Glovo (właściciel PizzyPortal) wycenione na ponad 1 miliard dolarów zyskuje status jednorożca

  • Hiszpański start-up zajmujący się dostawami na życzenie osiągnął status jednorożca, po zyskaniu 150 milionów euro w rundzie finansowania serii E, prowadzonej przez Mubadala Investment Company.
  • Po ostatnich inwestycjach Glovo utrwala swoją pozycję na rynku i umacnia się w pozycji światowego lidera w sektorze dostaw na żądanie, zmierzając w kierunku pełnej rentowności.

Glovo, jeden z najszybciej rozwijających się graczy w kategorii on-demand delivery, ogłosił pozyskanie 150 milionów euro (167 milionów dolarów) ze środków inwestycyjnych z serii E. Najnowsza runda została przeprowadzona przez Mubadala, przy dalszym wsparciu poprzednich inwestorów: Drake Enterprises, Idinvest i Lakestar.

Po zakończeniu ostatniej rundy firma otrzymała status jednorożca (ang. unicorn), co czyni ją drugą prywatną firmą w Hiszpanii, którą wyceniono na ponad miliard dolarów.

Start-up z siedzibą w Barcelonie, dostarczający wszystko, od żywności po artykuły spożywcze i produkty parafarmaceutyczne, umocnił swoją pozycję na rynkach w Europie, Ameryce Łacińskiej i Afryce. Glovo w swej kategorii jest jednym z dwóch czołowych graczy w 24 z 26 krajów, w których działa. Obecnie jeszcze bardziej ugruntował swoją pozycję światowego lidera.

Coraz więcej talentów w europejskich centrach technologicznych

Glovo nieustannie rozwija swoje możliwości inżynieryjne i systemy technologiczne. Niedawno firma weszła na polski rynek, przejmując PizzaPortal, na mocy umowy o wartości 35 milionów euro. Dodatkowo hiszpański start-up ogłosił w tym roku budowę drugiego w Europie centrum technologicznego – tym razem w Warszawie. Firma planuje rozszerzyć swój globalny zespół technologiczny, zatrudniając 300 dodatkowych inżynierów do połowy 2020 r., z czego 40 z nich oraz 50 ekspertów ds. technologii i produktów będzie pracowało z nowego warszawskiego biura.

Inwestycja w rozbudowę zespołu inżynieryjnego ma na celu ulepszenie możliwości technologicznych aplikacji. Będzie to między innymi: dalsze usprawnianie obsługi użytkowników, skrócenie czasu oczekiwania kurierów i klientów. Ważnym elementem strategii rozwoju jest otwieranie nowych dark stores czyli magazynów spożywczych dedykowanych zakupom za pomocą aplikacji mobilnej oraz cook rooms, czyli powierzchni do wynajęcia przez restauratorów, w których będą mogli przygotowywać jeszcze więcej jedzenia na wynos dla kurierów Glovo.

Większy nacisk na artykuły spożywcze i współpracę z wiodącymi detalistami

Glovo stale wprowadza innowacje w sektorze dostaw i rozbudowuje swoją ofertę obejmującą wiele segmentów. Aby przyspieszyć rozwój kategorii spożywczej, start-up będzie nadal poszukiwać strategicznych partnerstw (na podobnych zasadach jak obecna współpraca z siecią Carrefour) oraz inwestować we własne dark stores.

Obecnie firma prowadzi siedem takiego typu magazynów w Europie i Ameryce Łacińskiej. Znajdują się one w Barcelonie, Madrycie, Buenos Aires i Limie. Do 2021 roku Glovo planuje zwiększyć ich liczbę do 100.

Oscar Pierre, współzałożyciel i Dyrektor Generalny Glovo, powiedział: „Serdecznie witamy Mubadala, czyli inwestora, dzięki któremu umocniliśmy naszą pozycję w branży. Osiągnięcie statusu jednorożca jest naprawdę ekscytującym dowodem na to, że mamy talent i odpowiednią determinację do wprowadzania innowacji, a także odgrywamy ważną rolę w kategorii on-demand delivery. Pomimo szybkiego rozwoju, nadal jesteśmy wierni naszej wizji. Chcemy sprawić, że wszystko w miastach, staje się natychmiast dostępne.

Frederic Lardieg, Partner w zespole Ventures Europe w Mubadala Capital, skomentował: „Cieszymy się, że możemy poprowadzić rundę finansowania w ramach Serii E, aby umożliwić Glovo powiększenie zespołu i wsparcie w rozszerzeniu oferty. W czerwcu 2018 r. Mubadala uruchomiła fundusz o wartości 400 milionów euro, który został przeznaczony na inwestycje w europejskie firmy technologiczne. To dowód na nasze zaangażowanie w rozwój tego rynku.

Warszawski rynek biurowy liderem Europy Zachodniej i Środkowo-Wschodniej

Stołeczny sektor biurowy charakteryzuje się bardzo wysoką chłonnością, deklasując największe aglomeracje w Europie Zachodniej i Środkowo-Wschodniej.

Jak wynika z danych JLL, w porównaniu do sytuacji sprzed roku, na koniec III kwartału 2019 firmy zajmowały w stolicy o 270 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej więcej. Jednocześnie w ciągu ostatnich miesięcy do użytku oddano 185 000 mkw. biur. To oznacza, że zapotrzebowanie najemców przewyższyło nową podaż o dodatkowe 85 000 mkw. Tak świetne wyniki napędzają aktywność deweloperów – w budowie znajduje się 790 000 mkw., z czego znaczna część już znalazła najemców.

Patrząc na chłonność rynku versus podaż, Warszawa kolejny rok z rzędu broni pozycji lidera wśród największych miast Europy Zachodniej i Środkowo-Wschodniej, wyprzedzając m.in. Dublin, Barcelonę, Amsterdam, Pragę czy Budapeszt. – Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL

Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL
Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL

Obecnie w realizacji znajduje się 790 000 mkw. powierzchni biurowej, co pokazuje, że Warszawa jest największym „placem budowy” spośród wszystkich lokalizacji w Europie Środkowo-Wschodniej. Czy aktywność firm deweloperskich może sugerować czekającą nas nadpodaż biur?
Aktualnie już 40% powierzchni w obiektach w budowie znalazło swoich najemców, co jest najlepszym wynikiem w historii warszawskiego rynku. Ponadto, budynki pozostające w realizacji będą oddawane do użytku stopniowo do 2022 roku, a rynek wchłaniał już dużo wyższe wolumeny nowej powierzchni biurowej. Z naszych danych wynika, że łączna absorpcja w latach 2015-2018 przekroczyła całą nową podaż oddaną do użytku o 100 000 mkw., nawet pomimo rekordowego pod tym względem 2016 roku. – Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL

Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL
Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

W czym tkwi tajemnica tego sukcesu? Inwestorów przyciąga do nas m.in. dynamiczne tempo wzrostu gospodarczego. Według Oxford Economics, prognozowany wzrost PKB na lata 2019 i 2020 wynosi odpowiednio 4,3% i 3,2% r/r. Dodatkowo, wg. U.S. News, Polska jest szóstym najlepszym krajem do inwestowania oraz znajduje się w czołówce państw z całego świata, w którym warto rozpoczynać karierę. Takie tendencje naturalnie przekładają się na wysokie zapotrzebowanie na biura. Trzeci kwartał na stołecznym rynku biurowym był rekordowy pod względem popytu i zamknął się imponującym wynikiem 284 000 mkw. Oznacza to, że od początku roku wynajęto już blisko 690 000 mkw. powierzchni. Jednocześnie sukcesywnie spada współczynnik pustostanów. Według danych JLL, tzw. skorygowany współczynnik powierzchni niewynajętych oscyluje na poziomie 4,6%, co wskazuje na bardzo ograniczony wybór powierzchni w momencie ekspansji, czy wejścia na warszawski rynek nowego gracza, któremu zależy na wynajęciu biura w krótkim horyzoncie czasowym.
Zainteresowanie inwestorów Polską jest nadal bardzo duże, jednocześnie z roku na rok obserwujemy, że ich profil się zmienia. Coraz częściej inwestują u nas m.in. światowi gracze z sektora finansowego. Bez wątpienia wkraczamy w nowy etap rozwoju biznesowego kraju. Pozytywne trendy ilustruje też wartość transakcji inwestycyjnych nie tylko na warszawskim rynku biurowym, ale również w miastach regionalnych. Szacujemy, że cały 2019 zamknie się rekordowym rezultatem ponad 3,6 mld euro. – Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

Złoty przybiera na sile dzięki zmniejszeniu globalnych ryzyk

Złoty kontynuował umocnienie z poprzedniego tygodnia. Miały na to wpływ lepsze nastroje na rynkach finansowych, które wynikały z obniżonego ryzyka gospodarczego. Po opublikowaniu wyników wyborów w Wielkiej Brytanii, które praktycznie wyeliminowały szansę na Brexit bez porozumienia, opadła nerwowa atmosfera. Zmniejszyło się również napięcie na linii USA-Chiny. Supermocarstwa wynegocjowały pierwszą fazę umowy o wspólnym handlu, której szczegóły powinny zostać ustalone na początku przyszłego roku. Do poprawy nastrojów doszło także w Niemczech, gdzie ponownie zanotowano wzrost indeksu Ifo, który w grudniu osiągnął 63,6 pkt. To nadal wartość poniżej 100 pkt,  którą uznaje się za obraz negatywnego postrzegania teraźniejszości i przyszłości przez przedsiębiorców. Jednak ze względu na to, że wskaźnik od sierpnia idzie w górę, wydaje się, że niemiecka gospodarka, której groziła recesja, najgorsze ma za sobą.

W tym tygodniu na uwagę zasługują również wyniki polskiego rynku pracy. Zatrudnienie w listopadzie wzrosło międzyrocznie o 2,6%, a płace o 5,3%. W przypadku obydwu wskaźników nie jest możliwe, aby takie tempo wzrostu utrzymało się długoterminowo i można spodziewać się spowolnienia, a trend zwany rynkiem pracownika wcześniej czy później zacznie wyhamowywać.

Dzięki uspokojeniu nastrojów w światowej gospodarce złoty umocnił się w tym tygodniu i w piątek rano jego kurs względem euro wynosił 4,26 EUR/PLN. Eurodolar był na poziomie 1,112 EUR/USD. Do końca tego roku większe zmiany kursu nie są przewidywane.

Tygodniowy komentarz walutowo-makroekonomiczny Malwiny Krakus, analityczki AKCENTY

Czy warto współpracować z firmą antywindykacyjną? Zastanów się dwa razy

W prasie i w Internecie można natknąć się na reklamy firm antywindykacyjnych, które często nazywają siebie kancelariami oddłużeniowymi lub fundacjami specjalizującymi się w pomocy osobom zadłużonym. Podmioty te obiecują konsumentom „anulowanie długów”, „wstrzymanie egzekucji komorniczej” i „ochronę” przed windykatorami. Często przedstawiają firmy windykacyjne w złym świetle i powielają stereotypy na ich temat. Zapewnianie rzetelnej pomocy prawnej osobom zadłużonym jest jak najbardziej uzasadnione, ale rady niektórych firm antywindykacyjnych, znajdujące się w ich materiałach promocyjnych, mogą przynieść zadłużonemu więcej szkody niż pożytku.

Osoby, które nie mogą poradzić sobie z terminową spłatą zobowiązań są tym faktem zestresowane. To jeden z wniosków z badania SW Research, które zlecił Związek Przedsiębiorstw Finansowych w ramach kampanii edukacyjnej „Windykacja? Jasna Sprawa!”. Blisko 62 proc. spośród 1000 ankietowanych przyznało, że już sama myśl o braku możliwości opłacenia raty kredytu mieszkaniowego w terminie jest dla nich stresująca. Ankietowani, którzy byli w grupie osób borykających się z problemami finansowymi, przyznawali, że wolą nie dzielić się tą informacją z rodziną. Co piąty respondent wstydził się, że jego zadłużenie rośnie, a co drugi przyznawał, że nie chce martwić bliskich.[1]

To naturalne, że osoba zadłużona szuka rozwiązań, które pomogą jej uporać się z długiem. W takiej sytuacji obietnice firm antywindykacyjnych wydają się być kuszące, zwłaszcza że podmioty te zapewniają, iż mogą udzielić skutecznej pomocy w pozbyciu się zadłużenia lub wstrzymaniu egzekucji komorniczej. Spora część firm antywindykacyjnych doradza jednak w sposób, który może spowodować konieczność poniesienia dodatkowych kosztów i jeszcze większe problemy finansowe. Takie doradztwo może więc przynieść efekty odwrotne do zamierzonych – przypomina mec. Mirosława Szakun, Doradca Prawny Związku Przedsiębiorstw Finansowych (dawniej KPF).

Zachęta do nieodbierania korespondencji

Na początku listopada br. weszły w życie znowelizowane przepisy, z których wynika, że jeżeli konsument nie odbierze korespondencji sądowej doręczanej przez Pocztę Polską, to zadanie doręczenia przypadnie komornikowi sądowemu. Taka czynność będzie rodziła dodatkowe koszty (od 60 zł do nawet stu kilkudziesięciu złotych), którymi ostatecznie zostanie obciążona osoba zadłużona. Jeżeli komornik ustali, że konsument mieszka pod wskazanym adresem, a nie odbiera korespondencji, to pisma z sądu (po ich awizowaniu przez komornika) zostaną uznane za doręczone. Doręczenie komornicze nie ma zastosowania w  postępowaniu elektronicznym. Porady firm antywindykacyjnych o treści „nie odbieraj żadnej korespondencji z sądu, od komornika lub od firmy windykacyjnej” mogą więc narażać osoby zadłużone na jeszcze większe koszty i problemy natury prawnej. Konsument, który nie odbierze korespondencji od komornika (a ta zostanie uznana za doręczoną) straci tym samym możliwość podjęcia jakichkolwiek działań w sporze z wierzycielem. Po upływie określonego czasu (zazwyczaj 14 dni) nie będzie mógł zakwestionować ani wysokości zadłużenia, ani zareagować w żaden inny sposób, co – prędzej czy później – doprowadzi do uprawomocnienia się nakazu zapłaty lub wyroku. Jeśli zaś wyrok zapadnie i zostanie zaopatrzony w klauzulę wykonalności, a wierzyciel złoży stosowny wniosek, komornik sądowy będzie miał podstawę do wszczęcia egzekucji.

Doręczanie pism przez sąd lub przez komornika, zarówno na etapie postępowania sądowego jak i egzekucyjnego, a także sama egzekucja sądowa to działania dokonywane na ostatecznym etapie odzyskiwania należności. Zanim do niego dojdzie, z osobą zadłużoną będzie kontaktował się sam wierzyciel lub firma windykacyjna działająca w jego imieniu. Instytucje te będą przesyłały wezwania do zapłaty i przypomnienia. Będą próbowały podjąć rozmowę telefonicznie, sms-owo lub wysyłając doradcę terenowego. Już na tym etapie warto odbierać korespondencję i dokładnie zapoznać się z jej treścią Wszystko po to, by dowiedzieć się o jakim zadłużeniu mowa i z jakiego tytułu powstało i ewentualnie – w uzasadnionych przypadkach – zakwestionować żądanie wierzyciela. Co może jeszcze  ważniejsze – po to by móc zareagować i poprosić o wydłużenie czasu na spłatę zobowiązania, rozłożyć zadłużenie na raty lub ustalić dogodny harmonogram spłat – mówi mec. Mirosława Szakun, Doradca Prawny Związku Przedsiębiorstw Finansowych.

Obietnice zatrzymania egzekucji komorniczej

Zgodnie z polskim prawem dłużnik nie ma możliwości powstrzymania licytacji komorniczej, która została wszczęta i jest prowadzona zgodnie z przepisami na podstawie ważnego tytułu wykonawczego. Jeżeli wobec osoby zadłużonej toczy się już postępowanie komornicze, oznacza to, że wcześniej  zakończyło się postępowanie sądowe i został wydany nakaz zapłaty lub wyrok w innym trybie, a następnie została im nadana klauzula wykonalności. Możliwe jest wówczas jedynie powództwo przeciwegzekucyjne w przypadkach szczegółowo określonych przepisami. Ponadto, gdy osoba zadłużona uregulowała swoje zaległości na rzecz wierzyciela już po wszczęciu egzekucji komorniczej lub uzgodniła z wierzycielem warunki spłaty, może to skłonić wierzyciela do wstrzymania działań komornika sądowego.

Jeżeli jakaś firma obiecuje konsumentowi szukającemu wyjścia ze swojej trudnej sytuacji finansowej, że pomoże wstrzymać egzekucję komorniczą, to warto potraktować tę obietnicę z dużą dozą ostrożności. Pamiętajmy, że w toku egzekucji komorniczej nie ma  możliwości prowadzenia  negocjacji, a komornik jest funkcjonariuszem publicznym, który działa na mocy ustawy i wykonuje orzeczenie sądu. Najlepszym rozwiązaniem jest dużo wcześniejszy kontakt z wierzycielem lub reprezentującą go firmą windykacyjną. Wówczas egzekucja komornicza może w ogóle nie zostać wszczęta. Natomiast, gdy już jest ona prowadzona to tylko spłata zadłużenia spowoduje zakończenie egzekucji.– przypomina mec. Mirosława Szakun, Doradca Prawny ZPF.

Doradztwo? Tak, ale profesjonalne

Działalność firm antywindykacyjnych nie wymaga spełnienia formalnych wymogów, poza tymi, które są standardowe w odniesieniu do prowadzenia działalności gospodarczej. Taka firma nie potrzebuje specjalnych zezwoleń, czy licencji. Jej pracownicy nie muszą też posiadać specjalistycznej wiedzy, chociażby z zakresu prawa. Skorzystanie z usług firmy antywindykacyjnej nie gwarantuje skuteczności, dlatego warto dobrze przemyśleć współpracę z takimi podmiotami, zwłaszcza, że koszty ich usług dodatkowo obciążają konsumenta.

[1] Badanie opinii zrealizowane w czerwcu 2019 r. przez SW Research na zlecenie Związku Przedsiębiorstw Finansowych (w ramach kampanii edukacyjnej „Windykacja? Jasna Sprawa!”. Próba = 1000.

Nowe regulacje o raportowaniu schematów podatkowych oraz podatku u źródła – wzrost liczby postępowań karno-skarbowych

Ostatnie miesiące pokazują, że przed podatnikami stoją kolejne duże wyzwania w zakresie podatków. Po pierwsze muszą zarządzić dynamicznymi i znacznymi zmianami w obszarze praktycznie wszystkich podatków. Po drugie postępująca digitalizacja wymusza konieczność wdrażania nowych rozwiązań IT niezbędnych do prawidłowego raportowania do urzędu. Po trzecie zwiększają się sankcje podatkowe zarówno korporacyjne, jak i indywidualne, poprzez kreowanie dodatkowych odpowiedzialności w zakresie nowych przepisów. Całość powoduje, że najbliższe miesiące nie będą dla podatników łatwe.

Ponadto w ostatnim czasie można zaobserwować wzrost liczby postępowań karno-skarbowych wszczętych przeciwko osobom fizycznym. Nowe regulacje, jak i wdrażane poprawki do nich, takie jak np. regulacje o raportowaniu schematów podatkowych (MDR), zmiany w zakresie cen transferowych lub podatku u źródła (ang. witholding tax – WHT) znacznie zwiększają ryzyko po stronie członków zarządu w związku z nieprawidłowościami wynikającymi z naruszenia obowiązków podatkowych. Należy zaznaczyć, że odpowiedzialność dotyczy przeważnie wszystkich członków zarządu, także tych, którzy nie mają finansów i podatków w zakresie swoich obowiązków.

Raportowanie schematów podatkowych

Polska jako pierwsze państwo członkowskie UE wdrożyła przepisy dotyczące raportowania schematów podatkowych MDR. Nowe regulacje obowiązują od 1 stycznia 2019 r. Ustalenia podatkowe podlegają zgłoszeniu, jeśli zawierają pewne cechy (cechy szczególne) np. modele mające na celu obniżenie zobowiązania podatkowego. Nie oznacza to, że program jest automatycznie kwalifikowany jako nielegalne unikanie podatków. Niezastosowanie się do obowiązku niezbędnej sprawozdawczości w zakresie schematów podatkowych może skutkować nałożeniem kar finansowych na podatnika oraz członków zarządu.

Odpowiedzialność w zakresie raportowania MDR

W zakresie nieprawidłowości przy raportowaniu schematów podatkowych lub jego braku ustawodawca przewidział odpowiedzialność karno-skarbową jak za składanie deklaracji podatkowych tj. do 21,6 mln zł grzywny/ograniczenia wolności lub do jednego roku pozbawienia wolności (w przypadku nadzwyczajnego zaostrzenia kary) za nieprzekazanie informacji o schemacie podatkowym, przekazanie jej po terminie lub w przypadku schematu standaryzowanego nieprzekazanie danych o podmiotach, którym udostępniono standaryzowany schemat podatkowy (art. 80f § 1 ustawy Kodeks Karny Skarbowy). Takiej samej karze podlega zgodnie z art. 80f § 3 KKS ten, kto:

  • nie informuje pisemnie podmiotu obowiązanego do przekazania schematu podatkowego o tym obowiązku lub robi to po terminie;
  • nie przekazuje podmiotowi obowiązanemu do przekazania schematu podatkowego danych identyfikacyjnych lub robi to po terminie;
  • nie informuje pisemnie podmiotów obowiązanych do przekazania informacji o schemacie podatkowym o tym, że nie przekaże informacji o schemacie podatkowym lub robi to po terminie;
  • nie występuje do podmiotu zlecającego czynności z odrębnym pismem o przekazanie mu pisemnego oświadczenia, że uzgodnienie nie stanowi schematu podatkowego lub robi to po terminie.

Dodatkowo zgodnie z art. 34 § 2 KKS może zostać wymierzony zakaz prowadzenia określonej działalności gospodarczej, w tym pozbawienie kwalifikacji zawodowych (opcja w przypadku skazania za wyżej wymienione przestępstwa skarbowe). W przypadku informacji dostarczonych przez podatnika wymagany jest podpis wszystkich członków zarządu wraz z oświadczeniem o świadomości odpowiedzialności jak za składanie fałszywych zeznań.

Ponadto dla podmiotu mogą zostać wymierzone kary za niestosowanie wewnętrznej procedury MDR do 2 mln zł zgodnie z art. 86m § 1 Ordynacji podatkowej.

Zmiany w podatku u źródła 2020

W związku z wdrożeniem od 2019 r. nowych regulacji w zakresie podatku u źródła zmianie uległa możliwość korzystania ze zwolnienia od podatku i w konsekwencji w pewnych okolicznościach zaproponowano system płatności i następnie zwrot podatku. Nowe wymagania dodatkowo wdrożyły tzw. należytą staranność płatnika podatku w zakresie weryfikacji kontrahenta i płatności.

Wymagania formalne dotyczące zwolnienia/ulg różnią się w zależności od kwoty wypłaconej za granicę jednemu podmiotowi. Progiem granicznym jest kwota 2 mln zł rocznie. W przypadku przekroczenia tej kwoty zasadą będzie potrącenie podatku według ustawowych stawek (19% i 20%) i wpłacenie na konto urzędu w terminie do 7 dnia następnego miesiąca.

Zwolnienie w podatku u źródła może być nadal stosowane w przypadku płatności:

  • poniżej 2 mln zł na podstawie analizy płatności i kontrahenta, posiadając ważny certyfikat rezydencji;
  • powyżej 2 mln zł na podstawie analizy płatności i kontrahenta, a także od 1 stycznia 2020 r. w sytuacji:
    • uzyskania opinii urzędu skarbowego potwierdzającej zwolnienie z podatku u źródła (dotyczy wyłącznie zwolnień opartych na dyrektywach UE),
    • złożenia specjalnego oświadczenia płatnika.

Zwrot podatku nastąpi w terminie 6 miesięcy po złożeniu odpowiedniego wniosku.

Nowe sankcje za nieprawidłowości w podatku u źródła

W sytuacji, gdy podatnik chce skorzystać ze zwolnienia w przypadku płatności powyżej 2 mln zł i w tym celu składa specjalne oświadczenie do urzędu, odpowiada za jego prawidłowość tak, jak za składanie fałszywych zeznań. Potencjalne sankcje grożą w przypadku, gdy:

  • oświadczenie płatnika nie jest w pełni zgodne z faktami;
  • płatnik nie przeprowadził wymaganej weryfikacji kontrahenta i płatności;
  • weryfikacja nie była adekwatna do charakteru i skali działalności podatnika.

Możliwe sankcje, które mogą być w takich sytuacjach zastosowane to:

  • konieczność zapłaty podatku u źródła według właściwej stawki (19% lub 20%) wraz z odsetkami;
  • uiszczenie dodatkowego zobowiązania podatkowego zgodnie z art. 58b § 3 Ordynacji podatkowej w wysokości 10% podstawy opodatkowania podatkiem u źródła do kwoty 15 mln zł / 20% od nadwyżki powyżej tej kwoty zgodnie z dyspozycją art. 58c § 1 ust. 1 Ordynacji podatkowej w przypadku, gdy oświadczenie okaże się niezgodne z prawdą lub płatnik nie dokona prawidłowej weryfikacji;
  • odpowiedzialność karno-skarbowa – grzywny i/lub pozbawienie wolności mające zastosowanie do wszystkich członków zarządu zgodnie z treścią art. 56d § 1 ustawy Kodeks Karny

Rekomendacje

Z powyższego jasno wynika, że odpowiedzialność osób zarządzających jest bardzo duża. Dlatego powinny one w szczególności przyglądać się sprawom podatkowym oraz mieć je pod kontrolą. Z pewnością dobrą praktyką w tym zakresie jest przygotowanie wewnętrznych procedur pozwalających na uporządkowanie procesów i przypisanie odpowiedzialności. Ponadto zarząd powinien promować kulturę transparentności, zwłaszcza jeżeli chodzi o zobowiązania podatkowe tak, aby pracownicy znali przepisy, przynajmniej w podstawowym zakresie i czuli się umocowani do raportowania zarządowi nieprawidłowości.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Polacy chcą aut na prąd. Ale kto je ubezpieczy?

  • Dopłaty do zakupu aut elektrycznych najprawdopodobniej ruszą dopiero w 2020 roku.
  • Jednym z warunków dofinansowania będzie obowiązkowe ubezpieczenie samochodu nie tylko w ramach OC, ale i AC.
  • Ubezpieczyciele stoją przed koniecznością dostosowania swoich ofert do specyfiki aut na prąd.

