Czy zabraknie mieszkań na sprzedaż?

Sprzedaż nowych mieszkań na 7 największych rynkach w Polsce w sierpniu 2023 r. wyniosła 5,7 tys., co oznacza, że od początku roku deweloperzy sprzedali łącznie 36,6 tys. lokali – zaledwie 4% mniej niż w całym 2022 r. Podaż od stycznia do sierpnia wyniosła natomiast 24,4 tys., o 33% mniej niż sprzedaż. W największych miastach symboliczny czas wyprzedaży oferty skurczył się do 4-5 miesięcy.

Deweloperzy nadal wprowadzają mniej niż sprzedają. Po dwóch miesiącach wyraźnie lepszej podaży liczba mieszkań, których sprzedaż uruchomiono w sierpniu spadła do poziomu z wiosny i na siedmiu największych rynkach wyniosła zaledwie 2,8 tys. Czyżby deweloperzy nie wierzyli w siłę programu BK2%?Rynek pierwotny sprzedaż, nowa podaż, oferta mieszkań

Jakkolwiek by ten program oceniać, jego siła jest niezaprzeczalna. Aktywowała odłożony w czasie popyt z poprzedniego roku, ale też przyspieszyła zakupy tych nabywców, którzy jeszcze kilka lat temu o takim zakupie pewnie by nie myśleli. Dziś w duchu “żal nie skorzystać” składają wnioski o rządowe dofinansowanie zakupu 20-latkowie z minimalną historią zatrudnienia – tłumaczy Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom Analytics.

Sierpień to kolejny miesiąc, który deweloperzy mogą zaliczyć do udanych. Sprzedaż przekroczyła 5,7 tys. Dodatkowo, jak podaje Otodom, liczba nowych w stosunku do lipca rezerwacji nie odbiega istotnie poziomem od tych dokonywanych w minionych miesiącach. Od kiedy w styczniu wzrosła niemal dwukrotnie, utrzymuje się na poziomie 2,4 tys. – 2,7 tys. miesięcznie. Na stabilnym m/m poziomie utrzymuje się liczba mieszkań, które z rezerwacji do oferty wracają 600-700 miesięcznie. Ekspertka Otodom Analytics wyjaśnia, że powodem może być “pozorny” ruch.

Deweloperzy w biurach sprzedaży widzą ogromny wzrost liczby zapytań, kontaktów ze strony klientów. Duża część tego zainteresowania faktycznie materializuje się w postaci umów – rezerwacyjnych czy deweloperskich. Jest jednak też bardzo duży ruch ze strony osób, które, dysponując ograniczonym budżetem, szukają okazji, dopytują o najtańsze oferty. Cierpią na tym przede wszystkim Ci deweloperzy, którzy w swojej strategii sprzedaży założyli, że nie ujawniają cen ofertowych na swoich stronach czy w serwisach ogłoszeniowych – tłumaczy Katarzyna Kuniewicz, ekspertka Otodom Analytics.

Zainteresowanie jest rzeczywiste, oferta się kurczy

Ten rzeczywisty ruch widać w skali oferty, czyli liczbie wszystkich mieszkań  dostępnych do zakupu. Ta jest najniższa od stycznia 2022 roku i wynosi obecnie w granicach 7 największych miast[1] 37,8 tys. Można powiedzieć, że to jeszcze nie jest groźny poziom, ale jeśli spojrzymy na poszczególne miasta, to sytuacja wygląda już poważniej. Pomijając możliwości finansowe i strukturę cenową oferty, gdyby utrzymało się obecne tempo sprzedaży, a deweloperzy nie wprowadzali nowych, to w Warszawie w ciągu 4 miesięcy zniknęłyby z rynku wszystkie deweloperskie mieszkania. W Krakowie nastąpiłoby to po 5 miesiącach, a we Wrocławiu po 6.Czas wyprzedazy oferty miastami

Czas wyprzedaży jest to czysto techniczny wskaźnik, ale obrazuje on relację popytu i podaży. Ta właściwa, oznaczająca równowagę to 4-6 kwartałów (ok. 1,5 roku). Dziś o takim poziomie możemy mówić tylko w Katowicach i Łodzi. Nie oznacza to jednak, że wszędzie sytuacja wygląda tak samo. W mniejszych miastach, które już od jakiegoś czasu przejęły na siebie znaczny ciężar produkcji deweloperskiej, możemy mieć do czynienia z dużo mniejszym zainteresowaniem – tłumaczy Katarzyna Kuniewicz.Mieszkania deweloperskie oddane do użytowania

[1] Warszawa, Kraków, Trójmiasto, Wrocław, Poznań, Katowice, Łódź.

Wiarygodność prezesa RPP na szali

Piątkowy raport z rynku pracy w USA, ciągle rozpatrywany na czynniki pierwsze przez inwestorów. W środę posiedzenie RPP, czy doczekamy się obniżki stóp? Poniedziałek zapowiada się jako senny dzień na rynkach, szczególnie pod nieobecność Amerykanów.

Spada presja płacowa

Rozpoczął się właśnie nowy tydzień na rynkach, ale ciągle w grze pozostają „stare tematy”. Mowa o raporcie z amerykańskiego rynku pracy, jak również odczycie indeksu ISM dla sektora przemysłowego. Dłuższy już czas wydawało się, że Fed pójdzie drogą stłumienia inflacji przez podwyżki stóp procentowych, w efekcie czego nastąpi klimat recesyjny, w tym załamanie na rynku pracy. Być może taki czarny scenariusz szczególnie dla gospodarstw domowych nie nastąpi, a pokazały to piątkowe dane. Rośnie liczba nowych etatów poza rolnictwem i dość zaskakująca stopa bezrobocia z 3,5 na 3,8%. Co jednak ważne dla Fed spada presja płacowa, która może sugerować, że pojawiła się nowa rzesza chętnych do pracy (według raportu 0,5 mln) i nie trzeba podnosić wynagrodzeń, by znaleźć chętnych do podjęcia zatrudnienia. To ważne w kontekście inflacji, bo presja płacowa jest jednym z głównych elementów, która podgrzewa jej dynamikę. Nie dziwi więc fakt, że mocno spadła szansa na jakąkolwiek podwyżkę stóp w USA w tym roku, patrząc oczywiście na kontrakty na stopę procentową, widzimy, że to nie powinno się wydarzyć. Czy znów zagramy w grę rynki swoje, a Fed swoje zobaczymy niebawem, niemniej jednak dane pokazują, że amerykańscy decydenci widząc sytuację na rynku pracy, po prostu mają argument, by tego nie robić i nie zacieśniać dalej polityki monetarnej. Nieco lepiej wypadł wskaźnik ISM dla przemysłu, choć nadal poniżej bariery 50 pkt. Dał tym samym paliwo do wzrostów dla USD, który w relacji do EUR spadł poniżej poziomu 1,08.

Większość analityków sugeruje obniżkę

W kontekście naszej rodzimej waluty kluczowe będzie środowe posiedzenie RPP. Jest ono o tyle ważne, że mamy na nim zobaczyć pierwszą obniżkę stóp procentowych w naszym kraju od wielu miesięcy. Większość analityków abstrahując od tego, czy ma to sens, teraz uważa, że już w tym tygodniu koszt pieniądza w naszym kraju spadnie do poziomu 6,50%, czyli o 25 pkt bazowych. Sytuacja więc bez precedensu, gdyż ostatni raz taki ruch miał miejsce w maju 2020 roku. Inna sprawa, że byłoby to podkopanie ostatnich akcentów wiarygodności prezesa RPP, który powtarzał, że ewentualne obniżki stóp zobaczymy, gdy inflacja w naszym kraju spadnie do wartości jednocyfrowych. Mamy na ten moment 10,1%, a więc przynajmniej w teorii nie powinniśmy zobaczyć zmian kosztu pieniądza. Tyle tylko, że w naszym kraju już w październiku wybory, co oznacza, że czasem z logiką idziemy pod prąd. Obniżka stóp, jeśli się wydarzy, może przynieść presję spadkową na PLN, który już i tak jest dość wysoko w relacji do EUR, USD, czy CHF.

Amerykanie świętują

Tak jak wspominaliśmy dzisiaj, uwaga inwestorów może być skupiona na piątkowych danych z USA, gdyż kalendarz na poniedziałek świeci niemal pustkami, poza wystąpieniami członków EBC tak naprawdę nie ma żadnych publikacji ważnych danych makro. Do tego handel odbywa się bez Amerykanów, co może sygnalizować mniejszą płynność na rynkach, co nie zawsze oczywiście powoduje, że i zmienność jest niska. Główna para walutowa oscyluje w pobliżu sforsowanego wcześniej wsparcia na poziomie 1,08.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Raport NFP nie zatrząsł rynkami

W piątek dolar osłabił się po danych NFP a następnie znacznie się umocnił po raporcie ISM dla przemysłu. Dane z ryku pracy pokazały schłodzenie, natomiast kolejna publikacja dała dowód, że gospodarka USA jest dość odporna na wysokie stopy procentowe. Kurs EUR/USD zakończył dzień poniżej 1,08 a rentowności obligacji 2-letnich rządu Stanów Zjednoczonych po spadku poniżej 4,8 ponownie zbliżyły się do 4,9 proc. Dow Jones urósł o 0,3 proc., SP500 zyskał 0,2 proc. a Nasdaq Composite zamknął dzień w okolicach otwarcia. Ropa jest najdroższa od wielu miesięcy.

Zatrudnienie poza rolnictwem w Stanach Zjednoczonych wzrosło w sierpniu o 187 tys. w porównaniu do konsensusu na poziomie 170 tys., ale wyniki za ostatnie 2 miesiące zostały zrewidowane w dół łącznie o 110 tys., co wskazuje, że spowalniający trend wzrostu zatrudnienia pozostaje w mocy. Rozczarowała z pewnością stopa bezrobocia, która urosła z 3,5 proc. do 3,8 proc. Wynikało to głównie z faktu, że na rynek pracy weszło około 700 tys. nowych osób. Zwiększył się wskaźnik aktywności zawodowej do poziomu 62,8 proc. z 62,6 proc. (rok temu wskazywał 62,1 proc.) co z pewnością ucieszyło Fed, bo powinien on pomóc utrzymać presję płacową pod większą kontrolą.

Z kolei poznany o 16:0o raport ISM dal przemysłu pokazał siłę. Główny wskaźnik urósł z 46,4 pkt. do 47,6 (oczekiwano 47 pkt.). Mocno zaskoczył indeks zatrudnienia (48,5 pkt.) a także indeks cen płaconych (48,4 pkt.). W obydwu przypadkach konsensu rynkowy wskazywał wynik lekko powyżej 44 pkt.

Większą reakcję wywołała druga publikacja, która w całości wymazała ruch w górę na EUR/USD. Podobnie było na rynku długu, gdzie 2-latki amerykańskie najpierw spadły poniżej 4,8 proc. a potem w dość szybkim tempie urosły w okolice 4,9 proc.

Dość ciekawie jest na rynku ropy naftowej. Brent oraz WTI urosły do poziomów nienotowanych od stycznia tego roku oraz listopada 2022 r. osiągając wartości odpowiednio 88,8 USD oraz 86 USD. Cenę wspierają w głównej mierze spekulacje, że Arabia Saudyjska przedłuży dobrowolne cięcia o 1 mln baryłek dziennie na kolejny miesiąc. W tym tygodniu to prawdopodobnie się rozstrzygnie. Kontynuacja redukcji wydobycia wydaje się być realna, ponieważ Saudyjczycy nie będą chcieli wywierać ponownej presji na spadek cen ropy, chociaż zasadniczo rynek powinien być w stanie wchłonąć większą ilość baryłek, biorąc pod uwagę prognozowany duży deficyt na resztę roku.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Bananowa giełda. Nadużycia informacji poufnych na GPW to częste zjawisko

Na GPW w Warszawie byliśmy już wielokrotnie świadkami spektakularnych wzrostów kursów akcji, których tłem były spekulacje dotyczące wykorzystania informacji poufnych. „Całkowite wyeliminowanie nadużyć i prób nieuprawnionego wykorzystywania informacji poufnych na rynku kapitałowym jest niemal niemożliwe. Kluczowa jest tutaj jednak rola regulatorów, którzy powinni dokładnie i intensywnie weryfikować wszelkie niejednoznaczne zachowania emitentów i uczestników obrotu giełdowego” ‑ mówi Marcin Pietkiewicz, partner odpowiedzialny za praktykę rynków kapitałowych w warszawskim biurze kancelarii Wolf Theiss.

W tym roku uwagę społeczności giełdowej z pewnością przykuły wydarzenia na akcjach Elektrociepłowni Będzin, gdy w niespełna trzy czerwcowe tygodnie wycena giełdowa spółki wzrosła z 20 do 240 mln zł. Kontrowersje wzbudził także handel akcjami spółki STS tuż przed ogłoszeniem wezwania w czerwcu br. Oczywiście nie są to odosobnione przykłady, gdy zachowanie kursów spółek budzi emocje inwestorów. Warto także zwrócić uwagę, że akurat ten aspekt bezpieczeństwa obrotu, jakim jest nieuprawnione wykorzystanie informacji poufnych, nie należy do szczególnie reprezentowanych jeśli chodzi o liczbę kar nakładanych w ostatnim czasie przez nadzorcę rynku – KNF.

Świadomość wśród inwestorów i komentatorów rynku rośnie, co skutkuje oczekiwaniem zdecydowanych reakcji KNF i GPW na różne niejednoznaczne sytuacje rynkowe. W postępowaniach weryfikujących istotny jest również czas reakcji, gdyż korzyści z naruszeń opartych na informacjach poufnych są szybko odczuwane przez podmioty, które te informacje wykorzystują. Ważne jest zatem, aby postępowanie przebiegało sprawnie, a potencjalna kara następowała niedługo po dokonaniu naruszeń. Postępowanie regulatora jest kluczowe, gdyż jego reakcje wpływają na ocenę polskiego rynku i poziom stabilności obrotu na GPW, a tym samym decydują o atrakcyjności inwestycji, także w oczach inwestorów zagranicznych – mówi mec. Marcin Pietkiewicz, partner w kancelarii Wolf Theiss.

Komisja Nadzoru Finansowego wydała w maju tego roku ostateczną decyzję utrzymującą w mocy karę pieniężną dla BBI Development S.A. w wysokości 600 tys. zł. Kara była związana z nieprzekazaniem do publicznej wiadomości informacji poufnej, powstałej najpóźniej 1 października 2018 r., o rozpoczęciu negocjacji z grupą Liebrecht&Wood w zakresie zbycia projektu Centrum Marszałkowska. W tym roku KNF wszczęła także postępowania wyjaśniające dot. podejrzenia popełnienia przestępstw wykorzystania i ujawnienia informacji poufnej oraz manipulacji w obrocie akcjami spółek: Ekipa Holding, Impera Capital, Medicofarma Biotech i Medcamp. Z kolei w przypadku sytuacji na akcjach Elektrociepłowni Będzin, KNF na początku lipca br. wydała komunikat, w którym wskazała, że nie dopatrzono się manipulacji kursem, ale analizowane jest potencjalne wykorzystanie informacji poufnych, czyli tzw. insider trading. Przypomnijmy, że w tym konkretnym przypadku emitent poinformował o zawarciu NDA (umowy o zachowaniu poufności) z Orlen Synthos Green Energy (OSGE) dotyczącej współpracy w zakresie budowy małych reaktorów jądrowych na terenach należących do Będzina. Co ciekawe, sama OSGE dementowała plany współpracy z EC Będzin i poinformowała, że „umowa o zachowaniu poufności podpisana została na prośbę EC Będzin w celu przedstawienia kryteriów posiadanej lokalizacji”.

W praktyce niejednokrotnie spółki ostrożnie podchodzą do szybkiej publikacji wiadomości o istotnych zdarzeniach, ponieważ konieczność ewentualnej zmiany lub wycofania się z nowych planów negatywnie wpływa na ich wizerunek w dłuższej perspektywie. Tymczasem inwestorzy oczekują pilnej publikacji, licząc na szybką pozytywną reakcję rynku. Konieczne jest zatem znalezienie złotego środka, godzącego oczekiwania stron i jednocześnie zgodnego z przepisami o ochronie informacji poufnych. W modelowej sytuacji pierwszym formalnym wydarzeniem statuującym przyszłą współpracę pomiędzy podmiotami są zazwyczaj umowy o prowadzenie rozmów, typu NDA (non-disclosure agreement) lub listy intencyjne, na podstawie których strony prowadzą oficjalne rozmowy i wymieniają się informacjami, choć nie zobowiązują się jeszcze do ścisłej współpracy z określonym skutkiem. – tłumaczy mec. Katarzyna Jaroszyńska-Lewandowska z zespołu Corporate/M&A i rynków kapitałowych w Wolf Theiss.

Podstawową zasadą ochrony informacji poufnych jest obowiązek ich niezwłocznego podawania do publicznej wiadomości. W praktyce oznacza to, że niezwłocznie po podpisaniu dokumentu formalizującego rozmowy, strona będąca spółką notowaną publikuje raport bieżący i tym samym dzieli się wiedzą o planowanej transakcji z rynkiem i inwestorami. Dzięki temu, z punktu widzenia rynku, wszyscy posiadają równą wiedzę o spółce i mogą na tej podstawie podejmować decyzje co do inwestycji w jej akcje.

Sytuacja, w której informacja poufna nie jest podawana do publicznej wiadomości, bez wdrożenia dodatkowych mechanizmów ochronnych, sprawiłaby, że tylko część uczestników rynku posiadałaby dostęp do informacji potencjalnie cenotwórczej, a więc miałaby przewagę inwestycyjną nad pozostałymi inwestorami. – dodaje Katarzyna Jaroszyńska-Lewandowska.

Jak zapowiedział KNF w komunikacie – sytuacja na akcjach EC Będzin będzie wyjaśniana. „UKNF prowadzi od 23.06.2023 r. postępowanie wyjaśniające. Ustalenie okoliczności wskazujących na ujawnienie lub wykorzystanie informacji poufnej (których zakazuje art. 14 lit. a i c Rozporządzenia MAR) będzie skutkować złożeniem do organów ścigania zawiadomienia o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 180 lub art. 181 ustawy z dnia 29.07.2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi” — poinformował Urząd w komunikacie.

W ramach postępowania, KNF może sprawdzić, czy spółki poprawnie prowadzą listy osób mających dostęp do informacji poufnych. Na liście powinny być umieszczone wszystkie osoby, które, ze względu na relację służbową z emitentem, miały dostęp do informacji poufnych. Dodatkowo każdy emitent powinien listę osób pełniących obowiązki zarządcze (i blisko z nimi związanych), która również może posłużyć KNF do zbadania omawianej sytuacji. Lista ma umożliwić kontrolę nad tym, aby osoby mające jako pierwsze wiedzę o zdarzeniach cenotwórczych zachodzących w spółce nie dokonywały transakcji z wykorzystaniem informacji poufnych i odpowiednio informowały rynek o swoich transakcjach na akcjach. Nawet jeśli strategiczny partner zaprzecza następnie istotnemu znaczeniu zawartej umowy, jej zawarcie może pozostawać informacją cenotwórczą, a rolą regulatora jest ocena, czy w takim stanie faktycznym doszło do nieuprawnionego wykorzystania informacji poufnej.  – dodaje mec. Katarzyna Jaroszyńska-Lewandowska.

W odczuciu wielu komentatorów brak zdecydowanej reakcji regulatora na wiele kontrowersyjnych sytuacji związanych z obrotem akcjami na GPW rozbudza oczekiwania rynku i pozostawia pole do ryzykownych zachowań inwestycyjnych.

KNF powinna badać poszczególne sytuacje nie tylko pod kątem manipulacji i potencjalnego wykorzystania informacji poufnej przed publikacją raportu bieżącego ujawniającego informację poufną, ale także rozważyć środki, takie jak choćby zawieszenie obrotu akcjami takiego emitenta, nacelowane na następcze ustabilizowanie kursu akcji spółki i eliminację dalszych niespodziewanych skoków kursowych. Wobec niejednoznacznej reakcji KNF powstaje pytanie, czy to GPW nie powinna wdrożyć swoich instrumentów, aby zabezpieczyć interesy uczestników obrotu. – podsumowuje mec. Marcin Pietkiewicz.

Wykorzystanie informacji poufnej np. w transakcjach giełdowych stanowi złamanie art. 14 lit. a rozporządzenia MAR i jest zagrożone grzywną do 5 mln zł albo karą pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5, lub oboma tymi karami łącznie. Z kolei bezprawnego ujawniania informacji poufnej zabrania art. 14 lit. c rozporządzenia MAR. Tu karą jest grzywna do 2 mln zł albo kara pozbawienia wolności do lat 4, albo obie te sankcje łącznie.

Rolnicy wciąż zadłużeni na grube miliony zł. Sytuacja ma się jeszcze pogorszyć na przełomie III i IV kw. br.

Na koniec I półrocza br. KRD odnotował spadek liczby rolników – przedsiębiorców rdr. o 13,5%. Do tego łączne zadłużenie zmniejszyło się o 2,6% rdr. Z kolei w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, rdr. ubyło 3,2% rolników. Ponadto o 4% rdr. spadła suma zaległości. W pierwszym z rejestrów średnie zadłużenie rdr. wzrosło o 12,6%, a w drugim –zmalało o 0,8%. Z danych KRD wynika też, że o 19 dni wydłużył się okres, w którym statystyczny rolnik zalegał ze spłatą zobowiązań. Jednak eksperci twierdzą, że ww. dane nie oddają faktycznej sytuacji. I przewidują, że problemy rolników przybiorą na sile na przełomie III i IV kwartału br. Do tego wskazują, że w kolejnych okresach rolników mogą dobić nowe problemy – wcześniej pojawiające się na mniejszą skalę, tj. zmiany klimatyczne, przez które będą popadać w coraz to większe kłopoty finansowe.

Spadki nie oddają realnej sytuacji

Jak wynika z danych Krajowego Rejestru Długów (KRD), na koniec czerwca br. w tym rejestrze było 3,7 tys. zadłużonych rolników – przedsiębiorców. To o 13,5% mniej niż w analogicznym okresie 2022 roku, kiedy było ich 4,3 tys. Natomiast w przypadku Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, o 3,2% rdr. spadła liczba dłużników z kategorii uprawy rolne, chów i hodowla zwierząt, łowiectwo, włączając działalność usługową. Na koniec czerwca br. było ich 1,6 tysięcy, a rok wcześniej – 1,6 tys.

– Sytuacja rolników nie uległa poprawie. Zmniejszenie liczby zadłużonych to jedynie efekt uzyskania przez nich środków pieniężnych w wyniku sprzedaży produkcji z poprzedniego roku po zaniżonych cenach. Dane te nie oddają rzeczywistej skali problemów w rolnictwie. Wynikają one ze znaczącego wzrostu kosztów pracy i importu tańszych, zagranicznych produktów rolnych. To poskutkowało spadkiem cen w skupie – komentuje Adrian Parol, doradca restrukturyzacyjny specjalizujący się w sektorze rolnym.

Według danych KRD, na koniec czerwca br. zadłużenie rolników – przedsiębiorców wyniosło blisko 270 mln zł. To o 2,6% mniej niż rok wcześniej – ponad 277 mln zł. Z kolei z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że o 4% rdr. spadła kwota zaległości dłużników z kategorii uprawy rolne, chów i hodowla zwierząt, łowiectwo, włączając działalność usługową. Ostatnio wyniosła niecałe 495 mln zł, a rok wcześniej – ponad 515 mln zł.

– W mojej ocenie, kolejny raz z rzędu dane nie przedstawiają faktycznej kondycji tego sektora. Uważam, że liczba rolników, którzy będą mieli problemy z obsługą swoich zobowiązań, wzrośnie. Wkrótce w rejestrach zaczną pokazywać się nowe wpisy, które przybiorą na sile na przełomie III i IV kwartału br. Wówczas skumulują się skutki wielu negatywnych czynników, w tym wzrostu cen wszystkich nośników energii i stóp procentowych oraz szalejącej inflacji. Sytuacja gospodarcza, wywołana pandemią oraz wybuchem wojny w Ukrainie, wciąż jest bardzo ciężka i generuje szereg problemów i wyzwań. Taki splot trudności będzie miał bezpośrednie przełożenie na zachowanie płynności finansowej przez ten sektor w kolejnych latach – przekonuje radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Łukasz Goszczyński.

Podobną opinię wyraża Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych (KRIR). – Myślę, że dane nie do końca odzwierciedlają sytuację w rolnictwie. Spada liczba inwestycji na wsi, a ci, którzy mają zobowiązania, nie inwestują w nowy sprzęt i próbują uregulować swoje wierzytelności, np. sprzedając ziemię – przekonuje prezes KRIR.

