Rynek biurowy na głównych rynkach regionalnych – dane za I kw. 2022 r.

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała dane dotyczące rynku powierzchni biurowych na ośmiu głównych rynkach regionalnych w Polsce (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin, Szczecin) za pierwszy kwartał 2022 roku. Źródłem informacji są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (BNP Paribas Real Estate, CBRE, Colliers, Cushman&Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark Polska, Savills), a podsumowanie dotyczy istniejących zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych obiektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

Na koniec pierwszego kwartału 2022 roku całkowite istniejące zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych wyniosły 6 270 900 mkw. Niezmiennie największymi rynkami biurowymi w Polsce (po Warszawie) pozostawały Kraków (1 638 800 mkw.), Wrocław (1 282 500 mkw.) oraz Trójmiasto (992 200 mkw.).

W pierwszym kwartale 2022 roku do użytkowania oddano 16 obiektów o łącznej powierzchni 243 500 mkw., z czego najwięcej w Katowicach (ok. 116 300 mkw.), Wrocławiu (36 200 mkw.) oraz Trójmieście (31 800 mkw.). Wśród nich największy to .KTW II (39 900 mkw.) wybudowany przez TDJ Estate w Katowicach.

Na koniec pierwszego kwartału 2022 roku na ośmiu głównych rynkach regionalnych do wynajęcia od zaraz pozostawało 970 100 m kw. powierzchni biurowej, co odpowiada stopie pustostanu na poziomie 15,5% (wzrost o 1,4 p.p. kw./kw. oraz wzrost o 2,6 p.p. w porównaniu do analogicznego okresu w 2021 roku). Najwyższy współczynnik pustostanów odnotowano w Katowicach – 19,8%, najniższy w Szczecinie – 3,0%.
Całkowity wolumen transakcji najmu zarejestrowanych w pierwszym kwartale 2022 roku wyniósł 160 500 mkw., co jest wartością o 25% mniejszą niż w kwartale ubiegłym, ale aż o 63% większą niż w analogicznym okresie 2021 roku. Najwięcej powierzchni zostało wynajęte w Krakowie (38 100 mkw.) i Wrocławiu (38 400 mkw.).

W pierwszym kwartale 2022 roku najwyższy udział w strukturze popytu przypadł nowym umowom: 68,9% (włączając umowy przednajmu oraz powierzchnie na potrzeby własne właściciela nieruchomości). Renegocjacje i przedłużenia obowiązujących kontraktów odpowiadały za 21,2% zarejestrowanego popytu, a ekspansje za 4,6%.

Wśród największych transakcji zawartych w pierwszym kwartale 2022 roku należy wymienić nową umowę PWC w budynku .KTW II, nową umowę Keyword Studios w kompleksie Global Office Park w Katowicach (9 300 mkw.), umowę odnowienia firmy Ericsson w budynku Olimpia Software Pool w Łodzi (7 700 mkw.), oraz umowę przednajmu firmy OTFC S.A. w budynku The Park I w Krakowie (7 000 mkw.).

Dolar znów się umacnia

Dolar idzie w górę względem euro. Złoty mimo stabilności względem euro traci wyraźnie do dolara. Czy zbierze się większość na reelekcje prezesa NBP? Węgrzy pokazali nową jakość kiełbasy wyborczej.

Dolar coraz silniejszy

Amerykańska waluta w tym tygodniu już drugi dzień z rzędu ustanawia najwyższy poziom względem euro od ponad dwóch lat. Kapitał wyraźnie preferuje tamtą stronę oceanu. Powodów jest wiele. USA ma znacznie lepsze wyniki gospodarcze niż strefa euro. Jest też zdecydowanie dalej od rosyjskiej agresji na terytorium Ukrainy. W rezultacie mniej zapłaci za sankcje. Do tego warto dodać przyspieszenie programu wzrostu stóp procentowych za oceanem. Im wyższe stopy procentowe, tym silniejsza waluta. Nie może zatem dziwić, że inwestorzy wybierają dolara. Od początku roku umocnił się on już o ponad 5% względem euro. Widać to też na polskim złotym. Podczas gdy rodzima waluta jest względnie stabilna, względem euro straciła w tym samym czasie ponad 20 groszy więcej względem dolara.

Kiedy będzie większość dla Adama Glapińskiego?

W Sejmie trwa zbieranie większości dla kandydatury obecnego prezesa NBP. Co ciekawe, jest on coraz częściej krytykowany za zbyt mocne podnoszenie stóp procentowych. W rezultacie jest on uderzany z dwóch stron. Z jednej strony szczególnie analitycy ekonomiczni wskazują na zbyt późne podwyżki i zbyt mało zdecydowaną komunikację. Szczególnie w pierwszej fazie, gdzie bagatelizował problem. Z drugiej strony widać wyraźnie polityczną presję, by nie podnosić za mocno stóp, bo kredyty zdrożeją. W rezultacie nie wiadomo, kto oprócz starych znajomych z Porozumienia Centrum popiera obecnego prezesa. Z drugiej strony jest on silny brakiem alternatyw. Lista alternatyw, podana jako przeciek przez Radio Zet, teoretycznie cieszy analityków. Teoretycznie, bo to wygląda na presję na posłów prawicy, by jednak poparli Adama Glapińskiego.

Węgierska kiełbasa wyborcza

Jeżeli ktoś się zastanawia, jak daleko władza może się posunąć, by w demokratycznym kraju wygrać wybory, warto spojrzeć na przykład Węgier. Opublikowano dzisiaj wskaźnik wzrostu wynagrodzeń. Niespodziewanie wzrosły one o 31,1% w skali roku. Kto z nas nie chciałby zarabiać dodatkowych 30%? Z drugiej strony można odnieść wrażenie, że podniesienie pensji urzędnikom o 30% to bezczelna kiełbasa wyborcza. Można się z tym zgadzać lub nie. Problem w tym, że aby wskaźnik dla całej gospodarki wyniósł tyle, podczas gdy wzrost w sektorze prywatnym wynosił solidne 12,2%, pensje w sektorze publicznym skoczyły o 93,4%. Tak realnie się niemal podwoiły w trakcie roku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – zamówienia na dobra,
16:00 – USA – sprzedaż domów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Luka bezpieczeństwa w portfelu Everscale. Hakerzy mogli przejąć kontrolę nad funduszami użytkowników

Kolejna firma świadcząca usługi blockchain zmaga się z problemami bezpieczeństwa. Tym razem luki w zabezpieczeniach portfela blockchain wykryto w Everscale, czołowej sieci blockchain. Jej wykorzystanie umożliwiłoby atakującemu przejęcie kontroli nad portfelem ofiary i jej środkami. Luka została odkryta w internetowej wersji portfela Everscale, znanej jako Ever Surf – poinformował Check Point Research.

Eksperci bezpieczeństwa cybernetycznego zidentyfikowali podatność w zabezpieczeniach portfela blockchain Everscale, która pozwalała na przejęcie kontroli nad portfelem ofiary, a następnie środkami. Luka została odkryta w internetowej wersji portfela Everscale, znanej jako Ever Surf. Informacja ta jest szczególnie istotna w kontekście popularności usługi – do tej porty w sieci Everscale przeprowadzono 31,6 miliona transakcji na ponad 669 tys. kont na całym świecie.

Wykorzystując lukę, hakerzy mogli odszyfrować klucze prywatne oraz frazy początkowe, które są przechowywane w pamięci lokalnej przeglądarki. Zdaniem stojących za odkryciem analityków Check Point Research, atak mógł polegać na wykorzystaniu złośliwego rozszerzenia przeglądarki, które wykradałoby informacje lub wykorzystując phishing w celu zdobycia kluczy. Uruchamiając prosty skrypt wykorzystujący podatność, hakerzy mogli odszyfrować klucze w zaledwie kilka minut, wykorzystując do tego przeciętny komputer konsumencki. Deszyfrowanie oznacza w praktyce uzyskanie dostępu do funduszy portfela.

– Odkryliśmy lukę w popularnym portfelu blockchain Everscale, dzięki której klucze portfela mogły być łatwo odszyfrowane przez atakującego. Posiadanie kluczy oznacza pełną kontrolę nad portfelem ofiary, a tym samym nad funduszami. Everscale jest technologicznym następcą sieci TON, która została opracowana przez zespół Telegram. Everscale wciąż jest we wczesnej fazie rozwoju. Założyliśmy, że w tak młodym produkcie mogą występować luki. Byliśmy ciekawi, jak funkcjonuje ochrona kluczy w najpopularniejszym portfelu tego blockchaina. Wprowadziliśmy kilka wektorów ataku, które mogły doprowadzić do tego, że atakujący uzyska klucze prywatne i frazy początkowe w postaci zwykłego tekstu, które następnie można wykorzystać do uzyskania pełnej kontroli nad portfelem ofiary – wyjaśnia Aleksander Chailytko, menedżer ds. cyberbezpieczeństwa, badań i innowacji w Check Point Software.

Check Point Research poinformowało o zdarzeniu programistów Ever Surf, którzy naprawili błąd. Firma poinformowała, że nie rekomenduje korzystania z wersji webowej aplikacji, która jest przestarzała i powinna służyć jednie celom programistycznym.

– Podczas pracy z kryptowalutami zawsze trzeba być ostrożnym: należy upewniać się, że urządzenie jest wolne od złośliwego oprogramowania, nie można otwierać podejrzanych linków, trzeba aktualizować system operacyjny i oprogramowanie antywirusowe. Pomimo faktu, że wykryta przez nas luka została załatana w nowej wersji portfela Ever Surf na komputery stacjonarne, użytkownicy mogą napotkać inne zagrożenia, takie jak luki w zdecentralizowanych aplikacjach lub ogólne zagrożenia, takie jak oszustwa, phishing – dodaje ekspert Check Pointa.

Eksperci zwracają uwagę na fakt, iż transakcje blockchain są nieodwracalne. W blockchain, w przeciwieństwie do banku, nie można zablokować skradzionej karty/portfela ani zakwestionować transakcji. Jeśli klucze do portfela zostaną skradzione, fundusze kryptograficzne mogą stać się łatwym łupem dla cyberprzestępców; nikt z kolei nie pomoże nam w odzyskaniu środków.
Aby zapobiec kradzieży kluczy, Check Point Research zaleca, aby nie otwierać podejrzanych linków, zwłaszcza jeśli otrzymaliśmy je od nieznajomych, stale aktualizować system operacyjny i oprogramowanie antywirusowe, nie pobierać oprogramowania i rozszerzeń przeglądarki z niezweryfikowanych źródeł.

Kredyty ze stałym oprocentowaniem na celowniku

W ciągu kilku miesięcy raty kredytów mieszkaniowych poszły w górę o ponad 50 procent, a to może być jeszcze nie koniec. Sytuacja kredytobiorców zmieniła się drastycznie, bowiem jeszcze do jesieni zeszłego roku korzystali oni z rekordowo nisko oprocentowanych kredytów. Ci, którzy obecnie zamierzają się zadłużyć by kupić mieszkanie, najczęściej zdają sobie sprawę z ryzyka, dlatego szukają alternatyw. Jedną z nich są kredyty ze stałym oprocentowaniem, niezależnym od stóp procentowych NBP. Czy to dobre wyjście?

By odpowiedzieć na to pytanie, należy wytłumaczyć, z czego składa się oprocentowanie “zwykłego” kredytu bankowego – ze zmienną stopą procentową. Typowy kredyt jest powiązany ze stopami procentowymi NBP – od ich wysokości zależy wskaźnik WIBOR – Warsaw Interbank Offered Rate (w przypadku kredytów złotowych), określający z jaką stopą procentową banki pożyczają sobie pieniądze. Każdego dnia roboczego o godzinie 11 publikowana jest nowa wartość WIBOR. Jest ona nieco wyższa od aktualnego poziomu stopy referencyjnej NBP. Wskaźniki WIBOR funkcjonują w różnych wariantach, w zależności od okresu na jaki banki pożyczają sobie pieniądze. WIBOR 3M to trzymiesięczne oprocentowanie kredytu międzybankowego, a wskaźnik 6M – sześciomiesięczne. Te dwa warianty WIBOR-u najczęściej spotyka się w umowach kredytowych.

WIBOR jest więc oprocentowaniem naszego kredytu. Do tego dochodzi – stała w całym okresie kredytowania – marża banku, a więc nasza “zapłata” bankowi za pożyczone pieniądze. WIBOR plus marża dają oprocentowanie kredytu. Jeśli kredyt nie ma w umowie określonego stałego oprocentowania, to będzie ono się zmieniać w zależności od wysokości stóp procentowych i wynikającego z nich WIBOR-u. Klient zaciągając kredyt powinien być powiadomiony o tzw. ryzyku stopy procentowej, czyli sytuacji w której raty jego kredytu z powodu rosnącego oprocentowania zaczną mocno rosnąć. Ostatnie pół roku jest wyjątkowo drastycznym przykładem takiej sytuacji. Chyba nigdy, od powstania nowoczesnego sektora bankowego w Polsce, stopy procentowe NBP nie szły tak szybko i drastycznie do góry.

Raty rosną jak na drożdżach

Możemy to zaprezentować na poglądowym wyliczeniu. Jeszcze we wrześniu 2021 podstawowa stopa procentowa (referencyjna) NBP wynosiła 0,10 proc. Przeciętne oprocentowanie kredytów wraz z marżą wynosiło wówczas 2,46 proc. (dane Amron – Sarfin za 3 kw. 2021). Zakładając, że klient pożyczył 300 tys. zł. na 30 lat, jego równa rata kredytu wynosiła około 1200 zł.

Dziś, gdy stopa procentowa NBP są na poziomie 4,5 proc., a WIBOR 3M na poziomie ponad 5 proc. (banki w ten sposób “wyprzedzają” kolejne, zakładane podwyżki stóp). Oprocentowanie modelowego kredytu wraz z marżą wynosi już ponad 7 proc. Ten sam kredytobiorca zapłaci obecnie już ponad 2000 zł raty równej. Nic dziwnego, że gwałtowna seria podwyżek stóp procentowych może być prawdziwie bolesną terapią szokową. Dlatego też, ci którzy chcą się zadłużać, szukają alternatyw.

Kredyt ze stałym oprocentowaniem

Bankowcy przyznają, że w ostatnim okresie liczba zapytań o warunki zaciągnięcia kredytu ze stałym oprocentowaniem znacznie wzrosła.

Na czym polega taka forma kredytowania? Tak jak mówi nazwa – w tym przypadku kredytobiorcy nie interesuje już WIBOR ani stopy procentowe NBP. Przez czas określony w umowie spłaca raty w tej samej wysokości, z niezmiennym oprocentowaniem.

Taka sytuacja daje z pewnością poczucie bezpieczeństwa i pomaga zarządzać domowymi finansami, jednak nie znaczy automatycznie, że jest korzystna dla kredytobiorcy. Przede wszystkim banki muszą sobie w jakiś sposób odbić ryzyko  – dlatego oprocentowanie takich kredytów może być nieco wyższe od aktualnego oprocentowania zwykłych kredytów hipotecznych uzależnionych od WIBOR. Po drugie stopy procentowe NBP mogą przecież którego dnia znów zacząć spadać i może się okazać, że spłacający kredyt ze stałą stopą procentową będzie płacił więcej niż kredytobiorcy, którzy zaciągnęli “zwykły” kredyt mieszkaniowy.

Druga kolejna – finansowy spokój nie trwa wiecznie. Kredyty ze stałym oprocentowaniem w polskich bankach nie są przyznawane na cały okres kredytowania, a na pewien czas – najczęściej 5 lat (zdarzają się też oferty na 7 i 10 lat). Po ich upłynięciu klient może przejść na zmienną stopę procentową, lub podpisać aneks do umowy i znów mieć stałe oprocentowanie, ale wyliczone jeszcze raz przez bank.

Klienci, którzy dziś spłacają kredyty ze zmiennym oprocentowaniem mają możliwość przejścia na stałą stopę procentową. W tym przypadku składają wniosek w banku, w którym są zadłużeni, a ten przedstawia im ofertę i wysokość stałego oprocentowania. Akceptacja skutkuje przyjęciem aneksu do umowy kredytowej.

Stałe oprocentowanie, ale kiedy?

Jak na dziś wygląda oferta polskich banków w tym zakresie? Przykładowo: bank ING oferuje kredyty ze stałą stopą procentową na 5 lat, w ofercie standardowej (bez dodatkowych warunków) na poziomie 8,29 proc. (stan na 11.04.22) Jest to oprocentowanie nieco wyższe od przeciętnego aktualnie poziomu spotykanego przy zwykłych kredytach ze zmiennym oprocentowaniem – to wynosi obecnie przeciętnie nieco ponad 7 proc. W ofercie specjalnej (uzależnionej m.in. od założenia konta i regularnych wpływów) ING oferuje kredyty ze stałym oprocentowaniem 7,5 proc.

W banku PKO BP aktualne oprocentowanie kredytów ze stałą stopą wynosi 7,16 proc. Z kalkulatora kredytowego, który upublicznia na swojej stronie bank wynika, że rata kredytu na 300 tys. na 30 lat przy oprocentowaniu zmiennym wyniesie niecałe 2200 zł (przy dodatkowych produktach). Jeśli oprocentowanie będzie stałe, rata wzrośnie tylko o kilkadziesiąt złotych.

Jeszcze atrakcyjniej brzmi oferta banku Santander. Kredyty ze stałym oprocentowaniem są tam dostępne już od niecałych 7 proc. w skali roku. W Alior Banku stałe oprocentowanie możemy uzyskać na 7 lat. Wynosi ono od 8,68 proc. (stan na 11.04.22)  W Credit Agricole stała stopa procentowa przez 7 lat wynosi 7,98 proc. (RRSO).

Jak więc widzimy na przykładach – oferta ze stałym oprocentowaniem nie musi mocno odbiegać od oprocentowania zwykłych kredytów. Gdzie więc jest haczyk?

Otóż – jak już wspomnieliśmy wcześniej – kredytobiorca musi pamiętać o tym, że aktualny poziom stóp procentowych nie będzie wieczny, a on podpisuje umowę na 5 lat, albo dłużej. Obecnie stopa referencyjna NBP jest na bardzo wysokim poziomie i wg ekspertów może jeszcze wzrosnąć, ale potencjał wzrostu mimo wszystko się wyczerpuje. Jeśli NBP zrealizuje cel, jakim będzie zduszenie inflacji, stopy procentowe znów zaczną spadać. W takiej sytuacji kredytobiorca pozostanie z wysokimi ratami do spłacenia, mimo że gdyby miał zwykły kredyt, jego rata byłaby już znacznie niższa.

Dlatego też należy się zastanowić, czy to właśnie okres wysokich stóp procentowych jest dobry na zaciąganie kredytów ze stałym oprocentowaniem? Otóż niekoniecznie – jeśli chcemy płacić względnie mało i cieszyć się ze spokoju w postaci niezmiennych i względnie niskich  rat kredytowych przez określony czas, lepiej zaciągnąć taki kredyt, gdy stopy procentowe NBP i WIBOR są na niskim poziomie, a nie wysokim.

Kredyt ze stałym czy zmiennym oprocentowaniem? Porównanie

Na koniec krótkie wyjaśnienie: czasem klienci banków ze względu na podobne nazwy mogą mylić kredyty ze stałą stopą procentową, z kredytami z ratą równą, a zamiennie używa się czasem określenia – z ratą stałą, co właśnie może mylić.

Kredyty z ratą równą (stałą) nie są to kredyty ze stałym oprocentowaniem. W tym przypadku klient spłaca raty równe co miesiąc (w odróżnieniu od malejących), jednak ich wysokość nadal uzależniona jest od poziomu stóp procentowych NBP i wskaźnika WIBOR. Jeśli rośnie stopa referencyjna NBP, a następnie WIBOR, rosną też równe raty kredytu, natomiast przy kredycie ze stałą stopą procentową te wartości na okres przewidziany w umowie nie mają żadnego znaczenia dla wysokości rat kredytowych.

Autor: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.pl

Ailleron wchodzi z iLumio do Skandynawii

Zarząd Ailleron S.A. informuje o podpisaniu umowy z grupą Wild Arctic Resorts Oy z Finlandii („Grupa”) na wdrożenie aplikacji mobilnej iLumio w 2 hotelach.Kontrakt dotyczy wdrożenia aplikacji mobilnej iLumio, dostępnej na platformach iOS i Android oraz systemu iLumio CMS, przeznaczonego dla obsługi hotelowej. Aplikacja mobilna dla grupy Wild Arctic Resorts Oy będzie umożliwiała rezerwację pokoi, pełny automatyczny bezkontaktowy meldunek w hotelu, otwieranie drzwi za pomocą smartfona, płatności mobilne za usługi hotelarskie oraz posiłki, jak również szereg marketingowych oraz operacyjnych usprawnień, takich jak live chat, ankiety, rezerwacje atrakcji etc.

Podpisana umowa jest elementem większej inwestycji Wild Arctic Resorts Oy w rozwiązania smart dla swojej sieci hotelowej i jednocześnie łączy się ze strategią ekspansji, która przewiduje dodanie kolejnych resortów w ciągu 2 lat. Grupa planuje otwarcie kolejnych hoteli w 2022-2023, w których aplikacja iLumio również zostanie wdrożona. Podpisany kontrakt otwiera dodatkowo możliwość sprzedaży innych produktów Ailleron w ramach tej samej sieci hotelowej – takich jak iLumioTV i interactive kiosk.

– „Nowa umowa to krok w kierunku ekspansji na całkowicie nowym rynku. Skandynawia od lat jest doskonałym partnerem biznesowych dla polskich firm. Teraz także i my otworzyliśmy sobie drogę do bardzo dobrego rynku. Wierzymy, że nowe wdrożenie przyczyni się do pozyskania kolejnych klientów z tamtejszego rynku. Nasza platforma zapewnia zintegrowaną obsługę wszystkich ekranów prezentujących interaktywne informacje dla gości hotelowych, stały dostęp do multimedialnego centrum rozrywki, aplikacji mobilnej, inteligentnego sterowania urządzeniami typu BMS w obiektach a także dokonywania rezerwacji. To wszystko przekłada się w efekcie na zwiększenie sprzedaży usług dostępnych w ofercie hotelu. Jestem przekonany, że iLumio zagości w wielu hotelach i obiektach na terenie Skandynawii już niebawem.” – mówi Dawid Ślusarczyk. General Manager iLumio w Ailleron S.A.

Pierwszym hotelem, w którym będzie wdrożona aplikacja będzie Hotel & Spa Resort Järvisydän, którego historia sięga aż 1658 roku. To resort z ponad 140 miejscami noclegowymi dla gości. Drugim resortem jest Saimaa Holiday Oravi położony w środku Saimaa, największego pojezierza w Europie.  Składa się on z 17 willi nad jeziorem, hotelu apartamentowego oraz kilku restauracji.

Wdrożenie aplikacji mobilnej jest zaplanowane na ostatni kwartał 2022 roku. Usługi supportowe wg umowy obejmują okres 2 lat. Wartość umowy nie przekracza 10% kapitałów własnych Spółki na podstawie ostatniego opublikowanego Skonsolidowanego Sprawozdania finansowego za IV kwartał 2021 roku. Wartość kontraktu na chwilę obecną nie przekracza 10% przychodów rocznych segmentu HotelTech wg Skonsolidowanego sprawozdania finansowego za IV kwartał 2021 roku. Jest to natomiast istotna dla Spółki umowa ze względu na nowy obszar działania segmentu HotelTech, jakim jest Półwysep Skandynawski oraz na potencjał rozwoju współpracy. Warunki umowy nie odbiegają od warunków powszechnie stosowanych dla tego typu umów.

– „iLumio to autorskie rozwiązanie, które jest wybierane chętnie zarówno przez nowo budowane, jak i funkcjonujące na rynku hotele. Nasze narzędzie zostało wdrożone między innymi w obiektach takich znanych sieci jak: Hilton, Holiday Inn, Best Western, Puro, VALAMAR, StayCity LUX Collective, Crown and Champa, Sofitel the Palm czy Atlantis the Palm. System iLumio sprawdza się świetnie w instalacjach obsługujących stadiony sportowe oraz w placówkach medycznych. System doskonale wpisuje się w wymagania rynku w post covidowym biznesie hotelarskim i rekreacyjnym. ” – dodaje Dawid Ślusarczyk.

Wild Arctic Resorts Oy to Grupa założona 1986, która obsługuje ponad milion pobytów wakacyjnych rocznie. Ośrodki wypoczynkowe Grupy znajdują się w Finlandii, Szwecji i Hiszpanii, a należą do nich: 8 dużych hoteli spa, z których 1 znajduje się w Szwecji, 31 domów wakacyjnych w Finlandii, Szwecji oraz w Hiszpanii, 5 wakacyjnych miejsc na Gran Canarii, ponad 2000 domów wakacyjnych oraz 1145 pokoi hotelowych, 30 restauracji, 4 pola golfowe, 2 kryte parki rozrywki, 7 obiektów SPA.

