Rekordowo wysokie wynagrodzenia w Polsce

Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w marcu 2024 r. wzrosło o 12 proc. r/r. Na wzrost przeciętnego wynagrodzenia spory wpływ ma podwyżka płacy minimalnej, a także podwyżki w budżetówce.

Mocny nominalny wzrost wynagrodzeń przy spadającej inflacji oznacza, że wynagrodzenia wzrastają również realnie. Realna dynamika wynagrodzeń zbliżyła się do 10 proc. Mocny realny wzrost wynagrodzeń może przełożyć się na istotne odbicie w konsumpcji.

Dane z rynku pracy z pewnością wpływają na decyzje RPP. Wydaje się, że są one silnym argumentem przeciwko obniżkom stóp procentowych w tym roku.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

PragmaGO kontynuuje dynamiczny wzrost w 1 kwartale 2024 r.

PragmaGO zakończyła pierwszy kwartał 2024 z bardzo dobrymi rezultatami.

  • 24% wzrostu (r/r) wartości sfinansowanych należności (541 mln zł)
  • Z usług PragmaGO skorzystało 10 476 firm – o 26% więcej niż w analogicznym okresie ub.r.
  • Faktoring wygenerował 431 mln zł obrotu (wzrost o 14% r/r), skorzystało z niego 1 449 klientów (+35% r/r)
  • Innowacyjne usługi embedded finance B2B wzrosły o ponad 50% r/r (144 mln zł obrotu)

„Kontynuujemy dynamiczny wzrost zarówno w kategorii faktoringu, jak i embedded finance B2B. Mocno rozwijamy digital faktoring, z którego przedsiębiorca może korzystać w pełni online – o dowolnej porze i z dowolnego miejsca. W pierwszym kwartale 2024 w zakresie tej usługi odnotowaliśmy 34% (r/r) wzrostu wartości obrotów, podczas gdy tradycyjny faktoring spadł o 3%. To dla nas potwierdzenie, że nasi klienci – mikro i mali przedsiębiorcy – potrzebują usług finansowych, które są na wyciągnięcie ręki i dają dostęp do pieniędzy 24/7” – mówi Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu PragmaGO.

Digital faktoring stanowi już 55% wartości obrotów faktoringu (w stosunku do 47% w analogicznym okresie w roku ubiegłym). To rozwiązanie pozwala klientowi na elastyczne dostosowanie parametrów umowy, poznanie i zatwierdzenie warunków cenowych online.

Usługi Buy Now Pay Later B2B urosły o 31% r/r pod względem wartości udzielonego finansowania (41 mln zł), a Merchant Cash Advance o 205% r/r (67 mln zł). To usługi z kategorii embedded finance B2B. Są one implementowane w środowisko partnera PragmaGO (np. na platformie marketplace czy u operatora kart płatniczych). Dzięki temu merchanci partnera zyskują dostęp do pieniędzy na dowolne wydatki firmowe. Spłata może następować w sposób automatyczny i praktycznie nieodczuwalny dla firmy – jako procent z obrotów, np. na terminalu płatniczym.

„Dzięki naszym usługom embedded finance przedsiębiorcy otrzymują propozycję finansowania tam, gdzie na co dzień prowadzą biznes. Decyzja o przyznaniu finansowania jest przez nas wydawana nawet do 3 minut. Jest to możliwe dzięki zapleczu technologicznemu dostarczanemu przez PragmaGO.tech” – dodaje Tomasz Boduszek.

W lutym PragmaGO zakupiła od funduszu 21 Concordia 100% udziałów w spółce Monevia, która jest liderem invoice discountingu.

Spółka dobrze sobie radzi również na rynku obligacji. W pierwszym kwartale 2024 roku PragmaGO zamknęła już dwie emisje złotówkowe na łączną kwotę 50 mln zł – odpowiednio z 53 i 58 proc. redukcją popytu. W kwietniu sukcesem zakończyła się również pierwsza oferta obligacji Spółki w EUR. Została ona zamknięta z 17 proc. redukcją. Zapisy złożyło 275 inwestorów. Przydzielono obligacje o łącznej wartości nominalnej 3,5 mln EUR.

Podsumowanie wyników PragmaGO w I kwartale 2024:

  Wartość nominalna sfinansowanych należności (PLN) Dynamika r/r
Ogółem 541 mln 24%
Faktoring 431 mln 14%
w tym:    
Digital faktoring 235 mln 34%
Faktoring tradycyjny 196 mln -3%
Pożyczki digital 110 mln 97%
w tym m.in.    
 Merchant Cash Advance 67 mln 205%
BNPL B2B 41 mln 31%

 

  Liczba klientów Dynamika r/r
Ogółem 10 476 26%
Faktoring 1 449 35%
Pożyczki digital 9 048 24%
w tym m.in.    
 Merchant Cash Advance 1 620 141%
BNPL B2B 7 646 15%

 

Początek roku wyjątkowo udany dla deweloperów mieszkaniowych

Początek br. okazał się dla deweloperów mieszkaniowych, notowanych na warszawskiej GPW (rynek podstawowy i Catalyst) wyjątkowo udany sprzedażowo, zwłaszcza jeśli zestawić wyniki pierwszego kwartału 2024 r. z ostatnim kwartałem ubiegłego roku. Wg ekspertów portalu RynekPierwotny.pl najnowsze statystyki kontraktacji firm deweloperskich zarówno w relacji rok do roku, jak i kwartał do kwartału, potwierdzają tezę o bardzo dobrej formie pierwotnego rynku mieszkaniowego, po zakończeniu misji programu BK2%.

Progres w sprzedaży mieszkań utrzymany

Po ubiegłorocznym przyspieszeniu koniunktury sprzedażowej na pierwotnym rynku mieszkaniowym, stymulowanym rządowym dopalaczem w postaci BK2%, pierwszy kwartał br. powinien raczej ulec pewnemu odreagowaniu w postaci choćby przejściowego regresu deweloperskiej kontraktacji. Tymczasem jej wyniki w wykonaniu notowanej na GPW piętnastki czołowych firm deweloperskich wydają się wyraźnie wskazywać na brak jakichkolwiek symptomów osłabienia.

Prezentowana stawka deweloperów mieszkaniowych w pierwszych trzech miesiącach br. znalazła nabywców na 5908 lokali. To o pokaźne 17 proc. więcej licząc rok do roku, jednocześnie jednak zaledwie o 4 proc. mniej w relacji do ostatniego kwartału 2023 r., kiedy to sprzedaż analizowanej grupy spółek przekroczyła 6 tys. lokali, na fali popytu stymulowanego rządowym programem dopłat.

W oczekiwaniu na Kredyt na start

Przy okazji warto zauważyć, że pierwszy kwartał ubiegłego roku, będący zasadniczą bazą dla bieżącej analizy, był pierwszym okresem odbicia statystyk sprzedażowych deweloperów po załamaniu ich kontraktacji w 2022 roku. Tym samym 17-proc. progres rdr wydaje się mniej znaczącym prognostykiem od kosmetycznego spadku sprzedaży w relacji do ostatniego kwartału ub. roku, który należy uznać za bardzo udany.

Uwagę zwracają przede wszystkim doskonałe rezultaty kilku rynkowych potentatów: rekordowej Develii, Dom Development, Atalu czy Murapolu.

Z kolei co trzeci giełdowy deweloper o profilu mieszkaniowym zanotował regres kontraktacji w relacji rok do roku. Jednak nominalnie to zaledwie 250 lokali mniej na blisko 6 tys. sprzedanych, co można uznać za wypadek przy pracy, spowodowany zazwyczaj wyprzedaniem oferty po boomie z drugiego półrocza ub. roku.

Tym samym pierwszy kwartalny okres oczekiwania na kolejny rządowy program mieszkaniowych kredytów preferencyjnych okazał się dla deweloperów giełdowych bardzo obiecujący. Pytanie, czy w kolejnych miesiącach nie powtórzy się historia z ub. roku.   Sprzedaż deweloperów giełdowych - RP

Tymczasem umiarkowany optymizm

Obecnie sytuacja na rynku mieszkaniowym dość wyraźnie odbiega od tej sprzed roku, czyli z okresu tuż przed wejściem w życie programu BK2%. Widać postępującą stabilizację, a rynek pierwotny powraca do normalności pod względem relacji popytowo-podażowych. Oferta mieszkań deweloperskich powoli pnie się w górę, a stawki mkw. nowych mieszkań dość wyraźnie spowalniają trend wzrostowy. Na obecnym etapie zaawansowania prac nad ustawą o kredycie mieszkaniowym #naStart nie widać niepokojącego windowania aktywności popytowej na pierwotnym rynku mieszkaniowym, co jak najlepiej wróży koniunkturze rynkowej w perspektywie kolejnych miesięcy br.

Z kolei deweloperzy wyraźnie podkręcają swoja aktywność inwestycyjną, co skutkuje przewagą mieszkań wprowadzanych do oferty względem lokali sprzedanych. Raczej nie zapowiada to korekty cenowej, jednak na wyraźniejsze spowolnienie wzrostów w cennikach deweloperskich w przewidywalnej perspektywie jak najbardziej można liczyć. Najważniejsze, że budowniczy mieszkań, w odróżnieniu do sytuacji sprzed roku, tym razem wiedzą na czym stoją. Dzięki temu będą w stanie dostosować podaż mieszkań oraz strukturę oferty do oczekiwanego popytu, który zapewne do końca 2027 roku będzie stymulowany programem dopłat, co tymczasem pozwala na umiarkowany optymizm.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Etui na karty kredytowe z nadrukiem – skuteczne narzędzie marketingowe dla Twojej firmy

Etui na karty kredytowe z nadrukiem to doskonały sposób na codzienną promocję marki. Dzięki nim każda transakcja może stać się okazją do eksponowania logo firmy, co wpływa na zwiększenie jej rozpoznawalności i wizerunku w oczach klientów. Jest to strategia marketingowa, która łączy praktyczność z efektywnym brandingiem.

Etui na karty kredytowe – niezbędnik współczesnego konsumenta

W dzisiejszych czasach, kiedy karty płatnicze są jednym z głównych narzędzi płatniczych, etui na karty kredytowe zyskuje na znaczeniu. Chroni one karty przed uszkodzeniami i zgubieniem, zapewniając jednocześnie łatwy dostęp do nich w każdej sytuacji. To sprawia, że etui na karty nie jest tylko dodatkiem, ale praktycznym narzędziem, które ułatwia organizację i zwiększa bezpieczeństwo ważnych kart.

Personalizacja etui na karty kredytowe jako forma reklamy

Oferta etui na karty kredytowe reklamowe jest bogata i zróżnicowana, co pozwala na wybór produktu idealnie pasującego do wizerunku każdej marki. Można wybierać spośród eleganckich etui wykonanych z ekologicznej skóry, które dodają prestiżu, lub nowoczesnych modeli dostępnych w szerokiej gamie kolorystycznej, które przyciągają wzrok i są zapamiętywane. Personalizacja etui nie ogranicza się tylko do nadruku logo. Firmy mogą również decydować o kolorach, materiałach, a nawet dodatkowych funkcjach etui, takich jak zabezpieczenia RFID.

Funkcjonalność połączona z estetyką

Etui na karty kredytowe reklamowe oferowane przez firmę Hello Gadżet są nie tylko funkcjonalne, ale także estetycznie wykonane. Każde etui jest zaprojektowane z myślą o maksymalnym wykorzystaniu potencjału reklamowego, jednocześnie zachowując wysoką jakość i trwałość. Takie podejście sprawia, że etui na karty kredytowe staje się skutecznym narzędziem marketingowym, które jednocześnie podnosi wartość użytkową dla klienta.

Jak wybrać idealne etui na karty kredytowe?

Wybór odpowiedniego etui na karty kredytowe reklamowe powinien być podyktowany zarówno potrzebami marketingowymi firmy, jak i oczekiwaniami jej klientów. Ważne jest, aby produkt był równocześnie trwały, funkcjonalny i estetyczny. Dostosowanie etui do specyfiki działalności i celów reklamowych może znacząco przyczynić się do sukcesu kampanii promocyjnej, a także do pozytywnego odbioru marki na rynku.

Etui na karty kredytowe z nadrukiem to znakomity wybór dla firm, które chcą w subtelny, ale skuteczny sposób zaznaczyć swoją obecność w życiu codziennym klientów. Jest to narzędzie, które łączy w sobie funkcjonalność, bezpieczeństwo i estetykę, będąc jednocześnie przemyślanym i skutecznym sposobem na promowanie marki. Zachęcamy do zapoznania się z naszą ofertą etui na karty kredytowe reklamowe i wybrania produktu, który najlepiej odpowiada potrzebom i wartościom Twojej firmy.

Active Ownership Fund zadeklarował objęcie akcji CI Games o wartości 6 mln euro

CI Games SE zawarła porozumienie dotyczące objęcia akcji nowej emisji o wartości 6 mln euro przez jednego z największych akcjonariuszy – Active Ownership Fund („AOF”). Cena emisyjna jednej akcji będzie zgodna z ceną ustaloną w procesie book buildingu przez pozostałych inwestorów, który rozpocznie się w poniedziałek 22 kwietnia br. Obecnie AOF posiada 20,02% akcji i głosów na Walnym Zgromadzeniu Spółki.

Dodatkowo CI Games zobowiązał się zgłosić żądanie wcześniejszego wykupu obligacji imiennych objętych przez AOF, który nastąpi pod warunkiem rejestracji przez sąd emisji akcji, które obejmie AOF.

Mocno wierzymy w długoterminową perspektywę spółki, dlatego zdecydowaliśmy się na udział w planowanej emisji akcji i konwersję posiadanych obligacji na akcje. – mówi Florian Schuhbauer, Co‑CIO, Founding Partner of Active Ownership Coporation.

Równolegle CI Games opublikował zasady subskrypcji akcji serii M – zgodę na emisję do ok. 36,6 mln akcji (do 20 proc. kapitału) wyraziło Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie w marcu br. Proces budowy księgi popytu skończy się najpóźniej 24 kwietnia 2024 r. o godz. 15:00, a zamknięcie ofert planowane jest na 30 kwietnia. Inwestorzy posiadający akcje stanowiące co najmniej 0,25 proc. wszystkich akcji mają pierwszeństwo przydziału – opisane w zasadach subskrypcji.

Ostateczna cena emisyjna zostanie ustalona w drodze przeprowadzonej przez spółkę analizy popytu na akcje serii M w oparciu o mechanizm budowania księgi popytu. Zgodnie z zawartą umową AOF zobowiązał się do nabycia akcji o łącznej wartości 6 mln euro w cenie, która nie przekroczy 1,80 zł za jedną akcję. Akcje z nowej emisji, które trafią do AOF zostaną objęte 6 miesięcznym lock-up.

– Cieszę się, że największy inwestor finansowy w akcjonariacie CI Games – Active Ownership Fund – wspiera strategię spółki i jej dalszy rozwój. – mówi Marek Tymiński, CEO CI Games.

W 2023 roku Grupa CI Games osiągnęła prawie 245 mln zł skonsolidowanych przychodów netto ze sprzedaży. To czterokrotny wzrost w porównaniu do wyniku z 2022 roku i zarazem najwięcej w historii Grupy. EBITDA wyniosła 97,6 mln zł, co daje marzę EBITDA na poziomie 39,8 proc. Grupa zanotowała 26,3 mln zł zysku brutto i 14,5 mln zł zysku netto (marża netto 5,9 proc.). CI Games planuje dwie duże gry do wydania w 2025 i 2026 roku – Project Survive, nad którym pracuje wewnętrzne studio Underdog oraz Project 3, który realizuje Hexworks.

USA zaostrzą sankcje naftowe wobec Iranu

Atak Iranu na Izrael w minioną sobotę spowodował, że Stany Zjednoczone zdecydowały się na zaostrzenie sankcji wobec reżimu w Teheranie. Zostaną również nimi objęte podmioty, które ułatwiają transport oraz przetwarzanie irańskiego surowca. W ubiegłym roku eksport ropy z tego kraju został znacznie zwiększony, mimo istniejących już sankcji, a w I kwartale tego roku był on na najwyższym poziomie od ponad 5 lat. Wyniósł średnio 1,56 mln baryłek dziennie. Spekuluje się, że większość surowca trafiała do Chin. Brakuje jednak oficjalnych danych na ten temat.

Nowe sankcje obejmą również transakcje między instytucjami finansowymi a irańskimi bankami (które już są objęte nimi). Mowa tu o transakcjach dotyczących zakupu ropy i produktów naftowych.

Przypomnijmy, że poprzedni prezydent USA – Donald Trump – zdecydował się w 2018 roku na przywrócenie sankcji wobec Iranu. Pokłosiem tej decyzji był zdecydowany spadek eksportu i produkcji ropy w tym kraju.

Ten czynnik fundamentalnie powinien wspierać wyższe ceny ropy naftowej ale w sposób umiarkowany. Na ten moment dla rynku ropy naftowej liczą się głównie perspektywy globalnego popytu w II połowie roku oraz to, czy Arabia Saudyjska zdecyduje się na przedłużenie cięć wydobycia w III kwartale.

Cena ropy brent wyrysowała na wykresie w pierwszej połowie kwietnia formację podwójnego szczytu, która to w skuteczny sposób sygnalizowała możliwe zniżki. Aktualnie obserwujemy korektę techniczną. W średnim terminie przeważają wzrosty. Obecne zniżki są wciąż mniejsze pod kątem wielkości od tych obserwowanych pod koniec stycznia oraz na początku lutego tego roku. Kluczowym wsparcie wydaje się być poziom 85 – 84,50 USD za baryłkę. W tych okolicach przebiega także linia trendu wzrostowego.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Już jutro halving Bitcoina! Czego się spodziewać?

Już jutro, w sobotę, 20 kwietnia prawdopodobnie około godziny 6:00 czasu polskiego będzie miał miejsce czwarty w historii halving Bitcoina. To ważne dla rynku kryptowalut wydarzenie, na które czekają inwestorzy, traderzy oraz krótkoterminowi spekulanci z całego świata.

Historycznie po każdym, z trzech poprzednich halvingów Bitcoin wchodził w czas dynamicznych wzrostów i za każdym razem inwestorzy zadawali sobie to samo pytanie. Czy tym razem będzie inaczej? Spróbujmy więc zadać to pytanie także i tym razem oraz odpowiedzieć na nie, poruszając kluczowe zagadnienia wynikające z cykliczności, jak i zmian, które w 2024 dokonały się na rynku kryptowalut i samego Bitcoina.

Bitcoin Halving Comparison

Historycznie halving poprzedzał hossy Bitcoina, które rozpoczynały się zwykle na około 12 miesięcy przed ograniczeniem podaży i trwały przez ok. 12 miesięcy po nim. Wykres przedstawia cenę Bitcoina rok przed i rok po każdym z poprzednich halvingów. Pamiętajmy, że przeszłe wyniki nie gwarantują przyszłych stóp zwrotu, a rynek ma tendencję do popadania w różnego rodzaju błędy poznawcze. Przede wszystkim, ponad 90% całkowitej podaży Bitcoina, wynoszącej 21 mln BTC jest już na rynku. Co więcej, łącznie tylko 3 halvingi wydają się niewielką próbą, by móc na nich podstawie szacować faktyczny krótkoterminowy wpływ na cenę. Niemniej jednak w długim terminie ograniczający o połowę podaż BTC wpływ halvingów jest oczywisty. Przyjmujemy więc, że krótkoterminowa reakcja BTC jest zależna, od ogólnych nastrojów i zgodnie z naturą “nieintuicyjnie” zachowującego się, stale zaskakującego rynek Bitcoina może być przeciwna do panujących sentymentów. Źródło: XTB Research

Jeśli historia się powtórzy

Znane powiedzenie Marka Twaina, mówi, że “historia się nie powtarza, ale się rymuje”. Podobnie, choć nigdy tak samo, wyglądały wszystkie, dotychczasowe cykle kryptowalut. Charakteryzowały je skrajne paniki i euforyczne wzrosty. W pierwszym przypadku zastanówmy się więc nad wpływem halvingu, w scenariuszu optymistycznej dla Bitcoina powtórki z poprzednich cykli. W takim wypadku 20 kwietnia możemy mieć do czynienia z chwilowym spadkiem (tzw. sprzedażą faktów), po której pojawi się konsolidacja, dłuższy okres odreagowania i przejście w drugą, dynamiczną i końcową fazę hossy Bitcoina.

Wydaje się, że dotychczasowa 20% korekta jest już dość znacząca i w swojej dynamice zbieżna z poprzednimi, podobnymi do niej okresami spadków, z 2023 i początku 2024 roku. Wszystkie poprzednie okazywały się “okazja do kupna”. Równie dobrze więc możemy obserwować wzrosty bezpośrednio po halvingu, lub na chwilę przed nim, choć popyt jak dotąd wygląda na uśpiony. Według analiz JP Morgan rynek kontraktów terminowych wciąż sygnalizuje poziom wykupienia, a skorygowana o zmienność wycena BTC, w relacji do złota sugeruje cenę w okolicach 45 000 USD. Niemniej jednak w obu scenariuszach, początkową krótkoterminową reakcję możemy uznać za nieistotną dla dalszego (wzrostowego) trendu i oczekiwać zdecydowanie wyższych cen Bitcoina w horyzoncie kilku miesięcy, od halvingu.

Historycznie silnym poziomem wsparcia dla cen Bitcoina był poziom rentowności wydobycia, który wynosi obecnie ok. 42 000 USD i obrazuje koszt, jaki ponoszą górnicy. Kolejne istotne wsparcie pochodzi od średniej ceny nabycia BTC przez inwestora krótkoterminowego (okolice 59 000 USD), który w obecnych warunkach notuje około 7% zysk, wobec blisko 40% około 30 dni temu. Dane on-chain, nawiązujące do poprzednich cykli, a dokładnie ilości czasu, w jakim BTC nabyte przez krótko i długoterminowych inwestorów notowały zysk lub stratę, przed nami może znajdować się około 5 do 12 miesięcy hossy. Oznaczałoby to szczyt cyklicznych wzrostów w okolicach IV kw. 2024 lub I kwartale 2025 roku. Prognozy analityków Bernstein będące także pewną ekstrapolacją, sugerują nawet 150 tys. USD za jednego BTC w szczycie obecnego cyklu.

Na szerszy obraz ograniczonej podaży (która wyłącznie w scenariuszu wciąż wysokiego popytu przekłada się na wzrost cen) nakłada się już nie sam halving, jak miało to miejsce w poprzednich cyklach. Bitcoin stał się rozpoznawalnym aktywem o globalnym zasięgu, a jego kapitalizacja wynosi prawie 1,3 bln USD. Na dostępną podaż w większym stopniu od samego halvingu wpłynie aktywność amerykańskich funduszy giełdowych ETF, które po 4 miesiącach działalności dysponują już ponad 5% całkowitej podaży Bitcoina. Namiastkę tego wpływu już widzieliśmy; Bitcoin nigdy w historii nie miał za sobą tak wielkich wzrostów i nie osiągnął nowego historycznego szczytu przed halvingiem. Inwestorzy powinni więc uważnie obserwować sentymenty na Nasdaq100, rentowności obligacji i samego dolara; połączenie tych trzech czynników może zdeterminować krótkoterminowy ruch cen, poprzez określone zachowania posiadaczy ETF-ów. Dalsza hossa na giełdach prawdopodobnie sprzyjałaby Bitcoinowi.

Jeśli historia się (nie) powtórzy

Jak wiadomo, Bitcoin jest aktywem deflacyjnym, co oznacza, że jego podaż jest ograniczona. Sam zaprogramowany w kodzie Bitcoina halving wpływa na stopę inflacji kryptowaluty i ogranicza nagrodę za wydobycie o połowę (teraz spadnie ona z 6,25 do 3,125 za blok BTC). Historycznie stwarzał perspektywę wzrostu popytu, w związku z oczekiwaną hossą. W efekcie inwestorzy niechętnie pozbywali się Bitcoinów, oczekując, że wartość ich inwestycji w średnim terminie wzrośnie. Co jeśli jednak naprawdę tym razem będzie inaczej, a dotychczasowe cykle zostaną zupełnie zaburzone? O ile jeszcze kilka miesięcy temu taka perspektywa wydawała się mniej prawdopodobna, obecnie widzimy co najmniej jeden czynnik, który może o tym zdecydować.

Mowa o amerykańskich funduszach ETF, które w ciągu ostatnich miesięcy “połknęły” potężną liczbę BTC. Tylko dwa największe spośród łącznie 10 z nich tj. BlackRock Bitcoin Trust i Grayscale Bitcoin Trust posiadają Bitcoiny warte łącznie prawie. 36 mld USD. Dodatkowo regulatorzy w Hongkongu wyrazili zgodę na utworzenie podobnych funduszy. Popyt krańcowy jest obecnie szerszy i wzbogacony został inwestorami, których reakcje mogą mocniej korelować z Wall Street. Bardziej, niż miało to miejsce w sytuacji, gdy Bitcoin był alternatywnym, ale bardzo mało znanym aktywem. Nastroje związane z Bitcoinem mogą być w większym stopniu związane z tym, co dzieje się na rynkach akcji.

Szereg inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych inwestujących w giełdowe ETFy będzie dostosowywał portfele zgodnie, z oceną ryzyka poszczególnych ich składowych. Bitcoin wciąż postrzegany jest jako ryzykowna inwestycja, a restrykcyjna polityka Rezerwy Federalnej i ostatnie, zaskakujące dane o inflacji wspierające dolara sprawiły, że kapitał przynajmniej chwilowo “odwrócił się plecami” w kierunku ryzykownych aktywów. Co więcej, napięcie między Izraelem a Iranem na Bliskim Wschodzie wcale nie pomogło kryptowalucie, wręcz prowadząc do zwiększenia przeceny, mimo optymistycznych głosów sugerujących niedawno, że Bitcoin może stanowić zabezpieczenie na okres militarnych napięć.

Niemniej jednak, choć fundusze ETF odnotowały w ostatnim czasie odpływy, a zainteresowanie nimi osłabło, jest to zgodne z cyklicznością rynku, a brak silniejszej sprzedaży sugeruje, że wielu posiadaczy przyjmuje długoterminowy horyzont inwestycyjny, faktycznie ograniczający podaż BTC. Niemniej jednak potencjalna wyprzedaż BTC zebranych przez nie mogłaby spowodować panikę i zmienić cykl. Cały rynek kryptowalut, podobnie jak fundusze hedgingowe realizujące strategię śledzenia trendu obserwują przepływy do nich, jako główny wyznacznik siły rynku. Wzrost cen ropy, trudniejsza walka z inflacją i dane gospodarcze, uzasadniające restrykcyjną (i w konsekwencji potencjalnie niebezpieczną dla akcji) politykę banków centralnych (higher for longer) wydają się stanowić pewne ryzyko dla halvingowego cyklu. Z drugiej jednak strony potężny rozmiar zadłużania gospodarki USA i wynikającego z niego problemy fiskalne oraz potencjalne utrzymanie się spadkowego trendu amerykańskiego dolara się w relacji do aktywów (niekoniecznie do walut), wciąż stanowią wiatr w plecy dla spekulacyjnego Bitcoina.

Wykres Bitcoina (interwał D1)

Cena Bitcoina złapała zadyszkę po olbrzymim rajdzie. Poziom wsparcia w okolicach 60,000 USD jak dotąd jest utrzymywany i wspierają go dwa istotne poziomy. Zarówno 23,6 zniesieniem Fibonacciego fali wzrostowej z grudnia 2022 roku, jak i 71,6 zniesieniem Fibo fali spadkowej z listopada 2021 roku. W każdej z poprzednich hoss istotnym poziomem wsparcia okazywała się średnia cena kupna BTC przez krótkoterminowego inwestora (posiadającego BTC krócej, niż 155 dni), która wynosi obecnie ok. 59 000 USD i dla amerykańskich funduszy ETF oscyluje wokół 55 000 USD. Tąpnięcie poniżej jakiejkolwiek z tych dwóch granic mogłoby doprowadzić do przyspieszonej wyprzedaży. W scenariuszu głębszych spadków i paniki kluczowe poziomy to okolice 51 000 USD wsparte przeszłymi reakcjami cenowymi oraz 38,2 zniesieniem Fibo oraz wspomniany poziom rentowności górników w okolicach 42 000 USD.

Wykres Bitcoina (interwał D1)
Źródło: xStation5

Autor: Eryk Szmyd, analityk XTB

XTPL osiągnął 2,8 mln zł komercyjnej sprzedaży w I kwartale 2024 roku

XTPL według wstępnych szacunkowych danych wygenerował w I kwartale 2024 roku 2,8 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług w porównaniu do 3,0 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Spółka w I kwartale br. dostarczyła do swoich klientów łącznie 4 urządzenia Delta Printing System. Szacunkowy stan środków pieniężnych Spółki na koniec 31 marca 2024 roku wyniósł 22,0 mln zł, zmiana środków w porównaniu do szacunkowego stanu 27,1 mln zł na koniec IV kwartału 2023 roku wynika z założeń realizacji Strategii na lata 2023-2026 i inwestycji m.in. we wzrost zdolności produkcyjnych, rozbudowę zespołu oraz działania nakierowane na zwiększenie sprzedaży w kolejnych okresach. Celem XTPL jest osiągnięcie 100 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług do końca 2026 roku.