Widać, że wzrosty są niepokojące

W KRD średnie zadłużenie rolnika – przedsiębiorcy wyniosło ponad 73 tys. zł. To o 12,6% więcej niż rok wcześniej, kiedy było na poziomie 64,8 tys. zł. Natomiast z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że średnia kwota zaległości spadła rdr. o 0,8% w kategorii uprawy rolne, chów i hodowla zwierząt, łowiectwo, włączając działalność usługową. Na koniec czerwca br. przekraczała 317,5 tys. zł, a rok wcześniej wynosiła niespełna 320 tys. zł.

– Wzrost zadłużenia w KRD wynika z okoliczności, iż rolnicy, chcąc uruchomić produkcję rolną, musieli zaciągnąć nowe zobowiązania. Będą mogli je spłacić dopiero po zakończeniu żniw. W świetle obecnych kosztów produkcji oraz cen skupu płodów rolnych, rolnicy nie będą w stanie spłacić całości długów. Średnie zadłużenie jest niepokojące, bo stanowi znaczące obciążenie dla dłużnika, który oprócz jego obsługi musi ponosić koszty związane z wygenerowaniem zysków. Co więcej, znaczący wpływ na jego sytuację mają czynniki zewnętrzne, związane z eksportem, co istotnie wpływa na wysokość cen w skupie. Rolnik nie jest w stanie planować wydatków i może obawiać się o swoją przyszłość – mówi Adrian Parol.

Na podstawie obserwacji rynku mec. Goszczyński prognozuje, że urośnie średni dług rolnika. Teraz jest to niespełna 13% rdr. Jednak pod koniec br. lub w I kwartale 2024 roku może to być już wartość, która zbliży się do 20%, a na pewno przekroczy 15%. Z kolei z danych KRD wynika, że na koniec I poł. 2023 r. statystyczny rolnik – przedsiębiorca zalegał ze spłatą zobowiązań 937 dni, a rok wcześniej – 918 dni. Zatem ten okres wydłużył się o 19 dni. Jak podkreśla Wiktor Szmulewicz, to niewielka zmiana, ale widać, że zadłużenie wzrasta w kierunku trzech lat. Jeśli w czyimś przypadku trwa tak długo, to dosyć trudno z niego wyjść.

– Na nieznaczne wydłużenie wpływa sytuacja, związana ze spadkiem cen produktów rolnych w skupie. W wyniku tego rolnicy będą mieli coraz większe problemy ze spłatą zobowiązań. Część przedsiębiorców ich nie spłaci, tym samym powinny być wdrożone rozwiązania mające na celu pomoc finansową rodzimym rolnikom na preferencyjnych warunkach, np. ochrony rynku rolnego przed napływem produktów z innych krajów – alarmuje Adrian Parol.

Zgodnie z danymi KRD, na koniec czerwca br. rolnik – przedsiębiorca z woj. małopolskiego zalegał ze spłatą zobowiązań średnio 1757 dni. Dalej w zestawieniu widać woj. pomorskie – 1364 dni, opolskie – 1292 dni, lubuskie – 1266 dni, a także świętokrzyskie – 1191 dni. Zestawienie zamyka woj. warmińsko-mazurskie – 648 dni. Przed nim widać podlaskie – 704 dni, jak również kujawsko-pomorskie – 720 dni.

– Alarmujące są różnice między województwami, które tworzą pewien podział na najbogatsze i najbiedniejsze części kraju. Wynikają one z różnego typu produkcji, dominujących w danych regionach Polski. Dla przykładu, w woj. wielkopolskim są duże gospodarstwa, które mają po 1000-4000 sztuk świń. Natomiast na Podlasiu hodowcy posiadają po 50-100 świń. Zatem jedno gospodarstwo w Wielkopolsce może odpowiadać długom dwóch gmin na Podlasiu. I dlatego statystyki się różnią. Jednak wszędzie zadłużenie trwające powyżej 150 dni jest niebezpieczne, ponieważ reaguje na nie Urząd Skarbowy, który np. domaga się zwrotu VAT-u – informuje Sławomir Izdebski, Przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych Rolników i Organizacji Rolniczych.

Kolejne zagrożenia na horyzoncie

Zdaniem ekspertów, sytuacja rolników będzie się dalej pogarszała. – Brakuje działań mających na celu zabezpieczenie interesów rolników ze strony rządzących. Liczba zadłużonych rolników będzie wzrastać. Co więcej, będzie rosła kwota ich zadłużenia. Kluczowe znaczenie mają tu wysokie koszty produkcji, niskie ceny skupu i niekontrolowany import tańszych produktów rolnych. Zbliżające się wybory parlamentarne nie poprawią sytuacji rolników – zapewnia Adrian Parol, doradca restrukturyzacyjny specjalizujący się w sektorze rolnym.

W opinii Sławomira Izdebskiego, przez następne trzy miesiące ani rząd, ani parlament nie będzie pracował nad stworzeniem wsparcia dla rolników. Po zaprzysiężeniu nowego rządu będzie tak samo. Ekspert spodziewa się więc ok. 4 miesięcy marazmu. Sytuacja konkretnych rolników będzie zależała stricte od koniunktury na rynku. Jeśli ceny produktów rolnych będą nadal spadały, to wtedy rzeczywiście istnieje zagrożenie, że to zadłużenie jeszcze się powiększy.

– Z rozmów z wieloma rolnikami, którzy posiadają obecnie zadłużenie, wynika, że liczą na to, iż po wyborach nowy rząd i parlament przyjrzy się ich sprawie i będzie próbował coś zaradzić. Ale nawet gdyby to nastąpiło, to pierwsze efekty tego będzie można obserwować za rok lub dwa lata, a może nawet i dłużej. Natomiast pomoc jest potrzeba teraz i tu – zwraca uwagę Łukasz Goszczyński.

Ekspert dodaje też, że w sytuacji dynamicznie zachodzących zmian klimatycznych, tj. naprzemiennych susz i ulew, rolnikom jest potrzebny szerszy plan ratunkowy, np. w kwestii doregulowania stosunków handlowych pomiędzy nimi a przetwórcami, pośrednikami i sieciami handlowymi – na styku równoprawnej pozycji negocjacyjnej. To w dużym stopniu poprawiłoby ich sytuację i płynność finansową. Oczywiście skutków klimatycznych to nie zlikwiduje, ale przez to rolnikom odejdzie jeden z ważniejszych problemów, który wciąż narasta i mocno niepokoi. A jak dodaje Goszczyński, w kolejnych okresach – nie tylko miesiącach, ale też latach, będzie to jeden ze znaczących czynników, przez który rolnicy będą popadać w coraz to większe problemy, głównie te finansowe.

– Podsumowując, należy podnieść jeszcze jedną ważną kwestię. Otóż liczba gospodarstw się kurczy. To spowoduje, że w perspektywie dłuższego czasu dłużników – rolników będzie mniej, ale to wcale nie będzie oznaczało poprawy sytuacji. W suchych danych może tak będzie. Jednak będą to kolejne pozorne wyniki, które nie mogą oddawać rzeczywistego stanu, w jakim znajdują się rolnicy – konkluduje radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Łukasz Goszczyński.

Sierpień 2023 r. w TIM SA jak przed rokiem

Ze wstępnych szacunków wynika, że w sierpniu 2023 r. miesięczne przychody TIM SA ze sprzedaży netto towarów i usług związanych bezpośrednio ze sprzedażą towarów wyniosły 114,7 mln zł i były zbliżone do osiągniętych w analogicznym okresie 2022 r. (-0,4% rdr.).

Szacowana sprzedaż online realizowana samodzielnie przez klientów osiągnęła w sierpniu 2023 r. 79,2 mln zł (-6,2% rdr.).

Szacowane skumulowane przychody TIM-u ze sprzedaży zbliżają się po ośmiu miesiącach 2023 r. do 1 mld zł (932 mln zł, tj. -3% rdr.).

– Biorąc pod uwagę sytuację rynkową, a także trwający sezon urlopowy, zrównanie się z poziomem przychodów z sierpnia 2022 roku postrzegam pozytywnie – mówi Piotr Tokarczuk, członek Zarządu i dyrektor finansowy TIM SA. – Analizując poszczególne tygodnie minionego miesiąca, widzimy większą aktywność w ostatnich dniach. Może to oznaczać powrót do pourlopowego rytmu pracy u naszych klientów, a także zwiastować większy popyt w okresie jesiennym, tradycyjnie będącym czasem największych zakupów asortymentu elektrotechnicznego – dodaje Piotr Tokarczuk.

Na Bezpieczny Kredyt 2% czeka się coraz dłużej. Obecnie od 4 do 6 tygodni, ale zaraz to może być nawet kwartał

Coraz wolniejsze rozpatrywanie wniosków o Bezpieczny Kredyt 2%. Ekspert: za chwilę standardem będą 3 miesiące.

Bezpieczny kredyt 2% cieszy się rekordowym zainteresowaniem Polaków. Złożono już ponad 33 tysiące wniosków o udzielenie pożyczek, a banki pozytywnie rozpatrzyły blisko 15% wniosków. Eksperci rynku nieruchomości przyznają jednak, że sytuacja zaczyna być kłopotliwa, bo tempo rozpatrywania wniosków jest coraz wolniejsze, a to powoduje chaos w obrocie mieszkaniami.

– Klienci chcą rezerwować mieszkania, a nie wszyscy sprzedający, szczególnie na rynku wtórnym się na to godzą. Jeszcze w lipcu czas oczekiwania na decyzje banku to były dwa tygodnie, teraz mówimy już nawet o dwóch miesiącach – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Do końca roku nawet 60 tysięcy wniosków?

Nie da się ukryć, że program Bezpieczny kredyt 2% będzie kołem zamachowym dla rynku nieruchomości w Polsce i należy się spodziewać dużego wzrostu zainteresowania zakupem mieszkań na rynku wtórnym i deweloperskim. Szacuje się, że wzrost udzielonych kredytów hipotecznych w lipcu i sierpniu 2023 był nawet 40% wyższy niż przed rokiem. Eksperci widzą na horyzoncie problemy. To wydolność systemu bankowego w rozpatrywaniu wniosków.

– Program cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem. Widzimy więc jasno i wyraźnie, że rynek nieruchomości był mocno schłodzony i potrzebował bodźca rozwojowego, który znów zachęci konsumentów do brania kredytów na mieszkania. Banki mają spore problemy z efektywnością. Przy takiej ilości wniosków opóźnienia są rzeczą oczywistą i niestety klienci muszą być gotowi na dłuższe oczekiwanie. Widzimy obecnie falę, a szczyt jeszcze chyba przed nami – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Szacuje się, że liczba złożonych wniosków do końca roku może przekroczyć nawet 60 tysięcy. Sukcesem będzie jeżeli rozpatrzonych pozytywnie będzie 15 tysięcy wniosków.

Konsumenci chcą zdążyć do końca roku. Obawiają się wzrostu cen mieszkań i limitów w dotacjach

Czy w tym przypadku działa zasada: „kto pierwszy, ten lepszy”? Konsumenci nie ukrywają, że chcą zdążyć z wnioskami jeszcze w tym roku.

– Klienci mają kilka motywacji. Podstawowa to pewność, że w tym roku nie ma limitów na ten program, a w przyszłym roku nie wiadomo, co będzie. Kolejna sprawa to ceny nieruchomości. Już teraz widzimy wzrosty na rynku deweloperskim, więc należy spodziewać się, że wraz ze wzrostem popytu zmieniać się będą ceny. Tym bardziej, że w 2024 roku na rynek trafi mniej mieszkań, bo deweloperzy bardzo wolno rozkręcają swoje budowy – mówi Mirosław Król.

– Klienci na decyzje finansowe ze strony banków czekają od 4 do 6 tygodni, ale uprzedzamy, że to są terminy, które się wydłużają, a nie skracają. By nie robić aneksów do umów przedwstępnych to należy liczyć, że oczekiwanie na decyzje może sięgać nawet do trzech miesięcy – mówi Mirosław Król.

Z obserwacji ekspertów rynku nieruchomości wynika, że program cieszy się największym zainteresowaniem w dużych miastach. Więcej klientów to rodziny z dziećmi niż single.

DLA Piper: Polskie firmy niedostatecznie chronią tajemnice przedsiębiorstw narażając się na straty finansowe

Polskie firmy niedostatecznie chronią tajemnice przedsiębiorstw, narażając się na straty finansowe i pogorszenie pozycji rynkowej w sytuacji, gdy ich unikalna wiedza trafi do konkurencji, twierdzą prawnicy kancelarii DLA Piper. Przedsiębiorstwa powinny przede wszystkim zabezpieczyć się przed ujawnieniem newralgicznych informacji przez byłych pracowników, ponieważ dochodzenie swoich praw przed sądem jest bardzo trudne i nie zawsze możliwe. 

Tajemnica przedsiębiorstwa to każda niejawna informacja, która jest źródłem przewagi konkurencyjnej i jest chroniona przez firmę. Mogą to być dane produkcyjne, technologiczne czy organizacyjne, a także listy klientów, plany ekspansji czy też strategie marketingowe.

– Z naszego doświadczenia i wieloletniej współpracy z polskimi firmami, zwłaszcza produkcyjnymi i handlowymi, wiemy, jak wiele podmiotów nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, że o ich wartości i pozycji rynkowej decyduje pewna unikalna wiedza – mówi Ewa Kurowska-Tober, partner i szefowa warszawskiego zespołu prawa własności intelektualnej i nowych technologii w DLA Piper. – Podczas gdy przewaga konkurencyjna firm krajowych wynikała kiedyś głównie z niskich kosztów pracy, obecnie w coraz większym stopniu jest ona pochodną zgromadzonych przez firmę zasobów własności intelektualnej, które muszą być chronione.

Prawnicy kancelarii zwracają uwagę, że niecałą unikalną wiedzę można opatentować. Jeśli informacja nie ma poziomu wynalazczego, to takiej ochrony nie otrzyma. Ponadto, uzyskanie patentu jest procedurą czasochłonną i kosztowną. Jednak brak ochrony patentowej nie oznacza, że wartość informacji jest niższa. W Europie więcej firm chroni swoje zasoby własności intelektualnej tajemnicą handlową niż patentami.

Ochrona zasobów intelektualnych powinna zacząć się od ustalenia, jakie informacje są wrażliwe z biznesowego punktu widzenia, kto z pracowników powinien mieć do nich dostęp i jak zarządzać obiegiem informacji. To oznacza wdrożenie odpowiednich procedur, stopni poufności i zabezpieczeń IT.

– Do kwestii ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa należy podchodzić systemowo, np. wykorzystując dostępne narzędzia prawne, tak aby obawy o bezpieczeństwo nie hamowały rozwoju biznesu – uważa dr Krystian Maciaszek, counsel w warszawskim zespole prawa własności intelektualnej i nowych technologii w DLA Piper. – Oprócz procedur trzeba także tworzyć w przedsiębiorstwie kulturę poufności i budować wśród pracowników świadomość tego, jak obchodzić się z informacjami. Podsumowując, najważniejszą rzeczą jest zapobieganie, ponieważ dochodzenie swoich praw w sądzie w przypadku wycieku informacji jest bardzo trudne, jeśli wcześniej nie zadbało się o odpowiednie zabezpieczenia.

Opublikowany w czerwcu br. raport Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej „Trade Secrets Litigation Trends” in the EU pokazuje, że dochodzenie swoich praw przed sądem to proces długotrwały i obarczony dużym ryzykiem niepowodzenia. W przypadku Polski sukcesem dla powoda zakończyło się jedynie 14 proc. postępowań o naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa, podczas gdy średnia w Europie to 27 proc.

Jak wynika z raportu przedmiotem naruszenia w Europie i w Polsce są najczęściej tajemnice handlowe, które stanowiły 62 proc. spraw. To głównie informacje dotyczące dystrybucji towarów takie jak kanały, strategie reklamowe, dane marketingowe, listy klientów oraz informacje finansowe, w tym modele cenowe czy dane księgowe. Druga, najliczniejsza grupa spraw dotyczyła ujawnienia tajemnicy technologicznej (33 proc. sporów), czyli informacji na temat procesów wytwórczych.

Jak wynika z raportu za ujawnienie tajemnicy przedsiębiorstwa odpowiedzialność ponoszą głównie byli pracownicy. Przeciwko nim toczyło się 41 proc. wszystkich postępowań. Sprawy o szpiegostwo przemysłowe, czyli zaplanowany proces nielegalnego pozyskiwania informacji o konkurentach w celu uzyskania przewagi rynkowej, to zaledwie 4 proc. wszystkich spraw.

– Dane pokazują, że firmy muszą bardzo precyzyjnie określić, co mogą, a czego nie mogą ujawniać pracownicy i współpracownicy również po rozwiązaniu stosunku pracy. Zdarza się, iż nawet najbardziej kompetentne osoby w przedsiębiorstwie mogą ujawnić poufne informacje w sposób niezamierzony, bądź dlatego, że nikt im tego nie zabronił – komentuje dr Krystian Maciaszek.

Kaucja na opakowania z podpisem Prezydenta RP

Dnia 31 sierpnia 2023 r. prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę wdrażającą w Polsce system kaucji na opakowania, w tym metalowe puszki napojowe. Ustawa wprowadza oczekiwane rozwiązania, które z powodzeniem funkcjonują w innych krajach. Jak podkreślają przedstawiciele branży opakowaniowej, prace nad skutecznym wdrożeniem kaucji jeszcze się nie skończyły. Dzięki nowemu aktowi prawnemu mamy potrzebne ramy regulacyjne – teraz pora na zaprojektowanie efektywnego systemu w najdrobniejszych szczegółach.

Już od 1 stycznia 2025 r. kupno napojów w wybranych opakowaniach będzie wiązać się z wniesieniem kaucji. Jej zwrot nastąpi dopiero po oddaniu pustych opakowań w specjalnie przygotowanych punktach m.in. w automatach zlokalizowanych w placówkach handlowych. Wysokość kaucji wg. zapowiedzi Ministerstwa Klimatu i Środowiska wyniesie 50 groszy za pojedyncze opakowanie, a do odbioru nie będzie potrzebny paragon.

Wysokość kaucji za pojedyncze opakowanie powinna być ponownie zweryfikowana po pierwszych 2 latach jej obowiązywania – przekonuje Jacek Wodzisławski, Prezes Zarządu Fundacji RECAL. – Znane będą wtedy realne koszty wdrożenia i funkcjonowania systemu, które przekładają się na  realne stawki opłaty „handling fee”, czyli opłaty manipulacyjnej ponoszonej niezależnie od kaucji przez wprowadzających napoje na rynek. Ważne jest także uwzględnienie mechanizmu tzw. ekomodulacji, czyli różnicowania stawek w zależności od rodzaju materiału danego opakowania tak, by promować opakowania wytwarzane z materiałów permanentnych oraz łatwych do recyklingu – podkreśla Jacek Wodzisławski.

Fundacja RECAL, reprezentująca wszystkich krajowych przedsiębiorców wytwarzających puszki napojowe (w zdecydowanej większości są one wykonywane z aluminium, ale wciąż około 10% krajowego rynku stanowią puszki napojowe produkowane ze stali) zwraca uwagę, że nowopowstałe ramy prawne pozwolą na stworzenie efektywnego systemu kaucyjnego. Wciąż jednak potrzebne są bardziej precyzyjne ustalenia, które pozwolą zapewnić wyższe poziomy zbiórki. Organizacja branżowa przedstawia swoje postulaty.

  1. Wprowadzenie mechanizmów premiujących materiały i opakowania bardziej przyjazne dla środowiska

Proponowana stawka kaucji wynosić będzie 50 groszy. Postulujemy, aby kaucja na opakowania powyżej 1 litra była dwa razy większa – taki mechanizm pozwoli przeciwdziałać wypieraniu mniejszych i bardziej ekologicznych rozwiązań jak puszki aluminiowe. W systemie kaucyjnym warto uwzględnić także zróżnicowanie materiałów wykorzystywanych do produkcji opakowań. Obok puszek metalowych kaucja obejmie także butelki plastikowe oraz szklane opakowania zwrotne. Należy jednak pamiętać, że nieodebrane kaucje, szczególnie w przypadku tak cennego surowca jakim jest aluminium, oraz środki uzyskane z jego sprzedaży nie powinny być wykorzystywane do krzyżowego finansowania pomiędzy poszczególnymi materiałami opakowaniowymi. W praktyce oznacza to, że środki pozyskiwane od wprowadzających puszki nie mogą być przeznaczane na kaucjonowane szkło i plastik.

  1. Transparentność systemu

Zarządzanie tak licznymi transakcjami związanymi z pobraniem i zwrotem kaucji wymaga niezależnej weryfikacji rozliczeń finansowych oraz przepływów materiału. Na obecnym etapie ustawodawca nie zdecydował się na elektroniczny rejestr. Należałoby jednak rozważyć wprowadzenie takiego rozwiązania w przyszłości. Prowadzony przez podmiot rozliczający rejestr wszystkich pobranych i zwróconych kaucji oraz rejestr wprowadzonych do obrotu i zwróconych opakowań w podziale na poszczególnych operatorów, zapobiegałby nadużyciom oraz pozwolił na niezależne rozstrzyganie konfliktów pomiędzy operatorami.

  1. Ujednolicenie wymaganych poziomów zbiórki

Brak jednorazowych butelek szklanych w systemie kaucyjnym należy zrównoważyć wprowadzeniem takich samych wymogów dotyczących poziomów zbiórki szkła, jak również puszki i butelki plastikowej, czyli 90% od 2029 roku i lat następnych z identyczną ścieżką dojścia rozpoczynającą się od poziomu 77% od 2025 r. Powinno to pośrednio wpłynąć na „niezaleganie” nieobjętych kaucją zużytych opakowań w przestrzeni publicznej. W obecnej wersji ustawy kaucyjnej ten ważny aspekt środowiskowy nie został uwzględniony.

  1. Edukacja konsumentów nt. niezgniatania puszek

Niezależnie od użytego surowca, puszki zwracane przez konsumentów będą musiały być oddawane w formie niezgniecionej, aby możliwa była elektroniczna weryfikacja zasadności wypłaty kaucji. W przypadku zwrotu do specjalistycznych automatów weryfikacja będzie prowadzona przez te urządzenia. Obok automatów, będą funkcjonowały również systemy ręcznego przyjmowania niezgniecionych opakowań.

  1. Sprawne funkcjonowanie centrów przerobowo – rozliczeniowych

Sieć takich centrów, zorganizowana obecnie w dużej mierze przez producentów puszek napojowych, liczy obecnie łącznie kilkadziesiąt zakładów, pokrywających zasięgiem swojego działania teren całego kraju i przetwarzających tysiące ton tego odpadu miesięcznie. W tych miejscach prowadzone są specjalistyczne procesy, przygotowujące zebrane puszki do recyklingu, które następnie są wysyłane bezpośrednio do hut. Dodatkowo, co bardzo ważne, centra te posiadają wszelkie wymagane prawem pozwolenia na wykonywanie procesów przerobu i wysyłek puszek napojowych do recyklingu. Mają odpowiedni know-how i infrastrukturę, aby zapewnić wymaganą jakość materiału poddawanego recyklingowi, co pozwoli z zebranych puszek wyprodukować nowe puszki. Zatem współpraca przyszłych podmiotów odpowiedzialnych za system kaucyjny z obecnymi firmami przetwarzającymi odpad puszki aluminiowej wydaje się być najbardziej logicznym, racjonalnym i pożądanym kierunkiem budowania systemu kaucyjnego w Polsce.

Nadrzędnym celem systemu kaucyjnego powinno być zapewnienie jak najwyższych poziomów faktycznego recyklingu opakowań, a w efekcie drugie życie surowców wykorzystanym do ich produkcji. Ze względu na duży poziom szczegółowości przewidzianych rozwiązań, budowanie systemu w Polsce powinno odbywać się w ścisłej współpracy branży oraz regulatora.

Stopa bezrobocia w USA rośnie, płace rosną wolniej. Podwyżki stóp mniej realne?

Ten tydzień potwierdził nam, że gwałtowne podwyżki stóp procentowych przynoszą efekty. W sierpniu napięta sytuacja na amerykańskim rynku pracy uległa dalszemu złagodzeniu. Chociaż wzrost liczby miejsc pracy o 187 tysięcy był wyższy niż oczekiwano, wzrost w poprzednich dwóch miesiącach został zrewidowany w dół o 110 tysięcy. Ponadto stopa bezrobocia wzrosła o 0,3 punktu procentowego, ponieważ więcej pracowników weszło na rynek pracy. Już we wtorek ankieta JOLTS potwierdziła, że popyt na pracę słabnie a raport ADP w kolejnym dniu rozczarował.

Oficjalne dane z rynku pracy USA pokazują, że amerykański rynek pracyosłabł. W szczególności kontynuowany był schemat, zgodnie z którym początkowo zgłaszane przyrosty miejsc pracy są później korygowane w dół. Było to prawdą w każdym miesiącu tego roku i co skłania sądzić, że niebawem otrzymamy podobną rewizję danych za sierpień.

