliczaniem firm z działań podejmowanych w reakcji na powszechnie obserwowane i coraz szybsze zmiany klimatu. Kwietniowa, trzecia część raportu Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatycznych ONZ (IPCC) wskazuje, że we wszystkich sektorach gospodarki konieczna jest natychmiastowa transformacja klimatyczna i daleko zakrojona redukcja emisji. Utrzymanie globalnego ocieplenia na poziomie 1,5°C, wymaga osiągnięcia neutralności klimatycznej na całym świecie do 2050 roku, cel 2°C oznacza, że możną ją osiągnąć do 2070 roku.
Firma Deloitte przeprowadziła dodatkową ankietę Climate change: the CFO’s perspective towarzyszącą corocznemu badaniu dyrektorów finansowych z Europy Środkowej. Niemal 600 respondentów z piętnastu krajów regionu odpowiedziało w niej na pytania dotyczące planowanych lub już podejmowanych kroków łagodzących takie biznesowe skutki zmian klimatu, jak ryzyko wzrostu kosztów czy przewidywane zaostrzenie regulacji i naciski społeczne zmierzające do wprowadzenia prośrodowiskowych zmian.
Spełnienie rosnących oczekiwań konsumentów, rynków i regulatora w zakresie przeciwdziałania zmianom klimatu, na nowo warunkuje sposób prowadzenia działalności gospodarczej. Jednocześnie wpływa na tempo i skalę wprowadzanych zmian technologicznych czy organizacyjnych w firmach. Rola dyrektora finansowego, odpowiedzialnego tradycyjnie za finanse firmy, ale także za podejmowanie decyzji biznesowych nabiera w tym kontekście szczególnego znaczenia. Tym bardziej, że działania w kierunku zrównoważonego rozwoju w krótkiej perspektywie mogą oznaczać wzrost kosztów. Jednak w długim okresie – zadecydują o przetrwaniu przedsiębiorstw w zmieniającym się otoczeniu biznesowym – mówi Robert Nowak, partner w dziale Doradztwa Podatkowego, lider zespołu Business Tax, lider Programu CFO, Deloitte.
Różne branże, różne cele, różne perspektywy czasowe
Zdaniem ekspertów Deloitte jednym z pierwszych kroków, jakie firmy muszą podjąć planując swoje działania w zakresie minimalizowania wpływu na środowisko, jest wyznaczenie celu ograniczenia własnej emisji dwutlenku węgla. Aby to zrobić, muszą przede wszystkim zastanowić się, o ile realistycznie mogą tę emisję zmniejszyć, w jakich obszarach, jakimi sposobami lub technologiami, i w jakim horyzoncie czasowym.
Jak wynika z badania, 41 proc. firm z obszaru Europy Środkowej ma konkretny plan ograniczenia emisji dwutlenku węgla, przy czym co piąta chce ją zmniejszyć co najwyżej o połowę, a jedna na dziesięć (9 proc.) przynajmniej o tyle. 12 proc. ma zamiar osiągnąć pełną zeroemisyjność. Jednocześnie niemal połowa ankietowanych dyrektorów finansowych (49 proc.) wskazała, że ich przedsiębiorstwa nie mają jeszcze szczegółowych strategii, a co dziesiąty (9 proc.) nie wie, czy takie w ich organizacjach w ogóle istnieją.
Skala zaangażowania w wysiłki dekarbonizacyjne zależy w dużym stopniu od branży, w której dana firma prowadzi działalność. Udział podmiotów, które opracowały już plany w tym zakresie jest szczególnie wysoki w sektorze energetycznym i wydobywczym (62 proc.), a także dóbr konsumpcyjnych (52 proc.). W branży usług finansowych odpowiedziało tak 46 proc. respondentów, ale wśród tych przedsiębiorstw najwięcej jest deklarujących chęć osiągnięcia zeroemisyjności (jedna piąta).
Z drugiej strony, przedstawiciele usług biznesowych i profesjonalnych, branży life sciences oraz TMT (technologia, media, telekomunikacja) najczęściej wskazują na brak planów redukcji emisji dwutlenku węgla – odsetek deklaracji wyniósł odpowiednio 62 proc., 64 proc. i 73 proc. Polska na tle innych państw z regionu nie wypada najlepiej. Najwięcej jest tu ankietowanych wskazujących na brak strategii w zakresie dekarbonizacji – tak odpowiedziało aż 63 proc. pytanych. Jednocześnie, zaledwie 6 proc. polskich CFO oceniło, że ich firmy dążą do osiągnięcia zerowej emisji dwutlenku węgla. W regionie CE wyróżniają się firmy słowackie, które najpowszechniej deklarują posiadanie konkretnych planów redukcji i najczęściej mówią o całkowitym ograniczeniu swoich emisji.
Zgodnie z wymaganiami rynkowymi, niemal wszystkie firmy, niezależnie od sektora, będą musiały do 2030 r. ograniczyć o 30-50 proc. emisje nie tylko swoje, ale także w łańcuchu dostaw. Wynika to z faktu, że klienci w globalnych łańcuchach dostaw i instytucje finansowe przystępują do inicjatywy Science Based Targets, która nakłada wymagania na cały ekosystem, nie tylko na pojedyncze przedsiębiorstwa. Przeprowadzenie procesu dekarbonizacji w średnim terminie 5 do 10 lat (do 2030 roku), wraz z okresem na przygotowanie, wymaga zaangażowania zasobów finansowych i ludzkich z różnych poziomów organizacji oraz podjęcia strategicznych decyzji transformacyjnych – mówi Tomasz Gasiński, dyrektor w zespole ds. zrównoważonego rozwoju, w Deloitte CE.
Co ciekawe, tylko jedna trzecia (31 proc.) ankietowanych dyrektorów finansowych z regionu wskazuje, że firma swoje cele redukcji chce osiągnąć do roku 2030, a ponad połowa (56 proc.) w ogóle nie określiła ram czasowych swoich zobowiązań w tym zakresie. W kontekście terminarza ponownie najlepiej prezentują się firmy ze Słowacji, wśród których 47 proc. swoje cele chce zrealizować do 2030 r., a tylko co piąta nie określa konkretnej daty. Takie wskazanie jest natomiast najpowszechniejsze wśród firm z Polski – tak odpowiedziało ponad trzy czwarte respondentów (77 proc.).
Oszczędności najsilniej motywują do działania na rzecz klimatu
W badaniu ponad 40 proc. ankietowanych uznało zmniejszenie kosztów jako najistotniejszy czynnik motywujący firmę do podjęcia działań związanych z przeciwdziałaniem zmianom klimatu. Wśród pozostałych odpowiedzi po jednej trzeciej wskazań dotyczy konieczności przestrzegania obecnych lub przyszłych regulacji (34 proc.) i chęci poprawy wizerunku firmy oraz zdobycia zaufania konsumentów (31 proc.).
Unikanie przyszłych wzrostów kosztów (np. wyższych cen emisji dwutlenku węgla, wyższych kosztów energii, wyższych kosztów kapitału) jest kolejnym powodem, zachęcającym 29 proc. firm do podjęcia działań na rzecz klimatu. Możliwość dostosowania się do oczekiwań klientów, którzy stają się coraz bardziej świadomi kwestii związanych ze zrównoważonym rozwojem i dlatego domagają się produktów i usług bardziej przyjaznych dla środowiska naturalnego, jest czynnikiem motywującym dla nieco ponad jednej piątej CFO.
Zdaniem ekspertów Deloitte w obszarze wysiłków dekarbonizacyjnych nie ma jednej efektywnej strategii postępowania – uniwersalnej dla wszystkich firm i branż, ponieważ różne sektory stoją przed różnymi klimatycznymi wyzwaniami. Wśród aktywności, które mogą podejmować przedsiębiorstwa, dyrektorzy finansowi z regionu CE najczęściej wskazują stopniowe ograniczanie własnej emisyjności – tak uważa 58 proc. respondentów. Tego rodzaju działania obejmują np. zakontraktowanie zielonej energii elektrycznej, podnoszenie efektywności energetycznej, termomodernizację okien, powszechne stosowanie energooszczędnych żarówek, wymianę czynników chłodniczych, ograniczenie przejazdów czy segregację i recykling firmowych odpadów.
Aby spełnić własne cele w zakresie redukcji emisji, ponad jedna trzecia ankietowanych firm dąży do opracowania nowych produktów i usług przyjaznych dla klimatu. To ma oczywiście konsekwencje w rozwoju biznesu, ze względu na prognozowany wysoki popyt na takie produkty. Z drugiej strony, zwiększenie podaży bardziej ekologicznych produktów i usług pozwoli konsumentom w przyszłości jeszcze poważniej angażować się w działania ograniczające wpływ na środowisko naturalne – mówi Tomasz Gasiński.
O badaniu
Badanie Deloitte zostało przeprowadzone w okresie od października do grudnia 2021 r. na grupie 592 dyrektorów finansowych firm, w 15 krajach Europy Środkowej: Albanii, Bośni i Hercegowinie, Bułgarii, Chorwacji, Czechach, Estonii, Węgrzech, Kosowie, Łotwie, Litwie, Polsce, Rumunii, Serbii, Słowacji i Słowenii.
Przedwczorajszy bardzo silny spadek cen akcji Netflixa zwarzył nastroje inwestorów aktywnych na amerykańskim rynku akcji. DJIA spadła wczoraj o ponad 1 proc., S&P 500 o ponad 1,5 proc., a Nasdaq Composite po zniżce o ponad 2 proc. znalazł się na najniższym poziomie od miesiąca. Podobnie najniżej od miesiąca był na początku piątkowej sesji WIG-20 (-1,1 proc.).
Do poziomu dołka z końca 2018 roku zbliżał się kurs akcji CD Projekt (-0,98 proc. ok 9:30). Podobnie oczywiście zachowywał się WIG-Gry. Najniżej od końca 2020 roku były dziś rano ceny akcji Cyfrowego Polsatu. Wśród składników mWIG-u 40 do najniższego od 2 lat poziomu spadły dziś rano akcje spółki Playway.
Na giełdach Azji i Oceanii przeważały dziś spadki (Nikkei 225 -1,63 proc.). Podobnie było w Europie (ok. 9:30 DAX -0,99 proc., CAC 40 -1,1 proc.).
Wczoraj rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Kanady wyszła na najwyższy poziom od 2011 roku. Dziś rano na najwyższy poziom od 2015 roku wyszła rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Australii. Rentowność amerykańskich 10-latek od kilku dni utrzymuje się w okolicach najwyższego od końca 2018 roku poziomu (dziś rano 2,92 proc.). Papiery te ustanowiły swój najwyższy w okresie minionych 10 lat poziom rentowności w październiku 2018 (3,26 proc.).
Cena ropy naftowej WTI (West Texas Intermediate), która w okresie od momentu rozpoczęcia przez Rosję militarnej agresji na Ukrainę wahała się w przedziale 90-130 dolarów spadała dziś rano o ok. 0,6 proc. (WTI 103,17 USD). Cena kontraktów na bydło mięsne („feeder cattle”) na CME wyszła wczoraj na najwyższy poziom od 2015 roku.
Po wyjściu w ostatnich dniach na najwyższy od 2002 roku poziom kurs USD/JPY dziś odpoczywał (-0,34 proc.) natomiast 2-letnie maksimum osiągnął dziś w Azji kurs USD wobec koreańskiego wona. Również najwyżej od 2020 roku był dziś kurs amerykańskiego dolara względem malezyjskiego ringgita. W Europie dolar wspiął się na najwyższy poziom od 1,5 roku względem brytyjskiego funta. Złoty minimalnie słabł (EUR/PLN +0,1 proc., USD/PLN +0,34 proc.).
Kurs BTC/USD niewiele się dziś rano zmieniał w stosunku do wczorajszych poziomów (-0,08 proc.).
Przychody Grupy Kapitałowej Grupa Pracuj S.A. z umów z klientami w 2021 roku przekroczyły 475,1 mln zł, co oznacza wzrost o 58,7% w porównaniu z 2020 rokiem oraz o 29,3% w porównaniu z dotychczas rekordowym 2019 rokiem.
Skorygowana EBITDA[1] wyniosła 257,3 mln zł i była o 73,5% wyższa niż w 2020 roku. Marża skorygowanej EBITDA wzrosła tym samym do 54,2% z 49,6% rok wcześniej.
Grupa Pracuj S.A. zadebiutowała na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie 9 grudnia 2021 roku.
– 2021 rok był dla nas pod wieloma względami szczególny. Rosnące zapotrzebowanie pracodawców na rekrutację online i nowoczesne technologie dla HR pozwoliły na wypracowanie bardziej niż zadawalających wyników finansowych. Korzystając z tego trendu systematycznie rozbudowywaliśmy nasze flagowe produkty oraz uzupełnialiśmy ofertę o zupełnie nowe rozwiązania – komentuje Przemysław Gacek, prezes Grupy Pracuj. –Z kolei sam koniec roku przyniósł nam debiut na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Uzbrojeni w nowe doświadczenia oraz wsparcie akcjonariuszy będziemy dalej rozwijać się poprzez innowacje w ramach Grupy oraz poprzez kolejne akwizycje – dodaje.
Odpowiadając na rosnące potrzeby pracodawców oraz kandydatów, w ubiegłym roku Grupa Pracuj uruchomiła dwa nowe specjalityczne serwisy. the:protocol stworzony został jako odpowiedź na szczególne wymagania branży IT. W 2021 roku wystartował również serwis Dryg.pl – platforma, na razie działająca lokalnie (województwo pomorskie), dedykowana fachowcom i pracownikom fizycznym.
– Jako Grupa Pracuj, chcemy być obecni w każdym segmencie rekrutacji. Eksperci IT są obecnie najbardziej poszukiwaną grupą pracowników, dlatego stworzyliśmy serwis odpowiadający na potrzeby zarówno kandydatów z tej branży, jak i ich potencjalnych pracodawców, którzy wyjątkowo cenią sobie rozwiązania szyte na miarę.Przyglądamy się również uważnie segmentowi, na którym działa Dryg.pl i analizujemy potencjał do wzrostu w tym obszarze – mówi Rafał Nachyna, Dyrektor Operacyjny Grupy Pracuj.
Wysoka rentowność i silny bilans
Wypracowany przez Grupę Pracuj zysk z działalności operacyjnej w 2021 roku wyniósł 227,5 mln zł (wzrost o 67,1% r/r), a skorygowana EBITDA sięgnęła 257,3 mln zł (wzrost o 73,5% r/r). Marża skorygowanej EBITDA wzrosła tym samym do 54,2% (z 49,6% w 2020 roku).
Grupa Pracuj zanotowała w minionym roku także skokowy wzrost zysku netto. Poza poprawą kluczowych wyników operacyjnych i wzrostem przychodów, pozytywny wpływ na tę pozycję miał wzrost o 86,2 mln zł wartości udziałów posiadanych przez Grupę Pracuj w spółce Beamery Inc. W rezultacie, skonsolidowany zysk netto sięgnął w ubiegłym roku 255,7 mln zł wobec 106,9 mln zł w 2020 roku. Bez uwzględnienia tego zdarzenia, skonsolidowany zysk netto w 2021 roku powiększył się o 73,8% r/r.
Grupa Pracuj to nie tylko stabilny model biznesowy o ugruntowanej pozycji rynkowej, ale również silna struktura bilansu. – Na koniec 2021 roku nie posiadaliśmy żadnych zobowiązań z tytułu kredytów, a wartość zobowiązań krótkoterminowych, po wyłączeniu tych wynikających z umów z klientami, spadła do poziomu 68,1 mln zł, wobec 77,6 mln zł w 2020 roku. Jesteśmy dzięki temu w bardzo korzystnej sytuacji rynkowej. Mamy gotówkę i jesteśmy otwarci na potencjalne akwizycje. Analizujemy rynek i skupiamy się na rozwoju – zaznacza Gracjan Fiedorowicz, Dyrektor Finansowy Grupy Pracuj.
Ożywienie na rynku pracy
Grupa Pracuj odnotowała w 2021 roku wzrost wszystkich kluczowych wskaźników operacyjnych. Skuteczna strategia sprzedażowa oraz ożywienie na rynku skutkowało wzrostem liczby projektów rekrutacyjnych[2] w serwisie Pracuj.pl o 65,3% r/r, do 512 tysięcy, przy jednoczesnym wzroście średniej ceny projektu rekrutacyjnego do 745 zł (z 731 zł w 2020 roku). W przypadku ukraińskiego serwisu Robota.ua, łączna liczba projektów rekrutacyjnych w 2021 roku podwoiła się i sięgnęła 1,15 miliona, w tym liczba płatnych projektów rekrutacyjnych wzrosła do 608 tysięcy, tj. o 44,4% r/r. Średnia cena płatnego projektu rekrutacyjnego na Robota.ua wyniosła 83 zł (wobec 82 zł rok wcześniej).
W 2021 roku z serwisów Grupy Pracuj korzystało średnio 8,3 mln użytkowników miesięcznie, z czego 4,4 mln w Polsce, a 3,9 mln w Ukrainie. Na portalach Grupy, z których kluczowym pozostaje największy w Polsce serwis rekrutacyjny Pracuj.pl, każdego dnia dostępnych było przeciętnie 182 tys. ofert pracy. Liczba aktywnych klientów korzystających z systemu eRecruiter w 2021 roku wzrosła natomiast o 11,0% r/r, do blisko 1,6 tysiąca.
Rosnący popyt na nowoczesne rozwiązania HR w 2022 roku
– Ostatnie lata pokazują nam rosnący potencjał rozwiązań wspierających działy HR nie tylko w rekrutacji, lecz także w budowaniu zaangażowania pracowników czy komunikacji wewnętrznej. Z tego względu w 2021 roku wprowadziliśmy do sprzedaży platformę Worksmile, która umożliwia zarządzanie benefitami i tworzenie skutecznej komunikacji z pracownikami. W 2022 roku będziemy intensyfikować nasze działania i wzmacniać obszar HR Tech jako kluczowy w rozwoju Grupy – podsumowuje Przemysław Gacek.
W pierwszych miesiącach 2022 roku Grupa Pracuj jest zdecydowanie beneficjentem dalszego ożywienia na rynku pracy w Polsce. Rosnące wymagania płacowe, a co za tym idzie większa aktywność kandydatów i pracodawców, przekładają się na zwiększające się budżety rekrutacyjne w firmach. Na obraz polskiego rynku pracy w tym roku wpłynie także z pewnością dramatyczna sytuacja w Ukrainie.
Ukraina: priorytetem bezpieczeństwo pracowników
– Komentując ubiegłoroczne wyniki i perspektywy na ten rok, trudno nie wspomnieć o obecnej dramatycznej sytuacji w Ukrainie, gdzie od ponad 15 lat działa nasz serwis Robota.ua. Od pierwszych godzin konfliktu zbrojnego w Ukrainie naszym priorytetem pozostawało bezpieczeństwo ukraińskich pracowników i ich rodzin, z którymi jesteśmy w stałym kontakcie. Od strony biznesowej dokładamy wszelkich starań, żeby serwis Robota.ua mógł dalej działać, mimo dramatycznej sytuacji – podkreśla Przemysław Gacek.
W 2021 roku przychody z Ukrainy stanowiły 10,6% łącznych przychodów Grupy Pracuj, natomiast udział segmentu ukraińskiego w skonsolidowanym zysku operacyjnym wyniósł 2,1%.
Grupa Pracuj aktywnie angażuje się w udzielanie potrzebnego wsparcia osobom z Ukrainy, w tym wsparcia finansowego. Spółka przekazała 1 mln zł na rzecz Polskiej Akcji Humanitarnej i Fundacji „Nasz Wybór” – Ukraiński Dom w Warszawie oraz 5 mln hrywien Ukraińskiemu Czerwonemu Krzyżowi. W serwisach Grupy Pracuj wprowadzone zostały nowe funkcje wspierające Ukraińców w wyszukiwaniu ofert pracy oraz w kontaktach z pracodawcami, a firmy mogą bezpłatne zamieszczać w Pracuj.pl ogłoszenia skierowane m.in. do kandydatów z Ukrainy. W serwisie Robota.ua pojawiły się zaś funkcje ułatwiające wolontariuszom kontakty z osobami potrzebującymi pomocy humanitarnej.
[1] Skorygowana EBITDA oznacza zysk z działalności operacyjnej powiększony o amortyzację (w tym amortyzację wartości firmy) skorygowany o rozpoznane, jak również odwrócone, a uprzednio rozpoznane odpisy z tytułu trwałej utraty wartości aktywów oraz o wykazane w skonsolidowanym sprawozdaniu z całkowitych dochodów koszty programów płatności w formie akcji i koszty oferty publicznej akcji.
[2] Liczba projektów rekrutacyjnych równa się liczbie kredytów, które zostały wykorzystane do zamieszczenia ofert pracy na Pracuj.pl lub Robota.ua. W przypadku Pracuj.pl 1 kredyt może być zamieniony na wiele ofert pracy (oferty będą miały ten sam tytuł, ale różne lokalizacje – średnio 1,8), natomiast w przypadku Robota.ua 1 kredyt może być zamieniony tylko na 1 ofertę pracy na okres jednego miesiąca.
Sztuczna inteligencja (AI) wkracza do sektora nieruchomości komercyjnych i może już niebawem zrewolucjonizować inwestycje kapitałowe na rynku, który obok rynku finansowego jest największą siłą gospodarczą na świecie. REDD Real Estate Digital Data (REDD), nagradzany europejski startup działający w sektorze Proptech, pozyskał finansowanie na projekt warty 1.5 miliona dolarów. Dofinansowanie zasili rozwój przełomowego projektu sztucznej inteligencji.
Firma zarządzana przez Tomasza Ogrodzkiego i Piotra Smagałę zamierza wykorzystać technologię AI do rewizji fundamentów rynku kapitałowego nieruchomości komercyjnych, którego wartość tylko w Europie wynosi 15 bilionów dolarów.
Rynek AI wyceniany jest na ponad 300 mld dolarów z perspektywą wzrostu do 1 biliona dolarów w 2029 roku. Ta wartość to wynik szerokiego zastosowania sztucznej inteligencji w sektorach finansowych, w tym bankowym, ubezpieczeniowym czy giełdowym. Algorytmy decydujące np. o przyznaniu kredytu hipotecznego, wysokości składek ubezpieczeniowych czy maszyny tradingowe to nie science fiction, tylko standardowe narzędzia biznesowe. Naszym celem jest wdrożenie tego poziomu innowacji na rynku nieruchomości komercyjnych. Jak? REDD AI pozwoli funduszom inwestycyjnym podejmować strategiczne decyzje szybciej i lepiej. – Tomasz Ogrodzki, CEO REDD Group
Sztuczna inteligencja zastąpi rzeczoznawców?
Nowa technologia AI od REDD pozwoli funduszom inwestującym w nieruchomości komercyjne oraz innym podmiotom finansowym analizować wartość wybranych aktywów przez pryzmat nie kilku, ale tysięcy wymiarów danych.
Wartość nieruchomości kształtowana jest w oparciu o tysiące zmiennych, które wykraczają daleko poza tradycyjne, niedoskonałe metody wycen nieruchomości. Wierzymy, że użycie technologii sieci neuronowych zdolnych zidentyfikować często ukryte czynniki kształtujące wartość danego aktywa będzie przełomem na rynku. – Tomasz Ogrodzki, CEO REDD Group
Twórcy podkreślają, że inwestorzy będą w stanie nie tylko sprawdzić aktualną wartość aktywów, ale też prowadzić zaawansowane symulacje w przyszłości, z uwzględnieniem czynników rynkowych, demograficznych, ale również geopolitycznych i klimatycznych.
REDD AI będzie w pełni zintegrowany z naszą platformą internetową, która swoimi danymi już dzisiaj wspiera największe światowe fundusze inwestujące w naszej części Europy. Rewolucją będzie możliwość nie tylko analizy wybranej nieruchomości, ale również inteligentne wyszukiwanie niedoszacowanych i przewartościowanych aktywów.
Piotr Smagała, Managing Director REDD
REDD AI to kandydat na Świętego Graala rynku. Czy możliwy?
Twórcy podkreślają, że do realizacji projektu badawczego zaangażowano najlepszych profesjonalistów z rynku nieruchomości komercyjnych i badaczy wyspecjalizowanych w technologiach sieci neuronowych i big data.
Projekt realizujemy z laboratoryjną precyzją przy zaangażowaniu wybitnych teoretyków i praktyków. Motywowani sukcesami podobnych projektów w innych branżach, jesteśmy przekonani, że nasze algorytmy osiągną wysokie odzwierciedlenie w rzeczywistej wartości nieruchomości. – Rusłan Hajduk, Junior Strategy & Operations Manager REDD.
Dane to nowa „ropa”, która napędzi świat
– Jeśli „dane to nowa ropa”, to z ponad 14 miliardami danych jesteśmy największym złożem ropy na rynku nieruchomości komercyjnych – kontynuuje Tomasz Ogrodzki.
– Dynamika postępu nie daje wyboru – dodają twórcy REDD AI. W ich ocenie dane muszą być analizowane z każdej perspektywy, wielokrotnie i coraz szybciej. To niezbędne, by mądrze budować kolejne nieruchomości biurowe i efektywniej zarządzać już istniejącymi.
Sztuczna inteligencja w tej branży to nieunikniony krok i cieszę się, że właśnie my robimy go jako pierwsi. Podejmowanie decyzji na podstawie fragmentarycznych danych, nawet interpretowanych przez najlepszych analityków, to zawsze liczenie na intuicję. Przy obecnych technologiach takie rzeczy nie powinny mieć miejsca – szczególnie w tak wpływowym i odpowiedzialnym biznesie. Dlatego oferujemy solidne dane i nieskończone możliwości analityczne, które daje AI. – Piotr Smagała, Managing Director, REDD.
Sztuczna inteligencja na ratunek klimatu
Poza intencją wpływu na rynek kapitałowy jest też jednak drugi, fundamentalny dla rewolucyjnego startupu czynnik – wpływ nieruchomości na środowisko. Założyciele od początku nie ukrywali, że tak samo, jak analitykę, pragną gruntownie zmienić nasze myślenie o planowaniu i zarządzaniu samymi budynkami.
– Na świecie, nieruchomości odpowiadają nawet za 40% emisji CO2 do atmosfery. Na inwestorach i deweloperach spoczywa szczególna odpowiedzialność za przyszłość planety. Krótkoterminowe korzyści nie powinny być przekładane ponad długoterminowe efekty klimatyczne. Wierzę, że zaawansowane 5- i 10- letnie prognozy AI dadzą silne argumenty do podejmowania mądrych i odpowiedzialnych decyzji o nowych projektach deweloperskich – podsumowuje Tomasz Ogrodzki, CEO REDD Group.
