Bariery prawne i finansowe blokują rozwój obywatelskiej energetyki odnawialnej. Zmienić ma to rządowy program Energia Plus

Bariery prawne i finansowe blokują rozwój obywatelskiej energetyki odnawialnej. Zmienić ma to rządowy program Energia Plus 1

W Polsce energetyka obywatelska, która zakłada udział obywateli w produkcji i dystrybucji energii, jest wciąż w powijakach, mimo realnych korzyści gospodarczych. Jej rozwój mógłby pobudzić innowacje i przedsiębiorczość, stać się źródłem nowych miejsc pracy i korzyści m.in. dla samorządów, wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych czy organizacji pożytku publicznego. Problemem, który blokuje rozwój energetyki obywatelskiej, są w Polsce bariery administracyjne, prawne i finansowe. Do ich zlikwidowania ma się przyczynić rządowy program Energia Plus.

– Na całym świecie energetyka obywatelska jest możliwa dzięki rozwojowi odnawialnych źródeł energii. Z kolei energetyka odnawialna notuje w tej chwili najwyższe przyrosty udziału w globalnym miksie energetycznym, czyli jest to obecnie najszybciej rozwijająca się forma pozyskiwania energii. Tutaj przodują państwa OECD, energetyka oparta o OZE bardzo szybko rośnie też w Chinach i innych państwach rozwijających się – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Krzysztof Księżopolski ze Szkoły Głównej Handlowej.

Jak zauważa, pomimo ograniczeń administracyjno-prawnych w zakresie rozwoju energetyki odnawialnej zapowiedź wzrostu cen energii elektrycznej doprowadziła do tego, że w tej chwili następuje dynamiczny przyrost energetyki prosumenckiej w Polsce.

– Pytanie, czy ten trend zostanie w przyszłości utrzymany – mówi dr Krzysztof Księżopolski. – W Polsce właściwie nie dysponujemy dużymi zasobami technologicznymi w zakresie odnawialnych źródeł energii. Natomiast jest to dosyć prosta technologia, więc możemy próbować dołączyć do innowatorów. Oczywiście, wszystko będzie zależało od regulacji rządowych i od tego, na ile polski rynek będzie otwarty na tego typu instalacje.

W Polsce energetyka obywatelska jest wciąż w powijakach, mimo realnych korzyści gospodarczych. Jej rozwój mógłby pobudzić innowacje i przedsiębiorczość, stać się źródłem nowych miejsc pracy i korzyści m.in. dla samorządów, wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych czy organizacji pożytku publicznego.

– W wielu państwach rozwój obywatelskiej energii odnawialnej jest uznawany za jeden z kluczowych czynników wzrostu gospodarczego. Przykładowo, w Wielkiej Brytanii w 2017 roku sformułowano politykę energetyczną, w której podkreślono, że należy rozwijać technologie niskoemisyjne i eksportować je także na rynki zewnętrzne. Podobnie myślą Niemcy, którzy uważają, że technologie odnawialne mogą być towarem eksportowym, zapewniającym ekspansję handlową – mówi dr Krzysztof Księżopolski.

Według danych przytaczanych przez koalicję „Więcej niż energia” co najmniej 4 mln budynków w Polsce ma warunki techniczne do zainstalowania mikroinstalacji OZE. Mimo to w ciągu ostatnich 10 lat powstało jedynie ok. 230 tys. mikroinstalacji, z których 98 proc. służy do produkcji ciepła. Problemem, który blokuje rozwój energetyki obywatelskiej, są w Polsce bariery administracyjne i prawne, ukierunkowane głównie na utrzymanie istniejącego systemu energetycznego. Druga istotna kwestia to finanse. Tymi problemami ma się zająć rządowy program Energia Plus.

– Gdyby finansowanie było dostępne zarówno dla obywateli, jak i dla firm – to jest to absolutnie dobry kierunek. Natomiast regulacje powinny iść głębiej, w kwestie upodmiotowienia obywateli, spółdzielni energetycznych, możliwości decydowania na poziomie lokalnym, jakiego miksu energetycznego chcą obywatele. To wydaje się bardzo atrakcyjna propozycja dla obywateli, którzy będą w takim wypadku mogli korzystać z rewolucji technologicznej i rozwoju OZE. W przeciwnym razie powstaną bardzo duże farmy wiatrowe czy fotowoltaiczne, które będą konkurencyjne cenowo i w związku z tym nie będzie już miejsca dla prosumentów, czyli dla obywateli – mówi ekspert.

W czerwcu projekt Energia Plus i tzw. pakiet prosumencki zawarty w nowelizacji ustawy o OZE został już przyjęty przez rząd. Zakłada on, że przedsiębiorca, który założy mikroinstalację fotowoltaiczną (moc do 50kW), będzie mógł produkować prąd na własne potrzeby. Jeżeli wyprodukuje go w nadmiarze – będzie mógł oddać nadwyżkę do sieci dystrybucyjnych, dzięki czemu kiedy słońce nie będzie świecić, kupi go później ze znacznym opustem. MPiT zapowiada, że w planach są kolejne ułatwienia ukierunkowane na rozwój energetyki obywatelskiej, inwestycji w OZE oraz zwiększenie udziału prosumenckich OZE w bilansie energetycznym

Rozwój OZE napędzany jest dziś głównie przez fotowoltaikę. W tej dziedzinie notowany jest największy przyrost liczby nowych patentów w OZE. Sprzyja jej też spadek cen paneli fotowoltaicznych (o 90 proc. w ciągu ostatnich 10 lat, dane MPiT) oraz zniesienie jesienią ubiegłego roku przez Komisję Europejską antydumpingowych ceł na ogniwa i panele fotowoltaiczne z Chin. To istotne o tyle, że na Chiny przypada 65 proc. światowej produkcji paneli.

– Mamy szybki spadek cen instalacji fotowoltaicznych i wiemy już, jak z nich korzystać, więc ten rynek jest najbardziej perspektywiczny – mówi dr Krzysztof Księżopolski. – Przyszłościowe są także kwestie związane z magazynowaniem energii. Powstawanie magazynów energii oznacza spadek cen i większą dostępność dla obywateli i przemysłu. Jest to sprawa kluczowa, ponieważ energetyka odnawialna charakteryzuje się niskim poziomem sterowalności, w związku z tym magazyny energii wypełniałyby tę lukę technologiczną.

Prywatne akademiki w Polsce dopiero raczkują. Na zakwaterowanie w nich może liczyć raptem 0,5 proc. studentów

Prywatne akademiki w Polsce dopiero raczkują. Na zakwaterowanie w nich może liczyć raptem 0,5 proc. studentów 2

Prywatne akademiki nie cieszą się jeszcze w Polsce taką popularnością jak w Wielkiej Brytanii, gdzie na zakwaterowanie w nich może liczyć co czwarty student. Rynek szybko się jednak rozwija i budzi coraz większe zainteresowanie inwestorów. To m.in. efekt rosnącej liczby studentów z zagranicy i dywersyfikacji ryzyka, bo inwestycja w prywatne akademiki jest w znacznym stopniu odporna na wahania koniunkturalne.

– Rynek akademików prywatnych w Polsce jest bardzo młodym rynkiem. Dziś, wliczając w to projekty w budowie, mamy około 5 tys. łóżek, co przy łącznej liczbie około 1,2 mln studentów sprawia, że tylko 0,5 proc. znajdzie zakwaterowanie w tego typu akademikach – mówi agencji Newseria Biznes Marek Obuchowicz, Partner w Dziale Inwestycji w Griffin Real Estate, firmie, która ma w swoim portfolio prywatne akademiki Student Depot w Warszawie, Poznaniu, Łodzi, Lublinie i we Wrocławiu.

Chęć wejścia na ten rynek deklaruje wielu inwestorów. To z jednej strony podyktowane jest niską penetracją rynku, a z drugiej – dobrą bazą dydaktyczną i jakością programów kształcenia, atrakcyjnych m.in. dla studentów z zagranicy, którzy przyjeżdżają studiować do Polski.

Inwestycja w akademiki prywatne jest w pewnym stopniu antycykliczna. Kiedy następuje kryzys finansowy, wiele osób jest zmuszonych się dokształcać, aplikować na studia. Ekspozycja na ryzyko jest tu zupełnie inna niż w przypadku nieruchomości komercyjnych, gdzie jesteśmy uzależnieni od pojedynczych najemców, firm. Tutaj mamy tysiące osób i to ryzyko rozkłada się w zupełnie inny sposób – mówi Marek Obuchowicz.

Jak wynika z danych GUS, w Polsce działają 392 uczelnie wyższe, na których na koniec ubiegłego roku kształciło nieco ponad 1,2 mln osób. W roku akademickim 2017/2018 studia ukończyło 327,7 tys. osób. I choć liczba studentów w ciągu ostatnich 10 lat systematycznie spada (z 1,9 mln w roku akademickim 2008/09), to z drugiej strony rośnie liczba cudzoziemców, którzy przejeżdżają na studia w Polsce. Jak podaje GUS, w ubiegłym roku 78,3 tys. cudzoziemców planowało studiować w Polsce, co stanowiło wzrost o 7,6 proc.

Zainteresowanie studentów takim rozwiązaniem jest spore. Dziś może brakuje nieco świadomości, że taki produkt w ogóle jest na rynku dostępny. Dlatego jest potrzeba edukowania studentów, pokazywania, że istnieje alternatywa dla akademików publicznych czy wynajmu mieszkań. Dlatego uczestniczymy w konferencjach, współpracujemy z uczelniami, sponsorujemy juwenalia, pokazujemy się w prasie i mediach społecznościowych – mówi Marek Obuchowicz.

Liderem pod względem liczby prywatnych akademików są Stany Zjednoczone, gdzie ten rodzaj akomodacji jest znany już od dziesięcioleci. W Europie przoduje pod tym względem Wielka Brytania, gdzie co czwarty student może liczyć na zakwaterowanie w prywatnych akademikach. W innych miastach Europy Zachodniej stopień penetracji wynosi od 5 do 7 proc., z kolei w Europie Środkowej rynek dopiero raczkuje – poza Pragą i Bukaresztem nie ma innych miast, które miałyby dużą bazę prywatnych akademików.

Koszty wynajmu w akademiku prywatnym uzależnione są od kilku czynników, przede wszystkim od lokalizacji i rodzaju pokoju – czy jest to pokój jednoosobowy, czy współdzielony z jednym lub kilkom kilkoma studentami. W przypadku Student Depot te koszty są porównywalne lub niższe od kosztów wynajmu kawalerki już po uwzględnieniu wszystkich opłat typu prąd, media czy internet – mówi Marek Obuchowicz.

Jak podkreśla, prywatny akademik ma kilka przewag, które sprowadzają się m.in. do bezpieczeństwa, bo student może liczyć na całodobową ochronę, monitoring budynku i kontrole dostępu. Drugim aspektem jest wygoda i stała, z góry znana cena.

Student dostaje od nas w pełni wyposażony, nowoczesny pokój z szybkim internetem, własną łazienką, kuchnią i szeregiem udogodnień w postaci np. fitnessroomu czy pokojów cichej nauki, tzw. chillzone’ów. Wszystkie opłaty związane z najmem są wliczone w jednej płaskiej stawce, więc nie ma elementów zaskoczenia w trakcie roku. Dla studentów międzynarodowych udogodnieniem jest możliwość zarezerwowania takiego pokoju w 15 minut przez internet, po angielsku, bez konieczności pojawiania się fizycznie w kraju – mówi Marek Obuchowicz. – Trzecim ważnym aspektem jest społeczność, bo studenci nawiązują nowe znajomości, również z osobami z innych uczelni i innych krajów.

Środek wakacji to ostatni dzwonek na poszukiwanie miejsca w takim akademiku.

 – Wakacje są bardzo intensywnym okresem pod kątem poszukiwania lokum na kolejny rok akademicki. Obserwujemy w tym czasie dużą liczbę rezerwacji. Jednak duża ich część jest dokonywana już w poprzednim roku akademickim, żeby zapewnić sobie miejsce na kolejny ­– mówi Obuchowicz.

Smartwatche dla dzieci coraz popularniejsze. Pozwalają nie tylko na ustalenie pozycji dziecka, lecz także połączyć się z nim telefonicznie w razie potrzeby

Smartwatche dla dzieci coraz popularniejsze. Pozwalają nie tylko na ustalenie pozycji dziecka, lecz także połączyć się z nim telefonicznie w razie potrzeby 3

Urządzenia wearables stają się coraz bardziej zaawansowane. W tym segmencie jest jednak miejsce dla zegarków dla dzieci, które nie tylko pokazują godzinę, lecz także pozwalają połączyć się z dzieckiem, a nawet śledzić je za pomocą zainstalowanego nadajnika GPS. Producenci inteligentnych zegarków przekonują, że korzystanie z nich przez pociechy nie uzależnia ich od technologii, a wręcz aktywizują je do przebywania np. na podwórku pod zdalną opieką rodziców.

– Nic nie zastąpi ojca czy matki, jednak za pomocą smartwatchy chcemy dać rodzicom pewność, że ich dzieci są bezpieczne, podczas gdy bawią się na zewnątrz. Dzieci mogą wyjść z domu, bawić się z innymi dziećmi i miło spędzać czas, a jednocześnie rodzice będą mieli z nimi stałą łączność, możliwość zadzwonienia do nich lub zlokalizowania ich w przypadku jakichkolwiek problemów – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jesus Llamazares z Xplora Technologies.

Smartwatche dla dzieci, choć nazywane są zegarkami inteligentnymi, znacząco różnią się od najbardziej zaawansowanych urządzeń na rynku, przeznaczonych dla dorosłych. To podstawowe urządzenia, które pozwalają zlokalizować dziecko w razie potrzeby, ale również wykonać np. połączenie głosowe. Na rynku pojawiają się także modułowe urządzenia wearables, które można rozbudowywać, zwiększając tym samym ich podstawową funkcjonalność.

– Xplora Go to rozwiązanie pełniące funkcję smartwatcha dla dzieci, które po zdjęciu paska i zastosowaniu nowo zaprojektowanych akcesoriów może pełnić różne inne funkcje, np. rowerowego lokalizatora GPS czy lokalizatora zwierząt domowych i przedmiotów. Za pomocą modułów i aplikacji można więc przystosować urządzenie do różnych zastosowań – mówi Jesus Llamazares.

Jako zegarek dla dzieci urządzenie dysponuje funkcjami, takimi jak połączenia, wiadomości, aparat fotograficzny, wiadomości z obsługą emoji, a także licznik kroków. Rodzice mogą wykorzystywać je jako narzędzie pozwalające utrzymać bezpośrednią komunikację z dzieckiem. Z kolei po dodaniu odpowiedniego modułu, urządzenie służy jako tracker rowerowy i powiadomi właściciela o możliwej próbie kradzieży. Po zainstalowaniu aplikacji, urządzenie wyśle alarm na smartfona.

Dzięki funkcji automatycznego śledzenia właściciel dostanie informację o dokładnym miejscu, w którym znajduje się pojazd. Funkcję zastosować można także do zabezpieczenia innych przedmiotów.

– Dodaliśmy nową ciekawą funkcję tamper alert, dzięki której będziemy mogli informować użytkowników urządzeń Xplora o próbie kradzieży ich roweru, samochodu czy przedmiotu połączonego z lokalizatorem. Nie wszystkie funkcje będą przydatne w każdym zastosowaniu. Przy korzystaniu z lokalizatora zwierząt kamera raczej nie będzie potrzebna, pozostaje jednak lokalizacja i kilka innych interesujących funkcji – zaznacza ekspert.

Możliwości urządzenia można wykorzystać również do lokalizowania np. zwierząt domowych. Zegarek może być również używany przez osoby starsze. Umożliwia monitorowanie kroków, a funkcja alarmu może zostać użyta np. do przypominania im o porze przyjmowania leków. Dostępna jest także obsługa połączeń, powiadomień i przycisk SOS, aby utrzymać seniorów w kontakcie z bliskimi.

– Jest to urządzenie komunikacyjne, które ma zapewnić dzieciom możliwość bezpiecznej zabawy na zewnątrz i promowania wśród nich zdrowego trybu życia. Nawiązaliśmy współpracę z PlayStation nad opracowaniem nowej gry o nazwie Xplora, która będzie zintegrowana z naszymi smartwatchami. Dzieci będą grały w grę na zewnątrz za pomocą naszych zegarków i będą zbierać punkty za określone czynności, które są zamieniane na bonusy, z których można skorzystać, grając na konsoli. Chodzi więc o zaangażowanie i zabawę, a także o spokój rodziców – przekonuje ekspert.

Na rynku dostępnych jest szereg urządzeń wearables przeznaczonych do wspomagania opieki nad dziećmi. Verizon GizmoWatch to smartwatch wyposażony w funkcję śledzenia lokalizacji GPS oraz możliwość wyznaczenia granic, po których przekroczeniu rodzice dostają alert. AngelSense to z kolei tracker umożliwiający podglądanie tras, po jakich porusza się dziecko, i prędkości, z jaką je pokonuje. Rodzice dostają powiadomienie np. wówczas, gdy pociecha spóźni się do szkoły. Mogą się również przełączać w tryb podsłuchu.

Według analityków z QYResearch światowy rynek inteligentnych zegarków dla dzieci wyceniany był w 2018 roku na ponad 364 mln dol. Do końca 2025 roku ma on przekroczyć wartość 873 mln dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie ponad 13 proc.

Naukowcy ostrzegają: W Ziemię uderzyła burza słoneczna. Aktywność słońca w najbliższych latach jednak spadnie, co może wpłynąć na obniżenie temperatury na Ziemi

Naukowcy ostrzegają: W Ziemię uderzyła burza słoneczna. Aktywność słońca w najbliższych latach jednak spadnie, co może wpłynąć na obniżenie temperatury na Ziemi 4

Do Ziemi dotarła burza słoneczna mogąca doprowadzić do energetycznego paraliżu. Choć ogólnie nie powinna być groźna, może uszkodzić urządzenia elektryczne, a nawet doprowadzić do energetycznego paraliżu. To tylko jeden z przykładów, który pokazuje, że Słońce ma olbrzymi wpływ na pogodę i klimat na Ziemi. Tymczasem w najbliższych latach naukowcy prognozują niską aktywność Słońca, co może wpłynąć na obniżenie średniej temperatury na Ziemi. Zanieczyszczenie środowiska sprawia jednak, że temperatury mogą wciąż rosnąć.

Słońce ma ogromny wpływ na klimat na Ziemi. Naukowcy NASA ostrzegają przed magnetyczną burzą, która uderzyła w naszą planetę. Z powodu rotacji Słońca jedna z dziur jest skierowana prosto w Ziemię. Tym samym wiatry słoneczne i burze trafią w naszą planetę. Strumienie spodziewane są na początku sierpnia. Bezpośrednie uderzenie burzy może zniszczyć urządzenia elektryczne czy spowodować wybuch sieci elektrycznych. Ogromny przypływ energii może sprawić, że nawet połowa planety pogrąży się w absolutnych ciemnościach. To, jaki wpływ burze słoneczne mają na Ziemię, można było zaobserwować w 1989 roku, kiedy uszkodzonych zostało wiele transformatorów.

Słońce ma jednak także bezpośredni wpływ na temperaturę i klimat na naszej planecie.

– Na klimat wpływa dopływ energii słonecznej z zewnątrz. Skład chemiczny atmosfery modyfikuje strumień przekazywanej energii. Są również relacje pomiędzy atmosferą a oceanem światowym. Ocean potrafi zaabsorbować ogromne ilości ciepła, a w innych okresach może je uwolnić na zewnątrz. To również kwestia wulkanizmu, która może nie aż w takim stopniu jak emisja człowieka, wpływa na system klimatyczny i na kształt bieżącego ocieplenia. Chodzi nie tylko o emisję gazów z wulkanów, lecz także pyłu do atmosfery, który może ograniczać przez jakiś czas dopływ promieniowania słonecznego – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr Mieczysław Sobik z Zakładu Klimatologii i Ochrony Atmosfery Uniwersytetu Wrocławskiego.

Lokalne i średnie temperatury w ziemskiej atmosferze, na jej powierzchniach lądowych i morskich oraz poniżej tych powierzchni nieustannie się zmieniają w zależności od równowagi między mocą wejściową a mocą wyjściową. Ta zaś podlega dużym wahaniom, ponieważ Ziemia zmienia nachylenie względem Słońca. Nachylenie Ziemi na jej osi waha się w ciągu 41 tys. lat, od 21,5 st. do 24,5 st. Oś Ziemi zmienia kierunek w ciągu 26 tys. lat. Wszystko to zmienia ilość otrzymanego światła słonecznego i czas pór roku. Dużo zależy też od samej aktywności Słońca.

– Był taki okres ponad 50 lat praktycznie bez plam słonecznych. Czyli zanikła klasyczna 11-letnia aktywność słoneczna i był głęboki okres tzw. Minimum Maundera, kiedy plam słonecznych nie było wcale i aktywność słońca była na bardzo, bardzo niskim poziomie. To głównie XVII wiek. Tak się składa, że jest to też okres w czasach historycznych najchłodniejszy – zaznacza ekspert.

Im większa liczba plam słonecznych, tym mniejsze natężenie promieniowania słonecznego, ale też większa jasność Słońca ze względu na większą jasność obszarów otaczających plamy. W okresie Minimum Maundera średnia temperatura na powierzchni Ziemi mogła się zmniejszyć nawet o 1 stopień Celsjusza. Obecnie kończy się 24. cykl aktywności słonecznej. Od 2017 roku eksperci notowali coraz dłuższe okresy bez plam słonecznych. W 2018 roku łącznie przez 221 dni nie było widać ani jednej plamki. W 2019 roku, do połowy kwietnia, było już nieco ponad 60 dni bez plam słonecznych.

Nowy, 25. cykl, prawdopodobnie rozpocznie się na przełomie 2019 i 2020 roku. Według prognoz aktywność Słońca będzie w najbliższych latach niska. Zakresy minimów i maksimów aktywności słonecznej (liczba Wolfa) mają się zamknąć w przedziale 95 a 130, przy średniej z XX wieku na poziomie 140–220.

– Fizycy i heliofizycy oceniają, że to będzie cykl słaby. Po okresie bardzo wyraźnej aktywności słońca wchodzimy w bardziej spokojny okres. Zobaczymy, jaki to będzie miało wpływ na klimat – mówi dr Mieczysław Sobik.

Apteka dla Aptekarza – jak zmiany w Prawie farmaceutycznym wpłynęły na rynek apteczny

Swobodny dostęp do aptek i usług farmaceutycznych dla pacjentów, placówki powstające tam, gdzie faktycznie są potrzebne oraz eliminacja z rynku nieuczciwych przedsiębiorców – to główne skutki nowelizacji Prawa farmaceutycznego, a więc tzw. „Apteki dla Aptekarza”, która już od dwóch lat porządkuje polski rynek apteczny.

Ustawa zwana potocznie „Apteką dla Aptekarza”, czyli nowelizacja Prawa farmaceutycznego, jest regulacją, która – jak uważa Naczelna Rada Aptekarska – wprowadziła porządek na rynku. Dzięki niej powstało wiele aptek i punktów aptecznych. Chociażby na terenach wiejskich utworzono ich 319. Wprowadzono także europejski standard funkcjonowania tych placówek. Działa on w aż 70 proc. aptek na terenie Europy – w tym we Francji, Niemczech, Danii czy Austrii.

– Regulacja ta jest pozytywną zmianą. Dzięki niej apteki powstają w miejscach, gdzie naprawdę są potrzebne – na terenach wiejskich, mniejszych miejscowościach i obrzeżach miast – powiedział serwisowi eNewsroom Tomasz Leleno, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Aptekarskiej. – Problem z liczbą tych placówek związany jest z brakiem farmaceutów, którzy mieliby je obsłużyć. Bez ich obecności apteka nie może przecież działać. Na terenie Polski nadal istnieje ok. 14 tys. aptek i punktów aptecznych (źródło: Centralny Rejestr Aptek). W praktyce oznacza to więc, że pacjenci mają swobodny dostęp do usług farmaceutycznych. Wprowadzenie ustawy nie doprowadziło jednocześnie do wzrostu cen leków. Doszło do uspokojenia rynku i zachowania pewnej równowagi – między placówkami sieciowymi a indywidualnymi. W ocenie Naczelnej Rady Aptekarskiej regulacja ta jest dobra i spełnia oczekiwania – ocenił Leleno.

liczba aptek w polsce
Źródło: Naczelna Izba Aptekarska

„Twarda franczyza” i skupowanie aptek „na słupa” pomysłem na rozwój?

Ustawa w dużej mierze ograniczyła podmiotom sieciowym przejmowanie mniejszych aptek. Szukają więc alternatywnych metod umożliwiających im dalsze przejmowanie. Z sygnałów, które docierają do Izby wynika, że farmaceuci otrzymują propozycje skorzystania w tzw. „twardych franczyz” poprzez m.in. podpisywanie weksli in blanco. Popularnym rozwiązaniem jest również skupowanie aptek na tzw. „słupa”, co najczęściej kończy się tym, iż rola aptekarza-właściciela placówki sprowadza się jedynie do roli „posiadacza” zezwolenia. W praktyce traci on możliwość podejmowania samodzielnych decyzji biznesowych. Bezpowrotnie traci więc swą niezależność ekonomiczną. Inną metodą jest skupowanie akcji lub udziałów, a następnie przejmowanie tą drogą kontroli nad spółkami prowadzącymi apteki.

Próba stosowania takich mechanizmów przez niektóre sieci apteczne nie tylko lekceważy stanowiska Ministerstwa Zdrowia, czy Głównego Inspektora Farmaceutycznego, ale również wyroki sądowe. Przykładem świadczącym o istnieniu omawianego procederu jest 25. tysięczne miasto w województwie opolskim, w którym dokonano faktycznego przejęcia trzech aptek należących do jednego podmiotu przez podmiot sieciowy, skupiający w swych ramach organizacyjnych liczbę aptek już wykraczającą poza dozwolone limity. Przejęcie to polegało na skupowaniu udziałów w spółkach od posiadaczy zezwolenia na prowadzenie apteki ogólnodostępnej, a następnie firmowanie należących do tych podmiotów aptek wybranym przez spółkę dominującą logotypem i nazwą.

Zdaniem Naczelnej Izby Aptekarskiej, przejmowanie aptek tą drogą może prowadzić do tworzenia grup podmiotów powiązanych, w rozumieniu ustawy o UOKiK, co jest wyraźnie zabronione przez Prawo farmaceutyczne i sankcjonowane karą cofnięcia zezwolenia. Niejednokrotnie konsekwencje w postaci cofnięcia zezwolenia oraz pełnej odpowiedzialności finansowej i prawnej spoczywają w takim przypadku wyłącznie na farmaceutach – podchodząc łatwowiernie do zapewnień dużych podmiotów, narażają więc siebie i swój biznes. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na raport sporządzony przez Związek Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek (ZAPPA), mówiący o przejęciu tą drogą ok. 700 aptek m.in przez cypryjskie i holenderskie spółki prowadzące sieci aptek.


tłumaczenia medyczne


VII Targi IT Future Expo – ponownie największa impreza B2B branży IT w Polsce

VII Targi IT Future Expo – rozwijaj firmę dzięki nowym technologiom i wyprzedź konkurencję!Targi IT Future Expo

Ponownie największa impreza B2B branży IT w Polsce – 26 września 2019 na Stadionie Legii Warszawa!

  • 7 edycja
  • 3000 uczestników
  • 25 prelegentów
  • 100 wystawców

IT Future Expo to VII edycja dorocznego spotkania elity polskiego IT, w całości poświęconego technologiom dla biznesu. To miejsce tworzenia silnych relacji biznesowych oraz platforma wymiany wiedzy i doświadczeń. 16h merytoryki oraz wystąpienia najlepszych speakerów, pozwolą wyjść z głową pełną pomysłów i gotowych rozwiązań na rozwój Twojej firmy.

Jeśli chcesz:

  • dowiedzieć się co napędza branżę ?
  • poznać aktualne trendy w rozwoju technologii dla przedsiębiorstw
  • wymienić doświadczenia z ekspertami branżowymi oraz nawiązać istotne partnerstwa

to wydarzenie jest dla Ciebie! Zainspiruj się targami z udziałem liderów rynku, które pozwolą dokładnie przyjrzeć się obowiązującym trendom i nadchodzącym wyzwaniom dla biznesu, w obliczu dynamicznie pędzącej cyfryzacji. Spotkaniu towarzyszyć będzie również gala rozdania nagród IT Future Awards – wyróżniająca najlepsze rozwiązania oraz usługi IT w Polsce, wybrane przez czołowych CIO. Jeszcze do 23 sierpnia 2019, przyjmowane są zgłoszenia do konkursu www.liderzyit.pl

VII Targi IT Future ExpoOrganizatorzy przygotowali kolejne nowości i atrakcje. Oprócz sztandarowego wydarzenia towarzyszącego – IT Future Congress, w trakcie którego eksperci poruszą najważniejsze aspekty rewolucji cyfrowej, będzie można odwiedzić specjalistyczne strefy tematyczne i bezpłatnie zasięgnąć porad specjalistów w zakresie newralgicznych zagadnień, wpływających na funkcjonowanie firmy.