Coraz więcej Polaków jest gotowych kupić auto na prąd, ale zdecydowana większość uzależnia to od rządowej dopłaty. Program dofinansowań miał ruszyć 11 grudnia, ale konieczność doprecyzowania kwestii podatkowych sprawiła, że nie stanie się to wcześniej niż w 2020 roku. Jednym z warunków wzięcia udziału w programie będzie obowiązkowy zakup polisy AC od uszkodzeń, zniszczeń oraz utraty na skutek zderzeń, kolizji, zdarzeń losowych, uszkodzeń przez osoby trzecie oraz kradzieży. Ubezpieczyciele, którzy jeszcze tego nie zrobili, muszą więc wyspecjalizować się w elektromobilności.

– W porównaniu z Niemcami czy Norwegią rozwój elektromobilności w Polsce jest powolny, ale z czasem i u nas stanie się jednym z motoryzacyjnych trendów. To nie pozostanie bez wpływu na rynek ubezpieczeń. Do każdego pojazdu musi być przecież przypisane OC i auta na prąd nie są wyjątkiem. Kierowcy będą też zainteresowani ochroną AC – to naturalne, biorąc pod uwagę innowacyjny charakter tych samochodów, kosztowne naprawy i potencjalnie duże ryzyko kradzieży. Poza tym posiadanie AC przez 2 lata to obowiązek w przypadku aut z dopłatą – mówi Damian Andruszkiewicz, odpowiedzialny za ubezpieczenia komunikacyjne w Compensa TU SA Vienna Insurance Group.

Polisa dla „diesla na prąd”…

Dla branży ubezpieczeniowej auta na prąd stanowią wyzwanie – zarówno w OC, jak i w AC. Przede wszystkim wymagają od ubezpieczycieli aktualizacji systemów sprzedażowych. Składki kalkulowane są na podstawie szczegółowych kryteriów, w tym pojemności silnika, której z oczywistych względów nie ma w „elektrykach”. Wycena polisy powinna natomiast odnosić się do faktycznego samochodu zasilanego prądem. Tymczasem nie wszyscy ubezpieczyciele są na to przygotowani i zdarza się, że kalkulują cenę dla zbliżonego modelu auta, ale napędzanego… benzyną lub dieslem.

Rozwiązaniem jest znalezienie innego kryterium, odpowiadającego specyfice samochodów na prąd, np. mocy silnika elektrycznego. Gdy wprowadzaliśmy zmiany dostosowujące naszą ofertę do wymogów elektromobilności, musieliśmy także poszerzyć katalog aut, które mogą zostać objęte ubezpieczeniem. Dziś w bazie mamy więc wszystkie popularne modele elektryczne – dodaje Damian Andruszkiewicz z Compensy.

Specyficzna likwidacja szkód

Ubezpieczenia komunikacyjne dla właścicieli samochodów elektrycznych opierają się na identycznych zasadach, co w przypadku aut na paliwo. Ubezpieczyciele muszą być jednak przygotowani do obsługi droższych szkód.

 Zakładamy, że baterie w kolizji czy wypadku niemal zawsze ulegną uszkodzeniu i konieczna będzie ich wymiana. Aby była możliwa potrzebny jest dostęp do specjalistów i serwisu. Z powodu wciąż niewielkiej skali rynku infrastruktura pozwalająca serwisować auta elektryczne nie jest rozbudowana – zauważa Damian Andruszkiewicz.

Ważne też, żeby właściciel samochodu elektrycznego mógł skorzystać z assistance, czyli wsparcia w awaryjnej sytuacji na drodze, np. po rozładowaniu baterii. Przy zakupie polisy należy więc sprawdzić, jakimi możliwościami dysponuje towarzystwo ubezpieczeń. Rozwiązaniem może być mobilna ładowarka umieszczona na lawecie lub holowanie pojazdu do najbliższego punktu ładowania.

Źródło: Compensa TU SA Vienna Insurance Group

22 ciekawostki o cyberatakach, o których nie miałeś pojęcia

Hakerzy atakują nas co 4 sekundy. Najczęściej ofiarami cyberataków są małe firmy. Ale nie zawsze – hakerzy często łamią też zabezpieczenia rynkowych gigantów. Lekcji z cyberzagrożeń w tym roku nie odrobili m.in. WhatsApp, niemiecki rząd i amerykańskie Baltimore przez co ponieśli spore straty. Ty też możesz podzielić ich los. Wirus może wtargnąć na Twój komputer przez maila, a później żądać od Ciebie okupu za odblokowanie Twoich danych.

Chociaż świadomość o zagrożeniach w sieci wzrasta, to wciąż nie jest ona na zadowalającym poziomie. – Cyberbezpieczeństwo to nadal najbardziej niedoszacowany aspekt wielu przedsiębiorstw. Właściciele firm muszą uświadomić sobie, że bez odpowiedniej ochrony narażają biznes nie tylko na straty, ale nawet likwidację. Okazuje się, że 60% firm, które doznały ataku upada w ciągu kolejnych 6 miesięcy – podkreśla Paweł Sarol, Cloud Business Development Manager  z Xopero Software.

Dlatego też “ku przestrodze” warto zapoznać się z danymi i statystykami na temat cyberbezpieczeństwa i ataków hakerskich. Poniższe 22 punkty pokazują, że hakerzy to nie tylko czarne charaktery z filmów sensacyjnych, a przestępcy, którzy czyhają na dane zarówno z wielkich korporacji, jak i domowych “pecetów”, czy smartphonów.

  1. Każdego dnia dochodzi średnio do 2244 ataków. Wniosek? Hakerzy atakują co 4 sekundy. Takie dane przedstawił Uniwersytet z Maryland.
  2. Ponad 1,5 miliarda użytkowników aplikacji WhatsApp było zagrożonych atakiem. Właściciele popularnego komunikatora wydali oświadczenie, w którym poinformowali, że przez lukę w systemie, na smartfonach użytkowników aplikacji mogło pojawić się złośliwe, szpiegowskie oprogramowanie. Działanie było proste: użytkownik WhatsApp otrzymywał nieznane połączenie. W ten sposób hakerzy mieli już dostęp do mikrofonu i kamerki swojej ofiary.
  3. Na początku roku głośno było o ataku na niemieckie władze. Wyciekły dane i dokumenty setek polityków. Jedną z ofiar tego cyberataku była Angela Merkel.
  4. Ransomware coraz częściej mierzy w instytucje publiczne i administrację. Nic dziwnego – przechowują one dane dotyczące setek tysięcy obywateli, a często korzystają z przestarzałych technologii co czyni je łatwym łupem przestępców. Tylko na przestrzeni ostatnich tygodni mieliśmy do czynienia z kilkoma atakami na polskie instytucje – należy wspomnieć tu atak na urzędy gminy w Kościerzynie czy Lututowie.
  5. Ponad 18 milionów dolarów – tyle kosztował władze Baltimore cyberatak, do którego doszło 7 maja 2019 roku. Hakerzy wykorzystując złośliwe oprogramowanie ransomware zablokowali sieci informatyczne miejskich instytucji. Baltimore odmówiło zapłaty okupu i w efekcie poniosło kilkunastomilionowe straty.
  6. W październiku tego roku hakerzy zaatakowali elektrownię atomową w Kudankulam w Indiach. Do ataku miało dojść przez zastosowanie złośliwego oprogramowania DTrack. Za atak prawdopodobnie odpowiedzialni są hakerzy z Korei Północnej.
  7. Jaki jest cel ataków? Zbadała to firma Verizon. Okazuje się, że w 71% cyberataków chodzi oczywiście o pieniądze. 25% naruszeń spowodowanych jest…szpiegostwem. Co 4 atak motywowany jest zatem chęcią przejęcia informacji z atakowanej instytucji lub firmy.
  8. Kalejdoskop zagrożeń jest dość barwny. Jednym z bardziej popularnych jest atak DoS/DDos – czyli odmowa usługi. Cybint Solutions podaje, że doświadczyło go już 51% firm.
  9. Czy ataki to problem wyłącznie dużych korporacji? Nie! Do 41% z nich dochodzi w małych firmach. Powód? Są one najsłabiej chronione – często brak w nich działów IT, pracownicy nie są szkoleni z cyberbezpieczeństwa, a same firmy nie inwestują w środki ochrony. W dodatku są one bardziej skore do zapłaty okupu – dla nich nawet krótki przestój w działaniu może przynieść katastrofalne skutki.
  10. Prognozuje się, że  do największej liczby cyberataków dochodzić będzie w branży medycznej – nawet 4 razy częściej niż w innych sektorach!
  11. Malware, czyli złośliwe oprogramowanie, w 94% dystrybuowane jest przez email phishing.
  12.  Przestępcy najchętniej wykorzystują złośliwe załączniki o rozszerzeniach  .doc i .dot (37%). Kolejne miejsce w tym niechlubnym rankingu (19,5%) należy do plików .exe.
  13.  W grudniu 2019 roku ransomware skończył…30 lat. Złośliwy wirus na przestrzeni trzech dekad doczekał się licznych “mutacji” i co jakiś czas uderza z ogromną siłą. Tylko w 2019 roku wyrządził szkód na 11,5 mld dolarów.
  14.  133 tysiące dolarów – to średni jednostkowy koszt ponoszony przez firmy, które zaatakował ransomware.
  15. Z danych przedstawionych przez Cybint Solutions wynika, że w ubiegłym roku aż 62% firm doświadczyło ataków phishingowych lub innych cyberataków z wykorzystaniem podstępnych socjotechnik.
  16.  82% pracodawców przyznaje się, że nie ma wiedzy dotyczącej cyberzagrożeń.
  17.  1 na 36 urządzeń mobilnych ma zainstalowane “podejrzane” aplikacje.
  18. W 2019 roku pojawiło się o 11% naruszeń cyberbezpieczeństwa więcej, niż w 2018 roku. Jeszcze więcej – bo o 67% – w porównaniu do 2014 roku.
  19.  300 miliardów – to szacunkowa liczba haseł, jak pojawi się do 2020 roku na całym świecie.
  20. Wiedzieliście, że tylko 5% folderów znajdujących się na firmowych komputerach jest właściwie chroniona?
  21. Forbes podaje, że w 2020 roku 83% korporacyjnych zadań przeniesionych zostanie do chmury.
  22.  133,7 miliarda dolarów (!) – tyle świat ma wydać na cyberbezpieczeństwo w 2022 roku. Na razie są to prognozy Gartnera. Czy się spełnią?

Powyższe statystyki pokazują, że zagrożenia nie tracą na sile. Nawet z wiekiem. Ransomware choć ma już 30 lat, nigdy nie był tak silny jak dziś. Nikt nie może czuć się bezpieczny – użytkownicy indywidualni, małe i średnie przedsiębiorstwa, administracja czy korporacje – może dotknąć każdego.

Wraz z rozwojem zagrożeń musi iść wzrost świadomości – mówi Paweł Sarol z Xopero Software – częstym błędem jest popadanie w stereotypy, że “nas to nie dotyczy”, “że jesteśmy za mali”. Ransomware nie robi wyjątków i po 30 latach jego istnienia powinniśmy już o tym wiedzieć. Firmy muszą inwestować i zwiększać nakłady na cyberbezpieczeństwo. W tym na technologie – antywirusy i rozwiązania do backupu danych – oraz edukację pracowników i powiększanie działów IT.

Targi eTrade Show 2020

Już 5 marca 2020, w prestiżowej części PGE Narodowego- Business Club odbędzie się wyjątkowe wydarzenie biznesowe

 Targi eTrade Show 2020

Dołącz do liderów branży e-commerce! Poznaj najnowsze trendy i innowacje! Rozwiń swój e-biznes!

Targi eTrade ShowTo już druga edycja targów dla branży e- handlu. Ponad 1000 mprzestrzeni wystawienniczej, 100 sprawdzonych rozwiązań dla Twojego sklepu internetowego, wyjątkowa konferencja prowadzona przez najlepszych mówców i specjalistów w Polsce, strefa ekspertów poświęcona branży IT i blogom, dedykowane spotkania biznesowe business matching oraz moderowany networking w strefach stworzonych przez Google Internetowe rewolucje w eksporcie. Wszystko w jeden dzień, w części Business Club PGE Narodowego w Warszawie.

Dlaczego warto zaprezentować swoją ofertę?

Po sukcesie pierwszej edycji targów i ogromnym zainteresowaniu odwiedzających, przenosimy się do najbardziej prestiżowej części PGE Narodowego, czyli Business Club. Swoje oferty zaprezentują dostawcy rozwiązań płatniczych, logistycznych, programistycznych czy marketingowych dla sklepów internetowych. Odwiedzający będą mieli szanse wziąć udział w konferencji edukacyjnej i zapoznać się z czynnikami sukcesu w e-commerce, dowiedzieć się jak zacząć sprzedawać w Internecie bez wielkiego budżetu oraz  jak pozyskiwać leady sprzedażowe niskim kosztem. Odwiedzający będą mieli możliwość wyboru dwóch konferencji edukacyjnych PRO i LITE, Wśród wystawców pojawią się największe firmy w branży handlu elektronicznego. W ubiegłej edycji wystawcami były m.in. takie firmy jak FedEx, home.pl, InPost, kredytmarket, Przelewy 24, ING iMoje, Poczta Polska, Gonito i wiele innych.

Co czeka na wystawców?

Ponad 1000 m2 strefy wystawienniczej – to przestrzeń, gdzie swoje rozwiązania zaprezentują wiodące marki z branży e-commerce. Poznamy rozwiązania dla sklepów internetowych takie jak: narzędzia do generowania sprzedaży, agencje SEO/SEM, platformy dla e-sklepów, e-logistykę, obsługę klienta w online czy formy e-płatności. Strefa dostawców rozwiązań i podwykonawców dla jeszcze lepszych wyników sprzedażowych w sklepach internetowych.

Konferencja edukacyjnaBądź liderem w CX–   jednocześnie na dwóch scenach pro & lite wystąpią eksperci branży e- handlu przeprowadzając nas przez cały Customer Journey podzielą się swoją wiedzą na tematy z zakresu reklamy w e-commerce, czynnikach sukcesu e- handlu, integracji sprzedaży stacjonarnej z internetową, kierunku e-commerce, o tym, czy Influencerzy sprzedają, jak się bronić przed fałszywymi kliknięciami i konwersjami, Viral Loop Hack Marketing. Poznaj nowe sposoby kontaktowania się z klientami dzięki wykorzystaniu połączonych danych i zaawansowanej personalizacji do budowy osobistych kontaktów marketingowych. Na nowo zdefiniuj swoją rolę i osiągaj sukcesy w gospodarce ukierunkowanej na doświadczenia. Ucz się od najlepszych.

Bezpłatne warsztaty dla wystawców Przed rozpoczęciem wydarzenia organizujemy dedykowane dla wystawców szkolenie z autoprezentacji biznesowej.

Strefa ekspertów – dedykowana strefa dla branży IT i blogów, gdzie specjaliści branży będą doradzać w zakresie systemów automatyzacji sprzedaży w omnichannel, implementowaniu koszyków oraz programowania.

Business Matching, czyli dedykowane 15 minutowe spotkania biznesowe. Ciesząca się zainteresowaniem forma bezpośrednich, konkretnych spotkań umawianych za pomocą targowej aplikacji mobilnej.

Targi eTrade Show 2020 to wydarzenie dla aktualnych liderów e-biznesu, cała masa inspiracji,  trendów i nowości dla tych którzy chcą poszerzać swoje sieci klientów online, rozwijać markę oraz swoją wiedzę o e-commerce. Dołącz do nas. Zostań jednym z wystawców. Program i bilety są dostępne na eTradeShow.pl

7 godzin, 100 rozwiązań dla e-commerce, 2500 odwiedzających nas przedsiębiorców, 2 sceny konferencji, 22 prelegentów. Unikatowe wydarzenia towarzyszące, prestiżowa lokalizacja.

Rozwiń swoją firmę i dołącz do liderów branży e-commerce już 5 marca 2020.

Organizatorem targów jest IC Events.

BDO – cyfrowa rewolucja w gospodarce odpadami

Od 1 stycznia 2020 r. przedsiębiorców czeka cyfryzacja w ewidencji odpadów oraz w sprawozdawczości związanej z gospodarowaniem odpadami. Cały obieg dokumentów będzie odbywał wyłącznie w Bazie Danych o Produktach i Opakowaniach oraz o Gospodarce Odpadami (BDO).

Przedsiębiorcy, którzy wytwarzają odpady inne odpady niż komunalne, transportujący oraz przetwarzający odpady muszą być zarejestrowani w Rejestrze-BDO. Wpisowi podlegają także wprowadzający na terytorium kraju opakowania, produkty w opakowaniach, opony, oleje smarowe, pojazdy, baterie lub akumulatory, sprzęt elektryczny i elektroniczny, producenci, importerzy i wewnątrzwspólnotowi nabywcy opakowań.

Ważne jednak kto nie musi się rejestrować, a są to:

  • osoby fizyczne oraz jednostki organizacyjne niebędące przedsiębiorcami wykorzystujące odpady na potrzeby własne np. wykorzystanie gruzu, betonu z rozbiórek i remontów do utwardzania powierzchni lub budowy fundamentów;
  • osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą lub przedsiębiorcy, którzy w ramach prowadzonej działalności wytwarzają jedynie odpady o składzie i charakterze odpadów komunalnych i objęci są systemem odbioru odpadów komunalnych (np. drobne usługi, działalność administracyjno-biurowa, zakłady fryzjerskie, kosmetyczne, o ile nie wytwarzają np. odpadów niebezpiecznych);
  • władający powierzchnią ziemi, na której są stosowane komunalne osady ściekowe;
  • prowadzący działalność inną niż działalność gospodarcza w zakresie gospodarowania odpadami (tzw. nieprofesjonalna działalność w zakresie zbierania odpadów), np., systemy zbierania odpadów w szkołach, placówkach oświatowo-wychowawczych, np. zbieranie nakrętek podczas akcji charytatywnych;
  • transportujący wytworzone przez siebie odpady; np. właściciel nieruchomości transportujący skoszoną trawę do PSZOK-u,
  • rolnik gospodarujący na powierzchni użytków rolnych poniżej 75 ha, o ile nie podlega wpisowi z tytułu innej działalności, np. rolnik, który uprawia pszenicę na powierzchni 50 ha;
  • przedsiębiorcy, którzy będą wytwarzać tylko odpady, dla których nie ma obowiązku prowadzenia ewidencji o kodach i w ilościach wymienionych w (odpady wymienione w rozporządzeniu Ministra Środowiska z dnia 12 grudnia 2014 r. w sprawie rodzajów odpadów i ilości odpadów, dla których nie ma obowiązku prowadzenia ewidencji odpadów).

Przedsiębiorcy muszą również pamiętać, że mają obowiązek umieścić swój numer z Rejestru-BDO na dokumentach związanych z działalnością dotyczącą gospodarki odpadami, m.in.: na fakturach VAT, paragonach, sprawozdaniach, kartach przekazania odpadów oraz ewidencji odpadów. Za brak takiego numeru grozi kara. Podmioty, które mają obowiązek rejestracji samodzielnej, a jeszcze się nie zarejestrowały, mają zatem ostatnią chwilę, aby złożyć odpowiedni wniosek. W przeciwnym razie po 1 stycznia 2020 r. nie będą mogły korzystać z bazy i jej nowych modułów – nie będą więc mogły legalnie prowadzić działalności.

Objaśnienia prawne Ministra Klimatu

Zmianie ulegnie również funkcjonowanie samego Rejestru-BDO, ponieważ wszystkie wnioski o wpis, aktualizację danych lub wykreślenie będą składane tylko za pośrednictwem elektronicznych formularzy dostępnych w bazie, które po autoryzacji przez Krajowy Węzeł Identyfikacji Elektronicznej zostaną przekazane do rozpatrzenia przez odpowiedni urząd marszałkowski.

Zadaniem Bazy Danych o Odpadach jest rzeczywista ochrona środowiska. Dzięki BDO organy kontroli będą mogły analizować zgodność faktycznie prowadzonej przez podmiot działalności w zakresie gospodarki odpadami, z zakresem zadeklarowanym w Rejestrze-BDO. Od stycznia trudniej będzie uciec w szarą strefę.” – powiedział Krystian Szczepański, dyrektor Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego.

Funkcjami BDO przydatnymi dla przedsiębiorców będzie między innym możliwość sprawdzenia on-line, w jakim zakresie dowolny podmiot prowadzi działalność dotyczącą gospodarki odpadami. To szczególnie istotne, przy zawieraniu umów z nowymi kontrahentami. Ponadto cyfrową Kartę Przekazania Odpadu będzie można zaplanować 30 dni wcześniej. Po zatwierdzeniu będzie widoczna w systemie i zawierała informacje m.in. o rodzaju i ilości przewożonych odpadów, planowanej dacie i godzinie transportu oraz o miejscu, do którego należy dostarczyć odpady. Podmiot transportujący podczas przewożenia odpadów będzie mógł posiadać, na przykład w telefonie, wygenerowane potwierdzenie KPO lub KPOK do okazywania w trakcie kontroli. Generując takie potwierdzenie, transportujący odpady potwierdzi, że zdaje sobie sprawę z tego, co przewozi. Dopiero po tej czynności transport z odpadami może wyjechać od przekazującego.

Duże przedsiębiorstwa, które zainwestowały w oprogramowanie do ewidencji odpadów, w tym do wystawiania Kart Przekazania Odpadów mogą dokonać jego integracji z BDO przez API BDO. Dzięki temu ewidencja odpadów będzie mogła być prowadzona w dotychczas wykorzystywanym systemie, z jednoczesnym zapisem danych w BDO. Podmioty, które nie posiadają oddzielnego oprogramowania do prowadzenia ewidencji odpadów, będą mogły korzystać z BDO dostępnego przez przeglądarkę internetową.

Eksperci Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego, którzy tworzą system BDO zapewniają, że podczas prac położono duży nacisk na wygodę i intuicyjność interfejsu systemu. W II połowie 2019 roku Instytut przeprowadził szereg darmowych szkoleń z obsługi BDO dla ponad 9000 osób. Od 16 grudnia br. działa wersja produkcyjna Bazy, dzięki której przedsiębiorcy mogą się zapoznać z większością funkcjonalności systemu startującego 1 stycznia 2020 r.

Czy Trump zostanie w Białym Domu na drugą kadencję?

Trwa kampania przed wyborami amerykańskiego prezydenta, chociaż do dnia wyborów został jeszcze ponad rok. Przed Amerykanami prawybory największych partii politycznych: Demokratów i Republikanów. Wybrani zostaną w nich kandydaci na urząd prezydencki, po jednym z każdej partii. To oni w listopadzie 2020 powalczą o fotel w Białym Domu. Z szeregów Demokratów wyłoniły się trzy osoby, które starają się o kandydaturę. To były wiceprezydent Joe Biden, senatorka Elizabeth Warren oraz znany z poprzedniej kampanii prezydenckiej Bernie Sanders. Amerykańscy wyborcy mogą już obserwować debaty polityczne, prowadzone między demokratycznymi kandydatami. Inaczej sprawa ma się z prawyborami republikańskimi. Obecny prezydent Donald Trump ma bowiem wśród partyjnych wyborców tak duże poparcie, że niektóre stany zastanawiają się, czy w ogóle organizować prawybory. To jednak wcale nie musi przełożyć się na sukces Trumpa w ostatecznym starciu o fotel prezydencki.

– Te będą ciekawe wybory. Wygrana będzie zależała od mikro zwycięstw w poszczególnych stanach. Kluczowe znowu okażą się tak zwane „swing states”, w których nigdy do końca nie wiadomo, która partia będzie górą – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, ekonomista, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Na scenie politycznej zaszło również kilka ważnych zmian ustawowych, które mogą zmienić partyjną równowagę na Florydzie, w Ohio i kilku innych stanach. Mamy również do czynienia z bardzo dużą kampanią przeciwko samemu Donaldowi Trumpowi. Toczące się śledztwo dotyczące relacji Trumpa z Rosją może pogrążyć Republikanów. To jednak trudno przewidzieć, gdyż wybory amerykańskie nie są powszechne – głosują delegaci, wybrani przez obywateli. Liczba delegatów nie zależy jednak od liczby mieszkańców konkretnego stanu. Powszechne głosowanie może więc jednoznacznie wskazywać na kandydata Demokratów, ale Republikanie już nie raz wygrywali takie wybory – mniejszość obywateli reprezentowana była przez większość delegatów. To może sprawić, że prezydent USA się w przyszłym roku nie zmieni – analizuje Roszkowski.

Dużo zmian dla akcjonariuszy i emitentów obligacji. Zmiana przepisów umożliwia m.in. obrót niewykupionymi obligacjami

Na rynku giełdowym obowiązuje znowelizowana ustawa o ofercie publicznej. Regulacja weszła w życie 30 listopada. Wprowadziła ona m.in. wpływ akcjonariuszy na wysokość wynagrodzeń członków zarządu i rad nadzorczych z obowiązkiem ich publikowania, podniosła próg przymusowego wykupu akcji od udziałowców mniejszościowych z 90 do 95 proc., a także umożliwiła obrót niewykupionymi obligacjami.

– Nowelizacja ustawy o ofercie publicznej, która weszła w życie 30 listopada, rozszerza przypadki, w których należy korzystać z funkcji agenta emisji, zmienia zakres obowiązków tego agenta, a także, co jest niezwykle istotną zmianą, umożliwia obrót obligacjami w przypadku, gdy emitent ich nie wykupi, nie wywiąże się ze swoich zobowiązań. Dotychczas było to niemożliwe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Borowski, członek zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

W połowie października Sejm uchwalił nowelizację ustawy o ofercie publicznej, która dostosowała polskie prawo do wymogów unijnej dyrektywy. Ma ona lepiej chronić prawa akcjonariuszy i obligatariuszy, a także zwiększyć przejrzystość działania spółek publicznych. W przypadku nabywców obligacji wszystkie emisje mają już status publicznych, nawet jeśli liczba złożonych propozycji nabycia nie przekroczy 149 adresatów. Ponadto liczba złożonych propozycji nabycia w czasie 12 miesięcy podlega zsumowaniu i jeśli ma przekroczyć 149 adresatów, to jej plasowanie wymagać będzie publikacji memorandum informacyjnego zatwierdzonego przez Komisję Nadzoru Finansowego. Nowelizacja wydłuża także maksymalny okres prowadzenia obligacji z 6 tygodni do 3 miesięcy.

Zmiany dotyczą również emitentów akcji i akcjonariuszy.