W marcu 2022 r. firmy pożyczkowe udzieliły łącznie 287,3 tys. nowych pożyczek na wartość 700 mln zł. W porównaniu do marca ub.r. firmy pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły o 29,5% pożyczek więcej oraz na kwotę wyższą o 44,0%. Średnia wartość nowo udzielonej w marcu 2022 r. pożyczki pozabankowej wyniosła 2 222 zł i była wyższa od średniej wartości pożyczki udzielonej w marcu 2021 r. o 11,3%.
W pierwszym kwartale 2022 r. firmy pożyczkowe nie zwolniły tempa. Z danych firm pożyczkowych współpracujących z BIK wynika, że udzieliły one łącznie 808,2 tys. pożyczek na kwotę 2,01 mld zł. W porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku oznacza to wzrost zarówno w ujęciu liczbowym (+33%), jak i w wartościowym (+48,6%).
Jednak w różnych przedziałach kwotowych sytuacja jest odmienna. W ujęciu liczbowym najwyższa dynamika wystąpiła w przedziale pow. 5 tys. zł (+62,0%). W ujęciu wartościowym we wszystkich przedziałach kwotowych dynamiki pierwszego kwartału 2022 r. w porównaniu do pierwszego kwartału 2021 r. również są dodatnie – najwyższa w przedziale pow. 5 tys. zł (+81,8%).
– Obserwując dynamiki pożyczek udzielonych w 1 kw. br. zarówno w wymiarze liczbowym, jak i kwotowym można podsumować, że głównym motorem wzrostów, są pożyczki wysokokwotowe. Jednak w pierwszym kwartale br. zwraca uwagę także wzrost dynamiki pożyczek udzielonych do kwoty 500 zł, czyli w najniższym przedziale, zarówno w ujęciu liczbowym (+37,3%), jak i wartościowym (+35,9%). Może się to wiązać z koniecznością „ratowania” budżetu domowego w związku z rosnącą inflacją, która wprost przekłada się na wzrost kosztów utrzymania gospodarstw domowych. Innym czynnikiem może być rosnąca popularność korzystania z pożyczek Buy-Now-Pay-Later (BNPL) na zakupy dokonywane przez Internet – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK.
– Niestety kolejne kwartały 2022 r. mogą być trudne dla sektora firm pożyczkowych, ponieważ nad rynkiem wiszą „czarne chmury” związane z projektowanymi zmianami regulacyjnymi – dodaje prof. Rogowski.
Rozmówca: Roman M. Meysner, prezes zarządu i general manager Selena ESG
Grupa Selena głównie działa w branży chemii budowlanej. Skąd decyzja o wejściu na rynek fotowoltaiki i powołaniu nowej spółki?
Rynek fotowoltaiki rozwija się w niezwykle dynamiczny sposób, notując najwyższe wyniki pośród wszystkich sektorów OZE w Polsce. Moc instalacji fotowoltaicznych na koniec 2020 roku wyniosła niemalże 4 GW, co oznaczało 200-procentowy wzrost rok do roku. Produkcja zielonej energii zdobywa kolejne grupy zwolenników, ponieważ łączy dwie istotne kwestie – ekonomię z ekologią. Argumenty ekonomiczne dotykają już niemal każdego z nas, w naszych domach oraz firmach. Grupa Selena, z racji blisko 30–letniego doświadczenia we wdrażaniu rozwiązań zwiększających efektywność energetyczną budynków i poprawiających komfort ich użytkowania, jest w stanie sprostać także wyzwaniom ekologicznym.
Usługi Seleny ESG pozwalają znacząco ograniczyć koszty eksploatacyjne przy wykorzystaniu zielonej energii. Własna produkcja energii oraz autokonsumpcja w miejscu jej powstawania jest jednym z najbardziej intuicyjnych rozwiązań obniżających koszty. Od lat rozwijamy portfolio produktów Seleny w duchu zrównoważonego budownictwa, dlatego też instalacje fotowoltaiczne uznajemy za logiczną konsekwencję naszego rozwoju.
Na czym polega usługa dachu kompletnego Seleny ESG? Z jakich technologii korzystacie?
Kompletny Dach Energetyczny Seleny ESG to całościowe rozwiązanie dla dachów wielkopowierzchniowych, w ramach którego przeprowadzamy wstępną analizę dachu oraz audyt energetyczny, rozwiązujemy ewentualne problemy konstrukcyjne, zapewniamy hydroizolację i termoizolację oraz projektujemy i montujemy panele fotowoltaiczne. Zarządzamy tymi procesami w ramach construction managmentu, czyli pakietowej, kompleksowej organizacji. Dach kompletny jest dla nas pojęciem obejmującym maksymalne wykorzystanie dostępnej powierzchni, ale również zastosowanie wszystkich możliwych funkcjonalności. Pracujemy też nad kolejnymi elementami kompletnego dachu energetycznego, o których będziemy już wkrótce informować.
Na dachach wielkopowierzchniowych, pokrywających m.in. centra handlowe, hale logistyczne czy nieruchomości biurowe, stosujemy też innowacyjne technologie hydroizolacyjne – COOL-R® i Dach Zielony. Rozwiązania te znacząco zwiększają wydajność instalacji PV. Zastosowanie technologii COOL-R®, dzięki wysokiemu wskaźnikowi odbicia oraz niskiej akumulacji ciepła w powłoce, pozwala uniknąć efektu przegrzewania się połaci dachowej i tym samym obniża temperaturę wewnątrz budynku. Oszczędności na klimatyzacji w budynkach mogą sięgać nawet 50%. Dachy z powłoką COOL-R® sprawdziły się m.in. na centrum handlowym Borek we Wrocławiu czy chłodni Igloport w Gdyni. W ramach Dachów Zielonych Seleny ESG tworzymy dodatkową powierzchnię użytkową i rekreacyjną budynku. Powierzchnia ta stanowi naturalne wyciszenie budynku, redukuje CO2, obniża „podatek od deszczu” oraz przedłuża żywotność hydroizolacji.
W jaki sposób pozyskują Państwo panele fotowoltaiczne – produkujecie je we własnym zakresie czy też korzystacie z zewnętrznych dostawców?
Selena ESG jest kompleksowym wykonawcą inwestycji, ale nie bezpośrednim producentem paneli. Przy realizacji projektów korzystamy z doświadczonych dostawców, czołówki światowych producentów paneli fotowoltaicznych. Wybieramy producentów nie tylko najlepszych, ale też takich, których oferta pozwoli odpowiedzieć na indywidualne potrzeby naszych klientów. Selena ESG oferuje rozwiązania uszyte na miarę – od paneli, aż po falowniki z możliwością podpięcia magazynu energii. Szeroki wybór produktów zapewni nam możliwość wielokierunkowego działania dla dobra naszych klientów.
Jakie błędy mogą popełnić przedsiębiorcy, inwestując w panele fotowoltaiczne? Jak ich uniknąć?
Najczęściej popełnianym błędem jest dobór nieodpowiednich paneli fotowoltaicznych do danego dachu. Warto zaznaczyć, że większość konstrukcji fotowoltaicznych dostępnych na rynku nie nadaje się do zastosowania na około 80% budynków w Europie. Są to z reguły ciężkie konstrukcje, których zastosowanie może doprowadzić do uszkodzenia dachu, a w skrajnych przypadkach zagrozić życiu ludzi pracujących czy przebywających pod takim dachem. W tej sytuacji jedynym rozwiązaniem jest zastosowanie systemu bezbalastowego, który umożliwia montaż instalacji fotowoltaicznej bez perforacji warstw dachowych.
Dogłębna analiza konstrukcji dachu oraz jego szczelności to absolutna podstawa. Zespół specjalistów Seleny ESG sprawdza całą konstrukcję budynku oraz ocenia stan poszycia, w tym zużycie powłoki hydroizolacyjnej, stan wpustów rynien i lokalizuje ewentualne uszkodzenia. Wszystkie kolejne etapy w projekcie Kompletnego Dachu Energetycznego są oczywiście bardzo istotne, jednak są pochodną dobrze przeprowadzonego audytu stanu dachu.
Jak Pan ocenia wpływ obecnej sytuacji na Wschodzie na rynek fotowoltaiki? Co wojna między Rosją a Ukrainą może zmienić w polityce Polski dotyczącej OZE?
Obecna sytuacja na Wschodzie z pewnością będzie miała duży wpływ na rozwój rynku fotowoltaiki oraz innych dziedzin OZE w Polsce. Lawinowy wzrost cen energii odczuwany jest w niemal w każdym sektorze gospodarki. Produkcja energii własnej oraz jej konsumpcja w miejscu produkcji nie będzie postrzegana już tylko jako najbardziej opłacalne i intuicyjne rozwiązanie, ale także jako element bezpieczeństwa energetycznego. Produkcja energii w miejscu jej autokonsumpcji wraz z magazynami energii daje też możliwość dywersyfikacji źródeł i miast kilku czy kilkunastu powstają ich tysiące. W mojej opinii sytuacja geopolityczna będzie znacząco przyśpieszać transformację energetyczną, ze szczególnym nastawieniem na zasoby odnawialne.
Projekty fotowoltaiczne dzięki względnie krótkiemu procesowi inwestycyjnemu pozwalają stosunkowo szybko uzyskać niezależność i bezpieczeństwo energetyczne. Poprzez nasze rozbudowane kadry – audytorów, projektantów i montażystów instalacyjnych, możemy sprawnie odpowiedzieć na wzrastające zapotrzebowanie rynku.
Jakie dostrzega Pan bariery w korzystaniu z OZE przez polskich przedsiębiorców? Jak państwo może wspierać biznes w przejściu na zieloną energię?
Główną barierą jest brak odpowiedniego wsparcia prawno–administracyjnego ze strony państwa. Wielu przedsiębiorców, w inwestycjach w fotowoltaikę oraz inne źródła odnawialnej energii, napotyka przeszkody wynikające z nieprecyzyjnych przepisów lub niespójnych dokumentów. Polska w badaniu dotyczącym możliwości rozwoju projektów wiatrowych i słonecznych, przeprowadzanym w 28 krajach Europy, zajęła
8. miejsce. Nie jest to zła ocena, jednak biorąc pod uwagę stały wzrost rynku wielkoskalowych projektów PV i OZE w Polsce, doprecyzowanie przepisów byłoby bardzo potrzebne i mogłoby uwolnić nowe możliwości.
Kolejną dość nieoczekiwaną kwestią są zapisy w niektórych miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego ograniczające wielkość instalacji fotowoltaicznych na obszarze jego obowiązywania do na przykład 100 kWp). Dlaczego? Trudno to zrozumieć biorąc pod uwagę ekologiczność tego rozwiązania oraz fakt, że w przypadku instalacji powyżej 6,5 kWp konieczne jest potwierdzenie projektu z rzeczoznawcą p.poż., a w przypadku instalacji o mocy powyżej 50 kWp wymagane jest już pozwolenie na budowę.
Drugim aspektem, w którym państwo mogłoby bardziej wspierać projekty OZE, są dodatkowe finansowania – obecnie trudno o fundusze na długofalowe i intensywne inwestycje. Musimy także pamiętać o odpowiedniej rozbudowie sieci elektroenergetycznej, ponieważ sektor PV osiąga szczyt produkcyjny, ale tę energię trzeba przecież dystrybuować. Obecne możliwości sieci nie są wystarczające i jeśli nic w tym zakresie nie ulegnie zmianie, może to być jedną z głównych barier w rozwoju OZE w Polsce.
Grupa Selena działa w 19 krajach, czy Selena ESG również planuje rozwój międzynarodowy?
Obecnie koncentrujemy się przede wszystkim na rozwoju w ramach rynku polskiego. Kadrowo, logistycznie, a przede wszystkim technologicznie jesteśmy przygotowani do obsługi klientów na terenie całego kraju.
Ekspansja zagraniczna będzie naturalnym krokiem w rozwoju Seleny ESG. Wieloletnie doświadczenie międzynarodowe Grupy, obecność spółek Grupy w 19 krajach oraz odpowiednio wykorzystane zasoby sprawiły, że już teraz pracujemy nad pierwszymi zapytaniami z rynków zagranicznych. Czołowy przedstawiciel sektora logistycznego, dla którego prowadzimy obecnie inwestycję w ramach dachu kompletnego w Polsce, chciałby urzeczywistnić podobny projekt w Hiszpanii. Doświadczenia ostatnich lat pokazują, że branża chętnie przyswaja innowacyjne rozwiązania – może się zatem okazać, że działalność Seleny ESG na rynkach międzynarodowych nastąpi szybciej niż planowaliśmy.
Jakie dalsze plany ma Grupa Selena w zakresie zrównoważonego rozwoju i OZE?
Selena od samego początku swojej działalności, czyli już od 30 lat, koncentruje się na produktach i technologiach zwiększającą efektywność energetyczną nieruchomości. Jesteśmy ekspertami w zakresie termoizolacji i hydroizolacji budynków, a dostarczane przez nas rozwiązania zyskały uznanie w ponad 100 krajach na całym świecie. Upływ lat znacząco zmienił świadomość społeczną, medialną czy nazewnictwo wielu zagadnień, jednak nasza troska o działania w ramach proekologicznego, zrównoważonego rozwoju została tak samo silna.
W ramach Grupy Selena chcemy projektować rozwiązania dla budownictwa neutralnego klimatycznie i zeroemisyjnego. Dlatego też powołaliśmy departament ds. zrównoważonego rozwoju. Do jego głównych zadań należeć będzie m.in. projektowanie rozwiązań dla budynków spełniających najsurowsze wymagania środowiskowo, zgodnie z certyfikacją LEED Platinum czy BREEAM Excellent. Departament w ciągu najbliższych lat będzie dążył do zwiększenia sprzedaży rozwiązań systemowych posiadających Deklaracje Środowiskowe Produktu (Environmental Product Declaration). Mamy ponadto w planach rozwój systemów zarządzania środowiskowego w fabrykach Grupy w oparciu o normy ISO 14001 oraz 45001.
W ramach Selena ESG chcemy w przeciągu najbliższych 3 lat doprowadzić do tego, żeby wszystkie zakłady Seleny posiadały panele fotowoltaiczne, a cała energia w nich pochodziła z własnych źródeł. Równolegle z Seleną ESG uruchomiliśmy spółkę Selena SGI (Green Investments), zajmującą się biogazowaniami, farmami fotowoltaicznymi oraz farmami wiatrowymi. Obie spółki są filarami planu zielonej energii dla biznesu oraz zrównoważonej polityki Grupy Selena.
Wojna na Ukrainie już doświadczyła branżę TSL w bardzo dotkliwy sposób. Wszystkie gałęzie transportu mniej lub bardziej są poszkodowane, a co za tym idzie logistyka łańcuchów dostaw również została mocno poturbowana. Wycofanie się wielu firm z rynku rosyjskiego przełożyło się na drastyczne ograniczenie dostaw, a trwające walki powodują zmiany funkcjonowania procesów dostaw oraz specjalizacji transportu. Jakie długoterminowe zmiany należy wprowadzić, aby w przyszłości zapobiegać bądź minimalizować skutki wojen i pandemii przedstawia dr Izabella Tymińska ekspert ds. handlu zagranicznego.
Analiza sytuacji bieżącej
Kolejne tygodnie wojny w Ukrainie powodują dalsze utrudnienia w łańcuchach dostaw we wszystkich gałęziach transportu, wyższe stawki za frachty i wydłużony czas dostarczania towarów. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest m.in. wycofanie się firm i korporacji z rynku rosyjskiego oraz brak chęci do korzystania z danej gałęzi transportu ze względu na bezpieczeństwo czy nałożone sankcje na Rosję i Białoruś i ich odwet.
Zaprzestanie działalności już przez jedną dużą firmę daje na rynku natychmiastowy efekt w postaci:
zwolnienia pracowników
pustych lub zwolnionych hal produkcyjnych, magazynowych
zatrzymanie produkcji komponentów
zatrzymanie obsługi logistycznej i transportu komponentów
zatrzymanie sprzedaży towarów.
A wiemy, że na terenie Rosji zaprzestało swojej działalności kilkadziesiąt dużych również polskich firm.
Kolejne elementy, które wpływają na ogromne utrudnienia w łańcuchach dostaw to nakładane sankcje na rynek rosyjski i białoruski w postaci embarga na wywozy towarów, zamknięcia nieba dla floty przewoźników lotnictwa cywilnego i wojskowego, czy zablokowanie płatności w systemie SWIFT.
Ze względu na wojnę Chiny wstrzymały transport towarów Jedwabnym Szlakiem. Tu należy dodać, że gdyby nawet Chiny tego nie zrobiły, to transport przez Rosję nie byłby możliwy, bowiem wszystkie rosyjskie lokomotywy zostały przekierowane do obsługi działań związanych z wojną.
Przypadków potwierdzających istne tsunami w branży TSL jest bardzo dużo i jasno pokazują jak trudna jest sytuacja.
Wojna w Ukrainie a polska branża transportowa
Wojna w Ukrainie bardzo mocno doświadcza polskie przedsiębiorstwa transportu drogowego , gdyż nasi przedsiębiorcy specjalizowali się w obsłudze kierunku wschodniego, a niektórzy wręcz obsługiwali tylko i wyłącznie ten kierunek. Dodatkowo, jak podaje Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce (ZMPD), około 100 tys. kierowców w polskich firmach transportowych to obywatele Ukrainy, którzy wrócili do swojej ojczyzny, aby ją bronić.
Przewiduję, że wiele polskich firm MSP z branży transportu drogowego w najbliższym czasie będzie się zamykało, gdyż zostaną bez pracowników. Polacy, którzy pracują w takich firmach otrzymają oferty pracy od dużych przewoźników i pewnie z nich skorzystają ze względu na stabilność zatrudnienia i mniejsze ryzyko zawirowań. Gwoździem do trumny dla małych polskich przewoźników są podatki i raty leasingowe, które trzeba zapłacić i wiele tych firm tego nie udźwignie.
Polska była HUBem przeładunkowym dla transportów wschód – zachód, jako państwo tranzytowe dla Jedwabnego Szlaku i państwo portowe z uwagi na port kontenerowy w Gdańsku. Wojna spowodowała, że teren Polski jest omijany , bowiem europejskie firmy transportowe wybierają alternatywne drogi transportu przez Turcję bezpośrednio na zachód Europy.
Jak powinniśmy długoterminowo działać
Wydarzenia ostatnich dwóch lat – pandemia, a teraz tragiczna wojna – zmuszają firmy do wyznaczania nowych strategii działania w zakresie całych łańcuchów dostaw. Uważam, że firmy powinny zainwestować w fabryki produkcyjne, które będą położone bliżej z punktu widzenia strategicznych dla gospodarki dostaw towarów, czyli w Europie. Długoterminowym skutkiem tego będzie deglobalizacja łańcuchów dostaw i zmiana sposobu myślenia i postępowania w krajach na całym świecie.
Zmiany i inwestycje muszą nastąpić także w edukacji. Należy postawić na kierunki ścisłe. Inżynieria to podstawa rozwoju produkcji, a matematyka i fizyka są jej fundamentem. Inwestycje w fabryki produkcyjne strategicznych komponentów dla światowej gospodarki można wówczas planować na terenie Europy, gdzie nawet w kryzysowych sytuacjach będziemy w stanie zaopatrzyć linie produkcyjne, aby nie stanęły.
Najistotniejszą kwestią jest zatrzymanie know how w rękach Europejczyków. Europa to obecnie montownia, a nie zakłady produkcyjne wytwarzające od podstaw urządzenia i maszyny. Zasadniczo komponenty i surowce elektroniczne, elektryczne i elektromechaniczne produkowane są na terenie Azji, ze względu na niską cenę pracy ludzkiej oraz niskomarżowość.
W Europie „produkuje” się drogo, lecz ten koszt wytworzenia może zrównać się z tanią produkcją na dalekim wschodzie, jeśli dodamy koszty transportu, bardzo wysokie obecnie ceny frachtu oraz wydłużony czas dostaw, który jest kosztem alternatywnym przedsiębiorstwa.
Transport musi być dywersyfikowany na różne rynki, nie powinno się dokonywać specjalizacji na jeden rynek.
Czas na deglobalizację świata – jest to jedyny sposób na zmniejszenie ryzyka wynikającego z zawirowań polityczno- ekonomiczno- geograficznych.
Tekst przygotowała dr Izabella Tymińska, ekspert celny, ekspert handlu zagranicznego.
W czwartek 10 marca ukazał się projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych oraz ustawy o finansach publicznych autorstwa Ministerstwa Rozwoju i Technologii. Jej głównym celem jest doprecyzowanie przepisów dotyczących tzw. obowiązku sprawozdawczego oraz zwiększenie efektywności prowadzonych przez Prezesa UOKiK postępowań w sprawach nadmiernego opóźniania w spełnianiu świadczeń pieniężnych. Do nowych przepisów będą musieli dostosować się przedsiębiorcy, ale nie tylko.
Kogo dotyczą zmiany?
Ustawa o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych (dalej również ustawa o p.n.o.t.h.) określa szczególne uprawnienia wierzyciela i obowiązki dłużnika w związku z terminami zapłaty w transakcjach handlowych, skutki niewykonania takich obowiązków oraz reguły postępowania w tych sprawach.
Ustawa formułuje wyraźny zakaz nadmiernego opóźniania spełniania świadczeń pieniężnych przez firmy. Postępowanie w sprawach takich nadmiernych opóźnień prowadzi Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów i dla celów dyscyplinowania przedsiębiorców dysponuje wysokimi administracyjnymi karami pieniężnymi, które może na nich nakładać.
Kto podlega obowiązkowi sprawozdawczemu
Zgodnie z art. 13a ustawy o p.n.o.t.h. określone podmioty, za pośrednictwem swoich kierowników, są zobowiązane przekazać ministrowi właściwemu do spraw gospodarki sprawozdanie o stosowanych w poprzednim roku kalendarzowym terminach zapłaty w transakcjach handlowych. Sprawozdanie należy dostarczyć w terminie do dnia 31 stycznia każdego roku. Do pomiotów, których dotyczy ten obowiązek należą obecnie:
podatkowe grupy kapitałowe, bez względu na wysokość osiągniętych przychodów
inni podatnicy, u których wartość przychodu uzyskana w roku podatkowym przekroczyła równowartość 50 000 000 euro.
Z kolei za kierownika podmiotu, który jest odpowiedzialny za złożenie sprawozdania, uznaje się:
członka zarządu lub innego organu zarządzającego tego podmiotu, a gdy organ jest wieloosobowy – członków tego organu;
komplementariusza prowadzącego sprawy spółki (w przypadku spółki komandytowo-akcyjnej;
likwidatora, a także syndyka lub zarządcę ustanowionego w postępowaniu restrukturyzacyjnym.
Na mocy omawianej nowelizacji minister gospodarki będzie przekazywać ww. sprawozdania, a także informacje o podmiotach, które nie złożyły sprawozdań w terminie, Prezesowi UOKiK. Ten zaś będzie mógł wykorzystać te sprawozdania i dane przy dokonywaniu analizy prawdopodobieństwa nadmiernego opóźniania się ze spełnianiem świadczeń pieniężnych oraz przy typowaniu dopuszczających się tego przedsiębiorców.
Zmiany w zakresie sprawozdawczości spółek tworzących PGK
Nowelizacja przewiduje także wyłączenie z ww. obowiązku sprawozdawczego spółek tworzących podatkowe grupy kapitałowe, publicznych podmiotów leczniczych oraz podmiotów leczniczych w formie spółek kapitałowych utworzonych i prowadzonych przez Skarb Państwa albo jednostki samorządu terytorialnego. Spółki tworzące PGK będą same dokonywać między sobą rozliczeń w zakresie opóźnień w spełnianiu świadczeń pieniężnych wynikających z transakcji wewnątrzgrupowych.
Prezes UOKiK przy ocenie wystąpienia nadmiernego opóźnienia ze spełnianiem świadczeń będzie więc pomijał transakcje handlowe, których stronami są wyłączenie spółki tworzące grupę, co jednocześnie znajdzie swe odzwierciedlenie w obliczaniu przez niego wysokości kary administracyjnej. Autorzy projektu nowelizacji chcą, by Prezes UOKiK pomijał również transakcje dokonywane w ramach działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej.
Nie tylko więc podmiotowo, ale i w ramach wyłączeń przedmiotowych, obowiązkiem sprawozdawczym nie będę objęte świadczenia pieniężne wynikające z transakcji handlowych w działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej oraz świadczenia przedawnione oraz powstałe z transakcji handlowych pomiędzy podmiotami należącymi do tej samej grupy kapitałowej.
Inne zmiany podmiotowe
Zgodnie z brzmieniem obecnych przepisów termin raportowania przypadający w 2021 r. dotyczył tych podatników, którzy uzyskali przychód przekraczający 50 mln euro w roku podatkowym zakończonym w 2019 r., i których indywidualne dane zostały podane do publicznej wiadomości w 2020 r. Celem uniknięcia wątpliwości interpretacyjnych na przyszłość autorzy nowelizacji proponują wprowadzić odesłanie do zestawienia podatników według stanu na dzień 1 września odpowiedniego roku.
Dłuższy termin na złożenie sprawozdania
Projekt przewiduje wydłużenie terminu na przekazanie ministrowi gospodarki sprawozdań o stosowanych w poprzednim roku kalendarzowym terminach zapłaty w transakcjach handlowych, z 31 stycznia do 30 kwietnia. Minister będzie publikował zbiorcze zestawienie przekazanych sprawozdań do 31 lipca.
Nowe obowiązki
W sprawozdaniu trzeba będzie wykazać nowe informacje. Chodzi o wartość świadczeń pieniężnych otrzymanych lub spełnionych w terminach umownych, a nie jak obecnie w terminach liczonych od dnia wystawienia faktury. Autorzy nowelizacji proponują również, by podmioty zobowiązane wykazywały wartość świadczeń pieniężnych nieotrzymanych i niespełnionych wraz z podaniem terminu opóźnienia.
Zasada przewalutowania
Projekt proponuje uregulowanie ustawowe kursu walutowego po jakim przedsiębiorcy będą przeliczać wartość świadczeń w obcych walutach na potrzeby sprawozdań, jak i postępowań przed Prezesem UOKiK. Aktualnie brak jest przepisów regulujących zasady przewalutowania wartości świadczeń pieniężnych wyrażonych w walutach obcych. Na mocy proponowanych zmian świadczenia te będą przewalutowane na zasadach podobnych do przyjętych w ustawie o rachunkowości. W przypadku wszczęcia postępowania przed Prezesem UOKiK w sprawie nadmiernego opóźniania się ze spełnianiem świadczeń pieniężnych w transakcjach handlowych w walucie obcej, jego równowartość będzie ustalana przy zastosowaniu średniego kursu NBP z ostatniego dnia roboczego objętego postępowaniem.
