Wzrasta liczba Polaków, którzy mają własne firmy. Często łączą taką działalność ze stałym zatrudnieniem

Coraz więcej osób wybiera pracę na własny rachunek jako odpowiedź na rosnące bezrobocie. Dzięki internetowi freelancerzy mogą pracować dla firm z całego świata. Samozatrudnienie wiąże się wprawdzie z niepewnością, ale można je łączyć z inną pracą. Z takiej formy prowadzenia działalności mogą skorzystać np. tłumacze i branża turystyczna, ale także inne małe i średnie przedsiębiorstwa.

Bill Little, europejski dyrektor portalu Freelancer.com podkreśla, że tendencję w stronę samozatrudnienia widać na całym świecie.

– W Wielkiej Brytanii są 4 miliony ludzi, którzy w ciągu ostatnich 10 lat rozpoczęli pracę na własny rachunek, 80 proc. z nich zatrudniło się w ten sposób w ciągu ostatnich 2 lat. Spowodowane jest to powszechnym dostępem do internetu, co pozwala na dużo łatwiejsze zdobycie pracy. Nie musisz szukać pracy w swoim regionie, możesz jej szukać na całym świecie – podkreśla Little w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria.

Wchodzący na polski rynek portal Freelancer.com zajmuje się pośrednictwem pomiędzy przedsiębiorcami a osobami szukającymi pracy jako wolni strzelcy. Sposób jego działania jest zbliżony do znanych portali aukcyjnych. Spółka od powstania w 2009 r. zdobyła na świecie 7 milionów klientów, a w Polsce liczy na stworzenie 50 tysięcy miejsc pracy w ciągu pół roku. Pomimo tego, że do tej pory portal nie był oferowany w polskiej wersji, wśród jego użytkowników jest już 16 tysięcy Polaków, a łączne obroty przez nich wygenerowane (jako zleceniobiorcy i zleceniodawcy) to 1,2 mln euro.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Freelancer.com ponad 60 proc. polskich firm i samozatrudnionych oczekuje od Polaków większej aktywności i zakładania własnych działalności gospodarczych.

Little przekonuje, że choć praca na własny rachunek jest związana z pewnym ryzykiem, niekoniecznie musi oznaczać rezygnację ze stałego dochodu. Własną działalność można bowiem prowadzić w czasie wolnym. Według niego jest to szczególnie atrakcyjna propozycja dla osób zajmujących się tłumaczeniami, ale często korzystają z tego również przedstawiciele innych branż: projektanci graficzni, specjaliści IT, księgowi, itp.

– Jeśli chodzi o ubezpieczenia, każdy kraj na świecie ma kategorie wolnego strzelca lub osoby pracującej na własny rachunek i zgodnie z tym muszą płacić swoje ubezpieczenie, swoje podatki. To jest określony procent z dochodu, więc jeśli zarabiasz mniej, płacisz niższe podatki – podkreśla Little.

Zgodnie z polskim prawem osoby samozatrudnione mogą płacić niższe stawki ZUS. Mogą również odliczyć ponoszone wydatki od uzyskanego przychodu, co pozwala obniżyć wysokość płaconego podatku dochodowego. Little podkreśla, że samozatrudnienie i szukanie klientów przez internet to skuteczna metoda walki z rosnącym bezrobociem.

– Przy wysokim poziomie bezrobocia okazje, które stwarza internet sprawiają, że coraz więcej ludzi wybiera samozatrudnienie, ogłasza się w internecie, inwestuje w marketing. Nie mają innej opcji, więc robią dużo, żeby znaleźć pracę – mówi Little.

Coraz więcej osób używa też wiadomości e-mail do promowania swoich usług. W ciągu ostatniego kwartału Freelancer.com zanotował 20-proc. wzrost w tzw. e-mail marketingu. Little podkreśla, że to bardzo prosta i efektywna metoda zdobywania nowych klientów także spoza Polski. Ułatwia dotarcie do klientów m.in. przez osoby zajmujące się tłumaczeniami oraz usługami turystycznymi.

Jak podkreśla Bill Little, atutem portalu Freelancer.com są recenzje, które wolnym strzelcom wystawiają zatrudniające ich firmy. Little podkreśla, że dzięki temu nie ma niepewności związanej ze współpracą z pracownikiem znalezionym np. poprzez wyszukiwarki internetowe. Z kolei osoby korzystające z portalu mają gwarancję, że otrzymają wypłatę, ponieważ Freelancer.com prowadzi specjalne konta depozytowe. Firmy mogą również wypłacać wynagrodzenia w czasie realizacji projektu, by motywować wolnych strzelców do wykonania zleconej im pracy.

ATAL zamyka pierwsze półrocze 2013 roku z imponującym wynikiem sprzedaży

Od stycznia do czerwca br. spółka sprzedała blisko 500 mieszkań, odnotowując 171% wzrostw porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. W czerwcu podpisano także 134 umowy rezerwacyjne, co prognozuje dobre wyniki sprzedaży w wakacje.

Sprzedaż w firmie ATAL utrzymuje tendencję wzrostową. W czerwcu deweloper sprzedał łącznie 120 mieszkań i zamknął półrocze z 493 sfinalizowanymi umowami. Od stycznia do czerwca br. najwięcej, bo aż 247 transakcji zawarto w Krakowie. Nie zwolniła sprzedaż również we Wrocławiu, gdzie podpisano 79 umów oraz w Łodzi, gdzie nabywców znalazły 73 mieszkania. Ponadto sprzedano 56 lokali w Warszawie i 38 w Katowicach.

– Zainteresowanie klientów naszymi inwestycjami w ostatnich miesiącach nie słabło, a wręcz przeciwnie odnotowujemy stały wzrost sprzedaży.Wiele wskazuje na to, że tendencja wzrostowa utrzyma się – komentuje Zbigniew Juroszek, prezes ATAL SA. – W ostatnich miesiącach wprowadziliśmy na rynek kilka inwestycji o zróżnicowanej ofercie. Planujemy ciągły rozwój naszej działalności ikolejne realizacje w największych miastach Polski. Ponadto uzupełniamy nasz bank ziemi o nowe grunty na najbardziej perspektywicznych rynkach – dodaje Juroszek.

W pierwszym półroczu 2013 roku ATAL rozszerzył ofertę o cztery inwestycje, w ramach których powstanie łącznie 538 mieszkań i 22 domy. W Krakowie ruszyła realizacja projektu Bronowice Residence 3B. Wiosną br. spółka rozpoczęła także budowę inwestycji Dyrekcyjna 33 w centrum Wrocławia. Również w tym mieście ruszył już czwarty etap osiedla domów – Ville Murano. Natomiast w Łodzi deweloper proponuje nowości w ofercie w ramach projektu Nowe Polesie 3B.

Na rynku widoczna jest konkurencja między deweloperami spowodowana dużą podażą mieszkań. Firmom zależy na jak najszybszej sprzedaży mieszkań, które stojąc generują koszty. Wakacje są dobrym momentem na zakup mieszkania, bo właśnie w tym okresie popyt jest nieco niższy i deweloperzy zachęcają do zakupów ciekawymi promocjami. Starają się na bieżąco identyfikować potrzeby nabywców i dopasowywać ofertę promocyjną do ich oczekiwań i aktualnych trendów rynkowych.

– W okresie wakacyjnym zaproponujemy promocje, które cieszą się największym zainteresowaniem klientów. Będą to bony zakupowe w wysokości od 2,5 tys. do 8 tys. zł do wykorzystania w Leroy Merlin lub MS Meble, a także komórki lokatorskie czy wykończenie tarasów gratis oraz promocyjne ceny miejsc postojowych. W ramach inwestycji Atal Marina w Warszawie będziemy w wybranych mieszkaniach oferować wykończenie standard gratis, a na Osiedlach Ligota Park w Katowicach i Zielony Żabiniec w Krakowie zaproponujemy promocyjne ceny miejsc garażowych, natomiast na Lindego Park w Krakowie komórki lokatorskie gratis – mówi Ewelina Juroszek, dyrektor ds. sprzedaży ATAL.

Wstępne wyniki Dom Development za I półrocze 2013 roku

Dom Development opublikował wstępną informację o wynikach za I półrocze 2013 roku. Spółka sprzedała w tym okresie 725 mieszkań, przy czym w samym drugim kwartale sprzedaż wzrosła do 386 mieszkań w porównaniu do 339 w I kwartale tego roku.

W II kwartale 2013 roku Dom Development przekazał klientom 295 mieszkań, co łącznie z 519 przekazaniami w I kwartale, oznacza 814 mieszkań przekazanych w I półroczu tego roku. Na wynik finansowy wypracowany w II kwartale 2013 r. wpłynęły przede wszystkim przekazania mieszkań z następujących projektów: Wilno (83 mieszkania), Regaty (45), Saska (37), Oaza (35), Akropol (34).

W maju Dom Development wprowadził do sprzedaży pierwszy etap inwestycji Żoliborz Artystyczny liczący 223 mieszkania, zaś czerwcu ruszył drugi etap tego osiedla, obejmujący152 mieszkania. Dotychczas sprzedano już 49 mieszkań w tej lokalizacji. Na tak wysokie tempo sprzedaży tego projektu wpłynęło bardzo duże zainteresowanie klientów mieszkaniami o podwyższonym standardzie.

W II kwartale 2013 r. widoczny był również wzrost zainteresowania mieszkaniami na projektach zakończonych, które stanowiły około 40% kwartalnej sprzedaży, przy około 20-proc. udziale w ofercie spółki.

Komentuje Jarosław Szanajca, prezes zarządu Dom Development: Sytuacja na rynku pierwotnym mieszkań w II kwartale była bardzo podobna do I kwartału. Nadal obserwowaliśmy zainteresowanie zakupem mieszkań głównie ze strony dwóch grup klientów: osób decydujących się na poprawę warunków mieszkaniowych oraz inwestorów, którzy zwrócili się ku nieruchomościom po kolejnych obniżkach stóp procentowych. Obie te grupy były zainteresowane przede wszystkim mieszkaniami o podwyższonym standardzie, co znalazło odzwierciedlenie w strukturze sprzedaży spółki.

W wyniku opisanych wyżej trendów po stronie popytu, w II kwartale 2013 r. po raz kolejny wzrósł udział zakupów mieszkań „za gotówkę”. Należy jednak podkreślić, że wciąż ponad połowa sprzedaży Dom Development wspierana była kredytami hipotecznymi i zmiany w warunkach ich udzielania mogą mieć istotny wpływ na rynek pierwotny nieruchomości. Niskie stopy procentowe zachęcają do kredytowania zakupu nieruchomości, co od 2014 roku może zostać ograniczone przez rekomendowany przez KNF obowiązkowy wkład własny. Nowa Rekomendacja S może okazać się mniej dokuczliwa dla beneficjentów zapowiadanego również na przyszły rok programu „Mieszkanie dla Młodych” (MdM), którzy mieliby otrzymywać od rządu środki na wkład własny w wysokości od 10% ceny mieszkania.

W II połowie 2013 r. zainteresowanie zakupem nieruchomości o podwyższonym standardzie w naszej ocenie może się utrzymać, w 2014 r. spodziewamy się natomiast wzrostu zainteresowania mieszkaniami z segmentu popularnego, których zakup ma być wspierany przez program MdM.

Akcje bez konkurencji, surowce w odwrocie

Pierwsze sześć miesięcy 2013 r. na rynkach finansowych to zdecydowana dominacja akcji oraz straty z inwestycji w surowce i obligacje. Wszystko wskazuje na to, że takie tendencje będą kontynuowane także w najbliższej przyszłości.

Pierwsze półrocze 2013 r. przyniosło kontynuację i pogłębienie tendencji, widocznych już w pierwszym kwartale roku. O ile na początku roku w gronie dwudziestu najlepszych inwestycji można było naleźć trzech reprezentantów rynku surowcowego, to obecnie czołówka w całości zdominowana jest przez indeksy giełdowe. Pod koniec stawki znalazłby się jedynie sok pomarańczowy. Kontrakty na ten surowiec zyskały 9,5 proc. Sięgające od 3 do 6 proc. zwyżki przyniosły jeszcze jedynie inwestycje w gaz ziemny, ryż, bawełnę i rzepak.

Ceny większości surowców znalazły się pod kreską lub pogłębiły spadki. Wśród nich prym wiodły taniejące o 35 proc. srebro i zniżkujące o 26,5 proc. złoto. Wśród najbardziej przecenionych znalazła się też miedź, która straciła 16 proc. Od 15,5 do 22 proc. zniżkowały notowania najważniejszych surowców rolnych, takich jak pszenica i kukurydza. Ceny ropy naftowej spadły o ponad 8 proc.

Nic nie wskazuje na to, by sytuacja na rynku surowców miała w najbliższych miesiącach zmienić się na lepsze w sposób trwały. Wszystko, na co można liczyć, to korekcyjne odbicie cen. Odwrócenia tendencji można będzie spodziewać się dopiero wówczas, gdy globalna gospodarka mocniej ruszy w górę, a poprawa koniunktury przeważy nad obawami, związanymi z wycofywaniem się Fed z ultra luźnej polityki pieniężnej. Hossa może nadejść wówczas, gdy wyjaśni się i ustabilizuje sytuacja w Chinach. Nawet jeśli nie dojdzie tam to poważniejszych perturbacji, zmiana modelu gospodarki sprawi, że chiński popyt na surowce nie wróci już z taką mocą, jak poprzednio i nie będzie determinował sytuacji na rynkach.

Na giełdach akcji nadal błyszczy Japonia. Zyskujący po pierwszym kwartale ponad 19 proc. Nikkei, zwiększył skalę zwyżki od 31,5 proc., zachowując pozycję lidera. To efekt działań banku centralnego, który podjął decyzję o zwiększeniu skali ilościowego luzowania polityki pieniężnej, na wzór działań amerykańskiej rezerwy federalnej oraz stymulacji fiskalnej. Efekt był szybko widoczny na giełdzie w Tokio. Indeks od początku roku do końca maja wzrósł o 50 proc. Późniejsze rozczarowanie wolniejszym niż się spodziewano zwiększaniem sumy bilansowej Banku Japonii, spowodowało gwałtowną korektę, w wyniku której Nikkei stracił w ciągu kilku tygodni 20 proc. Pozytywne skutki działań banku centralnego i rządu zaczynają być jednak widoczne także w japońskiej gospodarce. Jest więc szansa na to, że Nikkei utrzyma dobrą formę także w kolejnych kwartałach.

Choć rynki wschodzące nie dały inwestorom powodów do zadowolenia, to jednak mają swoich przedstawicieli w czołówce najbardziej rosnących. Na drugim miejscu znalazł się indeks giełdy sofijskiej, który zyskał 28,5 proc. Wysokie stopy zwrotu osiągnęły też wskaźniki parkietów w Pakistanie i Wietnamie. Tradycyjnie miejsca w pierwszej dwudziestce zajmują też Filipiny, Indonezja, Nowa Zelandia i Tajlandia.

Największe giełdy azjatyckie wciąż jednak mocno zawodzą. Chiński Shanghai Composite zniżkował o prawie 13 proc., wskaźnik w Hong Kongu stracił ponad 8 proc., niewielki spadek zaliczył też indeks w Bombaju. Fatalnie wygląda sytuacja w grupie BRIC. Żaden z indeksów nie znalazł się nad kreską. Poza wspomnianymi Szanghajem i Bombajem, indeks brazylijski spadł o 22 proc., a moskiewski RTS zniżkował o 16,6 proc. Oba otwierają listę największych przegranych półrocza. Niekorzystna koniunktura utrzymuje się na giełdach Ameryki Południowej. Pomijając Wenezuelę, gdzie wskaźnik zyskał 131 proc., na niewielki plus zdołał wyjść jedynie argentyński Merval.

Warto natomiast zwrócić uwagę na utrzymującą się w tym roku wysoką pozycję niedawnych bankrutów. Indeks giełdy w Irlandii zyskał 17,6 proc., a wskaźnik w Islandii wzrósł o prawie 8 proc. W całej grupie PIIGS nie było jednak już tak dobrze. Jedynie wskaźnik w Portugalii zyskał 4 proc., od 4 do 6,7 proc. straciły indeksy we Włoszech, Hiszpanii i Grecji. Wskutek niepokojów społecznych przygasła gwiazda Turcji, gdzie wskaźnik od początku roku zniżkował o 2,5 proc. Tylko od końca maja do końca czerwca stracił 24 proc.

W naszym regionie, poza Bułgarią, Łotwą i Estonią, sytuacja była nienajlepsza. Niewielkie zwyżki zanotowały wskaźniki w Budapeszcie (niecałe 5 proc.), Bukareszcie (nieco ponad 2 proc.) i Bratysławie (wzrost o 0,8 proc.). Indeks w Pradze stracił 15,6 proc. Niewiele ustępował mu WIG20, który poszedł w dół o 13,1 proc. Europejską stawkę z największymi stratami zamykają więc RTS, PX i WIG20. Niewielkim dla nas pocieszeniem może być fakt, że sWIG80, WIG Plus i mWIG40 znalazły się wśród dwudziestu najbardziej zyskownych indeksów świata.

Wśród giełd krajów najbardziej rozwiniętych wyróżniały się indeksy amerykańskie. Dow Jones zyskał prawie 14 proc., a S&P500 wzrósł o 12,6 proc. Nasz kontynent godnie reprezentował jedynie zwyżkujący o 11,5 proc. londyński FTSE. DAX zwiększył swoją wartość jedynie o 4,6 proc., zaś CAC40 zyskał 2,7 proc.

Patrząc bardziej szczegółowo na nasz rynek, można zauważyć utrzymywanie się tendencji podobnych, jakie występowały w pierwszym kwartale. Pierwsza, to przewaga segmentu małych i średnich spółek nad blue chips. W ciągu pierwszych trzech miesięcy roku liderem był WIG Plus, który zyskał wówczas 9 proc. W półroczu, mimo że zwiększył skalę zwyżki do nieco ponad 10 proc., został zdystansowany przez sWIG80, zwyżkujący o 12,2 proc. Bardzo dobrze zachowujący się wskaźnik średnich spółek, w końcówce półrocza uległ znaczącej korekcie, która zredukowała zwyżkę do 8,8 proc. Do chwili jej rozpoczęcia, czyli do 19 czerwca, wskaźnik zyskiwał 18 proc. Tegoroczna zwyżka zaczęła się więc od najmniejszych spółek, reprezentowanych przez WIG Plus, obecnie przyszła kolej na sWIG80 i wszystko wskazuje na to, że można spodziewać się, iż w nadchodzących miesiącach rolę lidera już w pełni skutecznie przejmie mWIG40, który był tego bliski już teraz. Prawdopodobnie na hossę największych spółek trzeba będzie jeszcze trochę zaczekać. Wskazuje na to także niekorzystny branżowy układ sił.