Liczba zatrudnionych osób na koniec I kwartału 2024 roku wyniosła 90 pracowników, to 2-krotny wzrost na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy. Ponadto zwiększone zostały zdolności produkcyjne urządzeń Delta Printing System, które obecnie mogą być dostarczane około 2-krotnie szybciej. Kreuje to potencjał realizacji istotnie większej liczby dostaw w najlepszym dla tej linii biznesowej okresie roku, czyli drugim półroczu.

– Ostatnie miesiące w XTPL to czas ponoszenia istotnych nakładów inwestycyjnych, które są ściśle związane z realizacją naszej Strategii na lata 2023-2026. Jej kluczowym elementem jest znaczące przeskalowanie przychodów ze sprzedaży produktów i usług do 100 mln zł do końca 2026 roku oraz osiągnięcie pierwszych wdrożeń przemysłowych naszej technologii na linie produkcyjne globalnych producentów zaawansowanej elektroniki. W tym celu 2-krotnie zwiększyliśmy nasz zespół liczący już 90 ekspertów oraz wypełniliśmy wszystkie kluczowe działy, dzięki czemu operujemy obecnie w nowej, docelowej strukturze, dopasowanej do strategicznych planów. W połączeniu z naszymi inwestycjami w podniesienie zdolności produkcyjnych, a także intensyfikacją działań sprzedażowych, stanowi to silną bazę do wzrostu w przyszłych okresach. Ważnym wsparciem w procesie skalowania naszych przychodów jest zatrudniony w 2024 roku Urs Berger, Dyrektor Sprzedaży na Amerykę Północną. Widzimy już pierwsze efekty wzmacniania tam naszej obecności w postaci kolejnego zamówienia urządzenia Delta Printing System dla przemysłowego odbiorcy w USA. W drugim półroczu uruchomimy stacjonarne centrum sprzedażowo-demonstracyjne, co pozwoli nam jeszcze mocniej zaistnieć na tym perspektywicznym rynku. Według naszej wiedzy i sygnałów jakie otrzymujemy z branży, oferta XTPL może spotkać się tam z szerokim zainteresowaniem – komentuje Filip Granek, Prezes Zarządu XTPL S.A.

XTPL komercjalizuje trzy posiadane linie biznesowe oraz generuje dodatkowe przychody z tytułu dotacji, które współfinansują część prowadzonych projektów o charakterze B+R. Spółka w I kwartale 2024 roku nie pozyskała nowych środków z realizacji dotacji w porównaniu do 0,6 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku, choć w efekcie rozliczenia zaliczek na dotacje, może wykazać przychody z tego tytułu. XTPL z końcem 2023 roku zakończył realizację dwóch projektów dotacyjnych, a obecnie kontynuuje jeden międzynarodowy projekt w konsorcjum w ramach programu Horyzont Europa i przygotowuje się do uruchomienia drugiego międzynarodowego projektu w konsorcjum. Ponadto XTPL znajduje się obecnie w kilku procesach związanych z pozyskiwaniem kolejnych dotacji na innowacyjne projekty związane z prowadzoną działalnością.

– W perspektywie 2024 roku kolejny raz chcemy zwiększyć liczbę zrealizowanych sprzedaży urządzeń Delta Printing System (DPS), w czym wyraźnie pomoże nam nowa struktura organizacji i kolejne stanowiska produkcyjno-montażowe – obecnie możemy 2x szybciej realizować zamówienia DPS. Na bazie toczących się rozmów biznesowych i wstępnych ustaleń z klientami, a także biorąc pod uwagę statystycznie lepsze drugie półrocze dla linii biznesowej DPS, zdecydowaliśmy już teraz zabezpieczyć kluczowe komponenty do produkcji, niejako antycypując przyszłe zamówienia. Szereg poczynionych inwestycji nakierowanych na podniesienie sprzedaży w kolejnych okresach jest już za nami i były to działania niezbędne dla realizacji naszej Strategii na lata 2023-2026, na co mogliśmy sobie pozwolić w wyniku zakończonej w ubiegłym roku ofercie publicznej. Posiadamy obecnie komfortowy poziom i strukturę zatrudnienia, zwiększone zdolności produkcyjne we wszystkich liniach biznesowych, a także szereg nowych, międzynarodowych dystrybutorów dla naszych rozwiązań. Stopniowe przekładanie się tych inwestycji na wzrost sprzedaży, będzie sukcesywnie wspierać nasz cash flow – mówi Jacek Olszański, Członek Zarządu ds. finansowych XTPL.

Model biznesowy XTPL opiera się na trzech komplementarnych liniach biznesowych. Stanowią je moduły do wdrożeń przemysłowych na linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki, urządzenia prototypujące Delta Printing System (DPS) oraz High Performance Materials (HPM, nanotusze). Spółka posiada łącznie 9 projektów nakierowanych na przemysłowe wdrożenia swojej technologii, z czego na zaawansowanych etapach rozwoju znajdują się 4 projekty obejmujące 3 strategiczne dla Spółki obszary: półprzewodniki, wyświetlacze oraz zaawansowane płytki PCB. Łączny potencjał z wszystkich 9 rozwijanych obecnie projektów przemysłowych, przy założeniu ich pozytywnej walidacji, Spółka szacuje na ok. 400 mln zł średniorocznych przychodów. Klientami końcowymi są globalne podmioty odpowiadające za produkcję elektroniki nowej generacji m.in. wiodący producent półprzewodników z Tajwanu, jeden z największych na świecie producentów wyświetlaczy FPD (ang. Flat Panel Display) z Korei Płd. oraz notowany na Nasdaq 100 czołowy producent maszyn przemysłowych z USA.

Strategia XTPL na lata 2023-2026 zakłada koncentrację na dwóch głównych obszarach działalności. Pierwszym jest rozwój biznesu i sprzedaży w celu realizacji przychodów komercyjnych na poziomie 100 mln zł do końca 2026 roku i osiągnięcie pierwszych wdrożeń technologii XTPL na przemysłową skalę. Ponadto planowane jest poszerzenie rozwijanych projektów o nowe branże w postaci telekomunikacji i biosensorów, a także dalsza rozbudowa międzynarodowej sieci dystrybutorów i utworzenie stacjonarnych centr sprzedażowych w kluczowych technologicznie destynacjach: USA, Tajwan, Korea Płd. Drugi obszar to rozwój operacyjny i całej organizacji celem istotnego zwiększenia zdolności produkcyjnych we wszystkich trzech liniach biznesowych oraz kontynuacja prac B+R nad istniejącym portfolio oraz przyszłymi produktami Spółki. W efekcie XTPL buduje silną i rozpoznawalną markę na globalnym rynku podmiotów specjalizujących się w technologii ultraprecyzyjnego druku dla branży elektronicznej.

Ceny miedzi biją rekordy. Izrael nie odpuszcza

Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że po wymianie ciosów pomiędzy Izraelem a Iranem sytuacja będzie się uspokajać. Dzisiejsza noc pokazała nam, że nic bardziej mylnego. Reakcją rynków znów był strach i ucieczka od ryzyka, co nie powinno dziwić. W tle kolejne szczyty cen miedzi.

Kontratak Izraela

Na Bliskim Wschodzie logika deeskalacyjna w konfliktach ostatnio nie ma się najlepiej. Sytuacja wygląda obecnie, jakby Izraelowi zależało na eskalacji konfliktu. W nocy doszło bowiem do ataku mającego być odpowiedzią na ostatni atak Iranu na Izrael. Teoretycznie w mediach pojawiły się informacje, że Iran uważa sprawę za zamkniętą, a biorąc pod uwagę niemal brak strat po stronie izraelskiej, część analityków uważała, że naprawdę może dojść do wyciszenia konfliktu. Jak reagują rynki na te wydarzenia? Zgodnie z przewidywaniami. Jeżeli mamy eskalacje w tym regionie świata to drożej ropa naftowa i dolary. Nad ranem dolar po raz kolejny testował poziom 1,06, po raz czwarty zresztą w tym tygodniu. Ropa naftowa z kolei wyskoczyła o 3 dolary za baryłkę. Dzisiaj jednak od rana trwa korekta i 2 cena spadła już o 2 dolary. Pokazuje to, że skala odwetu wcale nie była taka duża.

Reakcja złotego

Polska waluta również była wczoraj w nocy pod presją. Powody były dwa. Z jednej strony, jeżeli na rynku źle się dzieje, to inwestorzy szukają bezpiecznych miejsc do trzymania kapitału. W rezultacie częściej wybierają waluty najbardziej rozwiniętych państw, porzucając te bardziej ryzykowne. Na szczęście nie jest to konflikt blisko polskich granic. Z drugiej strony napływ kapitału za ocean następuje kosztem odpływu z innych regionów. W rezultacie umacniający się dolar znów zaszkodził polskiemu złotemu. Wczoraj po samym ataku widzieliśmy skokowy 3-groszowy wzrost kursu euro względem złotego. W przypadku dolara były to nawet 4 grosze.

Miedź atakuje szczyty

Ceny miedzi na rynkach tylko raz znajdowały się na wyższych poziomach niż obecnie. Było to na początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Wysokie ceny są spowodowane przewidywanymi ograniczeniami w produkcji. Analitycy wskazują na wysoki procent nieaktywnych hut miedzi na rynku. W samych Chinach wskaźnik ten w pierwszym kwartale sięgnął 8,5%, wobec 4,1% rok temu. Jeżeli dodamy do tego planowane przerwy technologiczne zapowiedziane w dużych jednostkach na najbliższy czas, można zrozumieć, dlaczego analitycy wskazują na potencjalne braki na rynku. Trzeba pamiętać, że miedź jest ważnym metalem przemysłowym wykorzystywanym bardzo szeroko w wielu branżach. Wzrost cen i mniejsza ilość dostępnego surowca może się odbić na wielu obszarach. Szczególnie często wskazywany jest zwiększony popyt ze strony szeroko rozumianej bardziej zielonej energii. Miedź jest ważnym komponentem w produkcji, zarówno samochodów elektrycznych, paneli słonecznych, jak i rozwiązań do przechowywania energii. Drogie metale przemysłowe mogą też negatywnie odbić się na wzroście PKB.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Nadchodzi rekord na rynku obligacji korporacyjnych

Tylko przez pierwsze 3 miesiące 2024 roku inwestorzy zainwestowali ponad połowę tego, co w całym 2023. Emitenci pozyskali z obligacji już 760,5 mln zł. Kwota robi wrażenie, ale jeszcze bardziej imponuje popyt zgłoszony w tych emisjach – wyniósł  on aż 1,88 mld zł.

Wysokie zainteresowanie inwestorów poskutkowało wysokimi redukcjami – ich średni poziom sięgnął blisko 50 proc. Zwiastuny rekordowych wyników rynku widać też w liczbie emisji. W pierwszym kwartale 2024 roku przeprowadzono ich 17 – wobec 37, jakie odbyły się w całym ubiegłym roku.

  Emitent Wartość emisji Oprocentowanie Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln) Redukcja (proc.) Liczba Inwestorów
1 GPM Vindexus 21,8 6,00%+WIBOR3M 3 styczeń 74,22 70,70 1154
2 PragmaGo 25 5,15%+WIBOR3M 3 styczeń 53,77 53,50 815
3 Ghelamco 125 5,00%+WIBOR6M 4 styczeń 366,68 66,00 1604
4 Kredyt Inkaso 20 5,50%+WIBOR3M 4 styczeń 71,05 71,85 947
5 Kruk (EUR) 10M EUR 43,43 4,00%+EURIBOR3M 5 styczeń 99,12 56,19 457
6 Kruk 60,47 4,00%+EURIBOR3M 5 luty 86,03 29,70 449
7 Olivia Fin 30,23 5,30%+EURIBOR3M 3,5 luty 36,63 17,45 106
8 Ronson 60 3,85%+WIBOR6M 3,5 luty 155,00 61,26 1074
9 Echo Investment 70 4,00%+WIBOR6M 4 luty 193,28 64,00 1074
10 Kruk 70 4,00%+WIBOR6M 5 luty 284,25 75,37 2244
11 Echo Investment 70 4,00%+WIBOR6M 4 luty 157,61 56,00 795
12 PCC Rokita 25 2,80%+WIBOR3M 5,25 marzec 86,43 71,07 1042
13 Cavatina Holding 21,65 6,00%+WIBOR6M 3,5 marzec 25,86 16,29 198
14 Arche 21,5 4,40%+WIBOR3M 3 marzec 21,66 0,77 225
15 Victoria Dom 50 5,25%+WIBOR6M 3 marzec 85,43 47,29 867
16 Kredyt Inkaso 21,50 5,20%+EUBIRBOR3M 4 marzec 25,42 15,40 232
17 PragmaGo 25 5,00%+WIBOR3M 3 marzec 59,30 57,83 1101
Średnia             48,9 846
Suma   760,587       1881,731   14384

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne (kurs euro z dnia 29.03.2024r.: 4,301, 29.02.2024r.: 4,319, 31.01.2024 r.: 4,343).

Niezaspokojony apetyt inwestorów

W minionym kwartale było zarówno sporo mniejszych emisji, oscylujących między 20-25 mln zł, jak  i sięgających (lub nawet przekraczających) 100 mln zł. Finansowa spółka GPM Vindexus, przy emisji na niecałe 22 mln zł, zebrała zapisy na 74 mln zł. Redukcja wyniosła ponad 70 proc. Podobnie w przypadku emisji PCC Rokita. Przy emisji na 25 mln zł inwestorzy złożyli zapisy na 86 mln zł. Porównywalnym zainteresowaniem cieszyły się emisje PragmaGo czy Kredyt Inkaso.

Ale inwestorzy dopisywali nawet w większych emisjach, które także kończyły się dużymi redukcjami.  Koronnym przykładem jest tutaj Ghelamco, rekordzista pierwszego kwartału – spółka przy emisji na 125 mln zł zebrała od inwestorów popyt na ponad 365 mln zł. Na drugim miejscu uplasował się Kruk, który przy emisji na 70 mln zł, skusił inwestorów do zapisów na prawie 285 mln zł. Warto wspomnieć również dwie emisje Echo Investment po 70 mln zł każda – zgłoszony popyt to odpowiednio 193 mln zł i 157 mln zł. Stawkę zapisów na ponad 100 mln zł zamyka deweloper Ronson, który przy emisji na 60 mln zł odnotował 61-procentową redukcję zapisów, opiewających na kwotę 155 mln zł.

Tysiące chętnych na obligacje

W 17 emisjach publicznych wzięło udział ponad 14 tysięcy osób. To oznacza, że średnio każda emisja przyciągnęła 846 inwestorów. Najwięcej – 2244 – zapisało się na emisję Kruka. Zainteresowanie rynkiem obligacji korporacyjnych nie słabnie, a dodatkowo następuje niejako samospełniająca się przepowiednia. Inwestorzy, obserwując rynek i zakładając duży popyt na określone papiery, mogą składać wyższe zapisy „uwzględniające” zakładane przez nich redukcje. W efekcie wpływają tym samym na jeszcze wyższe ich poziomy.

Bardzo duży popyt na obligacje korporacyjne, zgłaszany w emisjach publicznych, występuje również wśród inwestorów instytucjonalnych. Do funduszy obligacji korporacyjnych od początku tego roku napłynęło netto ponad 2 mld zł, przy ponad 10 mld zł łącznych napływów do funduszy dłużnych – a spora część środków funduszy inwestycyjnych jest lokowana w emisjach publicznych.

  Napływy do funduszy obligacji korporacyjnych Napływy do dłużnych funduszy ogólnie Wyniki funduszy obligacji korporacyjnych za miesiąc

(proc.)

Aktywa w funduszach obligacji korporacyjnych

(mld zł)

Zmiana w aktywach m/m

(proc.)

Wzrost aktywów (mln)
styczeń 690 4184 0,90 11,727 7,40 810
luty 705 3751 0,50 12,492 6,50 765
marzec 684 2821 0,60 13,276  6,30  784

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne na podstawie analizy.pl

W oczekiwaniu na rekord

Biorąc pod uwagę wciąż aktywne prospekty (Victoria Dom, Dekpol, Ronson, Kruk), a także kolejne zaakceptowane przez KNF (np. Marvipol, który już w kwietniu wystartował z emisją publiczną na 150 mln zł) – wydaje się, że na nadchodzące trzy kwartały możemy patrzeć ze dużą dozą optymizmu. Tym bardziej, że emitenci wciąż składają nowe prospekty (np. Kredyt Inkaso czy Cavatina). Wynik całego roku 2023 został zrealizowany w 56 proc. w trzy miesiące bieżącego. Nasuwa się zatem pytanie nie o to czy pobijemy ten wynik, a raczej: o ile go pobijemy.

Autor: Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Certified International Investment Analyst (CIIA), Michael / Ström Dom Maklerski

Jak zdobyć pożyczkę dla lekarza? – Przewodnik finansowy dla profesjonalistów medycyny

Zawód lekarza wiąże się z ogromną odpowiedzialnością i ciągłą koniecznością doskonalenia umiejętności. Zdarza się jednak, że w obliczu nagłych wydatków lub planów inwestycyjnych, lekarze mogą potrzebować dodatkowego wsparcia finansowego. Odpowiedzią na te potrzeby są specjalnie skierowane do nich oferty pożyczek.

W tym artykule omówimy, czym jest pożyczka dla lekarza, jakie są wymagania dotyczące jej uzyskania, jak porównać oferty i unikać potencjalnych pułapek. Zapraszamy do lektury!

Czym jest pożyczka dla lekarza?

Pożyczka dla lekarza to specjalny rodzaj produktu finansowego, dostosowanego do potrzeb i wymagań specjalistów pracujących w medycynie. Ta forma finansowania jest dostępna dla lekarzy, którzy prowadzą własną praktykę, jak również dla tych, którzy są zatrudnieni na umowę o pracę.

Banki i inne instytucje finansowe oferujące pożyczki dla lekarzy zazwyczaj uwzględniają specyfikę tej profesji. Oznacza to, że są świadomi nieregularnych dochodów, które mogą pochodzić z różnych źródeł, takich jak dyżury, prywatne wizyty u pacjentów czy prowadzenie prywatnej praktyki.

W rezultacie, pożyczka dla lekarza może oferować elastyczne warunki spłaty, korzystne oprocentowanie i szybki proces decyzyjny. Z tego powodu, jest to atrakcyjna opcja dla wielu profesjonalistów medycyny szukających dodatkowego finansowania.

 

Jeśli planujesz zakup nowego sprzętu medycznego, pożyczka dla lekarza może zapewnić niezbędne środki. Sprawdź, jakie są możliwości finansowania specjalnie dla profesjonalistów medycznych.

Wymagania dotyczące uzyskania pożyczki dla lekarza

Pożyczka dla lekarza to specjalny rodzaj finansowania, który jest dostępny dla profesjonalistów medycyny. Choć wymogi mogą się różnić w zależności od instytucji finansowej, istnieje kilka podstawowych kryteriów, które muszą być spełnione.

Przede wszystkim, lekarz musi posiadać aktualne prawo do wykonywania zawodu. Niektóre banki mogą również wymagać potwierdzenia stałego zatrudnienia lub prowadzenia własnej działalności gospodarczej. Istotne są również regularne wpływy na konto, które potwierdzają zdolność kredytową lekarza.

Wiele instytucji finansowych oferuje pożyczki dla lekarzy na preferencyjnych warunkach, jednak zawsze warto dokładnie sprawdzić wszystkie wymagania i warunki, zanim zdecydujemy się na zobowiązanie finansowe.

Porównanie ofert – jak wybrać najkorzystniejszą pożyczkę?

Znalezienie najkorzystniejszej pożyczki dla lekarza wymaga przemyślanego porównania dostępnych na rynku ofert. Kluczowe jest zwrócenie uwagi na kilka czynników, które mogą znacząco wpływać na koszty zaciągniętego zobowiązania.

Pierwszym z nich jest oprocentowanie. To od niego zależą główne koszty pożyczki. Nie można jednak zapominać o prowizjach oraz dodatkowych opłatach, które mogą znacząco zwiększyć sumę do spłaty.

Podczas wyboru pożyczki dla lekarza, warto również sprawdzić okres spłaty zobowiązania. Dłuższy okres może oznaczać niższą miesięczną ratę, ale także wyższe koszty pożyczki. Z drugiej strony, krótszy czas spłaty pożyczki może skutkować wyższą ratą, ale mniejszymi kosztami zaciągnięcia zobowiązania.

Potencjalne pułapki i jak ich uniknąć przy zaciąganiu pożyczki dla lekarza

Pierwszą pułapką, na którą mogą natknąć się lekarze poszukujący dodatkowego finansowania, są zbyt wysokie oprocentowanie i ukryte opłaty. Często pożyczka dla lekarza może wydawać się atrakcyjna na pierwszy rzut oka, ale po dokładnym przeanalizowaniu umowy, okazuje się, że zawiera ona wiele dodatkowych kosztów.

 

Dla firm, które napotkały na trudności finansowe, kredyt dla firm bez BIK i KRD oferuje nową szansę na otrzymanie wsparcia bez konieczności sprawdzania historii kredytowej.

Drugą kwestią, której lekarze powinni być świadomi, jest ryzyko związane z niewypłacalnością. W przypadku pożyczki dla lekarza, która jest zabezpieczona na przykład poprzez hipotekę, niewypłacalność może prowadzić do utraty nieruchomości.

Wreszcie, ważne jest dla lekarzy, aby zrozumieć, co oznacza zobowiązanie do spłaty pożyczki. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że zaciągnięcie pożyczki dla lekarza oznacza, że będą musieli płacić odsetki i spłacać kapitał przez określony czas.

Izrael wykonuje odwet. Giełdy tracą

Izrael zdecydował się na odwet i zaatakował obiekt wojskowy w Iranie. Dziś giełdy w Europie dynamicznie tracą. WIG20 zniżkuje o 0,75 proc. a WIG o blisko 0,5 proc. Niemiecki DAX jest pod kreską prawie 1 proc. Złoty od rana znajduje się pod presją spadkową. Złoto urosło do poziomu 2416 po czym nastąpił spadek w kierunku 2385 USD. Indeks strachu urósł powyżej 21 pkt. do najwyższego poziomu od października 2023 roku. Wczorajsza sesja na Wall Street było negatywna pomimo umiarkowanego wzrostu indeksu Dow Jones o 0,1 proc. Nasdaq Composite zakończył dzień z wynikiem -0,5 proc. a SP500 osiągnął rezultat -0,2 proc.

Aktualnie widać podwyższoną awersję do ryzyka w związku z odwetem Izraela na Iran po wcześniejszych, weekendowych atakach dronów. Poranne wydarzenia nie zapowiadają, żeby dzisiejsza sesja była zabarwiona kolorem zielonym. Jak na razie giełdy w Europie tracą co wpisuje się w obraz z ostatnich kilkunastu dni. Korekta na indeksach pogłębia się. Dolar we wczesnych godzinach porannych zyskiwał ponownie potwierdzając swoją rolę „bezpiecznej przystani”. Złoty stracił początkowo ale obecnie obserwujemy powrót pary EUR/PLN oraz USD/PLN do poziomów zbliżonych do wczorajszego zamknięcia. O tym, że na rynku panuje tryb risk-off świadczy także wzrost cen złota powyżej 2415 dolarów (choć obecnie poranny ruch został już w dużej mierze zniwelowany).

Wracając do wczorajszych wydarzeń, rynek otrzymał porcję kolejnych wypowiedzi przedstawicieli Fed. Mester, Wiliams oraz Bostic odnieśli się do obecnej oraz przyszłej polityki monetarnej. Ogólny wydźwięk jest taki, że stopy procentowe w USA będą na podwyższonym poziomie dłużej, i żadna opinia nie sugerowała nawet w najmniejszym stopniu, że w czerwcu dojdzie do pierwszej zmiany parametrów polityki monetarnej. Dolar w drugiej części dnia zyskał co dało niższe poziomu kursu EUR/USD.

Tygodniowe dane z amerykańskiego rynku pracy wciąż wskazują, że znajduje się on w dobrej kondycji. Liczba wniosków uplasowała się na poziomie 212 tys. co dało wynik taki sam jak poprzednio oraz był on minimalnie niższy od oczekiwanych 215 tys. Z kolei sprzedaż domów na rynku wtórnym spadła w marcu o 4,3 proc. w ujęciu miesięcznym. Wyniosła ona 4,12 mln. Skala rozpoczętych budów również się zmniejszyła. Widać schłodzenie popytu na rynku nieruchomości co wynika po części z wyższego oprocentowania kredytów.

Dziś kalendarz makro jest ubogi. Rano jedynie poznaliśmy dane na temat cen producenckich w Niemczech a także sprzedaż detaliczną z UK. W nocy Japonia zaprezentowała inflację konsumencką.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Spektakularny wzrost liczby subskrybentów Netflixa

Netflix w ciągu kwartału zwiększył liczbę subskrybentów aż o 16 proc. Firma znacznie przebiła wysokie oczekiwania rynków, potwierdzając, że wzrost cen akcji o 90 proc. to nie przypadek. Presja na wysokie zyski oznacza, że ceny Netflixa w Polsce mogą w tym roku wzrosnąć. Wcześniej firma podniosła ceny w USA, Wielkiej Brytanii i Francji.

Netflix opublikował wczoraj swoje wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2024 roku. Firma rozbiła bank, powiększając swoją bazę subskrybentów w ciągu kwartału aż o 16  proc., czyli o 9,33 mln nowych subskrybentów, osiągając wynik 269,6 mln. To najwyższy przyrost liczby użytkowników od 2020 roku, czyli od czasu początku pandemii koronawirusa. Co ważne, firma znacznie przebiła oczekiwania analityków, którzy spodziewali się przyrostu bazy abonentów o 4,8 mln. subskrypcji.

Tym samym, Netflix potwierdził swoją czołową pozycję na globalnej mapie streamingu, a także uzasadnił wysoką wycenę akcji spółki, które od początku tego roku wzrosły o ponad 30 proc., a w ciągu poprzedniego roku – o prawie 90 proc. Wyraźnie widać, że postrzegana wcześniej przez wielu użytkowników za kontrowersyjną polityka walki we współdzieleniem haseł działa i zwiększa zyski firmy. To także efekt podwyżek cen, w październiku ceny abonamentu podrożały w USA, Wielkiej Brytanii i Francji. Ważna jest także oczywiście szeroka, przyciągająca widzów oferta programowa. Są wśród nich globalne hity takie jak serial „Problem trzech ciał” czy silne produkcje krajowe takie jak polski serial „1670”.

Na części rynków (np. w USA) firma wprowadziła tańszy abonament z reklamami, który okazał się spektakularnym sukcesem. Skutecznie dociera on do konsumentów bardziej zwracających uwagę na koszty. Pozwala też części konsumentów na oszczędności i zakup dodatkowo innych usług streamingu. Konkurencja na rynku streamingu pozostaje bowiem bardzo duża – zarówno w USA jak i w Polsce.

Wysoki wzrost zysków umożliwi firmie dalsza ekspansje za sprawą większych środków jaki może przeznaczać na produkcję filmową i serialową. Na części rynków firma wchodzi także na rynek transmisji sportowych na żywo. Netflix nadal ma ogromny rynek docelowy, odbierając subskrybentów nie tylko innym serwisom streamingowym, ale przede wszystkim tradycyjnej telewizji.

Z negatywnych informacji, warto zwrócić uwagę na niższą prognozę przychodów spółki w drugim kwartale tego roku. To wskazuje, że przyrost liczby subskrybentów spowolni. Firma zapowiedziała, że od 2025 roku przestanie raportować kwartalne zmiany w liczbie subskrybentów. To rozczaruje wielu inwestorów, ponieważ zmiana liczby subskrybentów jest postrzegana przez większość inwestorów jako podstawowa informacja w każdym kwartale, szczególnie w okresie wysokich oczekiwań, jakie rynek przejawia wobec spółki.

Wysoka presja na dobre wyniki Netflix w kolejnych kwartałach może oznaczać podwyżki cen dla polskich klientów spółki. Firma ostatni raz dokonała w Polsce zmiany cen (podwyżki w obrębie wyższych planów i obniżki ceny planu podstawowego) w sierpniu 2021 roku. Teraz, firma oferuje w Polsce trzy plany wycenione na 29 zł, 43 zł i 60 zł na miesiąc. Zmiana cen może być powiązana ze wprowadzaniem w Polsce taniego planu z reklamami. Plan ten mógłby być nawet tańszy niż obecny plan podstawowy, ponieważ w USA rozwiązanie z reklamami reklamami kosztuje tylko 6,99 dolara, czyli w przeliczeniu 28,50 zł.