Natomiast w przypadku spełnienia świadczenia pieniężnego w walucie obcej po terminie, jego równowartość będzie ustalana poprzez średni kurs NBP z ostatniego dnia roboczego poprzedzającego dzień spełniania świadczenia.
Korekta sprawozdania
W przypadku, gdy przesłane sprawozdanie zawiera błędy mające istotny wpływ na ogólny obraz praktyk płatniczych przedsiębiorstwa, będzie można dokonać jego korekty poprzez złożenie nowego sprawozdania wraz z uzasadnieniem powodów konieczności dokonania korekty. Wśród propozycji nowelizacji przewiduje się również, by zmiany wartości świadczeń wynikających z faktur korygujących wystawionych w latach następujących po roku, za który złożono sprawozdanie, nie wykazywać w korekcie złożonego już sprawozdania, lecz w sprawozdaniu składanym za rok, w którym świadczenie objęte fakturą stało się wymagalne i w rzeczywistości nastąpił, lub też powinien nastąpić zwrot albo dopłata.
Doprecyzowanie zakresu odpowiedzialności podmiotowej i związanych z nim kar
Obowiązek sprawozdawczy spoczywa na kierownikach podmiotów zobowiązanych do złożenia sprawozdań. W praktyce zapis ten rodził wątpliwość, czy kierownicy ci w zakresie realizacji tego obowiązku występują i ponoszą odpowiedzialność w imieniu wyłącznie własnym, czy całego podmiotu. Omawiany projekt ucina te wątpliwości ustanawiając, że ww. obowiązek spoczywa na podmiocie, a jego kierownik dokonuje jedynie czynności złożenia sprawozdania, a zatem działa w imieniu podmiotu. Nowelizacja ma doprecyzować więc, że odpowiedzialność karna obwarowana sankcją grzywny za nieprzekazanie sprawozdania w imieniu podmiotu zobowiązanego spoczywać będzie na wszystkich uznanych za kierownika jednostki, a więc na członkach zarządu, komplementariuszach, likwidatorach, zarządcach i syndykach.
Doprecyzowanie definicji nadmiernego opóźniania się ze spełnianiem świadczeń pieniężnych
W obecnym brzmieniu art. 13b ust. 2 ustawy o p.n.o.t.h. nadmierne opóźnienie ze spełnianiem świadczeń pieniężnych przez podmiot niebędący podmiotem publicznym ma miejsce, gdy w okresie 3 kolejnych miesięcy suma wartości niespełnionych i spełnionych po terminie świadczeń wynosi co najmniej 2 000 000 złotych. Na mocy nowelizacji sumowaniu podlegać mają tylko świadczenia wymagalne w okresie objętym postępowaniem.
Wprowadzenie miękkich wezwań
W toku prowadzonego postępowania Prezes UOKiK może żądać przedstawienia przez przedsiębiorcę, lub inny podmiot zobowiązany, określonych informacji i dokumentów. Jednak nim wystąpi z takim żądaniem musi wszcząć postępowanie. Autorzy projektu zmian chcą, by Prezes mógł wystąpić z takim żądaniem bez wcześniejszego wszczynania postępowania. Ma to być ukłon w stronę przedsiębiorców, którzy będą mogli złożyć wyjaśnienia przed UOKiK jeszcze przed uruchomieniem oficjalnego postępowania.
Należy pamiętać, że niespełnienie żądań Prezesa UOKiK o udzielenie informacji, czy przekazanie dokumentów jest obecnie zagrożone sankcją w wysokości do 5% przychodu osiągniętego w poprzednim roku podatkowym, ale nie większą niż równowartość 50 000 000 euro.
Zwiększenie efektywności karania przedsiębiorców i brak możliwości odstąpienia od wymierzenia kary
Na mocy proponowanych zmian sposób naliczania kary ma ulec modyfikacji, co w praktyce będzie oznaczać zaostrzenie kar. Ma to służyć poprawie efektywności prowadzonych postępowań.
Co więcej, konsekwencją dążeń prawodawcy do zwiększenia efektywności karania przedsiębiorców ma być wykreślenie przepisów o możliwości odstąpienia przez Prezesa UOKiK od wymierzenia kary. Obecnie, w oparciu o art. 13v ust. 6 zmienianej ustawy Prezes UOKiK w określonych okolicznościach odstępuje od wymierzenia kary administracyjnej i poprzestaje na pouczeniu, a na mocy ust. 8 może całkowicie odstąpić od wymierzenia kary. Autorzy nowelizacji postulują wykreślenie obu tych zapisów z ustawy.
Mniejsza kara dla pokornych
Autorzy zmian chcą zachęcić ukaranych do niestawiania oporu. W ramach szeroko pojętego dobrowolnego poddania się karze, jeśli przedsiębiorca w terminie 14 dni od dnia doręczenia decyzji Prezesa UOKiK o nałożeniu kary uiści ją w całości i jednocześnie zrzeknie się prawa do złożenia wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy, będzie mógł uzyskać obniżenie jej wysokości o 20%, podczas gdy obecnie przepisy przewidują możliwość obniżenia kary o 10%. Jak napisano w uzasadnieniu projektu nowelizacji: „(… ) rozwiązanie to zbliżone jest do rozwiązania przewidzianego w prawie karnym polegającego na dobrowolnym poddaniu się karze i jako takie będzie przez Prezesa UOKiK nagradzane”.
Inną formą ulgi ma być wprowadzenie możliwości odroczenia zapłaty nałożonej kary lub rozłożenie jej na raty.
Podsumowanie
Nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych wprowadza wiele nowych obowiązków dla firm, których niedopełnienie może zrodzić poważne, opisane wyżej konsekwencje. Omawiane zmiany wymuszają na przedsiębiorcach konieczność przeprowadzenia gruntownego audytu prawnego prowadzonej działalności, co wymaga zaangażowania dodatkowych sił i środków. Jeśli dodamy do tego niestabilny kurs złotego, galopującą inflację, zamrożone inwestycje, wzrost cen i ogólną niepewność ekonomiczną i polityczną, to należy także uznać, że czas na takie zmiany jest delikatnie mówiąc nieszczególny. Jedynym pocieszeniem może być fakt, że zmiany mogą sprzyjać poprawie pozycji małych i średnich przedsiębiorców – wierzycieli, w relacjach z ich o wiele większymi dłużnikami.
Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.
Na przejazd przez zakorkowaną Warszawę kierowcy tracą średnio 85 godzin. Spośród wszystkich stolic Unii Europejskiej gorszy wynik uzyskał tylko Bukareszt. Niestety, to tylko jeden z kilku niechlubnych rekordów, jakie pobiły polskie miasta w rankingu ruchu drogowego 2021.
Eksperci rankomat.pl przeanalizowali wyniki Rankingu TOMTOM TRAFFIC INDEX za 2021 rok, podsumowującego, jak zatory na drodze wpływały na czas podróży w 404 miastach na świecie. W badaniu uwzględniono kilkanaście największych polskich miast. Co prawda, na światowej liście znalazły się one poza pierwszą dziesiątką, jednak już na europejskich listach zajmowały czołowe miejsca. Za najbardziej zakorkowane miasta uznano m.in. Łódź, Kraków, Wrocław i Warszawę.
Warszawa na podium najbardziej zakorkowanych stolic państw UE
Podczas największego natężenia ruchu drogowego w stolicy Polski kierowcy tracili na trasie średnio 37% więcej czasu niż w godzinach swobodnego przejazdu. W praktyce oznaczało to dla nich wydłużenie godzinnej podróży o ok. 22 minuty. Taki sam wynik uzyskały Ateny, które wraz z Warszawą zajęły drugą lokatę na liście najbardziej zatłoczonych stolic państw Unii Europejskiej.
Niechlubne pierwsze miejsce przypadło stolicy Rumunii (Bukareszt 50%), a ostatnie stolicy Finlandii. W Helsinkach przejazd samochodem w godzinach szczytu przedłużał się w 2021 roku tylko o 16%.
TOP 10 zakorkowanych małych metropolii zdominowane przez polskie miasta
Eksperci rankomat.pl sprawdzili również, jak w rankingu tomtom.com wypadają polskie miasta na tle najmniejszych europejskich miejscowości (do 800 tys. mieszkańców). Okazuje się, że zajęły one aż pięć pierwszych pozycji.
Na pierwszym miejscu znalazła się Łódź. W tym mieście dotarcie z jednego punktu do drugiego podczas największego nasilenia ruchu zajmowało o 45% więcej czasu niż w sytuacji swobodnego przejazdu. Nieco krócej stali w korkach kierowcy w Krakowie (+42%), Wrocławiu (+41%), Poznaniu (+37%) i Szczecinie (+36%). W TOP 10 najmniej przejezdnych małych miast w Europie znalazło się także Trójmiasto (Gdańsk, Gdynia, Sopot).
W sumie, w ciągu 230 dni roboczych 2021 roku mieszkaniec Łodzi tracił podczas przejazdu przez zakorkowane miasto 103 godziny. Dla porównania, spośród wszystkich badanych europejskich małych miast najmniejszą stratę obliczono dla holenderskiego miasta Almere (23 godziny).
W Szczecinie największy wzrost poziomu zatorów w porównaniu do 2020 r.
W 2021 roku prawie w każdym badanym mieście poziom zatorów był większy w porównaniu do 2020 roku. Największy wzrost odnotowano dla Szczecina (+9 p.p.), a najmniejszy dla Bielska-Białej (+1 p.p.). Tylko w jednej miejscowości (Bydgoszcz) pozostał on na takim samym poziomie.
21 kwietnia 2022 Polska Agencja Kosmiczna zawarła z Politechniką Rzeszowską porozumienie, będące podstawą do przyszłej współpracy oraz planów uruchomienia obserwatorium przestrzeni kosmicznej na terenie Akademickiego Ośrodka Szybowcowego w Bezmiechowej.
Podpisy pod dokumentem złożyli rektor PRz prof. dr hab. inż. Piotr Koszelnik oraz prezes POLSA prof. Grzegorz Wrochna. W wydarzeniu uczestniczyli również wojewoda podkarpacki Ewa Leniart oraz marszałek województwa podkarpackiego Władysław Ortyl, wspierający inicjatywę.
Na mocy porozumienia Polska Agencja Kosmiczna zapewni przeprowadzenie prac budowlanych oraz instalację, obsługę i utrzymanie infrastruktury przeznaczonej do obserwacji przestrzeni kosmicznej To efekt rozmów POLSA-PRz, wynikających z potrzeby rozwoju krajowych zdolności w zakresie świadomości sytuacyjnej w przestrzeni kosmicznej (SSA), toczących się od października 2020 r. i uszczegółowienie deklaracji wynikających z listu intencyjnego z 15 stycznia 2021 r.
– Z punktu widzenia POLSA, głównym celem obserwatorium będzie wyszukiwanie i śledzenie na niebie sztucznych satelitów Ziemi. Przy ciągle rosnącej liczbie satelitów jest to konieczne dla unikania zderzeń i zapewnienia bezpieczeństwa kosmicznego. Nawiązanie współpracy z Politechniką Rzeszowską pozwoli na szersze jego wykorzystanie. W szczególności umożliwi wymianę doświadczeń, kompetencji w zakresie zaawansowanych systemów automatyki, np. konstrukcji obserwatoriów robotycznych. Budowa obserwatorium w Bezmiechowej z pewnością przyczyni się również do lepszego kształcenia kadr dla sektora kosmicznego w Polsce – w szczególności w dziedzinie bezpieczeństwa kosmicznego – powiedział prezes Wrochna.
W Polsce klimat pozwala na 50-80 pogodnych nocy w roku. Zanieczyszczenie światłem i przejrzystość atmosfery to także istotne ograniczenia dla prowadzenia optycznych obserwacji astronomicznych. Najlepsze warunki pod tym względem odnotowuje się na południu Polski w Bieszczadach, dlatego POLSA wspólnie z Politechniką Rzeszowską planuje uruchomić nowe obserwatorium właśnie na tym obszarze.
Budowa nowego obserwatorium pozwoli Polskiej Agencji Kosmicznej na:
– testowanie nowych rozwiązań technologicznych,
– szkolenie personelu w zakresie obserwacji SST,
– testowanie i doskonalenie procedur operacyjnych,
– realizację projektów przy współpracy z innymi instytucjami w Polsce.
Bezpieczeństwo kosmiczne należy do priorytetów polityki kosmicznej POLSA. Jednym z głównych elementów tego zagadnienia jest SST (ang. Space surveilance and tracking), czyli wykrywanie i śledzenie sztucznych obiektów satelitarnych Ziemi. Realizacja większości zadań związanych z SST zaczyna się od obserwacji tych obiektów. Obecnie POLSA pozyskuje dane obserwacyjne przede wszystkim z teleskopów w postaci pomiarów astrometrycznych. Obserwacje tego typu wymagają odpowiedniego sprzętu oraz kompetencji. Obiekty satelitarne poruszają się po sferze niebieskiej ruchem niegwiazdowym – z bardzo dużymi prędkościami. Ponadto są to obiekty o różnej i często zmiennej jasności, co dodatkowo utrudnia ich obserwacje optyczne.
– Dostęp do obserwacji SST pochodzących z sensorów o odpowiedniej dystrybucji geograficznej jest kluczowy dla utrzymania świadomości sytuacyjnej w przestrzeni kosmicznej i usług SST. POLSA korzysta z obserwacji dostarczanych przez zewnętrzne podmioty na podstawie umów i porozumień oraz z obserwacji dostarczanych przez własne sensory w Australii. Planowany jest rozwój sieci sensorów w kilku kolejnych, również w odległych, lokalizacjach – wyjaśnia prezes POLSA.
Jak podkreśla prof. Piotr Koszelnik: – To ambitne przedsięwzięcie pozwoli wykorzystać infrastrukturę i potencjał badawczo-naukowy pracowników Politechniki Rzeszowskiej, którzy od wielu lat specjalizują się m.in. w tematyce lotniczej i kosmicznej. Mamy doświadczenie, mamy ludzi i odpowiednie zaplecze, aby temu sprostać. Lotnictwo i kosmonautyka to jedna z wiodących dyscyplin naukowych na Politechnice Rzeszowskiej, co jest związane z obecnością przemysłu lotniczego w regionie. Kosmonautyka to naturalna konsekwencja związku z branżą lotniczą i w tym zakresie prowadzone są badania na naszej uczelni. Ta bardzo ważna inicjatywa powinna wzmocnić potencjał wzrostu badań naukowych w obszarze technologii kosmicznych i technik satelitarnych.
Zdaniem wojewody podkarpackiego Ewy Leniart podpisane porozumienie jest kolejną inicjatywą związaną z rozwojem branży kosmicznej na terenie naszego województwa. „To przedsięwzięcie, dzięki któremu coraz wyraźniej zaznaczymy naszą obecność na mapie światowego sektora kosmicznego. Stajemy przed możliwością nie tylko wykorzystania naszego potencjału, ale także tworzenia nowych, wyspecjalizowanych miejsc pracy oraz powstawania kolejnych firm z rozwiązaniami konkurencyjnymi na globalnym rynku. Pragnę podkreślić, że nawiązanie tak ważnej współpracy to przede wszystkim szansa urzeczywistnienia istotnych dla naszego rejonu zamierzeń w rozwoju technologii kosmicznej, co stanowi ogromny potencjał na przyszłość”.
„Jesteśmy jedynym województwem, którego inteligentną specjalizacją jest lotnictwo i kosmonautyka. To jest DNA Podkarpacia i takie inwestycje zawsze będziemy wspierać. Bezmiechowa już jest znanym lotniczym ośrodkiem w naszym regionie, a nasze wspólne plany, które dziś prezentujemy, spowodują jeszcze większe nim zainteresowanie. Współpraca Politechniki Rzeszowskiej i Polskiej Agencji Kosmicznej idealnie wpisuje się w ramy Strategii Województwa Podkarpackiego. Życzę powodzenia w realizacji tego przedsięwzięcia” – powiedział Władysław Ortyl, marszałek województwa podkarpackiego.
Odpowiedzialność za ludzi i środowisko staje się kluczową przesłanką inwestycyjną w branży private equity. Już 70 proc. instytucji dostarczających kapitał funduszom private equity uwzględnia w swojej polityce inwestycyjnej kryteria ESG, wynika z badania firmy doradczej Bain & Company. Rośnie też grupa inwestorów, którzy uważają, że wdrażanie strategii ESG przekłada się na wyższe wyceny spółek.
Kryteria ESG (Environmental, Social, Governance) służą do pozafinansowej oceny firm, kwantyfikując podejmowane przez nie działania na rzecz ochrony środowiska (E), dbanie o społeczeństwo (S) i ład korporacyjny (G).
Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Bain & Company i Institutional Limited Partners Association (ILPA) połowa instytucji inwestujących w fundusze private equity (tzw. limited partners) na świecie, jako jeden z głównych powodów uwzględnienia standardów ESG w swojej polityce inwestycyjnej, wskazała, że zwiększają one stopy zwrotu z inwestycji. Kwestie zrównoważonego rozwoju bardzo poważnie traktowane są zwłaszcza przez inwestorów europejskich. Około 70 proc. ankietowanych z Europy twierdzi, że spółki, które realizują cele ESG, osiągają wyższe wyceny od tych, które nie mają takich strategii.
Jak pokazuje badanie, 93 proc. inwestorów powierzających swoje pieniądze funduszom private equity, zrezygnowałoby z inwestycji w przypadku wątpliwości dotyczących ESG. Blisko 80 proc. inwestorów z Europy postrzega brak działań w kierunku poprawy słabych wyników ESG jako czynnik uniemożliwiający inwestycję.
– ESG to już nie jest tylko sprawa wizerunku czy mody, ale coraz istotniejszy czynnik przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. Co więcej, ambicją inwestorów nie jest jedynie zabezpieczenie spółek portfelowych przed ryzykiem związanym z niespełnianiem kryteriów ESG, lecz także wykorzystanie strategii w tym obszarze do wyróżnienia się na tle konkurentów, wobec klientów i pracowników. To z kolei ma bezpośrednie przełożenie na wzrost wartości inwestycji – powiedział Paweł Szreder, Młodszy Partner Bain & Company Poland/CEE.
– Oznacza to także, że spółki, które nie spełniają kryteriów ESG, będą miały coraz większe problemy z pozyskaniem finansowania – dodał.
Fundusze private equity odgrywają coraz większą rolę na rynku fuzji i przejęć, dysponując obecnie rekordowym środkami na inwestycje w wysokości 3,4 bln dolarów. Biorąc pod uwagę deklaracje instytucji kierujących środki do tych funduszy, a także rosnącą presję ze strony regulatorów, rządów i instytucji finansowych, można przyjąć, że gros tych pieniędzy trafi właśnie do firm, które poważnie traktują strategie zrównoważonego rozwoju. Jak wynika z marcowego raportu Bain & Company fundusze private equity zainwestowały w ubiegłym roku łącznie 1,1 bln dolarów, najwięcej w historii i prawie dwukrotnie więcej niż rok wcześniej.
– Fundusze private equity, z którymi na co dzień pracujemy w Polsce, coraz więcej uwagi przywiązują do tego, jak spółki, w które planują zainwestować, podchodzą do kwestii ESG. Tego wymagają od nich ich inwestorzy. ESG staje się więc samym stałym elementem badania due diligence przejmowanych spółek – powiedział Paweł Szreder.
Wiele spółek od lat podejmuje działania związane z ochroną środowiska i klimatu, na przykład redukując zużycie energii pochodzącej z paliw kopalnych. Zdaniem ekspertów Bain & Company rosyjska inwazja na Ukrainę może przyśpieszyć transformację energetyczną w kierunku czystych źródeł energii. To element „E” w układance zrównoważonego rozwoju. Wojna pokazała również jak ważne, także dla biznesu, jest poszanowanie praw człowieka, odpowiedzialność za lokalne społeczności i konieczność niesienia pomocy, czyli część „S” w kryteriach ESG.
Autorzy badania wskazują, że dużym problemem jest obecnie jakość danych dotyczących spełniania kryteriów ESG. Wynika to z braku jednolitych światowych standardów raportowania. W efekcie, trudno jest porównywać i weryfikować deklaracje dotyczące ESG. Inwestorzy zwracają też uwagę na zagrożenie zjawiskiem greenwashingu, które ma na celu jedynie wywoływanie mylnego wrażenia na temat spełniania zasad zrównoważonego rozwoju, a nie podejmowanie faktycznych działań w tym kierunku.
Nowe badanie przeprowadzone przez Cisco wśród pracowników polskich firm umożliwiających pracę zdalną wykazało, że narzędzia i procedury cyberbezpieczeństwa powinny zostać w istotny sposób uproszczone, aby zaoszczędzić czas, zwiększyć produktywność i efektywniej chronić firmowe sieci. Jednocześnie, eksperci Cisco wskazują na wiele złych nawyków pracowników i zwracają uwagę na brak świadomości zagrożeń.
Obecnie świadomość cyberzagrożeń wydaje się być powszechna. Dla prawie 40% polskich pracowników zapewnienie bezpieczeństwa urządzeń, na których pracują jest ważne i nie stanowi problemu. Z drugiej strony, niemal 20% respondentów z Polski przyznało, że wykonywanie zadań w sposób bezpieczny jest skomplikowane, gdyż wymaga wpisywania wielu haseł i specjalnych procedur logowania w różnych aplikacjach. Z kolei ok. 10% uważa, że cyberbezpieczeństwo tylko zabiera cenny czas, który mogliby poświęcić na pracę. Taka postawa może tłumaczyć, dlaczego aż 50% badanych nad Wisłą omija firmowe zabezpieczenia przynajmniej raz w tygodniu, a 17% robi to każdego dnia. Efektywność jest dla użytkowników kluczowa. Gdy rozwiązania z zakresu cyberbezpieczeństwa będą zbyt złożone, pracownicy zaczną je traktować jako przeszkodę.
Kłopotliwe cyberbezpieczeństwo
Jak pokazuje badanie Cisco, doświadczenia użytkowników są kluczowe dla skutecznego wdrożenia polityki bezpieczeństwa. Pracownicy nie lubią czasochłonnych procedur i skomplikowanych systemów. 40% respondentów wskazało, że kwestie związane z cyberbezpieczeństwem zajmują im od 5 do 10 min. każdego dnia. Z kolei prawie 23% poświęca na to nawet do 15 min. Dlatego pracownicy robią co mogą żeby ułatwić sobie życie. Aż 10% respondentów zawsze korzysta z tych samych haseł, co oznacza, że w przypadku wykradzenia danych do logowania skompromitowanych zostaje wiele systemów. Rozwiązania do zarządzania hasłami mogłyby stanowić duże ułatwienie, gdyż kolejne 10% badanych resetuje je za każdym razem, gdy korzysta z aplikacji niewykorzystywanych codziennie, a 28% zapisuje je ręcznie. Stosunkowo niewielu polskich pracowników (ok. 13%) korzysta z bezhasłowych sposobów uwierzytelniania. Logowanie na podstawie rozpoznawania twarzy jest komfortowe tylko dla 36% osób. Taka samą opinię w stosunku do wykorzystywania odcisku palca wyraziło już 61% respondentów.
Polskie firmy wciąż słabo zabezpieczone
W badaniu Cisco zapytano pracowników, czy pracując zdalnie mają świadomość istnienia w ich firmach poszczególnych rozwiązań bezpieczeństwa. Tylko 22% polskich pracowników wie o istnieniu w ich organizacji systemów pojedynczego logowania (single sign-on), które pozwalają na bezpieczny dostęp do szeregu platform i aplikacji bez konieczności logowania za każdym razem. Ponadto, tylko połowa pracowników zna i korzysta z VPN (48%) i uwierzytelniania wieloskładnikowego (50%). Zdaniem ekspertów to zdecydowanie zbyt mało, gdyż pierwsze rozwiązanie zapewnia bezpieczne połączenie z siecią, a drugie umożliwia bezpieczne logowanie. Aż 10% badanych nie wie o żadnych rozwiązaniach z zakresu cyberbezpieczeństwa stosowanych w ich przedsiębiorstwach.
„Nie wolno nam zapominać, że u podstaw elastyczności pracy leży utrzymanie bezpieczeństwa danych i systemów. Pracownicy zdalni muszą być świadomi swojej odpowiedzialności za przestrzeganie dobrych praktyk cyberbezpieczeństwa niezależnie od tego, gdzie się znajdują” – mówi Przemysła Kania, dyrektor generalny Cisco w Polsce. „Dzisiejsze rozwiązania bezpieczeństwa powinny być skonstruowane w taki sposób, aby umożliwiały odpieranie ataków hakerów i dawały użytkownikom możliwość swobodnej pracy. Rezygnacja z haseł na rzecz innych form uwierzytelniania znacznie podnosi poziom bezpieczeństwa. Tradycyjne dane do logowania stosunkowo często są przechwytywane przez cyberprzestępców i dawno przestały być skuteczną formą obrony, a stały się wręcz jedną z głównych przyczyn ataków”.
Badanie przeprowadzone przez Cisco wskazuje na potrzebę prowadzenia szkoleń z zakresu świadomości bezpieczeństwa. Pracownicy muszą współpracować z działami IT, zachować czujność, zgłaszać incydenty i wszelkie anomalie, w szczególności pracując poza biurem. Firmy powinny tworzyć politykę bezpieczeństwa w taki sposób, aby w minimalnym stopniu wpływała ona na efektywność i czas pracy, a jednocześnie umożliwiała ochronę zasobów biznesowych.
Po ukazaniu się raportu „Transport drogowy w Polsce 2021+” po raz kolejny mogliśmy przekonać się, jak wielkie znaczenie dla polskiej gospodarki ma branża TSL[1]. Zapotrzebowanie na usługi tego sektora na rynku europejskim już jest znaczące, a może jeszcze bardziej wzrosnąć. Z jednej strony to wielka szansa, jednak czy polski transport będzie w stanie zaspokoić ten popyt? – zastanawia się prezes Zarządu KAES Logistics Katarzyna Syta.
To pytanie jest kluczowe i spędza sen z powiek wielu pracownikom branży TSL. Fundamentalna rola transportu jest bezdyskusyjna – bez niej żadna inna branża nie może funkcjonować. Mimo to o jej problemach nadal mówi się bardzo mało. Polska od lat była europejskim liderem w eksporcie usług transportowych i transporcie międzynarodowym, teraz jest nim również w całości usług przewozowych. Z jednej strony możemy na ten fakt spojrzeć jak na swojego rodzaju sukces, z drugiej jednak to wielkie wyzwanie, któremu będzie bardzo ciężko sprostać ze względu na wyzwania, które pojawiły się przed całą branżą TSL.