Podczas tej edycji targów odbędzie się także debata dotycząca Rozwoju Robotyzacji Procesów Biznesowych z udziałem doświadczonych ekspertów i praktyków w tej dziedzinie. Tematem debaty będą rozważania w obszarze budowania przewagi konkurencyjnej firm dzięki automatyzacji i robotyzacji procesów. Uzyskamy również odpowiedzi na pojawiające się wątpliwości dotyczące idących za tym korzyści, ryzyk i zagrożeń oraz przełożenia na rzeczywiste ROI. Tematem dyskusji będą także rożne podejścia do zarządzania rozwojem i utrzymaniem robotyzowanych procesów. Czynny udział w debacie weźmie m.in. Wojciech Szremski z Euro Bank, Sebastian Drzewiecki z GSK, Agnieszka Belowska-Gosławska z Nordea Bank AB S.A., Marcin Basaj z Fraikin oraz Michał Marlinga z Citi.

Zapraszamy także do odwiedzenia specjalnie przygotowanych stref; IT Law Point, IT Consulting Point oraz punktu Dotacje UE na IT, gdzie nasi eksperci pomogą Ci zrozumieć skomplikowane regulacje, czy poradzą w zakresie uzyskania funduszy z Unii Europejskiej. To tylko niektóre zagadnienia z jakimi będziesz mógł się spotkać podczas wydarzenia w strefach specjalistycznych.

  • Nurtują Cię najnowsze regulacje Unii Europejskiej dotyczące ochrony danych osobowych?
  • Chcesz wiedzieć jak zabezpieczyć firmę przed wyciekaniem istotnych informacji na zewnątrz?
  • Od dawna masz w planach przeprowadzenie analizy polityki bezpieczeństwa organizacji?
  • Zastanawiasz się na rozwiązaniem, które efektywnie zoptymalizuje pracę firmy?
  • A może chcesz dowiedzieć się o najnowszych programach dotacji z Unii Europejskiej w zakresie dofinansowań na wdrażanie rozwiązań informatycznych?

Z nowości, warto też wspomnieć o strefie dronów, która znajdzie się w programie tematycznym targów. W strefie tej będzie można dowiedzieć się o możliwościach wykorzystania tych bezzałogowych statków powietrznych w biznesie. Kluczowi gracze zademonstrują funkcje najnowszych urządzeń oraz przeprowadzą loty pokazowe, co będzie niewątpliwą atrakcją dla Zwiedzających.

Gościem Specjalnym targów będzie Artur Kurasiński, autor bloga kurasinski.com, który zabierze głos podczas Kongresu IT FUTURE CONGRESS!Artur Kurasiński

Zarejestruj się bezpłatnie na wydarzenie już dziś: http://itfuture.pl/#REJESTRACJA Ilość darmowych miejsc ograniczona!

Podczas równolegle odbywającego się IT FUTURE CONGRESS wysłuchamy wystąpień ekspertów branżowych oraz liderów rynku, z którymi podzielimy wiedzę nt. obecnych wyzwań przed którymi stoi biznes. Udział w kongresie pozwali zaktualizować wiedzę w zakresie zmian w przepisach oraz uzyskać odpowiedzi na najtrudniejsze pytania pojawiające się w codziennej pracy. Uczestnicy będą mieli także okazję przekonać się, które rozwiązania IT warto wykorzystać w swoich organizacjach oraz w jaki sposób je wdrożyć i sfinansować.

Wśród prelegentów m.in.: Michał Kurek – Partner w KPMG, Dariusz Gałęzowski – Dyrektor architektury IT – PKO BP oraz Artur Kurasiński. Sponsorem Strategicznym wydarzenia została firma Archman, a pozostałymi partnerami eventu są: Sophos, SOTI, Rittal, LOG Systems, APC by Schneider Electric, Synology, Agraf, Aten. Sprawdź kto jeszcze znalazł się w gronie wystawców: http://itfuture.pl/#sponsors i nie zapomnij o konieczności odrębnej rejestracji na kongres: http://itfuture.pl/rejestracja-na-kongres/

Sponsorzy Kongresu IT FUTURE CONGRESSStało się już tradycją, że IT Future Expo towarzyszą informatyczne targi pracy. Również i tym razem w specjalnie wydzielonej strefie, odbędzie się wydarzenie – IT CAREER SUMMIT, wraz z równolegle trwającą konferencją  – Developers Congress.

To jednak nie koniec atrakcji 🙂 W programie imprezy przewidujemy także strefę 3D, w której zetkniecie się z wirtualną rzeczywistością oraz technologią druku 3D. Nie zabraknie również strefy relaksu, gdzie będzie można skorzystać z darmowego masażu. Zapraszamy do zgłoszenia bezpłatnego udziału w wydarzeniu http://itfuture.pl/#REJESTRACJA 🙂 Nie czekaj, ilość darmowych miejsc ograniczona!

Zobacz, że warto wziąć udział w wydarzeniu i obejrzyj videorelację z ostatniej edycji: HTTP://TARGI18.ITFUTURE.PL

Wydarzenie jest bezpłatne jednak ma charakter branżowy. Do udziału zapraszamy zatem wszystkich reprezentantów firm oraz instytucji.

Zakres tematyczny targów:

  • Systemy korporacyjne
  • Infrastruktura i Data Center
  • Wirtualizacja
  • Bezpieczeństwo IT
  • Cloud Computing
  • Big Data oraz BI
  • Data Science oraz Machine Learning
  • IOT
  • BPA
  • AI
  • Technologie mobilne
  • E-commerce
  • Strefy specjalne (drony, strefa 3D, strefa kariery)
  • Usługi IT (outsourcing, szkolenia, consulting)
  • Technologie sprzętowe
  • Teleinformatyka
  • Rozwiązania branżowe (dla logistyki, dla edukacji, dla bankowości, dla medycyny)

Strona internetowa wydarzenia: http://itfuture.pl/
Data:
26.09.2019
Lokalizacja:
Stadion Legii w Warszawie

Udział w targach jest bezpłatny, wystarczy wypełnić formularz rejestracyjny!

Agnieszka Porębska-Kość nowym członkiem Zarządu Nest Banku

Agnieszka Porębska-Kość została nowym Członkiem Zarządu Nest Banku. Będzie odpowiedzialna za Pion Rozwoju Produktów.

Agnieszka Porębska-Kość – Członek Zarządu Nest Banku
Agnieszka Porębska-Kość – Członek Zarządu Nest Banku

Agnieszka Porębska-Kość jest związana z Nest Bankiem od listopada 2015 r. Dołączyła do organizacji jako Dyrektor Zarządzająca Obszarem Bankowości Przedsiębiorstw i Finansowania. Nowa członkini zarządu jest absolwentką wydziału ekonomii SGH. Ukończyła także prestiżowe studia Executive MBA na Uniwersytecie w Minnesocie. W toku kariery zawodowej pełniła m.in. funkcję Członka Zarządu Meritum Banku ICB, Członka Zarządu Banku DnB Nord SA czy Dyrektora Zarządzającego Fortis Banku.

Jako Członek Zarządu Nest Banku będzie odpowiedzialna za tworzenie i nadzór nad realizacją strategii produktowych we wszystkich liniach biznesowych. Dotychczas pełniła funkcję Dyrektora Zarządzającego i odpowiadała za obszar produktów transakcyjnych dla klientów indywidualnych, produktów transakcyjnych i kredytowych dla firm oraz nadzór nad Departamentem Sprzedaży Własnej. Tę ostatnią kompetencję przejął Piotr Kaczmarski, który został Dyrektor Zarządzającym Obszarem Sprzedaży i Obsługi Klienta.

Ministerstwo Finansów opublikowało długo oczekiwaną Krajową Ocenę Ryzyka Prania Pieniędzy oraz Finansowania Terroryzmu

Ministerstwo Finansów, realizując obowiązki wynikające z głośnej ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu, opublikowało długo oczekiwaną Krajową Ocenę Ryzyka Prania Pieniędzy oraz Finansowania Terroryzmu.

Jest to pierwszy taki dokument w polskim porządku prawnym, który rzuca nowe światło na zagrożenie ryzykiem prania pieniędzy oraz stanowi istotną wskazówkę dla wielu podmiotów gospodarczych, a w szczególności dla instytucji obowiązanych.

– Do instytucji obowiązanych, według wspomnianej ustawy, zalicza się szereg podmiotów (instytucje, organizacje, spółki), a także indywidualnych przedsiębiorców, min. są to banki krajowe, instytucje finansowe czy podmioty prowadzące działalność gospodarczą w zakresie wymiany walut wirtualnych i gier hazardowych, co jednoznacznie wskazuje na bardzo szeroki zakres zastosowania ustawy w obrocie gospodarczym – mówi w rozmowie z MarketNews24 Julia Ziemska, prawnik z kancelarii Zięba&Partners.

Zgodnie z ustawą, instytucje te identyfikują i oceniają ryzyko związane z praniem pieniędzy i finansowaniem terroryzmu odnoszące się do ich działalności, a na podstawie tak zidentyfikowanego ryzyka podejmują szereg działań proporcjonalnych do charakteru i wielkości prowadzonego podmiotu oraz zakresu indywidualnie rozpoznanego ryzyka w danej jednostce.

Pomimo że instytucje obowiązane przygotowały już pierwszą taką identyfikację, Publikacja Krajowej Oceny Ryzyka ma nie tylko szansę rozwiać wiele wątpliwości interpretacyjnych, ale wskazuje także na konieczność aktualizacji dokonanych uprzednio wewnętrznych ocen przez wszystkie instytucje obowiązane.

Szczególną uwagę na dopracowanie swoich procedur powinny zwrócić te podmioty, które w zakresie prowadzonej działalności są według Generalnego Inspektora Informacji Finansowej narażone na wyższe ryzyko prania pieniędzy oraz finansowania terroryzmu.

– W Krajowej Ocenie Ryzyka przyjęto czterostopniową skalę w zakresie oceny poziomu zagrożenia oraz podatności na wystąpienie tego zjawiska, zgodnie z którą do podmiotów o najwyższym stopniu ryzyka należą między innymi banki, instytucje finansowe czy kasyna – wyjaśnia J.Ziemska z Zięba&Partners.

Warto także wskazać, że Urząd Komisji Nadzoru Finansowego, po publikacji Krajowej Oceny Ryzyka, wydał komunikat, w którym zwrócił uwagę na rangę wydanego dokumentu oraz zarekomendował przeprowadzenie analizy własnych ocen ryzyka i dokonanie ich aktualizacji, tym bardziej, że wyniki dotychczas przeprowadzonych kontroli w instytucjach obowiązanych wskazały na nieprawidłowości w zakresie należytej realizacji obowiązków ustawowych.

Zgodnie z prowadzoną polityką państwa należy spodziewać się dalszego uszczelniania obowiązującego systemu, a także potencjalnego nałożenia dodatkowych obowiązków na instytucje obowiązane, których realizacja pozwoli na uniknięcie nałożenia surowych kar, także finansowych.

Pomimo obniżki stóp procentowych na szefa FED spada ostra krytyka

Rezerwa Federalna obniża stopy procentowe wygłaszając przy tym bardzo asekuracyjne przemówienie. Zwolennicy szybszych cięć z prezydentem Donaldem Trumpem na czele, pomimo obniżki, ostro krytykują prezesa tej instytucji, Jerome Powella.

Fed obniża stopy procentowe

Jerome Powell – Szef FED
Jerome Powell – Szef FED

Zgodnie z oczekiwaniami na wczorajszym posiedzeniu Federalny Komitet Otwartego Rynku obniżył stopy procentowe w USA. Komentatorzy wskazują, że jest to pierwsza obniżka od 2008 roku, ale warto zwrócić uwagę, że na razie stopy wróciły na poziom sprzed 8 miesięcy, co brzmi znacznie mniej spektakularnie. Jaki był powód obniżki? Wielu analityków wskazuje, że było to działanie wyprzedzające: bezrobocie utrzymuje się blisko wieloletnich minimów na bardzo dobrym poziomie 3,7%, a wzrost gospodarczy wciąż spełnia oczekiwania. Warto natomiast zwrócić uwagę, że USA nie są zamkniętym państwem – sytuacja w innych krajach nie jest aż tak dobra, a nadejście światowej recesji jest całkiem realne. Rynki na obniżkę stóp procentowych zareagowały umocnieniem dolara. Powodem była ostrożna wypowiedź szefa Fed, która postawiła pod znakiem zapytania głębokość dalszych cięć. W rezultacie pomimo obniżki stóp procentowych, dolar zyskał na wartości.

Inflacja rośnie w Polsce

Podczas gdy w większości państw w Europie tempo wzrostu cen spada w oczekiwaniu na gorsze czasy, w Polsce inflacja przyspiesza. Jest na to proste wytłumaczenie – dalszy strumień pieniędzy płynący do obywateli. Jak wiadomo, rząd nie ma własnych pieniędzy, więc rozdaje społeczeństwu jego własne. Ze względu na to, że zamiast obniżyć podatki, transferuje je do grup, które przeznaczają znaczną część swojego budżetu na konsumpcję, widzimy silne pobudzenie od strony konsumpcji. Inflacja na poziomie 2,9% nie jest jednak powodem do obaw. Pytanie, jak ten system będzie funkcjonował, gdy w Europie zapanuje realny kryzys i koniunktura nie będzie już tak dobra. Strach przed recesją zaczyna być widoczny w notowaniach złotego, który, pomimo dobrych odczytów, jest ostatnio w odwrocie.

Koniunktura w Europie

Dzisiaj poznaliśmy odczyt indeksu PMI dla przemysłu, czyli badania ankietowego, które sprawdza optymizm menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia. Uważa się je za ważny wskaźnik w przewidywaniu przyszłej koniunktury. W Europie pesymizm analityków był na tyle duży, że, pomimo pogorszenia wyników, są one lepsze niż oczekiwania. Stary kontynent ciągnie w dół szczególnie odczyt dla Niemiec, gdzie negatywne nastroje są szczególnie silne.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Czekają nas kolejne podwyżki cen paliw

Ceny ropy naftowej na świecie znów wzrosły. Dla polskich kierowców jest to tym bardziej zła wiadomość, że złoty osłabił się wobec dolara, czyli już wysokie ceny na stacjach paliw będą jeszcze wyższe.

Spadła podaż ropy z powodu zamachów zbrojnych w Libanie, w pobliżu największego złoża, z którego wydobycie wynosiło 300 tys. baryłek dziennie. Jednocześnie w rejonie cieśniny Ormuz zaostrza się konflikt nazywany “wojną tankowców”.

– Ten konflikt się rozwija, Iran poinformował o złapaniu 15 szpiegów CIA, a przecież przez cieśninę Ormuz odbywa się ⅓ światowego transportu ropy naftowej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Dlatego ceny ropy naftowej wzrosły do poziomu 75 USD za baryłkę ropy WTI i 64 USD za ropę brent.

Jednak sytuacja polskich kierowców jest tym gorsza, że złoty osłabił się bardzo wobec dolara.

– Kurs dolara wzrósł do poziomu 3,85 zł, a to oznacza, że ceny na stacjach paliw będą rosnąć – mówi ekspert.

Niepewność na rynkach finansowych

Zakończony niedawno lipiec nie pozwalał się nudzić inwestorom, pomimo pozornie wakacyjnej pory. W przypadku warszawskiego parkietu istotnie można mówić o spokojniejszym okresie, patrząc poprzez kryterium obrotów. Na rynkach zagranicznych nie można jednak mówić o jakimkolwiek letnim spowolnieniu. Opisując miniony miesiąc jednym zdaniem, upłynął on na nadziejach, oczekiwaniach i wątpliwościach. Kluczem była polityka banków centralnych, a przede wszystkim lipcowa decyzja Fed.

Do połowy miesiąca rynkowe oczekiwania na silne złagodzenie polityki amerykańskiego banku centralnego dynamicznie rosły, podsycane gołębimi wypowiedziami przedstawicieli tego gremium. Indeks S&P 500 pobił kolejne już historyczne rekordy, pokonując magiczną barierę 3000 punktów. Wzrosty wspierane były również wynikami amerykańskich spółek za drugi kwartał, które w znaczącej większości okazywały się być lepsze od oczekiwań, nawet biorąc pod uwagę wymagająca bazę z 2018 roku i nieco gorsze odczyty gospodarcze. Bardzo dobre wyniki zaraportowały największe amerykańskie banki i część znaczących spółek technologicznych, jak Microsoft i Apple. Niechlubnym wyjątkiem okazał się Netflix, który z uwagi na słabsze odczyty stracił podczas jednej sesji ponad 10%. Z biegiem miesiąca jednak inwestorzy coraz lepiej zaczęli dostrzegać fakty, poddając w wątpliwość wcześniejsze rozgrzane oczekiwania. Na poprzednich posiedzeniach Fed w żadnym miejscu nie zakomunikował tak silnej zmiany polityki monetarnej, jak oczekiwały to rynki, biorąc pod uwagę zarówno wzrosty na Wall Street, jak i wyceny amerykańskiego długu.

Dużą część odpowiedzi poznaliśmy wieczorem ostatniego dnia lipca. Zaczęło się zgodnie z rynkowymi oczekiwaniami, gdy zakomunikowano obniżkę stóp procentowych o 25 pb. Kluczem była jednak konferencja i oczekiwania odnośnie dalszych ruchów Fed. Dowiedzieliśmy się, że lipcowa obniżka była tylko dostosowaniem w trwającym obecnie cyklu i nie oznacza rozpoczęcia długiego cyklu obniżek stóp. Był do zdecydowanie zimny prysznic dla rynku i sprowadził indeks S&P 500 poniżej poziomu 3000 punktów. Kolejne obniżki w tym roku nie są wykluczone, ale ich prawdopodobieństwo zauważalnie spadło. Ważnym czynnikiem było za to ogłoszenie zacieśniania ilościowego, co w ostatnich latach było głównym fundamentalnym czynnikiem wpływającym negatywnie na rynki akcji.

Preludium amerykańskiego scenariusza było ostatnie posiedzenie EBC. Inwestorzy oczekiwali zdecydowanych ruchów, a kończący niebawem kadencję Mario Draghi ograniczył się do interwencji słownych, przesuwając podjęcie działań co najmniej do września. Spowodowało to pogorszenie nastrojów na europejskich rynkach akcji w drugiej połowie miesiąca. Co więcej, publikowane kolejne dane gospodarcze, w odróżnieniu od w dalszym ciągu przyzwoitej sytuacji w Stanach Zjednoczonych, wspierają decyzję o podjęciu zdecydowanych działań przez EBC.

Krajowy rynek akcji nie podzielał w lipcu entuzjazmu obecnego na rynkach rozwiniętych. Powodem mogły być dość mieszane wyniki spółek, które w dalszym ciągu mierzą się z rosnącymi kosztami pracy, energii i surowców oraz niedoborem pracowników. Innym z czynników jest wisząca nad naszym rynkiem kolejna faza dostosowania indeksów MSCI EM, przewidziana na sierpień.

Trudno obecnie szacować, jak będzie zachowywać się amerykański rynek akcji, a w ślad za nim pozostałe rynki w kolejnych tygodniach. Z jednej strony zabrakło głównego czynnika do wzrostów, z drugiej jednak strony sytuacja się znormalizowała. Trwający sezon wyników może wspierać rynki. Na pierwszy plan może za to powrócić zapomniany nieco temat wojen handlowych, które mimo trwających rozmów wydają się dalekie do zakończenia. Jednakże niepewność i nadzieje odnośnie dalszej polityki Fed mogą dalej pozwolić rynkom wspinać się na ścianie strachu.

Autor: Kamil Hajdamowicz, zarządzający aktywami w Vienna Life TuŻ S.A Vienna Insurance Group.

Po spotkaniu FOMC. Dlaczego dolar umacnia się mimo obniżki stóp procentowych?

Środowe spotkanie Rezerwy Federalnej miało w pewnym sensie charakter historyczny – decydenci zdecydowali się na pierwszą obniżkę stóp procentowych od ponad dekady. Mimo to dolar amerykański doświadczył aprecjacji. Fed zdołał bowiem ostudzić rynkowe oczekiwania dotyczące kolejnych obniżek stóp procentowych w USA.

Jerome Powell
Jerome Powell
Przewodniczący Rady Gubernatorów Systemu Rezerwy Federalnej

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami i wbrew oczekiwaniom części uczestników rynku liczących na obniżkę o 50 punktów bazowych, Rezerwa Federalna postanowiła obniżyć stopy procentowe o 25 pb. Obecnie stopy procentowe Rezerwy Federalnej ponownie znajdują się w widełkach 2-2,25%. Zgodnie ze słowami przewodniczącego FOMC, Jerome’a Powella, obniżka stóp procentowych była potrzebna do wzmocnienia inflacji oraz zabezpieczenia się przed skutkami potencjalnej eskalacji napięć w handlu międzynarodowym. Powell stwierdził jednocześnie, że perspektywy dla amerykańskiej gospodarki są dobre.

O ile zwyczajowo ogłoszenie luzowania polityki monetarnej banku centralnego powinno prowadzić do osłabienia waluty krajowej, po środowym spotkaniu FOMC dolar amerykański doświadczył szerokiej aprecjacji. Inwestorzy zinterpretowali bowiem wczorajszą obniżkę stóp procentowych Rezerwy Federalnej jako „jastrzębie cięcie”.

Decyzja o obniżce stóp procentowych nie była jednogłośna. Dwoje decydentów (Esther George oraz Eric Rosengren) skłaniało się do utrzymania stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Również retoryka, jaką przyjął podczas konferencji prasowej po spotkaniu Jerome Powell, nie była aż tak „gołębia”, jak oczekiwał tego rynek. Przewodniczący FOMC wyraził swój optymizm co do siły amerykańskiego rynku pracy, a także zwracał uwagę na niedawną poprawę w danych o sprzedaży detalicznej. Powell dodał też, że w kontekście globalnej niepewności, amerykańska gospodarka wykazuje się odpornością. Co istotne, Powell nie sugerował, jakoby w planach Rezerwy Federalnej było rozpoczęcie pełnego cyklu luzowania polityki monetarnej. Zgodnie ze słowami prezesa FOMC środowa obniżka stóp procentowych miała charakter „dostosowania” polityki w obecnym cyklu [ang. mid cycle adjustment]”.

Słowa Powella z konferencji prasowej FOMC nie potwierdziły oczekiwań rynku spodziewającego się agresywnego luzowania polityki monetarnej. Rynek wyceniał bowiem dwie dodatkowe (oprócz wczorajszej) obniżki stóp procentowych do końca bieżącego roku. Powell nie stwierdził co prawda jednoznacznie, że środowa obniżka stóp procentowych FOMC jest „pierwszą i ostatnią” tego typu decyzją w 2019 roku, niemniej potwierdził, że o kolejnym ruchu decydentów zadecyduje charakter danych makroekonomicznych. Ważną częścią wypowiedzi Powella była sugestia, że „nic w amerykańskiej gospodarce nie stanowi poważnego zagrożenia w najbliższym czasie”. Taka wypowiedź sugeruje, że do kolejnej obniżki stóp procentowych w USA mogłoby doprowadzić jedynie pogorszenie danych makroekonomicznych w nadchodzących miesiącach.

Po konferencji prasowej FOMC można było zaobserwować wyraźny spadek indeksów giełdowych. W dół skierował się również kurs EUR/USD, który w bezpośrednim następstwie konferencji Powella spadł o ponad 0,5%. Obecnie kurs EUR/USD zbliżył się do okolic 1,10, schodząc do najniższego poziomu od maja 2017 roku. Jednocześnie wyraźnie umocnił się kurs USD/PLN, który znalazł się na najwyższym poziomie od ponad dwóch lat.

Kurs USD/PLN & USD/EUR (31/07/19-01/08/19)

Kurs USD PLN & USD EUR
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 01/08/2019

Brak apetytu ze strony Rezerwy Federalnej do prowadzenia agresywnego cyklu luzowania polityki monetarnej wskazał na nieadekwatność oczekiwań rynku względem przyszłego poziomu stóp procentowych w USA. Obecna rynkowa wycena prawdopodobieństwa luzowania polityki monetarnej ze strony Fedu uległa zmianie, aczkolwiek nie w tak dużym stopniu, jak można było tego oczekiwać. Obecna wycena kontraktów fed funds futures wskazuje, że rynek szacuje prawdopodobieństwo kolejnej obniżki stóp procentowych podczas spotkania we wrześniu na około 60-procent (przed spotkaniem wynosiło ono około 75%). Szacowane przez rynek prawdopodobieństwo jeszcze dwóch obniżek stóp procentowych przed końcem bieżącego roku wynosi 43% (wcześniej wynosiło około 60%). Jesteśmy jednak zdania, że w nadchodzących dniach rynkowe oczekiwania względem obniżki stóp powinny dalej spadać, co w krótkim okresie mogłoby wesprzeć USD.

Wczorajsze spotkanie Rezerwy Federalnej w gruncie rzeczy potwierdziło nasze oczekiwania, zgodnie z którymi bank centralny będzie czekał na kolejne publikacje zanim zadecyduje o potrzebie dodatkowego luzowania. Tym samym nadchodzące publikacje z amerykańskiego rynku pracy oraz dane o inflacji mogą skupić na sobie jeszcze większą uwagę inwestorów niż zazwyczaj.

FED obniża stopy procentowe o 25pb, ale rynki się nie cieszą. „Mid-cycle adjustment” – co oznacza dla rynków?

Zarządzający Union Investment TFI: Andrzej Czarnecki, Michał Milewski i Robert Burdach  komentują wczorajszą decyzję i komunikat FED.

  • Ryzyko spadku obrotów handlowych wpływa na decyzję Rezerwy Federalnej
  • Kondycja gospodarki amerykańskiej lepsza niż globalnej
  • Inflacja w Polsce rośnie i będzie rosła, ale RPP jest spokojna

Decyzje FED

Wczoraj pierwszy raz od 2008 roku czyli od kryzysu finansowego FED obciął stopy procentowe. Obniżenie przez FED stóp proc. o 25pb było zgodne z oczekiwaniami rynku. W ten sposób wypełnia się scenariusz bazowy – prawdopodobieństwo takiej decyzji szacowano na 70% (na 30% szacowano szansę obniżki o 50bp). Kolejną decyzją jest wstrzymanie redukcji bilansu FED już w sierpniu, co może stanowić pozytywny bodziec dla rynku obligacji.

Ważniejszy od samej decyzji był jednak komunikat FED’u i konferencja po posiedzeniu.

Odczytując dosłownie komunikat FED’u można dojść do wniosku, że Rada nie zmieniła swojej oceny otoczenia makroekonomicznego w stosunku do komunikatu z czerwca, a możliwe, że ocena ta jest nawet wyższa. Ocena sytuacji na rynku pracy jest dobra, ale widać symptomy spowolnienia inwestycji. Inflacja jest pod kontrolą, oczekiwania inflacyjne są umiarkowane. Sytuacja makroekonomiczna w USA nie wskazuje na konieczność mocnego obniżania stóp procentowych. Poza tym FED podkreśla znaczenie sytuacji globalnej gospodarki dla stóp procentowych w USA.

Przebieg konferencji prasowej pokazuje jednak, że istotne dla FED są ryzyka w handlu międzynarodowym oraz postęp rozmów z Chinami, który może skutkować zatrzymaniem obniżek stóp procentowych. Wojny celne przyczyniają się do spadku obrotów z eksportu, co negatywnie będzie wpływało także na gospodarkę USA. Padła wypowiedź o dostosowaniu stóp procentowych do fazy cyklu gospodarczego (tytułowe „mid-cycle adjustment”). Rynki zareagowały negatywnie. Index amerykański zanurkował do minimum sesji – uznając obniżkę jako jednorazową korektę lub początek bardzo krótkiego (2 etapowego)  cyklu obniżek. Na chwilę obecną kontrakty terminowe wyceniają prawdopodobieństwo wrześniowej obniżki na 64%.

Stopy procentowe w Polsce

Europejski Bank Centralny kontynuuje obecny kurs polityki monetarnej, możemy się więc spodziewać luzowania ilościowego lub nawet obniżek stóp. Rada Polityki Pieniężnej  jest nastawiona bardzo gołębio, co zresztą jest spójne z działaniami zarówno FED, jak i EBC.

Wczorajszy odczyt inflacji był wyższy od oczekiwań rynku, więc siła nabywcza pieniądza maleje. Ponadto spodziewamy się zdecydowanie wyższej inflacji konsumpcyjnej w I kw. 2020 roku, wykraczającej poza dopuszczalne pasmo odchyleń od celu inflacyjnego RPP. Ten wzrost będzie jednak przejściowy. Na aktualny wzrost inflacji mają wpływ przede wszystkim ceny żywności, wynikające z niekorzystnych dla upraw warunków pogodowych, ale także  bardziej niepokojące przyspieszenie inflacji bazowej.

