Sąd musi rozpoznać wniesioną przeciw organowi skargę, jeśli sam organ potwierdził wyczerpanie środków zaskarżenia na drodze administracyjnej

Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi uzależnia możliwość wniesienia skargi na akt lub czynność organu od uprzedniego wyczerpania przez skarżącego środków zaskarżenia na drodze administracyjnej. W czerwcu 2019 r. WSA w Warszawie odrzucił wniesioną skargę właśnie z uwagi na brak realizacji tego wymogu poprzez niezłożenie przez skarżącego zażalenia do organu administracyjnego drugiej instancji. Naczelny Sąd Administracyjny postanowieniem z 25 września 2019 r. uchylił to rozstrzygnięcie, wskazując, że skarżący wyczerpał przedsądowe środki zaskarżenia, skoro przyznał się do tego sam organ (sygn. akt II OSK 2610/19).

Art. 52 § 1 ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (dalej: P.p.s.a.) stanowi, że: „Skargę można wnieść po wyczerpaniu środków zaskarżenia, jeżeli służyły one skarżącemu w postępowaniu przed organem właściwym w sprawie, chyba że skargę wnosi prokurator, Rzecznik Praw Obywatelskich lub Rzecznik Praw Dziecka” (Dz.U. 2002 nr 153 poz. 1270, ze zm.). W Kodeksie postępowania administracyjnego (dalej: K.p.a.) zawarto również przepis, zgodnie z którym: „Stronie służy prawo do wniesienia ponaglenia, jeżeli nie załatwiono sprawy w terminie określonym w art. 35 lub przepisach szczególnych ani w terminie wskazanym zgodnie z art. 36 § 1 (bezczynność)” (art. 37 § 1 pkt 1, Dz.U. 1960 nr 30 poz. 168, ze zm.).

Ponaglenie to nie zażalenie

Postanowieniem z 6 czerwca 2019 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie odrzucił skargę na bezczynność organu administracyjnego z uwagi na fakt, że przed jej wniesieniem skarżący nie złożył zażalenia do organu wyższej instancji. Sąd nie uznał argumentacji skarżącego, że drogę postępowania administracyjnego przed organami wyczerpał w kwietniu 2018 r., kiedy to pełnomocnik skarżącego wniósł do tego organu ponaglenie. Zdaniem sądu takiego skutku nie wywołało złożone do organu drugiej instancji pismo oznaczone jako „ponaglenie”.

Organ sam potwierdził wyczerpanie środków zaskarżenia na drodze administracyjnej

Skarżący wniósł na postanowienie warszawskiego WSA skargę kasacyjną. Rozpoznający ją Naczelny Sąd Administracyjny zgodził się z sądem pierwszej instancji, że przed wstąpieniem na drogę postępowania sądowoadministracyjnego skarżący zobowiązany był wnieść zażalenie do organu wyższego stopnia nad organem, którego decyzję skarżył. Niemniej z akt sprawy wynika, że co prawda pełnomocnik skarżącego przed wniesieniem skargi wniósł do organu drugiej instancji ponaglenie, ale organ ten postanowieniem z kwietnia 2019 r. rozpoznał je jako zażalenie. Dlatego, jak postanowił NSA:

„Należy zatem uznać, wbrew twierdzeniom Sądu pierwszej instancji, iż skarżący w niniejszej sprawie wyczerpał przysługujące mu środki zaskarżenia przed wniesieniem skargi. Pismo z dnia […] kwietnia 2018 r. zostało bowiem wniesione do organu wyższego stopnia i potraktowane przez ten organ jako zażalenie, a więc spełniona została dyspozycja art. 37 § 1 K.p.a. w brzmieniu obowiązującym przed 1 czerwca 2017 r., który na niezałatwienie sprawy w terminie przewidywał zażalenie do organu wyższego stopnia, a jeżeli nie ma takiego organu – wezwanie do usunięcia naruszenia prawa” (sygn. akt II OSK 2610/19).

Liczy się skutek

Postępowanie administracyjne rządzi się swoimi prawami. Jednak zarówno w zakresie tego rodzaju postępowań, jak i prowadzonych na podstawie odrębnych przepisów, i na innej drodze, zawsze najistotniejsze jest dochowanie właściwych terminów i ścieżki wnoszenia pism. Jak widać na przykładzie powyższej sprawy, nawet niewłaściwie oznaczone pismo może zapewnić ochronę ważnego interesu podmiotu postępowania. Liczy się bowiem to, co wynika z treści pisma, a nie jego nazewnictwo.

Jeśli w postępowaniu administracyjnym czy sądowoadministracyjnym, gra toczy się o ochronę ważnego interesu strony, zwłaszcza majątku firmy, warto skorzystać z pomocy prawnika, kancelarii prawnej, która oferuje reprezentację i obronę interesów klienta na każdym etapie postępowania, bez względu na to, czy toczy się ono przed organami administracji publicznej, sądami administracyjnymi, czy Naczelnym Sądem Administracyjnym.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

W 2020 r. oczekujemy znaczącego zmniejszenia inwestycji polskich firm

Niskie inwestycje są zagrożeniem dla przyszłości polskiej gospodarki. W 2020 r. spadną do bardzo niskiego poziomu, a regres będzie dotyczył zarówno inwestycji publicznych jak i firm.

W przypadku inwestycji publicznych mamy do czynienia z ustępowaniem górki inwestycyjnej z 2018 r., związanej z wyborami samorządowymi, co będzie powodowało spowolnieniem inwestycji ogółem. O ile w I kw. 2019 r. wskaźnik inwestycji ogółem wynosił 12,5 proc., to według prognoz Credit Agricole Bank Polski w IV kw. spadnie do 6,8 proc. r/r. Dla całego mijającego wkrótce roku wyniesie 8,5 proc.

– Jeżeli chodzi o inwestycje firm, to sytuacja wygląda pesymistycznie, a pytaniem pozostaje w jaki sposób niekorzystne otoczenie zagraniczne wpłynie na klimat inwestycyjny w polskich firmach, bo mamy do czynienia z recesją w Niemczech, z wojnami handlowymi USA-Chiny i ogólnym spowolnieniem wzrostu globalnego – mówi w rozmowie z MarketNews24 Krystian Jaworski, starszy ekonomista w Credit Agricole Bank Polski.

Podwyższona niepewność ograniczy skłonność do inwestowania, zwłaszcza, że w najbliższych miesiącach w polskich firmach będą rosły koszty płacowe, związane z rozpoczęciem wejścia w Pracownicze Plany Kapitałowe oraz podniesieniem płacy minimalnej.

Duże spowolnienie wzrostu inwestycji przedsiębiorstw odnotujemy już w następnym kwartale. W całym 2020 r. inwestycje ogółem spadną do 4,7 proc. Coraz dalej nam do realizacji założeń tzw. planu Morawieckiego, w którym inwestycje miały rosnąć.

Raport PayPal: bezpieczeństwo zakupów mobilnych i sprzedaż przez media społecznościowe to główne trendy w e-handlu

  • Ponad trzy czwarte globalnych konsumentów zrobiło zakupy za pomocą smartfona czy tabletu w ciągu ostatniego pół roku, choć tylko dwie trzecie firm jest na to gotowe.
  • Wśród najważniejszych trendów związanych z zakupami mobilnymi jest troska o bezpieczeństwo oraz rosnąca w niespotykanym tempie popularność zakupów na platformach społecznościowych.
  • Na kilka dni przed rozpoczęciem najgorętszego sezonu zakupowego na świecie, PayPal dzieli się poradami, jak polscy e-sprzedawcy mogą przyciągnąć do siebie zagranicznych konsumentów.

W najnowszym badaniu przeprowadzonym przez Ipsos na zlecenie PayPal, platforma płatnicza dzieli się najpopularniejszymi globalnymi trendami w handlu mobilnym. Choć rosnąca ilość osób kupujących przez smartfona czy tablet nikogo już nie dziwi, to słabe przygotowanie sprzedawców, obawy o bezpieczeństwo takich transakcji oraz fakt, że jeszcze lepiej rozwijają się zakupy na platformach społecznościowych – już tak. Znajomość tych trendów jest szczególnie ważna dla polskich sprzedawców, którzy w okresie gorących świątecznych wyprzedaży chcą poszerzyć bazę swoich międzynarodowych klientów. Poza Polską, rodzime firmy sprzedają przede wszystkim do USA, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Francji i Australii[1].

Firmy w tyle za mobilnymi konsumentami

Jak wynika z raportu, aby przyciągnąć i zatrzymać konsumentów z Generacji Z i Y, firmy muszą oferować usługi zoptymalizowane pod kątem urządzeń mobilnych. Niezależnie od grupy wiekowej, prawie 80% badanych zrobiło zakupy za pośrednictwem smartfona w ciągu ostatnich 6 miesięcy, podczas gdy tylko 63% firm ma usługi zoptymalizowane pod tym kątem. Ta piętnastopunktowa różnica oznacza, że znaczna ilość firm nie wykorzystuje potencjału gwałtownego rozwoju handlu mobilnego.

Choć dla milionów małych firm na całym świecie zapewnienie płynnego doświadczenia zakupowego na urządzeniach mobilnych nie jest priorytetem, zmiana tego nastawienia może doprowadzić do zmniejszenia liczby porzuconych koszyków i wzrostu sprzedaży o 15%.

– Już za chwilę zaczyna się najgorętszy sezon zakupowy. To doskonała okazja do tego, aby polscy sprzedawcy rozwinęli swoją działalność na międzynarodowych rynkach i zachęcili globalnych konsumentów do zakupów w rodzimym e-sklepach – podkreśla Marcin Glogowski, Dyrektor Zarządzający PayPal w Europie Środkowo-Wschodniej. – W Polsce tylko 12% małych i średnich przedsiębiorstw sprzedaje swoje produkty i usługi online. To poniżej unijnej średniej wynoszącej 17%[2]. Tymczasem, jak wynika z danych PayPal, firmy sprzedające za granicę mają znacznie wyższą stopę wzrostu (14,3%) w porównaniu do tych, które działają tylko lokalnie (2%)[3].

Najważniejsze globalne trendy:

  • Handel mobilny jest najpopularniejszy w Indiach: 70% indyjskich badanych woli korzystać z telefonu komórkowego do robienia zakupów, a 81% indyjskich firm jest zoptymalizowana pod kątem zakupów mobilnych.
  • W Europie przodują Włochy, gdzie 83% konsumentów robi zakupy online za pomocą smartfona; w tym samym czasie tylko 65% włoskich firm jest na to gotowe.
  • W USA 72% konsumentów korzysta z telefonu komórkowego, aby płacić za zakupy online, ale tylko 57% firm deklaruje, że oferuje zakupy zoptymalizowane pod kątem urządzeń mobilnych.

Wielkie zakupy i wielkie obawy

Bezpieczeństwo i zaufanie to główne czynniki, które biorą pod uwagę mobilni konsumenci decydując się na takie zakupy. Globalnie 51% respondentów mniej chętnie robi m-zakupy ze względu na obawy związane z bezpieczeństwem, ale w niektórych krajach, np. w Japonii, ten wskaźnik jest znacznie niższy (28%). Te najbardziej zaniepokojone bezpieczeństwem zakupów przez telefon to Wielka Brytania (64%), Australia (63%) i USA (58%). Firmy podzielają obawy konsumentów, przy czym 1 na 5 sprzedawców boi się przede wszystkim o bezpieczeństwo danych swoich klientów.

Boom na zakupy społecznościowe

Zainteresowanie zakupami przez platformy społecznościowe jest na podobnym poziomie zarówno wśród konsumentów, jak i sprzedawców. Około 1/3 konsumentów kupuje w ten sposób i 1/3 firm oferuje tego typu usługę. Popularność handlu społecznościowego różni się jednak w zależności od położenia geograficznego. Najwięcej osób kupuje tak w Indiach (57%). Jeśli chodzi o typy platform, gdzie zakupy społecznościowe są najpopularniejsze to są to Facebook, Instagram i WhatsApp (35%).

O czym jeszcze powinni pamiętać polscy sprzedawcy?

  • Klient musi mieć wybór: głównym powodem rezygnacji z m-zakupów jest brak preferowanej metody płatności. 21% globalnych respondentów zrezygnowało z zakupu, ponieważ preferowana metoda płatności nie była dostępna. Wśród badanych kupujących mobilnie najwięcej korzysta z PayPal (53%), a następnie z kart kredytowych (44%).
  • Stacjonarnie i zbliżeniowo: 87% firm, które sprzedają stacjonarnie przyjmuje płatności zbliżeniowe, z czego 50% takich transakcji odbywa się za pomocą smartfona. Indie są liderem zakupów zbliżeniowych w sklepach, a 98% indyjskich firm przyjęło płatność smartfonem w ciągu ostatnich 6 miesięcy. 
  • Kobiety wybierają zakupy mobilne: 48% kobiet woli kupować online za pomocą urządzeń mobilnych (39% wśród mężczyzn). Jeśli chodzi o najpopularniejsze momenty na m-zakupy, to 19% kobiet i 26% mężczyzn robi m-zakupy w pracy.

[1] Dane wewnętrzne PayPal

[2] PayPal, The New European Tigers White Paper

[3] Dane wewnętrzne PayPal

Polacy nie obawiają się utraty pracy – wyniki badania

Z badania IRIS Financial Confidence Survey 2019 wynika, że P70% Polaków nie obawia się utraty pracy. Taki wynik daje Polsce drugą pozycję w Europie pod tym względem. Bardziej optymistyczni od nas są tylko Austriacy.

utrata pracy
Źródło: Badanie 2019 IRIS Financial Confidence Survey, ARC Rynek i Opinia, maj-czerwiec 2019

W ramach badania IRIS Financial Confidence Survey 2019, którego polską część przeprowadziła agencja badawcza ARC Rynek i Opinia, zapytano respondentów o to, czy obawiają się utraty pracy przez siebie lub kogoś ze swoich bliskich. Polacy są wśród trzech najbardziej optymistycznych narodów. Warto podkreślić, że optymistyczne podejście jest widoczne niezależnie od płci czy wieku respondentów.

Jednocześnie połowa Polaków uważa, że tworzenie nowych miejsc pracy to priorytetowe zadanie dla rządzących, ważniejsze niż ochrona środowiska i tak samo ważne jak ograniczanie biedy i ubóstwa. W zdecydowanej większości badanych krajów europejskich odsetek ten był wyższy.

nowe miejsca pracy
Źródło: Badanie 2019 IRIS Financial Confidence Survey, ARC Rynek i Opinia, maj-czerwiec 2019

Z naszych badań wynika, że nastroje społeczne wśród Polaków – zwłaszcza w kontekście sytuacji finansowej są pozytywne, dużo bardziej pozytywne niż w większości krajów europejskich. Dotyczy to również rynku pracy, na którym to kandydaci, nie tylko dobrze wykształceni, dyktują warunki. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich branż i wszystkich stanowisk, jednak doniesienia dotyczące bardzo niskiego poziomu bezrobocia dają Polakom poczucie, że na pewno jakąś pracę znajdą. – komentuje Karolina Knyziak, Project Manager w ARC Rynek i Opinia.

Informacja o badaniu

Badanie 2019 IRIS Financial Confidence Survey zostało zrealizowane w 22 krajach na próbie blisko 12 tysięcy respondentów. Za realizację badania w poszczególnych krajach odpowiadały niezależne agencje badawcze, zrzeszone w międzynarodowej sieci IRIS – w Polsce badanie przeprowadziła agencja ARC Rynek i Opinia na próbie N=509 respondentów. W badaniu zastosowano metodologię CAWI (ankiety online). Termin realizacji badania – maj-czerwiec 2019. Wspólny raport powstał we wrześniu 2019 roku.

Giganci z Doliny Krzemowej szukają specjalistów z Polski

  • Na amerykańskim rynku pracy wkrótce będzie brakować ponad pół miliona specjalistów
  • Przemysł tworzy nowe miejsca pracy znacznie szybciej niż sektor edukacji może zapewnić nowych, wysoko wykwalifikowanych pracowników
  • Polscy specjaliści mogą zarabiać średnio nawet 25 tys. zł

Od kilku lat w Stanach Zjednoczonych obserwuje się jeszcze większy boom sektora technologicznego. Wzrost był tak gwałtowny, że w pewnym momencie pięć największych firm technologicznych odpowiadało za 37% wzrostu indeksu giełdowego S&P 500. Dzięki takim wynikom gospodarka wciąż huczała, nawet w obliczu pogarszających się wskaźników ekonomicznych na świecie.

Jest jednak jedna rzecz, która grozi zatarciem trybów amerykańskiego przemysłu technologicznego. Jest to fakt, że przemysł tworzy nowe miejsca pracy znacznie szybciej niż sektor edukacji może zapewnić nowych, wysoko wykwalifikowanych pracowników.

Zapotrzebowanie na siłę roboczą jest tak wysokie, że amerykański Departament Pracy prognozuje, że przemysł będzie wymagał około 557 100 dodatkowych pracowników do 2026 roku, czyli znacznie więcej niż średnia w innych sektorach gospodarki.

Dolina Krzemowa nadal na piedestale

Około 30 tys. Polaków przebywa obecnie w Dolinie Krzemowej i liczba ta rośnie. Nie są to jednak osoby, które planują na stałe osiedlić się w centrum światowej technologii. Z reguły wielu naszych rodaków przenosi się tam w celu zdobycia know-how i doświadczenia, aby otworzyć własne firmy, ale też, aby pracować dla takich gigantów jak np. Tesla, Amazon, Netflix czy Google. Nie bez znaczenia pozostaje, że zarobki są tam średnio dwa razy wyższe niż w innych częściach USA. Przeciętny pracownik związany z IT zarabia w Dolinie Krzemowej ok. 10 tys. dolarów miesięcznie, czyli około 38 tysięcy złotych, dla porównania w Warszawie jest to około 10 tys. zł, czyli prawie 4 razy mniej.

– Mówimy tu o średnich zarobkach, ale pamiętajmy, że wielu utalentowanych pracowników zarabia o wiele więcej. Znamy inżynierów IT, którzy zarabiają 75 tys. zł miesięcznie. Również po kilku latach pracy, np. w Uberze można stać się „małymi milionerem” – mówi Liran Rosenfeld założyciel PassRight, firmy zajmującej się pomocą w relokacji pracowników do USA.

W zestawieniu miast na świecie, w których najlepiej się zarabia opracowanym przez Deutsche Bank na 1. miejscu znajduje się położone w pobliżu Doliny Krzemowej San Francisco. Średnia pensja w tym roku wynosi tutaj 6,5 tys. USD (ponad 25 tys. zł) dla porównania Warszawa znalazła się na 38 miejscu ze średnią niewiele ponad 1 tys. USD. (ponad 4 tys. zł.)

Wydaje się, że do Silicon Valley bardzo ciężko się dostać, nie jest to jednak niemożliwe. Zwłaszcza, że Polacy nie są już postrzegani jako tania siła robocza, ale jako światowej klasy specjaliści. Podkreślał to nawet prezydent Andrzej Duda przed Polsko-Amerykańskim Forum Nowych Technologii mówiąc: Mamy w Polsce niezwykle zdolnych, inteligentnych ludzi, świetnie przygotowanych – najczęściej na polskich uczelniach – młodych inżynierów, którzy wnoszą bardzo świeżą myśl techniczną wszędzie, gdzie są na świecie.

Barierą nadal wiza

Dużą barierą w znalezieniu pracy w USA jest jednak nadal uzyskanie wizy. Sytuacji nie zmienia przystąpienia Polski do programu ruchu bezwizowego (Visa Waiver Program) ponieważ dotyczy on tylko podróży turystycznych i biznesowych, nie dłuższych niż 90 dni.

– Pozwolenie na wyjazd turystyczny można uzyskać dość łatwo, problemy się zaczynają, gdy potrzebujemy pozwolenia na pracę. Co więcej, w większości przypadków wiza przyznawana jest na konkretną posadę lub firmę. Jeśli więc ktoś chce zmienić biznes lub zająć się inną profesją, wiza traci ważność. Rozwiązaniem mogą być wiza O-1, czy EB-1, które kierowane są do osób o wyjątkowych zdolnościach, o których mówił prezydent naszego kraju, i które nie wiążą pracownika z jednym stanowiskiem – mówi Joanna Bobel, Prezes PassRight Poland.

– Właśnie z wiz O-1 i EB-1 z reguły korzystają wysoko wykwalifikowani pracownicy chcący wyjechać za Ocean, często też z całą rodziną – dodaje Bobel.

Głodujący sektor technologiczny w USA

Dla amerykańskiego przemysłu technologicznego mile widziane byłoby wszystko, co pomaga zmniejszyć presję obecnego rynku pracy. Już teraz analitycy branżowi przewidują ograniczenie wzrostu w sektorze, które może pogłębiać się z każdym rokiem, a za jego przyczynę uznają brak wykwalifikowanej siły roboczej.

Oczywiście wysiłki firm, pomagających wykwalifikowanym obcokrajowcom w dotarciu do wyczekujących amerykańskich firm technologicznych, mogą być niewystarczające, aby zapobiec dalszemu spowolnieniu, ale stanowią one przykład, że można to zrobić.

– Często pracownicy nie doceniają swoich kwalifikacji i doświadczenia. My pomagamy im je wydobyć i pokazać, że to co wydaje się nierealne może być dla nich na wyciągnięcie ręki – komentuje Liran Rosenfeld.

Chiny z USA zapowiadają stopniowe znoszenie wzajemnych ceł

Uwaga rynków pozostaje skupiona na relacjach USA-Chiny, więc informacja o odroczeniu do grudnia podpisania porozumienia pierwszej fazy studziła wczoraj optymizm. Dziś rano nastroje odmieniają doniesienia, że strony uzgodniły zniesienie wzajemnych ceł w ramach postępów nad umową handlową. Bałagan w przekazie tylko potwierdza, jak kruche są relacje między USA i Chinami, a cena porozumienia jeszcze nie została do końca ustalona.

Jest wiele niewiadomych w temacie porozumienia handlowego USA-Chiny, stąd każda informacja jest ważna dla oceny perspektyw relacji handlowych, a w szerszym ujęciu – przyszłości globalnego ożywienia. Nie od dziś wiadomo, że te rozmowy nie są łatwe i ich koniec nie nastąpi prędko, a rozwodnienie porozumienia na fazy tylko to potwierdza. Według wczorajszych informacji odroczenie podpisania umowy pierwszej fazy będzie odroczone do grudnia, ponieważ strony podobno nie mogą ustalić miejsca spotkania prezydentów Trumpa i Xi. Ale skoro jednak nie do końca znamy szczegóły tego porozumienia, można zakładać, że i treść dokumentu do podpisania może w dalszym ciągu ulegać zmianie. Dziś rano chińskie Ministerstwo Handlu przekazało, że uzgodniono z USA stopniowe znoszenie wzajemnych ceł. Nie wiemy jednak nic o tempie uchylania ceł, jednak sama decyzja nie jest wielką niespodzianką – trudno rozmawiać o porozumieniu handlowym i jednocześnie utrzymywać cła na poziomie 25 proc. Ale z perspektywy rynków to impuls do ponownego budowania optymizmu. Zobaczymy co przyniesie kolejny dzień.

Posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej zgodnie z oczekiwaniami nie przyniosło zmian w poziomie stóp procentowych. W komunikacie stwierdzono, że w Polsce utrzymuje się dobra koniunktura, choć dane sugerują hamowanie wzrostu gospodarczego w związku z pogorszeniem koniunktury za granicą. Rada ocenia, że po przyspieszeniu inflacji na początku 2020 r., w kolejnych miesiącach dynamika cen będzie słabnąć. Dzięki temu prezes Glapiński pozostaje spokojny o swoją projekcję stabilnych stóp procentowych przez najbliższe dwa lata. Jeśli już, to Glapiński widzi większe ryzyko obniżki niż podwyżki. Ale na razie nie ma podstaw, by spodziewać się zmiany neutralnego nastawienia, stąd i po złotym nie było widać reakcji na przekaz z NBP.

