Taśmowe oglądanie seriali staje się coraz częstsze. Korzystają na tym platformy internetowe

0

Taśmowe oglądanie seriali staje się coraz częstsze. Korzystają na tym platformy internetowe 1

Trwająca moda na taśmowe oglądanie seriali czasami przybiera coraz większą skalę. Internauci licytują się między sobą na liczbę obejrzanych odcinków za jednym zamachem. – Osoby, które są wysoko zbingowane, będą siedziały przed telewizorem, tabletem czy komórką nawet i kilka godzin bez przerwy – mówi Anna Jupowicz-Ginalska z Uniwersytet Warszawskiego. Widać to także w badaniach. Dla co trzeciego Polaka w wieku 9–55 lat dominującym stylem jest oglądanie wielu odcinków serialu z rzędu. Seryjnymi oglądaczami są częściej kobiety (39 proc.), rzadziej mężczyźni (30 proc.) – wynika z badania IQS przeprowadzonego w ubiegłym roku.​ 

Binge watching, binge viewing czy „bingowanie” to popularne zjawisko polegające na kompulsywnym, taśmowym oglądaniu seriali, bez kontroli czasu. Przeważnie oglądamy w ten sposób kultowe i nowe seriale na platformach internetowych, które udostępniają od razu całą serię, dzięki czemu fani nie muszą czekać kilka dni na kolejny odcinek.

 To ukłon w stronę fanów także po to, żeby tworzyć społeczność wokół poszczególnych seriali; po to, żeby ludzie wymieniali się poglądami na ich temat, deklarowali, że bingują, że produkcja im się podoba na tyle, że obejrzeli od razu 4–5 odcinków, a czasem nawet i całą serię. Co więcej, fani umawiają się na bingowanie i wspólnie z ludźmi z całego świata oglądają dany serial – mówi agencji Newseria Biznes Anna Jupowicz-Ginalska z Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Z badania Video Love Story 2 agencji IQS wynika, że do kompulsywnego oglądania seriali w Polsce przyznaje się 43 proc. studentów i uczniów. Z kolei wśród osób niepracujących więcej jest tych czekających na cotygodniowy premierowy odcinek (47 proc.). Bingowanie jest częściej zauważane u pokolenia Y, które ze względu na wiek i brak zobowiązań rodzinnych może poświęcać więcej czasu na oglądanie kilku odcinków z rzędu.

Wśród tych najmłodszych, ale i wśród młodych dorosłych modne jest chwalenie się tym, co oglądają. Jest tworzony rozgłos, czemu towarzyszy bardzo duże zapotrzebowanie na dany serial, podbijany oczywiście kampaniami promocyjnymi prowadzonymi nawet rok przed premierą danego serialu – mówi Anna Jupowicz-Ginalska.

Na bingowaniu wizerunkowo korzystają platformy internetowe.

– To jest niesłychana wartość dla każdej platformy: mieć grupę zadeklarowanych fanów (…) Tacy fani są trendsetterami, mogą rekomendować coś kolejnym odbiorcom, więc zasięg tego serialu może być zdecydowanie rozbudowany – podkreśla Anna Jupowicz-Ginalska.

Portale internetowe zapowiadają kolejne premiery, a długie wieczory zachęcają do spędzenia czasu przed telewizorem, laptopem, tabletem czy smartfonem. Warto jednak kontrolować tę przyjemność, by nie przerodziła się w chorobę.

Różne są pomysły naukowców na ten temat. W przypadku Polski ciągle nie dysponujemy jeszcze wieloma badaniami na ten temat, a jest to wątek ważny i interesujący, ponieważ wiąże się z wieloma czysto psychologicznymi postawami konsumentów i zupełnie nowymi nawykami korzystania z mediów – mówi Anna Jupowicz-Ginalska. – Bingowanie może nieść ze sobą nie tylko konsekwencje fizyczne, czyli zmęczenie, bóle głowy, nudności. Za tym wszystkim może kryć się także tendencja do ponadmiarowego oglądania seriali i do budowania swojego wizerunku na tej podstawie.

Były szef Mosadu: Kraje nie są przygotowane na cyberzagrożenia. Nie chronią odpowiednio swoich systemów politycznych

Wybory w coraz większym stopniu zależą od nowoczesnych technologii. Cyberataki stanowią coraz większe zagrożenie dla demokracji – mogą kształtować proces wyborczy czy osłabiać zaufanie obywateli. Wybory prezydenckie w USA, referendum w sprawie brexitu, wybory na Ukrainie, w Holandii i Francji pokazały, że głosowania łatwo mogą stać się celem cyberprzestępców. Kraje na świecie nie są przygotowane na cyberzagrożenia i nadal nie robią tego, co należy, aby odpowiednio chronić swoje systemy polityczne – ocenia Tamir Pardo, prezes Shizim, były szef Mosadu.

– Obecnie za pomocą Facebooka, Twittera i podobnych kanałów można przekonać ludzi np. do głosowania na określonego polityka. Jest to kwestia problematyczna, takie działanie nie jest niezgodne z prawem, ponieważ w czasie uchwalania stosownych przepisów przez parlament nie było mediów społecznościowych. A dzisiaj każdy może skorzystać z sieci społecznościowych, aby przekonać ludzi do głosowania na określoną osobę za pomocą fałszywych wiadomości. Niestety świat nie jest na to przygotowany, nie są podejmowane odpowiednie działania – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Tamir Pardo, prezes Shizim, były szef Mossadu.

Raport The Global Expansion of AI Surveillance z Carnegie Endowment for International Peace wskazuje, że niemal połowa krajów na świecie planuje wdrożyć systemy nadzoru oparte na sztucznej inteligencji. Coraz więcej rządów wykorzystuje narzędzia SI do kontroli granic, zatrzymywania potencjalnych przestępców, monitorowania obywateli. Możliwości śledzenia obywateli jest coraz więcej, nie zawsze już potrzebne są do tego zgody na założenie oprogramowania szpiegującego. Rozwój technologii i wpływ social mediów na życie sprawiają, że za ich pomocą łatwiej też manipulować zachowaniem ludzi, wpływać na ich wybory – nie tylko w zakresie zakupów czy wyboru wakacyjnej destynacji, lecz także światopoglądowe.

Podczas kampanii prezydenckiej w 2016 roku hakerzy przeprowadzili atak na amerykański system wyborczy – w mediach społecznościowych radykalizowali wyborców, rozpowszechniali wprowadzające w błąd informacje. Korea Północna  rutynowo stosuje propagandę, prowadzi dziesiątki stron internetowych, w tym sieć społecznościową, przesyła fałszywe filmy wideo, które wzmacniają przekaz. Także Iran stosuje cyberataki w konfliktach z innymi krajami. Przykłady można mnożyć, a zagrożeniem są nie tylko obce wywiady, lecz także rządy demokratycznych krajów.

– Każdy kraj powinien chronić się przed manipulowaniem wynikami wyborów. Jeśli w obliczu cyberataków kraje nie podejmują właściwych środków, mogą zostać zaatakowane przez inne kraje lub partie, które mogą manipulować wynikami wyborów. Świat nie jest na to przygotowany i nadal nie robi tego, co należy, aby odpowiednio chronić swoje systemy polityczne – podkreśla Tamir Pardo.

Świadomość zagrożenia jest jednak coraz większa. W 2018 roku w Wielkiej Brytanii, przed wyborami lokalnymi, National Cyber ​​Security Center (NCSC) opublikował raport dla władz lokalnych ostrzegający przed manipulacjami ze strony osób, które mają na celu zysk finansowy lub przyczyny ideologiczne. Z kolei Komisja Europejska na początku 2018 roku zaproponowała szereg środków przeciwko dezinformacji i manipulacjom behawioralnym. Prace w ramach Grupy Współpracy NIS  zaowocowały zaś zestawem zaleceń i środków dla władz krajowych w celu ochrony przed fizycznymi cyberzagrożeniami, np. atakiem na struktury informatyczne.

– Powinniśmy przekonać naszych polityków, że stosowanie cyberśrodków podczas wyborów jest zabronione. Ponadto musimy stworzyć porozumienie oparte na przepisach prawa i postanowieniach umownych, ponieważ nie wszystkie kwestie mogą być uregulowane przepisami. Wszystkie partie powinny zgodzić się co do tego, że stosowanie cyberśrodków jest zabronione, niezależnie od tego, czy działania są prowadzone z danego kraju czy z zagranicy. Takie porozumienia powinny zawrzeć wszystkie kraje świata, jednak to niestety wymaga czasu – przekonuje Tamir Pardo.

Silna sztuczna inteligencja będzie się uczyć na swoich błędach. W przyszłości może pomóc w rozwiązaniu problemów klimatycznych

Jednym z najgorętszych trendów na rynku technologicznym są rozwiązania wykorzystujące algorytmy uczenia maszynowego do usprawnienia działania systemów sztucznej inteligencji. Testuje się je na grach komputerowych, aby szkolić ich umiejętności kompetytywne. Wykorzystywane są w branży telewizyjnej do poprawiania jakości wyświetlanego obrazu, do usprawniania procesów przesyłu danych, a także do tworzenia nowych, innowacyjnych narzędzi do analizy danych. Jak przekonuje Mo Gawdat, były szef marki Google X, silna sztuczna inteligencja będzie w stanie uczyć się na swoich błędach, a w przyszłości pomoże rozwiązać m.in. problem zmian klimatycznych.

– Rozwój sztucznej inteligencji nie przypomina tradycyjnego programowania, gdzie każda linijka kodu zasadniczo mówi komputerowi, co dokładnie ma zrobić. Pokazujemy komputerowi wystarczająco dużo wzorców pozwalających na to, by zaprogramował się samodzielnie i wybierał sposoby na rozwiązanie problemów lub zmierzenie się z wyzwaniem. Tworzymy tzw. stronnicze algorytmy danych. Jeżeli chcemy, żeby nasza maszyna była najlepszym graczem w danej grze, pokażemy jej wzorce tylko tej gry, nie pokażemy jej innych gier czy innych aspektów życia – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Mo Gawdat, założyciel One Billion Happy.

Szeroko zakrojone badania nad wykorzystaniem algorytmów uczenia maszynowego w procesie doskonalenia sztucznej inteligencji prowadzi firma OpenAI, która testuje stronnicze algorytmy danych w oparciu o popularne gry wieloosobowe. Firma wyszkoliła od zera m.in. boty do gry Dota 2, aby te były w stanie podejmować niezależne decyzje, bazując wyłącznie na danych wizualnych wyświetlanych podczas rozgrywki. W wyniku wielomiesięcznych eksperymentów udało się wytrenować drużynę botów OpenAI Five i przetestować ją w starciu z zawodowymi graczami e-sportowymi. Zespół mistrzów uległ sztucznej inteligencji.

– W ciągu następnej dekady oczekujemy pojawienia się silnej sztucznej inteligencji, która pozwoli na to, żeby maszyna pozyskiwała informacje bez ograniczeń w celu rozwinięcia inteligencji obejmującej wiele dziedzin. Jeżeli zostanie wprowadzona, maszyny będą dysponowały dużo większym zasobem informacji: kiedy jeden samochód autonomiczny wyciągnie wniosek z błędu, pozostałe samochody w sieci nauczą się tego samego. A kiedy człowiek spowoduje wypadek, ktoś inny nie wyciągnie z niego wniosków. Maszyny będą miały dużo więcej możliwości nauki, będą mogły czerpać z większej bazy danych zawierającej wiedzę – twierdzi ekspert.

Duże nadzieje w rozwoju systemów sztucznej inteligencji pokłada także firma Google, która szkoli swój algorytm AlphaStar na grze StarCraft II. Korporacji udało się dopracować ją do tego stopnia, że jest w stanie wygrać 99,8 proc. punktowanych rozgrywek. AlphaStar jest pierwszą sztuczną inteligencją, która osiągnęła poziom arcymistrzowski w StarCraft II. Tymczasem podczas gry nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału – aby wyrównać szanse, twórcy ograniczyli szybkość jej interakcji z interfejsem. AlphaStar może wydawać do 22 komend w ciągu pięciu sekund, co upodabnia ją do zawodowych graczy. Gdyby znieść to ograniczenie, byłaby jeszcze skuteczniejsza.

Google wykorzystuje SI we wszystkich swoich produktach. Algorytmy uczenia maszynowego znajdziemy w wyszukiwarce, filtrze antyspamowym Gmaila czy reklamach AdSense, które dostosowują wyświetlane treści do użytkownika i uczą się jego preferencji. Firma powołała do życia także projekt TensorFlow, otwarty framework sztucznej inteligencji, który pozwala zewnętrznym firmom wykorzystywać technologię uczenia maszynowego do analizowania dużych zbiorów informacji.

– Zasoby Google i całego internetu staną się źródłem wiedzy niezbędnej do rozwiązania poważnych problemów przez maszyny. Być może odpowiedź na globalne ocieplenie i zmiany klimatyczne leży w czymś więcej niż tylko zmianie naszych nawyków, stanowiącej jeden z fundamentalnych rozwiązań tego problemu. Może rozwiązania należy szukać po trochu w chemii, w połączeniu ze zrozumieniem pewnych zagadnień z zakresu fizyki kwantowej czy filozofii. Jedna osoba nie jest w stanie tego połączyć, a maszyna wykorzystująca sztuczną inteligencję ma taką umiejętność – twierdzi Mo Gawdat.

Według analityków z firmy Verified Market Research wartość globalnego rynku uczenia maszynowego w 2018 roku wyniosła 3,02 mld dol. Przewiduje się, że do 2026 roku wzrośnie do 26,64 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 41,5 proc.

BEV – pierwszy elektryczny Lexus zadebiutuje na targach w Guangzhou

Lexus przedstawi swój pierwszy model z napędem elektrycznym (BEV) 22 listopada na targach Guangzhou International Automobile Exhibition w Chinach.

Samochód został zaprojektowany z myślą o wymaganiach klientów w Chinach i Europie. Premiera nowego samochodu elektrycznego to kolejny krok Lexusa w rozwijaniu gamy zelektryfikowanych samochodów, dostosowanej do różnych oczekiwań klientów na całym świecie.

Premiera nowego modelu została zaplanowana na dzień prasowy targów w Guangzhou 22 listopada. Wystawa będzie otwarta dla publiczności od 23 listopada do 1 grudnia.

Czy Orange Flex naprawdę zmienił zasady rynku telko? Sprawdzamy

Orange Flex wdarł się przebojem na rynek kilka miesięcy temu. Szybko okazało się, że operator nie rzucał słów na wiatr i uważnie słucha opinii klientów. Dlatego niedawno jeszcze bardziej uprościł i uatrakcyjnił ofertę. Wybór planu komórkowego w Orange Flex jest teraz jeszcze szybszy i prostszy.

Dowiedz się, o co chodzi w Orange Flex!

Brak sztywnej umowy i zobowiązań

Koniec z długoterminowymi umowami – dzięki ofercie Orange Flex zyskujesz wolność i swobodę. Dołączasz i rezygnujesz, kiedy chcesz. A jak to wygląda w praktyce?

Aktywacja Orange Flex odbywa się wyłącznie w aplikacji. Możesz wybrać nowy numer lub przenieść obecny i to bez podpisywania papierowych umów czy wizyt w salonie. Możesz dowolnie zmieniać Plan, włączać i wyłączać usługi dodatkowe a nawet całkowicie zrezygnować z usługi – wszystko bez dodatkowych opłat.

Operator w aplikacji

Z oferty komórkowej Orange Flex możesz skorzystać o każdej porze dnia i nocy. Jak to możliwe?

Orange Flex to “operator w aplikacji” dostępny w  Google Play lub App Store.Wszystko, co do tej pory wymagało wizyty w salonie lub kontaktu z infolinią odbywa się w aplikacji, np. wybór Planu, potwierdzenie tożsamości czy dodanie karty płatniczej.

W Orange Flex możesz wybrać wirtualną kartę SIM (eSIM) – jeśli Twój smartfon obsługuje taką technologię. Wtedy nowy numer aktywujesz w zaledwie kilka minut. Wybierasz tradycyjną kartę? Dostarczy ją kurier lub będzie czekała na Ciebie w jednym z ponad 2 tysięcy punktów sprzedaży.

Dodatkowe usługi, które włączasz i wyłączasz, kiedy chcesz

Nielimitowane rozmowy, SMS-y i MMS-y w Polsce i w roamingu w UE to standard w Orange Flex. Do tego z social media możesz korzystać bez limitu danych (Facebook, Instagram, TikTok, Snapchat, Twitter, Pinterest, Messenger, WhatsApp i Viber). Reszta dopasowuje się do Ciebie i Twoich potrzeb.

Orange Flex przygotował coś ciekawego dla fanów serwisów wideo To Video Pass, czyli pakiet, dzięki któremu oglądanie YouTube, Netflix, HBO GO, vod.pl i Orange TV Go nie zużywa Twojego pakietu danych.

Nie wyobrażasz sobie życia bez muzyki? To masz Music Pass, dzięki, któremu korzystasz bez limitu danych z serwisów, takich jak: TIDAL, Spotify, Deezer, Apple Music, Amazon Music,Polskie Radio.

Jeśli potrzebujesz dodatkowych gigabajtów – nie ma problemu. Możesz wykupić 1, 5 lub 10 GB za odpowiednio 3, 10 lub 15 zł.

W Orange Flex masz też dodatkową kartę SIM (z tym samym numerem telefonu), którą możesz użyć w dowolnym urządzeniu, przez pierwsze 6 miesięcy za darmo. Później opłata za dodatkową kartę wynosi 9 zł.

Kontrola nad wydatkami

W Orange Flex masz pełną kontrolę nad tym, za co i ile płacisz..  Podpinasz do konta kartę płatniczą i płacisz z góry za wszystkie zakupy w Orange Flex. Dzięki historii płatności w aplikacji, nie zaskoczą Cię niespodziewane koszty.

W Orange Flex  masz cztery plany do wyboru:

  • 15 GB za 25 zł,
  • 30 GB za 30 zł,
  • 50 GB za 50 zł,
  • 100 GB za 80 zł.

Wybierasz ten, który w danym momencie najbardziej Ci odpowiada. Później możesz zmienić zdanie (i swój Plan), bez dodatkowych opłat.

Więcej informacji o ofercie Orange Flex: https://flex.orange.pl/

Podsumowanie 12. Zjazdu Firm Rodzinnych w Warszawie

W dn. 24-26 października 2019 r. Warszawa gościła 12. Ogólnopolski Zjazd Firm Rodzinnych U-RODZINY 2019 – największą w kraju konferencję biznesową przedsiębiorców rodzinnych organizowaną przez Stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych (IFR). Kilkuset przedsiębiorców, menedżerów i ekspertów z różnych branż, a także przedstawicieli instytucji państwowych spotkało się, aby porozmawiać o przyszłości polskiego biznesu rodzinnego oraz zaplanować wspólne przedsięwzięcia. Podczas 12. edycji Zjazdu Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii (MPiT) wspólnie z IFR oficjalnie ogłosili wyniki konsultacji społecznych dotyczących Zielonej Księgi fundacji rodzinnej. Warszawska edycja wyróżniła się dzięki akcji charytatywnej na rzecz Fundacji Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa, zebrano 104 280 zł.

Podsumowanie 12. Zjazdu Firm Rodzinnych w Warszawie (1) Podsumowanie 12. Zjazdu Firm Rodzinnych w Warszawie (2) Podsumowanie 12. Zjazdu Firm Rodzinnych w Warszawie (3) Podsumowanie 12. Zjazdu Firm Rodzinnych w Warszawie (4) Podsumowanie 12. Zjazdu Firm Rodzinnych w Warszawie (5) Podsumowanie 12. Zjazdu Firm Rodzinnych w Warszawie (6) Podsumowanie 12. Zjazdu Firm Rodzinnych w Warszawie (7) Podsumowanie 12. Zjazdu Firm Rodzinnych w Warszawie (8) Podsumowanie 12. Zjazdu Firm Rodzinnych w Warszawie (9) Podsumowanie 12. Zjazdu Firm Rodzinnych w Warszawie (10)Z roku na rok Zjazd Firm Rodzinnych zwiększa swój zasięg i rangę – 12. U-RODZINY nie były wyjątkiem. Współgospodarzami wydarzenia były Miasto Stołeczne Warszawa i Samorząd Województwa Mazowieckiego. Ponad 400 uczestników, blisko 80 prelegentów, ponad 60 partnerów – skala warszawskiej edycji była pokaźna. Dla uczestników przygotowano 2 dni i 3 wieczory zajmującego programu merytorycznego, integracji i networkingu w rodzinnym gronie, ponad 30 debat, warsztatów i prelekcji, a także wyjątkową okazję do otwartej dyskusji i nawiązania relacji. Jak zawsze u Rodzinnych, zajęcia merytoryczne i program rozrywek zaplanowano także dla dzieci – a było ich w tym roku aż 60.

Niezmienny cel Zjazdu – ukazanie znaczenia przedsiębiorczości rodzinnej w gospodarce kraju oraz podkreślenie międzynarodowych aspiracji polskiego biznesu – w tym roku zawarto w temacie przewodnim ROZWÓJ i BEZPIECZEŃSTWO – głównych aspektach sukcesu i trwałości każdej firmy rodzinnej. Prelegenci razem z uczestnikami szukali odpowiedzi na podstawowe pytanie 12. edycji: “Jak w dynamicznie zmieniającym się świecie zapewnić trwałość polskich firm rodzinnych?”. Główne debaty konferencji krążyły wokół pojęcia „Made in Poland”. Podjęto próbę zdefiniowania czym jest polska marka, jak promować polskie produkty za granicą oraz jak wesprzeć ekspansję międzynarodową i zapewnić konkurencyjność polskich firm? Prelegenci, którzy zapewnili wysoki poziom merytoryczny Zjazdu, to m.in.: Krzysztof Domarecki (Selena FM), Maciej Panek (Panek), Jan Kolański (Colian Holding), Przemysław Mitraszewski (LPP), Grzegorz Putka (Piekarnie Cukiernie Putka), Marcin Ochnik (Ochnik), Adam Rozwadowski (Enel-Med), mówca motywacyjny Jacek Walkiewicz i wielu innych.

Szczególnie ważną dla przedsiębiorców rodzinnych częścią Zjazdu było ogłoszenie wyników konsultacji społecznych dot. nowej normy prawnej – fundacji rodzinnej. Rozpoczęta we wrześniu przez MPiT debata publiczna nt. tego rozwiązania dla sukcesji została podsumowana i omówiona w gronie ekspertów Ministerstwa, Stowarzyszenia IFR oraz Kancelarii Ożóg Tomczykowski. Wyniki badań MPiT oraz IFR potwierdzają, że przedsiębiorcy potrzebują instrumentu prawnego, jakim jest fundacja rodzinna. Dyskusja pokazała 3 główne obszary, które należy poddać analizie w trakcie dalszych prac nad ustawą: przekazanie majątku do fundacji rodzinnej a prawo spadkowe najbliższej rodziny; prawo fundacji rodzinnej do prowadzenia działalności gospodarczej czy zarządzanie powierzonym majątkiem; efektywny i uczciwy sposób opodatkowania fundacji rodzinnych. MPiT oraz IFR zadeklarowali kontynuację konsultacji społecznych i eksperckich w celu opracowania ostatecznego projektu ustawy.

Uroczystą kulminacją Zjazdu był Bal Charytatywny Firm Rodzinnych podczas którego odbyła się dobroczynna aukcja i loteria. Wśród fantów znalazły się m.in. koszulka z autografem Leo Messiego, piłka z podpisem Cristiano Ronaldo oraz koszulka gwiazdy NBA Marcina Gortata. Na balu przedstawiono nową identyfikację wizualną IFR oraz ogłoszono datę i miejsce 13. U-RODZIN – 8-10 października 2020, Toruń.

Rynek czeka na rozwój wydarzeń w kontekście wojny handlowej

Ostatnie dni przyniosły dość sporo danych makroekonomicznych oraz wieści z zakresu polityki monetarnej istotnych dla nas banków centralnych. Uwaga rynku w sporej mierze cały czas jednak skupia się na relacjach handlowych USA i Chin.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek spadł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,26-4,27. Kurs EUR/USD również zakończył dzień na minusie, para kontynuowała spadki z ostatnich dni.

Po garści lepszych danych z pierwszej części tygodnia, wczoraj nadeszło lekkie rozczarowanie w postaci słabszego odczytu produkcji przemysłowej w Niemczech we wrześniu – produkcja w ujęciu miesięcznym spadła o 0,6%. W górę jednak zaktualizowano szacunek z poprzedniego miesiąca, co trochę balansuje gorszy wrześniowy odczyt.

