Rekordowa umowa najmu na krakowskim rynku magazynowym

Wchodząca w portfolio Maszoński Group, spółka MCG EastBridge wynajmie blisko 37,000 mkw. powierzchni magazynowej i biurowej w GLP Kraków Logistics Centre III. Inwestycja w podkrakowskiej strefie ekonomicznej ma umocnić wizerunek firmy Maszoński Logistic oraz nowo powołanej marki MCG EastBridge w tej części Polski, a także stanowić centralną bazę operacyjną na południe i wschód Europy. Firma AXI IMMO była wyłącznym doradcą w procesie wyboru i najmu strategicznej lokalizacji.

MCG EastBridge to nowa marka w portfolio Maszoński Logistic, która od ponad 25 lat świadczy kompleksowe usługi transportowo-logistyczne na terenie krajów Unii Europejskiej. Spółka jest doskonale rozpoznawalna w Europie Zachodniej, prowadząc operacje biznesowe zarówno z centrali w Sulęcinie, jak i spółki córki Maszoński Logistic GmbH w Irxleben, Niemcy. Powołanie nowej spółki to element długofalowej strategii ekspansji na rynki Europy Środkowo-Wschodniej oraz krajów bałkańskich.

Mirosław Maszoński, Prezes Maszoński Logistic wyjaśnia: „MCG EastBridge to kolejny etap budowania świadomości wobec podmiotów skupionych wokół spółki Maszoński Logistic. Zdecydowaliśmy się na wybór Krakowa, ponieważ w naszej opinii rynek ten posiada ogromny potencjał logistyczny z uwagi na dostęp do autostrady A4 stanowiącej część III transeuropejskiego korytarza transportowego. Trasa biegnie od portu Calais we Francji do wschodnich krańców Kazachstanu, czyli w ostatnim czasie jednej z najistotniejszych tranzytowo lokalizacji w Europie. Możliwość prowadzenia operacji logistycznych spod Krakowa jest zatem szczególnie istotna zarówno w kontekście rozwoju naszej firmy, a także planowanych działań w państwach ościennych”.

MCG EastBridge zajmie docelowo ok. 36,000 mkw. powierzchni magazynowej służącej przede wszystkim bieżącej obsłudze logistycznej. Centrum dystrybucyjne stanie się także, siedzibą nowo powołanej spółki. Komfort przyszłej kadrze pracowników zapewni przestronne ponad 700-metrowe biuro, które zostało zaprojektowane zgodnie z najnowszymi standardami. Powierzchnia będzie sprzyjała pracy cichej poprzez zastosowanie rozwiązania związane z podniesioną izolacyjnością akustyczną i termiczną. W najbliższych miesiącach MCG EastBridge rozpocznie procesy rekrutacyjne w oparciu o kompetencje lokalnych specjalistów do obsługi Klientów z regionów Małopolski i Podkarpacia. Lokalizacja jest też doskonałym hubem do dystrybucji na rynki Europy Środkowo-Wschodniej.

Bartosz Rojewski, Dyrektor Operacyjny, MCG EastBridge, mówi: „W ramach MCG EastBridge wykorzystamy wieloletnie know-how Maszoński Logistic z zakresu usług spedycyjnych, transportowych i obsługi międzynarodowych kontraktów na nowe rynki. Wybór odpowiedniej lokalizacji był dla nas decyzją o znaczeniu strategicznym, dlatego zdecydowaliśmy się na wsparcie kompetentnego doradcy AXI IMMO znającego nie tylko lokalny rynek nieruchomości magazynowych, ale także uwarunkowania biznesowe”.

Łukasz Kordecki, Dyrektor Handlowy, MCG EastBridge, dodaje: „Rozwój usług transportowo-spedycyjnych oraz logistyka kontraktowa to nie jedyny cel nowo powstałej spółki. Działając jako operator logistyczny, chcemy dostarczać naszym klientom kompleksowe rozwiązania logistyczne umożliwiające obsługę łańcucha dostaw na każdym jego etapie. W perspektywie najbliższych miesięcy zakres świadczonych przez nas usług poszerzy się o obsługę celną, magazyn celny, spedycję morską i lotniczą, przewozy intermodalne, jak również obsługę rynku e-commerce oraz transport przesyłek drobnicowych. Lokalizacja centrum logistycznego w bliskim sąsiedztwie tak dużej aglomeracji, jaką niewątpliwie jest Kraków, stwarza warunki do rozwoju usług z obszaru logistyki miejskiej, co również wpisuje się w strategię rozwoju spółki”.

Marta Nowik, Dyrektor w Dziale Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych, AXI IMMO, komentuje: „Nowa lokalizacja dewelopera GLP to języczek u wagi nie tylko dla regionu krakowskiego, ale także całego obszaru polski południowo-wschodniej. Niepołomicka strefa ekonomiczna, w której rejonie zostanie oddany do użytkowania park logistyczno-magazynowy GLP Kraków Logistics Centre III skupia ponad 70 przedsiębiorstw, które wciąż się rozwijają i planują nowe inwestycje. Jestem przekonana, że uruchomienie przez MCG EastBridge magazynu typu multiuser z obsługą logistyczną przyniesie sukces nowemu brandowi”.

Wynajęcie blisko 37,000 mkw. przez MCG EastBridge było największą zanotowaną umową najmu w I kw. 2023 r. na krakowski rynku, a także drugą co do wielkości w ostatnich pięciu latach i jego historii. Transakcja świadczy, że pomimo dużej absorpcji powierzchni magazynowej klienci zainteresowani rozwojem w tej lokalizacji mogą liczyć na wsparcie inwestorów.

Jarosław Czechowicz, Country Manager, GLP Poland mówi: „Sąsiedztwo 1,5-milionowej aglomeracji, nowoczesna sieć drogowa oraz obecność w regionie firm, które są liderami w swoich branżach, sprawia, że dla GLP jest to naturalne miejsce do dalszego rozwoju w regionie. Nasze budynki w okolicach Krakowa cieszą się dużym zainteresowaniem – te istniejące są już w całości wynajęte, a najwyższa jakość GLP Kraków III Logistics Centre z pewnością zachęci wiele przedsiębiorstw do wyboru naszego parku. Doskonała lokalizacja parku zapewnia łatwy dojazd do autostrady A4 i drogi krajowej nr 75. Dodatkowym ułatwieniem dla przyszłych pracowników jest bliskość stacji kolejowej w Podłężu, skąd w 25 minut można dojechać do centrum Krakowa”.

GLP Kraków III Logistics Centre zostanie wybudowane zgodnie z kryteriami certyfikacji ekologicznej BREEAM na poziomie co najmniej „Very Good”. Zaoferuje między innymi możliwość składowania towarów do wysokości 12 metrów w świetle, wzmocnioną posadzkę o nośności 7,5 tony / mkw. dodatkowe doświetlenie światłem naturalnym oraz dach dostosowany do montażu instalacji fotowoltaicznej. W projekcie przewidziano też tereny zielone i stacje ładowania aut elektrycznych. Kierowcy ciężarówek będą mogli skorzystać z dedykowanej przestrzeni do odpoczynku. W transakcji zakupu działki pod budowę GLP wspierała kancelaria Greenberg Traurig. Zaś zespół PwC Polska doradzał w zakresie analizy skutków podatkowych nabycia działek oraz zapewnił wsparcie podatkowe w przy tworzeniu dokumentacji transakcyjnej.

Taniejące surowce nie przekładają się na spadki cen czekolady w sklepach

Surowce potrzebne do produkcji czekolady – kakao, cukier, mleko, aluminium i masa drzewna, w ciągu ostatniego roku staniały o 9 proc. To jednak nie przekłada się na ceny w sklepach i nie ma obecnie szans na niższe ceny czekoladowych zajączków wielkanocnych. Żywność w zeszłym roku podrożała o 24 proc., a cena standardowej tabliczki czekolady przekroczyła 5 zł.

eToro przeanalizowało koszyk towarów potrzebnych do produkcji czekolady i wyrobów czekoladowych – kakao, cukier, mleko, aluminium (folia) i masa drzewna (używana do produkcji tekturowych opakowań) – globalne ceny spot tych kluczowych składników spadły w ciągu ostatniego roku o 9 proc.*

Tego spadku nie odczujemy jednak w sklepach. Tam cały czas czekolada drożeje, także z powodu rosnącego przedświątecznego popytu. Przeciętna cena 100g markowej tabliczki czekolady w ostatnim czasie przekroczyła 5 zł. Wynosi ona obecnie 5,10 zł, podczas gdy rok temu było to 4,50 zł, a w marcu 2021 roku – 3,90 zł. Czekolada drożała zatem wolniej niż cała kategoria żywności, bowiem czekolada podrożała o 13 proc., a żywność – przeciętnie aż o 24 proc.

Jest szansa, że spadające ceny surowców przełożą się na ceny czekolady w dłuższej perspektywie – na Boże Narodzenie lub na Wielkanoc za rok. Jednak przy wysokim ogólnym poziomie inflacji, można się raczej spodziewać, że ceny przestaną rosnąć, niż że znacząco spadną.

Podczas gdy producenci mogą już cieszyć się z niższych kosztów produkcji, niestety, rodziny kupujące czekoladowe zajączki na święta zapłacą za nie więcej niż rok temu. Ceny towarów są znacznie bardziej zmienne niż ceny w sklepach, a przeniesienie zmian cen surowców na ceny w sklepach zwykle jest opóźnione. Każdy kto kiedyś obserwował rynek ropy naftowej i ceny benzyny na stacjach zauważył, że czasem spadki cen surowca nie mają przełożenia na cenę detaliczną.

Indeks eToro wykorzystuje średnią ważoną, a dane zostały zebrane 31 marca 2023 roku. Spadek w cen w ubiegłym roku można przypisać w dużej mierze niższym cenom mleka i aluminium. Cena mleka na rynku towarowym spadła o 36 proc. od zeszłego roku, co było spowodowane zwiększeniem podaży przez rolników w odpowiedzi na wyższe ceny, podczas gdy ceny aluminium spadały w obawie o spowolnienie gospodarcz na świecie i wzrost produkcji w Chinach. Z kolei ceny cukru utrzymują się na wysokim poziomie, a to za sprawą niekorzystnej pogody w Brazylii, która jest największym producentem na świecie. Do tego, wysokie ceny energii powodują, że cukier jest w większym stopniu przerabiany na etanol, co dodatkowo zwiększa popyt.

*Dane do indeksu pozyskano z Refinitiv dnia 31 Marca 2023 roku. Jest to prosta średnia ważona wzrostu cen dla: 1) Cocoa ICCO US$/metric tonne. 2) Raw Sugar ISA US$c/lb. 3) Non-Fat Grade A Milk CME US$c/lb. 4) Aluminium 99.7% LME US$/metric tonne. 5) Wood pulp NBSK Helsinki US$/metric tonne.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Czy punkt kurierski do dobry pomysł na biznes w 2023 roku?

Myślisz o własnej działalności i szukasz na nią pomysłu? Dowiedz się więcej o punkcie kurierskim i tym, czy warto zainteresować się właśnie takim biznesem.

Możesz samodzielnie szukać idealnego pomysłu na własny biznes, testować przeróżne rozwiązania, aż znajdziesz to najlepiej opłacalne, jednak to wymaga czasu, pieniędzy i dużej cierpliwości. Co zatem zrobić, gdy chcesz zacząć pracować na własny rachunek i do razu skorzystać ze sprawdzonego modelu biznesowego i wsparcia? Wtedy takim rozwiązaniem jest wybór franczyzy takiej jak punkt kurierski

Dlaczego franczyza? 

To biznes, w którym korzystasz z doświadczenia innych i sprawdzonej marki, dzięki czemu szanse na powodzenie są jeszcze większe. Otrzymujesz nie tylko know-how, czyli sprawdzony sposób na biznes, sprzęt, wsparcie na każdy etapie, a także dość dużą swobodę działania. To wszystko sprawia, że franczyza jest doskonałym pomysłem na własną działalność. Szczególnie gdy mówimy o punkcie kurierskim, który ma ogromny potencjał rozwoju.

Rynek e-commerce 

W 2022 roku osoby kupujące online stanowiły aż 77% badanych internautów. A z roku na roku te procenty będą tylko rosły. Do tego boomu przyczyniła się pandemia, która zmieniła nawyki kupujących i skierowała ich jeszcze bardziej do świata online. Dziś online kupuje coraz więcej osób i to w naprawdę różnym wieku. To oznacza nic innego, jak to, że punkty kurierskie nie tylko są, ale i będą naprawdę opłacalnym sposobem na biznes. 

Punkt kurierski – czy to się opłaca? 

To ile zarabia punkt kurierski zależy od miejscowości, ilości zatrudnionych pracowników, a także usług dodatkowych. Zazwyczaj te kwoty wahają się od 5 000 do 20 000 zł, chociaż są i takie punkty, w których te miesięczne zarobki są znacznie wyższe! W przypadku punktu kurierskiego takiego jak Pakersi koszt inwestycji zamyka się w 16 000 zł, co oznacza, że powodzeniem zwróci się w przeciągu kilku miesięcy. W przypadku wyboru franczyzy otrzymujesz wiedzę, sprzęt i pewność, że w razie potrzeby dostaniesz niezbędne wsparcie. W przypadku pytań i wątpliwości nie zostaniesz zostawiony sam sobie, a przy tym zyskasz sporą swobodę działania, by dostosować punkt do miejsca, w którym się znajduje, potrzeb klientów, a także możliwości wygrania z konkurencją, np. poprzez zastosowanie odpowiedniej polityki cenowej. 

Badania zachowań konsumentów i dynamicznego rozwoju rynku e-commerce nie pozostawiają wątpliwości. Coraz więcej z nas będzie kupować online, a punkty kurierskie staną się usługą, która będzie tylko zyskiwać na popularności. Dlatego taka franczyza może być dla Ciebie strzałem w dziesiątkę!

Prezes UODO nałożył administracyjną karę pieniężną w wysokości niemal 52 tys. złotych spółdzielnie mieszkaniową

Urząd Ochrony Danych Osobowych nałożył administracyjną karę pieniężną w wysokości niemal 52 tys. złotych na spółdzielnię mieszkaniową za niezgłoszenie organowi nadzorczemu naruszenia ochrony danych osobowych oraz za niezawiadomienie o naruszeniu osoby, której dane dotyczą. Nakazał również administratorowi zawiadomienie o naruszeniu ochrony danych osobowych podmiotu tych danych.

Do UODO wpłynęła wiadomość od osoby trzeciej informująca, iż udostępniono jej jako osobie nieuprawnionej informacje dotyczące członka spółdzielni mieszkaniowej.