– Nowelizacja wprowadziła obowiązek uchwalenia polityki wynagrodzeń dla członków zarządów i rad nadzorczych, która to polityka musi być akceptowana przez walne zgromadzenie akcjonariuszy – przypomina Piotr Borowski. – Ponadto zostały zaostrzone przepisy w zakresie raportowania transakcji z podmiotami powiązanymi, a także został podniesiony próg tzw. squeeze outu z 90 do 95 proc., czyli po przekroczeniu 95 proc. głosów w spółce akcjonariusz może wezwać pozostałych akcjonariuszy do przymusowego wykupu.

Utrudni to proces wychodzenia spółek z giełdy, z czym na polskim parkiecie mieliśmy w ostatnich latach często do czynienia. Do tej pory większościowi akcjonariusze, ogłaszając wezwanie do sprzedaży akcji i uzyskując w jego wyniku 90 proc. udziałów, mogli (i zawsze z tego korzystali) wezwać do przymusowego wykupu akcji od akcjonariuszy mniejszościowych, w wyniku czego uzyskiwali 100 proc. akcji i wycofywali spółkę z obrotu publicznego. Podniesienie tego limitu do 95 proc. zmniejszy prawdopodobieństwo opuszczenia giełdy przez spółkę. Z drugiej strony spółka także zyskuje nowe prawa wobec swoich udziałowców.

– Zostały również wprowadzone zmiany umożliwiające identyfikację spółkom akcyjnym ich akcjonariuszy – informuje członek zarządu GPW. – Teraz każda spółka akcyjna będzie mogła się dowiedzieć, kto jest jej akcjonariuszem. Ma to służyć polepszeniu komunikacji z akcjonariuszami i wprowadzaniu programów lojalnościowych, a także wykonywaniu praw korporacyjnych. Wprowadzono również obowiązek posiadania przez wszystkie spółki procedury anonimowego informowania o naruszeniach prawa. Takie mechanizmy muszą zostać wprowadzone we wszystkich spółkach giełdowych.

To nie jest jedyna zmiana na rynku obligacji, która zaczęła obowiązywać w tym roku.

– Od 1 lipca wszyscy emitenci mają obowiązek deponowania swoich obligacji w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych. Dotyczy to zarówno emisji obligacji publicznych, jak i niepublicznych. Ma to na celu zwiększenie przejrzystości tego rynku oraz zwiększenie bezpieczeństwa uczestników – mówi Piotr Borowski.

Banki i instytucje pożyczkowe powinny się przygotować na spowolnienie gospodarcze. Choć wzrost płac i niskie bezrobocie mogą osłabić negatywne efekty

Stabilne stopy procentowe, inflacja w ryzach i wzrost płac powinny złagodzić skutki spodziewanego przez ekonomistów spowolnienia dla banków i instytucji finansowych. Według prognoz najsłabszy dla gospodarki będzie 2021 rok, gdy PKB wzrośnie o mniej niż 3 proc. Jednak niepewność regulacyjna, niekorzystny dla sektora wyrok TSUE i związany z tym spadek rentowności mogą doprowadzić do upadku mniejszych instytucji finansowych.

Rynek consumer finance jest bardzo ściśle powiązany z sytuacją gospodarczą, z tego też względu perspektywy rozwoju gospodarczego kraju są w obiekcie zainteresowań tego rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Marta Penczar, dyrektor obszaru badawczego Bankowość i rynki finansowe w Instytucie Badań nad Gospodarką Rynkową. – Badania dotyczące prognoz makroekonomicznych Europejskiego Kongresu Finansowego wskazują, że najbliższe lata będą okresem spowolnienia gospodarczego. Według nich tempo wzrostu obniży się do poziomu 2,9 proc. w 2021 roku. Branża consumer finance jest w jakimś stopniu na to przygotowana, bo eksperci rynku bardzo wysoko oceniają prawdopodobieństwo realizacji tego negatywnego scenariusza.

Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że od stycznia do października 2019 roku banki i SKOK-i udzieliły kredytów konsumpcyjnych o wartości przeszło 75 mld zł. Klienci sięgnęli po nie ponad 6 milionów razy. To nieco rzadziej niż rok wcześniej (ich liczba spadła o 0,7 proc.), ale za to pożyczona kwota wzrosła o 8,6 proc. Dotyczy to również sprzedaży ratalnej w sklepach i e-sklepach. Dane te pokazują, że rośnie średnia wartość kredytu, przy czym dodatnie dynamiki odnoszą się do większych kredytów. Najmocniej wzrosła liczba i wartość pożyczek powyżej 20 tys. zł (odpowiednio o 8,6 proc. oraz 8,8 proc.) oraz o wartości 7–20 tys. zł. Jedne i drugie odpowiadają za co trzeci kredyt, a ich wartość sięga niemal 86 proc. pożyczonych kwot. Jednak w sytuacji spowolnienia banki będą musiały ostrożniej pożyczać pieniądze konsumentom.

W takiej sytuacji trzeba bardzo pilnować biznesu. To z jednej strony poszukiwanie nowych klientów i udzielanie nowych kredytów, ale z drugiej, pilnowanie, aby te kredyty były udzielane osobom, które mają zdolność kredytową, żeby nie doszło do nadmiernego wzrostu liczby kredytów nieregularnych, bo to z punktu widzenia branży consumer finance obniża ich zyskowność – radzi dyrektor z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

Pozytywnym sygnałem dla rynku są prognozy EKF mówiące o tym, że mimo spowolnienia stopa bezrobocia oraz wzrost płac powinny się utrzymać na podobnym poziomie. To powinno zniwelować negatywne skutki hamowania wzrostu gospodarczego dla sektora consumer finance.

Indeks jakości kredytów konsumpcyjnych w październiku wyniósł 5,65 proc. i był o 0,05 pkt proc. wyższy niż rok wcześniej. Jest to niski, bezpieczny poziom. Warto jednak pamiętać o tym, że duża część kredytów spłacana jest przed czasem (średnia spłata trwa 22 miesiące, choć w umowach wynosi 45), co w związku z tzw. małym wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, nakazującym zwrot części prowizji w przypadku wcześniejszej spłaty proporcjonalnie do skrócenia okresu pożyczki, może uderzyć zwłaszcza mniejsze banki po kieszeni.

Podczas czerwcowego Europejskiego Kongresu Finansowego w Sopocie prezesi banków zwracali uwagę na to, że wzrost regulacji może sprawić, że na rynku zostanie tylko osiem największych banków, bo pozostałe nie zdołają przetrwać w warunkach spadającej rentowności.

– Rynek consumer finance, a zatem banki, firmy pożyczkowe i współpracujące z nimi firmy, zawsze boi się regulacji. To jest bardzo regulowana działalność i to ryzyko definiuje i model biznesowy, i warunki osiąganej rentowności – wskazuje Marta Penczar. – Przy bardzo dużych wymogach regulacyjnych, zmieniających model funkcjonowania, niektóre podmioty mogą mieć trudności z kontynuowaniem działalności.

Według Narodowego Banku Polskiego na koniec października wartość kredytów konsumpcyjnych udzielonych osobom prywatnym wyniosła 165,76 mld zł, z czego stwierdzona utrata wartości dotyczyła nieco ponad 18 mld zł. Przychody banków z tytułu opłat i prowizji wzrosły od stycznia do października w porównaniu z takim samym okresem 2018 roku do 18,97 mld zł, czyli o ponad 340 mln zł. Koszty zwiększyły się o 22 mln zł. Także zysk netto był wyższy; wzrósł z 12,7 mld do 13,15 mld zł. Wyraźnie zwiększyła się też jednak kwota podatku z 4,18 mld do 4,86 mld zł.

Polska bez pełnomocnika ds. cyberbezpieczeństwa. Minister cyfryzacji: będą korekty w polskim systemie cyberbezpieczeństwa

Karol Okoński zrezygnował z funkcji pełnomocnika ds. cyberbezpieczeństwa, którą pełnił od czasu utworzenia tego stanowiska przez Prezesa Rady Ministrów 16 marca 2018 roku. Do jego zadań należało m.in. nadzorowanie prac nad systemami informatycznymi mającymi zabezpieczyć państwa członkowskie Unii Europejskiej przed atakami cyberprzestępców. Przed ustąpieniem zdążył doprowadzić do podpisania pierwszej umowy w ramach Programu Współpracy w Cyberbezpieczeństwie.

Po blisko dwóch latach sprawowania urzędu pierwszy pełnomocnik ds. cyberbezpieczeństwa zrezygnował z pełnienia swojej funkcji. Ministerstwo cyfryzacji planuje powołać jego następcę.

– Na pewno zostanie powołany nowy pełnomocnik ds. cyberbezpieczeństwa, bo taki jest wymóg ustawowy, tutaj na pewno nic przełomowego się nie wydarzy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Marek Zagórski, minister cyfryzacji.

Stanowisko pełnomocnika ds. cyberbezpieczeństwa powołano w wyniku przyjęcia przez polski rząd Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie środków na rzecz wysokiego, wspólnego poziomu bezpieczeństwa sieci i systemów informatycznych na terytorium Unii Europejskiej (NIS). Na mocy dyrektywy ministerstwo cyfryzacji objęło nadzorem kilkaset operatorów infrastruktury krytycznej, w największej mierze narażonych na ataki cyberprzestępców.

Rolą pełnomocnika jest m.in. wypracowywanie rozwiązań, które zabezpieczą polskie systemy teleinformatyczne przed działaniami cyberprzestępców czy opiniowanie projektów aktów prawnych związanych z udoskonalaniem krajowych systemów cyberbezpieczeństwa.

– Proces budowy systemu cyberbezpieczeństwa w Polsce, który rozpoczęliśmy wspólnie z ministrem Okońskim, a także innymi ministerstwami, będzie kontynuowany. Co do zasady, będzie miał podobny kształt, jaki został zaprojektowany i w ustawie, i w strategii cyberbezpieczeństwa, choć na pewno będą korekty. One nie wynikają z faktu zmiany pełnomocnika, tylko z tego, że mamy już pewne oceny dotyczące tego, w jaki sposób to funkcjonuje – mówi Marek Zagórski.

Przed rezygnacją ze stanowiska dotychczasowy pełnomocnik zdążył m.in. doprowadzić do podpisania pierwszej umowy na mocy partnerstwa publiczno-prywatnego z Krypton Polska w ramach Programu Współpracy w Cyberbezpieczeństwie. Firma będzie współpracować przy wdrażaniu nowych metod testów oraz kryteriów oceniania urządzeń i oprogramowania na potrzeby Krajowego Systemu Certyfikacji Cyberbezpieczeństwa.

Nowo powołany pełnomocnik w pierwszej kolejności będzie musiał zająć się problematyką systemów cyberbezpieczeństwa w ramach sieci 5G. Zgodnie z rozporządzeniem Komisji Europejskiej każdy kraj członkowski musi uruchomić sieć 5G co najmniej w jednym mieście do końca 2020 roku.

– Widzimy, gdzie są potrzebne rzeczywiście zmiany, na co należy zwrócić trochę większą uwagę, to wszystko też będzie się działo w 2020 roku – zapowiada minister Zagórski.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku cyberbezpieczeństwa w 2018 roku wyniosła blisko 153 mld dol. Przewiduje się, że do 2023 roku wzrośnie do niemal 249 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 10,2 proc.

Polska zmniejszyła składkę na programy opcjonalne Europejskiej Agencji Kosmicznej. Uniemożliwi to polskim firmom odgrywanie wiodącej roli w kluczowych misjach

Podczas konferencji Space 19+ członkowie Europejskiej Agencji Kosmicznej uchwalili rekordowo wysoki budżet w wysokości 14,4 mld euro. Decyzja o zwiększeniu składek członkowskich pozwoli przyspieszyć rozwój europejskich programów kosmicznych. Mimo tego polska składka na programy opcjonalne będzie niższa niż w poprzedniej perspektywie, co może się odbić na kondycji rodzimego sektora kosmicznego. Eksperci twierdzą, że nie pozwoli to polskim firmom uczestniczyć w kluczowych misjach ESA.

– Duży budżet pozwoli agencji zaznaczyć wiodącą rolę w kilkunastu obszarach sektora kosmicznego. A konkurencja jest bardzo trudna, bo mamy NASA z budżetem nieosiągalnym dla wszystkich innych agencji razem wziętych, mamy też mniejsze agencje, Chiny, Indie i inne państwa, które aspirują do tego, aby rozwijać ten przemysł. Ten rynek w Europie będzie się rozwijał, należy tylko trzymać kciuki za to, aby Polska dołączyła do tego grona, zwiększając swój udział w programach ESA – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Paweł Wojtkiewicz, prezes zarządu Związku Pracodawców Sektora Kosmicznego

Rekordowy budżet na najbliższą trzyletnią perspektywę finansową dla wielu firm może się okazać szansą na zaistnienie w sektorze kosmicznym. ESA planuje dalej inwestować w swoje najambitniejsze projekty, m.in. w realizację przedsięwzięć z zakresu obrazowania powierzchni Ziemi oraz budowę międzyagencyjnej stacji orbitalnej w ramach European Exploration Envelope Programme, która przyczyni się do powrotu człowieka na Księżyc.

Ponadto państwa członkowskie zobowiązane są do realizacji programów obowiązkowych finansowanych odgórnie, a oprócz tego prowadzą projekty opcjonalne, finansowane ze środków własnych. Polska delegacja zgłosiła się do uczestnictwa w siedmiu programach opcjonalnych, skupionych głównie na procesach obserwacji Ziemi. Delegacja z Polskiej Agencji Kosmicznej chce inwestować także w projekty badawcze z nowego programu Space Safety, które skupiają się wokół rozwiązań związanych m.in. z serwisowaniem satelitów. Postawienie na nową, niszową gałąź przemysłu kosmicznego w obliczu zmniejszenia składki na programy opcjonalne może poprawić konkurencyjność polskich firm na tle innych krajów członkowskich.

– Polska składka do programów opcjonalnych ESA w następnej perspektywie to około 39 mln euro, a poprzednią perspektywę Polska kończyła ze składką około 54 mln euro. Będziemy mieli więcej konkurencji na polskim rynku, nie wiem, czy w tak młodym sektorze jest to dobre, będziemy musieli jako kraj wybrać pewne specjalizacje. Taka składka na pewno nie pozwala nam na odgrywanie wiodącej roli w kluczowych misjach. Należy przekonywać administrację, żeby ta składka w okresie 3-letnim rosła przynajmniej do tego poziomu, który mieliśmy w poprzedniej perspektywie – przekonuje ekspert.

Zmniejszenie składki opcjonalnej może utrudnić wejście na rynek kosmiczny nowych polskich firm, ale nie będzie miało wpływu na programy, które są już w trakcie realizacji. Inżynierowie z GMV Innovating Solutions w ramach opcjonalnego Support Technology Programme napisali pełne oprogramowanie pokładowe dla satelity testowego OPS-SAT, które będzie zarządzać przebiegiem całej misji. Także na zlecenie ESA polska firma SENER wyprodukuje urządzenia do montażu paneli słonecznych dla satelity JUICE. W 2022 roku satelita JUICE poleci w kierunku Jowisza.

Ponadto Polska Agencja Kosmiczna nie chce się ograniczać do współpracy wyłącznie z jedną agencją kosmiczną. Dywersyfikacja działań promujących polskie firmy z sektora kosmicznego ma zwiększyć ich atrakcyjność na arenie międzynarodowej. Agencja otworzyła m.in. dedykowaną stronę poświęconą projektom realizowanym w ramach Europejskiej Organizacji Eksploatacji Satelitów Meteorologicznych, na której informuje o przetargach, w których mogą wziąć udział polscy przedsiębiorcy.

Przedsiębiorcy z sektora kosmicznego mogą liczyć także na wsparcie Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Sięgnęła po nie m.in. firma Scanway, która wykorzystała je w procesie badawczym podczas prac nad satelitą obrazującym ScanSAT, który w 2020 roku wejdzie w fazę końcowej realizacji.

– Sektor kosmiczny to nie tylko programy ESA. Wierzę, że po tych 6 latach polskiego udziału w ESA niektóre firmy nabyły kompetencje i ustanowiły kontakty z firmami z Europy w taki sposób, że ich biznes w sektorze kosmicznym będzie niezależny od decyzji administracji i od tej składki. Ale jeżeli mówimy o opcjonalnych programach, to możemy prognozować, że nastąpi pewne spowolnienie. Nie będziemy mogli się tak rozwijać, jak to miało miejsce kilka lat wcześniej – twierdzi Paweł Wojtkiewicz.

Według analityków z firmy Research and Markets wartość globalnego rynku technologii kosmicznych w 2018 roku wyniosła 360 mld dol. Przewiduje się, że do 2026 roku wzrośnie ona do 558 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 5,6 proc.

Rosyjski rynek jednym z najbardziej perspektywicznych dla polskich firm. Brakuje jednak wsparcia politycznego

Eksport polskich produktów do Rosji powoli odrabia straty wywołane wprowadzeniem unijnych sankcji i rosyjskiego embarga. Od stycznia do października firmy sprzedały tam towary warte 6,9 mld dol. Rosja pozostaje jednym z kluczowych rynków eksportowych, mimo że nie możemy sprzedawać tam owoców, warzyw, nabiału czy wędlin. Rośnie za to sprzedaż wyrobów przemysłowych i budowlanych. – Żeby skorzystać z potencjału rosyjskiego rynku, firmy powinny tam więcej inwestować – ocenia Marek Ociepka, były radca-minister Ambasady RP w Moskwie. Jego zdaniem brakuje jednak wsparcia politycznego.

– Polski eksport do Rosji doszedł do poziomu blisko 11 mld dol. w 2013 roku, w 2014 spadł do około 5 mld, w ostatnich latach ponownie się podnosi do około 7 mld dol., a więc jeszcze mu daleko do tego poziomu, który już był – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marek Ociepka, były radca handlowy Ambasady RP w Moskwie.

Z danych GUS wynika, że po dziewięciu miesiącach tego roku Rosja jest na siódmym miejscu wśród największych rynków eksportowych Polski i na trzecim miejscu wśród krajów importujących – z udziałem na poziomie odpowiednio 3,1 proc. oraz 6,1 proc. W 2018 roku eksport polskich produktów do Rosji sięgnął 8 mld dol., przy 6,9 mld dol. w 2017 roku. Wynik sprzed dwóch lat został osiągnięty po dziewięciu miesiącach tego roku. To wzrost o 3 proc. w stosunku do analogicznego okresu 2018 roku (jednak w eksporcie liczonym w złotych lub euro wzrost jest zdecydowanie wyższy – odpowiednio o 11,1 proc. i 9,7 proc.).

Wprowadzone w 2014 roku rosyjskie embargo na część polskich produktów sprawiło, że obroty spadły. Raport „Rosyjskie embargo a polski eksport” Związku Przedsiębiorców i Pracodawców wskazuje, że bilans handlowy Polski po wprowadzeniu embarga systematycznie się poprawiał, a struktura eksportu nie uległa szczególnej zmianie. Niemniej jednak nadal nie został odbudowany jej poziom z 2013 roku. W pewnej mierze wynika to z utrzymującego się rosyjskiego embarga na produkty rolno-spożywcze, w tym na polskie jabłka, które przed laty stanowiły czołową pozycję wśród towarów sprzedawanych do Rosji (druga pozycja w 2013 roku).

– Jesteśmy na 3.–4. miejscu wśród eksporterów z UE do Rosji. Na świecie na ponad 200 państw jesteśmy na 11.–12. miejscu. To pokazuje naszą moc, jesteśmy dla Rosji bardzo silnym partnerem – ocenia ekspert.

Analiza Warsaw Enterprise Institute pokazuje, że eksportujemy do Rosji więcej niż Holandia czy Wielka Brytania. Gdyby uwzględnić wielkość gospodarek, to w eksporcie do Rosji jesteśmy lepsi niż europejski lider, jakim są Niemcy. Sprzedali oni w ubiegłym roku do Rosji towary o wartości 25,5 mld dol., mają gospodarkę 7 razy większą od naszej.

 Rosja importuje za setki miliardów dolarów rocznie i w tych setkach miliardów powinien być coraz większy udział towarów z Polski – podkreśla Ociepka.

Rocznik statystyczny GUS wskazuje, że eksportujemy przede wszystkim maszyny, urządzenia i sprzęt transportowy (3,2 mld dol.) oraz chemikalia (1,6 mld dol.).

– Podstawowym produktem, który sprzedajemy do Rosji, są artykuły przemysłowe. To produkty do zapisu i odtwarzania dźwięku, obrazu, techniczne wyposażenia fabryk, zakładów, wszystko to, co służy produkcji przemysłowej. Dodatkowo nieźle sprzedają się materiały budowlane i szeroko rozumiana budowlanka – wymienia Marek Ociepka.

Zdaniem Ociepki na rosyjskim rynku mogłoby być znacznie więcej produktów polskich firm. Mogłyby w tym pomóc m.in. większe inwestycje bezpośrednie krajowych przedsiębiorstw w Rosji. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców w raporcie „Biznes w Rosji” wskazuje, że polskie firmy powinny próbować sił w Rosji. Rosyjskie firmy – partnerzy handlowi Polski – mają swe siedziby głównie w Moskwie, Petersburgu i obwodzie kaliningradzkim. Szczególnie ten ostatni region może się stać perspektywicznym obszarem zwiększenia aktywności krajowych przedsiębiorców. Autorzy raportu przekonują, że polski biznes powinien być elementem soft power, szczególnie właśnie w obwodzie kaliningradzkim.

 Polskie inwestycje w Rosji są prawie żadne, na poziomie 300–400 mln dol., kiedy świat inwestuje tam 200–300 mld dol. Jest zakaz importu artykułów żywnościowych z Polski, ale gdyby znalazł się producent, np. pomidorów, kwiatów czy wyrobów mlecznych, który chciałby rozwijać produkcję na rynku rosyjskim, to nie ma ograniczeń, a nawet jest wsparcie ze strony rosyjskiej – przekonuje Marek Ociepka.

Kluczowe przy rozwoju polskich inwestycji w Rosji jest wsparcie polskich władz, tego zaś – zdaniem eksperta – brakuje.

– Jak było wsparcie polityczne, to handel się rozwijał i przedsiębiorcom było łatwiej, jak tego wsparcia zabrakło, to przedsiębiorcy pozostali sami sobie. W innych krajach władza wspiera wszystkich przedsiębiorców bardzo mocno i w ten sposób gwarantuje bezpieczeństwo obrotu towarami, jak również rozwój inwestycji. Wątpię, żeby bez tego wsparcia nasi przedsiębiorcy zbyt hojnie chcieli lokować pieniądze na rynku rosyjskim – podkreśla Marek Ociepka. – Mamy wielką szansę, jako sąsiedzi tak olbrzymiego rynku, mamy trudne do przecenienia możliwości lokowania produktu i inwestycji pod bokiem. To jest kraj, który jeszcze długo będzie potrzebował się rozwijać i jeśli polscy przedsiębiorcy chcą na tym zarobić, to na pewno będą mieli szansę. 

Polska potrzebuje szybszego rozwoju magazynów energii. Ustawa, która napędzi rynek, ma trafić do Sejmu w marcu

W Polsce w magazynach energii jest zainstalowanych łącznie ok. 1 450 MW mocy, tymczasem docelowo powinno to być 2 proc. całej mocy zainstalowanej w polskiej energetyce, czyli ok. 5 GW – szacuje Polska Izba Magazynowania Energii. Duże nadzieje wiąże się z rozwojem elektromobilności, bo rozpowszechnienie elektryków umożliwiłoby stosowanie ich akumulatorów jako rozproszonych magazynów energii. Rynek liczy też na stabilne ramy prawne, które pozwolą inwestować i zarabiać na magazynach, ale projekt odpowiednich regulacji ma trafić do laski marszałkowskiej dopiero w marcu – wynika z informacji PIME.

Magazynowanie energii ma na celu bilansowanie sieci w cyklu dobowym – łagodzenie obciążenia sieci elektroenergetycznej w szczytach oraz gromadzenie energii wtedy, gdy następuje jej nadprodukcja. Ma istotne znacznie zwłaszcza w przypadku niesterowalnych źródeł odnawialnych. Magazynowanie na dużą skalę utrzymuje nadwyżkę, kiedy produkcja energii wiatrowej i słonecznej przekracza popyt, a następnie uwalnia ją do sieci, gdy warunki pogodowe są niekorzystne, a zasoby energii odnawialnej – niewystarczające do zaspokojenia konsumpcji.

Zapotrzebowanie na magazyny będzie rosnąć wraz ze wzrostem udziału źródeł odnawialnych w systemie elektroenergetycznym. Polska jako członek UE musi się wywiązać z obowiązku 15-proc. udziału OZE w miksie, Planowane są kolejne inwestycje w OZE na lądzie i na morzu. Także program „Mój prąd”, czyli promocja mikroinstalacji fotowoltaicznych dla prosumentów, wyzwolił inicjatywę inwestycyjną po stronie odbiorców energii. Szacujemy, że dzięki niemu w instalacjach fotowoltaicznych może być zainstalowanych ok. 800 MW – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Kochanowski, wiceprezes i dyrektor generalny stowarzyszenia Polska Izba Magazynowania Energii.

Energia może być przechowywana przy użyciu kilku różnych technologii, które w ostatnich latach są rozwijane na potęgę – od akumulatorów litowo-jonowych poprzez technologie chemiczne, mechaniczne i termalne po magazyny sprężonego powietrza budowane na poziomie sieci dystrybucyjnych.

Najprostszym sposobem magazynowania energii są elektrownie szczytowo-pompowe, czyli produkcja energii poprzez generator i wykorzystywanie spadku wody. Natomiast najnowsze technologie, głównie znane z elektromobilności i wykorzystujące baterie elektrochemiczne, też są już bardzo popularne. W Polsce są budowane pierwsze instalacje – mówi Krzysztof Kochanowski.

Efektywność odzyskiwania energii w elektrowniach szczytowo-pompowych sięga 80 proc., a czas reakcji na zmiany zapotrzebowania zwykle nie przekracza minuty. Wadą takich elektrowni jest jednak konieczność wykorzystania dwóch zbiorników wody o dużej różnicy w wysokości, co zwykle nie jest możliwe na terenach nizinnych. Międzynarodowa Agencja Energii Odnawialnej (IRENA) wskazuje jednak, że ze względu na skalowalność tego rozwiązania elektrownie szczytowo-pompowe będą wykorzystywane jeszcze przez długi czas.

W Polsce w magazynach energii jest zainstalowanych łącznie ok. 1 450 MW w magazynach energii, w tym 1 370 MW w elektrowniach szczytowo-pompowych, a 20 MW w magazynach energii w technologii elektrochemicznej.

