Rekordowe przychody Grupy Kapitałowej GPW w pierwszym kwartale 2024 r.

Grupa Kapitałowa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie osiągnęła w pierwszym kwartale 2024 roku rekordowe przychody ze sprzedaży na poziomie 118,2 mln zł, co stanowi wzrost o 5,3% rok do roku. Zysk netto1 zwiększył się o 2,1% rdr do 27,2 mln zł, mimo spadku EBITDA o 8,8% do 31,8 mln zł. Warszawski rynek utrzymuje silną pozycję w Europie, zajmując jedno z najwyższych miejsc pod względem wzrostu wartości obrotów sesyjnych akcjami oraz trzecie pod względem wskaźnika obrotu, według danych FESE za I kwartał 2024 roku. Indeksy GPW odnotowały również znaczący wzrost od początku roku i osiągają historyczne maksima.

  • 118,2 mln zł – rekordowe kwartalne przychody ze sprzedaży GK GPW (+5,3% rdr)
  • 31,8 mln zł – EBITDA w pierwszym kwartale 2024 roku (-8,8% rdr)
  • 27,2 mln zł – zysk netto1 w pierwszym kwartale 2024 roku (+2,1% rdr)
  • 30% – wzrost indeksu WIG od połowy października 2023 roku

Rekordy na rynku kasowym

Polski rynek kapitałowy kontynuował w pierwszym kwartale 2024 roku trend wzrostowy. Rosnącym indeksom towarzyszyły istotne wzrosty wolumenu obrotu. Jak wynika z danych Federacji Europejskich Giełd Papierów Wartościowych (FESE) obroty sesyjne na Głównym Rynku w pierwszym kwartale tego roku osiągnęły poziom 82,7 mld zł, a ich wzrost o 18,4% rok do roku należał do jednych z najwyższych w Europie. Warszawska Giełda zajęła również trzecie miejsce w Europie pod względem płynności ze wskaźnikiem obrotu (velocity) na poziomie 39%. Aktywność inwestorów utrzymywała się na wysokim poziomie także w kwietniu. Obroty akcjami na Głównym Rynku osiągnęły poziom 31,1 mld zł, co oznacza wzrost o 78,5% w porównaniu z kwietniem ubiegłego roku.

Tomasz Bardziłowski, Prezes Zarządu GPW
Tomasz Bardziłowski, Prezes Zarządu GPW

Ostatnie siedem miesięcy to bardzo dobry czas dla warszawskiej Giełdy. Wysokim obrotom na rynku towarzyszą historyczne wzrosty indeksów. Od połowy października 2023 roku indeks szerokiego rynku WIG oraz indeks dużych spółek WIG20 zyskały już ponad 30%. To jedne z najlepszych wyników na świecie – wylicza Tomasz Bardziłowski Prezes Zarządu GPW.

W pierwszym kwartale 2024 roku przychody Grupy Kapitałowej Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GK GPW) osiągnęły poziom 118,2 mln zł, co oznacza wzrost o 5,3% rok do roku. Przychody z rynku finansowego zwiększyły się o 11,6% rdr do 74,2 mln zł, natomiast na rynku towarowym odnotowano spadek przychodów o 4,2% rdr do 39,6 mln zł. Przychody ze sprzedaży informacji z rynku finansowego i towarowego były najwyższe w historii Grupy i wyniosły 15,8 mln zł.

Pomimo wzrostu przychodów do rekordowego poziomu, wynik EBITDA Grupy Kapitałowej GPW po trzech miesiącach 2024 roku wyniósł 31,8 mln zł, co oznacza spadek o 8,8% wobec wyniku uzyskanego w pierwszych trzech miesiącach ubiegłego roku. Zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej w pierwszym kwartale wyniósł 27,2 mln zł i był o 2,1% wyższy.

1 Zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej niż przed rokiem. Koszty operacyjne wzrosły o 9,5% rdr do 94,4 mln zł. Tak jak w poprzednich latach, także i w pierwszym kwartale 2024 roku Grupa zawiązała rezerwę z tytułu rocznych opłat za nadzór nad rynkiem kapitałowym, która wyniosła 15,65 mln zł, o 0,2 mln zł więcej niż rok wcześniej.

Na rynku kasowym zanotowano kolejny kwartał rozwoju oferty ETF-ów, co odzwierciedla rosnące zainteresowanie inwestorów tymi produktami. Obrót ETF-ami na GPW osiągnął rekordową wartość 370 mln zł, wzrastając o 21,4% rdr. Najpopularniejszy instrument pochodny na GPW, kontrakt terminowy na WIG20, odnotował wzrost wolumenu obrotu o 1,7% rdr, osiągając 2,32 mln sztuk, mimo znacznie niższej zmienności indeksu bazowego.

Warszawska Giełda konsekwentnie poszerza swoją ofertę instrumentów finansowych dla inwestorów. W pierwszym kwartale tego roku do oferty instrumentów pochodnych dołączyły nowe kontrakty terminowe na akcje czterech spółek: AmRest, PKP Cargo, Asbis i Auto Partner. Dodatkowo, pod koniec marca wprowadzono do obrotu nowy typ instrumentów strukturyzowanych – warranty opcyjne. Są to warranty na akcje dziewięciu polskich spółek notowanych na GPW oraz trzech indeksów: WIG20, mWIG40 oraz DAX.

Od kilku tygodni trwa w Grupie Kapitałowej GPW intensywny przegląd realizowanych inicjatyw strategicznych, pod względem ich potencjału ekonomicznego, ale przede wszystkich również ryzyka finansowego i operacyjnego. W ramach tego procesu analizowane są także inicjatywy związane z optymalizacją kosztów.

WATS – kluczowy projekt GPW

W kwietniu 2024 roku, Rada Nadzorcza GPW powołała Sławomira Panasiuka na stanowisko Wiceprezesa Zarządu odpowiedzialnego za obszar informatyczny i technologiczny. Pod jego kierownictwem, Giełda planuje nie tylko skuteczne wdrożenie nowego systemu transakcyjnego, ale także zwiększenie poziomu cyberbezpieczeństwa oraz adaptację do nowych trendów technologicznych, co jest niezbędne do zapewnienia bezpieczeństwa i efektywności operacji na rynku kapitałowym. Sławomir Panasiuk obejmie swoją funkcję po uzyskaniu zgody Komisji Nadzoru Finansowego.

Z nadzieją przyjmujemy informację o rozstrzygnięciu konkursu na stanowisko członka zarządu do spraw informatycznych. Cieszy nas też, że udało się utworzyć Komitet Wdrożenia Systemu GPW WATS z udziałem przedstawicieli branży, który wypracował nowy harmonogram wdrożenia. Mimo znaczących opóźnień, najważniejsze jest dla nas zapewnienie bezpieczeństwa obrotu i dokładne przetestowanie nowego systemu – podkreśla Tomasz Bardziłowski.

Nowy Zarząd TGE

W maju bieżącego roku, Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie TGE powierzyło Piotrowi Listwoniowi, dotychczasowemu wiceprezesowi ds. operacyjnych, funkcję Prezesa Zarządu na kolejną kadencję. Rada Nadzorcza TGE zdecydowała również, że Jarosław Ziębiec pozostanie na stanowisku Wiceprezesa Zarządu ds. rozwoju biznesu w nowej kadencji. Dodatkowo, na stanowisko Wiceprezesa Zarządu ds. operacyjnych powołano Mariusza Buraczyńskiego, który obejmie tę funkcję pod warunkiem uzyskania zgody Komisji Nadzoru Finansowego. Powołanie Prezesa oraz członków Zarządu TGE zostało poprzedzone procedurą konkursową.

Od stycznia do marca 2024 roku Grupa Kapitałowa Towarowej Giełdy Energii (GK TGE) zanotowała spadek obrotów energią elektryczną o 7,4% do 32,1 TWh oraz gazem ziemnym o 16,5% do 34,0 TWh. Dostrzegalne były również spadki w wolumenie praw majątkowych dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE, które zmniejszyły się o 21,5% rdr, osiągając poziom 4,1 TWh.

Zmiany regulacyjne na poziomie UE

Warszawska Giełda, jako kluczowa instytucja rynku kapitałowego w Polsce, z uwagą śledzi nadchodzące zmiany regulacyjne na poziomie Unii Europejskiej. W kwietniu bieżącego roku, Parlament Europejski przyjął projekt rozporządzenia, który wprowadza ważne zmiany w regulacjach mających na celu zapobieganie nadużyciom na rynku kapitałowym oraz w przepisach dotyczących emisji akcji w ofercie publicznej. Listing Act ma na celu zwiększenie atrakcyjności publicznych rynków kapitałowych dla spółek oraz ułatwienie dostępu do kapitału dla małych i średnich przedsiębiorstw. Jedną z ważniejszych zmian jest podniesienie progu zwolnienia z obowiązku sporządzenia prospektu na dopuszczenie papierów wartościowych do obrotu giełdowego z obecnych 20% do 30% w ciągu 12 miesięcy oraz zwolnienie z tego obowiązku emitentów, których akcje tego samego rodzaju są notowane na rynku regulowanym przez co najmniej 18 miesięcy.

Pozytywnie oceniamy najważniejsze zmiany wprowadzone w ramach Listing Act, w tym przede wszystkim rozszerzenie katalogu emisji Mamy nadzieję, że liberalizacja wymogów prospektowych istotnie przyczyni się do zwiększenia skali pozyskania kapitału przez spółki notowane na GPW – dodaje Tomasz Bardziłowski, Prezes Zarządu GPW.

GPW planuje aktywnie uczestniczyć w konsultacjach dotyczących koncepcji Unii Rynków Kapitałowych (URK). Choć temat URK cieszy się rosnącym zainteresowaniem wśród unijnych decydentów i podkreśla się jego znaczenie dla mobilizacji oszczędności Europejczyków, np. na cele transformacji energetycznej, proces ten od lat napotyka liczne wyzwania. Polska, ze znacznie niższą kapitalizacją spółek notowanych na Giełdzie w porównaniu z większymi rynkami, stoi przed dodatkowymi trudnościami w kontekście jednolitego rynku kapitałowego. Dalsza dyskusja nad kształtem Unii Rynków Kapitałowych wymaga od uczestników znalezienia odpowiedniej równowagi między paneuropejską integracją a zachowaniem zdolności lokalnych giełd do efektywnego pozyskiwania kapitału, zwłaszcza dla mniejszych i średnich przedsiębiorstw.

W ostatnich 5 latach rynek magazynowy w woj. łódzkim powiększył się o 74%

Województwo łódzkie to od lat atrakcyjna lokalizacja dla deweloperów ze względu na strategiczne położenie i rozwiniętą infrastrukturę drogową. Realizowane tu projekty cechują się dużym jednostkowym wolumenem, tj. ponad 30 tys. mkw. przewyższającym średnią krajową o 15%. Z kolei po stronie popytu w ostatnich latach logistyka, handel i produkcja, odpowiadały za ponad 75% najmów w regionie. Pomimo wyzwań związanych z pustostanami (10,2% + 4,8 p. proc. r/r), deweloperzy utrzymują wysokie tempo budowy nowych projektów na poziomie 397 tys. mkw. (+13% r/r) na koniec I kw. 2024 r. Mimo perspektywy spadku nowych inwestycji, rynek pozostaje stabilny, oferując atrakcyjne możliwości rozwoju dla inwestorów. Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych prezentuje specjalną publikację „W centrum uwagi. Analiza rynku magazynowo–produkcyjnego w województwie łódzkim.”.

Rynek magazynowy w województwie łódzkim to od lat, po województwach mazowieckim i śląskim, trzeci co do wielkości region przemysłowo-logistyczny w Polsce. Na koniec 2023 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej wyniosły tu 4,5 mln mkw., co stanowiło 14% zasobów kraju. Co istotne, w ostatnich 5 latach rynek w woj. łódzkim powiększył się o 74%, a największy wzrost odnotowano w latach 2019 i 2022. Charakteryzując region, poza znanymi od ponad dekady lokalizacjami jak łódzki Widzew, Stryków i Piotrków Trybunalski, w ostatnich 3-4 latach obserwowaliśmy dynamiczny rozwój nowych subrynków, wśród, których możemy wymienić te rozwijające się w pobliżu autostradowej obwodnicy Łodzi np. Konstantynów Łódzki, Zgierz i Pabianice czy rozrzucone po woj. łódzkim mikrorynki, takie jak Łowicz, Kutno, Rawa Mazowiecka oraz Koluszki. Dane za I kw. 2024 r. wskazują, że w woj. łódzkim oddano do użytku zaledwie jedną inwestycję o powierzchni 26 600 mkw., która nieznacznie powiększyła całkowite zasoby regionu. Najbardziej aktywnymi deweloperami w regionie są Hillwood, Panattoni, 7R i MDC2. Z kolei wśród największych inwestycji oddanych jeszcze w 2023 roku należy wymienić Hillwood Łódź II Chocianowice (97 tys. mkw.), Hillwood Rawa Mazowiecka (78 tys. mkw.) i 7R Park Łódź East (blisko 47 tys. mkw.).

Monika Rykowska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Marketingu, AXI IMMO, komentuje: „W ostatnich trzech latach w regionie co roku oddawało się średnio ponad 435 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, z czego rekordowy był 2022 rok, w którym deweloperzy dostarczyli na rynek blisko 650 tys. mkw. W 2023 roku rynek urósł o kolejne 415 tys. mkw., z czego ponad 70% było budowane w systemie spekulacyjnym. W ubiegłym roku najwięcej nowej powierzchni dostarczono w Łodzi i jej okolicach, co było równoważne ponad 60% całości nowej podaży zrealizowanej w całym województwie.”

Na koniec marca 2024 roku w budowie pozostawało 397 tys. mkw., z czego 65% to powierzchnia niezabezpieczona umowami najmu. Należy zaznaczyć, że wszystkie rozpoczęte inwestycje to projekty uruchomione w 2023 roku. W pierwszych miesiącach 2024 roku żaden z deweloperów nie rozpoczął nowej budowy w regionie. Wśród największych inwestycji, które powinny zostać oddane do końca br. znajdują się m.in. Hillwood Zgierz II (77 tys. mkw.), MDC2 Park Łódź South (52 tys. mkw.) oraz Panattoni Park Łódź West II (51,2 tys. mkw.).

W ostatnich pięciu latach najwyższe wskaźniki popytu brutto (uwzględniające nowe umowy, ekspansje i przedłużenia) odnotowano w latach 2019-2022. Średnioroczna całkowita aktywność najemców w wymienionym okresie wynosiła 749 tys. mkw., z czego rekordowy był rok 2022, w którym wynajęto aż 835 tys. mkw. Warto również odnotować wysoki udział nowych umów najmu, które w latach 2019-2022 stanowiły średnio ponad 63% transakcji. Niemniej spowolnienie gospodarcze obserwowane w 2023 r. wpłynęło na ogólną aktywność najemców, którzy w ubiegłym roku wynajęli 606 tys. mkw. (-27% r/r) w ramach popytu brutto, natomiast same nowe umowy i ekspansje (popyt netto) wyniosły 303 tys. mkw. co oznaczało spadek o 44% w ujęciu rok do roku. Niemniej pierwszy kwartał 2024 roku zamknął się wynikiem popytu brutto na poziomie ok. 180 tys. mkw., co jest rezultatem porównywalnym do I kw. poprzedniego roku. Wśród największych zrealizowanych transakcji w ostatnim okresie znalazły się m.in. nowa umowa na 62 tys. mkw. podpisana przez poufnego najemcę z branży handlowej w Hillwood Łódź II w I kw. 2024 r., w III kw. 2023 r. w ramach przedłużenia i ekspansji Leroy Merlin wynajął 50,2 tys. mkw. w Logicor Stryków, z kolei w IV kw. 2023 r. InPost zdecydował się na przedłużenie umowy 43,7 tys. mkw. w P3 Piotrków.

Hubert Wojtera, Dyrektor, Dział Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO, mówi: „W strukturze popytu najemcy logistyczni i dystrybutorzy dominują na wszystkich subrynkach, jednak ich niekwestionowana przewaga ma miejsce w Strykowie i Piotrkowie Trybunalskim, gdzie segment 3PL tj. operatorzy logistyczni i handel zajmują ponad 80% powierzchni magazynowej w regionie. Łódź i okolice są bardziej zróżnicowane, jednak przeważająca większość najemców produkcyjnych zlokalizowana jest na terenie miasta.”

Na koniec 2023 roku współczynnik pustostanów w woj. łódzkim wyniósł 10,2% (+4,8 p.p. r/r) i był to najwyższy wynik spośród pięciu największych rynków magazynowych w Polsce. W liczbach bezwzględnych oznaczało to ponad 300 tys. mkw. dostępnych od wynajęcia od ręki. W pierwszych miesiącach 2024 r. wskaźnik pustostanów utrzymał się na zbliżonym poziomie jak na koniec grudnia 2023 r. W kolejnych kwartałach spodziewamy się delikatnego trendu spadkowego współczynnika pustostanów.

W woj. łódzkim średnie stawki czynszu wahały się w dość szerokim przedziale od 3,5 do 4,6 EUR za mkw. za miesiąc. Najtańszą lokalizacją był Piotrków Trybunalski (3,2 do 3,6 EUR/mkw./m-c), z kolei najdroższą Łódź-miasto (4,1 do 4,6 EUR/mkw./m-c) w przypadku inwestycji typu big-box. Podobnie do innych rynków stawki efektywne są średnio o 15-25% niższe, w zależności od konkurencyjności oferowanych obiektów w lokalizacji, wielkości modułu i długości umowy najmu. Atrakcyjność woj. łódzkiego pozostaje wysoka, gdyż jest jedną z najbardziej konkurencyjnych regionów w kraju, nawet wobec tych uznawanych za niskokosztowe, jak obszar w promieniu 50-60 km od Warszawy, okolice Poznania czy wybrane lokalizacje na Górnym Śląsku.

Hubert Wojtera, podsumowuje: „Sektor magazynowy w Polsce i woj. łódzkim wykazuje solidne fundamenty, jednak globalne spowolnienie gospodarcze i wzrost kosztów operacyjnych wpłyną na postawy klientów wobec inwestycji w 2024 roku. Perspektywa długoterminowa wskazuje na dalszy rozwój najemców, zwłaszcza w segmencie handlowym i dystrybucji. Prognozujemy ograniczenie aktywności deweloperskiej, co powinno skutkować trendem spadkowym w pustostanach. Stawki czynszów pozostaną stabilne, z delikatną tendencją spadkową w niektórych lokalizacjach.”

Europejski biznes powoli się podnosi. A co z Polską?

Najnowszy raport Eurostatu przynosi ciekawe dane z pierwszego kwartału 2024 roku w odniesieniu do upadłości i rejestracji nowych firm w Unii Europejskiej. Liczby pokazują, że generalnie unijny biznes powoli wstaje z kolan. A jak na tym tle wypadają polscy przedsiębiorcy? Sytuacja nie jest jednoznaczna.

Według raportu, w pierwszym kwartale 2024 r. liczba ogłoszonych upadłości firm w UE spadła o 0,8% w porównaniu z czwartym kwartałem 2023 roku. Jednocześnie liczba rejestracji działalności gospodarczych wzrosła o 1,6% w pierwszym kwartale 2024 roku w porównaniu z poprzednim kwartałem.

Jest lepiej, ale…

Ogólna liczba zgłoszonych upadłości nieznacznie spadła, ale widać różne trendy w poszczególnych sektorach gospodarki. Patrząc na statystyki upadłości według branż, w porównaniu z poprzednim kwartałem, w pierwszym kwartale 2024 r. liczba upadłości zmniejszyła się w dwóch sektorach: handlu (-3,3%) i budownictwie (-1,2%). Największe wzrosty upadłości zaobserwowano w gospodarce magazynowej (+15,2%) oraz w przemyśle (+9,1%).

Raport pokazuje, że w pierwszym kwartale tego roku liczba firm, które zbankrutowały w Polsce zmniejszyła się o ponad 5 procent w stosunku do ostatniego kwartału 2023 roku. To zdecydowanie lepiej od średniej unijnej, ale jest jeszcze duży obszar restrukturyzacji, która często w ostatniej chwili ratuje firmy i cieszy się w Polsce coraz większą popularnością. Tego raport nie bierze już pod uwagę. Tymczasem od stycznia do kwietnia br. liczba przedsiębiorstw, które poddały się formalnej restrukturyzacji wyniosła prawie 1600.tłumaczy Przemysław Furmanek z warszawskiej Kancelarii Lege Restrukturyzacje.

Nowe firmy? Czekają na lepsze czasy.

Najnowsze dane Eurostatu pokazują, że liczba rejestracji nowych działalności gospodarczych wzrosła we wszystkich sektorach unijnej gospodarki. W porównaniu z poprzednim kwartałem, największe wzrosty w pierwszym kwartale 2024 r. odnotowano w edukacji, opiece zdrowotnej i działalności społecznej (+5,2%), transporcie i budownictwie (+4,1%) oraz zakwaterowaniu i usługach gastronomicznych (+3,7%).

W tej kategorii nie mamy się czym pochwalić. Według Eurostatu spadek w Polsce wynosi 2,5 procenta w stosunku do ostatniego kwartału 2023. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że zmniejszona liczba nowych firm to problem prawie połowy badanych unijnych krajów.podkreśla Adam Pasternak z Kancelarii Lege Restrukturyzacje.To pokazuje, że gospodarki dopiero zaczynają się rozpędzać po trudnych ostatnich latach. Kolejne kwartały mogą już być lepsze. – dodaje ekspert.

Rozwody w Polsce: rosnąca liczba pozwów w I kwartale 2024 r.

Z danych pozyskanych z 47 sądów okręgowych w całej Polsce wynika, że w I kwartale 2024 roku wpłynęło do nich przeszło 21,1 tys. pozwów rozwodowych. To o 5,7% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków zarejestrowano nieco ponad 20 tys. Do tego w pierwszych trzech miesiącach br. zakończono też blisko 19,8 tys. tego typu postępowań. To o 0,5% mniej niż rok wcześniej. Wówczas było ich niespełna 19,9 tys. Eksperci komentujący te dane zwracają uwagę na to, że oprócz powyższych kwestii, rośnie zainteresowanie mediacjami. Wskazują także, że sama wysoka inflacja niekoniecznie miała wpływ na liczbę rozwodów, choć widać, że rok do roku lekko ich przybyło. Do tego znawcy tematu dodają, że w wielu sytuacjach działają inne czynniki i mechanizmy, które prowadzą do rozstań małżonków.

Wzrost liczby pozwów

Jak wynika z danych, udostępnionych przez 47 sądów okręgowych, w I kw. 2024 roku wpłynęło do nich przeszło 21,1 tys. pozwów rozwodowych. To o 5,7% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków zarejestrowano nieco ponad 20 tys. Michał Pajdak z platformy ePsycholodzy.pl zauważa, że sama analiza zmiany rok do roku nie pozwala wyciągać wniosków dotyczących dynamiki tego zjawiska.

– Ogólnie spada liczba zawieranych małżeństw. Wchodzimy w kolejny już niż demograficzny. Obecnych 20-latków jest o połowę mniej niż 40-latków. Tak więc kurczy się baza potencjalnych nowożeńców, co też oczywiście wpływa na liczbę ślubów. A i tak liczba pozwów rozwodowych utrzymuje się na dość stabilnym poziomie. Faktycznie okres pandemii wpłynął na to w kilku wymiarach. Część ślubów została przełożona na późniejsze lata, a niektóre z nich zwyczajnie się nie odbyły. Ponadto zamknięcie w domach mogło mieć zarówno pozytywny, jak i negatywny wpływ na rozpadające się małżeństwa. Jedne mogły zostać uratowane, a inne – zakończone w późniejszym czasie – uważa Pajdak.

Natomiast psycholog Michał Murgrabia, pytany o to, czy dane o rosnącej liczbie rozwodów powinny nas niepokoić, wskazuje, że ludzie coraz częściej decydują się na rozpoczęcie procesu rozwodu w obliczu problemów w swoich małżeństwach. To może być także rezultatem większej świadomości społecznej na temat zdrowych relacji oraz gotowości do szukania szczęścia i satysfakcji w nowych związkach.

– Jednak warto również zauważyć, że wzrost liczby pozwów może wynikać z wielu innych czynników. Chcąc dokładnie zrozumieć to zjawisko, warto byłoby przeprowadzić bardziej szczegółowe analizy lub nawet badania, które uwzględniłyby różnorodne aspekty życia i doświadczeń ludzkich w kontekście małżeństwa i rozwodu – dodaje psycholog Murgrabia.

W podobnym tonie wypowiada się dr Małgorzata Eysymontt z Uniwersytetu SWPS, która jako adwokat na co dzień zajmuje się sprawami rozwodowymi. Zwraca ona uwagę na to, że kiedyś jako powód rozwodów bez orzekania o winie małżonkowie najczęściej wskazywali różnice charakterów. Natomiast dziś często jest to nieumiejętność wzajemnej komunikacji lub radzenia sobie z różnymi problemami życia codziennego i emocjami, w tym ze stresem, oraz przenoszenie problemów zawodowych do domu, a także wypalenie uczuć w związku.

– W czasie pandemii, a także tuż po jej zakończeniu wzrosła liczba pozwów rozwodowych. Gdy małżonkowie przebywali przez cały dzień razem, a już wcześniej nie dogadywali się, łatwiej było o konflikt. Zmęczenie wymuszoną izolacją oraz tym, że dzieci przez cały dzień były w domu i należało im organizować różne aktywności, dopilnować obowiązków szkolnych, a jednocześnie wykonywać pracę zawodową, powodowało, że częściej wybuchały kłótnie, które zaogniały sytuację w związkach. Okres pandemii sprzyjał więc refleksjom nad małżeństwem. Poza tym, Polacy – zwłaszcza ci na co dzień zamieszkali w większych miastach – stają się coraz bardziej świadomi swoich praw, nie chcą też tkwić w toksycznych relacjach – mówi dr Eysymontt.

Przełomowe momenty w roku

Liczba pozwów w ciągu roku nie jest stała. W niektórych okresach jest ich więcej niż w innych, choć nie są to duże wahania. W swojej praktyce zawodowej dr Małgorzata Eysymontt zauważa wzrost liczby pozwów w czasie wakacji lub zaraz po ich zakończeniu oraz w okresie Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Ekspertka łączy to z porządkowaniem spraw przed wyjazdami lub po dłuższym wypoczynku albo przed świętami i pod koniec roku. Wtedy nadchodzi czas przemyśleń, refleksji i podsumowań, które pomagają w podejmowaniu ważnych decyzji życiowych.

– Niekoniecznie rozwodzą się małżeństwa z krótkim stażem. W 2022 roku 18% rozwodów dotyczyło małżeństw trwających od 0 do 4 lat, 20% – od 5 do 9 lat, 20% – od 10 do 14 lat, 14% – od 15 do 19, a 11% – od 20 do 24 lat. Rozwodziło się też 17% par mających dłuższy niż 25-letni staż małżeński – wylicza dr Eysymontt.

Ekspertka z Uniwersytetu SWPS dodaje, że do najczęstszych przyczyn rozwodu w 2022 roku – według danych GUS – należały takie kwestie, jak niezgodność charakterów – 52,3%, niedochowanie wierności małżeńskiej – 17,5%, a także nadużywanie alkoholu – 12,9%. Rzadziej wskazywano na nieporozumienia na tle finansowym – 7,3%, trudności mieszkaniowe – 4,7%, naganny stosunek do członków rodziny – 1,3%, a także też dłuższą nieobecność jednego z małżonków – 1,2%.

Zainteresowanie mediacjami

Z kolei Konrad Walc, prawnik z Komitetu Ochrony Praw Dziecka, zauważa, że wśród partnerów planujących rozstanie rośnie zainteresowanie mediacjami. Mogą one bowiem skrócić postępowanie rozwodowe, pozwalając w sposób wiążący na dokonanie pewnych ustaleń, które następnie zostaną uwzględnione przez sąd. Ekspert zwraca też uwagę na to, że posiadanie przez małżonków wspólnych małoletnich dzieci bardzo wydłuża postępowanie.

– Jeżeli nie ma wspólnych małoletnich dzieci ani sporów co do podziału majątku, to sprawa może się zakończyć już na pierwszym posiedzeniu. Postępowania rozwodowe stron, które są rodzicami małoletnich dzieci, w istocie są zdecydowanie trudniejsze i bardziej wymagające. Trzeba wówczas ustalić podział władzy rodzicielskiej, określić miejsce zamieszkania dziecka przy którymś z rodziców, kontakty, alimenty itd. W takiej sytuacji dobrym rozwiązaniem jest zawarcie, jeszcze przed wniesieniem sprawy o rozwód, porozumienia i planu wychowawczego w obecności mediatora. Zdejmuje to z barków sądu konieczność ustalenia kwestii opieki nad dzieckiem oraz szeregu kwestii związanych z tą materią. Nie musi też powoływać biegłych, którzy określą, z którym rodzicem powinno ono zamieszkać. Mając taki plan, sąd zajmuje się wyłącznie ustaleniem, czy nastąpił rzeczywisty rozkład związku – wyjaśnia Walc.

Inflacja a liczba rozwodów

Z danych, udostępnionych przez sądy okręgowe, wynika również, że w I kw. br. rozstrzygnięto w nich blisko 19,8 tys. spraw rozwodowych. To o 0,5% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku – niespełna 19,9 tys. Jak stwierdza psycholog Michał Murgrabia, może to wynikać ze wzrostu świadomości społecznej na temat znaczenia terapii małżeńskiej i poradnictwa dla poprawy relacji. Kolejną kwestią, która może mieć wpływ na liczbę składanych pozwów, jest inflacja. W 2023 roku szybki wzrost cen mógł zmuszać małżonków do powstrzymania się od złożenia pozwu rozwodowego. Koszty życia jednej osoby są wyższe niż w przypadku pary. W tym roku sytuacja gospodarcza diametralnie się zmieniła. Konrad Walc uważa, że może to mieć pewne znaczenie dla zwiększenia liczby inicjowanych spraw rozwodowych.