Po dzisiejszej decyzji Banku Anglii powszechnie oczekuje się utrzymania tatuś quo. Otwarta kwestia brexitu i zbliżające się wybory do parlamentu związują ręce decydentom w banku centralnym. Z drugiej strony hamowanie wzrostu gospodarczego, słabe wyniki PMI, inflacja poniżej celu i słabnący rynek pracy nasilają presję na rzecz łagodzenia polityki pieniężnej. To razem podtrzymuje oczekiwania, że nawet jeśli brexit przyjdzie z umową z UE, Bank Anglii i tak będzie musiał dokonać obniżki stóp procentowych. Ryzykiem przed dzisiejszym posiedzeniem jest to, że część członków MPC uzna, że nie ma sensu zwlekać z luzowaniem. Jakkolwiek dziś raczej przegrają głosowanie za cięciem stopy procentowej, to rynek będzie zmuszony dyskontować większe prawdopodobieństwo takiej decyzji na kolejnym posiedzeniu w grudniu. Dla GBP byłby to niezakładany dotąd powód do huśtawki.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polska w Europie i na świecie – prognozy i zagrożenia na 2020 rok

Najnowszy raport World Economic Outlook wskazuje, że przewidywany wzrost gospodarczy na świecie w 2019 roku utrzymuje się na poziomie 3 proc. To znaczący spadek w porównaniu do 2017 roku, kiedy wynosił on 3,8 proc. Prognozy na 2020 rok to globalny wzrost do 3,4 proc., przy czym gospodarki państw rozwiniętych mają zwolnić do 1,7 proc. W ubiegłym roku Polska dołączyła do tego właśnie grona, awansując z grupy krajów rozwijających się. Nie wiadomo jednak, czy i jak odczujemy skutki aktualnej sytuacji w Europie, która determinuje rozwój światowej gospodarki? A są to napięcia w relacjach handlowych, bariery geopolityczne oraz niepewność związana z secesją Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty europejskiej.

Na arenie międzynarodowej państwa będą musiały zażegnywać wszelkie konflikty, które zakłócają płynność handlową i wymianę usług. Wyzwaniem dla sił rządzących są również zmiany klimatyczne, wynikające z prowadzonej przez lata polityki regulującej przemysł, szczególnie krajów rozwiniętych. Europa właśnie odczuwa znaczący spadek koniunktury. Co więcej, słabszy czas rynków strefy euro trwa od połowy 2018 roku, z czym mierzą się między innymi polscy przedsiębiorcy, a prognozy ekspertów World Economic Outlook mówią o w wzrostach, ale niewielkich i w dalekiej perspektywiekomentuje Bartosz Najman, wiceprezes Inelo i Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców (OCRK).

Roczny raport Global Transactions Forecast opracowywany we współpracy z instytucją Oxford Economics wśród czynników, mających największy wpływ na negatywne zmiany gospodarcze krajów UE oraz spadek koniunktury wymienia głównie spowolnienie ekonomiczne w Niemczech oraz ciągłą niewiadomą w sprawie brexitu. – Sytuacja głównie w cieśninie Folkestone-Calais i w Dover po secesji Brytyjczyków będzie tragiczna szczególnie dla branży transportowej. Gdy dołożymy do tego obostrzenia Komisji Europejskiej dotyczące swobody przewozów w ramach tak zwanego pakietu mobilności, chaos to delikatne określenie niepewnej przyszłości – dodaje Bartosz Najman. Jak będzie na pewno? Możemy się jedynie domyślać, dlatego warto być na bieżąco z najnowszymi informacjami gospodarczymi dla wybranych krajów starego kontynentu.

Nad Wisłą

Rosnąca konsumpcja prywatna, a także ożywienie w inwestycjach spowodowały wzrost gospodarczy w Polsce w 2019 roku na poziomie 4,3 proc. Tak wynika z danych Banku Światowego. Jednocześnie w kolejnych dwóch latach może wynieść odpowiednio 3,6 proc. w 2020 i 3,3 proc. w 2021 roku. Warto zaznaczyć, że prognozy są jednymi z bardziej optymistycznych w Europie. Co zatem może nam zaszkodzić? Zdecydowanie osłabienie głównego partnera handlowego. Country Raport Poland 2019 wskazuje, że 27,9 proc. towarów sprowadziliśmy w 2018 roku z Niemiec, wywieźliśmy tam niewiele mniej, bo 27,4 proc. wszystkich eksportowanych dóbr z Polski. To nasz główny partner handlowy, na co zatem warto zwracać szczególną uwagę, patrząc na kondycję ekonomiczną niemieckiego biznesu?

Nad Odrą

W Niemczech zauważalne jest znaczące spowolnienie gospodarcze, gdzie produkcja przemysłowa jest niższa niż rok temu. W dużej mierze za tę sytuację odpowiedzialne są nowe unijne standardy dotyczące emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Dlaczego? Sektor motoryzacyjny odnotowuje straty, co nie jest korzystne również dla rodzimych przedsiębiorców. Według analityków Polskiego Instytutu Ekonomicznego największe spadki z powodu tąpnięcia przemysłu zachodniego sąsiada odczują firmy nastawione na eksport.

Podczas gdy w 2018 roku niemiecki rynek zanotował 1,5 proc. wzrost gospodarczy, w bieżącym roku było to jedynie 0,5 proc. Prognozy na kolejny rok to 1,2 proc. Jednak należy pamiętać, że to tylko przewidywania i wiele zależy od tego, co w najbliższym czasie zadzieje się na arenie międzynarodowej, w szczególności w obszarze wymiany handlowej. Już teraz niemiecki rząd asekuracyjnie obniża wskaźnik wzrostu swojego PKB na 2020 do 1 proc.

Zadyszka u Niemców ma również wpływ na działalność polskich przedsiębiorców, głównie w transporcie drogowym. To tam najczęściej podróżują ciężarówki na polskich tablicach rejestracyjnych i to właśnie z sąsiadem zza Odry handlujemy do tej pory najwięcej. Z danych rynkowych Grupy Inelo wynika, że w wymianie towarowej między Polską a Niemcami aż 63 miliony ton przewiezione zostały przez rodzimych przewoźników, a tylko dwa miliony ton przez niemieckich transportowców. GUS podaje, że w ubiegłym roku wartość eksportowanych przez nas towarów za zachodnią granicę wyniosła 264 mln złotych, czyli blisko o 9 proc. więcej niż w ubiegłych latach. A badanie OCRK wyraźnie pokazało najpopularniejszy kierunek destynacji kierowców polskich ciężarówek. Do Niemiec jeździ co najmniej 52 proc. naszych truckerów komentuje Łukasz Włoch, ekspert OCRK. – Przewoźnicy odczują mniejsze zapotrzebowanie na frachty do Niemiec spowodowane recesją w gospodarce tego państwa. Cały ten proces nastąpi nie nagle, a etapami, jednak to nie powinno uspokoić czujności właścicieli polskich firm – dodaje.

Nad Tamizą

Brytyjczycy wiedzą, że chcą recesji ze struktur unijnych, ale wydaje się, że nie wiedzą, jak zakończyć długotrwały związek z UE. Rozwody nie są ani łatwym, ani przyjemnym procesem, co w ostatnim czasie jest mocno widoczne w relacjach na linii Londyn – Bruksela. Priorytetem dla obu stron jest utrzymanie płynności wymiany towarowej i usług na linii Wielka Brytania a państwa członkowskie Wspólnoty. Najnowsza edycja World Economic Outlook wskazuje wzrost gospodarki Wielkiej Brytanii na poziomie 1,2 proc. w 2019 roku – to spadek o 0,2 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Prognozy są bezpieczne na najbliższy czas. Wszystko może się jednak zmienić, gdyż brexit zaburzy istniejący układ handlowy, a także politykę eksportową krajów UE na teren Zjednoczonego Królestwa. Co więcej, najbardziej uderzy w branżę rolno-spożywczą – wyjaśnia Bartosz Najman, wiceprezes Inelo i OCRK.

Średnia wartość PKB w Wielkiej Brytanii wyniosła 1,8 proc. w latach 2001-2011, podobny wynik Brytyjczycy osiągnęli dziesięć lat później, tj. 1,7 proc. Rekordowy wzrost z 2016 roku w wysokości 3,1 proc. znacząco odbiega od obecnych prognoz, a te utrzymują się na poziomie 1,4 proc. na przyszły rok. Przy czym eksperci zgodnie podkreślają, że w przypadku brexitu bez racjonalnej umowy z unijnym legislatorem nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak zachowa się brytyjski rynek w ciągu co najmniej dwóch do pięciu lat po secesji.

Najważniejszy cel obu stron negocjacyjnych to zapewnienie bezpieczeństwa na granicy Wielkiej Brytanii i UE, a także jak najmniej zakłóceń w wymianie towarowej. Tak zwane „trader readiness” to priorytet Pałacu Westminsterskiego. Jednak szacuje się, że przynajmniej połowa przedsiębiorców nie będzie właściwie przygotowana na brexit. W badaniu OCRK 70 proc. respondentów ocenia odejście Wielkiej Brytanii od Wspólnoty jako negatywną lub zdecydowanie negatywną. Blisko 30 proc. przedstawicieli sektora transportu drogowego przyznaje również, że planuje wycofać część taboru z krajów Zjednoczonego Królestwa, a 40 proc. aktywnie poszukuje zleceń w innych miejscach Europy – komentuje Bartosz Najman.

To ważna informacja tym bardziej, że według danych rynkowych polskie ciężarówki stanowią ponad 20 proc. w ogólnym obrocie przewiezionych towarów między Europą a Wielką Brytanią. Ponadto przewozy z lub do Anglii realizowane przez firmy transportowe z Polski to blisko milion kursów rocznie, a branża transportowa jest jednym z sektorów najbardziej narażonych na wahania ekonomiczno-gospodarcze. Dlatego rekomendujemy naszym partnerom wsparcie w interpretowaniu nowego prawa, przestrzegania regulacji i procedur administracyjnych, które będą obowiązywać w przeprowadzaniu transakcji z państwem trzecim, a także właściwego planowania czasu pracy kierowców – dodaje Łukasz Włoch z OCRK.

III edycja Gamingu Na Giełdzie

W ramach III edycji konferencji Gaming na Giełdzie reprezentanci takich spółek, jak: Starward Industries, Bloober Team czy Juggler Games wraz z specjalistami rynku kapitałowego spróbują odpowiedzieć na pytanie „Czy patriotyzm w grach się sprzedaje?”.

Już 14 listopada odbędzie się trzecia edycja darmowej konferencji Gaming na Giełdzie, współorganizowanej przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie oraz agencję Strict Minds. Tym razem prelegenci postarają się znaleźć odpowiedź na pytanie ,,Czy Patriotyzm w grach się sprzedaje’’. W trakcie paneli poruszone będą tematy patriotyzmu, symboli oraz kultury narodowej pojawiających się w grach komputerowych.

– Kultura jest niezwykle ważnym źródłem inspiracji dla gamedeveloperów. Jako spółka, która tworzy grę jednego z najwybitniejszych polskich twórców – Stanisława Lema – doskonale zdajemy sobie sprawę z jak dużą odpowiedzialnością należy podchodzić do tematu czerpania z dorobku kulturowego. Cieszy nas to, że będziemy mieli okazję pokazać swój punkt widzenia na temat. – opowiada Marek Markuszewski, prezes Starward Industries, głównego partnera wydarzenia. – W trakcie konferencji przekażemy kolejne szczegóły dotyczące naszego przedsięwzięcia. Mamy nadzieję, że pozytywnie zaskoczą wszystkich uczestników. –  dodaje.

Gaming na Giełdzie poświęcony jest również zagadnieniom związanym z inwestowaniem w dynamicznie rozwijający się rynek gier. Dwie dotychczasowe edycje zgromadziły ponad 350 odwiedzających, a wśród gości byli przedstawiciele czołowych polskich firm w branży gamingowej. Konferencja otrzymała patronat honorowy Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju.

Patroni medialni: StockMarket, Graczpospolita.pl, ISB News, Longterm oraz Stockwatch.
Główny Partner: Starward Industries
Partnerzy: Fundacja Indie Games Polska, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Bloober Team, Juggler Games, Moonlit, Draw Distance
Start: czwartek 14 listopada 2019r. godzina 16:30

Gmach Giełdy Papierów Wartościowych, ul. Książęca 4 Warszawa.

Link do zapisów: TUTAJ.

Deloitte najczęściej cytowaną firmą doradczą w Polsce

Firma doradcza Deloitte zajęła pierwsze miejsce wśród firm konsultingowych w 12. edycji badania Top Marka. W rankingu miesięcznika Press i  „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów” wzięto pod uwagę pół tysiąca brandów z 50 branż najczęściej pojawiających się w mediach.

Jurorzy kierowali się trzema wskaźnikami: impactem, czyli poziomem dotarcia wzmianek o marce, indeksem sentymentu, czyli współczynnikiem, który odzwierciedla udział publikacji pozytywnych, neutralnych i negatywnych oraz siłą marki – indeksem kilku zmiennych świadczących zarówno o liczbie kontaktów odbiorców z marką, jak i jakości komunikatów.

Raport powstał w oparciu o analizę materiałów opublikowanych między 1 lipca 2018 roku a 30 czerwca 2019 roku w prasie, internecie i social mediach. To w sumie 73 mln informacji.

Liczy się (nie) tylko rynek

Na osiągnięty wynik wpłynęła silna obecność Deloitte w takich obszarach jak nowe technologie, prawo i podatki czy trendy konsumenckie. Jurorzy rankingu zwrócili jednak szczególną uwagę na trwającą od 7 lat współpracę firmy doradczej z Polskim Związkiem Piłki Siatkowej. Duże znaczenie miały także cytowane w mediach analizy i raporty firmy doradczej. Co roku, z ogromnym zainteresowaniem spotykają się wyniki badania dotyczącego wydatków Polaków na zakupy świąteczne oraz przygotowywany krótko po nim barometr cenowy. – „TOP Marka” to dla nas szczególne wyróżnienie i kolejny dowód na to, że przygotowywane przez Deloitte raporty i analizy mają dużą wartość dla całego rynku. Naszym celem jest to, aby wyznaczać trendy i dostarczać merytorycznych informacji, zarówno dziennikarzom jak i naszym klientom – mówi Marek Metrycki, Partner Zarządzający Deloitte w Polsce.

„Facility & Property management – bezpieczna i oszczędna nieruchomość” – konferencja 26 listopada w Gdańsku

Zbliża się kolejna edycja konferencji „Facility & Property Managemnet – bezpieczna i oszczędna nieruchomość” 26 listopada 2019 w Gdańsku

Udział bezpłatny, wymagana rejestracja ->>

Zarządzanie nieruchomością, to proces trudny i złożony. Wymaga on dużego zaangażowania i przyjęcia na siebie ogromnej odpowiedzialności. Omówimy najnowsze trendy w obszarze nieruchomości. Przekonamy się, jak rozwija się branża nieruchomości w Polsce.

Partnerzy konferencji:ring

Prelekcje poprowadzą m.in.:

  • Błażej Kucharski – Dyrektor regionalny, Colliers

„Charakterystyka rynku biurowego w Polsce i Trójmieście”

  • Anna Saborowska – Property Manager, Panattoni

„Service charge – koszty eksploatacyjne dla nieruchomości komercyjnych”

  • Leszek Radomski – Menedżer ds. projektów automatyki budynkowej, WAGO

„Automatyka budynkowa oraz system BMS na straży zużycia mediów”

  • Karol Nowak – Senior Property Manager, CBRE Sp. z o.o.

„Opłaty eksploatacyjne w budynkach komercyjnych”

  • Krzysztof Błażejewicz – Regionalny Kierownik Sprzedaży w Belimo Siłowniki S.A.

„Zastosowanie technologii mobilnych i chmurowych w urządzeniach Belimo. Modernizowanie instalacji HVAC w oparciu o nowoczesne urządzenia.”

Spotkanie dedykujemy właścicielom obiektów (biur, centrów handlowych, magazynów, hipermarketów, sieci sklepów), Facility Menedżerom, Property Menedżerom, Dyrektorom ds. Zarządzania Nieruchomościami, Dyrektorom administracyjnym, Dyrektorom technicznym, Zarządcom nieruchomości komercyjnych, Deweloperom, Architektom.

Lokalizacja: Qubus Hotel Gdańsk, ul. Chmielna 47-52, 80-748 Gdańsk
Czas trwania: 09.30 – 15:00
Uczestnikom zapewniamy: materiały konferencyjne, przerwy kawowe, możliwość konsultacji z Ekspertami.

Firmy zainteresowane udziałem w konferencji prosimy o kontakt.

Kontakt z organizatorem:

Martyna Mystkowska – Gibowicz
Młodszy specjalista ds. organizacji konferencji
mobile: +48/786 146 013
e-mail: [email protected]grafika2

Wyniki finansowe Ronson Development za trzy kwartały 2019 r.

  • Łączne przychody Ronson Development za dziewięć miesięcy 2019 r. sięgnęły 179 mln zł, w tym 172,5 mln zł z tytułu przekazania klientom 349 lokali w projektach mieszkaniowych objętych pełną konsolidacją.
  • Od początku stycznia do końca września br. Spółka przekazała ponadto 185 lokali o łącznej wartości 82,2 mln zł w projektach City Link I i II realizowanych w ramach joint venture. Przypadający na Ronson Development zysk z joint venture wyniósł 9 mln zł.
  • Zysk netto przypisany akcjonariuszom Ronson Development za trzy kwartały 2019 r. wyniósł 13,2 mln zł.

Średnia marża brutto na sprzedaży lokali, które zostały przekazane klientom i rozpoznane w przychodach w pierwszych trzech kwartałach 2019 r., wyniosła 17,6% wobec 16,6% w analogicznym okresie 2018 r. Średnia marża brutto na projektach City Link I i II, w których Ronson Development ma 50% udziałów, sięgnęła 25,1%.

– W czwartym kwartale br. planujemy zakończyć budowę projektu City Link III, gdzie oczekiwana marża brutto jest nawet wyższa niż we wcześniejszych dwóch etapach tej inwestycji. Co ważne, City Link III jest w 100% własnością Ronson Development, a więc przychody i zyski z tego projektu będą w całości rozpoznane w naszym rachunku zysków i strat. Zakładamy, że pierwszą pulę lokali przekażemy nabywcom jeszcze przed końcem tego roku. Łącznie w ramach City Link III powstaje 368 lokali, z czego do końca września tego roku sprzedane były już 343 lokale, a łączna wartość zawartych umów sięgnęła 169 mln zł – wskazał Rami Geris, wiceprezes zarządu i dyrektor finansowy Ronson Development.

– W czwartym kwartale planujemy także ukończyć IV etap projektu Panoramika w Szczecinie, obejmujący 111 lokali. Przed końcem trzeciego kwartału sprzedaliśmy 90 z nich o łącznej wartości prawie 23 mln zł. Zakładamy, że część z tych lokali zostanie przekazana klientom i rozpoznana w przychodach jeszcze w tym roku – dodał Rami Geris.

Największy udział w przychodach i zyskach Ronson Development za pierwsze trzy kwartały tego roku miały dwa warszawskie projekty: Miasto Moje na Białołęce (łącznie 151 lokali przekazanych klientom) i Nova Królikarnia na Mokotowie (77 przekazanych lokali), a także wrocławska Vitalia (84 przekazane lokale).

Łącznie od stycznia do września br. Ronson Development przekazał nabywcom 534 lokale (uwzględniając 185 lokali w City Link I i II). Plan na cały 2019 rok zakłada wydanie kluczy do około 700 lokali.

– W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku rozpoczęliśmy budowę i sprzedaż trzech nowych projektów i czterech kolejnych etapów już realizowanych inwestycji, obejmujących łącznie 824 lokale. Do końca tego roku zamierzamy uruchomić jeszcze cztery projekty / etapy z łącznie 281 lokalami. Razem w ciągu jednego roku rozpoczniemy zatem budowę ponad 1100 lokali, co jest rekordową wielkością w historii Ronson Development – podkreślił Boaz Haim, członek zarządu Ronson Development, który 1 grudnia zastąpi na stanowisku prezesa ustępującego Nira Netzera.

– Jednocześnie, w całym 2019 r. planujemy zakończyć budowę projektów o podobnej skali, tj. obejmujących ponad 1100 lokali, co również będzie rekordowym wynikiem dla Ronsona – dodał Boaz Haim.

W ciągu pierwszych trzech kwartałów bieżącego roku Spółka zakontraktowała sprzedaż 505 lokali, a ponadto 88 lokali na koniec września objętych było umowami rezerwacyjnymi. Większość z nich została już skonwertowana na umowy deweloperskie w październiku br.

– Jesteśmy zdeterminowani, aby zrealizować zaprezentowany na początku roku plan zakładający sprzedaż w całym roku około 800 lokali – powiedział Andrzej Gutowski, wiceprezes zarządu, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Ronson Development.

– Na koniec września br. nasza oferta sprzedaży obejmowała 881 lokali. W ostatnich tygodniach istotnie ją wzbogaciliśmy, uruchamiając przedsprzedaż 176 lokali w ramach czwartego etapu naszej bestsellerowej inwestycji Miasto Moje na Białołęce. Niebawem wystartujemy również z zupełnie nowym projektem na rynku szczecińskim – Nowe Warzymice (wcześniej funkcjonującym pod nazwą Chopin), gdzie w ramach pierwszego etapu planujemy budowę 54 lokali. Z uwagi na bardzo duże zainteresowanie i szybkie tempo sprzedaży w pierwszym etapie naszego najnowszego projektu w Warszawie – Ursus Centralny – niewykluczone, że jeszcze w tym roku rozpoczniemy przedsprzedaż drugiego etapu tej inwestycji – zapowiedział Andrzej Gutowski.

Wybrane skonsolidowane wyniki finansowe Ronson Development

(mln zł) III kw. 2019 III kw. 2018 Zmiana r/r I-III kw. 2019 I-III kw. 2018 Zmiana r/r
Przychody 36,0 83,0 -57% 179,0 253,3 -29%
Zysk brutto
na sprzedaży
6,1 14,5 -58% 30,6 42,1 -27%
Udział w zysku z joint venture 2,5 9,0 2,7 +233%
Zysk netto 1) 1,0 5,5 -82% 13,2 15,8 -16%

1) Zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej

Sztuczna inteligencja pomaga ocenić ryzyko kredytowe. Razem z nowoczesnymi metodami weryfikacji klientów ograniczy liczbę wyłudzeń

Sztuczna inteligencja pomaga ocenić ryzyko kredytowe. Razem z nowoczesnymi metodami weryfikacji klientów ograniczy liczbę wyłudzeń 1

Nowe technologie zajmują coraz ważniejsze miejsce w sektorze finansowym, zwłaszcza sztuczna inteligencja, która wspiera m.in. zarządzanie ryzykiem kredytowym. BIK testuje tę technologię przy tworzeniu profili kredytowych klientów, wykorzystując dane pochodzące zarówno z banków, jak również od ubezpieczycieli i firm telekomunikacyjnych. Algorytmy SI – w połączeniu z nowoczesnymi metodami weryfikacji klientów, jak biometria behawioralna – pozwolą ograniczyć liczbę oszustw i wyłudzeń. To istotne szczególnie w kontekście silnych wzrostów sprzedaży kredytów prywatnych na polskim rynku – podkreślali eksperci BIK podczas Kongresu Ryzyka.

– Biuro Informacji Kredytowej dysponuje informacjami o prawie każdym dorosłym Polaku, które są aktualizowane dwa razy w tygodniu. Łączymy te duże zbiory z nowymi technologiami, które pozwalają nam uzyskiwać z danych większą wartość. W tej chwili eksperymentujemy z nowymi źródłami informacji. Sprawdzamy korelacje pomiędzy danymi bankowymi a ubezpieczeniowymi czy telekomunikacyjnymi. Dzięki temu jesteśmy w stanie dość dobrze prognozować ryzyko ubezpieczeniowe. Jednocześnie dane bankowe są również używane do oceny ryzyka w firmach telekomunikacyjnych – powiedział agencji Newseria Biznes dr Mariusz Cholewa, prezes zarządu Biura Informacji Kredytowej, podczas Kongresu Ryzyka, którego gospodarzem był BIK.