Duże nadzieje…
W 2019 r. Polska stała się największym rynkiem transportowym w Europie. Obecnie nasze rodzime firmy z tego sektora mają znaczący wkład nie tylko w krajową, ale również europejską gospodarkę. Co więcej, jak możemy wyczytać z raportu, rynek europejski odpowiada za największy wzrost pracy przewozowej wykonywanej przez polskie firmy. Silną pozycję nasi przedsiębiorcy transportowi mają, chociażby na takich trasach jak Niemcy-Francja, Niemcy-Włochy, Niemcy-Czechy, Niemcy-Belgia, czy Niemcy – Wielka Brytania. Zatem, czy zagraniczne firmy widzą w Polsce rosnący potencjał? Na to pytanie niestety nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ wojna radykalnie odwróciła przewidywane trendy i wprowadziła wielką niepewność. Jedne firmy będą nadal wycofywać się z Polski, jako z kraju, w którym długofalowe inwestycje nie są dobrym pomysłem ze względu na bezpośrednie sąsiedztwo z Rosją i Białorusią, natomiast inne przedsiębiorstwa będą patrzeć na tę sytuację wręcz przeciwnie – po utracie szans na dalszy rozwój w Ukrainie i krajach agresorów widzą w naszym państwie duży potencjał. Dlatego nie tracimy jeszcze nadziei, że sytuacja w którymś momencie ulegnie poprawie.
…i wielkie obawy
Według raportu „Transport drogowy w Polsce 2021+” ankietowani najbardziej obawiają się problemu braku kierowców oraz konsekwencji wprowadzenia Pakietu Mobilności, uznali również obie te kwestie za największe wyzwanie dla branży na najbliższe pięć lat. Jednak w momencie powstawania raportu nikt nie pomyślał nawet o wojnie w Ukrainie. Obecnie Pakiet Mobilności, choć stanowi wyzwanie finansowe, przeszedł na dalszy plan, tak samo, jak coraz ostrzejsze regulacje środowiskowe oraz problem nieuczciwej konkurencji. Natomiast kwestia niedoboru kierowców stała się jeszcze większym wyzwaniem. Przed wojną polscy przewoźnicy zatrudniali ponad 110 tys. kierowców z Ukrainy, a obecnie szacuje się, że mogło wyjechać ok. 30 proc. z nich. Oprócz tego aspektu palącymi problemami są niebotyczne ceny paliw, które w połączeniu z wymogami Pakietu Mobilności przyczyniają się do znacznego kryzysu finansowego – wiele firm TSL może tego nie przetrwać. Ze względu na specyfikę branży i znaczące opóźnienia w płatnościach to kwestia pieniędzy jest tą najbardziej palącą. Zadłużenie firm w całym sektorze sukcesywnie wzrastało od lat i wiadomo już, że nadal będzie rosnąć, nawet pomimo zwiększonego zapotrzebowania na usługi transportowe. Sumy wcześniej zwiększały się głównie ze względu duże zatory płatnicze i długie terminy płatności. Sytuacji tej nie poprawia fakt, iż w wyniku wojny transport na rynek wschodni kompletnie się załamał. Znaleźliśmy się w samonapędzającej się pułapce długów. To również jedna z przyczyn obserwowanego w ostatnim czasie trendu konsolidacyjnego, czyli wzrost znaczenia firm średnich i dużych, kosztem mikroprzedsiębiorstw. Małe organizacje już wcześniej upadały lub były wchłaniane przez większe, ze względu na problemy finansowe. Patrząc na obecną sytuację, ten trend nie ulegnie odwróceniu.
Konieczne zmiany
W najbliższym czasie będziemy świadkami znaczących zmian w branży TSL. W wyniku pandemii nastąpiło przyspieszenie procesu digitalizacji i automatyzacji przedsiębiorstw, co dalej będzie postępować. Zmieniają się także kierunki i trasy transportowe, a także struktury dystansów oraz przewożonych towarów. Polskie firmy TSL mają mocną pozycję na wielu kluczowych szlakach transportowych, mają doświadczenie, zasoby i są konkurencyjne. Jednak kłopoty tego sektora, szczególnie transportu drogowego, są podstawą do ogólnego niepokoju, nie tylko branżowego. Z tak znaczącym brakiem kierowców zawodowych, na pewno nie będziemy w stanie sprostać oczekiwaniom rynku UE. Jednego możemy być pewni – rola sektora transportowego w polskiej i europejskiej gospodarce będzie rosła i trzeba będzie odpowiedzieć na te potrzeby, dlatego powinniśmy częściej uświadamiać społeczeństwo o jego słabościach, a także konsekwencjach, które może przynieść jego niewydolność. Skutki zaniechań w zakresie poprawy sytuacji polskiego transportu lub niewłaściwej polityki w tym obszarze będą odczuwane przez całą gospodarkę, a także wszystkich obywateli.
Po raz kolejny wygląda na to, że debaty prezydenckie ustalają lub potwierdzają losy wyborów. Emmanuel Macron wyraźnie po wczorajszej debacie powiększył swoją przewagę nad panią Le Pen.
Debata prezydencka dla Macrona
Jeszcze niedawno wydawało się, że druga runda będzie tylko formalnością. Ta formalność jednak z każdym kolejnym dniem była coraz bardziej ryzykowna. Wczorajsza debata ponownie przechyla szalę zwycięstwa na rzecz urzędującego prezydenta. Z drugiej strony warto brać pod uwagę, że ludzie czasem lekko oszukują w sondażach, chcąc się przypodobać ankieterom. W rezultacie pojawia się efekt zaniżania poparcia dla niepopularnych opcji. W efekcie pomimo swojej prorosyjskości, której wczoraj pani Le Pen zaprzeczała, nie jest ona bez szans w tym wyścigu. Z drugiej strony bukmacherzy niemal nie płacą za zwycięstwo obecnego prezydenta, co pokazuje, że jest on wyraźnym faworytem. Co na to rynki? W ostatnich dniach słabość euro wynikała trochę właśnie z wątpliwości. Część inwestorów, podejrzliwie patrząc na przyszłość Francji, wycofywała kapitał ze strefy euro. Dzisiaj od rana widzimy wyraźne umocnienie się europejskiej waluty zarówno względem dolara jak i złotego.
Rosjanie kontynuują agresję
Zgodnie z oczekiwaniami po przegrupowaniu rosyjskie siły rozpoczęły ofensywę na Wschodzie. W rejonie Donbasu udaje im się przesuwać linię frontu, ale nie zajęto jeszcze żadnych kluczowych miast. Po raz kolejny wraca problem Mariupola, który ma niedługo poddać się rosyjskiemu oblężeniu. Miasto to ma według planów rosyjskich być areną propagandowego sukcesu. Na 9 maja rosyjska dyktatura planuje tam świętować zwycięstwo nad faszyzmem. Rosjanie uważają, że rocznica końca drugiej wojny przypada bowiem dzień później niż w Europie. Niemcy skapitulowali w nocy, a w czasie moskiewskim był już kolejny dzień. Wydarzenia te powodują, że inwestorzy patrzą podejrzliwie na złotego. Co w połączeniu z debatą we Francji powoduje, że jesteśmy świadkami drożejącego euro. Z drugiej strony ruch ten nie jest na tyle silny, by złoty nie umacniał się równolegle względem dolara czy franka.
Gwałtowny spadek zapasów za oceanem
Wczorajsze dane pokazują, że stabilizowanie rynku rezerwami może być bardzo kosztowne. Spadek zapasów jest bardzo wyraźny i sięga przeszło 8 mln baryłek. To wyjątkowo dużo, szczególnie biorąc pod uwagę oczekiwania wzrostów zapasów. Nie może zatem dziwić, że mimo tego, że od rana ropa naftowa wyraźnie traciła, to na koniec dnia wróciła do punktu wyjścia. Pokazuje to bowiem jasno, że na rynku wcale nie ma za dużo surowca, by uzasadniać przecenę.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl
Według danych z końca marca 2022 r., w Polsce były zarejestrowane łącznie 45 242 osobowe i użytkowe samochody z napędem elektrycznym. W I kwartale br. ich liczba zwiększyła się o 5708 sztuk, tj. o 57% więcej niż w analogicznym okresie 2021 r., kiedy zarejestrowano 3628 sztuk – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.
Pod koniec marca 2022 r. po polskich drogach jeździło 43 365 elektrycznych samochodów osobowych. W pełni elektryczne auta (BEV, ang. battery electric vehicles) stanowiły niemal połowę tej części floty pojazdów (21 576 szt.), a pozostałą część stanowiły hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 21 789 szt. Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych liczył 1 877 szt. W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec marca składała się z 10 777 szt. Wzrosła również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 361 822 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce wzrósł do 720 szt.
Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec marca 2022 r. w Polsce funkcjonowały 2113 ogólnodostępne stacje ładowania pojazdów elektrycznych (4118 punktów). 29% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 71% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W marcu uruchomiono 79 nowych, ogólnodostępnych stacji ładowania (155 punktów).
– Program „Mój Elektryk” zaczyna przynosić wymierne efekty. O ile w I kwartale 2021 r. Polacy ponad dwa razy częściej wybierali hybrydy typu plug-in niż samochody całkowicie elektryczne, o tyle teraz sytuacja się odwróciła i od stycznia do marca bieżącego roku liczba rejestracji objętych wsparciem BEV okazała się wyższa niż PHEV, których nabywcy nie mogą liczyć na subsydia. BOŚ Bank, który dystrybuuje dofinansowanie w imieniu NFOŚiGW, podpisał już umowy z 18 firmami leasingowymi, a większość z nich uwzględnia już dotacje w swojej ofercie. To znaczny wzrost – pod koniec 2021 r. takie kontrakty obowiązywały tylko 8 leasingodawców – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.
– Zwykle patrzymy na program „Mój Elektryk” przez pryzmat dopłat do samochodów osobowych. Jednak warto podkreślić prawie trzykrotny wzrost liczby zarejestrowanych samochodów dostawczych i ciężarowych w pierwszych trzech miesiącach b.r. w porównaniu do analogicznego okresu roku 2021. A to właśnie samochody dostawcze są tymi, w przypadku których przejście na napędy niskoemisyjne zaowocuje czystym powietrzem w miastach. Musimy pamiętać, że coraz więcej zakupów robimy w sieci, a dostawy są realizowane właśnie samochodami dostawczymi. Jeśli ten wzmożony ruch będzie odbywał się samochodami niskoemisyjnymi, to centra naszych miast staną się znacznie przyjaźniejsze dla mieszkańców. W tym kontekście warto też zwrócić uwagę na znaczny wzrost rejestracji autobusów elektrycznych a także samochodów wodorowych. – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.
Dzisiejszy rynek pracy podlega nieustannym zmianom. Szczególnie w dziedzinie biznesu należy wciąż podnosić kwalifikacje oraz uaktualniać swoją wiedzę. Nie bez powodu mówi się, że kto nie idzie do przodu, ten się cofa. Czym wyróżniają się studia podyplomowe Master of Business Administration na tle innych kursów?
Oferta studiów podyplomowych jest bardzo szeroka, jednak przed wyborem warto zastanowić się, czy dany kurs umożliwia zdobycie konkretnych kompetencji w zakresie biznesu i administracji. Studia MBA pozwalają na uzyskanie kwalifikacji niezbędnych np. do zasiadania w radach nadzorczych spółek skarby Państwa oraz zarządach różnych przedsiębiorstw. Jak wyglądają takie studia?
Jakie warunki trzeba spełnić, aby zostać przyjętym na studia?
Aby rozpocząć studia podyplomowe na kierunku Master of Business Administration, trzeba złożyć komplet dokumentów. Studia podyplomowe mogą podjąć osoby, które uzyskały wcześniej tytuł licencjata, inżyniera lub magistra. Więcej informacji oraz dane kontaktowe dostępne są na wsb-nlu.edu.pl. Niezbędne dokumenty można dostarczyć drogą elektroniczną.
Jakie przedmioty znajdują się w programie?
Program kształcenia obejmuje specjalistyczny dobór przedmiotów z zakresu zarządzania, analityki biznesowej oraz rachunkowości. Ciekawym elementem jest także innowatyka, czyli przedmiot poświęcony innowacjom. Takie treści na pewno zainteresują osoby, które już działają w branżach związanych z biznesem, lub dopiero planują rozpoczęcie kariery w tej dziedzinie. Dużym plusem MBA na WSB NLU jest możliwość ukończenia studiów podyplomowych w formie online. Dzięki temu można je realizować w dowolnej lokalizacji, wymagany jest jedynie komputer z dostępem do internetu. Warty podkreślenia jest także fakt, że nie wszystkie zajęcia wymagają uczestnictwa w czasie rzeczywistym. Niektóre treści można odtwarzać w dowolnym, dogodnym dla słuchacza momencie. WSB Nowy Sącz oferuje studia podyplomowe MBA, które trwają dwa semestry i mogą być realizowane zarówno w języku polskim, jak i po angielsku.
Co zyskuje absolwent MBA na rynku pracy?
Najważniejsze są umiejętności, jakie pozwalają zdobyć studia na kierunku Master of Business Administration. Wyższa Szkoła Biznesu – National Louis University szczyci się tym, że stawia na połączenie wiedzy teoretycznej z praktycznym doświadczeniem zdobywanym w świecie biznesu. Absolwent tego kierunku wyposażony jest w narzędzia niezbędne, aby rozpocząć karierę biznesową w Polsce oraz za granicą. Zarówno w mniejszych przedsiębiorstwach, jak i w wielkich korporacjach czy spółkach państwowych. Wszystko zależy od indywidualnej motywacji i pracowitości.
Czy dyplom MBA umożliwia pracę w radach nadzorczych?
Zgodnie z aktualnie obowiązującymi przepisami, ukończenie studiów podyplomowych na kierunku Master of Business Administration jest jednym z kryteriów, które umożliwiają zdobycie pracy w radach nadzorczych spółek, również tych z udziałem Skarbu Państwa. Podjęcie studiów MBA jest więc propozycją dla osób, które chciałby rozpocząć taką karierę.
Po pierwszych trzech miesiącach br. obroty Grupy Muszkieterów, zrzeszającej blisko 500 polskich przedsiębiorców pod szyldami supermarketów spożywczych oraz z kategorii „dom i ogród”, wyniosły ponad 2 mld złotych. To wzrost o ponad 210 mln złotych i tym samym o 12 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem. Obroty sieci Intermarché, nie licząc stacji paliw, kształtowały się na poziomie ponad miliarda złotych, ze wzrostem o ponad 8 proc. na sklepach porównywalnych („like-for-like”), zaś sieć Bricomarché wypracowała 700 mln złotych obrotów łącznej sprzedaży – to wzrost o blisko 11,5 proc. r/r.
–Na przestrzeni ostatnich dwóch lat branża handlu detalicznego musiała mierzyć się z wieloma wyzwaniami. Do trudności związanych ze skutkami pandemii oraz ze stale rosnącą inflacją dołączył niedawno kryzys wywołany rosyjską agresją na Ukrainę – mówi Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce. – Mimo to Grupa odnotowuje bardzo solidne obroty po pierwszym kwartale roku, co oznacza, że powróciliśmy na ścieżkę stałego i rentownego wzrostu. Zamierzamy na niej pozostać i coraz dynamiczniej rozwijać nasze szyldy na polskim rynku. W najbliższych tygodniach, na podstawie danych rynkowych, będziemy mogli potwierdzić, że dynamika naszego wzrostu jest rzeczywiście szybsza niż rynku i na oczekiwanym poziomie.
W pierwszym kwartale br. sieć Intermarché wraz ze stacjami paliw wypracowała obroty na poziomie 1,3 mld złotych. Sieć pracuje nad ciągłym udoskonalaniem konceptu Power, aby jeszcze lepiej odpowiadał na potrzeby klientów. Wszystkie sklepy Intermarché po remodelingu są doskonałą platformą do optymalizacji m.in. wachlarza usług i procesów operacyjnych. Bieżący rok jest również czasem wzmożonych prac nad ofertą marki własnej Intermarché a także nad nową odsłoną elastycznego programu lojalnościowego.
Dodatkowo, Grupa Muszkieterów niezmiennie kładzie mocny nacisk na działania w obszarze e-commerce, rozwijając usługę Intermarché Drive. Udogodnienie umożliwia odbiór produktów zamówionych online o dowolnej porze dnia w specjalnie wyznaczonej do tego strefie.
Obroty Bricomarché po trzech pierwszych miesiącach br. wyniosły 700 mln złotych. Sieć jest już w ścisłej czołówce polskiego rynku DIY, a ambitne plany szyldu pod kątem rozwoju konceptów handlowych, formatów, multikanałowości i organizacji powinny pozwolić Bricomarché dalej umacniać swoją pozycję w kolejnych kwartałach i latach.
Bricomaty, czyli autorskie boksy sieci do odbioru artykułów zamówionych przez internet, regularnie pojawiają się w kolejnych lokalizacjach. Ponadto Bricomarché kontynuuje prace nad poszerzaniem funkcjonalności aplikacji mobilnej, którą udostępniono klientom w 2021 roku. Aby wspierać ekspansję sieci, Muszkieterowie uruchomili także nowy magazyn logistyczny w Sosnowcu, który uzupełnia już istniejącą siatkę logistyczną sieci.
– Osiągane obroty są wynikiem i zasługą wspólnych wysiłków zarówno przedsiębiorców zrzeszonych w Grupie, zaangażowanych na poziomie regionalnym i centralnym, kształtujących politykę jej rozwoju, jak i pracowników spółek centralnych. To są przy tak wymagającym rynku jak polski, bardzo istotne atuty, które oferujemy niezależnym przedsiębiorcom już prowadzącym biznes w ramach prywatnie zarządzanych lub zrzeszonych sklepów. Rozpoznawalne szyldy, coraz silniejszy marketing i narzędzia lojalnościowe, wspólne zakupy i zcentralizowana logistyka, wsparcie operacyjne i szkoleniowe oraz coraz nowocześniejsze zaplecze informatyczne to tylko kilka powodów, dla których warto dołączyć do Grupy Muszkieterów – mówi Marc Dherment i dodaje – Naszą siłą jest solidarność, co potwierdzamy również w działaniach na rzecz potrzebujących. W obliczu wojny za naszą wschodnią granicą pokazaliśmy, że w biznesie liczy się także realne wsparcie. Zaangażowaliśmy się w szereg inicjatyw, a własne akcje pomocowe zorganizowało wielu właścicieli sklepów na poziomie lokalnym. Chociażby sieć Bricomarché za pośrednictwem Fundacji Muszkieterów przekazuje Polskiej Akcji Humanitarnej 1 mln złotych, zaś sieć Intermarché wcześniej uzgodnione produkty o łącznej wartości ponad 200 tys. złotych. To wszystko potwierdza, że razem możemy więcej.
O ponad połowę wzrosła sprzedaż danych do kluczowych klientów w lutym br., podała notowana na NewConnect spółka Cloud Technologies, która koncentruje się na monetyzacji cyfrowych informacji o zachowaniu użytkowników internetu. Wskaźnik szacunkowej miesięcznej dynamiki sprzedaży danych sięgnął 52% r/r.
– Obserwujemy stabilny wzrost sprzedaży danych, który od początku roku przekracza poziom 50% r/r. Widzimy, że strategia, którą obraliśmy i konsekwentnie realizujemy, przynosi oczekiwane efekty, czyli systematyczny wzrost miesięcznych przychodów w ramach naszego kluczowego segmentu. Sprzedaż danych jest działalnością globalną i skalowalną, jest motorem rozwoju Cloud Technologies, a – co istotne dla rozwoju biznesu – przychody generujemy przede wszystkim w USD, podczas gdy koszty ponosimy w naszej rodzimej walucie. Konsekwentnie rosnąca dynamika sprzedaży pozwala nam z optymizmem myśleć o rozwoju spółki w kolejnych miesiącach – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.
Nadrzędnym celem Cloud Technologies w najbliższych latach jest budowa wartości spółki dla akcjonariuszy. Aby zrealizować ten cel, zarząd przyjął strategię na lata 2021 – 2023, której najważniejszym elementem jest szybkie zwiększenie sprzedaży danych poprzez m.in. dalszą globalizację sprzedaży, międzynarodowe akwizycje oraz rozwój technologiczny autorskiej platformy DMP.
Notowana na NewConnect spółka Cloud Technologies ze względu na konsekwentny rozwój biznesu oraz roczny wzrost wartości spółki o ponad 100 procent została wyróżniona tytułem Spółki Roku 2021 przez organizatorów gali “Byki i Niedźwiedzie 2021”.
– Mamy kompetencje i zasoby, by w niedalekiej przyszłości stać się wiodącym dostawcą na globalnym rynku danych. Pierwsze, pozytywne efekty realizacji strategii widzimy już w naszych wynikach finansowych, w których po transformacji biznesu głównym źródłem przychodów została właśnie sprzedaż danych – dodaje Piotr Soleniec, dyrektor finansowy i członek zarządu Cloud Technologies.
Model biznesowy Cloud Technologies polega na monetyzacji cyfrowych informacji dotyczących użytkowników Internetu. Proces monetyzacji danych składa się z trzech elementów. Pierwszym z nich jest zbieranie danych z urządzeń mobilnych i komputerów. Pozyskane dane są następnie przetwarzane za pomocą autorskiej technologii DMP. Ostatnim etapem jest sprzedaż przetworzonych danych na rynku reklamy online. Sprzedawane dane przez spółkę, dotyczące użytkowników Internetu, znajdują wykorzystanie w precyzyjnym targetowaniu reklam internetowych.
Cloud Technologies ma za sobą również rekordowy kwartał. 15 lutego br. Spółka opublikowała raport okresowy za IV kwartał 2021 roku. EBITDA w 2021 roku wyniosła 17,5 mln zł, blisko trzykrotnie więcej niż w roku 2020. Zysk netto wzrósł do 8,7 mln zł, czyli o 8,1 mln zł r/r. Przychody osiągnęły poziom 55 mln zł, gdzie za 45% wyniku, o 19 p.p. więcej niż przed rokiem, odpowiadała sprzedaż danych, cechująca się najwyższą marżowością i mająca największy wpływ na dynamiczny rozwój spółki. W samym IV kwartale sprzedaż danych wzrosła o 43% r/r i 27% kw/kw, a sprzedaż na poziomie 8,2 mln zł była rekordowa w całej historii grupy.
PFR Ventures i Inovo Venture Partners przygotowały kwartalny raport podsumowujący transakcje na polskim rynku venture capital (VC). Z danych wynika, że od stycznia do końca marca 2022 przeprowadzono 98 transakcji, w które zaangażowanych było 101 funduszy. Dostarczyły one do innowacyjnych polskich spółek ponad 1,1 mld PLN.
W pierwszym kwartale 2022 przez polski rynek VC, przepłynęło 1,1 mld PLN. To łączna wartość kapitału jaką polskie i zagraniczne fundusze zainwestowały w rodzime innowacyjne przedsiębiorstwa. Historycznie jest to najmocniejsze otwarcie roku. Dla porównania: w 2020 roku w pierwszych trzech miesiącach zainwestowano 249 mln PLN, co odpowiadało za około 12% wartości całego finansowania, a w 2021 było to 243 mln PLN (6,7%).
Rysunek 1 Liczba i wartość transakcji. Celowo w zestawieniu osobno prezentujemy megarundy (outliers), które zaburzają statystyczny obraz
Odliczając ponadstandardowe transakcje (outliers), pierwszy kwartał 2022 to wciąż jeden z mocniejszych okresów, jakie można było zaobserwować na polskim rynku venture capital. Utrzymuje się też trend z 2021 roku, w którym w każdym kwartale odnotowaliśmy około 100 transakcji.
– Nawet przy odseparowaniu największej transakcji, możemy mówić o ponad dwukrotnym wzroście względem Q1 2021. Jeżeli takie tempo zostanie utrzymane, to już na etapie zamknięcia trzeciego kwartału będziemy mogli patrzeć na poprzedni rekord z perspektywy wstecznego lusterka – mówi Maciej Ćwikiewicz, prezes w PFR Ventures.
– Wartość inwestycji wyniosła w pierwszym kwartale tyle, ile w całym 2019. W 3 lata polski rynek VC zrobił ogromny skok. Przez globalne fundusze, z którymi pracujemy, Polska nie jest już postrzegana jako rynek wschodzący a dojrzały, który pod względem potencjału nie różni się zbytnio od Niemiec – mówi Tomasz Swieboda, partner w Inovo Venture Partners.
43% zainwestowanych w pierwszym kwartale środków to kapitał publiczno-prywatny, a udział międzynarodowych funduszy w wartości transakcji wyniósł 53%. Jednocześnie 86 z 98 transakcji bazowało na kapitale publiczno-prywatnym. 85 transakcji przeprowadziły polskie zespoły.
28 z 98 transakcji to inwestycje z udziałem funduszy PFR Ventures. W pierwszym kwartale zapewniły one około 17% kapitału dla innowacyjnych przedsiębiorstw. Istotną rolę w segmencie zalążkowym odgrywają też fundusze Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, które dokonały 38 transakcji (ok. 12,5% udziału w wartości). Z kolei piętnaście największych rund finansowania przełożyło się na 77% wartości wszystkich rund finansowania w pierwszym kwartale.
Największa transakcją była runda zamknięta przez polsko-fiński ICEYE, który pozyskał ponad 560 mln PLN. Finansowanie zapewnił m.in. lokalny fundusz OTB Ventures. Warte odnotowania jest również zaangażowanie PKN Orlen, który uruchomił największy (pod względem kapitalizacji) polski fundusz typu corporate venture capital. Według zapowiedzi, zainwestuje on ponad 450 mln PLN.
Leroy Merlin ze spadkiem ruchu w sklepach. W Auchan i Decathlonie wręcz przeciwnie. Polacy wciąż odwiedzają sklepy, które nie wycofały się z Rosji. Spadek ruchu jest praktycznie niezauważalny.