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek spadł o 0,3%, wahając się w widełkach 4,93-4,96. Wczorajsza słabość brytyjskiej waluty miała związek ze spotkaniem Banku Anglii, który wprawdzie zdecydował się utrzymać stopy procentowe na niezmienionym poziomie, jednak – co zaskoczyło rynek – decyzja nie była jednogłośna. Dwóch z dziewięciu członków komitetu decyzyjnego BoE głosowało za natychmiastową obniżką stóp o 25 punktów bazowych. Dodatkowo, Bank Anglii obniżył projekcje wzrostu gospodarczego. Otrzymaliśmy również sugestię, że brak poprawy sytuacji w kontekście Brexitu, czy też globalnego wzrostu może zmusić decydentów do cięcia stop procentowych.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 3,84-3,86. W kontekście USA uwaga inwestorów cały czas skupia się na amerykańsko-chińskiej wojnie handlowej. Ostatnie dni przyniosły poprawę nastrojów, co wspierało również umocnienie juana chińskiego, który – w parze z dolarem amerykańskim – w tym tygodniu po raz pierwszy od trzech miesięcy przebił psychologiczną granicę 7 juanów za dolara.

We wtorek Financial Times donosił, że USA rozważają zniesienie części ceł na chińskie produkty. Z kolei w czwartek poznaliśmy informację z Chin o tym, że oba państwa zgodziły się na wycofywanie ceł w ramach pierwszej fazy porozumienia ws. handlu, na której podpisanie liczymy w kolejnych tygodniach.

Sygnały z USA są jednak mieszane. Doradca Białego Domu, Larry Kudlow, stwierdził wczoraj, że ustępstwa w kontekście handlu nadejdą, jeśli uda się osiągnąć fazę pierwszą porozumienia. Inny doradca, Peter Navarro jednak ogłosił, że w tym momencie nie ma porozumienia w sprawie znoszenia obowiązujących taryf celnych, a decyzję w tym kontekście może podjąć tylko prezydent Trump.

Czekamy więc na kolejne informacje – szczególnie te ze strony Donalda Trumpa. Rynek powinien otrzymać kolejny pozytywny impuls, jeśli prezydent USA potwierdzi, że USA i Chiny będą stopniowo wycofywać się z – przynajmniej części – obowiązujących ceł.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

16:00 – wskaźnik nastrojów konsumentów według Uniwersytetu Michigan w USA w listopadzie

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Europejski przemysł wciąż boryka się z problemami

Opublikowane w tym tygodniu dane dotyczące europejskiego przemysłu nie wypadły najlepiej. Niemiecka produkcja przemysłowa z uwzględnieniem korekty sezonowej spadła we wrześniu o 4,3% rok do roku. W porównaniu miesięcznym odnotowano spadek o 0,6%. Kryzys w niemieckim sektorze produkcyjnym wciąż trwa, a prognozy nie wyglądają zbyt optymistycznie. Wskaźnik PMI, obrazujący nastroje menedżerów niemieckich, już od dawna utrzymuje się na poziomie znacznie poniżej 50 pkt, co nie wróży poprawy sytuacji w przemyśle tego kraju. Co więcej, problemy zaczynają pojawiać się również w Czechach, gdzie produkcja we wrześniu spadła o 0,6%. Polski przemysł w dalszym ciągu przybiera na sile, ale skutki mogą dosięgnąć także nasz kraj. Indeks PMI dla Polski spadł w październiku do poziomu 45,6 pkt, co jest wynikiem znacznie poniżej oczekiwań. Oznacza to, że polski przemysł prawdopodobnie nie będzie bez końca odporny na spowolnienie w Europie.

Innymi wydarzeniami, które zasługują na uwagę były posiedzenia narodowych banków centralnych w Polsce i Czechach. W obu przypadkach polityka pieniężna pozostała niezmieniona. Jednak czeski bank centralny nie rezygnuje z planów dwukrotnego podwyższenia stóp w nadchodzących miesiącach, a potem ich obniżki.

W tym tygodniu złoty się umocnił, w piątek rano kurs wyniósł 4,26 EUR/PLN. Pomimo spokoju i optymizmu na rynkach, związanego z negocjacjami nowej umowy handlowej między USA a Chinami, złotówce nie udało się jednak zwiększyć siły wobec dolara. Eurodolar umocnił się w tym tygodniu i pod koniec tygodnia oscylował wokół poziomu 1,105 EUR/USD.

Komentarz walutowo-makroekonomiczny Roksany Cichej, analityczki AKCENTY

W obrotach usługami Polska generuje pokaźną nadwyżkę 100 miliardów

Polska nadwyżka w zagranicznej wymianie handlowej sektora usług prawdopodobnie osiągnie w tym roku 100 mld złotych. To niesamowity sukces naszego kraju na przestrzeni ostatniego 30-lecia, a także jeden z najważniejszych elementów wspierających rozwój PKB oraz zewnętrzną równowagę makroekonomiczną – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl. 

Sukces ma wielu ojców. Tak w sposób niepejoratywny można określić osiągnięcia Polski ostatnich kilkunastu lat w odniesieniu do zagranicznej wymiany usług. Kraj dzięki wejściu do Unii Europejskiej, deregulacji gospodarki, odpowiedniemu wykształceniu młodzieży i przedsiębiorczości polskich pracodawców dołączył do globalnych liderów świadczących międzynarodowe usługi.

Analizując miesięczne dane bilansu płatniczego kraju publikowane przez NBP, można oszacować, że tegoroczna nadwyżka w bilansie wymiany usług z zagranicą osiągnie magiczną wartość 100 mld złotych (prawie 5 proc. PKB). By ocenić, jak wielkie jest to wydarzenie, warto cofnąć się o 15 lat. Wtedy, w roku wejścia Polski do UE, nadwyżka wynosiła 6,2 mld zł (0,7 proc. PKB z 2004 r.), czyli była o ponad 16 razy mniejsza. Jakie są podstawowe przyczyny tego epokowego osiągnięcia i czy są perspektywy na kontynuację niezwykle pozytywnego trendu?

Nie tylko zasługa UE

Zagraniczny handel usługami dzieli się na pięć podstawowych kategorii. Zalicza się do nich transport, podróże zagraniczne, usługi informatyczne i informacyjne, pozostałe usługi biznesowe oraz uszlachetnianie. Dostęp do wspólnego rynku, który pozwolił na otwarcie granic z Europą Zachodnią, spowodował, że zaledwie w ciągu dwóch lat od akcesji nadwyżka w usługach transportowych (przede wszystkim transportu drogowego) wzrosła z 1 mld euro do ponad 2 mld euro. W 2018 r. natomiast sięgnęła ona, według danych Eurostatu, prawie 8 mld euro. To zasługa jednak nie tylko otwarcia Europy na Polskę, ale także ciężkiej pracy tysięcy pracodawców i setek tysięcy pracowników branży transportowej. Wysiłek ten wymaga tym bardziej docenienia, gdyż nasza nadwyżka w samym transporcie drogowym towarów jest najwyższa w całej UE.

Inna ciekawą kategorią, która zanotowała w ostatnich kilkunastu latach spektakularny wzrost, są podróże, a zwłaszcza te biznesowe. Jeszcze w 2007 r. Polska miała deficyt ze światem w tej kategorii o wartości ok. 1 mld euro. Według ostatnich danych dostępnych w Eurostat (2017 r.) obecnie to zagraniczni przedsiębiorcy wydają u nas znacznie więcej, przebywając w hotelach czy realizując podróże komunikacją zbiorową, niż polscy biznesmeni poza granicami własnego kraju. W podróżach biznesowych obecnie mamy nadwyżkę na poziomie 1,5 mld euro. Cała turystyka, dzięki coraz wyższym standardom zakwaterowania, poprawiającej się infrastrukturze i promocji Polski za granicą notuje nadwyżkę poziomie 3,6 mld euro (Eurostat 2018).

Jak uszlachetnienie, to tylko w Polsce

Prym lidera w UE Polska wiedzie również bilansie usług uszlachetniania do których, według definicji zaprezentowanej w raporcie NBP „Międzynarodowy handel usługami Polski w 2017 roku” zalicza się „przetwarzanie, montaż, etykietowanie i pakowanie świadczone przez podwykonawców niebędących właścicielem towaru”. W tej kategorii, która w znacznym stopniu jest związana z klasyczną wymianą towarową i włączeniem Polski do globalnego łańcucha dostaw, osiągamy nadwyżkę eksportu nad importem na poziomie 3,7 mld euro.

Wbrew obiegowej opinii, że to jedynie europejskie przedsiębiorstwa korzystają z boomu infrastrukturalnego, osiągamy największą nadwyżkę w zagranicznej wymianie usług budowlanych w całej Unii. Wynosiła ona w 2018 r. prawie 1,5 mld euro i wyprzedziliśmy w tej kategorii mocno trzymającą się latami na szczycie Hiszpanię.

Szerokie korzyści sektora usług biznesowych

Usługi biznesowe w bilansie płatniczym są podzielone na dwie kategorie. Ta pierwsza, czyli technologie informacyjne (ITO), miała jeszcze w 2010 r. deficyt w wymianie ze światem na poziomie 143 mln euro. W 2014 r. było już prawie miliard euro nadwyżki, a w minionym roku już ponad 3 mld euro.

Do pozostałych usług biznesowych natomiast zalicza się m.in. centra badawczo-rozwojowe czy outsourcing procesów biznesowych. Nadwyżka w tej kategorii wzrosła z 1,2 mld euro w 2011 r. do niespełna 4,5 mld euro w 2018 r.

Usługi informatyczne, finansowe czy inżynieryjne, mimo że w większości są realizowane przez podmioty zagraniczne, to generują stały napływ środków do Polski (np. w postaci wynagrodzeń). Mogą też być realizowane w różnych lokalizacjach. Wystarczy biuro i odpowiednia kadra. Są one dodatkowo mniej wrażliwe na zmianę koniunktury niż np. handel towarami.

Inwestycje podmiotów zagranicznych w tych kategoriach pozwalają również na dalszą poprawę jakości kapitału ludzkiego w Polsce oraz tworzą podwaliny pod kadrę, która za kilka czy kilkanaście lat będzie realizować analogiczne usługi za granicą. Niewykluczone nawet, że obecny boom w tej branży umożliwi zbudowanie globalnego championa „Made in Poland”.

Sukces wszystkich, o który trzeba dbać

Atmosfera kolejnej rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę i 30-lecia wolności skłania do być może nieco pompatycznych stwierdzeń, które jednak mają twarde potwierdzenie w faktach. Wysoka nadwyżka salda zagranicznej wymiany usług to jeden z największych sukcesów gospodarczych Polaków.

Zapewnia on równowagę zewnętrzną, gdyż bez niej mielibyśmy deficyt obrotów bieżących na poziomie ok. 5 proc. PKB i przez to prawdopodobnie niestabilny kurs walutowy oraz konieczność szukania finansowania deficytu wśród kapryśnego kapitału zagranicznego.

Nasze międzynarodowe zwycięstwa w tym sektorze napędzają także kolejne inwestycje, które zapewniają zarówno stabilne zatrudnienie wśród pożądanych w ostatnich latach pracowników z wykształceniem zawodowym, jak i tak zwanych białych kołnierzyków. Dodatkowo cały zasób kapitału ludzkiego poprawia swoje kwalifikacje poprzez szkolenia czy implementację globalnych standardów pracy.

Warto jednak pamiętać, że o zdobyte laury trzeba dbać, zwłaszcza że konkurencja na światowym i unijnym rynku jest silna i prawdopodobnie wiele państw chce przejąć naszą pozycję lidera w kluczowych kategoriach. Niech więc te symboliczne 100 mld złotych nadwyżki będzie powodem do naszej dumy, ale jednocześnie będzie stanowić motywację do poprawy własnych kwalifikacji oraz dbania o atrakcyjne środowisko regulacyjne.

Bank Anglii niespodziewanie osłabia funta

Wielka Brytania robi ostatnio coraz więcej zamieszania na rynkach. Teraz oprócz brexitu pojawiła się kwestia stóp procentowych, a już za miesiąc przyspieszone wybory parlamentarne.

Niespodzianka z Banku Anglii

Wczorajsze posiedzenie Banku Anglii zapowiadało się jako zupełnie rutynowe. Dość niespodziewanie aż dwóch członków spośród dziewięciu głosujących głosowało za obniżką stóp. Rynek spodziewał się pełnej zgodności podobnie jak na poprzednim wrześniowym posiedzeniu. Warto przypomnieć, że kolejne posiedzenie odbędzie się 19 grudnia, czyli tydzień po przyspieszonych wyborach parlamentarnych. To właśnie dlatego analitycy zakładali, że decyzja o obniżkach zostanie odłożona przynajmniej do tego czasu. Jest ona raczej pewna, biorąc pod uwagę, że obecne prognozy Banku Anglii mówią o koszcie brexitu wynoszącym 1% wzrostu PKB przez pierwsze trzy lata po wyjściu ze wspólnoty. Rynki, widząc brak jednomyślności, sprzedawały funta, w ten sposób brytyjska waluta traciła na wartości.

Dobre dane z USA

Dolar zyskuje dzięki zapowiadanej poprawie związanej z wygaszaniem wojny handlowej, ale to nie jedyna przyczyna. Wczorajsze dane z rynku pracy pokazały, że spadła liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Warto również spojrzeć na amerykańskie indeksy giełdowe. Biją one po raz kolejny historyczne maksima. W rezultacie dolar jest silniejszy niż w pierwszej połowie 2019 roku, czyli zanim nastąpił cykl obniżek stóp procentowych. Warto zaznaczyć, że FED już po raz trzeci w tym roku zdecydował o korekcie stóp procentowych, łącznie obniżono je o 0,75%.

Złoto słabnie

Cena złota wzrosła w ciągu roku o około 20%. Jest to z pewnością imponujący wynik, ale było już lepiej. W ciągu ostatnich 3 miesięcy ten metal szlachetny oddał już przeszło 5% swojej wartości. Powodem jest spadek obaw o globalne spowolnienie i złoto jako inwestycja alternatywna przestaje się tak dobrze prezentować. Zabrakło ostatnio również dużych zakupów z Chin. Kraj ten przez ostatnie miesiące regularnie zwiększał rezerwy tego kruszcu a w październiku nagle przestał.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Okiem ekspertów – Jak w najbliższych latach będzie wyglądał przemysł motoryzacyjny w CEE?

Podczas International Automotive Business Meeting zgromadzeni eksperci dyskutować będą o potencjalnych scenariuszach dla przemysłu motoryzacyjnego w Europie Środkowej w perspektywie 2020-2035 oraz o tym jak polski sektor automotive przygotowuje się do tej rewolucji.

Od dłuższego czasu obserwujemy bardzo silny trend związany z elektromobilością, który nie jest efektem przełomu technologicznego w zakresie napędu lub baterii, ale raczej następstwem ogólnej presji na niskoemisyjność. Ale czy pojazdy elektryczne są na pewno neutralne dla środowiska, patrząc pod katem procesu produkcji i recyklingu głównego elementu jakim są baterie? Warto też zadać sobie pytanie, z jakich źródeł dziś wytwarza się energię, której będziemy potrzebować do wyprodukowania baterii i ładowania pojazdów elektrycznych. Wspomnieć należy także o bardzo ważnym aspekcie, czyli cenie pojazdu elektrycznego. Dostępne na rynku pojazdy elektryczne są prawie dwa razy droższe od analogicznych pojazdów napędzanych tradycyjnym silnikiem. Czy w tych warunkach wywołamy popyt na pojazdy elektrycznej na taką skalę, abyśmy mogli zakończyć produkcję pojazdów spalinowych?

– Myślę, że bardzo istotna może być data, prawdopodobnego zakazu sprzedaży nowych samochodów spalinowych w Europie w 2035 roku. Wprowadzenie takiego zakazu będzie oznaczało koniec pewnej epoki przemysłowej.  Na pewno regulacje wprowadzające nowe zaostrzające normy emisji CO2 z samochodów będą wymuszały zmiany technologiczne. Transport musi stać się bez-emisyjny do roku 2050. To jest dla nas wszystkich założenie absolutnie rewolucyjne – mówi Marcin Korolec, Prezes FPPE (Fundacja Promocji Pojazdów Elektrycznych)

Łukasz Górecki, Menadżer Klastra Silesia Automotive and Advanced Manufacturing (SA&AM) jest zdania, że zmiany te będą następowały stopniowo:

– Wydaje się, że proces przejścia na pojazdy całkowicie bez-emisyjne będzie jednak postępował przez dłuższy czas, a w najbliższej przyszłości dominować będą pojazdy niskoemisyjne np. pojazdy hybrydowe w różnych konfiguracjach łączące napędy elektryczne i dotychczasowe silniki spalinowe – mówi Górecki.

Jak polski sektor motoryzacyjny przygotowuje się do tej rewolucji?

Polski sektor motoryzacyjny jest na trwałe wpisany w łańcuch wartości europejskiego, czy nawet globalnego sektora motoryzacyjnego, a jego sytuacja jest ściśle związana z koniunkturą w Europie. Czynniki takie jak: koszty energii, koszty transportu (w tym wpływ regulacji prawnych na transport w Europie oraz infrastruktura drogowa i kolejowa), koszty pracy (w tym rosnący brak dostępu do wykwalifikowanych pracowników), czas dostawy just-in-sequence odgrywają istotną rolę w decyzjach o lokalizacji kolejnych projektów na poziomie OEM czy Tier 1. W ostatnich latach europejskie i azjatyckie OEM zdecydowały się na uruchomienie fabryk w Europie Środkowej, w tym przede wszystkim w Czechach, Słowacji i na Węgrzech, a w mniejszym zakresie w Polsce. Z kolei Polska była często preferowanym krajem dla koncernów Tier 1, które z południowej części Polski obsługują OEM na całą Europę.

– Wraz z postępującą automatyzacją i digitalizacją systemów produkcji, co wiąże się z reorganizacją struktury zatrudnienia w zakładach produkcyjnych, z wolna niskie koszty pracy przestaną być przewagą konkurencyjną. Owszem dostęp do wykwalifikowanych pracowników jest ciągle istotną kartą przetargową dla Europy Środkowej, jednak pracownicy ci muszą zostać wyposażeni w inne kompetencje. Będziemy świadkami konsolidacji aktywności Tier 1, specjalizacji oraz budowania regionalnych hub’ów kompetencji. W tym przypadku istotną rolę mogą odgrywać klastry i sieci współpracy, które promują współpracę między dostawcami Tier 1 i OEM a lokalnymi dostawcami, uczelniami, jednostkami naukowymi i start-upami. Dużo zależeć będzie nie tylko od centralnej polityki koncernów, ale również od osób na stanowiskach kierowniczych w poszczególnych zakładach w Europie Centralnej – mówi Luk Palmen, Manager ds. Innowacji i Kooperacji Klastra Silesia Automotive and Advanced Manufacturing (SA&AM)

Czy koncerny dopuszczą do nowych form współpracy i budowania ekosystemów opartych na kreowaniu synergii w kompetencjach? Tradycyjne działania zakotwiczające oddziały koncernów międzynarodowych w danym regionie, takie jak ulgi podatkowe i udostępnienie lokalnych nisko-kosztowych sieci dostaw, nie sprawdzają się już w sytuacjach w których w krótkich odstępach czasu trzeba nabyć nowe kompetencje, dokonać krytycznych inwestycji w nowe technologie i wdrożyć projekty o wysokim poziomie kompleksowości.

– Musimy zatem zadbać o to, by dostawcy na poszczególnych etapach łańcucha wartości mieli dostęp do wykwalifikowanych pracowników (współpraca ze szkołami i centrami edukacji oraz z parkami technologicznymi i start-upami), do wiedzy o wprowadzaniu nowych procesów produkcyjnych (współpraca z dostawcami technologii produkcji, z jednostkami naukowymi i z organizacjami szkoleniowymi) oraz do wiedzy pozwalającej sprawnie rozwiązać problemy, z którymi mogą się spotkać podczas wdrażania swoich projektów – dodaje Luk Palmen.       

W kontekście Polski z pewnością kluczową rolę może pełnić system wsparcia z Funduszu Niskoemisyjnego Transportu, który w swoim założeniu ma przyczynić się do wzrostu sprzedaży pojazdów z napędem elektrycznym. Podobne rozwiązania obowiązują również w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej.

– Co istotne, elektromobilność stanowi wielką szansę dla krajowego przemysłu motoryzacyjnego. Już dzisiaj Polska jest europejskim liderem w zakresie produkcji i dostaw autobusów elektrycznych. W naszym kraju powstają lub będą powstawać pojazdy zero-emisyjne takich podmiotów jak Solaris, Volvo czy MAN. Przykładowo, Solaris w 2019 r. zdobył najwięcej zamówień na autobusy elektryczne w Europie. Ponadto, Polska staje się regionalnym centrum produkcyjnym ogniw litowo-jonowych i podzespołów wykorzystywanych w akumulatorach do pojazdów elektrycznych. W naszym kraju inwestuje np.  LG Chem, który zbudował zakład wytwarzający ogniwa w Kobierzycach i ma w planach uruchomienie kolejnej fabryki w regionie Łodzi.  Projekty w tym segmencie realizują ponadto m.in.  Umicore, Northvolt czy Guotai Huarong. Jednocześnie, w naszym kraju produkowane są samochody elektryczne, takie jak powstające we Wrześni Volkswagen e-Crafter oraz MAN eTGE – komentuje Maciej Mazur, CEO PSPA (Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych)

– Ze względu na spadek wzrostu rynku niemieckiego, niepewności związane z Brexitem, zagrożenie wojnami handlowymi czy pogarszającą się kondycję krajowego rynku pracy, pojawiają się zagrożenia dla sektora w Polsce, ale jestem optymistą co do przyszłości, gdyż polski przemysł motoryzacyjny jest konkurencyjny, odporny na kryzysy i szczególnie w czasie schłodzenia koniunktury czy wręcz kryzysu, oferuje doskonałą relacje jakości do kosztów – podsumowuje Paweł Wideł, Wiceprezes Konfederacji Lewiatan, Prezes Zarządu Związku Pracodawców Motoryzacji i Artykułów Przemysłowych.

Badanie: Użytkownicy smartfonów nie boją się hakerów. Nie czują też realnego zagrożenia

Tylko 14% rodaków zabezpiecza telefony przed atakami hakerskimi. I głównie robi to z obawy o „wyciek” własnych danych. Zaledwie 19% boi się kradzieży pieniędzy z konta bankowego. Ci, którzy nie chronią smartfonów, nie obawiają się ataków, a także nie czują się narażeni na to niebezpieczeństwo. Łącznie oznajmia tak 53%. Z kolei sama ochrona urządzenia zwykle polega na nieinstalowaniu aplikacji z nieznanych źródeł – 33%, regularnym aktualizowaniu systemu – 29%, a także korzystaniu z antywirusa – 12%. Co ciekawe, 57% nie wie, że przybyło cyberataków na telefony. Aż 59% twierdzi, że ich nie doświadczyło. Tylko 20% uważa, że padło ofiarą takiej napaści. Takie wnioski płyną z badania wykonanego przez Proxi.cloud oraz Mobiem Polska.

Z badania wynika, że aż 71% Polaków nie zabezpiecza smartfonów przed atakami, a 15% nie potrafi tego stwierdzić. Dr inż. Paweł Prociów z firmy technologicznej Proxi.cloud uważa, że dla konsumentów często większe znacznie ma wygoda niż zachowanie bezpieczeństwa poprzez dodatkowe działania. Przykładem tego jest możliwość „two-factor authentication”, która minimalizuje ryzyko włamania na konto. Jednak skorzystanie z niej wymaga np. odczytania SMS-a podczas każdego logowania. Ludzie nie lubią takiego „utrudnienia”.

– Wyniki badania świadczą o tym, że społeczeństwo jest nieświadome występujących zagrożeń. Trudno zrozumieć, że tak wiele osób nie dba o zachowanie swojej prywatności. Nie obawiam się stwierdzić, że hakerzy, którzy infekują urządzenia mobilne do wykradania danych osobowych, haseł i pieniędzy oraz blokują dostęp do telefonów, będą ulepszać złośliwe oprogramowania – ostrzega Norbert Kowalski, Prezes Zarządu spółki Mobiem Polska.

Użytkownicy, którzy zabezpieczają swoje smartfony, głównie boją się „wycieku” zdjęć, filmów wideo, dokumentów, SMS-ów lub MMS-ów – łącznie 65%. Jak komentuje Arkadiusz Zakrzewski, ekspert ds. bezpieczeństwa z firmy CORE, dystrybutora Avast i AVG w Polsce, właśnie tego typu dane często stanowią najbardziej wrażliwą zawartość urządzeń mobilnych. Skrajnie newralgiczny jest skan dowodu osobistego czy prawa jazdy. Obawa o ich bezpieczeństwo wskazuje więc na świadomość ludzi co do tego, jak ważne rzeczy przechowują.

– Tylko 19% badanych boi się kradzieży pieniędzy z konta bankowego. Trzeba przyznać, że bankowość elektroniczna w Polsce jest na bardzo wysokim poziomie. Klienci mogą czuć się bezpieczni dzięki uwierzytelnieniu wielopoziomowemu, które od niedawna jest wymagane przepisami. Niezależnie jednak od tego każdy użytkownik powinien uważać, aby jego dane i pieniądze były dobrze zabezpieczone. Naprawdę warto bardzo dokładnie czytać wszystkie wiadomości od banków i do minimum ograniczyć robienie przelewów w skupiskach ludzi, m.in. w środkach komunikacji miejskiej – zaznacza Norbert Kowalski.