Ceny subskrypcji Netflix w USA i Polsce

  Podstawowy (720p) Standard (1080p) Premium (4K)
Polska 29 zł 43 zł 60 zł
USA $6,99 (z reklamami)

28,50 zł

$15,49

63,10 zł

$22,99

93,70 zł

Źródło: Netflix

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Netflix przebiła prognozy i oczekiwania rynkowe, zyskując 9,33 mln nowych subskrybentów

Netflix utrzymuje świetną passę i pokazuje mocne wyniki za 1 kwartał 2024 r. Spółce udało się przebić zarówno swoje prognozy, jak i oczekiwania rynkowe. U podstaw sukcesu w pierwszych trzech miesiącach roku leży przede wszystkim mocny wzrost liczby nowych subskrybentów, których wartość wzrosła w 1Q24 o 9,33 mln do 269,6 mln.

Spółka odnotowała w 1 kwartale przychody w wysokości 9,37 mld $. Oznacza to wzrost o prawie 15% r/r, a także wyższy wynik o +1,13% w stosunku do przewidywań rynku. Przychody wzrosły nie tylko ze względu na zwiększającą się bazę klientów, ale także na wzrost średniego miesięcznego przychodu na użytkownika (ARM). W 1Q24 wartość ta wzrosła o 1% r/r i wyniosła 11,82 $. To oznacza wynik wyższy od oczekiwanych 11,78 $. Po skorygowaniu o zmiany na rynku walutowym wzrost ARM wyniósłby 4%, a rozróżnienie między tymi dwiema wartościami wynika z osłabienia argentyńskiego peso w stosunku do dolara.

Świetnie wygląda także zysk operacyjny, który zwiększył się do 2,63 mld $ (+51% r/r i +8,34% w stosunku do oczekiwań rynku). Pozwoliło to spółce osiągnąć 28% marży operacyjnej (+7 p.p. r/r). Tak imponujący wzrost wynikał z wyższego od przewidywań wzrostu subskrybentów, a także na odpowiednie rozłożenie w czasie kosztów produkcji.

W ujęciu geograficznym Netflix zanotował wzrost przychodów z Ameryki (+7% r/r). W przypadku EMEA (Europa, Bliski Wschód i Afryka) przychody pozostały płasko r/r. Najciekawiej sytuacja wygląda w Ameryce Południowej, w której przychody spadły o -4% r/r, natomiast po skoryg. o zmiany kursów na rynku walutowym wzrosły o 16% r/r.

Na poziomie zysku na akcję spółka zaraportowała 5,28 $ (+80,2% r/r), co oznacza przebicie o 16,04% konsensusu rynkowego.

W lutym i marcu streaming rozpoczął odbicie sięgając 38,5% całego rynku telewizyjnego USA, z czego Netflix jest odpowiedzialny za 8,1% całego rynku. W ocenie zarządu wciąż niski udział spółki w rynku telewizyjnym daje Netflixowi duże pole do dalszych wzrostów, w szczególności dzięki rozwojowi na polu streamingu sportowego (m.in. wydarzeniami tj. walka Jake’a Paula z Mike’em Tysonem czy WWE).

Netflix podwyższył także swoje przewidywania dotyczące wzrostu przychodów w 2024 r. Spółka spodziewa się wzrostu 13-15%. Podwyższona została także przewidywana marża operacyjna do 25% (z 24% wcześniej).

Spółka zapowiedziała, że od 1Q25 nie będzie już publikować danych odnośnie zmiany liczby subskrybentów. Zarząd wyjaśnił, że uważa swoje dane finansowe za ważniejsze wskaźniki kondycji spółki.

Mimo mocnych wyników, przebicia oczekiwań, a także podwyższenia prognoz na następne okresy, akcje Netflixa podążają w trakcie handlu po zamknięciu podobną trajektorią, co kursy innych spółek publikujących wyniki w trakcie obecnie trwającego sezonu wynikowego i notują spadki ok. 3%.

Autor: Tymoteusz Turski, analityk XTB

Twój e-PIT nie dla wszystkich – przedsiębiorcy powinni uważać

Oferowana przez ministerstwo finansów usługa „Twój e-PIT” jest dla podatnika bardzo wygodna, bo deklarację rozliczeniową wypełnia za niego skarbówka. Ale z racji tego, że żaden system czy urzędnik nie ma pełnej wiedzy na temat zmian jakie zachodzą w życiu podatnika, może pozbawić go wymiernych korzyści finansowych, czyli mówiąc wprost – narazić na straty.

Twój e-PIT również dla przedsiębiorców

Od rozliczeń za 2018 rok podatnicy mogą korzystać z udostępnianej przez ministerstwo finansów usługi Twój e-PIT. W tym roku po raz pierwszy z usługi mogą skorzystać również przedsiębiorcy. Ważne, by przygotowane przez skarbówkę PIT-y przed 30 kwietnia przynajmniej sprawdzić, a najlepiej rozliczyć PIT samemu. W ubiegłym roku za pośrednictwem publicznej usługi e-PIT złożono blisko 12 mln deklaracji rozliczeniowych. W tym roku po raz pierwszy mogą z niej skorzystać przedsiębiorcy prowadzący działalność gospodarczą oraz działy specjalne produkcji rolnej, także osoby z zawieszoną działalnością.

Rozliczenie przychodów za 2023 rok, co powinien przedsiębiorca?

W ramach usługi Twój e-PIT z fiskusem mogą się rozliczać: osoby, które uzyskują przychody z tytułu umów o pracę, umów zleceń, umów o dzieło i jednocześnie nie prowadzą działalności gospodarczej (PIT-37); osoby uzyskujące przychody kapitałowe (np. z udziałów lub akcji, PIT-38); oraz osoby uzyskujące przychody z najmu, dzierżawy lub umów podobnych, ale nie prowadzące działalności gospodarczej (PIT-28 lub PIT-36).

Do 30 kwietnia 2024 r. po raz pierwszy dochody (za 2023 rok) zadeklarować w usłudze Twój e–PIT może przedsiębiorca. Chodzi dokładnie o osoby prowadzące działalność gospodarczą, działy specjalne produkcji rolnej, również te z zawieszoną działalnością gospodarczą. Do rozliczeń przychodów z działalności gospodarczej oraz działów specjalnych produkcji rolnej opodatkowanych podatkiem liniowym służy formularz PIT-36L; przychodów z najmu i ze sprzedaży przetworzonych produktów roślinnych i zwierzęcych oraz działalności gospodarczej opodatkowanej ryczałtem – PIT-28; przychodów z rent i emerytur zagranicznych oraz z działalności nierejestrowej oraz przychodów z działalności gospodarczej i działów specjalnych produkcji rolnej opodatkowanych na zasadach ogólnych – PIT-36.

Co ważne, przedsiębiorca, który chce po raz pierwszy skorzystać z usługi Twój e-PIT, powinien samodzielnie uzupełnić dane dotyczące: przychodów, kosztów ich uzyskania, należnych zaliczek na podatek lub należnego ryczałtu, składek na ubezpieczenie społeczne (w przypadku ryczałtowców i opodatkowanych podatkiem liniowym także składek na ubezpieczenie zdrowotne), oraz przysługujących mu ulg i odliczeń. Urząd nie podstawi sam danych do PIT za przedsiębiorcę – z tej prostej przyczyny, że ich nie zna. Przedsiębiorcy nie wysyłają bowiem do niego danych o swoich przychodach i kosztach pod kątem podatku dochodowego – płacą tylko zaliczki miesięczne lub kwartalne. W związku z tym przedsiębiorca w usłudze Twój e-PIT może co najwyżej zobaczyć jaką kwotę wpłat tych zaliczek urząd uwzględnił na jego mikro rachunku, i nic więcej.

Co można stracić?

Jak widać, podatnicy, w tym również przedsiębiorcy, powinni zajrzeć do swoich PIT-ów przygotowanych przez administrację skarbową, bo w przypadku tych drugich, korzystających z usługi urząd nie widzi wszystkich danych niezbędnych do ustalenia należnych mu ulg i odliczeń. W przypadku pozostałych podatników, nie będących przedsiębiorcami, administracja skarbowa tworząc PIT korzysta z danych z lat ubiegłych. Może się więc okazać, że w tym roku rozliczeniowym nabyliśmy prawo do ulgi na dzieci, albo do innej preferencji podatkowej, albo zmieniliśmy numer rachunku bankowego, na który ma nastąpić zwrot nadpłaconego podatku. Nie wolno zapominać o 1,5% podatku dla organizacji pożytku publicznego. Tu również urząd przepisuje tę, którą podaliśmy w latach poprzednich.

Skarbówka wypełniając Twój e-PIT korzysta także z informacji przekazanych przez płatników składek, takich jak Twój pracodawca, zleceniodawca. Jeśli oni się pomylą, urząd również z automatu tego nie wychwyci. Możesz to zrobić tylko Ty lub Twój księgowy. A im szybciej tym lepiej, bo gdy po latach nieprawidłowości wyjdą na jaw, może to oznaczać dla Ciebie konieczność zapłaty zaległych podatków wraz z odsetkami. Do tego dochodzą trudności interpretacyjne, jak np. z rozliczaniem ulgi termomodernizacyjnej w połączeniu ze zwrotem nakładów na termomodernizację w programie Czyste Powietrze czy Ciepłe Mieszkanie. Przedsiębiorcy oraz prowadzący działy specjalne produkcji rolnej mogą też rozliczyć PIT jedynie za 2023 rok. Nie mogą rozliczyć wcześniejszych lat, ani złożyć za nie korekty.

Podsumowanie

Czy masz wątpliwości dotyczące rozliczenia swoich dochodów? Posiadasz kilka różnych źródeł wpływów i nie jesteś pewny jak je wszystkie ująć? A może zarabiasz również za granicą i nie wiesz, jak to wpłynie na Twoje rozliczenie? Dobrze jest więc samemu zadbać o rozliczenie z fiskusem, także by mieć wpływ na to, komu zostanie przekazanie 1,5% Twojego podatku. Warto przynajmniej sprawdzić, skonsultować PIT z księgowym czy doradcą podatkowym, żeby nie pozbawiać się ulg i odliczeń, albo narazić na konieczność zapłaty odsetek.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Nowoczesna agencja PR w erze mediów społecznościowych

W dynamicznie zmieniającym się świecie mediów społecznościowych agencje public relations stoją przed nowymi zadaniami. Komunikacja marki przeniosła się do cyfrowego wymiaru, wymuszając adaptację i rozwój nowych umiejętności. Spójrzmy więc na wyzwania, z którymi muszą zmierzyć się agencje PR w obszarze mediów społecznościowych oraz na kompetencje, które są niezbędne do skutecznego zarządzania tą nową rzeczywistością.

W dzisiejszym cyfrowym świecie, gdzie media społecznościowe stanowią główną platformę dla komunikacji marki, agencje PR napotykają na szereg wyzwań, które wymagają szybkiej adaptacji i ewolucji ich strategii oraz podejść. Oto kilka z nich.

Szybkość komunikacji i oczekiwań

Media społecznościowe zwiększyły tempo, w jakim informacje są dzielone i konsumowane. W takim środowisku, agencje public relations muszą być gotowe na szybkie reagowanie zarówno na pozytywne, jak i negatywne sytuacje. Kryzysy reputacji mogą rozprzestrzeniać się w ciągu godzin, a nawet minut, co wymaga od agencji PR gotowości do natychmiastowego działania. Zwinność w zarządzaniu kryzysowym oraz umiejętność szybkiego tworzenia i dystrybuowania przemyślanych komunikatów są kluczowe dla utrzymania pozytywnego wizerunku obsługiwanej marki.

Personalizacja i segmentacja treści

Oczekiwania użytkowników mediów społecznościowych są coraz wyższe w zakresie personalizacji komunikacji. Określone grupy użytkowników oczekują treści, które są przygotowywane stricte dla nich, co oznacza, że agencje public relations muszą podchodzić do tworzenia content w social media w sposób bardziej analityczny i uporządkowany. Firmy PR powinny zrozumieć i docenić wartość danych demograficznych, zainteresowań i zachowań online. Efektywne docieranie do różnych segmentów odbiorców wymaga precyzyjnych strategii treściowych, które odzwierciedlają zrozumienie i empatię wobec ich unikalnych preferencji. Należy też świadomie wykorzystywać nowe formy komunikacji jak np. dark posty.

Zmieniające się algorytmy i trendy

Platformy mediów społecznościowych nieustannie modyfikują swoje algorytmy, co może znacząco wpłynąć na widoczność i zasięg publikowanych treści. Agencje PR muszą być na bieżąco z tymi zmianami, aby skutecznie dostosować swoje strategie komunikacyjne i zapewnić maksymalny zasięg dla swoich kampanii. Dodatkowo, media społecznościowe są areną szybko zmieniających się trendów, co wymaga od firm public relations nie tylko bieżącej obserwacji, ale również elastyczności w implementacji nowych form komunikacji, które mogą lepiej rezonować z odbiorcami.

Każde z tych wyzwań wymaga od agencji PR nie tylko wiedzy i zrozumienia dynamicznego środowiska mediów społecznościowych, ale również umiejętności szybkiego dostosowywania się do nieustannie zmieniających się warunków. Czyni to pracę PR-owca z jednej strony bardziej wymagającą i skomplikowaną, ale z drugiej strony dużo ciekawszą. Sukces w tak zmiennym środowisku zależy od zdolności do innowacji, kreatywnego myślenia i przede wszystkim – budowania autentycznych, trwałych relacji z odbiorcami.

Agencja public relations

Kluczowe kompetencje cyfrowe skutecznej agencji PR

W świecie zdominowanym przez media społecznościowe, współczesne agencje public relations muszą wyposażyć się w zestaw kluczowych kompetencji, aby skutecznie zarządzać komunikacją marki i wizerunkiem klientów w cyfrowej przestrzeni. Dziś firmy PR komunikują się nie tylko z mediami, zespołami redakcyjnymi czy konkretnymi dziennikarzami, ale w bardzo dużej mierze bezpośrednio z konsumentami i fanami swoich klientów. Poza kompetencjami w zakresie social mediów agencje powinny też mieć wiedzę z zakresu SEO, webwritingu, analityki internetowej czy możliwości AI. Wymagania rosną wraz z rozwojem technologicznym.

Umiejętność analizy danych

Jak już wcześniej wspomnieliśmy zrozumienie i interpretacja danych stało się fundamentem skutecznych strategii komunikacyjnych. Agencje PR muszą być w stanie analizować złożone zbiory danych, takie jak dane demograficzne, zachowania użytkowników, czy wskaźniki zaangażowania, aby tworzyć personalizowane i trafne komunikaty. Zdolność do wykorzystania analityki w celu oceny skuteczności kampanii i dostosowywania strategii w czasie rzeczywistym jest kluczowa dla osiągnięcia celów marketingowych.

Kreatywność i innowacyjność

W erze cyfrowej, gdzie konkurencja o uwagę odbiorcy jest ogromna, a liczba nadawców zarówno profesjonalnych, jak i amatorskich wciąż rośnie, kreatywność w tworzeniu treści oraz strategii komunikacyjnych jest niezbędna. Agencje PR muszą umieć wyjść poza standardowe obowiązki, eksperymentować z nowymi formatami (np. wideo, podcasty, interaktywne posty), a także angażować odbiorców w oryginalny sposób (np. pytając ich o zdanie, proszą o opinię). Innowacyjność nie dotyczy tylko treści, ale również sposobów wykorzystania nowych technologii i narzędzi do zwiększania zasięgu i efektywności komunikacji.

Zrozumienie technologii i narzędzi mediów społecznościowych

Facebook, Instagram, LinkedIn, X, TikTok, czy YouTube… biegła znajomość różnorodnych platform mediów społecznościowych oraz narzędzi do zarządzania nimi jest konieczna do efektywnego prowadzenia kampanii. Agencje public relations muszą znać możliwości i ograniczenia każdej platformy, aby dostosować strategie do specyfiki i preferencji odbiorców. Umiejętność korzystania z narzędzi do automatyzacji postów, monitoringu wzmianek o marce, analizy sentymentu, czy śledzenia wskaźników zaangażowania pozwala na zoptymalizowanie procesów i skoncentrowanie się na tworzeniu wartościowych relacji z odbiorcami.

Dziś liczy się zwinność i umiejętność adaptacji do zmian

Środowisko mediów społecznościowych jest niezwykle płynne, a zmiany zachodzą z dnia na dzień. Agencje PR muszą wykazywać się zwinnością, umiejętnością szybkiego adaptowania się do nowych warunków, aktualizacji algorytmów, czy zmieniających się trendów. Elastyczność w planowaniu i realizacji strategii, gotowość do eksperymentowania oraz umiejętność szybkiego uczenia się są kluczowe dla utrzymania konkurencyjności i skuteczności działań. Właśnie dlatego działy marketingów korzystają z pomocy firm PR. Mnogość obowiązków spoczywających na marketerach sprawia, że nie są oni w stanie być na bieżąco ze wszystkimi nowościami technologicznymi. W takiej sytuacji wsparcie i doradztwo agencji potrafi być nieocenione.

Firma PR

***

Współczesna agencja public relations powinna więc nieustannie rozwijać swoje kompetencje, aby sprostać wyzwaniom stawianym przez media społecznościowe. Kluczem do sukcesu jest połączenie analizy danych, kreatywności i technologicznej biegłości. W erze cyfrowej, gdzie szum informacyjny oraz zjawisko attention crash utrudniają rzetelną komunikację, a każdy może stać się nadawcą, umiejętność wyróżnienia się i zbudowania trwałej relacji z odbiorcami jest bardziej ceniona niż kiedykolwiek

Od harmonii do chaosu – czy nastaje nowa era globalnej ekonomii?

Już w XIX wieku pierwsi ekonomiści zwrócili uwagę, że rozwój gospodarek nie odbywa się harmonijnie. Zauważono, że momenty rozkwitu przeplatają się z okresami spowolnienia. Na początku poprzedniego stulecia temat stał się na tyle modny, że każdy szanujący się wielki ekonomista miał swoją opinię w tej dziedzinie. Dzięki temu jako ludzkości udało nam się zgromadzić potężną bazę wiedzy na ten temat. Ostatecznie jednak brzytwa Ockhama pozwala nam zredukować ten problem do stwierdzenia, że zwłaszcza ostatnio świat funkcjonuje od kryzysu do kryzysu.

Ustalony ład, czyli geneza cykliczności gospodarczej

Idea cykli koniunkturalnych jest szczególnie istotna dla bankierów centralnych. Co do zasady polityka monetarna powinna działać kontrariańsko, czyli podczas prosperity bank centralny powinien schładzać gospodarkę, a wspierać ją podczas turbulencji. Tak było praktycznie aż od momentu ustanowienia nowego ładu walutowego po upadku porozumienia z Bretton Woods i odejścia od parytetu złota. Przy czym przełom stuleci przyniósł dynamiczną globalizację, świat drastycznie się zmniejszył, a cykle koniunkturalne w różnych gospodarkach zaczęły się synchronizować. Oczywiście nigdy nie doszliśmy do pełnego ujednolicenia, ale został wytworzony pewien schemat, wokół którego świat się kręcił. W momentach kryzysowych to przeważnie najwięksi na czele z Amerykanami reagowali jako pierwsi, a dopiero po nich ruszały mniejsze banki centralne. Tak było choćby podczas załamania z 2008 roku, gdzie FED wyszedł na pierwszą linię frontu. Później to również z USA popłynął sygnał o rozpoczęciu zacieśniania polityki pieniężnej.

Kto i dlaczego zaczął wybiegać na przód?

Aż do wybuchu pandemii schemat, z większą bądź mniejszą dokładnością, jednak względnie się sprawdzał. Swoje apogeum osiągnął właśnie przy covidowych lockdownach, gdzie okres między rozpoczęciem cyklu przez Amerykanów a dołączeniem do niego większości banków centralnych globu był wyjątkowo krótki. Sytuacja zaczęła się zmieniać, gdy przyszedł kryzys inflacyjny. Wtedy o dziwo to mniejsi gracze przejęli palmę pierwszeństwa. Zaskoczeniem był ruch Islandii, która podniosła stopy już w maju 2021 roku, gdy cały świat wciąż wierzył w bajkę o przejściowej inflacji. Chwilę później w ślad za Wyspiarzami poszły kraje naszego regionu – Czechy i Węgry. Następnie były kraje BRICS, a dopiero potem ruszyli najwięksi. Amerykanie do ruchu dołączyli dopiero w marcu 2022 roku, EBC prawie pół roku później.

Kiedy świat nie czeka na Amerykanów

 Obecnie znowu znajdujemy się w przełomowym momencie. Tym razem wszyscy wyczekują rozpoczęcia cyklu obniżek i ogólnego rozluźnienia monetarnego. Mija już drugi kwartał, gdzie większość analityków prowadzi ożywione dyskusje, kiedy FED obniży koszt pieniądza. W nowy rok wchodziliśmy niemal z pewnością co do marcowej daty, obecnie coraz więcej wątpliwości budzi termin czerwcowy. Świat jednak znowu nie czeka na Amerykanów i już reaguje. Już w sierpniu zeszłego roku na obniżkę zdecydował się bank centralny Brazylii, we wrześniu i w październiku, choć z trochę oryginalnego powodu, obserwowaliśmy obniżki w Polsce. Również w październiku cykl rozpoczęli Węgrzy, w grudniu dołączyli do nich Czesi. Ostatnio do tego grona wskoczył Meksyk. W międzyczasie pierwszym wśród wielkich okazał się niespodziewanie SNB ze Szwajcarii. W tym samym czasie pozostali najwięksi, albo dopiero debatują nad datą rozpoczęcia cyklu obniżek, albo jasno komunikują brak chęci ku temu. Na zupełnie drugim biegunie znalazła się Japonia, która zawsze odstawała od normalności, ci w ostatnim czasie na przekór podnieśli koszt pieniądza.

Europa w potrzasku – dlaczego nie może się zgrać?

Szczególnym przykładem jest tutaj strefa euro. Projekt, który miał nie tylko wspierać, ale również w dużym stopniu polegać na konwergencji, w pewnym momencie przestał funkcjonować należycie. Już sam fakt, że nie udało się zdążyć unormować polityki pieniężnej po kryzysie w 2008 roku, gdy przyszła pandemia, przysporzył wiele problemów. Gdy cały świat reagował na lockdowny cięciem stóp procentowych, EBC miało ograniczone pole manewru. Również walkę z inflacją rozpoczęto skrajnie późno. Strefa euro ma wyjątkowe problemy z wychodzeniem z kryzysów, przez co nie może się zsynchronizować z resztą świata. Ale również wewnętrzna konwergencja w ostatnim czasie zaczęła się dramatycznie rozjeżdżać. Różnica między krajami z najwyższą a najniższą inflacja w szczytowym momencie sięgała 20%. Teraz gdy południe Europy jest gotowe do startu, musi ciągnąć za sobą niemiecką kotwicę. Te szwy trzymające wspólny projekt pękają w coraz to kolejnych miejscach, a że walka z każdym kryzysem trwa absurdalnie długo, nie ma czasu na spokojne cerowanie.

Koniec świata bez granic?

Po latach wzmożonej współpracy międzynarodowej, gdzie globalizacja przeżywała swoje najlepsze lata, w ostatnim czasie obserwujemy odejście od tego trendu. Już pierwsza prezydentura Donalda Trumpa wiele zrobiła dla idei izolacjonizmu, a przed nami wisi realna możliwość drugiej kadencji. Rozjazd poszczególnych cykli monetarnych może oznaczać powrót do zwiększonej zmienności na rynkach walutowych. Trendy mogą ulegać częstszym zmianom i w momentach zmiany charakteryzować się większą dynamiką. Świat, w którym główne gospodarki globu jednocześnie są na różnych ścieżkach polityki pieniężnej, może przynieść wyzwania, z którymi już bardzo dawno się nie mierzyliśmy. Albo zupełnie nowe, na które w ogóle nie jesteśmy przygotowani.

autor: Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Walutomat.pl

Odbicie na złotym

Passa naszej rodzimej waluty w ostatnich dniach była po prostu zła. Wczoraj mieliśmy odbicie. Pytanie, jak stabilna będzie ta zmiana, biorąc pod uwagę, że nie była poparta jakimiś danymi. W tle również przecena bitcoina i potwierdzenie spadku inflacji w strefie euro.

Korekta na złotym

Ostatnie dni, kiedy byliśmy świadkami gwałtownego umocnienia się dolara amerykańskiego względem pozostałych walut, były bardzo bolesne dla złotego. Wysysanie kapitału do Ameryki Północnej spowodowało, że kurs euro względem złotego wyskoczył z poziomu 4,26 zł do 4,37 zł od piątku do wtorku. Obecnie po szybkiej korekcie jesteśmy na pułapie 4,33 zł, czyli i tak powyżej wszystkich poziomów z marca. Oczywiście największe zmiany mają miejsce na dolarze. Ten w ciągu tygodnia potrafił zdrożeć o 20 groszy. Frank w tym samym czasie skoczył w górę o 16 groszy, a funt o 14 groszy. Wszystkie te waluty, podobnie jak euro, jednak wczoraj oddały około ⅓ tego umocnienia. Był to zatem dzień oddechu dla osób zainteresowanych kupnem walut. Warto jednak zwrócić uwagę, że za tym ruchem nie stały żadne ważniejsze dane, mówimy zatem raczej o korekcie niż faktycznie jakiejś zmianie na rynku.

Realizacja zysków na bitcoinie

Najpopularniejsza kryptowaluta świata ma za sobą bardzo trudny tydzień. W poprzedni piątek wyceniana była jeszcze momentami na 71 000 USD. Wczoraj po raz pierwszy od lutego przez moment spadła poniżej bariery 60 000 USD. Na ceny kryptowalut bardzo negatywnie wpływa oddalająca się perspektywa obniżek stóp procentowych w USA. Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden ważny element tego, co dzieje się na tym rynku. Kolejne fundusze interesujące się bitcoinem nie przekładają się proporcjonalnie na inne kryptowlauty. W rezultacie od kilku miesięcy bitcoin ma łączną kapitalizację większą niż reszta kryptowalut razem.

Inflacja w strefie euro

Wskaźnik zmian cen dla eurozony to z jednej strony bardzo ważny parametr. Z drugiej jednak publikowany jest, kiedy znane są już dane cząstkowe. W rezultacie jest on bardziej potwierdzeniem matematyki niż jakąkolwiek niespodzianką. Nie zmienia to faktu, że pod kątem przewidywania tego, co będzie dalej to istotny parametr. Wynik 2,4% to dobry prognostyk na przyszłość. Oznacza on, że obecnie stopa procentowa, po uwzględnieniu inflacji wynosi 2,1%. W rezultacie, jeżeli nie dojdzie do efektu jojo, można oczekiwać, że Europa wejdzie w tryb obniżek stóp procentowych. Mogłoby to się wydarzyć jeszcze zanim zrobi to USA. Trzeba pamiętać, że Europa nie jest monolitem i tak, jak niektóre państwa wymusiły opóźnienie startu procesu, tak te same kraje mogą mocno lobbować za przyspieszeniem obniżek. Pozwoli im to zredukować koszty obsługi długu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
14:30 – USA – indeks FED z Filadelfii.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Projekt ORLEN z największą dotacją z Unii Europejskiej w obszarze wodoru

Realizowany przez ORLEN projekt Clean Cities – Hydrogen mobility in Poland otrzymał bezzwrotne dofinansowanie w wysokości 62 mln euro. Unijne wsparcie dotyczy budowy 16 ogólnodostępnych stacji tankowania wodoru, rozmieszczonych w różnych regionach Polski, a także budowy instalacji produkcji zielonego odnawialnego wodoru, w oparciu o elektrolizę wody zasilanej odnawialnymi źródłami energii.

Komisja Europejska opublikowała wyniki kolejnego naboru w ramach konkursu CEF Alternative Fuels Infrastructure Facility, ogłoszonego przez Europejską Agencję Wykonawczą ds. Klimatu, Środowiska i Infrastruktury (CINEA). 42 projekty otrzymały dotacje na łączoną kwotę 424 mln euro. Projekty zakładające budowę infrastruktury tankowania wodoru otrzymały ponad 120 mln euro, z czego połowa to dofinansowanie dla projektu realizowanego przez ORLEN. Uzyskane przez koncern wsparcie to największy grant w historii instrumentu Łącząc Europę w obszarze wodoru.

­– Jednym z kluczowych elementów transformacji energetycznej jest rozwój paliw alternatywnych, w tym wodoru. Widzimy, że w kolejnych latach będzie on odgrywał istotną rolę, szczególnie w przemyśle, transporcie ciężkim i publicznym. Zeroemisyjna komunikacja miejska jest szczególnie ważna w dużych miastach, które na ten cel mogą pozyskać dofinansowanie z NFOŚiGW i programów unijnych. Sukcesywnie więc rośnie zainteresowanie pojazdami z napędem wodorowym. Dlatego, razem z samorządami w całej Polsce, rozwijamy ten rodzaj transportu. Na przykładzie otrzymanego dofinansowania widzimy, że to właściwy kierunek, zbieżny z tym, który wyznaczyły unijne instytucje – mówi Grzegorz Jóźwiak, Dyrektor Biura Technologii Wodorowych i Paliw Syntetycznych.

