Zapraszamy na Global Leadership Summit Polska 2024!

Global Leadership Summit Polska to prestiżowa konferencja będąca polską edycją międzynarodowego wydarzenia poświęconego przywództwu – Global Leadership Summit. Co roku GLS przyciąga liderów z całego świata, a jej lokalne edycje odbywają się w ponad 135 krajach i 60 językach.

W Polsce konferencja odbędzie się 22 i 23 listopada 2024 roku w Warszawie. Uczestnicy będą mieli okazję rozwijać umiejętności przywódcze, inspirując się doświadczeniami światowej klasy mówców, w tym uznanych liderów biznesu, autorów i ekspertów z obszaru zarządzania.

W trakcie konferencji omawiane będą wyzwania związane z przywództwem w dynamicznie zmieniającym się świecie. To wyjątkowa szansa na networking oraz zdobycie wiedzy, która pomoże wzmocnić rolę lidera w każdej organizacji.

Dołącz do nas i czerp inspiracje, które będą miały pozytywny wpływ na Twoją działalność oraz na otaczającą Cię społeczność. Więcej informacji na temat rejestracji i programu konferencji znajdziecie na stronie wydarzenia: www.gls.org.pl

Termin: 22-23 listopada 2024 r.
Miejsce: Warszawa, Oxford Tower ul. Tytusa Chałubińskiego 8
Organizator: Instytut Przywództwa
Szczegóły na: www.gls.org.pl

Charles Taylor nowym CEO Knight Frank Polska

Knight Frank kontynuuje wzmacnianie swojego europejskiego zespołu zarządzającego poprzez strategiczne mianowanie Charlesa Taylora na stanowisko CEO Knight Frank Polska.

Pełniąc funkcję CEO, Charles będzie przewodził strategicznym działaniom rozwojowym firmy na polskim rynku, wykorzystując swoje ponad 25-letnie doświadczenie w Europie Środkowej, realizując znaczące transakcje we wszystkich sektorach, a także udokumentowane sukcesy w prowadzeniu transformacji dużych firm doradczych na rynku nieruchomości.

Wcześniej zajmował stanowisko Managing Director w Cushman & Wakefield Polska. Charles Taylor ma doświadczenie w budowaniu oraz kierowaniu zespołami opartymi na współpracy, z podejściem skupionym na kliencie i skoncentrowanym na osiąganiu wyników.

Anthony Duggan, Chair w Knight Frank na Europę skomentował tę nominację, mówiąc: „Wraz z europejskim zarządem mamy przyjemność powitać Charlesa Taylora, który dołącza do nas jako CEO Knight Frank Polska. Charles jest wybitnym ekspertem w branży, z licznymi i znaczącymi transakcjami na rynkach kapitałowych we wszystkich sektorach oraz doświadczonym liderem w przekształcaniu dużych firm doradczych na rynku nieruchomości.”

Charles Taylor, nowo mianowany CEO na Polskę, powiedział: „Knight Frank Polska znajduje się w interesującym i przełomowym momencie, gdzie może wykorzystać dynamicznie poprawiającą się koniunkturę na rynku. Cieszę się, że dołączam do Krzysztofa Cipiura i całego zespołu zarządzającego w Polsce jako CEO. Wspólnie mamy szansę uczynić Knight Frank Polska liderem w dziedzinie doradztwa na rynku nieruchomości, rozwijając dynamicznie działalność, osiągając wyjątkowe wyniki dla naszych klientów oraz zapewniając niepowtarzalną kulturę i miejsce pracy dla najbardziej utalentowanych specjalistów z branży nieruchomości.”

Krzysztof Cipiur, Managing Director i Head of Capital Markets w Knight Frank Polska, dodaje: „Bardzo się cieszę, mogąc powitać Charlesa w Knight Frank. Jego bogate doświadczenie, znajomość branży i dynamiczne podejście wzmocnią nasze działania we wszystkich obszarach. Z niecierpliwością czekam na naszą współpracę, która pozwoli mi jeszcze bardziej skoncentrować się na rozwoju linii rynków kapitałowych.”

Oklejanie samochodów jako inwestycja w markę – najlepsze formy jakie sprawdzają się w reklamie mobilnej

Każda firma, w obliczu rosnącej konkurencji w branży stara się podnieść swój potencjał reklamowy, stosują przeróżne sposoby na podniesienie widoczności marki i wzbudzenie jej świadomości w klientach. Jednym ze sprawdzonych sposobów będzie wdrożenie modelu reklamy mobilnej w postaci samochodów wzbogaconych o specjalne naklejki reklamowe.

Dlaczego warto zainwestować w oklejenie samochodu firmowego?

Zacznijmy od przekonania, że oklejenie samochodu będzie w długim okresie korzystną decyzją. Przede wszystkim jest to skuteczna forma promowania swojej marki w bardzo niskiej cenie i małym kosztem. Odpowiednio przygotowana naklejka, charakteryzująca się jakościowym drukiem i wyraźnymi napisami (nazwa firmy i podstawowe informacje kontaktowe) pozwoli na zwiększenie widoczności naszej marki, za co wiele firm płaci naprawdę ciężkie pieniądze.

oklejenie samochodu firmowego

Jeśli często poruszamy się firmowym samochodem, możemy być pewni, że taka reklama będzie miała bardzo dużą ekspozycję na potencjalnych klientów nie tylko w jednym, konkretnym miejscu, ale w wielu – wszędzie tam, gdzie podróżujemy samochodem. Szczególną sympatią cieszą się naklejki oryginalne, nietuzinkowe przygotowane w jakościowy, ale także atrakcyjny sposób. Dzięki temu w łatwy, szybki i tani sposób osiągniemy szereg korzyści promocyjnych i w końcu będziemy zauważeni przez klientów wszędzie tam, gdzie inne firmy nie trafią ze swoją reklamą.

Czym okleić flotę samochodów?

Szukając odpowiedniego produktu, którym chcemy okleić samochód, uwagę warto zwrócić przede wszystkim na profesjonalne naklejki na samochód. Naklejki produkowane przez Sigmadruk oferowane są w dowolnym rozmiarze i kształcie, dopasowanym do potrzeb konkretnego klienta.

Dzięki zastosowaniu specjalnych materiałów i specjalistycznej metodologii druku naklejka jest nie tylko odporna na niesprzyjające warunki atmosferyczne, ale także wytrzymałe nawet do 10 lat. I nie mówimy tu tylko o tradycyjnych naklejkach, ale także o tych odblaskowych, widocznych w nocy czy o naklejkach 3D na samochód. Przed wyborem naklejki upewnijmy się, że jest ona dodatkowo zabezpieczona przed działaniem promieni słonecznych. Każdy z nas niejednokrotnie widział już naklejki wyblakłe od słońca, które zamiast zachęcać, odstraszają od skorzystania z usług danej firmy. Naklejki Sigmadruk wzbogacone są o specjalny laminat UV, dzięki czemu mamy gwarancję pełnego zabezpieczenia przed promieniami słonecznymi różnego rodzaju.

Czym okleić flotę samochodów

Ile trwa oklejenie samochodu i jaki jest koszt takiej reklamy?

Pozostaje jeszcze jedna kwestia – cena oklejania samochodu. Na szczęście, jak wspomniano już na samym początku, to jedna z tańszych form reklamowania swojej marki, co jeszcze bardziej uatrakcyjnia cały pomysł. Metr kwadratowy reklamy na samochód to koszt od 55 do 215 złotych. Oczywiście w przypadku większych zamówień mamy możliwość uzyskania atrakcyjniejszej ceny, dzięki czemu nie tylko jeden samochód, ale cała flota będzie funkcjonować na zasadzie mobilnej reklamy.

Ile trwa oklejenie samochodu

A jak wygląda samo oklejanie samochodów? Naklejka po wydrukowaniu zostanie opatrzona specjalną folią, dzięki czemu montaż wykonamy samodzielnie, zgodnie z instrukcją. To niezwykle proste zadanie, z którym poradzi sobie każdy bez względu na doświadczenie. Już nawet kwadrans po otrzymaniu gotowej reklamy na samochód, ta może działać na naszą korzyść w terenie.

Polskie firmy przyspieszają w transformacji cyfrowej – sztuczna inteligencja na czele innowacji

Z raportu „Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu 2024” opracowanego przez KPMG we współpracy z Microsoft wynika, że polski biznes dynamicznie przyspiesza w obszarze transformacji cyfrowej. Jednym z kluczowych wniosków z tegorocznego badania jest rosnąca rola sztucznej inteligencji (AI) w firmach. W 2024 roku 28% polskich firm wdrożyło narzędzia wykorzystujące sztuczną inteligencję (AI), a kolejne 30% planuje ich implementację w najbliższych miesiącach. Mimo tego aż 65% przedsiębiorstw korzystających z AI nie monitoruje skuteczności tych rozwiązań.

Polskie firmy coraz bardziej zdają sobie sprawę ze znaczenia inwestycji w sztuczną inteligencję dla przyszłości swoich działań. Jak wynika z raportu „Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu 2024”, kluczowe korzyści, jakie firmy osiągają dzięki AI, to poprawa jakości danych, zwiększenie efektywności raportowania oraz minimalizowanie ryzyka błędu. Według raportu, 28% polskich przedsiębiorstw zadeklarowało wdrożenie narzędzi wykorzystujących sztuczną inteligencję. Oznacza to wzrost o 13 punktów procentowych w porównaniu z zeszłoroczną edycją badania. Kolejne 30% firm, które jeszcze nie zainwestowały w te technologie, planuje ich implementację. Największe zaawansowanie w wykorzystaniu sztucznej inteligencji wykazują sektory motoryzacyjny (47% firm wdrożyło tę technologię) oraz finansowy (40% organizacji).

Leszek Ortyński, Dyrektor w Dziale Usług Finansowych, Lider ds. Data Science i AI w KPMG w Polsce zwraca uwagę na istotną rolę AI w przyszłości biznesu: Sztuczna inteligencja przestaje być technologią dostępną jedynie dla wybranych, a staje się nieodłącznym narzędziem poprawiającym efektywność i konkurencyjność przedsiębiorstw. W najbliższych latach to właśnie AI zdefiniuje nowe standardy działania na rynku. Firmy, które odpowiednio wcześnie zainwestują w rozwój swoich kompetencji w zakresie AI, zyskają znaczącą przewagę konkurencyjną – mówi.

Pomimo dynamicznego rozwoju AI w polskich firmach, wyzwaniem pozostaje pomiar skuteczności narzędzi opartych na tej technologii. Jak wynika z raportu, aż 65% organizacji nie mierzy efektywności swoich rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji, co wskazuje na potrzebę lepszego monitorowania wyników działań cyfrowych. Odsetek takich organizacji wzrósł o 3 punkty procentowe w porównaniu z ubiegłoroczną edycją raportu.

Technologie oparte na AI mogą znacząco usprawnić procesy operacyjne, jednak aby w pełni wykorzystać ich potencjał, konieczne jest dokładne mierzenie i analiza efektów. Pozwoli to nie tylko uzasadniać inwestycje, ale także dostosowywać strategie do otoczenia. Istotna w tym aspekcie jest także budowa silnych fundamentów w postaci wysokiej jakości danych, odpowiednich modeli i kultury ciągłego doskonalenia w organizacji – podkreśla Andrzej Gałkowski, Partner, Lider doradztwa dla sektora bankowego, Head of AI w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Optymistycznym aspektem jest zwiększony udział firm, które oceniają dotychczasowe działania jako wysoce skuteczne (12% respondentów, w porównaniu do 4% przed rokiem). Po raz kolejny żadna z organizacji prowadzących pomiar efektywności nie zadeklarowała, że ich działania związane z wykorzystaniem AI są nieskuteczne.

Tesla na fali wzrostu. Co nominacja Elona Muska oznacza dla przyszłości pojazdów autonomicznych i elektrycznych?

W trakcie wczorajszej sesji na giełdzie NASDAQ Tesla Inc. zanotowała imponujący wzrost wartości akcji o 5.62%. Decyzja o nominacji Elona Muska, prezesa Tesli, na stanowisko szefa nowo utworzonej agencji ds. efektywności federalnych środków została odebrana przez inwestorów jako pozytywny sygnał dla przyszłości spółki. Tesla, globalny lider w branży pojazdów elektrycznych (EV), znajduje się obecnie w kluczowym momencie swojego rozwoju. Firma korzysta z dynamicznie rosnącego popytu na EV oraz wdrażania zaawansowanych technologii autonomicznych, ale musi jednocześnie zmierzyć się z wyzwaniami związanymi z polityką regulacyjną i nasilającą się konkurencją na globalnym rynku motoryzacyjnym.

Republikanie w USA rozważają wycofanie federalnych ulg podatkowych na pojazdy elektryczne, co mogłoby negatywnie wpłynąć na cały sektor EV. Tesla, dzięki wysokim marżom i globalnej dominacji, wydaje się mniej zależna od takich ulg w porównaniu z konkurentami, takimi jak General Motors czy Ford. Niemniej jednak wycofanie tego wsparcia mogłoby ograniczyć ogólny popyt na pojazdy elektryczne w USA, co przełożyłoby się na spadek przychodów firmy.

Obecnie EV i hybrydy plug-in stanowią zaledwie 10% sprzedaży samochodów w USA, co świadczy o dominacji pojazdów spalinowych. Ulgi podatkowe, takie jak kredyt w wysokości 7500 USD, odgrywają kluczową rolę w przyspieszaniu transformacji rynku motoryzacyjnego. Ich likwidacja może prowadzić do spadku sprzedaży, ograniczenia inwestycji w infrastrukturę ładowania oraz spowolnienia elektryfikacji transportu w USA.

Z kolei propozycje nowej administracji dotyczące federalnych regulacji dla pojazdów autonomicznych stanowią istotną szansę dla Tesli. Prezydent-elekt Donald Trump zapowiada wprowadzenie ram prawnych ułatwiających rozwój i licencjonowanie samochodów autonomicznych w całym kraju. Takie działania mogłyby znacząco wesprzeć strategię Tesli, która w 2025 roku planuje uruchomić usługę robotaxi, opartą na zaawansowanym oprogramowaniu Full Self Driving (FSD).

Tesla od lat inwestuje w technologie autonomiczne, wyróżniając się na tle konkurencji. Mimo że jej system FSD jest jednym z najbardziej zaawansowanych na rynku, nadal wymaga nadzoru człowieka. Zmiany regulacyjne mogą przyspieszyć komercjalizację tej technologii, umacniając pozycję Tesli jako lidera innowacji.

Na globalnym rynku EV Tesla musi stawiać czoła rosnącej konkurencji, szczególnie ze strony chińskich producentów, takich jak Xpeng czy BYD. Firmy te oferują pojazdy w bardziej przystępnych cenach, jednocześnie inwestując w zaawansowane technologie, co pozwala im zdobywać coraz większe udziały rynkowe. W USA Tesla utrzymuje przewagę dzięki niskim kosztom produkcji i efektywnej logistyce, jednak intensyfikacja konkurencji wymaga od firmy nieustannego wdrażania innowacji i utrzymania technologicznej przewagi. Cła na chińskie produkty, w tym pojazdy elektryczne, mogą działać na korzyść Tesli w USA, lecz potencjalne taryfy odwetowe ze strony Chin mogłyby zaszkodzić firmie na jej największym zagranicznym rynku.

Przyszłość Tesli zależy od dwóch kluczowych czynników: dalszego rozwoju technologii autonomicznych oraz globalnej adaptacji pojazdów elektrycznych. Chociaż firma może zyskać na nowych regulacjach wspierających technologie autonomiczne, potencjalne wycofanie ulg podatkowych w USA będzie stanowiło wyzwanie dla całego rynku EV. Tesla, dzięki globalnej skali operacji i przewadze technologicznej, ma potencjał, by sprostać tym trudnościom. Jednak firma musi liczyć się z rosnącą konkurencją ze strony producentów chińskich, którzy szybko zdobywają udziały rynkowe, oferując konkurencyjne ceny i innowacyjne rozwiązania. W dłuższej perspektywie kluczowe będzie utrzymanie wysokiej jakości produktów, przewagi technologicznej i efektywności operacyjnej – fundamentów sukcesu marki.

Krzysztof Kamiński, Oanda TMS Brokers

Polskie firmy w czołówce ekspansji handlowej w Europie Środkowo-Wschodniej

Co najmniej 26 polskich marek zdecydowało się na ekspansję w regionie Europy Środkowo-Wschodniej oraz krajach bałtyckich i otworzyło łącznie około 2 900 sklepów – wynika z raportu Colliers „ExCEEding Borders”. Daje im to trzecią pozycję pod względem aktywności w tym obszarze. Pierwszą zajmują czeskie sieci, drugą litewskie.

Kluczowe sektory ekspansji

Wśród marek pochodzących z Polski, które rozwinęły swoją działalność za granicą szczególnie wyróżniają się segmenty dyskontów, odzieży i obuwia. Silna pozycja polskiej mody w regionie wynika głównie dzięki ekspansji marek z Grupy LPP, do której należą Reserved, Sinsay, Mohito, House i Cropp. Budując solidną pozycję w regionie, Grupa LPP już teraz należy do grona kluczowych graczy europejskiej branży odzieżowej. Odnotować należy także rozwój marek takich, jak HalfPrice czy 4F, które posiadają już kilkadziesiąt sklepów poza Polską.

Na uwagę zasługuje także silna pozycja sektora obuwniczego i artykułów skórzanych. Jest to zasługa przede wszystkim działalności marek CCC oraz e-obuwie, należących do jednej grupy. W regionie popularne są też produkty marek Wittchen czy Wojas. We wrześniu pierwszy salon w Słowacji otworzyła polska marka Ochnik.

Polskie marki konsekwentnie pracują nad zwiększaniem swojej dostępności w analizowanych krajach. Ekspansję prowadzą również marki z branży spożywczej, artykułów dziecięcych i dla matek (Cocodrillo), a także kosmetyczne, takie jak Inglot czy Ziaja.

Podczas gdy wcześniejsza ekspansja sektora spożywczego w regionie napędzana była głównie przez marki z Europy Zachodniej, obecnie polskie sieci zaczynają podążać tą samą ścieżką. Biedronka zadebiutowała niedawno na rynku słowackim, z kolei Żabka, popularna sieć sklepów convenience, rozpoczęła swoją działalność w Rumunii pod nazwą Froo. Dla Biedronki wejście na Słowację oznacza rozszerzenie grupy potencjalnych konsumentów o 2,12 mln słowackich gospodarstw domowych – tłumaczy Wojciech Wojtowicz, Starszy Analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.Właściciele marek handlowych, które rozwinęły się już na rynku polskim, poszukują możliwości ekspansji na rynkach zagranicznych. Naturalnym kierunkiem ekspansji jest region Europy Środkowo-Wschodniej (CEE) i krajów bałtyckich. Marki korzystają ze zbliżonego środowiska gospodarczego, dziedzictwa kulturowego, wspólnych preferencji konsumenckich, gustów i stylów mody, a dla wybranych krajów: przypadkach podobieństw językowych – dodaje Wojciech Wojtowicz.

Obiecujące nisze

Polskie firmy coraz częściej wchodzą też na europejskie rynki niszowe, charakteryzujące się bardziej długoterminowym potencjałem. Dlatego poza sektorem detalicznym warto zwrócić uwagę też na zagraniczny rozwój polskich marek z branży fitness, napędzany zarówno konsolidacją, jak i ekspansją. Przykładem jest tu ruch wykonany przez Benefit Systems, właściciela programu MultiSport, który dynamicznie rozwija swoją działalność w regionie, m.in. przejmując w Bułgarii kluby fitness działające pod marką „Flais”.

Czechy i Litwa wyprzedzają Polskę

Ekspansja lokalnych przedsiębiorstw na sąsiednie rynki staje się coraz bardziej powszechnym krokiem także u naszych sąsiadów. Na polskim rynku działa łącznie już ponad 2 440 sklepów należących do 22 marek pochodzących z regionu CEE i krajów bałtyckich.

Ekspansja zagranicznych marek do Polski widoczna jest przede wszystkim w sektorze spożywczym oraz zdrowia i urody – aż 75% wszystkich marek z regionu obecnych na polskim rynku reprezentuje jedną z tych dwóch kategorii – tłumaczy Alicja Tucholska-Kuran, Senior Associate w Dziale Powierzchni Handlowych w Colliers.Polska, z populacją liczącą niemal 38 milionów osób i rosnącą siłą nabywczą, obecnie na poziomie ponad 10 tys. EUR na osobę rocznie, stanowi dość atrakcyjny rynek dla międzynarodowych firm, które dostrzegają w nim rosnący popyt szczególnie na produkty z branży FMCG – dodaje Alicja Tucholska-Kuran.

Pod względem ekspansji w krajach Europy Środkowo-Wschodniej wyróżnia się przede wszystkim rynek czeski, z którego aż 43 marki prowadzą w regionie łącznie 5 226 sklepów.

Szeroki zakres działalności eksportowej wykazuje również Litwa z 32 lokalnymi markami działającymi w regionie CEE i krajach bałtyckich – głównie w Polsce i na Łotwie. Reprezentują one szeroką gamę sektorów – od mody, przez gastronomię, po DIY. Zdecydowanym liderem litewskiej ekspansji jest jednak sektor spożywczy, na czele z Grupą Maxima, która pod marką Stokrotka tylko w Polsce posiada prawie 1 000 sklepów.

Najmniej aktywnych marek poza granicami kraju posiada Słowacja. Tamtejsze firmy były dotychczas stosunkowo ostrożne w rozszerzaniu swoich sieci detalicznych na rynki międzynarodowe. Tymczasem marki z innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej poczyniły na słowackim rynku znaczące postępy. Czesi, traktując często Słowację jako pierwszy etap swojej ekspansji międzynarodowej, mogą pochwalić się tam ponad 1 700 sklepami, głównie w sektorze opieki zdrowotnej i farmaceutycznym. Tuż za nimi plasują się marki z Polski, z ponad 350 sklepami na terenie Słowacji, głównie w segmencie mody.

Autorzy raportu przeprowadzili analizę wybranych największych marek pochodzących z regionu CEE-6 oraz krajów bałtyckich, które dokonały ekspansji. Są to marki, które powstały w jednym z tych krajów i tam rozpoczęły swoją ekspansję. Do badań Colliers włączono tylko sklepy monobrandowe, działające pod daną marką.

Artykuł wspierany przez firmę CERAMIT, polskiego producenta materiałów ceramicznych oraz trudnościeralnych części maszyn dla branż: energetycznej, spożywczej, kosmetycznej, farmaceutycznej, recyklingowej, motoryzacyjnej, hutniczej czy maszynowej.

Inwestorzy zaczęli gromadzić zapasy na zimę – rynek obligacji korporacyjnych w październiku

Październik okazał się być jednym z najlepszych miesięcy tego roku na rynku obligacji korporacyjnych. W trzech emisjach na kwotę 195 mln zł inwestorzy złożyli zapisy na blisko 676 mln zł.

Październik tym samym został trzecim najlepszym miesiącem w tym roku pod względem pozyskanych przez spółki środków (po 360 mln w lutym i 235 mln w styczniu), a także drugim najlepszym pod kątem wielkości zapisów złożonych przez inwestorów (912 mln w lutym i 664 w styczniu).

Emisje paździer-nikowe Wartość emisji (mln zł) Oprocen-towanie (proc.) Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln zł) Redukcja (proc.) Liczba inwestorów
Olivia Fin 60 4,40 4 październik 128 53,00 1075
KRUK 75 3,00 5 październik 434 82,73 1610
BEST 60 3,80 5 październik 114 47,40 1244
SUMA 195 676 Średnia 61,04 3929

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.

W tym – jakby nie patrzeć – „topowym” miesiącu, udział w publicznych emisjach obligacji korporacyjnych wzięło 3929 inwestorów, a średni poziom redukcji wyniósł ponad 60 proc. Spośród trzech emitentów mamy dwóch windykatorów, czyli stale obecnego, tym razem z nowym prospektem KRUKA oraz także notowanego na giełdzie BESTA. Biorąc pod uwagę strukturę rynku obligacji, nie mogło wśród emisji zabraknąć dewelopera – jednak tym razem komercyjnego Olivia Fin. Każda z tych trzech emisji przyciągnęła ponad 100 mln zł popytu ze strony inwestorów, a bank rozbił KRUK, zbierając od inwestorów najwięcej zapisów w historii publicznych emisji obligacji korporacyjnych – 434 mln.

Oznak zimowego snu inwestorów – brak

W listopadzie już mamy trzy kolejne emisje publiczne: zakończoną już emisję PragmaGo na 5 mln euro (z redukcją 30 proc.), trwającą do 1 listopada emisja spółki Cavatina Holding na kwotę 25 mln z możliwością zwiększenia do 50 mln zł, oraz emisję „dogrywkową” KRUKA na 100 mln zł, z możliwością zwiększenia do 125 mln. W obliczu ostatniego olbrzymiego popytu nie powinno to dziwić, a i sam KRUK postanowił o rok wydłużyć czas życia obligacji względem emisji październikowej.

Październik w funduszach

Ze strony rynku funduszy obligacji korporacyjnych – w październiku napłynęło do nich „jedynie” 285 mln zł. Tym samym był to trzeci najgorszy miesiąc w tym roku pod kątem napływów do tej grupy aktywów (od początku roku napływy wyniosły ponad 4 mld zł). Średnia stopa zwrotu na ostatni miesiąc wyniosła 0,20 proc., a średnioroczna 8,70 proc. Dodatnia stopa zwrotu i napływ netto sprawiły, że aktywa funduszy obligacji korporacyjnych wzrosły o 2,40 proc. do poziomu 14,3 mld zł.

Końcówka roku zapowiada się intensywnie. Jesteśmy już po trzech względnie dużych emisjach. W listopadzie mamy kontynuację sporej podaży ze strony emitentów, a inwestorzy, do czego przyzwyczaili nas już w tym roku, prawdopodobnie ponownie wykażą się zdecydowanie niezaspokojonym popytem na obligacje.

Autor: Szymon Gil, Doradca Inwestycyjny, Certified International Investment Analyst (CIIA), Michael / Ström Dom Maklerski

Ponad 64% Polaków planuje „polować” na okazje podczas Black Friday

64,2% Polaków zamierza zrobić jakieś zakupy w ramach najbliższego Black Friday. W ub.r. tak deklarowało 63,2% ankietowanych. Teraz 18,9% rodaków nie chce skorzystać z okazji. Podobnie było poprzednio – 18,3%. Z kolei aktualnie 16,9% konsumentów pozostaje niezdecydowanych. I jest ich nieco mniej niż rok temu – 18,5%. Do tego widać, że „czarnopiątkowe” zakupy planują głównie osoby w wieku 18-34 lat. Pod tym względem właściwie nic się nie zmieniło w ciągu roku. Na wyprzedaże najczęściej wybierają się klienci, którzy zarabiają 7000-8999 zł lub 5000-6999 zł miesięcznie na rękę. Rok temu dominowali Polacy uzyskujący ponad 9000 zł lub 7000-8999 zł netto.