– Wyhamowanie inflacji przekłada się na podwyższenie stopy życiowej ludzi. Czują się oni bezpieczniejsi i gotowi do podejmowania trudnych decyzji. Wyobraźmy sobie kobietę, która jest uzależniona finansowo od męża. Dla niej decyzja o rozstaniu będzie naprawdę trudna, za to poprawa sytuacji materialnej mogłaby dać jej siłę do zakończenia nieudanego związku – stwierdza prawnik z Komitetu Ochrony Praw Dziecka.

Natomiast dr Małgorzata Eysymontt w swojej praktyce adwokackiej nie zauważa, by wysoka inflacja była powodem powstrzymania się przed złożeniem pozwu rozwodowego, a jej spadek zachęcał do takiego działania. Ekspertka widzi za to, że wzrost cen przekłada się na częściej składane pozwy o podwyższenie alimentów na rzecz małoletnich dzieci. Zazwyczaj rodzice pierwszoplanowi argumentują takie decyzje tym, że w związku z rosnącymi kosztami życia i wzrostem tzw. usprawiedliwionych potrzeb małoletnich dzieci, potrzebują od byłego partnera wyższych świadczeń na wspólne dzieci. Bywa też, że rodzic płacący alimenty nie jest w stanie zaakceptować ich podwyżki w związku ze wzrostem kosztów utrzymania własnego i niekorzystnymi zmianami w zakresie jego możliwości majątkowych lub zarobkowych.

– Wątek alimentacyjny jest dużym zarzewiem konfliktów i niestety często dominuje nad dobrem wspólnych małoletnich dzieci. Czasami powoduje frustrację i niezadowolenie. Rodzic, który sobie nie radzi z negatywnymi emocjami, nierzadko w toku postępowania co jakiś czas składa wnioski o zabezpieczenie alimentów i stara się przekonać sąd, że nie wystarcza mu pieniędzy na utrzymanie i wychowanie dziecka – podsumowuje dr Eysymontt.

Zmiany w przepisach BHP. Prawnik: będą zniechęcać przedsiębiorców do pozwalania na pracę zdalną

Od 17 maja w życie wchodzą zmiany dotyczące przepisów BHP. Z jednej strony nie wydają się one być rewolucyjne, ale z drugiej niektóre firmy mają wątpliwości, co do ich kształtu. Prawnicy uważają także, że zmiany mogą doprowadzić do tego, że przedsiębiorcy będą jeszcze mniej chętnie pozwalać pracownikom na pracę zdalną.

Od 17 maja 2024 r. wszystkie stanowiska pracy wyposażone w monitory ekranowe, w tym komputery stacjonarne i laptopy, muszą spełniać nowe wymogi bhp i ergonomii, zgodnie z rozporządzeniem, które weszło w życie 17 listopada 2023 r

Zmiany dotyczą przede wszystkim konieczności zmian podkładki pod laptopy czy umożliwienia pracownikom ustawienia sprzętu na wysokości oczu. Przedsiębiorcy do zmian podchodzą sceptycznie, szczególnie gdy firmy mają wiele stanowisk administracyjnych lub część pracowników wykonuje swoje obowiązki zdalnie.

– Zmiany dotyczą zasad BHP przy pracy z monitorami komputerowymi. Stanowisko pracy będzie wyglądać inaczej i podlegać nowym zasadom. Nie ma wielkich wątpliwości, co do pracy stacjonarnej, ale w przypadku pracy zdalnej jest dyskusja czy przystosowanie stanowiska pracy do obowiązku powinien ponieść pracownik czy pracodawca. Mowa o zakupie myszki, podkładki pod laptopa czy komputer albo nawet nowego siedzenia – mówi mecenas Marek Jarosiewicz. – Jeżeli pracownik pracuje przez połowę dnia przy komputerze to musi mieć zapewnione takie warunki, by wzrok pracownika był na górnej krawędzi monitora – dodaje.

Przy pracy stacjonarnej nie ma wątpliwości, że stanowisko pracy powinno być wyposażone przez pracodawcę. W przypadku pracy zdalnej są wątpliwości.

– To bardzo częsty dylemat, który na bazie tych przepisów będzie jeszcze bardziej jaskrawo uwydatniony: kto jest odpowiedzialny za przygotowanie miejsca pracy podczas pracy zdalnej? Dyskusje pracodawców są w tym przypadku bardzo burzliwe i często dochodzi do konfliktów relacji pracownik-pracodawca, które kończą się tym, że firmy ograniczają pracę zdalną. Te przepisy najbardziej dotyczą sektora IT i firm posiadających kadry pracujące przy komputerach – przyznaje mecenas Marek Jarosiewicz.

Zmiany będą wiązały się z kosztami dla przedsiębiorców – w wielu firmach konieczna będzie wymiana elementów związanych z przygotowaniem stanowiska pracy.

Elektryfikacja transportu w Polsce nabiera tempa: kluczowe statystyki

Według danych z końca kwietnia 2024 r., w Polsce było zarejestrowane łącznie 64 495 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). Przez pierwsze cztery miesiące br. ich liczba zwiększyła się o 7782 szt. (o 8% więcej niż w analogicznym okresie 2023 r.) – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSNM.

Pod koniec kwietnia 2024 r. po polskich drogach jeździło 111 775 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych, osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 57 958 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 53 817 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 6 568 szt. Stale rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec kwietnia składała się z 20 402 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 771 558 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów zeroemisyjnych w Polsce wzrósł do 1314 szt. (z czego pojazdy całkowicie elektryczne stanowiły 1260 szt., zaś wodorowe – 54 szt.

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się infrastruktura ładowania. Pod koniec kwietnia 2024 r. w Polsce funkcjonowało 6691 ogólnodostępnych punktów ładowania pojazdów elektrycznych (3686 stacji). 28% z nich stanowiły szybkie punkty ładowania prądem stałym (DC), a 72% – wolne punkty prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W kwietniu uruchomiono 201 nowych punktów.

– Branża motoryzacyjna z dużym zainteresowaniem przyjęła informację o przeznaczeniu przez rząd 1.6 mld złotych z programu KPO na dopłaty do pojazdów elektrycznych. Nie znamy szczegółów tego programu, ale biorąc pod uwagę obserwowany ostatnio spadek dynamiki rejestracji nowych pojazdów elektrycznych – nie tylko zresztą w Polsce- z całą pewnością ten program może zrewolucjonizować pierwsze rejestracje. O ile w przypadku nowych samochodów jedyne zastrzeżenia budziła zbyt niska wartość pojazdu objętego dopłatą wynosząca 225 tys. zł, to w przypadku dopłat do samochodów używanych bardzo istotne okażą się szczegóły – w tym precyzyjne określenie, jakie pojazdy będą podlegać dopłatom. Jako że mamy niedobre doświadczenia z rynkiem używanych samochodów spalinowych, należy dołożyć wszelkiej staranności, żeby na nasz rynek nie trafiały już wyeksploatowane samochody elektryczne. Ograniczenie wieku pojazdu do 4 lat wydaje się rozsądne. Trzeba mieć jednak na uwadze fakt, że praktycznie we wszystkich krajach europejskich dopłatom towarzyszył obowiązek używania tego pojazdu przez co najmniej 2-3 lata. Oznaczałoby to, że nabywcy korzystający z systemu dopłat będą sprowadzali pojazdy ponad 4-letnie, a tego nie chcemy. – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

– Potencjalnie najbardziej istotną informacją dla polskiego rynku elektromobilności w ostatnich tygodniach była zapowiedź uruchomienia programu do używanych samochodów elektrycznych. O wprowadzenia subsydiów do pojazdów zeroemisyjnych – na wzór m.in. Niderlandów, Francji, Litwy czy Niemiec – PSNM zabiegało już od kilku lat. Obecnie nabywcami samochodów elektrycznych w Polsce są przede wszystkim firmy (ich udział systematycznie wzrasta i przekracza już 85%). Elektryfikacja polskich flot na skalę masową nie będzie jednak możliwa bez zdecydowanego wzrostu popytu na EV z rynku wtórnego wśród nabywców indywidualnych – mówi Aleksander Rajch, Członek Zarządu PSNM.

KNF zatwierdziła prospekt nowego programu emisji obligacji Cavatina Holding S.A.

Nowy program emisji obligacji pozwala spółce Cavatina Holding S.A. wyemitować obligacje o łącznej wartości do 150 mln zł (lub równowartość tej kwoty w EUR). Będą one emitowane na podstawie prospektu zatwierdzonego przez KNF 25 kwietnia 2024 r. Wcześniej, w lutym br. Cavatina poinformowała o zmianie strategii i koncentracji na nowych projektach na rynku mieszkaniowym przy jednoczesnym kontynuowaniu komercjalizacji oraz zwiększania wartości portfolio biurowego.

30 kwietnia Cavatina Holding opublikowała wyniki finansowe za 2023 rok – spółka osiągnęła trzykrotnie wyższy niż przed rokiem skonsolidowany zysk netto oraz o niemal 80 proc. wyższy skonsolidowany zysk z działalności operacyjnej. Deweloper aktualnie koncentruje się na dywersyfikacji działalności zgodnie z przedstawionymi na początku roku założeniami strategicznymi. Obligacje pozostają jednym z kluczowych źródeł finansowania.

Ustanowiony w marcu 2024 roku program obligacji pozwala na emitowanie w jednej lub wielu seriach zabezpieczonych obligacji o łącznej wartości do 150 mln zł – z możliwością emisji zarówno w złotych jak i euro. Podobnie, jak w przypadku poprzedniego programu emisji obligacji Spółki z 2023 roku, emisje będą prowadzone w ramach oferty publicznej, a kolejne serie będą przedmiotem wniosku o wprowadzenie do obrotu na rynku Catalyst (rynek regulowany lub ASO).

W ostatnich miesiącach wyraźnie zaznaczyliśmy swoją obecność na rynku mieszkaniowym – pokazaliśmy wstępną koncepcję kompleksu przy Chmielnej 75 w Warszawie, uruchomiliśmy kolejny etap prac nad rewitalizacją inwestycji WIMA Widzewska Manufaktura oraz podjęliśmy decyzję o przeznaczeniu największego budynku pofabrycznego WIMA A na cele mieszkaniowe. Wystartowała także budowa projektu Belg w Katowicach, a w przygotowaniu mamy kolejne inwestycje. Zgromadzone w ramach grupy kompetencje pozwalają nam na elastyczne podejście do rozwoju biznesu – chcemy dobrze wykorzystać perspektywy, jakie dziś ma przed sobą rynek mieszkaniowy w Polsce. W związku z zatwierdzeniem prospektu przez KNF, możemy nadal pozyskiwać środki na realizację naszych zamierzeń z wykorzystaniem różnych źródeł finansowania, w tym obligacji”, mówi Daniel Draga, Wiceprezes Zarządu Cavatina Holding S.A.

Za organizację oferty oraz tworzenie konsorcjum dystrybucyjnego będzie odpowiadał dom maklerski Noble Securities S.A. Wspólna historia Spółki i Noble Securities sięga 2022 roku. Od tego czasu podmioty współpracowały przy 10 emisjach obligacji, w tym w 2 ostatnich ofertach realizowanych w 2024 roku na podstawie memorandum informacyjnego, z których Spółka pozyskała łącznie 41,65 mln zł.
Przez lata ugruntowaliśmy swoją pozycję skutecznego gracza rynku nieruchomości, który realizuje ambitne cele i szybko reaguje na zmiany otoczenia makroekonomicznego. Dzięki temu możemy liczyć na przychylność inwestorów indywidualnych oraz instytucji finansowych. W samym 2023 r. wyemitowaliśmy obligacje o wartości ponad 115 mln zł i z powodzeniem zakończyliśmy proces pozyskiwania finansowania czy refinansowanie dla projektów Quorum A, B i D, Palio A, WIMA D oraz Cavatina Hall B – w sumie z tytułu kredytów i pożyczek pozyskaliśmy ok. 600 mln zł. Jako spółka obecna na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie od 2021 r. za cel w perspektywie kilku lat stawiamy sobie zostanie spółką dywidendową, regularnie dzielącą się zyskami z inwestorami”, dodaje Daniel Draga, Wiceprezes Zarządu Cavatina Holding.

Cavatina Holding S.A. jest jednym z największych deweloperów nieruchomości komercyjnych w Polsce. Od początku swojej działalności Grupa ukończyła budowę 21 projektów komercyjnych o łącznej powierzchni ponad 325 tys. mkw GLA. Zgodnie z nowoprzyjętą strategią, od 2024 r. Grupa Emitenta rozwija także działalność w segmencie mieszkaniowym i dąży do uzyskania roli wiodącego podmiotu na tym rynku. Obecnie, w trakcie realizacji znajdują się trzy projekty mieszkaniowe o łącznej powierzchni blisko 25 tys. PUM, które dostarczą na rynek ponad 650 mieszkań, a w przygotowaniu są kolejne dwa projekty o łącznej powierzchni minimum 47 tys. PUM. W realizacji znajdują się także projekty komercyjne o łącznej powierzchni prawie 38 tys. mkw. GLA. Grupa prowadzi działalność w dużych miastach w Polsce. Realizowane przez Grupę projekty wyróżniają się unikalną architekturą, nagradzaną w polskich i międzynarodowych konkursach oraz wysoką jakością wykończenia. Grupa Kapitałowa Cavatina Holding S.A. kładzie nacisk na zrównoważone budownictwo, a także komfort i bezpieczeństwo użytkowników mieszkań i biur. To sprawia, że biurowce z portfolio Cavatina bez problemów otrzymują certyfikaty BREEAM oraz WELL Health & Safety Rating. Grupa przywiązuje dużą wagę do miastotwórczej roli swoich projektów, dbając o ich naturalne wpasowanie w istniejącą tkankę miejską i zaspokajanie potrzeb lokalnej społeczności.

Konsumpcja prywatna może być głównym motorem wzrostu gospodarczego w ty​m roku

Kwietniowy odczyt inflacji bazowej wyniósł 4,1 proc. r/r. Ceny z wyłączeniem energii i żywności w ujęciu miesięcznym zanotowały wzrost o 0,7 proc. Wskaźnik inflacji bazowej w ujęciu r/r od niemal roku dynamicznie spada, ale efekt bazy się wyczerpuje. Wydaje się, że może być to ostatni miesiąc tak mocnego spadku wskaźnika w ujęciu r/r. Co za tym idzie, inflacja bazowa nie osiągnie poziomów obserwowanych w odczytach szerokiego CPI, a w kolejnych miesiącach powinna nawet rosnąć.

Dynamiki realnych dochodów do dyspozycji gospodarstw domowych pozostają wysokie. Oczekujemy, że konsumpcja prywatna pozostanie głównym motorem wzrostu gospodarczego w tym roku, co będzie miało odzwierciedlenie w presji cenowej.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Czy to już koniec spadków cen materiałów budowlanych?

Na rodzimym rynku materiałów budowlanych korekta cenowa wciąż jest obowiązującą tendencją, jednak w kwietniu pojawiły się pierwsze wyraźne symptomy jej wygaszania. Jak zauważa portal RynekPierwotny.pl już po raz ósmy z rzędu stawki ogromnej większości grup towarowych zanotowały regres w relacji rok do roku. Tym razem średni poziom dynamiki cen wyniósł -2,8 proc., o 0,4 pp. mniej niż w marcu. Tymczasem bardzo ciekawie wygląda sytuacja w relacji miesiąc do miesiąca.

Utrwalony w ostatnich miesiącach constans dynamiki cen materiałów budowlanych na ujemnym poziomie nieco ponad 3 proc. rdr, powoli zaczyna ewoluować w kierunku zera. Tymczasem, jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl, ten sam wskaźnik liczony w odniesieniu do poprzedniego miesiąca, z wartości -0,8 proc. w marcu, w kwietniu przeszedł na dodatnią stronę z wartością +0,7 proc. Nie oznacza to jeszcze definitywnego końca spadków stawek materiałów budowlanych, ale jest pierwszym wiarygodnym sygnałem możliwego powrotu wzrostów cen już w bezpośredniej perspektywie. W najnowszym raporcie Grupy PSB dynamika cen w kanale hurtowym wyniosła -2,6 proc. oraz detalicznym -2,9 proc.Wyk. 1 - Średnia dynamika cen materiałów budowlanych

Odczyt dynamiki cen materiałów budowlanych w relacji rok do roku autorstwa Grupy PSB w kwietniu br. wskazuje na wciąż silnie dominującą pozycję taniejących grup towarowych. Jednak nawet na pierwszy rzut oka widać słabnącą tendencję spadków. Z drugiej strony zaledwie dwie pozycje – „farby, lakiery” i „cement, wapno” wciąż drożeją o niespełna 2 proc.

Wśród materiałów najszybciej taniejących niezmiennie od miesięcy przodują płyty OSB z drewnem, taniejące w ciągu roku o 17,3 proc., a następnie dachy-rynny o 8 proc.Tab.1 - Dynamika cen materiałów budowlanych w kwietniu 2024 mdm rdr

Jednak w kwietniu najciekawszym elementem notowań materiałów budowlanych autorstwa Grupy PSB było odwrócenie tendencji spadkowej na wzrostową w relacji miesiąc do miesiąca. Jeszcze w marcu br. średnia dynamika wynosiła tu -0,8 proc., a na dwadzieścia grup towarowych tylko trzy nie komunikowały przeceny.

Tymczasem, jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl, w kwietniu sytuacja uległa radykalnej wolcie. Z miesiąca na miesiąc wszystkie grupy towarowe zanotowały wzrost, z jednym potwierdzającym regułę wyjątkiem w postaci suchej zabudowy, której ceny pozostały bez zmian. Jeżeli w bieżącym miesiącu – maju – sytuacja się powtórzy, czyli ceny monitorowanych grup towarowych ponownie w komplecie odbiją w górę w odniesieniu do kwietnia, przesilenie korekty cenowej materiałów budowlanych stanie się faktem.

Tymczasem w przestrzeni publicznej przybiera na sile dyskusja, a właściwie prawdziwa batalia o być albo nie być dla Centralnego Portu Komunikacyjnego. Podjęcia ostatecznej decyzji przez rząd nie da się jednak odwlekać w nieskończoność, a od niej właśnie mogą zależeć w decydującym stopniu długoterminowe perspektywy krajowej branży budowlanej, z segmentem producentów materiałów budowlanych na czele. Inwestycja infrastrukturalna o tak gigantycznych rozmiarach, jeśli zostanie zatwierdzona do realizacji, na długie lata może zdominować parametry popytowe, cenowe, eksportowo-importowe i rozwojowe rodzimej budowlanki, niekoniecznie z korzyścią dla innych form budownictwa z mieszkaniówką na czele.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Pokolenie Z na rynku pracy: Mity i rzeczywistość

Pokolenie Z, czyli osoby urodzone po 1995 roku, to obecnie najmłodsza grupa pracowników na rynku pracy. W kolejnych latach odsetek Zetek w firmach będzie rósł, a w przestrzeni publicznej nie brakuje krytycznych opinii na ich temat. Przedstawiciele tego pokolenia oskarżani są choćby o nierealne oczekiwania względem wynagrodzenia czy elastyczności pracy, brak cierpliwości i roszczeniowość. Najnowsze badanie Hays Poland pokazuje jednak, że 42% pracowników starszych pokoleń nie do końca wie, co sądzić o Zetkach.

Wielopokoleniowe zespoły są faktem. Obecnie na rynku pracy funkcjonują aż cztery generacje pracowników – Baby Boomers (urodzeni w 1940-1960), X (1961-1982), Y (1983-1995) i Z (1995-2010). Ostatni z nich są aktualnie szczególnie na językach. Dominująca narracja ma jednak negatywny wydźwięk, podkreślając wady najmłodszego pokolenia oraz zachowania odbiegające od ogólnie przyjętej normy. Jak wynika z licznych artykułów, Zetki przykładowo mają mieć zbyt wysokie oczekiwania wobec pracy i pracodawcy, jednocześnie nie dając od siebie adekwatnie wiele.

Jednak jak podkreślają eksperci Hays Poland, ten sposób mówienia o przedstawicielach generacji Z jest dla nich krzywdzący, ponieważ nie uwzględnia ich niezaprzeczalnych zalet oraz unikatowych cech każdego pracownika. Zamiast na podobieństwach i realnych kompetencjach, narracja towarzysząca pokoleniu Z bardzo często koncentruje się na różnicach, stereotypach lub jednostkowych, sensacyjnych czy zabawnych zdarzeniach. Nie oddaje to sprawiedliwości pozytywnym stronom Zetek, które idealnie uzupełniają wielopokoleniowe zespoły.

W debacie publicznej o generacji Z nie mówi się zatem najlepiej, natomiast warto też podkreślić, że najmłodsze pokolenia nigdy nie miały najlepszego wizerunku. To, czego obecnie doświadczają Zetki, wcześniej doświadczali Millenialsi, a jeszcze wcześniej – pokolenie X.

CZY ZETKI MAJĄ ZŁY WIZERUNEK NA RYNKU PRACY?

Badanie Hays Poland przeprowadzone na przełomie kwietnia i maja 2024 roku wśród ponad 1600 specjalistów i menedżerów ze wszystkich czterech pokoleń pokazuje, że wśród pracowników nie ma zgody wobec tego, czy Zetki niesłusznie zyskały miano czarnej owcy na rynku pracy. Przedstawiciele generacji Baby Boomers, X i Y, zapytani, czy młodsi koledzy są ich zdaniem demonizowani na rynku pracy, w większości nie byli w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi.

Czy uważasz, że pokolenie Z jest demonizowane na rynku pracy?

Tak 25%
Nie 33%
Trudno powiedzieć 42%

Źródło: badanie Hays Poland, kwiecień-maj 2024
Tylko osoby z pokolenia Baby Boomers, X i Y

Niepewność po stronie profesjonalistów z pokoleń innych niż Z może być argumentowana przynajmniej dwojako. Grupa ta może bowiem kierować się przekonaniem, że w każdym stereotypie jest ziarenko prawdy. Bazując na własnych doświadczeniach współpracy z młodszymi osobami, mogą zatem zgadzać się z częścią powielanych opinii, natomiast pozostałe uważać za wyolbrzymione lub zupełnie nieprawdziwe. Drugą potencjalną przyczyną może być fakt, że osoby spoza pokolenia Z zwyczajnie nie wykazują dużego zainteresowania tym, co mówi się o innych generacjach pracowników, lub nie mają doświadczenia bezpośredniej współpracy z Zetkami. W związku z tym nie potrafią ocenić, na ile opinie o tym pokoleniu są prawdziwe.

Z rezerwą należy podejść również do odpowiedzi „tak” i „nie”. To, że 25% respondentów uważa, że pokolenie Z jest demonizowane na rynku pracy, nie zawsze oznacza współczucie czy dostrzeganie niesprawiedliwej oceny Zetek. Równie dobrze może wynikać z przekonania, że generalizacje na temat jakiejkolwiek grupy wiekowej zawsze są krzywdzące. Z kolei za 33% odpowiedzi negujących demonizowanie Zetek na rynku pracy może stać zarówno podzielanie niekorzystnych opinii na ich temat, jak i brak zainteresowania tym tematem.

Każde nowe pokolenie wchodzące na rynek pracy jest przez pewien czas na świeczniku. Prowadzi się wówczas generalizującą narrację mającą stanowić temat do dyskusji. Obecnie Zetki oskarżane są o rzekomą roszczeniowość i zbyt elastyczne podejście do wielu spraw przez osoby, którym kilkanaście lat temu przyczepiano z kolei łatkę za mało asertywnych i niepewnych siebie. Samo myślenie „to pokolenie już tak ma” o jakiejkolwiek grupie jest już demonizowaniem samym w sobie – komentuje Agnieszka Czarnecka, HR Consultancy Manager na region Europy Środkowo-Wschodniej w Hays.

NIESPEŁNA 4 NA 10 ZETEK UWAŻA, ŻE ICH POKOLENIE MA ZŁY WIZERUNEK NA RYNKU PRACY

Potwierdzeniem tego, iż rzekoma trudna współpraca z Zetkami może być mitem lub wyolbrzymionym problemem, są odpowiedzi Zetek na pytanie o to, jak są postrzegane rynku pracy. Zaledwie 39% respondentów z pokolenia Z sądzi, że ma zły wizerunek na rynku pracy, 31% nie jest w stanie jednoznacznie tego ocenić, a 30% nie zgadza się z tym twierdzeniem.

Taki układ odpowiedzi może wynikać z faktu, iż Zetki mają świadomość opinii krążących w przestrzeni publicznej na swój temat, ale jednocześnie nie muszą odczuwać ich skutków w swojej pracy zawodowej, ponieważ pracują w bardzo otwartym i inkluzywnym zespole.

Należy mieć świadomość, że wizerunek budowany na powielanej, często stereotypowej narracji to nie wszystko. To, co koniec końców liczy się najbardziej to kompetencje, realne wyniki, podejście do innych ludzi. Dobry lider będzie starał się je samodzielnie dostrzec, nie bazując na utartych schematach i podchodząc do pracowników jako jednostek, a nie przedstawicieli konkretnego pokolenia. W obliczu tego niezbędne jest rozwijanie umiejętności menedżerskich oraz zaangażowane budowanie prawdziwej synergii w zespołach. Zacząć można w każdej chwili, słuchając i zamiast różnic, szukając wspólnych punktów – uważa Agnieszka Czarnecka.

ZETKI UWIERAJĄ STEREOTYPY

Przedstawiciele pokolenia Z zapytani o to, jak przejawia się ich zły wizerunek na rynku pracy najczęściej wskazują krzywdzące, powielane stereotypy na swój temat (59%). Podobny odsetek respondentów (58%) wymienił również przejawy deprecjonowania ich jako profesjonalistów i braku wiary w posiadane kompetencje. Część Zetek doświadczyło też braku zaufania ze strony szefa czy współpracowników lub dyskryminacji w rekrutacji (po 33%).

Jak się przejawia zły wizerunek pokolenia Z?

Powielanie krzywdzących stereotypów 59%
Deprecjonowanie, brak wiary w kompetencje 58%
Brak zaufania szefa/współpracowników 33%
Dyskryminacja w rekrutacji 33%

Źródło: badanie Hays Poland, kwiecień-maj 2024
Tylko osoby z pokolenia Z. Można było zaznaczyć kilka odpowiedzi

Takie sytuacje są bezdyskusyjnie złe, natomiast zapobieganie im nie powinno być motywowane chęcią wspierania i „włączania” Zetek do zespołów i procesów biznesowych, a chęcią dążenia do równości i sprawiedliwości w miejscu pracy. To właśnie one powinny stanowić podstawę działania każdej dojrzałej organizacji.

Bez niespodzianek w danych

Środa była dniem potencjalnie ważnych odczytów. Jednakże zarówno w przypadku Polski, jak i USA obyło się bez niespodzianek. Dane trafiały bardzo blisko oczekiwań. W tle odbicie cen złota.

Dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy dane z Polski. Wzrost PKB okazał się lepszy od oczekiwań. Z drugiej strony 1,9% (zamiast oczekiwanych 1,8%) to nie jest bardzo istotna różnica. Warto też zwrócić uwagę, że dla kraju w naszej sytuacji rozwój poniżej 2% to nie jest dobry wynik. Drugim odczytem była wczoraj inflacja. Ta potwierdziła poziom 2,4%. W rezultacie mamy brak niespodzianki na wzroście cen i mniej zły od oczekiwań wzrost gospodarczy. Wydawać by się mogło, że to w miarę neutralne dane. Jak się jednak okazuje, inwestorzy ostatnio bardzo lubią polskiego złotego i umacnianie waluty trwa nadal. Wczoraj zeszliśmy w okolice 4,26 zł na kursie euro i 3,92 zł w przypadku złotego.

Inflacja za oceanem

Środa mijała na rynkach pod dyktando oczekiwań na inflację konsumencką. Zgodnie z oczekiwaniami w ciągu roku inflacja wynosi 3,4%. Jest to symboliczny spadek o 0,1%. Z kolei inflacja bazowa spadła z 3,8% na 3,6%, co również pokrywało się z oczekiwaniami. Wydawać by się mogło, że dane zgodne z przewidywaniami analityków nie powinny namieszać na rynku. Jak się jednak okazuje, inwestorzy poczuli, że te dane przyspieszają obniżki stóp procentowych. W rezultacie byliśmy świadkami kolejnego osłabienia dolara. W rezultacie dolar dotarł do poziomów, gdzie jest najsłabszy względem euro od marca.

Złoto wraca do łask?

Powiedzenie o złocie mimo ostatniej przeceny, że wypadło z łask to w sumie pewne nadużycie. Warto jednak pamiętać, że po tym, jak w kwietniu otarliśmy się o poziom 2450 dolarów za uncję, na przełomie kwietnia i maja spadliśmy poniżej 2300 dolarów. Obecnie trend znów jest wzrostowy, a cena sięga 2400 dolarów. W tle mamy dwa ważne powody. Z jednej strony słabnący dolar amerykański. Ceny surowców są wyrażone w dolarach, ale mają też pewną bezwładność w walutach lokalnych. W rezultacie, gdy dolar tanieje, ceny surowców tak jak teraz często jednak idą trochę w górę, utrzymując pewną stabilność w walutach lokalnych. Drugim elementem są oczekiwania inwestorów. Wraz z rosnącymi oczekiwaniami co do spadku stóp procentowych szukane są alternatywne miejsca, gdzie można skierować środki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Polska – inflacja bazowa,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Spadek inflacji w USA w kwietniu osłabił dolara i wywołał wzrosty na giełdach

Inflacyjny raport z USA, który został zaprezentowany wczoraj, osłabił dolara amerykańskiego oraz spowodował spadek rentowności amerykańskich obligacji i jednoczesny wzrost indeksów giełdowych, zarówno tych z Wall Street jak i Europy. W kwietniu dynamika wzrostu cen lekko spowolniła, choć nadal inflacja znajduje się powyżej celu Rezerwy Federalnej. Tak czy inaczej wzrosły „zakłady” rynku na obniżki stóp procentowych we wrześniu oraz grudniu tego roku.