Jak wykazano w postępowaniu przeprowadzonym z urzędu przed organem nadzorczym do zdarzenia doszło podczas konferencji prasowej, podczas której osobie nieuprawnionej administrator udostępnił informacje o sporze między nim a członkiem spółdzielni, w tym kserokopię zawiadomienia o podejrzeniu przestępstwa wraz z takimi danymi osobowymi, jak imię, nazwisko, numer PESEL oraz adres zamieszkania.

Sprawę tę administrator odnotował w wewnętrznym rejestrze naruszeń, a po analizie ryzyka naruszenia praw lub wolności, uznał je za niskie.

Zgłoszenie naruszenia

Każdy administrator w przypadku wystąpienia naruszenia ochrony danych osobowych jest zobowiązany w terminie 72 godzin od jego stwierdzenia zgłosić je organowi nadzorczemu, chyba że jest mało prawdopodobne, aby naruszenie skutkowało ryzykiem dla praw lub wolności osób fizycznych.

Administrator dokonuje analizy ryzyka pod kątem wystąpienia naruszenia praw lub wolności osób fizycznych, a gdy przeprowadzona analiza wskazuje co najwyżej na małe prawdopodobieństwo wystąpienia ryzyka, administrator może zwolnić się z obowiązku powiadomienia organu nadzorczego o zdarzeniu i odnotować je w wewnętrznym rejestrze naruszeń. Należy wskazać, że analiza ta powinna brać pod uwagę wszelkie zagrożenia dla podmiotu danych, a nie interesy administratora. W przedmiotowej sprawie administrator, mimo udostępnienia dokumentu z danymi w postaci imienia, nazwiska, numeru PESEL i adresu zamieszkania, nie wykazał dokonania pogłębionej analizy, a przekazał organowi nadzorczemu w tym zakresie jedynie ogólny dokument nie odnoszący się do tego konkretnego przypadku. Zdaniem Urzędu, w tej sprawie nie wystąpiły czynniki obniżające poziom prawdopodobieństwa wystąpienia negatywnych skutków. Podmiotowi nieuprawnionemu udostępniono dokument zawierający dane osobowe członka spółdzielni. Nie jest istotne, czy osoba ta faktycznie dokonała czynów, o których mowa w zawiadomieniu o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Nawet gdyby doszło do potwierdzenia zasadności podnoszonych zarzutów, to nie oznacza, że osoba ta nie powinna podlegać ochronie.

W sytuacji gdy występuje wysokie ryzyko dla praw lub wolności osób fizycznych, administrator zobowiązany jest także o zdarzeniu powiadomić osobę, której dane objęto naruszeniem.

Gdy ryzyko jest wysokie, konieczne jest powiadomienie podmiotu danych
W ocenie UODO, biorąc pod uwagę udostępnienie danych osobowych, administrator powinien zawiadomić podmiot danych o zaistniałym naruszeniu.

Administrator powinien wskazać osobie, której dane dotyczą, wystąpienie ewentualnych negatywnych konsekwencji. Zestawienie takich danych, jak ujawniane imię, nazwisko czy numer PESEL jest wystarczające do podszycia się pod tę osobę i np. zaciągnięcia zobowiązań pieniężnych. Dlatego osoba pokrzywdzona powinna tym bardziej zostać poinformowana o zaistniałym naruszeniu. Mimo że negatywne konsekwencje się nie zmaterializowały, to ważna jest sama możliwość ich wystąpienia.

Majonez droższy nawet o 41 proc.

Jest składnikiem słynnej sałatki jarzynowej, dodatkiem do jajek, bazują na nim nawet babki wielkanocne. Mowa o majonezie, który jest nieodłącznym elementem polskich świąt. Tuż przed Wielkanocą eksperci z aplikacji PanParagon sprawdzili, o ile w ciągu ostatniego roku podrożał ten uwielbiany przez polskich konsumentów przysmak.

– PanParagon to kompleksowa aplikacja zakupowa, w której można wyszukać promocje w gazetkach czy też przechowywać paragony w formie elektronicznej. Tuż przed Wielkanocą postanowiliśmy sprawdzić, jak zmieniła się cena majonezu rok do roku. Produkt ten sprzedawany jest w różnych pojemnościach, dlatego w analizie wyodrębniliśmy kilka z nich i przypisaliśmy do nich średnie ceny. Jak pokazały wyniki z ponad kilkudziesięciu tysięcy paragonów, tegoroczna Wielkanoc będzie niestety droższa od poprzedniej wyjaśnia Antonina Grzelak z aplikacji PanParagon.

W badaniu uwzględnione zostały paragony z datą zakupu od 1 lutego do 28 marca w 2022 i 2023 roku. Co z nich wynika?

Drogi majonez

Jak się okazuje, im mniejszy majonez, tym… mniejsza podwyżka. Słoik majonezu o pojemnościach 400 lub 410 ml w ciągu jednego roku podrożał z około 6 zł 27 gr do 8 zł 16 gr., wykazując tym samym wzrost o 30 proc. Większą zmianę w cenniku, na niekorzyść konsumentów, odnotowano w przypadku pojemności 500 ml. W ciągu zaledwie jednego roku cena za ten produkt o takie pojemności wzrosła o ponad 40 proc. Jednak z największą podwyżką muszą zmierzyć się osoby, które przed świętami stawiają na duże słoiki majonezu. W 2022 roku 700 ml tego produktu kosztowało średnio 9 zł 69 gr, rok później cena wzrosła do około 13 zł 67 gr. To stanowi aż 41,07 proc. wzrostu!

Szczegóły uwzględniono w tabeli poniżej.Majonez - o ile podrożał w ciągu roku Dane z paragonów

– Na wyższe ceny majonezu wpływ ma wzrost kosztów produkcji, ale nie tylko. Znaczenie mają tutaj także spore podwyżki w cenie jajek czy oleju roślinnego, z których w dużej mierze składa się ten produkt. To wszystko sprawia, że musimy zmierzyć się z większymi wartościami na paragonie za ten sam artykuł spożywczy niż rok wcześniej – tłumaczy Antonina Grzelak z aplikacji PanParagon. – Warto jednak sprawdzać na bieżąco promocje w gazetkach i w oparciu o nie tworzyć listy zakupów. W ten sposób można zminimalizować starty inflacyjne i oszczędzać na codziennych zakupach – dodaje.

Deloitte: W 2022 roku w Warszawie wydano najwięcej pozwoleń na budowę nowoczesnych projektów biurowych od 3 lat

2022 rok na warszawskim rynku biurowym upłynął pod znakiem spowolnienia. W porównaniu z rekordowym rokiem 2021, do użytku oddano o prawie 30 proc. mniej nowoczesnych powierzchni biurowych – wynika z raportu Warsaw Crane Survey 2023, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Jednocześnie deweloperzy aktywnie reagują na zachodzące zmiany, czego przykładem jest rosnące znaczenie aspektów ESG czy projekty mixed-use, w których przoduje stolica.

W 2022 roku w Warszawie uzyskano największą liczbę (7) pozwoleń na budowę nowoczesnych biurowców od ostatnich 3 lat. W porównaniu z 2021 rokiem, to aż o 5 więcej. Natomiast pod względem oddanej powierzchni biurowej zauważalny był spadek o 27 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim – w 2021 r. łączna powierzchnia wyniosła 324 tys. mkw., a w 2022 r. ok. 237 tys. mkw.

 Dla warszawskich inwestycji i deweloperów, miniony rok był rokiem pełnym wyzwań. Obecnie zaczynamy dostrzegać pewne mechanizmy i zjawiska, zwiastujące poprawę tej dynamicznej sytuacji w kolejnych latach. W sumie wydano o 5 więcej pozwoleń na budowę budynków biurowych względem 2021 roku, o łącznej powierzchni nieco ponad 140 tys. mkw. To bardzo dobry wynik, a prognozy dotyczące nowych inwestycji na 2023 rok także są obiecujące – mówi Dominik Stojek, partner, lider sektora nieruchomości w Polsce, Deloitte.

Jak wskazują dane z raportu Deloitte w 2022 roku wydano również 1 decyzję o warunkach zabudowy dla projektu biurowego oraz złożono 2 wnioski o ustalenie warunków zabudowy.

Wola ponownie liderem wśród dzielnic

Spośród warszawskich dzielnic, to Wola po raz kolejny okazała się być najbardziej przyjazną okolicą dla biurowców, ugruntowując swoją przewagę nad Mokotowem. Aż 3 z 7 uzyskanych pozwoleń na budowę w 2022 roku dotyczyło projektów planowanych właśnie w tej dzielnicy. Warto podkreślić, że jeśli chodzi o aktywność deweloperów, popularność Woli utrzymuje się na stale wysokim poziomie – od 2013 roku łącznie wydano tu w sumie 51 pozwoleń na budowę, a całkowita powierzchnia powierzchni biurowych w tej części Warszawy wynosi ponad 1,2 mln mkw.

Przez ostatnie pięć lat deweloperzy oddali tam ponad 760 tys. mkw. nowych biur. Co ciekawe, to więcej niż całkowite zasoby biurowe Katowic czy Łodzi. Działalność deweloperska w tej dzielnicy koncentruje się głównie w okolicach Ronda Daszyńskiego oraz na terenach pofabrycznych.

Warszawa wyrasta na lidera Europy pod względem budynków wysokościowych

W Warszawie z roku na rok powstają kolejne budynki imponujące swoją wysokością. Obecnie aż dwadzieścia siedem obiektów biurowych w Warszawie ma ponad 100 m wysokości. Taki wynik plasuje polską stolicę w europejskiej czołówce miast z największą liczbą wieżowców. Najwięcej z nich znajduje się w okolicach Ronda Daszyńskiego oraz w Śródmieściu.

–  Niewątpliwie do sukcesów w 2022 roku należy zaliczyć oddanie do użytkowania dwóch budynków przekraczających 100 metrów wysokości. Jednym z nich był 310-metrowy Varso Tower, który stał się tym samym najwyższym budynkiem w Unii Europejskiej. Drugim jest kompleks SkySawa o wysokości 155 metrów. Stolica już teraz znajduje się w europejskiej czołówce pod względem liczby wieżowców, a w najbliższych latach jeszcze bardziej ugruntuje swoją pozycję lidera regionu – mówi Magdalena Topolska-Ziemiak, senior manager, Real Estate Advisory, Deloitte.

W budowie jest również kolejna imponująca inwestycja biurowa – 174-metrowy budynek The Bridge.

Przeprowadzona w ramach badania analiza rynku wykazała, że liczba inwestycji w kolejnych latach będzie wzrastać, ponieważ deweloperzy intensyfikują swoje przygotowania w zakresie formalno-prawnym, takie jak np. decyzje, pozwolenia czy dokumenty planistyczne. Ten trend potwierdza liczba otrzymanych pozwoleń na budowę oraz wydanych decyzji o warunkach zabudowy.

–  Z punktu widzenia warszawskiego rynku biurowego widać, że oczekiwana od 2-3 lat luka podażowa staje się faktem. Biurowce oddane do użytku w ciągu ostatnich 12-18 miesięcy, które w związku z pandemią i wynikającym z niej ograniczeniem popytu komercjalizowały się wolniej, teraz wypełniły się najemcami, stawki czynszu wzrosły, a tenory umów najmu się wydłużyły. Dzięki temu kredyty deweloperskie skonwertowały się na kredyty inwestycyjne, obniżając tym samym istotnie poziom ryzyka kredytowego przypisanego tym ekspozycjom w bankach i dając przestrzeń pod finansowanie kolejnych projektów – mówi Michał Miecznicki, dyrektor, Head of Structured Finance Department, Santander Bank Polska.

Moda na projekty mixed-use i koncepcja 15-minutowego miasta

Na przestrzeni ostatnich 3 lat coraz większą popularność zyskują projekty mixed-use. To obiekty, które łączą w sobie przestrzeń mieszkalną, usługową, biurową i rozrywkową. Jedną z pierwszych takich inwestycji w Warszawie była Hala Koszyki, a następnie Centrum Praskie Koneser, Elektrownia Powiśle, Browary Warszawskie. Kolejnym obiektem tego typu będzie kompleks Towarowa 22.

Stolica jest liderem nie tylko pod kątem istniejących, ale i planowanych projektów mixed-use. Aktualnie na etapie budowy są: Bohema, Port Praski oraz Drucianka. Najwięcej podobnych projektów zrealizowano w 2020 i 2021 roku (po 3 na każdy rok). Kolejne trzy projekty planowane są w 2024 roku.

Na popularność projektów mixed-use wpływa chociażby ograniczona przestrzeń miejska czy zmieniający się tryb życia. Jak wskazuje raport Deloitte, w Warszawie przez ostatnie 13 lat zrealizowano co najmniej 12 takich inwestycji. Wpisują się one również w koncepcję urbanistyczną tzw. 15-minutowego miasta, zakładającą realizację codziennych potrzeb mieszkańców (np. pracę, rozrywkę, zakupy, rekreację) w odległości 15-minutowego spaceru lub jazdy rowerem od miejsca zamieszkania.

Zrównoważone budownictwo ważnym trendem na rynku

Istotnym zjawiskiem na rynku nieruchomości jest zrównoważone budownictwo, wynikające z coraz większego znaczenia czynników ESG. O tendencji tych zmian oraz dążeniu do neutralności klimatycznej świadczy chociażby rosnąca liczba certyfikowanych oraz modernizowanych budynków.

ESG staje się kluczowym kierunkiem rozwoju również dla branży nieruchomości, która odgrywa znaczącą rolę we wdrażaniu zasad zrównoważonego rozwoju i ograniczaniu emisji CO2. Jest to bardzo istotne dla najemców, którzy już są, albo wkrótce będą, zobligowani do raportowania uwzględniającego wytyczne ESG. To dlatego firmy patrzą dziś na biuro nie tylko pod kątem lokalizacji i atrakcyjności zaaranżowania powierzchni. Biurowce muszą być również przyjazne środowisku, niskoemisyjne i energooszczędne, co nabiera szczególnego znaczenia w obliczu kryzysu energetycznego, z jakim mierzymy się w Europie. Deweloperzy, którzy wprowadzają te standardy, zyskują nie tylko w sferze wizerunkowej i etycznej, ale też biznesowej. Zielone budownictwo zwyczajnie się opłaca – mówi Jarosław Fiutowski, członek zarządu odpowiedzialny za ESG i innowacje w Ghelamco Poland

Innym obliczem wpływu ESG na rynek nieruchomości jest zastępowanie starych, nieefektywnych budynków nowymi. Wynikiem tego zjawiska są m.in. rozbiórki biurowców z lat 90. czy wybudowanych na początku XXI w., czego przykładem jest wyburzenie Atrium International, w miejscu którego powstanie 130-metrowy wieżowiec Upper One.