Jak wynika z badania UCE RESEARCH i Grupy Offerista, w tym roku 64,2% Polaków zamierza skorzystać z okazji zakupowych w ramach Black Friday. W zeszłym roku tak deklarowało 63,2% rodaków. – Duża część Polaków planuje coś kupić przy okazji Black Friday i to jest dobra wiadomość dla branży retailowej. Natomiast rdr. wzrost tego odsetka jest praktycznie niewidoczny. Niektóre analizy rynkowe podają, że znacznie więcej osób skorzysta z dorocznych promocji. Jednak w mojej ocenie, sześćdziesiąt kilka proc. to bardzo realny wynik, biorąc pod uwagę zachowania Polaków oraz to, do czego przyzwyczaił nas przez lata rodzimy handel – mówi Robert Biegaj, ekspert branży retailowej i współautor badania z Grupy Offerista.

Na rynku od dawna panuje opinia, że Polacy uwielbiają promocje. – To oczywiście prawda, ale w różnych segmentach zupełnie inaczej to wygląda. Według niedawno publikowanych badań, ok. 90% konsumentów kupuje żywność w promocjach. Jednak zakupy z okazji Black Friday to nie to samo.  One obejmują głównie odzież, obuwie, perfumy i elektronikę, a to nie są już produkty pierwszej potrzeby. Z reguły są też bardziej przemyślane i mniej impulsywne niż codzienne kupowanie. Warto też zauważyć, że wielu konsumentów czeka na te przeceny nawet przez cały rok – dodaje Robert Biegaj.

Do tego z badania wynika, że 18,9% konsumentów nie zamierza skorzystać w tym roku z ofert w Czarny Piątek. W ub.r. tak twierdziło 18,3% ankietowanych. – Są konsumenci, na których Black Friday nie robi wrażenia. Mogą to być osoby, które mają na co dzień większy budżet i nie zwracają uwagi na tego typu okazje, które w Polsce raczej nie są zbyt atrakcyjne. Ponadto u nas wcale nie są to wyprzedaże całego asortymentu. Z reguły są oferowane towary słabszej jakości i końcówki kolekcji bądź pojedyncze produkty lub wybrane serie, które nie muszą być z wyższej półki. W Stanach Zjednoczonych, gdzie został stworzony Black Friday, zupełnie inaczej to wygląda – wyjaśnia ekspert z Grupy Offerista.

Natomiast 16,9% nie potrafi jeszcze się określić, czy skorzysta z ww. okazji zakupowych. W zeszłym roku 18,5% badanych było niezdecydowanych. – Ta grupa osób nie czeka na tego typu wyprzedaże. Ewentualnie robi zakupy spontanicznie i bez specjalnych emocji. Z kolei różnica rok do roku może świadczyć o tym, że cześć niezdecydowanych osób zainteresowała się Black Friday. W moim odczuciu, pokazuje to też, że Polacy robią zakupy w coraz mniej impulsywny sposób – stwierdza Robert Biegaj.

Patrząc na szczegółowe wyniki, widać, że kobiety rzadziej niż mężczyźni zamierzają wziąć udział w Black Friday (66,8% vs. 61,8%). W 2023 roku było podobnie (59,7% kobiety vs. 66,9% mężczyźni). Wiadomo też, że najaktywniejsze będą osoby w wieku 18-34 lat. Rok temu było identycznie. – Młode osoby najczęściej biorą udział w akcjach, które są stricte pod nie tworzone i mocno kreowane w Internecie, a Black Friday idealnie wpisuje się w ten model. Trzeba też pamiętać o tym, że sieci handlowe w dużej części promują w ramach tego święta zakupów produkty, których nabywcami są właśnie młodzi i aktywni konsumenci – zwraca uwagę ekspert.

Najczęściej z ww. okazji planują skorzystać konsumenci z miast liczących 200-499 tys. ludności lub ze wsi i z miejscowości mających do 5 tys. mieszkańców. Poprzednio dotyczyło to Polaków z tak samo dużych miast oraz z miejscowości zamieszkałych przez 5-19 tys. osób. Zakupy w ramach Black Friday przeważnie zamierzają robić rodacy, którzy miesięcznie zarabiają na rękę 7000-8999 zł lub 5000-6999 zł, a także mają wykształcenie wyższe bądź średnie. Rok temu deklarowali tak głównie konsumenci z dochodami przekraczającymi 9000 zł lub w przedziale 7000-8999 zł. W zakresie poziomu wykształcenia było identycznie.

– Analizując wielkość miejscowości, widać dwa różne bieguny, ale tak właśnie wygląda handel w Polsce. Konsumenci z małych i ze średnich miasteczek też chcą być trendy i również poszukają dobrych okazji, szczególnie wśród markowych rzeczy, żeby wybić się w swoim środowisku. Z kolei patrząc na zarobki, można zauważyć, że siła nabywcza stoi po stronie tych osób, które zarabiają w okolicach średniej krajowej lub nieco powyżej tego pułapu – podsumowuje Robert Biegaj.

***
Opis metody badawczej

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 06-07.11.2024 metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Grupę Offerista na próbie 1007 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Overpackaging a koszty materiałów opakowaniowych. Sprawdź, jak możesz zoptymalizować proces pakowania w Twojej firmie

Klienci coraz częściej oczekują przesyłki taniej, ekologicznej i estetycznej. W praktyce próba sprostania tym oczekiwaniom nie jest łatwa, gdy weźmie się pod uwagę koszt procesu pakowania i materiałów opakowaniowych oraz samego systemu pakowania, który często uniemożliwia wprowadzenie pakowania „szytego na miarę” dla każdego sprzedawanego produktu. Nierzadko skutkuje to jednym z dwóch zjawisk – overpackagingiem lub underpackagingiem (choć to drugie popularniejsze jest raczej w wysyłce między osobami prywatnymi niż firmą a firmą czy firmą a osobą prywatną). Dziś pochylimy się nad zjawiskiem overpackagingu. Czym jest i jak sprawić, by nie zagościło ono w Twojej firmie?

Overpackaging – nadmierne pakowanie

Overpackaging można opisać jako nadmiarowe pakowanie produktów do wysyłki. Jego przyczyn może być kilka – chęć zapewnienia dodatkowej ochrony produktu, przyciągnięcia uwagi klienta bądź system pakowania, który wymusza uśrednienie opakowań do szerokiego asortymentu, co często wiąże się z dużą ilością pustej przestrzeni w paczkach i konicznością jej wypełnienia.

Przykłady overpackagingu w codziennym życiu można mnożyć. Kilka najbardziej obrazowych to:

  • pakowanie osobno każdego produktu, gdy są one sprzedawane w opakowaniach zbiorczych (popularne w branży spożywczej),
  • pakowanie wielowarstwowe (przez długi czas występował w branży meblarskiej),
  • efekt Matrioszki w paczkach kurierskich wynikający z wysyłania produktów w zbyt dużych kartonach,
  • „pakowanie marketingowe” produktów z kategorii fashion czy beauty w firmach, które budują brand poprzez unikalne doświadczenie w trakcie unboxingu (kolorowe bibułki, wełna drzewna, ulotki, pachnące dodatki, naklejki etc.).

Co do zasady, overpackaging ma miejsce wtedy, gdy kolejny i kolejny materiał opakowaniowy przestaje spełniać swoją funkcję ochronną, a zaczyna być zbędnym kosztem i odpadem.

Tutaj jednak pojawia się dyskusja nad poszczególnymi przypadkami.pakowanie

  1. Overpackaging jako narzędzie marketingowe

Gdy firma chce zapewniać klientom wyjątkowe doświadczenia w trakcie unboxingu, może celowo dodawać do paczek kolejne i kolejne dodatki i wypełniacze, aby wzmocnić napięcie klienta w trakcie odpakowywania paczki i/lub wzmocnić brand (przez kolorystykę opakowania, kształty).

Z punktu widzenia czysto biznesowego powinna to być kalkulacja – czy taki sposób pakowania sprawia, że klienci częściej wybierają Twoją markę, chwalą sobie doświadczenie kontaktu z nią i czy generuje to większe zyski? Czasem bowiem ten sposób pakowania pozwala firmie sprzedać produkt drożej. A może jednak zmniejszenie warstw materiałów opakowaniowych i co za tym idzie kosztów pakowania, nie odbije się negatywnie na liczbie zamówień i zmiana nie zostanie zauważona lub wręcz zostanie doceniona (mniej śmieci po stronie konsumenta, szybsze odpakowanie, bardziej eko)?

Patrząc na temat w kontekście środowiskowym, każdy nadmiernie stosowany materiał opakowaniowy będzie dodatkowym kosztem dla naszej planety. W wysyłce B2B nadmierne pakowanie sprawia również, że odbiorca ponosi wyższe koszty utylizacji odpadów.

  1. Overpackaging jako efekt braku optymalizacji w procesie pakowania

Nadmierne stosowanie materiałów opakowaniowych to nie zawsze zamierzony efekt. Często firmy chcą po prostu dobrze zabezpieczyć towar – szczególnie w przypadku sprzedaży produktów delikatnych, kruchych czy ciężkich.

Może okazać się jednak, że każda warstwa faktycznie – ma swoją rolę, ale brak standardów, procesów czy odpowiednio dobranych materiałów opakowaniowych sprawia, że pracownicy magazynowi pobierają go zbyt wiele np.

  • odcinają tyle folii bąbelkowej z rolki ile im się wydaje stosowne,
  • dopasowują kartony „na oko” – bez dokładnej weryfikacji, który z nich będzie najbardziej optymalny dla danego zamówienia,
  • nie dopasowują materiałów do typu pakowanego produktu np. dodają mnóstwo skropaku czy wełny drzewnej tam, gdzie wystarczyłoby owinięcie produktu folią bąbelkową, która nierzadko jest najbardziej ekonomicznym materiałem opakowaniowym,
  • nadmiernie zabezpieczają produkt, który tego nie wymaga (przerysowany, ale dobrze tłumaczący zjawisko przykład to wypełnianie pudełka z pluszakiem skropakiem lub wełną drzewną – co jest zupełnie niepotrzebne, bo produkt nie zniszczy się bez użycia wypełniacza).
  1. Overpackaging jako wynik uśrednienia w systemie pakowania

Coraz częstszy przypadek obserwowany szczególnie w dużych e-commerce’ach, które sprzedają bardzo różnorodny towar (pod względem wymiarów, typu materiałów, z których są wykonane, wagi etc.), to zbyt duże kartony względem wysyłanych produktów.

Zapewne nie raz widziałeś burzliwe dyskusje w social mediach pod zdjęciami np. jednego kremu do twarzy wysłanego w zbyt dużym kartonie. Klienci oburzają się, że to nieekologiczne oraz generujące dodatkowe odpady w ich domach. Trudno się im dziwić – z perspektywy konsumenta to prawda. Szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę, że 47% konsumentów deklaruje niezadowolenie, gdy dostają nadmiernie zapakowane produkty – zwłaszcza, gdy w procesie zakupu postawili na ekologiczne wartości (Nielsen, 2021).

Mało jednak kto jest świadomy tego, że firmy, które nie mają w magazynach systemów do dopasowywania pudełek do produktów, muszę wybierać kartony spośród kilku-kilkunastu rozmiarów dostępnych w magazynie. Wszak posiadanie kartonów na każdą ewentualność jest wręcz niemożliwe (klienci mogą kupować produkty w dowolnych konfiguracjach), a samo składowanie zapasów materiałów opakowaniowych kosztuje. Nie mówiąc już o czasie kupca monitorującego zapasy czy wyszkoleniu pracowników magazynu do sięgania po właściwe rozmiary kartonów.

Efektem jest uśrednienie wykorzystywanych materiałów do najczęstszych konfiguracji SKU w koszyku zakupowym. Skrajne odbiegające od standardu zamówienia są pakowane często w za duże opakowania i jest to przyjmowane przez przedsiębiorcę jako ryzyko takiego, a nie innego systemu pakowania.

  1. Overpackaging jako efekt wymogów firm kurierskich

Kolejną ważną przyczyną overpackagingu są wymogi firm transportowych. Wiele biznesów mogłoby pakować produkty w sposób ekonomiczny np. bez użycia kartonów, które następnie nierzadko trzeba wypełnić, jednak nieraz jest to po prostu niemożliwe. Staje się to dodatkowo kłopotliwe, gdy produkt jest niestandardowych wymiarów i trudno jest dobrać do niego odpowiedni karton.

Koszty overpackagingu dla przedsiębiorcy

Wzrost cen surowców sprawia, że dodatkowe opakowanie to realny koszt dla firmy. I pół biedy, gdy jest to decyzja świadoma, gdzie nadmierne opakowanie jest wkalkulowane w koszty prowadzenia biznesu (pakowanie marketingowe). Choć warto wciąż z tyłu głowy mieć wartości takie jak ochrona środowiska, która jest coraz ważniejsza dla konsumentów. Jeśli jednak pieniądze uciekają z Twojego biznesu z uwagi na nieefektywny proces, warto się temu przyjrzeć z doświadczonym doradcą z firmy produkującej materiały opakowaniowe jak np. Mac-Graf. Takie firmy doradzają i sprzedają opakowania do wielu różnych branż, co oznacza doświadczenie i wiedzę na temat różnorodnych systemów pakowania. Mogą oni zwrócić uwagę na to:

  • jaką formę mogą mieć materiały, aby pakowanie przebiegało szybciej,
  • jak w praktyce ustandaryzować ilość pobieranego materiału,
  • jakie materiały można zamienić na inne, aby było to ekonomicznie korzystne dla przedsiębiorcy,
  • w jaki sposób zmniejszyć liczbę warstw opakowań, aby zachować bezpieczeństwo produktu w transporcie bez zbędnych kosztów.

Przeanalizowanie systemu pakowania krok po krokuPrzeanalizowanie systemu pakowania krok po kroku, identyfikacja quick-winów i potencjałów na większe zmiany, może sprawić, że znacząco zmniejszysz koszt procesu pakowania bez wielkich wysiłków i rewolucji w Twoim magazynie. To możliwe!

Jak zredukować ilość wykorzystywanych materiałów opakowaniowych?

Każdy proces pakowania jest nieco inny. Różnią się one między branżami, ale i firmami z tych samych obszarów – wiele zależy od organizacji pracy w magazynie, wykorzystywanych maszyn, wielkości zespołu, specyfiki sprzedawanych produktów. Pewne sposoby na zmniejszenie ilości stosowanych materiałów, a co za tym idzie obniżenie kosztów pakowania są jednak dość proste do wdrożenia. Zmianę najlepiej przeprowadzić z doświadczonym dostawcą materiałów jak Mac-Graf. Poniżej znajdziesz kilka elementów, którym warto się przyjrzeć w Twojej firmie.

  • Zweryfikuj, ile warstw materiałów stosowanych jest w Twoim systemie pakowania.

W branży meblarskiej dość popularny przez długi czas był system czterowarstwowy: folia przeciwpyłowa + narożniki z tektury + tektura falista + gruba folia LDPE, który z powodzeniem można było zamienić na system trzywarstwowy: laminat + narożniki z tektury + gruba folia LDPE.

W branży zoologicznej z kolei produkty ciężkie (żwirki, wielopaki karmy) wysyłane w kartonach są już nierzadko pakowane nie w grubsze kartony, które są dość drogie, ale w kartony standardowe, ale wzmacniane taśmami spinającymi.

W wielu firmach jest spory potencjał do tego, aby bez uszczerbku na jakości pakowania dwa materiały zamienić na jeden, cztery na trzy etc. W praktyce oznacza to szybsze pakowania i zużycie mniejszej ilość materiałów opakowaniowych.

  • Przenalizuj, czy zmiana formatu materiału opakowaniowego nie sprawi, że łatwiej będzie Ci ustandaryzować ilość pobieranego materiału per paczka np. magazynier może pakować produkt do woreczka z folii pęcherzykowej zamiast owijać go folią bąbelkową z rolki. W ten sposób eliminujesz dowolność liczby owinięć na rzecz szybszego i bardziej ekonomicznego pakowania.Zweryfikuj, w jaki sposób zaklejane są kartony
  • Zweryfikuj, w jaki sposób zaklejane są kartony. Możliwe, że do większości paczek wystarczy taśma węższa i/lub naklejenie jej punktowo, a nie owijanie nią całego kartonu. W ten sposób pracownicy zużyją mniej taśmy, co w przypadku dużego wolumenu paczek przynosi realną oszczędność i eliminuje nadmiar materiałów.
  • Gdy wypełniasz puste przestrzenie folią bąbelkową, postaw na folię z dużymi bąblami FILL&WRAP. W ten sposób zużyjesz mniej folii, gdyż większe bąble efektywniej wypełnią pustą przestrzeń. Możesz w nią także z powodzeniem owijać przedmioty, co sprawi, że będziesz korzystać z materiału jednorodnego pod względem recyklingu.

Jak widzisz, sposobów na zniwelowanie zjawiska overpackagingu w Twojej firmie jest wiele. Wymaga to jednak pochylenia się nad procesem, weryfikacji tego, jak rzeczywiście (a nie deklaratywnie) przebiega pakowanie w Twoim magazynie. W czasach, w których wiele firm szuka oszczędności, zmniejszenie ilości materiałów opakowaniowych może okazać się quick-winem poprawiającym efektywność biznesu. W ten sposób możesz zyskać sposób, na obniżenie cen produktów i przyciągnięcie kolejnych klientów bez schodzenia z marży.

Jeśli obawiasz się, że zmiana sposobu pakowania sprawi, że Klienci będą niezadowoleni (np. zmniejszenie pakowania marketingowego), to wyjaśnij w komunikacji z Twoimi odbiorcami, że:

  • w ten sposób będą mieli mniej odpadów do segregacji,
  • wybierając Twoją markę, przyczynią się do ochrony środowiska,
  • paczki będą docierać do nich szybciej, dzięki uproszczonemu, a co za tym idzie – szybszemu pakowaniu w Twoim magazynie.

Finalnie bowiem overpackaging nie jest dobry ani dla biznesu, ani dla klienta, ani dla środowiska, a optymalne pakowanie jest przejawem odpowiedzialności i zdrowego rozsądku.

 

EY: 86% kontrolerów finansowych oczekuje znaczących zmian w swojej roli do 2029 roku

Aż 86% respondentów w badaniu EY – DNA Kontrolera Finansowego – przewiduje, że ich rola ulegnie znaczącej zmianie na przestrzeni następnych 5 lat. Kluczową rolę – zdaniem 40% ankietowanych – będzie odgrywało tworzenie dla ich firm wartości dodanej. Ważną rolę w tym procesie odegra technologia, z którą kontrolerzy finansowi są bardzo dobrze zaznajomieni – już 64% używa sztucznej inteligencji w swoich codziennych obowiązkach. Niemniej jedynie 10% posiada członków zespołu posiadających odpowiednie kompetencje, a 20% otrzymało dodatkowy budżet.

Wyniki badania EY – DNA Kontrolera Finansowego – jasno wskazują, że przedstawiciele tego zawodu mają głębokie przeświadczenie o nadchodzących zmianach. Aż 86% respondentów uważa, że na przestrzeni 5 najbliższych lat będą one miały znaczący charakter. Chociaż zdaniem części przedstawicieli branży (26%) zestaw niezbędnych umiejętności będzie znacząco inny od obecnego to w opinii 40% kontrolerów finansowych kluczową rolę odegra umiejętność tworzenia wartości dodanej dla ich organizacji. Przede wszystkim jest ona definiowana przez tworzenie perspektyw na wzrost firmy (73%), zarządzanie ryzykami biznesowymi (50%) oraz kształtowaniu strategii przedsiębiorstwa (35%).

– Kontroler finansowy przyszłości stanie się kluczowym partnerem dla CFO w całym procesie transformacji organizacji. Wymagać to jednak będzie łączenia umiejętności analitycznych z kompetencjami „miękkimi” w zakresie komunikacji, innowacyjności oraz zarządzania zespołami. Na znaczeniu będzie zyskiwać wielozadaniowość oraz wskazywanie rozwiązań niosących korzyść dla całej firmy. W tym procesie kontrolerzy finansowi będą dysponować najcenniejszym atutem – danymi. To one będą kluczowe dla zarządów w procesie podejmowania strategicznych decyzji – mówi Karolina Gizicka, Partnerka w Dziale Doradztwa Podatkowego, EY Polska.

Technologia już teraz nie stanowi tajemnicy dla większości kontrolerów finansowych, gdyż 67% wspiera się sztuczną inteligencją w realizacji codziennych zadań. Jeszcze większy odsetek (88%) wskazuje, że wykorzystuje wnioski wynikające z analizy danych do przygotowania strategicznych rekomendacji. Niemniej kontrolerzy finansowi do innowacji podchodzą w sposób narzędziowy. Jedynie 21% ankietowych wskazało wypracowywanie działań związanych z wykorzystywaniem technologii jako jeden z trzech głównych priorytetów w budowaniu wartości dla organizacji. Znacznie wyższy odsetek (30%) wskazało na wprowadzanie rozwiązań wynikających z analizy danych. Co jednak szczególnie ciekawe mniej niż połowa ankietowanych (43%) przewiduje, że na przestrzeni następnych 5 lat będzie często włączana w dyskusje dotyczące planowania działalności firmy wokół tematów związanych z ESG.

Chociaż bez wątpienia rozwój funkcji kontrolera finansowego będzie napędzany przez innowacje, to kluczowi pozostaną w nim ludzie. A w tym obszarze firmy mają jeszcze bardzo wiele do nadrobienia. Jedynie 10% respondentów wskazuje, że posiada zespół posiadających odpowiednie kompetencje, zwłaszcza w zakresie innowacyjności. Co więcej jedynie 20% badanych otrzymało dodatkowy budżet na sfinansowanie niezbędnych zmian. Jednakże, wyniki badania EY wskazują że sami kontrolerzy powinni położyć większy nacisk na budowanie i zarządzanie swoimi zespołami. Aktualnie jedynie 34% poświęca często czas na ten obszar.

– Praca kontrolerów finansowych zawsze opierała się na danych. Automatyzacja sprawi, że proces analityczny będzie znacznie szybszy, a jednocześnie precyzyjniejszy poprzez odejście od prób na rzecz analizy całej populacji. Technologiczna biegłość uwolni zaś przestrzeń czasową na realizację innych zadań. Jednym z nich powinno zarządzanie zespołami. Sztuczna inteligencja nie zastąpi bowiem człowieka, ale niewątpliwie będzie stanowiła narzędzie usprawniające jego pracę – dodaje Aleksandra Sewerynek, Partnerka w Dziale Doradztwa Podatkowego, EY Polska.

Różne role i różne priorytety

Wyniki badania EY wskazują, że 18% dyrektorów finansowych wcześniej zajmowało stanowisko kontrolera finansowego. Równocześnie ponad połowa (51%) przedstawicieli działów controllingu ma w planach rozwój zawodowy do roli CFO.

Tego rodzaju osoby znacznie wyżej cenią umiejętności związane z raportowaniem finansowym. Różnica, w porównaniu z pracownikami planującymi kontynuację swojej ścieżki kariery jako kontrolerzy finansowi, wynosi aż 18% punktów procentowych (86% vs. 68%). Warto zwrócić uwagę, że osoby nie pragnące zmiany roli z kontrolera finansowego na CFO znacznie wyżej cenią aspekty związane z komunikacją (różnica 30 pkt. proc.), innowacyjnością (22 pkt. proc.) oraz technologią (13 pkt. proc.). Wskazuje to jednoznacznie na konieczność rozwijania przez kontrolerów finansowych bardzo różnorodnych umiejętności, również miękkich.

O badaniu
Badanie EY – DNA Kontrolera Finansowego – zostało przeprowadzone w okresie maj – czerwiec 2024 r. na grupie 1000 kontrolerów finansowych. Pochodzili oni z 28 krajów (53% z obszaru obu Ameryk, 31% z regionu EMEIA, a 16% – Azji i Pacyfiku), reprezentując 19 sektorów gospodarki. Warunkiem uczestnictwa w badaniu była praca w organizacji, której roczne dochody przekraczają 1 miliard dolarów.

Europejscy inwestorzy planują rekordowe inwestycje w sektor mieszkaniowy

Europejscy inwestorzy planują znacząco zwiększyć swoje zaangażowanie w sektor mieszkaniowy – wynika z nowego raportu opublikowanego przez globalną firmę doradczą Knight Frank.

Doroczne badanie European Living Sector Investor Survey, przeprowadzane przez Knight Frank, wykazało, że w ciągu najbliższych pięciu lat ok. 64 miliardy euro nowego kapitału zostanie przeznaczone na inwestycje w sektorach mieszkaniowym, m.in. BTR (mieszkań na wynajem), PBSA (prywatnych akademików) oraz mieszkań dla seniorów.

Badanie, które obejmuje 55 wiodących inwestorów zarządzających łącznie aktywami mieszkaniowymi o wartości ponad 98 miliardów euro wykazało, że wszyscy respondenci planują zwiększyć swoje zaangażowanie w sektor mieszkaniowy, przy czym 41% z nich zamierza zwiększyć alokacje od 40% do 100% obecnych poziomów.

W tegorocznym raporcie za główny obszar wzrostu uznano segment mieszkań jednorodzinnych, w który do 2029 roku planuje inwestować 54% inwestorów – w porównaniu do obecnych 31%. Z kolei prywatne akademiki zostały uznane za najbardziej atrakcyjny cel inwestycyjny na najbliższe pięć lat, a na kolejnym miejscu znalazło się budownictwo wielorodzinne.

Kwestie związane z ochroną środowiska, społeczną odpowiedzialnością i ładem korporacyjnym (ESG) nadal mają kluczowy wpływ na decyzje inwestycyjne. Aż 69% respondentów uznało inwestorów za „ważnych” lub „bardzo ważnych” w kształtowaniu podejścia do ESG – wyżej niż zmiany regulacyjne (65%) oraz wymagania najemców (52%).

„Sektory mieszkaniowe nadal jest atrakcyjny dla inwestorów instytucjonalnych z dużym kapitałem, czekającym na zaangażowanie. W miarę jak Europejski Bank Centralny kontynuuje obniżki stóp procentowych, spodziewamy się znacznego wzrostu aktywności w nadchodzących miesiącach. Mimo że wyzwania związane z regulacjami i dostępnością mieszkań pozostają, silne fundamenty rynku najmu nadal przyciągają inwestycje,” – komentuje Stuart Osborn, Head of European Living Sectors Transactions w Knight Frank.

„Polska ma duże możliwości rozwoju sektora mieszkaniowego. W akademikach mieszka około 10% populacji studentów, a udział osób powyżej 65 roku życia w populacji wynosi obecnie 20%, co oznacza, że potencjał inwestycji w prywatne akademiki (PBSA) oraz domy opieki jest znaczny,”wyjaśnia Krzysztof Cipiur, Managing Partner, Head of Capital Markets w Knight Frank. Dodaje również, że „w sektorze BTR inwestorzy wybierają grunty o przeznaczeniu usługowym ze względu na wysokie koszty i niedobór gruntów o przeznaczeniu mieszkaniowym”.