Trend wzrostu zatrudnienia jest wyraźnie spadkowy. Kurczy się stale liczba pracowników tymczasowych a wskaźnik ten jest pewnego rodzaju sygnałem wyprzedzającym.

Dużą niespodzianką okazał się wzrost stopy bezrobocia do 3,8 proc. co nie wynikało ze szczególnej słabości popytu na prace ale ze zwiększonej podaży pracy. Ciekawostką jest fakt, że na rynek weszło ponad 700 tys. dodatkowych osób. Z kolei średnie płace wzrosły nieznacznie o 0,2 proc. w porównaniu do poprzedniego miesiąc, co wpisuje się w obraz spadającej dynamiki wynagrodzeń.

W Jackson Hole Powell wskazał, że dalsze podwyżki stóp są możliwe. Podaj jednak warunki, kiedy to się może zdarzyć. Po pierwsze wzrost PKB musi utrzymywać się powyżej trendu a po drugie rynek pracy nie może się schładzać . Drugi z tych warunków pomału przestaje obowiązywać.

Wycena rynkowa po danych NFP dotycząca przyszłej ścieżki stóp procentowych w USA uległa redukcji w dół. Dolar zareagował osłabieniem ale w kolejnych godzinach ruch został odwrócony. Po części to wpływ poznanego nieco później raportu ISM dla przemysłu, który ogólnie mówiąc wypadł lepiej od oczekiwań. Widać wzrost indeksu zatrudnienia oraz indeksu cen płaconych .

W przyszłym tygodniu rynek z pewnością będzie chciał dowiedzieć się, jak komentować będą aktualną sytuację przedstawiciele Fed-u. Głos zabiorą: Harker, Bostic, Collins oraz Williams. Głownym raportem będzie środowy odczyt ISM dla usług. Europa zaprezentuje finalne dane na temat usług – to zaplanowane jest na wtorek.

Autor: Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – sierpień 2023 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 3,5% rdr do 20,1 mld zł
  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na NewConnect o 2,4% do 200,0 mln zł
  • Spadek wolumenu obrotu kontraktami terminowymi na indeksy o 19,4% rdr do poziomu 588,5 tys. szt.
  • Wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 4,2% do 238,3 mln zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 7,7% do 12,6 TWh
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 2,0% rdr do 7,7 TWh

W sierpniu 2023 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 20,2 mld zł, czyli o 3,7% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła o 3,5% rdr do poziomu 20,1 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 911,6 mln zł, o 3,5% więcej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec sierpnia wyniosła 68 431,46 pkt. i była o 36,4% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w sierpniu odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 2,8% rdr do poziomu 201,8 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect wzrosła o 2,4% rdr i wyniosła 200,0 mln zł.

Na rynku GlobalConnect wartość obrotów akcjami w sierpniu wyniosła 197,3 tys. zł.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w sierpniu wyniósł 971,3 tys. szt., czyli o 8,2% mniej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy spadł o 19,4% rdr do poziomu 588,5 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 53,4% rdr do 279,7 tys. szt., a wolumen obrotu kontraktami na akcje spadł o 25,8% rdr do 88,7 tys. szt.

W sierpniu odnotowano wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 4,2% rdr do poziomu 238,3 mln zł oraz spadek obrotów ETF-ami o 3,9% rdr do 78,3 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec sierpnia 105,0 mld zł, wobec 95,2 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła o 44,5% rdr do poziomu 316,7 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 40,5 mld zł wobec 13,5 mld zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 199,9% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł w sierpniu br. 12,6 TWh, co oznacza wzrost o 7,7% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot wzrósł o 126,9% rdr do poziomu 5,7 TWh. Na rynku forward wolumen spadł o 24,7% rdr do poziomu 6,9 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym spadł o 2,0% rdr do 7,7 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu spadł o 12,0% do poziomu 0,7 TWh. Na rynku terminowym odnotowano spadek o 0,9% rdr do poziomu 7,0 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 1,1 TWh, co oznacza spadek o 45,1% rdr.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 6,7% rdr do poziomu 5,9 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł o 106,0% rdr, do wolumenu 4,3 TWh.

Kapitalizacja 371 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w sierpniu 2023 r. wyniosła 663,1 mld zł (148,4 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 414 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 1 347,6 mld zł (301,6 mld EUR).

W sierpniu br. na GPW odbyły się 22 sesje giełdowe, tyle samo co rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

RPP: zmiana terminu posiedzenia, szanse na obniżkę stóp rosną

Jeszcze w środę rano wydawało się, że mamy dwa tygodnie do posiedzenia, wieczorem nagle okazuje się, że jednak tydzień. Oby rynki zauważyły decyzję, bo nadal jest duża szansa na obniżkę, mimo że szanse spadają.

Rada Polityki Pieniężnej wraca na stary termin

Posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej to ostatnio temat dla pasjonatów. Dotychczas nie wiadomo było, o której godzinie będzie decyzja, by „utrudnić życie spekulantom”. Obecnie dochodzimy do etapu, że nie wiadomo, kiedy będzie posiedzenie. Do 18 sierpnia miało być 5-6 września. 18 sierpnia przesunięto na 12-13 września. Teraz 30 sierpnia przesunięto na 5-6 września z powrotem. Biorąc pod uwagę, że rynki spodziewają się jednak decyzji na tym posiedzeniu, warto byłoby jednak powoli ustabilizować jego termin. To jednak ważna kwestia dla rynków walutowych. Zakładając oczywiście, że przedwyborcza podwyżka dalej jest w mocy, bo nie brakuje głosów, że może nie jest to jednak dobry pomysł. Obniżanie stóp procentowych, które są realnie ujemne, to faktycznie może nie być najlepszy plan. Gdyby nie doszło do obniżenia stóp procentowych, należy oczekiwać umacniania się złotego.

Poznaliśmy inflację

Kolejny miesiąc nie mamy jednocyfrowego wskaźnika inflacji. Rynek oczekiwał równych 10%, a z kręgów rządowych nieśmiało przechwalano się, że może być mniej. Zobaczyliśmy jednak 10,1%. Nie jest to duża zmiana, ale zawsze pewien punkt zaczepienia dla teorii o nieobniżaniu stóp procentowych. Złośliwi wypominają, że prezes Adam Glapiński jako warunek inflacji wskazał jej jednocyfrowy poziom. Zakładając korzystanie z cyfr arabskich a nie rzymskich, to warunek ten nie jest spełniony. Gdybyśmy jednak używali cyfr rzymskich, trzeba pamiętać, że m. in. 100 i 1000 jest jednocyfrowe, a to słaba perspektywa dla naszej gospodarki.

Lepsze dane ze Stanów

Amerykanie zdecydowanie preferują w danych wzrost wydatków niż dochodów. Taką właśnie mieliśmy wczoraj sytuację. To dochody rosną wyraźnie wolniej niż wydatki. Z drugiej strony wniosków o zasiłek dla bezrobotnych mamy mniej, niż oczekiwali analitycy. W połączeniu z lepszym od oczekiwań indeksem Chicago PMI mamy uzasadnienie, dlaczego dolar amerykański zyskiwał wczoraj względem euro. To właśnie odpływ kapitału za ocean powoduje, że zarówno kurs złotego, jak i dolara szły wczoraj w górę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Obligacje skarbowe coraz popularniejsze wśród Polaków

Obligacje skarbowe w ostatnich latach stały się kluczowym elementem strategii inwestycyjnych gospodarstw domowych. Analiza danych dostarczonych przez Ministerstwo Finansów pozwala na śledzenie widocznego wzrostu popularności tych instrumentów. Według ostatnich informacji, posiadanie skarbowych papierów wartościowych wśród gospodarstw domowych w ciągu ostatnich 3 lat wzrosło o sumę 59 miliardów złotych. Aktualnie, gospodarstwa domowe posiadają bezpośrednio około 95 miliardów złotych w postaci obligacji skarbowych, co stanowi 10% zadłużenia kraju. To znaczący wzrost, który nie tylko podkreśla rosnące zaufanie inwestorów do tych instrumentów, ale także ich znaczenie dla stabilności portfeli inwestycyjnych – uważa Mateusz Mucha, zarządzający BETA ETF.

Struktura podmiotowa zadłużenia w obligacjach skarbowych wyemitowanych na rynku krajowym (30.06.2023 – mld zł)

Podmiot Stan zadłużenia

30.06.2023

Udział % Zmiana ostatnie
12 miesięcy
Zmiana ostatnie
36 miesięcy
Banki 463 51% 11 24
Inwestorzy zagraniczni 135 15% -12 -3
Zakłady Ubezpieczeń 62 7% 4 0
Fundusze Emerytalne 9 1% 3 8
Fundusze Inwestycyjne 53 6% 12 3
Gospodarstwa Domowe 95 10% 24 59
Przedsiębiorstwa niefinansowe 4 0% -2 -1
Instytucje rządowei samorządowe oraz inne podmioty 86 9% 4 31
Razem 906 100% 40 122

Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych Ministerstwa Finansów

Warto zwrócić uwagę również na inny fakt, że obecny bezpośredni udział obligacji skarbowych przez gospodarstwa domowe jest większy chociażby od portfela posiadanego przez fundusze inwestycyjne.

Obligacje skarbowe
Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych Ministerstwa Finansów

Wpływ na rosnącą popularność obligacji skarbowych miały dwie kluczowe przyczyny. Po pierwsze, obserwowaliśmy „wielki reset rentowności”, gdzie wysokie stopy procentowe sprawiły, że inwestorzy skusili się na tą klasę aktywów. Po drugie, medialny szum wokół inwestycji premiera Mateusza Morawieckiego w oszczędnościowe obligacje skarbowe w maju i lipcu 2022 roku przyciągnął uwagę Polaków i skłonił ich do większej aktywności na tym rynku.

Obligacje skarbowe sprzedaż
Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych Ministerstwa Finansów

Warto pamiętać, że oprócz tradycyjnych detalicznych obligacji skarbowych, istnieje także rynek GPW Catalyst, który umożliwia inwestowanie w obligacje skarbowe, korporacyjne i komunalne. Niemniej jednak, większość handlu skarbowymi papierami wartościowymi nie dzieje się na rynkach giełdowych, lecz w transakcjach OTC (poza giełdą). Na przykład, w maju 2023 roku aż 94,85% obrotu skarbowymi papierami wartościowymi miało miejsce w ten sposób. 5,10% odbyło się na hurtowym rynku BondSpot GPW, natomiast okruszki wielkości 0,10% właśnie na rynku Catalyst.

Mimo, że rynek Catalyst stanowi niewielki udział w obrocie jego potencjał wzrasta. Rekordowe obroty i liczba transakcji w 2022 roku oraz prognozowany silny wynik w 2023 roku świadczą o rosnącym zainteresowaniu tym rynkiem.

catalyst
Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych GPW

Inwestorzy na rynku Catalyst wykazują preferencję wobec obligacji o krótkim terminie zapadalności. Najchętniej handlowaną obligacją skarbową w 2023 była obligacja zerokuponowa o terminie zapadalności w lipcu 2024 roku. W TOP 10 najbardziej handlowanych obligacjach zobaczymy pozostałe serie o krótkim terminie zapadalności oraz obligacje zmiennokuponowe. Pewnym wyjątkiem jest obligacja FPC1140, która posiada bardzo długi termin do wykupu.

10 obligacji skarbowych/BGK o największym obrocie na rynku Catalyst w 1 poł 2023

Seria obligacji skarbowej Obrót (1 poł 2023) Udział w segmencie obligacji skarbowych
OK0724 714 740,41 35,31%
WZ0124 182 478,58 9,01%
OK1025 109 319,62 5,40%
WZ0524 89 044,40 4,40%
WZ0525 76 888,54 3,80%
DS1023 67 889,49 3,35%
FPC1140 64 995,98 3,21%
PS0424 59 665,09 2,95%
FPC0725 57 001,14 2,82%
WZ1126 54 763,23 2,71%

Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych GPW

Warto zaznaczyć, że dłuższe terminy zapadalności mogą nie cieszyć się uznaniem nie tylko z uwagi na awersję do ryzyka ale też z faktu znacznie gorszej efektywności kwotowania, co może prowadzić do przepłacenia przez inwestorów detalicznych.

Obligacje skarbowe spread
Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych Bloomberg, Bondspot, GPW.

Dla tych, którzy akceptują umiarkowane ryzyko stopy procentowej i zróżnicowaną ekspozycję na polskie obligacje skarbowe, warto zainteresować się funduszem BETA ETF TBSP. Fundusz ten naśladuje zachowanie indeksu TBSP.Index, który obejmuje portfel skarbowych obligacji stałokuponowych o różnym okresie do wykupu. To innowacyjne rozwiązanie pozwala inwestorom uzyskać długoterminową ekspozycję na polskie obligacje skarbowe z dodatkowym mechanizmem dostosowującym do zmian w rentowności. Jak każdy fundusz ETF posiada dedykowanego animatora emitenta, który składa ciągłe zlecenia kupna i sprzedaży na szerokości spreadu, który jest zbliżony do rynku OTC i Bondspot. Pewnym wyzwaniem oczywiście jest aspekt prognozowania stopy zwrotu z tego funduszu, gdyż w przeciwieństwie do obligacji fundusz nie posiada terminu wykupu. Natomiast specyfika ta może się okazać korzystna dla Inwestorów chcących utrzymywać długoterminową ekspozycję na polskie obligacje skarbowe, gdyż pozwala zaoszczędzić na rolowaniu pojedynczych inwestycji. Zainteresowanie funduszem można uznać za stabilne, gdyż w 2022 zebrał on 24,2 mln złotych natomiast w 2023 roku do końca sierpnia 2023 roku dodatkowe 15 mln zł. Aktywa pod zarządzaniem funduszu sięgają obecnie ponad 48 mln złotych – mówi Mateusz Mucha.

Aktywa pod zarządzaniem oraz liczba wyemitowanych certyfikatów BETA ETF TBSP

Podsumowując, wzrost bezpośredniego zainteresowania obligacjami skarbowymi wśród gospodarstw  domowych stworzył wyzwanie dla pośrednich rozwiązań jak np.: fundusze inwestycyjne. Pomimo dominującej roli detalicznych obligacji skarbowych warto mieć świadomość istnienia notowanych obligacji skarbowych, które w pewnych okresach mogą oferować znacznie atrakcyjniejsze rentowności od administracyjnie ustalanej atrakcyjności detalicznych obligacji. Inwestorzy giełdowi trudniący się selekcją poszczególnych serii obligacji skarbowych posiadają również indeksową alternatywę w postaci BETA ETF TBSP.

Mateusz Mucha, zarządzający BETA ETF

Rynek czekolady 2023 – krótkoterminowe wyzwania i długoterminowy optymizm

Aktualna sytuacja na polskim rynku słodyczy czekoladowych nie jest tak zmienna jak w ubiegłym roku, jednak trudno o duży entuzjazm, ponieważ nadal towarzyszą nam gospodarcze skutki konfliktu zbrojnego za wschodnią granicą. Inflacja, mimo że jest niższa, to wciąż utrzymuje się na dwucyfrowym poziomie, sprzedaż detaliczna spowalnia. Wyzwaniem na pewno pozostaje ciągły wzrost cen kluczowego dla branży czekoladowej surowca tzn. kakao, które w ciągu roku zdrożało o ponad połowę i notuje najwyższe ceny od kilkudziesięciu lat.

Z początkiem najgorętszego okresu dla producentów słodyczy, firma Wedel analizuje kondycję branży, prezentując trzecią edycję raportu „Światowy i polski rynek czekolady”.

W 2023 roku sytuacja polskiej gospodarki jest bardziej stabilna, jednak producenci słodyczy wciąż muszą być elastyczni i szybko reagować na zmieniające się warunki funkcjonowania, związane na przykład z cenami surowców czy rosnącymi kosztami. Mimo krótkoterminowych wyzwań, w dłuższej perspektywie przewiduje się wzrost wartościowy całego rynku czekoladowego oraz większe spożycie słodyczy czekoladowych przez polskich konsumentów (o 8,5% do 2028 roku).

Prognozy z nutką optymizmu

Według analiz firmy Euromonitor, w najbliższych latach światowy rynek słodyczy czekoladowych będzie rósł. W zeszłym roku jego wartość została określona na 113,6 mld USD. Tylko między 2022 a 2023 rokiem szacowany jest wzrost o 10 mld USD, który będzie spowodowany (niestety) głównie inflacją. Co warto podkreślić, na przestrzeni lat 2022-2028 wartość globalnego rynku słodyczy urośnie o 51%, do ponad 170 mld USD[1].

Równie optymistycznie wyglądają długoterminowe prognozy spożycia wyrobów czekoladowych w naszym kraju. W ostatnich latach przeciętny Polak zjadał 5,8-5,9 kg słodyczy rocznie, co plasuje nas mniej więcej w środku światowej stawki. Nadal konsumujemy wyraźnie mniej niż np. Niemcy, którzy w 2022 roku zjadali 8,4 kg słodyczy, jednak sporo więcej niż Włosi (2,3 kg) czy Hiszpanie (2,7 kg). W ciągu najbliższych 5 lat apetyty na słodkości polskich konsumentów mają urosnąć, w 2028 roku oczekiwane jest spożycie w wysokości 6,4 kg na osobę[2]. Wszystko wskazuje na to, że wyroby czekoladowe nadal pozostaną istotnym elementem naszego koszyka zakupowego.Wykres Ile słodyczy jedzą Polacy vs. inne narodowości

Eksport ważnym czynnikiem napędzającym słodką produkcję

Wykres Eksport

Polscy producenci radzą sobie z sukcesem nie tylko na krajowym rynku. Jak wynika z raportu „Światowy i polski rynek czekolady”, jesteśmy trzecią siłą Unii Europejskiej[3], jeśli chodzi o ilość wyeksportowanych słodyczy i czwartą na świecie[4], jeśli wziąć pod uwagę wartość sprzedanych za granicę towarów.

W ujęciu ilościowym w UE wyprzedzają nas tylko Niemcy i Holendrzy, którzy w 2022 roku wyeksportowali odpowiednio 680 tys. ton i 322 tys. ton. Polska z 295 tys. ton słodyczy sprzedanych za granicę, wyprzedza m.in. Belgię (277 tys. ton) i Włochy (233 tys. ton)[5].

Świadczy to o doskonałej jakości polskich wyrobów czekoladowych oraz dobrym rozeznaniu, jeśli chodzi o potrzeby i gusta konsumentów w różnych zakątkach świata. Głównymi rynkami eksportowymi firmy Wedel są: Wielka Brytania, USA i Niemcy. Spośród produktów, które cieszą się wyjątkową popularnością za granicą są tabliczki czekoladowe, pianki Ptasie Mleczko®, praliny i batony, a także Torcik Wedlowski.

Szybka reakcja na zmieniające się warunki

Długoterminowe pozytywne prognozy dla rynku słodyczy cieszą, ale trzeba pamiętać, że organizacje nadal muszą borykać się z wieloma trudnościami gospodarczymi. Są to zarówno czynniki lokalne, takie jak wysoka inflacja, ceny prądu czy energii, rosnące koszty pracy, jak również globalne. Dla sektora czekoladowego największym wyzwaniem w najbliższym czasie może być cena podstawowego surowca, czyli kakao. Jego ceny na giełdzie w Londynie dynamicznie rosną, osiągając dawno nienotowane poziomy.

– W zeszłym roku, gdy analizowaliśmy kondycję rynku surowców, kakao było wymieniane wśród tych, których cena, mimo tendencji zwyżkowej, była najbardziej stabilna. Teraz sytuacja jest zupełnie inna. Ceny kakao gwałtownie rosną, pod koniec sierpnia 2023 na londyńskiej giełdzie trzeba było za tonę tego surowca zapłacić 2888 GBP. To oznacza, że jego cena wzrosła o 60% w ciągu roku i jest najwyższa od 46 lat. Duża koncentracja upraw kakao w Afryce Zachodniej powoduje, że surowiec ten jest pod silnym wpływem czynników pogodowych oraz braku stabilności ekonomicznej i politycznej – komentuje Maciej Herman, Dyrektor Zarządzający w firmie Wedel.

Krytycznym wyzwaniem dla praktycznie wszystkich producentów branży spożywczej było przez dłuższy czas zapewnienie ciągłości łańcucha dostaw przy zachowaniu konkurencyjnej, jakościowej oferty. Firma Wedel, dzięki wieloletniemu doświadczeniu i współpracy ze sprawdzonymi partnerami, a także dzięki elastyczności, z wyprzedzeniem reagowała na wydarzenia rynkowe, poszukując szans w napotkanych trudnościach, by móc nadal się rozwijać.

Konsumenci nadal szukają też jakości, postrzeganej jako niezmienny smak i dobre składniki. W badaniach Mintel większość z nich deklaruje, że podejmują decyzje zakupowe, kierując się właśnie smakiem (68 do 82% zależnie od grupy wiekowej) i czemu trudno się dziwić w obecnych czasach, ceną produktu (72 do 82% zależnie od wieku)[6].

Wykres Wartość polskiego rynkuPolska jest aktualnie największym rynkiem czekolady w Europie Środkowo-Wschodniej. Wartość polskiego rynku słodyczy w okresie lipiec 2022-czerwiec 2023 osiągnęła 10,315 mld zł, jest to wzrost wartościowo o 17,3% rdr i 2,3% ilościowo[7]. Nasze kultowe Ptasie Mleczko® jest numerem jeden w kategorii Pralin z udziałem na poziomie 16,6%. Czekolada Gorzka E. Wedel 64% 90 g przoduje natomiast w tabliczkach gorzkich twardych do 149 g[8]. – komentuje Maciej Herman, Dyrektor Zarządzający w firmie Wedel.

[1] Źródło: Euromonitor International, a market research provider

[2] Źródło: Euromonitor International, a market research provider

[3] Źródło: Eurostat, dane za 2022

[4] Źródło: worldstopexports.com

[5] Źródło: Eurostat, dane za 2022

[6] Źródło: Mintel

[7] Źródło: E.Wedel za NielsenIQ – Panel Handlu Detalicznego, Cała Polska z Dyskontami (Food), sprzedaż wartościowa i wolumenowa, zmiana sprzedaży wartościowej i wolumenowej, okres skumulowany lipiec 2021-czerwiec 2022 i lipiec 2022-czerwiec 2023, kategoria: rynek czekoladowy, tabliczki czekoladowe

[8] Źródło: E.Wedel za NielsenIQ – Panel Handlu Detalicznego, Cała Polska z Dyskontami (Food), sprzedaż wartościowa i wolumenowa, zmiana sprzedaży wartościowej i wolumenowej, okres skumulowany lipiec 2021-czerwiec 2022 i lipiec 2022-czerwiec 2023, kategoria: rynek czekoladowy, tabliczki czekoladowe

Perspektywy rozwoju branży tworzyw sztucznych w kontekście regulacji SUP

Rozmowa z Robertem Rosickim, Wiceprezesem Zarządu Eurocast: Wpływ regulacji SUP na branżę tworzyw sztucznych i perspektywy rozwoju.

W nawiązaniu do obecnych regulacji, dyrektywa SUP to duża zmiana procedowana w Unii Europejskiej pod kątem PPWR-u. Które zmiany legislacyjne są dla Was najbardziej odczuwalne?

Jako producent tworzyw sztucznych oczywiście śledzimy wszelkie zmiany legislacyjne i na bieżąco nad nimi dyskutujemy. Chodzi przede wszystkim o kwestie związane z gospodarką opakowań, waste management, sustainability oraz gospodarką obiegu zamkniętego.

I tu też warto zwrócić uwagę na ważną kwestię – nasza branża jest pojęciem bardzo szerokim, z licznymi podbranżami – od producentów małych opakowań, po grube folie, które jako Eurocast produkujemy, aż po naprawdę bardzo specjalistyczne przemysłowe zastosowania  w przemyśle budowlanym, czy w automotive. Mimo, że często mamy ten sam numer PKD,  to jednak produkujemy co innego, do innych zastosowań.

Legislacja na poziomie europejskim charakteryzuje się głównie wyznaczaniem kierunków działań dla państw członkowskich. W związku z tym państwa członkowskie najczęściej muszą na swoim  poziomie wdrożyć rozwiązania  dla postanowienia dyrektywy. Przykładem jest plastic tax, który swego czasu był ogromnym punktem do dyskusji, ponieważ każde z państw procedowało go inaczej. Każdy kraj interpretował postanowienia wedle własnego uznania.

System depozytowy i dostępność recyklatu – czy wierzy Pan w to, że to przyniesie takie widoczne efekty dla  producentów i że tego recyklatu na rynku  się zrobi więcej?

Tak naprawdę trudno powiedzieć, ale patrząc na system depozytowy w innych krajach, skutek pozytywny jest widoczny. Jednak w mojej ocenie, całkowite wdrożenie systemu depozytowego w Polsce będzie znacznie dłuższe i trudniejsze, niż przewidujemy. Konsumenci posiadają określone przyzwyczajenia.