Według eksperta z Proxi.cloud, banki mają dobre zabezpieczenia, ale powinny stale je udoskonalać. Nowym trendem może być używanie danych geolokalizacyjnych do wykrywania prób wyłudzeń. Dzięki temu będzie wiadomo, że np. klient nie mógł jednocześnie dokonać transakcji w Częstochowie i zamówić Ubera w Korei. Sami użytkownicy często nie boją się ataków lub nie czują się na nie narażeni. Łącznie tak deklaruje ponad połowa osób, które nie zabezpieczają telefonów. W społeczeństwie panuje błędne przekonanie o tym, że celem hakerów są przedstawiciele dużych instytucji lub firm albo bardzo majętni ludzie. To oczywiście nieprawda, dlatego konieczna jest też cyberedukacja. Prezes Kowalski dodaje, że dane personalne każdej osoby to bardzo cenny „towar” we współczesnym świecie.

– Ludzie znacznie częściej martwią się utratą urządzenia o wartości np. 2-3 tys. zł niż ogromnej ilości danych o sobie i swoich najbliższych. A są one zdecydowanie cenniejsze. Telefon powinien być strzeżony bardziej niż portfel, zwłaszcza gdy zawiera m.in. dane biometryczne właściciela, np. odcisk palca czy skan twarzy – stwierdza ekspert z CORE.

Badanie wykazało też, że ochrona telefonów polega głównie na nieinstalowaniu aplikacji z nieznanych źródeł – 33%. Dość popularne jest regularne aktualizowanie systemu – 29%, a także korzystanie z antywirusa – 12%. Jednak stosowanie wszystkich ww. metod może dawać względne poczucie bezpieczeństwa. Dr Prociów uważa, że zbytnie poleganie na technologii może uśpić czujność. Jeśli użytkownik sam doprowadzi do zagrożenia, wówczas nie pomoże nawet najlepsze zabezpieczenie systemowe. A tak się dzieje, gdy ktoś nie przywiązuje uwagi do tego, na co wyraża zgodę, np. instalując aplikację. Norbert Kowalski wyjaśnia, że wystarczy dokładnie czytać wszystkie komunikaty i instalować aplikacje z bezpiecznych źródeł.

– 57% badanych nie wie o tym, że przybyło ataków hakerskich na telefony. W toku popularyzacji smartfonów nikt ich o tym nie uświadamiał. Media dedykowane Androidowi i iOS nie miały w tym zakresie siły przebicia. Ten stan musi się zmienić. Użytkownicy urządzeń mobilnych powinni być jak najszybciej edukowani – alarmuje Arkadiusz Zakrzewski.

Ekspert z Mobiem Polska informuje, że ok. 5-6% Polaków należy do grupy mobile only. Te osoby zupełnie nie korzystają z komputerów, bo wszystkie sprawy załatwiają przez telefony. Prezes Kowalski przewiduje, że z roku na rok będzie przybywało takich użytkowników, podobnie jak ataków cyberprzestępców. W zależności od używanych systemów operacyjnych i aplikacji ludzie będą w mniejszym lub w większym stopniu narażeni na takie sytuacje.

– Z badania wynika też, że 59% nie doświadczyło ataku hakerskiego, 20% padło jego ofiarą, a 21% nie umie tego stwierdzić. Moim zdaniem, ludzie zazwyczaj nie wiedzą, że już zostali zhakowani. Nie mają pojęcia, jak to wygląda w praktyce. Wyobrażenia na ten temat odbiegają od rzeczywistości. Jeśli konto bankowe nie zostało wyczyszczone i nikt nie opublikował prywatnych wiadomości, to wcale nie znaczy, że nigdy nie doszło do cyberprzemocy. E-mail i hasło użytkownika mogły być dawno sprzedane na czarnym rynku danych, gdy ich właściciel niczego nie podejrzewał – podsumowuje dr inż. Paweł Prociów.

Badanie zostało zrealizowane przez firmę technologiczną Proxi.cloud oraz agencję Mobiem Polska, specjalizującą się w marketingu mobilnym. Działania były prowadzone na terenie 14 dużych miast oraz ich najbliższych okolic, w tym 11 średnich i mniejszych miejscowości. Od 17 do 31 października br. łącznie odbyło się 1112 wywiadów bezpośrednich. W ankiecie wzięło udział 42% kobiet i 58% mężczyzn w wieku od 18 do 65 lat.

Dynamika rozwoju Lenovo utrzymana w II kwartale

Już 9 kwartał z rzędu Lenovo rozwija się dzięki wzrostowi przychodów, dodatniemu dochodowi przed opodatkowaniem oraz wzrostowi dochodu netto

  • Przychody grupy rosną w ujęciu rok do roku już od dziewięciu kwartałów i osiągnęły 13,5 mld USD
  • Dochód przed opodatkowaniem wzrósł o 45% w ujęciu rok do roku do 310 mln USD
  • Dochód netto wzrósł o 20% w ujęciu rok do roku do 202 mln USD
  • Lenovo utrzymuje pierwsze miejsce na światowym rynku PC dzięki rekordowym dostawom 17,3 mln sztuk oraz dwucyfrowemu wzrostowi w segmentach premium
  • Przychody z oprogramowania i usług* wzrosły o 35% w ujęciu rok do roku do poziomu 883 mln USD

Podsumowanie wyników finansowych za drugi kwartał zakończony 30 września 2019 r. (w milionach USD, poza wartościami w przeliczeniu na akcję)

   
II kw. 19/20
 

II kw. 18/19


ZMIANA ROK DO ROKU
Przychody   13 522 13 380 1%
Zysk brutto   2183 1794 22%
Marża zysku brutto   16,1% 13,4% 2,7 pkt.
Koszty operacyjne   (1741) (1504) 16%
Stosunek kosztów do przychodów   12,9% 11,2% 1,7 pkt
Zysk operacyjny   442 290 53%

Grupa Lenovo (HKSE: 992) (ADR: LNVGY) poinformowała dzisiaj, że jej przychody za drugi kwartał sięgnęły 13,5 mld USD, kontynuując wzrost w ujęciu rok do roku już dziewiąty kwartał z rzędu. Dochód przed opodatkowaniem zwiększył się o 45% w porównaniu z tym samym kwartałem rok wcześniej, do 310 mln USD. Wzrósł także dochód netto — o 20% w ujęciu rok do roku do 202 mln USD. Struktura przychodów pozostaje zrównoważona w czterech regionach firmy (Ameryce Północnej i Południowej, Azji i Pacyfiku, Chinach oraz Europie, Afryce i na Bliskim Wschodzie), a każdy z nich ma ponad 20-procentowy udział w przychodach.

Podstawowy zysk na akcję w drugim kwartale roku finansowego wyniósł 1,69 centa USA czyli 13,23 centa hongkońskiego. Rada Dyrektorów Lenovo ustaliła zaliczkę na poczet dywidendy w wysokości 6,3 centów hongkońskich za akcję.

„Dynamika naszego rozwoju w ciągu kwartału przyniosła solidne wyniki finansowe pomimo złożonych i niestabilnych warunków handlowych na świecie. Sukces ten zawdzięczamy zaangażowaniu w innowacyjność, klientom ze 180 rynków, a także akceptacji przez świat naszej wizji dostarczania inteligentniejszych technologii dla wszystkich” — powiedział Yang Yuanqing, prezes i CEO Lenovo.

Globalny zasięg

Choć stan niepewności w handlu globalnym i sytuacji geopolitycznej nadal się utrzymuje, ma on marginalny wpływ na wyniki finansowe firmy. Wyniki z tego kwartału podkreślają konsekwentnie wysoki poziom efektywności Lenovo. Globalna obecność, elastyczna, należąca w większości do firmy baza produkcyjna, a także solidne bieżące wyniki finansowe to cechy wyróżniające firmę wśród konkurencji i zapewniające jej przodującą pozycję na rynku. Lenovo ma dobre warunki do radzenia sobie ze skomplikowaną i dynamiczną sytuacją rynkową w przyszłości oraz osiągania korzystnych wyników w długiej perspektywie czasowej.

Omówienie wyników grup

Na solidne wyniki wpłynęły przede wszystkim sukcesy Intelligent Devices Group (IDG). Grupa PC and Smart Devices (PCSD), jeden z dwóch działów IDG, osiągnęła przychody na poziomie 10,7 mld USD i rekordową marżę dochodu przed opodatkowaniem na poziomie 5,7%. Wyniki sprzedaży w segmencie PC znacznie wzrosły w ujęciu rok do roku — o 7,1%, co przełożyło się na ogólny wzrost przychodów PCSD o 4,1% w ujęciu rok do roku. Dochód przed opodatkowaniem wyniósł 612 mln USD, co oznacza wzrost o 97 mln USD w ujęciu rok do roku.

Rynek PC kontynuuje powrót do normy, a grupa ponownie wyprzedziła branżę pod względem sprzedaży. Udział Lenovo w globalnym rynku PC wynosi 24,4%, dzięki czemu firma utrzymuje się na 1 miejscu wśród producentów tych urządzeń. Na wzrost wpłynęły kategorie klasy premium, w tym stacje robocze,  laptopy serii ThinkPad X (Thin & Light), monitory oraz komputery gamingowe. We wszystkich tych kategoriach odnotowano dwucyfrowy wzrost obrotów rok do roku. Grupa PCSD będzie utrzymywać wzrost na poziomie wyższym od rynku oraz przodującą w branży rentowność, koncentrując się na wiedzy na temat oczekiwań klientów, która będzie stymulować innowacyjność w całej ofercie.

Drugi dział IDG, Mobile Business Group (MBG), odnotował czwarty z rzędu rentowny kwartał oraz dodatni dochód przed opodatkowaniem, zwiększając zyski o 57 mln USD w ujęciu rok do roku. Pomimo niewielkiego spadku przychodów w ujęciu rok do roku (o 5,7% do 1,5 mld USD) grupa koncentruje się nadal na kontrolowaniu stanu zapasów, efektywności oferty oraz ścisłej kontroli kosztów w celu zwiększenia marż. Tradycyjnie mocny region Ameryki Łacińskiej po raz kolejny odnotował wzrost przychodów, zysków i udziału w rynku w ujęciu rok do roku. W Ameryce Północnej firma Lenovo awansowała o dwa miejsca w rankingach branżowych względem poprzedniego kwartału i zajmuje czwartą pozycję. Ponadto przychody wciąż utrzymywały się na poziomie wyższym niż w przypadku rynku ogółem, a dochody nadal rosły. Lenovo będzie nadal inwestować w ofertę urządzeń mobilnych, aby wykorzystywać obecne i przyszłe możliwości rozwoju na wybranych nowych i dochodowych rynkach.

Dział Data Center Group (DCG) z powodzeniem poradził sobie z wyzwaniami w tym kwartale i odnotował już 9. z rzędu kwartał zmniejszania strat. Ogólne przychody w DCG spadły o 13,8% wskutek niższych cen kluczowych elementów oraz osłabienia zapotrzebowania wśród niektórych największych nabywców rozwiązań hiperskalowalnych. Przychody — bez uwzględniania rozwiązań hiperskalowalnych — zwiększyły się o niemal 13% w ujęciu rok do roku, a w Chinach odnotowano ponad 47-procentowy wzrost w porównaniu z tym samym kwartałem rok temu. Dział osiągnął też solidny dwucyfrowy wzrost w segmentach pamięci masowej, infrastruktury zdefiniowanej programowo (SDI) oraz wysokowydajnych systemów obliczeniowych (HPC) dzięki powiększeniu asortymentu pamięci masowej, atrakcyjnej ofercie ThinkAgile i nowym kontraktom na HPC. Grupa DCG będzie kontynuować rozwój w segmentach niehiperskalowalnych, w tym takich jak SDI i pamięć masowa. Będzie też inwestować w nowe szanse związane z brzegiem sieci, telekomunikacją i sztuczną inteligencją. Grono nabywców rozwiązań hiperskalowalnych ma się rozszerzyć i zacząć rozwijać ponownie w drugiej połowie tego roku finansowego.

Oprogramowanie i usługi — biznes o wartości już prawie 1 mld USD

Przychody z oprogramowania i usług* wzrosły o 35% w ujęciu rok do roku do poziomu niemal 900 mln USD. Urządzenia jako usługa (DaaS), pomoc techniczna klasy premium oraz usługi zarządzane znacznie przyczyniły się do wzrostu przychodów oraz postępującej dywersyfikacji ich struktury. Oczekuje się, że ta gałąź działalności już wkrótce zacznie przynosić przychody przekraczające 1 mld USD kwartalnie.

* Zafakturowane przychody

Zagubiona korespondencja nie wydłuża terminu procesowego

Powołując się na zagubienie korespondencji sądowej przez operatora pocztowego, strona postępowania, która nie odebrała jej w terminie, musi udowodnić, że w terminie tym czyniła starania o jej odebranie – tak wynika z postanowienia sądu gospodarczego w Toruniu, który oddalił zażalenie pozwanego na odrzucenie przez sąd pierwszej instancji jego sprzeciwu od nakazu zapłaty, jako wniesionego po terminie (wyrok z dnia 12 września 2019 r., sygn. akt VI Gz 111/19).

Kodeks postępowania cywilnego w art. 139 § 1 stanowi: „W razie niemożności doręczenia w sposób przewidziany w artykułach poprzedzających, pismo przesłane za pośrednictwem operatora pocztowego w rozumieniu ustawy z dnia 23 listopada 2012 r. – Prawo pocztowe należy złożyć w placówce pocztowej tego operatora, a doręczane w inny sposób – w urzędzie właściwej gminy, umieszczając zawiadomienie o tym w drzwiach mieszkania adresata lub w oddawczej skrzynce pocztowej ze wskazaniem gdzie i kiedy pismo pozostawiono, oraz z pouczeniem, że należy je odebrać w terminie siedmiu dni od dnia umieszczenia zawiadomienia. W przypadku bezskutecznego upływu tego terminu czynność zawiadomienia należy powtórzyć” (Dz.U. 1964 nr 43 poz. 296, ze zm.).

Dwa tygodnie na wniesienie sprzeciwu od doręczenia nakazu zapłaty

W listopadzie 2018 r. Sąd Rejonowy w Toruniu odrzucił wniesiony przez pozwanego sprzeciw od nakazu zapłaty wydany w postępowaniu upominawczym, stwierdzając, że został on wniesiony po terminie. Z ustaleń sądu wynikało, że odpis nakazu zapłaty, po dwóch awizacjach z 24 lipca 2018 r. oraz 1 sierpnia 2018 r., został doręczony pozwanemu 8 sierpnia 2018 r. Sprzeciw pozwany wniósł 23 sierpnia 2018 r., a więc dzień po upływie dwutygodniowego terminu na jego wniesienie. Zgodnie bowiem z art. 502 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego: „W nakazie zapłaty nakazuje się pozwanemu, żeby w ciągu dwóch tygodni od doręczenia tego nakazu zaspokoił roszczenie w całości wraz z kosztami albo w tym terminie wniósł sprzeciw do sądu” (Dz.U. 1964 nr 43 poz. 296, ze zm.).

Wina poczty

Pozwany złożył zażalenie na postanowienie sądu, wnosząc o jego uchylenie i uznanie, że sprzeciw wniósł w terminie. Pozwany wskazał, że 1 sierpnia 2018 r. doręczono mu drugie awizo. W dniu upływu odbioru awizowanej przesyłki, zawierającej odpis nakazu zapłaty, czyli 8 sierpnia 2018 r., stawił się w placówce Poczty Polskiej po jej odbiór. Jak twierdzi pozwany, nie wydano mu jej jednak, bo pracownik poczty poinformował, że została zagubiona. W świetle twierdzeń pozwanego pracownik polecił mu, by nazajutrz, 9 sierpnia 2018 r., stawił się ponownie w oddziale poczty i zgłosił reklamację jego kierownikowi. Tego samego dnia przesyłka została wydana pozwanemu. Zatem zdaniem pozwanego, składając 23 sierpnia 2018 r. sprzeciw, dochował dwutygodniowego terminu na jego wniesienie.

Sąd rejonowy stanął jednak na stanowisku, że pozwany uchybił wskazanemu terminowi, albowiem upłynął on 22 sierpnia 2018 r. Nie zmienia tego fakt, iż odpis nakazu, który 9 sierpnia, czyli już po upływie 7 dni od drugiego awizowania, miał zostać zwróconym sądowi, został błędnie wydany pozwanemu na jego prośbę. Przez wadliwe działanie operatora pocztowego termin na wniesienie sprzeciwu nie uległ bowiem wydłużeniu.

Wydanie pisma przez pocztę po terminie nie wydłuża tego terminu

Sąd Okręgowy w Toruniu VI Wydział Gospodarczy oddalił zażalenie pozwanego, jako bezzasadne. Zdaniem sądu warunkiem koniecznym skuteczności doręczenia w trybie art. 139 § 1 K.p.c. jest złożenie pisma w placówce pocztowej, w ramach którego podjęto dwie próby doręczenia przesyłki z zachowaniem formalności w postaci pozostawienia zawiadomienia – awizo – z informacją o tych próbach. Na odbiór przesyłki w placówce poczty adresat ma 7 dni od dnia pozostawienia mu pierwszego zawiadomienia, a po ich upływie ma 7 kolejnych dni kalendarzowych od dnia drugiego awizowania.

Przytaczając wyrażone w orzecznictwie Sądu Najwyższego stanowisko, wskazał, że doręczenie w oparciu o procedurę art. 139 § 1 K.p.c. w przypadku nieodebrania przez adresata przesyłki w terminie następuje w ostatnim dniu terminu. Faktyczne wydanie przez pocztę przesyłki po upływie terminu nie może przesądzać o określeniu dnia doręczenia pisma sądowego w rozumieniu przepisów procedury cywilnej.

Decydujący ciężar udowodnienia

Sąd gospodarczy w Toruniu, oddalając zażalenie pozwanego, orzekł, że: „Skarżący natomiast w żaden sposób nie wykazał, aby zgłosił się po przesyłkę w dniu 8 sierpnia 2018 r., lecz nie wydano mu jej tego dnia, ponieważ została zagubiona i polecono mu stawić się dnia następnego. Gdyby taka sytuacja rzeczywiście miała miejsce to skarżący z pewnością uzyskałby stosowne zaświadczenie o zaginięciu przesyłki w dniu 8 sierpnia 2018 r, i jej odnalezieniu 9 sierpnia 2018 r.” (sygn. akt VI Gz 111/19).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rośnie liczba ataków na urządzenia z Androidem i aktywność rosyjskich hakerów

Specjaliści z FortiGuard Labs firmy Fortinet opublikowali nowy tygodniowy przegląd informacji o cyberzagrożeniach.  Analitycy wskazali na dynamiczny wzrost ataków na urządzenia mobilne oraz aktywność cyberprzestępców pochodzących z Rosji.

Uwaga na bezpieczeństwo smartfonów

Rośnie liczba ataków na urządzenia mobilne. Spośród wszystkich wykrytych zagrożeń cybernetycznych 14% dotyczy urządzeń z systemem Android. Może to sprowadzać konsekwencje nie tylko na użytkowników smartfonów czy tabletów. – Jest to również problem dla przedsiębiorstw, ponieważ pracownicy często korzystają z ważnych aplikacji firmowych na osobistych urządzeniach, co sprawia, że wzrasta ryzyko naruszenia bezpieczeństwa – mówi Jolanta Malak, dyrektor Fortinet w Polsce.

Analitycy Fortinet w ostatnim czasie wykryli kilka istotnych kampanii cyberprzestępców związanych z zagrożeniem dla urządzeń mobilnych, w tym z wykorzystaniem trojana o nazwie xHelper. Jest on w stanie nie tylko ponownie zainstalować się na urządzeniach z systemem Android po jego wcześniejszym usunięciu, ale może to zrobić nawet po całkowitym przywróceniu telefonu lub tabletu do ustawień fabrycznych. Po zainfekowaniu urządzenie łączy się z serwerem zarządzającym działaniem szkodliwego kodu (command & control, C&C), z którego pobierane są dodatkowe złośliwe narzędzia, takie jak droppery (służą do pobierania szkodliwych aplikacji, w tym wirusów) czy rootkity, za pomocą których haker może uzyskać np. uprawnienia administratora i dzięki nim włamać się na urządzenie.

Rosyjscy cyberprzestępcy w akcji

Specjaliści Fortinet natrafili ostatnio również na szereg witryn internetowych reklamujących platformy wymiany kryptowalut. Po dalszej analizie okazało się, że były to strony phishingowe, z domenami zarejestrowanymi na rosyjskiej platformie hostingowej. Osoby inwestujące w kryptowaluty powinny więc za każdym razem upewniać się, że korzystają z legalnych platform wymiany danych.

Innym narzędziem, za którym prawdopodobnie stoją cyberprzestępcy z Rosji, jest infostealer pod nazwą Racoon (szop), a więc oprogramowanie służące do kradzieży informacji. Jest on dostępny na czarnym rynku w modelu usługowym jako MaaS (Malware-as-a-Service, czyli złośliwe oprogramowanie jako usługa). Racoon po raz pierwszy został wykryty w kwietniu tego roku, był dostępny wyłącznie w języku rosyjskim i sprzedawany na tamtejszych forach hakerskich. Teraz autorzy tego malware’u rozszerzyli swoją kampanię o fora anglojęzyczne.

Gdy atak się powiedzie, złośliwe oprogramowanie może wykonać jedno lub wszystkie z następujących czynności: robienie zrzutów ekranu, kradzież informacji o systemie i logów, danych przeglądarki, poświadczeń logowania oraz kradzież z portfela kryptowalut. Po pomyślnym zebraniu danych i wysłaniu ich do centrum command & control, Racoon próbuje usunąć ślady swojej obecności na zainfekowanym urządzeniu.

Kiedy cyberprzestępcy oglądają zbyt wiele anime

Zespół FortiGuard natrafił również na całkiem zabawną historię, w której cyberprzestępcy nazwali swoje narzędzia imionami postaci i przedmiotów pochodzących z popularnych japońskich serii anime. Narzędzia te miały takie nazwy jak Sakabota, Hisoka, Gon i Killua, wywodzące się z serii „Rurouni Kenshin” oraz „Hunter x Hunter”.

Przykładowo: Sakabota jest backdoorem, a więc umyślnie pozostawioną luką w zabezpieczeniach. Łączy się on z serwerami command & control poprzez protokół HTTP i był najbardziej aktywny w kampanii sięgającej drugiej połowy 2018 roku. Stwierdzono, że Sakabota umieszcza na zainfekowanych urządzeniach złośliwe oprogramowanie o nazwie Diezen, które komunikuje się z C&C za pomocą niestandardowego protokołu.

Przedstawione narzędzia dają cyberprzestępcy różne możliwości, w tym między innymi kradzież informacji, zbieranie haseł, robienie zrzutów ekranu zainfekowanego urządzenia lub też keylogging, czyli rejestrowanie klawiszy naciskanych przez użytkownika.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 11.11 – 15.11

Fed chciałby zrobić pauzę. Dane, które napłynęły od posiedzenia tym razem nie zbudowały przekonania, że władze monetarne będą zmuszone do kontynuacji luzowania niedalekiej przyszłości. wbrew swojemu nastawieniu. A tak było przecież i po lipcowym posiedzeniu, i po posiedzeniu wrześniowym. Teraz skłonność do cięcia jest mniejsza i nie ma też oznak, że jest ono nieodzowne. Dane z rynku pracy były przyzwoite, ISM dla usług jednoznacznie pozytywnie zaskoczył. Pozwoliło to na odbicie rentowności długu i wyraźne odzyskanie równowagi przez wcześniej przecenianego dolara.

Kolejny tydzień, choć w rynkowym kalendarzu krótszy ze względu na obchody Dnia Weterana w USA ( i oczywiście Święta Niepodległości w Polsce) obfitować będzie w publikacje, które mogą zagrozić odbiciu dolara. Wśród nich odnajdziemy inflację konsumencka (wtorek) i piątkowy wysyp ważnych danych. Składają się na niego sprzedaż detaliczna, produkcja przemysłowa i NY Empire State, czyli pierwszy wskaźnik oddający koniunkturę w listopadzie.

W strefie euro kolejny miesiąc z rzędu na pierwszym planie są barometry nastrojów, które nadal nie pokazują, że gospodarka dźwiga się z dołka. Tak długo jak to nie nastąpi, tak długo trudno liczyć na mocną aprecjację euro. Naszym scenariuszem bazowym jest powrót EUR/USD do zwyżki i dotarcie w okolice 1,13 w horyzoncie końca roku. We wtorek poznamy ważny indeks ZEW, w środę na tapecie będzie produkcja przemysłowa, czwartek to odczyty PKB za III kwartał dla Niemiec i całego bloku a tydzień zwieńczy rewizja odczytów wskaźników inflacyjnych.