Obecny brak reakcji RPP na wzrost inflacji nie zapowiada zmian stóp procentowych w perspektywie obecnej kadencji Rady.

Analiza stawek hotelowych w II kw. 2019 r.

HRS – wiodący globalny dostawca usług hotelowych, przeanalizował ceny hoteli na całym świecie w drugim kwartale 2019 r. Średnia cena pokoju hotelowego w Polsce wynosiła 69 euro. Najdroższym miastem Europy był Zurych (190 euro), a w rankingu światowym ponownie zwyciężył Nowy Jork (267 euro).

Polska: Spadek cen hoteli w Warszawie

Średnia cena za pokój hotelowy w Warszawie w drugim kwartale 2019 wynosiła 81 euro – to 6 euro mniej w porównaniu do drugiego kwartału 2018. HRS odnotował spadki cen także w Gliwicach (7%) oraz w mniejszym stopniu w Poznaniu i Krakowie. Spośród największych polskich miast, najtańszy nocleg znajdziemy w Bydgoszczy (58 euro), a najdroższy (poza stolicą) po raz kolejny w Krakowie (74 euro), Gdańsku (71 euro) i Poznaniu (69 euro). Największy wzrost cen zaobserwowano w Rzeszowie (61 euro, wzrost o 10%) oraz Łodzi (61 euro, wzrost o 8%).

GŁÓWNE KIERUNKI
W  POLSCE
Średnia cena pokoju hotelowego
Q2 2019
Średnia cena pokoju hotelowego
Q2 2018
Wzrost/Spadek
2019 vs. 2018
Warszawa 81 € 87 € -7%
Kraków 74 € 76 € -3%
Gdańsk 71 € 68 € 4%
Poznań 69 € 71 € -3%
Katowice 67 € 66 € 1%
Szczecin 65 € 63 € 3%
Łódź 61 € 56 € 8%
Rzeszów 61 € 55 € 10%
Gliwice 60 € 64 € -7%
Bydgoszcz 58 € 59 € -2%
Polska ogółem 69 € 70 € -1%

Europa: Największy skok cen w Atenach

Każdego roku trzy najbardziej prestiżowe miasta w Europie rywalizują w rankingu miast z najwyższymi stawkami hotelowymi. W tym roku wygrał Zurych z ceną za pokój wynoszącą 190 euro (wzrost o 8%), wyprzedzając Londyn (188 euro, wzrost o 5%). Trzecie miejsce zajął Amsterdam ze stawką 174 euro (spadek o 2%). Największy wzrost cen, wynoszący 19%, odnotowano w Atenach (136 EUR). Podobnie jak w ubiegłym roku, Stambuł utrzymał pozycję najtańszego miasta w Europie, ze stawką 72 euro (spadek o 3%). Największy spadek cen został odnotowany w Moskwie i wyniósł aż 27%. W drugim kwartale 2019 średnia cena za pokój hotelowy w stolicy Rosji wynosiła 94 euro.

Preisradar_2019-2018_DE

GŁÓWNE KIERUNKI
W  EUROPIE
Średnia cena pokoju hotelowego
Q2 2019
Średnia cena pokoju hotelowego
Q2 2018
Wzrost/Spadek 2019 vs. 2018
Zurych 190 € 176 € 8%
Londyn 188 € 179 € 5%
Amsterdam 174 € 178 € -2%
Kopenhaga 165 € 179 € -8%
Paryż 162 € 152 € 6%
Oslo 158 € 147 € 8%
Helsinki 150 € 144 € 4%
Sztokholm 145 € 147 € -1%
Barcelona 144 € 128 € 12%
Ateny 136 € 114 € 19%
Mediolan 129 € 123 € 5%
Madryt 121 € 114 € 6%
Rzym 114 € 115 € -1%
Wiedeń 111 € 104 € 7%
Lizbona 109 € 116 € -6%
Berlin 102 € 97 € 5%
Budapeszt 97 € 94 € 3%
Praga 95 € 92 € 3%
Moskwa 94 € 128 € -27%
Warszawa 81 € 87 € -7%
Stambuł 72 € 74 € -3%

 

Świat: Najdroższe hotele w USA

Najwyższe ceny za pokój hotelowy na świecie, podobnie jak w drugim kwartale 2018, odnotowano w USA w Nowym Jorku (267 euro, wzrost o 6%) i Waszyngtonie (246 euro, wzrost o 12%). Trzecie miejsce zajęło Tokio, ze stawką hotelową 181 EUR (wzrost o 7%). Spośród głównych światowych destynacji największy wzrost zaobserwowano w Bangkoku, aż 23 %, gdzie za pokój płacono średnio 95 euro. Podobnie jak w ubiegłym roku, Kuala Lumpur było najtańszym miastem (60 euro, wzrost o 3%). W Toronto zanotowano najostrzejszy spadek cen, wynoszący aż 12 % – jeden nocleg kosztował 175 euro.

Preisradar_2019-2018_DE

 

GŁÓWNE KIERUNKI
NA ŚWIECIE
Średnia cena pokoju hotelowego
Q2 2019
Średnia cena pokoju hotelowego
Q2 2018
Wzrost/Spadek 2019 vs. 2018
Nowy Jork 267 € 251 € 6%
Waszyngton 246 € 221 € 12%
Tokio 181 € 169 € 7%
Toronto 175 € 200 € -12%
Sydney 161 € 174 € -7%
Singapur 160 € 163 € -2%
Seul 128 € 123 € 4%
Miasto Meksyk 124 € 110 € 13%
Miami 121 € 134 € -10%
Buenos Aires 119 € 107 € 11%
Dubaj 108 € 119 € -9%
Kapsztad 97 € 100 € -3%
Bangkok 95 € 77 € 23%
Pekin 91 € 86 € 6%
Mumbaj 90 € 98 € -8%
Szanghaj 89 € 90 € -1%
Sao Paulo 75 € 74 € 1%
Kuala Lumpur 60 € 58 € 3%

 

O analizie cen hoteli: w oszacowaniu uwzględniono wszystkie dokonane za pośrednictwem portalu HRS, nieanulowane rezerwacje hoteli w okresie od 01.04.2019 r. do 30.06.2019 r. oraz w analogicznym okresie roku poprzedniego. Wybór obejmuje zarówno pokoje jedno-, jak i dwuosobowe, ze śniadaniem oraz bez śniadania, w hotelach kategorii od 1 do 5 gwiazdek. Oszacowaniem objęto miejscowości o odpowiednio dużej liczbie rezerwacji.

Nadpłaty w składce wypadkowej. W każdej branży inne wyzwanie

Z analiz Ayming wynika, że firmy w Polsce mogą zawyżać swoje zobowiązania do ZUS z tytułu składki wypadkowej. Jedynie 2 proc. przedsiębiorstw ma ustaloną stopę procentową składki wypadkowej na minimalnym poziomie dopuszczonym przez ustawodawcę. 75 proc. płatników odprowadza składkę wyliczoną w oparciu o wyższą stopę procentową niż to wynika z ich kodu PKD. Tymczasem zawyżonych zobowiązań można uniknąć, dbając o bezpieczeństwo pracowników i minimalizując czynniki zagrożenia charakterystyczne dla danej branży – czytamy w raporcie Ayming „Składka wypadkowa. Nieoczywisty koszt, ukryte oszczędności”.

Ayming przeanalizowała sektory, w których najczęściej występują nieprawidłowości przy ustalaniu wysokości składki wypadkowej i gdzie potencjał oszczędnościowy jest największy. Znalazły się wśród nich branże: budowlana, drzewno-meblarska, górnicza i wydobywcza, metalurgiczna, motoryzacyjna, przetwórcza, spożywcza oraz produkcji tworzyw sztucznych. Z raportu wynika, że firmy mogą szukać oszczędności w czterech obszarach, tj. w warunkach zagrożenia, wypadkowości, rodzaju działalności i liczbie ubezpieczonych. Przyczyny nadpłat zależą od specyfiki branży, a ich zniwelowanie może przynieść oszczędności nawet do 3 proc. rocznej masy wynagrodzeń.

Gdzie kryją się oszczędności?

Analiza Ayming pokazuje, że średnio za 65 proc. oszczędności uzyskiwanych przez firmy w ramach składki wypadkowej odpowiada minimalizacja warunków zagrożenia występujących w zakładzie pracy. W przypadku branży górniczej jest to aż 72 proc., metalurgicznej – 70 proc., a przetwórstwa przemysłowego – 68 proc. Do najczęściej występujących szkodliwych czynników w miejscu pracy zaliczamy hałas, pole elektromagnetyczne, pyły przemysłowe czy czynniki chemiczne. Jeśli określone dla poszczególnych kategorii normy zostają przekroczone, ich oddziaływanie może prowadzić do pogorszenia zdrowia pracownika, a w niektórych przypadkach – nawet zagrażać życiu.

Równie ważne jest podejmowanie działań wpływających na zmniejszenie liczby wypadków i ich prawidłowa klasyfikacja. Dużą skuteczność odnoszą proste akcje informacyjne, zwiększające świadomość zagrożeń wśród pracowników i instruujące, jak powinno się bezpiecznie obsługiwać maszyny lub czego unikać w miejscu pracy. Z raportu Ayming wynika, że wypadkowość odpowiada z reguły za 26 proc. nadpłat w przedsiębiorstwach, ale w przypadku niektórych sektorów zdecydowanie przekracza średnią. W branży motoryzacyjnej obszar wypadkowości generuje 48 proc. oszczędności, w drzewnej i meblarskiej – 41 proc, a w budowlanej – 39 proc.

Budownictwo – ryzyko zawodowe stanowisk pracy

61 proc. nadpłat w analizowanych przedsiębiorstwach budowlanych wynika z występujących warunków zagrożenia. Charakterystyczne dla branży jest prowadzenie działalności w wielu lokalizacjach, duże rozproszenie stanowisk pracy, częsta rotacja pracowników i praca na otwartej przestrzeni. Zmiany lokalizacji i charakteru pracy powodują, że określenie stanowisk, na których występują warunki zagrożenia oraz ustalenie liczby pracowników zatrudnionych na tych stanowiskach to bardzo trudne i kosztowne zadanie.

Metalurgia – pomiary środowiska pracy

Warunki zagrożenia są przyczyną aż 70 proc. nadpłat z tytułu składki wypadkowej w branży metalurgicznej. Dużym wyzwaniem jest prawidłowe wykonanie pomiarów środowiska pracy. Wymaga to poprawnego przeprowadzenia szczegółowego badania, a następnie dokonania wnikliwej analizy wyników pod kątem zastosowania możliwych działań prewencyjnych.

– Ocena mikroklimatu gorącego i komfortu cieplnego oraz wyszczególnienie stanowisk pracy, na których pracownicy zagrożeni są zbytnim obciążeniem termicznym, jest bardzo trudnym zadaniem. Wynika to z ciągłych zmian w zakresie produkcji oraz rotacji pracowników pomiędzy stanowiskami. W przypadku pomiaru czynników szkodliwych sam moment i sposób wykonania pomiaru mogą spowodować niesłuszne zakwalifikowanie pracownika jako zatrudnionego w warunkach zagrożenia. Konsekwencją takiej sytuacji może być nieuzasadniony wzrost kosztu składki wypadkowej – wyjaśnia Michał Wawrzynowski, ekspert ds. BHP w Obszarze Kosztów Pracy w Ayming.

Branża drzewna i meblarska – wypadki przy pracy

Wyzwaniem dla przedsiębiorstw z branży drzewnej i meblarskiej jest zmniejszenie liczby wypadków przy pracy i ich prawidłowa klasyfikacja, co może wygenerować 41 proc. oszczędności. Wypadki często mają związek
z brakiem cyklicznych szkoleń BHP dla pracowników, przez co nie są oni świadomi zagrożeń występujących w miejscu pracy. Zdarza się też, że pracownicy nie przestrzegają ustalonych zasad BHP. Dlatego w firmach drzewno-meblarskich tak ważna jest prewencja i systematyczne akcje informacyjne przypominające
o możliwych zagrożeniach.

Górnictwo i wydobycie – pracownicy w warunkach zagrożenia

72 proc. udziału w oszczędnościach w przedsiębiorstwach z branży górniczej i wydobywczej ma minimalizacja warunków zagrożenia. Do głównych wyzwań, związanych z prawidłowym ustaleniem wysokości składki wypadkowej, należy podanie właściwej liczby osób narażonych na oddziaływanie szkodliwych czynników.

W kopalniach mamy do czynienia z ciągłą rotacją pracowników i zmianą stanowisk pracy w obrębie np. wyrobisk górniczych. Nieposiadanie aktualnych pomiarów środowiska pracy skutkuje brakiem danych na temat zagrożeń i może spowodować zgłoszenie do ZUS zawyżonej liczby osób pracujących w warunkach zagrożenia. A to przekłada się na wyższą stopę procentową składki wypadkowej.

Motoryzacja – klasyfikacja wypadków

Blisko połowa nadpłat w branży motoryzacyjnej wynika z obszaru wypadkowości. Ich nieprawidłowa klasyfikacja ma bezpośredni wpływ na wysokość składki wypadkowej. Większość wypadków to lekkie urazy (siniaki, stłuczenia itp.), które nie wymagają opieki lekarskiej. Zespoły powypadkowe bardzo często pochopnie uznają takie zdarzenia za wypadek. Wprowadzenie odpowiednich procedur oceniających charakter danego wypadku pozwoli prawidłowo je klasyfikować, a w efekcie nie zawyżać opłat z tytułu składki wypadkowej. Podanie nieprawidłowych danych ma bezpośrednie przełożenie na zawyżanie składki wypadkowej.

Z doświadczenia Ayming wynika, że nadpłaty składki wypadkowej często występują w przedsiębiorstwach motoryzacyjnych. Weryfikacja poprawności rozliczenia zobowiązań do ZUS może przynieść zauważalne oszczędności. Dla przykładu, w firmie zatrudniającej ponad 3000 osób analiza obszaru wypadkowości i wdrożenie odpowiednich rozwiązań pozwoliła obniżyć stopę procentową składki wypadkowej z 1,62 do 1,47 proc., co przyniosło oszczędności, które znacząco wpłynęły na wynik finansowy przedsiębiorstwa – stwierdza Piotr Radko, Dyrektor Obszaru Kosztów Pracy w Ayming.

Branża spożywcza – mikroklimat zimny

Za 60 proc. oszczędności z tytułu składki wypadkowej w branży spożywczej odpowiada minimalizacja warunków zagrożenia. Wśród najczęściej występujących czynników szkodliwych należy wymienić pracę w tzw. mikroklimacie zimnym, czyli przy bardzo niskiej temperaturze. Wielu przedsiębiorców ma problem z określeniem prawidłowej liczby osób pracujących w takich warunkach, co ma związek z niejasnymi przepisami i brakiem ustalenia dopuszczalnej normy. Zawyżanie liczby osób pracujących w warunkach zagrożenia skutkuje wyższymi zobowiązaniami odprowadzanymi do ZUS.

Produkcja tworzyw sztucznych – organizacja pracy

W przedsiębiorstwach produkujących tworzywa sztuczne występuje bardzo wysoki wskaźnik osób pracujących w hałasie o natężeniu powyżej dopuszczalnej normy, która jest ustalona na 85dB dla ośmiogodzinnego czasu pracy. Wykorzystanie wyników pomiarów środowiska pracy do wprowadzenia odpowiednich zmian i poprawienie organizacji pracy może uchronić wielu pracowników przed działaniem czynników szkodliwych. Minimalizacja czynników zagrożenia odpowiada za 67 proc. oszczędności
w opisywanej branży.

Przetwórstwo – różnorodny charakter wypadków

31 proc. nadpłat składki wypadkowej w branży przetwórczej wynika z obszaru wypadkowości. W zależności od specyfiki danego przedsiębiorstwa, najczęstsze trudności spotyka się podczas określania i klasyfikacji wypadków z uwagi na dużą liczbę takich zdarzeń oraz ich różnorodność. Ścisła współpraca z działem BHP umożliwi przygotowanie prawidłowej dokumentacji powypadkowej, co przełoży się na wysokość składki wypadkowej.

Fiskus nie zwrócił VAT-u przedsiębiorcy pomimo dwóch prawomocnych wyroków sądu

Najpierw 10-ego, a następnie 19-ego grudnia 2018 r. sekretariat Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie doręczył pełnomocnikowi warszawskiego przedsiębiorcy Kancelarii Prawnej „Skarbiec” odpis dwóch wyroków, w których uchylił postanowienia urzędu skarbowego wstrzymujące należny mu zwrot VAT. Pomimo upływu 8 miesięcy od wydanych 16 listopada 2018 r. dwóch wyroków sądu urząd skarbowy dotąd nie zwrócił należnych przedsiębiorcy pieniędzy.

Zamiast zwrotu, próba przedłużenia terminu dwa dni przed jego upływem

Pod koniec 2017 r. zajmujący się importem i eksportem towarów przedsiębiorca złożył deklaracje VAT za październik i listopad 2017 r. Wykazał w nich nadwyżkę podatku naliczonego nad należnym wraz z wnioskiem o jej zwrot w 25-dniowym terminie. Termin ten w zakresie zwrotu za październik 2017 r. upływał 28 listopada 2017 r., a za listopad 2017 r. – 30 grudnia 2017 r. Na dwa dni przed jego upływem postanowieniem z 28 grudnia 2017 r. naczelnik urzędu skarbowego Warszawa Targówek przedłużył ten termin do 28 lutego 2018 r. To samo uczynił w zakresie zwrotu VAT za październik.

Przedsiębiorca wniósł na te postanowienia zażalenie, wskazując m.in., że nie mogły one wywołać skutku w postaci przedłużenia terminu z uwagi na ich doręczenie po upływie terminu na zwrot. Jednocześnie wnioskował o ustosunkowanie się organu do następujących pytań: z jakich powodów nie otrzymuje nadal zwrotu VAT, pomimo upływu terminu, w którym powinno to nastąpić; na jakiej podstawie organ wyznaczył aż tak odległy nowy termin dokonania zwrotu; z jaką datą organ zakończył pierwotną, a z jaką datą rozpoczął dodatkową weryfikację; oraz jakie czynności zamierza podjąć, a jakie już zakończył?

Organ prewencyjnie zagroził płynności finansowej firmy

Dyrektor izby administracji skarbowej jako organ odwoławczy, odpowiadając na zażalenie i pytania przedsiębiorcy, utrzymał w mocy postanowienia naczelnika urzędu skarbowego. Ponieważ przedsiębiorca w ramach swojej działalności dokonywał wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów, DIAS, tłumacząc zasadność takiego postępowania organu pierwszej instancji, poinformował: „Przyczyną przedłużenia terminu zwrotu była obawa wystąpienia nadużyć podatkowych, którym sprzyja transgraniczny charakter i konstrukcja transakcji oraz warunki dokumentacyjne, a zadaniem organu jest prewencja i przeciwdziałanie nadużyciom podatkowym…” (III SA/Wa 1895/18).

Takie uzasadnienie wskazuje, że fiskus może tłumaczyć narażenie firmy na utratę płynności finansowej wskutek zatoru w zwrocie należnych jej pieniędzy, jeśli tylko funkcjonuje ona w branży, która zdaniem tegoż fiskusa uchodzi za „rodzącą ryzyko wystąpienia nieprawidłowości”.

Prewencja nie może być uzasadnieniem przedłużania czegoś, co się skończyło

We wniesionej skardze występująca w roli pełnomocnika przedsiębiorcy warszawska Kancelaria Prawna „Skarbiec” podtrzymała pierwotne stanowisko, że postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu zostały doręczone przedsiębiorcy już po upływie tego terminu. Powołała się przy tym na wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 23 kwietnia 2018 r. (sygn. akt I FSK 255/17) oraz linię orzeczniczą sądów administracyjnych, zgodnie z którą postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu VAT nie może go skutecznie przedłużyć, jeśli zostało doręczone podatnikowi po jego upływie. Dodatkowo Kancelaria zwróciła uwagę na brak należytego uzasadnienia tych postanowień przez organy.

Dwa wyroki na korzyść przedsiębiorcy

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wydanymi 16 listopada 2018 r. wyrokami (sygn. akt III SA/Wa 1158/18 i III SA/Wa 1895/18) uchylił oba zaskarżone przez przedsiębiorcę postanowienia. Przychylił się w pełni do podniesionych przez pełnomocnika przedsiębiorcy zarzutów co do naruszenia przez organy swoimi działaniami terminów o charakterze materialnoprawnym. Wskazał, że od czasu wyroku NSA z 23 kwietnia 2018 r. kwestia braku skuteczności prawnej postanowienia doręczonego po upływie terminu na zwrot VAT nie budzi już żadnych wątpliwości.

Sąd zwrócił ponadto uwagę, że organy naruszają swoimi działaniami naczelną zasadę postępowania podatkowego, czyli prowadzenia postępowania przez organ w sposób budzący zaufanie do organów podatkowych (art. 121 § 1 Ordynacji podatkowej).

„W sprawie istotne jest to, że termin zwrotu nadwyżki (…) przypadał w dniu 30 grudnia 2017 r. (…) Postanowieniem z dnia 28 grudnia 2017 r. Naczelnik US przedłużył termin zwrotu (…) do dnia 28 lutego 2018 r. Postanowienie (…) zostało doręczone Skarżącemu w dniu 3 stycznia 2018 r., a zatem po upływie terminu do zwrotu…” (sygn. akt III SA/Wa 1895/18).

Legalność czyich działań powinno się weryfikować?

Przedsiębiorca wygrał spór z organami podatkowymi. Sąd stwierdził dokonane przez nie naruszenia prawa. Tyle że pomimo wydawanych wyroków, pewnej i utartej, a przede wszystkim jasnej linii orzeczniczej sądów, ugruntowanej od dnia wydania wyroku I FSK 255/17 przez Naczelny Sąd Administracyjny, fiskus wciąż tego orzecznictwa nie respektuje. Zdaje się w ogóle nie respektować wyroków wydawanych przez sądy państwa, którego jest przecież organem.

Pomimo upływu 8 miesięcy od wydanych 16 listopada 2018 r. dwóch wyroków sądu, urząd skarbowy w dalszym ciągu nie zwrócił należnych przedsiębiorcy pieniędzy. Mało tego, wciąż wydaje nowe postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu VAT, tak jakby wyroków stwierdzających, że nie ma czego przedłużać, nigdy nie było.

Firma czeka na wstrzymane miliony złotych, fiskus może czekać dłużej

Uchylając kolejne wydawane przez organy postanowienia, sądy za każdym razem obligują je do zwrotu kosztów postępowania, w tym zwrotu kosztów zastępstwa procesowego, na rzecz przedsiębiorców. Jednak najwidoczniej dla fiskusa to żaden wydatek, zwłaszcza że ponosi go na koszt podatników – tych samych, przeciw którym występuje. Organy podejmują więc, wbrew wyrokom sądów, kolejne postanowienia o kolejnym wydłużeniu terminu zwrotu VAT, zdaje się jedynie po to, aby go wydłużyć. Być może czynią to w przekonaniu, że w trakcie kontroli podatnika zawsze „coś się na niego znajdzie”. A nawet jeśli nie to, to zawsze jest szansa, że przedsiębiorstwo podatnika zwrotu nie doczeka.

Należny przedsiębiorcy w niniejszej sprawie zwrot, tylko za dwa wskazane miesiące 2017 roku, opiewa na kwotę kilku milionów złotych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

LifeTube i TalentMedia standaryzują influencer marketing

LifeTube i TalentMedia, na bazie 5-letniego doświadczenia i analizy dotychczasowych działań z twórcami internetowymi, stworzyli pierwszą, wspólną ofertę: 4 najbardziej efektywne rodzaje kampanii z influencerami. Do każdego agencja i sieć proponują również standard badawczy opracowany z IQS*, pozwalający sprawdzić efektywność prowadzonych działań.

Wśród najskuteczniejszych sposobów na współpracę z twórcami internetowymi agencje pozycjonują:

1. Kanał własny marki – największy projekt, jaki marka może podjąć na YouTube, oparty o treści “branded content” (takie, które odbiorcy oglądają z wyboru), dostosowane do oczekiwań różnych grup docelowych na platformie. Pozwala na skuteczne wzmacnianie pożądanego wizerunku w ramach precyzyjnych grup docelowych, które odrzucają tradycyjną reklamę (ślepota banerowa, AdBlocki). To jednocześnie jedno z najbezpieczniejszych dla marek narzędzi influencer marketingu, pozwalające na wysoki stopień kontroli treści (w porównaniu do działań na kanałach influencerów).

2. Program ambasadorski – programy influencerskie to sposób na długoterminową komunikację marki na YouTube, opartą o regularną współpracę z mixem kilku lub kilkunastu influencerów, którzy skutecznie docierają do różnych grup docelowych w ramach swoich nisz.

Dzięki długoterminowym współpracom z siecią partnerską marki mają gwarancję najbardziej korzystnych warunków, możliwie maksymalnej efektywności działań oraz bezpieczeństwa treści. Jeśli dany influencer zaangażuje się w aktywności mogące mieć negatywny wpływ na wizerunek danej marki, TalentMedia i LifeTube zarządzają ryzykiem proponując w to miejsce innego, bezpiecznego twórcę o podobnych zasięgach w ramach grupy docelowej – dodaje Piotr Łuczak, Managing Partner w TalentMedia.

3. Subformat – specjalne, cykliczne odcinki na kanale influencera, których partnerem jest marka. Dzięki subformatowi marka korzysta ze zbudowanej wokół influencera lojalnej i zaangażowanej społeczności, w ramach której dużo efektywniej buduje się sentyment do brandu. Ponad 700 youtuberów zrzeszonych w TalentMedia i LifeTube to największa baza influencerów wideo, którzy potrafią stworzyć różnorodne tematycznie serie contentu (dopasowanego do planów komunikacji marek i trendów w mediach społecznościowych). Długoterminowa współpraca korzystnie przekłada się również na wiarygodność przekazu oraz na poprawę wizerunku marki.

4. Wideo marketing 2.0 – reklama z udziałem influencera, której widz nie chce pomijać. Głównym wyzwaniem reklamy na YouTube jest stworzenie takiego komunikatu, który zaciekawi odbiorcę czekającego na rozpoczęcie wybranego filmu. Dzięki dopasowaniu odpowiedniego lidera opinii (influencera oglądanego i lubianego przez konsumentów, do których kierowana jest reklama) do przekazu marki powstają reklamy, które osiągają wyższy View Thru Rate, są bardziej angażujące oraz oglądane dłużej (często nawet do końca).

Wspólnie z agencją badawczą IQS, LifeTube i TalentMedia opracowały kompleksową metodologię badania wpływu działań influencer marketingu na wizerunek marki i intencje zakupowe. Dzięki badaniu ilościowemu CAWI możliwe jest porównanie, jak markę oceniają osoby, które nie miały kontaktu z jej przekazem oraz osoby, które obejrzały materiał wideo. Równolegle sprawdzany jest wpływ wideo na markę – przed i po obejrzeniu.LifeTube i TalentMedia*IQS – jeden z topowych domów badawczych w Polsce. Od niemal 25 lat wspiera Klientów w procesach strategiczno-marketingowych, dostarczając wartościowych rekomendacji biznesowych. W projektach łączy nowoczesną i zaawansowaną technologię ze sprawdzonymi, precyzyjnymi metodologami badawczymi. Dostosowując się do problemu Klienta korzysta z nowoczesnej platformy do badań on-line i off-line, a także kompilacji badań jakościowych (FGI, IDI) i ilościowych (CATI, CAWI, CAPI).

Spada tempo wzrostu zatrudnienia pracowników – raport ADP Polska

W II kw. 2019 r. firmy Nowoczesnej Gospodarki zatrudniły o 5,43 proc. więcej osób niż w analogicznym okresie 2018 r. Oznacza to spadek dynamiki zatrudnienia o 0,34 p.p. w porównaniu do ubiegłego kwartału – wynika z najnowszego raportu „Zatrudnienie w Nowoczesnej Gospodarce Q2 2019” opracowanego przez ADP Polska, wiodącego dostawcę rozwiązań do zarządzania kapitałem ludzkim. Chociaż dynamika zatrudnienia w innowacyjnych firmach wyhamowuje, to wciąż jest wyższa od ogółu rynku, który wg danych Głównego Urzędu Statystycznego w okresie kwiecień-czerwiec zwiększył zatrudnienie o zaledwie 2,7 proc. (spadek o 0,4 p.p. vs I kw. 2019 r.). W wyniku tego Wskaźnik Nowoczesnej Gospodarki zwiększył się i wyniósł 105,4.