Unijne finansowanie zostało przekazane na realizację trzeciej fazy projektu Clean Cities – Hydrogen mobility in Poland. W ramach pierwszych dwóch etapów ORLEN realizuje budowę 8 stacji tankowania wodoru w całym kraju oraz instalacji produkcji wodoru jakości automotive we Włocławku. Inwestycje te już wcześniej otrzymały dofinansowanie w wysokości 70 mln zł z funduszu unijnego „Łącząc Europę”. W ramach tych środków ORLEN uruchomił między innymi dostawy paliwa wodorowego dla pojazdów komunikacji miejskiej w Poznaniu oraz prowadzi testy stacji tankowania wodoru w Katowicach. Kolejne stacje będą uruchamiane w Pile, Warszawie, Gorzowie Wielkopolskim, Krakowie, Bielsku-Białej i Włocławku. Stacje tankowania wodorem będą ogólnodostępne, przeznaczone do zasilania autobusów miejskiej komunikacji publicznej, samochodów osobowych i pojazdów ciężarowych.

W ramach trzeciego etapu projektu i przyznanych właśnie środków, ORLEN planuje zbudować kolejnych 16 ogólnodostępnych stacji tankowania wodoru, rozmieszczonych na sieci TEN-T (transeuropejskiej sieci transportowej) w różnych częściach kraju. Oprócz tego, w Szczecinie, koncern zbuduje instalację produkcji wodoru jakości automotive, w oparciu o elektrolizę wody zasilanej odnawialnymi źródłami energii.

Rozwój infrastruktury związanej z paliwami wodorowymi jest elementem Strategii Wodorowej Grupy ORLEN. To odpowiedź koncernu na wyzwania związane z transformacją energetyczną i szukaniem zielonych, ekologicznych rozwiązań. Wodór jako alternatywa dla paliw konwencjonalnych jest obecnie jednym z kluczowych elementów dekarbonizacji sektora transportu.

Do 2030 roku Grupa ORLEN zakłada budowę sieci ponad 100 stacji tankowania wodoru dla transportu indywidualnego, publicznego i cargo, drogowego oraz kolejowego w Polsce, Czechach i na Słowacji. Wodór będzie dostarczany do nich dzięki wybudowaniu europejskiej sieci hubów wodorowych, zasilanych odnawialnymi źródłami energii oraz innowacyjnych instalacji przetwarzających odpady komunalne w zero- i niskoemisyjny wodór. Łączna zakładana moc elektrolizerów w Grupie ORLEN do 2030 roku wyniesie około 1 GW mocy, co w połączeniu z projektami typu waste-to-hydrogen umożliwi produkcję ponad 130 tysięcy ton rocznie odnawialnego wodoru na koniec obecnej dekady.

Czy dekarbonizacja i ESG są dla logistyki błękitnym oceanem?

Nawet 15% przychodów pochodzących z globalnej logistyki może za 6 lat należeć do zielonych operatorów, co oznacza rynek usług o wartości 350 mld dol. Firmy odczuwają jednak obciążenie generowane przez kosztowne strategie dekarbonizacyjne i ESG. Problemów nie brakuje, ale motywacja do kontynuowania zrównoważonego kierunku pozostaje wysoka.

Nie jest tajemnicą, że przed sektorem logistycznym od lat stawiane się ambitne cele w zakresie dekarbonizacji operacji i płyną one zarówno ze strony organów regulacyjnych, organizacji międzynawowych, kontrahentów i klientów indywidualnych. Nie dzieje się tak bez przyczyny. Międzynarodowe Forum Transportu (ITF) szacuje m.in., że transgraniczny transport towarowy powiązany tylko z handlem odpowiada za ponad 7% globalnych emisji CO2.

Inne prognozy ITF także nie napawają optymizmem. Dla przykładu całkowite emisje pochodzące z transportu w 2019 r. rozdzielały niemal po połowie zanieczyszczenia przypisywane przewozom pasażerskim (54%) i towarowym (46%). Ten stan rzeczy będziemy obserwować w mniej więcej niezmienionej formie do 2030 r., jednak przy utrzymaniu i wdrożeniu wszystkich bieżących polityk dotyczących dekarbonizacji transportu, proporcje ulegną wyraźnej zmianie w 2050 r., kiedy fracht będzie odpowiadał za 61% emisji. Mało tego, całkowite emisje z przewozów cargo wzrosną do tego czasu o 28%.

Skala wyzwań jest gigantyczna, ale jeśli wziąć dodatkowo pod uwagę, że ogólnie pojmowana logistyka, to nie tylko transport, ale także inne operacje związane z cargo, to okazuje się, że oddziaływanie sektora jest jeszcze większe. Według kalkulacji Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) jeśli światowy przewóz towarów odpowiada za nawet 8% globalnej emisji gazów cieplarnianych, to udział ten wzrasta do 11%, gdy uwzględnić sektor magazynowy i porty.

Zazielenienie logistyki będzie to kosztowne, ale może się opłacać

Redukcja emisji generowanych przez globalny sektor logistyczny, a zwłaszcza transport, nie będzie łatwa ani tania. Według analiz McKinsey koszt dekarbonizacji np. przewozów lotniczych przy zastosowaniu zrównoważonych paliw, tzw. SAF (Sustainable Aviation Fuel), które są nawet 3-krotnie droższe, może do 2030 r. podnieść koszty transportu o ok. 60%. Wdrożenie adekwatnych rozwiązań w przypadku przewozu ładunków masowych drogą morską może podnieć koszt o 50%, natomiast w przypadku kontenerów o 20%. Podwyżki na drogach mogą sięgnąć 5% i są to scenariusze zakładające wykorzystanie wyłącznie biopaliw. Użycie syntetycznych alternatyw może podnieść koszty jeszcze bardziej.

Analitycy wskazują jednocześnie, że klienci firm logistycznych chcą zielonych rozwiązań, tyle tylko, że nie chcą za nie płacić. Ponad 80% z nich nie jest w stanie zapłacić nawet 10% więcej za zrównoważone produkty, a zaledwie 10% kontrahentów jest w stanie dołożyć dodatkowe 20%, aby skorzystać z bardziej ekologicznej opcji.DEKARBONIZACJA I ESG W LOGISTYCE

Ocean możliwości i morze pieniędzy

Zielona logistyka może się jednak opłacać, a dla sprawnych i odważnych operatów może stać się niebieskim oceanem, w rozumieniu dobrze znanej strategii biznesowej o tej samej nazwie. W niebieskim oceanie organizacja stawia bowiem na poszukiwanie i wykorzystanie jeszcze niezagospodarowanych obszarów rynku, a nie na rywalizację o istniejącą, zatłoczoną przestrzeń na starych zasadach. Nowe reguły w zielonej logistyce są dopiero ustalane, a samodzielne kreowanie oferty, rynku oraz popytu może równie dobrze odbywać się poprzez gwarancję zrównoważonej obsługi logistycznej, która zaspokaja potrzeby wymagających kontrahentów oczekujących i skłonnych finansować takie usługi.

Widać to choćby w danych opracowanych przez ekspertów McKinsey, którzy opierając się na celach redukcji emisji w zakresie 3. (powstałych w łańcuchu dostaw) oraz potrzebach logistycznych 2800 największych światowych przedsiębiorstw z różnych branż, oszacowali, że popyt na zieloną logistykę w 2025 r. wyniesie ok. 50 mld dol. Będzie to stanowić to ok. 2% całkowitych wydatków na logistykę. Zapotrzebowanie ma następnie wzrosnąć do ok. 350 mld dol. w 2030 r., osiągając ok. 15% ogólnych wydatków. Już za 6 lat do zagospodarowania będzie więc spory obszar logistycznego oceanu, na którym zasady i przyczółki dopiero się kształtują.

Potencjał zrównoważonej logistyki w UE

W Europie, a zwłaszcza w Unii Europejskiej potencjał zrównoważonej logistyki dostrzeżono już wiele lat temu, a kolejny krok milowy na drodze do zazielenienia sektora przypada na rok bieżący. Z początkiem stycznia 2024 rozpoczął się bowiem pierwszy okres obowiązkowego zbierania danych w ramach sprawozdawczości niefinansowej dotyczącej osiąganych przez przedsiębiorstwa wskaźników ESG, tj. ochrony środowiska, polityki społecznej i ładu korporacyjnego, (ang. Environmental, Social i Governance). Nowe przepisy ujęte w dyrektywie CSRD obligują wybrane, na razie największe przedsiębiorstwa, do monitorowania, dokumentowania i przekazywania usystematyzowanych danych z obszarów E, S i G, w tym także kwestii dotyczących zmian klimatu, zanieczyszczenia, gospodarki obiegu zamkniętego, a także różnorodności biologicznej czy praw człowieka. Pierwsze zestawy danych za rok obrotowy 2024 zostaną opublikowane w pierwszej połowie 2025 r., a w kolejnych latach będą dotyczyć coraz mniejszych firm, w tym notowanych na unijnym rynku regulowanym małych i średnich przedsiębiorstw.

Jest to o tyle istotne dla sektora TSL, że organizacje w ramach sprawozdawczości z obszaru E – środowisko, będą zmuszone do raportowania emisji powstałych w całym cyklu ich działalności, także w trzecim zakresie emisji, czyli tych wytworzonych wzdłuż łańcucha wartości i dostaw, a więc również wskutek transportu, magazynowania i innych operacji logistycznych. Tak sformułowane wymogi w sposób naturalny dotkną gigantycznego zbioru firm logistycznych, które będą zobowiązane do zgromadzenia i przekazywania danych o własnej emisyjności, aby mogli ją zaraportować kontrahenci. Poza tym kwalifikujący się obecnie operatorzy będą raportować własne wskaźniki ESG i wymagać dostarczenia danych od swoich podwykonawców.

Logistyczny kurs na ESG wpływa na źródła motywacji

Sporą dawkę ciekawych informacji na temat motywacji, obaw i bieżącego znaczenia polityki ESG w sektorze TSL dostarcza raport za 2023 r. dotyczący zrównoważonego rozwoju w europejskiej logistyce i łańcuchach dostaw opublikowany przez Panattoni i HFW. Branżowa publikacja to efekt badania przeprowadzonego w 15 krajach Europy wśród 101 prezesów, dyrektorów zarządzających oraz kierownictwa wyższego szczebla zatrudnionego zarówno w sektorze logistycznym (47% respondentów), jak i w firmach produkcyjnych i detalicznych kupujących usługi 3PL (53%).

Analiza wskazuje na przykład, że na dziesięciopunktowej skali argumentem najbardziej skłaniającym do podjęcia aktywności ESG przez operatorów logistycznych jest pragnienie wywarcia pozytywnego wpływu na środowisko (ocena 8,4). Równie wysokim motywatorem, ale minimalnie niższym, jest wymóg regulacyjny (8,3). W zeszłorocznym badaniu sytuacja na podium wyglądała dokładnie odwrotnie. W bieżących analizach okazało się przy okazji, że czynnikami najbardziej hamującymi wdrażanie lub rozszerzanie zrównoważonych działań jest ich złożoność oraz koszt finansowy rozwiązań (po 77% wskazań), a także brak zasobów kadrowych (43%).

Wysiłek związany z realizacją strategii ESG ma się jednak się opłacać, czego dowodem jest aż 62% deklaracji, że silna polityka ESG pomogła zdobyć nowych klientów oraz umożliwić dostęp do subsydiów lub innego rządowego finansowania (28%). Ponad połowa firm 3PL zauważyła także wzrost motywacji pracowników (51%) oraz lepszą wewnętrzną współpracę (55%).

Przez ESG przemawia portfel i to głośno

W raporcie wyraźnie przemawia chęć usprawniania zrównoważonej aktywności przez firmy 3PL, zwłaszcza tam, gdzie jest to najbardziej potrzebne tj. w obszarze transportu międzynarodowego (53% wskazań) oraz przy zakupie dóbr lub materiałów (49%). Równie wyraźnie daje o sobie znać koszt wynikający ze zmiany dotychczasowego modelu biznesowego. Wskazują na to odwiedzi, że największą zachętą do przemodelowania operacji byłoby wsparcie finansowe w postaci subsydiów lub grantów (70%), ale także presja ze strony klientów (68%) i dostępność rozwiązań, które przy okazji ewolucji biznesu pozwoliłyby zwiększyć przychody (66%). O ile w przypadku dwóch pierwszych czynników (finansowanie i presja klientów) nastąpił spadek ich znaczenia w porównaniu do poprzedniej edycji badania (odpowiednio 79% i 72%), to w przypadku postulatu poprawy wyniku finansowego nastąpił widoczny wzrost i to aż o 11%.

W bieżącej edycji badania mniej managerów chciało także powiązania własnego wynagrodzenia z osiąganymi celami ESG. W 2022 r. było ich 31%, natomiast w roku ubiegłym już tylko 23%. Istotnie wzrósł za to inny czynnik, również związany z finansami. Wyraźnie więcej respondentów (64%) wskazuje, że motywacją do intensyfikacji działań ESG byłby po prostu niższy koszt implementacji. W 2022 r. na ten czynnik zwracało uwagę 48% respondentów.

Nic w tym dziwnego, jeśli wziąć pod uwagę, że przejście na zrównoważone rozwiązania jest wysoce kapitałochłonne, czasochłonne, w dużym stopniu powiązane z ogólną sytuacją w gospodarce i kondycją kontrahentów, od których uzależniony jest sektor TSL. Nie oznacza to jednak, że klienci nie interesują się zrównoważonymi operacjami.

ESG pojawia się w zapytaniach, ale rzadziej w umowach

Obecnie 69% zapytań ofertowych (RFP, ang. Request for proposal) w 3PL zawiera kwestie dotyczące celów ESG, ale ich istotność jest bardzo zróżnicowana. Aż 33% respondentów wskazuje, że waga nadawana celom zrównoważonego rozwoju stanowi 5-10% RFP. Nieco mniej odpowiedzi, bo 30% deklaruje istotność na poziomie 10-15%. Rola ESG słabnie jednak w miarę zaawansowania procesu wyboru kontrahenta. Tylko 39% operatorów (w porównaniu do 69% na etapie zapytania) ma minimalne cele ESG przy wstępnej kwalifikacji przetargowej, co byłoby całkiem dobrym wynikiem, gdyby nie fakt, że 19% wyznaczonych celów ląduje ostatecznie w umowie jako zobowiązanie. To dokładnie tyle samo co rok wcześniej. Spadek o 1 pp. do 38% zanotowano w scenariuszu, kiedy ESG widnienie w kontrakcie jako aspiracja, a w przypadku 43% umów cele zrównoważonego rozwoju w ogóle nie są częścią końcowej umowy i odsetek ten wzrósł o 1 pp. względem 2022 r.

Dla kupujących usługi 3PL cele ESG to wciąż dodatek, liczy się za to jakość i cena

Według analiz Transport Intelligence przeprowadzonych w ostatnim kwartale 2023 r. wśród managerów odpowiedzialnych za zakupy usług logistycznych (3PL) w sektorze detalicznym lub przemysłowo-wytwórczym kwestie dotyczące efektywności środowiskowej znalazły się na 7. miejscu spośród 11 kluczowych kryteriów decydujących o wyborze konkretnego usługodawcy logistycznego. Czynnik ten zyskał uznanie zaledwie 4,1 % respondentów. Najważniejszymi elementami wpływającymi na podpisanie kontraktu są nieustająco twarde wskaźniki, tj. niezawodność i dokładność prowadzonych operacji (32,1%) oraz ceny usług (20,5%). Analogicznie największy wpływ na rezygnację z kontraktu mają niska jakość usług (33%) oraz podwyżki cen (28,3%).

W opinii badanych przez Ti managerów zrównoważone działania operatora wciąż także nie stanowią istotnej korzyści wynikającej z outsourcingu operacji logistycznych. W opinii kupców kluczową zaletą delegowania logistyki na zewnątrz jest oszczędność kosztów (23,3%), następnie zwiększenie własnej konkurencyjności (13,8%) oraz dostęp do specjalistycznej (13,4%) wiedzy. Pomoc operatora logistycznego w osiągnięciu własnych celów ESG odpowiada za zaledwie 0,4% procesu decyzyjnego i jest to ostatni z 9 kluczowych kryteriów, a jednocześnie jedyny, który nie przekroczył granicy istotności na poziomie 1%.

Większość czołowych firm nie realizuje strategii klimatycznych

Nie zwalnia to jednak operatorów z kontynuowania wysiłków na rzecz dekarbonizacji i realizacji innych celów ujętych w strategiach ESG. Tym bardziej, że według dostępnych danych zaawansowanie zrównoważonych działań w innych sektorach gospodarki nie wygląda najlepiej. Zdaniem międzynarodowej firmy doradczej Accenture, aby w duchu porozumienia paryskiego powstrzymać globalny wzrost temperatury o 1,5 stopnia, światowe emisje gazów cieplarnianych muszą osiągnąć swój szczyt w 2025 r., następnie spaść o 43% do 2030 r., aby w 2050 r. światowa gospodarka mogła osiągnąć poziom zerowej emisji netto. Wielkoskalowe badanie przeprowadzane od 3 lat wskazuje jednak, że w 2023 r. na 2 tys. największych firm na świecie pod względem przychodów (Accenture G2000) zaledwie 37% złożyło zobowiązanie, że osiągnie zeroemisyjny poziom w 2050 r. Jednocześnie, wśród badanych przedsiębiorstw ujawniających dane o emisjach, połowa cały czas je zwiększa, a nie zmniejsza, a 33% co prawda zmniejsza, ale za wolno.

Ostatecznie zaledwie 18% przedsiębiorstw jest na dobrej drodze do wywiązania się z deklaracji na 2050 r. Rozczarowujące jest jednak to, że 63% firm z zestawiania G2000 wciąż nie ma określonej strategii dojścia do zera netto w 2050 r. w pełnym zakresie emisji, tj. 1,2 i 3.

Jeśli zaś chodzi o dane dedykowane sektorowi TSL, to trudno doszukać się w analizie miarodajnych szacunków, ponieważ fracht i logistykę klasyfikowano w jednaj kategorii z przemysłem, m.in. producentami sprzętu przemysłowego. Niemniej jednak według Accenture 35% firm w tej kategorii ma w pełni określony cel dojścia do zera netto w zakresie emisji 1,2 oraz 3. Tylko 15% firm ma wyznaczone cele w zakresie emisji 1 i 2, a 21% co prawda ma określone cele dekarbonizacyjne, ale nie zakładają one dojścia do zera netto. U 30% organizacji nie ma za to dowodów, że wyznaczenie celów dekarbonizacyjnych w ogóle miało miejsce. W praktyce oznacza to, że blisko jedna trzecia największych firm przemysłowych na świecie nie realizuje udokumentowanego scenariusza, który prowadziłby do obniżenia emitowanych zanieczyszczeń.

Krzysztof Oflakowski

Co dalej z kursem dolara?

Wczoraj inwestorzy ponownie redukowali ryzyko. Amerykańskie akcje kontynuowały spadki. Ponownie słabo radziły sobie spółki technologiczne. To wszystko pokłosie niepewności co do obniżek stóp procentowych przez Fed w tym roku, słabych raportów poszczególnych spółek i utrzymujących się napięć na Bliskim Wschodzie. Indeks Sp500 tracił czwartą sesję z rzędu. Rentowności amerykańskich obligacji spadły wczoraj po wtorkowym wzroście wywołanym „jastrzębim” tonem przewodniczącego Fed Jerome Powella. Dolar lekko stracił. Wczoraj opublikowano Beżową Księgę.

Ten tydzień jest ubogi w kluczowe dane makro. Z wczorajszej Beżowej Księgi dowiadujemy się, że gospodarka USA „nieznacznie się rozwinęła” od końca lutego a firmy sygnalizowały większe trudności w przenoszeniu wyższych kosztów na klienta. Stąd też wynikają mniejsze marże zysku przedsiębiorstw. Jeśli chodzi o wydatki konsumenckie to one w nieznaczny sposób wzrosły. Raport by zróżnicowany jeśli chodzi o sytuację w poszczególnych okręgach. Ostatni wzrost cen był umiarkowany. Firmy oczekują, że inflacja utrzyma się na wysokim poziomie przez dłuższy czas a spadek jej będzie powolnym procesem. W raporcie wykazano, że wciąż utrzymuje się wysokie ryzyko wzrostu inflacji, dotyczy to zarówno cen nakładów jak i cen produkcji.

Kurs EURUSD od wczoraj wykonuje korektę techniczną po ostatnich spadkach z 1,0880 do poziomu prawie 1,06. Notowania zbliżyły się do oporu technicznego na 1,07 – to minima z lutego bieżącego roku. Po dotarciu do tego pułapu główna para walutowa prawdopodobnie wróci do spadków. Euro jak na razie w żaden sposób nie może liczyć na wsparcie ze strony polityki monetarnej EBC. Bank z duży prawdopodobieństwem obniży koszt pieniądza już w czerwcu. Na tym tle Fed wydaje się być mocno „jastrzębi”. Oczekiwania rynkowe co do cyklu obniżek stóp w USA są już zdecydowanie mniejsze niż wskazywały na to marcowe projekcje Rezerwy Federalnej. Wracając do pary EUR/USD należy wskazać, gdzie znajduje się kolejna bariera, która może powstrzymać osuwanie się kursu. Jest nią dolne ograniczenie kanału spadkowego, który trwa od ostatnich dni grudnia 2023 roku. Można również spekulować, że obecny impuls spadkowy, który trwa od 8 marca, przybierze podobną wielkość co ten, który tworzył się od początku grudnia i zakończył się w okolicach połowy lutego. Nie jest wykluczone jednak, że notowania dotrą nieco niżej, a dokładnie do dołków ustanowionych na początku października ubiegłego roku na poziomie 1,0450.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Wyjątkowa inwestycja, która opłaca się

W obecnych czasach, kiedy coraz bardziej skupiamy się na jakości życia i pracy, decyzja o inwestycji w zaawansowane rozwiązania w zakresie wentylacji i klimatyzacji, takie jak system nawilżania, wydaje się trendem, który jest również realną potrzebą. Airtec Solutions, firma polska specjalizująca się w nowoczesnych systemach wentylacyjnych, klimatyzacyjnych oraz czyszczeniu powietrza, idealnie wpasowuje się w oczekiwania zarówno nowoczesnych domów, jak i miejsc pracy. Lecz jakie korzyści niesie ze sobą takie podejście?

Podnieś jakość powietrza i efektywność pracy

Stan powietrza w miejscu pracy bezpośrednio wpływa na zdrowie, dobre samopoczucie oraz efektywność osób tam pracujących. Powietrze o niskiej jakości może prowadzić do bólu głowy, uczucia zmęczenia, a nawet do poważniejszych problemów zdrowotnych. Zaawansowane systemy, jak na przykład nawilżacze powietrza oferowane przez Airtec Solutions, nie tylko filtrują powietrze ze zanieczyszczeń, lecz również dbają o odpowiedni poziom wilgotności, co jest kluczowe dla dobrego samopoczucia i wydajności w pracy. Inwestując w takie technologie, firmy zyskują nie tylko na zwiększonej produktywności, ale także na zmniejszeniu absencji pracowniczej.

Co więcej, dobrej jakości powietrze w biurze wpływa także na kreatywność i zdolność koncentracji pracowników. Badania wykazały, że przy obniżonym poziomie CO2 i zwiększonym dopływie tlenu, ludzie są w stanie generować więcej pomysłów i rozwiązywać problemy szybciej. Inwestycja w systemy wentylacyjne Airtec Solutions to inwestycja nie tylko w zdrowie, ale także w innowacyjność i konkurencyjność firmy na rynku.

Ekologiczne budownictwo – inwestycja w przyszłość

Koncepcja ekologicznego budownictwa i tzw. zielonych budynków zyskuje na znaczeniu i nie jest to trend bez przyczyny. Włączanie nowoczesnych systemów wentylacyjnych i klimatycznych do ekologicznych zasad projektowania budynków nie tylko pomaga zmniejszyć emisję dwutlenku węgla, ale także przynosi oszczędności energetyczne na dłuższą metę. Firmy takie jak Airtec Solutions proponują rozwiązania, które mogą stać się kluczowym elementem projektu budynku zielonego, zapewniającym czyste oraz świeże powietrze i komfort cieplny przy jednoczesnym dbaniu o naszą planetę. Inwestycje te są również coraz bardziej doceniane przez klientów i partnerów biznesowych jako wyraz dbałości firmy o środowisko naturalne i przyszłe pokolenia.

Podsumowując, inwestowanie w zaawansowane systemy wentylacyjne, klimatyzacyjne i czyszczenia powietrza, jakie oferuje Airtec Solutions, przynosi szereg korzyści od poprawy zdrowia i efektywności zatrudnionych, po kreowanie pozytywnego wizerunku firmy jako odpowiedzialnej i innowacyjnej. Mając na uwadze rosnące oczekiwania pracowników i klientów, jest to inwestycja, która zdecydowanie się opłaca.

Warto także wspomnieć, że ekologiczne rozwiązania w budynkach często idą w parze z oszczędnościami finansowymi. Nowoczesne systemy wentylacyjne i klimatyzacyjne, takie jak te oferowane przez Airtec Solutions, są energooszczędne, co przekłada się na niższe rachunki za prąd. Dodatkowo, budynki z certyfikatami ekologicznymi często cieszą się większym zainteresowaniem najemców i osiągają wyższe ceny na rynku nieruchomości. Inwestycja w zielone technologie to nie tylko dbałość o planetę, ale także o portfel firmy w dłuższej perspektywie.

Coraz więcej osób decyduje się na zakup mieszkania „pod klucz”

Rynek nieruchomości mieszkaniowych dostosowuje się do rosnących oczekiwań kupujących mieszkania, oferując coraz większy wybór pakietów wykończeniowych – od tych najbardziej podstawowych po projekty indywidualne. Usługa ta, zyskuje na popularności już nie tylko wśród inwestorów, ale również i osób nabywających lokal na własny użytek. Portal RynekPierwotny.pl zapytał przedstawicieli firm deweloperskich o koszt i dostępność tego rozwiązania. 

Iwona Kołodziejczyk, General Manager w Toscom Development

Trend zakupu na rynku pierwotnym mieszkań „pod klucz” bardzo zyskuje na popularności. Coraz częściej klienci wolą powierzyć całościową opiekę nad etapem wykończenia lokalu wyspecjalizowanej firmie. Nie chcą podejmować się takiej koordynacji samodzielnie, bo to zabiera mnóstwo czasu i często przysparza wielu powodów do stresu. Okazuje się też, że kupno pakietu wykończeniowego nie jest wcale droższą opcją. W pakiecie klient otrzymuje bowiem nie tylko określony zakres prac budowlanych, ale może też liczyć na doradztwo architekta, który dopasowuje obecne trendy do preferencji nabywcy. Taki specjalista opracowuje całą koncepcję układu funkcjonalnego wraz z modelowaniem mieszkania, a także projekt aranżacji wnętrz przedstawiony na atrakcyjnych wizualizacjach.

Przy naszej wrocławskiej inwestycji Bernardyńska 4 współpracujemy z renomowanym biurem projektowym KODO. Ceny pakietów wykończeniowych w apartamentach zaczynają się od 1350 zł/m2. Trzeba przy tym pamiętać, że przy urządzaniu mieszkania nie warto kierować się tylko ceną. Duże znaczenie mają przede wszystkim wysokojakościowe materiały wykończeniowe, które są wytrzymałe i odporne na uszkodzenia. Dotyczy to zarówno ścian, podłóg, jak i mebli czy drobniejszych sprzętów.

Mariusz Jędrzejczak, Dyrektor Działu Komercjalizacji usług Lokum Deweloper

Od kilku lat obserwujemy duży popyt na mieszkania wykończone pod klucz, a w ostatnim czasie trend ten się jeszcze umacnia. Z tego typu udogodniania korzystają zarówno klienci dokonujący zakupu na własne potrzeby, jak i kupujący mieszkania w celach inwestycyjnych. W ramach naszego programu Lokum pod klucz proponujemy aranżację wnętrz w 4 różnych pakietach, które różnią się między sobą przede wszystkim elementami i materiałami wykończeniowymi. Bardzo często klienci w ramach wybranego pakietu wybierają elementy wyposażenia spoza dedykowanego katalogu, które następnie nasi projektanci dostosowują do indywidualnego projektu wykończenia wnętrz. Średni koszt aranżacji lokalu, na jaką dziś decydują się nasi klienci, to około 1500 zł/mkw. Największą zaletą takiego rozwiązania jest 2-letnia gwarancja oraz indywidualny projekt i opieka architekta. Wybór takiej usługi daje też pewność wysokiej jakości wykonania, terminowego czasu realizacji, a także precyzyjnie oszacowanego kosztorysu. Nad całością prac czuwa sprawdzony zespół fachowców nadzorujących i prowadzących prace w mieszkaniu.