Grupa należy do międzynarodowego systemu wymiany wakacyjnej RCI należącej do międzynarodowej grupy Wyndham. Holiday Club Resorts Oy jest własnością MahindraHolidays& Resorts IndiaLtd, która jest notowana na giełdzie oraz należy do indyjskiego konglomeratu turystycznego Mahindra&Mahindra.

Z inwestycjami polskich firm jeszcze nigdy nie było tak źle

Główny indeks Barometru EFL na II kwartał br. wyniósł 48,7 pkt. i jest tylko o 0,2 pkt. niższy niż kwartał wcześniej. Jest to drugi odczyt w tym roku „pod kreską”, czyli poniżej progu 50 pkt., co wskazuje, że słabe nastroje polskich przedsiębiorców utrzymują się. Jednak eksperci zwracają uwagę, że pierwszy pomiar od wybuchu wojny w Ukrainie jest dużo wyższy niż ten po rozpoczęciu pandemii, który w II kwartale 2020 roku wyniósł 32,5 pkt. Polscy przedsiębiorcy nauczyli się prowadzić działalność z kryzysem w tle. Ale o inwestycjach nie ma mowy.

Próg OR to poziom ograniczonego rozwoju firm z sektora MŚP, który wynosi co najmniej 50 pkt. w Barometrze EFL. Stanowi algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców dotyczących 4 sfer: poziomu sprzedaży, planowanych inwestycji w środki trwałe, płynności finansowej i zapotrzebowania na zewnętrzne finansowanie. Przyjmuje wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju sektora MŚP, natomiast wynik niższy oznacza, że warunki te są niekorzystne. Wartość wskaźnika na poziomie 48,7 pkt. po raz drugi w tym roku nie przekroczyła progu OR, co oznacza, że mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa widzą niewielkie szanse na rozwój w najbliższych miesiącach.

Z inwestycjami tak źle jeszcze nie było

Od roku utrzymuje się stagnacja w inwestycjach. Odsetek firm planujących ich wzrost czwarty kwartał z rzędu utrzymuje się poniżej 10 proc., przy czym najnowszy wynik jest najgorszym z dotychczasowych. I najgorszym w historii całego pomiaru, czyli od stycznia 2015 roku. W II kwartale 2022 roku żaden przedsiębiorca nie planuje więcej inwestować, podczas gdy większość (90 proc.) nie przewiduje żadnych „ruchów” w tym obszarze.

– Tak negatywnych opinii polskich przedsiębiorców dotyczących inwestycji nie mieliśmy od początku realizacji naszego badania, czyli od ponad siedmiu lat. Dziś nikt nie wskazuje na większe nakłady inwestycyjne, od roku takich „optymistów” mamy co kwartał garstkę. A tak naprawdę o optymizmie inwestycyjnym nie możemy mówić od rozpoczęcia pandemii, bo tylko raz – w połowie ubiegłego roku – zdecydowanie liczniejsza grupa firm, 25 proc., wskazała na wzrost inwestycji. I kiedy już większość z nas nauczyła już się funkcjonować i planować nowe z koronawirusem, za wschodnią granicą wybuchła wojna. Oczywiście musiało to zaważyć na tak pesymistycznych wskazaniach polskich przedsiębiorców – powiedział Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

Podobnie jak w poprzednim pomiarze, opinie dotyczące inwestycji nie pokrywają się z tymi dotyczącymi zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne. W najnowszym pomiarze odsetek firm przewidujących wzrost zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne wzrósł z 17 proc. w I kwartale 2022 roku do 29 proc. w II kwartale tego roku. Jest to trend, z którym mamy do czynienia właściwie od początku pandemii. Przedmiotem finansowania zewnętrznego nie są bowiem planowane inwestycje, ale potrzeby związane z prowadzeniem bieżącej działalności. A te w wybranych branżach zwiększały się wraz z perspektywą dalszego trwania restrykcji związanych z pandemią, a obecnie w związku z wybuchem wojny w Ukrainie lub pogarszającą się sytuacją społeczno-gospodarczą w efekcie rosnącej inflacji i kolejnych podwyżek stóp procentowych.

W przypadku dwóch pozostałych wskaźników w bieżącym pomiarze odnotowano spadek liczby optymistów. 24 proc. przedsiębiorców liczy na więcej zamówień (o 5,4 pkt. proc. mniej niż w I kwartale 2022), a 17 proc. spodziewa się lepszej płynności finansowej (o 8,4 pkt. proc. mniej niż w I kwartale 2022).

Życzenie, nie prognozowanie

– Spadek wartości głównego odczytu w II kwartale br. jest wbrew przypuszczeniom, gdyż w poprzednich latach pomiędzy I a II kwartałem obserwowana była poprawa nastrojów. Oczywiście poza rokiem 2020, w którym wybuchła pandemia. Ponadto wyłączając tamten historycznie najniższy wynik Barometru (32,5 pkt), należy zauważyć, że obecnie notowane są najniższe wartości wskaźnika dla drugiego kwartału w całej historii pomiarów. Dlatego prognozowanie odczytu na III kwartał, który poznamy w lipcu br., jest bardzo trudne. Wręcz jest jak wróżenie z magicznej kuli. Publikując wyniki pierwszego pomiaru w tym roku nikt nie spodziewał się tego, że 24 lutego Rosja wkroczy do niepodległej Ukrainy. Nie wiemy, co wydarzy się w najbliższych miesiącach, kiedy ten straszny konflikt się skończy i jak bardzo wpłynie na polskich przedsiębiorców. Do tego mamy wewnętrzne problemy jak rosnąca inflacja, podwyżki stóp procentowych, rosnące ceny paliw, które w ogromnym stopniu kształtują sytuację polskich firm i ich plany na przyszłość – mówi prezes EFL.

Jakie zmiany na rynku wprowadzi nowa ustawa deweloperska?

Mija dziesięć lat od wprowadzenia ustawy o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego, czyli tzw. ustawy deweloperskiej. Od 1 lipca zacznie obowiązywać jej nowelizacja. Co zmieni się w przepisach, kto na tym skorzysta, a kto straci i czy wpłynie ona znacząco na rynek nieruchomości oraz ceny mieszkań? – Wyjaśnią eksperci Katarzyna Tworska, dyrektor zarządzająca redNet 24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań deweloperskich oraz Maciej Dymkowski, prezes zarządzający serwisem tabelaofert.pl.

Ustawa deweloperska, zaczęła obowiązywać 29 kwietnia 2012 roku. Jej głównym celem było zapewnienie większej ochrony dla kupujących nieruchomość, którzy często decydowali się nabywać mieszkania od deweloperów, gdy inwestycja była jeszcze na etapie tzw. „dziury w ziemi”.

– Wejście w życie tych przepisów z pewnością zmniejszyło ryzyko po stronie nabywcy, głównie finansowe oczywiście. Przedtem wpłacane przez nich środki nie były w żaden sposób chronione przed ewentualną niewypłacalnością deweloperów. Dodatkowo ustawa z 2012r. nałożyła na deweloperów obowiązek przygotowania prospektu informacyjnego, dzięki czemu kupujący mieli dostęp do wszelkich informacji dotyczących interesującej ich inwestycji. Dokument ten załączany jest do umowy deweloperskiej i jasno określa termin przeniesienia praw własności na kupującego – mówi Maciej Dymkowski, prezes zarządzający serwisem tabelaofert.pl.

Nowa rzeczywistość dla deweloperów

Nowa ustawa deweloperska zacznie obowiązywać już od 1 lipca. Największą zmianą w niej zawartą jest powołanie Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego, na którego konto deweloper zostanie zobowiązany do wpłaty dodatkowej, bezzwrotnej składki w wysokości do 1% wartości każdego sprzedanego lokalu. Co to oznacza w praktyce?

– Deweloper w zależności od tego czy buduje daną inwestycję korzystając z zamkniętego lub otwartego rachunku powierniczego, będzie musiał od każdego przelewu od klienta odprowadzić opłatę do Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego – od 0,1% do 1% wartości danej kwoty brutto. Oznacza to, że jeśli klient na jakimś etapie wycofa się z umowy deweloperskiej, to wpłaty, których już dokonał deweloper przepadają. Nowelizacja ustawy nakłada szereg nowych obowiązków na dewelopera, a co za tym idzie wzrost kosztów prowadzenia działalności i będzie to miało realny wpływ na ostateczną cenę nieruchomości, którą zapłaci klientpodkreśla Katarzyna Tworska, dyrektor zarządzająca redNet 24.

Kolejna ważna zmiana tyczy się regulacji dotyczących sprzedaży gotowych mieszkań i domów, a także miejsc parkingowych i komórek lokatorskich. Również wypłata z rachunku powierniczego będzie wypłacana później niż dotychczas.

Obecna ustawa deweloperska dotyczy jedynie mieszkań i domów jednorodzinnych w budowie i miała chronić klientów przed ewentualnymi, nieuczciwymi deweloperami lub złymi zapisami w umowie. Zmiany, które mają wejść w życie dotyczą już gotowych lokali z pozwoleniem na użytkowanie, czego do tej pory nie było i toczy się dyskusja na ten temat, czy rzeczywiście ustawa powinna obejmować gotowe lokale. Nowe regulacje powodują, że rachunek powierniczy trzeba utrzymywać do samego końca, czyli do podpisania aktu notarialnego z klientem, a nie jak do tej pory do zakończenia budowy. Wszelkie kwoty, w tym za garaże i komórki lokatorskie, również muszą być wpłacane na rachunek powierniczy a co za tym idzie do 1% na konto Funduszu Gwarancyjnego, a nie jak dotychczas bezpośrednio na konto dewelopera – zauważa Katarzyna Tworska.

Deweloperzy, którzy chcą uniknąć dodatkowych kosztów, mają jeszcze ponad dwa miesiące, na sprzedaż lokali na starych zasadach.

Jeżeli deweloper rozpocznie sprzedaż inwestycji przed 1 lipca i podpisze chociażby jedną umowę deweloperską, to przez dwa lata zwolniony będzie z przestrzegania zasad z nowej ustawy. Osobiście uważam, że warto to zrobić, ponieważ stary system nie nakłada dodatkowych kosztów na dewelopera i będzie to również korzystne dla nabywców, bo cena będzie z pewnością niższapodkreśla Maciej Dymkowski.

Większe bezpieczeństwo dla nabywców

W myśl nowych przepisów klient będzie mógł samodzielnie naprawiać wady uznane za nieistotne, których nie będzie chciał naprawić deweloper, na jego koszt. Dodatkowym zabezpieczeniem jest także umowa rezerwacyjna, która od lipca będzie miała regulacje prawne, czego dotychczas nie było.

– Nowa ustawa z pewnością daje większe poczucie komfortu i bezpieczeństwa po stronie kupujących. Oprócz tego, że kosztami napraw nieistotnych zmian zostanie obciążony deweloper, to w sytuacji napraw istotnych, może to być podstawą do odstąpienia od umowy przez nabywcę. Dodatkowym zabezpieczeniem są gromadzone środki w Funduszu Gwarancyjnym, które pozwolą na wypłaty ewentualnych odszkodowań, jeśli deweloper ogłosi upadłość. Najważniejsza jednak zmiana dotyczy umowy rezerwacyjnej, której obecna ustawa deweloperska, w ogóle nie obejmowała. Do tej pory nie były nawet określone warunki, na jakich ma być zawarta. Teraz będzie musiała mieć formę pisemną pod rygorem nieważności, wyraźnie określona jest wysokości opłaty rezerwacyjnej oraz warunki jej zwrotu podkreśla Katarzyna Tworska.

INC podsumowuje wyniki 2021 r. i realizację strategii rozwoju

INC, niezależna grupa wysoko wyspecjalizowanych podmiotów rynku kapitałowego działająca w zakresie finansowania innowacyjnych małych i średnich firm w 2021 r. wypracowała 6,9 mln złotych zysku netto. Grupa podsumowuje udaną realizację przyjętej dwa lata temu strategii rozwoju. Jednocześnie INC prezentuje zaktualizowane kierunki rozwoju strategicznego, które obejmują m.in. większą aktywność w obszarze oferta papierów wartościowych na rynku regulowanym oraz budowę stałego źródła przychodów uniezależnionych od bieżącej koniunktury rynkowej, w tym poprzez rozpoczęcie świadczenia usługi depozytariusza funduszy inwestycyjnych zamkniętych.

2021 rok był dla Grupy INC drugim rokiem realizacji przyjętej przed dwoma laty strategii rozwoju. Jej kluczowym kierunkiem była budowa pozycji krajowego lidera w kompleksowej obsłudze małych i średnich firm, tj. o kapitalizacji od kilku do stu milionów złotych, poszukujących finansowania na rozwój, w szczególności dynamiczne rosnące spółki tzw. nowej ekonomii, które poszukują finansowania na rynku publicznym lub prywatnym poprzez emisje akcji (w szczególności z zastosowaniem equity crowdfundingu), obligacji, a także za pomocą wykorzystania smart contracts. Strategia zakładała też istotną dywersyfikację strumieni przychodów, z największą koncentracją na segmencie doradczo – transakcyjnym.

– W ciągu dwóch lat zrealizowaliśmy wszystkie cele strategii, poza rozwojem na rynkach zagranicznych. Przy czym była to przemyślana decyzja podyktowana dynamicznym rozwojem na polskim rynku. W tym okresie 38% spośród 50 spółek debiutujących na NewConnect zostało wprowadzonych do obrotu przez INC. – komentuje Paweł Śliwiński, prezes INC.

Dom Maklerski INC przeprowadził w tym czasie 66 ofert papierów wartościowych na łączną kwotę 161,5 mln zł. Zdecydowana większość spółek pochodziła z branż tzw. nowej ekonomii (gamedev, OZE, IT, e‑commerce, fintech). Dla swoich klientów DM INC pozyskał w 2021 roku  83,4 mln zł wobec 70,5 mln zł rok wcześniej. Z wykorzystaniem platformy equity crowdfundingu CrowdConnect.pl przeprowadzono 23 oferty o łącznej wartości 54 mln zł.

– Zdobyliśmy bardzo mocną pozycję w zakresie finansowania małych i średnich podmiotów. Crowdconnect.pl w krótkim czasie po uruchomieniu stał się jednym z liderów polskiego crowdinvestingu, a w IV kwartale 2021 r. platforma Raisemana przeprowadziła pierwszą kampanię crowdfundingu. Patrząc w przyszłość chcemy nie tylko umocnić pozycję w tym obszarze, ale i realizować więcej projektów na rynku regulowanym GPW dla spółek o kapitalizacji kilkuset milionów złotych. – dodaje Śliwiński.

Kierunki rozwoju strategicznego na najbliższe lata zakładają m.in. utrzymanie pozycji lidera jako Autoryzowanego Doradcy na rynku NewConnect w zakresie wprowadzeń spółek oraz bieżącej obsługi, utrzymanie silnej pozycji w zakresie emisji małych i średnich spółek, w tym z wykorzystaniem platformy CrowdConnect.pl, zwiększenie średniej wielkości oferty i obsługa projektów na rynku regulowanym, budowa stałego źródła przychodów uniezależnionych od bieżącej koniunktury rynkowej, w tym poprzez rozpoczęcie świadczenia usługi depozytariusza funduszy inwestycyjnych zamkniętych oraz kontynuacja działalności inwestycyjnej INC Private Equity ASI S.A. i Carpathia Capital ASI S.A.

– Sytuacja związana z działaniami wojennymi w Ukrainie spowodowała dużą niepewność na rynkach finansowych. Spadki notowań giełdowych oraz przesunięcie w czasie realizacji projektów były odczuwalne w I kwartale br. W I kwartale 2022 r. Dom Maklerski INC pozyskał dla klientów 9 mln zł, podczas gdy w I kwartale 2020 r. było to tylko 3,4 mln zł (w całym roku było to jednak 70,5 mln zł). Jak widać, podobna sytuacja miała miejsce w momencie przyjmowania strategii w marcu 2020 r. Grupa INC funkcjonowała jednak bez zakłóceń, dostosowała się do zmienionych warunków i wykorzystała sytuację rynkową do przygotowania się do rozwoju po uspokojeniu się nastrojów z początku pandemii. Podobnie jak w tamtej sytuacji, czas zastoju na rynkach wykorzystujemy do tworzenia i rozwijania nowych nóg biznesowych, tak aby wykorzystać normalizację sytuacji na rynkach finansowych do zwiększenia skali biznesu, jego dywersyfikacji, poprawy wyników i zwiększenia wartości Grupy INC. – podsumowuje Śliwiński.

Jak emigranci wpłyną na gospodarkę?

Jak emigracja z Ukrainy wpłynie na polską sytuację demograficzną, na pracę? Przede wszystkim nie jest to typowa emigracja zarobkowa, w większości przyjeżdżają do nas kobiety i dzieci. Z kolei odpłynęła część mężczyzn, którzy pojechali walczyć za swój kraj. Wszystko zatem zależy od dalszego rozwoju sytuacji. Dopiero za jakiś czas możemy zacząć myśleć o tym, jak to wpłynie na polski rynek pracy. Koniec wojny na pewno będzie szansą dla Ukrainy na rozwój gospodarczy i reformy, a dla Polski stworzy możliwość nowych opcji współpracy. Dlatego nie należy obawiać się zmian demograficznych w Polsce – bo mogą one być szansą dla gospodarki i dla przyszłości naszego kraju.

– Chociaż polską granicę przekroczyło ponad 2 miliony uchodźców, to część z nich wyjechała dalej na Zachód. Warto też pamiętać, że Prezydent Biden obiecał Ukraińcom 100 tys. wiz do USA. Jednak nawet jeśli trwała emigracja z Ukrainy w Polsce zwiększy się, to będzie to oczywiście korzystne dla gospodarki – powiedział serwisowi eNewsroom  profesor Witold Orłowski, ekonomista, Rektor Akademii Finansów i Biznesu VISTULA. – Jesteśmy krajem, który ma bardzo niskie bezrobocie i z powodów demograficznych ma problem z brakiem rąk do pracy. Dlatego zmiany demograficzne i wzrost osób szukających zatrudnienia będą korzystne dla rynku pracy. Nie ma zagrożeń w związku z poziomem płac, które od dłuższego czasu intensywnie rosną i raczej będą coraz wyższe. Warto wiec wspierać zatrudnienie uchodźców z Ukrainy i tworzyć przyjazne środowisko adaptacyjne dla migrantów – zachęca Orłowski.

Szkolenia językowe dla firm to globalne możliwości rozwoju

Coraz więcej szkoleń w firmach zorientowanych jest na naukę i poprawę umiejętności posługiwania się językiem obcym. Wynika to z faktu ekspansji polskich firm na rynkach zagranicznych. Firmy konkurują nie tylko ceną, ale przede wszystkim jakością swoich usług i produktów. Skuteczna komunikacja z zagranicznymi kontrahentami oraz budowa profesjonalnego wizerunku wymaga zatem inwestycji w umiejętności zespołu, czyli m.in. nauki języków obcych.

Rozwój zespołu równa się rozwojowi firmy

Coraz większa liczba pracodawców w Polsce jest świadoma konieczności inwestowania w kadrę pracowniczą. Wyższe kwalifikacje, poprawa umiejętności zawsze przynoszą większą efektywność i skuteczność pracy. Tym samym Twoja firma może rozwijać swoją ofertę, a w konsekwencji osiągać większe zyski. Dlaczego tak się dzieje?

Doceniony pracownik przejawia większą chęć do pracy, jest bardziej zaangażowany w swoje obowiązki, a także może wnosić wiele innowacyjnych rozwiązań, także pozytywnie wpływających na całą organizację. Kluczowe w funkcjonowaniu małych i większych firm są wewnętrzne procesy związane z realizacją usług czy tworzeniem produktów. Usprawnienie procesu wpływa na redukcję kosztów, przyspieszenie realizacji, a tym samym zwiększa zysk.

Ponadto umiejętność posługiwania się językami obcymi daje możliwość rozszerzenia współpracy z zagranicznymi podmiotami. Dzięki czemu Twoja firma może rozpocząć działalność w obszarach, które do tej pory wydawały Ci się niedostępne lub nieosiągalne.

Poznaj firmę In Progress Szkolenia Językowe dla Firm. Zajmujemy się organizacją szkoleń językowych dla firm i osób prywatnych. Wypracowaliśmy autorską metodę nauki języka. Nasze szkolenia dostosowane są do potrzeb odbiorcy.

Poprawisz komunikację z kontrahentami

Wiele polskich agencji typu software house zaangażowanych jest w projekty, które są realizowane dla klientów zagranicznych. Skuteczne wykonanie zlecenia wymaga dogłębnego poznania wewnętrznych procesów biznesowych kontrahenta oraz bardzo dobrej znajomości języka obcego i to nie tylko u pracowników wyższego szczebla, ale także u programistów i opiekunów poszczególnych projektów.

Nieprawidłowe zrozumienie wspólnych ustaleń, problemy w wewnętrznej komunikacji mogą przyczynić się do bardzo kosztownych błędów. Z tego względu inwestycja w kursy językowe dla pracowników firm pomoże usprawnić wewnętrzną komunikację oraz poprawić relacje z Twoimi kontrahentami.

Wspólne szkolenia językowe poprawiają integrację zespołu

Bardzo często szkolenia językowe wybierane są przez firmy z uwagi na możliwość integracji zespołu. Zajęcia z języka obcego opierają się na kilku elementach: słuchaniu, czytaniu, pisaniu i mówieniu w języku obcym. Tak naprawdę osobą, z którą uczestnik kursu wymieni najwięcej zdań, będzie drugi uczestnik. W ten sposób Twoi pracownicy mogą lepiej się poznać, poprawić swoje relacje, a tym samym zwiększyć swoje zaangażowanie w życie firmy.

Warto wspomnieć, że kursy językowe dla firm mają ciekawą formę, wykorzystującą różnego typu aktywności. Nie od dzisiaj wiadomo, że właśnie nauka przez zabawę jest najprzyjemniejsza i najskuteczniejsza, a dlaczego nie bawić się w gronie osób, z którymi spędzamy mnóstwo czasu? Właśnie tego typu aktywność sprzyja spontanicznym rozmowom o swoich pasjach, zainteresowaniach, opowieściach o rodzinie czy ciekawych anegdotach ze swojego życia. Wszystko to spowoduje pogłębienie relacji, lepszą współpracę w zespole i w wykonywaniu codziennych obowiązków służbowych.

Szkolenia językowe dla firm dostosowane do Twoich potrzeb

Skuteczne i efektywne szkolenia językowe nie mogą być szablonowymi rozwiązaniami. Wynika to z faktu, że nauka języka przez pracowników Twojej firmy zawsze powinna być odpowiedzią na ich potrzeby oraz trudności i problemy, z którymi pracownicy spotykają się na co dzień. Przyswojenie właściwego słownictwa, terminologii oraz odgrywanie scenek pozwalających wykorzystać odpowiednie słownictwo ma pomóc pracownikom przezwyciężyć te problemy i usprawnić komunikację.

Dowiedz się więcej o ofercie szkoleń z języka angielskiego dla firm: http://www.inprogress-clt.pl/angielski-dla-firm.html. Organizujemy szkolenia języka biznesowego oraz specjalistycznego (branżowego).

Dlatego profesjonalne firmy organizujące szkolenia zawsze dostosowują ich tematykę do potrzeb Twojej firmy, często też wykorzystują autorskie i niestandardowe metody nauczania języka, które zwiększają ich skuteczność. Ponadto lektorzy i trenerzy powinni dbać o odpowiednią motywację uczestników. Wszystkie te czynniki wykluczają szablonowe podejście, a tym samym wymuszają elastyczność i umiejętność dostosowania do Twoich oczekiwań.

Poszukując firmy, która zorganizuje szkolenie językowe zwróć uwagę na referencje, autorskie rozwiązania, wykorzystywane metody nauczania, a także wiedzę lektorów i trenerów. W ten sposób będziesz mieć pewność, że trafisz na solidną i skuteczną firmę.

Creotech Instruments rozpoczął publiczną ofertę akcji o wartości 59,5 mln zł brutto

Firma Creotech Instruments S.A. 25 kwietnia br. opublikowała Prospekt w związku z Ofertą publiczną, obejmującą nową emisję akcji oraz sprzedaż części akcji przez dotychczasowych akcjonariuszy. Nowa emisja obejmuje nie mniej niż 99.140 i nie więcej niż 396.558 akcji serii I o wartości nominalnej 0,10 zł za jedną akcję. Oczekiwane wpływy z Oferty publicznej Nowych Akcji – w kwocie 55,7 mln zł netto – zostaną przeznaczone na ukończenie kluczowych projektów R&D oraz zwiększenie zdolności produkcyjnej i sprzedażowej. Zgodnie z harmonogramem, zapisy w Transzy Inwestorów Detalicznych prowadzone będą od 9 do 17 maja br. Zapisy w Transzy Inwestorów Instytucjonalnych przyjmowane będą od 19 do 23 maja br. Globalnym koordynatorem Oferty jest Dom Maklerski Navigator S.A., a Współkoordynatorem Noble Securities S.A. Spółka będąca ekspertem działającym m.in. w branży kosmicznej, komputerów kwantowych oraz produkcji zaawansowanej elektroniki, w ciągu najbliższych tygodni zamierza zadebiutować na rynku głównym GPW w Warszawie.