– Zarówno firmy Nowoczesnej Gospodarki, jak i ogół rynku od kilku kwartałów zatrudniają z coraz mniejszą dynamiką wzrostu. Może to wynikać z wyzwań, z jakimi muszą mierzyć się polscy pracodawcy. A tych na rynku pracy z kwartału na kwartał jest coraz więcej, np. rosnące koszty prowadzenia biznesu, regulacje dot. zezwolenia na pracę cudzoziemców, większe wymagania kandydatów. Szczególnie niepokojący dla pracodawców jest najniższy od 1990 r. poziom bezrobocia, wynoszący w czerwcu rekordowe 5,3 proc. Jest to efekt zarówno początku sezonu prac tymczasowych, jak i aktywizacji permanentnie bezrobotnych przez urzędy powiatowe. Możemy się jednak spodziewać, że taka sytuacja będzie utrzymywała się przez najbliższe miesiące. Jak pokazuje raport ADP Polska, innowacyjne firmy są lepiej przygotowane na taką ewentualność – mówi Anna Barbachowska, Szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.

Małe firmy zatrudniają najwięcej

Na wzrost w Nowoczesnej Gospodarce w II kw. zapracowały głównie przedsiębiorstwa zatrudniające poniżej 500 osób, które w porównaniu do analogicznego okresu 2018 r. zwiększyły zatrudnienie o 7,74 proc. Historycznie, większy wynik odnotowały one tylko w II kw. 2018 r. (+7,82 proc. vs II kw. 2017 r.) i IV kw. 2018 r. (+7,62 proc. vs IV kw. 2017 r.). Równocześnie można zaobserwować wyhamowanie dynamiki wzrostu zatrudnienia w dużych firmach (+4,69 proc. vs II kw. 2018 r.). W wyniku tego różnica między małymi i dużymi przedsiębiorstwami wzrosła do rekordowego 3,05 p.p.

Maleje znaczenie produkcji

Dane GUS i Eurostatu pokazują, że w ciągu ostatnich dwóch lat sukcesywnie spada udział przemysłu w PKB (z 23,4 proc. w 2016 r. do 22,4 proc. w 2018 r.). Malejące znaczenie produkcji widać również w raporcie ADP, z którego wynika, że w II kw. 2019 r. firmy usługowe odnotowały o 0,65 p.p. większą dynamikę wzrostu zatrudnienia niż przedsiębiorstwa przemysłowe. Największy udział we wzroście sektora usług miały firmy zatrudniające poniżej 500 pracowników (+8,3 proc. vs II kw. 2018 r.).

– Jak wynika z najnowszych badań GUS, produkcja przemysłowa w czerwcu spadła aż w 20 branżach, m.in. w produkcji odzieży i metali. Wpływ na to mogła mieć sytuacja w najpotężniejszej europejskiej gospodarce, czyli w Niemczech, gdzie obecnie recesja jest największa od sierpnia 2012 r. Mamy zatem pierwsze symptomy, że obserwowana od wielu miesięcy odporność polskiej gospodarki na sytuację u zachodniego sąsiada prawdopodobnie dobiega końca. Zweryfikują to ostatecznie najbliższe dwa kwartały – mówi Anna Barbachowska. – Dla polskich pracodawców najważniejsze są jednak prognozy dotyczące rosnącego bezrobocia w Niemczech i trudniejsze niż się spodziewano wymagania dotyczące zezwolenia na pracę cudzoziemców. Dzięki tym czynnikom naszym firmom nie grozi odpływ Ukraińskich i Białoruskich pracowników na Zachód – dodaje Barbachowska.

Wskaźnik Nowoczesnej Gospodarki

O tym, że innowacyjne przedsiębiorstwa lepiej radzą sobie z wyzwaniami rynku świadczy również rosnący Wskaźnik Nowoczesnej Gospodarki, który został wprowadzony przez firmę ADP w ubiegłym kwartale i bazuje on na analizie różnicy w poziomie zatrudnienia w przedsiębiorstwach Nowoczesnej Gospodarki i ogółu rynku. W I kw. 2019 r. awangarda biznesu zatrudniła o 5,77 proc. więcej pracowników niż w analogicznym okresie 2018 r., z kolei ogół rynku o 3,1 proc. W wyniku tego Wskaźnik Nowoczesnej Gospodarki wyniósł 102,67 (+2,67 pkt). W II kw. firmy Nowoczesnej Gospodarki również lepiej radziły sobie z wyzwaniami, o czym świadczy kolejny wzrost wskaźnika, który w II kw. 2019 r. wyniósł 105,4 (+2,73 pkt).

Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK) to nie tylko oszczędności na emeryturę, lecz także pieniądze na rozwój gospodarki.

W Polsce w dalszym ciągu za najlepszą „kasę oszczędnościową” uchodzą skarpeta, materac, pawlacz lub szuflada z pościelą. To pokaźne „skarbce”, w których według najnowszych wyliczeń NBP w pierwszej połowie tego roku mieliśmy zgromadzone bezproduktywnie ok. 215 mld zł.

Już tylko ulokowanie tych środków na rachunkach bankowych dałoby ich posiadaczom blisko 3 mld odsetek w skali roku. O ile wprowadzenie Pracowniczych Planów Kapitałowych ma minimalny wpływ na ilość gotówki w domowych skrytkach, o tyle zdecydowanie inaczej wygląda sytuacja, gdy mówimy o oszczędzaniu na przyszłość po 1 lipca, kiedy formalnie rozpoczął działalność program PPK.

– Oczywiście najważniejszym efektem wprowadzenia Pracowniczych Planów Kapitałowych będzie wzrost wartości długoterminowych oszczędności Polaków, ale także odmrożenie ich potencjału. W rezultacie PPK staną się ważnym elementem polskiej gospodarki, wpływającym na jej rozwój i budującym jej potencjał – podkreśla Kamil Kosiński, dyrektor Departamentu Zarządzania Funduszem Zdefiniowanej Daty w PFR TFI S.A. – W interesie nas wszystkich jest to, żeby pieniądze, zamiast leżeć, pracowały. Gospodarka to system naczyń połączonych i odpowiednie połączenie nawet małych zasobów pozwoli na wypracowanie korzyści, z których będziemy mogli czerpać wszyscy. Zwłaszcza – co ma niebagatelne znaczenie – że środki z PPK będą miały charakter kapitału długoterminowego – dodaje.

Najbezpieczniejszy jest zawsze kapitał krajowy

Według raportu Pracownicze plany kapitałowe. Koszty i korzyści, przygotowanego przez centrum analityczne Polityka Insight, dzięki pieniądzom zgromadzonym w ramach programu PPK polskie przedsiębiorstwa zyskają łatwiejszy dostęp do długoterminowego finansowania. W pierwszej kolejności powinno się to przełożyć na inwestycje firm, których następstwem będzie zapewne zwiększenie efektywności prowadzące do wzrostu gospodarczego, a w efekcie – do wzrostu wynagrodzeń.

– Nie zapomnijmy też o tym, że polski kapitał stanowi bardziej stabilne i dostępne źródło finansowania polskich przedsiębiorstw – zauważa Kamil Kosiński.

Na wdrożeniu PPK skorzysta też warszawska giełda, którą docelowo zasilić może nawet 8–10 mld zł rocznie dodatkowego kapitału. Według przywołanego powyżej raportu dzięki wdrożeniu programu Pracownicze Plany Kapitałowe wartość polskiego PKB powinna być za 10 lat wyższa o 2 punkty procentowe.

Powodzenie całego programu i ewentualne korzyści dla pracowników, przedsiębiorstw i w konsekwencji gospodarki krajowej są bardzo mocno uzależnione od tego, jak wielu pracujących Polaków zdecyduje się przystąpić do programu PPK.

Edukacja i oszczędzanie

Zgodzimy się chyba wszyscy, że wdrażanie programu Pracownicze Plany Kapitałowe to działania biznesu przyjmującego na siebie odpowiedzialność za obecne społeczne wyzwania, do których z pewnością należą problemy z efektywnością systemów emerytalnych, wynikające głównie z demografii i wydłużającej się średniej długości życia.

Ewa Małyszko - PFR TFI
Ewa Małyszko – PFR TFI

– Jeżeli więc przyjmiemy, że budujemy na takim fundamencie, to najważniejszą z oczekiwanych społecznych zmian, na które liczymy i których oczekujemy, powinna być zmiana nastawienia do oszczędzania. Zmiana, której bezwzględnie potrzebujemy. Raz – ze względu na przyszłość całych pokoleń i ich zabezpieczenie emerytalne. Dwa – ze względu na szansę, jaką stworzy gospodarce uruchomienie „niepracujących” zasobów finansowych – zdecydowanie podsumowuje Ewa Małyszko, prezes zarządu PFR TFI.

Zwolnienie spółki z ponoszenia kosztów sądowych będzie trudniejsze

Postępowanie sądowe toczące się w sprawie cywilnej zgodnie z zasadą wiąże się z określonymi opłatami. W aktualnie obowiązującym stanie prawnym, osoby prawne lub tzw. ułomne osoby prawne (jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej) mogą uzyskać zwolnienie od kosztów sądowych, jeżeli wykażą, że nie mają dostatecznych środków na ich uiszczenie. Szczególne zainteresowanie ustawodawcy skupia się wokół kwestii zwolnienia z ponoszenia kosztów sądowych spółek handlowych, a co za tym idzie: spółki jawnej, spółki partnerskiej, spółki komandytowej i spółki komandytowo-akcyjnej oraz spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i spółki akcyjnej. Jednak przepis art. 103 ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych został zmieniony ustawą z dnia 4 lipca 2019 roku o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw w pewien sposób utrudni zwolnienie spółki handlowej z konieczności opłacenia kosztów sądowych. Ustawa w dniu 24 lipca 2019 roku została podpisana przez Prezydenta RP. Sytuację tę wyjaśnia adwokat Patrycja Czarniak z Kancelarii Prawnej Ślązak, Zapiór i Wspólnicy w Katowicach.

Patrycja Czarniak z Kancelarii Prawnej Ślązak, Zapiór i Wspólnicy w Katowicach
Patrycja Czarniak z Kancelarii Prawnej Ślązak, Zapiór i Wspólnicy w Katowicach

WARUNKI OKREŚLAJĄCE ZWOLNIENIE Z KOSZTÓW SĄDOWYCH

Podstawę do zwolnienia od kosztów sądowych spółek handlowych stanowi art. 103 ustawy z dnia 28 lipca 2005 roku o kosztach sądowych w sprawach cywilnych. Instytucja zwolnienia spółki handlowej od kosztów sądowych została uregulowana przez ustawodawcę odmiennie niż w stosunku do osób fizycznych.

  • W przypadku osób fizycznych wystarczającym jest złożenie przez daną osobę fizyczną oświadczenia, iż nie ma ona dostatecznych środków na uiszczenie kosztów sądowych. Na osobie fizycznej nie spoczywa tym samym ciężar wykazania, że nie jest ona w stanie ponieść kosztów sądowych bez uszczerbku koniecznego dla utrzymania siebie i swojej rodziny.
  • spółka handlowa, która ubiega się o zwolnienie od kosztów sądowych, zobligowana jest do wykazania, że nie ma dostatecznych środków na ich uiszczenie. Wnioskodawca powinien tym samym przedstawić wszelkie możliwe dowody, za pomocą których będzie w stanie wykazać brak środków dostatecznych na pokrycie kosztów postępowania, w tym wynagrodzenie profesjonalnego pełnomocnika. Ciężar wykazania przesłanki, o której mowa w art. 103 cytowanej ustawy spoczywa tym samym po stronie spółki handlowej.

W przepisach będących podstawą do zwolnienia od kosztów sądowych spółek handlowych próżno szukać katalogu środków dowodowych, które mają być przedstawiane przez wnioskodawców i pozwalać na dokonanie przez sąd oceny ich sytuacji majątkowej. W tym zakresie należy posiłkować się wypracowanym stanowiskiem doktryny i judykatury. W orzecznictwie podnosi się, że udowodnienie faktów, z których wynika, że strona nie ma dostatecznych środków na uiszczenie kosztów sądowych może nastąpić przy pomocy wszelkich środków dowodowych, a wybór środków dowodowych, na podstawie których można wykazać brak dostatecznych środków na uiszczenie kosztów sądowych, zależy od rodzaju podmiotu ubiegającego się o zwolnienie od kosztów sądowych i rodzaju prowadzonej przez niego działalności oraz jej zakresu (tak też SN w postanowieniu z dnia 18.01.2013 r., IV CZ 144/12). Jako przykłady podaje się: bilans roczny, sprawozdanie finansowe, wyciągi z kont bankowych, raporty kasowe, umowy kredytowe, czy też dokumenty stwierdzające wysokość zobowiązania (tak też SN w postanowieniu z 26.01.2018 r., II CZ 95/17).

CO SIĘ ZMIENI?

Przepis art. 103 ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych został zmieniony ustawą z dnia 4 lipca 2019 roku o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw, która to ustawa w dniu 24 lipca 2019 roku została podpisana przez Prezydenta RP.

Ustawodawca zdecydował się wprowadzić dodatkowe wymogi, które będzie zobowiązana spełnić spółka handlowa występująca do sądu z wnioskiem o zwolnienie od kosztów sądowych. Poza przesłankami zwolnienia wskazanymi w aktualnie obowiązującym przepisie, spółka handlowa będzie musiała wykazać także, że jej wspólnicy albo akcjonariusze nie mają dostatecznych środków na zwiększenie majątku spółki lub udzielenie spółce pożyczki. Wyżej wskazany obowiązek nie będzie miał zastosowania wyłącznie do spółki handlowej, której jedynym wspólnikiem albo akcjonariuszem jest Skarb Państwa.

Uzasadnieniem wprowadzanych przez ustawodawcę zmian jest sytuacja majątkowa wspólników i akcjonariuszy spółek handlowych, która powinna być rozpatrywana łącznie z sytuacją majątkową spółki. W uzasadnieniu projektu ustawy czytamy, że „o ile bowiem sama spółka handlowa rzeczywiście może nie mieć środków na uiszczenie kosztów sądowych, o tyle jej wspólnicy albo akcjonariusze mogą je mieć – i niejednokrotnie mają”. Podkreślono przy tym, że z uwagi na okoliczność, iż wspólnicy i akcjonariusze „po zainwestowaniu swych środków w spółkę czerpali z niej zyski, uzasadnione wydaje się wymaganie, by w przypadku procesu sądowego wsparli swoją spółkę w zakresie kosztów sądowych”.

Tym samym, brak wykazania przez spółkę handlową przesłanek określonych w przepisie art. 103 ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych, to jest brak wykazania dostatecznych środków na poniesienie kosztów sądowych oraz brak wykazania, że jej wspólnicy albo akcjonariusze nie mają dostatecznych środków na zwiększenie majątku spółki lub udzielenie spółce pożyczki skutkować będzie odmową zwolnienia spółki od kosztów sądowych w całości lub w części.

Planowane zmiany wchodzą w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia ustawy z dnia 4 lipca 2019 roku o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej.

Czy polskie przedsiębiorstwa są gotowe na ataki hakerskie?

Według danych CERT Polska, w 2018 roku odnotowano 17,5 proc. wzrost incydentów bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni w stosunku do roku poprzedniego. Ponadto wyniki badania PwC pt. „Cyber-ruletka po polsku. Dlaczego firmy w walce z cyberprzestępcami liczą na szczęście” wskazują, że prawie dwie trzecie ankietowanych firm odnotowało zakłócenia i przestoje funkcjonowania spowodowane aktywnością cyberprzestępców. Dla zobrazowania problemu, tylko 35 proc. przedsiębiorstw na polskim rynku posiada strategię cyberbezpieczeństwa. Niemalże wszystkie statystki świadczą o rosnącym zagrożeniu dla polskiej gospodarki wynikającym już nie tylko z przestępczej działalności hakerskiej, ale również z braku przygotowania przedsiębiorców na ewentualny atak. Polskie firmy muszą jeszcze lepiej zrozumieć, jak duże zagrożenie dla funkcjonowania całej gospodarki stanowią ataki w cyberprzestrzeni. Świadomość zagrożeń jest kluczowa. Jednakże, aby się przed nimi chronić, niezbędne jest także podjęcie konkretnych działań przez podmioty publiczne, we współpracy z prywatnymi, zarówno na poziomie krajowym, jak i międzynarodowym – wskazuje Izabela Albrycht, prezes Instytutu Kościuszki.

Raport Instytutu Kościuszki pt.: „Wyzwania w cyberprzestrzeni. Przykłady rozwiązań, zagrożenia, regulacje” wskazuje zagrożenia czyhające na chwilę słabości systemu bezpieczeństwa firmy czy instytucji państwowej – malware, phishing, DDoS i APT (Advanced Persistent Threat). Już co 13 e-mail zawiera złośliwe oprogramowanie, którego celem jest zainfekowanie komputera, systemów komputerowych, sieci czy urządzeń mobilnych. Ponad 25 proc. internautów w Polsce padło w 2018 r. ofiarą phishingu polegającego na podstępnym wyłudzeniu od użytkowników ich danych osobistych, takich jak hasła, numery kart kredytowych czy dane kont bankowych. Mimo że ataki DDoS w większym stopniu dotykają USA i Chiny niż Polskę, to tendencja ich występowania na rodzimym rynku, podobnie jak na rynku światowym, jest cały czas wzrostowa. Najbardziej zaawansowanym atakiem jest jednak APT. Najczęściej jest to starannie zaplanowany, często wyrafinowany i wymierzony w konkretny cel atak sieciowy na daną organizację, którego celem jest cyberszpiegostwo. Jednym z najsłynniejszych ataków APT jest odkryta w 2009 roku operacja GhostNet, która zdążyła zinfiltrować sieci w 103 krajach, przy czym najdłuższa infekcja utrzymywała się przez 660 dni. Podobne ataki oznaczają realne straty finansowe nie tylko dla przedsiębiorców, ale i całych gospodarek. Według danych McAfee i CSIS, tylko w 2017 r. gospodarka światowa straciła ponad 600 miliardów dolarów, natomiast Zurich Insurance przewiduje, że w 2030 r. straty mogą sięgnąć nawet 1,2 biliona dolarów, co będzie się równać 0,9 proc. światowego PKB. W kontekście tych alarmujących danych, wyraźnie widać, że sektor prywatny musi stać się bardziej istotnym elementem budowania cyberbezpieczeństwa, także poprzez tworzenie rozwiązań na coraz to nowe typy ataków wykorzystujących nowe technologie, jak np. uczenie maszynowe czy sztuczną inteligencję – komentuje Izabela Albrycht.

Firmy technologiczne odpowiedziały na zagrożenia m.in. poprzez podejmowanie działań samoregulacyjnych, takich jak Global Internet Forum to Counter Terrorism (GIFCT), którego celem jest przeciwdziałanie szerzeniu się w sieci propagandy produkowanej przez terrorystów czy inicjatywa The Cybersecurity Tech Accord (Tech Accord) – publiczne zobowiązanie, podpisane przez ponad 80 firm, w ramach którego sygnatariusze deklarują podejmowanie działań zwiększających bezpieczeństwo i stabilność w cyberprzestrzeni. Takie inicjatywy stanowią wyrażenie potrzeby rozwijania tak zwanych norm odpowiedzialnego zachowania w cyberprzestrzeni. Do tego dochodzą regulacje prawne podejmowane przez Unię Europejską i państwa członkowskie, których głównym przykładem jest Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/1148 z dnia 6 lipca 2016 r. (Dyrektywa NIS). Wspomniany akt prawny nakłada na wszystkie państwa członkowskie obowiązek przyjęcia krajowej strategii w zakresie bezpieczeństwa sieci i systemów informatycznych, ustanawia wymogi dotyczące bezpieczeństwa i zgłaszania incydentów dla operatorów usług kluczowych i dostawców usług cyfrowych, a ponadto tworzy grupę współpracy służącą rozpowszechnianiu dobrych praktyk i doświadczeń w obszarze cyberbezpieczeństwa oraz sieć zespołów reagowania na incydenty bezpieczeństwa komputerowego (sieć CSIRT). Polska ustawa z dnia 5 lipca 2018 r. o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa (UKSC) wdrażająca unijną dyrektywę, wskazuje trzy zespoły reagowania na incydenty bezpieczeństwa komputerowego – CSIRT GOV prowadzony przez Szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, CSIRT MON prowadzony przez Ministra Obrony Narodowej oraz CSRIT NASK prowadzony przez Naukową i Akademicką Sieć Komputerową – Państwowy Instytut Badawczy. Ustawa ta określa również organy właściwe do wyznaczenia operatorów usług kluczowych, zasady ich wyznaczania, a także szczegółowe obowiązki operatorów, do których należą m.in.:

  • Systematyczne szacowanie ryzyka wystąpienia incydentu i zarządzanie ryzykiem,
  • Wdrożenie odpowiednich i proporcjonalnych środków technicznych i organizacyjnych,
  • Zbieranie informacji o zagrożeniach i podatności na incydenty systemu informacyjnego wykorzystywanego do świadczenia usługi kluczowej,
  • Zarządzanie incydentami,
  • Stosowanie środków zapobiegających i ograniczających wpływ incydentów na bezpieczeństwo systemu informacyjnego wykorzystywanego do świadczenia usługi kluczowej,
  • Stosowanie środków łączności umożliwiających prawidłową i bezpieczną komunikację w ramach krajowego systemu cyberbezpieczeństwa.

UKSC nakłada na operatorów usług kluczowych obowiązek prowadzenia dokumentacji dotyczącej bezpieczeństwa systemu informacyjnego oraz powołania wewnętrznej struktury odpowiedzialnej za cyberbezpieczeństwo lub zlecenia takich usług podmiotom trzecim. Dodatkowo, operatorzy muszą co najmniej raz na dwa lata przeprowadzać audyt bezpieczeństwa cybernetycznego.

Z całą pewnością powyższe rozwiązania przyczyniają się do zwiększenia poziomu bezpieczeństwa cyberprzestrzeni. Jednak niezbędne jest podejmowanie dalszych inicjatyw, a także dbanie o bezpieczeństwo rozwiązań już na etapie ich projektowania w myśl zasady security by design i privacy by design. Jedną z inicjatyw, która od przeszło pięciu lat buduje świadomość w zakresie cyberzagrożeń dla firm i instytucji publicznych jest Europejskie Forum Cyberbezpieczeństwa CYBERSEC, podczas którego już w październiku światowi eksperci zaproponują kolejny zestaw rekomendacji służących wzmocnieniu bezpieczeństwa zarówno sektora prywatnego, jak i publicznego, obrazowo rzecz ujmując: cyfrowego DNA świata. W tym roku odbędą się też praktyczne sesje warsztatowe dla firm, które przybliżą dobre praktyki wdrażania zapisów ustawy o KSC – konkluduje Izabela Albrycht, prezes Instytutu Kościuszki.

Wyniki finansowe GK GPW za II kw. 2019 r.

  • Przychody Grupy Kapitałowej GPW wyniosły 89,1 mln zł w II kw. 2019 r.
  • EBITDA wyniosła 57,6 mln zł w II kw. 2019 r.
  • Zysk operacyjny sięgnął 48,2 mln zł w II kw. 2019 r.
  • Zysk netto uplasował się na poziomie 42,6 mln zł w II kw. 2019 r.
  • Koszty operacyjne wyniosły 43,3 mln zł w II kw. 2019 r.
  • Zwyczajne Walne Zgromadzenie zdecydowało o wypłacie 133,5 mln zł dywidendy (3,18 zł na jedną akcję)

Grupa Kapitałowa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) w II kw. 2019 r. wypracowała 89,1 mln zł przychodów ze sprzedaży i osiągnęła 42,6 mln zł zysku netto. Zysk EBITDA wyniósł 57,6 mln zł w tym okresie. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży wzrosły o 5,9% wobec I kw. 2019 r. i o 2,9% wobec II kw. 2018 r. Wzrost przychodów w ujęciu rocznym wynika przede wszystkim z wyższych o 4,2 mln zł (o 10,7%) przychodów z rynku towarowego.

Większe przychody z rynku towarowego w ujęciu rocznym wynikają, w głównej mierze, z wyższych przychodów z obsługi obrotu. Wpływ na to miały wzrosty przychodów z obrotu gazem o 1,1 mln zł oraz o 1,9 mln zł z obrotu prawami majątkowymi. Przychody zwiększyły się również w obszarze rozliczenia transakcji (o 1,7 mln zł).

Przychody Grupy z rynku finansowego w II kw. 2019 r. były niższe rdr oraz kdk. Przychody z obsługi obrotu spadły w ujęciu rocznym o 5,6%, tj. o 1,7 mln zł. W II kw. 2019 roku zanotowano również spadek przychodów z obsługi emitentów o 0,8 mln zł rdr do 5,1 mln zł. Trend wzrostowy został utrzymany na przychodach ze sprzedaży informacji, które w II kw. 2019 r. wzrosły w stosunku do okresu porównywalnego w 2018 roku o 7,5%, tj. o 0,8 mln zł.

W II kw. 2019 r. spółki wchodzące w skład Grupy Kapitałowej GPW kontynuowały prace związane z wdrażaniem strategii rozwoju #GPW2022.

Marek Dietl, prezes Zarządu GPW
Marek Dietl, prezes Zarządu GPW

Od roku konsekwentnie wdrażamy nasze inicjatywy strategiczne. Z pewnością krokiem milowym na drodze do zdywersyfikowania przychodów grupy i zmniejszenia zależności wyników finansowych od koniunktury na prowadzonych przez nas giełdach była decyzja o rozpoczęciu budowy autorskiego systemu transakcyjnego. Dla perspektyw naszego obecnego biznesu w średnim terminie duże znaczenie ma Program GPW Growth. Systematyczne wspieranie rozwoju kompetencji potencjalnych emitentów przełoży się w ciągu paru lat na liczbę i jakość IPO. Obecnie koncentrujemy się na rozwoju tych biznesów giełdy, które wpisują się w przyjęte założenia strategiczne #GPW2022 mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Koszty operacyjne w II kw. 2019 r. wzrosły o 8,4% w porównaniu z tym samym okresem przed rokiem i spadły o 20,2% wobec I kw. 2019 r. sięgając 43,3 mln zł. Wskaźnik kosztów do przychodów (C/I) ukształtował się na poziomie 48,6% wobec 64,5% w I kw. 2019 r. oraz 46,2% w II kw. 2019 r.

Na wzrost kosztów działalności operacyjnej w ujęciu rocznym złożyły się: wzrost o 1,3 mln zł kosztów amortyzacji oraz o 2,7 mln zł łącznych kosztów osobowych w związku z wyższym zatrudnieniem wynikającym z realizacji strategii rozwoju #GPW2022. Koszty czynszów i innych opłat eksploatacyjnych spadły o 0,9 mln zł rdr.

W II kwartale 2019 r. Zwyczajne Walne Zgromadzenie GPW zdecydowało o wypłacie 133,5 mln zł dywidendy, co daje 3,18 zł na akcję i stanowi 77,1% skonsolidowanego zysku netto spółki GPW za rok obrotowy 2018 r. przypadającego akcjonariuszom GPW i skorygowanego o udział w jednostkach stowarzyszonych. Dniem dywidendy był 19 lipca, a jej wypłaty będzie 2 sierpnia 2019 r.

Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za II kw. 2019 r.

Zysk netto

Zysk netto Grupy GPW w II kw. 2019 r. wyniósł 42,6 mln zł, o 46,2% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej, ale o 74,0% więcej niż w I kw. 2019 r. Spadek zysku netto w ujęciu rocznym to w znacznym stopniu efekt wysokiej bazy będącej rezultatem sprzedaży udziałów w Aquis Exchange w II kwartale 2018 r. (+36,8 mln zł wpływu na zysk netto Grupy w tamtym okresie).  Po oczyszczeniu wyników II kw. 2018 r. o zdarzenie jednorazowe, zysk netto w II kw. 2019 r. byłby na zbliżonym poziomie w ujęciu rdr.

Przychody z rynku finansowego

W II kw. 2019 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 45,4 mln zł, co oznacza spadki: względem poprzedniego roku o 3,4% i o 8,2% kwartał do kwartału. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły 51,0% całkowitych przychodów ze sprzedaży Grupy GPW. Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu: obsługi obrotu, emitentów i sprzedaży informacji.

  • Obsługa obrotu na rynku finansowym

W II kw. 2019 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 28,4 mln zł w porównaniu do 30,1 mln zł rok wcześniej. Jest to spadek o 5,6% rdr i spadek o 11,2% kdk. Na wynik największy wpływ miał spadek przychodów z obrotu akcjami oraz spadek przychodów  z obrotu instrumentami pochodnymi. Odpowiednio przychody z obrotu akcjami spadły o 8,8% rdr oraz o 13,4% kdk, a przychody z obrotu instrumentami pochodnymi o 18,3% rdr i o 8,6% kdk.