Na listopadowym posiedzeniu doszło do zaskakującego zwrotu w polityce Banku Anglii. GBP/USD spadł do 1,28, ponieważ dwójka Haskel i Saunders optowała za cięciem stóp procentowych. To pierwszy przypadek w tym roku, gdy we władzach monetarnych pojawia się aż taki podział. Bezsprzecznie Bank Anglii dryfuje w kierunku bardziej łagodnej polityki i znajduje to odzwierciedlenie w rynkowej wycenie, która zakłada 50 proc. prawdopodobieństwa cięcia na początku przyszłego roku. Bardziej zdecydowane dyskonto jest naszym zdaniem mało uzasadnione ze względu na niepewność związaną z brexitem i zmianą na stanowisku gubernatora. Pozostajemy pozytywnie nastawieni do funta. Rynek powinien pozostawać w trybie wykorzystywania spadków do kupna funta. Skoro polityka monetarna stała się ważnym wyznacznikiem wartości brytyjskiej waluty, to uwaga w większym stopniu niż dotychczas skupi się na danych mogących wpłynąć na ocenę zasadności wyceny luzowania. A tych będzie sporo… W poniedziałek poznamy produkcję przemysłową i bilans handlowy, we wtorek raport z rynku pracy, w środę: wskaźniki inflacyjne a w czwartek sprzedaż detaliczną. Pozostajemy pozytywnie nastawieni do funta.

Sporo informacji napłynie z rodzimej gospodarki. We wtorek zostanie oficjalnie zaprezentowany raport inflacyjny (jego kluczowe założenia znamy od posiedzenia RPP). Poza tym czeka nas publikacja bilansu handlowego oraz dynamiki PKB. Zatrzymajmy się w tym miejscu by rozprawić się z pesymizmem dotyczącym położenia gospodarki w świetle ostatniego odczytu PMI. Na pierwszy rzut oka obraz kondycji przemysłu rysowany tym wskaźnikiem jest fatalny. Za sprawą wszystkich składowych (w tym kluczowych zatrudnienia, nowych zamówień i produkcji) wskaźnik spadł do poziomów z globalnego kryzysu finansowego. Co więcej, rynek spodziewał się skromnego wzrostu, odczyt przybrał wartość poniżej najniższych w ankietach agencji informacyjnych. Należy jednak odnotować, że słabość PMI nie znajduje pełnego potwierdzenia w danych twardych, np. dotyczących produkcji przemysłowej czy nawet innych badaniach koniunktury. Można to tłumaczyć tym, że ankietowane w badaniach PMI są przede wszystkim firmy działające na rynkach międzynarodowych i w rezultacie silnie eksponowane na globalną zapaść handlu zagranicznego, silniej odczuwające konkurencję, czy silniej wplecione w globalne łańcuchy dostaw. Tarapaty tej grupy nie są zatem reprezentatywne dla całego sektora. W rezultacie zakładamy, że w III kwartale dynamika PKB wyniosła 4,1 proc. rok do roku – bazując na samych PMI należałoby spodziewać się znacznie niższego odczytu. W 2020 roku spodziewamy się wyhamowania tempa wzrostu do 3,5 proc. Inflacja na początku roku może osiągać dynamikę około 3,5 proc. rok do roku, ale szybko wróci do poziomów spójnych z celem inflacyjnym. W horyzoncie prognozy, czyli do końca 2021 roku RPP nie zmieni stóp procentowych. Jeśli chodzi o złotego, to uważamy, że potencjał do jego umocnienia został wyczerpany i EUR/PLN będzie dryfować na wyższe poziomy.

W Australii zostanie opublikowany raport z rynku pracy (w czwartek) oraz kilka barometrów koniunktury obliczanych przez lokalne banki. AUD/USD trzyma się 0,69, ale ma wyraźne problemy w przekuciu rynkowego optymizmu w kontynuację aprecjacji. Spodziewamy się zejścia kursu na niższe poziomy i słabości zarówno na tle walut defensywnych (AUD/JPY) jak i innych walut surowcowych ( zwłaszcza AUD/CAD). W Nowej Zelandii nad ranem 13 listopada zapadnie decyzja odnośnie do poziomu stóp procentowych i zakładana jest redukcja o 25 pb sprowadzająca koszt pieniądza do 0,75 proc i zrównująca go z Australią. RBNZ w drugim i trzecim kwartale ciął stopy. W miesiącach letnich zdecydowano się na redukcję aż o 50 pb. Z Chin napłyną informacje o sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej. Poznamy je w czwartek, co sprawia, że po spokojnym, świątecznym początku tygodnia wydarzenia będą nabierać tempa. Poza licznymi danymi cały czas należy wypatrywać nowinek dotyczących wojen handlowych, sytuacji na brytyjskiej scenie politycznej i spekulacji dotyczących przyszłych decyzji OPEC.

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Inwestycja z Gdyni wśród 4 najlepszych w Europie

Położone na granicy Gdyni i Sopotu Nowe Kolibki zdobyły międzynarodową nagrodę FIVE STAR w ramach prestiżowego European Property Awards. Co więcej, inwestycja znalazła się wśród czterech najwyżej notowanych projektów w Europie, dzięki czemu została zgłoszona do światowej czołówki konkursu.

To już XXVI edycja Property Awards. Podczas gali w Londynie trójmiejski deweloper Invest Komfort otrzymał nagrodę w kategorii Residential Development za realizację Nowych Kolibek. Międzynarodowe jury, w skład którego wchodzi 80 niezależnych ekspertów, w tym członkowie brytyjskiej Izby Lordów, przyznało też inwestycji tytuł FIVE STAR. Oznacza on uzyskanie najwyższych not w ocenianych kategoriach. Warto dodać, że szczegółowej analizie zostały poddane m.in. lokalizacja, architektura, design, udogodnienia oraz oryginalność. W dalszej części gali, organizatorzy dokonali ostatecznej selekcji laureatów i podali nominacje do światowej czołówki konkursu. Nowe Kolibki razem z projektami z Wiednia, Petersburga i tureckiego Kusadasi zostały ogłoszone najlepszymi realizacjami w Europie w swojej kategorii i otrzymały nominację do światowego etapu konkursu. Jego zwycięzców poznamy już 2 grudnia podczas kolejnej, finałowej już gali w Londynie.

Za projekt Nowych Kolibek odpowiada pracownia Roark Studio. Nawiązuje on do filozofii slow life – życia w harmonii z naturą, w spokoju i wygodzie. Inspiracją dla twórców było malownicze otoczenie inwestycji. Choć znajduje się ona w sercu trójmiejskiej aglomeracji, to jednak bezpośrednie sąsiedztwo Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego zapewnia mieszkańcom ciszę i kojący widok zieleni. Spacer do morza zajmuje stąd ok. 10 minut. Budynki są dwupiętrowe i zaprojektowane tak, aby idealnie współistnieć z naturalnym otoczeniem, pozwalając na relaks przy szumie drzew i wody spływającej z osiedlowej kaskady. Natura została zaproszona także do wnętrz, gdzie dominuje kamień, szlachetne drewno, roślinność oraz oryginalne designerskie meble i detale. Można je podziwiać w komfortowych częściach wspólnych, do których należą m.in. sauna, strefa fitness oraz sala klubowa.

Nawet rok trzeba czekać na pozwolenia na pracę w Polsce

Polski rynek pracy nadal jest mało przyjazny dla obcokrajowców. Są województwa, w których cudzoziemcy na wydanie decyzji związanych z legalizacją pobytu i pracy muszą czekać prawie rok – wynika z danych zebranych przez Polsko-Ukraińską Izbę Gospodarczą. Efekt: część obcokrajowców zmuszona jest pracować na czarno.

Najszybciej procedury biurokratyczne związane z legalizacją pobytu i pracy cudzoziemcy załatwią na Lubelszczyźnie, Mazowszu, Podkarpaciu oraz w województwie warmińsko-mazurskim – tam przeciętny czas oczekiwania na wydanie decyzji w sprawie jednolitego zezwolenia na pobyt i pracę nie przekracza 190 dni, a w sprawie zezwoleń na pracę — najwyżej 45 dni. Gorzej wypadają województwa dolnośląskie, pomorskie, lubuskie oraz wielkopolskie. Zdarza się, iż na wydanie decyzji związanych z legalizacją pobytu i pracy czasami mogą czekać prawie rok.

Polski biznes traci z powodu przewlekłych procedur

Zdaniem ekspertów Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej tak długotrwałe oczekiwanie na wydanie zezwoleń negatywnie odbija się na polskich przedsiębiorcach, budżecie państwa oraz na rynku pracy.

– Zbyt długi czas oczekiwania na legalizację pracy powoduje, że część pracowników zasila szarą strefę gospodarki. W wyniku tego, budżety państwa oraz samorządów tracą znaczące wpływy, gdyż osoby te nie płacą żadnych podatków. Również pracodawcy nie odprowadzają podatków i składek od ich zatrudnienia. W dodatku, takie zjawisko wpływa negatywnie na polski rynek pracy: pracownicy w szarej strefie oferują tańsze usługi, czym podważają pozycje na rynku osób, które podejmują pracę legalnie – mówi Andrzej Drozd, Wiceprezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej.

W ocenie PUIG skomplikowane i długie procedury biurokratyczne związane z legalizacją pracy i pobytu zniechęcają również samych cudzoziemców, w tym głównie Ukraińców, do podjęcia pracy w Polsce. Niemcy, Czesi oraz kraje bałtyckie oferują obecnie obcokrajowcom nie tylko wyższe wynagrodzenie, ale też prostsze reguły legalizacji ich zatrudnienia. – Polska pozostaje nadal głównym kierunkiem migracji zarobkowej z państw Europy Wschodniej, lecz bariery stawiane cudzoziemcom i pracodawcom przy wejściu na polski rynek pracy  mogą zmienić te tendencje już w najbliższej przyszłości – podkreśla z kolei Paweł Kułaga, Przewodniczący Komitetu ds. Migracji i Zatrudnienia Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej, Prezes Zarządu Foreign Personnel Service.

Konieczne zmiany w procedurach legalizacji pracy w Polsce

Eksperci PUIG podkreślają, że Polska musi jak najszybciej podjąć decyzje obliczone na dalsze uproszczenia procedur legalizacji pobytu i pracy cudzoziemców. – Należy wzmocnić kadrowo i doinwestować jednostki administracji odpowiedzialne za ten proces, udrożnić i wydatnie skrócić czas wydawania i przedłużania zezwoleń na pracę i  pobyt, a także wydłużyć okres obowiązywania tych dokumentów. Adaptację pracowników z Ukrainy może ułatwić np. bezpłatna nauka języka polskiego i szkolenia branżowe – zaznacza Paweł Kułaga.

Analiza PUIG została zrealizowana w ramach kampanii społecznej „Partnerstwo i zatrudnienie”, której celem jest zwalczanie patologii na rynku zatrudnienia Ukraińców w Polsce, walka ze stereotypami związanymi z migracją, a także pomoc i wsparcie w procesie adaptacji pracowników z Ukrainy, którzy wypełniają lukę na polskim rynku pracy. Partnerem strategicznym kampanii jest spółka Foreign Personnel Service oraz BNP Paribas Bank Polska.

Adam Krużyński nowym prezesem i Dyrektorem Zarządzającym Fibaro a także Dyrektorem Zarządzającym Nice Polska

W celu dalszej integracji Fibaro i Nice Polska w ramach Grupy Nice, zwiększenia efektywności działania i siły rynkowej obu firm, a także przyspieszenia rozwoju nowych produktów, na stanowisko prezesa FIBARO powołany został Adam Krużyński, zastępując, Macieja Fiedlera. Krużyński objął także funkcję Dyrektora Handlowego FIBARO i powraca do Nice Polska jako Dyrektor Zarządzający. Stanowisko Dyrektora Generalnego Nice Polska będzie piastował Marcin Skrobisz.

Powierzenie dwóch kluczowych stanowisk jednej osobie jest wyrazem zaufania i docenienia dotychczasowego wkładu Polaka w rozwój obu firm. Adam Krużyński od blisko 20 lat jest związany z Grupą Nice, która w ubiegłym roku przejęła 100 procent udziałów FIBARO. Polska jest jednym z trzech kluczowych rynków dla Grupy Nice. To Polacy stanowią najliczniejszą grupę wśród wszystkich zatrudnionych w międzynarodowych strukturach. Od blisko 20 lat polski oddział Nice należy do najlepszych w Grupie, zarówno pod względem dynamiki rozwoju jak i zaplecza wysoko wykwalifikowanych pracowników. A. Krużyński, jako Chief Sales Officer Grupy Nice, od marca 2018 nadzorował sprzedaż realizowaną przez Grupę na ponad 100 rynkach oraz w 24 oddziałach zlokalizowanych na całym świecie.

– Powołanie na stanowisko prezesa Fibaro i Dyrektora Zarządzającego Nice Polska to dla mnie wielki zaszczyt oraz duża odpowiedzialność. Dziękuję za zaufanie jakim obdarzają mnie władze obu spółek. W nowej roli, wykorzystam zdobywane przez lata, międzynarodowe doświadczenie i znajomość branży. Polski rynek zajmuje w Grupie Nice szczególne miejsce. Jestem przekonany, że synergia działania obu spółek pozwoli na jeszcze szybszy rozwój i budowanie wyjątkowego doświadczenia dla użytkowników naszych rozwiązań. – mówi Adam Krużyński, prezes FIBARO i Dyrektor Zarządzający Nice Polska.

Zmiany w strukturach zarządczych obu spółek mają w większym stopniu zintegrować ich funkcjonowanie w ramach Grupy Nice aby zapewnić obu firmom skalowalną platformę wzrostu. Głównym celem będzie wypracowywanie nowych rozwiązań strategicznych i operacyjnych dla obu spółek, a tym samym zwiększanie ich siły rynkowej. Dotyczy to również obszaru R&D, co umożliwi zbudowanie unikalnego na skalę światową, centrum wiedzy technologicznej. Ponad 60 inżynierów z Polski będzie aktywnie współpracować z Group Development Centers we Włoszech i w Stanach Zjednoczonych.

Marcin Skrobisz, który przez ostatni rok zarządzał firmą Nice Polska, pełniąc funkcję Dyrektora Zarządzającego, pozostaje w firmie. Jako Dyrektor Generalny skoncentruje się na obszarach sprzedaży i marketingu spółki. Będzie także tworzył koncepcję działu „customer care”, w którym Nice Polska pokłada olbrzymie nadzieje w kontekście rozwoju biznesu w Polsce.

– Chciałbym podziękować Marcinowi za jego fantastyczną pracę wykonaną w ubiegłym roku i wyjątkowe zaangażowanie, które wykazał wraz z całym zespołem Nice. Pozwoliło to po raz kolejny osiągnąć wysoki wzrost sprzedaży poprzez zwiększenie wyników ekonomicznych firmy. Wierzę, że wraz z Marcinem i całym zespołem Nice Polska, będziemy mogli osiągnąć dalsze sukcesy, zachowując naszą pozycję lidera w branży automatyki domowej. – powiedział Krużyński.

Zeszłoroczna transakcja pozwoliła na szybszy rozwój systemu smart home FIBARO oraz pozostałych rozwiązań IoT, nad którymi pracują działy R&D FIBARO w Poznaniu i Zielonej Górze oraz Nice w Oderzo, Włochy. Nice jako jeden z największych graczy w sektorze automatyki domowej ma w planach kolejne inwestycje, które pozwolą marce FIBARO rozwijać się w pełnej synergii z Grupą i jeszcze skuteczniej realizować ekspansję na światowych rynkach.

Za wcześnie by przesądzać

Inwestorzy chcieliby nadal optymistycznie patrzeć na stan negocjacji handlowych, ale jednocześnie nerwowo reagują na informacje wskazujące, ze postęp rozmów jest nikły. Tydzień nie przynosi zatem jednoznacznego rozstrzygnięcia w notowaniach wielu par walutowych, które znajdują się w newralgicznym położeniu. Sytuacja przypomina pojedynek bokserski, w którym jeden z walczących jest na linach, ale jego przegranej nie można przesądzić.

Do miana najprostszego rozwiązania urosło ograniczanie ekspozycji w walutach ryzykownych na rzecz dolara, któremu sprzyja podbicie rentowności długu USA i przybieranie przez krzywą bardziej stromego przebiegu. Wynika to z tego, że Fed zapowiedział przerwę w luzowaniu. Przed poprzednimi obniżkami władze monetarne nie przesądzały, że luzowanie będzie kontynuowane. Bardziej jastrzębi wydźwięk komunikacji sprzyjał zatem ograniczeniu dyskonta przyszłych cięć. W poprzednich miesiącach słabe dane szybko przesądzały, że rynek wierzył w redukcję stóp. Tym razem raport z rynku pracy i wyraźne podbicie ISM dla sektora usługowego wzmacniają optymistyczny przekaz Fed. W rezultacie odbicie EUR/USD wyhamowało przed 1,12, czyli 200 – sesyjną średnią kroczącą. W naszych prognozach zakładamy jednak, że mozolny trend wzrostowy w notowaniach będzie kontynuowany a cel na koniec roku to 1,13. Do mocniejszej i bardziej dynamicznej aprecjacji wspólnej waluty konieczne będą pozytywne sygnały z gospodarki Eurolandu. Obecnie notowania cofnęły się w okolice 1,1050. Utrzymanie tych poziomów byłoby dla tendencji wzrostowej pozytywnym sygnałem, ale zdecydowanie konstruktywniejszym znakiem byłby szybki powrót nad 1,1070.

Tradycyjnie wzrost dochodowości widać po notowaniach koszyka emerging marktes, gdzie w tym miesiącu przeważa słabość. Przy historycznych szczytach Wall Street i wyraźnej przecenie obligacji USA razi mikra skala zwyżki USD/JPY. Kurs w końcu przebił się nad 200 – sesyjną średnią ruchomą i wyszedł nad 109,00, ale widzimy spore ryzyko, że poziomy te nie zostaną utrzymane. Podobnie, AUD/USD stoi w miejscu: optymizm dotyczący wojen handlowych znosi się z silniejszym dolarem i notowania tkwią przy 0,69. Spodziewamy się jednak, że kurs będzie kierować się na niższe pułapy. Na marginesie warto odnotować, że odbicie dochodowości obligacji, dobre nastroje na rynkach akcji i silniejszy USD to przepis na przecenę metali szlachetnych. Uncja złota wyceniana jest na niecałe 1470 USD i kurs zbliża się do ważnych dołków z początku października.

Na kluczowy poziom wsparcia został zepchnięty również funt. GBP/USD spadł do 1,28 po posiedzeniu Banku Anglii, na którym dwójka decydentów (Haskel i Saunders) zaskoczyła i optowała za cięciem stóp procentowych. To pierwszy przypadek w tym roku, gdy we władzach monetarnych pojawia się aż taki podział. Bezsprzecznie Bank Anglii dryfuje w kierunku bardziej łagodnej polityki i znajduje to odzwierciedlenie w rynkowej wycenie, która zakłada 50 proc. prawdopodobieństwa cięcia na początku przyszłego roku. Bardziej zdecydowane dyskonto jest naszym zdaniem mało uzasadnione ze względu na niepewność związaną z brexitem i zmianą na stanowisku gubernatora. Tak długo jak kurs jest ponad 1,28, tak długo rynek powinien pozostawać w trybie wykorzystywania spadków do kupna funta.

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

7LEVELS rozwinie działalność wydawniczą

7LEVELS planuje rozwinąć działalność związaną z portingiem i wydawaniem gier na Nintendo Switch. W 2020 r. zamierza wydać znacznie więcej tytułów zewnętrznych niż w roku bieżącym. Po trzech kwartałach krakowskie studio wypracowało niespełna 1.6 mln zł przychodów ze sprzedaży, wobec 0,59 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego.

Po trzech kwartałach 2019 r. przychody 7LEVELS są o 167% wyższe niż w minionym roku. Tylko w zakończonym kwartale sprzedaż spółki wyniosła 0,61 mln zł. – Musimy popracować jeszcze nad rentownością i kosztami. Liczymy, że wyniki ostatniego kwartału i nadchodzący rok będę lepsze i przyniosą oczekiwane zyski. Nasza podstawowa działalność, rola wydawcy oraz projekty nad którymi pracujemy, a o których nie chcielibyśmy mówić, sugerują oczekiwać poprawy wyników – zapowiada Krzysztof Król, wiceprezes 7LEVELS.

W nadchodzącym roku 7LEVELS planuje rozszerzenie działalności wydawniczej, którą rozpoczęło wydaniem tytułów Warplanes: WW2 Dogfight oraz Golf Peaks – Na początku października podpisaliśmy umowę na wydanie Inbento, kolejnej gry studia Afterburn. Prowadzimy również rozmowy z innym polskim studiami możliwe, że w najbliższym czasie uda się sfinalizować podpisanie umowy na wydanie kilku tytułów, które mogłyby wzbogacić nasz line-up na 2020 r.. – mówi Krzysztof Król.

Studio rozwija również swój sztandarowy produkt Jet Kave Adventure. Średnia ocen gry jest zbliżona do 7/10 (wynik 67% na metacritic, recenzja 7.5/10 w gram.pl). W najbliższym czasie planowany jest duży update, który wprowadzi do gry dodatkowe tryby. Pojawią się również achievementy do zdobycia oraz rankingi online.  W ostatnich dniach do Nintendo eShop trafiła wersja demo gry Jet Kave Adventure. Trwa również 25% promocja na grę. Do 10. listopada tytuł będzie dostępny w cenie $14.99.

Toyota i chiński koncern BYD otwierają wspólny ośrodek R&D wyspecjalizowany w rozwoju baterii i samochodów elektrycznych

Toyota i chiński koncern BYD wspólnie uruchomią ośrodek badań i rozwoju (R&D) nad bateriami do samochodów elektrycznych (BEV). Nowa firma skupi się także na opracowaniu samochodów elektrycznych nowej generacji, w tym platform i kluczowych części.

Ośrodek R&D powstanie w 2020 roku w Chinach, a Toyota i BYD wniosą po 50% kapitału. Zespół zostanie skompletowany z inżynierów Toyoty i BYD, zatrudnionych obecnie w innych ośrodkach rozwojowych obu koncernów.

„Kierując się naszym stałym celem promowania i wprowadzania do szerokiego użytku zelektryfikowanych samochodów, bardzo się cieszymy, że Toyota i BYD zostaną partnerami i będą współpracować, odkładając na bok rywalizację. Liczymy, że ta współpraca zaowocuje dalszym rozwojem i wzrostem obu firm” – powiedział Shigeki Terashi, wiceprezydent Toyoty.

„Chcemy połączyć możliwości BYD w kwestii budowy samochodów elektrycznych oraz naszą konkurencyjność na rynku BEV z wysoką jakością oraz technologiami bezpieczeństwa Toyoty, by wprowadzić na rynek najlepsze samochody elektryczne tak szybko jak to możliwe” – skomentował Lian Yu-bo, starszy wiceprezydent BYD.

W ramach nowej firmy R&D Toyota i BYD będą wspólnie opracowywać atrakcyjne dla chińskich nabywców samochody elektryczne oraz promować ich jak najszersze stosowanie, przyczyniając się do poprawy jakości powietrza i stanu środowiska naturalnego.

W 1997 roku, kiedy Toyota wprowadziła na rynek Priusa – pierwszy na świecie masowo produkowany samochód hybrydowy – stała się pionierem elektryfikacji samochodów. Do tej pory Toyota sprzedała na świecie już ponad 14 milionów zelektryfikowanych aut, głównie hybryd. W ciągu ponad 20 lat zakumulowała rozległą wiedzę o projektowaniu, produkcji i sprzedaży hybryd oraz kluczowych elementów napędu hybrydowego.

Toyota zainicjowała światowy trend elektromobilności zgodnie z przekonaniem, że niskoemisyjne samochody mogą przynieść korzyść społeczeństwu tylko, jeśli są szeroko stosowane. Firma zajmuje się popularyzacją elektromobilności również w Chinach, produkując samochody dostosowane do wymagań chińskich klientów we współpracy z Toyota Motor Engineering & Manufacturing (China) oraz ośrodkami R&D otwartymi wspólnie z China FAW Group Corporation (FAW) oraz Guangzhou Automobile Group (GAC).

Przemysł chemiczny walczy ze zmianami klimatycznymi. Przyszłość to m.in. innowacyjne wykorzystanie dwutlenku węgla czy chemiczny recykling

Przemysł chemiczny walczy ze zmianami klimatycznymi. Przyszłość to m.in. innowacyjne wykorzystanie dwutlenku węgla czy chemiczny recykling 2

Branża chemiczna może pomóc w walce z negatywnymi zmianami klimatycznymi. Inwestuje w rozwiązania, które pozwalają ograniczyć emisję dwutlenku węgla w procesie produkcji czy zanieczyszczenie plastikiem. Przykładem jest opracowany przez BASF biodegradowalny i kompostowalny materiał do produkcji folii rolniczej, wyprodukowany w 85 proc. z naturalnych surowców, który może być też wykorzystana do produkcji worków na śmieci, czy specjalna odmiana nasion soi, która pozwala uzyskiwać wyższe plony. Koncern zatrudnia na całym świecie ponad 11 tys. inżynierów i naukowców w działach badań i rozwoju. Tylko w ubiegłym roku firma zgłosiła ponad 900 patentów.