W pierwszym kwartale tego roku ceny rosły silniej niż oczekiwano. W kwietniu otrzymaliśmy lekki spadek, choć dane są praktycznie zgodne z konsensusem. Wczorajsze dane są niewielkim krokiem w kierunku, który oczekuje Fed. Potrzebne są z pewnością kolejne raporty, które potwierdzą dalsze zmniejszanie się presji inflacyjnej zanim Rezerwa Federalna podejmie decyzję o łagodzeniu restrykcyjnych warunków polityki monetarnej.

Ceny konsumpcyjne w USA urosły w kwietniu o 0,3 proc. w porównaniu do marca. To nieco słabiej niż wskazywał konsensus. W ujęciu rocznym wskaźnik CPI uplasował się na poziomie 3,4 proc. co oznacza spadek 0,1 punktu procentowego. Ważniejsza miara bazowa, nie obejmująca żywności oraz energii również wyniosła 0,3 proc. m/m a w ujęciu rok do roku otrzymaliśmy spadek z 3,8 proc. do 3,6 proc.

Po wczorajszej reakcji dolara, giełd oraz obligacji skarbowych można zakładać, że rynek oczekuje nie aż tak „jastrzębiego” Fedu w tym roku. Czerwcowa obniżka stóp procentowych jest w tym momencie bardzo mało prawdopodobna. Nieco wzrosła szansa na wrześniowy ruch i aktualnie rynek wycenia prawdopodobieństwo realizacji takiego scenariusza na poziomie bliskim 60 proc. Daje on też szanse na kolejny krok luzowania w grudniu tego roku.

W pewnym stopniu rynki odetchnęły z ulgą i przestawiły się na zdecydowany tryb risk-on. Wszystkie trzy główne amerykańskie indeksy, Dow Jones Industrial Average, S&P500 i Nasdaq Composite zdecydowanie urosły i wyznaczyły nowe historyczne rekordy. Dolar osłabił się. Kurs EUR/USD zbliżył się do 1,09 i znalazł się na najwyższym poziomie od 21 marca tego roku. Na uwagę zasługuje fakt, że notowania „przełamały” górne ograniczenie kanału spadkowego trwającego od końca ubiegłego roku. Na wczorajszej publikacji skorzystał złoty. Kurs EUR/PLN spadł poniżej 4,26 a USD/PLN wyznaczył nowy lokalny dołek na 3,9117 i zrównał się z minimami z 10 kwietnia 2024 roku.

Pomimo spadku inflacji przedstawiciele Fed wypowiadali się w dość jastrzębim tonie. Prezes Fed z Minneapolis – Neel Kashkari – trzymał się tematu wyższych stóp przez dłuższy czas. Powiedział, że instytucja może być zmuszona do utrzymania ich na obecnym poziomie przez „chwilę dłużej” i zakwestionował, jak bardzo ograniczają one gospodarkę. Dla niego wciąż dużą niewiadomą jest to, jak dużą presję na gospodarkę wywiera polityka pieniężna. Prezes Fed z Chicago – Austan Goolsbee – z zadowoleniem przyjął spowolnienie inflacji CPI, ale powiedział, że wciąż jest miejsce na dalszy proces dezinflacyjny. Wiceprzewodniczący Fed Philip Jefferson przyznał, że polityka pieniężna jest restrykcyjna, ale zauważył, że brak postępów w zakresie inflacji w I kwartale jest niepokojący.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Umocnienie polskiego złotego – skąd te zyski?

Jeszcze w styczniu część analityków wskazywała, że to będzie zły rok dla polskiej waluty. Techniczne na wykresach głównych walut do PLN zbliżyliśmy się do 13-letnich linii wsparcia.  Entuzjazm związany z ociepleniem stosunków Polski z Unią Europejską słabł, a pozytywny wpływ na krajową walutę z racji uzyskania środków dla Polski z KPO wygasał. Mimo to złoty dzielnie utrzymuje swoją pozycję na rynku, o czym świadczą jego notowania. Kurs EUR/PLN w połowie maja wraca poniżej 4,30 PLN, a „dolar po 5 złotych” odszedł w zapomnienie, gdyż na wykresie USD/PLN widzimy „trójkę z przodu”. Dlaczego złoty jest tak silny i jakie są perspektywy dla PLN na drugą połowę roku?

Dobra passa polskiego złotego

Ofensywę złotego widać zarówno na wycenach do głównych walut (euro, frank, funt, amerykański dolar) jak i walut rynków wschodzących naszego regionu (korona czeska, lej rumuński, forint węgierski). Jeżeli ktoś nazywa to zbiegiem okoliczności, to jest w błędzie, ponieważ aktualna siła PLN to kontynuacja ruchu, który rozpoczął się w ubiegłym roku. Nie można więc mówić o chwilowym trendzie. To, co dzieje się z krajową walutą jest konsekwencją wielu argumentów, które stoją za złotym.

Jak euro wpływa na PLN?

Pierwszym z nich są wzrosty na głównej parze walutowej świata. Złoty jest dodatnio skorelowany z unijną walutą. Oznacza to tyle, że dobra kondycja euro pozytywnie oddziałuje na polskiego orła. Jeszcze dwa lata temu na eurodolarze obserwowaliśmy parytet, a w drugiej połowie 2022 roku kurs EUR/USD zszedł do 0,95 USD. Wtedy krajowa waluta wykazywała słabość, a zła kondycja euro nie pomagała złotemu. W momencie pisania niniejszego tekstu notowania popularnego „edka” to 1,08 USD, czyli o ponad 10 centów wyżej niż 2 lata temu. W przypadku głównej pary walutowej świata jest to naprawdę istotna różnica, która pozytywnie oddziałuje na pozycję złotego.

Jaki wpływ na pozycję waluty ma Rada Polityki Pieniężnej?

Znaczącym czynnikiem determinującym siłę waluty jest polityka monetarna prowadzona przez bank narodowy. W tym obszarze zalicza się nie tylko same decyzje, ale również komunikaty przekazywane podczas konferencji prasowych. Majowe przemówienie prof. Adama Glapińskiego było bardzo jastrzębie. Prezes Narodowego Banku Polskiego rozwiał wątpliwości o możliwej obniżce kosztu pieniądza jeszcze w tym roku. Oznacza to utrzymywanie stóp procentowych na wysokim poziomie minimum przez kolejne sześć miesięcy, co w teorii oznacza umocnienie waluty. Należy dodać, że dzieje się to w okresie, kiedy inne banki centralne z naszego rejonu np. czeski czy węgierski już kilka miesięcy temu rozpoczęły cykl obniżek stóp. To tłumaczy siłę złotego względem walut lokalnych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Rating kraju

Pozycję złotego umacnia również stabilny rating Polski od Fitch i S&P, który w piątek pozostał na poziomie A- zarówno w perspektywie długo- jak i krótkoterminowej. Agencje podkreślają zróżnicowanie i odporność polskiej gospodarki, dodatkowo wskazując na wzrost popytu i rozwoju (prognoza dla PKB 2,8% w 2024 i 3,1% w 2025).

PLN silny, ale warunki mogą się zmienić

Pozycja złotego na arenie międzynarodowej w połowie maja jest stabilna. Krajowej walucie sprzyja silne euro, restrykcyjna polityka monetarna oraz optymistyczne perspektywy na kolejne półtora roku. Jeżeli prognozy okażą się prawdą, czeka nas umocnienie, a przynajmniej utrzymanie siły krajowej waluty. Niestety, oprócz zalet, których aktualnie jest sporo, należy dostrzec potencjalne zagrożenia, mogące osłabić złotego. Wśród nich jest prawdopodobieństwo wcześniejszych obniżek stóp procentowych w strefie euro niż w USA, co w teorii osłabi unijną walutę i może negatywnie wpłynąć na PLN. Dodatkowo pamiętajmy, że wciąż jesteśmy krajem przyfrontowym, co zwiększa ryzyko geopolityczne, którego PLN nie lubi. Jakakolwiek eskalacja konfliktu mogłaby negatywnie odbić się na ratingu dla rodzimej gospodarki i osłabić walutę. Nikt też nie może nas zapewnić na 100%, że stopy procentowe będą utrzymywane na wysokim poziomie do końca roku. W przypadku wystąpienia nieprzewidzianego wydarzenia zmieniającego warunki gospodarcze, bank narodowy może zostać zmuszony do zmiany aktualnie przedstawionego scenariusza wobec prowadzenia jastrzębiej polityki monetarnej. Ostatecznie jednak należy zauważyć, że aktualne otoczenie sprzyja krajowej walucie.

Dawid Górny – analityk w serwisie Walutomat.pl

Rynek obligacji korporacyjnych złapał zadyszkę – albo tylko pit stop

Biorąc pod uwagę rekordowe wyniki pierwszego kwartału można ulec wrażeniu, że bilans kwietniowych emisji jest lekko rozczarowujący. Faktycznie, emisji w ostatnim miesiącu było mniej (zaledwie 2 wobec 6 zakończonych w marcu). Ale wśród nich jest biały kruk – emisja Marvipolu „rozbiła bank” i zamknęła się jako największa emisja publiczna w historii.

Apetyt inwestorów wciąż pozostaje niezaspokojony, a obie kwietniowe emisje zakończyły się redukcjami. W kwietniu „małą” emisję na 21,5 mln zł przeprowadził deweloper White Stone Development. Wzięło w niej udział 473 inwestorów i konieczna była ponad 40-procentowa redukcja zapisów. Drugą emisję tego miesiąca – i jednocześnie największą w historii polskiego rynku obligacji emisję publiczną – zamknął Marvipol Development. Deweloper, działający także w branży magazynowej, przeprowadził emisję na 150 mln zł. Wzięło w niej udział ponad 1000 inwestorów i pomimo wielkości konieczna okazała się prawie 6-procentowa redukcja.

Emitent Wartość emisji (mln zł) Oprocentowanie (proc.) Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln zł) Redukcja (proc.) Liczba inwestorów
White Stone Development 21,5 5,3 3 kwiecień 36,66 41,36 473
Marvipol Development 150 4,5 4 kwiecień 159,52 5,97 1101
SUMA 171,5       196,18    

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.

W pierwszym kwartale tego roku odbywało się około 5-6 emisji miesięcznie, na sumy oscylujące między 165 a 360 mln zł. Z kolei w kwietniu zostały przeprowadzone tylko dwie emisje publiczne obligacji korporacyjnych na łączną kwotę „jedynie” 171,50 mln zł. W minionym miesiącu rozpoczęła się także emisja spółki Echo Investment na 60 mln zł, zakończona już w maju. Ale i w tym przypadku konieczna okazała się ponad 50-procentowa redukcja zapisów przy zgłoszonym przez inwestorów popycie na poziomie ponad 123 mln zł, i to pomimo obniżenia przez emitenta marży z 4,00 proc. w poprzednich emisjach do 3,80 proc. ponad WIBOR.

Nie taki zły kwiecień

Kwiecień pod względem wielkości emisji był drugim najsłabszym miesiącem roku zaraz po marcu, kiedy to przeprowadzono 6 emisji, ale ich łączna kwota nie przekroczyła 165 mln zł. Natomiast jeżeli chodzi o wielkość popytu zgłoszonego przez inwestorów kwiecień wypada najgorzej. Musimy jednak pamiętać, że porównujemy ten miesiąc z rekordowym kwartałem, nic więc dziwnego, że może on wypadać nieco „blado”.

Inną perspektywę daje jednak całościowe spojrzenie na bieżący rok i porównanie go z ubiegłym. Przez 4 miesiące 2024 r. emitenci przeprowadzili emisje na 932 mln zł przy popycie zgłoszonym przez inwestorów na poziomie ponad 2 mld zł. Dla porównania w całym roku 2023 emitenci przeprowadzili emisje na 1,35 mld zł przy popycie na poziomie niecałych 2 mld zł. Tym samym wartość zapisów inwestorów w tym roku już przekroczyła cały popyt roku zeszłego. Wartość przeprowadzonych emisji zeszłoroczne „minimum” zrealizowała na poziomie 69 proc.

Fundusze i prognozy na maj

W przypadku funduszy obligacji korporacyjnych zarówno napływy netto do tej klasy aktywów, a także ich stopa zwrotu za kwiecień, były najniższe w tym roku. Inwestorzy wpłacili do nich 227 mln zł przy wpłatach w pozostałych miesiącach tego roku na poziomie około 700 mln zł. Średnia stopa zwrotu za kwiecień wyniosła jedynie 0,20 proc. Tym samym aktywa funduszy obligacji korporacyjnych na koniec kwietnia wyniosły 13,531 mld zł, po wzroście o 255 mln w kwietniu (+1,90 proc. m/m)

Nawet w teoretycznie najgorszym miesiącu tego roku mieliśmy bardzo duży popyt zgłoszony przez inwestorów, a do tego największą emisje publiczną w historii przeprowadzona przez Marvipol Development. Także zakończona w maju emisja Echo Investment pokazuje, że nastroje na rynku wciąż są dobre. Po niesamowicie intensywnym pierwszym kwartale tego roku mamy delikatne zwolnienie tempa. Ale nawet pomimo tego wydaje się, że już w drugim kwartale zostanie przekroczona wartość wszystkich emisji publicznych z zeszłego roku.

Autor: Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Certified International Investment Analyst (CIIA) Michael / Ström Dom Maklerski

Wielkie hamowanie w branży TSL: do zapłaty 1,3 mld zł, do odzyskania pół miliarda

Jak podaje Krajowy Rejestr Długów, sektor transportowo-spedycyjno-logistyczny ma ponad 1,3 mld zł przeterminowanych zobowiązań finansowych. Od swoich dłużników musi odzyskać 561 mln zł. Do tego dochodzą pieniądze zamrożone w fakturach z odroczonym terminem płatności, bo w żadnej innej branży nie czeka się tak długo na zapłatę. Ale barier hamujących rozwój sektora TSL jest znacznie więcej. Rozpędzona wydaje się natomiast dynamika wzrostu liczby niewypłacalności.

Według danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej w ubiegłym roku 527 firm z branży TSL ogłosiło upadłość bądź restrukturyzację. Na koniec pierwszego kwartału tego roku odnotowano już 183 takich niewypłacalności. To efekt narastających od pewnego czasu problemów: mniejszej liczby zleceń przewozowych, wzrostu kosztów pracowniczych i ogólnej presji płacowej w tym sektorze.

Przedstawiciele sektora zwracają też uwagę na aktualne bariery, jak trudna sytuacja na granicy polsko-ukraińskiej, regulacje dotyczące redukcji śladu węglowego i brak rąk do pracy – nie tylko kierowców, ale również pracowników magazynowych.

To wszystko sprawia, że transport i gospodarka magazynowa negatywnie ocenia koniunkturę. Według danych GUS w kwietniu br. wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury (NSA) kształtował się na poziomie -3,2 (w marcu było to -4,7). Zdaniem samych przedsiębiorców na wzrost kosztów funkcjonowania firmy w okresie najbliższego kwartału największy wpływ będą mieć ceny energii i paliw. Wskazuje tak 92,6 proc. firm transportowych – to najwięcej ze wszystkich sektorów. Drugim decydującym czynnikiem będą koszty zatrudnienia (75,1 proc. wskazań), a trzecim ceny komponentów i usług (52,6 proc.). Nie pomoże to bynajmniej firmom transportowym, które już dziś mają trudności z regulowaniem swoich zobowiązań.

Zła koniunktura w parze z długami

Według danych Krajowego Rejestru Długów zadłużenie sektora wynosi obecnie 1,3 mld zł. Ma je 29,3 tys. przedsiębiorców, z których ponad 20 tys. stanowią jednoosobowe działalności gospodarcze. Z łącznej kwoty zadłużenia ponad miliard złotych przypada na transport drogowy towarów. Około 136,5 mln zł mają do zapłaty firmy zajmujące się pozostałym transportem pasażerskim lądowym, czyli m.in. przewoźnicy miejscy i podmiejscy oraz prowadzący działalność taksówkarską. Dość sporo, bo 85,7 mln zł są winne firmy wspomagające przewoźników, a 37,5 mln zł muszą oddać wierzycielom firmy prowadzące działalność pocztową i kurierską. Statystycznie jeden dłużnik z branży TSL jest winien blisko 46 tys. zł.

Najwięcej zadłużonych firm transportowych, spedycyjnych i logistycznych działa w województwie mazowieckim – 5658. Mają do zapłaty ponad 274 mln zł. Nieco mniej, bo 3613 – w województwie śląskim, ich dług wynosi 168 mln zł. Trzecie na liście są firmy z Wielkopolski (3192), które mają prawie 154 mln zł przeterminowanych zobowiązań finansowych.

Na pieniądze od przewoźników czekają głównie wtórni wierzyciele, czyli fundusze sekurytyzacyjne i firmy windykacyjne, którym muszą oni oddać blisko 400 mln zł. Firmy leasingowe czekają na zwrot 288 mln zł. Pozostałym instytucjom finansowym, czyli m.in. bankom, ubezpieczycielom, przewoźnicy są winni 211 mln zł, branży paliwowej 187 mln zł, a dostawcom energii elektrycznej 22 mln zł.

Właśnie wobec firmy energetycznej ogromny, bo blisko 10-milionowy dług, ma pewien przedsiębiorca transportowy z województwa łódzkiego notowany w KRD.

13 proc. firm na cenzurowanym

Z Analizy wiarygodności płatniczej, jakiej Krajowy Rejestr Długów poddał wszystkie firmy działające w branży TSL, wynika, że aż 13 proc. z nich cechuje wysokie ryzyko transakcyjne. To przedsiębiorstwa, które albo już są notowane w KRD jako dłużnicy, albo z bardzo dużym prawdopodobieństwem trafią tam w najbliższych miesiącachmówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Ponadto w marcu 2024 roku, w stosunku do marca 2023 roku, odnotowaliśmy niewielkie zmiany w grupie firm z kategorii A-C, czyli najbardziej wiarygodnych pod względem finansowym; spadek w kategoriach D-E, o średniej wiarygodności, i wyraźne wzrosty odsetka przedsiębiorców z kategoriami F i H, czyli tych najmniej rzetelnych. Świadczy to o pogorszeniu kondycji finansowej firm z branży TSL na przestrzeni ostatniego roku – dodaje prezes.

Obecnie, według Analizy wiarygodności płatniczej KRD, zaledwie 67 procent firm transportowych odznacza się wysoką, a co piąta firma średnią wiarygodnością płatniczą. Przeciętny limit kupiecki dla jednoosobowych działalności gospodarczych z tego sektora wynosi 17 587 zł, a dla spółek 263 288 zł.

Zyskać 60 dni

Ale firmy transportowo-logistyczne same też mają dłużników. Konsumenci i przedsiębiorcy są im winni ponad pół miliarda złotych. Z tego 448 mln zł – osoby podróżujące bez ważnego biletu. Pozostałe zobowiązania należą do klientów i kontrahentów z innych sektorów gospodarki, jak handel (40 mln zł) czy przemysł (15,5 mln zł). Z kolei 31,8 mln zł to wzajemne długi branży.

W wielu przypadkach problemy finansowe przewoźników to efekt zatorów płatniczych. Właśnie aby zminimalizować ryzyko trafienia na nieuczciwego kontrahenta, firmy z branży transportu i magazynowania pobrały z KRD w ciągu ostatnich 5 lat ponad 1,3 mln raportów gospodarczych o klientach. Istotnym problemem, zwłaszcza dla najmniejszych podmiotów, są jednak długie terminy płatności na fakturach, które skutecznie mogą zachwiać płynnością finansową przedsiębiorstwa. W takich sytuacjach firmy ratują się finansowaniem z zewnątrz.

– Niedawny raport Transcash.eu „Jakie finansowanie wybiera branża TSL” pokazuje, że przewoźnicy najchętniej sięgają po leasing, tuż za nim znalazł się faktoring, a trzecią lokatę zajął kredyt obrotowy. Warto zauważyć, że dla mikro- i małych przedsiębiorstw, które mają ograniczony dostęp do tradycyjnych form finansowania, takich jak kredyt bankowy, a jednocześnie nie wykazują aż tak dużych potrzeb inwestycyjnych, by sięgać po leasing, faktoring staje się najkorzystniejszym rozwiązaniem finansowym. Takie firmy z reguły bardzo często mają też niewielkie marże, a brakuje im środków do prowadzenia działalności, na paliwo czy wynagrodzenia dla kierowców. Faktoring pozwala na jednorazowe dofinansowanie, bez konieczności podpisywania długoterminowych i skomplikowanych umów – wyjaśnia Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG i dodaje:Jeśli jeszcze uwzględnimy, że przeciętny czas oczekiwania na pieniądze z faktury w sektorze transportowym wynosi 45 czy często nawet 60 dni, to dzięki faktoringowi mikrofirma transportowa może te 60 dni zyskać na regulowanie zobowiązań czy bieżących wydatków.

Co piąta mikrofirma, która w ubiegłym roku otrzymała finansowania z NFG, była właśnie z branży TSL. Te podmioty sfinansowały faktury na ponad 57,6 mln zł. Poza oczywistą korzyścią jak natychmiastowa gotówka z wystawionej faktury, faktoring jest również dla mikrofirm transportowych rozwiązaniem strategicznym, które może znacząco wpłynąć na ich funkcjonowanie, rozwój i konkurencyjność na rynku. Dzięki niemu przedsiębiorcy są w stanie lepiej zarządzać swoją płynnością finansową, unikać problemów z nieterminowymi płatnościami i inwestować w rozwój firmy.

Salesforce: MŚP lepiej sobie radzą z AI niż duże firmy

Badanie Salesforce: małe i średnie przedsiębiorstwa są „bardziej pewne” swoich umiejętności w zakresie sztucznej inteligencji niż duże firmy.

Niedawna ankieta przeprowadzona wśród 600 specjalistów IT ujawniła, że małe i średnie firmy (sektor MŚP) są bardziej przekonane do sztucznej inteligencji i korzyści z niej płynących, niż duże przedsiębiorstwa. Zdecydowana większość (95%) specjalistów IT pracujących w sektorze MŚP czuje się pewnie, jeśli chodzi o wykorzystanie generatywnej sztucznej inteligencji w swojej pracy i widzi większe możliwości wzrostu przychodów dzięki tej technologii.

Rozwój nowej technologii generatywnej sztucznej inteligencji demokratyzuje innowacje i pozwala małym i średnim firmom konkurować na bardziej wyrównanych warunkach. Badania pokazują, że dzięki zastosowaniu sztucznej inteligencji małe i średnie firmy już teraz uzyskują głębszy wgląd w biznes, zwiększają przychody oraz poprawiają jakość obsługi klienta.

Małe i średnie firmy napędzają wzrost dzięki sztucznej inteligencji, podczas gdy duże przedsiębiorstwa koncentrują się na wydajności operacyjnej.

Trzy najważniejsze korzyści ze sztucznej inteligencji dla małych i średnich firm:

  • Lepszy wgląd w biznes
  • Zwiększenie przychodów
  • Lepsza obsługa klienta

Trzy największe korzyści ze sztucznej inteligencji dla dużych przedsiębiorstw:

  • Automatyzacja rutynowych zadań
  • Zwiększenie wydajności
  • Lepsza obsługa klienta

Duże przedsiębiorstwa zmagają się ze wdrażaniem nowych technologii, takich jak sztuczna inteligencja, częściej niż małe i średnie firmy

Zespoły IT w dużych przedsiębiorstwach pięciokrotnie częściej, niż zespoły IT w małych i średnich firmach, zmagają się z takimi problemami, jak równoważenie szybkości, wartości biznesowej i bezpieczeństwa, które mają miejsce podczas wdrażania nowych technologii, takich jak sztuczna inteligencja. Ponad dwukrotnie częściej martwią się także o to, że infrastruktura zarządzania danymi w ich organizacji, podobnie infrastruktura ds. bezpieczeństwa nie nadążą za zapotrzebowaniem na innowacje.

Sztuczna inteligencja wyrównuje szanse małych i średnich firm. Dzięki generatywnej sztucznej inteligencji, która przejmuje większość powtarzalnych, a czasem żmudnych zadań w ramach w pełni połączonego pakietu produktów, zespoły MŚP nagle mają więcej czasu na bardziej strategiczną i wartościową pracę, taką jak nawiązywanie kontaktów z potencjalnymi klientami i partnerami. W rezultacie mogą działać równie szybko – lub szybciej – niż większe firmy, jednocześnie znacznie poprawiając jakość obsługi klienta – komentuje Kristopher Billmaier, dyrektor generalny Salesforce Starter Suite.

Metodologia:

We współpracy z Vanson Bourne, Salesforce przeprowadził podwójnie anonimową ankietę wśród 600 specjalistów IT (200 liderów IT i 400 indywidualnych współpracowników IT). Ankieta została przeprowadzona między grudniem 2023 r. a styczniem 2024 r.

Spadek liczby pracujących mężczyzn o 6%. Pracodawcy niepewni, Ukraińcy w Polsce spokojni – armia musi poczeka

Tylko co piąty mężczyzna z Ukrainy mieszkający obecnie w Polsce (22 proc.) boi się mobilizacji do wojska, wynika z najnowszego badania Grupy Progres. Inaczej jest w przypadku ich pracodawców, którzy są wyraźnie zaniepokojeni i obawiają się odpływu panów z Ukrainy po 18 maja, gdy w życie wejdzie nowa ustawa mobilizacyjna. Sami zainteresowani deklarują, że nie zamierzają wyjeżdżać z Polski. Co więcej, ich liczba na rynku pracy w naszym kraju nie ulega dużej zmianie – z danych wynika, że w przypadku etatów tymczasowych przez rok zmniejszyła się ona o 6 proc.

  • Nie milkną pytania o potencjalne konsekwencje ukraińskiej ustawy o mobilizacji. Jednak polscy pracodawcy mogą być spokojni.
  • Z danych ZUS wynika, że do ubezpieczenia zgłoszonych jest 398 472 ukraińskich mężczyzn (na dzień 31 marca 2024 r.). Ich powrót na Ukrainę byłby dużym problemem dla firm działających nad Wisłą.
  • Powodów do obaw raczej nie ma, bo sami zainteresowani – 73 proc. badanych przez Grupę Progres – deklarują, że zostaną w Polsce i nadal będą u nas pracować. Przyznają też, że nie boją się poboru do wojska – twierdzi tak 78 proc. ankietowanych mężczyzn.
  • Dobra wiadomość dla firm to fakt, że liczba mężczyzn z Ukrainy pracujących w Polsce wcale nie spada, widoczne są jedynie niewielkie wahnięcia. Porównując 2023 z 2024 r. – liczba zatrudnionych panów z Ukrainy zmniejszyła się o 6 proc.
  • Powodów do paniki nie widać też w danych ZUS. Pod koniec lipca 2023 r. do ubezpieczeń emerytalnego i rentowych zgłoszono 391 287 panów z Ukrainy, tylko o 2 proc. mniej niż w marcu br. (ubyło 7 185 osób).

18 maja 2024 roku w życie wejdzie ukraińska ustawa o mobilizacji. Zmian jest kilka i w kontekście polskiego rynku pracy, gdzie obywatele Ukrainy znajdują zatrudnienie, nie milkną pytania o potencjalne konsekwencje tych regulacji. Ich główne założenia to: obniżenie wieku mobilizacji z 27 do 25 lat, zobowiązanie mężczyzn między 18 a 60 r.ż. do zaktualizowania danych wojskowo-ewidencyjnych osobiście, za pośrednictwem e-mail lub telefonu albo w elektronicznym koncie poborowym w ciągu 60 dni od wejścia w życie ustawy (dotyczy to też osób przebywających za granicą). Ograniczone zostaną też możliwości świadczenia usług konsularnych oraz otrzymania paszportu w przypadku braku prawidłowych wojskowych dokumentów rejestracyjnych oraz w przypadku niezaktualizowania danych w rejestrze. Sąd będzie mógł również ograniczyć obywatelom prawo do prowadzenia pojazdu podczas mobilizacji w przypadku niewywiązania się z obowiązków wojskowych, a założenie elektronicznego konta poborowego będzie dobrowolne.

Strach pracodawców

Wiele obaw z ustawą mobilizacyjną mają pracodawcy i dotyczą one głównie czekających ich problemów z zatrudnianiem mężczyzn ze Wschodu. Tych w naszym kraju nie brakuje. Mimo że część została w swojej ojczyźnie, to spora grupa nie zdecydowała się na ten krok – po wybuchu wojny mieszka i pracuje w Polsce. Z danych ZUS wynika, że w tym urzędzie do ubezpieczenia zgłoszonych jest 398 472 ukraińskich mężczyzn (na dzień 31 marca 2024 r.). Znacząca większość – ponad 93 proc. to panowie w wieku 20-59 lat (371 443 osób) tj. grupa podlegająca pod przepisy nowej ustawy. Ich powrót na Ukrainę byłby dużym problemem dla firm działających nad Wisłą. Jednak powodów do obaw raczej nie ma, bo sami zainteresowani – 73 proc. badanych przez Grupę Progres – deklarują, że zostaną w Polsce i nadal będą u nas pracować. Przyznają też, że nie boją się poboru do wojska – twierdzi tak 78 proc. ankietowanych mężczyzn, a tylko 22 proc. odpowiada, że ma takie obawy i przewiduje problemy z pracą w Polsce po wejściu w życie przepisów mobilizacyjnych.

Statystyki dotyczące mężczyzn bez zmian

Dobra wiadomość dla firm to fakt, że liczba mężczyzn z Ukrainy pracujących w Polsce wcale nie spada, widoczne są jedynie niewielkie wahnięcia. Z analiz Grupy Progres wynika, że w przypadku etatów tymczasowych – porównując 2023 z 2024 r. – liczba zatrudnionych panów z Ukrainy zmniejszyła się o 6 proc. Powodów do paniki nie widać też w danych ZUS. Pod koniec lipca 2023 r. do ubezpieczeń emerytalnego i rentowych zgłoszono 391 287 panów z Ukrainy, tylko o 2 proc. mniej niż w marcu br. (ubyło 7 185 osób). Biorąc pod uwagę mężczyzn między 20 a 59 rokiem życia tj. podlegających pod nowe przepisy, to spadek również nie jest znaczący – 371 443 do 367 433 mężczyzn tj. o 4 010 osób (nieco ponad 1 proc.).