„Istnieje rzeczywiste zapotrzebowanie na zwiększenie i ożywienie konkurencyjności europejskiej gospodarki, a sektory living odegrają znaczącą rolę w zmianie sytuacji na całym kontynencie. Londyn, Madryt i Berlin to najlepsze lokalizacje dla inwestorów, ale na liście życzeń pozostają również Dublin, Mediolan, Amsterdam i Barcelona,” – dodaje Katie O’Neill, Associate w dziale Global Living Sectors research w Knight Frank.

Ankietowani podkreślili kilka kluczowych wyzwań dla sektora. Potencjalne nowe regulacje zostały zidentyfikowane jako największe krótkoterminowe wyzwanie operacyjne przez 62% respondentów, a tuż za nimi znalazły się obawy dotyczące przystępności cenowej. Kwestie te pojawiają się w obliczu gwałtownych podwyżek czynszów w wielu europejskich miastach i rosnącej presji na ich kontrolę.

Badanie Knight Frank wskazuje na wyraźną poprawę nastrojów na rynku wierzytelności, przy czym 60% respondentów spodziewa się, że ich zapotrzebowanie na zadłużenie wzrośnie w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Stanowi to znaczny skok w porównaniu z zeszłorocznym badaniem, kiedy takie zapotrzebowanie zgłosiło 20% respondentów.

Automatyzacja procesów podatkowych – priorytety, wyzwania i korzyści dla CFO

Choć wielu dyrektorów finansowych (CFO) rozważa wdrożenie rozwiązań automatyzujących funkcje podatkowe, dla części firm proces ten pozostaje sporym wyzwaniem. Większość firm (67%) nie rozpoczęła jeszcze procesu automatyzacji funkcji podatkowej, podczas gdy 17% jest w trakcie wdrażania odpowiednich rozwiązań, a kolejne 17% zakończyło ich implementację. Wśród głównych celów wskazywanych przez CFO są oszczędność kosztów, optymalizacja operacyjna oraz zwiększenie zgodności z przepisami podatkowymi – wynika z raportu KPMG opracowanego we współpracy z ACCA pt. „Nowoczesny CFO w transformującej się firmie”. Priorytetowe obszary to automatyzacja przygotowania deklaracji podatkowych oraz weryfikacja kontrahentów pod kątem VAT.

Automatyzacja procesów podatkowych w przedsiębiorstwach jest coraz częściej wskazywana przez dyrektorów finansowych jako priorytet, który może przynieść firmom realne korzyści. Jak wynika z raportu, korzyści płynące z automatyzacji są istotne, a wśród nich dominują: redukcja kosztów, oszczędność czasu oraz podniesienie bezpieczeństwa danych. Coraz bardziej skomplikowane przepisy podatkowe i wzrost wymagań regulacyjnych powodują, że wiele organizacji decyduje się na wykorzystanie nowoczesnych technologii wspierających procesy finansowe i podatkowe. W raporcie KPMG i ACCA 41% ankietowanych dyrektorów finansowych wskazało na możliwość ograniczenia outsourcingu jako kluczową motywację do wdrażania automatyzacji, a kolejne 38% na rozwój nowych technologii oraz transformację cyfrową biznesu, które pozytywnie wpłynęły na pozostałe obszary działalności firm.

Automatyzacja procesów podatkowych może znacząco zwiększyć dokładność i szybkość działań. Jednak firmy, które korzystają jedynie z pojedynczych narzędzi automatyzacyjnych, mogą napotkać wyzwania związane z integracją systemów. Dlatego kluczowe jest opracowanie kompleksowej strategii automatyzacji, co nie tylko zmniejsza podatność na błędy i optymalizuje koszty w dłuższej perspektywie, ale również ogranicza zależność od zewnętrznych dostawców usług. Dzięki automatyzacji pracownicy mogą skoncentrować się na zadaniach o bardziej strategicznym charakterze. Wdrożenie tych rozwiązań wymaga jednak odpowiednich inwestycji i szkoleń, co stanowi pewne wyzwanie – mówi Małgorzata Gleń, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Szef Zespołu ds. Fuzji i Przejęć w KPMG w Polsce

Dla CFO priorytetowe obszary to automatyzacja przygotowania deklaracji podatkowych (45% respondentów) oraz weryfikacja kontrahentów pod kątem VAT (40%). Ponadto 33% CFO uznało automatyzację procesu dochowania należytej staranności podatkowej z perspektywy podatku u źródła za kluczową, co potwierdza wzrastające znaczenie tego procesu dla zgodności z przepisami.

Największe wyzwania w automatyzacji stanowią, według respondentów, integracja nowych narzędzi z istniejącymi systemami (39%) oraz częste zmiany legislacyjne (37%). Mimo to z badania KPMG i ACCA wynika, że firmy dostrzegają potencjał automatyzacji szczególnie w obszarze cen transferowych, który ze względu na swoją powtarzalność i formalność idealnie nadaje się do usprawnienia dzięki technologii. Choć niemal połowa firm nie planuje wdrożenia automatyzacji w tym zakresie, 18% zadeklarowało rozpoczęcie takich działań w najbliższym roku.

W automatyzacji procesów podatkowych główne bariery obejmują nie tylko wysokie koszty początkowe, lecz także wyzwania techniczne i zmienność przepisów. Pomimo to dyrektorzy finansowi jasno identyfikują kluczowe obszary, w których automatyzacja może przynieść najwięcej korzyści – rozumieją, że czasochłonne czynności o wysokim ryzyku błędów to idealny teren do optymalizacji. Skuteczna transformacja cyfrowa wymaga jednak zaangażowania zespołów podatkowych na każdym etapie – od wyboru narzędzi, przez ich testowanie, aż po wdrożenie. Takie zaangażowanie sprzyja nie tylko oswojeniu nowych rozwiązań, ich lepszemu zrozumieniu i dostosowaniu do potrzeb pracowników, ale również buduje kulturę innowacji w firmie przyznaje Jakub Roszkiewicz, Partner Associate w Dziale Doradztwa Podatkowego, Zespół ds. Cen Transferowych, KPMG w Polsce.

Raport wskazuje, że przedsiębiorstwa, które dopiero rozpoczynają proces automatyzacji podatkowej, często decydują się na kompleksowe podejście, obejmujące również zarządzanie dokumentacją i procesami wewnątrz grup kapitałowych. Firmy te dostrzegają, że długofalowo podejście holistyczne przynosi największe korzyści operacyjne i kosztowe.

O RAPORCIE:

Badanie ankietowe zostało przeprowadzone przez KPMG w Polsce w sierpniu 2024 roku metodą wywiadu telefonicznego CATI. Wzięło w nim udział 150 respondentów pełniących funkcję strategiczną w procesach finansowych w swojej firmie, którzy reprezentowali przedsiębiorstwa prowadzące działalność w branżach: budownictwo i nieruchomości, energetyka, wydobywanie i usługi komunalne, farmacja, chemia i urządzenia medyczne, finanse, motoryzacja, rynek dóbr konsumpcyjnych, technologie informacyjne, media i komunikacja, transport, spedycja i logistyka. Jedna czwarta badanych firm to podmioty duże, zatrudniające powyżej 250 osób, kolejnych 23% stanowiły podmioty średnie z liczbą pracowników oscylującą w przedziale od 50 do 249 osób. Nieco ponad połowę respondentów stanowili CFO firm zatrudniających od 10 do 49 pracowników. Zadeklarowana w badaniu wysokość rocznych przychodów wynosi do 50 mln zł dla 57% badanych podmiotów, a w przedziale 50-100 mln zł roczne przychody odnotowuje kolejnych 29% firm.

Wojna w Ukrainie a rynek ropy – geopolityczne napięcia i ich wpływ na ceny surowców

Trwający konflikt między Ukrainą, a Rosją nieustannie wpływa na globalną sytuację polityczną i rynki surowcowe – w tym rynek ropy naftowej. Zmieniająca się dynamika w regionie oraz zaangażowanie międzynarodowych graczy kształtują nie tylko przyszłość konfliktu, ale i perspektywy gospodarcze.

Konflikt osiągnął kluczowy moment. Presja sojuszników Ukrainy na prezydenta Wołodymyra Zeleńskiego, aby rozważył ustępstwa – rośnie. Francja i Niemcy apelują o negocjacje, jednak Władimir Putin stawia twarde warunki, domagając się uznania rosyjskich interesów bezpieczeństwa i zdobyczy terytorialnych. Sytuację dodatkowo komplikuje wsparcie Korei Północnej dla Rosji oraz plany zawieszenia broni proponowane przez Turcję, które budzą kontrowersje w Kijowie.

Mimo to, dostawy nowoczesnej broni dla Ukrainy, takie jak amerykańskie pociski ATACMS, wzmacniają pozycję obronną Kijowa, choć jednocześnie zwiększają ryzyko eskalacji konfliktu. Na tym tle zmienia się postawa Zachodu – niektórzy sojusznicy coraz częściej dostrzegają, że pełne zwycięstwo militarne Ukrainy może być trudne do osiągnięcia.

Poniedziałkowa sesja rozpoczęła się otwarciem kontraktów na ropę naftowa WTI w okolicach 66.77 USD. Następnie przez kilka godzin “czarne złoto” cieszyło się wzrostami do poziomów 67.30 USD. Do wzrostu cen przyczyniły się m.in. intensyfikacja działań wojennych oraz uszkodzenia ukraińskiej infrastruktury energetycznej podczas największego od miesięcy rosyjskiego ataku lotniczego. Z kolei decyzja administracji Joe Bidena o pozwoleniu Ukrainie na używanie amerykańskiej broni przeciwko celom w Rosji wywołuje obawy o możliwość zakłóceń w rosyjskim eksporcie ropy, co mogłoby dodatkowo wpłynąć na rynki. Jednak te wzrosty nie wydają się trwałe. Ropa WTI po kilku godzinach ponownie zeszła poniżej 67 USD za baryłkę.

Wynika to m.in. z faktu że sam rynek ropy pozostaje pod sporą presją. Spadek popytu w Chinach – największym importerze surowca – oraz prognozy nadwyżki podaży według Międzynarodowej Agencji Energetycznej stanowią poważne wyzwania. Problemy finansowe rosyjskich rafinerii oraz spadek liczby aktywnych platform wiertniczych w USA do najniższego poziomu od lipca dodatkowo obciążają rynek.

Wojna na Ukrainie wciąż odgrywa kluczową rolę w kształtowaniu cen ropy i globalnych napięć geopolitycznych. Choć sytuacja na rynku wydaje się stabilizować, dalsze eskalacje konfliktu mogą przynieść kolejne wahania cen. W obliczu niepewności gospodarczej i geopolitycznej, kraje produkujące i konsumujące ropę muszą być gotowe na dynamiczne zmiany. Obawy związane z nadpodażą ropy i słabymi perspektywami wzrostu w Chinach negatywnie wpływają na rynek, podczas gdy napięcia geopolityczne pozostają istotnym czynnikiem niepewności.

Krzysztof Kamiński, Oanda TMS Brokers

Nawet 1700 ataków w tygodniu. Oto ranking głównych zagrożeń w polskiej sieci

  • Rośnie liczba ataków z wykorzystaniem infostealerów, czyli narzędzi kradnących dane z komputerów. Wśród nich znajdziemy m.in. rosyjskie oprogramowanie coraz częściej atakujące polskie przedsiębiorstwa
  • Najczęściej wykrywanym złośliwym oprogramowaniem na świecie był FakeUpdates (znany także jako SocGholish), wpływający na 6% organizacji na całym świecie.
  • W październiku polskie przedsiębiorstwa atakowane były średnio od 1482 do 1704 razy w tygodniu, a cyberprzestępcy najczęściej wykorzystywali multiplatformowe złośliwe oprogramowanie Androxgh0st

Rośnie liczba ataków z wykorzystaniem infostealerów, czyli narzędzi kradnących dane z komputerów. Wśród nich znajdziemy m.in. rosyjskie oprogramowanie coraz częściej atakujące polskie przedsiębiorstwa – ostrzega Check Point Software. Eksperci podkreślają również coraz bardziej zaawansowane metody ataków cybernetycznych.

Z danych zebranych przez analityków bezpieczeństwa cybernetycznego wynika, że w październiku 2024 r. najczęściej wykrywanym złośliwym oprogramowaniem był FakeUpdates (znany także jako SocGholish), wpływający na 6% organizacji na całym świecie. FakeUpdates to downloader napisany w JavaScript, który zapisuje złośliwe ładunki na dysku przed ich uruchomieniem. To oprogramowanie otwiera drzwi dla innych zagrożeń, takich jak GootLoader, Dridex czy AZORult, co czyni je niezwykle niebezpiecznym narzędziem w rękach cyberprzestępców.

Check Point Research udostępnił również informacje o atakach w Polsce. W październiku polskie przedsiębiorstwa atakowane były średnio od 1482 do 1704 razy w tygodniu, a cyberprzestępcy najczęściej wykorzystywali multiplatformowe złośliwe oprogramowanie Androxgh0st, które wykorzystuje luki w zabezpieczeniach popularnych frameworków, takich jak PHPUnit i Laravel. Malware ten kradnie poufne dane, w tym informacje uwierzytelniające do różnych usług, takich jak Twilio czy AWS. Androxgh0st jest szczególnie groźny dla firm, ponieważ infekuje serwery i komputery poprzez znane podatności. Zagrożenie wykryte zestało w niemal 5,5% polskich sieci firmowych.

Na drugiej pozycji ulokował się Lumma Stealer, infostealer pochodzący z Rosji, oferowany jako Malware-as-a-Service (MaaS). Program ten kradnie dane logowania z przeglądarek internetowych oraz portfeli kryptowalutowych. Jego innowacyjne metody rozprzestrzeniania, takie jak fałszywe strony CAPTCHA, sprawiają, że jest on skuteczny i trudny do wykrycia. 3,5% polskich sieci mierzyło się z jego złośliwym potencjałem.

Polskie podium z 3% wpływem zagrożeń zamknął CrimsonRAT, trojan zdalnego dostępu wykorzystującym język Java. Rozprzestrzenia się za pośrednictwem kampanii spamowych, które zawierają złośliwe dokumenty Microsoft Office. Po zainfekowaniu CrimsonRat może kontrolować zaatakowane komputery i wykonywać różne złośliwe działania.

Nowe trendy w atakach?

Analitycy Check Point Research zauważają, że jednym z najnowszych trendów jest wykorzystanie fałszywych stron CAPTCHA do dystrybucji rosyjskiego oprogramowania Lumma Stealer (nr 2 w Polsce, nr 4 na świecie). Ta kampania, o zasięgu globalnym, wpływa na użytkowników poprzez zainfekowane linki do pobierania gier oraz phishing skierowany na programistów GitHub. Złośliwe skrypty kopiowane są do schowka użytkowników, a następnie uruchamiane, co pozwala infostealerom na wykradanie danych uwierzytelniających i innych poufnych informacji.

Wzrost liczby zaawansowanych infostealerów podkreśla zmieniającą się cyber-rzeczywistość. Hakerzy modyfikują swoje metody i wykorzystują innowacyjne wektory ataków. Organizacje muszą wyjść poza tradycyjne metody obrony, przyjmując proaktywne i adaptacyjne środki bezpieczeństwa, które przewidują pojawiające się zagrożenia, aby skutecznie przeciwdziałać tym uporczywym wyzwaniom – mówi Maya Horowitz, wiceprezes ds. badań w Check Point Software.

W zakresie złośliwego oprogramowania na urządzenia mobilne, wzrosła liczba ataków z użyciem nowej wersji Necro. Zainfekowało ono aplikacje dostępne na Google Play, docierając do ponad 11 milionów urządzeń. Necro ukrywa swoje złośliwe ładunki przy użyciu steganografii, co umożliwia m.in. wyświetlanie ukrytych reklam oraz zapisanie użytkowników do płatnych usług bez ich wiedzy.

Chińska gospodarka z lekkim optymizmem: stymulacja przynosi efekty, ale wyzwania pozostają

Dane które dziś poznaliśmy z chińskiej gospodarki mogą napawać lekkim optymizmem. Można przypuszczać, że środki stymulacyjne wprowadzane przez rząd w Pekinie zaczynają pomału przynosić wymierne skutki. Została poprawiona realizacja wydatków budżetowych, w tym działań skierowanych na konsumpcję oraz inwestycje w infrastrukturę. Pomoc również została skierowana na rynek nieruchomości, akcji oraz do zadłużonych samorządów. Kolejne działania mają zostać sukcesywnie wdrażane, tak przynajmniej zapowiada władza. Jak na razie jednak wszystko to ma na celu minimalizowanie ryzyk spadkowych i stabilizację wzrostu niż wpływ na jego przyspieszenie. Dzisiejsza sesja przyniosła wzrosty indeksu Asia Dow o 0,64 proc., Hang Seng wypadł blisko zera a Shanghai Composite stracił -1,45 proc.

Szczególnie pozytywnie wypadała sprzedaż detaliczna, która sygnalizuje poprawę. Nominalny wskaźnik urósł o 4,8 proc. w ujęciu rocznym. Tu prawdopodobnie zadziałały vouchery konsumpcyjne, wydawane przez samorządy. Z kolei wzrost inwestycji w aktywa trwałe utrzymał się na poziomie 3,4 proc. Pomogły wydatki na infrastrukturę oraz inwestycje rządu w strategiczne branże. Spadły natomiast nakłady na rynek nieruchomości. W przypadku produkcji przemysłowej odnotowano wzrost o 5,3 proc., który znalazł się minimalnie poniżej wrześniowego rezultatu.

Optymizm można łączyć także z rynkiem mieszkaniowym, gdzie spadki wyhamowały (-0,5 proc. r/r) w porównaniu do załamania, które obserwowaliśmy w ostatnich kilkunastu miesiącach. Wówczas dwucyfrowe zniżki były często obserwowane. Z kolei chiński eksport rośnie o 12,7 proc. r/r co jest znaczną poprawą w zestawieniu do wyniku wrześniowego (2,4 proc.). Import skurczył się o 2,3 proc. Dane wskazują, że popyt krajowy jest wciąż słaby a wzrost gospodarczy głównie pochodzi z siły eksportu.

I tu zaczynają narastać poważne obawy co zmieni polityka nowego prezydenta USA. Zmiany obejmują potencjalne taryfy na chińskie towary. Istniejące ograniczenia eksportowe USA na chipy oraz urządzenia do ich produkcji zostaną zapewne utrzymane. Stany Zjednoczone to nie jedyne zmartwienie Państwa Środka. Europa również zaczyna bronić się przed „zalaniem” rynku tańszymi autami elektrycznymi. Protekcjonizm w handlu nie wróży nic dobrego azjatyckiej gospodarce.

Przed Chinami stoi dość poważne ryzyko deflacji. Indeks CPI wyniósł zaledwie 0,3 proc. r/r w porównaniu do 0,4 proc. we wrześniu. Bardzo nisko znajduje się również dynamika inflacji bazowej (0,2 proc. r/r). Cały czas spadają ceny producentów (-2,9 proc.). Jeśli popyt krajowy nie nabierze tempa, dynamika cen konsumpcyjnym w niedalekiej przyszłości może zacząć wskazywać ujemne wartości.

Pomimo, że niektóre dane wysyłają promyk nadziei na poprawę sytuacji, wiele obszarów wciąż wykazuje słabość. Widoczny jest spadek na kredyty gospodarstw domowych, podczas gdy sektor rządowy wciąż emituje obligacje, mające na celu finansowanie wydatków stymulacyjnych, których zadaniem jest wsparcie gospodarki.

Przed politykami chińskimi wiele wyzwań oraz zagrożeń a te głównie będą płynąć ze strony protekcjonistycznych działań administracji Trumpa. Oprócz doraźnych bodźców Pekin musi zacząć wdrażać strukturalne zmiany. Przede wszystkim powinno dojść do reorientacji modelu wzrostu gospodarczego. Pozytywne byłoby oparcie na konsumpcji wewnętrznej przez wspieranie klasy średniej a także poprzez zadbanie o kwestie ubezpieczeń zdrowotnych czy emerytalnych, co spowodowałoby, że obywatele nie będą skłonni do nadmiernego oszczędzania. Dodatkowo musi dojść do reformy sektora nieruchomości, np. poprzez wsparcie dla „pierwszych kupujących”. Bez wątpienia liberalizacja sektora finansowego zwiększyłaby alokację kapitału. Stworzyłoby to większą konkurencję na rynku a dostęp dla zagranicznych inwestorów rozszerzyłby się. Z kolei sektor przedsiębiorstw państwowych powinien ulec reformie. Promowanie prywatyzacji poprawiłoby konkurencyjność na rynku. Często dzieje się tak, że ogromne przedsiębiorstwa znajdujące się w rękach kraju są mniej wydajne i pochłaniają nieproporcjonalnie dużą część zasobów gospodarczych.

Na to oczywiście potrzeba jest dużo czasu a Trump prawdopodobnie nie będzie zwlekał, zwłaszcza, kiedy po swojej stronie ma Kongres. Może działać on w sposób bardziej zdecydowany nie osiem lat temu, co oczywiście nie jest dobrą informacją dla Chin.

Autor: Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Paradoks prezydentury Trumpa: Szanse i zagrożenia dla branży energetycznej

Hasło „Drill, baby, drill!”, przewijające się w kampanii wyborczej Donalda Trumpa, miało zwiastować dobre czasy dla branży wydobywczej i energetycznej. Jednak czy istnieje ryzyko, że Donald Trump zaszkodzi tym branżom? Znaczny wzrost produkcji ropy w USA mógłby doprowadzić do spadku jej ceny, co niekoniecznie byłoby korzystne dla sektora wydobywczego. Może to jednak obniżyć ceny benzyny na stacjach. Z perspektywy Polski, istotna może się okazać możliwość rozszerzenia eksportu gazu LNG.

Inwestorzy związani z branżą wydobywczą i energetyczną mają obecnie mieszane uczucia. Początkowy optymizm wynikający ze zwycięstwa Donalda Trumpa zaczął słabnąć: analitycy obawiają się, że jego polityka może przynieść dla cen ropy odwrotny skutek. Trump może zwiększyć wydobycie ropy, znosząc regulacje i wydając więcej koncesji na odwierty, co mogłoby obniżyć jej ceny. To zjawisko dobrze widać właśnie po zmianach cen tego surowca i notowań spółek branżowych: zazwyczaj są one zbieżne, ale po wyborach wyraźnie się “rozjechały”. Od dnia wyborów, fundusz ETF SDPR S&P Oil and Gas Production, zawierający kluczowe spółki z sektora gazu i ropy, wzrósł o prawie 7 proc., podczas gdy ceny ropy Brent i WTI spadły o około 5 proc.

Ostateczne potwierdzenie, że republikanie zdobyli większość w Izbie Reprezentantów, zwiększa szanse na znaczną redukcję regulacji w branży naftowej. To z kolei ułatwiłoby realizację obietnic Trumpa dotyczących zintensyfikowania produkcji ropy. Zauważmy jednak, że na ten moment, rynek obawia się nadpodaży surowca w przyszłym roku. Dodatkowo, Trump zapowiedział wprowadzenie taryf na produkty z Chin, co może spowolnić gospodarkę tego kraju i wpłynąć na dalsze osłabienie popytu na ropę. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej, w przyszłym roku globalne rynki ropy naftowej czeka nadwyżka przekraczająca 1 milion baryłek dziennie. Dzieje się tak, ponieważ popyt w Chinach nadal słabnie. To łagodzi presję na ceny, nawet pomimo zawirowań na Bliskim Wschodzie czy w innych rejonach. W związku z tym, część analityków prognozuje, że cena ropy Brent może spaść do 60-65 dolarów za baryłkę, co byłoby niekorzystne dla sektora wydobywczego, ponieważ jego zyski są skorelowane z cenami ropy – im wyższa cena, tym wyższe zyski.

W samej branży występują jednak istotne różnice pomiędzy firmami. W ostatnich dniach wzrosły notowania spółek związanych z LNG, takich jak Cheniere Energy i Chart Industries – rynek spodziewa się, że nowa administracja wznowi wydawanie pozwoleń na eksport gazu LNG, co mogłoby przyspieszyć realizację projektów budowy nowych terminali eksportowych. W tym kontekście, beneficjentem może być Polska, która konsekwentnie zwiększa import gazu LNG.

Wszystko to dzieje się w momencie, gdy rosnąca liczba pojazdów elektrycznych i problemy gospodarcze w Chinach mogą osłabić globalne zapotrzebowanie na ropę. Trump planuje zmniejszyć finansowanie odnawialnych źródeł energii na rzecz wsparcia dla ropy i gazu, co może spowolnić rozwój nowoczesnych technologii energetycznych w USA. Największe postępy w tej dziedzinie obserwowano w okresach wysokich cen ropy, gdy oszczędność surowca przynosiła największe korzyści. Tymczasem, Europa i Azja intensywnie inwestują w odnawialne źródła energii, co może sprawić, że USA pozostaną w tyle w wyścigu o przyszłość energetyki, zwłaszcza w kontekście narastających napięć na linii USA-Chiny. Spadki cen ropy mogą jednak przynieść korzyści konsumentom, którzy zapłacą mniej na stacjach benzynowych.

Paradoks polityki wsparcia sektora energetycznego nie jest nowym zjawiskiem. Podczas pierwszej kadencji Trumpa w latach 2017-2021, sektor naftowy na giełdzie skurczył się o połowę, właśnie z powodu mocnych spadków cen ropy, mimo że wielu inwestorów oczekiwało pozytywnego wyniku dla całej branży. Za kadencji Joe Bidena, inwestorzy stawiali na dobre wyniki akcji związanych z odnawialnymi źródłami energii, jednak wiele ambitnych projektów okazało się nieopłacalnych, co przyniosło znaczące straty. Podobny scenariusz za kadencji demokraty dotyczył także akcji spółek z branży rekreacyjnej i medycznej marihuany, gdyż nie doszło do federalnej dekryminalizacji posiadania konopi, na którą liczyli inwestorzy.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Zmiany w składce zdrowotnej nie spełniają oczekiwań przedsiębiorców

Zmiany w składce zdrowotnej bliżej niż dalej. Przedsiębiorcy wskazują mankamenty proponowanych zmian.

– Rządowe propozycje dotyczące zmian w składce zdrowotnej pokazują, że politycy zauważyli konieczność pochylenia się nad częścią postulatów przedsiębiorców. Najpilniejszą zmianą jest wyłączenie sprzedaży środków trwałych z oskładkowania. To było kuriozum, które powodowało, że od sprzedaży samochodu czy nieruchomości trzeba było zapłacić składkę zdrowotną, co jest absolutnie pozbawione logiki. Przedsiębiorcy widzą jednak również rozwiązania, które powinny być bardziej progresywne. Rząd licząc budżet zachowywał się bardzo zachowawczo względem przedsiębiorców – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Krok w dobrą stronę

Wiele wskazuje na to, że jeszcze w tym miesiącu wypracowana zostanie ostateczna koncepcja składki zdrowotnej, która zostanie zaproponowana w budżecie na rok 2024. Dotychczasowe propozycje rządowe były dość ostrożnym kompromisem między koncepcjami zaproponowanymi przez inne partie wchodzące w skład koalicji rządowej.