Czy zwiększy się ilość dostępnego surowca na rynku? W teorii tak, jednak nie wiemy, jaka będzie zdolność przetwórcza recyklerów, czyli tych, którzy będą ten surowiec pozyskiwać i przetwarzać do późniejszego zastosowania. Dłuższa perspektywa zapewne spowoduje, że tego surowca będzie więcej, ale czy będzie to wystarczające dla wszystkich? Dużo zależy od tego, jaki będzie popyt na takie produkty, jak nasze. Jeżeli popyt będzie znacząco rósł, wówczas recyklatu może po prostu nie wystarczyć. Jeżeli natomiast gospodarka, tak jak dzisiaj, nie będzie w fazie wzrostu, a wręcz będzie się kurczyć, wówczas może się okazać, że recyklatu na rynku jest nawet za dużo. 

Warunki gospodarcze też mają wpływ na zapotrzebowanie na taki recyklat, ale będzie on stosunkowo tańszy, jeżeli będzie go więcej. Jaki jest obecnie koszt recyklatu, jaki poziom jest dla Was  interesujący ekonomicznie?

Koszt recyklatu, który spowodowałby, że chętniej korzystalibyśmy z tego surowca, zastępując nim oryginalny granulat, powinien oscylować w granicach nie wyższych niż 60-70% ceny tzw. oryginału. Należy tu mieć także na uwadze kwestię określonych wyzwań w przetwarzaniu recyklatu, wynikających m.in. z kontaminacji takiego surowca, mającej wpływ na ogólną jakość produkowanej folii. Aktualnie, koszt recyklatu jest relatywnie wysoki, a to powoduje, że łatwej i często taniej produkuje się z wykorzystaniem surowca oryginalnego. Oczywiście uwzględniamy oczekiwania części naszych klientów, którzy zgodnie ze swoja polityką i zawartymi umowami, wymagają, aby dostarczona do nich folia posiadała w swoim składzie surowce z recyklingu.

Jakie to są firmy, które  w swojej filozofii,  polityce mają zapisy o tym, żeby  ten produkt, który kupują od Was, pochodził z recyklatu?  To są firmy spożywcze, duże firmy,  przedsiębiorstwa, międzynarodowe  korporacje?

Są to głównie firmy, które produkują żywność do sieci handlowych za granicą. W Polsce zjawisko to jest spotykanie zdecydowanie rzadziej. Natomiast jest rzesza klientów, którzy wymagają by produkt zawierał odpowiednią ilość recyklatu, informując o tym na etapie zamówień  i prezentacji handlowej. W takich przypadkach najpierw robimy odpowiednie testy, i uzyskujemy akceptację klienta. Chodzi przede wszystkim o jakość, bo ona z założenia będzie wówczas nieco inna . Produkty z recyklatem nadal zachowują wysokie właściwości jakościowe, mechaniczne i spełniają wszystkie wymagania prawne opakowań do kontaktu z żywnością.

Czy spadek inflacji coś zmienił na lepsze, czy to nadal jest jednak taka sytuacja gospodarczo dołująca? Mówi się, że wzrost inflacji wpływa na poziom konsumpcji, tym samym na wzrost zamówień Waszych produktów.

Faktem jest, że rosnąca inflacja wpływa negatywnie na popyt wewnętrzny. Początkowo oczywiście konsumenci wykorzystywali  zasoby, które wcześniej posiadali. Jednak później, gdy ceny nie przestawały rosnąć, wielu konsumentów zaczęło zastanawiać się, czy dany zakup jest dla nich niezbędny. Rosnąca inflacja, powodowała, że przeciętny konsument  zastanowił się przykładowo, czy koniecznie musi zjeść dwa opakowania łososia, zamiast jednego, ostatecznie decydując się na jedno opakowanie. Koniec końców, sieci handlowe zamawiały mniej  u producentów, a producenci mniej u producentów opakowań. Na branżę opakowań wpływ też miał fakt, że gdy wcześniej ceny surowców dynamicznie rosły, nasi klienci robili sobie zapasy, żeby  zabezpieczyć sobie cenę na przyszłość. To się zamknęło w pewnym kole i doszliśmy do takiego punktu, w którym zaczęliśmy obserwować kłopoty z popytem w całej branży.

I jak to się zmieniło  w wyniku  podwyższonej  inflacji?

Na pewno mniej kupujemy, mniej wyrzucamy. To jest taki efekt uboczny, który ja oceniam zasadniczo pozytywnie, mimo, że w naszej branży wywołał negatywny skutek. Jednak spadek inflacji powinien wywołać efekt zwiększonej konsumpcji, tylko nie wydarzy się to z dnia na dzień. Myślę, że poczekamy co najmniej dwa kwartały na to, aż  konsumenci  poczują się bezpieczniej. Co więcej, wojna w Ukrainie, w mojej ocenie, wywołała pewną panikę, która wpłynęła na fakt, że konsumenci stali się bardziej oszczędni i ostrożni w wydatkach.

Jaka jest obecnie kondycja  Eurocastu w stosunku do tych czasów, które były najbardziej takie efektywne i zyskowne?  Jak to wygląda z punktu widzenia  takiego finansowego bilansu  na koniec miesiąca, kwartału, półrocza? Bo tak naprawdę dzisiaj to możemy półrocze podsumować, bo trzeci kwartał to jeszcze kawałek.

Mniejszy popyt niesie za sobą mniejszą sprzedaż – jest to mniejsza sprzedaż w stosunku do założonego  budżetu. Pojawiła się również większa konkurencja na naszym rynku,  także i generowanie marż, które można byłoby generować, są niższe.

Czy ogólna sytuacja jest dobra? Mogę powiedzieć, że nie ma oznak, które mogłyby nam zagrażać, w tym w kwestii płynności finansowej. Nie jesteśmy do końca zadowoleni z tego, że rynek nie odbił się w taki sposób, jak to wcześniej przewidywano. W związku z tym sytuacja Eurocast nie jest taka jak była w czasach, powiedziałbym „prosperity”. Natomiast nie jest również taka, żebyśmy musieli się obawiać o przyszłość. Krótkoterminowo musimy sobie poradzić inaczej i dostosowujemy naszą organizację do warunków jakie panują. Z kolei długoterminowo realizujemy to, co sobie zamierzyliśmy. Dodatkowo, powoli, krok po kroku, wracamy do klientów oraz pozyskujemy nowe rynki.

Z ostatnich rozmów wynikało, że prowadzicie aktywnie działania komercyjne w celu rozwijania nowych rynków, w tym rynków obu Ameryk.

W ostatnich latach zaznaczyliśmy swoją obecność na rynku Ameryki Północnej. Jest to, wg naszej oceny rynek bardzo perspektywiczny, dlatego też rozpoczęliśmy tam aktywnie kilka nowych projektów. Rynek Ameryki Południowej także rynkiem, którym się interesujemy, ale nie ograniczamy się wyłącznie do tych kierunków.

A co w temacie energii? Ustabilizowały się te ceny, bo Wy sobie zakontraktowaliście ceny już na  cały rok, prawda?

W Eurocast zawsze cenę energii  kontraktujemy na dany rok. Zakupu dokonujemy najczęściej etapami, obserwując ruchy cen na  towarowej giełdzie energii (TGE). Warto tutaj też pamiętać, że my ciągle jesteśmy MŚP, w związku z czym, w tym roku jesteśmy uprawnieni do tak zwanej ceny maksymalnej ustanowionej przez ustawodawcę. Zatem w tym przypadku, niezależnie od wcześniej zawartego kontraktu, obowiązuje nas  cena maksymalna.

Jakie ceny przewidujemy na kolejny rok? Po licznych rozmowach ze specjalistami z branży, sądzę, że ceny surowców energetycznych będą nieznacznie rosły, szczególnie w perspektywie jesienno-zimowej. Natomiast należy też mieć na uwadze to, co dzieje się w polskim parlamencie, jak np. rządowy projekt o szczególnych rozwiązaniach  służących ochronie odbiorców energii  elektrycznej. Wszystko wskazuje na to, że niezależnie od tego, jak będzie się zachowywał rynek,  będziemy uprawnieni do skorzystania z  mechanizmów tzw. ceny maksymalnej. Czy z tego skorzystamy? Analizujemy sytuację, a decyzje będziemy podejmować wkrótce.

Ustawa o systemie kaucyjnym podpisana, ale bez ROP system nie zadziała

Warszawa, 01.09. 2023 r.– Czy to już koniec pustych butelek i puszek na chodnikach? Podpisana przez prezydenta nowelizacja ustawy zakłada, że od 2025 roku w naszym kraju będzie obowiązywał system kaucyjny na wybrane rodzaje opakowań po napojach. Polacy za każde zwrócone opakowanie, objęte systemem, otrzymają 50 groszy. Jednak samorządy stracą przychody ze sprzedaży surowców wtórnych (butelek pet, puszek aluminiowych), a to może oznaczać większe opłaty za śmieci. Tę dziurę w budżetach gmin mogą pokryć producenci wprowadzający opakowania na rynek dzięki ustawie o Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta.

Prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację ustawy o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi, w myśl której od 2025 roku w Polsce obowiązywać będzie system kaucyjny. Nowym zasadom zbiórki będą podlegały jednorazowe butelki z tworzyw sztucznych (popularny PET) na napoje o pojemności do 3 litrów, szklane opakowania na napoje wielokrotnego użytku o pojemności do 1,5 litra, a także puszki metalowe o pojemności do 1 litra, do których ceny, zostanie doliczona kaucja. Do udziału w systemie zobowiązane są sklepy o powierzchni powyżej 200 metrów kwadratowych, a mniejsze będą mogły dołączyć do niego dobrowolnie. Podobne systemy działają z powodzeniem już w Niemczech, na Litwie, Słowacji, Estonii, w całej Skandynawii.

Zgodnie z założeniem ustawy minimalny poziom selektywnej zbiórki opakowań objętych systemem ma w 2025 roku wynieść 77%. W kolejnych latach będzie wzrastać stopniowo, aż do osiągnięcia poziomu 90% w roku 2029. Podobnie jak w przypadku innych norm dotyczących zarządzania odpadami, w razie niedotrzymania ustalonych założeń Polska może spodziewać się sankcji ze strony Unii Europejskiej.

– Podpisanie nowelizacji to efekt dwóch lat intensywnych prac przygotowawczych i istotny krok w stronę bardziej zrównoważonej gospodarki dla wszystkich Polek i Polaków. Jednak to, że opakowania objęte systemem kaucyjnym trafią do odzysku to jedno, a to, że nie będzie miał ich kto przetworzyć to inna sprawa — komentuje prezes Stowarzyszenia „Polski Recykling” Szymon Dziak-Czekan. Polski recykling jest aktualnie w zapaści, ponieważ z jednej strony branżę przygniatają bieżące koszty prowadzenia działalności a z drugiej brak popytu na regranulat. Większość producentów sprowadza tani pierwotny plastik, bo to im się bardziej opłaca. Więc jeśli odgórnie nie zostanie uregulowana kwestia odpowiedzialności producenta za wprowadzane odpady, a co za tym idzie za ich przetworzenie i jednoczesne obniżenie kosztów produkcji, system nie zadziała.

Przepisy o rozszerzonej odpowiedzialności producentów powszechnie obowiązują w Europie. Wg. danych Reloop Platform, opłaty ponoszone przez producentów wprowadzających do obiegu opakowania z tworzyw sztucznych wynoszą nawet ponad 600 euro za tonę w Austrii, ponad 470 w Hiszpanii czy ponad 200 w Czechach. Polskie stawki pozostają najniższe w Europie – producenci płacą jedynie 5 euro za tonę plastiku wprowadzonego do obiegu.

Oznacza to, że koszty zbiórki i zagospodarowania odpadów ponoszą w praktyce gminy i ich mieszkańcy. Do tego system kaucyjny zabierze im przychód ze sprzedaży surowców wtórnych.

Pilne wprowadzenie ROP pozwoli rozwiązać ten problem i sprawi, że nowelizacja ustawy o systemie kaucyjnym będzie pełnym sukcesem Polski. Na wdrożeniu systemu kaucyjnego z Rozszerzoną Odpowiedzialnością Producenta skorzystamy wszyscy, bo nie tylko pozwoli on osiągnąć europejskie standardy, ale przede wszystkim realnie ograniczyć liczbę odpadów wprowadzanych do środowiska i przenieść koszt za wprowadzane odpady z gmin na producentów – mówi Szymon Dziak-Czekan, Prezes Stowarzyszenia „Polski Recykling”.

Z systemem kaucyjnym wiążą się zmiany, na które powinni przygotować się zarówno przedsiębiorcy jak i konsumenci, ale też samorządy lokalne

Według szacunków Stowarzyszenia „Polski Recykling” na rynek trafia rocznie ok. 205 tysięcy ton butelek PET, które mogą zostać objęte systemem kaucyjnym. Spośród nich, zgodnie z dzisiejszymi warunkami, recyklingowi może zostać poddanych ok. 120 tysięcy ton. Zakładając, że spośród pozostałych 85 tysięcy połowa opakowań obciążonych kaucją i tak znajdzie się w żółtych workach lub trafi do koszy na odpady zmieszane, do systemu kaucyjnego może trafić ok. 40 tysięcy ton PET. Oznacza to wycofanie ze środowiska dodatkowo ponad 1,6 miliarda butelek, czyli 25% całkowitej ilości PET użytego do produkcji opakowań na napoje.

Polaków czeka zmiana nawyków

Zmiany wywołane uruchomieniem nowego systemu odczujemy wszyscy. Konsumenci wybierający produkty w objętych nim opakowaniach przy zakupie zapłacą kaucję. Jej odzyskanie będzie możliwe po zaniesieniu opakowań do wyznaczonych punktów wymiany.
Co istotne, wejście systemu kaucyjnego w życie będzie oznaczało, że Polacy przyzwyczajeni do wrzucania wszystkich zużytych pojemników plastikowych i metalowych do żółtego worka będą musieli przyswoić zasady prawidłowej zbiórki i zwrotu tych, które objęte są kaucją. Dobrą wiadomością jest, że zwrot kaucji nie będzie wymagał okazania paragonu, więc będzie można go odebrać w dowolnym sklepie w Polsce, biorącym udział w systemie.

Przedsiębiorcy odpowiedzialni za zbiórki, duże zmiany dla gmin

Zgodnie z ustawą, za organizację systemów kaucyjnych odpowiedzialni będą przedsiębiorcy wprowadzający na rynek produkty w opakowaniach objętych systemem, tj. producenci napojów. To oni będą powoływać tzw. operatorów, odpowiedzialnych za wdrożenie systemów w życie i nadzór nad ich prawidłowym funkcjonowaniem, a także będą musieli zadbać o osiągnięcie wymaganych prawem minimalnych poziomów zbiórek.

Do utworzenia punktów selektywnej zbiórki opakowań objętych systemem zobowiązane zostaną sklepy o powierzchni powyżej 200 metrów, przed którymi stoi wyzwanie przygotowania odpowiedniej infrastruktury do zbierania i przechowywania opakowań, a także współpracy z operatorami w zakresie obsługi systemów. Sklepy o mniejszej powierzchni będą mogły dołączyć do systemu dobrowolnie, jednak wszyscy biorący w nim udział przedsiębiorcy będą zobligowani do prowadzenia szczegółowej ewidencji zbiórek i monitorowania obiegu sprzedanych i przyjętych opakowań.

Raport NFP w centrum uwagi rynków

Wczoraj poznaliśmy raport na temat wydatków Amerykanów. Nie wstrząsnął on rynkami. Spowodował, że dolar umiarkowanie zyskał, indeksy na Wall Street zakończyły dzień mieszanie a rentowności amerykańskich 2-letnich obligacji poruszały się w wąskim przedziale wahań. Odczyty okazały się zgodnie z prognozami, dlatego też stonowana reakcja rynku wydaje się być zrozumiała. Dziś uwaga przenosi się ponownie na rynek pracy. Pierwszy piątek miesiąca to oczywiście stały punkt programu – raport NFP.

Wczorajszą główną publikacją makro był lipcowy raport o dochodach i wydatkach osobistych Amerykanów. Zawierał on preferowaną przez Rezerwę Federalną miarę inflacji – bazowy deflator osobistych wydatków konsumpcyjnych (PCE core), który jest szerszą miarą cen niż powszechnie znany indeks CPI. Wzrósł on o 0,2 proc. miesiąc do miesiąca drugi miesiąc z rzędu. W relacji rok do roku nastąpił wzrost z 4,1 proc. do 4,2 proc. obecnie. Negatywnie zaskoczył wskaźnik usług podstawowych bez mieszkalnictwa, któremu przygląda się Fed ze względu na większy wpływ kosztów nakładów pracy. Tu mamy wzrost o 0,46 proc. po zwyżce o 0,3 proc w czerwcu. Nie widać zatem tu znacznego spowolnienia tempa rok do roku. Przy utrzymującym się bezrobociu na niskim poziomie 3,5 proc., napięty rynek pracy może utrzymywać presję płacową na podwyższonym poziomie i oznaczać, że inflacja pozostanie wyższa przez dłuższy czas. W związku z tym możemy usłyszeć jastrzębie nastawienie ze strony niektórych przedstawicieli Fed.

Wydatki osobiste Amerykanów okazały się silne rosnąć o 0,8 proc. m/m nominalnie i 0,6 proc. m/m w ujęciu realnym. To daje podstawę do tego aby sądzić, że PKB w III kwartale wypadnie solidnie na poziomie 3-3,5 proc. w ujęciu rocznym.

Dziś otrzymamy kolejną paczkę danych. Raport NFP wg prognoz ma pokazać kolejne ochłodzenie rynku pracy, które ma być zobrazowane spadkiem zatrudnienia w sektorze pozarolniczym do poziomu 170 tys. z 187 tys. miesiąc wcześniej. Stopa bezrobocia wg oczekiwań ma pozostać niezmieniona i wynieść wspomniane 3,5 proc. W tym tygodniu poznaliśmy inne raporty, które wskazały, że kondycja rynku pracy pogarsza się. We wtorek ankieta JOLTS wskazała na słabszy popyt na pracę w USA a środowy raport ADP o zatrudnieniu w sektorze prywatnym wypadł poniżej szacunków. Każda z publikacji zaskoczyła rynek i wywołała większą zmienność. Dolar osłabł a kurs EUR/USD zwyżkował powyżej poziomu 1,09. Co prawda ten ruch w górę na wczorajszej sesji został w dużym stopniu zredukowany, jednak jeśli dane zaskoczą negatywnie, wówczas moim zdaniem w szybkim tempie kurs może znaleźć się w okolicach lokalnych maksimów na 1.0940.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Fabrity (dawne K2) podsumowuje półrocze 2023 r.

Grupa Fabrity Holding (wcześniej K2 Holding) utrzymała wysoką dynamikę wzrostu przychodów operacyjnych. Trwający przegląd opcji strategicznych dla segmentu marketingowego powinien zakończyć się w drugim półroczu.

W pierwszej połowie 2023 roku Grupa Fabrity Holding bez segmentu marketingowego (spółki zależne Agencja K2 i K2 Precise zakwalifikowane zostały jako aktywa przeznaczone do sprzedaży) odnotowała wzrost przychodów ze sprzedaży usług o 26% rdr, do 31,5 mln zł, a przychodów operacyjnych o 28% rdr, do 28,4 mln zł. Z kolei wynik EBITDA zniżył się o 0,5 mln zł, do 3,7 mln zł, a zysk operacyjny o 0,4 mln zł, do 2,5 mln zł. W drugim kwartale nastąpiło istotne umocnienie złotego względem euro, które jest walutą rozliczeniową dla mniej więcej połowy przychodów software house’u Fabrity. Standardy rachunkowości wymusiły dodatkowo przeszacowanie należności jeszcze niezafakturowanych. Dodatkowo kilka większych projektów segmentu software było w fazie przygotowania do wdrożenia, co w naturalny sposób obniżało ich rentowność.

– Była to sytuacja jedynie przejściowa, a na drugie półrocze spodziewamy się wyraźnego wzrostu generowanych wyników. Zatrudniamy około 220 osób, a wszyscy są zaangażowani w poszczególne projekty, nie ponosimy kosztów tzw. „ławki”. To pokazuje nasze przewagi i siłę biznesową, nawet w sytuacji spowolnienia rynku software-development. Potrafimy nadal dynamicznie rosnąć i realizować bardzo ciekawe projekty dla dużych, stabilnych klientów – wskazuje Tomasz Burczyński, Prezes Zarządu spółki Fabrity oraz Wiceprezes Zarządu Fabrity Holding S.A.

W segmencie czatbotów minione miesiące obfitowały w zdobywanie kolejnych kamieni milowych. W drugim kwartale br. rozpoczęły się testy produktu PerfectBot GPT, opartego o modele językowe OpenAI. Objęły one blisko stu klientów z USA, Kanady, Wlk. Brytanii, Australii i Nowej Zelandii.

– Sztuczna inteligencja i duże modele językowe stworzyły nowe możliwości dla naszego PerfectBota. Wśród klientów testujących wczesną wersję PerfectBota GPT są m.in. średniej wielkości sklepy internetowe oparte o platformę Shopify, a spółka obecnie koncentruje się na rozwoju produktu na podstawie gromadzonego od nich feedbacku. Rozpoczęcie komercjalizacji przewidziane jest już na czwarty kwartał – mówi Paweł Wujec, Prezes Zarządu Fabrity Holding.

Grupa Fabrity Holding zanotowała w pierwszym półroczu wraz z segmentem marketingowym zbliżony poziom rdr przychodów ze sprzedaży usług (56 mln zł), 16-procentowy wzrost przychodów operacyjnych (do 38,1 mln zł) oraz spadek wyniku EBITDA do 4,8 mln zł i zysku operacyjnego do 3,6 mln zł. Spadek ogólnych przychodów segmentu marketingowego wynika wprost ze zmiany struktury przychodów: segment marketingowy wykazuje coraz wyższy udział przychodów ze sprzedaży profesjonalnych usług cyfrowych (SEO, social media, martech) przy zmniejszeniu znaczenia pośredniczenia w zakupie kampanii medialnych oraz produkcji zewnętrznych.

– Wyniki spółek zależnych K2 Precise i Agencja K2 przedstawiamy w sprawozdaniu skonsolidowanym jako wynik grupy aktywów przeznaczonych do sprzedaży, a z kolei wynik netto spółki PerfectBot ujmujemy w sprawozdaniu skonsolidowanym metodą praw własności, co wynika z uwzględnienia 50-procentowego udziału Grupy Kapitałowej Fabrity Holding w kapitale tej spółki – wskazuje Artur Piątek, Wiceprezes Fabrity Holding S.A.

Spółka K2 Precise, specjalizująca się w dostarczaniu usług kompleksowego wsparcia marketingowego, zanotowała w pierwszym półroczu nieznaczny spadek zysku, głównie ze względu na inwestowanie w strategicznie ważne kierunki rozwoju – firma koncentruje się na synergicznym wykorzystaniu mediów, SEO & content marketing oraz MarTech.

W spółce zależnej Agencja K2 Sp. z o.o., działającej pod marką K2 Create, pierwsze półrocze naznaczone było czasową dekoniunkturą na rynku reklamy. Spółka podjęła liczne inicjatywy pozyskiwania nowych klientów, a działania te zaowocowały już pierwszymi nowymi kontraktami. W pierwszym kwartale br. było to Amnesty International, dla której to organizacji zrealizowana została kampanię wizerunkowa „Prawa człowieka łamane są w ciszy”. Spółka kontynuowała w tym czasie realizację projektów komunikacyjnych dla swoich największych klientów, m.in. dla firmy Carrefour oraz dla Netflix. Ponadto Agencja K2 rozpoczęła realizację projektów w ramach szybko rosnącego trendu Vertical Video (TikTok, Instagram Stories, Facebook Reels).

W drugim kwartale br., po zaprezentowaniu przez OpenAI nowego modelu językowego ChatGPT-4, na rynku znacząco wzrosło zainteresowanie sztuczną inteligencją. Eksperci Grupy Fabrity Holding przygotowali raport poświęcony praktycznym aspektom wykorzystania AI w rożnych sektorach biznesowych. Opracowanie jest aktualnym źródłem wiedzy na temat sztucznej inteligencji, przedstawiający scenariusze jej wykorzystania w agencjach reklamowych, domach mediowych i software house’ach.