Pojemności magazynów energii potrzebujemy bardzo dużo. Szacujemy, że ok. 2 proc. całej mocy zainstalowanej w polskiej energetyce. To oznacza, że docelowo potrzebujemy ok. 5 GW zainstalowanych w technologiach magazynowania energii – mówi Krzysztof Kochanowski. – Niedostatek magazynów energii wpływa na pogarszającą się jakość energii, która trafia do odbiorców. Nasz system elektroenergetyczny został wybudowany w latach 50., kiedy nie było tylu odbiorców energii, niestabilnych odbiorników ani tylu rozproszonych źródeł energii, które teraz przyłącza się do sieci. Nasza energetyka ma z tym duży problem i brak magazynów spowoduje, że będą się pojawiać kolejne awarie. Mogą pojawić się też problemy z przyłączaniem do sieci kolejnych źródeł odnawialnych.

Duże nadzieje w obszarze magazynowania energii są też związane z rozwojem elektromobilności. Rozpowszechnienie pojazdów elektrycznych umożliwiłoby stosowanie ich akumulatorów jako rozproszonych magazynów energii (akumulatory to technologicznie najprostsze magazyny energii, które pozwalają przechowywać ją w łatwej do odzyskania postaci elektrochemicznej i odzyskać do 85 proc. włożonej energii, ale ich wadą jest wciąż wysoka cena i ograniczona żywotność). Przeciętny samochód spędza do 95 proc. czasu bezczynnie, więc w tym czasie jego właściciel mógłby wykorzystywać pojemność baterii jako magazyn energii – ładując go w nocy, gdy energia jest tania i wykorzystując ją w dzień. Akumulator w elektryku może przechowywać 20–50 kWh energii, co zaspokoiłoby zapotrzebowanie przeciętnego gospodarstwa domowego na 2 do 5 dni.

Jak wynika z projektu Polityki Energetycznej Państwa 2040, konieczne jest uregulowanie statusu prawnego instalacji magazynowania energii elektrycznej.

– Kluczowym jest określenie preferencyjnych taryf dla wprowadzania energii do magazynu, co wpłynie także na możliwość zmiany dla modelu pracy elektrowni wodnych szczytowo-pompowych. Mimo to posiadanie magazynów gromadzących moc odpowiadającą 10 proc. mocy zainstalowanej w elektrowniach wiatrowych w perspektywie 2023 roku jest ambitnym celem – zapisano w projekcie z listopada br.

Uregulowanie statusu prawnego instalacji magazynowania energii to cel nowelizacji prawa energetycznego, którą resort energii przedstawił w końcówce ubiegłego roku. Ta ma przede wszystkim znieść bariery formalno-prawne, co pozwoli inwestorom odnosić korzyści z magazynowania energii elektrycznej i umożliwić rozwój branży.

Rynek liczył, że te regulacje wejdą już w marcu tego roku. Okazało się, że w wyniku różnych perturbacji gospodarczych i politycznych, bo ważniejsze było m.in. wprowadzenie ustawy zamrażającej ceny energii, prace nad nowelizacją prawa energetycznego w zakresie magazynów energii się wydłużyły. To spowodowało, że niektórzy inwestorzy nie zrealizowali swoich inwestycji w magazyny energii na zasadach komercyjnych, a takie projekty były już zgłaszane w obecnej aukcji na rynku mocy. Niestety, inwestor musiał się wycofać, bo zabrakło regulacji, które pozwalałyby świadczyć usługi systemowe dla dużej energetyki w oparciu o te magazyny. Na dziś mamy informację, że nowe przepisy trafią do laski marszałkowskiej w marcu – mówi Krzysztof Kochanowski.

Po świętach wyrzucamy nawet dwa razy więcej jedzenia niż na co dzień. Rozsądne listy zakupów pomagają temu zapobiegać

Każdego roku w Polsce 9 mln ton żywności ląduje w koszu, tym samym zajmujemy 5. miejsce pod względem marnowania jedzenia w Unii Europejskiej. Okazuje się, że w okresie Bożego Narodzenia wyrzucamy go nawet 2 razy więcej. Aby zmienić te złe statystyki, należy przede wszystkim rozsądnie zaplanować świąteczne zakupy.

Święta to misja, którą trzeba rozplanować. Warto dobrze się przygotować do świątecznych zakupów, sprawdzić, co mamy w lodówce, przeanalizować, ilu będziemy mieć gości, zaplanować potrawy, jakie chcemy wykonać. Dzięki temu zmarnujemy i kupimy mniej – mówi Agencji Newseria Karolina Woźniak z Too Good To Go, która razem z Federacją Polskich Banków Żywności, w ramach kampanii „Wszystkiego Niezmarnowanego na Święta”, przygotowała kilka wskazówek, jak nie marnować żywności.

Ekspertka radzi, by pozostać odpornym na promocje i nie kupować trzech zamiast dwóch produktów tylko dlatego, że jest taniej. Tym bardziej że często towary objęte promocją mają krótsze terminy, więc większe jest ryzyko ich zepsucia. A to jeden z najczęstszych powodów, dla których wyrzucamy żywność do śmieci.

Lista zakupów jest bardzo dobrym pomysłem, to nasza tajna broń podczas zakupów. Mamy w głowie plan i świąteczne promocje nas nie zaskakują – mówi Karolina Woźniak.

Aby zminimalizować wyrzucanie jedzenia, można także przygotowywać mniejsze porcje. Dzięki temu mamy szansę zjeść wszystko, co zostało przyrządzone.

Nie zjemy ogromnych talerzy jedzenia, ponieważ potraw będzie aż 12, w związku z czym możemy przygotować trochę mniejsze porcje – dodaje Karolina Woźniak. – Dobrym pomysłem jest także zaproponowanie gościom wigilii składkowej, polegającej na tym, że każdy przynosi coś od siebie. Dzięki temu możemy zaoszczędzić czas, pieniądze i zmarnować mniej jedzenia.

Jeśli po świątecznych spotkaniach mimo wszystko zostanie nam jedzenie, można się nim podzielić z wychodzącymi gośćmi.

To bardzo miły gest, ponieważ jedzenie jest nośnikiem emocji – zawsze warto się podzielić nim z innymi – mówi Woźniak. – Część potraw możemy przetworzyć. Bardzo dobrym pomysłem jest także mrożenie. Natomiast, kiedy mamy stanowczo za dużo jedzenia, możemy również skorzystać z jadłodzielni i oddać je osobom, które na co dzień nie mają go pod dostatkiem.

Foodsharing, czyli dzielenie się jedzeniem, to idea, która ma na celu zminimalizować marnotrawstwo pożywienia, a także wesprzeć osoby uboższe, bezdomne i głodne. W Warszawie punktów, w których można się podzielić jedzeniem, jest naprawdę sporo. Zarówno jadłodzielnie, jak i lodówki społeczne działają w mieście wyjątkowo prężnie. Podobnych miejsc można szukać także poza stolicą. Inne miasta także oferują mieszkańcom możliwość podzielenia się tym, czego nie są w stanie skonsumować.

Aplikacja Too Good To Go również powstała po to, by przeciwdziałać marnowaniu jedzenia. Oferuje różne sposoby walki z wyrzucaniem produktów spożywczych. Jednym z nich jest możliwość uratowania paczki żywności, która w innym wypadku trafiłaby do kosza. Zawartość pakunku pozostaje tajemnicą aż do rozpakowania.

Kiedy mamy dosyć świątecznych potraw i chcemy zmienić menu, warto pamiętać o tym, że piekarnie czy cukiernie cały czas mają nadwyżkową żywność. Dobrze jest wtedy uratować jakąś paczkę niespodziankę, na przykład przy użyciu aplikacji Too Good To Go. Możemy w ten sposób zrobić coś dobrego dla planety i szerzyć ideę niemarnowania żywności – zwraca uwagę Karolina Woźniak.

Okres świąteczno-noworoczny – żniwa dla branży alkoholowej

Polacy najwięcej alkoholu kupują w grudniu – w 2018 roku 10% rocznej sprzedaży w Polsce (wynoszącej blisko 37 mld zł), osiągnięto właśnie w ostatnim miesiącu roku. Jednak firmy, które chcą zbierać żniwa w okresie świąteczno-noworocznym, muszą przygotować się z dużym wyprzedzeniem.

W grudniu szczególną popularnością cieszą się alkohole mocne, likiery, ale szczyt popularności osiąga także wino, które w Polsce przez wiele osób traktowane jest jako rodzaj trunku zarezerwowanego na wyjątkowe okazje, w tym na Święta Bożego Narodzenia. Wino bardzo chętnie dajemy także na prezent.

W ostatnim miesiącu roku można także zauważyć trend, zgodnie z którym Polacy chętniej sięgają po alkoholowe marki premium. Dzieje się tak, ponieważ na prezent chcemy zazwyczaj podarować wino (lub inny alkohol) z wyższej półki. Coraz częściej pragniemy również, by także na świątecznym stole zagościły takie butelki, na które nie pozwolilibyśmy sobie przy mniej wyjątkowej okazji. Ta wyjątkowość sprawia, że szczególnie dobrze sprzedają się alkohole w świątecznych opakowaniach, a także zestawy prezentowe, w których np. wino oferowane jest wraz z kieliszkiem.

Na wyniki rynku alkoholowego w grudniu wpływ mają także tradycyjne firmowe „śledziki”, czyli spotkania wigilijne dla pracowników, a także zabawy sylwestrowe. Trudno w końcu wyobrazić sobie świętowania Nowego Roku choćby bez lampki wina musującego, na którą skuszą się pewnie nawet najbardziej zagorzali abstynenci. Okres świąteczno-noworoczny to także czas, w którym dawno niewidziani znajomi nadrabiają zaległości, a spotkaniom tym również towarzyszy zazwyczaj „napój z procentami”.

Przygotowania do Świąt zaczynają się jesienią

Może się więc wydawać, że branża alkoholowa to żyła złota, a firmy importujące wina lub produkujące alkohole mogą skupić się na przyjemnym zliczaniu napływających pieniędzy. Praktyka nie wygląda jednak tak różowo. Owszem, grudzień w branży alkoholowej faktycznie jest czasem żniw, ale wcześniej każdy podmiot z branży musi uporać się ze specyficznymi trudnościami, procedurami i przepisami.

– Trzeba pamiętać, że grudzień to szczyt sezonu w wielu branżach. W związku z tym firma, która chce w tym okresie wyeksponować swoje produkty, musi z dużym wyprzedzeniem dokonać chociażby płatnej rezerwacji miejsca w wybranych sieciach handlowych – mówi Remigiusz Zdrojkowski z firmy PRO-LOG, prowadzącej skład podatkowy dla towarów akcyzowych.

Jeśli firma zajmuje się importem, konieczne jest określenie sezonowych wymagań transportowych, takich jak temperatura przewozu, czy też czasy dostaw z uwzględnieniem dostępności okienek dostaw u odbiorców. Następnie, harmonogram dostaw do magazynu oraz z magazynu do sklepów powinien zostać potwierdzony z operatorem logistycznym.

Jeśli dodatkowo w sklepach mają pojawić się reklamy lub ekspozytory produktów, je także należy zamówić dużo wcześniej, by uniknąć typowego dla sezonu świątecznego tłoku i ewentualnych opóźnień. To samo dotyczy zresztą wszystkich usług dodatkowych, np. druku opakowań świątecznych, czy też zlecenia usług co-packingu w celu przygotowania zestawów prezentowych.

Na grudniowy zysk czeka się cały rok

Powyższe zalecenia dotyczą jednak kilku miesięcy przed Bożym Narodzeniem, tymczasem aby móc zyskać na grudniowych zwyżkach sprzedaży, przygotowania trzeba zacząć ponad rok wcześniej.

– Importer lub producent alkoholu już w październiku musi zgłosić zapotrzebowanie na banderole na kolejny rok. Można o nie występować również ad-hoc po tym okresie, ale wtedy trzeba się liczyć z opóźnieniami w ich wydaniu – mówi Remigiusz Zdrojkowski.

Później należy ustalić harmonogram dostaw z operatorem. Nie jest tajemnicą, że blisko 2/3 obrotu przypada na IV kwartał, dlatego większość importerów będzie chciała zlecać największe zamówienia przede wszystkim na koniec roku. Nie ma jednak na co czekać!

– Harmonogram przepakowań, najlepiej ustalić już na początku sierpnia. Ważne jest również zgranie terminów z dostawcami materiałów POS. Ten element również należy traktować jako część łańcucha dostaw. Opóźnienia w dostawie materiałów promocyjnych i ekspozycyjnych powodują zmiany w harmonogramach, co może mieć wpływ na brak możliwości realizacji terminów – przestrzega przedstawiciel PRO-LOG-u.

Prezentowy co-packing

Jeśli w okresie świąteczno-noworocznym alkohol ma być dostępny w sklepach w formie zestawów prezentowych, konieczne jest zlecenie usługi co-packingu. Przepakowywanie produktów w zestawy wymaga odpowiedniego zarządzania powierzchnią. Trzeba np. wziąć pod uwagę, że te same produkty po przepakowaniu będą zajmowały wielokrotnie więcej miejsc paletowych niż przed tą operacją. Im więcej elementów będą zawierały zestawy oraz im większe będzie ich skomplikowanie, tym dłużej będzie trwało przepakowywanie.

Odpowiednie warunki muszą też spełniać opakowania, w które wkładane będą przygotowane zestawy. Chodzi nie tylko o to, że muszą się w nich swobodnie mieścić produkty, ale także o fakt, że opakowania finalnie muszą dać możliwość zabudowania palety o standardowym obrysie 120×80 cm.

Zleceniodawca co-packingu musi też pamiętać, że opakowania powinny mieć odpowiednią wytrzymałość – dostosowaną do ciężaru zestawu oraz ilości zaplanowanych warstw na palecie. W przypadku butelek wypełnionych alkoholem ten ciężar może być naprawdę duży, dlatego opakowania zbiorcze muszą być wysokiej jakości.

Doświadczony partner zmniejsza ryzyko problemów

Aby procesy przepakowywania, magazynowania, czy też dostarczania do punktów sprzedaży towarów tak wrażliwych jak alkohol mogły przebiegać bezproblemowo, warto nawiązywać współpracę ze sprawdzonymi firmami, które mogą w sposób kompleksowy obsłużyć importera.

– Na podstawie 22-letniego już doświadczenia uwzględniającego wysłanie do odbiorców kilku milionów palet, zakontraktowaniu ponad 100 tysięcy samochodów, przygotowaniu kilkunastu milionów zestawów co-packingowych oraz nałożeniu ponad 100 milionów banderol nadal uważam, że sukces w organizacji zależy od zaangażowania oraz doświadczenia całej załogi. Otwartość w komunikacji z klientem również jest bardzo istotna. Aby współpraca przebiegała jak najlepiej, trzeba mówić wprost o napotykanych trudnościach i jednocześnie proponować rozwiązania. Obie strony kontraktu muszą sobie wzajemnie zaufać i wypracowywać rozwiązania satysfakcjonujące oba podmioty. Relacje inne niż partnerskie na dłuższą metę się nie sprawdzają – uważa Remigiusz Zdrojkowski.

Wszystkie te argumenty można sprowadzić do jednego. Współpraca z zaufaną firmą logistyczną zmniejsza ryzyko, że w szczycie sezonu „coś pójdzie nie tak”, a w sytuacji, gdyby jednak pojawiły się nieoczekiwane trudności, doświadczony operator będzie potrafił odpowiednio zareagować. Dzięki temu importer wina lub innych alkoholi faktycznie może spać spokojnie i cieszyć się grudniowymi wynikami sprzedaży. Tym bardziej, że stanowią one zasłużoną nagrodę za wielomiesięczne przygotowania do sezonu świąteczno-noworocznego.

KALENDARZ IMPORTERA ALKOHOLU:

  • Do 15 marca – złożenie do właściwego Marszałka Województwa sprawozdania rocznego o produktach w opakowaniach, opakowaniach, o gospodarowaniu odpadami opakowaniowymi oraz o opłacie produktowej za rok poprzedni.
  • Do 31 marca – złożenie sprawozdania oraz wniesienie opłaty za korzystanie ze środowiska (dotyczy emisji spalin oraz gazów cieplarnianych).
  • Do 31 sierpnia – złożenie deklaracji do Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa o posiadanych zapasach wina na dzień 31 lipca (dotyczy podmiotów posiadających zezwolenie na obrót hurtowy winem).
  • Do 30 października – złożenie do Ministerstwa Finansów wstępnego zapotrzebowania na banderole na rok następny.

Piwo na bożonarodzeniowym stole – o tradycji ciemnych piw świątecznych

Piwo jako tradycyjny świąteczny napój może sięgać nawet czasów Wikingów. Wikingowie pili piwo, aby uczcić swoich bogów podczas skandynawskich uroczystości zwanych Jul. Tradycja ta stała się tak ważna w skandynawskiej kulturze, że pozostała z nimi nawet po przyjęciu wiary chrześcijańskiej.

Wiktor_Staszewski_Browar_Gzub
Wiktor Staszewski – Browar Gzub

W Norwegii istniała ustawa głosząca, że ​​podczas uroczystości należy pić piwo. Prawo to zostało stworzone przez króla Haakona I. Później Wikingowie zaatakowali Wyspy Brytyjskie, gdzie nadal świętowali tę tradycję. Około XVII wieku Szwedzi jako pierwsi wprowadzili tę świąteczną piwną tradycję do Ameryki Północnej.

Jednakże to Brytyjczycy, a nie Norwegowie jako pierwsi spopularyzowali koncepcję przyprawowych, słodowych i mocnych piw świątecznych. Dziś wiele browarów produkuje i sprzedaje własne piwa świąteczne. Używają różnych składników i przypraw. Zapewnia to zupełnie nowe wrażenia. Piwa te mają zazwyczaj mocny, złożony i słodki słodowy smak, będąc ich ulubionym napojem podczas obchodów Bożego Narodzenia.

Piwa „Świąteczne”  pojawiły się około połowy lat 90. i wczesnych lat 2000. Piwa te miały stanowić atrakcję i zapoczątkować pewną tradycję. Amerykańscy piwowarzy przede wszystkim chcieli znaleźć kolejną piwną niszę. W kalendarzu konsumpcji piwa sezonowego/świątecznego brakowało piw na okazję Świąt Bożego Narodzenia. Świetne piwa na Oktoberfest oraz charakterystyczne dla USA piwa dyniowe, tzw. Pumpkin Ales spowodowały, że warzenie i kreowanie rynku piw świątecznych i zimowych były najlepszą opcją dla amerykańskich piwowarów.

Te piwa choć nie wprost, bo można je pić cały rok, idealnie pasują do okresu świąt i zimy, kojarząc się głównie ze stosowanymi w tym piwie składnikami i przyprawami. Zwykle produktem finalnym jest piwo pikantne, aromatyczne. Styl piwa pozwala na korzystanie z długiej listy ciekawych dodatków i przypraw jak np. cynamon, gałka muszkatołowa, imbir itp.

Piwa świąteczne z roku na rok zyskują na popularności również w Polsce, o czym co roku świadczy liczba premierowych piw świątecznych. Może to jeszcze nie czas by mówić, że piwo jest dla Świąt tak samo ważne jak dzwonki, dekoracje, choinka i prezenty, ale wzrost świadomości osób, które sięgają po świąteczne piwo w tym okresie, naprawdę napawa optymizmem.

Rodzaje Piw Świątecznych

Sezonowe lub świąteczne piwo znane jest konsumentom z użytych przypraw i wysokiej zawartości alkoholu. Piwa te są sprzedawane jako bogate w słodycz z różnorakim doborem przypraw i dodatków. Aby uwarzyć takie piwo, piwowarowie zwykle używają Stoutów, Porterów, Brown Ales, Belgian Ales i niektórych IPA.

Praca nad piwem w zależności od jego stylu często zaczyna się czesto jeszcze długo przed nadejściem świąt Bożego Narodzenia. Oto najlepsze rodzaje lub style piwa, aby stworzyć idealne piwo świąteczne:

Amber/Brown Ale – są standardem w wytwarzaniu świątecznego piwa. Ten styl zapewnia bursztynowy lub ciemnobrązowy kolor o zawartości alkoholu około 5–8%.

Belgian Ales – Wiele z tych świątecznych piw opiera się na mocnym belgijskim ciemnym ale. Te mocne ciemne piwa to idealne połączenie bogatego smaku słodowego, karmelowego, owocowego i pieprznego. Piwa te są dobrą opcją, jeśli klient preferuje bogatsze i bardziej skomplikowane kombinacje aromatów – a także wyższy poziom alkoholu w świątecznym piwie.

Belgijskie Ale mają wyższą zawartość alkoholu, od ok. 8 do 12%. Najczęściej są spotykane mocne piwa bez jakichkolwiek przypraw. Jeśli już sę jakieś pojawiają są to najczęściej lukrecja, anyż czy skórka pomarańczy.

Stout – To ciemne piwo, z wieloma odmianami. Najczęściej jest to Foreign Extra Stout lub Imperial Stout. Ma wysoki poziom alkoholu około 7-8%. W zależności od browaru może być słodki albo wytrawny. Warzy się go najczęściej z dużą ilością słodów karmelowych, czekoladowych i palonych.

Browary używają przypraw i innych składników, takich jak laktoza, aby uzyskać Pastry Stout. Styl ten staje się aktualnie w Polsce bardzo popularny ze względu na bardzo wysoką słodycz która, ma przypominać deser czekoladowy w płynie.

Ostatnim popularnym piwem jest Świąteczna IPA. Styl ten może mieć różną zawartość alkoholu, kolor czy stopień goryczki. Piwowarzy najczęściej decydują się na amerykański chmiel Simcoe, który wnosi do piwa aromaty żywiczne. Często spotyka się również dodatki takie jak np. pędy sosny.

Wszystkie wspomniane style są wykorzystywane do stworzenia wyjątkowego piwa na Boże Narodzenie. Dzięki intensywnym i złożonym smakom cechującym te style, piwa często łączy się z odpowiednio dobranymi przyprawami. Całość ma odpowiadać atmosferze świąt i rzeczom które, nam o nich przypominają.

Darmowa pomoc ratowników w górach – Polska to wyjątek?

W kontekście GOPR-u oraz TOPR-u krajowe media najczęściej mówią o nieuzasadnionych wezwaniach ratowników i trudnych warunkach ich pracy. Kontrowersyjną kwestią jest także bezpłatny charakter pomocy świadczonej przez Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe oraz Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe.

Jak ta kwestia jest rozwiązana za granicą? Eksperci porównywarki ubezpieczeń turystycznych Ubea.pl sprawdzili, czy Polska ze swoim systemem bezpłatnej pomocy ratowników górskich jest wyjątkiem w Europie.

Bezpłatna pomoc ratowników jest bardzo rzadka

Analiza porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl uwzględnia kraje, w których polscy turyści najczęściej korzystają z pomocy ratowników górskich. Mowa o następujących państwach:

– Austria,
– Czechy,
– Francja,
– Niemcy,
– Słowacja,
– Szwajcaria,
– Włochy.

Analiza zasad funkcjonowania ratownictwa górskiego wskazuje, że wyjazd w góry do któregokolwiek z tych krajów bez ubezpieczenia jest bardzo nierozsądne. Sama Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ) w żadnym z tych państw nie uchroni polskiego turysty przed poniesieniem kosztów akcji pogotowia górskiego.

Warto podkreślić, że takie koszty poniosą również nieubezpieczeni turyści pochodzący z analizowanych krajów (np. Włosi jadący na narty w Dolomity)” – dodaje Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Czy jest jakiś kraj w Europie poza Polską, w którym pomoc ratowników jest bezpłatna? Brakiem odpłatności za akcje pogotowia górskiego cechuje się na przykład Szwecja. Warto jednak zauważyć, że ten kraj, podobnie jak Polska, ma problem z nieuzasadnionymi wezwaniami śmigłowców.

Wspomniany problem osiągnął tak dużą skalę, że specjalny wydział szwedzkiej policji zajmujący się ratownictwem górskim postuluje wprowadzenie opłat za zaangażowanie śmigłowca” – mówi Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Ile kosztuje pomoc ratowników za granicą?

Koszty akcji pogotowia górskiego to nie przelewki. Dla przykładu jedna interwencja w Austrii kosztuje od 2000 do 8000 euro. Za wykorzystanie śmigłowca we Włoszech zapłaci się natomiast 150 euro… za minutę

Tak wysokie koszty działania ratowników górskich powinny stanowić argument przemawiający za zakupem ubezpieczenia przez polskich narciarzy oraz innych turystów wybierających się w zagraniczne góry” – podkreśla Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.Ile kosztuje pomoc ratowników za granicą

Rodzice i nianie nie bardzo są zainteresowani wsparciem państwa

Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że coraz mniej osób sprawuje opiekę nad dziećmi na podstawie umowy uaktywniającej. W czerwcu br. ich liczba wyniosła przeszło 8 tysięcy, co oznacza spadek o blisko 4 tys. w porównaniu do ubiegłego roku. Zdaniem ekspertów, przyczyniła się do tego zmiana przepisów. Od początku 2018 roku rodzice ponoszą większe koszty zatrudnienia niani. Najwięcej zgłoszonych osób było z woj. mazowieckiego, małopolskiego i wielkopolskiego. Najczęściej umowy zawierane są z paniami w wieku 51-60 lat. Nie brakuje też obcokrajowców, a wśród nich zdecydowanie przeważają obywatele Ukrainy.

Spadek po zmianie

W połowie 2019 roku było zgłoszonych do ZUS-u 8029 osób sprawujących opiekę nad dziećmi na podstawie umowy uaktywniającej. W całym ub.r. było ich 11 731, natomiast w 2017 roku – 13 440. Jak stwierdza Sylwia Malinowska, ekspert z portalu Niania.pl, spadek ten może wynikać z niekorzystnej zmiany. Od 2018 roku rodzic ponosi większe koszty zatrudnienia niani na podstawie takiej umowy w ramach tzw. ustawy żłobkowej. Państwo opłaca składki wyłącznie do połowy minimalnego wynagrodzenia. Wcześniej finansowano je w całości do wysokości najniższej krajowej, co bardziej zachęcało do formalnego zatrudnienia opiekunki.

– To instrument polityki państwa doceniający pracę nad wychowaniem dzieci i będący substytutem do trudno dostępnej opieki żłobkowej lub przedszkolnej. Jednak skala zjawiska jest dość niewielka. Przyczyn małego zainteresowania należy upatrywać w skomplikowanej procedurze zgłoszenia, a sama wysokość odprowadzanych składek nie zachęca do wykorzystania tej formy – komentuje dr Antoni Kolek, prezes Instytutu Emerytalnego i ekspert Pracodawców RP.