Zmiany w prawie budowlanym i ustawie dot. inwestycji mieszkaniowych

W pierwszym kwartale 2023 roku planowane jest przyjęcie przez rząd projektu ustawy o zmianie ustawy o prawie budowlanym oraz dodatkowych ustaw (o ułatwieniach w przygotowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych oraz inwestycji towarzyszących). Szczególnie istotna będzie reforma planowania przestrzennego, wprowadzająca dwie zmiany: zastąpienie studium planem ogólnym oraz skrócenie ważności warunków zabudowy do trzech lat, licząc od dnia, w którym decyzja stała się prawomocna.

Planowane zmiany mają ułatwić przekształcenie obiektów handlowych i biurowych na mieszkania. Projekty ustaw przewidują, że konwersja obiektów nie będzie wymagała uzyskania pozwolenia na budowę, a także dokonania zgłoszenia budowy lub prowadzenia innych robót budowlanych.

Planowana jest również modyfikacja w tzw. specustawie mieszkaniowej, dzięki której możliwe będzie wykorzystanie terenów zabudowanych obiektami biurowymi lub handlowymi o powierzchni powyżej 2 tys. mkw. na rzecz osiedli mieszkaniowych.

O raporcie

Publikacja Warsaw Crane Survey prezentuje zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w granicach administracyjnych Warszawy. Zbadanych zostało ponad 1000 nieruchomości, w tym projekty rewitalizacji i modernizacji. W raporcie zawarte są informacje o istniejących i planowanych nowoczesnych obiektach, których podstawową lub istotną funkcją jest funkcja biurowa. W badaniu nie uwzględniono budynków obejmujących powierzchnie biurowe, takich jak magazyny, powierzchnie biurowe zlokalizowane w ramach obiektów mieszkalnych, czy obiekty własne firm. W celu weryfikacji danych, dokonana jest również analiza decyzji administracyjnych Urzędu m.st. Warszawy oraz danych Urzędu Statystycznego w Warszawie. Z uwagi na ograniczoną dostępność danych w badaniu nie uwzględniono zamiennych pozwoleń na budowę.

Kwiecień pod znakiem wdrożeń unijnej dyrektywy work-life balance

Nowelizacja Kodeksu pracy w zakresie dyrektywy w sprawie przejrzystych i przewidywalnych warunków pracy w Unii Europejskiej oraz równowagi między życiem zawodowym a prywatnym już czeka na publikację w Dzienniku Ustaw. Vacatio legis w tym przypadku jest wyjątkowo krótkie, bo daje pracodawcom tylko 21 dni na wdrożenie zmian w swoich organizacjach. Co pracodawcy powinni wiedzieć o nowej ustawie i jak się sprawnie przygotować się do zmian, wskazuje ekspertka agencji zatrudnienia Trenkwalder.

23 marca br. Prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację Kodeksu pracy dotyczącą dyrektywy unijnej 2019/1152 z dnia 20 czerwca 2019 r. w sprawie przejrzystych i przewidywalnych warunków pracy w Unii Europejskiej oraz dyrektywy 2019/1158 z dnia 20 czerwca 2019 r. w sprawie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym rodziców i opiekunów. Publikacji w Dzienniku Ustaw możemy spodziewać się na dniach. Vacatio legis, czyli okres między publikacją a wejściem w życie aktu prawnego wynosi tutaj tylko 21 dni. To dość krótko, jak na tak rozległe zmiany. Co to oznacza dla pracodawców?

Tak zwana ustawa „work-life balance” wdrażająca w życie dwie dyrektywy unijne to zbiór rozporządzeń dotyczących różnych aspektów życia, które finalnie mają wpłynąć na łatwiejsze godzenie przez pracownika pracy zawodowej z życiem rodzinnym, ze szczególnym uwzględnieniem funkcji rodzicielsko-opiekuńczych. Nie są to zmiany, które, jak zaznaczają niektóre organizacje pracownicze, znacząco wpłyną na funkcjonowanie pracowników. Jednak ze względu na to, że dotykają różnych obszarów pracowniczych, będą generować dużo pracy po stronie pracodawców.

– Powstaje konieczność dostosowania regulaminów pracy, wzorów umów i wniosków, informacji i obowiązujących procedur, Vacatio legis jest krytycznie krótkie. Dodatkowo, od 7 kwietnia br. mocy nabiorą przepisy wdrażające pracę zdalną jako rozwiązanie stałe. Przed pracodawcami i działami HR ponownie okres wytężonej pracy, tym bardziej, że pracownicy bardzo liczą na nowe przywileje.– zaznacza Joanna Rutkowska, dyrektorka HR w agencji zatrudnienia Trenkwalder Polska.  

Najwięcej pracy czeka działy personalne i prawne, ale we wdrożenie nowych przepisów mocno włączone będą też działy IT.

Ustawodawca zauważył, że świat poszedł w kierunku cyfrowym i oprócz dotychczas obowiązujących wszelkiego rodzaju wniosków i dokumentacji w formie pisemnej, dodano wersję elektroniczną, jako tak samo wiążącą. To jest zmiana rewolucyjna, pozwalająca normalnie funkcjonować w obecnej zdalnej czy hybrydowej rzeczywistości. Natomiast rodzi to konkretne obowiązki po stronie pracodawcy i angażuje działy IT, bo wszystkie te zmiany muszą znaleźć odzwierciedlenie w systemach kadrowo-płacowych
i informatycznych firm umożliwiających składanie i procesowanie wniosków drogą elektroniczną
. – mówi Joanna Rutkowska.

Przypomnijmy najważniejsze ze zmian, które pracodawcy będą musieli wdrożyć.

Zmiany najistotniejsze z punktu widzenia rodziców i opiekunów:

  1. Prawo do zwolnienia od pracy z powodu działania siły wyższej – jest to nowy rodzaj „urlopu” w wymiarze 2 dni albo 16 godzin w roku kalendarzowym, zgodnie z którym pracownikowi będzie przysługiwało zwolnienie od pracy z powodu działania siły wyższej w pilnych sprawach rodzinnych spowodowanych chorobą lub wypadkiem. Za ten czas nieobecności pracownik zachowa prawo do 50 proc. wynagrodzenia obliczanego, co do zasady, jak wynagrodzenie za czas urlopu wypoczynkowego.
  2. Prawo do urlopu opiekuńczego – to także nowe rozwiązanie. Pracownik będzie mógł skorzystać z urlopu opiekuńczego w wymiarze 5 dni w ciągu roku kalendarzowego, w celu zapewnienia osobistej opieki lub wsparcia osobie będącej członkiem rodziny lub mieszkającej w tym samym gospodarstwie domowym, z ważnych względów medycznych. We wniosku o taki urlop trzeba będzie podać imię
    i nazwisko osoby wymagającej opieki lub wsparcia, przyczynę konieczności jej zapewnienia oraz stopień pokrewieństwa. W przypadku osoby niebędącej członkiem rodziny – adres zamieszkania tej osoby, aby potwierdzić, że mieszka ona w tym samym gospodarstwie domowy. Urlop będzie można wykorzystać jednorazowo lub w częściach. Za ten czas urlopu pracownik nie otrzyma wynagrodzenia.

Dobrze, że ustawodawca zauważa, że pracownicy pełnią równolegle wiele różnych ról, w tym opiekuńcze. Szkoda tylko, że zaproponowany urlop będzie urlopem bezpłatnym, a co za tym idzie nie wróżę mu wielkiej kariery. Szczególnie, że mamy obecnie funkcjonujące rozwiązanie w postaci zwolnienia lekarskiego na opiekę nad członkiem rodziny, które może trwać nawet do 14 dni, a wysokość zasiłku opiekuńczego wynosi 80 proc. wynagrodzenia.- zaznacza Joanna Rutkowska, dyrektorka HR
w agencji zatrudnienia Trenkwalder.

  1. Wydłużenie urlopu rodzicielskiego i przyznanie nieprzenoszalnej jego części dla każdego z pracujących rodziców – oprócz wydłużenia urlopu rodzicielskiego do 41 tygodni (jedno dziecko) i 43 tygodni (poród mnogi), w ramach wyżej określonego wymiaru urlopu, każdemu z rodziców będzie przysługiwać wyłączne prawo do 9 tygodni urlopu rodzicielskiego (nieprzenaszalne na drugiego rodzica). Ustawa wprowadza także dla obojga rodziców 70 proc. zasiłek macierzyński za cały okres urlopu rodzicielskiego. Jeśli jednak w ciągu 21 dni od dnia porodu pracownica złoży stosowny wniosek, wówczas podstawa wymiaru zasiłku macierzyńskiego za cały okres urlopu macierzyńskiego i rodzicielskiego wyniesie 81, proc. Dodatkowo stosunek pracy pracownicy lub pracownika będzie chroniony na 14 dni od złożenia wniosku o urlop macierzyński i na 21 dni przed złożeniem wniosku o urlop rodzicielski.

Jest to zmiana niezwykle istotna z punktu widzenia rodziców. Na rynek pracy wchodzi nowe pokolenie, dla których aspekty życia osobistego, prywatnego, łączenie różnych ról, w tym rodzicielskich jest bardzo ważne. Jednak realne zaistnienie tej zmiany to kwestia lat. Wymaga to przede wszystkim zmiany mentalnej – po stronie pracowników i pracodawców, którzy będą musieli myśleć o rodzicach „po równi”, w takim sensie, że mężczyźni również mają dzieci i obowiązki wychowawcze wobec nich. Obecnie nadal głównie kobiety biorą urlopy rodzicielskie. Decydują o tym także warunki finansowe całej rodziny, a niestety w większości przypadków to mężczyźni zarabiają więcej. 70 proc. pensji w przypadku urlopu rodzicielskiego pobranego przez mężczyznę może być dużym uszczerbkiem finansowym dla rodziny i determinować rezygnację ojców ze swojej części urlopu rodzicielskiego. – podkreśla Joanna Rutkowska, ekspertka agencji zatrudnienia Trenkwalder.

  1. Wydłużenie okresu, w którym pracownik wychowujący dziecko może wyrazić zgodę na pracę m.in. w godzinach nadliczbowych – zmiana polega na wydłużeniu wieku dziecka z 4 do 8 lat, a przez to wydłużeniu okresu, w którym bez zgody pracownika, pracodawca nie może polecić pracy w godzinach nadliczbowych, w porze nocnej, w systemie przerywanego czasu pracy oraz wysłać go w delegację.

– Praca w nadgodzinach, delegacje, wniosek o elastyczne godziny pracy będą na pewno istotne dla  pracowników wychowujących dzieci do 8 roku życia. Pracodawców czeka w tym wypadku bardziej „mentalne” przeorganizowanie harmonogramu pracy, tak aby uwzględnić indywidualną sytuację pracownika. Oczywiście pracodawca nie ma ustawowego obowiązku przychylenia się do każdej wnioskowanej przez pracownika zmiany, ale jeśli zdecyduje się ją odrzucić, będzie musiał to dobrze uzasadnić. Dlatego istotne jest, aby pracodawcy bardzo dokładnie opisali stanowiska pracy i obowiązki pracowników, jasno określili w dokumentach zatrudnienia miejsce wykonywania pracy, aby uniknąć
w przyszłości niepotrzebnych konfliktów. –
podkreśla Joanna Rutkowska.

  1. Nowe przepisy dotyczące elastycznej organizacji pracy – pracownik, który wychowuje dziecko
    do 8 r. ż., będzie mógł złożyć wniosek o elastyczną organizację pracy – pracę zdalną, elastyczny system czasu pracy (ruchomy/indywidualny), obniżenie wymiaru czasu pracy. Wniosek należy złożyć minimum 21 dni przed planowanym korzystaniem z elastycznej organizacji pracy. Pracownik będzie też mógł złożyć w każdym momencie wniosek o powrót do poprzedniej organizacji pracy przed rozpoczęciem elastycznej organizacji pracy lub przed terminem jej zakończenia.

Pozostałe zmiany istotne dla wszystkich pracowników:

  1. Wprowadzenie obowiązku uzasadnienia przez pracodawcę przyczyny wypowiedzenia umowy
    o pracę na czas określony
    , konsultacji związkowej, a dla pracownika możliwość ubiegania się
    o przywrócenie do pracy – także w przypadku zawarcia umowy o pracę na czas określony.

Ta zmiana budzi najwięcej kontrowersji wśród pracodawców. Umowy na czas określony dotychczas były stosowane w kontekście sprawdzenia czy zatrudnienie pracownika przyniesie obopólną korzyść. Umowa na 3 miesięczny okres próbny była zwykle niewystarczająca, bo zazwyczaj dopiero pierwsze pół roku pokazuje, na ile nowy pracownik jest w stanie podołać coraz bardziej poważnym i odpowiedzialnym obowiązkom. Wbrew pozorom, ta zmiana może okazać się niekorzystna dla pracowników, gdyż aby uniknąć konieczności podawania powodów ewentualnego zwolnienia w przyszłości pracodawcy będą w tym newralgicznym początkowy okresie zatrudniać ludzi na umowy-zlecenia lub umowy B2B, szczególnie w przypadku prac projektowych.stwierdza Joanna Rutkowska.

  1. Zmiany w zawieraniu umów o pracę na okres próbny:

Czas trwania okresu próbnego ma być uzależniony od przewidywanego czasu trwania umowy o pracę, która ma nastąpić po tym okresie.

Umowę o pracę na okres próbny zawiera się na okres nieprzekraczający:

  • 1 miesiąca – w przypadku zamiaru zawarcia umowy o pracę na czas określony krótszy niż 6 miesięcy;
  • 2 miesięcy – w przypadku zamiaru zawarcia umowy o pracę na czas określony wynoszący co najmniej 6 miesięcy i krótszy niż 12 miesięcy.

Ponowne zawarcie umowy na okres próbny z tym samym pracownikiem możliwe będzie tylko wówczas, gdy pracownik będzie zatrudniony w celu wykonywania innego rodzaju pracy.

Okres próbny będzie mógł być przedłużony w przypadku, gdy w trakcie trwania umowy pracownik był z usprawiedliwionych przyczyn nieobecny w pracy.