 Branża chemiczna jest bardzo energochłonna. Z natury rzeczy zużywamy dużo energii i mamy większą emisję. Stąd podstawowy aspekt to zadbanie o to, żeby tej emisji było jak najmniej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Byczkowska, dyrektor zarządzająca BASF Polska.

Zarządzanie związkami węgla i ograniczenie emisji CO2 to w tej chwili główny kierunek polityki klimatycznej w wymiarze unijnym, jak i globalnym. Cele UE zakładają, że do 2030 roku emisja gazów cieplarnianych zostanie zredukowana minimum o 40 proc. w stosunku do poziomu z 1990 roku. Na forum unijnym cały czas toczą się również rozmowy dotyczące osiągnięcia przez UE neutralności klimatycznej do 2050 roku.

Taki cel dla niektórych gałęzi przemysłu, np. dla przemysłu chemicznego, stanowi trudne zadanie. Brak działań w tym kierunku może jednak doprowadzić do naprawdę niebezpiecznych konsekwencji. Dlatego zarówno modele biznesowe, jak również produkty i usługi muszą zostać opracowane na nowo. W tej chwili mamy do czynienia z inwestycjami w zrównoważony rozwój, które niosą ze sobą wiele korzyści biznesowych. Przedsiębiorcy inwestują na rynkach rozwijających się, ograniczają ryzyko i redukują koszty, czerpiąc wiele korzyści ze strategii zrównoważonego rozwoju – mówi prof. Wayne Visser, Professor of Integrated Value & Chair of Sustainable Transformation, Antwerp Management School.

Zmiany klimatu i inne najważniejsze globalne problemy adresują Cele Zrównoważonego Rozwoju ONZ nakreślone do 2030 roku (tzw. Agenda 2030). Jednym z nich jest szybki przyrost populacji. Jeżeli ta – zgodnie z prognozami ONZ – wzrośnie do 9,6 mld ludzi w 2050 roku, ludzkość będzie już potrzebować bogactw naturalnych trzykrotnie przekraczających zasoby planety, z kolei rolnictwo – żeby wyżywić całą populację – będzie musiało zwiększyć produkcję rolną o 65–80 proc. (raport „Rolnictwo i przyroda” BASF).

 Daleko nam jeszcze do osiągnięcia celów zrównoważonego rozwoju, ale są już obszary, w których przedsiębiorcy sprawnie stawiają czoła wyzwaniom, wprowadzając innowacje i nowe rozwiązania, których potrzebujemy. Pozytywnych przykładów dostarczają odnawialne źródła energii, akumulatory, materiały stanowiące alternatywę dla tworzyw sztucznych, jak nadające się do kompostowania materiały pochodzenia biologicznego i biodegradowalny plastik. Te rozwiązania są niestety na wczesnym etapie wprowadzania do użytku, więc trzeba zacząć stosować je na odpowiednio większą skalę – mówi prof. Wayne Visser.

Globalnie BASF zatrudnia 11 tys. inżynierów i naukowców, którzy zajmują się działalnością badawczo-rozwojową i na całym świecie ma ok. 70 jednostek B+R. W ubiegłym roku firma prowadziła ponad 3 tys. projektów badawczo-rozwojowych, przeznaczając na tę część działalności 2 mld euro. Koncern w 2018 roku zgłosił ponad 900 patentów, co stawia go w ścisłej, światowej czołówce. Dyrektor zarządzająca BASF Polska podkreśla, że koncern rozwija innowacyjne projekty.

– Mamy w tej chwili ponad stu naukowców, którzy pracują w naszym dziale R&D, skupiając się wyłącznie na temacie klimatycznym. Podstawowy temat to zarządzanie dwutlenkiem węgla i nowe technologie, które wiążą CO2 albo wykorzystują energię odnawialną – mówi Katarzyna Byczkowska.

Intensywnych prac badawczo-rozwojowych wymaga m.in. Program Zarządzania Emisjami (Carbon Management), który został wprowadzony w ogłoszonej w ubiegłym roku strategii BASF. Firma zadeklarowała, że w ciągu najbliższej dekady podwoi produkcję bez wzrostu całkowitej emisji gazów cieplarnianych. Program obejmuje trzy obszary: poprawę efektywności energetycznej, zwiększenie udziału zielonej energii i opracowanie niskoemisyjnych technologii.

Przykładem mogą być krakery parowe BASF, służące do rozkładu ropy naftowej na olefiny i węglowodory aromatyczne wykorzystywane w dalszej produkcji. Wymagają one rozgrzania gazem ziemnym do temperatury 850°C. BASF zamierza w ciągu najbliższych 5 lat opracować pierwszą na świecie koncepcję rozgrzewania krakerów parowych energią elektryczną z OZE, co pozwoli ograniczyć emisję CO2 o 90 proc.

– Produkty uboczne produkcji w jednym zakładzie są wykorzystywane jako surowiec w innym. To wpisuje się w gospodarkę obiegu zamkniętego, pomaga nam zaoszczędzić pieniądze, zaoszczędzić energię i  znacznie zredukować emisję CO2 – podkreśla dyrektor zarządzająca BASF Polska.

Koncern ma też pomysły na zagospodarowanie zmieszanych odpadów z tworzyw sztucznych. Służyć temu ma ChemCycling, czyli recykling chemiczny. Odpady z tworzyw sztucznych można wykorzystywać do produkcji gazu syntezowego lub olejów dzięki procesom termochemicznym. Powstałe w ten sposób surowce są używane do nowej produkcji, zastępując częściowo paliwa kopalne. We współpracy z klientami z 10 różnych sektorów BASF rozwija już pilotażowe produkty oparte o ChemCycling.

– To innowacja w procesie gospodarki odpadami, z której mogą skorzystać wszystkie branże: producenci opakowań, branże wykorzystujące tworzywa sztuczne czy zobowiązane do uczestnictwa w recyklingu – mówi Katarzyna Byczkowska.

Gospodarka obiegu zamkniętego i sposoby na walkę ze zmianami klimatycznymi były głównym tematem konferencji „BASF dla planety”, która odbyła się 5 listopada w warszawskim Centrum Nauki Kopernik i której partnerami były Global Compact Network Poland i UNEP GRID Warszawa. Wydarzeniu, które też miało być neutralne dla środowiska, więc jednorazowe plastikowe kubki czy worki na śmieci zastąpiono biodegradowalnymi, towarzyszyła również wystawa innowacyjnych, proekologicznych rozwiązań branży chemicznej.

Chcieliśmy zwrócić uwagę na rozwiązania, które wspierają ograniczenie emisji, sprzyjają klimatowi i planecie. Skupiliśmy się na innowacyjnych produktach, które właściwie każdy z nas może już stosować w codziennym życiu i z których może korzystać też przemysł – mówi dr inż. Aleksandra Ćwil-Kaczmarek z działu rozwoju rynku w BASF. – Są to m.in. rozwiązania, które były już testowane w Polsce. Promujemy produkty katalityczne, związane z produkcją zielonego glikolu propylenowego, innowacje dla rolnictwa, tworzywa biodegradowalne i innowacyjne tworzywa sztuczne, elektromobilność, innowacyjne i naturalne produkty do pielęgnacji ciała czy dla gospodarstw domowych. Rozmawiamy m.in. o certyfikowanym oleju palmowym i produktach, które pochodzą z odpowiedzialnego źródła.

Przy odpowiednim podejściu nawet szkodliwy dla klimatu dwutlenek węgla może stać się surowcem, wykorzystywanym na przykład do produkcji superabsorbentów.

Superabsorbenty to hydrożele, które wchłaniają wodę i mogą być stosowane np. w pieluchach. Możemy też wykorzystać dwutlenek węgla do metanizacji, czyli przekształcić go w wodór, albo zastosować jako produkt pośredni do otrzymywania olefin. Jest mnóstwo przykładów, ale w tych trzech zostały już podjęte konkretne działania i chcielibyśmy je wdrożyć przed 2030 rokiem – mówi dr inż. Aleksandra Ćwil-Kaczmarek.

Hostessing w Polsce pełen nadużyć ze strony klientów i pracodawców. Pierwszy raport dotyczący tej branży wskazuje patologie rynku

Hostessing w Polsce pełen nadużyć ze strony klientów i pracodawców. Pierwszy raport dotyczący tej branży wskazuje patologie rynku 3

Relatywnie dobre zarobki w stosunku do czasu pracy i duża elastyczność, a z drugiej strony – niestabilne umowy, przypadki molestowania seksualnego, upokarzanie i wykorzystywanie – to realia pracy hostess, zatrudnianych na eventach do promocji marek i produktów. Takie usługi świadczy w Polsce około 100 agencji, a zawód hostessy jest silnie sfeminizowany: na 50 kobiet, w większości przed 30. rokiem życia, przypada średnio tylko 1 mężczyzna. Na problemy tego rynku zwraca uwagę pierwszy w Polsce raport dotyczący branży hostessingu.

– Największą zaletą pracy w hostessingu są relatywnie dobre zarobki przy niewielkim nakładzie czasu, jaki trzeba poświęcić na to zajęcie, oraz elastyczność, co jest ważne dla studentek, które stanowią większość hostess. Najpoważniejszą wadą są natomiast przypadki molestowania seksualnego, które zdarzają się zarówno ze strony klientów, jak i organizatorów imprez. Hostessy narzekały też na uciążliwość fizyczną tej pracy, bo to jest wielogodzinne stanie i chodzenie w butach na obcasach, przez co bolą je nogi i plecy, zdarza się też, że ubrania nie są dostosowane do warunków pogodowych – mówi agencji Newseria Biznes Anna Perlik-Piątkowska, współautorka raportu „Branża hostess w Polsce. Główne problemy i kontrowersje”.

Hostessing stanowi w Polsce pierwszą pracę dla tysięcy młodych ludzi, przeważnie kobiet. To pierwsze zetknięcie z rynkiem pracy bywa jednak trudne z powodu nadużyć ze strony klientów i pracodawców oraz stereotypów dotyczących tej pracy. Zawód hostessy jest postrzegany jako mało wymagający, a wiele kobiet na tym stanowisku musi mierzyć się z upokarzaniem, wyzyskiem i wykorzystywaniem.

– Temat hostessingu nie był przedmiotem głębszych  analiz czy badań, choć pojawiał się w przestrzeni publicznej i w mediach np. w kontekście stereotypizacji pracy kobiet. Postanowiliśmy oddać głos samym hostessom i przygotowaliśmy badanie jakościowe. W wywiadach pytaliśmy, jakie są warunki ich pracy, co je zachęca do pracy hostessy, co im przeszkadza w tej pracy, jakie są ich relacje z pracodawcami i klientami. Hostessy otwarcie mówiły nam o tym, jak są traktowane, z jakimi trudnymi sytuacjami się spotykają, i tak powstał nasz raport. Chcemy nim otworzyć publiczną dyskusję na temat tej branży, konieczności stworzenia pewnych standardów i zasad etycznych, które odpowiadałyby na potrzeby młodych osób wkraczających na rynek pracy – mówi Monika Kulik z Forum Odpowiedzialnego Biznesu (FOB).

Raport „Branża hostess w Polsce. Główne problemy i kontrowersje”, opracowany przez Komitet Dialogu Społecznego KIG we współpracy z FOB, to pierwsze w Polsce opracowanie na temat tego sektora. Na jego potrzeby przeprowadzono kilkanaście pogłębionych wywiadów z hostessami oraz przeanalizowano ogólnodostępne materiały poświęcone tej branży.

– Zwracałbym uwagę na to, aby te firmy, instytucje, które wynajmują hostessy i hostów na swoje wydarzenia, brały odpowiedzialność za to, co czynią. To one powinny w ramach zjawiska godnej pracy w łańcuchach dostaw być odpowiedzialne za to, co na ich wydarzeniach się dzieje. Oczywiście agencje też są odpowiedzialne, ale ta odpowiedzialność nie powinna rozmywać się w odniesieniu do podmiotów , które są organizatorami konferencji, wydarzeń i bankietów – mówi Piotr Ostrowski, wiceprzewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. – Ten raport powinien być wstępem do szerszej dyskusji na temat pozycji kobiet w społeczeństwie i świecie pracy oraz do działań na rzecz zmiany pozycji kobiet w miejscu pracy, nie tylko w segmencie hostess – dodaje.

Z danych zebranych w raporcie wynika, że w Polsce wynajęcie hostess oferuje około 100 agencji, najczęściej prowadzonych przez osoby związane z branżą mody i marketingu. Praca hostessy opiera się głównie na elastycznej formie zatrudnienia – dominują umowy-zlecenia i o dzieło. Ten zawód jest silnie sfeminizowany. Na 50 kobiet w zawodzie przypada średnio tylko 1 mężczyzna. Najliczniejszą grupę stanowią kobiety przed 30. rokiem życia – 7 na 10 hostess to kobiety w wieku od 23 do 30 lat, tylko niecałe 20 proc. ma powyżej 30 lat.

Wynagrodzenia hostess wahają się od kilkunastu złotych za godzinę do nawet kilku tysięcy złotych za dzień pracy. Najmniej zarabiają hostessy rozdające próbki produktów w dużych sklepach. Na najwyższe stawki mogą liczyć uczestniczki dużych kampanii promocyjnych, a także hostessy zatrudnione do obsługi bankietów czy konferencji.

– Chcielibyśmy, żeby praca hostess była wolna od stereotypizacji i pozwoliła młodym osobom jak najlepiej odnaleźć się na rynku pracy. Zachęcamy też do różnorodności – żeby zatrudniać nie tylko kobiety, ale i mężczyzn, korzystać z pomocy osób w różnym wieku do promowania produktów, usług czy wydarzeń – mówi Monika Kulik.

Współodpowiedzialność za działania na rzecz polepszenia warunków pracy hostess powinny wziąć także firmy, które korzystają z ich usług do reklamowania swoich produktów. Dla wielu z nich hostessy pełnią ważną rolę, ponieważ podczas eventów to one wpływają na pierwsze wrażenie o marce.

Jak zauważa współautorka raportu Anna Perlik-Piątkowska, w krajach Europy Zachodniej są przyjmowane różne rozwiązania, które regulują działanie branży. Dlatego pozytywne wzorce można zaczerpnąć z rynków zagranicznych.

– Pierwszym jest rezygnacja z hostess na rzecz konsultantów i konsultantek, którzy są proszeni o adekwatny ubiór oraz nawiązywanie biznesowych rozmów z klientami. Tego typu przypadki się pojawiają, np. na targach motoryzacyjnych w Genewie. Drugim sposobem na modyfikowanie działania branży jest zwiększanie udziału hostów, czyli liczby mężczyzn w branży. Na takie rozwiązanie zdecydowała się w 2018 roku Vuelta a España, czyli jeden z najsłynniejszych wyścigów kolarskich na świecie – nagrody oraz kwiaty kolarzom wręczali kobieta i mężczyzna. Trzecią, dobrą praktyką jest samoregulacja branży – tu przykładem może być Francuski Związek Pracodawców Hostess, który w 2015 roku rozpoczął walkę z dyskryminacją i wdrożył kodeks dobrych praktyk, który odnosi się głównie do kwestii pracowniczych – mówi Anna Perlik-Piątkowska.

Wyrok TSUE: tylko do 15 listopada czas na wznowienie postępowań podatników „wkręconych” w karuzele podatkowe

Dnia 16.10. 2019 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wyrok w sprawie Glenkore Agriculture Hungary Kft. C-189/18, który może się okazać dla wielu podatników pomocny w prowadzonych postępowaniach podatkowych oraz stanowić dobrą przesłankę do wzruszania sprawy na etapie decyzji ostatecznej. Wyrok powinien   zmienić podejście organów podatkowych do możliwości przytaczania bezrefleksyjnie decyzji wymiarowych wobec innych podatników w ramach prowadzonych postępowań. Czas na wznowienie postępowania podatkowego zakończonego ostateczną decyzją mija jednak 15 listopada 2019 r.

  • Jeśli organy podatkowe włączają jako dowody wyciągi z innych decyzji wydanych wobec kontrahentów podatnika, praktyka taka narusza prawo podatnika do obrony i prawo do rzetelnego procesu.
  • Jeśli podatnik pozbawiony był możliwości zapoznania się z takimi dowodami, na podstawie których organ podatkowy wydał decyzję, uniemożliwia to sądowi administracyjnemu wykonywania skutecznej kontroli sądowej i spełnienie wymogów rzetelnego procesu.
  • Wyrok stanowi wskazówkę dla organów podatkowych, aby w toku prowadzonych postępowań nie uwzględniały bezkrytycznie materiałów dowodowych, dotyczących innych podmiotów niż podatnik.
  • Jeżeli toczą się sprawy karno-skarbowe przed sądami na podstawie ostatecznych decyzji można wnioskować o ich zawieszenie do czasu rozpoznania wniosku o wznowienie postępowania podatkowego.

Wyrok TSUE

W dniu 16 października 2019 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wyrok w sprawie Glenkore Agriculture Hungary Kft. C-189/18, w którym stwierdził: „…w trakcie weryfikacji wykonanego przez podatnika prawa do odliczenia podatku od wartości dodanej (VAT) organ podatkowy jest związany ustaleniami faktycznymi i kwalifikacjami prawnymi dokonanymi już przez siebie w ramach powiązanych postępowań administracyjnych wszczętych przeciwko dostawcom tego podatnika, na których zostały oparte decyzje, które stały się ostateczne, stwierdzające istnienie oszustwa związanego z VAT popełnionego przez dostawców, z zastrzeżeniem, po pierwsze, że nie zwalniają one organu podatkowego z obowiązku zapoznania podatnika z dowodami, w tym z dowodami pochodzącymi z owych powiązanych postępowań administracyjnych, na podstawie których zamierza on wydać decyzję, oraz że podatnik ten nie zostaje w ten sposób pozbawiony prawa do skutecznego zakwestionowania w trakcie toczącego się przeciwko niemu postępowania owych ustaleń faktycznych i kwalifikacji prawnych, po drugie, że wspomniany podatnik może w trakcie tego postępowania uzyskać dostęp do wszystkich dowodów zebranych w trakcie owych powiązanych postępowań administracyjnych lub w jakimkolwiek innym postępowaniu, na których to dowodach wspomniany organ zamierza oprzeć swą decyzję lub które to dowody mogą zostać wykorzystane przy wykonywaniu prawa do obrony, chyba że cele leżące w interesie ogólnym uzasadniają ograniczenie tego dostępu, oraz po trzecie, że sąd rozpoznający skargę na tę decyzję może skontrolować zgodność z prawem uzyskania i wykorzystania owych dowodów oraz ustaleń, które mają decydujące znaczenie dla rozstrzygnięcia skargi, dokonanych w decyzjach administracyjnych wydanych względem wspomnianych dostawców”.

W punkcie 58 uzasadnienia wyroku Trybunał wskazał, że: „Wymogu tego nie spełnia praktyka organu podatkowego polegająca na nieudzieleniu danemu podatnikowi żadnego dostępu do tych dowodów, a w szczególności do dowodów, na których opierają się ustalenia dokonane w protokołach sporządzonych i decyzjach wydanych w wyniku powiązanych postępowań administracyjnych, oraz na jedynie pośrednim zapoznaniu go w formie streszczenia tylko z częścią tych dowodów, które organ ten wybrał według przyjętych przez siebie kryteriów, nad którymi podatnik nie może sprawować żadnej kontroli”.

Co oznacza wyrok TSUE?

Wyrok ten ma istotne znaczenie dla oceny prawidłowości decyzji, w szczególności decyzji ostatecznych organu drugiej instancji. Polskie organy podatkowe włączają jako dowody wyciągi z decyzji wydanych wobec dostawców i innych uczestników obrotu towarami, a nie dowody, na podstawie których decyzje te zostały wydane. Taka praktyka narusza prawo podatnika do obrony i prawo do rzetelnego procesu.

„Jeżeli zatem wobec podatnika wydana została decyzja ostateczna, to wobec faktu, że wyrok TSUE z dnia 16.10.2019 r. ma wpływ na treść wydanej decyzji, podatnik ma prawo wystąpić na podstawie art. 240 § 1 punkt 11) ustawy Ordynacja podatkowa z wnioskiem do organu, który wydał decyzję w ostatniej instancji o wznowienie postępowania w jego sprawie w terminie miesiąca od ogłoszenia wyroku. Termin ten mija 15 listopada 2019 roku wyjaśnia adwokat Jarosław Ziobrowski z kancelarii Kurpisz i Ziobrowski adwokacka sp.p. Jarosław Ziobrowski podkreśla także, że „Jeżeli toczą się sprawy karno-skarbowe przed sądami karnymi na podstawie ostatecznych decyzji podatkowych można próbować wnioskować o ich zawieszenie do czasu rozpoznania wniosku o wznowienie postępowania podatkowego”.

Jeżeli sprawy prowadzone są obecnie przed organami podatkowymi, to podatnik powinien złożyć wniosek np. o włączenie do akt postępowania wszystkich dowodów pozyskanych z innych postępowań oraz wnieść o udostępnienie dowodów do zapoznania się z nimi i wypowiedzenia się w sprawie. Niezależnie od tego, jeżeli sprawa podatnika rozpoznawana jest przez sąd administracyjny, podatnik powinien powołać się przed sądem na wymieniony wyrok Trybunału i wskazać, że zasada poszanowania prawa do obrony, zostały naruszone, albowiem podatnik pozbawiony był możliwości zapoznania się z wszystkimi dowodami, na podstawie których organ podatkowy wydał decyzję.

W łódzkim Bionanoparku powstają najnowocześniejsze leki, a także sztuczne kończyny. Opracowywana jest również innowacyjna terapia leczenia opornego szpiczaka

Polscy naukowcy pracują nad innowacyjnym sposobem leczenia opornego szpiczaka. W Łodzi powstają też nowoczesne implanty, także szczękowe. Bionanopark jest jednym z nielicznych ośrodków, które umożliwiają przeprowadzenie kompleksowych badań nanostrukturalnych materiałów. W ten sposób powstają przełomowe terapie i leki na choroby dotąd nieuleczalne. Odpowiednia infrastruktura i bliskość wykształconych kadr sprawiają, że Łódź może być polską Doliną Krzemową w zakresie biomedycyny i biotechnologii – ocenia Marek Cieślak, prezes Bionanopark.

– Angażujemy się w projekty naukowo-badawcze bądź badawcze dotyczące właśnie medycyny. Realizujemy np. projekty dotyczące szpiczaka, niestety to jest coraz bardziej popularny problem dzisiaj w Polsce. Jest też kilka projektów, którymi warto się zająć, część z nich mamy szczęście realizować w Bionanoparku. Możliwości rozwoju innowacyjnych firm w naszym mieście są całkiem duże – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Marek Cieślak, prezes Bionanopark.

Biotechnologia i biomedycyna pozwalają odkrywać całkowicie nowe leki, także na wcześniej nieuleczalne choroby, zastępować uszkodzone części ciała, przygotowywać szczepionki czy bezpiecznie testować leki. Takie centrum działa też w Łodzi, i choć najnowsze technologie wykorzystywane są przede wszystkim w medycynie, to np. w 2018 roku działające w Bionanoparku laboratorium opracowało na potrzeby wymiaru sprawiedliwości wzorce nowych substancji psychoaktywnych i szybkich testów do ich wykrywania. Inne laboratorium rozpoczęło współpracę z producentami i dystrybutorami win w zakresie potwierdzania autentyczności produktów.

Istotne są jednak zaawansowane prace medyczne, m.in. badania nad szpiczakiem w oparciu o spersonalizowane badania genetyczne. To drugi pod względem częstości występowania nowotwór hematologiczny. Chemioterapia i nowe leki pozwalają skutecznie walczyć z chorobą, coraz częściej jednak nowotwór okazuje się odporny nawet na innowacyjne terapie. Dzięki badaniu wyselekcjonowanych komórek można określić indywidualną terapię, która okaże się najskuteczniejsza.

– Jesteśmy na początku drogi, natomiast wydaje się, że pewne projekty, np. związane z implantami indywidualnymi, naprawdę zaczynają się rozwijać. Prowadzimy badania nad szpiczakiem, implantami, paroma jeszcze innymi projektami związanymi np. ze strukturami nano i z wnikaniem w pewne struktury, które pomagają osiągnąć lepszy poziom zdrowia – wymienia Marek Cieślak.

Tylko w 2018 roku centrum wykonało kilkanaście implantów dla Kliniki Chirurgii Szczękowo-Twarzowej Szpitala WAM. Od 2007 roku, czyli pierwszej operacji wszczepienia implantu, przygotowano już niemal 200 implantów na miarę. Przy wytwarzaniu implantów stosuje się druk 3D, obrabiarki numeryczne CNC oraz metody hybrydowe. Dzięki nowoczesnym drukarkom 3D w Łodzi drukuje się już całe kończyny, do złudzenia przypominające te prawdziwe, np. ręce ze zginającymi się palcami, chwytające i unoszące przedmioty.

