Rozwój polskiego sektora usług dla biznesu – raport płacowy 2021

Polska pozostaje największym w regionie Europy Środkowo-Wschodniej ośrodkiem inwestycji realizowanych w sektorze usług dla biznesu. Mimo że dynamika wzrostu jest niższa niż w ubiegłych latach, to do kraju napływają kolejne inwestycje, a pracodawcy z sektora centrów dla biznesu mają w planach rekrutacje. Takie wnioski płyną z badania branży nowoczesnych usług dla biznesu, którego wyniki opublikowane zostały na łamach najnowszego Raportu płacowego Hays Poland 2021 – Centra usług biznesowych.

Polski sektor nowoczesnych usług dla biznesu (ang. Business Services Sector, BSS) to obecnie już ponad 1 500 firm, zatrudniających 340 000 osób. Jednocześnie te liczby cały czas rosną. Dojrzałość polskiego rynku, w połączeniu z szerokim dostępem do wykwalifikowanych pracowników, znających różnorodne języki obce, wciąż zachęcają do dalszego inwestowania. Stąd też pomimo widocznego spowolnienia wywołanego pandemią, nadal można mówić o rozwoju sektora i oczekiwać, że ten trend utrzyma się w najbliższej przyszłości.

Zainteresowanie inwestorów

Polska dała się poznać zagranicznym inwestorom jako kraj, w którym warto lokować centra usług. Wynika to nie tylko ze znakomitego stosunku jakości kompetencji do kosztów prowadzenia działalności, ale też dojrzałości sektora BSS. Polska jest największym i historycznie najlepiej rozwiniętym rynkiem nowoczesnych usług dla biznesu w regionie, co przez inwestorów jest postrzegane jako gwarancja powodzenia całego przedsięwzięcia.

Jak zauważa Anna Podolska, ekspertka branży usług dla biznesu w Hays Poland, rozwój polskiego sektora usług biznesowych nadal przebiega dwutorowo. – Z jednej strony mamy do czynienia z rozbudową już istniejących centrów. Najczęściej jest to skutkiem decyzji o przeniesieniu do Polski kolejnych, coraz bardziej zaawansowanych procesów. Z drugiej strony rozwój sektora cały czas jest napędzany przez nowych inwestorów, którzy decydują się na ulokowanie swoich centrów na terenie kraju. Chociaż okres pandemii wiązał się z wyzwaniami dla firm tworzących nowe struktury w Polsce, to zdalna rekrutacja i zdalne przeprowadzenie migracji procesów najczęściej kończyły się pełnym sukcesem – komentuje Anna Podolska, Branch Manager w Hays Poland.

Potrzeby kompetencyjne

Rekrutacja pozostaje kluczowa w planach firm na nadchodzące miesiące. Większość pracodawców z branży BSS pytana o perspektywę roku 2021, zakłada bowiem dużą aktywność w obszarach związanych z zasobami ludzkimi. Rekrutacje nowych pracowników znalazły się w planach 88 proc. pracodawców. Co druga firma (51 proc.) planuje zatrudniać wyłącznie pracowników etatowych. Co trzecia (32 proc.) uwzględnia natomiast większą dywersyfikację w ramach strategii zatrudnienia i planuje rekrutować zarówno pracowników stałych, jak i tymczasowych, zewnętrznych oraz kontraktowych.

Rozwój polskiego sektora usług dla biznesu
Źródło: Raport płacowy 2021 – Centra usług biznesowych, Hays Poland.

Firmy z branży najczęściej przewidują rekrutacje na stanowiska związane z finansami i księgowością, IT, obsługą klienta oraz usługami finansowymi. Nie zabraknie też ofert dla specjalistów administracji, HR, e-Commerce oraz inżynierii. Znajduje to odzwierciedlenie w strukturze zatrudnienia w sektorze. Specjaliści w obszarze finansów i księgowości stanowią drugą najliczniejszą grupę wśród osób zatrudnionych w polskich centrach usług. Pod względem liczby pracowników sektora BSS przewyższają ich wyłącznie osoby zatrudnione na stanowiskach IT.

W minionym roku na rynku można było zaobserwować wzrost popytu na ekspertów specjalizujących się w bankowości, m.in. procesach związanych z zapobieganiem praniu brudnych pieniędzy (AML) oraz weryfikacją klientów (KYC). Dużym zainteresowaniem cieszyły się również role związane z usługami finansowymi – ubezpieczeniami, inwestycjami oraz obrotem papierami wartościowymi i towarami.

Niezależnie od specjalizacji i posiadanego doświadczenia, kluczowa w prowadzonych rekrutacjach pozostaje znajomość języków obcych oraz kompetencje miękkie. Powszechnym standardem w centrach usług jest znajomość języka angielskiego, natomiast praca w sektorze BSS bardzo często wymaga kombinacji językowych, tj. znajomości języka angielskiego oraz drugiego języka obcego. W rankingu popularności, zaraz po angielskim plasuje się język niemiecki, francuski, włoski oraz hiszpański.

Kompetencje językowe odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu wynagrodzeń pracowników sektora. Tak zwany bonus językowy – będący stałym dodatkiem do wynagrodzenia podstawowego – w przypadku języków unikalnych i trudnych do pozyskania może wynosić nawet 60 proc. miesięcznej pensji. Najwyższe bonusy są wypłacane specjalistom władającym językami skandynawskimi oraz językiem niderlandzkim.

Trendy płacowe

W związku z niepewną sytuacją na globalnym rynku, w pierwszych miesiącach pandemii część firm z sektora nowoczesnych usług dla biznesu musiało dokładniej przyjrzeć się kosztom prowadzenia działalności, w tym kosztom pracy. To też sprawiło, że pomimo kontynuacji rozwoju sektora, w 2020 zaobserwowano nieznaczne wyhamowanie dynamiki wzrostu wynagrodzeń oferowanych pracownikom centrów usług. Trendy płacowe były też mocno uzależnione od specjalizacji oraz lokalizacji centrum usług. Podwyżki wynagrodzeń dotyczyły przede wszystkim stanowisk związanych z realizacją procesów w obszarze bankowości oraz usług finansowych, co wynikało ze zwiększonego zapotrzebowania pracodawców na tego typu kompetencje.

Jak wynika z badania Hays, podwyżki wynagrodzeń w 2021 przewiduje 51 proc. firm działających w branży. Będzie to podyktowane zarówno napływem nowych inwestycji i zwiększenia konkurencji w walce o najlepszych kandydatów, jak również stale zmieniającego się zakresu obowiązków pracowników. Od kilku lat obserwowany jest trend profesjonalizacji branży, gdyż w Polsce coraz częściej obsługiwane są zaawansowane procesy biznesowe o znaczeniu strategicznym dla globalnych struktur organizacji. To z kolei naturalnie pociąga za sobą wzrost wynagrodzeń.

Oczekiwania kandydatów

Pracodawcy częściej będą zabiegać o kandydatów pozafinansowymi elementami oferty. Mimo że wynagrodzenie i benefity pozostają najczęstszym powodem rozważania zmiany pracy przez pracowników centrów usług, to wysoko na liście plasują się również charakter wykonywanej pracy oraz brak możliwości rozwoju.

Otwartość na zmianę miejsca zatrudnienia często wynika z chęci poszerzenia zakresu odpowiedzialności. Szczególnym zainteresowaniem kandydatów cieszą się stanowiska umożliwiające udział w migracji procesów lub implementacji nowych systemów. Kandydaci, którzy do tej pory zajmowali się wyłącznie wycinkiem danego procesu, często dążą do objęcia roli oferującej bardziej kompleksowe do niego podejście – zauważa Dorota Staniczek, Lead Recruitment Partner w Hays Poland.

Trendy płacowe
Źródło: Raport płacowy 2021 – Centra usług biznesowych, Hays Poland

W minionym roku zmieniło się postrzeganie kwestii benefitów pozapłacowych. Obecnie kandydaci bardziej cenią wsparcie pracodawcy w podnoszeniu kwalifikacji m.in. poprzez dofinansowanie studiów oraz kursów rozwijających kompetencje językowe. W rozmowach rekrutacyjnych coraz częściej pojawia się temat elastyczności godzin pracy i miejsca, z którego jest ona wykonywana. Wielu pracowników sektora BSS oczekuje, że również po pandemii będą mogli pracować całkowicie w formie zdalnej. Tym samym kandydaci częściej przeglądają oferty pracy z całej Polski. Większe znaczenie w wyborze miejsca zatrudnienia odgrywa również branża pracodawcy. Kandydaci zwracają uwagę na ten aspekt nie tylko ze względu na stabilność zatrudnienia i jej odporność na skutki pandemii, ale również wpływ działalności firmy na środowisko i społeczeństwo.

O RAPORCIE

Raport płacowy Hays dla sektora nowoczesnych usług dla biznesu jest zestawieniem poziomów wynagrodzeń na ponad 30 stanowiskach, uzupełnionym wnioskami i komentarzami ekspertów oraz wynikami badania na temat rynku pracy, które zostało przeprowadzone pod koniec 2020 r.

Recykl – biznes, sztuka i zero waste

Warto pomagać. Trzeba pomagać. To się opłaca. Dobro wysłane w świat okrąża go i wraca do nadawcy ze zwielokrotnioną siłą. Prędzej lub później CSR przynosi korzyści.

Te proste zasady zawładnęły również działaniami dobroczynnymi w biznesie. Akcje charytatywne stały się środkiem wzmacniania wizerunku liderów rynkowych. CSR jest wpisany na stałe w agendy CSR międzynarodowych korporacji. Trend przeszedł również na start-upy, biznesy lokalne, firmy rodzinne. Niemal każdy z nas oddaje 1% podatku, aby pomagać.  Jednak w ostatnich latach mogliśmy zaobserwować zalew mało przemyślanych inicjatyw charytatywnych, przez co spowszedniały one zarówno organizatorom, jak i darczyńcom.

  • Projekt Recykl jest garścią fiołków ciśniętych w oczy wszystkim nudnawym akcjom charytatywnym.
  • Projekt Recykl to powtarzający się cykl, który nie tylko reanimuje przedmioty, ale przynosi nowe.
  • Projekt Recykl to Biznes, Sztuka Odzyskiwania i sztuka pomagania.
  • Beneficjentami projektu staną się dzieci – podopieczni gdańskiego oddziału Fundacji Korczaka.

Dla tych niezwykłych dzieci, o niezwykłych potrzebach, został napisany Recykl. Ale również dla kogoś innego. Recykl został napisany dla Państwa. Dla osoby, która czyta to zdanie i ma potrzebę wspierania. Pragniemy oddać narzędzie dobroczynności, które przynosi wyłącznie korzyści – również dla świata. Pomagając, nie marnujemy. Pomagając, tworzymy z tego, co jest. Zachęcamy do wspierania innych, poprzez czynienie dobra charytatywnie.

Czy umiemy papier zamienić w złoto? Tak i chętnie tego dokonamy. Okazuje się, że możemy to osiągnąć przy wsparciu czterech artystów (Marek Ciszkowski, Karolina Pielak, Karolina Michałek, Weronika Michalska), którzy z odpadków stworzą dzieła sztuki, które mamy nadzieję wylicytować tak dobrze, jak licytują się dzieła mistrzów. A to alchemiczne działanie zdziała magię dla Gdańskiej Fundacji Korczaka.

Pomysł na ten projekt zrodził się w głowie jego twórcy – Sebastiana Choromańskiego, pracownika działu kreatywnego firmy Tarifa – który w trakcie niszczenia dokumentów w pracy, ubolewał nad niewykorzystanym potencjałem powstałej w ten sposób makulatury. Recycling to za mało. Stąd urodził się Recykl, czyli przetwarzanie odpadków papierowych na sztukę. Dawcami makulatury staną się firmy, które używają niszczarek w biurach oraz te, których pracownicy pozbywają się odpadków makulaturowych na co dzień. Organizatorem  jest agencja eventowa TARIFA Corporate Events.

Przebieg akcji w teorii jest bardzo prosty: Biura będą zbierać makulaturę do pojemników (tu uwaga: do bardzo fajnych pojemników zaprojektowanych specjalnie dla tej akcji) postawionych w placówkach firm. Pracownicy tych firm chętnie pozostawią niepotrzebny papier w boxach Recyklu, włączając się w akcję Recykl. Papier trafi następnie do artystów, którzy stworzą z niego dzieła sztuki. Prace pójdą pod młotek na charytatywnej akcji, a pieniądze z licytacji przeznaczone zostaną na terapię podopiecznych Fundacji Jana Korczaka w Gdańsku. Wartość tej makulatury wzrośnie wraz z jej artystycznym kształtem, duchem tchniętym rękoma zdolnych ludzi.

Beneficjentów tego projektu jest wielu. I to go wyróżnia na tle innych projektów charytatywnych. TARIFA, jako zespół event managerów,  może zająć się, na czym się zna najlepiej – czyli organizacją eventów, które spełniają biznesowe cele. Fundacja Jana Korczaka w Gdańsku dostanie pieniądze na terapię. Artyści będą mieli okazję pokazać się szerszej publiczności, zaskoczyć swoich odbiorców. Partnerzy Recyklu poddadzą wyjątkowemu recyclingowi swoje odpadki oraz wypromują się jako darczyńcy myślący wielowektorowo o działaniach CSR.

Recykl startuje w już kwietniu. Zapraszamy na naszą stronę na Facebooku (14) Recykl | Facebook, wchodząc z nią w interakcję, zostawiając „lajka”, komentując, udostępniając dorzucasz swoje „trzy grosze” do powodzenia akcji. Potraktujmy to jak skarbonkę, tylko nominałem są tu kliknięcia. Każdy zainteresowany projektem  może skontaktować się z nami przez maila [email protected]. Udzielimy wszelkich informacji.

Po interwencji Rzecznika MŚP przedsiębiorca uzyskał ponad 3 mln zł subwencji – Wcześniej PFR trzykrotnie mu odmówił

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców podjął interwencję ws. przedsiębiorcy z branży gastronomicznej, któremu Polski Fundusz Rozwoju S.A. w ramach programu „Tarcza Finansowa 2.0″ trzykrotnie odmówił wypłaty subwencji finansowej. Po zapoznaniu się ze stanowiskiem Rzecznika MŚP, ostatecznie PFR wydał decyzję korzystną dla przedsiębiorcy przyznającą subwencję finansową we wnioskowanej kwocie 3,45 mln zł.

Przedsiębiorca, zwracając się do PFR o pomoc w ramach rządowego programu „Tarcza Finansowa 2.0 wykazał, że jego przychody drastycznie spadły o ponad 90% po wprowadzeniu ograniczeń w ramach walki z pandemią, oraz że spełnia wszystkie kryteria przyznania pożyczki w formie subwencji finansowej. Trzykrotnie PFR poinformował wnioskodawcę, że podjął decyzję negatywną skutkującą odmową wypłaty wnioskowanej przez Przedsiębiorcę kwoty subwencji finansowej stwierdzając, że „może zdarzyć się sytuacja, w której przedsiębiorca otrzyma z PFR decyzję odmowy przyznania subwencji bez podania przyczyny. W takim przypadku prosimy o sprawdzenie historii działalności i ewentualne złożenie wniosku o subwencję w późniejszym terminie”.

Przedsiębiorca do złożonej reklamacji przed PFR równolegle wniósł wniosek do Oddziału Terenowego Rzecznika MŚP w Białymstoku, licząc, że taka interwencja w sprawie przyniesie pozytywny skutek.

W zajętym stanowisku Rzecznik MŚP zwrócił się do PFR o podjęcie działań zmierzających do zapewnienia skutecznej ochrony praw przedsiębiorców oraz podkreślił fakt, że zasadniczym celem programu Tarcza 2.0 jest realizacja podstawowego interesu ekonomicznego Rzeczypospolitej Polskiej w postaci zapewnienia stabilności przedsiębiorstw i gospodarki. Tarcza Finansowa 2.0 pomimo jej branżowego zasięgu ma na celu zapobiegnięcie ryzyka masowej upadłości oraz zwolnień pracowników w objętych pomocą branżach na skutek znaczących zakłóceń w funkcjonowaniu gospodarki w związku z drugą falą pandemii COVID-19. W ocenie Rzecznika MŚP, jeżeli podstawą do odmowy wypłaty przedsiębiorcy subwencji finansowej na podstawie Regulaminu Tarczy 2.0 jest istnienie podejrzenia wystąpienia nadużyć to wskazanym jest precyzyjne określenie w decyzji wydanej przez PFR podstaw uzasadniających odmowę wpłaty subwencji (również poprzez wskazanie nadużyć). Rzecznik MŚP wskazał, że znaczenie w sprawie winien mieć również fakt, iż przedsiębiorca cały czas kontynuuje działalność gospodarczą, pomimo trudności spowodowanych pandemią, dając jednocześnie zatrudnienie 108 pracownikom.

Polski Fundusz Rozwoju S.A. na skutek interwencji Rzecznika MŚP, wydał korzystną decyzję dla Przedsiębiorcy przyznającą subwencję finansową we wnioskowanej kwocie 3,45 mln zł w ramach programu „Tarcza Finansowa 2.0″.

NVIDIA – kopanie kryptowalut a przemysł gamingowy

NVIDIA publikuje imponujące wyniki za czwarty kwartał – dyrektor generalny bagatelizuje znaczenie wydobywania kryptowalut jako głównego czynnika wzrostu.

NVIDIA ogłosiła w nocy rekordowe wyniki za czwarty kwartał, znacznie przewyższając przewidywania analityków ze wzrostem zysku na akcję o 51% rok do roku. Jednak po początkowych wzrostach cena akcji spadła o 2% w handlu po godzinach, ponieważ dyrektor generalny NVIDIA powiedział, że sprzedaż procesorów ludziom zajmującym się kopaniem kryptowalut „nie będzie wyjątkowo wzrastała”. Dzięki zwiększeniu wartości akcji o ponad 120% w ciągu ostatnich 12 miesięcy, NVIDIA zapewniła swoim akcjonariuszom imponujące zyski. Firma produkująca sprzęt komputerowy była jedną z popularniejszych akcji w 2020 roku pośród polskich inwestorów na eToro, którzy świadomie i z pasją kupują akcje firm technologicznych. NVIDIA była też dziesiątą najczęściej kupowaną akcją na eToro wśród inwestorów detalicznych globalnie. Czy ta chwilowa obniżka cen stanowi okazję do zakupu? – pyta Katarina Hrenova, komentatorka rynku eToro.

NVIDIA (NVDA), producent jednostki przetwarzania grafiki (GPU), jest ważną częścią świata gier video, ale ostatnio zaobserwowała także wzrost popytu na jej produkty w społeczności kryptowalut.

Od końcówki 2020 roku, ceny krypotwalut eksplodowały, co łączy się z coraz większą ilością firm ogłaszającą swoje zainteresowanie w inwestowanie w nie, jak np.: Tesla oraz BNY Mellon. Z rosnącymi cenami kryptowalut, będzie rósł także popyt na lepsze oprogramowanie do ich kopania. Kopanie kryptowalut wymaga niesamowicie szybkich procesorów, na co NVIDIA odpowiedziała, wypuszczając na rynek nowy procesor graficzny (GPU) – NVIDIA CMP – przeznaczony do profesjonalnego kopania kryptowalut. Logicznym jest, że jeżeli ceny krypto dalej będą rosły, to pojawi się więcej kopalni, prowadząc do rosnącej sprzedaży dla NVIDIA.

Jednak w obliczu globalnego niedoboru chipów firma wskazała, że mogą wystąpić problemy z dostawami kart graficznych, jednak próbowała też zapewnić swoich głównych klientów – graczy – że pozostają oni jej głównym priorytetem. W zeszłym tygodniu firma NVIDIA ogłosiła również, że możliwości jej najnowszego GPU w zakresie wydobywania kryptowalut będą ograniczone, co nasuwa pytania, czy ludzie przeniosą swoją zainteresowanie gdzie indziej.

Komunikaty firmy NVIDIA mogą być tylko krótkoterminową próbą sprostania oczekiwaniom wzrostu, do czasu aż problemy z dostawą chipów zostaną rozwiązane. Inwestorzy detaliczni będą uważnie obserwować, w jaki sposób firma NVIDIA zarządza istniejącym popytem i ofertą swoich produktów.

Digital Now! Holding zainwestował w Blue Whale Press – nowego gracza na rynku medialnym

2 miliony złotych – tyle zdecydował się zainwestować holding Digital Now! w wydawnictwo Blue Whale Press. Inwestycja jest zgodna ze strategią wspierania innowacyjnych przedsiębiorstw Spółki. – Pomysł autorskiej sieci reklamowej dla e-commerce jest odpowiedzią na potrzeby współczesnego biznesu – wyjaśnia Łukasz Nawrocki, Prezes Zarządu Digital Now! Holding.

Autorska sieć reklamowa Blue Whale Press, będąca jednocześnie wydawcą tematycznych portali informacyjnych, to nowy gracz na rynku medialnym. Oferuje świeże podejście do dystrybucji contentu oraz emisji reklam. W ramach powstałego w lipcu 2020 roku wydawnictwa działa już 70 wyspecjalizowanych portali tematycznych. Wśród nich można znaleźć witryny związane z tematyką sportu, mody i urody, rodziny, domu i ogrodu, motoryzacji, technologii, hobby, podróżom oraz wielu innym. Uruchomienie kolejnych zaplanowano na drugi kwartał 2021 r. Łącznie ich liczba ma przekroczyć 100 do końca roku.

Jednym z ważniejszych elementów naszego projektu wydawniczego był odpowiedni dobór autorów treści na poszczególne serwisy. Redaktorzy i dziennikarze, z którymi współpracujemy to nie tylko specjaliści, ale także, a może przede wszystkim, pasjonaci tematyki poruszanej w swoich publikacjach. Dzięki temu jesteśmy w stanie zagwarantować ich wysoką jakość i zainteresowanie czytelników, którzy będą wracać do wybranych treści. Zwiększamy tym samym szansę na uzyskanie oczekiwanych korzyści marketingowych przez naszych klientówmówi Anna Tworek-Skrzyszowska, Prezes Zarządu Blue Whale Press.

Wysoka jakość materiałów przygotowywanych przez wyspecjalizowane zespoły redakcyjne oraz działania promocyjne umożliwią dotarcie do ponad 500 000 użytkowników miesięcznie. W tym czasie wydawnictwo opublikuje 3000 artykułów tematycznych oraz 600 reklam dostosowanych do profilu serwisów. Poszczególne portale zaoferują przestrzeń reklamową pozwalającą aktywnie wspierać generowanie ruchu na stronie klienta. Serwisy Blue Whale Press są szansą dla sklepów internetowych poszukujących efektywnych form reklamy
i nowych możliwości zwiększenia sprzedaży.

Na inwestycję wartości 2 mln złotych zdecydował się holding Digital Now!, który obejmuje spółki specjalizujące się w udzielaniu kompleksowego wsparcia dla branży e-commerce oraz firm usługowych działających online. Holding odpowiada za prowadzenie strategii tworzących nowy obraz e-marketingu w wymiarze 360.

Inwestycja w Blue Whale Press to realizacja w praktyce strategii naszej firmy wspierania nowatorskich rozwiązań w biznesie. Zależy nam na ciągłym podnoszeniu satysfakcji klientów z kampanii prowadzonych na ich rzecz poprzez precyzyjne i, co najważniejsze, skuteczne działania marketingowe. Wpływ na decyzję o zainwestowaniu kolejnych środków miało bardzo dobre przyjęcie oferty Blue Whale Press na rynku. Liczymy, że dzięki naszej inwestycji już wkrótce wydawnictwo stanie się jednym z najważniejszych podmiotów wspierających rozwój branży w Polsce – podkreśla Łukasz Nawrocki, CEO Digital Now! Holding.

Inwestycja jest prowadzona w ramach rund inwestycyjnych. Oznacza to, że projekt finansują inwestorzy zewnętrzni, od których firma pozyskuje transze pieniężne umożliwiające wejście w kolejne fazy rozwoju. Digital Now! Holding wsparł Blue Whale Press w pierwszej fazie inwestycyjnej.

Kiedy warto kupić rower na raty i gdzie najlepiej dokonać zakupu?

Raty i subskrypcje z roku na rok zyskują na popularności. Coraz więcej rzeczy wolimy opłacić w formie wygodnych, mniejszych kwot przez pewną ilość miesięcy, niż wydawać raz dużą sumę, która może nadwyrężyć nasz budżet. Jednoślad jest czymś, co warto mieć w swoim wyposażeniu, by przemieszczać się w sposób zdrowy i wygodny, a także dbać o środowisko. Sprawdźmy jak wziąć rower na raty i czy istnieje ryzyko podczas takiej transakcji.

Rower na raty – jak wygląda proces zakupu

Wybierając taką formę zakupu w pierwszej kolejności warto przemyśleć swój budżet i ustalić jaką kwotę miesięcznie jesteśmy w stanie płacić za nasz nowy pojazd. W domu powinno się także przemyśleć oczekiwania względem nabywanego dwukołowca, by ten na pewno był trafiony i odpowiadał naszym potrzebom i możliwościom. Następnie warto wybrać się osobiście do dobrego sklepu rowerowego, w którym nie tylko bezstresowo nabędziemy nowy rower na raty, ale i uzyskamy poradę jaki model będzie najlepiej przystosowany do naszych oczekiwań. Sam proces poza kilkoma końcowymi formalnościami nie różni się wiele od zwyczajnego zakupu jednośladu. Możemy klasycznie przymierzyć się do roweru, wykonać jazdę testową, a w ramach rat zakupić nie tylko rower, ale i wszystkie potrzebne nam dodatki i akcesoria. Można więc pomyśleć o swoim bezpieczeństwie i wyposażyć się w kask i lampki, a także o wygodzie, którą zapewni nam odpowiednia odzież czy inne dodatki.

Możliwości zakupu roweru na raty

Źródło: Sklep i Serwis rowerowy BikeSalon.pl

Możliwości zakupu roweru na raty

W rozmaitych sklepach posiadamy różne opcje zakupu roweru na raty, dlatego warto poszukać takiego sprzedawcy, który oferuje najbardziej korzystne dla nas raty 0%. Dzięki temu po zakupie zapłacimy wyłącznie za nabyty jednoślad i ewentualne dodatki, bez konieczności uiszczania dodatkowych opłat za dokonanie transakcji. Rower na raty w sklepie BikeSalon możemy nabyć właśnie korzystając z takiej możliwości – jeżeli wybierzemy produkt z najnowszej kolekcji, który jest nieprzeceniony, to będziemy mogli go kupić bez żadnych opłat i prowizji. Modele przecenione niestety nie mają możliwości skorzystania z rat 0%, jednak te wciąż są niskooprocentowane, by klienci nie odczuli wyprzedaży roweru w powiększonej wysokości rat.

Gdzie kupić rower na raty?

Jednym z profesjonalnych sklepów rowerowych, jakie oferują taką możliwość jest BikeSalon. W nim skorzystamy zarówno z możliwości zakupu na raty 0%, jak i z niskooprocentowanych rat dla modeli przecenionych. BikeSalon posiada bogatą ofertę wysokiej jakości jednośladów pochodzących z kolekcji znanych i cenionych producentów. Wybierając się do tego sklepu mamy więc pewność, że kupiony przez nas rower będzie doskonale dobrany do naszych potrzeb i oczekiwań, a także wyróżni się wytrzymałością, wysoką jakością wykonania i dobrymi komponentami. Rower na raty Warszawa kupisz w BikeSalonie mieszczącym się przy ulicy Wrocławskiej 25 lub Ostrobramskiej 38b. Rower na raty Gdańsk to oferta sklepu BikeSalon w galerii City Meble, przy alei Grunwaldzkiej 211. W tym sklepie możesz nabyć także rower na raty online – wystarczy, że wybierzesz się na witrynę bikesalon.pl, by skorzystać z najlepszej oferty jednośladów w korzystnych warunkach finansowania.

Kupując rower na raty warto postawić na zaufanego sprzedawcę jednośladów. Dzięki temu nie tylko nabędziemy wysokiej jakości model w korzystnej cenie, ale i bez obaw dokonamy zakupu na raty. Warto skorzystać z oferty BikeSalon, by nasz nowy rower na raty dawał nam pełnię satysfakcji z jazdy.

Zainteresowany zakupem? Kup online na -> BikeSalon.pl lub odwiedź jeden z naszych punktów stacjonarnych:

Warszawa, ul. Wrocławska 25
Warszawa, ul. Ostrobramska 38b
Gdańsk, aleja Grunwaldzka 211

Źródło: Sklep i Serwis rowerowy BikeSalon.pl

Prowadzisz własną działalność? Sprawdź Orange Flex dla firm

Komunikacja to podstawa każdego biznesu. Z myślą o przedsiębiorcach Orange Flex przygotowało ofertę Flex dla Firm. Przejrzyste zasady, elastyczne plany i minimum formalności – to wszystko znajdziesz w Orange Flex.

Orange Flex dla firm to jedyna w swoim rodzaju oferta Planu komórkowego bez długoterminowej umowy. Oferta działa na zasadzie subskrypcji, z której możesz zrezygnować w dowolnym momencie. Takie rozwiązanie stworzone zostało z myślą o małych działalnościach gospodarczych, start-upach i osobach, które działają na rynku jako freelancerzy.

W Orange Flex dla Firm dostępne są cztery Plany. Każdy z nich obejmuje nielimitowane rozmowy, SMS-y i MMS-y w Polsce i w roamingu w UE oraz pakiet danych: 15 GB, 30 GB, 50 GB lub 100 GB. Wszystkie Plany zawierają usługę Social Pass – dzięki niej możesz korzystać z najpopularniejszych komunikatorów i serwisów społecznościowych, bez zużywania transferu. W dobie Internetu media społecznościowe to ważny kanał komunikacji z klientami – w Orange Flex możesz bez ograniczeń korzystać m.in. z Facebooka, Messengera, Instagrama i Twittera.

Maksymalna wygoda i minimum formalności

Do Orange Flex dla firm możesz dołączyć bez wychodzenia z domu – wystarczy pobrać na telefon aplikację mobilną ze sklepu Apple Store lub Google Play. Za pomocą aplikacji Orange Flex będziesz również na bieżąco zarządzał swoją ofertą. Po pobraniu aplikacji na swoje urządzenie, będziesz mógł w kilka minut utworzyć firmowe konto, potwierdzić swoją tożsamość i wybrać nowy numer. Możesz także przenieść do Orange Flex dotychczasowy numer.

W Orange Flex dla firm co miesiąc możesz zmieniać swój Plan na inny – w zależności od tego, jak dużej paczki danych akurat potrzebujesz. Wystarczy jedno kliknięcie. Jeżeli sparujesz swoją kartę płatniczą z aplikacją Orange Flex, płatności za wszystkie usługi będą pobierana z Twojego konta. Możesz także korzystać z szybkich płatności BLIK. E-faktury, które wystawiane są po każdej płatności, będą trafiały na Twoją skrzynkę mailową. Wszystkie faktury znajdziesz także w aplikacji, zgromadzone w jednej zakładce.

Orange Flex – rozwiązania dla firmy

Do swojego konta Orange Flex dla firm możesz dodać do pięciu numerów, które przeznaczone będą dla Twoich pracowników. Dodatkowymi numerami zarządzasz ze swojego konta w aplikacji Orange Flex – wybierasz Plan i kontrolujesz wydatki. Wszystkie numery możesz wliczyć w koszty prowadzenia działalności.

W Orange Flex dla firm możesz korzystać z wirtualnej karty eSIM za 0 zł – zainstalujesz ją na drugim telefonie lub smartwatchu. Dzięki temu ten sam numer telefonu będziesz mógł obsługiwać za pomocą dwóch urządzeń. Możesz także zamówić drugą tradycyjną kartę SIM – za 0 zł!

Wybierz najlepszą ofertę dla Twojego biznesu!

Pakiety bateryjne i akumulatorowe w przemyśle

Rozwój technologiczny i postęp w przemyśle sprawia, że coraz większa liczba firm sięga po rozwiązania na bazie pakietów bateryjnych i akumulatorowych. Przemawia za tym szereg zalet finansowych, logistycznych i technicznych, a nieustanne badania tej gałęzi dodatkowo przynoszą korzyści użytkownikom tego rozwiązania. Jakie są to benefity? Czym w ogóle są pakiety bateryjne i akumulatorowe od firmy Wamtechnik? Które branże zdążyły już wdrożyć technologię baterii i akumulatorów do swojego przedsiębiorstwa?

Technologia związana z bateriami i akumulatorami znana była już u początków XIX wieku, jednak początkowo nie wiązano z nią zbytnich nadziei. Prężna elektryfikacja oraz pierwsze narzędzia przenośne wymagające dostarczenia prądu sprawiły, że walory lekkich, poręcznych źródeł energii stały się szeroko doceniane. Dziś praktycznie każdy z nas dysponuje minimum jednym urządzeniem, w którym znajdują się baterie lub akumulator: pilot do telewizora, smartphone, laptop, wkrętarka akumulatorowa, samochód osobowy. Wiele wskazuje na to, że na naszych oczach dokonuje się rewolucja, a w perspektywie 10-15 lat ciężko będzie znaleźć przedsiębiorstwo niekorzystające z baterii i akumulatorów.

Czym są pakiety bateryjne i akumulatorowe?

Pakiety bateryjne lub akumulatorowe to konstrukcje energetyczne zaprojektowane na miarę potrzeb danego przedsiębiorstwa. Jeden zestaw może zawierać dowolną ilość baterii lub akumulatorów, a pomiędzy nimi zachowana jest przewodność elektryczna. Poza samym źródłem energii, pakiety te posiadają szereg zabezpieczeń mechanicznych i mechanizmów kontrolnych, jak na przykład czujniki temperatury. Dzięki temu możliwa jest maksymalizacja wydajności i efektywności w bezpiecznych warunkach, które można w dowolnej chwili skontrolować.

Pakiety bateryjne i akumulatorowe projektowane są na zamówienie przedsiębiorstwa – nie sprzedaje się gotowych zestawów. Wynika to z trzech faktów:

  • Różnorodność zapotrzebowania energetycznego – hale produkcyjne będą miały inne zapotrzebowanie niż parki przemysłowe, a te z kolei potrzebować będą o wiele więcej mocy niż chociażby magazyny.
  • Zróżnicowane możliwości technologiczne przedsiębiorstwa – dostępna przestrzeń, warunki panujące wewnątrz budynku czy obecność innych czynników niejednokrotnie definiuje parametry pakietów bateryjnych.
  • Technologie bateryjne do wyboru – litowa wersja to jedna z wielu możliwości; dostępne są zarówno ładowalne pakiety niklowe czy kwasowo-ołowiowe, jak również nieładowalne zestawy alkaliczne.

Rodzaje pakietów bateryjnych i akumulatorowych

Dostępna oferta rynkowa pakietów bateryjnych podzielona jest na cztery główne kategorie:

  1. Technologia litowa: znajdziemy tutaj m.in. akumulatory litowo-jonowe, litowo-polimerowe, litowo-żelazowo-fosforanowe oraz nieładowalne baterie litowe. Jest to jedna z najszerzej stosowanych technologii: od przenośnych systemów alarmowych przez hulajnogi elektryczne aż po samochody hybrydowe i elektryczne. Jest to jedno z najlżejszych, najbardziej efektywnych źródeł przenośnej energii.
  2. Technologia niklowa: tutaj dostępne są między innymi akumulatory niklowo-kadmowe oraz niklowo-wodorkowe. Pierwsze z nich stosowane są w branżach, które kładą szczególny nacisk na niezawodność, takich jak wojskowość czy medycyna. Drugi typ akumulatorów sprawdza się tam, gdzie wymagana jest wydajna praca przez długi czas, nawet w ekstremalnych warunkach pogodowych (zakres temperatur pracy wynosi od -40 do +85 stopni Celsjusza).
  3. Technologia kwasowo-ołowiowa: dzieli ona się na dwie główne grupy akumulatorów – VRLA-AGM oraz VRLA-żelowe. Obie cechują się niskimi wymaganiami w zakresie miejsca pracy czy położenia, nie wymagają również częstych konserwacji, napraw czy uzupełniania środków ładujących. Zastosowanie tych technologii jest niezwykle szerokie: od branży motoryzacyjnej przez telekomunikację, energetykę (w szczególności branżę fotowoltaiczną) i przemysł.
  4. Technologia alkaiczna: najczęściej utożsamiana jest z popularnymi bateriami sklepowymi w postaci „paluszków” AAA, AA, C, D i 9V. Praktycznie każde urządzenie RTV, AGD i małej elektroniki w gospodarstwie domowym korzysta z takiego rozwiązania, jeśli nie posiada podłączenia do prądu. Baterie alkaiczne są niezbędne w takich urządzeniach jak pilot TV, waga łazienkowa i kuchenna, zegary ścienne, zabawki zdalnie sterowane, latarki czy systemy detekcyjne.

Co sprawia, że pakiety bateryjne i akumulatorowe są tak wyjątkowe?

Za sukcesem pakietów bateryjnych i akumulatorowych stoi szereg czynników, takich jak niezawodność, wydajność czy ergonomia użytkowania. Jednak cechy te nie byłyby możliwe, gdyby nie najwyższe standardy produkcyjne, kompleksowe podejście i myślenie przyszłością. Dobrze zaprojektowana bateria lub akumulator musi nie tylko spełniać potrzeby doraźne, bieżącego momentu (czyli skuteczne dostarczenie energii elektrycznej), ale także odpowiadać na ewentualne potrzeby za kilka miesięcy lub kilka lat (np. brak konieczności częstej wymiany lub serwisowania).

Nie można także poprzestać na laurach i obecnych sukcesach – konieczne jest nieustanne prowadzenie badań i innowacji, które umożliwią utrzymanie konkurencyjności i dostarczanie najlepszych rozwiązań do klientów. Nie można pozostać także obojętnym na kwestie bezpieczeństwa – ta bowiem pozwala zbudować zaufanie i zminimalizować ryzyko uszkodzeń mienia oraz uszczerbku na zdrowiu. Obie te kwestie potwierdzają unijne certyfikaty i licencje niezbędne do funkcjonowania i obrotu wskazanymi produktami.

Jakie branże korzystają z pakietów bateryjnych i akumulatorowych?

Pakiety bateryjne i akumulatorowe znajdują swoje zastosowanie w wielu rozmaitych gałęziach przemysłowych i branżach. Wśród nich warto wyszczególnić takie nisze, jak:

  • Branża motoryzacyjna – opracowywane są technologie służące jak najwydajniejszemu użytkowaniu napędu, bezawaryjnym przemieszczeniu się w poczuciu bezpieczeństwa.
  • Branża elektromobilna – mała przestrzeń, w której można ulokować pakiety oraz zaawansowanie technologiczne sprawiają, że gałęź ta poddawana jest nieustannym udoskonaleniom.
  • Branża elektronarzędziowa – akumulatory i baterie są tutaj lekkie, wydajne, szybko ładowalne oraz uniwersalne, dzięki czemu pasują do wielu urządzeń jednego producenta.
  • Branża medyczna – tam, gdzie ratuje się ludzkie życie, koniczne jest stosowanie najwyższych standardów, a niezawodność, poręczność i funkcjonalność są kluczem do skuteczności.
  • Branża budowlana – wszechobecny brud, pył, wilgoć oraz ekstremalne użytkowanie i narażenie na uszkodzenia mechaniczne w żaden sposób nie mogą pogorszyć parametrów pakietów bateryjnych i akumulatorowych.
  • Branża przemysłowa, w tym przemysł 4.0 – responsywność wraz z komunikatami zwrotnymi, niski koszt produkcji masowej, możliwość konfiguracji AI oraz uwzględnienie wymagających warunków pracy to kluczowe kwestie dla współczesnego przedsiębiorstwa.

Więcej informacji na temat produkcji i zastosowania baterii i akumulatorów znajdziesz na stronie: Wamtechnik.pl

Przyzwyczajanie się do nowych realiów

Nastroje na rynkach poprawiają się przy odbiciu na większości głównych giełd. Pomimo wstępnych strachów wywołanych (ponownie) skokiem rentowności obligacji skarbowych, udało się obronić dzień odwrotu. Inwestorzy przyczajają się do nowych reguł, gdzie hossa na rynku akcji może iść w parze ze wzrostami rentowności.

Wczoraj kolejny zryw wyprzedaży na rynku długu pociągnął rentowność 10-latek USA do prawie 1,43 proc. – nowe 12-miesięczne szczyty. Zatrzęsło to rynkiem akcji, ale ostatecznie dzień odwrotu został obroniony i zielona fala przelała się przez Europę, USA, a dziś w nocy także Azję. Strach o to, co znaczą wyższe rentowności dla perspektyw hossy na rynku akcji systematycznie słabnie. Oczekiwania wyższej inflacji nie oznaczają od razu kresu ultra-luźnej polityki. Wyższe rentowności są dowodem zdrowienia gospodarki i poprawy perspektyw ożywienia. Wydaje się, że przedstawiciele Fed muszą o tym przypominać inwestorom co najmniej raz dziennie, aby żadne inne myśli nie wkradły się do umysłów uczestników rynku. Wczoraj prezes Powell razem z członkami zarządu Fed – Claridą i Brainard – zapewniali o podtrzymaniu ekspansywnej polityki na dłużej. Powell tonował obawy o inflację, Clarida deklarował utrzymanie QE bez zmian do końca roku, ale najważniejszy był przekaz od Brainard. Zwróciła ona uwagę, że po oczyszczeniu dany z rynku pracy z wpływu złego przypisania zatrudnienia, stopa bezrobocia jest bliżej 10 proc. niż raportowanych 6,3 proc. To świadczy, że jest jeszcze sporo miejsca, zanim zrealizowany zostanie warunek Fed dotyczący „znacznej poprawy” i spekulacje o wcześniejszej normalizacji polityki są na wyrost.

Na tej bazie powinien być budowany apetyt na ryzyko w kolejnych tygodniach, w czym także pomagają lepsze wiadomości w temacie walki z pandemią. Niektóre kraje nadrabiają zaległości w tempie wyszczepienia. Szczepionka od Johnson&Johnson ma być wkrótce dostępna w USA. Badani potwierdziły też wysoką (94 proc.) skuteczność szczepionki Pfizera w Izraelu. Obawy o przedłużanie się lockdownów ustępują miejsca dyskontowaniu skali odbicia globalnego ożywienia. Powinniśmy oczekiwań, że zmienność rynkowa zmniejszy się na rzecz przywrócenia spokojniejszych trendów.

Z uwagi na charakter rozliczenia transakcji w dacie spot (+2), gros przetasowań na koniec miesiąca dokonała się wczoraj i od dziś powinniśmy widzieć więcej ruchów pod kątem marcowych trendów. Na FX bezpieczne przystanie – USD, JPY, CHF – są pod presją, a równowagę odzyskują waluty ryzykowne. EUR/USD zbliża się do 1,22, silny pozostaje funt. Także ze złotego znika presja osłabienia na koniec miesiąca z EUR/PLN wracającym pod 4,51 i USD/PLN spadającym pod 3,70. Dziś przed nami dość napakowany informacjami dzień. Z Eurolandu otrzymamy indeksy nastrojów, a w USA m.in. kolejną rewizję PKB za IV kw. Większa uwaga może być na przemówieniach przedstawicieli EBC i Fed. Szczególnie interesujące może być przemówienie głównego ekonomisty EBC Lane’a, który może próbować werbalnie osłabić euro, choć nikogo już to nie zaskoczy.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W drugiej połowie 2020 r. przybyło zadłużonych bankrutów

Druga połowa 2020 roku była rekordowa pod względem liczby upadłości konsumenckich. Sądy orzekły ją wobec 8,4 tys. osób – to blisko dwukrotnie więcej niż w pierwszym półroczu. Większość bankrutów miała na swoim koncie przeterminowane zobowiązania finansowe: 65% z nich w dniu ogłoszenia upadłości było notowanych w Krajowym Rejestrze Długów, zaś 51% widniało wśród dłużników już rok wcześniej.

Pandemia pozostawiła ślad w portfelach konsumentów i w wielu przypadkach przyczyniła się do bankructwa Polaków. Według danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej w pierwszej połowie roku zbankrutowało 4,3 tys. osób. Natomiast w drugiej już 8,4 tys. Większość konsumentów, którzy ogłosili upadłość, można było znaleźć w danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej (5,5 tys.). Na rok przed ogłoszeniem widniało w nim 51% bankrutów. Na pół roku przed orzeczeniem upadłości odsetek ten rósł do 58%, a w dniu ogłoszenia upadłości do 65%. W drugim półroczu suma ich zaległych zobowiązań przekroczyła 310,2 mln zł. To ponad dwukrotnie więcej niż w pierwszym półroczu 2020 r. (118,5 mln zł). Łącznie w całym ubiegłym roku bankrutujący konsumenci mieli niespłacone 429 mln zł.

Bankructwo to ostateczność, ale jednocześnie efekt długiego procesu, którego symptomy można dostrzec znacznie wcześniej. Pierwszym sygnałem niewypłacalności jest nieradzenie sobie ze spłatą rachunków czy zobowiązań. Z danych KRD wynika, że każdy statystyczny bankrut w dniu upadłości miał średnio 37 tys. zł długów wobec ponad dwóch wierzycieli. Jeśli więc wartość zaległych zobowiązań przekracza możliwości spłaty, liczba wierzycieli upominających się o pieniądze rośnie, a długi zaczynają się kumulować, może to być objaw poważnych problemów finansowych, których finałem będzie ogłoszenie upadłości – mówi Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów.

Wraz z długiem rośnie ryzyko niewypłacalności

W odróżnieniu od liczby upadłości w 2020 r., liczba dłużników-konsumentów wpisanych do KRD nie zmieniła się znacząco r/r. W porównaniu do grudnia 2019 r., w ostatnim miesiącu minionego roku było ich o ok. 34 tys. mniej, a łącznie prawie 2,5 mln osób. Urosła za to suma długu, z 45,6 mld zł na koniec 2019 roku do 48 mld zł w grudniu 2020 roku. Średnio każdy dłużnik miał do oddania ponad 19,5 tys. zł.

Dane naszego rejestru pokazują, że w czasie pandemii większe problemy ze spłacaniem zobowiązań miały osoby zadłużone jeszcze przed jej wybuchem. Można przypuszczać, że wiele z nich nie było przygotowanych na taki scenariusz wydarzeń lub pracowało w branżach, które dotknął koronakryzys. Przeterminowane zobowiązania, bo takie odnotowujemy właśnie w KRD, są w takich sytuacjach dużym obciążeniem – dodaje Adam Łącki.

Do KRD dłużnicy wpisywani są zgodnie z Ustawą o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych, a więc m.in. zostali powiadomieni o zadłużeniu minimum 30 dni po upływie terminu płatności i otrzymali 30 dodatkowych dni na zapłatę.

Kto najczęściej ogłasza upadłość

W poprzednich latach upadłości konsumentów najczęściej przypadały w udziale kobietom. Według ostatnich danych sytuacja jest już wyrównana. Spośród bankrutów z drugiej połowy 2020 roku notowanych w KRD równe 50 proc. stanowiły kobiety, a drugie 50 proc. mężczyźni. Suma zobowiązań, jakie pozostawiły po sobie panie, wyniosła ponad 137 mln zł, a panowie ponad 173 mln zł.

Większość konsumentów, którzy nie poradzili sobie ze spłatą zobowiązań i ogłosili bankructwo w drugiej połowie 2020 roku oraz byli wcześniej wpisani do KRD, mieszka w miastach – to niemal 4,5 tys. osób. Mniej niż co dwudziesty (17%) mieszka na wsi.

Jedna na dziesięć upadłości konsumenckich miała miejsce w województwie śląskim (1143), nieco mniej bankrutów pochodziło z województwa mazowieckiego (773), a trzecie miejsce zajęło województwo wielkopolskie, z liczbą 541 upadłości konsumenckich. W pozostałych regionach takich osób było mniej niż 500.

Upadłości konsumenckich mogłoby być więcej, gdyby nie pomocowe działania rządu, które wymuszały na pracodawcach m.in. utrzymywanie miejsc pracy i powstrzymały szybki wzrost bankructw, szczególnie w pierwszej połowie roku. Możemy się spodziewać, że w 2021 roku wciąż będziemy notować wysokie liczby upadłości konsumenckich do czasu, aż nie ustabilizuje się sytuacja pandemiczna i gospodarcza. Dla wielu osób ogłoszenie bankructwa może stanowić jedyną furtkę do zaspokojenia roszczeń wierzycieli, pozbycia się długów i rozpoczęcia nowego życia bez obciążeń finansowych – dodaje Adam Łącki.

Wierzyciel to nie wróg

W drugim półroczu 2020 r. ogłaszający upadłość konsumenci byli najczęściej dłużni bankom (135,2 mln zł), funduszom sekurytyzacyjnym (118,7 mln zł) i firmom pożyczkowym (25,6 mln zł).

Warto zwrócić uwagę, że w większości wierzycielami konsumentów-bankrutów są instytucje finansowe, które często mogą zaproponować pomoc dłużnikowi w zwrocie należności, przedstawiając mu dostosowany do jego możliwości plan spłaty czy konsolidując zaciągnięte zobowiązania. Nasze doświadczenie pokazuje, że nawet z bardzo trudnej sytuacji można znaleźć wyjście. Wymaga to jednak woli i determinacji samego zadłużonego. Jeśli skorzysta on z propozycji wierzyciela, dotyczącej planu spłaty, będzie go realizował i nie zaciągnie kolejnych długów, to wizja bankructwa i utraty majątku się oddali – zaznacza Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

Co trapi franka, czyli świat widzi koniec pandemii

Stabilizacja kursu EUR/USD przy 1,21 może sprawiać wrażenie, że w świecie walut zmienność przygasła. Spokój jest jednak tylko pozorny. Za plecami głównej pary walutowej dochodzi bowiem do dynamicznych przetasowań. Ich klucz: im ryzykowniejszy profil waluty oraz im silniejszy i trwalszy jej związek z globalną koniunkturą, tym radzi sobie lepiej. To złe informacje dla jena i franka, czyli walut nazwanych bezpiecznymi przystaniami.

Osłabienie notowań franka szwajcarskiego wybija się tu na pierwszy plan, bo w lutym stracił on do euro i dolara po ok. 2 proc. Tendencja nabrała rumieńców w bieżącym tygodniu. Odwrót od helweckiej waluty jest też widoczny w notowaniach względem złotego. Pomimo wzrostu kursu EUR/PLN do ok. 4,52, CHF/PLN osunął się pod 4,10. Z perspektywy polskiej waluty frank tak tani nie był od września 2020 r.!

W roku odbudowy i powrotu inflacji

Globalna gospodarka najbardziej przypominała dobrze naoliwioną maszynę lub perfekcyjnie zgraną orkiestrę w 2017 r. Światowe PKB rosło o blisko 4 proc., a najsłabszymi walutami były wówczas tzw. “bezpieczne przystanie”, czyli dolar, jen i właśnie frank. Czy w tym roku, który ma stać pod znakiem postpandemicznej odbudowy i powrotu inflacji, sytuacja może się powtórzyć? Wiele na to wskazuje.

Na razie pozytywnie wybijają się waluty, których gospodarki stosunkowo dobrze poradziły sobie z drugą falą pandemii, albo są one związane z rynkami drożejących surowców lub mają zaplecze pod postacią sprawnego przebiegu programu szczepień. Kryteria te spełniają m.in. waluty skandynawskie czy ostro drożejący w ostatnich tygodniach funt szterling. W dalszej części roku kapitał będą przyciągać te, których banki centralne najszybciej skłonią się (lub zostaną zmuszone okolicznościami) do porzucenia nadzwyczajnego trybu działania. Innymi słowy: słabe będą te waluty, których stopy procentowe zostaną podniesione ostatnie. Wypisz wymaluj: sytuacja Japonii i Szwajcarii – mówi Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Opisując ostatnie przetasowania na rynku franka, trudno doszukiwać się jednej wiadomości, wypowiedzi lub odczytu danych, które mógłyby zadziałać jak zapalnik. Korekta na rynku akcji modelowo niezbyt sprzyja też takiemu zachowaniu franka.

Wyprzedaż franka wyraźnie przyspieszyła po pokonaniu przez kurs EUR/CHF szczytów z ubiegłego roku – zadziałał efekt zbliżony do kuli śnieżnej. W obliczu postępu programu szczepień i spadku liczby zachorowań (zwłaszcza w USA) mogło to przypomnieć o walucie, której kurs wcześniej przez wiele tygodni podlegał bardzo nikłej zmienności.

Można powiedzieć, że frank długo był na bocznym torze, a teraz wraca na swoje miejsce. Jego wycena nadrabia dystans do jena, który wcześniej zaczął tracić. Inne pary walutowe związane ze światową koniunkturą już dawno wykonały silne skoki. Potężne umocnienie ma za sobą np. korona szwedzka, a imponujący rajd – funt szterling – analizuje Bartosz Sawicki.

Czarne scenariusze coraz mniej prawdopodobne

Nie można także wykluczyć sytuacji, w której część uczestników rynku zakładała, że zimą sytuacja epidemiczna nie będzie się poprawiać, a szczepionki mogą okazać się nieskuteczne na nowo wykryte odmiany koronawirusa. Dla oczekujących schłodzenia nastrojów inwestycyjnych frank i jen były pierwszymi wyborami na rynku walutowym.

Tymczasem w największej światowej gospodarce pandemia wydaje się być pod kontrolą – zaszczepiony został już co piąty obywatel Stanów Zjednoczonych. Lada moment zostanie zatwierdzona kolejna antycovidowa szczepionka (Johnson & Johnson’s), która nie będzie wymagała dwóch dawek. W rezultacie, w kilka miesięcy może zostać osiągnięta stadna odporność w Stanach Zjednoczonych.

Kwartał powoli zmierza ku końcowi i nie widać znacznych szans na zmaterializowanie się czarnych scenariuszy. Osłabienie franka może być dowodem kapitulacji inwestorów, którzy preferowali takie zakłady rynkowe.

Złoty w perspektywie lepszej koniunktury

Opisywane prawidłowości i schematy znajdują przede wszystkim zastosowanie do notowań walut gospodarek rozwiniętych. Entuzjazm wobec rynków wschodzących przygasł w obliczu silnego podbicia dochodowości obligacji Stanów Zjednoczonych. Tendencja ta osłabia przecież główny motyw wycieczek do świata emerging markets, którym niezmiennie jest poszukiwanie jak najwyższych stóp zwrotu.

Nie spodziewamy się, by zjawisko to przerodziło się w trwały trend. Kolejne oznaki krzepnięcia koniunktury i dalszy postęp programów szczepień powinny sprzyjać naszemu koszykowi walut. Ma to zastosowanie również w kontekście złotego. W IV kwartale ub.r. pozytywne tendencje przerwał bank centralny. Groźba interwencji walutowych ze strony Narodowego Banku Polskiego utrzymuje kurs euro blisko 4,50 zł. Tolerancja władz monetarnych dla niższych poziomów kursu powinna rosnąć wraz z pojawianiem się ewidentnych oznak wychodzenia gospodarki z dołka. Złoty staje zatem przed szansą, by nadrabiać stracony w ostatnich tygodniach dystans, ale zapewne przyjdzie na to poczekać do kolejnego kwartału – zakłada analityk Cinkciarz.pl.

Oznacza to, że w najbliższych tygodniach za franka nie powinniśmy płacić więcej niż 4,12 zł, a jeszcze w tym roku kurs CHF/PLN powinien wyraźnie spadać poniżej poziomu 4,0.

Lockdown do Wielkanocy to plan minimum. Przedsiębiorcy wiedzą, że w pierwszym kwartale 2021 roku lepiej już nie będzie

Zapewnienia Ministerstwa Zdrowia nie pozostawiają złudzeń: trzecia fala pandemii koronawirusa trwa i wiele wskazuje na to, że przed nami kolejne miesiące ograniczenia, a może nawet zamykania gospodarki. Jak mówią przedstawiciele Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska sytuacja jest poważna i pewne ruchy są widoczne już w wielu firmach: – Przedsiębiorcy reagują dynamicznie na wszystkie zmiany, które ogłaszane są przez Ministerstwo Zdrowia. Rozmawiamy z wieloma podmiotami, które „spisały na straty” pierwszy kwartał tego roku i planują działanie na kolejne miesiące. Obecne funkcjonowanie w biznesie nie może się skupiać tylko na bieżącej działalności, ale i na planowaniu tego, co będzie po pandemii. Przetrwają tylko Ci, którzy potrafią łączyć operacyjne działanie w czasie rzeczywistym i przyszłości – mówi Filip Kiżuk, doradca gospodarczy.

„Myślę, że takie branże jak transport, hotelarstwo czy kultura bardzo ostrożnie będą planować swoją działalność w kolejnych tygodniach”

Ministerstwo Zdrowia w czwartek ogłosiło kolejne obostrzenia – zmienia się system ochrony osobistej, który wyklucza noszenie przyłbic na rzecz noszenia maseczek. Wraca także podział na regiony jeżeli chodzi o wdrażanie obostrzeń. Póki co lockdownem objęty jest tylko jeden region: województwo warmińsko-mazurskie. Nie jest jednak wykluczone, że wzrost zachorowań będzie wiązał się z poszerzeniem lockdownu na kolejne regiony. Przedsiębiorcy zmuszeni są do budowania swojego biznesu w dużej niepewności o przyszłość.

– Przedsiębiorcy z jednej strony odetchnęli, że obostrzenia nakładane są punktowo, a z drugiej mają wrażenie, że niebawem lockdown znów obejmie całą Polskę. Nie ma się co oszukiwać, trzecia fala pandemii staje się faktem, zachorowań będzie coraz więcej, więc i generowanie obostrzeń będzie postępować. Czy w takiej sytuacji można planować działalność? Myślę, że takie branże jak transport, hotelarstwo czy kultura bardzo ostrożnie będą planować swoją działalność w kolejnych tygodniach. O przyszłość drży także poturbowany lockdowami handel – mówi Katarzyna Michalska, doradca gospodarczy. – Gastronomia, branża fitness, branża ślubna, branża eventowa, kultura. Tutaj widzimy coraz większy nihilizm i  coraz większe pogodzenie się z tym, że to zamknięcie będzie trwać. Rozmowy z przedsiębiorcami z tych branż przygnębiają. Oni często już spodziewają się, że kolejne konferencje ministrów czy premiera nie przyniosą im dobrych wiadomości. Gospodarka potrzebuje tlenu – dodaje Filip Kiżuk.

 

Powinno być progresywnie, a znów jest defensywnie?

Trzecia fala koronawirusa, kolejne informacje o brytyjskich i amerykańskich mutacjach choroby, lockdown i obostrzenia w całej Europie. Na ile jeszcze przedsiębiorcom starczy energii i pieniędzy do trwania w tej trudnej sytuacji? Specjaliści nie mają wątpliwości, że rok trwania pandemii koronawirusa wielu nauczył zarządzania kryzysowego w praktyce. Nie można jednak budować spokojnej przyszłości swojej i swoich pracowników z miesiąca na miesiąc walcząc o przetrwanie.

– Na początku lutego chwaliłam Rząd RP za progresywne poluzowywanie obostrzeń w czasach, gdy inne kraje europejskie coraz mocniej pogłębiają się w zamykaniu gospodarki. Miałam nawet taką myśl, że może mamy jakiś unikalny sposób na działanie, który wyróżnia strategię z Polski na tle innych krajów europejskich. Ogłoszenia ze środy i plan powrotu do zamykania branż trochę mnie zasmucił. Musimy być realistami. Gospodarcze obostrzenia do Wielkanocy to wariant optymistyczny – mówi Katarzyna Michalska, doradca gospodarczy. – Przedsiębiorcy muszą znów zbierać kapitał obrotowy na kolejne miesiące trwania w trudnym otoczeniu gospodarczym. Czyli właściwie nic się nie zmienia – dodaje Filip Kiżuk.

W marcu obchodzić będziemy rok z pandemią koronawirusa. Straty w poszczególnych sektorach gospodarki liczone są w miliardach.

Inwestycyjne rozterki w niepewnych czasach

Czy oprocentowanie lokat bankowych pójdzie w górę? Na jakie fundusze inwestycyjne postawić? Kupować złoto? Czy bitcoin przekroczy wszelkie granice? Co z gotówką – warto ją posiadać, a może nie? Te pytania zadają sobie obecnie wszyscy inwestorzy. Ekspert firmy Tavex wyjaśnia wątpliwości.

Inwestycyjne rozterki

Jak pokazują badania firmy Tavex, Polska to kraj inwestorów lokatowych. Prawie 37% respondentów postawiło na ten rodzaj aktywa. Co ciekawe, wiele osób nadal w nic nie inwestuje – prawie trzy czwarte badanych nie pomnaża zaoszczędzonych pieniędzy. Jednak przez dość intensywne zmiany zachodzące na rynkach finansowych może to się zmienić.

Trzymając środki finansowe na koncie oszczędnościowym lub lokacie, nie tylko nie zarabiają, ale wręcz tracą na wartości z powodu inflacji i dodatkowych opłat narzucanych przez banki – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Polacy inwestują – oprócz lokat – w akcje na giełdzie (24,9%) i nieruchomości (22,3%). Co ciekawe, sporo osób zdecydowało się w 2020 roku postawić na złoto – prawie 15%.

Coraz częściej dostrzegamy potrzebę dywersyfikacji portfela. Nie wybieramy tylko jednego aktywa. Do swojego inwestycyjnego portfolio staramy się wprowadzać różnorodność – posiadać kapitał ulokowany w lokatach, nieruchomościach, złocie, kryptowalutach, a także gotówce – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Przywiązanie do gotówki

Gotówka w czasach pandemii jest istotnym elementem stabilizacji infrastruktury finansowej państwa. Opinie na temat potrzeby jej obrotu w gospodarce znajdują swoje potwierdzenie w stosunku Polaków do pomysłu jej likwidacji. Ponad połowa z nas uważa, że jest to rozwiązanie niekorzystne (59%), natomiast przeciwnego zdania jest 17%, według których gospodarka powinna postawić na obrót bezgotówkowy – wynika z badania Tavex zrealizowanego przez firmę SW Research.

Co ciekawe, większość (81%) ankietowanych deklaruje, że na co dzień nosi gotówkę w swoich portfelach. Co więcej, ponad dwie trzecie wskazuje, że jest ona potrzebna gospodarce. Przeciwnego zdania jest jedynie 13% ankietowanych.

Nierzadko chcąc się zabezpieczyć przed kryzysem gospodarczym odruchowo wypłacamy gotówkę, co jest historycznie uzasadnione, ponieważ już kilkukrotnie mogliśmy obserwować upadki dużych banków np. w Stanach Zjednoczonych. Co więcej, gotówka daje nam również poczucie swobody. W sytuacji awarii banków lub bankomatów nie zostajemy bez środków płatniczych. Gwarantuje nam ona pełną suwerenność, a także ochronę przed coraz powszechniejszymi ujemnymi stopami procentowymi. Daje poczucie bezpieczeństwa.

Gotówkę w Polsce noszą praktycznie wszyscy. Potwierdza to nasze badanie przeprowadzone na różnych grupach wiekowych. Młode osoby (do 24 r.ż.) potwierdzają, że posiadają w swoich portfelach gotówkę – blisko 90% wskazań. Sytuacja wygląda podobnie w przypadku pozostałych ankietowanych grup – osoby w wieku 25-34 lat – 89,4%, 35-49 – 88,5% oraz powyżej 50 r.ż. – 92,7% – podkreśla Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Zdaniem niemal jednej trzeciej respondentów płatność gotówką jest zawsze bezpieczna. 46% badanych uważa, że taka forma płatności jest bezpieczna tylko przy małych kwotach, a 15% respondentów nie uznaje płacenia gotówką za bezpieczne, przy czym zwraca uwagę na to, że inne metody wiążą się z większym zagrożeniem.

Dane z sądów: Fala restrukturyzacji dopiero przed nami. Eksperci: Tarcze antykryzysowe spowolniły proces

W 2020 r. nastąpił dwucyfrowy spadek składanych wniosków o restrukturyzację.

Z danych z sądów rejonowych wynika, że w ub.r. wpłynęło do nich w sumie o 20,5% mniej wniosków o restrukturyzację niż w 2019 roku. Największe spadki zanotowano w Częstochowie –  o ponad 72%, w Opolu – o 55,5%, a także w Płocku – o ok. 55%. Jednak w niektórych miastach były widoczne wzrosty i to nawet na poziomie 300%. Taki wynik był w Gorzowie Wielkopolskim. Z kolei w Szczecinie przybyło aż 84% wniosków, a w Kielcach – 62,5%.

Według informacji pochodzących z sądów rejonowych, zajmujących się restrukturyzacjami, w ub.r. w stosunku do 2019 roku nastąpił spadek wpływu wniosków o 20,5%. Zdaniem radcy prawnego i doradcy restrukturyzacyjnego Adriana Parola, na taki wynik wpłynęło wprowadzenie uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego. W praktyce niemal wyparło ono przyspieszone postępowanie układowe, które wcześniej stanowiło najpopularniejszą tego typu procedurę.

– Przedsiębiorca może sam otworzyć uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne, które zostało wprowadzone wraz z wejściem w życiem ustawy z 19 czerwca 2021 roku, zwanej Tarczą 4.0. W tym celu musi oczywiście podpisać umowę z licencjonowanym doradcą restrukturyzacyjnym i zamieścić obwieszczenie w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Natomiast przez cztery miesiące ma całkowitą ochronę przed wierzycielami i w tym okresie powinien zawrzeć z nimi układ – mówi Andrzej Głowacki z DGA Kancelarii Restrukturyzacji i Upadłości.

Jak podkreśla Norbert Frosztęga, adwokat i doradca restrukturyzacyjny z Kancelarii Zimmerman Sierakowski i Partnerzy, takie postępowanie charakteryzuje się tym, że w większości toczy się poza sądem. Wniosek restrukturyzacyjny jest składany dopiero w finalnej fazie, a nie w początkowej, jak to jest w przypadku innych procedur restrukturyzacyjnych. Zdaniem eksperta, wielu przedsiębiorców jest w procedurze uproszczonej restrukturyzacji, ale jeszcze nie doszło do etapu złożenia wniosku. I właśnie ta grupa podmiotów powoduje istotne różnice w odnotowanych wynikach.

– Dodatkowo wpływ na zmniejszenie liczby wniosków w 2020 roku miały tarcze antykryzysowe, które odsunęły decyzje o restrukturyzacji sądowej na późniejszy czas. Natomiast żaden ze znanych mi sądów restrukturyzacyjnych nie zaprzestał działalności w okresie pandemii, dzięki poczuciu obowiązku sędziów i pracowników – zaznacza mec. Parol.

W wielu sądach rejonowych odnotowano dwucyfrowe spadki rok do roku. Największą różnicę zaobserwowano w Częstochowie. W ub.r. było tam o 72,2% mniej wniosków o restrukturyzację niż w 2019 roku. Na drugim miejscu znalazło się Opole z wynikiem 55,5%, a na trzecim uplasował się Płock – 55,2%.

– Gdy liczba wniosków spada w danym mieście, oznacza to, że przedsiębiorcy w większości wolą tam ogłosić upadłość jako konsumenci niż ratować swoje firmy. Podkreślić należy jednak to, iż restrukturyzacja zawsze jest korzystniejsza dla wierzycieli i obrotu gospodarczego niż upadłość. Najczęściej wiąże się ona z likwidacją masy upadłości, co jest niekorzystne dla wszystkich – wyjaśnia doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol.

Norbert Frosztęga przypomina zarazem, że przedsiębiorcy nadal są zwolnieni z obowiązku wnioskowania o upadłość, jeśli niewypłacalność powstała w okresie obowiązywania stanu epidemii i z powodu COVID-19. Dlatego wielu z nich, nawet jeśli ma problemy płynnościowe, nie decyduje się na restrukturyzację. Według eksperta, pozostają oni w przekonaniu, że gospodarka szybko się odbije, zaś pomoc rządowa pozwoli przetrwać trudne czasy.

– Oczywiście można zrozumieć motywy, którymi kierują się przedsiębiorcy odkładający na później decyzję o restrukturyzacji. Jednak, w moim przekonaniu, takie rozwiązanie jest dość mocno ryzykowne – stwierdza prezes Głowacki.

Niemniej w niektórych sądach widoczne były wzrosty. Największy z nich, w Gorzowie Wielkopolskim, wyniósł aż 300%. W Szczecinie przybyło 84% wniosków, a w Kielcach – 62,5%. Jak zauważa Adrian Parol, wpływ na liczbę wniosków ma struktura gospodarcza danego rejonu. I tak np. wzrost w Szczecinie mógł być spowodowany brakiem turystów z Niemiec w okresie pandemii. Firmy powiązane z ich obsługą zaczęły mieć poważne problemy finansowe.

– Szczególnego podkreślenia wymaga fakt, że w grudniu 2020 roku w całej Polsce sądy otworzyły zaledwie 7 postępowań restrukturyzacyjnych. Natomiast w tym samym miesiącu w przypadku przedsiębiorców ta liczba sięgnęła aż 120. Spodziewam się, że w pierwszym półroczu br. właściciele firm będą coraz częściej do tego dochodzić. Myślę, że pojawi się lawina małych firm gastronomicznych i hoteli, które w ten sposób będą chciały się oddłużyć i przetrwać do lata – przewiduje prezes Głowacki.

Zdaniem Adriana Parola, w tym roku będzie więcej wniosków niż w 2020 roku z kilku powodów. Rośnie świadomość przedsiębiorców na temat możliwości restrukturyzacji. Ponadto uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne jest odformalizowane, szybkie i tanie dla dłużnika. Nie bez znaczenia jest też łagodniejsze podejście wierzycieli do zadłużonego podmiotu w ramach procesu prowadzonego z udziałem doradcy restrukturyzacyjnego.

– W mojej ocenie, w 2021 roku liczba złożonych wniosków będzie kształtowała się na podobnym poziomie co w ub.r. Wiele będzie zależeć od tego, jak długo ustawodawca będzie jeszcze utrzymywał moratorium na składanie wniosków upadłościowych. Po jego uchyleniu wielu przedsiębiorców stanie bowiem w obliczu decyzji, czy ratować się restrukturyzacją. Uważam, że znaczna część zdecyduje się na walkę o uniknięcie upadłości, co z kolei jeszcze bardziej zwiększy liczbę inicjowanych postępowań restrukturyzacyjnych – prognozuje mec. Frosztęga.

Jeśli Sejm przedłuży obowiązywanie ustawy z 19 czerwca 2020 roku do końca tego roku, czyli o 6 miesięcy, to Andrzej Głowacki spodziewa się nawet 1500 otwartych postępowań restrukturyzacyjnych. To jednak może bardzo zdezorganizować funkcjonowanie gospodarki. Uproszczone postępowanie o zatwierdzenie układu daje ochronę przed wierzycielami przez okres co najmniej 4 miesięcy, co oznacza, że przedsiębiorca nie reguluje zobowiązań wobec kontrahentów. Może do tego stopnia pogorszyć ich sytuację, że sami będą zmuszeni skorzystać z tego rozwiązania. A to już będzie efekt domina, przed którym ostrzega ekspert z DGA.

Lata 20 nowego tysiąclecia pod znakiem Zielonego Ładu

Rok 2021 to nie tylko rozpoczęcie nowego dziesięciolecia w historii ludzkości. To także przełomowy rok dla walki ze zmianami klimatycznymi, wywołanymi działalnością człowieka. Doszliśmy do momentu, gdy zdecydowany głos społeczny przeciwko dalszym działaniom niszczącym środowisko nie gaśnie – a rośnie w siłę. Od 2018 roku trwają cykliczne Młodzieżowe Strajki Klimatyczne. Z badań UN Global Contact i pracowni badawczej Kantar wynika, że ponad 70% Polaków uważa zmiany klimatyczne za prawdziwe i postępujące. Potwierdzają, że trzeba im przeciwdziałać – a co najważniejsze, że powinni przeciwdziałać im politycy. W pechowym 2020 roku, mimo pandemii COVID, ta liczba nie spadła – a nawet zwiększyła się o kilka punktów procentowych.

– W 2021 roku należy oczekiwać dalszej tendencji wzrostowej. Co to oznacza dla polityków? Że Ministerstwo Klimatu raczej nie zostanie zamknięte, a PKN Orlen i inne firmy energetyczne w domenie skarbu państwa będą dalej wykonywały coraz większe zielone zwroty. Będziemy mieć także coraz mniej inwestycji węglowych, a proces całkowitego odejścia od węgla zostanie wreszcie domknięty – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, dyrektor generalny UN Global Compact w Polsce. – W roku 2021 przestawimy zwrotnicę: z gospodarki opartej na węglu w kierunku gospodarki odpowiedzialnej klimatycznie. Transformacja energetyczna w związku z europejskim Zielonym Ładem już się dzieje. Sektor bankowy nie będzie już finansował inwestycji wysokoemisyjnych – co wynika z porozumienia bankowego z września 2018 roku. Jego konsekwencje widać już w Polsce. Mamy nadzieję, że te działania pozwolą zmniejszyć emisję tak, żeby temperatury nie wzrosły powyżej 1,5 stopnia Celsjusza w porównaniu do początku epoki przemysłowej. Takie zalecenie wynika właśnie z Porozumień Paryskich i o to apelują wszyscy naukowcy. W przeciwnym razie możemy bardzo szybko, własnymi rękami, pogrzebać cywilizację człowieka – ostrzega Wyszkowski.

Vivid Games przeprowadzi emisje prywatną

Emisja prywatna Vivid Games zostanie skierowana do jednego z głównych obligatariuszy i członka Rady Nadzorczej Wojciecha Humińskiego, który w 2020 roku zainwestował w spółkę 1 mln złotych. Na akcje przekonwertowane zostaną posiadane przez Inwestora obligacje.

Zgodnie z uchwałą zarządu akcje zostaną wyemitowane z pozbawieniem prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy po cenie emisyjnej 1,46 zł. Po ich objęciu udział Wojciecha Humińskiego w kapitale spółki zwiększy się do niespełna 3,5%.

Pan Humiński wspiera spółkę już od dłuższego czasu. Posiada jeden z największych pakietów obligacji. Wierzy w potencjał Vivid Games i przed rokiem zainwestował w nas ok. 1 mln zł. Ponadto dołączył do Rady Nadzorczej. Konwersja jego obligacji na akcje Vivid Games jest dla nas korzystna. Pozwoli na zmniejszenie wysokości kwartalnych rat i odsetek wypłacanych Obligatariuszom w ramach układu – podkreśla prezes Vivid Games Jarosław Wojczakowski.

Z miesiąca na miesiąc sytuacja finansowa Vivid Games poprawia się, czego efektem jest m.in. szybsza niż wymaga tego harmonogram spłata rat układowych obligacji. Jeśli dynamika przychodów z ostatnich miesięcy utrzyma się, czego potwierdzeniem mogą być opublikowane wstępne wyniki za styczeń, można z optymizmem myśleć o bieżącym roku.

Spółka potwierdziła też premiery kolejnych tytułów z segmentu mid-core. Right Swipes trafi do globalnej dystrybucji już w II kwartale, a Mythical Showdown zadebiutuje na iOS i Android na przełomie II i III kwartału. Współpraca z Qubic Games zaowocuje wkrótce kilkoma kolejnymi premierami na Nintendo Switch, spośród których najbardziej wyczekiwana jest premiera Real Boxing 2 – największego hitu Vivid Games zapowiedziana przez Qubic Games na II kwartał br.

Nowy benefit w kafeterii usług pozapłacowych – wsparcie psychologiczne

Pracownicy borykający się z wyzwaniami oraz problemami natury emocjonalnej i psychicznej mogą już skorzystać ze wsparcia psychologicznego w ramach oferty dostępnej na platformie kafeteryjnej MyBenefit. Usługa wsparcia jest dostępna dla ponad pół miliona pracowników korzystających z platformy dzięki współpracy, którą nawiązała firma MyBenefit, należąca do Grupy Kapitałowej Benefit Systems oraz firma szkoleniowa Nowe Motywacje. W wyniku kooperacji podmiotów powstał największy w Polsce serwis wsparcia psychologicznego oferujący profesjonalne konsultacje ze specjalistami finansowane ze środków pracodawcy lub własnych.

W lutym bieżącego roku firma MyBenefit nawiązała współpracę z firmą szkoleniową Nowe Motywacje, która w odpowiedzi na obecne potrzeby zatrudnionych, borykających się z coraz większą liczbą wyzwań i problemów natury emocjonalnej, wzmocnionych jeszcze pandemią, uruchomiła platformę Centrum Wsparcia Psychologicznego Online, na której każdy, kto chce skorzystać ze wsparcia specjalisty czy porady psychologicznej, może umówić ją z wybranym przez siebie praktykiem i odbyć w bezpiecznym środowisku online.

W panującej obecnie sytuacji atmosfera niepewności u wielu osób wywołuje problemy natury emocjonalnej. Próby mierzenia się z nimi bez profesjonalnego wsparcia mogą doprowadzić do poważnych konsekwencji zarówno psychologicznych jak i społecznych, a w efekcie negatywnie wpływać nie tylko na pracę, ale również na stosunki rodzinne czy najbliższe otoczenie. Dzięki uruchomionemu przez nas Centrum Wsparcia Psychologicznego Online, osoby poszukujące pomocy kontaktują się bezpośrednio ze specjalistami w różnych obszarach. Ze wsparcia korzystać mogą wszyscy, którzy czują, że potrzebują rozmowy ze specjalistą niezwiązanym z otoczeniem zawodowym czy rodzinnym. Rozmowy są prowadzone przy zachowaniu pełnej dyskrecji, online, poprzez preferowany bezpieczny komunikator, zaś czas trwania sesji to około 50 minut – mówi Grzegorz Święch, Wiceprezes i Partner w firmie szkoleniowej Nowe Motywacje.

Obecnie na platformie zarejestrowanych i zweryfikowanych jest już ponad 30 specjalistów, a kolejnych 70 jest w procesie formalizowania współpracy – zatem w ciągu kilku dni trafią na platformę i będą mogli świadczyć swoje usługi.

Osoby potrzebujące wsparcia mogą skorzystać z niego w aż sześciu różnych kategoriach, dostosowanych do ich potrzeb.

Są to:

  1. ogólna konsultacja psychologiczna
  2. pomoc w zaburzeniach lękowych
  3. pomoc w depresji
  4. pomoc w zaburzeniach odżywiania
  5. mindfulness
  6. life coaching

Jak to działa?

Dzięki nawiązanej współpracy z niezbędnego wsparcia w obszarze poprawy zdrowia psychicznego mogą korzystać wszyscy użytkownicy kafeterii MyBenefit. Finansowanie porad może odbywać się ze środków przekazanych przez pracodawcę lub własnych. Koszt jednej sesji konsultacyjnej, trwającej około 50 minut, to 150 zł.

Każdy chcący skorzystać z usługi wsparcia, za pośrednictwem platformy My Benefit, pobiera bon wartościowy z wygenerowanym kodem, który pozwala mu na wejście na stronę Centrum Wsparcia Psychologicznego Online, gdzie wybiera interesujący go obszar lub specjalistę, rezerwuje termin konsultacji i po uprzednim kontakcie z wybranym praktykiem pojawia się na wizycie.

Dostęp do Centrum Wsparcia poprzez platformę kafeteryjną MyBenefit to benefit pracowniczy na obecne czasy. Czasy, w których problemy pracowników to również problemy ich pracodawców. Dotarcie do tak dużej liczby zatrudnionych, z których nawet tylko niewielki procent może borykać się z wyzwaniami i problemami dnia codziennego, i nie wiedzieć gdzie szukać pomocy, to dla nas już ogromny sukces edukacyjny. Największym bowiem wyzwaniem w obszarze mental health, z jakim mierzy się od wielu już lat polskie społeczeństwo, jest brak odpowiedniej wiedzy i stygmatyzacja osób dotkniętych problemami natury emocjonalnej czy psychicznej. Mamy nadzieję, że dzięki dotarciu do tak szerokiego grona zatrudnionych oraz zaoferowaniu im bezpiecznego i bardziej dostępnego wsparcia przełamiemy tabu i pomożemy osobom z problemami, o których w ostatnich miesiącach mówi się coraz częściej. Hasłem przewodnim Centrum Wsparcia jest: „Dbaj o siebie, my chętnie podpowiemy jak.”, bo naszym głównym celem jest podpowiadanie osobom z problemami, jak i z kim mogą je rozwiązać, nie poprzez przymus, ale dawanie możliwości i dostępu do pomocy – dodaje Grzegorz Święch.      

COVID-19 wzmocnił zainteresowanie transformacją cyfrową wśród firm produkcyjnych w Polsce

Pandemia COVID-19 spowodowała wzrost zapotrzebowania na transformację cyfrową, która jest ściśle związana z szybszą adaptacją chmury – oto wniosek płynący z badania przeprowadzonego przez PMR na zlecenie Dassault Systèmes. Badanie, zatytułowane „Gotowość polskich firm produkcyjnych na transformację cyfrową i migrację do chmury. Analiza sytuacji w obliczu pandemii COVID-19.”[1], przeprowadzono w Q3 2020 roku wśród 105 średnich i dużych firm produkcyjnych w Polsce z sektorów: Transport i mobilność, Urządzenia przemysłowe, Lotnictwo oraz Home & Lifestyle.Badanie – Transformacja cyfrowa – infografika1 Badanie – Transformacja cyfrowa – infografika2

Z badania wynika, że pomimo faktu, iż 73% przedsiębiorstw przemysłowych w Polsce odczuło negatywne skutki COVID-19, firmy te stosunkowo dobrze poradziły sobie w czasie pandemii. Jedna trzecia z nich ocenia swoją kondycję finansową w 2020 roku pozytywnie w porównaniu z rokiem poprzednim, a dla ponad połowy wyniki będą porównywalne rok do roku. Niemniej jednak więcej niż połowa badanych firm uważa, że pandemia COVID-19 negatywnie wpłynie na ich sektor w 2021 roku.

W rezultacie pandemii, 42% firm zmienia także priorytet biznesowy: firmy te chcą w większym stopniu zadbać o dotychczasowych klientów oraz podejmować działania mające na celu pozyskiwanie nowych. Na podium kluczowych potrzeb znalazły się także wzrost efektywności biznesowej oraz innowacyjność w zakresie nowych produktów i usług. Okres pandemii COVID-19 wyraźnie pokazał menedżerom IT potrzebę wdrożenia skuteczniejszych procesów produkcyjnych, ponieważ istniejące systemy w wielu przypadkach okazały się niewystarczające.

Transformacja cyfrowa – potrzeba edukacji rynku

Badanie pokazuje, że zdecydowana większość firm w Polsce (73%) zna pojęcie transformacji cyfrowej. Termin ten wiąże się dla nich głównie z:

  • automatyzacją i integracją procesów produkcyjnych (80%),
  • wdrażaniem cyfrowych narzędzi wspierających procesy sprzedażowe i marketingowe (77%),
  • rozwojem usług zdalnych (71%),
  • wdrażaniem zaawansowanych narzędzi i systemów informatycznych (67%),
  • przejściem na rozwiązania chmurowe (66%),
  • nowymi technologiami zwiększającymi produktywność i efektywność pracowników (65%)

Według badania 6 na 10 firm jest obecnie w trakcie wdrażania różnych rozwiązań z obszaru transformacji cyfrowej. Natomiast zaledwie 14% badanych w ogóle nie planuje tego typu działań. Firmy te deklarują, że nie wiedzą, jakie korzyści może przynieść cyfrowa transformacja, na jakie obszary działalności przedsiębiorstwa może wpłynąć i do kogo zwrócić się w sprawie wdrożenia.

Brak wystarczającej wiedzy widać też w przypadku 14% ankietowanych firm, które deklarują, że zakończyły już proces cyfrowej transformacji. Firmy te utożsamiają ją bowiem głównie z wdrożeniem rozwiązań umożliwiających pracę zdalną. Pokazuje to, jak duża jest wciąż potrzeba edukacji rynku na temat samej istoty i kompleksowości procesu cyfrowej transformacji.

33% badanych firm planuje migrację do chmury

Badanie PMR pokazuje także, że doświadczenia firm związane z sytuacją kryzysową przyspieszą działania w kierunku szerszej adaptacji rozwiązań opartych na chmurze: co trzecia ankietowana firma potwierdziła, że planuje migrację do chmury w najbliższych 2-3 latach.

Firmy, które stosują już rozwiązania chmurowe, wśród kluczowych korzyści wdrożenia wymieniają: umożliwienie pracy zdalnej, optymalizację kosztów, zmniejszenie zapotrzebowania na wyspecjalizowany personel IT, niezależność od awarii sprzętu, dodatkową ochronę i wsparcie czy większą elastyczność.

[1] Badanie „Gotowość polskich firm produkcyjnych na transformację cyfrową i migrację do chmury. Analiza sytuacji w obliczu pandemii Covid-19.”, zostało zrealizowane przez PMR na zlecenie Dassault Systèmes w okresie wrzesień-listopad 2020r. Badanie ilościowe przeprowadzono na losowej próbie 105 średnich i dużych firm produkcyjnych w Polsce z sektorów Transport i mobilność, Urządzenia przemysłowe, Lotnictwo oraz Home & Lifestyle. Ankietowani byli menedżerowie średniego i wysokiego szczebla odpowiedzialni za obszar IT w firmach.

Cena tego samego produktu wyższa nawet o 220% – koszyk zakupowy w 2020 roku

Te same produkty w różnych sieciach mogą być nawet o ponad 200% droższe, a za ten sam koszyk artykułów zamówionych online można zapłacić więcej niż w sklepie stacjonarnym. Czy ubiegły rok faktycznie upłynął pod znakiem drożyzny na sklepowych półkach?

Bez względu na szacunki ekonomistów dotyczące inflacji konsumenckiej w 2020 r. w powszechnym odczuciu ceny wzrastały znacznie szybciej, niż wynikało to z oficjalnych statystyk. Pojawiały się opinie, że realna inflacja przybiera nawet dwucyfrowy poziom, drastycznie zmniejszając siłę nabywczą Polaków. Dlatego eksperci rankomat.pl postanowili przeanalizować, jak w rzeczywistości kształtowała się cena koszyka podstawowych produktów i czy poczucie drożyzny nie wynika z różnicy w cenach pomiędzy wybranymi sieciami handlowymi.

Ten sam koszyk produktów nawet 43% droższy w grudniu 2020 roku

Analitycy z ASM Sales Force Agency zbadali zróżnicowanie cen obejmujące 40 produktów wchodzących w skład koszyka zakupowego w wybranych sieciach handlowych. Niektóre różnice są na tyle wysokie, że mogą tłumaczyć  przekonanie o galopującym wzroście cen z perspektywy przeciętnego konsumenta.

Koszyk składający się z produktów FMCG (ang. Fast Moving Consumer Goods) zawierający artykuły spożywcze i środki czystości, został w grudniu 2020 r. wyceniony według cen maksymalnych na kwotę 306 zł. To o 82 zł więcej niż średnia wartość koszyka zakupowego, który w tym samym miesiącu wyceniony został na 224 zł. Jeszcze większa, bo aż 133 złotowa różnica, wystąpiła w porównaniu do koszyka, który skomponowany został w sklepach oferujących najniższe ceny. Przekłada się to na 43% oszczędności w stosunku do najdroższego wariantu.Maksymalna, średnia i minimalna cena koszyka zakupowego w grudniu 2020 r.

Wybrane produkty mogą być w tym samym czasie ponad dwa razy droższe

Dla zobrazowania skali zaobserwowanego zjawiska eksperci rankomat.pl stworzyli własny mini-koszyk i umieściliśmy w nim 7 produktów: margarynę, kawę mieloną, kabanosy, warzywa na patelnię, lody, szampon do włosów i pastę do zębów. Różnice w cenach mieszczą się w przedziale od 60 do 220%.G2_RANK_KoszykZakupowy_ceny min max

Osoby niezwracające uwagi na cenę mogą za margarynę zapłacić 220% więcej, za kawę 167%, a za pastę do zębów 125%. I tak mały koszyk, bo składający się tylko z 7 produktów, może być o 111% procent droższy, jeśli kupilibyśmy artykuły w maksymalnej cenie. Jest to oczywiście sytuacja czysto hipotetyczna, jednak obrazuje ona, jak mogą być odbierane ceny ogółem, jeśli konsument wybierałby sklepy o najwyższych stawkach.

Cena koszyka 40 produktów w sieciach tradycyjnych – różnice w cenie sięgające 21%

Aby przedstawić, jak zmieniała się cena koszyka złożonego z 40 produktów na przestrzeni 2020 r. eksperci rankomat.pl korzystali z „Raportów koszyka zakupowego” przygotowanych ASM Sales Force Agency. Badanie prowadzono w 5 placówkach sieci tradycyjnych, zlokalizowanych w 12 polskich miastach – Białymstoku, Bydgoszczy, Gdańsku, Jeleniej Górze, Lublinie, Łodzi, Katowicach, Krakowie, Opolu, Poznaniu, Warszawie i Szczecinie.

Badanie obejmuje porównanie cen analogicznych produktów szybkozbywalnych FMCG, tych samych marek i o takich samych gramaturach. W skład sieci tradycyjnej wchodzą: Auchan, Carrefour, E.Leclerc, Intermarche, Kaufland i Tesco.Średnia cena koszyka zakupowego w 2020 roku w sieciach tradycyjnych

Najdroższym sklepem w 2020 roku w analizowanej grupie był E.Leclerc, z roczną średnią ceną koszyka zakupowego na poziomie 237 zł. Do tej sieci należy także miesięczny rekord ceny – w maju za koszyk trzeba było zapłacić 260 zł. To aż o 44 zł (21%) więcej, niż za zestaw tych samych produktów kupionych w tym samym miesiącu w Auchan.

Na kolejnych miejscach pod kątem średniej rocznej ceny koszyka zakupowego znalazło się Tesco (229 zł), Intermarche (227 zł), Kaufland (224 zł), Carrefour (222 zł) i Auchan (213 zł), który poza lipcem był najtańszą siecią w badanej grupie. Co ciekawe, tylko w Intermarche (+1,39 zł) i w Tesco (+0,94 zł) cena za ten sam koszyk produktów była wyższa w grudniu w porównaniu do początku roku. W pozostałych sieciach w grudniu było taniej niż w styczniu 2020 roku.

Widoczny wzrost cen koszyka w sprzedaży online

Mając na uwadze wybuch pandemii koronawirusa oraz zalecenia dotyczące utrzymywania dystansu społecznego, warto także sprawdzić, jak zachowywały się ceny koszyka zakupowego dostępnego w kanale zdalnym. Do kategorii e-gorcery zaliczonych zostało 5 sklepów oferujących zakupy online: frisco.pl, dodomku.pl, polskikoszyk.pl, szybkikoszyk.pl i Megasam24.pl. Jako że kategoria e-grocery została potraktowana łącznie, to średnia cena koszyka w tym obszarze została od razu zestawiona ze średnią ceną w sieciach tradycyjnych.G4_RANK_KoszykZakupowy_wykres liniowy

Porównanie sprzedaży online ze stacjonarną daje jednoznaczny obraz sytuacji. Wzmożony popyt na zakupy zdalne, wywołany w dużej mierze obawą przed koronawirusem, wywindował ceny produktów oferowanych w tym kanale. W każdym miesiącu koszyk produktów zamawiany online był widocznie droższy niż ten sam zestaw kupiony w sieci tradycyjnej.

Najwyższa różnica wystąpiła w październiku – 48 zł (drożej o 21%). Widoczny skok cen w e-grocery miał także miejsce w pandemicznym marcu (wzrost o 20%) i kwietniu (wzrost o 20%). Ceny produktów oferowanych w kanale zdalnym ulegały również znacznie większym wahaniom na przestrzeni 2020 roku.

Inflacja konsumencka w lutym 2020 roku najwyższa od 9 lat

Ubiegły rok upłynął pod znakiem gołębiej polityki banków centralnych. Obniżanie stóp procentowych oraz masowy dodruk pieniądza rodziły strach przed niekontrolowanym wzrostem cen towarów i usług. W lutym 2020 r. odnotowano szczytowy odczyt inflacji konsumenckiej (CPI, ang. Consumer Price Index), który osiągnął niewidziany od 2011 r. poziom 4,7%. W kolejnych miesiącach wskaźnik zaczął opadać, aby w grudniu zatrzymać się na zaskakującym dla analityków poziomie 2,4%.Inflacja konsumencka (CPI) w Polsce w latach 2018-2020

Choć Niels Bohr mawiał, że „prognozowanie jest trudne, zwłaszcza wtedy, gdy dotyczy przyszłości”, to ekonomiści zwyczajowo przygotowali swoje przewidywania dotyczące spodziewanej inflacji w 2021 roku. Zgodnie z prognozami m.in. Banku Pekao, Credit Agricole i mBanku inflacja CPI w 2021 r. utrzyma się powyżej celu inflacyjnego NBP (2,5%), jednak nie powinna przekroczyć poziomu 3%.

Pandemiczny koszyk zakupowy – czy faktycznie było drożej?

Z przeprowadzonej obserwacji wynika, że w sieciach tradycyjnych ceny za koszyk zakupowy spadały na przestrzeni 2020 r. Najwyższe ceny odnotowane zostały w sprzedaży online. Kanał e-grocery wykorzystał pandemiczną sytuację, doskonale wpisując się w oczekiwania klientów utrzymujących dystans społeczny. Na powszechne poczucie drożyzny mogły wpływać różnice w cenach tych samych produktów oferowanych przez różne sieci. Rozbieżności te w skrajnych przypadkach sięgały nawet kilkuset procent – komentuje Bartłomiej Borucki, ekspert rankomat.pl.

Chiny nadal głównym partnerem handlowym Europy. Laura Hołowacz: „Gospodarczy tygrys nadal ma ostre zęby”

Pandemia koronawirusa trwająca od marca 2020 znacząco zmieniła układ gospodarczych sił na świecie – pierwsze miesiące lockdownu przyniosły załamanie w wielu europejskich i światowych gospodarkach. Następnie – mimo trudnych warunków ekonomicznych i pandemicznych – wiele gospodarczych potęg podbudowało się, a nawet wzmocniło swoją pozycję. Według ostatnich badań to nie Stany Zjednoczone, a właśnie Chiny są już głównym partnerem handlowym dla Europy. Jak to możliwe? – Gospodarczy tygrys nadal ma ostre zęby i na pewno rozczarowani są Ci, którzy twierdzili, że pandemia koronawirusa osłabi tę potęgę. Polska nadal aktywnie prowadzi wymianę handlową z Chinami i szuka sposobów, by usprawnić szlaki handlowe między Europą, a Azją. Importerzy nadal są zainteresowani towarami z Chin, nawet jeżeli ich cena w ciągu roku wzrosła – mówi Laura Hołowacz, Prezes Grupy CSL.

  • Według informacji Eurostatu Chiny są obecnie głównym partnerem handlowym Unii Europejskiej. W 2019 były nimi Stany Zjednoczone
  • Gospodarka chińska charakteryzuje się niezwykłą elastycznością i nawet miesięczne zamknięcie nie spowodowało spadku jej efektywności
  • Szlaki towarowe między Europą, a Chinami działają mimo pandemii. Branża TSL przyznaje jednak, że cena przeładunków wzrosła, co może przekładać się na cenę towaru. W czasach dynamicznej konkurencji na rynku e-commerce te zmiany nie są jednak ogromne
  • Według Prezes Laury Hołowacz gospodarka chińska będzie rosnąć, ale niektórzy importerzy coraz częściej szukają zaopatrzenia bliżej. Wielkie marki zmuszone będą więc do dywersyfikacji źródeł dystrybucji

Statystyki Eurostatu pokazują jasno i wyraźnie – Chiny nie osłabły na pandemii koronawirusa. Mimo pandemii w 2020 roku handel między UE a Chinami wzrósł, podczas gdy z resztą świata – w porównaniu do 2019 r. – wyraźnie zmalał.  W 2020 r. eksport towarów z UE do Chin tymczasem wzrósł o 2,2 proc., a import o 5,6 proc. Eksport do USA z kolei spadł o 8,2 procent licząc rok do roku.  W rezultacie, Stany Zjednoczone nie są już głównym partnerem handlowym Unii Europejskim. Chiny pozostają liderem i jak mówi Prezes Grupy CSL Laura Hołowacz w 2021 roku mogą jeszcze wzmocnić swoją pozycję.

– Był taki moment, gdy wydawałoby się, że „kolebka koronawirusa”, czyli Chiny będą mocno tracić na pandemii koronawirusa. Oczywiście to nie jest tak, że pandemia przyniosła tam same zyski, strat było sporo, szczególnie odczuwalne były zrywane połączenia towarowe w pierwszej połowie 2020 roku. Gospodarka chińska udowodniła jednak, że ma niesamowitą elastyczność i możliwość powrotu do ścieżki dynamicznego rozwoju mimo trwającej pandemii. Cały świat odcięty na kilka tygodni od importu towarów z Chin szukał rozmaitych sposobów na to jak umożliwić przepływ handlowy i kiedy tylko tamtejsza gospodarka ruszyła, to ruszyła także logistyka i wymiana handlowa – mówi Prezes Grupy CSL Laura Hołowacz. – Nowoczesne technologie, cena produktów, jakość, kumulacja marek i produktów, które były pożądane w czasie pandemii, bardzo dynamiczny rozwój branży e-commerce i handlu internetowego. To wszystko złożyło się na wzmocnienie pozycji Chin. Spodziewam się, że rok 2021 będzie dla tej gospodarki jeszcze lepszy. Grupa CSL regularnie prowadzi obsługę ładunków pomiędzy Europą, a Chinami. Owszem, jest to bardziej skomplikowane i droższe niż przed pandemią, ale zainteresowanie klientów nie spadło – wyjaśnia Prezes Grupy CSL.

Wzrosty i dobra sytuacja gospodarcza Chin to jedna strona gospodarczego medalu. Prezes Grupy CSL zwraca również uwagę, że pojawiają się symptomy, które długoterminowo mogą osłabić wymianę handlową między kontynentami: – Importerzy często szukają dostawców w Europie. To kwestia redukcji kosztów i skrócenia łańcucha towarowego. Moim zdaniem postępować będzie także dywersyfikacja siedzib i centrów dystrybucyjnych znanych i globalnych producentów. Myślę, że pandemia nauczyła ich, że zamykanie się na jednym kontynencie jest ryzykowne, bo gdy on zostanie zablokowany to przestaje działać cała sieć dystrybucji. Widzimy już pierwsze zwiastuny tego, że wiele centrów dystrybucyjnych będzie stawiać np. na Europę – dodaje Prezes Grupy CSL Laura Hołowacz.

Fundusz Acion Partners nowym akcjonariuszem Starward Industries

Starward Industries, krakowskie studio deweloperskie, pracujące obecnie nad grą wideo zatytułowaną “The Invincible”, będącą adaptacją powieści Stanisława Lema, pomyślnie zakończyło emisję prywatną skierowaną do zagranicznego inwestora instytucjonalnego. Fundusz zarządzany przez Acion Partners objął całą nową emisję o wartości 2,7 mln zł. Strony podpisały już umowę objęcia akcji, a wpłata została zaksięgowana na koncie Starward Industries. 

Acion Partners Limited – to zagraniczna instytucja inwestycyjna wspierana przez KKR – globalną firmę inwestycyjną i pioniera private equity. W realizacji płatności uczestniczył Goldman Sachs, jeden z największych banków inwestycyjnych na świecie.

Przeprowadzone poszerzenie akcjonariatu zapewni spółce zwiększoną stabilność finansową, co umożliwi dalszy rozwój studia. Jesteśmy dumni, że udało się nam zdobyć zaufanie tak prestiżowego partnera – podkreśla Kamil Klinowski – przewodniczący rady nadzorczej Starward Industries.

W ocenie zarządu międzynarodowy fundusz pozytywnie wpłynie na postrzeganie spółki przez obecnych oraz przyszłych akcjonariuszy, dodatkowo uzupełniając obecną strukturę akcjonariatu o doświadczonego inwestora instytucjonalnego.

Po zgłoszeniu zainteresowania przez Acion Partners inwestycją w naszą spółkę, podjęliśmy decyzję, że chcemy nawiązać długoterminową relację biznesową i umożliwić funduszowi wejście do akcjonariatu Starward Industries – komentuje Dawid Sękowski – członek zarządu Starward Industries.

Cena emisyjna 27 995 akcji serii I została ustalona na poziomie 97 złotych. Oferowane akcje nie były wcześniej przedmiotem obrotu na giełdzie, a spółka na potrzeby aktualnej oferty wykorzystała posiadaną już zgodę Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy na emisję w ramach kapitału docelowego.

Zarząd rozważa szerokie spektrum wykorzystania pozyskanych środków. Bierzemy pod uwagę zwiększenie budżetu marketingowego gry, zwiększenie budżetu developerskiego gry, przeprowadzenie prac koncepcyjnych dotyczących kolejnej gry jeszcze przed premierą The Invincible oraz pozyskanie praw autorskich lub licencji do nowych utworów do adaptacji. Finalne decyzje pozostają przed nami – komentuje Marek Markuszewski, prezes zarządu Starward Industries.

Przypomnijmy, że Starward Industries pracuje nad swoim pierwszą autorską grą „The Invincible”. We wrześniu 2020 roku Spółka przeprowadziła publiczne ogłoszenie oraz prezentację projektu, która spotkała się z jednoznacznie pozytywną reakcją mediów oraz społeczności graczy. Kampania gry została nagrodzona przez European Agency Awards 2020 w kategorii Best New Business Campaign.

We wschodniej Ukrainie pomocy humanitarnej potrzebuje 3,5 mln osób. Koronawirus dołożył nowych problemów

W związku z trwającym od siedmiu lat konfliktem zbrojnym we wschodniej Ukrainie pomocy humanitarnej potrzebuje w tej chwili ok. 3,5 mln z 5,2 mln osób, które zamieszkują ten region. Są to głównie osoby starsze, przykute do łóżka, dzieci i rodziny wielodzietne. Pandemia COVID-19 sprawiła, że sytuacja w regionie stała się jeszcze trudniejsza. Tymczasem niesienie pomocy humanitarnej bywa bardzo utrudnione, np. ze względu na trwający ostrzał.

– Konflikt na Ukrainie pozostawił za sobą ogromne zniszczenia, jeżeli chodzi o infrastrukturę: dworce, mosty, szpitale czy szkoły, ale również traumę w osobach, które nadal mieszkają na terenie wschodniej Ukrainy. W tym momencie mówi się o ok. 3,5 mln ludzi, którzy potrzebują wsparcia humanitarnego. W większości są to osoby, które mieszkają niedaleko linii frontu albo w odległości 10–15 km od tej linii rozdzielającej tereny kontrolowane od niekontrolowanych przez rząd w Kijowie. Ten konflikt to dla nich ogromna tragedia, ale też cios w rozwój gospodarczy i społeczny kraju – mówi agencji Newseria Biznes Helena Krajewska z Polskiej Akcji Humanitarnej.

W szczególnie trudnej sytuacji są ludzie starsi i dzieci, które potrzebują nie tylko pomocy materialnej, ale też m.in. wsparcia psychologicznego.

– Pomoc jest częściowo kierowana do osób starszych, leżących i przykutych do łóżka, które mają problemy z poruszaniem się. Są to m.in. artykuły higieniczne, chodziki, wózki inwalidzkie, ale również pomoc bardziej psychospołeczna, skierowana zarówno do osób starszych, jak i dzieci, związana z traumą i stresem życia w cieniu wojny. Jest też pomoc prawna i finansowa, zwłaszcza dla osób, które utraciły sprawność, np. w wyniku wybuchu miny lądowej albo niewybuchu, który odpalił o wiele później. Niestety są to częste przypadki. Jest to także tzw. pomoc paczkowa, czyli paczki z żywnością dla osób, które po prostu nie mają środków na to, aby zakupić czy wyprodukować żywność – wylicza Helena Krajewska.

PAH jest obecna we wschodniej Ukrainie od początku tego konfliktu, czyli od 2014 roku, a od 2015 roku prowadzi stałą misję. Jej działania początkowo były skupione na szybkim załagodzeniu kryzysu i dostarczeniu m.in. opieki medycznej, paczek żywnościowych i higienicznych, koców, śpiworów i innych rzeczy niezbędnych do przetrwania w strefie zbrojnego konfliktu.

 W tej chwili niesiemy pomoc od podstawowej, czyli paczek z żywnością i artykułami higienicznymi, po skomplikowane programy wsparcia np. pracowników socjalnych, żeby mieli oni więcej możliwości i mogli świadczyć wyższy poziom usług psychosocjalnych dla osób we wschodniej Ukrainie. Działamy po jednej i drugiej stronie linii kontaktowej i często jest to pomoc bardzo wymagająca, w trudnych warunkach. Do niektórych miejscowości czasem bardzo trudno się dostać z uwagi na trwający ostrzał – mówi przedstawicielka Polskiej Akcji Humanitarnej.

Pandemia COVID-19 dołożyła mieszkańcom tego regionu nowych problemów. Normalne życie utrudniają im m.in. restrykcje epidemiczne.

 Przykładowo osoby mieszkające po drugiej stronie linii kontaktowej straciły możliwość przekroczenia tej linii i odebrania  zasiłku, renty czy emerytury. To stworzyło dodatkowe problemy, bo te osoby muszą teraz dokonywać bardzo trudnych wyborów: czy zakupić artykuły higieniczne, które uchronią je przed koronawirusem, a mówimy przecież o grupach najbardziej narażonych, czy zakupić żywność bądź inny produkt, który jest niezbędny w gospodarstwie domowym. Razem z firmami i darczyńcami indywidualnymi, którzy nas wspierają, staramy się, żeby jak najmniej osób musiało podejmować tak trudne życiowe wybory – mówi Helena Krajewska.

Problem w tym, że konfliktem tym – trwającym już siedem lat – mało kto się interesuje i mało się o nim mówi. Organizacja CARE zamieściła go na czwartym miejscu w rankingu 10 najbardziej przemilczanych kryzysów humanitarnych na świecie w 2020 roku. Jak wskazuje PAH, na temat wydania PlayStation 5 pojawiło się ponad 475 razy więcej wzmianek medialnych niż na temat kryzysu humanitarnego w Ukrainie.

Jest to konflikt, który my nazywamy zamrożonym, którym mało osób się interesuje, mimo że trwa on tuż za naszymi granicami. Wręcz powinno się o nim mówić jak najwięcej, bo dotyka on naszych sąsiadów. Na szczęście obserwujemy, że wielu Polaków, wiele organizacji i mediów z Polski zainteresowało się tym tematem i chce mówić o Ukrainie, zwłaszcza teraz, w siódmą rocznicę wybuchu konfliktu. Wiele firm również zwraca się do nas z zapytaniem, jak mogą pomóc i co mogą zrobić – mówi przedstawicielka PAH.

Powrót do handlu w niedziele tylko częściowo pomógłby odrobić straty po lockdownie. Zarządcy centrów handlowych liczą na interwencje ze strony państwa

Na około 32 mld zł są szacowane straty galerii handlowych po trzykrotnym lockdownie. Ich właściciele odnotują przychody o ok. 5 mld zł niższe, czyli ponad 45 proc. rocznych przychodów. Obiekty handlowe wciąż nie odbudowały wskaźników odwiedzalności do poziomów sprzed pandemii. Dlatego branża apeluje do rządu o przywrócenie handlu w niedziele, co pozwoliłoby jej odrobić choć część strat po lockdownie. Bez tego kroku i innych inicjatyw ze strony rządzących branża będzie musiała zrewidować swoje plany inwestycyjne i zredukować część spośród 400 tys. etatów.

– Straty w branży handlowej są w zasadzie nie do odrobienia, ale jest kilka rozwiązań, które pomogłyby nam szybciej odzyskać pozytywne wyniki finansowe. Jednym z nich jest zniesienie zakazu handlu w niedzielę. Dzięki temu zyskujemy dodatkowy dzień na sprzedaż, ale i pewne bezpieczeństwo, bo ruch w centrach handlowych rozłoży się z sześciu na siedem dni. Na pewno taka decyzja władz państwowych, żeby przez okres pandemii handel w niedziele mógł się odbywać, byłaby bardzo korzystna. Ale nadal nie będzie tak, że dzięki temu szybko odrobimy wszystkie straty – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Sajnóg, dyrektor marketingu Centrum Handlowego Blue City w Warszawie.

Od 1 lutego (po trzecim, pięciotygodniowym lockdownie) nastąpiło pełne otwarcie sklepów w centrach handlowych (z wyjątkiem rozrywki, fitnessu i gastronomii, która nadal może funkcjonować tylko na wynos lub w dostawie). PRCH Daily Footfall Index w trzecim tygodniu lutego pokazuje, że średnia odwiedzalność centrów handlowych oscyluje na poziomie ok. 77 proc. ubiegłorocznej.

Przywrócenie handlu w niedziele mogłoby pozytywnie wpłynąć na obroty najemców i galerii. Zwłaszcza że według statystyk klienci preferują zakupy właśnie w weekendy. Dodatkowo, zgodnie z przeprowadzonym w październiku ubiegłego roku badaniem PRCH, 59 proc. Polaków jest za zniesieniem handlu w niedzielę. Pozytywnie oceniało go 27 proc. respondentów. W porównaniu do takiego samego badania ze stycznia ubiegłego roku poparcie dla tego ograniczenia spadło o 7 pkt proc.

W sprawie niedziel handlowych branża mówi w zasadzie jednym głosem i organizacje branżowe, które zrzeszają zarówno najemców, jak i wynajmujących, starają się przekonać rząd, że taka zmiana byłaby bardzo korzystna. Wszyscy zgadzamy się co do tego, że bardzo by nam to pomogło. W branży jest jednomyślność i mamy nadzieję, że przekonamy ustawodawcę i rząd, żeby takie zmiany wprowadził – mówi Krzysztof Sajnóg.

PRCH oszacowała łączne straty z tytułu trzykrotnego ograniczenia działalności obiektów handlowych na kwotę ok. 32 mld zł. Tylko ubiegłoroczny, wiosenny lockdown skutkował spadkiem przychodów o ponad 17,5 mld zł. Zamknięcie galerii po raz drugi w listopadzie ub.r. spowodowało ok. 8 mld zł utraconych obrotów. Kolejne ograniczenia w handlu od 27 grudnia ub.r. przełożyły się natomiast na dziurę w obrotach branży sięgającą ok. 6 mld zł. To przychody utracone przez sklepy i usługodawców (najemców) działających w galeriach, ale mocno ucierpiały też budżety wynajmujących. Zostali oni też wyłączeni z tarcz antykryzysowych i jednocześnie obciążeni kosztami abolicji czynszowej. Jak podkreśla PRCH, abolicja wynikająca kosztowała wynajmujących ponad 3 mld zł.

– Centra handlowe i firmy, które nimi zarządzają, w zasadzie jako jedyne są pozbawione pomocy państwa. W świetle dotychczasowych rozporządzeń najemcy nie płacą centrom handlowym czynszu ani żadnych opłat za okres lockdownu, kiedy sklepy pozostają zamknięte. Z drugiej strony my musimy mieć otwarte centra handlowe i do tego jeszcze utrzymywać je w reżimie sanitarnym – wyjaśnia dyrektor marketingu warszawskiego Blue City. – W przypadku kolejnego lockdownu bardzo pomogłoby zagwarantowanie, żeby pieniądze choć z części czynszów jednak wpływały do centrów handlowych. Przynajmniej tyle, żebyśmy mogli się utrzymywać, płacić koszty. Takie rozwiązania były już wprowadzane w Europie.

Mimo utraty 45 proc. ubiegłorocznych przychodów właściciele i zarządy centrów handlowych nadal muszą ponosić koszty stałe m.in. z tytułu utrzymania nieruchomości, zarządzania nimi czy obsługi długu bankowego. Brak płynności powoduje, że w coraz większym stopniu nie są oni w stanie wywiązywać się ze swoich zobowiązań kredytowych.

– W tym momencie jesteśmy w najtrudniejszej sytuacji na tle całego rynku, bo mamy koszty, a przychody są wielokrotnie niższe, niż przewidywaliśmy. Działalność branży handlowej jest w wielu przypadkach kredytowana przez banki. Gdyby np. państwo zdecydowało się wpłynąć na instytucje finansowe i w jakiś sposób pomóc nam w rozliczeniach rat kredytowych, to na pewno zapewniłoby nam oddech – mówi Krzysztof Sajnóg.

Jak podkreśla, ten rok ujawnił wiele sprzeczności w interesach najemców i wynajmujących. Porozumienie między obiema stronami było jednak niezbędne dla przetrwania najgorszego okresu.

– W Blue City bardzo szybko porozumieliśmy się ze wszystkimi naszymi najemcami, bo uważamy, że trzeba było im pomóc. Wszystkie sklepy otworzyły się po kolejnych lockdownach, co jest również zasługą naszej szybkiej reakcji. W przypadku Blue City relacje z najemcami są dobre. Bardzo indywidualnie patrzymy na to, co się dzieje z ich finansami, w jaki sposób kształtują się ich obroty. Każda z tych bilateralnych rozmów jest inna, każda jest trudna i zajmuje mnóstwo czasu, ale nie można inaczej – mówi dyrektor marketingu w Blue City.

Jeżeli centra handlowe i ich najemcy nie odrobią choć części strat spowodowanych lockdownem, w efekcie mogą zacząć weryfikować swoje plany rozwojowe i szczegółowo analizować rentowność poszczególnych punktów. To z kolei może spowodować ograniczanie inwestycji i redukcję etatów, która uderzy w rynek pracy.

– Na pewno części inwestycji, które planowaliśmy przeprowadzić, nie będziemy mogli zrealizować w tym ani w przyszłym roku. Skupiamy się raczej na rzeczach związanych z bezpieczeństwem i takich, których nie można odłożyć, np. remoncie toalet. Natomiast część przyszłościowych inwestycji przesunie się co najmniej o rok lub dwa. Myślę, że inwestycje w nowe formaty rozrywkowe też na razie się zatrzymają. Jeżeli nie będziemy musieli czegoś robić natychmiast, będziemy niestety to odkładać – mówi Krzysztof Sajnóg.

Jak wynika z danych firmy doradczej PwC, centra handlowe zatrudniają w Polsce bezpośrednio ok. 400 tys. pracowników. Udział handlu w krajowym PKB wynosi 15,5 proc., natomiast centra handlowe odpowiadają za około 30 proc. polskiego handlu detalicznego (PRCH). Wartość samego podatku VAT generowanego przez obroty w centrach handlowych wynosi ok. 21 mld zł.

Badania naukowców potwierdzają, że w walce z wirusami skuteczne są ekstrakty roślinne. Mogą chronić także przed koronawirusem

Z analiz naukowych wynika, że koronawirus SARS-CoV-2, tak jak inne wirusy, wnika do organizmu przez otwarte śluzówki, głównie w nosie i ustach. Stąd powszechny nakaz zasłaniania ich maseczkami w miejscach publicznych. Zwłaszcza nos, którym oddychamy, stanowi podstawową barierę dla wnikania wirusów i drobnoustrojów, dlatego należy wspierać znajdujące się w nim naturalne mechanizmy ochronne. Naukowcy wzięli pod lupę spraye do nosa, zawierające m.in. naturalne ekstrakty czystka kreteńskiego czy szałwii lekarskiej, i wykazali, że hamują one namnażanie komórek wirusowych w warunkach in vitro, regenerując przy tym błonę śluzową nosa. To z kolei ogranicza możliwość przedostawania się wirusów do organizmu. Lekarze podkreślają, że zawarte w nosie i gardle naturalne funkcje obronne organizmu można wspierać naturalnymi metodami.

– Natura wyposażyła nas w wiele mechanizmów chroniących przed drobnoustrojami chorobotwórczymi. Pierwszym narządem naszego organizmu, który styka się z bakteriami i wirusami, jest nos, przez który oddychamy. To on jest głównym filtrem dla drobnoustrojów – wskazała podczas konferencji „Gardło, nos, wirusy w czasie COVID-19. Jak zapobiegać” dr Agnieszka Dmowska-Koroblewska, laryngolog i otorynolaryngolog.

Z analiz naukowców wynika, że koronawirus wnika do organizmu właśnie przez otwarte śluzówki, głównie w nosie i ustach. Stąd powszechny nakaz zasłaniania ich maseczkami w miejscach publicznych. Według lekarzy zwłaszcza nos, którym oddychamy, stanowi podstawową barierę dla wnikania wirusów i drobnoustrojów, dlatego należy wspierać znajdujące się w nim naturalne mechanizmy obronne.

– W obrębie jam nosa produkowany jest śluz, który stanowi barierę ochronną organizmu. Ten śluz zawiera glikoproteiny, które wychwytują drobnoustroje, ale i zanieczyszczenia, np. cząsteczki smogu znajdujące się we wdychanym powietrzu. W śluzie znajdują się też immunoglobuliny, które pełnią bardzo ważną funkcję odpornościową, zwłaszcza chodzi tu o immunoglobuliny klasy IgA – tłumaczy Agnieszka Dmowska-Koroblewska.

Jak wyjaśnia, ta substancja neutralizuje czynniki chorobotwórcze, zaś enzymy, takie jak laktoferyna, hamują rozwój drobnoustrojów na poziomie nosa. Można więc na tym etapie ograniczyć obecność wirusa. Do tego jednak jest potrzebne prawidłowe działanie mechanizmów obronnych znajdujących się w nosie czy gardle. Przy różnego typu stanach zapalnych, wadach budowy czy podrażnieniach mogą one nie być w stanie wychwycić groźnych patogenów. Problemem może też być wysuszone z powodu ogrzewania powietrze w domu lub w biurze, przez co błona śluzowa w nosie zaczyna produkować mniej śluzu. To z kolei ułatwia przenikanie do organizmu wirusów i bakterii. Dlatego lekarze podkreślają, że trzeba wspierać naturalne funkcje obronne organizmu – zwłaszcza w sezonie grypowym.

– Przede wszystkim powinniśmy zapewnić nosowi drenaż i wentylację. Warto też nawilżać błonę śluzową jam nosa preparatami lub zwiększać wilgotność powietrza, które dociera do nosa. Stara metoda, czyli wieszanie mokrych ręczników na kaloryferach, jest naprawdę skuteczna. Dobre efekty dają też nawilżacze powietrza. Pamiętajmy też, że konieczne jest wietrzenie pomieszczeń, w których przebywamy – podkreśla laryngolog i otorynolaryngolog.

W walce z patogenami, które dostają się do błony śluzowej nosa, pomocne mogą być też naturalne substancje przeciwwirusowe. Badania na zlecenie jednej z firm farmaceutycznych, prowadzone w węgierskim Complex Medical Centre Déli Klinika w Budapeszcie pod kierownictwem wirusologa i mikrobiologa klinicznego dr. Istvána Jankovicsa wykazały, że w walce z wirusami skuteczne mogą być ekstrakty czystka kreteńskiego, szałwii lekarskiej i jeżówki purpurowej, popularnie znanej jako echinacea.

– Znane są badania wskazujące na bezpośrednie działanie wyciągów czystka kreteńskiego i jeżówki purpurowej m.in. na wirusy grypy i głośne ostatnimi czasy koronawirusy – twierdzi lek. med. Robert Księżopolski, doradca żywieniowy specjalizujący się w fitoterapii. – W przypadku czystka kreteńskiego badania potwierdziły, że zawiera on całą gamę substancji, które doskonale wspierają leczenie infekcji wirusowych.

Czystek kreteński zawiera wysokie stężenia polifenoli, które mają m.in. działanie przeciwwirusowe i antyoksydacyjne. Roślina wykazuje też działanie przeciwinfekcyjne dzięki aktywnym biologicznie związkom, w tym m.in. terpenom, diterpenom, a także flawonoidom, taninom i saponinom.

– Badania nad czystkiem odbywały się w różnych krajach i rejonach, gdzie jego stosowanie jest dobrze ugruntowane w medycynie tradycyjnej, czyli np. w Grecji, Turcji, Hiszpanii i Portugalii, a także krajach, w których znajdują się naturalne rezerwuary koronawirusów, czyli m.in. w Arabii Saudyjskiej, gdzie w 2012 roku wybuchła epidemia MERS – wskazuje Robert Księżopolski. – Inne substancje aktywne zawarte w jeżówce purpurowej czy szałwii lekarskiej również mają udowodnioną skuteczność i właściwości przeciwwirusowe, przeciwzapalne, odkażające oraz zmniejszające przepuszczalność naczyń włosowatych i łagodzące obrzęki błony śluzowej.

Zespół naukowców z Budapesztu wziął pod lupę oparte na naturalnych ekstraktach spraye do nosa i gardła marki ViroStop, należącej do szwajcarskiego koncernu farmaceutycznego Herb-Pharma. Badania wykazały, że zawarte w nich ekstrakty czystka kreteńskiego, echinacei i szałwii hamują namnażanie komórek wirusowych w warunkach in vitro. Ponadto po ich aplikacji w górnych drogach oddechowych powstaje aktywna warstwa ochronna, która wspiera i regeneruje błonę śluzową nosa, tym samym ograniczając możliwość jej penetracji przez wirusy i chorobotwórcze drobnoustroje.

Dr Agnieszka Dmowska-Koroblewska radzi, by na takie dodatkowe wsparcie odporności uwagę zwróciły przede wszystkim osoby najbardziej zagrożone zakażeniem, a więc np. osoby starsze, chorzy, których odporność jest zmniejszona, a także osoby, które mają przewlekły problem z zatokami, stanami zapalnymi w obrębie gardła czy krtani. Dodatkowa bariera ochronna dla górnych dróg oddechowych powoduje, że infekcje nie schodzą na dolne drogi oddechowe. Z naturalnego wsparcia mogą też korzystać dzieci od trzeciego roku życia, które są narażone na różnego rodzaju choroby w żłobkach, przedszkolach czy szkołach. Również osoby, które już przeszły COVID-19, mogą sięgać po naturalne preparaty wzmacniające, które pomogą przy odbudowie nabłonka węchowego.

Pandemia uszczupliła budżet Wrocławia o ponad 200 mln zł. Mimo to miasto kontynuuje pakiet pomocowy dla firm i nie rezygnuje z dużych inwestycji

Pierwsza odsłona Wrocławskiego Pakietu Pomocowego dla przedsiębiorców ruszyła w marcu 2020 roku, wkrótce po wybuchu pandemii COVID-19. Z programu skorzystało ok. 2 tys. podmiotów. W tym roku projekt będzie kontynuowany. W budżecie na 2021 rok zarezerwowano 50 mln zł na zwolnienia dla firm z podatku od nieruchomości oraz 4 mln zł na zwolnienia z czynszu najmu w lokalach gminnych. – Pandemia uszczupliła dochody miasta o 220 mln zł, ale mimo trudnej sytuacji finansowej będą realizowane zarówno projekty pomocowe, jak i najważniejsze inwestycje infrastrukturalne – zapewnia Marcin Obłoza z Biura Prasowego Urzędu Miejskiego we Wrocławiu.

– Wrocławski Pakiet Pomocowy dla przedsiębiorców to szereg zwolnień w opłatach oraz możliwość odroczenia płatności albo rozłożenia na raty zobowiązań wobec miasta. Projekt powstał po to, aby wesprzeć lokalne firmy w czasie pandemii, czyli w tym trudnym okresie, kiedy przedsiębiorcy notują straty finansowe albo uzyskują zdecydowanie niższe przychody – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marcin Obłoza.

Wrocław zaoferował przedsiębiorcom m.in. zwolnienie z podatku od nieruchomości. Warunkiem jest złożenie deklaracji albo korekty deklaracji podatkowej i comiesięcznego oświadczenia o niezdolności do regulowania zobowiązań. Ponadto każdy najemca lokalu z zasobu gminnego może otrzymać zwolnienie nawet do 80 proc. kwoty czynszu. Warunkiem jest złożenie formularza o pomocy de minimis i dokumentów, które potwierdzają spadek dochodów. Wnioski są rozpatrywane indywidualnie, a najemcy powinni kontaktować się z Zarządem Zasobu Komunalnego albo z Wrocławskimi Mieszkaniami, które zarządzają zasobem gminnym i podejmują decyzje dotyczące formy i wysokości pomocy.

Jak podaje Marcin Obłoza, łączna kwota zwolnień z podatku od nieruchomości wyniosła w 2020 roku około 17 mln zł. Z kolei zwolnienie z czynszu najmu w lokalach gminnych – w ramach to kolejne 4 mln zł.

Podczas styczniowej sesji radni miejscy zadecydowali, że pomoc dla przedsiębiorców w postaci zwolnienia z podatku od nieruchomości będzie kontynuowana co najmniej do połowy 2021 roku – informuje przedstawiciel Urzędu Miejskiego Wrocławia.

Z kolei na sesji w lutym radni zdecydowali o zwolnieniu przedsiębiorców z drugiej, majowej transzy opłaty za koncesję na alkohol.

Poza zwolnieniami i pomocą finansową dla przedsiębiorców miasto prowadzi także akcję HASHWrocławZdalnieLokalnie. Na miejskim portalu internetowym Wroclaw.pl powstała interaktywna mapa, na której lokalni przedsiębiorcy mogą się oznaczyć i poinformować mieszkańców o swojej działalności. Znajdują się tam restauracje, które serwują dania na wynos, ale również np. małe sklepiki osiedlowe czy warzywniaki, w których można zrobić codzienne zakupy także z dostawą do domu.

– W akcji bierze udział już kilkaset wrocławskich podmiotów gospodarczych. Jednocześnie funkcjonuje mapa HASHWrocławNaWynos, która pokazuje lokale w okolicy, w których można zamówić jedzenie. Przedsiębiorcy nie płacą za możliwość ogłaszania się w ramach tych map, więc to również realna pomoc dla nich – dodaje przedstawiciel Urzędu Miejskiego Wrocławia.

Od niedawna działa również nowy portal Przedsiębiorczy Wrocław. Jest to kompendium wiedzy nie tylko na temat wsparcia w ramach Wrocławskiego Pakietu Pomocowego, ale również na temat zakładania działalności gospodarczej, niezbędnych opłat itp.

Oprócz pomocy przedsiębiorcom miasto oferuje doraźne wsparcie dla mieszkańców, szpitali i innych placówek, np. kupuje sprzęt do diagnostyki, środki ochrony, ale również karetki i sprzęt, który wspomaga niewydolność oddechową. W sumie niespodziewane, bieżące wydatki na ten cel, których nie było w projekcie budżetu na 2020 rok, to kolejne 100 mln zł – mówi Marcin Obłoza.

Miasto realizuje także Wrocławski Program Interwencji Społecznej. To 12 mln zł na wsparcie rodziny, kultury, organizacji pozarządowych i sportu.

 Miasto również zanotowało podczas pandemii niższe dochody. W 2020 roku do budżetu wpłynęło o ponad 60 mln zł mniej z tytułu sprzedaży biletów MPK, a dochody z udziałów w podatku PIT w zeszłym roku okazały się niższe wobec planu o niespełna 45 mln zł. Szacujemy, że w sumie do kasy miasta wpłynęło około 220 mln zł mniej, niż przewidywał projekt budżetu jeszcze w styczniu 2020 roku. Mimo tego Wrocław stawia na rozwój. Wychodzimy z założenia, że kontynuowanie programu inwestycyjnego, który został zaplanowany kilka lat temu, i realizacja inwestycji pomaga lokalnemu rynkowi i dzięki temu też wiele firm może zarabiać. Nie zrezygnowaliśmy z żadnej dużej inwestycji – zapewnia przedstawiciel UM we Wrocławiu.

Wydatki związane z transportem i łącznością w tym roku wyniosą prawie 1,3 mld zł. Obejmą one m.in. budowę trasy autobusowo-tramwajowej na Nowy Dwór (101 mln zł), linii tramwajowej na Popowice (93 mln zł) czy Alei Wielkiej Wyspy łączącej dwie części Wrocławia (71 mln zł).

Ogółem w tegorocznym budżecie miasta zaplanowano wydatki na kwotę 5,9 mld zł, przy planowanych dochodach na poziomie 5,4 mld zł. Największe wpływy to dochody własne (3,5 mld zł): m.in. udziały miasta w podatkach PIT i CIT (1,7 mld zł), wpływy z podatków i opłat (1 mld zł), dochody z majątku (428 mln zł) oraz z usług (303 mln zł). Dotacje z budżetu państwa wyniosą 880 mln zł wobec planowanych jeszcze w styczniu rok temu 941 mln zł. Prawie 4,8 mld zł z ogólnej kwoty wydatków stanowią wydatki bieżące, m.in. koszty związane z prowadzeniem placówek oświatowych, komunikacją miejską, utrzymaniem dróg, zieleni i czystości w mieście.

Mobilne aplikacje przejmują kontrolę nad finansami Polaków. Pozwalają na przechowywanie paragonów, przypomną też o terminie na zwrot towaru

Z mobilnych aplikacji bankowych korzysta już ponad 13 mln Polaków. Na popularności zyskują także fintechy. Aplikacja polskiego start-upu pomaga kontrolować wydatki i ułatwia dokonywanie reklamacji i zwrotów. Wystarczy zrobić zdjęcie paragonu, a technologia rozpozna i zapisze wszystkie zapisane na nim dane. Aplikacja przypomni o upływającym terminie zwrotu towaru, ale też pomoże np. stworzyć listę zakupów. Najnowsza funkcja automatycznie dodaje do listy zakupów odpowiednie towary ze strony z przepisem kulinarnym.

– Aplikacje mobilne z roku na rok stają się coraz częstszym narzędziem do kontroli nie tylko naszych wydatków, ale też całego życia, ułatwiającym je. Dzięki aplikacjom mamy dostęp do najlepszych okazji na rynku, ale również tego typu aplikacje pozwalają nam na prowadzenie dokładnych statystyk wydatków i dokładnego monitorowania budżetu domowego – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Antonina Grzelak, PR Manager w PanuParagonie.

Początkowo to komputerowe programy, jak Quicken i Microsoft Money, pozwalały kontrolować wydatki. Część osób korzystała i wciąż korzysta w tym celu z arkuszy kalkulacyjnych. Obecnie kontrolę nad finansami przejmują mobilne aplikacje, które nie tylko śledzą wydatki, lecz także pomagają osiągać cele finansowe. Także Polacy opracowali aplikację, która w prosty sposób pozwala zarządzać wydatkami, ale także przypomni np. o mijającym terminie zwrotu.

– Początkowo PanParagon był prostą aplikacją do przechowywania paragonów, natomiast okazało się, że użytkownicy chętnie wprowadzają do niej nie tylko paragony za produkty, które często reklamujemy, lecz także te za codzienne zakupy czy jedną bułkę ze sklepiku osiedlowego. Zorientowaliśmy się, że PanParagon ma znacznie większy potencjał, zaczęliśmy go obudowywać innymi funkcjonalnościami. Obecnie aplikacja jest kombajnem zakupowym, który przeprowadza konsumenta przez cały proces związany z dokonywaniem zakupów – wskazuje Antonina Grzelak. – Wystarczy zainstalować aplikację na swoim telefonie, za jej pomocą po dokonaniu zakupów zrobić zdjęcie paragonu i cała reszta odbywa się automatycznie. 

Aplikacja wykorzystuje technologię optycznego rozpoznawania znaków (OCR), która pozwala zamienić skanowane dokumenty na postać cyfrową. Wprowadzony do systemu paragon automatycznie jest sczytywany, przypisywany do konkretnej kategorii, sczytywane są takie dane jak cena, data zakupu, sklep, dzięki czemu system automatycznie powiadamia użytkownika o mijających terminach zwrotu czy gwarancji.

Użytkownik może dodatkowo opisać paragon lub opatrzyć własnym hasztagiem, by ułatwić jego odnalezienie. Aplikacja sprawdzi się przy reklamacjach i zwrotach. Według prawa konsumenckiego w Polsce cyfrowy paragon całkowicie wystarcza, aby reklamować zakupiony towar. Jeżeli sprzedawca odmówi uznania go, to w aplikacji można znaleźć zakładkę z poradą prawną.

– Paragon jest automatycznie przypisywany do konkretnej kategorii, dzięki czemu użytkownik może prowadzić bardzo dokładne statystyki swoich wydatków z całego miesiąca. To jest coś, z czego ja najbardziej jako użytkownik jestem zadowolona i z czego najczęściej korzystam, ponieważ dzięki aplikacji PanParagon faktycznie mam wszystkie swoje wydatki pod bardzo ścisłą kontrolą – mówi ekspertka.

Jak wskazuje, z aplikacji mogą korzystać konsumenci, którzy przywiązują wagę do kontroli wydatków. PanParagon na podstawie statystyk wydatków daje możliwość zdiagnozowania, gdzie najbardziej „uciekają” pieniądze. Z drugiej strony aplikacją zainteresowane są też instytucje badawczo-statystyczne czy domy mediowe. Na podstawie paragonów można wygenerować zanonimizowane raporty sprzedażowo-marketingowe.

– W PanuParagonie można też znaleźć promocje, gazetki promocyjne, kupony promocyjne czy stworzyć listę zakupów. Co więcej, całkiem niedawno wprowadziliśmy ciekawą funkcjonalność: po wejściu na przepis kulinarny można adres do tego przepisu wprowadzić do PanaParagona, dzięki czemu produkty, które są wykorzystane w przepisie, automatycznie sczytują się do listy zakupów – podkreśla Antonina Grzelak.

Obecnie z aplikacji korzysta 450 tys. użytkowników, przy czym ok. 20 proc. stanowią osoby spoza Polski. Codziennie do systemu dodawanych jest kilka tysięcy paragonów.

Sztuczna inteligencja dopasuje oferty pracy do konkretnego kandydata. Weźmie pod uwagę także oczekiwania finansowe, nawet jeśli pracodawca ich nie podał

Już trzy czwarte rekruterów deklaruje, że w ubiegłym roku przeprowadzili co najmniej połowę procesów rekrutacyjnych poprzez kanały wirtualne. W wyniku pandemii rośnie zapotrzebowanie na coraz większą automatyzację procesów rekrutacyjnych, ale z drugiej strony także na coraz bardziej spersonalizowane oferty pracy. Stworzona przez Polaków inteligentna platforma rekrutacyjna ma dopasowywać kandydatów pod względem m.in. umiejętności, doświadczenia, lecz także zainteresowań. Algorytmy wezmą też pod uwagę oczekiwania finansowe kandydata i pokażą tylko oferty spełniające kryteria, nawet jeśli w ogłoszeniu nie zostało podane wynagrodzenie.

– Wykorzystujemy sztuczną inteligencję do analizy tego, co dzieje się „pod spodem” procesu rekrutacyjnego. Algorytm próbuje znaleźć takie aspekty, które się wydają nieoczywiste przy samym procesie dopasowywania kandydata do oferty – mówi agencji Newseria Innowacje Michał Gąszczyk, prezes Inhire. – To pod spodem dzieje się bardzo dużo analityki, która odpowiada na pytania, co sprawia, że doświadczony kandydat z technologią Java w Warszawie interesuje się taką firmą, a nie inną, czy to jest kwestia tego, jak jest napisane ogłoszenie, czy to jest kwestia timingu, czy to jest kwestia tylko zarobków, co w Polsce wydaje się dość popularną teorią.

Platforma Inhire służy do wyszukiwania ofert pracy odpowiadających potrzebom konkretnych kandydatów. Po założeniu profilu użytkownika i wypełnieniu ankiety dotyczącej oczekiwań, doświadczenia i kwalifikacji zawodowych algorytmy uczenia maszynowego wybierają spersonalizowane propozycje ofert. Następnie kandydat wybiera te oferty, które go interesują, by pracodawca mógł wyświetlić jego aplikację.

– Nasz algorytm od samego początku dopasowuje oferty pracy pod kątem wynagrodzenia do kandydatów. To relatywnie proste rozwiązanie. Jeżeli pracodawca podał oferowane wynagrodzenie, było porównywane z oczekiwaniami kandydata i tylko oferty spełniające te oczekiwania były prezentowane. Tu zaczynają się schody, ponieważ 65 proc. ofert dla kandydatów IT w Polsce cały czas nie ma widełek, a kandydaci omijają takie oferty szerokim łukiem – mówi Michał Gąszczyk. – Usprawniliśmy więc nasz algorytm w taki sposób, żeby móc dopasowywać kandydatom oferty pod względem finansowym, także te, w których pracodawcy nie publikują publicznie widełek. Pracodawca tylko nam podaje oferowane wynagrodzenie, a my możemy przekazać kandydatowi wprost, że ta oferta spełnia lub nie spełnia jego oczekiwań finansowych.

Rozwiązanie Inhire zostało zaprojektowane z myślą o potrzebach sektora IT, gdzie w wyniku pandemii znacznie wzrosło zapotrzebowanie na pracowników wyspecjalizowanych w dziedzinie nowych technologii.

– 70 proc. kandydatów, którzy aplikują za pośrednictwem naszej platformy, jest zapraszanych do procesów rekrutacyjnych naszych pracodawców – podkreśla  prezes Inhire. – W naszym modelu biznesowym chodzi o to, żeby pracodawca musiał przejrzeć jak najmniej aplikacji kandydatów, żeby kogoś zatrudnić. To zupełne przeciwieństwo modelu, który znamy od lat w Polsce, czyli modelu job-boardowego, gdzie jest więcej kandydatów, więcej aplikacji i więcej spamu.

Z badania przeprowadzonego przez Monstera wynika, że już 74 proc. ankietowanych rekruterów deklaruje, że co najmniej połowa rozmów rekrutacyjnych przeprowadzana jest za pośrednictwem elektronicznych form kontaktu. Jednocześnie aż jedna trzecia rekruterów wyraża obawy co do rekrutacji zdalnej, a ponad połowa uczestników badania twierdzi, że wirtualna rekrutacja utrudnia przekazywanie kandydatom i nowym pracownikom informacji takich jak wartości, jakimi kieruje się firma.

– Pandemia w kontekście rekrutacji na pewno uwypukliła luki w samym procesie rekrutacyjnym i tzw. procesie onboardingowym, czyli tym wszystkim, co się dzieje po zatrudnieniu kandydata. Dotychczas nikt sobie nie wyobrażał tego, że można kogoś zatrudnić, nie widząc się z nim. Nagle z dnia na dzień okazało się, że ci ludzie są potrzebni, teraz da się ich zrekrutować w pełni zdalnie, można przeprowadzić testy kompetencyjne zdalnie, można wysłać umowę, a nawet sprzęt kurierem – mówi Michał Gąszczyk.

Na rynku rekrutacji coraz większe znaczenie mają nowe technologie. Zautomatyzowanie większości działań może być przyszłością rekrutacji.

– Rozwiązania takie jak nasze, które podsuwają kandydatowi pod nos dopasowane oferty, będą miały bardzo duży wpływ na to, jak będą wyglądały rekrutacje w przyszłości. To będzie się jednak rozwijać w taki sposób, że zamiast wchodzić na 10 job-boardów i scrollować 100 tys. ofert w poszukiwaniu jednej i wysyłać dziesiątki CV, na które nikt nie odpowiada, to pewnie będzie wyglądało we wszystkich branżach docelowo tak, że będzie jeden profil kandydata z wszystkimi informacjami m.in. o umiejętnościach czy zainteresowaniach, na którym w odpowiednim momencie otrzyma dopasowane do niego oferty. To będzie wzmocnione aspektem socjalnym, czyli informacją o tym, z kim pracował w przeszłości albo z jakim typem człowieka mu się pracuje dobrze, czy dobrze się czuje w zespole – mówi prezes Inhire.

Relacja z XXI edycji Ogólnopolskiego Kongresu Energetyczno-Ciepłowniczego POWERPOL

W dniach 22-23 lutego br. w Warszawie, w Hotelu Sofitel Victoria odbyła się XXI edycja Ogólnopolskiego Kongresu Energetyczno-Ciepłowniczego POWERPOL, poświęcona perspektywom rozwoju polskiej energetyki w odniesieniu do najbliższych lat, którego głównym organizatorem jest Europejskie Centrum Biznesu.

Kongres objęty został Patronatem Honorowym przez Wiceprezesa Rady Ministrów, Ministra Aktywów Państwowych Jacka Sasina, Wiceprezesa Rady Ministrów Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii Jarosława Gowina, Ministra Klimatu Michała Kurtykę, Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki Rafała Gawina, Przewodniczącego Komisji Gospodarki Narodowej Krzysztofa Tchórzewskiego, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Urząd Dozoru Technicznego, Agencję Rynku Energii S.A., Krajowy Instytut Energetyki Rozproszonej, Krajową Izbę Biopaliw, Narodową Agencję Poszanowania Energii, Polski Komitet Energii Elektrycznej, Polskie Stowarzyszenie Elektromobilności, PTPiREE, Polskie Towarzystwo Elektrociepłowni Zawodowych, Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego, Polskie Stowarzyszenie Branży Fotowoltaicznej – Polska PV, Stowarzyszenie Energii Odnawialnej, Towarzystwo Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych, UPEBI. Od strony merytorycznej Kongres wspierany był przez ekspertów z firmy PwC Polska.

Podczas Kongresu odbyło się sześć paneli dyskusyjnych podejmujących tematykę transformacji energetycznej, OZE w portfolio liderów polskiego rynku, polskiego rynku energii gazu i paliw, potencjału rynku ciepła i kogeneracji, innowacji rozwoju i inwestycji w horyzoncie do 2050 roku oraz potencjału polskich wytwórców na potrzeby segmentu OZE.

XXI edycja Ogólnopolskiego Kongresu Energetyczno-Ciepłowniczego POWERPOL została oficjalnie zainaugurowana przez Ireneusza Zyskę Sekretarza Stanu i Pełnomocnika Rządu ds. Odnawialnych Źródeł Energii w Ministerstwie Klimatu i Środowiska, który przedstawił uczestnikom najważniejsze wyzwania, przed jakimi obecnie stoi Polski Rząd, oraz cele jakie zostały wyznaczone dla sektora energetycznego, gazowego, ciepłowniczego i OZEw Polityce Energetycznej Państwa do 2040r..

Po oficjalnym wystąpieniu odbyła się debata inauguracyjna zatytułowana “ Trasformacja energetyczna 2021”. Panel poprowadzony został przez Wojciecha Jakóbika – Redaktora Naczelnego, BiznesAlert.pl, zaś w dyskusji wzięli udział: Małgorzata Jarosińska-Jedynak – Sekretarz Stanu, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej; Janusz Kowalski – b. Sekretarz Stanu, b. Pełnomocnik Rządu ds. Reformy Nadzoru Właścicielskiego nad Spółkami Skarbu Państwa w Ministerstwie Aktywów Państwowych; Piotr Naimski – Sekretarz Stanu, Pełnomocnik Rządu ds. Strategicznej Infrastruktury Energetycznej; Ireneusz Zyska – Sekretarz Stanu, Pełnomocnik Rządu ds. Odnawialnych Źródeł Energii, Ministerstwo Klimatu i Środowiska; Robert Tomanek – Podsekretarz Stanu, Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii; Dorota Dębińska-Pokorska – Partner, Lider Grupy Energetycznej PwC; Artur Michalski – Zastępca Prezesa Zarządu, NFOŚiGW; Igor Wasilewski – Prezes Zarządu, PERN S.A. Prelegenci rozpoczęli dyskusję od omówienia Zielonego Ładu i Planu odbudowy dla Europy z perspektywy polskiej racji stanu i  trendów globalnych w energetyce. W tym kontekście odniesiono się również do europejskiej energetyki po globalnej pandemii, w szczególności do kwestii budowy elektrowni jądrowej oraz konieczności wykorzystania gazu we wszystkich instalacjach pracujących w podstawie. Kolejna część debaty odniosła się do planów dla sektora węglowego i energetyki węglowej a także neutralności klimatycznej, w odniesieniu do priorytetowych kierunków działań Rządu. Zwrócono przy tym uwagę na podstawowe wyzwania związane z konsolidacją polskiej energetyki. Zaproszeni goście odnieśli się również do projektów NordStream i Baltic Pipe. W ostatniej części dyskusji omówiono Programy NFOŚiGW przeznaczone dla rozwoju energetyki prosumenckiej, jak i również wspomniano o OZE w projektach inwestycyjnych firm energetycznych, a także energetyce jądrowej w Polsce. Starano się odpowiedzieć przy tym na pytanie, jak zapewnić akceptację społeczną dla nowego kształtu energetyki.

I Panel pt. „OZE w portfolio liderów polskiego rynku” moderowany był przez Konrada Kosickiego – Counsel w Wolf Theiss Poland, do dyskusji zaś zasiedli: Ireneusz Zyska – Sekretarz Stanu, Pełnomocnik Rządu ds. Odnawialnych Źródeł Energii, Ministerstwo Klimatu i Środowiska; Zbigniew Gryglas – Podsekretarz Stanu, Ministerstwo Aktywów Państwowych; Jan Biernacki – Wicedyrektor PwC; Paweł Cioch – Wiceprezes Zarządu ds. Korporacyjnych, PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.; Wojciech Hann – Wiceprezes Zarządu kierujący pracami Zarządu Banku, Bank Ochrony Środowiska S.A.; Katarzyna Szwed-Lipińska – Dyrektor Departamentu Źródeł Odnawialnych, Urząd Regulacji Energetyki; Paweł Przybylski – Prezes Zarządu, Siemens Gamesa Renewable Energy; Arkadiusz Sekściński – Wiceprezes Zarządu ds. Rozwoju, PGNiG S.A.; Jerzy Topolski – Wiceprezes Zarządu ds. Zarządzania Majątkiem, TAURON Polska Energia S.A.; Andrzej Ziółkowski – Prezes Urzędu Dozoru Technicznego. Na początek zaproszeni goście zastanawiali się nad możliwościami komercyjnego wykorzystania paliw alternatywnych i wodoru. Pozwoliło to odnieść się szerzej do dynamiki rozwoju rynku elektromobilności w Polsce. Jednym z elementów debaty o elektromobilności była strategia rozwoju infrastruktury ładowania – czy aktualne regulacje stymulują rozwój infrastruktury. Następnie oceniono skalę projektów OZE planowanych na 2021 rok, jak i również rozwój off-shore mogący być przyszłością dla polskiego rynku OZE. W tym kontekście odniesiono się także do problematyki prosumentów, jako elementu rynku OZE i przeznaczonego dla nich Programu Mój Prąd. W debacie poruszono także kwestie OZE z perspektywy dystrybucji  (działania  centralne,  regionalne,  lokalne) oraz magazynów energii jako niezbędnego elementu dojrzałego rynku czystej energii. W ramach debaty pojawiła się także tematyka klastrów energii oraz ich szans na rozwój w koegzystencji z systemem energetycznym.

II panel zatytułowany “Polski rynek energii gazu i paliw” moderowany był przez Marka Kulesę – Dyrektora Biura Towarzystwa Obrotu Energią. W debacie wzięli udział: Tomasz Grzela – Dyrektor ds. LNG i CNG, Grupa LOTOS S.A.; Grzegorz Kotte – Wiceprezes Zarządu ds. Technicznych, ENEA Wytwarzanie Sp. z o.o.; Ireneusz Krupa – Członek Zarządu ds. Rozwoju i Inwestycji, Polska Spółka Gazownictwa Sp. z o.o.; Mateusz Radecki – Wiceprezes Zarządu, PERN S.A.; Beata Wittmann – Członek Zarządu, Gas Storage Poland; Robert Zasina – Prezes Zarządu, TAURON Dystrybucja S.A.; Piotr Zawistowski – Prezes Zarządu, Towarowa Giełda Energii S.A. Prelegenci na początku podzielili się swoimi spostrzeżeniami, jeżeli chodzi o perspektywy rozwoju wydobycia i magazynowania gazu w Polsce oraz możliwości jego importu. Stanowiło to punkt odniesienia do dyskusji o kluczowych projektach inwestycyjnych dla polskiego rynku paliw i gazu oraz o priorytetach w rozbudowie gazowej sieci przesyłowej oraz dystrybucyjnej. Zastanawiano się także nad szansami rozwoju energetyki gazowej w Polsce jako “czystego” paliwa dla odbiorców indywidualnych i przemysłu. Na koniec odniesiono się do perspektyw rozwoju rynku zielonego wodoru w Polsce, infrastruktury magazynowej i jej wpływu na rozwój rynku gazu oraz paliw.

W panelu III pt. “Rynek ciepła i kogeneracji” odpowiedzialnym za moderację był Maciej Bando – b. Prezes URE, Członek Rady Programowej ECB, zaś do debaty zasiedli: Vasco Amaral Cunha – Oficer kredytowy, sektor publiczny, Polska i kraje bałtyckie, Europejski Bank Inwestycyjny; Rafał Gawin – Prezes Urzędu Regulacji Energetyki; Arkadiusz Kosiel – Członek Zarządu, Dyrektor ds. Regulacji i Zarządzania Taryfami, Fortum Power and Heat Polska Sp. z o.o.; Artur Michalski – Zastępca Prezesa Zarządu, NFOŚiGW; Andrzej Modzelewski – Członek Zarządu ds. Infrastruktury, innogy Polska S.A.; Paweł Stańczyk – Prezes Zarządu, PGNiG Termika S.A.; Marek Wesoły – Poseł na Sejm RP, Wiceprzewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Energetyki. Debata w pierwszej kolejności odniosła się do kwestii miejsca kogeneracji w założeniach Europejskiego Zielonego Ładu: RED II, nie bez znaczenia było także zagadnienie roli gazu w ciepłownictwie systemowym i indywidualnym. Następnie zastanawiano się nad możliwościami wzrostu efektywności  energetycznej w procesie wytwarzaniu ciepła (elektryfikacja ciepłownictwa: kogeneracja, trigeneracja), zaś w szerszej perspektywie próbowano odpowiedzieć na pytanie jak racjonalnie przemodelować rynek ciepła. Kolejna część panelu poświęcona była skali rozwoju systemów prosumenckich i jej wpływu na ciepłownictwo sieciowe w szczególności prelegentów interesowało, czy energetyka prosumencka jest szansą, czy zagrożeniem dla rozwoju ciepła sieciowego. Na koniec uczestnicy debaty dużo uwagi poświęcili kwestii odejścia od węgla w kontekście rosnących cen EUETS oraz wpływu faktu odstąpienia od węgla na cenę ciepła u odbiorców końcowych szczególnie w mniejszych miejscowościach.

Panel IV pt. “Horyzont 2050: Rozwój, inwestycje, innowacje”, moderowała Izabella Żyglicka – Rzecznik Praw Przedsiębiorców przy Regionalnej Izbie Gospodarczej w Katowicach, Radca Prawny, Wspólnik Zarządzający, Kancelaria Żyglicka i Wspólnicy. W roli prelegentów wystąpili: Jarosław Bogacz – Prezes Zarządu, POLENERGIA OBRÓT S.A.; Jarosław Głowacki – Członek Zarządu, Wiceprezes Zarządu ds. Technicznych, PGNiG Termika S.A.; dr inż. Wojciech Kamieniecki – Dyrektor, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju; Filip Kowalski – General Manager for Energy & Natural Resources, SAP Middle Eastern Europe; Roman Masek – Dyrektor Techniczny, BELSE Sp. z o.o.; Paweł Pisarczyk – Prezes Zarządu, Atende Industries Sp. z o.o. W pierwszej części panelu zaproszeni goście zastanawiali się nad możliwymi ścieżkami rozwoju technologii przyszłości – z jednej strony analizowano, czy wodór może stać się paliwem wykorzystywanym w dłuższej perspektywie w większej skali, z drugiej – odniesiono się do potencjału energii jądrowej pod kątem zapotrzebowania na energię w Polsce. Wnioski pozwoliły odpowiedzieć na pytanie: czy nowe technologie są uzupełnieniem czy trzonem zmian. Jednocześnie zastanawiano się nad sposobami modelowania proekologicznych zachowań oraz czy Program „Czyste powietrze” jest w stanie takie zachowania wykształcać. Druga część dyskusji odnosiła się do skutków jakie dla całej gospodarki przyniosą „Zielony ład” a także „Transformacja energetyczna. W tym kontekście przeanalizowano podstawowe trendy rozwojowe inwestycji, finansowania projektów a także barier inwestycyjnych. Zwrócono również uwagę, że kluczowe jest także inwestowanie w innowacje, dlatego przeanalizowano Program Start-up w szczególności zastanawiano się, jak polskie przedsiębiorstwa wykorzystały potencjał i know-how rynku. Na koniec Podjęto problematykę perspektyw dla rozwoju elektromobilności.

Piąty panel został zatytułowany “Potencjał polskich wytwórców na potrzeby segmentu OZE” – w roli moderatora ponownie wystąpił Mariusz Wójcik – Kierownik Zespołu Energetyki Morskiej i Odnawialnej, ILF Consulting Engineers Polska Sp. z o.o. zaś do dyskusji zostali zaproszeni: Włodzimierz Ehrenhalt – Wiceprezes Zarządu, Stowarzyszenie Energii Odnawialnej; Jakub Faryś – Prezes Zarządu, Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego; Ewa Malicka – Prezes Zarządu, Towarzystwo Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych; Mariusz Samordak – Dyrektor Biura Sektora Energetycznego i Technologii, Bank Gospodarstwa Krajowego; Adam Sikorski – Prezes Zarządu, UNIMOT S.A.; Janusz Sterna – Wiceprezes Zarządu Columbus Energy S.A.; Bogdan Szymański – Prezes Zarządu, Stowarzyszenie Branży Fotowoltaicznej – Polska PV; dr inż. Andrzej Wiszniewski – Prezes Zarządu, Narodowa Agencja Poszanowania Energii S.A. Debata podzielona została na trzy części. W pierwszej zastanawiano się nad potencjałem polskich wytwórców komponentów instalacji OZE oraz możliwościami zostania liderem segmentu energetyki rozproszonej i prosumenckiej przez polskich producentów. W drugiej części analizowano kierunki rozwoju fotowoltaiki i e-mobility. Na koniec podniesiono temat samorządów, jako pożądanego, ale trudnego partnera biznesowego. W podsumowaniu zwrócono się do prelegentów z pytaniem, czy Polska może zostać liderem wśród producentów komponentów energetyki wiatrowej. Elementem, który zdaniem prelegentów wpływa istotnie na skalę i tempo rozwoju polskich przedsiębiorstw jest stabilność regulacji w obszarze OZE.

Swój udział w Kongresie POWERPOL na platformie konferencyjnej online w ciągu dwóch dni zarejestrowało ok. 1500 osób.

XXI edycja Ogólnopolskiego Kongresu POWERPOL była wspierana przez liczne grono firm partnerskich oraz partnerów medialnych, które angażowały się w przygotowania wspomnianego przedsięwzięcia. Europejskie Centrum Biznesu główny organizator Kongresu pragnie szczególnie podziękować Partnerowi Energetycznemu firmie TAURON Polska Energia S.A., Partnerom Merytorycznym: PGE Polska Grupa Energetyczna S.A. oraz PwC Polska, Partnerom: Bank Gospodarstwa Krajowego, Bank Ochrony Środowiska S.A., Belse Sp. z o.o., ENEA S.A., Energa Grupa Orlen, Fortum Power and Heat Polska Sp. z o.o., Operator Gazociągów Przesyłowych Gaz-System S.A.; PERN S.A., PGNiG S.A., PGNiG Termika S.A., Towarowa Giełda Energii S.A., Urząd Dozoru Technicznego, podziękowania należą się także Europejskiemu Bankowi Inwestycyjnemu oraz Polskiej Spółce Gazownictwa Sp. z o.o. za współpracę w ramach Kongresu.

Europejskie Centrum Biznesu dziękuje również Patronom Medialnym: Portalowi BiznesAlert.pl; Centrum Informacji o Rynku Energii CIRE.PL; Portalowi CEO.com.pl, Portalowi elektroinzynieria.pl; Portalowi Energetyka24, Magazynowi Energetyka Cieplna i Zawodowa; Portalowi energetykacieplna.pl; Magazynowi Energetyka Wodna; Portalowi Energetykon.pl; Portalowi Euractiv; Portalowi inzynieria.com; Portalowi Kierunekenergetyka.pl, Magazynowi Law Business Quality; Portalowi mBrokers; Magazynowi Nowa Energia; Portalowi Nuclear.pl; Portalowi OZEON, Portalowi Smart-Grids.pl; Portalowi środowisko.pl; Portalowi Strategie i Biznes, Magazynowi Świat Elit; Portalowi Teraz-Srodowisko.pl; Warsaw Bussiness Journal, Wiadomościom Naftowym i Gazowniczym; Portalowi Wysokienapiecie.pl.

Komentarz ZPP ws. zapowiedzi rządu przywrócenia obostrzeń w dniu 24.02.2021 r.

W trakcie dzisiejszej konferencji, minister zdrowia Adam Niedzielski zapowiedział przywrócenie od 27 lutego br. obostrzeń na terenie województwa warmińsko-mazurskiego do stanu obowiązującego przed dniem 1 lutego br. Tym samym, na terenie jednego województwa ponownie zostaną zamknięte galerie, hotele i pozostałe miejsca noclegowe, obiekty kultury, a także infrastruktura przeznaczona do uprawiania sportu na świeżym powietrzu.

ZPP z niepokojem obserwuje lokalne przywrócenie obostrzeń dla działalności gospodarczej. Zwracamy uwagę na fakt, że hotele i pensjonaty z województwa warmińsko-mazurskiego, które od 12 lutego br. rozpoczęły ponowną działalność, na podstawie danych dotyczących ilości przyszłych rezerwacji podejmowały działania mające na celu zorganizowanie kadry pracowniczej, a także odpowiednich ilości towarów i zapasów pozwalających na bieżącą obsługę gości hotelowych. Z pewnością znaczna część tychże dóbr konsumpcyjnych zostanie spisana na straty, co dodatkowo negatywnie obciąży płynność finansową przedsiębiorstw z branży turystycznej i rekreacyjnej. Jednocześnie, sytuacja budzi głęboki niepokój wśród pracowników, którzy liczyli na trwałe odmrożenie branż, w których są zatrudnieni.

Ponadto, przyjęty w dniu dzisiejszym sposób punktowego, regionalnego zamykania obiektów rekreacji i turystyki doprowadzić może do koncentracji turystów na niewielkiej powierzchni innego regionu kraju, co wydaje się być ryzykowne z epidemicznego punktu widzenia.

Konsekwentnie negatywnie odnosimy się do rozstrzygnięć podejmowanych w sposób dyskrecjonalny. Jeśli przyjętym przez rząd kierunkiem wprowadzania ograniczeń jest ich regionalizacja, powinny zostać zaprezentowane jasne i przejrzyste algorytmy podejmowania decyzji w tym zakresie. Tymczasem, mamy do czynienia raczej ze spontanicznym wprowadzaniem restrykcji ad hoc. Co więcej, zapowiedź przywrócenia obostrzeń następuje z marginalnym wyprzedzeniem, co również wprowadza przedsiębiorców w całej Polsce w stan niepokoju i wątpliwości co do perspektyw prowadzenia biznesu.

Mając na uwadze powyższe, apelujemy o stworzenie racjonalnej i przewidywalnej mapy drogowej, wyznaczającej jasne progi wprowadzania bądź zdejmowania określonych obostrzeń epidemicznych – w skali krajowej bądź lokalnej. Jeśli przedstawiciele kluczowych ośrodków decyzyjnych uznali, że liczba zakażeń jest niewystarczająco precyzyjną i oddającą faktyczny stan rozwoju sytuacji epidemicznej zmienną (taki argument był podawany w odniesieniu do zrezygnowania z listopadowej mapy drogowej), nic nie stoi na przeszkodzie by uzupełnić ją o inne informacje (liczba zajętych łóżek, dynamika przyrostu chorych etc.). Wobec trzeciej fali epidemii, kluczowa będzie przewidywalność podejmowanych decyzji – apelujemy o jej zapewnienie.

Kim Povlsen nowym prezesem zarządu spółki Universal Robots

Kim Povlsen został powołany na stanowisko prezesa zarządu Universal Robots. Povlsen, Duńczyk, wnosi doświadczenie w obszarze globalnego zarządzania zarówno z perspektywy technologii, jak i biznesu i będzie prowadził Universal Robots w kolejnym etapie rozwoju i innowacji. Jego mianowanie podkreśla przywiązanie firmy Teradyne do duńskich korzeni Universal Robots i jej roli w rozwoju lokalnej społeczności robotyki. Kim obejmie nowe stanowisko w Universal Robots z dniem 1 marca 2021 roku.

„Jestem ogromnie zadowolony, że mogę przedstawić Kima Povlsena jako nowego prezesa zarządu Universal Robots” – powiedział Greg Smith, prezes zarządu Grupy Automatyki Przemysłowej firmy Teradyne, pełniący obowiązki prezesa zarządu Universal Robots. „Kim ma fantastyczne osiągnięcia jako dynamiczny manager z ogromnym zamiłowaniem do robotyki. Universal Robots, z Kimem na pokładzie, ma doskonałe możliwości wzmocnienia pozycji lidera światowego rynku robotyki współpracującej. Możemy przyśpieszyć rozwój opracowywania nowych zastosowań i wzrost rynku. Universal Robots była jedną z firm, które utworzyły podstawy zagłębia robotyki w Odense, a nasi globalni klienci darzą uznaniem innowacyjność i jakość wynikającą z duńskiego dziedzictwa. Cieszę się, że mamy duńskiego prezesa, który może dalej rozwijać nasze osiągnięcia i wspierać ciągły rozwój naszego hubu robotycznego i siedziby w Odense.”

Kim piastował stanowiska zarządcze w obszarze biznesu i technologii w Schneider Electric, światowej firmie zajmującej się zarządzaniem energią i automatyką. Ostatnio był jej wiceprezesem do spraw strategii i technologii, odpowiedzialnym za tworzenie i realizację strategii technologicznej tej wielomiliardowej organizacji. Kim mieszka w Aarhus w Danii, jest absolwentem Wydziału Informatyki i Projektowania Rozwiązań Zagnieżdżonych na Uniwersytecie Południowej Danii. Wśród absolwentów Uniwersytetu znajduje się wielu innowatorów i liderów biznesu z uznanego środowiska robotyki w Odense.

„Już od pewnego czasu z podziwem przyglądałem się Universal Robots” – powiedział Kim. „W moich oczach ta firma to uosobienie innowacyjności i potencjału, dlatego ogromnie mnie ucieszyło, gdy zaproponowano mi to stanowisko. Firma nie tylko była pionierem branży robotów współpracujących, utworzyła ekosystem partnerskich rozwiązań technologicznych i uruchomiła rozległą sieć dystrybutorów obsługujących klientów o zróżnicowanym zapotrzebowaniu na automatykę przemysłową, ale także ma potencjał, by zasadniczo przekształcić obszar automatyki w skali całej gospodarki światowej. Nie mogę się doczekać momentu, gdy stanę się częścią zespołu pracowników Universal Robots, współpracy z nimi i nauki od nich.”

Dobre dane z zachodu

Dobra passa danych zza Odry trwa. Tym razem gospodarka kurczy się mniej, niż dotychczas sądzili analitycy. Konsekwencją tych danych jest kolejne umocnienie euro względem pozostałych walut.

PKB z Niemiec

Dzisiaj od rana poznaliśmy odczyt PKB z Niemiec za IV kwartał. Po raz kolejny okazuje się, że nasz zachodni sąsiad dobrymi odczytami makroekonomicznymi ciągnie w górę całą strefę euro. Spadek PKB wyniósł (nie jak oczekiwano 2,9% w skali roku) a 2,7%. To wynik nie tylko lepszy od obecnych oczekiwań, ale również od pesymistycznych wizji roztaczanych jeszcze kilka miesięcy temu przed nami. Wpływ pandemii jest oczywiście negatywny, ale trochę został przeszacowany. W rezultacie mamy kolejne odbicie w górę euro, które zyskuje na wartości nie tylko względem złotego ale również dolara.

Dane z USA

We wczorajszych danych z USA warto zwrócić uwagę na odczyt indeksu Conference Board. Jest to wskaźnik bazujący na badaniach ankietowych pokazujący optymizm konsumentów. Wyższy od oczekiwań wynik sugeruje, że ich optymizm rośnie, a tym samym w przyszłości może powodować zwiększoną aktywność zakupową przekładającą się na poprawę innych wskaźników gospodarczych. Dane te spowodowały stabilizację dolara względem głównych walut.

Węgry utrzymały stopy procentowe

Wczoraj poznaliśmy decyzję Węgierskiego Banku w sprawie stóp procentowych. Utrzymany został poziom 0,6%. W tym miejscu warto przypomnieć, że Węgrzy relatywnie późno obniżali stopy procentowe i zrobili to zaledwie 0,9% na 0,6%. Patrząc np. na tak często porównywaną z Węgrami Polskę, to my obniżyliśmy stopy procentowe z 1,5% na 0,1%. Dodatkowo należy brać pod uwagę to, że zarówno Polska jak i Węgry są obecnie w czołówce europejskiej pod kątem danych o inflacji. Sytuacja ta sugeruje, że dalsze obniżki są mało prawdopodobne.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Branża e-papierosów nie zgadza się z akcyzą i opłatą za banderole

  • Akcyza na płyny do e-papierosów i wyroby nowatorskie oraz koszty związane z zakupem banderol legalizacyjnych wywołują w branży sporo kontrowersji – jest to najwyższa stawka w historii podatku akcyzowego w Polsce;
  • Koszty „akcyzowe” są znacznie wyższe dla płynów do e-papierosów niż dla konkurencyjnych produktów, w tym tradycyjnych papierosów i tzw. wyrobów nowatorskich tytoniu – mówią przedstawiciele Stowarzyszenia „NIE dla Tytoniu!”;
  • A przed przedsiębiorcami perspektywa kolejnych obostrzeń związanych z pandemią. Czy to odpowiedni czas na tego typu dodatkowe obciążenia?

Kolejna fala – dla branży kolejny cios

Początkowo akcyza na e-papierosy i tzw. wyroby nowatorskie tytoniu miała obowiązywać od 1 lipca 2020 roku, ale z uwagi na pandemię rząd zaniechał jej poboru, przesuwając termin o trzy miesiące. Mocno nadszarpnięta obostrzeniami branża liczyła na złapanie oddechu jesienią i na dodatkowe działania ułatwiające podmiotom wejście w sprzedaż produktów objętych akcyzą.

– W niektórych miesiącach sprzedaż produktów była znikoma, cele sprzedażowe nie zostały zrealizowane według założonych prognoz. Ponadto przez spowolnienie gospodarcze przejście na akcyzę wydaje się mało wykonalne. Nie wszyscy właściciele sklepów są świadomi, że od 1 maja 2021 roku będą musieli posiadać sprzedawać produkty oznaczone banderolą legalizacyjną kosztującą 5 zł za sztukę, co wiąże się też ze znacznie wyższą ceną półkową. Już dziś większość z nich deklaruje, że nie wyda kilku tysięcy złotych na dodatkowe opłaty i woli zamknąć swój sklep. Czy tak faktycznie musi się stać? Można tego uniknąć przede wszystkim dzięki mniejszej stawce za banderole legalizacyjne, gdzie np. dla wszystkich tradycyjnych wyrobów akcyzowych kosztuje 1,30 zł, a dla nas prawie 4 razy więcej! mówią właściciele sklepów z e-papierosami.

Rekordowa akcyza

Warto nadmienić, że na dziś oprócz banderol legalizacyjnych najwyższą stawkę akcyzy ma alkohol etylowy. 100 litrów czystego alkoholu to równowartość 6 275 zł akcyzy. Dla porównania tytoniowe wyroby nowatorskie obciążono od 1 października akcyzą na poziomie ok. 305 zł za 1 kilogram wyrobu, a dla płynów do e-papierosów jeszcze więcej! Tak duże wzrosty nie są notowane w innych branżach.

– Co więcej stawka akcyzy na alkohol wydaje się śmiesznie mała, gdy uświadomimy sobie, że litr płynu do e-papierosów wg obecnych zapisów ustawy o podatku akcyzowym kosztuje 550 zł, a zatem 100 litrów płynu to już kwota 55 000 zł akcyzy. To jest szokujące – mówi Justyna Lipowicz z firmy VAPE RIDE, przedstawiciela z branży płynów do e-papierosów.

 

O ile w przypadku większych przedsiębiorstw nowy koszt nie będzie tak dotkliwy, to środowisko małych i średnich przedsiębiorców branży e-papierosów w Polsce może znów znaleźć się na skraju bankructwa. Wprowadzenie akcyzy oraz obowiązku banderolowania sprawi, że przedsiębiorcy, chcąc przetrwać, zwiększą cenę produktu – płyn, który kosztował 9,90 zł, kosztuje już 17 zł. Gdyby zrobić to stopniowo, uniknęlibyśmy rodzącej się szarej strefy.

Apel o zrównanie stawek

Przedsiębiorcy z branży e-papierosów zrzeszeni w nowopowstałym Stowarzyszeniu czują niesprawiedliwość wynikającą z nierównej wysokości stawek nowej akcyzy w stosunku do wyrobów konkurencyjnych, czyli tradycyjnych papierosów, wyrobów nowatorskich oraz tytoniu do palenia.

– Nowe przepisy wprowadziły stawkę akcyzy na poziomie 0,55 zł/ml płynu do e-papierosów (550 zł za litr), z kolei w przypadku tzw. wyrobów nowatorskich i tytoniu do palenia zaproponowano,  w sumie, po 305,39 zł za kg. Ponadto w przypadku e-papierosów zaplanowano najwyższe koszty związane z wytworzeniem znaków podatkowych i legalizacyjnych. Czujemy niesprawiedliwość względem innych wyrobów do tzw. vapowania, których nie obciąża się w takim stopniu jak nasze produkty mówi grupa członków Stowarzyszenia „NIE dla tytoniu!”. Branża e-papierosów, która na co dzień zatrudnia w Polsce kilkadziesiąt tysięcy osób może pozbawić pracy kolejnych Polaków. I to tych w 90% z własnymi niewielkimi działalnościami gospodarczymi.

– Apelujemy o zrównanie warunków akcyzowych e-papierosów względem pozostałych wyrobów. W obecnej sytuacji czujemy się potraktowani niesprawiedliwie, nowe stawki negatywnie wpłynęły na sytuację ekonomiczną małych i średnich polskich przedsiębiorstw, a będzie jeszcze gorzej zważywszy na kilka tysięcy działalności zarejestrowanych podatników prowadzących własne niewielkie działalności gospodarcze.

Banderole akcyzowe również w górę

Branża zwraca też uwagę na koszty banderolowania, które również sprawiają, że produkcja i handel tymi wyrobami przestaje się opłacać.

– Pamiętając, że z założenia banderole podatkowe powinny kosztować tyle samo, niezależnie, czy to płyn do e-papierosów, wyrób nowatorski, czy paczka papierosów, dlaczego więc koszty zakupu banderol na papierosy i wyroby nowatorskie to zasadniczo 12,40 zł za 1000 sztuk, kiedy te same 1000 sztuk banderol na płyn do e-papierosów to już kwota  trzykrotnie wyższa: 38,28 zł (banderole samoprzylepne)? Owszem w nowym rozporządzeniu Ministra Finansów teoretycznie koszt wytworzenia banderoli akcyzowej nie został zwiększony, ale uwaga ta nie dotyczy najbardziej popularnych banderol samoprzylepnych. W praktyce spadła na nas kolejna podwyżka – dodają przedstawiciele branży, w tym Krzysztof Kondej z firmy Expran Group produkującej płyny.

 

Co ciekawe, pobór akcyzy na e-papierosy nie jest jednakowy we wszystkich krajach UE. Przykładowo we Francji czy Niemczech dodatkowa akcyza nie jest pobierana, natomiast we Włoszech wprowadzona w 2015 roku stawka 0,37 euro/ml miała oznaczać dla rządu zyski na poziomie 86 mln euro za 2015 rok. Plan ten udało się wykonać tylko w ok. 6 proc. Ponadto np. Estonia niedawno wycofała się z akcyzowania wyrobów do vapowania.

Ciekawe, że Niemcy planują opodatkować tylko płyny z nikotyną, co jest zasadne, bo zawartość nikotyny można ustalić, a dodatkowo jest to zgodne z przepisami zdrowotnymi regulującymi obrót wyrobami służącymi do dostarczania nikotyny, a również zbieżne z unijnym planem walki z chorobami nowotworowymi.

Źródło:

  • Ustawa o podatku akcyzowym
  • Rozporządzenia MF w sprawie oznaczania wyrobów akcyzowych znakami akcyzy
  • https://fundacjarepublikanska.org/wp-content/uploads/2016/12/raport-e-papierosy-fundacja-republikanska.pdf
  Płyn do e-papierosów Wyroby nowatorskie Tytoń do palenia Papierosy
Stawka akcyzy 0,55 zł/ml

550 zł za 1 litr

155,79 za kg + 32,05% średniej ważonej detalicznej ceny sprzedaży tytoniu do palenia (466,77 zł)

 305,39 zł za kg

155,79 za kg + 32,05% maksymalnej ceny detalicznej (cena wydrukowana na opakowaniu jednostkowym) 228,10 zł za 1000 sztuk plus 32,05% maksymalnej ceny detalicznej (cena wydrukowana na opakowaniu jednostkowym)
Podstawa opodatkowania Mililitr – utrudniający pomiar Kilogram i procent co roku ogłaszanej przez Ministra Finansów ceny Kilogram i procent od ceny nadrukowanej na opakowanie 1000 sztuk i procent od ceny nadrukowanej na opakowanie
Znak podatkowy – koszt wytworzenia 38,28  zł za 1000 sztuk w rolkach 12,40 zł za 1000 sztuk lub 14,47 zł za 1000 sztuk (pokrojone) 12,40 zł za 1000 sztuk lub 14,47 zł za 1000 sztuk (pokrojone) 12,40 zł za 1000 sztuk lub 14,47 zł za 1000 sztuk (pokrojone)
Znak legalizacyjny – koszt zakupu 5 zł 2 zł 1,30 zł 1,30 zł

 

Wciąż nie ma możliwości rozliczania PIT-36 przez internet

Będą opóźnienia w zwrocie nadpłaconego podatku. Wciąż nie ma możliwości rozliczania PIT-36 przez internet.

Przedsiębiorcy, którzy planują rozliczenie z fiskusem za 2020 rok drogą elektroniczną, mogliby otrzymać zwrot nadpłaconego podatku w ciągu maksymalnie 45 dni. Na razie jednak nie działa możliwość składania e-zeznań PIT-36 i PIT -36L.

Nowe wzory deklaracji podatkowych zostały ogłoszone w drodze rozporządzenia już 18 grudnia zeszłego roku. Przedsiębiorcy, którzy rozliczają się na formularzach PIT-36 oraz PIT-36L wciąż jednak nie mogą złożyć zeznania drogą elektroniczną. Pozostaje im wyłącznie tradycyjna forma papierowa, jednak w tym wypadku czas oczekiwania na zwrot środków może potrwać nawet 90 dni. Według zapowiedzi rządu elektroniczny formularz PIT-36 ma być dostępny na przełomie lutego i marca. Nie znamy jeszcze choćby orientacyjnej daty udostępnienia PIT-36L.

Tymczasem rok 2020 był dla wielu podatników bardzo specyficzny ze względu na panującą pandemię. Wielu z nich może mieć nadpłatę podatku, a jej zwrot byłby często znaczącym wsparciem, które pomogłoby poprawić płynność finansową i podreperować budżet firmy. W dodatku brak złożonego zeznania rocznego rodzi trudności w przypadku starania się o kredyt, ponieważ już teraz wymaga go wiele banków.

Ponadto w mojej opinii, jeśli brak obecnie jest instrumentów służących do złożenia zeznania drogą elektroniczną, zwrot nadpłaty z deklaracji złożonych drogą papierową powinien następować szybciej niż w ciągu 90 dni. Wielu przedsiębiorców jest przecież gotowych do rozliczenia się z fiskusem, a dwukrotnie dłuższy termin zwrotu nadpłaty może mieć negatywny wpływ na ich już i tak nadwyrężoną przez pandemię sytuację finansową.

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt

Duże marki w odwrocie – polscy konsumenci mniej zainteresowani znanymi markami

Pandemia nadal budzi niepokój polskich konsumentów, ale nastroje zdają się uspokajać z każdym miesiącem. Znajduje to też odzwierciedlenie w zwyczajach zakupowych Polaków. Choć nadal jesteśmy w europejskiej czołówce, jeśli chodzi o gromadzenie zapasów, to konsumentów, którzy się do tego przyznają ubyło w ciągu miesiąca o 5 p.p. Natomiast prawie połowa z nas, a więc najwięcej w Europie, poluje na okazje. Z badania Global State of the Consumer Tracker przeprowadzonego w Polsce po raz 12. przez firmę doradczą Deloitte wynika też, że zauważalnie zmniejsza się zainteresowanie dużymi markami na korzyść tzw. marek sklepowych.

Polscy konsumenci zdają się coraz pewniej czuć w wywołanej pandemią sytuacji. W ciągu miesiąca spadła liczba tych, którzy obawiają się o własne zdrowie (-1 p.p.), a także o zdrowie bliskich, oszczędności i utratę pracy (po -3 p.p.).

Największy spadek, o 5 p.p., dotyczy obaw o spłaty zadłużenia kredytowego. Rośnie również nasze poczucie bezpieczeństwa w takich miejscach jak sklepy, hotele, a także podczas lotów, udziału w wydarzeniach masowych i korzystania z usług wymagających bezpośredniego kontaktu. Jeszcze nigdy w historii badania nie było tak wysokie jak w jego najnowszej edycji. Z kolei niezmiennie tym, co najbardziej niepokoi rodzimych konsumentów jest zdrowie rodziny, mówi Michał Tokarski, partner, lider sektora dóbr konsumenckich w Polsce, Deloitte.

Także opracowany przez Deloitte indeks niepokoju (różnica netto między osobami, które zgodziły się ze zdaniem „Jestem bardziej zaniepokojony niż tydzień temu” oraz tymi, które temu zaprzeczyły) spada od trzech miesięcy. W najnowszej, przeprowadzonej na przełomie stycznia i lutego edycji wynosi 0.

To mniej o 2 p.p. niż miesiąc wcześniej i aż o 34 p.p. niż w listopadzie, kiedy też osiągnął rekordowy dla Polski wynik, a nasz kraj był na szczycie zestawienia krajów z najwyższym poziomem obaw, wyprzedzając nawet o 3 p.p. Indie, gdzie zazwyczaj wartość indeksu niepokoju jest najwyższa ze wszystkich 18 badanych państw. Teraz, razem z Francją, gdzie indeks niepokoju również wynosi 0, jesteśmy na 9 miejscu. W Europie wyprzedzają nas Brytyjczycy, Włosi, Irlandczycy i Hiszpanie.

Osoby, które deklarują wzrost poziomu obaw od ostatniego badania wciąż najczęściej, jako przyczynę wskazują COVID-19, ale od stycznia ich liczba spadła aż o 8 p.p., do 67 proc. Na drugim miejscu jest stres związany z sytuacją finansową (47 proc.).

Wydatki na żywność na stabilnym poziomie

Po sporym skoku miesiąc temu, ubywa deklaracji dotyczących planowanego wzrostu wydatków na utrzymanie mieszkania lub domu, jak na przykład czynsz lub koszty związane z wynajmem (-2 p.p.), a także na meble, elektryczność czy ogrzewanie (po -3 p.p.), telewizję kablową i na elektronikę (po -1 p.p.). Wciąż, choć nieznacznie (+1 p.p.) przybywa konsumentów, którzy zapowiadają większe wydatki w najbliższym czasie na podróże. Niemal jedna piąta ankietowanych planuje w ciągu miesiąca więcej wydać na odzież, a nieco ponad jedna czwarta na rzeczy codziennego użytku do domu.

Od zeszłego miesiąca właściwie nie zmieniła się zawartość spożywczego koszyka polskiego konsumenta. Na stałym poziomie utrzymuje się liczba osób, które przewidują w ciągu najbliższych czterech tygodni zwiększyć wydatki na jedzenie. To wciąż 28 proc. ankietowanych. Symbolicznie tylko – o 1 p.p. – przybyło tych, którzy planują zwiększyć wydatki na alkohol. O tyle samo z kolei ubyło Polaków, którzy chcą więcej wydawać na jedzenie na wynos. Planuje tak 15 proc. ankietowanych, mówi Kamil Kucharczyk, wicedyrektor w dziale Doradztwa Finansowego, Deloitte.

Duże marki w odwrocie

Warta odnotowania jest spora zmiana dotycząca zainteresowania Polaków dużymi markami. O ile w poprzedniej fali ankiet eksperci Deloitte odnotowali spadek zainteresowania, tzw. store brands na korzyść znanych i dużych marek, w tym miesiącu można zaobserwować całkowite odwrócenie tego trendu.

Name brands, czyli produkty ze znaną i rozpoznawalną metką wciąż co prawda cieszą się większym zainteresowaniem, niż tzw. private labels, a więc marki własne sieci handlowych, ale od ostatniego badania zauważalnie ono stopniało. O 5 p.p. ubyło konsumentów, którzy decydują się na ich zakup wybierając rzeczy do domu – to dziś 70 proc. konsumentów. Aż o 7 p.p. zmalała grupa tych Polaków, którzy kupują napoje znanych marek. Decyduje się na to tylko nieco połowa naszych ankietowanych, mówi Natalia Załęcka, CMO Advisory Leader, Deloitte.

Odpowiednio zwiększyło się tym samym zainteresowanie tzw. store brands. Jedna trzecia z nas sięga po nie podczas zakupów żywności, a od ostatniego badania takich odpowiedzi przybyło o 2 p.p. O 3 p.p. więcej niż miesiąc temu jest natomiast tych, którzy wybierają marki własne sklepów, kupując środki higieny osobistej (29 proc.) i napoje (27 proc.), a aż o 4 p.p. przybyło konsumentów, którzy decydują się na to podczas zakupów rzeczy do domu.

Najczęściej wybieramy duże marki, bo po prostu bardziej im ufamy (35 proc.) oraz uważamy, że są to produkty lepszej jakości (34 proc.). O kupnie private labels w przypadku jednej trzeciej polskich konsumentów decyduje przekonanie, że ich jakość jest taka sama lub zbliżona do produktów znanych marek. Prawie jedna czwarta badanych odpowiedziała natomiast, że nie stać ich na zakup marek znanych, a więc często droższych. To więcej o 5 p.p. niż miesiąc temu.

Jedzenie jest kategorią zakupową, którą konsumenci na całym świecie najczęściej kupują offline. Przyznaje się do tego najwięcej Niemców (91 proc.), ale także Polaków i Japończyków (po 90 proc.). W Europie najmniej klientów, którzy preferują tę formę zakupów jedzenia jest wśród Brytyjczyków (70 proc.), na świecie zaś wśród Chińczyków (57 proc.). Niemcy są także krajem, gdzie konsumenci najrzadziej na świecie kupują artykuły spożywcze online. Deklaruje to jedynie 5 proc. ankietowanych w tym kraju i nieco więcej (6 proc.) Francuzów. Do kupowania żywności online wciąż nie mogą się też przekonać Polacy. Decyduje się na to jedynie 7 proc. z nas, tyle samo ile w poprzedniej fali badania. W ciągu miesiąca o 2 p.p. przybyło natomiast Brytyjczyków, którzy najczęściej w Europie kupują jedzenie w Internecie (22 proc.). Na świecie najwięcej konsumentów, którzy się do tego przyznają jest w Chinach (27 proc.). Polacy w sklepach stacjonarnych kupują także rzeczy do domu (82 proc.) i leki (80 proc.).

Trend BOPIS najmocniejszy w elektronice

Polacy najczęściej kupują online elektronikę (37 proc.) oraz jedzenie z dostawą (36 proc.). Od ostatniego badania jednak w obu tych kategoriach zakupowych o 3 p.p. ubyło osób, które udzieliły takiej odpowiedzi, Wciąż 35 proc. z nas najchętniej kupuje w sieci ubrania.

Analizując wyniki z innych krajów, zauważalny jest wzrost liczby Brytyjczyków, którzy w sieci kupują sprzęt elektroniczny (4 p.p.). Odpowiedziała tak ponad połowa z nich, tym samym to najwyższy wynik globalnie we wszystkich badanych kategoriach zakupowych. Najchętniej w Internecie elektronikę kupują Holendrzy (47 proc.).

Na Wyspach i w Irlandii popularna jest ta forma zakupów także w przypadku ubrań (po 48 proc.).

Od miesięcy szczególnie uważnie obserwujemy tzw. trend BOPIS, czyli „buy online, pick up in store”. Także w tym przypadku, jest on najbardziej widoczny podczas zakupów elektroniki. Robi tak 14 proc. naszych ankietowanych. Kolejne 13 proc. badanych decyduje się na taką formę zakupów, kupując odzież. Niewiele mniej, bo 12 proc. zamawia jedzenie online i odbiera je w restauracji. Najrzadziej decydujemy się na kupowanie w ten sposób żywności i rzeczy do domu. Robi tak odpowiednio 4 proc. i 6 proc. z nas, mówi Wiesław Kotecki, partner, lider zespołu Customer Strategy & Applied Design.

W Europie trend BOPIS jest najpopularniejszy w Holandii. 16 proc. ankietowanych zamawia w ten sposób jedzenie w restauracjach. Na świecie trend ten najbardziej przypadł do gustu konsumentom w Kanadzie, Chinach i Indiach. Co ciekawe najmniejszą popularnością cieszy się w Japonii. W tym kraju najczęściej jest wybierany podczas zakupów elektroniki, ale i tak decyduje się na to jedynie 5 proc. respondentów.

Przybyło łowców okazji

We wszystkich dotychczasowych edycjach badania polscy konsumenci są w czołówce, jeżeli chodzi o robienie zapasów. Nowa fala ankiet przynosi ciekawe obserwacje. W ciągu miesiąca o 5 p.p. spadła nad Wisłą liczba konsumentów, którzy przyznają, że kupują więcej niż są w stanie zużyć na bieżąco. To znaczna zmiana w porównaniu ze styczniową edycją, kiedy pobiliśmy własny rekord. 41 proc. to nadal najwyższy wynik w Europie, ale dzielimy go z Brytyjczykami i Holendrami. Na świecie najwięcej osób robi zapasy w Indiach – 65 proc. O 3 p.p. przybyło natomiast od stycznia konsumentów, którzy polują na okazje. Odpowiedziała tak prawie połowa zapytanych, to najwyższy wynik w Europie. Globalnie najwięcej podobnych odpowiedzi było w Chinach – 59 proc.

Od grudnia powoli przybywa Polaków, którzy chętniej kupują od lokalnych sprzedawców i producentów. Robi tak już połowa z nas nawet, jeśli wiąże się z tym wyższa cena produktów. Nieznacznie natomiast ubyło tych (-1 p.p.), którzy chętniej kupują od producentów, którzy odpowiedzialnie zareagowali na kryzys wywołany pandemią (38 proc.).

W oczy rzuca się duży, bo aż o 6 p.p. wzrost zwolenników tzw. trendu convenience, czyli konsumentów, którzy są gotowi dodatkowo płacić za wygodę, jak na przykład dostarczenie zakupów do domu. Odpowiedziało tak 37 proc. ankietowanych w Polsce. Tyle samo co w Hiszpanii. 57 proc. decyduje się na ten wydatek, by chronić zdrowie, dla 52 proc. to sposób na zaoszczędzenie czasu – mówi Michał Tokarski. W Europie najwięcej konsumentów korzysta z wygód podczas zakupów w Irlandii (43 proc.) i Wielkiej Brytanii (42 proc.).

O badaniu

Badanie „Global State of the Consumer Tracker” zostało przeprowadzone po raz piętnasty na świecie i po raz dwunasty w Polsce. Badanie reakcji i obaw konsumentów związanych z pandemią koronawirusa, zostało przeprowadzone przez Deloitte na przełomie stycznia i lutego. Ankiety wypełniło po tysiąc konsumentów z 18 krajów. Oprócz Polski byli to mieszkańcy: Australii, Kanady, Chin, Francji, Niemiec, Indii, Irlandii, Włoch, Japonii, Meksyku, Holandii, Korei Południowej, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Chile oraz RPA.

Andrzej Kubisiak: dzięki szczepieniom gospodarka odbije się od dna

Narodowy program szczepień sprawia, że prognozy gospodarcze są coraz bardziej optymistyczne. Jeśli zaszczepi się odpowiednia liczba osób, sytuacja gospodarcza kraju zacznie się wyraźnie poprawiać. Ekonomiści przewidują, że już druga połowa 2021 roku przyniesie nam odbicie – a wzrost gospodarczy sięgnie nawet 4%. Poprawić ma się również sytuacja na rynku pracy, ustabilizować poziom bezrobocia i wzrosnąć popyt na zatrudnienie.

– Trwała zmiana i pewna stabilizacja, która może wyniknąć z rozprowadzenia odpowiedniej puli szczepień, najprawdopodobniej sprawi, że już druga połowa tego roku będzie okresem wzrostu gospodarczego. Z perspektywy rynku pracy oznaczałoby to trudny pierwszy kwartał i odbudowę w kolejnych miesiącach. Spodziewamy się, że w 2022 roku powrócimy do trendów na rynku pracy, które widzieliśmy przed pandemią – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Kubisiak, ekspert Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Bardzo wiele zależy jednak od tego, jak będzie rozwijać się sytuacja epidemiczna. Spowolnienia w szczepieniach lub nowe zagrożenia – wynikające z szerzącej się pandemii – mogą uniemożliwić rozwój tego scenariusza. Modele prognostyczne i przewidywania opierają się na założeniach, co może mieć miejsce w przyszłości. Jednak sytuacja może rozwinąć się inaczej – zaznacza Kubisiak.

Magazyny i logistyka miejska w Polsce

Rozwój e-commerce i przyspieszający proces urbanizacji przekładają się na rosnące zasoby magazynów miejskich w Polsce. Ich podaż to około 1,6 mln mkw. z perspektywą wzrostu.

W ciągu dekady zasoby magazynowe w Polsce urosły ponad trzykrotnie – z 6,3 mln mkw. pod koniec 2010 roku do prawie 21 mln mkw. w 2020. Ten dynamicznie rozwijający się sektor nieruchomości wykazuje oznaki dojrzałości. Świadczą o tym m.in. nowe formaty pojawiające się szczególnie w największych aglomeracjach. Przykładem jest segment magazynów miejskich, który wspólnie analizują JLL i SEGRO w raporcie „Logistics Avenue: logistyka miejska w Polsce”.

Magazyny miejskie cieszą się w Polsce coraz większym zainteresowaniem ze strony klientów. Ostatnie lata przyniosły zdecydowany wzrost nowych inwestycji w tym formacie, zaś w portfelu SEGRO takie projekty stanowią aż 67% całkowitej wartości. Rozwój logistyki miejskiej to efekt m.in. rosnącej populacji w aglomeracjach, rozwoju branży e-commerce i trendu same day delivery, czyli dostawy tego samego dnia – jak również transformacji łańcuchów dostaw, komentuje Bożena Krawczyk, Dyrektor Inwestycyjna SEGRO na Europę Centralną.

Magazyny miejskie, czyli jakie?

Miejskie zasoby logistyczne są z założenia zlokalizowane w granicach miast. Jednak nie jest to w pełni wyczerpująca definicja.

Do niedawna większość magazynów miejskich w Polsce była projektowana jako standardowe obiekty typu „big-box”, które niekoniecznie są bezpośrednio związane z obsługą logistyczną miasta. Jednak zasoby magazynowe w granicach miast obejmują również szereg alternatywnych formatów typu mixed-use z dominującą funkcją magazynową. Dlatego też, w celu trafnej klasyfikacji, uwzględnić należy nie tylko kryteria geograficzne, ale także funkcjonalne i techniczne, tłumaczy Tomasz Mika, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowych, JLL.

Ważne zatem są rodzaje operacji wykonywanych w takich magazynach, które zwykle są wykorzystywane do sortowania i dystrybucji.

W wielu przypadkach, zwłaszcza w odniesieniu do największych sieci handlowych, miejska przestrzeń magazynowa stanowi uzupełnienie znacznie bardziej złożonych łańcuchów logistycznych, obsługując w wybranym mieście dostawy tzw. ostatniej mili. Znajduje to odzwierciedlenie w mniejszych rozmiarach pojedynczych modułów. Dla przykładu, w Warszawie średnia wielkość nowych transakcji od 2018 roku wynosiła ok. 2000 mkw., w porównaniu do 6000 mkw. w lokalizacjach podmiejskich, dodaje Maciej Kotowski, Analityk Rynku, JLL.

Inne cechy miejskiego magazynu to zdecydowanie większy udział nowoczesnej powierzchni biurowej (do 20-30% GLA), dedykowane miejsca parkingowe, a także coraz powszechniej stosowane rozwiązania z obszaru zrównoważonego rozwoju i placemakingu.

Popyt na magazyny miejskie coraz bardziej wyrafinowany

Rynek logistyki miejskiej jest zdominowany przez najemców z sektorów logistyki, sprzedaży detalicznej i branż pokrewnych, takich jak FMCG, żywność i elektronika. Niemniej jednak, firmy produkcyjne, starając się korzystać z bliskości obszarów miejskich i szerszego dostępu do wykwalifikowanej siły roboczej, również generują znaczącą część popytu, komentuje Waldemar Witczak, Dyrektor Regionalny SEGRO.

Rosnąca siła nabywcza, wzrost handlu online, napędzają popyt ze strony firm kurierskich. Wcześniej ich obserwowany model ekspansji polegał głównie na budowie własnych obiektów w celu wypełniania luk w globalnych łańcuchach dostaw. Dziś, równolegle z ogromnym wzrostem liczby paczek do dostarczenia, firmy te coraz częściej preferują wynajem powierzchni magazynowej.

Przewiduje się, że struktura popytu na obiekty miejskie w Polsce będzie powoli przekształcać się w kierunku tej obserwowanej w Europie Zachodniej, gdzie magazyny tego typu przyciągają start-upy, firmy skupione na nowych technologiach, centra danych i niszowych producentów, a także operatorów laboratoriów badawczo-rozwojowych. To sprawi, że segment nieruchomości magazynowych położonych w obrębach miast stanie się jeszcze bardziej zróżnicowany i wyrafinowany, dodaje Waldemar Witczak.

Na rozwój tego segmentu rynku nadal będą też pracować zmieniające się potrzeby zakupowe polskich konsumentów.

Rosnący wolumen sprzedaży internetowej w Polsce, który dodatkowo przyspieszył w związku z pandemią, stanie się z pewnością głównym motorem napędowym nowego popytu na obiekty typu last-mile oraz aktywności deweloperów, tym bardziej, że już teraz sektor mierzy się z niewystarczającą podażą produktu. Dotyczy to zarówno cross-docków, małych hubów kurierskich, jak i nowych formatów mixed-use, które objąć mogą też stare budynki przemysłowe, handlowe i biurowe w centrach miast, wyjaśnia Bożena Krawczyk.

Rynek dopiero się rozkręca

Podaż magazynów miejskich w Polsce wynosi około 1,6 mln mkw., co stanowi blisko 7,5% całkowitej komercyjnej powierzchni logistycznej i przemysłowej w Polsce.

Co ciekawe, większość, bo aż 70% podaży zlokalizowanej w miastach to nadal standardowe magazyny typu big-box. Znaczącą część rynku (ponad 20%) stanowią również obiekty SBU (Small Business Units), czyli budynki oferujące małe moduły biznesowe. Coraz większą popularnością cieszą się też magazyny typu cross-dock, które głównie wykorzystywane są przez firmy kurierskie. Projekty różnią się wielkością, kształtem, specyfikacją techniczną, itd. Potwierdza to, że nie ma jednego uniwersalnego szablonu dla magazynu miejskiego, co dodatkowo utrudnia nowe inwestycje spekulacyjne. Jednak niesłabnący popyt w połączeniu z rosnącym zainteresowaniem lokalizacjami miejskimi wśród inwestorów, pozwalają patrzeć w przyszłość z dużą dozą optymizmu. Od 2015 roku magazyny miejskie stanowiły około 11% wartości transakcji w sektorze magazynowym. Natomiast biorąc pod uwagę dynamiczną urbanizację i zmieniające się zachowania konsumenckie, możemy spodziewać się, że ich udział w najbliższych latach będzie rósł, komentuje Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych, JLL.

Największy (40%) udział miejskich magazynów ma Warszawa. Drugie miejsce zajmuje Górny Śląsk, który zyskuje dzięki rozwiniętej infrastrukturze drogowej w pobliżu głównych obszarów miejskich. Trzecim co do wielkości rynkiem jest Łódź, co można przypisać wielkości aglomeracji, historycznemu rozwojowi i przemysłowemu charakterowi miasta.
Rynek logistyki miejskiej ma duży potencjał wzrostu. W budowie jest kolejne 1,8 mln mkw. powierzchni logistyczno-magazynowej, z czego 80% w największych aglomeracjach i wokół nich, a ponad 25% wewnątrz miast. W Warszawie 26% powierzchni realizowanej powierzchni przypada na granice administracyjne stolicy, dodaje Tomasz Mika.

Historycznie wskaźnik pustostanów w parkach zaliczanych do logistyki miejskiej podlegał znacznym zmianom – od 0% do 22%, co można tłumaczyć stosunkowo niewielką podażą (bazą). Jednak całkowita powierzchnia niewynajęta rzadko przekraczała 200 000 mkw. Przykładowo, w grudniu 2020 r. wynosiła ona 230 000 mkw., co stanowiło około 9% zasobów.

Czynsze

Wysokość czynszu zależy nie tylko od samej lokalizacji, ale także od warunków najmu, standardu technicznego i wielu innych czynników. Najtańsze magazyny zlokalizowane w mieście oferują powierzchnie za 0,5 euro więcej niż najlepsze nieruchomości na przedmieściach.

Nie czekajmy na zieloną rewolucję

To nie czas, by czekać, aż na drogi wyjadą zeroemisyjne ciężarówki, napędzane energią elektryczną czy wodorem. Sektor transportu, spedycji i logistyki może dokonać realnej zmiany już teraz i podjąć ważne kroki dla uczynienia branży bardziej przyjazną środowisku.

Pod koniec ubiegłego roku Grupa Volvo, IVECO, Daimler Truck AG, OMV oraz Shell podjęły zobowiązanie do współpracy na rzecz stworzenia warunków dla masowego wdrożenia samochodów ciężarowych zasilanych wodorem w Europie. Program H2Accelerate jest podzielony na dwie fazy – pierwsza ma polegać na uruchomieniu pierwszych stacji tankowania i wypuszczeniu na rynek setek pojazdów, a druga na „umasowieniu”, a więc zwiększeniu skali produkcji. Zgodnie z założeniem w drugiej połowie lat 20. ciężarówek napędzanych wodorem ma być już 10 tysięcy, a wszystkie korytarze transportowe mają być wyposażone w wydajne i niezawodne stacje ładowania. [1] Jednocześnie z danych Wood Mackenzie wynika, że do końca 2019 po amerykańskich drogach poruszało się około 2 tys. ciężarówek z napędem elektrycznym, a do 2025 liczba ta wielokrotnie wzrośnie do 54 tys. pojazdów. [2]

Głosy pesymistów

Wymienione wyżej przykłady to bez wątpienia liczby, które mogą budzić podziw w branży. Elektryczne pojazdy wreszcie nie są już niszą, ale środkiem do osiągnięcia celu, jakim jest zrównoważony rozwój. W dalszym ciągu rozważania to nadal wizje. Już nie tak odległe, jak jeszcze kilka lat temu, ale nadal wizje.

Pesymiści i sceptycy wskazują, że może i perspektywa tysięcy elektrycznych aut na europejskich czy amerykańskich drogach może i jest realna, ale w dalszym ciągu „ekociężarówki” nie wyprą tych napędzanych tradycyjnym paliwem – 54 tysiące ekologicznych ciężarówek wobec kilku milionów na drogach Stanów Zjednoczonych, to przecież zaledwie ułamek. Również do drugiej połowy lat 20., w której ma ruszyć masowa produkcja ciężarówek napędzanych wodorem, jest jeszcze sporo czasu.

Wcale nie oznacza to jednak, że do zielonej rewolucji należy podchodzić z rezerwą czy w ogóle podważać jej zasadność. Bo nie należy! Rzecz w tym, że nie należy jej wypatrywać, bo ta… już nadeszła. W oczekiwaniu na nowe, ekologiczne rozwiązania cała branża powinna już od dawna powinna podążać „zielonym szlakiem”.

Transport kolejowy

Pod koniec roku Urząd Transportu Kolejowego opublikował dane, które mogły napawać optymizmem. W listopadzie 2020 roku po raz pierwszy od dwóch lat wzrosła (w stosunku do listopada 2019) masa przewiezionych towarów na terenie kraju. Tak, jak w listopadzie 2019 było to 19,88 miliona ton, tak rok później – już 20,6 miliona. Wzrost o 3,63 % jest więc nieznaczny, ale może być początkiem odwrócenia trendu. Tym bardziej, że grudzień przyniósł jeszcze lepsze wieści – znów odnotowano wzrost, i to o wiele większy – 13,22 proc. z 17,49 milionów do 19,79! [3]

I choć w 2020 roku wolumen transportu kolejowego w ogólnym ujęciu odnotował stratę i przewieziono „jedynie” 77,5 miliona ton towarów wobec ponad 82 w 2019, panika jest niewskazana. Branża jest coraz bardziej otwarta na transport kolejowy. Wiążą się z nim pewne ograniczenia, ale ma swoje plusy: jest tańszy i oferuje większą ładowność, a przede wszystkim… to opcja bardziej przyjazna dla środowiska. Może właśnie nadeszła – nomen omen – kolej na tę formę transportu towarowego?

Logistyka zwrotna

W dyskusji na temat ekologii w TSL nie można pominąć kwestii opakowań zwrotnych. Wiele firm nadal nie radzi sobie z obrotem opakowaniami zwrotnymi czy paletami. Nie chodzi tylko o ich utylizację i przerabianie na odpady, ale również zarządzanie szeroko pojętą informacją na ich temat – uważny, sprawny przedsiębiorca powinien mieć nad tym nadzór. Przy skutecznym prowadzeniu logistyki zwrotnej można przywrócić zużyte opakowania do obrotu czy ograniczyć nadwyżki magazynowe, a tym samym zredukować produkcję odpadów. Szczęśliwie, na rynku pojawiają się operatorzy, którzy coraz lepiej orientują się w tej kwestii i zdają sobie sprawę z wagi problemu.

Magazyny, które są eko

Coraz częściej słychać głosy o inteligentnych magazynach, napędzanych i zarządzanych przez sztuczną inteligencję i cały szereg procesów powiązanych z automatyzacją i cyfryzacją. To słuszne, ale… magazyn nie musi być inteligentny, by wpisywać się w ideę zrównoważonego rozwoju. Może po prostu być ekologiczny i to w maksymalnie praktycznym wymiarze. Instalacja fotowoltaiczna na dachu? Energooszczędne oświetlenie czy wentylacja budynku? Poprawa izolacji budynków? Żadne z tych rozwiązań nie jest przecież nieosiągalne. Wymaga tylko nakładów inwestycyjnych i chęci!

Zmiana dokonuje się już teraz

„Zielony transport” to nie utopia. Więcej – to rzeczywistość, na którą nie musimy już czekać, a jednocześnie powolny, rozłożony w czasie, żmudny proces. Rewolucja nie nastąpi wraz z wyjazdem na europejskie drogi pierwszych dziesięciu tysięcy napędzanych wodorem ciężarówek. Owszem, będzie to istotny krok w stronę transportu zeroemisyjnego, ale nie całkowite rozwiązanie kwestii transportu zeroemisyjnego. Nie należy na nie czekać, lecz… podejmować rozsądne, zdecydowane działania.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

[1] https://media.daimler.com/marsMediaSite/en/instance/ko/H2Accelerate–new-collaboration-for-zero-emission-hydrogen-trucking-at-mass-market-scale.xhtml?oid=48445607

[2] https://www.greentechmedia.com/articles/read/woodmac-the-us-will-have-54000-electric-trucks-by-2025

[3] https://utk.gov.pl/pl/raporty-i-analizy/analizy-i-monitoring/statystyka-przewozow-to/16644,Dane-eksploatacyjne-w-2020-rMonthly-Statistics-2020.html

Nowe centrum logistyczne InPost

Firma InPost, właściciel sieci Paczkomatów, uruchomi nowe centrum logistyczne o powierzchni 6000 m kw. w obiekcie Prologis Park Chorzów. W transakcji, jednemu z największych operatorów logistycznych w Polsce, doradzała firma Savills.

„Nasza infrastruktura logistyczna jest obecnie bardzo efektywna – pokazał to ostatni szczyt świąteczny, na który byliśmy doskonale przygotowani. Dostawa przesyłek w trybie D+1 to duże wyzwanie dla każdego operatora, także kurierów – zwłaszcza w obliczu ograniczeń pandemicznych. Przez 12 lat aktywności na polskim rynku opracowaliśmy sprawdzony model logistyczny, który możemy wdrożyć także na innych rynkach europejskich. Tajemnica naszej efektywności to także świetnie przygotowana aplikacja mobilna, której używa już ponad 5,7 mln Polaków. Połączenie unikatowej usługi, jaką są Paczkomaty® InPost, sprawnej logistyki i niedostępnej u konkurencji aplikacji sprawia, że nasze usługi są nie tylko wygodne, ale najbardziej nowoczesne i innowacyjne na rynku” – mówi Rafał Brzoska, prezes InPost.

„InPost jest jednym z najaktywniejszych najemców na rynku powierzchni logistycznych w Polsce, a zapotrzebowanie na jego usługi stale rośnie w wyniku wzrostu popularności sektora e-commerce. Cieszymy się, że mieliśmy przyjemność doradzać jednemu z liderów na polskim rynku logistycznym i pomóc mu w rozwoju na Górnym Śląsku” – mówi Maciej Gierak, menedżer ds. rozwoju biznesu, dział powierzchni magazynowych i przemysłowych, Savills.

Liczba Paczkomatów® (ponad 11.000 urządzeń w Polsce) ponad dwukrotnie przekroczyła skalę placówek własnych Poczty Polskiej (4600[1]). Paczkomaty® InPost dostępne są w Polsce także przy sklepach: Dino, Lidl, Kaufland, sieci sklepów Delikatesy Centrum organizowanych przez Grupę Eurocash, a także w Centrach Handlowych Auchan. InPost podpisał również umowę z siecią sklepów Auchan na dostawę Lodówkomatów oraz usługę dostaw door-to-door. Funkcjonalności maszyn lodówkowych InPost pozwalają na bezpieczne przechowanie i odbiór żywności, napojów oraz mrożonek zamówionych przez Internet w Auchan Direct. Według badań Kantar TNS aż 40% kupujących w sieci chce odbierać zakupy spożywcze w Paczkomatach® InPost.

Ze strony firmy Savills, świadczącej usługi doradcze dla najemców nieruchomości magazynowych i przemysłowych, w procesie znalezienia odpowiedniej lokalizacji i negocjacji warunków umowy firmie InPost doradzali Maciej Gierak oraz Michał Kulig.

[1] Źródło: https://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/1401760,zarzad-poczty-o-podwyzkach-dla-listonoszy.html

Obligacje korporacyjne nadal w cenie. Polacy chcą lokować kapitał w fintechach

Lokowanie kapitału w dobie koronawirusa było już tematem na tyle powielanym, że niektórym analitykom wydawało się, iż nie będzie przestrzeni do dyskusji o covidowym inwestowaniu — szczególnie w przypadku obligacji. Ot, aktywa o niskim ryzyku, względnie bezpieczne, acz dla niektórych mdłe i stopniowo mało opłacalne. Czy istnieje alternatywa?

W tej kategorii nawet inwestorzy indywidualni zaczęli porównywać obligacje do znajdujących się na równi pochyłej lokat bankowych. Chcąc uciec przed inflacją, a zarazem nie osiąść na kapitałowej mieliźnie przy okazji wykupu papierów emitowanych przez Skarb Państwa, warto zerknąć w stronę obligacji korporacyjnych.

Co jednak z tradycyjną “konkurencją”?

Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Lokaty bankowe złapały już poziom absurdalnego procentu zerowego, choć jeszcze przed oficjalnym (pierwszym) lockdownem, placówki nie zachęcały do gromadzenia kapitału. Według wyliczeń Głównego Urzędu Statystycznego i Narodowego Banku Polskiego, 2 tygodnie przed wiosennym zamrożeniem gospodarki na tego typu kontach było o ponad 63 mld zł więcej (z tendencją zniżkową), niż odnotowano na jesieni 2020 roku. Odpływ gotówki postępował wraz ze wzrostem zachorowań — a te w sensie ekonomicznym, nie oszczędziły oszczędzających.

Pod koniec sierpnia polskie lokaty stanęły pod znakiem rekordowego odpływu. W sumie Polacy na rachunkach bankowych z relatywnie niskim już procentem trzymali 227,6 mld zł. Co ciekawe, równie niepokojące wyniki odnotowano 9 lat wcześniej — w grudniu 2011 roku. Część klientów rozpoczęła eksodus w stronę ROR-ów i tradycyjnych kont oszczędnościowych.

A obligacje Skarbu Państwa?

Te z kolei przez moment notowały ciekawy powrót do łask, choć w tej kategorii przemawiały raczej względy brutalnie pragmatyczne. Przypadki wykupu papierów państwowych zdarzały się wyłącznie “na chwilę” i to w kontekście bezpiecznego ratowania się przed inflacją. Według rocznych sprawozdań Ministerstwa Finansów popyt na detaliczne obligacje Skarbu Państwa osiągnął rekordowy poziom 28,4 mld zł, ale popularność papierów dłużnych napędzały tylko 2 rodzaje obligacji. Podczas pierwszych kwartałów 2020 roku, czyli w okresie ucieczki z banków, prym wiodły 4-letnie obligacje antyinflacyjne.

Druga połowa poprzedniego sezonu z kolei była najbardziej wymownym momentem dla całego systemu bankowego. Otóż Polacy zdecydowali się na zakup 3-miesięcznych obligacji krótkoterminowych, które miały być wyłącznie przystankiem na covidowej drodze inwestorskiej — zarówno w przypadku osób fizycznych, jak i całych spółek.

Co było dalej?

Dla rynku Catalyst, a więc platformy obrotu obligacjami korporacyjnymi, styczeń 2021 roku był wyjątkowo optymistyczny. Biorąc pod uwagę wyłącznie obroty rzędu niebagatelnych 285,3 mln zł, w porównaniu z grudniowymi 222,4 mln zł, można domniemywać, że wsparcie spółek nadal jest w cenie. Co więcej, trend wydaje się umacniać pomimo nieregularności wzrostów i spadków zakażeń, ponieważ średnia dla ostatnich 12 miesięcy oscylowała w okolicach 226,3 mln zł obrotu. Według analityków z Catalyst zjawisko jest również fenomenem na skalę przynajmniej 2 lat wstecz, kiedy to ostatni raz poziom obrotów przekroczył 280 mln zł.

— Tegoroczny wzrost popularności na obligacje korporacyjne to dobry sygnał dla całej gospodarki. W przypadku najbardziej innowacyjnych biznesów, a więc m.in. branży fintechowej, notujemy rekordowe zainteresowanie inwestorów, które często doprowadza do zjawiska nadsubskrypcji. Wtedy też popyt na papiery dłużne danego przedsiębiorstwa przewyższają podaż. To często bardzo dobry sygnał — komentuje Grzegorz Szulik, Prezes Zarządu fintechu Provema.

Rynek napędzają debiutanci…

…, których uważnie obserwują cierpliwi inwestorzy. Wyjątkowe zainteresowanie obligacjami korporacyjnymi obserwowano już podczas debiutu w tej kategorii spółki Allegro. Wtedy też redukcja w emisji publicznej, a więc ograniczenie liczby papierów dłużnych, szacowano na 85 proc. Obecnie dobrą passę giganta wydają się powtarzać krajowe spółki fintechowe, które tylko na przykładzie katowickiej Provemy, stały się pretendentem do miana najbezpieczniejszych przystani dla inwestorów indywidualnych. Ostatnia oferta firmy wyceniana była na 2,5 mln zł, a zapisy zainteresowanych szacowano już na 4,1 mln zł. Redukcja? Aż 60 proc.

Oznacza to, że liczba zainteresowanych znacznie przekroczyła samą ofertę fintechu. Spółka okazała się jednakowo bezpieczną alternatywą wobec agresywnego rynku akcji, a zarazem na tyle atrakcyjną kapitałowo, że 7 proc. firmy przyciągnęły dotychczasowych fanów tradycyjnych papierów dłużnych. Okres kapitalizacji? Dokładnie 18 miesięcy, więc o wiele więcej, niż najwyższe (jak na standardy covidowe) lokaty bankowe.

Raport Cyberbezpieczeństwo: Trendy 2021. Przed jakimi wyzwaniami stanie biznes?

Rosnąca skala cyberzagrożeń, trend pracy zdalnej, sieć 5G i coraz częstsze wykorzystanie urządzeń IoT czy przyspieszająca transformacja chmurowa wymuszają na firmach wzrost zainteresowania bezpieczeństwem IT oraz adaptację do nowych trendów i technologii.

Xopero Software S.A. we współpracy z 21 ekspertami z 13 firm, takich jak m.in. Netia, Orange Polska, Oracle, Asseco Data Systems, NASK S.A., QNAP, Sophos, TestArmy czy Axence, przedstawia Raport Cyberbezpieczeństwo: Trendy 2021. Kolejną edycję jedynego w Polsce dokumentu poświęconego nowym kierunkom w branży bezpieczeństwa IT tworzonego przez specjalistów z różnych firm. Raport dostępny jest do pobrania bezpłatnie tutaj.

Ransomware atakuje co 11 sekund

Przez ostatnie miesiące mogliśmy obserwować zupełnie nowy arsenał zagrożeń. Obawa przed nieznanym, masowe przechodzenie w tryb pracy zdalnej oraz rekordowo wysoki poziom dezinformacji wynikający z wybuchu pandemii, natychmiast pobudziły kreatywność przestępców. Poskutkowało to wzrostem ilości zagrożeń na niewyobrażalną dotychczas skalę. Najgroźniejszym z nich wciąż jednak pozostaje ransomware, którego według badań Xopero, obawia się blisko 80% ankietowanych przedsiębiorców. Szacuje się, że w tym roku będzie uderzać co 11 sekund, a globalne straty mogą wynieść 20 miliardów dolarów. Dla porównania, w 2015 r. było to zaledwie 325 milionów.

  • Cyberprzestępcy wykorzystujący ransomware automatyzują ataki. Coraz częściej dzielą się też między sobą narzędziami. Ich łatwa dostępność na czarnym rynku sprawia, że także w tym roku stale rosła będzie aktywność początkujących hakerów, którzy wykorzystują głównie oprogramowanie umożliwiające atakowanie dużej liczby mniejszych celów – twierdzi Łukasz Formas, Kierownik zespołu inżynierów w Sophos – Stale udoskonalane będą techniki i narzędzia, a gdy jedno zagrożenie zniknie, w jego miejsce szybko pojawiać się będzie kolejne.

Cloud Computing – od chmury nie ma odwrotu

Migracja  do chmury wydaje się być niezmiennie jednym z głównych priorytetów firm – ponad 50% z nich twierdzi, że w najbliższym czasie wykorzystanie chmury będzie wyższe, niż planowano. Przyczyną są doświadczenia związane z pracą zdalną i koniecznością zapewnienia dostępności zasobów firmowych. Już dziś firmy przeznaczają na chmurę ⅓ swoich inwestycji w IT.

  • Ten rok ma szansę poważnie pobudzić adopcję chmury w Polsce. Zapowiedzi Microsoft i Google już się materializują, a w 2021 roku doczekamy się w Polsce pierwszego regionu globalnej chmury publicznej – mówi Adam Kowalczyk, Starszy Kierownik Produktu w Netia S.A. – Chmura stanie się nie tylko bliższa geograficznie. Tak duże inwestycje branżowych potentatów przyczyniają się do wzmożonego zainteresowania, a w konsekwencji bliższego poznania cloud computing’u. A to brak wiedzy jest największym wrogiem migracji do chmury.

Niezaprzeczalnym trendem w 2021 roku będzie rozwój praktyki multicloud, czyli wykorzystania wielu heterogenicznych dostawców usług w chmurze. To z kolei pociągnie za sobą wzrost zapotrzebowania na rozwiązania zabezpieczające dane w chmurze i gwarantujące ciągłość działania.

  • Jeśli miałbym wymienić tylko jedną usługę, która w 2021 roku ma szansę stać się wspólnym trendem dla chmury i cyberbezpieczeństwa wskazałbym DRaaS. Nie jest to nowy pomysł, ale jego koszty są już na tyle niskie, a świadomość w firmach na tyle wysoka, że prognozuję znaczny wzrost popytu na te usługi w Polsce – dodaje Adam Kowalczyk z Netii.

Uczenie maszynowe – gdzie kończy się prawda a zaczyna hype?

Uczenie maszynowe (ang. Machine Learning) niewątpliwie odegra istotną rolę w stworzeniu nowej klasy rozwiązań cyberbezpieczeństwa. 96% respondentów już korzysta z produktów security, które posiadają moduły sztucznej inteligencji. To blisko dwa razy więcej niż jeszcze trzy lata temu. Należy jednak odróżnić prawdę od marketingowej mrzonki. Z badań Xopero wynika, że nowa technologia znajduje zastosowanie m.in. w wykrywaniu zagrożeń (66,8%), skanowaniu skrzynek mailowych (42,9%), zautomatyzowanej analizie sieci (17%), wyszukiwaniu wzorców, czy jako wsparcie w threat hunting. Uczenie maszynowe to jednak broń obosieczna – jeżeli może wspomóc zespół bezpieczeństwa, należy przyjąć, że może wesprzeć również przestępców.

Backup i Disaster Recovery – nowy standard bezpieczeństwa

Raport Cyberbezpieczeństwo Trendy 2021
Źródło: Raport Cyberbezpieczeństwo: Trendy 2021

Przy ogromnym sukcesie biznesu opartego na danych, konsekwencje ich utraty nigdy nie były poważniejsze. Szacuje się, że globalnie średni jednostkowy koszt związany z przestojem działalności firmy wynosi 1,52 mln dolarów! Ta kwota stanowi aż 40% łącznych kosztów incydentu bezpieczeństwa i obejmuje skutki utraty klientów, przestojów systemów i rosnące – z powodu strat wizerunkowych – koszty pozyskania nowych źródeł przychodów. Nic dziwnego, że statystycznie 93% firm bez rozwiązania do backupu i disaster recovery (DR) upada w rok po utracie danych.

Według badań Xopero Software, backup jest drugim, najchętniej wykorzystywanym rozwiązaniem z obszaru IT security i staje się standardem, z którego korzysta 89,6% ankietowanych. Plasuje się tuż za antywirusami i oprogramowaniem anty-malware (94,5%) – które stało się właściwie fundamentem dzisiejszego podejścia do zabezpieczania danych i urządzeń firmowych.

Znajduje to odzwierciedlenie w statystykach globalnych. Rynek backupu i disaster recovery jest jednym ze stabilniej rozwijających się w branży cybersecurity. Prognozuje się, że jego wartość do 2022 roku wyniesie 11,59 mld dolarów. Ogromne znaczenie będzie miał również rozwój rynku cloud computingu. Wartość rynku backupu w chmurze wzrośnie do 10,25 mld dolarów w 2025 roku, przy założeniu średniej rocznej stopy wzrostu na poziomie aż 25,90% (!).

  • Zmiany, jakie zaszły na całym świecie w 2020 roku, znalazły swoje odzwierciedlenie w wyzwaniach stawianym producentom systemów do backupu i odtwarzania awaryjnego, którym muszą sprostać. Niektóre z rozwiązań są obecne na rynku od wielu lat w formie, która niewiele się zmieniła, a ich architektura jest już przestarzała. Producenci tych rozwiązań mają za sobą dług technologiczny, dodawanie nowych funkcjonalności trwa miesiącami, a czasem jest nieopłacalne lub nawet niemożliwe ze względu na wykorzystywaną technologię bądź architekturę samego systemu – twierdzi Grzegorz Bąk, Product Development Manager w Xopero Software S.A. – Świat IT, gdzie w ułamkach sekund wykonywana jest niewyobrażalna liczba operacji, zmienia się bardzo dynamicznie, dlatego z pewnością warto obserwować nowości, jakie będą się pojawiać.

Security Gaps – człowiek w epicentrum zagrożeń

Organizacje na całym świecie borykają się z problemem braku wykwalifikowanych pracowników IT. Z badań Xopero wynika, że ponad 55 procent ankietowanych zetknęło się z tym problemem, a dla części z nich (20 proc.) jest on na tyle poważny, że braki w umiejętnościach mają negatywny wpływ na skuteczność zespołu.

Raport Cyberbezpieczeństwo Trendy 2021 2
Źródło: Raport Cyberbezpieczeństwo: Trendy 2021

W branży cyberbezpieczeństwa wciąż powtarza się twierdzenie, że to człowiek – jego niewiedza, niekompetencje i nieumyślność są odpowiedzialne za większość incydentów bezpieczeństwa. Nie przeszkoleni pracownicy zdalni mogą tylko utwierdzić specjalistów w tym przekonaniu. W jaki sposób firmy mogą podnieść umiejętności zespołu? Ankietowani wskazali, że najistotniejsze z ich punktu widzenia są szkolenia, webinaria oraz edukacja w modelu online. Ważne jednak, aby te działania miały charakter stały i konsekwentny – dopiero wówczas możemy mówić o cyberedukacji.

IoT wymusi zmianę podejścia do cyberbezpieczeństwa

Wyzwaniem na 2021 rok jest również stworzenie bezpiecznego Internetu Rzeczy (IoT), na który składa się już 80 miliardów połączonych ze sobą urządzeń. Szybki wzrost tego rynku, mało bezpieczny proces ich wdrożenia, brak stosownych aktualizacji czyni IoT szczególnie podatnym na ataki. Dodając do tego fakt, że do 2024 roku 35% całkowitego mobilnego ruchu danych będzie przenoszonych za pośrednictwem sieci 5G musimy już dziś nauczyć się zabezpieczać inteligentne urządzenia.

Rekomendacje specjalistów

Oprócz branżowych prognoz i analiz, cytowany raport zawiera komentarze i rady specjalistów z takich firm jak m.in. Netia, Orange, Xopero, Oracle, Asseco Data Systems, QNAP, czy NASK S.A. Ich analiza i wdrożenie pozwoli firmom nie tylko budować przewagę i efektywnie funkcjonować w cyberprzestrzeni, ale może zdecydować również o ich dalszym istnieniu w 2021 roku.