– Zmiany te oznaczają dla pracodawcy, że już w trakcie zatrudniania będzie musiał wiedzieć, na jak długi okres chce w przyszłości zatrudnić pracownika. W przypadku prostych prac biurowych czy produkcyjnych to łatwiejsze, ale jeśli chodzi o dłuższe związanie się z pracownikiem, to będzie to wróżenie z fusów. Wystarczy przypomnieć, że to właśnie okres próbny jest tym minimalnym okresem, w którym pracodawca ocenia potencjał i dopasowanie pracownika do organizacji. Zupełnie niezrozumiałe jest dlaczego ustawodawca skrócił okresy próbne, skoro Dyrektywa zakłada nawet
6 miesięczne okresy próbne. Nowe rozwiązanie rodzi też dużo obowiązków po stronie pracodawcy i to zarówno w kontekście administracyjnym, IT jak również konieczności przeszkolenia menedżerów w kontekście prowadzonych procesów rekrutacyjnych do swoich zespołów i wypracowania wspólnego podejścia organizacji.
zaznacza Joanna Rutkowska, dyrektorka HR w agencji zatrudnienia Trenkwalder.

  1. Nowością będzie wprowadzenie prawa do równoległego zatrudnienia, dające pracownikowi możliwość jednoczesnego pozostawiania w stosunku pracy z innym pracodawcą. Pracodawca nie będzie mógł tego zakazać pracownikowi, chyba że strony zawrą umowę o zakazie konkurencji w czasie trwania stosunku pracy.

Ta nowelizacja jest w pewnym sensie usankcjonowaniem kierunku zmian, w jakim idzie świat. Zmieniają się modele pracy, osoby pracujące na etacie mają swoje dodatkowe działalności. Z punktu widzenia pracodawcy, na pewno istotne będzie w tym przypadku dokładne opisanie stanowiska pracy, KPI i zasad odbioru efektów pracy pracownika. Dzięki temu pracodawca będzie miał poczucie, że pracownik wykonuje powierzone mu obowiązki w 100 proc. i równoległe zatrudnienie nie wpływa na jego efektywność u danego pracodawcy.komentuje Joanna Rutkowska.

  1. Wniosek pracownika o przewidywalne warunki pracy. Pracownik zatrudniony u danego pracodawcy przez co najmniej 6 miesięcy będzie miał prawo wystąpić raz w roku z wnioskiem do pracodawcy o zmianę rodzaju umowy o pracę na umowę o pracę na czas nieokreślony lub o bardziej przewidywalne i bezpieczne warunki pracy, w tym polegające na zmianie rodzaju pracy lub zatrudnieniu w pełnym wymiarze czasu pracy. Pracodawca będzie zobowiązany do pisemnego uzasadnienia odpowiedzi na wniosek pracownika.

Niektórzy pracodawcy spodziewają się zalewu wniosków o bezpieczniejsze warunki pracy ze strony pracowników, czyli np. o umowy na czas nieokreślony. Powodem jest sytuacja ekonomiczna, niepewność na rynku pracy. Jednak ta sama niepewność gospodarcza sprawia, że dla pracodawców umowa na czas określony jest pewną furtką, która pozwala elastycznie reagować na zmiany rynkowe. Dlatego możemy przypuszczać, że to rozwiązanie nie przyniesie zmian dla pracowników, gdyż pracodawca ma prawo odmówić realizacji oczekiwań pracownika odpowiednio to uzasadniając, a to może być powodem niepotrzebnych frustracji ze strony pracowników. I zupełnie niepotrzebnej
i nadmiarowej pracy dla działów HR. –
stwierdza Joanna Rutkowska.

  1. Prawo pracownika do bezpłatnych szkoleń – nieodpłatne szkolenia niezbędne do wykonywania określonego rodzaju pracy lub na określonym stanowisku będą zaliczały się do czasu pracy i odbywały się w miarę możliwości w godzinach pracy.

– Pracodawcy powinni pamiętać, że jeżeli tego rodzaju szkolenia miałyby się odbywać poza formalnymi godzinami pracy, to muszą być zgłoszone do działu kadr jako godziny nadliczbowe. Zgodnie  z oddzielnym przepisem, rodziców wychowujących dzieci do 8 roku życia nie można, bez ich zgody, wysłać do pracy w godzinach nadliczbowych. To może powodować kolejne zawirowania i nieporozumienia. mówi Joanna Rutkowska, dyrektorka HR w agencji zatrudniania Trenkwalder Polska.

  1. Dodatkowe przerwy w pracy – oprócz standardowej przerwy w pracy (przysługującej za pracę co najmniej 6 godzin) pracownik będzie miał prawo do dodatkowej przerwy – jeśli dobowy wymiar jego czasu pracy przekroczy 9 godzin, będzie to dodatkowa 15 minutowa przerwa. W przypadku pracy przekraczającej 16 godzin, będzie to kolejna 15 minutowa przerwa.

Zmiany te dotyczą głównie sytuacji, kiedy wydłuża się dobowy wymiar czasu pracy, w firmach czy instytucjach, w których funkcjonuje np. forma dyżurów. Jeśli obowiązują tam elektroniczne systemy kontroli czasu pracy to trzeba będzie te systemy uaktualnić w kontekście zliczania i uwzględniania dodatkowych przerw w normach pracy. – mówi Joanna Rutkowska.

  1. Rozszerzenie informacji do zatrudnienia o m.in. przerwy w pracy, zasady pracy w nadgodzinach, czy też procedurę rozwiązania stosunku pracy. Ten zapis dotyczy pracowników nowo zatrudnionych. Pracodawca nie ma obowiązku przedstawienia tych informacji pracownikom już zatrudnionym, chyba że wystąpią z wnioskiem o to.

Hakerzy znaleźli nową metodę ataków za pomocą iCloud, PayPal, Dokumentów Google. W ciągu 2 miesięcy zaatakowali 30 tys. razy!

Ewolucja ataków phishingowych wciąż trwa. Przestępcy wykorzystują powszechne usługi takie jak iCloud, PayPal czy Google Docs i Fedex w metodzie „Phishing Scams 3.0”, która nie wymaga żadnych naruszeń ani złośliwych kodów. Wystarczy darmowe konto do uzyskania dostępu do skrzynek odbiorczych użytkowników – ostrzegają eksperci firmy Avanan.

„Phishing Scams 3.0” to nowa metoda polegająca na tym, że hakerzy wykorzystują legalne usługi do przeprowadzenia ataku. W przypadku takich oszustw ofiara otrzymuje wiadomość e-mail usługi, takiej jak PayPal lub Dokumenty Google, która zawiera łącze do złośliwej witryny.

Cyberprzestępcy podszywają się w ten sposób pod PayPal, Google Docs, Sharepoint, Fedex, Intuit, iCloud i inne. Wg specjalistów Avanan – firmy należącej do Check Point Software – hakerzy otwierają darmowe konto np. w systemie PayPal. Odnajdują adresy e-mail, na które można wysłać wiadomość, a następnie tworzą fałszywą fakturę, która mówi, że użytkownik został obciążony pewną kwotą…

W przeciwieństwie do wielu innych ataków, nie są to wyjątkowo wyrafinowane metody. Ale – jak wskazują najnowsze badania – w ciągu ostatnich dwóch miesięcy badacze zaobserwowali łącznie 33 817 ataków e-mailowych, w których podszywano się pod legalne, popularne firmy i usługi.

– Ataki naruszające pocztę biznesową ponownie ewoluowały. Tradycyjny atak BEC opiera się na umiejętności upodobnienia się do osoby posiadającej władzę w firmie lub zaufanego partnera zewnętrznego. Później ataki zmieniły się na metodę, w której atakujący włamuje się na konto należące do organizacji lub jednej z organizacji partnerskich i wykorzystuje je do włączenia się do legalnych wątków e-mail, odpowiadając tak, jakby był pracownikiem. Teraz obserwujemy coś zupełnie nowego, w którym osoby atakujące wykorzystują rzeczywiste, legalne usługi do przeprowadzania ataków. W przypadku takich oszustw ofiara otrzymuje wiadomość e-mail z całkowicie legalnej usługi (np. PayPal, Google Docs), która zawiera link do złośliwej strony. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy lutego i marca nasi badacze zaobserwowali łącznie 33 817 ataków e-mailowych, w których podszywano się pod legalne, popularne firmy i usługi. Należy zauważyć, że w tych popularnych witrynach nie ma nic złośliwego ani luki w zabezpieczeniach. Zamiast tego hakerzy wykorzystują legalność tych usług, aby uzyskać dostęp do skrzynki odbiorczej. Gorąco zachęcam ludzi do wdrożenia uwierzytelniania dwuskładnikowego i korzystania z filtrów poczty e-mail, aby chronić się przed tego typu atakami – mówi Jeremy Fuchs, rzecznik prasowy Avanan.

Bliźniaki stoją puste, mimo niższych cen. Sprzedaż domów w zabudowie szeregowej jeszcze niższa niż mieszkań

Nie kawalerki, nie domy jednorodzinne, nie mieszkania „pod klucz” od deweloperów – a właśnie propozycje zakupu bliźniaków wręcz wysypują się z portali oferujących nieruchomości na sprzedaż. Taki stan rzeczy potwierdzają eksperci rynku nieruchomości. Z czego wynika taki stan rzeczy? Po pierwsze inwestorami w bliźniaki i zabudowę jednorodzinną zwykle są mali deweloperzy, którzy zaczęli budowę 3-4 butikowych bliźniaków w czasie pandemii, gdy na rynku była hossa. Obecnie oddają inwestycje do użytku, a nie ma na nie chętnych. Inna sprawa to fakt, że Polacy mają nadal problem z uzyskaniem kredytów. – To nie jest tak, że nikt bliźniaków nie chce. Są one droższe niż zwykłe mieszkania. Klienci oglądają, zachwycają się i rezygnują – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Bliźniaki już od 6,8-8 tysięcy złotych za metr kwadratowy. Trudno znaleźć mieszkanie w tej cenie

Zabudowa bliźniacza od dekady przeżywa w Polsce prawdziwy boom. To idealna oferta dla tych, którzy marzą o czymś więcej niż mieszkanie w bloku, a jednocześnie nie stać ich na samodzielny, duży wolnostojący dom. Bliźniaki są zwykle dużo tańsze, a ich metraż waha się od 80 do 120 metrów kwadratowych.

– Bliźniaków na rynku mamy prawdziwy wysyp. Chętni na zakup takiego rodzaju nieruchomości mogą przebierać w ofertach, a ich ceny spadają z miesiąca na miesiąc. Obecnie można kupić już bliźniaka na obrzeżach Szczecina za kwotę wahającą się w granicy od 6700 do 8000 tysięcy złotych za metr kwadratowy. Wszystko oczywiście zależy od metrażu, standardu domu oraz gęstości zabudowy. Oferty takiej wartości są atrakcyjne, bo jeszcze niedawno stawki za metr kwadratowy przekraczały 10 tysięcy złotych. Inwestorami w przypadku takich nieruchomości zwykle są mali deweloperzy, którzy wybudowali kilka, kilkanaście obiektów. Teraz jest problem z ich sprzedażą, stąd stabilizacja lub delikatne spadki cen – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Czy to zaskakujące? Bliźniaki wydają się być dużo atrakcyjniejsze niż zabudowa deweloperska i standardowe mieszkania.

– Oczywiście to zwykle piękne obiekty, wykończone pod klucz, z małymi ogródkami, blisko miasta, ale już poza aglomeracją. Tutaj niestety ceny grają znaczące role. Bliźniak to wciąż koszt w okolicach miliona złotych plus wykończenie. To dużo mniej niż koszt kupna i budowy domu, ale mniej niż kupno i wykończenie mieszkania. Gdy pod uwagę weźmiemy finanse to rzeczywistość przegrywa z marzeniami, a bliźniaki z mieszkaniami – mówi Mirosław Król.

Deweloperzy zmieniają strategię co do zabudowy bliźniaczej

Czy zainteresowanie zabudową bliźniaczą spadło do zera? To nie jest prawda. Wielu chętnych ogląda te domy, ale jednocześnie nie decyduje się na zakup.

– Ludzie są zainteresowani bliźniakami i marzą  tym, by posiadać swoją przestrzeń. Największą przeszkodą pod kątem sprzedaży bliźniaków jest sytuacja kredytowa. Klienci wciąż mają zbyt małą zdolność finansową, by pozwalać sobie na takie inwestycje. Drugą sprawą jest kwestia remontów, wykończenia i kosztów materiałów. Na zabudowę bliźniaczą decydują się Ci, którzy mają odpowiednie fundusze – mówi Krzysztof Stefaniak, ekspert rynku nieruchomości z kancelarii Król i Partnerzy.

Jak deweloperzy posiadający bliźniaki na sprzedaż radzą sobie ze spadkiem zainteresowania zakupem lokali tego typu? – Widzimy, że coraz częściej są oferowane bliźniaki już wyremontowane, wykończone i zagospodarowane. Po prostu gotowe do zamieszkania. Coraz rzadziej mamy do czynienia ze stanem deweloperskim. Gotowy produkt jest atrakcyjniejszy, nawet jeżeli jego cena jest wyższa. Musimy jednak wciąż pamiętać, że to jest produkt premium i w czasach kryzysu na rynku nieruchomości – mówi Krzysztof Stefaniak.

Eksperci przekonują, że raczej nie ma mowy, by ceny bliźniaków znacząco spadały. To zaledwie delikatne korekty finansowe. Zarówno klienci jak i inwestorzy czekają na rozwiązania zaproponowane np. w projektach „Bezpieczny kredyt 2%” czy „Pierwsze mieszkanie”

90% ukraińskich uchodźców w Polsce twierdzi, że jest zadowolonych ze swojej pracy

90% ukraińskich uchodźców w Polsce twierdzi, że jest zadowolonych ze swojej pracy – wynika z nowego badania Gremi Personal.

17% wysoko wykwalifikowanych Ukraińców w Polsce znalazło pracę w dziedzinie, w której pracowali na Ukrainie, 50% twierdzi, że jest w trakcie poszukiwania takiej pracy, a ⅓ (33%) twierdzi, że jest to niemożliwe.

60% Ukraińców pracujących w Polsce jako pracownicy fizyczni twierdzi, że nie może znaleźć pracy o wyższych kwalifikacjach, ponieważ nie zna języka polskiego. 13% respondentów przyznaje, że w Ukrainie również nie mieli dobrej pracy. 12% twierdzi, że ich dyplom nie został uznany w Polsce, a 15% uważa, że przy zatrudnianiu Polacy dają pierwszeństwo swoim obywatelom. To główne wnioski z nowego badania Centrum Analitycznego międzynarodowej agencji zatrudnienia Gremi Personal, który przebadał 1350 Ukraińców, którzy przyjechali do Polski po 24 lutego ubiegłego roku.