W laboratoriach trwają też badania związane z nanotechnologią. Dzięki nanocząsteczkom możliwe jest np. opracowania szczepionek, które zdecydowanie silniej niż tradycyjne wywołują odpowiedzi przeciwciał. Na świecie udało się już w ten sposób opracować nanocząsteczkową szczepionkę przeciwko grypie, także w Polsce trwają prace nad kolejnymi lekami.

Już wkrótce w Łodzi mogą powstawać kolejne terapie, bo Bionanopark przyciąga inwestorów z całego świata. W dużej mierze to wynik dobrej infrastruktury i wykwalifikowanych kadr.

– Różnimy się klimatycznie od tego, co się dzieje w Dolinie Krzemowej, ale z drugiej strony, jeśli chodzi o całą infrastrukturę, otoczenie biznesu, możliwości, kształcenie, dostęp do kadr, także do infrastruktury, to jest duża szansa na to, żeby faktycznie w ten sposób zacząć funkcjonować – mówi Marek Cieślak.

E-mail marketing coraz precyzyjniej dociera z reklamą do konsumentów. Wykorzystanie sztucznej inteligencji zwiększa jego efektywność o 100 proc.

E-mail marketing coraz precyzyjniej dociera z reklamą do konsumentów. Wykorzystanie sztucznej inteligencji zwiększa jego efektywność o 100 proc. 4

E-mail marketing to jeden z najtańszych sposobów dotarcia z reklamą do odbiorców. Nie wymaga specjalnych narzędzi, przygotowań ani dużego budżetu, dzięki czemu jest opłacalny zarówno dla dużych, jak i małych firm. Ta forma przekazu staje się coraz bardziej precyzyjna. W mailingu wykorzystywane są nowe technologie, jak uczenie maszynowe czy sztuczna inteligencja, dzięki czemu efektywność kampanii może być większa o blisko 100 proc. Dynamiczny rozwój odnotowują również kampanie kierowane do użytkowników tabletów i smartfonów.

Do największych zalet e-mail marketingu można z pewnością zaliczyć masowość, bo jest to kanał masowego dotarcia do użytkowników. Szacujemy, że Polacy używają około 50 mln kont mailowych. Z tak dużej liczby jesteśmy w stanie wybrać odpowiednią grupę osób i odpowiednio stargetować przekaz. Możemy przeprowadzić bardzo precyzyjną kampanię, która dotrze do znacznie większej grupy osób niż w innych mediach – mówi agencji Newseria Biznes Kamil Milian, członek zarządu i dyrektor ds. operacyjnych Salelifter.

Koszt dotarcia bezpośrednio do skrzynki mailowej subskrybenta – w przypadku dużej bazy mailingowej – może wynosić nawet mniej niż jeden grosz. Dlatego e-mail marketing jest opłacalny zarówno dla dużych, jak i małych firm, które nie dysponują dużym budżetem marketingowym albo dopiero wchodzą na rynek. Kampanie mailingową może przeprowadzić w zasadzie każde przedsiębiorstwo, które ma listę subskrybentów i – co ważne – zgody na wysyłki marketingowe.

Jak podkreśla ekspert Salelifter, kampanie nakierowana na użytkowników mobilu, czyli telefonów i tabletów, mają większą skuteczność, ale wymagają też innej kreacji i innego przygotowania.

Jednak przygotowanie kampanii skierowanych do użytkowników mobilu podnosi skuteczność mailingu. Według ostatnich danych w Stanach Zjednoczonych już ponad 75 proc. wiadomości e-mail jest odczytywanych poprzez smartfony i tablety, w Polsce ten procent jest trochę niższy – mówi Kamil Milian. – Jednak już ponad 70 proc. Polaków sprawdza e-maile w smartfonach, z którymi nie rozstają się przez większość dnia. To oznacza, że bardzo duży odsetek wiadomości jest odbieranych w ciągu kilkudziesięciu minut po wysłaniu.

Jeszcze kilka lat temu na rynku przeważały kampanie kierowane do szerokiego grona użytkowników, tzw. kampanie zasięgowe. W tej chwili się to zmienia i kampanie mailingowe są już realizowane z dużo większą precyzją.

Najprostszym rozwiązaniem jest targetowanie kampanii. Docieramy do użytkowników, wybierając już konkretną bazę mailingową, która jest ukierunkowana na dane zainteresowania. Przykładowo, w przypadku kampanii finansowych pierwszym krokiem będzie skierowanie się do wydawców czy właścicieli baz, którzy posiadają bazy mailingowe nakierowane na finanse. To pozwala dużo precyzyjnie ukierunkować reklamę, zamiast wysyłać ją od razu do wszystkich – mówi Kamil Milian.

Targetowanie polega na selekcji potencjalnych konsumentów przez reklamodawców. Bierze pod uwagę cały szereg czynników: od zainteresowań, po wiek, płeć, miejsce zamieszkania, zawód czy wysokość zarobków. Precyzyjność kampanii zwiększają nowe technologie. Od dwóch lat Salelifter prowadzi testy kampanii mailingowych realizowanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. Współpracuje przy tym ze spółką Deep BI, odpowiedzialną za przedsięwzięcie od strony technologicznej. Dotychczasowe testy pokazują, że wykorzystanie AI i machine learning pozwala uzyskiwać o blisko 100 proc. większą efektywność niż w przypadku standardowych kampanii.

– Właściwym kierunkiem jest szukanie nowych rozwiązań, które pozwolą przejść od masowego medium do niszowego, punktowego. Kiedyś kampanie były realizowane na przykładowo 100 tys. użytkowników, dzisiaj – przy dokładnym targetowaniu i dzięki nowym technologiom – jesteśmy w stanie uzyskiwać podobne wyniki, wysyłając wiadomości do kilku tysięcy czy nawet kilkuset osób – mówi członek zarządu i dyrektor ds. operacyjnych Salelifter. – Cały czas staramy się, żeby te kampanie były bardziej precyzyjne i dokładne, żeby nie męczyć użytkowników reklamami, których oni nie chcą, ale docierać do tych, którzy faktycznie potrzebują danej usługi czy produktu.

Jak podkreśla, kampanie mailingowe w obszarze finansów przestały być domeną banków.

– W tej chwili mocno zaznaczają się kampanie firm pożyczkowych i chwilówek, które zagarnęły sporą część rynku finansowego. To oznacza, że zmienił się też model tych kampanii. Kiedyś były to głównie pożyczki wysokokwotowe, w tym momencie przeważają pożyczki na niskie kwoty, na które jest zapotrzebowanie na rynku. Nie wiadomo, co będzie za chwilę, bo są plany zmian w prawie i wprowadzenia nowej ustawy antylichwiarskiej, co może zatrząść rynkiem pożyczek krótkoterminowych. Być może wtedy szala znów przeważy się na korzyść banków – podkreśla Milian.

Pornografię codziennie oglądają dziesiątki tysięcy dzieci. Problemem jest brak zabezpieczeń i zbyt mała świadomość rodziców

Pornografię codziennie oglądają dziesiątki tysięcy dzieci. Problemem jest brak zabezpieczeń i zbyt mała świadomość rodziców 5

Niemal 20 proc. nastolatków w wieku 11–18 lat co najmniej raz w tygodniu ma kontakt z pornografią. Kilkadziesiąt tysięcy dzieci ogląda ją codziennie. Ponad 80 proc. tych treści zawiera elementy przemocy fizycznej. Tymczasem pornografia oglądana w tak młodym wieku buduje nieprawdziwy obraz ludzkiej seksualności, negatywnie wpływa na zdolność do budowania związków – podkreśla Stowarzyszenie Twoja Sprawa inicjator kampanii społecznej „Pornografia uzależnia dzieci”. Choć dorośli widzą potrzebę skuteczniejszej ochrony dzieci przed tymi treściami, nie zawsze wiedzą jak to zrobić.

– W Polsce borykamy się z dużym problemem zbyt łatwo dostępnej pornografii internetowej, do której mają dostęp dzieci i młodzież. Zaczynają z tych treści korzystać nawet dzieci poniżej 10. roku życia. Skalę tego zjawiska staraliśmy się pokazać w naszym spocie, który można obejrzeć na stronie Stowarzyszenia oraz portalu oPornografii.pl. Tam też szerzej opisujemy całe spektrum zagadnień związanych ze szkodliwością pornografii – mówi agencji Newseria Biznes Izabela Karska, rzecznik prasowy Stowarzyszenia Twoja Sprawa, prowadzącego kampanię promującą specjalistyczny portal www.opornografii.pl.

Badanie Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę z 2017 roku wskazuje, że 43 proc. dzieci i nastolatków w wieku 11–18 lat miało kontakt z materiałami pornograficznymi i seksualizującymi, częściej młodzież (15–16 lat – 55 proc., 17–18 lat – 63 proc.) niż młodsze dzieci (11–12 lat – 21 proc., 13–14 lat – 36 proc.). Co piąta osoba, która zetknęła się z pornografią, oglądała seks w połączeniu z przemocą czy wyrządzaniem krzywdy.

– według badań Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej 11 proc. chłopców i 1,4 proc. dziewcząt w wieku od 14 do 16 lat ogląda pornografię codziennie. Kolejne 11 proc. chłopców i 1,5 proc. dziewcząt ogląda ją od 11 do 30 razy w miesiącu. To jest grupa, która może mieć realny problem z tymi treściami, nie do końca rozumiejąc ich szkodliwość. A one mogą silnie uzależniać – tłumaczy Izabela Karska.

Do kontaktu dzieci z materiałami pornograficznymi i seksualizującymi najczęściej dochodzi w sieci (92 proc.). Urządzeniem, na którym dzieci i młodzież najczęściej ogląda pornografię, korzystając z internetu, jest telefon komórkowy (79 proc.).

– W 80 proc. rodzice wręczając dzieciom to urządzenie, nie zabezpiecza go zupełnie, nie wykorzystując dostępnych na rynku narzędzi ochrony rodzicielskiej, a to jest bardzo ważne. Nawet, jeśli ta technologia w stu procentach nie niweluje zagrożenia, to powinniśmy bezwzględnie ją stosować, ponieważ to zmniejsza ryzyko przypadkowego kontaktu z bardzo niebezpiecznym produktem jakim jest pornografia – ocenia ekspertka. – Każdy operator w swojej ofercie ma takie narzędzia ochrony rodzicielskiej, stąd też warto już na poziomie zakupu smartfona zapytać o te aplikacje i poprosić o ich uruchomienie. Instruktaż do konkretnych przykładów oprogramowań i aplikacji można znaleźć na portalu oPornografii.pl. 

Ponad połowa oglądających pornografię dzieci trafiła na nią przypadkiem, a co trzeciemu nastolatkowi ktoś ją pokazał – najczęściej kolega lub koleżanka. Tylko 31 proc. dzieci i młodzieży samodzielnie wyszukuje takich materiałów – najczęściej dla przyjemności ( 80 proc.), z ciekawości (58 proc.), a niektórzy szukając informacji na temat seksu (19 proc.).

– Żadne dziecko świadomie nie wpisze słowa „seks” czy „pornografia” w wyszukiwarkę, mając 10 czy 12 lat. To jest zazwyczaj zainspirowane poprzez rówieśnika lub inne treści wyświetlające się przypadkiem – tłumaczy Karska.

Spośród dzieci, które natrafiły w internecie na pornografię, niemal 40 proc. twierdzi, że było to dla nich niepokojące doświadczenie, częściej dla młodszych (11–12 lat – 61 proc.) Co trzecie dziecko w takiej sytuacji rozmawiało z kimś o tym, co widziało, najczęściej z rówieśnikami (82 proc), zdecydowanie rzadziej z rodzicami (27 proc.).

– W treściach pornograficznych nie ma miejsca na całą gamę istotnych dla relacji zachowań, takich jak szacunek, zaangażowanie, miłość, odpowiedzialność czy troskę o potrzeby drugiej osobę,a tego młody człowiek powinien się dowiedzieć poznając sferę seksualności. Zafałszowany obraz w pornografii, kształtuje fałszywe oczekiwania i generuje głęboka frustrację. Wczesny kontakt z pornografią u dzieci i młodzieży zaburza prawidłowy rozwój. Stąd pojawiające się uczucie lęku, poczucia winy, zniesmaczenia, bezradności, smutku, zmieszania, często nadmiernego pobudzenia, trudnościami z koncentracją, snem czy zdolności do prawidłowego funkcjonowania choćby w najbliższej rodzinie – mówi ekspertka Stowarzyszenia Twoja Sprawa.

Pornografia może prowadzić do uzależnienia. Buduje nieprawdziwy obraz ludzkiej seksualności, promuje przedmiotowe traktowanie kobiet i mężczyzn, co w przyszłości może przekładać się na trudność w budowaniu związków, czy doprowadzić do poważnych dysfunkcji seksualnych. Dlatego tak istotne jest, by przed dostępem do pornografii bronić zwłaszcza najmłodszych. Zdecydowana większość rodziców (85 proc.) chce, by takie treści były dostępne tylko dla dorosłych. Większość stron z pornografią nie ma jednak żadnych zabezpieczeń lub ogranicza się do zadania pytania, czy wchodzący na nie internauta jest pełnoletni.

– Staramy się podejmować działania, które mają na celu m.in. przygotowanie gruntu pod zmiany legislacyjne i pomysłów na nie, które – mam nadzieję – w niedalekiej przyszłości tematem dyskusji społecznej i konkretnymi przykładami rozwiązań, które dziś funkcjonują np. w Wielkiej Brytanii. Chodzi przede wszystkim o wprowadzenie narzędzi skutecznie weryfikujących wiek osób korzystających z portali pornograficznych – wskazuje Izabela Karska.

Problem został dostrzeżony także na unijnym poziomie. Dyrektywa o audiowizualnych usługach medialnych wskazuje, że pornografia należy do najbardziej szkodliwych treści, a ochrona dzieci wymaga m.in. narzędzi weryfikacji wieku. Dyrektywa powinna zostać zaimplementowana do września 2020 roku.

źródła:

Badania Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę z 2017 roku na grupie N=3943 dzieci w wieku 11 – 18 lat.

Badania Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej z lat 2014-2017 na grupie N=10.080 dzieci  w wieku 14-16 lat.

Badania zlecone przez STS w 2019 roku na grupie N=2015 osób dorosłych.

Kompetencje przyszłości to te, których nie zastąpi sztuczna inteligencja i roboty. Polska może brać przykład z fińskiego modelu edukacji

Kompetencje przyszłości to te, których nie zastąpi sztuczna inteligencja i roboty. Polska może brać przykład z fińskiego modelu edukacji 6

Unikalne cechy, których roboty i oprogramowanie nie mogą łatwo odtworzyć, czyli świadomość sensoryczna, kreatywność i inteligencja społeczna, to przyszłość edukacji. Uczniowie, którzy wiedzą jedynie, jak dobrze sobie radzić w dzisiejszym systemie edukacji, mają mniejsze szanse na sukces w przyszłości. Dzisiejsza szkoła powinna rozwijać w dzieciach prawdziwe kompetencje, by dobrze przygotować je na wyzwania przyszłości. Polski system edukacji może w tym zakresie wzorować się na fińskim modelu, opartym na nowych technologiach, rozwoju kreatywności i twórczym podejściu do zagadnień.

 Edukacja na rzecz innowacyjności i przedsiębiorczości, tak jak w Finlandii, wiąże się z tym, że dzieci na bardzo wczesnym etapie szkoły podstawowej uczą się pewnych zachowań, mechanizmów, sposobu patrzenia. Pierwszy biznesplan, który dzieci realizują, ma miejsce w I klasie szkoły podstawowej. W związku z tym dzieci w szkole podstawowej i średniej bardzo sprawnie rozwijają swoje umiejętności, tworzą realne projekty. To jest nauczanie projektowe – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Janusz Marszalec, założyciel Centrum Edisona, które oferuje model fiński model edukacji.

Tony Wagner z Harvard Innovation Lab przekonuje, że tradycyjny model edukacji jest przestarzały, zwłaszcza w kontekście rozwoju nowych technologii i coraz częściej stosowanej sztucznej inteligencji. W nowej erze innowacji internetowych i machine learning, roboty i algorytmy zastępują rutynowe zadania, dotychczas wykonywane przez ludzi. To zaś oznacza, że edukacja powinna rozwijać inne, trudne do zastąpienia umiejętności, m.in. kreatywność czy inteligencję społeczną.

– Dla przedsiębiorczego, innowacyjnego myślenia niezbędna jest otwartość na innych, umiejętność kreatywnego myślenia i uczenia się. Teoretycznie my te rzeczy robimy, natomiast chodzi o to, żebyśmy byli bardziej otwarci. To, czego zwykle się obawiamy, często jest w nas samych, to obawa przed porażką. Jeżeli pokonamy tę barierę poprzez uczenie się, to percepcja ryzyka jest znacznie mniejsza. W Finlandii można próbować, można upadać i na tym należy się uczyć – tłumaczy dr Janusz Marszalec.

Według wyników badań przeprowadzonych przez brytyjski zespół analityczny The Legatum Institute, Finlandia zajmuje pierwsze miejsce w światowym rankingu wśród 149 krajów w kategorii edukacji. Jest też w czołówce (trzecie miejsce) w rankingu dobrobytu. Social Progress Imperative wskazuje, że kraj ten zajmuje drugie miejsce wśród 160 krajów w rankingu określającym wskaźnik postępu społecznego, jest też najszczęśliwszym krajem ze 156 wskazanych w raporcie World Happiness Report. W dużej mierze to właśnie kwestia edukacji, która faktycznie przygotowuje do wymagań stawianych na rynku pracy.

W szkole fińskiej bardzo istotna jest współpraca, silny system mentoringu – nauczyciele wypełniają misję, uczniowie mają do nich szacunek, a wszyscy jeden cel – przygotowanie młodych ludzi do dorosłego życia.

– Stosuje się wszelkie nowe technologie, które są dostępne. Finlandia jako jeden z pierwszych krajów wdrożyła szybki internet i szeroki, powszechny dostęp do niego i wiele innych nowych technologii. Generalnie koncepcja jest taka, żeby sprzedawać na świecie i produktyzować to, co jest wytworem ludzkiej wiedzy, umiejętności, kreatywności i fantazji – mówi założyciel Centrum Edisona.

Finlandia cieszy się jednym z najbardziej zaawansowanych i ekspansywnych zastosowań technologii cyfrowej w edukacji, począwszy od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Technologia jest wykorzystywana nie tylko do poprawy uczenia się, lecz także jako integralna część codziennej nauki. W przygotowaniu uczniów do umiejętności potrzebnych w przyszłym świecie mają służyć zajęcia z kodowania, rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości.

– Uczniowie fińscy są bardzo dobrze przygotowani, zarówno do rynku pracy, jak i do tego, żeby podejmować własne wyzwania i budować własne firmy – ocenia dr Janusz Marszalec. – Organizowane konferencje pokazują, na ile Finlandia w tej chwili wykorzystuje nową szansę w filozofii start-upów, tworzenia nowych biznesów i wykorzystywania aktywności, umiejętności, talentów młodych ludzi, którzy mają wyobraźnię.

Ministerstwo energii: Nowe inwestycje energetyczne pozwolą ograniczyć emisję o kilkadziesiąt procent. Pierwsza polska elektrownia jądrowa ruszy w 2033 r.

Obecnie trzon polskiego miksu energetycznego stanowią paliwa kopalne, lecz w perspektywie najbliższych dekad na znaczeniu zyska energia pochodząca ze źródeł odnawialnych. Rząd planuje budować na Bałtyku farmy wiatrowe, inwestować w fotowoltaikę oraz przygotować branżę pozyskiwania energii jądrowej od 2033 roku. W międzyczasie firmy wydobywcze zdywersyfikują źródła pozyskania gazu ziemnego.

– Perspektywa możliwa do precyzyjnego zaplanowania to perspektywa 20 lat. W tym czasie zwiększone zapotrzebowanie na energię będzie uzupełniane nowoczesnymi technologiami, również energetyką wiatrową, morską czy rozproszoną, a od 2033 roku także energetyką jądrową – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Adam Gawęda, sekretarz stanu Ministerstwa Energii.

Zgodnie z założeniami Projektu Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku polski miks energetyczny nadal będzie bazował głównie na paliwach kopalnych. Aż 60 proc. energii będziemy pozyskiwali z elektrowni węglowych. W dłuższej perspektywie czasowej konieczne będzie jednak przestawienie gospodarki na odnawialne źródła energii, aby wypełnić zobowiązania związane z redukcją emisji narzucone przez Unię Europejską. Największe nadzieje rząd pokłada w morskich elektrowniach wiatrowych, które mogą powstać w ciągu najbliższych pięciu lat.

Obecnie z farm wiatrowych tego typu korzysta 11 państw z Europy, a pierwsze polskie instalacje tego typu mogą rozpocząć funkcjonowanie w 2025 roku, aby w 2040 roku osiągnąć moc eksploatacyjną na poziomie 10 GW. Inwestycja ta może nie tylko pomóc w uniezależnieniu Polski od węgla, lecz także będzie miała wpływ na naszą gospodarkę. Według raportu „Przyszłość morskiej energetyki wiatrowej w Polsce 2019” stworzenie morskiej farmy wiatrowej o mocy 6 GW może pochłonąć ok. 1 mln stali. Inwestycja w farmy wiatrowe może napędzić rodzimy rynek hutniczy i stworzyć setki nowych, stabilnych miejsc pracy w tej branży.

Zauważalnie wzrasta też zainteresowanie innymi odnawialnymi źródłami energii, jak fotowoltaika. Głównym celem programu „Mój prąd” jest zwiększenie produkcji energii z mikroźródeł fotowoltaicznych. W jego ramach państwo oferuje gospodarstwom domowym dofinansowanie w wysokości 5 tys. zł, obejmujące do 50 proc. kosztów instalacji. Wsparciem mogą zostać objęte instalacje o 2–10 kW mocy zainstalowanej.

– Wprowadziliśmy projekt „Mój prąd”. Rozporządzenie umożliwia już realizację tego programu o wartości prawie miliarda złotych i około 200 tys. prosumentów. To też jest obszar, który wypełni przestrzeń energetyki rozproszonej, a jeśli na to nałożymy inwestycje gazowe, które pozwolą na stabilizację sektora energetycznego, to będziemy mieli bardzo racjonalny i odpowiedzialny proces transformacji energetycznej uwzględniający nasze możliwości surowcowe i technologiczne –  przekonuje Adam Gawęda.

Aby uwolnić się od energii węglowej konieczne będzie jednak zainwestowanie w budowę elektrowni atomowych. PGE już teraz prowadzi badania środowiskowe, które pozwolą wytypować dogodną lokalizację do zbudowania elektrowni tego typu. Firma planuje zakończyć prace nad tym etapem inwestycji w ciągu najbliższych dwóch lat. Jak zapowiadają przedstawiciele ministerstwa, pierwsza elektrownia atomowa w Polsce powstanie w 2033 r.

W międzyczasie prowadzone są intensywne prace nad rozwojem infrastruktury gazowej, aby uniezależnić polską gospodarkę od gazu z Rosji. Obok prac nad rozbudową gazoportu w Świnoujściu poszukuje się także alternatywnych źródeł tego surowca. Jednym z nich są złoża gazu na Morzu Północnym, z których już za trzy lata będziemy pozyskiwać surowiec i przesyłać go do Polski za pośrednictwem gazociągu Baltic Pipe.

Całkowite odcięcie się od energii węglowej w Polsce wymaga wielu dekad inwestycji. Z tego powodu państwo inwestuje nie tylko w pozyskiwanie energii z nowych źródeł, lecz także modernizację istniejącej infrastruktury węglowej.

– Wszystkie nowe bloki to ograniczenie emisji o kilkadziesiąt procent. Nie wypełniamy energetyką opartą na węglu kamiennym i brunatnym wymogu 550 gramów na jedną kilowatogodzinę, ale w całości miksu energetycznego, który podąża do tej energetyki nisko- bądź zeroemisyjnej, będziemy wypełniali to unijne zobowiązanie. Jest ono bardzo regresyjne i rygorystyczne w stosunku do naszej energetyki. Europa Zachodnia miała na to 50 lat, a my będąc w bloku wschodnim nie mogliśmy swobodnie kształtować miksu energetycznego. Ta sprawiedliwa i solidarna transformacja musi uwzględniać nasze możliwości, technologiczne i społeczne, które są niewątpliwie bardzo ważnym ogniwem – tłumaczy Adam Gawęda.

Według analityków firmy Allied Market Research wartość globalnego rynku odnawialnych źródeł energii w 2017 roku wyniosła 928 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie do 1,51 bln dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 6,1 proc.

Szukasz oszczędności? Zobacz jak taniej kupować markową odzież i kosmetyki!

Ze względu na sytuację na rynku, wiele osób musi szukać oszczędności w każdej dziedzinie życia. Nie oznacza to, że musisz rezygnować z zakupów, żeby nie wydawać za dużo pieniędzy. Markowa odzież i kosmetyki potrafią sporo kosztować, jednak korzystając z kodów rabatowych, możesz na nich sporo zaoszczędzić. Zobacz, jak robić zakupy i gromadzić oszczędności.

Markowe sklepy internetowe i tanie zakupy

Żeby nie nadwyrężać budżetu domowego, wiele osób rezygnuje z wysokiej jakości produktów, na rzecz ich tańszych zamienników. Nie zawsze takie rozwiązanie się sprawdza, gdyż lepiej zainwestować w rzecz dobrej jakości, która wystarczy na dłużej. Taka sytuacja ma miejsce w przypadku odzieży i kosmetyków, gdzie korzystniej jest skorzystać z oferty sprawdzonej marki, której można być pewnym. Nie oznacza to, że trzeba przepłacać, gdyż robiąc zakupy w sklepach internetowych możesz oszczędzać dzięki kodom rabatowym.

Kody rabatowe Zalando

Oryginalna odzież od światowych marek sporo kosztuje, ale wyróżnia się też najwyższą jakością wykonania oraz dobrymi materiałami. Jeżeli chcesz modnie wyglądać, a nie wydawać przy tym fortuny, wykorzystaj kupony rabatowe Zalando. Wchodząc na stronę https://alerabat.com/kod-promocyjny/zalando-pl znajdziesz całe zestawienie aktualnych promocji oraz zniżki Zalando, które pozwolą obniżyć Ci cenę zakupów do minimum.

Zniżki Perfumesco na markowe kosmetyki

Niskiej jakości kosmetyki nie zawsze są skuteczne, a źle dobrane mogą niekorzystnie wpłynąć na kondycję skóry. W przypadku perfum również lepiej zainwestować w markowe produkty, które będą trwalsze i wydajniejsze. AleRabat.com udostępnia kupony Perfumesco, które można wykorzystać podczas zakupów online. Lista aktualnych kodów znajduje się na https://alerabat.com/kod-promocyjny/perfumesco, skąd można pobrać odpowiedni kupon rabatowy Perfumesco. Jak z nich skorzystać?

Kody rabatowe krok po kroku

Żeby skorzystać ze zniżek, musisz jedynie skompletować zamówienie, uzupełniając koszyk wybranymi produktami. Cała procedura przyznawania zniżek jest bardzo prosta i intuicyjna. Wystarczy tylko:

  1. wejść na stronę AleRabat.com i pobrać kupon,
  2. treść kodu rabatowego wkleić w przeznaczonego do tego okienku w podsumowaniu koszyka,
  3. po odliczeniu zniżki opłacić zamówienie,
  4. czekać na dostarczenie paczki.

Kody rabatowe Zalando i kupony Perfumesco to najprostszy sposób na tańsze zakupy. Nie musisz zakładać kart stałego klienta, gdyż cały proces polega tylko na pobraniu rabatu i wklejeniu go w specjalne okienko w podsumowaniu zamówienia. Kody stale się zmieniają, dlatego sprawdzaj stronę codziennie, aby być na bieżąco z najatrakcyjniejszymi zniżkami.

Polska Strefa Inwestycji ułatwi małym firmom udział w rządowych projektach inwestycyjnych

Polski Instytut Ekonomiczny wprowadził projekt, mający rozszerzyć i polepszyć funkcjonowanie specjalnych stref ekonomicznych. Zlokalizowane w wybranych miejscach kraju strefy pozwalały zarejestrowanym tam firmom na łatwiejszy rozwój, zwalniając je z płacenia podatku CIT i PIT. Według badań PIE z oferty specjalnych stref ekonomicznych skorzystało szacunkowo 17% przedsiębiorców – głównie prowadzących większe firmy. Dlatego Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, przy współpracy z Polskim Instytutem Ekonomicznym, wprowadziło projekt Polskiej Strefy Inwestycji. Przedsiębiorcy zgłaszający się do projektu będą mogli prowadzić inwestycje w swoim miejscu zarejestrowania – nie tylko w wyznaczonych strefach geograficznych. Dzięki temu w programie będzie mogło brać udział więcej firm, a zasady selekcji będą bardziej korzystne dla małych i mikro przedsiębiorstw. Celem polskiej strefy inwestycji wciąż jednak będzie premiowanie inwestycji na terenach nieuprzywilejowanych ekonomicznie.

– Zgłaszając się do programu można wybrać praktycznie jakąkolwiek lokalizację, na terenie całej Polski. Jednak od wyboru lokalizacji zależy ocena zgłaszanej inwestycji. Bardziej preferowane są te miejsca, w których odnotowujemy zapóźnienie gospodarcze i rosnące bezrobocie – powiedziała serwisowi eNewsroom Katarzyna Dębkowska, kierowniczka zespołu foresightu gospodarczego w Polskim Instytucie Ekonomicznym. – Bardzo ważną zaletą Polskiej Strefy Inwestycji jest to, że obejmuje ona swoim zasięgiem cały kraj. Specjalne strefy ekonomiczne zlokalizowane były w różnych miejscach Polski, ale zajmowały łącznie tylko 0,008%  jej powierzchni. Zaś dostanie się do programu Polskiej Strefy Inwestycji nie wymaga od firm przenoszenia miejsca swojego działania. Większą szansę na inwestowanie mają również teraz mniejsi przedsiębiorcy, gdyż kryteria dostępu nie blokują na starcie ich zgłoszenia. Widać już pozytywne skutki tych zmian. Z podsumowań działalności programu w 2019 roku wynika, że 90% inwestycji stanowią inwestycje krajowe – z których ponad połowa to właśnie inwestycje małych i średnich firm. Po 9 miesiącach działalności skumulowane nakłady w polskich strefach inwestycji wynoszą ponad 17 miliardów złotych. To o 3 miliardy więcej, niż pojawiło się w strefach ekonomicznych przez cały poprzedni rok – podsumowuje Dębkowska.

Amazon może wejść do nas ze sklepami autonomicznymi już za 2-3 lata

Do połowy 2020 roku Take&Go planuje uruchomić w Polsce ponad 20 autonomicznych placówek. Za 2-3 lata może pojawić się też Amazon Go. Klienci zyskają szeroki dostęp do sklepów, w których nie ma kas. Będą mogli robić zakupy we wszystkie niedziele czy święta. Brak kolejek i płatności u kasjerów znacznie skróci wizyty. I trzeba dodać, że tego typu transakcje będą całkowicie bezpieczne. Minusem może być mniejszy wybór produktów niż w sieci convenience. Na początku trzeba też liczyć się z nieco wyższymi cenami. Z czasem przybędzie takich obiektów. Sukcesy pionierów zachęcą kolejnych retailerów do tej formy. Ale to będzie się działo w dużo wolniejszym tempie niż na Zachodzie.

Coraz bliżej Ameryki

W USA sklep autonomiczny Amazon Go jest nowością, podobnie jak u nas – Take&Go. Tam wystarczy ściągnąć aplikację i zalogować się poprzez konto na Amazonie, aby zrobić zakupy bez płatności u kasjera. Wyświetla się jedynie kod QR, z którego w trakcie wizyty może korzystać jednocześnie kilka osób, np. rodzina lub grupa przyjaciół. Po przyłożeniu go do czytnika bramki się otwierają. Podobnie jest w Take&Go. Też trzeba pobrać aplikację. Dodatkowo wymagana jest autoryzacja.

Jednak różnica polega na tym, że w Stanach Zjednoczonych Amazon wykorzystuje inteligentne półki i śledzi klientów za pomocą kamer. A tutejszy Take&Go stosuje specjalne etykiety RFID, które umieszcza na każdym produkcie. Skanowanie następuje przy wyjściu ze sklepu. Oczywiście oba systemy mają swoje plusy i minusy.

Chipy RFID są zdecydowanie prostszym rozwiązaniem i wymagają mniejszej inwigilacji klientów. Koszty ich stosowania byłyby niższe, gdyby wytwórcy wprowadzali je do towarów już na etapie produkcji, a retailerzy powszechnie stosowali do rozliczeń i inwentaryzacji. Dlatego sporym problemem pozostaje skalowalność biznesu. Technologie rozwijane przez Amazon są bardziej uniwersalne i nie potrzebują zmiany sposobu pakowania produktów, a zatem mogą być użyte praktycznie wszędzie.

Nowe możliwości

Trzeba przyznać, że wnętrze amerykańskiego sklepu tak naprawdę niewiele różni się od polskiej placówki convenience. Jest tylko mniej towarów. I są one wyraźnie pogrupowane na półkach. Produkty można swobodnie wybierać i odkładać. Nie da się tylko na bieżąco sprawdzać, czy wszystko poprawnie się nalicza. Jednak Amazon Go może wkrótce ulepszyć ten system.

Największą zaletą jest automatyczne finalizowanie zakupów. Nie trzeba niczego skanować, potwierdzać ani sprawdzać. Nie ma kasy i tym samym – kolejki. Klient szybko wychodzi ze sklepu, a po paru minutach aplikacja udostępnia mu rachunek, zawierający zdjęcia produktów, ich nazwy i ceny. Takie rozwiązanie szczególnie docenią konsumenci, którzy szanują swój czas. Oczekiwanie na potwierdzenie wynika z tego, że system wciąż jest udoskonalany.

Brak podglądu aktualnego koszyka w aplikacji może być z początku irytujący, zwłaszcza dla uważnych osób. Jednak ci, którzy przekonają się do tej formy handlu, przestaną na to zwracać uwagę. Ewentualny błąd w rozliczeniu klient zgłosi w ramach reklamacji, która zostanie pozytywnie rozpatrzona na podstawie nagrań. Wraz z rozwojem technologicznym takie incydenty będą coraz rzadsze. Należy jasno podkreślić, że ten rodzaj zakupów jest całkowicie bezpieczny, bo aplikacja generuje jednorazowy kod dla klienta.

Szanse na polskim rynku

W naszym kraju konsumenci szybko przyzwyczają się do tego typu sklepów. W Polsce wyjątkowo łatwo przyjmują się innowacje, które ułatwiają codzienne życie. Przykładem tego jest Uber. Podobnie też było z płatnościami zbliżeniowymi. A sklepy autonomiczne są oparte właśnie na takiej technologii, która jest projektowana z myślą o szybkiej adaptacji w społeczeństwie. Klienci zyskają wygodę i czas wolny, ale wciąż będą mogli kupować produkty w tradycyjny sposób. I to pozwoli największym sceptykom stopniowo oswoić się ze zmianą.

Co ciekawe, wąski asortyment też może przekonać Polaków do nowej formy handlu. Wielkopowierzchniowe placówki z kilkoma tys. produktów tracą zainteresowanie konsumentów. Zatłoczone dyskonty również działają zniechęcająco na klientów. Coraz popularniejsze stają się sieci convenience, które oferują do 3 tys. artykułów. Autonomiczny sklep z trzy razy mniejszym asortymentem, lecz dobrze dobranym do kilku głównych misji zakupowych, będzie idealnym rozwiązaniem na krajowym rynku.

Dodatkowo niedziele bez handlu będą sprzyjały sklepom bez kasjerów. Przysłużą się też im święta kalendarzowe i nocne godziny, w których konsumenci będą potrzebowali zrobić uzupełniające zakupy. W Polsce dużym minusem będzie tylko to, że sklepy autonomiczne nie zaoferują alkoholu, bo sprzedaż wymaga weryfikacji pełnoletniości i trzeźwości klienta. I w tym nie prześcigną stacji benzynowych, dopóki technologia nie poradzi sobie z takim wyzwaniem. A to będzie tylko kwestią czasu.

W Polsce tego typu projekty będą rozwijać się wolniej niż na Zachodzie. Należy tak zakładać, ponieważ płace wciąż są u nas dużo niższe. Z kolei wrażliwość cenowa klientów jest wyższa. We wrześniu br. Take&Go uruchomił dopiero pierwszą placówkę autonomiczną. Do połowy przyszłego roku zamierza otworzyć ich ponad 20. Amazon Go może wejść na nasz rynek w ciągu 2-3 lat. Zapewne na początku będzie obserwował ruch w paru placówkach, zanim zainwestuje w większą liczbę punktów sprzedaży. Wcześniej skoncentruje swoją uwagę na zamożniejszych krajach Europy – Wielkiej Brytanii, Niemczech czy Francji.

Cenna wiedza

Pierwsi właściciele sklepów autonomicznych zyskają unikalną wiedzę, która stanie się bardzo cenna. Za kilka lat, gdy konsumenci całkowicie przekonają się do tej formy handlu, niektóre tradycyjnie działające sieci będą chciały kupować gotowe modele od pionierów. Take&Go może być zainteresowany sprzedażą swojego konceptu, gdy napotka na problem ze skalowaniem biznesu. Wykorzystując efekt rzadkiego dobra, będzie miał szansę wynegocjować wysoką ceną. Trzeba pamiętać o tym, że jest to startup. Jego inwestorzy mogą po kilku latach oczekiwać konkretnych zysków.

Chociaż koszty zatrudnienia pracowników są u nas niższe niż na Zachodzie, to jednak stale rosną. Tymczasem zaawansowana technologia tanieje i staje się coraz dokładniejsza. Autonomiczne sklepy wymagają znacznie mniejszej liczby pracowników niż tradycyjne. Za kilkanaście lat mycie podłóg, czyszczenie półek i wykładanie towarów zostanie zautomatyzowane. I wtedy pracownik będzie przyjeżdżać do placówki np. w celu kontroli lub w przypadku awarii.

Tego typu biznes będzie dobrze wpisywał się w nadchodzące trendy. Klienci coraz częściej będą zamawiać duże zakupy do domów i tylko uzupełniać je w autonomicznych sklepach. Nowe nawyki będą się utrwalały przez kilkanaście lat, ale pomocne rozwiązania z całą pewnością się upowszechnią. Ludzie będą oczekiwali coraz większej wygody, by móc skoncentrować się na przyjemniejszych formach spędzania wolnego czasu.

Kasy samoobsługowe dosyć szybko odejdą do lamusa, bo skanowanie kilku produktów wymaga zaangażowania ze strony klienta. W pełni autonomicznie podliczane zakupy będą standardem. Dla sieci to będzie całkowicie bezpieczna forma handlu. Trudno wyobrazić sobie, żeby komuś udało się ukraść coś z obiektu posiadającego mnóstwo czujników i pełen monitoring wraz z mocno zaawansowaną analityką komputerową.

Autorem publikacji jest Sebastian Starzyński,
prezes zarządu TakeTask S.A.

Poland & CEE Digital Finance Summit 2020

Już po raz 8. spotkamy się podczas Poland & CEE Digital Finance Summit (26-27 lutego 2020, Warszawa, Hotel Courtyard by Marriott) z liderami biznesu i przedstawicielami organów regulacyjnych, aby poznać rewolucyjne podejście do lojalności w czasach cyfrowej dysrupcji.

Forum co roku gromadzi przedstawicieli sektora finansowego i handlowego na najwyższych stanowiskach: prezesi, członkowie zarządu, dyrektorzy, założyciele firm reprezentujących banki, fintechy, firmy ubezpieczeniowe, windykacyjne, pożyczkowe, sieci handlowe, systemy płatności internetowych i mobilnych oraz organizacji związanych z rynkiem finansowym.

Kolejna 8 edycja Forum odbędzie się pod zmienionym tytułem POLAND&CEE DIGITAL FINANCE SUMMIT (poprzednia nazwa Digital Banking & Payments Summit), który lepiej odzwierciedla zarówno tematykę jak i społeczność uczestniczącą w tym wyjątkowym wydarzeniu.

Tematem przewodnim edycji 2020 jest „Lojalność w czasach cyfrowej dysrupcji”. Dzisiaj lojalność buduje się poprzez współdzielenie z konsumentami ważnych dla nich wartości. Zmieniające się wymagania znacząco wpływają na zmianę priorytetów dla sektora finansowego i handlowego. Banki, Fintechy i Sieci Handlowe muszą pójść dalej w tworzeniu cyfrowych innowacji. W opinii ekspertów będą musieli zmienić swoją ofertę wartości, aby zaspokoić wyraźnie nowe potrzeby konsumentów.

Dlaczego warto wziąć udział w Forum?

Podczas Poland & CEE Digital Finance Summit 2020 spotka się 400+ uczestników oraz 100+ prelegentów, którymi są najbardziej poszukiwani eksperci oraz decydenci największych, najbardziej innowacyjnych i najszybciej rozwijających się firm, a aż 60% reprezentuje poziom C-level.

Inspiratorzy z Polski i Europy Środkowo-Wschodniej zaprezentują przykłady zastosowania przełomowych technologii w usługach finansowych, nowe źródła wartości i modele biznesowe oraz ich wpływ na szerszy ekosystem.

Wspólnie przeanalizujemy strategie po wdrożeniu PSD2 i przyjrzymy się dogłębnie technologii chmury finansowej, big data i analityce, blockchain, sztucznej inteligencji i innym narzędziom wykorzystywanym zarówno w zakresie back office, jak i w rozwoju produktu.

Dołącz do najbardziej tętniącej życiem konferencji fintech w Polsce!

Poland & CEE Digital Finance Summit 2020 to 2 dni pełne inspirującej wiedzy i doświadczeń – zaprojektowane tak, aby zapewnić praktyczny wgląd w trendy i rozwój branży FinTech.

Dowiedz się więcej o Forum: www.digital-finance.pl.

Podsumowanie konsultacji społecznych nt. przyszłości polskiej fundacji rodzinnej

Zakończyły się konsultacje społeczne dotyczące „zielonej księgi” polskiej fundacji rodzinnej. Ich tworzenie ma ułatwić sukcesję. Dyskutowane jeszcze opodatkowanie sukcesji ma zawierać się w granicach 19-34 proc.

Zdecydowana większość przedsiębiorców poparła ideę wprowadzenia do polskiego systemu prawnego instytucji fundacji rodzinnej jako narzędzia dla przeprowadzania sukcesji.

Respondenci zwracali przede wszystkim uwagę na to czy taka fundacja powinna mieć prawo do prowadzenia działalności gospodarczej. Zdania były podzielone.

Kolejną kwestią było to, jak fundacja rodzinna powinna być opodatkowana. Przeważały dwa stanowiska. Jedno takie, żeby zwolnieniem podatkowym obejmować samą fundację, a drugie, aby z tych preferencji podatkowych korzystali przede wszystkim beneficjenci.

Fundacja rodzinna powinna służyć temu, aby w sposób bezpieczny odizolować własność biznesu od majątku rodzinnego, dlatego fundacja powinna korzystać z preferencji podatkowych, takich jak na przykład zwolnienia dochodów dywidendowych.

– Jeżeli chodzi o beneficjentów ustawodawca zaproponował przedsiębiorcom pewną koncesję, polegającą na tym, że powinni być opodatkowani nieco korzystniej niż w przypadku otrzymywania świadczeń od niezależnych podmiotów, bo w takim przypadku byłoby to traktowane jak darowizna od osób trzecich, czyli efektywna stawka podatkowa od spadków i darowizn wynosiłaby 20 proc. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Paweł Tomczykowski, partner zarządzający Kancelarią Ożóg Tomczykowski. – Wydaje się, że optymalny byłby taki model opodatkowania, w którym jednocześnie fundacja i beneficjent korzystaliby ze stawki zawierającej się pomiędzy jednokrotnym opodatkowaniem, czyli w chwili obecnej 19 proc. (plus ewentualnie danina solidarnościowa 4 proc., a więc 23 proc. łącznie) a stawką wynikającą z podwójnego opodatkowania dochodu ze spółki kapitałowej, to daje nam 19 proc. podatku dochodowego od osób prawnych i 19 proc. podatku dochodowego dla osób fizycznych od dywidendy (efektywnie 34,4 proc.).

Stawka efektywna opodatkowania takiego konglomeratu fundacji rodzinnej i beneficjenta powinna się zawierać w przedziale pomiędzy 19-23 proc. a 34 proc.

– Przepołowienie tego przedziału wydaje się czymś rozsądnym – ocenia P.Tomczykowski z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Sama idea fundacji związana jest z dążeniem do stworzenia takich rozwiązań prawnych, żeby polskie firmy rodzinne mogły działać przez pokolenia. O bezpieczeństwie prawnym i operacyjnym, przede wszystkim podatkowym, firmy rodzinne będą dyskutować podczas Kongresu Biznes 360, który zostanie organizowany 28 listopada w Warszawie.

Człowiekiem Corporate Governance 2019 została Agnieszka Słomka-Gołębiowska

Najwybitniejsi eksperci i praktycy corporate governance spotkali się 7 listopada br. w Dąbrowie Górniczej na dziewiątym, corocznym spotkaniu „Konferencja Rada Nadzorcza”. W trakcie spotkania, po raz piąty, przyznano wyróżnienie Człowiek Corporate Governance, które w tym roku trafiło na ręce Agnieszki Słomki-Gołębiowskiej.  

Ideą plebiscytu Człowiek Corporate Governance jest wyróżnienie osób, które poprzez swoją pracę wnoszą ogromny wkład w budowę i rozwój ładu korporacyjnego w Polsce. Decyzją Kapituły, tegorocznym laureatem została Agnieszka Słomka-Gołębiowska – profesor SGH, dr hab. nauk ekonomicznych z 14-letnim doświadczeniem w pracy w radach nadzorczych. Niezależny członek rady nadzorczej mBanku, Budimex SA i niezależny członek Komitetu Audytu Światowego Programu Żywnościowego ONZ w Rzymie. Uczestnik licznych staży naukowych, wśród nich: Cambridge (MIT), Birmingham (BBS), Berlinie (HSoG), Genui (UoG – Law School). Stypendystka Fundacji Alexandra von Humboldta oraz Fulbright Fellowship na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Autorka wielu artykułów i książek z zakresu ładu korporacyjnego.

Argumentując wyróżnienie, Raimondo Eggink, Przewodniczący Kapituły i Człowiek Corporate Governance 2018, zwrócił uwagę na ogromną wartość dla promocji idei corporate governance, jaką daje bezpośrednie przełożenie teorii naukowej na pracę w radach nadzorczych. – Dobry ład korporacyjny nie jest pojęciem stałym, tylko ewoluuje w zależności od zmieniającego się otoczenia, zwykle w wyniku zderzenia różnych rozwiązań z realiami gospodarczymi i politycznymi. Badania naukowe dostarczają ważnego wkładu merytorycznego do tego procesu i dlatego Kapituła postanowiła w tym roku wskazać kandydata do wyróżnienia wśród przedstawicieli polskiego świata akademickiego. Prof. Agnieszka Słomka-Gołębiowska posiada bogaty dorobek naukowy, z licznymi publikacjami w czasopismach polskich i zagranicznych. Z powodzeniem łączy pracę naukową i dydaktyczną z praktycznym wykorzystaniem wiedzy akademickiej w radach nadzorczych szacownych spółek i instytucji. W podobnym tonie wypowiedział się Wiesław Rozłucki, wieloletni prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, Członek Kapituły i Człowiek Corporate Governance 2016: – Kariera Pani Agnieszki to idealne połączenie pracy naukowej z praktyką w radach nadzorczych. Autorka wielu, wysokiej jakości prac naukowych z dziedziny ładu korporacyjnego, a przy tym członek rad nadzorczych w prywatnych bankach, co automatycznie wiąże się z wysokimi kompetencjami.

Piotr Rybicki, inicjator wyróżnienia „Człowiek Corporate Governance” i pomysłodawca „Konferencji Rada Nadzorcza” zdradził, iż cały proces wskazania laureata przebiegł niezwykle sprawnie i zgodnie. – W tym roku Kapituła jednogłośnie podjęła decyzję o przyznaniu wyróżnienia. Tak więc wyróżniona ma mocny 7-osobowy mandat zacnej Kapituły. A w przyszłym roku Agnieszka Słomka-Gołębiowska dołączy do Kapituły – by wybrać Człowieka Corporate Governance 2020.

KONFERENCJA RADA NADZORCZA

Konferencja Rada Nadzorcza – organizowana po raz dziewiąty – to pierwszoplanowe wydarzenie w Polsce poświęcone praktycznym aspektom sprawowania kontroli, nadzoru właścicielskiego i funkcjonowania rad nadzorczych. Do udziału w konferencji zaproszeni są wszyscy, którzy mając na względzie dobro polskiego rynku finansowego i kapitałowego mają świadomość korzyści wynikających ze sprawnie funkcjonującego wewnętrznego organu kontrolnego.

Od blisko dekady, główną ideą konferencji jest edukacja i kształtowanie postaw uwzględniających korzyść dla wszystkich interesariuszy spółki. W związku z tym, goście uczestniczą w szeregu debat i paneli poruszających tematykę problemów i wyzwań stojących przed nadzorem właścicielskim. W tym roku tematem przewodnim były firmy rodzinne i ich ład korporacyjny. Pochylono się również nad radami nadzorczymi w spółkach giełdowych i komunalnych. Realizację od strony merytorycznej zagwarantowali wykładowcy, paneliści oraz zaproszeni goście reprezentujący najwyższym poziom kompetencji. Na wstępie dr Adrianna Lewandowska zaprezentowała części wspólne i różnice między ładem korporacyjnym, a ładem rodzinnym. Tuż po niej Tomasz Prusek o problemy i wyzwania corporate governance wypytał dr. Wiesława Rozłuckiego. Przed przerwą i wręczeniem wyróżnienia Corporate Governance 2019 mogliśmy wysłuchać wykładu Tomasza Manickiego i Łukasza Piergiesa na temat zagrożenia związanego z pasywnym nadzorem. Po przerwie Mariusz Kanicki opowiedział o ładzie korporacyjnym i GPW, a ogromnym zainteresowaniem słuchaczy cieszyła się dyskusja w panelu na temat crowdfundingu, prowadzona przez Macieja Samcika. Na koniec organizatorzy wrócili do tematu GetBack, próbując wysnuć wnioski płynące 12 miesięcy po ujawnieniu afery.