Druga z analogii dotyczy właśnie koniunktury w poszczególnych sektorach. W pierwszym półroczu najlepiej zachowującymi się indeksami branżowymi były chemia, paliwa, budownictwo, informatyka i media. Po półroczu z tej stawki wypadła branża paliwowa, doszlusowali zaś deweloperzy. Liderem pozostał WIG Chemia, zwyżkując o 18,5 proc., na drugie miejsce ze wzrostem o 9,5 proc. awansowały spółki budowlane, na trzecim znalazł się WIG Media (wzrost o 8,3 proc.), na czwartym firmy informatyczne (zwyżka o 3,7 proc.). Nieco ponad 2 proc. nad kreską uplasował się WIG Deweloperzy.

Najgorzej wyglądała sytuacja firm surowcowych, których wskaźnik stracił 36 proc. Do spadających akcji KGHM dołączyły spółki węglowe. W niełasce nadal pozostaje branża telekomunikacyjna, zniżkując o 28 proc. Tu jednak skala spadku zmniejszyła się z 39 proc. po pierwszym kwartale, głównie za sprawą poprawiających się notowań Telekomunikacji Polskiej. Na poprawę w branży surowcowej jednak raczej w najbliższych kwartałach nie ma co liczyć. Straty konsekwentnie przynoszą firmy spożywcze. Ich indeks zniżkował w pierwszym półroczu o ponad 15 proc. O ponad 14 proc. w dół poszedł WIG Energetyka. Tu także trudno oczekiwać odwrócenia niekorzystnych tendencji, co również źle wróży poprawie sytuacji WIG20. Wobec bardzo prawdopodobnego braku poprawy w branży surowcowej, energetycznej i paliwowej, dominujących w składzie indeksu naszych największych spółek, wiele zależeć będzie od zachowania się firm sektora finansowego. WIG Banki po pierwszym półroczu stracił 0,75 proc., redukując jednocześnie skalę zniżki z 4 proc. z pierwszego kwartału.

Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na globalnym rynku akcji na najbliższe kwartały jest utrzymanie się dotychczasowych tendencji, czyli przewagi giełd rozwiniętych, z nowojorską na czele oraz słabości parkietów wschodzących, wśród których trudne chwile czekają Chiny i reprezentantów gospodarek zależnych od koniunktury na rynku surowcowym, czyli Brazylii i Rosji. Jedną z głównych niewiadomych jest reakcja giełd, a w szczególności Wall Street, na mające się wkrótce rozpocząć wycofywanie się Fed z ilościowego luzowania polityki pieniężnej. Może ono zaszkodzić indeksom amerykańskim, z pewnością zaś nie pomoże wskaźnikom giełdowym emerging markets.

Źródło: Roman Przasnyski Open Finance

Zmiany w zarządzie grupy Aviva w Polsce – Adam Uszpolewicz obejmuje stanowisko prezesa

Adam Uszpolewicz obejmuje stanowisko prezesa grupy Aviva w Polsce, zaś Maciej Jankowski, jako wiceprezes grupy, będzie odpowiadał za szereg kluczowych funkcji biznesowych.

– Polska należy do najważniejszych rynków dla naszej grupy. Stawiamy na dalszy rozwój biznesu Avivy i chcemy optymalnie wykorzystać umiejętności i doświadczenia naszych czołowych menedżerów. Jestem przekonany, że Adam Uszpolewicz jako prezes grupy w Polsce i Maciej Jankowski jako wiceprezes najlepiej zrealizują nasze aspiracje – powiedział David McMillan, prezes Aviva Europa.

Adam Uszpolewicz, jako prezes grupy Aviva w Polsce, będzie odpowiadał za całość działalności grupy i jej dalszy rozwój. Został również powołany na stanowisko prezesa Aviva Towarzystwa Ubezpieczeń na Życie SA ze skutkiem od dnia uzyskania zgody KNF.

Maciej Jankowski, jako wiceprezes grupy, będzie odpowiadał za działalność kluczowych funkcji: finansów, operacji, IT, działu prawnego, działu ryzyka, projektów oraz Aviva Litwa. Będzie nadal pełnił funkcję prezesa Aviva Towarzystwa Ubezpieczeń Ogólnych SA.

Adam Uszpolewicz związany jest z Avivą od 2007 roku. W latach 2007-2008 pełnił funkcję prezesa grupy, a następnie objął rolę przewodniczącego rad nadzorczych spółek Avivy w Polsce. W latach 2009-2013 pełnił funkcje w międzynarodowych strukturach grupy – odpowiadał m. in. za rozwój biznesu i marketing na rynkach europejskich i azjatyckich. Przed przejściem do Avivy sprawował wysokie funkcje menedżerskie w dużych grupach finansowych, m. in. GE Capital, Cigna i Nationwide, a także w PwC.

Maciej Jankowski jest związany z Avivą od 20 lat. Rozpoczynał pracę w dziale księgowości Towarzystwa Ubezpieczeń na Życie, awansując stopniowo do funkcji dyrektora finansowego. W latach 1998-2003 był wiceprezesem Aviva PTE, następnie dyrektorem finansowym grupy w Polsce (2003-2008) i jej prezesem (2008-2013).

Komentarz dzienny, 4 lipca 2013

Zgodnie z oczekiwaniami analityków RPP obniżyła na wczorajszym posiedzeniu stopy o 25pb, stopa referencyjna wynosi zatem obecnie 2,5%. Tak, jak oczekiwaliśmy, w komunikacie RPP stwierdziła wprost:

”Podjęta na dzisiejszym posiedzeniu decyzja o obniżeniu stóp  procentowych NBP kończy cykl łagodzenia polityki pieniężnej”.

Zakończenie cyklu luzowania polityki pieniężnej zostało potwierdzone w czasie konferencji przez prezesa NBP, który wręcz tryskał optymizmem co do przyszłości polskiej gospodarki i stwierdził, że chciałby, aby sytuacja na tyle poprawiła się, aby Rada mogła podwyższać stopy procentowe. Taka deklaracja w ustach bankiera centralnego to dość jasna wskazówka dla rynków jaki scenariusz RPP mogłaby w odpowiednich warunkach makro wesprzeć. Co ciekawe, przedstawiona równolegle najnowsza projekcja NBP (prognozy PKB i inflacji) absolutnie nie wspiera optymizmu M. Belki.

Projekcja wskazuje, i to pomimo już dokonanych obniżek stóp, na pogorszenie dynamiki PKB względem poprzedniej projekcji. Inflacja natomiast nadal nie powraca do celu w horyzoncie projekcji. Sama projekcja mogłaby być więc podstawą do kontynuacji obniżek stóp. Dlaczego tak się prawdopodobnie nie stanie? Po pierwsze, w RPP najwyraźniej wyczerpała się większość do wspierania obniżek. Prezes NBP cytował również szereg uwarunkowań zewnętrznych, czy też (znów nie będąc w zgodzie z projekcją) odbijanie polskiej gospodarki, które to poprzeczkę dla wznowienia cyklu podnoszą bardzo wysoko. Zdaniem Belki do końca roku stopy pozostaną bez zmian.

Gdynia, Asseco i CodiLime zorganizują programistyczny Marathon24

0

30 listopada 2013 r. w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym w Gdyni wystartuje prestiżowy, 24-godzinny, zespołowy maraton programistyczny organizowany wspólnie przez Miasto Gdynia, Asseco Poland i CodiLime. Wydarzenie to będzie miało charakter coroczny i stanie się ważnym punktem w kalendarzu konkursów programistycznych w Europie.

„Asseco Programming Marathon24 Gdynia 2013” to inicjatywa skierowana do środowiska związanego z technologiami informatycznymi. Jest to jedyny w Polsce zespołowy konkurs o otwartym charakterze, w którym mogą wziąć udział programiści bez żadnych ograniczeń, a przygotowywany przez m.in. złotych medalistów mistrzostw świata w programowaniu zespołowym, założycieli spółki CodiLime. W drodze eliminacji online wyłonieni zostaną najzdolniejsi w Polsce (a w przyszłości także w Europie) informatycy, którzy podczas finału w Gdyni zmierzą się ze sobą w bezpośredniej rywalizacji.

Na szczególne zainteresowanie zasługuje formuła maratonu. Finał konkursu będzie się odbywał bez przerwy przez pełne 24 godziny. W tym czasie trzydzieści trzyosobowych zespołów stawi czoła trzem wymagającym zadaniom programistycznym. Aktualne wyniki drużyn będą podawane do wiadomości wszystkich uczestników, a formuła konkursu sprawi, że rywalizacja między nimi będzie trwała do ostatniej chwili.

Marathon24 realizują wspólnie Gdynia – miasto przyjazne innowacjom – oraz Asseco Poland i CodiLime. Zaangażowanie największej spółki informatycznej w Polsce i zarazem jednego z czołowych graczy na europejskim rynku oprogramowania to gwarancja sukcesu przedsięwzięcia. Za stronę techniczną projektu, w tym przygotowanie głównego systemu informatycznego odpowiada CodiLime, firma tworząca najwyższej jakości oprogramowanie dla międzynarodowego biznesu.

Podczas wspólnej konferencji prasowej organizatorów Prezydent Gdyni, dr Wojciech Szczurek zwrócił uwagę na szczególny związek Gdyni z przełomowymi pomysłami i technologiami: „Gdynia to miasto niezwykle nowoczesne. Od zawsze przyciąga ludzi, którzy chcą i potrafią realizować swoje marzenia, również te z dziedziny innowacyjnych technologii. Symbolem tego jest Park Naukowo-Technologiczny. Być może już niebawem znajdą tu dla siebie miejsce firmy, których idee zakiełkują w głowach informatyków – uczestników Asseco Programming Marathon24 Gdynia 2013.”

Dr Adam Góral, Prezes Zarządu Asseco Poland dodał: „Asseco Poland od ponad 20 lat działa na rynku informatycznym i osiągnęliśmy ogromny sukces stając się siódmym największym producentem oprogramowania w Europie. To dzięki naszym produktom stworzonym przez najlepszych polskich informatyków możemy śmiało rywalizować z firmami software’owymi z całego świata. Angażując się w ten projekt chcemy aktywnie promować osiągnięcia polskich programistów i zachęcać ich do pogłębiania wiedzy oraz stałego inwestowania w siebie. Konkurs i jego niezwykła formuła to idealna okazja dla wielu informatyków, by sprawdzić się w wymagających warunkach i zaprezentować swoje umiejętności.”

Tomasz Kułakowski, Prezes Zarządu CodiLime przekonywał: „Polscy informatycy cieszą się na świecie ogromnym uznaniem i często decydują się na wyjazd do pracy za granicę. Jako współorganizatorzy Marathonu chcemy wyłonić najzdolniejszych programistów i zachęcić ich do pozostania w kraju. CodiLime jest przykładem firmy zbudowanej przez zespół nadzwyczajnych talentów. O jakości zaś tego zespołu świadczy nasza współpraca z największymi światowymi koncernami technologicznymi z Doliny Krzemowej czy Japonii. Nasi najzdolniejsi pracownicy mogą realizować projekty IT, które tworzą przyszłość. Stawiamy sobie za cel organizację konkursu, w którym wezmą udział osoby utalentowane podobnie jak założyciele i pracownicy CodiLime, którym zależy na stałym rozwijaniu swoich umiejętności i pogłębianiu wiedzy. Jestem pewien, że uda się to z tak wspaniałymi Partnerami jak Gdynia i Asseco.”

Rozczarowanie i frustracja zamiast okazyjnych wakacji „last minute”

Już tylko kilka tygodni dzieli nas od długo wyczekiwanego letniego wypoczynku. Właśnie teraz bardzo wielu z Was spędza godziny przed monitorem swojego komputera, by upolować jak najlepszą ofertę odpoczynku dla całej rodziny. Cyberprzestęcpy nie przepuszczą takiej okazji by zarobić na swoje wymarzone wakacje.

Zgodnie ze statystykami Google Trends to właśnie przełom czerwca i lipca jest momentem kiedy Polacy masowo wyszukują informacji na temat ofert last minute. Prawie 6 mln z nas planuję w tym roku wyjechać za granicę i średnio przeznaczyć na ten cel około 2,5 tys. złotych. Przytłaczająca większość wyszukuje informacje na temat destynacji korzystając z sieci, już dawno taki sposób zapoznawania się z ofertą touroperatorów wyprzedził bezpośrednią wizytę w biurze podróży. To internet jest pierwszym źródłem informacji o wycieczce. Polscy internauci wyszukują opinie na temat hoteli, biur, atrakcji, porównują ceny online, by następnie dokonać samego zakupu offline w biurze (efekt ROPO – reaserch online purchase offline). Jednak już blisko połowa decydujących się na wyjazd dokonuje zakupu w sieci. To właśnie oni są na celowniku przestępców czyhających na łatwy zarobek.

Jak informują specjaliści ds. bezpieczeństwa G Data to w czerwcu i lipcu obserwujemy duże zwiększenie się liczby spamu oferującego wyjazdy w nadzwyczajnie atrakcyjnych cenach. Jeżeli użytkownik skusi się na taką ofertę, często wpada prosto w pułapkę złośliwego oprogramowania zastawioną przez cyberprzestępców, tracąc tym samym ważne dane jak numer karty kredytowej.

Pracownicy G Data SecurityLabs radzą jak nie paść ofiarą „turystycznego spamu” i podejrzanych wakacyjnych ofert. Radzimy jak bezpiecznie zarezerwować wycieczkę – bez ryzyka i nieprzyjemnych konsekwencji.

„Wiadomości e-mail z rzekomymi konkursami i podejrzanie korzystnymi ofertami to bardzo popularna metoda przemycania złośliwego oprogramowania na komputery niczego nieświadomych użytkowników. Sprawców interesują głównie dane dostępowe do kont online oraz dane kart kredytowych” – mówi Łukasz Nowatkowski, dyrektor techniczny G Data Polska. „Jeśli nie chcesz zostać ofiarą cyberprzestępców powinieneś stosować oprogramowanie zabezpieczające oraz możliwie często aktualizować wszelkie aplikacje na Twoim komputerze. Sprawdzaj dokładnie wszystkie interesujące Cię oferty i bądź wyczulony oraz maksymalnie ostrożny. Jeżeli któraś z wiadomości na twojej skrzynce pocztowej budzi podejrzenia, skasuj ją bez jej otwierani a tym bardziej czytania.”

Ataki na telefony komórkowe – 666 666 zagrożeń mobilnych dla Androida

Android już od pewnego czasu dominuje w sektorze telefonii komórkowej. Zgodnie z danymi ponad 75% telefonów sprzedanych na świecie w pierwszym kwartale 2013 działało pod systemem Android. Polska nie jest tu wyjątkiem, chociaż jako jeden z nielicznych krajów na świecie posiada wysoki odsetek udziału Windows Phone w rynku, jednak system Google jest dominujący także nad Wisłą. Nie dziwi więc, że cyberprzestępcy co 22 sekundy wypuszczają nowe złośliwe oprogramowanie na system z zielonym ludzikiem. W samym tylko maju specjaliści G Data naliczyli 124000 nowych próbek złośliwego kodu, którego twórcy za cel wyznaczyli sobie głównie kradzież poufnych danych osobistych, wysyłanie wiadomości SMS Premium bez wiedzy właściciela telefonu oraz dokonywanie płatnych połączeń. Przestępcy zaczęli także wdrażać nową funkcjonalność – wyświetlanie mocno agresywnych reklam mających nokłonić do zainstalowania aplikacji ze złośliwym kodem. G Data przewiduje zwiększenie ilości unikalnych zagrożeń na Androida, jest to ściśle powiązane z wysoką opłacalnością tej strategii dla cyberprzestępców.

„Złośliwe mobilne oprogramowanie stało się lukratywnym biznesem dla przestępców internetowych. Twórcy tych aplikacji do swych niecnych celów używają głównie koni trojańskich, które pozwalają wykorzystać zainfekowane urządzenie na wiele sposobów” – mówi Łukasz Nowatkowski, dyrektor techniczny G Data Polska. „Złośliwe aplikacje pozwalają nie tylko na wykradanie osobistych danych zapisanych na telefonie jak kontakty, zdjęcia czy informacje zawarte w kalendarzu. Przestępcy mogą zdalnie wykonywać wysoce płatne połączenia, rozsyłać wiadomości SMS na drogie numery Premium lub próbować wykraść dane dostępowe do kont internetowych. Właśnie te możliwości wykorzystania złośliwego oprogramowania na urządzenia mobilne sprawiają, że będzie ono co raz popularniejsze.”

Ryzyko infekcji w przyszłości

Liczba mobilnego malware’u będzie zwiększała się w nadchodzących miesiącach podążając za stale rosnącą popularnością urządzeń przenośnych wyposażonych w system Android. Mobilna cyberprzestępczość jest na najlepszej drodze by stać się zjawiskiem masowym.

Mobilne Botnety

Zainfekowane telefony coraz częściej zostają włączane przez sprawców do sieci botnetów wykorzystywanych następnie do dalszego rozprzestrzeniania złośliwego kodu. Takie zarażone urządzenia działa jak „rozpylacz” SMS-owego spamu lub urządzenie do nabijania portfela przestępcom dzięki masowemu wykonywaniu drogich połączeń Premium.
Potencjalne zyski, które mogą uzyskać przestępcy są ogromne.

Adware wciąż popularny

Eksperci G Data SecurityLabs prognozują utrzymanie się popularności mobilnego adware’u. Wykorzystywany jest on w celu nachalnego promowania zainfekowanych aplikacji np. takich jak popularne aplikacje pogodowe, które w rzeczywistości stanowią zagrożeniem dla naszych danych i pieniędzy.

Zagrożenia mobilne: „bariera bestii” złamana!

Moment nie mógł być bardziej odpowiedni, czerwiec 2013. W szóstym miesiącu roku eksperci ds. bezpieczeństwa G Data osiągnęli kamień milowy gromadząc w swojej bazie 666 666 unikalnych szkodliwych programów na platformę Android. Niestety można się spodziewać, że liczba ta nadal będzie rosła w zastraszającym tempie.

Jeszcze trzy lata temu zagrożenia na urządzenia mobilne były kompletną nowością, a ataki na telefony komórkowe stanowiły promil wszystkich ataków hakerskich na świecie. Obecnie ryzyko infekcji stale rośnie wraz ze zwiększającą się popularnością smartfonów i tabletów oraz wzrostem ich funkcjonalności. Dziś już nikogo nie dziwią przelewy dokonywane poprzez aplikacje zainstalowane na telefonach komórkowych. Złośliwe kody rozwinęły się z początkowo jedynie irytujących aplikacji, którymi hakerzy stroili sobie żarty z użytkowników urządzeń przenośnych, do złośliwych aplikacji wykradających pieniądze, dokonywujących kosztownych połączeń, szpiegujących czy przedstawiających niechciane reklamy.

Innymi słowy mobilny malware nie jest już pieśnią przyszłości, a realnym zagrożeniem dla wszystkich cyfrowych nomadów.

Decyzja RPP – kredytobiorcy się cieszą, oszczędzający mają problem

Rada Polityki Pieniężnej nie zaskoczyła i obniżyła stopę procentową o 25 punktów bazowych do poziomu 2,5%. Oznacza to, że padł kolejny rekord w polskich zawodach na najniższą stopę procentową w historii. To dobra wiadomość dla każdego, kto kupił mieszkanie na kredyt.