– Przedsiębiorcy są pragmatykami i wiemy, że nie ma mowy o tym, by wszystkie postulowane przez nas zmiany w składce zostały wprowadzone. Widzimy pozytywne zmiany, ale widzimy też jeszcze przestrzeń do kolejnych uproszczeń, które naszym zdaniem sprawiłyby, że prowadzenie firmy, szczególnie w sektorze MŚP i jednoosobowej działalności gospodarczej byłoby prostsze i tańsze. Rozumiemy argumenty o tym, że składka zdrowotna to fundament budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia, ale jednocześnie zdaje się, że koniecznością jest mocniejsza partycypacja budżetu Państwa w finansowaniu ochrony zdrowia w Polsce. Celem przedsiębiorców nie jest osłabianie finansowania zdrowia w Polsce, a trochę tak jest przedstawiana sytuacja w dyskursie publicznym – przyznaje Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Gdzie jest bodziec dla sektora MŚP? Małe firmy nadal będą płacić za dużo

Wyłączenie sprzedaży środków trwałych spod oskładkowania składką zdrowotną jest krokiem w dobrym kierunku, naprawiającym błędne zapisy wcześniejszych ustaw. Pozytywnie oceniamy również debatę nad dotrzymaniem obietnic wyborczych. W opinii przedsiębiorców zmiany mogłyby być bardziej progresywne.

– Brak możliwości odliczania składki od podatku – czyli powrotu choćby częściowo do starych zasad nie pozwala optymistycznie liczyć na pobudzenie rynku MŚP. Proponowane zmiany nie dają też perspektywy obniżenia kosztów obsługi rozliczeń z ZUS, gdzie przed Polskim Ładem jednoosobowy przedsiębiorca składał deklarację ZUS raz w roku.  Powstaje pytanie, kto zyska najwięcej na wprowadzanych zmianach. Wysoka składka zdrowotna spowodowała falę zawieszeń i zamknięć małych działalności gospodarczych, jesteśmy świadkami ograniczania przedsiębiorczości – początkujące działalności zderzają się z ogromnymi kosztami już na starcie Nowe firmy, które mimo zwolnienia z części składek muszą płacić składkę zdrowotną, nie zawsze są przygotowane na ten koszt na etapie poszukiwania odbiorców. Muszą one odprowadzać minimalną składkę zdrowotną, nawet jeśli nie osiągają przychodów – mówi Agnieszka Zamaro – Wiśniewska, ekspert gospodarczy i doradca podatkowy.

Eksperci o „wakacjach składkowych”

– Obecne działania rządu, takie jak „wakacje składkowe”, nie wzbudzają zaufania co do ich skuteczności. Zwolnienie z opłacania składek ZUS (z wyjątkiem składki zdrowotnej) ujawniło dyskryminację małych przedsiębiorców pracujących na rzecz byłego pracodawcy, problemy z uzyskaniem wiarygodnych danych z bazy SUODP oraz brak odpowiedzialności za ich kompletność. Ponadto biura rachunkowe nie mogą podpisywać się na wnioskach o „wakacje składkowe” – jedynie sam przedsiębiorca może złożyć odpowiednie oświadczenie pod groźbą odpowiedzialności karnej (art. 233 kk). To dowodzi, że przepisy wprowadzane są pochopnie i bez konsultacji społecznych – mówi Agnieszka Zamaro – Wiśniewska, ekspert gospodarczy i doradca podatkowy.

Przedsiębiorcy doceniają początek zmian, ale zapowiadają, że nie jest to koniec ich postulatów, bo zmian potrzeba jeszcze więcej, by pobudzić mały biznes w Polsce.

– Podjęte kroki, mimo że w większości kosmetyczne, wskazują na próbę złagodzenia skutków niekorzystnych zmian, które uderzyły w najmniejszych przedsiębiorców. Wyłączenie sprzedaży środków trwałych spod oskładkowania składką zdrowotną pokazuje, że istnieje gotowość do poprawy wcześniejszych błędów legislacyjnych. Chociaż proponowane oszczędności dla przedsiębiorców są niewielkie, to te działania mogą stanowić fundament dla bardziej przemyślanych zmian w przyszłości. Istotne jest, aby kolejne kroki rządu były skierowane na rzeczywiste obniżenie kosztów działalności gospodarczej i uproszczenie procedur rozliczeniowych, co w dłuższej perspektywie mogłoby przyczynić się do ożywienia rynku MŚP i wzrostu przedsiębiorczości w Polsce – dodaje Agnieszka Zamaro-Wiśniewska.

Szczyt inflacji w Polsce będzie zależeć od wdrożonych działań osłonowych

Ostateczny odczyt inflacji konsumenckiej w październiku 2024 wyniósł 5,0 proc. r/r i był zgodny ze wstępnym szacunkiem. Wzrost inflacji w ujęciu miesięcznym wyniósł 0,3 proc. m/m. Oczekiwania rynkowe kształtują szczyt inflacji na okolice pierwszego kwartału 2025.

Dokładna wysokość szczytu będzie uzależniona od wdrożonych działań osłonowych na przyszły rok, które poznamy w najbliższych tygodniach. Oczekiwania rynkowe wskazują, że wiosną 2025 roku powinniśmy powrócić do obniżek stóp procentowych w ślad za retoryką ze strony RPP.

Autor: Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych Michael / Ström Dom Maklerski

Team building nad Bałtykiem – sale konferencyjne w Świnoujściu

W dzisiejszych czasach efektywna praca zespołowa i zaangażowanie pracowników są kluczowymi elementami sukcesu każdej organizacji. Jednym z najlepszych sposobów na budowanie więzi oraz rozwój umiejętności współpracy jest organizacja team buildingu poza siedzibą firmy. Wybór lokalizacji ma tutaj ogromne znaczenie, a jednym z najbardziej inspirujących miejsc w Polsce jest nadmorskie Świnoujście. Czyste plaże, świeże powietrze oraz liczne atrakcje turystyczne tworzą doskonałe tło dla integracji zespołowej.

Sala konferencyjna – Świnoujście jako popularny wybór pod eventy biznesowe

Organizacja wydarzenia firmowego nad Bałtykiem, szczególnie w Świnoujściu, zapewnia nie tylko piękne widoki, ale również szeroką gamę możliwości pod względem konferencji i warsztatów. Miasto oferuje nowoczesne hotele konferencyjne z salami, które wyposażone są w niezbędny sprzęt multimedialny, umożliwiające przeprowadzenie zarówno kameralnych spotkań, jak i dużych eventów firmowych. Wysoka jakość zaplecza technicznego, wygodne wyposażenie oraz bliskość do nadmorskich atrakcji sprawiają, że konferencje organizowane w Świnoujściu nabierają wyjątkowego charakteru. Elegancki hotel i profesjonalna sala konferencyjna, a także piękne otoczenie to gwarancja udanego wydarzenia.

Korzyści z pobytu

Team building nad Bałtykiem, w połączeniu z możliwością przeprowadzenia profesjonalnych spotkań w przestrzeniach konferencyjnych, daje nie tylko możliwość zacieśnienia relacji między pracownikami, ale także rozwija umiejętności interpersonalne i kreatywne myślenie. Przebywanie nad morzem pomaga również redukować stres oraz zwiększa motywację do działania, co jest szczególnie ważne w pracy zespołowej. Z pewnością sale konferencyjne w Świnoujściu to świetny wybór.

Obiekty konferencyjne a aktywności na świeżym powietrzu

Resort Świnoujście to nie tylko idealne miejsce do pracy i spotkań biznesowych, ale również do aktywnego spędzenia czasu na świeżym powietrzu. Po intensywnych warsztatach lub spotkaniach zespół może zrelaksować się na plaży, uczestniczyć w zajęciach sportowych lub spróbować swoich sił w sportach wodnych. Integracja poprzez aktywności na świeżym powietrzu pozwala w naturalny sposób budować więzi i wzmacniać zaufanie w zespole, co może przełożyć się na lepszą współpracę w codziennych obowiązkach. Nowoczesne obiekty szkoleniowe oferują wiele atrakcji, a często w hotelu znajduje się także np. basen.

Niezbędne wyposażenie sal konferencyjnych

Aby konferencja lub warsztaty przebiegły sprawnie i bez zakłóceń, sale konferencyjne powinny być wyposażone w wysokiej jakości sprzęt multimedialny oraz wszelkie niezbędne udogodnienia. Standardem jest dostęp do projektorów, ekranów, systemu nagłośnienia oraz mikrofonów, które umożliwiają prowadzenie prezentacji nawet dla dużych grup uczestników. Równie ważne są szybkie łącza internetowe, klimatyzacja, komfortowe miejsca siedzące oraz dostęp do kawy i herbaty, co pozwala uczestnikom na skupienie się na merytorycznej części spotkania. W wielu salach konferencyjnych można również liczyć na dodatkowe zaplecze techniczne, jak tablice interaktywne czy sprzęt do wideokonferencji, co jest szczególnie przydatne przy hybrydowych wydarzeniach.

Team building nad Bałtykiem, a zwłaszcza w urokliwym Świnoujściu, to doskonały wybór dla firm chcących zintegrować swoje zespoły w wyjątkowym otoczeniu. Świeże morskie powietrze, możliwość korzystania z profesjonalnie wyposażonych sal konferencyjnych oraz szeroki wachlarz aktywności na świeżym powietrzu to elementy, które sprzyjają efektywnej pracy i budowaniu relacji. Wybierając Świnoujście na miejsce integracji, można połączyć profesjonalizm z atmosferą relaksu, tworząc niezapomniane doświadczenie, które przyniesie wymierne korzyści dla zespołu i firmy.

Ceny w sklepach. Październik zakończył się wzrostem o 5,4% r/r

Dynamika wzrostu cen wciąż rośnie. W październiku na sklepowych półkach było drożej o 5,4% niż rok wcześniej.

Drożyzna w sklepach konsekwentnie idzie w górę. Według analizy ponad 86 tys. cen detalicznych, w październiku br. zakupy zdrożały średnio o 5,4% rdr. W poprzednich miesiącach podwyżki rdr. rosły, ale nie dochodziły do 5% rdr. Tym razem na 17 monitorowanych kategorii aż 16 znalazło się na plusie. Najbardziej podrożały warzywa, bo o 11,1% rdr. Drugi dwucyfrowy wzrost zanotowały słodycze i desery – o 10,4% rdr. W zestawieniu TOP5 najbardziej drożejących segmentów widać też owoce z podwyżką rdr. na poziomie 9,9%, produkty sypkie – 7,8%, a także nabiał – 7,2%. W całym rankingu najmniej zdrożały środki higieny osobistej – o 0,1% rdr. Z kolei na minusie znalazły się tylko karmy dla zwierząt z wynikiem -0,4% rdr.

Jak wykazał najnowszy raport pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetu WSB Merito, w październiku br. codzienne zakupy (m.in. żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych oraz pozostałego asortymentu, np. chemii gospodarczej czy art. dla dzieci) zdrożały średnio o 5,4% rdr. To większy wzrost rdr. niż wyliczony (wg tej samej metodologii) we wrześniu – 4,9%, a także w sierpniu – 4,3%. Widać zatem, że drożyzna w sklepach cały czas rośnie. W zeszłym miesiącu na 17 monitorowanych kategorii 14 wykazało jednocyfrowy wzrost, a we wrześniu – 13. Do tego ostatnio 2 segmenty zaliczyły dwucyfrowe podwyżki i tak też było poprzednio. Ponadto w październiku był tylko 1 spadek, a miesiąc wcześniej 2 kategorie znalazły się na minusie.

– Obecnie w Polsce mamy jeden z najwyższych wskaźników inflacji w Europie. Sytuacja ta jest efektem znaczącego wzrostu cen energii i braku działań mających z jednej strony wspomóc przedsiębiorstwa, a z drugiej – spowolnić inflację. Dlatego większość kategorii produktów drożeje – wyjaśnia dr Artur Fiks z Uniwersytetu WSB Merito.

W październiku najbardziej podrożały warzywa – o 11,1% rdr. We wrześniu też były liderem w rankingu drożyzny, ale ich ceny wzrosły wtedy o 10,8% rdr. – Podaż w obszarze warzyw jest znacznie uszczuplona po anomaliach pogodowych. W dużej mierze są więc importowane zza granicy, a na ich ceny wpływają m.in. takie czynniki, jak wartość złotego i koszt transportu. Spodziewałabym się dalszego wzrostu cen w tej kategorii – komentuje dr inż. Anna Motylska-Kuźma z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW.

Na drugiej pozycji w zestawieniu są słodycze i desery ze wzrostem o 10,4% rdr. We wrześniu były czwarte w całym rankingu i podrożały o 8,6% rdr. – Słodycze są w czołówce drożejących produktów od dłuższego czasu, ze względu na wzrost cen półproduktów wykorzystywanych do ich produkcji. W ostatnich trzech miesiącach jednym z głównych powodów podwyżek jest skok cen cukru o ok. 20%, co nie mogło zostać pominięte przez producentów przy ustalaniu cen – zauważa dr Artur Fiks.

W TOP3 drożyzny są też owoce ze średnim wzrostem rdr. o 9,9%. We wrześniu były na drugiej pozycji z podwyżką o 10,1% rdr. – Na ceny owoców, tak jak warzyw, mają ogromny wpływ warunki pogodowe, które panowały w tym roku w całej Europie i nie tylko. Ogólna sytuacja wskazuje raczej na utrzymanie się wysokich cen w tej kategorii, a nawet – na znaczne wzrosty, szczególnie w ostatnich miesiącach 2024 roku oraz w I kw. 2025 roku – dodaje dr inż. Anna Motylska-Kuźma.

Czwarte w rankingu są produkty sypkie (cukier, mąka, sól itd.), które podrożały o 7,8% rdr. We wrześniu ta kategoria była na minusie. – Tu zmiana nie jest wielkim zaskoczeniem. Istotne znaczenie miał wzrost cen półproduktów, np. pszenicy o ok. 6% w ostatnich 3 miesiącach – dodaje ekspert z Uniwersytetu WSB Merito.

Październikowe zestawienie TOP5 najbardziej drożejących kategorii zamyka nabiał z podwyżką o 7,2% rdr. Poprzednio ta kategoria była bliżej TOP10 ze wzrostem o 4,4% rdr. – Dynamika cen nabiału była pod presją zmniejszonej podaży, zarówno ze strony ograniczonego importu zza naszej wschodniej granicy, jak i warunków pogodowych. Do tego Polska staje się powoli liderem produkcji mleka. Zmniejszona podaż na rynek krajowy powoduje powolny wzrost cen obserwowany w sklepach – wyjaśnia ekspertka.

Poza TOP5 w zestawieniu widać produkty tłuszczowe ze wzrostem o 6,9% rdr. Poprzednio zdrożały o 3,8% rdr. – Rok 2024 przyniósł zdecydowanie mniejsze zbiory zbóż oleistych niż 2023 rok. To musiało przełożyć się na zmianę dynamiki cen produktów tłuszczowych – z malejącej w pierwszym półroczu br. na coraz bardziej rosnącą – zaznacza ekspertka z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW.

Dalej w zestawieniu są używki (tj. herbata, kawa, piwo, wódka) i napoje bezalkoholowe z podwyżkami odpowiednio o 6,4% i 6,3% rdr. – Tylko część używek jest wytwarzana przez polskich producentów. W efekcie wzrosty cen na rynkach światowych szybko są przez nas odczuwane. Dla przykładu, w ostatnich 5 miesiącach kawa zdrożała o prawie 30%, co mocno wpłynęło na całą kategorię. Z kolei wzrost cen napojów bezalkoholowych zahamował spadek temperatur. Niemniej zwiększenie opłat za energię i kosztów transportu w czasie możliwych ujemnych temperatur wciąż będzie podbijało ceny tego typu produktów – przewiduje dr Artur Fiks.

Ponadto rdr. zdrożały takie kategorie, jak dodatki spożywcze – o 5,1%, ryby – o 4,9%, pieczywo – o 4,8%, mięso – o 4,3%, a także wędliny – o 2,1%. – Na ceny w tych kategoriach mocno wpływa wzrost opłat za energię, a co za tym idzie – zwiększenie kosztów produkcji i przechowywania. Znaczenie mają też drożejące półprodukty. I tak w przypadku dodatków spożywczych są to m.in. warzywa, a dla pieczywa jest to pszenica. Na ceny mięsa i wędlin wpływa głównie wzrost kosztów hodowli zwierząt. Do tego dochodzi kwestia relacji popytu i ceny, która ma istotne znaczenie zwłaszcza dla ryb – analizuje ekspert z Uniwersytetu WSB Merito.

Wśród lekko drożejących kategorii widać art. dla dzieci ze wzrostem rdr. na poziomie 1,5%, a także chemię gospodarczą – 1,2%. Z kolei najmniej w całym rankingu podrożały środki higieny osobistej – tylko o 0,1% rdr. – Na początku roku art. dla dzieci drożały dwucyfrowo. Ale paliwa do dalszych wzrostów, takie jak kolejne transfery społeczne związane z rodzicielstwem, wyczerpały się. Podobnie jest w przypadku środków higieny osobistej. Po burzliwym I półroczu br. ceny ustabilizowały się. Rynek nie dostarcza impulsów do podwyżek. Z kolei wzrost cen chemii gospodarczej znacznie wyhamował ze względu na wysoką bazę, tj. mocne podwyżki w 2023 roku – stwierdza dr inż. Anna Motylska-Kuźma.

Do tego ranking pokazuje, że tylko karmy dla zwierząt znalazły się na delikatnym minusie, tj. -0,4% rdr. – Ich ceny są stosunkowo niestabilne w porównaniu z innymi kategoriami. W ostatnich kilku miesiącach mamy do czynienia zarówno ze spadkami, jak i ze wzrostami cen karmy dla zwierząt. Widać więc, że skok cen energii oraz półproduktów nie ma tu istotnego znaczenia. Może to być spowodowane dużą konkurencją na rynku. Poszczególni producenci szukają takiego poziomu cen, który zapewni im optymalny poziom sprzedaży – podsumowuje dr Artur Fiks z Uniwersytetu WSB Merito.

Opis metody badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od blisko 7 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetu WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z października 2024 r. i z analogicznego okresu z 2023 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą ponad 86 tys. cen detalicznych z blisko 41 tys. sklepów należących do 60 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Rada Polskich Przedsiębiorców alarmuje: potrzebne pilne wsparcie dla rozwoju innowacji w kraju

Brak wdrożenia zmian wspierających rozwój innowacji zagrożeniem dla polskiej gospodarki – alarmuje Rada Polskich Przedsiębiorców.

Polskie fundusze Venture Capital oraz Private Equity mają ogromny potencjał by stać się solidnym i trwałym fundamentem dla sektora innowacji oraz nowych technologii. By tak się stało, potrzeba jednak systemowego wsparcia oraz konkretnych działań tu i teraz, zamiast strategicznych planów z odległą perspektywą realizacji. Rada Polskich Przedsiębiorców ma konkretne postulaty na rzecz zmian.

Duży potencjał rozwoju, mniej realnego wsparcia

Inwestycje z udziałem prywatnego kapitału bezsprzecznie napędzają postęp technologiczny, wspierają budowanie przewag rynkowych kraju, stymulują przedsiębiorczość, przyczyniają się do tworzenia nowych miejsc pracy i do wzrostu dobrobytu społecznego. Te wszystkie korzyści zdają się być jednak marginalizowane przez szeroko pojętych decydentów, niezależnie od opcji politycznej. Dowodem na to jest brak systemowych rozwiązań, ogromna luka w finansowaniu instytucjonalnym i ograniczone zachęty dla dużych polskich firm w kontekście inwestycji Venture Capital (VC) oraz Private Equity (PE).

– Venture Capital i Private Equity to siły napędowe tworzenia i rozwoju firm technologicznych, które stawiają czoła kluczowym wyzwaniom konkurencyjności gospodarki, sprzyjają kształtowaniu kompetencji cyfrowych w społeczeństwie oraz przyspieszają zieloną transformację energetyczną. Jednak ten ogromny potencjał jest nieustannie ograniczany przez brak systemowych rozwiązań, zapewniających stabilny i zrównoważony napływ kapitału publicznego i prywatnego. W rezultacie Polska stopniowo pozostaje w tyle za resztą świata, ryzykując zaprzepaszczenie szansy na dogonienie technologicznie rozwiniętych gospodarek – komentuje Maciej Balsewicz, Founder & Managing Partner w bValue Fund.

Między 2022 i 2023 rokiem wartość transakcji VC w Polsce spadła z 772 do 472 mln euro. Dla porównania, inwestycje VC we Francji – lidera innowacji w Unii Europejskiej – w 2023 roku wyniosły 10,8 mld euro; w krajach bałtyckich (Litwa, Łotwa i Estonia) 856 mln euro. Inwestycje w fundusze VC per capita na rynku krajowym są ok. 40 razy mniejsze niż w Estonii, ok. 18 razy mniejsze niż w Finlandii czy ok. 10 razy mniejsze niż we Francji. Większe są natomiast w odniesieniu do takich krajów, jak na przykład: Białoruś, Ukraina czy Albania.

Polska w ogonie międzynarodowego wyścigu

Główne bariery dla rozwoju funduszy technologicznych w Polsce to: brak odpowiednich rozwiązań podatkowych dostosowanych do specyfiki branży oraz zasadnych ulg, utrudnione przepływy kapitału, ale też brak struktury prawnej dostosowanej do wymogów funduszy zasilanych prywatnym kapitałem. Co więcej, sytuacja, z jaką mamy do czynienia w Polsce, związana z blokowaniem finansowania na rozwój innowacji, może prowadzić do upadku tego sektora w naszym kraju.

– Polska jest dziś w ogonie wyścigu, w którym udział biorą inne europejskie kraje wspierające systemowo innowacje. Mimo że nasza gospodarka jest jedną z większych w Europie, to w rankingu inwestycji VC w stosunku do PKB plasujemy się na dole rankingu. Minimalizowanie szans na postęp skutkuje ograniczonym wzrostem gospodarczym, mniejszą skalą inwestycji zagranicznych, ale też stopniowym uzależnianiem się Polski technologicznie od innych krajów. Potrzeba nam systemowych zmian, by wykorzystać pełen potencjał prywatnego kapitału – komentuje Maciej Balsewicz, Founder & Managing Partner w bValue Fund.

Eksperci Rady Polskich Przedsiębiorców są zgodni: dziś na rynku krajowym mamy do czynienia z nieefektywnym zarządzaniem środkami publicznymi oraz instytucjonalnymi przeznaczanymi na realizację celów rozwojowych.

Postulaty zmian na rzecz rozwoju nowych technologii

W celu przyciągnięcia prywatnego kapitału i zwiększenia tej klasy aktywów w rozwoju polskiego sektora nowych technologii Rada Polskich Przedsiębiorców postuluje:

  1. Alokację kapitału ze Spółek Skarbu Państwa do polskich zespołów zarządzających, wyłonionych w transparentnych konkursach.
  2. Przesunięcie kapitału z CVC tworzonych przez Spółki Skarbu Państwa do niezależnych funduszy inwestycyjnych – wspomniane CVC nie spełniły przypisanej im roli, alokując środki w sposób mało transparentny, bez poparcia zasadności swoich decyzji w rachunku ekonomicznym.
  3. Ograniczenie inwestowania bezpośredniego VC/PE przez instytucje finansujące, które konkurują z prywatnym kapitałem – te środki powinny być alokowane do niezależnych zarządzających.
  4. Reformę OFE tworzącą zachętę do inwestowania w alternatywne aktywa, takie jak: VC/PE/RE.
  5. Alokację min. 5 proc. PPK w funduszach VC oraz PE.

– Rolą podmiotów dysponujących kapitałem publicznym, Spółek Skarbu Państwa, jest zachęcanie inwestorów prywatnych, MŚP czy też zamożnych osób prywatnych do wspólnych inwestycji w innowacje i nowe technologie, gwarantując ciągły rozwój rynku i wzajemne korzyści. Gdy jednak publiczne finansowanie zostaje nagle ograniczone lub zawieszone, rynek doświadcza gwałtownego spadku, a inwestorzy prywatni ponoszą znaczące straty i spada ich zaufanie do stabilności sektora. W efekcie prywatni inwestorzy wycofują się z sektora Venture Capital, kierując swój kapitał w bardziej stabilne inwestycje, takie jak nieruchomości – komentuje Marcin Kowalik, Partner Generalny w Balnord VC.

W porównaniu do krajów Europy Zachodniej sektor VC i PE jest wciąż na początku rozwoju. Brak realnego wsparcia ze strony państwa podważa perspektywy dla rozwoju projektów, które mają kluczowe znaczenie dla budowania polskich przedsiębiorstw technologicznych o globalnym potencjale.

Polski e-commerce wyprzedził przedcovidowe prognozy o prawie 4 lata

Jak wynika z opublikowanego właśnie raportu Cushman & Wakefield „Quo vadis e-commerce”, jedną z najbardziej obiecujących lokalizacji do prowadzenia operacji e-commerce jest region CEE. Co więcej, według danych Cushman & Wakefield za ponad połowę obrotu generowanego w regionie odpowiada Polska. Perspektywy dla rozwoju rodzimego rynku handlu elektronicznego są tym większe, że koszty prowadzenia strategicznych dla e-commerce operacji logistycznych są u nas o 18% niższe niż w Czechach i 50% niższe niż w Niemczech.

Według danych eMarketer, globalny e-commerce osiągnie w tym roku wartość ponad 6 bln USD, a ponad połowę wolumenu wygenerują Chiny – 3,2 bln USD. Drugie miejsce na podium zajmują USA z wynikiem niemalże trzykrotnie niższym, bo 1,19 bln USD. Statista szacuje, że udział europejskiego e-commerce w globalnym wyniku wyniesie w tym roku 8% i po spadkach związanych z powrotem do pocovidowej rzeczywistości przekroczy w przyszłym roku barierę 600 mld USD. Wydaje się, że spadek zarejestrowany w 2022 roku, związany głównie ze słabszymi wynikami największych zachodnich rynków – brytyjskiego, niemieckiego i francuskiego – jest już przeszłością i kolejne lata będę okresem stabilnego, aczkolwiek nie tak szybkiego, jak w latach 2020-2021, wzrostu.

Wciąż aktualna pozostaje statystyka, według której trzy wspomniane powyżej rynki generują 75% całego europejskiego obrotu, co pokazuje nadal spore rozwarstwienie pomiędzy Europą Zachodnią, a rynkami CEE, które odpowiadają za około 12% obrotu. Z drugiej jednak strony Europa Środkowo-Wschodnia pozostaje czwartym z kolei regionem globalnie, na którym wzrosty w zeszłym roku były największe. Gdy z kolei spróbujemy przyjrzeć się bliżej CEE jako całości, to, według szacunków Cushman & Wakefield, Polska odpowiada w nim za ponad połowę obrotu. Kolejne miejsca zajmują natomiast Czechy z 12-procentowym udziałem, Rumunia – z prawie 10%, Ukraina mająca 7% i Węgry generujące 6,5% obrotów, mówi Damian Kołata, Partner, Head of Industrial & Logistics Agency Poland, Head of E-Commerce CEE, Cushman & Wakefield.