  • Obsługa emitentów

W II kw. 2019 r. przychody Grupy GPW z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 5,1 mln zł w porównaniu do 5,8 mln zł w II kw. 2018 r. i 5,3 mln zł w I kw. 2019 r. Przychody z tytułu opłat za notowanie wyniosły 4,3 mln zł (-13,7% rdr i -5,9% kdk). Głównym czynnikiem kształtującym wysokość przychodów za notowanie jest liczba notowanych emitentów na rynkach GPW oraz ich kapitalizacja na koniec poprzedniego roku. Przychody z tytułu opłat za wprowadzenie oraz inne opłaty wyniosły 0,7 mln zł (-10,1% rdr i +9,6% kdk). Głównym czynnikiem kształtującym wysokość przychodów z tej linii biznesowej jest liczba debiutów na parkietach GPW oraz wartość akcji i obligacji wprowadzonych do obrotu.

  • Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji w II kw. 2019 r. wyniosły 12,0 mln zł, co oznacza wzrost o 7,5% rok do roku i jednocześnie spadek o 2,0% względem I kw. 2019 r. Przychody z tej linii biznesowej stanowiły 13,4% przychodów ze sprzedaży Grupy GPW.

Przychody z rynku towarowego

W II kw. 2019 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 43,4 mln zł, o 10,7% więcej niż rok wcześniej i o 25,7% więcej niż w I kw. 2019 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy GPW w II kw. 2019 r. wyniósł 48,7%. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu: obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia i rozliczenia transakcji.

  • Obsługa obrotu na rynku towarowym

Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w II kw. 2019 r. wzrosły o 12,5% rdr oraz o 38,9% kdk do 22,1 mln zł. Przychody z obrotu energią elektryczną wyniosły 3,5 mln zł, co oznacza spadek o 19,4% rdr i wzrost o 7,9% kdk. Przychody z obrotu gazem wzrosły o 58,5% rdr i o 30,2% kdk do 3,1 mln zł. Przychody z tytułu obrotu prawami majątkowi do świadectw pochodzenia wzrosły w II kw. 2019 r. o 17,8% rdr oraz o 70,7% kdk do 12,5 mln zł. Przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego w II kw. 2019 r. wyniosły 3,0 mln zł, co daje wzrost o 9,6% rdr oraz o 1,4% kdk. Wysokość innych opłat od uczestników rynku zależy w dużej mierze od liczby i aktywności Członków IRGiT, w szczególności liczby wykonywanych transakcji.

  • Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia

W II kw. 2019 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 9,0 mln zł, co oznacza wzrost o 0,4% rdr i wzrost o 17,8% kdk.

  • Rozliczenie transakcji

Grupa uzyskuje przychody z tytułu prowadzenia działalności rozliczeniowej prowadzonej przez IRGiT, spółkę zależną TGE. Przychody z rozliczenia transakcji w II kw. 2019 r. wyniosły 12,2 mln zł, o 15,9% więcej niż rok wcześniej i o 12,3% więcej niż w I kwartale 2019 r. Na zmianę przychodów z tego tytułu wpływ mają wolumeny obrotu na wszystkich rynkach prowadzonych przez TGE.

  • Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji na rynku towarowym w II kw. 2019 r. wyniosły 171 tys. zł wobec 132 tys. zł w II kw. 2018 r. oraz 169 tys. zł w I kw. 2019 r.

Koszty działalności operacyjnej

W II kw. 2019 r. koszty działalności operacyjnej wyniosły 43,3 mln zł, o 8,4% więcej niż w analogicznym okresie 2018 r., ale o 20,2% mniej niż w I kw. 2019 r. Na wzrost kosztów działalności operacyjnej w ujęciu rocznym złożyły się: wzrost kosztów amortyzacji, wzrost kosztów osobowych i innych kosztów osobowych.

Koszty amortyzacji wzrosły o 16,3% rdr oraz o 2,5% kdk do 9,4 mln zł. Wzrost kosztów amortyzacji w stosunku do porównywalnego okresu 2018 r. jest w głównej mierze efektem wdrożenia przez wszystkie spółki z Grupy nowego standardu – MSSF 16 „Leasing”. Na skutek implementacji Standardu usunięto rozróżnienie między leasingiem operacyjnym oraz leasingiem finansowym, co skutkuje ujęciem przez leasingobiorców w sprawozdaniu z sytuacji finansowej prawie wszystkich umów leasingowych, tj. umów najmu powierzchni biurowej, miejsc parkingowych, kolokacji, użytkowania wieczystego oraz opłat za leasing samochodów.

Łączne koszty osobowe wyniosły 19,3 mln zł, o 16,0% więcej rdr i o 0,6% mniej kdk. Wyższe łączne koszty osobowe wynikają ze stopniowego zwiększania zatrudnienia w Grupie podyktowanego większym nakładem pracy związanym z realizacją inicjatyw rozwojowych zawartych w strategii #GPW2022.

W II kwartale 2019 r. GK GPW koszty czynszów wyniosły 1,1 mln zł, o 44,4% mniej rdr i o 4,6% więcej kdk. Spadek w ujęciu rocznym w znacznej mierze jest spowodowany wdrożeniem standardu MSSF 16.

Udział w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności

W II kw. 2019 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności wyniósł 3,6 mln zł w porównaniu do 4,5 mln zł w II kw. 2018 r. oraz 1,0 mln zł w I kw. 2019 r. Na niższe wyniki w ujęciu rocznym wpłynął niższy zysk Grupy KDPW oraz strata Polskiej Agencji Ratingowej.

Jak zwykle, Powell nas zawiódł

Wydźwięk lipcowej decyzji FOMC był wyraźnie jastrzębi wobec tego, co rynek się spodziewał. Zgodnie z oczekiwaniami doszło do cięcia stóp procentowych o 25 pb i zakończenia programu redukcji sumy bilansowej, jednak komunikat i konferencja nie dały przeświadczenia, aby Fed był gotowy na dalsze luzowanie. Skutkiem jest silny dolar, co wywołuje furię u prezydenta Trumpa (jego słowa w tytule), a rozczarowanie inwestorów widać po przecenie ryzykownych aktywów.

Dolar jest silniejszy z kilku powodów. Dwójka jastrzębi Rosengren i George zgłosiła sprzeciw, co pokazuje opór przed luzowaniem. Powell dotychczas nie spotykał się z takim podziałem w FOMC. Pokazuje to, że nie cały Komitet ds. Operacji Otwartego Rynku widzi potrzebę luzowania. A przecież rynek zdyskontował już cały cykl łagodzenia a na lipcowym posiedzeniu nie dostał wskazówek, że dalsze cięcia są przesądzone. Nie są one również oczywiście wykluczone, ale ta niejasność w postawie Fed nie jest tym, czego rynek oczekiwał.

Drzwi pozostają uchylone do dalszego łagodzenia, ale rynek liczył na więcej, na wyłożenie zamierzeń kawa na ławę w stylu Mario Draghiego. Powell używając określenia, że dokonano cięcia o charakterze dostosowania w trakcie fazy ekspansji gospodarczej nie pokonał wysoko postawionej poprzeczki oczekiwań. Mówił, że nie należy przyjmować tej podwyżki jako jedynej, ale mówił, że cykl rozumiany jako długotrwałe i mocne obniżki mógłby zostać wywołany przez ostre hamowanie gospodarki. Fed wykazał się zatem wstrzemięźliwością w zarysowaniu perspektyw ścieżki stóp. Po trzecie, część inwestorów wciąż liczyła na redukcję stóp o 50 pb.

Powell starał się znaleźć złoty środek, by zadowolić jastrzębi i gołębi w FOMC, rynek i prezydenta Trumpa. Zadanie to jednak go przerosło. Nie można trwać w opinii, że perspektywy dla gospodarki są dobre i jednocześnie gwarantować, że dalsze luzowanie jest na horyzoncie. W krótkim terminie dolar pozostanie silny, gdyż rynek ma do usunięcia z wyceny oczekiwania długiego cyklu obniżek. Brak otwartości Fed do łagodzenia polityki będzie też balastem dla waluty ryzykownych i rynku akcji. Globalne spowolnienie jest faktem i bez pomocy Fed jego skutki będą dotkliwsze. To jednak też tworzy warunki, w których ryzyka zewnętrzne dla gospodarki USA nie znikną, w rezultacie może nie minąć dużo czasu, kiedy słabsze dane przywrócą debatę o kontynuacji luzowania Fed. Sądzimy, że presja ta skłoni Fed do kontynuacji cięcia stóp, co będzie ciążyć dolarowi.

Pierwszy test sentymentu nastąpi jeszcze dziś w postaci indeksu ISM dla przemysłu, a jutro opublikowany zostanie raport z rynku pracy. Sprzeczne sygnały z regionalnych wskaźników czynią dzisiejszy odczyt trudny do przewidzenia. Szczególnie wczorajsze silne rozczarowanie indeksem Chicago PMI podnosi ryzyko słabego odczytu ISM. Ponadto silny dolar jest narażony na werbalną krytykę Trumpa, która może zostać przekuta w decyzje polityczne. Stąd też na dłuższą metę nie widzimy w dolarze jednoznacznego zwycięzcy po wczorajszej decyzji Fed.

Nikt chyba nie ma wątpliwości, że Bank Anglii nie dość, że dziś utrzyma stopę procentową bez zmian, ale też nie zająknie się, że w ogóle myśli o dalszym zacieśnianiu. Zachowanie funta w tym tygodniu było dobitną ilustracją, co może się stać, kiedy sprawy brexitu przybiorą fatalny obrót. Wyraźnie podwyższone ryzyko bezumownego brexitu oznacza, że większość scenariuszy dla gospodarki jest negatywna. BoE może na razie cierpliwie obserwować sytuację i do niczego się nie zobowiązywać, ale jest bardziej realne, że w niepewnej przyszłości jest bliżej obniżek niż podwyżek. Prognozy w Raporcie Inflacyjnym zakładające tylko jeden scenariusz (niezależnie jaki) nie są obecnie żadnym drogowskazem dla polityki. Dla funta oznacza to brak prędkiej pomocy ze strony banku centralnego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W walce z atakami cybernetycznymi potrzeba więcej wiedzy, zasobów i zintegrowanych rozwiązań

W walce firm z cyberprzestępcami najczęściej przeszkadza brak aktualnej wiedzy na temat bezpieczeństwa (75 proc.) oraz ograniczony budżet (66 proc.). Firma Sophos ogłosiła wyniki globalnego badania The Impossible Puzzle of Cybersecurity, które odsłania wyzwania stojące przed menedżerami IT.

Według wyników badania The Impossible Puzzle of Cybersecurity, przeprowadzonego na zlecenie Sophos, zespoły IT spędzają 26 procent czasu na zarządzaniu bezpieczeństwem, ale wciąż zmagają się z brakiem wiedzy, ograniczonymi budżetami i niedostatkiem nowoczesnej technologii.

Mariusz Rzepka, Territory Manager Sophos w Europie Wschodniej
Mariusz Rzepka, Territory Manager Sophos w Europie Wschodniej

– Menedżerowie IT często mają trudności ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników lub nie dysponują odpowiednim systemem bezpieczeństwa, który pozwoliłby im szybko i skutecznie reagować na ataki. Odpowiedzią na te wyzwania jest spójne rozwiązanie, pozwalające zaoszczędzić czas i ograniczyć wydatki na usprawnienie bezpieczeństwa – mówi Mariusz Rzepka, Territory Manager Sophos w Europie Wschodniej.

Badanie Impossible Puzzle of Cybersecurity zostało przeprowadzone na zlecenie Sophos przez Vanson Bourne, niezależnego specjalistę ds. badań rynkowych, w grudniu 2018 roku i styczniu 2019 roku. W trakcie badania przeprowadzono wywiady z 3100 menadżerami IT z firm średniej wielkości z: Australii, Brazylii, Francji, Indii, Japonii, Kanady, Kolumbii, Meksyku, Niemiec, RPA, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Wszyscy respondenci reprezentowali firmy zatrudniające od 100 do 5000 pracowników.

Kluczowe wnioski z badania Impossible Puzzle of Cybersecurity:

  • Cyberprzestępcy stosują nowoczesne rodzaje ataków, aby zmaksymalizować ich skuteczność:
    • Luki w oprogramowaniu były przyczyną 23 proc. incydentów i zostały wykorzystane w kolejnych 35 proc. cyberataków.
    • Ponad 50 proc. ataków było zrealizowanych za pomocą wiadomości phishingowych, podczas gdy ransomware odpowiadał za 30 proc. cyberataków.
    • Niemalże połowa (41 proc.) cyberataków doprowadziła do wycieku szczególnie wrażliwych danych.
  • 16 proc. firm zauważyło, że łańcuch dostawy może być najbardziej podatny na cyberataki, w ten sposób stanowiąc kolejny słaby punkt zabezpieczeń w firmie:
    • Hackerzy działający na zlecenie państw pokazali, że atakując łańcuchy dostaw, można odnieść wymierne rezultaty. To oznacza, że zwykli cyberprzestępcy, wzorując się na nich, mogą zaadaptować tę metodę w swoich działaniach.
    • Udany atak na łańcuch dostaw stanowi punkt wyjścia dla kolejnych zautomatyzowanych ataków typu active adversary.
  • Zespoły IT spędzają 26 procent czasu na zarządzaniu bezpieczeństwem, ale wciąż zmagają się z brakiem wiedzy, ograniczonymi budżetami i niedostatkiem nowoczesnej technologii:
    • 79 proc. badanych stwierdziło, że rekrutacja osób z pożądanymi umiejętnościami z zakresu bezpieczeństwa cybernetycznego stanowi wyzwanie.
    • 66 proc. stwierdziło, że budżet przeznaczony na cyberbezpieczeństwo w ich organizacji jest mniejszy niż powinien być.
    • 75 proc. respondentów uważa, że bycie na bieżąco z technologiami bezpieczeństwa cybernetycznego jest sporym wyzwaniem.

Różne metody ataków, maksymalna skuteczność

Badanie Sophos pokazuje, jak zróżnicowane i wieloetapowe są techniki cyberataku, co utrudnia obronę sieci. Jeden na pięciu ankietowanych menedżerów IT nie wiedział, w jaki sposób przeprowadzono skuteczny cyberatak na sieć jego firmy.

Cyberprzestępcy rozwijają swoje metody ataków i często wysyłają dane fragmentarycznie, aby zmaksymalizować skuteczność ofensywy. Luki w oprogramowaniu były pierwotną przyczyną 23 proc. incydentów, ale zostały wykorzystane również w 35 proc. cyberataków. Tym samym zobaczyliśmy w jaki sposób można wykorzystać luki w oprogramowaniu na różne sposoby podczas różnych etapów ataku – podkreśla Mariusz Rzepka, Territory Manager Sophos w Europie Wschodniej. – Organizacje, które naprawiają wyłącznie zewnętrzne błędy na szczególnie podatnych serwerach, są narażone na ataki wewnętrzne. Cyberprzestępcy nie wahają się korzystać ani z tego, ani z innych niedociągnięć w zakresie ochrony – dodaje ekspert.

Szeroki zasięg, wieloetapowość i skala dzisiejszych ataków przekładają się na ich skuteczność. 53 proc. osób, które padły ofiarą cyberataku, zostało oszukanych przez phishingowego e-maila, a 30 proc. było zaatakowanych przez ransomware. 41 proc. ofiar mierzyło się z wyciekiem danych.

Brak wiedzy, budżetu i technologii

Według wyników badania Sophos, przeciętnie 26 proc. czasu pracy w zespole ds. IT jest poświęcane na zarządzanie bezpieczeństwem. 86 proc. IT menadżerów zgadza się, że wiedza na temat cyberbezpieczeństwa mogłaby zostać pogłębiona, a 80 proc. wolałoby dysponować mocniejszym zespołem do wykrywania, badania i reagowania na incydenty związane z bezpieczeństwem. Według 79 proc. kierowników branży IT, sporym wyzwaniem jest rekrutacja nowych osób, które posiadają pożądane umiejętności w zakresie cyberbezpieczeństwa.

66 proc. respondentów stwierdziło wprost, że budżet na cyberbezpieczeństwo w ich organizacji (w tym zasoby ludzkie oraz technologie) jest zbyt niski, podczas gdy trzy czwarte ankietowanych przyznało, że bycie na bieżąco z branżowymi nowinkami jest wyzwaniem dla ich organizacji. Brak wiedzy wynikający z ubogiego budżetu ogranicza menadżerów IT do reaktywnych działań w obszarze cyberbezpieczeństwa, nie pozwalając na proaktywne planowanie i przewidywanie nadchodzących zagrożeń.

– Bycie na bieżąco z zagrożeniami wymaga specjalistycznej wiedzy, ale menedżerowie IT często mają trudności ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników lub nie dysponują odpowiednim systemem bezpieczeństwa, który pozwoliłby im szybko i skutecznie reagować na ataki – mówi Mariusz Rzepka – Gdy organizacje są w stanie wdrożyć system bezpieczeństwa ze zintegrowanymi produktami, które współpracują ze sobą, dzieląc się informacjami i automatycznie reagując na zagrożenia, wówczas zespoły bezpieczeństwa IT mogą uniknąć pułapki konieczności ciągłego nadrabiania zaległości po wczorajszym ataku, a w zamian lepiej bronić się przed tym, co wydarzy się jutro. Posiadanie spójnego systemu bezpieczeństwa umożliwia zwalczenie problemu braku kompetencji dotyczących cyberbezpieczeństwa, przed którym stoją menedżerowie IT. Takie rozwiązanie zaoszczędzi sporo czasu i wydatków na usprawnienie bezpieczeństwa.

Naruszenie bezpieczeństwa e-maili kosztuje firmy miliardy dolarów

Według raportu „Data breach investigation” firmy Verizon aż w 94% przypadków złośliwe oprogramowanie dostało się do urządzenia ofiary za pośrednictwem poczty elektronicznej. Biorąc to pod uwagę, zabezpieczenie poczty e-mail powinno być jednym z podstawowych elementów cyberhigieny w przedsiębiorstwach.

Czym jest Business Email Compromise?

Hakerzy nie ograniczają się wyłącznie do prowadzenia masowych kampanii phishingowych oraz wysyłania złośliwych plików i linków. Ich działania są o wiele bardziej wyrafinowane i często personalizowane, co po części tłumaczy dochodowość tego typu ataków. Business Email Compromise (BEC, naruszenie bezpieczeństwa biznesowej poczty elektronicznej) to działanie, w którym cyberprzestępcy wykorzystują sposoby ataków znane jako spear phishing.

Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet w Polsce
Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet w Polsce

Tę metodę można określić „spersonalizowanym” phishingiem – wyjaśnia Jolanta Malak, dyrektor Fortinet w Polsce. – Polega ona na tym, że cyberprzestępca starannie dobiera cel ataku. Wysłanie maila poprzedza szczegółowe rozeznanie na temat ofiary. Wszystko to ma na celu zwiększenie szans na skuteczność oszustwa.

Cyberprzestępcy w takich wiadomościach często podszywają się pod kadrę zarządczą przedsiębiorstwa lub zaufanych klientów. W wysyłanym przez nich do pracownika niższego szczebla e-mailu najczęściej znajdują się instrukcje dotyczące np. przelewu środków, przekazania danych lub wrażliwych dokumentów. Tego typu zabiegi socjotechniczne będą popularne tak długo, jak długo będą przynosić zyski, a te są ogromne. Według szacunków FBI tylko w USA w ciągu ostatnich dwóch lat straty przedsiębiorstw wynikające z naruszenia bezpieczeństwa poczty elektronicznej wyniosły ponad 3,3 mld dolarów. W ostatnim czasie Departament Sprawiedliwości wniósł sprawę przeciwko przestępcy, który miał w ten sposób ukraść ponad 100 mln dolarów.

Ochrona poczty w chmurze

Temat bezpieczeństwa poczty elektronicznej poruszyła ostatnio także firma Gartner, która w publikacji „Market Guide for Email Security” zwraca uwagę, że dziedzina ta powinna stać się przedmiotem ponownej analizy ze strony osób odpowiedzialnych za ochronę środowisk IT w firmach. Gartner rekomenduje, żeby podczas wyboru rozwiązań zabezpieczających dla poczty brać pod uwagę obecność modułów wykrywających zagrożenia w załącznikach, schowanych pod szkodliwymi adresami URL oraz chroniących przed metodami socjotechnicznymi.

Tymczasem usługi poczty elektronicznej coraz częściej przenoszą się do chmury. Niezależnie od tego, czy firma korzysta z Microsoft Office 365, Google G Suite czy innego rozwiązania, jej infrastrukturą mailową zarządza w takim przypadku ktoś inny. Z jednej strony rozwiązanie to jest wygodne, jednak, jak przypominają specjaliści Fortinet, warto pamiętać, że outsourcing poczty nie musi zawsze oznaczać, że również i odpowiedzialność za jej bezpieczeństwo powinna zostać zlecona na zewnątrz. Każde przedsiębiorstwo powinno samodzielnie dokonać analizy ryzyka i zadecydować jak podejść do tej kwestii. W świetle danych o kosztach naruszenia bezpieczeństwa poczty, wydaje się to koniecznością.

Przedsiębiorco przygotuj się na działanie prawa wstecz

Już wkrótce prawo dla przedsiębiorców może zadziałać wstecz, a wszystko to za sprawą procedowanego obecnie w sejmie projektu ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych (dalej: „Projekt Ustawy” lub „Nowa Ustawa”). Zgodnie z Projektem Ustawy, nowe przepisy będą miały zastosowanie do czynów popełnionych przed dniem wejścia w życie nowelizacji, pod warunkiem równoczesnego spełnienia przesłanek odpowiedzialności określonych w art. 3 ustawy obecnie obowiązującej. Wskazano co prawda, że jeśli przepisy ustawy uchylanej będą względniejsze dla podmiotu zbiorowego, to stosuje się te przepisy, ale za wyjątkiem art. 4 ustawy uchylanej – statuującego wymóg uzyskania tzw. prejudykatu (np. prawomocnego skazania osoby fizycznej – sprawcy czynu). Retroaktywność Nowej Ustawy polegać zatem będzie na tym, że w odniesieniu do czynów popełnionych przed dniem wejścia jej w życie, pociągnięcie przedsiębiorcy do odpowiedzialności, nie będzie już warunkowane uprzednim prawomocnym skazaniem sprawcy czynu zabronionego.

Adwokat Dawid Rasiński, Dział Prawa Karnego oraz Dział Compliance Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy
Adwokat Dawid Rasiński, Dział Prawa Karnego oraz Dział Compliance Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy

Projektowane rozwiązanie, w świetle uzasadnienia do Projektu Ustawy, wywołuje wiele wątpliwości natury prawnej.  Powyższe nie będzie jednak przedmiotem wnikliwej analizy, a jedynie stanowić będzie preludium do dalszych rozważań, bowiem z falą krytyki spotkał się zastosowany przez ustawodawcę mechanizm, który – wbrew twierdzeniom projektodawcy – postrzegany jest przez komentatorów jako rozwiązanie powodujące częściowe działanie ustawy wstecz. Zaproponowaną konstrukcję polegającą na rezygnacji z prejudykatu w istocie postrzegać należy jako przełamanie zasady lex retro non agit, co uznać należy za szczególnie niedopuszczalne w obszarze ustawodawstwa karnego lub quasi-karnego.  Na tle przytoczonej krytyki warto zwrócić uwagę na nasuwające się wnioski będące znamienne w skutkach dla przedsiębiorców. Przyjęta bowiem konstrukcja oznacza to, iż będzie możliwe wymierzenie podmiotowi zbiorowemu kary, za czyn popełniony pod rządami obecnie obowiązującej ustawy, mimo iż w czasie jego popełnienia ustawa warunkowała w/w odpowiedzialność od zaistnienia przesłanek, które na gruncie projektowanej ustawy nie istnieją. Gdyby nie było skutku działania prawa wstecz, to postępowanie w sprawie pociągnięcia podmiotu zbiorowego do odpowiedzialności nie mogłoby zostać wszczęte dopóki nie istniałby prejudykat.

Aby właściwie zrozumieć istotę rzeczy, warto sięgnąć do przykładu. Załóżmy, że Spółka XYZ w 2016 r. zawiera umowę o współpracy z osobą fizyczną w zakresie promocji własnych produktów i pozyskiwania nowych klientów w zamian za wynagrodzenie prowizyjne, określone procentowo w stosunku do wartości kontraktu. Zleceniobiorca, działa w imieniu i na rzecz Spółki XYZ, co przesądza, iż Spółka ponosi odpowiedzialność za jego działanie na gruncie ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych (wówczas obowiązującej). W tym samym roku, zleceniobiorca, motywowany wizją uzyskania wysokiej prowizji, udziela podmiotowi trzeciemu (inwestorowi) korzyść majątkową w zamian za preferencyjne potraktowanie oferty Spółki XYZ, w konsekwencji czego spółka ta otrzymuje zlecenie. Czyn ten stanowi przestępstwo z art. 296a § 2 Kodeksu karnego. Skutkiem popełnienia powyższego czynu przez zleceniobiorcę jest osiągnięcie przez Spółkę XYZ korzyści majątkowej (zysk wynikający z wykonania zlecenia). Weźmy teraz pod uwagę dwa scenariusze.

W pierwszym, czyn zostaje ujawniony przez konkurencje, sprawa zostaje zgłoszona do prokuratury, lecz sprawca chwilę później umiera. Postępowanie zostaje umorzone i brak jest tzw. prejudykatu.

W tym układzie na gruncie dotychczasowych przepisów brak jest podstaw do wszczęcia postępowania wobec Spółki XYZ. Jednakże po wejściu w życie Nowej Ustawy, przeszkoda ta zostanie usunięta i prokurator będzie mógł wszcząć postępowanie w sprawie pociągnięcia podmiotu zbiorowego do odpowiedzialności, pomimo tego, że sprawca czynu nie został prawomocnie osądzony.

W konsekwencji czego Spółka XYZ może zostać ukarana karą pieniężną do 5 mln zł.

W drugim scenariuszu, czyn sprawcy nie zostaje ujawniony pod rządami dotychczasowej ustawy.

Po wejściu w życie Nowej Ustawy, w 2020 r., okazuje się, że przy okazji innego postępowania osoba, będąca bezpośrednim świadkiem udzielenia korzyści majątkowej przez zleceniobiorcę ujawniła tę okoliczność, niejako „przy okazji”, organom ścigania. W tym wypadku, na gruncie Nowej Ustawy, prokurator może od razu wszcząć postępowanie w sprawie odpowiedzialności Spółki XYZ, nie czekając na prawomocne skazanie sprawcy czynu.  Tak też, pomimo upływu kilku lat od zdarzenia, Spółka XYZ również może zostać ukarana karą pieniężną do 5 mln zł.

Projekt w przepisie art. 62 przewiduje, że gdy mowa o popełnieniu czynu zabronionego zagrożonego karą pozbawienia wolności do lat 5, podmiot zbiorowy może uniknąć pociągnięcia go do odpowiedzialności, jeśli po popełnieniu czynu zabronionego zawiadomił o tym organ powołany do ścigania, ujawniając istotne okoliczności tego czynu, w szczególności osoby lub inne podmioty zbiorowe uczestniczące w jego popełnieniu.

Wyżej określone dobrodziejstwo niepodlegania odpowiedzialności może zostać zastosowane jedynie w przypadku, w którym naprawiono wyrządzoną szkodę, zwrócono korzyść pochodzącą z czynu zabronionego lub jej równowartość, uprawniony organ wyraził zgodę na przepadek mienia lub korzyści majątkowych, a w razie niemożności złożenia mienia lub korzyści majątkowych – uiszczono ich równowartość pieniężną lub uiszczono w całości wymagalną należność publicznoprawną uszczuploną popełnionym czynem zabronionym, w terminie wyznaczonym przez organ postępowania przygotowawczego (np. prokuratora).

Zawiadomienie będzie bezskuteczne jeśli zostało złożone w czasie w którym organy ścigania miały już udokumentowaną wiadomość o popełnieniu czynu opisywanego wyżej (zagrożonego karą pozbawienia wolności do lat 5). Bezskutecznością dotknięte będzie również zawiadomienie złożone po rozpoczęciu przez uprawniony organ postępowania przygotowawczego czynności służbowej, w szczególności przeszukania, czynności sprawdzającej lub kontroli zmierzającej do ujawnienia przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego, chyba że czynność ta nie dostarczyła podstaw do wszczęcia postępowania o ten czyn zabroniony.

Warto się jednak zastanowić, co to konkretne rozwiązanie może przynieść podmiotowi zagrożonemu odpowiedzialnością w przypadku skutecznej denuncjacji? Otóż, oznacza to właściwie zaniechanie podejmowania dalszych czynności procesowych przez prokuratora oraz wystąpienie przez niego z wnioskiem do sądu o udzielenie podmiotowi zezwolenia na dobrowolne poddanie się odpowiedzialności. Instytucja skądinąd nowa na gruncie odpowiedzialności podmiotów zbiorowych, w kształcie zbliżonym do projektowanego, z dużym powodzeniem od lat funkcjonuje na gruncie Kodeksu karnego skarbowego.