Dzięki decyzji RPP wysokość raty kredytowej powinna zmaleć o 15 zł na każde 100 tys. zł kredytu. To już siódma obniżka, a od początku roku wysokość przeciętnej raty kredytowej zmniejszyła się o ok. 90 zł na każde 100 tys. zł kredytu. Zanim jednak kredytobiorcy odczują spadki, trzeba poczekać na działania banków, a te czasami zwlekają z obniżką oprocentowania kredytów.

To, co dobre dla kredytobiorców, niekoniecznie służy oszczędzaniu. Niestety, oprocentowanie lokat nie daje nadziei na wysoki zysk. To naturalnie zniechęca osoby posiadające oszczędności do lokowania ich w bankach, a skłania je do poszukania alternatywnych sposobów na lokatę kapitału, takich jak zakup nieruchomości. W ten m.in. sposób RPP próbuje stymulować gospodarkę.

Kolejna obniżka stóp procentowych to reakcja RPP na dosyć słabą kondycję gospodarki. Jednak wiele wskazuje na to, że najbliższe miesiące przyniosą ożywienie i już w IV kwartale możemy spodziewać się wzrostu gospodarczego nawet powyżej 2%. Poprawa kondycji będzie sprzyjać powrotowi do wyższych stóp procentowych. Dlatego obecni kredytobiorcy powinni oszczędności z tego okresu zabezpieczyć na wypadek podniesienia oprocentowania w przyszłości, bo tak niski poziom stóp procentowych długo się nie utrzyma.

Rynek instrumentów pochodnych w czerwcu 2013 r.

W czerwcu br. wolumen obrotu wszystkimi instrumentami pochodnymi wyniósł 1,5 mln sztuk. Liczba otwartych pozycji na koniec czerwca br. wyniosła 197,9 tys. sztuk.

Kontrakty na WIG20

W czerwcu br. wolumen obrotu kontraktami terminowymi na WIG20 wyniósł 1,05 mln kontraktów, co stanowi wzrost o 2,48% w stosunku do czerwca 2012 r.
Liczba otwartych pozycji na tym instrumencie na koniec czerwca br. wyniosła 103,8 tys. kontraktów.

Opcje

W czerwcu br. wolumen obrotu opcjami na indeks WIG20 wyniósł 91,5 tys. opcji. Stanowiło to wzrost o 40,1% w porównaniu do czerwca ubiegłego roku. Od początku roku (styczeń-czerwiec) wolumen wyniósł 408,9 tys. opcji co stanowi wzrost o 37,3% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku;
Na koniec czerwca 2013 roku liczba otwartych pozycji na tym instrumencie wyniosła 35,9 tys. opcji.

Kontrakty na akcje

Wolumen obrotu kontraktami na akcje w czerwcu br. wyniósł 60,3 tys. kontraktów co stanowi wzrost o 54,8% w stosunku do czerwca 2012. Od początku roku wolumen obrotu wyniósł 373,5 tys. kontraktów co stanowi wzrost o 39,1% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku;

Liczba otwartych pozycji na tym instrumencie na koniec czerwca br. wyniosła 9,1 tys.

Kontraktami na akcje o najwyższym miesięcznym wolumenie obrotu były:

LP Instrument bazowy Wolumen obrotu (w szt.) w czerwcu 2013 r.
1. PKO BP SA 20 822
2. KGHM SA 17 956
3. PKN ORLEN SA 6 849
4. PGE SA 2 877
5. PZU SA 2 575

Kontrakty na waluty

Wolumen obrotu kontraktami walutowymi wyniósł w czerwcu br. 314,9 tys. kontraktów co stanowiło 177,6% wzrost w stosunku do czerwca ubiegłego roku;

Najbardziej popularnym kontraktem walutowym w czerwcu 2013 roku był kontrakt na kurs USD/PLN. Wolumen obrotu tą klasą kontraktu walutowego wyniósł 254,8 tys. kontraktów, co stanowiło 81,0% wolumenu obrotu wszystkimi kontraktami walutowymi;

Liczba otwartych pozycji na kontraktach na waluty koniec czerwca 2013 roku wyniosła 38,8 tys. kontraktów.

Zwyczaje Polaków rezerwujących hotele i przeloty przez Internet

Porównywarka ofert turystycznych KAYAK sprawdziła, kiedy Polacy najczęściej dokonują rezerwacji online biletów lotniczych oraz noclegów w hotelach. Jak pokazały statystyki kayak.pl z ostatnich miesięcy, początek tygodnia to czas, w którym polscy użytkownicy najczęściej poszukują ofert turystycznych przez Internet.

Wraz ze zmieniającymi się nawykami konsumentów oraz dynamicznym rozwojem sektora e-travel, nieustannie rośnie zainteresowanie dokonywaniem rezerwacji hoteli i biletów lotniczych przez Internet. Dzięki nowoczesnym rozwiązaniom, turyści mogą teraz nie tylko zorganizować nawet najdalszą podróż bez wychodzenia z domu, ale również sprawdzić setki ofert za pomocą zaledwie kilku kliknięć.

KAYAK nie tylko umożliwia porównanie cen produktów i usług turystycznych, ale udostępnia także szereg narzędzi służących do planowania podróży. Dodatkowe funkcjonalności, takie jak np. alerty cenowe czy darmowa aplikacja mobilna, pozwalają na bieżąco śledzić wszystkie promocje i dają gwarancję zabukowania biletów oraz noclegów w najniższych cenach. Kiedy zatem Polacy najczęściej dokonują rezerwacji online? Sprawdziła to wyszukiwarka KAYAK.

Jak pokazują ostatnie statystyki, polscy użytkownicy KAYAK-a najczęściej wyszukują przeloty w poniedziałki i środy w godzinach popołudniowych (pomiędzy 14.00 a 15.00). Co ciekawe, według danych wyszukiwarki, zdecydowanie rzadziej zajmują się organizacją podniebnych podróży w weekendy.

Podobnie kształtują się trendy rezerwacji hotelowych – polscy użytkownicy kayak.pl mniej chętnie zasiadają przed ekranami komputerów w soboty i niedziele. Najczęściej poszukują noclegów na początku tygodnia. Zdecydowanie najwięcej pokoi bukowanych jest we wtorki, zwłaszcza pomiędzy 14.00 a 16.00.

– Wyniki analiz KAYAK-a potwierdzają, że Polacy najczęściej kupują przez Internet będąc w pracy, gdy mają nieograniczony dostęp do komputera – mówi Debby Soo, Business Development Director KAYAK-a. – Ponadto zauważamy również, iż polscy użytkownicy kayak.pl coraz częściej decydują się na spontaniczne, weekendowe wyjazdy, na których organizację mają zaledwie kilka dni – podsumowuje Soo.

*Opracowanie przygotowane zostało na podstawie statystyk wyszukiwań porównywarki KAYAK (marzec-maj 2013 r.)

Analitycy Domu Maklerskiego DI BRE najlepsi na rynku

Zespół Domu Maklerskiego DI BRE kolejny raz został doceniony przez ekspertów z branży. W rankingu najlepszych analityków giełdowych najwyższe miejsca zajęli Kamil Kliszcz oraz Iza Rokicka. Zestawienie zostało przygotowane przez Gazetę Giełdy Parkiet.

Każde wyróżnienie przyznawane przez ekspertów bardzo cieszy i motywuje. – mówi Jarosław Kowalczuk, prezes Domu Maklerskiego DI BRE. – W tym przypadku możemy być szczególnie dumni, bo nasi analitycy zostali docenieni przez swoich konkurentów. Uznanie w oczach kolegów z branży jest potwierdzeniem najwyższej jakości naszej pracy – dodaje.

Ranking Parkietu powstał na podstawie ankiet wypełnionych anonimowo przez dwudziestu jeden analityków giełdowych. Każdy mógł wskazać trzy osoby, z wyłączeniem siebie oraz pracowników tego samego działu. Ankietowani wymieniali również cechy, za które najbardziej cenią typowanych kandydatów.

Najlepszy według rankingu polski analityk giełdowy – Kamil Kliszcz – pracuje w Domu Maklerskim DI BRE od siedmiu lat. Swoją karierę zaczynał od praktyk w departamencie analiz, którego obecnie jest wicedyrektorem. Analizuje spółki z sektora chemicznego i paliwowego. Pośród cech, jakimi Kamila Kliszcza opisali ankietowani konkurenci, kilkukrotnie pojawiał się profesjonalizm i szeroka wiedza. Dużym uznaniem ekspertów cieszą się jego rozbudowane i wnikliwe raporty. Sam Kliszcz, w wywiadzie dla Parkietu, jako najważniejsze cechy dobrego analityka wymienia zaangażowanie i konsekwencję, podkreśla też rolę doświadczeń zawodowych. Drugie miejsce w rankingu zajęła Iza Rokicka, która zajmuje się analizowaniem spółek z sektora finansowego, głównie banków. Koledzy po fachu wskazywali na jej pracowitość, wiedzę, profesjonalizm, wytrwałość oraz jasność w formułowaniu przekazu.

Dom maklerski DI BRE jest jednym z najdłużej funkcjonujących na polskim rynku kapitałowym domów maklerskich. Prowadzi działalność od 1991 roku, kierując ofertę do wszystkich aktywnych grup inwestorów zarówno instytucjonalnych, jak też indywidualnych. Oferta brokera obejmuje pełen zakres dostępnych na polskim rynku kapitałowym usług maklerskich – w tym rozwiązania dla inwestorów giełdowych oraz emitentów papierów wartościowych. Obecnie dom maklerski DI BRE obsługuje aż 300 tys. aktywnych rachunków maklerskich i jest pod tym względem liderem rynku. DI BRE zawsze był jednym liderów innowacji rynku kapitałowego. Przeprowadził pierwszą na polskim rynku emisję akcji z prawem poboru, przygotował pierwszą publiczną emisję warrantów, zawarł pierwszą w historii Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie transakcję, której przedmiotem były kontrakty terminowe i transakcję krótkiej sprzedaży. Obecnie dom maklerski DI BRE oferuje nowy, mobilny system transakcyjny, zaopatrzony w najnowocześniejsze znane rozwiązania.

Serinus Energy (dawny Kulczyk Oil Ventures) zwiększy produkcję na Ukrainie

Olgowskoje-15, kolejny odwiert na ukraińskich koncesjach produkcyjnych Serinus Energy, uzyskał w testach przepływ gazu na poziomie 42,5 tys. metrów sześc. gazu dziennie. Wbrew wstępnej analizie geologicznej, nie było potrzeby przeprowadzenia dodatkowej stymulacji odwiertu. To potwierdzenie dużego potencjału strefy gazu odkrytej przy okazji prac przy sąsiednim odwiercie Makiejewskoje-16. Spółka planuje dalszą eksplorację tej strefy i zapowiada intensywny program wierceń.

Olgowskoje-15

O-15 to odwiert kierunkowy zaplanowany i wykonany w celu zbadania zidentyfikowanych przez zespół Serinus Energy i KUB-Gasu stref R30 c z baszkiru oraz S5 z serpuchowu. Po odkryciu potencjału strefy S5 przy okazji prac przy odwiercie Makiejewskoje, Serinus Energy podjęła decyzję o zbadaniu tej strefy także na sąsiedniej koncesji Olgowskoje. W kwietniu br. z M-16, znajdującego się ok. 13 km od odwiertu Olgowskoje-15, udało się uzyskać przepływ gazu na poziomie 121,8 tys. metrów sześc. gazu dziennie. Pod koniec maja Makiejewskoje-16 podłączono do produkcji o początkowej wielkości 76,5 tys. metrów sześc. gazu dziennie. Z Olgowskoje-15 zaś, wbrew wcześniejszym założeniom o konieczności przeprowadzenia stymulacji, popłynął gaz w ilości 42,5 tys. metrów sześc. gazu dziennie. Test przeprowadzono za pomocą różnych wielkości zwężek i przy ciśnieniu przepływu (Flowing Tubing Head Pressure) wynoszącym 8.600 kPa (1.247 psig).

„Jesteśmy pozytywnie zaskoczeni wynikami testów O-15. Choć analiza tej strefy gazu odkrytej przy Makiejewskoje-16 rozbudziła nasze apetyty na dalsze zwiększanie produkcji, spodziewaliśmy się większego nakładu pracy i środków na uruchomienie przepływu gazu z kolejnego odwiertu na polu Olgowskoje. Dzięki dobrym wynikom M-16 i O-15 możemy kontynuować nasz ambitny program wierceń obliczony na najbliższe dwa lata” – powiedział Jakub Korczak, Wiceprezes ds. Relacji Inwestorskich i Dyrektor Operacji w Europie Środkowo-Wschodniej.

Zasoby perspektywiczne dla Olgowskoje-15

Wewnętrzne szacunki Serinus Energy dotyczące zasobów perspektywicznych dla strefy S5 w ramach odwiertu O-15 wynoszą: 23 mld Bcf (miliardy stóp sześciennych) w kategorii Best Estimate, 55 Bcf w kategorii High Estimate i 9,5 Bcf w kategorii Low Estimate. Ryzyko dla tych zasobów perspektywicznych zostało znacząco ograniczone przez wynik testów odwiertu O-15. W raporcie niezależnego audytora zasobów sporządzonego dla Spółki wg stanu na 31 grudnia 2012 r., do strefy S5, zbadanej dzięki odwiertowi O-15, nie przypisano żadnych zasobów perspektywicznych.

Plany Serinus Energy na Ukrainie

Po uruchomieniu produkcji Olgowskoje-15 zostanie podłączone do stacji przetwórstwa gazu na koncesji Makiejewskoje. Stacja ta jest obecnie w fazie modernizacji, która ma zwiększyć jej przepustowość. Zgodnie z planem ma ona osiągnąć poziom ponad 1,8 mln metrów sześc. gazu dziennie. Spółka planuje ponadto kontynuację intensywnego programu poszukiwawczego obliczonego na najbliższe dwa lata. Rozważa się dalszą eksplorację bogatej w gaz strefy S5, gdzie zidentyfikowano co najmniej trzy możliwe lokalizacje odwiertów.

Ekwiwalent ropy naftowej i gazu

Informacja o produkcji jest z reguły podawana w jednostkach takich jak baryłki ekwiwalentu ropy naftowej („boe” lub „Mboe” lub „MMboe”) lub też w jednostkach ekwiwalentu gazu („Mcfe” lub „MMcfe” lub „Bcfe”). Jednakże określenia BOE lub Mcfe mogą być mylące, w szczególności gdy używane są w oderwaniu od kontekstu. Współczynnik konwersji na boe, gdzie 6 Mcf = 1 baryłka, lub na Mcfe, gdzie 1 baryłka = 6 Mcf, wynika z metody zakładającej równoważność energetyczną w odniesieniu do danych z pomiarów uzyskanych na końcówce palnika, co nie odnosi się do wartości występujących na głowicy.

Podstawowe pojęcia

„Zasoby perspektywiczne” Oszacowana na dany dzień ilość węglowodorów, która jest potencjalnie wydobywalna z nieodkrytych akumulacji w ramach przyszłych przedsięwzięć dotyczących ich zagospodarowania. Zasoby perspektywiczne mają zarówno szansę odkrycia oraz szansę rozwoju. Zasoby perspektywiczne w zależności od stopnia pewności ich odkrycia i możliwości rozwoju mogą być dalej dzielone w oparciu o stopień zaawansowania projektu.

“Low Estimate” uważane jest za ostrożny szacunek ilości zasobów, które będą faktycznie pozyskane. Jest wysoce prawdopodobne, że ilości pozyskane w rzeczywistości, przekroczą oszacowania. W kategoriach rachunku prawdopodobieństwa oznaczać to będzie co najmniej 90% prawdopodobieństwo (P90), że ilości pozyskane będą równe lub wyższe niż ostrożny szacunek.

“Best Estimate” uważane jest za wyważony szacunek ilości zasobów, które będą faktycznie pozyskane. Jest wysoce prawdopodobne, że ilości pozyskane w rzeczywistości, będą niższe lub wyższe od oszacowań. W kategoriach rachunku prawdopodobieństwa oznaczać to będzie co najmniej 50% prawdopodobieństwo (P50), że ilości pozyskane będą równe lub wyższe niż wyważony szacunek.

“High Estimate” uważane jest za optymistyczny szacunek ilości zasobów, które będą faktycznie pozyskane. Jest mało prawdopodobne, że ilości pozyskane w rzeczywistości, przekroczą oszacowania. W kategoriach rachunku prawdopodobieństwa oznaczać to będzie co najmniej 10% prawdopodobieństwo (P10), że ilości pozyskane będą równe lub wyższe niż optymistyczny szacunek.

O Serinus Energy

Serinius to międzynarodowa spółka prowadząca poszukiwania ropy naftowej i gazu. Posiada zdywersyfikowane portfolio projektów na Ukrainie, w Brunei, Tunezji, Rumunii i Syrii, a profil ryzyka obejmuje działalność poszukiwawczą w Brunei, Rumunii i Syrii oraz działalność wydobywczą na Ukrainie i w Tunezji. Akcje Spółki są notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, a także na Giełdzie Papierów Wartościowych w Toronto (pod symbolem „SEN”).

Na Ukrainie Serinus posiada faktyczny 70 proc. udział w KUB-Gas LLC. Aktywa KUB-Gas obejmują 100-procentowe udziały w pięciu koncesjach zlokalizowanych w pobliżu Ługańska, miasta w północno-wschodniej części Ukrainy. Produkcja gazu odbywa się na czterech koncesjach.

W Tunezji Serinus posiada faktyczny 100 proc. udział w koncesjach Chouech Essaida, Ech Chouech, Sanrhar and Zinna oraz 45 proc. udział w koncesji Sabria. Produkcja ropy i gazu odbywa się obecnie na trzech koncesjach.

W Brunei Serinus posiada 90 proc. faktyczny udział w umowie o podziale wpływów z wydobycia, uprawniający do poszukiwania i wydobycia ropy oraz gazu ziemnego z Bloku L, obejmującego obszar lądowy i morski o powierzchni 1.123 km² w północnym Brunei.

W Rumunii Serinus planuje pozyskać 60 proc. bezwzględny faktyczny udział w lądowym obszarze koncesji Satu Mare w północno-zachodniej Rumunii do końca czerwca 2013 r., z zastrzeżeniem spełnienia określonych warunków.

W Syrii Serinus posiada, zgodnie z umową o podziale wpływów z wydobycia, 50 proc. udział w Bloku 9, uprawniający do poszukiwania i wydobycia, po spełnieniu określonych warunków, ropy i gazu ziemnego na obszarze Bloku 9 o powierzchni 10.032 km², położonego w północno-zachodniej Syrii. Spółka podpisała porozumienie, na podstawie którego przepisze łącznie 5 proc. udziałów na rzecz osoby trzeciej, pod warunkiem uzyskania zgody władz syryjskich. W przypadku uzyskania takiej zgody bezpośredni udział Serinus w Bloku 9 zmieni się na 45 proc. W lipcu 2012 r. Spółka zadeklarowała występowanie siły wyższej w odniesieniu do swoich działań operacyjnych w Syrii.

Głównym akcjonariuszem Spółki jest Kulczyk Investments S.A. – międzynarodowy dom inwestycyjny, założony przez polskiego przedsiębiorcę dr. Jana Kulczyka.