Według raport Cushman & Wakefield, region CEE, zarówno historycznie, jak i pod kątem prognoz obejmujących najbliższe lata, to najdynamiczniejszy rynek w zakresie handlu internetowego i nie tylko. Jak wynika z szacunków Statista, patrząc na skumulowane wzrosty podzielone na rynki CEE, Europy Zachodniej oraz Unii Europejskiej, Europa Środkowo-Wschodnia wyraźnie góruje zarówno nad tą drugą grupą państw1, jak i nad wszystkimi krajami UE skumulowanymi razem. Procentowo wzrost ten jest odpowiednio o 1,4 pp. oraz 2,7 pp. wyższy.

Fakt ten nie dziwi o tyle, że patrząc na historyczne i prognozowane skumulowane poziomy PKB, kraje regionów CEE, a przede wszystkim Polska, wypadają bardzo dobrze. Czy stajemy się więc e-commerce’owym eldorado? Bez wątpienia e-commerce wciąż dynamicznie się rozwija, a Deloitte wspomina nawet o tempie 2,5 razy szybszym niż handel tradycyjny co najmniej do 2030 roku. Aczkolwiek według GfK, ponad 65 000 sklepów online odpowiada jedynie za 8,5% rynku, podczas gdy ponad 40 000 placówek w 600 centrach handlowych za 40%. Naszym zdaniem niezwykle ciężko jest jednak dokładnie rozdzielić miejsce powstawania i finalizacji procesu zakupowego, tłumaczy Damian Kołata.

Badanie GfK wskazuje, że 61% respondentów deklaruje, iż po wizycie w sklepie odwiedziło witrynę internetową firmy, a 82% kupiło coś online. Stąd coraz więcej firm wdraża rozwiązania omnichannel, gdzie wszelkie kanały zakupu, odbioru i zwrotu krzyżują się wzajemnie.

Według statystyk Eurostatu i Euromonitora, aktualny poziom rodzimego rynku handlu elektronicznego wyprzedza przedcovidowe prognozy o prawie cztery lata. Dodatkowo, jak szacuje Strategy&, wartość polskiego sektora e-commerce wyniosła w zeszłym roku 131 mld PLN, co stanowi dwucyfrowy, bo 12-procentowy wzrost w stosunku do roku 2022. W latach 2024 – 2028 wartość rynku ma wynieść 192 mld PLN, a niektóre kategorie w tym segmencie wzrosną nawet o 60%, komentuje Damian Kołata.

Według szacunków Krajowej Izby Gospodarczej opartych o sprawozdawczość GUS, obroty w e-handlu w lipcu 2024 roku stanowiły 8,8% obrotów handlu detalicznego realizowanych w sektorze przedsiębiorstw (prawie 81 mld PLN) i osiągnęły wartość 7,1 mld PLN. Były one o 8,4% większe niż w czerwcu. Wzrost nie miał charakteru sezonowego, a wyniki okazały się aż o 16,7% wyższe niż przed rokiem.

Wyniki osiągane w e-handlu w drugim i trzecim kwartale tego roku są też najwyższe w ujęciu miesięcznym w ciągu ostatnich czterech lat, co wskazuje, że nawet, jeśli doszło do pocovidowego spadku tempa wzrostu e-commerce, rynek wciąż rośnie oraz gwarantuje dobre perspektywy, mówi Damian Kołata.

Rozwój e-commerce wpłynie na sektor magazynów

Co długofalowo będzie modelować sektor e-commerce? Na pewno jednym z takich zjawisk będzie rosnące zainteresowanie konsumentów re-commercem, czyli sprzedażą produktów używanych, np. odzieży, obuwia, mebli czy sprzętu AGD.

Dynamiczny rozwój re-commerce, którego globalna wartość według „Offer-Up Recommerce Report” osiągnie poziom 275 mld USD w 2028 roku, oznacza także nową rolę dla magazynów. Tego typu obiekty będą musiały być skrojone na miarę operacji związanych z refurbishmentem, czyli usuwaniem drobnych usterek, praniem, wywabianiem zapachów, etc. Kolejnym trendem wpływającym na branżę magazynową będzie też cross-border e-commerce, czyli sprzedaż za granicę. O ile jego rozwój w Polsce jeszcze raczkuje, o tyle przekłada się już bezpośrednio na większe zainteresowania tego typu najemców lokalizacjami przy granicy. Prym wiedzie tu przede wszystkim zachodnia część naszego kraju, począwszy od Kołbaskowa, a skończywszy na Bolesławcu. Wzdłuż całego obszaru drogi ekspresowej S3 znajdują się lokalizacje magazynowe, w których firmy prowadzą operacje cross-border, korzystając z niższych kosztów najmu, wysokiej produktywności pracowników i krótkiego lead-time, tłumaczy Damian Kołata.

Popyt na nieruchomości magazynowe będą z czasem coraz bardziej napędzać chińskie firmy e-commerce, poszukujące nowych rynków zbytu. To szansa przede wszystkim dla regionu CEE, jako jednego z najbardziej obiecujących pod kątem potencjału i perspektyw.

Już teraz SHEIN jest najemcą magazynów o łącznej powierzchni 650 000 mkw. w rejonie Wrocławia, a jak grzyby po deszczu pojawiają się w naszym kraju inne firmy, często takie, które są komplementarne dla działań chińskich gigantów i tworzą wspólny ekosystem. Coraz większa ich aktywność wymaga oczywiście sporego przygotowania pod kątem praktyki biznesowej, ale na pewno kontakty z chińskimi najemcami będą coraz częściej spotykanym elementem naszego krajobrazu, dodaje Damian Kołata.

Wciąż też dość klarowna wydaje się odpowiedź na pytanie, czy taniej będzie organizować operacje logistyczne w Polsce, czy też otwierać magazyn za granicą. Dane Cushman & Wakefield pokazują, że koszty prowadzenia operacji na powierzchni 10 000 mkw., z zatrudnieniem 50 pracowników magazynowych i zużyciem 480 MWh rocznie są o 18% niższe niż w Czechach i 50% niższe niż w Niemczech i to pomimo podniesienia płacy minimalnej.

E-commerce zmieni polskie miasta

Jak czytamy w raporcie Cushman & Wakefield, e-commerce długofalowo wpłynie na strukturalne zmiany w łańcuchach dostaw i co za tym idzie – jeszcze mocniej zdywersyfikuje rynek magazynowy.

Póki co, wydaje się, że w ślad za dynamicznym rozwojem e-commerce nie nadążył jeszcze rozwój infrastruktury miejskiej w polskich miastach. Jeszcze do niedawna wydawało się, że organizacja logistyki, która skupia się jedynie na centrum dystrybucyjnym położonym na obrzeżach aglomeracji, będzie dla handlu wystarczająca. Pandemia pokazała jednak, że takie rozwiązanie jest co prawda dobre, ale dla handlu stacjonarnego, ale na pewno nie wystarczy dla wymagającego pod tym kątem e-commerce. Dlatego na rynku pojawia się coraz więcej powierzchni magazynowych tworzonych jako sortownie kurierskie, które są mniejsze niż typowy magazyn i raczej nie przekraczają powierzchni 5000 – 8000 mkw. Kolejnym krokiem w tworzeniu perfekcyjnie zorganizowanych łańcuchów dostaw będą tzw. mikrohuby. Będą one mieć między innymi funkcję miejsca, w którym nie tylko odbierzemy paczkę, niezależnie od wybranej firmy kurierskiej, ale również nadamy zwrot, czy też zaraz po odbiorze będziemy mogli paczkę rozpakować i zadecydować, czy zabieramy zakup do domu. Będzie to kluczowy etap rozwoju inteligentnych miast, wygodnych dla ludzi i doskonale zorganizowanych pod kątem strategii ostatniej mili, podsumowuje Damian Kołata.

1 Łączne statystyki dotyczące Niemców, Francji, Holandii, Belgii oraz W ielkiej Brytanii

Kuehne+Nagel przejmuje większościowe udziały w IMC Logistics w Stanach Zjednoczonych

Kuehne+Nagel nabywa większościowy pakiet udziałów w IMC Logistics (IMC), wiodącym dostawcy usług transportu morskiego w Stanach Zjednoczonych. Jak ogłosiły obie firmy, Kuehne+Nagel przejmie 51% udziałów w prywatnej spółce. IMC specjalizuje się w kompleksowych rozwiązaniach transportowych do i z portów morskich lub węzłów kolejowych oraz placówek klientów w Stanach Zjednoczonych. Dzięki tej inwestycji Kuehne+Nagel zwiększa swój dostęp do jednej z najważniejszych sieci logistycznych w Ameryce Północnej i zapewnia elastyczne rozwiązania w czasach rosnących zakłóceń w łańcuchu dostaw. Marka IMC zostanie zachowana.

IMC ma siedzibę w Collierville w stanie Tennessee i posiada ponad 40-letnie doświadczenie w dostarczaniu rozwiązań intermodalnych dla logistyki morskiej w Stanach Zjednoczonych. Kuehne+Nagel i IMC są wieloletnimi partnerami. Krajowa sieć IMC obejmuje 49 lokalizacji w głównych amerykańskich portach morskich i węzłach kolejowych. Firma obsługuje 2 miliony TEU rocznie w transporcie intermodalnym i kolejowym. Zatrudniając około 1700 pracowników i dysponując rozległą siecią niezależnych wykonawców, IMC wygenerowało w 2023 r. przychody w wysokości ok. 800 mln USD.

Dr Joerg Wolle, Przewodniczący Rady Dyrektorów Kuehne+Nagel International AG, komentuje: „Strategia Kuehne+Nagel opiera się na wzroście organicznym wspieranym przez ukierunkowane przejęcia typu bolt-on. Azja i Ameryka Północna są kluczowymi rynkami wzrostu dla naszej działalności, gdzie osiągnęliśmy wiodącą pozycję, którą systematycznie rozwijamy. W przypadku IMC w USA, podobnie jak w przypadku przejęcia Apex w Azji, polegamy na długoterminowych partnerstwach. Zmniejsza to ryzyko przejęcia, zapewnia szybki sukces poprzez pogłębienie już satysfakcjonującej współpracy. Nabycie większościowego udziału w IMC stanowi kolejny ważny krok strategiczny. Rozszerzamy naszą wiodącą pozycję w Ameryce Północnej z korzyścią dla naszych klientów i ściślejszej współpracy z naszymi partnerami, zwłaszcza przewoźnikami”.

Stefan Paul, Dyrektor Zarządzający Kuehne+Nagel International AG, komentuje: „Międzynarodowa logistyka morska to bardzo złożony biznes, w którym przepływy handlowe w USA mają kluczowe znaczenie. Zakres możliwości IMC znacznie rozszerza naszą ofertę usług i pozwala nam opracowywać jeszcze bardziej atrakcyjne rozwiązania dla łańcuchów wartości naszych klientów w transporcie morskim”.

Mark H. George, prezes i założyciel IMC Logistics dodaje: „Korzystamy z możliwości partnerstwa z Kuehne+Nagel, jedną z wiodących firm logistycznych na świecie, aby wznieść naszą rodzinną firmę na nowe wyżyny i wspólnie się rozwijać. Połączenie naszej wiedzy i oferty w zakresie logistyki kontenerowej na lądzie z globalnym zasięgiem Kuehne+Nagel zapewni wyjątkowe usługi dla naszych klientów i stworzy nowe możliwości rozwoju dla naszych współpracowników”.

Transakcja ma zostać sfinalizowana na początku pierwszego kwartału 2025 r. Obie strony zgodziły się na ten moment nie ujawniać dalszych szczegółów transakcji. Transakcja podlega zatwierdzeniu przez organy regulacyjne i zwyczajowym warunkom zamknięcia.

OVHcloud i Europejska Agencja Kosmiczna wspierają kosmiczne startupy

OVHcloudglobalny gracz na rynku chmury obliczeniowej i europejski lider w tej dziedzinie oraz Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) ogłaszają nowy rozdział w swojej współpracy, obejmujący wsparcie dla innowacyjnych startupów kosmicznych w zakresie sztucznej inteligencji, jednocześnie kładąc większy nacisk na zrównoważony rozwój.

Partnerstwo z Europejską Agencją Kosmiczną stanowi część projektu Partnership Initiative for Commercialisation (EPIC), którego celem jest wspieranie przedsiębiorczości europejskich startupów zaangażowanych w Business Incubation Centers (BIC), Technology Brokers, a także Phi-LabNET, Φ-lab ESA oraz InCubed, jak również wykorzystanie synergii z OVHcloud Startup Program zapewniającym wsparcie w zakresie wykorzystania rozwiązań chmurowych.

Współpraca między OVHcloud i ESA koncentruje się na innowacjach, dzięki czemu startupy zyskują dostęp do najnowszych technologii. Jednym z celów partnerstwa jest promowanie rozwiązań OVHcloud opartych na AI, w tym OVHcloud AI Endpoints w ramach ESA Commercialisation Networks. OVHcloud AI Endpoints umożliwiają programistom proste rozwijanie aplikacji za pomocą gotowych interfejsów API AI. Bezserwerowa platforma, która nie wymaga specjalistycznej wiedzy z zakresu sztucznej inteligencji ani dedykowanej infrastruktury, obsługuje szereg najnowocześniejszych modeli AI, takich jak LLM (ang. large language model, czyli algorytmów głębokiego uczenia), przetwarzanie języka naturalnego, tłumaczenie, identyfikację głosu czy obrazu.

Kosmiczne startupy i scaleupy, które skorzystają ze współpracy ESA i OVHcloud mogą ubiegać się również o udział w programie OVHcloud Fast Forward AI Accelerator, który zapewni dodatkowe wsparcie techniczne i rynkowe dla wybranych firm. Obejmuje on konsultacje 1:1 z inżynierami OVHcloud z obszaru AI, dodatkowe możliwości wykorzystania infrastruktury chmurowej, a także łączenie startupów z inwestorami venture capital oraz partnerami korporacyjnymi. Pierwsza odsłona AI Accelerator będzie trwała od stycznia do kwietnia 2025 r., a termin zgłoszeń upływa 24 listopada 2024 roku.

— Dzięki długoterminowej współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną jeszcze mocniej koncentrujemy się na innowacjach i zrównoważonym rozwoju, a jednocześnie wspieramy najbardziej innowacyjne startupy w sektorze kosmicznym. Współpraca z organizacjami i firmami o podobnych wartościach ma dla nas kluczowe znaczenie — powiedział John Gazal, wiceprezes OVHcloud na Europę Południową i Brazylię.

Rozszerzenie partnerstwa z OVHcloud w ramach EPIC po kilku owocnych latach współpracy przyniesie dalsze korzyści w dziedzinie innowacji zarówno startupom wspieranym przez ESA, jak i OVHcloud. Partnerstwo obejmuje obecnie również takie aspekty, jak zrównoważony rozwój i sztuczna inteligencja, aby europejski ekosystem startupów kosmicznych mógł w pełni rozwijać się w sposób komercyjny i odpowiedzialny przekazała Geraldine Naja, dyrektorka ds. komercjalizacji, przemysłu i konkurencyjności w ESA.

Zrównoważony rozwój to kolejny wspólny obszar działań ESA i OVHcloud, w którym partnerzy wypracowali trwałe tradycje. Definiowany jako dążenie do określania jasnych i konkretnych celów w odniesieniu do wdrażania istotnych zmian dla świata, zrównoważony rozwój to kluczowa sfera zainteresowania obu organizacji. Wybór OVHcloud na partnera był naturalny ze względu na zaangażowanie firmy w prośrodowiskowe praktyki i zrównoważoną działalność operacyjną. ESA z kolei dąży do włączenia kryteriów zrównoważonego rozwoju do procesu wyboru wspieranych startupów, promując zrównoważony sposób myślenia i zwiększając zbiorową świadomość tych istotnych zagadnień.

Zintegrowany model działania OVHcloud umożliwia budowanie zrównoważonej chmury już na etapie projektowania. Dzięki technologii chłodzenia cieczą OVHcloud wyznacza wysokie standardy branżowe, osiągając współczynnik PUE (Power Usage Effectiveness) na poziomie 1,29 i WUE (Water Usage Effectiveness) na poziomie 0,30 w odniesieniu do centrów danych Grupy na całym świecie, przy jednoczesnym obniżaniu emisji CO2. Firma wdrożyła również kalkulator śladu węglowego, zapewniając w ten sposób partnerom większą przejrzystość dzięki miesięcznym raportom dotyczącym emisji związanych z wykorzystaniem platform chmurowych.

Rozszerzenie partnerstwa z OVHcloud w ramach EPIC zapewni startupom dalsze korzyści w dziedzinie innowacji. Nasza współpraca obejmuje również kwestie dotyczące zrównoważonego rozwoju oraz sztucznej inteligencji, aby europejski ekosystem startupów kosmicznych mógł rozwijać się w pełni odpowiedzialny sposób — dodała Geraldine Naja.

Aktualna współpraca OVHcloud oraz ESA nie jest pierwszą – organizacje są partnerami również w ramach Programu Obserwacji Ziemi, przyczyniając się do innowacyjnych postępów w badaniach. Wykorzystanie infrastruktury chmurowej OVHcloud umożliwiło przechowywanie, zarządzanie i analizę danych z obserwacji Ziemi zebranych przez satelity, co pozwala naukowcom ESA lepiej rozumieć i reagować na zmiany klimatu, klęski żywiołowe i wyzwania ekologiczne, zgodnie z celami zrównoważonego rozwoju promowanymi w ramach partnerstwa.

Współpraca między ESA i OVHcloud pokazuje siłę innowacji i technologii. Łącząc dwa wielkie obszary zainteresowań – obserwację Ziemi i przetwarzanie w chmurze – pokazujemy, w jaki sposób najnowocześniejsze rozwiązania cyfrowe mogą wzmocnić nasze ambitne wysiłki na rzecz odkrywania i uczenia się, torując drogę do inteligentniejszej, bardziej połączonej przyszłości — powiedziała Simonetta Cheli, dyrektorka Programów Obserwacji Ziemi w ESA.

Współpraca między partnerami obejmuje najnowocześniejsze technologie, takie jak przetwarzanie kwantowe, dzięki czemu kosmiczne startupy korzystają z emulatorów kwantowych OVHcloud. W przyszłości przetwarzanie kwantowe przyspieszy optymalizacje lub symulacje zastosowań rozwiązań kosmicznych, a partnerska współpraca przyczyni się do zapewnienia przedsiębiorstwom dostępu do innowacyjnych technologii.

Jak zacząć działalność w branży eventowej? 

Sektor eventowy rozwija się bardzo dynamicznie. Obejmuje organizację różnorodnych wydarzeń, takich jak konferencje, koncerty, targi, wesela, czy imprezy firmowe. Coraz więcej przedsiębiorców dostrzega w nim nie tylko szansę na rozwój kariery, ale także na realizację pasji związanych z tworzeniem niezapomnianych przeżyć.

Co to takiego?

Jest to jeden z sektorów gospodarki, który zajmuje się planowaniem, organizowaniem i realizacją wydarzeń na różną skalę. W jego skład wchodzą firmy eventowe, agencje marketingowe, a także niezależni przedsiębiorcy. Imprezy mogą mieć różnorodne cele, od promowania produktów i usług, przez edukację, aż po budowanie relacji i integrację w firmach. Organizatorzy muszą brać pod uwagę wiele czynników, takich jak: lokalizacja, budżet, cel, potrzeby i oczekiwania uczestników. Współczesne wydarzenia często wykorzystują nowe technologie, co dodatkowo komplikuje proces organizacyjny, ale za to daje wiele możliwości kreatywnego podejścia do realizacji.

Istotne aspekty

Branża eventowa opiera się na kilku najważniejszych elementach. Jednym z nich to dokładne planowanie i zarządzanie logistyką. Organizatorzy muszą zająć się wyborem odpowiedniej lokalizacji, zapewnieniem niezbędnych materiałów, sprzętu, a także koordynowaniem harmonogramu. Każde wydarzenie wymaga ustalenia budżetu, który powinien obejmować wszystkie koszty, takie jak wynajem miejsca, catering, wynagrodzenia dla pracowników oraz promocję. Trzeba korzystać różnorodnych kanałów komunikacji, typu: media społecznościowe, strony internetowe czy tradycyjne formy reklamy, aby dotrzeć do grupy docelowej. Dobre relacje z uczestnikami mogą przynieść korzyści w postaci pozytywnych opinii i rekomendacji na przyszłość. Po zakończeniu każdego spotkania istotne będzie dokonanie analizy, aby ocenić, co się sprawdziło, a co można poprawić. Warto zebrać opinie gości, a potem przeanalizować, czy cele zostały osiągnięte.

Rozpoczęcie działalności od podstaw

Pierwszy krok to określenie niszy, w której chcesz działać. Aby odnieść sukces, ważne jest zdobycie wiedzy i doświadczenia w organizacji wydarzeń. Możesz to osiągnąć poprzez pracę w firmie eventowej, uczestnictwo w kursach czy rozwijanie umiejętności w marketingu. Kluczowy element to stworzenie solidnego biznesplanu, który powinien zawierać opis działalności i analizę rynku wraz ze strategią marketingową. Po przygotowaniu planu należy zarejestrować działalność, wybrać formę prawną oraz zająć się wszystkimi niezbędnymi formalnościami. Branża eventowa opiera się na kontaktach z ludźmi, dlatego warto zawierać znajomości z innymi organizatorami i dostawcami. Ważne, aby posiadać portfolio, które pokaże dotychczasowe projekty. Można także rozważyć zorganizowanie kilku imprez w formie wolontariatu, aby zdobyć umiejętności praktyczne i referencje.

Branża eventowa to dynamiczny sektor zajmujący się organizacją różnorodnych wydarzeń. Najważniejsze elementy działalności to planowanie, zarządzanie logistyką i budżetem oraz efektywna komunikacja z uczestnikami. Aby rozpocząć działalność, warto określić niszę, zdobyć wiedzę, doświadczenie, a także stworzyć solidny biznesplan. Pamiętaj, że dobre relacje z gośćmi i analiza po zakończeniu eventu są niezwykle istotne dla sukcesu.

Ceny w USA jeszcze pod kontrolą

Wskaźnik inflacji konsumenckiej w USA przyspiesza. W tle tych wydarzeń trwa dyskusja o możliwych zmianach personalnych w Rezerwie Federalnej po wyborach. Kryptowaluty nie zwalniają tempa.

Ceny za oceanem rosną coraz szybciej

Widmo rosnącej inflacji w USA znów wraca. Wczorajszy odczyt wyniósł 2,6%, co oznacza wzrost o 0,2% w stosunku do poprzedniego miesiąca. Warto spojrzeć również na dane inflacji bazowej, która wynosi 3,3% i pokazuje, że problem wcale nie został zażegnany. Wyższy wskaźnik pokazuje, że wykluczenie najbardziej zmiennych elementów wręcz pogarsza sytuację. To właśnie taniejąca ropa, która jako jeden z nich nie jest wliczana do inflacji bazowej powoduje, że konsumencka znajduje się blisko celu.

Zmiana oczekiwań za oceanem

Wczorajszy odczyt inflacji, zamiast zbliżyć rynki do perspektywy obniżki stóp procentowych, przyniósł serię wystąpień członków Rezerwy Federalnej. Nie można też pomijać faktu, że w mediach pojawia się coraz więcej doniesień o tym, że nowy prezydent zamierza mniej dosłownie potraktować niezależność Rezerwy Federalnej. Trwają spekulacje na temat tego, czy dojdzie do dymisji Powella przez Donalda Trumpa. Teoretycznie prezes FED jest niezależny, ale można mu postawić zarzut działania na szkodę państwa lub nadużycia władzy. Byłby to kontrowersyjny precedens, aczkolwiek liberalne media oskarżają przyszłego prezydenta nie o takie plany. Na razie rynki przewidują, że Rezerwa Federalna ugnie się pod presją, a coraz więcej inwestorów wierzy w grudniową obniżkę stóp procentowych, pomimo proinflacyjnych obietnic wyborczych przyszłego prezydenta.

Kryptowaluty znów biją rekordy

Przed wyborami większość analityków wątpiła, że Bitcoin osiągnie poziom 80 000 dolarów w tym roku. Dzisiaj z kolei spekulacje dotyczą tego kiedy osiągniemy poziom 100 000 dolarów. Wczorajszy ruch zatrzymał się w okolicach 93 500 dolarów i pobił dotychczasowy rekord o niemal 3 500 dolarów. W tym tempie ta psychologiczna bariera może pęknąć jeszcze w tym roku. Należy jednak pamiętać, że na rynku cena rośnie, gdy więcej osób przy danych poziomach chce kupić niż sprzedać. Podobnie działa to w drugą stronę – cena może spadać gdy kilku dużych graczy postanowi zrealizować zyski.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:30 – strefa euro – protokół z posiedzenia EBC,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

USA: Inflacja zgodna z prognozami, rynek oczekuje ruchu Fed w grudniu

Inflacja w USA okazała się zgodna z prognozami. Wynik wskazuje, że inflacja maleje bardzo powoli. Rezultat nie przemawia za tym, żeby Rezerwa Federalna wstrzymała się z decyzją obniżki w grudniu. Rentowności 2 letnie Stanów Zjednoczonych spadły, ale 10-latki w szybkim tempie zaczęły odrabiać straty i ostatecznie na koniec dnia okazały się wyższe. Dolar zyskał co sprowadziło kurs głównej pary walutowej do poziomów najniższych od ponad roku. Rynek zmienił lekko swoją wycenę dotyczącą grudniowej decyzji FOMC – zwiększył szanse na redukcję o 25 pb.

Ceny konsumpcyjne w USA wzrosły w październiku o 0,2 proc. w porównaniu z poprzednim miesiącem. Roczny wskaźnik wzrósł z 2,4 proc. do 2,6 proc. Ważniejszy bazowy, który wyłącza zmienne ceny energii i żywności, wyniósł 0,3 proc. miesiąc do miesiąca. W ujęciu rok do roku pozostał na poziomie 3,3 proc. Dane te były zgodne z oczekiwaniami ale mimo wszystko wpłynęły na rynkową zmienność.

Liczby nie pokazują postępu w dalszym procesie dezinflacyjnym. Nie są również katastrofalne. Rynek już wcześniej wiedział, że podbicie inflacji jest wysoce prawdopodobne. Nie można ogłaszać końca spadków a dane należy interpretować na ten moment jedynie jako korektę. Kluczowe zatem będą odczyty za listopad oraz grudzień. Jeśli Fed obniży stopy o ćwierć punktu procentowego, polityka pieniężna wciąż będzie restrykcyjna i w najgorszym przypadku dalej zobaczymy przerwę w cięciach. Wszystko wskazuje na to, że cały czas miara CPI będzie znajdować się powyżej celu banku centralnego a „ostatnia prosta” kierująca do niego będzie długotrwała i wymagać będzie cierpliwości. Ten proces może rozciągnąć się w czasie, szczególnie teraz, kiedy wiemy, że nowa polityka gospodarcza Trumpa będzie wdrażana w nowym roku.