50% respondentów uczy się języka polskiego, jednocześnie stwierdzając, że język polski jest dla nich trudny. 30% twierdzi, że potrafi się już porozumieć, 10% respondentów twierdził, że wystarcza im język ojczysty, a 10% uważa, że już nauczyło się języka polskiego.

Co ciekawe, 50% respondentów nigdy nie zmieniło pracy w ciągu roku. 25% zmieniło pracę raz. 13 % – dwa razy, 8% – trzy razy i 4% więcej niż trzy razy.

Jednocześnie 90% Ukraińców w Polsce twierdzi, że jest zadowolonych ze swojej pracy, a tylko 10% respondentów nie i szuka innego zatrudnienia.

Przez ostatnie 10 lat Ukraińcy stanowili większość siły roboczej w Polsce. Jednak pełnoskalowa rosyjska wojna w Ukrainie zmieniła ten trend. Teraz pracownicy fizyczni mogą znaleźć pracę wymagającą wysokich kwalifikacji. Wynika to z otwarcia się wielu ukraińskich firm w Polsce w ubiegłym roku. Przedsiębiorstwa pochodzące z Ukrainy chętnie zatrudniają Ukraińców. Dzięki temu wysoko wykwalifikowani specjaliści mają szansę na zajęcie dobrych stanowisk. I to potwierdzają dane z badania, bo 17% Ukraińców już znalazło lepszą pracę. – mówi Anna Dzhobolda, Dyrektorka Departamentu Rekrutacji Międzynarodowych Gremi Personal.

Z danych ONZ oraz bilansu migracyjnego Straży Granicznej wynika, że w Polsce mieszka około 2 mln Ukraińców. Numer identyfikacyjny PESEL otrzymało 1,5 mln ukraińskich obywateli. Według ZUS oficjalnie zatrudnionych jest 739 tys. Ukraińców.

Nadal wiele Ukraińców pracuje poniżej swoich kwalifikacji przy pracach prostych – dla niektórych bariera językowa jest zbyt trudna do pokonania. W drugiej połowie ubiegłego roku otrzymaliśmy ponad 500 wniosków o zatrudnienie wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Były to prośby od firm logistycznych, restauracji, banków, firm budowlanych, a nawet służb rządowych. W tym okresie proszono nas o znalezienie kierowników projektów, specjalistów ds. sprzedaży, marketingu i HR. To są bardzo pozytywne zmiany, choć do wszystkich tych stanowisk język polski był wymagany. Jeśli Ukrainiec chce zostać w Polsce dłużej i mieć dobrą pracę, znajomość języka polskiego jest obowiązkowa. – podsumowuje ekspertka.

Sankcje zmniejszyły rosyjski eksport paliw o 50%

Sankcje wobec Rosji są nierychliwe, ale sprawiedliwe. A więc ich oddziaływanie na gospodarkę rosyjską jest fundamentalne – bo uderza w podstawy tej gospodarki, czyli w petrodolary, przepływ pieniędzy ze sprzedaży węglowodorów. Oddziaływanie sankcji nie jest pomostowe i z czasem jest coraz większe. Natomiast im szybciej i głębiej uderzymy sankcjami, tym lepsze przyniosą efekty. W styczniu 2023 roku eksport węglowodorów, czyli ropy i gazu z Rosji, spadł o 48 proc. w stosunku do stycznia 2022 roku. Tylko przez niecały rok obowiązywania sankcji unijnych. I to jest bardzo dobry wynik. Natomiast to nie znaczy, że od tego upadnie reżim na Kremlu. Przez lata Rosjanie gromadzili potężne rezerwy w dolarach, w złocie, w innych walutach – właśnie ze sprzedaży petrodolarów.

– Zasobność rosyjskiego funduszu bogactwa narodowego jest szacowana na około 180 mld dolarów. W normalnych warunkach powinien on finansować emerytury w Rosji, a w warunkach nienormalnych finansuje czołgi, które jadą potem na Ukrainę – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert. – Deficyt budżetowy Rosji w 2023 roku ma wynieść 3 miliardy dolarów. A zatem z tego wielkiego funduszu Rosjanie będą musieli przepalić tylko niewielką część i dalej będą funkcjonować. Dlatego tak ważne jest, żeby sankcje dalej były wprowadzane, by były coraz ostrzejsze i coraz bardziej ograniczały możliwości Rosjan. One nie wykluczają handlu – pozwalają na dostawy ropy i paliw pod fałszywą banderą, czyli wymieszanie z ropą z innego państwa trzeciego i potem nie oznaczanie jako ropa rosyjska – ale coraz bardziej zaciskają pętlę wokół reżimu na Kremlu. Dają mu coraz mniejsze pole manewru i uderzają w fundament systemu władzy. Petrodolary finansują stabilność społeczną, pozwalają prowadzić wojnę – ale też dają akceptację społeczeństwa dla tego, co robi Władimir Putin, bo daje chleb i igrzyska. Jeśli skończy się chleb, to skończą się też igrzyska – wskazuje Jakóbik.

Grupa Pracuj – wyniki finansowe za 2022 r.

  • W 2022 roku skonsolidowane przychody Grupy Pracuj wzrosły o 28,1% r/r do 608,5 mln zł. Wzrost ten wynikał w dużej mierze z konsolidacji wyników niemieckiej spółki softgarden od połowy ubiegłego roku, a także wyższej średniej ceny i większej liczby sprzedanych projektów rekrutacyjnych w serwisie Pracuj.pl.
  • Skorygowana EBITDA[1] w minionym roku sięgnęła 305,3 mln zł, co oznacza wzrost o 18,6% r/r. Skorygowany zysk netto[2] w 2022 roku wyniósł natomiast 204,3 mln zł i był o 1,2% wyższy niż w 2021 roku.
  • Celem strategicznym Grupy Pracuj jest zwiększenie przychodów do 1 mld zł w 2025 roku oraz utrzymanie marży skorygowanej EBITDA powyżej 40%, przy systematycznym wzroście sprzedaży w obszarze HR Tech SaaS. W perspektywie 5-6 lat segment ten może łącznie generować około 50% przychodów Grupy.

– 2022 rok był punktem zwrotnym w historii Grupy Pracuj. W obszarze naszej podstawowej działalności odnotowaliśmy rekordową liczbę projektów rekrutacyjnych. Systematycznie, w dwucyfrowym tempie rosła również liczba aktywnych klientów naszych systemów do zarządzania rekrutacjami, działających w modelu SaaS. Zdecydowaliśmy się także na naszą pierwszą znaczącą akwizycję w Europie Zachodniej, nabywając softgarden. Tym samym staliśmy się prawdziwie międzynarodową firmą. Dziś mamy na pokładzie ludzi kilkunastu różnych narodowości, operujemy na pięciu różnych rynkach. Naszą ambicją jest, aby Grupa Pracuj była liderem w obszarze HR, nie tylko w naszym regionie, ale w całej Europie – komentuje Przemysław Gacek, prezes Grupy Pracuj.

Konsekwentny rozwój biznesu w Polsce

Liczba sprzedanych projektów rekrutacyjnych w serwisie Pracuj.pl w 2022 roku wyniosła 549,3 tys. i była o 7,3% wyższa niż w 2021 roku. Jednocześnie, średnie ceny sprzedanych projektów rekrutacyjnych wzrosły o 12% r/r.

Regularnie rośnie również liczba aktywnych klientów korzystających z systemu eRecruiter wspierającego rekrutację, oferowanego w modelu abonamentowym (SaaS). Na koniec 2022 roku przekroczyła ona 1800 firm i była o 13,9% wyższa niż rok wcześniej.

Łączne przychody Grupy Pracuj z polskiego rynku w 2022 roku wzrosły o 19,8% r/r do 508,6 mln zł.

Nowy region działalności, nowe możliwości

W połowie 2022 roku Grupa Pracuj sfinalizowała przejęcie wiodącego gracza HR Tech w Niemczech – softgarden, będącego dostawcą narzędzi wspierających nowoczesną rekrutację online, tzw. Talent Acquisition System, działającego w modelu SaaS. Wartość transakcji to blisko 118 mln euro, która częściowo została sfinansowana własnymi środkami Grupy Pracuj, a częściowo kredytem.

W związku z konsolidacją wyników softgarden, począwszy od trzeciego kwartału ubiegłego roku, Grupa Pracuj rozpoznała w 2022 roku 74,0 mln zł przychodów z rynku niemieckiego. Na koniec 2022 roku, z rozwiązań oferowanych przez softargen w modelu SaaS aktywnie korzystało ponad 1 440 firm.

– Akwizycja softgarden nie tylko otworzyła nas na nowy region DACH, ale przede wszystkim dała nam dostęp do największej europejskiej gospodarki i największego rynku SaaS w Europie. Konsekwentnie realizujemy strategię dywersyfikacji naszych przychodów, stawiając na technologię oraz modele biznesowe bardziej odporne na zmieniającą się koniunkturę gospodarczą – wskazuje Przemysław Gacek.

Ciągłość działalności w Ukrainie

Przychody Grupy Pracuj z rynku ukraińskiego wyniosły w minionym roku 25,9 mln zł i były o 48,7% mniejsze niż w 2021 roku, czego przyczyną jest rozpoczęta przez Rosję wojna w Ukrainie. Łączna liczba projektów rekrutacyjnych w ukraińskim serwisie Robota.ua w 2022 roku wyniosła 553,3 tys. (wobec 1152,8 tys. w 2021 roku), z czego liczba płatnych projektów rekrutacyjnych wyniosła 294,1 tys. (wobec 608,0 tys. rok wcześniej).

W obliczu napaści Rosji na Ukrainę, Grupa Pracuj w pierwszej kolejności podjęła działania mające na celu zwiększenie bezpieczeństwa ukraińskich pracowników, a następnie – zapewnienia ciągłości działalności w tym kraju.

– Pomimo bardzo trudnych warunków, serwis Robota.ua nie tylko zachował ciągłość działalności, ale także utrzymał płynność finansową i od jesieni sukcesywnie zwiększa przychody, nie generując przy tym strat – komentuje Przemysław Gacek.

Wysoka rentowność operacyjna, zysk netto pod wpływem jednorazowych zdarzeń

Wypracowana przez Grupę Pracuj skorygowana EBITDA w 2022 roku wzrosła o 18,6% do 305,3 mln zł. Marża skorygowanej EBITDA, mimo niewielkiego spadku r/r, utrzymała się na poziomie powyżej 50%.

Konsolidacja softgarden obniża obecnie poziom skonsolidowanej marży EBITDA, co wynika przede wszystkim z dynamicznego rozwoju niemieckiej spółki.

Istotny wpływ na skonsolidowane wyniki za 2022 rok miało ponadto ujęcie kosztu (w kwocie 14,0 mln zł) związanego z nieodpłatnym przekazaniem akcji Grupy Pracuj przez niektórych jej akcjonariuszy na rzecz członków wyższej kadry zarządzającej. Koszt ten miał charakter wyłącznie księgowy i jednorazowy.

Skonsolidowany zysk netto wypracowany przez Grupę Pracuj w 2022 roku wyniósł 169,0 mln zł wobec 255,7 mln zł rok wcześniej. Istotny wpływ na wyniki w porównywanych okresach miały zdarzenia o charakterze jednorazowym, w tym koszty transakcyjne związane z akwizycją softgarden, koszty programu płatności w formie akcji, aktualizacja wyceny należących do Grupy Pracuj udziałów w spółce Beamery Inc. dokonana w 2021 roku, a także koszty oferty publicznej akcji. Skorygowany zysk netto zwiększył się o 1,2% r/r i sięgnął 204,3 mln zł.

Cel: rynkowy lider z przychodami na poziomie 1 mld zł

Podsumowując miniony rok, Zarząd Grupy Pracuj postanowił również nakreślić kierunki rozwoju i cele na najbliższe lata.

– Mimo obecnego spowolnienia gospodarczego, jesteśmy przekonani, że długoterminowe trendy na rynku pracy sprzyjają Grupie Pracuj. Naszym celem jest wzrost przychodów do 1 mld zł w ciągu 3 lat oraz utrzymanie marży skorygowanej EBITDA powyżej 40%. Będziemy dążyć do dalszej dywersyfikacji przychodów. Serwisy rekrutacyjne pozostaną naszym wiodącym obszarem działalności w najbliższych latach – będziemy je rozwijać organicznie, stawiając na technologie i innowacje. Zakładamy jednocześnie systematyczny, dynamiczny wzrost przychodów z obszaru HR Tech w modelu SaaS, na poziomie ponad 25% średnio rocznie do 2025 roku. W tym obszarze nie wykluczamy kolejnych akwizycji. Spodziewamy się, że w perspektywie 5-6 lat około połowa łącznych przychodów Grupy Pracuj może już pochodzić z usług HR Tech SaaS – konkluduje prezes Grupy Pracuj.

***

Wybrane skonsolidowane wyniki finansowe Grupy Pracuj

(mln zł) 2022 2021 Zmiana
Przychody z umów z klientami 608,5 475,1 28,1%
Skorygowana EBITDA 305,3 257,3 18,6%
Marża skorygowana EBITDA 50,2% 54,2% (4,0 pp)
Zysk netto 169,0 255,7 (33,9%)
Skorygowany zysk netto 204,3 201,9 1,2%

 

[1] Skorygowana EBITDA oznacza zysk z działalności operacyjnej powiększony o amortyzację, skorygowany o rozpoznane, jak również odwrócone, a uprzednio rozpoznane odpisy z tytułu trwałej utraty wartości aktywów oraz o wykazane w skonsolidowanym sprawozdaniu z całkowitych dochodów koszty programów płatności w formie akcji, koszty oferty publicznej oraz koszty związane z akwizycjami.

[2] Bez uwzględnienia wpływu zdarzeń o charakterze jednorazowym, tj. kosztów transakcyjnych związanych z akwizycją softgarden w kwocie netto 7,1 mln zł w 2022 roku, kosztów programu płatności w formie akcji w kwocie 28,2 mln zł w 2022 roku oraz 12,6 mln zł w 2021 roku, wpływu netto aktualizacji wartości inwestycji w Beamery Inc. w kwocie 70,5 mln zł w 2021 roku, a także kosztów oferty publicznej akcji w kwocie netto 4,2 mln zł w 2021 roku.