Tłumaczenie: Niniejszy tekst stanowi tłumaczenie informacji powstałej oryginalnie w języku angielskim.

Stwierdzenia dotyczące przyszłości (Forward-looking Statements):

Niniejsza informacja zawiera stwierdzenia dotyczące przyszłych zdarzeń, prezentowane z perspektywy dnia publikacji niniejszej informacji, odnoszące się do przyszłych działań KUB-Gas i związanych z jej pięcioma obszarami koncesyjnymi na Ukrainie, jak też do określonych odwiertów lub badań sejsmicznych wykonywanych na obszarze tych koncesji, które nie stanowią lub nie mogą stanowić danych historycznych. Mimo że przedstawiciele Spółki uznają założenia zawarte w stwierdzeniach dotyczących przyszłości za racjonalne, potencjalne wyniki sugerowane w powyższych stwierdzeniach odznaczają się znacznym poziomem ryzyka i niepewności, i nie można stwierdzić, że faktyczne rezultaty okażą się zgodne z powyższymi stwierdzeniami dotyczącymi przyszłości.

Do czynników, które mogą uniemożliwić bądź utrudnić ukończenie spodziewanych działań Spółki, zaliczają się: prawdopodobieństwo wystąpienia problemów technicznych i mechanicznych w trakcie realizacji projektów, zmiany cen produktów, nieuzyskanie wymaganych prawem zgód, sytuacja finansowa na rynku lokalnym i międzynarodowym, jak również ryzyka związane z ropą naftową i gazem, ryzyka finansowe, polityczne i gospodarcze oraz wszelkie inne ryzyka nieprzewidziane przez Spółkę albo nieujawnione w dokumentach przez nią opublikowanych. Ze względu na fakt, że stwierdzenia dotyczące przyszłości odnoszą się do przyszłych wydarzeń i uwarunkowań, z natury odznaczają się one z ryzykiem i niepewnością, a faktyczne rezultaty mogą się znacznie różnić od informacji zawartych w niniejszych stwierdzeniach dotyczących przyszłości. Spółka nie jest zobowiązana do aktualizacji lub korekty stwierdzeń dotyczących przyszłości zawartych w niniejszej informacji, tak żeby odzwierciedlały one stan po publikacji niniejszej informacji, chyba że jest to wymagane przepisami prawa.

Jak kształtują się ceny hoteli w dużych polskich miastach?

W którym polskim mieście można znaleźć najtańszy nocleg w hotelu? Niewiele osób odpowie, że w Warszawie, kojarzonej z najbardziej ekstremalnymi cenami. Tymczasem w stolicy można znaleźć nocleg w hotelu już od 48 PLN, natomiast najdroższe minimalne ceny noclegu w hotelu są w Opolu i zaczynają się one od 160 PLN. Dlaczego tak się dzieje? Wyjaśnienie tego zjawiska można znaleźć w raporcie przygotowanym przez Internetowe Centrum Podróży eSKY.pl.

– W przypadku cen minimalnych za nocleg w hotelu należy zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze w miastach, w których konkurencja jest większa, jak w Warszawie czy Krakowie, zwiększa się również rozpiętość cenowa. Hotele bardziej się specjalizują, dostosowują swoją ofertę do konkretnych grup odbiorców. Inaczej jest w przypadku miast, gdzie konkurencja nie jest tak bardzo duża. Natomiast więcej niż hoteli jest innych miejsc noclegowych– takich jak kwatery czy pensjonaty. – mówi Piotr Woś z serwisu eSKY.pl. – Sprawdziliśmy koszty noclegów we wszystkich stolicach województw w kraju i wyniki tej analizy zaskoczyły nas…

W jakich miastach są najwyższe minimalne koszty noclegu?

Miasta, w których minimalne ceny noclegu w hotelu są najwyższe to kolejno: Opole – 160 PLN, Gorzów Wielkopolski – 142 PLN, Białystok – 135 PLN, Zielona Góra – 105 PLN, Olsztyn – 100 PLN. Nawet jeżeli te najniższe stawki nie są takie, jak można by się było tego spodziewać, ciekawie wypada zestawienie ich z tymi najwyższymi, które z reguły nie są bardzo wysokie i odpowiednio, dla każdego z tych miast wynoszą: Opole – 223 PLN, Gorzów Wielkopolski – 225 PLN, Białystok – 281 PLN, Zielona Góra – 275 PLN, Olsztyn – 229 PLN. Jak widać w najbardziej ekstremalnym przypadku różnica miedzy najtańszym a najdroższym noclegiem w danym mieście wynosi 150 PLN. Oznacza to, że obiekty hotelowe w każdym z tych miast oferują swoim gościom podobny standard. Gdy patrzymy na średnie koszty dokonanych rezerwacji, to możemy stwierdzić, że zatrzymując się w tych miastach, goście hotelowi preferują raczej te niższe ceny i standard trzech gwiazdek z reguły ich zadowala:

Opole – 180 PLN średnia cena za rezerwację
Gorzów Wielkopolski – 166 PLN średnia cena za rezerwację
Białystok – 178 PLN średnia cena za rezerwację
Zielona Góra – 220 PLN średnia cena za rezerwację
Olsztyn – 150 PLN średnia cena za rezerwację
Które miasta mają największe różnice w cenach hoteli?

Miasta, w których przyjezdni zastają największą rozpiętość, jeżeli chodzi o ceny hoteli, to: Warszawa, Kraków, Poznań, Toruń, Gdańsk, Wrocław. Tu spectrum cenowe jest naprawdę duże. Najtańszy pokój w hotelach w Warszawie można zarezerwować już za 48 PLN, ceny najdroższych sięgają 783 PLN (różnica 735 PLN), w Krakowie różnice te są tylko niewiele mniejsze (501 PLN) z najniższą ceną o wysokości 56 PLN i najwyższą 557 PLN. Nieco mniejsze różnice cenowe są w:

Poznaniu, najniższa cena za nocleg to 49 PLN, najwyższa to 475 PLN (różnica 426 PLN)
Toruniu, najniższa cena za nocleg to 65 PLN, najwyższa to 430 PLN (różnica 365 PLN)
Gdańsku, najniższa cena za nocleg to 72 PLN, najwyższa to 354 PLN (różnica 284 PLN)
Wrocławiu, najniższa cena za nocleg to 64 PLN, najwyższa to 341 PLN (różnica 277 PLN)

– Można się zastanawiać, z czego wynikają takie różnice w cenach w tych miastach? Po pierwsze, występuje tam bardzo duża rozbieżność w standardzie hoteli, od takich, które mają bardzo słabe dwie gwiazdki, po takie, które są bardzo luksusowe i mają mocne pięć. Po drugie, miasta te są częściej odwiedzane z powodów turystycznych – w tym również przez osoby zza granicy, oznacza to, że mogą sobie pozwolić na wyższe ceny, bo ich goście są do nich przyzwyczajeni. Z tego wynika również i to, że obiekty te nie mają jednego charakteru np. biznesowego, są dużo bardziej różnorodne – mówi Piotr Woś z serwisu eSKY.pl.

Co jeszcze ma wpływ na kształtowanie się cen hoteli w wymienionych wyżej miastach? Znaczenie ma nie tylko ich standard i charakter, ale również lokalizacja. W takich miastach jak Warszawa, Kraków czy Poznań hotele są umiejscowione zarówno w centrum, jak i w dużo dalszych lokalizacjach (nawet do 15 km od centrum) i te ostatnie mogą oferować znacznie niższą cenę. Nie bez wpływu jest również to, że w tych miastach, w których rozpiętość cenowa jest największa z reguły jest duża liczba hoteli należących do sieci i posiadających silną markę. Jaki ma to wpływ na cenę? Z reguły obiekty sieciowe – zwłaszcza te o zasięgu międzynarodowym – mają w pewnym stopniu, mniejszym lub większym, ceny standaryzowane, chociaż na poziomie jednego kontynentu czy rynku – w przypadku Polski – środkowoeuropejskiego. Obiekty te mają często zarządzanie centralne przez co podobne wyznaczniki cenowe.

Fakt, że klienci mają możliwość wyboru wcale nie oznacza, że decydują się na noclegi w najniższych lub najwyższych cenach. Średni koszt rezerwacji w tych miastach niewiele się różni od tego, który występuje w takich miastach jak Opole czy Zielona Góra. Jak się on kształtuje?

Warszawa – 217 PLN średni koszt rezerwacji
Kraków – 210 PLN średni koszt rezerwacji
Poznań – 146 PLN średni koszt rezerwacji
Toruń – 173 PLN średni koszt rezerwacji
Gdańsk – 172 PLN średni koszt rezerwacji
Wrocław – 161 PLN średni koszt rezerwacji

Ceny te pokazują, że nawet w sytuacji, gdy przyjezdni mają duży wybór skłaniają się ku rozwiązaniom pośrednim i na najdroższe hotele z reguły się nie decydują, lub też wybierane są one tak samo często jak te najtańsze i sprawia to, że średnie koszty rezerwacji na terenie całego kraju są podobne, niezależnie od tego jak duże różnice w cenach doby hotelowej występują w danym mieście.

Źródło: eSKY.pl

Szukasz pracy? Postaraj się o certyfikat poświadczający Twoje umiejętności!

Kandydaci do pracy z certyfikatami, nawet jeśli potencjalny pracodawca nie wymaga ich posiadania, częściej są wybierani w procesach rekrutacyjnych. Szczególnie w kryzysie, kiedy firmy mniej chętnie zatrudniają, więc z większą uwagą przyglądają się kompetencjom kandydatów. Zdobycie certyfikatu potwierdzającego kompetencje to często długotrwały i kosztowny proces. W zależności od branży może kosztować od kilkuset do kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Eksperci Antal International podkreślają, że certyfikowani kandydaci często są dla pracodawców bardziej wartościowi i wygrywają w procesie rekrutacji. Szczególnie w dobie spowolnienia gospodarczego, kiedy firmy z dużą ostrożnością zatrudniają nowych pracowników.

Jednocześnie eksperci zaznaczają, że decyzję o podjęciu certyfikacji należy poważnie przemyśleć, zarówno kwestię wyboru odpowiedniego kursu, jak i momentu, kiedy to zrobić.

– Na pewno sugerowalibyśmy zastanowienie się, czy takimi certyfikatami interesować się na samym początku kariery zawodowej, bo wtedy często jeszcze nie wiemy na sto procent czym będziemy się docelowo zajmować. Z drugiej strony, certyfikaty mają znaczenie, jeżeli są poparte wiedzą zdobytą w trakcie zdobywania doświadczenia zawodowego, skonfrontowane z rzeczywistością biznesową – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Anna Piotrowska-Banasiak, menedżer Antal Finance & Accountancy.

Przy wyborze odpowiedniego kursu warto zwrócić uwagę na międzynarodowo rozpoznawalne certyfikaty, a takie pomogą porównać kompetencje specjalistów z wielu krajów. Równie ważny jest wybór specjalizacji, ale również niepowielanie podobnych kursów, bo to tylko dubluje wiedzę zamiast ją rozszerzać. Zdaniem Anny Piotrowskiej-Banasiak, nie zawsze pracodawcy przychylnie na to patrzą.

– Spotykamy się z osobami, które są kolekcjonerami certyfikatów. Podziwiamy determinacje i upór tych osób, natomiast z drugiej strony trzeba się zastanowić, na ile sensowne jest inwestowanie swojego czasów i zasobów finansowych w kilka różnych certyfikatów. Osoby, które podejmują się kilku certyfikacji, już pomijając to, że mają często problem z ukończeniem kursów czy egzaminów, to często są postrzegane przez pracodawców jako osoby, które nie do końca wiedzą, co chciałyby robić w swojej karierze – przyznaje Anna Piotrowska-Banasiak.

Zakres cen oraz szacowany czas potrzebny na zdobycie certyfikatu różni się w zależności od branży i rodzaju certyfikatu.

– Począwszy od certyfikatów, których zdobycie zajmuje dwa tygodnie, przez certyfikaty, których zdobycie wymaga zdania kilkunastu egzaminów i zajmuje nawet w przypadku ogromnej determinacji minimum dwa lata – potwierdza Anna Piotrowska-Banasiak. – Koszty takich certyfikatów w zależności od tego czego one miałyby dotyczyć i w zależności od tego czy przygotowujemy się do nich samodzielnie czy we wsparciu profesjonalnym jeśli chodzi o kursy i szkolenia, to koszt od kilku do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Światłowód do domu? Spółka Hawe pracuje nad realizacją takiego projektu na zlecenie operatorów telekomunikacyjnych

0

Stworzenie sieci światłowodowej o nieograniczonej przepustowości, która umożliwi internautom nie tylko dostęp do treści, ale i do aplikacji – to cel, jaki stawia sobie spółka Hawe. Temu ma służyć projekt FTTH, czyli światłowód do domu. Trwają prace nad jego harmonogramem. Spółka chce budować sieć przede wszystkim na zlecenie operatorów, ale nie wyklucza również realizacji zamówień od klientów indywidualnych.

Jak zapewnia prezes Krzysztof Witoń, spółka pracuje nad harmonogramem najnowszego projektu FTTH [Fiber to the Home], czyli budowania ostatniej mili sieci światłowodowej. Przede wszystkim chce działać w modelu partnerskim na zlecenie operatorów telekomunikacyjnych.

– Drugi to model otwarty. Jeżeli będę budował sieć na zlecenie operatora dla jednego klienta, i jego sąsiad poprosi również o podłączenie światłowodu, to będę to realizować. Ten sąsiad jako klient indywidualny będzie mógł wybrać sobie operatora, czy chce podpisać umowę z TP, Polkomtelem czy Exatelem – wyjaśnia Krzysztof Witoń w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria.

Jednak kluczowa w strategii firmy jest współpraca z operatorami, zarówno telefonii komórkowej, dostawców telewizji kablowej i usług internetowych. W ostatnich dniach Hawe zawarła umowę z Polkomtelem na sprzedaż ponad 600 km włókien światłowodowych. Spółka będzie też świadczyć usługi serwisowe na rzecz operatora. Poza tym Hawe rozszerzyła współpracę z Multimedia Polska i TK Telekom, polegającą głównie na wydzierżawieniu operatorom włókien światłowodowych.

– Moim klientem będą operatorzy. Chcę być operatorem infrastruktury, który zabezpiecza przepustowość między operatorem a klientem. Będę zachowywać się tak jak utilities, dostawca zasobów jak gaz, woda czy energia – podkreśla prezes Hawe.

W kolejnych pięciu latach spółka chce mieć 700 tys. linii w technologii FTTH.

– To na dzień dzisiejszy cała filozofia – stworzyć sieć o nieograniczonej przepustowości tak, żeby indywidualny klient zgodnie z Europejską Agendą Cyfrową miał minimum 100 Mbps do domu, do mieszkania czy do firmy – mówi Witoń. – Chcemy poprzez przepustowość otworzyć drzwi nie tylko do treści, ale i do aplikacji, które pomagają realizować swoje plany biznesowe, pomagają uzupełniać edukację czy dokonywać wyborów zakupowych.

Zapewnia, że nie będzie to przywilej tylko mieszkańców bloków na dużych osiedlach i to w większych miastach. Dzięki modelowi otwartemu możliwa będzie budowa sieci również w mniej zaludnionych regionach.

– Jeśli na danym odcinku będzie co najmniej kilku klientów i kilka domów, z całą pewnością inwestycyjnie będzie się to opłacało – przekonuje.

Hawe bierze również udział w budowie sieci dla samorządów. Jest zaangażowana w projekt na Warmii i Mazurach. W kwietniu firma razęm z Alcatel Lucent i TP Teltech podpisały umowę z władzami województwa. W Warmińsko-mazurskiem powstanie w sumie 2 tys. km sieci szerokopasmowej, szkieletowej i dystrybucyjnej i ponad punktów dystrybucyjnych. Inwestycja warta przeszło 300 milionów złotych zostanie zakończona w 2015 roku.

– Warmia i Mazury będą mogły powiedzieć, że są przygotowane do tego, żeby społeczeństwo korzystało z e-administracji, e-medycyny, wszystkich projektów, które na dzień dzisiejszy ze względu na słabą przepustowość, a zatem słabą jakość, nie mogą być wdrażane lub są wdrażane nieefektywnie – tłumaczy prezes spółki.

Preferencyjne pożyczki dla podmiotów ekonomii społecznej – pierwsze wnioski po wdrożeniu programu

Projekt „Wsparcie inżynierii finansowej na rzecz rozwoju ekonomii społecznej” finansowany ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego rozpoczął się 25 stycznia tego roku od podpisania umowy pomiędzy Bankiem Gospodarstwa Krajowego (operator środków) oraz Towarzystwem Inwestycji Społeczno – Ekonomicznych S.A. (wyłoniony w przetargu pośrednik finansowy). Jest to pierwszy w Polsce zwrotny produkt finansowy wspierający podmioty ekonomii społecznej w ramach EFS. Projekt ma zasięg ogólnopolski, a jego budżet to 30 mln zł.

Podmioty ekonomii społecznej (np. spółdzielnie socjalne oraz organizacje pozarządowe) mogą skorzystać z preferencyjnej pożyczki oprocentowanej na poziomie ok. 0,75%, na rozwój swojej działalności. Ze środków może być sfinansowane nawet 100% kosztów planowanych przedsięwzięć. Poza pożyczką, w ramach wsparcia świadczone są bezpłatne usługi doradcze dla wszystkich pożyczkobiorców, aby mogli jak najefektywniej zainwestować środki.

– Podmioty ekonomii społecznej, ze względu na swoją specyfikę i często słabość ekonomiczną mają ograniczone możliwości pozyskiwania pieniędzy na rozwój działalności ze źródeł komercyjnych. Nasza oferta jest dla nich bardzo atrakcyjna z dwóch względów – po pierwsze jest kierowana specjalnie dla nich, a po drugie daje korzystne warunki finansowania – tłumaczył Marek Szczepański, dyrektor zarządzający pionem funduszy europejskich w BGK.

– Ekonomia społeczna, w różnych formach oraz sposobach działania, ma ogromny potencjał do kształtowania integracji społecznej oraz przeciwdziałania bezrobociu. Jest dobrym sposobem na walkę z wykluczeniem społecznym, a także aktywizację długotrwale bezrobotnych. Główną grupą, spośród której rekrutuje się większość członków założycieli spółdzielni socjalnych, są właśnie osoby bezrobotne. Działalność podmiotów ekonomii społecznej odgrywa również ważną rolę w aktywizacji osób niepełnosprawnych. Program atrakcyjnych pożyczek zwiększa możliwości rozwoju spółdzielni socjalnych, ekonomii społecznej oraz przyczynia się do aktywizacji społecznej i spadku bezrobocia – komentuje minister Władysław Kosiniak-Kamysz.

– Oferta pożyczek dla podmiotów ekonomii społecznej cieszy się dużym zainteresowaniem, mimo stosunkowo skomplikowanych wymogów stawianych przed potencjalnymi pożyczkobiorcami. Brak oferty ze strony banków komercyjnych niewątpliwie podnosi atrakcyjność tego Projektu. Cieszy fakt, iż podpisaliśmy już 12 umów pożyczki, a kwota wypłat zbliża się do miliona złotych – powiedziała Joanna Wardzińska, Wiceprezes Zarządu TISE S.A.