Odczyt PMI dla Polski gorszy od prognoz

Kolejny słaby odczyt wskaźnika PMI. Wskaźnik dla przemysłu w sierpniu w Polsce wyniósł 43,1 wobec 43,5 miesiąc wcześniej. Odczyt okazał się gorszy od prognoz, ekonomiści spodziewali się poziomu 44,1 pkt. Nadal widać, że przemysł pozostaje w kryzysie. Należy zwrócić uwagę, że Polska jest krajem o jednym z najwyższych udziałów przemysłu w PKB wśród krajów Unii Europejskiej. Recesja w przemyśle trwa, co nie daje dobrych perspektyw dla odczytu PKB w III kwartale. Powyższe może być jednym z uzasadnień RPP dla obniżki stóp na wrześniowym posiedzeniu.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Merit zmienia nazwę na Grupa Klepsydra

Grupa Klepsydra, wiodący podmiot świadczący kompleksowe usługi funeralne w Polsce i pierwsza spółka z tego segmentu notowana na GPW, otrzymała informację, że w dniu 31 sierpnia 2023 roku właściwy dla Spółki sąd rejestrowy dokonał wpisu zmian w statucie Spółki, m.in. zmiany nazwy z Merit S.A. na Grupa Klepsydra S.A.

Pod koniec czerwca, Grupa Klepsydra w wyniku odwrotnego przejęcia notowanej na NewConnect spółki Merit S.A., jako pierwsza spółka z segmentu funeralnego weszła na GPW.

„Grupa Klepsydra jest już oficjalną nazwą spółki notowanej na NewConnect. Jest to zmiana formalna, my działamy wciąż bez zmian, na wysokich obrotach. Cieszymy się jednak, że już będziemy mogli budować naszą rozpoznawalność jako Grupa Klepsydra. Jesteśmy pierwszą grupą skupiającą spółki funeralne na GPW i zamierzamy dowieść, że jest to stabilny, ale też perspektywiczny sektor. Jak do tej pory konsekwentnie realizujemy nasze obietnice i tego będziemy się trzymać w przyszłości. A plany mamy ambitne, ponieważ budujemy największą grupę funeralną w Polsce” – powiedział Marek Cichewicz, prezes zarządu spółki holdingowej Grupa Klepsydra S.A.

XTPL dołączy do indeksu sWIG80 w ramach wrześniowej rewizji indeksów

Spółka XTPL zostanie włączona do indeksu sWIG80 po zakończeniu sesji giełdowej 15 września br. Włączenie akcji Spółki XTPL do indeksu sWIG80 jest elementem kwartalnej rewizji portfela. Indeks sWIG80 osiągnął w 2023 roku najwyższy wynik w swojej blisko 30-letniej historii, rekord w cenie zamknięcia miał miejsce na sesji giełdowej 18 lipca 2023 roku.

Kwartalny ranking indeksów został sporządzony po sesji 18 sierpnia 2023 roku. Jego konstrukcja bierze pod uwagę obroty akcjami oraz miesięczny wskaźnik obrotu (MWO) za okres ostatnich 12 miesięcy, licząc wstecz od dnia rankingu. Wartość akcji w wolnym obrocie została obliczona na podstawie kursu zamknięcia akcji z dnia 16 sierpnia 2023 roku.

– Dołączenie XTPL do grona spółek reprezentujących indeks sWIG80 to dla nas duże wyróżnienie i satysfakcja z wykonanej przez nas pracy na rzecz rozwoju firmy. Pomimo swojej 8-letniej historii XTPL jest wciąż na etapie dynamicznego wzrostu biznesu napędzanego przez rozwijane projekty przemysłowe, których celem jest szerokie wykorzystanie naszej technologii przez globalnych producentów elektroniki nowej generacji na całym świecie. Czujemy, że dobrze wykorzystaliśmy ostatnie 8 lat, zwłaszcza biorąc pod uwagę młody i dopiero nabierający rozpędu rynek deep techowy w Polsce, który wierzę, że najlepsze ma dopiero przed sobą. Podobnie jest z XTPL, jesteśmy zadowoleni z naszych dokonań, ale koncentrujemy się na tym co przed nami, a cele mamy ambitne i mierzalne. Zamierzamy do 2026 roku zwiększyć przychody ze sprzedaży produktów i usług 10-krotnie do 100 mln zł, na co wpływ będzie miał rozwój wszystkich naszych trzech linii biznesowych. Liczymy zwłaszcza na 9 naszych projektów przemysłowych, z których łączne średnioroczne przychody szacujemy nawet na ok. 400 mln zł, przy założeniu ich pozytywnej ewaluacji z globalnymi partnerami. Za nami udana emisja akcji, z której pozyskaliśmy w lipcu br. ponad 36,5 mln zł na przyspieszenie naszego wzrostu, spotykając się z pozytywnym odbiorem modelu biznesowego Spółki przez inwestorów instytucjonalnych i indywidualnych, zarówno polskich, jak i zagranicznych. Indeks sWIG80 jest regularnie monitorowany przez wielu inwestorów, dlatego wierzymy, że będzie to kolejny pozytywny czynnik dla dynamicznego rozwoju naszej firmy, a XTPL przyczyni się do wspierania dalszego wzrostu tego indeksu i osiągania przez niego kolejnych rekordów – komentuje Filip Granek, Prezes Zarządu XTPL S.A.

W skład indeksu sWIG80 wchodzi 80 największych spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, które nie znalazły się w indeksach WIG20 i mWIG40. Dołączenie do głównych indeksów jakimi w Polsce są WIG20, mWIG40 i sWIG80 może skutkować dalszym wzrostem zainteresowania inwestorów spółką i pozytywnie wpływać na średni dzienny wolumen i wysokość obrotów.

XTPL powstało 29 czerwca 2015 roku, a zadebiutowało na rynku NewConnect 14 września 2017 roku. Po około półtora roku obecności na rynku alternatywnym XTPL z sukcesem przeniósł swoje notowania na Główny Rynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie 20 lutego 2019 roku. Ponadto Spółka 6 marca 2020 roku rozpoczęła dual-listing i jest notowana również na Open Market we Frankfurcie.

Model biznesowy XTPL opiera się na trzech komplementarnych liniach biznesowych o wysokim potencjale do generowania strumieni przychodów, wspieranych pracami B+R oraz ochroną IP dla zachowania długoterminowej przewagi konkurencyjnej. Stanowią je moduły do wdrożeń przemysłowych na linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki, urządzenia prototypujące DPS (Delta Printing System) oraz nanotusze przewodzące prąd elektryczny. Spółka posiada na zaawansowanych etapach rozwoju 4 projekty nakierowane na przemysłowe wdrożenia swojej technologii, które obejmują wszystkie 3 strategiczne dla Spółki obszary: zaawansowane płytki PCB, półprzewodniki oraz wyświetlacze. Klientami końcowymi są globalne podmioty odpowiadające za produkcję elektroniki nowej generacji m.in. wiodący producent półprzewodników z Tajwanu, jeden z największych na świecie producentów wyświetlaczy FPD (ang. Flat Panel Display) z Korei Płd. oraz notowany na Nasdaq 100 czołowy producent maszyn przemysłowych z USA.

W maju br. XTPL ogłosił plan 10-krotnego zwiększenia przychodów, do 100 mln zł w 2026 roku, a potencjał z wszystkich 9 rozwijanych obecnie projektów przemysłowych szacuje na ok. 400 mln zł średniorocznych przychodów. Aby go zrealizować, zamierza przeprowadzić inwestycje w kwocie ok. 60 mln zł w latach 2023-2026, mających zintensyfikować i przyspieszyć rozwój Spółki w celu pokrycia zapotrzebowania klientów m.in. zwiększając zdolności produkcyjne, wspierając działania sprzedażowe oraz prace z zakresu B+R. W ramach zaplanowanych inwestycji XTPL zamierza wykorzystać środki pozyskane z emisji akcji w lipcu br. w kwocie 36,6 mln zł, a pozostała część finansowania ma pochodzić głównie ze środków własnych w ramach działalności operacyjnej, a także z grantów i finansowania dłużnego.

W 2022 roku wartość dynamicznie rosnącej branży elektroniki drukowanej wyniosła 51 mld USD (+8% r/r), a w 2026 roku prognozowana jest na poziomie 66 mld USD (za: IDTechEx). Oznacza to średnioroczny wzrost wartości rynku w latach 2022-2026 na poziomie 7%.

IMC zwiększa sprzedaż, ale ceny zbóż i koszty logistyki ciążą wynikom

Grupa rolnicza IMC, notowana na warszawskiej giełdzie istotnie zwiększyła sprzedaż w pierwszym półroczu 2023 r. Wynikom spółki ciążyły jednak spadające ceny surowców rolnych oraz rosnące koszty logistyki.

Przychody spółki w pierwszej połowie 2023 r. wzrosły o 62% do 71,95 mln USD w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Wynikało to ze wzrostu wolumenu sprzedaży zbóż o 77%. Jednocześnie ceny sprzedaży zbóż i roślin oleistych były niższe niż rok temu: kukurydza -9%, pszenica -29%, słonecznik -12% (r/r). Przychody z eksportu wyniosły 75%.

EBITDA IMC za pierwsze półrocze 2023 r. spadła o 41% do 17,1 mln USD, a zysk netto zmniejszył się o 45% do 6,3 mln USD. Wpływ na spadek wyników miał znaczny wzrost kosztów logistyki (+138% r/r) i niższe ceny zbóż.

Przepływy pieniężne netto z działalności operacyjnej w pierwszej połowie 2023 r. wyniosły 12,6 mln USD. Przepływy pieniężne netto z działalności inwestycyjnej wyniosły – 2,7 mln USD. Inwestycje były ukierunkowane głównie na zakup maszyn i urządzeń rolniczych.

Całkowite zadłużenie spółki na dzień 30 czerwca 2023 r. wyniosło 31,5 mln USD (38,4 mln USD na dzień 31 grudnia 2022 r.).

Grupa Selena ma otwartą drogę do przejęcia Imperalum – lidera portugalskiego rynku produktów bitumicznych

Portugalski urząd antymonopolowy nie wyraził sprzeciwu na transakcję przejęcia spółki Imperalum przez Grupę Selena. Tym samym globalny producent i dystrybutor produktów chemii budowlanej, pochodzący z Polski, przejął kontrolę nad 100% praw kapitałowych i głosów. Rezultatem transakcji będzie rozszerzenie oferty produktowej Grupy Selena w zakresie membran bitumicznych.

31 sierpnia br. Grupa Selena ogłosiła finalizację transakcji przejęcia portugalskiej firmy Imperalum,  producenta membran bitumicznych (potocznie: pap) modyfikowanych APP – ataktycznym polipropylenem, które mają wysoką temperaturę mięknienia. Podpisanie umowy nastąpiło po uprzednim uzyskaniu decyzji o braku sprzeciwu portugalskiego urzędu antymonopolowego. Selena przejęła kontrolę nad 100% praw kapitałowych i głosów. Uzupełniła tym samym własną ofertę produktową pap i hydroizolacji płynnych oraz umocniła swoją dywizję Waterproofing – rozwiązań hydroizolacyjnych – w Zachodniej Europie. Transakcja ta, podobnie jak niedawne podjęcie strategicznej współpracy z Masterplast, węgierskim producentem wełny szklanej, jest realizacją priorytetów przyjętej strategii rozwoju Grupy Selena.

–  Chciałbym bardzo serdecznie powitać naszych nowych współpracowników z Imperalum, dołączających do Grupy Selena. Cieszę się, że stają się oni częścią stabilnej firmy, jaką jest Selena, z powodzeniem działająca od 30 lat w branży chemii budowlanej. Wzmocnienie naszej Grupy o pracowników Imperalum, ich doświadczenie i osiągnięcia pozwala na realizację naszej długoterminowej strategii ekspansji międzynarodowej, opartej zarówno o akwizycje, jak i rozwój organiczny – mówi Sławomir Majchrowski, prezes zarządu Grupy Selena. – Pragnę podkreślić, że w naszym portfolio pojawia się mocna, znana marka, która na rynku portugalskim działa od końca lat 60. ubiegłego wieku.

Przejęcie spółki oznacza dla odbiorców Seleny powiększenie portfolio produktów i uzupełnienie oferty marki pokryć dachowych Matizol, należącej do Grupy Selena od 2010 roku. Dodatkowo Selena wzmacnia swoją rolę w segmencie hydroizolacji i w innych grupach produktowych w Portugalii, dążąc do uzyskania pozycji wiodącego międzynarodowego gracza, tworzącego wartość dla europejskich klientów. Zwiększenie mocy produkcyjnych, ale przede wszystkim pozyskanie grona nowych ekspertów oraz rozpoznawalnej na portugalskim rynku marki prowadzi do zwiększenia możliwości jeszcze lepszej reakcji na branżowe trendy rynkowe.

Imperalum, oprócz pap, produkuje również emulsje bitumiczne, a także sprzedaje izolacje akustyczne, termoizolacje i inne produkty dostosowane do wymagań lokalnego rynku. Produkowane przez Imperalum papy plastomeryczne zapewniają wysoką stabilność powierzchni i mogą być stosowane na dachach o różnym spadku, a nawet na powierzchniach pionowych. Rozwiązania tej spółki stosowane są na licznych obiektach w Portugalii, a także w Hiszpanii: na stadionach piłkarskich, centrach handlowych, sklepach wielkopowierzchniowych, mostach, lotniskach i innych budynkach użyteczności publicznej.

KLM testuje loty na prąd

18 lotów szkoleniowych pierwszym certyfikowanym samolotem elektrycznym we współpracy z Electric Flying Connection. Linia bada możliwości, w jaki sposób mogłaby zastosować loty elektryczne w swoich operacjach w przyszłości.

KLM testuje loty na prad

Linie Lotnicze KLM wraz ze stowarzyszeniem branżowym Electric Flying Connection (EFC) wspólnie zorganizowali 18 lotów szkoleniowych z wykorzystaniem Pipistrel Velis Electro, który jest pierwszym i jedynym certyfikowanym samolotem elektrycznym na świecie. W ciągu dwóch dni, osiemnastu gości zaproszonych przez KLM odbyło próbne lekcje pilotażu wspomnianym samolotem z napędem elektrycznym, pod okiem instruktorów z E-Flight Academy. Za sprawą projektu, w ramach którego zrealizowano rejsy pomiędzy lotniskami Lelystad a Schiphol-Oost, jego uczestnicy otrzymali wyjątkową okazję doświadczenia podróży przyszłości, a KLM zyskał unikalny wgląd w cały system logistyki lotów elektrycznych i związane z nim wyzwania.

„Aby zmieniać transport lotniczy na bardziej zrównoważony, musimy testować nowe technologie i innowacje w praktyce. To, co robimy dzisiaj na małą skalę, przy wykorzystaniu obecnych zasobów i możliwości, może w przyszłości pomóc rozwinąć i zastosować pewne rozwiązania w szerszym zakresie.” – powiedziała Jolanda Stevens, kierownik programu Zero Emission Aviation w KLM.

Inicjatywa wspólnego przedsięwzięcia wraz z KLM wyszła ze strony stowarzyszenia Electric Flying Connection (EFC) i instruktorów z E-Flight Academy. Organizatorzy zdecydowali, że loty treningowe odbędą się z lotniska Schiphol, ponieważ jest ono bazą macierzystą KLM. Zasięg lotów samolotem Pipistrel jest ograniczony, dlatego w grę wchodziły jedynie cztery lotniska docelowe. Finalnie wybrano port lotniczy w Lelystad ze względu na jego łatwą dostępność, doskonałe możliwości ładowania, najwyższej klasy pasy startowe i w pełni dyspozycyjne centrum kontroli ruchu lotniczego.

„To wyjątkowe wydarzenie ma na celu umożliwienie partnerom projektu i uczestnikom doświadczenia lotów na napędzie elektrycznym, a także poznania praktycznego znaczenia, jakie ta innowacja może dla nich oznaczać. Cieszymy się, że KLM dołączył do nas w tym przedsięwzięciu. Mamy już plany na kolejne edycje lotów elektrycznych w ramach całego Beneluksu.” – powiedział Jurjen de Jong, Prezes EFC.

Wgląd w logistykę i infrastrukturę

KLM nawiązał współpracę z EFC i E-Flight Academy, aby zdobyć wiedzę na temat lotów elektrycznych i ustalić, jaki wpływ będzie miało wdrożenie tej technologii na logistykę i niezbędne zmiany w infrastrukturze.

Jolanda Stevens zauważyła: „Realizowanie operacji na napędzie elektrycznym będzie wymagało modyfikacji obsługi na lotnisku. Samoloty elektryczne trzeba ładować, co wymaga czasu, dlatego będziemy musieli współpracować w tym zakresie z lotniskiem Schiphol w Amsterdamie i holenderską kontrolą ruchu lotniczego. Musimy być w stanie zagwarantować maksymalne bezpieczeństwo lotów, ale także odpowiednio zorganizować ich zasilanie. Przedsięwzięcie, w którym wzięliśmy udział pomogło nam uzyskać lepszy wgląd w te kwestie.”

Droga do zeroemisyjnego lotnictwa

KLM testuje loty na prad2-osobowy Pipistrel Velis Electro to pierwszy i jedyny certyfikowany samolot elektryczny na świecie. Jego zasięg wynosi 50 minut lotu (plus 10 minut rezerwy). Oznacza to, że aktualnie Pipistrel nie może odgrywać żadnej roli w obsłudze połączeń w siatce KLM. Jednak przewoźnik bada możliwości, w jaki sposób mógłby zastosować loty elektryczne w swojej działalności w przyszłości. Eksperci rynku lotniczego szacują, że do 2035 roku pojawi się samolot z napędem elektrycznym, który będzie mógł przewieźć od 50 do 100 pasażerów, a jego zasięg lotu wyniesie już 90 minut (tj. 400–750 km). Jednak konieczność zastosowania bardzo ciężkich baterii sprawia, że na razie opracowanie większych samolotów na dłuższe trasy, np. między Amsterdamem a Nowym Jorkiem jest nierealistyczne.KLM testuje loty na prad

„Podążając w kierunku bezemisyjnych lotów w przyszłości, KLM wspiera jednocześnie różnorodne technologie i innowacje. Wraz z naszymi partnerami z branży, zarówno w kraju, jak i za granicą, prowadzimy badania nad lotami zasilanymi energią elektryczną, wodorem i formami hybrydowymi oraz pracujemy nad sposobami, które mają umożliwić przyspieszenie rozwoju tych technologii.” – dodaje Jolanda Stevens.

Columbus sprzedał Grupie ENGIE kolejny pakiet farm za ponad 50 mln zł

Columbus Energy sfinalizował trzecią transzę sprzedaży farm fotowoltaicznych. Działające farmy, o łącznej mocy 12,97 MW, stały się własnością spółki ENGIE Zielona Energia. Wartość transakcji wyniosła ponad 50 mln zł.

W ramach kolejnej transzy sprzedaży projektów farmowych Columbus Energy przekazał swoje udziały w 5 spółkach realizujących tego rodzaju projekty, za kwotę ponad 50 mln zł. Łączna moc inwestycji wynosi 12,97 MW.

– Sfinalizowana dziś transakcja jest konsekwencją umowy, zawartej w grudniu 2022 r. pomiędzy Columbus Energy S.A. a ENGIE Zielona Energia Sp. z o.o. Kolejna transza to część większego pakietu działających farm, jednak ze względu na przedłużające się procedury, związane z uruchomieniem instalacji, a także czekającą na decyzję rządu nowelizację prawa energetycznego (uchwaloną przez Sejm i zatwierdzoną przez Prezydenta dopiero 17 sierpnia br.), ostatecznie uzgodniliśmy sprzedaż mniejszego pakietu. Zgodnie z zapowiedziami, środki z tej transakcji przeznaczymy głównie na realizację naszych zobowiązań wobec DC24 – twierdzi Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A.

Po sprzedaży wspomnianego pakietu farm, w portfelu Columbus Energy pozostają 32 MW działających farm oraz ponad 300 MW projektów farm fotowoltaicznych, na różnym etapie realizacji.

Grupa Kino Polska w I połowie 2023 r. zwiększyła przychody i poprawiła zysk netto

  • W I poł. 2023 r. Grupa Kino Polska odnotowała przychody na poziomie 144,8 mln zł (+3,9% r/r), przy wzroście wpływów zarówno z emisji i podobnym jak rok wcześniej poziomie wpływów z reklam.
  • Zysk netto Grupy w pierwszym półroczu bieżącego roku wyniósł 23,8 mln zł (+10,9% r/r), a wynik EBITDA 60,5 mln zł (+5,5% r/r).
  • Rentowność netto Grupy wzrosła do 16,4%, tj. o 1 p.p. więcej niż rok wcześniej.
  • Na koniec I półrocza 2023 r. Grupa dysponowała nadwyżką finansową w wysokości 36,5 mln zł.
  • Przychody z emisji zwiększyły się o 7,9% r/r i stanowiły 52,8% całkowitej sprzedaży Grupy. Wpływy z reklam były niższe o 0,6% r/r, a ich udział w przychodach ogółem stanowił 36,0%.
  • Przychody na rynkach międzynarodowych wyniosły 47,6 mln zł (+1,9% r/r) i stanowiły 32,9% całkowitych przychodów Grupy.
  • Marża EBITDA wyniosła 41,8%, wobec 41,1% rok wcześniej.
  • Średni udział kanałów Grupy w oglądalności widowni komercyjnej w I półroczu 2023 r. wyniósł 2,59% (SHR%, All 16-59, live), tj. o 5,5% mniej r/r, co częściowo wynika ze zmian regulacyjnych.

– W pierwszym półroczu skupiliśmy się na poprawie efektywności operacyjnej naszego biznesu. Zwiększyliśmy marże w największym segmencie kanałów filmowych marki FilmBox i kanałów tematycznych, a także znacząco poprawiliśmy wyniki segmentu Zoom TV. Widać także pozytywne efekty i synergii z Grupą CANAL+. Przychody segmentu produkcji kanałów telewizyjnych przekroczyły w I półroczu tego roku ponad 2 mln zł, co jest w dużej mierze rezultatem realizacji zadań na rzecz Grupy CANAL+. – podsumowuje Katarzyna Woźnicka, członkini zarządu Grupy Kino Polska, CFO oraz COO w SPI International B.V.

Największe przychody w Polsce i na rynkach międzynarodowych w wysokości 78,6 mln zł (+10,3% r/r) w I półroczu 2023 r. wygenerował (łącznie z emisji i reklamy) segment Kanały filmowe marki FilmBox i kanały tematyczne. Wpływy z emisji rosły głównie na rynkach w Polsce i na Węgrzech. Na rynku czeskim przychody ze sprzedaży reklam wzrosły r/r o jedną trzecią i sięgnęły już 2,36 mln zł.

Segment Zoom TV zanotował kolejny bardzo dobry okres wzrostu przychodów, które po I półroczu 2023 r. wyniosły 12,3 mln zł, rosnąc o zatem ponad 18% r/r. Kanał Zoom TV skutecznie realizuje strategię poprawy oglądalności bazującą m.in. na własnych produkcjach, przy jednoczesnym utrzymaniu dużej efektywności kosztowej. W rezultacie segment ten zmniejszył stratę z ponad 8 mln zł rok wcześniej do ponad 2 mln zł obecnie.

Segment Produkcja kanałów telewizyjnych wygenerował w omawianym półroczu przychody w wysokości 2,1 mln zł (+186,9% r/r), co jest w dużej mierze efektem realizacji wspólnych produkcji i zadań na rzecz innych podmiotów z Grupy CANAL+.

– Rosnąca synergia pomiędzy Grupą CANAL+ i Grupą Kino Polska, przełożyła się już na wzrost wyników finansowych, pragniemy kontynuować ten trend. Grupa Kino Polska będzie też mogła liczyć na kolejne wspólne projekty z CANAL+ Polska. Jako grupa medialna zajmujemy 5. miejsce pod względem oglądalności na polskim rynku telewizyjnym. Warto również podkreślić, że wzajemna współpraca umacnia pozycję rynkową i negocjacyjną w obszarze reklamy całej Grupy CANAL+ w Polsce – mówi Erwan Luherne, członek zarządu Grupy Kino Polska oraz CEO SPI International B.V.

Segment Stopklatka notował spadek przychodów, co jest częściowo efektem ubiegłorocznych zmian regulacyjnych. Segment ten osiągnął 21,5 mln zł sprzedaży z reklam, tj. mniej o 7,2% r/r. Również Kanały marki Kino Polska wygenerowały niższe niż rok wcześniej przychody, w wysokości 16,8 mln zł, tj. 11,7% mniej niż rok wcześniej.

Sprzedaż praw licencyjnych przyniosła 12,8 mln zł, tj. mniej o 8,8% r/r. Podobnie jak w pierwszym kwartale 2023 r., wynika to z faktu, że treści nabywane przez Grupę w mniejszym niż rok wcześniej zakresie trafiały do podmiotów zewnętrznych, zaś w dużej mierze zasilały główne ramówki kanałów własnych Grupy, przyczyniając się do wzrostów przychodów zarówno z emisji, jak i reklamy.

W I półroczu 2023 r. kanały Grupy Kino Polska osiągnęły łącznie 2,59% udziału w oglądalności widowni komercyjnej, tj. o 5,5% mniej w porównaniu z tym samym okresem 2022 r. (SHR%, All 16-59, live).