W umowach często pojawia się wynagrodzenie w wysokości połowy płacy minimalnej, co podkreśla Katarzyna Przyborowska, radca prawny z Kancelarii Lege Artis. Rodzice nie ponoszą więc kosztów związanych z opłacaniem składek za nianie. Wcześniej natomiast proporcje wyglądały inaczej. Było więcej osób zatrudnionych na najniższą krajową. Jak zaznacza ekspert, oficjalna kwota to jedno, a część osób prawdopodobnie otrzymuje jeszcze różne kwoty „pod stołem”.

– Obserwujemy tendencję stałego wzrostu zapotrzebowania na nianie, co powinno przekładać się na liczbę dokonywanych rejestracji w ZUS-ie. To może świadczyć o pogłębianiu się szarej strefy. Oprócz niekorzystnej zmiany w dofinansowaniu zatrudnienia, na malejące zainteresowanie umowami wpływa brak kampanii popularyzujących w mediach legalne zatrudnienie. Rodzice często nie wiedzą, jakie mają możliwości i jakie formularze związane z zatrudnieniem zgłosić w urzędzie – mówi Sylwia Malinowska.

Dla pań 50+ i obcokrajowców

W połowie 2019 r. najwięcej zgłoszonych osób sprawujących opiekę nad dziećmi było z woj.  mazowieckiego (1598), małopolskiego (988) i wielkopolskiego (810). Najmniej zaś takich przypadków dotyczyło opolskiego (71), lubuskiego (93) i świętokrzyskiego (99). Jak analizuje dr Kolek, terytorialny rozkład zjawiska dotyczy przede wszystkim najbardziej zaludnionych województw i to tych z przewagą zatrudnienia pracowniczego. Z kolei tam, gdzie mieszka mniej osób i dominuje praca w rolnictwie, notujemy najmniejszą liczbę umów uaktywniających.

– Sytuacja na rynku pracy oraz zjawisko migracji mają wpływ na popularność tego rozwiązania. Ludzie często osiedlają się w największych miastach. Tam zakładają rodziny, ale nie mogą liczyć na wsparcie swoich bliskich, ponieważ mieszkają oni w innej części Polski. W związku z tym decydują się na zatrudnienie opiekunki. Przewaga poszczególnych województw może wynikać również z realizowania regionalnych projektów współfinasowanych ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego – zaznacza Sylwia Malinowska.

W czerwcu br. w grupie sprawujących opiekę nad dziećmi było 7797 kobiet i 232 mężczyzn. Najwięcej pań (3183) było w wieku 51-60 lat, natomiast panów (116) w wieku 61-70. Jak wskazuje prezes Instytutu Emerytalnego, przyjmując optykę kulturową, to nadal kobieta bardziej angażuje się w sprawy rodzinne. Obecna władza stara się ten model utrzymywać i pogłębiać.

– Przypuszczam, że sporo umów uaktywniających jest zawieranych z babciami, które po prostu potrzebują np. 2-3 lat okresu składkowego, żeby nabyć prawo do emerytury. Przepisy nie zabraniają tego, żeby opieką zajmował się ktoś bliski rodzicom, nawet spokrewniony. Często to są również osoby, które nie są ubezpieczone w żaden sposób, a dzięki tej formie zatrudnienia zmienia się ich sytuacja w tym zakresie – dodaje mecenas Przyborowska.

W połowie 2019 r. najwięcej zgłoszonych osób sprawujących opiekę nad dziećmi miało obywatelstwo polskie (7774). Następnie byli obywatele Ukrainy (217), Filipin (12), Rosji (10), Białorusi (7) i Litwy (4). W tym zestawieniu są też uwzględnione osoby o podwójnym obywatelstwie. Sylwia Malinowska podkreśla, że w ostatnich latach przybyło wielu pracowników z Ukrainy. Podejmują oni zatrudnienie w różnych branżach, również w opiece nad dziećmi.

– Jeżeli ktoś przebywa legalnie w Polsce i może pracować, to nie ma najmniejszych problemów z podpisaniem umowy uaktywniającej. Oczywiście druga strona, czyli rodzic, też musi spełniać odpowiednie warunki. ZUS po prostu obejmuje danego cudzoziemca ubezpieczeniem i to wszystko. Dla młodych osób z zagranicy, które nie myślą o emeryturze, polski system ubezpieczeń społecznych nie jest atrakcyjny. Ale są też np. Ukrainki, które już mają prawo do emerytury w swojej ojczyźnie, a u nas mogą zyskać uprawienie do niewielkiego świadczenia – informuje Katarzyna Przyborowska.

Jeszcze mniej

Jak stwierdza dr Kolek, rodzi się coraz mniej dzieci, więc nie należy spodziewać się wzrostu liczby osób podpisujących umowy uaktywniające. Zdaniem eksperta, brakuje narzędzi pozwalających na docenienie pracy w domu, w tym m.in. opiekę nad dziećmi. I dzieje się tak pomimo wielu zapewnień, że państwo dba o rodzinę.

– Wydaje się, że państwo postawiło bardziej na opiekę instytucjonalną, czyli budowanie żłobków i zapewnianie miejsc w nich. Przykładowo, środki z programu Maluch Plus 2020 są przeznaczane na tworzenie miejsc opieki z naciskiem na placówki tworzone przez gminy. Takie działania są bardziej widoczne niż zachęcanie do opieki nad dziećmi osób fizycznych. Jednocześnie umowa uaktywniająca nie jest już tak atrakcyjna, jak była wcześniej – podkreśla z ekspert z Kancelarii Lege Artis.

Z kolei Sylwia Malinowska z portalu Niania.pl przekonuje, że po zmianie przepisów ws. umów uaktywniających stracili zarówno rodzice, jak i nianie. Jej zdaniem, państwo powinno lepiej przeanalizować skutki przeprowadzonych modyfikacji. Należałoby powrócić do wcześniejszych zapisów dot. wysokości odprowadzanych składek lub zastanowić się nad nowymi propozycjami wsparcia relacji na linii niania-rodzic.

Polacy na kacu także w pracy – badanie AlcoSense

Polacy nie są globalnymi rekordzistami w ilości spożytego alkoholu na mieszkańca, ale kac trafia nam się częściej niż byśmy tego chcieli. Z jego skutkami mierzymy się nie tylko w domowym zaciszu. Co drugi Polak oraz co trzecia Polka przyznają, że przynajmniej raz w życiu poszli do pracy będąc na kacu.Kac_w_pracy wykres

Kac w liczbach

Zjawisko pracy na kacu w Polsce zbadała firma AlcoSense Laboratories. Niespełna połowa osób biorących udział w badaniu odpowiedziało twierdząco na pytanie czy kiedykolwiek poszli do pracy odczuwając skutki nadużycia alkoholu.

Więcej niż co czwarty ankietowany przyznał, że podobna sytuacja przydarzyła mu się kilkukrotnie. Dla 15% praca na kacu była sytuacją jednorazową. Z kolei regularnie w takim stanie pracuje prawie 4% respondentów.

Wśród osób zapytanych o samo zjawisko, sytuacja z kacem w pracy przytrafiła się przynajmniej raz ponad połowie mężczyzn. W przypadku kobiet twierdząco odpowiedziało prawie 40% pytanych.

Ile przeciętnie piją Polacy?

Choć niektórzy lubią się uważać za liderów w tej dziedzinie, w spożyciu alkoholu na głowę Polska klasyfikuje się dopiero w drugiej dziesiątce globalnego zestawienia. Według ostatnich danych WHO (Światowej Organizacja Zdrowia), które w odróżnieniu od danych GUS[1] pozwalają na porównanie Polski z innymi krajami, wypijamy rocznie 11,6 l stuprocentowego alkoholu na głowę[2]. Nasi sąsiedzi – Czesi, Litwini i Rosjanie – wypijają więcej.

Co z kacem? Okazuje się, że w tym przypadku bardziej istotna może być struktura spożycia alkoholu, a nie ilość jego ilość.

Statystyczny Polak w ciągu roku wypija niewiele więcej alkoholu niż statystyczny Brytyjczyk, ale wybiera trunki mocniejsze, którymi jednorazowo łatwiej się upić. Efektem takiego picia może być silniejszy kac. Według WHO aż 36% spożywanych w Polsce alkoholi to grupa spirytusowa, do której zaliczają się wódki i nalewki. W przypadku Brytyjczyków ta grupa to 22% spożycia. Na Wyspach, choć może trudno w to uwierzyć, biorąc pod uwagę stereotypy o Brytyjczykach, najpopularniejszym alkoholem jest winokomentuje Hunter Abbott z firmy AlcoSense Laboratories

Kac a kodeks pracy

Stawienie się w pracy w stanie po spożyciu alkoholu lub picie alkoholu w trakcie pełnienia obowiązków służbowych jest naruszeniem kodeksu pracy[3]. Z kolei pracowanie na kacu teoretycznie nie. Jednak jeśli czujemy się fatalnie, to pracujemy mniej wydajnie. Stąd pojawianie się w pracy z widocznym „syndromem dnia wczorajszego” może mieć przykre konsekwencje. Tym bardziej, że intensywnego kaca trudno ukryć przed pracodawcą lub współpracownikami.

Badanie SW Research dla AlcoSense Laboratories przeprowadzono w maju 2019 roku, na reprezentatywnej grupie 1090 polskich kierowców.

[1] Polskie dane dotyczące spożycia alkoholu opracowane na podstawie statystyk GUS (Główny Urząd Statystyczny) przez PARPA (Państwa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych) mają nieco niższą wartość, ale uwzględniają inną metodologię. W efekcie nie można ich wykorzystać w zestawieniu porównawczym z innymi krajami. Są one dostępne na stronie:

https://www.parpa.pl/index.php/badania-i-informacje-statystyczne/statystyki

[2] Dane pochodzą z publikacji WHO „Global status report on alcohol and health 2018”. Spożycie alkoholu per capita w litrach dotyczy okresu 2015-2017 (uśrednione dane roczne z trzech lat). Są one dostępne na 281 oraz 298 stronie dokumentu: https://apps.who.int/iris/bitstream/handle/10665/274603/9789241565639-eng.pdf?ua=1

[3] Kwestię przebywania w zakładzie pracy w stanie po spożyciu alkoholu lub w stanie nietrzeźwości oraz kwestię spożywania alkoholu w trakcie pracy reguluje art. 17 Ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałania alkoholizmowi. Na jej podstawie pracodawca ma obowiązek nie dopuścić do pracy pracownika pod wpływem alkoholu. Ustawa dostępna jest pod adresem:

http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU19820350230/U/D19820230Lj.pdf

Dozowniki, pojemniki, kosze do firmy – jak je wybrać?

Jeżeli chcesz zachować właściwy poziom czystości w Twoim przedsiębiorstwie, to powinieneś zaopatrzyć się w parę niezbędnych przedmiotów. Najbardziej skomplikowane jest utrzymanie higieny i czystości w łazience. Jednak są sposoby, aby jej sprzątanie trwało krócej, a użytkowanie jej było bardziej komfortowe. Jakie produkty wybrać do sprzątania łazienki? Czy dobrym wyborem będzie kosz na śmieci? Jak znaleźć odpowiednie pojemniki i dozowniki do firmy? Na wszystkie te pytania postaramy się odpowiedzieć w tym artykule.

Jaki kosz na śmieci będzie właściwy do biura?

Wszystko jest zależne od tego, jakiego rodzaju działalność prowadzisz i w jakiej branży działasz. Ogólnie można powiedzieć, że w każdej łazience powinien się znaleźć minimum jeden kosz na różnego rodzaju odpady. Chodzi tutaj o wszystkie śmieci, których nie można wrzucić do toalety bez ryzyka jest zatkania. Standardowo kosze na odpady można podzielić na:

  • plastikowe,
    · stalowe,
    ·       pedałowe.

W łazienkach najczęściej stawia się kosze pedałowe, ponieważ są najprostsze w użytkowaniu, a wrzucona do nich zawartość nie jest widoczna. Dzięki nim można również uniknąć konieczności dotykania brudnych przedmiotów przez osoby sprzątające. Szeroki wybór koszy pedałowych można znaleźć w sklepie internetowym HD Plus.

Kosze na odpady do różnych pomieszczeń w firmie

Wychodząc już z łazienki, to warto wspomnieć o tym, że firmy, które prowadzą działalność gastronomiczną powinny mieć osobne kosze na odpady organiczne. Natomiast w biurze dobrze jest zainwestować w kosze w każdym pokoju. Większość pracowników od czasu do czasu ma potrzebę wyrzucenia czegoś do kosza. Przechodzenie przez cały pokój, żeby wyrzucić kartkę papieru, zakłóca pracę wszystkim pracownikom. Dzięki koszom pod biurkami praca idzie o wiele sprawniej, a pracownicy są mniej zmęczeni. Warto jeszcze dodać, że gdy prowadzisz sam bar (bez oferty gastronomicznej), to dobrze jest postawić przy wejściu stalową popielniczkę z koszem. Dzięki temu o wiele mniej osób będzie wyrzucało niedopałki na podłogę. Sprawdź różne modele na stronie www.hdplus.pl.

A co z dozownikami mydła do toalet?

Jak je wybrać? Wiele osób nie wie, jak zwiększyć czystość umywalki. A okazuje się, że wystarczy tylko zamontować odpowiednie mydła do toalet. Gdy postawi się standardowy pojemnik na mydło na umywalce, to bardzo szybko ona się brudzi i po prostu wygląda to bardzo nieestetyczne. Dzięki dozownikom można utrzymać czystość w łazience firmowej. Dozowniki są niezwykle wygodne i ekonomiczne. A wiadomo, że w łazience, z której na co dzień korzysta bardzo wiele osób, trudno jest zachować higienę, bez odpowiednich sposobów.

Dlaczego warto zainwestować w profesjonalne produkty?

Pojemniczki z mydłem, które znajdziesz na przykład w zwykłym sklepie zazwyczaj bardzo szybko się psują. Natomiast, gdy wybierzesz dobrej jakości dozownik do mydła, to będzie Ci on służył przez długie lata. Najlepsze są dozowniki ze stali. Natomiast jeżeli chodzi o różnego rodzaju pojemniki, to warto zajrzeć na stronę internetową sklepu HD Plus.

System rekomendacji sposobem na kandydatów pasywnych?

Według badań LinkedIn, około 70% populacji pracowników to kandydaci pasywni. Jak sama nazwa wskazuje, to osoby niezainteresowane zmianą pracy i nieposzukujące jej aktywnie. Nie przeglądają oni ogłoszeń i niełatwo ich zaprosić na rozmowę rekrutacyjną, nawet jeśli oferta jest bardzo atrakcyjna. Jak więc dotrzeć do tej grupy osób, która jednocześnie jest uznawana za najbardziej wykwalifikowaną i atrakcyjną dla pracodawców?

Badanie dotyczące najnowszych trendów w branży HR wykonane przez Deloitte, gdzie wykorzystano wyniki badania Global Human Capital Trends mówi, że w 2019 roku aż 72% badanych zaznacza pozyskiwanie talentów do firm jako kwestię istotną, zaś 14% uznało dotarcie do właściwych kandydatów za problem, który wymaga znalezienia pilnych rozwiązań[1]. Jedną z głównych trudności, z jaką borykają się firmy, to pozyskanie wysoko wyspecjalizowanych pracowników. Niestety, im wyższe stanowisko wymagające specyficznych kompetencji, tym większa szansa, że rekruter będzie musiał dotrzeć do kandydata z grupy tych pasywnych. Statystyki rekrutacji pokazują również, że istnieje ogromna pula kandydatów gotowych do podjęcia pracy, ale tylko nieliczni posiadają odpowiednie umiejętności. Stąd też 73% rekrutujących deklaruje, że proces znalezienia odpowiedniego talentu jest dla nich skomplikowany i niełatwy.

Rozwiązaniem dla pionów HR borykających się z trudnościami w dotarciu i zainteresowaniu kandydatów pasywnych ofertą pracy mogą być wewnętrzne i zewnętrzne systemy rekomendacji. Nie jest nowością wśród doświadczonych rekruterów fakt, że praca z polecenia jest bardziej wiarygodna dla potencjalnego kandydata, jednak wdrożenie odpowiedniego systemu poleceń wymaga często zaplecza technologicznego i organizacyjnego, które może byc wyzwaniem zarówno dla dużych, jak i małych organizacji. Kluczowym elementem programu poleceń jest jego użyteczność i łatwość obsługi.

– Warto spojrzeć na całą procedurę rekomendacji z perspektywy pracownika, który ma wykorzystać sieć swoich kontaktów i kogoś z niej zarekomendować. Łatwo dostępna wiedza o ofertach, szybka informacja zwrotna o statusie rekrutacji oraz informacja o nagrodzie, czy to finansowej czy nie, to podstawowe elementy dobrze działającego systemu – komentuje Barbara Zych, CEO i założycielka Employer Branding Institute, pomysłodawca programu poleceń Pepperto.

Dla kogo system rekomendacji?

Wdrożenie procesu rekomendacji wymaga zaawansowanego zaplecza technologicznego – wysyłanie sprofilowanych informacji SMS do pracownika, które ten może łatwo udostępnić na swoich kanałach w mediach społecznościowych i otrzymywać bieżący status rekrutacji, to dobra metoda. Warto postawić na takie rozwiązania zwłaszcza w dużych organizacjach. Ważnym elementem, o którym nie należy zapominać to również spięcie wszystkich wiadomości, które wysyłamy do pracownika np. z systemem ATS-owym w firmie (systemem, który zarządza rekrutacją).

– W mniejszych organizacjach korzystanie z zaawansowanych technologicznie platform i integrowanie ich z ATS-em może być nieopłacalne, bo przy mniejszej liczbie pracowników nie widać zwrotu z inwestycji w tego typu technologię. W tej sytuacji warto korzystać z najprostszych narzędzi typu komunikacja mailowa. To daje możliwość szybkiej reakcji i indywidualnego feedbacku, który może być przewagą dla mniejszych firm – dodaje Barbara Zych.

Doświadczenia specjalistów HR potwierdzają, że czas zatrudnienia przez system rekomendacji jest średnio dwukrotnie krótszy niż standardowy proces aplikacji kandydatów poprzez tradycyjne rozwiązania, takie jak portale z ogłoszeniami o pracę czy strony kariery. Pracodawca zyskuje szybciej wykwalifikowanego pracownika, są oni mocniej zaangażowani w pracę i życie firmy, szybciej „wchodzą” w organizację i są później często jej najlepszymi ambasadorami. Jednak system poleceń to proces długofalowy, który zajmuje sporo czasu i zasobów, wymaga dobrej implementacji i stałej komunikacji. Nie każda organizacja może i chce sobie pozwolić na dedykowanie zespołu, lecz co ważne, bez stałej obsługi nie zadziała on właściwie.

Programy poleceń to narzędzie, które sprzyja pozyskaniu talentów z rynku, ale też utrzymaniu ich w organizacji. Może być to program, który jest stosowany wewnętrznie, natomiast coraz częściej powstają platformy takie jak Talentuno, które umożliwiają sprzężenie dwóch organizmów, jakimi są programy rekomendacyjne wewnętrzne i zewnętrzne do tego, by pozyskać kandydatów. Na tak trudnym i wymagającym rynku, z jakim mamy do czynienia obecnie i stale rosnącej liczbie kandydatów pasywnych, to najlepsze rozwiązanie, które odpowiada potrzebom obecnych pracodawców – komentuje Marek Strojkowski, Country Manager Talentuno.

Technologia w służbie rekrutacji

Statystyki przeanalizowane przez iCIMS Inc.[2], uznaną amerykańską firmę zajmująca się oprogramowaniem do rekrutacji, wskazują na dość ciekawe zjawisko. Jeden na czterech pracujących Amerykanów nie szukał pracy, kiedy znalazł swoją obecną. Zatrudnieni są najczęściej zadowoleni z obejmowanego stanowiska, niemniej jednak nie mieliby nic przeciwko otrzymywaniu ofert z lepszymi warunkami. W świetle deklaracji pracodawców, że brakuje im kompetentnych kandydatów dziwi fakt, że 42% zatrudnionych Amerykanów twierdzi, że rekruter nie skontaktował się z nimi w ubiegłym roku. Można mniemać, że podobna sytuacja ma miejsce na rynku europejskim. Tę lukę zapewne uda się zapełnić dzięki nowym technologiom powstałym w służbie branży HR. Talentuno proponujące takie rozwiązanie na polskim rynku, pozwala na dotarcie do osób na pozór niezainteresowanych zmianą pracy.

Rynek pracownika jest z jednej strony nasycony, z drugiej jednak badania Deloitte pokazują, że ponad 42% firm ma obawy co do braku talentów na rynku. Poszukiwane osoby są mniej dostępne, gdyż deklarują brak zainteresowania zmianą pracy. Przekonać ich do tego może dobry znajomy czy kolega np. już zatrudniony w danej firmie. Wewnętrzne i zewnętrzne systemy rekrutacji to więc nowe skuteczne narzędzia pracy HR-owców.

[1] Deloitte Global Human Capital Trends 2019

[2] The Candidate Experience Report: The Hiring Process Unveiled. iCIMS

Grzegorz Sielewicz o perspektywach polskiej gospodarki

Konsumpcja już nie rośnie tak szybko, a inwestycje przedsiębiorstw będą nadal niskie. To dwa powody wpływające na spowolnienie gospodarcze w 2020 r.

– Jeszcze niedawno oczekiwaliśmy, że w 2020 r. wzrost polskiego PKB wyniesie 3,6 proc., ostatnio zaktualizowaliśmy naszą prognozę do 3,3 proc. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej.

Coface skłoniły do tego dane GUS za III kw. 2019 r., z których wynika, że mizerna jest dynamika inwestycji. Zarówno sektora publicznego jak i prywatnego.

– Pomimo rozszerzenia Programu 500+ nie przyspieszyła konsumpcja gospodarstw domowych – wyjaśnia G.Sielewicz.- Nie spodziewamy się, aby małe i średnie firmy były bardziej aktywne inwestycyjnie.

Otoczenie zewnętrzne też nie jest sprzyjające, a zwłaszcza sytuacja gospodarcza Niemiec, największego polskiego partnera handlowego.

Indywidualny rachunek podatkowy 2020 r. – generator już dostępny

Indywidualny rachunek podatkowy będzie służył do wpłat opłaty skarbowej, mandatów i grzywien. Dotychczasowe rachunki urzędów skarbowych, na które są dokonywane płatności za PIT, CIT i VAT będą aktywne do dnia 31 grudnia 2019 r.

Od 1 stycznia 2020 r. obowiązują przepisy wprowadzające indywidualny rachunek podatkowy, tzw. mikrorachunek, na którego wpłaty będą dokonywać podatnicy i płatnicy podatku dochodowego od osób fizycznych, podatku dochodowego od osób prawnych oraz podatku od towarów i usług.

– Mikrorachunek podatkowy utworzono zarówno dla osób prowadzących działalność gospodarczą, jak i dla osób nieprowadzących takiej działalności – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Radosław Bulejak, radca prawny w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – To rozwiązanie prawne wzorowane jest na indywidualnym rachunku składkowym działającym już w sprawach ubezpieczeń społecznych.

Wprowadzone zmiany mają uprościć podatnikowi wpłatę należności podatkowych oraz zniwelować pomyłki zapłaty podatków na niewłaściwe konto.

– Przykładowo, jeżeli podatnik zmienia miejsce zamieszkania, a zmiana ta wpływa na zmianę właściwości urzędu skarbowego, to zmuszony jest również do znalezienia rachunku bankowego, na które po zmianie urzędu będzie zobowiązany płacić należności podatkowe – wyjaśnia dr R.Bulejak. – Taki obowiązek przestanie istnieć po wprowadzeniu mikrorachunku podatkowego.

Ministerstwo Finansów udostępniło już stronę, na której można wygenerować numer mikrorachunku, podając PESEL lub NIP.

Należy o tym pamiętać, gdyż wpłaty na mikrorachunek podatkowy będą obligatoryjne.

Czyżby koniec wojny handlowej w zamian za niepewne ustępstwa?

Sukcesem D.Trumpa ma być porozumienie handlowe pomiędzy USA i Chinami, które będzie podpisane w styczniu. Ze względu na starania prezydenta Stanów Zjednoczonych o reelekcję treść tego porozumienia została już uzgodniona.

Na pozór jest to bardzo dobra informacja, bo wojna handlowa pomiędzy dwoma największymi gospodarkami nie sprzyjała całemu handlowi międzynarodowemu.

Czy poza korzyściami politycznymi dla D.Trumpa coś jeszcze z tego praktycznie wynika?

– Chiny mają zwiększyć import z USA, zwłaszcza produktów rolnych. W zamian dostały niewiele, to obniżka ceł na wybrane produkty, przede wszystkim na odzież – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Rekordowy był 2012 r., gdy Chiny sprowadziły z USA produkty rolne wartości 28 mld USD. Wówczas ceny produktów rolnych były znacznie wyższe. Czyli Chiny miałyby kupić więcej produktów rolnych niż w rekordowym roku.

Import wartości 40-45 mld USD może być nierealny, zwłaszcza że cały wolumen chińskiego importu z USA to ok. 100 mld USD rocznie. Chiny musiałyby zmuszać swoje firmy do zakupów na przykład soi po cenach wyższych niż dla jej importu z Brazylii.

– To prowadzi do wniosku, że Pekin chce kupić trochę czasu. I da firmom swobodę w realizowaniu importu. Jeśli okaże się, że Chiny nie wywiążą się z obietnic, to D.Trump tuż przed wyborami prezydenckimi będzie musiał dużo zaryzykować wznawiając wojnę handlową.

Maszyny pomagają tam, gdzie człowieka brak

Już ponad 200 lat temu ludzie po raz pierwszy podnieśli protest przeciwko postępowi technologicznemu z obawy o swoje miejsca pracy. Dziś, w dobie powszechnej automatyzacji, temat pozostaje żywy, chociaż np. w branży retail widać, że maszyny pojawiają się tam, gdzie brakuje rąk do pracy. W I połowie 2019 r. blisko 30 proc. ogłoszeń o pracę dotyczyło stanowisk w handlu i sprzedaży. A klienci coraz chętniej korzystają z takich rozwiązań, jak kasy samoobsługowe i często płacą kartami. Udział transakcji bezgotówkowych w ogólnej wartości przekroczył już 45 proc.

Nawet 1,5 mln – tylu pracowników, jak wynika z raportu PwC [1], może brakować w Polsce do 2025 r. Ale już dziś pracodawcy mierzą się z potrzebą poszukiwania kadr dla zapewnienia odpowiedniej jakości obsługi klientów i ciągłości działania swojego biznesu.