Decyzja OPEC+ powoduje obawy o ponowny wzrost inflacji

Decyzja OPEC+ była dla rynku całkowitym zaskoczeniem. Widać tu rozgrywkę geopolityczną. Stosunki miedzy USA a Arabią Saudyjską pogorszą się – to nie ulega wątpliwości. Pojawiają się obawy o to, że ruch ze strony rozszerzonego kartelu może skomplikować walkę Fed-u z inflacja. Pomimo niekorzystnej dla globalnej gospodarki decyzji, indeks SP500 zdołał urosnąć już czwartą sesję z rzędu. Z kolei rentowność amerykańskich papierów skarbowych oraz dolar spadły po słabym raporcie o produkcji ISM.

Ropa na skutek decyzji o cięciu wydobycia otworzyła się w poniedziałek luką wzrostową. Brent urosła ponad 6 proc. Aktualnie kontrakt CFD wskazuje 85,4 USD za baryłkę. Od strony technicznej notowania znalazły się powyżej linii trendu spadkowego, co sugeruje, że zniżkująca tendencja, która trwa od czerwca 2022 roku prawdopodobnie ulega zmianie, przynajmniej w średnim terminie. Wszystko wskazuje na to, że minima ustanowione przez cenę 20 marca (ok. 70 USD) stają się średnioterminowym dołkiem a notowania wkraczają tym samym w fazę wzrostową. Otrzymaliśmy jasny, fundamentalny sygnał, który będzie wspierał wyższą wycenę ropy.

Wczoraj pojawiły się komentarze z Rezerwy Federalnej. James Bullard – zaliczany do jednego z największych „jastrzębi” w amerykańskiej instytucji – nie ukrywa, że cięcie wydobycia przez OPEC+ sprawia, że zadanie Fedu polegające na obniżeniu inflacji jest „nieco trudniejsze”. Dodał, że jest kwestią otwartą to, czy fakt ten będzie mieć trwały wpływ na inflację. Jego zdaniem wyższe ceny ropy i tak by nastąpiły ze względu na powrót gospodarki chińskiej do pełnej sprawności oraz ze względu na fakt, że Europa skutecznie omija scenariusz głębokiej recesji a Stany Zjednoczone pokazują dość solidne dane makro. Wyraził również swój optymistyczny pogląd na ostatnie zawirowania w sektorze bankowym. Jego zdaniem kryzys ten zostanie szybko złagodzony. Patrząc na zmniejszające się wykorzystanie pożyczek banków regionalnych z Fed-u, można zakładać, że w tej kwestii Bullard ma sporo racji. Odniósł się również do polityki banku centralnego mówiąc, że Fed przyjął dwutorową strategię, obejmującą narzędzia makroostrożnościowe, aby poradzić sobie z problemami bankowymi i kontynuację podwyżek stóp, aby walczyć z inflacją.

Słowa uspokojenia wysłała na rynek Janet Yellen, która przyznała, że sytuacja wokół amerykańskich banków stabilizuje się. Na taki stan rzeczy wskazują zmniejszające się odpływy kapitału z mniejszych oraz średnich podmiotów. Widać, że pani Sekretarz Skarbu wyciągnęła wnioski z ostatniej niefortunnej wypowiedzi, która spowodował nagłe, choć krótkotrwałe spadki na Wall Street. Yellen skrytykowała decyzję OPEC+ nazywając ją niekonstruktywnym działaniem, które jest niekorzystne dla globalnej gospodarki.

W Europie zabrali głos również przedstawiciele EBC. Członek Rady Prezesów – Robert Holzman – potwierdził możliwy kolejny ruch na stopach o 50 punktów bazowych na kolejnym, majowym posiedzeniu, co wzmacnia pozostanie europejskiej instytucji na restrykcyjnym kursie polityki pieniężnej. Na „lepkość” inflacji wskazał Gediminas Simkus, co należy interpretować jako „jastrzębią” retorykę.

Widać, że po obu stronach Atlantyku padają głosy o potrzebie kontynuacji dalszego zacieśniania. Decydenci starają się niemal jednogłośnie pokazać, że walka z inflacją nie zakończyła się i udowodnić, że w szeregach tych instytucji wciąż panuje wysoka determinacja do działań zmierzających przywróceniu jej do celu.

Z danych makro poznaliśmy wczoraj wskaźnik ISM dla amerykańskiego przemysłu za okres marca. Tutaj nastąpiło rozczarowanie, ponieważ główny odczyt wskazał poziom 46,3 pkt. co było poniżej oczekiwań rynkowych. Pogorszenie nastąpiło również w wynikach poszczególnych subindeksów. Poniżej 50 pkt. uplasował się indeks cen płaconych, co może być pozytywne w kwestiach dalszego rozwoju sytuacji w obszarze inflacji. Na samą publikację EURUSD zareagował wzrostami, choć były one ograniczone. Kurs zwyżkował już od wczesnych godzin porannych niwelując niemal w pełni piątkowe spadki. Aktualnie notowania znajdują się poniżej 1,09. Wciąż jednak otwarta jest droga do poziomu 1,1.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Jest coraz więcej prób samobójczych wśród dzieci i młodzieży

Dane Komendy Głównej Policji pokazują, że najmłodsi Polacy coraz częściej dokonują zamachów samobójczych. W 2022 r. odnotowano ponad 2 tys. takich prób wśród osób do 18. roku życia. Stanowiły one przeszło 14% wszystkich ogólnie zarejestrowanych. Z kolei w grupie wiekowej do 24 lat w ub.r. łącznie było blisko 3,8 tys. takich zdarzeń, tj. 26,1% zanotowanych w całym społeczeństwie, a w 2021 roku – blisko 3,1 tysięcy, czyli 22,2% ogółu. Eksperci komentujący te dane biją na alarm. Twierdzą, że młodzi ludzie czują się samotni, a nawet izolowani. Coraz częściej bywają też ofiarami przemocy i sami sobie z tym nie poradzą. Nie mają też odpowiedniego wsparcia rodziców, ale także szkół, które są skoncentrowane głównie na nauczaniu i wynikach. Otoczenie z kolei bagatelizuje problemy zdrowia psychicznego. I tak nakręca się niebezpieczna spirala.

Widoczne rok do roku wzrosty

Liczby mogą – a wręcz powinny – szokować. W 2022 r. wśród ponad 14,5 tys. osób podejmujących próbę samobójstwa aż blisko 2,1 tys. było z grupy wiekowej do 18 lat. Na dodatek nastąpił duży wzrost w porównaniu ze wcześniejszym rokiem, gdy odnotowano blisko 1,5 tys. takich przypadków wśród młodych ludzi. Mocno wzrosła więc liczba prób i zwiększył się odsetek najmłodszych samobójców, tj. z 10,8% w 2021 r. do 14,4% w ubiegłym roku.

– Po danych KGP widać też, że w grupie wiekowej do 24 lat łącznie podjęto blisko 3,8 tys. zamachów samobójczych w 2022 roku, czyli 26,1% wszystkich w społeczeństwie. Z kolei w 2021 roku było ich lekko ponad 3 tys. To stanowiło 22,2% ogółu – podaje psycholog Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.

W opinii prof. Marcina Szulca z Uniwersytetu Gdańskiego, nie ma jednej prostej odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się dzieje. Ekspert uważa, że najpilniejsze jest teraz znalezienie sposobu na zahamowanie tego zjawiska. Ze stwierdzeniem, że samobójstwa to złożony problem, a każde wymaga indywidualnego podejścia, zgadzają się również inni psycholodzy.

– Młodzi ludzie, niestety coraz częściej czują się samotni. Doświadczają poczucia izolacji i odrzucenia. Dzieci mogą mieć trudności w radzeniu sobie z emocjami, frustracją, gniewem, smutkiem czy też z rozczarowaniem. Dodatkowo depresja i stany lękowe to problemy, z którymi boryka się wiele osób w tym wieku. Doświadczają one ponadto presji i stresu związanego z nauką. Kolejne czynniki zwiększające ryzyko to przemoc i wszelkiego rodzaju nadużycia, w tym seksualne. Takie traumatyczne sytuacje mogą prowadzić do naprawdę skrajnych zachowań – wyjaśnia Michał Murgrabia.

Lekceważenie zdrowia psychicznego

W 2022 roku w grupie wiekowej 13-18 lat aż 2008 osób wzięło udział w zamachach samobójczych, a rok wcześniej – 1411. Statystyki z dwóch ostatnich lat pokazują, że do niemal co piątej takiej próby wśród dzieci i młodzieży dochodziło w woj. pomorskim. KWP w Gdańsku odnotowała 383 takich zdarzeń w 2022 r. i 291 w 2021 r. Na terenie działania KWP w Katowicach w ubiegłym roku odnotowano aż 287 prób samobójczych najmłodszych, a rok wcześniej – 196. W Łodzi zarejestrowano odpowiednio 198 i 109, w małopolskim – 188 i 154, a w Lublinie – 120 i 64. Na końcu listy widać Opole – 21 i 13, Gorzów Wielkopolski – 32 i 15, a także Bydgoszcz – 48 i 38.

Jak zauważa prof. Szulc, należy ostrożnie podchodzić do wyjaśniania tak dużej liczby samobójstw młodzieży w woj. pomorskim. Trzeba wziąć pod uwagę m.in. wysoką gęstość zaludnienia i liczbę zawieranych małżeństw na tym obszarze. To może wiązać się z tym, że rodzi się tam więcej dzieci niż w innych częściach Polski. A jeśli przeważają tam młodzi ludzie, to problemy wśród nich mogą być wyraźniejsze na tle innych grup wiekowych. Spis powszechny z 2021 roku ujawnił, że w woj. pomorskim nastąpił wzrost liczby ludności, spowodowanej także procesami migracyjnymi. Według eksperta, najbardziej alarmujący w statystykach policyjnych jest fakt, iż praktycznie wszędzie – od Gdańska po Bydgoszcz – w ciągu roku nastąpił ogromny wzrost liczby prób samobójczych wśród najmłodszych Polaków.

– W zakresie zdrowia psychicznego trzeba edukować najmłodszych. Warto rozmawiać z dziećmi o tym, jak o nie dbać oraz jak reagować, gdy dzieje się coś niedobrego. Należy podejmować tematy związane z rozwiązywaniem konfliktów i radzeniem sobie z emocjami. Warto też mówić o tolerancji, m.in. wobec różnic kulturowych czy religijnych. Powinniśmy zdecydowanie poprawić dostęp do pomocy psychologicznej dzieci i młodzieży, w tym poradnictwa, psychoterapii i wsparcia grupowego. Te działania pośrednio i bezpośrednio mogą pomóc w zapobieganiu problemowi zamachów dokonywanych przez osoby młode – podkreśla psycholog Murgrabia.

W ocenie eksperta z Uniwersytetu Gdańskiego, społeczeństwo nie widzi prawdziwej wagi zagrożenia, jakim jest proces narastających prób samobójczych wśród dzieci i młodzieży. To wpisuje się w ogóle w pewien mechanizm lekceważenia zdrowia psychicznego. – Poważnie traktujemy choroby serca czy nowotwory, a bagatelizujemy problemy emocjonalne, zarówno wśród dorosłych, jak i dzieci. Uważamy, że w życiu po prostu trzeba być twardym i brać się w garść – zaznacza prof. Marcin Szulc.

Coraz młodsi samobójcy

Dramatyzm sytuacji powiększa dynamicznie rosnąca liczba najmłodszych podejmujących zamachy samobójcze. W ub.r. w grupie wiekowej 7-12 lat było ich 85. – Niestety, nie zajmujemy się rozwiązaniem problemu systemowo, tylko akcyjnie. W momencie, kiedy dojdzie do kryzysu samobójczego, to robi się tydzień przeciwko depresji czy ku czci ofiar depresji, a potem nikt już się tym nie interesuje – alarmuje prof. Szulc.

– Wszyscy ludzie, a szczególnie bardzo młodzi, wymagają zrozumienia i wsparcia. Trzeba tworzyć w rodzinie autentyczne relacje. Dzieci potrzebują szczerych rozmów z rodzicami, aby mogły wyrazić swoje emocje i myśli. Ważne jest, aby stworzyć atmosferę, w której dziecko czuje się bezpieczne i może mówić o swoich problemach – zwraca uwagę Michał Murgrabia.

Z kolei prof. Szulc przywiązuje największą wagę do otoczenia, w jakim żyją dzieci. Jego zdaniem, ważne jest, by miały wokół siebie tzw. pozytywnych rówieśników i dorosłych, czyli potrafiących słuchać ich bez oceniania i moralizowania. Takie osoby są gotowe do przyjęcia faktu, że inni mają prawo do własnego punktu widzenia. Wielu emocjonalnych problemów udałoby się uniknąć bez korzystania z pomocy specjalisty, gdyby rodzice byli bardziej uważni, troskliwi i wspierający dla swoich dzieci.

– Jeżeli podejrzewamy, że dziecko może mieć trudności związane ze zdrowiem psychicznym i być narażone na ryzyko dokonania zamachu samobójczego, ważne jest, aby jak najszybciej podjąć odpowiednie kroki. Należy skontaktować się z profesjonalistami, takimi jak psychoterapeuci czy psychiatrzy, którzy udzielą odpowiedniej pomocy. Ponadto trzeba zwracać uwagę na budzące nasze wątpliwości zachowania dzieci, a także docierające do nich nieodpowiednie treści – podsumowuje psycholog Michał Murgrabia.

KI Chemistry podwyższa cenę w wezwaniu na Ciech do 54,25 zł za akcję

KI Chemistry, spółka z grupy Kulczyk Investments, do której należy ponad 51% akcji Ciech S.A., podwyższyła cenę w wezwaniu na wszystkie pozostałe akcje chemicznej spółki do 54,25 zł za akcję. Nowa cena, jak podkreśla KI Chemistry, jest ostateczną propozycją. Zawiera ona premię w wysokości 43,1% wobec średniej ceny akcji Ciech S.A. na GPW ważonej wolumenem obrotu z ostatnich sześciu miesięcy poprzedzających przekazanie zawiadomienia o zamiarze ogłoszenia wezwania. Okres przyjmowania zapisów do sprzedaży akcji został wydłużony do 17 kwietnia 2023 r.

Podwyższona cena oferowana przez KI Chemistry oznacza również premię w wysokości 27,3% wobec średniej ceny akcji spółki na GPW ważonej wolumenem obrotu z ostatnich trzech miesięcy poprzedzających przekazanie zawiadomienia o zamiarze ogłoszenia wezwania. Jest ona jednocześnie o 10,7% wyższa od pierwotnej ceny zaproponowanej przez KI Chemistry w momencie ogłoszenia wezwania, czyli 49,00 zł za akcję. Warto przypomnieć, że Zarząd Ciech S.A. uznał tę cenę za odpowiadającą wartości godziwej spółki. W swoim stanowisku powołał się na dwie niezależne opinie (tzw. fairness opinions) przygotowane przez renomowanych doradców: Lazard & Co., Limited oraz Rotschild & Co. Polska.