Stopklatka osiągnęła udział w oglądalności widowni komercyjnej na poziomie 1,2% (-8% r/r) (SHR%, All 16-59, live), a drugi kanał naziemny Grupy – Zoom TV 0,64%, co oznacza wzrost o 12% r/r (SHR%, All 16-59). Kanał Kino Polska uzyskał udział w oglądalności widowni komercyjnej na poziomie 0,42% (-19% r/r) (SHR%, All 16-59, live), a drugi kanał z segmentu tej marki – Kino Polska Muzyka 0,06% (SHR%, All 16-59; live) (-25% r/r). Natomiast udział Kino TV w oglądalności widowni komercyjnej ukształtował się na poziomie 0,26% (SHR%, All 16-59, live), tyle samo co rok wcześniej.

Ustawa covidowa nie wydłużała terminu przedawnienia zobowiązań podatkowych

Ustawa z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z epidemią COVID-19 nie dotyczyła wstrzymywania, rozpoczęcia i zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązań podatkowych – przypomniał organom podatkowym sąd w Gdańsku w wyroku z 25 lipca 2023 r. Powołując się na tzw. ustawę covidową fiskus domagał się od spółki zapłaty podatku od nieruchomości za 2017 r., mimo upływu ustawowego, 5-letniego terminu przedawnienia.

Korekta podatku od nieruchomości

24 lutego 2021 r. Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok (sygn. akt SK 39/19), w którym orzekł, że kwalifikowanie na potrzeby podatku od nieruchomości gruntów, budynków lub budowli jako związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej tylko dlatego, że znajdują się w posiadaniu przedsiębiorcy, jest niezgodne z Konstytucją RP. Po analizie tego wyroku jedna ze spółek złożyła organowi podatkowemu korektę deklaracji w zakresie podatku od nieruchomości za lata 2017 – 2021.

Nieużywane budynki

Spółka w uzasadnieniu korekty poinformowała, że w okresie tym część magazynów o pow. 277 m2 stanowiła pustostan, z uwagi na wygaśnięcie umowy z dotychczasowym dzierżawcą i brak innych firm chętnych na dzierżawę budynków pod prowadzoną działalność. Nie zaliczała w tym okresie do kosztów uzyskania przychodów wydatków ponoszonych na przedmiotowe magazyny. W korekcie deklaracji spółka dokonała więc zmniejszenia naliczonego podatku od nieruchomości za wskazaną powierzchnię 277 m2 ze stawki 21,50 zł/m2 obwiązującej dla budynków związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej na stawkę 6,70 zł/m2 przeznaczonej dla pozostałych budynków.

Fiskus miał inne zdanie

Organy podatkowe stwierdziły, że sporna nieruchomość jest elementem prowadzonego przez spółkę przedsiębiorstwa i jest związana z wykonywaną przez nią działalnością gospodarczą. Magazyny znajdują się w ewidencji środków trwałych firmy i przez pewien okres były dokonywane od nich odpisy amortyzacyjne. Jeśli więc budynki te weszły w skład majątku prowadzonej działalności spółki, to bez znaczenia pozostaje fakt niewykorzystywania ich do prowadzenia działalności gospodarczej. Spółka budując magazyny powiązała je z prowadzonym przez siebie przedsiębiorstwem i jako element całości nieruchomości były zajęte pod działalność gospodarczą. Dlatego też w tych okolicznościach stanu faktycznego, przywołany przez spółkę wyrok TK nie ma zastosowania.

Bieg terminu przedawnienia w okresie epidemii COVID

Organ II instancji wydał swoją decyzję 8 marca 2023 r. Odnosząc się do zarzutu przedawnienia zobowiązań podatkowych za 2017 rok, którego termin upłynął z dniem 31 grudnia 2022 r. (5-letni okres przedawnienia liczy się od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku), samorządowe kolegium odwoławcze wskazało na przepis art. art. 15 zzr ust. 1 pkt 3 ustawy z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID – 19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych. Zgodnie z nim w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego, albo epidemii ogłoszonego z powodu tego wirusa bieg przewidzianych przepisami prawa administracyjnego terminów przedawnienia nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu na ten okres. Nowelizacją tej ustawy z 14 maja 2020 r. przywrócono dalszy bieg tych terminów od dnia 24 maja 2020 r. Ponieważ w Polsce stan zagrożenia epidemicznego w związku z pandemią koronawirusa został ogłoszony 14 marca 2020 r., a bieg terminów przedawnienia przywrócono 24 maja, to w opinii organu wyznaczony między tymi datami okres 72 dni nie zaliczał się do biegu terminu przedawnienia. Przenosząc to na grunt sprawy – zobowiązania podatkowe spółki za 2017 r. nie przedawniały się z dniem 31 grudnia 2022 r. a 72 dni później, czyli 13 marca 2023 r.

Organ podatkowy wydał decyzję po terminie

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku zwrócił uwagę, że 27 marca 2023 r. Naczelny Sąd Administracyjny w swojej uchwale stwierdził, iż art. 15 zzr ust. 1 pkt 3 ustawy covidowej, w brzmieniu nadanym zmianą z 30 marca 2020 r., nie ma zastosowania do wstrzymania, rozpoczęcia i zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązań podatkowych. Dla sądu nie budziło więc wątpliwości, że samorządowe kolegium odwoławcze wydało swoją decyzję już po upływie terminu przedawnienia zobowiązania w podatku od nieruchomości spółki za 2017 rok, czyli po 31 grudnia 2022 r. (sygn. akt I SA/Gd 409/23).

Podsumowanie

Wydany przez gdański sąd wyrok z 25 lipca 2023 r. przypomina przedsiębiorcom, którzy padli ofiarą takiego niedopuszczalnego sposobu obliczania terminu przedawnienia zobowiązań podatkowych, że nie muszą się z takimi rozstrzygnięciami organów godzić. Zarówno wyrok Trybunału Konstytucyjnego z lutego 2021 r., jaki uchwała NSA z marca 2023 r. stanowią silny oręż do obalenia podobnych, niekorzystnych dla podatników decyzji.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Prognozy dla UE – najniższe zbiory jabłek od ponad 7 lat

W tym sezonie Polska będzie zdecydowanym liderem w produkcji jabłek w Europie, jednak według najnowszych prognoz, w Unii Europejskiej wyprodukowanych zostanie blisko 385 tys. ton jabłek mniej niż w poprzednim sezonie. Oznacza to, że produkcja jabłek w Europie zmniejszy się o ponad 3%, w porównaniu do poprzedniego sezonu. Maleje również udział wydatków na owoce w koszyku zakupowym mieszkańców UE.  Eksperci reprezentujący sektor produkcji jabłek oraz organizacje branżowe m.in. zespół Core Team – Spójny marketing jabłka w kraju i za granicą oraz Unia Owocowa, wskazują jakie strategie należy zastosować przed i po zbiorach, by odnieść sukces w sprzedaży jabłek. Rozwiązania te są także częścią strategii dla sektora pt. „Jabłkowa Perspektywa 2030”.

Prognozy dla produkcji jabłkowej na sezon 2023/2024

„W większości krajów regionu, nowy sezon rozpocznie się tydzień później. Jednocześnie  na rynkach tych prawie nie ma zapasów z poprzedniego roku. Oznacza to pusty rynek i wydawałoby się komfortową sytuacje dla producentów. W nadchodzącym sezonie doświadczymy jednak sporej konkurencji na rynku jabłek deserowych, na którym liczyć się będzie jakość i utrzymanie jak najwyższych parametrów jabłek. O tym, kto odniesie sukces w sprzedaży jabłek, będą decydowały zabiegi przed i po zbiorcze oraz dostosowanie do wymogów związanych z eliminacją pozostałości substancji aktywnych w jabłkach przeznaczonych do sieci sprzedaży.”- podkreśla Paulina Kopeć, Sekretarz Generalna Unii Owocowej.

W nadchodzącym sezonie, ze względu na anomalie klimatyczne, galopujący wzrost kosztów produkcji, wysoką inflację, oraz spadek siły nabywczej konsumentów w całej Europie, produkcja jabłek w krajach UE będzie niższa niż w poprzednim sezonie o blisko 385 tys. ton. Wielkość polskiej produkcji jabłek zmniejszy się o ponad 11% w stosunku do poprzedniego sezonu. Spośród trzech pozostałych dużych graczy rynkowych – Włochy zanotują niewielki nie przekraczający 1% spadek produkcji, Francja wzrost o niecałe 8%, a trzeci największy producent jabłek w UE, czyli Niemcy spory spadek o ponad 11%
w porównaniu do poprzedniego sezonu.

„Nastąpi również dalszy spadek popytu na jabłka. Europejczycy zjedzą niecałe 14 kg jabłek na głowę mieszkańca. Dla porównania w sezonie 2018/2019 było to blisko 16,5 kg. Oznaczać to może silną konkurencję na rynku jabłek deserowych, która wymusi wzrost jakości produktów przeznaczonych na rynek UE” – komentuje Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Do przetwórstwa trafi około 40% wszystkich wyprodukowanych jabłek i najprawdopodobniej rynek ten będzie miał problemy z zaspokojeniem wysokiego popytu na jabłka.

Spadek o około 40 000 ton zanotuje również rynek produkcji owoców ekologicznych. Wielkość produkcji ekologicznej szacowana jest na poziomie  683 000 ton (6% całkowitych upraw w UE).

Najpopularniejsze odmiany jabłek

Do najpopularniejszych odmian jabłek w krajach UE proponowanych do sprzedaży należy zaliczyć odmiany takie jak: Golden, Gala, Red Delicious, Idared, Red Jonaprince, Shampion, Jonagold.

W zakresie zmian w asortymencie produkcji jabłkowej można zauważyć, że nadal najlepiej radzi sobie odmiana Golden – prognozowany wzrost o ponad 11%, w porównaniu do poprzedniego sezonu. Kontynuuje swój wzrost również odmiana Gala – blisko o 5% w górę (do ponad 1,5 miliona ton), Red Delicious notuje spadek o 9,97% w porównaniu do poprzedniego sezonu, podobnie Red Jonaprince spadek aż o 14,85%. Jonagold/Jonagored powinien zanotować spadki o ponad 60.000 T z powodu słabego kwitnienia w niektórych krajach i karczowania sadów w Belgii. Odmiany takie jak Idared notują spadek o ponad 6%, oznacza to mniejszą produkcję o ok. 40 000 T z powodu niedoboru kwitnienia. Mniej będzie także jabłek z odmian: Ligol (-40 000 T), a także Shampion (-30 000 T).  Jedne
z największych spadków zanotują uprawy odmiany Elstar o 21,35% mniej w porównaniu do poprzedniego sezonu. Duży spadek dotknie również odmianę Granny Smith – prognozowany spadek o ok. 90.000 T.

Większość odmian klubowych natomiast notuje wzrosty – Pink lady rośnie o 35.000 T dzięki świetnej jakości owoców. Inne odmiany klubowe takie jak: Kanzi , Jazz , Envy zachowają stabilną pozycję rynkową.  Wciąż trwa ekspansja nowych odmian takich jak: Cosmic Crisp, Sweet Tango, Ambrosia, Hnoney Crunch Juliet, Cameo.

Główne problemy w nadchodzącym sezonie

W porównaniu z innymi krajami Europy, Polska najmniej ucierpiała z powodu anomalii klimatycznych. Nasz kraj zmagał się jedynie z deficytem deszczu, który, jeśli nie wprowadzimy działań z zakresu zrównoważonej gospodarki wodnej, może nasilać się w kolejnych latach. W tym roku jednak nie przyniósł on dużych strat polskim sadownikom. Z powodu zmian klimatycznych takich jak susze
i ulewne deszcze oraz powodzie silnie ucierpiały natomiast uprawy w pozostałych krajach UE m.in. we Włoszech, Francji jak i Hiszpanii.

Szacuje się, że łącznie do końca sezonu w UE wyprodukowanych zostanie ok. 11,4 mln ton jabłek z czego Polska dostarczy na rynek ok. 4 mln ton, Włochy 2104 tys. ton, a Francja jedynie 1501 tys. ton. Produkcja jabłek u trzeciego dużego gracza jakim są Niemcy wyniesie ok. 952 tys. ton.

Prognozy na nadchodzący sezon zakładają, że coraz większym problemem dla europejskich sadowników będą wzrastające koszty produkcji jabłek. W 2021 roku w Niemczech koszty produkcji jabłek na 100 kg w Euro wyceniano na 51 Euro, dziś te same koszty produkcji sięgają 61 Euro i więcej. Jednocześnie maleje również zasobność portfela europejskich konsumentów. W większości krajów UE nastąpił dramatyczny wzrost udziału wydatków na żywność w budżecie gospodarstw domowych, które coraz częściej rezygnują z zakupu owoców na rzecz artykułów pierwszej potrzeby.

Eksperci z UE wskazują również na rosnący protekcjonizm handlowy w wielu krajach, którego przykładem może być Egipt nakładający coraz wyższe ograniczenia na import jabłek co skutkuje spadkiem sprzedaży na poziomie blisko 28% z krajów UE. Egipt jest jednak rynkiem, który po gwałtownym spadku w zeszłym roku, ma się odbudować w nadchodzącym sezonie, ale z wieloma zmianami np. przekazywanie funduszy MFW importerom oraz z podatkiem celnym w wysokości 10% na towary luksusowe, w tym jabłka.

Szansą dla polskiej produkcji jabłkowej mogą być zmiany na rynku brytyjskim. Wielka Brytania potwierdziła bowiem wstępne nieoficjalne informacje o swoich niskich plonach – spadek o 45 000 ton w produkcji jabłek w porównaniu z ubiegłym rokiem. Pomimo prób zdominowania tego rynku przez eksporterów z Francji, na tym rynku mogą pojawić się szanse również dla importu z Polski, szczególnie, że Wlk. Brytania odracza kontrole i ułatwia procedury wjazdu. Proces wstępnego zgłoszenia wysyłki zostaje anulowany, a konieczność uzyskania świadectwa fitosanitarnego jest dalej odkładana i mało prawdopodobna, gdyż owoce i warzywa są uważane za produkty niskiego ryzyka.

Konkurencja z innych stref geograficznych

Warunki rynkowe w nadchodzącym sezonie mogą pomóc w odzyskaniu wolumenu eksportu, który w zeszłym roku wyniósł 1.050.000 T. Spadek o 70 000 ton w eksporcie do Egiptu został już częściowo zrekompensowany wzrostem importu głównie w Ameryce Południowej i Arabii Saudyjskiej oraz stabilną sprzedażą na Bliski Wschód, Indie i do krajów Azji Płd-Wsch. W tym sezonie nadal duża część sprzedaży będzie kierowana na Białoruś, Kazachstan i do Mongolii.

Eksperci wskazują jednak, że  w nadchodzącym sezonie producenci jabłek nie powinni obawiać się importu z półkuli południowej ze względu na huragan Gabriel w Nowej Zelandii, problemy z logistyką oraz różnego rodzaju spustoszenia klimatyczne, które dotknęły produkcję jabłek w tym regionie świata.

Produkcja w Stanach Zjednoczonych najprawdopodobniej zanotuje spadek, w porównaniu do zeszłego roku, o ok. 3,6%, w tym spadek o 2,3% z rejonu Waszyngtonu, który jest czołowym amerykańskim dostawcą na rynek międzynarodowy.

Produkcja jabłek w Chinach nieznacznie wzrosła, ale pozostaje na niskim poziomie 37,1 mln. ton, czyli znacznie poniżej potencjału chińskiego sadu szacowanego na około 45 mln ton. Głównymi czynnikami, które mają wpływ na rynek spadek produkcji na rynku chińskim są złe warunki klimatyczne m.in. obfite opady śniegu i ulewne deszcze.

Niższe zbiory jabłek w Chinach i USA (Michigan) mogą wzmocnić pozycję UE oraz uczynić przemysł jabłkowy bardziej atrakcyjnym i dochodowym. W szacunkach europejskich ustalono, że  wolumen produkcji jabłek do przetworzenia powinien wynosić około 4,5 mln ton w porównaniu do 4,8 mln ton przetworzonych w zeszłym roku.

„Na szczeblu UE powinny zostać zachowane dobre proporcje  pomiędzy rynkiem produktów świeżych, a rynkiem owoców kierowanych do przetwórstwa. Popyt ze strony przemysłu może rosnąć ze względu na niższe zbiory w Polsce”- podkreśla Paulina Kopeć, Sekretarz Generalna  Unii Owocowej.

Dobre prognozy dla polskiego eksportu może nieść sobą spadek produkcji w Indiach z 2,8 mln ton do 1,9 mln ton jabłek. Indie to rynek, który może dalej rosnąć dla eksportu z UE, ale może też stać się wyzwaniem dla polskich eksporterów ze względu jabłka pochodzące z Iranu lub wznowienie eksportu jabłek z USA po zniesieniu cła wyrównawczego wynikającego z polityki Prezydenta USA Donalda Trumpa.

W Azji nadal będziemy jednak nadal mieć  problem z niedostateczną podażą jabłek ze względu na niskie zbiory w Chinach. W pierwszych sześciu miesiącach 2023 roku Chiny obniżyły eksport z 360 000 T do 310 000 T na rynek azjatycki m.in. do krajów w Indonezji, Wietnamu, Bangladeszu, Tajlandii, i Malezji.

Istotnym zagrożeniem Polski natomiast mogą być wzrosty produkcji w Turcji, Serbii i Mołdawii. Kraje te bowiem poszukują nowych możliwości otwarcia rynków na Bliskim Wschodzie i w Azji.

Produkcja jabłek w Azji Środkowej i na Kaukazie może wzrosnąć o 5%, ale problemem tej produkcji jest jej raczej niska jakość.  Dynamicznie wrasta także produkcja w Gruzji,  rozwijana z rządowym planem wsparcia, ale jest ona w znacznym stopniu uzależniona od rosyjskiego rynku i dostępu do centrum logistycznego w Azerbejdżanie dla Iranu od Rosji.

Rekomendacje ekspertów przed sezonem

Eksperci Unii Owocowej, Core Team i organizacji branżowych wskazują, że kluczowa w nadchodzącym sezonie będzie walka o jakość produkcji deserowej. Zwracają uwagę na przed i po zbiorcze przygotowanie do sprzedaży z jednoczesną dbałością o eliminację pozostałości, czyli z ograniczaniem stosowania pestycydów w okresie od kwitnienia do zbioru. Coraz większego znaczenia nabiera  zabezpieczenie sadu przed zmiennymi warunkami klimatycznymi do pełnego zbioru.

„Warto zadbać o dobre przygotowanie sadów przed kwitnieniem, gdyż zastosowane w tym okresie substancje są w większości przypadków później niewykrywane w owocach, natomiast w późniejszym okresie należy dokonywać odpowiedniej selekcji w wykorzystaniu środków ochrony roślin, by spełnić wysokie normy stawiane przez sieci handlowe – często jednolite dla całej UE” – podkreśla Andrzej Soska z Soska Consulting.

Eksperci wskazują m.in. na monitorowanie sadów i wybór optymalnego dla zbiorów terminu pod kątem parametrów osiąganych przez owoce. Wskazują na możliwość opóźnienia zbiorów w czym pomóc może m.in. preparat Harvista oraz podkreślają, że czasem warto pominąć słabsze jakościowo kwatery, by zebrać jabłka o wysokiej jakości.

„W Polsce, na przykład, Red Jonaprince jest często zrywany przez sadowników zbyt wcześnie, co powoduje, że odmiana ta nie osiąga pełni swoich właściwości smakowych i odpowiedniego wyglądu” – podkreśla Kamil Jeziorek z Soska Consulting.

Istotne dla jakości produkcji jabłkowej jest również odpowiednie odżywienie owoców wapniem, oraz zabezpieczenie jabłek przed chorobami grzybowymi i przechowalniczymi przed i po zbiorach, jak również uszkodzeniami mechanicznymi w trakcie zbiorów.

„Przed zbiorami powinniśmy zastosować nawet do 10 zabiegów zabezpieczających owoce przed chorobami grzybowymi. Po zbiorczo można zastosować fumigację, ozonowanie na gorąco lub zraszanie/zanurzanie owoców. Owoce nie powinny na przykład czekać przez noc na zapakowanie do komór, liczy się bowiem jak najszybsze wkładanie owoców do komór przechowalniczych i niskotlenowych i ich jak najszybsze również zamykanie” – podkreśla Jeziorek.

Eksperci zalecają również wieloetapowy zbiór, który np. w przypadku Gali powoduje, że plon z hektara jest wyższy. Zwracają również uwagę na konieczność przeprowadzenia szkoleń dla pracowników gospodarstw sadowniczych w zakresie poprawności zbierania i przekładania owoców, gdyż jabłka uszkodzone w trakcie zbioru stanowią  istotne ryzyko rozwoju chorób przechowalniczych.

„Konieczna jest stała kontrola jakości podczas zbioru i nieustanne szkolenie i przypominanie pracownikom o tym, jak ważne jest odpowiednie traktowanie produktu podczas zbioru” – dodaje Kamil Jeziorek.

Jednocześnie, zdaniem ekspertów, ochrona sadów powinna być prowadzona z dużą dbałością o przebieg całego procesu. Eksperci odradzają korzystanie ze środków ochrony roślin z niewiadomego pochodzenia, gdyż wbrew informacji na opakowaniu mogą one zawierać substancje aktywne wycofane z obrotu w UE, które później uniemożliwią sprzedaż na rynek UE i do sieci handlowych owoców z pozostałościami tego rodzaju substancji. Wskazują również na konieczność ograniczania liczby preparatów ochronnych do maksymalnie 4 rodzajów środków ochrony, by nie przekroczyć coraz bardziej restrykcyjnych norm sieci handlowych, które narzucają normy bardziej wyśrubowane niż standardy UE. Przykładowy program ochrony powinien obejmować np. 1 substancję z fungicydów kontaktowych np. kaptan po zbiorze i 2-3 substancje aktywne np. fungicydy stosowane do ochrony przedzbiorczej, co pozwali zachować 1 substancję w rezerwie, by jabłka spełniły normy odbiorców komercyjnych.

Eksperci podkreślają również, że osiągnięcie minimalnego poziomu pozostałości, tak by móc spełniać wymogi odbiorców korporacyjnych, wymaga przy tym zastosowania ochrony selektywnej, w tym korzystania z pomocy fauny pożytecznej dla sadów. Ich zdaniem konieczna jest również edukacja konsumentów nt. norm i standardów w zakresie jakości i pozostałości środków ochrony roślin. Konsumenci powinni być o tym edukowani, tak by móc świadomie wybierać owoce spełniające wysokie normy bezpieczeństwa.

Z punktu widzenia wyzwań marketingowych, pomimo pustego rynku na początku sezonu, eksperci radzą jak najszybciej rozpocząć sprzedaż, aby sprostać popytowi lokalnemu, wewnątrzunijnemu i międzynarodowemu. Ich zdaniem należy się również liczyć z rosnącą konkurencją ze strony innych produktów spożywczych oraz owoców takich jak banany i owoce cytrusowe.

Inflacja w strefie euro przestała spadać

Inflacja w strefie euro przestała spadać. Wstępne dane pokazują, że roczna stopa inflacji w strefie euro utrzymała się na poziomie 5,3% r/r, podczas gdy ekonomiści oczekiwali, że inflacja nadal będzie spadać i wyniesie 5,1%. W relacji m/m ogół cen wzrósł o 0,6%. Wskaźnik bazowy zrównał się z szerokim CPI i wyniósł 5,3% r/r.

Sierpniowe dane rozczarowały przede wszystkim w największych gospodarkach strefy euro. We Francji inflacja HICP wzrosła do 5,7% r/r wobec 5,1% miesiąc wcześniej. W Niemczech wskaźnik wyniósł 6,4% r/r, podczas gdy konsensus wynosił 6,3%. Wskaźniki nie spadają już tak dynamicznie jak w poprzednich miesiącach.

Prezes Lagarde podczas sympozjum w Jackson Hole wskazała, że walka z inflacją nie została jeszcze wygrana. Dzisiejsze dane wpisują się w tę narrację. Oznacza to, że stopy procentowe w Unii Europejskiej będą musiały pozostać na wysokim poziomie tak długo jak to konieczne, aby spowolnić wciąż wysoką inflację. Dane z pewnością wpłyną na dalsze decyzje EBC, być może na najbliższym posiedzeniu decydenci nie zadecydują jeszcze o przerwie w cyklu podwyżek.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

O 20 proc. kontroli podatkowych więcej w 2022 roku niż w latach pandemicznych

Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że w 2022 roku przeprowadzono niemal o trzy tysiące kontroli podatkowych więcej niż w 2020. W tym czasie zwiększyła się także wysokość uszczupleń podatkowych. Z kolei liczba czynności sprawdzających spadła z blisko 3 mln w 2021 roku do nieco ponad 2,2 mln w 2022 roku.