Nowe technologie w sektorze finansowym wpływają m.in. na procesy obsługi klienta oraz precyzję zarządzania ryzykiem kredytowym. Już w tej chwili sztuczna inteligencja jest wykorzystywana np. w obsłudze posprzedażowej czy przygotowywaniu ofert bankowych dla klientów. Projekty z wykorzystaniem SI prowadzi również Biuro Informacji Kredytowej, z którego raportów monitorujących sytuację kredytową klientów aktywnie korzystają banki. BIK sprawdza efektywność tej technologii względem standardowych metod budowy modeli scoringowych.

– Model stworzony przez sztuczną inteligencję porównujemy z tym, zbudowanym przez naszych statystyków i ekonometryków. Takie eksperymenty robimy cyklicznie. Jeszcze do niedawna SI nie udawało się pobić naszych modeli. Ostatnie próby wykazały jednak, że dla klientów korzystających z usług firm pożyczkowych silniejsze były modele powstające w oparciu o sztuczną inteligencję niż w sposób standardowy. To wymaga jeszcze trochę ćwiczeń, bo wymagają one długiego czasu przetwarzania i na razie jeszcze nie udostępniamy ich na zewnątrz – mówi Mariusz Cholewa.

Jak podkreśla, rozwój technologiczny sektora bankowego wiąże się jednak z szeregiem ryzyk ze strony świata cyfrowego. Przenoszenie kontaktu z klientami do internetu i kanału mobilnego stwarza konieczność dokładniejszej weryfikacji ich tożsamości. Login i hasło nie są już wystarczające. Żeby zagwarantować maksimum bezpieczeństwa, instytucje finansowe będą potrzebować systemów bazujących np. na biometrii behawioralnej czy danych o urządzeniu, z którego klient kontaktuje się z bankiem.

– Są już narzędzia, które pomagają bankom zabezpieczyć klientów przed kradzieżą tożsamości. Pojawiają się takie rozwiązania jak nasza platforma Cyber Fraud Detection, która pozwala zidentyfikować urządzenie, z którego loguje się klient, i jednocześnie ocenić ryzyko jego przejęcia przez oszusta. Są również rozwiązania związane z pasywną biometrią, bo każdy z nas inaczej korzysta z komputerowej myszki. Dzięki temu, nawet jeśli oszust pozyska nasze dane, nie będzie w stanie zalogować się do bankowości elektronicznej, bo będzie wpisywać je w inny sposób. Te narzędzia są jednak dopiero testowane, na etapie tzw. proof of concept – mówi Mariusz Cholewa.

Prezes BIK podkreśla, że istotna jest standaryzacja takich metod – zarówno identyfikacji urządzenia, jak i profilu biometrycznego klienta, aby dane mogły być wymieniane między podmiotami sektora finansowego. Pozwoli to na zmniejszenie liczby oszustw i wyłudzeń kredytowych. Jak wynika ze statystyk BIK, w ubiegłym roku udaremniano ich średnio 15 dziennie. W sumie w 2018 roku mogło dojść nawet do 67 tys. skutecznych wyłudzeń na sumaryczną kwotę ok. 600 mln zł.

Takim przypadkom ma zapobiegać wdrożona przez BIK Platforma Antyfraudowa, gwarantująca bankom efektywną wymianę informacji w procesie skutecznego przeciwdziałania nadużyciom. To istotne szczególnie w kontekście silnych wzrostów sprzedaży kredytów prywatnych (gotówkowych o prawie 10 proc. i mieszkaniowych o prawie 15 proc. w ujęciu rocznym). Ta dynamika wzrostu powoduje także, że potrzebna jest uważna obserwacja, czy nie zwiększa się ryzyko kredytowe.

– Polacy zaciągają coraz więcej kredytów i nie widać oznak, że rynek się psuje. Natomiast są dwa obszary, dla których zapala się pomarańczowe światło i które należy obserwować. Pierwszy to kredyty wysokokwotowe, bo w tym roku Polacy zaciągnęli ich znacznie więcej niż w ubiegłym. 40 proc. nowo udzielonych kredytów dotyczy kwot powyżej 50 tys. zł. Jednocześnie wydłuża się okres kredytowania. W tej chwili wynosi 47 miesięcy, przy czym również w tym przypadku 40 proc. stanowią kredyty udzielane na okres dłuższy niż 7 lat. Takie zobowiązania na wysokie kwoty i długie okresy są statystycznie gorszej jakości – mówi Mariusz Cholewa.

Drugi niepokojący czynnik to 5-proc. spadek kredytów udzielanych mikroprzedsiębiorcom, którzy stanowią o sile krajowej gospodarki.

– Jeszcze w I połowie roku wartość nowo udzielanych tej grupie kredytów rosła. Natomiast ostatnie miesiące – od czerwca do września – były narastająco słabsze. Jednocześnie widzimy, że pogarsza się portfel tych kredytów, więc to jest kolejny obszar, który wymaga obserwacji – mówi prezes zarządu BIK.

Wiceminister energii: Górnictwo będzie dostarczać paliwo dla energetyki jeszcze przez co najmniej 20–30 lat

Wiceminister energii: Górnictwo będzie dostarczać paliwo dla energetyki jeszcze przez co najmniej 20–30 lat 2

– Perspektywa polskiego górnictwa to nie będzie dynamiczny rozwój, a raczej jego stabilizacja i dopasowanie do rynku – mówi Adam Gawęda, sekretarz stanu w Ministerstwie Energii. Jak podkreśla, przemysł górniczy będzie mieć stabilną pozycję co najmniej w perspektywie 20–30 lat, co wynika m.in. z oddawania do użytku nowych bloków węglowych i faktu, że polska energetyka jest oparta o ten surowiec w niemal 80 proc. Konieczne będzie jednak podnoszenie efektywności wydobycia i utrzymywanie zatrudnienia na stabilnym poziomie.

W Polsce przemysł górniczy jeszcze w perspektywie co najmniej 20–30 lat będzie sektorem, który będzie dostarczać paliwo dla energetyki. Ta energetyka się znacząco zmienia i unowocześnia. Wprowadzamy do systemu nowoczesne bloki, pracujące na parametrach nadkrytycznych – to ostatnio oddane do eksploatacji w Opolu bloki V i VI, niedługo Jaworzno – blok 910, a w jeszcze w dalszej perspektywie Ostrołęka – blok C – mówi agencji Newseria Biznes Adam Gawęda, sekretarz stanu w Ministerstwie Energii.

Niedawno PGE przekazała do eksploatacji dwa nowe bloki nr 5 i 6 na węgiel kamienny w Elektrowni Opole. Te zasilą nawet 4 mln gospodarstw domowych i mają produkować do 12,5 TWh energii elektrycznej rocznie. Bloki zostały wybudowane w nowoczesnej technologii, dzięki czemu będą emitować o 20–30 proc. mniej dwutlenku węgla niż bloki starszej generacji. To największa inwestycja przemysłowa w Polsce po 1989 roku, a dla PGE – również ostatnia inwestycja w źródła oparte na węglu kamiennym. Na ukończeniu jest już nowy, bardziej ekologiczny blok 910 w Jaworznie, który ma zostać oddany do użytku na początku 2020 roku, a w połowie br. ruszyła budowa nowego bloku o mocy 1000 MW w Ostrołęce.

W związku z tym dla tej energetyki zawodowej będzie potrzebne paliwo w postaci węgla kamiennego i brunatnego – mówi Adam Gawęda.

Węgiel to w Polsce podstawowy nośnik energii elektrycznej, ciepła i produkcji koksu. W 2017 roku udział produkcji energii elektrycznej z węgla kształtował się na poziomie 77 proc. Jak wynika z projektu „Krajowego planu na rzecz energii i klimatu na lata 2021–2030”, jeszcze przez wiele lat węgiel kamienny ma decydować o obliczu szeroko pojętego rynku energetycznego w Polsce, dlatego konieczne jest zagwarantowanie jak najwyższej racjonalności wydobycia i wykorzystania tego surowca, żeby zapewnić stabilne dostawy węgla na potrzeby rynku energetycznego, rynku ciepła i rynku koksu.

Perspektywa funkcjonowania polskiego górnictwa to nie będzie dynamiczny rozwój. To będzie jego stabilizacja i dopasowanie do rynku, związanego głównie z energetyką zawodową, ale również rynku szeroko rozumianego, czyli do zakładów komunalnych, energetyki przemysłowej, elektrociepłowni i wszędzie tam, gdzie węgiel może być wykorzystywany w sposób korzystny i czysty dla środowiska. Zwróćmy też uwagę, że modernizowane elektrociepłownie pracujące w systemie kogeneracji to w naszym przekonaniu bardzo dobry kierunek, który należy rozwijać, żeby on dobrze funkcjonował w systemie ciepłowniczym – mówi wiceminister energii.

Podczas wrześniowego Forum Ekonomicznego w Krynicy minister Krzysztof Tchórzewski podkreślał, że rozłożona na lata transformacja energetyczna zapewni również pewność i stabilność funkcjonowania górnictwa. Rządowe strategie zakładają, że udział węgla w produkcji energii elektrycznej będzie dominujący co najmniej w perspektywie dwóch kolejnych dekad, ale ma sukcesywnie spadać (do poziomu 60 proc. w 2030 roku).

Aby utrzymać potencjał wydobywczy, powinniśmy podnosić efektywność, wydajność i utrzymywać zatrudnienie na stabilnym, dobrym poziomie – podkreśla Adam Gawęda. – Nowe rejony, które będą niedługo oddawane do eksploatacji, pozwolą na to, żeby uczniowie czy absolwenci szkół średnich znajdowali miejsca pracy w tych kopalniach, ale w naturalny sposób ci, którzy wchodzą w wiek emerytalny, będą z nich odchodzili. Dlatego tutaj nie będziemy obserwować znaczącego wzrostu zatrudnienia ani też znaczącego spadku.

Jak pokazują dane Agencji Rozwoju Przemysłu, sektor górniczy zatrudnia w Polsce 83,1 tys. pracowników. We wrześniu krajowi producenci wydobyli łącznie 5,0 mln ton węgla przy sprzedaży na poziomie 5,1 mln ton. To oznacza, że sprzedaż węgla kamiennego przekroczyła poziom wydobycia po raz pierwszy od siedmiu miesięcy.

Według założeń rządu w Polsce popyt na węgiel ma być pokrywany przede wszystkim z zasobów krajowych, a surowiec importowany będzie mieć charakter uzupełniający. „Koszty wydobycia węgla w Polsce powinny być konkurencyjne w stosunku do surowca z importu, tak aby możliwe było wykorzystanie krajowego potencjału bez obniżania efektywności gospodarki” – wynika z projektu Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku.

Jednak na razie sytuacja rynkowa wygląda odwrotnie: polski surowiec jest o około połowę droższy od importowanego, przez co import węgla wzrasta. Według danych ME – w 2018 roku sięgnął blisko 20 mln ton przy czym prawie 13,5 mln ton sprowadzono z Rosji (dotychczas rekordowy poziom importu miał miejsce w 2011 roku, kiedy z zagranicy sprowadzono 15 mln ton węgla). Opłacalność wydobycia węgla w Polsce obniżają m.in. wymogi klimatyczne UE (koszty uprawnień do emisji dwutlenku węgla) oraz fakt, że w Polsce surowiec jest wydobywany droższą metodą głębinową (przez co opłaca sprowadzać się go z miejsc, gdzie węgiel wydobywany jest odkrywkowo).

– Niedobory inwestycyjne, brak robót przygotowawczych w latach 2012–2015 spowodowały niedobór tego surowca, a w konsekwencji dość duży import. Ale już w tym roku zauważalny jest spadek tego importu. Trzeba odbudować ten potencjał, który będzie zapewniał dostawy węgla dla polskiej energetyki, do zakładów ciepłowniczych – mówi sekretarz stanu w Ministerstwie Energii.

W 2018 roku górnictwo węgla kamiennego wypracowało 1,25 mld zł zysku, a polskie kopalnie przeznaczyły na inwestycje w sumie ponad 2,5 mld zł (o ponad 1 mld zł więcej niż w 2017 roku).

Afrykański pomór świń dużym problemem dla polskiej branży mięsnej. Największe ograniczenia eksportowe dotyczą Azji

Afrykański pomór świń dużym problemem dla polskiej branży mięsnej. Największe ograniczenia eksportowe dotyczą Azji 3

W eksporcie drobiu Polska może już za kilka lat stać się światowym liderem – uważa prezes Związku Polskie Mięso. W innych segmentach nie jest już tak dobrze. Mimo że sprzedaż zagraniczna branży mięsnej w ostatnich latach wciąż rośnie, to jest to coraz trudniejsze do osiągnięcia. Problemem jest m.in. spadek cen wołowiny i ograniczenie eksportu do Turcji oraz ASF, który uniemożliwia dostawy wieprzowiny na rynek chiński czy japoński.

Głównym problemem branży mięsnej jest walka z ASF-em i związane z nim ograniczenia w eksporcie. Wypadli nam nasi najważniejsi odbiorcy wieprzowiny, czyli Chiny, Korea, Japonia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso. – Trwają oczywiście rozmowy, szukanie innych rynków, ale takiego rynku jak chiński nie da się zastąpić. Trzeba robić wszystko, żeby doprowadzić do jego otwarcia uznania regionalizacji przez ten kraj dla polskiego mięsa i powrócić do poziomu eksportu sprzed 2014 roku, kiedy jego wartość rok do roku wzrosła trzykrotnie. To świadczy o potencjale i możliwości eksportu na rynek chiński.

Na początku 2014 roku polskim producentom wieprzowiny ubyło kilka dużych rynków eksportowych: Tajwan, Korea Południowa, Japonia, Rosja, Białoruś, Chiny i Ukraina. Wówczas prezes Polskiego Mięsa oceniał, że tracą oni codziennie 50 mln zł z powodu utraty tych odbiorców. Problem ASF wciąż nie jest rozwiązany, co więcej, w tym roku to właśnie Chiny najmocniej cierpią z jego powodu, ale dzięki temu rosną globalne ceny. Gdyby kraj ten objął zakazem tylko te regiony Polski, w których wirus wystąpił, zakłady zlokalizowane w innych częściach kraju mogłyby powrócić do handlu z Państwem Środka. Na razie poza negocjacjami szukają też nowych rynków zbytu.

Poza rynkiem europejskim, na którym możemy być, w grę wchodzą wszelkie rynki afrykańskie, tam, gdzie jeszcze nas nie ma, a możemy być. Niestety jest to dosyć trudne – mówi Witold Choiński podczas Forum Rynku Spożywczego i Handlu 2019. – Filipiny i inne kraje mówią o tym, że na razie nie uznają regionalizacji, więc to jest jeszcze długa droga negocjacji, które pozwolą nam wrócić na ten rynek. Wiele krajów, chociażby rynek amerykański, pokazuje, że nie boi się odbioru polskiej wieprzowiny i jest dla nas otwarty. Eksportujemy dosyć dużo na rynek Stanów Zjednoczonych i nasza weterynaria zapewnia o bezpieczeństwie tego eksportu.

Kłopoty przeżywa także rynek eksportu wołowiny, której gros (ok. 80 proc.) sprzedawane jest poza krajem. Polacy jedzą rocznie tylko nieco ponad 2 kg mięsa wołowego na osobę, podczas gdy wieprzowego niemal 40 kg, a drobiu – około 27 kg. Dlatego eksport dla hodowców bydła mięsnego jest kluczowy. Tymczasem w tym roku spadły światowe ceny wołowiny. Ponadto Turcja mocno ograniczyła zakupy, a była jednym z pięciu największych odbiorców.

To również zapowiedzi brexitu czy umowa z krajami Mercosur. Wszystkie te zapowiedzi mają pośredni bądź bezpośredni wpływ na to, co się dzieje na rynku krajowym. Natomiast są to rzeczy, z którymi można się uporać, nie są to ograniczenia wynikające z administracyjnych nakazów czy zakazów i dzięki temu możemy śmiało myśleć o rozwoju polskiego eksportu i hodowli mięsa wołowego – tłumaczy Witold Choiński.

Według Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa w I półroczu 2019 roku główną pozycję w strukturze towarowej polskiego eksportu produktów rolno-spożywczych zajmował żywiec, mięso i jego przetwory, które odpowiadały za jedną piątą eksportu. Odpowiada to kwocie 3,2 mld euro, o 0,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Niemal 60 proc. tego wywozu stanowiło mięso czerwone.

Najlepiej jednak radzą sobie eksporterzy drobiu, którzy uporali się z wirusem grypy ptaków i odzyskują powoli kluczowy rynek chiński, a kolejne zakłady drobiarskie uzyskują pozwolenia na eksport do Państwa Środka. Zdaniem Witolda Choińskiego Polska już wkrótce może być liderem globalnego rynku.

Jesteśmy numerem jeden pod względem produkcji drobiu w Europie i czwartym eksporterem drobiu na świecie. Rynek rośnie rok do roku o około 8–9 proc., ostatnio są pewne sygnały stagnacji, ale jest to ograniczenie wzrostu produkcji, ewentualnie ograniczenie wzrostu w eksporcie – wyjaśnia prezes Związku Polskie Mięso. – Ale cały czas mówimy o wzroście rok do roku o około 5–6 proc. To pozwala myśleć perspektywicznie o rozwoju polskiego drobiarstwa na świecie i w Europie. Jeśli takie tempo utrzymamy, to jest szansa na to, że w niedługim czasie staniemy się światowym liderem pod względem produkcji i eksportu drobiu.

Sprawy gospodarcze będą teraz rozstrzygane w specjalnym trybie. Ma to zdecydowanie przyspieszyć procesy sądowe

Sprawy gospodarcze będą teraz rozstrzygane w specjalnym trybie. Ma to zdecydowanie przyspieszyć procesy sądowe 4

Od 7 listopada ustanowiony zostaje specjalny tryb rozstrzygania spraw gospodarczych w Kodeksie postępowania cywilnego. W zamyśle ustawodawcy ma on skrócić proces z nawet kilku lat do pół roku. Zawiera w sobie jednak kilka pułapek, o których warto wiedzieć, m.in. ograniczenia ws. dostarczania dowodów czy powołania świadków.

Obecnie postępowania gospodarcze trwają według statystyk Ministerstwa Sprawiedliwości około 15 miesięcy, a z doświadczenia Kancelarii Dubicki i Partnerzy wynika, że w praktyce ciągną się one nawet przez kilka lat.

Po 7 listopada sprawy gospodarcze z założenia mają być rozstrzygane szybciej i sprawniej. To jest główny element, który przyświecał ustawodawcy przy projektowaniu i wprowadzaniu nowych przepisów. Ten rezultat ma być osiągnięty poprzez wprowadzenie kilku rozwiązań do Kodeksu postępowania cywilnego, które modyfikują ogólne zasady postępowania przed sądem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Dubicki, partner w Kancelarii Dubicki i Wspólnicy

Jednym z nowych rozwiązań, dość rygorystycznym, jest prekluzja dowodowa.

 Chodzi w niej o to, że strony powinny w swoich pierwszych pismach wnoszonych do sądu od razu przedstawić w pełni kompleksowo swoje stanowisko – fakty, dowody, tak żeby sąd mógł skoncentrować materiał dowodowy w szybkim czasie. To jest kluczowa zmiana. Oczywiście, przepis przewiduje pewien wentyl bezpieczeństwa, kiedy będzie można takie fakty i dowody powołać później, niemniej będzie to bardzo ograniczone – mówi Łukasz Dubicki.

Sąd ma prawo nie brać pod uwagę dowodów dostarczonych w trakcie postępowania. Jednak w wypadku, gdy potrzeba powołania dowodu zaistnieje w późniejszym terminie lub dopiero wówczas przedstawienie dowodu stanie się możliwe, przedsiębiorca lub strona procesu musi je dostarczyć w ciągu dwóch tygodni od tego momentu.

Przepis wprowadza kilka wyłączeń instytucji ogólnego postępowania, które w ocenie ustawodawcy były czasochłonne. Ograniczeniu ulega przeprowadzenie dowodu z przesłuchania świadków. Będzie on dopuszczalny tylko wtedy, gdy inne przeprowadzone dowody, np. dokumenty, opinie biegłych, nie dadzą pełnej jasności sprawy, czyli pozostaną pewne fakty bądź wątpliwości, które trzeba ustalić – wyjaśnia Łukasz Dubicki. – To jest bardzo ważna zmiana dlatego, że świadkowie w nowym postępowaniu gospodarczym zostali przez przepisy potraktowani tak jak strony w zwykłym postępowaniu. Czyli strony przywołuje się na rozprawę dopiero wtedy, gdy materiał dowodowy zebrany w toku postępowania nie dał jasności sądowi i chce on o coś dopytać.

Powiązany z kwestią świadków jest prymat dowodu z dokumentu. Oznacza on, że strona w pierwszej kolejności powinna udowadniać swoje twierdzenia dowodem z dokumentu w rozumieniu Kodeksu cywilnego, czyli każdego nośnika, który zawiera informację.

Wyłączeniu mają podlegać również inne instytucje zwyczajnego postępowania cywilnego, np. te, które pozwalały sądowi bądź stronom naprawiać błędy popełnione przez powoda w pozwie co do oznaczenia stron, czyli wniesienia sprawy przeciwko niewłaściwej osobie lub przez osobę nieuprawnioną. W efekcie błędy w pozwie będą skutkować negatywnie po stronie powoda, nawet uzyskaniem niekorzystnego wyroku.

Co istotne, postępowania w sprawie gospodarczej mogą dotyczyć nie tylko firm, lecz także osób, które nie są przedsiębiorcami. Rozstrzygający jest bowiem rodzaj umowy. Przykładowo wszystkie sprawy z umów o roboty budowlane będą sprawami gospodarczymi, nawet jeżeli dotyczą prywatnej budowy domu wykonywanej przez firmę budowlaną. Podobnie dzieje się w przypadku umów leasingu konsumenckiego. Sprawami gospodarczymi będą także sprawy z umów o dług, za który odpowiada osoba trzecia niebędąca przedsiębiorcą, np. poręczyciel czy żyrant.

Ustawodawca wprowadził mechanizm, który pozwala złożyć takiemu podmiotowi wniosek o wyłączenie jego sprawy z trybu gospodarczego i rozpoznawanie jej na gruncie normalnych, ogólnych przepisów postępowania. Taki wniosek może złożyć osoba fizyczna, która nie jest przedsiębiorcą, bądź jednoosobowy przedsiębiorca, który jest osobą fizyczną – zaznacza Łukasz Dubicki. – Ten wniosek nie wymaga szczególnego uzasadnienia i sąd jest związany tym wnioskiem, więc to jest prawo strony.

Paliwo i eksploatacja dużych samolotów są zbyt drogie. Przewoźnicy coraz częściej wybierają mniejsze maszyny

Paliwo i eksploatacja dużych samolotów są zbyt drogie. Przewoźnicy coraz częściej wybierają mniejsze maszyny 5

W 2021 roku koncern Airbus dostarczy liniom lotniczym Emirates ostatni wyprodukowany A380, czyli największy na świecie samolot pasażerski. Ze względu na wysokie koszty paliwa i eksploatacji, takie podniebne olbrzymy ustępują miejsca mniejszym, dwusilnikowym samolotom. Linie lotnicze preferują je m.in. ze względu na niższe zużycie paliwa i lepsze dopasowanie do specyfiki portów regionalnych, które z każdym rokiem zyskują na znaczeniu i notują wzrost liczby podróżnych. Obecnie największe maszyny jak Boeing 747-8 czy Airbus A380 zaczynają być wykorzystywane już głównie na dłuższych trasach i lotach międzykontynentalnych.