Idąc dalej, należy wskazać, że główną korzyścią jest tutaj fakt, iż wyrok skazujący nie podlega wpisowi do Krajowego Rejestru Karnego. W przypadku zastosowania tegoż trybu niemożliwym do nałożenia jest także zakaz dalszego prowadzenia działalności przez podmiot, co jak słusznie wskazuje się w uzasadnieniu, nierzadko jest o wiele dalej idącą represją aniżeli obowiązek zapłaty określonej w wyroku kary. Górna granica ustawowego zagrożenia karą także jest mniejsza zgodnie z brzmieniem przepisu art. 63 ust.1 pkt 3 projektowanej ustawy.

Kolejnym istotnym czynnikiem mogącym decydować o korzystności dobrowolnego poddania się odpowiedzialności jest aspekt reputacyjny – szczególnie istotny w przypadku spółek publicznych, dla których każda „wpadka” wizerunkowa to wymierny ekonomicznie problem. Zarządzający powinni dokonać oceny, czy zadenuncjować swoje przedsiębiorstwo, tak by poinformować organy ścigania o przestępstwie w możliwie poufnej atmosferze, czy też zaryzykować wszczęcie postępowania z urzędu i liczyć się z wizytą prokuratora w siedzibie spółki. Należy przy tym pamiętać,  że czynności organów ściągania, np. przeszukanie siedziby spółki, naruszają reputację przedsiębiorstwa, a każda informacja medialna, która na tej podstawie zostanie opublikowana może wyrządzić spółce bardzo dotkliwe szkody wizerunkowe i finansowe.

W tym miejscu szczególnie na pierwszy plan wysuwa się rola systemu compliance, którą jest m.in. zarządzanie ryzykiem reputacyjnym firmy. W czasach społeczeństwa informacyjnego, wiadomość o problemach karnoprawnych spółki, może na długie lata zaważyć o jej biznesowym odbiorze, nawet wówczas, gdy finalnie okaże się, że prokuratura nie miała racji. Istotnym jest, ażeby przed wejściem w życie Nowej Ustawy, przedsiębiorstwa, w szczególności średnie i duże, dokonały audytu swojej działalności, nie tylko pod kątem wdrożenia systemu compliance, ale również w celu weryfikacji i ustalenia czy w kilku ostatnich latach, poprzedzających wejście w życie ustawy, nie został popełniony czyn, za który Spółka może ponieść odpowiedzialność na kanwie nowych przepisów.

Wejście w życie Nowej Ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych to duże wyzwanie dla polskiego biznesu. Aby należycie przystosować organizację przedsiębiorstwa do wymogów nowej regulacji, już teraz koniecznym jest dokonanie audytu zgodności działalności przedsiębiorstwa z prawem karnym – audyt criminal compliance. Przedsiębiorca powinien przy tej okazji dokonać swoistego rachunku sumienia i zweryfikować legalność poprzednich istotnych zdarzeń biznesowych.

Autor: Adwokat Dawid Rasiński, Dział Prawa Karnego oraz Dział Compliance Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy;

Google i VMware wspólnie zbudują chmury dla nowoczesnego biznesu

Marka Google potwierdziła rozpoczęcie współpracy z amerykańską firmą VMware. Innowacyjne oprogramowanie spółki należącej do Dell EMC trafi do chmury giganta z Mountain View. Klienci którzy posiadają już infrastrukturę VMware będą mogli przenieść swoje dane od ręki do chmury publicznej Google i to bez rezygnacji z wcześniej zakupionych rozwiązań. W ciągu ostatnich 3 lat to już trzecia taka umowa ze strony VMware. Spółka od tej pory będzie wspierać wdrożenia chmur trzech rynkowych gigantów – AWS, Azure i Google Cloud.

Rozwiązania Google, bazujące na cloud computingu, przyniosą firmie w tym roku aż 8 mld dolarów zysku – wynika z prognoz, które amerykański gigant opublikował w zeszłym tygodniu. W skład tego portfolio wchodzą zwirtualizowane zasoby obliczeniowe, dyski, a także pakiety aplikacji biurowych od Google. W porównaniu z wynikami osiąganymi przez Amazon i Microsoft, kwota ta nie wzbudza jednak zachwytu. Według Gartnera, AWS zawłaszczył ponad 47 proc. chmurowego rynku, a Azure ponad 15 proc. Google zawłaszczył sobie zaledwie skromne 4 proc. cloudowego tortu.

Szukając sojuszników

To właśnie ta rynkowa sytuacja, zdaniem zachodnich ekspertów, zmusiła internetowego tytana z Mountain View do nawiązania współpracy z popularnymi dostawcami innowacyjnych rozwiązań IT, takimi jak VMware. Potencjał dotarcia jest bowiem ogromny. Oprogramowanie VMware do tworzenia wirtualnych serwerowni wspiera już pół miliarda klientów na całym świecie. Nasza współpraca oznacza, że biznes który posiada narzędzia VMware, zbudowane na chmurze prywatnej, może je przenieść do Google Cloud – wyjaśnia Thomas Kurian, dyrektor generalny w Google Cloud. Zrobiliśmy to ponadto, by zabezpieczyć inwestycje naszych klientów, którzy chcą korzystać zarówno z zalet naszych technologii, jak i VMware – dodaje.

Thomas Kurian potwierdził, że klienci VMware otrzymają dostęp do sztucznej inteligencji, rozwiązań typu machine learning oraz narzędzi analitycznych Google, wszędzie tam, gdzie firma posiada swoje centra danych. Głównym programem VMware, który trafi do Google Cloud, ma być z kolei oprogramowanie służące do wirtualizacji, czyli symulowania działania sprzętów z konkretnymi systemami wykorzystywanymi m.in. do testowania aplikacji. Jednym z głównych składników tej infrastruktury będzie platforma VMware Cloud Foundation.

Dzięki współpracy VMware z Google Cloud Platform klienci będą mogli wykorzystać całą gamę narzędzi VMware, dzięki czemu zwiększa opłacalność swoich inwestycji w IT. Dzięki hybrydowej chmurzę będą szybciej i bezpieczniej wprowadzać nowe usługi na rynek – komentuje Sanjay Poonen, dyrektor generalny pionu operacyjnego w VMware

Giganci w jednym worku

Warto zaznaczyć, że to nie pierwszy taki sojusz z VMware’em w tle. Obecnie ogłoszone partnerstwo wpisuje się bowiem w szerszą strategię firmy z Palo Alto, która już w 2016 r. nawiązała współpracę z Amazonem. Bardzo podobną w swoim charakterze do tej właśnie ogłoszonej, a więc pozwalającej na łatwe korzystanie z rozwiązań VMware’a w chmurze AWS. Nie jesteśmy firmą, którą mówi klientom z jakiej chmury publicznej mają korzystać, a z jakiej nie. Klienci wybierający Google Cloud Platform, szukają rozwiązań, które skutecznie wesprą ich biznes, poprzez dostęp do zaawansowanych narzędzi. Jest to m.in wsparcie sztucznej inteligencji – mówi Sanjay Poonen. Ostatnio podczas Dell Technologies World 2019 także Satya Nadella, prezes Microsoftu, zapowiedział kooperację z VMware’em.

Negocjacje w sprawie współpracy Google z VMware trwały od wielu miesięcy. Teraz, gdy partnerstwo jest już w fazie realizacji, wiadomo że obie firmy w dotarciu do klientów wesprze platforma CloudSimple. Jej zaletą jest możliwość swobodnego doboru komponentów chmury w zależności od aktualnych potrzeb odbiorcy końcowego. Doradcy IT będą czuwać tylko nad tym, by wszystko poszło gładko i sprawnie. VMware udostępni nie tylko rozwiązania do wirtualizacji serwerów czy stanowisk pracy, ale także narzędzia sieciowe wspierające telekomy.

Nowa era walki hybrydowej

Thomas Kurian z Google postrzega to partnerstwo jako kolejny krok firmy w stronę rozwoju oferty hybrydowej. Takie rozwiązania umożliwiają firmom operowanie danymi zarówno w oparciu o tradycyjne serwery, jak i w chmurach obliczeniowych. Nie wykluczamy, że podobnie jak AWS, wejdziemy do korporacyjnych data center z lokalnie instalowaną infrastrukturą. Tylko tak możemy stworzyć atmosferę realnej rynkowej walki – dodaje Kurian.

Jak przekonują eksperci, zainteresowanie rozwiązaniami hybrydowymi będzie dynamicznie rosnąć. Biorąc pod uwagę różnorodność stosowanych dzisiaj w biznesie technologii, nie dziwi, że obok chmury hybrydowej popularnym kierunkiem jest dzisiaj jednak także tzw. multicloud. Raport F5 pokazuje, że już dzisiaj 87% przedsiębiorstw działa w środowisku wielochmurowym w celu stymulowania rozwój biznesu poprzez czerpanie korzyści z różnych publicznych platform chmurowych i powiązanych z nimi innowacji.

Wirtualne biura tłumaczeń, realne długi i etyka. Patologie branży tłumaczeniowej

Branża tłumaczeń ustnych i pisemnych w Polsce generuje obrót o szacowanej wartości ok. 1 mld złotych. W sektorze tym działa faktycznie aktywnie ok. 8000 firm. Z całej tej masy przedsiębiorstw tylko ok. 80 prowadzi działalność w formie spółki prawa handlowego, tzn. zarejestrowało działalność w Krajowym Rejestrze Sądowym.  Ponad 90% to jednoosobowe działalności gospodarcze lub spółki cywilne.

Segment tłumaczeń jest bardzo zatomizowany. Jeśli wyłączyć z niego 30 największych biur tłumaczeń, odpowiedzialnych za 15% obrotu, można łatwo wyliczyć, iż średni roczny przychód na jeden podmiot to ok. 110 000 zł.  Przy estymacji 30% marży, tj. 70% kosztów działalności, tłumaczowi pozostaje „na życie” średnio ok. 4 000 zł miesięcznie. Biorąc pod uwagę fakt, że praca samodzielnego tłumacza trwa średnio 10-14 godzin dziennie, nie ma on prawa do płatnych urlopów, musi często czekać i kilka tygodni na zapłatę tej kwoty, nie budzi zdziwienia, iż tylko najwytrwalsi tłumacze pracują w zawodzie dłużej niż 5 lat. Wielu natomiast rezygnuje, wybierając etat w korporacji, a wraz z nim uczciwe i pewne pieniądze.

Segment tłumaczeń jest bardzo zatomizowany. Jeśli wyłączyć z niego 30 największych biur tłumaczeń, odpowiedzialnych za 15% obrotu, można łatwo wyliczyć, iż średni roczny przychód na jeden podmiot to ok. 110 000 zł.  Przy estymacji 30% marży, tj. 70% kosztów działalności, tłumaczowi pozostaje „na życie” średnio ok. 4 000 zł miesięcznie. Biorąc pod uwagę fakt, że praca samodzielnego tłumacza trwa średnio 10-14 godzin dziennie, nie ma on prawa do płatnych urlopów, musi często czekać i kilka tygodni na zapłatę tej kwoty, nie budzi zdziwienia, iż tylko najwytrwalsi tłumacze pracują w zawodzie dłużej niż 5 lat. Wielu natomiast rezygnuje, wybierając etat w korporacji, a wraz z nim uczciwe i pewne pieniądze.

Rynek translatorski

Rynek translatorski jest zorganizowany dwustopniowo. Jego „fundament” i dominująca ilościowo część stanowią tłumacze, występujący w roli tzw. „freelancerów”, trudniący się bezpośrednio wykonywaniem usług translatorskich. Większość zleceń trafia do nich za pośrednictwem biur i agencji tłumaczeń, wyspecjalizowanych w obsłudze wielu języków, występujących w roli „hubów” względem klientów i tłumaczy. To one walczą o kontrakty i dzielą zlecenia wg własnych kryteriów. Nie jest tajemnicą, iż podstawowym kryterium wyboru tłumacza przez biuro bywa cena. Jest to niestety pochodna sposobu konstruowania warunków przetargów i konkursów ofert przez kluczowych klientów.  Tłumacze z rzadka mają komfort pracy bezpośrednio z klientem końcowym. Dominująca część zleceń tłumaczeń odbywa drogę: klient – agencja tłumaczeń – tłumacz.  Wyjątek stanowią zlecenia tłumaczeń przysięgłych (uwierzytelnionych) trafiające do tłumaczy bezpośrednio z sądów, prokuratur i policji. Na brak klientów, innych niż pośrednicy, nie narzekają także tłumacze języków rzadkich.

Czym jest biuro tłumaczeń? Jest to przedsiębiorstwo sprzedające cudze usługi. Jego kluczowa działalność sprowadza się do marketingu, sprzedaży, udziału w przetargach oraz poszukiwań i organizacji pracy tłumaczy. Biuro tłumaczeń zazwyczaj nie zatrudnia etatowych tłumaczy, a jedynie współpracuje z freelancerami. Nie trzeba być tłumaczem, aby prowadzić biuro tłumaczeń. Można sprzedawać tłumaczenia z języka hebrajskiego, nie znając tego języka. Zarobkiem biura tłumaczeń jest marża stanowiąca różnicę ceny uzyskanej od klienta a stawką, którą płaci tłumaczowi. Czym większa różnica, tym większy profit biura.

Polskie biura tłumaczeń to zazwyczaj małe firmy, zwykle o słabym zapleczu kapitałowym. Tylko jedno z nich jest notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych. Z reguły kapitał obrotowy biur stanowią środki własne właścicieli lub ograniczone kredytowanie bankowe. Z uwagi na niekorzystną strukturę bilansu agencje tłumaczeń mają niewielką zdolność kredytową i cierpią na chroniczny brak środków. Wiele z nich nie posiada adekwatnych zasobów finansowych, a pomimo to bierze udział w dużych przetargach i projektach wymagających kilkumiesięcznego finansowania. Najintratniejsze kontrakty pochodzą z sektora publicznego oraz dużego biznesu. Czas pomiędzy wykonaniem zlecenia a wykonaniem zapłaty przez klienta w dużych kontraktach wynosi zazwyczaj 30-60 dni.

Pozbawione odpowiedniego zaplecza finansowego, biura podejmują się nawet największych zleceń. W praktyce zlecają tłumaczom wykonanie usług, nie płacąc za ich pracę do momentu uzyskania zapłaty. Jest to sytuacja całkowicie powszechna, iż koszty finansowania części biur i agencji tłumaczeń ponoszą sami tłumacze, jako podwykonawcy.

Sytuacja bywa dla nich gorsza niż w branży budowlanej, gdyż w tej ostatniej wykonawcy podlega specjalnej ochronie. Należy mieć świadomość, iż opóźnienia w zapłacie tłumaczom ze strony biur i agencji sięgają często 90 i 120 dni.

Zawodowy tłumacz musi być przygotowany na posiadanie 2-3 miesięcznego buforu finansowego na zapłatę ZUS-u, podatku dochodowego. Skala patologii, czyli niski poziom moralności płatniczej wielu biur oraz agencji tłumaczeń sprawia, iż w branży tłumaczy krąży powiedzenie, iż aby być zawodowym tłumaczem trzeba mieć bogatego partnera życiowego lub bogatych rodziców.

Biura i agencje tłumaczeń w sposób absolutnie nieuprawniony kredytują się u tłumaczy, traktując ich jak instytucje finansowe.

Opracowały przy tym kuriozalną paletę metod i argumentacji dla wydłużania lub unikania zapłaty:

  • Płatność warunkowa. Biuro płaci tłumaczowi, pod warunkiem, że samo otrzyma zapłatę od klienta. Czasami tłumacz jednego języka czeka, aż biuro otrzyma zapłatę za pakiet języków, z którymi tłumacz nie ma nic wspólnego.
  • Fasadowe procedury i schematy płatności. Biur płaci w terminie 30 dni liczonych od miesiąca następującego po miesiącu, w którym klient zaakceptował tłumaczenie.
  • Płatność wg schematu piramidy. Biuro płaci za drobne faktury, a te największe odwleka w nieskończoność. Realizuje 80 % liczby płatności, zaspokajając tylko 20% kwoty zobowiązań.
  • Wielostopniowe mechanizmy akceptacyjne. Płatność jest gotowa do realizacji, ale wymaga akceptacji właściciela, który jest nieobecny i nie widomo, kiedy będzie mógł zaakceptować.
  • Unikanie kontaktu z tłumaczem. Biura do zamawiania tłumaczeń delegują osoby, które nie mają kompetencji w zakresie rozliczeń z tłumaczami. Osoby odpowiedzialne za płatności są niedostępne dla tłumaczy.
  • Powoływanie się na brak faktury. Wraz z tłumaczeniem, tłumacz wysyła fakturę, która często „ginie”. Ponowna wysyłka, rzekomo zagubionej faktury, skutkuje tym, iż biuro liczy termin płatności od nowa.
  • Wymuszanie opóźnienia wystawienia faktury przez tłumacza. Biuro akceptuje 14 dniowy termin płatności, ale pod warunkiem, iż tłumacz wystawi fakturę za 30-60 dni od daty zakończenia wykonania usługi.

Niektóre z argumentów stosowanych przez agencje są wręcz zabawne:

„Pani, która robi przelewy przychodzi do nas tylko w piątki”, „ nie akceptujemy obrazu faktury wysłanego mailem, proszę fakturę wysłać pocztą”.

Tadeusz Broś, z firmy windykacyjnego EULEO potwierdza, że tłumaczom coraz częściej „puszczają nerwy” i zlecają odzyskanie należności zawodowym windykatorom. Coraz powszechniejsze stają się też praktyki odmawiania tłumaczeń agencjom nierzetelnym, lub nieposiadającym wystarczających zasobów finansowych, publikowanie zadłużeń agencji na giełdach wierzytelności np. niezaplacone.Info, naliczanie i egzekwowanie odsetek oraz tzw. rekompensaty (40 EUR) na podstawie ustawy o terminach zapłaty w transakcjach handlowych.

Tłumacze nierzadko jednoczą siły na forach internetowych. Poszukują własnej drogi, próbując nawiązać współpracę bezpośrednio z klientami końcowymi, z pominięciem nierzetelnych pośredników. Inwestują w marketing internetowy oraz aktywnie pozyskują potencjalnych nabywców.

Według opinii tłumaczy, biura i agencje tłumaczeń działające w dzisiejszej formule czeka marginalizacja. Sprzyjanie patologicznym, niepartnerskim metodom współpracy z tłumaczami powoduje utratę zaufania do biur, nie tylko po stronie podwykonawców. Coraz częściej klienci nie chcą wspierać nierzetelnego biznesu. Mają też świadomość, iż o wyborze tłumacza przez biuro coraz częściej decydują nie jego kompetencje, ale najniższa cena i desperacja związana z brakiem zleceń.

Byłoby niesprawiedliwe twierdzić, iż opisana sytuacja dotyczy wszystkich biur tłumaczeń. Śmiało jednak można zaryzykować tezę, popartą opiniami tłumaczy, iż 40% agencji tłumaczeń wykorzystuje swoją pozycję na rynku i „żyje na koszt tłumaczy”. Niski próg wejścia do biznesu agencyjnego skutkuje tym, iż biura tłumaczeń prowadzą także osoby niekompetentne, a czasami i nieuczciwe.

Całkiem „wirtualne biura tłumaczeń”

Docierają do nas informacje, że w branży coraz częściej pojawiają się firmy, nierzadko zlokalizowane w wirtualnych biurach, a ich działalność ogranicza się wyłącznie do otwarcia rachunku bankowego i wystawiania faktur. Zalecamy sprawdzenie rzetelności i wiarygodność takich firm przed podjęciem jakiejkolwiek współpracy. Biorąc pod uwagę specyfikę branży i niezbędne procedury administracyjne w biurze tłumaczeń nieprawdopodobnym wydaje się fakt, że „całkowicie wirtualne biura” są w stanie zaoferować w pełni profesjonale usługi, a są jedynie pośrednikami. W działalności takiego „wirtualnego biura tłumaczeń” zastanawiać może również fakt ochrony danych osobowych i poufności powierzonych im dokumentów – komentuje Katarzyna Tkaczenko, reprezentująca biuro tłumaczeń 123tlumacz.pl

Konsolidacja rynku biur i agencji, przestrzeganie zasad etyki biznesu, wykluczenie nierzetelnych firm z obrotu, wzrost świadomości klientów końcowych – to panaceum na niską moralność płatniczą.

W opinii Tadeusza Brosia z EULEO, branża tłumaczeń ma bardzo duży potencjał wzrostu moralności płatniczej, gdyż gorzej być już nie może.

Autor: Piotr Kaźmierczak, Członek zarządu EULEO

Ponad 80 proc. menadżerów z firm rozwiniętych cyfrowo uważa, że innowacje są siłą napędową ich organizacji

Firmy rozwinięte cyfrowo wprowadzają zdecydowanie więcej innowacji niż pozostali uczestnicy rynku, a wdrażane rozwiązania są o wiele bardziej zaawansowane niż w przypadku organizacji będących na wcześniejszym etapie cyfryzacji. Z badania Accelerating Digital Innovation Inside and Out” przeprowadzonego przez MIT Sloan Management Review i firmę doradczą Deloitte wynika, że dyrektorzy i menedżerowie aż 3/4 przedsiębiorstw dojrzałych cyfrowo uważają, że ich organizacje zapewniają wystarczające zasoby na rozwój innowacyjności firmy, podczas gdy podobnie myślą dyrektorzy jedynie z 15 proc. przedsiębiorstw dopiero zaczynających przygodę z transformacją cyfrową.

Po raz ósmy MIT Sloan Management Review i Deloitte przeprowadziły globalne badanie na temat wpływu technologii cyfrowej na biznes i zarządzanie. Tegoroczna edycja obejmuje opinie ponad 4 800 menedżerów, kadry kierowniczej i analityków z całego świata.

Aby zmierzyć dojrzałość cyfrową badanych przedsiębiorstw respondenci oceniali je w skali od 1 do 10. Autorzy badania wyłonili ostatecznie trzy grupy dojrzałości cyfrowej: wczesne, czyli dotyczące firm, które dopiero zaczynają transformację (1-3), rozwijające się, czyli będące w trakcie procesu transformacji (4-6) oraz takie, w których proces cyfryzacji można określić jako dojrzały (7-10).

Siła napędowa

Jedynie 10 proc. menedżerów z firm na wczesnym etapie transformacji cyfrowej uważa, że w innowacjach tkwi siła ich organizacji. Co ciekawe takiego zdania jest 36 proc. liderów z przedsiębiorstw rozwijających się cyfrowo i aż 81 proc. respondentów z przedsiębiorstw na zaawansowanym etapie transformacji. To jeden z kluczowych wniosków z badania Deloitte.

Różnice widać także w tym, ile poszczególne przedsiębiorstwa wydają na innowacje. Aż 74 proc. dyrektorów i menedżerów z firm dojrzałych cyfrowo deklaruje, że ich organizacje przeznaczają na innowacje wystarczające środki, podobnego zdania jest jedynie 39 proc. dyrektorów z firm rozwijających się i tylko 15 proc. liderów z firm na początkowym etapie transformacji.

Cyfrowo dojrzałe firmy inwestują w bardziej zaawansowane innowacje niż firmy będące w trakcie procesu transformacji, czy dopiero ją rozpoczynające. Można powiedzieć, że kultywują kulturę innowacji. Dojrzałe cyfrowo organizacje dają również swoim pracownikom czas na eksperymentowanie, by sami przekonali się, jakie zmiany będą najlepsze dla ich firmy. Pracownicy przedsiębiorstw najbardziej nastawionych na cyfrowy rozwój mogą na to poświęcić nawet ponad 10 proc. swojego czasu. Te firmy zrozumiały, że ciągłe doskonalenie jest konieczne, by pozostać w czołówce – mówi Jan Michalski, Partner, Lider Deloitte Digital CE.

Współpraca wewnątrz i na zewnątrz

Badanie Deloitte pokazuje, że przedsiębiorstwa dojrzałe cyfrowo ponad dwukrotnie częściej współpracują przy wprowadzaniu innowacji z zewnętrznymi organizacjami, niż te najmniej pod tym względem rozwinięte (odpowiednio 80 i 33 proc.). To interesujący wynik, tym bardziej, że prawie 80 proc. respondentów we wszystkich grupach dojrzałości cyfrowej uważa partnerstwa za kluczowe dla ich wysiłków innowacyjnych.

Firmy na wysokim poziomie cyfryzacji mają inne podejście do swoich partnerstw niż organizacje mniej rozwinięte technologicznie. Zewnętrzna współpraca pomaga im we wspieraniu innowacji na różnych etapach ich implementacji. Rozbudowane ekosystemy, czyli grupy firm współpracujących dla wspólnego celu, których te przedsiębiorstwa są częścią, odpowiadają zarówno celom krótko-, jak i długoterminowym – mówi Agnieszka Zielińska, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Zdecydowana większość, bo aż 83 proc. firm dojrzałych cyfrowo twierdzi, że aby rozwijać innowacje, tworzy w swoich strukturach zespoły interdyscyplinarne. Taką strategię ma 71 proc. firm, które są
w trakcie procesu transformacji cyfrowej i 55 proc. tych na wczesnym jej etapie. W tej pierwszej grupie firm zespoły interdyscyplinarne mają największą autonomię w zakresie osiągania celów (odpowiednio 69, 53 i 38 proc.), częściej są oceniane, jako grupa (54 proc. w porównaniu z 33 proc. i 20 proc.), a ich praca jest bardziej wspierana przez kierownictwo wyższego szczebla niż w firmach mniej rozwiniętych cyfrowo.

W dojrzałych cyfrowo firmach także luźno powiązane relacje, systemy i procesy wspierają rozwój innowacyjności. Dzięki większej autonomii zarówno całe zespoły, jak i poszczególne jednostki mogą swobodnie reagować na zmiany na rynku. Interakcje firm rozwiniętych cyfrowo z partnerami zewnętrznymi są bardziej regulowane relacjami nieformalnymi, niż umowami – dodaje Agnieszka Zielińska.

Etyka narzędziem do kontrolowania swobody

Autonomia pracowników i zespołów ma wiele zalet, do których należy m.in. ich większa zwinność. Wadą jednak jest utrata kontroli nad nimi. Firmy, które dają pracownikom swobodę w eksperymentowaniu ryzykują większym prawdopodobieństwem popełnienia przez nich błędów.

Z tego powodu konieczne jest pielęgnowanie kultury uczciwości. Firmy dojrzałe cyfrowo częściej przyjmują strategie wspierające standardy etyczne swoich organizacji. Tegoroczne badanie wykazało, że 76 proc. z nich wprowadziło takie zasady, w porównaniu z 62 proc. firm rozwijających się i 43 proc. firm na wczesnym etapie rozwoju cyfrowego.

Powszechnym błędem popełnianym przez menedżerów jest założenie, że dotychczasowe strategie ich firm są odpowiednie i wystarczające. Niemal każda firma, która wyszła poza początkowy etap transformacji cyfrowej posiada spisane wskazówki, w których przynajmniej zarysowane są oczekiwania dotyczące postaw i zachowań. Spójność z wartościami oraz działania zgodne z przyjętymi zasadami etyki powinny być nadrzędne, wbudowane w kulturę organizacyjną, wspierając codzienne działania operacyjne, np. pracę nad rozwojem produktu czy usługi– mówi Jan Michalski.

Respondenci w badaniu Deloitte wspominają o wielu problemach społecznych i etycznych związanych z innowacjami cyfrowymi. Ich największe obawy dotyczą prywatności, cyberbezpieczeństwa i nieetycznego wykorzystania danych.

Europa cyfryzuje się szybciej

Liderzy firm z Europy częściej oceniają swoje organizacje jako przedsiębiorstwa rozwijające się cyfrowo niż wynosi średnia na całym świecie (47 proc. do 45 proc.). Prawie połowa respondentów pracujących w Europie uważa, że innowacje napędzają przedsiębiorstwo, w którym pracują, a nieco mniej, bo 41 proc. deklaruje, że ich organizacje zapewniają wystarczające środki na innowacje.

Według 76 proc. liderów firm z Europy kluczowe znaczenie dla innowacji cyfrowych mają zewnętrzne partnerstwa, jednak blisko 2/3 z nich (63 proc.) uważa, że ich przedsiębiorstwa angażują się w partnerstwa z innymi organizacjami ze względu na dostęp do nowych źródeł danych, a nie z uwagi na ułatwianie implementacji cyfrowych rozwiązań.

Innowacje cyfrowe znacząco zwiększyły w przedsiębiorstwach w Europie obawy związane
z prywatnością – deklaruje tak 72 proc. respondentów z tego kontynentu. Tylko jedna trzecia zgadza się natomiast, że ich liderzy poświęcają wystarczająco dużo czasu na zastanawianie się nad wpływem zmian technologicznych w ich organizacji na społeczeństwo. – To pokazuje, że w Europie nacisk na budowanie i wdrażanie standardów etycznych w tematach cyfrowych nie jest wystarczający. Tymczasem kwestie etyki stają się coraz bardziej istotne, ponieważ firmy coraz częściej ponoszą odpowiedzialność nie tylko za działania swoje i swoich pracowników, ale także za działania tych, z którymi prowadzą interesy, w całym łańcuchu wartości– podsumowuje Rafał Rudzki, Dyrektor, Sustainability Consulting Central Europe, Deloitte.