Chociaż inflacja z pewnością nie znajduje się już na niepokojąco wysokim poziomie, w ostatnich miesiącach nie wykazała oznak spadku. Dotyczy to szczególnie wskaźnika bazowego. Przez ostatnie sześć miesięcy oscylował on w wąskim przedziale między 3,2 proc. a 3,4 proc. Dla Fed oznacza to, że dynamika indeksu CPI „core” pozostaje zbyt wysoka. Kolejna obniżka stóp procentowych na grudniowym posiedzeniu FOMC wydaje się prawdopodobna, bo Fed będzie chciał uniknąć zagrożenia dla realizacji celu pełnego zatrudnienia. Niemniej jednak zwolennicy bardziej ostrożnego podejścia do obniżek stóp procentowych prawdopodobnie zyskają poparcie. Wzrasta ryzyko, że instytucja wykona „pauzę” na pierwszym posiedzeniu w 2025 roku. Do tego czasu obraz gospodarki oraz procesów inflacyjny będzie pełniejszy. Na ostateczny osąd jest jeszcze za wcześnie.

Autor: Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Salesforce: Adopcja AI wyraźnie słabnie. Pracownicy nie chcą być postrzegani jako niekompetentne lenie i oszuści

Wdrażanie sztucznej inteligencji wśród pracowników biurowych na całym świecie spowalnia, a zmiana ta jest w dużej mierze spowodowana przez pracowników w Stanach Zjednoczonych, co udowadniają najnowsze dane wskaźnika Workforce Index firmy Slack, Pomimo tego, że liderzy biznesowi nadal podkreślają pilną potrzebę wykorzystania tej technologii, wskaźniki adopcji sztucznej inteligencji wśród pracowników w USA utknęły w martwym punkcie i w ciągu ostatnich trzech miesięcy urosły z 32% do zaledwie 33% (w porównaniu do wzrostu o osiem punktów procentowych rok temu).

Oprócz braku szkoleń ze strony pracodawców badanie wskazuje na niepewność i dyskomfort związany z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, które powodują spowolnienie w firmach. Prawie połowa pracowników zgłasza, że czuje się niekomfortowo, przyznając się do korzystania ze sztucznej inteligencji swoim przełożonym w obawie, że mogą być postrzegani jako niekompetentni, leniwi lub nawet posądzeni o oszustwo.

Z drugiej strony firmy nie mogą sobie pozwolić na to, by wdrażanie sztucznej inteligencji utknęło w martwym punkcie. Według McKinsey sztuczna inteligencja może zwiększyć zyski firm o 4,4 biliona dolarów rocznie, a badania Salesforce wykazały, że zespoły sprzedażowe korzystające z tego rozwiązania mają o 1,3 razy wyższe prawdopodobieństwo, że odnotują wzrost przychodów niż te, które go używają. Aby jednak osiągnąć korzyści płynące ze sztucznej inteligencji, pracodawcy muszą zachęcić pracowników do korzystania z tej technologii i zapewnić im szkolenia oraz praktyczne wskazówki potrzebne do skutecznej pracy z tym narzędziem.

Zbyt duży ciężar został nałożony na pracowników, ponieważ oczekuje się, że oni sami powinni dowiedzieć się, jak korzystać ze sztucznej inteligencji. Aby zapewnić przyjęcie tej technologii, ważne jest, aby liderzy nie tylko szkolili pracowników, ale także zachęcali ich do rozmowy na ten temat i eksperymentowania ze sztuczną inteligencją – powiedziała Christina Janzer, SVP of Research and Analytics w Slack, marki wchodzącej w skład firmy Salesforce. – Pojawienie się agentów AI – z jasno określonymi rolami i wytycznymi – również pomoże w jej adopcji, łagodząc niepokój wielu pracowników związany z używaniem AI w pracy – dodała.

Szczegółowe wyniki badania

Pracownicy ukrywają korzystanie ze sztucznej inteligencji ze strachu i niepewności

Bez jasnych wytycznych pracownicy są zdezorientowani co do tego, kiedy korzystanie ze sztucznej inteligencji w pracy jest dopuszczalne społecznie i zawodowo, co skutkuje ukrywaniem jej użycia.

Prawie połowa (48%) wszystkich pracowników biurowych wskazała, że nie czuje się komfortowo, przyznając się swojemu przełożonemu, że używali sztucznej inteligencji do typowych zadań w miejscu pracy.

Wśród osób, które stwierdziły, że czują się niekomfortowo, najważniejsze powody to:

  1. Poczucie, że korzystanie ze sztucznej inteligencji jest oszustwem
  2. Strach przed byciem postrzeganym jako mniej kompetentnym
  3. Strach przed byciem postrzeganym jako leniwym

Z drugiej strony, pracownicy, którzy czują się komfortowo, dzieląc się informacją, że korzystają ze sztucznej inteligencji ze swoim przełożonym, są o 67% bardziej skłonni do używania jej w pracy.

Pracownicy nie wykorzystują sztucznej inteligencji do skupienia się na priorytetach kierownictwa

Dane pokazują rozdźwięk między tym, na czym kierownictwo chce, aby pracownicy się skupiali, a tym, na czym pracownicy oczekują, że skupią się dzięki czasowi zaoszczędzonemu z racji korzystania ze sztucznej inteligencji. Kierownictwo chce, aby pracownicy traktowali priorytetowo podnoszenie kwalifikacji i innowacje, podczas gdy pracownicy oczekują, że wykorzystają czas zaoszczędzony dzięki sztucznej inteligencji, aby nadrobić zaległości w pracy i istniejących projektach.

Najważniejsze obszary, które kadra kierownicza określa jako te, w których pracownicy powinni priorytetowo rozwijać firmę dzięki zaoszczędzonemu czasowi, to:

  1. Uczenie się i budowanie umiejętności
  2. Innowacje
  3. Więcej pracy nad istniejącymi projektami

Co natomiast pracownicy zamierzają zrobić z czasem, który AI pomoże im zaoszczędzić:

  1. Zadania administracyjne
  2. Więcej pracy nad istniejącymi podstawowymi projektami
  3. Nauka i rozwijanie umiejętności

Pracownicy oczekują pracodawców biegłych w sztucznej inteligencji

Pomimo niepewności związanej ze sztuczną inteligencją w ich obecnym miejscu pracy, pracownicy chcą doskonalić swoje umiejętności w tym zakresie – 76% z nich odczuwa pilną potrzebę stania się ekspertem w tej dziedzinie. Jednak 61% pracowników spędziło łącznie mniej niż pięć godzin na nauce korzystania ze sztucznej inteligencji, a 30% twierdzi, że nie przeszło żadnego szkolenia w tym zakresie, w tym nie zaczęli samodzielnie uczyć się tego narzędzia ani z nim eksperymentować.

Pracodawcy będą musieli rozwiązać tę lukę w szkoleniach i uzyskać jasne wytyczne dotyczące sztucznej inteligencji, ponieważ obecni zatrudnieni i nowi specjaliści wchodzący na rynek pracy będą dążyć do bardziej wspierających miejsc pracy.

  • Pracownicy, którzy otrzymali wytyczne dotyczące korzystania ze sztucznej inteligencji, odnotowali wzrost o 13 punktów procentowych od stycznia, podczas gdy pracownicy bez wytycznych odnotowali wzrost o zaledwie 2 punkty procentowe.
  • 3 na 4 pracowników twierdzi, że zdolność potencjalnego pracodawcy do zapewnienia i umożliwienia pracownikom korzystania z narzędzi AI jest czynnikiem wpływającym na ich poszukiwania pracy.
  • Prawie 2 na 5 pracowników twierdzi, że wolałoby pracować dla firm, które zapewniają narzędzia AI i umożliwiają ich wykorzystanie.
  • Osoby podejmujące pierwszą pracę są 1,8 razy bardziej skłonne do stwierdzenia, że umożliwienie korzystania ze sztucznej inteligencji jest „bardzo ważnym czynnikiem” w ich poszukiwaniu pracy.

Metodologia: Badanie objęło 17 372 pracowników w Australii, Brazylii, Kanadzie, Francji, Niemczech, Indiach, Włoszech, Japonii, Holandii, Singapurze, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych i zostało przeprowadzone między 2 sierpnia a 30 sierpnia 2024 roku.

Ankieta została przeprowadzona przez Qualtrics i nie była skierowana do pracowników ani klientów Slack lub Salesforce. Respondentami byli wszyscy pracownicy biurowi, zdefiniowani jako zatrudnieni w pełnym wymiarze godzin (30 lub więcej godzin tygodniowo) i pełniący jedną z poniższych ról lub twierdzący, że „pracują z danymi, analizują informacje lub myślą kreatywnie”: kierownictwo wykonawcze (np. prezes/partner, CEO, CFO, C-suite), kierownictwo wyższego szczebla (np. wiceprezes wykonawczy, starszy wiceprezes), kierownictwo średniego szczebla (np. kierownik działu/grupy, wiceprezes), kierownictwo niższego szczebla (np. kierownik, lider zespołu), pracownicy wyższego szczebla (np. osoby niebędące kierownikami), wykwalifikowani pracownicy biurowi (np. analitycy, graficy).

Rynek najmu mieszkań w październiku: spadki cen i większe możliwości negocjacji dla najemców

Po szczycie sezonu rynek najmu wkroczył w fazę spowolnienia. Oferta zmniejszyła się w ciągu ostatniego miesiąca o 4% a w sześciu miastach na szesnaście monitorowanych przez Otodom doszło do spadku cen – m.in. w Trójmieście i Krakowie. Mniejsze jest też zainteresowanie ze strony poszukujących. Wniosek? Jeśli zmieniać mieszkanie to właśnie teraz, kiedy sytuacja jest stabilna a wynajmujący są w końcu skłonni negocjować warunki.

Po kilku latach zawirowań, spowodowanych przez pandemię, wybuch wojny w Ukrainie czy zmiany dotyczące złagodzenia kryteriów udzielania kredytów, 2024 rok w najmie upływa pod znakiem stabilizacji zarówno oferty, jak i cen. Na koniec października na Otodom dostępnych było 23,8 tys. mieszkań na wynajem, czyli o 4% mniej niż w poprzednim miesiącu. Trend delikatnych spadków utrzymuje się od początku roku – z przerwą na 12% wzrost oferty we wrześniu, czyli miesiącu studenckich poszukiwań. W przeważającej części stolic wojewódzkich odnotowano zmniejszenie puli mieszkań na wynajem. Największe spadki miały miejsce w Zielonej Górze (-22%), Lublinie (-20%) oraz Opolu (-19%), natomiast znaczący wzrost liczby ofert odnotował Olsztyn (+15%) i Kraków (+4%).

Stabilne stawki z szansą na negocjacje

A co z cenami? Te również pozostają stosunkowo stabilne, choć są miasta, które odnotowały kilkuprocentowe spadki. W październiku 2024 roku przeciętny koszt wynajmu lokalu w głównych miastach Polski osiągnął poziom 3 634 zł. Oznacza to wzrost o 1,5% czyli ok 53 zł w porównaniu z wrześniem oraz wzrost o 1,3% w stosunku do analogicznego okresu rok wcześniej. W relacji miesiąc do miesiąca jedynie w trzech miastach – Olsztynie, Bydgoszczy i Szczecinie – odnotowano wzrosty na poziomie 3%. W stosunku do października 2023 największa zmiana, czyli wzrost cen o 13% dotyczył z kolei Zielonej Góry. Na podium najdroższych miast niezmiennie znajduje się Warszawa ze średnią ceną na poziomie 5 008 zł. W Trójmieście i Krakowie ceny wynajmu wynosiły około 3 200–3 300 zł, a we Wrocławiu 3 100 zł. Z kolei w Szczecinie i Rzeszowie przeciętna stawka wynosiła 2 800 zł. Wśród głównych polskich miast najtańsze mieszkania można znaleźć w Kielcach i Bydgoszczy, gdzie stawki nie przekraczają 2 100 zł. Co ciekawe  w Trójmieście, Krakowie i Białymstoku ceny spadły o 1-2%, co w przypadku dwóch pierwszy ośrodków miejskich może być związane z zakończeniem sezonu turystycznego i urealnieniem stawek.Podsumowanie października na rynku najmu

Stabilizacja to hasło, które w tym momencie w kontekście rynku najmu możemy odmieniać przez wszystkie przypadki. Kilkuprocentowe wahania w cenach czy w liczbie ofert to właściwie rynkowa i sezonowa korekta w porównaniu do rollercoastera, który miał miejsce w ostatnich dwóch latach. Odpływ uchodźców z Ukrainy spowodował, że od kilku miesięcy w liczbie wyszukiwań utrzymuje się tendencja spadkowa – w październiku była o 8% niższa niż we wrześniu.  A to sprawia, że obecna sytuacja jest bardzo korzystna dla najemców, którzy zyskali przewagę w negocjacjach z właścicielami lokali. Najemcy zaczynają dyktować warunki widząc, że oferta jest szeroka a mieszkania dostępne od ręki. Poza nowymi inwestycjami z rynku deweloperskiego, które zasiliły w tym roku ofertę, na rynek wróciły też mieszkania do tej pory wynajmowane przez osoby, a które skorzystały z programu Bezpieczny Kredyt 2% i są już na swoim – mówi Milena Chełchowska, ekspertka rynku nieruchomości Otodom.

Jakich mieszkań szukają najemcy?

Zawsze popularne mieszkania dwupokojowe stają się jeszcze bardziej rozchwytywane – już ponad połowa wyszukiwań mieszkań na wynajem w Polsce dotyczy takich lokali. Na drugim miejscu znalazły się lokale trzypokojowe (31%), a kawalerki zamknęły podium z wynikiem 12%.

Analizując natomiast preferencje najemców pod względem powierzchni lokali, najbardziej poszukiwane były mieszkania dwupokojowe przekraczające 40 m² (22% wyszukiwań), następnie również dwupokojowe, ale powyżej 30 m² (15%), oraz trzypokojowe o metrażu ponad 50 m² (10%). Marginalne zainteresowanie (zaledwie 0,48%) dotyczyło dużych mieszkań z pięcioma lub większą liczbą pokoi. Nie było zatem żadnych znaczących zmian w kwestii preferowanej liczby pokoi czy metrażu poszukujących mieszkań na wynajem względem września.

Za to we wszystkich stolicach wojewódzkich, bez wyjątku, odnotowano spadek aktywności poszukujących. Najwyższą dynamikę spadku zaobserwowano w Opolu (-39%) i Rzeszowie (-33%), najmniejszą – w Zielonej Górze i Łodzi (-10%). Na większości lokalnych rynków dominowały wyszukiwania mieszkań dwupokojowych, różniących się przedziałem cenowym. W Trójmieście, Opolu, Warszawie, Wrocławiu, Krakowie i Poznaniu najpopularniejsze były lokale do 3 000 zł. W Zielonej Górze, Szczecinie, Rzeszowie, Olsztynie, Łodzi, Kielcach, Białymstoku, Bydgoszczy i Lublinie przeważały oferty do 2 500 zł, natomiast w Katowicach – do 2 000 zł.

Przewidywania wskazują na dalszą stabilność w nadchodzących miesiącach. Sezonowość liczby ofert sugeruje, że końcówka roku przyniesie zmniejszenie oferty mieszkań na wynajem, jednak będzie to zmiana chwilowa, zachwianie związane z koncentracją na corocznych obchodach świątecznych. Odbicie podaży i popytu nastąpi najprawdopodobniej wraz początkiem 2025 r. Może się jednak okazać, że okres listopada i grudnia będzie korzystnym czasem na zmianę wynajmowanego mieszkania. Właściciele lokali, biorąc pod uwagę mniejsze zainteresowanie ofertami w tym czasie, mogą być bardziej otwarci na negocjacje. Dla osób poszukujących nowego lokum, to zatem dobry czas w trakcie roku do uzyskania lepszych warunków najmu.

Inflacja w USA powoli oddala się od celu 2 proc.

Inflacja CPI w USA w październiku wyniosła 2,6 proc. r/r. Wskaźnik inflacji w stosunku rocznym wzrósł po raz pierwszy od marca. W poprzednim miesiącu wynosił 2,4 proc. r/r. Odczyt okazał się zgodny z konsensusem rynkowym.

FED kontynuuje obniżki stóp procentowych. W tym miesiącu dokonał drugiego ruchu, tym razem o 25pb. Rynek dyskontuje, że podobny ruch dokona się również w grudniu. Wskaźnik inflacji jednak powoli oddala się od celu 2 proc., dodatkowo zwycięstwo D. Trumpa może oznaczać powrót polityki gospodarczej, bazującej na proinflacyjnym wzroście deficytu.

Ze względu na powyższe uczestnicy rynku dostosowują oczekiwania co do tempa obniżek stóp procentowych w 2025 r. – zmniejszając ich oczekiwaną liczbę.

Autor: Bartosz Wałecki, Analityk, Trader Michael / Ström Dom Maklerski

Polacy mniej zestresowani w pracy niż średnia światowa, ale tylko 6 na 10 jest zadowolonych z obecnej pracy

49% pracowników na świecie każdego dnia doświadcza stresu związanego z pracą, a 59% talentów twierdzi, że w ostatnim czasie nie wzięło udziału w żadnym szkoleniu zawodowym. W Polsce aż 88% przedstawicieli branży finansów & nieruchomości podziela wartości swojego pracodawcy, 9 na 10 wszystkich przedstawicieli generacji X uważa, że ich praca ma sen i cel, a talenty sektora IT czują się najpewniej szukając nowego miejsca zawodowego – takie dane płyną z opublikowanego dziś raportu ManpowerGroup „Global Talent Barometer 2024”. Badanie pokazuje również, że w naszym kraju więcej kobiet niż mężczyzn z pokolenia baby boomers twierdzi, że posiada wystarczające możliwości, aby zdobyć nowe umiejętności, natomiast osoby pracujące w obsłudze deklarują najmniejszy dostęp do technologii i narzędzi niezbędnych w pracy.

Najnowszy raport ManpowerGroup wskazuje, że pracownicy w Polsce deklarują lepsze poczucie wellbeingu, satysfakcji zawodowej oraz stabilności w organizacji, niż talenty na świecie ogółem. Wskaźnik Talent Barometer dla naszego kraju, będący nowym narzędziem służącym do pomiaru dobrostanu, satysfakcji z pracy, ale też poczucia pewności siebie pracowników na całym świecie, badający dwanaście unikalnych punktów odnoszących się do samopoczucia talentów, wyniósł bowiem 69%. Jest to wynik o 2 punkty procentowe wyższy, od wyniku globalnego plasującego się na poziomie 67%.

– Nieustannie ewoluujący rynek stawia wiele wyzwań zarówno przed pracownikami, managerami, jak i organizacjami. Jesteśmy w bardzo ciekawym momencie, bowiem z jednej strony mieszają się w zespołach przedstawiciele różnych pokoleń, wiele firm wraca w większym niż dotychczas wymiarze do biur, a sporo branż przechodzi pewne perturbacje. Z drugiej jednak strony coraz więcej mówi się o zdrowiu psychicznym, potrzebie elastyczności jaką zyskały talenty w miejscach pracy, wellbeingu, potrzebach rozwojowych czy upskillingowych, reskillingu, wykorzystywaniu AI – mówi Tomasz Walenczak, dyrektor generalny ManpowerGroup w Polsce i dodaje, że właśnie dlatego tak ważne jest to, by stale monitorować nastroje zespołów, ich potrzeby, to jak czują się nie tylko w zespole, ale także „sami ze sobą” w miejscu, w którym aktualnie się znajdują.

9 na 10 osób w Polsce czuje, że praca, którą wykonuje ma cel

Według analizy, jedynie 38% zatrudnionych osób w Polsce każdego dnia odczuwa niewielki stres związany z pracą lub nie odczuwa go wcale – najwyższy poziom codziennego niepokoju (49%) deklarują przedstawiciele nauk przyrodniczych & opieki zdrowotnej, podobnie jak pracownicy fizyczni (66%) oraz biurowi (65%). Natomiast najniższy wskaźnik stresu zanotowali przedstawiciele branży IT (28%), jak również mężczyźni z generacji X (30%). 87% polskich talentów z nich twierdzi, że praca, którą wykonuje jest znacząca i ma cel, z czego aż 94% talentów działających w sektorze energetyki & usług komunalnych zgadza się z tym twierdzeniem. Do podobnych wniosków doszli również specjaliści (95%) oraz średnia kadra managerska (89%). W najmniejszym stopniu sens i cel zawodowy odnajdują pracownicy dóbr & usług konsumenckich.

Jak podkreśla dyrektor generalny ManpowerGroup w Polsce, poczucie, że wykonywana przez nas codzienna praca ma sens, czy wspólne dla talentów i firmy wartości to ważne aspekty. – Dane pokazują, że wskaźnik wellbeingu dla polskich organizacji jest wyższy o 4 punkty procentowe od średniej globalnej. To świadczy o dobrym samopoczuciu pracowników w organizacjach. Patrząc natomiast na wskaźniki dotyczące zadowolenia z wykonywanej pracy można stwierdzić, że tutaj mamy nieco więcej do zrobienia. Wiele zmian zachodzących na rynku, nieustanne ekonomiczno-gospodarcze wichry mające niebagatelny wpływ na niemal każdą branżę nie wzmacniają niestety poczucia stabilności, co jest oczywiście zrozumiałe – mówi ekspert.

78% zatrudnionych w organizacjach nad Wisłą osób uważa, że wyznaje podobne wartości do organizacji, w której jest zatrudniona. Patrząc na dane dotyczące pokoleń na rynku pracy, to aż 93% kobiet generacji baby boomers zgadza się z tym twierdzeniem, podobnie jak 99% przedstawicieli branży finansów & nieruchomości.

6 na 10 polskich pracowników jest zadowolonych z obecnej pracy

Jak wskazuje ManpowerGroup, tylko nieco ponad połowa (55%) talentów nad Wisłą czuje satysfakcję z wykonywanej pracy i nie planuje zmian zawodowych w ciągu najbliższych 6 miesięcy. Wskaźnik ten jest niższy wśród przedstawicieli transportu, logistyki & motoryzacji (45%) oraz pracowników fizycznych (46%). Najwyższą satysfakcję z codziennych zadań odczuwają natomiast mężczyźni pokolenia baby boomers (88%), jak również talenty sektora energetyki & usług komunalnych (75%).

Jakie zaufanie mają Polacy do swojego managera w kwestii obranej ścieżki rozwoju kariery? 6 na 10 respondentów odpowiedziało twierdząco, ufa swojemu przełożonemu w tym obszarze, podobnie jak 69% przedstawicieli średniej kadry managerskiej.

– Managerowie powinni zawsze myśleć o tym, że wypełniając zespół daną osobą zyskują talent, który mogą ukierunkować, uwolnić jego potencjał i zyskać nie tylko świetnego pracownika, ale także kogoś, kto rozwijając swoje skrzydła będzie jej integralną częścią, co jest kluczowe również dla organizacji. Pracodawcy dbający o dobrostan zatrudnionych osób, stawiający ich zawsze w centrum zyskują najwięcej. Warto zwrócić uwagę managerów na to, czego potrzebuje dana osoba w teamie, co jest dla niej ważne, co komunikuje, czy jakie wyzwania sygnalizuje. Dzięki takiej otwartości na informację zwrotną, świeżemu spojrzeniu można wyciągnąć wiele trafnych wniosków usprawniających działanie zespołu oraz całej organizacji – dodaje Tomasz Walenczak.

ManpowerGroup sprawdziło też jak pewnie czują się pracownicy w kwestii tego, czy znajdą nową pracę w ciągu najbliższych 6 miesięcy. Okazuje się, że 61% respondentów jest tego pewnych lub umiarkowanie pewnych. Najśmielej czują się w tym obszarze talenty IT (71%), specjaliści (69%), a także 63% kobiet generacji X.

Polskie firmy przodują w działaniach na rzecz likwidacji luki płacowej w Europie

Trzech na dziesięciu polskich pracodawców uważa równość i przejrzystość wynagrodzeń za wyzwanie dla swojej firmy. Ale w Europie i tak to polskie firmy przodują w działaniach na rzecz likwidacji luki płacowej.

Ponad jedna trzecia (36 proc.) polskich pracodawców postrzega jawność i równość wynagrodzeń wewnątrz organizacji za największe wyzwanie w obszarze swoje polityki płacowej. Jednocześnie więcej niż 40 proc. (przy europejskiej średniej wynoszącej 29 proc.) polskich pracodawców aktywnie pracuje nad poprawą równości wynagrodzeń. Z drugiej strony tylko 18 proc. z nich nie planuje obecnie walki z nierównościami w wynagrodzeniach. To dużo, ale europejska średnia firm obojętnych na kwestię równość i jawność płac wynosi prawie 40 proc. Powyższe wyniki są rezultatem międzynarodowego badania przeprowadzonego przez SD Worx, europejskiego dostawcę usług HR, wśród ponad 5000 firm i 18 000 pracowników w 18 krajach.

Więcej niż 25 proc polskich (i 21 proc. europejskich) pracodawców uważa strategiczną politykę wynagrodzeń i dobrobyt finansowy pracowników za jedno z najważniejszych wyzwań HR w najbliższym czasie. Stanowi to znaczny spadek w porównaniu do sytuacji sprzed trzech lat – wówczas aż 38 proc. polskich firm wskazywało na ten problem. To imponujący wynik – w tym samym czasie średnia europejska wynosiła 24 proc.

3/10 polskich i europejskich pracodawców nie spełnia wymogów prawnych dotyczących przejrzystości wynagrodzeń

Przejrzystość wynagrodzeń jest największym wyzwaniem dla polskich pracodawców (37 proc.). To niewiele więcej niż wynosi europejska średnia. Wyższe wyniki, a więc też większe problemy, wykazały przebadane firmy z Hiszpanii (45 proc.), Irlandii (43 proc.), Wielkiej Brytanii (42 proc.) i Austrii (38 proc.).Obecnie 41 proc. ogółu przebadanych pracodawców nie planuje jeszcze żadnych konkretnych usprawnień w tym zakresie. Ponad jedna czwarta (28 proc.) europejskich pracodawców aktywnie zwiększa przejrzystość wynagrodzeń, a jedna trzecia (32 proc.) planuje to zrobić.

Pomimo tego wyzwania, 48,5 procent polskich (i 42 proc. europejskich) pracowników uważa, że ich organizacja dąży do pełnej przejrzystości wynagrodzeń w ramach firmy. Zatrudnieni z Wielkiej Brytanii (58 proc.), Hiszpanii (57 proc.) i Rumunii (53 proc.) mają największą wiarę w intencje i zaangażowanie swoich pracodawców. Jednak trzech na dziesięciu polskich i europejskich pracodawców (32,6 proc. i 29 proc.) nie jest w pełni świadomych przepisów prawnych dotyczących przejrzystości wynagrodzeń, takich jak unijna dyrektywa w sprawie przejrzystości wynagrodzeń z 10 maja 2023 r, a zatem nie spełniają jej wymagań.