Mniejsze samoloty, do 100-150 miejsc, są według cen katalogowych dużo tańsze, więc dla linii lotniczych jest to korzyść, zwłaszcza biorąc pod uwagę niższe spalanie paliwa na pasażera, niższe koszty obsługi i serwisu technicznego czy krótsze drogi startowe. Również w kontekście portów regionalnych ważny jest ten aspekt infrastruktury liniowej, która jest po prostu tańsza. Sumując wszystkie te elementy, dla linii lotniczej taki mniejszy samolot jest dużo korzystniejszy w ramach wypełnienia strategii dowozowej do swojego hubu – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Król, prezes zarządu Portu Lotniczego Zielona Góra – Babimost.

Na początku tego roku koncern Airbus ogłosił, że kończy produkcję największego na świecie, dwupokładowego i czterosilnikowego samolotu pasażerskiego A380, który może zabrać na pokład od ponad 500 do nawet 850 pasażerów, w zależności od konfiguracji. Od rozpoczęcia produkcji sprzedano ponad 300 takich maszyn, ostatnia ma zostać dostarczona liniom lotniczym Emirates w 2021 roku. Koncern poinformował, że przewoźnik zdecydował się zamówić kilkadziesiąt mniejszych maszyn, a trendem na rynku są mniejsze i bardziej zwinne odrzutowce.

Wynika to z faktu, że paliwo i eksploatacja latających gigantów, do których zalicza się też np. Boeinga 747-8, są bardzo drogie. Jeżeli przewoźnikowi nie uda się sprzedać wystarczającej liczby biletów, lot staje się nieopłacalny. Dlatego linie lotnicze preferują w ostatnich latach mniejsze, dwusilnikowe maszyny. Te były z początku wykorzystywane na krótszych dystansach, ale nowoczesne, mniejsze samoloty o poprawionych parametrach równie dobrze sprawdzają się także na dłuższych trasach, spalając przy tym mniej paliwa.

Wielkość samolotu zależy generalnie od strategii linii przewozowej. Jeżeli jest to linia tradycyjna, bazująca w dużym hubie lub porcie przesiadkowym, na pewno takie mniejsze samoloty są dużo korzystniejsze ze względu na cenę, koszty obsługi i paliwa, bardziej przyjazne dla środowiska, wydzielają mniej hałasu, więc są po prostu mniej uciążliwe dla otoczenia. Z drugiej strony – mniejsze samoloty są lepiej dostosowane do potrzeb i popytu małych portów regionalnych. Dlatego siatka budowana w oparciu o maszyny liczące 100–150 miejsc na pewno sprawdzi się lepiej jako dowóz do hubu niż w przypadku dużych samolotów – mówi Maciej Król.

Jak podkreśla, duże linie lotnicze zazwyczaj budują swoją siatkę przewozową w ten sposób, że dużymi samolotami kierują do hubów jak największą liczbę pasażerów. Następnie ci udają się do kolejnych, regionalnych portów już mniejszymi maszynami. Wynika to z faktu, że na największych lotniskach trudno o tzw. sloty, czyli prawo do lądowania, wysadzenia i przyjęcia na pokład kolejnych pasażerów. Przewoźnikom najbardziej opłaca się więc „zwieźć” jednorazowo jak największą ich liczbę.

Jak podkreśla prezes Portu Lotniczego Zielona Góra – Babimost, mniejsze samoloty pasażerskie są też lepiej dostosowane do potrzeb i infrastruktury lotnisk regionalnych, które z każdym rokiem zyskują na znaczeniu, notując przyrost liczby podróżnych. Wynika to zarówno z ogólnego wzrostu rynku lotniczego, jak i preferencji podróżnych, którzy chcą oszczędzać czas i latać z portów położonych jak najbliżej miejsca zamieszkania.

Biorąc pod uwagę nasze podwórko, czyli region lubuski, jest to duży wzrost ruchu w tym roku. W oparciu  siatkę LOT-u idziemy do przodu i mam nadzieję, że w przyszłym roku poprawimy wynik nawet dwukrotnie – mówi Maciej Król.

Według Związku Regionalnych Portów Lotniczych, od stycznia do czerwca tego roku polskie lotniska obsłużyły już 22,3 mln pasażerów, z czego 62 proc. przypadło na porty regionalne. Daje to liczbę 13,7 mln podróżnych, czyli o ponad 950 tys. więcej (wzrost o 7,5 proc.) w porównaniu z tym samym okresem rok wcześniej. Było to najlepsze jak dotąd półrocze w historii polskich portów regionalnych.

Big Data pozwalają skutecznie przewidywać zachowania konsumentów i poznawać ich opinie. Najlepszym źródłem informacji są media społecznościowe

Analiza Big Data może dostarczyć cennych informacji na temat zachowań klientów i skuteczności kampanii reklamowych. Szczególnie pożądane przez przedsiębiorców są usługi związane z wydobywaniem danych z treści publikowanych w social media. Pozwala to na porównywanie pozycji marki względem konkurencji, a także badanie odczuć ludzi związanych z wizerunkiem polityków. Dane publikowane w mediach społecznościowych mogą być również pomocne w profilowaniu zachowań potencjalnych przestępców.

– Przekopując się przez Big Data, możemy uzyskać niemal w czasie rzeczywistym szereg informacji dotyczących tego, co wcześniej było nieprzewidywalne albo wymagało przeprowadzenia badań ankietowych – nie tylko pochłaniających dużo czasu i pieniędzy, ale też opierających się na próbach, które nigdy nie są reprezentatywne. Możemy przeprowadzić ankietę wśród 800 klientów i założyć, że uzyskane dane odzwierciedlają rzeczywistość, podczas gdy Big Data pozwalają nam przeanalizować zachowania i uchwycić wiarygodne sygnały dotyczące prawdziwych zachowań i subtelnych schematów interakcji – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Fronzetti Coladon, pracownik naukowy MIT.

Analiza Big Data może znacznie ułatwić zadania związane z wydobywaniem danych z tekstu (Data Minning) w celu przewidywania zachowań klientów czy oceny skuteczności kampanii reklamowych. Najczęściej tego typu usługami zainteresowane są wielkie, konkurujące ze sobą marki sprzedażowe. Z Data Minning  korzysta jednak również administracja publiczna czy organizacje typu non profit. Zbiory Big Data mogą też służyć poprawie bezpieczeństwa publicznego poprzez wykrywanie incydentów związanych z łamaniem prawa.

Opracowanie dużych ilości danych może być jednak kłopotliwe i kosztowne. Do tego dochodzą też kwestie związane z poufnością i ryzykiem udostępnienia danych, które przedsiębiorstwo wolałoby zachować w tajemnicy.

– W danych tkwi ogromna wartość, ale też nadanie im struktury i ich interpretacja stanowi czasem trudne zadanie. Jeżeli nie potrafimy skutecznie wykorzystać ich potencjału, to stanowią one jednocześnie obciążenie finansowe. Z opracowanymi danymi wiąże się również ryzyko – dotyczy ono ujawnienia takich informacji o nas samych lub naszym przedsiębiorstwie, których nie mieliśmy zamiaru ujawnia – mówi Fronzetti Coladon.

Według raportu „Digital 2019” 47 proc. Polaków korzysta z mediów społecznościowych. 36 proc. z nich uważa, że dane, które publikowali w tej przestrzeni zostały wykorzystane w niewłaściwy sposób. Przeciętnie, na jednego użytkownika mediów społecznościowych przypada 7,3 kont.

Firmy coraz chętniej korzystają z analityki dużych zbiorów danych, zwłaszcza w obrębie mediów społecznościowych. Badanie danych pozyskanych w ten sposób treści budzi jednak kontrowersje z uwagi na fakt, że analizie poddawane mogą być zachowania konkretnych ludzi. Zdaniem ekspertów kwestie sporne związane z poufnością informacji nie zostaną uregulowane. Poprawa powinna natomiast nastąpić w kwestii świadomości internautów na temat konsekwencji publikowania treści w przestrzeni publicznej.

– Utrata poufności czy prywatności jest problemem, ale musimy pogodzić się z jego istnieniem i nauczyć się sobie z nim radzić. Być może publikując treści w Internecie będziemy musieli wykazać się większą odpowiedzialnością, zamiast podejmować walkę i ostatecznie ją przegrać. Zawsze znajdzie się sposób na wychwytywanie naszych zachowań i wypowiedzi. Wyciek prywatnych danych jest w tej chwili zbyt duży i nie sądzę, aby w przyszłości skupiono się na zwalczaniu tego problemu. Bardziej chodzi o uregulowanie tej kwestii i uświadamianie ludzi m.in. na temat konsekwencji udostępniania w Internecie określonego rodzaju zdjęć – mówi ekspert.

„Raport strategiczny Internet 2018/2019” wydany przez IAB Polska wskazuje, że wydatki na reklamę w social media stanowiły w 2018 roku 16,7 proc. wydatków na reklamę digital. Nominalnie, wartość tego rynku reklamy była wyceniana na 747 mln zł. Dla porównania, w 2017 roku było to 610 mln zł.

Coraz bliżej komercjalizacji polskiego robota kardiochirurgicznego. Ma być konkurencją dla robota Da Vinci

Coraz więcej procedur przeprowadzanych na salach operacyjnych może być wykonywanych z użyciem robotów chirurgicznych. Ich zaletą jest m.in. wysoka precyzja, co pozwala na stosowanie ich w najbardziej ryzykownych zabiegach. Polacy są już coraz bliżej komercjalizacji robota kardiochirurgicznego, nad którym prace trwają od dwóch dekad. Ma się on cechować dużo większą automatyzacją, niż ma to miejsce w przypadku robota Da Vinci.

– Na razie roboty medyczne szukają swojego miejsca między lekarzem a pacjentem, próbują pomagać lekarzowi wykonywać operacje w sposób mniej inwazyjny, bardzo precyzyjnie orientują narzędzie radiochirurgiczne do operacji np. onkologicznych. Są już pierwsze takie przykłady wskazujące na to, że ta droga wiedzie jednak ku zastępowaniu lekarza – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr hab. n. med. Zbigniew Nawrat, profesor Instytutu Protez Serca Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii.

Amerykańska Agencja Żywności i Leków FDA wydała niedawno certyfikat dla Xact Robotic. Jej robot przeznaczony jest do zabiegów i procedur przezskórnych przeprowadzanych pod kontrolą tomografu komputerowego. Robota chirurgicznego można używać m.in. do biopsji tkanek, drenaży ropni czy ablacji. System został zaprojektowany szczególnie w celu przezwyciężenia problemów związanych z ręcznym sterowaniem cienką igłą do biopsji. Robot pracuje z dokładnością do 1,5 milimetra.

Od niemal 20 lat trwają także prace nad polskim robotem kardiochirurgicznym. Zostały one zapoczątkowane w Pracowni Biocybernetyki Instytutu Protez Serca Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii im. prof. Zbigniewa Religi. W marcu podpisana została umowa z firmą Meden-Inmed na komercjalizację rodziny urządzeń Robin Heart. Jak na razie, podczas szeregu eksperymentów, została potwierdzona sprawność konstrukcji i jej funkcjonalność.

– Port Vision Able to robot do endoskopii. Podczas wykonywania operacji normalnymi narzędziami laparoskopowymi np. w żołądku czy na pęcherzyku żółciowym, ktoś musi trzymać tory endoskopowe, czyli taką lunetę, która pokazuje przez dziurę miejsce tej operacji. Trwa to kilka godzin, szkoda, żeby to robił człowiek. W związku z tym zbudowaliśmy robota, który zastępuje tego jednego człowieka przy stole operacyjnym – mówi lekarz.

Na tym jednak nie kończą się prace nad rodziną Robin Heart. Dalsze wyzwania stojące przed zespołem badawczym to m.in. wyposażenie robotów w systemy sprzężenia siłowego, które pozwolą chirurgowi pracującemu z robotem nie tylko widzieć pole jego pracy, lecz także odczuwać dotyk, gdy narzędzie styka się z różnego rodzaju tkankami.

– Dodajemy też pewne możliwości planowania operacji. Założyliśmy np., że chirurg tylko ustawia intuicyjnie orientację narzędzi, natomiast wszystkie zadania, które wykonuje robot są ustawiane przy pomocy mikrojoysticków, które są odpowiednio zaprogramowane. To wszystko ma spowodować, że jak już się pojawi ten robot na rynku, włącznie z całą metodą, systemem edukacyjnym, który przygotowujemy, to może się okazać, że rzeczywiście będzie to najbardziej upragnione narzędzie, na które chirurdzy czekają kilkadziesiąt lat – twierdzi Zbigniew Nawrat.

W przeciwieństwie do pracującego już na blokach operacyjnych robota Da Vinci, polski produkt ma się wyróżniać dużym stopniem automatyzacji. Ścieżka uczenia robota jest dużo szybsza niż pełne przeszkolenie chirurga. W związku z tym wykwalifikowany lekarz oddelegowany do obsługi robota może pozostawać dłużej czynny zawodowo.

– Wykształcenie chirurga to koszt miliona dolarów. Szkoda, żeby w wieku 45 lat szedł na emeryturę z powodu różnego rodzaju dysfunkcji układu kostnego kręgosłupa, bo pracuje przecież w warunkach zupełnie ryzykownych dla całego układu. Może dłużej pracować, ponieważ ma wygodne miejsce pracy, które nie nadwyręża jego funkcji ruchowych kręgosłupa i wielu innych elementów, które w ciele są potrzebne, żeby sprawnie wykonać pracę mechaniczną, z którą związana jest praca lekarza – mówi ekspert.

Na wdrożenie polskiego robota będzie jednak trzeba poczekać jeszcze kilka lat. Głównie z powodu niewystarczającego finansowania dla projektu. Tymczasem zastosowanie robotów w szpitalach może usprawnić dużo więcej procesów, również tych niezwiązanych bezpośrednio z przeprowadzaniem zabiegów.

– Roboty pomagają w rehabilitacji. Dzięki nim jeden rehabilitant może rehabilitować więcej osób równocześnie. Roboty medyczne sterylizują i czyszczą pomieszczenia. Mogą również przygotować wszystkie leki dla każdego szpitala, bez względu na to, czy w tym szpitalu jest tysiąc łóżek, czy kilkaset, odpowiednio precyzyjnie dla każdego pacjenta osobno. Roboty medyczne znajdują się już w wielu rożnych miejscach, nawet do dzisiaj jeszcze niewidocznych dla każdego, ale są niezbędną pomocą w wielu różnych działaniach usług medycznych – przekonuje dr Zbigniew Nawrat.

Według analityków z MarketsandMarkets  rynek robotów chirurgicznych wzrośnie z 3,9 mld dol. w 2018 r. do 6,5 mld dol. do 2023 r.

Jak rozpocząć grę na giełdzie Forex?

Rozpoczęcie inwestowania na rynku Forex powinno być dobrze przemyślane. Bardzo zgubne jest przekonanie o tym, że jest to sposób na łatwe pomnożenie zainwestowanego kapitału i nie wymaga ono zbyt dużego wysiłku. Należy wiedzieć, że każda inwestycja opatrzona jest ryzykiem, ponieważ rynek jest bardzo dynamiczny i trzeba bardzo szybko oraz odpowiednio reagować na każdą zmianę. Jak więc przygotować się do gry na giełdzie Forex? Podpowiadamy.

Rozpoczęcie gry na Forex, a wybór brokera

Handel na rynku Forex warto rozpocząć od poszukiwań dobrego brokera. Dobry, jest tu pojęciem względnym. Wszystko zależy od stylu gry, jaki obierzemy, a także tego, czy wybrany przez nas broker jest regulowany. W praktyce może zdarzyć się tak, że obierzemy sobie styl inwestowania, możemy obrać sobie strategię, spędzać mnóstwo godzin przed platformą, jednak w przypadku, gdy nie posiadamy sprawdzonego brokera i regulowanego rachunku, to cały nasz trud może pójść na marne.

Rachunek inwestycyjny – jak grać na giełdzie?

Jak zacząć inwestować na Forex, kiedy już wybierzemy brokera? Kolejny krok, to kolejny wybór, ale tym razem rachunku inwestycyjnego, a następnie otwarcie go. Warto założyć konto demo, dzięki któremu nie narażając się na straty możemy zapoznać się z zasadami funkcjonowania platformy. Taki sposób jest także dobry również do tego, aby sprawdzić, jakie są warunki handlu u danego brokera. Co ważne, nauka na koncie demo jest całkowicie bezpłatna, a konto będzie zasilane wirtualnym depozytem. Posiadając go możemy więc zawierać dokładnie takie same transakcje, na takich samych zasadach, jak właściciele kont rzeczywistych.

Jak wybrać giełdę kryptowalut?

Mówiąc o giełdzie kryptowalut mamy na myśli jedną z integralnych części całego ekosystemu kryptowalutowego. Dla każdego inwestora cyfrowych walut są one niezwykle istotne, ponieważ jedną z ich podstawowych ról, jest umożliwianie graczom kupowanie oraz sprzedawanie kryptowalut. To jednak kamień milowy na drodze do tego, jakie korzyści może dać właściwy wybór giełdy. Warto więc sprawdzać, którymi z nich się zainteresować śledząc ranking giełd kryptowalut. Wybierając właściwą dla nas, można sprawdzić m.in. to czy dają one dostęp do usług związanych zarówno z handlem, jak i na przykład do dotyczących nowych tokenów czy też popularnych w ostatnim czasie IEO.

Rynek Forex wymaga sporego zaangażowania. Nie mówimy tu tylko o czasie poświęconym na zdobywanie wiedzy, ale także właściwym wyciąganiu wniosków. Kolejna kwestia, to dokonanie dobrych wyborów. Dopasowanie brokera do swoich potrzeb oraz stylu gry, a także postawienia na odpowiednią giełdę kryptowalut. To już połowa drogi do efektywnego pomnażania zainwestowanego kapitału.

Od 1 stycznia 2020 r. policja będzie kontrolować stan licznika

Zgodnie ze znowelizowanym Prawem o ruchu drogowym od 1 stycznia 2020 roku kierowca będzie miał obowiązek umożliwić funkcjonariuszowi sprawdzenie stanu licznika. W praktyce oznacza to konieczność umożliwienia zajrzenia do wnętrza samochodu. Co więcej, będzie to obligatoryjny element towarzyszący każdej interwencji (Wyjątek będą stanowiły akcje typu trzeźwy poranek. W przypadku pojazdów holowanych lub przewożonych na lawetach ministerstwo daje funkcjonariuszowi dowolność. To mundurowy zdecyduje, czy kontrolować stan licznika).

Kontrola drogowa może zakończyć się mandatem, jeśli zachowanie kierowcy zostanie przez funkcjonariusza odebrane jako niestosowanie się do poleceń. W przypadku kiedy funkcjonariusz poleci trzymanie rąk na kierownicy lub nieopuszczanie pojazdu, a kierowca nie wykona któregokolwiek z tych poleceń, zostanie ukarany mandatem w wysokości do 500 złotych.

Coraz mniej inwestycji drogowych – co czeka polską infrastrukturę?

Diametralnie spadła ilość nowych kontraktów na budowę dróg w stosunku do zeszłego roku. Obecnie Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ma w ręku podpisane umowy na budowę 70 km dróg. W porównaniu z zeszłorocznymi 450 kilometrami to bardzo duże przyhamowanie. Eksperci wskazują na dwie przyczyny zaistniałej sytuacji. Po pierwsze są to rosnące koszty budowy – wynikające głównie z drożejących produktów budowlanych i zwiększających się kosztów pracowniczych. Generalna Dyrekcja nie ma odpowiednich funduszy, by zrealizować zamierzone plany przy teraźniejszych kosztorysach. Drugą przyczyną jest wysyp zerwanych kontraktów – często przerwanych w połowie. Wiele firm wycofało się z umów z Generalną Dyrekcją i opuściło place budowy. Taki los spotkał 144 kilometry nowych dróg, które teraz potrzebują nowego wykonawcy. I chociaż budżet na nowe inwestycje drogowe został przez rząd powiększony o 7 miliardów, nie poprawia to sytuacji firm budowlanych. Ich akcje straciły na wartości, a rentowność spółek często jest bliska zeru. W przyszłym roku będą zaś musiały poradzić sobie z kolejnymi przeciwnościami.

Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR
Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR

– Od stycznia 2020 rynek niemiecki otworzy się na pracowników z Ukrainy. Nie wiadomo, ile osób wyjedzie z Polski – ale każda utrata rąk do pracy będzie bardzo problematyczna – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Słyszymy również zapowiedzi związane z podwyżką płacy minimalnej. Zgodnie z polskim prawem takie zmiany będą w umowach waloryzowane, ale jednak znacznie podwyższą koszty prowadzenia inwestycji drogowych. Minister Infrastruktury przyznał, że przeznaczone na program drogowy pieniądze na pewno nie wystarczą na jego realizację. W moim przekonaniu rząd będzie musiał znaleźć dodatkowe 10 miliardów złotych. Najpewniej mu się to uda – ale jeśli chciałby te pieniądze pozyskać od Unii Europejskiej, musi się pospieszyć. Wszystkie inwestycje, które będziemy chcieli zrealizować za europejskie pieniądze, muszą być po procedurze przetargowej do połowy 2020 roku. Jeśli do tego czasu nie podpiszemy kontraktów z wykonawcami, pieniędzy na inwestycje po prostu nie dostaniemy. Mamy jednak jeszcze czas na znalezienie kontrahentów i podpisanie umów – szczególnie na przerwane inwestycje. W mojej opinii nie grozi nam utrata środków unijnych – zapewnia Furgalski.

Czy 10 tys. zł dla emeryta rozkręci polską gospodarkę?

Obniżenie wieku emerytalnego spowodowało, że mamy bardzo młodych emerytów, a emerytury będą bardzo niskie. Polska gospodarka będzie miała z tego powodu coraz większe kłopoty, stąd powrót do pomysłu 10 tys. zł dla tych, którzy chcą pracować dłużej.

Stopa bezrobocia na koniec września była bardzo niska i wynosiła 5,1 proc. Wśród powiatów i miastach na prawie powiatu była najniższa w Poznaniu (1,1 proc., Sopocie (1,3 proc.) i Warszawie (1,4 proc.), w powiecie poznańskim wynosiła 1,1 proc., a we wrocławskim 1,7 proc.

Pracodawcy mają coraz większe problemy ze znalezieniem pracowników, a jednak wśród krajów UE jesteśmy na drugim miejscu pod względem niskiej stopy aktywności zawodowej. Nadal nie obawiamy się tego, że jak wiadomo emerytury (tzw. stopa zastąpienia) będą coraz niższe w porównaniu do kosztów życia.

– Pomysł może brzmieć nieco śmiesznie, może kojarzyć się z trzynastą emeryturą, ale ma jednak sens bo zachęca do pozostawania na rynku pracy – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Byłoby lepiej, gdyby takie rozwiązanie było powiązane na przykład ze stażem pracy, ale sama idea wydaje się ciekawa, bo jest to wpływanie na wybór ekonomiczny dokonywany przez pracownika.

Stopy procentowe w Polsce mają pozostać stabilne, ale między członkami RPP widać różnice opinii

Rada Polityki Pieniężnej podczas spotkania w listopadzie podjęła decyzję o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie ze stopą referencyjną w wysokości 1,5%. Zgodnie z retoryką prezesa NBP stopy procentowe – które pozostają stabilne od przeszło czterech lat – powinny pozostać na niezmienionym poziomie również w kolejnych kwartałach.

Ton komunikatu po spotkaniu Rady Polityki Pieniężnej można nazwać nieco pesymistycznym, ale uwzględniając napływające do nas sygnały z gospodarki światowej (i do pewnego stopnia również te z Polski) raczej nie powinno to zaskakiwać. Komunikat wspominał m.in. o relatywnie niskim tempie wzrostu światowej gospodarki i ostatnich działaniach w zakresie luzowania polityki pieniężnej do jakich doszło w kluczowych gospodarkach (USA i strefie euro), ale też o utrzymywaniu się dobrej koniunktury w Polsce. W kontekście tego ostatniego, komunikat wspomina jednak również, że zgodnie z tym na co wskazują napływające dane, III kwartał prawdopodobnie przyniósł obniżenie tempa wzrostu krajowej gospodarki.