Zatwierdzenie Prospektu przez Komisję Nadzoru Finansowego odbyło się w dniu 25 kwietnia 2022 r. Przedmiotem Oferty publicznej będzie nie mniej niż 99.140 i nie więcej niż 396.558 nowo emitowanych akcji serii I o wartości nominalnej 0,10 zł za jedną akcję. Dodatkowo, w ramach oferty publicznej akcji może zostać zaoferowanych nie więcej niż 100.000 Akcji Istniejących sprzedawanych przez Kluczowych Akcjonariuszy Spółki. Przed rozpoczęciem przyjmowania zapisów od Inwestorów Detalicznych, spółka przekaże do publicznej wiadomości suplement do Prospektu z Ceną Maksymalną lub Przedziałem Cenowym. W dniu 13 maja 2022 r. rozpocznie się proces budowy Księgi Popytu wśród Inwestorów Instytucjonalnych. Zapisy na akcje Creotech w ramach Transzy Inwestorów Detalicznych będą przyjmowane w dniach 9 – 17 maja 2022 r. Zapisy dla Inwestorów Instytucjonalnych ruszą w dniu 19 maja i potrwają do 23 maja br.

Ubiegły rok był dla Creotech Instruments bardzo pracowity. Zadebiutowaliśmy na NewConnect, wcześniej z sukcesem przeprowadziliśmy ofertę publiczną, dzięki której udało nam się dynamicznie rozwinąć skalę prowadzonego biznesu. Aktualnie przygotowujemy się do kolejnego kroku milowego, jakim będzie przeniesienie akcji naszej spółki na główny parkiet GPW. Zatwierdzenie Prospektu jest więc dla nas bardzo pozytywną wiadomością – mówi Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A. – Debiut na rynku regulowanym planujemy w najbliższych tygodniach. Aktualnie ruszyliśmy z publiczną ofertą nowych akcji, w ramach której chcemy pozyskać finansowanie o wartości ok. 59,5 mln zł brutto. – dodaje Grzegorz Brona.

Wszelkie szczegóły Oferty są dostępne na stronie internetowej spółki: https://creotech.pl/pl/, w zakładce ,,Oferta Publiczna’’ lub bezpośrednio na stronie internetowej: https://creotech.pl/ipo/. Globalnym koordynatorem Oferty jest Dom Maklerski Navigator S.A. Rolę współkoordynatora pełni Noble Securities S.A. Doradztwo prawne zapewnia kancelaria WBW Weremczuk, Bobeł & Wspólnicy. Funkcję Doradcy zarządu Creotech Instruments pełni CC Group.

Creotech Instruments S.A. to polska firma specjalizująca się w branży kosmicznej oraz technologii kwantowej. – Dzięki środkom z emisji zdobędziemy tzw. space heritage – będziemy mogli potwierdzić działanie naszych produktów w kosmosie, co pozwoli nam rozpocząć produkcję satelitów o wartości ok. 1 – 4 mln USD za sztukę. Rozbudujemy też moce produkcyjne, dzięki czemu nasze zdolności wytwórcze wzrosną z 10 do przynajmniej 20 satelitów rocznie, wpłynie to także na segment komputerów kwantowych i UAV. Realizacja tych celów powinna pozytywnie wpłynąć na długoterminowe zwiększenie konkurencyjności naszej spółki i pozwolić nam uzyskać znaczącą pozycję na światowym rynku kosmicznym, z koncentracją na Europie Środkowej – mówi Grzegorz Brona.

Spółka pracuje nad strategicznym projektem EagleEye. To 50 kg pierwszy polski mikrosatelita obserwacyjny oparty na opracowanej przez spółkę platformie HyperSat. Projekt realizowany jest w ramach programu finansowanego przez NCBiR. Jego wyniesienie na bardzo niską orbitę okołoziemską planowane jest na lata 2023 – 2024.  W kwietniu br. firma zakończyła przegląd System Requirements Review projektu PIAST (Polish Imaging Satellites). Tym samym spółka zrealizowała I fazę tego strategicznego projektu, którego celem jest umieszczenie trzech satelitów obserwacyjnych na orbicie okołoziemskiej w 2024 roku. Projekt ma zagwarantować pierwsze, stworzone w Polsce instrumenty Narodowego Systemu Satelitarnej Obserwacji Ziemi na potrzeby Sił Zbrojnych RP.

Konsekwentnie realizowane założenia rozwoju spółki, pozwalają firmie Creotech systematycznie zwiększać poziom przychodów i generować wysokie marże, przy alokacji praktycznie całości wygenerowanych środków na działania R+D. Jak wynika z raportu za Q4 2021, w ub. roku spółka osiągnęła ok 40 mln zł przychodów ogółem i ponad 3 mln zł wyniku EBITDA. – Liczymy na to, że pozyskany z emisji kapitał pozwoli nam już w ciągu pierwszych 2 lat znacznie zwiększyć skalę działalności. Sprzedaż nawet kilku satelitów umożliwi nam zwiększenie marży EBITDA o kolejne kilkanaście mln zł – dodaje Maciej Kielek, Wiceprezes Zarządu ds. Finansowych w Creotech Instruments.

HARMONOGRAM OFERTY:

Termin Czynność
25 kwietnia 2022 roku Publikacja Prospektu (start Oferty publicznej)
9 maja – 17 maja 2022 roku; w dniu 17 maja zapisy do godz. 24:00 Przyjmowanie zapisów i wpłat w Transzy Inwestorów Detalicznych
do 12 maja 2022 roku
do godz. 16:00
Dostarczenie do DM Navigator lub Noble Securities przez Osoby Uprawnione dokumentów potwierdzających spełnienie warunków dotyczących uzyskania Prawa Pierwszeństwa
13 maja 2022 roku Rozpoczęcie procesu budowania Księgi Popytu wśród Inwestorów Instytucjonalnych
18 maja 2022 roku
do godz. 16:00
Zakończenie procesu budowania Księgi Popytu wśród Inwestorów Instytucjonalnych
18 maja 2022 roku Ustalenie i opublikowanie: (i) ostatecznej liczby Akcji Oferowanych; (ii) ostatecznej liczby Akcji Oferowanych inwestorom w poszczególnych transzach; oraz (iii) Ceny Emisyjnej Akcji Oferowanych
19 maja – 23 maja 2022 roku do godz. 24:00 Przyjmowanie zapisów i wpłat na Akcje Oferowane w Transzy Inwestorów Instytucjonalnych
24 maja 2022 roku do godz. 24:00 Ewentualne przyjmowanie zapisów i wpłat od Inwestorów Zastępczych
27 maja 2022 roku Przydział Akcji Oferowanych
około 10 czerwca 2022 roku Rejestracja PDA na rachunkach papierów wartościowych Inwestorów Indywidualnych oraz Inwestorów Instytucjonalnych, którym przydzielone zostały Akcje Serii I
około 10 czerwca 2022 roku Dopuszczenie Akcji Istniejących oraz Praw do Nowych Akcji oraz Nowych Akcji* do obrotu na GPW
około 10 czerwca 2022 roku Ostatni dzień notowań Akcji Istniejących w alternatywnym systemie obrotu New Connect organizowanym przez GPW („New Connect”)
około 11 czerwca 2022 roku Zakładany pierwszy dzień notowań Akcji Istniejących oraz PDA, na rynku regulowanym GPW (dzień ten jest zależny od decyzji GPW i KDPW)

Wyniki Grupy Banku Millennium po 1 kwartale 2022 r.

Początek 2022 roku w Banku Millennium – solidna poprawa wyników operacyjnych, wyniki finansowe obciążone kosztami regulacyjnymi, podatkowymi i rezerwami na kredyty walutowe.

Skonsolidowane wyniki Grupy Kapitałowej Banku Millennium za 1 kwartał 2022 r.

Skonsolidowany wynik netto grupy Banku Millennium po 1 kwartale 2022 roku wyniósł -122 mln. Wynik obciążyły koszty związane z portfelem kredytów hipotecznych w walutach obcych (rezerwy na ryzyko prawne, koszty związane z porozumieniami polubownymi oraz koszty prawne) w wysokości 571 mln zł. Po wyłączeniu powyższych obciążeń w 2022 roku Grupa zaksięgowałaby 449 mln zł zysku netto w porównaniu do 202 mln zł w 1 kwartale 2021 roku. Nastąpił solidny wzrost akcji kredytowej (+5% r/r), a zarazem silna redukcja portfela walutowych kredytów hipotecznych (-28% r/r).

João Brás Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium
João Brás Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium

– Bezprecedensowym wydarzeniem, które wywarło potężny wpływ na światową gospodarkę i sposób prowadzenie biznesu była inwazja Rosji na Ukrainę. W geście solidarności wobec wschodnich sąsiadów Bank natychmiast uruchomił wiele ułatwień i wspiera długofalową pomoc dla obywateli Ukrainy przybywających do Polski. Na wyniki Banku w 1 kwartale 2022 znaczący wpływ miał solidny wzrost akcji kredytowej (+5% r/r), a także działania optymalizacyjne, które ograniczyły inflacyjny wzrost kosztów operacyjnych i przełożyły się na znaczną poprawę efektywności kosztowej. Bank kontynuował wspieranie rozwiązań cyfrowych i zmieniających się oczekiwań klientów. Przygotował m.in. Millennium 360° – nowe, bezpłatne konto, połączone z jeszcze szerszą ofertą spersonalizowanych usług w super-aplikacji mobilnejpowiedział Joao Bras Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium. – Bank pozostawał otwarty wobec klientów posiadających kredyty hipoteczne we frankach szwajcarskich starając się osiągnąć z nimi polubowne porozumienia. W efekcie tych negocjacji liczba aktywnych walutowych kredytów hipotecznych zmniejszyła się w 1 kwartale o ponad 2 000.  W rezultacie, podobnie jak w ostatnich kwartałach, spadek liczby aktywnych umów walutowych kredytów hipotecznych był większy niż napływ nowych indywidualnych pozwów sądowych przeciwko Bankowi.

Następujące wydarzenia 1 kwartału 2022 roku determinujące poprawę wyników r/r są naszym zdaniem szczególnie warte podkreślenia:

  • Znaczne przyspieszenie odbudowy wyniku z odsetek ze wzrostem r/r w 1kw22 o 54%;
  • Istotne przyspieszenie poprawy kwartalnej NIM (372 p.b. w 1kw22 vs. 298 p.b. w 4kw21 i 261 p.b. w 3kw21);
  • Solidny wzrost kredytów (netto/brutto +5% r/r) z przyspieszającym tempem redukcji portfela walutowych kredytów hipotecznych, niższym apetytem na ryzyko oraz koncentracji na aktywach ważonych ryzykiem (ang. RWA) mający coraz większy wpływ na wzrost kw/kw; produkcja kredytów detalicznych istotnie się zmniejszyła chociaż wolumeny w marcu istotnie się poprawiły, zwłaszcza w kredytach hipotecznych; wypłaty kredytów hipotecznych w 1kw22 spadły poniżej poziomu 2,0 mld zł, co oznacza spadek o 10% r/r, z udziałem rynkowym spadającym do 10,5%, podczas gdy produkcja pożyczek gotówkowych w 1kw22 spowolniła do 1,1 mld zł (spadek o 12% r/r); niezależnie od tego nasz portfel walutowych kredytów hipotecznych wyrażony w PLN zmniejszył się o 28% r/r, co było wynikiem spłat, tworzenia rezerw (zgodnie z MSSF9 rezerwy na ryzyko prawne księguje się jako pomniejszenie wartości brutto zasądzonych kredytów) i polubownych ugód z kredytobiorcami; w rezultacie udział całego portfela walutowych kredytów hipotecznych w kredytach brutto ogółem zmniejszył się do 11,6% (kredyty udzielone przez BM:10,7%) z 17,1% (15,8%) w tym samym okresie w zeszłym roku;
  • Poprawa efektywności kosztowej w wyniku połączenia stałego wzrostu ucyfrowienia naszego biznesu, jak również relacji z klientami i silnej odpowiedzi kosztowej na presje przychodowe; spadająca liczba pracowników (liczba aktywnych pracowników spadła o 239, tj. 4% od 1kw21), trwająca optymalizacja naszej sieci dystrybucji fizycznej (liczba oddziałów własnych spadła o 25 jednostek, tj. 6% w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy) komplementarna w stosunku do rosnącego udziału usług cyfrowych (klienci cyfrowi: 2,4 mln, wzrost o 11% r/r, aktywni użytkownicy bankowości mobilnej: 2,0 mln, wzrost o 17% r/r); kosztowe działania optymalizacyjne pomogły ograniczyć inflacyjny wzrost koszt operacyjnych a także przełożyły się na znaczną poprawę efektywności kosztowej; raportowany wskaźnik koszty/dochody („K/D”) spadł do 41,9% w 1kw22 z 49,3% w tym samym okresie poprzedniego roku ale wskaźnik K/D z wyłączeniem BFG, portfela FV, kosztów prawnych, kosztów dobrowolnych ugód oraz wpływu pozycji kompensujących rezerwy utworzone na walutowe kredyty hipoteczne dot. portfela d. EB zmniejszył się w ciągu roku do poziomu 31% z poziomu 43% w tym samym okresie ubiegłego roku);
  • Stabilna jakość portfela kredytowego i w rezultacie niski koszt ryzyka (40 p.b. w 1kw22 w por. z 39 p.b. w 4kw21) które odzwierciedlają pozytywne trendy w jakości zarówno portfela detalicznego jak i korporacyjnego; wskaźnik NPL pozostał praktycznie bez zmian w porównaniu z poziomem z końca grudnia 2021 r. (4,4%) i był istotnie poniżej poziomu 4,9% rok wcześniej;
  • Depozyty klientów istotnie zwiększyły się w kwartale (wzrost o 6%) z depozytami korporacyjnymi rosnącymi o niemal 30% kw/kw i 3% spadkiem depozytów detalicznych; płynność Banku pozostawała na bardzo komfortowym poziomie ze wskaźnikiem K/D na niższym poziomie 80,9%;
  • Wskaźniki kapitałowe się obniżyły w kwartale (skonsolidowany TCR: 15,1%/T1: 12,0% w porównaniu z odpowiednio 17,1%/14.0% na koniec grudnia 2021 r.) gdyż zmniejszenie kapitałów własnych (strata netto w okresie, negatywna wycena portfela obligacji/hedgingowego) było większe niż spadek aktywów ważonych ryzykiem (RWA);
  • Aktywa zarządzane zarówno przez Millennium TFI, jak i fundusze zewnętrzne spadły o 12% kw/kw do poziomu poniżej 7,9 mld zł I spadły r/r o 13%.

Continuous Delivery – Problemy prawne

Społeczeństwo cyfrowe i wymagania klientów stawiają programistów przed nowymi wyzwaniami i oczekiwaniami. Rosną one wraz z powiększeniem obszarów życia społecznego i gospodarczego objętych procesem cyfryzacji i automatyzacji. Naprzeciw tym oczekiwaniom wychodzi praktyka programistyczna ciągłego dostarczania – ang. continuous delivery – gdzie każda zmiana w kodzie może zostać wydana klientowi w dowolnym czasie. Dotychczasowe tradycyjne ujęcie przygotowania, wykonania testów i wdrożenia oprogramowania coraz częściej zostaje zastąpione przez continuous delivery.

Głównym celem continuous delivery jest szybsze i częstsze tworzenie, testowanie oraz wdrażanie oprogramowania. W efekcie klient otrzymuje szybko i elastycznie nowe funkcjonalności, zmiany konfiguracji, skorygowane błędy oprogramowania. Zastosowanie tej metodologii w pracy programistów przyczynia się do zwiększenia przewagi konkurencyjnej, ma wpływ na niezawodność, automatyzację części procesów, niższe koszty i wyższą jakość. Taki sposób tworzenia oprogramowania niewątpliwie zyskuje na popularności. Za rozwojem technologicznym nie nadąża jednak ustawodawca, praktyce i orzecznictwu pozostawiając rozwiązywanie wielu problemów prawnych, przed którymi stają firmy IT oraz reprezentujący je prawnicy.

Jak zatem zakwalifikować przedmiot świadczenia w modelu – continuous delivery?

Niewątpliwie znaczące i wyznaczające kierunki interpretacji prawa są wszelkie inicjatywy tworzone w ramach Unii Europejskiej. Ich wynikiem jest wprowadzenie rozwiązań o charakterze konsumenckim (B2C) mających na celu głównie ochronę słabszych uczestników rynku. Poza zakresem tych regulacji pozostają jednak takie kwestie jak zawieranie, skuteczność, nieważność lub skutki umów bądź zgodność z prawem treści cyfrowych lub usługi cyfrowej. Nie określają również charakteru prawnego umów o dostarczanie treści cyfrowych lub usługi cyfrowej, pozostawiając prawu krajowemu rozstrzygnięcie kwestii, czy takie umowy stanowią umowę sprzedaży, umowę o świadczenie usługi, umowę najmu czy umowę sui generis.

Co istotne współczesne formy obrotu oprogramowaniem komputerowym coraz bardziej utrudniają jednoznaczne ustalenie świadczenia charakterystycznego dla danej umowy, a przecież to przedmiot świadczenia przesądza o rodzaju zawartej umowy, o prawach i obowiązkach stron, zakresie odpowiedzialności, a w konsekwencji możliwych roszczeniach, zarzutach, terminach przedawnienia. Coraz częściej oprogramowanie komputerowe jest oderwane od statusu utworu w rozumieniu prawa autorskiego. Wobec szybkiego rozwoju technologicznego oprogramowanie komputerowe staje się przedmiotem problemów prawnych na styku prawa zobowiązań, prawa rzeczowego, autorskiego i prawa na dobrach niematerialnych. Zmiany w modelach tworzenia oprogramowania doprowadziły do utraty przez umowę o dzieło statusu umowy kompleksowo regulującej relacje twórca – odbiorca oprogramowania.

O ile w modelu Watrefall, wobec wystąpienia etapu planowania, projektowania, kodowania, testowania, a następnie wdrożenia, powstaje oznaczony efekt zgodny z wymaganiami zamawiającego i weryfikowalny pod względem wad, o tyle już w modelu Agile nie dokonuje się sprecyzowania rezultatów – dzieła, lecz na bieżąco weryfikowane są oczekiwania i pomysły klienta. Każdy sprint obejmuje projektowanie, kodowanie i testowanie, a tworzenie oprogramowania postrzegane jest jako zjawisko dynamiczne, co utrudnia jednoznaczną cywilistyczną klasyfikację umowy. Dotychczas orzecznictwo klasyfikuje świadczenia IT w ramach metodologii Agile jako umowy o dzieło, umowy o świadczenie usług, czy też jako umowy mieszane.

Dlatego też należy podkreślić, że strony mają istotny wpływ na kształtowanie postanowień umownych w sposób, który najbardziej odpowiada ich zamiarom i celom. Swoboda kontraktowa może uchronić wykonawcę i zamawiającego od sytuacji, że prawne konsekwencje zawartej umowy zostaną ocenione według ogólnego reżimu kontraktowego mającego charakter bardzo ogólny i ramowy. W interesie stron jest zatem szczegółowe uregulowanie swoich praw i obowiązków, które wobec braku doprecyzowania, mogłyby doprowadzić do skutków nieoczekiwanych i niepożądanych przez żadną ze stron umowy.

Autor: mec. Anna Zabielska, Kancelaria Chałas i Wspólnicy

Rekordowy wzrost obrotów faktoringu

W pierwszym kwartale 2022 r. branża faktoringowa zanotowała wzrost o blisko jedną trzecią w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. To rekordowe tempo rozwoju w historii sektora. Firmy zrzeszone w Polskim Związku Faktorów nabyły w ciągu pierwszych trzech miesięcy 2022 r. wierzytelności o łącznej wartości 105 mld zł. To aż o 32,8 proc. więcej niż rok wcześniej, kiedy wynik ten wyniósł 79,1 mld zł. Z usług faktoringowych korzysta obecnie prawie 21 tys. krajowych przedsiębiorstw. Przekazały one do sfinansowania 5,5 mln faktur.Rekordowy wzrost obrotów faktoringu

Polski Związek Faktorów (PZF) zrzesza większość podmiotów świadczących usługi faktoringowe w Polsce. Skupia obecnie 5 banków komercyjnych i 21 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania. Należy do niego także 6 podmiotów o statusie partnera.

– Rok 2022 branża faktoringowa rozpoczęła bardzo dynamicznie. Udało się to mimo wielu przeciwności. Pierwszoplanową barierą są obecnie obawy związane ze skutkami gospodarczymi i politycznymi zbrojnej napaści Rosji na Ukrainę. Kolejnym problemem są nadal odczuwalne dla przedsiębiorców skutki recesji gospodarczej wywołanej pandemią, a także rosnąca niepewność w odniesieniu do wpływu, jaki Polski Ład może mieć na naszą branżę.

Imponujące wyniki branży na początku tego roku to zapowiedź, że cały rok może być dla sektora najlepszy w historii. – mówi Konrad Klimek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.branża faktoringowa

Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 20,8 tys. przedsiębiorstw. Wystawiły one blisko 5,5 mln faktur, na podstawie których krajowi faktorzy udzielili finansowania.

Wśród przedsiębiorców odczuwalny jest rosnący popyt na faktoring. Usługa pozwala bowiem w sposób bardzo elastyczny i w trybie natychmiastowym zamienić należności na gotówkę. Ma to ogromne znaczenie dla naszych klientów funkcjonujących w trudnym otoczeniu i borykających się m.in. z galopującą inflacją. Wzrost cen towarów i usług, oprócz naturalnego rozwoju branży, niewątpliwie przyczynił się także do rekordowych wyników branży.  dodaje Konrad Klimek.branża faktoringowa

Z usług firm faktoringowych w ujęciu sektorowym, najczęściej korzystają przedsiębiorstwa produkcyjne. Stanowią blisko połowę klientów sięgających po tę formę finansowania. Natomiast jedna trzecia to dystrybutorzy dóbr i produktów. Wystawiają one najczęściej faktury na wysokie kwoty i z dłuższymi terminami płatności, dlatego istotne z punktu widzenia klientów jest ich natychmiastowe „odmrożenie”. Dzięki temu mogą bez zakłóceń prowadzić działalność regulując na bieżąco swoje zobowiązania, a także oferować kontrahentom atrakcyjne warunki współpracy.branża faktoringowa

Podaż i ceny mieszkań na rynku wtórnym – podsumowanie I kw. 2022

Ceny ofertowe rosną, ale sprzedający są zdolni do obniżek – podsumowanie I kwartału 2022 roku na rynku wtórnym.

Pierwszy kwartał 2022 roku jest już za nami. Zmiany w otoczeniu rynkowym w tym czasie były spore. Zaczynając od wzrostu stóp procentowych i inflacji po atak Rosji na Ukrainę. Na koniec oliwy do ognia dolała Komisja Nadzoru Finansowego rekomendacją wprowadzającą mocne zaostrzenie warunków udzielania kredytów mieszkaniowych przez banki.

Czego dowiesz się artykułu:

  • Liczba nowych ogłoszeń dotyczących mieszkań z rynku wtórego spada w czterech z pięciu badanych przez SonarHome miast. Gdańsk jako jedyny zaskakuje wysokim wzrostem liczby nowych ofert.
  • Ceny ofertowe wciąż podążają z dotychczasowym trendem. Wzrosty sięgają kilkunastu procent w ciągu roku
  • Dostępność kredytowa wciąż maleje. Prognozy ekonomistów co do wysokości stóp procentowych w bieżącym roku wciąż są podnoszone.
  • Liczba sprzedanych mieszkań przez deweloperów spada a na rynku wtórnym sprzedający zaczynają obniżać ceny wraz z czasem trwania ogłoszenia.

Gdańsk zaskakuje wysoką podażą mieszkań

Wielkość podaży na rynku wtórnym można oszacować biorąc pod uwagę liczbę nowych ofert pojawiających się na portalach. W I kw. 2022 roku liczba unikalnych[1] ofert w czterech z pięciu badanych przez SonarHome miastach[2] spadła w porównaniu do analogicznego okresu 2021 roku.