Katarzyna Unold, Dyrektorka Zarządzająca ACCIONA w Polsce

Mieszkania pod klucz coraz częściej pojawiają się w ofercie deweloperów. W ramach tej usługi oferowanych jest kilka rodzajów rozwiązań – od podstawowego zakresu i standardu, który jest uwzględniony w cenie mieszkania jako zachęta sprzedażowa, po wyrafinowane programy wykończeniowe z wieloma wariantami cenowymi. W przypadku projektów butikowych, luksusowych deweloper oferuje konsultację z architektem wnętrz i stworzenie indywidualnego projektu, wycenę i wykonawstwo. Klienci coraz bardziej doceniają komfort „mieszkań pod klucz”, ale musi być to oferta atrakcyjna cenowo z szerokim wachlarzem możliwości i materiałów wykończeniowych do wyboru.

Magdalena Wiewiór, Dyrektorka Departamentu Komunikacji i Projektów Marketingowych, Develia S.A. 

Ceny pakietów wykończeniowych oferowanych w naszych inwestycjach rozpoczynają się od 1300 zł za metr kwadratowy, natomiast  klienci rozszerzają je o indywidualne rozwiązania, bardziej dopasowane do ich potrzeb i preferencji.

Obserwujemy stały wzrost popularności tego typu usług. Jeszcze do niedawna powszechne było przekonanie, że wykończenie pod klucz to produkt tylko dla inwestorów. Dziś duża grupa nabywców podziela opinię, że wykańczanie lokalu we własnym zakresie wymaga dużo pracy, często jest stresujące, a efekt końcowy nie zawsze odpowiada oczekiwaniom. Dlatego osoby kupujące na użytek własny coraz częściej i chętniej korzystają z pomocy wyspecjalizowanych firm. Mając gotowy projekt, ustalony harmonogram prac, budżet i sprawną ekipę zyskują gwarancję, że prace zostaną zrealizowane w terminie i bez niespodzianek. Develia współpracuje z doświadczonymi firmami wykończeniowymi, o sprawdzonej historii realizacji, dlatego rekomendujemy naszym klientom korzystanie z ich usług. Współpracujące z nami pracownie w momencie podpisania umowy udzielają klientom gwarancji niezmienności ceny końcowej, co w czasach niepewności w zakresie kosztów materiałów budowlanych ma znaczenie.

Andrzej Gutowski, Wiceprezes i Dyrektor Działu Sprzedaży RONSON Development

Z możliwości wykończenia inwestycji pod klucz korzysta wielu klientów. Szacujemy, że 15-20 procent nabywców naszych mieszkań decyduje się na współpracę z firmami, które polecamy jako RONSON. Współpracujemy w tym obszarze z zewnętrznymi ekspertami zajmującymi się aranżacją wnętrz. Dzięki temu w każdym z miast, w którym prowadzimy inwestycje, nasi klienci mogą liczyć na pomoc sprawdzonych firm partnerskich, które zaprojektują wykończą i umeblują mieszkanie według standardu, dopasowanego indywidualnie pod wizję i potrzeby każdego klienta. Nasi partnerzy oferują zróżnicowane pakiety, ceny zaczynają się od 999 zł za mkw.

Małgorzata Przepiera, Kierownik Sprzedaży – region Szczecin w PCG

W PCG oferujemy lokale wraz z możliwością wygodnego wykończenia mieszkania pod klucz. To kompleksowe rozwiązanie cieszy się coraz większą popularnością. Na skorzystanie z profesjonalnej pomocy zdecydowało się około 25% klientów, którzy zakupili apartament na osiedlu Victoria Apartments I w Szczecinie. Nasi specjaliści przeprowadzili ich przez cały proces, począwszy od projektu na realizacji kończąc.

Warto podkreślić, że w PCG nie chodzimy na skróty. Nie działamy szablonowo i nie proponujemy do wyboru „gotowców”. Współpracujemy z profesjonalną pracownią projektującą i realizującą wnętrza, która przez lata zdobywała doświadczenie w obsłudze polskich i zagranicznych klientów premium. Nasi nabywcy mogą więc liczyć na projekt skrojony nie tylko pod określony budżet, ale przede wszystkim pod swoje własne potrzeby i preferencje dotyczące przyszłego mieszkania. Gwarantujemy, że po zakończeniu prac, będą cieszyć się życiem w pięknie zaplanowanej i urządzonej przestrzeni apartamentowej.

W zakresie kosztów wygląda to następująco: wykończenie w podstawowym zakresie jest to kwota około 2000 zł/m2, a za opcję pod klucz trzeba zapłacić około 4000 zł/m2 w zależności od tego jaki budżet chce się na to przeznaczyć. W przypadku inwestycji Victoria Apartments w Szczecinie istnieje możliwość zobaczenia gotowego apartamentu pokazowego z widokiem na jezioro.

Małgorzata Ostrowska, Dyrektorka Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction

Popularność mieszkań pod klucz jest uzależniona od indywidualnych potrzeb Klientów oraz kontekstu inwestycyjnego. W przypadku osób poszukujących mieszkania na własne potrzeby, zainteresowanie tym modelem jest zazwyczaj dość ograniczone. Z naszych obserwacji wynika, że klienci preferują spersonalizowane projekty szyte na miarę konkretnych potrzeb. Dodatkowo, sam proces projektowania i urządzania mieszkania jest też dla wielu osób ważnym i angażującym momentem. Za wyborem mieszkań pod klucz na pewno przemawia jednak cena – zwykle taki uniwersalny projekt jest tańszy, więc jest on wybierany przez klientów, którzy poszukują bardziej przystępnych cen i optymalizacji budżetu.

Zdecydowanie częściej po mieszkania pod klucz sięgają klienci inwestycyjni. Dzieje się tak, ponieważ zakup gotowego mieszkania minimalizuje nakłady czasowe i finansowe związane z procesem wykończenia oraz urządzenia nieruchomości. Szczególnie atrakcyjne mogą być propozycje obejmujące nie tylko wykończenie, ale również umeblowanie i wyposażenie, co dodatkowo zwiększa atrakcyjność oferty. Gotowe, urządzone mieszkanie może od razu zacząć “pracować” na zysk klienta inwestycyjnego.

Ostatnie apartamenty inwestycyjne  z kompletnym wykończeniem i wyposażeniem można nabyć m.in. w naszej inwestycji Jerozolimskie Invest, w cenie od około 13 tys. zł/mkw., co stanowi mocno konkurencyjną ofertę na rynku. Mieszkania wykończone pod klucz będą   także oferowane w naszej inwestycji Apartamenty na Wzgórzach w Zawadzie pod Krakowem. W J.W. Construction współpracujemy z biurami projektowymi DEER Design i REDNET, a obecnie przy wyborze oferty tego drugiego biura klient otrzymuje  5 proc. rabatu na wykończenie mieszkania.

Barbara Kunicka, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu Unidevelopment SA

 

Popularność pakietów wykończenia mieszkań „pod klucz” wśród kupujących jest uzależniona m.in. od lokalizacji poszczególnych nieruchomości i ich charakteru. We wszystkich przypadkach skorzystanie z tego typu usługi niesie jednak dla kupujących podobne korzyści. Przede wszystkim daje gwarancję terminu ukończenia prac oraz ceny. To ważne aspekty, ponieważ dla wielu klientów, zwłaszcza osób niemających doświadczenia w wykańczaniu mieszkania, samodzielne oszacowanie budżetu i określenie harmonogramu prac może się okazać trudne. Dzieje się tak m.in. z powodu zmiennych związanych z dostępnością ekip remontowych, zmian cen materiałów czy uzależnienia jednych prac od drugich. Choć z możliwości wykończenia mieszkania „pod klucz” korzystają klienci o różnych profilach, to z naszych obserwacji wynika, że szczególnie zainteresowane taką możliwością są osoby, które kupują lokale inwestycyjnie.

Angelika Kliś, Członkini Zarządu ATAL

Klientom oferujemy program wykończeń ATAL Design, który jest naszą istotną przewagą konkurencyjną. Nabywcom mieszkań daje on komfort, opiekę specjalisty, a także pozwala na zaoszczędzenie czasu i zaplanowanie budżetu na wykończenie. Kupujący zyskują pewność co do terminowości i jakości robót, gwarantowanych umową. Ponadto nie muszą kłopotać się kontrolą ekip oraz odbiorem prac.

W zależności od lokalizacji, prestiżu i charakteru danej inwestycji oraz profilu klienta, procentowy udział nabywców korzystających z pakietu wykończeniowego ATAL Design mieści się w przedziale 25-50 proc. Przeciętnie jest to co trzeci kupujący. Częściej na formułę „pod klucz” decydują się klienci inwestycyjni, lecz jest ona coraz popularniejsza wśród osób kupujących mieszkanie na własne potrzeby.

W programie ATAL Design do wyboru są trzy pakiety: Basic, Optimum i Premium. Różnią się one cenami, gdyż zróżnicowany jest także ich standard. Najtańszy pakiet kosztuje 999 zł za mkw. mieszkania; najdroższy 1499 zł. Najczęściej wybieraną opcją jest Basic. Jednakże, gdy zsumować dane dotyczące dwóch pozostałych, okaże się, że podobnym zainteresowaniem cieszą się warianty średni i ten o najwyższym standardzie.

Zakup wykończonych lokali jest trendem, który w Polsce będzie się umacniał. Dlatego stale udoskonalamy naszą usługę w tym zakresie. To dominująca forma sprzedaży mieszkań w Europie Zachodniej, zwłaszcza tam, gdzie rozwinięty jest rynek wynajmu.

Paweł Muchowicz, Dyrektor Sprzedaży YIT Polska

Pierwsze kroki przy zakupie mieszkania to oczywiście decyzje dotyczące wyboru samego lokalu, projektu czy lokalizacji. Wielu klientów uważa, że po tym etapie pozostaną już łatwiejsze decyzje, między innymi związane z wykończeniem mieszkania, czyli doprowadzeniem lokalu od stanu deweloperskiego do stanu wykończenia pod klucz.

Praktyka pokazuje jednak, że wykończenie mieszkania może być podobnym, jeżeli nie większym wyzwaniem, co sam wybór lokalu. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom naszych klientów, YIT proponuje usługę wykończenia pod klucz realizowaną przez naszych partnerów, takich jak firma KODO, Deer Design czy Grast&MTB.

Klienci YIT mogą liczyć na profesjonalną i rzetelną obsługę wraz z fachowym doradztwem oraz solidnym wykonaniem.

Wykończenie pod klucz może odbyć się na zasadzie wyboru pakietu odpowiadającego naszym potrzebom lub usługi bardziej indywidualnej, dopasowanej do naszych oczekiwań. Cena jest bardzo uzależniona od zakresu, jaki jest zaplanowany oraz od elementów, takich jak np. zabudowy stolarskie, jednak podstawowe wykończenie lokalu to koszt około 1 300 zł za metr kwadratowy. Należy jednak pamiętać o kosztach, które mogą nie być wliczone w ceny pakietów lub usług.

Monika Perekitko, Członek Zarządu Dom Development

Na przełomie roku wprowadziliśmy w Dom Development zupełnie nową ofertę programów wykończeniowych i dzięki temu zauważyliśmy skokowy wzrost zainteresowania tego typu rozwiązaniem. Jeszcze w zeszłym roku ok. 20% naszych klientów kupowało mieszkania wykończone pod klucz, dziś już co trzecia transakcja obejmuje lokal z wykończeniem. Polski rynek ma jednak pod tym względem wiele do nadrobienia w porównaniu z krajami Europy Zachodniej, w których często wszystkie sprzedawane mieszkania są już wykończone.

Najważniejsza cecha nowych programów – prawdziwy game changer na rynku – to możliwość odbioru wykończonego mieszkania w tym samym momencie co lokalu w standardzie deweloperskim. Jeśli więc klient nabył mieszkanie na własny użytek, wystarczy już tylko wnieść meble ruchome i można mieszkać. A jeśli kupiono lokal, by go wynająć to można to zrobić już kilka dni po odebraniu kluczy. Kolejnym mocnym punktem nowej oferty Dom Development jest możliwość wykończenia mieszkania według własnego pomysłu (program KONCEPT) lub skorzystania z gotowych propozycji stworzonych w oparciu o nasze doświadczenie i trendy rynkowe (program PROFIT). Atrakcyjna jest także cena, która zaczyna się już od 990 zł/m2 w przypadku programu PROFIT albo od 1354 zł/m2 w przypadku programu KONCEPT. Dodatkowo, oba programy oferujemy w wersji z zabudową kuchenną oraz sprzętem AGD. Co ciekawe, cieszą się one największą popularnością, bo w przeciwieństwie do konkurencji my nie etapujemy prac wykończeniowych tylko realizujemy je jednocześnie, skracając cały proces, dzięki czemu klient otrzymuje od nas wykończone mieszkanie od razu razem z kuchnią.

Niedawno opublikowaliśmy wyniki bardzo ciekawego badania, z którego wynika, że proces wykańczania mieszkania na własną rękę jest bardzo stresujący, czasochłonny, nieprzewidywalny, a często też kosztowny. Blisko 60% badanych potrzebowało co najmniej 4 miesięcy na wykończenie mieszkania. W przypadku połowy ankietowanych kosztowało ono od 1000 do 1500 zł za 1 m2, a dla ponad 40% osób było to więcej niż 1500 zł. My mówimy o podobnym koszcie i oddaniu wszystkiego w ręce naszego generalnego wykonawcy – bez stresu, męczących zakupów, szukania fachowców, doglądania robót, niedotrzymanych terminów, przekroczonego budżetu czy ryzyka rosnących cen.

Jesteśmy przekonani, że przy takich cenach i takim czasie realizacji naszych programów wykończeniowych, możemy odwrócić sytuację na rynku i sprawić, że wykończone mieszkanie stanie się nowym standardem deweloperskim, jak w Europie Zachodniej. Pozytywny odbiór naszej nowej oferty wykończenia dowodzi otwartości rynku w tym względzie.

Sztuczna inteligencja staje się coraz ważniejszym narzędziem w pracy prawników

Już nie tylko rozwody, kradzieże i fuzje. Prawnicy coraz częściej zajmują się sprawami związanymi z cyberbezpieczeństwem czy sztuczną inteligencją. Czy prawo nadąża za zmianami społeczno-gospodarczymi? Czy rozwój technologii zmienia sposób pracy w kancelariach? Jaki powinien być nowoczesny prawnik? – wyjaśnia dr Piotr Kuźnicki, adwokat, koordynator kierunku Prawo nowych technologii na Uniwersytecie SWPS.

Wraz ze zmieniającą się rzeczywistością społeczno-gospodarczą, pojawiają się nowe problemy, które stają się obszarem zainteresowań prawników. Nowe zjawiska jak zwiększone ryzyko utraty danych, działanie sztucznej inteligencji czy ekspansja platform internetowych może wymagać reakcji prawnej. Współcześnie, gdy zmiany w społeczeństwie zachodzą coraz bardziej dynamicznie, prawnicy muszą coraz sprawniej dostosowywać się do zmieniających się warunków.

W najbliższych latach prawnicy coraz częściej będą się zajmowali prawem nowych technologii, które jest obszerne i obejmuje: grupę zagadnień związanych z prawem własności intelektualnej, prawem ochrony informacji, ale także prawo sztucznej inteligencji, gaming, cyberbezpieczeństwo czy handel elektroniczny – mówi dr Piotr Kuźnicki, adwokat, koordynator kierunku Prawo nowych technologii na Uniwersytecie SWPS.

Prawo już ma zastosowanie

Choć prawo nie zawsze nadąża za szybkimi zmianami technologicznymi, nie oznacza to, że mamy pustkę systemową. Mamy ogólny system prawny, przepisy kodeksu cywilnego czy prawa autorskiego, z których możemy korzystać, póki nie wdrożymy do polskiego porządku prawnego np. szczególnych rozwiązań prawnych związanych z regulacją sztucznej inteligencji, które będą próbą lepszego dostosowania prawa do zmieniających się innowacji – wyjaśnia dr Piotr Kuźnicki.

Nowe technologie zmieniają również sposób pracy prawników

Nowe technologie już dziś zmieniają sposób, w jaki prawnicy pracują na co dzień w kancelariach.

Kiedyś wystarczył długopis, później zaczęliśmy pisać na komputerze. Wcześniej korzystaliśmy z drukowanych dzienników ustaw, dziś wszystko jest w programach Lex i Legalis. Niedługo powszechne będzie wykorzystanie narzędzi AI w pracy prawnika – tłumaczy ekspert.

W jaki sposób AI wspiera działania prawników?

Sztuczna inteligencja może nie tylko ułatwić procesy zarządcze w kancelarii (np. pomóc w fakturowaniu, konfiguracji kalendarzy czy też wyszukiwaniu dokumentów), ale także ułatwić pracę merytoryczną. Kancelaria może stworzyć własnego “czata GPT” na bazie dokumentów kancelarii, który będzie ułatwiał pracę prawników.

Mam uprawnienia do pracy w Nowym Jorku i tam korzystamy już z oprogramowania wykorzystującego sztuczną inteligencję, czyli program Lexis+AI. Dzięki temu research informacji jest bardzo szybki. Przykładowo mogę wpisać odpowiednie hasła do programu i w kilka chwil minut mogę wygenerować gotowy research wraz z memorandum. Na razie taki dokument nie jest jeszcze idealny, ale stanowi już dobrą podstawę do dalszych prac. Dzięki temu coś, co dotychczas zajęłoby mi kilka dni, mogę zrobić w kilka minut – opowiada dr Kuźnicki.

W takim programie można również zamieścić swoją umowę, a program zasugeruje zmiany i podpowie, na co jeszcze zwrócić uwagę. Można też zamieścić pismo procesowe przeciwnika, a AI będzie szukał kontrargumentów, które można wykorzystać w procesie. Takie narzędzie funkcjonuje już w Stanach, ale prędzej czy później zapewne będzie dostępne także w Polsce.

Choć w tej chwili pojawia się temat wiarygodności sztucznej inteligencji, zagrożeń z nią związanych, to uważam, że w ciągu maksymalnie pięciu lat standardem w pracach kancelarii prawnych będzie korzystanie ze sztucznej inteligencji – dodaje dr Kuźnicki.

AI zabierze pracę prawnikom?

Choć często pojawiają się głosy, że sztuczna inteligencja zabierze pracę prawnikom, ekspert nie ma takich obaw.

Myślę, że prawnicy, także ci początkujący, mogą być spokojni o swoją pracę. AI nie zabierze im zatrudnienia, a jedynie zmieni charakter ich pracy. Przykładowo, od aplikanta będzie się oczekiwało tradycyjnej umiejętności korzystania z odpowiedniego oprogramowania AI do wykonywania researchu. Będzie to zdecydowanie tańsze i efektywniejsze. Co więcej, klienci będą oczekiwać  stosowania przez kancelarię narzędzi AI. Nikt już nie zapłaci za 36 godzin researchu, skoro może zapłacić za 2, jeżeli kancelaria będzie miała wdrożone narzędzia AI – tłumaczy prawnik.

Jakie umiejętności powinien mieć dobry prawnik?

Poza wiedzą w danej dziedzinie prawa ważne są kompetencje technologiczne. Prawnik działający w obszarze nowych technologii musi nie tylko dobrze znać prawo z tego zakresu, ale również rozumieć specyfikę branży. Musi rozumieć AI, cloud computing, specyfikę działania firm technologicznych.

Poza aspektami pozaprawnymi ważne będą również kwestie etyczne, zwłaszcza że współcześnie jest coraz więcej zagrożeń związanych z rozwojem nowych technologii. Duże znaczenie będzie odgrywała wykładnia prawa, zwłaszcza w gąszczu coraz bardziej rosnącej liczby przepisów prawa. Więc dobry prawnik musi być świetnym interpretatorem prawa. Tak było, jest i będzie.

75 to nowe 65 – wiek już nie przeszkadza firmom

Co piąty pracodawca (22 proc.) planuje przyjmować do pracy seniorów, wynika z badania Grupy Progres. Ta liczba może się zwiększyć, jeśli w życie wejdą plany polskiego rządu oferujące dofinansowanie dla firm za zatrudnienie osoby starszej poszukującej etatu, np. emeryta. Chętnych do podjęcia pracy po 60-tce nie brakuje. Według raportu SeniorApp, liczba osób w wieku 60+ chcących, podjąć pracę dodatkową, wzrosła w ciągu roku o 27 proc.

Islandia, Japonia, Nowa Zelandia, Szwecja, Estonia, Holandia, Niemcy, Czechy, Dania i Szwajcaria to kraje, w których aktywność zawodowa w grupie osób między 55 a 64 r.ż. przekracza 74 proc. (dane OECD, Q2-Q3 2023). Polsce, w której wskaźnik aktywności zawodowej wynosi 58,4 proc. (55-64 r.ż.), daleko do Islandii (82,8 proc.), nieco bliżej do średniej krajów UE (64,2 proc.). Nasz kraj wyprzedzają też m.in. Norwegia (73,4 proc.), Portugalia (67,7 proc.), Słowacja (67,3 proc.), Wielka Brytania (65,3 proc.), USA (64,5 proc.) czy Chile (61,1 proc.).

Sytuacja nad Wisłą może się zmienić, a wskaźnik aktywności zawodowej ma szansę wzrosnąć nie tylko wśród osób mających od 55 do 64 lat, ale też tych z grupy 65+. Wszystko za sprawą planowanych zmian ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Nowe regulacje będą wspierać zatrudnienie osób starszych, w tym tych, które ukończyły 60 lat (kobiety) i 65 lat (mężczyźni). Rząd zapewni wsparcie finansowe dla firm rekrutujących emerytów i podpisujących z nimi trzyletnią umowę o pracę. Miesięczne dofinansowanie wyniesie około 2 150 zł. W ciągu dwóch lat pracodawca otrzyma łącznie 24 wypłaty, czyli w sumie ok. 51 600 zł. W ostatnim roku zatrudnienia emeryta dofinansowanie nie będzie przyznawane.

– Do tej pory osoby starsze często nie miały wielkich szans na etat po 60-tce. Co gorsza, nie były nawet zapraszane na rozmowy kwalifikacyjne. Firmy myślały o nich jedynie w kategorii emerytów, a nie kandydatów, których warto przyjąć do zespołu. To na szczęście zaczyna się zmieniać, bo co piąta firma chce zatrudniać starszą kadrę – mówi Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres. – Proponowane dofinansowanie do zatrudnienia silversa, to dobra wiadomość nie tylko dla firm, ale też dla ludzi, którzy mimo nabytego prawa do świadczeń wypłacanych przez ZUS, nadal chcą pracować. Biorąc pod uwagę ich wiedzę i doświadczenie, z pewnością będą konkurencyjni i mogą mieć przewagę nad młodszymi osobami, bo kandydatów z kompetencjami na rynku pracy brakuje – dodaje Cezary Maciołek.

Prawo i chęci do pracy oraz godnego życia

W 2022 r. w Polsce pracowało ponad 1,4 mln osób w wieku 60-89 lat (Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności BAEL). Współczynnik aktywności zawodowej tej grupy wiekowej wynosił 15,7 proc., a wskaźnik zatrudnienia ukształtował się na poziomie 15,5 proc. Wśród aktywnych zawodowo seniorów przeważali mężczyźni – było ich 979 tys. (tj. 67,1%). Nie brakowało też osób biernych zawodowo w wieku 60-74 lat – było ich 5,5 mln. Główną przyczyną ich bierności jest emerytura, a drugi istotny powód to choroba lub niepełnosprawność (GUS). Nie dotyczy to jednak każdego silversa, bo wielu z nich nadal pracuje. Jak wynika z danych SeniorApp osoby z prawem do emerytury lub w wieku przedemerytalnym – zarejestrowane na platformie – najczęściej opiekują się innymi oraz świadczą usługi robienia drobnych zakupów czy sprzątają mieszkania i w ten sposób podreperowaną swoje finanse.

Na wzrost zainteresowania taką aktywnością – o 27 proc. w ciągu minionego roku – mogła wpłynąć nowelizacja ustawy o pomocy społecznej, która wprowadziła m.in. usługi sąsiedzkie, jako nową formę usług opiekuńczych. Co więcej, prowadzenie działalności nierejestrowanej staje się coraz bardziej popularne, bo pozwala dorobić do domowego budżetu, jednak nie więcej niż 75 proc. najniższego miesięcznego wynagrodzenia i nie wymaga rozliczania z fiskusem oraz opłacania składek ZUS. Dla osób powyżej 60 r. ż. to spore udogodnienie, a często ratunek przed biedą. W Polsce, gdzie świadczenia z ZUS często nie zapewniają komfortowego życia, praca na emeryturze staje się sposobem na poprawę sytuacji materialnej.

Od marca 2024 roku najniższa emerytura w Polsce wynosi 1780,96 zł brutto, a średnie świadczenie wg danych za marzec ubiegłego roku to 3482,63 zł brutto. Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika również, że największy odsetek emerytur – 13,8 proc. – to emerytury w przedziale od 2200,01 zł do 2,6 tys. zł. Część osób może liczyć na większe kwoty od urzędu – 258,8 tys. Polaków otrzymuje emeryturę wyższą niż 7 tys. zł, a przelewy w wysokości ponad 10 tys. zł płyną do 36,9 tys. osób (marzec 2023). W Polsce, gdzie świadczenia z ZUS często nie zapewniają komfortowego życia, praca na emeryturze staje się sposobem na poprawę sytuacji materialnej.

Według badania SeniorApp, wielu seniorom emerytura nie starcza na godne życie. 21 proc. badanych przyznaje, że potrzebuje pomocy finansowej. Co więcej, zaznaczają, że sporymi wydatkami są te związane ze zdrowiem. 51 proc. twierdzi, że ceny usług i badań medycznych są dla nich zbyt wysokie, a dla 43 proc. problemem są ceny leków. Co trzeci senior pytany o sytuację finansową przyznaje, że pogorszyła się ona w ciągu ostatniego roku, u 14 proc. badanych uległa ona poprawie, a w 53 proc. przypadków pozostała bez zmian.

– Kwestie materiale są z pewnością jednym z kluczowych powodów, dla których seniorzy decydują się na podjęcie zatrudnienia. Innym jest po prostu chęć pracy, kontaktu z ludźmi i czucia się potrzebnym – mówi Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres. – Jeszcze kilka lat temu pracownicy tymczasowi po 60 r.ż. zgłaszali się do nas głównie w kwestiach związanych z przejściem na emeryturę. Obecnie, zamiast siedzieć w domu, często pytają o możliwość kontynuowania pracy. Co więcej, rośnie liczba osób z grupy 60+ biorących udział w rekrutacji. Nie w każdej branży i nie na każdym stanowisku zatrudnienie jest możliwe, bo w wielu przypadkach wymagane jest bardzo dobry stan zdrowia, czy siła fizyczna, ale obecny rynek pracy daje starszym wiele możliwości zarabiania. Przestają oni myśleć o emeryturze, a granica przejścia na nią przesuwa się i mimo że nie jest ona sformalizowana, to dla sporej części osób 75 r. ż. to nowe 65 lat – dodaje Cezary Maciołek.

Są zawody, w których wieloletnie doświadczenie specjalistów jest niezwykle cenione i nigdy nie stanowiło większego problemu. Należą do nich lekarze, prawnicy, nauczyciele, finansiści, w przypadku których wiek działa na korzyść i – jeśli chcą, to są chętnie zatrudniani, nawet gdy zbliżają się do emerytury. Otwartość na starszą kadrę widać też w sektorach handlu, logistyki, pielęgniarstwie czy wśród kierowców zawodowych, ale też na produkcji. To branże, które według danych Grupy Progres zatrudniają tymczasowo najwięcej osób z grupy 50-60 lat oraz 60 +. Co więcej, statystyki GUS pokazują, że w 2021 r. największy odsetek pracujących powyżej 50. roku życia odnotowano w sekcji wytwarzanie i zaopatrywanie w energię elektryczną, gaz, parę wodną, gorącą wodę. Pracujący w analizowanym wieku stanowili aż 47,6 proc. ogółu zatrudnionych w tym sektorze. Znaczący udział pracujących powyżej 50. roku życia (w ogóle pracujących) odnotowano również w sekcjach: Rolnictwo, leśnictwo, łowiectwo i rybactwo (45,9 proc.), Działalność związana z obsługą rynku nieruchomości (43,8 proc.) oraz Opieka zdrowotna i pomoc społeczna (40,3 proc). Inaczej przedstawiała się sytuacja w sekcji Informacja i komunikacja, gdzie w wieku 50 lat i więcej był niespełna co 10 pracujący. W pozostałych sekcjach gospodarki udział pracujących w omawianym wieku wahał się od 20 proc. do 40 proc.

Jest szansa na e-Sąd dla frankowiczów, ale to nie takie proste

Ministerstwo Sprawiedliwości planuje utworzenie e-Sądu, który rozpatrywałby sprawy frankowiczów. Według ekspertów, wdrożenie takiego rozwiązania mogłoby przyczynić się do odciążenia sądów i przyspieszenia procesów. Nie brakuje też opinii, że zyskałyby na tym obie strony sporu, przy czym więcej korzyści odnieśliby kredytobiorcy. Niemniej znawcy tematu prognozują, że uruchomienie e-Sądu może zająć od kilku miesięcy do nawet kilku lat. Stworzenie zupełnie nowej jednostki jest trudne, nie tylko formalnie, ale również organizacyjnie. Prawnicy dodają też, że efektywność i tempo prac będzie w głównej mierze zależeć od zaangażowania i zasobów przeznaczonych na ten cel. Jednak na razie resort nie chce wypowiadać się w kwestii szczegółów.