Decydenci obecni na konferencji prasowej (profesorowie Glapiński, Sura oraz Hardt) sugerowali, że w najbliższym czasie należy spodziewać się stabilizacji stóp procentowych, aczkolwiek między poszczególnymi stanowiskami trzech członków RPP widać pewne rozbieżności. Prof. Glapiński stwierdza, że w jego opinii stopy procentowe powinny pozostać stabilne do końca kadencji Rady (która kończy się w 2022 roku) dodając, że “jeśli miałaby nastąpić zmiana stóp to byłaby to obniżka”. Prof. Sura mówi o stabilizacji w najbliższych kwartałach, z kolei prof. Hardt – jeden z największych “jastrzębi” w Radzie – stwierdza, że o ile strategia “wait and see” jest obecnie optymalna, to jego zdaniem nie można wykluczyć konieczności niewielkiej podwyżki stóp procentowych w przyszłym roku.

W trakcie konferencji prezes Glapiński odczytał również fragment listopadowej projekcji Działu Analiz Ekonomicznych NBP (których pełną treść mamy poznać we wtorek), z których wynika, że analitycy banku centralnego spodziewają się średnio niższego niż zakładali w lipcu wzrostu gospodarczego w 2019, 2020 i 2021 roku oraz średnio wyższej niż zakładali w lipcu inflacji w całym horyzoncie projekcji.

Poniżej projekcja DAE NBP. Z 50-procentowym prawdopodobieństwem wskaźniki gospodarcze powinny zdaniem analityków NBP znaleźć się w wyznaczonych widełkach.

   

Roczny wzrost inflacji CPI (%)

 

Roczny wzrost PKB (%)

2019 2,2 – 2,4 (1,7 – 2,3) 3,9 – 4,7 (3,9 – 5,1)
2020 2,1 – 3,6 (1,9 – 3,7) 2,7 – 4,4 (3,0 – 4,8)
 2021 1,6 – 3,6 (1,3 – 3,5) 2,3 – 4,2 (2,4 – 4,3)

 

(projekcja lipcowa)

Dziennikarze obecni na konferencji prasowej oprócz zadawania pytań dotyczących nowej projekcji oraz kwestii potencjalnych zmian stóp procentowych zwracali uwagę m.in. na trzy istotne kwestie. Pierwszą jest kwestia potencjalnej bańki na rynku nieruchomości, o której możliwości wystąpienia mówi się coraz częściej w związku z utrzymującym się wysokim wzrostem cen nieruchomości w kraju. Prezes Glapiński stwierdził jednak, że “dementuje” jakoby na rynku miałaby być bańka, jasno wyrażając pogląd, że obawy te są przesadzone. Drugą jest kwestia wpływu głośnego wyroku TSUE ws. kredytów “frankowych” na krajowy sektor bankowy. I tu prezes Glapiński uspokaja, stwierdzając, że “nie ma żadnych obaw o stabilność sektora bankowego jako całości”. Trzecią jest podjęcie przez RPP uchwały w sprawie zasad tworzenia rezerwy na pokrycie ryzyka kursowego, a szczególnie kwestia potencjalnego wpływu tych zmian na wpływy do budżetu państwa. I tutaj prof. Hardt, wyrażając się w podobnym tonie, co prof. Glapiński, stwierdził, że “wypłaszczymy strumień ewentualnych wpłat do budżetu państwa”.

Podsumowując: zdaniem RPP sytuacja w kraju oraz jej perspektywy są całkiem dobre, a inflacja – mimo, że prawdopodobnie wyższa – nie będzie wystarczającym powodem do podwyżek stóp w najbliższej przyszłości. Kredytobiorcy cały czas raczej nie mają powodów do obaw. Obecnie wygląda na to, że stopy procentowe niemal na pewno pozostaną stabilne przez całość 2019 r. i potencjalnie nie ulegną zmianie również w kolejnych kwartałach.

Czy zapłacimy długi sprzedawcy nieruchomości?

Nie wszyscy nabywcy mieszkań zdają sobie sprawę, że zakup lokalu może oznaczać przejęcie pewnych zobowiązań sprzedawcy nieruchomości. W tym kontekście ważna okazuje się nie tylko hipoteka, która zawsze „podąża” za mieszkaniem. Wbrew pozorom, hipoteka nie jest szczególnie kłopotliwym obciążeniem, ponieważ łatwo można ją znaleźć w księdze wieczystej mieszkania. Znacznie bardziej problematyczne mogą być umowy dożywocia. Niestety nie wszystkie takie umowy są ujawniane w księdze wieczystej mieszkania. Wyjaśniamy, dlaczego nieujawniona umowa dożywocia będzie oznaczała kłopoty dla nabywcy lokalu. Nasz poradnik informuje również o tym, czy zakup mieszkania skutkuje przeniesieniem na nabywcę zaległości czynszowych względem spółdzielni lub wspólnoty mieszkaniowej. Odpowiedź na to pytanie może być ciekawa również dla sprzedawcy nieruchomości.

Księga wieczysta czasem będzie zawierać ważne ostrzeżenia

Tak jak już wspomnieliśmy, analiza księgi wieczystej pozwala na łatwe zidentyfikowanie wszystkich hipotek zanim zdecydujemy się zakup mieszkania. „Co więcej, księga wieczysta zawiera także ważne ostrzeżenia dotyczące trwającej egzekucji komorniczej z danej nieruchomości, a także ostrzeżenie o niezgodności księgi wieczystej oraz rzeczywistego stanu prawnego” – wyjaśnia Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

W księdze wieczystej znajdują się również informacje o służebnościach, które będzie musiał respektować nabywca nieruchomości. Jeżeli chodzi o lokale mieszkalne, to kluczowe znaczenie ma tzw. służebność osobista mieszkania. Leszek Markiewicz mówi, że w przypadku gruntów zabudowanych domami, trzeba natomiast zwrócić szczególną uwagę na inne rodzaje służebności (np. służebność przesyłu oraz służebność drogi koniecznej).

Dobry agent nieruchomości powinien pomóc w interpretacji zawartości księgi wieczystej i wyjaśnić wszelkie wątpliwości. W tym kontekście warto nadmienić, że osoby znające numer księgi wieczystej obecnie mogą ją przeglądać online (w systemie Elektronicznych Ksiąg Wieczystych prowadzonym przez Ministerstwo Sprawiedliwości). „Numer księgi wieczystej jeszcze przed transakcją powinniśmy bez problemu uzyskać od sprzedawcy nieruchomości” – dodaje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Dożywocie nie zawsze jest ujawnione w księgach wieczystych

Wspomniana wcześniej służebność osobista mieszkania przyznaje określonej osobie prawo do dożywotniego zamieszkiwania całości lub części nieruchomości bez konieczności uiszczania czynszu. Taki rodzaj służebności osobistej dość często jest ustanawiany na rzecz starszych osób, które w ramach darowizny przekazały mieszkanie swoim krewnym. „Cywilnoprawna umowa dożywocia okazuje się bardziej korzystna dla seniora, ponieważ zapewnia mu również utrzymanie i dożywotnią opiekę oprócz prawa do bezterminowego zamieszkania na terenie nieruchomości” – informuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ważny problem dotyczący dożywocia wynika z faktu, że takie zobowiązanie wobec seniora (dożywotnika) nie zawsze jest ujawnione w księdze wieczystej nieruchomości. Wspomniany problem dotyczy jedynie umów dożywocia zawartych przed datą wejścia w życie ustawy o notariacie (21 kwietnia 1991 r.). Na całe szczęście, nieujawnionych umów jest już coraz mniej, ponieważ wygasają one wraz ze śmiercią dożywotnika. To dobra wiadomość dla osób rozważających zakup starszego mieszkania. Nabycie lokum obciążonego dożywociem oznacza bowiem spore kłopoty. Jeżeli nabywca lokalu nie wiedział o dożywociu, to będzie mógł domagać się od sprzedawcy nieruchomości stosownego obniżenia ceny. W ostateczności możliwe jest odstąpienie od umowy zakupu mieszkania ze względu na jego wadę prawną (tzn. nieujawnione dożywocie). „Inne rozwiązanie polega na domaganiu się przed sądem zamiany dożywocia na rentę lub rozwiązania umowy dożywocia” – tłumaczy Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Długi czynszowe nie „przechodzą” na nowego właściciela „M”

Sytuacja nabywcy mieszkania wygląda lepiej w przypadku zadłużenia czynszowego wobec wspólnoty mieszkaniowej lub spółdzielni. Wbrew temu, co można czasem przeczytać w Internecie, długi czynszowe nie „przechodzą” na nowego właściciela mieszkania. Jak mówi Leszek Markiewicz, jest to ważna informacja również dla sprzedawcy nieruchomości. Wskazuje ona bowiem, że poprzez odpłatne zbycie mieszkania nie można uwolnić się od zadłużenia czynszowego.

Warto wiedzieć, że istnieją dwa wyjątki od powyższej zasady mówiącej o braku odpowiedzialności kupującego za zadłużenie czynszowe. Pierwszy wyjątek dotyczy sytuacji, w której zadłużenie wobec spółdzielni mieszkaniowej lub wspólnoty mieszkaniowej zostało zabezpieczone poprzez hipotekę. Tak jak wspomnieliśmy wcześniej, hipoteka niejako „podąża” za nieruchomością. Oznacza to, że nabywca lokalu jest zobowiązany do spłaty długów hipotecznych. „Druga sytuacja skutkująca obowiązkiem spłaty zobowiązań czynszowych przez nabywcę mieszkania ma miejsce wtedy, gdy taka osoba w zamian za niższą cenę zobowiązała się do uregulowania zadłużenia sprzedawcy nieruchomości” – komentuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Spółdzielnie oraz wspólnoty mieszkaniowe czasem próbują dochodzić od nabywcy mieszkania spłaty „starego” długu czynszowego mimo braku podstawy prawnej (poza dwoma omówionymi wyjątkami). „Właśnie dlatego przed zakupem lokum warto domagać się od sprzedawcy nieruchomości zaświadczenia potwierdzającego brak długów czynszowych” – podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Autor/Źródło: Leszek Markiewicz, NieruchomosciSzybko.pl

Karta Odpowiedzialności Ekologicznej polskiego biznesu

Karta Odpowiedzialności Ekologicznej Przedsiębiorców i Pracodawców w Polsce jest projektem Pracodawców RP, jej sygnatariuszami-inicjatorami są 33 polskie firmy i organizacje. Dokument ten jest dobrowolną, otwartą inicjatywą zawierającą deklaracje konkretnych działań na rzecz neutralności klimatycznej, edukacji ekologicznej oraz wspierania gospodarki obiegu zamkniętego.

„To mapa drogowa dla polskich przedsiębiorców i pracodawców, którzy są świadomi, jak fundamentalne znaczenie dla naszej przyszłości ma neutralność klimatyczna” – podkreśla prezydent Pracodawców RP Andrzej Malinowski. Karta została zaprezentowana 6 listopada br. w Brukseli na konferencji „Neutralność klimatyczna do 2050 roku z perspektywy biznesu”, organizowanej przez Pracodawców RP z Grupą Pracodawców Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego (EKES).

Karta ma otwartą formułę – każdy podmiot gospodarczy może ją podpisać w dowolnym momencie. „To dobrowolna deklaracja, którą każdy sygnatariusz zobowiązuje się spełnić w swoim zakresie. Chcemy pomóc polskiej gospodarce osiągnąć neutralność klimatyczną w 2050 roku. Proekologiczne działania będą opłacalne w długotrwałej perspektywie, bo choć dla wielu firm czy branż neutralność klimatyczna oznacza utrudnienia lub ograniczenie działalności, to nawet i one muszą przeprowadzać zmiany, jeśli nie chcą zostać wypchnięte z rynku przez wybory konsumentów” – powiedział dr Leszek Juchniewicz, główny ekonomista Pracodawców RP.

„Karta Odpowiedzialności Ekologicznej Przedsiębiorców i Pracodawców w Polsce” jest również polskim wkładem w inicjatywę Marrakech Business Action for Climate (MBA4C), w której prezydencję sprawują obecnie Pracodawcy RP. Jest to porozumienie 47 stowarzyszeń pracodawców i organizacji biznesowych z całego świata, wspierających swoje państwa w implementacji Porozumienia Paryskiego z 2015 roku.

„Zdajemy sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach prowadzenie biznesu jest wystarczająco trudne. Że dołożenie kolejnych reguł może budzić niechęć i obawy. Tak, może. Ale tylko jeśli będziemy patrzeć w perspektywie najbliższego roku obrachunkowego. Nasze życie sięga o wiele dalej – dopiero ta życiowa perspektywa jest właściwa” – uważa Andrzej Malinowski. Jego zdaniem, polski biznes zdaje sobie sprawę, że nie można już zwlekać z działaniami na rzecz ochrony środowiska naturalnego. Muszą one nastąpić tak w funkcjonowaniu wewnętrznym firm, jak i w procesach technologicznych oraz relacjach z klientami i dostawcami. Z tego powodu, oprócz dążenia do neutralności klimatycznej jako elementu misji przedsiębiorstw, Karta wprowadza zasadę „integralności proekologicznej”, której należy przestrzegać zarówno w sferze zawodowej, jak i prywatnej. „Nie możemy przestrzegać zasad proekologicznych jedynie w godzinach pracy. Nie możemy produkować ekologicznie funkcjonujących produktów z pomocą nieprzyjaznych środowisku technologii. Integralność proekologiczna oznacza neutralne dla środowiska produkty wytwarzane w neutralny dla środowiska sposób” – czytamy w Karcie.

Ważnym elementem deklaracji polskich przedsiębiorców i pracodawców jest też wsparcie edukacji oraz promocja zrównoważonej konsumpcji. „Proekologiczne zmiany technologiczne pociągną za sobą m.in. zmiany na rynku pracy, w niektórych branżach gospodarki będą to z pewnością zmiany trudne. Wszystkie te zmiany muszą być poprzedzane odpowiednimi działaniami edukacyjnymi, adresowanymi do pracowników oraz społeczeństwa” – piszą sygnatariusze.

Wielu sygnatariuszy Karty już realizuje działania wpisujące się w jej założenia. Grupa Żywiec w tym roku uruchomiła akcję „Daj butelce drugie życie”, umożliwiając konsumentom łatwe oddawanie butelek zwrotnych bez paragonu w ponad 3 tysiącach punktów sprzedaży w całym kraju. „Stale zmniejszamy emisję CO2 na każdym etapie naszej działalności – w ciągu ostatniej dekady ograniczyliśmy emisję w produkcji piwa o blisko połowę, a dzięki współpracy z partnerami udało nam się ograniczyć emisję CO2 w transporcie piwa o ponad połowę od roku 2011. Inwestujemy w zielone źródła energii, naszym celem jest, aby do 2030 roku nasze piwa były warzone w 70 proc. z energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych. Chronimy zasoby wody i ograniczamy jej zużycie, na każdy hektolitr piwa wykorzystujemy 2,8 hl wody – to jeden z najlepszych wskaźników w branży, a w procesie produkcji dbamy o to, żeby nic się nie marnowało – mniej niż 2 proc. pozostałości po produkcji piwa trafia na składowisko” – mówi Magdalena Brzezińska, kierownik działu spraw korporacyjnych Grupy Żywiec.

Jak podkreśla Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie, dla polskiego sektora piwowarskiego ograniczanie negatywnego wpływu na środowisko i zmiany klimatyczne jest sprawą priorytetową. „Oczekują tego zarówno nasi klienci, którzy w swoich codziennych zakupach coraz częściej kierują się kryterium ekologicznym w odniesieniu do wybieranych produktów, jak też sami producenci są świadomi, że poszanowanie zasobów naturalnych stanowi warunek dla funkcjonowania branży piwowarskiej w przyszłości” – mówi Morzycki. „Wszystkie największe browary w Polsce realizują cele gospodarki obiegu zamkniętego. Ograniczana jest ilość odpadów, które są ponownie wykorzystywane lub przetwarzane. Największy postęp browary osiągnęły w zakresie redukcji emisji CO2 oraz w ograniczeniu zużycia wody, która jest podstawowym zasobem naturalnym wykorzystywanym w browarnictwie” – dodaje.

„Drewno to naturalny, odnawialny i podstawowy surowiec dla jednego z wiodących sektorów polskiego przemysłu. Dzięki rosnącym zasobom, Lasy Państwowe systematycznie zwiększają podaż drewna bez szkody dla trwałości lasów – z 17 mln m3 w 1990 roku do ponad 40 mln m3 w 2018 roku. Lesistość Polski wzrosła z ok. 21 proc. w 1945 roku do 30 proc. w tym roku, a w 2050 roku ma to być 33 proc. Aż 38 proc. powierzchni zarządzanej przez nas uczestniczy w unijnym programie Natura 2000” – mówi Anna Malinowska, rzecznik prasowy Lasów Państwowych. „Przy pozyskaniu ponad 40 proc. drewna dokonujemy jednocześnie całkowitej lub częściowej przebudowy drzewostanów, wprowadzając gatunki lepiej przystosowane do zmian klimatu. W latach 2017-2046 Leśne Gospodarstwa Węglowe pochłoną dodatkowo 1 mln ton CO2” – zapowiada.

„Od lat konsekwentnie podejmujemy działania proekologiczne. Umożliwiamy nie tylko korzystanie z zielonej energii w domu i w firmie, ale też oferujemy przyjazny środowisku sposób poruszania się po mieście, udostępniając największy w Polsce elektryczny car sharing ‘innogy go!’” – mówi Aleksandra Smyczyńska, szefowa komunikacji Innogy Polska. „Inwestujemy również w panele fotowoltaicznie oraz lądowe farmy wiatrowe – aktualnie do spółki należy aż osiem farm wiatrowych w Polsce, o mocy ponad 240 MW. Niedawno, jako pierwsza energetyczna firma na rynku, stworzyliśmy program ‘innogy goes green’, którego celem jest zaangażowanie zarówno pracowników firmy, jak i jej klientów w działania proekologiczne oraz wspieranie i promowanie rozwiązań przyjaznych środowisku” – podkreśla.

Sygnatariuszami-założycielami Karty są 33 polskie firmy i organizacje, które zadeklarowały realizację jej założeń jako pierwsze. Są to: Bank Ochrony Środowiska, Born Electric, Centrum Medyczne ENEL-MED, Deloitte Poland, Doradztwo – Wojciech Kułagowski, Elimen Group, EMITEL, Grupa Żywiec, ING Bank Śląski, Innogy Polska, Instytut Energetyki Odnawialnej, Instytut Staszica, Kantar Polska, KARMAR, Konfederacja Lewiatan, Lasy Państwowe, LinkCity, Małopolski Szpital Chorób Płuc i Rehabilitacji im. Edmunda Wojtyły, Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w m.st. Warszawie, Ogólnopolskie Stowarzyszenie Dystrybutorów Niezależnych Energii Elektrycznej, Orange Polska, ORPEA Polska, Panek, Philip Morris Polska, PKN Orlen, PKO Bank Polski, Pracodawcy Przemysłu Lekkiego, Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej, Servier Polska, Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce, Związek Pracodawców Gospodarki Odpadami, Związek Pracodawców Klastry Polskie, Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego w Polsce – Browary Polskie.

Istotne zmiany, które wprowadza nowelizacja ustawy AML

Wprowadzenie zmian do obowiązującej od niespełna dwóch lat ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu jest rezultatem rozpoczęcia przez KE procedury przeciwko Polsce w związku z niepełną implementacją Dyrektywy AML IV.

Nowelizacja ma więc na celu dostosowanie obowiązującej ustawy do przepisów unijnych, w szczególności poprzez:  wprowadzenie przepisów gwarantujących spełnienie wymogu kompetencji i reputacji przez osoby zajmujące kierownicze stanowiska w przedsiębiorstwach oraz rozszerzenie katalogu podmiotów odpowiedzialnych za wykonanie obowiązków określonych w ustawie, na które może być nakładana kara pieniężna.

Wedle nowej ustawy na przedsiębiorców zajmujących kierownicze stanowiska nałożono wymóg posiadania wiedzy lub doświadczenia w zakresie prowadzonej działalności. Wymóg ten zostanie uznany za spełniony w razie ukończenia szkolenia lub kursu obejmującego prawne lub praktyczne zagadnienia związane z daną działalnością lub w przypadku wykonywania takich usług czy działalności przez okres jednego roku.

Zgodnie z intencją ustawodawcy, nowe przepisy mają zapewnić zwiększenie bezpieczeństwa podmiotów korzystających z usług przedsiębiorców.

– Najwięcej emocji budzi jednak wprowadzenie możliwości stosowania kar i środków wobec członków organów zarządzających oraz innych osób fizycznych odpowiedzialnych za realizację ustawowych obowiązków – mówi w rozmowie z MarketNews24 Julia Ziemska, prawnik z kancelarii Zięba&Partners. – Nowelizacja zakłada, że przedstawiciele kadry kierowniczej będą mogli być pociągnięci do osobistej odpowiedzialności finansowej za niedopełnienie ustawowych obowiązków, a nałożone na nich kary pieniężne mogą wynosić nawet 1 mln zł.

Przedsiębiorcy powinni przygotować się więc nie tylko na doskonalenie wiedzy i umiejętności w zakresie prowadzonej działalności, ale zwrócić tym większą uwagę na przestrzeganie obowiązujących przepisów tak, aby uniknąć dotkliwych, indywidualnych konsekwencji finansowych.

– Nie sposób jednak pominąć, że ustawodawca dążąc do uszczelniania sytemu gospodarczego, wprowadza coraz szerszy katalog środków represyjnych, nie ujednolicając i nie precyzując przepisów ustawy w taki sposób, aby nie budziły one kolejnych wątpliwości w zakresie ich stosowania – komentuje J.Ziemska, Zięba&Partners.

Program do zarządzania zadaniami i projektami w firmie. Na co zwrócić uwagę dokonując wyboru oprogramowania

Właściwe wykorzystanie profesjonalnych narzędzi do zarządzania projektami przynosi lepsze wyniki. W dużych firmach o międzynarodowym charakterze dobre praktyki w tej dziedzinie stosowane są naturalnie. Wśród menedżerów małych i średnich przedsiębiorstw rośnie świadomość korzyści z tego typu rozwiązań. Chcąc usprawnić pracę swoich zespołów, kierownicy często sami decydują się na wprowadzenie systemu, który pomoże im zarządzać czasem, komunikacją i sposobem przepływu danych. 

Przygotowując się do wdrożenia zmian warto wnikliwie przeanalizować rynek, by wybrać program do zarządzania zadaniami i projektami adekwatny dla swoich potrzeb. Możliwości jest wiele. Zagadnienie obejmuje różne obszary wiedzy, procesów, metodologii i technik.  Nie zniechęcajmy się. Gdy uda nam się pozyskać ogólną orientację, spróbujmy zastanowić się nad tym, co jest najważniejsze dla nas. Zbyt ubogi system nie przyniesie pełnej satysfakcji, zbyt skomplikowany może powodować zniechęcenie i frustrację pracowników.