„Praca szuka człowieka”

Jednym z rynków borykających się z tym problemem jest handel detaliczny. W Polsce działa ok. 260 tys. sklepów, w tym ponad 62 tys. to ogólnospożywcze. Według danych zebranych przez Pracuj.pl, aż 29 proc. ogłoszeń w I połowie 2019 r. dotyczyło rekrutacji specjalistów ds. handlu i sprzedaży [2]. W raporcie „Kasjer na rynku pracy” [3] wskazano, że w jednym momencie na portalu znajdowało się ponad 2400 ogłoszeń dot. właśnie tego stanowiska.

W tym kontekście sieci handlowe z różnych branż coraz chętniej sięgają po rozwiązania samoobsługowe stanowiące uzupełnienie dla tradycyjnych stanowisk kasowych. Technologia ta zdążyła już się niejako „dotrzeć” na rynku, co pozawala rzeczywiście usprawnić ruch w sklepie bez niepotrzebnych przestojów.

Doskonale wiemy, że samo dostarczenie sprzętu do retailera to za mało. Dla współczesnego konsumenta, każda transakcja powinna być bezproblemowa i przyjemna, zapewniając podobne doświadczenia zakupowe jak w internecie. Dlatego niezbędnym czynnikiem jest także odpowiednie oprogramowanie, takie jak Vynamic Chechout, które dzięki otwartej architekturze, będzie w stanie sprostać wyzwaniom handlu detalicznego. Obserwujemy rzeczywiście duże zainteresowanie sieci handlowych tego rodzaju rozwiązaniami. Pracujemy z dużymi, znanymi na polskim rynku sieciami handlowymi, jak również ze sklepami typu convenience, sieciami DIY czy też salonami prasowymi. Przy tego typu współpracy liczy się nasze kompleksowe podejście do obsługi, odciążające retailera i gwarantujące mu ciągłość działań. – Michał Strzyczkowski, członek Zarządu firmy Diebold Nixdorf w Polsce

Coraz chętniej korzystamy z samoobsługi

Ale co na to konsumenci? Żeby znaleźć odpowiedź, wystarczy spojrzeć na kolejki ustawiające się do stref samoobsługowych w supermarketach. To właśnie tam, w pierwszej kolejności przyjęło się to rozwiązanie. Dziś rozwiązania te znajdują zastosowanie również w sieciach o mniejszych formatach oraz dyskontach. Kasy samoobsługowe pojawiają się też w księgarniach, drogeriach czy restauracjach typu fast food. Klienci, którzy korzystają z kas samoobsługowych cenią sobie łatwość ich użytkowania, a w rezultacie krótsze kolejki i czas realizacji zakupów.

Do tego dochodzi fakt, że Polacy chętnie płacą bezgotówkowo — co usprawnia też proces samoobsługi. Wg. danych NBP z I kw. 2019 r., udział wartości transakcji bezgotówkowych w ogólnej wartości transakcji przeprowadzonych przy użyciu kart płatniczych wyniósł 45,5 proc. Oznacza to kolejny kwartał wzrostowy.

W skali globalnej widać rosnące znaczenie rynku rozwiązań samoobsługowych. Wg danych Global Market Insights jego wartość na przestrzeni lat do 2024 r. niemal podwoi się i będzie wynosić ponad 4 miliardy USD z ponad 85 tys. sztuk maszyn w użyciu.

Sprawna samoobsługa — jak to osiągnąć?

Pierwsze kasy samoobsługowe pojawiły się już w latach 90-tych, jednak okres ich rozpowszechnienia jest dość długi. Początki nie były łatwe z uwagi na częste problemy techniczne, dostosowanie funkcjonalności urządzeń z jednej strony do zachowań i preferencji klientów, z drugiej do wymogów bezpieczeństwa po stronie sprzedawcy. Przy niewłaściwej kalibracji takich rozwiązań niemożliwe było uzyskanie rentowności inwestycji w selfcheckout oraz trwałe usprawnienie procesu obsługi klienta.

Kluczem do sukcesu jest tu przede wszystkim solidne, sprawdzone i umożliwiające dalszą modyfikację oprogramowanie oraz niezawodny sprzęt. Dopracowany, intuicyjny interfejs dla klienta gwarantujący jemu bezproblemowy proces zakupu — to sprawia, że klient następnym razem także skorzysta z samoobsługi. Nie ma tu miejsca na źle działający skaner kodów kreskowych, zbyt czułą wagę zakupów czy zacinającą drukarkę do paragonów. Ponadto ważna jest też ergonomia stanowiska — ilość miejsca, przewidziana półka do położenia przedmiotów jeszcze niezeskanowanych, ekran na odpowiedniej wysokości. I ponad wszystko prostota obsługi i wparcia.

Najbardziej wrażliwym czynnikiem mającym istotny wpływ na efektywność rozwiązań samoobsługowych w sklepie, są optymalnie dobrane zabezpieczenia. Jeżeli system będzie zbyt wrażliwy — zmniejszymy przepustowość kas przy ciągłych alertach bezpieczeństwa, wymagających asysty. Najczęściej stosowane rozwiązania to wagi kontrolne weryfikujące zgodność faktycznego koszyka ze skanowanymi produktami. Czasami, dodatkowym elementem kontrolnym może być bramka bezpieczeństwa, która otwiera się po zeskanowaniu paragonu. Sukces wdrożenia samoobsługi w sieciach handlowych zależy od bardzo wielu czynników. Dlatego, w Diebold Nixdorf, poza dostarczeniem technologii i oprogramowania, współpracujemy z klientami w celu określenia optymalnych rozwiązań dla danego formatu sklepu, konsumentów i operacji. Nasze podejście opiera się na danych — najpierw analizujemy działanie sklepu i ścieżki zakupowe klientów, następnie robimy symulacje danego przypadku biznesowego, wpływ zmian i uruchamiamy pilotaż. – Michał Strzyczkowski, Członek Zarządu firmy Diebold Nixdorf w Polsce

[1] Rosnąca luka na rynku pracy. Jak ją zniwelować? PwC
[2] Rynek Pracy Specjalistów H1 2019, Pracuj.pl
[3] „Kasjer na rynku pracy”, Pracuj.pl

Małe sklepy internetowe popełniają dużo błędów

Połowa małych e-sklepów w Polsce ma niejasną politykę zwrotów. Czasem brakuje też informacji o kosztach dostawy. Jednym z wielu powodów tych zaniedbań jest słabo rozwinięta kultura testowania oprogramowania w firmach wdrożeniowych. Wadliwy i nieprzetestowany koszyk e-sklepu bywa powodem nawet 80% rezygnacji z zakupów. Ponadto klientów zniechęcają automatyczne chatboty, nieautentyczne zdjęcia i nieprawdziwe opinie o produktach, a także ograniczone możliwości dostawy. Brak protokołu szyfrującego HTTPS również hamuje sprzedaż. Pomóc może m.in. widoczna strona FAQ i właściwie realizowany e-mail marketing. Do zwiększania zysków konieczne są również testy A/B i dokładne statystyki.

Tworzenie niejasności

Polityka zwrotów zawsze powinna być jasna i przejrzysta, bo to jeden z ważniejszych czynników decydujących o zakupie. Więksi gracze zwykle mają ją dobrze opracowaną, bo stać ich na pełną obsługę prawną i marketingową. Natomiast połowa małych e-sklepów w Polsce ma z tym spory problem. W praktyce nie informują one klientów o polityce zwrotów albo w tym zakresie nie działają do końca zgodnie z prawem.

Jedną z najbardziej irytujących sytuacji podczas dokonywania zakupów w e-sklepach jest brak jasnej informacji o kosztach dostawy. Najgorszym możliwym rozwiązaniem jest poinformowanie klienta o dodatkowym wydatku dopiero w ostatnim kroku dzielącym go od sfinalizowania zamówienia. Do takiej sytuacji prowadzi aż kilka czynników.

Przedsiębiorcy często nawet nie wiedzą, czym jest UX, czyli doświadczenie użytkownika (ang. user experience), a to jest podstawowym elementem budowania każdej strony internetowej. W praktyce chodzi o sprawdzenie tego, jakie wrażenie może odnieść klient, gdy ją fizycznie odwiedzi. Tymczasem w Polsce jest słabo rozwinięta kultura testowania oprogramowania. Testy najczęściej odbywają się już w środowisku produkcyjnym, a to poważny błąd.

Kolejną przyczyną niejasności jest to, że strony często są projektowane przez grafików, a nie przez informatyków we współpracy z handlowcami. Ponadto wielu polskich e-przedsiębiorców zleca wdrożenie dedykowanego sklepu internetowego agencjom marketingowym, które najczęstszej nie mają kadry i procesów do produkcji bezawaryjnego oprogramowania. Ich specjalnością jest stricte marketing, a nie projektowanie i programowanie.

Bardzo dużo e-sklepów tworzy się też w oparciu o bezpłatne OpenSource silniki. Nie są one idealnie przemyślane pod kątem UX i handlu. Koszyk zakupowy musi być bardzo dokładnie opracowany przez handlowca i precyzyjnie zaprojektowany przez informatyka. Dopiero potem może popracować nad nim grafik.

W platformach OpenSource warto korzystać z płatnych wtyczek, rozszerzających funkcjonalność i UX podstron koszyka, bo standardowe rozwiązania zwykle słabo konwertują. Najważniejsze jest jednak wykonywanie testów. Nie wiedząc, czy wszystko dobrze działa, łatwo jest zrazić do siebie potencjalnego klienta, a ten może już nigdy do sklepu nie wrócić.

Mało intuicyjny proces zakupowy może drastycznie powstrzymać sprzedaż. Konsument na jednym z przedostatnich etapów rezygnuje, bo nie wie jak albo nie może z przyczyn technicznych sfinalizować zamówienia. Nieprzemyślany albo źle zrealizowany i nieprzetestowany koszyk to poważny problem. W niektórych e-sklepach nawet 80% klientów rezygnuje z powodu tego typu utrudnień.

Wzbudzanie (nie)ufności

Od strony technicznej i marketingowej e-sklep, który ukrywa faktyczny koszt dostawy, wyrzuca w błoto cały budżet reklamowy i potencjał sprzedażowy. Zawiedziony klient i tak pójdzie do konkurencji, bo poczuje się oszukany. A jeśli zauważy, że informacja o ww. należności jest przed nim ukrywana, to na 90% nie wróci nigdy. Jeżeli to zrobi, będzie bardzo nieufny i ostrożny. Z punktu widzenia sprzedażowego to się nie opłaca.

Warto wyraźnie zaznaczyć termin i koszt dostawy, warunki gwarancji, reklamacji i zwrotów, a także metody płatności. Należy poinformować klienta o pochodzeniu towaru, podając jego kraj i producenta. Trzeba też wskazać składniki produktu. Jeśli są stacjonarne miejsca odbioru zakupów, dobrze jest pokazać je na zdjęciach i dodać mapę.

Sklepy internetowe bardzo często przekreślają swoje szanse na zdobycie zaufania klientów, ponieważ nie przedstawiają wiarygodnych oraz szczerych opinii o produktach i własnej obsłudze. W Polsce pisanie ich zwykle jest zlecane specjalistom przez właścicieli tychże biznesów (czyli tzw. „szeptanka” w slangu marketingowców). Jednak to zupełnie się nie opłaca. Konsumenci na odległość wyczuwają fałsz. Zdecydowanie lepiej nie mieć żadnych rekomendacji niż prezentować nieprawdziwe.

Jeśli chodzi o online chat, teraz panuje moda na tzw. chatboty. Jednak konsumenci wcale nie chcą rozmawiać z automatami tylko z ludźmi. Lepiej nie mieć wcale chatu niż oferować „rozmówców”, którzy nie odpowiadają lub robią to maszynowo. To niszczy zaufanie i mocno irytuje ludzi. Jeśli właściciela sklepu nie stać na prawdziwych operatorów, którzy udzielą odpowiedzi każdemu klientowi chociażby w ciągu 30 sekund, to lepiej nie mieć wcale takiej funkcjonalności.

Mała liczba możliwych sposobów wysyłki towaru również może skutecznie zniechęcić klienta. Konsumenci lubią podejmować własne decyzje, więc nie wolno stawiać ich przed faktem dokonanym. Warto uwzględnić co najmniej dwa lub trzy sposoby dostawy. A jeśli jest kilku operatorów, to trzeba zaproponować dużo więcej opcji do wyboru. Każdy dostawca może oferować opłatę za pobraniem albo z góry, dostarczenie produktu do domu, paczkomatu lub do najbliższego sklepu.

Koniecznie trzeba pokazać, że szanujemy dane osobowe klienta i zrobić to elegancko, tj. w sposób nieprzeszkadzający obserwacji sklepu. Dla e-commerce w dzisiejszych czasach HTTPS jest absolutnie konieczny, bo konsument często wpisuje na stronie swoje imię i nazwisko, adres dostawy, e-mail, NIP firmy, a także nr karty płatniczej. HTTPS stanowczo utrudnia przechwycenie tych danych. Poza tym jego obecność pozytywnie wpływa na pozycjonowanie strony w wyszukiwarkach.

Prezentacja towaru

Stara, ale wciąż aktualna prawda mówi, że niedostateczne przedstawienie produktu hamuje sprzedaż. Zdjęcia i nagrania wideo muszą być pełne i unikatowe. W przypadku fotografii liczą się cztery kryteria, tj. naturalność, jakość techniczna, wszechstronność obserwacji artykułu i ograniczone rozmiary plików. Autentyczne ujęcia zadziałają dużo lepiej niż otrzymane np. z hurtowni i mocno retuszowane. Należy też zadbać o różne tła – białe, wyświetlone oraz naturalne, w zależności od rodzaju asortymentu.

Zdjęcia w większości powinny być ostre, a produkty – perfekcyjnie oświetlone. Najlepiej jest, gdy fotografie pokazują towar z każdej strony oraz materiał, z jakiego go wykonano, w dużym powiększeniu. Do tego można dodać maksymalnie do trzech ujęć artystycznych. Ostatnio modnym trendem są zdjęcia obrotowe.

Bez zastosowania powyższych wskazówek bardzo trudno coś sprzedać. Zawsze trzeba pamiętać o tym, że klient nie widzi asortymentu. Może go jedynie podejrzeć, a to spora różnica w stosunku do zakupów bezpośrednich w tradycyjnych sklepach. Konsumenci często oglądają produkty w placówkach stacjonarnych, a potem kupują wybrany towar w e-sklepie, który oferuje dużo niższe ceny. Fotografia obrotowa 360 stopni lub wideo może wyeliminować potrzebę odbywania ww. wizyt, a przynajmniej ma szansę w dużym stopniu to ograniczyć.

Obecne na rynku rozwiązania pozwalają natychmiast zwizualizować np. mebel, a nawet całe wnętrze mieszkania czy też samochód z każdej strony. Poza tym powoli wchodzi do e-commerce technologia wirtualnej rzeczywistości (VR). Możliwości wizualizacji są naprawdę ogromne. Warto z nich korzystać.  Trzeba to tylko robić w sposób przemyślany.

Wsparcie sprzedaży

Widoczna i dobrze przemyślana strona FAQ (ang. Frequently Asked Questions), czyli zbiór częstych pytań użytkowników i odpowiedzi na nie, w praktyce bardzo pozytywnie działa na sprzedaż. Niewątpliwie zdejmuje obciążenie z administratorów sklepu. W ten sposób zyskują oni więcej czasu na obsługę zamówień. Brak ww. elementu zwiększa ilość telefonów i e-maili od konsumentów. Natomiast zastosowanie go może też idealnie posłużyć do pozycjonowania sklepu w wyszukiwarkach (SEO).

Dobrze przedstawiona i cały czas rozwijająca się oferta, wiarygodność i docieranie do odbiorców poprzez reklamy to podstawa każdego e-sklepu. Jednak nie wszyscy przedsiębiorcy potrafią prowadzić skuteczny e-mail marketing. I nie jest to wyłącznie kwestią umiejętności. W jednej branży on działa, a w innej – nie. Trzeba to na bieżąco weryfikować, aby faktycznie wspierać swoją sprzedaż. Bardzo łatwo można wylądować w folderze „SPAM”. Wtedy klient jest stracony raz na zawsze.

Testy A/B to ważna część e-commerce. Bez tego trudno ocenić, czy wdrożone elementy graficzne dobrze konwertują i wszystkie przyciski znajdują się we właściwych miejscach. Nie wiadomo, w co klikają użytkownicy i który baner sprzedaje lepiej lub gorzej. Czasem zmiana koloru przycisku albo czcionki, a nawet posunięcie napisu o parę centymetrów w górę, w dół lub bok powiększa konwersje.

W e-commerce należy mieć wyjątkowo dokładne statystyki, aby osiągać największe zyski z prowadzenia e-sklepu. Jeśli jego silnik nie pozwala zbierać dokładnych danych, warto skorzystać z zewnętrznych narzędzi. Jest ich dużo na rynku. Są m.in. wtyczki, usługi w chmurze i specjalne oprogramowania, do automatyzacji testów. Wybrany system może sprawdzić, ile kliknięć miał każdy z testowanych banerów i jaki jest procent konwersji. Korzystając z tego, trzeba tylko bardzo mocno dbać o cyberbezpieczeństwo.

Autorem publikacji jest Sergiusz Diundyk, ekspert ds. nowych technologii oraz automatyzacji procesów w branży IT

Jaki był wzrost cen mieszkań w 2019? Czy w 2020 ceny nadal będą rosły?

O ile w tym roku wzrosły ceny mieszkań w poszczególnych miastach? Czy podwyżki były większe od ubiegłorocznych? Czy w 2020 roku stawki na rynku deweloperskim nadal będą rosły? Jak szybko? Kiedy zostanie osiągnięty sufit cenowy? Sondę przygotował serwis nieruchomości Dompress.pl  

Mirosław Kujawski, członek zarządu Develia S.A.

W 2019 roku ceny mieszkań w największych miastach w Polsce wzrosły średnio o 10 proc. Wzrost jest duży, ale niższy niż w latach poprzednich, jego dynamika wyraźnie spada. Przewidujemy, że w 2020 roku nie będzie większych zmian w tym zakresie. Ceny nadal będą rosły, ale nie w takim tempie, jak wcześniej. Przełamaniu trendu nie służy sytuacja związana z podażą. Obecnie mamy rekordowo niską ofertę mieszkań na rynku pierwotnym. Do jej wyprzedania wystarczą zaledwie 2-3 kwartały, podczas gdy za stan równowagi rynkowej przyjmuje się 12 miesięcy.

Mimo wzrostu cen, zainteresowanie klientów wciąż jest bardzo duże, co wiąże się z rosnącymi wynagrodzeniami i zdolnością nabywczą klientów. Ceny w większości miast są wyższe niż w latach 2007/2008, więc można mówić o rekordzie. Należy jednak podkreślić, że aktualnie znajdujemy się w zupełnie innych realiach rynkowych, tym samym nie można wprost porównywać obecnej sytuacji do tej sprzed ponad dekady. Wystarczy wspomnieć, iż w ostatnich latach, poza wzrostem cen mieszkań rosły też zarobki (średnia krajowa o ponad 70 proc.), inflacja (o ponad 20 proc.). Pomimo zrównania się nominalnych stawek z poziomem obowiązującym w latach 2007-2008, zdolność nabywcza klientów jest jednak obecnie niemal dwukrotnie wyższa.

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

W ostatnich kwartałach na rynku mieszkaniowym dominował trend wzrostowy, jeśli chodzi o ceny mieszkań. Ma to związek z ciążącymi na branży budowlanej, rosnącymi kosztami inwestycji. Podrożały materiały budowlane i wykonawstwo, ale także ceny gruntów. W naszym przypadku jednak nie miało to aż tak znacznego przełożenia na ceny mieszkań, dzięki modelowi biznesowemu minimalizującemu udział pośredników i bazującego m.in. na własnym generalnym wykonawstwie. Nie dostrzegamy w tej chwili przesłanek, które mogłyby być zapowiedzią odwrócenia trendu, zapowiadających tendencję spadkową cen mieszkań. Jednak nie ma także powodów, dla których ceny miałyby dynamicznie wzrastać. Jeśli otoczenie rynkowe się nie zmieni, należy spodziewać się raczej stabilizacji stawek z ewentualnym utrzymaniem niewielkiego trendu wzrostowego.

Andrzej Gutowski, wiceprezes Ronson Development, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu

O suficie cenowym mówiono już w ubiegłym roku, ale rynek pokazał, że wcale go jeszcze nie osiągnęliśmy. W ciągu roku średnie ceny ofertowe w Warszawie i Wrocławiu wzrosły o ponad 10 proc. Nie oznacza to jednak na rynku mieszkaniowym „sky is the limit”. W 2020 roku możemy się spodziewać wyższych cen, choć przewidywałbym, że będą to już raczej wzrosty jednocyfrowe.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Prowadzimy inwestycje mieszkaniowe wyłącznie na terenie Warszawy i skupiamy uwagę głównie na tym rynku. Według różnych raportów ceny mieszkań w stolicy w ciągu roku wzrosły o ponad 10 proc. Taką wysokość wzrostu potwierdzają również ceny w naszych inwestycjach. W większości dużych miast w kraju wzrosty również były dwucyfrowe. Przewidujemy, że w 2020 roku stawki nadal będą szły w górę, ale tempo podwyżek będzie wolniejsze niż dotąd. Trudno jednak określić, kiedy zostanie osiągnięty sufit cenowy, ponieważ zależy to od wielu czynników rynkowych, takich jak m.in. ceny gruntów, wzrost wynagrodzeń, dostępność kredytów hipotecznych, czy wysokość stóp procentowych.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Ceny transakcyjne mieszkań w trzecim kwartale br. nadal rosły. W Warszawie mieszkania o metrażu poniżej 35 mkw. zdrożały r/r o 5 proc., a o 11 proc. lokale o powierzchni od 50 do 60 mkw., natomiast mieszkania wielkości ponad 100 mkw. kosztują nawet o 19 proc. więcej. Średnia cena ofertowa w 7 największych miastach w Polsce była w trzecim kwartale br. wyższa o 11,5 proc. w porównaniu z 2018 rokiem i o 20 proc. wyższa niż w 2017 roku. Z uwagi na niedobór oferty mieszkaniowej i ciągle rosnące koszty realizacji inwestycji, nie należy spodziewać się spadku cen w największych miastach w kraju. Można mieć jedynie nadzieję na wyhamowanie wzrostów, choćby ze względu na zastosowanie w inwestycjach nowych, ekonomicznych rozwiązań. Na wyprzedaż całego zasobu nowych mieszkań dostępnych na rynku deweloperzy potrzebują mniej niż rok. Podaż w 2020 roku nadal będzie niewystarczająca. Co więcej, według przewidywań wielu ekspertów, ceny nieruchomości w Polsce będą rosły, by wyrównać do stawek obowiązujących w krajach UE.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

Z naszych szacunków wynika, że ceny nieruchomości na najbardziej atrakcyjnych rynkach mieszkaniowych w kraju w ciągu ostatnich 12 miesięcy wzrosły średnio o około 10 proc. Zakładamy dalszy, stabilny wzrost cen, choć jego tempo być może będzie nieco wolniejsze niż w roku ubiegłym.

Agnieszka Kozak, pełnomocnik zarządu ds. sprzedaży w Republice Wnętrz

Jako wrocławski deweloper śledzimy przede wszystkim rynki lokalne i faktycznie wzrosty cen są tutaj mocno zauważalne. W roku 2019 stawki rosły od 6 proc. do 10 proc. Szacujemy, że w 2020 roku wzrost cen będzie analogiczny do tegorocznego. Rosnące ceny materiałów budowlanych, kosztów pracy, a także zaplanowane podwyżki prądu nie zapowiadają szybkiego osiągnięcia sufitu cenowego.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Ceny mieszkań w 2019 roku rosły w całej Polsce. Uważamy, że przestrzeń na znaczące podwyżki już się wyczerpała. Podwyżki wyniosą w przyszłym roku najwyżej kilka procent. Później oczekujmy stabilizacji cen i lekkiego spowolnienia przy założeniu, że nie nastąpią znaczące zawirowania w światowej i polskiej gospodarce.

Aleksandra Goller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w spółce mieszkaniowej Skanska

Nie postrzegamy rosnących cen przez pryzmat bańki mieszkaniowej. Ich przyrost jest proporcjonalny do innych faktorów rynkowych, takich jak wynagrodzenia, nastroje konsumenckie czy poziom bezrobocia. Analizy rynkowe pokazują, że stawki za mkw. pójdą jeszcze w górę, ale ich wzrost będzie wolniejszy.

Wojciech Duda, wiceprezes Duda Development

Nawet jeśli jeszcze obecnie nie dobiliśmy do sufitu cenowego spodziewamy się, że stanie się to już wkrótce, chyba że nadejdzie fala gospodarczej koniunktury.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Najdroższą, jak dotąd Warszawę pod względem wysokości cen nieruchomości, zaczyna doganiać Gdańsk i Kraków. W Warszawie za metr kw. mieszkania trzeba zapłacić średnio 9,6 tys. zł, w Krakowie – 8,2 tys. zł, a w Gdańsku około 8,3 tys. zł. W Gdańsku odnotowany został w tym roku największy skok cenowy. Szacuje się, że ceny w tym mieście wzrosły aż o 1,2 tys. zł/mkw. Za tak wysoką dynamikę odpowiada m.in. bardzo atrakcyjna lokalizacja. Duże różnice w porównaniu do poprzedniego roku widać także w Warszawie, gdzie cena 1 mkw. wzrosła o niespełna 1000 zł. Natomiast we Wrocławiu o ponad 900 zł, a w Krakowie o około 889 zł. Przyrównując ceny z drugiego kwartału br. do obecnych także daje się zauważyć, że największy wzrost cen miał miejsce w Gdańsku. Z kolei najbardziej stabilny od początku roku pod względem cen nieruchomości jest Poznań. W 2020 roku nie zanosi się na przegrzanie rynku nieruchomości, jednakże w dłuższej perspektywie zakładamy możliwość spowolnienia obecnych tendencji.

Autor: Dompress.pl

PIT 37 – kto powinien go wypełnić?

Deklaracja PIT 37 jest jedną z najczęściej składanych przez podatników. Także w 2020 roku po ten formularz sięgną przede wszystkim osoby, które były zatrudnione na etacie lub wykonywały pracę na zlecenia. Poza tym w ten sposób rozliczają się także ci, którzy otrzymują świadczenia i podlegają opodatkowaniu na zasadach ogólnych według skali podatkowej (stawki 18% i 32%).

  1. Kto powinien złożyć pit 37 za rok 2019?
  2. Jak wypełnić pit 37 za rok 2019
  3. Pit 37 – co możesz odliczyć?
  4. Dlaczego warto skorzystać z programu do rozliczeń pit online?