Jest potrzeba, ale brakuje szczegółów

W przestrzeni publicznej ostatnio coraz częściej mówi się o chęci przygotowania przez Ministerstwo Sprawiedliwości e-Sądu, który rozpatrywałby sprawy mieszkaniowe kredytów walutowych. Jednak zapytany o to resort nie chce jeszcze wypowiadać się w kwestii szczegółów. Jak stwierdza radca prawny Adrian Goska z Kancelarii SubiGo, na rynku istnieje wyraźna potrzeba usprawnienia rozpatrywania spraw związanych z kredytami walutowymi. Tradycyjne sądy często borykają się z nadmiarem procesów, co prowadzi do znaczących opóźnień w rozstrzyganiu. Zdaniem eksperta, ww. rozwiązanie może przyczynić się do odciążenia sądów i przyspieszenia procesów.

– Co do zasadności takich działań, bez wątpienia należy stwierdzić słuszność kierunku. Przewlekłość postępowań sądowych w tzw. sprawach frankowych jest problemem wielopłaszczyznowym. Zarówno dotyczy to sektora finansowego, co pośrednio przekłada się na gospodarkę, ale również, a może przede wszystkim – wymiaru sprawiedliwości. Jeżeli taki e-Sąd już powstanie, to wyspecjalizuje się we względnie wąskim obszarze na pograniczu prawa konsumenckiego i finansowego. Wiedzę warto będzie wykorzystać, dlatego – w mojej ocenie – rozszerzenie zakresu działania stanie się zasadne – komentuje dr Dariusz Kowalski, prawnik i ekonomista z Uniwersytetu SWPS.

Z kolei adwokat Jakub Bartosiak z kancelarii MBM Legal zaznacza, że sprawy kredytów w innych walutach są prowadzone w ten sam sposób, co frankowe. W związku z tym one od początku powinny być uwzględnione w nowym systemie, podobnie jak spory dotyczące kredytów złotowych, ale tych na razie nie ma jeszcze dużo. Według eksperta, włączenie ich od początku do tego systemu, w założeniu sprawnego i wydajnego, pomoże w przyszłości uniknąć zatorów w sądach.

– Odnośnie do samego pomysłu utworzenia e-Sądu, można odpowiedzieć – lepiej późno niż wcale. Ministerstwo powinno zaprezentować szczegółowy projekt, który przekona sceptyków, że jest on warty realizacji. Jeżeli ten tryb rozwiązywania sporów okaże się efektywny i przydatny w sprawach frankowych, można będzie rozważać rozszerzenie go na inne rodzaje procesów, w szczególności dotyczących zobowiązań pieniężnych. Natomiast w tej chwili dyskusja wydaje się przedwczesna – mówi dr hab. Piotr Tereszkiewicz, prof. UJ z Katedry Prawa Cywilnego UJ.

Z korzyściami i wyborem

Według mec. Adriana Goski, implementacja e-Sądu może mieć mieszane skutki dla frankowiczów i banków. Jest szansa na to, że ci pierwsi zyskają dzięki szybszemu rozstrzyganiu spraw. Jednakże digitalizacja procesu może również napotkać na kwestie techniczne lub proceduralne, które wpłyną na jakość rozstrzygnięć. Natomiast banki mogą obawiać się szybszego kończenia procesów przeciwko nim. Jednak w opinii dr. Kowalskiego, przyspieszenie spraw może być korzystne dla obu stron sporu. Ułatwi dochodzenie roszczeń kredytobiorcom, a bankom pozwoli na ograniczenie niepewności co do dalszej sytuacji. Ekspert zakłada, że więcej plusów będzie mimo wszystko po stronie kredytobiorców – obecnie przewlekłość postępowania dla wielu osób jest argumentem przeciwko wchodzeniu w spór prawny z sądem.

– Niezasadne jest budzenie nadmiernych oczekiwań po stronie frankowiczów. Potencjalne zyski i straty tego rozwiązania zależeć będą od tego, czy tryb elektroniczny będzie sprawnie funkcjonował. W idealnej sytuacji, a więc stworzenia dobrze i szybko działającego e-Sądu, zyskać mogą obie strony sporów, a co za tym idzie – cały rynek finansowy – analizuje dr hab. Piotr Tereszkiewicz, prof. UJ.

Rodzi się też pytanie, czy e-Sąd powinien być obligatoryjny dla wszystkich sporów frankowych. Zdaniem mec. Jakuba Bartosiaka, w okresie przejściowym, a więc kilku czy kilkunastu miesięcy, kredytobiorcom powinien być pozostawiony wybór. Zdarzają się osoby niekorzystające z Internetu czy mniej obyte z nowymi technologiami. Fizyczny kontakt z sądem jest dla nich ważnym elementem dostępu do wymiaru sprawiedliwości. Jak przekonuje ekspert z MBM Legal, jeśli postępowania będą prowadzone sprawnie, to kredytobiorcy zaczną chętnie korzystać z tego rozwiązania.

– Można zasugerować przyjęcie koncepcji z prawa brytyjskiego, dotyczącej postępowania dla konsumentów przed Financial Ombusdman Service (FSO), czyli specjalnym organem do rozwiązywania sporów konsumenckich. Wybór trybu postępowania przez konsumenta jest wiążący dla przedsiębiorcy. Tryb elektroniczny powinien być fakultatywny dla konsumentów. W niektórych sprawach stany faktyczne są złożone i tryb stacjonarny będzie bardziej adekwatny, przynajmniej w początkowym okresie funkcjonowania e-Sądu – dodaje dr hab. Piotr Tereszkiewicz, prof. UJ.

Oczekiwanie w miesiącach lub latach

Finalizacja działań związanych z utworzeniem e-Sądu może być procesem długotrwałym, o czym przekonuje radca prawny Adrian Goska. Ekspert zwraca uwagę na konieczność przeprowadzenia niezbędnych prac legislacyjnych, testów technicznych, szkoleń dla personelu oraz zapewnienia bezpieczeństwa danych. To wszystko może zająć od kilku miesięcy do nawet kilku lat. Efektywność i tempo prac będą zależeć od zaangażowania i zasobów przeznaczonych na ten cel przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Inni eksperci są podobnego zdania.

– Wprowadzenie takiego rozwiązania może zająć nawet rok lub dwa lata. Przepisy wymagają przyjęcia przez Sejm i Senat, a następnie podpisu prezydenta. Konieczne będzie m.in. przygotowanie infrastruktury. Można też wykorzystać istniejący e-Sąd, który funkcjonuje przy Sądzie Rejonowym Lublin-Zachód albo przekształcić tzw. wydział frankowy w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Jednak w każdym przypadku wymaga to sporego nakładu czasu i rzetelnego przygotowania – twierdzi mec. Bartosiak.

Z kolei dr Kowalski zaznacza, że prawodawca ograniczony jest ramami ustrojowymi. Stworzenie zupełnie nowej jednostki może się okazać trudne nie tylko od strony formalnej, ale również – organizacyjnej. Może też wydłużyć proces implementowania zmian.

– Zawsze warto myśleć o usprawnieniu postępowania. Jeszcze przez kilka lat do sądów będzie trafiać bardzo dużo spraw kredytów walutowych. Nawet jeśli nowe rozwiązania wejdą w życie za rok lub dwa lata, to usprawnią wymiar sprawiedliwości, zwłaszcza że w kolejce czekają już kredytobiorcy złotowi. Pojawią się zapewne także inne masowe sprawy, które mogłyby być procedowane właśnie w ten sposób – podsumowuje ekspert z MBM Legal.

 

Blisko 67 proc. Polaków odczuwa syndromy depresji. Gospodarka na tym traci minimum 2,8 mld zł rocznie

Jak wynika z najnowszego raportu, obecnie 66,6% dorosłych Polaków odczuwa przynajmniej jeden z syndromów najczęściej kojarzonych z depresją. Od początku ub.r. nastąpił spadek o 6,2 p.p. Wśród przeważnie wskazywanych objawów widać uczucie zmęczenia i braku energii – 34,3%, obniżenie nastroju – 32,3%, a także zaburzenia snu – 27,6%. Z kolei najrzadziej wymieniane są myśli i czyny samobójcze – 4,4%. Autorzy badania łączą ogólną poprawę wyników z obniżeniem inflacji. Niemniej ostrożnie szacują, że gospodarka wciąż traci w związku z depresją co najmniej blisko 3 mld zł rocznie. I to wyliczenie zakłada tylko nieobecność w pracy osób doświadczających epizodów depresyjnych i zaburzeń depresyjnych nawracających.

Autorzy ogólnopolskiego raportu pt. „Depresja wciąż mocno dotyka Polaków. Ile to kosztuje gospodarkę?” przygotowali listę dziesięciu objawów najczęściej kojarzonych z depresją. Ankietowani mieli wybrać te, które trwają u nich przez co najmniej dwa tygodnie. I tak z cyklicznego badania UCE RESEARCH i platformy ePsycholodzy.pl wynika, że obecnie 66,6% dorosłych Polaków odczuwa ww. syndromy. Dla porównania, w tym samym okresie ubiegłego roku ten odsetek sięgał 72,8%.

– Niższy wskaźnik może wynikać ze spadku dynamiki inflacji, która wpłynęła na zdrowie psychiczne jednostek. Wzrost cen zwiększył poziom stresu wśród ludzi. Podstawowe artykuły i usługi stały się mniej dostępne dla niektórych osób. Brak możliwości zapewnienia sobie i rodzinie podstawowych potrzeb doprowadził do frustracji i poczucia bezradności. Niepewność finansowa i obawy związane z zachowaniem standardu życia zwiększyły niepokój wśród Polaków – mówi Michał Pajdak, współautor badania z platformy ePsycholodzy.pl.

Po okresie wysokich wzrostów cen, sytuacja gospodarcza ustabilizowała się, a większość Polaków przyzwyczaiła się do wysokich cen. Autorzy raportu podkreślają jednak, że inflacja na stałe podniosła koszty opieki zdrowotnej, w tym ceny leków, wizyt lekarskich i procedur medycznych. Osoby borykające się z problemami zdrowotnymi mogło to dodatkowo obciążać i pogłębiać stres związany z chorobami. To również odbiło się na psychice części społeczeństwa.

– W 2023 roku mieliśmy do czynienia ze wzrostem o 7,85% liczby dni absencji z powodu epizodów depresyjnych i zaburzeń depresyjnych nawracających w stosunku do 2022 roku. W powiązaniu z podniesieniem kosztów pracy, straty dla gospodarki wyniosły co najmniej 2,8 mld. Kwota ta została obliczona jako koszt pracy wraz z narzutami – informuje Michał Pajdak.

W tym założeniu zastosowano 80% kosztów wynagrodzenia. Należy jednak podkreślić, że jest to bazowe wyliczenie. – Nie zawiera ono kosztów leczenia, zastąpienia pracowników, procesów rekrutacyjnych oraz utraconych korzyści, związanych z odejściem klientów, a także innych parametrów. Daje to wzrost o 27,7% w stosunku do 2022 roku i skok aż o 44% w porównaniu do 2021 roku – wyjaśnia współautor badania z platformy ePsycholodzy.pl.

Depresja staje jest zjawiskiem powszechnym. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), około 280 milionów ludzi na całym świecie cierpi na nią, w tym 5% dorosłych na świecie i 5,7% osób powyżej 60. roku życia. Jednak rzeczywista liczba chorych na depresję może być wyższa. Dlatego realne koszty dla gospodarki mogą być zdecydowanie niedoszacowane, co podkreślają eksperci z UCE RESEARCH. I dodają, że pracownicy, którzy ukrywają swój stan, częściowo z powodu piętna tej choroby, mogą być mało efektywni w pracy. To może się dziać zarówno w prywatnych przedsiębiorstwach, jak i w państwowych instytucjach.

– Szacuje się, że na świecie 60% osób z depresją nie szuka profesjonalnego wsparcia. W Polsce cierpią na nią przynajmniej 4 mln osób. Dane NFZ wskazują, że dla 1,6 mln Polaków powyżej 7. roku życia  wykupiono w 2022 r. refundowane leki przeciwdepresyjne. Było to o 69,6% więcej niż w 2013 roku. W okresie od stycznia do czerwca 2023 roku było to już 1,3  mln – komentuje Michał Pajdak.

Uczestnicy najnowszego sondażu, którzy odpowiadali na pytania anonimowo, najczęściej wskazywali na uczucie zmęczenia i braku energii – 34,3% respondentów (poprzednio – 36,6%). Ponadto obniżenie nastroju zadeklarowało 32,4% ankietowanych (w 2023 roku – 40,3%), zaburzenia snu – 27,6% (27,1%), niską samoocenę i małą wiarę w siebie – 18,5% (19,5%), a osłabienie koncentracji i uwagi – 18% (22,9%). Jednocześnie 27,4% badanych stwierdziło, że nic, co zostało ujęte na liście, nie dotyczy ich (poprzednio – 21,1%). 6% nie potrafiło się w tej kwestii określić (6,1%).

– Osoby cierpiące na problemy zdrowia psychicznego mogą mieć trudności w koncentracji, podejmowaniu decyzji i utrzymywaniu zdrowych relacji z innymi pracownikami, kontrahentami i klientami. To może prowadzić do spadku produktywności w firmach i organizacjach, co w konsekwencji może mieć negatywny wpływ na gospodarkę – stwierdza Pajdak.

Do tego autorzy badania dodają, że opieka zdrowotna dla osób z zaburzeniami psychicznymi może być kosztowna, zarówno dla samej osoby, jak i dla systemu opieki zdrowotnej. Koszty leczenia, terapii i leków mogą być znaczne, a gdy osoby potrzebujące nie otrzymują odpowiedniej pomocy, mogą skończyć w systemie opieki długoterminowej lub kryzysowej, co generuje jeszcze dodatkowe koszty.

– Psychika ma również wpływ na zdrowie fizyczne. Osoby z problemami psychicznymi mogą mieć tendencję do prowadzenia mniej zdrowego stylu życia, co zwiększa ryzyko wystąpienia chorób fizycznych, takich jak otyłość, cukrzyca czy choroby serca. Wysokie koszty opieki zdrowotnej, związane z tymi chorobami, mogą obciążać gospodarkę jako całość – zaznacza ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.

Spośród objawów z najmniejszą liczbą wskazań są myśli i czyny samobójcze – 4,4% (poprzednio – 6,2%). Do tego należy dodać poczucie winy i obniżonej wartości – 8,7% (10,1%), a także zmniejszony apetyt – 8,8% (8,3%). Według autorów badania, dobrą informacją jest spadek odczytów myśli i czynów samobójczych. Mają one potencjalnie szkodliwy wpływ na gospodarkę z kilku powodów. Prowadzą do konieczności interwencji medycznej, w tym hospitalizacji, terapii i rehabilitacji niedoszłych samobójców oraz wsparcia dla rodzin dotkniętych takimi tragediami.

– Natomiast w przypadku, gdy osoba popełniająca samobójstwo była kluczowym pracownikiem, może to spowodować poważne trudności finansowe i spadek produktywności w przedsiębiorstwie. Ponadto samobójstwa współpracowników negatywnie wpływają na morale i efektywność pracy innych osób w firmie. Może to wymagać wsparcia emocjonalnego i terapeutycznego dla członków zespołu i prowadzić do obniżenia jego produktywności – podsumowuje Michał Pajdak.

***
Opis metody badawczej

Badanie zostało przeprowadzone w I kwartale 2024 roku metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i platformę ePsycholodzy.pl na próbie 1017 dorosłych Polaków.

Grupa ORLEN wybuduję farmę fotowoltaiczną na Dolnym Śląsku

Grupa ORLEN, poprzez Energę Wytwarzanie, przejęła projekt budowy farmy fotowoltaicznej o mocy 130 MW, która będzie w stanie zasilić czystą energią ponad 60 tys. gospodarstw domowych. Inwestycja zostanie zrealizowana do końca 2025 roku i będzie największą farmą fotowoltaiczną Grupy ORLEN w południowej Polsce. Koncern posiada obecnie około 100 MW mocy zainstalowanej w 11 działających farmach fotowoltaicznych oraz mikroinstalacjach.

Projekt farmy fotowolaticznej zlokalizowanej w gminie Kotla na Dolnym Śląsku został przejęty od brytyjskiej firmy Lightsource bp. Energa Wytwarzanie, spółka zależna Energi, przejęła spółkę celową, posiadającą prawa do budowy, wraz z kompletem pozwoleń. Rozpoczęcie inwestycji planowane jest jeszcze w kwietniu tego roku. Instalacja o mocy zainstalowanej 130 MW, w pierwszym roku eksploatacji będzie w stanie wytworzyć ponad 145 GWh energii elektrycznej, z możliwością zwiększenia produkcji w przyszłości.

Fotowoltaika jest jednym ze strategicznych kierunków rozwoju energetyki odnawialnej w Grupie ORLEN. W ubiegłym roku portfel aktywów wytwórczych koncernu powiększył się łącznie o 64 MW mocy zainstalowanej w źródłach fotowoltaicznych, zarówno poprzez rozbudowę istniejących mocy, jak i akwizycje projektów na różnych etapach rozwoju. Wśród najważniejszych projektów inwestycyjnych znajdowała się rozbudowa farm fotowoltaicznych Gryf, do 25 MW, oraz Wielbark, łącznie do 70 MW. Energa Wytwarzanie z Grupy ORLEN rozpoczęła również budowę farmy Mitra o mocy 65 MW. Grupa Energa kontynuuje także proces akwizycji kolejnych instalacji OZE, w tym źródeł fotowoltaicznych oraz farm wiatrowych. Do największych transakcji spółki należały umowy przedwstępne zawarte z Greenvolt i Lewandpol Holding, na projekty o łącznej mocy 393 MW.

Zgodnie z przyjętą strategią, do końca 2030 r. Grupa ORLEN będzie dysponować odnawialnymi źródłami energii o łącznej mocy ponad 9 GW, obejmującymi m.in. morskie i lądowe farmy wiatrowe, fotowoltaikę, elektrownie wodne oraz jednostki wytwórcze na biogaz i biometan.

Renta wdowia: Drogi i nieskuteczny sposób walki z ubóstwem

Obywatelski projekt ustawy wprowadzającej rentę wdowią jest propozycją bardzo kosztowną, a zyskałyby na niej nieproporcjonalnie wdowy i wdowcy o relatywnie wysokich dochodach. Wątpliwość budzi też założenie, że wsparcie państwa ma być uwarunkowane wcześniejszym zawarciem małżeństwa, a nie trudną sytuacją materialną.

Proponowanego rozwiązania nie można więc uznać za efektywną politykę publiczną. Zdaniem Rady TEP trzeba projekt o rencie wdowiej odrzucić. Proponowane w projekcie obywatelkim rozwiązanie – renta wdowia to możliwość łączenia części własnej emerytury z emeryturą zmarłego współmałżonka. Zgodnie z propozycją wdowa lub wdowiec ma otrzymywać pełną wysokość swojej emerytury i 50% renty rodzinnej po małżonku lub rentę rodzinną w pełnej wysokości (odpowiadającej 85% świadczenia osoby zmarłej) i 50% przysługującego własnego świadczenia.

Wprowadzenie renty wdowiej w proponowanym kształcie wiązałoby się z istotnym wzrostem wydatków publicznych. Według niezależnych szacunków ośrodka badawczego CenEA (Myck et al. 2024) w obecnej formie koszt proponowanych rozwiązań to kwota rzędu 24 mld zł rocznie, znacznie powyżej kwoty podanej w uzasadnieniu projektu (13 mld zł). Jak zaznaczają eksperci CenEA oszacowana wartość (24 mld zł) bazuje na danych z gusowskiego Badania Budżetów Gospodarstw Domowych (BBGD); natomiast dokładne wyliczenia wpływu na finanse publiczne wymagałyby informacji o wysokości emerytur obecnych wdów i wdowców oraz ostatnich świadczeń ich zmarłych współmałżonków. Obliczona przez CenEA kwota to odpowiednik ok. 0,6% PKB, a trzeba uwzględnić, że już obecnie w naszym kraju na zabezpieczenie żyjących członków rodziny (czyli przede wszystkim – renty rodzinne) wydaje się 1,5% PKB. Choć plasuje nas to nieznacznie poniżej średniej UE (1,6%), to trzeba zauważyć, że tylko 6 krajów wydaje na ten cel więcej niż Polska i to one zawyżają średnią. Te kraje to – poza Niemcami – kraje Europy Południowej. Warto wiedzieć, że w Danii i Szwecji wydatki te są bliskie zera. Porównując te liczby należy pamiętać o różnym umiejscowieniu wsparcia dla samotnych osób w ramach krajowych systemów zabezpieczenia socjalnego, dlatego proponowane zmiany trzeba widzieć w szerszym kontekście wydatków społecznych.

Wysoki koszt nowej propozycji wzbudza wątpliwość z punktu widzenia efektywności proponowanych wydatków oraz innych wyzwań stojących przed sektorem publicznym. Jak pokazuje cytowany już Myck i inni, największe korzyści z proponowanych zmian odniosłyby osoby o relatywnie wysokich dochodach. Eksperci CenEA pokazują, że podobny stopień redukcji ubóstwa wdów i wdowców można osiągnąć tańszym o niemal 60% rozwiązaniem, skoncentrowanym właśnie na osobach najuboższych. A trzeba pamiętać, że efektywność wydatków publicznych jest kluczowa w sytuacji dużych wyzwań w innych obszarach finansów publicznych Polski. Wydatki na publiczną służbę zdrowia wciąż pozostają niskie na tle Unii Europejskiej (5,3% PKB w Polsce vs 7,7% PKB w UE w 2022 roku), stoimy przed koniecznością zwiększenia wydatków na obronność (choć już są powyżej średniej unijnej, ale jako kraj graniczący z Rosją niestety jesteśmy pod większą presją). A to wszystko w sytuacji relatywnie wysokiego deficytu (3,7% PKB w 2022 roku wobec 3,3% średniej unijnej, a dostępne szacunki wskazują na istotny wzrost deficytu w 2023 roku).

Wątpliwe jest także warunkowanie pomocy państwa wcześniejszym zawarciem związku małżeńskiego. Polski system emerytalny bazuje na zdrowej zasadzie, że wysokość wypłaconej emerytury ma równać się sumie wpłaconych składek (oczywiście z dokładnością do indeksacji: wraz z rosnącymi płacami wartość wcześniej wpłaconych składek jest indeksowana by zachowały realną wartość w relacji do płac). Oczywiście system ma charakter ubezpieczeniowy – gdy ktoś żyje dłużej niż wynosiła jego tzw. oczekiwana długość życia, w momencie wyznaczania emerytury nie przestaje otrzymywać świadczenia, tylko jest ono wypłacane dalej. Drugą stroną medalu jest oczywiście niższa suma wypłat dla osób, które żyły krócej niż wynosiła oczekiwana średnia. Możliwość otrzymania 85% świadczenia po współmałżonku zaburza system i generuje deficyt ( zob. Malec i Tyrowicz 2017), jednak koszty z tym związane są prawdopodobnie znacznie mniejsze niż proponowana w ramach renty wdowiej możliwość łączenia części dwóch świadczeń. Połączenie takie oznaczałoby, że osoby w związku małżeńskim będą mogły oczekiwać od systemu emerytalnego znacznie wyższej wypłaty niż łączna kwota wpłaconych składek. Jeśli ustawa o wdowiej rencie weszłaby w życie, to jej beneficjenci będą w uprzywilejowanej sytuacji względem osób niezamężnych, i to niezależnie od ich sytuacji materialnej w momencie śmierci męża/żony.

Proponowanego rozwiązania nie można uznać za efektywną politykę publiczną. W sytuacji wysokiego deficytu czy chronicznego niedofinansowania służby zdrowia, zwiększanie transferów – pod hasłem pomocy najuboższym – kierowanych przede wszystkim do osób lepiej usytuowanych byłoby ewidentnym błędem. Jednocześnie dyskusja o ograniczeniu ubóstwa wśród osób starszych powinna dotyczyć wszystkich, bez względu na ich obecny lub przeszły stan cywilny.

NCBR przyjmuje wnioski w 4. konkursie INNOGLOBO

15 mln zł na wsparcie projektów badawczo-rozwojowych realizowanych z wybranym partnerem zagranicznym przeznaczy dla polskich innowatorów Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) w 4. konkursie INNOGLOBO. Nabór wniosków prowadzony jest do 30 września br.

Coraz więcej ambitnych projektów realizowanych przez naukowców i przedsiębiorców z Polski ma charakter międzynarodowy. Przybywa też instrumentów wsparcia, które służą wypracowaniu nowatorskich rozwiązań technologicznych z partnerami z zagranicy. Takie konkursy mają jednak najczęściej z góry ustalony profil tematyczny, a grupa zaangażowanych w nie państw jest ograniczona. Program INNOGLOBO wypełnia tę lukę: jest otwarty na współpracę z całym światem.

– Skala globalnych wyzwań, z którymi przychodzi nam się mierzyć, jest ogromna, począwszy od transformacji klimatyczno-energetycznej i cyfrowej, poprzez wyzwana demograficzne, zdrowotne, suszę nękającą różne rejony świata, po skokowe zmiany związane z Przemysłem 4.0. Efektywnych rozwiązań tych problemów, które dotykają każdej branży, poszukują najbardziej kreatywne umysły świata. Polscy naukowcy i przedsiębiorcy są cenionymi członkami wielu poważnych konsorcjów międzynarodowych, chociażby w dziedzinie sztucznej inteligencji. Z pewnością warto zabiegać o wspólne inicjatywy badawcze mające szansę zakończyć się wdrożeniami, które przebiją się za granicą i rozwiążą konkretne problemy ludzi. Temu właśnie służy Program INNOGLOBO – mówi prof. dr hab. inż. Marek Gzik, wiceminister Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

– Konkurs INNOGLOBO jest elastyczny, a przez to atrakcyjny zarówno dla tych podmiotów, które już rozwinęły sieć kontaktów międzynarodowych, jak i dla tych, które stawiają pierwsze kroki z myślą o stworzeniu i ekspansji zagranicznej przyszłościowych rozwiązań. Swobodny dobór partnera oraz brak ograniczeń tematycznych sprawiają, że można celować w innowacje nawet w wąskich, specjalistycznych obszarach – mówi prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski, p.o. dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

W 4. konkursie INNOGLOBO o granty mogą się starać polscy innowatorzy: mikro-, małe, średnie i duże przedsiębiorstwa, uczelnie, jednostki badawcze oraz inne organizacje prowadzące badania i upowszechniające wiedzę, a także konsorcja tych podmiotów w dowolnej konfiguracji. Istotnym wymogiem jest udział w projekcie przynajmniej jednego partnera zagranicznego. Partnerzy mogą pochodzić ze wszystkich państw, z którymi Polska utrzymuje stosunki dyplomatyczne, z zastrzeżeniem zapisów tzw. ustawy sankcyjnej, tj. ustawy o szczególnych rozwiązaniach w zakresie przeciwdziałania wspieraniu agresji na Ukrainę oraz służących ochronie bezpieczeństwa narodowego. Tematyka projektów powinna zaś wpisywać się w aktualną Listę Krajowych Inteligentnych Specjalizacji.

Dofinansowanie – w wysokości od 400 tys. zł do 1,5 mln zł – wnioskodawcy z Polski mogą przeznaczyć na realizację badań przemysłowych oraz prac rozwojowych. Łączny budżet konkursu został zwiększony o jedną trzecią w stosunku do poprzednich edycji i wynosi 15 mln zł. Nabór wniosków NCBR prowadzi do 30 września br.

Polska myśl techniczna podbija świat

Do tej pory odbyły się już trzy konkursy INNOGLOBO. W dwóch pierwszych do dofinansowania wyłoniono łącznie 15 projektów, a rozstrzygnięcie trzeciego nastąpi jeszcze tej wiosny.

Beneficjenci realizują projekty o wysokim potencjale komercjalizacji, wśród nich m.in.:

  • Innowacyjna technologia doustnego dostarczania małych fragmentów niekodującego RNA (microRNA) jako czynnika aktywnego w klinicznych dodatkach paszowych, dla koni cierpiących na syndrom metaboliczny i ochwat (Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu; Międzynarodowy Instytut Medycyny Translacyjnej);
  • Opracowanie innowacyjnej stałej postaci produktu leczniczego o silnym działaniu przeciwbólowym i właściwościach zniechęcających do nadużywania opioidów (ASLab Science prosta spółka akcyjna);
  • Mobilny system monitorowania warunków transportu materiałów wrażliwych, w tym żywności i materiałów niebezpiecznych (Akademia Górniczo-Hutnicza im. Stanisława Staszica w Krakowie);
  • Rozwiązania dla Przemysłu 4.0 przyczyniające się do monitorowania zużycia narzędzi skrawających (Sieć Badawcza Łukasiewicz – Krakowski Instytut Technologiczny; STALMAX Sp. z o.o.);
  • Diody laserowe na daleki ultrafiolet (Instytut Wysokich Ciśnień – Polska Akademia Nauk);
  • Warstwy pasywacyjne dla detektorów barierowych i lawinowych na bazie materiałów AIIIBV (Wojskowa Akademia Techniczna; Photonics Innovation Sp. z o.o.).