Obserwacja zachowań blisko 500 tys. konsumentów w prawie 2 tys. placówek pokazuje, że Polacy nie zbojkotowali sieci handlowych pozostających na rosyjskim rynku, tak jak to zapowiadali po 24 lutego br. Według analizy Proxi.cloud i UCE RESEARCH, ruch w sklepach Auchan wzrósł nawet bardziej niż w innych hipermarketach. Wprawdzie stracił nieznaczną ilość unikalnych klientów, ale i tak miał lepsze wyniki od konkurencji. Natomiast w segmencie marketów budowlanych zdecydowanie gorzej poradziła sobie sieć Leroy Merlin, notując spadek ww. wskaźników. Z kolei w placówkach Decathlonu ruch zwiększył się, podczas gdy w pozostałych sklepach sportowych i turystycznych zmalał. Jak wyjaśniają eksperci, analiza wyraźnie pokazuje, że w obecnych czasach nie bardzo nas stać na to, by rezygnować z atrakcyjnych ofert handlowych na rzecz solidarności z Ukraińcami.
Po wybuchu wojny za naszą wschodnią granicą wielu Polaków głośno zapowiadało, że przestanie robić zakupy w sklepach takich sieci, jak Auchan, Leroy Merlin czy Decathlon, które nie zawiesiły działalności w Rosji po jej ataku na Ukrainę. Firma technologiczna Proxi.cloud i platforma analityczno-badawcza UCE RESEARCH postanowiły sprawdzić, czy rzeczywiście konsumenci postępują zgodnie z tymi deklaracjami. Objęto monitoringiem łącznie ponad 481 tys. klientów i blisko 2 tys. placówek w całej Polsce. I porównano wyniki z okresu od 24 stycznia do 23 lutego i od 24 lutego do 26 marca br. Jak się okazało, ruch w placówkach Auchan wzrósł i to o 4,5%. W tym samym czasie w innych hipermarketach zwiększył się średnio o zaledwie 2,1%.
– Konsumenci chcą uchodzić za poprawnych politycznie, zwłaszcza w mediach społecznościowych. Jednak w praktyce nie stać ich na rezygnację z zakupów w sklepach, które czasem miewają lepsze ceny niż dyskonty, zwłaszcza w czasach rosnącej inflacji. Wiele osób chciałoby móc sobie pozwolić na luksus współczucia, ale zwyczajnie nie ma takiej możliwości, tym bardziej że dłuższy dojazd do placówki innej sieci handlowej również bywa bardziej kosztowny w związku z rosnącą ceną paliw – komentuje dr Maria Andrzej Faliński, wiceprezes Stowarzyszenia „Forum Dialogu Gospodarczego”.
Liczba unikalnych klientów Auchan zmniejszyła się o 2,3% w porównaniu do okresu poprzedzającego atak Rosji na Ukrainę. Jednak i tak strata okazała się mniejsza niż u konkurencji, która zanotowała spadek na poziomie 4%. Natomiast, jak podkreśla Mateusz Chołuj, szef zespołu Proxi.cloud, powyższe dane wyraźnie nie dotyczą wartości obrotów. Możliwe jest zatem, że choć Polacy nie ograniczają wizyt w sklepach Auchan, to wydają tam mniej pieniędzy na zakupy. Kupują w nich np. produkty marki własnej, których nie dostaną nigdzie indziej.
– Auchan, który postawił na budowę małych centrów handlowych, ma w swoich obiektach nie tylko sklepy spożywcze, ale też inne, np. drogeryjne, weterynaryjne czy odzieżowe. Koncentracja szerokiej oferty w jednym miejscu znacząco podnosi wygodę klientów i jednocześnie zwiększa dla nich barierę odejścia od sieci. Konsumenci musieliby poświęcać znacznie więcej czasu niż wcześniej na robienie wszystkich analogicznych zakupów w różnych, nowych miejscach – mówi Adam Grochowski, analityk w Proxi.cloud.
Z kolei w sieci Leroy Merlin ruch spadł o 5,7% po ataku Rosji na Ukrainę. Natomiast w innych marketach budowlanych wizyt przybyło średnio o 6%. Liczba unikalnych klientów Leroy Merlin zmniejszyła się aż o 10,2%. Sklepy innych sieci w tym samym segmencie zyskały 0,04%.
– Biorąc pod uwagę to, że liczba unikalnych klientów Leroy Merlin spadła jeszcze mocniej niż ruch, można stwierdzić, że z tej sieci zrezygnowali przede wszystkim okazyjni nabywcy, a w mniejszym stopniu – regularni. Wśród tych drugich są m.in. firmy budowlane i ekipy remontowe. Bojkot dotyczył zatem głównie konsumentów, a w węższym zakresie – profesjonalistów – dodaje Adam Grochowski.
W sklepach sieci Decathlon ruch wzrósł o 3%, a u konkurencji – średnio o 1%. Liczba unikalnych klientów Decathlonu zmniejszyła się o 2,9%. Pozostałe firmy działające w tym segmencie odnotowały stratę na poziomie 1,8%.
– Polacy nie zbojkotowali Decathlonu, bo właściwie chcieli pomóc Ukraińcom. Sklep oferuje szeroką bazę produktów potrzebnych na froncie, w tym m.in. latarki, namioty czy śpiwory. Właśnie tego rodzaju produkty były szeroko wykupowane po wybuchu wojny. Ludzie nie patrzyli na logo sklepu, w którym dokonywali zakupów – wyjaśnia Mateusz Chołuj.
Jak podsumowują analitycy z UCE RSEARCH, klientom trudno jest nagle zmienić nawyki zakupowe, co widać zwłaszcza w przypadku sieci Auchan i Decathlonu. Chociaż ewidentnie sprzeciwiają się wojnie, to w praktyce nadal robią zakupy w tych sklepach. Znajomość cen i jakości konkretnych produktów przeważa nad deklarowaną chęcią bojkotu firm, które nie wycofały się z Rosji. Głównym argumentem wciąż pozostaje pieniądz.
Grupa CCC zamknęła 2021 r. (luty’21-styczeń 22’) przychodami na poziomie 7,6 mld PLN, co daje blisko 45% wzrost rdr. Ponad połowę tej kwoty (51%) stanowił e-commerce. Pomimo istotnych ograniczeń w handlu stacjonarnym w Q1, Spółka poprawiła wynik operacyjny o blisko 583 mln PLN rdr. Wzrost obrotów zanotowały wszystkie szyldy Grupy.
W 2021 r. Spółka postawiła na ekspansję modelu omnichannel. Cyfryzacji sieci stacjonarnej i debiutom kanałów online na nowych rynkach, towarzyszyły inwestycje w logistykę. Miniony okres to również poszerzenie portfolio marek, a także, debiut HalfPrice.
Dariusz Miłek, przewodniczący Rady Nadzorczej Grupy CCC
– Rok 2021 był dla nas rekordowy pod kątem przychodów. Rynek wymaga dziś elastyczności, zwinności i szybkości w działaniu. Grupa CCC jest gotowa do tego wyścigu – jasno określiliśmy kierunki rozwoju w strategii „GO.25: Everything Fashion. Omnichannel Platform”. Bogata i zróżnicowana oferta, silny e-commerce i zadowoleni klienci, którzy robią zakupy, gdzie chcą, jak chcą i kiedy chcą – to nasze długoterminowe cele, które realizowaliśmy z sukcesem również w minionym okresie. Chcemy dalej, konsekwentnie wzmacniać pozycję lidera branży w regionie CEE– mówi Dariusz Miłek, przewodniczący Rady Nadzorczej Grupy CCC.
Dzięki elastycznemu podejściu do zarządzania biznesem, inwestycjom w nowe technologie i logistykę, a także wsłuchiwaniu się w oczekiwania klientów, Grupa CCC zakończyła rok obrotowy 2021 przychodami w wysokości 7,6 mld PLN (+45% rdr), z czego połowę stanowił wynik sprzedaży z e-commerce (51%).
Najszybciej rosły przychody MODIVO, które w analizowanym okresie osiągnęły poziom 540 mln PLN, co przekłada się na wzrost aż o 125% w ujęciu rdr. Drugi szyld z grupy kapitałowej MODIVO – eobuwie.pl – wypracował przychód na poziomie niemal 2,9 mld PLN (+41% rdr). Obroty CCC rosły w tempie 37% rdr, a przychody tego szyldu w 2021 roku wyniosły 3,6 mld PLN. Koncept HalfPrice, który zadebiutował w maju 2021 r., osiągnął natomiast sprzedaż na poziomie 237 mln PLN. Warto również podkreślić, że DeeZee po raz pierwszy w historii przekroczyło granicę 100 mln PLN przychodów w skali roku, rosnąc o 55% rdr.
– W 2021 roku zrealizowaliśmy wiele strategicznych projektów, które wzmocniły naszą pozycję na rynku oraz pozwoliły zbudować fundamenty pod dalszy, intensywny rozwój. Stworzyliśmy koncept HalfPrice, który po zaledwie roku dostępny jest w ponad 60 lokalizacjach w 7 krajach, a w Polsce także online. Kontynuowaliśmy ekspansję modelu sprzedaży omnikanałowej – e-commerce CCC zadebiutował na kolejnych 5 rynkach, a nasze sklepy offline są dzisiaj wyposażone w rozwiązania, takie jak tablety do zamówień online oraz esize.me pozwalające na odpowiednie dopasowanie rozmiaru obuwia. Dla naszych Klientów stworzyliśmy angażujący Klub CCC, którego atrybutami są wygoda, nowoczesność i coraz więcej nowych, modnych marek. Kontynuowaliśmy również inwestycje w logistykę poprzez rozbudowę centrów dystrybucyjnych i integrację zapasu sklepowego z e-commerce, zapewniając Klientom jeszcze lepszą dostępność produktów – mówi Marcin Czyczerski, Prezes Zarządu Grupy CCC. – Intensywny rozwój prowadziliśmy równolegle z zamknięciem działalności sieci stacjonarnej w regionie DACH, wzmocnieniem akcjonariatu MODIVO S.A. oraz uzgodnieniem nowych, długofalowych warunków finansowania. W nowy rok obrotowy weszliśmy więc dobrze przygotowani do dalszych wzrostów i konsekwentnej realizacji naszej strategii biznesowej GO.25.
W ubiegłym roku marża brutto Grupy wzrosła o 3,4 p.p. rdr – do poziomu 47,1%. W ujęciu nominalnym odpowiada ona kwocie blisko 3,6 mld PLN. Najwyższą marżę brutto w Grupie notuje segment CCC – 53% (wzrost o 3,8 p.p. rdr) oraz DeeZee – 52,2% (wzrost o 1,9 p.p. rdr).
Kryspin Derejczyk, Wiceprezes Zarządu Grupy CCC ds. Finansowo-Księgowych
– Wyraźna poprawa marży, głównie w segmencie CCC, to przede wszystkim efekt nowej polityki cenowej i rabatowej. Istotnie zoptymalizowaliśmy także strukturę zapasu oraz jego poziom, redukując presję na śródsezonowe wyprzedaże. Dzięki zrealizowanym inwestycjom logistycznym poprawiliśmy także rotację towaru w sklepach, dzięki czemu więcej produktów sprzedajemy w cenach pierwszych – mówi Kryspin Derejczyk, Wiceprezes Zarządu Grupy CCC ds. Finansowo-Księgowych.
Przychody w Grupie CCC rosną szybciej od kosztów. W całym 2021 roku dynamika wzrostu tych drugich, w ujęciu rdr, wyniosła 24,3%. Poprawie o ok. 8 p.p. uległ wskaźnik kosztów SG&A do przychodów – w minionym roku wyniósł on 47% wobec 54,7% w analogicznym okresie 2020 roku.
Spółka zakończyła 2021 rok z zyskiem EBITDA na poziomie 581,2 mln PLN (marża EBITDA wyniosła 7,7%, wzrost o 7,9 p.p. rdr) oraz zyskiem operacyjnym 3,9 mln PLN, poprawiając wyniki w ujęciu rdr o odpowiednio 593,6 mln PLN i 583,0 mln PLN. Istotnym czynnikiem wpływającym na osiągnięte w 2021 roku wyniki były administracyjne ograniczenia sprzedaży stacjonarnej (szczególnie w okresie pierwszego kwartału), będące następstwem kolejnych fali pandemii.
Igor Matus, wiceprezes zarządu grupy CCC ds. logistyki i łańcucha dostaw
Kliknięcie “kupuj” w sklepie online, czy zakup butów w salonie, to dla nas nie koniec, ale dopiero początek i nowy etap relacji z Klientem. Kluczową rolę odgrywa w nim logistyka – jeden z filarów rozwoju Grupy CCC.
Klient, który dokonuje zakupu online – pragnie otrzymać go w możliwie najszybszym czasie, w miejscu wybranych przez siebie. Konsument preferujący sklep stacjonarny, wróci do niego, kiedy na półkach, na czas, zobaczy najlepsze, modowe produkty. W tym kontekście niezwykle istotne jest posiadanie silnego i zdywersyfikowanego łańcucha dostaw.
W wymiarze czysto biznesowym, logistyka ma także znaczący wpływ na marżę. W jaki sposób? Choćby poprzez istotną redukcję poziomu zapasu oraz jego strukturę, możemy niwelować presję na śródsezonowe wyprzedaże. Dzięki odpowiedniej rotacji towarem w sklepach, sprzedajemy więcej produktów w cenach pierwszych.
Żeby logistyka stanowiła przewagę konkurencyjną, musi być przygotowana na rosnące koszty (programy poprawy efektywności/automatyzacja) oraz zaburzenia w łańcuchach dostaw (wypracowane relacje, alternatywne scenariusze). Jednocześnie logistyka musi wyprzedzać o krok plany biznesowe. Działania, które podejmujemy przybliżają nas do tego celu. Dlatego właśnie w 2021 r. przeprowadziliśmy szereg znaczących inwestycji. Stanowią one długoterminową odpowiedź na zmieniające się oczekiwania klientów dotyczące szybkich dostaw, a także wyzwania globalne, z którymi mierzymy się od ponad dwóch lat.
I tak – w pierwszym półroczu 2021 roku rozpoczęliśmy rozbudowę centrum dystrybucyjnego w Zielonej Górze, które dziś jest w stanie pomieścić 3 mln par butów. Z kolei pod koniec ubiegłego roku otworzyliśmy magazyn w Bukareszcie, wspierający naszą działalność na południu Europy. Natomiast dzięki wdrożeniu systemu OMS, który integruje zapasy sklepowe i e-commerce, Klienci mają dostęp do jeszcze szerszego asortymentu. Nieustannie pracujemy także nad rozwojem szybkich dostaw. Naszym celem do 2025 r. jest realizacja zamówień “na następny dzień” w przypadku 40% zamówień w Unii Europejskiej i 70% zamówień w Polsce.
Nie zatrzymujemy się – doskonalimy procesy, pielęgnujemy i rozwijamy wieloletnie partnerstwa. Ważne jest dla nas holistyczne spojrzeniu end-to-end. W 2022 roku stawiamy na doskonałość operacyjną, cyfrową integrację oraz efektywność kosztową. – mówi Igor Matus, wiceprezes zarządu grupy CCC ds. logistyki i łańcucha dostaw.
Dynamiczny rozwój Grupy MODIVO
Grupa MODIVO (eobuwie.pl i MODIVO) odnotowała dynamiczny, 51% rdr wzrost sprzedaży. Przychody wyniosły 3,4 mld PLN wobec 2,2 mld w 2020 r. Marża brutto Grupy osiągnęła w analizowanym okresie poziom blisko 1,5 mld PLN (wzrost o 49% rdr). W całym roku obrotowym Grupa MODIVO wypracowała zysk operacyjny w kwocie 207,6 mln PLN oraz osiągnęła EBITDA na poziomie 269,4 mln PLN. Są to wyniki lepsze o odpowiednio 46,6% oraz 39,3% w porównaniu z analogicznym okresem 2020 roku.
Damian Zapłata, prezes zarządu MODIVO S.A.
– W 2021 r. konsekwentnie realizowaliśmy naszą strategię skoncentrowaną na potrzebach klienta i osiągnęliśmy wysokie wzrosty przychodów oraz zysków. Otworzyliśmy nowe centrum logistyczne w Bukareszcie, zapewniając szybkie dostawy w tej części Europy. Wzmocniliśmy obecność na arenie międzynarodowej, zyskując sympatię klientów na kolejnych rynkach zagranicznych. Aktualnie eobuwie.pl działa już w 19 krajach, a MODIVO, nasz brand z modą w 13. Rozbudowaliśmy sieć sklepów stacjonarnych w kolejnych 4 miastach, m.in. w czeskiej Pradze. Łącznie jesteśmy dostępni w 30 lokalizacjach, w których można w pełni doświadczyć omnichannelowego wymiaru zakupów oraz korzystać z usługi Same Day Delivery. Jednocześnie firma rozpoczęła prace technologiczne nad nowymi, ważnymi projektami (platforma sklepowa, aplikacje mobilne, etc) – mówi Damian Zapłata, prezes zarządu MODIVO S.A.– Jesteśmy bardzo dumni z osiągniętych wyników i kontynuujemy naszą strategię skoncentrowaną na budowie pozycji lidera online fashion w regionie CEE. Przed nami kolejne kroki milowe, w tym zaplanowany na drugą połowę 2022 r. start marketplace oraz nowe aplikacje mobilne czy budowa struktur międzynarodowych. Jestem przekonany, że dzięki doświadczeniu i zaangażowaniu całego zespołu osiągniemy założone cele.
W centrum naszej uwagi oraz wszystkich realizowanych inicjatyw są klienci. Ambicją spółki jest dostarczenie im szerokiej oferty produktowej w bardzo dobrej cenie oraz w krótkim czasie. Oczywiście, zgodnie z DNA firmy, dostarczamy rozwiązania w innowacyjnej formule, dbając o wyjątkowe doświadczenia zakupowe. Kluczem do sukcesu jest więc dalsze wzmacnianie technologii umożliwiające realizację projektów biznesowych.
Jedną z najważniejszych inicjatyw, którą dzisiaj realizujemy, jest uruchomienie marketplace’u na platformie MODIVO. Rynek usług tego typu osiąga obecnie wysokie dynamiki wzrostu. Z ogólnodostępnych danych wynika, że platformy marketplace rosną aktualnie o 16 proc. szybciej niż sklepy internetowe. Rozwiązanie to pozwoli nam zaoferować dużo szerszy i unikatowy asortyment. Otworzymy się również na nowe kategorie produktowe: health&beauty oraz home decor. W efekcie oferta będzie obejmowała ponad 2 mln artykułów. W pierwszej kolejności rozwiniemy platformę w Polsce, jednak w przyszłości uruchomimy ją również na rynkach zagranicznych. Docelowo jej udział ma stanowić dominującą pozycję w ofercie MODIVO S.A. Wierzymy, że na przestrzeni najbliższych lat ten model biznesowy stanie się dźwignią napędzającą całą Grupę.
Grupa MODIVO konsekwentnie dąży także do wzmocnienia pozycji lidera w Europie Środkowo-Wschodniej, inwestując m.in. w rozwój infrastruktury logistycznej w regionie. Ważnym projektem jest zakończona niedawno budowa centrum dystrybucyjnego w Bukareszcie. Rozwój tych projektów przebiega równolegle ze wzmacnianiem pozycji eobuwie.pl i MODIVO na arenie międzynarodowej. Widzimy duży potencjał wzrostu biznesu w Europie Środkowej i Wschodniej. Sprzedaż online w segmentach takich jak obuwie i odzież w kolejnych latach będzie w tym regionie rosła zdecydowanie szybciej niż w Polsce. Jest to wciąż nienasycony rynek. Dlatego naszym priorytetem jest wzmacnianie przewagi konkurencyjnej w tych krajach, w których już jesteśmy obecni i dalsza ekspansja. Dziś eobuwie.pl działa na 19. rynkach, z kolei platforma z modą premium MODIVO na 13. Zgodnie ze strategią Spółki planujemy, aby do 2025 r. ok. 80 proc. przychodów pochodziło z rynków innych niż Polska. Aby zrealizować ten cel, powołaliśmy zespół International Business Unit, który jest zarządzany przez doświadczonych country managerów.
W ubiegłym roku wiele uwagi poświęciliśmy również usprawnieniu procesu zakupowego. Udostępniliśmy skaner esize.me na kolejnych rynkach zagranicznych i poszerzyliśmy dostęp do usługi ekspresowych dostaw. Konsekwentnie podążamy obranym kierunkiem, przygotowując się jednocześnie do zapowiadanego debiutu giełdowego. Jesteśmy przekonani, że zaangażowany zespół oraz bogate know-how grupy pomogą nam w realizacji założonych celów. – mówi Damian Zapłata, prezes zarządu MODIVO S.A.
Zrównoważony Rozwój w Grupie CCC – podsumowanie 2021 r.
Jak co roku, równolegle do wyników finansowych, Grupa CCC podsumowała także osiągnięcia w zakresie Zrównoważonego Rozwoju. Wszystkie działania organizacji realizowane są w trosce o środowisko, społeczeństwo oraz pracowników. Dlatego właśnie w 2021 r. wśród wszystkich interesariuszy zostało przeprowadzone tzw. “badanie istotności”, dzięki któremu ustalono priorytety działań w tym obszarze. Zrównoważony Rozwój jest obecnie integralnym elementem strategii biznesowej GO.25, a cele z tego obszaru znalazły się wśród jej siedmiu głównych celów strategicznych.
– Zrealizowaliśmy cele zapisane w pierwszej w historii Grupy CCC Strategii Zrównoważonego Rozwoju GO.22. Jeden z najważniejszych to redukcja emisji gazów cieplarniach w zakresach 1 i 2 (emisje bezpośrednie i pośrednie związane z kupowaną energią) aż o 16,2% w stosunku do roku bazowego 2019, choć początkowy plan zakładał zmniejszenie tego wskaźnika o 5%. Bardzo ważne było też zwiększenie udziału skór pochodzących z certyfikowanych garbarni LWG (Leather Working Group) w procesach produkcyjnych – na koniec 2021 roku wynosił on 21% (wcześniej planowy wzrost do 19%). Osiągając nasze założenia, z entuzjazmem podchodzimy do nowej Strategii, w której określiliśmy konkretne cele, jakie chcemy osiągnąć do roku 2025 oraz długoterminowe ambicje na rok 2030, definiując odpowiedzialność Grupy CCC w czterech obszarach: produkt, środowisko naturalne, pracownicy oraz społeczeństwo –dodaje Marcin Czyczerski.
Potwierdzeniem skuteczności działań Grupy CCC w zakresie ESG są wysokie oceny niezależnych międzynarodowych agencji ratingowych takich jak MSCI, która ponownie przyznała Grupie ocenę A. Powyższe stawia organizację w jednym rzędzie ze światowymi liderami zrównoważonego rozwoju. Wśród pozostałych osiągnięć należy wskazać także awans na 2. miejsce w branży obuwniczej w prestiżowym międzynarodowym ratingu Sustainalytics – wyróżnia on organizacje, które dzięki dobremu zarządzaniu nie są narażone na wysokie ryzyka spowodowane czynnikami ESG. Co więcej, Grupa CCC została także sklasyfikowana 11. miejscu w indeksie Refinitiv Diversity & Inclusion, który ocenia ponad 11 tysięcy przedsiębiorstw pod kątem dbania o różnorodność zespołów i równe traktowanie pracowników.
Minęło dziesięć lat od wybuchu skandalu związanego z manipulowaniem przez pracowników niektórych instytucji finansowych stopą LIBOR (London Inter-Bank Offered Rate). LIBOR był najważniejszym wskaźnikiem dla pięciu walut – funta, dolara, euro, jena i franka szwajcarskiego, ustalanym w jednym miejscu – Londynie. Oprócz tego, że Indeks LIBOR był stawką referencyjną dla kredytów hipotecznych, odgrywał również bardzo istotną rolę na rynku długu, a związane z nim instrumenty finansowe miały wartość liczoną w miliardach dolarów. Sąd w Londynie, który w 2015 r. skazał byłego tradera na 14 lat więzienia za rolę w manipulacji LIBOR-em, ustalił, że manipulacja na rynku LIBOR trwała co najmniej od 2006 r. W związku z tym wyrokiem nałożono również kary pieniężne na kilka największych instytucji finansowych na rynku międzynarodowym, w tym na jedną z nich na kwotę ponad 1,5 mld USD. Łączna suma kar przekroczyła 10 mld USD. Przez cały ten czas trwały przygotowania do zamiany najważniejszych benchmarków na świecie, która ostatecznie nastąpiła 1 stycznia 2022 roku. Ponieważ LIBOR stał się ważnym narzędziem na rynkach finansowych, narastała pokusa wpływania na wartość wskaźnika, od którego zależały wyniki instytucji finansowych. Słabość tego wskaźnika wynikała z faktu, że był on obliczany na podstawie deklaracji największych banków dotyczących stopy procentowej, po jakiej są one skłonne pożyczać sobie nawzajem pieniądze. Prowadziło to do zarzutów o brak monitorowania, czy dane te rzeczywiście odzwierciedlają koszt kapitału. W celu rozwiania tych obaw w czerwcu 2016 r. przyjęto unijne rozporządzenie w sprawie wskaźników referencyjnych (rozporządzenie BMR), którego celem jest poprawa zarządzania i kontroli nad procesem benchmarkingu, w szczególności w odniesieniu do konfliktu interesów, oraz poprawa jakości danych wejściowych i metodologii.
Rozporządzenie BMR określa zasady, na jakich opracowywane są wskaźniki referencyjne, oraz zasady nadzoru nad instytucjami, które je opracowują i udostępniają uczestnikom rynku finansowego, w tym bankom. W efekcie od początku 2022 r. LIBOR na stałe zniknął z rynku finansowego i został zastąpiony wskaźnikami opartymi na danych rynkowych i faktycznie zawartych transakcjach. Nowy wskaźnik nazywany jest stopą referencyjną wolną od ryzyka (RFR). Na rynku funta szterlinga wprowadzono wskaźnik SONIA. Uwzględnia on wszystkie transakcje na niezabezpieczonym rynku overnight, na podstawie których wyliczana jest średnia. Z kolei kurs dla rynku dolara jest indeksowany wskaźnikiem Secured Overnight Financing Rate Data (SOFR), a benchmarkiem dla franka szwajcarskiego jest SARON. Jest on obliczany na podstawie średniej z rynku odkupu, ale w odróżnieniu od wskaźnika SONIA dotyczy transakcji zabezpieczonych. Niewątpliwą zaletą nowych benchmarków jest przejrzysta metoda ich obliczania oraz odporność na manipulacje, wspierana przez rozporządzenie BMR, które określa, że dane wyjściowe, na podstawie których obliczany jest indeks, dotyczą „transakcji, jeśli są dostępne i adekwatne”. Jednocześnie, jeśli dane transakcyjne nie odzwierciedlają rynku lub rzeczywistości gospodarczej z wystarczającą dokładnością i wiarygodnością, regulator dopuszcza stosowanie danych szacunkowych.
W wyniku reformy cały sektor finansowy musi zmierzyć się z wieloma wyzwaniami. Na przykład zamiast jednego wskaźnika LIBOR banki mają teraz do czynienia z różnymi metodologiami obliczania stawek. W przypadku polskiego rynku pojawiła się dyskusja na temat zgodności wskaźnika WIBOR z rozporządzeniem BMR. Firma GPW Benchmark, która zarządza indeksem, stoi na stanowisku, że WIBOR jest zgodny z rozporządzeniem BMR regulującym rynek wskaźników referencyjnych, a zgodność jest zapewniona od strony zarządzania, czyli wszystkich procedur po stronie administratora wskaźnika i uczestników fixingu. Trwająca debata publiczna na ten temat, oraz ryzyko stwierdzenia abuzywności klauzul dotyczących wskaźników referencyjnych może jednak skłonić uczestników rynku do rozpoczęcia prac nad reformą wskaźników referencyjnych również w Polsce.
Z pewnością potrzebna jest analiza ekonomiczna zawartych już umów. Zmiana wskaźników, na których opierają się poszczególne rozliczenia, może wpłynąć na rentowność poszczególnych produktów oraz na warunki umów finansowania zawartych przed przejściem LIBOR-u na RFR, w tym w szczególności na rynek kredytów konsorcjalnych. Wskaźniki oparte na transakcjach overnight mogą nie odzwierciedlać nastawienia instytucji finansowych do rynku długu w dłuższym okresie, gdyż niekoniecznie uwzględniają szereg ryzyk, które pojawiają się przy dłuższych okresach kredytowania. Ponadto umowy kredytowe na rynku konsorcjalnym zwykle przewidują okresy odsetkowe wynoszące jeden lub trzy miesiące, w związku z czym należy odpowiednio dostosować sposób obliczania stóp RFR opartych na transakcjach jednodniowych. Stowarzyszenie Loan Market Association (LMA) zajmujące się rynkiem kredytów konsorcjalnych opublikowało obszerny zbiór wytycznych i dokumentacji dotyczącej przejścia z LIBOR na RFR, w tym zalecane wzory dokumentacji. Standardowe podejście polega na stosowaniu składanej stopy procentowej RFR z okresem obserwacji (lookback period) wynoszącym pięć dni roboczych, co oznacza, że odsetki za dany okres odsetkowy są obliczane na podstawie okresu kończącego się pięć dni roboczych przed datą faktycznej płatności odsetek. Oznacza to, że kwota należnych odsetek jest znana z odpowiednim wyprzedzeniem. Możliwe są również inne podejścia, np. oparte na terminowych transakcjach swap, dlatego strony umowy kredytowej lub innego dokumentu finansowania powinny starannie rozważyć, którą metodę zastosować, mając na uwadze jej skutki gospodarcze i prawne.
Z badań wynika, że ponad połowa Polaków, bo aż 61,4% nie pożycza pieniędzy rodzinie ani znajomym[1]. Skąd ten brak zaufania do bliskich, jeśli chodzi o finanse? Odpowiedź może kryć się w tym, że niemal co 4. udzielający takiej pożyczki (23%), wskazuje, że musi czekać na swoje pieniądze jeszcze długo po ustalonym terminie. „Boimy się” też „wymówek”: tłumaczenia się pożyczkobiorcy jego/jej trudną sytuacją finansową (43,4%) czy kłopotami rodzinnymi (20,5%). Dodatkowo ponad 19% osób, które pożyczają od krewnych, w ogóle nie czuje potrzeby usprawiedliwienia się i podania powodu opóźnienia zwrotu środków. Tymczasem, jeśli znajdujemy się z drugiej strony, czyli to my zwracamy się o finansowe wsparcie, pożyczka od rodziny ma niewątpliwie duże zalety: brak (albo ograniczone do minimum) formalności, a gdy mamy serdeczne relacje, rodzice czy rodzeństwo nawet nie poruszają tematu odsetek czy kar za zwłokę. Jednak obojętnie, czy jesteśmy tu pożyczkodawcą, czy pożyczkobiorcą, są w świetle prawa sytuacje, w których pożyczka w rodzinie przestaje być wyłącznie prywatną sprawą: przepisy wyraźnie określają to, że od pewnej kwoty powinniśmy spisać formalną umowę. Dla pożyczkobiorców zaskoczeniem może być fakt, że w niektórych sytuacjach powinni od takiej pożyczki zapłacić podatek! Jeśli tego nie zrobią, Urząd Skarbowy najpierw ściągnie sam podatek, a potem nałoży jeszcze grzywnę w wysokości nawet 20% pożyczonej kwoty! A wtedy pożyczkobiorca będzie miał nie tylko dług wobec rodziny, ale i wobec Urzędu Skarbowego. O co więc powinniśmy zadbać, aby bezpiecznie pożyczać pieniądze krewnym i od krewnych? O tym w kolejnym materiale Intrum z cyklu „Ogarniam finanse”!
Pożyczka od członka rodziny to dobre rozwiązanie czy raczej kiepski pomysł?
Pożyczkę od rodziny traktuje się jako świetną alternatywę dla kredytów bankowych czy pożyczek w parabankach, nie tylko ze względu na to, że najczęściej jest „tańsza”. Może być też szybsza (rodzina nie analizuje naszej zdolności kredytowej jak bank), a dodatkowo często możemy liczyć też na elastyczność w warunkach i terminie spłaty. Te ułatwienia mogą być szczególnie ważne dla osób, które potrzebują gotówki „na już” albo są w tak kiepskiej sytuacji finansowej, że na „oficjalny” kredyt nie miałyby szans. Finansowa pomoc od rodziny bywa wtedy nieoceniona. Nie można jednak zapomnieć, że pożyczka pozostaje pożyczką i ten, który jej udzielił, ma prawo domagać się zwrotu pieniędzy. Ciągłe przedłużanie terminu spłaty czy niedotrzymywanie obietnic, niosą ze sobą ryzyko, że za taką pożyczkę strony zapłacą dużym stresem, utratą wzajemnego zaufania, które potem trudno odbudować.
– To, czy pożyczka w rodzinie to dobry pomysł, każdy musi rozważyć indywidualnie, nie tylko biorąc pod uwagę relacje łączące obie strony. Jako pożyczkobiorca musimy przede wszystkim realnie ocenić swoje możliwości spłaty, nie bagatelizować tego finansowego zobowiązania, tylko dlatego, że wierzycielem jest np. siostra czy brat, a nie bank. Jako pożyczkodawca przemyślmy, czy jesteśmy w stanie pogodzić się z ewentualnymi trudnościami w spłacie, czy opóźnieniem, które może być spowodowane nawet nie złą wolą, ale choćby chorobą albo tym, że nagle nasz krewny utraci pracę. Zadajmy sobie pytanie: czy nasz budżet będzie w stanie to udźwignąć? Czy to nie zagrozi naszemu osobistemu bezpieczeństwu finansowemu? – podkreśla Agnieszka Siemieniuk, ekspert Intrum.
Umowa pożyczkowa to podstawa bezpieczeństwa finansowego – także w rodzinie
Powszechne przekonanie, że jeśli chodzi o pożyczkę w rodzinie, pożyczkodawcy i pożyczkobiorcy nie ograniczają żadne zapisy ustaw ani wymogi organów nadzorujących, nie do końca jest prawdą. Rzeczywiście, ograniczenia nie obowiązują, dopóki mówimy o pieniądzach przezywanych „z rąk do rąk”, bez formalności. A te w świetle prawa zaczynają obowiązywać od momentu, gdy pożyczka jest większa niż 1000 zł: powyżej tej kwoty powinniśmy udokumentować ją umową – regulują to zapisy Kodeksu Cywilnego[2].
– Kwestia umowy pożyczkowej w rodzinie bywa sprawą drażliwą. Jako pożyczkodawcy często wstydzimy się choćby zaproponować podpisanie umowy członkowi rodziny – obawiamy się, że „nie wypada” i że może to być odebrane jako podejrzenie o brak uczciwości. Ale umowa leży przecież również w interesie pożyczkobiorcy: może dzięki niej uniknąć takich sytuacji jak chociażby nagłe wycofanie się pożyczkodawcy z możliwości spłacania w ratach i tego, że w ten sposób dług stanie się większym ciężarem, niż sądził. Formalna umowa daje dużą szansę na to, że obie strony zaoszczędzą sobie niepotrzebnego konfliktu i nieporozumień, które jak pokazuje praktyka, przy najgorszym scenariuszu czasem kończą się nawet w sądzie – zwraca uwagę Agnieszka Siemieniuk, ekspert Intrum.
Co powinna zawierać prawidłowo sporządzona umowa pożyczki udzielanej w rodzinie?
Trzeba też wiedzieć, że aby umowa pożyczkowa jak najlepiej zabezpieczała interesy obu stron, powinna zawierać określone zapisy, na podstawie których będzie można jednoznacznie wskazać strony zobowiązania oraz to, o jaką kwotę chodzi i kiedy ma nastąpić spłata.
W pisemnej umowie pożyczki od rodziny powinny znaleźć się następujące informacje:
dane pożyczkodawcy i pożyczkobiorcy (imiona i nazwiska, numery PESEL, adresy zameldowania),
data i miejsce zawarcia umowy,
termin spłaty zobowiązania,
sposób przekazania środków pożyczkobiorcy,
sposób spłaty zobowiązania (w ratach/jednorazowo, w gotówce/bezpośrednio na konto),
kwota pożyczki,
informacja o stopniu pokrewieństwa między stronami (na tej podstawie Urząd Skarbowy ustali, czy w wyniku udzielenia pożyczki powstaje obowiązek podatkowy),
podpisy obu stron umowy.
– W teorii rolę pisemnej umowy może odgrywać nawet e-mail lub wiadomość SMS potwierdzająca, że doszło do pożyczenia pieniędzy. Ale bez dwóch zdań najbezpieczniejsza jest jednak pełna formalna umowa, czyli opatrzona podpisami obydwu stron.Dodatkowo na jej podstawie można z łatwością ustalić stopień pokrewieństwa między stronami. To niezwykle ważne, bo właśnie tu wkraczamy w kwestię tego, czy dla pożyczkobiorcy powstaje konieczność zapłacenia podatku. W takiej sytuacji dług zaciągnięty u członka rodziny wymaga odprowadzenia stosownych należności wobec Urzędu Skarbowego – komentuje Agnieszka Siemieniuk, ekspert Intrum.
Podatek od pożyczki w rodzinie – kiedy Cię dotyczy i jak jest wyliczany?
Zgodnie z obowiązującymi przepisami[3] pożyczka w rodzinie jest rodzajem pożyczki prywatnej, która podlega opodatkowaniu od czynności cywilno-prawnych (PCC) w wysokości 0,5% wartości pożyczki. Do zapłacenia podatku PCC zobowiązany jest pożyczkobiorca. Istnieje jednak duża szansa, że pożyczka od rodziny nie będzie opodatko-wana. Dzieje się tak w sytuacji, gdy pożyczamy pieniądze od osób z tzw. I grupy podatkowej. Należą do niej: małżonkowie, zstępni (dzieci – także adoptowane – wnuki, prawnuki), wstępni (rodzice, dziadkowie, pradziadkowie), rodzeństwo, pasierb/pasierbica, ojczym/macocha. Nie trzeba płacić podatku od pożyczki udzielonej przez krewnych z tej grupy ani zgłaszać faktu jej otrzymania fiskusowi, jeśli jej łączna kwota nie przekroczy 9367 zł od jednej osoby w ciągu ostatnich pięciu lat, wystarczy złożyć w Urzędzie Skarbowym deklarację PCC-3 w ciągu 14 dni od dnia zawarcia umowy o pożyczkę oraz dostarczyć odpowiednio opisany dowód przekazania środków (może to być np. potwierdzenie otrzymania przelewu o tytule „Pożyczka od XXXX”).
W przypadku pożyczek od dalszej rodziny (czyli np. rodzeństwa rodziców) obowiązek podatkowy nie powstaje, gdy kwota zaciąganych zobowiązań nie przekracza 5000 zł od jednej osoby w ciągu trzech lat oraz 25 000 zł od kilku osób w ciągu trzech lat. Jeżeli wartości te zostaną przekroczone, trzeba będzie zapłacić podatek PCC w wysokości 2% różnicy między sumą pożyczek a kwotą zwalniającą od podatku.
– W przypadku podatku PCC działa zasada samoopodatkowania, co znaczy, że podatnik sam musi zgłosić fakt udzielenia mu pożyczki, sam musi podjąć inicjatywę i zapłacić odpowiedni podatek. Urząd Skarbowy nie przyśle nam żadnego wezwania do opłaty takiej należności. Jeśli tego nie zgłosimy sami, musimy mieć świadomość, że właśnie popełniamy wykroczenie skarbowe, za które może zostać na nas nałożona dodatkowa grzywna oraz powodujemy powstanie długu wobec Urzędu Skarbowego ze wszystkimi jego konsekwencjami, bo jeśli Urząd ujawni fakt niezapłaconego podatku, zadba o wyegzekwowanie należności dobrowolnie lub przymusowo – ostrzega Agnieszka Siemieniuk ekspert Intrum.
Kiedy do długu w rodzinie dochodzi dług w skarbówce…
Jak widać, zatajenie otrzymania pożyczki od członka rodziny lub znajomego to nienajlepszy pomysł, który ostatecznie przynosi więcej szkód niż korzyści. Fiskus ma aż pięć lat na skontrolowanie naszych dochodów i innych wpływów.
Co istotne, okres ten obowiązuje bez względu na formę, w jakiej zobowiązanie zostało udzielone (w gotówce czy poprzez przelew na konto bankowe). Przedmiotem szczególnego zainteresowania skarbówki zawsze będzie sytuacja, gdy kwoty, które wydajemy, są znacznie wyższe niż dochody deklarowane w składanych co roku zeznaniach podatko-wych. Stanowi to podstawę do przeprowadzenia kontroli skarbowej i dokładnego „prześwietlenia” naszej sytuacji finansowej. Warto podkreślić, że do wszczęcia postępowania skarbowego może przyczynić się również ktoś „życzliwy”, kto postanowił powiadomić fiskusa o fakcie niezgłoszenia przez nas otrzymania pożyczki, w związku z czym powstała zaległość podatkowa. Jeśli nie zgłosimy pożyczki od rodziny i nie złożymy deklaracji PCC w wymaganym terminie w naszym Urzędzie Skarbowym, będziemy musieli liczyć się ze sporymi konsekwencjami finansowymi: oczywiście im większa pożyczka, tym wyższy należny podatek. A na tym koszty wcale się nie kończą, bo Urząd Skarbowy może nałożyć na nas również grzywnę za wykroczenie skarbowe. W takich okolicznościach dopełnienie formalności, czyli zgłoszenie pożyczki i zapłacenie 0,5% podatku PCC po prostu się opłaca. I to nie tylko z finansowego punktu widzenia. Dzięki temu unikniemy problemów i zyskamy przysłowiowy święty spokój.
– W sytuacji, gdy pożyczkobiorca nie zgłosi faktu otrzymania pożyczki od członka rodziny lub nie złoży deklaracji PCC-3, zostanie wobec niego zastosowana tzw. sankcyjna stawka podatku wynosząca aż 20%[4] pożyczonej kwoty. Mamy okazję zaobserwować tu w praktyce działanie klasycznej zasady „nieznajomość prawa szkodzi”. Jeśli nie dopełnimy wymaganych formalności, może okazać się, że pozornie mało kłopotliwa pożyczka od członka rodziny stanie się źródłem daleko idących problemów. Nie dopuśćmy do tego, by niewiedza czy zignorowanie przepisów stały się powodem tego, że do spłaty będziemy mieli nie tylko dług wobec rodziny, ale dodatkowo także wobec Urzędu Skarbowego – podsumowuje Agnieszka Siemieniuk, ekspert Intrum.
Chociaż zaciągnięcie pożyczki u członka rodziny samo w sobie jest niezwykle proste, bez wątpienia wymaga wiedzy. Oczywiście, wiadomo, że nie każdy jest w stanie na bieżąco śledzić zmiany przepisów, ale przed pożyczeniem pieniędzy warto zapoznać się z ich aktualnie obowiązującą wersją dla własnego bezpieczeństwa finansowego.
[1] Badanie UCE Research i SYNO na reprezentatywnej grupie Polaków w wieku 18-80 lat, przeprowadzone w połowie lutego 2022 r.
O VPN mówi się dużo w kwestiach związanych z bezpieczeństwem w trakcie korzystania z internetu. Wiele osób docenia tą usługę również ze względu na oferowaną prywatność. Chroni użytkownika przed atakami hakerskimi i śledzeniem przez witryny internetowe. Czym dokładnie jest VPN i z jakich konkretnych powodów warto z niego korzystać? Podpowiadamy.
Czym jest VPN?
VPN to skrót od angielskiego Virtual Private Network. Innymi słowy jest to Wirtualna Sieć Prywatna, która ukrywa oraz maskuje prawdziwy adres IP użytkownika z którego korzysta z internetu. Działa to w pełni automatycznie, więc po włączeniu odpowiedniego oprogramowania internauta jest przez cały czas chroniony. Łączenie z internetem odbywa się za pośrednictwem szyfrowanego tunelu przez który przesyłane są wszelkie dane – zarówno te wysyłane do sieci, jak i te przychodzące. Ma to istotne znaczenie zwłaszcza w przypadku jeśli korzystamy z publicznych hotspotów Wi-Fi. Jeśli haker spróbuje podejrzeć te informacje to będą dla niego bezużyteczne, ponieważ będą one zaszyfrowane.
Dlaczego warto korzystać z VPN?
Serwer VPN posiada swój własny numer IP, więc użytkownik korzystając z tunelowania jest rozpoznawany przez strony internetowe pod innym adresem niż ten rzeczywisty. Pozwala tym samym ukryć realną tożsamość i lokalizację. Przydaje się na przykład w przypadku uniknięcia spersonalizowanych reklam, które bazują na aktywności i zbierają szczegółowe informacje na temat zainteresowań i preferencji.
VPN pozwala ominąć cenzurę i uzyskać dostęp do stron internetowych i innych zasobów sieciowych poprzez dostęp z innej lokalizacji niż ta w której znajduje się użytkownik. Łatwo dostrzec ten problem odwiedzając witryny na których wyświetla się informacja, że ta zawartość nie jest przeznaczona dla internauty w określonym kraju. W ramach usługi VPN najczęściej istnieje możliwość wyboru jednej z wielu lokalizacji, co tym samym umożliwia swobodne przeglądanie internetu tak jakbyśmy znajdowali się w zupełnie innym kraju.
Warto zauważyć, że większość usług VPN ma wbudowaną zaawansowaną ochronę użytkownika przed szkodliwym oprogramowaniem. W takim przypadku usługa może zablokować obejrzenie podejrzanej witryny sieciowej i ostrzec użytkownika przed zagrożeniem. Niektóre VPN blokują domyślnie również reklamy, co wpływa na większy komfort w trakcie przeglądania stron internetowych.
Pewnie nie raz już miałeś styczność ze zwrotem „fulfilment” i zastanawiałeś się do czego dokładnie się on odnosi. Ten ciekawy termin zdołał w zaledwie dziesięciu literach zdefiniować sukces logistyczny każdego sklepu online.
Zarówno w wersji brytyjskiej – „fulfillment” przez dwa L, jak i amerykańskiej – „fulfilment” przez jedno L, odnosi się do przygotowania i wysyłki zamówień, czyli ich realizacji. Jeśli chcesz lepiej zrozumieć, co oznacza termin fulfilment, kontynuuj lekturę tego artykułu, w którym wyjaśniamy jak skutecznie zarządzać przesyłkami w e-Commerce.
Jak zoptymalizować fulfillment w e-Commerce?
Wbrew temu, co może się wydawać, trudność w zarządzaniu e-sklepem nie polega wyłącznie na kierowaniu ruchu na stronę i maksymalizowaniu konwersji. Prawdziwe przeszkody pojawiają się w momencie dokonania zakupu przez klienta, czyli przy realizacji zamówienia.
Zarządzanie magazynem wymaga precyzji i umiejętności, aby przygotować przesyłki przed przybyciem przewoźnika. Kluczowe znaczenie dla naszego sukcesu będzie miało odpowiednie zaprojektowanie przestrzeni magazynowej oraz automatyzacja, która pozwoli nam na jak najbardziej efektywne kompletowanie i pakowanie. Ponadto zmniejszy to naszą zależność od zadań wykonywanych manualnie, czyli tych bardziej podatnych na błędy.
Magazyn w e-Commerce
Jeśli jest coś, czego nauczył nas Amazon, to to, jak ważne jest dobre i efektywne zarządzanie wysyłką w celu pozyskania klientów. Sukces firmy opiera się w dużej mierze na optymalnym fullfilmencie.
Wszystko, co dzieje się przed przyjazdem przewoźnika po odbiór przesyłki, będzie miało kluczowe znaczenie. Korzystanie z list kompletacyjnych, na przykład, pozwala w rekordowym czasie i bez pomyłek wybrać odpowiednie produkty z magazynu. Z kolei, posiłkowanie się skanerem do przetwarzania zamówień uprości zdecydowanie kompletację. Warto zatroszczyć się także o odpowiednią i czytelną etykietę wysyłkową oraz niezbędną dokumentację do każdej przesyłki.
Firmy transportowe a fulfillment
Po skompletowaniu zamówienia powiadamimy przewoźnika, że jest ono gotowe do odbioru. Warto wówczas zadać sobie pytanie, jaka jest najlepsza firma transportowa dla przesyłek e-Commerce. Różnorodność przewoźników pozwoli nam zaspokoić potrzeby każdej przesyłki w zależności od jej stopnia pilności, miejsca przeznaczenia, ceny itp.
Informowanie klientów o statusie ich przesyłek przyczyni się do lepszej jakości zakupów i zaufania do naszego sklepu online. Skutkuje to większymi szansami na ponowny zakup klienta.
Niezależnie od tego, czy chodzi o aktualizację map w czasie rzeczywistym, czy śledzenie przesyłek międzynarodowych lub krajowych, wiadomość o statusie przesyłki musi zawierać jasne informacje i docierać na czas. Pomoże nam to w zapewnieniu profesjonalnej obsługi i zmniejszy obciążenie działu obsługi klienta.
Informowanie klienta o statusie jego zamówienia przyczyni się do zwiększenia komfortu zakupów oraz świadczy o bezkonkurencyjnej orientacji na klienta. Do tego typu zadań służą narzędzia takie jak Outvio, które potrafią uprościć realizację zamówień i zmaksymalizować korzyści płynące z e-handlu w najprostszy możliwy sposób.
Zorganizowany przepływ pracy
Wykorzystanie ustrukturyzowanego przepływu pracy pomoże nam działać w sposób logiczny i uporządkowany, dbając o poszczególne etapy fulfilmentu. Zastosowanie automatyzacji w całym procesie realizacji zamówień pozwala ograniczyć błędy oraz wykorzystywany czas i zasoby.
Oczekiwania stojące przed pracownikami zdają się nieustannie rosnąć. Utrzymanie wysokiej pozycji na rynku pracy wymaga więc ciągłego rozwoju i poszerzania kwalifikacji. Co zrobić, aby zwiększyć swoją wartość jako potencjalny pracownik?
Dzisiejszy rynek pracy wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze kilkanaście lat temu. Obecnie większość osób stosunkowo często zmienia miejsce zatrudnienia i poszukuje własnej drogi zawodowej. Czasy, kiedy całe życie pracowało się dla jednej firmy, bezpowrotnie minęły. Współczesny pracownik musi być bardziej elastyczny i skłonny do wykazywania własnej inwencji. Jak znaleźć interesującą pracę, która będzie też satysfakcjonująca pod względem finansowym?
Zdobądź nowe kompetencje
Jeśli mimo aktywnych poszukiwań, nadal nie możesz znaleźć pracy marzeń, to warto zastanowić się nad swoimi kwalifikacjami. Nigdy nie jest za późno, żeby się rozwijać i ukończyć dodatkowe kursy, czy studia podyplomowe online. Zanim zdecydujesz się na konkretny kurs, warto najpierw zbadać rynek. Wystarczy przeglądać ogłoszenia o pracę, aby dowiedzieć się jacy specjaliści są najczęściej poszukiwani. Choć podawanie widełek płacowych wciąż nie jest standardem, to wiele firm to robi. Dzięki temu można dowiedzieć się, jakie stanowiska są najkorzystniejsze ze względu na wynagrodzenie. Może to być pomocne w zdecydowaniu, które szkolenia warto odbyć. Niektóre studia podyplomowe pozwalają zdobyć nie tylko wiedzę, ale także upoważniają do podjęcia pracy w miejscach, gdzie jest to regulowane prawnie. Warto rozważyć również taką opcję. Dzięki osiągnięciom technologii szkolenia, kursy, a nawet studia można ukończyć przez internet. Ofertę dostosowaną do wymagań współczesnego rynku pracy ma np. Uniwersytet Wirtualnej Edukacji. Można tam nie tylko rozpocząć nowe studia, ale też dokończyć te już zaczęte na innej uczelni, również w trybie stacjonarnym.
Ucz się języków
Alternatywą dla pracy w kraju, może być także znalezienie odpowiedniego stanowiska na rynkach zagranicznych. Inne kraje mogą poszukiwać osób, które znają lokalny język i kulturę, a jednocześnie bez problemów będą porozumiewać się z partnerami biznesowymi z Europy. Obiektywnie należy stwierdzić, że choć wymaga to sporych nakładów pracy i nie jest łatwo zdobyć taką posadę, to może ona być bardzo intratna. Znajomość języków obcych jest także atutem na polskim rynku pracy. W większości dobrze płatnych branż komunikatywna znajomość języka angielskiego jest czymś elementarnym. Coraz częściej wymagany jest też drugi język – warto postawić np. na niemiecki, francuski czy hiszpański. Strzałem w dziesiątkę może być również nauka języków bardziej niszowych czy egzotycznych.
Bądź elastyczny
Osoba, która chce odnieść sukces na rynku pracy, nie powinna bać się zmian. Jeśli to konieczne, to niezależnie od wieku można dokonać przebranżowienia i znaleźć lepiej płatną i ciekawszą pracę. Obecnie bardzo dynamicznie rozwijają się zawody związane z IT. Dla laika mogą wydawać się trudne, jednak stanowisk jest wiele, więc przy systematycznej pracy i zaangażowaniu można zdobyć odpowiednie kwalifikacje.