Przez opłatę ostrożnościową może zostać zachwiana stabilność finansowa banków. Odczują to również ich klienci

Senacka komisja zajmie się dziś projektem nowelizacji ustawy o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, nakładającej na banki tzw. opłatę ostrożnościową. To może oznaczać wypływ z sektora bankowego nawet 1,6 mld zł. Środowisko bankowe alarmuje, że kolejne obciążenia nie wpłyną korzystnie na stabilność finansową instytucji. A to pośrednio mogą odczuć też ich klienci. Tym bardziej, że i niektóre zapisy prawne budzą wątpliwości ekspertów. To ostatnia szansa na wprowadzenie zmian.

Nowelizacja ustawy o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym oraz niektórych innych ustaw przewiduje między innymi nałożenie na instytucje finansowe tzw. opłaty ostrożnościowej, wpłacanej na rzecz Bankowego Funduszu Gwarancyjnego i ewidencjonowanym na specjalnym funduszu własnym, tzw. funduszu stabilizacyjnym. Środki z tego funduszu mają być wykorzystywane na finansowanie przez Skarbu Państwa wsparcia udzielanego bankom.

Poza istniejącą obecnie w ustawie o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym opłatą roczną i planowaną obecnie opłatą ostrożnościową Ministerstwo Finansów pracuje nad kolejną opłatą na tzw. fundusz uporządkowanej likwidacji banków.

– Przy założeniu, że stawka opłaty ostrożnościowej zostanie ustalona na najwyższym poziomie, to będzie to rokrocznie 1,6 mld złotych tylko z tego tytułu, a do tego dojdą kolejne opłaty. Co więcej, w projekcie, który jest obecnie w Ministerstwie Finansów planuje się, że minister będzie miał możliwość pobierania opłat np. za kilka lat do przodu, jeżeli wystąpią szczególne sytuacje – podkreśla Bartosz Wyżykowski, ekspert Konfederacji Lewiatan. – Tego rodzaju sytuacje na pewno nie służą stabilności finansowej rynku bankowego.

Zdaniem eksperta, może się to przełożyć na wyższe prowizje banków dla klientów.

Konfederacja Lewiatan krytycznie odnosi się do zapisu nowelizacji, zgodnie z którym opłata ostrożnościowa ponoszona przez banki na fundusz stabilizacyjny nie stanowiłaby kosztów uzyskania przychodów.

– Obecna opłata roczna, która jest wpłacana na BFG stanowi koszt uzyskania przychodów zgodnie z ustawą o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym. Ministerstwo Finansów argumentuje to w ten sposób, że fundusz stabilizacyjny, na który opłata ta będzie uiszczana, spełnia inny cel niż fundusz środków gwarantowanych, do którego obecnie odprowadzana jest opłata roczna, w związku z czym w tym drugim przypadku nie mamy mieć do czynienia z kosztem uzyskania przychodu – wyjaśnia ekspert Konfederacji Lewiatan w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria. – Nie zgadzamy się z tym – podkreśla.

Zdaniem Bartosza Wyżykowskiego cele obu funduszy są zbliżone, a ponadto o tym, co stanowi koszt uzyskania przychodów decydują przepisy ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych.

– Art. 15 ustawy o CIT przewiduje, że każdy koszt, który jest związany z działalnością gospodarczą ma na celu uzyskanie przychodu, stanowi koszt uzyskania przychodu. Ta opłata jest podstawową opłatą, którą banki będą musiały uiszczać, aby móc prowadzić działalność gospodarczą. W związku z tym nie ma żadnych podstaw do tego, żeby różnicować ją podatkowo np. w stosunku do obecnej opłaty rocznej – uważa ekspert.

Konfederacja Lewiatan kwestionuje też fakt, że przez nieprecyzyjny przepis banki mogą zostać obciążone opłatą ostrożnościową również za okres sprzed wejścia w życie nowelizacji ustawy.

– Uważamy, że ta kwestia powinna być przesądzona jednoznacznie w ustawie. W innym wypadku skutek będzie taki, że już za rok 2013 banki będą musiały wnieść opłaty ostrożnościowe i to do końca roku, a już do 31 marca 2014 – opłaty za przyszły rok – mówi Bartosz Wyżykowski.

To ostatnia szansa na zmiany w ustawie, którą Sejm uchwalił 21 czerwca. Dziś zajmie się nią senacka Komisja Budżetu i Finansów Publicznych.

Opłata ostrożnościowa ma być uiszczana w wysokości iloczynu stawki nieprzekraczającej 0,2% i podstawy naliczania opłaty rocznej. Przy określaniu wysokości stawki obowiązkowej opłaty rocznej oraz stawki opłaty ostrożnościowej rada funduszu będzie uwzględniała przede wszystkim sytuację w sektorze finansowym oraz wskaźniki makroekonomiczne.

Decyzja o uruchomieniu przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny środków na finansowanie działań pomocowych będzie należała do organów funduszu, ale działających na wniosek ministra finansów. W założeniu ma to doprowadzić do udzielania pomocy bankom we wczesnym stadium w celu zwiększenia szans na ich przetrwanie.

Opłaty ostrożnościowe od banków pobiera się np. w Wielkiej Brytanii, na Węgrzech, w Austrii, Portugalii oraz we Francji

Wznowiono inwestycje związane z rozbudową Elektroweni Opole, pozwolenie ma być wydane do 15 sierpnia

Należące do Grupy PBG Rafako kontynuuje prace projektowe związane z budową dwóch nowych bloków energetycznych w Elektrowni Opole. Prezes PBG przekonuje, że zamieszanie związane z kwietniową decyzją PGE o wstrzymaniu inwestycji jest już przeszłością. Pozwolenie na budowę ma być wydane do 15 sierpnia.

– Grupa PBG, a konkretnie Rafako, czyli lider konsorcjum, które w zeszłym roku podpisało umowę na wykonawstwo dwóch bloków energetycznych w Opolu cały czas jest w procesie – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Paweł Mortas, prezes PBG S.A. Dodaje: – Podtrzymujemy pracę i termin, który był zapowiedziany, czyli połowa sierpnia. My zrobimy wszystko, żeby tych terminów dotrzymać.

Według Mortasa ze strony Rafako nie ma żadnych zagrożeń co do tego harmonogramu.

Decyzja PGE o wycofaniu się z inwestycji na początku kwietnia spowodowała, co przyznaje Mortas, znaczne zamieszanie wśród wykonawców i podwykonawców. Przekonuje jednak, że obecnie problemy już się zakończyły. Zapadła decyzja o kontynuowaniu inwestycji, a pod koniec czerwca list intencyjny o współpracy podpisały PGE i Kompania Węglowa.

Budowa dwóch nowych bloków energetycznych o mocy 900 MW każdy ma kosztować ponad 11 mld zł. Rozbudowa ma zakończyć się w 2017 r.

– Oczywiście, w ramach konsorcjum musimy usiąść jeszcze raz, w ostatnich dniach były zmiany w Polimeksie Mostostalu, więc to spotkanie przed nami. Tak czy inaczej 15 sierpnia to jest data, do której my się przygotowywaliśmy, przygotowujemy i nie widzę z naszej strony jakiegokolwiek zagrożenia – podkreśla Mortas.

Notowania akcji PBG i Rafako po kwietniowej decyzji o wstrzymaniu inwestycji w Opolu straciły znacznie na wartości. 6 czerwca, kiedy premier Tusk potwierdził, że rozbudowa będzie kontynuowana, walory obydwu spółek zyskały odpowiednio 14,4 i 18,4 proc.

– Nie mnie oceniać to, jak rynek reaguje. Oczywiście, że to są pozytywne informacje, które dla akcjonariuszy są dobrą informacją – uważa Mortas.

Apple otrzymuje zamówienie na wdrożenie iPadów w szkołach publicznych o wartości 30 mln USD

Firma Apple uzyskała zgodę Rady ds. Edukacji Szkolnej Los Angeles (Los Angeles School Board of Education) na rozpoczęcie masowego wdrażania iPadów w szkołach należących do okręgu Los Angeles. Projekt o wartości 30 milionów dolarów rozpocznie się jesienią bieżącego roku i jest pierwszą fazą jeszcze większego wdrożenia iPadów w tym olbrzymim — drugim co do wielkości w USA — okręgu szkół publicznych.

„Sektor edukacji jest i zawsze był niezwykle ważny dla Apple, dlatego bardzo cieszy nas perspektywa współpracy ze szkołami publicznymi Los Angeles przy realizacji tego imponującego projektu. Władze jednolitego okręgu szkolnego Los Angeles planują udostępnienie tej jesieni iPadów wszystkim uczniom w 47 kampusach” — powiedział Philip Schiller, wiceprezes Apple ds. globalnego marketingu produktów. „Szkoły doceniają iPada jako narzędzie sprzyjające zaangażowaniu i interaktywnej nauce. Do szkół na całym świecie trafiło dotąd prawie 10 milionów tych urządzeń”.

„Rada jednogłośnie wybrała ofertę Apple, ponieważ iPad uzyskał najwyższe oceny za jakość, był najmniej kosztowną opcją i został ogólnie najlepiej oceniony przez zespół złożony z uczniów i nauczycieli” — powiedział Jaime Aquino, zastępca dyrektora jednolitego okręgu szkolnego LA ds. zaopatrzenia w pomoce naukowe. „Decyzja ta przybliża nasz okręg do celu, jakim jest wyposażenie do roku 2014 wszystkich uczniów w urządzenia do indywidualnego użytku. Po zrealizowaniu tego planu jednolity okręg LA będzie największym okręgiem szkolnym USA, w którym uczniowie otrzymają do dyspozycji taką technologię”.

Apple dostarczy iPady wraz z kursami z jednolitego programu nauczania (Pearson Common Core System of Courses) udostępnianymi przez nową aplikację, w ramach zintegrowanego rozwiązania. We wdrożeniu uwzględnione będą także inne aplikacje, takie jak iWork, iLife, iTunes oraz szereg aplikacji edukacyjnych innych firm.

W końcu kwietnia br. deficyt budżetowy wyniósł niemal 90 proc. przewidzianego na cały 2013 rok

Budżet państwa musi być skonstruowany z uwzględnieniem możliwości naszego kraju, a nie w oparciu o iluzje – uważa były minister finansów Mirosław Gronicki, nawiązując do planowanej przez rząd nowelizacji budżetu na ten rok. Zgodnie z prognozami dochody mogą być niższe niż zapisane w ustawie budżetowej o 30 mld zł, a resort finansów musi zdecydować, czy pożyczać zwiększając dług, czy ciąć wydatki, co jest niewskazane ze względu na stan gospodarki.

– Założenia budżetu na przyszły rok wyglądają dość optymistycznie, nie są aż tak przerysowane, jak to było w roku ubiegłym. Ważne jest jednak to, jak na ich bazie Ministerstwo Finansów prognozuje dochody przyszłorocznego budżetu i jakie zostaną ustalone limity wydatkowe na ten budżet. W takiej sytuacji ocenianie na bazie założeń przyszłego budżetu jest bardzo trudne – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Mirosław Gronicki, były minister finansów.

Na razie większy problem resort finansów ma z tegorocznym budżetem. W końcu kwietnia br. deficyt budżetowy wyniósł niemal 90 proc. przewidzianego na cały 2013 rok. Ze względy na spowolnienie gospodarcze spadają dochody państwa.

– Żeby nie było wątpliwości: nikt rozsądny nie powie, że ten budżet będzie wypełniony zgodnie z planem. Dochody prawdopodobnie mogą być mniejsze nawet o 30 mld złotych od zapisanych w ustawie. To naprawdę potężna suma, która wpływa na wszystko, co się dzieje w sektorze finansów publicznych – podkreśla Gronicki.

Jak dodaje, sposoby, by to rozwiązać są dwa: cięcie wydatków lub zadłużenie.

– Albo tniemy wydatki, co w spowolnieniu gospodarczym jest raczej niewskazane, albo dodatkowo będziemy pożyczać – zwiększany deficyt, zwiększamy potrzeby pożyczkowe, zwiększamy dług. To jest problem do rozwiązania, który w tej chwili ma Ministerstwo Finansów – twierdzi Gronicki.

Były minister finansów wskazuje na wątpliwości prawne, związane z ewentualną nowelizacją budżetu. Zdaniem ekspertów konieczna byłaby wówczas nowelizacja ustawy o finansach publicznych.

– Nowelizacja zakończy się większymi potrzebami pożyczkowymi, czyli większym długiem. Już wiadomo, takie informacje doszły do nas po opublikowaniu raportu o konwergencji, że w przyszłym roku planuje się wynik budżetu państwa na poziomie 55 mld złotych. Przypomnę, w tym roku planowany deficyt był na poziomie 35 mld zł. To oczywiście implikuje całą resztę, czyli zakłada się, że to co w tym roku zabraknie, powtórzy się w roku przyszłym – reasumuje Mirosław Gronicki.

Ustawa budżetowa na ten rok przewiduje deficyt na poziomie 35 mld zł, wzrost PKB na poziomie 2,2 proc., a średnioroczną inflację na 2,7 proc.

Niebawem wejdzie w życie nowa umowa na sprzedaż i dystrybucję energii elektrycznej

Będzie jedna, kompleksowa umowa na sprzedaż i dystrybucję energii elektrycznej. Toczące się od ponad 1,5 roku negocjacje, których celem było wypracowania wspólnego wzorca tego dokumentu, zakończyły się sukcesem. Nowe przepisy wejdą w życie wraz z początkiem przyszłego roku, co oznacza, że klient będzie parafował jedną umowę, mimo że sprzedażą i dystrybucją energii zajmować się będą dwa różne podmioty.

W rozmowach na temat ostatecznego kształtu dokumentu, wiążącego klienta ze sprzedawcą i dystrybutorem prądu brali udział eksperci z Towarzystwa Obrotu Energią, Polskiego Towarzystwa Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej oraz Urzędu Regulacji Energetyki.

– Udało się wypracować jednolity wzorzec generalnej umowy dystrybucji (GUD), czyli takiej umowy, którą każdy sprzedawca chcący obsługiwać odbiorców przyłączonych do sieci danego operatora danego systemu dystrybucyjnego musi z tym operatorem zawrzeć – tłumaczy Marek Woszczyk, prezes Urzędu Regulacji Energetyki.

Oznacza to, że właściciel lokalu, który będzie chciał kupować prąd od innego podmiotu niż ten, który energię dystrybuuje, nie będzie już musiał podpisywać dwóch osobnych dokumentów. Wystarczy jedna, kompleksowa umowa, która regulować będzie oba obszary. Dzięki temu dla klientów ma być dużo prościej i taniej.

– Chodzi o to, żeby sam proces zmiany sprzedawcy, wyboru nowego był prosty. Im mniej dokumentów, im mniej papierologii, tym lepiej – tłumaczy Woszczyk. – Po drugie, będzie taniej, bo jedna umowa to jedna faktura, zatem ewentualne koszty opłat manipulacyjnych są niższe.

To kolejny krok w drodze do pełnej liberalizacji rynku energii elektrycznej w Polsce. Umowa kompleksowa rozwiązuje nierozstrzygnięty do tej pory problem sytuacji awaryjnych, czyli tzw. sprzedaży rezerwowej.

– Umowa wprowadza rezerwową usługę kompleksową – wyjaśnia szef URE. – Wiadomo będzie, kto będzie obsługiwał nas, odbiorców w gospodarstwie domowym, w sytuacji np. bankructwa naszego sprzedawcy z wyboru.

Rozmowy na temat ostatecznego kształtu dokumentu trwały ponad półtora roku i nie były łatwe. Problemem w wypracowaniu kompromisowego rozwiązania były kwestie proceduralne.

– Największą przeszkodą jest konieczność przystosowania organizacji, jaką jest operator systemu dystrybucyjnego, do obsługiwania odbiorców w gospodarstwach domowych na masową skalę i z każdym sprzedawcą, a nie tylko z tym z własnej grupy kapitałowej – dodaje prezes URE.

Zakłady energetyczne mają na to teraz prawie sześć miesięcy. Nowe przepisy wejdą w życie 1 stycznia 2014 roku.

Raport KNF: 81% inwestorów z rynku Forex straciło w 2012r.

Z badania przeprowadzonego przez Urząd Komisji Nadzoru Finansowego (UKNF) wśród krajowych domów maklerskich oferujących klientom możliwość inwestowania na rynku forex w ramach internetowych platform transakcyjnych wynika, że w okresie od 1 stycznia 2012 r. do 31 grudnia 2012 r. około:

• 81% aktywnych klientów korzystających z internetowych platform transakcyjnych rynku forex zrealizowało stratę,
• 19% aktywnych klientów korzystających z internetowych platform transakcyjnych rynku forex zrealizowało zysk.

Dodatkowo, w przypadku około 93% wszystkich forexowych kont klienckich, klienci nie osiągnęli dodatniego wyniku.

UKNF przypomina, że inwestowanie z wykorzystaniem dźwigni finansowej wiąże się z wysokim ryzykiem, a ewentualna strata może być wyższa niż początkowy depozyt.

Komentarz dzienny, 3 lipca 2013

Decyzja w sprawie stóp ogłoszona zostanie po południu. Oczekujemy obniżki o 25pb (większa skala cięcia wykluczona została już nawet przez najbardziej gołębich członków RPP). Dzisiejsza obniżka będzie ostatnią w bieżącym cyklu poluzowania. Może już na dzisiejszej konferencji zostać zakomunikowana właśnie jako kończąca cykl (prezes Belka może jedynie nieznacznie złagodzić treść komunikatu na konferencji). Na scenariusz końca cyklu poluzowania (i przejście do neutralnego nastawienia) powinny wskazać również publikowane dziś podstawowe wyniki projekcji inflacyjnej. Ta wskaże V-kształtną ścieżkę inflacji, która jednak nie przebije celu NBP w horyzoncie prognozy. Stąd właśnie spodziewana przez nas deklaracja końca cyklu (patrz kształt projekcji) ale i kilku łagodniejszych komentarzy podczas dzisiejszej konferencji (inflacja pozostanie jednak przez kolejne lata relatywnie niska).

Słaby stan infrastruktury gazowej oraz usług związanych z przemysłem wydobywczym

Uniezależnienie energetyczne oraz eksploatacja złóż gazu łupkowego należą do najważniejszych priorytetów polskiego rządu. Jednak zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte tempo poszukiwań gazu jest wciąż niezadowalające, a sposób wprowadzania nowych podatków związanych z tą częścią przemysłu wydobywczego może zniechęcić inwestorów. Raport Deloitte „Oil and Gas Reality Check 2013” wskazuje także na zbyt słaby stan infrastruktury gazowej oraz usług związanych z przemysłem wydobywczym w Polsce.