Partnerzy polskich podmiotów pochodzą z takich krajów, jak np. Hiszpania, Chorwacja, Belgia, Wielka Brytania, Szwajcaria, Francja, USA, Kanada, Indie, Oman, Nowa Zelandia.

–  Projekty realizowane są w szerokim kontekście geograficznym i kulturowym, co jest dodatkowym atutem współpracy nawiązywanej w Programie INNOGLOBO. Poznanie niekiedy bardzo odmiennego podejścia do nauki oraz uwarunkowań lokalnych rynków, dzielenie się pomysłami, wymiana wiedzy w toku wspólnej pracy nad konkretnym problemem badawczym są nie do przecenienia i mogą się stać punktem zwrotnym w karierze uczestników projektu. Takie doświadczenie otwiera niejedne drzwi. Liczę na to, że efekty projektów w postaci zagranicznych wdrożeń okażą się znaczące dla polskiej gospodarki – zwraca uwagę prof. Jerzy Małachowski.

Jak znaleźć partnera projektowego z zagranicy?

Nierzadko zdarza się, że kontakty przyszłych zagranicznych konsorcjantów z polskimi innowatorami były ugruntowane już przed ogłoszeniem konkursu – czy to dzięki długotrwałej biznesowej aktywności, czy też osobistemu udziałowi w międzynarodowych konferencjach, targach czy zjazdach.

A jeśli partnera projektowego dopiero szukamy? W tym przypadku warto np. skorzystać z udostępnionej przez NCBR wyszukiwarki partnerów do realizacji projektów międzynarodowych o nazwie PartFinder. Narzędzie umożliwia zarówno zamieszczenie ogłoszeń o chęci nawiązania współpracy, jak i wyszukiwanie partnerów do wspólnej realizacji badań.

Co istotne, przed złożeniem wniosku o dofinansowanie każdy partner zagraniczny, który chce wziąć udział w realizacji projektu w ramach konsorcjum międzynarodowego, jest zobowiązany do przekazania polskiemu wnioskodawcy oświadczenia o zabezpieczeniu środków finansowych na realizację swojej części projektu.

NCBR, w ramach 4. konkursu INNOGLOBO, kontynuuje współpracę z agencją AiF Projekt GmbH, zarządzającą niemieckimi federalnymi programami finansowania projektów z sektora MŚP. Daje to niemieckim partnerom możliwość uzyskania dofinansowania dla realizowanych przez nich zadań projektowych w zakresie prac badawczo-rozwojowych z Central Innovation Programme for SMEs (ZIM).

Od tego roku także dwustronna współpraca polsko-izraelska w NCBR jest realizowana w ramach Programu INNOGLOBO. Po stronie izraelskiej agencją finansującą pozostaje Israel Innovation Authority. Otwiera to izraelskim partnerom drogę do uzyskania dofinansowania dla realizowanych przez nich w ramach projektów INNOGLOBO prac badawczo-rozwojowych.

Amazon ogłasza inwestycję w farmy wiatrowe w Polsce

Amazon podpisał z Vortex Energy Polska, spółką zależną w całości należącą do Vitol, umowę na zakup 53 MW mocy czystej energii z dwóch farm wiatrowych zlokalizowanych w Jastrowiu i Okonku (woj. wielkopolskie, powiat złotowski). Inicjatywa stanowi pierwszą inwestycję Amazon w energię wiatrową w Polsce. Firma zainwestowała już w kraju w energię odnawialną z farmy fotowoltaicznej (PV) w Miłkowicach (2022 r.) i posiada panele fotowoltaiczne na swoim zrobotyzowanym centrum logistycznym w Świebodzinie (2021 r.).

  • Łącznie projekty wiatrowe w Jastrowiu i Okonku będą generować ok. 113 000 MWh (megawatogodzin) energii rocznie, co wystarczyłoby do zasilenia ponad 50 000 polskich gospodarstw domowych.
  • Łączna moc dwóch farm wiatrowych szacowana jest na 53 MW, a moc wszystkich inwestycji Amazon w OZE w Polsce wynosić będzie ponad 140 MW.
  • Nowe farmy wiatrowe mają zostać uruchomione w drugiej połowie 2025 r.

Inwestycje Amazon w OZE w Polsce przyczyniają się do realizacji takich celów firmy, jak osiągnięcie zerowej emisji dwutlenku węgla netto do 2040 r. oraz zasilanie do 2025 r. całej globalnej działalności Amazon w 100% energią ze źródeł odnawialnych. Umowa na zakup energii z farm wiatrowych w Jastrowiu i Okonku wspiera również cel polskiego rządu, jakim jest dekarbonizacja sektora energetycznego. Według Ember European Electricity Review 2024 udział paliw kopalnych w produkcji energii elektrycznej w Polsce w 2023 r. wyniósł 61%, podczas gdy średni udział węgla w miksie energetycznym w UE wynosi 12%. Jednocześnie w Krajowym planie na rzecz energii i klimatu na lata 2021-2030 Polska deklaruje osiągnięcie 29,8% udziału OZE w końcowym zużyciu energii brutto w 2030 r.

Z kolei Justine Ryan, Head of Renewables EMEA at Vitol and CEO of Vortex Energy podkreśla: – Energia odnawialna ma kluczowe znaczenie dla europejskiej strategii dekarbonizacji. Vortex i Amazon mają potencjał, by wnieść znaczący wkład w redukcję emisji i zapewnić bezpieczeństwo energetyczne poprzez zrównoważoną i przystępną cenowo energię elektryczną w Polsce. Jest to ogromna szansa dla obu firm, a jednocześnie Vitol i Vortex będą szukać na tym rynku dodatkowych możliwości do współpracy. W szczególności dalsza nowelizacja ustawy 10H umożliwi nowe inwestycje w lądową energetykę wiatrową, które przyniosą długoterminowe korzyści dla Polski na poziomie lokalnym i krajowym.

Inwestycje solarne Amazon w Polsce

W 2024 r. Amazon świętuje dekadę działalności w Polsce, z ponad 20 mld PLN inwestycji w kraju, czego efektem było m.in. utworzenie do 2022 r. ponad 70 000 nowych bezpośrednich i pośrednich miejsc pracy w kraju. Obecność Amazon w tej części Europy to również dbałość o lokalne społeczności i zrównoważony rozwój.

W 2022 r. Amazon podpisał jedną z największych wówczas w Polsce umów na zakup energii odnawialnej z farmy fotowoltaicznej w Miłkowicach o mocy 87 MW. Oczekuje się, że po uruchomieniu będzie ona produkować ponad 120 000 MWh (megawatogodzin) czystej energii rocznie, co pozwoliłoby na zaspokojenie potrzeb energetycznych ok. 57 000 polskich gospodarstw domowych. Zgodnie z założeniami, farma fotowoltaiczna w Miłkowicach powinna rozpocząć produkcję energii już w maju 2024 r.

Z kolei w 2021 r. Amazon uruchomił w Świebodzinie zrobotyzowane centrum logistyczne, wyposażając jego dach w 3900 paneli PV (fotowoltaicznych) o powierzchni ponad 8600 m2, które dostarczają energię odnawialną pozwalającą m.in. na częściowe zasilanie obiektu. Łączna moc instalacji na dachu świebodzińskiego centrum wynosi 1,75 MW, co wystarczyłoby do zasilenia ok. 480 domów jednorodzinnych w Polsce rocznie.

Projekty OZE Amazon w Polsce – wpływ na społeczności lokalne i gospodarkę

Według nowego modelu ekonomicznego opracowanego przez Amazon, farmy słoneczne i wiatrowe uruchomione przez firmę
na całym świecie pomogły wygenerować od 2014 do 2022 r. szacunkowo 12 mld USD inwestycji w społecznościach i wsparły ponad 39 000 miejsc pracy tylko w 2022 r. W samej Europie projekty energii odnawialnej realizowane przez Amazon wygenerowały około 2,4 mld EUR inwestycji, przyczyniając się do wzrostu PKB regionu o 723 mln EUR, wspierając 3 900 miejsc pracy w 2022 r.

Szymon Kowalski, wiceprezes Fundacji RE-Source Poland Hub wskazuje na wszechstronne korzyści płynące z energii wiatrowej:

Energetyka wiatrowa to niezwykle nowoczesny, wydajny i długoterminowy silnik napędowy całej gospodarki. Efekty mnożnikowe w postaci lokalnych łańcuchów dostaw, dołączanie polskich przedsiębiorców do dostaw globalnych dla sektora, a także możliwości rozwoju zawodowego tysięcy pracowników w obszarze najnowocześniejszych technologii tworzą wartość nie do przecenienia z punktu widzenia gospodarki i społeczeństwa. Dobroczynne skutki rozwoju sektora odczuwać będą przyszłe pokolenia – także na długo po tym, jak główne instalacje wytwórcze zostaną zbudowane.

Globalne projekty Amazon, zajmującego pozycję największego korporacyjnego nabywcy energii odnawialnej na świecie, mają generować ponad 77 000 GWh (gigawatogodzin) rocznie, co wystarczyłoby do zasilenia ponad 19 mln domów w UE.

Ceny mieszkań na rynku wtórnym wystrzelą jesienią? To przez rządowy program

Ceny mieszkań na rynku wtórnym mogą mocno wzrosnąć. Winny rządowy program.

Eksperci rynku nieruchomości przyznają, że tak duże dysproporcje między cenami na rynku wtórnym i pierwotnym nie występowały od wielu lat, o ile w ogóle kiedyś występowały. Dla porównania w dużych miastach różnica ceny metra kwadratowego może wynieść nawet 4-5 tysięcy złotych. Przykładowo w Szczecinie cena deweloperska to ok. 12,3 tyś złotych za metr kwadratowy, a na rynku wtórnym ta cena dobija do 8,5 tysiąca złotych.

– Niestety należy spodziewać się, że ceny na rynku wtórnym też wzrosną, bo gdy wejście w życie program „Mieszkanie na start” to  najpierw ludzie będą kierować się w stronę ofert, które będą w ich zasięgu. Atrakcyjne mieszkania z rynku wtórnego będą znikać w mgnieniu oka, a to będzie powodować wzrost cen – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Zdążyć przed wzrostem cen. Rynek wtórny może wystrzelić, gdy wystartuje „mieszkanie na start”

Dla kupujących to nie jest dobra wiadomość. Należy się spodziewać, że nowy program dopłat do kredytów hipotecznych wywinduje do góry ceny mieszkań na rynku wtórnym. Obecnie za metr kwadratowy mieszkania kupowanego z drugiej ręki trzeba zapłacić kilka tysięcy złotych mniej niż u dewelopera. Taka sytuacja zostanie zweryfikowana, gdy na rynek trafi potężna grupa konsumentów, którzy zyskają zdolność kredytową i będą poszukiwać dla siebie mieszkań.

– Widzimy, że wiele ofert z rynku wtórnego jest wycofywanych z rynku. Tak się dzieje, gdy sprzedający widzą dla siebie szansę w droższej sprzedaży mieszkania za kilka miesięcy. Jeżeli sprzedający nie znajduje się pod presją finansową, to wie, że jesienią czy na początku 2025 roku, gdy w życie wejdzie program „Mieszkanie na start” może spodziewać się lepszych ofert – mówi Mirosław Król.

Jak mocno mogą wzrosnąć ceny na rynku wtórnym?

– Wszystko zależy od lokalizacji oraz od tego czy deweloperzy rzeczywiście będą nadal śrubować ceny nieruchomości na rynku pierwotnym. Wyobrażam sobie, że wzrost nawet ok. 15% pod koniec roku jest realny. Wzrosną ceny dużych mieszkań, bo to one obecnie są najtańsze. Raczej nie spodziewam się wzrostu cen kawalerek, przynajmniej nie z powodu programu rządowego. Tutaj mamy ewidentnie preferencje dotyczące rodzin, stąd też większe zainteresowanie mieszkaniami dwupokojowymi i większymi – mówi Mirosław Król.

Jest ruch na rynku nieruchomości. Niektórzy widzą nadzieję na zakup mieszkania, inni ją tracą

Jak dodają eksperci „polowanie na mieszkania” trwa, bo jeżeli ktoś ma zdolność kredytową obecnie, to zwykle stara się zdążyć przed wejściem w życie programu „Mieszkanie na start”, który może okazać się kolejnym czynnikiem podnoszącym ceny na rynku nieruchomości.

– Jest wielu klientów i wiele pytań. Niektórzy chcą zdążyć przed programem „Mieszkanie na start” i kupić mieszkanie po obecnych cenach, a jeszcze inni pytają np. o możliwość rezerwacji lokalu do momentu uzyskania kredytu. W obu przypadkach widzimy, że jest duża determinacja konsumentów, by kupić mieszkanie. Programy rządowe powodują ruch na rynku, inni widzą dla siebie nadzieję na zakup mieszkania, a inni wręcz przeciwnie, bo gdy cena wzrośnie to nieruchomość będzie poza ich obszarem zasięgu – mówi Mirosław Król.

– Niektórzy klienci mają ustawione „alerty” na portalach nieruchomościowych i gdy tylko pojawi się mieszkanie na sprzedaż od razu są nimi zainteresowani i szukają opcji zakupu. Jest widoczny pośpiech przed wzrostem cen – dodaje Mirosław Król

Program „Mieszkanie na start” wejdzie w życie jeszcze w tym roku. Obecnie trwa etap konsultacji społecznych.

Drakońskie kary za przewóz nielegalnych imigrantów do Wielkiej Brytanii

Co roku brytyjskie służby celne wykrywają tysiące prób przekroczenia granicy przez nielegalnych imigrantów w pojazdach ciężarowych, a liczba ta rośnie z roku na rok. Opór migracyjnej fali, pod groźbą wysokich mandatów, stawić muszą sami przewoźnicy, zobligowani do zabezpieczenia i kontroli swoich pojazdów. Jedynym sposobem na uniknięcie lub zmniejszenie kar jest uzyskanie akredytacji Border Force.

Akredytacja wydawana przez służby celne Border Force potwierdza, że firma transportowa wdrożyła wszystkie niezbędne wymogi bezpieczeństwa w zakresie ochrony przed nielegalnym przewozem imigrantów na teren Wielkiej Brytanii. Dzięki niej przewoźnik jest do pewnego stopnia chroniony przed mandatami nakładanymi w razie wykrycia imigrantów w pojeździe lub niedostatecznego zabezpieczenia go przed ich wtargnięciem. Posiadanie certyfikatu Civil Penalty Accreditation Scheme, wydawanego przez służby Border Force, pozwala obniżyć kary o połowę, co nabiera znaczenia w kontekście ich niedawnej podwyżki.

Kary w górę

W 2023 roku  nowelizacja przepisów znacząco podwyższyła dotychczasowe kary za nielegalny przewóz imigrantów na teren Wielkiej Brytanii i brak stosownych zabezpieczeń przed ich wtargnięciem do pojazdu. Przed zmianą stawek, w wypadku stwierdzenia obecności nielegalnego imigranta w pojeździe, kara wynosiła maksymalnie 2 tys. funtów za każdą wykrytą osobę. Obecnie to nawet 10 tys., które opłaca osobno kierowca i jego pracodawca. Kara wyniesie 6 tys. funtów, jeśli stwierdzony przemyt imigrantów był pierwszym od co najmniej 5 lat. Za każdy kolejny zostanie nałożona maksymalna kara. Maksymalny łączny wymiar kary dla wszystkich osób odpowiedzialnych za przewożenie nielegalnych imigrantów wynosi 20 000 funtów.

Wysoka kara grozi również za brak lub niewłaściwe zabezpieczenie pojazdu, nawet jeśli nie posłuży on do nielegalnego przemytu osób. Takie niedopatrzenie może kosztować nawet 6 tys. funtów każdą osobę odpowiedzialną za brak zabezpieczenia w konkretnym wypadku. 6 tysięcy to kara maksymalna, nakładana w przypadku trzeciego i kolejnego naruszenia wykrytego w ciągu 5 lat. Pierwsze ma kosztować 1,5 tys. funtów, a drugie – 3 tys. funtów – tłumaczy Lucica Kucharec, aplikantka radcowska w TC Kancelarii Prawnej.

W przypadku nałożenia kary na osobę, która jest kierowcą pojazdu ciężarowego na podstawie umowy z właścicielem lub najemcą pojazdu (niezależnie od tego, czy jest to umowa o pracę, czy nie), kierowca i właściciel lub najemca odpowiadają solidarnie za karę nałożoną na kierowcę niezależnie od tego, czy kara została nałożona również na właściciela lub najemcę.

W teorii, w razie wykrycia nieprawidłowości, kary nie da się uniknąć. W praktyce, posiadanie akredytacji Border Force może zredukować ją o połowę. Jeśli dodatkowo uda się udowodnić, że do przemytu doszło pomimo właściwego zabezpieczenia pojazdu i dbałości o procedury bezpieczeństwa, kara może zostać obniżona do zera. Te warunki stosują się zarówno do mandatów nakładanych w przypadku przemytu osób, jak i niedopatrzeń w zakresie zabezpieczenia pojazdu – mówi aplikantka radcowska w TC Kancelarii Prawnej.

Jak uzyskać akredytację Border Force?

Do programu akredytacyjnego można zgłosić się samodzielnie, wypełniając formularz dostępny na stronach służby celnej Border Force. W zgłoszeniu trzeba opisać posiadany system zapobiegający przedostaniu się imigrantów do pojazdu oraz metody weryfikacji jego skuteczności, które powinny obejmować również szkolenia i monitoring kierowców. Kluczowym elementem zgłoszenia są również dokumenty, w tym Europejska Licencja Operatora i co najmniej 5 wypełnionych list kontrolnych, potwierdzających wdrożenie systemu weryfikacji bezpieczeństwa w przedsiębiorstwie.

Szkolenie kierowców wymagane przez służby Border Force musi obejmować sposoby zapobiegania wejściu do pojazdu imigrantów lub innych osób nieuprawnionych. Udział w szkoleniu musi zostać potwierdzony dokumentem, na którym widnieje własnoręczny podpis uczestnika (kierowcy) oraz data i miejsce jego organizacji. Szkolenia mogą być powtarzane cyklicznie, co również należy odnotować – dodaje Lucica Kucharec z TC Kancelarii Prawnej.

Funkcjonariusze Border Force dokonują oceny zastosowanych rozwiązań, w ramach której mogą również złożyć wizytę w firmie. Odmowa wydania akredytacji nie zamyka drogi do jej uzyskania – w takich przypadkach Border Force wskazuje, co należy zrobić, by spełnić wymagania. Po wdrożeniu zmian i przedstawieniu informacji, certyfikat powinien zostać wydany. Firmy, którym go przyznano, są zobowiązane do przestrzegania norm bezpieczeństwa wymaganych przez Border Force, pod groźbą kary w razie wykrycia zaniedbań podczas kontroli.

Właściwe zabezpieczenie pojazdu

Brytyjskie służby przygotowały wytyczne dotyczące właściwego zabezpieczenia pojazdu przed wjazdem na terytorium Zjednoczonego Królestwa. Zgodnie z nimi, pojazd z miękkimi bokami powinien zostać zabezpieczony za pomocą linki do plandeki. Jej końce muszą zostać zaplombowane lub zabezpieczone zamkiem szyfrowym, a numer plomby wpisany na listę kontrolną. W razie kontroli pojazdu w trakcie podróży lub konieczności złamania plomby w każdym innym wypadku, powyższe czynności trzeba powtórzyć i odnotować w dokumentach transportowych, podając datę i godzinę zdarzenia. Pojazdy z utwardzonymi burtami powinno się zabezpieczać za pomocą zamka, plomby lub podobnego zabezpieczenia.

W razie załadunku kontenera, który nie został opieczętowany przez służby celne, kierowca musi sprawdzić, czy nie ma nikogo wewnątrz, a następnie ponownie go zaplombować zgodnie z powyższymi zasadami.

W każdym pojeździe powinny znajdować się zapasowe plomby lub zamki, by móc zabezpieczyć pojazd po każdej kontroli. Numery seryjne plomb i zamków muszą zostać odnotowane w dokumentach pojazdu. Obowiązek zapewnienia elementów ochrony pojazdu spoczywa na jego właścicielu, natomiast kierowca powinien mieć przy sobie dokument zawierający szczegółowy opis zastosowanych środków bezpieczeństwa – wyjaśnia Lucica Kucharec, aplikantka radcowska w TC Kancelarii Prawnej.

Jeżeli pojazdu nie można zabezpieczyć przy użyciu zamka, plomby bądź innego środka tego typu, należy wprowadzić alternatywne rozwiązania, które pozwolą zapobiec wejściu osób nieupoważnionych oraz wykazać, że takie rozwiązania zostały zastosowane i były przestrzegane.

Jak odwołać się od mandatu Border Force?

Odkrycie imigranta w pojeździe lub niekorzystny wynik kontroli bezpieczeństwa pojazdu skutkuje wysłaniem zarówno do kierowcy jak i jego pracodawcy pisma z listą pytań dotyczących zdarzenia. Na pismo trzeba odpisać i trzeba to zrobić na piśmie, w terminie 28 dni od daty pisma. W treści odpowiedzi należy zawrzeć dowody dotrzymania standardów bezpieczeństwa, w tym przeprowadzenia stosownych szkoleń i prowadzenia bieżącej dokumentacji. Gotową odpowiedź można przesłać pocztą lub mailem, a rozpatrzenie odwołania zwykle zajmuje służbom około pół roku.

Jeśli Border Force nie uzna wytłumaczeń i wyda decyzję o mandacie, obowiązuje procedura odwoławcza w identycznym terminie. W tym wypadku do już wspomnianych dowodów należy dołączyć pełna dokumentację związaną z Border Force w firmie, dokumenty poświadczające ewentualny zły stan finansowy kierowcy lub /i przedsiębiorstwa, jak również opis zdarzenia podlegającego karze. W tym wypadku Border Force musi wydać decyzję w ciągu 70 dni. Odwołanie może skutkować odstąpieniem od kary, zmniejszeniem jej lub podtrzymaniem w wyjściowej wysokości. Nałożona kara musi zostać opłacona w ciągu 60 dni od dnia wydania decyzji przez Border Force. Jeśli przewoźnik nadal kwestionuje zasadność kary, ostatnią instancją odwoławczą jest apelacja w brytyjskim sądzie Canterbury Country Court – tłumaczy Lucica Kucharec, aplikantka radcowska w TC Kancelarii Prawnej.

Dodatkowo kierowca, w którego pojeździe stwierdzono obecność nielegalnego imigranta, zostanie zatrzymany w celu złożenia wyjaśnień. Kierowca może odmówić ich składania, ale w jego interesie jest, aby przedstawił jak najwięcej informacji.

Wsparcie prawne w sprawach związanych z Border Force

Uzyskanie certyfikatu Border Force to kwestia kluczowa dla przewoźników wykonujących transporty do Wielkiej Brytanii. W związku z tym cały proce akredytacji powinien być dopięty na ostatni guzik, zaczynając od szkoleń dla kierowców, skończywszy na złożeniu pełnego i kompleksowego wniosku o wydanie certyfikatu. Skuteczne odwołanie od mandatu również wymaga dobrej znajomości przepisów i procedur, a także możliwości sprawnej komunikacji ze służbami w Border Force w języku angielskim.

W związku z tym proces starania się o akredytację warto powierzyć specjalistom od prawa transportowego. Kancelaria transportowa wspiera klientów w przygotowaniach do uzyskania certyfikatu Border Force i reprezentuje ich w procedurach odwoławczych w przypadku nałożenia mandatu. Prawnicy przygotowują dokumentację, służą pomocą w zakresie organizacji szkoleń i reprezentują klienta w kontaktach z brytyjskimi organami.

Profesjonalne doradztwo zwiększa szanse na uzyskanie certyfikatu i pomaga uniknąć wysokich kar nakładanych przez służby Border Force.

Inflacja bazowa mniej optymistycznie

Za obecne spowolnienie tempa wzrostu cen odpowiadają czynniki najbardziej zmienne, takie jak ceny żywności i energii. Po oczyszczeniu zmian cen o te czynniki uzyskujemy inflację bazową, a jej pomiar pokazuje już, że sytuacja nie jest aż tak dobra, ale nadal jest bardzo przyzwoita. Za oceanem słabsze dane z rynku nieruchomości, a inflacja w Wielkiej Brytanii nie spowalnia tak szybko, jak sądzono.

Inflacja bazowa w Polsce

Analizując zmiany cen, można korzystać z różnych wskaźników. Najpopularniejszym zdecydowanie jest inflacja CPI, czyli indeks cen konsumentów. Powstaje on, badając zmiany cen koszyka produktów. Skład koszyka w różnych krajach ustalają różne instytucje, przeważnie urzędy statystyczne, które mierzą ten wskaźnik. Są jednak inne miary. Jedną z nich jest publikowana wczoraj inflacja bazowa. Pokazuje ona ceny z wykluczeniem najbardziej zmiennych komponentów. W tym wypadku bez żywności i cen energii. W rezultacie widać, jak zmienia się reszta dóbr. Jest to o tyle istotne, że wahania rynkowe w przypadku tych dwóch kategorii powodują często spore zmiany. Inflację bazową uważa się zatem za lepszą w określaniu trendu. O ile inflacja konsumencka w Polsce wynosi obecnie 2%, o tyle bazowa spadła właśnie do 4,6%. Jest to zatem kolejny powód, który pozwala odsuwać w czasie decyzje o obniżkach stóp w Polsce.

Problemy za oceanem

Wczoraj poznaliśmy pakiet danych z Ameryki Północnej. Słabiej od oczekiwań wypadły dane z rynku nieruchomości. Mniej od oczekiwań wydano pozwoleń na budowy domów oraz zdecydowanie mniej ich rozpoczęto. Biorąc pod uwagę wysokie stopy procentowe pewne ograniczenie aktywności nie powinno dziwić. Niemniej rynek nieruchomości jest pilnie obserwowany, gdyż potencjalny problem tam może się bardzo szybko rozlać na inne części gospodarki. Obecny wynik jest drugim najniższym od dołka z początku pandemii. Sytuację na rynku uspokoiły neutralne dane o produkcji przemysłowej. Należy też pamiętać, że oddalające się obniżki stóp procentowych ciążą nie tylko branży budowlanej.

Inflacja na Wyspach

Od rana poznaliśmy dane z Wielkiej Brytanii na temat zmian cen. Ceny dla konsumentów spowalniają mniej, niż sądzili analitycy. Wynik 3,2% zamiast 3,1% to nadal jednak najniższy poziom od początku problemów ze wzrostem inflacji. W przypadku inflacji producenckiej mamy z kolei najwyższy wynik od maja 2023 roku. To może budzić spory niepokój. Warto jednak pamiętać, że owy najwyższy wynik to 0,6% w skali roku. Mówimy zatem o poziomie, który jest naprawdę bardzo niski. Obecne dane spowodowały umocnienie funta. Powód jest standardowy. Im bardziej oddalają się obniżki stóp procentowych, tym mocniejsza waluta.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
20:00 – USA – Beżowa Księga.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Brytyjskie sztuczki handlowe w celu zmniejszenia inflacji po Brexicie – ruszają brytyjskie kontrole graniczne na żywność z UE, w tym z Polski

Od 30 kwietnia ruszają brytyjskie kontrole graniczne na żywność z UE – 4 lata po Brexicie, pięć razy odkładane. Aby zrównoważyć wzrost inflacji związany ze spodziewanym wzrostem cen żywności Brytyjczycy wprowadzają ulgi na inne kategorie produktów.