W Warszawie oferta zmniejszyła się o 3% w skali roku, Krakowie i Wrocławiu odpowiednio o 6% i 5%. Mocny spadek liczby nowych ogłoszeń można było zauważyć w Poznaniu, gdzie liczba unikalnych ogłoszeń była niższa o 18% w porównaniu do I kw. 2021.

Na tle innych miast mocno wyróżnił się Gdańsk. Pierwsze trzy miesiące 2022 r. przyniosły w stolicy Pomorza wzrost oferty w skali roku równy aż 16%. Dla kupujących oznacza to duże zasilenie podaży a co za tym idzie większy wybór w ofertach. Dokładniej w I kw. 2022 ofertę zasiliło około 3,4 tys. mieszkań w analogicznym kwartale poprzedniego roku było to 2,9 tys. ofert.Wykres 1

Ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego

W I kw. 2022 r. ceny ofertowe wzrosły ponownie o kilkanaście procent w największych polskich miastach. Mamy tutaj dowód na to, że rynek wciąż działa siłą rozpędu i potrzeba czasu, aby zaobserwować zmiany w danych statystycznych. Dokładnie, wzrost cen ofertowych na początku bieżącego roku wyniósł od 11% w Krakowie po 15% w Gdańsku i Poznaniu (I kw. 2022 vs I kw. 2021). W Warszawie średnia cena ofertowa sięga już 13,2 tys. zł/m2. Ceny w Krakowie i Gdańsku utrzymują się na podobnym poziomie około 11,5 tys. zł/m2, Poznań powoli sięga 9 tys. zł/m2 a we Wrocławiu został przekroczony próg 10 tys. zł/m2.Wykres 2i`

Wydawać by się mogło, że oferty sprzedaży mieszkań są oderwane od rzeczywistości. Jednak sytuacja nie do końca wygląda tak samo jak w kwartałach poprzednich.

Aby zbadać zachowania sprzedających rozpoczęliśmy monitoring zmian ceny mieszkania podczas trwania ogłoszenia. Widzimy już subtelne zmiany.  Mianowicie w marcu bieżącego roku mogliśmy zaobserwować wzrost odsetka ogłoszeń, w których obniżano cenę mieszkania, podczas gdy pozostawało ono w ofercie. Odsetek tych mieszkań był najwyższy w skali roku. Będziemy monitorować tę statystykę w kolejnych miesiącach, aby sprawdzić, czy marcowy wynik przekształca się w konkretny trend. – mówi Barbara Bugaj, główny analityk w SonarHome.

Wykres 3

WIBOR szaleje, kredyty coraz droższe, a małe mieszkania znów wrócą do łask.

Pierwszy kwartał był czasem obfitującym w zmiany w otoczeniu rynkowym. Będą one wpływać zarówno na wtórny i pierwotny rynek mieszkaniowy.

Stopy procentowe i raty kredytów

Systematyczne podwyżki stóp procentowych przez RPP, sprawiają, że WIBOR wraca do poziomów sprzed dekady, kiedy rynek nieruchomości znajdował się jeszcze w pokryzysowej stagnacji. Informacja o drożejących kredytach pojawiła się już wszędzie. Dzisiaj wzrost oprocentowania kredytów najbardziej odczują Ci, którzy kupowali mieszkanie w okresie od końca 2020 roku do października 2021 roku. Rata kredytu na 300 tys. zł zaciągniętego na 30 lat w tamtym okresie wzrosła już o 1 tys. zł a przy kolejnych podwyżkach stóp będzie wyższa o kolejne kilkaset złotych.

Dzisiaj przeciętna rata kredytu na 300 tys. zł to już około 2,3 tys. zł miesięcznie. Jednak, jeśli brać pod uwagę wysokie ceny w stolicy, powinniśmy raczej spojrzeć na raty kredytu o wysokości 500 tys. zł. W tym przypadku jest to miesięczny koszt równy przeciętnie ponad 3,7 tys. zł.

Pierwszy kwartał bieżącego roku pokazał, że prognozy dotyczące ostatecznej podwyżki stóp procentowych w 2022 roku wciąż się zmieniają. Jeszcze na początku roku ekonomiści szacowali, że wzrost osiągnie poziom około 5%, dziś prognozy sięgają już nawet 7,5%.

Marzec był ostatnim miesiącem udzielania kredytów „na starych zasadach”. Od kwietnia banki musiały dostosować się do nowego zalecenia KNF, które rekomenduje dodanie aż 5 pp. buforu na zmianę stóp procentowych przy obliczaniu zdolności kredytowej kupujących mieszkanie[3]. Wpływ zapowiedzi nowych zasad obliczania zdolności kredytowej był widoczny w danych dotyczących wniosków o kredyt mieszkaniowy. Według danych BIK najwięcej wniosków było złożonych w ostatnim tygodniu marca. Dzięki temu spadek liczby wniosków w ostatnim miesiącu pierwszego kwartału bieżącego roku był mniej dotkliwy – wynosił 5,9% w porównaniu do marca 2021. Dla przypomnienia w styczniu i lutym notowano spadek odpowiednio o 26% i 36% rok do roku.

Popyt się zmienia.  Małe mieszkania ponownie pewnikiem rynkowym.

Struktura popytu na mieszkania będzie powoli ulegała zmianie. Z rynku już zostają wyeliminowani kupujący na własne potrzeby, którzy na skutek rosnących kosztów kredytu nie mają już zdolności.

Zostają Ci, którzy mają gotówkę, bądź potrzebują mniejszego kredytu.

Wszystkie zmiany, o których mowa powyżej dotykają rynku pierwotnego i wtórnego. Na rynku wtórnym trudno o holistyczne dane dotyczące zmian popytu w całym kraju, dlatego warto też spojrzeć w stronę rynku pierwotnego, gdzie raportowanie spółek jest klarowne. Pierwszy kwartał 2022 przyniósł spadek sprzedaży mieszkań deweloperskich równy 22% w skali roku. Można zakładać, że również na rynku wtórnym mamy do czynienia z obniżeniem się popytu.

Każdy z tych rynków w bieżącym roku będzie jednak rządził się nieco innymi prawami, szczególnie jeśli chodzi o zmiany cen mieszkań. Wzrost cen materiałów budowlanych, równy 30% w skali roku według danych grupy PSB, sprawia, że nie ma obecnie przestrzeni na spadek cen mieszkań deweloperskich. Sytuacja na rynku wtórnym pozostanie pod znakiem zapytania. Na razie ceny ofertowe wciąż rosną, ale w statystykach widzimy, że w marcu wzrósł odsetek ofert, w których dochodzi do obniżenia ceny mieszkania w trakcie trwania ogłoszenia.

 

Małe mieszkania, zawsze cieszyły się dużym powodzeniem wśród kupujących. W 2021 lokale do 50 metrów stanowiły aż 55% obrotu w Warszawie[4]. Jeszcze do niedawna, kiedy rynek był rozgrzany, a popyt podsycany rekordowo niskimi stopami procentowymi (dzięki którym kredyty były łatwo dostępne) mówiło się, że większe mieszkania wracają do łask. Na skutek systematycznych wzrostów wynagrodzeń, taniego kredytu i ogólnego bogacenia się społeczeństwa, coraz większa część popytu była wypełniana kupującymi podnoszącymi własny komfort życia poprzez zakup mieszkania o większej powierzchni. Dzisiaj, kiedy sytuacja powoli się odwraca, a wzrost wynagrodzeń tylko nieznacznie przekracza inflację możemy obserwować odwrót od większych metraży (potwierdzają to już relacje deweloperów). Pewnikiem wciąż pozostają te małe o największej płynności, które również łatwiej można wynająć.

[1] liczba nowych unikalnych ofert mieszkań wystawionych na sprzedaż w danym kwartale. Liczba ofert

utworzonych w danym okresie (czyli przykładowo, jeśli mieszkanie weszło na rynek w Q1 2021

i było ciągle aktywne w Q2 2021 to zaliczane jest tylko do Q1 2020)

[2] Warszawa, Kraków, Gdańsk, Wrocław, Poznań.

[3] przykładowo, jeśli wysokość stóp wynosi 5% to musimy dodać do nich kolejne 5 pp. i dopiero potem oblicza się, czy potencjalny kredytobiorca poniesie ryzyko takich zmian, a co za tym idzie, czy bank pożyczy mu na zakup lokalu

[4] Raport SonarHome Trendy rynkowe na warszawskim rynku mieszkaniowym https://sonarhome.pl/blog/artykuly/trendy-cenowe-mieszkan-na-warszawskim-rynku-w-2021-roku

Obsługa kadrowo płacowa Poznań – kogo wybrać?

Dlaczego warto zlecić obsługę kadrowo płacową w Poznaniu firmie zewnętrznej?

Kwestie związane z zatrudnianiem pracowników, prowadzeniem bieżącej dokumentacji kadrowej czy naliczaniem wynagrodzeń wymagają interdyscyplinarnego podejścia. Należy bowiem wziąć pod uwagę nie tylko przepisy związane z podatkami, ale także RODO, BHP i wiele innych. Obsługa płacowa Poznań oraz sprawy kadrowe powinny być prowadzone przez profesjonalistów, którzy posiadają odpowiednie przygotowanie merytoryczne oraz doświadczenie zawodowe. Tymczasem tworzenie w firmie własnego działu kadrowo-płacowego związane jest z koniecznością ponoszenia wysokich kosztów, a co więcej, przedsiębiorca nigdy nie ma pewności, czy zatrudnione przez niego osoby rzeczywiście posiadają odpowiednie kompetencje. Dlatego też alternatywnym rozwiązaniem jest zlecenie prowadzenia kadr i płac firmie zewnętrznej, na przykład biuru rachunkowemu.

Kogo wybrać do obsługi kadrowo płacowej firm w Poznaniu?

Wybierając biuro rachunkowe, które oferuje obsługę kadrowo płacową firm w Poznaniu, należy zwrócić uwagę przede wszystkim na oferowany zakres współpracy. Dobrze, jeśli firma zewnętrzna jest w stanie przejąć pełną opiekę nad sprawami kadrowymi oraz płacowymi, włącznie z tworzeniem niezbędnych przedsiębiorcy raportów czy wysłaniem deklaracji do ZUS i US. Bardzo istotne jest przygotowanie pracowników do obsługi firm o różnych profilach działalności, tak aby wszelkie procedury związane z zatrudnianiem i dopuszczaniem do pracy konkretnych osób były przeprowadzone zgodnie z obowiązującym prawem. Wielu przedsiębiorców interesuje cennik obsługi kadrowo płacowej w Poznaniu, jednak dobre biuro rachunkowe nie posiada jednej, sztywnej listy proponowanych cen. Te bowiem powinny zostać ustalone indywidualnie, mając na uwadze między innymi wkład pracy, jaki należy włożyć w obsługę konkretnej firmy. Świadczy to przede wszystkim o profesjonalnym i rzeczowym podejściu biura rachunkowego do swoich klientów.

Obsługa kadrowo płacowa w Poznaniu? Tylko dla profesjonalistów!

Choć biur rachunkowych, oferujących obsługę kadrowo płacową w Poznaniu jest wiele, wybór idealnego partnera do współpracy nie jest prosty. Przedsiębiorcy, którym zależy na profesjonalnej obsłudze, powinni więc zapoznać się z ofertą biura Garde Profit, dostępnej na stronie internetowej https://gardeprofit.pl/. Biura rachunkowe świadczy profesjonalne usługi z zakresu kadr i płac, które obejmują nie tylko bieżącą obsługę spraw pracowniczych, naliczanie wynagrodzeń czy obciążeń publicznych, jakie zobowiązany jest regulować przedsiębiorca, ale również sporządzanie różnorodnych deklaracji, w tym podatkowych i ZUS. Dodatkowo klienci mogą liczyć na profesjonalne doradztwo w zakresie prowadzenia optymalnej polityki kadrowo-płacowej, uwzględniającej między innymi tendencje rynkowe.

Ekipa Holding coraz bliżej debiutu na New Connect

Akcjonariusze Beskidzkiego Biura Inwestycyjnego S.A. zgodzili się na połączenie z EKIPA HOLDING. Jest to kolejny krok w drodze spółki na NewConnect. Ponadto spółka podała też po raz pierwszy wyniki finansowe za 2021 rok. Grupa kapitałowa osiągnęła w 2021 r. 9,6 mln zł zysku netto przy przychodach sięgających 45,9 mln zł.

W procesie wejścia na NewConnect EKIPA HOLDING współpracuje z największą na małym parkiecie firmą inwestycyjną – JR HOLDING ASI S.A., będącą głównym akcjonariuszem Beskidzkiego Biura Inwestycyjnego S.A. (BBI S.A.), z którą to spółką zamierza połączyć się EKIPA HOLDING. 25 kwietnia Zwyczajne Walne Zgromadzenie BBI, podjęło uchwałę połączeniową.

Nasza współpraca z Ekipą układa się dobrze. Potwierdza się, że przyjęta wycena jest konserwatywna. Już w pierwszych opublikowanych wynikach Ekipa przekracza wstępne założenia. Uważnych obserwatorów tej spółki nie powinno to dziwić. Grupa już teraz posiada kilka solidnych źródeł przychodów, które nie tylko się rozwijają, ale także mają wysoką rentowność – komentuje January Ciszewski – Prezes i główny akcjonariusz JR HOLDING.

Zgodnie z planem połączenia parytet wymiany akcji został ustalony na jedną akcję BBI w zamian za 3 akcje EKIPY HOLDING, oznacza to, że w ramach emisji połączeniowej BBI wyemituje 36.707.460 szt. nowych akcji serii F, których cena emisyjna została ustalona na 6,87 zł za sztukę. Każdy z dotychczasowych akcjonariuszy EKIPY HOLDING otrzyma jedną nową akcję BBI w zamian za trzy dotychczas posiadane akcje EKIPA HOLDING. Spółka będzie ubiegać się o wprowadzenie akcji do Alternatywnego Systemu Obrotu w ramach rynku akcji NewConnect prowadzonego przez GPW.

Mam nadzieję, że jesteśmy już na finiszu niezbędnych działań prawno-organizacyjnych i zakończymy wprowadzenie naszej spółki na rynek NewConnect. Czekamy na to z niecierpliwością i mogę zapewnić, że chcemy pokazać nową jakość w komunikacji spółki z inwestorami giełdowymi, poprzez m.in. edukację nowych, młodych inwestorów. Ponadto dobrze działający, zdywersyfikowany model biznesowy jaki mamy, powinien zadowolić obecnych i przyszłych akcjonariuszy. Chcemy się skupić na rozwoju wszystkich naszych segmentów – podsumował Krzysztof Misiałkiewicz –Prezes Zarządu EKIPA HOLDING S.A.

Spółka po raz pierwszy opublikowała też wyniki finansowe. W zeszłym roku EKIPA HOLDING S.A. osiągnęła 45,9 mln zł przychodów ze sprzedaży, przy 12,2 mln zł zysku ze sprzedaży i 9,6 mln zł zysku netto. Są to pierwsze opublikowane przez Spółkę wyniki finansowe, w związku z tym nie są dostępne bezpośrednie dane porównawcze.

Ponadto w ostatnim czasie zadebiutował następny produkt sygnowany marką EKIPA, we współpracy z Dooti Donuts. Donuty zanotowały duże zainteresowanie. Tylko w ciągu pierwszych kilku tygodni produkt przekroczył barierę sprzedaży miliona sztuk.

Czy inflacja w strefie euro znów zaskoczy w górę?

W czwartek poznamy wstępny odczyt inflacji w strefie euro w kwietniu. Możliwe, że jej główna miara pokaże wzrost cen konsumpcyjnych niemal o 8%. Uważamy, że mogłoby to pomóc EBC w podjęciu decyzji o podwyżce stóp procentowych, wzmacniając szanse na ich wzrost w lipcu. Wyższa inflacja skatalizowałaby dalszą zmianę wycen stóp w strefie euro, co powinno też wesprzeć euro w relacji do głównych walut.

Cały czas obserwujemy silny wzrost rynkowych stóp procentowych. Rentowność benchmarkowych 10-letnich obligacji skarbowych wzrosła do końca tygodnia o kolejne 6 pb., do ponad 2,90%. Wyprzedaż amerykańskich instrumentów dłużnych rozszerza się obecnie na inne rynki, a w Europie rentowności rosną po tym, jak rozpoczął się długo wyczekiwany (przynajmniej przez nas) jastrzębi zwrot w komunikatach EBC. Dzięki tej zmianie euro zakończyło tydzień umocnieniem względem dolara i pozostałych walut G10 z wyjątkiem korony szwedzkiej. Był to trudny czas dla walut surowcowych i rynków wschodzących, ponieważ znaczny wzrost rentowności na całym świecie zaczyna odbijać się na aktywach ryzykownych i hamuje wzrost cen surowców.

W weekend Emmanuel Macron został ponownie wybrany na prezydenta Francji, co w połączeniu z doniesieniami, że EBC jest gotów na bardziej agresywne ruchy w odpowiedzi na inflację, powinno wspierać wspólną walutę w relacji do głównych walut. W poniedziałkowy ranek obserwowaliśmy jednak gwałtowną wyprzedaż aktywów ryzykownych względem safe haven, szczególnie takich jak dolar amerykański i jen japoński. Inwestorzy są zaniepokojeni możliwością globalnego spowolnienia wzrostu ze względu na nowe obawy dotyczące dodatkowych lockdownów w Chinach i zaostrzenie polityki monetarnej na świecie.

Wydaje się, że w nadchodzących dniach apetyt inwestorów na ryzyko pozostanie głównym motorem zmian na rynku walutowym. Jeśli chodzi o dane, prawdopodobnie najważniejszy w tym tygodniu będzie opublikowany w czwartek 28.04 wstępny odczyt inflacji w strefie euro w kwietniu, choć poznamy również szereg danych dotyczących wzrostu gospodarczego i inflacji w USA.

PLN

Polski złoty, podobnie jak znaczna część innych walut emerging markets, pod koniec tygodnia znalazł się pod presją. Ostatecznie jednak skala osłabienia była dość ograniczona. Wydaje się, że wyraźnie rosnące stopy procentowe chronią polską walutę.

Dane makroekonomiczne z ubiegłego tygodnia – szczególnie te o płacach, które w marcu rosły w dwucyfrowym tempie (+12,4%) i nadal szybciej niż inflacja – wskazują na potrzebę dalszego zdecydowanego zacieśniania polityki pieniężnej. Luźna polityka fiskalna wzmacnia te oczekiwania. Następne posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej najpewniej przyniesie kolejną znaczną podwyżkę stóp procentowych, po której powinny nastąpić dalsze ruchy w górę. Rynek zakłada obecnie, że stopy procentowe w perspektywie kilku miesięcy dobiją do 7%. W obliczu ostatnich danych oczekiwania te nie wydają się nieracjonalne.

Do czasu decyzji będziemy koncentrować się przede wszystkim na informacjach z zewnątrz. Przez zmianę wyceny oczekiwań dot. stóp procentowych i wystrzał rentowności w USA ostatnio uwagę skupia na sobie szczególnie sytuacja na globalnym rynku długu. Zwracamy też uwagę na informacje z Chin (gdzie sytuacja covidowa pozostaje trudna) i Ukrainy (która otrzymuje coraz bardziej znaczące wsparcie militarne, mające pomóc odeprzeć nową ofensywę Rosji). Wokół nie brakuje powodów do obaw, warto jednak zaznaczyć, że pomimo ryzyk, których coraz więcej się materializuje, waluty rynków wschodzących oraz polski złoty trzymają się całkiem nieźle.

EUR

Mimo zmienności ubiegły tydzień przyniósł poprawę perspektyw dla euro względem głównych walut. Wskaźniki PMI w kwietniu były lepsze niż oczekiwano, co sugeruje, że gospodarka strefy euro radzi sobie całkiem dobrze ze skutkami wojny w Ukrainie. Równie istotne jest to, że retoryka EBC stała się bardziej jastrzębia. Komentarze wiceprezesa Luisa de Guindosa i prezeski Christine Lagarde z zeszłego tygodnia sugerują, że podwyżka stóp w lipcu jest możliwa, a oboje decydenci wydają się coraz bardziej zaniepokojeni presją inflacyjną.

Wstępny odczyt kwietniowej inflacji w czwartek może przypieczętować podwyżkę stóp w lipcu. Wzrost głównej stopy do okolic 8% jest bez wątpienia możliwy. Prawdopodobnie zobaczymy dalszy wzrost inflacji bazowej, co sprawia, że będzie coraz trudniej uzasadniać sytuację inflacyjną wzrostem cen energii.

USD

Podwyżki stóp Fedu o 50 pb. – nie tylko na najbliższym zebraniu, ale również na kolejnych dwóch – są obecnie w zasadzie zawarte w cenie. Niektórzy oficjele Fedu zwracają teraz uwagę na możliwość podwyżki o 75 pb.

Przez jakiś czas uważaliśmy, że rynki nie wyceniają wystarczających podwyżek Fedu, lecz obecnie wydaje się, że zbliżamy się do punktu, gdy wycena dotycząca krótkiego terminu jest wystarczająca, a dalsze wzrosty rentowności amerykańskich obligacji powinny ograniczać się do dłuższego końca krzywej dochodowości. Przynajmniej na razie różnica krótkoterminowych rynkowych stóp w USA i strefie euro wydaje się stabilizować, co oznacza, że umacnianie się dolara względem walut europejskich może się wkrótce zakończyć.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Komentarz Konrada Weiske – wiceprezesa SoDA, dotyczący Polskiego Ładu i projektowanych zmian, ogłoszonych 13 kwietnia

Ministerstwo Finansów zakończyło etap opiniowania wybranych zmian podatkowych dotyczących PIT i przedstawiło nowy kształt projektu przepisów. Jedną z branż, które w ramach konsultacji publicznych zgłosiły swoje stanowisko, była branża ICT. Organizacja Pracodawców Usług IT SoDA wraz ze Stowarzyszeniem ITCorner oraz Stowarzyszeniem Klaster ICT Pomorze Zachodnie w wysłanym do resortu finansów dokumencie odniosły się do nowelizowanych zapisów ustawy. Zwróciły także uwagę na potrzebę rozmów na temat kwestii podatkowych, które w opiniowanym projekcie nie zostały uwzględnione, a jako część obowiązującego już prawa podatkowego wymagają zmian.

Zmiany w rozliczaniu PIT, jak np. obniżenie podatku z 17% na 12%, przywrócenie możliwości wspólnego rozliczania się z dzieckiem dla samotnych rodziców, czy rezygnacja z ulgi dla klasy średniej, nad którymi w ostatnim czasie pracowało Ministerstwo Finansów, oceniamy jako pozytywny krok w kierunku wypracowania sprawnego i sprawiedliwego systemu podatkowego. Doceniamy również uwzględnienie postulatów, które w imieniu branży ICT przedstawiliśmy na początku kwietnia br. w ramach konsultacji publicznych. Najważniejszym z nich było wprowadzenie mechanizmów ochronnych dla podatników, którzy w dobrej wierze i w świetle obowiązujących na początku roku podatkowego przepisów wybrali opodatkowanie w formie ryczałtu lub podatku liniowego. Przychylono się do naszego stanowiska i wprowadzono możliwość zmiany formy opodatkowania dla przedsiębiorców rozliczających się liniowo lub ryczałtem, jeśli okazałoby się, że bardziej korzystne jest dla nich opodatkowanie na zasadach ogólnych. Kolejnym pozytywnym aspektem jest także odejście od obowiązku składania w formie pisemnej oświadczeń i wniosków dotyczących tzw. kwoty wolnej od podatku. Funkcjonowanie w nowym systemie podatkowym, również od strony administracyjnej, ułatwi też zapowiedziane przez ustawodawcę wypracowanie jednolitego formularza PIT-2, który będzie zawierał w sobie zestaw możliwych deklaracji i oświadczeń w tym obszarze.

Liczymy jednak, że nie jest to koniec prac prowadzonych przez Ministerstwo Finansów nad kształtem nowego prawa podatkowego. Nadal dostrzegamy wiele obszarów ważnych dla przedsiębiorców, nad którymi warto się pochylić. W naszej ocenie, doprecyzowania wymagają przepisy m.in. w zakresie pozostałych możliwości zmiany formy opodatkowania (nie tylko na skalę podatkową), estońskiego CIT-u oraz ulg z tytułu prowadzenia prac badawczych i rozwojowych (obecnie pomijają usługi, a tym samym polskich przedsiębiorców tworzących oprogramowanie).

Podtrzymujemy nasze zaproszenie wystosowane do Pana Ministra Artura Sobonia i jako branża ICT jesteśmy w każdej chwili gotowi do rozpoczęcia rozmów na te oraz inne podniesione przez branżę kwestie. Nowy system podatkowy będzie obowiązywał bowiem nie tylko za rok bieżący, ale również przez kolejne lata.

