KNF reguluje rynek ubezpieczeń komunikacyjnych

Dzięki RPP kredytobiorcy oszczędzają co miesiąc 518 mln zł

0

Zapoczątkowane jeszcze w 2012 roku obniżanie stóp procentowych skutkuje dziś znacznie niższymi ratami kredytów złotowych. Przeciętny posiadacz mieszkaniowej hipoteki może się dziś cieszyć miesięczną ratą o około 420 zł niższą niż niecałe 3 lata temu. Oszczędność wszystkich „złotówkowiczów” może wynosić 518 mln zł miesięcznie – wynika z szacunków Lion’s Bank.

Zgodnie z oczekiwaniami ekonomistów Rada Polityki Pieniężnej utrzymała dziś stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Tym samym stopa referencyjna pozostała na poziomie najniższym w historii. Jest to dobra informacja dla kredytobiorców, którzy korzystają na rekordowo niskim oprocentowaniu kredytów.

518 milionów co miesiąc

Warto przypomnieć, że zanim Rada zaczęła obniżać stopy procentowe (listopad 2012 r.) podstawowa stopa procentowa była na poziomie 4,75%. W efekcie każdy miesiąc, w którym stopa ta utrzymywana będzie na poziomie 1,5% oznacza w sumie o około 518 mln zł niższy koszt obsługi kredytów dla osób, które, aby kupić mieszkanie, zaciągnęły dług w złotym – wynika z szacunków Lions Bank opartych o dane NBP i ZBP. Taka kwota co miesiąc zostaje do dyspozycji zadłużonych gospodarstw domowych (średnio po około 420 zł na kredyt).

Odsetki w dół

Jak to wygląda w przypadku pojedynczego kredytu? Przyjmijmy, że dług na zakup mieszkania w kwocie 300 tys. zł został zaciągnięty na 30 lat i doszło do tego przed rozpoczęciem przez RPP cyklu obniżek stóp procentowych (np. w sierpniu 2012 r.), kiedy przeciętna marża kredytowa wynosiła 1,5% (dziś jest to już około 1,8%). Wtedy rata modelowego kredytu wynosiła 1918 zł. Do połowy kwietnia br. oprocentowanie długu zmalało niemal o połowę (z około 6,6% do niespełna 3,5%), a wraz z nim rata modelowego kredytu zmalała do 1339 zł, a więc aż o 579 zł.

Bardziej uniwersalnym wskaźnikiem jest przeliczenie miesięcznej raty na 100 tys. zł pożyczonego kapitału. Taka informacja pozwala potencjalnemu kredytobiorcy łatwo obliczyć z jaką ratą powinien się liczyć zadłużając się na zakup mieszkania. Pożyczając 200 tysięcy musi bowiem taki wynik pomnożyć razy 2, a pożyczając 450 tysięcy zastosować mnożnik 4,5. Zadłużając się przed rozpoczęciem przez RPP cyklu obniżek stóp procentowych, trzeba było się liczyć z ratą na poziomie 639,3 zł na każde pożyczone 100 tys. zł na 30 lat. Dziś miesięczna rata takiego długu wynosi 446,3 zł na każde pożyczone 100 tys. zł.

Podwyżki stóp najwcześniej na przełomie 2016/17

Prognozy na najbliższe miesiące sugerują, że raty o ile jeszcze spadną, to już nieznacznie. Tak przynajmniej wynika z aktualnych notowań kontraktów terminowych na stopę procentową. Wynika z nich, że WIBOR 3M może spaść do poziomu 1,55% w perspektywie 2-3 kwartałów. Kolejne miesiące mogą za to przynieść podwyżki WIBOR-u. W dłuższym horyzoncie czasowym (21-miesięcznym) kontrakty na WIBOR 3M notowane są na poziomie 1,72%, a więc wyżej niż dzisiejszy poziom WIBORu (1,65%). Liczby te są o tyle ważne, że składnikiem oprocentowania kredytu mieszkaniowego w Polsce bardzo często jest właśnie WIBOR 3M. W efekcie gdy jest on niższy, raty maleją i odwrotnie.

Powyższe liczby świadczą o wierze graczy rynkowych w utrzymaniu stóp procentowych w 2015 roku na niezmienionym poziomie. Świadczą one także o przewidywanej podwyżce stóp na przełomie 2016 /17 – tak przynajmniej rynek wycenia dziś najbardziej prawdopodobny scenariusz.

Bartosz Turek, Lion’s Bank

Ceny mieszkań zaczęły rosnąć

Trudno na razie wyrokować, ale na pewno warto bacznie obserwować, co dzieje się z cenami mieszkań w najważniejszych ośrodkach miejskich w Polsce. Najnowsze dane Home Brokera i Open Finance wskazują bowiem, że zaczęły one rosnąć.

Indeks Cen Transakcyjnych Home Broker i Open Finance rośnie drugi miesiąc z rzędu, aktualny odczyt to 830,61 pkt, co jest wartością najwyższą od stycznia 2012. Jednocześnie po raz pierwszy od maja 2013 r. indeks wykroczył poza przedział 800-820 pkt, w którym przebywał przez 21 miesięcy. 830,61 pkt to o 3,8 proc. więcej niż rok temu i o 7,1 proc. więcej niż przed dwoma laty. Indeks wyliczany jest na podstawie transakcji na rynku mieszkaniowym dokonanych przez klientów Home Brokera i Open Finance, pokazuje on realną zmianę cen na rynku mieszkaniowym w największych miastach.

Indeks Cen Transakcyjnych Home Broker i Open Finance
CEO Magazyn PolskaŹródło: Home Broker i Open Finance; na podstawie transakcji przeprowadzonych przez klientów firm.

Większe wahania cen w mniejszych miastach

W większości badanych przez Home Brokera i Open Finance miast ceny w ostatnim roku wzrosły. Z pięciu największych miast stawki najbardziej zmieniły się w Warszawie, gdzie zanotowaliśmy podwyżkę o 3,8 proc. O 3,5 proc. drożej niż przed rokiem jest we Wrocławiu, a o 1,2 proc. w Krakowie. W Gdańsku i Poznaniu ceny spadły, odpowiednio o 0,8 i 1,3 proc.

Na mniejszych rynkach dochodzi do mniejszej liczby transakcji i kilka droższych lub tańszych mieszkań może relatywnie łatwo wpływać na medianę ceny transakcyjnej. Gdy dodamy do tego efekt niskiej bazy, z jaką mamy do czynienia w niektórych ośrodkach miejskich, to okazuje się, że np. w Łodzi ceny mieszkań wzrosły w ciągu ostatniego roku o ponad 15 proc. Oprócz wspomnianych Warszawy i Wrocławia, kilkuprocentowe wzrosty zanotowano jeszcze w Bydgoszczy i Lublinie. Największa obniżka cen mieszkań miała miejsce w Toruniu – mediana ceny metra kwadratowego mieszkania spadła tam w ciągu roku o 6,1 proc. do poziomu 3943 zł.

Przeciętna cena metra kwadratowego mieszkania w Toruniu stanowi 54,5 proc. stawki warszawskiej. Ceny w stolicy są oczywiście najwyższe, aktualna mediana to 7233 zł, o 100 zł (1,4 proc.) więcej niż przed miesiącem. Drugi na liście najdroższych miast jest niezmiennie Kraków (6357 zł za mkw., o 1,2 proc. więcej niż rok temu), a kolejne Wrocław (5571 zł za mkw.) oraz Poznań (5458 zł za mkw.). Stawki w Gdańsku, Gdyni i Lublinie mieszczą się w zakresie 5-5,5 tys. zł, a w pozostałych miastach poniżej progu 5 tys. zł za mkw.

Źródło: Home Broker i Open Finance; na podstawie transakcji przeprowadzonych przez klientów firm.

Komentarz i prognoza

Marcowy wzrost Indeksu Cen Transakcyjnych ponad górną granicę zakresu, w którym przebywał prawie dwa lata może być sygnałem, że na rynku zaczyna się coś dziać.

Potwierdzeniem tego są najnowsze dane firmy analitycznej REAS, która poinformowała, że w pierwszym kwartale 2015 r. deweloperzy sprzedali w sześciu największych miastach rekordowe 11,5 tys. mieszkań, co jest wartością większą od poprzedniego kwartału o 2,2 proc. Jednocześnie REAS zauważa, że deweloperzy utrzymują wysoką dynamikę wprowadzania kolejnych inwestycji do sprzedaży. W poprzednim kwartale na sześciu największych rynkach pojawiło się 11,3 tys. mieszkań, o 7 proc. więcej niż w poprzednim kwartale i o 19 proc. więcej niż rok temu. Mamy więc minimalną przewagę sprzedaży nad uzupełnianiem oferty, co może skutkować lekkim wzrostem cen.

Rynek bez większych problemów obronił się przed spadkami cen, które groziły mu w związku ze wzrostem obowiązkowego wkładu własnego przy kredytach hipotecznych. Pomogła mu w tym ostatnia obniżka stóp procentowych, która sprowadziła stawkę WIBOR 3M (na jej podstawie wylicza się oprocentowanie kredytów) do poziomu 1,65 proc. Niskie oprocentowanie nie tylko zachęca do zaciągania kredytów, ale i zniechęca do zakładania lokat w bankach, co sprawia, że rośnie liczba osób kupujących mieszkania w celach inwestycyjnych.

Bardziej znaczący niż w poprzednich kwartałach wzrost cen nieruchomości to bez wątpienia sygnał, że na rynku zaczyna się dziać coś ciekawego. Nie ma jednak co oczekiwać, że co miesiąc ceny będą rosły o 1 czy 2 proc. Oczekujemy raczej utrzymania kilkuprocentowego wzrostu w ujęciu rok do roku. Oprócz wymienionych już czynników, wpływ na ceny mieszkań mają także limity cenowe w programie Mieszkanie dla Młodych, a te na początku kwietnia w większości miast wzrosły.

Marcin Krasoń

Polacy zmieniają pracę dla pieniędzy

Tomasz HanczarekAż 53% Polaków myśli o zmianie pracy z powodu zbyt niskiego poziomu swojego wynagrodzenia. Co trzeci pracownik zamierza szukać nowego pracodawcy, bo obecny nie daje mu możliwości samorealizacji, a 22% nie widzi szans na awans – wynika z badania przeprowadzonego przez Millward Brown na zlecenie Work Service S.A. Podobnie jak rok temu, przy poszukiwaniu nowego miejsca zatrudnienia Polacy najczęściej liczą na znajomości (60%), będą przeglądać ogłoszenia (59%) oraz samodzielnie wysyłać aplikacje do firm (57%).

Polski rynek pracy jest obecnie jednym z najstabilniejszych w całej Europie, a z miesiąca na miesiąc jest coraz lepiej. Potwierdzają to najnowsze dane GUS dot. sektora przedsiębiorstw – w marcu wzrosło rok do roku zarówno zatrudnienie jak i wynagrodzenia. Lepsze nastroje udzielają się także statystycznemu Polakowi, który ma coraz większe oczekiwania związane ze swoim stanowiskiem pracy.I w odróżnieniu od ubiegłorocznej fali naszego badania, te najważniejsze dotyczą jego wynagrodzenia – mówi Tomasz Hanczarek, prezes zarządu Work Service S.A.

Rośnie presja płacowa

Z badania Work Service wynika, że co piaty Polak planuje w tym roku zmienić pracę. Czemu? Głównym powodem, na jaki wskazała ponad połowa zapytanych przez firmę pracowników, jest zbyt niski poziom płac (53% wskazań, sierpień 2014 r. – 49%). Na drugim miejscu, respondenci wskazali chęć samorealizacji (32%, sierpień 2014 r. – 52%), a jako trzeci powód wymienili brak perspektywy awansu (22%, sierpień 2014 r. – 59%). Skąd tak silna presja płacowa ze strony pracowników? W wielu branżach mamy już do czynienia z rynkiem pracownika i to oni zaczynają dyktować warunki a nie pracodawcy.Z jednej strony jest to następstwo rosnącej liczby rekrutacji prowadzonych przez firmy w Polsce, i to zarówno na pracowników wykształconych jak i tych najsłabiej wykwalifikowanych. Coraz większa liczba ogłoszeń sygnalizuje polskiemu pracownikowi, że jest lepiej.Z drugiej strony, oczekiwania pracowników rosną proporcjonalnie do wzrostu minimalnej płacy czy przeciętnego wynagrodzenia – podkreśla Krzysztof Inglot, Pełnomocnik Zarządu Work Service S.A.

Liczą się znajomości

Podobnie jak w ubiegłym roku, przy poszukiwaniu pracy najczęściej liczymy na znajomych – 60% zapytanych respondentów myślących o zmianie pracy zamierza skorzystać z ich pomocy (sierpień 2014 r. – 73%). 59% pracowników planuje przeglądać ogłoszenia w prasie i Internecie, a 57% stawia na proaktywność i zamierza samodzielnie wysłać aplikacje do wybranych przez siebie firm. Przy poszukiwaniu nowego pracodawcy wciąż najchętniej korzystamy z pomocy naszych znajomych, choć już nie tak często jak rok temu. Jednak w coraz większym stopniu mamy do czynienia z automatyzacją procesów rekrutacyjnych i wkraczania w ten obszar nowych technologii. Dziś to Internet staje się głównym źródłem informacji, a jednocześnie kanałem komunikacji kandydata z potencjalnym pracodawcą – mówi Krzysztof Inglot i dodaje: Jednocześnie istotne stają się najnowsze narzędzia aktywnego zarządzania wizerunkiem przez pracodawców. Prawdziwym hitem stają się employer branding oraz projektowe wspieranie pionów zasobów ludzkich w realizacji trudnych projektów zarządczych.

Warto podkreślić, że osoby w wieku powyżej 34 roku życia częściej liczą na znajomych niż ich młodsi koledzy na rynku pracy – odpowiednio 68% i 50% wskazań. Ponadto, kobiety częściej przeglądają ogłoszenia w prasie i w Internecie (59%) niż mężczyźni (52%).

Metodologia badania:

Dane zaprezentowane w materiale prasowym są częścią Barometru Rynku Pracy 3 i zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Work Service S.A. przez instytut Millward Brown S.A. Badanie zrealizowano na próbie osób pracujących (N=522) dobranej z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków N=1004 (dobranych zgodnie ze strukturą populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania). Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby pracujących to +/-4,4%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI w styczniu 2015 r.

Work Service

Strategiczne partnerstwo Raiffeisen Polbank i EVO Payments International w zakresie rozwoju biznesu terminalowego

0

Raiffeisen Polbank zawarł umowę z EVO Payments International (EVO), co do strategicznego partnerstwa w zakresie rozwoju biznesu terminalowego w Polsce.

W ramach współpracy Raiffeisen Polbank przekaże zarządzanie biznesem terminalowym do nowej spółki stworzonej przez EVO do współpracy z bankiem. EVO, prowadzące działalność w USA, Kanadzie i Europie, zaoferuje z kolei firmom, które używają w swoim biznesie terminali i są klientami banku, szereg najnowocześniejszych rozwiązań w zakresie obsługi transakcji kartowych oraz alternatywnych metod realizacji płatności, jak również będzie uczestniczyć w pozyskiwaniu udziałów w rynku. Przewiduje się, że po uzyskaniu niezbędnych zgód ze strony organów nadzoru realizacja umowy nastąpi w trzecim kwartale 2015 roku.

Pragniemy zaoferować naszym klientom możliwość korzystania z obsługi płatności kartowych na najwyższym poziomie. Dlatego poszukiwaliśmy partnera, który zapewni im skuteczne realizowanie transakcji z wykorzystaniem terminali i zaproponuje najbardziej innowacyjne rozwiązania produktowe, a jednocześnie będzie posiadał ugruntowane doświadczenie we współpracy z instytucjami finansowymi. Strategiczne partnerstwo z EVO odpowiada na te potrzeby. Będziemy aktywnie uczestniczyć w rozwoju naszego wspólnego przedsięwzięcia, oferując swoim obecnym i nowym klientom nowoczesne i praktyczne rozwiązania wspierające rozwój biznesu. Dzięki współpracy planujemy zwiększenie udziałów nie tylko w segmencie mikroprzedsiębiorstw, ale również korporacji” – powiedział Piotr Czarnecki, Prezes Zarządu Raiffeisen Polbank.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z nawiązania współpracy z Raiffeisenem w Polsce” powiedział James G. Kelly, dyrektor generalny EVO Payments International. „Ten alians umacnia naszą pozycję na polskim rynku i zapewnia dodatkowe możliwości wynikające ze współpracy z wiodącą instytucją finansową. Oczekujemy, że zasięg naszego działania ulegnie rozszerzeniu dzięki dostarczaniu poprzez naszą platformę zaawansowanych rozwiązań płatniczych klientom Raiffeisen Polbank. Dzięki współpracy z EVO z kompleksowych, innowacyjnych rozwiązań na rynku płatności elektronicznych i obsługi kart będą mogli korzystać zarówno obecni, jak i potencjalni klienci Raiffeisen Polbank.”

W ramach aktualnie prowadzonej promocji nowego konta dla mikroprzedsiębiorstw (Wymarzone Konto dla Biznesu) bank oferuje w dzierżawie terminale za 1 zł przez okres przez okres dwóch miesięcy. Po tym czasie firmy będą mogły korzystać z urządzeń, płacąc 39 zł miesięcznie.

Branża odzieżowa korzysta na niskich stopach procentowych

W otoczeniu niskich stóp procentowych dobrze radzą sobie przede wszystkim firmy odzieżowe. Zdaniem Wojciecha Juroszka, zarządzającego w AgioFunds TFI, wyniki tej branży także w przyszłości nie powinny być pod presją, o ile spółki poradzą sobie z ryzykiem kursowym.

Ogólnie oczekuje się, że przy rekordowo niskich stopach procentowych w Polsce będą inwestycje i kredyty, ale tego nie widać, bo wszyscy się boją, jest awersja do ryzyka, jednak branża odzieżowa dobrze sobie radzi w takiej sytuacji – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Wojciech Juroszek, zarządzający AgioFunds TFI. – Społeczeństwo uznaje, że przy niższym bezrobociu i niższych stopach procentowych lepiej jest zrobić coś dla siebie i wydać więcej pieniędzy na rzeczy, które mniej kosztują.

Przyszłość branży odzieżowej – według zarządzającego AgioFunds TFI – też wygląda dobrze. Firmy z tego sektora na polskim rynku publikują korzystne miesięczne wyniki sprzedaży, mające nierzadko dwucyfrową dynamikę. Również rosnąca sprzedaż i marża w przeliczeniu na tę samą co rok wcześniej powierzchnię sprzedaży jest zadowalająca. To oznacza, że przychody rosną nie tylko z powodu nowych otwarć, lecz także z powodu zwiększania się sprzedaż w przeliczeniu na metr kwadratowy sklepu. Zagrożenia jednak istnieją.

Trzeba pamiętać o tym, że jest ryzyko kursu walutowego – przypomina Juroszek. – Niektóre spółki przeliczają wpływy z kolekcji jesienno-zimowych przy dużo wyższym dolarze niż rok temu. Produkcja natomiast zlecana jest głównie w krajach azjatyckich, więc jest rozliczana w dolarze. Powstaje więc ryzyko, że marże mogą być pod presją. Ale jeśli przedsiębiorstwa sobie z tym poradzą, to jest szansa na zniwelowanie tego negatywnego wpływu. Rezultaty zobaczymy jednak w przyszłości. Dopiero jesteśmy po pierwszym kwartale.

W innych segmentach, np. sektorze bankowym, trzeci kwartał ubiegłego roku, a w przypadku niektórych spółek – czwarty, był rekordowy pod względem wyników, które trudno będzie powtórzyć w najbliższych miesiącach. Obecnie – zdaniem zarządzającego AgioFunds TFI – instytucje finansowe na skutek obniżek stóp procentowych i wciąż nierozwiązanej kwestii kredytów denominowanych we frankach szwajcarskich będą raczej odnotowywały gorsze wyniki. To przełoży się na spółki indeksu WIG20, który gromadzi dużo banków. Nie pomagają też tanie surowce.

– Z wyjątkiem KGHM-u, którego wyniki finansowe są zgodne z oczekiwaniami, spółki surowcowe raczej słabo wyglądają – wskazuje Juroszek. – Jeśli chodzi o firmy ze średniego segmentu, to wydaje się, że w 2015 roku PKP Cargo może pokazać dobre wyniki. W przypadku dużych spółek odzieżowych, takich jak LPP czy CCC, rezultaty są raczej pod presją. Widać, że sprzedaż tzw. like’ów, czyli na powierzchniach porównywalnych, spada.

Na warszawskim parkiecie jest notowanych niewiele przedsiębiorstw, które korzystają na spadającym kursie euro. Ogólnie spółki przemysłowe, w szczególności prowadzące handel z krajami Europy Zachodniej, mogą być – według Wojciecha Juroszka – narażone na pogorszenie wyników w przypadku, gdyby kurs euro do złotówki spadał dalej. Od początku roku notowania spadły o 6-7 proc.

Jedyny beneficjent takiej dewaluacji, który przychodzi mi do głowy, jest Cyfrowy Polsat, który ma dług w euro, około 2 mld w przeliczeniu na złote, więc na pewno powstanie z tego tytułu korzyść w postaci przeszacowania jego wartości – zauważa Juroszek. – Natomiast większość spółek, szczególnie przemysłowych, takich jak Amica, czy inne przedsiębiorstwa eksportujące dużo w euro, mogą znaleźć się z tego powodu pod presją. Również fabryka mebli Forte sprzedaje chyba w europejskiej walucie. Oczywiście firma jest od tego zabezpieczona. Pojawia się jednak pytanie o ilość tego zabezpieczenia w relacji do przychodów.

Marzec był miesiącem większego niż w poprzednich miesiącach zainteresowania inwestorów akcjami spółek, choć jak podkreśla Juroszek, napływy do funduszy inwestycyjnych wciąż nie spełniają oczekiwań rynku.

Wszyscy oczekują napływów do funduszy inwestycyjnych, akcyjnych, na co czekamy tak naprawdę od kilku już lat – zauważa Wojciech Juroszek, zarządzający AgioFunds TFI. – Gospodarka w ubiegłych latach nie chciała szybko rosnąć. Teraz wydaje się, że są czynniki przemawiające za tym, by wreszcie się ożywiała. Natomiast na razie nie widać istotnego zrywu, więc napływów do funduszy inwestycyjnych też jakoś istotnie nie ma.

Jak podaje spółka Analizy Online w marcu krajowe TFI pozyskały z rynku ponad 3,7 mld zł, z czego 1,7 mld zł w funduszach detalicznych. W całym pierwszym kwartale fundusze te zwiększyły swe aktywa o 5,4 mld zł, czyli ponad dwa razy więcej niż w I kwartale 2014 roku. Wyraźnie też widać było wzrost zainteresowania funduszami akcji.

Marzec był już w miarę w porządku, jest więc jakaś jaskółka – informuje Juroszek. – Natomiast nie są to napływy na dużą skalę, więc rozbudzone oczekiwania na razie są nieco na wyrost.

Można oczekiwać dużej zmienności na rynku kontraktów terminowych na surowce

CEO Magazyn Polska

Na międzynarodowych rynkach surowcowych można oczekiwać dużej zmienności w najbliższych miesiącach. To efekt niespokojnej sytuacji politycznej i gospodarczej w wielu regionach świata. Dla inwestorów handlujących kontraktami terminowymi to szansa na duże zyski, ale i ryzyko dużych strat.

Mamy do czynienia z bardzo dużą liczbą czynników zmiennych. Dla niektórych niestety, dla niektórych na szczęście, zmienność będzie duża mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Tomasz Kwiatek, członek rady nadzorczej OSTC Poland.Niespokojnie jest na Dalekim Wschodzie, tam cały czas coś się dzieje, nikt nie wie, co się stanie z Państwem Islamskim. Także sytuacja na naszej wschodniej granicy przyczynia się do destabilizacji. Rynki energii i gazu są też pod dużym wpływem tego, co się dzieje w Stanach. Nie bez znaczenia są również Chiny, które zaczynają wchodzić na ścieżkę stymulowania gospodarki.

W ciągu ostatniego roku ropa naftowa straciła ponad 40 proc. swojej wartości, ale od początku 2015 roku podrożała już o kilka procent. Gaz natomiast nadal tanieje, podobnie jak pszenica, choć cena kontraktów na nią w ciągu ostatnich 12 miesięcy spadły „tylko” o 25 proc. Nie widać końca spadków kontraktów na ryż, soję, kawę i cukier.

– Dla nas, jako firmy, która handluje kontraktami terminowymi na największych giełdach w Chicago, Londynie, Nowym Jorku czy dalekiej Azji, najciekawsze są rynki energii, bo na nich się dzieje najwięcej, oraz rynki produktów rolnych: kawa, kakao, pszenica i rzepak – podkreślał podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach Tomasz Kwiatek.

Na tle niespokojnej sytuacji międzynarodowej nieco blakną europejskie problemy z Grecją. Wydaje się, że pytanie o możliwość opuszczenia przez ten kraj strefy euro przestało już elektryzować inwestorów. Większość najwyraźniej uznała, że Europa z problemem Grecji sobie poradzi.

Na szczęście, tak jak chyba już wszyscy mówią, Europa jest już przygotowana nawet na negatywny scenariusz w Grecji mówi członek rady nadzorczej OSTC Poland, sam jednak dystansuje się od tego spokoju. – Osobiście nie spodziewam się, żeby było tak, że Grecja wyjdzie i nie stanie się kompletnie nic. Jeżeli do tego dojdzie, to nastąpi fundamentalna zmiana. To będzie zupełnie nowa jakość, a to na pewno nie uspokoi rynków.

Dla Polski, jako dla dużego producenta pszenicy, rzepaku, kukurydzy i oczywiście bydła, największe znaczenie mają rynki rolne. Ceny tych towarów jak wszystkich na rynkach podlegają skokom. Jak mówi Tomasz Kwiatek, rozsądnie używane kontrakty mogą uchronić rolników przed stratami.

Polscy hodowcy roślin czy zwierząt bardzo szybko się zmieniają podkreśla Tomasz Kwiatek z OSTC Poland.Słyszymy od naszych partnerów, że to już nie jest rolnik, który kompletnie nie wie, co się dzieje na rynkach. To są ludzie, którzy w tej chwili na bieżąco obserwują, co się dzieje na MATIF-ie, czyli giełdzie francuskiej, czy na amerykańskiej giełdzie. Doskonale wiedzą, co się dzieje na rynkach, obserwują je i wydaje mi się, że oni będą coraz bardziej starali się zabezpieczyć ryzyko zmian cen swoich płodów rolnych. To według mnie będzie bardzo ciekawy rynek w Polsce, jeżeli ktoś będzie potrafił pomóc im ustrzec się tego ryzyka zmian płodów rolnych.

Enea notuje kilkukrotny wzrost sprzedaży energii w pakietach z innymi usługami

CEO Magazyn Polska

Sprzedaż energii elektrycznej w połączeniu z usługami medycznymi czy finansowymi przeżywa dynamiczny rozwój, choć w ogólnych obrotach spółek energetycznych ma w dalszym ciągu niewielki udział. Poznańska Enea sukcesywnie wprowadza do swojej oferty kolejne produkty łączone – ostatnim z nich jest dostępny na rynku od połowy kwietnia pakiet medyczny.

Sprzedaż łączona osiąga bardzo duży postęp procentowy, idący w setki procent – mówi agencji Newseria Inwestor Krzysztof Zamasz, prezes zarządu Enea SA. – Natomiast jeśli popatrzymy na wolumeny i dochodowość, to ten segment dopiero raczkuje.

Jak dodaje, perspektywy sprzedaży łączonej energii są bardzo obiecujące, a Enea jest nim zainteresowana, dlatego zamierza rozwijać sprzedaż w tym zakresie.

Oferujemy produkty, które łączą energię elektryczną, która jest już naszym podstawowym, core&HASH39;owym produktem, z gazem. Poza tym mamy w swojej ofercie instrumenty finansowe i produkty ubezpieczeniowe. Staramy się być aktywni, kreatywni, badamy rynek i wychodzimy jemu i oczekiwaniom naszych klientów naprzeciw, żeby zapewnić jak największy komfort w zakresie terminowości dostaw – tłumaczy Zamasz.

Klienci Enei od 15 kwietnia mogą nabyć pakiet, który łączy sprzedaż energii elektrycznej z dostępem do opieki medycznej placówek LUX-MED (Energia + Zdrowie). Mają oni dostęp do konsultacji zarówno z lekarzem POZ, jak i specjalistą. W przypadku pakietu wraz z ochroną ubezpieczeniową PZU (Energia + Spokój) – klienci uzyskują ubezpieczenie od utraty pracy i następstw nieszczęśliwych wypadków skutkujących niezdolnością do pracy. Poza tym klient w razie utraty źródła dochodów może zyskać do 600 zł na pokrycie opłat za energię. Polisa zawiera także jest usługę assistance, oferującą klientom pomoc w poszukiwaniu nowej pracy.

Firma zapewnia również usługi finansowe we współpracy z Getin Bankiem. Od każdego zapłaconego za jego pośrednictwem rachunku przysługuje m.in. zwrot 15 proc. opłaty za prąd (do 200 zł rocznie). Z kolei przedsiębiorcom Enea od jesieni 2014 roku sprzedaje gaz ziemny w ofercie dual fuel. Podobną usługę ma zaoferować w tym roku klientom indywidualnym.

Mamy również ofertę związaną z płatnościami. Myślę, że nasi klienci są z tego bardzo zadowoleni, co widać po odnowionych kończących się umowach, ten klient do nas po prostu wraca – wyjaśnia Zamasz.

Prezes Enei podkreśla, że poziom odnawiania umów jest w spółce wysoki, bo przekracza 90 proc. Firma pozyskuje także nowych klientów. Jak mówi Krzysztof Zamasz, Enea w 2014 roku pozyskała nowy wolumen na 2,5 TWh (łączna sprzedaż energii odbiorcom końcowym przekroczyła 16 TWh).

Trzeba podwoić eksport spożywczy

Jeśli w ciągu 2-3 lat nie uda się podwoić eksportu produktów spożywczych, to będziemy mieli poważne problemy – przestrzega Janusz Piechociński. Przy coraz większej produkcji i coraz większej konkurencji potrzebne jest intensywne poszukiwanie nowych rynków zbytu. Polski eksport jest już na tyle silny, że nie zaszkodziły mu nawet zmiany na rynku walutowym.

Mamy wyższą cenę dolara, mamy spadek wartości euro, co przy 77-proc. wymianie z rynkiem Unii Europejskiej powinno nam ze względu na relację złoty/euro hamować eksport. Tak się nie dzieje, co pokazuje, że jesteśmy gospodarką wyjątkowo elastyczną, stabilną i przewidywalną – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Janusz Piechociński, wicepremier i minister gospodarki.

Polski eksport (liczony w euro) w 2014 roku wzrósł o 5,2 proc. i przekroczył 163 mld euro. Wynik był o ponad 2,4 mld euro niższy od importu, który wzrósł o 5,5 proc. W tym roku, jak policzył Główny Urząd Statystyczny, eksport nadal rósł. Po styczniu i lutym był o 2,2 proc. wyższy niż rok wcześniej. Jednocześnie import zmniejszył się w tym czasie o 4,3 proc.

W eksporcie produktów spożywczych Polska miała w 2014 roku 6,5 mld euro nadwyżki. Mimo utrudnień na kierunku wschodnim była ona o 1 mld euro wyższa w porównaniu z 2013 rokiem. Cały polski eksport spożywczy w zeszłym roku sięgał 21,5 mld euro.

Zeszły rok był jeszcze bardziej imponujący, niż sądzimy, dlatego że marże były niższe – podkreśla wicepremier i minister gospodarki. – Sprzedaliśmy w tonażu zdecydowanie więcej. Mieliśmy nie tylko wyzwania związane z embargiem rosyjskim. To był również bardzo udany surowcowo rok na świecie. Stąd w tych 6,5 mld nadwyżki eksportowej jest zdecydowanie więcej masy towarowej.

Wicepremier Piechociński liczy na to, że w tym roku uda się poprawić konkurencyjność polskiego sektora rolno-spożywczego. Kryzys na Wschodzie spowodował nadwyżkę w produkcji żywności, a w konsekwencji spadek cen i zyskowności. Receptą na te problemy jest zdobywanie nowych rynków eksportowych w Ameryce, Afryce, Azji i na Bliskim Wschodzie. Wzrost eksportu oznacza bowiem wyższe ceny skupu.

Jesteśmy trochę zakładnikami swojego sukcesu – przyznaje Piechociński. – To jest nie tylko 3,5 mln ton jabłka polskiego i pierwsze miejsce w eksporcie. To jest także wielki sukces polskiego drobiarstwa, bo w ciągu pięciu lat zwiększyliśmy produkcję o 40 proc. Stąd taka presja na zdobywanie nowych rynków, bo przy nasycaniu się produkcji i zmniejszaniu przewag konkurencyjnych, które mamy na rynku Unii Europejskiej, jeśli w ciągu 2-3 lat nie podwoimy eksportu, to będziemy mieli potężne problemy.

Jak podał Główny Urząd Statystyczny, w marcu wartość produkcji sprzedanej przemysłu była o 8,8 proc wyższa niż przed rokiem. To najlepszy wynik od przeszło trzech lat (ostatnio szybsza dynamika była w styczniu 2012 roku, gdy produkcja wzrosła w ujęciu rocznym o 9 proc.) i potwierdza dobrą kondycję polskiej gospodarki.

Mamy najnowszego „Economista”, który podaje świeże dane, zestawienia kilkudziesięciu krajów światowej produkcji przemysłowej – mówi Piechociński. – Ze wzrostem w I kwartale 4,6 proc. jesteśmy w pierwszej trójce, jak dobrze pamiętam. Jeśli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego na wschód od Polski, jeśli nie będzie tąpnięcia w strefie euro, a nie powinno być, bo ten bilion euro dopompowywany przez Europejski Bank Centralny do europejskiej gospodarki ją stabilizuje, to jesteśmy dzisiaj bardzo konkurencyjną gospodarką.

Europejski Fundusz Inwestycji Strategicznych do 2017 r. uruchomi inwestycje warte ponad 300 mld euro

CEO Magazyn Polska

Jeszcze przed wakacjami ma zacząć funkcjonować nowy Europejski Fundusz Inwestycji Strategicznych. Najważniejszym celem unijnego funduszu jest pobudzenie w Europie inwestycji o wartości co najmniej 315 mld euro. Kolejne kraje zapowiadają swój wkład finansowy w EFSI. Również polskie władze zadeklarowały 8 mld euro przez Bank Gospodarstwa Krajowego oraz Polskie Inwestycje Rozwojowe.

W miniony wtorek doszło do zawarcia porozumienia ministrów finansów krajów Unii Europejskiej w sprawie projektu powołującego Europejski Fundusz Inwestycji Strategicznych. Tworzony podmiot będzie dysponował bazą kapitałową w wysokości 21 mld euro, z czego 16 mld euro stanowić będą gwarancje budżetu UE, a 5 mld euro wyasygnuje Europejski Bank Inwestycyjny (EBI). Dzięki lewarowaniu na rynkach finansowych zdolność inwestycyjna EFSI ma wzrosnąć do 60 mld zł. Komisja Europejska liczy na to, że w skali najbliższych trzech lat powinno to doprowadzić do wygenerowania inwestycji o wartości co najmniej 315 miliardów euro.

Nowy Europejski Fundusz Inwestycji Strategicznych może sobie radzić bez żadnych wkładów krajowych. Cieszy nas jednak, że wiele państw deklaruje tworzenie krajowych platform inwestycyjnych przy pomocy ich banków rozwojowych. Fundusz brałby na siebie część ryzyka, co byłoby wartością dodaną takiej platformy – mówi agencji informacyjnej Newseria Jyrki Katainen, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej i komisarz ds. miejsc pracy, wzrostu, inwestycji i konkurencyjności.

Według deklaracji ministra finansów Mateusza Szczurka Polska poprzez rządowe podmioty, takie jak BGK oraz PIR, zasili fundusz kwotą wynoszącą do 8 miliardów euro. Nasz kraj nie jest jedynym, który zadeklarował tak wysokie kwoty.

Francja, Włochy i Niemcy zadeklarowały wpłacić po około 8 miliardów euro na inwestycje finansowane przez EFSI. Hiszpania ogłosiła, że wpłaci 1,5 miliarda euro, a Luksemburg około 100 milionów – wylicza Jyrki Katainen w rozmowie przeprowadzonej podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Wytyczne Rady Europejskiej mówią, że utworzenie EFSI powinno nastąpić nie później niż do końca czerwca 2015 roku. Na wtedy zaplanowano również rozpoczęcie wsparcia dla konkretnych projektów inwestycyjnych. Nad wyborem poszczególnych przedsięwzięć czuwać ma grupa niezależnych ekspertów, a priorytetowe będą realizacje związane z infrastrukturą, energetyką oraz badaniami i rozwojem.

Europejski Bank Inwestycyjny zadeklarował przeprowadzenie pewnych operacji jeszcze przed startem EFSI. Finansowanie inwestycji w sektorze małych i średnich firm powinno przyspieszyć przed latem. EBI obiecał więc realizację tak szybko, jak to będzie możliwe – zaznacza komisarz.

Na wstępnej liście projektów zgłoszonych przez Polskę znajduje się około 250 inwestycji dotyczących między innymi inwestycji w odnawialne źródła energii, budowy nowego bloku energetycznego w elektrowni Kozienice czy rozbudowy kopalni węgla brunatnego w Lubinie.

Rosną wydatki polskich firm na innowacyjność

0

CEO Magazyn Polska

Polskie innowacyjne przedsiębiorstwa coraz więcej pieniędzy przeznaczają na działalność innowacyjną. Średnio wydają na ten cel 1 mln euro (wobec 785 tys. w 2010 roku) i zbliżają się poziomu średnich wydatków w UE (1,15 mln euro). Jednocześnie spada jednak odsetek innowacyjność firm – wynika z badania Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.  

Dobra informacja jest taka, że rośnie średni poziom wydatków dokonywanych przez firmy na innowacyjność. Dochodzimy już prawie do średniej europejskiej, która wynosi 1 mln euro na firmę. Natomiast gorsza wiadomość jest taka, że spadł nam w ostatnich latach odsetek firm innowacyjnych w Polsce – do 23 proc. – powiedziała agencji Newseria Biznes Bożena Lublińska-Kasprzak, prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Średni poziom nakładów innowacyjnych w firmie w Polsce rośnie i jest już tylko nieco niższy od średniej dla 28 krajów UE (1 mln wobec 1,15 mln euro). Łącznie w 2013 r. roku przedsiębiorstwa przemysłowe wydały na innowacje jednak mniej o 2,7 proc. niż w 2012 r., a firmy usługowe aż o 21 proc.

Z danych Eurostatu wynika, że w latach 2010-2012 w większości krajów UE spadła liczba firm podejmujących działalność innowacyjną. W Polsce odsetek ten spadł z 28 proc. w latach 2009-2011 do 23 proc. Dane GUS wskazują na pewne odbicie w latach 2011-2013, ale tylko w przypadku firm przemysłowych (udział innowacyjnych firm zwiększył się z 17,7 do 18,4 proc.).

To jest coś, co na pewno musimy poprawić, choć ta tendencja spadkowa jest obserwowana w całej Europie, a w Niemczech udział zmniejszył się najbardziej – mówi prezes PARP.

Badania PARP wskazały jednak, że firmy, które podejmują działalność innowacyjną, zwykle ją kontynuują i zwiększają wydatki na badania i rozwój.

To oznacza, że stają się permanentnymi innowatorami i mają dowody na to, że opłaca się być innowacyjnym – podkreśla Lublińska-Kasprzak. – Bardzo ciekawe jest również to, że mamy bardzo wysoki odsetek innowacyjnych mikrofirm.

Jak podkreśla, ta grupa przedsiębiorstw ogólnie nie jest objęta statystyką publiczną, mierzącą poziom innowacyjności firm, co wcale nie oznacza, że nie ma wśród nich innowatorów. Doskonałym przykładem są różnego typu innowacyjne start-upy. Z badania PARP wynika, że w ostatnich trzech latach innowacje w swoich firmach wprowadziło blisko 60 proc. mikroprzedsiębiorców. Co trzeci postawił na innowacje produktowe, co piąty – na innowacje procesowe. Co ważne, blisko połowa z inwestujących twierdzi, że inwestycja była opłacalna.

Jak przyznają, najpoważniejszą barierą w innowacyjności jest brak środków na prowadzenie prac nad nowymi rozwiązaniami. Mimo to nieco ponad połowa mikrofirm planuje wdrożyć innowacje w ciągu kolejnych miesięcy.

Najważniejsze przesłanie jest takie, że musimy wspierać i budować otoczenie innowacyjnego biznesu, które wpłynie na to, że kolejnych firm innowacyjnych będzie przybywało – mówi Bożena Lublińska-Kasprzak.

Orange inwestuje w nowe technologie telefonii komórkowej i stacjonarnej

0

CEO Magazyn Polska

Dostęp do internetu LTE w sieci Orange ma dziś niemal trzy czwarte Polaków. W ciągu kolejnych dwóch lat zasięg obejmie całą Polskę. Inwestycje w nowe technologie będą dotyczyć także telefonii stacjonarnej. W tym roku Orange zainwestuje niemal pół miliarda złotych w światłowody, które doprowadzi bezpośrednio do 650 tysięcy domów i mieszkań.

Naszym priorytetem w telefonii komórkowej jest rozwój sieci LTE. Już teraz 74 proc. populacji ma dostęp do internetu w tej technologii. Mocno rozwijaliśmy ją w ostatnich miesiącach i nadal będziemy. Dla nas istotne jest nie tylko pokrycie, lecz także jakość dostępu. Chcemy, by klienci mogli swobodnie korzystać z LTE nie tylko na zewnątrz, lecz także wewnątrz budynków czy w metrze – mówi agencji Newseria Biznes Bruno Duthoit, prezes Orange Polska

Od początku tego roku zasięg sieci 4G LTE Orange zwiększył się z 61 do 74 proc. Plany firmy zakładają, że najpóźniej za dwa lata technologia LTE będzie dostępna praktycznie w całym kraju.

Spółka stawia na innowacyjne technologie również w segmencie stacjonarnym.

To dla nas wciąż bardzo istotny rynek. Planujemy na nim przełomowe zmiany, chcemy by sieć światłowodowa była w tym segmencie powszechniejsza. W tym roku przeznaczymy do 450 milionów złotych na okablowanie światłowodami około 650 tysięcy domów i mieszkań w Polsce – mówi Duthoit.

Zapowiada, że to dopiero pierwszy etap inwestycji. Orange planuje również wiele innych przedsięwzięć.

W najbliższych latach chcemy całkowicie wycofać starsze technologie, które funkcjonują jeszcze w naszej sieci. To ważna modernizacja, która nie będzie bezpośrednio widoczna dla klientów, ale polepszy jakość naszych usług – zapowiada prezes Orange Polska.

Postawienie na nowe technologie, a co za tym idzie – na zwiększenie jakości oferowanych usług, ma pomóc firmie utrzymywać konkurencyjność na coraz trudniejszym rynku telekomunikacyjnym. Drugim kluczowym elementem będzie poprawianie kontaktu z klientami.

Chcemy, żeby doświadczenia naszych klientów były tylko pozytywne, a oferowane usługi na najwyższym poziomie. Dlatego musimy wykazać się przejrzystością oraz zapewnić jak najwyższą jakość zarówno technologii obsługi, jak i kontaktów w punktach sprzedaży. To dla nas priorytet – przekonuje Bruno Duthoit.

Orange wprowadził nowe pakiety taryfowe, usprawnia też obsługę klientów. Salony Orange i pozostałe kanały sprzedaży będą się lepiej uzupełniać. W salonach klienci będą mogli skorzystać m.in. z obsługi na recepcji i załatwić wiele prostych spraw od ręki. Stopniowo Orange będzie wdrażać inteligentny system zarządzania ruchem w salonie. W najbliższych dniach firma planuje też otwarcie w Warszawie pierwszego w Polsce tzw. smart store, czyli interaktywnego salonu przyszłości.

Na rynku funkcjonuje tylko około tysiąca pracowniczych programów emerytalnych

CEO Magazyn Polska

Pracownicze programy emerytalne nie cieszą się dużym zainteresowaniem. Na koniec 2014 roku objętych nimi było 381 tys. osób, czyli nieco ponad 2 proc. pracujących. Nie przybywa nowych programów, od kilku lat liczba oscyluje w okolicach tysiąca. Pracodawcy wolą zaoferować swoim pracownikom bardziej elastyczne rozwiązania pozaustawowe. Zachęcić ich mogłyby jednak zmiany w prawie.

Jak wynika z danych Komisji Nadzoru Finansowego, na koniec 2014 roku pracowniczymi programami emerytalnymi, czyli tworzonymi przez pracodawców systemami dobrowolnego oszczędzania na emeryturę, objętych było 381 tys. osób (o 6 tys. więcej niż w 2013 roku). Wartość zgromadzonych aktywów wyniosła 10,2 mld zł, co oznacza ponad 8-proc. wzrost w porównaniu z poprzednim rokiem.

Wrażenia nie robi ani liczba pracodawców, którzy założyli programy, ani tempo ich rozwoju. Tych programów od kilku lat jest około tysiąca, ale  jeśli porównamy nominalną liczbę założonych programów rok do roku, to okaże się, że w ostatnich latach ona maleje. Wykreślane są kolejne programy emerytalne, a nie przybywa nowych – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Nowak, członek zarządu w firmie doradczej Mercer Polska.

Na rynku PPE od kilka lat panuje stagnacja. Liczba programów wzrosła znacząco tak naprawdę tylko w latach 2004-2005 (z 290 do 700), kiedy część grupowych ubezpieczeń na życie została przekształcona w PPE. Obecnie członkami programów jest zaledwie 2,4 proc. zatrudnionych, a średnie oszczędności wynoszą ok. 20 tys. zł na osobę. Statystyki są nieco lepsze, biorąc pod uwagę strukturę zatrudnienia, czyli liczbę osób pracujących na umowach cywilnoprawnych lub samozatrudnionych. Mimo to trudno ocenić 15 lat funkcjonowania PPE jako sukces.

Liczymy jednak, że pewien rozwój będzie następował – mówi ekspert Mercer Polska. – Mogłoby pomóc wprowadzenie do PPE zachęt, np. na wzór indywidualnych kont zabezpieczenia emerytalnego, czy ujednolicenie warunków funkcjonowania pracowniczych programów emerytalnych z IKE i IKZE, tak aby te wszystkie trzy konstrukcje były do siebie zbliżone. Wówczas można byłoby się spodziewać, że pracownicy będą korzystać z zachęt fiskalnych i sami zainteresują się oszczędzaniem w PPE – prognozuje.

Potrzebne są także rozwiązania, które będą sprzyjały pracodawcom. Ekonomiści z Towarzystwa Ekonomistów Polskich w raporcie „Dodatkowy system emerytalny w Polsce – diagnoza i rekomendacje zmian” wskazują, że przyczynami niskiego poziomu uczestnictwa w PPE są m.in. słabe zachęty ekonomiczno-fiskalne dla pracodawców czy brak możliwości zróżnicowania poziomu składki dla różnych grup pracowników. To wszystko sprawia, że pracodawcy nie są zainteresowani wspieraniem takich programów i wybierają rozwiązania pozaustawowe.

Chodzi np. o plany oszczędnościowe albo programy czwartofilarowe czy pozaustawowe, czyli takie, które są tworzone poza przepisami ustawy o pracowniczych programach emerytalnych. Tego typu rozwiązania cieszą się w ostatnich latach zdecydowanie większym zainteresowaniem, ale ciągle nie można mówić o przełomie. To wciąż rozwiązanie bardzo elitarne, oferowane przez nie więcej niż 30-40 proc. najlepszych pracodawców – przekonuje Nowak.

Zdaniem eksperta warto pomyśleć o takim rozwiązaniu, które wpłynie na większą powszechność III filara emerytalnego. Polacy rzadko oszczędzają na emeryturę. Nieco ponad 5 proc. ma założone indywidualne konta emerytalne. Jeszcze mniej (3,2 proc.) oszczędza na indywidualnych kontach zabezpieczenia emerytalnego.

Najwyższy czas pomyśleć o pewnej powszechności programów emerytalnych rozumianych jako przymus zakładania i umożliwiania pracownikom oszczędzania w takich rozwiązaniach. Pracodawcy byliby de facto zobligowani do tworzenia programów emerytalnych, choć nie do płacenia składek – tłumaczy Krzysztof Nowak.

W PPE podstawowa składka jest bowiem odprowadzana przez pracodawcę.

Im trudniejsza sytuacja gospodarcza, tym większa sprzedaż loterii

CEO Magazyn Polska

Sprzedaż loterii na świecie w 2014 roku była o około 10 proc. większa niż rok wcześniej i wyniosła 285 mld dol. Największe wzrosty odnotowała Ameryka Łacińska (prawie 23 proc.) oraz region Azji i Pacyfiku (ok. 15,6 proc.). Europejski rynek – z przychodami w wysokości 110 mld dol. – wzrósł o ponad 5 proc. Loteriom sprzyja trudniejsza sytuacja gospodarcza danego regionu.

Wzrost na rynkach w różnych regionach można podsumować prostą zależnością: im trudniejsza sytuacja ekonomiczna, tym większa skłonność do grania wśród ludzi, którzy chcą podreperować swój budżet ewentualną wygraną – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wojciech Włodarczyk, prezes zarządu oferującej rozwiązania dla tej branży firmy GTECH Poland (Grupa IGT). – Ta zależność spowodowała m.in. wzrost, który zaobserwowaliśmy w Azji.

Według World Lottery Association (WLA), stowarzyszenia skupiającego 140 największych loterii rządowych na całym świecie (ponad 70 krajów), oraz magazynu „La Fleur’s” sprzedaż na światowym rynku loteryjnym wzrosła rok do roku o 10 proc., po zaledwie 5-proc. wzroście w 2013 roku. Branża mówi więc o oznakach ożywienia.

Największe wzrosty sprzedaży osiągnęły loterie w państwach regionu Azji i Pacyfiku oraz Ameryki Łacińskiej. W tym pierwszym regionie progres wyniósł 15,6 proc., w drugim – ponad 23 proc. Jak podkreślają eksperci GTECH są to jednak obszary słabiej rozwinięte pod względem oferty i technologii loteryjnych. Na tak dynamiczne wzrosty miało wpływ np. dostarczanie nowych produktów, które w Europie funkcjonują od dawna i osiągnęły już na rynku pewien poziom nasycenia. Ważne są także uwarunkowania kulturowe danego regionu.

W Ameryce Południowej rynek loteryjny jest stosunkowo mały, w związku z tym jakiekolwiek zmiany, jak np. wprowadzenie nowych produktów, powodują znaczne wzrosty – potwierdza Włodarczyk. – Największa loteria z tego regionu, z rocznymi obrotami rzędu 300 mln dol., działa w Meksyku. W porównaniu do chińskiej, która ma 30 mld dol. rocznych przychodów, jest więc stosunkowo mała. Ale w Chinach oraz w regionie Azji i Pacyfiku ubiegłoroczne wzrosty także były skutkiem wprowadzenia nowych produktów, takich jak chociażby gra przez internet.

Loterie chińskie są siłą napędową światowego rynku. Największa – China Welfare Lottery – w ubiegłym roku zanotowała blisko 17-proc. wzrost, a druga pod względem wielkości – China Sports Lottery – aż o jedną trzecią. Z kolei sprzedaż loterii w Ameryce Północnej wzrosła zaledwie o 0,4 proc.

W Europie sprzedaż loterii wzrosła o 5,1 proc. i wyniosła blisko 110 mld dol. Prym w regionie środkowo-wschodnim Starego Kontynentu wiedzie węgierska Szerencsejáték Zrt., która odnotowała wzrost o prawie 25 proc., oraz czeska Sazka. Biorąc pod uwagę wskazaną zależność skłonności do grania od kondycji gospodarki, nie są zaskoczeniem wyniki loterii greckiej. Tamtejsza OPAP odnotowała wzrost na poziomie 14,8 proc. Korzystny rezultat osiągnęła także loteria polska.

Rozwój branży loteryjnej jest determinowany przez takie same czynniki, jak w każdym innym obszarze. Napędza go dostarczanie nowych produktów i świadczenie kolejnych usług – wyjaśnia Wojciech Włodarczyk.

Jak podkreśla, z roku na rok gracze stają się coraz bardziej wymagający. Stąd niedawna decyzja spółki GTECH o rozszerzeniu portfolio usług i połączeniu z dostawcą rozwiązań dla kasyn – firmą IGT. Nowy podmiot będzie funkcjonować pod marką IGT z logo GTECH.

Prasa najczęściej cytowanym medium w marcu

CEO Magazyn Polska

„Gazeta Wyborcza”, „Wprost” i „Rzeczpospolita” były najczęściej cytowanymi tytułami w marcu. Pierwszą piątkę zamykają stacja TVN24 i radio RMF FM. W mediach najczęściej komentowano kampanię prezydencką, katastrofę samolotu linii Germanwings i kontrowersje wokół SKOK-ów.

Zgodnie z najnowszym rankingiem Instytutu Monitorowania Mediów najbardziej opiniotwórczymi mediami w marcu były „Gazeta Wyborcza”, tygodnik „Wprost” i dziennik „Rzeczpospolita”, a na kolejnych miejscach stacje TVN24 i RMF FM – mówi Monika Tomsia z Instytutu Monitorowania Mediów.

„Gazeta Wyborcza” obroniła pozycję z lutego i dodatkowo zwiększyła przewagę nad „Wprost” i „Rzeczpospolitą”. W marcu powołano się na nią 714 razy, a na kolejne dwa tytuły odpowiednio 386 i 370 razy. Tygodnik „Wprost” w marcu powrócił do ścisłej czołówki rankingu.

W ubiegłym miesiącu zajmował nieco niższą pozycję. W tym miesiącu prawdopodobnie jest to spowodowane, po pierwsze, echami afery związanej z Kamilem Durczokiem, po drugie, zmianą na stanowisku redaktora naczelnego tygodnika – wyjaśnia Tomsia.

W rankingu tygodników kolejne miejsca zajęły „Newsweek” (200 cytowań) i „Polityka” (72 cytowania). Najbardziej opiniotwórczym radiem jest RMF FM (325 cytowań, piąte w rankingu najczęściej cytowanych mediów), a za nim Radio ZET (192) i TOK FM (83). W rankingu telewizyjnym zdecydowanym liderem pozostaje TVN24 i ma znaczącą przewagę nad konkurentami – 340 cytowań wobec 122 odnotowanych przez TVN i 66 przez TVP Info.

Najbardziej opiniotwórczym miesięcznikiem marca był „Forbes”, który opublikował raport o najbogatszych ludziach na świecie – mówi Monika Tomsia.

Marzec w mediach upłynął przede wszystkim pod znakiem wyborów prezydenckich i aktywności kandydatów na to stanowisko. Z kampanią wyborczą związany był też inny dominujący w mediach temat, czyli kontrowersje wokół SKOK-ów i powiązania jednego z kandydatów z tą sprawą.

Często pisano i mówiono również o podsłuchach w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, katastrofie samolotu linii lotniczych Germanwings oraz skandalu w zakładzie karnym w Łodzi. Tenże skandal przyczynił się do wysokiej pozycji w rankingu tytułu „Polska Dziennik Łódzki”, który stał się najbardziej opiniotwórczym medium regionalnym – podkreśla przedstawicielka IMM.

Kolejne miejsca w tym rankingu zajęły Radio Gdańsk oraz „Polska Gazeta Krakowska”.

Najpopularniejszym portalem w marcu był serwis wPolityce.pl (56 cytowań), który wyprzedził Tvn24.pl (51 cytowań) i dotychczasowego lidera – Onet.pl (41 cytowań). Wśród mediów ekonomicznych najczęściej cytowane były „Dziennik Gazeta Prawna”, „Puls Biznesu” oraz „Forbes”.

Rozpoznawalność firm zajmujących się sprzedażą bezpośrednią rośnie

CEO Magazyn Polska

Sprzedaż bezpośrednia w Polsce systematycznie się rozwija. Rosną nie tylko obroty firm, lecz także ich rozpoznawalność wśród klientów. Konsumenci coraz częściej potrafią sami, bez podpowiedzi, wskazać firmy działające w tej branży. Rozpoznawalne są przede wszystkich duże, międzynarodowe podmioty z branży kosmetycznej, jak Avon czy Oriflame.

Badania przeprowadzone przez Instytut Homo Homini na zlecenie Polskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej wskazują, że wzrasta świadomość klientów i rozpoznawalność firm sprzedaży bezpośredniej. Z taką formą sprzedaży miało styczność 70 proc. respondentów.

Spontaniczna znajomość jest kilkuprocentowa, ale kiedy przedstawiamy ankietowanym listę firm, to rozpoznawalność potrafi wzrosnąć nawet do ok. 80 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Mirosław Luboń, dyrektor generalny Polskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej (PSSB).

Liderem skojarzeń spontanicznych, czyli bez podpowiedzi, jest firma Avon (18 proc.). Największy wzrost rozpoznawalności zanotowało zaś Oriflame (10 proc.). Kilkuprocentową rozpoznawalność notują firmy Amway (5 proc.) i Zepter (4 proc.). Przy badaniach wspomaganych, czyli z listą firm do wyboru, klienci również najczęściej wskazywali firmy kosmetyczne. Liderem jest Avon (83 proc.). Drugie miejsce zajął Oriflame (wzrost rozpoznawalności wspomaganej o 7 proc.). Zaledwie 8 proc. badanych nie znało żadnej ze wskazanych marek (spadek o 4 proc. względem 2014 roku).

Wraz ze wzrostem rozpoznawalności poprawiają się także wyniki sprzedażowe. Branża, choć wciąż jest mniejsza niż w krajach zachodnich, co roku notuje wzrosty.

Ubiegły rok był dla firm bardzo dobry. Wzrost obrotów wyniósł 4 proc. Oczywiście kondycja zależy od firmy, od produktu i od tego, w jakim stadium rozwoju znajduje się dana firma. Niektóre z nich miały rok płaski, a nawet zakończyły go pod kreską – zaznacza Luboń. – Wiele zależy od tego, jak firmy pracują z dystrybutorami czy konsultantkami, bo o wszystkim właściwie decydują ludzie.

Przedsiębiorstwa skupione w PSSB odnotowały blisko 3 mld zł obrotów. Na tle Unii Europejskiej to niewiele (łącznie 23 mld euro), jednak wartość branży rośnie. W 2013 roku obroty wyniosły niecałe 2,7 mld zł. Największą popularnością w tej formie sprzedaży cieszą się kosmetyki, choć ich udział w sprzedaży maleje (z 85 proc. w 2005 roku to 68 proc. w ubiegłym roku). Coraz chętniej kupujemy natomiast ubrania i akcesoria (do 9 proc.).

Światowa sprzedaż czytników e-booków o 20 proc. większa niż przed rokiem

Sprzedaż czytników e-booków w Europie w ubiegłym roku wzrosła o 30-40 proc. – wynika z szacunków firmy PocketBook. Na całym świecie była o jedna piątą większa. Książki w wersji elektronicznej stają się coraz popularniejsze również w Polsce – w ubiegłym roku blisko 12 proc. czytelników miało kontakt z e-bookami, a trzy lata temu – 7,3 proc. Najpopularniejszym czytnikiem nadal jest Kindle.

Dobry czytnik, czyli z ekranem e-ink, który nie odbija światła, jak w przypadku tabletów, można kupić już za około 300 zł – mówi agencji Newseria Biznes Martyna Bednarczyk z firmy Virtualo. – Oczywiście są też urządzenia droższe. Wszystko zależy od potrzeb, czy chcemy mieć urządzenie z ekranem dotykowym, czy potrzebujemy internetu. Zakres cenowy jest bardzo szeroki. Natomiast od 300 zł można kupić już porządne urządzenie, na którym wygodnie będzie się konsumowało treści.

Jak wynika z danych Virtualo ubiegłoroczna sprzedaż książek w formie cyfrowej wyniosła ok. 40 mln zł. W tym roku rynek może wzrosnąć o kolejne 20 mln zł.

Według danych firmy PocketBook, producenta czytników, sprzedaż urządzeń w zeszłym roku na terenie Unii Europejskiej wzrosła o ponad 30 proc. w porównaniu z 2013 rokiem. Globalnie wzrost ten oceniany jest na około 20 proc.

– Sprzedaż czytników, podobnie jak e-booków, wartościowo rośnie – mówi Martyna Bednarczyk. – Widzimy ogromne zainteresowanie czytnikami szczególnie w okresach świątecznych, wakacyjnych, kiedy ludzie chętniej sięgają po książki elektroniczne niż drukowane. Jest to dla nich wtedy wygodniejsza platforma.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez TNS na zlecenie Biblioteki Narodowej blisko 12 proc. ankietowanych Polaków miało w ubiegłym roku kontakt z e-bookiem, podczas gdy w 2012 roku zaledwie 7,3 proc.

Konsumenci sięgają po książki zarówno w formie e-booka, jak i papierowej – komentuje Bednarczyk. – Wynika to z tego, że spora liczba pozycji wciąż nie jest dostępna w wersji elektronicznej. Najnowsze tytuły wchodzą na rynek zazwyczaj także jako e-booki, ale sporo starszych tytułów jest dostępnych wyłącznie w wersji drukowanej. Jeśli ktoś jest zainteresowany książką z 2005 roku, to prawdopodobnie znacznie łatwiej dostanie ją w wersji drukowanej niż elektronicznej.

Jak wynika z raportu Virtualo najpopularniejsza platformą jest nadal Kindle (73 proc.). Na tabletach firmy Apple (iPad) i Samsung e-booki czyta zaledwie 2,3 proc. konsumentów tego rodzaju treści.

Szacujemy, że podobnie jak w zeszłym roku będą rządziły Kindle. Tak naprawdę na nich głównie opiera się obecnie rynek – twierdzi Martyna Bednarczyk.

PocketBook prognozuje, że w tym roku priorytetem producentów urządzeń będzie koncentracja na usługach dodatkowych oraz usprawnienie procesu zakupu elektronicznych książek, przesyłania ich na urządzenie i czytania. Możliwości takie daje ekosystem zintegrowany z czytnikiem i innymi urządzeniami, internetowymi księgarniami, bibliotekami i usługami. Podstawą dla niego może być technologia chmury, która w najbliższych latach ma być jednym z najszybciej rozwijających się rozwiązań technologicznych.

23 kwietnia jest Światowym Dniem Książki.

Rekordowy nabór wniosków na budowę mieszkań socjalnych i komunalnych

Po raz kolejny w historii rządowego programu dopłat do budownictwa socjalnego i komunalnego, wartość wniosków złożonych przez samorządy przekroczyła zarezerwowaną pulę środków finansowych. Do Banku Gospodarstwa Krajowego wpłynęło 76 wniosków o łącznej wartości ponad 65 mln zł, dzięki którym ma powstać  1 119 mieszkań dla najuboższych. Już dziś można stwierdzić, że 17 edycja naboru wniosków jest  rekordowa.

Pula środków wynosząca 63 mln zł została przekroczona o ponad 2 mln zł, a wartość złożonych wniosków wzrosła o ponad 70 proc. w porównaniu z ostatnią edycją, która odbyła się jesienią 2014 r. Podobnie jak w poprzednich latach najbardziej zainteresowane programem są gminy z południowych regionów Polski – blisko 1/3 wniosków wpłynęła z województwa śląskiego.

–  Od 2011 roku wszystkie pozytywnie ocenione projekty uzyskały dofinansowanie. Sprawdzamy teraz poprawność złożonych przez gminy wniosków, by zweryfikować, jak duże będzie faktyczne wykorzystanie przydzielonej na edycję puli środków finansowych. Mamy nadzieję, że i tym razem kwalifikację uzyskają wszystkie wnioski poprawne od strony formalnej – mówi dyrektor Bogusław Białowąs z Banku Gospodarstwa Krajowego.

Polsce powstało już ponad 11 tysięcy lokali socjalnych, komunalnych, mieszkań chronionych, miejsc w noclegowniach i domach dla bezdomnych. Od 2007 r.  Bank Gospodarstwa Krajowego przyznał bezzwrotne dotacje w łącznej wysokości ponad 0,5 mld zł, co pozwoliło na realizację ponad 900 przedsięwzięć
mieszkaniowych o wartości przekraczającej 1,8 mld zł. BGK zapewnia obsługę finansową i promocję programu rządowego funkcjonującego w ramach Funduszu Dopłat. Państwo za pośrednictwem BGK dopłaca gminom, powiatom lub organizacjom pożytku publicznego od 30 do 50% wartości inwestycji mieszkaniowej. Wnioski można składać w BGK dwa razy do roku od 1 do 31 marca oraz od 1 do 30 września.

Bank Gospodarstwa Krajowego to państwowy bank rozwoju, który inicjuje i realizuje programy służące wzrostowi ekonomicznemu Polski. Stanowi centrum kompetencyjne w finansowaniu projektów infrastrukturalnych, eksportu, spółek komunalnych i samorządów. Rozwija systemy poręczeń i gwarancji mające na celu pobudzanie przedsiębiorczości. Angażuje się w programy służące poprawie sytuacji na rynku mieszkaniowym i dostępu Polaków do mieszkań. Zarządza programami europejskimi i dystrybuuje środki unijne w skali krajowej i regionalnej. Jest instytucją wiodąca w procesie konsolidacji finansów publicznych.

Źródło: BGK

BZ WBK Leasing w pierwszej trójce po pierwszym kwartale 2015 r.

Z danych Związku Polskiego Leasingu wynika, że po pierwszym kwartale 2015 roku BZ WBK Leasing zajął trzecie miejsce dzięki rekordowej wartości sfinansowanych aktywów 788 mln zł z dynamiką blisko +21% r/r, tj. wyższą niż rynek o niemalże 18%. Cała branża leasingowa sfinansowała środki o wartości ponad 10,5 mld zł, czyli o 3% więcej niż przed rokiem. W samym marcu spółka była liderem, a odnotowany wzrost wyniósł blisko +38% w stosunku do marca 2014r.

– Z kwartału na kwartał systematycznie poprawiamy wyniki, zwiększając nasz udział w finansowaniu praktycznie każdej kategorii środków trwałych i potwierdzając silną pozycję na rynku. Należymy do najlepszej trójki firm leasingowych w Polsce z jednym z najwyższych wzrostów +20,9% r/r w pierwszym kwartale. Doskonałe wyniki zawdzięczamy jakości obsługi klientów, bardzo dobrej ofercie produktowej oraz systematycznemu rozwojowi sieci sprzedaży. –stwierdza Szymon Kamiński, Prezes Zarządu BZ WBK Leasing S.A.

W pojazdach wyprzedzamy rynek

Po pierwszym kwartale 2015 roku firma BZ WBK Leasing sfinansowała pojazdy o łącznej wartości 367,34 mln zł, z 7,5% dynamiką r/r, podczas gdy cały rynek odnotował spadek -1,4% r/r, głównie z uwagi na bazę roku poprzedniego związaną z efektem „kratki”. W całym segmencie największe wzrosty BZ WBK Leasing osiągnął w pojazdach osobowych (170,32 mln zł , +49,6% r/r), samochodach ciężarowych o masie powyżej 3,5 t (39,42 mln zł, +115,6% r/r) oraz ciągnikach siodłowych (70,17 mln zł, +44,9% r/r).

– Dane dotyczące koniunktury zaprezentowane przez GUS wskazują na poprawę nastrojów w większości sektorów gospodarki. – komentuje Szymon Kamiński.- W ostatnich miesiącach polski eksport do głównych odbiorców z UE wzrasta, a oczekiwany wzrost PKB, tj. ponad 3,5% w 2015 roku, pozwala na optymizm co do dalszego przyspieszenia inwestycji we wszystkich segmentach rynku. – dodaje Szymon Kamiński.

Bezkonkurencyjni w maszynach i urządzeniach

Początek 2015 roku BZ WBK Leasing po raz kolejny zamyka na pozycji lidera w sektorze finansowania maszyn i urządzeń z ponad 12,3% udziałem w rynku. Po pierwszym kwartale firma sfinansowała maszyny i urządzenia o wartości 403,3 mln zł, co dało jej wzrost na poziomie ponad 33% r/r, przy +12,5% dynamice całego rynku. Na tak dobry wynik wpływ miało przede wszystkim finansowanie dla rolnictwa, gdzie spółka od dłuższego czasu znajduje się w gronie liderów. Po pierwszym kwartale firma sfinansowała maszyny rolnicze na kwotę ponad 187 mln zł, co dało jej wzrost o prawie +17% r/r oraz ponad 23,4% udział w rynku.

– W I kwartale 2015 r. rynek maszyn rolniczych wzrósł o 9%, co pokazuje iż mimo braku nowych dotacji rolnicy nadal są skorzy do inwestowania, potwierdzają to także nasze wyniki oraz rosnąca z kwartału na kwartał liczba zawieranych umów.– mówi Tomasz Sudaj, Dyrektor Zarządzający ds. Strategii Rynkowej w BZ WBK Leasing. – W dłuższej perspektywie widzimy wysoki potencjał inwestycyjny w segmencie agro. Aktualnie rolnicy czekają na uruchomienie kolejnej transzy środków PROW. Rynek stymulowany poprzez środki unijne z pewnością odnotuje wzrosty w perspektywie najbliższych lat. – dodaje Tomasz Sudaj.

– Specjalizujemy się w finansowaniu polskiego rolnictwa, które stanowi dla nas jeden z kluczowych segmentów rynku. Wsłuchujemy się w potrzeby sektora i wprowadzamy nowe rozwiązania ułatwiające współpracę z naszymi obecnymi i przyszłymi klientami. Od 13 kwietnia br. finansowanie maszyn i urządzeń w postaci leasingu oraz pożyczki dostępne jest w ramach szybkiej procedury uproszczonej, co znacznie przyspiesza proces udzielania finansowania i ogranicza wymagania dokumentowe w stosunku do naszych klientów. Do wniosku wystarczą jedynie podstawowe dokumenty rejestrowe gospodarstwa, oświadczenia o skali prowadzonej działalności oraz uzyskiwanych dochodach. – dodaje Tomasz Sudaj.

Ożywienie w sektorze budownictwa i produkcji przemysłowej

Do końca pierwszego kwartału 2015 roku BZ WBK Leasing sfinansował sprzęt budowlany o wartości pond 33 mln zł, co daje dynamikę na poziomie blisko +80%. W segmencie finansowania maszyn do produkcji tworzyw sztucznych i obróbki metalu spółka sfinansowała środki trwałe za niemalże 36 mln zł (+87% r/r).

– Wyniki branży budowlanej są lepsze od prognozowanych na początku roku. Spodziewamy się, że rynek maszyn i urządzeń budowlanych odnotuje kilkunastoprocentowy wzrost. Istotnymiczynnikami będą inwestycje w sektorze energetycznym, kolejowym oraz budownictwie drogowym. Niski poziom stóp procentowych oraz możliwość korzystania przez przedsiębiorców z programów unijnych będą dodatkowymi czynnikami skłaniającymi do inwestycji.komentuje Szymon Kamiński.

– Na tle konkurencji wyróżnia nas szybkość obsługi klienta zapewniana przez wyspecjalizowaną sieć 400 mobilnych doradców. W kwietniu wprowadziliśmy zmiany w ofercie finansowania maszyn i urządzeń budowlanych które dzięki ograniczeniu ilości niezbędnych dokumentów pozwolą na jeszcze większą oszczędność czasu naszych klientów. – dodaje Tomasz Sudaj.

Dyrektorzy finansowi będą poszukiwać inspiracji do innowacyjnego zarządzania biznesem

28 kwietnia 2015 r. w Sopocie odbędzie się kolejne prestiżowe spotkanie dla CFO, które jest częścią ogólnopolskiego cyklu pięciu kongresów dyrektorów finansowych. Finał nastąpi w Warszawie, kiedy to zostanie rozstrzygnięta jubileuszowa, X edycja konkursu Dyrektor Finansowy Roku.

Cykl spotkań dyrektorów finansowych oraz konkurs Dyrektor Finansowy Roku jest inicjatywą niekomercyjną, powstałą we współpracy podmiotów: Stowarzyszenie ACCA (the Association of Chartered Certified Accountants), Euler Hermes – wiodący ubezpieczyciel transakcji i należności handlowych oraz magazyn biznesowy Forbes. W zamyśle organizatorów jest zaaranżowanie miejsca i czasu dla merytorycznej dyskusji i wymiany doświadczeń pomiędzy osobami, które w sposób profesjonalny prowadzą finansową politykę firm w Polsce.

Na uroczystości, organizowanej w sopockim hotelu Sheraton, spotkają się dyrektorzy finansowi polskich przedsiębiorstw funkcjonujących głównie w obrębie województw: pomorskiego, zachodniopomorskiego, kujawsko-pomorskiego i warmińsko-mazurskiego. W trakcie prezentacji oraz paneli dyskusyjnych, eksperci wspólnie przedstawicielami biznesu, będą dyskutować o wyzwaniach w takcie codziennej pracy działu finansowego oraz podzielą się swoimi spostrzeżeniami na temat zmian w sposobie zarządzania finansami przedsiębiorstw. Poruszone zostaną tematy: Ryzyka podatkowe oraz karne dyrektorów finansowych w związku z dokumentowaniem, ewidencjonowaniem i rozliczaniem podatku od towarów i usług, Jak zarządzać wartością firmy i budować przewagę konkurencyjną w konfrontacji z rzeczywistością prawno-podatkową?, Korytarze handlowe – perspektywa krótko i długoterminowa, Jak wykorzystać szanse pojawiające się ze strony rynków wschodzących?, Jak efektywnie zarządzać środkami pieniężnymi w firmie?, Instrumenty finansowania wzrostu – jak wykorzystać nadarzającą się szansę?, CFO: strateg, innowator, czy strażnik biznesu – ekspansja firmy w realiach zmieniającego się otoczenia rynkowego, Pracownik działu finansów – sprawny analityk czy partner dla biznesu? Innowacje, jako sposób pozyskiwania nowych źródeł przychodów. Najlepsze strategie innowacyjności.

Gościem specjalnym lokalnych kongresów będzie prof. dr hab. Witold Modzelewski, Profesor Uniwersytetu Warszawskiego, Prezes Instytutu Studiów Podatkowych.

Spotkanie w Sopocie (28 kwietnia) to druga w kolejności impreza dla finansistów, odbywająca się w ramach cyklu pięciu kongresów dyrektorów finansowych. Pierwsze spotkanie miało miejsce 14 kwietnia w Poznaniu. Kolejne wydarzenia odbędą się w Katowicach (12 maja) oraz Rzeszowie (14 maja). Uroczysta gala Konkursu Dyrektor Finansowy Roku, wieńcząca cykl kongresów, odbędzie się w Warszawie w dniu 23 września. Wówczas zostaną ogłoszeni laureaci jubileuszowej, X edycji konkursu Dyrektor Finansowy Roku. Nagrody zostaną przyznane w dwóch kategoriach: „Dyrektor Finansowy Małych i Średnich Firm” (kryterium: obrót firmy do 200 mln zł. lub zatrudnienie do 250 osób) oraz „Dyrektor Finansowy Dużych Przedsiębiorstw” (kryterium: obrót powyżej 200 mln zł. lub zatrudnienie powyżej 250 osób).

Euro znów pod presją

Opublikowany w nocy protokół z posiedzenia Reserve Bank of Australia zawierał stosunkowo umiarkowane wytyczne po wczorajszych uwagach wygłoszonych przez prezesa Glenna Stevensa na temat prawdopodobieństwa dalszego spadku kursu AUD.

Uwagi te przyczyniły się do spadku AUD w znacznie większym stopniu, niż protokół z posiedzenia, który zasadniczo nie wpłynął na oczekiwania dotyczące stóp. Obecne poziomy kursu w parze AUD/USD po raz pierwszy zostały osiągnięte pod koniec stycznia, a zatem przez niemal trzy miesiące AUD de facto pozostawał w granicach przedziału.

USD zdołał wczoraj umocnić się z kluczowych poziomów wsparcia, jednak potencjał przekroczenia ostatnich przedziałów przed zaplanowanym na przyszłą środę posiedzeniem Federalnego Komitetu Otwartego Rynku jest wątpliwy. Ponadto – jakie konkretnie dane od ostatniego posiedzenia wskazują na to, że Fed podejmie jakiekolwiek inne działania, niż ogłosi „pas”?

Głównym argumentem na to, że USD się nie umocni, jest fakt, iż oczekiwania rynku i tak są już wyjątkowo umiarkowane, a Fed może kolejny raz przyjąć pobłażliwe podejście i zatrzymać wszystkie opcje do własnej dyspozycji.

Dziś poznamy wyniki niemieckiego badania ZEW, jednak uwaga Europy skupia się głównie na Grecji i efekcie zarażenia peryferii UE: rentowności trzyletnich greckich obligacji ponownie wzrosły – wczoraj zamknęły się na poziomie powyżej 28%.

Podstawowa różnica pomiędzy obecną sytuacją a ubiegłym tygodniem, kiedy euro zyskało na wartości, jest taka, że wydarzenia te nie wpłynęły na ogólne podejście do ryzyka, dzięki czemu możliwa była wyprzedaż euro (zgodnie z dominującym motywem transakcji carry).

Wykres: EUR/USD w ujęciu czterogodzinnym

Dziś rano para EUR/USD zeszła poniżej istotnego poziomu 1,0700 w wyniku doniesienia, że EBC rozważa zawężenie parametrów awaryjnego mechanizmu wspierania płynności (ELA). Kolejnym ważnym poziomem jest rosnąca linia konsolidacji powyżej poziomu 1,0500.

USD: USD wczoraj został przyparty do muru w najważniejszych parach i zdołał się umocnić, jednak w dłuższej perspektywie nie jest pewne, czy rajd się utrzyma w kontekście braku nowych danych i faktu, iż następne posiedzenie FOMC najprawdopodobniej nie przyniesie żadnych nowych informacji. Naturalnie możliwy jest rajd spowodowany negatywnymi doniesieniami dotyczącymi innych walut, co widać było dziś rano w parze EUR/USD, jednak w pierwszej kolejności należy uważać na poziomy 119,50/120,00 w parze USD/JPY i na poziom 1,0500 w parze EUR/USD.

EUR: główny nacisk położony jest na apetyt na ryzyko (przy założeniu, że transakcje w euro są z nim negatywnie skorelowane) i na wydarzenia w Grecji, a także na to, w jakim stopniu negatywnie wpłyną na spready rentowności obligacji państw peryferyjnych. Same dane ekonomiczne napływające z Europy mogą wywołać niewielkie reakcje. W chwili, gdy piszę te słowa, otrzymaliśmy doniesienie, że EBC rozważa możliwość podwyższenia kryteriów mechanizmu ratunkowego ELA dla Grecji, ponieważ „coraz liczniejsza mniejszość” najwyraźniej sprzeciwia się udzielenia pomocy temu krajowi w ramach ELA.

JPY: wczoraj miała miejsce wyprzedaż tej waluty po tym, jak para USD/JPY odbiła się od poziomu kluczowego wsparcia, natomiast w pozostałych parach z JPY liczba transakcji spadła. Premier Japonii, Shinzo Abe, od 26 kwietnia do 3 maja będzie z wizytą w Stanach Zjednoczonych, dlatego w tym okresie nie należy się spodziewać żadnych wzmianek na temat nowych inicjatyw w zakresie luzowania, zarówno ze strony polityków, jak i ze strony BoJ.

GBP: para GBP/USD zeszła do pierwszego poziomu wsparcia Fibonacciego w rejonie 1,4870; w przypadku kontynuacji rajdu USD kolejne wsparcie plasuje się w okolicach poziomu 1,4750. Jeżeli rajdu USD nie będzie, GBP może się nieco umocnić i podjąć próbę przekroczenia poziomu 1,5000. Pamiętajmy, że 7 maja odbędą się wybory.

CHF: spadek w parze EUR/CHF wydaje się nabierać tempa; zanim uznamy, że kurs osiągnie dno, zaczekajmy na przełamanie kanału niżej. Akcja cenowa sugeruje, że poziom 1,0250 może chwilowo stanowić pewną przeszkodę. W parze USD/CHF kluczowym wsparciem jest 200-dniowa średnia ruchoma i minima przedziału w okolicy poziomu 0,9500.

AUD: waluta w nocy straciła na wartości po publikacji protokołu RBA. Rajd w parze AUD/USD wydaje się już w pełni zakończony, mimo iż mamy nadal do pokonania zniesienie Fibonacciego o 61,8% na poziomie 0,7665, jeżeli kurs miałby niezwłocznie osiągnąć minima cyklu. AUD jest słaby również w parach walutowych ze względu na powrót scenariusza testu parytetu w parze AUD/NZD.

CAD: wyprzedaż nie jest już tak intensywna, jednak obszar 1,2270 to obecnie strefa oporu, a dwuletnie kanadyjskie stopy swap ponownie wynoszą powyżej 1,00%, natomiast różnica w porównaniu ze stopami amerykańskimi od połowy lutego znajduje się w okolicy minimów. Może to wskazywać na dalszą presję spadkową, o ile nie nastąpi znaczna wyprzedaż ropy.

NZD: uwaga na parytet w parze AUD/NZD i na rejony 0,7600 w parze NZD/USD, które potwierdzą, czy NZD pozostanie mocny.

SEK: uwaga na dzisiejszy raport w sprawie bezrobocia, który może okazać się katalizatorem; obecny przedział w parze EUR/SEK to 9,2250-9,40.

NOK: uwaga na opór w parze EUR/NOK w okolicach poziomu 8,50; zobaczymy, czy niższy przedział zdoła się utrzymać.

Główne nadchodzące wydarzenia ekonomiczne (wszystkie godziny według czasu Greenwich)

  • Szwecja: stopa bezrobocia w marcu (07:30)
  • Niemcy: wyniki badania ZEW w kwietniu (09:00)
  • Strefa euro: wyniki badania ZEW w kwietniu (09:00)
  • Węgry: decyzja banku centralnego w sprawie stóp (12:00)
  • Strefa euro: wystąpienie Nouy z EBC (16:30)
  • Japonia: bilans handlowy w marcu (23:50)
  • Australia: CPI w I kw. (01:30)

John J Hardy, Saxo Bank

Niemieccy inwestorzy z optymizmem patrzą w przyszłość

Maciej JedrzejakPodczas wczorajszej sesji uwagę inwestorów z Europy przyciągnęły informacje napływające zza Odry, gdzie w ubiegłym miesiącu indeks instytutu ZEW spadł z poziomu 54.8 pkt do 53.3 pkt. Zdaniem ekonomistów, pogorszenie nastrojów panujących wśród niemieckich analityków i inwestorów instytucjonalnych jest związane przede wszystkim ze spowolnienia światowej gospodarki, co w istotny sposób wpływa m.in na ograniczenie perspektyw dla eksportu. Mimo to, większość analityków w dalszym ciągu oceania aktualną sytuację ekonomiczną Niemiec jako dobrą, co powinno sprzyjać hossie na tamtejszym parkiecie. Ponad połowa ankietowanych spodziewa się w najbliższym czasie kontynuacji wzrostów zarówno europejskiego indeksu Stoxx 50, jak i niemieckiego DAX – ten od początku roku wzrósł o prawie 22%.

Dzisiejsza sesja rozpoczęła się od publikacji danych dotyczących bilansu handlu zagranicznego Japonii oraz dynamiki inflacji CPI w Australii. O godz. 10.30 został także opublikowany protokół z ostatniego posiedzenia BoE. Popołudniu poznamy natomiast informacje obrazujące kondycję amerykańskiego rynku nieruchomości.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Debata o innowacyjności z udziałem Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego

Debata o innowacyjności z udziałem Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego i przedstawicieli innowacyjnych spółek giełdowych
W siedzibie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie 22 kwietnia odbyła się debata pod patronatem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Bronisława Komorowskiego „Innowacyjność fundamentem konkurencyjnej gospodarki”.
Debatę otworzył Paweł Tamborski, Prezes GPW, który mówił m.in. o tym, że innowacyjność jest ważna dla rozwoju gospodarki, a poprzez rynek kapitałowy mogą być finansowane również przedsięwzięcia o wyższym poziomie ryzyka, w tym przedsięwzięcia innowacyjne.
Ryszard Petru, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich, przedstawił prezentację o wpływie innowacji na rozwój gospodarczy Polski.
Prezydent RP Bronisław Komorowski, w swoim wystąpieniu zwrócił uwagę, że w środę Sejm zajmie się jego projektem dotyczącym wspierania innowacyjności. Podkreślił, że trzeba myśleć o nowych narzędziach sprzyjających rozwojowi polskich przedsiębiorstw. Prezydent RP dodał, że GPW jest dobrym miejscem, aby rozmawiać o innowacyjności i najważniejszych wyzwaniach stojących przed polską gospodarką, ponieważ giełda sama w sobie jest symbolem gospodarki rynkowej w Polsce i jest jednym z jej ważniejszych filarów.
Po wystąpieniu Prezydent Bronisław Komorowski uderzył w giełdowy dzwon, co symbolicznie miało podkreślać znaczenie innowacyjności dla rozwoju polskiej gospodarki.
W drugiej części debaty przedstawiciele spółek giełdowych Tomasz Piec, Członek Zarządu Synthos, Adam Kiciński, Prezes CD Projekt, dr Marek Dziubiński, Prezes Medicalgorithmics oraz ekspert prof. Karol Grela, laureat Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej dyskutowali o rozwoju dzięki innowacjom.
Debatę skomentowali Włodzimierz Karpiński – Minister Skarbu Państwa, Aleksandra Magaczewska – Prezes Agencji Rozwoju Przemysłu, Edward Tomasz Połaski – Prezes Fundacji Małych i Średnich Przedsiębiorstw oraz Grzegorz Napieralski – zastępca Przewodniczącego Komisji Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii.

GPW

Arctic Paper skupia się na dalszej restrukturyzacji. Chce zwiększyć sprzedaż w dolarach i nie wyklucza ograniczenia inwestycji

0

CEO Magazyn Polska

Branża papiernicza należy do tych nielicznych, które muszą się szykować na trudny, a przynajmniej niepewny kolejny rok. Dlatego Arctic Paper, właściciel papierni w Kostrzynie, zamierza skoncentrować się głównie na dalszej restrukturyzacji swojej działalności.

Do najpoważniejszych problemów, z jakimi zmaga się szwedzki koncern w Polsce, należy duża niepewność panująca na rynku walutowym.

Największym problemem przy kursach wymiany jest duża zmienność – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Wolfgang Lübbert, prezes zarządu, dyrektor Arctic Paper. – Kształtowanie się kursu dolara amerykańskiego w ostatnich miesiącach nie sprzyjało naszej branży i naszym działaniom. Trudno mi też powiedzieć, jaki kurs wymiany byłby dla nas akceptowalny. Bardzo ważna jest dla nas relacja polskiego złotego do szwedzkiej korony. Również zmiany kursu euro mają dla nas znaczenie, bo to oczywiście także rzutuje na cenę celulozy. Stosujemy hedging, ale nie w 100 proc. W związku z tym bardzo ważny jest dla nas również poziom dolara.

Dlatego szef Arctic Paper zapowiedział, że spółka zamierza zwiększyć sprzedaż do krajów i regionów świata, które rozliczają się w dolarze amerykańskim, co pozwoli skorzystać na sile tej waluty. Pod uwagę brane są zwłaszcza rynki północnoamerykańskie, południowoamerykańskie i afrykańskie.

Przychody ze sprzedaży Grupy Arctic Paper w 2014 roku sięgnęły 3,1 mld zł i był to poziom zbliżone do uzyskanego rok wcześniej. EBITDA spółki przekroczyła  238 mln zł,  co oznacza wzrost o ponad 227 proc. Zysk netto wyniósł przeszło 78 mln zł przy stracie ponad 152 mln w 2013 roku. Tak dobre wyniki firma zawdzięcza restrukturyzacji.

– Plany restrukturyzacyjne cały czas będą realizowane – deklaruje Wolfgang Lübbert. – W tym również te zorientowane na usługi wspólne czy usługi dzielone, tak jak było to w przypadku rozwiązania przyjętego w roku ubiegłym w zakresie wspólnej logistyki dla naszych czterech papierni. Z kolei co do nakładów inwestycyjnych i capeksu, to przewidujemy, że będzie na poziomie porównywalnym z rokiem ubiegłym.

W 2014 roku Arctic Paper zainwestował ok. 50 mln zł. Spółka nie wykluczyła jednak rewizji planów na rok bieżący w dół, o czym ma poinformować jeszcze w kwietniu.

Europejska branża papiernicza ma sporo problemów, gdyż popyt na papier spada, podobnie jak ceny, a unijna polityka klimatyczna dodatkowo przyczynia się do wzrostu kosztów papierni. Jak deklaruje prezes spółki, portfel zamówień Arctic Paper jest na razie porównywalny do tego z 2014 roku, choć zastrzega, by nie traktować tej deklaracji jak oficjalnej prognozy.

Sytuacja na rynku była i jest oczywiście trudna – ocenia prezes zarządu i dyrektor Arctic Paper. – 2014 rok był okresem poniekąd wyjątkowym, kiedy popyt był silniejszy. Ale z całą pewnością na takich rynkach, jak rynek polski, niemiecki, czy w ogóle na rynkach europejskich sytuacja pozostaje trudna, jest pod silną presją.

Kolejnym wyzwaniem dla papierni są ceny celulozy. Wprawdzie po wzrostach w 2013 roku ceny spadły, jednak na koszty papierni wpłynęły rosnące ceny dolara, w którym rozlicza się transakcje surowcowe.

Sami nie przedstawiamy naszych prognoz cen celulozy – zaznacza prezes Wolfgang Lübbert  z Arctic Paper. – Odnosimy się do prognoz, które są przygotowane przez źródła neutralne – analityków, którzy przewidują, że w najbliższym okresie ceny zarówno celulozy długowłóknistej, jak i celulozy krótkowłóknistej będą lekko spadały. Gdyby tak się rzeczywiście stało, to poprawiłoby to naszą sytuację.

Dojrzały wiek nie dyskryminuje na rynku pracy

Tylko co drugi 50-latek jest aktywny zawodowo, a w przyszłości może być jeszcze gorzej. Eksperci zalecają jednak, by nie poddawać się i podnosić swoje kwalifikacje. Poważny wiek nie skreśla bowiem z listy pożądanych pracowników.

Osoby w wieku dojrzałym, które chcą zwiększyć szanse na rynku pracy, powinny obserwować trendy i nie zapominać o swoim rozwoju. „Warto skorzystać z pomocy doradcy zawodowego. Podpowie on, jakie są aktualne potrzeby pracodawców. Wskaże też bezpłatne szkolenia, dzięki którym przekwalifikowanie się nie będzie stanowiło dużego wydatku” – mówi serwisowi infoWire.pl Hanna Więcewicz z agencji zatrudnienia Manpower. Informacji o nich warto szukać również w internecie.

Ważne jest także odpowiednie przygotowanie swojego CV. Eksperci radzą, aby osoby ponadpięćdziesięcioletnie usunęły z niego informacje o roku urodzenia, dacie ukończenia szkoły oraz pierwszych okresach zatrudnienia. Wszystko po to, aby potencjalny pracodawca nie zidentyfikował od razu wieku kandydata. Kolejnym krokiem jest uwypuklenie osiągniętych sukcesów, kwalifikacji i umiejętności.

„Nawet jeżeli zaproponowane stanowisko nie spełnia naszych kryteriów, ponieważ mamy dużo większe kwalifikacje, a do tego nie zadowala nas zaoferowane wynagrodzenie, jako osoba bezrobotna powinniśmy zdecydować się na tę pracę” – radzi rozmówczyni. „Najważniejsze jest, aby wejść na rynek. Pamiętajmy, że każda praca może pomóc w znalezieniu stanowiska docelowego w niedalekiej przyszłości” – dodaje.

Osoby w wieku powyżej 50 lat stanowią coraz liczniejszą grupę na polskim rynku pracy. Mówi się o nich, że są mniej wydajne, nieenergiczne i wolniej uczą się nowych rzeczy. To nieprawda. Poza tym dla pracodawców liczą się też doświadczenie, cierpliwość czy lojalność, a tego osobom w wieku dojrzałym nie brakuje.

Chroń się przed kosztownymi SMS-ami i połączeniami telefonicznymi

Dzięki niej można oddać głos w plebiscycie, wziąć udział w konkursie lub zagrać w grę – niestety, korzystanie z usługi Premium Rate słono kosztuje. Urząd Komunikacji Elektronicznej (UKE) podpowiada, jak zabezpieczyć się przed zagrożeniami, które się z nią wiążą.

Usługa Premium Rate obejmuje SMS-y, MMS-y i połączenia głosowe o podwyższonych opłatach. Jej koszt jest niebagatelny – może wynosić nawet kilkadziesiąt złotych plus VAT za jedną wiadomość tekstową.

To, że mamy do czynienia z tak drogą usługą, można łatwo rozszyfrować. Premium Rate wykorzystuje specjalne numery. „Zazwyczaj są to cztero- lub pięciocyfrowe numery SMS i MMS zaczynające się od 7 albo 9. Numery połączeń głosowych mają schemat 70X-XXX-XXX, a te skrócone poprzedzone są gwiazdką, np. *7XXXX” – wyjaśnia w rozmowie z serwisem infoWire.pl rzecznik prasowy UKE Dawid Piekarz.

Jak chronić się przed wiadomościami, w których mowa o „superokazji wygrania czegoś”? „Od operatora sieci komórkowej można zażądać blokady wszystkich numerów o podwyższonej płatności lub wyznaczyć limit kwotowy na korzystanie z Premium Rate” – zaznacza rozmówca. Warto zdecydować się na to szczególnie wtedy, gdy z telefonu lub tabletu korzysta dziecko, nie tylko z uwagi na koszty, lecz także dostęp do nieodpowiednich treści przekazywanych za pośrednictwem tej usługi, np. pornograficznych.

Polacy są bardziej zapracowani niż Japończycy?

Pracowitość i poświęcenie życia prywatnego na rzecz kariery, to powszechny stereotyp o mieszkańcach Azji. Według najnowszych danych Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, to jednak nie Japończycy pracują najwięcej. Polacy przepracowali w 2013 roku prawie o 200 godzin więcej.

W ciągu roku przepracowujemy średnio 1918 godzin, czyli więcej niż w mieszkańcy największych gospodarek europejskich: Niemiec, Wielkiej Brytanii, czy Francji.

– W Unii Europejskiej dłużej od Polaków pracują tylko Grecy. Można by powiedzieć, że Polacy żyją pracą, ale to nie do końca prawda. Po prostu, na tle innych państw mamy stosunkowo długi tygodniowy wymiar czasu pracy, który ustawowo trwa 40 godzin. W innych państwach UE na skutek np. negocjacji zbiorowych z pracownikami doszło do skrócenia tygodniowego wymiaru pracy – we Francji do ok. 35 godzin, w Niemczech do 37, a w Czechach do 38 – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Z reguły średni czas spędzony w pracy jest mniejszy od ustawowego, bo nie każdy pracuje na pełen etat, część osób choruje, a niektórzy dopiero wchodzą na rynek pracy lub z niego wychodzą (przechodzą na emeryturę). Niemniej, co 12. pracownik spędza w zakładzie pracy więcej niż 50 godzin w tygodniu – gorzej jest tylko w Turcji i dalekich krajach azjatyckich. Jednocześnie nasze zarobki są ponad trzykrotnie niższe od średniej OECD.

tabelka2104.jpg

– Nie mylmy wydajności pracy z czasem spędzonym w biurze, czy fabryce. Wydajność to miara odpowiadająca wartości dóbr i usług wyprodukowanych w ciągu godziny. Jeśli w Niemczech w ciągu godziny produkuje się jeden samochód za 100 tys. euro a u nas np. dwa o łącznej wartości 40 tys. euro, to nawet jeśli polski pracownik zmęczy się bardziej, to będzie miał dwa razy mniejszą wydajność. Innymi słowy – niska wydajność to bardziej kwestia inwestycji i dobrego zarządzania, niż zmuszania pracowników do cięższej pracy – dodaje Piechowiak.

Równocześnie badanie No-VacationNationRevisited 2013 plasuje Polskę na pierwszym miejscu w zestawieniu krajów, w których pracownikom przysługuje najwięcej płatnych dni wolnychod pracy – maksymalnie możemy ich mieć nawet 39 w roku. To więcej niż Hiszpanie czy Włosi, którzy w najlepszym wypadku mają odpowiednio 34 i 31 płatnych dni wolnych w roku.

 

Polski wkład w Plan inwestycyjny dla Europy

Silne wsparcie polskiego rządu dla Komisji Europejskiej w działaniach na rzecz pobudzenia inwestycji w Europie, w tym dla utworzenia Europejskiego Funduszu Inwestycji Strategicznych (EFIS), zapowiedział minister finansów Mateusz Szczurek podczas spotkania z unijnym komisarzem ds. miejsc pracy, wzrostu, inwestycji i konkurencyjności Jyrki Katainen’em. Podczas spotkania w Ministerstwie Finansów 21 kwietnia 2015 r. minister Szczurek przedstawił też koncepcję wykorzystania Planu inwestycyjnego dla Europy na rzecz pobudzenia inwestycji w Polsce.

W spotkaniu uczestniczyli również wiceminister skarbu państwa Wojciech Kowalczyk, prezes Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) Dariusz Kacprzyk oraz prezes Polskich Inwestycji Rozwojowych S.A. (PIR S.A.) Jerzy Góra. BGK oraz PIR S.A uczestniczą w programie Inwestycje polskie i mają odegrać kluczową rolę w praktycznym wykorzystaniu Planu inwestycyjnego dla Europy (tzw. Planu Junckera) na rzecz pobudzenia inwestycji w Polsce. Ich środki o łącznej wysokości do 8 mld euro będą mogły być wykorzystane na finansowanie polskich projektów mogących uzyskać wsparcie ze strony EFIS. „To jest nasz wkład w coś, co można nazwać polską platformą w ramach programu inwestycyjnego dla Europy” – powiedział minister Szczurek. Środki te będą zwielokrotnione przez przyciągnięcie kapitału prywatnego, przy wykorzystaniu mechanizmu dźwigni finansowej.

Plan inwestycyjny dla Europy zakłada przygotowanie kompleksowej odpowiedzi Unii Europejskiej na aktualne problemy, z jakimi zmaga się gospodarka europejska. To m.in. słaby wzrost gospodarczy, wysokie bezrobocie, szczególnie wśród osób młodych, oraz niepewne perspektywy długoterminowego wzrostu gospodarczego i konkurencyjności. Kluczowym elementem planu jest utworzenie Europejskiego Funduszu Inwestycji Strategicznych (EFIS) z gwarancjami ze środków publicznych. Ma on umożliwić uruchomienie dodatkowych inwestycji na kwotę co najmniej 315 mld euro w najbliższych trzech latach (2015-2017).

Podczas konferencji prasowej wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej zaprezentował możliwości, które niesie ze sobą EFIS jako narzędzie do wsparcia projektów we wszystkich państwach członkowskich, w tym także i w Polsce. Minister Szczurek z kolei zachęcał polskie podmioty do składania wartościowych i dobrze przygotowanych projektów, które będą mogły ubiegać się o wsparcie instrumentami oferowanymi przez EFIS.

Obecność Jyrki Katainen’a w Polsce to część promocji Planu inwestycyjnego dla Europy w państwach członkowskich UE. Wiceprzewodniczący KE spotka się w Polsce także m.in. z prezesem NBP Markiem Belką oraz złoży wizytę w Sejmie RP.

NIK o przekształcaniu szpitali w spółki kapitałowe

Przekształcenie szpitali samorządowych w spółki niewiele zmieniło na rynku usług leczniczych. Wbrew społecznym obawom – nie zlikwidowano oddziałów, nie pogorszyła się też dostępność świadczeń. Ale też wbrew nadziejom – nie skróciły się kolejki do lekarzy. Część szpitali skorzystała jedynie z chwilowego oddłużenia, choć później sytuacja finansowa niektórych wróciła do „normy”, czyli do generowania strat.

NIK wskazuje, iż przebudowa systemu ochrony zdrowia powinna prowadzić do konkurowania placówek o środki publiczne w oparciu o jakość i efekty świadczonych usług. Dopiero wówczas możliwe będzie zaniechanie złej praktyki, kiedy to atrakcyjnie wycenione świadczenie – a nie rzeczywiste potrzeby pacjentów – decyduje o tym, na czym koncentruje się szpital, zabiegający o środki w NFZ.

Do dnia 30 kwietnia 2014 r. przekształceniami organizacyjno-prawnymi objęto łącznie 174 szpitale. NIK sprawdziła 20 szpitali przekształconych w spółki kapitałowe. W toku kontroli uzyskano także informacje od dodatkowych 54 szpitali – spółek, które w 2013 r. miały podpisane kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia. W przypadku 38 samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej przekształconych w spółki kapitałowe, samorządy całkowicie zbyły posiadane akcje lub udziały.

Ustalenia kontroli NIK wskazują, że zmiana formy organizacyjno-prawnej placówek i utworzenie szpitali – spółek kapitałowych w miejsce samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej (SP ZOZ) nie spowodowała dotychczas istotnych zmian ani w sposobie zarządzania, ani w zakresie, liczbie i dostępności świadczeń zdrowotnych  finansowanych ze środków publicznych: nie poprawiła trwale sytuacji finansowej szpitali, ani dostępu do usług medycznych dla pacjentów.

Usługi

Po przekształceniu szpitali w spółki kapitałowe nie uległy istotnej zmianie liczba i zakres wykonywanych świadczeń zdrowotnych. Liczba udzielanych świadczeń i wykonywanych badań diagnostycznych nadal zależna była jedynie od limitów określonych w kontraktach zawieranych przez szpitale z NFZ, a jakiekolwiek likwidacje oddziałów, dokonywane po przekształceniu szpitala w spółkę, wynikały głównie z ograniczenia wartości tych kontraktów, np. z uwagi na niskie zainteresowanie pacjentów określonymi usługami.

Przekształcenie szpitali w spółki nie wpłynęło także na dostęp do świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych. Czas oczekiwania na świadczenia nadal uzależniony był od wielkości kontraktu z NFZ i mógł wynosić nawet kilka miesięcy. Natomiast w przypadku odpłatnych usług medycznych, pacjentom udzielano świadczeń bezzwłocznie.

NIK pozytywnie ocenia jednak wyraźne oddzielenie czasu przyjęć pacjentów przyjmowanych w ramach ubezpieczenia zdrowotnego NFZ, od pacjentów „komercyjnych”, uzyskujących świadczenia odpłatne. Tym samym nie potwierdziły się więc obawy dotyczące przepowiadanego w szpitalach-spółkach zjawiska „preferowania pacjentów komercyjnych”, czyli ograniczania dostępu do świadczeń dla pacjentów leczonych ze środków publicznych.

Potrzeby

Przekształcenie SP ZOZ-ów w spółki kapitałowe nie spowodowało zmiany struktury przychodów placówek. Nadal ponad 90% przychodów szpitali pochodziło z kontraktów z NFZ, a jedynie ok. 5% stanowiły przychody z tytułu odpłatnej sprzedaży usług medycznych.

Uzależnienie szpitali-spółek od jednego źródła przychodów, tj. od kontraktów z Funduszem skutkowało tym, że żaden z kontrolowanych szpitali nie wypracował narzędzi, pozwalających na bieżącą analizę lokalnego zapotrzebowania na usługi medyczne. W efekcie to nie rzeczywiste potrzeby mieszkańców ale wartość kontraktu z NFZ wyznaczała zakres usług oferowanych przez szpitale.

Tylko nieliczne szpitale prowadziły jakiekolwiek analizy i to najczęściej na podstawie dostępnych opracowań zewnętrznych lub sprawdzania kolejek oczekujących na udzielenie określonych świadczeń w ramach kontraktów z NFZ. Szersze badanie potrzeb zdrowotnych przeprowadzono jedynie w dwóch szpitalach spośród 20 kontrolowanych (Mazowieckie Centrum Neuropsychiatrii oraz Dolnośląskie Centrum Zdrowia Psychicznego).

NIK wskazuje także jako przykład dobrej praktyki postępowanie Powiatowego Centrum Zdrowia Sp. z o.o. w Drezdenku, w którym wpływające skargi i wnioski były analizowane przez zespoły ds. jakości oraz ds. analizy zdarzeń niepożądanych. Wnioski z prac zespołów stanowiły podstawę rekomendacji i zaleceń służących poprawie dbałości o pacjentów Centrum.

Finanse

Przekształcenie szpitali w spółki nie spowodowało istotnej poprawy ich kondycji finansowej. W połowie przekształconych szpitali, które uzyskały dotacje na wsparcie procedury przekształceń i oddłużenie, efekty okazały się krótkotrwałe. Szpitalne spółki, podobnie, jak wcześniej ZOZ-y, nie prowadziły np. dokładnej i precyzyjnej analizy kosztów poszczególnych procedur medycznych. W konsekwencji – nie potrafiły określić, czy świadczenia, których udzieliły były dla nich rentowne, a zarządzający nie mogli wykorzystać tych danych do ewentualnej modyfikacji, czy przebudowy prowadzonej działalności.

NIK zwraca natomiast uwagę Narodowego Funduszu Zdrowia na fakt, że blisko połowa kontrolowanych szpitali (9 z 20) dysponowała specjalistycznym oprogramowaniem komputerowym, tzw. „optymalizatorem”, wskazującym możliwą do wykonania, dodatkową procedurę medyczną, która pozwalała zakwalifikować udzielane pacjentowi świadczenie (test, badanie, zabieg, itp.) do lepiej opłacanej grupy, niezależnie od rzeczywistej, medycznej potrzeby wykonania takiej procedury. NIK ostrzega, że nielegalne nie jest oczywiście samo korzystanie z programu, ale wykonywanie niepotrzebnych procedur, które niosą niepotrzebne ryzyko dla pacjenta.

„Optymalizatory” umożliwiały zwiększenie przychodów szpitala, lecz ich wykorzystanie mogło skutkować szybszym wyczerpywaniem się limitu środków przyznanych przez NFZ i wydłużaniem kolejek osób oczekujących na udzielenie świadczeń. W ocenie NIK wykorzystanie takiego oprogramowania może skutkować nieefektywnym wykorzystaniem środków publicznych na leczenie pacjentów, a nawet prowadzić do ich wyłudzania i powinno być przedmiotem szczególnej uwagi NFZ.

Szacunki

Szacunki Ministerstwa Zdrowia dotyczące liczby samorządów zainteresowanych przekształceniem SP ZOZ-ów w spółki kapitałowe oraz uzyskaniem dotacji z budżetu państwa na wsparcie tego procesu okazały się wysoce nietrafne. W latach 2011 – 2014 (do 30.04) przekształceniami w spółki kapitałowe objęto zaledwie 45 z przewidywanych 500 jednostek (czyli 9 proc.). W tym samym okresie wykorzystano 23,8% środków z rezerwy budżetowej przeznaczonej na wsparcie procesu przekształceń SP ZOZ-ów w spółki kapitałowe.

Ministerstwo nie analizowało przyczyn niskiego zainteresowania środkami dotacji, corocznie natomiast planowało zawyżone kwoty, szacunków dokonując głównie m.in. na podstawie informacji uzyskiwanych telefonicznie od świadczeniodawców.

Wnioski

Uzależnienie finansowe spółek kapitałowych od przychodów z NFZ, a jednocześnie wiążąca się z tym konieczność zawarcia kontraktów po jednostronnie określonych i narzuconych przez Fundusz cenach, powodowały, że znikał bodziec do podejmowania działań poprawiających sytuację ekonomiczną szpitali, polepszających jakość i zakres świadczonych przez nie usług oraz warunków pracy personelu. Nowo powstałe spółki, podobnie jak wcześniej SP ZOZ-y, miały bowiem ograniczone możliwości zmiany profilu działalności oraz pozyskiwania dodatkowych przychodów.

NIK wskazuje, że zmiana formy prawnej podmiotów leczniczych, może przynieść korzyści w sytuacji:

  • wprowadzenia przez spółki narzędzi usprawniających zarządzanie, uwzględniających m.in. rozpoznanie lokalnych potrzeb i ocenę rynku usług medycznych,
  • dalszej przebudowy przez Ministra Zdrowia systemu ochrony zdrowia i stworzenia mechanizmów realnej konkurencji pomiędzy spółkami
    o środki publiczne w oparciu o jakość i efekty świadczonych usług.

Ponad 500 mln złotych na imprezy

Z danych eBilet.pl wynika, że w ubiegłym roku Polacy najchętniej wybierali się na festiwale, koncerty muzyczne i zawody sportowe. Jaki będzie rok 2015? Prognozuje eBilet.pl.

W nadchodzących miesiącach możemy spodziewać się rekordowej liczby różnego rodzaju wydarzeń rozrywkowych – kulturalnych i sportowych. Według szacunków eBilet.pl, wartość tego rynku w nadchodzącym roku może przekraczać 500 mln złotych. „Polski rynek jest bardzo atrakcyjny zarówno dla rodzimych, jak i zagranicznych organizatorów. Polacy chętnie wybierają się na imprezy masowefestiwale, koncerty, czy zawody sportowe. Koncerty topowych gwiazd jak Justin Timberlake stają się coraz częstsze, bo Polska to atrakcyjny kierunek dla gwiazd. Obserwujemy stały wzrost sprzedaży biletów w Polsce w każdej kategorii.” – podsumowuje Marcin Matuszewski, Prezes eBilet.pl i mówi – “Lista gwiazd, które w Polsce nie gościły jest coraz krótsza i w nadchodzącym czasie możemy się spodziewać powrotów artystów, którzy już u nas koncertowali.” – mówi Matuszewski. Dowodem jest letni koncert Lennego Kravitza i Thirty Second To Mars w Trójmieście, czy Linkin Park w Rybniku. eBilet.pl pracuje z ponad 1 000 organizatorów imprez w całym kraju. Według danych wewnętrznych firmy, w ubiegłym roku w naszym kraju największym zainteresowaniem cieszyły się bilety na koncerty. Stanowiły one blisko połowę wszystkich sprzedanych w 2014 wejściówek. Prawie co piąty zakupiony bilet był na imprezę rodzinną. Dużym zainteresowaniem cieszyły się także wydarzenia sportowe. Średnia wartość koszyka w 2014 roku wyniosła blisko 250 zł. Według danych eBilet.pl najczęściej kupowane były wejściówki na imprezy organizowane w Warszawie, Krakowie i Trójmieście.

2015 – na sportowo i muzycznie

2015 będzie przede wszystkim rokiem sportu. Pierwszą dużą imprezą będą Mistrzostwa Świata w hokeju na lodzie Dywizji 1A, które w kwietniu rozegrane zostaną w Krakowie. Wyłącznym dystrybutorem biletów na spotkania rozgrywane w ramach hokejowego championatu jest eBilet.pl. Miesiąc później odbędzie się Finał Ligi Europy na Stadionie Narodowym w Warszawie, a latem w Polsce zostanie rozegrany turniej finałowy siatkarskiej Ligi Światowej. W sierpniu i wrześniu w Polsce pojawią się najlepsi żużlowcy w ramach zawodów Speedway European Championships. To tylko wybrane imprezy jakie odbędą się w kraju nad Wisłą w ciągu kilkumiesięcy. Jak mówi Marcin Matuszewski z eBilet.pl „W Polsce mamy bardzo dobre zaplecze w postaci nowoczesnych hal i stadionów, dlatego coraz więcej jest u nas imprez sportowych. Co warte podkreślenia, wydarzenia organizowane w naszym kraju mają rangę międzynarodową. Dlatego na trybunach zobaczymy nie tylko kibiców z Polski, ale także z całego świata.” – ocenia Matuszewski. Jednocześnie eBilet realizuje strategię sprzedaży imprez odbywających się poza granicami Polski. “W tym roku jednym z ważniejszych wydarzeń dla polskich kibiców MMA, będzie bez wątpienia gala KSW: Road To Wembley, która odbędzie się w Londynie. Od wielu lat jesteśmy Partnerem KSW w Polsce. Cieszymy się, że możemy uczestniczyć w tym wyjątkowym dla polskiego sportu wydarzeniu, jakim jest gala w tej znanej arenie.” – komentuje Marcin Matuszewski. W kolejnych latach, w naszym kraju odbędą się znaczące turnieje, rangi mistrzowskiej. W przyszłym roku Polska zorganizuje jedną z największych imprez sportowych na Starym Kontynecie, którą są Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej mężczyzn. W 2017 roku, w naszym kraju odbędą się Młodzieżowe Mistrzostwa Europy w piłce nożnej.

Obok imprez sportowych w 2015 możemy spodziewać się wyjątkowej liczby wydarzeń muzycznych. W ciągu najbliższych miesięcy w Polsce odbędzie się ok. 30 różnych festiwali muzycznych i kilkadziesiąt koncertów. “W tym roku nie możemy spodziewać się w Polsce najbardziej rozpoznawalnych artystów.” – prognozuje Marcin Matuszewski z eBilet.pl – „Taki trend nie dotyczy tylko naszego kraju, a jest związany z planami koncertowymi artystów w 2015 roku. Organizatorzy jednak zrekompensują ten brak dużą ilością artystów, którzy cieszą się w Polsce sporą popularnością i mają u nas wielu fanów.” – podsumowuje Matuszewski. Wciąż dużym zainteresowanie cieszą się imprezy rodzinne, które Polacy chętnie odwiedzali w ubiegłym roku takie jak Disney on Ice Magiczny Świat Lodu. W nadchodzących miesiącach zainteresowanie tymi imprezami będzie na większym poziomie, niż w latach ubiegłych. W szczególności, że w 2015 roku możemy spodziewać się popularnych wydarzeń, jak znany show Cirque de Soleil, na który już można kupić bilety.

Comarch sponsorem Polonii Warszawa

Jeden z największych producentów oprogramowania dla biznesu – krakowski Comarch – zdecydował się przedłużyć na kolejny rok (do końca 2015) umowę sponsorską z MKS Polonia Warszawa. Logo Comarch będzie pozycjonowane na przedzie, w centralnym miejscu koszulek piłkarzy Polonii Warszawa. Comarch w swojej działalności dba o poprawne relacje społeczne i tradycję.

Mając na uwadze wzajemny szacunek i wieloletnią przyjaźń pomiędzy kibicami „Czarnych Koszul” oraz „Pasów” profesor Janusz Filipiak, założycie i prezes Comarch zdecydował się na ponowne wsparcie Polonii Warszawa. Umowa pomiędzy MKS Polonia Warszawa, a Comarch obowiązuje przez okres 12 miesięcy 2015 roku. Oprócz aspektu finansowego przewiduje ona także współpracę sportową.

Comarch co najmniej przez kolejny rok będzie wspierać finansowo występującą obecnie w III lidze Polonię. Współpraca jest przede wszystkim gestem przyjaźni wobec warszawskiego klubu. Ma też wymiar symboliczny. Tym bardziej, że partnerem klubu jest także Muzeum Powstania Warszawskiego. Należąca do grupy kapitałowej Comarch – MKS Cracovia SSA oraz Polonia Warszawa podtrzymają owocną współpracę sportową.

– Chciałbym wyrazić zadowolenie z faktu, że zaistniały odpowiednie warunki, które pozwoliły Comarch na przedłużenie na kolejny rok umowy sponsoringowej z Polonią. Pomiędzy naszymi kibicami od lat panuje wzajemna przyjaźń, a podpisana umowa sponsorska zapewnia finansowe wparcie dla jednego z najstarszych klubów piłkarskich w Polsce – informuje Paweł Prokop, wiceprezes Comarchu, przewodniczący Rady Nadzorczej Cracovia SSA.

– Podpisana przez nas umowa sponsorska ma wymiar nie tylko ekonomiczny i marketingowy, ale również wyraża świadomość oraz szacunek dla historii, która jest niezbędnym czynnikiem budowania naszej tożsamości. Chciałbym również, aby to było postrzegane jako praktyczny przejaw działań z naszej strony wspierających deklaracje wsparcia dla podjętej przez środowisko Polonii filozofii organicznego budowania od podstaw opartego na zdrowych fundamentach klubu sportowego. Życzę środowisku Polonii dalszej determinacji w działaniu i oczywiście wielu sukcesów na niwie sportowej – dodaje Paweł Prokop wiceprezes Comarch.

Comarch z siedzibą w Krakowie należy do grona liderów polskich spółek informatycznych. Założona w 1993 roku spółka to globalny dostawca biznesowych rozwiązań IT obsługujących relacje z klientami, optymalizujących działalność firmy oraz procesy biznesowe.

Małe i średnie firmy z warszawskiej giełdy mają szansę na dobre wyniki w tym roku

CEO Magazyn Polska

Najbliższe miesiące przyniosą zyski głównie spółkom z sektora małych i średnich firm. Przedsiębiorstwa duże będą sobie radzić gorzej. Słabe wyniki banków zapowiadano już od dawna w związku z obniżką stóp procentowych NBP, ale problemy mają także firmy surowcowe.

– Teraz silną dekoniunkturę na rynku widać wśród spółek wydobywczych mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ. Nie widać bankructw, ponieważ głównym właścicielem w wielu przypadkach jest Skarb Państwa, więc obserwujemy próby restrukturyzacji, ale są to bardzo ciężkie próby i pod względem wyników będzie presja w całym roku na raportowanie raczej słabych wyników.

Zdaniem Bugaja wśród dużych polskich firm lepszych wyników oczekiwać można co najwyżej po rafineriach. I to pomimo strat wykazanych w ostatnich raportach.

– Jeżeli spojrzymy na raportowany wynik netto, to wydaje się, że tu jest nie najlepsza sytuacja, ponieważ są duże, nawet miliardowe straty zwraca uwagę Łukasz Bugaj. Ale jest to czynnik jednorazowy. Na to wpływają odpisy, jeżeli to odejmiemy, to sytuacja wygląda zdecydowanie lepiej. I zarówno PKN Orlen, jak i PGNiG zaskoczyły pozytywnie i zaraportowały całkiem niezłe rezultaty.

PKN Orlen mimo niższych niż w 2103 roku przychodów uzyskał w całym 2014 r. lepszy wynik brutto, a wynik EBITDA LIFO (liczony wg zasady ostatnie przyszło, pierwsze wyszło, czyli niwelującej zmiany w cenie surowca) przekroczył 5 mld zł. Strata netto spowodowana była pięciomiliardowym odpisem z tytułu utraty wartości aktywów. Z kolei PGNiG mimo spadku przychodów i wyniku operacyjnego w segmencie poszukiwania i wydobycie uzyskał w całym 2014 roku wzrost przychodów do 34,3 mld zł z 32 mld zł rok wcześniej. Natomiast zysk przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej wzrósł do 2,82 mld zł z 1,92 mld zł.

Znacznie lepiej od indeksu największych spółek radzić sobie powinny podmioty skupione w mWIG40 i sWIG80.

W przypadku małych i średnich spółek da się zaobserwować ożywienie gospodarcze – podkreśla analityk DM BOŚ.  Wyniki się poprawiają, w szczególności w przypadku tych podmiotów, które są nastawione na konsumenta prywatnego, czyli np. spółki odzieżowe, na tym korzystają też spółki eksportujące, ale na kierunki zachodnie. Tam ożywienie w strefie euro również jest widoczne po części w wynikach polskich spółek, gorzej ze spółkami działającymi na Wschodzie, ale to już jest temat praktycznie od II kw. minionego roku widoczny w wynikach.

Wśród gospodarczych sektorów najwięcej oczekiwać można w tym roku po budowlance. Ci, którzy przetrwali falę bankructw w 2012 roku, mają dziś zdrowsze struktury, mniejszą konkurencję i dobrą sytuację na rynku oraz perspektywę kolejnych środków z Unii.

Wcześniejsze kwartały były słabe i łatwo jest zaskoczyć pozytywnie, bo spółki wychodzą de facto ze strat w stronę zysków, a te spółki, które miały zyski wcześniej, cały czas je pokazują, nawet w nieco większej skali, gdyż są w stanie poprawić marże ocenia Łukasz Bugaj z DM BOŚ. Segment budowlany w istocie pokazał niezłe wyniki, choć dopiero od niedawna widać je w bilansach. W przeciwieństwie do spółek deweloperskich, które już te lepsze wyniki mają od dłuższego czasu, budowlanka nadgania i rzeczywiście jest tym sektorem, który wychodzi teraz na prostą.

Kolibro liczy na wzrost zamówień w 2015 roku

0

CEO Magazyn Polska

Spółka Kolibro spodziewa się w tym roku wzrostu zamówień o ok. 30 proc. Firma specjalizująca się m.in. w tworzeniu intranetowych systemów komunikacji wewnętrznej w przedsiębiorstwach systematycznie zatrudnia nowych pracowników, po kilka osób miesięcznie.

To był bardzo dobry kwartał, bo wielu naszych partnerów biznesowych wprowadzało systemy z końcem roku, więc teraz mamy pełne ręce roboty powiedział agencji informacyjnej Newseria Inwestor podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach Aleksander Sala, prezes zarządu Kolibro.

Jak oczekuje, spółkę czeka dobry rok. Wskazuje na to rosnący portfel zamówień. Początek roku dla firmy oznaczał finalizację wielu prowadzonych projektów, a spółka cały czas zatrudnia nowych pracowników.

– Mamy stałą dynamikę wzrostu zamówień na poziomie 20-25-40 proc. W tym roku spodziewamy się jej na poziomie 30 proc., więc ten trend na pewno się utrzymuje – podkreśla i dodaje: Dzisiaj do Kolibro przyszły dwie nowe osoby, w przyszłym miesiącu myślę, że trzy, także to jest taka dynamika trzy do czterech osób miesięcznie.

Obecnie Kolibro prowadzi prace w kilku spółkach skarbu państwa. Wkrótce rozpocznie montaż dwóch dużych sieci intranetowych w firmach z sektora logistycznego. Jak deklaruje prezes spółki, będą to jedne z największych intranetów w Polsce w tej branży.

Dzisiaj mówimy o 2015 roku, ale rynek komunikacji wewnętrznej i intranetów odrabiał swoją pracę przez ostatnie 7 lat, więc dzisiaj perspektywa jest bardzo dobra, dlatego że dzisiaj mamy szansę rozmawiać realnie z szefami komunikacji i IT, którzy wiedzą, co zamawiać ocenia Aleksander Sala. – 9-12 lat temu ludzie zamawiali tak naprawdę wszystko, a dzisiaj nasi konsultanci dostają konkretne zapytania o dobry intranet, to nas cieszy.

Inwestycja w sieć intranetową oznacza zwykle przygotowania do restrukturyzacji, a potem ekspansji i rozwoju przedsiębiorstwa. Dzięki dobrze zbudowanej sieci rośnie bowiem konkurencyjność spółek i instytucji. Kolibro na razie poza projektami w Polsce działa głównie w Europie Zachodniej, ale w perspektywie kilku lat liczy na rozkwit rynków wschodnich.

Dla nas terenem działania jest jeszcze Europa Zachodnia, trochę Stany Zjednoczone, my tam jesteśmy tańsi, natomiast bardzo powoli rusza Europa Wschodnia wylicza prezes Kolibro. – Intranety najpierw rodzą się tam, gdzie są duże organizacje, duże spółki, a tych jest jeszcze mniej za naszą wschodnią granicą. Przewidujemy, że w ciągu trzech lat tam również nastąpi boom.

Prezes Aleksander Sala liczy na to, że 2015 rok będzie spokojniejszy od poprzedniego pod względem sytuacji geopolitycznej. Mniejsze napięcie na arenie międzynarodowej oznacza – jego zdaniem – więcej zamówień w gospodarce i szybszy rozwój.

Na pewno będzie rozluźnienie tych lęków, które są lękami politycznymi, to powstrzymało kilku zamawiających. Mamy też klientów, którzy choć mają siedziby w Rosji, to myślą już pozytywnie, więc patrzymy bardzo dobrze na ten następny rok.

Chociaż przybywa kobiet na kierunkach technicznych to wciąż jednak stanowią zaledwie 1/3 studentów

CEO Magazyn Polska

Na polskich uczelniach technicznych nadal studiuje mniej kobiet niż mężczyzn. Stanowią one niecałe 37 proc. studentów, ale ten wskaźnik z roku na rok rośnie. Ukończona politechnika daje dziś znacznie lepszą pozycję startową na rynku pracy niż inne studia. Tym bardziej że w branży nowych technologii brakuje wykwalifikowanych pracowników.

Z informacji, które płyną z branży, wynika, że brakuje ok. 50 tys. wykwalifikowanych informatyków, to są konkretne miejsca pracy – zwraca uwagę w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Magdalena Gaj, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej. – Według danych Komisji Europejskiej do 2016 roku powstanie w całej Unii Europejskiej ponad 700 tys. miejsc pracy w branży nowoczesnych technologii, to znaczy, że powinniśmy się kształcić w tym obszarze, nie zmieniać swoich kwalifikacji, tylko je podnosić. Chciałabym, żeby kobiety miały w tym swój udział.

Siedem lat temu kobiety na studiach technicznych w Polsce stanowiły 30,7 proc. studentów. W tym roku akademickim, jak podaje Fundacja Edukacyjna Perspektywy wskaźnik ten wzrósł do 36,9 proc. Na wielu wydziałach uczelni stricte technicznych udział kobiet nie przekracza jednak kilku procent. Na Wydziale Elektrycznym Politechniki Śląskiej jest ich tylko 4,3 proc. Podobnie niskim zainteresowaniem wśród pań cieszy się mechanika, elektronika, elektrotechnika czy automatyka. Kobiety stanowią też zaledwie 13,4 proc. ogółu studentów na kierunkach informatycznych.

UKE podejmuje działania promujące studia technologiczne i informatyczne wśród kobiet. Jak podkreśla prezes Urzędu, w branży tej jest wiele miejsc pracy, dającej przede wszystkim duże możliwości rozwoju. Co roku w czwarty czwartek czwartego miesiąca, czyli w tym roku 23 kwietnia, obchodzimy Światowy Dzień Kobiet i Dziewcząt w Nowoczesnych Technologiach.

Jest to dzień ustanowiony przez Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny agendą ONZ, który ma promować udział kobiet jako pracowników w branży oraz dostęp kobiet do nowoczesnych technologii i posługiwanie się przez nie narzędziami cyfrowymi – informuje Magdalena Gaj. – W ubiegłym roku w 140 krajach na świecie odbyło się ponad 3,5 tys. różnego rodzaju wydarzeń, które promują udział kobiet w nowoczesnych technologiach.

W tym roku organizowana jest m.in. trzecia edycja konkursu „Dziewczyny w nowych technologiach”. Jest to akcja społeczna, której zadaniem jest wspieranie kobiet chcących robić karierę w tej branży. Nagrodami w konkursie są płatne staże w najlepszych firmach branży technologicznej: Motorola Solutions Polska, CISCO Poland, SAS Institute, Sygnity, Microsoft oraz TVP SA (Ośrodek Technologie).

Kilka lat temu, pracując w branży, zauważyłam, że spotykam się głównie z mężczyznami. Z drugiej strony stale słyszałam, że powstają nowe miejsca pracy, że zespoły powinny być mieszane. Stąd pomysł, by zainicjować taką społeczną akcję, która pokazywałaby dziewczynom studiującym kierunki techniczne, że ta branża jest ciekawa i że jest dobrym miejscem pracy – podkreśla prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej. – Poprosiliśmy naszych partnerów biznesowych, firmy z branży nowoczesnych technologii, aby sponsorowały staże. Podsumowując te trzy lata, możemy jednak powiedzieć, że często są to oferty stałej pracy, a nie tylko staże.

W tegorocznej edycji zgłoszenia do konkursu można przesyłać do 30 kwietnia.

Polska Grupa Zbrojeniowa pracuje nad nową strategią

CEO Magazyn Polska

Transporter opancerzony Rosomak to jeden z produktów Polskiej Grupy Zbrojeniowej, który ma zdobywać zagraniczne rynki. Tworzony na fińskiej licencji pojazd jest udoskonalony o 200 polskich innowacji. Sprzedaż zagraniczna ma być ważna w nowej strategii, nad którą pracuje spółka. Trwa przegląd portfolio produktów i zdolności technologicznych, po którym zostaną podjęte decyzje o kształcie grupy oraz perspektywicznych rynkach i produktach.

W przygotowaniu jest nowa strategia Polskiej Grupy Zbrojeniowej – mówi agencji Newseria Biznes Wojciech Dąbrowski, prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej, podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. – Prowadzimy przegląd naszych produktów i zdolności technologicznych, dopiero po jego dokonaniu będziemy podejmować decyzje co do kształtu grupy, rynków oraz produktów, które będziemy rozwijać.

Prace nad strategią toczą się wewnątrz grupy przy udziale polskich uczelni, w tym uczelni wojskowych – Wojskowej Akademii Technicznej i Akademii Obrony Narodowej.

Prezes PGZ podkreśla, że duże znaczenie dla grupy będzie mieć eksport

Prowadzimy obecnie szereg rozmów – zapewnia Dąbrowski. – Nie jesteśmy w stanie przy tak dużej skali działalności żyć tylko z klienta krajowego i kontraktów, które pochodzą z Ministerstwa Obrony Narodowej, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych czy innych służb. Stąd naturalne są nasze poszukiwania na rynkach zagranicznych.

Jednym z produktów, który ma być sprzedawany za granicą, jest kołowy transporter opancerzony Rosomak. Jak podkreśla Dąbrowski, pojazd jest produkowany na licencji fińskiej, ale został wyposażony w około 200 polskich innowacji, w tym między innymi unikalny na skalę światową, modyfikowany w zależności od potrzeb operacyjnych, modułowy system strzelecki opracowany w zakładach w Radomiu.

Nasze innowacje zmieniają ten wóz i powodują, że jest to jeden z lepszych pojazdów tej klasy, jakie możemy dzisiaj spotkać na światowym rynku – ocenia Dąbrowski. – Ale mamy kilka kategorii produktów. Są też takie, których nie ulepszamy, bo ich jakość i zdolności operacyjne są  w naszej ocenie wystarczające.

Czerpiąc z rozwiązań Rosomaka, PGZ pracuje również nad projektem zupełnie nowego transportera.

Na razie nie podam dokładnych dat – zastrzega Dąbrowski. – Rozpoczęliśmy prace.

Polska Grupa Zbrojeniowa jest holdingiem skupiających ponad 30 kluczowych krajowych przedsiębiorstw zbrojeniowych. Bezpośrednio i pośrednio (poprzez Polski Holding Obronny i Agencję Rozwoju Przemysłu) jej wyłącznym właścicielem jest Skarb Państwa. Roczne obroty PGZ wynoszą około 5 mld zł, a wszystkie spółki Grupy zatrudniają łącznie 19 tys. osób.

Prywatne kopalnie szansą na zbudowanie silnego górnictwa w Polsce

CEO Magazyn Polska

Dalsze utrzymywanie rządowego parasola nad polskim górnictwem źle się skończy dla branży – uważa przewodniczący rady nadzorczej Impexmetalu Arkadiusz Krężel. Według niego przyszłością sektora są kopalnie prywatne. Inwestorzy mają bowiem znacznie lepsze od państwa pomysły na to, jak zarabiać na wydobyciu węgla.

Poza programem klasycznej restrukturyzacji, która czeka sektor węglowy, należy uwzględnić dużo większą rolę inicjatyw prywatnych – powiedział agencji informacyjnej Newseria podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach Arkadiusz Krężel, przewodniczący rady nadzorczej Impexmetalu. – Wszystkie sektory w Polsce, gdzie takie programy były realizowane, gdzie kończyło się to prywatyzacją, przetrwały i funkcjonują do tej pory, np. w sektorze stalowym czy metali kolorowych.

Polskie górnictwo jest dziś w złej sytuacji. W ubiegłym roku sektor górnictwa węgla kamiennego poniósł stratę rzędu 1,3 mld zł – wynika z lutowych danych ARP. Przyczyniło się do tego kilka czynników. Jednym z podstawowych był spadek cen. Tona węgla na światowych rynkach (ARA) potaniała w ciągu roku z ponad 75 dolarów do niespełna 60 dolarów. Poza tym spadła sprzedaż – o 7,2 mln ton, do 70,3 mln ton – i wydobycie surowca (do 72,5 mln ton), za to wzrosły zapasy. Część węgla trafia na rynki zagraniczne, m.in. do Niemiec, ale tam poważną konkurencją są dostawcy surowca z Rosji.

Z poważnymi problemami boryka się wiele spółek górniczych. Kompania Węglowa od roku balansuje na krawędzi bankructwa i tylko decyzje polityków ratują ją przed upadkiem.

Wszędzie tam, gdzie obecność państwa trwała zbyt długo, mieliśmy kryzysy. Przykładem był przemysł stoczniowy, teraz przemysł górniczy – mówi Arkadiusz Krężel. – Praktyka jednak pokazuje, że prywatne zakłady wydobywcze w Polsce mogą być efektywne w górnictwie węgla kamiennego i mogą funkcjonować całkiem dobrze – patrz Bogdanka czy Silesia.

W ocenie szefa rady nadzorczej Impexmetalu inwestorzy prywatni są szansą na zbudowanie silnego sektora surowcowego w Polsce.

– Potrzebna jest przede wszystkim większa przychylność państwa w wydawaniu nowych koncesji, umożliwienie otwierania nowych kopalń – przekonuje Krężel. – Do tej pory nowe kopalnie w Polsce nie powstały. To jest możliwe, ale pod warunkiem że będzie to realizowane w ramach biznesplanu, który się opiera na rachunku ekonomicznym i logice inwestora, który wie, jak w tym przemyśle funkcjonować.

Jak podkreśla, inwestorów zainteresowanych rozpoczęciem tego typu działalności nie brakuje.

To są zarówno polskie inicjatywy, jak i zagraniczne, w szczególności australijskie – podkreśla Arkadiusz Krężel. – Bardzo ciekawe od strony biznesplanów, trzymające się logiki ekonomicznej i rachunku ekonomicznego. Uważam, że to są rozwiązania, które w perspektywie powinny dać finalne rozwiązanie dla całego sektora w Polsce, który w tej chwili jest w bardzo trudnej sytuacji.

Energooszczędne budynki, nie tylko biura, lecz także sklepy i magazyny

CEO Magazyn Polska

Na rynku biurowym zielone budynki stają się powoli standardem. W ostatnim roku blisko 100 obiektów zyskało certyfikat świadczący m.in. o niskim zużyciu energii, podczas gdy na początku 2013 roku było ich ok. 150. Coraz częściej energooszczędne stają się również obiekty handlowe i magazyny.

W zeszłym roku około 150 obiektów mogło pochwalić się takim certyfikatem. Ta liczba zebrała się przez cztery lata, czyli od momentu kiedy zaczęto certyfikować obiekty, bo ten temat jest dosyć młody w Polsce. Natomiast przez ostatnie 12 miesięcy zanotowaliśmy 100 nowych zielonych obiektów. Liczba certyfikatów prawie się podwoiła – mówi Andrzej Gutowski, starszy specjalista w dziale certyfikacji zielonych budynków w Colliers International.

Zainteresowanie certyfikatami świadczącymi o niskim zużyciu energii rośnie, ponieważ powoli na rynku biurowym stają się one standardem. Większość nowo budowanych biur – zarówno w Warszawie, jak i w miastach regionalnych – ubiega się o taki certyfikat.

Jak podkreślają eksperci, jest to sposób na wzmocnienie konkurencyjności danego obiektu. Obniżenie kosztów utrzymania biura może być istotnym czynnikiem przy wyborze siedziby, tym bardziej że najemcy mają z czego wybierać. Podaż nowej powierzchni biurowej szybko rośnie – w 2014 roku tylko w Warszawie powstało ok. 300 tys. mkw. nowych biur. W kolejnych latach ma być podobnie.

Starsze obiekty również muszą ubiegać się o certyfikat, żeby potwierdzić, że są konkurencyjne, wprowadzają procedury dotyczące oszczędnego zużycia energii i wody – mówi Gutowski. – Wielu najemców ma już temat certyfikacji wpisany w swoje strategie najmu i pyta o certyfikowane obiekty.

Z obserwacji firmy Colliers wynika, że zainteresowanie certyfikatami rośnie również w innych sektorach rynku nieruchomości komercyjnych, czyli w obiektach handlowych i magazynowych. Pojawiają się też plany certyfikowania obiektów mieszkaniowych.

Najbardziej popularne systemy certyfikacji to amerykański LEED i brytyjski BREEAM. Oba te certyfikaty oceniają wpływ budynku na środowisko. Uwzględniają takie parametry, jak zużycie energii i wody, emisję dwutlenku węgla, zastosowanie rozwiązań i materiałów przyjaznych dla środowiska, a także związany z tym komfort użytkowników.

Widzimy znaczny wzrost liczby certyfikatów w handlu. Certyfikowane obiekty to jednak obiekty zoptymalizowane, w których zużycie energii i wody jest możliwie ograniczane, co przekłada się na koszty funkcjonowania takiej nieruchomości. W sektorze magazynowym aspekt kosztowy również odgrywa bardzo dużą rolę. Widzimy powolny, ale stały rozwój certyfikatów również w tym sektorze – wyjaśnia ekspert Colliers.

Zwiększanie energooszczędności budynków pomoże Polsce zrealizować cele wyznaczone przez Unię Europejską. Zgodnie z pakietem 3×20 do 2020 roku kraje członkowskie powinny zwiększyć efektywność energetyczną o 20 proc.