W lipcu nowe przetargi na zerwane kontrakty GDDKiA

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad była zmuszona odstąpić od kilku kontraktów z dotychczasowymi wykonawcami inwestycji drogowych. Każdą z tych umów należy jednak traktować indywidualnie. W niektórych przypadkach inwestycje były na ukończeniu. W innych poziom zaawansowania prac wynosił ok. 20-30 proc. W kilku przedsięwzięcia roboty budowlane nie zostały nawet rozpoczęte. W związku ze znikomym postępem ze strony wykonawcy, odstąpienie nastąpiło już na etapie pomiędzy projektowaniem a rozpoczęciem budowy. Przetargi na wszystkie porzucone inwestycje zostaną ogłoszone najpóźniej na przełomie lipca i sierpnia.

– Uciążliwe jest zrezygnowanie z kontraktu, który znajdował się w ciągu innych umów, realizowanych zgodnie z harmonogramem – powiedział serwisowi eNewsroom Szymon Piechowiak, Dyrektor Biura Generalnego w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.– Przykładem jest autostrada A1 w województwie śląskim. Dwa z trzech odcinków są tam realizowane zgodnie z założonymi terminami. Ich odbiór planowany jest jeszcze w tym roku. Trzeci kontrakt został jednak zerwany, możliwe jest więc opóźnienie udostępnienia zakończonej inwestycji kierowcom. Podobna sytuacja może mieć miejsce w województwie kujawsko-pomorskim na drodze S5. Tam odstąpiono od umów na trzy z pięciu odcinków. W ich przypadku brak zaangażowania ze strony wykonawców wymagał zerwania współpracy i niezwłocznego znalezienia nowej firmy. Przetargi na wszystkie porzucone inwestycje zostaną ogłoszone najpóźniej na przełomie lipca i sierpnia. GDDKiA chce zacząć realizować je jak najszybciej, aby odstępstwa od pierwotnych harmonogramów było jak najmniejsze. Zaangażowanie w tym zakresie jest w tym aspekcie bardzo duże, z wykorzystaniem wszystkich możliwych działań w ramach prawa zamówień publicznych – podkreślił Piechowiak.

Prawie 100 tys. zł na rozpoczęcie działalności gospodarczej z programu „Pierwszy biznes – Wsparcie w starcie”. W puli na ten rok jest aż 110 mln zł

Prawie 100 tys. zł na rozpoczęcie działalności gospodarczej z programu „Pierwszy biznes – Wsparcie w starcie”. W puli na ten rok jest aż 110 mln zł 5

Założenie działalności gospodarczej, utworzenie miejsca pracy, czy bezpłatne usługi szkoleń i doradztwa – to przedsięwzięcia, które można sfinansować dzięki pożyczce z programu „Pierwszy biznes – Wsparcie w starcie”. W tym roku na ten cel udostępnione będzie nawet 110 mln zł.  Program „Pierwszy biznes – Wsparcie w starcie” jest  finansowany ze środków Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, a zarządza nimi Bank Gospodarstwa Krajowego.

Do Instytucji finansujących w całym kraju trafiła już nowa pula środków na pożyczki z programu „Pierwszy biznes – Wsparcie w starcie”. O nisko oprocentowane pożyczki na założenie własnej działalności gospodarczej mogą ubiegać się studenci, absolwenci, bezrobotni w tym osoby powracające z zagranicy oraz opiekunowie osób niepełnosprawnych. Z programu mogą skorzystać także m.in. żłobki i kluby dziecięce oraz podmioty świadczące usługi rehabilitacyjne dla dzieci niepełnosprawnych.

Dzięki nisko oprocentowanej pożyczce z programu „Pierwszy biznes – Wsparcie w starcie” można również sfinansować utworzenie i wyposażenie miejsca pracy. Pożyczkobiorcy mogą również skorzystać z bezpłatnych usług szkoleń i doradztwa.

– Na utworzenie własnej działalności gospodarczej oferujemy pożyczki do wysokości blisko 99 tys. zł z okresem spłaty 7 lat i preferencyjnym oprocentowaniem w wysokości 0,18 albo 0,44 proc. Przy czym to niższe oprocentowanie jest dostępne dla podmiotów, które świadczą usługi związane z rehabilitacją czy opieką nad małymi dziećmi w postaci żłobków lub klubów dziecięcych – podkreśla Magdalena Typa. – Przedsiębiorstwa, które chciałyby zatrudnić osobę bezrobotną, mogą skorzystać z pożyczki do kwoty 29 tys. zł z okresem spłaty do 3 lat. To, co wyróżnia te dwie formy finansowania, to brak wkładu własnego i możliwość uzyskania finansowania do 100 proc. kosztów kwalifikujących się do objęcia tym finansowaniem.

Do tej pory do ponad 4,2 tys. nowych przedsiębiorców trafiło w sumie blisko 280 mln zł. Z programu mogą skorzystać też firmy, które chcą utworzyć nowe stanowisko pracy dla osoby bezrobotnej, absolwenta bądź opiekuna osoby niepełnosprawnej. Dotychczas z takiej możliwości skorzystało 112 przedsiębiorstw, do których trafiło łącznie 2,7 mln zł.

– Program „Pierwszy biznes – Wsparcie w starcie” sprawdza się bardzo dobrze i dlatego go kontynuujemy.– Wspiera on osoby, które pozostają bez pracy. Jest skierowany do grup, które tego wsparcia najbardziej potrzebują, czyli m.in. młodych, osób powracających do kraju czy opiekunów osób niepełnosprawnych, które nie pracują. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Stanisław Szwed, sekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. – W sytuacjach kryzysowych istnieje też możliwość umorzenia pożyczki, ale w tym celu zostać spełnione określone warunki – dodaje Stanisław Szwed.

Jak podkreśla, największym do tej pory zainteresowaniem cieszą się pożyczki pozyskiwane przez osoby, które chcą utworzyć miejsce pracy dla samych siebie i założyć własną działalność gospodarczą. Do tej pory program przyczynił się już do utworzenia ponad 4 tys. mikrofirm.

– Na cały program przeznaczono ponad 500 mln zł. Z tej kwoty do zagospodarowania w tym roku jest 110 mln zł i znakomita większość została już udostępniona naszym partnerom, czyli podmiotom, z którymi współpracujemy i które oferują pożyczki na preferencyjnych warunkach – dodaje Magdalena Typa.

Aby ubiegać się o wsparcie, należy zwrócić się do instytucji współpracujących z Bankiem Gospodarstwa Krajowego, które pośredniczą w udzielaniu pożyczek. Są to Lubelska Fundacja Rozwoju, Fundacja Agencja Rozwoju Regionalnego w Starachowicach, Fundusz Regionu Wałbrzyskiego oraz Fundacja Rozwoju Śląska. Natomiast BGK prowadzi w tej chwili postępowanie przetargowe na wybór kolejnych pośredników, co oznacza, że w ciągu kolejnych 2–3 miesięcy poszerzy się katalog instytucji oferujących wsparcie na preferencyjnych warunkach. Więcej informacji: wsparciewstarcie.bgk.pl

Zaostrza się konkurencja na rynku hotelowym. Duże podmioty łączą siły, żeby umacniać się na rynkach regionalnych

Zaostrza się konkurencja na rynku hotelowym. Duże podmioty łączą siły, żeby umacniać się na rynkach regionalnych 6

Polski rynek hotelowy jest w fazie boomu. Tylko w ubiegłym roku liczba noclegów zwiększyła się o 7 proc. W dużych miastach, takich jak Warszawa czy Gdańsk, oraz popularnych kurortach turystycznych powstaje wiele nowych inwestycji, przez co zaostrza się konkurencja. Dla umocnienia swojej pozycji spółka Zdrojowa Invest & Hotels weszła w strategiczne partnerstwo z globalnym gigantem Radisson Hotel Group. W ramach zawartej umowy, jeszcze w tym roku Zdrojowa otworzy pod marką Radisson 4-gwiazdowy hotel w Szklarskiej Porębie. Kolejny zostanie oddany latem 2020 roku w Kołobrzegu.

– Polski rynek jest w boomie nieruchomościowym, turystycznym i hotelarskim. Jednak to, czy jest na nim miejsce na nowe hotele, zależy od lokalizacji. W niektórych segmentach i lokalizacjach miejsce wciąż jest, inne destynacje są już bardzo konkurencyjne i tworzenie nowych obiektów powoduje stagnację obłożenia i lekkie spadki cen. Z taką sytuacją mamy teraz do czynienia m.in. w Warszawie czy Gdańsku. To wydawałyby się świetne lokalizacje na hotele, ale w średniookresowej perspektywie są to bardzo konkurencyjne rynki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jan Wróblewski, współzałożyciel Zdrojowa Invest & Hotels.

Jak zauważa, Warszawa i Gdańsk to jednocześnie lokalizacje, w których powstaje najwięcej inwestycji hotelowych. Konkurencja zaostrza się też w popularnych kurortach, takich jak Kołobrzeg czy Zakopane. Z kolei rynek w Krakowie, gdzie również buduje się w tej chwili wiele hoteli, jest wciąż na tyle duży i chłonny, że bez problemu absorbuje nowych gości.

– Klienci jeżdżą po Polsce i po świecie, coraz więcej widzą, mają coraz większe wymagania. Basen czy SPA to już standard. Dlatego ciągle inwestujemy w nasze hotele. W Świnoujściu zdecydowaliśmy się na realizację aquaparku, dzięki czemu mamy dłuższy sezon, nawet gdy nie ma pogody. To jednak nie znaczy, że przyszłość mają tylko hotele 5-gwiazdkowe z najbardziej rozbudowaną infrastrukturą. W wielu lokalizacjach jest też miejsce na obiekty niższej kategorii – mówi Jan Wróblewski.

Jak wynika z raportu Walter Herz podsumowującego ubiegły rok, polski rynek hotelowy wciąż jest w fazie wzrostowej. W 2018 roku działało na nim 2,8 tys. obiektów hotelowych, oferujących łącznie ok. 137 tys. pokoi, a liczba udzielonych noclegów wzrosła o 7 proc. Największą ofertą dysponuje Warszawa (97 obiektów, 14,6 tys. pokoi), gdzie w tym roku przybędzie kolejne 1,3 tys. miejsc noclegowych. W Trójmieście baza zwiększy się o ok. 800 pokoi, natomiast w Krakowie – na drugim pod względem wielości rynku hotelowym w Polsce – przybędzie ich w tym roku ok. 400.

– Obserwujemy na rynku ogromną zmianę w zakresie oczekiwań klientów. Szukają oni ofert z dopasowanymi dla siebie produktami. Dlatego widzimy ogromne możliwości rozwoju w segmencie hoteli o podwyższonym standardzie oraz w segmencie hoteli luksusowych w takich miejscach jak Warszawa –mówi Valerie Schuermans, wiceprezes ds. rozwoju biznesu w Radisson Hotel Group. – Właśnie z tego powodu przekształciliśmy hotel Radisson Blu w Radisson Collection. Zdecydowaliśmy, że dalszy wzrost jest możliwy z marką Radisson, która jest marką hoteli o podwyższonym standardzie.

Jak podkreśla, Radisson Hotel Group ma zamiar w ciągu najbliższych 5 lat wprowadzić i ugruntować na polskim rynku nowe marki, m.in. Radisson Collection, która ma potencjał zwłaszcza w miastach takich jak Kraków, oraz Radisson Red, dla której grupa upatruje szans rozwoju m.in. w Gdańsku.

Radisson Hotel Group – jedna z największych na świecie grup hotelowych mająca w portfolio osiem marek i ponad 1,4 tys. hoteli na całym świecie – podpisała umowę o współpracy ze spółką Zdrojowa Invest & Hotels. Ta jest skoncentrowana głównie na rozwoju w polskich kurortach i dysponuje 12 hotelami o charakterze premium w górach i nad morzem. Spółka Zdrojowa stworzyła też na polskim rynku system condohoteli i jest w tej chwili liderem tego segmentu.

Umowa, którą zawarły oba podmioty, dotyczy realizacji hoteli Radisson w polskich kurortach. Jeszcze w tym roku Zdrojowa otworzy pod tą marką 4-gwiazdowy hotel w Szklarskiej Porębie. Drugi zostanie oddany do użytku latem 2020 roku w Kołobrzegu.

– Hotel w Szklarskiej Porębie będzie pierwszym i jedynym obiektem międzynarodowej sieci w tym kurorcie. Obok Zakopanego jest to jeden z najważniejszych górskich kurortów, dlatego uważamy to za doskonały pomysł, żeby zapewnić sobie bardzo dobre wyniki, a gościom – wysoką jakość usług hotelowych – mówi Jan Wróblewski.

Hotel Radisson w Szklarskiej Porębie będzie gotowy jeszcze przed tegorocznym sezonem zimowym – obecnie trwają w nim prace wykończeniowe. Obiekt będzie dysponować aquaparkiem, całorocznym jacuzzi zewnętrznym, strefą saun i łaźni, SPA & Wellness, a także restauracją i kawiarnią. Także w Kołobrzegu nowo powstający Radisson – dysponujący 209 pokojami – będzie pierwszym i jedynym obiektem tej dużej, międzynarodowej sieci.

– Jesteśmy zadowoleni z dotychczasowej współpracy i stwierdziliśmy, że na tym bardzo konkurencyjnym rynku kołobrzeskim będziemy współpracowali z siecią Radisson, żeby umocnić tu swoją pozycję – mówi Jan Wróblewski. – Mimo że mamy własne hotele, które są wypromowane na rynku i mają bardzo dobre wyniki, współpraca z duża siecią daje nam większą rozpoznawalność, wsparcie, standardy, programy lojalnościowe z milionami członków. To powoduje, że jesteśmy bardziej atrakcyjni dla gości i umacniamy swoją pozycję. Nie jest jednak tak, że międzynarodowa marka to gwarancja sukcesu. Wszystko zależy od lokalizacji, specyfiki mikrorynku i od tego, czy operator hotelu jest w stanie zapewnić wysoką jakość, którą docenią klienci.

Radisson Hotel Group współpracuje ze Zdrojową już od kilku lat. Pierwszym wspólnym projektem  był 5-gwiazdkowy Radisson Blu Resort Świnoujście, który działa na rynku od 2017 roku. Obiekt funkcjonuje na zasadzie franczyzy i jest zarządzany przez Zdrojową. Współzałożyciel spółki podkreśla jednak, że strategiczne partnerstwo z Radissonem nie oznacza rezygnacji z własnej marki.

– Będziemy mieć teraz trzy hotele sieci Radisson w ramach Zdrojowej. To oznacza, że będziemy największym partnerem Radissona w Polsce. Nie oznacza to jednak, że nowe hotele nie będą powstawały pod naszym szyldem lub we współpracy z innymi markami. Przykładowo w Świnoujściu budujemy teraz hotel Hilton, który zostanie otwarty w ostatnim kwartale tego roku. Będzie to również hotel resortowy, pierwszy Hilton tego typu nad Bałtykiem – mówi Jan Wróblewski.

Banki spółdzielcze SGB od sierpnia udostępnią płatności mobilne. Chcą w ten sposób przyciągnąć młodych klientów

Banki spółdzielcze SGB od sierpnia udostępnią płatności mobilne. Chcą w ten sposób przyciągnąć młodych klientów 7

Tylko w I kwartale 2019 roku użytkownicy BLIK-a wykonali prawie 40 mln transakcji, to o 300 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. 39 proc. konsumentów za pomocą mobilnych płatności opłaca codzienne zakupy, a w aplikacjach typu Google Pay czy Apple Pay Polacy zarejestrowali już ponad 2 mln kart. Popularność płatności mobilnych rośnie skokowo, dlatego z początkiem sierpnia do swojej oferty włączy je też SGB-Bank SA, zrzeszający 196 banków spółdzielczych. To oznacza, że mobilne formy płatności pojawią się w wielu miejscach, gdzie dotychczas były niedostępne, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. 

– Rynek płatności mobilnych w Polsce jest najszybciej rozwijającym się segmentem, który rośnie o kilkadziesiąt procent rok do roku. Polska jest jednym z liderów płatności mobilnych, wręcz narzuca tempo rozwoju w Europie, a nawet na świecie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mirosław Skiba, prezes zarządu SGB-Banku SA.

Polacy pokochali płatności bezgotówkowe i mobilne głównie dlatego, że są szybkie i wygodne. Nie trzeba nosić ze sobą portfela ani nawet karty płatniczej, wystarczy smartfon z zainstalowaną aplikacją. Z danych pozyskanych przez Cashless wynika, że liczba kart zarejestrowanych w systemach płatności mobilnych przekracza już 2,1 mln, z czego ponad 200 tys. dodano tylko w ostatnim kwartale br. W rzeczywistości ta liczba może być jednak dużo wyższa, bo dane nie obejmują kilku dużych polskich banków.

Według badań NBP 66 proc. Polaków uważa, że płatności smartfonem i kartą są wygodniejsze i prostsze niż gotówką. Stąd szybko rośnie liczba konsumentów, którzy dokonują zakupów za pomocą urządzeń mobilnych. 17 proc. Polaków kupuje za pomocą smartfona przynajmniej raz w tygodniu, a 39 proc. konsumentów opłaca codzienne zakupy, używając urządzeń mobilnych.

– Dzisiaj klient oczekuje, że w każdym z banków będzie mieć możliwość korzystania z płatności mobilnych. Polacy chcą, żeby karta płatnicza banku mogła zostać podpięta do cyfrowych portfeli. To jest już rynkowy standard i wymóg rzeszy klientów, niezależnie od wieku – mówi Mirosław Skiba.

Wzrost segmentu płatności mobilnych potwierdza też skokowo rosnąca popularność systemu BLIK. Tylko w pierwszym kwartale tego roku użytkownicy BLIK-a wykonali blisko 40 mln transakcji, o blisko 300 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej (14 mln). Dla porównania w pierwszym roku działania systemu dokonano raptem 2 mln transakcji. Rosnąca popularność tego standardu płatności wynika głównie z popularyzacji aplikacji mobilnych banków. Według danych ZBP na koniec IV kwartału ubiegłego roku 8,7 mln klientów aktywnie, regularnie korzystało z aplikacji swojego banku (na 11,2 mln zarejestrowanych użytkowników bankowości mobilnej ogółem), co oznacza ponad 10-proc. wzrost w ujęciu kwartalnym.

Polacy najchętniej płacą mobilnie w e-commerce (3 na 4 transakcje BLIK-iem są dokonywane w tym kanale), ale rośnie też popularność innych segmentów. W ciągu ostatnich 2 lat wartość biletów komunikacji miejskiej kupowanych przez aplikacje mobilne w 10 największych polskich miastach wzrosła prawie trzykrotnie (z 8,2 mln zł w I kwartale 2017 roku do blisko 24,3 mln zł na koniec 2018 roku). Tylko w Warszawie wzrost na przestrzeni ostatniego roku wyniósł 77 proc.

– Mamy duże zaufanie do cyfrowych rozwiązań w płatnościach i szybko uczymy się z nich korzystać. Polska jest rynkiem, na którym klienci korzystają z nich szeroko. Prawie 4 mln klientów deklaruje, że korzysta wyłącznie z bankowości mobilnej, a prawie 11 mln robi to okazjonalnie. Te liczby potwierdzają, że Polacy rzeczywiście chcą bankowości mobilnej, chcą płacić mobilnie – podkreśla Mirosław Skiba.

Na rozwój płatności mobilnych stawia też SGB-Bank SA, który z początkiem sierpnia wdroży standard BLIK oraz płatności Google Pay, natomiast w kolejnych miesiącach zostaną dodane aplikacje Apple Pay i Garmin Pay. Ponieważ SGB-Bank SA zrzesza 196 banków spółdzielczych, obejmujących zasięgiem mniej więcej połowę Polski, wdrożenie mobilnych form płatności oznacza, że te pojawią się w wielu miejscach, gdzie dotychczas były niedostępne. Dotyczy to zwłaszcza mniejszych miejscowości, gdzie nie mają swoich oddziałów duże banki.

– Wdrożenie płatności mobilnych do oferty banków spółdzielczych oznacza możliwość wygodnego płacenia smartfonem dla 1,5 mln naszych klientów, którzy w tej chwili korzystają z setek tysięcy tradycyjnych kart – podkreśla Mirosław Skiba. – Od 1 sierpnia zaoferujemy płatności telefonem i BLIK-iem, za chwilę dołączą też zegarki, opaski i wszelkiego rodzaju gadżety, które wprowadzą naszych klientów do świata cyfrowych technologii. To również podniesie naszą atrakcyjność – jako banków spółdzielczych – w oczach młodych klientów, którzy poszukują nowych doświadczeń w bankowości.

Personalizowane endoprotezy stawu biodrowego rewolucjonizują ortopedię. Zmniejszają ryzyko powikłań i ponownych operacji

Personalizowane endoprotezy stawu biodrowego rewolucjonizują ortopedię. Zmniejszają ryzyko powikłań i ponownych operacji 8

Coraz powszechniejsza w medycynie personalizacja wkracza również do ortopedii. Lekarze nie muszą się już ograniczać do endoprotez biodra produkowanych fabrycznie, mają bowiem do dyspozycji idealnie dostosowane do budowy anatomicznej pacjenta implanty wykonywane na miarę, tzw. custome made.  Ich zastosowanie zmniejsza ryzyko powikłań, przyspiesza rehabilitację, a nawet umożliwia powrót do określonej aktywności sportowej.

Endoprotezoplastyka biodra to zabieg polegający na chirurgicznym usunięciu zniszczonego stawu i zastąpieniu go implantem wykonanym na podobieństwo naturalnego. Jest to standardowy zabieg, stosowany w leczeniu zmian zwyrodnieniowych. W Polsce wykonuje się wszczepienie endoprotez biodra u blisko 50 tys. pacjentów rocznie. Dzięki takiej operacji zwiększa się sprawność ruchową i eliminuje ból, a tym samym znacznie poprawia komfort życia pacjenta. Wiele zależy jednak od rodzaju użytego implantu. Standardem jest stosowanie protez wyprodukowanych fabrycznie, których kształt opracowany jest w taki sposób, aby pasowały do jak największej liczby pacjentów.

– W obserwacjach 15-letnich okazuje się, że 4–5 proc. tych implantów się obluzowuje. Przyczyną obluzowań jest to, że one jednak nie do końca dopasowują się do kształtu kości udowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr n. med. Jacek Laskowski, specjalista ortopedii z Carolina Medical Center, który w lipcu przeprowadził operację wszczepienia implantu custom made.

Ze względu na znaczące deformacje kości ok. 15% pacjentów kwalifikowanych do wymiany stawu biodrowego wymaga użycia niestandardowego implantu. W ich przypadku klasyczna proteza nie tylko nie spełni swojego zadania, lecz także może prowadzić do poważnych powikłań. Wskazaniem dla tej grupy chorych są innowacyjne implanty, których wielkość i kształt są idealnie dostosowane do budowy anatomicznej indywidualnego pacjenta, czyli szyte na miarę. Przygotowanie takiego implantu biodra to wspólna praca lekarzy ortopedów i doświadczonych inżynierów.

– Tomografia komputerowa pacjenta pozwala wykonać trójwymiarowy obraz stawu biodrowego. Następnie do pracy przystępują inżynierowie, którzy w specjalnym programie opracowują komputerowy obraz stawu, czyli Hip Plan. Na jego podstawie dobierany jest anatomiczny implant lub jeśli to konieczne produkowana jest od początku indywidualna endoproteza – mówi dr Jacek Laskowski.

Tomografia komputerowa pozwala wykonać trójwymiarowy obraz stawu biodrowego pacjenta, na podstawie którego wykonywany jest komputerowy obraz endoprotezy. Kolejny krok to przygotowanie modelu implantu za pomocą drukarki 3D, a po jego zatwierdzeniu przez lekarzy wyprodukowanie docelowej protezy. Zastosowanie spersonalizowanej endoprotezy zmniejsza ryzyko powikłań, m.in. obluzowania. Jest szansą na podjęcie aktywności ruchowej, zawodowej, a nawet sportowej.

– Dzięki zastosowaniu spersonalizowanej endoprotezy spada ryzyko zwichnięcia stawu biodrowego oraz zmniejsza się szybkość jego zużywania. Proces rehabilitacji jest troszkę przyspieszony, praktycznie po okresie wczesnej rehabilitacji, wynoszącym od 4 do 6 tygodni, pacjent zaczyna wracać do aktywności dnia codziennego – mówi Jakub Molasy, fizjoterapeuta w Carolina Medical Center.

Pacjenci po operacji wszczepienia spersonalizowanych implantów wymagają takiej samej rehabilitacji jak osoby z protezą fabryczną. Dobrze jest zacząć rehabilitację przed operacją wszczepienia każdej endoprotezy biodra. Pacjent musi m.in. opanować umiejętność poruszania się o kulach. Po zabiegu chory zazwyczaj odczuwa stres związany z obciążaniem operowanej nogi, a nabyte przed operacją umiejętności zmniejszają poczucie niepewności i lęku. Fizjoterapeucie pozwala to natomiast skoncentrować się na zwiększeniu siły mięśniowej oraz nauce ćwiczeń, jakie pacjent musi wykonywać po zabiegu.

– Ryzyko zwichnięcia stawu jest większe, jeżeli pacjent nie przechodzi rehabilitacji, bo nie wie, jakich ruchów ma unikać. Drugi taki moment, to kiedy pacjent zaczyna już chodzić i wpada na pomysł, że wróci do sportu, a jego mięśnie i cały aparat ruchu nie są na to gotowe. Wtedy również zwiększa ryzyko już nie tylko samego zwichnięcia stawu, lecz także przyspiesza proces jego zużywania  – mówi Jakub Molasy.

Zdaniem ekspertów personalizacja implantów to przyszłość ortopedii. W ostatnim czasie protezy custom made stają się coraz bardziej dostępne. Ceny implantów szytych na miarę spadają i według przewidywań ekspertów wkrótce mogą tylko nieznacznie przewyższać cenę protez wykonywanych fabrycznie. Implant personalizowany zawsze będzie lepiej dopasowany do budowy anatomicznej pacjenta od implantu standardowego. Zyskują na tym wszyscy pacjenci, a w szczególności pacjenci z deformacjami kości, ok. 15 proc. pacjentów kwalifikowanych do wymiany stawu biodrowego wymaga użycia niestandardowej endoprotezy. W ich przypadku klasyczna proteza nie tylko nie spełni swojego zadania, lecz także może prowadzić do poważnych powikłań. Wskazaniem dla tej grupy chorych są innowacyjne implanty, których wielkość i kształt są idealnie dostosowane do budowy anatomicznej, czyli szyte na miarę.

– Każdy pacjent na tym skorzysta, bez względu na wiek i sposób życia, ponieważ zawsze implant spersonalizowany będzie lepszy od standardowego. To jest korzyść dla wszystkich pacjentów, a dla niektórych, tych z dużymi deformacjami kości, to jest tak naprawdę jedyne, skuteczne rozwiązanie  – mówi dr Jacek Laskowski.

Komunikacja już wkrótce będzie przebiegać nie tylko pomiędzy samochodami, lecz także z infrastrukturą drogową. W rozwój tej technologii zaangażowani są Polacy

Komunikacja już wkrótce będzie przebiegać nie tylko pomiędzy samochodami, lecz także z infrastrukturą drogową. W rozwój tej technologii zaangażowani są Polacy 9

W dobie coraz powszechniejszego internetu rzeczy samochody staną się punktem wymiany informacji drogowej. Komunikować się będą nie tylko między sobą, lecz także z infrastrukturą drogową. Znacznie ułatwi to wdrażanie autonomicznego transportu, a także zwiększy bezpieczeństwo podróży poprzez błyskawiczne informowanie o zagrożeniach na drodze. Zmieni się także sposób komunikacji pojazdu z kierowcą. Dużą rolę w technologicznym wyścigu motoryzacyjnym odgrywają Polacy.

– Zajmujemy się opracowywaniem najnowszych technologii, jeżeli chodzi o rynek automotive, w tym technologii w obszarach V2X. To możliwość podłączenia samochodu do wszystkiego, co możemy sobie wyobrazić. Do infrastruktury inteligentnego miasta, połączenia z innymi pojazdami celem identyfikacji potencjalnych kolizji, połączenia np. z pieszymi czy też zbierania różnego rodzaju informacji z otoczenia – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Łukasz Rybka, dyrektor Automotive w GlobalLogic Polska.