Nagłe wydarzenia, takie jak wybuch pandemii COVID-19 czy aktualnie trwająca wojna w Ukrainie, generują potrzebę przyjmowania nowych, specjalnych przepisów – które pozwalają reagować zarówno państwu, ale też przedsiębiorcom, samorządom, czy organizacjom pozarządowym i sprawnie zarządzać sytuacją kryzysową. Tworzenie przepisów w takich warunkach często prowadzi do poważnych błędów, co paradoksalnie może utrudniać niesienie pomocy w danej chwili. Takie sytuacje destabilizują system prawny i utrudniają funkcjonowanie zarówno organom administracji, jak i firmom. Od wybuchu epidemii minęły raptem dwa lata, a mamy do czynienia już z drugim poważnym kryzysem. Należałoby przygotować ogólne, szerokie ramy prawne dotyczące zarządzania sytuacjami kryzysowymi uprzedzająco, przed wybuchem takiej sytuacji – aby nie trzeba było działać w sytuacji gaszenia pożaru, który już trawi nasz dom – a my zastanawiamy się, czy powinniśmy ewakuować osoby znajdujące się w środku budynku, czy starczy nam czasu na ochronę chociaż części naszego mienia.
– Przepisy są przygotowywane w bardzo szybkim tempie, bez konsultacji z podmiotami, które będą później je wykonywały, często w bardzo dużym pośpiechu, dużym tempie. Tak, jak chociażby teraz ustawa dotycząca pomocy Ukraińcom. Wydaje się, że proces tworzenia regulacji można by przygotować lepiej – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Wołejko, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Dlatego jako Federacja postulujemy, by po zażegnaniu obecnego kryzysu powrócić do normalnej ścieżki legislacyjnej, do tworzenia prawa z odpowiednim terminem na konsultacje, opiniowanie, dialog społeczny, wykorzystanie Rady Dialogu Społecznego, rozmowy i ustalenia z podmiotami, które są adresatami tworzonych norm. Będziemy oczekiwać tego, żeby decydenci, organy administracji rządowej, organy administracji samorządowej wsłuchały się w głos społeczeństwa obywatelskiego – a przedsiębiorcy też są częścią szeroko rozumianego dialogu. Trzeba wspólnie stworzyć odpowiednie ramy prawne, które pozwolą przy kolejnym kryzysie nie działać w warunkach pożaru, tylko na spokojnie podejść do rozwiązania problemu – tłumaczy Wołejko.
Okres pandemii i wymagania z nią związane spowodowały, że firmy sektora zdrowotnego, które wcześniej zainwestowały w innowacyjne rozwiązania, w znacznie większym stopniu skorzystały na digitalizacji napędzającej wszystkie etapy funkcjonowania całej branży. Z kolei nowe podmioty często od samego początku działania przyjmowały przede wszystkim cyfrowy model pracy. Z raportu firmy doradczej Deloitte 2022 Global Life Sciences Outlook. Digitalization at scale: Delivering on the promise of science wynika, że branża life sciences będzie kontynuować długoterminowe inwestycje w obszarze cyfrowym, wychodząc naprzeciw ewoluującym oczekiwaniom konsumentów i nowym standardom dotyczącym kwestii środowiskowych.
Raport Deloitte 2022 Global Life Sciences Outlook. Digitalization at scale: Delivering on the promise of science pokazuje, że chociaż w minionym roku oceny kondycji sektora life sciences i jego segmentów (farmaceutycznego, biotechnologicznego oraz technologii medycznych) bardzo zmieniały się w czasie, podstawowe wyniki i perspektywy dalszego rozwoju są dla niego bardzo pozytywne. Zdaniem ekspertów branża pozostaje przede wszystkim odporna na te skutki pandemii, których początkowo najbardziej się obawiano, dotyczące np. spowolnienia realizacji badań. Dalszy rozwój tego sektora będzie też napędzać elastyczne podejście przedsiębiorstw i stale podejmowane działania dostosowujące do zmieniających się okoliczności.
Rzeczywistość sektora staje się cyfrowa
Niedawny raport Deloitte i Fortune pokazuje, że 77 proc. dyrektorów generalnych z 15 branż twierdzi, że kryzys COVID-19 przyspieszył cyfrową transformację i w tym zakresie zarządzający wykazują się silnym optymizmem co do nadchodzącego roku. Wyznaczanie bardziej długoterminowych strategicznych celów digitalizacyjnych, a także coraz powszechniejszy dostęp do wielu innowacyjnych narzędzi do gromadzenia i analizowania danych powoduje, że także sektor life sciences powinien zacząć stosować narzędzia cyfrowe na dużą skalę.
To znacząca zmiana w biznesowej filozofii przedsiębiorstw branży ochrony zdrowia – przejście od podejmowania doraźnych cyfrowych aktywności do stania się podmiotem w pełni cyfrowym. Brak spójnej wizji powoduje uruchamianie nieefektywnych działań ad hoc. Bycie cyfrowym oznacza zaprojektowanie i wdrożenie strategii cyfrowej, i w następstwie konsekwentne włączenie jej do DNA organizacji. W praktyce sprowadza się to do planowego budowania sprawności i elastyczności operacyjnej, automatyzacji, integracji danych i umiejętności analitycznych – mówi Paweł Kuśmierowski, partner associate, Life Sciences & Health Care Poland, Deloitte Digital.
O dynamice sektora decyduje też konieczność mierzenia się dużych graczy, od dawna funkcjonujących na rynku ze zdecydowanie mniejszymi, ale niezwykle prężnie rozwijającymi się start-upami. Te nowe podmioty, z założenia w pełni cyfrowe we wszystkich obszarach swojej działalności, nie są powiązane ze starszymi systemami, przyświeca im zupełnie inna filozofia biznesowego myślenia i to pozwala im na zdecydowanie bardziej elastyczne podejście.
Pacjent w centrum systemów zdrowotnych
Cyfrowa medycyna i cyfrowa terapie oferują możliwość tworzenia bardziej spersonalizowanych doświadczeń i nowych sposobów na efektywne dotarcie do pacjentów. Zdaniem ekspertów Deloitte planowane w nadchodzącym roku większe inwestycje w rozwiązania cyfrowe pozwolą firmom zajmującym się naukami przyrodniczymi i technologiami medycznymi na skupienie się na bardziej dopasowanym wsparciu pacjentów. Innowacyjność w pandemii umożliwiła szybkie zmiany umiejscawiające pacjentów w centrum działań branży. W ciągu ostatnich dwóch lat mobilizacja do współpracy między interesariuszami sektora zdrowotnego była bezprecedensowa – wszystko w interesie pacjentów.
Zorientowanie na pacjentów to coś więcej niż tylko zapewnienie dobrej jakości opieki. Oznacza to uczynienie z nich partnerów, którzy znajdują się w centrum decyzji dotyczących opieki zdrowotnej. Koncepcja ta nie jest nowa, ale jej znaczenie ciągle rośnie. Już teraz widzimy, jak bardzo wzrosła komunikacja pacjentów z ośrodkami badawczymi, instytucjami finansowymi oraz dostawcami usług i rozwiązań. Ich wkład w toczące się projekty jest coraz bardziej wyrafinowany i rozpowszechniony. Takie efektywne pozycjonowanie pacjentów pozostaje jednak wyzwaniem do opanowania – mówi Paweł Kuśmierowski.
Według niedawnego badania przeprowadzonego przez Deloitte, kadra kierownicza branży life sciences oczekuje, że produkty medycyny cyfrowej staną się strategicznym priorytetem dla ich firm. Pandemia pomogła stworzyć bardziej zorientowane na pacjenta kanały. W szczególności technologie cyfrowe zostały przyjęte na całym świecie, a telemedycyna stała się szeroko dostępna. Współpraca z systemami opieki zdrowotnej umożliwia wgląd w dane, a pacjenci przejmują większą kontrolę nad troską o swoje zdrowie. Co więcej, firmy farmaceutyczne zaczynają dostosowywać swoje decyzje biznesowe, odzwierciedlając potrzeby pacjentów, a jednocześnie rośnie znaczenie podmiotów zajmujących się technologią zdrowotną i innymi ekosystemami. W szczególności terapie cyfrowe zaczynają wpływać na wyniki pacjentów i wykazują walidację kliniczną.
Potencjał oszczędności, jaki niesie ze sobą cyfryzacja procesów wynajdywania nowych leków i ich badań klinicznych przekłada się także na rozwój technologii informatycznych w tym zakresie. Dotyczy to zarówno narzędzi analizy danych, umiejętność korzystania z danych uzyskanych w codziennej praktyce lekarskiej (RWE), terapii cyfrowych, czy automatyzacji procesów. Doświadczenia zdobyte w branży dzięki projektom dotyczącym COVID-19 stanowią dodatkowy czynnik, który wpłynął na skracanie cyklu rozwoju wszystkich terapii i na wzrost rentowności firm biotechnologicznych z innowacji – według Deloitte jest on najwyższy od 2015 roku – mówi Paweł Kuśmierowski
Branża zdrowotna pod lupą środowiskową
Według raportu Deloitte kwestie z obszaru ESG (środowisko, społeczeństwo i zarządzanie) pozostaną w centrum uwagi w 2022 r., ponieważ także firmy branży life sciences będą musiały stawić czoła zmieniającym się wytycznym w zakresie ujawnień i nowym globalnym standardom raportowania. W nadchodzącym roku od liderów sektora oczekuje się skupienia się na istotnych dla nich czynnikach środowiskowych, takich jak dostęp do leków i ich ceny, zrównoważone podejście do zagadnień klimatycznych, kwestie równości i różnorodności.
Kwestie środowiskowe, społeczne i te związane z zarządzaniem coraz mocniej się łączą. Na przykład uczynienie leków bardziej zrównoważonymi chroni środowisko. W rezultacie coraz więcej firm zdaje sobie sprawę, że cele ESG i cele biznesowe są ze sobą nierozerwalnie związane. Można więc oczekiwać, że firmy sektora zdrowotnego będą musiały skupić się na tych czynnikach, które najsilniej na nie wpływają, tym bardziej, że inwestorzy, partnerzy, społeczności, klienci i pracownicy coraz częściej przyglądają się, kogo wspierają
– mówi Julia Patorska, partner associate, ekspertka w obszarze analiz ekonomicznych i środowiskowych w Deloitte.
W obszarze zrównoważonego rozwoju i ograniczenia marnotrawstwa branża ma sporo do zrobienia. Dla przykładu, przemysł biofarmaceutyczny produkuje rocznie ogromne ilości leków, a wiele z nich nigdy nie jest używanych. Same niedoskonałości chłodniczych łańcuchów dostaw powodują roczne straty w wysokości 37 mld dol. Co więcej, okres przydatności nadany lekowi jest zwykle oparty na informacjach dostępnych podczas procesu zatwierdzania. W rzeczywistości zanim preparat przestanie być skuteczny może minąć dwa razy więcej czasu.
Obszarem o rosnącym znaczeniu w zakresie ESG są też zagadnienia równości i braku wykluczenia. Oczekuje się, że w 2022 r. firmy będą musiały zmierzyć się z ciągłą presją zewnętrzną ze strony inwestorów instytucjonalnych, aktywnych akcjonariuszy, potencjalnych pracowników i klientów, aby zwiększyć reprezentację kobiet w zarządach przedsiębiorstw, na stanowiskach kierowniczych oraz w kierownictwie wykonawczym, a także wyrównać wynagrodzenia i mobilność.
Dolar jest najmocniejszy do euro od marca 2020 r. Do wyrównania kursów powinno dojść w najbliższych miesiącach, po raz pierwszy od października 2002 r.
– Jest to spowodowane tym, że Fed podnosi i będzie podnosił stopy procentowe w dość agresywnym tempie, natomiast w strefie euro podwyżki jeśli będą to niewielkie i pozostaje pytaniem czy stopa redyskontowa EBC wzrośnie powyżej zera – mówi w rozmowie z MarketNews24 Damian Rosiński, główny ekonomista Domu Maklerskiego AFS.
Dolar jest mocny także z tego względu, że wojna w Ukrainie w niewielkim stopniu wpływa na gospodarkę USA, natomiast jest bardzo silnym negatywnym impulsem dla strefy euro. Skutki widać w postaci terms of trade, bo koszty towarów importowanych bardzo wzrosły.
Dolar jest globalnie silną walutą co szczególnie mocno widać w relacji do jena. Osiągnął poziom 125 jenów za dolara. Jen stracił status bezpiecznej waluty, w którą warto inwestować. Bank centralny Japonii nadal ocenia, że jest zbyt wcześnie, aby interweniował podnosząc stopy procentowe.
Podwyżki stóp procentowych bardzo zmieniają kursy walut. Gdy w kolejnych krajach rosną stopy procentowe dla inwestorów wiele walut jest atrakcyjniejszych od japońskiego jena.
W ostatnich tygodniach dolar wzmacniał się wobec euro. Na parze EUR/USD odnotowujemy poziomy poniżej 1,10.
– W perspektywie najbliższych miesięcy przewiduję nawet dojście do parytetu – ocenia ekspert DM AFS.
Notowana na NewConnect spółka Creotech Instruments, jeszcze w tym roku planuje przeniesienie akcji na rynek regulowany GPW w Warszawie. Wcześniej, w II kwartale 2022 r., firma chce przeprowadzić publiczną emisję akcji. Potrzeby inwestycyjne spółki to około 50 – 60 mln zł. Strategia spółki zakłada ukończenie kluczowych projektów R&D oraz zwiększenie zdolności produkcyjnych i sprzedażowych spółki. W perspektywie najbliższych lat celem Creotech Instruments jest zdobycie pozycji jednego z głównych dostawców technologii kosmicznych z Europy Środkowej. W 2021 r. spółka wypracowała ok. 40 mln zł przychodów ogółem, m.in. z projektów kosmicznych, biznesu kwantowego, usług dla segmentu dronowego oraz produkcji kontraktowej i grantów.
– Działamy na perspektywistycznym rynku, przy stosunkowo małej konkurencji w Polsce. Jednocześnie konsekwentnie realizowana strategia i innowacyjny model biznesowy pozwoli nam osiągać dynamiczny wzrost skali biznesu. Jednym z naszych najważniejszych celów jest umieszczenie na orbicie okołoziemskiej satelity EagleEye, a następnie satelit obserwacyjnych dla segmentu obronności w ramach projektu PIAST. Będzie to niezwykle ważny moment w historii Creotech. Chcemy dowieść, że nasze platformy mikrosatelitarne spełniają wszystkie oczekiwania i uzyskać tzw. space heritage. To pozwoli nam na rozpoczęcie sprzedaży platform mikrosatelitarnych o jednostkowej wartości do 4 mln USD klientom komercyjnym. Jednocześnie w bliższej perspektywie chcemy przenieść akcje naszej spółki na rynek regulowany GPW i tym samym poszerzyć grupę kontrahentów i przyszłych partnerów biznesowych – mówi Grzegorz Brona, Prezes zarządu Creotech Instruments S.A. – Planujemy by dołączenie do grona spółek z rynku głównego GPW poprzedziła publiczna emisja akcji. Proces zatwierdzania Prospektu jest już na ostatniej prostej. Liczymy na otrzymanie pozytywnej decyzji KNF-u w najbliższym czasie – dodaje Grzegorz Brona.
Środki pozyskane z publicznej emisji akcji spółka przeznaczy na rozbudowę technologii produkcyjnych i tym samym ukończenie projektów R&D dotyczących technologii satelitarnych, systemów kwantowych i systemów zarządzania operacjami UAV (bezzałogowych statków powietrznych).
Koordynatorem oferty będzie Dom Maklerski Navigator SA. Proces wspierać będzie Noble Securities i kancelaria prawna WBW Weremczuk, Bobeł & Wspólnicy. Funkcję Doradcy Zarządu Creotech pełni CC Group. Szczegóły oferty publicznej akcji, w tym harmonogram zapisów, będą dostępne w Prospekcie, który zostanie opublikowany niezwłocznie po jego zatwierdzeniu przez KNF.
Creotech Instruments S.A. to polska firma specjalizująca się w rozwoju technologii kosmicznych oraz elektroniki i aparatury do zastosowań globalnych, m.in. na potrzeby komputerów kwantowych, kryptografii kwantowej, laboratoriów fizyki kwantowej i wysokich energii. Firma jako pierwsza w Europie rozpoczęła produkcję elektroniki sterującej komputerami nowej generacji. Dotychczas stworzyła 37 systemów dla kwantowego zaplecza, które dostarcza do blisko 50 laboratoriów naukowych, m.in. do Oxfordu, czy Berkley`a.
Strategiczne założenia Creotech Instruments do 2025 roku:
Kosmos:
sukces misji kosmicznej EagleEye w zakresie umieszczenia na orbicie mikrosatelity do obserwacji Ziemi – 2023 rok. Satelita powstaje na platformie HyperSat
realizacja misji PIAST (Polish ImAging SaTellites) realizowanej dla Ministerstwa Obrony Narodowej.
Atmosfera ziemska: główny dostawca systemów do analizy ryzyka, planowania i kontroli misji UAV w Polsce i znaczący w Europie
Ziemia:
dostawca pełnego systemu sterowania dla komputerów kwantowych
silna pozycja jednego z najważniejszych integratorów danych satelitarnych w Europie z uwagi na współpracę z EUSPA i KE
wprowadzenie systemu synchronizacji czasu do rozwiązań telekomunikacyjnych.
Creotech Instruments uczestniczy obecnie w kolejnej misji Comet Interceptor organizowanej przez Europejską Agencję Kosmiczną. Zadaniem spółki jest zaprojektowanie i wykonanie komponentów do jednego z urządzeń badawczych sondy. W 2029 r. czytnik zostanie umieszczony w głębokiej przestrzeni kosmicznej w celu badania składu i właściwości komet.
Rok 2021 przyniósł skokowy wzrost zainteresowania mieszkaniowym segmentem premium w Polsce. Trójmiasto wyrasta na drugi po Warszawie największy rynek nieruchomości tego typu ze sprzedażą, która sięgnęła w minionym roku rekordowych 900 lokali.
Trójmiejski rynek nieruchomości rozwijał się w ostatnich latach bardzo dynamicznie, a średnie ceny mieszkań ustępowały jedynie tym w Warszawie. Wszystko za sprawą coraz większego udziału w ofercie deweloperskiej lokali z segmentu apartamentowego i niesłabnącego zainteresowania nimi nabywców. Z najnowszego raportu „Rynek mieszkań premium w Trójmieście” opracowanego przez globalną firmę doradczą JLL we współpracy z firmą Invest Komfort wynika, że:
Na sześciu głównych rynkach mieszkaniowych w Polsce[1] apartamenty i apartamenty luksusowe[2] stanowiły na koniec 2021 r. 6% dostępnej oferty. W Trójmieście udział ten wynosił 10,6% i był najwyższy wśród analizowanych miast.
Sprzedaż apartamentów wyraźnie wzrosła w 2021 r. osiągając poziom blisko 3200 lokali, z czego aż 900 dotyczyło rynku trójmiejskiego.
Głównymi nabywcami lokali typu premium pozostaje grupa szybko bogacących się, zamożnych Polaków lub obcokrajowców związanych bezpośrednio z Polską. Wciąż niewielki udział stanowią obcokrajowcy z Azji czy krajów Bliskiego Wschodu, traktujący zakup czysto inwestycyjnie.
Motywy nabywców to zarówno chęć poprawienia warunków życia, jak i budowania zysków z najmu krótkoterminowego. W ostatnich latach obserwowany był wyraźny wzrost popytu tezauryzacyjnego spowodowanego m.in. rosnącą inflacją oraz niepewnością na rynkach finansowych.
Co trzeci apartament w Polsce można było kupić w Trójmieście
Rynek trójmiejski, podobnie jak rynki mieszkaniowe innych największych miast w Polsce, zdominowany jest przez inwestycje, które JLL zalicza do segmentu mieszkań o podstawowym i podwyższonym standardzie. Wprawdzie oferta lokali z wyższych segmentów jakościowych jest od kilku lat systematycznie rozbudowywana przez deweloperów we wszystkich dużych miastach, to jednak właśnie w Trójmieście jej udział jest obecnie najwyższy. Na koniec roku w ofercie na rynku pierwotnym Gdyni, Gdańska i Sopotu znajdowało się łącznie 580 apartamentów, czyli tyle samo, co na dwukrotnie większym rynku warszawskim.
Można śmiało powiedzieć, że co trzeci apartament z oferty deweloperskiej, jaka była dostępna na największych krajowych rynkach na koniec 2021 r., znajdował się właśnie w Trójmieście. Trójmiasto było też jedynym rynkiem, na którym udział lokali w segmencie apartamentowym przekroczył 10% wszystkich dostępnych do zakupu mieszkań,
-komentuje Aleksandra Gawrońska, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego.
Choć w tej puli przeważają nieruchomości, które sklasyfikować można jako klasyczne apartamenty, to w Gdańsku i Sopocie w minionym roku pojawiły się w sprzedaży również apartamenty luksusowe, dostępne dotychczas przede wszystkim w stolicy. Co warte podkreślenia, spośród 1200 apartamentów, które na koniec grudnia ubiegłego roku były w trakcie realizacji, blisko połowa znalazła już swoich nabywców, a nie jest to typowe dla segmentu apartamentowego.
Niesłabnąca atrakcyjność nieruchomości typu premium jako formy zabezpieczenia kapitału, ale także coraz dalej idąca specjalizacja firm, które tego typu produkt dostarczają na rynek sprawia, że coraz częściej decyzje o zakupie podejmowane są już na etapie realizacji inwestycji. To z kolei daje większą płynność i możliwość przygotowywania kolejnych inwestycji z odpowiednim wyprzedzeniem, a tym samym bieżące uzupełnianie oferty,
-mówi Michał Ciomek, Członek Zarządu Invest Komfort.
Kupujących przyciąga widok na wodę
Nieruchomości apartamentowe oferowane na rynku pierwotnym różnią się na całym świecie – ale także w Polsce – skalą inwestycji, wykończeniem czy pakietem dostępnych usług. Wszystkie łączy jedno – wyjątkowa lokalizacja. Niezmienne pozostaje też to, że do tych najbardziej cenionych zalicza się lokalizacje określane jako „waterfront”, gwarantujące nieograniczony widok i bezpośredni dostęp do wody: rzeki, jeziora, oceanu czy, jak w przypadku Trójmiasta, zatoki. Gdańsk dodatkowo ma do zaoferowania wiele ciekawych miejsc z widokiem na rzekę oraz stare fragmenty miasta. To sprawia, że nieruchomości w Gdańsku, Gdyni i Sopocie cieszą się coraz większą popularnością wśród zamożnych Polaków. Trudno też dziwić się deweloperom, że wobec rosnącego popytu, coraz aktywniej rozbudowują w tych lokalizacjach ofertę nieruchomości premium.
Wyraźny wzrost podaży lokali, które JLL klasyfikuje jako apartamenty i apartamenty luksusowe, nastąpił w Trójmieście w 2016 r. Od tamtej pory zdarzały się lata kiedy do sprzedaży na rynku pierwotnym wprowadzano nawet 800 takich mieszkań rocznie. Większa podaż i rosnące zainteresowanie klientów sprawiły, że w 2021 r. sprzedano tu ponad 900 tego typu lokali, a tym samym ustanowiony został nowy rekord rocznej sprzedaży w segmencie apartamentów. Miało to oczywiście istotne przełożenie na ceny.
W ciągu ostatniej dekady ceny apartamentów w Trójmieście wzrosły z poziomu 10 000 zł/mkw. w 2011 r. do 19 900 zł/mkw. na koniec 2021 r. Z wyższą ceną za metr mamy obecnie do czynienia jedynie w Warszawie. Od 2015 r. obserwowaliśmy na trójmiejskim rynku skokowy wzrost zainteresowania zakupem nieruchomości z wyższych segmentów jakościowych – najpierw na użytek własny, potem z przeznaczeniem na najem krótkoterminowy, a od 2019 r. przede wszystkim z myślą o ochronie posiadanych oszczędności. W efekcie, mimo istotnego zwiększenia podaży lokali z segmentu apartamentowego, wciąż mieliśmy do czynienia z przewagą popytu nad podażą,
-komentuje Aleksandra Gawrońska, ekspertka JLL kierująca Działem Badań Rynku Mieszkaniowego.
Lokalizacja, lokalizacja i jeszcze raz lokalizacja
To na ile zaspokojenie rosnącego popytu na nieruchomości z najwyższej półki będzie możliwe, jest w dużym stopniu uzależnione od dostępności gruntów w lokalizacjach pozwalających na stworzenie projektu o odpowiednim standardzie. I chociaż zasób ten jest w największych miastach ograniczony, to jak podkreślają eksperci, właśnie w przypadku Gdańska, Gdyni i Sopotu ewolucja tych miast pozwala na wykorzystanie czasem zaskakujących możliwości.
W Trójmieście bank ziemi tworzą także lokalizacje z ukrytym potencjałem. Zmiany, które na zachodzie obserwujemy od lat, teraz powoli kiełkują i u nas. Uczymy się czytać miasto, przewidywać przyszłość jego rozwoju urbanistycznego, stymulować i wspierać pozytywne zmiany. W Gdyni czy Gdańsku jeszcze kilkanaście lat temu mało kto patrzył na tereny portowe jako miejsca z potencjałem na luksusowe nieruchomości. Dziś nasze miastotwórcze inwestycje takie jak Brabank Apartamenty w Gdańsku czy Portova w centrum Gdyni nie dziwią nikogo i cieszą się dużym zainteresowaniem,
-podsumowuje Michał Ciomek, Członek Zarządu Invest Komfort.
To sprawia również, że jak w żadnym innym mieście katalog trójmiejskich inwestycji z najwyższych segmentów jakościowych jest mocno zróżnicowany pod względem rodzajów zabudowy. Począwszy od wysokościowych projektów w centrum Gdyni, poprzez kameralne projekty np. w okolicy Oliwy, Jelitkowa i Orłowa, po typowo inwestycyjne apartamenty wzdłuż Motławy. Dodatkową kategorię stanowią inwestycje posiadające dostęp do mariny, jak np. Yacht Park w Gdyni.
Wszystko wskazuje na to, że grupa zamożnych Polaków, którzy będą mogli pozwolić sobie na zakup apartamentu w przyszłości będzie się powiększać, a najzamożniejsi będą kupować coraz większe i bardziej luksusowe lokale. Klienci coraz częściej będą oczekiwać standardów, które dorównują tym europejskim, zarówno pod względem wykończenia, metrażu jak i oferowanych usług dodatkowych. Dotyczyć to będzie zwłaszcza grupy empty-nesters – osób w wieku 50+ przenoszących się z domów jednorodzinnych do mieszkań na kolejny etap w swoim życiu, na aktywną emeryturę. Przy ograniczonej dostępności tego typu lokali zjawisko to będzie istotne dla przyszłej wartości kupowanych obecnie lokali, ponieważ dobro jakim jest drogi apartament, stanie się bardziej płynne,
-podsumowuje Aleksandra Gawrońska, Dyrektor Działu Inwestycji Mieszkaniowych JLL.