Ponad połowa polskich i europejskich firm odnotowuje wzrost całkowitych kosztów wynagrodzeń

Koszty wynagrodzeń w minionym roku wzrosły w ponad 56 proc. polskich firm. To nieco więcej niż w Europie, ale najwyższe wyniki notują organizacje działające w Austrii (61 proc.), Finlandii i Szwecji (60 proc.) i Niemczech (59 proc.)

Jednocześnie jedna trzecia pracodawców dostrzega wyzwania związane z promowaniem dobrobytu finansowego swoich pracowników i zmniejszaniem stresu finansowego. Polscy pracownicy wskazują, że stałe podwyżki wynagrodzeń (49 proc.), premie, nagrody i bonusy (44 proc.)  oraz dodatkowe świadczenia, takie jak ubezpieczenie zdrowotne, programy emerytalne lub płatna opieka nad dziećmi w ciągu dnia (31 proc.), jako najczęstsze w ich firmach inicjatywy mające na celu rozwiązanie tego problemu.

— W kwestii wynagrodzeń i relacji z pracownikami komunikacja jest kluczowym elementem. Ma wpływ zarówno na samopoczucie i komfort pracowników, jak też ocenę pracodawcy. Dlatego bardzo ważne jest, by otwarcie i klarownie informować zatrudniane osoby o naszych działaniach na rzecz jawności i równości płac – zarówno tych wymaganych prawnie, jak i będących naszą własną inicjatywą. Nasze badania pokazują, że połowa europejskich organizacji już pracuje nad tą kwestią, przy czym przoduje Wielka Brytania, Rumunia i właśnie Polska. Na dzisiejszym konkurencyjnym rynku kluczowe znaczenie ma dostosowanie wynagrodzenia do tego, co pracownicy uważają za ważne. Pomaga to nie tylko przyciągnąć talenty, ale także je zatrzymać. Sześciu na dziesięciu pracowników uważa wynagrodzenie za najważniejsze kryterium przy wyborze organizacji. Dlatego tak ważne jest by, pracownicy wiedzieli o polityce wynagrodzeń firmy, prowadzonej przez nią działaniach i wszystkich składowych ich wynagrodzenia – mówi Paulina Zasempa, People Contry Lead w SD Worx Poland.

Informacje o badaniu

SD Worx, wiodący europejski dostawca usług HR, pomaga organizacjom w zakresie kadr i płac. SD Worx regularnie przeprowadza ankiety, aby dowiedzieć się, co naprawdę ma znaczenie dla pracodawców i pracowników. Analiza najnowszej ankiety „Navigator Series” zapewnia organizacjom kompas do poruszania się po wyzwaniach związanych z kadrami i płacami. Badanie zostało przeprowadzone w lutym 2024 r. w 18 krajach europejskich: Austrii, Belgii, Chorwacji, Danii, Finlandii, Francji, Niemczech, Włoszech, Irlandii, Holandii, Norwegii, Polsce, Rumunii, Serbii, Słowenii, Hiszpanii, Szwecji i Wielkiej Brytanii. Łącznie przebadano 5 118 firm i 18 000 pracowników. Wyniki są ważone i gwarantują wiarygodną reprezentację rynku pracy w każdym kraju.

Polska wśród najczęściej atakowanych przez hakerów państw w Europie Środkowej

  • W ujęciu tygodniowym liczba ataków na instytucje rządowe i wojskowe w Polsce wynosi około 2 100 – to poziom porównywalny z sąsiednimi Czechami i Węgrami (2 200), znacznie wyższy niż na Słowacji (1 400) czy w Niemczech (1300).
  • Polska – według raportu Banku Centralnego Cypru – odnotowała jeden z najwyższych wskaźników pod względem liczby cyberataków wpływających na działalność biznesową – 29,7%, zaraz za Holandią (30,1%) i Finlandią (43,8%). *
  • Drastyczny wzrost liczby ataków to wyzwanie nie tylko dla firm, ale również dla całego sektora bezpieczeństwa narodowego. Cyberprzestępcy nie tylko stają się coraz bardziej wyspecjalizowani i zuchwali, ale również coraz lepiej finansowani i zorganizowani, co sprawia, że zagrożenie jest bardziej realne i nieprzewidywalne niż kiedykolwiek wcześniej.

Polska znajduje się w ścisłej czołówce 5 najbardziej atakowanych krajów przez cyberprzestępców w Europie Środkowej. Jeśli pod uwagę weźmiemy najbardziej wrażliwy sektor gospodarki, który stał się celem hakerów – wojskowo-rządowy, to zaliczamy się do grona 3 najbardziej nękanych państw, zaraz po Czechach i Węgrach. Polskie instytucje atakowane są niemal 2100 razy tygodniowo – wynika z najnowszych analiz firmy Check Point.

Dane te potwierdza najnowszy raport Bank Centralnego Cypru, badający – w ramach unijnego rozporządzenia o cyfrowej odporności operacyjnej (DORA) – poziom stabilności finansowej w UE. Dokument zwraca uwagę na rosnące ryzyko cyberbezpieczeństwa instytucji finansowych w całej Europie, informując, że 22,2% przedsiębiorstw w UE zgłosiło incydenty cybernetyczne, które zakłóciły usługi lub naraziły na szwank dane. Polska – według raportu – odnotowała jeden z najwyższych wskaźników pod względem liczby cyberataków wpływających na działalność biznesową – 29,7%, zaraz za Holandią (30,1%) i Finlandią (43,8%). *

Wśród ujawnionych przypadków można wymienić m.in. BS w Zambrowie, który na początku w 2024 r. padł ofiarą ataku ransomware (dane klientów zostały zaszyfrowane a bankowość elektroniczna przestała działać). Z kolei w 2023 r. BOŚ był atakowany przez różnego rodzaju ataki hakerskie na usługi bankowości elektronicznej, co spowodowało dla klientów czasowe problemy z dostępem do niektórych usług. W 2024 r. cyberprzestępcy kierowali swoje ataki m.in. na klientów mBank, Alior Bank, PKO BP.

Skokowy wzrost cyberataków na polskie firmy: sektor wojskowy i rządowy na celowniku

W 2024 roku Polska odnotowuje dalszy wzrost liczby cyberataków, co nie tylko budzi poważne obawy wśród właścicieli firm, ale również przyciąga uwagę międzynarodowych ekspertów ds. bezpieczeństwa.

Najczęściej atakowane państwa w Europie Środkowej:

1. Słowenia, 2. Czechy, 3. Węgry, 4. Austria, 5. Polska

Choć do niedawna na czołowej pozycji wśród celów cyberataków znajdowały się firmy z branży telekomunikacyjnej i finansowej, w 2024 roku cyberprzestępcy zwrócili swoją uwagę na sektor rządowy i wojskowy. Obecnie to właśnie te instytucje stały się głównym celem działań hakerów. W ujęciu tygodniowym liczba ataków na instytucje rządowe i wojskowe w Polsce wynosi około 2 100 – to poziom porównywalny z sąsiednimi Czechami i Węgrami (2 200), znacznie wyższy niż na Słowacji (1 400) czy w Niemczech (1 300). Dane te plasują Polskę w ścisłej czołówce państw Europy Środkowej pod względem liczby ataków na sektor rządowo-wojskowy.

NASK od wielu miesięcy ostrzega przed atakami hakerów kierowanych przez Główny Zarząd Wywiadowczy Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej (GRU) na polskie instytucje rządowe. Hakerzy atakują za pomocą „rozsyłania szkodliwego oprogramowania”. – Wiemy, że delegowane są dwie grupy, które stworzyła rosyjska GRU [wywiad wojskowy], aby przeprowadzać cyberataki na Polskę. Infrastruktura wodno-kanalizacyjna, energetyka, administracja rządowa i samorządowa to główne kierunki cyberataków – poinformował na portalu X wicepremier i minister cyfryzacji, Krzysztof Gawkowski.

Przemiana priorytetów w cyberatakach: finanse schodzą na dalszy plan

Zmiany na liście najczęściej atakowanych sektorów widoczne są również w prywatnej gospodarce. Jeszcze w styczniu 2024 roku cyberataki najczęściej dotyczyły sektora telekomunikacyjnego i finansowego, lecz obecnie głównymi celami stały się sektory wojskowy oraz użyteczności publicznej. Sektor finansowy, pomimo że pozostaje podatny na zagrożenia, spadł na trzecie miejsce pod względem częstotliwości cyberataków. Taka zmiana priorytetów może sugerować, że przestępcy dostosowują swoje metody i cele do aktualnej sytuacji politycznej i technologicznej.

Polska w obliczu globalnego zagrożenia

Drastyczny wzrost liczby ataków to wyzwanie nie tylko dla firm, ale również dla całego sektora bezpieczeństwa narodowego. Cyberprzestępcy nie tylko stają się coraz bardziej wyspecjalizowani i zuchwali, ale również coraz lepiej finansowani i zorganizowani, co sprawia, że zagrożenie jest bardziej realne i nieprzewidywalne niż kiedykolwiek wcześniej.

– Wraz z coraz większą liczbą cyberataków, rośnie potrzeba silnej strategii obronnej opartej na współpracy międzynarodowej, wymianie informacji oraz wprowadzaniu innowacyjnych technologii ochronnych. Czas pokaże, czy Polska wraz z sąsiednimi krajami zdoła skutecznie stawić czoła cyberzagrożeniom i wzmocni swoje systemy obrony w obliczu kolejnych ataków – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies w Polsce.

Branża TSL przed nowymi wyzwaniami, a w tle miliardowe długi

Zgodnie z danymi Krajowego Rejestru Długów, sektor transportowo-spedycyjno-logistyczny (TSL) zadłużony jest na ponad 1,4 mld zł, a do odzyskania od swoich dłużników ma ponad pół miliarda zł. Niestety, barier ograniczających branżę transportową jest znacznie więcej. Oprócz wzrastającej liczby niewypłacalności, sen z powiek przewoźnikom spędzają również nowe regulacje i niepokojące dane.

Według danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego i przeprowadzonej symulacji, do 2035 r. polski rynek pracy może zmniejszyć się o 2,1 mln pracowników, a więc o ponad 12 proc. Branżą, która w największym stopniu odczuje ten ubytek będzie m.in. transport – sektor ten w latach w latach 2024-2035 opuści blisko 250 tys. osób, natomiast nowe zatrudnienie wyniesie niecałe 100 tys. Dodatkowym bieżącym obciążeniem dla branży TSL w Polsce jest zwiększona od 1 listopada 2024 r. liczba odcinków płatnych dróg. Niepokojące sygnały płyną również od przedstawicieli Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce, którzy zwrócili uwagę na szybki i gwałtowny spadek zamówień przewozowych oraz rosnące koszty, w tym dotyczące finansowych zobowiązań kredytowych i leasingowych, które mogą skutecznie zagrozić działalności wielu firm przewozowych.

Miliardowe zadłużenie

Jak pokazują najnowsze dane Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, łączne zadłużenie sektora TSL wynosi obecnie 1,4 mld zł i dotyczy 30,8 tys. firm. Ponad 21 tys. z nich to jednoosobowe działalności gospodarcze. Dwie trzecie (1,3 mld zł) długów, generują firmy świadczące usługi transportu lądowego oraz rurociągowego, a 114,2 mln zł – podmioty zajmujące się magazynowaniem i działalnością usługową wspomagającą transport. Firmy pocztowe i kurierskie są winne wierzycielom nieco ponad 41 mln zł. Średnio jeden dłużnik z branży TSL ma do oddania 46,8 tys. zł.

Patrząc przez pryzmat mapy Polski, blisko połowę (44,9 proc) ogólnego zadłużenia branży TSL generują trzy województwa: mazowieckie – ok. 300 mln zł, śląskie – 178,6 mln zł oraz wielkopolskie – 172,4 mln zł. Najmniej przeterminowanych zobowiązań notują przedsiębiorcy z woj. opolskiego, świętokrzyskiego i warmińsko-mazurskiego (poniżej 30 mln zł każde).

Przewoźnicy zalegają przede wszystkim branży finansowej i ubezpieczeniowej – to niemal 950 mln zł. Z tego ponad 390 mln zł należy do wtórnych wierzycieli (firm windykacyjnych i funduszy sekurytyzacyjnych), 290,5 mln – do firm leasingowych, a 156 mln zł – ubezpieczeniowych. Kolejne 229,5 mln zł firmy transportowe są winne branży paliwowej, a 130 mln zł – branży handlowej.

Jest jednak i druga strona medalu, czyli ponad 551,7 mln zł, które przedstawiciele sektora TSL muszą odzyskać od swoich dłużników. Z tego 36 mln zł to wzajemne zobowiązania branży transportowej.

Dużym wyzwaniem dla przewoźników są: zielona transformacja, czyli Fit for 55, Zielony Ład i unijne dyrektywy. Do tego dochodzą wysokie koszty prowadzenia działalności czy cen paliw. Co więcej, ogromna część przewoźników znajduje się na granicy wypłacalności, a blisko 31 tysięcy firm już dziś nie jest w stanie terminowo regulować swoich zobowiązań. Przewoźnicy mają też spory problem z odzyskaniem zapłaty za zrealizowane usługi. Nierzetelni klienci są im winni ponad pół miliarda złotych. To jedna trzecia łącznego długu firm transportowych i wyraźny hamulec rozwoju w postaci zatorów płatniczych. Pamiętajmy, że w ubiegłym roku 527 firm z tego sektora ogłosiło upadłość lub restrukturyzację. To jedna z branż, w której najdłużej czeka się na płatnośćAdam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Wielotysięczne koszty

Choć obecna sytuacja sektora już jest bardzo trudna, to na horyzoncie pojawiają się kolejne kłopoty. Mowa o obowiązku, który muszą spełnić właściciele firm działających w transporcie międzynarodowym, posiadający w swojej flocie pojazdy wyprodukowane przed czerwcem 2019 roku. Takie pojazdy wyposażone są w tachografy cyfrowe i analogowe starego typu. Zgodnie z przepisami, urządzenia te muszą zostać wymienione najpóźniej do 31 grudnia 2024 r. na inteligentne tachografy drugiej generacji (tzw. retrofit). Co ważne, przewoźnicy muszą to zrobić we własnym zakresie.

Koszt wymiany takiego tachografu wynosi kilka tysięcy złotych. To niewiele, jeśli mówimy o jednej ciężarówce. Ale firmy działające w transporcie międzynarodowym mają w swojej flocie z reguły kilka, kilkanaście takich pojazdów. Wówczas koszty wymiany mogą wynieść nawet od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych. Bez spełnienia tego obowiązku nie będzie można jednak świadczyć międzynarodowych przewozów drogowych. Dodatkowo trzeba się też liczyć z karą finansową w wysokości 10 tysięcy złotych dla firmy transportowej oraz 2 tysięcy złotych dla osoby zarządzającej transportem – wyjaśnia Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.

Mimo licznych apelów przedstawicieli branży o dofinansowanie do wymiany tachografów cyfrowych, we wrześniu br. Ministerstwo Infrastruktury poinformowało, że nie planuje wprowadzić takich dotacji. Mniejsi przewoźnicy wzięli więc sprawy w swoje ręce.

Liczba mikrofirm z branży transportowej wnioskujących o finansowanie wzrosła nam rok do roku o 97 procent, a wysokość finansowań o ponad 57 procent. W porównaniu do innych branż firmy te w większym stopniu korzystały ze wszystkich dostępnych form finansowania, czyli eFaktoringu, eGotówki i Fakturatki. W ramach rat dla biznesu najczęściej finansowali: części zamienne, usługi warsztatowe, ubezpieczenia, opony i właśnie wspomniane tachografy – komentuje Emanuel Nowak.

Zalety korzystania z wypożyczalni aut w Warszawie podczas podróży służbowej

Podróże służbowe są nieodłącznym elementem życia zawodowego wielu osób, wymagające mobilności i sprawnej logistyki. W Warszawie, dynamicznie rozwijającym się centrum biznesowym, wypożyczalnie samochodów stanowią idealne rozwiązanie dla tych, którzy cenią sobie kontrolę nad czasem i elastyczność. Wybór odpowiedniego pojazdu w trakcie podróży służbowej pozwala na efektywne realizowanie planów, uczestnictwo w spotkaniach biznesowych oraz nawiązywanie nowych kontaktów. Wybór usług wynajmu samochodów to nie tylko wygoda, ale także sposób na zarządzanie kosztami oraz podniesienie prestiżu firmy. Jakie korzyści niesie ze sobą wynajem aut podczas podróży służbowej? Oto kilka kluczowych aspektów.

Oszczędność czasu i wygoda podczas podróży służbowych

Jedną z głównych zalet korzystania z wynajmu samochodów jest oszczędność czasu. Wypożyczając auto, unikasz długiego oczekiwania na transport publiczny lub na taksówki, co przekłada się na lepsze zarządzanie harmonogramem. Mobilność, jaką oferują wynajęte samochody, jest szczególnie cenna w dużych miastach, takich jak Warszawa, gdzie szybkość przemieszczania się jest kluczowa. Dodatkowo, wynajęte pojazdy są w doskonałym stanie technicznym i regularnie serwisowane, co zwiększa wygodę i bezpieczeństwo podróży służbowych. Ponadto, firmy wynajmujące często oferują floty, które są dostępne na żądanie w strategicznych lokalizacjach, takich jak lotniska.

Kontrola i zarządzanie kosztami delegacji

Wynajem samochodu podczas podróży służbowej pozwala na efektywne zarządzanie kosztami delegacji. Dzięki temu firmy ponoszą koszty jedynie za faktyczne użytkowanie pojazdu, unikając konieczności zakupu i utrzymania własnej floty. Możliwość wcześniejszej rezerwacji online zapewnia dostępność pojazdów oraz konkurencyjne ceny. Ponadto, wypożyczalnie oferują często specjalne pakiety oraz programy lojalnościowe, co dodatkowo redukuje koszty związane z wynajmem. Przedsiębiorstwa podkreślają, że wypożyczalnia aut w Warszawie umożliwia szybkie i elastyczne reagowanie na zmieniające się potrzeby rynku, co jest kluczowe w kontekście zarządzania kosztami podróży służbowych.

Elastyczność wyboru pojazdu oraz dostosowanie do indywidualnych potrzeb

Współczesne wypożyczalnie samochodów oferują szeroką gamę pojazdów, co umożliwia dostosowanie wyboru do indywidualnych potrzeb klienta. Niezależnie od tego, czy potrzebujesz ekonomicznego auta miejskiego, eleganckiego modelu reprezentacyjnego, czy przestronnego minivana na zespół, wynajem samochodu zapewnia pełną elastyczność. Pracownicy firm mogą wybrać samochód, który najlepiej odpowiada ich preferencjom i charakterowi podróży, co zwiększa komfort i efektywność podróży służbowych. Jest to istotne również z punktu widzenia reprezentacyjnego, gdzie luksusowy samochód może wpływać na postrzeganie firmy przez klientów i partnerów biznesowych.

Podsumowanie

Korzystanie z usług wypożyczalni aut w Warszawie w kontekście podróży służbowych to przede wszystkim komfort i oszczędność czasu dzięki niezależności od transportu publicznego. Wynajem pojazdów pozwala na precyzyjne zarządzanie kosztami oraz oferuje pełną elastyczność wyboru auta, co jest nieocenione w dynamicznie zmieniających się sytuacjach biznesowych. Obsługa klientów biznesowych przez wypożyczalnie samochodów dostarcza dodatkowych korzyści, takich jak dostępność floty w dowolnym czasie oraz profesjonalna pomoc, co czyni wynajem jednym z najefektywniejszych rozwiązań dla firm.

Koszty działalności i ZUS na czele listy obaw mikroprzedsiębiorców w Polsce

Z najnowszego raportu rynkowego wynika, że wśród mikrofirm oraz małych przedsiębiorstw obecnie największe obawy budzą ogólnie rosnące koszty prowadzenia działalności gospodarczej – 36,7%. W drugiej kolejności niepokój wywołuje podnoszenie składek na ZUS – 29,5%. Trzecim zagrożeniem w rankingu są nierzetelni kontrahenci – 27,2%. W TOP5 widać też obawy zarówno przed utratą płynności finansowej – 20,5%, jak i podnoszeniem podatków oraz nakładaniem dodatkowych danin – 18,1%. Z kolei najmniej zagrażająca wydaje się niestabilność polityczna – 1,2%. Do tego z raportu wychodzi, że tylko 2,5% badanych niczego się nie boi. 4,1% przedsiębiorców obawia się kwestii spoza przygotowanej listy. Z kolei 2,3% ankietowanych nie potrafi się określić w tej materii.

Mikroprzedsiębiorcy i właściciele małych firm obecnie najbardziej obawiają się ogólnie rosnących kosztów prowadzenia działalności gospodarczej – 36,7%. Tak wynika z raportu pt. „Bieżące obawy i lęki mikrofirm oraz małych przedsiębiorstw w Polsce”, przygotowanego przez platformę UCE RESEARCH i kancelarię ProPrawni. Ankietowani wskazali pięć rzeczy, których obecnie najbardziej się boją, prowadząc własną działalność gospodarczą.

– Zwiększenie kosztów prowadzenia działalności budzi najczęstsze obawy, bo bezpośrednio wpływa na rentowność i stabilność finansową firm, zwłaszcza tych najmniejszych, które dysponują ograniczonymi zasobami. Każdy, kto prowadzi biznes, zdaje sobie sprawę z tego, że koszty energii, surowców i wynagrodzeń mogą gwałtownie wzrosnąć. Są trudne do przewidzenia i kontrolowania, zwłaszcza w czasach inflacji i zmian gospodarczych oraz preferencji pracowniczych. Dlatego też ww. obawa jeszcze długo będzie najczęściej występować wśród tego typu przedsiębiorców – mówi Grzegorz Kostrzewa, prezes zarządu kancelarii restrukturyzacyjnej ProPrawni i jeden ze współautorów raportu.

Drugie miejsce w rankingu obaw ma podnoszenie składek na ZUS – 29,5%. – Dla wielu firm tego typu obciążenia są bardziej zauważalne, ponieważ nie można ich odliczyć ani zmniejszyć na podstawie obrotów. Należy je płacić, nawet w przypadku ponoszenia strat w wyniku bieżącej działalności, podczas gdy podatki są często uzależnione od dochodów – zwraca uwagę ekspert.

W TOP3 zagrożeń budzących najwięcej lęków są też nierzetelni kontrahenci – 27,2%. – Obawa przed nimi jest uzasadniona, bo mniejsze podmioty często mają niewielką liczbę klientów. Problemy z jednym kontrahentem mogą szybko zachwiać stabilnością finansową mikrofirmy czy małego przedsiębiorstwa. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że większość osób prowadzących działalność nie przykłada odpowiedniej wagi do utrzymania należytej płynności finansowej – zauważa Grzegorz Kostrzewa.

Kolejna w zestawieniu jest obawa przed utratą płynności finansowej – 20,5%. – Utrzymywanie jej jest jednym z najbardziej istotnych czynników decydujących o powodzeniu przedsięwzięcia. Pozostaje w ścisłej korelacji z kosztami prowadzonej działalności. Utrata płynności dla wielu firm wiąże się z niewypłacalnością lub jej zagrożeniem. A to z kolei może wprost prowadzić do upadłości – wyjaśnia współautor raportu.

Zestawianie TOP5 zamyka lęk przed podnoszeniem podatków i nakładaniem dodatkowych danin – 18,1%. – Nikt nie lubi płacić podatków, bo one bezpośrednio wpływają na dochody i mogą zmniejszyć zyski netto firm. To ogranicza możliwości inwestycji lub rozwoju. W obliczu zmian legislacyjnych i rosnących kosztów życia podnoszenie podatków wydaje się możliwe. Dlatego przedsiębiorcy uznają to za realne ryzyko – komentuje Grzegorz Kostrzewa.

Przedsiębiorcy boją się też kontroli zarówno urzędu skarbowego – 12,9%, jak i ZUS-u – 10,3%. – To wynika głównie z potencjalnych konsekwencji finansowych i czasowych. Kontrole mogą ujawnić nieprawidłowości w dokumentacji finansowej lub składkach, co może prowadzić do grzywien, konieczności zapłaty zaległości z odsetkami oraz dodatkowych opłat administracyjnych. A najmniejsze na rynku podmioty zwykle nie dysponują mocno rozbudowanym działem księgowym czy prawnym – tłumaczy ekspert z kancelarii restrukturyzacyjnej ProPrawni.

Po środku zestawienia widać też obawy związane z brakiem odpowiednich pracowników – 12,8%, zmianami w przepisach – 12,7%, a także działaniami konkurencji – 11,9%. Dalsze lęki dotyczą podjęcia złych decyzji biznesowych – 11,2%, braku zamówień i klientów – 10,5%, jak również biurokracji sprawozdawczej – 9,3%. – Są to zagadnienia istotne, ale nie tak palące, jak kwestie finansowe czy bezpośrednie koszty działalności. To czyni je obszarami wymagającymi dużej czujności, lecz bez konieczności intensywnych działań zaradczych w krótkim okresie – uważa współautor raportu.

Z kolei najmniej lęków budzą takie kwestie, jak niestabilność polityczna – 1,2%, kontakty z bankami lub firmami leasingowymi – 3,9%, ryzyko wybuchu wojny na terytorium RP – 4,9%, a także biurokracja sprawozdawcza – 9,3%. – Mikroprzedsiębiorcy i właściciele małych firm traktują te sprawy drugorzędnie w porównaniu do bardziej bezpośrednich wyzwań operacyjnych. Dla mniejszych podmiotów gospodarczych kluczowe pozostają codzienne, namacalne trudności – stwierdza Grzegorz Kostrzewa.

Do tego z raportu wynika, że tylko 2,5% przedsiębiorców niczego się nie obawia. 4,1% osób boi się innej kwestii, niż założyli to autorzy badania. Z kolei 2,3% ankietowanych nie potrafi się określić. – Te wyniki odzwierciedlają wysoki poziom niepewności, z którymi aktualnie mierzy się cały sektor. Część z nich wykracza nawet poza przewidziane kategorie. Ponadto widać, że małe podmioty mierzą się z wyzwaniami wieloaspektowymi, nierzadko trudnymi do zidentyfikowania w klasycznych badaniach ankietowych – podsumowuje ekspert z kancelarii restrukturyzacyjnej ProPrawni.

***
Opis metody badawczej

Raport pt. „Bieżące obawy i lęki mikrofirm oraz małych przedsiębiorstw w Polsce” został przygotowany na podstawie specjalnego badania, które zostało wykonane przez platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH przy udziale merytorycznym kancelarii restrukturyzacyjnej ProPrawni. Czynności badawcze były prowadzone od 7 października do 4 listopada br. Analizą objęto wyłącznie mikrofirmy i małe przedsiębiorstwa, które w dniu badania nie zatrudniały więcej niż 50 osób. Do tego ich zeszłoroczny obrót lub całkowity bilans roczny nie przekroczył 10 milionów EUR. W ankiecie wzięło udział 617 menagerów z ww. podmiotów. Odpowiedzi uzyskano za pomocą wywiadów telefonicznych, wspomaganych komputerowo. Dane firm pozyskano z ogólnodostępnych źródeł rejestrowych.