Przełożeni zatrudniający obywateli Ukrainy wyrażają zaniepokojenie nowymi regulacjami. Z perspektywy pracodawców obniżenie wieku mobilizacji nic nie zmienia. Co więcej, jeśli sami Ukraińcy deklarują, że nadal zamierzają mieszkać i pracować w Polsce, to konsekwencje ustawy tj. nagłe odejście z firm niemal 400 tys. mężczyzn, nam nie grożą – mówi Magda Dąbrowska, wiceprezeska Grupy Progres. Skutki tej ustawy są ważne dla mężczyzn pozostających raczej za naszą wschodnią granicą. Będą oni zobowiązani do stałego posiadania przy sobie wskazanych dokumentów, łatwiejsze stanie się też doręczenie powołania do wojska, a przymusowa mobilizacja obejmie większą grupę mieszkańców Ukrainy – dodaje.

Skończy się na zamieszaniu

Do tej pory wyjazd mężczyzn z obywatelstwem Ukraińskim był ograniczony cenzusem wiekowym (zakaz wyjazdu za granicę dla osób w wieku 18 – 60 lat) i ten próg pozostaje taki sam. Zmianie ulega natomiast kwestia wieku właściwego do poboru. Dotychczasowo mężczyźni w wieku 20-27 lat nie byli przymusowo mobilizowani, ale byli powoływani do zasadniczej służby wojskowej. Wraz z tym aktem prawnym granica została przesunięta do poziomu 25 lat, czyli mężczyźni w wieku 20-25 lat będą kierowani do zasadniczej służby wojskowej, a przymusowo mobilizowane będą osoby z grupy 26-59.

Według Magdy Dąbrowskiej, nieco większe zamieszanie może spowodować zarządzenie ukraińskiego MSZ, zgodnie z którym placówki dyplomatyczne tego państwa wstrzymują przyjmowanie wniosków paszportowych, jak i wydanie gotowych już paszportów mężczyznom w wieku poborowym, którzy nie posiadają zwolnienia od wojskowej służby zasadniczej czy mobilizacji. Jednak ten akt prawny co do zasady wcale nie musi pociągać za sobą bezpośrednich skutków dla Ukraińców przebywających w Polsce.  W przeważającej większości sytuacji posiadanie przez pracownika ważnego dokumentu podróży nie jest obligatoryjne z perspektywy firm i taką osobę można zatrudniać. Pojęcie „dokument uprawniający do pobytu” nie oznacza, że ma być to paszport. Jeżeli nie pełni on funkcji dokumentu potwierdzającego uprawnienie do pobytu, to pracodawca może zatrudnić cudzoziemca nawet bez paszportu.

Faktyczne ograniczenie będzie odczuwalne przez obywateli Ukrainy w przypadku dalszych wyjazdów. Bez paszportu będą oni mogli dalej przebywać na terytorium RP i tu zarabiać, ale nie będą uprawnieni do podróżowania, z wyjątkiem wyjazdu do Ukrainy.

– Pracodawcy i pracownicy muszą być świadomi nowych wymagań i ograniczeń wynikających z ukraińskiego prawodawstwa, aby odpowiednio przygotować się na ewentualne zmiany w statusie pracowników i dostosować do nich strategie zatrudnienia. To nie pierwszy raz, gdy są oni rzucani na głęboką wodę i muszą odnaleźć się w gąszczu przepisów. Firmy mierzyły się z takimi wyzwaniami w czasie pandemii oraz po wybuchu wojny. Obecna sytuacja również wymaga od nich monitorowania i dostosowania do przepisów, aby zapewnić ciągłość zatrudnienia i legalność pobytu obywateli Ukrainy w Polscezaznacza Magda Dąbrowska, wiceprezeska Grupy Progres.

Rynek biurowy w Warszawie: I kwartał 2024 r.

W I kwartale 2024 roku popyt na powierzchnie biurowe w Warszawie wyniósł 139 000 m kw., co stanowiło połowę całej wynajętej powierzchni w Polsce. Najemcy zdecydowanie częściej podpisywali umowy w obiektach zlokalizowanych poza strefami centralnymi.

Całkowite zasoby biurowe w Warszawie na koniec I kwartału 2024 roku wyniosły 6,2 mln m kw. Największa ich koncentracja znajduje się w strefach centralnych, gdzie zlokalizowane jest 45% całkowitych zasobów oraz na Służewcu – 17%.

„Aktywność deweloperów w dalszym ciągu utrzymuje się na ograniczonym poziomie. W trzech pierwszych miesiącach roku stołeczny rynek biurowy powiększył się o 49 000 m kw., a perspektywie kolejnych kwartałów 2024 roku jest jeszcze 57 000 m kw. Przy takim scenariuszu będzie to drugi najniższy wynik nowej podaży od 20 lat,” – komentuje Dorota Lachowska, dyrektor działu badań rynku w Knight Frank.

Na celowniku deweloperów pozostają strefy centralne, gdzie obecnie realizowane jest blisko 94% powierzchni. Nowe inwestycje powstają głównie w okolicy Ronda Daszyńskiego, zmieniając postrzeganie dzielnicy Wola z przemysłowej na biznesową.

Od stycznia do marca 2024 roku liczba wynajętej powierzchni biurowej wyniosła ponad 139 000 m kw., co było wynikiem o 11% niższym w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim.

„Zainteresowanie najemców skupiało się w głównej mierze na budynkach położonych poza strefami centralnymi, gdzie wynajęto 64% powierzchni, głównie  na Służewcu i wzdłuż Alei Jerozolimskich. Jednocześnie, obserwujemy rosnąca świadomość firm względem zrównoważonego budownictwa, co przekładała się na zwiększoną liczbę powierzchni wynajętej w budynkach posiadających zielone certyfikaty (63% wynajętej w pierwszym kwartale powierzchni było certyfikowane),” – wyjaśnia Izabela Dąbrowska, dyrektor w dziale reprezentacji najemcy w Knight Frank.

W strukturze transakcji największy udział przypadł nowym umowom – 48%, a za regeneracje odpowiadało 35% podpisanych umów. W I kwartale wzrost o 6 pp. zanotowały ekspansje, które stanowiły 10% wynajętej powierzchni. Istotny odsetek renegocjacji i rosnący udział ekspansji wskazują, że dla najemców wciąż istotne jest ograniczenie kosztów, również tych związanych z przeprowadzką i dostosowaniem powierzchni do swoich potrzeb.

„Na koniec I kwartału 2024 roku wskaźnik pustostanów w Warszawie wyniósł 11% i był o 0,6 pp. wyższy względem poprzedniego kwartału. Największy wzrost poziomu pustostanów zanotowały strefy centralne, gdzie oddano do użytku 86% całkowitej nowej podaży (42 000 m kw. ). Wskaźnik pustostanów wyniósł tam 9,6%, co oznacza wzrost o 1,1 pp. w stosunku do poprzedniego kwartału. W dzielnicach poza centralnych poziom pustostanów wyniósł 12,3% i był na podobnym poziomie jak w ubiegłym kwartale (wzrost o 0,4 pp.). Większa stabilność wskaźnika w tych lokalizacjach jest związana z niską nową podażą i większym popytem ze strony najemców,” – dodaje Dorota Lachowska.

Stawki wywoławcze w I kw. 2024 roku za powierzchnię biurową w Warszawie w większości pozostały stabilne. W nowoczesnych budynkach biurowych położonych w centralnych lokalizacjach czynsze kształtowały się zazwyczaj w przedziale od 18,00 do 27,00 EUR/m kw./miesiąc, jednak czynsze za najlepsze powierzchnie w prestiżowych budynkach mogą znacznie przekraczać ten poziom. Poza centralnymi obszarami miasta, czynsze wywoławcze zazwyczaj oscylowały między 10,00 a 17,00 EUR/m kw. /miesiąc, co stanowiło atrakcyjną alternatywę dla firm poszukujących bardziej przystępnych rozwiązań biurowych. Opłaty eksploatacyjne w I kw. 2024 roku pozostają mocno zróżnicowane, jednak zazwyczaj wynoszą od 18,00 do 38,00 PLN/m kw. /miesiąc.

Grupa Dom Development z rosnącą sprzedażą mieszkań i rekordowym potencjałem przekazań lokali w 2024 r.

W I kwartale 2024 roku Grupa Dom Development sprzedała 1 011 lokali netto, tj. o 11% więcej niż w analogicznym okresie 2023 roku, umacniając wiodącą pozycję na rynku mieszkaniowym w Polsce. W pierwszych trzech miesiącach tego roku Grupa rozpoznała przychody ze sprzedaży w wysokości 706 mln zł (-14% r/r) i wypracowała ponad 137 mln zł zysku netto (-13% r/r). Niższy poziom przychodów jest zgodny z założeniami Zarządu i wynika z mniejszej o 32% r/r liczby lokali przekazanych nabywcom w omawianym okresie (921 wobec 1 350 przed rokiem), co jest związane z harmonogramami realizowanych projektów. Zarząd spodziewa się rekordowego wolumenu przekazań lokali w całym 2024 roku.

 

– Popyt na mieszkania oferowane przez naszą Grupę pozostaje silny, co w połączeniu ze sprawnym uzupełnianiem oferty pozwala nam realizować zamierzenia sprzedażowe zgodnie z planem. W pierwszym kwartale tego roku nasza sprzedaż ponownie przekroczyła 1 000 lokali netto. Stabilne, wysokie zainteresowanie zakupem nieruchomości obserwujemy także w drugim kwartale. Większość zawieranych umów to obecnie transakcje gotówkowe. W pierwszym kwartale bieżącego roku stanowiły one 56% całkowitej sprzedaży Grupy Dom Development wobec średnio 59% w 2023 roku. W drugiej połowie tego roku popyt na mieszkania może zostać dodatkowo wzmocniony poprzez wprowadzenie nowego rządowego programu preferencyjnych kredytów hipotecznych #naStart. Wyzwaniem rynku mieszkaniowego pozostaje natomiast ograniczona podaż nowych mieszkań w największych aglomeracjach, pomimo systematycznego odbudowywania oferty przez deweloperów – komentuje Jarosław Szanajca, Prezes Zarządu Dom Development S.A.

– Bieżącą sytuację rynkową oceniamy jako sprzyjającą dla takich firm jak nasza. Mamy bardzo dobrą sytuację finansową, rekordową liczbę lokali w budowie, duży bank ziemi oraz długą listę atrakcyjnych projektów, które sukcesywnie wprowadzamy do sprzedaży. Naszym celem na 2024 rok pozostaje wzrost liczby sprzedanych mieszkań w porównaniu z 2023 rokiem, kiedy sprzedaż netto sięgnęła 3 906 lokali – dodaje Jarosław Szanajca.

7,4 tys. lokali w budowie oraz bank ziemi umożliwiający wybudowanie 19,6 tys. lokali

W I kwartale 2024 roku Grupa rozpoczęła realizację 10 projektów, liczących łącznie 1 303 lokale we wszystkich czterech aglomeracjach, w których prowadzi działalność, tj. w Warszawie, Trójmieście, Wrocławiu i Krakowie. Na koniec marca br. Oferta Grupy obejmowała 2 548 lokali dostępnych do sprzedaży, tj. o 10% więcej niż przed rokiem.

Skala realizowanych inwestycji na koniec marca br. Obejmowała rekordową liczbę 7 413 lokali w budowie, co oznacza wzrost o 16% r/r. Grupa dysponowała ponadto bankiem ziemi z potencjałem do wybudowania ponad 19,6 tys. lokali, z czego najwięcej przypadało na Warszawę (ponad 10,4 tys. lokali) oraz Trójmiasto (blisko 5 tys. lokali).

Sukces nowej oferty programów wykończeniowych

Średnia wartość transakcji w Grupie Dom Development, obejmująca cenę mieszkania wraz z ewentualnym wykończeniem, komórką lokatorską i miejscem postojowym, w I kwartale bieżącego roku wyniosła 829 tys. zł brutto i była o 20% wyższa r/r.

To efekt zarówno wzrostu rynkowych cen mieszkań, jak i sukcesu wprowadzenia przez Dom Development na przełomie roku nowej oferty programów wykończeniowych, która spotkała się z dużym zainteresowaniem nabywców. Umożliwia ona wykończenie lokalu „pod klucz” w atrakcyjnej cenie, z gwarancją jej niezmienności, oraz odbiór wykończonego mieszkania w tym samym czasie co lokalu w standardzie deweloperskim. W pierwszej kolejności nowa oferta programów wykończeniowych została wprowadzona w Warszawie, gdzie w I kwartale tego roku Dom Development sprzedał 32% mieszkań w standardzie „pod klucz”, podczas gdy w minionym roku było to około 20%.

137 mln zł zysku netto po I kwartale 2024 roku

W I kwartale tego roku Grupa Dom Development rozpoznała przychody w wysokości 706 mln zł i wypracowała ponad 137 mln zł zysku netto. Rezultaty te są odpowiednio o 14% i 13% niższe niż w analogicznym okresie 2023 roku, co jest zgodne z założeniami Zarządu. Niższe przychody to efekt znacznie mniejszej liczby lokali przekazanych nabywcom, wynikającej z cyklu realizowanych inwestycji. W I kwartale 2024 roku Grupa przekazała klientom 921 lokali wobec 1 350 w I kwartale 2023 roku (-32% r/r). Średni przychód ze sprzedaży lokalu wzrósł natomiast o 20% r/r do 716 tys. zł netto.

– Choć w I kwartale przekazaliśmy nabywcom mniej lokali niż przed rokiem, to potencjał przekazań w całym 2024 roku jest wyższy niż w rekordowym pod tym względem 2023 roku, kiedy to nasi klienci odebrali klucze do 3 831 lokali. Wszystkie inwestycje Grupy realizowane są przez własnych generalnych wykonawców – Dom Construction oraz Euro Styl Construction. Są oni gwarantem terminowości, wysokiej jakości oraz efektywności ekonomicznej projektów. W połączeniu ze stabilną sytuacją na rynku usług i materiałów budowlanych, umożliwia nam to osiąganie satysfakcjonujących marż. Wszystkie te elementy pozytywnie przełożą się na wyniki finansowe Grupy Dom Development za 2024 rok – podkreśla Leszek Stankiewicz, Wiceprezes Zarządu i Dyrektor Finansowy Dom Development.

Ponad 4,7 tys. sprzedanych lokali czekających na przekazanie w kolejnych kwartałach

Na koniec marca br. Grupa Dom Development miała w sumie 4 717 sprzedanych lokali (o łącznej wartości sprzedaży 3,4 mld zł), które nie zostały jeszcze przekazane nabywcom, z czego 216 to lokale już gotowe, a w przypadku 3 360 kolejnych budowa zakończy się w tym roku.

– Wszystkie nasze budowy realizowane są terminowo. Zakładamy, że w trzech pozostałych kwartałach 2024 roku rozpoczniemy przekazania w 35 projektach liczących łącznie ponad 4,1 tys. lokali. Z harmonogramów inwestycji wynika, że gros przekazań przypadnie na ostatni kwartał tego roku – informuje Leszek Stankiewicz.

Wybrane skonsolidowane wyniki finansowe Grupy Dom Development

Rachunek zysków i strat I kwartał 2024 I kwartał 2023 Zmiana r/r
Przychody ze sprzedaży 705,9 822,0 (14)%
Przychody ze sprzedaży wyrobów gotowych 659,2 804,8 (18)%
    Przekazane lokale (szt.) 921 1 350 (32)%
    Przychody na lokal (tys. zł) 716 596 20%
Zysk brutto ze sprzedaży 239,9 257,4 (7)%
Marża brutto 34,0% 31,3% +2,7 p.p.
Zysk operacyjny (EBIT) 171,6 197,3 (13)%
Marża EBIT 24,3% 24,0% +0,3 p.p.
Zysk brutto 171,7 200,9 (15)%
Marża zysku brutto 24,3% 24,4% -0,1 p.p.
Zysk netto 137,4 158,8 (13)%
Marża zysku netto 19,5% 19,3% +0,2 p.p.
Zysk na akcję (zł) 5,33 6,21 -0,88

MSR 15 – przychody ze sprzedaży wyrobów gotowych rozpoznawane w momencie przekazania

Dane w mln zł

Dyskonty hamują wzrost cen. Jednak to koniec dobrych informacji. Polaków czeka „odroczona drożyzna”

W kwietniu br. ceny w sklepach poszły rdr. w górę średnio o 2,4%, po wzroście o 2,1% rdr. w marcu. Tak wynika z najnowszego rynkowego raportu. Ostatni wynik jest niski, bo przecież przywrócono 5% stawkę VAT na żywność. W efekcie na początku kwietnia ceny były już wyższe rdr. o 3,5%, a w połowie miesiąca zeszły do 3,2%. Zdaniem ekspertów, wyhamowanie podwyżek było przede wszystkim wynikiem wojny cenowej, prowadzonej przez dyskonty. Wśród wszystkich badanych kategorii dziesięć wykazało jednocyfrowy wzrost rdr. Do tego grupy produktów zaliczyły dwucyfrową zwyżkę. Najmocniej zdrożały dodatki spożywcze oraz słodycze i desery. W TOP5 drożyzny widać również napoje bezalkoholowe, chemię gospodarczą i art. dla dzieci.

Z najnowszej edycji cyklicznie publikowanego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” wynika, że w kwietniu br. ceny w sklepach (m.in. żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych, chemii gospodarczej oraz art. dla dzieci) wzrosły średnio o 2,4% rdr. W marcu zwiększyły się rdr. o 2,1%, w lutym – o 3,9%, a w styczniu – o 4,8% rdr.

– Od kilku miesięcy obserwujemy coraz mniejszy wzrost cen w relacji rocznej. Fakt, że w kwietniu wynik nie ukształtował się zgodnie z tą tendencją, nie przesądza o wyhamowaniu tego zjawiska. – Gdyby sytuacja powtórzyła się w kolejnym miesiącu, dopiero wtedy będzie można mówić o ewentualnym odwróceniu trendu – mówi dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito.

Autorzy badania podkreślają, że kwiecień był szczególnym miesiącem, bo przecież po dwóch latach przerwy przywrócono 5% stawkę VAT na żywność. W efekcie, według wstępnego szacunku UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, już na początku zeszłego miesiąca ceny były na poziomie 3,5% rdr. W połowie kwietnia zaczęły spadać i sięgać 3,2% rdr. Ostatecznie miesiąc zakończył się wzrostem rdr. na poziomie 2,4%. Zdaniem ekspertów, mogło to mieć związek z walką największych sieci dyskontów na promocje i obniżki.

– Dynamika wzrostów była niższa niż „odmrożony” poziom VAT-u. Ten efekt był w dużej mierze wynikiem wojny cenowej – potwierdza dr inż. Anna Motylska-Kuźma z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW. – Działania te były po części związane z reakcją na zachowania dyskontów, które od początku deklarowały, że ceny na sprzedawane przez nie produkty nie wzrosną – dodaje ekspertka.

Z kolei Marcin Luziński z Santander Bank Polska uważa, że spadek cen w sklepach w marcu br. wyznaczył najniższy dołek. W opinii eksperta, w kolejnych miesiącach codzienne zakupy nieco zdrożeją, choć nie zobaczymy już tak wyraźnych wzrostów, jak w latach 2022-2023. – Na koniec tego roku podwyżka cen osiągnie poziom 4-5% rdr. Wynikać to będzie przede wszystkim z odbicia gospodarczego i wyższego popytu konsumpcyjnego. Dzięki temu powstaną warunki do zwiększenia marż – uzupełnia Luziński.

Jak podkreśla dr Mariusz Dziwulski z PKO BP, można oczekiwać, że proces przywracania VAT na żywność będzie nieco dłuższy. – Ceny żywności mogą podbijać inflację w kolejnych miesiącach, ale poziom wzrostów nie musi być szczególnie wysoki z uwagi na to, że ceny produktów rolnych wciąż pozostają wyraźnie niższe niż rok wcześniej. Istnieje oczywiście szereg ryzyk, głównie pogodowych, np. efekt przymrozków, a także geopolitycznych, które mogą podbić ceny żywności – zwraca uwagę ekspert.

Nadchodzi też kolejne wydarzenie proinflacyjne. Wzrost cen prądu i gazu z pewnością odbije się znacznie większym echem i podniesie koszty codziennych zakupów. Robert Biegaj, ekspert rynku retailowego z Grupy Offerista, uważa, że w efekcie tej sytuacji podwyżki cen w sklepach będą najprawdopodobniej rozłożone w dłuższym czasie. Przez to konsument w ogóle ich nie zauważy albo zaobserwuje je z dużym opóźnieniem i też nie w pełni.

– Taki stan może potrwać nawet kilka miesięcy. Ceny na pewno zostaną podniesione o VAT, bo sklepy – nawet te największe – nie mogą dokładać do interesu. A jeśli już to robią, to z pewnością skompensują sobie w innym miejscu. Sytuacja może doprowadzić do tego, że będziemy świadkami „odroczonej drożyzny” towarów z „odmrożonym” VAT-em – przewiduje Robert Biegaj.

Natomiast dr Robert Orpych przyznaje, że w najbliższych miesiącach nastąpi urealnienie cen w sklepach detalicznych. – Takie czynniki, jak powrót podstawowej stawki VAT na żywność do poziomu sprzed kryzysu inflacyjnego, a także koniec działań osłonowych w zakresie cen energii i paliw, spowodują, że ceny na pewno wzrosną lub – inaczej mówiąc – ukształtują się na poziomie rynkowym – dodaje dr Orpych.

Z analizy wynika również, że w kwietniu br. na 17 monitorowanych kategorii 10 wykazało jednocyfrowy wzrost. W marcu dotyczyło to 8 grup towarów, w lutym – 10, a w styczniu – 8 kategorii. Najbardziej wzrosły ceny dodatków spożywczych (tj. ketchupów, majonezów, musztard i przypraw), bo średnio o 11,7% rdr. Miesiąc wcześniej rdr. zdrożały o 15,4%, w lutym – o 12,1%, a w styczniu – o 12,8%.

– Dodatki spożywcze to kategoria, w której ceny w znacznym stopniu uzależnione są od opłat za surowce. Ponadto jest wrażliwa na wzrost kosztów produkcji, transportu i pracy. Zaobserwować można pewne symptomy wyhamowania wzrostowej dynamiki, zwłaszcza w stosunku do cen z poprzedniego miesiąca. Wpływ na to mogły mieć działania sieci handlowych, które – prowadząc wojnę cenową – skutecznie powstrzymały ich wzrost – zauważa ekspert z WSB Merito.

Na drugim miejscu kwietniowego rankingu znalazły się słodycze i desery ze wzrostem cen na poziomie 10,6% rdr. W marcu zdrożały rdr. o 9,6%, w lutym – o 10,5%, a w styczniu – o 14,3%. Zdaniem ekspertów, takie wyniki są przede wszystkim efektem niespotykanego do tej pory wzrostu cen kakao, a także wysokich cen cukru, choć te ostatnie nieco się uspokoiły.

– Koszty zakupu kakao w kwietniu utrzymywały się w okolicy ponad 10 tys. dol. za tonę, a ceny cukru ustabilizowały się na poziomie 850 dol. za tonę. Dodatkowo wysokie koszty pracy oraz energii zmuszały producentów do dzielenia się wydatkami z klientem. Utrzymywaniu się cen na wysokim poziomie sprzyjał także stale wysoki popyt na tego rodzaju produkty – stwierdza Jakub Jakubczak, analityk Sektora Rolno-Spożywczego w Banku BNP Paribas.

Kolejne na liście najbardziej drożejących kategorii są napoje bezalkoholowe ze średnim wzrostem o 8,1% rdr. W marcu ich ceny zwiększyły się rdr. o 9,1%, w lutym – o 8,7%, a w styczniu – o 13,8%. Dalej w rankingu jest chemia gospodarcza, która zdrożała średnio rdr. o 7,7%. W marcu odnotowała podwyżkę rdr. o 9,7%, w lutym – o 9,4%, a w styczniu 10,9%. TOP5 drożyzny zamykają art. dla dzieci z podwyżką o 5,5% rdr. W marcu zanotowały wzrost o 4,2%, w lutym – o 6,5%, a w styczniu – o 7,1% rdr.

– Napoje też potrzebują dużej ilości cukru, którego ceny są obecnie bardzo wysokie i w najbliższym czasie nie widać przesłanek do ich spadku. Z kolei wyniki chemii gospodarczej związane są przede wszystkim z kosztami energii oraz pracy. Natomiast zmiany cen artykułów dla dzieci w dużej mierze są wywołane czynnikami sezonowym, uzależnionym choćby od różnych dni świątecznych – podsumowuje dr inż. Motylska-Kuźma.

Skanska sprzedaje biurowiec w Warszawie za 86 mln euro

Skanska podpisała umowę sprzedaży swojego warszawskiego projektu Studio B. Nabywcą jest Stena Real Estate AB, międzynarodowy podmiot działający na rynku nieruchomości, należący do szwedzkiej Stena Group. Ten zaprojektowany i zbudowany zgodnie z zasadami ESG budynek wzbogaca Wolę o mocny akcent nie tylko ponadczasowej architektury, ale także zrównoważonego budownictwa. Jest to już trzecia transakcja pomiędzy obiema stronami w regonie Europy Środkowo-Wschodniej.

Studio B jest częścią kompleksu biurowego, zaprojektowanego przez duńską pracownię Arrow Architects i polską Grupę 5 Architekci. Budynek dostarczył 17 600 mkw. zrównoważonej i innowacyjnej powierzchni. Przestrzeń biurowa została w pełni wynajęta jeszcze przed uzyskaniem pozwolenia na użytkowanie. Swoje siedziby otworzyły tu doskonale znane, globalne marki, takie jak Grupa Societe Generale, C.H. Robinson, firma ubezpieczeniowa Unum Życie czy Business Link.

Studio zlokalizowane jest pomiędzy dwiema stacjami metra – Rondo ONZ i Rondo Daszyńskiego – oraz w sąsiedztwie licznych punktów handlowych i lokali usługowych. To jeden z nielicznych projektów najnowszej generacji w tej prężnie rozwijającej się części Warszawy, który zachowuje jednocześnie kameralny charakter. Po ukończeniu, kompleks będzie oferował miejsca do rekreacji, w tym ogólnodostępny plac z małą architekturą, ogrodami deszczowymi i zbiornikami retencyjnymi ułatwiającymi gromadzenie wody.

– Sprzedaż Studia B to dowód na niesłabnące zainteresowanie wysokiej jakości, zrównoważonymi produktami biurowymi zlokalizowanymi w dynamicznych, tętniących życiem lokalizacjach. To również potwierdzenie pozytywnej zmiany na rynku inwestycyjnym w kontekście popytu. Cieszy nas fakt, że jako Skanska możemy być liderem w oferowaniu takich innowacyjnych i ponadczasowych inwestycji – mówi Katarzyna Zawodna-Bijoch, prezeska i CEO spółki biurowej Skanska w Europie Środkowo-Wschodniej. – To już trzecia transakcja i czwarty sprzedany budynek w ramach naszej długoletniej współpracy i partnerskiej relacji z Stena Real Estate AB, opartej na wspólnych wartościach i silnym zaangażowaniu w kwestie ESG – dodaje Katarzyna Zawodna-Bijoch.

– Kontynuujemy rozbudowę naszego portfolio w Polsce, inwestując w trwałe aktywa w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach. Polska, a zwłaszcza Warszawa, charakteryzuje się wysokim PKB i przyciąga najemców z różnych stron świata, dzięki dobrze wykształconym kadrom i intensywnemu rozwojowi tkanki miejskiej. To sprawia, że postrzegamy ten rynek jako dynamiczny i atrakcyjny pod kątem inwestycji – mówi Sofia Granlund, MD, Stena Real Estate AB.

– Studio B oferuje najwyższej jakości przestrzenie, dostosowane do różnych modeli pracy oraz rozwiązania wspierające najemców w realizacji ich polityk ESG. W połączeniu ze świetną lokalizacją i innowacjami wewnątrz budynku, otrzymujemy produkt, który wyróżnia się na bardzo wymagającym warszawskim rynku biurowym – mówi Mariusz Krzak, wiceprezes ds. operacyjnych w Polsce i w Czechach w spółce biurowej Skanska. – Zaufanie, jakim obdarzają nas najemcy i inwestorzy jest najlepszym dowodem na to, że nasza strategia, zakładająca tworzenie projektów przyjaznych użytkownikom, funkcjonalnych i wspierających cele zrównoważonego rozwoju, jest słuszna – dodaje Mariusz Krzak.

Zrównoważone rozwiązania, doskonała lokalizacja i ponadczasowa architektura

Studio B zostało zbudowane zgodnie z wymaganiami najważniejszych certyfikatów branżowych: LEED Platinum, WELL czy Obiekt bez barier. W budynku zastosowano rozwiązania przyjazne pracownikom, w tym klimatyzację opartą na cichych belkach chłodzących i nawilżaczach adiabatycznych, które utrzymują powietrze w czystości i świeżości. Studio wykorzystuje system kontroli natężenia światła dziennego, który dostosowuje intensywność oświetlenia wewnętrznego do warunków panujących na zewnątrz. W ramach inwestycji zastosowano też innowacyjny beton o zmniejszonym śladzie węglowym, którego emisyjność jest średnio o 46% niższa niż betonu o tradycyjnej mieszance.

Jedną z zalet Studia jest jego doskonała lokalizacja, z dogodnym dostępem nie tylko do stacji metra, ale także rozbudowanej sieci tramwajów i autobusów. Kolejnym atutem jest okoliczna infrastruktura rowerowa, umożliwiająca dojazd do pracy z każdej części Warszawy.

Deloitte: Jedna czwarta kobiet boryka się z wypaleniem zawodowym

– Dziewięć na dziesięć firm wciąż nie podejmuje działań na rzecz równouprawnienia. Z raportu firmy doradczej Deloitte Women @ work 2024: A Global Outlook wynika także, że agresji i molestowania seksualnego w miejscu pracy doświadczyło odpowiednio 31 i 4 proc. badanych kobiet, a jedynie nieco ponad 40 proc. z nich zgłosiło ten fakt pracodawcy. Informowanie szefa o problemach związanych z menopauzą i menstruacją także stanowi wyzwanie, a ponad 40 proc. kobiet pracuje mimo bólu wywołanego tymi dolegliwościami.   