Piotr Rybicki, podsumował wielomiesięczny wysiłek organizacyjny z zadowoleniem podkreślając ogromną motywację do dalszej pracy – Dla mnie osobiście każda z Konferencji Rada Nadzorcza, i również tegoroczna 9. edycja, jest świętem dla członków rad nadzorczych. I tak też postępuję wkładając ogromny trud w jej przygotowanie, stawiając na pierwszym miejscu uczestników konferencji i budowanie pozytywnego ładu korporacyjnego w Polsce. A że nie jest łatwo – to każdy kto był przynajmniej jeden raz w radzie nadzorczej wie. Cieszy również, że grono zainteresowanych profesjonalizacją w radach nadzorczych rośnie. Małymi kroczkami idziemy do przodu.

BUDOWA ZAUFANIA JAKO CEL ŁADU KORPORACYJNEGO

W trakcie rozmów uczestnicy spotkania wyłonili tezę, iż pomimo blisko 30 lat funkcjonowania rynku kapitałowego, idea organizacji spotkań, konferencji i debat na temat ładu korporacyjnego pozostaje wiecznie żywa, a wręcz potrzebna dziś bardziej niż kiedykolwiek, na co wskazuje Wiesław Rozłucki. – Rynek kapitałowy jest obecnie w trudnej sytuacji, czego istotną przyczyną jest brak zaufania. W opinii inwestorów panuje przekonanie, iż władze wielu spółek stosując wybiórczo lub pobieżnie przepisy ładu korporacyjnego, przestały mieć na względzie budowę wartości spółki, a wyłącznie partykularne interesy głównych akcjonariuszy. W konsekwencji styl zarządzania, który uwypuklił się w spółkach skarbowych zaczął udzielać się innym. Na drugim biegunie zarzutów są działania organów nadzorczych, które z całą stanowczością stosują przepisy unijne dotyczące odpowiedzialności rad nadzorczych, lecz nie zauważają chociażby wspomnianego przed chwilą problemu realizacji przez zarząd polityki kluczowego właściciela. Wspólnie z organizatorami konferencji jesteśmy przekonani, iż remedium na powyższe problemy pozostaje wyłącznie edukacja, toteż od wielu lat na jesieni pochylamy się nad tematyką corporate governance wskazując na ogromną wartość jaką przynosi spółce stosowanie dobrych zasad ładu korporacyjnego. Co cieszy, powoli zauważają to władze rządowe, bowiem w tegorocznej Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego przygotowanej przez Ministerstwo Finansów wskazano na korelację między stopniem przestrzegania dobrym praktyk ładu korporacyjnego, a pozytywną wyceną spółek.

Identyczną opinię odnośnie korzyści wynikających z dobrym praktyk corporate governance, jak również zauważenia problemu przez rząd, wyraziła tegoroczna laureatka, Agnieszka Słomka-Gołębiowska: – Dobrej jakości ład korporacyjny przekłada się na wzrost gospodarczy poprzez zwiększanie inwestycji za pośrednictwem rynku kapitałowego. Dobrze funkcjonujący rynek kapitałowy jest jednocześnie jednym z kanałów lokowania i dywersyfikacji oszczędności. Nie da się rozwinąć rynku kapitałowego bez zaufania do spółek i do ich działalności. Zaufanie buduje się poprzez wypracowywanie wysokiej jakości ładu korporacyjnego, który jest platformą zabezpieczania interesów akcjonariuszy i pozostałych interesariuszy spółki. W ten trend doskonale wpasowuje się przyjęta przez rząd z końcem września Strategia Rozwoju Rynku Kapitałowego. Głównym jej celem jest poprawa dostępu polskich przedsiębiorstw do źródeł finansowania, poprzez obniżenie kosztu pozyskania kapitału w gospodarce krajowej. Nie da się tego osiągnąć bez stabilności instytucji prawnych, bez zwiększenia udziału oszczędności w gospodarce i bez zwiększenia płynności obrotu na giełdzie. Te szczegółowe cele nie są możliwe do zrealizowania bez zaufania do rynku kapitałowego, budowanego poprzez wysokie standardy ładu korporacyjnego. Ponadto, minął już rok od dnia, w którym we wrześniu 2018 r. Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie została oficjalnie uznana za dojrzałą instytucję rozwiniętego rynku kapitałowego. Tym samym Polska wyszła z cienia rynków rozwijających się, a stała się równorzędnym partnerem rynków funkcjonujących znacznie dłużej, niż polski rynek papierów wartościowych. A zatem „szlachectwo zobowiązuje”.

Na pytanie, co przyniesie przyszłość w kontekście praktykowania ładu korporacyjnego i roli rad nadzorczych, odpowiedziała: – Ostatnie lata zmuszają do refleksji, jakie są interesy spółki i wszystkich stron zainteresowanych jej działalnością. Dotychczas panował prymat budowania wartości dla akcjonariuszy, ale niewielki wzrost gospodarczy gospodarki światowej ostatniej dekady, rosnące nierówności, spadająca konkurencja, a także postępujące niszczenie środowiska naturalnego zmusza do debaty, czym jest spółka i czyim interesom ma służyć? Świeżo w pamięci mamy wrześniowy apel prezesów 180 największych spółek giełdowych, którzy zgodnie stwierdzili, że wąsko rozumiana maksymalizacja wartości wyłącznie dla akcjonariuszy prowadzi na manowce, a budowanie prawdziwej, trwałej wartości musi się zasadzać na dobrych relacjach z wszystkimi interesariuszami. Na naszych oczach zmienia się charakter kapitalizmu, w którym dominującą rolę – w obszarze rynku kapitałowego – przejmuje ład korporacyjny. Ewolucję przejdzie również sam model funkcjonowania rad nadzorczych, który obecnie jest zorientowany na decyzje. Taka rada spotyka się rzadko i na krótko, posiada homogeniczny skład, a część decyzji jest już wcześniej opracowana i wymaga tylko zatwierdzenia. Dobre praktyki rad nadzorczych ewoluują i zmierzają w stronę modelu rady nadzorczej zorientowanej na procesy. Skład takiej rady jest różnorodny pod względem kompetencji, doświadczenia, wieku, płci. Odbywa on posiedzenia dłużej i częściej, a jej członków cechują krytyczne postawy, kreatywność, otwartość i zaangażowanie w realizację swojego mandatu.

Patryk Kuzior, naczelnik Wydziału Nadzoru i Kontroli UM w Dąbrowie Górniczej, Przewodniczący Rady Nadzorczej Dąbrowskie Wodociągi zauważa, iż konferencja poza miejscem dyskusji na temat dobrych praktyk w spółkach może stanowić platformę do powstania idei dla nowym projektów gospodarczych i przy skorzystaniu z rad ekspertów, przeprowadzeniu ich przez proces rozwoju z zachowaniem najwyższych standardów corporate governance – Konferencja Rada Nadzorcza to bez wątpienia ważne wydarzenie dla biznesu. To kilka godzin dyskusji o dobrych praktykach w zarządzaniu i nadzorze nad spółkami, ale nie tylko. Trzy lata temu, gdy po raz pierwszy wydarzenie gościła Dąbrowa Górnicza, konferencję otworzyła prezentacja projektu Fabryka Pełna Życia – rewitalizacji przestrzeni pofabrycznej w centrum przemysłowego miasta. Wtedy ten projekt był w fazie konsultacji, a dziś jako miasto i gospodarz konferencji jesteśmy w momencie tworzenia spółki, która ma być operatorem terenu znajdującego się tuż obok miejsca, w którym odbywa się nasze wydarzenie. Nowa spółka komunalna, przy której tworzeniu z pewnością warto skorzystać z dobrych praktyk corporate governance, będzie budować i komercjalizować przestrzeń nowego centrum miasta. Moim zdaniem to pokazuje, że konferencja Rada Nadzorcza to nie tylko teoretyczne dyskusje, ale wydarzenie, które łączy się z realnymi działaniami gospodarczymi, które stwarza okazję do wymiany doświadczeń oraz niesie inspirację dla przedsięwzięć biznesowych.

– Do zobaczenia za rok! – deklaruje Piotr Rybicki, inicjator wyróżnienia „Człowiek Corporate Governance” i pomysłodawca „Konferencji Rada Nadzorcza”

PARTNERZY KONFERENCJI

Głównym Partnerem Konferencji jest Miasto Dąbrowa Górnicza.

Partnerami: Linklaters oraz BDO Legal.

Patronat honorowy: Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia oraz Regionalna Izba Gospodarcza w Katowicach.

Patronat medialny: Dziennik Zachodni, Strefa Biznesu, Miesięcznik Nowy Przemysł, wnp.pl, Strefa Inwestorów, Europerspektywy, ŚląskiBiznes.pl, Stockbroker Okiem Maklera, Credit Manager Magazine.

Patronat: ACCA, Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych, Instytut Audytorów Wewnętrznych IIA Polska, Stowarzyszenie Interim Managers, Stowarzyszenie Finexa, Fundacja Class Ladies, PIB Finanse z sensem, Polski Instytut Credit Managment.

Organizator: Piotr Rybicki, portal nadzórkorporacyjny.pl

Obsługa medialna: multiAN.

Revolut ma w Polsce 750 tysięcy klientów indywidualnych i 5 tysięcy klientów biznesowych, celuje w sektor MŚP

  • Revolut ma ponad 7 milionów klientów w Europie, w tym 750 tysięcy nad Wisłą
  • Fintech świętuje kolejny kamień milowy nagradzając nowych klientów darmową kartą i bonusem 20 PLN na start 
  • Revolut obsługuje 200 tysięcy firm, w tym 5 tysięcy w Polsce, w przyszłym roku chce podwoić ten wynik

Revolut, londyński fintech, z którego usług korzysta ponad 7 milionów klientów w Europie, ogłosił dziś oficjalnie, że społeczność użytkowników aplikacji w Polsce przekroczyła 750 tysięcy osób i 5 tysięcy firm. W październiku o konto Revolut aplikowało ponad 2 tysiące polskich spółek.

Revolut w Polsce to zarówno usługodawca, inwestor, jak i pracodawca. Liczymy, że w przyszłym roku uda nam się przekroczyć granicę miliona użytkowników w Polsce. Równolegle, chcemy rozwijać ofertę dla firm i zapracować na zaufanie polskich przedsiębiorców. W tym celu tłumaczymy aplikację firmową na język polski, udostępnimy klientom polskie numery kont i wprowadzimy support dla firm w języku polskim. Powstanie też 30-40 osobowy zespół w Krakowie, którego wyłącznym zadaniem będzie wspieranie polskich przedsiębiorców. Obsługujemy pięć tysięcy polskich firm. W przyszłym roku chcemy tę liczbę podwoić” – mówi Karol Sadaj, country manager Revolut w Polsce.

Revolut ruszył latem tego roku w trasę po Polsce spotykając się z klientami w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu – w tych trzech miastach społeczności użytkowników są największe, liczą odpowiednio 150, 55 i 45 tysięcy osób – oraz Poznaniu, Trójmieście, Łodzi, Katowicach i Olsztynie. W wymienionych 8 miastach mieszka blisko połowa, bo 45% polskich użytkowników aplikacji. Na spotkaniach fintech prosił o opinię odnośnie nowo wprowadzonych funkcjonalności – bezprowizyjny handel akcjami, funkcja dobroczynna, zarządzanie służbowymi wydatkami, darmowe konta dla firm – jak i o wskazówki co do usług będących jeszcze w fazie projektowania.

Dwa spośród dziesięciu spotkań były odmienne. Zgromadziły wyłącznie firmy. W Krakowie i Warszawie spotkało się blisko 200 freelancerów i przedsiębiorców korzystających z Revolut dla firm. Przedstawiciele firmy z Londynu  zadeklarowali, że do końca roku Polska będzie pierwszym krajem, gdzie pojawi się support dla firm w lokalnym języku. Fintech udostępni też lokalną wersję językową apki i strony oraz polskie numery firmowych kont. Ważną rolę w dostosowaniu oferty do lokalnych potrzeb odegrać ma nowy, liczący docelowo 30-40 osób zespół. Jego zadaniem będzie wspieranie polskich firm. Obecnie wśród klientów firmowych nad Wisłą dominują sklepy online, firmy IT, software house’y, ale pojawia się coraz więcej klientów z branż tradycyjnych, jak logistyka i transport.

Liczymy, że wielu przedsiębiorców, którzy korzystają już z Revolut prywatnie, do testowania kont firmowych zachęci zniesiona opłata za podstawowe konto dla firm. W przypadku udanych testów, można w dowolnym momencie przejść na szerszy pakiet płatny, a w przypadku zmniejszonych potrzeb, z powrotem wrócić na pakiet darmowy. Stawiamy na maksymalną elastyczność, bo wiemy, z własnego doświadczenia, że niektóre potrzeby mają charakter sezonowy. My szykujemy się właśnie do sezonu świątecznego” – mówi Karol Sadaj.

“Z Revoluta korzystaliśmy jako klienci indywidualni. Kiedy dowiedzieliśmy się, że pojawiła się oferta dla przedsiębiorstw, postanowiliśmy sprawdzić, jak możemy zaadoptować ją w Packhelpie. Usługę Revolut for Business traktujemy jako usługę komplementarną do głównych rachunków bankowych. Daje nam to przede wszystkim wygodę płatności kartami za subskrypcje software’u czy wydatki mediowe, zarówno za granicą, jak i online. Nie chodzi tylko o korzystny kurs wymiany walut ale także o łatwy sposób wydawania kart wirtualnych, zarządzanie limitami transakcyjnymi oraz intuicyjną aplikację na smartfony” – mówi Konrad Kwiatkowski, współwłaściciel firmy Packhelp.

W ciągu zaledwie dwóch lat Revolut szybko zbudował i wprowadził na rynek ofertę dla firm, która może być alternatywą lub uzupełnieniem usług tradycyjnych instytucji finansowych. Obecnie umożliwia ona:

  • Tworzenie firmowych kont wielowalutowych
  • Generowanie wirtualnych i fizycznych kart firmowych
  • Wysyłanie i przyjmowanie przelewów w 28 walutach, co pozwala płacić pracownikom lub dostawcom bez narażania się na niekorzystne kursy przewalutowań
  • Udostępnianie kont nowym członkom zespołu lub księgowym
  • Konfigurowanie dostępu i uprawnień pozwalających na realizację płatności
  • Funkcję do archiwizowania paragonów i zarządzania wydatkami służbowymi
  • Integrację z popularnymi aplikacjami biznesowymi takimi jak Slack, Xero, FreeAgent, Zapier
  • Ustawianie zbiorczych lub predefiniowanych płatności oraz ich automatyzacja dzięki otwartemu API
  • Dostęp do supportu dla firm 24/7

Revolut pracuje nad wdrożeniem kolejnych produktów i usług dla firm do swojej oferty, w tym funkcjonalności do zarządzania fakturami, wynagrodzeniami pracowniczymi, a także kompleksowej usługi akceptacji i rozliczeń płatności.

BNI Global Convention po raz pierwszy w Polsce

“Z badań przeprowadzonych przez BNI jasno wynika, że aż 98% przedsiębiorców uważa, że rekomendacje są ważne w rozwoju firmy, jednocześnie tylko 3% z nich ma na to strategię” – powiedział Ryszard Chmura, Prezes Zarządu BNI Polska podczas międzynarodowej konferencji BNI Global Convention w Warszawie. BNI, największa na świecie organizacja opierająca swą działalność na efektywnym networkingu, zrzesza już ponad 2500 firm MŚP w Polsce, które realizowały dodatkowe zlecenia z rekomendacji BNI na kwotę 471 mln zł netto w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

W dniach 6-9 listopada br. w Warszawie odbywa się międzynarodowa konferencja – BNI Global Convention, dotycząca rozwoju biznesu w oparciu o rekomendacje, dedykowana przedsiębiorcom należącym do BNI. BNI Global Convention gromadzi co roku kilka tysięcy uczestników z kilkudziesięciu krajów. Dopiero po raz drugi w historii wydarzenie organizowane jest poza Stanami Zjednoczonymi a po raz pierwszy
w Europie.

BNI Global Convention_Polska (3)„To bardzo duże wyróżnienie dla Polski i Warszawy, że możemy gościć u siebie BNI Global Convention. Nasza kandydatura pokonała kilka bardzo prężnych ośrodków biznesowych i miejskich, dzięki czemu możemy gościć na konferencji ponad 2500 właścicieli firm z całego świata. Z badań przeprowadzonych przez BNI jasno wynika, że aż 98% przedsiębiorców uważa, że rekomendacje są ważne w rozwoju firmy, jednocześnie tylko 3% z nich ma na to strategię. Dlatego jestem dumny, że coraz więcej przedsiębiorców, w ramach BNI, współpracuje ze sobą i pomaga sobie w rozwijaniu firm.” – powiedział Ryszard Chmura, Prezes Zarządu BNI Polska.

Globalna konferencja to szereg wartościowych wykładów, praktycznych szkoleń i licznych sesji networkingowych, jak i spotkań przedsiębiorców. Będą oni mogli wziąć udział w kilkudziesięciu prelekcjach głoszonych przez odnoszących sukcesy biznesmenów, m.in.: Henry’ego McGoverna – założyciela AmRest, najszybciej rosnącej sieci franczyzowej i restauracyjnej w Europie.

„Polska może być dumna z przedsiębiorczości swoich obywateli i rozwoju średniego i małego biznesu. Wierzę, że organizacja BNI Global Convention w Polsce przyczyni się do dalszego wzrostu poszczególnych firm i know-how polskich przedsiębiorców” – powiedział Graham Weihmiller, Prezes BNI, który odpowiada operacyjnie za ponad 70 krajów na świecie, wdrażając plan poprawy jakości i dalszego wzrostu liczby przedsiębiorców w BNI.

Jak poinformowano podczas konferencji, celem organizacji w Polsce jest utworzenie Grup BNI w każdym mieście w Polsce i tym samym zrzeszanie 30 tys. firm, tj. 1% MŚP.

“Pozyskiwanie nowych klientów, walka z konkurencją o zlecenia, zarządzanie pracownikami czy wpadnięcie w pułapkę małej skali to najczęstsze wyzwania, jakie stają przed polskimi przedsiębiorcami. Dlatego idea współpracy w biznesie, dzielenie się kontaktami czy wymiana wiedzy i doświadczeń spotyka się z uznaniem już ponad 260 tysięcy właścicieli firm na świecie i ponad 2500 w Polsce. Dołączając do BNI, przedsiębiorcy nie działają sami. W lokalnych grupach wspierają się w pozyskiwaniu nowych klientów, podwykonawców i generowaniu dodatkowego przychodu dla swoich firm” dodał Ryszard Chmura.

RPP obniża prognozę wzrostu PKB dla Polski

Pomimo tego, że mamy już listopad w dalszym ciągu prognozy wzrostu PKB dla Polski dość szybko się zmieniają. RPP obniżyła wczoraj swoją o 0,2% co i tak jest wartością o kolejne 0,2% wyższą od przewidywań ekspertów Komisji Europejskiej.

Decyzji brak, ale są prognozy

Zgodnie z oczekiwaniami posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej nie przyniosło zmian stóp procentowych. Analitycy nie zawiedli się jednak czekaniem na konferencję prasową po posiedzeniu. Poznaliśmy prognozy gospodarcze na lata 2019-2021. Inflacja w 2020 ma zaledwie zbliżyć się do 3%. Z kolei wzrost gospodarczy w tym roku ma wynieść nie 4,5% a 4,3%. W kolejnych latach również jest weryfikowany w dół. Powodem mają być słabsze od oczekiwań inwestycje. Biorąc pod uwagę, że niemal cała polityka rządu zakłada stymulację konsumpcji, nie powinno być to zaskoczeniem. Złoty przyjął tę zmianę spokojnie, prognozy NBP są bowiem i tak odrobinę bardziej optymistyczne niż te zachodnich organizacji. Podane dzisiaj prognozy Komisji Europejskiej są dla nas o 0,2% mniej korzystne.

Odwilż w wojnie handlowej

Po tym, jak przez niemal 1,5 roku Chiny i USA obkładały się wzajemnie kolejnymi cłami ograniczającymi import, nagle nastąpił przełom. Mówi się obecnie nie tylko o zawieszeniu dalszych podwyżek ceł, ale wręcz o stopniowym znoszeniu obecnych. Porozumienie w tym zakresie ma być zdaniem obserwatorów podpisane jeszcze w tym roku. Wycofywanie się z podwyżek ma być stopniowe, a harmonogram jeszcze nie jest ustalony. Te wiadomości przyczyniają się do ostatnich umocnień dolara względem pozostałych walut.

Kolejne słabsze dane zza Odry

Niemiecka gospodarka to duża zagadka dla analityków. Kraj ten pokazuje bardzo słabe wyniki gospodarcze, ale za to się oddłuża w ekspresowym tempie. Brak pieniędzy idących na spłatę zobowiązań jest odczuwalny, jednakże ma swoje wyjaśnienie. Dzisiaj poznaliśmy dane na temat wzrostu, a w sumie bardziej spadku, produkcji przemysłowej. W ciągu roku zmniejszyła się ona o 4,3%. Jest to obiektywnie słaby rezultat, ale tylko o 0,1% gorszy od oczekiwań rynków. Jest to kolejny element wyjaśniający ostatnią słabość euro względem dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:00 – Wielka Brytania – decyzja Banku Anglii w sprawie stóp procentowych,

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Foksal 13/15 najlepszą inwestycją mieszkaniową, sprzedaż Warsaw Spire transakcją roku

Firma Ghelamco kolejny rok z rzędu została nagrodzona w konkursie branży nieruchomości CIJ Awards. Sprzedaż Warsaw Spire uznano za transakcję roku na rynku nieruchomości komercyjnych. Z kolei apartamenty Foksal 13/15 wyróżniono jako najlepszą inwestycję mieszkaniową w Polsce.

Gala rozdania nagród CIJ Awards 2019 odbyła się 6 listopada w słynnym warszawskim hotelu Raffles Europejski. Podczas uroczystości wyróżnione zostały najlepsze firmy i inwestycje na rynku nieruchomości komercyjnych i mieszkaniowych w 2019 roku. Przedstawiciele Ghelamco odebrali statuetki przyznane w dwóch kategoriach: Best Investment Transaction oraz Best Residential Development.

–   W Polsce jesteśmy znani głównie ze szklanych wieżowców i nowoczesnych budynków biurowych, za które otrzymaliśmy wiele wyróżnień w Polsce i na świecie. Tym bardziej cieszy mnie nagroda dla Foksal 13/15 i tytuł najlepszej inwestycji mieszkaniowej w Polsce – jest to w naszej dotychczasowej działalności pierwsze takie wyróżnienie. Tym bardziej cenne, że przyznane za projekt ze wszech miar wyjątkowy, który kosztował nas bardzo wiele pracy, ale też przyniósł mnóstwo satysfakcji – mówi Jeroen van der Toolen, dyrektor zarządzający Ghelamco na Europę Środkowo-Wschodnią.

W ocenie ekspertów najlepszą inwestycją mieszkaniową 2019 roku były apartamenty Foksal 13/15. To szczególny projekt w portfolio Ghelamco i jeden z najbardziej niezwykłych w historii rewitalizacji zabytków w Polsce. W wyniku kompleksowej restauracji i częściowej rekonstrukcji dwóm ponad 120-letnim kamieniom w centrum Warszawy przywrócony został oryginalny wygląd fasad i wnętrz z końca XIX wieku. Obecnie jest to jeden z najbardziej prestiżowych adresów w Polsce. Foksal 13/15 zapewni swoim mieszkańcom liczne komfortowe udogodnienia, m.in. strefę SPA, salę fitness, pokoje gościnne, podziemny parking, przestronne tarasy na dachu oraz usługi concierge. Obie rezydencje mieszczą łącznie 55 luksusowych apartamentów o powierzchni od 47 do 260 mkw.

Z kolei sfinalizowana w lipcu 2019 r. sprzedaż flagowego projektu Ghelamco, a zarazem najsłynniejszego polskiego biurowca, wieży Warsaw Spire, uznana została przez jury za najlepszą transakcję na polskim rynku nieruchomości komercyjnych. Liczący 49 kondygnacji i 65 tys. mkw. powierzchni biurowej obiekt został kupiony przez Immofinanz za kwotę 386 mln euro. Stroną sprzedającą były firmy Ghelamco Poland i Madison International Realty.

CiJ Awards to najstarszy konkurs na polskim rynku nieruchomości komercyjnych. Organizowany jest od 2001 r. przez magazyn Construction & Investment Journal.