Ankietowani mieli wskazać pięć rzeczy, których obecnie najbardziej obawiają się, prowadząc własną działalność gospodarczą. Dodatkowo zadano im kilka pytań tzw. rozbiegowych, w tym dot. dokładnego profilu działalności, miejsca jej prowadzenia, liczby pracowników i bilansu rocznych obrotów.

Pożyczka dla firm czy kredyt w rachunku bieżącym – jak sfinansować bieżącą działalność?

Przedsiębiorcy muszą regularnie opłacać faktury, wypłacać wynagrodzenia czy też inwestować w bieżące potrzeby operacyjne. Na szczęście istnieje wiele narzędzi finansowych, które mogą wesprzeć ich w codziennych wyzwaniach związanych z zarządzaniem finansami. Wśród nich szczególnie popularne są pożyczka dla firm oraz kredyt w rachunku bieżącym. Wybór odpowiedniego rozwiązania zależy od specyfiki działalności i potrzeb finansowych firmy. Dowiedz się na ten temat więcej.

Pożyczka dla firm – elastyczne wsparcie finansowe

Jednym z popularniejszych sposobów finansowania bieżącej działalności jest pożyczka dla firm. Pozwala ona na szybkie uzyskanie dodatkowych środków, które można przeznaczyć na dowolny cel związany z prowadzeniem przedsiębiorstwa. Może to być zakup towarów, opłacenie faktur czy nawet pokrycie kosztów zatrudnienia pracowników.

Dla kogo będzie to dobre rozwiązanie? Przede wszystkim dla przedsiębiorców, którzy potrzebują jednorazowego zastrzyku gotówki na konkretny cel. Niezależnie od tego, czy prowadzisz firmę produkcyjną, usługową, czy handlową, pożyczka dla firmy daje możliwość elastycznego zarządzania swoimi finansami, bez konieczności ograniczania się do określonych kategorii wydatków.

Warto również wspomnieć o pożyczkach dla firm jednoosobowych, które zyskują na popularności. Mikroprzedsiębiorcy, którzy prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą, często spotykają się z wyzwaniami w uzyskaniu finansowania na preferencyjnych warunkach. W takich sytuacjach warto skorzystać np. z pomocy ekspertów kredytowych.

Kredyt w rachunku bieżącym – idealny na krótkoterminowe potrzeby

Kolejnym rozwiązaniem, które można rozważyć, jest kredyt w rachunku bieżącym. Jest to forma kredytu odnawialnego, pozwalającego firmie na korzystanie z dodatkowych środków w ramach limitu ustalonego przez bank. Jak to działa? Przedsiębiorca może przekroczyć stan swojego rachunku o określoną kwotę, a spłata kredytu następuje automatycznie po wpływie środków na konto.

Dla firm, które mają cykliczne wpływy i wypływy finansowe, kredyt w rachunku bieżącym stanowi wygodne i elastyczne rozwiązanie. W momencie gdy pojawia się potrzeba zapłaty za towary czy usługi, a środki na koncie są niewystarczające, przedsiębiorca może skorzystać z dodatkowego finansowania. Kredyt ten jest dobrym narzędziem dla firm, które potrzebują krótkoterminowego wsparcia, aby utrzymać płynność finansową.

W przeciwieństwie do pożyczek, które wymagają określenia celu finansowania, kredyt w rachunku bieżącym jest bardziej uniwersalny i może być wykorzystywany w dowolnym momencie, w miarę potrzeb. Spłata zobowiązania następuje automatycznie, co czyni go szczególnie korzystnym dla firm, które cenią sobie wygodę i prostotę w zarządzaniu swoimi finansami.

Pożyczka dla firm czy kredyt w rachunku bieżącym – co wybrać?

Decyzja o wyborze odpowiedniego narzędzia finansowego zależy od indywidualnych potrzeb przedsiębiorstwa. Pożyczka dla firmy jednoosobowej będzie odpowiednia dla mikroprzedsiębiorców, którzy potrzebują jednorazowego wsparcia finansowego na rozwój swojej działalności. Z kolei kredyt w rachunku bieżącym sprawdzi się w firmach, które regularnie muszą pokrywać krótkoterminowe zobowiązania i cenią sobie elastyczność oraz szybki dostęp do środków.

Jeżeli nie jesteś pewien, które z tych rozwiązań lepiej odpowiada potrzebom Twojej firmy, możesz skonsultować się z ekspertem kredytowym, na przykład korzystając z oferty ze strony: https://mfinanse.pl/oferta-dla-firm/finansowanie-biezacej-dzialalnosci/. Specjalista pomoże ocenić sytuację finansową Twojej firmy i dobrać rozwiązanie, które będzie dla niej optymalne.

Zarządzanie finansami firmy nie musi być skomplikowane!

Wybór odpowiedniego narzędzia finansowego to istotny element skutecznego zarządzania firmą, zwłaszcza gdy chodzi o zapewnienie bieżącej płynności. Zarówno pożyczka dla firm, jak i kredyt w rachunku bieżącym zapewniają przedsiębiorcom elastyczne wsparcie, które można dostosować do indywidualnych potrzeb działalności. Każde z tych rozwiązań ma swoje zalety i zastosowanie, w zależności od tego, czy potrzeba jednorazowego zastrzyku gotówki, czy raczej stałego dostępu do środków. Warto dobrze przeanalizować swoje potrzeby finansowe i wybrać opcję, która najlepiej wspiera rozwój biznesu.

[Artykuł sponsorowany]

Baker McKenzie: W branży technologicznej może pojawić się więcej sporów dotyczących rozliczenia transakcji M&A

Wraz ze spadkiem wycen spółek z branży technologicznej pojawiać się może coraz więcej sporów związanych z ostatecznym rozliczeniem transakcji sprzedaży przedsiębiorstw z tego sektora, twierdzą eksperci kancelarii Baker McKenzie. Dotyczyć one mogą zwłaszcza wypłaty dodatkowego wynagrodzenia, należnego pod warunkiem realizacji zakładanych planów biznesowych.

Dynamiczny rozwój nowych technologii w ostatnich latach rozbudził optymizm inwestorów co do perspektyw wzrostu sektora i spowodował gwałtowny wzrost wycen przejmowanych spółek na świecie. W wielu przypadkach wyceny spółek technologicznych uwzględniały nie tylko produkty oraz usługi, które spółka już oferowała, ale również projekty biznesowe, nad którymi pracowała lub wprowadzała do obrotu.

Po czasie prosperity na rynku nastąpiło spowolnienie i zaczęły pojawiać się spory co do wypłaty dodatkowej premii z tytułu zawartej w umowie sprzedaży klauzuli „earn-out”. Określa ona dodatkowe wynagrodzenie wypłacane sprzedającym pod warunkiem, że spółka zrealizuje zdefiniowane umownie parametry finansowe, zakończy pracę nad prowadzonym ważnym projektem lub sprzeda określony wolumen produktów i usług.

– W okresie koniunktury na pewno znacznie łatwiej o sukces i wypłatę pełnej kwoty ostatniej transzy ceny za udziały. Jednak bez precyzyjnego opisania warunków wypłaty earn-outu między stronami transakcji może pojawić się spór – mówi Radzym Wójcik, counsel w zespole transakcyjnym Baker McKenzie. – Ryzyko sporu o earn-out rośnie w okresach dekoniunktury, kiedy cała branża radzi sobie gorzej, a realizacja zakładanych celów, na przykład określonego poziomu sprzedaży, staje się trudniejsza.

Jak podkreślają prawnicy Baker McKenzie problem dotyczy w szczególności spółek technologicznych, których wyceny w ubiegłych latach gwałtownie wzrosły w związku między innymi z rozpowszechnianiem technologii opartej o sztuczną inteligencję i przyspieszeniem digitalizacji wielu sektorów gospodarki.

– Sektor technologiczny to jedna z najszybciej rozwijających się branż. W przypadku wielu spółek, zwłaszcza na wczesnym etapie rozwoju bądź wdrażających przełomowe rozwiązanie, nieraz trudno jest przewidzieć ich wyniki w założonym terminie – mówi Alicja Szczęśniak, counsel w zespole rozwiązywania sporów Baker McKenzie. – Jeśli wynik finansowy znacznie odbiega od oczekiwań, łatwo wówczas o konflikt i na jaw wychodzi słabość postanowień umownych zawieranych na fali optymizmu i przekonania obu stron transakcji o perspektywach rozwoju dla spółki i branży.

Źródłem sporu może być rozbieżność wizji rozwoju spółki po zawarciu transakcji czy podział odpowiedzialności za realizację zakładanych celów, od których uzależniony jest earn-out. Jeśli po otrzymaniu pierwszej transzy zapłaty sprzedający nie mają już wpływu na działania spółki, mogą obawiać się, że nowy właściciel nie będzie zainteresowany rozwijaniem jej w taki sposób, aby wypełniła warunki do wypłaty earn-outu. Między stronami mogą pojawić się też konflikty związane z planowanymi inwestycjami, które obniżą wynik spółki w okresie objętym earn-outem, a których pozytywne skutki będą widoczne dopiero w późniejszym czasie.

– Istotne jest odpowiednie zaprojektowanie transakcji, aby strony jasno określiły, kto odpowiada za realizację earn-outu i w jaki sposób ponoszą ryzyko działalności spółki po transakcji sprzedaży, a jednocześnie były jednakowo zmotywowane do maksymalizacji potencjału spółki i jej integracji z nabywcą – dodaje Alicja Szczęśniak. – Warto też pamiętać o ustaleniu odpowiednich zasad prowadzenia sporu dopasowanych kosztem do wysokości zakładanego earn-outu, aby koszty te nie przewyższyły kwoty dodatkowego wynagrodzenia.

Jak twierdzą eksperci kancelarii, wśród inwestorów coraz popularniejsze staje się ubezpieczanie transakcji na wypadek nieprawdziwości oświadczeń i zapewnień ze strony sprzedającego (W&I – warranty and indemnity insurance). Z badań przeprowadzonych przez Baker McKenzie dotyczących postępowań post-transakcyjnych wynika, że spory dotyczące oświadczeń i zapewnień stanowią nawet 75% wszystkich sporów wynikłych z transakcji.

PIGMiUR: październik z lekkim odbiciem w sprzedaży nowych maszyn rolniczych – po gorszym wrześniu

O 77 więcej nowych ciągników niż we wrześniu i o 24 – nowych przyczep – zarejestrowano, a więc de facto kupiono, w październiku tego roku – wynika ze sporządzonego na podstawie danych CEPiK zestawienia Polskiej Izby Gospodarczej Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR). Mimo to, w obu tych podstawowych kategoriach maszyn rolniczych 10 pierwszych miesięcy tego roku okazało się gorszych od tego samego okresu 2023. Stały już wzrost widoczny jest natomiast w segmencie maszyn używanych. W przypadku ciągników, w stosunku do pierwszych 10 miesięcy zeszłego roku, wynosi on 7 proc, a w przypadku przyczep – prawie 7 i pół procent.

Lekkie odbicia w dwóch podstawowych kategoriach nowych maszyn rolniczych, czyli w ciągnikach i przyczepach, w październiku wpisują się jednak w stałą już w zasadzie tendencję spadkową w ich rejestracji, czyli de facto sprzedaży.

– Jest pod tym względem gorzej niż rok temu. Potencjalnym nabywcom brakuje najwyraźniej pewności, że w nowy sprzęt warto dziś zainwestować, i to pomimo, że np. w minionych miesiącach, dzięki szybkiej nowelizacji, zniknął problem z pozyskiwaniem wkładu własnego na zakup nowych maszyn rolniczych. A przecież jest on konieczny, by móc skorzystać z unijnego dofinansowania na taką inwestycję – uważa Hubert Seliwiak z PIGMiUR.

W październiku tego roku zarejestrowano 762 nowych ciągników rolniczych, a więc o 77 więcej niż we miesiąc wcześniej, ale jednak o 198 mniej niż w październiku 2023 roku. Od początku całego roku zarejestrowano 6626 nowych ciągników, czyli o 1500 mniej niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Spadek wynosi więc tu 18,5 proc.

Najpopularniejsze marki nowych ciągników i główne regiony zakupowe

Pozycję lidera w rejestracji nowych ciągników utrzymuje John Deere z udziałami rynkowymi 15,3 proc. Od stycznia do końca października br. zarejestrowano 1011 nowych maszyn tej marki. To o 417 szt. mniej niż przed rokiem. Na drugim miejscu jest New Holland z 827 ciągnikami i udziałami wynoszącymi 12,5 proc. Podium zamyka Kubota z 806 maszynami i udziałami 12,2 proc.  Dalej są Deutz Fahr i Case IH.

Jeżeli chodzi o ilość rejestracji nowych ciągników, liderem pozostaje Mazowsze. W regionie tym w okresie styczeń-październik 2024 roku zarejestrowano 1120 nowych maszyn, a więc o 286 mniej niż przed rokiem. Na drugim miejscu znajduje się województwo wielkopolskie z ilością 750. Trzecia pozycja przypada województwu łódzkiemu, gdzie zarejestrowano 582 nowych ciągników.

Topowe modele nowych ciągników

W okresie styczeń-październik 2024 roku najpopularniejszym modelem ciągnika był John Deere 6155M, którego zarejestrowano 159 sztuk. Drugą pozycję w tym okresie utrzymuje New Holland T5.90S. Zarejestrowano 125 sztuk tego modelu. Trzecie miejsce zajmuje Farmtrac Tractors Europe 26 4WD z ilością 115 sztuk. Tylko dwie sztuki mniej (113) zarejestrowano modelu John Deere 6195M. Case IH Puma 150 zamyka piątkę – zarejestrowano bowiem 91 sztuk tego modelu ciągnika.

Nowe przyczepy: tu też lekkie odbicie w tendencji spadkowej

W październiku 2024 r. zarejestrowano 380 nowych przyczep rolniczych, co stanowi 24 sztuk więcej niż przed miesiącem. W sumie, przez dziesięć miesięcy tego roku, zarejestrowanych zostało 4580 nowych tego typu maszyn, a więc mniej niż w analogicznym okresie zeszłego roku o 886 sztuk. Spadek wynosi tu zatem 16,2 proc.

Pronar z ilością 1144 zarejestrowanych nowych przyczep to lider po dziesięciu miesiącach 2024 roku. Udziały tej marki wynoszą 25 proc. Dalej plasują się: Metal-Fach z 665 rejestracjami i Metaltech z ilością 402 zarejestrowanych przyczep, a za nimi – Wielton i Joskin.

– Inna, stała już, tendencja zauważalna jest w segmencie maszyn rolniczych „z drugiej ręki”, co świadczyć może o bezpieczniejszych z punktu widzenia nabywców zakupach, gdyż przy nich w grę wchodzą najczęściej środki własne czyli oszczędności – stwierdza Hubert Seliwiak.

Na rynku wtórnym, po dziesięciu miesiącach br., PIGMiUR notuje zaś 20111 rejestracji ciągników.

Segment maszyn używanych z wyraźnymi wzrostami rejestracji

To o 1317 szt. więcej niż w po dziesięciu miesiącach 2023 roku. Wzrost wynosi tu 7,0 proc.

Liderem tego rynku w okresie styczeń – październik 2024 jest John Deere. Zarejestrowano bowiem 3234 ciągników używanych tej marki. Notuje ona 16,1 proc. udziałów w tym rynku i jest najlepsza w trzech kategoriach wiekowych: 3-5, 6-10 i 11-20 lat. W najstarszej kategorii, powyżej 20 lat, liderem pozostaje Ursus.

W tym samym okresie zarejestrowano 5828 przyczep używanych. To o 401 sztuk więcej niż przed rokiem. – Oznacza to, że w tym segmencie notujemy obecnie wzrost na rynku wtórnym o 7,4 proc. – zaznacza w swoim zestawieniu PIGMiUR.

Skuteczność psychoterapii: Co warto wiedzieć przed wyborem terapeuty?

Kiedy zgłaszamy się do psychoterapeutki lub psychoterapeuty, chcielibyśmy jako pacjenci mieć pewność, że techniki, które nam zaproponują, są oparte na wcześniejszych badaniach, a ich skuteczność w terapii konkretnego zaburzenia lub problemu psychologicznego została potwierdzona. I dlatego istotne jest, aby sięgać po psychoterapię, która opiera się na podstawach naukowych – przekonują psycholożki z Uniwersytetu SWPS dr Monika Kornacka i dr Marta Szastok.

O psychoterapii bazującej na dowodach naukowych rozmawiamy w cyklu spotkań “Psychoterapia oparta na nauce”.

Nasza psychika wystawiana jest codziennie na różne próby. Może się okazać, że w pewnym momencie naszego życia przestaniemy sobie radzić sami i będziemy potrzebować pomocy z zewnątrz. Wtedy można skorzystać z usług wykwalifikowanego psychoterapeuty.

Czym właściwie jest psychoterapia?

Psychoterapię można określić jako użycie oddziaływań psychologicznych dla polepszenia funkcjonowania osoby, która boryka się z trudnościami w zakresie zdrowia psychicznego, np. w regulacji emocji lub funkcjonowania społecznego.

W zależności od nurtu psychoterapeuci stosują różne techniki pracy, gdyż w różnych nurtach odmienne postrzega się funkcjonowanie psychiczne człowieka i mechanizmy zaburzeń. Jednym z nurtów jest psychoterapia poznawczo-behawioralna (ang. cognitive behavioral therapy – CBT).

Terapia poznawczo-behawioralna zakłada, że osoby, które zmagają się z zaburzeniami psychicznymi, posiadają niekorzystne dla siebie przekonania. Te przekonania są powiązane z ich emocjami i zachowaniem. W terapii podejmowana jest próba podważenia i uelastycznienia dysfunkcjonalnych przekonań oraz zbudowanie nowych, bardziej adaptacyjnych. Możemy też pracować bezpośrednio nad zachowaniami czy emocjami. Myśli, emocje i zachowania są wzajemnie powiązane. Oddziałując więc na jeden z tych elementów, zmieniamy pozostałe. W terapii możemy też uczyć się nowych umiejętności i rozwijać zasoby.

Pierwszym etapem koniecznym w terapii poznawczo-behawioralnej i podstawą tej terapii jest konceptualizacja problemów pacjenta, czyli próba zrozumienia, jak pacjent funkcjonuje w danym momencie, ale też zastanowienie się, skąd to funkcjonowanie się wzięło, skąd te trudności. Czy były jakieś sytuacje wcześniej, które nauczyły go takiego myślenia czy zachowania? Może to zachowanie albo myślenie było w którymś momencie jego/jej życia przydatne, ale teraz przeszkadzają w ważnych obszarach? Po tym pierwszym etapie terapeuta zastanawia się, jakie techniki zastosować i omawia to z pacjentem. W terapii CBT “gramy w otwarte karty”, czyli tłumaczymy pacjentowi, jak postrzegamy jego problemy i jak będziemy później nad tym pracować – podkreśla dr Monika Kornacka, zastępczyni dyrektora Instytutu Psychologii Uniwersytetu SWPS.

Dr Marta Szastok z Wydziału Psychologii w Katowicach USWPS dodaje, że w dalszej kolejności ustala się wspólnie cele terapeutyczne. – Jeżeli cele w terapii są wyznaczone wspólnie, to pacjenci lepiej oceniają relację terapeutyczną i tym samym skuteczność całego procesu terapeutycznego jest większa, bo jakość relacji ma znaczenie. Terapeuta stawia w konceptualizacji hipotezy, ale to pacjent jako ekspert od swoich doświadczeń powinien je potwierdzić – podkreśla psycholożka.

Kiedy psychoterapia może być pomocna? Gdy zmagamy się z zaburzeniami psychicznymi, ale też we wszelkich sytuacjach, w których w naszym życiu coś się zmieniło i musimy się zaadaptować do nowych okoliczności, a mamy z tym trudność. Wsparcie psychoterapeuty może nam pomóc w zrozumieniu, co dzieje się w danej chwili i w jaki sposób moglibyśmy się w tej sytuacji odnaleźć. To może być zmiana pracy, koniec czy początek związku, narodziny dziecka. To nie zawsze są sytuacje, które od razu kojarzą nam się negatywnie. Coś zmienia nasze życie, a co za tym idzie, wpływa też na nasze codzienne funkcjonowanie.

Nie oznacza to jednak, że każda zmiana w naszym życiu – nawet z początku bardzo trudna – będzie wymagała psychoterapii. To, że w takich momentach czujemy stres, silne, często negatywne emocje, smutek, lęk, niepokój, jest całkiem naturalne. To jest sposób regulowania naszych emocji i często też te emocje nas motywują, żeby przejść do działania, poprosić o pomoc lub pokazują innym osobom, że jesteśmy w sytuacji wymagającej wsparcia. W takich trudnych sytuacjach uczymy się też nowych, ważnych umiejętności.

 

Jeśli zatem po jakiejś sytuacji kryzysowej mamy w sobie dużo negatywnych emocji, to jeszcze nie znaczy, że potrzebujemy psychoterapii. Ale jeśli w dłuższej perspektywie mamy poczucie, że sobie nie radzimy i już nie znajdujemy innych rozwiązań i czujemy się bezradni – wtedy to może być ten moment. Kiedy zaczyna nam to w istotny sposób przeszkadzać w codziennym funkcjonowaniu, zaburza nasze relacje z bliskimi, nasze funkcjonowanie w pracy, ważne aktywności związane np. z naszą pasją. To są takie sygnały ostrzegawcze – zaznacza Monika Kornacka.

Pacjenci często przychodzą i mówią, że nie poznają siebie, nie wiedzą, co się z nimi dzieje. Czyli zauważają, że w pewnych obszarach życia zaczynają inaczej funkcjonować – precyzuje Marta Szastok.

Oparta na dowodach naukowych – to jak z lekami

Kiedy już decydujemy się na psychoterapię, niezmiernie ważne jest, aby była ona przeprowadzona metodą opartą na dowodach naukowych.

Zgłaszając się do psychoterapeuty, chcielibyśmy jako pacjenci mieć przekonanie, że zaproponowane nam techniki są skuteczne w przypadku naszego problemu czy zaburzenia. Co więcej, że te techniki zostały nie tylko oparte na konkretnych modelach teoretycznych, ale też sprawdzone w rzetelnych badaniach naukowych. Znamy mechanizm działania tych metod, a wyniki badań świadczą o tym, że są skuteczne przy występowaniu danego problemu.

Często używam porównania do farmakoterapii. Jak idziemy do lekarza i dostajemy jakieś lekarstwo, to zazwyczaj chcielibyśmy mieć przekonanie, że to lekarstwo, które lekarz nam proponuje, będzie działało albo są na to duże szanse, ponieważ było sprawdzone w serii badań. I one pokazały, że przynajmniej u dużej części pacjentów borykających się z podobnym problemem to konkretne lekarstwo powinno pomóc. Ponadto wiemy, poprzez jaki mechanizm (na przykład substancję aktywną) takie lekarstwo zadziała i co może zmienić w naszym organizmie (a nawet jeśli tego nie wiemy, dobry lekarz wytłumaczy nam to w przystępny sposób, proponując dany lek). Podobnie jest w psychoterapii – mówi Monika Kornacka.

Terapia poznawczo-behawioralna nie jest jedyną metodą opartą na dowodach naukowych. Można wśród nich wymienić również m.in. terapię systemową, podejście psychodynamiczne, terapię skoncentrowaną na rozwiązaniach.

Może też być tak, że dla konkretnego zaburzenia bardzo skuteczna jest jedna terapia, a dla drugiego – inna. Nie ma jednego nurtu, który jest najlepszy na wszystko. Istotne jest, żeby dobrze dobierać oddziaływania terapeutyczne, w zależności od tego, z czym zmaga się pacjent – wyjaśnia Marta Szastok.

Dobry psychoterapeuta – czyli jaki?

W Polsce nie mamy jeszcze odpowiednich regulacji w zakresie psychoterapii (prace nad nimi trwają), nie ma też żadnego oficjalnego rejestru, więc sprawdzenie kwalifikacji psychoterapeuty spoczywa na barkach pacjenta.

Przy wyborze terapeuty na pewno warto kierować się aspektami formalnymi: czy ma on certyfikat, jakie ma wykształcenie i doświadczenie, czy podlega superwizji. Terapeuta o odpowiednich kwalifikacjach jest w stanie ocenić, czy będzie mógł pomóc osobie, która zwraca się do niego z problemem. – Szkolenie to nie tylko nauka technik, konceptualizacji, ale też świadomość własnych ograniczeń i tego, jakie ograniczenia mają te techniki, które stosujemy – podkreśla Monika Kornacka.

Oprócz tych kryteriów formalnych, możemy też kierować się tym, czy czujemy się w towarzystwie terapeuty komfortowo i nie mamy zahamowań, żeby powiedzieć o ważnych dla nas rzeczach. Jeżeli np. wolę, żeby moją terapeutką była kobietą, niech to będzie kobieta, bo będę się czuła lepiej w jej towarzystwie niż w towarzystwie mężczyzny. Wybierajmy tak, żeby czuć się przy tej osobie po prostu dobrze – mówi Marta Szastok. – Relacja terapeutyczna z psychoterapeutą jest bardzo istotna, bo często podczas terapii będziemy pracować nad rzeczami, które są dla nas trudne i powodują silne emocje – uzupełnia Monika Kornacka

Psychoterapia – i co dalej?

Z perspektywy pacjenta, dobrze o psychoterapii będzie świadczyć to, czy w jego życiu zaszła zmiana na lepsze. Np. jeżeli miał problem z tworzeniem relacji, to pozytywnym wynikiem będzie to, że zacznie wychodzić i spotykać się z ludźmi. – Tworząc z klientem listę problemów i celów, zadajemy pytanie: po czym poznasz, że już nie musisz korzystać z psychoterapii? Wtedy klienci mogą powiedzieć: wstaję wcześnie, zbieram się, idę do pracy, zamiast leżeć w łóżku i rozmyślać. Już w tym momencie możemy sobie wyobrazić te długofalowe korzyści – opowiada Marta Szastok.

W trakcie terapii istotna jest nie tylko praca nad samym problemem pacjenta, ale też rozwinięcie pewnych umiejętności, które pozwolą mu radzić sobie lepiej w przyszłości. Jak zauważają psycholożki, często cel, z którym przychodzi dana osoba, nie jest tym, nad którym będzie z terapeutą pracować. Bo może się okazać, że problem leży zupełnie gdzie indziej.

Dlatego też trudno z góry określić długość trwania takiego procesu terapeutycznego, choć w założeniu terapia poznawczo-behawioralna trwa krócej niż np. psychodynamiczna. Oczywiście, protokoły terapeutyczne precyzują, ile spotkań powinno nastąpić w odniesieniu do konkretnych zaburzeń, ale jest to kwestia indywidualna i zależy od wielu czynników. Na pewno po wspólnym z pacjentem ustaleniu celów terapeutycznych, terapeuta w nurcie CBT powinien być w stanie określić długość terapii. – Tutaj polegamy na doświadczeniu terapeuty i na jego wiedzy o tym, co pokazują badania. I tu znowu wracamy do tego, że wybór terapeuty jest istotny – kończą psycholożki.