O kontrolach podatnik jest informowany na 7 dni przed ich rozpoczęciem. Weryfikacji poddawane są tylko konkretne elementy wymienione w zawiadomieniu, np. podatek VAT za 2021 rok. Mimo, że w 2022 roku obostrzenia związane z pandemią były mniej restrykcyjne niż w poprzednich dwóch latach, nadal widoczny był znaczący wzrost liczby kontroli podatkowych. W 2020 roku przeprowadzono ich 15 304, a w 2022 już 18 120.
Więcej kontroli, ale mniej uszczupleń

Mimo większej liczby kontroli podatkowych maleje liczba uszczupleń. Może to oznaczać, że rośnie poziom poprawności rozliczeń podatników. W 2020 roku, gdy kontroli było mniej, zaobserwowano najwyższą wartość uszczupleń – średnio 254 743 zł na jedną. W 2022 roku, mimo że procesów weryfikacji przeprowadzono znacznie więcej, wartość uszczupleń była niższa: średnio 175 480 zł.

Łącznie w związku z przeprowadzonymi kontrolami podatkowymi w 2020 roku wykryto uszczuplenia w wysokości blisko 4 mld zł. W 2021 roku wartość ta spadła do nieco ponad 3 mld zł, a w 2022 roku osiągnęła blisko 3,2 mld zł.

Czynności skutecznie sprawdzające

Czynności sprawdzające mogą być wszczęte z urzędu aby zweryfikować poprawność dokumentów, m.in. składane zeznania podatkowe. W latach 2020 i 2021 wiele tych postępowań przeprowadzano u przedsiębiorców zdalnie, prawdopodobnie w związku z ograniczeniami pandemicznymi. Czynności sprawdzających było w tym okresie więcej niż kontroli podatkowych. Jednocześnie były one też bardziej efektywne w wykrywaniu uszczupleń.

Liczba czynności sprawdzających spada, jednak rośnie ich skuteczność w wykrywaniu uszczupleń. W ostatnich trzech latach stały się bardziej skuteczne w tym zakresie niż kontrole podatkowe.

Blokada STIR

W polskim systemie prawnym funkcjonuje mechanizm tzw. blokady STIR, czyli blokady rachunków bankowych należących do podmiotów kwalifikowanych. Na podstawie tzw. ustawy STIR-owskiej fiskus może zweryfikować rachunki bankowe, zablokować je, a także przejąć środki. W 2020 roku mechanizm ten został wdrożony na 1 020 rachunków, na łączną kwotę 96,2 mln zł. W 2022 roku zablokowano w sumie 77,4 mln zł, pochodzących z 1 138 rachunków.

Zablokowanie możliwości korzystania z własnych środków finansowych oznacza, że właściciel ma dostęp do rachunku bankowego, jednak nie może dysponować zgromadzonymi na nim środkami: nie ma możliwości wykonania żadnych płatności czy wypłacenia pieniędzy w bankomacie.

Co ważne: przedsiębiorcy w żaden sposób nie są informowani przez bank o blokadzie środków na koncie. Mogą się o tym przekonać np. dopiero wtedy, gdy zlecą przelew, który nie zostanie zrealizowany. Może to spowodować nie tylko naliczanie odsetek, ale również wywołać negatywne skutki wizerunkowe. O zablokowaniu konta przedsiębiorca może się dowiedzieć np. dopiero przy kasie, gdy płacąc karta otrzyma odmowę. W mojej ocenie informacje o blokadzie konta powinna być udzielana od razu, nie wyeliminuje to zatorów płatniczych, ale przedsiębiorcy będą mogli uniknąć niezręcznych sytuacji.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Europa narażona na skokowy wzrost cen energii

Europa jest bardziej narażona na ponowny wzrost cen energii niż inne światowe gospodarki, np. USA. Polska jest wśród europejskich krajów, których gospodarka zostałaby mocniej dotknięta ewentualnym skokowym wzrostem cen energii – wynika z analizy EY. Niepewność związana z obecnym kryzysem energetycznym zostanie z nami na dłużej, a przedsiębiorcy powinni być na to gotowi.

Trwająca wojna w Ukrainie oraz związane z nią napięcia geopolityczne wciąż stanowią ryzyko, które może doprowadzić do skoków cen energii i żywności, a co za tym idzie – do utrzymania wysokiego poziomu inflacji. Choć zima okazała się łagodna i nie spowodowała większego zapotrzebowania na energię, kolejna zima wciąż jest wielką niewiadomą. Ogłoszone na początku sierpnia strajki w Australii spowodowały wzrost cen gazu o 40 proc. w jeden dzień. Niepewność jest tak duża, że jednorazowe wydarzenie może istotnie zaburzyć chwiejną równowagę cenową.

Prawdopodobieństwo wystąpienia kolejnego głębokiego kryzysu energetycznego znacząco się obniżyło. Mimo to rynek energii pozostaje wysoce wrażliwy na zaburzenia, a zatem ryzyko skokowego wzrostu cen energii w Polsce i Europie wciąż jest duże. Wobec zerwania łańcuchów dostaw surowców energetycznych – zwłaszcza z Rosji – i wyprzedania długoterminowych kontraktów na dostawy LNG, Europa jest zmuszona polegać na kontraktach krótkoterminowych, co zwiększa zmienność cen. Dlatego ceny energii pozostają wysoce wrażliwe na czynniki ryzyka, takie jak trwająca wojna w Ukrainie i związane z nią napięcia geopolityczne oraz czynniki pogodowe (fale upałów, susze, mroźna zima 2023/2024, nasilenie El Niño). Ceny gazu nadal może podbić zwiększony popyt w Chinach – choć ożywienie gospodarcze po zniesieniu restrykcji pandemiczych jak dotąd zawodzi, przez co chiński popyt na surowce pozostaje relatywnie niski, to oczekiwana stymulacja fiskalna i monetarna może to zmienić – komentuje Marek Rozkrut, partner i główny ekonomista EY na Europę i Azję Centralną.

Łagodna zima oraz wsparcie rządowe dla gospodarstw domowych i firm ograniczyło skutki kryzysu energetycznego w Polsce i Europie. Nie bez znaczenia było też znaczące – większe od pierwotnych oczekiwań – ograniczenie popytu na gaz w przemyśle, wysokie stany magazynów gazu, nowe inwestycje w infrastrukturę gazową w Europie, w tym np. rozbudowa terminalu LNG w Świnoujściu, oraz niski popyt na LNG w Chinach. W efekcie sytuacja na rynkach energii się uspokoiła, a ceny gazu i węgla obniżyły się w pobliże przedpandemicznych poziomów.

Należy przy tym zaznaczyć, że choć ryzyko istotnego wzrostu cen energii pozostaje wysokie, to nie rozważamy już scenariusza powrotu do rekordowych cen z lata 2022 r. – przemysł trwale obniżył swój popyt na gaz, rozbudowana została infrastruktura do transportu i magazynowania LNG, a i niepewność związana z konsekwencjami kryzysu energetycznego jest już znacznie mniejsza niż przed rokiem – dodaje Marek Rozkrut.

Europa bardziej wrażliwa niż USA

Z analiz Zespołu Analiz Ekonomicznych EY wynika, że Europa jest bardziej narażona na ponowny wzrost cen energii i żywności niż inne główne gospodarki, na czele z USA. Przede wszystkim z powodu niedoboru surowców energetycznych, które pochodzą głównie z importu. Ewentualne podwyżki cen surowców szczególnie dotkliwie odczułyby trzy kraje UE: Czechy, Węgry i Rumunia. Choć Polska nie jest wymieniana wśród najbardziej zagrożonych rynków, naszą słabością wciąż pozostaje jeden z najwyższych poziomów inflacji w Europie. Skok cen energii mógłby podbić inflację i w konsekwencji negatywnie wpłynąć na wzrost gospodarczy.

Ujemne ceny energii nie cieszą

11 czerwca na polskim rynku hurtowym spot po raz pierwszy w historii odnotowano ujemne ceny energii dla wybranych godzin w ciągu dnia. W praktyce oznaczało to, że dostawcy płacili odbiorcom za zużycie energii, a nie na odwrót. Jednak taka sytuacja nie oznacza, że ceny energii dla przemysłu i gospodarstw domowych drastycznie lub w ogóle spadły. Ujemne ceny obowiązywały w kilku godzinach na tzw. Rynku Dnia Następnego, gdzie energię kupuje się w granulacji właśnie godzinowej. Pomimo rządowego zamrożenia cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych, bazujące na długoterminowych kontraktach ceny dla odbiorców indywidualnych i firm pozostają wyraźnie wyższe niż przez pandemią. Dzięki spadkom cen surowców obserwowanym od początku 2023 roku, ceny kontraktów długoterminowych na 2024 r. stopniowo spadają, co powinno się przełożyć na obniżenie cen dla firm w przyszłym roku. Niemniej jednak, w przypadku odmrożenia cen dla gospodarstw domowych, te powinny spodziewać się wzrostu rachunków, gdyż średnie ceny kontraktów długoterminowych z dostawą na 2024 r. wciąż przewyższają poziom wprowadzonych cen maksymalnych.

Wraz z dalszym dynamicznym rozwojem OZE w Polsce i Europie, istotne spadki cen godzinowych będą występować coraz częściej, co powinno stymulować rozwój inwestycji w magazynowanie energii elektrycznej (czy to w postaci baterii, czy zielonego wodoru), a także rozwój nowych produktów i usług związanych z elastycznością popytu i taryfami dynamicznymi – mówi Maciej Markiewicz, Partner, EY Polska.

Rynek wybrał euro a nie dolara

Wczorajszy dzień był wyraźnie bardziej przychylny walucie europejskiej niż amerykańskiej. Wyższa od oczekiwań inflacja w Niemczech i słabsze dane z USA szczególnie z rynku pracy sporo namieszały.

Rynek pracy za oceanem straszy inwestorów

Wczoraj poznaliśmy wyniki raportu ADP na temat zatrudnienia. Wynik okazał się 18 tysięcy miejsc pracy poniżej oczekiwań. Nawet gdyby nie późniejsze dane o rewizji produktu krajowego brutto już to powinno mieć silny negatywny wpływ na dolara. Biorąc pod uwagę bliskość tych dwóch odczytów ciężko powiedzieć, jaki miało naprawdę. Inwestorzy mocno boją się problemów na rynku pracy, bo te momentalnie powinny przekładać się na inne branże. Ludzie, tracąc pracę, powinni dość szybko ograniczać swoje wydatki. Już sam ten fakt ma silny wpływ, nie mówiąc o potencjalnym spadku spłacalności kredytów i potencjalnym zagrożeniu dla stabilności niektórych banków.

Co z gospodarką za oceanem?

Jak już wspomnieliśmy wczoraj, miał miejsce odczyt PKB, a konkretnie rewizja tego odczytu. Jest to potwierdzenie wstępnych danych po tym, jak spłynęły wszystkie dane cząstkowe. Okazało się, że wzrost PKB jest wolniejszy od oczekiwań. Różnica wynosi 2,1% zamiast 2,4%. Należy jednak pamiętać, że Amerykanie wykorzystują wskaźnik annualizowany. Oznacza to, że kalkulują, jak wyglądałby rok, gdyby był cały taki jak dany kwartał. To dlatego właśnie ta różnica jest tak duża. Z drugiej strony wzrosła konsumpcja prywatna. Trzeba pamiętać, że wzrost dotyczy danych za drugi kwartał, czyli do czerwca, a raport ADP dotyczył sierpnia. To tłumaczy pewną rozbieżność. Po słabszych danych inwestorzy postanowili sprzedawać dolara. Kurs dolara w ciągu trochę ponad godziny spadł o ponad 3 grosze. Dzisiaj jednak od rana wraca blisko poziomów, z których ruch się zaczynał.

Ceny w Niemczech powyżej oczekiwań

Analitycy sądzili, że inflacja nad Odrą spadnie do poziomu 6%. Tak nisko się jednak nie udało i sierpień kończymy poziomem 6,1%. To nadal spadek względem zeszłego miesiąca, ale nie tak silny, jak oczekiwali tego analitycy. Obecne 6,1% to wynik równy temu z maja. Od tego czasu inflacja lekko wzrosła, a teraz znów spada. Oznacza to, że przez cały kwartał ceny w Niemczech utrzymały tempo wzrostu. Takie dane znów budzą pewien niepokój na rynkach. Był to zresztą kolejny powód, dla którego inwestorzy preferowali wczoraj euro względem dolara. Wolniej spadająca inflacja w Niemczech potencjalnie zwiększa szanse, że stopy procentowe będą rosły szybciej. Taka decyzja EBC z kolei umacnia kurs euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

11:00 – strefa euro – inflacja producencka,
14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

W jakich branżach wykorzystuje się język programowania java?

Branża IT bazuje na różnych językach programowania, które różnią się od siebie składnią, używanymi znakami, wielkością znaków czy nawet liczb zamiast liter. Niektóre z języków są na tyle skomplikowane, że funkcjonują w świecie programistów jedynie dzięki przywoływaniu ich w żartach.

Java – język programowania, z którego korzystamy na co dzień

Wiele z najpopularniejszych języków programowania jest wykorzystywana na rynku od wielu lat, wciąż stanowiąc trzon całego rynku IT oraz punkt wyjścia dla nowych technologii. Jednym z takich języków programowania jest Java, którego początki sięgają 1991 r., jeszcze pod nazwą projektu „Oak”. Java 1.0 przedstawiona została w 1995 r. Co stoi za jej popularnością? Niektóre języki są ograniczone w środowisku pracy do zaledwie jednej lub kilku platform. Aplikacje pisane w Javie mogą być dostępne dla użytkowników zarówno Windowsa, macOS, Linuxa, jak i nawet androida. Według niektórych danych Java to trzeci co do wielkości język programowania, nie dziwi więc pojawianie się na rynku nowych specjalistów. Rozrost branży IT oraz wysokie zarobki sprawiają, że ogłoszenia dla programisty cieszą się bardzo dużą popularnością. Wokół Javy powstają rozbudowane społeczności i liczne fora, które stanowią świetny potencjał do dalszego rozwoju technologii czy framework’ów wokół tego języka oprogramowania, ale również umożliwiają naukę czy rozwój nowym użytkownikom. Dzięki temu chętnie pojawiają się kolejne osoby zainteresowane rozwojem swojej kariery jako programista Java.

Ten język programowania zostanie z nami jeszcze przez wiele lat

Java używana jest w bardzo wielu branżach, aplikacje w tym języku są wykorzystywane w dziedzinie telekomunikacji, służby zdrowia, finansów, bankowości, handlu, logistyki, przemysłu i wielu innych. Takich systemów nie zmienia się z dnia na dzień, dlatego można przypuszczać, że Java jeszcze przez wiele lat będzie cieszyła się dużą popularnością, co będzie wiązało się również ze stałym zapotrzebowaniem na specjalistów w posługiwaniu się tym językiem.

Ciekawą branżą, która pojawiła się stosunkowo niedawno jest Game Developement, czyli szeroko pojęte tworzenie gier. Tutaj również możemy wymienić wiele dostępnych platform, zaczynając od Androida, na którym Java jest jednym z najsilniejszych graczy. Oprócz tego z grami w Javie możemy spotkać się na popularnych desktopach czy nawet PlayStation. Gry w Javie mogą być przedstawiane w różnej formie graficznej, od prostego 2D do zaawansowanych wieloosobowych rozgrywek w postaci popularnego Minecrafta.

W dzisiejszych czasach do rozwoju w wielu dziedzinach używane są różnego rodzaju symulatory. Na tym polu również pojawia się Java w postaci prototypów do tworzenia dalszych koncepcji, analizy danych czy nawet jako systemów nawigacji lotniczej i kontroli lotów. Same symulatory lotów szkolące nowych pilotów nierzadko napisane są w Javie.

Java – łatwiej powiedzieć, gdzie nie jest wykorzystywana

Pojawienie się pandemii Covid-19 zapoczątkowały mechanizmy nauki i pracy zdalnej. Powstawały i rozwijały się platformy e-learningowe, które w dużej mierze również pisane są technologią Javy. Do jednego worka z tego typu platformami możemy wrzucić same systemy zarządzania uczelniami czy interaktywne narzędzia edukacyjne.

Handel elektroniczny to dzisiaj najwygodniejszy sposób na robienie zakupów. Java jest używana do tworzenia platform zakupowych, a nawet systemów płatności czy zarządzania magazynem. W ślad za handlem poszła również logistyka, w której również Java przyczyniła się do tworzenia i rozwoju platform logistycznych, śledzenia przesyłek, a w niektórych krajach nawet systemu kontroli ruchu czy zarządzania flotą.

Nieodłącznymi towarzyszami naszego życia są: telekomunikacja, opieka zdrowotna i finanse. W dobie bankowości internetowej bardzo wiele placówek korzysta w dużej mierze z aplikacji bankowych, niektóre nawet zamykają swoje fizyczne oddziały, skupiając się na rozwoju małych punktów oraz aplikacji dla użytkowników. W ramach ciekawostki wymienić możemy kilka przykładów aplikacji, które zostały napisane w Javie, wśród nich są: Gmail, OpenOffice, a nawet Netflix czy Amazon.

Inflacja w Polsce nie chce spadać, ale RPP może obniżyć stopy procentowe w przyszłym tygodniu

Najbardziej oczekiwany raport makroekonomiczny z Polski jest już za nami. Inflacja CPI wstępnie za sierpień nie spada do poziomu jednocyfrowego. Co więcej wypada na poziomie 10,1% r/r, co oznacza odczyt powyżej konsensusu na 10%. Niespełnione zostały warunki do pierwszej obniżki stóp procentowych w Polsce, ale nie jest wykluczone, że RPP i tak zdecyduje się na taki ruch w kolejną środę, patrząc na dosyć oczywisty trend spadkowy inflacji.

Zacznijmy od pozytywnych aspektów dzisiejszego raportu inflacyjnego. Inflacja w ujęciu miesięcznym wypadła na poziomie 0,0%, co oznacza, że ceny nie rosną. Oczywiście w ujęciu rocznym ceny cały czas rosną dwucyfrowo, ale trend spadkowy jest oczywisty. W październiku odczyt inflacji niemal na 100% będzie poniżej 10% i jeśli nagle inflacja nie będzie rosnąć o 1% w ujęciu miesięcznym w każdym miesiącu przyszłego roku, to zostaniemy w inflacji jednocyfrowej do końca 2024 roku. Może to być wystarczający dowód na to, że sytuacja inflacyjna jest względnie opanowana, co może być podstawą do obniżki stóp procentowych ze strony RPP już w przyszłym tygodniu. Oczywiście podstawy nie zostały spełnione w 100%, ale nie można wykluczyć tego, że RPP pominie ten mały szczegół. Z drugiej strony obniżka stóp w październiku wydaje się już niemal w 100% pewna. Dodatkowo patrząc na spowolnienie gospodarcze w Europie i w Polsce, RPP będzie miało podstawę do wytłumaczenia takiego ruchu. Oprócz inflacji poznaliśmy również finalny odczyt PKB za II kwartał. Dane wypadły zastanawiająco – pogłębienie spadku PKB w ujęciu rocznym do -0,6% r/r z -0,5% r/r, ale ograniczenie spadku kwartalnego z -3,7% k/ do -2,2% k/k.

Jesteśmy też za serią słabych danych ze Stanów Zjednoczonych, które pokazują, że kolejna podwyżka nie jest już taka pewna. Fed spotyka się za trzy tygodnie i do tego czasu poznamy jeszcze inflację PCE za lipiec dzisiaj o 14:30, jutro raport z rynku pracy NFP oraz inflację CPI na tydzień przed decyzją Fed. Jeśli wszystkie dane wpiszą się w obecny trend spowolnienia, Fed może zdecydować się na wstrzymanie z podwyżką i podkreślenie, że będzie obserwował dane do kolejnej decyzji w listopadzie.

Dzisiaj obserwujemy lekkie odrabianie strat ze strony dolara. Złoty z kolei nie zareagował na dzisiejsze dane dotyczące inflacji i PKB. EURUSD spada poniżej poziomu 1,0900. Z kolei za dolara płacimy 4,1040 zł, za euro 4,4684 zł, za funta 5,2148 zł, za franka 4,6628 zł.

Autor: Michał Stajniak CFA, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Brak większej reakcji polskiego rynku na dzisiejsze dane makroekonomiczne

Polski rynek finansowy nie reagował dziś rano jakoś przesadnie na informację o dynamice CPI w naszym kraju w sierpniu br. (6-ty spadek z rzędu do 10,1 proc. z 10,8 proc. w lipcu br. i oczekiwaniach na poziomie 10 proc.) i ostateczne dane na temat PKB w II kw. br. (-0,6 proc r/r po rewizji danych za I kw. z 0 proc. r/r do -0,3 proc. r/r i oczekiwaniach na poziomie -0,5 proc.). Kurs złotego był stabilny (EUR/PLN +0,01 proc., USD PLN +0,35 proc. ok. godz. 10:40). Rentowność 10-letnicj obligacji polskiego rządu wróciła powyżej poziomu 5,6 proc. (5,624 proc.).

Na GPW WIG-20 spadał o 0,1 proc. (ok. godz. 10:40). Kurs akcji PZU ustanowił dziś swój historyczny rekord. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś ceny akcji spółek Grupa Ambra i AB, zaś najniżej od ponad roku były notowania Bowimu.

Po wczorajszym drugim z rzędu wzroście głównych indeksów w USA (S&P 500 +0,38 proc., DJIA +0,11 proc., Nasdaq 100 +0,56 proc.), dziś na giełdach Azji i Oceanii przeważały spadki, ale Nikkei 225 zyskał 0,88 proc. Ponownie zwracała uwagę słabość Shanghai B-Share Index, który stracił 4,9 proc. i znalazł się na najniższym poziomie od ponad 2 lat.

Na giełdach europejskich główne indeksy próbowały rosnąc drugi dzień z rzędu (DAX +0,65 proc., CAC 40 +0,19 proc.).
Rentowność 10-letnicj obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych, która 1,5 tygodnia temu osiągnęła swój najwyższy poziom od 2007 roku, dziś rano utrzymywał się w okolicach swoich 3 tygodniowych minimów (4,107 proc.).

Kurs EUR/USD korygował dziś rano zwyżkę z poprzednich 3 dni (-0,36 proc. ok. godz. 10:25) i wrócił poniżej poziomu 1,09 USD. Kurs USD/JPY, który był we wtorek najwyżej od listopada ub.r. dziś rano spadał o 0,22 proc. ok. godz. 10:30.

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara bo silnym wtorkowym wzroście i jego środowej korekcie był dziś ok. godz. 10:30 stabilny (-0,11 proc.).

Rosnące od tygodnia ceny kontraktów na ropę naftową próbowały w czwartek rano kontynuować zwyżkę i pokonać maksima środowej sesji (WTI +0,31 proc., Brent +0,21 proc. ok. godz. 10:20). Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie utrzymywała się w pobliżu swoich ponad 2-tygodniowych maksimów (-0,25 proc. ok. godz. 10:20). Na rynku metali brak było dziś rano dominującej tendencji (ok. godz. 10:26 złoto – wczoraj najdroższe od ponad 3 tygodni – spadało o 0,1 proc., srebro – wczoraj najdroższe od miesiąca – traciło -0,95 proc., platyna – w środę najwyżej od 5 tygodni – zyskiwała 0,16 proc., pallad rósł o 0,17 proc., miedź taniała o 0,83 proc. spadając z najwyższego od 3 tygodni poziomu osiągniętego w środę). Cena kontraktów na kakao na ICE zamknęła się wczoraj najwyżej od 2011 roku, ale jeszcze nie przebiła sesyjnego maksimum z 7 sierpnia. Taniała dziś ok. godz. 9:25 pszenica i soja, natomiast lekko drożały kontrakty na kawę i bawełnę.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Inflacja w sierpniu jednak dwucyfrowa

Inflacja w sierpniu wyniosła 10,1 proc. r/r (wobec 10,8 proc. w lipcu). Nie udało się zatem inflacji spaść do jednocyfrowego poziomu przed końcem wakacji. To jednak może nie przeszkodzić RPP w dokonaniu pierwszej obniżki stóp procentowych już za niecały tydzień.

Inflacja w sierpniu wyniosła 10,1 proc. r/r. Nie spełniły się zatem prognozy części ekonomistów oraz oczekiwania polityków, jakoby już w tym miesiącu inflacja miała spaść do jednocyfrowego poziomu. W stosunku m/m ceny w sierpniu nie uległy zmianie (wobec spadku o 0,2 proc. w lipcu). Jest to jednak na razie tylko wstępny szacunek cen opublikowany przez GUS. Ostateczny odczyt poznamy 15 września. Zwykle, finalne odczyty nie różnią się zbytnio od tych wstępnych, tym razem jednak w życie może wejść procedowana przez parlament ustawa obniżająca ceny prądu dla indywidualnych odbiorców o 5 proc., działająca wstecz (od 1 stycznia br.). Odczyt finalny może zatem opierać się na innych danych niż wstępny szacunek. Może być jednak też tak, że ten efekt zostanie uwzględniony w inflacji dopiero w następnym miesiącu.

Odczyt inflacji w sierpniu, tak jak kolejne zbliżające się odczyty, jest ze szczególną uwagą obserwowany przez ekonomistów ze względu na jego wpływ na decyzję RPP o obniżce stóp procentowych. Rynek oczekuje, że Rada dokona pierwszej obniżki stóp przed wyborami (odbędą się 15 października), a spadek inflacji poniżej 10 proc. mógłby być ku temu dodatkowym argumentem. Nie ulega jednak wątpliwości, że z ekonomicznego punku widzenia na obniżki stóp jest za wcześnie, szczególnie gdy inflacja tak bardzo odbiega od celu inflacyjnego, który wynosi 2,5 proc. (z tolerancją wynoszącą 1 p.p.). Rynek uważa jednak, że przeważą argumenty polityczne i do obniżki stóp dojdzie we wrześniu lub ewentualnie październiku. Rada ponownie przesunęła swoje wrześniowe posiedzenie, które odbędzie się w pierwotnie planowanym terminie, czyli 5-6 września. To znaczy, że do pierwszej obniżki stóp może dojść już za tydzień.

Polacy w ostatnim czasie bardziej obawiają się recesji niż inflacji. W badaniu Puls Inwestora Indywidualnego eToro, odsetek inwestorów uważających inflację za największe ryzyko zewnętrzne spadł z 27 proc. do zaledwie 7 proc. Jednocześnie, znacznie wzrosła liczba inwestorów obawiających się o stan polskiej gospodarki – z 8 proc. do 36 proc. To efekt obaw dotyczących recesji oraz możliwych skutków finansowych kampanii wyborczej.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

W lipcu banki udzieliły więcej kredytów mikroprzedsiębiorcom, ale jakość portfela się pogorszyła

W lipcu 2023 r., w porównaniu do lipca 2022 r., banki udzieliły więcej kredytów mikroprzedsiębiorcom (+25,2%) i na wyższą wartość (+7,2%). W ujęciu produktowym banki udzieliły więcej kredytów w rachunku bieżącym (+21,9%) oraz kredytów obrotowych (+18,4%), jednak mniej o (-0,5%) kredytów inwestycyjnych. W ujęciu wartościowym ujemną dynamikę odnotowały tylko kredyty inwestycyjne (-8,4%). Wzrosty odnotowały kredyty w rachunku bieżącym (+4,8%) oraz w kredyty obrotowe (+4,1%).

Sprzedaż kredytów bankowych dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych w okresie styczeń–lipiec 2023 r., w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku, wzrosła o (+10,3%) w ujęciu liczbowym i wartościowym (+3,9%). W okresie tym banki udzieliły mniej o (-17,5%) i o niższej wartości (-24,6%) kredytów inwestycyjnych. Wzrosty w aspekcie liczbowym i wartościowym dotyczyły kredytów obrotowych – odpowiednio (+12,4%) oraz (+5,5%) oraz kredytów w rachunku bieżącym (+3,1%) oraz (+6,9%).

Jakość portfeli kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

Lipcowy odczyt Indeksu jakości kredytów mikroprzedsiębiorców wyniósł 6,52% w ujęciu wartościowym. Nadal jest on na w miarę bezpiecznym poziomie. Produktowe Indeksy jakości w lipcu 2023 r. kształtowały się w ujęciu wartościowym następująco: kredyty inwestycyjne 2,85%, kredyty w rachunku bieżącym 4,95% oraz kredyty obrotowe 11,83%.
W lipcu 2023 r. w porównaniu do czerwca 2023 r. pogorszył się (wzrósł) ogólny Indeks jakości o (+0,06). Również w porównaniu do lipca 2022 r. ogólny Indeks pogorszył się (wzrósł) o (+1,75).

W okresie 12-miesięcznym pogorszyły się (wzrosły) także Indeksy wszystkich trzech rodzajów kredytów. Najwyższe pogorszenie Indeksu wystąpiło w przypadku kredytów obrotowych (+3,27) oraz kredytów w rachunku bieżącym (+1,67).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według sektorów

Na 12,6 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w lipcu br., 6,1 tys. zaciągnęły firmy usługowe (48,4%) i 3,0 tys. handlowe (23,5%). Łącznie 72% udzielonych w lipcu 2023 r. kredytów przypada na te dwa sektory. Z całkowitej kwoty 1,799 mld zł, banki udzieliły 675 mln zł (37,5%) kredytów firmom z sektora usług oraz 504 mln zł (28,0%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność handlową. Finansowanie tych dwóch sektorów to w lipcu 2023 r. 65,5% łącznej wartości udzielonych kredytów mikrofirmom.

W lipcu 2023 r. najwyższy wzrost r/r liczby udzielonych kredytów dotyczył finansowania usług (+28,4%) oraz handlu (+24,8%). W ujęciu wartościowym w lipcu 2023 r. w porównaniu do lipca 2022 r. dodatnia dynamika dotyczyła tyko kredytów dla firm usługowych (+17,6%) oraz budowlanych (+14,6%). Spadki dotyczyły kredytów udzielonych firmom produkcyjnym (-9,1%) i handlowym (-2,0%).

W pierwszych siedmiu miesiącach 2023 r., w porównaniu do analogicznego okresu 2022 r., dodatnie dynamiki w ujęciu liczbowym dotyczyły kredytów udzielonych firmom ze wszystkich czterech sektorów. Najwyższa dynamika dotyczyła firm usługowych (+11,4%) oraz budowlanych (+10,7%). W ujęciu wartościowym w tym okresie banki udzieliły o (+11,9%) wyższą kwotę kredytów firmom budowlanym oraz o (+4,4%) usługowym. Ujemną dynamiką charakteryzowały się kredyty udzielone firmom produkcyjnym (-1,1%).

Jakość portfeli kredytów dla mikroprzedsiębiorców według branż

Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) w lipcu 2023 r. spłacane były kredyty przez firmy usługowe – wartość Indeksu wyniosła 6,9%, budowlane (6,78%) i handlowe (6,47%). Najlepszy (najniższy) odczyt w lipcu br. odnotował Indeks Jakości firm z sektora produkcji i wyniósł 5,65%. W porównaniu do lipca 2022 r. Indeks pogorszył się (wzrósł) we wszystkich branżach, najbardziej w budownictwie (+2,18), usługach (+2,0) oraz produkcji (+1,13).

Na rynku budowlanym brakuje rąk do pracy

– Ten problem zaraz wybuchnie i wielu inwestorów znajdzie się w poważnym kryzysie. Dzisiaj jeszcze trudno ocenić jego skalę – mówi wprost Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy. Mowa o braku osób chętnych do pracy na budowach. W ostatnich miesiącach wiele inwestycji było ograniczonych lub wstrzymanych, ale deweloperzy liczą na odbicie w roku 2024 i rozpoczęcie kolejnych inwestycji. Problemem może być jednak brak rąk do pracy. – To temat ogólnopolski. Nie ma regionu, który narzekałby na nadmiar pracowników gotowych do pełnoetatowej pracy na budowie – mówi ekspertka rynku pracy.

Gdy ruszą inwestycje publiczne i deweloperskie może zabraknąć rąk do pracy

Jaka jest skala zapotrzebowania na pracowników budowlanych? Które regiony potrzebują ich najpilniej? Można powiedzieć wprost, że to problem ogólnopolski, a z każdym miesiącem będzie się pogłębiać. Eksperci rynku pracy oceniają braki na rynku w skali ogólnopolskiej nawet na… 100 tysięcy etatów.

– Trudno jest wyliczyć, ilu pracowników na budowach brakuje. Jedno jest pewne – nie ma w tym momencie w Polsce firmy budowlanej, która narzekałaby na nadmiar pracowników. Oczywiście sytuacja jest dynamiczna i za nami kilka miesięcy przestoju w inwestycjach deweloperskich oraz inwestycjach publicznych. Należy się jednak spodziewać, że gdy nastąpi odbicie, to wiele inwestycji nie ruszy, bo nie będzie komu pracować na budowach – mówi ekspertka rynku pracy Dorota Siedziniewska – Brzeźniak z firmy IDEA HR Group.

O jakim odbiciu mowa?

– Deweloperzy prognozują, że w roku 2024 rozpocznie się wiele nowych inwestycji. To będzie także rok, gdy samorządy pozyskają fundusze unijne i rozpocznie się wiele inwestycji publicznych. Te zadania będzie trzeba realizować, a bez rąk do pracy będzie to niemożliwe. Trend jest niepokojący, bo na rynku pracy nie przybywa osób gotowych do pracy na budowach, a w 2022 wielu pracowników wyjechało walczyć na wojnie w Ukrainie i do dzisiaj ta luka nie została wypełniona. W czasie kryzysu rynek sobie poradził, ale co zrobimy, gdy inwestycje się rozpędzą? – dodaje ekspertka rynku pracy Dorota Siedziniewska–Brzeźniak.

To będzie największy kadrowy problem roku 2024?

Sektor budowlany boryka się z ogromnym deficytem pracowników. Problemem jest brak systemu kształcenia zawodowego w tym zakresie w Polsce, ale i fakt, że nasi rodzimi eksperci bardzo często decydują się na wyjazdy do pracy zagranicę.

– Polskie firmy bardzo często nie mają argumentów, by rywalizować o pracownika z firmami z Danii, Holandii, Norwegii czy z Niemiec. Nie jest to łatwy temat i spodziewamy się, że najbliższe miesiące przyniosą dość paniczne reakcje, gdy okaże się, że jest wielkie zapotrzebowanie na pracowników budowlanych, a po prostu nie ma chętnych do pracy – dodaje ekspertka.

– Brakuje nam specjalistów, inżynierów, konstruktorów, elektryków, tokarzy, ale i osób gotowych do prostych prac na budowie. Szczególnie jeżeli mówimy o młodych pracownikach – dodaje ekspertka.

– Nie jesteśmy zwolennikami czarnych scenariuszy, ale spodziewamy się, że niedobór rąk do pracy na budowach może być jednym z największych gospodarczych problemów roku 2024 – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak.

Inflacja powoduje wzrost nieetycznych zachowań w biznesie

Podwyższona inflacja doświadcza polską gospodarkę już od dwóch lat, negatywnie oddziałując na konsumentów i przedsiębiorstw. Jak wynika z najnowszych badań zrealizowanych wśród mikro, małych i średnich firm dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, gwałtowny wzrost cen szkodzi większości MŚP, przede wszystkim pogarsza kondycję i blokuje rozwój firm. Powoduje również wzrost nieetycznych zachowań w biznesie m.in. bezpodstawne podnoszenie cen i opóźnianie płatności. Według danych zgromadzonych w bazach BIG InfoMonitor i BIK, w I półroczu br. zaległości firm wobec banków i B2B podwyższyły się o 1,8 mld zł, czyli prawie tyle co w całym zeszłym roku. Odsetek podmiotów przyznających, że mają problem z płatnościami wzrósł z 16 do 22 proc.

Ponad 63 proc. przedsiębiorców uważa, że inflacja ogranicza rozwój i konkurencyjność ich działalności gospodarczej, pogarsza też kondycję finansową. Inflacja i idąca za nią drożyzna to również obecnie największe wyzwanie dla większości firm sektora MŚP, dystansujące takie problemy jak trudności z zatrudnianiem pracowników i spadek sprzedaży. Pozytywny wpływ inflacji na biznes notuje jedynie 2 proc. ankietowanych firm – wynika z badania Skaner MŚP Keralla Research dla BIG InfoMonitor.

Przedsiębiorcy nie wierzą w koniec wysokiej inflacji w tym rokuŹródło: badanie Skaner MŚP dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Inflacja przyczyną wzrostu nieetycznych zachowań w biznesie

Trwający już ponad dwa lata okres przyspieszonego wzrostu cen, począwszy od 5 proc. w lipcu 2021 r., przez dwucyfrowe zmiany po wybuchu wojny w Ukrainie od marca 2022 r., daje się gospodarce we znaki. I choć inflacja wreszcie zaczęła spadać, nadal pozostaje wysoka, szczególnie, że bazą nowych obliczeń są mocno podkręcone ceny z zeszłego roku. Dla większości firm sytuacja jest męcząca, a ponad 40 proc. przedsiębiorców, głównie małych firm zatrudniających od 10 do 49 pracowników, widzi też wynikający z tej sytuacji wzrost nieetycznych zachowań wśród przedsiębiorców, klientów i kontrahentów. Co trzeci badany obserwuje przede wszystkim praktykę ciągłego podnoszenia cen, bez związku z kosztami. Ponad 28 proc. podaje także, że kontrahenci po prostu unikają terminowego regulowania zobowiązań.
Inflacja przyczyną wzrostu nieetycznych zachowań w biznesie Źródło: badanie Skaner MŚP dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Zjawisko to potwierdza dynamika zmian zaległości przedsiębiorstw widoczna w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w bazie informacji kredytowych BIK. – Drugi kwartał br. był kolejnym, w którym wartość nieopłacanych terminowo faktur i kredytów podwyższyła się o 0,9 mld zł. W całym pierwszym półroczu br., wartość nieopłacanych terminowo zobowiązań kredytowych i pozakredytowych przyspieszyła, zwłaszcza w największych sektorach gospodarki – transporcie, przemyśle i handlu, ale również w takich branżach jak kultura i rozrywka, hotele i zakwaterowanie oraz działalność profesjonalna naukowa i techniczna. Przez 6 miesięcy tego roku przybyło prawie 1,8 mld zł zaległości, do 41,24 mld zł. Dla porównania w całym 2022 r. było to 2,2 mld zł (6 proc.), a w ciężkim covidowym 2021 r. – 3,8 mld zł (wzrost o ponad 11 proc.) – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Gdy przedsiębiorcy nie otrzymują płatności w terminie, sami mają też kłopot z regulowaniem swoich zobowiązań, wspominają zresztą o tym w najnowszym badaniu Skaner MŚP. Gdy na koniec minionego roku 16 proc. przedsiębiorstw informowało, że zalegało z płatnościami zobowiązań, obecnie, choć do końca roku zostało jeszcze wiele miesięcy, takie doświadczenia ma już 22 proc. ankietowanych.

Obok dwóch najczęściej obserwowanych przez reprezentantów firm MŚP nieetycznych zachowań kontrahentów, czyli bezpodstawnego podnoszenia cen i ociągania się z płatnościami, niemal co piąty badany, wskazuje też na zjawisko „podbierania” klientów. – A ponad 12 proc. ze wspominających o nieetycznych zachowaniach spowodowanych inflacją, zwraca uwagę na dużo mniejszą przewidywalność, niedotrzymywanie słowa i zmiany umów. Według co dziesiątego respondenta, spadło też wzajemne zaufanie w biznesie. Przedsiębiorcy informują również o presji klientów na wykonanie inwestycji w kosztach, obliczonych przed wysoką inflacją oraz o unikaniu wykonywania zobowiązań.

wzrost nieetycznych zachowań w biznesie

Źródło: badanie Skaner MŚP dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

– Przytłoczeni inflacją przedsiębiorcy, niestety na razie nie widzą perspektyw na poprawę. Ponad połowa biznesu nie spodziewa się, że zjawisko to skończy się w tym roku. Pesymistami są szczególnie przedstawiciele usług i przemysłu. Na osłabienie wzrostu cen przed 2024 r. liczy co trzeci z reprezentantów firm MŚP – mówi Sławomir Grzelczak.

Badanie zrealizowane w ramach projektu „Skaner MŚP”, przez Instytut Keralla Research, prowadzone co kwartał wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: lipiec 2023

Banki ostro ruszyły do ofensywy. Tylko w pół roku zawarły 70 tys. ugód z frankowiczami

Jak informuje Związek Banków Polskich, do końca II kwartału br. banki zawarły ok. 70 tys. ugód z frankowiczami. Co trzecia z nich nastąpiła w okresie trzech pierwszych miesięcy br. Eksperci prognozują, że w nadchodzących miesiącach dojdzie do tysięcy kolejnych takich porozumień. Ale nie brakuje też opinii, że bankom jest coraz ciężej przekonać frankowiczów do polubownego rozwiązania, bo proponowane ugody wciąż nie spełniają ich oczekiwań. Ponadto w przestrzeni publicznej mówi się o tym, że kredytobiorcy po czerwcowym wyroku TSUE coraz chętniej sondują u prawników, czy istnieje możliwość rozwiązania już zawartej ugody. ZBP zastrzega, że podważanie takich porozumień nie ma i nie może mieć masowego charakteru. Z kolei prawnicy dodają, że teoretycznie jest to możliwe, ale z reguły to skomplikowany i kosztowny proces, który nie w każdym przypadku doprowadzi do oczekiwanego rezultatu.

Banki zawierają coraz więcej ugód

Według danych pozyskanych ze Związku Banków Polskich (ZBP), do końca drugiego kwartału br. zostało zawartych (według wstępnych szacunków) ok. 70 tys. ugód banków z frankowiczami. Blisko 20 tys. z nich podpisano w okresie trzech pierwszych miesięcy tego roku. Jak podkreśla dr Tadeusz Białek, prezes ZBP, ugody zaproponowane przez przewodniczącego KNF są oferowane od ok. dwóch lat. A ten okres był trudny dla banków. Wzrost stóp procentowych w sposób oczywisty wyhamował dynamikę zawierania ugód, zwłaszcza w drugim półroczu 2022 roku.

– Istotnie banki znacząco polepszyły ofertę ugód i podpisują ich coraz więcej. Jednakże nadal zdecydowana większość z nich nie jest tak dobra, jak rozstrzygnięcia na drodze sądowej. Banki zachęcają klientów znaczącym obniżaniem salda i rozłożeniem pozostałej części długu zamienionego już na kredyt złotowy na raty ze stałym oprocentowaniem. Jednocześnie straszą przy tym, że korzystny wyrok nie jest pewny, a postępowanie sądowe może trwać latami – komentuje Adrian Goska, radca prawny z Kancelarii SubiGo.

Z kolei jak podkreśla adwokat Milena Mocarska z Kancelarii MBM Legal, kredytobiorcy niezwykle rzadko przegrywają sprawy w I instancji. A jeśli już dojdzie do takiej sytuacji, to przysługuje jeszcze apelacja i skarga kasacyjna do Sądu Najwyższego. Wobec tego ewentualny niekorzystny wyrok w I instancji nie zamyka sprawy. Ekspertka też dodaje, że żadne roszczenia banku, w szczególności związane z wynagrodzeniem za korzystanie z kapitału, nie są uzasadnione. Przesądził o tym TSUE w czerwcowym orzeczeniu.

– Z naszych obserwacji wynika, że większość frankowiczów, którzy zamierzali pójść do sądu, już to zrobiła. Według ostrożnych szacunków, co najmniej 1/3 klientów z aktywnymi umowami w ogóle nie planuje takiego rozstrzygnięcia. Decydują o tym różne czynniki, przede wszystkim koszty czy niechęć do sądzenia się przez lata. Potencjalnie więc jest to grupa najbardziej zainteresowana ugodami. Aczkolwiek widzimy zwiększanie się dynamiki zawierania ugód sądowych, co wcześniej było rzadkością – dodaje dr Białek.

ZBP widzi szansę na utrzymanie dynamiki

Do końca roku istnieje szansa na zawarcie kilku tysięcy ugód banków z frankowiczami, co prognozuje Adrian Goska. Według radcy prawnego z Kancelarii SubiGo, może to być efekt obaw niektórych kredytobiorców o czas trwania postępowania sądowego, który jest dość długi. Inni wolą mieć sprawę zamkniętą już teraz. Ekspert zaznacza, że podpisanie ugody z bankiem zamyka drogę do jakichkolwiek roszczeń odszkodowawczych, w tym o korzystanie z kapitału frankowicza o czym orzekł TSUE w czerwcu br.

– Patrząc na statystyki dotyczące ugód, liczę na utrzymanie dynamiki ich zawierania. I to przy ostrożnych szacunkach, bo docelowo jest to potencjalnie większy wolumen. Istota ugody pozostaje bez zmian, tzn. kredyt jest potraktowany jakby od początku był udzielony jako złotowy. Takie rozwiązanie jest o tyle wartością, że całkowicie eliminuje z umowy ryzyko kursowe – od początku jej obowiązywania, a nie od momentu zawarcia ugody – podkreśla prezes ZBP.

Według Mileny Mocarskiej, ugoda na korzystnych warunkach może być naprawdę dobrym rozwiązaniem pod warunkiem, że uwzględnia interesy i ustępstwa każdej ze stron. Zdaniem ekspertki, kredytobiorca nie powinien jednak poddawać się presji banku, godzić się na każde warunki, by tylko zakończyć spór. Coraz częściej w sprawach, w których jest już pozew w sądzie, a nawet nieprawomocny wyrok, banki próbują namówić klientów do ugody. Robią to z pominięciem pełnomocnika i sądu, co oczywiście nie powinno mieć miejsca.

– Mimo pewnego optymizmu, bankom coraz trudniej jest przekonać frankowiczów do podpisywania ugód, przede wszystkim ze względu na wysokie stopy procentowe. Kolejnym powodem jest rosnąca świadomość kredytobiorców. Oni zdają sobie sprawę z tego, że proponowane im warunki nie są dla nich opłacalne. Każdy, kto rozważa podpisanie ugody, powinien dokładnie przeanalizować propozycję banku i zastanowić się, czy sprawa sądowa, choć czasochłonna, nie jest dla niego korzystniejsza. Trzeba wziąć pod uwagę potencjalny zwrot nadpłaconych rat, opłat dodatkowych, a w późniejszym czasie również możliwe dochodzenie odszkodowania od banku – stwierdza radca prawny Adrian Goska.

Frankowicze chcą podważać zawarte ugody?

Oprócz dylematu w kwestii zawierania samych ugód na rynku pojawił się dodatkowy problem. Dr Białek zwraca uwagę na agresywny marketing niektórych kancelarii prawnych. One próbują tworzyć fałszywą narrację. Przekonują o rzekomo masowym zainteresowaniu podważaniem zawartych ugód. Natomiast z danych, które związek zbiera z banków, wynika, że takie przypadki mają charakter jednostkowy. Prezes ZBP podkreśla, że negowanie ugody zawartej przed sądem polubownym przy KNF wymaga oddzielnego postępowania. Kodeks postępowania cywilnego nie przewiduje podważenia takiego porozumienia z przyczyn merytorycznych, czyli w sytuacji, w której jedna ze stron nie zgadza się na przyjęte rozwiązanie kompromisowe, bo się rozmyśliła. Kwestionowanie możliwe jest tylko ze względów formalnych.

– Frankowicze po czerwcowym wyroku TSUE faktycznie coraz częściej przychodzą do kancelarii prawnych i dopytują o możliwość ewent. podważenia już zawartej ugody. Mówiąc wprost, dopiero badają grunt, czy mogliby coś jeszcze zyskać i czy w ogóle ten manewr jest możliwy. Jednak w sporej części uchylenie się od skutków prawnych złożonego oświadczenia w zakresie zawartej ugody jest dość trudne, tym bardziej że zawiera ona szereg informacji o skutkach oraz o pełnej świadomości jej podpisania. Z punktu widzenia kredytobiorcy, ugody zawierane ponad rok temu są o wiele gorsze niż te, które bank proponuje dziś. Klienci dostrzegli to i zaczynają studiować takie porozumienia. Jest oczywiście zbyt późno, aby cokolwiek negocjować. Jednak nie jest też tak, że tego typu ugód w ogóle nie da się podważyć, szczególnie tych zawieranych rok czy dwa lata temu – przekonuje radca prawny z Kancelarii SubiGo.

W ocenie Mileny Mocarskiej, uchylenie się od skutków ugody jest bardzo trudne. Wymagałoby to stwierdzenia, że ugoda była nieważna, np. z uwagi na klauzule niedozwolone. O ile takich klauzul można się doszukać w ugodach zawieranych kilka lat temu, o tyle prawdopodobieństwo takiej sytuacji w porozumieniach zawieranych w ostatnim czasie jest raczej znikoma. Inną możliwością jest powołanie się na błąd w zakresie faktów istotnych z punktu widzenia zawarcia takiego porozumienia. Zdaniem ekspertki, każdy przypadek trzeba przeanalizować i ocenić indywidualnie.

– Chcąc podważyć ugodę, trzeba byłoby udowodnić ważne uchybienia w procesie jej zawarcia albo wykazać niedoinformowanie o konsekwencjach jej podpisania. Uczestniczyłem w pracach nad wzorcem ugód. Wówczas jedną z najbardziej fundamentalnych kwestii było właściwe ułożenie obowiązków informacyjnych związanych z treścią porozumień. To stanowiło chyba najbardziej czasochłonną część tych ustaleń. Podważanie zawartych ugód nie ma i nie może mieć masowego charakteru – podsumowuje prezes Związku Banków Polskich.