Badanie przeprowadzone wśród 5 tys. kobiet z 10 krajów (Australia, Brazylia, Kanada, Chiny, Niemcy, Indie, Japonia, Republika Południowej Afryki, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone) i 7 sektorów gospodarki wykazało, że sytuacja kobiet na rynku pracy stopniowo poprawia się, jednak nie we wszystkich obszarach. – Ten raport jest jak czerwona lampka, która powinna zapalić się w głowach pracodawców. Czynnikami obniżającymi dobrostan kobiet jest m.in. stres, przemęczenie i praca w nadgodzinach, brak perspektyw na awans i niskie zaangażowanie organizacji w wyrównywanie szans. To wszystko odbija się na ich zdrowiu fizycznym, jak i psychicznym – mówi Joanna Świerzyńska, partnerka zarządzająca Deloitte w Polsce, krajach Bałtyckich i Ukrainie.

Poziom stresu nie maleje

W 2024 roku prawie jedna czwarta ankietowanych kobiet mierzy się z wypaleniem zawodowym. To wciąż dużo, ale oznacza to poprawę sytuacji względem lat ubiegłych – w 2023 roku problem ten dotyczył 28 proc., a w 2022 aż 46 proc. Z raportu wynika także, że odsetek reprezentantek mniejszości etnicznych doświadczających wypalenia zawodowego spadł o 5 p.p. względem roku poprzedniego i wynosi obecnie 23 proc. Jedna trzecia kobiet deklaruje natomiast, że czuje się komfortowo, mówiąc w pracy o swoim zdrowiu psychicznym (wzrost o 8 p.p. r/r) i podając problemy ze zdrowiem psychicznym jako przyczynę nieobecności w pracy (wzrost o 7 p.p. r/r).

Aż połowa ankietowanych przyznała, że doświadcza wyższego poziomu stresu związanego z pracą niż w roku ubiegłym. Ponadto, w ciągu ostatnich 12 miesięcy 31 proc. badanych doświadczyło w swojej firmie agresji, a 4 proc. molestowania seksualnego. Sytuacja kobiet LGBT+, z niepełnosprawnościami i należących do mniejszości etnicznych jest w tym obszarze jeszcze trudniejsza – zachowań agresywnych doświadczyło odpowiednio 54, 40 i 45 proc. przedstawicielek tych grup.

Raportowanie tego typu sytuacji nadal nie jest jednak powszechną praktyką. O doświadczanej w pracy agresji nie informuje 42 proc. kobiet, a aż 44 proc. badanych nie zgłasza molestowania seksualnego. Przyczyną jest przekonanie, że zdarzenia te nie są wystarczająco niepokojące. Ponadto, tylko co dziesiąta respondentka uważa, że złożenie tego typu skargi nie wpłynęłoby negatywnie na jej karierę. Równie niewielki odsetek sądzi, że otrzymałoby potrzebne wsparcie.

Pracodawcy powinni z całą mocą przeciwdziałać zachowaniom, które naruszają bezpieczeństwo kobiet, a także stworzyć warunki, w których nie będą one bały się zgłaszać złamania prawa. Podstawą budowania kultury zachęcającej do otwartej komunikacji jest przede wszystkim dawanie pozytywnego przykładu przez liderów. To właśnie oni powinni pokazać, że mówienie o zawstydzających czy też zagrażających zdarzeniach jest nie tylko konieczne, ale też pożądane. Warto także zadbać o wzmocnienie odpowiednich polityk i procedur oraz poinformować pracowników o ścieżkach zgłaszania nadużyć, aby wiedzieli, gdzie mogą uzyskać pomoc – mówi Joanna Świerzyńska.

Zdrowie kobiet wciąż tematem tabu

Ponad jedna czwarta badanych kobiet (27 proc.) doświadcza wyzwań związanych z menstruacją, menopauzą lub płodnością (np. poronienie lub ciąża wysokiego ryzyka), co odbija się negatywnie na ich sytuacji zawodowej. Aż 42 proc. kobiet pracuje mimo odczuwanego bólu (wzrost o 1 p.p. względem 2023 roku), a 13 proc. nie czuje się komfortowo, rozmawiając o problemach menstruacyjnych z szefem (wzrost o 4 p.p. względem 2023 roku).

Rośnie też odsetek kobiet, które pracują mimo dolegliwości związanych z menopauzą. Taką postawę deklaruje 39 proc. badanych i jest to aż o 19 p.p. więcej niż w 2023 roku. Jedynie 19 proc. kobiet przechodzących menopauzę twierdzi, że otrzymało wsparcie od swoich pracodawców po ujawnieniu, że z tego powodu wzięły dzień wolny (spadek o 11 p.p. względem 2023 roku). Brak odpowiedniego podejścia ma negatywne konsekwencje także dla firm. Odsetek badanych wskazujących ten czynnik jako przyczynę odejścia z pracy podwoił się względem 2023 r. i wynosi obecne 9 proc.

Wyzwanie stanowi także sytuacja kobiet borykających się z niepłodnością. Aż 30 proc. z nich doświadcza z tego powodu silnego bólu fizycznego. Ponadto 19 proc. kobiet, biorąc urlop przez tego powodu, nie informowało przełożonego o przyczynie nieobecności, a 18 proc. kobiet decydujących się na taki ruch mierzyło się z negatywnymi konsekwencjami.

Nie brak powodów, by zrezygnować z pracy

Zaangażowanie firm w działania na rzecz równości płci wymaga wzmożonych działań. W badaniu Deloitte jedynie 11 proc. kobiet wskazało, że ich organizacja podejmuje konkretne kroki w kierunku równouprawnienia płci (wzrost o 3 p.p. względem 2023 roku), a jedynie 18 proc. zostało poinformowanych przez pracodawców o wyznaczonych celach w tym obszarze (wzrost o 6 p.p. względem 2023 roku). Tylko 26 proc. kobiet zauważa zróżnicowanie płciowe na stanowiskach liderskich (wzrost o 3 p.p. względem 2023 roku), a 16 proc. respondentek chcących zmienić pracę jako przyczynę wskazuje brak kobiecych wzorców w obecnej organizacji.

Brak wsparcia kobiet w miejscu pracy przekłada się na ich decyzje o złożeniu wypowiedzenia. W 2023 roku więcej kobiet opuściło swoją firmę niż miało to miejsce łącznie w 2022 i 2021 roku. Wskazywane przyczyny zmiany pracy to m.in. zbyt niska płaca (18 proc.), doświadczanie mikroagresji, nękania lub prześladowania (16 proc.) oraz brak elastycznych godzin pracy (15 proc. badanych). Ponadto, jedynie 7 proc. respondentek planuje kontynuować zatrudnienie w swojej organizacji przez ponad 5 lat, natomiast aż 43 proc. planuje zmienić pracę w ciągu 12-24 miesięcy.

Jednym z czynników zniechęcających kobiety do pozostania w dotychczasowej firmie jest brak możliwości awansu, na który wskazuje co piąta badana. Chęć awansu na wyższe stanowisko kierownicze deklaruje natomiast 75 proc. respondentek. Pozostałe badane nie wierzą w pojawienie się szansy na awans (20 proc. badanych), obawiają się niższego wynagrodzenia na stanowisku liderskim niż mężczyźni (21 proc.) i nie lubią kultury organizacyjnej w swojej firmie (23 proc.).

Wyrównywanie szans w miejscu pracy jest ważne dla wszystkich pracowników, bez względu na płeć, wiek, pochodzenie czy orientację seksualną. Podstawą awansu powinny być wyłącznie kompetencje i zaangażowanie, co pozytywnie wpływa na motywację i zaufanie ludzi do firmy. Jednocześnie warto skupić się na wspieraniu grup niewystarczająco reprezentowanych na wyższych stanowiskach poprzez niwelowanie ich obaw i wyposażanie w kompetencje liderskie. W działaniach tych mogą pomóc regularne konsultacje czy też mentoring – podsumowuje Joanna Świerzyńska.

O badaniu

Badanie zostało przeprowadzone w formie ankiety w okresie październik 2023 – styczeń 2024 wśród 5000 kobiet z 10 krajów i 7 sektorów. Kraje, które zostały objęte badaniem to: Australia, Brazylia, Kanada, Chiny, Niemcy, Indie, Japonia, Republika Południowej Afryki, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone. Pod względem formy zatrudnienia wśród badanych najliczniejszą grupę stanowiły zatrudnione na pełen etat (88 proc.). 51 proc. ankietowanych pracuje stacjonarnie, 42 proc. w formule hybrydowej, a jedynie 7 proc. w formule w pełni zdalnej.

Grupa PTWP opublikowała raport po I kwartale 2024 r. – Spółka jest coraz bliżej przeniesienia na główny parkiet GPW

Grupa PTWP w I kw. 2024 r. wypracowała 21,5 mln zł przychodów netto ze sprzedaży, co oznacza 9 proc. wzrost rdr. Równocześnie w raportowanym okresie Grupa odnotowała wzrost kosztów działalności operacyjnej, przeznaczonych na inwestycje oraz jednorazowe koszty związane z procesem przeniesienia notowań na główny parkiet GPW. Wymienione działania miały jednorazowy wpływ na ujemną EBITDA oraz stratę netto. Grupa PTWP pozostaje w bardzo dobrej kondycji finansowej, o czym świadczy 23,8 mln zł  pozycji gotówkowej na koniec marca br. Grupa PTWP, będąca w top 3 biznesowych mediów w Polsce, umacnia swoją pozycję w segmencie online – z wynikiem średnio ok. 20 mln unikalnych użytkowników miesięcznie. W segmencie eventowym Grupa z sukcesem zrealizowała prestiżowe, biznesowe wydarzenia i intensyfikowała przygotowania do Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

– Rok rozpoczęliśmy intensywnie, wpisując w pierwsze miesiące przygotowania do kluczowych zdarzeń i aktywności, które zrealizujemy w kolejnych kwartałach. Poniesione koszty z tego tytułu oraz  związane z presją kosztową energii i płac, przełożyły się na wyższe koszty operacyjne. Wzrost kosztów należy traktować de facto jako inwestycje, Grupa rozwija się dynamicznie i ponosi wyższe koszty, których efekty będą widoczne w następnych miesiącach. Dlatego nasze wyniki należy oceniać w szerokiej perspektywie, a nie jednego kwartału. Jestem spokojny o bardzo dobre wyniki II kwartału jak i całego 2024 r. – podkreśla Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP.

W pierwszych trzech miesiącach br. Grupa PTWP wypracowała przychody na poziomie 21,5 mln zł, które  były wyższe o 9 proc. niż w analogicznym okresie 2023 r. (19,7 mln zł). Dynamiczny rozwój Grupy przełożył się na wyższe wydatki inwestycyjne. Dodatkowo Grupa miała jednorazowe koszty związane z procesem przeniesienia notowań na główny parkiet Giełdy Papierów Wartościowych. Grupa zaraportowała koszty z działalności operacyjnej na poziomie 23,2 mln zł, co oznacza wzrost o 3,5 mln zł w porównaniu do I kwartału u.br. Poniesione wydatki inwestycyjne oraz koszt operacyjne przełożyły się na ujemy wynik EBITDA w wysokości 1,1 mln zł oraz stratę netto w wysokości 1,6 mln zł. Kondycja finansowa Grupy pozostaje w bardzo dobrym stanie. Na koniec marca br. Grupa PTWP miała 23,8 mln zł  środków pieniężnych.

Dynamiczny wzrost segmentów Grupy PTWP

Grupa PTWP opiera swoją działalność na kilku segmentach (online, eventów własnych oraz zarządzania obiektami) w każdym z nich skutecznie realizuje wyznaczone cele operacyjne.

W portfolio Grupy PTWP umacnia się segment online, przynosząc dobre wyniki. Portale wydawane przez spółkę PTWP Online należą do czołówki mediów biznesowych w Polsce. Należące do Grupy serwisy internetowe notują około 20 mln unikalnych użytkowników każdego miesiąca. W I kwartale br. uruchomiony został nowy portal Infowet.pl skierowany do branży weterynaryjnej. Równocześnie Grupa nadal pozostaje otwarta na akwizycje w tym obszarze.

W I kwartale 2024 r. Grupa z sukcesem zrealizowała prestiżowe, biznesowe wydarzenia. Dużym zainteresowaniem partnerów, jak i uczestników, cieszyły się takie eventy, jak: 4 Design Days, Kongres Wyzwań Zdrowotnych (Health Challenges Congress), EEC Trends, ExpoGołębie czy cykl konferencji redakcji magazynu i portalu Farmer – Kierunek Innowacja. I kwartał 2024 r. to także czas intensywnych przygotowań do flagowego wydarzenia Grupy czyli Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Grupa PTWP skutecznie i efektywnie zarządza obiektami: Spodkiem i Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. Pierwsze trzy miesiące 2024 r. obfitowały w obiektach w wydarzenia targowe, konferencyjne i rozrywkowe, wypełniając kalendarium obu hal. Od początku bieżącego roku obiekty są w 100% zasilane zieloną energią.

Na wynik tego segmentu rzutuje stały wzrost kosztów utrzymania obiektów oraz brak w raportowanym okresie jednorazowego dużego wydarzenia. W analogicznym okresie w 2023 roku były to Mistrzostwa Świata Piłki Ręcznej, które przełożyły się na kilka tygodni wynajmu Spodka. Kalendarz obiektów sukcesywnie się wypełnia, co będzie miało odzwierciedlenie w kolejnych kwartałach – dodaje Wojciech Kuśpik.

Proces przenoszenia notowań PTWP na główny parkiet GPW

Proces przeniesienia notowań akcji spółki PTWP S.A. na rynek regulowany organizowany przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie jest bliski sfinalizowania. Z początkiem roku, w konsekwencji poczynionych przygotowań, PTWP złożyła do Komisji Nadzoru Finansowego wniosek o zatwierdzenie prospektu spółki, który został zatwierdzony przez KNF pod koniec kwietnia tego roku.  Na tym etapie, przeniesienie notowań na rynek regulowany zależy od pozytywnego rozpatrzenia wniosku o dopuszczenie akcji spółki do obrotu na rynku regulowanym GPW.

Jesteśmy już na ostatniej prostej przed debiutem na głównym parkiecie. Liczę, że nasza obecność na głównym parkiecie GPW pozytywnie wpłynie na rozpoznawalność Grupy PTWP oraz jej możliwości związane z obecnością na rynku kapitałowym – zakończył Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP.

Na rynek trafiają coraz droższe mieszkania?

Nierzadkie są obawy, że do oferty deweloperów będą trafiały coraz droższe mieszkania. Jak zauważa portal RynekPierwotny.pl w kwietniu sytuacja w dużych miastach wyglądała jednak bardzo różnie.

Niezależnie od dalszych losów programu Kredyt na Start, podaż u deweloperów będzie prawdopodobnie ważnym mieszkaniowym tematem w drugiej połowie bieżącego roku. Najnowsze dane portalu RynekPierwotny.pl dotyczące nowych ofert deweloperskich z największych miast są mniej optymistyczne niż ogólnopolskie statystyki GUS. Informacje z kwietnia 2024 r. wskazują bowiem na spadek liczby nowych mieszkań wprowadzanych do oferty. Warto sprawdzić, jakie ceny 1 mkw. miały mieszkania, które w kwietniu deweloperzy dodali do oferty, a także gotowe lokale.Tab. 1 - Sytuacja cenowa na największych rynkach pierwotnych

Kwietniowe dane z platformy analitycznej BIG DATA RynekPierwotny.pl informują o relacjach cenowych, które są widoczne w powyższej tabeli. Jak nietrudno zauważyć, sytuacja z największych rynków była w kwietniu zróżnicowana. Deweloperzy działający na terenie Gdańska oraz całego Trójmiasta postanowili uzupełnić ofertę lokalami dużo tańszymi od aktualnej średniej dla całego rynku oraz gotowych „M”. Relatywnie tanie względem średniej ceny 1 mkw. z całego rynku pierwotnego były również lokale wprowadzane do sprzedaży w Bydgoszczy i Aglomeracji Katowickiej.

Dość niepokojąco wyglądała natomiast sytuacja dotycząca Krakowa i Szczecina, gdzie do oferty ostatnio trafiły drogie mieszkania. Co ciekawe, w kwietniu br. Kraków wyprzedził Warszawę pod względem średnich cen 1 mkw. nowych lokali trafiających na rynek. Stolica okazała się natomiast „najdroższa” w przypadku stawek za 1 mkw. ukończonych mieszkań. Oddane do użytku mieszkania były statystycznie wyraźnie tańsze od rynkowej średniej w Bydgoszczy, Łodzi i Aglomeracji Katowickiej. Zupełnie inna sytuacja dotyczyła Lublina i Wrocławia.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Meme stocks znów na fali

Gorączka akcji memowych, która napędzała emocje Wall Street w 2021 roku, po raz kolejny zawitała na rynek giełdowy. Domniemany powrót legendarnego użytkownika @RoaringKitty, ikony stojącej za atakami spekulacyjnymi grupy WallStreetBets po trzech latach nieaktywności spowodował, że od początku tygodnia akcje spółek GameStop oraz AMC zyskały odpowiednio 180% oraz 135%. Tajemniczy tweet na platformie X Keitha Gilla (prawdziwe imię @RoaringKitty) wznosi oczekiwania na powrót euforii spekulantów zrzeszonych w grupie WallStreetBets, która na wielu spółkach doprowadziła 3 lata temu do wzrostów sięgających kilkuset procent. Co o całej akcji warto wiedzieć i z czego ona wynika? Sprawdźmy to razem.

Krótka historia memowego świata

WallStreetBets lub WSB, to subgrupa na platformie Reddit, na którym uczestnicy omawiają ich sposób handlu akcjami i opcjami na rynkach giełdowych. Co jednak wyróżnia tę grupę to barwny i wulgarny żargon, który połączony z agresywnymi strategiami handlowymi idealnie wpasowuje się w gusta młodego pokolenia XXI wieku. W 2021 roku to właśnie na niej narodził się trend agresywnego skupowania akcji wybranych przez użytkowników spółek giełdowych, które niejednokrotnie zmagając się z trudnościami finansowymi, odnotowywały na giełdzie astronomiczne wzrosty. Nieco później cały trend przeniósł się również na rynek kryptowalut, który dla spragnionych adrenaliny świeżo upieczonych inwestorów był idealnym miejscem do ryzykowania swoich życiowych oszczędności.

Do astronomicznych wzrostów potrzeba jednak paliwa, a każdy świadomy inwestor wie, że strona detaliczna (inwestorzy z relatywnie małym kapitałem) nie odpowiada za znaczący udział w kreowaniu zmienności na rynku. W 2023 roku udział ten wynosił, albowiem około 20% i dane te obarczone są sporym błędem statystycznym. Mali inwestorzy odkryli jednak, że na akcjach wielu znanych przez nich spółek, które stały się ikoną popkultury pokolenia Z oraz Milenialsów odsłaniają się zasobne w duży kapitał fundusze hedgingowe, które napędzane chłodną kalkulacją obstawiały spadki notowań akcji (tzw. krótka sprzedaż, ang. short selling) firm, które nie poszły z duchem czasu i zmagały się z problemami finansowymi.

W wielu przypadkach procentowy udział pozycji obstawiających spadki był tak duży, że całkowicie przekraczał on dostępną na rynku liczbę akcji w obrocie giełdowym. Ciężko jest sprzedać czegoś więcej niż faktycznie się ma, ale nowoczesne finanse dostarczyły nam narzędzi, dla których nie ma rzeczy niemożliwych. Tak oto narodził się pomysł, aby w ramach buntu przed korporacyjną dominacją, połączoną ze zwykłą ludzką chciwością zjednoczyć się pod jednym sztandarem, aby próbować podnieść notowania upadających spółek w górę.

Starcie Dawida z Goliatem

Jaki efekt może przynieść nagły wzrost zainteresowania akcjami spółki, która stoi na skraju bankructwa oraz od dawna była postrzegana jako stracony walor? Oczywiście, efektem były pokaźne wzrosty cen. Cały szkopuł polega jednak na tym, że mając na uwadze potężne pozycjonowanie funduszy na pozycjach krótkich (zarabiających na spadkach), wyższe wzrosty wymuszają na wielu z nich zamknięcie tych transakcji, co jeszcze bardziej napędza wzrosty notowań (pokrycie pozycji krótkiej polega bowiem na odkupie wcześniej sprzedanych akcji).

Taka oto na rynku wytworzył się efekt kuli śnieżnej, który nazywany jest potoczenie jako short squeeze. W 2021 roku jak i teraz to on odpowiada za astronomiczne wzrosty cen notowań walorów wybranych spółek, a jego skala zależy od tego, ile % akcji danej spółki sprzedawanych jest na krótko oraz jak duże zainteresowanie małych inwestorów dany walor tworzy.

Fundusze oraz detaliści nie mają łatwo…

Inwestowanie na giełdzie to gra o sumie zerowej. Moja wygrana to Twoja przegrana i na odwrót. Nie dziwi więc fakt, że starcie drobnych inwestorów z zasobnymi w kapitał funduszami będzie trudną walką. Przynosi ona zarówno wiele spektakularnych wygranych, kiedy to inwestorzy w Internecie chwalą się zawrotnymi kwotami zarobionymi pieniędzmi, jak i przegranymi, które sięgają nierzadko oszczędności całego życia. Podobnie sytuacja wygląda po stronie korporacji. W dłuższym terminie wydaje się, że ilość kapitału przeważy i umożliwi dalszy zarobek na słabo radzącym sobie walorze, ale w średnim terminie taki fundusz może zmagać się z sięgającymi kilkadziesiąt miliardów dolarów stratami. Blisko 20 miliardów dolarów straciły fundusze w 2021 roku na akcji WSB, tym razem, od poniedziałku kwoty te sięgają dopiero 3 miliardów dolarów.

“Meme stocks” to nie tylko GameStop czy AMC

Faktem jest, że medialnie to GameStop oraz AMC stawiane są jako symbol spekulacyjnej gorączki Wall Street. To wokół nich tworzona jest narracja walki ze “złymi funduszami”, które utorowały sobie drogę do „łatwych” oraz dużych pieniędzy poprzez obstawianie na spadki cen akcji spółek, które stoją nad skrajem bankructwa. W budowie tej narracji pomagają również sławy show-biznesu, które podsycają te emocje. Mowa tutaj przede wszystkim o Elonie Musku, Marku Cubanie czy nawet kontrowersyjnych braciach Tate. Tak jak jednak wspomniałem wcześniej, gorączka Wall Street Bets to przekaz, który rozprzestrzenia się na wiele innych spółek. W dużej mierze mają one jednak wspólnym mianownik, którym są:

  • Duży udział pozycji krótkich (pozycje, które zarabiają na spadkach cen) względem ogólnej liczby akcji w wolnym obiegu (z angielskiego Short Interest). Przykład: SunPower, MicroCloud Hologram czy Maxeon Solar
  • Pogarszające się wyniki finansowe danej spółki, które stawiają ją niejednokrotnie na skraju bankructwa. Przykład: AMC
  • Rozpoznawalna oraz sentymentalna marka, którą wielu inwestorów kojarzy z dawnych lat bądź firma, która działa nadal w wysoce zaawansowanych sektorach gospodarki. Bardzo często zainteresowanie przyciągają również dźwięcznie brzmiące nazwy spółek bądź ich skróty giełdowe (tickery). Przykład: Lucid Group, EVgo czy Virgin Galactic.

Warto również przytoczyć tutaj przykład z naszego rodzimego parkietu, kiedy to w 2021 roku short squeeze obserwowaliśmy na akcjach CD Projekt. Wtedy w obronie kursu walorów CDR uczestniczył sam Elon Musk. W tym tygodniu na podobnej zasadzie duże wzrosty obserwowaliśmy na walorach Volvo oraz HelloFresh.

Podsumowanie – bańka… prawie zawsze pęka

Metafora niewidzialnej ręki rynku zaprezentowana przez Adam Smitha głosi, że rynek reguluje się samoistnie, zapewniając tym samym najbardziej logiczny rozkład alokacji środków na rynku. Mania spółek memowych rozbudza zainteresowania inwestorów, którzy szukając dużych i szybkich zysków, podłączają się pod falę spekulacji, pewnej rynkowej gry. Ich decyzje nie wynikają jednak, z fundamentalnej analizy danego biznesu, a środków doraźnych, jakim są emocje.

W krótkim terminie faktycznie to one bardzo często decydują o sentymentach na rynku, po czym dalej ustępują bardzo pragmatycznym aspektom. Tak przynajmniej głosi wiedza pisana, połączona z dozą historycznej statystyki. Warto jednak pamiętać, że rynki nie są zawsze efektywne (tego zdania jest przynajmniej autor tego wpisu), dlatego okres podwyższonego zainteresowania na akcje memowe może trwać tak długo, jak zaangażowanie samych inwestorów detalicznych nie zacznie naturalnie spadać bądź sytuacja fundamentalna na nich się nie zmieni. Do tego czasu możemy spodziewać się, że wszystkie strony rynkowej “gry”, napędzani emocjami detaliści, jak i skupione na chłodnej kalkulacji fundusze będą przez najbliższe dni dostarczały nam sporych emocji na zbudowanej z licznych wzlotów i upadków Wall Street.

Autor: Mateusz Czyżkowski, analityk XTB

Przedsiębiorcy apelują do premiera w sprawie zmian w gospodarce leśnej

Przedsiębiorcy z branż drzewnych napisali list otwarty do premiera Donalda Tuska, w którym proszą o zawieszenie decyzji Ministerstwa Klimatu i Środowiska w sprawie gospodarki leśnej i wysłuchanie ich głosów.

Przedstawiciele przemysłu drzewnego apelują o wstrzymanie decyzji do czasu wypracowania porozumienia ze wszystkimi stronami oraz przeprowadzenia analiz, jak planowane zmiany wpłyną na przyrodę, gospodarkę i sytuację lokalnych społeczności. Apelują również, aby tak ważne kwestie były podejmowane przy udziale innych ministerstw. Ostrzegają, że zmiany w formie zaproponowanej przez MKiŚ uderzą we wszystkie branże, które opierają się na przetwórstwie drewna (od sektora budowlanego, poprzez producentów podłóg, mebli i artykułów ogrodowych, po branżę wyrobów papierniczych i opakowań). Pod listem podpisali się przedstawiciele Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego, Polskiego Komitetu Narodowego EPAL, Stowarzyszenia Przemysłu Tartacznego, Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Przemysłu Drzewnego, Stowarzyszenia Papierników Polskich, Stowarzyszenia Producentów Płyt Drewnopochodnych w Polsce, Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, Związku Polskie Okna i Drzwi, Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Producentów Programu Ogrodowego, Stowarzyszenia Przedsiębiorców Leśnych im. Mieczysława Wierzbickiego oraz Polskiego Związku Pracodawców Leśnych.

Organizacje zaczęły list od wyjaśnienia, że 22-23 kwietnia, w Warszawie odbyło się zgromadzenie, organizowane przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska, pod nazwą Ogólnopolska Narada o Lasach. Jej deklarowanym zamiarem było zebranie w jednym miejscu przedstawicieli wszystkich środowisk zainteresowanych, bądź zaniepokojonych zmianami w gospodarce leśnej Polski, zapowiedzianymi w umowie koalicyjnej obecnie rządzących partii politycznych. Celem zaś miało być wypracowanie takich rozwiązań, które pozwoliłyby wprowadzić nowe formy poszerzonej ochrony przyrody, a które byłyby społecznie akceptowane i równocześnie nie doprowadziłyby do katastrofy gospodarczej, przyrodniczej i klimatycznej.

Przemysł drzewny uwierzył w te deklaracje, których twarzami byli minister Paulina Hennig-Kloska i wiceminister Mikołaj Dorożała. Liczne organizacje, reprezentujące wszystkie jego gałęzie, od tartaków i zakładów usług leśnych po producentów mebli, płyt i papieru zgodziły się, że poszerzenie ochrony przyrody jest dziś koniecznością. Jednocześnie porozumiały się i wypracowały – na prośbę  Ministerstwa – listy potencjalnych ryzyk i zagrożeń oraz zaproponowały działania zaradcze i osłonowe. „Przedstawiliśmy je wielokrotnie na wspomnianej naradzie. Nie byliśmy tu sami – wiele wystąpień zaproszonych ekspertów również podnosiło te sprawy” – podkreślają sygnatariusze listu.

Najistotniejsze zagrożenia, na które zwrócono uwagę to:

– potencjalnie ogromne, idące w dziesiątki miliardów zł rocznie straty przychodów przemysłu drzewnego wynikające ze wskazanej w umowie koalicyjnej skali wyłączeń lasów z pozyskania drewna, a co za tym idzie zmniejszenie przychodów budżetu państwa, przy jednoczesnym drastycznym wzroście cen detalicznych wyrobów z drewna,

– utrata z ww. powodu kilkudziesięciu tysięcy miejsc pracy, co najbardziej dotknie najsłabiej uprzemysłowione regiony kraju i najmniejsze firmy, których reprezentacja była znikoma na naradzie. Brakowało również przedstawicieli samorządów lokalnych,

– eliminacja z gospodarki znacznej części najbardziej ekologicznego surowca, jakim jest drewno, co spowoduje konieczność zastąpienia go innymi materiałami, których produkcja i użycie zostawiają kolosalny ślad węglowy i tym samym negatywnie wpływają na klimat,

– prawdopodobna nieskuteczność wprowadzania ścisłej ochrony większości obszarów leśnych wskazywanych jako cenne, nie zapewniająca zachowania bioróżnorodności i koniecznej dziś szybkiej adaptacji lasów do zmian klimatycznych, a w wypadku tzw. „lasów cennych społecznie” całkowicie nieuzasadniona,

– brak spójnego i kompleksowego programu wskazującego miejsca i czas powierzchni objętych ochroną. Program taki powinien opierać się na analizach przyrodniczych, w tym badaniach terenowych, zawierać wyniki analiz skutków gospodarczych i społecznych. Powinien też określać rozłożenie w czasie wyłączeń.