Na co więc zwrócić uwagę dokonując wyboru oprogramowania? Gotową odpowiedź posiadają twórcy systemu do zarządzania zadaniami Taagly.com, który powstał z myślą o zarządzaniu projektami w małych i średnich firmach. Taagly wypełnia lukę pomiędzy obecnym na rynku narzędziami do prowadzenia projektów. Jest stworzony dla osób, które potrzebują bardziej rozwiniętego rozwiązania niż Trello czy Asana, ale nie są gotowe na skomplikowane metody takie jak Jira. Manager korzystający z Taagly ma do dyspozycji zaawansowane metody zarządzania, a użytkownik zyskuje intuicyjną platformę systematyzującą pracę.Taagly

Przede wszystkim program do zarządzania zadaniami musi być na tyle intuicyjny byśmy sami w krótkim czasie mogli opanować jego obsługę i przygotować swój zespół do poruszania się w nim. Taagly respektuje nawyki, które posiadają użytkownicy przyzwyczajeni do desktopowych systemów operacyjnych. To podejście pozwala wdrożyć w organizacji nowy program do mierzenia czasu pracy bez skomplikowanych, kosztownych szkoleń oraz bez konieczności zmiany przyzwyczajeń pracowników, którzy bezpiecznie czują się w dotychczasowych schematach.

Równie ważne jest, by managerowie mieli szybki, intuicyjny dostęp do najważniejszych dla nich funkcji. System Taagly składa się z kilku okienkowych kolumn, które są zawsze widoczne. Jednym ruchem można przefiltrować użytkowników, projekty oraz tagi. Łatwo sprawdzić, który pracownik w danym momencie jest obciążony najbardziej, a kto dysponuje wolnymi siłami do zagospodarowania. Opcja natychmiastowego generowania raportów oraz działający w czasie rzeczywistym wykres Gantta pomagają optymalizować pracę. Zyskujemy orientację w zarządzaniu wieloma projektami jednocześnie.Taagly2

Manager pracujący z Taagly ma kontrolę nad wszystkimi zadaniami prowadzonymi w firmie. Dzięki zaawansowanym statystykom jest w stanie przewidzieć czy dane zadanie zostanie zrealizowane w terminie. Wie kto i nad czym aktualnie pracuje, nadzoruje postępy. Rzut oka wystarczy, by zweryfikować ile czasu użytkownik poświęcił na realizację celu. Widać, które zlecenia były najbardziej czasochłonne. System do zarządzania projektami pozwala uzyskać szeroką, wyczerpującą wiedzę na temat tego, co dzieje się w firmie, a to daje szansę trafnego definiowania priorytetów.

Program do zarządzania zadaniami zastępuje komunikację mailową, która spowalnia prowadzenie zadań. Wszystko dzieje się w jednym miejscu. Do wspólnego prowadzenia projektów można zaprosić również swoich klientów.Taagly3

Dodatkowo, dla przyjemności korzystania z programu, system Taagly pozbawiony został surowości charakterystycznej dla tego typu narzędzi. Przyjazny layout to uśmiech w stronę codziennych obowiązków.

Artykuł powstał na bazie doświadczeń autorów Taagly.com, oprogramowania dedykowanego do zarządzania zadaniami i projektami dla małych i średnich firm.

Jak stały dostęp do informacji biznesowych zwiększa szanse na sukces w inwestowaniu?

Zaczynasz swoją przygodę z inwestowaniem i masz nadzieję na spore zwroty z inwestycji? Już zaczynasz się zastanawiać nad tym, na co przeznaczysz zarobione w ten sposób pieniądze? Pamiętaj, że rynek kapitałowy wiąże się swoimi prawami. Nigdy nie masz tak naprawdę pewności, czy świetnie prosperująca spółka nagle nie zacznie tracić w notowaniach giełdowych.

Nie podchodź do inwestowania jak do hazardu

Sporo początkujących inwestorów myśli o inwestowaniu jako okazji na łatwe i szybkie zarobienie sporej kwoty pieniędzy. Zwykle nie zdają sobie jednak sprawy z tego, że najprawdopodobniej prędzej czy później poniosą straty. Jest to niemal nieuniknione, ponieważ nie sposób przewidzieć w porę wszystkich czynników, które mogą przesądzić o sytuacji na giełdzie czy rynku walutowym. Częstym błędem są próby szybkiego odegrania się w przypadku niepowodzenia. Wówczas zaczynamy inwestować coraz większe kwoty, licząc na to, że w końcu uśmiechnie się do nas szczęście.

Warto jednak być świadomym tego, że inwestowanie to nie gra hazardowa. Każda decyzja o zakupie czy sprzedaży aktywów powinna zostać poprzedzona dokładną analizą. Ważne jest to, aby być na bieżąco z wszelkimi doniesieniami z rynku, które mogłyby wpłynąć na nagłe odwrócenie dotychczasowego trendu. Są to na przykład informacje polityczne, gospodarcze czy prawne. Istotne jest zwłaszcza to, aby nie umknęły nasze uwadze wiadomości dotyczące spadku zysków firmy, zmiany zarządu, planów restrukturyzacyjnych czy zmian w otoczeniu konkurencyjnym. Dobrze jest więc zadbać o to, by zapewnić sobie stały dostęp do aktualnych newsów biznesowych. Najlepszym rozwiązaniem są w tym przypadku internetowe blogi finansowe, a także portale biznesowe, takie jak chociażby PolsatNews.pl. Najnowsze informacje są tam zamieszczane 24 godziny na dobę i można być pewnym ich wysokiej wiarygodności.

Inwestuj tylko w to, co sam rozumiesz

Jedna z kluczowych zasad inwestowania przestrzega, aby inwestować pieniądze jedynie w te aktywa, które sami rozumiemy. Ryzykowne jest poleganie jedynie na opiniach i prognozach ekspertów, nawet jeżeli są do profesorowie ekonomii z wieloletnim doświadczeniem. Pamiętaj, że to jedynie Ty sam ponosisz konsekwencje błędnych decyzji. Ekspert może jedynie wskazać najbardziej prawdopodobny rozwój sytuacji na rynku, bazując na dostępnych w danym momencie przesłankach. Czynniki mogące mieć wpływ na notowania dynamicznie się jednak zmieniają – często nawet w ciągu kilku dni. Dlatego tak istotne jest, aby na bieżąco je monitorować. Dzięki temu nawet w przypadku niewłaściwych wyborów, będziesz w stanie w porę się wycofać, unikając w ten sposób dalszych strat.

Pamiętaj też o tym, żeby inwestować jedynie nadwyżki finansowe. Każdy inwestor powinien mieć na uwadze, że niepowodzenia są nieuniknione. Zastanów się zatem, czy na pewno strata zainwestowanych pieniędzy nie będzie zbyt dotkliwa dla Ciebie i Twojej rodziny. Inwestowanie to zazwyczaj ciężka i żmudna praca, która wymaga codziennej analizy. Ogromne zyski w krótkim czasie osiągają jedynie nieliczni spekulanci. Możesz jednak znacząco zwiększyć swoje szanse na zwroty z inwestycji – pomoże Ci w tym bieżąca analiza informacji ze świata biznesowego.

Polska trzecia w Europie pod względem powierzchni handlowej

Europejski rynek handlowy przeżywa okres dojrzałości. W związku z tym musi dostosować swoją ofertę do zmieniających się potrzeb konsumentów. Obiekty, które tego nie zrobią, nie będą w stanie konkurować z najnowocześniejszymi centrami handlowymi, których w Europie wciąż przybywa. Jak wyglądają galerie handlowe najnowszej generacji? Jak na ich tle wypada Polska?

Mniej nowej powierzchni handlowej?

Jak wynika z raportu „European Shopping Centre: The Development Story”  firmy doradczej Cushman & Wakefield, w 2018 roku deweloperzy wprowadzili na rynek 2,6 mln mkw. nowej powierzchni w centrach handlowych, a więc o 28 proc. mniej niż w roku poprzednim. Przy czym w Europie Zachodniej nowa podaż spadła o 23 proc. w porównaniu do roku 2017. Większy spadek, bo aż o 31 proc. odnotowano w Europie Środkowej, gdzie podaż zmniejszyła się o 31 proc.

Jak czytamy w raporcie Cushman & Wakefield, w 2018 roku najwięcej nowej powierzchni handlowej powstało w Turcji – 525 tys. mkw. Jednak to prawie o połowę mniej niż rok wcześniej. Drugim krajem przodującym w Europie pod względem aktywności deweloperów jest Rosja, gdzie wprowadzono na rynek 436 tys. mkw. nowej powierzchni handlowej – najmniej od 15 lat. Na trzecim miejscu znalazła się Polska z wynikiem 300 tys. mkw. Pomimo miejsca w czołówce, to o 122 tys. mkw. mniej aniżeli w 2017 roku.  Jak wskazują autorzy raportu, mimo widocznego osłabienia w poszczególnych częściach kontynentu, łączne zasoby powierzchni handlowej w całej Europie wynoszą 168,1 mln mkw. i cały czas rosną. Według prognoz na lata 2019-2020, rynek centrów handlowych w Europie Zachodniej może zwiększyć się aż o 2,1 mln mkw. Efektem takiego stanu będzie wciąż nasilająca się rywalizacja centrów handlowych.

Europa jest rynkiem dojrzałym i nasyconym. Dobiega końca era centrów handlowych bazujących na formacie tradycyjnych pasaży handlowych. Jest to widoczne zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, gdzie sprzedaż internetowa osiąga coraz wyższe wyniki. Podobnie prezentuje się też sytuacja polskich centrów handlowych, z których część wymaga już modernizacji – udoskonalenia obiektu pod kątem architektonicznym, wizualnym, technologicznym, a przede wszystkim dostosowania oferty do obecnych wymagań konsumentów, a więc kompatybilności z e-commerce, rozbudowania food court i strefy przeznaczonej na rozrywkę – mówi Piotr Wroczek, Project Director w Workshop.re. – Centra handlowe, które nie sprostają współczesnym wymaganiom rynku zarówno w Polsce, jak i Europie, nie będą w stanie konkurować z najnowocześniejszymi obiektami, które właśnie powstają – dodaje.

Nowoczesny handel po europejsku

Jednym z krajów Europy Zachodniej, który przoduje pod względem nowoczesnej powierzchni handlowej, jest Hiszpania. W kwietniu przyszłego roku w Torrejón de Ardoz, mieście położonym na wschód od Madrytu, planowane jest otwarcie obiektu handlowego Open Sky o powierzchni 90 tys. mkw.

Francuski inwestor Compagnie de Phalsbourg zapewnia, że będzie to obiekt najnowszej generacji, inspirowany centrami handlowymi Dubaju, o futurystycznym designie. Ciekawym aspektem projektu jest wewnętrzne jezioro o powierzchni 12,5 tys. mkw., otoczone zielenią. Na terenie inwestycji, oprócz typowej komercji znajdzie się lodowisko, scena koncertowa, bary przy plaży, siłownia i kręgle. Osoby odwiedzające centrum będą mogły oglądać pokazy świetlne, skoczyć ze spadochronem czy przejechać się gokartami.

Równie ciekawy obiekt Mall od Tripla powstaje w Finlandii. Jego otwarcie zaplanowane jest już jesienią tego roku. Na terenie kompleksu liczącego 85 tys. mkw. znajdzie się centrum handlowe z 250 sklepami, biura, apartamenty oraz stacja kolejowa. Obiekt będzie wytwarzać energię ze źródeł odnawialnych. Wśród zaplanowanych atrakcji jest m.in. park rozrywki dla dzieci, boisko do siatkówki, kino, muzeum fińskiej sceny muzycznej i usługi wellness. Strefa food court wyposażona zostanie zarówno w eleganckie restauracje, jak i miejsca serwujące typowo uliczne jedzenie.

Nieco starszym obiektem, jednak wartym uwagi jest znajdujący się w Londynie Westfield Stratford City. Łączna powierzchnia kompleksu zajmuje 269 tys. mkw. Do dyspozycji gości jest 300 sklepów, ponad 70 różnorodnych restauracji, kino, luksusowe miejsce do gry w kręgle, a także największe w Wielkiej Brytanii kasyno. Oprócz tego centrum handlowe zostało wyposażone w system inteligentnego parkowania, usługi odbioru zakupów, udogodnienia dla seniorów i osób z dysfunkcją wzroku oraz liczne atrakcje dla najmłodszych.

Powyższe obiekty idealnie wpisują się we współczesne trendy spędzania wolnego czasu, gdzie butiki są tylko dodatkiem do szeroko rozbudowanej oferty rozrywkowej i gastronomicznej. Pod względem powierzchni nie są to jednak obiekty na skalę światową, jak te z Dubaju czy Stanów Zjednoczonych. Na uwagę zasługują zwłaszcza nowo powstające hiszpańskie centra handlowe, skupiające się na zróżnicowanym rozwoju, kontakcie z naturą i ciekawej architekturze, będące swoistymi punktami destynacji – mówi Piotr Wroczek z Workshop.re.

Na rodzimym podwórku

W Polsce ciekawym przykładem nowoczesnej powierzchni handlowej jest otwarta w 2019 roku w Warszawie Galeria Młociny. Kompleks handlowo-usługowy o powierzchni 215 tys. mkw. określany jest mianem “centrum przyszłości”. Znajduje się w nim 220 lokali usługowych, ponad 2 tys. miejsc postojowych, kino, centrum medyczne, klub fitness, kręgielnia, liczne restauracje i kawiarnie oraz biura coworkingowe. Na dachu budynku zaprojektowano specjalną przestrzeń nazwaną “Ogrodem Spotkań i Dań”, gdzie odwiedzający centrum mogą zrelaksować się, smakując ciekawych potraw, spotykając się ze znajomymi czy uczestnicząc w wydarzeniach kulturalnych i koncertach. Przewidziano tu również specjalną strefę dla food tracków, industrialną halę Hutnik, klasyczny food court, taras i ogród z nowoczesnym placem zabaw dla dzieci. Galeria Młociny jako jedyne miejsce w Polsce wprowadziła system inteligentnego parkowania. Za pomocą aplikacji, zarejestrowani klienci mogą zaparkować samochód bez konieczności pobierania biletu.

Galeria Młociny to ciekawy punkt na mapie Warszawy, jak i całej Polski. To miejsce, do którego przychodzi się w celach towarzyskich i rozrywkowych, a niekoniecznie zakupowych. Tym, co rzuca się w oczy, są wysokie witryny dobrze eksponujące logo brandów. Dzięki nim wyrównuje się atrakcyjność wszystkich kondygnacji obiektu, co jest korzystne zarówno dla najemców, jak i odwiedzających – zwraca uwagę Piotr Wroczek. – Jednak pomimo intensywnego rozwoju nowoczesnej powierzchni handlowej i pojawiania się takich miejsc jak Młociny, wciąż brakuje w Polsce centrum handlowego, będącego prawdziwym destination mall, do którego warto byłoby przyjechać, pokonując nawet 100 kilometrów – dodaje.

UBS: Optymizm zamożnych inwestorów temperuje wojna handlowa i polityka

Według kwartalnej ankiety Nastroje Inwestorów/Investor Sentiment, prowadzonej przez UBS Global Wealth Management, zamożni klienci indywidualni oraz właściciele firm na całym świecie są nieco bardziej optymistyczni w kwestii gospodarki i giełdy, ale obawiają się wojny handlowej i posiadania większych ilości gotówki. 

Badanie, w którym wzięło udział ponad 4600 zamożnych inwestorów i przedsiębiorców z 18 krajów, pokazuje, że zaufanie wzrosło pod koniec trzeciego kwartału. Pięćdziesiąt trzy procent badanych wyraziło optymizm w odniesieniu do gospodarki światowej, a 61% – w odniesieniu do gospodarki własnego regionu. Obie liczby wzrosły o dwa punkty procentowe w ujęciu kwartał do kwartału. Pięćdziesiąt sześć procent ankietowanych było optymistycznie nastawionych do giełdy własnego regionu, co stanowi wzrost o jeden punkt procentowy.

Jednak 73% respondentów stwierdziło, że martwi ich nieprzewidywalność rynku, będąca rezultatem wojny handlowej. W rezultacie 34% osób potwierdziło wymianę większej ilości pieniędzy na gotówkę, co stało się najpopularniejszą reakcją na rozwój handlu wśród respondentów. Poziom zapasów w gotówce wzrósł o jeden punkt procentowy do 27% portfeli w tym kwartale – znacznie więcej niż odsetek zwykle zalecany przez Chief Investment Office firmy UBS Global Wealth Management (CIO GWM).

Łagodny optymizm był również widoczny wśród właścicieli firm. Trzydzieści cztery procent przedsiębiorców biorących udział w sondażu stwierdziło, że planuje zatrudnić nowych pracowników, co stanowi spadek o pięć punktów procentowych. Czterdzieści cztery procent stwierdziło, że globalna recesja jest wysoce prawdopodobna w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Natomiast CIO GWM uważa globalną recesję za mało prawdopodobną w ciągu najbliższych dwóch kwartałów, a siła w kluczowych obszarach, takich jak konsumpcja w USA, rekompensuje słabość produkcji.

Respondentów z całego świata bardzo niepokoiła dynamika polityczna w ich ojczystych krajach – 47% w porównaniu z 44% respondentów, którzy wyrazili zaniepokojenie z powodu globalnej wojny handlowej. Ta obawa była szczególnie powszechna w Stanach Zjednoczonych, gdzie 60% badanych wyraziło obawę o politykę wewnętrzną w porównaniu do 44% osób, które martwią się sytuacją handlową.

Paula Polito, Specjalistka ds. Strategii Klienta w UBS Global Wealth Management, mówi: „Obawy geopolityczne, takie jak globalna wojna handlowa, utrzymują optymizm inwestorów pod kontrolą. Nastroje mają charakter dychotomiczny – inwestorzy utrzymują duże salda gotówkowe w trybie „poczekamy i zobaczymy”, chociaż prawie 50% z nich spodziewa się wyższych zwrotów z giełdy w ciągu najbliższych sześciu miesięcy.”

Stany Zjednoczone

Optymizm inwestorów amerykańskich w stosunku do ich gospodarki pozostał niezmieniony w ujęciu kwartał do kwartału. Jednak odsetek osób wyrażających optymizm w stosunku do akcji notowanych na giełdzie w USA spadł z 53% do 50%. Właściciele firm byli szczególnie ostrożni – tylko 31% z nich planowało zatrudnienie w porównaniu z 46% w drugim kwartale. Niemniej jednak, pomimo malejących zamiarów wykorzystania pieniędzy, zasoby gotówkowe zmniejszyły się z 22% do 21% portfeli.

Ameryka Łacińska

Inwestorzy z Ameryki Łacińskiej wykazali znaczne ograniczenie optymistycznych nastrojów w stosunku do własnej gospodarki – 69% respondentów w drugim kwartale w porównaniu do 61% w trzecim kwartale – głównie z powodu zmian politycznych w Argentynie i innych krajach. Optymistyczne podejście do własnej giełdy również spadło z 72% do 62%, podczas gdy odsetek właścicieli firm zamierzających zatrudnić nowe osoby spadł z 38% do 31%. Niemniej jednak poziom zapasów w gotówce uległ mniej radykalnej zmianie, przy wzroście zaledwie jednego punktu procentowego z 29% do 30%. Podwyżki podatków były największym zmartwieniem w tym regionie (68% respondentów).

Europa

Optymizm gospodarczy inwestorów z Europy utrzymał się na stałym poziomie w ujęciu kwartał do kwartału. Podobnie jak w przypadku inwestorów amerykańskich, odsetek osób wyrażający optymizm w stosunku do własnej giełdy spadł z 53% do 50%. Wśród właścicieli firm panował większy optymizm w odniesieniu do gospodarki krajowej – 67% w porównaniu z 53% w poprzednim kwartale. Podobnie jak ich amerykańscy odpowiednicy, europejscy inwestorzy również postrzegali politykę wewnętrzną jako najważniejszy problem – 43% w porównaniu z 39%, jeżeli chodzi o długoterminową konkurencyjność krajową i podwyżki podatków. W Wielkiej Brytanii największe obawy budziła polityka wewnętrzna (51%) i Brexit (49%). W Niemczech było to środowisko o niskiej rentowności (46% ankietowanych osób). We Włoszech był to dług publiczny na poziomie 47%.

Szwajcaria

Szwajcarscy inwestorzy byli świadkami jednego z największych skoków nastrojów gospodarczych, przy czym 55% z nich wyraziło optymizm w trzecim kwartale w porównaniu do 49% w drugim. Sześćdziesiąt procent wyraziło optymizm w stosunku do krajowej giełdy, co stanowiło wzrost o 16 punktów procentowych. To zaufanie przełożyło się bezpośrednio na portfele, a poziom zapasów w gotówce spadł z 30% do 25%. Stosunkowo niski odsetek (31%) właścicieli firm również uznał globalną recesję za wysoce prawdopodobne wydarzenie w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Ogólnie rzecz biorąc, największym zmartwieniem inwestorów było bezpieczeństwo cybernetyczne – 33% respondentów.

Azja

Azjatyccy inwestorzy doświadczyli ożywienia nastrojów gospodarczych w trzecim kwartale, przy czym 68% wyraziło optymizm w stosunku do sytuacji gospodarczej panującej w regionie w porównaniu z 60% w drugim kwartale. Pozytywne nastawienie do krajowych rynków papierów wartościowych również wzrosło z 56% do 61%. Niemniej jednak poziom zapasów pieniężnych wzrósł o dwa punkty procentowe do 34%, co jest najwyższym wynikiem wśród wszystkich ankietowanych regionów. Wśród właścicieli firm 32% planowało zatrudnienie, w porównaniu z 38% trzy miesiące wcześniej, a 50% spodziewało się globalnej recesji w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. W pewnym stopniu wyjaśnieniem tych niepokojów są napięcia handlowe, a wojna handlowa pozostaje największą troską wśród inwestorów azjatyckich (45% respondentów).

Złoty ponownie słabszy

Poza publikacjami świeżych odczytów i rewizji do ostatnich danych makroekonomicznych z istotnych światowych gospodarek, początek tygodnia nie przynosi zbyt dużo istotnych informacji. Kwestie Brexitu i wojny handlowej, które mogłyby w istotny sposób wpłynąć na kursy obecnie zdają się być w zawieszeniu.

Złoty rozpoczął tydzień osłabieniem i nadal pozostaje słabszy – część komentujących wiąże to z publikacją wyjątkowo słabego indeksu PMI dla krajowego przemysłu, który w październiku znalazł się na poziomie ostatnio obserwowanym w 2009 roku. Myślę jednak, że słabość złotego należy potraktować w charakterze zwykłego odreagowania po ostatnim stosunkowo długim okresie aprecjacji krajowej waluty. O ile w krótkim terminie złoty może „oddać” część ostatnich zysków, to jesteśmy zdania, że na koniec roku para EUR/PLN powinna znaleźć się w okolicy poziomów z otwarcia tygodnia. Dużo jednak będzie zależało od sentymentu na światowych rynkach.

Kluczowym wydarzeniem dzisiejszego dnia jest spotkanie Rady Polityki Pieniężnej, które zwieńczy popołudniowa konferencja prasowa. O ile stopy procentowe jeszcze przez jakiś czas najpewniej nie będą poddane zmianom, to jednak cały czas warto obserwować retorykę decydentów. Istotne będzie to, jak zapatrują się na ostatnie uspokojenie nastrojów w kontekście czynników ryzyka (Brexitu i wojny handlowej) oraz perspektywy rozwoju dynamiki cen w Polsce.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek spadł o 0,1%, wahając się w widełkach 4,26-4,27. Kurs EUR/USD zakończył dzień na minusie.

Dzisiejsze dane PMI dla strefy euro pokazały zauważalną rewizję w górę październikowego odczytu dla usług (z 51,8 do 52,2). Poniedziałkowe, analogiczne dane dla sektora przemysłu również okazały się lepsze niż szacowano wstępnie. Rewizje sprawiły, że ważony, zbiorczy indeks znalazł się na poziomie 50,6, odbijając się nieco od 50,1 – czyli najniższego poziomu indeksu od końcówki 2013 roku, zanotowanego miesiąc temu. Nie oznacza to, że sytuacja w gospodarce strefy euro jest dobra, ale sugeruje, że nadal trwa przynajmniej umiarkowana ekspansja.

Warto też wspomnieć, że dziś solidnie na plus zaskoczyła wrześniowa sprzedaż detaliczna w strefie euro, która w ujęciu rocznym zanotowała wzrost o 3,1%, czyli najwyższy od listopada 2017 roku. Poranne, lepsze od oczekiwań dane o zamówieniach fabryk w Niemczech w październiku również mogą budzić lekki optymizm.