W pierwszych dniach czerwca Urząd ds. Informacji o Energii (EIA) w Departamencie Energetyki USA podał nowe dane odnośnie wielkości złóż gazu łupkowego w Polsce. Są one o 20 proc. niższe w porównaniu z poprzednią oceną z 2011 r. i wynoszą około 4,2 biliona metrów sześciennych. „Ale tak na dobrą sprawę wciąż nikt nie ma precyzyjnych informacji co do wielkości tych złóż. Należyte ich zbadanie powinno być priorytetem dla rządu, ponieważ bez tego nie da się wykorzystać potencjału związanego z węglowodorami niekonwencjonalnymi” – ocenia Michał Wróblewski, Starszy Menedżer w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte. Żeby tak się stało należy jednak wykonać dużo większą liczbę odwiertów niż ta, którą udało się osiągnąć w ciągu trzech ostatnich lat. Jak dotąd przeprowadzono ich niespełna 50, podczas gdy można byłoby liczyć na liczbę nawet kilkukrotnie wyższą.

Zdaniem ekspertów Deloitte głównymi administracyjnymi przeszkodami w zwiększeniu tempa prac poszukiwawczych są:

  • nieefektywne regulacje dotyczące zezwalania na pogłębianie odwiertów,
  • brak przepisów i praktyk umożliwiających inwestorom dzielenie ryzyka poprzez tworzenie konsorcjów.

W raporcie Deloitte eksperci porównali Polskę z Chinami i Argentyną, gdzie także odkryto złoża gazu łupkowego oraz z USA, które dzięki niemu uniezależniły swoją politykę energetyczną. Okazuje się, że prawie we wszystkich aspektach, m.in.: w sektorze usług czy sieci rurociągów Polska oferuje inwestorom duże gorsze standardy niż pozostałe państwa. Raport wspomina również o trudniejszych warunkach geologicznych, ponieważ w Polsce złoża gazu są prawdopodobnie położone dużo głębiej (nawet o 3 km) niż np. w USA.

Na to nakłada się również brak przejrzystości podatkowej związanej z eksploatacją gazu łupkowego. Na całym świecie branża poszukiwawcza podlega dodatkowemu i nadzwyczajnemu opodatkowaniu, którego celem jest zapewnienie skarbowi państwa należytego udziału w zyskach z produkcji gazu. Z tej perspektywy podstawowa stawka CIT w Polsce (19 proc.) jest zdecydowanie za niska. Natomiast drugim celem systemu podatkowego powinno być zachęcenie inwestorów do ponoszenia nakładów inwestycyjnych na prace poszukiwawcze (są to często ogromne kwoty przekraczające lokalne możliwości), a brak realizacji tego założenia przekreśla udział państwa w jakichkolwiek dochodach z produkcji przedmiotowych węglowodorów. Tymczasem dopiero kilka dni temu Ministerstwo Finansów RP opublikowało ostateczny projekt ustawy o specjalnym podatku węglowodorowym, który został przekazany do Komitetu Stałego Rady Ministrów. Według założeń ustawa ma zacząć obowiązywać w 2015 r., ale co do zasady podatki, o których jest w niej mowa, mają być pobierane od początku 2020 r. Poziom przejmowanej przez państwo renty surowcowej wyniesie prawdopodobnie 40 proc. – w przypadku złóż konwencjonalnych ma to być ok. 42 proc., dla niekonwencjonalnych – ok. 38 proc.

„System podatkowy nie może działać jako straszak w sytuacji, gdy nie wiadomo w ogóle czy gaz łupkowy występuje w Polsce w ilościach komercyjnych. W szczególności niecelowe wydaje się proponowanie w pierwszej kolejności wysokich podatków, a następnie w trakcie prac legislacyjnych wycofywanie się z niektórych postanowień i stopniowe „łagodzenie” reżimu fiskalnego. A w obecnej chwili obserwujemy właśnie taki proces” – ocenia Michał Wróblewski z Deloitte. Jak dodaje, efekt jest taki, że inwestorzy początkowo w swoich modelach finansowych muszą uwzględnić zwiększone obciążenia (które być może nigdy nie zostaną wprowadzone w życie bo zostaną usunięte lub złagodzone w toku prac), a to już teraz działa na niekorzyść Polski, która konkuruje przecież z innymi krajami o kapitał potrzebny na prowadzenie prac poszukiwawczych.

Dodatkowo, na co także wskazuje raport Deloitte, na razie trudno mówić o komercyjnym wykorzystaniu polskich złóż gazu, gdyż prawdopodobnie zostanie on zużyty na zniwelowanie 70-proc. importu gazu ziemnego z Rosji, a tym samym jego wpływ na rynki regionalne będzie niewielki.

„Brak wyeliminowania tych głównych przeszkód może przyczynić się w przyszłości do powolnego tempa prac poszukiwawczych, dalszego wycofywania inwestorów zagranicznych z Polski i braku zainteresowania polskimi koncesjami, a w rezultacie do zmarnowania możliwego potencjału związanego z gazem łupkowym w Polsce” – podsumowuje ekspert.

Informacja o raporcie:
Raport „Oil and Gas Reality Check 2013. A look at the top issues facing the oil and gas sector” został opublikowany w maju br. przez zespół Deloitte USA.

Komentarz indeksowy BossaFX 3 lipca 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 3 lipca 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

LW BOGDANKA S.A wydobywa 4,08 mln ton węgla w I półroczu 2013 roku

Spółka Lubelski Węgiel BOGDANKA S.A., najnowocześniejsza i najbardziej efektywna kopalnia węgla kamiennego w Polsce oraz krajowy lider rynku producentów węgla energetycznego, zanotowała w I półroczu 2013 roku wydobycie w wysokości 4,08 mln ton, czyli na poziomie porównywalnym do osiągniętego rok wcześniej. Wydobycie po I półroczu 2013 roku jest zgodne z założeniami Spółki.

Asseco wchodzi na rynek rosyjski. R-Style Softlab dołącza do Grupy Asseco.

0

W dniu 1 lipca 2013 roku Asseco Poland nabyło większościowe udziały w spółce R-Style Softlab. Po kilku latach poświęconych analizie rynku rosyjskiego i byłych republik radzieckich Asseco Poland rozpoczęło swoją działalność w Rosji.

 

Asseco Poland nabyło 70% akcji w spółce R-Style Softlab. Udziały zostały kupione od Eransor Finance Limited – podmiotu zarejestrowanego w Nikozji na Cyprze. Całkowity koszt transakcji wynosi 28 milionów dolarów. Dodatkowo Asseco Poland nabyło opcję call na pozostałe 30% akcji. Opcja może być  zrealizowana pomiędzy 1 maja a 31 grudnia 2016 roku.

 

“Ogromnie się cieszę, że R-Style Softlab dołącza do rodziny spółek z Grupy Asseco. Jestem przekonany, że dzięki tej akwizycji nie tylko zbudujemy naszą pozycję na rynku producentów oprogramowania w Rosji i krajach byłych republik radzieckich, ale również umocnimy się we wszystkich regionach, w których  Grupa jest obecna. Dlatego tak ważne dla nas jest zatrzymanie kluczowych pracowników oraz dalsza realizacja strategii  rozwoju R-Style Softlab. Rynek rosyjski ze swym wysokim wzrostem gospodarczym uważam za miejsce niezwykle perspektywiczne, z ogromnym potencjałem sprzyjającym rozwojowi Grupy. Wieloletnie doświadczenie zarówno Asseco Poland jak i R-Style Softlab w dziedzinie produkcji własnych rozwiązań stwarza nam liczne szanse biznesowe na tym rynku”  – powiedział Adam Góral – prezes zarządu Asseco Poland.

 

“Jestem przekonany, że współpraca z Asseco Poland umożliwi dalszą realizację bieżącej strategii R-Style Softlab nastawionej na wzmocnienie naszej wiodącej pozycji w Rosji oraz w regionie byłych republik radzieckich. Mamy nadzieję, że nasi klienci odczują pozytywne aspekty dołączenia do grupy Asseco jako pierwsi. Unikalne kompetencje, potencjał konsultingowy i technologiczny połączony z międzynarodową wiedzą i doświadczeniem umożliwią R-Style dynamiczny rozwój na rynku rosyjskim – mówi Andrey Galkovsky – CEO w R-Style Softlab.

 

R-Style Softlab jest rosyjskim producentem oprogramowania dla sektora bankowego i finansowego. Specjalizuje się w trzech obszarach: bankowość internetowa i systemy obsługi klienta, hurtownie danych i systemy business intelligence oraz core’owe systemy bankowe. Jest niekwestionowanym liderem na rynku, biorąc pod uwagę liczbę aktywnych klientów (ponad 400 firm prowadzących działalność w Rosji, Kazachstanie, Białorusi, Uzbekistanie i innych krajach byłych republik radzieckich). R-Style Softlab z siedzibą w Moskwie posiada oddziały również w Briańsku, Vologdzie, Almatach i Kijowie. Spółka zatrudnia ponad 800 specjalistów, a jakość jej usług jest potwierdzona certyfikatem ISO 9001:2008. Przez 19 lat swojej działalności R-Style Softlab konsekwentnie zwiększa przychody ze sprzedaży, które za 2012 rok wyniosły 35 milionów dolarów.

 

Prezesi zarządów spółek giełdowych zarobili średnio w 2012 roku po 1,6 mln złotych

Poziom wynagrodzeń wszystkich członków zarządów wzrósł jednak o ok. 10% w porównaniu z 2011 rokiem. Wśród najlepiej zarabiających prezesów średnie wynagrodzenie spadło jednak aż o 1 mln złotych – z około 6,0 do ok. 5,0 mln. Nadal pakiety wynagrodzeń top managerów są mało agresywne: dominuje w nich płaca zasadnicza, niezależna od uzyskiwanych wyników.

Eksperci PwC przeanalizowali wynagrodzenia wypłacone w 2012 roku prezesom i członkom zarządów w 140 spółkach notowanych w głównych indeksach na Giełdzie Papierów Wartościowych. Okazało się, że w ślad za rozwojem sytuacji gospodarczej, zarówno poziom, jak i struktura wynagrodzeń członków zarządów największych spółek giełdowych ustabilizowały się. Łączne wynagrodzenia krótkookresowe tej grupy wzrosły o około 10% w stosunku do roku 2011. Sami prezesi natomiast zarabiają tyle samo: ich średnie wynagrodzenie krótkoterminowe wyniosło ok. 1,6 mln zł. Łącznie w 2012 roku 74 prezesów zarządów spółek z analizowanych indeksów otrzymało wynagrodzenie krótkoterminowe przekraczające 1 mln zł, zaś 12 osób 3 mln zł lub więcej.

Artur Kaźmierczak, partner w PwC, lider zespołu HR Consulting, stwierdził: „Zahamowanie tempa wzrostu wynagrodzeń można było zaobserwować szczególnie w odniesieniu do poziomu premii, które w 2011 roku wzrosły znacząco. Fakt, że zmiany te korelują z wynikami spółek, świadczy o elastyczności systemów wynagrodzeń. W ubiegłym roku mieliśmy do czynienia z mniej skokowym niż w 2011 r. odbiciem wyników finansowych spółek po okresie kryzysu. A zatem były słabsze podstawy do windowania wynagrodzeń osób zarządzających.”

Tegoroczna analiza PwC obejmuje także inne tendencje obserwowane już w poprzednich edycjach badania:

Większe spółki oferują lepsze wynagrodzenia – podmioty z WIG20 przeciętnie płacą swoim zarządzającym ok. 1,89 mln zł rocznie, czyli prawie 1,4 razy więcej niż spółki z mWIG40 i dwa razy więcej niż z sWIG80.

Najbardziej atrakcyjny jest sektor mediów – tak samo jak w ubiegłych latach, najwyższe przeciętne wynagrodzenie dla osób zarządzających w roku 2012 oferowała branża mediowa (ok. 2,87 mln zł). Kolejne pozycje zajęły spółki reprezentujące sektor bankowy, ubezpieczeniowy i surowcowy.

Menedżerowie w firmach państwowych zarabiają mniej niż ich koledzy ze spółek całkowicie prywatnych. Spółki z dużym udziałem Skarbu Państwa (powyżej 25% akcjonariatu) oferują wynagrodzenia niższe niż pozostałe firmy z danego indeksu.

W 2012 roku różnica ta wynosiła 30% (w przypadku WIG20) i 38% (w przypadku mWIG40).
Struktura wynagrodzeń zarządów spółek giełdowych jest mało agresywna – większą część wynagrodzenia (średnio 55%) stanowi płaca zasadnicza, niezależna od wypracowanych efektów, natomiast premie stanowiły zaledwie ok.35% pakietu. Na wielu bardziej rozwiniętych rynkach proporcje te są odwrotne, a zmienne elementy wypłacane menedżerom stanowią przeważającą część ich wynagrodzenia.

Większą wartość ma wynagrodzenie wypłacone szybciej niż odroczone (nawet wyższe). Zainteresowanie długookresowymi programami motywacyjnymi w Polsce kształtuje się na podobnym poziomie jak w latach poprzednich (ok. 40% spółek oferuje takie motywatory). Wdrażanie premii odroczonych przez instytucje finansowe może doprowadzić do popularyzacji tego typu programów.

Eksperci PwC wskazują ponadto, że nadal niewiele spółek notowanych na GPW ujawnia szczegółowe zarobki swoich top managerów. Mimo rosnącej presji regulacyjnej nie poprawia się jakość danych ujawnianych przez polskie spółki: wciąż mniej niż 30% spółek podaje informacje o wynagrodzeniach w podziale na poszczególne składniki wypłacanych pakietów.

Bałtycki terminal LNG może zrewolucjonizować rynek gazu w Europie Środkowej

Na budowie terminalu skroplonego gazu ziemnego (LNG) w Świnoujściu skorzystają nie tylko Polacy. Może się on okazać także bardzo ważnym elementem strategii energetycznych Słowacji, Litwy, Łotwy, Estonii, Finlandii – wszystkich krajów, które są uzależnione od dostaw gazu z Rosji. Skorzystać na nim mogą nawet Czesi, Szwedzi i Duńczycy. To jeden z kluczowych wniosków analizy firmy doradczej EY na temat wpływu budowy terminala LNG na gospodarkę Polski. Wielkość i przepustowość terminalu pozwoli Polsce eksportować gaz do innych krajów. Pod warunkiem, że zbudowana zostanie odpowiednia infrastruktura do jego transportu.

Bałtycki terminal LNG w Świnoujściu budowany nakładem ponad 2,8 mld złotych (łączne nakłady inwestycyjne na całą infrastrukturę związaną z funkcjonowaniem terminalu wynoszą ponad 4,4 mld PLN) to jedna z największych polskich inwestycji energetycznych ostatnich lat. Będzie służył do przyjmowania skroplonego gazu ziemnego przywożonego do Polski statkami z krajów takich jak m.in. Katar. Następnie skroplony gaz będzie w terminalu magazynowany i poddawany regazyfikacji (przekształceniu cieczy w stan gazowy), po czym będzie wpuszczany do sieci gazociągowej. Początkowa roczna zdolność regazyfikacji terminalu wyniesie 5 mld m3. Odpowiada to mniej więcej 1/3 polskiego popytu na gaz ziemny. Istnieje jednak możliwość rozbudowy mocy terminalu o połowę – do 7,5 mld m3 rocznie (takie zapotrzebowanie potwierdziło badanie market screening zrealizowane przez spółkę Polskie LNG). Świnoujski terminal będzie jedyną tej wielkości instalacją w Europie Północnej i Środkowo – Wschodniej i jedną z największych na całym kontynencie.

– Terminal znacząco poprawi naszą pozycję negocjacyjną w zakresie kluczowych kontraktów importowych na gaz ziemny. Ale może on pomóc nie tylko nam – zaznacza Aleksander Gabryś, Menadżer w Grupie Energetycznej EY.

Szansa dla sąsiadów

Eksperci firmy doradczej EY w swojej analizie podkreślają, że budowa terminalu będzie korzystna z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego nie tylko Polski, ale też całej Europy Środkowo – Wschodniej. Terminal pozwoli na dywersyfikację źródeł dostaw i może przyczynić się do obniżenia cen gazu w całym regionie, a nawet w krajach skandynawskich. Dziś takie kraje jak Litwa, Łotwa, Estonia, Finlandia czy Szwecja są praktycznie w 100% uzależnione od dostaw gazu zza granicy (za wyjątkiem Szwecji, która importuje gaz z Danii, pozostałe kraje uzależnione są od dostaw rosyjskich). Słabo zdywersyfikowane źródła dostaw mają też Słowacy, Rumuni czy Bułgarzy.

– Transportowanie LNG drogą morską przyczyniło się do większego otwarcia rynków paliw na świecie. Historycznie, ceny LNG przełożyły się na spadek spotowych cen gazu ziemnego w Europie Zachodniej – wyjaśnia Aleksander Gabryś.

Jednak warunkiem tego, by gaz z terminalu w Świnoujściu popłynął do Czech, Danii czy Finlandii jest budowa odpowiedniej przepustowości interkonektorów – czyli rurociągów gazowych łączących Polskę z sąsiadami. Eksperci EY wyliczyli, że między Polską a Litwą może powstać interkonektor o przepustowości do 3 mld m3. Na granicy z Czechami przepustowość może wynieść 2,5 mld m3, a ze Słowacją nawet do 5 mld m3 rocznie. Do Danii przez Morze Bałtyckie może płynąć do 3 mld m3.

– Budowy interkonektorów łączących nas ze Słowacją, Czechami oraz Litwą są w fazie zaawansowanego planowania i bardzo możliwe, że wszystkie te połączenia powstaną. Wtedy Świnoujście stanie się strategicznym punktem na mapie gazowej Europy – podkreśla Aleksander Gabryś.

Elastyczne LNG

Jest też dodatkowa korzyść związana z pozyskiwaniem gazu w postaci LNG. Otóż kontrakty długoterminowe (np. takie jak polski kontrakt z Rosją) mają zwykle formułę take or pay. Oznacza to, że odbiorca jest zobowiązany do zapłaty za gaz nawet wtedy, kiedy go fizycznie nie odebrał i nie zużył. Dzięki dostawom LNG możliwe jest również zwiększenie elastyczności zawieranych kontraktów, w tym także negocjowanie krótszych kontraktów na dostawy gazu niż dotychczas (20-25 lat). Niektóre kraje zawierają umowy na dostawy w terminie 10-20 lat i uzupełniają je kontraktami średnioterminowymi (3-5 lat) oraz dostawami na rynku spotowym. Jest to szczególnie istotne w krajach o dużym udziale importu gazu z jednego źródła.

– Możliwość zakupu LNG na rynkach światowych pozwala zatem na lepszą kontrolę kosztów gazu, a to wpływa na koszt produkcji przemysłowej – wyjaśnia Gabryś.

Rynek skroplonego gazu ziemnego (w ujęciu wolumenowym) historycznie rósł w bardzo dynamicznym tempie. Jego średnioroczne tempo wzrostu w okresie 2000-2011 wynosiło około 8%. Prognozy wskazują na utrzymanie wysokiej dynamiki wzrostu wolumenów handlowych LNG do 2020 roku – oczekiwane średnioroczne tempo wzrostu na poziomie około 6%. Zgodnie z prognozami, przyrost wolumenu w obrocie międzynarodowym LNG będzie prawie trzykrotnie wyższy niż wzrost całkowitej konsumpcji gazu ziemnego na świecie (prognozowane średnioroczne tempo wzrostu na poziomie 2%). Tym samym, udział gazu dostarczanego w formie LNG zwiększy się z 10% w 2011 roku do 14% w 2020 roku.