Kto powinien złożyć PIT 37 za rok 2019?

PIT 37 składają tylko ci podatnicy, którzy uzyskali w 2019 roku dochody wyłącznie od płatnika, który ma siedzibę na terytorium Polski. W praktyce będą to więc pracodawcy, zleceniodawcy, organy emerytalne bądź rentowe – ZUS lub KRUS. Jeśli podatnik uzyskał dochody także z innych źródeł, powinien rozliczyć się na formularzu PIT 36.

Jak wypełnić PIT 37 za rok 2019?

PIT 37 wypełnia się odręcznie lub drukuje się z systemu na odpowiednich formularzach i dostarcza do właściwego urzędu skarbowego. Coraz popularniejsze jest składanie zeznania przez internet. W ten sposób można złożyć wszystkie inne deklaracje i resort finansów zachęca do tej formy rozliczeń. Cała procedura jest zdecydowanie prostsza niż w 2008 roku, kiedy ta forma wchodziła w życie. Obecnie nie potrzebujemy już kwalifikowanego podpisu elektronicznego. Zamiast niego podaje się zestaw danych identyfikujących podatnika takich jak imię, nazwisko, data urodzenia, identyfikator NIP lub PESEL, kwota przychodu z deklaracji złożonej rok wcześniej lub 0 w przypadku braku jakiegokolwiek zeznania. Warto pamiętać o tym, że PIT 37 online można złożyć również wtedy, gdy chcemy rozliczyć się z małżonkiem albo jako osoba samotnie wychowująca dziecko. To również formularz, na którym wykazuje się ulgi i odliczenia.

PIT 37 – co możesz odliczyć?

Deklaracje podatkowe w 2020 to wiele różnych zmian. Przede wszystkim dotyczyć one będą kolejnej ulgi, która do tej pory nie obowiązywała. Zmodyfikowana została również metoda rozliczania kosztów poniesionych z tytułu pojazdów służbowych. W puli pojawia się ulga termomodernizacyjna, z której mogą skorzystać właściciele budynków  mieszkalnych jednorodzinnych. Mogą oni ubiegać się o zwrot wszystkich kosztów, jakie ponieśli na termomodernizację domów. Ulga jest odliczana od dochodu. Poza tym podatnicy, którzy z niej korzystają można także odpisać 23% kosztów poniesionych na zakup urządzeń, usług i materiałów, które są związane z realizacją inwestycji termomodernizacyjnej w budynku, która była przeprowadzana  od 1 stycznia do 31 grudnia 2019 roku. Więcej o zmianach dotyczących zeznania podatkowego PIT 37: https://www.podatnik.info/publikacje/wypelnij_pit_37_2019_w_5_minut_ostatni_dzien_na_rozliczenie_pit_37_za_2018,pit,rozliczenie_roczne,5696f0

Kolejną zmianą jest modyfikacja przepisów regulujących zasady rozliczania wydatków poniesionych na pojazdy służbowe. Ci, którzy korzystali w okresie od 1 stycznia do 31 grudnia 2019 roku z samochodów służbowych w celach i służbowych, i prywatnych, mogą odliczyć od przychodów równowartość 50% wydatków poniesionych na te pojazdy. Ci, którzy wykorzystują samochody prywatne – 20%. Pojazdy służbowe są wpisane do ewidencji środków trwałych, a ich zakup oraz użytkowanie są rozliczane na zasadach zbliżonych do VAT. Ustawodawca zostawił możliwości odliczenia pełnej kwoty wydatków. Jest ona wykorzystywana tylko wtedy, gdy samochód służy tylko i wyłącznie do celów służbowych o jest prowadzona szczegółowa ewidencja przebiegu pojazdu. Warto zwrócić uwagę, że modyfikacja przepisów sprawia, że nie trzeba będzie wykazywać tak zwanej kilometrówki, czyli ewidencji przejechanych kilometrów wraz z ustaloną urzędową stawką za przejechany kilometr, co było podstawą do odliczania wydatków na pojazdy służbowe. Zmianie uległy również zapisy o amortyzacji samochodów osobowych. Limit został podniesiony do 150 000 zł.

Zmiany, które wchodzą w życie, dotyczyć będą tych, którzy korzystają z limitu tzw. „małego podatnika”. Zostaje on zwiększony do 2 mln euro. Wprowadzony zostaje również podatek solidarnościowy w wysokości 4% i będzie obliczany od dochodów przewyższających kwotę 1 mln złotych rocznie.

Dlaczego warto skorzystać z programu do rozliczeń PIT online?

Formularze PIT 37 online dostępne są w internecie, ale zdecydowanie lepiej jest korzystać z dedykowanych programów do rozliczania. W praktyce to interaktywne e-deklaracje, które są intuicyjne w obsłudze. By rozliczyć PIT 37 przez Internet, wystarczy podać dane, a sam program umieszcza je w odpowiednich miejscach, sprawdza poprawność i dokonuje obliczeń. Tym samym minimalizuje się ryzyko pomyłki. Ukończone zeznanie wysyła się do urzędu skarbowego, a potwierdzeniem jest Urzędowe Poświadczenie Odbioru (UPO). Zeznanie za 2019 roku trzeba będzie złożyć 30 kwietnia 2020 niezależnie od tego, czy będziemy chcieli zrobić to tradycyjnie czy przez internet. Ta druga forma jest oczywiście bardziej przyjazna dla spóźnialskich, ponieważ PIT 37 online możemy wysłać nawet po zamknięciu urzędów stacjonarnych czy poczty – czyli do godziny 23:59. Program do rozliczeń PIT online znajdziesz na stronie https://www.podatnik.info/.

Jak cyfryzacja zmienia biznes

Jak zarządzanie doświadczeniem klienta, pojawienie się platform cyfrowych oraz szerokie zastosowanie w przedsiębiorstwach modelu biznesowego omnichannel zmienia biznes.

Rok 2019 przyniósł istotne zmiany w cyfryzacji biznesu. Wykorzystanie platform cyfrowych opartych na systemie wielokanałowym znacząco zmieniło strategię tworzenia treści w sektorze usług finansowych, ochrony zdrowia, administracji publicznej, handlu elektronicznym i telekomunikacji. W drugiej połowie roku sektor produkcyjny również zaczął korzystać z zalet platform cyfrowych. Połączenie przetwarzania danych w chmurze i oprogramowania jako usługi (Saas) rodzi wiele pytań. Rozwój hybrydowego środowiska biznesowego zyskuje na popularności. W 2020 r. wszystkie te trendy ulegną wzmocnieniu i pojawi się oczekiwanie, że segment B2B zacznie z tych rozwiązań korzystać – podsumowuje Zsolt Balogh, prezes Liferay Węgry, platformy cyfrowej z otwartym kodem źródłowym.

Połączenie przetwarzania w chmurze i modelu SaaS rozpowszechnia się

Chociaż pozostaje wiele pytań – na przykład jak będzie działać zarządzanie doświadczeniami klientów w chmurze, jakie zagrożenia i zmiany operacyjne to przyniesie i czy będziemy w stanie poradzić sobie z regulacjami rządowymi lub unijnymi – oprogramowanie jako usługa (SaaS) będzie coraz ważniejszym filarem usług w 2020 roku. „Według naszych obliczeń spodziewamy się wzrostu o około 18 procent” – wyjaśnia Zsolt Balogh. „Bardzo dobrą wiadomością jest również to, że duże firmy coraz częściej korzystają z usług doradczych, aby pomóc sobie w transformacji od przedsiębiorstwa tradycyjnego do hybrydowego”, mówi Zsolt Balogh.

Przyszłość to rozwiązania wielokanałowe, które analizują nawyki klientów

„Aby utrzymać przewagę konkurencyjną, w 2019 r. firmy zaczęły rozwijać wielokanałowe procesy sprzedaży w sposób bardziej świadomy. Zaczęły dostosowywać treść i funkcje poszczególnych kanałów do nawyków klientów. Centralnym elementem zakupów opartych na doświadczeniu są aplikacje mobilne, które zyskują coraz większą popularność. Pomagają zapewnić klientom jeszcze wygodniejszą i szybszą obsługę, wykraczającą poza możliwości sklepów internetowych i tradycyjnych. Jednak oprócz zasady udostępniania w każdej chwili wszystkiego, co jest w sprzedaży, pojawił się nowy sposób myślenia – dostosowanie się do oczekiwań klienta w zależności od kanału, w którym chcemy sprzedawać. Ten sposób myślenia podąża za podróżą klienta, dzięki czemu możemy rozwijać naszą technologię. Aby w ten sposób optymalizować doświadczenie zakupowe, należy dokładniej poznać ścieżki klientów i opracować procedury analityczne, zaprojektować dokładne pomiary i metody identyfikacji”, mówi Zsigmond Máriás, specjalista ds. rozwoju oprogramowania do handlu elektronicznego, LogiNet Systems Kft.

Czego oczekujemy w 2020 roku: rozwój platform handlu cyfrowego w segmencie B2B

W roku 2020 najważniejsza będzie nie automatyzacja, a określenie priorytetów transformacji. W przypadku sztucznej inteligencji (SI) coraz większy nacisk kładzie się na rozwój zarządzania wiedzą w organizacji, co oznacza, że informacje tekstowe lub głosowe pozyskane podczas kontaktu z klientem są kompilowane przez algorytmy i modele biznesowe i przekształcane w użyteczne treści. „Matryce treści generowane z ogromnych ilości danych poprawiają trafność procesów decyzyjnych i wspierają rozwój idealnie spersonalizowanych sugestii dla klientów”, dodaje Zsolt Balogh.

„Jednym z głównych trendów w handlu elektronicznym w tym roku ma być rozwój cyfrowych platform sprzedaży B2B. Firmy zdały sobie sprawę, że przedstawiciele partnerów handlowych i ich sprzedawcy, przyzwyczaili się do udogodnień i przejrzystości, które dziś zapewniają sklepy internetowe, strony internetowe i platformy społecznościowe B2C. Wiąże się to ze wzrostem oczekiwań, ponieważ dla uczestników ważne jest teraz wdrażanie e-commerce w sektorze B2B na podobnym poziomie, z równie szeroką gamą narzędzi. W sektorze występuje również nowe zjawisko polegające za wzroście popytu na platformy handlu elektronicznego zamawiane przez dystrybutorów B2B i producentów do wykorzystania przez resellerów oferujących produkty konsumentom i użytkownikom końcowym. Poprzez takie rozwiązania sektor B2B chce przyspieszyć cyfryzację procesów biznesowych, co jest niezbędne do wprowadzania nowych produktów na rynek. Wyzwaniem na nadchodzący okres w tym zakresie jest zapewnienie systemów, które w jak największym stopniu ułatwią partnerom handlowym korzystanie z tych interfejsów i ich utrzymanie” – podkreśla Zsigmond Máriás.

Znaczenie odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa

„Gospodarka cyfrowa przyspiesza transakcje finansowe, zakupy online i korzystanie z mediów społecznościowych, ale użytkownicy zarówno na poziomie detalicznym, jak i korporacyjnym nadal obawiają się zagrożeń związanych z technologią cyfrową” – ostrzega Zsolt Balogh. „Oprócz bezpieczeństwa cybernetycznego, warto również zwrócić uwagę na przepisy dotyczące ochrony prywatności. Po wprowadzeniu ogólnego przepisu o ochronie danych osobowych i cyfrowych 25 maja 2018., Unia Europejska wzmacnia ustawodawstwo w sprawie ochrony prywatności w sektorze łączności elektronicznej, czyli e-prywatności, „dodaje Zsolt Balogh.

Samorządy zapłacą za prąd nawet 60 proc. więcej

Podwyżki cen energii elektrycznej sprawiają, że miasta i gminy szukają sposobów na oszczędności. Szczecin redukuje ilość świątecznych iluminacji, Olsztyn odwołuje miejskiego sylwestra, a Chodzież i Wapno zrzeszają się z ościennymi podmiotami w grupy zakupowe, żeby skutecznie negocjować opłaty za prąd. – To konieczność, bo podwyżki mogą wynosić nawet 60 proc. – komentują eksperci.

Podwyżki prądu spędzają sen z powiek nie tylko przedsiębiorcom. Samorządy, które poniosły koszty reformy oświaty, czy podwyżek dla nauczycieli, od dłuższego czasu gorączkowo szukają oszczędności w budżetach. Energia już teraz stanowi znaczny element miejskich opłat, dlatego niektóre miejscowości starają się zredukować wydatki na ten cel. Nierzadko spotyka się to ze sprzeciwem mieszkańców, którzy muszą pożegnać się z lubianymi atrakcjami.

Mniej światełek i bez miejskich tańców

Szczecin postanowił zaoszczędzić na tegorocznych świątecznych iluminacjach, dlatego zmniejszył ich ilość, m.in. w alejach, czy w parkach. Wiele komentarzy wywołał brak choinki na placu Lotników, która rok wcześniej była jednym z najbardziej imponujących elementów przedwigilijnego krajobrazu. Urzędnicy tłumaczyli, że redukcja ozdób przyniesie oszczędności w wysokości ok. 240 tys. zł.

Pracownicy olsztyńskiego magistratu zbyt wysokimi rachunkami, m.in. za prąd uzasadniają decyzję o rezygnacji z miejskiego sylwestra, który odbywał się od wielu lat. To wywołało oburzenie mieszkańców, którzy w internetowych komentarzach twierdzili nawet, iż to ostateczny dowód na upadek miasta. Tym bardziej, że już wcześniej z powodu centralnie narzuconych programów, wprowadziło cięcia dotykające zajęcia pozalekcyjne, czy akcje rekreacyjne.

Podwyżki prądu kosztem inwestycji

W 2020 roku opłaty za prąd mogą uderzyć jeszcze bardziej dotkliwe w samorządowe kasy. Wzrost cen dla tej grupy odbiorców szacuje się na poziomie nawet 60 proc. To może oznaczać, że podwyżki będą odbywać się kosztem inwestycji, które miasta miały zapisane w swoich wieloletnich strategiach. Pamiętajmy, że na rachunek samorządu za energię składa się mnóstwo czynników. To nie tylko oświetlenie ulic, czy miejsc użyteczności publicznej, ale tak kluczowych obiektów jak szkoły, szpitale, czy żłobki. To bardzo duże obciążenia, a jak wiadomo pieniędzy w budżecie nagle nie przybędzie. Dlatego włodarze muszą szukać rozwiązań, które pozwolą im obniżyć nie tylko bieżące koszty, ale przede wszystkim wydatki w dłuższej perspektywie.-Tomasz Żołyniak, prezes firmy Energia Polska

Sposoby na oszczędności: wspólne zakupy i zielona energia

Miasta testują różne warianty, które pozwolą zapłacić mniej za prąd. Coraz częściej spotykaną praktyką jest zrzeszanie się w ramach grup zakupowych, do których należą okoliczne gminy. Tak robi chociażby Łódź, która dzięki wspólnym zakupom z prawie 400 innymi samorządowymi partnerami w przyszłym roku wyda na energię ponad 81 mln zł, co ma pozwolić wszystkim uczestnikom procesu zredukować wydatki na łączną kwotę ok. 8 mln zł. Podobnie o promocyjne ceny u sprzedawców prądu walczy chociażby Gołaniecka Grupa Zakupowa, do której należą, m.in. miasto Chodzież i gmina Wapno. Złotów inwestuje w termomodernizację obiektów publicznych. Gmina otrzymała dofinansowanie na uszczelnienie, m.in. centrum profilaktyki i szkoły podstawowej, co ma przełożyć się na niższe opłaty w kolejnych latach.

Samorządy szukają różnych opcji, które pozwolą im oszczędzać energię elektryczną lub nawet samodzielnie ją produkować. Prowadzą w tym celu audyty, wprowadzają nowe technologie, czy zatrudniają specjalistów, którzy pomogą im znaleźć optymalne rozwiązanie. Szukają także sprzedawców, którzy są w stanie zaproponować im konkurencyjne stawki i dają gwarancję stałych opłat bez ukrytych prowizji, czy dodatkowych opłat. Włodarze coraz przychylniej spoglądają także w stronę odnawialnych źródeł energii, które nie tylko są bardziej przyjazne środowisku, ale także w dłuższej perspektywie są bardziej opłacalne. – Sebastian Biela, wiceprezes firmy Energia Polska.

Eksperci alarmują – technologia deepfake to narzędzie do cyberoszustw

W ciągu ostatniego roku w internecie pojawiło się dwa razy więcej filmów wykorzystujących technologię deepfake niż jeszcze rok wcześniej. Są też przykłady na to, że technologia ta może służyć do cyberkradzieży. Eksperci alarmują i tłumaczą, jak cyberprzestępcy wykorzystują deepfake oraz jak się przed tym bronić?

Wyobraźmy sobie, że w firmie dzwoni telefon. W słuchawce słyszymy głos kontrahenta, proszący o zmianę numeru konta do przelewu. Bez namysłu spełniamy jego prośbę… i narażamy się na wielotysięczne straty. Głos nie należał bowiem do prawdziwego rozmówcy, ale był jego cyfrowym odwzorowaniem, stworzonym przez hakera na bazie zaledwie minutowej próbki oryginału. Brzmi jak scenariusz nowego odcinka Black Mirror? Nic bardziej mylnego! To tylko deepfake.

Dwa razy więcej deepfake niż jeszcze rok temu

Deepfake to technologia, która zastosowana wraz z cyfrową modulacją głosu pozwala na generowanie realistycznych, łudząco podobnych do oryginału postaci. – Najnowocześniejsze algorytmy sztucznej inteligencji (AI) potrzebują zaledwie jednego zdjęcia i jedynie 5-sekundowej próbki głosu, aby móc wygenerować niemalże identyczny hologram deepfake, którego odróżnienie od pierwowzoru, bez użycia specjalistycznych metod, jest praktycznie niemożliwe – tłumaczy Wojciech Lika z TestArmy CyberForces, firmy specjalizującej się w systemach bezpieczeństwa IT.

Pierwsze algorytmy deepfake pojawiły się z końcem 2017 roku, a wykorzystywane były głównie w branży pornograficznej. Do ciała aktora dodawano wygenerowaną cyfrowo twarz celebryty, w efekcie czego otrzymywaliśmy scenę filmową z postacią łudząco przypominającą hollywoodzki pierwowzór. Dziś problem sięga dużo głębiej, a skuteczna walka z deepfake jest trudniejsza niż kiedykolwiek. O tym, że zasięg deepfake rośnie, mówią liczby:

  • Jeszcze w 2018 roku w internecie można było znaleźć 7964 filmy wykorzystujące technologię deepfake. Dziś liczba ta urosła blisko dwukrotnie, do 14 698, jak pokazują badania Deeptrace opublikowane w grudniu 2019 roku.
  • Już 12 proc. filmów deepfake (z odsetka tych o niepornograficznym charakterze) uderza w polityków, 5 proc. – w dziennikarzy, a 2 proc. w osoby z kręgów biznesowych.
  • Obecnie istnieje 20 niezależnych portali internetowych odpowiedzialnych za wytwarzanie deepfake (tzw. deepfake creations).
  • Do tej pory treści deepfake stworzyło 96 tys. unikalnych użytkowników zarejestrowanych na forach i witrynach deepfake creations.

Nie musisz być celebrytą lub politykiem, aby paść ofiarą deepfake

Sztuczna inteligencja to przyszłość technologii, jednak, gdy znajdzie się w nieodpowiednich rękach, może stanowić poważne zagrożenie. Zjawisko deepfake jest tego doskonałym przykładem, bo przy użyciu algorytmów sztucznej inteligencji z powodzeniem można manipulować wyodrębnionymi grupami, dyskredytować poszczególne osoby czy nawet decydować o przebiegu wyborów lub powstawaniu konfliktów zbrojnych o skali globalnej. Potwierdzają to przykłady z życia wzięte:

  • Belgia: Flamandzka Partia Socjalistyczna nakręciła fałszywe wideo z przemówieniem Donalda Trumpa, w którym prezydent USA wzywa kraj do pójścia w ślady Ameryki i wyjścia z porozumienia klimatycznego z Paryża: „Jak wiecie, miałem jaja do wycofania się z porozumienia klimatycznego z Paryża. To, co teraz robicie w Belgii, jest w rzeczywistości gorsze. Zgodziliście się, ale nie podejmujecie żadnych działań. Tylko blablabla bingbangboom” – mówi fałszywy prezydent, pod koniec dodając: „Wszyscy wiemy, że zmiany klimatu są fałszywe, tak jak ten film”. W ten sposób partia rozpoczęła debatę publiczną, aby zwrócić uwagę na konieczność działania w sprawie zmian klimatu. Na końcu wideo wezwała do podpisania petycji zachęcającej do inwestowania w energię odnawialną, samochody elektryczne i transport publiczny. Wezwała również do zamknięcia elektrowni jądrowej Doel we Flandrii.
  • Gabon: noworoczne przemówienie prezydenta Ali Bongo zostało oznaczone przez opozycję jako deepfake. Chociaż nie udowodniono, że wideo zostało sfałszowane, miało ono potężne implikacje wywołując (nieudany) zamach wojskowy.

Ale deepfake dotyczy nie tylko polityków czy celebrytów. Są przykłady na to, że to potężna broń w rękach cyberprzestępców, skierowana w stronę dochodowych firm i wpływowych przedsiębiorców:

  • Nie tak dawno Wallstreet Journal poinformował o oszustwie dokonanym metodą deepfake przy użyciu cyfrowej modulacji głosu, gdzie przestępca podszywający się pod prezesa brytyjskiej firmy energetycznej, zlecił wykonanie przelewu o równowartości ok. 1 mln PLN. Jak tłumaczył wówczas Rüdiger Kirsch, fraud expert z firmy gwarancyjnej Euler Hermes, która pokryła straty: “efekt oszustwa był tak dobry, że brytyjski pracownik rozpoznał nawet jego lekko niemiecki akcent”.

Czy można obronić się przed deepfake?

Elementem decydującym o bezpieczeństwie podczas korzystania z technologii jest świadomość zagrożeń, jakie może za sobą nieść. Im więcej wiemy na temat wykorzystywanych rozwiązań, im więcej scenariuszy potencjalnych wydarzeń znamy, tym skuteczniej i racjonalniej możemy przeciwdziałać wszelkim niebezpieczeństwom związanym z rozwojem nowoczesnych technologii – tłumaczy Wojciech Lika.

Ekspert alarmuje, że podstawową bronią w walce z deepfake jest edukacja pracowników i osób decyzyjnych ze środowiska biznesowego. Kluczowe są testy socjotechniczne, w ramach których dokonuje się kontrolowanych ataków hakerskich. Dzięki nim firmy mogą poznać, a docelowo także eliminować luki w swoich systemach bezpieczeństwa. Dzięki rosnącej świadomości współpracowników, poprzez pokazanie na żywym organizmie, jak działają cyberprzestępcy, można znacznie ograniczać ryzyko popełnienia błędu ludzkiego podczas bezpośredniego spotkania z hakerem.

Edukacja jest tym ważniejsza, że nie opracowano jeszcze w pełni skutecznych narzędzi do wykrywania algorytmów deepfake. Wśród środków zaradczych, po które można sięgnąć, są takie technologie, jak np. Sherlock AI, który pozwala na wykrycie anomalii w filmach wideo, Blockchain, który ma chronić rejestry danych przed manipulacjami czy Natural Hash, który umożliwia twórcom treści na osadzanie w materiałach źródłowych nieedytowalnych cyfrowych znaków wodnych.

Choć do niedawna niebezpieczeństwo płynące z deepfake nie występowało na szeroką skalę, a samo zjawisko kojarzyło się bardziej z science fiction niż rzeczywistością, dziś śmiało można stwierdzić, że to realne zagrożenie. Na szczęście, cały czas pracuje się nad skuteczną bronią w walce z deepfake creations. Z jednej strony działają firmy specjalizujące się w obszarze cyberbezpieczeństwa, a z drugiej – powstają państwowe struktury, jak Biuro do Walki z Cyberprzestępczością Policji czy Wojska Obrony Cyberprzestrzeni – Cyber MIL.

– Dzisiejsze ataki socjotechniczne stosowane przez cyberprzestępców opierają się głównie na metodach bezpośrednich o ograniczonym zasięgu, jak np. popularny phishing czy metoda „na prezesa”. Dlatego nowoczesne socjotechniki, jak deepfake, są szczególnym, wielu jeszcze nieznanym zagrożeniem, ponieważ potrafią w realny sposób wpływać już nie na dziesiątki czy setki osób, ale na całe społeczeństwa – podsumowuje Wojciech Lika.

Źródło: TestArmy CyberForces

Direct search – na czym polega i kiedy przynosi efekty?

Direct search to nowoczesna metoda pozyskiwania „określonej” siły roboczej. Odnosi się do rekrutowania pracowników, którzy są ekspertami w swojej dziedzinie. Wykorzystując technologię direct search każda firma może sprawniej znaleźć fachowców w konkretnej branży, np. poprzez wysyłanie spersonalizowanych oferty pracy do realnej grupy potencjalnych pracowników (specjalistów). Pozyskiwanie pracowników, którzy wyróżniają się potencjałem gwarantującym rozwój i sukces firmy jest bardzo trudnym zadaniem. Osoby posiadające ogromną wiedze, bogate doświadczenie oraz odznaczające się specyficzną osobowością zazwyczaj mają już dobrą pracę i nie planują zmiany stanowiska. Nie przeglądają żadnych nowych ofert, a nawet jeśli przypadkiem natrafią na ciekawe ogłoszenie o pracę nie są nim zainteresowani. Jeżeli firmie zależy, aby pozyskać takiego pracownika (specjalistę) jedną z opcji jest skorzystanie z nowoczesnej technologii direct search.

Direct search – krok po kroku

Direct search pozwala rekruterom skutecznie wyszukać najlepszych dla firmy kandydatów i zaprosić ich do procesu rekrutacji. W odróżnieniu do klasycznej rekrutacji pracowników, technologia umożliwia dotarcie do konkretnych specjalistów (stanowiska wymagające unikalnych cech od pracownika). Doskonale sprawdza się w przypadku, kiedy firma poszukuje osób na pojedyncze stanowiska np. kierownika działu. Ponadto metoda daje świetne efekty w sytuacji, w której kandydaci o pożądanych cechach nie szukają aktywnie posady. Najczęściej nowoczesna technologia wykorzystywana jest przy poszukiwaniach ekspertów z dziedzin takich jak: finanse, konsulting, czy IT.