GBP

Kurs GBP/PLN wzrósł we wtorek o 0,3%, wahając się w widełkach 4,93-4,97. Wczorajsze dane PMI dla usług Wielkiej Brytanii zaskoczyły na lekki plus. Październikowy odczyt znalazł się na poziomie 50, czyli dokładnie na granicy oddzielającej ekspansję, od kurczenia się sektora. Funt obecnie jednak reaguje przede wszystkim na zmiany na głównej parze, a nie na dane makro.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek wzrósł o 0,4%, wahając się w widełkach 3,83-3,86. Wczorajsze październikowe dane PMI dla usług USA nieco rozczarowały, jednak indeks ISM pokazał większe zaskoczenie – i to na plus. Ze względu na to, że jest on uznawany za istotniejszy od pierwszego, informacje te należy odbierać pozytywnie.

Dane JOLTS z amerykańskiego rynku pracy we wrześniu nieco rozczarowały, jednak cały czas znajdują się na poziomach, które sugerują utrzymywanie dobrej kondycji amerykańskiego rynku pracy. Dane nie przeszkodziły w umocnieniu amerykańskiej walucie, która wczoraj odrabiała straty po ostatnich spadkach.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

16:00 – konferencja prasowa po spotkaniu RPP

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Niemiecka giełda lepsza niż gospodarka

Kult wzrostu gospodarczego jest czymś, z czego ostatnio Niemcy zrezygnowali. Zamiast tego starają się ustabilizować zadłużenie. Polityka taka nie daje dobrych wyników w danych makroekonomicznych, ale inwestorzy, patrząc na giełdę, są jej przychylni.

Rekordy niemieckiej giełdy

Polityka gospodarcza prowadzona przez naszych zachodnich sąsiadów jest pewnym novum na rynkach. Kraj ten ma ostatnio bardzo przeciętne wyniki makroekonomiczne. Za to giełda wyznacza kolejne maksima. DAX jest najwyżej od 2018 roku i nie tak dużo wcale brakuje do rekordów wszechczasów. Dlaczego inwestorzy kupują, skoro gospodarka nie ma się wcale tak dobrze? Powodem może być właśnie zmiana podejścia do prowadzonej polityki gospodarczej. Niemcy gwałtownie oddłużyli gospodarkę kosztem zaniedbania wzrostu. Gdyby sytuacja faktycznie się pogorszyła, mogą reagować, nie doprowadzając do katastrofy. Większość dużych gospodarek nie ma tego komfortu lub jak w przypadku Grecji, tego rozsądku.

Co ze zniesieniem 30-krotności składek ZUS

W dalszym ciągu nie wiadomo skąd rząd znajdzie pieniądze, jeśli wycofa się ze zniesienia limitu 30-krotności składek na ZUS. Co to w ogóle oznacza? Obecnie, by nie było zbyt wysokich emerytur, osoby zarabiające powyżej odpowiedniej kwoty przestają płacić od niej składki ZUS. Dotyczy to kilkuset tysięcy osób w Polsce. Zniesienie tego limitu dałoby spore zyski budżetowi. Problem w tym, że jest to spora kość niezgody w rządzie i szukane są alternatywy dla tych pieniędzy.

Posiedzenie RPP

Spotkania Rady Polityki Pieniężnej nie są może ostatnio szczególnie pasjonujące. Powodem jest fakt, że od kilku lat nie zmieniły się stopy procentowe. Dane makroekonomiczne faktycznie pozwalają w dalszym ciągu nie zmieniać polityki monetarnej, aczkolwiek widać wyraźnie, że świat znów obniża stopy procentowe. Problemem w podążaniu za tym trendem jest ryzyko inflacyjne. Obecnie inflacja jest dokładnie w celu, ale nie wiadomo jak zachowa się w przyszłym roku po uwolnieniu cen energii. Dlaczego zatem te posiedzenia są ważne? Wielu analityków czeka na komentarz po posiedzeniu, w którym Rada wskaże przyszły kierunek zmian.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – Polska – komunikat po posiedzeniu RPP,

16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Internet wypiera druk i tradycyjną telewizję. Rynek mediów i rozrywki w Polsce wart 11,4 mld dol.

Rynek mediów i rozrywki w Polsce w ciągu kolejnych 5 lat będzie rozwijał się w średniorocznym tempie na poziomie 5%, dzięki czemu w 2023 r. osiągnie wartość niemal 14 mld dol. Za wzrosty odpowiadać będzie przede wszystkim sektor OTT oraz internet mobilny – wynika z raportu „Global Entertainment & Media Outlook 2019–2023”, przygotowanego przez PwC.

Z danych zebranych w raporcie PwC wynika, że w tym roku polski rynek mediów i rozrywki osiągnie wartość 11,4 mld dol. W kolejnych latach będzie rozwijał się w średniorocznym tempie ponad 5%, co spowoduje, że jego wartość w 2023 r. zbliży się do 14 mld dol.

Spośród wszystkich analizowanych segmentów rynku, dla których dostępne są dane, największe wzrosty osiągną segmenty: OTT (ang. OTT – over the top), czyli serwisy streamingowe dostarczające treści wideo przez internet bez potrzeby opłacania abonamentu za telewizję kablową lub satelitarną (16,6%), dostęp do internetu (11,5%), gry wideo (6,2%) oraz reklama internetowa (5%).

W ostatnich latach w Polsce dynamicznie rozwijał się segment internetu mobilnego. Dominująca technologia 3G została zastąpiona nowszym rozwiązaniem – LTE. Obecnie największym wyzwaniem pozostaje wdrożenie sieci 5G – pierwsi operatorzy przeprowadzili już jej testy, ważnym aspektem jest jednak przygotowanie odpowiedniego pakietu regulacji. Zgodnie z naszymi szacunkami, wartość rynku internetu mobilnego w Polsce do 2023 r. będzie rosła w średniorocznym tempie ponad 15%.- Paweł Wesołowski, partner w PwC, lider zespołu ds. telekomunikacji, mediów i technologii w Polsce

Na przeciwnym biegunie, z ujemnym tempem rozwoju w perspektywie najbliższych 5 lat, znajdują się segmenty: książki (-1,5%; efekt spadków sprzedaży papierowych wersji książek, podczas gdy e-booki rosną we wszystkich kategoriach), gazety i czasopisma (-1,25%) oraz tradycyjna telewizja i wideo domowe (-0,18%). Eksperci PwC zwracają uwagę, że spadek przychodów z samych gazet (bez wliczania czasopism) na poziomie -0,75% jest jednym z najwolniejszych w całym regionie EMEA.

Eksperci PwC podkreślają, że media przyszłości, to media skoncentrowane na odbiorcy i jego potrzebach. Dynamiczny rozwój segmentów OTT oraz widoczne spadki w tradycyjnych segmentach rynku mediów i rozrywki związane są z pojęciem personalizacji. Segmenty oparte na standaryzowanych treściach lub usługach coraz częściej przegrywają walkę o uwagę klientów z segmentami oferującymi treści dopasowane do zainteresowań i potrzeb odbiorcy.

Personalizacja świata mediów i rozrywki wymaga od branży zbierania i wykorzystywania danych osobowych, które z roku na rok odgrywają coraz większą rolę. Wykorzystywanie danych osobowych to nie tylko ogromna szansa dla dalszego rozwoju wszystkich segmentów rynkowych, ale również spore wyzwanie związane z zapewnieniem zgodności modelu biznesowego z przepisami RODO (Rozporządzenie 2016/679) oraz zagwarantowaniem odpowiedniego bezpieczeństwa ochrony danych osobowych. – Konrad Dobrowolski, adwokat w zespole TMT/IP & Data Protection w kancelarii PwC Legal
Globalny rynek mediów i rozrywki

Branża mediów i rozrywki na świecie będzie rozwijała się nieco wolniej niż w Polsce, w średniorocznym tempie 4,3%, by w 2023 r. osiągnąć wartość 2,6 bln dol. Cyfryzacja w coraz większym stopniu będzie odpowiadać za zwiększenie przychodów na tym rynku. Do 2023 r. najszybciej będą rozwijać się segmenty: wirtualna rzeczywistość (VR), OTT i reklama internetowa.

Największym rynkiem pod względem przychodów branży mediów i rozrywki będą Chiny, za nimi uplasują się Stany Zjednoczone oraz Indie, które w analizowanej perspektywie notują największe tempo wzrostu na świecie.

Nowe aplikacje – asystenci głosowi oraz urządzenia – inteligentne głośniki, z których w USA korzysta już ponad 30% populacji wpływają na renesans podcastów, znanego już od ponad 10 lat formatu mediowego. Głos jako medium, głos jako interfejs sterowania urządzeniami, zastąpienie linearności emisją audycji na życzenie, niski koszt produkcji oraz dystrybucji pozwalają na przygotowanie materiałów zarówno przez stacje radiowe, wydawców prasowych czy internetowych, jak i półprofesjonalistów. Zrozumienie przez komputery języka mówionego, automatyzacja konwersji tekstu pisanego na dźwięk (i odwrotnie) dają szansę na pojawienie się kolejnych, innowacyjnych sposobów przekazu treści. – Michał Kreczmar, dyrektor w zespole ds. transformacji cyfrowej w PwC

Precedensowe orzeczenie NSA ws. interesu prawnego firm w zakresie dopłat na rynku telekomunikacyjnym

Firma telekomunikacyjna zobowiązana do udziału w pokryciu dopłat dla innych przedsiębiorców na rynku telekomunikacyjnym ma interes prawny w kontroli decyzji Prezesa UKE przyznającej taką dopłatę. Tak wynika z postanowienia Naczelnego Sądu Administracyjnego z 24 września 2019 r. (sygn. akt II GSK 808/19). Jest to orzeczenie precedensowe, gdyż do tej pory w takich sytuacjach sądy, wespół z organami, odmawiały firmom partycypującym w dopłatach prawa wglądu w reguły postępowania, jakimi Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej kieruje się przy przyznawaniu dopłat do usług powszechnych.

Zgodnie z Ustawą z dnia 16 lipca 2004 r. – Prawo telekomunikacyjne Prezes UKE może w drodze konkursu wyłonić wykonawcę określonych usług telekomunikacyjnych. O wyborze decyduje najniższy prognozowany koszt netto świadczenia tej usługi przez oferenta. Wybrany oferent w przypadku, gdy okaże się, że świadczone przez niego w ramach konkursowego kontraktu usługi są nierentowne, ma prawo ubiegać się o dopłatę. Tyle że finansującym dopłatę nie jest jedynie państwo. Jak stanowi bowiem art. 97 Prawa telekomunikacyjnego (dalej: p.t.): „Przedsiębiorcy telekomunikacyjni, których przychód z działalności telekomunikacyjnej w roku kalendarzowym, za który przysługuje dopłata, przekroczył 4 miliony złotych, są obowiązani do udziału w pokryciu dopłaty” (Dz.U. 2004 nr 171 poz. 1800, ze zm.). Który z przedsiębiorców telekomunikacyjnych i w jakim stopniu będzie musiał dorzucić się do dopłaty, decyduje Prezes UKE w myśl art. 98 p.t.

Skarga na odmowę przyznania dopłaty innemu przedsiębiorcy

Decyzją z sierpnia 2018 r. Prezes UKE przyznał jednej ze spółek dopłatę do kosztów świadczenia usług telekomunikacyjnych za 2009 rok, świadczonych przez nią, jako przedsiębiorca wyznaczony w rozumieniu ustawy – Prawo telekomunikacyjne. Decyzję tę 10 września 2018 r. zaskarżyła inna spółka – przedsiębiorca zobligowany zgodnie z ustawą po przekroczeniu progu przychodowego w wysokości 4 mln zł do partycypowania w dopłacie do kosztów świadczonych przez przedsiębiorcę wyznaczonego. Wskazując na treść przepisu art. 97 p.t., przedsiębiorca podnosił, że ma uzasadniony interes prawny w kontroli decyzji organu, bowiem kształtuje ona jego sytuację, a precyzyjnie rzecz ujmując, wpływa na to, czy będzie on zobowiązany do partycypowania w kosztach dopłaty, czy nie, i na jakich warunkach.

Brak legitymacji do wniesienia skargi

W odpowiedzi na skargę Prezes UKE wniósł o jej odrzucenie, albowiem jak podniósł, odmowa przyznania spółce dopłaty nie dotyczyła interesu prawnego przedsiębiorcy skarżącego, który ani nie był stroną postępowania administracyjnego, ani nie wnioskował wcześniej o dopuszczenie go w takim charakterze do tego postępowania. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie postanowieniem z 1 marca 2019 r. przychylił się do wniosku Prezesa UKE i odrzucił skargę. Podzielił stanowisko organu, że przedsiębiorca nie znajduje się w kręgu osób uprawnionych do wniesienia skargi do sądu administracyjnego.

Brak bezpośredniego interesu prawnego firmy mogącej zostać zobowiązaną do dopłaty

Sąd stanął po stronie organu. Zgodził się z Prezesem UKE, że art. 97 p.t. nie daje spółce partycypującej w dopłatach dla przedsiębiorców wyznaczonych do świadczenia powszechnych usług telekomunikacyjnych uprawnienia do występowania ze skargą z uwagi na brak w tym po jej stronie bezpośredniego interesu prawnego:

„…brak jest przepisu prawa materialnego, na podstawie którego skarżąca Spółka mogłaby w konkretnym, zaistniałym w przedmiotowym postępowaniu, a nie hipotetycznym, stanie prawnym i faktycznym, domagać się ustalenia przez Prezesa UKE swoich praw i obowiązków. Brak jest również przepisu prawa, z którego wynikałoby, że interes skarżącej jest bezpośredni. W szczególności przepisem takim nie jest art. 97 Pt, na który skarżąca się powołuje. Zaskarżona decyzja dotyczy realizacji praw i zobowiązań nakładanych na operatora wyznaczonego do świadczenia usługi powszechnej, którym skarżąca nie jest” (postanowienie WSA w Warszawie z 1 marca 2019 r., sygn. VI SA/Wa 1940/18).

Precedensowe postanowienie NSA

Na powyższe postanowienie spółka wniosła skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który postanowieniem z 24 września 2019 r. przychylił się do jej stanowiska, wbrew utartej dotąd linii orzeczniczej. NSA zgodził się ze skarżącą, że art. 4 ust. 1 Dyrektywy 2002/21/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 7 marca 2002 r. w sprawie wspólnych ram regulacyjnych sieci i usług łączności elektronicznej (Dz.Urz. UE L 108, 24/04/2002) pozwala tak interpretować przepisy art. 97 i 98 p.t., że przedsiębiorstwa tam wskazane mogą wywodzić interes prawny w kontroli decyzji administracyjnej w sprawie dopłat do usług powszechnych.

„…stosownie do treści art. 95 ust. 1 P.t. (…) przedsiębiorcy wyznaczonemu (…) przysługuje dopłata (…) Prezes UKE (…) weryfikuje koszt netto i w zależności od wyników tej weryfikacji przyznaje, w drodze decyzji, ustaloną kwotę dopłaty bądź odmawia jej przyznania (art. 96 ust. 3). (…) Stosownie do art. 97 P.t. przedsiębiorcy telekomunikacyjni, których przychód (…) przekroczył 4 miliony złotych, są obowiązani do udziału w pokryciu dopłaty. Natomiast w myśl art. 98 ust. 1 P.t. Prezes UKE, niezwłocznie po ustaleniu należnej dopłaty, rozpoczyna postępowanie w sprawie ustalenia przedsiębiorców telekomunikacyjnych obowiązanych do pokrycia dopłaty i wysokości ich udziału w dopłacie. (…) Decyzja wydana na podstawie przepisów art. 95-96 P.t. skutkuje zatem nałożeniem – na podstawie art. 97-98 powołanej ustawy – obowiązków na podmioty w przepisie tym wskazane. Przyjąć należy, że wraz z wydaniem powyższej decyzji aktualizuje się interes prawny tych podmiotów” (sygn. akt II GSK 808/19).

Do tej pory stanowisko orzecznictwa było przeciwne i odmawiało przedsiębiorcom zobowiązanym do dopłat legitymacji do uczestnictwa w procesie przyznawania dopłat z uwagi na brak bezpośredniego interesu prawnego, np. wyroki WSA w Warszawie z 12 stycznia 2018 r., sygn. akt VI SA/Wa 2361/17 i VI SA/Wa 2362/17; z 15 października 2010 r., sygn. akt VI SA/Wa 1503/10; z 22 lutego 2017 r., sygn. akt VI SA/Wa 124/17; z 3 lutego 2012 r., sygn. akt VI SA/Wa 2165/11 czy zaskarżony w niniejszej sprawie wyrok WSA w Warszawie z 1 marca 2019 r., sygn. VI SA/Wa 1940/18, a także postanowienia NSA z 3 lipca 2018 r., sygn. akt II GSK 1132/18; oraz z 18 kwietnia 2018 r., sygn. akt II GSK 704/18.

Rozstrzygnięcie da furtkę firmom do sprawowania kontroli, za co płacą

To niezwykle istotne rozstrzygnięcie Naczelnego Sądu Administracyjnego dla przedsiębiorców zobowiązanych do pokrywania dopłat do kosztów świadczonych usług przez innych przedsiębiorców na rynku telekomunikacyjnym. Powyższe postanowienie może zapewnić tym firmom partycypującym w cudzych kosztach (a zobowiązanym do tego zgodnie z art. 97 p.t. wskutek osiągnięcia wysokiego progu rentowności – w przeciwieństwie do firm, do których „nierentowności” muszą dopłacać) wgląd w akta sprawy i obronę swoich interesów już na wczesnym etapie. A zatem firmy te będą mogły po prostu dowiedzieć się, za co płacą, za jakie celowe czy też niecelowe albo też zawinione czy niezawinione działania powodujące nierentowność prowadzonej działalności muszą dopłacać.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Polacy szykują się na Black Friday

Czarny Piątek, czyli święto obniżek, cieszy się w Polsce coraz większą popularnością. Z badania przeprowadzonego przez Smartscope na zlecenie RTV EURO AGD wynika, że zdecydowana większość Polaków (95 proc.) zna już termin Black Friday, a aż 68 proc. (o 9 proc. więcej niż w ub.r.) planuje zrobić zakupy podczas tegorocznego Czarnego Piątku, zarówno w sklepach stacjonarnych, jak i online.

Osoby dokonujące zakupów podczas Black Friday to zazwyczaj łowcy okazji, którzy czekają na dobre oferty w sklepach (63 proc. badanych), a aż 34 proc. osób oszczędza wcześniej, aby tego dnia zrobić zakupy taniej. Wśród produktów, które Polacy zamierzają kupić w atrakcyjnej czarnopiątkowej ofercie najczęściej wskazywane są ubrania, obuwie, kosmetyki i elektronika użytkowa.

– Od 2 lat zamiast jednego dnia obniżek prowadzimy przez cały listopad Black Weeks. W każdym tygodniu dostępne są specjalne oferty cenowe na inne produkty. Dodatkowo wprowadzamy wyjątkowe promocje dnia, a wszystko dostępne online na naszej nowo utworzonej platformie promocji – tłumaczy Grzegorz Wachowicz, Dyrektor ds. Handlu i Marketingu w RTV EURO AGD. – W tym roku wprowadzamy dodatkowo tzw. doorbusters, czyli atrakcyjne ceny na określone produkty, dostępne wyłącznie w sklepach stacjonarnych.

Przygotowana specjalnie na listopadowe obniżki, dostępna online, platforma promocji RTV EURO AGD ma pomóc klientom w szybkim i łatwym dotarciu do asortymentu przecenionego w ramach czterech Black Weeks. W każdym tygodniu zostanie uruchomiona promocja na inne artykuły, która nie powtórzy się już do końca listopada. A dodatkowo klienci będą mogli upolować wyjątkowe okazje cenowe dnia, które będą zmieniały się przez cały miesiąc.

Polacy wybierają sklepy stacjonarne

Przeprowadzone przez RTV EURO AGD badanie pokazuje, że mimo rosnącej popularności sklepów internetowych, wciąż znakomita większość osób (73 proc.) zamierza podczas Black Friday zrobić zakupy offline, dotyczy to wszystkich branż, a w przypadku elektroniki użytkowej odsetek ten jest nawet wyższy.

– Mimo rozwoju technologicznego i zaawansowanych narzędzi cyfrowych, klienci wciąż bardzo chętnie kupują w sklepach stacjonarnych – dodaje Grzegorz Wachowicz, Dyrektor ds. Handlu i Marketingu w RTV EURO AGD – Z tego względu wprowadziliśmy w naszej ofercie Black Weeks tzw. doorbusters, czyli okazje cenowe dostępne wyłącznie w lokalizacjach fizycznych i to w ograniczonej ilości.

Ile Polacy przeznaczą na zakupy podczas Black Friday?

Tegoroczny Black Friday zapowiada się rekordowo pod względem sprzedaży. Aż 37 proc. Polaków zamierza wydać tego dnia więcej niż w roku 2018, 46 proc. przeznaczy porównywalny budżet na wydatki w Czarny Piątek, a tylko 3 proc. badanych ma w planach wydać mniej.

Z badania RTV EURO AGD wynika, że 26 proc. respondentów przeznaczy w tym roku na czarnopiątkowe promocje między 500 a prawie 1000 zł, a ponad jedna piąta chce przeznaczyć powyżej 1000 zł. Średnia kwota planowanych w tym roku wydatków wyniesie w Black Friday 382 zł.

Badanie zostało zrealizowane przez agencję badawczą Smartscope w drugiej połowie października 2019 r. na panelu internetowym na próbie 525 osób, które dokonywały zakupów podczas Black Friday.

Postulaty branży cyfrowej trafiły do MPiT

Reprezentujący największych przedsiębiorców sektora nowoczesnych technologii w Polsce Związek Cyfrowa Polska przekazał Ministerstwu Przedsiębiorczości i Technologii branżowy manifest cyfrowy zawierający najważniejsze postulaty w obszarze rozwoju gospodarki cyfrowej w naszym kraju.

W resorcie przedsiębiorczości spotykają się nasze drogi, wspólne wyzwania branży cyfrowej i nowoczesnego państwa. Liczymy, że manifest będzie fundamentem działań dla rządu w tym obszarze – powiedział podczas konferencji prasowej zorganizowanej w Centrum Logistycznym Komputronik w Poznaniu prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik. Podkreślał, że branża nowoczesnych technologii jest wartością dodaną dla polskiej gospodarki. – Jednak niezbędne są regulacje sprzyjające jej rozwojowi – dodawał.

W manifeście przekazanym uczestniczącemu w konferencji przedstawicielowi minister Jadwigi Emilewicz przedstawiono 8 priorytetowych wspólnych wyzwań i inicjatyw do realizacji. Wśród nich wymieniono m.in. budowę sieci 5G. Michał Kanownik podczas konferencji prasowej podkreślał wagę tego postulatu.

Michał Kanownik, Prezes Cyfrowej Polski
Michał Kanownik, Prezes Cyfrowej Polski

– Gospodarka cyfrowa to dziś ogromny zakres usług. One nie będą się rozwijać bez sprawnego i bezpiecznego wdrożenia sieci piątej generacji, która będzie motorem napędowym dla rozwoju biznesu w Polsce – mówił szef Cyfrowej Polski.

W manifeście branża pisze również o potrzebie zapewnienia w Polsce cyberbezpieczeństwa na odpowiednim poziomie, a także rozwoju e-usług, zwłaszcza w administracji publicznej. Autorzy manifestu podkreślają również konieczność edukacji cyfrowej, m.in. w szkołach, podniesienia nakładów na rozwój przemysłu 4.0 oraz rozwoju sztucznej inteligencji i Internetu Rzeczy poprzez inwestycje w centra badawczo-rozwojowe. Manifest ponadto podkreśla zwraca uwagę na konieczność ustanowienia na nowo zasad ochrony prywatności i dokonania odpowiednich, respektujących wszystkie strony, zmian w prawie autorskim na Jednolitym Rynku Cyfrowym.