Organizacje branżowe uważają, że powinno się również wykorzystać istniejący już dorobek naukowy, w tym opracowany w ramach Narodowego Programu Leśnego, a także wiedzę i doświadczenie Lasów Państwowych. Zaproponowały one rzeczową koncepcję działań, którą – zdaniem przedsiębiorców – należy poważnie potraktować.

W czasie narady sektor drzewny podkreślał wielokrotnie, że dopóki nie zostaną zdiagnozowane skutki wyłączania kolejnych obszarów leśnych z całkowitego lub częściowego użytkowania, nie zostaną ustalone metody uzupełnienia spodziewanych braków drewna (w tym przez intensywniejsze pozyskanie na obszarach typowo gospodarczych) oraz nie powstanie system rekompensat strat przedsiębiorców, to nie można takich działań prowadzić. Doprowadzi to bowiem, nie mówiąc nawet o bardzo konkretnych stratach poniesionych przez gospodarkę kraju, do licznych protestów społecznych podobnych do już podjętych, zwłaszcza na Podlasiu i Podkarpaciu, przeciwko już narzuconemu w styczniu br., bez jakichkolwiek konsultacji, moratorium ograniczającym pozyskanie drewna.

„Jesteśmy głęboko rozczarowani i zbulwersowani wystąpieniem pani minister Pauliny  Hennig-Kloski i wiceministra Mikołaja Dorożały, którzy już dwa dni po naradzie, kompletnie ignorując jej dorobek, a za to powołując się na rzekome z niej ustalenia, ogłosili na konferencji prasowej, iż w ciągu kilku najbliższych tygodni zostaną wycofane z użytkowania kolejne znaczne obszary lasów, zlokalizowane głównie wokół 9 dużych miast. Ogłosili też arbitralnie zamiar powołania kilkuset nowych rezerwatów, nie powołując się na żadne badania i analizy konieczne przed podjęciem takiej decyzji. Powiadomili również, że na ukończeniu jest ustawa o społecznej kontroli nad lasami oraz rozporządzenie wyłączające spalanie drewna w energetyce zawodowej. Dlaczego ani słowo o tych zaawansowanych i bardzo istotnych w świetle celów narady działaniach nie padło z ich strony podczas tego spotkania? Okazuje się, że jego uczestnicy pracowali nad koncepcjami i prawnymi uwarunkowaniami ich wdrożenia, gdy Ministerstwo Klimatu i Środowiska już dawno podjęło w tych sprawach decyzje.” – wyrażają swoje oburzenie sygnatariusze listu, dodając: „Odbieramy to jako przejaw jawnego zlekceważenia głosów szeregu ekspertów, leśników, przedstawicieli przemysłu drzewnego i zakładów usług leśnych. To oczywista polityka faktów dokonanych, idealnie naśladująca politykę niedawno zakończonych rządów poprzedniej ekipy. Nie tego oczekiwaliśmy, idąc w październiku na wybory.”

Przedsiębiorcy apelują o natychmiastowe zawieszenie decyzji MKiŚ do czasu wypracowania porozumienia ze wszystkimi interesariuszami, a zwłaszcza z ewidentnie pomijanym, ich zdaniem, przemysłem drzewnym. Wnioskują o poprzedzenie zmian konkretnymi analizami skali i skutków objęcia nowych terenów każdą możliwą formą ochrony, ustaleniem rozwiązań chroniących przedsiębiorców i opracowaniem rozłożonego w czasie harmonogramu projektowanych zmian. Zaznaczają, że jako gałąź gospodarki tworząca aż 6% PKB, a równocześnie jako reprezentanci 400 tys. zatrudnionych w niej pracowników, mają prawo tego oczekiwać.

Organizacje branżowe chciałyby, aby decyzje, tak znaczące dla stanu przyrody, gospodarki kraju i społeczeństwa, były podejmowane po ich gruntownym przygotowaniu i konsultacjach oraz – co istotne – przy udziale wszystkich resortów, których one dotyczą – a więc odpowiedzialnych nie tylko za środowisko, lecz też za stan gospodarki i finanse państwa.

Jako że wprowadzane zmiany dotyczą mienia Skarbu Państwa, autorzy listu otwartego proponują, aby prace nad projektem zostały przekazane Komitetowi Ekonomicznemu Rady Ministrów: „Ze względu na złożoność tematu, który wymaga koordynacji działań różnych ministerstw i organów państwowych, uważamy, że to właśnie ten Komitet jest właściwym organem do kontynuacji prac. W skład Komitetu Ekonomicznego wchodzi Minister Finansów jako przewodniczący, Minister Rozwoju i Technologii jako wiceprzewodniczący oraz Minister Klimatu i Środowiska jako jeden z członków. W ramach prac komitetu są więc zaangażowane wszystkie resorty, które są pośrednio lub bezpośrednio związane z omawianą sprawą. Taka szeroka współpraca międzyresortowa zapewni kompleksowe podejście do problemu i pozwoli na wypracowanie skutecznych rozwiązań”

Organizacje branżowe wskazują, że brak szerszego nadzoru nad zmianami w gospodarce leśnej doprowadzi do olbrzymich strat gospodarczych, licznych protestów społecznych i wątpliwych efektów ekologicznych.

6 sprawdzonych sposobów na promocję firmy – czy wcześniej o nich słyszałeś?

Wyobraź sobie, że prowadzisz salon fryzjerski w Lublinie. Gdzie będziesz szukał swoich klientów? Oczywiście, że w Lublinie i (ewentualnie) w najbliższej okolicy. Nie jest tajemnicą, że wiele małych i średnich firm – takich jak zakłady fryzjerskie – kieruje swoją ofertę do osób, które mieszkają w pobliżu. Czy oznacza to, że powinni zrezygnować z promocji w Internecie? Wręcz przeciwnie! W tym artykule tłumaczymy dlaczego.

Czy małe i średnie firmy powinny promować się online?

Zacznijmy od liczb. Polska ma obecnie 37,6 miliona mieszkańców, z czego aż 30 milionów korzysta z Internetu.

75% z nich łączy się z siecią, by zrobić zakupy online lub znaleźć dla siebie produkt/usługę.

Tak to wygląda. Nawet jeśli mamy sklep czy salon usługowy pod blokiem, to przed pierwszą wizytą często „google’ujemy” firmy w danej lokalizacji, sprawdzamy co ma w ofercie i co piszą o niej inny. Często nie każdy użytkownik szuka konkretnej firmy, a wizytówki wyświetlają się czasami na generyczne zapytania np. restauracja na Woli, barbershop w Kielcach itp.

Gdy w asortymencie jest to, czego szukamy, a komentarze są pozytywne, kolejnym krokiem jest sprawdzenie dokładnej lokalizacji na Mapach Google (robi tak 86% wszystkich użytkowników).

Tak więc droga do klienta nie prowadzi dziś przez ulotki wrzucane do skrzynek, plakaty na mieście czy „pocztę pantoflową”. Liczby wyraźnie pokazują, że droga do klientów – nawet tych mieszkających najbliżej – prowadzi przez Internet.

Sprawdź, jak wypromować firmę na lokalnym rynku >>>

Jak być widocznym w sieci – 6 propozycji

W skali globalnej małe i średnie firmy mają niewielkie szanse w rywalizacji z sieciowymi gigantami. Jednak lokalnie mogą osiągnąć naprawdę dużo.

Jak to zrobić? Odpowiedź jest jedna: być tam, gdzie szukają ich klienci i stawiać na sprawdzone działania.

Oto 6 sprawdzonych sposobów na promocję firmy na w Twojej okolicy:

  1. Podstawa, czyli Profil Firmy w Google

Wizytówka Google to dziś podstawa i często pierwsze miejsca spotkania klienta z firmą. Po wpisaniu odpowiedniej frazy w wyszukiwarce, np. „fryzjer Lublin”, użytkownik znajdzie najważniejsze informacje na temat oferty i lokalizacji, kontaktu i opinii.

Wizytówki Google są nie tylko narzędziem do prezentacji lokalnego biznesu, ale przede wszystkim platformą do budowania relacji z klientami. Regularne aktualizacje i angażowanie się w odpowiedzi na recenzje to klucz do budowania zaufania i lojalności klientów – mówi Marcin Karwowski, Product Manager i Ekspert ds. Google Business Profile w WeNet.

promocja firmy marketing lokalny
Źródło: https://wenet.pl
  1. Wizytówki w katalogach firm

Żeby wzmocnić obecność firmy online, warto pomyśleć także o wizytówka w katalogach firm – tych ogólnych i branżowych.

Może się wydawać, że to raczej niszowe działanie, ale statystyki pokazują, że całkiem intratne, bo aż 7/10 osób kontaktuje się z firmami znalezionymi w serwisach takich jak: panoramafirm.pl, pkt.pl czy biznesfinder.pl.

Wizytówki w katalogach firm zawierają podobne informacje jak te tworzone przez Google. Mamy tu wszystko, czego potrzebuje klient, żeby podjąć decyzję: od oferty, przez lokalizację, po galerię zdjęć czy materiały wideo.

  1. Dbanie o opinie, czyli „poczta pantoflowa” online

Kiedyś ważnym elementem reklamy były polecenia od znajomych. Teraz w sieci możemy śmiało korzystać ze znaczniej szerszego zbioru opinii.

Gwizdki i komentarze mają olbrzymi wpływ na wizerunek. Zresztą pewnie sam jako klient/klientka sprawdzasz, czy dana firma cieszy się uznaniem, zanim coś wybierzesz.

Dlatego, prowadząc działalność, warto zachęcać zadowolonych klientów do zostawiania pozytywnych opinii w wizytówce Google, a także w katalogach firm. W ten sposób budujesz swoją pozycję na lokalnym rynku i mobilizujesz kolejne osoby do skorzystania z Twojej oferty.

  1. Teksty, które angażują

Internet to treści: artykuły, posty, grafiki, zdjęcia, filmy i filmiki. To dzięki nim możesz przyciągać uwagę odbiorców i pokazywać, że jesteś specjalistą/specjalistką w swojej branży.  

Co więcej, wartościowe i angażujące materiały wpływają na Twoje zasięgi. W ten sposób docierasz do większej grupy zainteresowanych.

Dlatego nie ograniczaj swojej promocji do treści typowo reklamowych. Wiele danych pokazuje, że materiały edukacyjne potrafią zdziałać cuda.

  1. Kampanie reklamowe

Mamy już wizytówki online, dbanie o opinie i angażujące treści. Czas na reklamy banerowe, które wyświetlają się osobom szukającym w sieci tego, co oferujesz.

Nie musisz trafiać do wszystkich. Ważne, żeby trafiać do tych, którzy potrzebują właśnie teraz Twojego produktu lub usługi.

W tego typu kampaniach fajne jest to, że można precyzyjnie mierzyć skuteczność danej reklamy. Dzięki statystykom wiesz, co zwraca uwagę Twoich klientów i jak przygotowywać coraz skuteczniejsze treści.

  1. Strona internetowa?

Nie wszyscy są przekonani, ale strona potrafi świetnie wyróżnić małą lub średnią firmę na tle konkurencji. Facebooka czy Instagrama ma dziś prawie każdy. Za to własna witryna przygotowana przez specjalistów to coś ekstra, coś, co podkreśla profesjonalizm i wzmacnia wiarygodność w oczach internautów.

– Dzięki wsparciu specjalistów mali i średni przedsiębiorcy mogą zwiększyć swoją widoczność w Internecie i dotrzeć do szerszego grona odbiorców na lokalnym rynku.  Jest to szczególnie istotne w obecnych czasach, kiedy konkurencja jest bardzo duża, a digitalizacja biznesu staje się coraz ważniejsza. Dlatego inwestowanie w marketing online jest kluczowym czynnikiem sukcesu dla małych i średnich firm – tłumaczy Katarzyna Kurdyś, Product Manager Marketingu Lokalnego w Grupie WeNet.

Jak sprawdzić, czy firma jest widoczna online?

Już znasz zestaw działań, który może wesprzeć Twój biznes. A co jeśli nie masz pewność, czy Twoja firma wyświetla się klientom?

Wtedy warto przeskanować swoją obecność w Internecie, np. korzystając z narzędzia Netskaner.

Netskaner podpowie Ci:

  • czy Twoja wizytówka w Google jest aktualna
  • w ilu katalogach firm są Twoje dane
  • jak pozycjonujesz się w wyszukiwarce Google
  • co warto poprawić, by być lepiej widocznym
  • kto jest Twoją najbliższą konkurencją

Przeskanuj swoją firmę i sprawdź, jak być bliżej swoich klientów >>>

 

Promocja firmy na własną rękę czy wsparcie specjalistów?

Takie pytanie zadaje sobie wielu przedsiębiorców. Odpowiedź w dużej mierze zależy od czasu i umiejętności.

Właściciele firm, którzy mają więcej czasu i dobrze czują się w świecie Internetu, pewnie działają na własną rękę.

Ci mocniej skupieni na rozwoju i udoskonalaniu swojej oferty wybierają współpracę z profesjonalnymi firmami, które świadczą usługi marketingu online dla małych i średnich firm.

Przy wyborze takiej oferty warto zwrócić uwagę na zakres usług i doświadczenie, bo to one często mają wpływ na powodzenie współpracy i pozytywne przełożenie na słupki sprzedaży.

Zastanawiasz się, jak może wyglądać wsparcie profesjonalistów w praktyce?

Poznaj historię firmy Edan z Krakowa.

 

Rynek biurowy w Polsce – popyt na powierzchnie biurowe na rynkach regionalnych

Aktywność najemców biurowych w ubiegłym roku w największych miastach regionalnych była najwyższa od lat – przebiła nawet tę z 2019 r., czyli sprzed pandemii koronawirusa. Jednocześnie aktywność deweloperów w kontekście nowych inwestycji biurowych nie była już tak imponująca. Jak zatem wygląda sytuacja na rynku biurowym w Polsce?

Rynek biurowy w Polsce: popyt na przestrzenie biurowe

Jeszcze niedawno spora część ekspertów wieszczyła upowszechnienie się pracy zdalnej do tego stopnia, że nowe powierzchnie biurowe miałyby stać się zbędne. Okazuje się jednak, że były to błędne prognozy. W 2023 r., jak wynika z raportu „Rynek Biurowy w Regionach I-IV kw. 2023” firmy Newmark Polska, całkowita aktywność najemców biurowych w największych miastach regionalnych kraju (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin, Szczecin) wyniosła ponad 741 300 mkw. i była wyższa niemal o 19 proc. od aktywności odnotowanej w 2022 r. (oraz o 7 proc. wyższa niż w rekordowym 2019 r.). Jednocześnie tylko w IV kwartale 2023 r. najemcy wynajęli prawie 210 300 mkw. na głównych rynkach regionalnych.

Najwięcej powierzchni biurowej, bo aż 201 300 mkw., wynajęto w Krakowie; we Wrocławiu, który uplasował się na drugim miejscu, wynajęto natomiast łącznie 165 550 mkw. Trzecie miejsce w zestawieniu zajęło Trójmiasto z aktywnością najemców przekraczającą 143 900 mkw. Warto jednocześnie zauważyć, że tylko te trzy miasta przypadło niemal 69 proc. całkowitego popytu odnotowanego w regionach w zeszłym roku. Tym samym biura w Krakowie, biura we Wrocławiu oraz Trójmieście cieszyły się sporym zainteresowaniem.

Deweloperzy na razie zachowują ostrożność

Mimo wyraźnego wzrostu zainteresowania ze strony najemców deweloperzy zachowują ostrożność w rozpoczynaniu nowych inwestycji. Na koniec 2023 r. w budowie pozostawało ok. 300 000 mkw. powierzchni biurowej, czyli niemal 47 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2022 r. Ostrożność deweloperów może wynikać z faktu, że w istniejących obiektach biurowych wciąż jest sporo dostępnej, niewynajętej powierzchni; powszechna jest również optymalizacja już zajmowanej powierzchni. Nie powinno zatem dziwić, że deweloperzy nie rozpoczynają nowych inwestycji, jeśli nie są one zabezpieczone umowami najmu.

Jednocześnie nie sposób nie odnotować, że w 2023 r. deweloperzy zrealizowali kilka dużych inwestycji – mowa m.in. o Ocean Office Park B i Kreo w Krakowie, Craft w Katowicach czy inwestycji Nowy Rynek E w Poznaniu.

Niższa skłonność do negocjowania stawek czynszów ze strony właścicieli budynków

Firmy, które poszukują powierzchni biurowej do wynajęcia, muszą mieć jednocześnie świadomość, że właściciele budynków biurowych, mimo sporego wskaźnika niewynajętych powierzchni (na rynkach regionalnych wyniósł on na koniec 2023 r. 17,5 proc.), nie są skłonni do negocjowania stawek czynszów. Dotyczy to zwłaszcza budynków spełniających kryteria ekologiczne i społeczne (ESG); z tego samego powodu w nowych budynkach można zaobserwować presję czynszową. To może być interesująca informacja m.in. dla firm, które szukają biura do wynajęcia w Warszawie lub myślą o biurze w Trójmieście, Krakowie, Wrocławiu czy innym dużym mieście.

Podsumowując, rynek biurowy w Polsce wyraźnie się ożywił; dobitnie wskazuje na to aktywność najemców (w tym zawieranie przez nich nowych umów oraz renegocjacje i odnawianie dotychczasowych). Na razie jednak wciąż jest sporo niewynajętej powierzchni, co wyraźnie studzi zapał deweloperów do rozpoczynania nowych inwestycji.

Inflacja w Europie pod kontrolą, poprawa koniunktury w Niemczech

Wczoraj poznaliśmy ostateczne odczyty inflacji, które przeszły niemal bez echa. Sporo jednak podziało się po bardzo dobrym odczycie indeksu koniunktury w Niemczech. Rynek czeka na dane o inflacji w USA.

Na Zachodzie efekt jojo słabszy

Po danych o inflacji z naszej części kontynentu można było bać się tego, co pokażą państwa strefy euro. Okazuje się jednak, że zarówno dane z Niemiec, jak i Hiszpanii, okazały się nie zaskakiwać analityków. Za Odrą wzrost cen utrzymał się na poziomie 2,2%, czyli najniższym od początku obecnej presji inflacyjnej. W Hiszpanii jesteśmy na poziomie 3,3%. Niby jest to wyraźnie więcej niż dołek na 1,9%. Trzeba jednak pamiętać, że dołek ten miał miejsce w czerwcu 2023 roku, gdyż kraj ten szybciej niż inne gospodarki, zdusił tempo wzrostu cen. Obecny poziom jest jednak wyższy od tego sprzed miesiąca o 0,1%. Pewne ryzyka widać w obydwóch przypadkach w danych miesięcznych, aczkolwiek nie jest to jeszcze niepokojące. Inflacja pod kontrolą jest zjawiskiem, które może przyspieszyć obniżki stóp procentowych przez EBC.

Poprawa koniunktury w Niemczech

Patrząc na wczorajszy wykres głównej pary walutowej, można było mieć pewne wątpliwości. Skoro dane o inflacji przybliżały obniżki stóp procentowych, to dlaczego euro się umacniało? Kluczem okazała się nie inflacja z Niemiec, ale indeks instytutu ZEW. Jest to badanie ankietowe, pokazujące optymizm, co do sytuacji gospodarczej w ciągu najbliższych 6 miesięcy. Badaniu podlegają analitycy, zajmujący się finansami i ekonomią. Wynik 47,1 pkt to najwyższy rezultat od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Jeszcze w grudniu 2022 roku wskaźnik ten wyraźnie przekraczał 50 pkt. Od tego czasu jednak zarówno gospodarka niemiecka, jak i nastroje, były pod bardzo silną presją. Lepsze perspektywy na przyszłość tłumaczą wczorajsze umocnienie się euro względem dolara. Europejska waluta jest najsilniejsza od ponad miesiąca.

Czekając na inflację w USA

Jutro poznamy odczyt inflacji w USA. Jest to główny odczyt kształtujący oczekiwania rynków względem poziomów stóp procentowych w USA. Obecnie szanse na utrzymanie stóp procentowych we wrześniu ponownie spadają w okolice ⅓. Wcześniejsze obniżki są obecnie mało prawdopodobne, co nie zmienia faktu, że dane o inflacji mogą to zmienić. Jeżeli poziom wzrostu cen okaże się wyraźnie niższy od oczekiwań, możemy wrócić do spekulacji o lipcowych obniżkach stóp. Jeżeli odczyt będzie wyraźnie wyższy, możliwe jest przesuwanie oczekiwań w stronę listopada, a być może nawet grudnia. Należy pamiętać, że przyspieszenie terminu oczekiwanych obniżek powinno wiązać się osłabieniem dolara na rynku, z kolei im później rynek będzie oczekiwał redukcji stóp, tym dolar powinien być droższy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja konsumencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Dolar słabszy po raporcie PPI

Wczoraj na Wall Street ponownie dominował obóz „kupujących”. Indeksy zamknęły dzień wyżej mimo, że inflacja PPI przekroczyła szacunki rynkowe. W dużej mierze o reakcji zadecydowała rewizja w dół marcowych wyników. Jerome Powell powtórzył, że stopy procentowe pozostaną na podwyższonym poziomie przez dłuższy czas i należy uzbroić się w cierpliwość, zanim dojdzie do łagodzenia warunków monetarnych. Rentowności amerykańskich obligacji skarbowych początkowo wzrosły po raporcie PPI, ale odwróciły się i zamknęły dzień niżej, co podniosło amerykańskie akcje. Dolar stracił na wartości. Rynek czeka na dzisiejsze odczyty wskaźników CPI z USA.

Powell we wczorajszym przemówieniu nie zaskoczył niczym i wygłosił znane już wszystkim stwierdzenie o potrzebie większej liczby dowodów na to, że inflacja zmierza w kierunku celu. Powtórzył, że ostatnie raporty CPI wskazują, że osiągnięcie zaufania do obniżenia stóp może potrwać dłużej niż wcześniej sądzono. Dodał, że polityka monetarna obecnie jest restrykcyjna pod wieloma względami ale przyznał jednocześnie, że dopiero czas pokaże, czy obecny ich poziom jest wystarczająco wysoki aby pokonać inflację. W pewnym stopniu Powell nie zamknął drogi do mało realnej na ten moment podwyżki stóp. Kolejne bardzo dyplomatyczne wystąpienie, które nie wywołało większej zmienności na rynku.

Ceny producenckie w USA w kwietniu uplasowały się zgodnie z rynkowy konsensusem jeśli mówimy o dynamice rok do roku. W przypadku zmiany miesiąc do miesiąca otrzymaliśmy zaskoczenie wyższymi odczytami. Z kolei poprzednie wartości zostały zrewidowane znacznie w dół. W pierwszej reakcji dolar umocnił się a następnie przeszedł do defensywy. Kurs EUR/USD spadł do poziomu tuż poniżej 1,0770 po czym dynamicznie urósł do 1,0820. Obecnie ponownie rośnie i znajduje się w okolicy 1,0830. Można wnioskować, że rynek po „przetrawieniu” danych, zwrócił większą uwagę na dokonaną rewizję liczb marcowych.

Wzrost gospodarczy w Polsce w I kwartale okazał się wyższy od prognoz ekonomistów i wyniósł 1,9 proc. r/r. W ujęciu kwartalnym dynamik uplasowała się na poziomie 0,4 proc. Z kolei finalny CPI w ujęciu rocznym wyniósł 2,4 proc. a w porównaniu do poprzedniego miesiąca 1,1 proc. Złoty umacnia się. Kurs EUR/PLN spada poniżej 4,27 a USD/PLN do 3,9340. Siła złotego może też wynikać z rosnącego kursu głównej pary walutowej.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Sportowe lato nadchodzi a giełdowe spółki liczą na poprawę wyników

Dziś wieczorem, Polska drużyna zmierzy się ze Słowacją podczas Mistrzostw Świata w Hokeju, odbywających się Czechach. Jest to przedsmak czekającego nas w tym roku sportowego lata: od Igrzysk Olimpijskich po Euro 2024. Będzie to okazja do poprawy wyników przez spółki z branży sportowej, które po pandemii radzą sobie gorzej niż reszta rynku. Cały globalny rynek sportowy ma wartość 1,4 bln dolarów i rośnie w tempie około 10 proc. rocznie.

W tym roku, lato zdecydowanie będzie upływać pod znakiem sportu. Najważniejszymi wydarzeniami będą oczywiście organizowane przez Niemcy Euro 2024 (14 czerwca – 14 lipca) oraz Igrzyska Olimpijskie w Paryżu (26 lipca – 11 sierpnia). Co ważne, oba te wydarzenia odbywają się stosunkowo blisko Polski. Jest zatem szansa, że będzie w nich uczestniczyć wielu polskich kibiców. Natomiast 14 sierpnia na Stadionie Narodowym w Warszawie odbędzie się piłkarki Superpuchar Europy. Obraz sportowego lata dopełniają jeszcze zmagania tenisowe – Roland Garros, Wimbledon i US Open.

Ostatnie Igrzyska Olimpijskie były oglądane blisko 3 miliardy widzów na całym świecie, a w przypadku Euro, było to nawet 5 miliardów. Na popularności tych wydarzeń zyskują wieloletni sponsorzy Olimpiad – od Coca-Coli po Visa – oraz sponsorzy Euro – od Alibaba po Booking. Są to wielkie globalne wydarzenia komercyjne, gdzie udział sponsorów ma istotne znaczenie. Wielu kibiców narzeka na komercjalizację sportu, jednak w obecnej sytuacji, nie ma już odwrotu od takiego stanu. Rola sponsorów jest jeszcze ważniejsza w przypadku mniejszych wydarzeń. Głównym sponsorem czeskich Mistrzostw Świata w Hokeju jest Škoda – część globalnej grupy Volkswagena.

Szacuje się, że cały globalny rynek produktów sportowych, wydarzeń sportowych oraz udziału w akcyjności fizycznej ma wartość około 1,4 bln dolarów i rośnie w tempie zbliżonym do 10 proc. rocznie. Nadchodzące lato będzie zatem ważne nie tylko dla kibiców, ale także dla firm produkujących odzież i sprzęt sportowy. Może stać się katalizatorem poprawy ich wyników, ponieważ giełdowe spółki sportowe od zakończenia pandemii radzą sobie gorzej niż szeroki rynek.

Na potrzeby naszego porównania, stworzyliśmy koszyk największych na świecie akcji sportowych, od bardzo znanych w Polsce Nike, Adidas, Puma, Fila, Asics czy Under Armour, po te nieobecne lub mniej popularne, takie jak Lululemon, Anta Sports, Acushnet i notowany od niedawna na giełdzie Amer Sports. Udział poszczególnych akcji w koszyku został ustalony proporcjonalnie do kapitalizacji rynkowej poszczególnych firm. Łączna kapitalizacja rynkowa tych 10 firm wynosi 250 miliardów dolarów. Ich notowania w okresie ostatnich 5 lat pozostają w tyle za globalnymi akcjami (patrz wykres). Branża mocno rozwinęła się podczas pandemii, jednak później radziła sobie gorzej z powodu obaw dotyczących ograniczania wydatków konsumentów. Wskaźnik C/Z całego koszyka wynosi około 25x. Jest on powyżej rynkowej średniej, jednak jest to poziom zbliżony do najniższego w okresie ostatnich 5 lat. Dzieje się tak pomimo zbliżającego się intensywnie sportowego lata.Czeka nas prawdziwie sportowe latoPaweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

W I kw. br. zlikwidowano blisko 56 tys. jednoosobowych firm. 91,5 tys. zostało zawieszonych

Od stycznia do marca br. liczba wniosków dotyczących zamknięcia jednoosobowej działalności gospodarczej (JDG) była o przeszło 6% mniejsza niż w analogicznym okresie 2023 roku. Prawie 20% ww. przypadków dotyczyło firm bez wskazanego miejsca wykonywania działalności, a niespełna 13% – województwa mazowieckiego. W tym samym okresie o 2% wzrosła liczba wniosków dotyczących zawieszenia działalności. Eksperci, analizując powyższe dane i bieżącą sytuację na rynku, twierdzą, że w najbliższych miesiącach sytuacja powinna lekko się poprawiać, ale raczej nie ma co oczekiwać, że nagle wybuchnie boom na „odmrażanie” działalności lub drastycznie zmienią się liczby w kwestii zamykania firm. Jednocześnie znawcy tematu zapowiadają, że będzie lepiej niż rok temu.

Jak wynika z danych udostępnionych przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii (MRiT), w I kw. 2024 roku do rejestru CEIDG (Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej) wpłynęło blisko 56 tys. wniosków dotyczących zakończenia jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 6,2% mniej niż w analogicznym okresie 2023 roku, kiedy takich przypadków było prawie 60 tys. Dr Błażej Podgórski z Katedry Finansów Akademii Leona Koźmińskiego informuje, że w Polsce jest zarejestrowanych około 3,5 mln JDG. Zdaniem eksperta, dane wskazują na różnicę na poziomie jednego promila.

– Te statystyki są spójne z obrazem sytuacji polskiej gospodarki w ostatnich latach. Pierwszy kwartał ubiegłego roku był szczególnie trudny dla przedsiębiorców. Miało to związek z apogeum presji kosztowej, wynikającej w szczególności z wysokich cen energii. Jednocześnie firmy mierzyły się ze słabością popytu, zarówno w kraju, jak i za granicą. O trudności ówczesnej sytuacji najlepiej świadczy fakt, iż polska gospodarka znajdowała się wówczas w recesji – komentuje Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Z kolei 10,9 tys. ww. wniosków z I kw. br. dotyczyło firm, które nie wskazały miejsca wykonywania działalności (rok wcześniej – 9,6 tys.). Patrząc na dane obejmujące województwa, najwięcej takich przypadków miało miejsce w mazowieckim – 7,2 tys. (rok wcześniej – prawie 8 tys.). Jak podkreśla dr Podgórski, gospodarka i biznes ewoluują. Wiele przedsiębiorstw działa w wirtualnym środowisku. Są to oczywiście podmioty z szeroko pojętej branży IT, ale i te korzystające z marketplace’ów, jak np. Allegro.