Konrad Weiske, założyciel i wiceprezes SoDA

FPP – ocena rządowego pakietu wsparcia kredytobiorców

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że proponowane przez rząd rozwiązania w pakiecie wsparcia kredytobiorców prowadzą do osłabienia efektywności polityki pieniężnej prowadzonej przez Narodowy Bank Polski. Obniżenie kosztów finansowania oddziałuje w kierunku pobudzania popytu, a tym samym zwiększania inflacji, która już obecnie jest bardzo wysoka. Działania rządu musiałaby zatem zostać skompensowane przez Radę Polityki Pieniężnej przez jeszcze dalej idące podwyżki stóp procentowych – co zaprzeczałoby podstawowej idei proponowanych rozwiązań. Mając to na uwadze, wsparcie o charakterze osłonowym powinno być adresowane wyłącznie do najbardziej narażonych kredytobiorców. Tymczasem z deklaracji płynących ze strony rządowej wynika, że część rozwiązań będzie dostępnych dla wszystkich kredytobiorców – nawet jeśli ich sytuacja jest bardzo dobra.

Rząd przedstawił główne założenia pakietu rozwiązań mających na celu wsparcie kredytobiorców w okresie wysokich stóp procentowych. Projekt obejmuje tzw. wakacje kredytowe, czyli możliwość odroczenia spłaty jednej raty w kwartale bez odsetek. Przewiduje się także powiększenie Funduszu Wsparcia Kredytobiorców oraz utworzenie nowego Funduszu Pomocowego. Ponadto elementem przedstawionego planu jest likwidacja stawki WIBOR oraz zastąpienie jej nowym wskaźnikiem, opartym o oprocentowanie depozytów bieżących (overnight).

Najnowsze zapowiedzi pogłębiają niepewność związaną z dalszym kształtowaniem się regulacji dotyczących prowadzenia działalności finansowej w Polsce. Firmy mogą zacząć obawiać się nieoczekiwanego wzrostu obciążeń na skutek decyzji ustawodawcy lub zmian warunków realizacji umów w toku. Może to w konsekwencji doprowadzić do zniechęcenia inwestorów do polskiego rynku, co jest szczególnie ryzykowne w warunkach słabego kursu złotego oraz narastających trudności z pozyskiwaniem nabywców polskich obligacji skarbowych. Część kosztów zapowiedzianych rozwiązań w ostatecznym rozrachunku mogą ponadto ponieść sami klienci banków.

Przedstawiane przez rząd w ostatnim czasie pakiety osłonowe skupiają się na ochronie konsumentów przed skutkami inflacji, natomiast brakuje propozycji kierowanych do przedsiębiorców. Kompleksowe działania antyinflacyjne powinny odnosić się także do kwestii udrożnienia łańcucha dostaw kluczowych surowców (m.in. stal, drewno) i komponentów. Konieczne jest również zabezpieczenie niezakłóconego dostępu do nośników energii w obliczu rosyjskiej zbrojnej agresji na Ukrainę. To właśnie przez oddziaływanie w kierunku zwiększania podaży możliwe jest usuwanie przyczyn, a nie jedynie skutków wysokiej inflacji. Takie działania otwierałyby też przestrzeń do przyszłych obniżek stóp procentowych, co w konsekwencji znacząco poprawiłoby sytuację kredytobiorców.

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP)

Wybory swoje, rynki swoje

Pomimo zwycięstwa Emmanuela Macrona euro dzisiaj od rana jest wyraźnie w odwrocie. Dobre dane z Polski wsparły złotego. Obserwatorzy spekulują o możliwym końcu hossy na ropie.

Macron wygrywa we Francji

W niedzielnych wyborach wedle właściwie wszystkich sondaży wyraźnie wygrywa urzędujący prezydent Emmanuel Macron. Są to teoretycznie tylko wyniki wstępne, ale przy wyniku 58,6% nie ma już właściwie możliwości utracenia tej przewagi. Należy pamiętać, że w tych wyborach to nie Macron został wybrany, a pani Le Pen została odrzucona. To bardziej jej negatywny elektorat przeważył szalę zwycięstwa niż pozytywny obecnej głowy państwa. Co ciekawe, dzisiaj od rana euro wyraźnie traci względem dolara amerykańskiego. W rezultacie pomimo wygrania kandydata, który powinien uspokajać rynki, europejska waluta jest w odwrocie. Nawet jeżeli będziemy tę siłę tłumaczyć wydarzeniami zza oceanu, trzeba jeszcze znaleźć wydarzenia tłumaczące dzisiejsze straty euro względem franka czy funta. Zdaniem wielu analityków powód jest prozaiczny, wielu inwestorów chciało się podłączyć pod dłuższy ruch wzrostowy po wynikach. Gdy ten się nie pojawił, teraz zamykają pozycje inwestycyjne, więc euro traci.

Sprzedaż detaliczna w Polsce

W piątek poznaliśmy ważne dane z Polski. Sprzedaż detaliczna rośnie o 22% wobec oczekiwanych 19,5%. Przy tak dużej inflacji wysoki wynik nie zaskakuje. Pomimo narzekań na koszty budowy wyraźnie w górę idzie również produkcja budowlano-montażowa. Rośnie ona o 27,6% wobec oczekiwanych 15,2%. Dane te pokazały, że sytuacja w kraju nie jest wcale taka zła, a ostatnie zmiany oczekiwań wzrostu gospodarczego mogły być zbyt mocno obniżone. Złoty na początku dnia, gdy dane te były publikowane, zyskiwał. Pod koniec wygrał jednak strach. W weekend trwały wybory we Francji, a wojska rosyjskie kontynuowały ofensywę na wschodzie Ukrainy. Nie może zatem dziwić, że inwestorzy spojrzeli mniej przychylnie na złotego.

Ropa znów spada

Od piątkowego zamknięcie ropa naftowa spadła już dzisiaj 5 dolarów za baryłkę. Powodem ruchu w dół jest nagłe pojawienie się na rynku nadmiaru surowca. Komentatorzy wskazują, że jest to najprawdopodobniej upłynnianie rezerw przez dużych graczy. Wielu obserwatorów uważa, że firmy naftowe przewidują, że tak dobra koniunktura nie utrzyma się zbyt długo. Potwierdzeniem tego poglądu jest przynajmniej sytuacja na giełdzie, gdzie w zarządach spółek naftowych wyraźnie przeważa sprzedaż akcji nad jej zakupem. Gdyby ta tendencja się utrzymała, byłby to z pewnością dobry sygnał dla kierowców.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Nabycie nieruchomości upadłej firmy a obowiązek zapłaty PCC

Przedsiębiorca, czynny podatnik VAT, wyraził chęć nabycia nieruchomości od syndyka z masy upadłościowej upadającego przedsiębiorstwa. Czy będzie zobowiązany do zapłaty podatku od czynności cywilnoprawnych?

Umowa sprzedaży przedsiębiorstwa upadającej spółki

Będący osobą fizyczną, prowadzący działalność gospodarczą przedsiębiorca, czynny podatnik VAT, zaplanował nabycie od syndyka nieruchomości z masy upadłościowej spółki z o.o. Przedmiotem sprzedaży miał być należący do spółki lokal wraz z udziałem w nieruchomości wspólnej. Przedsiębiorca zaznaczył, że na jego rzecz nie zostaną transferowane prawa i obowiązki pracownicze. Nieruchomość nie stanowi też wyodrębnionej organizacyjnie struktury przedsiębiorstwa.

Zapłata VAT zamiast PCC

Powołując się na art. 2 ust. 4 lit. a ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych przedsiębiorca uznał, że transakcja nie będzie podlegać PCC. Zgodnie bowiem z brzmieniem tego przepisu PCC nie podlegają czynności cywilnoprawne inne niż umowa spółki i jej zmiany, w zakresie, w jakim są opodatkowane podatkiem od towarów i usług, z wyjątkiem umów sprzedaży lub zamiany, których przedmiotem jest nieruchomość lub jej część. Choć w oparciu o art. 43 ust. 1 pkt 10 ustawy o podatku od towarów i usług dostawę budynków, budowli lub ich części zwalnia się od VAT, to jednak na mocy art. 43 ust. 10 i 11 tej ustawy, podatnicy mogą zrezygnować z tego zwolnienia.

Przedsiębiorca oświadczył, że zarówno syndyk, jak i upadła spółka są zarejestrowanymi, czynnymi podatnikami VAT. Przy zawieraniu umowy sprzedaży strony zrezygnują ze zwolnienia z opodatkowania podatkiem od towarów i usług – ziści się zatem warunek zawarty w art. 2 ust. 4 lit. a ustawy o PCC, za więc przedsiębiorca nie będzie zobowiązany do zapłaty tego podatku.

Przedsiębiorca może nie płacić PCC

Organ podatkowy w wydanej w styczniu interpretacji potwierdził stanowisko przedsiębiorcy: „…planowana Transakcja nie będzie podlegała opodatkowaniu podatkiem od czynności cywilnoprawnych na podstawie art. 2 pkt 4 lit. a (…) w związku z tym, że transakcja ta będzie w całości opodatkowana podatkiem od towarów i usług (gdyż Strony złożą oświadczenie o rezygnacji ze zwolnienia, w takim zakresie w jakim to zwolnienie przysługuje)” (interpretacja indywidualna z Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 11 stycznia 2022 r., sygn. 0111-KDIB2-3.4014.367.2021.4.JKU).

Co zyskał przedsiębiorca?

Z czysto matematycznego punktu widzenia korzystanie z możliwości opodatkowania VAT określonej transakcji na pierwszy rzut oka wydaje się mało sensowne. Oznacza bowiem konieczność odprowadzenia do skarbówki daniny w wysokości 23% wartości transakcji, podczas gdy przy PCC wynosi ona jedynie do 2% wartości. Jednak płacąc VAT firma może go później w pełni odzyskać, kompensując wartości podatku zapłaconego z należnym. W tym celu wystarczy ująć fakturę zakupową do ewidencji prowadzonej działalności. W przypadku PCC takiej szansy nie ma.

Co istotne, zwolnienie przywołanej transakcji z opodatkowania PCC było możliwe dlatego, że fiskus nie zakwalifikował jej jako sprzedaży przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części. W takim przypadku, na mocy art. 6 pkt 1 ustawy o VA,T transakcja nie podlegałaby opodatkowaniu podatkiem od towarów i usług, co z kolei uniemożliwiłoby zwolnienie z PCC.

Autor: Agnieszka Stachurska, dyrektor biura rachunkowego Skarbiec Corporate Services, Kancelaria Prawna Skarbiec

Skala inwestycji polskich przedsiębiorstw zagranicą przekroczyła 105 mld zł. Najlepiej inwestować w Indiach, zaś 60% firm deklaruje plany dalszej ekspansji zagranicznej

47% badanych przedsiębiorców wskazuje dywersyfikację geograficzną i ograniczanie ryzyka jako główną korzyść z bezpośrednich inwestycji za granicą, 84% polskich bezpośrednich inwestycji za granicą zlokalizowanych jest w Europie, a wśród najlepszych kierunków inwestycji zagranicznych wymienia Indie, Finlandię, Estonię, Izrael i Chile, wynika z raportu Polskie Inwestycje Zagraniczne opracowanego przez PFR TFI i PwC Polska. Partnerem tegorocznej edycji jest KUKE.

To już trzecia edycja raportu. W tegorocznej prezentujemy najciekawsze kierunki z uwzględnieniem wpływu pandemii COVID-19 na atrakcyjność poszczególnych krajów. W tegorocznym rankingu najbardziej obiecujących kierunków dla polskich przedsiębiorstw uwzględniamy „czynnik pandemiczny”, którego celem jest premiowanie krajów, które relatywnie lepiej poradziły sobie ze skutkami COVID-19 w zakresie napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Dokonaliśmy również korekty związanej z agresją Rosji na Ukrainę. Pięć pierwszych miejsc w podstawowym rankingu najbardziej obiecujących kierunków dla polskich BIZ zajmują Indie, Finlandia, Estonia, Izrael i Chile. Są to szybko rosnące rynki, podejmujące wiele reform w celu podniesienia swojej atrakcyjności biznesowej dla zagranicznych inwestorów.

Konsekwencje gospodarcze pandemii czy agresja Rosji na Ukrainę wymuszają na przedsiębiorcach nie tylko konieczność umiejętnego zarządzania ryzykiem, ale również podjęcia strategicznych decyzji. Jak pokazują dane z naszego raportu, okazuje się, że po początkowym spadku odbicie w inwestycjach zagranicznych nastąpiło szybciej niż po kryzysie w 2008 roku. Przyczyną może być fakt, że realizowane są przedsięwzięcia, które były zaplanowane na początkowe miesiące pandemii. Inwestorzy wstrzymali się z decyzjami, ponieważ początek pandemii cechował się wysoką niepewnością, która malała wraz z poznawaniem mechanizmu działania wirusa i jego wpływu na gospodarkę.

“Ponad 60% polskich inwestorów planuje dalszą ekspansję za granicą. Nasze badanie pokazuje, że im więcej doświadczenia na zagranicznych rynkach, tym większa otwartość biznesu na korzyści związane z internacjonalizacją – dywersyfikację i ograniczenie ryzyka, zabezpieczenie łańcuchów dostaw czy obniżenie kosztów operacyjnych. Bardzo mnie cieszy, że odbicie w inwestycjach zagranicznych po COVID-19 nastąpiło szybciej niż po kryzysie z 2008 roku. Ten trend należy wzmacniać poprzez wsparcie obecnych i potencjalnych inwestorów instrumentami finansowymi, wiedzą i narzędziami cyfrowymi, które coraz bardziej decydują o przewadze konkurencyjnej na międzynarodowych rynkach” – mówi Agnieszka Gajewska, partnerka PwC Polska i globalna liderka Government & Public Services PwC.

W 2021 roku polskie BIZ rosły szybciej niż przed pandemią. Polska przyciągała inwestycje zagraniczne na dużą skalę, ale była też źródłem rosnących inwestycji wychodzących. Z danych bilansu płatniczego wynika, że w pierwszych trzech kwartałach 2021 roku BIZ z Polski były o ponad 90% wyższe niż średnia dla analogicznych okresów z lat 2015-2019. Największy wzrost w wartościach bezwzględnych odnotowały inwestycje zagraniczne do Wielkiej Brytanii.

Pytane o plany dalszej ekspansji, przedsiębiorstwa w większości nie planują dalszej ekspansji zagranicznej w perspektywie kolejnych 3 lat lub nie mają skonkretyzowanych planów w tym zakresie – wśród ogółu ankietowanych takiej odpowiedzi udzieliło ponad 60% badanych.  Z drugiej strony, warto zauważyć, że odpowiedzi różnią się pomiędzy grupami – wśród przedsiębiorstw już obecnych za granicą w sumie prawie 60% wyraziło plany dalszej ekspansji – 45,5% w formie nowych inwestycji, a 13,8% w formie fuzji lub przejęcia. Odwrotnie wygląda sytuacja w grupie przedsiębiorstw nieinwestujących za granicą – zdecydowana większość – 80,3% nie ma sprecyzowanych planów w tym zakresie. Pokazuje to, że firmy, które już poznały specyfikę działalności za granicą widzą, jakie przynosi ona korzyści i że jest to opłacalne. Plany ekspansji zagranicznej polskich przedsiębiorstw dotyczą głównie Europy. Istnieje jednak różnica w odpowiedziach w zależności od wielkości przedsiębiorstwa – w średnich firmach jako kierunek dla inwestycji zagranicznych zdecydowanie dominuje Europa Środkowo-Wschodnia, natomiast wśród dużych przedsiębiorstw jest to rozłożone dużo bardziej równomiernie pomiędzy Europę, Azję Centralną oraz Amerykę Północną.

Największym zagrożeniem mogącym wpływać na zmianę strategii ekspansji polskich przedsiębiorstw są zakłócenia w łańcuchach dostaw oraz pandemia COVID-19. Na trzecim miejscu znajdują się rosnące koszty energii i paliw, co pokazuje, że przedsiębiorstwa obawiają się także wzrostu kosztów surowców niezbędnych do funkcjonowania.  Wśród przedsiębiorstw inwestujących za granicą, do najczęściej wskazywanych przez respondentów zagrożeń, które przyczyniły lub przyczyniłyby się do zmiany strategii należą zakłócenia w łańcuchach dostaw, pandemia COVID-19, rosnące koszty energii i paliw oraz wysoka inflacja wskazywane odpowiednio przez 81,7, 72,5 i 65,8% respondentów. Co ciekawe, wymienione zagrożenia mają relatywnie małe znaczenie dla przedsiębiorstw nieinwestujących za granicą – nie więcej niż 15% respondentów z tej grupy wskazało je jako ważne.

“Na naszych oczach tworzy się nowy krajobraz bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Pandemia nadała nowego tempa trendom związanym z cyfryzacją i automatyzacją, wykorzystaniem nowych technologii, handlem elektronicznym, dywersyfikacją łańcuchów dostaw oraz zrównoważonym inwestowaniem. Efekty tego przyspieszenia widoczne są również w nowym podejściu do inwestycji zagranicznych, gdyż wpływają m.in. na wybór lokalizacji, charakter inwestycji i ich skalę. Pandemia z pewnością jednak długoterminowo nie zmniejszyła apetytu inwestorów na międzynarodowe projekty. Wręcz przeciwnie – zainteresowanie polskich przedsiębiorstw ekspansją kapitałową na rynkach zagranicznych jest wysokie i przewyższa poziomy notowane przed 2020 r. To znak, że w globalnych zmianach potrafimy dostrzec i – co najważniejsze – skutecznie wykorzystać nowe szanse i możliwości rozwoju biznesu. I chociaż dziś wszyscy funkcjonujemy w bardzo dynamicznym otoczeniu – tak gospodarczym, jak i geopolitycznym – jestem przekonana, że znajdziemy przestrzeń, by rozwijać inwestycje zagraniczne” – mówi Ewa Małyszko, prezes zarządu PFR TFI.

Polskie przedsiębiorstwa zapytane o główne trendy mogące w przyszłości wpływać na działalność gospodarczą firmy wymieniły po pierwsze dywersyfikację dostawców i zabezpieczenie łańcuchów dostaw – 78,8%, zrównoważenie działalności – 66,7% oraz procedury screeningu BIZ – 65,8%. Jako istotne trendy  trendy wymieniano także transformację cyfrową i energetyczną.

Adnotacja

Z uwagi na rozpoczętą pod koniec lutego 2022 roku agresję Rosji w Ukrainie, sytuacja polityczna w regionie Europy Środkowo-Wschodniej uległa destabilizacji. Obecna wojna obejmuje znaczną część kraju wraz z kluczowymi ośrodkami gospodarczymi, wyniszczając potencjał inwestycyjny. Rodzi to konsekwencje nie tylko dla potencjalnych inwestycji w Ukrainie, ale także w krajach sąsiadujących, które mogą być narażone na negatywne skutki działań zbrojnych Rosji – m.in. z uwagi na zakłócenia związane z bezpieczeństwem energetycznym, relacjami handlowymi i potencjalnym wpływem na wskaźniki makroekonomicznymi (np. wzrost inflacji). Taka jest krótkoterminowa percepcja ekonomistów i analityków, którą zdecydowaliśmy się wziąć pod uwagę. Z tego względu w tegorocznym rankingu podjęto decyzję o usunięciu z rankingu atrakcyjnych kierunków dla polskich inwestycji zagranicznych Ukrainy i Białorusi, a także obniżeniu pozycji państw Europy Środkowo-Wschodniej o dwie pozycje z uwagi na ryzyko geopolityczne związane z inwestycjami w tym regionie.

Gruzini, Mołdawianie i Kazachowie ratunkiem dla polskiego rynku pracy

Polski rynek pracy dynamicznie się zmienia od dwóch lat. Ledwo otrząsnął się po trudnym czasie pandemii, a już zmaga się z konsekwencjami ataku zbrojnego Rosji na Ukrainę. Z powodu tego konfliktu do Polski napłynęło bardzo dużo kobiet z Ukrainy, dla których nie ma wystarczającej ilości ofert pracy na rynku. Z kolei w przypadku zawodów wykonywanych głównie przez mężczyzn pracodawcy już borykają się z niedoborami kadrowymi. W konsekwencji wśród pracodawców zaczyna rosnąć zainteresowanie pracownikami z innych państw jak Mołdawia, Gruzja czy Kazachstan.

Według najnowszych danych opublikowanych przez Straż Graniczną, od początku wojny, granicę polsko-ukraińską przekroczyło ponad 2,8 mln obywateli Ukrainy. Są to przede wszystkim kobiety z dziećmi oraz osoby starsze, ponieważ mężczyźni w wieku od 18 do 60 lat nie mogą opuszczać terytorium Ukrainy. W tym samym czasie z Polski do Ukrainy wyjechało ponad 800 tys. osób. W początkowej fazie byli to głównie mężczyźni, którzy wrócili, by bronić ojczyzny, a to oznacza duże zmiany dla polskiego rynku pracy.

Jakie branże cierpią na deficyt mężczyzn?

“Obecnie na polskim rynku pracy obserwujemy duże niedopasowanie strukturalne pracowników względem wolnych wakatów. Napływ ludności z Ukrainy pozwoli z pewnością wypełnić luki kadrowe w branżach, w których pracują przede wszystkim kobiety. Jednak tutaj trzeba pamiętać, że choć specustawa ułatwia podjęcie pracy, to pozostaje kwestia sprawowania opieki nad dziećmi, której kobiety nie mogą podzielić z partnerem, a to oznacza, że są mniej elastyczne dla rynku pracy. Jednak widziamy, że i tak liczba ofert pracy dla kobiet, szczególnie tych o niskich kwalifikacjach, jest dużo mniejsza niż popyt na te stanowiska. Z drugiej strony obserwujemy duże niedobory kadrowe w przypadku zawodów, które wymagają większej siły fizycznej czy specjalnych uprawnień. Choć dla wielu branż jeszcze nie zaczął się tzw. wysoki sezon już cierpią na brak rąk do pracy” – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Central Europe.

Według opublikowanych niedawno danych GUS, pod koniec zeszłego roku najwięcej wolnych miejsc pracy było w produkcji przemysłowej (32,6 tys.), czyli prawie jedna czwarta wszystkich 137,4 tys. wakatów w firmach. Natomiast drugie miejsce pod kątem wolnych stanowisk zajmowało w zeszłym roku budownictwo (22 tys.). To oznacza, że teraz, gdy tysiące Ukraińców pracujących w Polsce wyjechało bronić ojczyzny, wolnych miejsc pracy jest jeszcze więcej. Ponieważ wymagają one użycia określonej siły fizycznej trudno byłoby sprostać tym zadaniom ukraińskim kobietom.

Mężczyźni z Gruzji, Mołdawii i Kazachstanu wsparciem dla polskiego rynku pracy

“Produkcja, budownictwo oraz logistyka to branże, które najbardziej zaczynają odczuwać braki kadrowe i martwić się o zapewnienie ciągłości biznesu. Niestety, ale wraz z nadejściem tzw. wysokiego sezonu w obszarze pracy tymczasowej te braki będą się jeszcze pogłębiać. Dlatego pracodawcy już teraz powinni odpowiedzieć sobie na pytanie kim zastąpić pracowników z Ukrainy i otworzyć się na kandydatów z innych państw. Obecnie coraz więcej naszych klientów zaczęło zatrudniać za naszym pośrednictwem pracowników z Mołdawii, Gruzji I Kazachstanu. Pamiętajmy jednak, że są to kraje o mniejszym potencjale i nie pokryją całego zapotrzebowania kadrowego w Polsce. Konieczna jest więc dywersyfikacja rynku i sięgnięcie po pracowników z bardziej odległych kulturowo regionów jak Indonezja czy Wietnam. Tutaj niestety utrudnieniem są długie procedury legalizacji pobytu i pracy w Polsce, które trwają nawet 4-5 miesiące. Jednak jeśli rozpoczniemy je odpowiednio wcześnie będziemy w stanie odpowiedzieć na rosnące potrzeby kadrowe na polskim rynku pracy – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Central Europe.

Montaż przewlekany i powierzchniowy – w jakich przypadkach korzystamy z poszczególnych metod?

Montaż elektroniki to temat zdobywający aktualnie coraz większą popularność. Cała ta dziedzina rozwija się niemalże z dnia na dzień i co określony czas mamy styczność ze swego rodzaju nowinkami. Mimo wszystko, wyróżniamy jedynie dwa sposoby umieszczania komponentów na płycie drukowanej. Wpływ ma na to głównie brak potrzeby wymyślania bardziej skomplikowanych metod. Jedna z nich w zupełności wystarcza do szybkiego i precyzyjnego wytwarzania hurtowych ilości układów elektronicznych.

Naszym zadaniem jest opis obu powyższych metod montażu podzespołów oraz wskazanie wszystkich cech ich dotyczących. Sprawdźmy więc, czym charakteryzują się dane sposoby montażu elektroniki.

Rodzaje montażu – podstawowe informacje

Zanim jeszcze przejdziemy do konkretów odnośnie mocowania podzespołów, warto nauczyć się ich precyzyjnych określeń i skrótów dotyczących samego montażu. Do umieszczenia komponentów potrzebna jest nam płytka drukowana. Tworzy się ją głównie z miedzi i laminatu, gdzie ustala się ścieżki przepływu prądu do poszczególnych podzespołów. Płytka drukowana określona jest skrótem PCB. Oznacza to nic innego jak Printed Circuit Board, co w wolnym tłumaczeniu daje nam płytkę obwodu drukowanego.

Zostało już powiedziane, że wyróżniamy głównie dwa sposoby montażu podzespołów na wyżej wymienionych płytkach. Pierwszą i bardziej klasyczną metodą jest montaż przewlekany. W przypadku jego omawiania także stosuje się skrót wywodzący się z języka angielskiego, a mianowicie THT (Through-Hole Technology). Podobnie jest z drugim i nieco nowszym sposobem, a dokładniej montażem powierzchniowym SMT (Surface-Mount Technology).

 Montaż powierzchniowy – charakterystyka

Zacznijmy może od nowszego i bardziej zautomatyzowanego sposobu na mocowanie komponentów elektronicznych. Jest to oczywiście montaż smt. Cechuje go przede wszystkim stosowanie pasty lutowniczej, umieszczanej na górnej powierzchni płytki. Mając na myśli górną powierzchnię, chodzi o tą samą stronę płytki, na której umieszczane będą komponenty.

Otóż, w montażu powierzchniowym chodzi jedynie o precyzyjne nałożenie podzespołów w określone miejsca na płytce. Mocowanie odbywa się wyłącznie poprzez “sklejenie” powierzchni płytki ze specjalnym podzespołem przy użyciu pasty lutowniczej. Całość w celu zaschnięcia umieszcza się w piecu. Proces montażu powierzchniowego jest w pełni zautomatyzowany i wykonuje się go głównie w celu produkcji układów na szerszą skalę. Jego stosowanie przydaje się głównie w przypadku bardzo małych układów, gdzie konieczna jest precyzja.

Montaż przewlekany – charakterystyka

Ten sposób został lekko wypchnięty przez nowoczesny montaż smt. Nie jest jednak powiedziane, że w ogóle się go nie używa. Mocowanie tym sposobem jest z reguły uważane za stabilniejsze i mocniejsze. W celu umieszczenia podzespołów sposobem THT, na płytce drukowanej muszą znajdować wywiercone dziurki. Elementy elektroniczne wyposażone są w półprzewodnikowe odnogi, które przeplata się przez wywiercone otwory. Całość zostaje zlutowana od spodu, przez co mocowanie uznawane jest za stabilniejsze.

Niestety, nie opatentowano jeszcze takich maszyn, które będą mocować komponenty sposobem tht automatycznie. W większości przypadków tę czynność wykonuje się ręcznie dla nieco większych układów elektronicznych.

Ponad 70 proc. kadry kierowniczej uważa, że metaversum pozytywnie wpłynie na ich organizację

Raport Accenture Technology Vision 2022 – „Spotkajmy się w metaversum – świecie technologii i doświadczeń, które zmieniają biznes” przedstawia cztery kluczowe trendy, które będą kształtować naszą rzeczywistość w najbliższych latach. Kontinuum metaversum, nowy cyfrowy świat oparty na innowacyjnych technologiach, zmieni nasze życie, interakcje oraz sposób prowadzenia biznesu.

– Metaversum to spektrum technologii takich jak rozszerzona rzeczywistość, blockchain, cyfrowy bliźniak czy przetwarzanie brzegowe, które dają zupełnie nowe możliwości budowania relacji z klientami, poprawy efektywności wytwarzania produktów i usług oraz ich ścieżki dotarcia do odbiorców. To szansa, także dla firm w Polsce, na wykorzystanie dostępnych technologii do przyspieszenia transformacji cyfrowej i ekspansji międzynarodowej – mówi Jacek Borek, dyrektor zarządzający Accenture Technology w Polsce.

Raport Accenture Technology Vision 2022 przedstawia cztery trendy kluczowe dla świata biznesu:

  • WebMe (Wirtualny ja) – Ja w metaversum: Strategie biznesowe odpowiadające dotychczasowej wersji Internetu, nie obejmują interoperacyjności oraz nieograniczonego transferu danych. Dzięki metaversum oraz technologii Web 3.0 Internet zmieni się z luźnego zbioru witryn i aplikacji w zorganizowane środowisko 3D, w którym poruszanie się będzie tak proste, jak przechodzenie z jednego pokoju do drugiego. 95 proc. kadry kierowniczej uważa, że nowoczesny Internet musi oferować interoperacyjność oraz wieloplatformowość.
  • Programmable World (Świat do zaprogramowania) – Nasza spersonalizowana planeta: Obecnie obserwujemy coraz silniejsze przenikanie nowych technologii cyfrowych, takich jak 5G, ambient computing (koncepcja „przetwarzania w otoczeniu” i dostarczania informacji przez rozproszoną infrastrukturę IT), rozszerzona rzeczywistość czy materiały inteligentne do różnych obszarów naszego życia. 92 proc. kadry kierowniczej zgadza się z poglądem, iż świat cyfrowy będzie nabierał coraz więcej cech świata realnego, a potrzeba płynnego poruszania się między tymi światami będzie rosła.
  • The Unreal (Nierzeczywistość) – Nierzeczywistość staje się rzeczywista: Przedsiębiorstwa coraz chętniej wykorzystują rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. Coraz częściej, zarówno firmy, jak i konsumenci, koncentrują się na tym, co jest autentyczne. Nie tylko pod kątem przekazu i danych, ale również samej tożsamości marki. Gdy świat cyfrowy nabiera cech rzeczywistych, biznes musi podjąć odpowiednie działania. 96 proc. kadry kierowniczej potwierdza zobowiązanie swoich organizacji do uwierzytelniania danych oraz informowania o wykorzystywaniu w swojej działalności sztucznej inteligencji.
  • Computing the Impossible (Niemożliwe staje się możliwe) – Nowa technologia, nowe możliwości: Innowacje technologiczne umożliwiają organizacjom podejmowanie działań, które dotychczas były poza ich zasięgiem. Obliczenia kwantowe czy obliczenia inspirowane biologicznie pozwalają rozwiązywać kwestie, których wyjaśnienie do tej pory było zbyt kosztowne, nieefektywne lub wręcz niemożliwe. Kiedy dotychczasowe wyzwania staną się prostymi operacjami, zmienią się procesy konkurencji, komunikacji oraz nawiązywania współpracy. Prawie wszyscy ankietowani szefowie (94 proc.) uważają, iż długofalowy sukces organizacji będzie uzależniony od właściwego wykorzystania nowych technologii i chęci uzyskania tego, co z pozoru nieosiągalne.

Organizacje, które chcą aktywnie tworzyć swoją przyszłość, już dziś działają w kontinuum metaversum. Przykładowo Mars, współpracując z Microsoft i Accenture, wykorzystuje technologię cyfrowego bliźniaka, aby zredukować ilość wytwarzanych odpadów, zwiększyć wydajność oraz podejmować decyzje w oparciu o dane w czasie rzeczywistym. Mars pracuje również nad rozwojem nowych produktów w oparciu o cyfrowe symulacje, uwzględniające takie zjawiska jak zmiany klimatyczne czy zakłócenia procesów produkcyjnych, a także nad zwiększeniem przejrzystości łańcucha dostaw.

Aby pomóc organizacjom wykorzystać szerokie spektrum możliwości oferowanych przez cyfrowy świat metaversum, Accenture uruchamia nową grupę biznesową pod kierownictwem Paula Daugherty, dyrektora generalnego grupy i dyrektora ds. technologii w Accenture oraz Davida Drogi, prezesa i dyrektora kreatywnego Accenture Interactive.

Internet nowej generacji oparty o niespotykaną do tej pory ilość cyfrowych innowacji, zmieni sposób, w jaki żyjemy i pracujemy. W Accenture postrzegamy metaversum jako przestrzeń, która oprócz szeregu możliwości, niesie ze sobą wiele wyzwań. Przedsiębiorstwa, które nie włączą się aktywnie w rozwijanie nowych obszarów, będą musiały się dostosować się do realiów stworzonych przez innych – mówi Paul Daugherty, dyrektor generalny grupy i dyrektor ds. technologii w Accenture.

Z ankiety przeprowadzonej przez Accenture wśród ponad 4600 liderów świata biznesu i technologii z 23 branży w 35 krajach wynika, że już dziś 71 proc. kadry kierowniczej uważa, iż metaversum będzie mieć w przyszłości pozytywny wpływ na ich organizację, a 42 proc. z nich jest zdania, że pojawienie się metaversum spowoduje przełom lub znaczącą transformację ich działalności.

– Nasze wieloletnie doświadczenie związane z wykorzystaniem nowych technologii oraz blisko 600 dokonanych zgłoszeń patentowych sprawiają, iż jesteśmy liderem w obszarze możliwości oferowanych przez metaversum. Utworzona grupa biznesowa, łącząc zdobytą wiedzę z kreatywnością Accenture Interactive, skupia się na projektowaniu rozwiązań dla zdecentralizowanego środowiska metaversum – mówi David Droga, prezes i dyrektor kreatywny Accenture Interactive.

Accenture działa także we własnej przestrzeni w metaversum – The Nth Floor (N-te piętro), w której pracownicy firmy uczestniczą w warsztatach zorientowanych na rozwój zawodowy, zdobywają nowe kompetencje oraz spotykają się i integrują. Firma szacuje, że w tym roku w metaversum będzie pracować ponad 150 tys. nowych pracowników – już od pierwszego dnia pracy.

– Granica między rzeczywistością a światem cyfrowym coraz bardziej się zaciera, dlatego firmy powinny  współdziałać na rzecz stworzenia odpowiedzialnej przestrzeni metaversum, w której będą obowiązywać wartości takie jak bezpieczeństwo, zrównoważony rozwój, ochrona prywatności, odpowiedzialne użytkowanie oraz poszanowanie różnorodności. Dzisiejsze działania i wybory przedsiębiorstw złożą się na kształt metaversum w przyszłości – dodał Paul Daugherty.

O metodologii

Raport Technology Vision 2022 został opracowany przez Zewnętrzną Radę Doradczą Technology Vision, składającą się z ponad 20 ekspertów sektora publicznego i prywatnego, środowisk akademickich, funduszy venture capital i przedsiębiorców. Zespół Technology Vision przeprowadził wywiady z ekspertami w obszarze technologii i specjalistów z poszczególnych branż, a także z wieloma liderami biznesowymi Accenture. Ponadto została przeprowadzona ankieta wśród 24 tys. konsumentów oraz 4 650 dyrektorów i kierowników wyższego szczebla z 23 branż w 35 krajach.

Wzrost kursu dolara. Giełdy na czerwono

We Francji urzędujący prezydent Emmanuel Macron zdobył 58,54 proc. głosów pokonując w ten sposób swą wyborczą konkurentkę Marie Le Pen. Kurs euro (1,073) spadł dziś względem amerykańskiego dolara do najniższego poziomu od kwietnia 2020 roku. Gdyby spadł poniżej poziomu 1,07 to znalazłby się na najniżej od ponad 5 lat.

Amerykański dolar umacniał się dziś również w stosunku do wielu innych walut. Zwracał uwagę wzrost kursu dolara względem chińskiego juana do najwyższego poziomu od końca 2020 roku. Z złoty dziś rano słabł względem dolara (USD/PLN +0,41 proc.), ale lekko umacniał się wobec euro (EUR/PLN -0,15 proc.).

Właściwie wszystkie indeksy głównych ryków akcji były dziś „na czerwono”. W Azji aż 5,13 proc. stracił chiński Shanghai Composite spadając do najniższego poziomu od lipca 2020. Tą słabość można wiązać z nadal utrzymywaną w Chinach polityką „zero Covid” , która wymusza obecnie kolejną rundę ścisłych restrykcji (obecnie przede wszystkim w Shanghaju). Shanghai B-Share Index oraz Hang Seng traciły dziś ponad 3,5 proc.

W Europie dziś rano jedynie rosyjski RTS lekko zwyżkował (+0,14 proc.), przede wszystkim dzięki spadkowi kursu dolara względem rubla o 3,57 proc. do najniższego poziomu od początku rosyjskiej agresji wojskowej wobec Ukrainy. DAX tracił dziś rano 0,78 proc., a francuski CAC 40 1,09 proc.

WIG-20 spadał dziś rano o 1,31 proc. i był najniżej od 1,5 miesiąca. Najsłabsze były dziś WIG-Górnictwo (-3,69 proc.), WIG-Chemia (-2,37 proc.) oraz WIG-Paliwa (-2,21 proc.).

Swój najniższy poziom od końca 2020 roku zaliczył dziś kurs akcji Cyfrowego Polsatu.

Za wyjątkiem 10-latek rządów Indonezji i Grecji, których rentowność wyszła dziś rano na najwyższy poziom od 2020 roku rentowności 10-letnich obligacji skarbowych wszystkich pozostałych głównych krajów spadały dziś rano.

O ponad 3 proc. taniały dziś rano kontrakty na ropę naftową. W piątek cena kontraktów na uran na COMEX-ie spadła o 8,25 proc. Taniały również dziś metale szlachetne (najsilniej o 3,27 proc. pallad).

Taniejący względem USD o niecałe 3 proc. Bitcoin, był dziś najniżej względem amerykańskiej waluty od miesiąca.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Dlaczego audyt SEO jest taki ważny?

Podejście do audytu SEO bywa mocno sceptyczne i niestety dość często nadal uważa się go za zbędny wydatek. Wynika to zwykle z braku informacji, dlaczego jest on taki ważny i przede wszystkim, jakie korzyści daje.

Czemu potrzebuję audytu?

Właściciele stron internetowych, a zwłaszcza tych, które działają i mają ruch, często uważają audyty SEO za coś niepotrzebnego, generującego tylko koszty. Skoro wszystko działa, to po co? Niestety to nie jest właściwe podejście, ponieważ algorytmy wyszukiwarek są wciąż aktualizowane i to, co dzisiaj jest skuteczne, już za jakiś czas może okazać się nieefektywne. Inną, tak samo ważną kwestią, jest konkurencja, która dąży do ciągłej poprawy jakości swoich witryn. Ich strony może jeszcze nie są w czołówce wyszukiwań, ale to także może się szybko zmienić.

Brak rozwoju i niebranie pod uwagę aktualizacji algorytmów po prostu nie jest dobrą taktyką, tu strategia “na przetrzymanie” nigdy nie przynosiła oczekiwanych efektów. Dynamika rozwoju internetu po prostu mobilizuje właścicieli stron internetowych do ciągłego inwestowania i wprowadzania kolejnych optymalizacji. A ich najlepszą podstawą jest właśnie audyt SEO.

Dostanę audyt SEO, czyli co?

Wynikiem audytu SEO, czyli rozbudowanego procesu zbierania, analizy i interpretowania danych, jest raport dotyczący stanu strony internetowej. Znajdują się w nim przede wszystkim informacje związane z widocznością w wyszukiwarce, strukturą strony, o istniejących przekierowaniach i pojawiających się błędach, a także o szybkości ładowania strony czy jej dopasowaniu do urządzeń mobilnych. Oprócz tego audyt porusza również m. in. zagadnienia związane z istniejącymi treściami, pod kątem ich jakości, konstrukcją kodu czy też rozkładem linków wewnątrz strony i ilością odnośników do niej przychodzących.

Trzeba mieć jednak na uwadze, że badane aspekty w ramach wskazanych obszarów mogą się różnić w zależności od typu strony internetowej. Inaczej wyglądają audyty SEO sklepów internetowych, stron z ogłoszeniami czy firmowych wizytówek zawierających opisy oferowanych usług. Niemniej, rozbudowany audyt SEO, oprócz kompleksowej analizy, w każdym przypadku wskazuje również rzeczy, które należy poprawić. W związku z tym może liczyć nawet kilkadziesiąt stron szczegółowych danych.

Mam audyt i co dalej?

Jak już zostało wspomniane, wykonanie audytu SEO jest dopiero początkiem procesu optymalizacji strony www. Wcielanie w życie wskazówek jest kolejnym bardzo istotnym krokiem, który musi zostać wykonany, aby audyt miał po prostu sens. Zrobienie go dla samej idei nie przynosi żadnych korzyści. Decydując się na jego wykonanie trzeba zaplanować czas i budżet na wdrażanie poprawek. Proces ten nie musi nastąpić od razu, bardzo często nawet nie da się na raz wcielić wszystkich zaleceń.

Można jednak jednocześnie realizować kilka niekolidujących ze sobą procesów. Dla przykładu, poprawianie przekierowań i usuwanie błędów technicznych może “iść” równolegle z tworzeniem nowych, lepszych jakościowo treści.

Podsumowując, audyt SEO daje nam informacje o stanie strony i wskazówki, co wymaga dopracowania. I te informacje zebrane razem stanowią jego sedno. Wcielone w życie mogą znacząco poprawić jakość strony, co może przełożyć się na widoczność w wynikach wyszukiwania i zadowolenie użytkowników.

Autor: Magdalena Kościółek – SEO Assistant w DevaGroup. Od 4 lat związana z branżą marketingu internetowego. Posiada doświadczenie w działaniach off-site i on-site SEO oraz w zarządzaniu stronami internetowymi i stale rozwija swoje umiejętności. Prywatnie książkoholiczka lubiąca gotować.

Polski Ład skomplikował sytuację podatników. W dwa miesiące infolinia KIS-u udzieliła 400 tys. odpowiedzi

W dwóch pierwszych miesiącach br. infolinia Krajowej Informacji Skarbowej udzieliła o blisko 25% więcej odpowiedzi na pytania telefoniczne niż w analogicznym okresie 2021 roku. Ostatnio zdecydowanie najwięcej odpowiedzi dotyczyło zagadnień związanych z PIT-em, w tym przypadku wzrost rok do roku wyniósł o ponad 45%. Kolejne w zestawieniu były kategorie VAT oraz Inne. Według ekspertów, uzyskane z KIS-u dane mają ścisły związek z wprowadzeniem Polskiego Ładu i kłopotami, które spotkały z tego tytułu podatników.

Większy ruch

Od stycznia do lutego br. infolinia Krajowej Informacji Skarbowej udzieliła blisko 399 tys. odpowiedzi na pytania telefoniczne (w styczniu – niespełna 177,2 tys., w lutym – 221,7 tys.). To o prawie 25% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków odnotowano ok. 319,7 tys. (w styczniu – 133,9 tys., w lutym – 185,7 tys.).

– Poziom skomplikowania przepisów podatkowych jest bardzo duży. Niestety, zamiast podążać w kierunku uproszczenia regulacji, ustawodawca idzie cały czas odwrotnie. Sytuację podatników dodatkowo mocno utrudnił Polski Ład, stąd wzmożony kontakt z infolinią w pierwszych miesiącach tego roku – komentuje dr Anna Wojciechowska, ekspertka BCC ds. sporów podatkowych, były Naczelnik Wydziału Kontroli Podatkowej Urzędu Kontroli Skarbowej w Gdańsku.

Jak stwierdza Aldona Międlar-Adamska, prawnik z Kancelarii Ars AEQUI, powyższe dane są dość niepokojące. Mogą wskazywać nie tylko na zawiłości interpretacyjne przepisów Polskiego Ładu, ale również na wysoki poziom dezinformacji oraz wiele wątpliwości w kwestii stosowania nowych regulacji. Zdaniem ekspertki, największa w ostatnich latach reforma podatkowa została przygotowywana w dużym pośpiechu. Skomplikowane przepisy pełne są luk i nastręczają podatnikom licznych wątpliwości.

– Z posiadanych przeze mnie informacji wynika, że kontakt z infolinią KIS w styczniu i w lutym nie rozwiązywał problemów pytających podatników. Sami urzędnicy bowiem nie do końca potrafili prawidłowo i jednolicie zinterpretować wprowadzone na szybko przepisy podatkowe. Poziom niezrozumienia regulacji chyba najbardziej obrazowo przedstawia sytuacja Kancelarii Sejmu, która sama musiała wystąpić z wnioskiem o interpretację podatkową – dodaje dr Wojciechowska.

PIT i reszta

Z danych KIS wynika, że odpowiedzi udzielane są w sześciu obszarach. W pierwszych dwóch miesiącach br. zdecydowanie najwięcej odpowiedzi dot. PIT – ok. 230,7 tys. (w ub.r. – ok. 158,2 tys., wówczas również pierwsze miejsce w zestawieniu). W tym zakresie udzielane są także informacje dot. rozliczeń rocznych, ostatnio było ich ponad 83,8 tys. (w ub. r. – 77 tys.). Krajowa Informacja Skarbowa zaznacza, że w obszarach PIT, CIT i VAT odpowiadano też z zakresu Polskiego Ładu.

– Widać nagły wzrost zainteresowania pytaniami o PIT. Było ich więcej niż o VAT, który jest tradycyjnie uznawany za najbardziej skomplikowany i jednak powszedni podatek. To obrazuje skalę problemów, jakie wywołał Polski Ład. Nowy rok oznaczał rewolucję w kwestii podatku dochodowego, w szczególności PIT. Wprowadzono bardzo dużo nowych regulacji, a ich jakość legislacyjna była wątpliwa. To spowodowało, że podatnicy byli i nadal są w bardzo trudnej sytuacji. Istnieje duża niepewność, jeśli chodzi o zasady opodatkowania – mówi doradca podatkowy Jerzy Martini.

Następne w zestawieniu widzimy kategorie VAT – prawie 100,2 tys. odpowiedzi (w ub.r. – blisko 90,8 tys., wówczas drugie miejsce) oraz Inne – 36,6 tys. (w ub.r. – prawie 36,4 tys., wtedy trzecie miejsce). Następne są CIT – niespełna 15,3 tys. (w ub.r. – ok. 18,6 tys.), PPC – prawie 12,9 tys. (w ub.r. – blisko 13 tys.), a także AKC – ok. 3,2 tys. (w ub. r. – niespełna 2,8 tys.).

– Wysoka pozycja kategorii „Inne” specjalnie mnie nie dziwi. Mieszczą się w niej wszystkie pozostałe kwestie poza głównym podatkiem, jest to więc bardzo szeroki katalog zagadnień. Z kolei niewiele pytań z zakresu akcyzy wynika z tego, iż jest to jednak podatek niszowy, rozliczany przez stosunkowo nieliczną grupę. Natomiast jeśli chodzi o PCC, to jest to jednak stosunkowo prosty podatek w porównaniu z np. z VAT-em, CIT-em czy akcyzą – analizuje Jerzy Martini.

Jak zaznacza ekspertka BCC, podatnicy uiszczający CIT i akcyzę starają się rozwiązywać zagadnienia podatkowe we własnym zakresie przy udziale doradców podatkowych. Stąd też pewnie jest mniej wątpliwości w tym obszarze. Ponadto nie jest bez znaczenia to, że pracownicy infolinii nie odpowiadają na skomplikowane i wielowątkowe pytania. Z kolei w kwestii PCC nie było istotnych zmian w ostatnim czasie. Zapewne więc to spowodowało, że liczba odnotowanych przypadków pozostaje na zbliżonym poziomie rok do roku.

– W praktyce działalności KIS pojawiły się ogromne kolejki oczekujących na połączenie z konsultantem przypisanym do udzielania odpowiedzi w zakresie Polskiego Ładu oraz PIT-u. Z pewnością wiele dzwoniących niecierpliwiło się i podjęło próbę przedstawienia swojego problemu ekspertom zajmującym się innymi podatkami – podsumowuje Aldona Międlar-Adamska z Kancelarii Ars AEQUI.

Deloitte: W 2021 r. Warszawa zyskała rekordową ilość powierzchni biurowej, ale budowa nowych biurowców wyhamowała

Wysoki koszt zakupu i niewielka dostępność gruntów pod inwestycje sprawiają, że nowo powstające biurowce są coraz wyższe.

Pandemia COVID-19 odcisnęła piętno na warszawskim rynku nieruchomości biurowych. Przestój w pracach i spowodowany tym samym spadek podaży nowych biurowców może zostać spotęgowany przez konsekwencje wojny w Ukrainie, choć jej bezpośrednie dla branży skutki są trudne do przewidzeniawynika z raportu Warsaw Crane Survey 2022, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Po raz kolejny dzielnicą Warszawy, w której powstaje najwięcej projektów biurowych, jest Wola.

Rynek nieruchomości biurowych mocno odczuł zawirowania spowodowane pandemią COVID-19. Długotrwałe zamknięcie biur, upowszechnienie pracy zdalnej oraz wzrost kosztów materiałów budowlanych zaczynają odciskać piętno na prowadzonych w Warszawie inwestycjach w obszarze nieruchomości. Mimo że w ostatnich miesiącach 2021 r. deweloperzy zauważali powody do optymizmu, to wybuch wojny w Ukrainie osłabił te nastroje, m.in. ze względu na odpływ ukraińskich pracowników z polskiego rynku.

Rekordowy ubiegły rok

Na koniec 2021 r. całkowita podaż powierzchni biurowej w Warszawie wyniosła 6,15 mln m kw. Chociaż w trakcie ostatnich dwudziestu czterech miesięcy deweloperzy musieli zmagać się z różnego rodzaju trudnościami spowodowanymi pandemią, to jednocześnie, w ubiegłym roku udało im się oddać do użytku 16 budynków biurowych o łącznej powierzchni 324 tys. m kw., co jest najlepszym wynikiem od 2016 r. Najbliższe lata będą jednak okresem zastoju na warszawskim rynku nieruchomości biurowych.

Rok 2021 można określić jako pokłosie pandemii COVID-19, jeśli chodzi o aktywność na stołecznym rynku biurowym. Wiele firm wstrzymywało decyzje o zmianie biura, częściej zgłaszając potrzebę podnajmu części powierzchni w związku z przejściem na tryb pracy zdalnej i hybrydowej. Nieustannie powracająca niepewność związana z pandemią również miała duży wpływ na decyzje deweloperów o wstrzymaniu lub zaniechaniu części projektów. To z kolei przyczyniło się do rekordowo niskiego wolumenu powierzchni biurowej w budowie, wynoszącego zaledwie 310 tys. m kw. To najniższy poziom od 12 lat – mówi Dominik Stojek, partner, zespół doradztwa nieruchomościowego, Deloitte.

Mniej budynków, więcej przestrzeni

Wyhamowanie tempa budowy nowych biurowców przejawia się także w niewielkiej liczbie pozwoleń na budowę wydanych w 2021 r. Chociaż od siedmiu lat widać tendencję spadkową w tym obszarze, to od stycznia do grudnia ub.r. władze Warszawy wydały zaledwie dwa pozwolenia, co jest najniższym wynikiem od 2010 r. Rok wcześniej wydano pięć pozwoleń na budowę biurowców.

Z drugiej strony, chociaż nominalna liczba realizowanych projektów spada, to większość z nich cechuje się znaczną wysokością (np. Varso Tower, najwyższy wieżowiec w Unii Europejskiej). I to właśnie rozmiar budynków przyczynił się do osiągnięcia w latach 2020-2021 rekordowych poziomów powierzchni biurowych oddanych do użytku.

Przebudzenie deweloperów

Mimo turbulencji w ostatnich dwóch latach, które miały negatywny wpływ na rozwój rynku nieruchomości biurowych w Warszawie można zaobserwować, że deweloperzy powoli wracają do poziomu aktywności sprzed pandemii. Od stycznia do grudnia 2021 r. władze Warszawy wydały sześć decyzji o warunkach zabudowy. Co więcej, w tym samym czasie do Urzędu Miasta st. Warszawy wpłynęło 7 wniosków o wydanie decyzji o warunkach zabudowy i pozwoleń na budowę. Obydwa rodzaje decyzji są niezbędnym krokiem do rozpoczęcia budowy obiektu, aczkolwiek nie stanowią one bezpośredniego pozwolenia na rozpoczęcie prac budowlanych.

Prognozy wskazują, że w 2022 r. do użytku oddanych zostanie 220 tys. m kw. powierzchni biurowej. Według ekspertów Deloitte najbliższe dwa lata będą jednak okresem luki podażowej na stołecznym rynku nieruchomości biurowych.

– Szereg czynników powstałych w czasach pandemii spowodował, że w najbliższym czasie będziemy obserwować wyhamowanie liczby nowych budynków o przeznaczeniu biurowym. Jedną z przyczyn tego zjawiska jest fakt, że deweloperzy biurowi zaczęli napotykać konkurencję ze strony deweloperów projektów PRS, czyli Private Rented Sector. Na wielu dostępnych terenach miejscowe plany pozwalają realizować obie funkcje, co stawia deweloperów biurowych w trudnej pozycji, bowiem ceny gruntów pod obiekty mieszkaniowe są wyższe niż pod obiekty biurowe, szczególnie poza centralnym obszarem biznesu – wskazuje Magdalena Topolska-Ziemak, senior manager, zespół doradztwa nieruchomościowego, Deloitte.

Wola nowym liderem

Choć dzielnicą o największej dostępnej powierzchni biurowej pozostaje Mokotów, to wkrótce może zostać zdetronizowany przez Wolę. Obecnie te części Warszawy dzieli 48 930 m kw. oferowanej powierzchni biurowej, ale w najbliższych latach proporcje te ulegną zmianie. Łączna powierzchnia biurowców obecnie stawianych na Woli wynosi 180 tys. m kw., podczas gdy w przypadku Mokotowa całkowita powierzchnia nowych inwestycji to zaledwie 35 tys. m kw. Jednocześnie, część nowych biurowców powstaje na zasadzie przebudowy już istniejących budynków, z których część ma przyjąć charakter nie tylko biurowy, ale również np. mieszkaniowy (tak jak ma to miejsce w przypadku kompleksu Empark).

Uchodzące za „naturalne środowisko” dla wieżowców Śródmieście przegrywa w zestawieniu nowopowstających biurowców. To w tej dzielnicy najbardziej widać problemy z dostępnością gruntów pod budowę, co negatywnie wpływa zarówno na czas, jak i na koszty inwestycji. Co więcej, wysokie wymagania w zakresie wyglądu i konieczność uzyskania certyfikacji inwestycji powodują, że prace projektowe związane z budową nowych biurowców w centrum Warszawy stają się bardziej czasochłonne. Jedną z konsekwencji powyższych czynników jest brak wydania w 2021 r. pozwoleń na budowę nowych biurowców na terenie Śródmieścia.

Czwarta pod względem oferowanej powierzchni biurowej dzielnica – Ochota w ostatnich latach nie oznaczała się znaczącym rozwojem obszarów biurowych. Od 2015 r. nie wydano żadnego pozwolenia na budowę biurowca na terenie tej dzielnicy, aczkolwiek w ubiegłym roku wydano decyzję o warunkach zabudowy dla wieżowca Sobieski Tower. Chociaż przyszłe inwestycje mają powiększyć całkowitą przestrzeń biurową dzielnicy o blisko 10 proc., to powierzchnia obecnie powstających biurowców wynosi zaledwie 6,4 tys. m kw.

Ze względu na większą podaż gruntów sympatię inwestorów zyskują takie dzielnice jak Włochy czy Praga. W przypadku pierwszej z nich prowadzone są obecnie budowy czterech obiektów o łącznej powierzchni 51,8 tys. m kw., a rozmiar inwestycji biurowych planowanych w kolejnych latach jest niemal trzykrotnie większy. Z kolei niewątpliwym atutem Pragi jest nie tylko bogata oferta gruntów inwestycyjnych, ale również dogodna siatka połączeń komunikacyjnych, zapewniająca łatwość dojazdu do centrum. Chociaż obecnie na terenie dzielnicy prowadzony jest jeden projekt z zakresu budowy kompleksu biurowego, to w 2021 r. roku inwestor oddał do użytku dwa takie budynki, powstałe w ramach rewitalizacji dawnego obiektu przemysłowego Fabryka PZO.

Warszawa przypomina europejskie i światowe stolice również pod względem liczby drapaczy chmur. Ceny gruntów i chęć maksymalizacji zwrotu z inwestycji skłaniają deweloperów do projektowania i stawiania coraz wyższych budowli, czego przejawem jest powstanie 230-metrowego budynku, wchodzącego w skład kompleksu Varso – z iglicą ma 310 m. Obecnie już 25 warszawskich budowli ma ponad 100 m, a kolejne tak duże projekty otrzymały decyzje o warunkach zabudowy i są w trakcie uzyskiwania pozwolenia na budowę – mówi Dominik Stojek.

Czym kierować się, wybierając system DMS dla firmy?

Praca związana z papierową dokumentacją obniża produktywność działów firmy nawet o 20%. Za ten problem częściowo odpowiada fakt, że 7 na 100 dokumentów zostaje zagubionych. Z tą trudnością mierzą się głównie średnie i duże firmy. Niemniej systemy DMS (Document Management System) wdrażają przedsiębiorcy zatrudniający kilka osób oraz międzynarodowe korporacje. Każdy biznes musi otrzymać indywidualne rozwiązanie – dostosowane do jego potrzeb i specyfiki.

Korzyści z wdrożenia systemu DMS w firmie

Papierowy obieg dokumentów już dawno stał się passe. Wciąż jednak w wielu firmach jest on obecny. Wiąże się z marnowaniem czasu i pieniędzy. Istotnie wpływa także na spadek produktywności pracowników. Gros codziennie wykonywanych procesów związanych z dokumentacją można zautomatyzować i zdigitalizować. W tym wypadku należy wybrać dobry system DMS.

Jak wybrać dobry system DMS dla firmy w 4 krokach?

Wydawać by się mogło, że wybór dobrego systemu DMS dla firmy to nic prostszego. Na rynku dostępnych jest wiele kompleksowych rozwiązań. Trzeba mieć na uwadze, że oprogramowanie powinno być dostosowane do wielkości firmy oraz jej potrzeb. Równie istotne są przy tym jej możliwości rozwoju oraz model biznesowy. O ile jeden system znakomicie sprawdzi się w firmie X, o tyle w firmie Y może okazać się rozczarowujący. Dlatego wyboru dobrego systemu DMS powinno się dokonać w 4 krokach.

Wyznacz cele, jakie chcesz osiągnąć, wdrażając system DMS

Document Management System powinno się wybrać zgodnie z wyznaczonymi celami. Wdrażając narzędzia do automatyzacji procesów biznesowych, powinno się stworzyć szczegółową strategię działania. Na początku należy określić problemy firmy, które można rozwiązać za pomocą oprogramowania. Dzięki temu implementacja technologii zyskuje sens i przynosi wymierne korzyści. Poza określeniem problemów trzeba także wyznaczyć cele rozwojowe, jakie chce się osiągnąć przy wsparciu modułów DMS.

Opracowanie listy wyzwań, oczekiwań i potrzeb firmy umożliwi wskazanie funkcji systemu, które są niezbędne do tego, by narzędzie sprostało wymogom klienta. Wówczas usługodawca będzie mógł dostarczyć idealnie dopasowaną aplikację. Aplikację, która stanie się swego rodzaju partnerem biznesowym każdego działu w Twojej firmie. Sporządzoną listę najlepiej omówić na bezpłatnych konsultacjach ze specjalistami, które znajdziesz na https://flowdog.io/.

Określ obecną infrastrukturę informatyczną firmy i możliwość integracji

Młode firmy z reguły mają poukładaną i prostą infrastrukturę informatyczną. Wieloletnie przedsiębiorstwa posiadają skomplikowane rozwiązania, łączące nowe i stare technologie. Wobec tego należy omówić z usługodawcą możliwość integracji systemu DMS z obecną infrastrukturą informatyczną organizacji. Najlepsze rozwiązania to takie, które pomogą wyeliminować tzw. silosy. Są to odseparowane od siebie zbiory danych, nierzadko powielane w różnych systemach i działach. Zjawisko to uniemożliwia skonsolidowanie wszystkich danych klientów, utrudniając później uzyskanie pełnego obrazu sytuacji.

Wybierz system DMS, który będzie się rozwijał razem z firmą

Większość firm – zarówno małych, jak i dużych – dąży do mniejszego lub większego rozwoju. Nawiązują one współpracę z nowymi klientami, zwiększają swoje roczne obroty i dokonują ekspansji na nowe rynki. Te i wiele innych czynników mają wpływ na zarządzanie elektronicznym obiegiem dokumentów. Potrzeby, oczekiwania i kierunek rozwoju firmy mogą się zmieniać.

Nowoczesny i dobry system DMS dla firmy powinien oferować elastyczną możliwość dostosowania go do nowych warunków przedsiębiorstwa. Podczas rozmowy ze specjalistą należy poruszyć temat skalowalności oprogramowania. Warto zapytać, czy jej przebieg nie wygeneruje opóźnień i przestojów.

Wybierz zaufanego dostawcę usług DMS

Weryfikacji zaufanego dostawcy usług DMS można dziś łatwo dokonać dzięki informacjom dostępnym w sieci. Na różnych stronach internetowych oraz w mediach społecznościowych widnieją opinie o danej firmie. Niemniej warto poprosić usługodawcę o wgląd do referencji i listów polecających od organizacji, z którymi współpracował. Przy okazji należy zwrócić uwagę na to, czy firma wdrażała usługi DMS w branży, którą sami się zajmujemy. To z pewnością będzie jej duży atut.

Solidni dostawcy rozwiązań Document Management System świadczą również regularną i kompleksową obsługę klienta. Zapewniają niezbędną pomoc w przypadku problemów z dostępem, aktualizacjami czy koniecznością rozbudowy modułów systemu. Posiadają własny dział specjalistów IT. Pomaga on rozwiązywać problemy i odpowiada na zgłoszenia serwisowe.

Sprawdź również: Automatyzacja procesów – 5 rzeczy, które warto wiedzieć

Doradca podatkowy Poznań – zalety takich usług

Doradca podatkowy jest coraz bardziej popularny. Obywatele częściej sięgają po porady, aby nie mieć problemów z Urzędem Skarbowym. Zapraszam do przeczytania artykułu, aby dowiedzieć się więcej na ten temat

Kim jest doradca podatkowy?

Jest to osoba, która zajmuje się doradzaniem, przygotowywaniem opinii prawnych z zakresu prawa podatkowego oraz przygotowanie rozliczeń jeśli wymaga tego klient. Wiedza z zakresu ekonomii oraz finansów jest dla takiej osoby niezbędna. Nie może być tutaj mowy o pomyłkach. Skorzystanie z usług takiego fachowca z pewnością zaoszczędzi tobie dużo nerwów. Często rozliczanie się z urzędem Skarbowym jest trudniejsze niż myślisz. Aby móc w ogóle pracować w tym zawodzie, to potrzebne jest wykształcenie wyższe oraz zdanie egzaminu państwowego. Doradca podatkowy Poznań pozwoli tobie uniknąć konsekwencji, jeśli załatwisz sprawę podatkową nieodpowiednio.

Kto potrzebuje usług doradca podatkowy Poznań?

Przede wszystkim usługi te są dedykowane dla osób, które boją się samemu rozliczać z Urzędem Skarbowym w zakresie podatków. Zapewne jest to duże ułatwienie zarówna dla osób fizycznych oraz prawnych. A więc dla przedsiębiorstw, którzy często nie do końca wiedzą jaką formę rozliczenia wybrać, to oni z pewnością docenią takie usługi. Od razu jako przedsiębiorca poczujesz się bezpieczniej wiedząc, że wszystko zostało dokonane tak jak należy.

Profity z usług doradca podatkowy Poznań

Pierwszą zaletą, która może przychodzić każdemu do głowy jest zapewne bezpieczeństwo. Po co masz się stresować oraz chodzić do Urzędu Skarbowego kilka razy? Wystarczy, że skorzystasz z usług doradca podatkowy Poznań. Z pewnością otrzymasz profesjonalną pomoc na najwyższym poziomie obsługi klienta. Jest to duża odpowiedzialność, więc jeśli twój doradca podatkowy jakimś cudem popełni błąd, to on jest pociągany do odpowiedzialności, a nie ty jako zleceniodawca. Dzięki skorzystaniu z usług doradcy masz pewność, że wszystko zostało odpowiednio przetworzone dla potrzeb instytucji państwowych. Jeśli posiadasz firmę, to nie musisz się głowić nad najlepszym wyjściem pod względem podatkowym. To zdecydowanie usprawni działalność całego przedsiębiorstwa i z pewnością będą z tego tytułu same korzyści finansowe. Przez obowiązującą tajemnicę zawodową nie musisz się martwić oraz obawiać, że informacje o tobie oraz twoich finansach dostaną się w ręce osób trzecich.

Jaki doradca podatkowy Poznań najlepszy?

Z pewnością się zastanawiasz jakiego doradcy podatkowego wybrać. W twoim otoczeniu jest ich naprawdę mnóstwo. Przede wszystkim unikaj osób, które nie posiadają niezbędnych uprawnień. Fachowe wykonanie usługi jest najważniejsze, a osoby bez uprawnień nie są tego gwarantem. Wtedy odpowiedzialność za błędy spoczywa na tobie, a nie na doradcy prawnemu. Zwracaj szczegółowo uwagę na to, jakiego specjalisty wybierasz. Ponadto nie są objęci obowiązkiem zachowania tajemnicy zawodowej. A tym samym ktoś celowo może tobie zagrozić lub twojej firmie. Często w internecie pojawiają się ogłoszenia mówiące o tanim doradztwie podatkowym. Lepiej dokładnie zweryfikuj taką osobę, ponieważ możesz zostać oszukany. Czujność jest najważniejsza. A może nie wiesz skąd biorą się nieprawidłowości finansowe w twojej firmie? Dzięki doradca podatkowy Poznań nie masz już czego się bać. Przede wszystkim sprawdzi dokładnie, czy wszystko jest w porządku, a w przypadku nieprawidłowości z pewnością otrzymasz stosowne rady, które warto wdrożyć. Od czasu do czasu warto zatrudnić doradca podatkowy Poznań, aby sprawdził ewentualne niejasności podatkowe. Również dla osób fizycznych pomoc przy składaniu deklaracji podatkowej może być niezbędna. Wiedza odnośnie tego tematu jest coraz szersza dla wielu osób, jednak warto skorzystać z pomocy doradca podatkowy Poznań. Szukasz idealnej usługi w tym zakresie? Doskonale trafiłeś!

Polski ( Nowy) Ład – co zrobić, by stracić jak najmniej?

Trwa łatanie dziur w Polskim Ładzie. Przedsiębiorcy są zdezorientowani i znów będą zmieniać formy prawne swej działalności. Administracja skarbowa sprawdzi zasadność takich zmian. Posypią się kary za rządowy Polski Ład.

Pierwszy kwartał obowiązywania reformy podatkowej nazywanej Polskim Ładem wbrew obietnicom rządu okazał się podwyżką podatków. Przedsiębiorcy próbowali temu przeciwdziałać. Przez trzy miesiące powstało więcej spółek komandytowo-akcyjnych niż w całym minionym roku.

Najwięcej zamieszania wywołał zmieniający się sposób rozliczania składki zdrowotnej. Z tego powodu wiele firm zaczęło interesować się dość egzotyczną formą działalności gospodarczej jaką jest spółka osobowa w formie spółki komandytowo-akcyjnej.

Jest to spółka, która posiada wspólników i akcjonariuszy, a luki prawne w Polskim Ładzie spowodowały, że jej wspólnicy mieli nie płacić składki zdrowotnej.

– Gdy działalność gospodarcza była zyskowna, a dochody przekraczały 1 mln zł ta forma działalności wydawała się bardzo atrakcyjna, jednak my przestrzegaliśmy przed zagrożeniami dla spółki komandytowo-akcyjnej, związanymi z tym, że spółki osobowe mają tzw. subsydiarną odpowiedzialność za zobowiązania – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Oniszczuk, partner zarządzający w kancelarii Oniszczuk&Associates.

– Subsydiarna odpowiedzialność oznacza, że w momencie, gdy majątek firmy nie wystarcza na pokrycie zobowiązań wierzyciele mogą pójść po majątek wspólnika.

Istotne jest też, że Krajowa Administracja Skarbowa już w przeszłości zwracała uwagę na przekształcenia spółek w trakcie roku kalendarzowego, traktując taką restrukturyzację jako optymalizacje podatkową. Od 2016 r. w Polsce obowiązuje klauzula o unikaniu opodatkowania, w wyniku której działania biznesowe mające na celu wyłącznie obniżenie podatków urząd skarbowy może zakwestionować. Takie działania skarbówki często dotyczyły przekształceń w modną wówczas spółkę komandytową.

Przedsiębiorcy powinni więc liczyć się z takim zagrożeniem, że przekształcenie w spółkę komandytowo-akcyjną zostanie zakwestionowane nawet za kilka lat, gdy w firmie pojawi się kontrola skarbowa, aby to zakwestionować właściciele firmy powinni mieć przygotowane pogłębione uzasadnienie biznesowe transformacji.

Po kolejnych zmianach wiemy już, że komplementariusz będzie traktowany na potrzeby składek i ubezpieczenia zdrowotnego jako osoba prowadząca pozarolniczą działalność gospodarczą (zostanie obciążony składką zdrowotną).

– Ponieważ łatane są dziury w Polskim Ładzie, powinno okazać się, że korzystniejsze od spółki komandytowo-akcyjnej jest prowadzenie działalności w formule spółki z o.o. bądź znacznie mniej popularnej komandytowej spółki z o.o. – wyjaśnia Maciej Oniszczuk z kancelarii Oniszczuk&Associates.

Obligacje skarbowe pułapką dla naszych oszczędności

Obligacje skarbowe stały się powodem frustracji wielu inwestorów. W Polsce sporą popularnością cieszą się fundusze papierów dłużnych i wiele osób mylnie zakłada, że na obligacjach skarbowych przecież nie można stracić.

Wiele osób myśli też w taki sposób, że na funduszach dłużnych nie stracą, a historyczne wyniki pokazują, że coś tam zarobię. Jak się jednak okazuje, na obligacjach można stracić i to całkiem sporo.

– Wiele osób myli rentowność obligacji z ich ceną, traktując że wraz ze wzrostem rentowności rośnie cena – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – jednak jest tak, że gdy rentowność rośnie, cena spada. Im „dłuższa” jest obligacja, tym mocniejsza jest ta relacja.

W świecie rynku długu obligacje inflacyjne to absolutny margines. Zasadniczo obligacje są stałoprocentowe lub zmienno-procentowe. Te pierwsze dzielą się na kuponowe i zerokuponowe.

Obligacje zmiennoprocentowe (zarówno detaliczne 3-latki, jak i notowane na giełdzie serie WZ) wypłacają odsetki na poziomie WIBOR + marża. Rząd jednak nie emituje dużych ilości tego długu – zmienny procent to domena obligacji korporacyjnych, które często kuszą inwestorów wyższym oprocentowaniem, ale „oferują” w zamian ryzyko niewypłacalności.

Jeżeli rentowność 10-letnich obligacji skarbowych w Polsce wynosi ok. 2,8% w skali roku, to część osób myli to z oprocentowaniem takim jak na depozycie bankowym – powierzam Skarbowi Państwa pieniądze na 10 lat i dostaję rocznie 2,8%. Niestety tak to nie działa.

Aby to zrozumieć można posłużyć się takim przykładem: inwestor A kupuje obligacje 10 letnie wypłacające roczne odsetki 1,75%, które notowane są na giełdzie, gdzie w każdym momencie można je sprzedać. Załóżmy, że początkowo rentowność obligacji jest równa właśnie 1,75%, a to oznacza, że jej cena jest równa 100 zł. Nie przywiązujmy się do konkretnych wartości – kluczem jest zrozumienie ich zmiany. Zadowolony z zysku bez ryzyka inwestor A wie, że w Polsce rośnie inflacja (już do 11% w marcu 2022 r.). Inwestorzy domagają się wyższych odsetek – rentowność obligacji rośnie do 2,8%. Jeśli Ministerstwo Finansów chciałoby ponownie wyemitować obligacje 10-letnie po cenie 100 zł musiałoby wtedy wypłacić kupon 2,8% rocznie. Teraz inwestor B chce kupić obligacje 10-letnie i może je kupić od Ministerstwa lub od inwestora A. Jednak te drugie obligacje płacą przecież dużo niższy kupon! Aby inwestor B był skłonny kupić obligacje inwestora A ten musi sprzedać mu je poniżej 100 złotych. To wtedy pojawia się strata!

Gdy rentowność rośnie, cena spada. Im „dłuższa” jest obligacja, tym mocniejsza jest ta relacja. Dla obligacji 2-letniej zerokuponowej (nie ma kuponu, ale sprzedawana jest po cenie niższej niż cena wykupu i różnica stanowi formę odsetek) mnożnik wynosi x2 – wzrost rentowności o 1 punkt procentowy oznacza spadek ceny o dwa procent. Dla obligacji 10-letniej byłoby to x10, gdyby również była zerokuponowa. Im wyższy jest kupon, tym ten mnożnik jest niższy. Dla obligacji DS0432 to niecałe x9,25, w przeszłości dla 10-latek (gdy były wyższe stopy, a zatem i kupony) bywało to nawet „tyko” około x7.

– Spory wzrost stóp procentowych może mocno obniżyć ceny obligacji, jednak ktoś może powiedzieć, że jego takie wahania nie interesują bo jeśli będzie trzymać obligację do wykupu nie straci nominalnie wpłaconych pieniędzy – wyjaśnia ekspert XTB. -To prawda, choć trzeba pamiętać, że sytuacje są różne i może pojawić się potrzeba życiowa lub okazja inwestycyjna i stratę jednak trzeba będzie zaakceptować.

Komfortu „trzymania do wykupu” nie mają jednak nabywcy jednostek funduszy. Dzieje się tak dlatego, że zarządzający zwykle chce utrzymać pewną strukturę obligacji w portfelu (jeśli fundusz ma mieć średnio obligacje 5-letnie, to wraz z upływem czasu zarządzający jedne obligacje będzie sprzedawać, a kupować inne, którym do wykupu pozostało więcej czasu). W niekorzystnych okolicznościach (trwałego wzrostu rentowności) takie fundusze mogą tracić przez dłuższy okres czasu.

Czy obligacje skarbowe mają dziś sens? Konstrukcja portfela 60/40 nie wzięła się znikąd. Historycznie dekoniunktura gospodarcza nie sprzyjała akcjom, ale spadające wtedy stopy procentowe pomagały obligacjom. Są scenariusze, w których można zarobić. Jeśli globalna gospodarka zwolni, rentowności 10-latek mogą spaść, a dzięki „mnożnikowi” można byłoby na tym nie najgorzej zarobić. Jednak pomimo wzrostu, rentowności są dalej znacząco poniżej inflacji i ryzyko ich dalszego wzrostu (a zatem straty na obligacjach) jest nadal spore.

Krótkoterminowe obligacje są obecnie rozwiązaniem jedynie w przypadku inwestora, który chce bezpiecznie „zaparkować” daną ilość środków na bardzo konkretny czas. Po odliczeniu inflacji na tym zapewne straci, ale mniej niż na depozycie. Portfelowo stały procent nadal wygląda nieatrakcyjnie.

Marcowe dane sygnalizują solidny wzrost polskiego PKB w I kwartale

Mijający tydzień obfitował w nowe statystyki makroekonomiczne. Jeśli wrócimy jeszcze do okresu przedświątecznego, to inflacja konsumencka w marcu po korekcie wzrosła o 3,3% m/m i o 11,0% r/r, a bazowy składnik inflacji o 6,9% r/r. Przyczyniły się do tego głównie podwyżki cen paliw, energii i żywności oraz wojna w Ukrainie. W kwietniu nie spodziewamy się już tak gwałtownego wzrostu cen, ale jest bardzo prawdopodobne, że w II kwartale inflacja wyniesie od 11% do 12% r/r. Na majowym posiedzeniu NBP zapewne ponownie podniesie stopy procentowe, ale tym razem o 50 punktów bazowych. Wysoka inflacja konsumencka będzie utrzymywać się w Polsce w drugiej połowie br., gdyż inflacja cen dóbr producenckich (na początku łańcucha cenowego) nadal gwałtownie rośnie (4,9% m/m i prawie 20% r/r w marcu), a ostateczne ceny konsumpcyjne są prognozowane z pewnym opóźnieniem.

Marzec przyniósł zaskakująco dobre wyniki polskiego przemysłu, wzrost produkcji o 2,1% m/m i 17,2% r/r. Produkcja rosła we wszystkich głównych gałęziach przemysłu (przede wszystkim w energetyce). Wzrosły też płace w sektorze prywatnym (12,4% r/r) oraz zatrudnienie (2,4% r/r). Wszystkie wspomniane dane wskazują na bardzo solidny wzrost polskiej gospodarki w I kwartale roku.

Kurs PLN w stosunku do EUR wahał się od 4,61 do 4,66 PLN/EUR, a PLN/USD w przedziale 4,25-4,31. Główna para walutowa oscylowała w przedziale 1,076-1,093 USD/EUR. Naszym zdaniem pod koniec kwietnia można się spodziewać umocnienia dolara.

AKCENTA CZ a.s.

Początek końca hossy mieszkaniowej?

Kwietniowa informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego w marcu oraz I kwartale 2022 r., prezentuje wyniki, które mogą sugerować raczej schyłkową fazę rynkowej euforii inwestycyjnej. Trudno bowiem o zdecydowanie optymistyczne wnioski, jakie dałoby się wysnuć na podstawie wolumenów wypracowanych przez inwestorów w trzech pierwszych miesiącach bieżącego roku. 

Rozpatrując wyniki inwestycyjne pierwotnego rynku mieszkaniowego w okresie styczeń-marzec br., trudno nie odnieść ich do zakomunikowanych niedawno statystyk sprzedaży deweloperów giełdowych za analogiczny okres. Niestety okazały się one jednymi z najsłabszych w najnowszej historii rodzimego pierwotnego rynku mieszkaniowego, porównywalnymi jedynie do drugiego kwartału 2020 r., czyli pamiętnego okresu pandemicznego lockdownu. Kontraktacja czternastki rynkowych tuzów z wolumenem w sumie niespełna 5 tys. lokali, okazała się gorsza rdr o blisko jedną czwartą.Pierwszy kwartał w mieszkaniówce z symptomami końca inwestycyjnej euforii

Tymczasem wyniki sprzedażowe całej reszty branży budowniczych mieszkań wyglądają jeszcze słabiej. Jak bowiem wynika ze statystyk serwisu BIG DATA RynekPierwotny.pl, w lutym br. sprzedaż nowych mieszkań na ośmiu największych rynkach kraju była niższa rok do roku o 39 proc., natomiast w marcu już o 47,5 proc. A taką skalę regresu deweloperskiej kontraktacji można zakwalifikować już jako załamanie koniunktury sprzedażowej mieszkań na rynku pierwotnym. Pytanie, czy w wynikach inwestycyjnych deweloperów za pierwszy kwartał br. widać już analogiczne symptomy koniunkturalnego spowolnienia.

Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl pierwszy kwartał br. okazał się dość wyraźnie asekuracyjny inwestycyjnie w odniesieniu do analogicznego okresu 2021 roku. W sposób szczególny widać to w przypadku spadających wolumenów rozpoczętych inwestycji oraz pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym, czyli kategorii gusowskich danych o pierwszorzędnym znaczeniu dla oceny stanu bieżącej koniunktury.

W sumie w ubiegłym miesiącu inwestorzy ruszyli z budową niespełna 24 tys. mieszkań, co jest rezultatem  o ponad jedną piątą gorszym od uzyskanego w marcu ub. roku, choć jednocześnie o jedną trzecią lepszym licząc miesiąc do miesiąca. Bardzo przeciętnie wypadli deweloperzy z wynikiem 13 tys. rozpoczętych w marcu lokali, czyli aż o 27 proc. mniej rdr.Pierwszy kwartał w mieszkaniówce z symptomami końca inwestycyjnej euforii

W sumie w trzech pierwszych miesiącach 2022 roku w Polsce ruszyła budowa nieco ponad 53 tys. mieszkań i domów, o 16 proc. mniej niż w analogicznym okresie ub. roku. Głównym hamulcowym okazali się deweloperzy z wynikiem prawie 32 tys. lokali rozpoczętych, czyli aż o 21 proc. mniej niż przed rokiem.

Znaczące osłabienie rynkowej euforii inwestycyjnej potwierdzają też gusowskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. W sumie w marcu w ramach wszystkich form budownictwa wydano 30 tys. przedmiotowych decyzji administracyjnych, co jest wynikiem o 11 proc. gorszym od uzyskanego w marcu 2021 roku. Natomiast w całym pierwszym kwartale nowych pozwoleń było ogółem 78 tys., czyli o 8 proc. mniej w relacji rok do roku.

I tym razem w spadkowej tendencji prym wiedli deweloperzy. Ich wynik marcowy na poziomie 19 tys. jednostek był słabszy rdr o 19 proc., natomiast kwartalny – 52 tys. nowych pozwoleń, o 8 proc. poniżej wyniku trzech pierwszych miesięcy ub. roku.

Jak tłumaczą eksperci RynekPierwotny.pl jest to o tyle istotna informacja, że nowe pozwolenia na budowę są podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów oraz wiarygodnym wskaźnikiem ich optymizmu inwestycyjnego. W tej sytuacji widać pewne osłabienie, na razie może niezbyt spektakularne, ale wskazujące prawdopodobny kierunek na kolejne miesiące.

W tej sytuacji statystyki lokali oddawanych do użytkowania stanowią tylko tło danych sygnalnych GUS budownictwa mieszkaniowego w pierwszym kwartale tego roku. W tym przypadku regresu wciąż nie widać, co jest oczywistym efektem charakteru tej kategorii danych, odzwierciedlających stan koniunktury rynkowej sprzed około 2 lat.

W marcu było takich mieszkań w sumie 21 tys., czyli 9 proc. więcej licząc rok do roku. Nieco gorzej prezentuje się dynamika lokali oddanych do użytkowania w całym pierwszym kwartale br. Przy wolumenie niespełna 55 tys. daje to wynik lepszy od uzyskanego przed rokiem o 3,2 proc.

Lektura najnowszej informacji GUS o stanie budownictwa mieszkaniowego w Polsce wydaje się więc mieć wymowę umiarkowanie pesymistyczną, stanowiącą pokłosie ogłoszonych ostatnio wyników kontraktacji deweloperów giełdowych. Podstawowe dla bieżącej oceny stanu koniunktury statystyki, a więc te dotyczące nowych inwestycji i pozwoleń na budowę, wykazują pierwsze symptomy słabnięcia, którego kontynuację najprawdopodobniej zobaczymy w kolejnych okresach. Zanosi się bowiem tym razem na nieco dłuższy okres hamowania wolumenów nowych inwestycji, wynikający z coraz wyższego kosztu kredytów mieszkaniowych przy wciąż szybującej inflacji i cenach materiałów budowlanych.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Jak zwycięstwo wyborcze Marine Le Pen wpłynęłoby na rynki?

Emmanuel Macron ma 19 razy większe szanse na zwycięstwo w niedzielnych wyborach niż jego kontrkandydatka. Jest więc niewielka szansa, że Marine Le Pen powtórzy szok sondażowy Donalda Trumpa z 2016 r. i brytyjskie referendum w sprawie Brexitu. Gdyby jednak Le Pen wygrała, to globalne giełdy, w obecnej sytuacji, mogą na to mocno zareagować.

Ostatnie sondaże wskazują, że poparcie dla Emmanuela Macrona waha się w przedziale 55-57,5 proc. Jego rywalka Marine Le Pen może liczyć na 42,5-45 proc. głosów. Cześć z sondaży została przeprowadzona już po środowej debacie między kandydatami. Ta trwająca aż 3h wymiana poglądów, miała w opinii ekspertów, pomóc niezdecydowanym w wybraniu własnego kandydata i w ten sposób zdecydować o wyniku wyborów. Tak się jednak nie stało – debatę wygrał Emmanuel Macron, ale nie w sposób zdecydowany, co nie przyniosło mu znaczących sondażowych wzrostów. Marine
Le Pen wypadła gorzej od Macrona, jednak znacznie lepiej niż w analogicznej debacie w 2017 roku, co pozwoliło jej obronić swój stan posiadania. Niewiadomą pozostaje to, jak w niedzielę zachowają się niezdecydowani oraz jak rozłożą się na poszczególnych kandydatów 22 proc. głosów oddane w pierwszej turze na Jean-Luca Melanchona (przewidywania wskazują, że połowę otrzyma Macron, 1/4 Le Pen i 1/4 wyborców nie zagłosuje).

Zarówno sondaże jak i dane z serwisu PredictIt (prowadzony przez Victoria University of Wellington) wskazują, że zwycięstwo Macrona wydaje się najbardziej prawdopodobne. Szansa na zwycięstwo Le Pen jest według PredictIt 19 razy mniejsza. Jednak doświadczenia związane z wyborem na prezydenta w 2016 roku Donalda Trumpa oraz wyniki referendum w sprawie Brexitu, pokazały, że nie powinno się wykluczać także tych mniej prawdopodobnych scenariuszy.

Gdyby Marine Le Pen wygrała wybory we Francji, to stanowiłoby to poważne zagrożenie dla funkcjonowania Francji w Unii Europejskiej jak i w NATO. Byłoby także poważnym wyzwaniem dla funkcjonowania całej UE. Szczególnie w sytuacji, gdy to Francja wraz z Niemcami stanowiły w ostatnich latach główną oś kreowania europejskiej polityki. Wygrana kandydatki skrajnej prawicy, miałaby także wpływ na bieżącą sytuację związaną z konfliktem na Ukrainie, bowiem Le Pen sprzeciwia się wprowadzeniu dyskutowanego obecnie embarga na rosyjską ropę i gaz.

Warto zauważyć, że niespodziewany wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA w 2016 został pozytywnie odebrany przez giełdy. Spodziewano się bowiem po nim tego, czego zwykle rynki spodziewają się po republikańskich kandydatach – obniżania podatków, poprawy sytuacji budżetu oraz sprzyjania biznesowi. W ciągu miesiąca od dnia wyborów (8 listopada 2016 roku) S&P500 wzrósł o 5 proc. W obecnej sytuacji, zwiększonej niepewności i zmienności na rynku, gdyby doszło do wygranej Marine Le Pen, globalny rynek prawdopodobnie zareagowałby zdecydowanie negatywnie. W ostatnim czasie obserwujemy wiele objawów asymetrii w reagowaniu na napływające dane, dane pozytywne wywołują znacząco mniejsza reakcję niż dane negatywne. Tak właśnie mogłoby być także w tej sytuacji.

Jak zwycięstwo wyborcze Marine Le Pen wpłynęłoby na giełdy
Źródło: PredictIt

Oczywiście najbardziej narażona na efekty niedzielnych wyborów pozostaje giełda w Paryżu, choć z uwagi na fakt, że Francja jest drugą gospodarką UE oraz stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, efekty będą także dotykać gospodarki europejskiej i światowej. Rynek francuski jest zdominowany przez akcje spółek z branży dóbr luksusowych, takich jak LVMH, Hermes czy Kering. Drugie miejsce zajmują spółki przemysłowe, jak Schneider, Airbus i Vinci oraz obronne, takie jak Thales. Firmy produkujące podstawowe dobra konsumpcyjne, takie jak L’Oreal oraz banki, takie jak BNP Paribas są również dobrze na nim reprezentowane. Podobnie jak w całej Europie, wyceny francuskich spółek są niższe niż w USA (12x C/Z), przy przyzwoitym 10 proc. wzroście zysków. Większość dochodów francuskich firm pochodzi spoza Francji, co sprawia, że słabe euro jest ważnym wsparciem dla ich konkurencyjności.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Luka bezpieczeństwa w kodeku Apple’a zagraża użytkownikom Androida

  • Smartfony z Androidem, wyposażone w chipsety firm MediaTek oraz Qualcomm, pozwalały na szpiegowanie użytkowników
  • Powodem jest luka w zabezpieczeniach kodeka ALAC (Apple Lossless Audio Control), które pozwalały m.in. na zdalny dostęp do multimediów i rozmów telefonicznych
  • Zagrożonych było około 2/3 wszystkich nowych smartfonów

Podatności, które pozwalały na zdalny dostęp do mediów i treści rozmów telefonicznych, odkryto w dekoderach audio Qualcomma i MediaTek, obecnych w 2/3 wszystkich nowych smartfonów na świecie – ostrzega Check Point Research. Podatność wykryta została w ALAC – kodeku audio udostępnionym przez firmę Apple 11 lat temu.

Smartfony z Androidem, wyposażone w chipsety firm MediaTek oraz Qualcomm, pozwalały na szpiegowanie użytkowników. Wszystko za sprawą luki w zabezpieczeniach kodeka ALAC (Apple Lossless Audio Control), które pozwalały m.in. na zdalny dostęp do multimediów i rozmów telefonicznych. Według stojących za odkryciem specjalistów z Check Point Research, podatności mogły być w relatywnie prosty sposób wykorzystane przez zaawansowanych hakerów.

Apple Lossless Audio Codec (ALAC), znany również jako Apple Lossless, to format kodowania audio, opracowany przez firmę Apple i wprowadzony po raz pierwszy w 2004 roku do bezstratnej kompresji danych muzyki cyfrowej. Pod koniec 2011 roku Apple opracował i udostępnił kodek open source, który osadzony jest wielu urządzeniach i programach do odtwarzania dźwięku, w tym w smartfonach z systemem Android, odtwarzaczach multimedialnych i konwerterach z systemem Linux i Windows.

W międzyczasie Apple kilkakrotnie aktualizowało zastrzeżoną wersję dekodera, naprawiając i łatając problemy z bezpieczeństwem, jednak współdzielony kod nie był brany pod lupę od 2011 roku. Eksperci Check Point Research potwierdzili, że Qualcomm i MediaTek wykorzystywały podatny kod ALAC do swoich dekoderów audio.

– Wykryliśmy zestaw luk, które można było wykorzystać do tzw. zdalnego wykonania oraz eskalacji uprawnień na dwóch trzecich urządzeń mobilnych na świecie. Luki można było łatwo wykorzystać, np. za sprawą złośliwego pliku multimedialnego, który po otwarciu wstrzykiwałby kod w uprzywilejowaną usługę multimedialną. Mogło to skutkować dostępem do obrazu z ekranu telefonu komórkowego. W naszym studium udało nam się z kolei wykraść strumień transmisji z kamery telefon – mówi Slava Makkaveev, ekspert inżynierii wstecznej i badaczka zabezpieczeń w Check Point Research.

Check Point Research poinformował o odkryciu firmy MediaTek oraz Qualcomm i ściśle współpracował z producentami nad załataniem luk. MediaTek przypisał im identyfikatory CVE-2021-0674 i CVE-2021-0675. Luki zostały naprawione i opublikowane w Biuletynie Bezpieczeństwa MediaTek z grudnia 2021 roku. Qualcomm opublikował poprawkę dla identyfikatora CVE-2021-30351 w biuletynie Qualcomm Security Bulletin z grudnia 2021 r. Z powodu potencjalnego wykorzystania Check Point Research poinformował opinię publiczną o swoim odkryciu po przeszło 5 miesiącach, natomiast szczegóły techniczne ujawni dopiero podczas konferencji CanSecWest, odbywającej się w dniach 18-20 maja 2022.

Aby zachować bezpieczeństwo komunikacji, eksperci zalecają zainstalowanie w swoich smartfonach najnowszych łatek bezpieczeństwa udostępnionych przez producentów.

Amortyzacja po przekształceniu jednoosobowej działalności gospodarczej w spółkę z o.o. – interpretacja KIS

Przedsiębiorca prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą, będący zarejestrowanym podatnikiem VAT, zdecydował o przekształceniu firmy w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. W wyniku tego majątek przedsiębiorstwa, w tym jego majątek trwały, stanie się majątkiem spółki. Czy w tym przypadku nowo utworzona spółka będzie mogła kontynuować przyjętą w JDG metodę amortyzacji? A co z poniesionymi, a nierozliczonymi kosztami uzyskania przychodu?

Przekształcenie jednoosobowej działalności w spółkę z o.o.

W wyniku przekształcenia jednoosobowej działalności gospodarczej (dalej również JDG) w spółkę z o.o. środki trwałe przedsiębiorstwa oraz wszelkie koncesje i umowy z kontrahentami zostaną przeniesione na spółkę. Przedsiębiorca powziął wątpliwość, czy w ramach takiego przekształcenia spółka będzie miała prawo do kontynuowania metody amortyzacji stosowanej wcześniej w ramach JDG oraz uwzględniania dokonanej do tej pory wysokości odpisów amortyzacyjnych.

Kontynuacja amortyzacji dokonywanej przez przekształcaną firmę

Jak ocenił przedsiębiorca, odpowiedź na to pytanie powinna być twierdząca. Spółka z o.o.  powstała w wyniku przekształcenia będzie mogła kontynuować amortyzację metodą przyjętą przez przekształcaną JDG. Pozwoli to spółce uwzględniać dotychczas rozliczoną wartość odpisów amortyzacyjnych. Podstawę tego przekonania stanowi przepis art. 16h ust. 3 w zw. z ust. 3d ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych.

Z kolei w odniesieniu do środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych, których przedsiębiorca nie amortyzował w ramach JDG, spółka z o.o. będzie mogła przyjąć ich wartość początkową w wysokości wydatków na ich nabycie lub wytworzenie i rozpocząć ich amortyzację.

Rozliczenie nierozliczonych kosztów

W wydanej 13 stycznia interpretacji indywidualnej Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej przyznał, że stanowisko przedsiębiorcy jest słuszne. W przypadku przekształcenia JDG w spółkę kapitałową następuje kontynuacja amortyzacji. W przedmiotowej sprawie spółka z o.o., kontynuując metodę amortyzacji stosowaną przez osobę fizyczną prowadzącą działalność gospodarczą, będzie mogła uwzględniać wartość dokonanych już odpisów. Organ odniósł się również do wątpliwości przedsiębiorcy co do rozliczenia wydatków poniesionych przed dniem przekształcenia. Stwierdził, że nowo utworzona spółka będzie mieć możliwość uwzględnienia w kosztach wydatków poniesionych przed dniem przekształcenia, które to wydatki podlegają potrąceniu dopiero po dniu przekształcenia, w tym także kwot wynikających z faktur VAT wystawionych przed dniem przekształcenia, a związanych z przychodem powstałym po dniu przekształcenia (interpretacja indywidualna Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 13 stycznia 2022 r., sygn. 0111-KDIB2-1.4010.538.2021.2.MKU).

Komentarz eksperta

Interpretacja KIS to dobra wiadomość dla przedsiębiorców dokonujących lub planujących przeprowadzenie przekształcenia formy prowadzonej działalności. Organ podatkowy potwierdził, że powstała z przekształcenia spółka kapitałowa może kontynuować amortyzację stosowaną przez przekształcaną JDG. Równie ważny dla firm planujących transformację jest fakt, że korzystając po przekształceniu z usług lub towarów nabytych jeszcze w ramach poprzedniego podmiotu, nie powstanie po stronie przekształconej spółki przychód podlegający opodatkowaniu – podsumowuje Agnieszka Stachurska, dyrektor biura rachunkowego Skarbiec Corporate Services współpracującego z Kancelarią Prawną Skarbiec.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Już 2 maja minie termin na złożenie PIT za 2021 rok

W tym roku podatnicy mają o dwa dni więcej na rozliczenie się z podatku dochodowego. 30 kwietnia wypada w sobotę, dlatego ostateczny termin na złożenie rocznej deklaracji upływa 2 maja. Warto jednak z fiskusem rozliczyć się jak najszybciej. Dzięki temu szybciej można otrzymać zwrot nadpłaconego podatku. Terminowe rozliczenie pozwoli też uniknąć konsekwencji karno-skarbowych i konieczności płacenia odsetek za zwłokę w wyrównaniu niedopłaty podatku.

Ile trzeba czekać na zwrot podatku?

Z reguły im szybsze złożenie zeznania podatkowego, tym krótszy czas oczekiwania na zwrot podatku. Dlatego najlepiej nie zwlekać z wysłaniem rozliczenia. W 2022 roku dostępna jest usługa automatycznego zwrotu nadpłaty z rocznego rozliczenia PIT. Jeśli kwota zwrotu nie przekracza 5 tys. zł i pracownik urzędu nie musi jej weryfikować i zaakceptować, to jest ona zwracana automatycznie przez system AUTO ZWROT.

Jeśli podatnik zdecyduje się na wysyłkę pocztą lub osobiste złożenie deklaracji w Urzędzie Skarbowym, to pieniądze z nadpłaty podatku otrzyma w ciągu 3 miesięcy. Wysłanie PIT drogą elektroniczną skraca czas oczekiwania na zwrot podatku do 45 dni.  Dodatkowo uprzywilejowani są posiadacze Karty Dużej Rodziny. W ich przypadku termin na zwrot wynosi maksymalnie 30 dni.Już 2 maja minie termin na złożenie PIT za 2021 rok

Ważne jest to, że w przypadku gdy podatnik decyduje się na automatyczną akceptację  rozliczenia w usłudze „Twój e-PIT” (dotyczy tylko PIT-37 lub PIT-38), termin zwrotu wynosi do trzech miesięcy licząc od 2 maja 2022 r., czyli do 3 sierpnia 2022 r.

Do kiedy trzeba uregulować niedopłatę?

Termin płatności podatku wykazanego do zapłaty (PIT-36, PIT-36L, PIT-37, PIT-38 i PIT-39) za 2021 r. również upływa 2 maja 2022 r. Wpłaty trzeba dokonać na indywidualny rachunek podatkowy (mikrorachunek). Jeśli rozliczenie zostanie złożone automatycznie, bez ingerencji ze strony podatnika, to urząd poinformuje go o kwocie należnej do zapłaty. Mimo wszystko warto się zalogować do „Twój e-PIT” i sprawdzić, czy niedopłata wystąpiła. Jeśli tak, można ją też zapłacić przez tę usługę.

Joanna Grochala, księgowa w firmie inFakt