– LNG ma coraz większe znaczenie w miksie energetycznym wielu krajów. Na świecie powstaje coraz więcej terminali służących do eksportu i importu gazu. Jednak w skali naszego regionu terminal w Świnoujściu będzie absolutnie wyjątkowy. To wielka szansa dla Polski i całego regionu. Warunkiem jej wykorzystania przez inne kraje niż nasz są wiążące decyzje w sprawie budowy interkonektorów – podsumowuje Aleksander Gabryś z EY.

Komentarz dzienny, 2 lipca 2013

PMI w polskim przemyśle wzrósł w czerwcu z 48 do 49,3 pkt (nasza prognoza i konsensus rynkowy: 48,3). Jest to najwyższy poziom od lipca 2012 roku i jednocześnie największy miesięczny przyrost PMI od roku. Co więcej, wczorajszy raport po raz pierwszy od wielu miesięcy zawiera detale, które pozwalają spoglądać z nieco większym optymizmem w przyszłość. 

Recesja w strefie euro potrwa dłużej niż przypuszczano

Z raportu ‘Prognoza dla strefy euro’ przygotowanego przez doradczą firmę EY i instytut Oxford Economics wynika, że powolna poprawa sytuacji gospodarczej nastąpi dopiero w 2014 roku, wraz ze wzrostem PKB w regionie o niecały procent. W 2015 roku wzrost ten powinien już wynieść 1,5%.

Trudna sytuacja gospodarcza krajów Europy Zachodniej nie pozostaje bez wpływu na Polskę, dlatego analitycy obniżyli prognozy wzrostu gospodarczego Polski do 0,9% PKB w 2013 roku. Jednocześnie uważają, że w perspektywie krótkoterminowej eksport będzie jedną z sił napędowych naszej gospodarki, a w drugiej połowie tego roku wzrostowi pomoże większa konsumpcja wewnętrzna. Analitycy przewidują powolny, ale stały wzrost PKB, który w 2015 roku powinien wynieść 3%.

Oceniając sytuację w Polsce, analitycy podkreślają stabilność podstaw gospodarczych oraz systemu bankowego.

-Sektor bankowy w Polsce jest w dużo lepszej kondycji niż w innych krajach europejskich. Mamy też wysoki poziom zaufania konsumentów do sektora bankowego. Mimo to, ze względu na spowolnienie polskiej gospodarki, dynamika akcji kredytowej jest relatywnie niska w stosunku do lat ubiegłych. Rosnące obawy o przyszłą sytuację gospodarczą skutkują zaostrzeniem polityki kredytowej. Prognozowane wolne ożywienie w polskiej gospodarce będzie niewątpliwie stanowiło istotne wyzwanie dla banków – komentuje Iwona Kozera, Partner Zarządzający Grupą Rynków Finansowych EY w Europie Środkowej i Południowej.

Analitycy zwracają jednak uwagę na wysokie bezrobocie i problemy firm budowlanych, które jeszcze bardziej pogarszają sytuację na rynku pracy i tym samym hamują prywatną konsumpcję. Popytowi wewnętrznemu nie sprzyja także kontynuacja konsolidacji fiskalnej, realizowana w znacznym stopniu poprzez ograniczenie wydatków. Mimo to, silne spowolnienie gospodarcze i spadek wpływów podatkowych spowodowały, że deficyt sektora finansów publicznych wciąż znacząco przekracza 3% PKB, a w br. zapewne wzrośnie. W tym kontekście, pozytywnie należy ocenić decyzję Komisji Europejskiej, która dała Polsce dodatkowo 2 lata na wyeliminowanie nadmiernego deficytu. W świetle prawdopodobnego wzrostu deficytu w br., Marek Rozkrut, Główny Ekonomista EY, bardzo pozytywnie ocenia nową regułę fiskalną, zaproponowaną przez Ministerstwo Finansów:

Wprowadzenie nowej reguły fiskalnej powinno zapewnić, że w średnim okresie deficyt sektora finansów publicznych będzie wynosić przeciętnie 1% PKB. Co istotne, cel ten będzie realizowany poprzez ograniczenie wydatków. W dłuższym okresie oznaczałoby to równocześnie obniżenie długu publicznego do poziomu ok. 40% PKB. Zapisanie takiej reguły w ustawie będzie sprzyjać stabilności finansów publicznych w Polsce, a tym samym wzmacniać wiarygodność polityki makroekonomicznej. A wzmocnienie wiarygodności może być bardzo potrzebne w sytuacji spowolnienia gospodarczego i tymczasowego wzrostu deficytu sektora, którego oczekuję w br. – mówi Marek Rozkrut.

Analitycy Oxford Economics podkreślają też, że polska scena polityczna jest stabilna, a jedyną nierozwiązaną kwestią jest wejście Polski do strefy euro. W tym kontekście podkreślają, że trudna sytuacja gospodarcza w Zachodniej Europie spowodowała wzrost eurosceptycyzmu w Polsce.

Wolniejszy wzrost i bezrobocie

Zdaniem ekspertów EY jest wiele powodów przedłużającej się recesji w strefie euro. Jednym z nich jest wolniejszy wzrost gospodarek Chin, Brazylii oraz pozostałych krajów rozwijających się, co prowadzi do mniejszego zapotrzebowania na towary i usługi produkowane w Europie.

Marek Rozkrut, Główny Ekonomista EY: – Tak naprawdę nie ma metody na szybką poprawę sytuacji w regionie. Reformy wprowadzone przez najbardziej zagrożone kraje, w tym trudne reformy rynku pracy, przyniosą silniejszy wzrost gospodarczy dopiero za jakiś czas. Moment ten może nastąpić jeszcze później za sprawą wolniejszego wzrostu w krajach rozwijających się. Dodatkowym wyzwaniem dla krajów strefy euro mogą być np. działania banku centralnego i rządu Japonii, które prowadzą do osłabienie jena, a tym samym poprawy konkurencyjności cenowej producentów japońskich względem eksporterów ze strefy euro.

Jego zdaniem, korzystne efekty powinno przynieść ograniczenie skali zacieśnienia fiskalnego, które dotychczas pogłębiało spadek popytu wewnętrznego w wielu krajach strefy euro: – Kluczowe jest jednak, żeby pewne złagodzenie dyscypliny fiskalnej nie oznaczało zaniechania ważnych reform strukturalnych. To skutkowałoby spadkiem wiarygodności makroekonomicznej i mogłoby doprowadzić do bardzo negatywnej reakcji rynków finansowych.

Istotną rolę powinna odegrać także polityka Europejskiego Banku Centralnego. – Kluczowe działania w tym zakresie powinny dotyczyć stymulowania akcji kredytowej w segmencie małych i średnich przedsiębiorstw, zwłaszcza w krajach peryferyjnych, które najsilniej odczuły skutki kryzysu. Osiągnięcie tego celu wymaga jednak innych działań niż dalsze obniżanie stóp procentowych przez EBC, które w rzeczywistości nie prowadzi do spadku oprocentowania i wzrostu dostępności kredytów dla przedsiębiorstw w krajach peryferyjnych. Ten kanał mechanizmu transmisji monetarnej w strefie euro obecnie nie działa – dodaje Marek Rozkrut.

Kolejnym powodem recesji jest rosnące bezrobocie w UE. Według ekspertów EY, będzie się ono nadal zwiększać, do poziomu 12,7% w pierwszym kwartale 2014 roku. Analitycy podkreślają też zagrożenie, jakim jest wysokie bezrobocie wśród ludzi młodych, wynoszące średnio 24% w strefie euro, ale osiągające też alarmujący poziom w Grecji – 62% i w Hiszpanii – 56%. Wysokie bezrobocie oznacza spadek konsumpcji, ale także – zwłaszcza w przypadku młodych osób – obniżenie kwalifikacji i utratę zdolności do znalezienia pracy w przyszłości.

Najważniejsze jest jednak to, by potencjalna poprawa sytuacji gospodarczej nie spowodowała zaniechania reform wprowadzanych przez większość państw strefy euro. Kraje będące w najtrudniejszej sytuacji mogą, dzięki reformom, wyjść z kryzysu silniejsze i bardziej konkurencyjne.

Spada lojalność wobec operatorów komórkowych

Średnia lojalność konsumentów wobec operatorów komórkowych jest znacznie niższa niż lojalność klientów w innych branżach. Analiza firmy Ericsson wskazuje, że nawet w obrębie branży telekomunikacyjnej, użytkownicy oceniają operatorów znacznie gorzej niż pozostałe firmy z ekosystemu mobilnego.

Operatorzy mają trudności z utrzymaniem reputacji i pod względem lojalności klientów odstają zdecydowanie od innych firm z sektora mobilnego: producentów smartfonów, systemów operacyjnych i dostawców treści. Sytuacja braku lojalności wytwarza wysoce konkurencyjne środowisko z dużą liczbą klientów migrujących pomiędzy operatorami.

Net Promotor Score to wskaźnik umożliwiający określenie skłonności klientów do polecania firmy swoim znajomym. Marki które osiągają długoterminowy zysk mają znacznie wyższy NPS od przeciętnych. Wskaźnik NPS dla branży telekomunikacyjnej ustępuję firmom z innych sektorów.

Kreowanie u klientów dużych oczekiwać odziałowuje negatywnie na lojalność konsumentów, gdy nie udaje się sprostać obietnicom. Niedostateczny zasięg, długi czas ładowania się stron internetowych i aplikacji wymieniane są jako główne powody roczarowania usługami operatorów.

Użytkownicy nie tylko oczekują coraz krótszego czasu ładowania stron i aplikacji, ale również liczą że usługi z których korzystają będą dostępne niezależnie od miejsca. Około 40-50% użytkowników smartfonów ciągle próbuje łączyć się z internetem w miejscach negatywnie oceniach pod względem jakości sieci tj. metro, pociągi, autobusy.

Maj w przetargach: budowlana zapaść

W maju 2013 roku, pomimo startu sezonu budowlanego, największym „przetargowym” przegranym był właśnie sektor budowlany – wynika z raportu opracowanego przez serwis eGospodarka.pl. Przetargów na prace budowlano-remontowe ogłoszono w maju ’13 mniej niż rok wcześniej i tylko nieznacznie więcej w porównaniu z kwietniem 2013. Za to, już drugi miesiąc z rzędu, w zestawieniach najczęściej ogłaszanych przetargów królują zamówienia na wywóz oraz utylizację śmieci i odpadków.

Według danych opracowanych przez serwis www.Przetargi.eGospodarka.pl, w maju ’13 w Biuletynie Zamówień Publicznych opublikowano 15 tys. 510 ogłoszeń o rozpoczęciu postępowania o udzielenie ZP. To o 3,1 proc. więcej niż rok temu (w maju 2012) i o 0,42 proc. mniej niż w kwietniu 2013 roku.

W relacji rocznej ujemna dynamika liczby ogłaszanych postępowań wystąpiła w dwóch spośród trzech notowanych kategorii, a jedyna kategoria w której wystąpił wzrost – czyli dostawy usług – jest „napędzana” jednorazowym czynnikiem w postaci wspomnianych przetargów na usługi związane z gospodarką odpadami. Tak więc w relacji rocznej spadła liczba postępowań przetargowych na prace budowlano-remontowe (o 8,51 proc.) i dostawy towarów (o 4,61 proc.). Dodatnia roczna dynamika jest wyłącznie zasługą dużego, ponad 25-procentowego przyrostu liczby postępowań z zakresu dostawy usług, a ten przyrost z kolei wygenerowały przetargi na usługi „śmieciowe”. Bez tego jednorazowego czynnika również i w segmencie dostawy usług zanotowano by ujemną dynamikę.

Wielkim przegranym w maju jest „budowlanka”. We wcześniejszych latach, wraz z poprawą aury i startem sezonu budowlanego, w kwietniu, maju i czerwcu notowano średnio około dwudziestoprocentową miesięczną dynamikę przyrostu zamówień z tego segmentu. W tym roku przyrosty miesięczne są wyjątkowo mizerne, bo zaledwie kilkuprocentowe (po nietypowym kwietniu, w którym zanotowano duży skok, będący odreagowaniem spadków w lutym i marcu po nowelizacji Prawa Zamówień Publicznych ). W maju ogłoszono zaledwie o 4,47 procent więcej ogłoszeń na prace budowlane niż w kwietniu. Rok temu dynamika przyrostu zamówień budowlano-remontowych w okresie kwiecień-maj wynosiła 18 procent, zaś w roku 2011 było to +18,8 procent.

Tak niskiej dynamiki w sektorze budowlanym nie wyjaśnia nawet bardzo długa w tym roku zima, która „przesunęła” kalendarz budowlany o około półtora miesiąca, bowiem maj był już miesiącem z aurą nie utrudniającą prac budowlanych. Mamy więc prawdopodobnie do czynienia z bardzo głębokim spadkiem inwestycji budowlanych oraz remontów, spowodowanym – jak wskazuje sytuacja budżetu Państwa – ciężkim kryzysem finansów publicznych.

Tegoroczny maj jest w zamówieniach publicznych dla sektora budowlanego najgorszy na przestrzeni ostatnich pięciu lat (w porównaniu z analogicznymi miesiącami). Pomimo początku sezonu budowalnego, instytucje publiczne nadal nie zwiększają zamówień na prace budowlane. Dane historyczne pokazują, że maj był na przestrzeni ostatnich lat miesiącem w którym obserwowano wysoką dynamikę zamówień na tego typu prace. Zmiany tej nie zaobserwowano w bieżącym roku.

Pełną skalę zapaści w tym segmencie będzie można ocenić po czerwcu, zestawiając odpowiednie kwartały i półrocza. Jednak już można zaobserwować, że rok 2013 będzie dla „budowlanki” dużo gorszy niż poprzednie, już nienajlepsze lata. Słaba kondycja tego sektora nie jest zresztą żadną tajemnicą – liczne bankructwa, gwałtowny spadek produkcji widoczny już w statystykach GUS, coraz mniejsze zamówienia publiczne, wstrzymanie większych inwestycji – nie wróżą dobrze przyszłej kondycji „budowlanki”.

Gospodarka w letargu

W maju 2013 roku, zatrudnienie w przedsiębiorstwach, rok do roku, spadło o 0,9 proc. (to kolejny , dziesiąty już z rzędu miesiąc w którym spada zatrudnienie liczone rdr), a średnia płaca wzrosła o 2,3 proc. w relacji rocznej.

Jak wskazują dane GUS, w maju 2013 roku, inflacja liczona rok do roku wyniosła 0,5 procent. Względem poprzedniego miesiąca ceny spadły o 0,1 procent. Inflacja nadal osiąga wieloletnie minima. Po kwietniowym wyniku, w wysokości 0,8 proc. rok do roku, który był najniższy od 7 lat, majowy wskaźnik cen spadł jeszcze bardziej – o 0,3 pkt proc. do poziomu 0,5 procent.

Według wstępnych danych GUS produkcja sprzedana przemysłu w maju 2013 r. była o 1,8 proc. niższa w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku i o 0,7 proc. niższa niż w kwietniu 2013 r. W maju 2013 produkcja budowlano-montażowa była niższa o 27,5 procent niż przed rokiem, a w porównaniu z kwietniem wyższa o 16,3 proc.

W porównaniu z majem 2012 r. produkcja sprzedana przemysłu była wyższa w 16 spośród 34 branż. Najwyższy wzrost, bo o 6,7 proc., odnotowali producenci mebli. Podobne wyniki osiągnęły sektory związane z produkcją urządzeń elektrycznych, samochodów i przyczep skierowanych na eksport.

W ciągu pierwszych pięciu miesięcy produkcja przemysłowa była niższa niż przed rokiem o 1 proc. Natomiast produkcja budowlano-montażowa zmniejszyła się o 22,5 procent, co oznacza w budownictwie niemal katastrofę.

W maju pracy nie miało ponad 2 miliony 176 tysięcy osób, co przekłada się na stopę bezrobocia w wysokości 13,5 procent. Rok temu, w maju 2012, pracy nie miało 12,6 procent Polaków. Liczba bezrobotnych w ciągu miesiąca zmalała o 79,4 tys. osób, jednak w stosunku do maja ubiegłego roku wzrosła o 162,4 tys. osób. Maj był już trzecim miesiącem tego roku, w którym odnotowano spadek liczby osób bezrobotnych.

– Polska gospodarka nadal nie może wyjść na prostą. Zatrudnienie nadal spada, niestety ta tendencja trwa już niemal rok, i – jak wskazują prognozy NBP – raczej nie zanosi się na jej przełamanie. Dochody podatkowe budżetu są niższe niż rok temu i mniejsze od zapisanych w tegorocznej ustawie budżetowej. Po pięciu miesiącach bieżącego roku dochody Państwa z podatku VAT są o 12 procent mniejsze niż rok temu, dochody z CIT spadły w relacji rocznej o 14,7 procent a z akcyzy o 4,6 procent. Po maju deficyt budżetowy wykonany był już w 87 procentach, co oznacza, że resort finansów będzie miał poważny problem z „dopięciem” budżetu. Skala niedoboru jest zapewne na tyle poważna, że nie da się jej pokryć różnymi księgowymi sztuczkami – mówi Beata Szkodzin, wydawca serwisu eGospodarka.pl. – Fiskus będzie musiał więc sięgnąć głębiej do kieszeni podatników. Z doniesień prasowych widać, że obiektem szczególnego zainteresowania fiskusa będą firmy stosujące optymalizację podatkową i transferujące swe zyski za granicę. Bardzo prawdopodobna jest nowelizacja budżetu i szybka, a co za tym idzie chaotyczna, redukcja wydatków. Prasa informuje też o próbach majstrowania przez fiskusa przy progach ostrożnościowych, co jest bardzo niepokojącym symptomem. Jawna już walka rządu z OFE wskazuje zaś miejsce, w którym szuka on środków do chwilowego łatania budżetu. W takich warunkach inwestycje publiczne są raczej ostatnim zmartwieniem ministra finansów – dodaje Beata Szkodzin.

Odpady i śmieci: główny przedmiot przetargów

Wiele symptomów wskazuje, że złoty okres sektora budowlanego w Polsce odszedł do przeszłości. Pierwszy etap wielkich inwestycji napędzanych unijnymi dotacjami już został zamknięty, drugi jest jeszcze dość mglisty, a bieżąca sytuacja budżetu nie pozwala już na inwestycyjny rozmach, z jakim mieliśmy do czynienia w ostatnich latach.

Maj – wydawałoby się, że jeden ze szczytowych miesięcy sezonu budowlanego – okazał się być w bieżącym roku bardzo mizerny, najgorszy pod względem ogłaszanych postępowań przetargowych na prace budowlano-remontowe na przestrzeni ostatnich kilku lat.