– Osoby dokonujące rejestracji działalności gospodarczej w CEIDG nie mają obecnie obowiązku wskazania stałego adresu, pod którym ją prowadzą. Wystarczy bowiem tylko podanie adresu korespondencyjnego. Można przypuszczać, że na pominięcie tej informacji decydują się osoby prowadzące tzw. działalność mobilną lub też świadczące usługi w lokalu klienta. Prawdopodobnie w części przypadków jej zasięg przekracza granice pojedynczego województwa. Z tego wynika takie zachowanie – dodaje Łukasz Kozłowski.

Dane resortu pokazują również, że w I kw. br. do rejestru CEIDG wpłynęło 91,5 tys. wniosków o zawieszenie JDG. To o 2% więcej niż w analogicznym okresie 2023 roku, kiedy takich przypadków było 89,6 tys. W opinii Adriana Parola, radcy prawnego i doradcy restukturyzacyjnego, w przypadku tego wzrostu kluczowe znaczenie ma nadzieja na poprawę sytuacji gospodarczej. Część przedsiębiorców wstrzymała się z decyzją o likwidacji biznesu, oczekując na lepsze czasy. Ekspert zaznacza, że z reguły zawieszenie JDG trwa 3-4 miesiące. Jednak konkretny wpływ na taki krok może mieć profil działalności.

– Jednym z czynników implikujących zawieszenia jest zmiana przepisów dotyczących składek zdrowotnych. Przed Polskim Ładem premiera Morawieckiego większość kosztów ubezpieczenia zdrowotnego można było odpisać od podatku. Natomiast po tej nowelizacji składki ZUS w zdecydowany sposób dociążyły prowadzenie działalności gospodarczej. Jednak polski biznes stoi na solidnych fundamentach. A dane dotyczące zawieszeń, jak i zamknięć działalności, wykazują bardziej na naturalną fluktuację niż realne zmiany – stwierdza dr Podgórski.

Do tego Łukasz Kozłowski zaznacza, że na początku roku następuje ograniczenie aktywności m.in. w branży budowlanej, rolniczej, handlowej, a także w niektórych segmentach turystyki. W związku z tym część przedsiębiorców decyduje się na zawieszenie działalności gospodarczej, co pozwala ograniczyć ponoszone koszty w tym czasie. W uzupełnieniu doradca restrukturyzacyjny Łukasz Goszczyński z kancelarii prawa gospodarczego GKPG dodaje, że z reguły początek roku sprzyja robieniu różnego rodzaju wewnętrznych bilansów i podsumowań. Wówczas, jeśli „nie spinają się dochody”, zapada decyzja o zawieszeniu. A to z reguły jest pierwszy poważny krok do zamknięcia firmy.

– Wszelkie znaki wskazują na to, że w najbliższych miesiącach nastąpi zmniejszenie liczby zamykanych i zawieszanych JDG. Wpływ na to będzie miało ożywienie gospodarcze, wynikające z dopływu unijnych środków, który wcześniej był mocno zahamowany. Jednocześnie w gastronomi może być więcej zamknięć działalności, przede wszystkim ze względu na koszty nośników energii i pracy, które cały czas przecież rosną – dodaje Adrian Parol.

Według Łukasza Kozłowskiego, w następnych miesiącach możemy spodziewać się nieznacznego spadku liczby zamykanych i zawieszanych działalności gospodarczych. To powinno mieć związek ze stopniową poprawą koniunktury gospodarczej oraz ponownym wzrostem popytu na rynku. Zdaniem eksperta, największa poprawa może nastąpić w przypadku tych branż, w których ubiegłoroczne wyniki były relatywnie najsłabsze. Wśród nich można wymienić budownictwo, przemysł oraz administrowanie i działalność wspierającą.

– Patrząc obecnie na krajową gospodarkę, można mieć wrażenie, że w kolejnych miesiącach tego roku przedsiębiorcy będą rzadziej zamykać swoje jednoosobowe biznesy. Jednocześnie częściej będą chcieli „odmrażać” te, które wcześniej zostały zawieszone. Natomiast nie spodziewam się, aby to było jakieś znaczące tąpnięcie w tej kwestii. Raczej będzie to symboliczne kilka procent, ale z pewnością będzie to lepiej wyglądało niż rok temu, kiedy w gospodarce szalała wysoka inflacja. Do tego najczęściej będzie to dotyczyło dużych i średnich miast – podsumowuje Łukasz Goszczyński.

91% najszybciej rosnących firm spodziewa się, że GenAI zmieni oblicze biznesu

Generatywna sztuczna inteligencja (GenAI) i sztuczna inteligencja znacząco zmienią funkcjonowanie firm w przyszłości – twierdzi 81% respondentów badania Dell Technologies Innovation Catalyst. Wśród najszybciej rosnących organizacji (wzrost przychodów +25% w 2023 roku) odsetek ten wzrasta do aż 91% odpowiedzi.

Wyniki badania, przeprowadzonego wśród 6600 decydentów biznesowych i IT z 40 krajów (w tym z Polski), pokazują, że chociaż panuje duży optymizm dotyczący sztucznej inteligencji i GenAI, stopień przygotowania organizacji na szybkie tempo zmian jest mocno zróżnicowany. Większość respondentów, 82%, twierdzi, że ma dobrą pozycję konkurencyjną i mocną strategię. Jednocześnie prawie połowa (48%) nie jest pewna, jak będzie wyglądała ich branża w ciągu najbliższych trzech do pięciu lat, a prawie sześciu na dziesięciu respondentów (57%) ma trudności z dotrzymaniem tempa. Zdaniem ankietowanych główne wyzwania utrudniające wprowadzanie innowacji to problem ze znalezieniem talentów (35%), obawy dotyczące prywatności danych i cyberbezpieczeństwa (31%) oraz brak budżetu (29%). Nieco inaczej wygląda to dla polskich managerów i decydentów IT: na pierwszym miejscu są również obawy związane z cyberbezpieczeństwem (33%), ale dalej – problem z przestarzałym lub zbyt złożonym środowiskiem IT (29%) i… brak czasu (29%).

GenAI wchodzi w nowy etap: od pomysłów do wdrożenia

Transformacyjny lub znaczący potencjał GenAI respondenci widzą w obszarach poprawy stanu bezpieczeństwa IT (52%), wzrostu produktywności (52%) i wyższej jakości obsługi klienta (51%). Dla grupy z Polski na podium znalazły się: wzrost produktywności (55%), automatyzacja powtarzalnych zadań (55%) oraz poprawa bezpieczeństwa (53%). Wszyscy uczestnicy badania są również świadomi wyzwań do pokonania: 68% obawia się, że GenAI wygeneruje nowe problemy związane z bezpieczeństwem i prywatnością, a 73% zgadza się ze stwierdzeniem, że ich dane i własność intelektualna są zbyt cenne, aby umieścić je w narzędziu GenAI, do którego może mieć dostęp strona trzecia.

W szerszym ujęciu odpowiedzi sugerują, że firmy pracują nad praktycznymi aspektami GenAI, przechodząc od pomysłu do implementacji, a 58% twierdzi, że już rozpoczęło wdrażanie GenAI. Wraz z upowszechnianiem się technologii, obawy koncentrują się na zrozumieniu, gdzie znajdują się zagrożenia i z czego wynikają. Aż 77% respondentów uważa, że to organizacja, a nie maszyna, użytkownik czy społeczeństwo, jest odpowiedzialna za wszelkie awarie lub niepożądane zachowania związane ze sztuczną inteligencją.

Świat otwiera się na generatywną Sztuczną Inteligencję, mimo związanych z tym wyzwań biznesowych. Na tym polu mamy w Polsce do wykorzystania ogromną szansę, badania pokazują, że znacznie lepiej radzimy sobie z pozyskiwaniem odpowiednich talentów. Wciąż nieco ponad połowa respondentów, czyli 55%, wskazuje, że jest to problem, ale globalnie nie radzi sobie z tym znacznie więcej, bo 67% firm. Zdecydowanie mocniej stawiamy też na pozytywny wpływ AI, polskie firmy skupiają się na generowaniu przychodów, podczas gdy globalny trend to szukanie oszczędności i optymalizacji – komentuje Dariusz Piotrowski, dyrektor zarządzający Dell Technologies Polska.

Problemy z bezpieczeństwem hamują innowacje

Cyberbezpieczeństwo nadal stanowi bolączkę przedsiębiorstw. Trudno się temu dziwić, aż 83% respondentów potwierdza, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy zostali zaatakowani przez cyberprzestępców. Większość (89%) realizuje strategię wdrażania modelu Zero Trust, a 78% twierdzi, że ma plan reagowania na incydenty, aby przywrócić działalność po cyberataku lub wycieku danych.

Trzy najczęściej wymieniane typy zagrożeń to złośliwe oprogramowanie, phishing i naruszenia danych. Wysoka pozycja phishingu wskazuje na szerszy problem podkreślony w raporcie, jakim jest rola pracowników firmy w utrzymaniu cyberbezpieczeństwa. Na przykład 67% respondentów deklaruje, że niektórzy pracownicy omijają wytyczne i praktyki dotyczące bezpieczeństwa IT, ponieważ opóźniają one wydajność i produktywność, a 65% uważa zagrożenia wewnętrzne za duży problem. Wskazuje to na potrzebę skupienia się na odpowiednich szkoleniach, ponieważ to pracownicy stanowią pierwszą linią obrony.

Właściwa infrastruktura IT zyskuje kluczową rolę

Ważnym wnioskiem z badania jest też wskazanie na kluczową rolę nowoczesnej infrastruktury danych. Technologie takie jak GenAI nabierają tempa, a ilość danych nieustannie rośnie. Inwestowanie w nowoczesną, skalowalną infrastrukturę zostało uznane za najważniejszy obszar ulepszeń dla firm umożliwiający przyspieszenie innowacji. Większość decydentów IT (82%) twierdzi, że preferuje model on-prem lub hybrydowy, aby sprostać wyzwaniom, które przewidują przy wdrażaniu GenAI.

Możliwość udostępniania danych w całej firmie jest równie ważnym elementem wprowadzania innowacji, a tylko jedna osoba na trzy (33%) twierdzi, że może przekształcić dane w rekomendacje w czasie rzeczywistym. Aż 82% twierdzi, że dane są wyróżnikiem firmy, a strategia GenAI musi obejmować wykorzystanie i ochronę tych danych. Prawie połowa (42%) twierdzi również, że spodziewa się, że w ciągu najbliższych pięciu lat większość danych firmy będzie pochodzić z brzegu sieci.

Inne wyniki badań obejmują:

  • Umiejętności: Dwie trzecie respondentów (67%) twierdzi, że obecnie w ich branży brakuje talentów potrzebnych do wprowadzania innowacji. Zwinność i chęć uczenia się, biegłość w posługiwaniu się sztuczną inteligencją oraz kreatywność i twórcze myślenie to najważniejsze umiejętności i kompetencje na najbliższe pięć lat. Dla respondentów z Polski jest to 55%, a wśród najważniejszych kompetencji są chęć uczenia się, kreatywność i umiejętność krytycznego myślenia.
  • Zrównoważony rozwój: Wśród badanych 42% uważa, że „napędzanie innowacji zrównoważonych dla środowiska” jest ważnym obszarem do poprawy. Efektywność energetyczna jest jednym z priorytetów, przy czym 79% eksperymentuje z rozwiązaniami jako usługą w celu bardziej efektywnego zarządzania środowiskiem IT, a 73% aktywnie przenosi wnioskowanie AI na brzeg sieci, aby stać się bardziej energooszczędnym (np. inteligentne budynki).
  • Uczynienie z IT strategicznego partnera: Obecnie 81% decydentów biznesowych ma powody, aby wykluczyć decydentów IT z rozmów strategicznych, ale oba działy uznały silniejsze relacje za drugi najważniejszy obszar do poprawy.

Informacje o badaniu Innovation Catalyst

Firma Dell Technologies zleciła przeprowadzenie tych badań firmie Vanson Bourne. W badaniu wzięło udział 6600 respondentów z organizacji zatrudniających ponad 100 pracowników z Ameryki Północnej, Ameryki Łacińskiej, regionu EMEA, Azji i Pacyfiku oraz Chin. Organizacje te reprezentują różne sektory publiczne i prywatne.

Wszyscy respondenci napędzają lub wpływają na innowacje w swojej organizacji. Spośród ogólnej liczby respondentów 3 330 to decydenci IT (ITDM), a 3 330 to decydenci biznesowi (BDM). Liczba respondentów z Polski wyniosła łącznie 150 osób, w tym 75 decydentów IT i 75 – decydenci biznesowi.

Wywiady zostały przeprowadzone online i telefonicznie we wrześniu, październiku i listopadzie 2023 roku.

Maciej Zientara dołącza do JR Holding

Przedsiębiorca z długoletnim doświadczeniem, założyciel i partner zarządzający Holdingiem Inwestycyjnym „Supernova Group” przekracza 5% w akcjonariacie JR Holding ASI S.A. i dołącza do grona Partnerów JRH.

Notowana od marca br. na głównym parkiecie GPW firma inwestycyjna JR Holding opublikowała niedawno nową strategię i zaczyna jej realizację. Nowa strategia zakłada dalsze porządkowanie portfela i zainwestowanie około 300 mln zł do 2027 r. w spółki z najbardziej perspektywicznych branż: transformacji energetycznej, deepetch i przemysł kosmiczny, biotech i medtech, AI i cyfrowy biznes, gaming oraz zrównoważony rozwój i gospodarka obiegu zamkniętego.

Jednym z założeń nowej strategii jest także włączenie osób z doświadczeniem do grona opiniujących i podejmujących decyzje inwestycyjne. Taką osobą, która dołącza również do grona istotnych akcjonariuszy JRH jest Maciej Zientara. Będziemy korzystać z jego doświadczenia a także sieci kontaktów aby selekcjonować i pozyskiwać coraz bardziej trafne inwestycje do portfela JRH – deklaruje January Ciszewski, założyciel, główny akcjonariusz i Prezes JR Holding.

Maciej Zientara ma wieloletnie doświadczenie, w tym transakcyjne, w zakresie M&A, inżynierii finansowej, zarządzania funduszami inwestycyjnymi oraz portfelami przedsiębiorstw. Jest założycielem „Supernova Group”, która koncentruje się na działalności deweloperskiej, hotelarskiej, zarządzaniu nieruchomościami oraz szerokim zakresem inwestycji kapitałowych, a także posiada pakiet kontrolny giełdowej spółki Soho Development.

– Postanowiłem zainwestować strategicznie w akcje JRH i to nie tylko jako pasywny inwestor, ale przede wszystkim włączyć się w aktywne wsparcie zarządzania portfelem JR Holding. Traktuję swoją inwestycję jako otwarcie ścieżki partnerstwa strategicznego z holdingiem Januarego Ciszewskiego. JRH przeszedł fantastyczną ścieżkę rozwoju. Liczę, że z moim skromnym udziałem, spółka kontynuować będzie z sukcesem dynamiczny rozwój, do czego chcę się przyczynić. Z dużym optymizmem patrzę w najbliższą 2-3 letnią przyszłość i jestem przekonany, że spółka nie jednym jeszcze zaskoczy. Przyjęta, zaktualizowana strategia JRH jest mi bardzo bliska. Jestem przekonany, że moje 25-letnie doświadczenie na rynku kapitałowym i inwestycyjnym wniesie wiele świeżego spojrzenia i wzmocni kompetencyjnie zespół zarządzający. Moim zamiarem jest dalsze zwiększanie zaangażowania kapitałowego w JRH. Po przejściu na parkiet główny giełdy rozpoczyna się właśnie nowy etap, chcę być częścią tego sukcesu – powiedział Maciej Zientara, nowy Partner w JRH.

Najemcy mieszkań w lepszej sytuacji niż wynajmujący. Ceny spadają, a oferta rośnie!

Rynek najmu w kwietniu osiągnął równowagę. Zarówno baza dostępnych mieszkań na wynajem, jak i zainteresowanie nimi ze strony potencjalnych najemców wzrosły o 1,5% m/m i 21% r/r. W przypadku cen w miastach wojewódzkich widoczna była kolejna korekta średnich stawek ofertowych, które spadły poniżej 3500 zł. Taka sytuacja sprzyjała najemcom. Oprócz liczby lokalizacji, liczby pokoi i metrażu coraz większe znaczenie miały dla nich także dodatkowe udogodnienia takie jak np. miejsce parkingowe, które zwiększa koszt najmu nawet o 3% za mkw.

Poszukujący mieszkań na wynajem mieli z czego wybierać. Po marcowym uszczupleniu bazy ofert najmu o 2% m/m w kwietniu widoczny był powrót do tendencji wzrostowej. W ostatnim dniu miesiąca w serwisie Otodom potencjalni najemcy mieli do dyspozycji ponad 27 tys. ogłoszeń. To 1,5% więcej m/m i aż 21% więcej względem ubiegłego roku.

Wśród wszystkich miast wojewódzkich jedynie w dwóch miastach odnotowano na koniec kwietnia spadek w stanie dostępnej oferty mieszkań na wynajem. W Poznaniu skurczyła się ona o 3% m/m. Natomiast w Trójmieście – blisko o jedną trzecią, za co odpowiada zbliżający się sezon wakacyjny i przekierowanie przez właścicieli mieszkań do najmu krótkoterminowego. Z kolei najszybszą, dwucyfrową miesięczną dynamiką przyrostu bazy ogłoszeń mogły się w kwietniu pochwalić Rzeszów (+22% m/m) oraz Katowice (+11%).

Sytuacja na rynku najmu jest dużo korzystniejsza dla najemców niż jeszcze rok temu. Przede wszystkim za sprawą odbudowania się podaży w większości miast wojewódzkich, która wpłynęła na ustabilizowanie się, a nawet niewielkie spadki średnich stawek czynszów. Co więcej, oferowane na rynku mieszkania są nowsze, lepiej wyposażone, a coraz więcej z nich posiada udogodnienia takie jak np. klimatyzacja bądź miejsce postojowe. – komentuje Karolina Klimaszewska, starsza analityczka Otodom.

Zainteresowanie najemców rośnie,  a ceny nadal hamują

Szeroka baza ofert mieszkań na wynajem sprzyja poszukiwaniom nowego lokum. W kwietniu tę kategorię odwiedzono w serwisie Otodom 1,45 mln razy, czyli o 1,5% częściej w porównaniu do marca

i o 21% częściej niż rok wcześniej. Warto zauważyć, że wszystkie miasta wojewódzkie cieszyły się dużo większym zainteresowaniem potencjalnych najemców względem ubiegłego roku. Do rekordzistów należały Łódź (+35% r/r), Kraków (20% r/r) oraz Warszawa (ok. 15% r/r).

Równocześnie już od kilku miesięcy możemy obserwować korektę cen najmu. Nie inaczej było w kwietniu – w miastach wojewódzkich za wynajem mieszkania trzeba było zapłacić średnio  3480 zł, czyli o nieco ponad 0,5% mniej niż w marcu. Najdroższa wciąż pozostała Warszawa ze średnia kwotą najmu przekraczającą 4800 zł. Z wydatkiem ok. 3000 zł musieli się natomiast liczyć najemcy z Krakowa, Trójmiasta i Wrocławia. I chociaż te miasta pozostają najdroższe, to w porównaniu do ubiegłego roku,jest w nich od 1-2% taniej.

ceny najmu mieszkań

Co ważne, w kwietniu odnotowano także 1,5% spadek średniej kwoty w przeliczeniu za mkw. Tym samym w ujęciu rocznym możemy mówić o stawce wyższej tylko o 2% r/r, czyli niemal o  tyle, co poziom inflacji.

Choć obecna sytuacja na rynku najmu jest korzystna dla najemców, to nieco inaczej może wyglądać perspektywa wynajmujących. Głównie za sprawą wysokich kosztów zakupu nieruchomości w przypadku osób posiłkujących się kredytem hipotecznym. Korekta cen najmu w ich przypadku może wpływać na rentowność takiej inwestycji. Warto jednak zauważyć, że na wyższe stawki mogą liczyć właściciele mieszkań z dodatkowymi udogodnieniami i lepszym wyposażeniem. – podkreśla Karolina Klimaszewska, starsza analityczka Otodom.

Wyposażenie i udogodnienia w cenie

Które z udogodnień w największym stopniu mogą wpłynąć na cenę oferowanego mieszkania na wynajem? Dane z wyszukiwań Otodom wskazują, że jednym z najbardziej pożądanych przez najemców udogodnień w wynajmowanym mieszkaniu jest garaż. Popularnością wyprzedza balkon, ogród, klimatyzację, taras a nawet windę. Co ciekawe, liczba ofert z taką możliwością wyraźnie rośnie – w kwietniu br. stanowiły one 47% wszystkich ogłoszeń, podczas gdy przed wybuchem wojny w Ukrainie ten odsetek wynosił około 40%.

Według danych Cenoskopu Otodom (autorskiego modelu uczenia maszynowego, który dokonuje estymacji wartości nieruchomości) dostępność miejsca postojowego w mieszkaniu na wynajem ma największe znaczenie w Poznaniu, Wrocławiu i  Warszawie. W tych miastach zwiększa ona wycenę kwoty najmu nawet o 2-3% za mkw.

Z kolei za mieszkanie z klimatyzacją najemcy muszą zapłacić przeciętnie wyższą o 3-4% cenę. W Trójmieście poszukujący lokali na wynajem z takim udogodnieniem muszą się liczyć ze wzrostem stawki nawet o 6 zł/mkw., czyli z ok. 10% wyższymi opłatami za najem. Nieco mniejszy wpływ na cenę ma z kolei wyposażenie wynajmowanego mieszkania w zmywarkę – ten rodzaj wyposażenia podwyższa wartość lokalu o 2-3%. Natomiast aneks kuchenny w miejsce osobnej kuchni przekłada się na wzrost stawki najmu  przeciętnie o 1-2%.

Rynek pracy w Polsce staje się coraz bardziej elastyczny

Mniejsze firmy dołączają do trendu GIGekonomii, wpływając na wzrost elastyczności rynku pracy w Polsce – wynika z badania GIGLIKE I EY Polska.

  • GIGbarometr 2024 osiągnął poziom 5,1 (na skali od 0 do 10, gdzie 10 oznacza maksimum elastyczności rynku pracy). Oznacza to wzrost o 0,6 w stosunku do zeszłego roku. Pozytywny trend zmian da się zauważyć we wszystkich badanych perspektywach.
  • GIGbarometr to stworzony przez GIGLIKE i EY Polska jedyny taki w Polsce barometr elastyczności rynku pracy. Składa się z trzech perspektyw: Otoczenia – czyli otoczenia makroekonomicznego i prawnopodatkowego, Firmy – czyli popularności zastosowania elastycznych form współpracy w przedsiębiorstwach oraz Ludzi – czyli oceny przez firmy jakości współpracy z niezależnymi profesjonalistami.
  • Największą zmianę na plus odnotowano rok do roku w perspektywie Otoczenie – z 4,1 w 2023 r. na 5,1 w 2024 r. To m.in. za sprawą wpływu sytuacji gospodarczej oraz szybkiego rozwoju technologii ułatwiających elastyczną pracę zdalną. Perspektywa Firma (2,6 w 2024 r. vs. 2,2 w 2023 r.) ukazuje, że zwłaszcza małe firmy w większym stopniu otwierają się dziś na nowoczesne formy współpracy. Perspektywa Ludzie na poziomie 7,7 (vs. 7,2 w 2023 r.) opisuje, jak dobrze oceniani są dziś niezależni profesjonaliści i model, w którym współpracują z przedsiębiorstwami.

GIGer – niezależny profesjonalista, freelancer, osoba współpracująca z daną firmą lub niezależny kontraktor. Preferuje elastyczny model współpracy, wykonywanej często dla kilku firm równocześnie, w zależności od potrzeb i wymagań.

Już 65% działających w Polsce firm korzysta dziś z elastycznych form współpracy, takich jak umowa B2B, czy umowa-zlecenie. To aż o 12% więcej niż w zeszłym roku. Na popularności zyskują umowy B2B, które stosowane są już w niemal 3 na 5 przedsiębiorstwach – wynika z najnowszego badania GIGLIKE i EY Polska „GIGbarometr – barometr elastyczności rynku pracy”.

GIGbarometr to prosty i jednoznaczny wskaźnik, który określa faktyczny poziom elastyczności rynku pracy w Polsce. Ujmuje on elastyczność w trzech perspektywach: Otoczenie, Firma i Ludzie. Im wyższa wartość wskaźnika, tym bardziej elastyczny jest rynek pracy w Polsce.

W tym roku GIGbarometr wyniósł 5,1. Oznacza to wzrost o 0,6 w stosunku do roku ubiegłego.

– Cieszy fakt, że GIGekonomia puka do drzwi coraz większej liczby działających w Polsce przedsiębiorstw. To powód do zadowolenia, tym bardziej że proces ten nie wynika z przymusu, a oczekiwania samych specjalistów, którzy dostrzegają szereg benefitów związanych z niezależnością, jaką daje elastyczność na rynku pracy. Firmy, idąc za przykładem konkurencji, coraz chętniej decydują się na współpracę z GIGerami – mówi Tomasz Miłosz, założyciel i CEO GIGLIKE.

Szczegółowe wyniki tegorocznego GIGbarometru wskazują na to, że rynek coraz szerzej otwiera się na elastyczne formy współpracy. Należy podkreślić, że pozytywna zmiana widoczna jest zwłaszcza w sektorze małych firm – to właśnie te podmioty są dziś bardziej otwarte na elastyczne formy współpracy niż jeszcze w zeszłym roku (zmiana z 58% na 65%).

Obecnie już częściej niż co trzecia badana firma (34%) uważa, że wdrożone zasady korporacyjne (np. polityka pracy hybrydowej) mają pozytywny wpływ na elastyczność rynku pracy. GIGekonomii – zdaniem badanych – sprzyja także sytuacja gospodarcza. W stosunku do 2023 r. wpływ tego czynnika wzrósł z 4,0 do 5,1 wśród małych oraz z 4,8 do 5,8 wśród średnich organizacji.

37% firm uważa, że znaczenie elastycznych form współpracy wzrośnie w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Odsetek ten jest jeszcze wyższy w przypadku dużych przedsiębiorstw i wynosi aż 53%.

– Zmiany na rynku pracy są napędzane przez ludzi, którzy znajdują swoje miejsce w tym dynamicznym środowisku. Firmy coraz lepiej rozumieją potrzeby i preferencje GIGerów. Tegoroczne wyniki GIGbarometru pokazują, że współpraca z niezależnymi specjalistami przynosi satysfakcję i jest wyżej oceniana niż w poprzednich latach – z największymi postępami wśród małych i średnich firm – zauważa Witold Widurek, Partner, People Advisory Services w EY Polska.

Umowy B2B zyskują na znaczeniu

Przedstawiciele firm deklarują większą liczbę zawieranych umów B2B. Wzrost widoczny jest zwłaszcza wśród przedsiębiorstw średniej wielkości (57% vs. 46% w 2023 r.) kosztem mniejszej liczby umów-zleceń, które mimo wszystko pozostają najczęściej wybieraną formą współpracy. Co ciekawe, znaczący spadek odsetka umów B2B rok do roku można zauważyć w branży IT.

Podobnie jak w zeszłym roku najważniejszym powodem, dla którego firmy korzystają z elastycznych form współpracy, są wyższe wynagrodzenia netto dla GIGerów niż w przypadku etatu. Na czynnik ten wskazuje niemal 6 na 10 przedsiębiorstw. Warto zauważyć, że po raz pierwszy nie stanowi on jednak priorytetu dla dużych organizacji, w których najważniejsze stały się oczekiwania samych współpracowników.

– Na rynek pracy wchodzi pokolenie pracowników myślących o karierze w sposób bardziej elastyczny. Osoby te, charakteryzujące się zadaniowym podejściem do pracy, mogą wpływać na to, że nowe modele zatrudnienia będą stawać się coraz bardziej naturalne. Firmy powinny zatem wsłuchiwać się w oczekiwania pracowników, aby współpraca była korzystna dla każdej ze stron – wskazuje Przemysław Gacek, Prezes Zarządu Grupy Pracuj S.A.

Na oczekiwania rynku jako powód, dla którego dana firma zwraca się ku elastycznym formom współpracy, wskazuje z kolei 31% zapytanych przedstawicieli przedsiębiorstw.

– Organizacje coraz sprawniej – choć nadal niewystarczająco dynamicznie – dostosowują się do trendu GIGekonomii, usprawniając wewnętrzne procedury i systemy, wychodząc tym samym naprzeciw oczekiwaniom samych kandydatów. Nadal brakuje jednak wystarczających uregulowań prawnych dotyczących elastycznych form współpracy i uwzględniających zmieniające się realia rynku pracy. Mimo to zarówno firmy, jak i pracownicy dostrzegają i starają się wykorzystać ten potencjał – dodaje Agata Wójcik-Ryszawa, Dyrektor Personalny w InPost Polska.

GIGekonomia to ludzie

GIGbarometr 2024 ukazuje, że firmy dostrzegają znaczące korzyści płynące z elastycznych form współpracy i coraz bardziej doceniają niezależnych profesjonalistów, ich ekspertyzę i zdolność do wprowadzania świeżego spojrzenia na realizowane projekty. Zadowolenie przedsiębiorstw ze współpracy z niezależnymi profesjonalistami jest wysokie (7,7, co oznacza wzrost o 0,5 w stosunku do ubiegłego roku). Wpływ na ten wynik ma zmiana nastawienia w sektorze MŚP. Spadek wskaźnika zadowolenia odnotowano z kolei wśród największych, liczących ponad 250 osób przedsiębiorstw, choć ten wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie (7,0 vs. 7,5 w 2023 r.).

Zdaniem przedstawicieli firm, dla GIGerów współpracujących z ich organizacjami niezmiennie najważniejsze pozostaje poczucie zadowolenia z sytuacji finansowej (57% wskazań), choć widać tu spadek o 9 punktów procentowych w stosunku do zeszłego roku. W to miejsce na znaczeniu zyskuje dowolność miejsca, czasu i warunków pracy, na co wskazuje 53% respondentów.