Jeżeli firma poszukuje eksperta na nowe stanowisko powinna przede wszystkim zbadać o odpowiednio wyszkolonego, doświadczonego i komunikatywnego rekrutera. Rekruter, który ma za zadanie znaleźć potencjalnego specjalistę musi mieć wiele umiejętności, obszerną wiedzę, znać się na określonej branży i środowisku biznesowym. Ponadto sprawnie działający rekruter nie powinien bać się podejmować żadnych kroków, musi to być osoba otwarta i obyta z obecnymi trendami (sposobami) pozyskiwania „najwartościowszej” siły roboczej. 

Wykwalifikowany rekruter po otrzymaniu informacji, iż firma potrzebuje nowego pracownika (specjalistę) powinien rozpocząć swoją prace od profilowania. Dokładne przestudiowanie stanowiska pracy i ustalenie związanych z nim kwestii umożliwia rekruterom wnikliwe sprecyzowanie cech kandydatów (wykształcenie, kompetencje, doświadczenie, cechy osobowości). Kolejnym krokiem jest przeanalizowanie obecnych grup zawodowych na rynku w celu ustalenia szczegółowej strategii poszukiwań oraz sposobu komunikacji z potencjalnymi pracownikami. 

Następnie rekruter powinien zająć się przeszukiwaniem baz kandydatów (własne bazy, bazy kontaktów w branży, serwisy społecznościowe i specjalistyczne, fora) i z nich wyłonić „najlepszych” pracowników. Gotowa lista potencjalnych kandydatów nie oznacza już końca pracy rekrutera, właśnie w tym miejscu zaczyna się najtrudniejszy etap. Rekruter musi wyjątkowo zainteresować każdego kandydata, zazwyczaj nie wystarczająca okazuje się zwykła rozmowa np. telefoniczna. Osoba poszukująca pracownika ma za zadanie przyciągnąć jego uwagę i powinna stać się dla niego partnerem godnym zaufania. Wzbudzenie chęci do zdobycia większej ilości szczegółów odnośnie przedstawianej oferty w efekcie prowadzi do ustalenia terminu spotkania osobistego. Jeśli dojdzie do spotkania pomiędzy rekruterem, a potencjalnym pracownikiem w trakcie, którego kandydat przyjmie ofertę, wówczas możemy mówić o udanym direct search. Obecnie wielu rekruterów znacząco ułatwia sobie swoją codzienną pracę (poszukiwania specjalistów), między innymi poprzez korzystanie z nowoczesnych systemów rekrutacji np. elevatosoftware

Przedświąteczna gorączka. Firmy kurierskie pracują pełną parą

Zbliżające się Święta Bożego Narodzenia mimo zimowej aury, pod każdym względem są najgorętszym okresem w roku. Dotyczy to przede wszystkim branży KEP. Kurierzy mają ręce pełne roboty, a operatorzy decydują się nie tylko zwiększać zatrudnienie, ale również dostarczać przesyłki w soboty.

Przedświąteczny szczyt rozpoczął się już w listopadzie, ale to grudzień jest najbardziej intensywnym miesiącem w roku. Liczby nadanych paczek rosną w iście zawrotnym tempie, co jest w dużej mierze zasługą dynamicznego rozwoju segmentu e-commerce. Konsumenci, z uwagi na wygodę, komfort, ale również brak czasu, decydują się na zakupy online, natomiast z perspektywy przewoźników, same wzrosty rok do roku mogą sięgać nawet kilkudziesięciu procent.

Wzmożony ruch rekrutacyjny

Końcówka roku sprzyja także wzmożonemu ruchowi rekrutacyjnemu realizowanemu przez centra dystrybucji czy firmy kurierskie. Gorączka zakupowa wymaga uruchomienia dodatkowych zasobów ludzkich w zakresie skutecznej realizacji dostaw. Rekrutacje sezonowe w sposób bezpośredni determinuje zapotrzebowanie na okazjonalną siłę roboczą, jednak pracodawcy pozostawiają sobie pewien margines na wypadek spodziewanego spowolnienia gospodarczego.

Warto jednak wspomnieć, że e-commerce nakręca całą branżę bez względu na sezonowość. Pracownicy tymczasowi w logistyce są bardzo cenni, ponieważ trudno przewidzieć perspektywę lub barierę zakupów realizowanych online. Obecnie, nie istnieje żadna racjonalna granica, poza dostępem do Internetu, która mogłaby wpłynąć na wyhamowanie sektora. Z drugiej strony, firmy stawiają na zwiększenie efektywności dotychczasowych pracowników, ograniczając zapotrzebowanie na sezonowe rekrutacje, co daje poczucie większej stabilizacji i przewidywalności w zakresie samego zatrudnienia. Warto zauważyć, że w związku ze świątecznym szczytem Poczta Polska zatrudniła 2,7 tys. nowych pracowników.

Popularność handlu internetowego rośnie rok do roku, a wraz z nim zapotrzebowanie na usługi kurierskie. Podczas przedświątecznej gorączki kurierzy stają przed serią wyzwań, ale najważniejsze z nich to dostarczenie przesyłki na czas. Obecnie, ponad połowa Polaków robi e-zakupy. Konsumenci planują świąteczne sprawunki przynajmniej miesiąc wcześniej, jednak najbardziej intensywne są właśnie ostatnie dwa tygodnie. Jak wynika z nowego raportu Nielsena o zakupach produktów spożywczych, kosmetycznych i chemicznych online, w ciągu ostatnich sześciu miesięcy 56% Polaków nabyło produkty FMCG w Internecie, a blisko połowa z nich zrobiła to więcej niż raz.

Mimo wielu ulepszeń, wciąż najlepszym pomysłem jest zamówienie przesyłki z odpowiednim wyprzedzeniem. Stanowi to zabezpieczenie przed skutkami czynników losowych, na które kurier nie ma bezpośredniego wpływu, a które mogą wpłynąć na opóźnienia. W tym przypadku, niezależnie od innowacji, nowatorskich rozwiązań technologicznych czy wdrażania zupełnie świeżych usług, sprawdza się kluczowa dewiza. Im wcześniej e-zakupy zostaną zrealizowane, tym spokojniejsze będą gorące przedświąteczne tygodnie.

Łukasz Łukasiewicz, Operations Manager, SwipBox Polska

Przyszłość transportu drogowego – trendy na 2020

Gromadzenie i analiza danych oraz rozwój szybkich sieci komórkowych 5G będą miały w najbliższych latach kluczowe znaczenie w kontekście monitoringu flot pojazdów. Informacje te pozwolą firmom jeszcze szybciej podejmować kluczowe decyzje biznesowe. Zdaniem ekspertów Verizon Connect w 2020 roku warto zwrócić uwagę na pięć wyraźnych trendów w rozwoju branży.

Wideo jako dane

W 2020 roku możemy spodziewać się dalszego rozwoju inteligentnej analizy danych wideo, co będzie kolejnym krokiem w ewolucji urządzeń Internetu Rzeczy (IoT). W przemyśle transportowym można wykorzystywać wideo na różne sposoby, związane m.in. z bezpieczeństwem kierowców, wydajnością transportu oraz pojazdami bezzałogowymi. Natomiast w krótszej perspektywie można oczekiwać, że dane wideo zapewnią szerszy obraz sytuacji, co przełoży się na podniesienie bezpieczeństwa kierowców i transportu, a dodatkowo będzie chronić flotę firmy.

Sztuczna inteligencja

Sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe już teraz wykorzystywane są w przemyśle transportowym. Te zaawansowane technologie będą wdrażane na coraz szerszą skalę, gdyż firmy i floty zaczną stawiać na większą produktywność i bezpieczeństwo. Przedsiębiorstwa, które będą nadążać za rozwojem techniki, zaczną zyskiwać przewagę nad konkurencją w swojej branży, co ostatecznie doprowadzi do popularyzacji nowych rozwiązań.

Pojazdy elektryczne

W tym momencie samochody elektryczne to tylko mały odsetek wszystkich pojazdów na drogach. Ma to zmienić się w kolejnych latach. W 2019 roku było ich tylko 3,2 miliona, ale do 2030 roku liczba ta ma wzrosnąć do 26 milionów. Wynika to z faktu, że zarówno publiczne jak i prywatne organizacje dążą do bardziej zrównoważonego rozwoju. Wraz z ekspansją tego segmentu, również monitoring floty obejmie dane unikatowe dla segmentu pojazdów elektrycznych, np. czas ładowania, średnie zużycie kilowatogodzin czy położenie najbliższej stacji ładowania.

Ruch autonomiczny

Ekosystem pojazdów połączonych rozwija się i rośnie w siłę. Już dzisiaj zaawansowane systemy wspierania kierowcy (ADAS) są standardem w większości samochodów i zwiastunem przyszłości systemów AV, które nadejdą w kolejnych dekadach. Natomiast wdrażanie technologii 5G to znaczący krok w kierunku urzeczywistnienia się ruchu autonomicznego. W krótkiej perspektywie firmy powinny inwestować strategicznie, aby znaleźć się w pozycji, z której mogą czerpać korzyści z technologii autonomicznej. Rozwiązania te mogą pozytywnie wpłynąć na wydajność, produktywność i bezpieczeństwo flot oraz pracowników mobilnych.

Bezprzewodowa transmisja danych 5G

Wraz z pojawianiem się sieci 5G, urządzenia połączone jeszcze mocniej przekształcą i usprawnią drogi, po których jeździmy. 2020 będzie w niektórych krajach rokiem eksperymentów i planowania rozwiązań zarządzania flotą z wykorzystaniem 5G. To właśnie dzięki tej technologii drastycznie zwiększy się ilość i prędkość przesyłania danych przez sieci mobilne, co umożliwi powstanie bardziej inteligentnej infrastruktury, która wyniesie istniejące inteligentne pojazdy na nowy poziom. 5G ma potencjał do usprawnienia niemal wszystkiego – od kanałów wideo i czujników, po analizę danych w czasie rzeczywistym. Oznacza to nowe możliwości w zakresie transportu, ruchu autonomicznego, zarządzania ruchem drogowym oraz bezpieczeństwa na drogach.

Dokonywanie szczegółowych prognoz zawsze jest ryzykowne, zwłaszcza w tak dynamicznie rozwijającej się branży, jaką jest monitoring flot i powiązane z nią techniki transportu. Z pewnością jednak takie systemy jak telematyka będą odgrywać kluczową role w rozwoju firm w najbliższych latach i warto przyglądać się im z uwagą.

Produkcja przemysłowa w Polsce rośnie. Lepsza koniunktura w Niemczech

Dzisiaj poznaliśmy dane na temat produkcji przemysłowej w Polsce. Rośnie ona symbolicznie o 1,4%. Jutro poznamy uzupełniające dane w postaci sprzedaży detalicznej, które pokażą nam szerszy obraz kondycji gospodarki.

Produkcja przemysłowa jednak rośnie

Dzisiaj o godzinie 10:00 poznaliśmy dane na temat wzrostu produkcji przemysłowej. Pomimo oczekiwań zerowej zmiany rośnie ona o 1,4% w skali roku. Wynik powyżej oczekiwań to miła niespodzianka w tym wskaźniku, z drugiej strony 1,4% wzrostu to jednak mizerny rezultat. Tak powolny rozwój produkcji przemysłowej może potwierdzać, że ostatnie (niższe) prognozy wzrostu gospodarczego mają coraz większe szanse się spełnić.

Lepsza koniunktura w Niemczech

Wczoraj poznaliśmy indeks instytutu IFO. Wyniósł on o 0,8 punktu powyżej oczekiwań, osiągając tym samym 96,3 punktu. Odczyt ten w dalszym ciągu jest jednak wyraźnie poniżej bariery 100 punktów, która symbolicznie oddziela rozwój od recesji. Dane te chwilowo podbiły wartość euro względem dolara, jednakże szybko powróciło ono do trwającego cały dzień trendu spadkowego. W rezultacie, pomimo tego, że złoty skończył wczoraj stabilnie dzień względem euro, stracił ponad grosz względem dolara.

Stopy procentowe w Czechach bez zmian

Czesi zgodnie z oczekiwaniami nie zmienili na wczorajszym posiedzeniu sóp procentowych. Pozostały one na niezmienionym poziomie 2%. Czeski Narodowy Bank jest znacznie aktywniejszy w swojej polityce monetarnej od Rady Polityki Pieniężnej w ostatnim czasie. Od połowy 2017 roku do połowy tego roku podniósł on stopy procentowe z 0% do 2%. Warto zwrócić uwagę, że pomimo tego inflacja przekroczyła próg 3%. Aż strach pomyśleć co by się działo, gdyby nie proaktywne działania monetarne. Rynki przyjęły decyzję banku Czech bardzo spokojnie. Na walutach właściwie nie było widać reakcji.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Rok 2019 w prawie pracy. Przepisy antymobbingowe, urlop macierzyński, zmiany w związku z RODO

W bieżącym roku istotnie zmodyfikowano przepisy prawa pracy, w tym dotyczące przetwarzania danych osobowych kandydatów do pracy czy dochodzenia roszczeń związanych z mobbingiem. Eksperci inFakt wskazują najważniejsze zmiany i tłumaczą, na czym polegają nowe regulacje.

Nowe przepisy antymobbingowe

Modyfikacje w prawie pracy, które weszły w życie 7 września, obejmują między innymi przepisy o równym traktowaniu pracowników i mobbingu. – Nowelizacja dopuściła formułowanie roszczeń o odszkodowanie za mobbing także w czasie trwania stosunku pracy. Do tej pory warunkiem żądania odszkodowania było „rozwiązanie umowy wskutek mobbingu”. Obecnie pracownik będzie mógł skierować do sądu roszczenie odszkodowawcze także przeciwko aktualnemu pracodawcy, wskazując na to, że padł ofiarą zachowań mobbingowych w firmie – mówi Ewelina Włodarczyk, ekspert do spraw kadrowo-podatkowych w firmie inFakt.

Zmiany w związku ze stosowaniem RODO

Inna duża nowelizacja kodeksu pracy miała miejsce 4 maja 2019 roku. Odnosiła się przede wszystkim do zasad przetwarzania danych osobowych, czyli jakie dane osobowe pracodawca może przetwarzać u kandydata, a jakie u pracownika. – Zgodnie z wprowadzonymi zmianami od kandydata można żądać wyłącznie danych kontaktowych, które ten samodzielnie wskaże, a nie jak dotychczas – danych, które narzucał pracodawca, m.in. adresu zamieszkania. Wszystkie inne dane osobowe wolno przetwarzać wyłącznie za dobrowolną i świadomą zgodą tego, kto ubiega się o zatrudnienie lub pracownika. Ustawodawca przewidział wyjątek dla danych o niekaralności, które muszą zostać podane, kiedy przewidują to powszechne przepisy – wyjaśnia Ewelina Włodarczyk.

Majowa nowelizacja kodeksu pracy uporządkowała też zasady przetwarzania danych wrażliwych, tj. biometrycznych i o stanie zdrowia. Wolno je przetwarzać wyłącznie z inicjatywy osoby zatrudnianej. Wyjątek dotyczy danych, których przetwarzanie jest niezbędne ze względu na kontrolę dostępu do szczególnie ważnych informacji, gdy ich ujawnienie może narazić pracodawcę na szkodę, lub dostępu do pomieszczeń, które muszą być szczególnie chronione.

Ustawa wprowadzająca RODO zmieniła także przepisy o funduszu socjalnym. Osoby uprawnione do korzystania z funduszu, aby otrzymać ulgową usługę i świadczenia oraz dopłaty z funduszu, muszą podać pracodawcy swoje dane w formie oświadczenia. Pracodawca może przy tym żądać, aby udokumentować te informacje. Potwierdzeniem mogą być w szczególności oświadczenia i zaświadczenia o sytuacji życiowej (w tym zdrowotnej), rodzinnej i materialnej osoby uprawnionej do korzystania z funduszu.

Świadectwo pracy bez zwłoki

Wrześniowa nowelizacja zmieniła także zasady wydawania świadectwa pracy. Przede wszystkim sprecyzowano, że dzień wydania świadectwa pracy oznacza „dzień, w którym następuje ustanie stosunku pracy” – do tej pory przepisy wskazywały, że pracodawca jest obowiązany wydać pracownikowi świadectwo pracy „niezwłocznie”. Według nowych przepisów jest możliwe również ukaranie pracodawcy grzywną od 1 tys. zł do 30 tys. zł za to, że nie wydał świadectwa w terminie, a nie jak obecnie – nie wydał w ogóle.

Kolejna zmiana dotyczy treści świadectwa pracy. Wydłużony z 7 do 14 dni został termin, w jakim można zwrócić się do sądu pracy i pracodawcy o sprostowanie jego treści.

Zmiana zasad prowadzenia dokumentacji pracowniczej od początku 2019 roku

Od 2019 roku istnieje zasada wypłacania wynagrodzenia za pracę na rachunek płatniczy pracownika. Wcześniej wypłaty domyślnie dokonywane były w formie gotówkowej. – Wciąż możliwe jest wypłacanie wynagrodzenia w gotówce, ale wymaga to złożenia przez pracownika stosownego oświadczenia w tej sprawie – zwraca uwagę ekspert inFakt.

W tym roku pracodawcy otrzymali również możliwość prowadzenia dokumentacji pracowniczej, w tym akt osobowych pracownika, w wersji elektronicznej. Pracodawca ma obecnie wybór co do formy– ważne, aby dokumenty były przechowywane w sposób gwarantujący zachowanie poufności, integralności, kompletności oraz dostępności, w warunkach niegrożących uszkodzeniem lub zniszczeniem przez okres zatrudnienia, co również zostało uwzględnione w nowelizacji Kodeksu Pracy. Dodatkowo skrócono okres przechowywania dokumentacji pracowniczej z 50 do 10 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym stosunek pracy uległ rozwiązaniu lub wygasł. Okres ten będzie wydłużony w przypadku, gdy dokumentacja będzie stanowić dowód w postępowaniu lub dokumentacja ta być może będzie stanowiła dowód w postępowaniu.

Urlop macierzyński

Do ostatniej grupy zmian należy zaliczyć dodatkowe uprawnienia dla pracowników – innych członków najbliższej rodziny, korzystających z urlopu macierzyńskiego. Zmiany te rozszerzyły krąg osób, które mają możliwość skorzystania z urlopu macierzyńskiego, na innych członków najbliższej rodziny (nie tylko rodziców). Obecnie mogą to być babcia lub ciotka dziecka w sytuacji, gdy z urlopu nie może skorzystać matka dziecka. Nowe przepisy zrównują prawa przysługujące pracownikom – innym członkom najbliższej rodziny korzystającym z urlopu macierzyńskiego lub rodzicielskiego z prawami pracownika (rodzica) bezpośrednio sprawującego opiekę. Dotyczą m.in. ochrony przed rozwiązaniem umowy, wynagradzania za czas pozostawania bez pracy w przypadku bezzasadnego zwolnienia czy uprawnienia co do skorzystania z urlopu wypoczynkowego bezpośrednio po urlopie macierzyńskim.

Ciąg dalszy nastąpi

Rok 2019 jest przełomowy, jeśli chodzi o zmiany w Kodeksie Pracy. Dużo kwestii, które do tej pory były niejasne lub wręcz nieuregulowane, zostało uwzględnionych, dodano też zupełnie nowe zapisy. Rząd zapowiada też daleko idące zmiany na rok 2020, m.in. pełne oskładkowanie umowy zlecenia, wysoki wzrost płacy minimalnej czy telepracę dla rodzicówpodsumowuje Ewelina Włodarczyk.

Fiskus prowadził u przedsiębiorcy kontrolę jeszcze przez 3,5 roku po przedawnieniu się zobowiązania podatkowego

Termin, w jakim fiskus może dochodzić od przedsiębiorców zobowiązań podatkowych, wynosi 5 lat, liczonych od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku. Organy stosują jednak nadane im mocą prawa narzędzia do wydłużania tego terminu nawet o kilka lat. W sprawie lubuskiego przedsiębiorcy naczelnik urzędu celno-skarbowego prowadził kontrolę nie tylko w 5-letnim okresie przedawnienia, ale i przez 3,5 roku po jego upływie.

Jak stanowi przepis art. 15 § 1 pkt 3 Ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (Dz.U. 2002 nr 153 poz. 1270, ze zm., dalej: P.p.s.a.): „Naczelny Sąd Administracyjny podejmuje uchwały zawierające rozstrzygnięcie zagadnień prawnych budzących poważne wątpliwości w konkretnej sprawie sądowoadministracyjnej”. Z kolei przepis art. 187 § 2 P.p.s.a. zaznacza, że „Uchwała składu siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego jest w danej sprawie wiążąca”. W praktyce tzw. uchwała siódemkowa NSA jest respektowana przez sądy administracyjne także w innych sprawach, w których występuje to samo zagadnienie prawne, czyniąc jednocześnie daremnym podejmowanie rozstrzygnięć przez organy podatkowe, które stałyby w sprzeczności z taką uchwałą.

Ważna uchwała NSA

To właśnie uchwała siódemkowa NSA legła u podstaw uzyskania przez przedsiębiorcę 13 lipca 2019 r. korzystnej decyzji umarzającej prowadzone wobec niego postępowanie kontrolne. Chodzi o uchwałę z dnia 18 marca 2019 r., w której skład 7 sędziów NSA orzekł:

„Dla skuteczności zrealizowania obowiązku wynikającego z art. 70c ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. Ordynacja podatkowa (Dz.U. z 2015 r. poz. 613 ze zm., dalej: Ordynacja podatkowa) zawiadomienie, o którym mowa w tym przepisie należy doręczyć pełnomocnikowi, który został ustanowiony w postępowaniu kontrolnym lub podatkowym, nawet jeżeli zawiadomienia tego dokonuje organ podatkowy, przed którym nie toczy się żadne postępowanie z udziałem pełnomocnika strony” (sygn. akt I FPS 3/18).

5 lat kontroli

Naczelnik jednego z urzędów celno-skarbowych w grudniu 2011 r. wszczął wobec lubuskiego przedsiębiorcy postępowanie kontrolne w zakresie prawidłowości dokonanych przez niego rozliczeń z tytułu podatku od towarów i usług za okres od kwietnia do czerwca 2010 r. W toku postępowania pismem z dnia 12 lutego 2016 r. adwokat kontrolowanego wskazał jako pełnomocnika do doręczeń inną osobę występującą już w sprawie w roli reprezentanta strony na wcześniejszym jej etapie.

29 października 2015 r. przeciw przedsiębiorcy wszczęto postępowanie przygotowawcze w sprawie o przestępstwo skarbowe. 18 listopada 2015 r. kontrolowany przedsiębiorca odebrał zawiadomienie o tym fakcie. Naczelnik urzędu skarbowego poinformował go w nim, że w związku ze wszczęciem postępowania karno-skarbowego, na podstawie art. 70 § 6 pkt 1 Ordynacji podatkowej, uległ zawieszeniu termin przedawnienia zobowiązania podatkowego objętego kontrolą. Ta zakończyła się w październiku 2016 r. wydaniem decyzji wymiarowej.

Nieskuteczne doręczenie zawiadomienia o przerwaniu biegu terminu nie przerywa go

Reprezentujący przedsiębiorcę radca prawny Robert Nogacki z Kancelarii Prawnej Skarbiec wniósł od tej decyzji odwołanie, podnosząc, że naczelnik urzędu skarbowego doręczył zawiadomienie o wszczęciu postępowania karno-skarbowego, a co za tym idzie o zawieszeniu biegu terminu przedawnienia bezpośrednio do przedsiębiorcy, zamiast do ustanowionego w postępowaniu pełnomocnika. Zdaniem pełnomocnika przedsiębiorcy nieskuteczne doręczenie tego zawiadomienia, bo dokonane do niewłaściwego podmiotu, spowodowało, że bieg terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego nie został tą czynnością organu zawieszony i skutecznie upłynął.

Organ odwoławczy we wrześniu 2018 r. uchylił zaskarżoną decyzję wymiarową i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania naczelnikowi urzędu celno-skarbowego, który w wydanej 13 lipca 2019 r. decyzji umorzył prowadzone postępowanie kontrolne, przyznając, że choć w orzecznictwie sądowoadministracyjnym istniały dotąd istotne rozbieżności co do adresata, któremu należy doręczyć zawiadomienie o zawieszeniu biegu terminu przedawnienia z powodu wszczęcia postępowania karno-skarbowego, to wskutek podjęcia 18 marca 2019 r. uchwały przez skład 7 sędziów NSA doręczenie tego zawiadomienia bezpośrednio przedsiębiorcy z pominięciem ustanowionego pełnomocnika powoduje, iż bieg terminu przedawnienia nie uległ zawieszeniu. Dlatego też zobowiązanie podatkowe przedsiębiorcy z tytułu podatku VAT za okres od kwietnia do czerwca 2010 r. przedawniło się z końcem 2015 r.

Umorzenie kontroli prowadzonej 3,5 roku po upływie terminu przedawnienia zobowiązania

Skoro – jak stwierdził sam organ – objęte kontrolą zobowiązanie podatkowe przedawniło się 31 grudnia 2015 r., to znaczy, że organ umorzył kontrolę dopiero po upływie 3,5 roku od tego zdarzenia. Omawiana uchwała NSA jest niezwykle istotna dla przedsiębiorców, podatników. Rozstrzyga bowiem, że dla skuteczności zrealizowania obowiązku wynikającego z art. 70c O.p., a więc zawiadomienia podatnika o nierozpoczęciu lub zawieszeniu biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego wskutek wszczęcia postępowania karnego skarbowego przeciw niemu, zawiadomienie to należy doręczyć jego pełnomocnikowi, który został ustanowiony w postępowaniu, nawet jeżeli zawiadomienia tego dokonuje organ podatkowy, przed którym nie toczy się żadne postępowanie z udziałem pełnomocnika strony.

Skład orzekający orzekł również, że uchybienie w realizacji powyższego obowiązku powinno być traktowane jako brak ziszczenia się materialnoprawnego skutku przewidzianego w art. 70 § 6 pkt 1 O.p. Dla przedsiębiorców oznacza to, że bieg terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego nie został czy też nie zostaje skutecznie zawieszony, jeśli zawiadomienie o wszczęciu postępowania ws. podejrzenia popełnienia przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego nie zostanie mu skutecznie doręczone. Natomiast w przypadku, gdy przedsiębiorca ustanowił pełnomocnika, o skutecznym doręczeniu nie może być mowy, jeśli zawiadomiono przedsiębiorcę, a nie pełnomocnika.

Uchwała składu 7 sędziów NSA jest więc na tyle ważna, że otwiera przedsiębiorcom, którym organy wydłużyły okres upływu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego, drogę do rewizji prawidłowości tych działań w ich sprawach. Może się okazać, że u wielu z nich nadal toczy się kontrola skarbowa, mimo że objęte nią zobowiązanie podatkowe dawno się przedawniło.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.