V2X (ang. automotive vehicle-to-everything) jest jedną z technologii, które w najbliższych latach rozwijać się będą najbardziej dynamicznie. Sprawi ona, że samochody staną się urządzeniami internetu rzeczy. Australijska firma Cohda oddała właśnie do testów w komunikacji swój najnowszy system sprzętowy Cellular V2X Cohda Wireless. Opracowany przez firmę moduł jest dostarczany ze złączem pozwalającym na rozszerzenie do technologii 5G. Urządzenie pozwala na wsparcie komunikacji i stanowi podstawę do budowy aplikacji dla rozwiązań łączących samochody między sobą, z infrastrukturą, a także z pieszymi. Do 2021 roku ponad milion samochodów ma korzystać z tej technologii.

– V2X skupia w sobie wszystko, od najniższych warstw oprogramowania, gdzie zaczynamy zbierać informacje z sensorów, po systemy HMI, dzięki którym użytkownik ma możliwość interakcji z samochodem. Oprócz tego mamy bardzo szerokie obszary connectivity, gdzie samochód ma możliwość łączenia się z inteligentnym miastem, z systemami świateł i z innymi samochodami. Można wykrywać kolizje, a na podstawie kontaktu z infrastrukturą też to, jak wygląda infrastruktura. Można wiedzieć o zakrętach czy problemach na drodze. Samochód jest w stanie takie wydarzenie rozpoznać wcześniej i odpowiednio zareagować – twierdzi ekspert.

Polska jest jednym z pionierów projektowania najnowszych technologii motoryzacyjnych. Urzędnicy z rzeszowskiego ratusza planują tego typu łączność wykorzystać testowo w autonomicznych autobusach miejskich. Zgodnie z planem autobusy będą się początkowo przemieszczały jedną trasą. Ich rola nie ograniczy się jednak tylko do bezzałogowego rozwożenia pasażerów między przystankami. Będą podczas przejazdów zbierały również informacje o natężeniu ruchu, utrudnieniach czy zdarzeniach takich jak wypadki, a następnie przesyłały je do systemu zarządzania ruchem. To pozwoli na przesyłanie odpowiednich sygnałów do infrastruktury drogowej i innych, również tych autonomicznych, uczestników ruchu. Projekt będzie realizowany z wykorzystaniem infrastruktury dostępowej, takiej jak latarnie czy słupy energetyczne.

Działająca we Wrocławiu firma GlobalLogic prowadzi z kolei prace nad rozwiązaniami dla samochodów autonomicznych, systemów rozpoznawania twarzy czy systemów informacyjnych opartych na rozszerzonej rzeczywistości.

– Zajmujemy się m.in. analizowaniem twarzy. Na podstawie analizy gałek ocznych jesteśmy w stanie nie tylko zidentyfikować użytkownika, lecz także określić jego stan – czy jest zmęczony, czy ma jakiś problem zdrowotny – i w tym momencie zaalarmować odpowiednie służby. Trendem są też inteligentne miasta. Dbamy o rozmieszczanie czujników w mieście, żeby ułatwić życie mieszkańcom. Dbamy o to, żeby były parkingi, które mówią nam, czy są miejsca, czy też o inteligentne oświetlenie w celu oszczędności energii – mówi Łukasz Rybka.

Według Grand View Research rynek rozwiązań V2X będzie się rozwijać w najbliższych latach w tempie ponad 25 proc. w skali roku, by w 2025 r. osiągnąć wartość blisko 27 mld dol. Szansę dla siebie na tym rynku dostrzegają także Polacy, zwłaszcza w obrębie projektowania oprogramowania do samochodów przyszłości.

– W kwestii opracowywania technologii motoryzacyjnych Polska wypada dość mocno. Mamy rozwinięty rynek, jeżeli chodzi o produkcję samochodów, podzespołów samochodowych, i również bardzo rozwinięty rynek, jeżeli chodzi o rozwój oprogramowania – twierdzi Łukasz Rybka.

Balony wypełnione helem pozwolą na znacznie tańsze podróże kosmiczne. Mogą zastąpić też satelity, a także wynieść na niską orbitę rakiety

Balony wypełnione helem pozwolą na znacznie tańsze podróże kosmiczne. Mogą zastąpić też satelity, a także wynieść na niską orbitę rakiety 10

Olbrzymie balony mogą już naśladować satelity. Okrążają Ziemię i w ten sposób gromadzą potrzebne dane, m.in. do obserwacji środowiska czy obserwacji ruchów wojsk. Firmy pracują już nad wykorzystaniem stratosferycznych balonów do przenoszenia i wystrzelenia rakiet na orbitę. Samo rozwiązanie jest nie tylko ekologiczne, lecz także pozwala znacznie ograniczyć koszty. Balony mogą też zrewolucjonizować turystykę Kosmosu.

– Korzystamy z balonów wysokościowych, aby unosić się na wysokości 99 proc. wysokości atmosfery, osiągając poziom od 20 do 40 kilometrów, trzykrotnie wyższy niż samoloty komercyjne. Oferujemy tę usługę firmom z branży kosmicznej, które chcą testować nowe produkty i sprzęt, zanim zamontują je na satelitach lub innych urządzeniach. Firmy te prowadzą testy w stratosferze, ponieważ uzyskiwane przez nas warunki i wysokości są bardzo zbliżone do tych w Kosmosie – mówi agencji Newseria Innowacje Izan Peris z Zero 2 Infinity.

Użycie balonów stratosferycznych zapewnia opłacalny dostęp do przestrzeni kosmicznej. W porównaniu z satelitami umieszczonymi w rakietach instrumenty przenoszone balonem docierają do przestrzeni kosmicznej za ułamek kosztów. Balony stratosferyczne mogą być uruchamiane z dowolnego miejsca. Unoszą się w bliskiej przestrzeni – to region ziemskiej atmosfery, który obejmuje stratosferę, mezosferę i niższą termosferę – przez ok. 40 dni w przypadku balonu o zerowym ciśnieniu i ponad 100 dni przy balonie ciśnieniowym.

Balony były też testowane do obserwacji Ziemi i zbierania potrzebnych danych. Wykorzystując kosmiczne wiatry, mogą się poruszać kilkadziesiąt kilometrów nad Ziemią. Dodatkowo w stratosferze można łatwo sprawdzić przydatność opracowywanych czujników i sprzętu, bo warunki są zbliżone do tych panujących w Kosmosie.

– Firmy testują głównie wyposażenie związane z czujnikami, czyli kamery optyczne lub na podczerwień albo termiczne, różnego rodzaju czujniki lub urządzenia telekomunikacyjne, anteny, filtry lub innego rodzaju podsystemy, ale również elementy pełnych podsystemów satelitów, takie jak źródła zasilania, moduły łączności – wymienia Izan Peris.

Zapotrzebowanie na tego typu usługi jest coraz większe. Internet rzeczy, najnowsze usługi telekomunikacyjne, czy nowoczesne systemy nawigacji, są uzależnione od wyniesienia w przestrzeń urządzeń do obserwacji. Naukowcy oceniają, że balony mogą wystrzeliwać satelity z większą elastycznością przy znacznie mniejszych kosztach. Do tego znacznie częściej, niż przy użyciu jakiegokolwiek innego środka.

Balony mogą też całkowicie odmienić oblicze turystyki w kosmosie. Choć nie wyniosą ludzi tak wysoko jak rakiety, to z wysokości ok. 40 km, ze stratosfery, można obserwować krzywiznę Ziemi i zjawiska atmosferyczne.

– Pracujemy nad kapsułą ciśnieniową przeznaczoną do transportu do czterech osób jednocześnie przez maksymalnie 5 godzin. Z kapsuły widać ciemne niebo i krzywiznę planety, a widoczność przy dobrych warunkach sięga 5 kilometrów – zapewnia ekspert.

Balony mogą też być bardzo ekologiczne. Twórcy zapewniają, że dopiero po osiągnięciu nawet ok. 90 proc. wysokości, zostaje odpalony zapłon. Tym samym przez większą część czasu balon jest praktycznie bezemisyjny.

–  Projekt jest w dużej mierze zależny od finansowania, ponieważ musimy spełnić szereg wymogów regulacyjnych. Z technologicznego punktu widzenia projekt może zostać ukończony ok. 18–24 miesięcy od rozwiązania kwestii finansowania – zapowiada Izan Peris.

Według Analytical Research Cognizance rynek kosmicznej turystyki do 2023 r. może być wart już blisko 1,3 mld dol. W najbliższy latach rozwijać się będzie w tempie przeszło 17 proc. średniorocznie.

Edukację seksualną warto zacząć już u dwuletniego dziecka. W Polsce dla rodziców to wciąż temat tabu

Edukację seksualną warto zacząć już u dwuletniego dziecka. W Polsce dla rodziców to wciąż temat tabu 11

Dziecięca seksualność dla większości rodziców pozostaje tematem tabu. To od nich jednak w dużej mierze zależy, jak dziecko ukształtuje swoją tożsamość seksualną i jak będzie się postrzegać w przyszłości. Rozmowy na temat seksualności warto rozpocząć już z dwuletnim dzieckiem, pokazując mu, że jest to naturalna sfera życia człowieka.

Rodzice małych dzieci zwracają uwagę na ich rozwój w sferze intelektualnej i motorycznej, najczęściej pomijają natomiast sferę seksualną. Dziecko jest jednak istotą seksualną, a jego rozwój w tym zakresie zaczyna się już na etapie życia płodowego. W czasie dorastania dzieci przechodzą kolejne fazy rozwoju psychoseksualnego, budując swoją tożsamość w tym zakresie – wczesne doświadczenia są niezwykle ważne, kształtują bowiem całą późniejszą postawę człowieka wobec sfery życia związanej z seksualnością. Istotna jest więc rola rodziców, których zadaniem jest objaśnianie dziecku poszczególnych kwestii związanych z życiem seksualnym bez wstydu i skrępowania.

 Rodzice powinni być przy tym prawdziwi, otwarci na pytania, nieuciekający. Chodzi o to, by dziecko nie stwierdziło, że na ten temat warto porozmawiać z rówieśnikami, ponieważ oni przekażą wiedzę zupełnie nieadekwatną do tego, co powinno zostać przekazane – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Katarzyna Nosek-Komorowska, menadżer kierunku psychologia w Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku.

Kształtowanie seksualności dziecka należy zacząć od najmłodszych lat. Już dwuletni maluch jest w stanie komunikować się na tyle, by zrozumieć rozmowę o różnicach anatomicznych między płciami a uczuciach czy między kobietą a mężczyzną. Rodzice często uważają seksualność za temat krępujący i starają się odsunąć w czasie rozmowę na ten temat, ważne jednak, by to oni wyszli z inicjatywą, nie czekając, aż dziecko samo zwróci się do nich z pytaniami. Dzięki temu maluch od początku będzie traktował seksualność jako naturalną sferę życia.

– W polskiej kulturze temat seksualności jest postrzegany jako temat tabu, coś, o czym nie wolno rozmawiać. Warto wskazywać, że to są ważne elementy naszego rozwoju tak samo jak nauka komunikacji czy chodzenia. Jest to normalny etap, dziecko powinno zdobyć wiedzę na jego temat od rodziców – mówi dr Katarzyna Nosek-Komorowska.

Postawa dorosłych wobec seksualności determinuje to, w jaki sposób dziecko będzie postrzegało siebie jako istotę seksualną. Rozmawiając na tematy związane z seksualnością, należy odnosić się więc do konkretów, przy czym im starsze dziecko, tym więcej szczegółów powinno poznawać. Rodzice niepewni swoich kompetencji mogą sięgnąć po poradniki na temat rozwoju seksualności dzieci lub skorzystać z pomocy ekspertów: psychologów, pedagogów szkolnych lub seksuologów.

 Lepiej nie mówić: chodź teraz, porozmawiamy na trudny i ważny temat. Tylko często bajka, reklama czy sytuacja w domu, np. podczas wieczornej toalety, jest spontaniczną okazją, by przejść do rozmowy na temat seksualności. Trzeba mówić konkretnie, nie koloryzować, używać prawdziwych stwierdzeń – mówi dr Katarzyna Nosek-Komorowska.

Czerpiąc z przykładu rodziców i uzyskując od nich konkretną wiedzę, dziecko kształtuje swoją tożsamość i uczy się ról płciowych. Polska kultura wciąż stawia na tradycyjny podział ról w społeczeństwie: dziewczynki wychowywane są na miłe, sympatyczne i grzeczne kobiety, chłopcom wpaja się stereotypowe ideały męskości. Zadaniem rodziców jest przekazanie dzieciom wiedzy, że kultura się zmienia, a role płciowe coraz bardziej się przenikają. Ostre różnice, obowiązujące jeszcze kilkanaście lat temu, coraz bardziej się rozmywają. W rozmowach z dziećmi dorośli nie powinni pomijać kwestii uczuć i sprowadzać kwestii seksualności jedynie do aktu seksualnego.

– Chodzi o to, żeby wykształcić świadomego człowieka, który będzie w stanie przytulić się do kogoś, na kim mu zależy, będzie w stanie powiedzieć, że coś mu nie pasuje, czyli będzie asertywny, będzie w stanie powiedzieć, że kogoś kocha, że chce stworzyć z nim związek – mówi dr Katarzyna Nosek-Komorowska.

Otwarte traktowanie tematu seksualności przez rodziców zwiększa także bezpieczeństwo dzieci. Rodzice powinni zwracać uwagę na kwestie przekraczania dziecięcej intymności i uczulać pociechy na wszelkie niewłaściwe zachowania ze strony dorosłych. Rozmowy pomogą im również wychwycić niepokojące sygnały, świadczące o tym, że ich dziecko mogło paść ofiarą przemocy na tle seksualnym. Takim sygnałem może być nieadekwatne do wieku słownictwo, którego maluch nie mógł poznać w grupie rówieśników, lub nagłe, zaskakujące skrywanie ciała. Rodzice powinni również zwracać uwagę na to, jak dziecko reaguje na płeć przeciwną oraz osoby dorosłe.

– Czyli nagle wujek, który był lubiany, jest traktowany przez dziecko jak zupełnie obcy człowiek. Jednak tu warto zachować rozsądek, bo rozwojowo często pojawia się wstyd przed osobami obcymi. To nie musi wynikać z negatywnych doświadczeń seksualnych – mówi dr Katarzyna Nosek-Komorowska.

Producenci jabłek powinni przygotować się na niekorzystne skutki zmian klimatu

Najnowsze dane wykazują, iż średnia temperatura powietrza na powierzchni Ziemi wzrośnie w XXI wieku od 1,8°C do 4,0°C dzięki rosnącej koncentracji gazów cieplarnianych w atmosferze.[1] Globalne ocieplenie ma znaczący wpływ na plony głównych upraw żywności, które prawdopodobnie zaczną spadać o 2% na dekadę.[2] Szybkie zmiany klimatyczne i bardziej ekstremalne warunki pogodowe będą mieć wpływ również na produkcję owoców w Polsce. Eksperci, z inicjatywy Stowarzyszenia Unia Owocowa, radzą jak się do nich przygotować.

Fenolodzy badający zależność pomiędzy zmianami czynników klimatycznych,
a periodycznymi zjawiskami w przyrodzie ożywionej, takimi jak kiełkowanie, kwitnienie, owocowanie, zrzucanie liści u roślin oraz ich zapadanie w sen zimowy deklarują, iż klimat
i pogoda wpływają na wszystkie elementy produkcji roślinnej – obejmujące obszary upraw, intensywność uprawy i rozmiar plonów. Także zmiany klimatu spowodują pewne opóźnienie w procesie produkcji jabłek i zbiorach owoców. W dodatku przeobrażenia klimatyczne wpływają na obfitość i różnorodność zapylaczy, zagrażając niezbędnej usłudze zapylania roślin przez owady.

Cieplejsze, wilgotniejsze powietrze od jesieni do wiosny może zwiększyć ryzyko grzybowych chorób wśród gatunków drzew z rodzaju jabłoni. Parch jest najpospolitszą i najgroźniejszą chorobą tych drzew. Powoduje znaczne obniżenie plonowania i zmniejszanie jego wartości oraz znaczne ich osłabienie. Na przykład porażone owoce odmian zimowych jabłoni gorzej się przechowują lub też nie nadają się do przechowywania. Ponadto prognozowane przez klimatologów, wilgotne wiosny oraz zimy bez mrozu mogą powodować wzrost występowania pleśni na drzewach owocowych. Ciepłe, wilgotne warunki sprzyjają również rozwojowi zarazy ogniowej, czyli najgroźniejszej bakteryjnej chorobie jabłoni.

Ocieplenie klimatu sprzyja również pojawianiu się nowych gatunków szkodników żerujących na uprawach, które dotychczas występowały w strefach klimatu podzwrotnikowego
i zwrotnikowego, tak jak to ma miejsce np. z kleszczami afrykańskimi, które zaobserwowano już w Polsce.

Badania wykazały również, że cieplejsze temperatury oznaczają ewolucję w smaku i fakturze jabłek.[3] Przeobrażenia klimatyczne powodują zmniejszenie kwasowości, jędrności i wodorozcieńczalności owoców, przy jednoczesnym wzroście stężenia cukru. Zbyt wysoka temperatura, zwłaszcza jesienią w trakcie dojrzewania drzew w nocy spowoduje, że jabłka będą zbyt słodkie. Choć w przypadku niektórych odmian, ta przemiana mogłaby się stać walorem, jednak jest on zdecydowanie mniej istotny w porównaniu z wymienionymi niebezpieczeństwami, jakie niesie ze sobą globalne ocieplenie.

Niektóre skutki zmian klimatu, takie jak niedobory wody spowodowane anomaliami
w strukturze opadów i parowania, będą odczuwalne szeroko we wszystkich gałęziach rolnictwa. W przypadku systemów produkcji jabłek te zmiany obejmą wpływ wyższych temperatur na kwitnienie, plony i jakość owoców. Niskie opady śniegu w zimie już teraz niosą niedobory wody dla roślin w sezonie letnim. W przypadku Polski największym zagrożeniem jest brak wystarczających zasobów słodkiej wody do nawadniania, co propagowane jest na szeroką skalę, np. w Hiszpanii, gdzie masowo nawadnia się uprawy rolne.

Według ekspertów zmiany klimatu mają istotny wpływ na uprawę owoców i warzyw na całym świecie. Najwięksi producenci jabłek prognozują gwałtowne rewolucje
w sadownictwie, np. cieplejsze zimy w Wielkiej Brytanii nie zapewnią odpowiednio chłodu, którego potrzebują niektóre rośliny, aby produkować kwiaty i owoce. Dlatego, aby uzyskać przyzwoite plony, sadownictwo może przenieść się na północ wyspy. Z kolei w USA zmiany temperatury, nadmierna ilość emisji dwutlenku węgla (CO2) oraz częstotliwość
i intensywność ekstremalnej pogody mogą mieć znaczący wpływ na plony. Wyższe temperatury sprawią, że wiele upraw będzie rosło szybciej, ale wyższe temperatury mogą również zmniejszyć plony powodując dosłowne spalanie owoców.

Arkadiusz Gaik – Prezes Stowarzyszenia Unia Owocowa
Arkadiusz Gaik – Prezes Stowarzyszenia Unia Owocowa

„Poprzez zmiany klimatyczne, których jesteśmy świadkami, zmieniają się warunki dla produkcji owoców i warzyw w Polsce, w Europie i na całym świecie. Tematami priorytetowymi na całym świecie są wyzwania, jakie czekają  cały rynek rolno-spożywczy, a także sposoby, jak najlepszego dostosowania do nich produkcji. Nie uciekniemy przed tymi zmianami klimatycznymi. Musimy wspólnie z innymi podmiotami w całej branży przygotować plan działań, korzystać z dostępnych środków, zasobów, aby zapewnić produkcję na zyskownym poziomie, jednocześnie dbając o środowisko.” – podkreśla Arkadiusz Gaik – Prezes Stowarzyszenia Unia Owocowa.

 Temat zmian klimatu na plantacje jabłek i gruszek na całym świecie został podjęty już kilka lat temu przez WAPA, Światowe Stowarzyszenie Jabłek i Gruszek. Fakt ten podkreśla wielorakie skutki, jakie zmiany klimatu mogą mieć dla produkcji oraz handlu jabłkami
i gruszkami na całym świecie, m.in. wpływ na fazę spoczynku drzewa, na plony, na ochronę sadów przed klimatycznymi zamarznięciami, na zapewnienie wysokiej jakości plonów lub nawet na dalszy wzrost produkcji ekologicznej. Chociaż nie wszyscy producenci odczują te skutki, ale wszyscy będą dotknięci nimi na pewnym poziomie.

Arkadiusz Gaik, Prezes Zarządu Stowarzyszenia 'Unia Owocowa”, skomentował: „Na poziomie europejskim wiele działań i zobowiązań będzie wymaganych od plantatorów w celu złagodzenia wpływu ich działań na zmiany klimatu. Nie należy jednak lekceważyć narzędzi finansowych dostępnych w WPR, w szczególności w odniesieniu do owoców i warzyw m.in. w ramach programu operacyjnego organizacji producentów. Pomoc finansowa mogłaby zostać przyznana plantatorom w celu podjęcia niezbędnych kroków, by przygotować się do tych nowych wyzwań. Sady mogą wymagać lepszej ochrony przed ciężkimi gradami, silną suszą, silnymi wiatrami lub późnymi przymrozkami. Można również inwestować w inne nowe środki, takie jak oszczędność energii, oszczędność zużycia wody lub zapobieganie rozprzestrzenianiu się nowych szkodników i chorób lub dostosowywanie odmian do zmieniających się warunków klimatycznych”.

Eksperci apelują: Sadownicy mogą przygotować się na zmiany klimatyczne, stosując serię prostych zasad dotyczących pielęgnowania sadów”. – Maciej Majewski z FreshMazovia.

  1. Mokre i wietrzne zimy

Wykonywanie nawożenia organicznego lub prowadzenie uprawy roślin na nawozy zielone znacznie poprawia poziom substancji organicznej w glebie, która może zmagazynować dużą ilość wody (1% substancji organicznej więcej na 1 ha gleby może zatrzymać 150000 litrów wody). Dodatkowo jest to budowa kompleksu sorpcyjnego, który magazynuje składniki mineralne, a następnie powoli uwalnia, zapobiegając ich wymyciu.

  1. Cieplejsze i bardziej suche lata

Zwiększony poziom substancji organicznej w glebie pozwala zabsorbować wodę nawet
z intensywnych opadów, zapobiegając jej spływowi i utracie.

Stosowanie siatek przeciw gradowych nie tylko pozwala na ochronę produkowanych drzewek i owoców, ale jest także w stanie ograniczyć utratę wody poprzez transpirację, czyli czynne parowanie wody z nadziemnych części roślin. Stosowanie nawodnienia w godzinach wieczornych lub porannych także ogranicza straty wody poprzez transpirację w upalne dni.

  1. Ograniczenie emisji gazów cieplarnianych

Branża sadownicza jest w stanie również ograniczyć emisje gazów cieplarnianych poprzez stosowanie odnawialnych źródeł energii: panele fotowoltaiczne i wykorzystanie drewna
z sadu. Zgodnie z przyjętym projektem zmiany ustawy o OZE rolnik ryczałtowy może mieć status prosumenta. W przypadku zainstalowania paneli fotowoltaicznych i licznika dwukierunkowego jego rozliczenie z zakładem energetycznym będzie odbywać się dwa razy w roku, a nadwyżkę prądu wyprodukowaną latem zużyje jesienią na schłodzenie owoców, dzięki czemu zadba o środowisko, ograniczy koszty. Zorganizowani rolnicy są w stanie zaopatrzyć lokalne ciepłownie w drewno opałowe, warunek to stałość dostaw, czyli karczowania sadu.

[1] IPCC (Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu)

[2] http://news.nationalgeographic.com/news/2014/04/140406-climate-change-ipcc-report-foods-chipotle-guacamole/

3 http://www.fruitnet.com/asiafruit/article/159381/climate-change-affecting-apple-crunch

Liczba osób pobierających emerytury z ZUS niższe od minimalnej wzrosła do 4,9%

Federacja Przedsiębiorców Polskich szacowała, że, w 2019 r. liczba osób otrzymujących świadczenie niższe od minimalnego osiągnie poziom 280,1 tys. Prognozy FPP były bardzo trafne – według nowych danych ZUS po waloryzacji wartości emerytur w marcu 2019 r. liczba osób pobierających emerytury niższe od minimalnych wzrosła do 279,9 tys. W konsekwencji odsetek osób otrzymujących emerytury poniżej minimum wzrósł z 4,2% w 2018 r. do 4,9% w 2019 r. FPP szacuje, że, w 2020 r. liczba emerytów otrzymujących świadczenie niższe od minimalnego osiągnie poziom ok. 324 tys.

Federacja postuluje o pilne wdrożenie restytucji w systemie ubezpieczeń społecznych i zabezpieczenie okresów ubezpieczeniowych osobom, które dotychczas świadczyły pracę na podstawie nieoskładkowanych umów zleceń. Ponadto FPP proponuje zlikwidowanie szkodliwego art. 9 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych.

FPP przedstawiła prognozę wzrostu liczby osób otrzymujących emerytury niższe od minimalnej (tj. „sub-minimalne”) w latach 2019-2030 w publikacji „Konsekwencje nieobejmowania wykonywania umowy zlecenie obowiązkowym ubezpieczeniom społecznym” z lutego br. Według tej prognozy problem emerytur „sub-minimalnych” w 2025 r. będzie dotyczył już 0,5 mln emerytów, a w 2030 r. liczba pozbawionych prawa do najniższego świadczenia może sięgać 650 tysięcy osób.

Liczba osób otrzymujących emeryturę „sub-minimalną” zaczęła przewyższać liczbę świadczeniobiorców otrzymujących emeryturę minimalną już ok. 2014 r. Duży wzrost liczby osób otrzymujących świadczenie niższe niż minimalne jest bezpośrednim dowodem na to, że dla licznej grupy ubezpieczonych wykazanie stażu ubezpieczeniowego wymaganego do nabycia prawa do najniższej emerytury jest niemożliwe. Natomiast jedną z głównych przyczyn posiadania niewystarczającego stażu jest niepodleganie ubezpieczeniom emerytalnorentowym w okresie aktywności zawodowej w pełnym zakresie.

Bardzo istotny wzrost liczby osób otrzymujących emerytury poniżej minimalnego poziomu nastąpił w 2017 r. – zwiększył się on wówczas do ok. 208,9 tys. osób z ok. 112,1 tys. osób w poprzednim okresie. Miało to związek ze znaczącą podwyżką emerytury minimalnej, jaka nastąpiła w marcu 2017 r. Najniższe świadczenie wzrosło wówczas z 882,56 zł do 1000,00 zł brutto miesięcznie.

Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich
Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich
„Prognozujemy, że w 2020 r. 5,5% emerytów ogółem będzie otrzymywać emeryturę „subminimalną”. Jedynym sposobem na zatrzymanie tych tendencji o potencjalnie katastrofalnych skutkach w wymiarze społecznym jest zabezpieczenie okresów ubezpieczeniowych osobom, które dotychczas świadczyły pracę na podstawie nieoskładkowanych umów zleceń, gdzie okresy zatrudnienia w tej formie praktyce nie przekładały się na nabycie uprawnień do najniższego gwarantowanego świadczenia. Pokazuje to konieczność implementacji proponowanej restytucji w systemie ubezpieczeń społecznych – po uporządkowaniu i wyjaśnieniu przeszłych stanów faktycznych należy wprowadzić zmiany legislacyjne gwarantujące, że każda forma aktywności zawodowej będzie stanowić tytuł do ubezpieczenia społecznego, z którym wiążą się konkretne przyszłe uprawnienia do zabezpieczenia emerytalnego” – mówi Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Wzrost liczby osób pozbawionych prawa do emerytury na najniższym gwarantowanym poziomie stanowi poważny problem społeczny. O ile w 2011 r. takich osób było ok. 24 tys., wg danych ZUS o w marcu 2014 r. ich liczba sięgnęła ok. 92,5 tys. W marcu 2018 r. liczba osób pozbawionych prawa do najniższego świadczenia emerytalnego osiągnęła poziom ok. 234 tys. Prowadzi to do konkluzji, że w okresie 7 lat skala występowania tego bardzo niepokojącego zjawiska wzrosła nawet 10-krotnie.

Grupa Go Sport otrzymała wiążącą ofertę i rozpoczęła wyłączne negocjacje ze Sportmasterem. Dotyczą one sprzedaży polskiej spółki Go Sport

Grupa Go Sport informuje, że ​​podjęła wyłączne negocjacje ze Sportmasterem w sprawie sprzedaży swojej spółki zależnej GO Sport Poland.

Przedsiębiorstwo GO Sport Polska obecne na polskim rynku od 1999 r. aktualnie posiada 33 sklepy stacjonarne. Celem tej zmiany jest ponowne skoncentrowanie zintegrowanych działań Grupy GO Sport na rynku francuskim. Wpływy zostaną przeznaczone na dalsze przekształcenia GO Sport, które rozpoczęły się już na początku tego roku.

Ostateczne decyzje podlegają konsultacjom z przedstawicielami pracowników oraz wymagają uzyskania zgody właściwych organów antymonopolowych.