Pod manifestem polskiej branży cyfrowej podpisali się przedstawiciele Związków: Cyfrowa Polska, Pracodawców Technologii Cyfrowych Lewiatan, Przedsiębiorców i Pracodawców oraz Fundacji Start-up Poland.

Grupa Kapitałowa Platige Image kolejny kwartał na plusie

W trzecim kwartale 2019 roku Grupa Kapitałowa Platige Image zrealizowała łączne przychody ze sprzedaży w wysokości 22,4 mln zł. W porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego przychody te wzrosły o 6,1 mln zł, tj. o 37 %. Narastająco, w okresie od 1 stycznia do 30 września 2019 roku Grupa Kapitałowa Platige Image zrealizowała łączne przychody ze sprzedaży w wysokości 66,4 mln zł. W porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego przychody te były wyższe o 12,2 mln zł, tj. o 23 %.

Narastająco, w okresie od 1 stycznia do 30 września 2019 roku Grupa Platige Image osiągnęła 4,6 mln zł zysku na sprzedaży, podczas gdy w analogicznym okresie roku ubiegłego Grupa odnotowała stratę w wysokości 0,6 mln zł.

W wyniku wyższej sprzedaży i niższych kosztów w relacji do sprzedaży, w trzecim kwartale 2019 roku Grupa Platige Image odnotowała zysk EBITDA w wysokości 2,1 mln zł (marża EBITDA wyniosła 9%) wobec 0,4 mln zł straty EBITDA w trzecim kwartale roku ubiegłego.

Narastająco, w okresie od 1 stycznia do 30 września 2019 roku EBITDA wyniosła 8,0 mln zł (marża EBITDA 12%) i była o 4,7 mln zł wyższa w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku, gdzie wyniosła 3,3 mln zł (marża EBITDA 6%).

Wzrost przychodów i poprawę marż w porównaniu z 3 kwartałem ubiegłego roku zawdzięczamy dobrze zdywersyfikowanemu portfelowi projektów i kontroli kosztów projektowych – powiedział Karol Żbikowski Prezes Zarządu Platige Image.

Platige Image utrzymuje wysoki poziom artystyczny produkcji co potwierdzają  międzynarodowe nagrody i nominacje.

Jeszcze Dzień Życia /Another Day of Life zdobył nagrodę Anima Mundi w Brazylii w kategorii Najlepszy Film pełnometrażowy. Produkcja ta bierze też udział w wyścigu do przyszłorocznych Oscarów.

Na odbywającym się w ubiegłym tygodniu festiwalu animago w Monachium Platige Image zdobyło główną nagrodę dla najlepszego cinematika do gry wideo za Metro Exodus; Artyom’s Nightmare,  jest ona uznawana za jedną z najważniejszych nagród w branży animacji 3D.

Platige Image uzyskał również dwie nominacje na Festiwal Ciclope w Berlinie w kategoriach Postprodukcja – Animation za Metro Exodus Artyom,s Nightmare oraz w kategorii Colour Grading (kolor korekcję) za film reklamowy Burberry Close Your Eyes .

Bank Pekao kolejny kwartał z rzędu utrzymał dwucyfrową dynamikę wzrostu

  • W III kw. 2019 r. skonsolidowany, powtarzalny zysk netto Banku Pekao – po wyłączeniu jednorazowej rezerwy na orzeczenie TSUE w zakresie pożyczek konsumenckich – kolejny kwartał z rzędu utrzymał dwucyfrową dynamikę wzrostu. Z kolei raportowany wynik netto wzrósł w okresie lipiec – wrzesień o ponad 8 proc. do 656 mln zł z 606 mln zł w III kw. 2018 r. przy wzroście kwartalnego ROE do 11,7 proc.
  • Dynamika dochodów podstawowych przyspieszyła w III kwartale do 8,4 proc. r/r z 7,4 proc. r/r kwartał wcześniej.
  • Tempo przyrostu akcji kredytowej w kluczowych segmentach biznesu pozostało dwucyfrowe z 12–proc. wzrostem dochodów komercyjnych.
  • Na koniec września Pekao miało 35 proc. więcej aktywnych użytkowników bankowości mobilnej, a kwartalna sprzedaż brutto kont osobistych w III kw. osiągnęła rekordowy poziom 134 tys.

 – W trzecim kwartale 2019 roku wyniki operacyjne Banku Pekao ponownie rosły dwucyfrowo,  co stawia nas w gronie najszybciej rosnących banków w Polsce. Mamy ambicję, by w przyszłym roku jeszcze przyspieszyć to tempo, dzięki zwiększaniu efektywności operacyjnej, ofercie przyjaznych dla klientów technologii i ścisłej kontroli kosztów – powiedział Michał Krupiński, prezes Banku Pekao S.A.
– Z punktu widzenia zarządu ważne jest, że to wzrost zrównoważony, obejmujący każdy z kluczowych obszarów bankowości detalicznej i korporacyjnej i że osiągamy go, mimo zaawansowanych zmian prowadzonych w naszej organizacji.

Szybsza dynamika dochodów podstawowych

W stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku pozytywna dynamika dochodów podstawowych przyspieszyła w III kwartale 2019 r. do poziomu 8,4 proc., a dochody podstawowe były wyższe o 2,2 proc. niż kwartał wcześniej.

Wynik z tytułu odsetek urósł w trzecim kwartale tego roku o prawie 11 proc. do 1,39 mld zł w porównaniu z analogicznym okresem 2018 r., głównie dzięki wyraźnym wzrostom wolumenów, zarówno po stronie kredytowej, jak i depozytowej. Dwucyfrowa dynamika działalności komercyjnej pozwoliła zniwelować efekt wypłaty dywidendy za 2018 i utrzymać marżę odsetkową na niezmienionym poziomie wobec II kwartału 2019 r.

Z kolei wynik z tytułu prowizji i opłat wyniósł 643 mln zł i zwiększył się o 3,8 proc. w porównaniu z wynikiem osiągniętym w trzecim kwartale 2018 roku, głównie dzięki wyższym prowizjom za udzielanie kredytów, wyższym prowizjom związanym z działalnością kartową, wyższym przychodom związanym z transakcjami walutowymi z klientami oraz skutecznym inicjatywom cross – sellingowym.

Ekspansja akcji kredytowej

Roczna dynamika akcji kredytowej po III kwartale wyniosła 8 procent. W kluczowych segmentach bankowości detalicznej łącznie (kredyty hipoteczne i konsumpcyjne) dynamika ta wyniosła 10,1 proc., a w przypadku bankowości dla firm (segment MID oraz MŚP) wzrost wyniósł 14,3 proc.

Kolejny kwartał z rzędu ekspansja odbywała się przy zachowaniu ostrożnego podejścia do kosztów ryzyka. Bank Pekao pozostaje liderem zarządzania ryzykiem kredytowym w gronie dużych krajowych banków. Koszty ryzyka po trzech kwartałach 2019 r. wyniosły 41 pb, zgodnie z szacunkami zarządu na 2019 rok i były nieznacznie, bo o 3 punkty bazowe, wyższe w ujęciu rok do roku.

Bank Pekao S.A. utrzymuje silną bazę kapitałową oraz profil płynnościowy. Łączny współczynnik kapitałowy (TCR) na poziomie grupy wyniósł 17,2 proc., a współczynnik kapitału podstawowego Tier 1 znalazł się na poziomie 15,5 proc. na koniec września 2019. Relacja kredytów netto do depozytów wyniosła na koniec III kwartału wyniosła 92,7 proc. Saldo depozytów detalicznych na koniec września 2019 r. było wyższe o 12,4 proc. niż rok wcześniej.

Dynamika kosztów operacyjnych nieprzerwanie pozostaje poniżej poziomu inflacji, pomimo bieżących inwestycji w transformację operacyjną i cyfryzację. Ponadto, w III kw. 2019 zawiązana została jednorazowa rezerwa 29 mln zł na zwrot opłat za kredyty gotówkowe stosownie do wyroku TSUE z września br.

Rośnie baza klientów młodych i mobilnych

Trzeci kwartał 2019 r. był rekordowy pod względem liczby nowo otwartych kont dla klientów indywidualnych. Tylko od lipca do września Bank Pekao otworzył ich 134 tys., czyli 18 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2018 r. W ciągu dziewięciu miesięcy 2019 r. bank otworzył łącznie 343 tys. nowych kont „przekorzystnych”. Sprzedaż wsparła m.in. oferta karty rewolucyjnej gwarantującej niskie kursy walutowe w płatnościach za granicą. Wyniki nowo otworzonych kont zbliżają bank do celu trwałej, rocznej akwizycji na poziomie 500 tys. klientów.

Coraz większym zainteresowaniem cieszyła się także formuła otwierania rachunków bieżących na „selfie”, którą Pekao wprowadziło jako pierwszy bank w Polsce. Dzięki temu, w minionym kwartale nowe konta zainicjowane w kanałach zdalnych stanowiły okresowo nawet 20 proc. wszystkich nowo zakładanych rachunków.

Pekao nadal umacniało wiodącą pozycję wśród banków skoncentrowanych na pozyskiwaniu młodych klientów. Co drugie konto otwarte w III kwartale 2019 r. było założone przez osoby w wieku do 26 lat. Największy wzrost liczby klientów nastąpił w grupie młodzieży 13 – 17 lat, a liczba pozyskanych nowych klientów była dwukrotnie większa w porównaniu do III kwartału 2018 roku.

Otwarcie banku na młodych i mobilnych klientów przełożyło się na najlepszy kwartał pod względem wzrostu liczby aktywnych użytkowników bankowości mobilnej. Liczba ta wzrosła w trzecim kwartale 2019 r. o 244 tys. i na koniec września sięgnęła 1,6 mln osób, o 35 proc. więcej niż rok wcześniej.

Więcej finansowania dla OZE

– Chcemy mocniej angażować w projekty finansowania energetyki niekonwencjonalnej i odnawialne źródła energii: energetykę wiatrową, fotowoltaikę czy elektrownie gazowe. Będziemy również wspierać projekty, które unowocześniają energetykę konwencjonalną i zmniejszają jej emisyjność – podkreśla prezes Michał Krupiński.

Już teraz Bank Pekao coraz chętniej finansuje branżę energetyki odnawialnej, a udział sektora tradycyjnej energetyki w portfolio kredytowym Pekao stopniowo się zmniejsza. I tak na przykład w III kwartale tego roku dla klientów z obszaru małych i średnich przedsiębiorstw Bank Pekao wprowadził do oferty kredyt PrzEKOrzystny na zakup paneli fotowoltaicznych zabezpieczony bezpłatną gwarancją BGK Biznesmax.

W ciągu ostatnich 12 miesięcy w czerwcu 2019 i październiku 2019 EBOiR zainwestował 209 mln zł w obligacje Pekao, a bank zobowiązał się przeznaczyć równowartość 150 proc. wartości inwestycji EBOiR na finansowanie projektów poprawiających efektywność energetyczną. W maju 2019 r. udzielił kredytu na budowę największej lądowej farmy wiatrowej w Polsce; a w kwietniu podpisał umowę na linię finansową dla MŚP w województwie kujawsko-pomorskim na inwestycje w efektywność energetyczną.

 Wsparcie ekspansji zagranicznej polskich firm

Bank Pekao mocno stawia również na wpieranie eksportu polskich firm. Dedykowany planującym wyjście za granicę firmom Departament Bankowości Międzynarodowej i Finansowania Eksportu pracuje z eksporterami w ponad 40 krajach świata.

Pekao szacuje, że dzięki jego wsparciu, polskie firmy mają możliwość realizowania kontraktów zagranicznych wartych około 1 mld zł. Obecnie, dzięki zawartym od początku br. roku przez Pekao umowom finansowania eksportu, polscy eksporterzy są już w trakcie realizowania kontraktów na ponad 0,5 mld zł oraz mają zabezpieczone finansowanie na kolejne i potencjalne kontrakty eksportowe o wartości kilkuset milionów złotych.

MŚP w coraz gorszych nastrojach

Subindeks „Barometru EFL” dla mikrofirm w IV kwartale br. wyniósł tylko 46,7 pkt. i był niższy o 3,1 pkt. w porównaniu do poprzedniego kwartału. Jest to już trzeci w tym roku (na cztery pomiary) wynik tej grupy przedsiębiorstw poniżej progu OR[1], który oznacza niekorzystne warunki do rozwoju działalności. Odczyt poniżej 50 pkt., po raz pierwszy od początku realizacji badania, odnotowały także małe przedsiębiorstwa (49,5 pkt.). Tylko w średnich firmach poziom wskaźnika wciąż utrzymuje się powyżej progu OR (54,6 pkt.). Przy bardzo słabym końcoworocznym wyniku, w opinii przedstawicieli EFL niepokojąco zapowiadają się perspektywy na początek przyszłego roku.efl_barometr4kw2019_wp_roczne efl_barometr4kw2019_wielkosc_przedsiebiorstw

Radosław Woźniak, prezes EFL, zwraca uwagę, że tak pesymistycznego zakończenia roku w badaniu Barometr EFL jeszcze nigdy nie było. – Choć już ubiegłoroczny pomiar w IV kwartale nie należał do optymistycznych, to jednak wówczas tylko firmy mikro zanotowały wynik poniżej progu ograniczonego rozwoju. Tym razem poziom subindeksu dla najmniejszych firm nie tylko pogłębił spadek, ale zdecydowanie słabsze nastroje uwidoczniły się również w grupie przedsiębiorstw zatrudniających od 10 do 49 pracowników. Niestety możemy się spodziewać, że w kolejnym pomiarze, czyli na początku 2020 roku, poniżej 50 punktów „spadną” także średnie przedsiębiorstwa, do tej pory najodporniejsze na zewnętrzne czynniki makroekonomiczne – komentuje Radosław Woźniak, prezes EFL.

Najmniejsze firmy redukują biegi

W IV kwartale br. wartość Barometru EFL po raz kolejny spadła w każdej z grup przedsiębiorstw wyróżnionych przez wielkość zatrudnienia. W przypadku tych najmniejszych spadki były jednak największe.

Dla firm zatrudniających do 9 pracowników subindeks wyniósł tylko 46,7 pkt. i jest to wynik o 3,1 pkt. niższy niż kwartał wcześniej i o 3,2 pkt. niższy niż w analogicznym okresie 2018 roku. Co więcej, jest to już trzeci w tym roku pomiar (I, III, IV kwartał 2019), gdy wynik dla firm mikro osiąga wartość poniżej 50 pkt. Takiej sytuacji nie było od początku realizacji badania w żadnej z grup wyróżnionych z uwagi na wielkość zatrudnienia.

O rekordowo niskim wyniku można powiedzieć również w przypadku firm zatrudniających od 10 do 49 osób. Subindeks Barometru EFL wyniósł tylko 49,5 pkt. i był niższy, o 2,3 pkt. kwartał do kwartału. Jest to nie tylko pierwszy odczyt poniżej progu OR dla tej grupy przedsiębiorstw w tym roku, ale i od początku realizacji badania (od stycznia 2015 roku).

Tylko w firmach średnich poziom wskaźnika utrzymuje się powyżej 50 pkt. W IV kwartale br. wyniósł 54,6 pkt. (spadek o 1,5 pkt. kw./kw.). Choć w porównaniu do poprzedniego kwartału i tutaj nastroje są gorsze to jednak wciąż są zdecydowanie lepsze niż w rekordowo pesymistycznych pomiarach dla tej grupy na przełomie 2018 i 2019 roku.

Rekordowo małe plany inwestycyjne

Na niski odczyt dla mikrofirm miały wpływ przede wszystkim bardzo pesymistyczne prognozy w obszarze inwestycji. Tylko 8 proc. „maluchów” spodziewa się więcej inwestować, podczas gdy kwartał wcześniej wskaźnik ten wyniósł 18 proc. Jest to najniższy wynik od początku realizacji badania dla tej grupy przedsiębiorstw, a także w całej grupie MŚP w tym kwartale. W przypadku firm mikro jest ponad trzy razy więcej inwestycyjnych pesymistów – 28 proc. zapytanych szefów uważa, że będzie mniej inwestować. Mikrofirmy obawiają się również mniejszej sprzedaży. Tylko 22 proc. prognozuje jej wzrost (w III kwartale było to 30 proc.), podczas gdy 49 proc. „obstawia” status quo, a 27,5 proc. jej spadek. Mniej „maluchów” niż 3 miesiące temu, spodziewa się też lepszej płynności finansowej – 17,5 proc. vs. 30 proc.

Wśród małych firm odsetek optymistów inwestycyjnych jest na podobnym poziomie co kwartał wcześniej – 19,6 proc. vs. 19,2 proc. Pesymizm uwidocznił się jednak wśród średnich podmiotów, spośród których tylko 17 proc. uważa, że na koniec roku zwiększy swoje inwestycje. Kwartał wcześniej tego zdania było o 10 p.p. więcej „średniaków”. Odwrotnie jest z obszarem sprzedaży – tutaj to średnie firmy wykazują nieco większy optymizm niż kwartał wcześniej (36,7 proc. vs. 35,6 proc.), podczas gdy małych przedsiębiorstw liczących na większe zamówienia jest sporo mniej (24,6 proc. vs. 35 proc.).

Zawody przyszłości okiem specjalistów z SEAT-a

Technologiczne innowacje doprowadziły do całkowitego przeobrażenia rynku pracy. Według raportu Uniwersytetu Oksfordzkiego 47% dzisiejszych zawodów zniknie w ciągu 25 lat. Choć brzmi to pesymistycznie, trzeba podkreślić, że proces digitalizacji stwarza zupełnie nowe szanse. Pojawiają się nowoczesne zawody, bez których firmy nie sprostają wyzwaniom ery cyfrowej i Przemysłu 4.0. Kogo najbardziej poszukują pracodawcy?

Data Scientist

Nazywani są magikami ze względu na ich umiejętność przewidywania zjawisk z dużym wyprzedzeniem. Za błyskotliwymi analizami stoi jednak nauka, a nie magia. Wiedzę pozyskują w procesie przetwarzania ogromnych ilości danych – na ich podstawie przygotowują odpowiedzi na pytania stawiane przez menadżerów i zarządy, decydujących o strategicznych posunięciach firmy. Diego Villuendas, doktor fizyki, dołączył do SEAT-a trzy lata temu jako data scientist. Dziś kieruje 8-osobowym zespołem Data&Analytics, który stale się rozwija.

Monitorujemy nasze platformy cyfrowe, aby zrozumieć, jak są wykorzystywane i czy odpowiadają potrzebom naszych użytkowników (ponad 5 mln unikatowych użytkowników miesięcznie). Przeprowadzamy też testy w celu potwierdzenia hipotez dotyczących ulepszeń – mówi Villuendas.

Data Architect i Data Engineer

Aby efektywnie zbierać dane, należy najpierw określić, gdzie ich szukać. Tym właśnie zajmują się architekci i inżynierowie danych. Dysponują też technicznymi narzędziami, które pozwalają im pozyskiwać, transportować i przechowywać informacje.

Dane zbierane przez firmy umożliwiają im wprowadzanie ulepszeń. To dlatego żadne duże przedsiębiorstwo nie może obyć się bez inżynierów, którzy potrafią przetwarzać te wszystkie informacje – dodaje Villuendas.

Business Translator

To właśnie osoba, która przygotowuje pytania i przekazuje je naukowcom, którzy analizują dane w celu otrzymania potrzebnych odpowiedzi. Tylko skuteczne definiowanie problemów i stawianie kluczowych pytań pozwala zwiększyć efektywność operatywną i przychody firmy. Mówi się, że dane to nowa ropa, Villuendas zauważa jednak: – Trzeba nie tylko wiedzieć, gdzie szukać ropy, lecz także jak ją wydobywać, przetwarzać i sprzedawać. Taką wiedzę posiadają business translatorzy.

Agile Coach

W obliczu ciągłych zmian, firmy muszą być elastyczne, a każdy dział powinien szybko się adaptować. Ta osoba sprawdza, jak pracuje każdy zespół, wychwytuje wadliwe procesy i proponuje usprawnienia. Agile coach to uważny zewnętrzny obserwator, który dostrzega przyzwyczajenia pracowników lub przeszkody, które znacznie zmniejszają ich efektywność. Dzięki jego pomocy zespoły zyskują konieczne narzędzia i umiejętności, aby ich praca stała się płynniejsza.

Eksperci User Experience

Ich zadanie polega na określaniu i projektowaniu zestawu doznań odczuwanych przez użytkowanika w kontakcie z marką. – Mamy nie tylko myśleć jak użytkownicy, ale także angażować ich w projektowanie i rozwijanie produktów i usług dla nich przeznaczonych. Dawno już minęły czasy, kiedy potrzeby generowało się już po wyprodukowaniu towaru. Teraz marki pracują ramię w ramię z użytkownikami, aby dostarczać im to, czego potrzebują – mówi David Redondo, UX Design Leader w SEAT.

Eksperci UX są niezbędni w każdym dziale SEAT-a. Designerom pomagają projektować wnętrza, które spełnią oczekiwania przyszłych nabywców. Sprzedawcom podpowiadają, jak sprawić, aby doświadczenie z marką nie ograniczało się do samego prowadzenia auta, lecz aby zaczynało się wraz z wizytą w salonie lub nawet wcześniej, w mediach społecznościowych, i trwało dalej dzięki usługom posprzedażowym.

Virtual Reality Application Developer

Branża coraz chętniej korzysta z innowacyjnych możliwości virtual reality. W firmie SEAT twórcy symulacji VR odgrywają ogromną rolę w procesie projektowania nowych modeli. Dzięki nim czas konieczny do produkcji prototypów zmniejsza się o 30%. Projektanci wykorzystują VR do sprawdzania wszystkich aspektów kreatywnych i funkcjonalnych, dzięki czemu zyskują 90-procentową gwarancję sprawności danego projektu na bardzo wczesnym etapie pracy nad nim. W trakcie opracowywania nowej wersji SEAT Ibiza, na przykład, stworzono 95 tys. symulacji 3D.

Software developers

Programiści, którzy wymyślają, rozwijają i umiejętnie wdrażają oprogramowanie są nadzwyczaj pożądani na rynku. – Przykładowo, aby stworzyć samochód elektryczny, trzeba napisać 100 milionów linii kodu, więcej niż w przypadku myśliwca F35. Będziemy potrzebować więcej programistów, dlatego musimy zachęcać pracowników do podążania tą ścieżką – przekonuje prezes SEAT-a Luca de Meo.

Rekrutowanie najlepszych – wyzwanie dla biznesu

Digitalizacja sprawiła, że każde przedsiębiorstwo, niezależnie od sektora, konkuruje o tych samych pracowników. Tak komentuje to zjawisko Oliwia Puppel, szefowa działu Talent Acquisition w SEAT:

Kilka lat temu firmy publikowały ogłoszenia z ofertą pracy i wybierały kanadydatów z shortlisty. Dzisiaj natomiast muszę wiedzieć, gdzie znajdę najlepszych ludzi i sama wyjść do nich z propozycją współpracy, na tyle korzystną, aby zgodzili się do nas dołączyć.

Obecnie SEAT poszukuje 200 specjalistów, którzy mają przeprowadzić firmę przez proces cyfryzacji i rozwijać oprogramowanie. Choć poszczególne stanowiska różnią się, każdy kandydat musi odznaczać się konkretną cechą: odpowiednim sposobem myślenia.

Technologia ewoluuje tak szybko, że dzisiejsze obowiązki naszych pracowników mogą wkrótce odejść w zapomnienie. To dlatego szukamy wyłącznie tych, którzy potrafią wybiegać myślą naprzód, tych, którzy kontestują status quo, nie boją się popełniać błędów, wyciągają wnioski z porażek, są kreatywni i umieją pracować w zespole – wylicza Puppel.