– 54,25 zł za każdą akcję Ciech to nasza ostateczna propozycja. Nie będzie kolejnego podwyższenia ceny w wezwaniu – podkreślił Sebastian Kulczyk, właściciel Kulczyk Investments.

– Grupie Ciech trudno będzie w tym roku powtórzyć wyniki wypracowane w 2022 roku, co niedawno wyraźnie zasygnalizował Zarząd spółki. Jako wiodący akcjonariusz jesteśmy zdeterminowani, by wspierać spółkę w jej planach globalnego rozwoju. Strategia Grupy zakłada rozwój organiczny oraz poprzez akwizycje. Ciech musi być zatem gotowy, zarówno od strony finansowej, jak i decyzyjnej, by szybko i elastycznie reagować na zmieniające się uwarunkowania i nadarzające się okazje. Dla realizacji tych celów formuła spółki niepublicznej jest optymalna – dodał Sebastian Kulczyk.

KI Chemistry planuje nabyć w wezwaniu 25.747.857 akcji Ciech S.A. stanowiących 48,86% kapitału zakładowego spółki i tym samym zwiększyć swój udział do 100%. W przypadku osiągnięcia w wyniku wezwania progu przynajmniej 95% ogólnej liczby głosów na Walnym Zgromadzeniu Ciech S.A., KI Chemistry zamierza przeprowadzić przymusowy wykup akcji należących do pozostałych akcjonariuszy, a następnie wycofać akcje spółki z obrotu giełdowego.

Okres przyjmowania zapisów do sprzedaży akcji w wezwaniu został wydłużony do 17 kwietnia br. Inwestor posiadający akcje Ciech S.A. może odpowiedzieć na wezwanie w biurze maklerskim, które prowadzi jego rachunek papierów wartościowych. Przewiduje się, że nabycie akcji przez KI Chemistry nastąpi 20 kwietnia, a transakcja zostanie rozliczona 21 kwietnia br.

Wezwanie zostało ogłoszone pod warunkiem zawarcia przez KI Chemistry oraz Ciech S.A. umowy organizacyjnej dotyczącej ustanowienia współpracy strategicznej oraz pod warunkiem podjęcia przez Walne Zgromadzenie Ciech S.A. uchwał w sprawie zmian statutu spółki (dotyczących sposobu powoływania członków Rady Nadzorczej, wprowadzenia kworum na Walnym Zgromadzeniu w wysokości 15% kapitału zakładowego spółki, oraz upoważnienia Zarządu Ciech S.A. do podwyższenia kapitału zakładowego w ramach kapitału docelowego). KI Chemistry zastrzega sobie prawo do podjęcia decyzji o nabyciu akcji w wezwaniu pomimo niespełnienia tych warunków.

KI Chemistry ocenia, że zwiększanie konkurencyjności oraz dalszy rozwój Grupy Ciech może wymagać znacznych nakładów inwestycyjnych m.in. na realizację kompleksowej transformacji technologicznej oraz energetycznej, w tym nakładów na ograniczenie emisji CO2, czy dostosowywanie działalności do rosnących obciążeń regulacyjnych obejmujących spółki publiczne.

W świetle obserwowanych zjawisk oraz potencjalnych zagrożeń i wyzwań, KI Chemistry ocenia, że formuła budowania wartości w oparciu o giełdę aktualnie wyczerpała się i wycofanie spółki z rynku publicznego pozwoli jej skuteczniej konkurować na rynkach globalnych w oparciu o nowy model właścicielski, a co za tym idzie mechanizm elastycznego podejmowania kluczowych decyzji w krótkim czasie.

KI Chemistry została inwestorem strategicznym Ciech S.A. w 2014 r. Od tego czasu wartość rynkowa spółki istotnie wzrosła. Dodatkowo, w latach 2015-2022 akcjonariusze Ciech S.A. otrzymali dywidendy w łącznej kwocie 782,3 mln zł, czyli 14,85 zł w przeliczeniu na jedną akcję. W ocenie KI Chemistry, sprzedaż akcji w wezwaniu daje mniejszościowym akcjonariuszom spółki możliwość wyjścia z inwestycji z atrakcyjną stopą zwrotu.

Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie pełni rolę wyłącznego podmiotu pośredniczącego w wezwaniu i doradcy transakcyjnego, BNP Paribas pełni rolę wyłącznego doradcy finansowego i M&A, zaś mInvestment Banking (mBank) pełni rolę współdoradcy transakcyjnego.

***

Harmonogram wezwania

Rozpoczęcie przyjmowania zapisów 10 marca 2023 r.
Zakończenie przyjmowania zapisów 17 kwietnia 2023 r.
Transakcja nabycia akcji na GPW 20 kwietnia 2023 r.
Rozliczenie transakcji sprzedaży akcji 21 kwietnia 2023 r.

72% polskich pracodawców wskazuje na problem z zatrudnieniem pracowników z niezbędnymi umiejętnościami

72% organizacji w Polsce ma trudności w znalezieniu pracowników z odpowiednimi umiejętnościami. To o 2 punkty procentowe więcej, niż jeszcze rok temu – tak wynika z opublikowanego dziś raportu ManpowerGroup „Niedobór talentów”. Jak pokazuje badanie, najtrudniejszymi do znalezienia wśród kandydatów są umiejętności z obszaru IT & analizy danych, o czym mówi 27% pracodawców, a także sprzedaży & marketingu, co sygnalizuje 24% polskich firm. Zakończenie procesu rekrutacyjnego z sukcesem stanowi wyzwanie dla organizacji na całym świecie, globalnie z niedoborem talentów boryka się 77% organizacji.

Zgodnie z informacjami zawartymi w najnowszym raporcie ManpowerGroup, polscy pracodawcy wskazują na największą trudność w zrekrutowaniu odpowiednich kandydatów z umiejętnościami z obszaru IT & analizy danych – wskazało na nie 27% respondentów. Na drugim miejscu znalazły się kompetencje z zakresu sprzedaży & marketingu (24%), a następnie umiejętności techniczne (23%), obsługa klienta (22%) oraz logistyka & operacje (19%).

Usługi komunikacyjne oraz IT & technologie – tutaj najtrudniej jest o pożądane talenty
Branżą, w której pracodawcy mówią o największych wyzwaniach rekrutacyjnych są usługi komunikacyjne – aż 83% firm ma problem ze znalezieniem odpowiednich do pracy kandydatów. Wysoki deficyt w tym zakresie odczuwają też organizacje z obszaru IT & technologii (75%), przemysłu & surowców (74%), jak również nauk przyrodniczych & opieki zdrowotnej (74%).

– W Polsce obserwujemy utrzymujący się od lat wysoki wskaźnik niedoboru talentów, na który dodatkowo nakłada się coraz większa presja płacowa. Wynika ona z sytuacji gospodarczej na całym świecie, rosnących kosztów życia, stóp procentowych, ale także tego, że pracownicy coraz wyżej wyceniają swoje kompetencje – mówi Katarzyna Pączkowska, dyrektor rekrutacji stałej w Manpower. – Wszystko to sprawia, że wyzwania pracodawców związane ze znalezieniem odpowiednich talentów o pożądanych kompetencjach, ale wpisujących jednocześnie się przy tym w założenia budżetowe organizacji, są coraz większe. Można zauważyć, że mamy do czynienia z zapotrzebowaniem rynku pracy na wykwalifikowanych pracowników we wszystkich branżach. Rynek jest dynamiczny, a przedsiębiorstwa, chcąc zachować wysoką konkurencyjność, wprowadzają szereg optymalizacji, nastawiają się na cyfryzację procesów, a co za tym idzie, szukają odpowiednich pracowników. Takich, którzy zaoferują pracodawcy swoje doświadczenie i umiejętności, ale będą też cechowali się pożądanymi kompetencjami miękkimi –dodaje ekspertka.

Mikroprzedsiębiorstwa z najmniejszymi wyzwaniami rekrutacyjnymi
Największe trudności ze znalezieniem odpowiednich kandydatów do pracy na poziomie 74% mają średnie (50 – 250 zatrudnionych osób) i duże (ponad 250 pracowników) organizacje. Niemal z taką samą skalą wyzwania zmagają się małe (zatrudniające od 10 do 49 osób) przedsiębiorstwa (73%). Problem ten dotyczy również 60% mikroprzedsiębiorstw (do 9 osób).

Brakuje kandydatów z umiejętnością adaptacji i odpornych na stres

Raport ManpowerGroup porusza także kwestię umiejętności miękkich. Wśród tych najtrudniejszych do znalezienia cech kandydatów do pracy znalazły się odporność na stres i umiejętność adaptacji (34%), a także zdolność krytycznego myślenia oraz analizy (33%). Brakuje również osób charakteryzujących się wnikliwością i chęcią do rozwoju (27%), potrafiących działać zespołowo (25%) oraz sprawnie rozwiązujących problemy (25%).

– Poza wskazanymi w badaniu kompetencjami miękkimi, bardzo ważne wśród kandydatów są także komunikatywność, empatyczne przywództwo, efektywne zarządzanie stresem, czy zdolność przyswajania i przekazywania wiedzy – mówi Szymon Rudnicki, dyrektor Talent Solutions ManpowerGroup w Polsce. Jak wyjaśnia ekspert, firmy w coraz częściej zauważają, że kluczem do sukcesu oraz dalszego rozwoju jest zwinność, elastyczność, otwartość na nowe rozwiązania. – Istotna jest też chęć nieustannego uczenia się. Rozwijanie unikatowych, charakterystycznych tylko dla ludzi kompetencji miękkich powinno być priorytetem organizacji chcących uzyskać i utrzymać przewagę konkurencyjną. To cechy, które są cenne na każdym etapie kariery, a najlepszym sposobem ich utrwalenia jest praktyka. Powoduje, że wyzbywamy się pewnych nawyków, przełamujemy stereotypy, co w konsekwencji kształtuje istotne umiejętności interpersonalne – dodaje ekspert.

Firmy chcą inwestować w rozwój talentów

Polscy pracodawcy, którzy wskazali w badaniu na niedobór kandydatów o pożądanych umiejętnościach, zostali zapytani o to, w jaki sposób chcą wypełnić tę lukę. Najwięcej z nich planuje zainwestowanie w rozwój zatrudnionych już osób (70%), a także zatrudnienie nowych talentów na stałe (48%) lub tymczasowo (40%).Firmy chcą także postawić na rozszerzenie działań związanych z nowymi technologiami (38%).

– Aktualnie na rynku obserwujemy malejącą liczbę publikowanych ofert pracy, ale też mniejszą motywację wykwalifikowanych pracowników do zmiany miejsca zatrudnienia. To powoduje, że trudniej jest zrekrutować poszukiwanych specjalistów. Pracodawcy, którzy chcą wypełnić lukę kompetencyjną w swoich organizacjach wdrażają między innymi programy rozwojowe oraz szkoleniowe dla pracowników, oferują im także więcej elastyczności w zakresie godzin, czy miejsca pracy. To sprawia, że trudniej jest zachęcić zatrudnione już osoby do zmiany pracy, a z drugiej strony zachęca potencjalnych nowych kandydatów do wzięcia udziału w procesie rekrutacyjnym takiej firmy – dodaje Katarzyna Pączkowska.

Globalnie problem ze zrekrutowaniem odpowiednich talentów zgłasza 77% firm, co jest wynikiem o 5 punktów procentowych wyższym, niż ten notowany przez polskie organizacje. Biorąc pod uwagę poziom trudności w zrekrutowaniu pożądanych pracowników wśród sąsiadujących z nami krajów, to lepszą niż w Polsce sytuację deklarują organizacje w Czechach (66%) oraz Słowacji (68%). O większym, niż w kraju nad Wisłą niedoborze talentów mówią natomiast niemieckie firmy (86%).

O badaniu:
Badanie „Niedobór talentów” zostało zrealizowane na próbie 510 pracodawców w Polsce i niemal 39 000 firm na świecie. Celem badania było zmierzenie skali trudności w pozyskiwaniu nowych pracowników o pożądanych kompetencjach. Raport prezentuje dane w podziale na 6 regionów Polski i 8 sektorów rynku. W raporcie znajdują się również dane na temat umiejętności, w tym również kompetencji miękkich, najtrudniejszych do znalezienia u kandydatów. Badanie zostało zrealizowane pomiędzy 2 a 31 stycznia 2023 roku, zatem odzwierciedla najbardziej aktualne nastroje rekrutacyjne w Polsce.

Michael / Ström Dom Maklerski S.A. uruchamia nowy fundusz zamknięty

M/S Obligacji Dużych Spółek FIZ ma skupić się na obligacjach największych polskich spółek. Papiery dłużne tzw. bluechipów charakteryzują się relatywnie niższym ryzykiem kredytowym oraz wyższą płynnością, przy czym wciąż pozwalają na osiąganie atrakcyjnych stóp zwrotu. Uruchomienie funduszu to uzupełnienie oferty Michael / Ström Obligacji Korporacyjnych FIZ skoncentrowanego na obligacjach średnich podmiotów.

Michael/Ström Obligacji Korporacyjnych FIZ niezmienne pozostaje flagowym Funduszem Domu Maklerskiego. Odpowiednia selekcja emitentów w segmencie średnich spółek pozwala na osiąganie bardzo atrakcyjnych stóp zwrotu. Pod względem długoterminowych stóp zwrotu Fundusz jest w czołówce w swojej grupie. – Utworzenie Michael/Ström Obligacji Dużych Spółek FIZ stanowi przemyślane uzupełnienie naszej oferty inwestycyjnej. Jest to intersujący produkt dla bardziej konserwatywnych inwestorów, którzy chcą być obecni na rynku długu korporacyjnego i czerpać korzyści z wciąż atrakcyjnych dochodowości, ale przy relatywnie niższym ryzyku kredytowym – mówi Krzysztof Tymoszyk, Członek Zarządu Michael / Ström Dom Maklerski.

W ramach swojej działalności Michael / Ström Dom Maklerski posiada doświadczenie oraz kompetencje w poruszaniu się po polskim rynku obligacji korporacyjnych. Dlatego politykę inwestycyjną opiera przede wszystkim o lokalny rynek. Jednak część największych polskich spółek emituje również obligacje denominowane w takich walutach jak EUR czy USD. W zależności od sytuacji na rynku stopy procentowej, takie obligacje również mogą znaleźć się w portfelu, oczywiście przy wyeliminowaniu ryzyka walutowego.