Bardzo trudna sytuacja budżetu, i to zarówno centralnego, jak i budżetów jednostek samorządu, nie rokuje w najbliższym czasie szans na kolejny skok inwestycyjny. Teraz kierunek wydatkowania środków w segmencie budowlanym skupi się raczej na zapewnieniu remontów i bieżących napraw, bowiem zadłużonym miastom i gminom raczej trudno będzie pozyskać nowe, pokaźne środki, szczególnie w obliczu zauważalnego spadku dochodów podatkowych.

Wprawdzie przetargi na prace budowlane nadal zajmują czołowe miejsca w zestawieniach ilościowych zamówień publicznych, ale szczegółowa analiza wskazuje już raczej na bieżące remonty niż nowe inwestycje.

Ponadto majowi – analogicznie jak kwietniowi – w zamówieniach publicznych rytm nadawała wchodząca w życie od lipca tzw. „ustawa śmieciowa”. W efekcie ogłoszenia przetargowe na różnego typu usługi związane z gospodarką odpadami opanowały czołowe pozycje zestawień, jest to jednak – z wiadomych względów – zjawisko zdecydowanie jednorazowe.

W relacji rocznej majowy rekord przyrostu liczby ogłoszeń przetargowych należy do usług wywozu odpadów pochodzących z gospodarstw domowych (roczna dynamika 80 600 procent), jednak tak wysoki wynik to po prostu efekt bazy. Rok temu, w maju 2012 na usługi tego typu ogłoszono zaledwie jeden przetarg, w tym roku zaś aż 807. Równie wysoką dynamikę zanotowały przetargi na usługi recyklingu odpadów (20 650 procent rdr), usługi gospodarki odpadami (w maju 2013 o 4 920 proc. więcej ogłoszeń niż rok wcześniej), usługi związane z odpadami (roczna dynamika w wys. 3 690 proc.), czy usługi transportu lub wywozu odpadów. O ponad 500 procent zwiększyła się też liczba przetargów na kosze i pojemniki na śmieci.

Analiza branżowa drugiego, spadkowego bieguna, pozwala na oszacowanie wspomnianego już zmniejszenia inwestycji. Na pozycjach liderów spadków znajdziemy więc przetargi na roboty budowlane związane z obiektami na terenach sportowych, usługi inżynierii projektowej w zakresie inżynierii lądowej i wodnej, roboty murarskie i murowe, roboty elewacyjne, roboty remontowe i renowacyjne, roboty budowlane w zakresie budowy rurociągów, linii komunikacyjnych i elektroenergetycznych, autostrad, dróg, lotnisk i kolei, roboty w zakresie wykonywania pokryć i konstrukcji dachowych, roboty w zakresie stolarki budowlanej, roboty w zakresie naprawy dróg czy roboty w zakresie instalacji elektrycznych.

Grupa ENERGA przejęła od duńskiej spółki DONG Energy A/S portfel farm wiatrowych w Polsce

ENERGA Hydro oraz PGE Polska Grupa Energetyczna podpisały dziś umowy z DONG Energy A/S, na mocy których przejęły od duńskiej spółki portfel farm wiatrowych DONG w Polsce. Tym samym ENERGA zamknęła transakcję rozpoczętą w lutym porozumieniem wstępnym.

W ramach transakcji Grupa ENERGA przejęła pracującą farmę wiatrową w Karcinie w województwie zachodniopomorskim o mocy 51 MW oraz pięć rozpoczętych projektów w północnej Polsce o łącznej planowanej mocy około 220 MW. PGE nabyło natomiast działające farmy wiatrowe o zainstalowanej mocy 60,5 MW oraz pakiet projektów o planowanej mocy około 555 MW.

Transakcja uzyskała niedawno zgodę prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Wartość całej transakcji wynosi około 1 mld zł.

Kilka dni temu ENERGA wspólnie z PGE zawarły również porozumienia z Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju oraz Iberdrola Renovables Energia S.A.U. na przejęcie łącznie 100 proc. udziałów w aktywach spółki Iberdrola Renewables Polska. Zamknięcie tej transakcji nastąpi w najbliższych tygodniach. Po sfinalizowaniu obu planowanych akwizycji moc OZE zainstalowana w Grupie ENERGA wzrośnie z ok 343 MW do ponad 508 MW, a produkcja z OZE – z ok. 1,3 TWh do ok 1,65 TWh.

Transakcje są realizacją strategicznego celu Grupy ENERGA, którym jest uruchamianie przyjaznych środowisku naturalnemu źródeł energii. ENERGA koncentruje się na projektach charakteryzujących się najniższą emisyjnością dwutlenku węgla, obniżając jej poziom do 0,36 t/MWh.

Grupa ENERGA to największy w kraju sprzedawca energii zielonej. Posiada ponad 18-procentowy udział energii z OZE w portfelu sprzedaży energii do odbiorców końcowych. Produkcja energii zielonej odbywa się w sieci 46 własnych elektrowni wodnych oraz w instalacjach spalających biomasę. Do sieci Grupy przyłączonych jest ok. 1670 MW mocy zainstalowanych w odnawialnych źródłach energii, co stanowi około 35 proc. wszystkich mocy OZE zainstalowanych w Polsce.

Grupa ENERGA dostarcza energię elektryczną dla 2,9 mln klientów, co daje jej ponad 16-procentowy udział w rynku sprzedaży energii elektrycznej. Jest operatorem systemu dystrybucyjnego energii elektrycznej na obszarze jednej czwartej powierzchni Polski, eksploatując ponad 192 tys. km linii elektrycznych.

Grupa Google i Grupa Allegro-GG to najczęściej odwiedzane serwisy internetowe w Polsce

Grupa Allegro-GG zajęła wysokie, 2. miejsce w najnowszym badaniu popularności witryn i aplikacji Megapanel, prowadzonym przez PBI/Gemius, ustępując jedynie Grupie Google i zostając tym samym największym podmiotem, którego dane są objęte audytem

Kwietniowe wyniki badania Megapanel to pierwszy ranking zrealizowany według nowych zasad grupowania witryn i aplikacji. Grupa Allegro-GG osiągnęła w nim zasięg 81,4% docierając do 16,6 mln polskich internautów („Real Users”), ustępując jedynie Grupie Google, wyprzedzając trzeciego w kolejności Facebook’a o prawie 2 miliony użytkowników i wyraźnie dystansując grupy lokalnych portali horyzontalnych.

Grupa Allegro-GG to największa obecnie audytowana grupa internetowa w Polsce – wynika z badania. W kategorii „Użytkownicy i uruchomione aplikacje” zasięg grupy to aż 84,1% ze stratą do lidera, którego dane nie są potwierdzone audytem, na poziomie około miliona.

– „Od momentu poszerzenia składu akcjonariatu PBI z zadowoleniem obserwujemy zmiany jakie zachodzą w metodologii badania. To dzięki nim otrzymaliśmy nareszcie potwierdzenie w liczbach wiodącej roli Grupy Allegro na rodzimym rynku” – powiedział Tomasz Jażdżyński, prezes GG Network SA należącej do Grupy Allegro. – „Głęboko wierzymy, że już wkrótce uda się oczyścić badanie z ostatnich zaszłości i wprowadzić dalsze udoskonalenia, tak aby Megapanel prezentował jak najdokładniej rzeczywisty układ sił w polskim Internecie.”

Od 2011 roku Grupa Allegro i GG Network posiadają wspólne Biuro Reklamy oferujące innowacyjne i skuteczne produkty reklamowe oparte o aktywa obydwu należących do koncernu Naspers spółek. W kwietniu bieżącego roku Grupa Allegro została formalnym właścicielem GG Network. Powierzchnia reklamowa liczona liczbą odsłon, jaką dysponuje Biuro Reklamy Allegro-GG jest największa na polskim rynku i wynosi 4,4 miliarda – prawie dwukrotnie więcej niż w przypadku kolejnej w rankingu Grupy Onet.

Mark Weinberger globalnym prezesem firmy doradczej Ernst & Young

Od 1 lipca br. Mark Weinberger pełni funkcję globalnego CEO firmy doradczej EY. Zastąpił na tym stanowisku Jima Turleya, który odszedł na emeryturę po 12 latach pełnienia funkcji prezesa i 36 latach pracy w EY.

W swojej karierze, Mark Weinberger (51 lat) obejmował wiele kierowniczych stanowisk, zarówno w EY jak i poza tą firmą. Pełnił m.in. funkcję globalnego szefa działu doradztwa podatkowego EY. Przez wiele lat doradzał też największym klientom EY. Weinberger ma bogate doświadczenie współpracy z sektorem publicznym w USA. Prezydent Bill Clinton powołał go do Amerykańskiej Rady ds. Ubezpieczeń Społecznych (US Social Security Advisory Board)a z kolei podczas prezydentury George’a W. Bush’a, Weinberger doradzał sekretarzowi skarbu państwa ds. regulacji podatkowych.

– To dla mnie zaszczyt kierować tak wielką organizacją. Historia EY liczy ponad 100 lat, a naszą reputację budowaliśmy w oparciu o jakość świadczonych usług, uczciwość naszych pracowników i zaufanie klientów. Jestem gotów sprostać wyzwaniom przed jakimi w dynamicznie zmieniających się czasach stoi nasza firma – mówi Mark Weinberger. – Jednocześnie w imieniu wszystkich pracowników, składam podziękowania przechodzącemu na emeryturę Jim’owi Turley’owi za wszystko co zrobił dla naszej organizacji podczas swojej 36-letniej pracy w EY. Mój poprzednik stworzył mocne fundamenty, na których będziemy opierać nasz rozwój w przyszłości.

Nowe logo, nowa misja

Zmiana na stanowisku globalnego CEO to jedno z 3 ważnych wydarzeń w EY, które miały miejsce 1 lipca 2013 roku. Od tego dnia firma posługuje się również skróconą nazwą marki oraz nowym logo. Odświeżonemu logotypowi towarzyszy slogan „Building a better working world”, który komunikuje misję firmy polegającą na usprawnianiu otaczającej jej rzeczywistości.

Rośnie poziom wyrafinowania prawnego i finansowego podmiotów wyłudzających VAT

Wzrost uciążliwości i restrykcyjności przepisów oraz organów podatkowych wobec polskich przedsiębiorców, jaki nastąpił w latach 2006-2012, nie przełożył się na wzrost efektywności w poborze podatku VAT. Raport „Straty Skarbu Państwa w VAT – luka podatkowa, oszustwa, wyłudzenia oraz problematyka podatku od towarów i usług w Polsce” przygotowany przez PwC na zlecenie Instytutu Badań Strukturalnych wskazuje na powiększanie się tzw. luki VAT, czyli rozbieżności pomiędzy zakładanymi a faktycznymi wpływami do budżetu z tytułu tego podatku.

Autorzy raportu zidentyfikowali następujące tendencje:

  • średnia wartość luki podatku VAT wzrosła w latach 2006 – 2012 o kwotę ok. 30 mld PLN. Dla porównania – zwiększenie stawek podatku VAT od początku 2011 r. o jeden punkt procentowy miało przynieść budżetowi dodatkowe dochody na poziomie ok. 6 mld PLN;
  • luka podatkowa wyrażona jako odsetek rzeczywistych wpływów z VAT w ciągu ostatnich sześciu lat podwoiła się, sięgając ok. 40% całkowitych wpływów z tego podatku;
  • obniża się za to efektywność egzekucji zaległości z VAT – od roku 2006 spadła ona o prawie połowę, sięgając ok. 4%całej luki.

Kluczowym zamierzeniem raportu jest próba ukazania, że obecne nastawienie aparatu skarbowego do problemu oszustw podatkowych nie tylko jest nieskuteczne i może być szkodliwe dla polskiej gospodarki. Raport pokazuje, że luka podatkowa rośnie mimo coraz większej determinacji w działaniach aparatu skarbowego.

W opracowaniu przygotowanym na zlecenie Komisji Europejskiej firma PwC oszacowała lukę w podatku VAT w całej Unii Europejskiej w 2009 r. na poziomie 12 proc. jego rzeczywistych wpływów, co odpowiadało kwocie 119 mld Euro. W Polsce minimalną skalę luki w podatku VAT za lata rok 2012 w raporcie szacuje się na 2,3% polskiego PKB. Polskie Ministerstwo Finansów nie przedstawia własnych wyliczeń luki podatkowej, skupiając się na zaległościach w VAT, które nie uwzględniają np. faktu istnienia szarej strefy lub większości wyłudzeń podatkowych.

Eksperci PwC wskazują na prawdopodobne przyczyny powiększającej się nieszczelności systemu podatkowego:

  • potencjalne korzyści z procederu wyłudzania podatku VAT w znaczący sposób przeważają koszty z tego tytułu – niewielkie ryzyko wykrycia i oczekiwany łagodny wymiar kary;
  • rośnie poziom wyrafinowania prawnego i finansowego podmiotów wyłudzających VAT, beneficjenci wyłudzania podatku VAT są bezkarni, a ich kreatywność i tolerancja na ryzyko wykrycia rosną wraz z pogarszaniem się koniunktury;
  • brakuje mechanizmu bieżącej i rzetelnej analizy nieszczelności systemu, a władze podatkowe w niedostatecznym zakresie korzystają z know-how z innych jurysdykcji;
  • zdolność regulatora i aparatu skarbowego do szybkiej i właściwie nakierowanej reakcji regulacyjnej i implementacyjnej jest ograniczona.

W raporcie eksperci proponują również przykładowe rozwiązania. Na szczeblu UE wskazują m.in. na potrzebę aktywnego udziału Polski w procesie przemian w VAT oraz poparcie rozwiązań skutecznie zwalczających oszustwa.

Na szczeblu krajowym są to:

  • potrzeba przeniesienia nacisku organów podatkowych/skarbowych z uczciwych przedsiębiorców na oszustów;
  • ściąganie „owoców przestępstwa” i ściganie „organizatorów” a nie osób „podstawionych”;
  • ulepszenie zasad prowadzenia postępowań (szkolenia prokuratorów, współpraca z UKS, integracja informacji, prowadzenie statystyk, uczestnictwo w strukturach międzynarodowych).

Inwestycje w odnawialne źródła energii w Polsce w oczekiwaniu na nową ustawę

Najważniejszą przesłanką, która towarzyszy opracowywaniu nowej ustawy o odnawialnych źródłach energii, jest pobudzenie rynku budowy tego typu instalacji oraz jednoczesne powolne wygaszanie wsparcia państwa, co w założeniu ma stymulować rozwój innowacyjności na rynku. W świetle proponowanych rozwiązań, najwięcej na nowej ustawie zyskają instalacje fotowoltaiczne. Stratne zaś będą instalacje współspalania.

Jak wynika z raportu “Budownictwo energetyczne w Polsce 2013 – Segment energii odnawialnej. Prognozy rozwoju i planowane inwestycje” przygotowanego przez firmę badawczą PMR, najważniejszym czynnikiem, który wpłynie na kształt rynku odnawialnych źródeł energii (OZE) w Polsce, będzie opracowywana właśnie ustawa o OZE. Głównymi celami nowego prawa są: redukcja o 20% emisji gazów cieplarnianych w porównaniu do poziomu zarejestrowanego w 1990 roku, zwiększenie efektywności energetycznej o 20% oraz doprowadzenie do sytuacji, w której 20% zużywanej energii będzie pochodziło z odnawialnych źródeł. W dłuższym okresie czasu dokument ten znacząco wpłynie na stan polskiej energetyki, opartej obecnie w 90% na paliwach kopalnych.

Zgodnie z informacjami przedstawianymi przez rząd, ustawa o OZE powinna zostać uchwalona i wejść w życie w drugiej połowie 2013 roku. Prace nad nią trwają już od kilku lat – pierwszy projekt pojawił się w końcu 2011 roku, po czym był jeszcze kilkakrotnie zmieniany. Ostatnia wersja datowana jest na październik 2012 r. i wiele wskazuje na to, że będzie to wersja finalna.

Ważnym czynnikiem, który zadecyduje o wysokości ostatecznych przychodów z produkcji energii przez przedsiębiorstwa OZE, będzie wielkość instalacji oraz źródło, na którym bazuje. Poszczególnym typom instalacji przyznane będą współczynniki korekcyjne, które będą podwyższać, lub w niektórych przypadkach obniżać dotychczasowy przydział zielonych certyfikatów.

Największym wygranym nowych rozwiązań będzie segment produkujący energię słoneczną. Fotowoltaika – dotychczas najbardziej marginalny segment OZE − uzyska najprawdopodobniej ponad dwukrotnie większe niż obecnie dofinansowanie. Niewielkie instalacje poniżej 1 MW będą otrzymywać za 1 MWh 2,85 lub 2,75 zielonych certyfikatów w zależności od typu instalacji (ulokowana na budynkach lub bezpośrednio na gruncie). Pozwoli to na zwiększenie przychodów z tytułu zbycia praw majątkowych i bezpośrednio znajdzie odzwierciedlenie w lepszym rachunku ekonomicznym takiej inwestycji.

W odniesieniu do najszybciej dotychczas rozwijającego się segmentu, czyli farm wiatrowych, sytuacja będzie zróżnicowana. Niewielkie instalacje do 0,5 MW zyskają jeszcze na wprowadzeniu współczynników, jednak większe projekty będą już miały ograniczony przychód o 10% w pierwszym roku obowiązywania ustawy. Na wysokie wsparcie liczyć mogą również inwestycje dotychczas nie występujące na polskim gruncie, czyli wiatrowe farmy morskie. Wyższy współczynnik dla tej kategorii wynika z dwukrotnie większych nakładów koniecznych na przeprowadzenie inwestycji w porównaniu z klasycznymi turbinami zlokalizowanymi na gruncie. Polski potencjał pod względem tego typu instalacji szacuje się na ok. 3,5 tys. km² powierzchni, na której mogą powstać farmy o mocy 10 tys. MW.

Największe redukcje przywilejów na bazie nie tylko okresu wsparcia, ale również wielkości środków, dotyczyć będą współspalania. Obniżenie czasu wsparcia do pięciu lat, przy jednoczesnym obniżeniu wpływów z tytułu zielonych certyfikatów o 70% z pewnością sprawi, że ten kierunek inwestycyjny zostanie mocno ograniczony. Obecnie już widoczne są skutki samych tylko planów wprowadzenia takiego ograniczenia – co najmniej cztery duże projekty zostały m.in. z tego powodu wstrzymane. Dotyczy to inwestycji grupy Fortum w Zabrzu i Wrocławiu – przedsięwzięć szacowanych łącznie na ok. 5,5 mld zł. Kolejnymi projektami, które miały bazować na udziale biomasy w kotłach opalanych paliwami kopalnymi, są elektrownie w Ostrołęce i Rybniku.

Ogólnym obserwowalnym trendem w przedstawionej grupie współczynników korekcyjnych jest fakt, że większe wsparcie uzyskiwać będą instalacje o mniejszej mocy, co potwierdza politykę wspierania przez rząd energetyki rozproszonej. Zgodnie z założeniami legislatorów, produkcja prądu na potrzeby własne będzie wspieranym przez państwo sposobem na rozwój energetyki rozproszonej.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. “Budownictwo energetyczne w Polsce 2013 − Segment energii odnawialnej. Prognozy rozwoju i planowane inwestycje”.