Kredyty frankowe ograniczają obrót pieniędzmi w kraju

4

Na rynku utrwaliła się relacja, w której jedna strona jest o wiele słabsza w stosunku do drugiej. Stronę silniejszą stanowią banki, które nadużywają swojej pozycji układając relację z klientami w sposób niezrównoważony. Jest to samo w sobie zakłóceniem rynkowym, powodującym realne skutki społeczne. Warto podkreślić, że nie chodzi o samą relację między tymi stronami, ale fakt funkcjonowania instrumentów finansowych o charakterze toksycznym, co powoduje zagrożenie dla całej gospodarki i społeczeństwa.

Wszyscy jesteśmy frankowiczami, bez względu na to czy mamy kredyt we frankach szwajcarskich, czy też go nie posiadamy. Konsekwencje zaistnienia tego mechanizmu powodują m.in. inną wycenę polskiej gospodarki, a tym samym przełożenie na kurs walutowy, na dług publiczny czy ryzyka finansowe.

– Sytuacje, gdy kredytobiorcy frankowi są zobowiązani wypełnić umowę i stają się jej niewolnikiem, powodują niemożliwość sprzedaży swojego zasobu i odzyskania środków zainwestowanych – powiedział agencji eNewsroom.pl Artur Bartoszewicz, doktor nauk ekonomicznych – Dodatkowo część ludzi traktuje swoje mieszkanie jako swoiste zabezpieczenie emerytalne, które jednak oddala się i uniemożliwia odzyskiwanie takiego zabezpieczenia w realnej wycenie. To jest sytuacja, w której ludzie uwięzieni wobec swojego zobowiązania mają większe ograniczenia, np. z mobilnością na rynku pracy.

Trudno ocenić realne skutki gospodarcze w wartościach, które można by zestawić ze skalą strat odnoszącą się do PKB lub wielkości podatku. Podsumowując można powiedzieć, że kredyt zaciągnięty przez Kowalskiego zaczyna drenować jego portfel, oznacza to, że Kowalskiemu wyciąga się z tego portfela pieniądze, które w normalnych warunkach zostałyby wydane. Chociażby na usługi, turystykę, dobra konsumpcyjne i zakup innych dóbr. Można domniemywać konkretną bazę podatkową, która nie jest realizowana ze względu na brak obrotu, który byłby generowany pieniądzem w dyspozycji osoby z zaciągniętym kredytem. Ta osoba musi przeznaczyć część swoich dochodów na spłatę zobowiązania, które w całości wypływa poza te czysto rynkowe transakcje.

Czytaj również:  Budżet bez deficytu?

Jednoznacznie możemy stwierdzić, że przekłada się to na zmniejszenie bazy podatkowej VAT, PIT i CIT, co automatycznie ogranicza zdolność zaspokojenia przez państwo potrzeb inwestycyjnych. Mechanizm pierwotnie analizowany jako relacja między stronami, przekłada się całościowo na funkcjonowanie społeczeństwa i gospodarki, a w praktyce bardzo obniża zdolność rozwojową kraju – dodaje Bartoszewicz.