Więcej na temat rynku nieruchomości mieszkaniowych premium w Trójmieście w najnowszym raporcie JLL dostępnym na stronie jll.pl.
[2] W analizach JLL lokale w budownictwie wielorodzinnym dzielone są na dwa podstawowe segmenty: mieszkania i apartamenty. Mieszkania dzielą się dalej na mieszkania o podstawowym standardzie i mieszkania o podwyższonym standardzie. W segmencie apartamentów wyróżniane są z kolei podsegmenty apartamentów i apartamentów luksusowych.
W pierwszym kwartale 2022 roku na światowych rynkach zadebiutowało 321 spółek, co oznacza spadek o 37% rok do roku. Wartość debiutów spadła do 54,4 mld USD, o 51% r/r. W Polsce nie było w tym czasie debiutów, wyjąwszy transfery z NewConnect. Spowolnienie na rynku IPO jest pokłosiem napięć geopolitycznych i idącej za nimi niepewności na poziomie makroekonomicznym, wzrostu cen surowców i energii oraz perspektywy rosnących stóp procentowych. Wstrzemięźliwość potencjalnych debiutantów powinna się utrzymać przez kolejne miesiące – wynika z badania EY Global IPO Trends.
Po rekordowych napływach na rynki pierwotnych ofert publicznych (IPO) w 2021 roku, pierwszy kwartał 2022 roku przyniósł ochłodzenie koniunktury. Pierwsze tygodnie roku oznaczały kontynuację fali debiutów z ubiegłego roku, a wartość IPO w styczniu 2022 roku była najwyższa od 21 lat. Wybuch wojny w Ukrainie i idący za nim wzrost niepewności wśród inwestorów spowodował ostre hamowanie na rynkach w drugiej połowie lutego, które objęło również obszar ofert pierwotnych. W efekcie, w pierwszym kwartale 2022 roku na światowych rynkach zostało przeprowadzonych 321 transakcji o wartości 54,4 mld USD, co oznacza spadek odpowiednio o 37% i 51% rok do roku. Część transakcji została odwołana, część – przesunięta na późniejszy termin.
– Nagła zmiana sentymentu była spowodowana szeregiem czynników: wzrostem napięć geopolitycznych, zmiennością na światowych parkietach, korektą rynkową bańki cenowej dotychczasowych IPO, obawą o efekt rosnących cen surowców i energii oraz inflacji i idącą za nią perspektywą podwyżki stóp procentowych przy zmniejszonym, acz wciąż obecnym, ryzykiem nawrotu pandemii koronawirusa, które hamuje powrót globalnej gospodarki na ścieżkę pełnego wzrostu – wylicza Anna Zaremba, Partnerka EY Polska, CFO Consulting, odpowiedzialna za rynek IPO.
Najlepiej w regionie Azji i Pacyfiku
W pierwszym kwartale najlepiej wypadł region APAC (Azja i Pacyfik), w ramach którego zadebiutowało 188 spółek o wartości 42,7 mld USD (odpowiednio 18% wzrost rok do roku i 16% spadek r/r). Połowa z 10 największych IPO w Q1 2022 miała miejsce w tym regionie. Wartość debiutów w pierwszym kwartale była wyższa niż w rekordowym Q1 2021, który był najlepszym pierwszym kwartałem pod kątem wartości debiutów w regionie od 21 lat.
– Pandemia koronawirusa wciąż wpływa na gospodarkę i aktywność na rynku IPO w wielu obszarach regionu Azji i Pacyfiku. Panuje jednak optymizm co do zwiększenia aktywności na rynku debiutów w drugiej połowie roku w tym regionie. Jest popyt na wysokiej jakości spółki w korzystnym dla wycen giełdowych otoczeniu gospodarczym i przy dużej podaży pieniądza przez banki centralne – mówi Bartłomiej Smolarek, Lider Zespołu ds. Fuzji i Przejęć, Partner EY Polska.
Wzrost napięć geopolitycznych i idąca za nimi zmienność na rynkach spowodowały spadki wolumenów IPO w regionie EMEIA (obejmującym Europę, Bliski Wschód, Indie i Afrykę), gdzie w Q1 2022 zadebiutowało 96 spółek, a wartość transakcji wyniosła 9,3 mld USD, co oznacza spadek odpowiednio o 38% i 68% rok do roku.
W Europie przeprowadzono 47 IPO o wartości 2,7 mld USD, co dało Staremu Kontynentowi 15% światowego rynku IPO pod względem ilości transakcji i 5% pod kątem ich wartości w pierwszym kwartale 2022 roku.
Żadna spółka nie zdecydowała się w tym czasie na debiut na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, nie licząc dwóch przejść z NewConnect, które nie są wliczane do statystyk w metodologii EY.
– Tegoroczne statystyki są zaburzone przez efekt wysokiej bazy, ponieważ – na poziomie globalnym – pierwsze trzy miesiące 2021 roku były najbardziej aktywnym pierwszym kwartałem dla IPO w ciągu 21 lat. W tym kontekście, nie jest wielkim zaskoczeniem spadek aktywności w ciągu trzech pierwszych miesięcy tego roku. Szok rynkowy związany z wybuchem wojny w Ukrainie w połączeniu z zagrożeniami na poziomie makroekonomicznym powoduje, że stagnacja na rynku debiutów może się utrzymać w kolejnych miesiącach – mówi Magdalena Warpas, Associate Partner, Doradztwo Strategiczne i Transakcyjne, EY Polska.
Surowce gonią technologię
Zmieniające się otoczenie gospodarcze i warunki rynkowe powodują przesunięcia pomiędzy sektorami, w jakich klasyfikowani są debiutanci na poziomie globalnym. Technologia i surowce znalazły się na czele analizy sektorowej debiutantów (w pierwszym kwartale miało miejsce po 58 IPO w każdym z sektorów), zaraz za nimi – sektor przemysłowy (57 IPO). Technologia, wyniesiona na szczyt popularności w pandemii koronawirusa, utrzymuje pozycję lidera ilości debiutów i jest numerem jeden siódmy kwartał z rzędu. Natomiast pod względem wartości debiutów w pierwszym kwartale 2022 roku, technologia oddała palmę pierwszeństwa sektorowi energetycznemu (który zanotował 12,2 mld USD IPO w Q1 2022) – w dużej mierze dzięki największemu debiutowi z ubiegłego kwartału, który został przeprowadzony na południowokoreańskim parkiecie. Spółki z sektora technologii pozyskały z IPO 9,9 mld USD w pierwszym kwartale 2022 roku, o 1,3 mld USD więcej niż sektor telekomunikacji, który pozyskał od inwestorów 8,6 mld USD – tutaj też na statystyki miało znaczący wpływ drugie co do wielkości w minionym kwartale IPO, które zostało przeprowadzone na Szanghajskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.
O badaniu
Dane zaprezentowane w opracowaniu EY Global IPO Trends pochodzą od firmy EY, Dealogic, CB Insights, Crunchbase i SPAC Insider, o ile nie stwierdzono inaczej. Dane do wykresów pochodzą od firmy EY i Dealogic. Pierwszy kwartał 2022 roku obejmuje dane o przeprowadzonych debiutach giełdowych w okresie 01.01.2022 do 23.03.2022, plus transakcje spodziewane do końca marca 2022 roku. Raport globalny nie obejmuje debiutów opartych o special purpose acquisition company (SPAC); na poziomie Polski statystyki nie uwzględniają przejść z NewConnect, o ile nie stwierdzono inaczej.
Według danych pochodzących z KRS i przeanalizowanych przez szwedzki Evolution – globalnego twórcę i dostawcę oprogramowania do gier online – liczba jednoosobowych firm informatycznych lawinowo rośnie. Na koniec roku 2021 aktywnych było ponad 131 tys. firm z branży IT. W porównaniu do analogicznego okresu w roku 2020, stanowi to wzrost o niemal 18 proc.
Rodzaje działalności IT. Ta związana z oprogramowaniem najpopularniejsza
Między innymi pandemia i wynikający z niej trend pracy zdalnej, który nadal się utrzymuje, znacznie wpłynął na wzrost liczby jednoosobowych firm działających w sektorze IT. Jak wynika z danych płynących z KRS wywiadowni gospodarczej Dun & Bradstreet, przeanalizowanych przez Evolution, wzrost ten w porównaniu roku 2021 z 2020, wyniósł niemal 18 proc. Co więcej, w pierwszym kwartale 2022 liczba firm z branży IT wzrosła o kolejne 5 proc. i na koniec marca wyniosła 138,5 tys.
Jak się okazuje, najwięcej firm jednoosobowych w polskim IT działa w branży związanej z oprogramowaniem i jest ona już od kilku lat najbardziej popularną wśród wszystkich z tego sektora – stanowią blisko 70 proc. z nich. Z kolei 18 proc. to działalności związane z doradztwem w zakresie informatyki, 8 proc. usługami w zakresie technologii informatycznych i komputerowych, a 5 proc. z zarządzaniem urządzeniami informatycznymi.
– W Polsce w roku 2021 działało ponad 91 tys. firm IT związanych z oprogramowaniem. Co ciekawe, ich odsetek, w porównaniu do roku 2020, zwiększył się aż o 20 proc. A tylko w pierwszym kwartale tego roku przybyło ich już ponad 5 proc. Liczby te mogą wynikać nie tylko z rosnącego zapotrzebowania na inżynierów oprogramowania, ale także świadczyć o tym, że polscy programiści często świadczą usługi również dla zagranicznych podmiotów. Nie ma się czemu dziwić – są dobrze wykształceni i zaangażowani w projekty, więc chętnie ich one zatrudniają – mówi Konrad Bromiński, Senior HR Manager w Evolution. – Województwo mazowieckie z największą liczbą jednoosobowych działalności IT
Wśród wszystkich jednoosobowych firm IT, według analizowanych danych, największy odsetek znajduje się w województwie mazowieckim – stanowią one 27,1 proc. Na miejscu drugim znalazło się małopolskie (11,9 proc.), a trzecim i czwartym kolejno dolnośląskie (10,2 proc.) i śląskie (blisko 10 proc.). Na kolejnych pozycjach uplasowało się wielkopolskie (7,9 proc.), pomorskie (7 proc.) oraz łódzkie (5,4 proc.). W przypadku pozostałych województw odsetek waha się od 3 do 1,4 proc. (opolskie).
BPI Real Estate Poland przygotowuje się do uruchomienia 6 nowych inwestycji w Polsce. Mowa o projektach we Wrocławiu, Poznaniu, Trójmieście oraz Warszawie. Ich rozpoczęcie planowane jest w 2022 roku. Łącznie projekty dostarczą na polski rynek blisko 70 tys. mkw PUM w ponad 2200 lokalach mieszkalnych. Plany spółki obejmują zarówno inwestycje mieszkaniowe, mixed-use, jak i wejście w nowy sektor PRS.
– Konsekwentnie realizujemy nasz plan biznesowy zakładający przede wszystkim rozwój.
W minionym roku intensywnie przygotowywaliśmy się do jego realizacji. Dokonaliśmy zakupu kilku doskonale zlokalizowanych działek, rozpoczęliśmy prace projektowe nad planowanymi inwestycjami oraz powiększyliśmy nasze struktury. Wszystko to po to, aby z sukcesem zrealizować przyjętą strategię oddania na polski rynek do 2026 roku ponad 4 tys. mieszkań – powiedział Béranger Dumont, Dyrektor Generalny BPI Real Estate Poland.
– W minionym roku intensywnie pracowaliśmy nad przygotowaniem kolejnych nowych inwestycji we Wrocławiu, Trójmieście, Poznaniu oraz Warszawie. W tej chwili koncentrujemy się nad rozpoczęciem projektów, których start przewidujemy w pierwszej połowie bieżącego roku. Jak dotychczas będą to inwestycje w atrakcyjnych lokalizacjach, o miastotwórczym charakterze, które wyróżniać będzie przemyślana architektura i różnego rodzaju rozwiązania w duchu zrównoważonego rozwoju – mówi Wojciech Smolak, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu w BPI Real Estate Poland.
Deweloper aktualnie przygotowuje się do uruchomienia w pierwszej połowie roku budów dla projektów mieszkaniowych we Wrocławiu przy ul. Czystej, w Poznaniu przy ul. Wagrowskiej oraz w Gdyni przy ul. Wzgórze Bernadowo. W drugiej połowie roku BPI Real Estate Poland planuje rozpoczęcie innowacyjnego wielkomiejskiego projektu, który realizowany będzie na poznańskim Łazarzu we współpracy z Revive.
Kolejne zaplanowane na bieżący rok projekty położone będą w Warszawie. Pierwszy z nich to inwestycja mieszkaniowa przy ul. Chmielnej w centrum miasta. Drugi projekt znajduje się przy ul. Obrzeżnej i zrealizowany zostanie w ramach sektora PRS we współpracy ze spółką Acteeum.
– Naszym celem jest budowa przemyślanej inwestycji, zakładająca sprzedaż blokową inwestorowi instytucjonalnemu. W planowanym budynku znajdą się małe jednostki na wynajem krótkoterminowy dla młodych profesjonalistów z częściami wspólnymi typu kuchnia, pralnia, salon gier i TV, pokój do coworkingu, a nawet siłownia i sauna. Aktualnie pracujemy nad szczegółami, aby już wkrótce móc zaprezentować ten zupełnie nowy w naszym portfolio projekt – powiedział Andrzej Świder, Dyrektor Projektu w BPI Real Estate Poland.
Belgijski deweloper jest obecny na polskim rynku od 2009 roku i w tym czasie zrealizował
7 inwestycji oddając łącznie ponad 2 tys. mieszkań. Są to inwestycja typu mixed-use Bulwary Książęce we Wrocławiu oraz projekty mieszkaniowe Rezydencja Barska, wolaRE, Wola Libre i Wola Tarasy w Warszawie, osiedle Vilda Park w Poznaniu i kompleks mieszkaniowy Cztery Oceany w Gdańsku. Zgodnie z przyjętą strategią biznesową, w najbliższych latach firma planuje realizację kolejnych inwestycji w Polsce, koncentrując się na tych miastach, w których powstały wcześniejsze projekty – Poznaniu, Warszawie, Wrocławiu, jak również w Trójmieście. Belgijski deweloper pozostaje otwarty też na nowe atrakcyjne lokalizacje. Aktualnie firma pracuje nad wdrożeniem strategii ESG, aby w najbliższych latach, móc skutecznie wprowadzać zasady zrównoważonego rozwoju w realizowanych przez siebie inwestycjach, w tym stosowania różnego rodzaju proekologicznych rozwiązań i innowacji.
Od momentu ostatniej konferencji prezeski EBC Christine Lagarde, EUR/USD cały czas znajduje się w dolnym przedziale wahań. Rynek oczekiwał, że stanowisko EBC wobec inflacji będzie nieco bardziej stanowcze. Nastąpiło rozczarowanie. Nadal zejście głównej pary walutowej na niższy poziom (mam tu na myśli 1,0650) jest realny i możemy go zobaczyć w najbliższych tygodniach.
To czy euro osiągnęło już dno nie jest do końca przesądzone. Po pierwsze ryzyko kryzysu energetycznego, który to może wywrzeć presję na gospodarkę strefy euro, nie zostało jeszcze zażegnane i tak naprawdę czai się za rogiem. Pytanie tylko kiedy wyjdzie i pokaże się w pełnej okazałości. Po drugie w przyszłym tygodniu poznamy szacunki inflacyjne dla Europy. W najlepszym przypadku wskaźnik osiągnie szczyt i zacznie w kolejnych miesiącach spadać, jednak prawdopodobnie będzie to powolny proces. CPI poniżej 7 proc. to perspektywa dopiero II połowy roku. Rynek może zareagować ponownie na niezdecydowane podejście EBC do walki z inflacją i odpowiednio po raz kolejny wywrzeć presję na euro. Żeby wspólna waluta zaczęła zyskiwać musi być jasna deklaracja i chęć walki EBC z inflacją. Dopóki tego rynek nie otrzyma, dalsze spadki głównej pary walutowej są jak najbardziej prawdopodobne.
Kurs EUR/USD dziś rano podszedł pod techniczny opór wyznaczony przez horyzontalny poziom oraz linię krótkoterminowego trendu spadkowego. Ten aspekt może dodatkowo powodować presję na dalsze podążanie kursu na południe. Z drugiej strony USD przestaje być szczególnie wrażliwy na wypowiedzi przedstawicieli Fed, które otrzymujemy każdego dnia. W średnim terminie zakładam dalsze spadki do poziomu 1,0650 (dołek z marca 2020 roku) a następnie odbicie kursu. Może się tak zdarzyć, że dołek EUR/USD wypadnie w momencie majowej podwyżki stóp procentowych przez Fed. Rynek zacznie sprzedawać fakty i dopiero wówczas zobaczymy większą korektę wzrostową na eurodolarze.
Wczorajsza przecena na części rynków związana z rosyjską agresją nie wytrzymuje próby czasu. Nie można bagatelizować cierpień Ukraińców atakowanych przez swoich sąsiadów. Warto natomiast zwrócić uwagę na niską skuteczność militarną Rosjan.
Putin nie taki straszny
Wczoraj inwestorzy uciekali z Polski. Było to widać zarówno na walucie, jak i na giełdzie. Kurs euro poszedł w górę w ciągu dnia o około 3 grosze. Giełda straciła na wartości ponad 2%. O tyle obsunęły się główne indeksy. Dlaczego piszemy o karuzeli? Bo jeszcze tego samego dnia rozpoczął się ruch powrotny. Dzisiaj rano jesteśmy znów niemal w punkcie wyjścia. Analitycy wskazują, że powodem jest przecenienie wpływu na rynek rosyjskiej ofensywy na Donbas. Mało kto poza Rosjanami wierzy w plan szybkiego zajęcia Donbasu i utrzymania go w procesie pokojowym. Nawet scenariusz tzw. “wolnych” wyborów na Wschodzie Ukrainy, które Rosja mogłaby szeroko zmanipulować, wydaje się obecnie bardzo korzystnym dla niej scenariuszem.
Zawrotka na ropie
Wtorek był również dniem wyraźnej przeceny ropy naftowej. Czarne złoto od rana staniało niemal 6 dolarów za baryłkę. Tak duża przecena była jednak w większości korektą zeszłotygodniowych gwałtownych wzrostów. W tym czasie ropa poszła w górę ponad 15 dolarów. Nie bez znaczenia było też obniżenie prognoz wzrostu gospodarczego na świecie przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. To właśnie to wydarzenie było jednym z powodów, że korekta ta miała miejsce akurat w tym momencie. Z drugiej strony perspektywy na przyszłość dla tego surowca są nadal bardzo dobre. Ciągle nie wiadomo, co z dostawami z Rosji. Do tego doszły kolejne problemy z produkcją w Libii. Niepokoje polityczne ciągną się tam jeszcze od Arabskiej Wiosny, a to nie sprzyja stabilizacji. Do tego należy dodać spadek rezerw w USA. W rezultacie istnieje wiele powodów, by surowiec zbytnio nie taniał. To z kolei nie jest dobrą wiadomością dla osób oczekujących szybszego spadku inflacji.
Kres inflacji w Polsce?
Członek Rady Polityki Pieniężnej Henryk Wnorowski wypowiedział się wczoraj na temat prognoz na przyszłość polityki monetarnej. Oczekuje on dotarcia inflacji w czerwcu do maksimum w okolicach 13%. Drugim bardziej interesującym kredytobiorców elementem jest górny poziom stóp procentowych na poziomie 7,5%. Wartość ta jest wyższa nawet od tego, co wynika z kontraktów na WIBOR. Jest to zatem scenariusz powyżej dotychczasowych oczekiwań, co powinno działać na korzyść złotego. Z drugiej strony inflacja bazowa wczoraj wyniosła 6,9%, co było zgodne z oczekiwaniami. W rezultacie można mówić o początkach pewnej stabilizacji.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl
Nowe i używane samochody stanowią 7 proc. amerykańskiego koszyka inflacyjnego, jeszcze do niedawna spadały jednak aż za 1/3 wzrostu tamtejszej inflacji. Teraz ceny używanych samochodów w USA spadają za sprawą coraz mniej zasobnych portfeli konsumentów. W Polsce ceny używanych samochodów nadal rosną, ale nie wpływają na wzrost inflacji.
Gwałtownie rosnące ceny amerykańskich aut używanych, napędzały wzrost amerykańskiej inflacji. Problemy, spowodowane przez rozerwane łańcuchy dostaw części i samych samochodów, dały producentom i dealerom, bardzo rzadko występującą na wolnym rynku, moc ustalania cen. Teraz jednak ten stan zaczyna powoli się zmieniać, bo w portfelach Amerykanów jest przez inflację coraz mniej pieniędzy. Do tego, poza wyższymi cenami benzyny, amerykańscy konsumenci muszą się także zmagać z opóźnioną w tym roku wypłatą zwrotu podatku za 2021 rok.
Według danych firmy Manheim, zajmującej się globalnym hurtowym handlem samochodami, ceny amerykańskich aut używanych w marcu spadły o 3,3 proc. w stosunku do lutego, jednak wciąż są o 24,8 proc. wyższe niż rok wcześniej. W zeszłym roku ta sama firma zanotowała wzrosty cen samochodów powyżej 50 proc. r/r. Widać też duże różnice pomiędzy kategoriami samochodów. Najmniej, bo tylko o 10 proc. r/r, podrożały pickupy, podczas gdy najbardziej vany, bo aż o 38 proc. r/r. Hamowanie cen mniej dotyka także samochodów elektrycznych.
Spadki widać również w wynikach spółek z rynku motoryzacyjnego. CarMax, największy detaliczny sprzedawca samochodów w USA, w okresie od grudnia 2021 do lutego 2022 sprzedał o 5 proc. mniej samochodów niż rok wcześniej, wzrosły także jego koszty finansowe związane z nieściągalnymi kredytami samochodowymi.
Podobne problemy z popytem dotykają także rynku samochodów nowych. Prognozy dotyczące globalnej produkcji samochodów zostały obniżone z powodu utraconego popytu i zakłóceń w łańcuchach dostaw (pallad, neon, wiązki przewodów) spowodowanych kryzysem w Ukrainie, wyższymi cenami ropy i perspektywami wyższych stóp procentowych. Chińskie lockdowny także stanowią ryzyko dodatkowych zakłóceń. Jednak w tym roku na całym świecie zostaną prawdopodobnie wyprodukowane ponad 82 miliony samochodów. Stanowi to dwucyfrowy wzrost w porównaniu z 2021 rokiem, przy globalnym popycie obniżonym o około 10 proc. światowej produkcji, dokładnie z tych samych powodów, dla których słabnie wzrost cen samochodów używanych. Oczywiście spadki popytu nie rozkładają się równomiernie, co widać, po cały czas wysokim i niezaspokojonym, popycie na nowe samochody w Polsce.
W Polsce GUS tylko w ograniczonym zakresie uwzględnia w wyliczeniach inflacji wzrost cen używanych aut. Nie bierze pod uwagę transakcji między indywidualnymi konsumentami, które stanowią dużą część rynku. To dlatego w oficjalnych statystykach używane samochody w Polsce w okresie pandemii drożały tylko nieznacznie. Choć dane firm zajmujących się rynkiem wskazywały, że od jej początku ceny używanych samochodów także wzrosły nawet o 50 proc.
Producenci samochodów mają obecnie swój najlepszy okres związany z jednej strony z odradzaniem się gospodarki, przy wciąż utrzymujących się wysokich cenach. Przewiduje się, że producenci samochodów odnotują wzrost zysków trzy razy wyższy niż globalna średnia. Te dodatkowe środki pomogą im w wymagającym dużego kapitału procesie zwrotu w kierunku samochodów elektrycznych. Warto zatem przyjrzeć CopyPortfolio eToro @AutoIndustry. A także szerzej branży motoryzacyjnej, od samochodowych detalistów, takich jak CarMax, przez firmy finansujące zakupy samochodów, jak Ally, po wypożyczalnie samochodów, jak Avis.
Co dzisiaj Rząd i Bank Centralny mogą zrobić z finansami? Co mogą zrobić z inflacją, jak ją obniżać? Jest jasne, że niesłychanie trudno jest utrzymać inflację w ryzach – zwłaszcza, gdy jest ona napędzana potężnym impulsem zagranicznym. Trudno jest też podnosić stopy procentowe w sytuacji, kiedy gospodarka być może zmierza w stronę recesji. Przede wszystkim Rząd i Bank Centralny powinni odpowiedzieć sobie na pytanie, jak powinna wyglądać strategia prowadzenia polityki gospodarczej w najbliższych latach. Nie ma wątpliwości, że sytuację w finansach publicznych trzeba w jakiś sposób opanować.
– Nadszedł czas płacenia za lata beztroski w polityce finansowej i po stronie Rządu i Banku Centralnego. Jednocześnie nie ma wątpliwości, że nadeszły dodatkowe potężne wyzwania, z którymi trzeba sobie radzić. Szkoda, że zmarnowaliśmy te kilka lat, kiedy można to było zrobić stosunkowo łatwo – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista, Rektor Akademii Finansów i Biznesu VISTULA. – Można było zresztą wprowadzić Euro i mielibyśmy dzisiaj znacznie mniejsze kłopoty. Rządzący twierdzili, że jest to przepis na katastrofę – co było oczywiście bzdurą. Dzisiaj bylibyśmy znacznie bezpieczniejsi. A teraz przyszedł czas na fundamentalną zmianę polityki. Na odejście tych historii, że Polskę stać na wszystkie wydatki, że stać na budowę wielkiego Państwa dobrobytu. Nie. W tej chwili nie stać. W tej chwili musimy wydawać pieniądze na wiele rzeczy. Na innych musimy zacząć oszczędzać – a Narodowy Bank Polski musi również prowadzić zdecydowaną politykę monetarną. Musi odbudować swoją wiarygodność – nawet, jeśli to ma być bolesne. Jeśli Bank Centralny straci wiarygodność, wtedy zwalczanie inflacji staje się niemożliwe i niewiarygodnie kosztowne. Rząd i Bank muszą przemyśleć swoją strategię gospodarczą. Lata beztroskiego wyrzucania na lewo i prawo pieniędzy się już kończą. Opowieści o tym, że mamy najlepszą sytuację gospodarczą od czasów rozbiorów – lepiej skończyć z tego typu bajkami – wylicza Orłowski.