  • Nowe kontrole graniczne zostaną w dużej mierze zrównoważone przez agresywne (gdyż obniżające do zera i to na wiele kategorii produktów) środki zawieszenia ceł.
  • Ponad cztery lata po Brexicie, kontrole graniczne importu produktów rolnych z UE zostaną ostatecznie wdrożone 30 kwietnia, co kosztować będzie brytyjskich importerów (i klientów) 2 mld GBP, potencjalnie podnosząc inflację o +0,15pp
  • W tym samym czasie (na chwilę obecną) Wielka Brytania zapowiedziała zawieszenie ceł na masowa skalę na prawie połowę swojego importu przez okres dwu lat. Ten sprytny kontratak może obniżyć całkowite koszty importu o 7 mld GBP, a w efekcie obniżyć inflację o -0,6 punktu procentowego
  • Podsumowując temat brytyjskiej inflacji: prognoza Allianz Trade dotycząca inflacji dla Wielkiej Brytanii zakładała wcześniej 2,6% w 2024 r. i 2,2% w 2025 r., po 6,9% w 2023 r. Biorąc pod uwagę obydwie wspomniane zmiany związane z importem do Wlk. Brytanii – jedną podnoszącą inflację, a drugą ją obniżającą (same taryfy, jak i mające podobny skutek środki pozataryfowe jak kontrole, procedury etc.), Allianz Trade spodziewa się obecnie, iż inflacja w Wielkiej Brytanii może wynieść 2,4% w 2024 r. i 2,0% w 2025 r. (przy niezmienności wszystkich innych czynników)

Ponad cztery lata po Brexicie, kontrole graniczne importu produktów rolnych z UE zostaną ostatecznie wdrożone 30 kwietnia, co będzie kosztować brytyjskich importerów 2 mld GBP i potencjalnie podniesie inflację o +0,15 pp. Równoważne kontrole graniczne dotyczące importu produktów rolnych z UE   były już opóźniane pięć razy i ostatecznie wejdą w życie pod koniec tego miesiąca. Kontrole fizyczne, świadectwa zdrowia i identyfikacja przed wjazdem do Wielkiej Brytanii będą miały zastosowanie do importu produktów rolnych z UE o wartości 21 mld GBP (zestawienie na następnej stronie), co odpowiada 3% całego importu Wielkiej Brytanii i blisko 8% importu pochodzącego z UE. Według Komisji Europejskiej oznaczać to będzie wzrost ekwiwalentu taryfowego na unijną żywność o 10%[1] lub 2 mld GBP dla firm, co nie będzie zamortyzowane przez kurs wymiany walut GBPEUR (oczekuje się, że pozostanie on zasadniczo stabilny na poziomie około 1,18). Biorąc pod uwagę: (i) 30% intensywność importu; (ii) że ich waga w brytyjskim koszyku CPI wynosi około 6%; (iii) że import tych towarów z UE stanowi około 75% całkowitego importu Wielkiej Brytanii oraz (iv) że firmy całkowicie przeniosą koszty (na klientów), Allianz Trade spodziewa się wzrostu inflacji w Wlk. Brytanii o +0,15pp w ciągu 12 miesięcy, przy czym wzrost cen w największym stopniu dotyczyć będzie produktów mleczarskich, mięsnych i rybnych.

Produkty, które będą podlegać kontrolom granicznym przy imporcie z UE

Import Wielkiej Brytanii z UE (mld GBP)
Przetwory ze zbóż, mąki, skrobi lub mleka; wyroby ciastkarskie 5.0
Mięso i jadalne podroby mięsne 4.4
Produkty mleczarskie; jaja ptasie; miód naturalny; jadalne produkty pochodzenia zwierzęcego 3.5
Przetwory z mięsa, ryb, skorupiaków, mięczaków lub pozostałych bezkręgowców wodnych 2.7
Pozostałości i odpady z przemysłu spożywczego; gotowa pasza dla zwierząt 1.9
Tłuszcze i oleje pochodzenia zwierzęcego, roślinnego lub mikrobiologicznego oraz produkty ich rozkładu; gotowe tłuszcze jadalne 1.4
Żywe drzewa i inne rośliny; cebulki, korzenie i tym podobne; kwiaty cięte i liście ozdobne 1.2
Żywe zwierzęta 0.6
Ryby i skorupiaki, mięczaki i inne bezkręgowce wodne 0.2
Produkty pochodzenia zwierzęcego, gdzie indziej niewymienione ani niewłączone 0.1
Łącznie 21.0

Źródła: ITC, Allianz Research

W tym samym czasie (wg. zapowiedzi na chwilę obecną) Wielka Brytania zdecyduje się na zawieszenie ceł na dużą skalę przez okres dwu lat w odniesieniu do prawie połowy swojego importu. Ten sprytny kontratak może obniżyć całkowite koszty importu o 7 mld GBP, a w następstwie tego pomóc obniżyć inflację o -0,6 pp. Po złożeniu 245 wniosków o zawieszenie ceł przez sektor prywatny, rząd Wielkiej Brytanii zdecydował się na wprowadzenie tymczasowego zawieszenia ceł na określone towary, które nie są objęte umowami o wolnym handlu a (kraje, z których pochodzą) mają Status Najwyższego Uprzywilejowania WTO. Stanowi to ponad 45% całkowitego importu Wielkiej Brytanii o wartości 300 mld GBP, który z dnia na dzień przejdzie ze średniej taryfy ważonej (handlem) w wysokości 3,2% do zera. Zawieszenie ceł obejmuje paliwa mineralne, metale, samochody (6,2% średniej taryfy wcześniej), perły naturalne i kamienie szlachetne (1,3% średniej taryfy), a także kilka produktów rolno-spożywczych (dotychczas 12,2% taryfa celna). Wykorzystując różnicę w taryfach, intensywność importu i udział importu każdego produktu oraz ich odpowiednią wagę w koszyku brytyjskiej inflacji obliczamy, iż zabieg ten zapewni mile widzianą ulgę w kosztach ponoszonych przez brytyjskich importerów w wysokości 7 mld GBP i potencjalnie doprowadzi do obniżenia inflacji konsumenckiej o -0,6 punktu procentowego w ciągu 12 miesięcy (zakładając, że korporacje przeniosą całe dobrodziejstwo obniżonych taryf na swoich klientów (powodzenia!)).

Podsumowując: dotychczas Allianz Trade spodziewał się inflacji w Wielkiej Brytanii na poziomie 2,6% w 2024 r. i 2,2% w 2025 r., po 6,9% w 2023 r. Biorąc obecnie pod uwagę wprowadzenie obydwu miar związanych z kosztami importu, inflacja w Wielkiej Brytanii może być nawet niższa i wynieść 2,4% w 2024 r. i 2,0% w 2025 r. (przy niezmienności wszystkich innych czynników potencjalnie na nią oddziałujących).

[1] Wpływ dyrektywy usługowej na gospodarkę: Pierwsza ocena po wdrożeniu.

Prywatne ubezpieczenie zdrowotne ma już niemal 5 mln Polaków

Liczba osób objętych prywatnym ubezpieczeniem zdrowotnym stale rośnie i na koniec 2023 r. wyniosła 4,8 mln, czyli niemal 14 proc. więcej niż rok wcześniej. W 2023 r. Polacy przeznaczyli na te ubezpieczenia ponad 1,7 mld zł. To o 33,1 proc. więcej niż w 2022 r.

Prywatne ubezpieczenia zdrowotne po IV kwartale 2023 roku:

  • 4, 806 mln – liczba osób korzystających z prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce
  • 1 706,4 mln zł – składka przypisana brutto w ubezpieczeniach zdrowotnych

Rosnąca liczba ubezpieczonych pokazuje, że prywatne ubezpieczenia się sprawdzają. Mimo że ich cena w ostatnim roku odzwierciedla dużą inflację w sektorze medycznym, to sprzedaż polis utrzymuje się na wysokim poziomie – mówi Dorota M. Fal, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Większość polis oferuje szeroki zakres ochrony

Polacy chętnie kupują polisy z szerokim zakresem ochrony – w 2023 r. wydali na nie zdecydowaną większość środków przeznaczonych na zakup prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych.

Są to polisy, które oferują szeroką opiekę ambulatoryjną i badania diagnostyczne, profilaktykę czy dostęp do leczenia szpitalnego i jednodniowych procedur szpitalnych. Na rynku są też produkty, które charakteryzują się wąskim zakresem świadczeń. Przykładowo oferują określone badania czy wybranych specjalistów albo wysoki poziom współpłacenia pacjenta. Ubezpieczenia zdrowotne opłacają często pracodawcy jako dodatkowy bonus dla pracowników – dodaje ekspertka PIU.

Prywatne ubezpieczenia remedium na chorujące społeczeństwo

Według danych GUS w 2022 r. przeciętne dalsze trwanie życia dla 60-letniego mężczyzny wyniosło 18,7 lat, natomiast dla kobiety w tym samym wieku – 23,6 lat[1]. W obu przypadkach dostrzec można trend wzrostowy. Istotna jest jednak długość życia Polaków w zdrowiu. W 2022 r. wyniosła ona 60,1 lat dla mężczyzn i 63,7 lat dla kobiet[2]. Polacy zmagają się więc z różnymi dolegliwościami średnio przez kilkanaście ostatnich lat życia.

Mimo że zachęca się nas do tego, byśmy dłużej pracowali, a tym samym starali się o lepsze emerytury, kontynuować pracę zawodową mogą jedynie osoby, które cieszą się dobrym stanem zdrowia – dodaje ekspertka PIU.

Choroby dotykają też młodszej populacji – aktywnych zawodowo. W IV kwartale 2023 r. choroby i niepełnosprawności były drugą najczęstszą przyczyną bierności zawodowej osób w wieku produkcyjnym (18-59/64 lat). Dotyczyły one niemal jednej czwartej tej grupy (24,6 proc.)[3].

PIU podkreśla, że włączenie prywatnych ubezpieczeń do  systemu opieki zdrowotnej to krok w stronę polepszenia stanu zdrowia społeczeństwa, a w tym efektywniejszego funkcjonowania firm i całej gospodarki.

Polisy zdrowotne, które najczęściej wybierają pracodawcy, są zaprojektowane tak, by dbać o zdrowie pracownika, a więc  jak najskuteczniej ograniczać  nieobecności chorobowe w pracy i nieefektywność osób, które przychodzą do pracy mimo choroby. Ubezpieczenia ułatwiają utrzymywanie populacji w dobrej kondycji zdrowotnej. Dzięki nim wiele osób może szybciej zareagować, gdy pojawiają się pierwsze symptomy choroby. Ubezpieczenia wzmacniają też edukację prozdrowotną i profilaktykę – podsumowuje Dorota M. Fal. – Dlatego też Polska Izba Ubezpieczeń nieustannie postuluje, aby prywatne polisy stały się jednym z filarów systemu opieki zdrowotnej w Polsce.

[1] GUS, Trwanie życia w 2022 r.: https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/ludnosc/trwanie-zycia/trwanie-zycia-w-2022-roku,2,17.html

[2] GUS, Trwanie życia w zdrowiu w 2022 r.: https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/ludnosc/trwanie-zycia/trwanie-zycia-w-zdrowiu-w-2022-r-,5,3.html

[3] GUS, Pracujący, bezrobotni i bierni zawodowo (wyniki wstępne Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności): https://stat.gov.pl/files/gfx/portalinformacyjny/pl/defaultaktualnosci/5475/12/59/1/pracujacy_bezrobotni_i_bierni_zawodowo_wyniki_wstepne_bael_-_4_kwartal_2023_roku.pdf

Prywatni inwestorzy po raz trzeci z rzędu dominują na globalnym rynku nieruchomości komercyjnych

Trzeci rok z rzędu inwestorzy prywatni wyprzedzają instytucje jako najaktywniejsi nabywcy nieruchomości komercyjnych na świecie.

Według The Wealth Report, sztandarowego globalnego raportu Knight Frank, prywatni inwestorzy* pozostali najaktywniejszymi nabywcami globalnych nieruchomości komercyjnych w 2023 roku trzeci rok z rzędu. W 2023 r. kapitał prywatny zainwestował na całym świecie 338 miliardów dolarów, co stanowi 49% udziału w całkowitych inwestycjach – najwyższy udział w historii. W 2022 roku udział kapitału prywatnego stanowił 44% wszystkich inwestycji w nieruchomości. Chociaż inwestycje prywatne w 2023 r. zmniejszyły się prawie o połowę w porównaniu z wolumenem z 2022 r., był to mniejszy spadek niż inwestycje instytucjonalne i publiczne, które spadły o 53%. Oceniamy, że stopy procentowe na całym świecie nie spadną znacząco do końca 2024 roku – można więc oczekiwać, że kapitał prywatny pozostanie aktywny.

Alex James, szef działu Private Client Advisory – Commercial w Knight Frank Private Office powiedział: „Inwestycje w nieruchomości komercyjne na świecie spadły w 2023 r. o 46% do 698 miliardów dolarów, ponieważ inwestorzy zmagali się z podwyższonymi stopami procentowymi i wyższymi kosztami zadłużenia. Mniejszy wolumen w dużym stopniu wynika z ograniczonej aktwności inwestorów z USA. W 2023 r. inwestycje amerykańskiego kapitału spadły o 52% rok do roku. Wyższa aktywność prywatnych inwestorów w obecnych warunkach rynkowych nie powinna również zaskakiwać. Grupa ta jest stosunkowo dobrze przygotowana do zawierania transakcji w środowisku wyższych stóp procentowych, ponieważ kapitał prywatny jest zazwyczaj mniej zależny od zadłużenia w porównaniu do innych grup inwestorów”.

Michał Grabara, Dyrektor w dziale Capital Markets w polskim oddziale Knight Frank dodaje: „W Polsce od lat są aktywne zagraniczne family office inwestujące najczęściej w bezpieczne aktywa z długimi umowami najmu – biurowce, magazyny oraz parki handlowe. Obszar zainteresowań obejmuje również obiekty z potencjałem wzrostu wartości. W ostatnim czasie dostrzegamy jednak większe zainteresowanie ze strony prywatnego, polskiego kapitału. Do tej pory zamożni Polacy inwestowali najczęściej w mieszkania na wynajem. Obecnie na ich celowniku znajdują się również nieruchomości komercyjne, ale takie z długimi umowami najmu i niewymagające aktywnego asset maagement’u, lub też nieruchomości w bardzo atrakcyjnych cenach. Limit inwestycji dla polskich inwestorów prywatnych można określić na około 10 milionów euro.”

Po raz pierwszy w historii sektor przemysłowy i logistyczny był sektorem cieszącym się największym zainteresowaniem, pochłaniając jedną czwartą wszystkich światowych inwestycji o wartości 174 miliardów dolarów. W czasie gdy sektory logistyczny i przemysłowy, handlowy, hotelowy oraz senior housing zwiększyły swój udział w całkowitych inwestycjach w 2023 r., rynek biurowy spadł z 25% w 2022 r. do 22% w 2023 r., a udział sektora mieszkaniowego spadł z 30% do 24% . Wszystkie sektory odnotowały roczny spadek inwestycji ogółem w 2023 r., przy czym najmniejszy spadek odnotowano w sektorach mieszkaniowym i senior housing (-28%).

W przypadku kapitału prywatnego udział poszczególnych sektorów się zmienił. Najczęściej był przez nich wybierany segment living, w dalszej kolejności logostyka i przemysł oraz biura. Dla grupy High-Net Worth Individuals (HNWI) pierwszym wyborem były jednak biura, które odzyskały pozycję najpopularniejszego sektora inwestycyjnego, po tym jak w 2022 r. pozostały w tyle za inwestycjami w sektorze mieszkaniowym. Ta grupa inwestorów skorzystała na mniejszej konkurencji.

Inwestorzy z USA, Kanady i Singapuru odpowiadali za niemalże połowę wszystkich transgranicznych globalnych inwestycji w nieruchomości komercyjne w 2023 r. Jednak spośród 10 największych globalnych źródeł kapitału jedyni inwestorzy, którzy zwiększyli inwestycje w 2023 r., pochodzili ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich (+349%) i Japonii (+156%). Dla japońskiego kapitału rok 2023 był rekordowy pod względem inwestycji transgranicznych, które wyniosły 8 miliardów dolarów. Kupujący skorzystali między innymi z wolniejszego tempa transakcji oraz zmniejszonej globalnej konkurencji. Japońscy inwestorzy byli piątym co do wielkości źródłem kapitału transgranicznego w 2023 r. i jednocześnie po raz pierwszy znaleźli się w pierwszej dziesiątce.

Największym źródłem prywatnego kapitału transgranicznego w 2023 r. byli inwestorzy z Francji, którzy zainwestowali 3,1 mld USD. Prywatny kapitał francuski w 2024 r. celował głównie w aktywa europejskie, szczególnie w Niemczech, Hiszpanii, Włoszech i Wielkiej Brytanii. Inwestorzy z USA spadli z czołowego miejsca w 2022 r. na szóste miejsce w rankingu 10 największych źródeł prywatnego kapitału transgranicznego w 2023 r., przy spadku inwestycji o 72% rok do roku do 1,3 mld USD. Tymczasem transgraniczny kapitał z Hiszpanii był największym źródłem inwestycji dokonanych przez grupę HNWI w 2023 r., a te ukierunkowane były na nieruchomości komercyjne w USA, Irlandii, Holandii i Wielkiej Brytanii.

Oceniamy, że w 2024 r. największym popytem ze strony inwestorów będzie się cieszył sektor living – 14% respondentów badania Attitude Survey przeprowadzonego przez Knight Frank chce skupić się na tej klasie aktywów. Zainteresowanie jest największe w Europie, na Bliskim Wschodzie, w Ameryce Północnej i w Azji.

*Prywatni inwestorzy – spółki kontrolowane przez osoby prywatne i których działalność koncentruje się głównie na obsłudze, budowie lub inwestowaniu w nieruchomości komercyjne.

Czy zakupy online artykułów biurowych i szkolnych są opłacalne?

Bez względu na to, czy jesteśmy rodzicami przygotowującymi wyprawkę szkolną, czy menedżerami uzupełniającymi wyposażenie biura, odpowiedź może być istotna dla naszego budżetu i komfortu. Zakupy online stają się coraz bardziej popularne z wielu powodów. Możliwość porównania cen, dostępność produktów, wygoda zakupów czy czytelne opinie klientów – to tylko niektóre z aspektów, które przemawiają za e-commerce. Dodatkowo, początek roku szkolnego czy popyt na artykuły papiernicze stają się istotnymi czynnikami wpływającymi na wyprzedaże i promocje internetowe. Sprawdźmy więc, jakie korzyści niesie za sobą cyfrowa rewolucja w zakupach artykułów biurowych i szkolnych.

Zalety kupowania przyborów biurowych i szkolnych online

Decydując się na zakupy online, cieszymy się oszczędnością czasu i pieniędzy. Często pojawiające się promocje i rabaty w sklepach internetowych umożliwiają wybór selekcjonowanych artykułów szkolnych i biurowych w atrakcyjnych cenach. Porównywarki cen pozwalają nam na wyłowienie najlepszej oferty wśród ogromnego asortymentu – od piórników i zeszytów po wyposażenie biura. Dodatkowo, e-commerce funkcjonuje bez ograniczeń czasowych, przez co możemy dokonywać zakupów o dowolnej porze dnia i nocy. Jako że potrzeby rynku są różnorodne, internetowe księgarnie i sklepy papiernicze oferują szeroki wybór produktów, często dostępnych wyłącznie online.

Aspekty finansowe zakupów artykułów biurowych i szkolnych online

Odpowiadając na pytanie o opłacalność internetowych nabyć, nie możemy pominąć aspektów finansowych. Zakupy szkolne bywają znacznym obciążeniem dla domowego budżetu, dlatego internetowe promocje na artykuły szkolne przed rozpoczęciem roku szkolnego to znakomita okazja do oszczędności. Analiza cen na różnych platformach pozwala wyłapać okazje, których nie znajdziemy robiąc zakupy w supermarketach, a opcja darmowej dostawy często eliminuje dodatkowe koszty. Sklep https://pastelek.pl/ to przykład, w którym zaoszczędzimy zarówno czas, jak i środki finansowe, mając jednocześnie gwarancję bezpieczeństwa transakcji i opcji zwrotu.

Wygoda zakupów online a tradycyjne metody zakupu

Kiedy porównujemy wygodę zakupów online z tradycyjnymi metodami, wyraźnie widać, że internet daje nam więcej możliwości adaptacji do osobistych potrzeb. Bez wychodzenia z domu jesteśmy w stanie zaopatrzyć się w zeszyty, długopisy, plecaki czy materiały piśmiennicze o każdej porze. Dodatkowo, większość sklepów internetowych oferuje przesyłki kurierskie, które dostarczają nasze zamówienie prosto do domu czy biura. Możliwość przeczytania recenzji innych klientów jest nieoceniona w trafieniu w najwyższą jakość, co jest kolejnym atutem zakupów online w porównaniu do tradycyjnych sklepów, gdzie rzadko kiedy możemy polegać na opiniach innych.

Dlaczego warto robić zakupy online?

Zbierając doświadczenia zakupów online, dochodzimy do wniosku, że internetowe poszukiwania artykułów biurowych i szkolnych są nie tylko opłacalne, ale też wygodne, a przy odpowiednim podejściu – efektywne czasowo i finansowo. Rosnąca konkurencja wśród sklepów internetowych sprzyja pojawianiu się atrakcyjnych ofert, które wynoszą e-commerce na zupełnie nowy poziom usług konsumenckich. W naszym własnym tempie, bez presji i stresu związanego z tradycyjnymi zakupami, jesteśmy w stanie wyposażyć się we wszystkie niezbędne przybory szkolne oraz artykuły biurowe, jednocześnie dbając o nasz komfort i portfel.

Złoto po 2500 dolarów?

Po ostatnim skokowym wzroście napięcia na Bliskim Wschodzie, złoto osiągnęło rekordowy poziom 2400 dolarów za uncję. Od początku roku, złoto w dolarach zdrożało o 13 proc., a w polskich złotych – nawet o 18 proc. Może rosnąć dalej, ponieważ napięcia geopolityczne pozostają wysokie, zbliża się także obniżka stop procentowych w USA. Złoto może zatem zbliżyć się do psychologicznego poziomu 2500 dolarów za uncję.

W ostatnich dniach, cena złota na globalnym rynku kształtuje się na poziomie 2400 dolarów za uncję (około 31 gramów). Jego cena wzrosła o 13 proc. od początku roku, tym samym ustanawiając nowy rekord wszechczasów. Ceny złota rosły trzy razy szybciej niż ceny innych towarów. Aby kupić standardową sztabkę złota o masie 12 kg, trzeba dysponować oszałamiającą kwotą 900 tys. dolarów. Mamy obecnie do czynienia z sytuacją, gdy jednocześnie rosną ceny złota oraz wzmacnia się dolar amerykański. To powoduje, że cena złota wyrażona w złotym rośnie mocniej od ceny wyrażonej w dolarach. Od początku roku, dolar umocnił się wobec złotego o ponad 4 proc., a to oznacza, że cena złota wyrażona w polskiej walucie wzrosła o prawie 18 proc.

Rajd na złocie jest napędzany przede wszystkim przez rynkowy popyt na bezpieczne aktywa. Obecna sytuacja na Bliskim Wschodzie to kolejne z serii wydarzeń zwiększających napięcie geopolityczne na świecie. Jednocześnie toczy się przecież wojna w Ukrainie oraz liczne mniejsze kryzysy. Mamy także rok, kiedy do głosowania idą przedstawiciele krajów reprezentujących 60 proc. światowego PKB, w tym Amerykanie wybierający prezydenta. To sprawia, że inwestorzy kupują złoto jako „bezpieczną przystań”. Złoto ma długą historię zapewniania ochrony w trudnych czasach i w obliczu rosnącej niepewności geopolitycznej. Korzysta z braku ryzyka kredytowego, negatywnej korelacji z ryzykownymi aktywami i wieloletniej historii.

Złoto korzysta także na spodziewanych obniżkach stóp procentowych w USA, choć – z powodu dobrej sytuacji gospodarczej w USA – prognozowany poziom obniżek stóp się zmniejsza. Obecnie, rynek przewiduje, że pierwsza obniżka nastąpi w czerwcu, a w tym roku stopy spadną dwa razy. Wyniku spadku stóp spada też oprocentowanie konkurencyjnych wobec złota aktywów gotówkowych.

Złoto dla amerykańskich inwestorów stanowi także zabezpieczenie przed inflacją, co także wspiera obecny popyt. Inwestorzy obawiają się, że inflacja w USA może jeszcze przez dłuższy czas utrzymywać się powyżej poziom 2 proc. W tym kontekście, warto pamiętać, że złoto chroni przed inflacją w USA, natomiast dane historyczne z Polski pokazują, że złoto nie chroni przed inflacją w złotym.

Rekordowe ceny złota są wspierane przez zakupy banków centralnych, które w ostatnim roku osiągnęły rekordowy poziom. W 2022 i 2023 roku, banki centralne kupowały na rynku ponad 1000 ton złota rocznie. W minionym roku, Chiny zwiększyły swoje rezerwy o 225 ton złota (do 2235 ton). Drugim najważniejszym kupującym jest Narodowy Bank Polski, który w 2023 roku zwiększył rezerwy złota o 130 ton. Na ten moment, Polska przechowuje w złocie prawie 13 proc. aktywów rezerwowych, a celem NBP jest zwiększenie tego poziomu do 20 proc.

Jednak banki centralne odpowiadają jedynie za około 25 proc. popytu na złoto. Połowa światowego zapotrzebowania na ten metal szlachetny pochodzi z branży jubilerskiej, w której popyt napędzają głównie klienci z Chin oraz Indii. Branża elektroniczna odpowiada za 10 proc. popytu, a reszta trafia do inwestorów w postaci złotych monet i sztabek.

Chociaż złoto ma zdolność utrzymywania swojej wartości w czasie, jego cena może charakteryzować się dużą zmiennością w krótkim okresie. Ponadto, złoto nie generuje stałej stopy zwrotu, jaką znamy na przykład ze stóp procentowych obligacji lub dywidend z akcji. Zamiast tego, może zapewnić pewną dywersyfikację portfela inwestycyjnego. W przeszłości zapewniało zwykle niższe zyski niż giełda i to może być powód, dla którego inwestorzy indywidualni wstrzymują się z inwestycjami w złoto. Najnowsza ankieta eToro Puls Inwestora Indywidualnego z marca pokazuje, że 10 proc. polskich inwestorów planuje w tym roku zwiększyć udział surowców w swoich portfelach inwestycyjnych. To samo planuje 8 proc. globalnych inwestorów.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Fed znów straszy rynki

Można wyciągnąć wnioski, że Fed wykorzystuje każdą nadarzającą się okazję do tego, żeby komunikować rynkowi swoje mocno restrykcyjne nastawienie. Wczoraj taki sygnał wysłał Jerome Powell podczas The Washington Forum. W podobnym tonie wypowiadali się również inni przedstawiciele Rezerwy Federalnej. Wyniki indeksów z Wall Street były mieszane. Zmienność była umiarkowana. Dolar pozostał stabilny. Złoty dynamicznie słabł z godziny na godzinę. Ropa nieznacznie straciła a rentowności amerykańskich obligacji wciąż znajdowały się na kursie wzrostowym. Wyniki danych z Chin dały nieco sprzeczne sygnały.

Fed jak mantrę powtarza, że stopy pozostaną na wysokim poziomie tak długo, jak będzie to konieczne. To zdanie jednak jest na tyle ogólne, że niewiele wnosi nowego, a jedynie osłabia szanse obniżek stóp procentowych w czerwcu (które i tak są w tym momencie już niewielkie). Wydźwięk słów amerykańskich decydentów jest jeden: „zadanie walki z inflacją nie zostało jeszcze w pełni wykonane”. Rezerwa Federalna chce więcej danych, dlatego pozostaje nam czekać i bacznie obserwować jak przebiegają procesy cenowe w amerykańskiej gospodarce.

Na Wall Street brakowało zdecydowanego kierunku. Dow Jones zyskał 0,17 proc. natomiast dwa pozostałe benchmarki (Nasdaq Composite oraz SP500) straciły odpowiednio 0,1 oraz 0,2 proc. Rentowność 2-letnich obligacji skarbowych USA wzrosła o 7 pb do 4,99 proc., a 10-letnich o 7 pb do 4,67 proc.

Rynki nadal zmniejszały oczekiwania na obniżki stóp procentowych Fed w tym roku. Kontrakty Fed Funds Futures wyceniają 12 proc. szans na ruch w dół o 25 pb do czerwca.
Jeśli chodzi o konflikt między Izraelem a Iranem, sekretarz skarbu USA Janet Yellen jasno zakomunikowała, że Stany Zjednoczone powinny zaostrzyć sankcje wobec Iranu w ciągu kilku dni. UE ma przedstawić pewne propozycje już w przyszłym tygodniu.

Drugorzędne dane z rynku nieruchomości USA rozczarowały gorszymi wynikami. Liczba rozpoczętych budów domów w marcu spadła o 14,7 proc. m/m do 1,321 mln (prognoza -2,4 proc.) a wynik lutowy został zrewidowany w górę do 12,7 proc. z 10,7 proc. poprzednio. Marcowe pozwolenia na budowę spadły o 4,3 proc. m/m do 1,458 mln (prognoza -0,9 proc.), a luty został zrewidowany w górę do 2,3 proc. z 1,9 proc. początkowo. Produkcja przemysłowa urosła w marcu o 0,4 proc. miesiąc do miesiąca tak jak wskazywał konsensus rynkowy. Dziś poznamy Beżową Księgę Fed.

Na uwagę zasługują również publikacje z Państwa Środka. PKB Chin w I kwartale był wyższy niż oczekiwano i wyniósł 5,3 proc. w ujęciu rok do roku. Miesięczne dane sugerują jednak, że wzrost spowolnił w marcu po mocnym początku roku. Wzrost pozostawał nierównomierny. Inwestycje były solidne, wspierane przez bodźce polityczne, ale konsumpcja pozostała słaba. Mieszane sygnały płynące z poprawy wskaźników PMI i spowolnienia wzrostu aktywności w marcu budzą wątpliwości, czy ożywienie gospodarcze obserwowane na początku tego roku może zostać utrzymane.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers