Bezrobocie wzrośnie

Po kryzysie, spowodowanym przez epidemię koronawirusa, doświadczymy bardzo dużych zmian na rynku pracy. Chociaż obecne statystyki urzędów pracy nastrajają optymistycznie – ekonomiści przypuszczają, że echa marcowych zwolnień będziemy odczuwać jeszcze do końca czerwca. Aktualne dane dotyczące bezrobocia pokazują, że do urzędu pracy po zasiłek i ubezpieczenie zgłosiło się od początku kryzysu 50 tysięcy nowych osób. To niedużo, w porównaniu na przykład ze Stanami Zjednoczonymi – gdzie każdego tygodnia przybywało od 3 do 7 milionów bezrobotnych. Ta niska liczba najprawdopodobniej jest jednak konsekwencją przestojów w urzędzie pracy, który aktywował tryb działalności online. To mogło utrudnić wielu osobom aplikowanie o status osoby bezrobotnej. Inną sprawą są rozwiązane w marcu umowy o pracę, którym jeszcze nie skończył się okres wypowiedzenia. Ci bezrobotni pojawią się w systemie dopiero w kolejnych miesiącach. Wtedy będziemy mogli zobaczyć prawdziwą skalę kryzysu na rynku pracy.

– Istnieje ryzyko, że konsekwencje fali zwolnień z marca pojawią się w oficjalnych danych dopiero pod koniec drugiego kwartału. Dlatego kwiecień, maj i czerwiec będzie czasem, gdzie tych miejsc pracy będzie gwałtownie ubywało – a bezrobocie urośnie w skali, jakiej nie widzieliśmy od bardzo długiego czasu – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Prognozy Komisji Europejskiej wskazują, że pod koniec roku bezrobocie sięgnie 7,5%. Ten wskaźnik wynika z badań ankietowych – a nie z rejestracji w urzędach pracy, których dane nie w pełni odzwierciedlają rzeczywistą sytuację w kraju. Spodziewamy się więc głębokiego szoku na rynku pracy, jaki będzie się pojawiać się z pewnym opóźnieniem. Sytuacja zmieni się diametralnie dla pracowników najbardziej dotkniętych sektorów – takich, jak gastronomia, hotelarstwo i usługi świadczone bezpośrednio na rzecz konsumentów. Ci pracownicy już stracili zatrudnienie i będą musieli szukać go w innych sektorach. Będziemy mieli mniej sezonowych pracowników – na przykład w rolnictwie, gdzie do tej pory pracę wykonywali w większości obcokrajowcy. Sytuacja na rynku pracy zmieni się więc o sto osiemdziesiąt stopni, co na pewno wpłynie na warunki zatrudnienia – przewiduje Kozłowski.

Ceny prądu wzrosną? Powinniśmy się na to przygotować

Od początku roku da się zauważyć spadek cen energii elektrycznej. Cena za megawatogodzinę energii zauważalnie spadła na giełdzie towarowej. Oprócz nielicznych wyjątków – takich jak nagły, rekordowy wzrost 22 czerwca, stawka utrzymuje się na średnim poziomie 250 zł/MWh. Oczywiście ma to duży związek z obniżonym zapotrzebowaniem na energię elektryczną – spowodowanym epidemią koronawirusa. Zamrożenie gospodarki, zmniejszenie obrotów firm w wielu sektorach, przystopowanie produkcji i usług – to wszystko sprawia, że energii elektrycznej zużywaliśmy mniej. A gdy spada popyt, spada również cena. Duży wpływ na aktualną sytuację na towarowej giełdzie energii ma również obniżenie ceny za uprawnienia do emisji CO2. Każda firma, której działalność emituje do atmosfery dwutlenek węgla, musi posiadać na to odpowiednie uprawnienia – a wiadomo, że CO2 jest ubocznym produktem wytwarzania energii elektrycznej z węgla. Dlatego niższe ceny uprawnień oznaczają również niższe ceny prądu. Nie wiadomo jednak, jak długo taka sytuacja na giełdzie towarowej się utrzyma.

– Po tym, jak gospodarka w maju, czerwcu i w lipcu zaczęła się rozpędzać, cena uprawnień do emisji CO2 gwałtownie poszybowała. Utrzymuje się teraz w okolicach 30 euro za tonę – cenie niewidzianej od kilku lat. To wskazuje, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy, jeśli faktycznie gospodarki europejskie wrócą na poprzednie tory, znowu będziemy mieli do czynienia z wysokimi cenami energii. Przede wszystkim dla biznesu i przemysłu energochłonnego – powiedział serwisowi eNewsroom Bartłomiej Sawicki, redaktor serwisu Biznesalert.pl. – Na straży klientów indywidualnych wciąż stoi jednak Urząd Regulacji Energetyki, który nie pozwala na zmiany stawek za prąd dostarczany do gospodarstw domowych. Kilka dni temu URE odrzucił prośby o nowe wnioski taryfowe dwóm firmom elektroenergetycznym, które chciały podnieść ceny energii – stwierdził, że nie ma ku temu podstaw. Nie musimy więc martwić się nagłym wzrostem domowych rachunków. Równocześnie Ministerstwo Klimatu pracuje nad ustawą o rekompensatach cen energii za ten rok, które miałyby być wypłacone w przyszłym roku. Ten projekt nie ujrzał jednak jeszcze światła dziennego. W międzyczasie możemy się spodziewać, że jeśli gospodarka wróci na ponowne tory i wrócą wysokie ceny uprawnień do emisji CO2 – wrócą także wysokie ceny energii. Jeśli jednak stanie się inaczej, ceny energii powinny ustabilizować się na obecnym, niskim poziomie – prognozuje Sawicki.

Ponad połowa przedsiębiorców niepokoi się o przyszłość – potwierdzają badania przeprowadzone na zlecenie Rzecznika MŚP przez ogólnopolski panel badawczy Ariadna

Epidemia koronawirusa wywiera negatywny wpływ na wyniki działalności gospodarczej i nastroje większości przedsiębiorców. Choć duża część z nich jest zadowolona z pomocy udzielonej przez rząd, to spodziewają się kolejnych problemów w następnych miesiącach – wynika z badań opracowanych przez ogólnopolski panel badawczy Ariadna ogólnopolski panel badawczy na zamówienie Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców i Centrum im. Adama Smitha.

Przed wybuchem epidemii nastroje wśród osób prowadzących działalność były pozytywne. 67% oceniało kondycję swojej firmy na raczej dobrą, a 16% jako bardzo dobrą. Jako złą – 15%, 3% badanych jako bardzo złą. Pół roku po wprowadzeniu rygorów epidemicznych 34% respondentów odpowiedziało, że epidemia miała negatywny wpływ na ich biznesy, 28% uznało jej skutki za bardzo negatywne, 29% nie dostrzega żadnego wpływu, a zaledwie 9% badanych przedsiębiorców ocenia, że epidemia miała pozytywny wpływ na wyniki ich firm.

— Pandemia, niestety, zrzuciła nas ze ścieżki ciągłego wzrostu. Po bardzo dobrych ostatnich latach przedsiębiorcy w wielu branżach spodziewali się, że rok 2020 będzie rekordowy. Rzeczywistość okazała się brutalna i konieczne jest liczenie strat. Te badania potwierdziły to, o czym mówię od tygodni – kolejny lockdown oznaczałby zapaść gospodarki, a co za tym idzie – zapaść systemu zdrowia. Większość firm go nie przetrwa – komentuje wyniki badań rzecznik MŚP Adam Abramowicz.

Przedsiębiorcy spodziewają się, że warunki do prowadzenia biznesu mogą ulec pogorszeniu. Ponad 60% uznaje, że warunki te będą złe lub bardzo złe, a tylko 36% – że będą one dobre lub bardzo dobre. Nieco lepiej oceniana jest kondycja własnej firmy. 51% uznaje kondycję własnego przedsiębiorstwa za dobrą lub bardzo dobrą, choć to i tak spadek o ponad 15% do okresu sprzed pandemii. Prawie 40% uznaje kondycję firmy za złą lub bardzo złą, podczas gdy wcześniej współczynnik ten nie przekraczał 20%.

Ankietowani podzieleni są w ocenie tzw. Tarcz Antykryzysowych. Niemal połowa z nich ocenia wpływ pomocy udzielanej firmom w ramach tarcz za korzystny (30% pozytywnych odpowiedzi, 13% bardzo pozytywnych), i niemal połowa jako szkodliwy (negatywnie 25%, zdecydowanie negatywnie 19%). 13% ankietowanych nie miało zdania na ten temat.

— W zapaści przedsiębiorcom oprócz tarcz finansowych potrzebna była „tarcza antyurzędnicza”. Czas był niepotrzebnie tracony przez przedsiębiorców jak i urzędników na ponowne dostarczanie danych, które od dawna znajdują się w systemach informatycznych ZUS i urzędów skarbowych. Przeżyta zapaść powinna doprowadzić do przeorganizowania administracji w sektor usług świadczonych cyfrowo dla przedsiębiorców. Nie znamy dnia, ani godziny kiedy jakościowa, a nie liczbowa administracja będzie najlepszą tarczą antykryzysową – mówi Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha, partnera badania.

Większość przedsiębiorców wnioski pomocowe wypełniała samodzielnie lub przy pomocy wcześniej zatrudnionych pracowników bądź usługodawców. Tylko 10% korzystało z pomocy zewnętrznych prawników czy firm doradczych. 12% ankietowanych wskazało, że w trakcie wypełniania wniosku pomógł im urzędnik właściwej instytucji. Ponad połowa uznała wnioski za proste lub bardzo proste (odpowiednio 41% i 12%), 35% jako trudne bądź bardzo trudne (25% i 10%).

Największą trudnością w uzyskiwaniu pomocy było samo zdobycie informacji, o jaką pomoc dany podmiot może się ubiegać (wskazało na to aż 23% ankietowanych). Mniejszym problemem było zdobycie archiwalnych danych na temat swojej firmy (20%), czy skontaktowanie się z urzędem (18%).

— Najbardziej niepokoją dane wskazujące na to, że aż 44% ankietowanych przedsiębiorców nie wyobraża sobie utrzymania działalności przy obowiązywaniu obostrzeń epidemicznych, a tylko 38% respondentów nie uzależnia dalszego funkcjonowania swojej firmy od stanu epidemii – podsumowuje rzecznik MŚP Adam Abramowicz.

Badanie przeprowadzono na grupie 694 właścicieli firm.

Zamieszanie na EUR USD

Czwartek przyniósł wiele sygnałów mających wpływ na rynki walutowe. Były to nie tylko dane makroekonomiczne, ale przede wszystkim wystąpienie prezesa FED na konferencji w Jackson Hole.

Kolejne lepsze dane z USA

Wczoraj o 14:30 opublikowano dane na temat wzrostu PKB w USA. Właściwie bardziej precyzyjnie powinno się użyć określenia zmiany PKB, gdyż w dobie pandemii często są to spadki. W USA spadek wyniósł 31,7% i był mniejszy od oczekiwań. Warto jednak zwrócić uwagę na specyficzną manierę danych zza oceanu. Prezentowane dane są bowiem uwzględniane na kwartał i symulowane, jak cały rok prezentowałby się w takich warunkach. W rezultacie wiemy, jak zachowałaby się gospodarka USA mając cztery z rzędu pandemiczne 2 kwartały. Wątpliwe, by tak czarny scenariusz był w ogóle możliwy. Potwierdza to stabilizacja wniosków o zasiłek dla bezrobotnych tylko delikatnie powyżej 1 mln. Dolar tego dnia i tak czekał na wypowiedzi prezesa FED.

Co powiedziano w  Jackson Hole?

Kończy się spotkanie w Jackson Hole, punktem kulminacyjnym jest wystąpienie prezesa FED. To jego słowa na temat polityki monetarnej najpewniej wskażą drogę walutom na najbliższe dni. Poznaliśmy między innymi cel inflacyjny wynoszący powyżej 2%. Obecna polityka monetarna ma być utrzymywany tak długo, jak ceny nie wzrosną wyraźnie powyżej tego poziomu. Oznacza to najprawdopodobniej długie przebywanie stóp procentowych na obecnym poziomie. Reakcją jest ponowny wzrost kursu dolara do 1,18 dolara za 1 euro. Umocnienie to jednak nie utrzymało się długo na rynku.

Dane z Europy

Dzisiaj nad ranem poznaliśmy pakiet danych z różnych europejskich państw. Najważniejsze było PKB za II kwartał z Francji. Spadek wyniósł 13,8%, aczkolwiek w realiach lockdownu covidowego nie jest to zaskoczeniem, pokryło się to zresztą z oczekiwaniami rynkowymi. Drugim ważnym odczytem była sprzedaż detaliczna w Hiszpanii. Spada ona 3,9%, co i tak jest lepsze niż dane sprzed miesiąca, mówiące o 4,7%. Ostatnim ważnym odczytem jest Indeks Instytutu KOF ze Szwajcarii, który wypadł znacznie lepiej od oczekiwań.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów,

15:45 – USA – indeks Chicago PMI.

 

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Państwo beneficjentem budżetu 2021

Rząd przyjął projekt budżetu na 2021 rok. Przewiduje on dochody na poziomie 403,7 mld zł, a wydatki w wysokości 486 mld zł.

W 2021 roku będziemy mieli do czynienia z dużym długiem i tylko nieznacznie zredukujemy tempo zadłużania się (deficyt 82,3 mld zł). Jest to efekt powolnego zwiększania transparentności finansów publicznych, wywołanej obecnością europejskiej metodologii opisu długu. Innymi słowy, zaliczenie wydatków Polskiego Funduszu Rozwoju do sektora rządowego zwiększa wysokość zadłużenia. W świetle deklaracji, resort finansów nie zakłada powiększania funduszy celowych. Co więcej, część wydatków z 2021 roku zamierza zabudżetować jeszcze w tym roku. Pozwala to tworzyć wobec inwestorów zagranicznych narrację, w której tylko 2020 rok staje się odstępstwem od dotychczasowej polityki zmniejszania zadłużenia, a późniejsze działania tworzą gładki powrót na długookresową ścieżkę.

Pozytywnie oceniamy działania proinwestycyjne, w szczególności estoński CIT, który powinien być stosowany możliwie szeroko. Uważamy jednak, że bariery inwestycji firm są złożone i o ile znaczące odbicie w stopie inwestycji jest możliwe, jeszcze w 2021 odbędzie się dzięki dużym inwestycjom publicznym (zwłaszcza europejskim). Należy więc zadbać o to, by były to inwestycje prorozwojowe. Taki charakter mają niewątpliwie wydatki na służbę zdrowia czy naukę i szkolnictwo wyższe, przy czym ich wzrosty pozostają znacznie mniej spektakularne, jeśli zauważyć, że efekt wzrostu gospodarczego jest niwelowany przez niższy PKB w tym roku.

Konsumpcja pozostanie w 2021 roku głównym motorem wzrostu, a rząd będzie bez wątpienia beneficjentem działań prospołecznych (m.in. wyższej płacy minimalnej, zwaloryzowanych świadczeń emerytalnych oraz dodatkowych emerytur, świadczeń dla rodziny). To z jednej strony większa podstawa składek i podatków, z drugiej strony zdolność do absorpcji wyższych podatków konsumpcyjnych. Obecnie zapowiedziane jest wprowadzenie podatku handlowego, którego konstrukcja niemal automatycznie prowadzi do przeniesienia go na klientów. Ministerstwo Finansów oczekuje 1,5 mld złotych wpływów z tego tytułu. Podobnie z podatkiem cukrowym, który nie jest oficjalnie zaanonsowany, jego wprowadzenie odbywa się sprzecznie z obowiązującym prawem, ale zarazem rząd się z niego nie wycofał.

W świetle zapewnień premiera, w budżecie 2021 nie znajdziemy przychodów ze zniesienia limitu 30-krotności.

Komentarz dr Sonii Buchholtz, ekspertki Konfederacji Lewiatan

Konfederacja Lewiatan

Badanie Fortinet: przedsiębiorstwa muszą dostosować się do wyzwań związanych z bezpieczeństwem pracy zdalnej w długoterminowej perspektywie

Fortinet, światowy lider w dziedzinie zintegrowanych i zautomatyzowanych rozwiązań cyberochronnych, przedstawił wyniki „Raportu o cyberbezpieczeństwie pracy zdalnej 2020”. Publikacja poświęcona jest wyzwaniom związanym z ochroną środowisk IT, przed którymi stanęły przedsiębiorstwa w efekcie nagłego przejścia na model pracy zdalnej na początku tego roku. Poruszane są też kwestie inwestycji, które mają na celu zabezpieczenie środowiska pracy zdalnej w 2020 roku i później.

Nagła zmiana modelu pracy była wyzwaniem dla większości przedsiębiorstw

Pandemia COVID-19 szybko rozprzestrzeniła się w pierwszej połowie 2020 roku. W efekcie wiele firm na całym świecie zostało zmuszonych do przejścia na model pracy zdalnej praktycznie z dnia na dzień. Prawie dwie trzecie badanych musiało szybko skierować do pracy z domu połowę swoich pracowników. Ponadto, większość respondentów stwierdziła, że tak szybka zmiana stanowiła wyzwanie dla ich przedsiębiorstwa: 83% określiło je jako umiarkowane, bardzo trudne lub ekstremalnie trudne. Jedynie 3% badanych stwierdziło, że w ogóle nie było to problemem.

Rozwijające się środowisko pracy zdalnej, zwiększone uzależnienie od korzystania z urządzeń osobistych oraz napływ pracowników uzyskujących dostęp do danych poza siecią korporacyjną stworzyły cyberprzestępcom okazję do bezprecedensowej aktywności. Znaleźli oni wiele sposobów, aby na ogromną skalę czerpać korzyści z pandemii: od tworzenia oportunistycznych ataków phishingowych i związanych z pocztą elektroniczną, przez ransomware, po przestępczość inicjowaną przez rządy państw. W efekcie 60% przedsiębiorstw doświadczyło wzrostu liczby prób naruszenia bezpieczeństwa IT podczas przechodzenia na pracę zdalną, a 34% zgłosiło realne ataki na swoje sieci.

W obliczu wzrostu liczby pracowników łączących się zdalnie z siecią korporacyjną oraz wzrostu liczby prób włamań i cyberataków, przedsiębiorstwa wskazały najtrudniejsze aspekty dotyczące przejścia na nowy model pracy. Były to: zapewnienie bezpiecznych połączeń, ciągłości działania i dostępu do aplikacji o krytycznym znaczeniu dla biznesu.

W czasie przeprowadzania badań okazało się również, że w wyniku pandemii przedsiębiorstwa zainwestowały już w kluczowe technologie. Prawie połowa z nich przeznaczyła kolejne środki na rozwiązania VPN i bezpieczeństwo chmury obliczeniowej, a prawie 40% zatrudniło  wykwalifikowanych specjalistów IT lub kupiło rozwiązania kontrolujące dostęp do sieci (NAC).

Nadal istnieją obszary do poprawy: niemal wszystkie przedsiębiorstwa będą więcej inwestować w bezpieczną pracę zdalną

Biorąc pod uwagę liczbę prób ataków oraz zwiększoną liczbę cyberzagrożeń, na które narażeni są pracownicy zdalni, firmy muszą rozważyć, które mechanizmy i rozwiązania są potrzebne do dalszego zabezpieczania pracy zdalnej. Strategie ochronne należy dostosować tak, aby uwzględnić rozszerzenie sieci o dom pracownika.

– Od czerwca tego roku przewidywane jest długoterminowe przejście na pracę zdalną, przy czym prawie 30% przedsiębiorstw spodziewa się, że także po ustaniu pandemii ponad połowa ich pracowników będzie pracować na odległość w pełnym wymiarze godzin.

– Prawie wszystkie przedsiębiorstwa spodziewają się, że zabezpieczenie środowiska pracy zdalnej w perspektywie długoterminowej będzie wymagało dalszych inwestycji. Prawie 60% badanych wyda na to w ciągu najbliższych dwóch lat ponad 250 tys. USD.

– Większość ankietowanych zamierza dokonać niezaplanowanych aktualizacji istniejących systemów, aby zabezpieczyć środowiska pracy zdalnej. Wiele z nich planuje również skorzystać z narzędzi, które wcześniej nie były stosowane.

– Tylko 40% badanych posiadało przed pandemią plan zapewnienia ciągłości działania. Jednak w wyniku szybkiego przestawienia się na pracę zdalną 32% przedsiębiorstw poczyniło w tym obszarze dalsze inwestycje.

Chociaż od początku pandemii przedsiębiorstwa poczyniły znaczne postępy w zabezpieczaniu środowiska pracy zdalnej, to wyniki badań wskazują na kilka obszarów, które wciąż mogą zostać poprawione:

Uwierzytelnianie wieloskładnikowe – badanie wykazało, że przed pandemią 65% firm korzystało z rozwiązań typu VPN, ale tylko 37% używało uwierzytelniania wieloskładnikowego. Sieci VPN odgrywają ważną rolę, ale są one po prostu jednym z elementów zabezpieczenia dostępu. W związku z tym zaleca się, aby przedsiębiorstwa rozważyły wdrożenie uwierzytelnienia wieloskładnikowego, jeśli do tej pory tego nie zrobiły.

Bezpieczeństwo urządzeń końcowych i kontrola dostępu do sieci (NAC) – odpowiednio 76% i 72% firm planuje aktualizację lub wdrożenie rozwiązań typu NAC lub EDR (ochrony urządzeń końcowych). W związku z pracą zdalną przedsiębiorstwa muszą kontrolować rosnącą ilość niezaufanego sprzętu podłączanego do sieci, co z dnia na dzień stwarza nowe wyzwania w zakresie bezpieczeństwa. Dzięki zastosowaniu rozwiązań NAC zespoły IT uzyskują większą widoczność użytkowników i urządzeń w swojej sieci oraz kontrolę nad nimi. Rozwiązania EDR zapewniają zaawansowaną ochronę przed zagrożeniami w czasie rzeczywistym zarówno przed, jak i po zainfekowaniu złośliwym oprogramowaniem.

Zdefiniowana programowo rozległa sieć komputerowa (SD-WAN) dla domu – 64% firm planuje wdrożenie sieci SD-WAN albo jej rozszerzenie tak, aby była rozciągnięta także na domowe biura pracowników. Kluczową zaletą objęcia funkcjami SD-WAN pracowników zdalnych, zwłaszcza tzw. superużytkowników z dostępem do najważniejszych zasobów, jest to, że mogą oni korzystać ze zdalnego dostępu na żądanie do zasobów o dynamicznie skalowalnej wydajności, niezależnie od tego, czy mają bezpośredni dostęp do sieci lokalnej.

Bezpieczny dostęp do usług brzegowych (Secure Access Service Edge, SASE) – 17% firm zainwestowało w rozwiązania SASE przed pandemią, a 16% – w wyniku pandemii. Ponadto 58% planuje zainwestować w tego typu narzędzia w przyszłości. Chociaż SASE jest nową metodą zapewniania dostępu, to coraz częściej postrzegana jest jako okazja do połączenia funkcji sieciowych i bezpieczeństwa z funkcjami WAN, aby zapewniać dynamiczny i chroniony dostęp do zasobów przedsiębiorstwach.

Wykwalifikowani specjaliści ds. bezpieczeństwa – Na początku pandemii tylko 55% firm dysponowało wystarczającą liczbą wykwalifikowanych pracowników IT, którzy mogli wspierać przejście na model pracy zdalnej. I choć 73% badanych zadeklarowało zamiar dalszego inwestowania w ekspertów IT w ciągu najbliższych 24 miesięcy, to historyczny brak wykwalifikowanych specjalistów ds. bezpieczeństwa IT może stanowić wyzwanie.

Raport powstał na podstawie badania przeprowadzonego w czerwcu 2020 roku. Uczestnicy pochodzili z 17 krajów i reprezentowali niemal wszystkie branże gospodarki oraz sektor publiczny. Szczegółowe informacje na temat badania, a także wiele płynących z niego wniosków można znaleźć na blogu Fortinet.

John Maddison, EVP of Products i CMO w Fortinet: Pandemia COVID-19 będzie miała trwały wpływ na sposób, w jaki przedsiębiorstwa inwestują w cyberbezpieczeństwo. Ponad 90% z nich planuje w ciągu najbliższych dwóch lat przeznaczyć więcej środków na ochronę środowisk pracy zdalnej. Biorąc pod uwagę stale rosnącą liczbę możliwych celów ataku, fale cyberzagrożeń wymierzonych w pracowników zdalnych oraz utrzymującą się lukę kompetencyjną w obszarze cyberbezpieczeństwa, firmy muszą rozważyć, jakie strategie i podejście są potrzebne do zabezpieczenia nowego modelu pracy w długoterminowej perspektywie. Przedsiębiorstwa mają możliwość zmaksymalizowania opłacalności inwestycji dzięki platformom cyberbezpieczeństwa zaprojektowanym w celu zapewnienia kompleksowej widoczności całej infrastruktury cyfrowej i jej ochrony: środowiska sieciowego, aplikacyjnego, wielochmurowego i mobilnego. Trwające przejście na pracę zdalną będzie wymagało także czegoś więcej niż tylko rozwiązań technicznych – szkolenia i świadomości w zakresie cyberbezpieczeństwa, które powinny pozostać priorytetami dla firm.

Tomasz Gębka nowym dyrektorem Zakładu Tychy FCA Poland

FCA Poland informuje o zmianie na stanowisku dyrektora Zakładu Tychy. Po 46 latach pracy w strukturach koncernu, w tym ostatnich dziewięciu na stanowisku dyrektora tyskiego Zakładu i członka zarządu firmy, odszedł na emeryturę Antoni Greń. Na jego miejsce został powołany Tomasz Gębka, który przez ostatnie pięć lat pełnił funkcję dyrektora Zakładu FCA w Belvidere, Illinois w Stanach Zjednoczonych Ameryki, produkującego samochody marki Jeep.

Tomasz Gębka wraca do Polski, by rozpocząć kolejny rozdział w swojej karierze zawodowej na stanowisku dyrektora Zakładu Tychy FCA Poland, uhonorowanego poziomem Gold w World Class Manufacturing (WCM) i produkującego dziś modele Fiat 500, Abarth 595 oraz Lancię Ypsilon.

Antoni Greń

Inż. Antoni Greń, absolwent Politechniki Łódzkiej, rozpoczął pracę w Zakładzie Mechaniki Fabryki Samochodów Małolitrażowych w 1974 r. W 1997 r. wyjechał do Włoch, gdzie w Fiat Auto w Zakładzie Mirafiori Meccanica zarządzał koordynacją prac w Służbie Jakości. Po dwóch latach wrócił do Fiat Auto Poland jako kierownik Służby Jakości Fiat Auto Poland Tychy. W 2004 r. ponownie przeniósł się do Włoch, gdzie pracował w centralnej służbie jakości w obszarze Manufacturing Fiat Auto w Turynie, a następnie w Zakładzie w Melfi. Po powrocie do Polski w 2007 r. kierował obszarem jakości w Zakładzie Tychy, a pięć lat później został kierownikiem produkcji i logistyki. Od września 2012 roku pełnił funkcję dyrektora Zakładu Tychy Fiata Auto Poland i członka zarządu firmy. Pod jego przywództwem 6 grudnia 2013 r. Zakład otrzymał złoty poziom WCM, zintegrowanej metodologii zarządzania przedsiębiorstwem według najwyższych standardów światowych w zakresie bezpieczeństwa, ochrony środowiska naturalnego, utrzymania ruchu, logistyki i jakości. Za swoje zasługi inż. Greń otrzymał tytuł Diamentowego Inżyniera (2018) czytelników „Przeglądu Technicznego”.

Tomasz Gębka

Tomasz Gębka, absolwent Politechniki Śląskiej w Gliwicach, pracę w FCA Poland (dawniej Fiat Auto Poland) rozpoczął w 2005 r. W tym okresie brał aktywny udział we wdrażaniu rozwiązań technicznych oraz w aplikację i rozwój metodologii WCM w Zakładzie Tychy. Pierwsze doświadczenie międzynarodowe zdobył w latach 2007-2008 w World Class Manufacturing Development Center w Turynie, gdzie współpracował z działami centralnymi i zakładami produkcyjnymi koncernu we Włoszech, Turcji i innych krajach (fabryki CNH). W 2008 r. wrócił do Zakładu Tychy na stanowisko kierownika Utrzymania Ruchu jednostki produkcyjnej Spawalnia. W tych latach Zakład Tychy zdobył dwa prestiżowe tytuły w WCM – Bronze Level w 2007 r. i Silver Level dwa lata później.

W latach 2012- 2014 Tomasz Gębka został oddelegowany do Włoch na stanowisko szefa wydziału produkcyjnego Spawalnia w zakładzie Giambattista Vico w Pomigliano d’Arco, gdzie była uruchamiana produkcja nowego Fiata Panda. W tym okresie Zakład zdobył najpierw Silver, a potem Gold Level WCM. W latach 2014-2015 Gębka pełnił funkcję szefa Wydziału Montażu w Zakładzie Avv. Giovanni Agnelli produkującego Maserati Quattroporte i Ghibli. W 2015 r. został powołany na stanowisko dyrektora Zakładu Giambattista Vico w Pomigliano d’Arco, a rok później objął funkcję dyrektora Zakładu FCA w Belvidere w Ameryce Północnej. W ramach pełnionych obowiązków Tomasz Gębka zreorganizował strukturę Zakładu, przygotowując go do uruchomienia nowego produktu – produkcji Jeep Cherokee w 2017 r. i new MCA Jeep Cherokee w 2018 r., a ostatnio Tomasz Gębka objął stanowisko dyrektora Zakładu Tychy.

FCA Poland – Zakład Tychy

Zakład Tychy FCA Poland (Tychy) jest jednym z największych zakładów produkcyjnych FCA. Zajmuje powierzchnię 2,4 mln m2, z czego na hale produkcyjne i budynki usługowe przypada 0,5 mln m2. W Zakładzie pracuje obecnie ok. 2,5 tys. osób, a na jego terenie znajduje się 56 firm świadczących usługi na rzecz fabryki. Z jego linii montażowych co ok. 1 minutę zjeżdża nowy samochód.

W 2019 roku zakład FCA w Tychach wyprodukował łącznie 263 176 samochodów marek Fiat, Abarth i Lancia, w tym: 179 689 szt. Fiata 500, 21 015 szt. Abartha 595 oraz 62 472 szt. Lancii Ypsilon. To łącznie 3 728 sztuk więcej niż w 2018 roku.

Miniony rok był pełen jubileuszy i powodów do świętowania dla pracowników i dyrekcji zakładu w Tychach. W 2019 roku FCA Poland uroczyście obchodziła wyprodukowanie 12-milionowego samochodu w historii zakładów FCA w Polsce. W minionym roku obchodzono również 70. urodziny marki Abarth. Dla uczczenia tego szczególnego jubileuszu powstała, produkowana w Tychach, nowa wersja – Abarth 695 70° Anniversario.

FCA Poland jest jednym z największych pracodawców w regionie – zatrudniał na koniec ubiegłego roku prawie 2 500 osób. Nieustannie poszukuje innowacyjnych rozwiązań oraz udoskonaleń organizacji pracy. Jednym z elementów wpływających na rozwój jest Plant Academy – projekt, który ma na celu rozwój umiejętności technicznych oraz przywódczych pracowników.

Dla gospodarki niezwykle istotną i dochodową gałęzią jest eksport, a kluczowe znaczenie w polskim eksporcie ma motoryzacja. 99% wyprodukowanych w 2019 roku samochodów marek: Fiat, Abarth i Lancia (tj. 260 842 sztuki) wyeksportowano na 58 rynków świata.

Podczas kryzysu e-commerce zyskał nie tylko nowych klientów

W czasie epidemii i związanych z nią obostrzeń e-sklepy stały się dla handlu kołem ratunkowym. Według danych platformy e-commerce PrestaShop, ich liczba wzrosła o 39% w porównaniu do stanu sprzed lockdownu. Najwyższy na świecie wzrost sprzedaży w kanale e-commerce w 2020 roku notuje Europa Środkowo-Wschodnia – 21,5% (średnia globalna to 16,5%).[1] Według szacunków w Polsce wartość ta będzie jeszcze wyższa i wyniesie 26% rok do roku.[2] Jednak kryzys przyniósł nie tylko wzrost sprzedaży w sieci i liczby e-sklepów. Skłonił też e-commerce do wykorzystania na szerszą skalę cyfrowych narzędzi, takich jak automatyczni asystenci, nowoczesna analityka do śledzenia ścieżki klientów czy inteligentne personalizowanie ofert i rabatów pod ich preferencje. 

Znany trend, przyspieszone efekty

Jeszcze przed wybuchem epidemii sprzedaż dynamicznie przenosiła się do sieci: w ubiegłym roku w czasie Cyber Monday w Polsce wydatki wzrosły o 30% w porównaniu z 2018 r. Zawarto transakcje łącznie na 2 mld złotych.[3] Na rynkowe trendy i przyzwyczajenia konsumentów wpływa m.in. stały wzrost liczby użytkowników internetu, popularyzacja pracy zdalnej czy e-urzędów. Dlatego nawet gdyby obecny kryzys się nie wydarzył, handel i tak ulegałby w najbliższych latach cyfrowym zmianom. Epidemia znacznie przyspieszyła ten proces. Dzięki temu polskie firmy dogoniły europejską średnią. Udział handlu internetowego w przychodach rodzimych przedsiębiorstw plasuje się już na poziomie ok. 18%.[4] 

Klient stawia na wygodę

Cyfryzacja handlu nie będzie znacząco hamowała po ustabilizowaniu się sytuacji. Według prognoz do 2025 roku już co piąta złotówka będzie wydawana w sieci.[5] Przyzwyczajenia klientów trwale się zmieniły, przywykli oni do bezpieczeństwa i wygody cyfrowych rozwiązań. Wśród zalet e-sklepów skłaniających do zakupów w sieci już 66% Polaków wskazuje wygodę (w roku 2019 było to 58%).[6] Widać to także po zniesieniu obostrzeń: mimo powrotu do tradycyjnych kanałów handlowych w lipcu tego roku poziom wydatków internetowych wyniósł prawie 140% wartości z 2019 roku.[7]

Cyfryzacja to więcej niż e-sklep

W ostatnich miesiącach e-commerce kładł nacisk na komunikację z klientami i poprawianie wygody czy szybkości robienia zakupów. Na dodatkowe moduły i usługi, takie jak bezpieczne płatności czy newslettery, wydano o 44% więcej, niż przed wybuchem epidemii.[8] Większą wagę zaczęto przykładać do narzędzi które pomagają w analizowaniu całego procesu, przez który przechodzi klient (tzw. customer journey) czy personalizowaniu wyświetlanych ofert i kodów rabatowych. W skracaniu dystansu między klientami a sprzedawcą pomagać zaczęły automatyczne chat boty, które śledzą przesyłki, pomagają w zwrotach i reklamacjach, odpowiadają na pytania.

Mimo rosnącej popularności e-handlu samo uruchomienie internetowego sklepu nie wystarczy. Klienci w sieci są bardziej wymagający, dokonują wyborów świadomie i racjonalnie. Dlatego szczególne znaczenie na rynku e-commerce będą miały cyfrowe narzędzia i doświadczenia, jakie firmy wyniosły z kryzysu. Aby dopasować się do nowej sytuacji przedsiębiorcy modernizowali strony internetowe i wdrażali na nich dodatkowe funkcje, szkolili pracowników, poszerzali kanały sprzedaży i szukali nowych klientów w sieci. Zaowocuje to większą elastycznością i umiejętnością szybkiego dopasowywania się do zmian nawyków i preferencji konsumentów – wskazuje Luca Mastroianni, Head of International w firmie PrestaShop.

[1] Raport Global Ecommerce 2020, eMarketer, Maj 2020.

[2] Raport PMR Handel internetowy w Polsce 2020. Analiza i prognoza rozwoju rynku e-commerce na lata 2020-2025.

[3] Według danych Krajowej Izby Rozliczeniowej, https://www.kir.pl/kontakt/biuro-prasowe/komunikaty-prasowe/ip2019/black-friday-i-cyber-monday-to-generatory-zysku-dla-e-commerce,40.html

[4] Według analiz Santander Banku: https://media.santander.pl/pr/548992/pandemia-motorem-wzrostu-dla-e-commerce-czy-rok-2020-bedzie-rekordowy-dla-branzy-e-commerce-w-polsce

[5] Raport PMR Handel internetowy w Polsce 2020. Analiza i prognoza rozwoju rynku e-commerce na lata 2020-2025.

[6] Raport E-commerce w Polsce. Gemius dla e-Commerce Polska, 2020

[7] Według analiz Santander Banku: https://media.santander.pl/pr/548992/pandemia-motorem-wzrostu-dla-e-commerce-czy-rok-2020-bedzie-rekordowy-dla-branzy-e-commerce-w-polsce

[8] Według danych platformy rozwiązań e-commerce PrestaShop.

Szczególne procedury rozliczania podatku od towarów i usług w zakresie dostawy towarów używanych, dzieł sztuki, przedmiotów kolekcjonerskich i antyków

Specjalne zasady opodatkowania VAT zostały przewidziane dla dostawy towarów używanych, dzieł sztuki, przedmiotów kolekcjonerskich oraz antyków. Istotą szczególnej procedury jest opodatkowanie podatkiem VAT samej marży ze sprzedaży tych towarów. Należy jednak zwrócić uwagę na zakres przedmiotowy tej procedury, który został określony w art. 120 ust. 1 ustawy o podatku od towarów i usług. Oznacza to, że nie każdy towar może podlegać tym szczególnym uregulowaniom, a dodatkowo należy zwrócić uwagę także na szczególne warunki stosowania procedury.

Towary objęte procedurą

W pierwszej kolejności, aby ustalić jakie towary mogą korzystać z tej szczególnej procedury, należy zapoznać się z definicjami umieszczonymi w art. 120 ust. 1 ustawy o VAT. Przykładowo jako dzieła sztuki rozumie się towary, mające walor artystyczny, unikatowy. W ust. 1) tegoż przepisu ustawodawca dokładnie opisuje co należy rozumieć przez działa sztuki, m.in. są to obrazy, kolaże, oryginalne rzeźby oraz posągi, tkaniny ścienne, niektóre fotografie.

Jako przedmioty kolekcjonerskie należy rozumieć m.in. znaczki pocztowe lub skarbowe stemple pocztowe, koperty pierwszego obiegu, a także różnego rodzaju kolekcje mające szczególną wartość i przedmioty kolekcjonerskie. Antyki to z kolei przedmioty niezaliczone do dwóch powyższych grup jeżeli ich wiek przekracza 100 lat. Ostatni punkt to towary używane, przez które należy rozumieć co do zasady ruchome dobra materialne, nadające się do dalszego użytku. Jak wskazał Naczelny Sąd Administracyjny, towary używane to wszystkie towary, które nie są fabrycznie nowe (por. wyrok NSA z dnia 11.01.2019 r., sygn. I FSK 313/17).

Z uwagi na fakt, że procedura VAT marża jest w tym przypadku szczególnym sposobem rozliczenia, istotne jest, aby towary spełniały dokładnie kryteria określone przez ustawodawcę, dlatego podatnik powinien każdorazowo przeanalizować czy sprzedawany towar spełnia jedną z definicji ustawowych wskazanych powyżej.

Podstawa opodatkowania

Zgodnie z art. 120 ust. 4 ustawy o VAT w przypadku dostawy towarów używanych, dzieł sztuki, przedmiotów kolekcjonerskich i antyków opodatkowaniu uprzednio nabytych w związku z prowadzeniem działalności gospodarczej podstawę opodatkowania stanowi marża wynikająca z różnicy pomiędzy kwotą sprzedaży, a kwotą nabycia.

Jako kwotę sprzedaży należy rozumieć zgodnie z art. 120 ust. 1 pkt 5) ustawy o VAT całkowitą kwotę jaką podatnik otrzymał/otrzyma w związku z dostawą, uwzględniając dotacje, podatki, cła, opłaty, transport, ubezpieczenia, opakowania, prowizje etc. W podobny sposób została określona kwota nabycia, stanowiąca poza ceną nabycia także wszelkie pozostałe koszty związane z nabyciem.

Jeżeli z jakichś powodów skalkulowanie marży na podstawie powyższego wzoru będzie niemożliwe, podatnik może za zgodą naczelnika urzędu skarbowego, obliczyć marżę bazując na różnicy pomiędzy łączną wartością dokonanych dostaw, a łączną wartością dokonanych nabyć określonego rodzaju przedmiotów kolekcjonerskich w danym okresie rozliczeniowym. Łączne wartości odnoszą się do sumy poszczególnych kwot nabyć i poszczególnych kwot sprzedaży. Powyższa regulacja odnosi się jedynie do przedmiotów kolekcjonerskich, a nie obejmuje pozostałych kategorii czyli dzieł sztuki, antyków i towarów używanych. Takie uproszczone rozliczenie podatnik musi utrzymać przez okres minimum 2 lat, począwszy od końca miesiąca, w którym naczelnik został o nim zawiadomiony. W sytuacji, gdy łączna wartość nabyć w okresie 12 miesięcy przekracza łączną wartość sprzedaży podatnik traci prawo do uproszczonej procedury rozliczania.

Dodatkowy warunek

W celu skorzystania ze szczególnej procedury marży istotne jest od jakiego podmiotu podatnik nabył towary. Przedmioty te mogą być nabyte od osób fizycznych, prawnych niebędących podatnikami, podatników zwolnionych z opodatkowania przedmiotowo lub podmiotowo, sytuacji gdy nabycie następuje w ramach procedury szczególnej marży. Oznacza to zasadniczo, że zastosowanie procedury marży może być dokonane w sytuacji gdy podatnik nie odliczył VAT przy ich nabyciu (por. wyrok WSA Poznań z dnia 16.01.2019 r., sygn. I SA/Po 710/18).

Istotne jest, że to na podatniku ciąży obowiązek udowodnienia w jakich okolicznościach nabył towary, które objęte są procedurą marży i czy rzeczywiście transakcja nabycia nie podlegała opodatkowaniu VAT. Przykładowo okoliczność, że podatnik nabył towar na giełdzie i nie weryfikował swojego kontrahenta, nie zwalnia go z obowiązku dokumentacji i należytej staranności (por. wyrok NSA z dnia 30.08.2018 r., sygn. I FSK 1313/16). W szczególności jak wskazują sądy administracyjne podatnik powinien zweryfikować swojego kontrahenta, a tłumaczenia, że nie był on wskazany na fakturze nie mają znaczenia, a wręcz powinny wskazywać na możliwość uczestniczenia w oszustwie (por. wyrok NSA z dnia 29.05.2019 r., sygn. I FSK 329/19).

Dodatkowy warunek w przypadku sprzedaży w ramach szczególnej procedury marży to w przypadku podatników prowadzących także sprzedaż opodatkowaną zobowiązanie w prowadzonej ewidencji do wyodrębnienia sprzedaży w szczególnej procedurze marży. Ponadto procedury marży nie można zastosować w przypadku nowych środków transportu będących przedmiotem wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów.

 

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Czy epidemia przyspieszy powstawanie inteligentnych miast przyszłości? 

  1. Czym jest smart city – inteligentne miasto?
  2. Obszary i sektory, w których warto rozwijać ideę smart city.
  3. Przestrzenie, w których pandemia przyspieszyła rozwój inteligentnych miast.
  4. Na kim wzorować się po epidemii – dobre przykłady.
  5. Pierwsze projekty inteligentnych miast powstające w Polsce od kilku lat. 
  1. Czym jest smart city – inteligentne miasto?

Istnieje kilka koncepcji opisujących ideę smart city. Oto jedna z nich: inteligentne miasto oznacza zrównoważony rozwój obszarów zurbanizowanych przy poprawie atrakcyjności przestrzeni miejskiej i zachowaniu wysokiej jakości życia i zdrowia mieszkańców.

Masowa urbanizacja powoduje, że miasta na całym świecie znalazły się w centrum wyzwań społecznych i środowiskowych. Żyje w nich już ok. 3,5 mld ludzi. Wg prognoz demograficznych do 2050 roku ta liczba ulegnie co najmniej podwojeniu, sięgając być może nawet 7,5 mld. To równowartość 75% globalnej populacji (Smart cities: shaping the society of 2030, UNESCO Publishing, 2019). Wyzwania związane z zapewnieniem mieszkańcom terenów zurbanizowanych komfortowych warunków życia będą rosnąć. Tymczasem, wg Światowej Organizacji Zdrowia, już teraz 92% miejskiej populacji nie ma dostępu do czystego powietrza.

Tak szybka urbanizacja wymaga dostosowania procesów zachodzących w tkance miejskiej, aby wraz z rozwojem miast zwiększał się komfort życia jego mieszkańców. Mam na myśli poprawę mobilności, innowacje cyfrowe, modernizacje obiektów i wdrażanie inteligentnych usług. Rozwijanie atrakcyjności ekonomicznej obszarów metropolitalnych nie powinno narażać zasobów naturalnych, dlatego należy dążyć do zmniejszania wpływu miast na środowisko. W poszukiwaniu innowacji trzeba założyć tworzenie zrównoważonego modelu urbanizacji i rozwoju regionalnego – dopiero to sprawi, że inteligentne miasta będą realną szansą na lepsze życie wspólnoty.

  1. Obszary i sektory, w których warto rozwijać ideę smart city. 

Budowa inteligentnego miasta to zespół różnorodnych działań możliwych do zastosowania w wielu obszarach. Warto wymienić przynajmniej kilka: inteligentne oświetlenie publiczne i drogowe, łączność i telekomunikacja, ochrona wideo, transport i mobilność, infrastruktura dla edukacji i opieki zdrowotnej, narzędzia dla usług publicznych, uzdatnianie wody i przetwarzanie odpadów, pomiar jakości powietrza.

Obszar działań należy do wielu sektorów – to władze samorządowe, opieka zdrowotna, edukacja, szkolenia i badania, budynki komercyjne i handel detaliczny, miejsca wypoczynku, kultura, sport, religia, konwencje, sieci komunikacyjne czy transport publiczny.

  1. Przestrzenie, w których pandemia przyspieszyła rozwój inteligentnych miast.

Od marca w mediach pojawiają się zapowiedzi dotyczące rewolucji cyfrowej, którą inicjuje, przyspiesza, a czasem nawet wymusza epidemia. Podobny trend stał się udziałem idei smart city. Miasta na całym świecie doświadczyły kryzysu wywołanego przez pandemię. Wezwania do zachowania dystansu społecznego, ograniczenia w przemieszczaniu się, zamykane urzędy, zawieszana komunikacja publiczna – to tylko niektóre z jego przejawów. Wprowadzone w życie rozwiązania ułatwiają funkcjonowanie mieszkańcom, w wielu przypadkach spełniając kryterium budowy inteligentnego miasta. Część z nich zapewne pozostanie z nami na dłużej, być może nawet na stałe. Przykładów jest wiele:

  • stałe spotkania live w mediach społecznościowych organizowane przez prezydenta Wrocławia – Jacka Sutryka i prezydenta Poznania – Jacka Jaśkowiaka,
  • e-urząd – sieci strukturalne umożliwiające podłączenie wielu komputerów, zwiększanie mocy i bezpieczeństwa serwerowni,
  • przeprowadzenie sesji Rady Miasta w formie wideokonferencji połączonej z transmisją (Rada Miasta Szczecina),
  • CityBoxOffice – mobilny punkt obsługi poprzez wideokonferencje – Otwock,
  • urzędowe paczkomaty w kilku miastach czy zewnętrzne okienka z bezkontaktowymi dziennikami podawczymi,
  • wsparcie samorządów dla systemu edukacji – przekazywanie bezpłatnych komputerów dzieciom, zwiększanie przepustowości i mocy miejskich sieci internetowych,
  • monitoring wizyjny oraz drony do automatycznej detekcji skupisk ludzi i niezwłocznego powiadamiania odpowiednich służb – służące zachowaniu zdrowia mieszkańców i zwiększania ich bezpieczeństwa,
  • ozonowanie ulic i mebli miejskich (Warszawa, Łódź, Białystok, Wołomin, Stalowa Wola),
  • przekazanie każdemu mieszkańcowi wielorazowej maseczki ochronnej (Olsztyn, Racibórz, Kętrzyn, Skierniewice)
  • maseczkomaty instalowane w miejscach spotkań mieszkańców.

Technologie, których wdrażanie ciągnęło się latami, w wielu miastach zostały uruchomione w ciągu tygodni, a nawet dni. Znalazły się dodatkowe pieniądze na działania podnoszące poziom bezpieczeństwa i zdrowia mieszkańców. I nie chodzi tu tylko o akcje prospołeczne, jak przeciwdziałanie gromadzeniu się mieszkańców czy rozdawanie środków ochronnych, ale również o stricte rozwojowe: uruchamianie usług, które pozwalają korzystać z urzędów i infrastruktury samorządowej w bezpieczny, zdalny sposób.

  1. Na kim wzorować się po epidemii – dobre przykłady.

Ustanie pandemii prawdopodobnie osłabi tempo przekształcania miast w służące mieszkańcom inteligentne struktury. Samorządom może zabraknąć nie tylko środków, ale także pomysłów i determinacji. Dlatego warto wzorować się na miejscach, które mocno rozwinęły u siebie ideę smart city. Przykładem aktywnej budowy inteligentnego miasta jest holenderska Breda, której miejska infrastruktura zawiera sieć czujników, m.in. jakości powietrza i wody. Stały dostęp do danych pozwala na bieżąco kontrolować stan tych zasobów i już w zarodku zwalczać ewentualne zagrożenia. W Bredzie uruchomiono też pilotażowy projekt inteligentnego oświetlenia. Zbliżający się samochód powoduje automatyczne zwiększenie natężenie oświetlenia ulicznego, gdy ulica jest pusta, jego natężenie spada. Instalowane są kierunkowe oświetlacze LED nad przejściami dla pieszych, a żółte włączniki na słupach stosowane do zmiany cyklu świateł na zielone dla pieszych zastępowane są kamerami z zaawansowanym przetwarzaniem obrazu. Dzięki temu eliminowana jest konieczność dotykania powierzchni włącznika przez wiele osób.

W planie jest instalacja czujników powiadamiających o konieczności konserwacji ulic. Wiele z tych działań zostało tam zrealizowanych dzięki technologii SPIE.

Tego rodzaju zmiany poprawiają jakość życia w miastach, zwiększając poczucie bezpieczeństwa i pozytywnie wpływając na zdrowie mieszkańców. Równie ważna jest ekonomia stosowanie automatycznych czujników, zaawansowanych kamer czy inteligentnego oświetlenia pozwala na stałe zmniejszanie wydatków publicznych.

Podobnie jest z budownictwem komercyjnym – w wielu krajach normą jest stosowanie założeń BIM (Building Information Modelling), czyli cyfrowego modelowania wszystkich instalacji. W Wielkiej Brytanii kryteria BIM musi spełniać każdy nowo projektowany budynek. Wykorzystanie tej technologii pozwala zmniejszyć koszty budowy i funkcjonowania obiektu, co przyczynia się do powstawania inteligentnych miast. BIM w coraz większym zakresie stosowana jest także w Polsce.

Firma SPIE Building Solutions także ma sporo doświadczeń w zakresie rozwiązań dla inteligentnych miast. Zrealizowany przez nas system zaopatrujący szpital Klinikum am Bruderwald w klimatyzację, ogrzewanie, energię elektryczną i parę zapewnia 50% energii elektrycznej i 54% ciepła pozyskiwanego na miejscu. Zmniejsza emisję CO2 o 7 000 ton rocznie. Dzięki takim parametrom budynek otrzymał w 2019 roku nagrodę obiektu roku przyznawaną przez niezależny niemiecki magazyn Energie & Management.

Inny przykład to energooszczędne oświetlenie uliczne we francuskim Tain l’Hermitage.

1226 lamp zastąpiliśmy oświetleniem LED. W pierwszym roku miasto poczyniło 72% oszczędności energii i odnotowało mniejsze o 160 kWh zużycie prądu.

W Polsce z sukcesem zakończyliśmy największy z dotychczas realizowanych projekt wymiany oświetlenia ulicznego w jednym pakiecie. W Sosnowcu miejsce 7694 wysłużonych opraw sodowych i rtęciowych zajęły lampy w technologii LED. Przed wymianą w skali roku Sosnowiec wydawał prawie 7 mln zł na oświetlenie uliczne. Po zamontowaniu lamp w technologii LED w budżecie gminy zostaje ok. 1,5 mln zł rocznie. Oprócz oszczędności wzrosło również bezpieczeństwo. Lampy LED gwarantują lepszą widoczność na drogach.

  1. Pierwsze projekty inteligentnych miast powstające w Polsce od kilku lat.

Przeciętne polskie miasto nie zalicza się do europejskiej czołówki smart city. Nie oznacza to jednak, że nic się u nas nie dzieje – realizujemy coraz więcej ciekawych projektów. Oto przykłady:

  • Elektromobilność – coraz więcej samorządów kupuje pojazdy elektryczne służące do transportu publicznego czy wykonywania zadań lokalnych (Policja, Straż Miejska, służby sprzątające).
  • Jedna z naszych spółek – SPIE Elbud Gdańsk zrealizowała w Sosnowcu projekt wymiany oświetlenia ulicznego na ledowe – inteligentne (7 tys. opraw). Zainstalowano tam także czujniki natężenia ruchu na wzór Bredy.
  • Modernizację oświetlenia pozwalającą na mniejsze zużycie energii przeprowadziliśmy na stadionie – nomen omen – Energi w Gdańsku.
  • W wielu miejscach instalujemy i nadzorujemy telewizję dozorową, zwiększającą bezpieczeństwo mieszkańców w parkach czy przestrzeniach publicznych.
  • Działamy także w kierunku poprawy efektywności transportu publicznego – w Grudziądzu uruchomiliśmy na pętlach stacje pantografowe do ładowania autobusów podczas dnia, a w zajezdni stacje mniejszej mocy do ładowania nocą. Eksploatacja autobusów elektrycznych pozwala zmniejszyć koszty i ograniczyć emisję zanieczyszczeń w przestrzeni publicznej.
  • W miastach pojawiają się systemy doświetlenia przejść dla pieszych oraz oprawy oświetlające same pasy.

Polskie miasta nie staną się w pełni smart dzisiaj ani jutro. Problemem pozostanie pozyskiwanie środków. Optymizm budzi za to coraz powszechniejszy dostęp do technologii i pozytywne nastawienie samorządów. W czasach, gdy wielu z nas przełącza się na pracę zdalną, inwestycje w sieci 5G, Wi-Fi i światłowody są konieczne, aby stworzyć optymalną infrastrukturę cyfrową – to właśnie ona jest kamieniem węgielnym każdego inteligentnego miasta. Paradoksem jest, że aby móc to wyraźnie zobaczyć, potrzebowaliśmy tak potężnego kryzysu, jak pandemia COVID-19, która zmusiła miliony ludzi do pracy z domu. Oczekuje się, że systemy oparte na technologiach światłowodowych, powszechnie wprowadzane na rynek w Holandii, Francji i Niemczech, również w Polsce szybko rozwiną się w nadchodzących latach. Szczególne wymagania, takie jak miejskie systemy nadzoru wideo, również wpływają na rozwój tej i innych technologii wspierających szybką transmisję dużych ilości danych.

Zrównoważone, inteligentne planowanie urbanistyczne jest szybko rosnącym rynkiem z kilkoma bardzo silnymi czynnikami wzrostu. Do rozwijanej od wielu już lat e-mobilności, która jest szczególnie ważna we Francji, Niemczech, Szwajcarii i krajach Beneluksu, gdzie środki rządowe sprzyjają rozwojowi, podobnie zaczynają podchodzić inne kraje. W tym Polska.

Transmisja obecnych miast w smart city przyspiesza. Jest efektywna i korzystna dla mieszkańców. Ważne jest, aby w tym procesie działać w przemyślany i skoordynowany sposób, z wizją tego, co chcemy osiągnąć.

Autor: Grzegorz Pióro – Technical Development Manager, SPIE Building Solutions Sp. z o. o.

5 najczęstszych błędów popełnianych podczas rejestracji spółki z o. o.

Osoby, które pierwszy raz zakładają własną firmę, często decydują się na formę jednoosobowej działalności gospodarczej. Z czasem może się okazać, że firma się rozrasta, a korzystniejszym rozwiązaniem byłaby spółka. Przekształcenie jdg w spółkę jest możliwe, ale trzeba pamiętać o tym, że błędy w rejestracji nowego podmiotu mogą być kosztowne. Eksperci inFakt podpowiadają, jak ich uniknąć.

Przekształcenie w spółkę odbywa się na zasadzie sukcesji praw i obowiązków. Nowo powstająca jednostka staje się więc stroną umów, które wcześniej były związane z poprzednim podmiotem. W takiej sytuacji nie trzeba zawierać nowych porozumień albo podpisywać aneksów z pracownikami, którzy pracowali do tej pory dla jednoosobowej działalności oraz z kontrahentami, z którymi jdg miała podpisane umowy. Automatycznie na spółkę przechodzą także kredyty i leasingi zaciągnięte w ramach jednoosobowej działalności.

Przekształcenie jednoosobowej działalności w spółkę nie pozwoli jednak na ucieczkę od firmowych długów – podkreśla Piotr Ciszewski, specjalista ds. podatków w firmie inFakt. – Przepisy stanowią, że przedsiębiorca będący osobą fizyczną odpowiada za swoje długi, które powstały w czasie, gdy prowadził jdg, przez trzy lata od przekształcenia działalności w spółkę.

Kosztowne literówki

Błędy dokonane podczas przekształcenia mogą skutkować utratą czasu i pieniędzy, a dla nowo powstających firm to bardzo cenne zasoby. Przy rejestracji firmy trzeba dokonać dwóch opłat:

  • za wpis do KRS (250 zł, jeśli firma jest zakładana przez internet; 500 zł, jeśli u notariusza),
  • za wpis do Monitora Sądowego i Gospodarczego (100 zł).

W wyniku nawet drobnego błędu (np. pomyłki w numerze PESEL), KRS odrzuci wniosek. O ile można się postarać o zwrot wpłaty za wpis do MSiG, to za wpis do KRS środków nie da się odzyskać. – Sądy stoją na stanowisku, że opłata należy się za rozpatrzenie wniosku. KRS, rozpatrując wniosek negatywnie, wykonał powierzone zadanie, a wina leży po stronie tego, kto zrobił błąd – mówi ekspert inFakt.

Warto jednak pamiętać, że po odrzuceniu pierwszego wniosku o wpis do KRS, przy kolejnym można złożyć prośbę o zaliczenie wcześniejszej opłaty na poczet nowego wniosku.

Jakie pozostałe, najczęściej popełniane błędy, można jeszcze wskazać?

  • Niedotrzymanie terminu złożenia wniosku – na złożenie wniosku o wpis do KRS ustawodawca wyznaczył 7 dni od momentu spisania umowy spółki (jeżeli umowa była zawarta przez portal S24) albo 6 miesięcy (jeżeli umowa jest w formie aktu notarialnego). Przekroczenie tych terminów skutkuje odrzuceniem wniosku. Wpłacone pieniądze przepadają, a całą procedurę należy zacząć od początku.
  • Wybranie błędnej nazwy dla spółki – pomimo powszechnego przekonania, że można wybrać dowolną nazwę dla swojej firmy, istnieją pewne obostrzenia. Przykładowo, w nazwie nie można używać słów takich jak „bank” lub „towarzystwo ubezpieczeniowe”, jeżeli nie są spełnione dodatkowe wymogi dotyczące ich wykorzystania. Ponadto w nazwie nie można używać form prawnych prowadzonej działalności, czyli np. nie można nazwać firmy: „Agencja Reklamowa spółka cywilna”. Przekształcając jdg w spółkę, przedsiębiorca może zachować dotychczasową nazwę firmy, która zostanie uzupełniona o oznaczenie „spółka z ograniczoną odpowiedzialnością” albo zdecydować się na nową nazwę. Jeśli wybierze drugą możliwość, to do nowej nazwy przez 12 miesięcy musi dokładać człon „dawniej tutaj stara nazwa firmy”. – Chodzi o to, żeby kontrahenci wiedzieli, że mają do czynienia z tym samym podmiotem, który już znają i wiedzieli, że niedawno się przekształcił i zmienił nazwę – mówi Piotr Ciszewski.
  • Brak dokumentów i załączników – minimum wymaganych dokumentów przy rejestracji spółki to umowa spółki oraz lista wspólników. – Czasami tych dokumentów może być więcej, ale nie zawsze rejestrujący spółkę wie, że musi coś jeszcze dołączyć. Pewnym ułatwieniem jest zakładanie spółki z o.o. przez portal S24. Ten system jest tak skonstruowany, że jeżeli nie wypełnimy obowiązkowego pola lub nie dodamy wymaganego załącznika, to nie będzie można przejść do następnego etapu wypełniania formularza – podpowiada ekspert inFakt.
  • Złożenie wniosku do niewłaściwego Sądu Rejestrowego – właściwy Sąd Rejestrowy to ten, który obejmuje zasięgiem działania adres, pod którym znajduje się siedziba spółki. Bywają sytuacje, kiedy wspólnicy błędnie składają wnioski – np. do sądu wybranego ze względu na adres ich zameldowania.

Dlaczego spółka się opłaca?

Jak wskazuje Piotr Ciszewski, największa zaleta wynikająca z założenia spółki z o.o. to ograniczona odpowiedzialność wspólników – tylko do wysokości wniesionych wkładów. Natomiast osoba fizyczna prowadząca własną działalność gospodarczą odpowiada swoim całym majątkiem, także prywatnym. Warto również dodać, że przedsiębiorcy, którzy nie chcą mieć powiązania między wcześniejszą jdg a nową spółką, często decydują się na zamknięcie jednoosobowej działalności i założenie nowej spółki.

Budimex oddaje do użytkowania Centrum Komunikacyjne w Kielcach

– Powierzchnia użytkowa dworca wynosi 3 577,81 mkw. 

– Obiekt został gruntownie zmodernizowany i dostosowany do najwyższych standardów obsługi podróżnych.

– Wartość inwestycji realizowanej przez Budimex to blisko 69 mln zł brutto.

27 sierpnia 2020 roku, po upływie 24 miesięcy od podpisania umowy, odbyło się oficjalne zakończenie budowy i przekazanie do użytkowania Centrum Komunikacyjnego w Kielcach. Inwestorem modernizacji i przebudowy charakterystycznego dworca autobusowego przy ulicy Czarnowskiej 12 jest Zarząd Transportu Miejskiego.

Budimex zakończył prace przy budowie Centrum Komunikacyjnego w Kielcach.

Nowoczesny i funkcjonalny węzeł transportowy obsłuży przewoźników komunikacji miejskiej, busów, autobusów dalekobieżnych i międzynarodowych. Obiekt posłuży również jako centrum spotkań i wydarzeń kulturalno-rozrywkowych.

„Cieszymy się, że zrealizowaliśmy kolejną ważną inwestycję infrastrukturalną, która przyczyni się do zwiększenia komfortu podróżujących. Jak zawsze zadbaliśmy o wysoką jakość projektu oraz wykonaliśmy go z dbałością o każdy detal – mówi Dariusz Blocher, prezes Zarządu, dyrektor generalny Budimexu. – Sam obiekt stał się unikalny na skalę światową. Warto w tym miejscu podkreślić, że dworzec zachował swój oryginalny i niepowtarzalny charakter” – tłumaczy Barbara Damian, dyrektor ZTM Kielce.

Historyczny dworzec

Zachowanie oryginalnego wyglądu dworca było głównym zadaniem generalnego wykonawcy, który był odpowiedzialny za odnowienie gmachu, zachowując przy tym jego charakterystyczny kształt spodka. Budimex zadbał o detale historyczne – napis „dworzec” oraz kilka elementów świetlików dachowych zostało odwzorowanych i umieszczonych w ich pierwotnym miejscu. Oryginalne elementy przekazano do Muzeum „Polska na Kołach” w Busku Zdroju.

W ramach projektu zrealizowano także wyburzenia, przebudowę systemu informacji dla pasażera i przebudowę istniejących peronów. „W całym obiekcie zostało ułożonych ponad 105 km kabli i przewodów oraz około 2700 sztuk opraw oświetleniowych, które posiadają sterowanie zależne od potrzeb obsługi pasażera, pory dnia czy natężenia ruchu pasażerskiego – mówi Grzegorz Tomporowski, kierownik budowy CK w Kielcach. – Jednym z najnowocześniejszych rozwiązań są wbudowane w elewacje przyciemniające szyby elektrochromowe, każda o powierzchni około 9 mkw. Sprowadzono je specjalnie ze Stanów Zjednoczonych, a ich oprogramowanie pochodzi od szwajcarskiej firmy technologicznej” – dodaje Grzegorz Tomporowski.

Przy budowie Centrum każdego dnia pracowało średnio ponad 100 osób, a do realizacji inwestycji zaangażowano ponad 180 podwykonawców. Przez ostatnie miesiące były wykonywane prace wykończeniowe – zamontowano elementy dekoracyjne na zadaszeniach wszystkich poziomów dworca autobusowego, podłogi oraz obiekty małej architektury wewnątrz dworca i na placu przed budynkiem. Powierzchnia użytkowa obiektu wynosi 3 577 mkw.

„W gmachu nowego dworca zostały wyeliminowane bariery i utworzone przestrzenie przyjazne osobom z niepełnosprawnościami. Obiekt wyposażono m.in. w podjazdy dla wózków, windy, prezentację informacji pasażerskiej za pomocą przekazu graficznego, dźwiękowego oraz dotykowego. Wszystkie te udogodnienia mają za zadanie pobudzić mobilność osób z niepełnosprawnościami i osób z ograniczoną zdolnością ruchową, w takim stopniu, aby chciały one korzystać z infrastruktury komunikacyjnej w takim samym stopniu jak to robią osoby w pełni sprawne” – tłumaczy Barbara Damian, dyrektor ZTM Kielce.

Wirtualna rzeczywistość

Na terenie Centrum Komunikacyjnego powstała również multimedialna biblioteka – tzw. STREFA VR, która została wyposażona w 9 stanowisk z odpowiednio skonfigurowanymi urządzeniami m.in. konsolami do gier. Z atrakcji mogą skorzystać wszyscy pasażerowie dworca. Oprócz tego podróżujący mogą skorzystać z Mediateki, która jest filią Miejskiej Biblioteki Publicznej w Kielcach. Multimedialna biblioteka to najnowocześniejsza tego typu placówka w regionie. Centrum Komunikacyjne to kluczowa inwestycja dla miasta, która w znacznej mierze przyczyni się do usprawnienia i upłynnienia ruchu pasażerskiego.

Zdalnie i stacjonarnie. Czy hybrydowy model pracy to rozwiązanie na czas pandemii?

Wielu pracodawców z uwagą śledzi informacje o tym, jak będzie wyglądać powrót dzieci do szkół. Już wiosną okazało się, że model nauczania dzieci ma istotny wpływ na to, jak pracujemy. O ile wiosną firmy musiały zareagować od razu, o tyle teraz mogą się przygotować na nową rzeczywistość. I coraz bardziej przychylnym okiem patrzą na pracę w modelu hybrydowym.

Hybrydowy model pracy to – mówiąc ogólnie – połączenie pracy zdalnej i stacjonarnej, w różnych konfiguracjach. Choć obecnie zyskuje popularność na fali epidemii koronawirusa, nie jest rozwiązaniem nowym. Przeciwnie, duże, nowoczesne firmy nastawione na budowanie wellbeing pracowników, wykorzystują go od dawna.

Na początku pandemii wiele przedsiębiorstw, w trosce o bezpieczeństwo pracowników, zdecydowanie przeszło na pracę zdalną. Jednak już dziś widać, że taki model nie zawsze się sprawdza, bo np. nie każdy pracownik ma w domu warunki do tego, aby w skupieniu wykonywać powierzone zadania. Może to wynikać z obecności innych domowników, np. dzieci, które uczęszczają na zajęcia online. A może też być związane po prostu z nieumiejętnością pracy w domu, gdzie zawsze jest coś do zrobienia. W tej sytuacji rozwiązaniem jest model hybrydowy, pozwalający na dostosowanie sposobu pracy do potrzeb, możliwości i oczekiwań poszczególnych pracowników.

Najpopularniejsze odmiany hybrydowego modelu pracy to:

  • podział na stałe sekcje: zespoły pracujące tylko stacjonarnie i tylko zdalnie,
  • wersja rotacyjna: zespół zostaje podzielony na grupy pracujące zdalnie i stacjonarnie – co jakiś czas grupy te się wymieniają,
  • indywidualny wybór: w tej opcji pracownicy zazwyczaj pracują zdalnie, jednak biuro przez cały czas jest do ich dyspozycji.

Wybór konkretnej odmiany uzależniony jest od wielu czynników, m.in. specyfiki pracy, branży, kultury organizacyjnej, rodzaju sprzętu niezbędnego do poprawnego wykonywania pracy oraz jego dostępności, itp. Wymaga też przemodelowania myślenia o funkcji, jaką ma pełnić biuro.

„W modelu hybrydowym biuro nie jest już tylko miejscem pracy, w większym stopniu pełni funkcję integracyjną. Bo nie jest istotne miejsce, ale cel pracy. I właśnie podejście do celów i delegowania zadań to największe wyzwanie, jakie zarówno w modelu hybrydowym, jak i pracy zdalnej – muszą podjąć pracodawcy oraz pracownicy” – wyjaśnia Paweł Wysocki, Prezes Zarządu firmy Quercus Sp. z o.o., która zajmuje się wdrażaniem rozwiązań SAP w obszarze HR. „W przypadku pracy zdalnej sprawdza się zadaniowy system pracy z czytelnym delegowaniem zadań do realizacji w określonym czasie. Niezbędne jest też zaufanie, ale i możliwość kontrolowania postępów i statusów dostępności poszczególnych pracowników”.

Ekspert Quercus zauważa, że od czasu wybuchu epidemii koronawirusa nastąpił skokowy rozwój narzędzi umożliwiających pracę zdalną, jak np. Teams. Wciąż pojawiają się nowe rozwiązania i aplikacje, opracowywane w oparciu o potrzeby, które zostały zidentyfikowane w czasie pracy zdalnej lub hybrydowej. Te potrzeby nie dotyczą takich kwestii, jak: dostęp do sprzętu czy Internetu, ustawienie grafików pracy zdalnej i stacjonarnej. Dotyczą przede wszystkim komunikacji i integracji. Dlatego narzędzia do pracy zdalnej posiadają opcje pokoi integracyjnych, czatów, komunikatorów, które mają zastąpić korytarzowe pogawędki (będące przecież najlepszym źródłem informacji w firmie).

„Trzeba pamiętać, że firmę tworzą ludzie, którzy podczas spotkań wymieniają poglądy i wiedzę. To buduje relacje i firmę. Z tego powodu jako zagrożenie – związane z modelem hybrydowym czy samą pracą zdalną – wymienia się możliwość rozluźnienia więzi w zespole. Tu z pomocą przychodzą nowoczesne narzędzia, jak platformy komunikacyjne i platformy do zarządzania projektami. Umożliwiają one nie tylko porozumiewanie się w czasie rzeczywistym, ale i pracę wspólną czy współdzielenie kalendarzy. Te rozwiązania wspierają zaś zespołowe podejście do powierzonych zadań. W umacnianiu więzi zespołowych sprawdzają się także stałe spotkania online, niekoniecznie związane z pracą” – podkreśla Prezes Zarządu Quercus Sp. z o.o.

Podejście do pracy w układzie hybrydowym w trudnych czasach pandemii to rozwiązanie, które wspiera zdrowie pracowników. Dzięki temu ograniczamy ryzyko zarażenia się np. w czasie dojazdu do pracy komunikacją publiczną, a także możliwość ewentualnego rozprzestrzeniania się wirusa wśród członków zespołu (co może wiązać się z koniecznością czasowego zamknięcia firmy z uwagi na kwarantannę).

Rozwiązanie to ma też inne, korzystne aspekty: oszczędność czasu (praca bez dojazdów) i kosztów eksploatacji biura, lepsze wykorzystanie czasu pracy (pracownicy pracujący zgodnie z preferencjami zazwyczaj są wydajniejsi), możliwość zatrudnienia większej liczby pracowników (brak ograniczeń powierzchniowych), lepsze wykorzystanie potencjału talentów (przywiązanie ich do firmy dzięki zapewnieniu preferowanych warunków pracy).

Wszystko to jednak będzie możliwe tylko pod warunkiem, że – jako pracodawcy – zrozumiemy, że praca w modelu hybrydowym daje pracownikom nie tylko wolność i satysfakcję, przynosi też wyzwania komunikacyjne i zagrożenia związane z poczuciem izolacji. I nad tymi ostatnimi aspektami musimy się pochylić.

Praca w modelu mieszanym – dobre praktyki

  1. Spotykajcie się online: warto w stałych terminach organizować wideokonferencje, aby uniknąć poczucia izolacji, zwłaszcza u pracowników stale pracujących zdalnie. Uwaga! W przypadku modelu hybrydowego także pracownicy pracujący stacjonarnie powinni w konferencji uczestniczyć zdalnie, aby wyrównać szanse udziału w dyskusji.
  2. Nie ograniczaj możliwości korzystania z komunikatorów – wspieraj nawiązywanie mniej formalnych relacji i integrację rozproszonego zespołu.
  3. Organizuj wspólne „wyjścia online”, np. spotkanie na pogaduchy przy kawie, wspólne jedzenie pizzy, itp.
  4. Wprowadź przejrzyste zasady komunikacji: pamiętaj, że w przypadku komunikacji niewerbalnej łatwo o nadinterpretacje i nieporozumienia, staraj się przekazywać proste, czytelne komunikaty. Reaguj na informacje zwrotne. Stwórz przestrzeń do dyskusji – zarówno grupowej, np. podczas codziennych odpraw, jak i indywidualnie.
  5. Jeśli to możliwe – organizuj spotkania offline, dbaj o integrację zespołu i poczucie wspólnoty.

Bez zbędnej zwłoki – sytuacja na rynku walutowym

Prezes Powell zaskoczył rynek przedstawiając podsumowanie z rewizji strategii Fed dużo wcześniej niż się spodziewano. Kierunek, w jakim zmierzać będzie polityka monetarna, jest zgodny z oczekiwaniami, co osłabiło końcowy efekt dla dolara, choć strategia potwierdza, że stopy procentowe pozostaną nisko na długo.

Nowe założenia polityki przewidują dążenie do uśrednienia inflacji na 2 proc. w horyzoncie czasowym, tym samym pozwalając na przejściowe „przestrzelenie” celu, by skompensować okresy niskiej inflacji. Ponadto Fed nie będzie już decydował się na podnoszenie stóp procentowych, kiedy stopa bezrobocia spadnie poniżej długoterminowego poziomu równowagi, a raczej Fed skupi się na działaniu ku wzroście zatrudnienia we wszystkich grupach demograficznych. Zdaniem Powella może to być osiągnięte tylko przy współpracy z rządem i wprowadzeniu dodatkowej stymulacji fiskalnej.

Dolar wstępnie zareagował silny osłabieniem, które jednak szybko zostało odwrócony. Powell osiągnął element zaskoczenia, który wyparował, kiedy rynek rozczarował się brakiem liczbowego określenia formuły ile i na jak długo Fed będzie dopuszczał do przestrzelenia celu inflacyjnego. Innymi słowy, czy po roku pozostawania inflacji poniżej 2 proc. Fed poczeka pełny rok z inflacją powyżej celu, zanim zacznie podnosić stopy procentowe? Asymetryczne odniesienie do zatrudnienia sugeruje utrzymanie gołębiej polityki dużo dłużej, ale położenie nacisku na ingerencję Kongresu i administracji Białego Domu implikuje zwiększone zadłużenie państwa. Tolerancja wyższej inflacji i wzrost emisji obligacji doprowadziły do wzrostu rentowności obligacji długoterminowych (+10 pb na dziesięciolatkach) pomimo gołębiego wydźwięku przemówienia Powella i zachwiały wzmocnioną w ostatnim czasie korelacją między rentownościami i siłą dolara. To zła wiadomość dla USD/JPY i potencjalny balast dla rynku akcji.

Jednak w ogólnym ujęciu Fed pozostaje gołębi i to bardziej niż był dotychczas. Zakomunikowane wczoraj zmiany w strategii pozostawiają szerokie pole do interpretacji i kształtowania przyszłej ścieżki polityki. Fed celowo pozostawił sobie elastyczność, którą jednak rynek nie do końca wie, jak zdyskontować. Wczorajsze cofnięcie po wstępne przecenie USD sugeruje asekuracyjną sprzedaż faktów (szczególnie że zamieszanie potęgował skok rentowności długu). Rynek pozostanie jednak wysoce wrażliwy na kolejne sygnały z Fed, w tym oficjalny forward guidance na wrześniowym posiedzeniu FOMC. Fed w żadnym razie nie przeszkadza w dominującym rajdzie ryzykownych aktywów, co z resztą widać dziś rano w odbudowie wzrostów AUD i GBP.

Jakby sytuacja japońskiego jena była za mało skomplikowana (słaby USD = mocny JPY, ale wzrost rentowności jest pozytywny dla USD/JPY), dziś rano raporty donoszą o rezygnacji premiera Japonii Shinzo Abe z powodów zdrowotnych. Perspektywa zakończenia Abenomiki, która od 2012 nieskutecznie stara się pobudzić ożywienie gospodarcze poprzez połączone siły ekspansji fiskalnej i monetarnej, przełożyła się na umocnienie JPY. Mam jednak wątpliwości co do słuszności tego ruchu. Następca Abe wciąż będzie członkiem jego własnej partii, zatem ewentualne zmiany w polityce gospodarczej nie będą znaczne. Jest też mało prawdopodobne, aby zmiana premiera wpłynęła na porzucenie kursu przez Bank Japonii, który dalej walczy o oddalenie widma deflacji. Oczekujemy, że JPY powinien być silniejszy w dłuższym horyzoncie, ale nie z powodu zmian na stanowisku premiera Japonii. W międzyczasie presja z rynku długu USA może równoważyć spekulacje o zmianie polityki gospodarczej Japonii.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Płatność przy użyciu jednego spojrzenia – transakcje przyszłości bez zbędnych atrybutów

W jaki sposób działa PayEye?

PayEye, jako pierwsza firma na świecie, komercyjnie wprowadziła autorskie rozwiązanie płatnicze payeye, a dokładniej cały ekosystem płatniczy payeye, który działa w oparciu o rozpoznawanie tęczówki oka człowieka. Z payeye można korzystać od 24 czerwca 2020 roku pilotażowo w Polsce, we Wrocławiu – w mieście, w którym ma swoją siedzibę i w którym powstała idea payeye. Myśląc o projekcie sięgnęliśmy do swoich marzeń o bezpiecznym i wolnym świecie, w którym każdy może zrealizować transakcję bez zbędnych atrybutów, by w pełni móc cieszyć się z życia. Myśleliśmy o świecie, w którym technologia działa w kooperacji z naturą. Od marzeń przeszliśmy do weryfikacji, poszukiwań, badań, analiz. Po dwóch latach pracy firma PayEye zbudowała kompletny, niezależny i bezpieczny system płatniczy, na który składają się m.in urządzenia płatnicze służące do akceptacji transakcji w punktach handlowo-usługowych oraz portfel elektroniczny dla Użytkowników, a także algorytmy przetwarzające tęczówkę na wzorzec biometryczny (payeye kod). Dzięki czemu firma PayEye może samodzielnie obsługiwać procesy identyfikacji Użytkowników i rozliczać transakcje. Sieć współpracujących z PayEye Partnerów budujemy samodzielnie, ale uprzedzając pytanie – tak, prowadzimy rozmowy z firmami dystrybuującymi terminale płatnicze na polskim rynku i bierzemy pod uwagę ich wsparcie w procesie dystrybucji. Oferowana klientom indywidualnym usługa payeye gwarantuje bezpłatne konto payeye oraz usługę płatniczą potwierdzania transakcji jednym spojrzeniem. W odróżnieniu od innych sposobów potwierdzania transakcji w przypadku rozwiązania payeye nie trzeba pamiętać o wzięciu ze sobą karty, naładowanego telefonu czy gotówki, wystarczy nasza fizyczna obecność i możliwość spojrzenia na specjalnie Urządzenie Płatnicze PayEye, które znajduje się w punktach sieci partnerskiej Spółki. Jak wygląda proces zakładania konta i rozpoczęcia płatności biometrią? Bardzo analogicznie do uruchamiania i korzystania z dowolnego konta w banku. Konto payeye można założyć szybko i wygodnie online. W związku z tym, że firma PayEye jest małą instytucją płatniczą i podlega nadzorowi KNF, to konieczne będzie zweryfikowanie tożsamości użytkownika na podstawie dokumentu – dowodu osobistego lub paszportu oraz zdjęcia “selfie”. Aktywacja konta Użytkownika nastąpi po dokonaniu tradycyjnego przelewu na dowolną kwotę. Kolejne zasilenia będą mogły być realizowane również za pośrednictwem Systemu Płatności Online Dotpay. Po zakończeniu rejestracji Użytkownik – u dowolnego Partnera PayEye – tworzy indywidualny payeye kod (wzorzec na bazie tęczówki oka). Po tych trzech prostych krokach można korzystać z płatności payeye.

Jak stworzyć biometryczny wzorzec?

Wzorzec biometryczny, to wzorzec naszej tęczówki oka, który jest gwarantem bezpiecznego potwierdzania transakcji oraz umożliwia wykorzystanie pełnię możliwości systemu płatniczego payeye. Zatem, wzorcem biometrycznym jest payeye kod wytworzony na bazie naszej tęczówki oka. Jak się go tworzy? Po założeniu konta, szybko i bezdotykowo na Urządzeniu Płatniczym PayEye w dowolnym miejscu, w którym oferowana jest usługa payeye. [pełna lista znajduje się na stronie internetowej www.payeye.com]. By nastąpiła identyfikacja użytkownika i potwierdzenie transakcji niezbędne jest porównanie payeye kodu ze wzorcem podstawowym (oczami osoby żyjącej – Użytkownika). To oznacza, że każdy Użytkownik systemu PayEye może spać spokojnie, bo nikt poza nim nie jest w stanie potwierdzić płatności realizowanej z jego konta payeye.

Czy korzystanie z usługi wiąże się ze skutkami ubocznymi, np. z zagrożeniem dla wzroku?

Wszelkie badania wskazują, że tęczówka jest najbezpieczniejszą biometryczną metodą identyfikacji użytkownika. Nasz autorski system płatności oparty jest na unikalnym wzorcu tęczówki oka ludzkiego, która dzięki swoim cechom osobowym zwiększa bezpieczeństwo transakcji, a na tym, jako twórcom ekosytemu PayEye, zależy nam najbardziej. Z uwagi na rodzaj kamer oraz ustawienia, które są zastosowane w naszych Urządzeniach Płatniczych PayEye, użytkownicy mogą być spokojni zarówno o swoje finanse, jak i zdrowie. Nasze urządzenia płatnicze posiadają certyfikat bezpieczeństwa i są wyposażone w specjalne kamery na podczerwień i gdy są stosowane zgodnie z przeznaczeniem – do potwierdzania płatności – są jak najbardziej bezpieczne dla użytkowników. Nasze kamery zdefiniowane są na odczyt tęczówek oczu z odległości około 25 cm. Nasza technologia przekształca obraz tęczówki na payeye kod (unikalny kod na bazie obrazu tęczówki oka) i w takiej formie przechowywany jest w bazie o najwyższym poziomie zabezpieczeń. Uprzedzając kolejne pytanie: Nie przechowujemy zdjęć tęczówek, a tylko stworzony na bazie obrazu tęczówki unikalny kod tzw. payeye kod. Naszym celem jest proponować nowe rozwiązanie, alternatywny sposób płacenia oparty o najlepsze zabezpieczenie – tęczówkę oka. Dajemy użytkownikom wybór, jednocześnie mając świadomość, że część konsumentów nie od razu zdecyduje się skorzystać z płatności payeye.

 Czy to rozwiązanie jest niezawodne?

Każde rozwiązanie stworzone przez człowieka podlega niejednokrotnym próbom i testom zanim zostanie udostępnione klientom. Codziennie dbamy o najwyższy poziom bezpieczeństwa danych naszych Klientów i w tym celu stosujemy wszelkie najnowocześniejsze rozwiązania oraz najlepsze praktyki w zakresie bezpieczeństwa, zarządzania dostępem, rejestrowaniem i monitorowaniem oraz szyfrowaniem danych.

Co w przypadku, gdy ktoś używa szkieł kontaktowych? Czy usługa będzie działać w taki sam sposób?

Zalecamy generowanie wzorca (payeye kodu) bez okularów, by był jak najbardziej precyzyjny. Płatności natomiast mogą być potwierdzane zarówno w soczewkach, jak i w okularach korekcyjnych Wpisujemy się w konieczność realizacji wymagań dyrektywy PSD2 i zupełnym przypadkiem odpowiadamy także na nową potrzebę rynku – możliwość realizowania płatności z zakrytymi nosem i ustami. Jakie są zalety technologii opartej o skan tęczówki, względem innych rozwiązań? Przede wszystkim najwyższe bezpieczeństwo i nieodkryta dotychczas wygoda. Zaczynając od wygody, cóż oczy mamy zawsze przy sobie. Nie musimy się martwić rozładowanym telefonem, brakiem karty czy zajętymi rękami. W każdej z wymienionych sytuacji płatność payeye może być potwierdzona… jednym spojrzeniem. Wszelkie badania wskazują, że tęczówka jest najbezpieczniejszą biometryczną metodą identyfikacji użytkownika. Nasz autorski system płatności oparty jest na unikalnym wzorcu tęczówki oka ludzkiego, która dzięki swoim cechom osobowym zwiększa bezpieczeństwo transakcji a na tym – jako twórcom ekosytemu PayEye – zależy nam najbardziej. Poza tym, my nie przechowujemy zdjęć tęczówek, a tylko stworzony na bazie obrazu tęczówki unikalny kod tzw. payeye kod.

Jak wyglądają zabezpieczenia konta?

Jako pionierzy czujemy odpowiedzialność za tworzenie czegoś nowego – kompletnego systemu płatniczego. Działamy w sferze finansów, płatności, dlatego też nie tylko czujemy ogromną odpowiedzialność, ale wdrażając system PayEye korzystamy z naszej siły napędowej – jaką jest wizja oraz z dobrodziejstw nauki, techniki oraz doświadczeń naszego Zespołu. Naszą ideę usługi i produktu, które zwiększają komfort życia i podwyższają bezpieczeństwo płatności staramy się wdrażać w sposób metodyczny i najlepszy dla Użytkowników i Partnerów. Wszelkie badania wskazują, że tęczówka jest najbezpieczniejszą biometryczną metodą identyfikacji użytkownika. Nasz autorski system płatności oparty jest na unikalnym wzorcu tęczówki oka ludzkiego, która dzięki swoim cechom osobowym zwiększa bezpieczeństwo transakcji, a na tym – jako twórcom ekosytemu PayEye – zależy nam najbardziej. Poza tym, my nie przechowujemy zdjęć tęczówek, a tylko stworzony na bazie obrazu tęczówki unikalny kod tzw. payeye kod. Dodatkowo dostęp do konta wymaga przy logowaniu podwójnego uwierzytelniania, czyli podania zarówno hasła jak i kodu sms, który przychodzi na nasz numer telefonu podany w procesie rejestracji.

Czy macie plany rozszerzenia usługi o kolejne możliwości? Np. wykorzystywanie w płatnościach internetowych?

Nasz ekosystem płatniczy jest kompletny i niezależny. Może być rozwinięty o moduły współpracy zarówno z bankami, dystrybutorami terminali płatniczych, jak i bankomatami a także wykorzystany przy płatnościach e-commerce. Prowadzimy rozmowy w tym zakresie, ale to nie jest moment na informowanie o szczegółach.

Czy klienci chętnie korzystają innowacyjnej możliwości?

Konsumenci są zaciekawieni a ich liczba codziennie wzrasta. Osoby, które brały udział w zorganizowanych przez nas badaniach konsumenckich w drugiej połowie 2019 roku, cały czas trzymały za nas kciuki a dzisiaj… już są naszymi klientami. Klienci, którzy spróbowali usługi payeye są zadowoleni i chętnie z niej korzystają. Dzielą się z nami swoimi doświadczeniami podkreślając wygodę, swobodę oraz lekkość rozwiązania. Od czerwca do dzisiaj – końca sierpnia – liczba punktów wzrosła od 1 do aż do prawie 60 w stolicy Dolnego Śląska. [aktualna mapa znajduje się na www.payeye.com].

Jakie plany rozwoju ma spółka w krótko- i długoterminowej perspektywie?

Przez pierwsze kilka miesięcy zamierzamy kontynuować pilotaż we Wrocławiu na większej skali Partnerów i konsumentów. Dopiero później planujemy pojawić się w kolejnych miastach w Polsce. Ponadto na badania i rozwój naszego systemu otrzymaliśmy dofinansowanie z Unii Europejskiej, więc plan działań mamy szczegółowo rozpisany w harmonogramie przedstawionym do Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR). Prace już trwają. Czeka nas mnóstwo ciekawych działań, wdrożeń oraz wyzwań, czyli z pewnością na nudę nie będziemy narzekać. Pierwszy sukces za nami – udostępniliśmy produkt w naszym rodzinnym mieście, niedługo przyjdzie czas na kolejne miasta w Polsce, zapewne zaczniemy od Warszawy a kolejny krok milowy to możliwość udostępniania payeye w każdym kraju Europy.

Lewiatan proponuje ograniczenie lub zawieszenie podatku bankowego

• Przynajmniej ograniczenie podatku bankowego lub zawieszenie elementów szczególnie utrudniających sytuację klientów, firm i banków w kryzysie COVID-19 – proponuje Konfederacja Lewiatan.
• Podatek od niektórych instytucji finansowych, czyli tzw. ,,podatek bankowy”, pogarsza sytuację przedsiębiorstw, zwiększa ryzyko makroekonomiczne, zmniejsza korzyści klientów banków i obniża konkurencyjność banków.

– Podatek przede wszystkim obciąża akcję kredytową skierowaną do przedsiębiorstw ze względu na sposób jego obliczania i fakt, że podstawą opodatkowania są aktywa składające się m.in. z kredytów. Zwiększa ryzyko makroekonomiczne, bo wywiera ujemny wpływ na rynek międzybankowy (zwiększa walor krótkoterminowości rynku) i pozyskiwanie kapitału zewnętrznego (inwestycje) – mówi mec. Adrian Zwoliński, ekspert Konfederacji Lewiatan.

– Podatek zmniejsza korzyści klientów banków, skutkuje bowiem wzrostem cen lub niższą opłacalnością usług bankowych. Obniża również konkurencyjność polskiego sektora bankowego wobec banków zagranicznych (m.in. spadek atrakcyjności dla inwestorów) oraz demobilizuje ekspansję inwestycyjną w obszarze fuzji i przejęć. Zwłaszcza dzisiaj, w dobie kryzysu wywołanego pandemią COVID-19, ujemnego szoku i podażowego i popytowego, zagrożenia bezrobociem i niepewną sytuacją dla wielu przedsiębiorstw, podatek bankowy wymaga przemyślenia i ograniczeń. Dalszy kryzys wywołany pandemią COVID-19, jak i ekonomiczne wyzwania, które będą towarzyszyły wychodzeniu z kryzysu, stanowią dziś w dużej mierze znak zapytania, stąd trzeba redukować mechanizmy tworzące systemowe ryzyko. Takim jest podatek bankowy – dodaje Adrian Zwoliński.

Dodatkowo, konstrukcja podatku zwiększa negatywne skutki: poszczególne elementy podatku jak jego wysokość (znaczna na tle innych państw UE) i kształt (m.in. podstawa opodatkowania, brak KUP, w przypadku podmiotów typu instytucje pożyczkowe powstaje podwójne opodatkowanie) wzmacniają jego negatywne skutki.

Konfederacja Lewiatan

Estoński CIT to dobre rozwiązanie. Powinien objąć jak największą liczbę przedsiębiorstw

• Resort finansów zapowiada wprowadzenie od 1 stycznia 2021 roku tzw. estońskiego CIT.
• Konfederacja Lewiatan uważa, że może on się stać realną zachętą do podejmowania przez firmy nowych inwestycji w środki trwałe. Prace nad podatkiem powinny być kontynuowane, aby doprecyzować niektóre szczegółowe rozwiązania.

– Wyrażamy uznanie dla inicjatywy Ministerstwa Finansów wprowadzenia w Polsce alternatywnego systemu opodatkowania w podatku dochodowym od osób prawnych, który pozwoli przedsiębiorcom nie płacić podatku CIT tak długo, jak długo wypracowany zysk będzie pozostawał w firmie oraz możliwości wcześniejszego zaliczania do kosztów uzyskania przychodów planowanych wydatków inwestycyjnych – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Te rozwiązania będą realną zachętą do podejmowania nowych inwestycji w środki trwałe, przełożą się na poprawę płynności finansowej firm oraz zmniejszenie obowiązków administracyjnych związanych ze składaniem zeznań podatkowych.

Prace nad tą regulacją powinny być kontynuowane, a nowe rozwiązania zacząć obowiązywać z początkiem 2021 r.

– Są pewne szczegóły projektu, o które warto postulować, m.in dotyczące liberalizacji określonych warunków progowych uprawniających do preferencyjnego rozliczenia (m.in. zwiększenie limitu przychodu – obecnie 50 mln zł, zmniejszenie warunku zatrudniania przez firmę co najmniej trzech pracowników, umożliwienie stosowania rozwiązania spółkom, których właścicielami są inne osoby prawne). W naszej ocenie proponowane rozwiązania powinny być dostępne dla możliwie największej liczby przedsiębiorców – dodaje Przemysław Pruszyński.

Konfederacja Lewiatan

Akcje krakowskiego producenta gier zyskały na otwarciu ponad 300%

0

Starward Industries, krakowski producent gier z segmentu AA+, zadebiutował jako 7. spółka na rynku NewConnect w 2020 r. oraz jako 31. spółka z branży gier w historii polskiego rynku kapitałowego. Akcje debiutanta zyskały uznanie inwestorów. Na otwarciu wyceniono je na 168 zł – blisko 310% wyżej od ceny odniesienia, którą była cena akcji w pre – IPO (41 zł), pierwsze transakcje odbyły się 6 dni po debiucie.

Starward Industries to 31 notowana na NewConnect spółka z branży gier wideo, a także 7 spółka debiutująca na nim w tym roku. – Mamy nadzieję, że akcje Starward Industries będą atrakcyjną inwestycją zarówno dla tych inwestorów, których mamy już na pokładzie oraz tych, którzy kupią nasza akcje na dzisiejszej i kolejnych sesjach. – komentuje Marek Markuszewski, prezes Starward Industries.

Doświadczony krakowski zespół kontynuuje działania związane z produkcją na bazie twórczości Stanisława Lema. Premiera gry tworzonej na silniku Unreal Engine zaplanowana jest do końca 2021, czyli w roku, w którym przypada setna rocznica urodzin słynnego pisarza science-fiction. Produkcja pojawi się na komputery osobiste oraz konsole. Jest to pierwsza gradaptacja prozy krakowskiego pisarza.

– Twórczość Lema od dziesięcioleci inspiruje kolejne pokolenia artystów oraz innych twórców, w tym nasz zespół. Idee pisarza są fenomenalnym lepiszczem spajającym ambicje i talenty wszystkich zaangażowanych w proces twórczy. Sama świadomość, że realizujemy adaptację utworu Lema, który w wielu kręgach jest postrzegany jako ikona gatunku science-fiction, dodatkowo nas motywuje. Konsekwentnie realizujemy kolejne etapy produkcji gry – w poprzednim miesiącu zakończyliśmy realizację siódmego kamienia milowego. Już niedługo rozpoczniemy bardziej otwarte działania marketingowe, promujące naszą grę. – dodaje prezes.

Gra będzie oferowała rozgrywkę z perspektywy pierwszej osoby (FPP), utrzymaną w klimacie Atompunk i okraszoną wysokiej jakości grafiką. Może to nasuwać estetyczne skojarzenia m.in. z serią Fallout, która osiągnęła międzynarodowy rozgłos.

Rada Przedsiębiorczości apeluje o zamrożenie płacy minimalnej

Zwiększenie bezrobocia, szarej strefy i inflacji – taki może być efekt podniesienia płacy minimalnej w Polsce do poziomu rekordowego w Unii Europejskiej w okresie największego kryzysu od kilkudziesięciu lat. Rada Przedsiębiorczości apeluje o zamrożenie płacy minimalnej i reformę algorytmu jej ustalania.

Płaca minimalna jest w Polsce bardzo ważną instytucją, która ma pełnić zarówno funkcję społeczną, jak i ekonomiczną. Obie te funkcje są równie istotne. Tymczasem, obecny projekt podwyższenia minimalnego wynagrodzenia, wprowadzany w czasach poważnego spowolnienia gospodarki, wydaje się zupełnie pomijać przesłanki ekonomiczne i negatywne konsekwencje dla rynku pracy. Przy tak dużej niepewności, ryzyku drugiej fali epidemii, bardzo trudnej sytuacji firm, w szczególności mikro i małych przedsiębiorstw, apelujemy o odpowiedzialność i roztropność przy decyzjach o poziomie płacy minimalnej. Zasady ustalania płacy minimalnej zawarto w Art. 65 Konstytucji RP. W tym samym artykule zapisano też, że „władze publiczne prowadzą politykę zmierzającą do pełnego, produktywnego zatrudnienia ….”. Z kolei Konwencja 131 Międzynarodowej Organizacji Pracy z 1970 r. wyraźnie wskazuje w Art. 3, że przy określaniu poziomu płacy minimalnej powinno się brać pod uwagę zarówno potrzeby pracowników i ich rodzin (przy uwzględnieniu ogólnego poziomu płac w kraju, kosztów utrzymania, świadczeń z tytułu ubezpieczeń społecznych i poziomu stopy życiowej innych grup społecznych), jak i czynniki natury gospodarczej (łącznie z wymaganiami rozwoju gospodarczego, poziomem wydajności pracy, dążeniem do osiągnięcia i utrzymania wysokiego poziomu zatrudnienia).

W 2020 r. Polska zanotuje głęboką recesję. Kryzys COVID-19 wymaga zweryfikowania wszystkich dotychczasowych prognoz i szczególnej uważności na konsekwencje ekonomiczne podejmowanych działań. Przy tym stanie gospodarki i rynku pracy, już wzrost płacy minimalnej do 2600 zł w 2020 r. okazuje się dla firm istotnym zobowiązaniem. Na początku 2020 r. inflacja w Polsce wzrosła prawie do 5 proc. r/r, a obecnie utrzymuje się na poziomie powyżej 3 proc. r/r. Jest to drugi najwyższy poziom inflacji w całej Unii Europejskiej. I jest to jeden z kosztów ekonomicznych podniesienia płacy minimalnej.

Płaca minimalna zaplanowana na rok 2021 miała według pierwotnych założeń wynieść niemal połowę średniej płacy. Biorąc pod uwagę obecne prognozy, przebije 51 proc., czyli z nadmiarem osiągniemy cel zapisany w ustawie o płacy minimalnej. Dalsze zwiększenie płacy minimalnej do 2800 zł spowoduje, że jej relacja do średniej płacy w naszym kraju przekroczy 53 proc. Co więcej, zbliży się do 60 proc. mediany wynagrodzeń i będzie to jeden z najwyższych poziomów w Unii Europejskiej.

Kryzys będzie trwał też w 2021 r., a PKB nie powróci do poziomu sprzed kryzysu. Według prognozy rządowej, PKB będzie nadal mniejszy o ok. 1 proc. w porównaniu z rokiem 2019, a według scenariusza ostrzegawczego OECD, po dwóch latach PKB będzie mniejszy nawet o ponad 7 proc. Na koniec 2021 r. stan zatrudnienia będzie mniejszy według rządu o ponad 330 tys. osób, a inwestycje będą mniejsze według NBP o ponad 15 proc. I w tym okresie, okresie największego kryzysu w historii polskiej gospodarki, płaca minimalna wzrośnie o prawie jedną czwartą. Jednocześnie, w tym samym czasie ogólne płace w gospodarce zwiększą się jedynie o ok. 7 proc. Jeżeli decyzja o podwyżce płacy minimalnej się zmaterializuje, będzie to ogromne, dodatkowe ryzyko dla naszej gospodarki, a w szczególności dla miejsc pracy. Tym bardziej, że według danych Ministerstwa Finansów ponad 63 proc. etatów w mikro firmach jest związana z płacą minimalną.

W ocenie skutków regulacji, nawet sam resort pracy stwierdza, że zbyt „gwałtowne – przede wszystkim niedostosowane do tempa wzrostu produktywności – podniesienie minimalnego wynagrodzenia za pracę, może niekorzystnie oddziaływać na gospodarkę przyczyniając się do powstania ryzyka wystąpienia inflacji, spadku zatrudnienia lub wzrostu bezrobocia, w szczególności wśród osób o niskich kwalifikacjach”.

Ponadto, rząd jako największy pracodawca w kraju zdecydował, że w warunkach kryzysu gospodarczego należy zamrozić wynagrodzenia w sferze budżetowej.

W regule wydatkowej, w związku z sytuacją kryzysową, rząd „dodał klauzulę” wyjścia związaną ze stanem epidemii, która pozwala swobodniej realizować politykę budżetową państwa i odstąpić na czas kryzysu od formuły limitu wydatków. Analogicznie potrzebna nam jest „klauzula wyjścia” dla płacy minimalnej. Teraz nie czas na algorytmy czy obietnice wyborcze. Najważniejsze jest wyjście z kryzysu, utrzymanie jak największej liczby miejsc pracy, niedopuszczenie do wzrostu inflacji i szarej strefy. Ryzyko, że negatywne konsekwencje wzrostu płacy minimalnej przewyższą efekty socjalne jest ogromne.

W roku 2021 płaca minimalna powinna zostać utrzymana na poziomie z roku 2020, tj. na poziomie 2600 zł. Konieczna jest też reforma algorytmu ustalania płacy minimalnej, aby na trwałe uwzględniał on sytuacje nadzwyczajne i kryzysowe. 

Grupa CDRL podsumowuje I półrocze 2020 r.

0

Grupa CDRL, właściciel marek Coccodrillo oraz Buslik, w pierwszym półroczu br. uzyskała 180,4 mln przychodów, które były niższe o 20 proc. w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Od początku roku spółka odnotowała stratę w wysokości 25,8 mln zł wobec zysku w kwocie 0,36 mln zł rok wcześniej. Bezpośredni wpływ na wyniki spółki miały wprowadzone ograniczenia w handlu oraz niepewne nastroje konsumentów spowodowane pandemią koronawirusa SARS-CoV-2.

Jednostkowo, w pierwszym półroczu spółka wykazała stratę w kwocie 8,8 mln zł wobec zysku w wysokości 8,1 mln rok wcześniej. Na poziomie działalności operacyjnej strata w Grupie wyniosła 5 134 tys. zł, w porównaniu do zysku w kwocie 2 388 tys. zł w analogicznym okresie poprzedniego roku. Różnica ta to realny koszt działań takich jak zawiązane odpisy oraz różnice kursowe.

Ostatnie miesiące były czasem trudnym dla gospodarki, a w szczególności dla branży handlowej. Okres zamknięcia naszych sklepów w galeriach handlowych był dla nas czasem podszytym niepewnością i wymagającym od nas wielu trudnych, a jednocześnie szybkich decyzji. W każdym przypadku kierowaliśmy się troską o bezpieczeństwo i zdrowie naszych pracowników oraz klientów. Pragniemy podkreślić także, że nie zmniejszyliśmy zatrudnienia z powodu pandemii – komentuje Marek Dworczak, prezes CDRL.

Sytuacja związana z rozprzestrzenianiem się koronawirusa dotknęła wszystkie spółki w Grupie –istotny wpływ na wyniki miał wzrost kosztów finansowych, a w tym przede wszystkim różnic kursowych w białoruskiej spółce zależnej spowodowany znaczącym spadkiem kursu rubla białoruskiego.

Na znaczeniu nieustannie zyskuje rynek e-commerce, a Grupa CDRL jest beneficjentem tego wzrostowego trendu. Pandemia spowodowała znaczącą zmianę nawyków zakupowych, czego dowodem są wzrosty sprzedaży w sklepie internetowym i znaczący wzrost rozpoznawalności marki Coccodrillo w Internecie. W styczniu spółka zakończyła prace związane z wdrożeniem nowego systemu klasy ERP oraz platformy pod sklep internetowy. Modernizacja ta, oraz posiadane zaplecze logistyczne sprawiły, że w czasie zamknięcia galerii handlowych, e-commerce stał się głównym kanałem sprzedaży na rynku polskim.

Choć sytuacja związana z pandemią wciąż jest niepewna, to z optymizmem patrzymy w przyszłość. Od ponownego otwarcia sklepów w galeriach handlowych sprzedaż w sklepach stacjonarnych systematycznie wzrasta. Trzymamy jednak rękę na pulsie i staramy się przygotować na wszystkie możliwe scenariusze – dodaje Tomasz Przybyła, wiceprezes CDRL. 

 

J.W. Construction podsumowuje I półrocze 2020 roku

0

W I półroczu 2020 roku Grupa J.W. Construction osiągnęła przychody ze sprzedaży na poziomie 68,4 mln zł, co oznacza ich spadek o ok. 60 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, wypracowała zysk brutto ze sprzedaży w wysokości 11,4 mln zł oraz wykazała stratę netto na poziomie – 15,4 mln zł. Marża brutto ze sprzedaży była równa 16,6 proc.

Sprzedaż Spółki komentuje Małgorzata Ostrowska, członek Zarządu, Dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży J.W. Construction Holding S.A.:
– Pierwsze półrocze, a w szczególności drugi kwartał 2020 upłynęły pod wpływem pandemii COVID-19. W okresie pandemii odnotowaliśmy spadek bieżącej sprzedaży lokali (około 30 proc. licząc I półrocze 2020 roku do I półrocza 2019 roku).

Wyniki Spółki komentuje Małgorzata Szwarc-Sroka, członek Rady Nadzorczej J.W. Construction Holding S.A.:
-Jednak to nie poziomy zawartych umów z klientami, a cykle realizacji projektów deweloperskich oraz okres zablokowania działalności hotelarskiej, wpłynęły na wartości wykazanych wyników. W I półroczu 2020 roku grupa JWCH nie uzyskała pozwoleń na użytkowanie inwestycji, nadal prowadząc szeroki zakres prac realizacyjnych, który zostanie odzwierciedlony w wynikach finansowych kolejnych okresów. Grupa JWCH, w raportowanym okresie, realizowała budowę 9 inwestycji, obejmujących 2 627 lokali o powierzchni 129 tys. m kw. W trakcie przygotowania jest kolejnych 19 inwestycji, obejmujących około 5 500 lokali, a także powierzchnie komercyjne, łącznie na około 380 tys. m kw., co należy podkreślić w różnych lokalizacjach: Warszawie i okolicach, w Krakowie, Łodzi, Szczecinie, Gdańsku i Chorzowie.

Pomimo pandemii COVID-19, budowy, w przeważającej większości, realizowane były zgodnie z harmonogramami, a wysokie zaawansowanie sprzedaży inwestycji pozwoli Grupie rozpoznać nadwyżki z realizowanych projektów po zakończeniu procesów budowlanych i uzyskaniu niezbędnych pozwoleń

W okresie od połowy marca do maja br., hotele grupy JWCH były zamknięte, co znalazło swoje odzwierciedlenie, obok nałożenia się cyklów realizacji budów, w wyniku finansowym. Należy jednak zauważyć, że obiekty hotelowe zachowywały pełną zdolność do podjęcia działalności operacyjnej, która, na nowo, została podjęta od czerwca br.. W przejściowym okresie, gdy działalność hotelarska była zablokowana, pracownicy w większości przebywali na postojowym, co pozwoliło Spółce skorzystać z programów tarczy antykryzysowej, dofinansowania do wynagrodzeń.

Pandemia zmieniła rynek lodów. W tym roku Polacy znacznie częściej kupują te w większych opakowaniach

W Polsce przeciętny konsument spożywa ok. 4–5 litrów lodów rocznie. To niewiele w porównaniu z rynkiem amerykańskim czy skandynawskim, co oznacza, że potencjał wzrostu wciąż jest duży. Pandemia koronawirusa i związane z nią obostrzenia zmieniły strukturę sprzedaży w tym segmencie. Polacy zamiast dotychczas wybieranych najczęściej formatów impulsowych, czyli lodów w rożku lub na patyku, zaczęli sięgać po większe opakowania familijne. Co ciekawe, w czasie najbardziej restrykcyjnych obostrzeń związanych z COVID-19 dynamicznie rosła sprzedaż lodów przez kanał e-commerce, a mrożone desery pojawiły się nawet w opcji z dostawą.

– W ciągu kilku ostatnich lat rynek systematycznie rósł i zakładamy, że w perspektywie średnioterminowej ta tendencja się utrzyma. Poziom konsumpcji lodów w Polsce znacznie odbiega od tej w krajach Europy Zachodniej, Skandynawii czy USA. Przewidujemy jednak, że coraz częściej rodzimi konsumenci będą wybierać lody nie tylko wtedy, kiedy potrzebują orzeźwienia, ale także jako deser – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Rogowski, dyrektor kategorii lody w firmie Wedel.

Do czasów pandemii sprzedaż lodów w Polsce rosła z roku na rok. Z danych agencji Nielsen wynika, że roczna wartość sprzedaży lodów w okresie sierpień 2019 – lipiec 2020 roku wyniosła 2,78 mld zł i jest to spadek o 2,4 proc. w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej. W tym samym czasie wolumenowo sprzedaż wyniosła 185 mln litrów ze spadkiem 7,6 proc. Na zmniejszenie tych wyników decydujący wpływ miały straty poniesione w kwietniu i czerwcu tego roku, które cechowały się ujemną dynamiką. Od stycznia do lipca br. rynek lodów odnotował spadek o 4,7 proc. w porównaniu z analogicznym okresem w ubiegłym roku. Jego wartość wyniosła 1,77 mld zł (względem 1,86 mln zł przed rokiem). Wolumenowo sprzedaż kształtowała się na poziomie 117,2 mln litrów, co oznacza spadek o 8,5 proc. względem 128,2 mln litrów rok do roku (dane E.Wedel za Nielsen  Panel Handlu Detalicznego, „Cała Polska z Dyskontami (Food)”, sprzedaż wartościowa i wolumenowa, okres styczeńlipiec 2019 i styczeńlipiec 2020 oraz sierpień 2018 – lipiec 2019 i sierpień 2019 – lipiec 2020, kategoria: Lody).

W Polsce przeciętny konsument spożywa ok. 4–5 litrów lodów rocznie. W Szwecji spożycie jest mniej więcej trzykrotnie większe, a w USA – nawet czterokrotnie.

– Polacy są tradycjonalistami – do najpopularniejszych smaków należą wanilia, truskawka i czekolada, która jest też ulubionym lodowym dodatkiem. Modne są także owocowe monosmaki, takie jak mango czy marakuja, oraz zestawienia na zasadzie kontrastu, np. słony karmel i słodka czekolada – mówi Marcin Rogowski, wymieniając najważniejsze trendy na rynku lodów. – W tym roku, w przeciwieństwie do lat ubiegłych, obserwujemy rosnącą popularność formatów familijnych i multipacków. Konsumenci rzadziej niż zazwyczaj wybierają warianty impulsowe, tj. lody na patyku czy w rożku. Popularna jest multitekstura, czyli łączenie różnych struktur w lodach: kremowego nadzienia, chrupiących dodatków, kruchej polewy.

Multitekstura to jeden z dominujących obecnie trendów na lodowym rynku – nie tylko w Polsce, ale i w Wielkiej Brytanii, gdzie 73 proc. konsumentów lubi i wybiera lody o różnych teksturach, np. chrupiące lub twarde (Mintel, „The Future Of Ice Cream: 2020”). W sklepach można zauważyć także lodowe wersje znanych słodyczy, które cieszą się rosnącą popularnością. Dobrym przykładem z wedlowskiego portfolio jest Ptasie Mleczko, które jako lód na patyku zadebiutowało w 2018 roku (obecnie dostępne w pięciu smakach), a od tego sezonu występuje także w półlitrowym formacie familijnym.

Tradycyjne upodobania mają też Amerykanie, których ulubionym smakiem lodów jest czekoladowy. Wybiera go ok. 17 proc. konsumentów – wynika z ankiety przeprowadzonej w lipcu tego roku przez firmę badawczą YouGov. Na drugim miejscu plasuje się wanilia (15 proc.), a dalej ex aequo truskawka, mięta z czekoladą i masło orzechowe (po 8 proc.). Wraz z rosnącą na całym świecie popularnością japońskiej kuchni w lodach coraz częściej wykorzystuje się też tamtejsze smaki, jak np. matcha, hojicha (zielona herbata) czy yuzu. Hitem w USA są ostatnio mochi, czyli lody w ryżowym cieście, które bazują na tradycyjnym japońskim deserze. Ciekawostką na rynku w Rosji są natomiast lody z popularną w tym kraju kaszą gryczaną.

– Polscy konsumenci chętnie próbują nowości. Producenci odpowiadają na tę potrzebę, opracowując nowe formaty (np. lody zamknięte w saszetce), nawiązując współpracę w ramach co-brandingu czy wprowadzając do oferty nowe wersje smakowe – mówi dyrektor kategorii lody w firmie Wedel.

Podążając za kolejnym trendem double brandingu, marka Wedel podjęła współpracę z firmą Hortex, wprowadzając na rynek Sorbet Mango z białą czekoladą. Podobnie jak w innych segmentach rynku FMCG, tak i w lodach jednym z trendów dominujących jest też wygoda, wynikająca z coraz szybszego stylu życia konsumentów. Stąd też coraz większa popularność lodów w saszetkach, czyli tzw. pouchach. Z drugiej strony w Polsce cały czas na znaczeniu zyskują lody w opakowaniach familijnych (powyżej 600 ml) oraz multipacki.

– Polacy wybierali te formaty głównie podczas zakupów w trakcie pandemii, kiedy – w związku z zaleceniem pozostania w domach – w sklepach bywali rzadziej. Obowiązek zakrywania nosa i ust w miejscach publicznych dodatkowo wpłynął na zmianę nawyków. Częściej wybierano więc formaty większe lub zbiorcze, do konsumpcji na kilka razy, a nie impulsowe, które spożywa się zazwyczaj od razu po zakupie – mówi Marcin Rogowski.

Jak podkreśla ekspert Wedla, w krajach skandynawskich, Europie Środkowej i Zachodniej czy Stanach Zjednoczonych lody familijne i multipacki mają dużo większy, nawet 70-proc. udział w rynku. Dlatego marka zakłada, że większe formaty będą zyskiwać również w Polsce.

– U nas jeszcze do niedawna dominowały lody impulsowe, ale w tym roku zaczęło się to zmieniać. Zakładamy, że kategoria lodów w większych opakowaniach w Polsce będzie wciąż rosnąć, analogicznie do rynków zachodnich – mówi.

Co istotne, pandemia koronawirusa i związane z nią obostrzenia spowodowały nie tylko zmianę struktury sprzedaży pod względem formatów. Zmieniły się też dotychczasowe kanały sprzedaży. Marka Wedel podaje, że w czasie najbardziej restrykcyjnych obostrzeń związanych z COVID-19 sprzedaż lodów przez kanał e-commerce dynamicznie rosła. Producenci musieli się dostosować do nowych realiów. Na przykład w sieci Pijalni Czekolady E.Wedel, poza daniami i napojami z karty, w opcji dostawy przez Uber Eats pojawiły się również lody.

Wiele europejskich linii lotniczych przeżywa poważne turbulencje. Polski przewoźnik szuka w tym szansy na zdobycie nowych rynków

Ruch lotniczy powoli się odradza, ale jak podaje Międzynarodowe Stowarzyszenie Transportu Lotniczego, do stanu sprzed pandemii wróci najwcześniej za 4–5 lat. Spowolnienie powoduje poważne perturbacje na rynku. – Od marca w Europie zbankrutowało lub weszło w ochronę przed wierzycielami 39 linii lotniczych – mówi Andrzej Kobielski z Enter Air. Dla polskiego przewoźnika, który nawet w czasie pandemii i lockdownu nie zaprzestał działalności, to może oznaczać szansę na wejście na nowe rynki.

 Pandemia koronawirusa niestety nie oszczędziła większości branż, w tym branży przewozów lotniczych. To uderzenie było potężne. Straty branży w samej Europie liczone są w setkach miliardów euro. Grupa Lufthansy w ciągu 6 miesięcy straciła ponad 4 mld euro, podobnie IAC, czyli British Airways, oraz Air France KLM, gdzie straty sięgnęły 4,2 mld euro. To tylko trzy linie lotnicze, ale skoro w Europie mamy ich ponad 100, to łatwo sobie wyobrazić, o jakich kwotach mówimy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Kobielski, członek zarządu ds. handlowych w Enter Air.

W lipcu, po trzech miesiącach zamknięcia połączeń międzynarodowych, ruch lotniczy zaczął się powoli odradzać. Z danych Międzynarodowej Rady Portów Lotniczych (ACI) wynika, że ruch pasażerski na europejskich lotniskach był w lipcu o blisko 78 proc. mniejszy niż w analogicznym okresie 2019 roku. To jednak znacznie lepszy wynik niż w czerwcu, gdy spadek sięgał 93 proc. Międzynarodowe Stowarzyszenie Transportu Lotniczego (IATA) prognozuje, że powrót do stanu sprzed pandemii zajmie 4–5 lat. IATA ocenia, że w całym roku spadek popytu wyniesie 54 proc., a straty lotnictwa przekroczą 84 mld dol. Podobnie może być w 2021 roku, w dużej mierze ze względu na wstrzymane ruch między Europą a USA czy Chinami.

– Samo odmrożenie lotów nastąpiło, operować można, natomiast nadal zamknięcie takiego rynku, jakim jest rynek Ameryki Północnej powoduje, że większość przewoźników sieciowych nadal nie ma dokąd latać – zauważa Andrzej Kobielski. – To, co nas limituje, to decyzje poszczególnych państw o tym, że do danego kraju można bądź nie można polecieć, bądź można, ale jedynie z ważnym negatywnym testem na koronawirusa.

Najwięksi europejscy przewoźnicy wciąż liczą straty, ale wiele z nich może jednak skorzystać z rządowej pomocy. Przykładowo Lufthansa otrzymała pożyczkę w wysokości 6 mld euro (6,8 mld dolarów) z niemieckiego funduszu stabilizacji gospodarczej na dokapitalizowanie i kolejne 3 mld euro (3,4 mld dolarów)w ramach gwarancji państwa. Air France KLM otrzymał 7 mld euro od francuskiego rządu i 3,4 mld euro od Holandii.

– W Europie ten proces idzie dość szybko, linie dostawały doraźne pożyczki od rządu bądź gwarantowane przez rząd, a dalsze, większe transze są procedowane, bo muszą zostać zatwierdzone przez Komisję Europejską. W Polsce mamy tak naprawdę dwie liczące się linie lotnicze: przewoźnika sieciowego, czyli Polskie Linie Lotnicze LOT oraz Enter Air – druga największa linia lotnicza w Polsce. My tej pomocy jako takiej na razie nie dostaliśmy – wskazuje Andrzej Kobielski. – Liczymy na nią, wystąpiliśmy o nią, natomiast proces zatwierdzania jest długotrwały i czasochłonny.

Mimo wybuchu pandemii koronawirusa przychody Enter Air w I kwartale br. wzrosły o 11,8 proc. rdr. i wyniosły 207,1 mln zł. Jak wyjaśnia członek zarządu ds. handlowych, cały czas kondycja spółki jest bardzo dobra. To zasługa m.in. zmiany struktury kosztowej, wynegocjowania przesunięcia terminów płatności rat leasingowych i ograniczenia kosztów stałych do minimum. Poza tym przewoźnik wykonywał poza Polską rejsy repatriacyjne na zlecenie rządów innych państw, dlatego kryzys związany z pandemią dotknął go w nieco mniejszym stopniu niż inne linie.

– Staliśmy się stałym gościem w Afryce Środkowej, Afryce Południowej, do której dowoziliśmy pracowników platform wiertniczych, Czerwonego Krzyża, służby zdrowia i żołnierzy. To spowodowało, że w momencie otwarcia byliśmy już cały czas linią aktywną. Mieliśmy cashflow, który jest kluczem do przetrwania dla wszystkich przewoźników – tłumaczy Kobielski. – W tej chwili przewozy, które stanowią mniej więcej 40 proc. tego, co planowaliśmy, są realizowane

Polska linia planuje dalszy rozwój i wejście na inne rynki, zwłaszcza że mimo pandemii dysponuje wciąż taką samą flotą.

– Od marca w Europie zbankrutowało lub weszło w ochronę przed wierzycielami 39 linii lotniczych. Trudno powiedzieć, czy one przetrwają. Wierzymy, że mając cały czas taką samą flotę jak przed COVID-em, będziemy mieli szansę na wejście w rynki opuszczone przez linie lotnicze, które nie wytrzymają obecnej kryzysowej sytuacji – mówi Andrzej Kobielski.

Enter Air jest czwartą linią turystyczną w Europie pod względem floty, obecnie posiada 22 Boeingi 737-800 oraz dwa Boeingi 737-8 MAX. W połowie sierpnia Enter Air poinformował o porozumieniu z Boeingiem w kwestii odszkodowania za straty poniesione w wyniku uziemienia „Maxów” i przesunięcia dostaw czterech wcześniej zamówionych samolotów. Kolejne dwie maszyny miały się pojawić we flocie polskiej linii lotniczej na przełomie tego i następnego roku, ale strony uzgodniły, że nastąpi to ponad 2,5 roku później. Dostawy dodatkowych samolotów zaczną się za 6 lat. Po zrealizowaniu całego zamówienia za 7 lat Enter Air będzie miał we flocie 10 nowych boeingów.

Miliony złotych na wsparcie seniorów w czasie pandemii. Rząd wspiera domy opieki społecznej i rozwija projekty aktywizujących osoby starsze

Zmieniają się regulacje dotyczące pracy w całodobowych domach pomocy społecznej. – Wprowadziliśmy pracę rotacyjną, która pozwoli DPS-om przeorganizować pracę personelu – podkreśla Marlena Maląg, minister rodziny, pracy i polityki społecznej, dodając, że celem jest zapewnienie bezpieczeństwa podopiecznym i pracownikom, ale też niezakłócona działalność tych placówek. Do tej pory w ramach przeciwdziałania negatywnym skutkom epidemii koronawirusa ponad 370 mln trafiło na potrzeby DPSów. To tylko część działań, które rząd realizuje dla seniorów.

Wprowadziliśmy rozwiązania ustawowe, poza przygotowanymi na początku rekomendacjami. Przygotowując się do jesieni i ewentualnego wznowienia zachorowań, wprowadziliśmy ustawowo pracę rotacyjną, która pozwoli domom pomocy społecznej tak zorganizować prace personelu, aby nie dochodziło do zakażenia w domach pomocy społecznej – mówi agencji Newseria Biznes Marlena Maląg, minister rodziny, pracy i polityki społecznej.

Aby zapewnić ciągłość funkcjonowania DPS-ów, resort polityki społecznej zaproponował przede wszystkim zmianę systemu i rozkładu czasu pracy czy pracy w godzinach nadliczbowych (która będzie wymagała wcześniejszej zgody pracownika). Uregulowano także kwestię realizowania przez pracowników prawa do odpoczynku w wyznaczonym przez pracodawcę miejscu, bez możliwości jego opuszczania. Ministerstwo zaleca także ograniczanie kontaktów mieszkańców z osobami z zewnątrz oraz przeprowadzanie testów wśród pracowników oraz nowo przyjętych osób, a także ich czasowe odizolowanie.

Domy pomocy społecznej należą do zadań własnych jednostek samorządu terytorialnego. natomiast od samego początku epidemii koronawirusa w Polsce rząd wspierał samorządowców w realizowaniu tych zadań. Stąd przekazane środki ochrony indywidualnej, a także wsparcie finansowe – mówi Marlena Maląg.

Z unijnych środków w ramach priorytetów Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój, za które odpowiada ministerstwo rodziny, na wsparcie mieszkańców i kadry domów pomocy społecznej przeznaczono 327 mln zł. Z tego ponad połowa trafi do pracowników placówek jako dodatkowe wynagrodzenie. Dodatkowo z rezerwy celowej budżetu państwa do samorządów na wsparcie w prowadzeniu DPS-ów trafiło 50 mln zł.

Jak przekonuje minister, to tylko część wsparcia, na jakie mogą liczyć seniorzy w okresie pandemii.

– Należy zwrócić uwagę na świadczenia, które mają dodatkowy wymiar dla  seniorów. Z jednej strony trzynasta emerytura stanowi dodatkowe wsparcie, które pomaga im przetrwać ten trudny czas. Z drugiej strony to także wsparcie z ośrodków polityki społecznej, a także nowa inicjatywa – centra usług społecznych. To pilotażowe rozwiązanie, które ma powstać w 30 miastach. Przeznaczymy 100 mln zł, aby wspierać seniorów – wymienia Marlena Maląg.

Centrum usług społecznych ma być miejscem, w którym w razie potrzeby wszyscy mieszkańcy otrzymają kompleksowe wsparcie, a także informacje o usługach społecznych dla mieszkańcach gminy, nie tylko dotychczasowych podopiecznych pomocy społecznej. Zgodnie z zapowiedziami resortu, będzie służyć rozwojowi i integracji lokalnych usług społecznych.

– To także takie programy jak waloryzacja rent i emerytur na godnym poziomie, ale także ustawowo wprowadzenie trzynastej i zapowiedź czternastej emerytury, która została już przez rząd przygotowana i czeka na prace sejmowe. Tylko waloryzacja rent i emerytur oraz 13. emerytura w roku 2020 to ponad 22 mld zł – wylicza minister rodziny, pracy i polityki społecznej.

O ile „trzynastki” trafiają do ok. 8 mln seniorów (dane ZUS), o tyle „czternastkę” mają dostać tylko ci, których uposażenie wynosi do 120 proc. średniej emerytury. W przypadku pozostałych osób świadczenie ma być pomniejszane o taką kwotę, o jaką ich emerytura przekracza limit. Szacuje się, że takie pomniejszone świadczenia będą dotyczyć 10 proc. uprawnionych. Rząd zapowiada też, że waloryzacja emerytur ma zostać utrzymana co najmniej na poziomie 70 zł.

– Ale to niejedyne wsparcie w tym trudnym czasie. To także Rządowy Program na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych – program adresowany dla organizacji pozarządowych na projekty aktywizujące osoby starsze, z rehabilitacją. Rocznie przekazywaliśmy na ten cel 40 mln zł, zrealizowaliśmy ponad 1,9 tys. projektów, a 800 tys. osób zostało objętych wsparciem – wskazuje Maląg.

W ramach tegorocznej edycji projektu dofinansowanie otrzymały 304 projekty na łączną kwotę blisko 38 mln zł.

Wsparciem dla starszych osób jest też program Senior+. W jego ramach rozbudowywana jest sieć dziennych domów oraz klubów seniora. W latach 2015–2019 utworzono ponad 770 placówek Senior+, a istniejące placówki otrzymują dofinansowanie do działalności. Tylko w 2019 roku powstało 280 miejsc dla seniorów.

Innym rządowym wsparciem jest program Opieka 75+, który zwiększa dostępność usług opiekuńczych, w tym specjalistycznych, dla seniorów powyżej 75. roku życia z małych gmin do 60 tys. mieszkańców.

 Te wszystkie środki z polityki społecznej przekazywane na politykę prorodzinną, nie tylko dla seniorów, ale także dla rodzin z małymi dziećmi, to 4 proc. produktu krajowego brutto. W 2015 roku były one na poziomie 1,8 proc. PKB – zaznacza Marlena Maląg. – Systemowe rozwiązania dla seniorów będą dalej przez nas wprowadzane i są wyzwaniem na kolejne lata. Mają one odzwierciedlenie w strategii polityki senioralnej do 2030 roku „Bezpieczeństwo. Uczestnictwo. Solidarność”.

Szpitale dziecięce będą bardziej innowacyjne i przyjazne dla małych pacjentów. Problemem jest nadmiar procedur i biurokracji

Wizyty pacjentów i ich rodzin w szpitalach dziecięcych wiążą się z dużym stresem, związanym nie tylko ze stanem zdrowia dziecka, lecz również wszystkimi procedurami administracyjnymi, które towarzyszą przyjęciu i leczeniu. Eksperci Fundacji K.I.D.S. podkreślają, że dziecięcy szpital przyszłości powinien być miejscem bardziej przyjaznym dla pacjentów i personelu. – Chcemy do tych placówek wprowadzać technologie, do których przyzwyczailiśmy się w życiu codziennym, żeby kontakt z pacjentem, jego przyjęcie do szpitala oraz pobyt w poradni przebiegały zgodnie z najwyższymi standardami medycznymi, ale również były jak najmniej obarczone stresem oraz zbędną papierologią – mówi dr n. med. Marek Migdał, dyrektor Instytutu Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka i przewodniczący Rady Fundacji K.I.D.S.

Wprowadzanie światowych standardów dziecięcych szpitali do Polski wymaga zmian, które ułatwią kontakt pacjenta z placówką oraz zmniejszą do minimum stres związany z pobytem w szpitalu.

Chcemy wdrażać nowe technologie, do których przyzwyczailiśmy się już w naszym codziennym życiu, a których wciąż brakuje w szpitalach. Na przykład bezpośredni kontakt z bankiem nie musi się już odbywać osobiście, wiele rzeczy można zrobić przez internet. W szpitalu też możemy wiele aspektów usprawnić, żeby pacjent bez problemu mógł znaleźć odpowiednią placówkę, poradnię, lekarza czy oddział – mówi agencji Newseria Biznes dr n. med. Marek Migdał, dyrektor Instytutu Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka i przewodniczący Rady Fundacji K.I.D.S. (Klub Innowatorów Dziecięcych Szpitali).

Podobne usprawnienia to jeden z elementów „Dziecięcego szpitala przyszłości”, o którym mówi raport przygotowany przez ekspertów K.I.D.S. Fundacja obserwowała sytuację placówek medycznych w Polsce i za granicą. Na tej podstawie powstał raport, który identyfikuje obszary zmian w szpitalach i proponuje nowoczesne rozwiązania. Kluczowe obszary, które zostały wyróżnione w raporcie, to m.in. digitalizacja, zintegrowana opieka, rozwiązania telemedyczne oraz nastawienie na poprawę doświadczeń pacjenta i pracownika.

Badania do raportu były prowadzone m.in. w Centrum Zdrowia Dziecka. Pacjenci i ich rodziny zwracali przede wszystkim uwagę na to, żeby jak najwięcej informacji otrzymywać jeszcze przed przyjazdem do szpitala i jak najwięcej formalności załatwić z domu.

Zgłaszali m.in. to, że dużo czasu zajmują procedury administracyjne i wszystkie czynności, które trzeba wykonać, zanim dziecko dostanie się w ręce personelu medycznego. Chodzi m.in. o dane, na podstawie których sprawdzamy i potwierdzamy, czy pacjent ma uprawnienie do korzystania z bezpłatnych świadczeń, finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Rodzice często się w nich mylą albo zapominają zabrać dokumenty z domu. A każdy błąd sprawia, że NFZ nie rozlicza danego świadczenia – mówi przewodniczący Rady Fundacji K.I.D.S.

Dziecięcy szpital przyszłości powinien być przyjazny pacjentom i ich rodzinom. Ale musi być także przyjazny dla pracowników, czyli żeby mieli oni odpowiednie przygotowanie i narzędzia do tego, żeby jak najlepiej i najbardziej zrozumiale komunikować się z pacjentami i ich rodzicami.

Czasami musimy przekazywać rodzicom bardzo trudne informacje o tym, że dziecko wymaga specjalistycznego, długotrwałego leczenia. Jednak wiedza medyczna jest tak skomplikowana, że rodzice mają problem z jej zrozumieniem  tłumaczy dr Marek Migdał.

W tym obszarze pomogłyby takie rozwiązania jak np. zamieszczenie części informacji na stronach internetowych szpitali czy aplikacje dla pacjentów i rodziców, gdzie każdy z poziomu smarftona mógłby znaleźć dodatkowe informacje przekazane prostym językiem.

Potrzebujemy też narzędzi ułatwiających rejestrację, ustalenie dokładnej godziny przyjęcia do poradni czy szpitala, ale także usprawniających wszelkie działania już na terenie szpitala oraz po powrocie pacjenta do domu – mówi dyrektor Instytutu Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka.

Jednym z głównych problemów wszystkich szpitali w Polsce są luki kadrowe oraz niedostateczne dofinansowanie. Nie inaczej jest w placówkach wyspecjalizowanych w leczeniu dzieci.

Wysoko specjalistyczne szpitale pediatryczne, które nie prowadzą świadczeń w innych obszarach medycyny, mają jeszcze większy problem z dofinansowaniem, dlatego że niektóre procedury pediatryczne są niedoszacowane przez NFZ, a koszty często są wyższe. Na przykład dorosła osoba, która poddaje się badaniu rezonansem magnetycznym, nie potrzebuje znieczulenia, natomiast u dziecka musimy przeprowadzić głęboką sedację albo znieczulenie, żeby mogło wytrzymać 40 minut bez ruchu. Obie te procedury są tak samo wyceniane, więc w przypadku takiego dziecka musimy dokładać kilkaset złotych – mówi dr Marek Migdał.

Pandemia przyspieszyła wprowadzenie innowacji do branży eventowej. Przyszłością jest sztuczna inteligencja i sterowanie wydarzeniami za pomocą fal mózgowych

COVID-19 spowodował gigantyczne straty w niemal każdej branży. Koronawirus szczególnie dotknął branżę eventową. Zgodnie z szacunkami firmy PredictHQ odwołanie tylko 10 największych wydarzeń technologicznych spowodowało straty przekraczające miliard dolarów. Dlatego coraz częściej organizacja wydarzeń przenosi się do świata online. Na znaczeniu zyskują technologie rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości. – Przyszłością branży jest sztuczna inteligencja – przekonuje Jakub Ćwikliński, wiceprezes agencji eventowej El Padre.

– W eventach online pojawiło się bardzo dużo nowych technologii. Były one oczywiście znane już dotychczas i szeroko wykorzystywane, aczkolwiek dzięki pandemii zyskały nowe życie i dają dużo większe możliwości. Głównie mówimy tu o wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jakub Ćwikliński

Kryzys związany z koronawirusem wymusza na firmach eventowych niestandardowe podejście do komunikacji i organizacji eventów. W wyniku odwołania tylko 10 największych wydarzeń technologicznych bezpośrednie straty przekraczają 1 mld dol. (szacunki PredictHQ). Największą stratę, blisko 0,5 mld dol., przyniosło odwołanie technologicznego eventu Mobile World Congress w Barcelonie.

Rośnie z kolei zapotrzebowanie na organizację eventów online. Niektóre firmy, takie jak Microsoft i Apple, szybko  zdecydowały, że zamiast anulować duże wydarzenia dla programistów przestawią je na format dostępny tylko online. To zaś sprawia, że na znaczeniu w branży eventowej zyskują nowe technologie, wcześniej stosowane marginalnie lub tylko przy większych wydarzeniach. W dobie pandemii koronawirusa stały się niemal codziennością.

–  W przypadku VR dajemy uczestnikom możliwość przeniesienia się w przestrzeń, którą dla nich przygotowaliśmy. Wiele badań mówi o tym, że ludzie, którzy zakładają okulary VR-owe, twierdzą, że to, co się działo w VR, było ciekawsze i bardziej rzeczywiste niż to, co jest na żywo. Rozszerzona rzeczywistość, czyli umieszczanie obiektów trójwymiarowych w przestrzeni, których fizycznie nie ma, też jest teraz bardzo mocno eksploatowana. To nie tyle odkrywane, ale wdrażane do świata eventów rozwiązania, które wcześniej były albo bardzo drogie, albo bardzo trudne w realizacji – tłumaczy, wiceprezes agencji eventowej El Padre.

Wirtualna i rozszerzona rzeczywistość umożliwiają przeprowadzenie największych wydarzeń eventowych praktycznie z jednego studia. Uczestnicy mają wrażenie, jakby faktycznie byli podczas imprezy, mogą przy tym korzystać z dodatkowych rozwiązań, np. przybliżać określone punkty, dopasowywać otoczenie do własnych potrzeb i samemu zmieniać doświadczenie.

– Wydarzeń online będzie dużo więcej, a rozwiązania w nich zastosowane będą adaptowane do zwykłych wydarzeń jako te atrakcyjne, które pojawiły się teraz z olbrzymią mocą. Dlatego myślę, że rozszerzona czy wirtualna rzeczywistość będą na pewno bardzo mocno eksploatowane. Do tego na pewno dojdzie sterowanie głosowe, sterowanie falami mózgowymi czy sterowanie podczerwienią – wymienia ekspert.

O ile rozszerzona i wirtualna rzeczywistość były już stosowane w branży eventowej, o tyle przyszłością jest sztuczna inteligencja.

Pierwsze testy pokazały, że sztuczna inteligencja może całkowicie zmienić doświadczenie uczestnika wydarzenia. Kamery na podstawie mimiki twarzy wywnioskują, które elementy przykuwają uwagę i są przyjemne dla użytkownika, a które wzbudzają jego niechęć. Falami mózgowymi można już sterować protezami czy wózkami, w przyszłości będzie można samemu stworzyć atrakcyjne wydarzenie. W przyszłości także VR i AR szerzej wejdą do świata rozrywki, a ich zastosowań nie można jeszcze w pełni przewidzieć.

– Kilkadziesiąt lat temu mieliśmy grę Pong z dwoma prostokątami i odbijaną piłeczką, dzisiaj mamy gry komputerowe, w których trudno odróżnić rzeczywistość od świata wirtualnego. Jeśli więc przyjmiemy, że nastąpi rozwój nowych technologii w branży eventowej, a nastąpi, to możemy się spodziewać, że w pewnym momencie trudno będzie odróżnić to, co się dzieje w świecie wirtualnym, od tego, co w świecie rzeczywistym. Klienci i organizatorzy eventów będą chcieli dostarczyć jak najwięcej takich doświadczeń swoim odbiorcom – zapowiada Jakub Ćwikliński.

Inteligentne zegarki i opaski mogą pomóc w śledzeniu koronawirusa. Umożliwi to nowa specyfikacja łączności Bluetooth

Aplikacje na smartfony są szeroko stosowane w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się koronawirusa. Kraje opracowują je, aby śledzić jego rozprzestrzenianie się. Aplikacje działają jednak wyłącznie na smartfonach, z których część osób w ogóle nie korzysta. Dlatego Bluetooth SIG, który zarządza standardem Bluetooth, ogłosił, że trwają prace nad dołączeniem do systemów śledzenia koronawirusa wszystkich inteligentnych urządzeń na ciało – opasek czy zegarków.

– Istnieje kilka grup populacji, które mają kluczowe znaczenie dla zarządzania rozprzestrzenianiem się chorób takich jak COVID-19, a nie korzystają szeroko ze smartfonów. To stanowi wyzwanie dla systemów powiadamiania o narażeniu opartych na smartfonach – wskazuje Elisa Resconi, profesor fizyki na Uniwersytecie Technicznym w Monachium.

Dlatego też Bluetooth Special Interest Group (SIG), odpowiedzialna za zdefiniowanie nowych standardów Bluetooth, ogłosiła niedawno, że pracuje nad nową specyfikacją BLE, która umożliwi śledzenie kontaktów z osobami zakażonymi koronawirusem na wszystkich inteligentnych urządzeniach do noszenia.

Obecnie system powiadamiania o narażeniu (ENS) firmy Google i Apple do śledzenia kontaktów COVID-19 na smartfonach opiera się na technologii Bluetooth Low Energy (BLE). Wykorzystuje nowy podzbiór specyfikacji BLE „Usługa wykrywania kontaktów BLE”, zaprojektowany przez te dwie firmy. Dodatkowo wiele krajów tworzy własne aplikacje do stworzenia mapy potencjalnych zakażeń i systemów alarmujących. Wszystkie jednak opierają się na smartfonach, tym samym nie obejmują części społeczeństwa, która z nich nie korzysta, np. najmłodszych czy starsze osoby.

Jeśli aplikacje śledzenia koronawirusa udałoby się wdrożyć w inteligentnych urządzeniach do noszenia na ciele, system ostrzegania byłby znacznie bardziej precyzyjny. Dzięki Bluetooth takie informacje mogłyby zbierać inteligentne zegarki czy opaski monitorujące stan zdrowia starszych osób.

– Bardzo skuteczną metodą rozszerzenia zasięgu systemów ostrzegawczych o chorobach takich jak COVID-19 byłoby włączenie do nich urządzeń do noszenia, tzw. wearables – przekonuje Elisa Resconi.

Obecnie ponad 130 firm członkowskich Bluetooth zebrało się w nowej grupie roboczej Bluetooth SIG Notification Working Group (ENWG), aby zdefiniować metodę dodawania obsługi śledzenia kontaktów do urządzeń do noszenia przy jednoczesnym zachowaniu tej samej prywatności i ochrony, jaką zapewnia ENS.

– To niezwykle inspirujące widzieć współpracę społeczności Bluetooth w poszukiwaniu i tworzeniu innowacyjnych sposobów wykorzystania tej technologii w celu rozwiązania problemu pandemii COVID-19 – mówi Mark Powell, dyrektor generalny Bluetooth SIG.

Do tej pory na całym świecie potwierdzono ponad 24 mln przypadków zakażeń wirusem SARS-CoV-2.

Sheth Madhav obejmie stanowisko CEO realme w Europie i Indiach

  • Madhav Sheth zostanie Wiceprezesem realme oraz CEO realme w Europie i Indiach
  • Madhav, który stoi za sukcesem realme w Indiach, będzie odpowiedzialny za wdrażanie strategii i rozwój marki na Starym Kontynencie

realme, najszybciej rozwijająca się marka smartfonów na świecie, informuje, że Madhav Sheth zostanie nowym CEO realme w Europie. Sheth obejmie stanowisko Wiceprezesa realme, oprócz przejęcia kierownictwa nad działaniami w Europie, pozostanie CEO realme w Indiach.

Od tego momentu, Madhav będzie  zarządzał wszystkimi działaniami marki na rynku,  wyznaczał strategię i kierunki rozwoju w obszarze korporacyjnym i produktowym, a także odpowiadał za kreowanie wizerunku i reputację realme.

W 2017 roku Madhav dołączył do OPPO jako Dyrektor ds. Sprzedaży i pełniąc to stanowisko odgrywał kluczową rolę w rozwoju kanałów sprzedaży offline. Dzięki wypracowaniu świetnych wyników, w maju 2018 roku dołączył do założyciela realme Sky Li, aby wprowadzić tę markę na rynek w Indiach.

Jego zaangażowanie i wysiłek zaprowadziły realme na drugie miejsce największych marek telefonów pod kątem sprzedaży online oraz czwarte w rankingu producentów smartfonów ogółem w Indiach.

Sheth  został wyróżniony prestiżowymi nagrodami w Indiach, takimi jak “Technologiczna osobowość roku” przez Dainika Jagrana czy “40 under 40” – plebiscyt organizowany przez  Business World.

“Jestem podekscytowany tym, że będę pełnił rolę CEO również w Europie. Ten rynek jest dla nas kolejnym kluczowym etapem rozwoju, po tym ja udało się nam osiągnąć sukces na rynkach azjatyckich. Ściśle współpracujemy z naszymi partnerami aby mocno zaznaczyć naszą obecność, zarówno offline, jak i w kanałach online.” – mówi  Madhav Sheth.

Jednym z celów Madhava na tym nowym etapie jest zapewnienie realme miejsca w gronie 5 największych producentów smartfonów w Europie, w obydwu kanałach sprzedaży, offline i online.

Świetne wyniki za pierwszą połowę 2020 roku

W lipcu realme osiągnęło liczbę 40 milionów użytkowników. Firma kontynuuje globalny rozwój i jest aktualnie obecna na 59 rynkach na całym świecie, z wyłączeniem Ameryki Północnej. Dodatkowo, realme znalazło się na 7 miejscu światowej klasyfikacji producentów smartfonów za pierwszy kwartał 2020 roku.  Te dane to kolejny wyznacznik szybkiego rozwoju marki.

Dodatkowo, Firma może pochwalić się aż 11% wzrostem w drugim kwartale – jest to jedyny dwucyfrowy wynik wśród największych marek. . Poinformowano również, że realme jest obecnie w TOP 4 marek smartfonów w Tajlandii, Indiach, Kambodży i Egipcie, a także w TOP 5 w Birmie, Indonezji, Wietnamie, na Filipinach i Ukrainie.

O realme

realme to marka technologiczna, specjalizująca się w produkcji smartfonów i produktów IoT o najwyższej jakości, najlepszym designie i wydajności. realme zajmuje 7 miejsce na świecie jako producent tego typu sprzętu i znajduje się w oficjalnym zestawieniu największych marek smartfonów według globalnych statystyk. W 2019 r. sprzedaż produktów realme na świecie osiągnęła poziom 25 milionów, notując przy tym 808% wzrost w porównaniu z rokiem poprzednim. Ten wynik plasuje realme na pierwszym miejscu wśród producentów, czyniąc z niego najszybciej rozwijającą się markę smartfonów na świecie. Kamieniem milowym obecności marki w tym rejonie jest 1 milion sprzedanych telefonów w ciągu zaledwie 3 dni w samych Indiach, gdzie realme jest obecnie jedną z 4 najlepiej sprzedających się marek. W lipcu 2020 roku realme osiągnęło pułap 40 milionów sprzedanych smartfonów i znajduje się w TOP5 pod kątem sprzedaży na 9 rynkach. Firma działa obecnie na 59 rynkach na całym świecie. 2 kwietnia 2020 roku realme weszło na polski, stając się z miejsca jednym z najważniejszych graczy w branży.

Provema spłaca w terminie kolejne obligacje

Provema Sp. z o.o. w terminie spłaca swoje obligacje serii C i D. Spółka kontynuuje prace nad rozwojem algorytmów sztucznej inteligencji służących do oceny ryzyka kredytowego. Jednocześnie umacnia swoją pozycję na rynku pożyczek konsumenckich. Rynkowy sukces firmy jest efektem automatyzacji kluczowych procesów biznesowych, dzięki którym możliwy jest radykalny spadek kosztów operacyjnych przy jednoczesnym spadku szkodowości udzielanych pożyczek.

Jak mówi Bartosz Tomczyk – przewodniczący rady nadzorczej polskiego fintechu, kłopoty dotykające tradycyjną branżę bankową w związku z obecnym kryzysem gospodarczym, nie dotyczą większości przedsiębiorstw z sektora innowacyjnych technologii finansowych. Dzięki niskim kosztom operacyjnym, sprawnym wykorzystywaniu internetowych kanałów marketingowych i sprzedażowych oraz umiejętności szybkiego dostosowania oferty do potrzeb klientów, zdobywają one coraz większy udział w rynku kosztem sektora bankowości tradycyjnej.

Zdaniem Tomczyka przyszłość rynków finansowych należy do przedsiębiorstw, które będą w stanie wypracować strategię łączącą zalety tradycyjnych banków i innowacyjnych startupów finansowych. Siła kapitałowa tradycyjnych banków powinna być połączona z charakterystyczną dla fintechów umiejętnością operowania w warunkach podwyższonego ryzyka.

Provema to firma o stuprocentowo polskim kapitale, rozwijająca się dzięki środkom własnym, zyskowi z działalności operacyjnej oraz środkom pozyskanym od inwestorów.

Cisco ogłasza chęć przejęcia firmy BabbleLabs, której technologia pozwala niwelować hałasy podczas telekonferencji

  • Pozyskana wraz z przejęciem BabbleLabs technologia niwelowania hałasu i poprawy jakości rozmowy przyczyni się do ulepszenia doświadczeń użytkowników podczas spotkań wideo za pośrednictwem Cisco Webex, niezależnie od tego, gdzie się znajdują i z jakiego urządzenia korzystają.
  • Przejęcie stanowi element strategii Cisco, zakładającej rozwój i pozyskiwanie technologii, dzięki czemu firma kontynuuje wdrażanie inteligentnych rozwiązań w platformie Cisco Webex, pomagając użytkownikom w bardziej produktywnej pracy.
  • Wdrożenie technologii przyczyni się do zapewnienia prywatności klientów i bezpieczeństwa w chmurze (w myśli zasady „security by design”). Zakłócenia będą niwelowane u źródła (po stronie użytkownika, który je wywołuje).

Hałasy w tle podczas telekonferencji rozpraszają uczestników i stanowią jeden z głównych problemów współczesnych środowisk pracy. Chcąc pomóc użytkownikom zniwelować zakłócenia, takie jak szczekanie psa, odgłosy kosiarki czy alarm samochodowy, Cisco ogłosiło chęć przejęcia prywatnej firmy BabbleLabs, Inc. z siedzibą w Campbell, w Kalifornii.

BabbleLabs wykorzystuje sztuczną inteligencję do odróżniania mowy ludzkiej od innych odgłosów, co wpływa na poprawę jakości telekonferencji. To coś więcej niż zwykłe tłumienie hałasu.

Technologia BabbleLabs:

  • Rozróżnia mowę od hałasów w tle;
  • Usuwa hałas w tle w czasie rzeczywistym;
  • Poprawia jakość rozmów i usprawnia komunikację, niezależenie od języka w jakim jest prowadzona.

Jak wynika z globalnego badania Cisco* dotyczącego przyszłości pracy, 98% pracowników przyznaje, że doświadczyło zakłóceń podczas spotkań wideo pracując z domu, co było dla nich frustrujące. Niechciany hałas w tle znalazł się na szczycie listy najbardziej frustrujących czynników, które mogą wystąpić podczas telekonferencji.

Dzięki technologii BabbleLabs, Cisco wprowadzi funkcję redukcji szumów do swojego portfolio produktów do współpracy. Najpierw firma skoncentruje się na integracji BabbleLabs, aby zapewnić użytkownikom Cisco Webex najlepsze możliwe doświadczenia audio, niezależnie od tego, gdzie się znajdują i w jaki sposób łączą się z aplikacją Webex (np. w sali konferencyjnej, czy poprzez urządzenie mobilne). BabbleLabs wpisuje się w strategię Cisco koncentrującą się na bezpiecznej współpracy dzięki temu, że dźwięk przetwarzany jest w 100 procentach u źródła, czyli po stronie użytkownika. W ten sposób BabbleLabs spełnia restrykcyjne wymogi dotyczące bezpieczeństwa danych w myśl zasady „security by design”, które stanowią podstawę kultury bezpieczeństwa Cisco.

„Udane spotkanie wymaga dźwięku dobrej jakości” – powiedział Jeetu Patel, starszy wiceprezes i dyrektor generalny Cisco Security and Applications Business Unit. „Niezmiernie cieszymy się, że możemy powitać zespół wysoko wykwalifikowanych inżynierów BabbleLabs. Ich technologia zapewni naszym klientom kolejne istotne ulepszenie – automatyczne redukowanie niepożądanego hałasu. Wszystko po to, aby zagwarantować wyjątkowe wrażania podczas spotkań Webex”.

„Cieszymy się, że stajemy się częścią Cisco Collaboration Group” – powiedział Chris Rowen, dyrektor generalny i współzałożyciel BabbleLabs. „Zespół Cisco podziela naszą pasję do rozmowy, która jest podstawą współpracy i komunikacji. Platforma do współpracy firmy Cisco pozwoli nam szybko przeskalować naszą wyjątkową technologię ulepszania mowy dla setek milionów użytkowników Webex”.

Najważniejsze informacje:

  • Zakończenie procesu akwizycji zaplanowano na pierwszy kwartał 2021 roku fiskalnego Cisco, pod warunkiem spełnienia zwyczajowych warunków zamknięcia transakcji i uzyskania wymaganych zezwoleń regulacyjnych.
  • Po sfinalizowaniu transakcji zespół BabbleLabs dołączy do kierowanej przez Javeda Khana Cisco Collaboration Group, która jest częścią działu Cisco Security and Applications Business, prowadzonego przez Jeetu Patela.
  • Rozwiązaniom do współpracy od Cisco zaufało 95% firm z listy Fortune 500.

Przejęcie firmy BabbleLabs opiera się na inwestycjach Cisco dokonywanych w obszarze technologii sztucznej inteligencji w ciągu ostatnich trzech lat – wszystkie one mają na celu zwiększenie bezpieczeństwa, efektywności i produktywności komunikacji. Firma Cisco jest wyjątkowo skoncentrowana na usprawnianiu każdego etapu codziennej pracy. Dotyczy to m.in.: dostarczania kluczowych informacji osobom, które biorą udział w spotkaniach przed ich rozpoczęciem oraz możliwości dowiedzenia się kto będzie w nich uczestniczył. Co więcej, w trakcie spotkań użytkownicy mogą cieszyć się zoptymalizowanym dźwiękiem i obrazem, korzystać z ustawień niestandardowego tła w dowolnym systemie operacyjnym, bezdotykowo przesyłać pomysły i pliki, automatycznie sporządzać notatki w formie audio-wizualnej i wysyłać je po zakończeniu rozmowy, czy na bieżąco prowadzić transkrypcję.

Dodatkowe źródła:

  • Więcej szczegółów znaleźć można we wpisie na blogu Javeda Khana, lidera Cisco Collaboration.
  • Wpis na blogu Chrisa Rowena, CEO oraz CFO w BabbleLabs.
  • By uzyskać więcej informacji na temat Cisco Webex, odwiedź stronę https://www.webex.com/.

* Wkrótce zostaną opublikowane wyniki ankiety poświęconej zmianom w środowisku pracy wywołanym przez COVID-19. W lipcu 2020 roku Cisco przeprowadziło badanie wśród 1 569 wykwalifikowanych respondentów na całym świecie – specjalistów z branży IT, HR oraz ekspertów w małych i większych przedsiębiorstwach, reprezentujących wszystkie szczeble zaawansowania zawodowego. Badanie objęło Chiny, kraje z regionu EMEA, Azji i Pacyfiku oraz Ameryki Północnej.

Ile kosztuje przygotowanie jabłek do sprzedaży?

Falę bankructw w branży handlu owocami i warzywami obserwujemy od lat. Bankrutują producenci, grupy producenckie, jak i firmy prywatne. Sytuacji sektora nie pomaga pandemia COVID-19 i rosnące wraz z nią koszty produkcji, transportu, czy pracy.

Jak informuje Unia Owocowa, obecny czas jest szczególnie trudny dla organizacji producenckich. Grupy obecnie dokładają wszelkich starań, by umożliwić podmiotom rentowne funkcjonowanie po okresie pandemii.

Czy sadownicy mogą zabezpieczyć się przed bankructwem? TAK, pod warunkiem, że sami sadownicy, jak i podmioty wprowadzające owoce do sprzedaży zaczną prawidłowo liczyć koszty. Zastosowanie się do poniższych zasad pozwoli na uzyskanie wyższych cen zarówno dla producentów, jak i grup producenckich, czy firm prywatnych.

Poniżej błędy, które prowadzą do braku rentowności z prowadzonej działalności:

  • Brak kosztów amortyzacji w cenach sprzedaży

To największy błąd w kalkulowaniu cen sprzedaży. Amortyzacja jest kosztem niepieniężnym, lecz bardzo ważnym. Duża część producentów oraz firm otrzymała wsparcie przy budowie obiektów czy przy zakupie maszyn oraz środków transportu. Niestety maszyny się zużywają
i wymagają serwisów, a budynki remontów. Nie uwzględniając w cenach sprzedaży kosztu amortyzacji, nie będziemy w stanie odtworzyć danego środka trwałego, co zagrozi dalszemu funkcjonowaniu gospodarstwa czy firmy.

Już w tej chwili wiele grup nie jest w stanie sortować owoców na jakość ze względu na zniszczone maszyny, których koszty napraw przewyższają możliwości finansowe producentów.

WSKAZÓWKA: Do 1 kilograma powinno się wkalkulowywać około 10 groszy kosztów amortyzacji.

  • Brak kalkulowania tzw. „rozważek”

Struktura sprzedaży w ostatnich latach zmienia się w stronę mniejszych opakowań. Głównymi klientami stają się sieci handlowe z dużą ilością indeksów. Jabłko jest konfekcjonowane i sprzedawane w opakowaniach od 1 kg do 6-7 kg.

Zarówno przepisy, jak i klienci wymagają, aby w opakowaniach była minimum wymagana waga netto, więc podczas produkcji w każdym opakowaniu znajduje się więcej towaru, który jest oddawany bezpłatnie. Oczywiście, im mniejsze opakowanie, tym większa strata. I tak, dla przykładu: pakując torbę 1 kg na każdym opakowaniu mamy średnią stratę około 10 dekagramów, co daje 10% wartości sprzedaży.

W firmach „rozważka” to około 3% towaru, co przy średniej wielkości grupie sprzedającej około 20 tys. ton, daje rocznie ponad 600 tys. kg towaru, który został załadowany bez wynagrodzenia.

WSKAZÓWKA: Do 1 kg powinno się kalkulować od 3 do 5 groszy kosztów „rozważki” w zależności od cen surowca.

  • Brak kalkulowania tzw. „wysuszek”

Średni czas rotacji jabłka w magazynie to około 30 dni. W tym okresie około 1% masy jabłek wyparowuje, co przy średniej firmie daje ubytek w postaci 200 000 kg rocznie.

WSKAZÓWKA: Do 1 kg powinno się kalkulować około 1-2 groszy w zależności od cen surowca.

  • Brak kalkulowania zwiększonej ceny zakupu przy sprzedaży jabłek o wyższych parametrach

W związku w ciągłym podnoszeniem poprzeczek jakościowych przez odbiorców, owoce jakie są sprzedawane to tzw. „szyneczka” (owoce klasy premium). Aby je pozyskać, należy przesortować dwa razy więcej towaru. Otrzymany odpad jest praktycznie niesprzedawalny albo sprzedawalny w cenie drugiej klasy lub do przemysłu.

Aby sprzedać 100 kg Ligola o wybarwieniu minimum 40% i kalibrze 75/85, musimy przesortować przynajmniej 250 kg surowca, z którego większość później trafi do przemysłu lub zostanie sprzedana w cenach zakupu.

WSKAZÓWKA: Oznacza to, że tak wyselekcjonowany towar powinien być wyceniany przynajmniej dwukrotnie drożej.

  • Brak kalkulowania faktycznych kosztów pracy

Koszty liczone są często na podstawie krótkiego wycinka pracy, kiedy to wydajności są „sztuczne”. W całorocznym procesie sortowania i pakowania jest wiele przestojów, awarii, jak również występuje bardzo duża rotacja pracowników, którzy w konsekwencji często nie są odpowiednio wydajni. Szczególnie w dobie nadchodzących zbiorów i braku siły roboczej, koszty pracy znacząco wzrosną i należy brać to pod uwagę.

  • Brak kalkulowania kosztów dostaw owoców do stacji pakujących oraz zwrotu skrzyń

Czasy, kiedy to producent przywoził towar „na gotowo” kończą się. Każdego dnia musimy wywieźć skrzynie, a następnie zwieźć owoce do stacji pakujących. Samochody są nieefektywne przy takich kursach. W efekcie transport jest dużym składnikiem kosztów końcowych.

Średni koszt transportu to około 3-6 groszy do kg (w zależności od odległości).

  • Brak kalkulowania zwrotów i reklamacji

Ze względu na obrót świeżymi owocami, reklamacje i zwroty nie są rzadkością i stanowią codzienność działań operacyjnych. Aby normalnie funkcjonować, musimy brać je pod uwagę. W szczególności w stosunku do wielu firm handlowych, które tylko pełnią rolę pośrednika
i mają za zadanie zamknąć transakcję zawsze na plusie przerzucając ryzyko na dostawcę. Nie możemy zapominać, że sprzedajemy naturalny produkt, który potrafi się różnie zachować.

Przy marżach wynoszących czasami 1% może się okazać, że wartość reklamacji decyduje
o dalszym losie producenta/grupy producenckiej/firmy handlowej.

  • Brak kalkulowania kosztów chłodnictwa i przechowalnictwa

Aby zachować jakość sprzedawanego jabłka, powinniśmy bardzo wcześnie oferować towar
z kontrolowanej atmosfery. Przechowalnictwo bardzo zwiększa cenę surowca, w szczególności po podwyżkach cen energii sięgających 70%.

Do ceny jesiennej powinniśmy dołożyć koszty:

  • transportu zwozu owoców
  • skrzyń
  • logistyki magazynowej
  • zabezpieczeń przechowalniczych
  • amortyzacji komór
  • monitoringu jakości
  • energii
  • zaangażowania finansowego do jesiennego zakupu
  • dużo większego odpadu produkcyjnego liczonego od wszystkich wyżej wymienionych kosztów
  • kilkuprocentowej wysuszki.

 

  • Brak kalkulowania w cenach sprzedaży kosztów certyfikacji

Większe wymagania w stosunku do bezpieczeństwa naszych jabłek powodują, że
w strukturze kosztów firmy certyfikacje i badania stanowią coraz większą pozycję. Integrowana produkcja, Global Gap, HACCAP, BRC, badania laboratoryjne, firmy doradcze. Szkolenia to w średniej wielkości grupie wydatek na poziomie przynajmniej 300 000 zł rocznie.

WSKAZÓWKA: Do kilograma powinno się doliczać dodatkowe 1-2 grosze.

Oczywiście do powyższych kosztów dochodzą stałe koszty związane z: podatkami lokalnymi, administracją, produkcją, magazynowaniem, utrzymaniem ruchu, handlem, ubezpieczeniami itp.

Na załączonej grafice widnieje kalkulacja wyprodukowania jednego kilograma jabłka o wysokich wymaganiach jakościowych i wąskiej specyfikacji (jabłko klasy premium w kartonie 7 kg). Cena nie uwzględnia kosztów transportu oraz wielu innych mniejszych kosztów wynikających z prowadzenia działalności gospodarczej, chociażby takich jak nieuregulowanie należności przez kupującego.

Poniżej informacja jak liczą Włosi, Belgowie, Niemcy – poziom cen można określić dodając do ceny surowca kwotę:

  • Jabłko luz – 0,18 EUR/kg
  • Jabłko podwójna wytłoczka – 0,21 EUR/kg
  • Jabłko pojedyncza wytłoczka – 0,23 EUR/kg
  • Jabłko torba – 0,17 EUR/kg
  • Jabłko tacka – 0,25 EUR/kg

Powyższa kalkulacja jest jedynie wzorem przedstawiającym sposób ustalania ceny. Ponadto finalna cena jest regulowana poprzez wiele innych elementów, takich jak m.in. jakość, wybarwienie, rynki zbytu.

Można powiedzieć, że w Polsce mamy niższe koszty pracy i to prawda, lecz sadownicy powinni przyjmować takie stawki jak w/w, ponieważ mamy przynajmniej dwukrotnie mniejszą wydajność. We Włoszech sześcioosobowy zespół na linii pakuje około 4400 kg jabłka na godzinę,
a w Polsce 1800-2200 kg i to przy dobrym surowcu.

Należy przyznać, że w przeciągu ostatnich 5 lat wielu producentów dostrzegło swoje błędy i zaczęło liczyć swoje koszty.

Przed nadchodzącym sezonem warto jeszcze raz przyjrzeć się rosnącym kosztom i zadać sobie pytanie – czy moje gospodarstwo, czy moja firma będzie jeszcze funkcjonować za rok? Jeżeli nieumiejętnie liczymy koszty, to ktoś za to będzie musiał zapłacić. Czy to będzie producent lub firma? Na pewno nie klient – i będzie miał rację.

200 miliardów USD w kieszeni. Taki rekord ustanowił właśnie Jeff Bezos

W 1994 roku, Jeff Bezos musiał odpowiedzieć na pytanie, jakie zadał mu jego pierwszy inwestor – własny ojciec. Senior rodu Bezosów, zanim przekazał mu 250 tys. USD zapytał: “A czym właściwie jest ten cały internet?” Z końcem sierpnia 2020, majątek właściciela serwisu Amazon, przekroczył magiczną barierę 200 mld USD. Czyni go to nie tylko najbogatszą osobą na świecie, ale i pierwszą, która osiągnęła ten pułap. Co można zrobić z taką kwotą?

Od handlarza książkami do najbogatszego człowieka na Ziemi – to historia tak imponująca, że niemal nierealna. A jednak, dzięki rewolucji internetowej i intensyfikacji naszej aktywności w sieci, którą spotęgował między innymi globalny lockdown, Jeff Bezos, osiągnął wszystko, o czym może marzyć biznesmen.

Analitycy magazynu Forbes od dłuższego czasu bacznie obserwują to, jak zmienia się wartość największej platformy marketplace na świecie: Amazon. Dzięki rosnącemu popytowi na zakupy w sieci, wartość wyceny amerykańskiego giganta e-commerce wynosi dziś ponad 1.7 bln USD. Rezonuje to na wielkość majątku Jeffa Bezosa, który aktualnie posiada około 54 mln udziałów w utworzonej przez siebie firmie.

Właściciel światowego hegemona e-commerce święci triumfy. Mawia się, że rynek nie cierpi pustki i zawsze zmierza do równowagi. Podobnie jest w przypadku handlu. Wydawać by się mogło, że zamknięte centra handlowe i butiki zniszczą detalistów. Owszem, ale tylko tych, którzy swoją działalność opierają głównie na fizycznych punktach sprzedaży. Jak pokazuje przykład Amazona, firmy wciąż mogą zarabiać i się bogacić. Jedne drzwi się zamykają, a w ich miejsce otwierają się kolejne. Biznes musi mieć oczy szeroko otwarte. Dla wielu firm jedynym ratunkiem przed kryzysem jest ekspansja do internetu – mówi Sascha Stockem, CEO Nethansy, która ściśle współpracuje z Amazonem i wspiera biznes w rozpoczęciu działalności na tej międzynarodowej platformie handlowej.

Bogaty jak…

56-latek jest pierwszą osobą na świecie, której udało się zgromadzić fortunę o wartości 200 mld USD. Najbogatszy człowiek świata – to brzmi dumnie. Jednak co to właściwie znaczy?

Według danych opublikowanych przez NBP, aktywa rezerwowe, jakie zgromadziła Polska, wynoszą dziś około 120 mld USD – możemy nazwać to czymś w rodzaju oszczędności państwowych. Kwota ta wydaje się astronomiczna, tak długo jak nie zestawimy tego z majątkiem Amerykanina Jeffa Bezosa, który wynosi prawie 2 razy więcej.

To kwota tak duża, że mimo iż 26 sierpnia, w oficjalnym oświadczeniu ujawniono, że Bezos przekazał  nieujawnionej organizacji non-profit 7548 akcji Amazona o łącznej wartości około 26 mln USD, to jego majątek wciąż wyceniany jest na 205 mld USD.

Szacuje się, że najbogatszy Polak, Michał Sołowow zgromadził kapitał w wysokości nieco ponad 4 mld USD. Za tę kwotę można by wybudować np. siedem Stadionów Narodowych, co pozwoliłoby nam na samodzielną realizację międzynarodowego turnieju w piłce nożnej. Brzmi imponująco? To wciąż niewiele w porównaniu z majątkiem Amerykanina, który zgromadził… 50 razy tyle!

To astronomiczna wartość, nawet jak na międzynarodowe warunki. Założyciel i dyrektor generalny Amazona posiada majątek większy o prawie 90 mld USD od drugiego na liście najbogatszych ludzi na świecie, Billa Gatesa.

Gdyby pewnego dnia Jeff Bezos nie miał akurat, gdzie się podziać to za kwotę 3 mld USD mógłby sobie kupić np. pałac Buckingham. Okazuje się, że właściciel Amazona jest w stanie zarobić więcej w ciągu zaledwie jednego dnia! Oczywiście sam pałac nie jest na sprzedaż, ale dokładnie tyle według agencji nieruchomości Foxtons, wynosi szacunkowa wartość najsłynniejszego brytyjskiego symbolu rodziny królewskiej.

Bogatszy niż ktokolwiek wcześniej

Nawet uwzględniając inflację, Forbes uważa, że majątek Bezosa jest największy, jaki kiedykolwiek zgromadzono. Osobą, która była najbliżej tego wyniku, był obecny drugi najbogatszy człowiek na świecie – Bill Gates. U szczytu bańki internetowej, kiedy Microsoft osiągnął swój szczyt w 1999 r., wartość majątku Gatesa przekroczyła 100 mld USD, co uwzględniając inflację i warunki ekonomiczne, dziś wynosiłoby około 158 mld USD.

Co ciekawe – nic nie wskazuje na to, by wartość ta miała przestać rosnąć. Zmiana nawyków konsumenckich, dla której katalizatorem był koronawirus, spowodowała, że od początku roku akcje Amazon wzrosły o prawie 80%. A wraz z tym pęczniał majątek Bezosa, który jeszcze 1 stycznia wyceniany był na około 115 mld USD. Około 11% udziałów Bezosa w Amazon stanowi ponad 90% jego majątku.

Bezos byłby jeszcze bogatszy, gdyby nie najdroższa ugoda rozwodowa w historii. W zeszłym roku słynny miliarder rozstał się ze swoją dotychczasową żoną MacKenzie Scott, a w ramach ugody zgodził się przekazać jej 25% swoich udziałów w Amazonie. Ta część akcji warta jest obecnie bagatela… 63 mld USD.

Jeff Bezos to wizjoner, jakich niewielu we współczesnej historii biznesu. Każda epoka ma swojego bohatera, dla poprzednich pokoleń był to Rockefeller, Edison czy Ford. To cierpliwy i niestroniący od gorzkiego smaku porażki człowiek. Najlepszy przykład to jego ogromny upór we  wprowadzaniu Kindle’a na rynek, mimo że posiadał znikome doświadczenie w tworzeniu sprzętu. Uzasadniał to tym, że firma musi się wzmacniać, jeśli zamierza realizować swoją strategię długoterminowego rozwoju – zauważa Sascha Stockem, CEO Nethansy.

Jakiś czas temu Jeff Bezos został zapytany o to, co stoi za jego sukcesem? Skromny miliarder twierdzi, że najważniejsza lekcja, jaką otrzymał od życia: – Zawsze wykazuj chęć i zdolność do próbowania nowych rzeczy, dochodzenia do wniosków i sprawdzania, czego realnie chcą otaczający Cię ludzie. To naprawdę się opłaca, nawet w życiu codziennym. Więc gdy następnym razem, spotkasz się z zupełnie nowym problem – nie poddawaj się, bądź jak założyciel Amazona. Jak pokazuje historia – jest ponad 200 miliardów powodów, aby się nie poddawać.

Problemy wschodnich walut – komentarz walutowy

Kondycja rosyjskiej waluty jest słaba, a głośno mówi się o możliwych sankcjach ze strony Unii Europejskiej. W odwrocie jest również białoruski rubel, ale patrząc na sytuację po “demokratycznych” wyborach ciężko się temu dziwić.

Lepsze dane z USA

Wczoraj po południu poznaliśmy dane z USA na temat zamówień na dobra. Okazały się one lepsze od oczekiwań, zarówno w ujęciu bez środków transportu, jak i tych trwałego użytku. W obu przypadkach mamy też wyraźny wzrost. Dolar zareagował na te dane w miarę neutralnie, utrzymując się lekko powyżej poziomu 1,18 dolara za jedno euro, wokół którego oscyluje od początku tygodnia.

Dane o PKB ze Szwajcarii

Dzisiaj nad ranem poznaliśmy dane na temat wzrostu PKB, a właściwie jego spadku, w Szwajcarii. W sytuacji lockdownu dane PKB są często wyjątkowo słabe, aczkolwiek i tak potrafią miło zaskoczyć. Spadek o 9,3% w skali roku jest np. dobrą informacją, bo oczekiwano większej recesji. Po tych danych kontynuowany był trwający od kilku dni ruch umacniający franka względem euro. Jest on relatywnie słaby, więc nie ma większego przełożenia na koszt franka, aczkolwiek jeżeli będzie trwał, to będzie odczuwalny w ratach kredytów frankowych.

Problemy rubla

Ostatnie tygodnie są trudne zarówno dla rosyjskiego, jak i białoruskiego rubla. Wybory na Białorusi, oficjalnie wygrane przez Łukaszenkę, tylko pogorszyły i tak trudną sytuację tych walut. Zatrucie znanego rosyjskiego opozycjonisty dodatkowo zwiększa szansę pojawianie się sankcji, czego boi się wielu inwestorów. Nie bez znaczenia jest też strach pewnej części analityków względem zwycięstwa Bidena w wyborach prezydenckich w USA. Jest on uważany za znacznie mniej przychylnego Rosji niż obecny prezydent Donald Trump.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

 

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Popyt na sprzęt IT nie słabnie. Laptopy wciąż poszukiwane.

0

Sprzęt IT do pracy i nauki zdalnej cieszył się w ostatnich miesiącach zainteresowaniem i zapowiada się, iż w najbliższym czasie nie będzie ono słabnąć. Według badania przeprowadzonego przez RTV EURO AGD, aż 94 proc. ankietowanych kupiło w ciągu ostatnich 6 miesięcy sprzęt komputerowy lub planuje taki zakup w najbliższym półroczu. 

Z badania RTV EURO AGD wynika, iż wśród nabywających ostatnio sprzęt IT, największą popularnością cieszyły się laptopy (wskazane przez blisko 45 proc. badanych) i urządzenia peryferyjne, takie jak myszki i klawiatury (55 proc.). Co ciekawe, zdecydowana większość respondentów deklarowała, że kupowany przez nich przenośny komputer był drugim (dla 56 proc.) lub nawet trzecim (27 proc.) w ich gospodarstwie domowym.

– Wiele rodzin w ostatnich miesiącach stanęło przed koniecznością zakupu kolejnego laptopa do domu, bo praca i nauka zdalna spowodowały, że kilku członków rodziny musiało jednocześnie korzystać z komputera – mówi Karol Grzegorek, Kierownik Działu Handlowego w RTV EURO AGD. – Według przeprowadzonego przez nas badania, w ubiegłym półroczu na zakup laptopa zdecydowało się prawie 45 proc. ankietowanych. Dla porównania, komputer stacjonarny wybrało jedynie 12 proc. Tak duża popularność laptopów wynika przede wszystkim z coraz większej potrzeby mobilności, ale sprzyjają temu również atrakcyjne oferty i promocje. Obecnie dobrej klasy sprzęt, zarówno do nauki, jak i pracy, można kupić już w granicach 2 tysięcy złotych.

Komputer osobisty niezbędny do nauki

Wiele osób zwlekało jednak z zakupem nowego sprzętu komputerowego lub akcesoriów, aby decyzję podjąć przed nadchodzącym rokiem szkolnym i akademickim. Co ciekawe, blisko 20 proc. badanych przyznaje, że kupiło niedawno sprzęt komputerowy, ale zamierza w najbliższym czasie dokupić kolejny. Według 82 proc. respondentów potrzeba korzystania z komputera osobistego przez uczniów i studentów znacznie wzrosła w ostatnim czasie, z kolei 67 proc. uważa, że zapotrzebowanie to zwiększy się jeszcze w nadchodzącym roku szkolnym lub utrzyma na podobnym poziomie.

– Konieczność szybkiego wyszukania informacji, aplikacje elektroniczne i narzędzia do nauki online sprawiają, że komputer osobisty staje się dla uczniów i studentów niezbędny. Nie zastąpi go tablet czy smartfon, choć dla pokolenia digital natives jest on prywatnym centrum zarządzania i kontaktów – dodaje Karol Grzegorek, Kierownik Działu Handlowego w RTV EURO AGD. – Wymagania związane z nauczaniem zdalnym pokazały wielu osobom, że bez dobrego, szybkiego laptopa trudno efektywnie pracować. Coraz więcej szkół i uczelni korzysta z rozwiązań multimedialnych, w tym prezentacji, a to wymaga odpowiedniego sprzętu komputerowego.

Polacy produkują coraz więcej śmieci. Część z nich każdy z nas może użyć ponownie

Zaśmiecone lasy, łąki czy nawet ulice niestety nie należą do rzadkości. Jednym z powodów takiej sytuacji może być rosnąca produkcja odpadów. Jak pokazują statystyki, z roku na rok nad Wisłą jest ich coraz więcej. Dlatego warto zastanowić się, czy rzeczywiście musimy wytwarzać tak gigantyczne ilości śmieci i czy każdy pozornie już wykorzystany produkt, a nawet opakowanie, musi trafić do kosza.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, przeciętny Polak w 2019 r. wytworzył aż 332 kg odpadów komunalnych. Niestety, ilość produkowanych śmieci corocznie wzrasta. W 2018 r. na jednego mieszkańca naszego kraju przypadało 325 kg odpadów, a w 2015 r. było to niemal o 50 kg mniej niż obecnie – 283 kg.

To liczby, które mogą martwić. W 2019 r., w ujęciu rocznym, zmalała bowiem ilość odpadów komunalnych przeznaczonych do recyklingu, a jednocześnie wzrosła o prawie 10 proc. masa zebranych odpadów, które miały trafić na składowiska. Warto przy tym zauważyć, że w latach 2010-2019 liczba czynnych składowisk odpadów zmniejszyła się o ponad 56 proc. W tym czasie też ogólna powierzchnia tego typu obiektów skurczyła się z 2479,4 do 1670 ha – mówi Felice Scoccimarro, ekspert ds. gospodarowania odpadami, prezes Amest Sp. z o.o.

Ekologiczne wzorce

Jak w 2018 r. wskazywali eksperci WWF, statystyczny Polak rocznie wykorzystywał nawet 490 torebek foliowych. Mieszkańcy krajów nordyckich, Duńczycy czy Finowie, jedynie… 4. Tymczasem popularne „foliówki” stanowią olbrzymie zagrożenie dla środowiska. Choć są używane średnio tylko przez 25 minut to rozkładają się znacznie dłużej – nawet 400 lat.

Trend dotyczący korzystania z „reklamówek” zmienia się, ale nadal jest problemem. To, w jakim stopniu są one obecne w naszym życiu, jest ściśle powiązane z przyzwyczajeniami. Kupując warzywa czy owoce, nie ma potrzeby, by każdy ich rodzaj pakować do oddzielnej siatki. Idąc na zakupy, możemy zabrać ze sobą wiklinowy kosz czy bawełnianą torbę. W sezonie letnim istotnym problemem jest też wysoki popyt na jednorazowe, plastikowe sztućce i talerze. Wybór, np. podczas grillowania, wielorazowej zastawy z pewnością będzie nie tylko bardziej ekologiczny, ale także korzystniejszy dla naszych portfeli ­­­– zauważa Felice Scoccimarro.

Krokiem do zmniejszenia liczby toreb plastikowych było wprowadzenie opłaty recyklingowej. Jak pokazują przykłady z zagranicy, to dobry kierunek. Tylko w ciągu roku w Irlandii udało się zredukować zużycie „foliówek” o 90 proc., a w nieodległej Wielkiej Brytanii o 85 proc.

Nie każdy odpad musi od razu trafić do śmietnika

Pomysłem na ograniczenie ilości produkowanych odpadów jest również danie mu drugiego życia. W ten sposób do recyklingu nie musi trafiać np. słoik po dżemie. Z powodzeniem sprawdzi się on po umyciu przy przechowywaniu przypraw czy przygotowanych przez siebie przetworów. Podobnie warto wykorzystać inne odpady – puszka po konserwach posłuży jako doniczka. Można w niej zasiać zioła, które nie tylko trafią na talerze, ale także wprowadzą do kuchni wspaniałe aromaty.

Jeżeli już jednak zdecydujemy, że dany produkt czy opakowanie nie nadaje się do powtórnego użycia, zadbajmy o to, by odpad trafił do właściwego pojemnika na śmieci. Segregowanie umożliwia bowiem sprawniejsze przeprowadzenie procesu recyklingu. Z popularnych butelek PET odzyskuje się włókna poliestrowe, służące do wyrobu odzieży. Do wyprodukowania ciepłego polaru, który sprawdzi się m.in. podczas górskich wędrówek, wystarczy jedynie 35 zużytych opakowań tego typu.

Już ponad 100 tys. ofiar trojana Qbot. Uwaga na fałszywe maile.

Nowa, jeszcze bardziej destrukcyjna forma malware’u Qbot, przejmującego dane przeglądarki, numery kart kredytowych i inne dane bankowości elektronicznej zagraża firmom i osobom fizycznym – ostrzegają eksperci z firmy Check Point. Do tej pory ofiarą trojana padło 100 tys. użytkowników na całym świecie, co czyni go obecnie prawdopodobnie najbardziej rozpowszechnionym złośliwym oprogramowaniem.

Badacze Check Pointa zidentyfikowali w ostatnich miesiącach kilka kampanii hakerskich wykorzystujących nową odmianę trojana Qbot, które były przeprowadzone w okresie od marca do sierpnia 2020 r. W jednej z nich Qbot był dystrybuowany przez innego szkodnika – trojana bankowego Emotet, co wskazuje na zupełnie nową technikę dystrybucji tego złośliwego oprogramowania. Co więcej nowy Qbot posiada również odświeżoną infrastrukturę c&c (dowodzenia i kontroli), dającą hakerom jeszcze więcej możliwości działania. 

Najnowsza wersja malware’u ewoluowała, stając się – jak ocenia Check Point – wysoce ustrukturyzowaną i wielowarstwową. Według badaczy trojan stał się złośliwym odpowiednikiem szwajcarskiego scyzoryka, który potrafi m.in. wykradać informacje (w tym hasła, e-maile, dane kart kredytowych), instalować oprogramowanie ransomware czy dokonywać nieautoryzowanych transakcji bankowych.

Przechwytywanie wątków e-mail

Początkowy łańcuch infekcji rozpoczyna się od wysłania specjalnie spreparowanych wiadomości e-mail do organizacji lub osób prywatnych. Każda z wiadomości e-mail zawiera adres URL do pliku ZIP ze złośliwym plikiem Visual Basic Script (VBS), który zawiera kod wykonawczy w systemie Windows.

Po zainfekowaniu komputera, Qbot aktywuje specjalny „moduł do zbierania wiadomości e-mail”, który wyodrębnia wszystkie wątki wiadomości e-mail z konta Outlook ofiary i przesyła je na zakodowany na stałe serwer zdalny. Skradzione wiadomości e-mail są następnie wykorzystywane w przyszłych kampaniach spamowych, co ułatwia nakłonienie użytkowników do kliknięcia zainfekowanych załączników, ponieważ spam wydaje się kontynuować istniejącą wymianę e-maili.

Nasze badania pokazują, że nawet starsze formy złośliwego oprogramowania można aktualizować o nowe funkcje, aby uczynić je niebezpiecznym i trwałym zagrożeniem. Hakerzy intensywnie inwestują w rozwój Qbota, aby umożliwić kradzież danych na masową skalę – zarówno od organizacji, jak i osób fizycznych. Byliśmy świadkami kampanii złośliwego spamu, które rozpowszechniały Qbota bezpośrednio, a także takich, które wykorzystywały inne infrastruktury infekcyjne do dalszego rozprzestrzeniania zagrożenia. Mamy nadzieję, że nasze obserwacje i badania nad Qbotem pomogą położyć kres temu zagrożeniu. – mówi Yaniv Balmas, szef działu badan cybernetycznych w Check Point – Na razie zdecydowanie polecam uważne obserwowanie e-maili pod kątem oznak wskazujących na próbę wyłudzenia informacji – nawet jeśli wiadomość e-mail wydaje się pochodzić z zaufanego źródła – dodaje ekspert Check Pointa

Jak na razie głównym celem ataków Qbota były Stany Zjednoczone, w których zanotowano prawie 29% wszystkich infekcji. Na celowniku hakerów byli również użytkownicy z Indii, Izraela i Włoch – w tych krajach odnotowano odpowiednio 7% wszystkich ataków.

Udana emisja obligacji White Stone

Sukcesem zakończyła się czwarta i zarazem największa w historii White Stone Development emisja obligacji – deweloper pozyskał 25 mln zł na realizację planowanych projektów mieszkaniowych i komercyjnych. Trzyletnie obligacje serii D oprocentowane są na poziomie 6 proc. w skali roku (oprocentowanie stałe). Emitent zamierza zadebiutować na rynku ASO Catalyst wprowadzając tam właśnie te obligacje.

White Stone Development jest spółką dominującą w utworzonej w 2015 r. Grupie Kapitałowej. Grupa ta koncentruje swoje działania na realizacji inwestycji mieszkaniowych i komercyjnych na rynku warszawskim oraz szczecińskim. Do tej pory White Stone sprzedał przeszło 1,2 tys. lokali mieszkalnych realizowanych w ramach 5 wieloetapowych projektów. W pierwszym półroczu 2020 r. White Stone podpisał 195 umów sprzedaży, a w całym 2019 r. sprzedał ponad 280 mieszkań.

W swoim portfolio firma posiada aktualnie 2 projekty biurowe (kompleks HOL 7.7 oraz budynek Celebro) i 1 biurowo-komercyjny (Fort Mokotów) o łącznej powierzchni najmu przekraczającej 32 tys. mkw. W zakupionym w 2019 r. kompleksie przy ul. Cybernetyki 7 i 7 a trwa proces modernizacji i rekomercjalizacji. Również w historycznym obiekcie, jakim jest Fort, kończy się rekomercjalizacja.

W skład Grupy wchodzi także SPS Construction, generalny wykonawca dla budownictwa kubaturowego oraz MAAT4, spółka zajmująca się generalnym wykonawstwem instalacji elektroenergetycznych.

Konsekwentnie realizujemy nasze plany. Szykujemy się do startu kolejnych projektów mieszkaniowych na wcześniej zakupionych gruntach. Niedługo rozpoczniemy budowy na Mokotowie i w podwarszawskim Józefosławiu. Pozytywny odzew ze strony inwestorów podczas ostatniej emisji obligacji pokazuje, że nasz sposób prowadzenia biznesu na rynku nieruchomości jest dobrze oceniany przez rynek. – Anna Suchodolska, co-CEO i CFO w White Stone Development

Duży popyt na obligacje pomimo dużej zmienności na rynkach

Popyt na 3-letnie obligacje spółki przekroczył zakładane 25 mln zł i dokonana została redukcja zapisów. Obligacje serii D zostały zabezpieczone hipoteką. Organizatorem emisji był Michael/Ström Dom Maklerski S.A.

Od 2015 r. spółka dokonała czterech emisji obligacji pozyskując łącznie 56 mln zł na finansowanie inwestycji.

Chcemy w pełni transparentnie komunikować się z rynkiem, dlatego po raz pierwszy zamierzamy ubiegać się o wprowadzenie obligacji White Stone na Catalyst.
Anna Suchodolska, co-CEO i CFO w White Stone Development

96% użytkowników fotowoltaiki zadowolonych ze swojej instalacji. Pierwszy raport Oferteo.pl o fotowoltaice

Polacy wybierają fotowoltaikę w trosce o środowisko oraz o własny portfel. 96% użytkowników jest zadowolonych z decyzji o montażu paneli, a 37% myśli już nad powiększeniem swojej instalacji – wynika z pierwszego raportu Oferteo.pl o fotowoltaice. Największą przeszkodą na drodze do czystej energii jest biurokracja.

Fotowoltaika w Polsce

W ciągu ostatnich kilku lat popularność przydomowych instalacji fotowoltaicznych gwałtownie wzrosła. Coraz więcej właścicieli nieruchomości postanawia rozpocząć produkcję własnej energii elektrycznej w sposób przyjazny dla środowiska.

Według danych Stowarzyszenia Branży Fotowoltaicznej Polska PV z końcem 2019 roku w Polsce było już ponad 160 tysięcy mikroinstalacji. Oznacza to, że pod koniec ubiegłego roku panele zamontowane były na co 36. budynku mieszkalnym (prawie 3% domów). Natomiast moc zainstalowanej fotowoltaiki w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym dnia 1 sierpnia 2020 roku wyniosła 2261,347 MW (megawatów).

38,9% instalacji zostało podłączonych do PGE Dystrybucja, 29,6% do sieci Tauron Dystrybucja, a 16,6% – Energi Operator.

Do fotowoltaiki przekonują oszczędności

anmieta3

Wyniki badania przeprowadzonego przez Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących usług w zakresie dostawy i montażu fotowoltaiki z usługodawcami, dowodzą, że głównym argumentem, który przekonuje Polaków do podjęcia decyzji o inwestycji w fotowoltaikę jest oszczędność. Chęć ograniczenia kosztów energii przekonała w ubiegłym roku do montażu paneli aż 84% inwestorów. Kolejną kwestią, którą się często kierowali, była ekologia wskazywana przez 57% badanych. Niemal co trzeci ankietowany chciał skorzystać z nowoczesnych rozwiązań. 8% uczestników badania zostało przekonanych do paneli fotowoltaicznych przez zadowolonych z tego rozwiązania znajomych.

Działania związane z montażem paneli podejmujemy najczęściej wiosną. Najwięcej zapytań pochodziło w ubiegłym roku z maja (14%), kwietnia (13,5%) oraz marca (13%). Sporo pracy fachowcy mają także w czerwcu i lipcu (odpowiednio 9 i 8%).

Na jak dużą instalację się zdecydować?

ankieta2

Aż 50% instalacji fotowoltaicznych zamontowanych w 2019 roku miało moc 6-10 kWp (kilowatt-peak). Taki zestaw produkuje około 600-1000 kWh energii elektrycznej rocznie. 46% badanych zdecydowało się natomiast na instalację o mocy 2-5 kWp, co powinno dawać odpowiednio 200-500 kWh na rok, czyli zaspokoić zapotrzebowanie energetyczne średniej wielkości gospodarstwa domowego.

Zestawy paneli, na które decydują się Polacy, zajmują zwykle powierzchnię od 21 do 30 m2 (25% badanych). Popularne są również mniejsze instalacje 11-20 m2 (23%) albo te nieco większe 31-40 m2 (17%). Co ciekawe, w ubiegłym roku aż 18% badanych zamontowało na swojej posesji panele, które zajmowały powyżej 41 m2.

Formalności zniechęcają do ekologii?

ankieta4

Inwestorzy pytani o to, co w całym procesie sprawiło im najwięcej trudności, najczęściej wskazywali biurokrację. Walkę z formalnościami źle wspomina aż 29% badanych. Wiele wysiłku wkładano także w znalezienie odpowiedniego wykonawcy oraz wybór sprzętu.

Znaczna część osób, które w ostatnim czasie zdecydowała się na montaż paneli fotowoltaicznych przyznała, że wybór odpowiedniego wykonawcy przysporzył im wielu trudności. Obecnie dziedzina ta staje się w Polsce coraz popularniejsza, a co za tym idzie – na rynku pojawia się coraz więcej firm specjalistycznych. Wielu wykonawców zajmuje się nie tylko montażem paneli, ale także pomaga w doborze odpowiedniego sprzętu, określeniu zapotrzebowania energetycznego, a nawet załatwieniu formalności i dofinansowania. Odpowiednio wybrany specjalista może więc pomóc zleceniodawcy uporać się ze wszystkimi najbardziej problematycznymi kwestiami w całym procesie – komentuje Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl. 

To była dobra decyzja

ankieta1

Wiele osób wciąż może mieć wątpliwości, czy warto inwestować w fotowoltaikę. Odpowiedzi tych, którzy już się na nią zdecydowali, powinny studzić te obawy. Aż 96% osób, które rozpoczęły produkcję ekologicznej energii na własny użytek, jest zadowolona z tego wyboru. 37% deklaruje, że w przyszłości planuje rozbudować swoją instalację.

Czy można wygrać z zatorami płatniczymi?

W walce z zatorami płatniczymi firmy zyskały nowego sprzymierzeńca: UOKiK. Zgodnie z zapisami ustawy, która weszła w życie na początku bieżącego roku, Urząd bierze pod lupę największych dłużników, których płatności wobec dostawców są przeterminowane ponad 60 dni. Wciąż jednak nierozwiązana pozostaje inna kwestia przyczyniająca się do powstawania zatorów płatniczych – stosowanie w umowach handlowych zakazów cesji wierzytelności.

Z perspektywy firmy faktoringowej, która na co dzień obserwuje przedsiębiorstwa sprzedające z odroczonym terminem płatności, czas oczekiwania na zapłatę od odbiorcy nie jest wcale największym problemem. Kluczowa jest swoboda dysponowania wierzytelnością, czyli np. możliwość przekazania jej do faktoringu czy windykacji – komentuje Jerzy Dąbrowski, prezes Bibby Financial Services. – Tymczasem małe i średnie przedsiębiorstwa często zmuszone są zaakceptować narzucony w umowie przez większego i silniejszego odbiorcę zakaz cesji wierzytelności. To praktycznie wiąże ręce – nawet jeśli taki odbiorca spóźnia się notorycznie z płatnością, przedsiębiorca nie może nic zrobić, tylko czekać na pieniądze.

Zakaz cesji umieszczany jest często w draftach umów, które dostawcy z sektora MŚP otrzymują od dużych kontrahentów, np. supermarketów. Otrzymanie projektu umowy to ostatni dzwonek, żeby podjąć negocjacje i spróbować zmienić zapis. Jeśli firma podpisze umowę z zakazem cesji, straci możliwość przekazywania faktur do faktoringu, a tym samym odetnie sobie drogę do finansowania w sytuacji sprzedaży z długim terminem płatności.

Cieszę się, że nieuczciwe praktyki stosowane przez sieci handlowe, zostaną wreszcie prześwietlone przez UOKiK – dodaje Jerzy Dąbrowski. – To ważny krok w kierunku uzdrowienia relacji pomiędzy MŚP a dużymi, silnymi odbiorcami. Przy tej okazji warto nagłaśniać kwestię zakazów cesji. Wciąż zbyt mało firm wie, jakie to rodzi konsekwencje i jak ewentualnie negocjować zmianę tego zapisu w umowach. Tutaj szczególnie istotna może okazać się pomoc faktora, który podpowie odpowiednie argumenty w negocjacjach, lub wręcz będzie w nich towarzyszył.

Brak możliwości sięgnięcia po finansowanie działalności w oparciu o faktury to poważna bariera ograniczająca swobodę prowadzenia działalności gospodarczej. Dlatego Polski Związek Faktorów, do którego należy również Bibby Financial Services, od dwóch lat prowadzi działania zmierzające do zmian w prawie. Proces ten jest długotrwały i skomplikowany, ponieważ prawo do zakazu cesji jest gwarantowane w Kodeksie Cywilnym.

Enel X w Polskiej Izbie Przemysłu Chemicznego

Enel X poinformował o przystąpieniu do Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego, organizacji zrzeszającej największe polskie i zagraniczne firmy chemiczne działające w kraju. Należąca do międzynarodowej grupy Enel firma jest w Polsce największym agregatorem usług DSR, umożliwiającymi energochłonnym odbiorcom energii – m. in. z branży chemicznej – udział w krajowym rynku mocy.

Enel X to największy w Polsce agregator usług DSR. Za jego pośrednictwem odbiorcy energii mają możliwość udziału w rynku mocy i zarabiania na tzw. usługach Demand Response. W zamian za wynagrodzenie wypłacane przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE), odbiorcy deklarują gotowość do czasowego ograniczenia poboru energii w przypadku krytycznych deficytów mocy, co wpływa na bezpieczeństwo i stabilizację Krajowego Systemu Elektroenergetycznego.

Dzięki instytucji agregatora na rynku mocy zarabiać mogą już średniej wielkości odbiorcy. Agregator reprezentuje ich wobec PSE, zapewnia prawne i technologiczne wsparcie, przede wszystkim zaś minimalizuje ryzyko związane z możliwością faktycznego wezwania do redukcji poboru energii.

Polska Izba Przemysłu Chemicznego (PIPC) to organizacja reprezentująca szeroko rozumianą branżę chemiczną. W jej skład wchodzą producenci chemikaliów, przedsiębiorstwa sektora petrochemicznego i rafineryjnego, firmy transportowe i dystrybucyjne, biura projektowe, firmy konsultingowe i instytuty naukowe. Łącznie PIPC zrzesza 148 podmiotów. Do kompetencji PIPC należy reprezentowanie podmiotów przemysłu chemicznego wobec administracji publicznej, m. in. w obszarze zrównoważonego rozwoju, polityki energetyczno – klimatycznej i ochrony środowiska. Jako członek Europejskiej Rady Przemysłu Chemicznego CEFIC reprezentuje polski przemysł chemiczny na arenie międzynarodowej.

Przemysł chemiczny, należący do energochłonnych gałęzi gospodarki, ma szczególny potencjał umożliwiający udział w rynku mocy i czerpanie dochodów z usług Demand Response. Członkostwo Enel X w PIPC z pewnością ten udział ułatwi. Obie organizacje planują współpracę w zakresie edukacji na temat możliwości, jakie daje rynek mocy odbiorcom energii, zaczynając od obecności Enel X na wrześniowym Kongresie Polska Chemia.

Grupa Enel, do której należy Enel X to jeden z czołowych globalnych koncernów energetycznych, producent i dystrybutor energii, największy na świecie wytwórca energii z odnawialnych źródeł. Obecny jest w 33 krajach, na pięciu kontynentach. Ostatnio grupa opublikowała wyniki finansowe za pierwszą połowę roku 2020, odnotowując 5,6 proc. wzrost dochodu netto z działalności operacyjnej.