– Wysoka ocena jakości współpracy z niezależnymi specjalistami to zapowiedź wzrostu wskaźnika elastyczności rynku pracy, nawet jeśli chwilowo skłonność do elastycznej współpracy wręcz spada – głównie ze względu na nakazy powrotu do biur, które nie wpływają pozytywnie na taką formę pracy. Dobrzy specjaliści są na wagę złota, co w połączeniu z malejącą populacją Europy zwiastuje dawno zapowiadany trend – konieczność współdzielenia ekspertów, którzy cenią elastyczność pracy i z pewnością nie będą skłonni pracować dla firm wymuszających pracę w biurze – twierdzi Przemek Głośny, CEO i Founder w Useme.

Wyniki tegorocznego GIGbarometru wskazują również na istotny wzrost odsetka odpowiedzi w obszarze benefitów oraz narzędzi, które w ocenie przedsiębiorstw są istotne dla niezależnych profesjonalistów. Firmy dostrzegają konieczność zapewnienia GIGerom możliwości, które nie tylko pozwalają na bezpieczne wykonywanie obowiązków, np. poprzez udostępnianie narzędzi do pracy (wzrost z 34% w 2023 r. do 49%) czy zapewnianie ubezpieczenia (wzrost z 16% w 2023 r. do aż 36%), ale też oferują świadczenia o charakterze motywacyjnym, jak prywatna opieka zdrowotna (wzrost z 22% w 2023 r. do 30%) czy samochód firmowy (wzrost z 28% w 2023 r. do 30%).

Badanie GIGbarometr zrealizowano w marcu 2024 r. za pomocą wywiadów telefonicznych (CATI) przez ARC Rynek i Opinia oraz za pomocą wywiadów online (CAWI) poprzez formularz na stronie www.gigbarometr.pl. Sumaryczna próba wyniosła 311 przedstawicieli firm reprezentatywnych ze względu na wielkość organizacji. W badaniu brały udział firmy większe niż jednoosobowa działalność gospodarcza.

Złoty umacnia się już od ponad dwóch tygodni

Jeszcze niedawno zastanawialiśmy się, czy dolar dotrze do poziomu 4 zł. Dzisiaj jesteśmy już prawie 4 grosze poniżej tego poziomu. Wybuch inflacji w Czechach umacnia koronę, a Rumunia nie zaczyna obniżek stóp procentowych.

Kolejne umocnienia złotego

Polska waluta ma dobrą passę ostatnio. W sumie nic się nie zmieniło, więc można by oczekiwać tego samego na wykresach. Rynki w przypadku walut państw rozwijających się lubią przewidywalność. W tym wypadku fakt, że na konferencji prezes NBP potwierdził swoje stanowisko, mocno pomaga. To, że dwie z głównych agencji ratingowych świata utrzymały przyzwoity rating dla Polski, również nie przeszkadza. Oczywiście część analityków może wskazywać, że jest miejsce na jego poprawę, ale patrząc na tegoroczny deficyt budżetowy, może nie warto się wychylać na razie z takimi pomysłami. Należy jednak zauważyć, że na wykresach ten spokój po prostu widać, od ponad dwóch tygodni polska waluta jest w trendzie wzrostowym. Kurs euro spadł z 4,33 zł na okolice 4,27 zł, a kurs dolara spadł w 4,05 zł do 3,96 zł. Są to bardzo dobre wiadomości, patrząc na nadchodzący sezon wakacyjny i potencjalne zagraniczne wczasy. Gorzej, kiedy ktoś z zagranicy zechce przyjechać do Polski.

Odbicie inflacji w Czechach

Nasi południowi sąsiedzi, podobnie jak Polska w marcu, mieli 2% inflacji. W Polsce inflacja odbiła do 2,4%, z kolei w Czechach spodziewano się analogicznego ruchu, a otrzymano aż 2,9%. Jest to zatem wzrost z 2% na 2,9% w ciągu miesiąca. Efekt jojo w pięknym stylu. Jest to zatem najwyższy wynik w tym roku. Stawia on również pod dużym znakiem zapytania sensowność obecnego cyklu obniżek Czeskiego Narodowego Banku. Nadal mamy co prawda wyraźnie wyższą stopę procentową niż inflację, ale patrząc na tendencje, możemy mieć problemy w kolejnych miesiącach. Trzeba pamiętać, że 2,9% w skali roku to jedno, ale miesięczny wzrost cen wyniósł aż 0,7%, a to może zwiastować poważniejszy problem. Rynki walutowe zareagowały wyraźnym umocnieniem czeskiej korony względem głównych walut. Powodem był fakt, że inwestorzy spodziewają się spowolnienia procesu obniżania stóp procentowych.

Rumunia nie zmienia stóp

Poniedziałek był dniem, kiedy Narodowy Bank Rumunii podejmował decyzję w sprawie stóp procentowych. Rynki oczekiwały, że Rumunia, ze względu na ostatnie sukcesy w walce z inflacją, która jest obecnie już ponad 1% poniżej stóp procentowych, symbolicznie o 0,25% obniży stopy procentowe. Co ciekawe, pomimo niespodzianki nie było widać właściwie żadnej reakcji na parze rumuńskiej lei do euro. Kurs rumuńskiej waluty jest silnie związany z euro, gdyż kraj ten od dłuższego czasu przymierza się do wejścia do unii walutowej. Niewykluczone, że to właśnie to mogło powstrzymać NBR przed obniżką. Gdyby obniżono stopy procentowe, spowodowałoby to osłabienie rumuńskiej waluty, co z kolei mogłoby mocno utrudnić interwencje tamtejszego banku w celu utrzymania stabilnego kursu wymiany.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Polska znajduje się w fazie gospodarczej ekspansji, podczas gdy Niemcy mierzą się z recesją

W 2024 roku w Europie Środkowej przewidywane jest jedynie umiarkowane tempo wzrostu gospodarczego. W Polsce wzrost PKB ma wynieść 2,8 proc. Jednocześnie, jak wynika z analiz firmy doradczej Deloitte, rozbieżność nastrojów gospodarczych pomiędzy Polską a Niemcami pogłębia się, co widać zarówno w nastawieniu konsumentów, jak i nastrojach w budownictwie czy też przemyśle.

Gospodarki regionu Europy Środkowej w 2024 roku mają rosnąć średnio o 2,1 proc. (od zaledwie 0,6 proc. w Estonii do 2,9 proc. w Rumunii), w porównaniu z 2,2 proc. w konsensusie zimowym. Wynik dla Polski jest pozytywną niespodzianką, z oczekiwanym wzrostem wyższym o około 0,1 proc. zarówno w 2024 r., jak i w 2025 r. oraz drugą najwyższą oczekiwaną stopą wzrostu wynoszącą 2,8 proc. w 2024 r. To wszystko sprawia, że Polska jeszcze bardziej odróżnia się od Niemiec, które według prognoz mają wzrosnąć o 0,3 proc. (w poprzedniej prognozie było to 0,5 proc.) i stoją w obliczu ryzyka kolejnej recesji. Obecne szacunki na 2025 r. są tylko nieco bardziej optymistyczne – ze średnim wzrostem wynoszącym 2,9 proc. w Europie Środkowej, a w Niemczech – 1,3 proc.

Optymizm w Polsce, pesymizm w Niemczech

Od półtora roku we wskaźniku nastrojów gospodarczych Komisji Europejskiej (składającego się z oceny przemysłu, budownictwa, usług, handlu detalicznego i zaufania konsumentów) dla Polski i Niemiec narastają rozbieżności – w Polsce sentyment poprawia się, a w Niemczech pogarsza. Polska przeszła już z fazy ożywienia do ekspansji, podczas gdy Niemcy pozostają w fazie recesji – na niewiele wyższym poziomie niż w trakcie pandemii COVID-19.

Składową wskaźnika, która najsilniej kontrastuje obecnie pomiędzy Polską i Niemcami są nastroje w budownictwie. W Polsce plasują się one 13 proc. powyżej średniej z okresu od marca 2020 r. do marca 2024 r., a w Niemczech restrykcyjna polityka monetarna zepchnęła je już 20 proc. poniżej tamtejszej post-pandemicznej średniej.

Drugą składową, która wyraźnie różni Polskę od Niemiec jest zaufanie konsumentów, które utrzymuje się w Polsce aż 18 proc. powyżej post-pandemicznej średniej, a u naszych zachodnich sąsiadów pozostawało jedynie na poziomie średniej z okresu od marca 2020 r. do marca 2024 r. Silne zaufanie konsumentów w Polsce tworzy przede wszystkim szybki wzrost płac realnych, które wyprzedziły w ostatnich kwartałach inflację. Jednocześnie wzrost w handlu detalicznym pozostaje wolniejszy od innych składowych (nastroje w marcu pozostawały na poziomie z listopada), prawdopodobnie ze względu na dużą stabilność konsumpcji gospodarstw domowych.

Niekorzystne nastroje w niemieckiej gospodarce negatywnie odbijają się na zamówieniach dla polskiego przemysłu. Wahania odsetka firm z przetwórstwa przemysłowego zgłaszających niedostateczny popyt na rynku zagranicznym w ujęciu miesięcznym w ostatnich 4 latach można wiązać ze zmianami nastrojów gospodarczych w przetwórstwie przemysłowym w Niemczech.

Dezinflacja przyspiesza w obliczu powolnego wzrostu

Oczekiwania co do inflacji na 2024 r. zmieniły się w kierunku umiarkowanie bardziej optymistycznego niż w prognozie zimowej. W Europie Środkowej, w porównaniu ze średnią 4,2 proc., konsensus wynosi obecnie 3,7 proc. (od 2,2 proc. na Łotwie do 5,8 proc. w Rumunii) i 2,5 proc. w Niemczech. Polska odnotowała największą poprawę w rewizji prognoz, z 6 do 5 proc. obecnie. Rok 2025 pozostaje w dużej mierze zgodny z wcześniejszymi ocenami na poziomie 2 proc. w Niemczech i średniej dla Europy Środkowej wynoszącej 3 proc. (między 2,3 proc. w Czechach a 4 proc. w Polsce).

Jak wskazują analizy Deloitte, utrzymuje się za to niepewność co do kursu polskiej waluty. We wiosennym konsensusie złoty ma znacznie szersze różnice między prognozami niż pozostałe waluty, choć w 2025 r. węgierski forint będzie w podobnej sytuacji. Należy podkreślić, że mimo to polski złoty jest jedyną znacząco umacniającą się walutą w regionie. Silne umocnienie polskiej waluty wobec euro w ostatnich miesiącach jest powrotem do kursu sprzed pandemii COVID-19 z początku 2020 r. Jeszcze rok temu wartość złotego była niemal o 10 proc. niższa.

Autor/źródło: Komentarz Zespołu Analiz Ekonomicznych Deloitte na podstawie kwartalnika CE Economic Outlook

73% polskich firm jest spokojnych o perspektywy eksportu w 2024 r.

73% polskich firm jest spokojnych o perspektywy eksportu w 2024 r.: po burzy przychodzi słońce? Ostrożność jednak ich nie opuszcza – zarządzający nimi są najmniej optymistyczni w porównaniu z przedsiębiorcami z innych krajów

Polskie firmy – nie boją się nowoczesnych rozwiązań, ale widzą też zagrożenia

Już w ubiegłorocznym badaniu polskie firmy były w czołówce pod względem stawiania na digitalizację i IT jako jeden z filarów swojej ekspansji i rozwoju – nie inaczej jest i w tym roku. Firmy z Polski, obok tych z Chin, już teraz w dużym stopniu wykorzystują AI jako narzędzie do usprawnienia zarządzania łańcuchem dostaw (aż 36% ankietowanych polskich firm!), identyfikowania możliwości eksportowych i ułatwienia komunikacji (odpowiednio 20% i 22%).

Polskie firmy widzą też oczywiście zagrożenia – obawy  o czynniki geopolityczne (wojny, wybory i zmienność na wielu rynkach – a w konsekwencji protekcjonizm i bariery w wolnym handlu), wyrażało aż 70% firm z Polski. Polscy eksporterzy nie bez przyczyny obawiają się też rosnących problemów z opóźnieniami płatności, gdyż na tle innych badanych rynków ponoszą największe ryzyko z tym związane – aż 32% ankietowanych polskich firm otrzymuje należności eksportowe po 70 dniach i więcej, podczas gdy np. terminy takie wskazuje tylko 11-15% firm brytyjskich, francuskich czy hiszpańskich! Czy polskie firm mają słabszą pozycję (i markę) wobec odbiorców, czy w swojej ekspansji skłonne są ryzykować bardziej zdobywając nowe rynki niż przedsiębiorcy z innych krajów czy może to ich strategia biznesowa – już niekoniecznie niższe ceny, ale dłuższe terminy płatności? Na pewno w kwestii szybszego obiegu należności polscy eksporterzy mają jeszcze duże pole do poprawy i zyskania na tle firm z innych krajów – ocenia Sławomir Bąk, członek Zarządu ds. oceny ryzyka Allianz Trade w Polsce

Wysokie koszty w ojczyźnie – jedno z zagrożeń, które nie sprzyja polonizacji łańcuchów dostaw

Najczęstszym zagrożeniem biznesowym wskazywanym przez polskie firmy były wysokie koszty – operacyjne, wymiany handlowej i inwestycji (83% polskich respondentów!). Gdy dodamy do tego, iż wciąż wysoko na liście zagrożeń jest dostępność i koszt pracowników (obawa wyrażania przez 49% badanych polskich firm) oraz obawy o dostępność i jakość poddostawców (54% badanych przedsiębiorstw z Polski) jasne staje się, dlaczego polskie firmy najrzadziej myślą o relokacji łańcuchów dostaw z powrotem. Tylko 16% polskich eksporterów, najmniej wśród innych badanych rynków, myśli o przyspieszeniu rozbudowy swoich łańcuchów dostaw na lokalnym rynku.Jest to logiczne – wysokie koszty i w ogóle dostępność finansowania w Polsce, jedne z najwyższych kosztów energii w Europie, malejąca dostępność pracowników (najniższe w UE bezrobocie) oraz zamknięcie istotnych rynków zaopatrzenia na wschodzie nie sprzyjają niestety obecnie rentowności i biznesowej ciągłości zaopatrywania się u polskich poddostawców” – podsumowuje Sławomir Bąk.

Optymistyczne déjà vu: czy przedsiębiorstwa ponownie nie doceniają ryzyka?

W edycji 2023 naszego globalnego badania 70% badanych firm stwierdziło, że spodziewa się wzrostu obrotów biznesowych generowanych przez eksport. Jednak rok zakończył się recesją handlową, a popyt spowolnił bardziej niż oczekiwano. Oczekuje się, że rok 2024 przyniesie koniec recesji, ale czy firmy ponownie nie są zbyt optymistyczne? W najnowszej edycji naszego badania 82% korporacji stwierdziło, że spodziewa się wzrostu obrotów biznesowych generowanych przez eksport w 2024 r., Zwłaszcza w sektorach związanych z konsumentami, takich jak handel detaliczny, produkty gospodarstwa domowego oraz komputery i telekomunikacja. W rzeczywistości prawie 40% firm spodziewa się znacznego (czyli o ponad 5%) wzrostu (obrotów w eksporcie) w 2024 r. ( więcej o +18 p.p. w porównaniu z 2023 r.).

„Po ponad roku recesji eksporterzy oczekują teraz odbicia w drugiej połowie 2024 r., ponieważ uzupełnianie zapasów towarów przemysłowych nabiera tempa wraz z globalnym popytem. Spowoduje to również wzrost cen i reflację: W skali globalnej 8 na 10 przedsiębiorstw spodziewa się wzrostu cen eksportowych w 2024 r., wspierając tym samym swoje obroty eksportowe. Nasze prognozy są bardziej konserwatywne: Oczekujemy, że globalny handel wzrośnie o +2,8% w ujęciu wartościowym w 2024 r. po spadku o -2,9% w 2023 roku. To znacznie poniżej długoterminowej średniej wynoszącej +5%, co odzwierciedla ryzyko zakłóceń w globalnej żegludze, takich jak kryzys na Morzu Czerwonym, a także rosnący protekcjonizm „, wyjaśnia Françoise Huang, starszy ekonomista ds. regionu Azji, Australii i Oceanii oraz globalnego handlu w Allianz Trade.

Aby wspierać eksport, przedsiębiorstwa mają rozbieżne priorytety. Francuscy i amerykańscy eksporterzy opowiadają się w szczególności za rozwojem nowych produktów, podczas gdy niemieccy, hiszpańscy i chińscy eksporterzy chcą dotrzeć na nowe rynki. Brytyjscy eksporterzy chcą w 2024 roku nadać priorytet inwestycjom.. w kraju.

Ryzyko braku płatności jest nadal najważniejsze dla eksporterów

Mimo optymizmu, eksporterzy pozostają świadomi ryzyka, które ciąży na ich międzynarodowym rozwoju. W skali globalnej przedsiębiorstwa obawiają się głównie ryzyka geopolitycznego, niedoborów czynników produkcji / siły roboczej oraz kwestii finansowych. Ryzyko braku płatności pozostaje jednak na pierwszym miejscu.

” Okazało się, że na całym świecie blisko 70% przedsiębiorstw otrzymuje płatności w terminie od 30 do 70 dni, przy czym w Wielkiej Brytanii, Francji i Stanach Zjednoczonych jest ich nieco więcej niż w innych krajach. W kontekście niższego wzrostu gospodarczego, zakłóceń w handlu i niepewności geopolitycznej, 42% przedsiębiorstw spodziewa się obecnie wydłużenia terminów płatności eksportowych w ciągu najbliższych sześciu do dwunastu miesięcy. Dłuższe terminy płatności oznaczają większą presję na przepływy pieniężne, a sytuacja może się nawet pogorszyć. Co więcej, 40% respondentów spodziewa się wzrostu ryzyka braku płatności w 2024 roku. Jest to zgodne z naszą prognozą globalnego wzrostu niewypłacalności przedsiębiorstw o +9% w tym roku”, dodaje Aylin Somersan Coqui, dyrektor generalny Allianz Trade.

53% firm rozważa przeniesienie łańcuchów dostaw ze względu na rosnące obawy geopolityczne… ale czy pójdą za ciosem?

Zapytane o trzy najważniejsze czynniki ryzyka, które stanowią największe zagrożenie dla ich zagranicznych zakładów produkcyjnych i łańcuchów dostaw, firmy najczęściej wybierały kwestie związane ze strukturą łańcuchów dostaw, takie jak złożoność, koncentracja lub konkurencja. Na kolejnych miejscach znalazły się ryzyka związane z geopolityką, polityką i protekcjonizmem, a następnie ryzyka związane z ESG.

” Krajobraz polityczny, w którym tegoroczne wybory odbywają się w gospodarkach odpowiadających za blisko 60% światowego PKB, przyczynia się do wzrostu ryzyka geopolitycznego i niepewności. W tym kontekście firmy pozostają w trybie wyczekiwania, koncentrując się głównie na nadchodzących wyborach krajowych. Niemniej jednak, ekspozycja na łańcuch dostaw może zmienić postrzeganie ryzyka: Ogólnie rzecz biorąc, firmy z długimi łańcuchami dostaw i ponad połową produkcji zlokalizowanej za granicą są najbardziej zaniepokojone nasileniem wojny handlowej między USA a Chinami”, stwierdza Ano Kuhanathan, szef działu badań korporacyjnych w Allianz Trade.

W tym kontekście, aby złagodzić zakłócenia w łańcuchu dostaw, firmy przede wszystkim usprawniają zarządzanie ryzykiem w łańcuchu dostaw, zwiększają należytą staranność ESG wobec dostawców i kupują ubezpieczenie łańcucha dostaw. Chociaż 53% respondentów twierdzi, że rozważa przeniesienie części swojego łańcucha dostaw ze względu na rosnące ryzyko geopolityczne, mniej z nich faktycznie podejmuje konkretne kroki w tym kierunku: przeniesienie zakładów produkcyjnych nie znajduje się w pierwszej trójce z 10 proponowanych działań mających na celu złagodzenie zakłóceń w łańcuchu dostaw (z wyjątkiem hiszpańskich i niemieckich eksporterów).

„Dywersyfikacja stała się główną strategią budowania odporności łańcucha dostaw. Niesie to jednak ze sobą własne ryzyko, zwiększając złożoność i potencjalne punkty zaporowe, i nie jest idealnym rozwiązaniem. Na przykład 48% amerykańskich eksporterów, którzy mają zakłady produkcyjne lub dostawców w Chinach, rozważyłoby kraje Azji i Pacyfiku lub Ameryki Łacińskiej w celu dywersyfikacji swoich łańcuchów dostaw. Jednak nadal byliby oni pośrednio narażeni na Chiny, biorąc pod uwagę ich kluczową rolę jako globalnego dostawcy w sektorze produkcyjnym”, mówi Ana Boata, Global Head of Economic Research w Allianz Trade.

Nie ma możliwości całkowitego uniezależnienia się od Chin. W rzeczywistości ponad jedna trzecia firm planuje zwiększyć swoją obecność w Chinach, podczas gdy tylko 11% firm stwierdziło, że zmniejszy swoją obecność w tym kraju. Wśród tych, którzy wskazali, że planują znaleźć alternatywę dla Chin, największy odsetek respondentów wskazał Azję i Pacyfik jako preferowany region (37%), a następnie Europę Zachodnią (17%). W regionie Azji i Pacyfiku, ASEAN obejmuje ponad jedną trzecią wyborów, podczas gdy Japonia, Indie, Tajwan, Korea Południowa i Australia dzielą się mniej więcej po równo resztą.

Zrównoważony rozwój zyskuje na popularności, ale wyścig jeszcze się nie skończył

Łańcuchy dostaw są podstawą zrównoważonego rozwoju, a firmy coraz częściej zwracają na to uwagę . 72% respondentów naszego badania, którzy mają obowiązki związane z łańcuchem dostaw, ma również obowiązki związane z ESG . Jednak postęp w zakresie celów klimatycznych pozostaje powolny. Tylko 27% respondentów zdecydowanie uważa, że ich firmy wdrożyły działania ESG, które mają znaczące konsekwencje dla ich działalności , począwszy od zmiany wyborów logistycznych na bardziej zrównoważone (26%) i opracowania bardziej zrównoważonych produktów (25%), a skończywszy na poprawie odporności łańcuchów dostaw na zmiany klimatu (23%).

„76% respondentów twierdzi, że ich firma ma jasny plan odejścia od paliw kopalnych, niezależnie od wahań cen. To duży krok naprzód: firmy koncentrują się teraz na inicjatywach strukturalnych, a nie na działaniach krótkoterminowych. Przed nami jednak jeszcze długa droga: prawie 2 na 3 firmy planują zmniejszyć emisje o zaledwie 1-5% w ciągu najbliższych 12 miesięcy, co nie wystarczy, by osiągnąć cel zerowej emisji netto do 2050 r.”, podsumowuje Aylin Somersan Coqui.

[1] Ankieta została przeprowadzona online w ciągu trzech tygodni w kwietniu 2024 roku.

CEO widzą w AI potencjał do poprawy wydajności biznesu

Transformacja technologiczna spowodowana pandemią Covid-19 pobudziła w firmach innowacyjność i pozwoliła im uchronić się przed stratami finansowymi. Kolejnym etapem cyfrowych przeobrażeń jest upowszechnienie się sztucznej inteligencji. Najnowsza odsłona badania EY – CEO Outlook Pulse Survey – wskazuje, że trzy czwarte dyrektorów generalnych (76%) uważa, że ta technologia przyniesie korzyści w zakresie wydajności, ale będzie miała niewielki wpływ na wzrost przychodów. Tylko 11% z nich jest odmiennego zdania. Respondenci z firm private equity są nieco bardziej optymistyczni co do potencjału sztucznej inteligencji. Niemal co piąty z nich (19%) wierzy, że będzie pomocna także w zwiększaniu przychodów.

Obecnie większość organizacji wykorzystuje AI przede wszystkim do optymalizacji operacji, automatyzacji procesów i opracowywania narzędzi samoobsługowych, takich jak chatboty. Jednak jej potencjał jest dużo większy. Wyzwaniem pozostają kwestie ochrony danych i prawa własności intelektualnej, co w Unii Europejskiej będzie regulowane przez przyjęty niedawno AI Act. Ramy regulacyjne są potrzebne, aby prezesi zarządów wiedzieli, jak minimalizować ryzyko operacyjne i mogli odważniej inwestować w sztuczną inteligencję.

Z badania EY wynika, że globalnie dla 41% CEO priorytetem w ciągu najbliższych 12 miesięcy jest implementacja AI w celu pobudzenia wydajności i polepszenia wyników biznesowych. Respondenci z Polski są bardziej zachowawczy – tylko co czwarty (27%) stawia na pierwszym miejscu sztuczną inteligencję. Dużo wyżej na liście zadań znajdują się rekonfiguracja łańcucha dostaw (47% wskazań) oraz inwestowanie w nowe produkty i usługi (40%).

Na strategie przedsiębiorców z Polski nadal duży wpływ mają uwarunkowania geopolityczne. Priorytetem jest zabezpieczenie i ustabilizowanie bieżącego biznesu oraz wprowadzanie produktów i rozwiązań, których oczekują konsumenci. Dzięki temu będą mogli utrzymać swoją pozycję na rynku. Inwestowanie w nowe technologie, na czele ze sztuczną inteligencją, znajduje się na liście zadań, ale ze względu na konieczność znalezienia odpowiedniego partnera oraz przeszkolenia zespołów nie jest to projekt, na którym CEO skupiają się w pierwszej kolejności – komentuje Arkadiusz Gęsicki, Partner EY-Parthenon w Polsce i krajach bałtyckich, Lider Transaction Strategy & Execution w Regionie CESA, w zespole Strategia i Transakcje w EY Polska.

Technologie wpływają na portfolio

Od momentu pojawienia się takich narzędzi, jak chatboty, AI przestała być domeną wyłącznie ekspertów IT, stając się łatwo dostępnym narzędziem wspierającym codzienną pracę i poprawiającym efektywność. Oferuje wiele możliwości automatyzowania i optymalizacji procesów w takich sektorach, jak handel, marketing, produkcja i logistyka. Technologie mają duży wpływ na biznes i plany przedsiębiorców, co podkreślają także ankietowani EY. Niemal co trzeci CEO z Polski (29%) stwierdził, że nowoczesne rozwiązania są jednym z głównych czynników, które powodują, że ponownie zastanawiają się nad kształtem swojego biznesowego portfolio. Podobnie uważają liderzy globalni – dla 32% wpływ technologii jest kluczowym czynnikiem. Miarą sukcesu będzie takie ich wykorzystanie, aby zwiększyć konkurencyjność i przyciągnąć nowych klientów.

Generatywna sztuczna inteligencja otwiera przed firmami niespotykane dotąd możliwości w zakresie analizy ogromnych ilości własnych danych i tworzenia na ich podstawie nowych treści. Choć na razie w Europie, w tym Polsce, inwestycje w AI są dużo mniejsze niż w Stanach Zjednoczonych czy Chinach, to prędzej czy później technologiczna fala pojawi się i u nas. Zyskają na pewno te firmy, które już teraz zdecydują się na rozwijanie i efektywne wdrożenie sztucznej inteligencji, dbając jednocześnie o to, aby ich zespoły nabywały nowe, cyfrowe kompetencje – zauważa Włodzimierz Gołębiowski, Dyrektor EY-Parthenon.

Obawy związane z AI

Zdecydowana większość ankietowanych CEO na świecie (76%) jest bardzo zaniepokojona tym, w jaki sposób sztuczna inteligencja może zostać niewłaściwie wykorzystana w kontekście tegorocznych wyborów. Zarówno w Unii Europejskiej, jak i w Stanach Zjednoczonych generują one niepewność polityczną w perspektywie krótko- i średnioterminowej. Wynik wyborów wpłynie na kształt stosunków międzynarodowych i polityki gospodarczej, co przełoży się także na globalne środowisko biznesowe.

Nie można zapominać, że AI nie tylko pomaga zwiększać efektywność i generować innowacyjne pomysły, ale również umożliwia tworzenie fałszywych informacji w postaci np. deepfakes. W usta wybranej osoby można włożyć zupełnie nieprawdziwe treści lub stworzyć wideo, które jest wyłącznie wygenerowaną fikcją. Co prawda przyjęty AI Act nakłada obowiązek oznaczania takich wytworów, ale przestrzeń do nadużyć wciąż jest ogromna. Dlatego rolą biznesowych liderów będzie z pewnością także trzymanie etycznej pieczy nad wykorzystaniem AI, a nie tylko skupianie się na wydajności i wynikach biznesowych – komentuje wyniki badania Enio Chłapowski-Myjak, Menedżer w EY-Parthenon.

O badaniu
Badanie CEO Outlook Pulse zostało przeprowadzone na zlecenie EY w okresie grudzień 2023 – styczeń 2024 r. przez FT Longitude, specjalistyczny dział badań i marketingu treści Financial Times Group. Wśród respondentów znalazło się 1200 prezesów dużych firm z 21 krajów, którzy wzięli udział w anonimowej ankiecie online. Reprezentowali następujące kraje: Brazylię, Meksyk, Kanadę, Stany Zjednoczone, Belgię, Luksemburg, Holandię, Francję, Niemcy, Włochy, Danię, Finlandię, Norwegię, Szwecję, Wielką Brytanię, Australię, Chiny, Indie, Japonię, Singapur i Koreę Południową.

Prawie jedna piąta badanych organizacji (19%) osiąga roczne, globalne przychody poniżej 500 mln USD. Kolejne 19% wykazuje przychody w przedziale od 500 mln do 999,9 mln USD. Z kolei 30% firm ma przychody w wysokości od 1 mld do 4,9 mld USD, a ostatnia grupa (32%) – powyżej 5 mld USD.

W polskiej edycji badania realizowanej na zlecenie EY-Parthenon wzięło udział 30 prezesów polskich spółek działających międzynarodowo lub globalnie.