Statut nowego Funduszu precyzyjnie definiuje dużą spółkę. Żeby obligacje danego emitenta miały szanse znaleźć się w portfelu funduszu musi on spełnić jeden z warunków: być podmiotem zależnym od Skarbu Państwa, spółką publiczną z kapitalizacją powyżej 500 mln PLN, być spółką niepubliczną, ale z przychodami przekraczającymi 1 mld PLN lub kapitałami własnymi powyżej 500 mln PLN albo posiadać rating inwestycyjny jednej z najważniejszych agencji ratingowych. W najbliższym czasie odbędzie się pierwszy Komitet Inwestycyjny nowego funduszu. W pełni przygotowany produkt ma zostać zaoferowany inwestorom w najbliższych tygodniach. Zarządzającym będzie Jakub Krawczyk, który odpowiada także za Michael/Ström Obligacji Korporacyjnych FIZ.

– Uważamy, że najbliższe lata będą dobre dla rynku obligacji korporacyjnych, zarówno pod względem liczby emisji jak i stopy zwrotu dla inwestorów. Jedną z zalet oparcia polityki inwestycyjnej na obligacjach największych spółek jest większa skalowalność portfela, niż ma to miejsce w segmencie średnich spółek. Mamy zatem nadzieję, że polityka inwestycyjna i formuła Funduszu spodoba się inwestorom – podsumowuje Krzysztof Tymoszyk.

Wielkanocne portfele Polaków

Od 500 do 1000 zł – tyle na spożywcze zakupy wielkanocne chce przeznaczyć 27 proc. Polaków, wynika z badania Santander Consumer Banku. Oznacza to, że osoby z przeciętnym wynagrodzeniem na świąteczne jedzenie muszą pracować minimum dwa dni. Z najnowszego raportu Grupy Progres wynika, że nasi rodacy chwytają się różnych sposobów na zdobycie środków, które przeznaczą na wielkanocny budżet. Wśród najczęściej wymiennych są bony na zakupy od pracodawców, branie nadgodzin lub praca dodatkowa oraz pożyczka.

  • Żeby zrobić zakupy na Wielkanoc, trzeba na nie zarobić. W zależności od wysokości wynagrodzenia na wypełnienie spożywczego koszyka przed świętami musimy pracować od kilku godzin do kilku dni.
  • Duże sieci handlowe oferują szereg rabatów oraz promują marki własne. Jednak i tak wiele z produktów będzie droższych niż rok wcześniej.
  • Według danych z wielkanocnego raportu Grupy Progres, mieszkańcy Polski nie tylko zwracają większą uwagę na ceny, ale szukają też różnych sposobów, by ich pensja nie ucierpiała za bardzo po wizycie w sklepie spożywczym. Wielu z nich liczy na pomoc pracodawcy i dodatki do wynagrodzenia.
  • Nie tylko benefity, ale i praca dorywcza lub nadgodziny to metoda Polaków na dodatkowy zarobek przed świętami.
  • Popularnym sposobem na świąteczne wydatki są kredyty, które zaciąga wiele osób. Jak podaje BIK, sprzedaż pożyczek pozabankowych w lutym br. osiągnęła poziom 712,8 mln zł. Co może potwierdzać, że polskie gospodarstwa domowe finansują potrzeby związane z bieżącymi potrzebami kredytem konsumpcyjnym.

Zbliżająca się Wielkanoc dla domowych budżetów oznacza dość spore wydatki. Ich dużą część pochłoną zakupy spożywcze, na które nasi rodacy przeznaczą od 100 do nawet 1 000 zł. Jak wynika z badania Santander Consumer Banku „Polaków Portfel Własny: Wiosenne wyzwania 2023″, najwięcej z nas – bo 27 proc. – chce zostawić na świątecznym stole od 501 do 1 000 zł. 24 proc. ankietowanych na zakupy spożywcze wyda od 301 do 500 zł, a 18 proc. od 201 do 300 zł. Co dziesiąty Polak przeznaczy na ten cel od 101 do 200 zł.

Żeby zrobić zakupy na Wielkanoc, trzeba na nie zarobić. Osoby, które otrzymują przeciętne wynagrodzenie – według danych GUS w lutym wynosiło ono 7 065,43 zł brutto – na wypełnienie spożywczego koszyka przed świętami (o wartości od 500 do 1 000 zł), muszą pracować od 2 do 4 dni. Polacy z minimalnym wynagrodzeniem (3 490 zł brutto), chcący wydać podobne kwoty, powinni przeznaczyć na pracę od 3 do 5 dni. Nawet jeśli wydamy mniej – czyli, jak deklaruje 24 proc. badanych od 301 do 500 zł lub między 201 a 300 zł (18 proc. Polaków), to i tak na wielkanocny wikt trzeba będzie pracować od kilku do kilkudziesięciu godzin. Wydatki i liczba dni, które musimy przepracować, żeby je pokryć, wzrosną, jeśli w planach – oprócz zakupów – będzie też podróż do rodziny – w zależności od środka transportu i odległości – trzeba będzie przeznaczyć na nią od kilkudziesięciu do kilkuset złotych. Nawet, gdy weźmiemy pod uwagę, że od środy, 1 marca ceny biletów w PKP Intercity spadły niemal do poziomów sprzed podwyżki wprowadzonej 11 stycznia br. Na połączenia kategorii TLK i IC są one średnio o około 11 proc. niższe, a dla kategorii EIC i EIP – zmniejszyły się średnio o około 15 proc.

Uwaga na promocje

Duże sieci handlowe oferują szereg rabatów oraz promują marki własne – tańsze od markowych produktów. Jednak i tak wiele z produktów będzie droższych niż rok wcześniej. Według najnowszych danych GUS, wzrost cen żywności osiągnął w lutym br. 24 proc. w perspektywie rok do roku. Co więcej, na „promocje” trzeba mocno uważać. Na szczęście wielu Polaków jest czujnych i nie daje się oszukać. Pomocna w tym przypadku jest również dyrektywa Unii Europejskiej – Omnibus. Z raportu firmy badawczej Quality Watch, która o Omnibusa zapytała 1 042 Polaków, wynika, że aż 64 proc. badanych zetknęło się̨ z informacjami dotyczącymi przepisów nakazujących podawanie najniższej ceny z ostatnich 30 dni w przypadku produktów promocyjnych. Co więcej, w opinii konsumentów, gdyby promocyjna cena produktu okazała się̨ wyższa niż̇ cena z ostatnich 30 dni, to 46 proc. badanych zdecydowałoby się̨ na zakup produktu w innym sklepie, a 22 proc. w ogóle zrezygnowałoby z zakupów tego produktu. Jedynie 7 proc. badanych kupiłoby produkt mimo wyższej ceny, a 8 proc. poprosiłoby sklep o obniżenie ceny do najniższej z ostatnich 30 dni. Inną strategią, preferowaną przez 17 proc. respondentów, byłoby przeczekanie aż̇ cena „wróci” do niższego poziomu.

Według danych z wielkanocnego raportu Grupy Progres, mieszkańcy Polski nie tylko zwracają większą uwagę na ceny, ale szukają też różnych sposobów, by ich pensja nie ucierpiała za bardzo po wizycie w sklepie spożywczym. Wielu z nich liczy na pomoc pracodawcy.

Najczęstszą formą wsparcia pracowników przed świętami, którą obserwujemy w polskich firmach, są dodatki do wynagrodzenia. One wśród pracowników cieszą się obecnie bardzo dużą popularnością, szczególnie te przybierające formę bonów na zakupy w sklepach danej marki lub kart przedpłaconych. W przypadku osób zatrudnionych w sieciach spożywczych oferowane są im np. zniżki na zakupy lub wybrane produkty niezbędne na wielkanocnym stole – mówi Paweł Dąbrowski, prezes spółek operacyjnych w Grupie Progres. – Rzadziej natomiast można liczyć na wsparcie w pokryciu kosztów wyjazdów świątecznych – dodaje Paweł Dąbrowski.

Świąteczne fuchy i nadgodziny

Nie tylko benefity, ale i praca dorywcza lub nadgodziny to metoda naszych rodaków na dodatkowy zarobek. Jej popularność rośnie szczególnie w okresach przedświątecznych. Jak wynika z raportu Grupy Progres i SeniorApp, już w pierwszej połowie ubiegłego roku, liczba osób zainteresowanych dodatkową pracą zwiększyła się o 165 proc. Wzrosło też zainteresowanie pracą tymczasową i sezonową – starało się o nią o 20 proc. więcej kandydatów niż w analogicznym okresie 2021 r.  Polacy chętniej podejmują tego typu zajęcia zarówno w danej firmie, jak i w formie zlecenia od osób prywatnych. Obejmują one np. robienie zakupów, sprzątanie mieszkania czy przygotowanie potraw na święta. Takie zamówienia dla ludzi, którzy nie mają czasu na przygotowanie świąt, a muszą to zrobić, często kalkulują się bardziej niż np. skorzystanie z ofert reklamowanych cateringów lub świątecznych menu w restauracjach gwiazd.

W restauracji Magdy Gessler – U Fukiera – możemy zamówić np. 900 ml żuru na prawdziwkach lub barszczu białego za 75 zł. 5 połówek faszerowanych jajek wyceniono na 35 zł, a 300 g sałatki jarzynowej na 41 zł. Babka z bakaliami to koszt 88 zł, a mazurek różany – 65 zł. W Starym Domu u Piotra Adamczyka porcja sałatki jarzynowej kosztuje 39 zł, niecały litr wielkanocnego żuru na zakwasie z prawdziwkami i białą kiełbasą to wydatek w wysokości 79 zł, ceny ciast wahają się od 80 do 270 zł.  Taniej jest w Krakowie. Zalipianki Ewy Wachowicz w ofercie mają np. litr żurku na wędzonce za 30 zł i zupę chrzanową (26 zł/1 l). Mazurek na wielkanocny stół kosztuje 110 zł/stuka, a sałatka jarzynowa — 67 zł/kg.

Wielkanoc na kredycie

Trzecim z najpopularniejszych sposobów na świąteczne wydatki są kredyty, które zaciąga wielu naszych rodaków. Jak podaje BIK, łączne zadłużenie gospodarstw domowych na koniec lutego 2023 r. z tytułu wszystkich produktów kredytowych (kredytów, limitów, pożyczek pozabankowych) wyniosło 717,5 mld zł, a sprzedaż pożyczek pozabankowych osiągnęła poziom 712,8 mln zł. Co może potwierdzać, że polskie gospodarstwa domowe finansują potrzeby związane z bieżącymi potrzebami kredytem konsumpcyjnym. Udział wartości kredytów opóźnionych w spłacie ponad 90 dni wynosi 5,7 proc. w porównaniu do 4,9 proc. zanotowanego na koniec 2021 r.

Niektóre firmy czy instytucje oferują swoim pracownikom pożyczki na preferencyjnych warunkach lub godzą się wypłacać zaliczki. Trzeba jednak pamiętać, że każde zadłużenie musimy później spłacić, a jego kwotę uwzględnić w wydatkach. Niestety wynagrodzenia, które je pokryją, raczej nie wzrosną lawinowo w odróżnieniu do odsetek chwilówek podkreśla Paweł Dąbrowski z Grupy Progres. – Jeśli pojawi się problem ze spłatą długu, może nam grozić komornik. Gdy w momencie egzekucji zwróci się on do pracodawcy, ten ma z reguły 7 dni na udzielenie odpowiedzi. Co więcej, przełożony nie może odmówić przekazania określonej kwoty odjętej z wynagrodzenia zadłużonego pracownika, bo za uchylanie się od nakazanych czynności grozi mu grzywna w wysokości do 5 tys. zł. Może być ona powtarzana do momentu, w którym określona kwota nie zostanie przekazana przez pracodawcę do windykującego ją urzędnika. Obecnie kwota wolna od zajęcia komorniczego wynosi 2 617,5 zł. Od lipca wzrośnie ona do 2 700 zł – przypomina ekspert.

Marzec 2023 r. drugim najlepszym sprzedażowo miesiącem w historii TIM SA

Ze wstępnych szacunków wynika, że przychody TIM SA ze sprzedaży netto towarów i usług związanych bezpośrednio ze sprzedażą towarów wyniosły w marcu 2023 r. 136,8 mln zł (-22,1% rdr.), zaś w całym I kwartale 2023 r. – 365,5 mln zł (-7,1% rdr.). Równo rok po bardzo nietypowym marcu 2022 r. miesięczne przychody Spółki po raz drugi w historii przekroczyły 130 mln zł.

– Nie licząc marca 2022 roku, za nami najlepszy miesiąc w historii TIM-u. Byliśmy świadomi niezwykle wysokiej bazy sprzed roku, wynikającej w ogromnej części ze zmiany, na mniej korzystne, zasad rozliczania programu „Mój Prąd” oraz z dużej niepewności, jaka zapanowała na rynku po rozpoczęciu przez Rosję pełnowymiarowej inwazji na Ukrainę. Wiedzieliśmy zatem, że wyrównanie, nie mówiąc o poprawieniu, rekordowych ponad 175 milionów złotych z marca 2022 roku nie wchodzi w grę – mówi Krzysztof Folta, prezes Zarządu TIM SA.

Tymczasem w marcu 2023 roku, pomimo zmiennej sytuacji na rynku szacowane przychody TIM-u przekroczyły – de facto po raz pierwszy w „normalnych” okolicznościach rynkowych – poziom 130 mln zł.

– Wyniki marca wskazują wyraźnie, że wykorzystujemy nasze istotne przewagi konkurencyjne. Coraz szersza oferta produktowa dostępna na TIM.pl w połączeniu z dużą aktywnością w rynku powodują, że stale rosnące grono klientów właśnie w TIM-ie odnajduje prawdziwe centrum elektrotechniki dla profesjonalistów – podsumowuje Krzysztof Folta.

Problemy finansowe w firmie – dostępne rozwiązania

Prowadzenie firmy nie zawsze przynosi oczekiwane zyski – szczególnie w czasach, gdy przedsiębiorcy zmagają się z tak wieloma trudnościami. Zdarza się, że sytuacja finansowa przedsiębiorstwa jest na tyle trudna, że trzeba rozważyć ogłoszenie upadłości lub zawieszenie działalności firmy. Na które z tych rozwiązań warto się zdecydować? Wszystko zależy od tego, jaka jest kondycja finansowa firmy.

Upadłość firmy – w jakich sytuacjach należy rozważyć jej ogłoszenie?

Upadłość firmy to rozwiązanie, na które warto zdecydować się w sytuacji, gdy firma nie jest w stanie pokrywać swoich zobowiązań finansowych. Jeśli firma ma już pewne zadłużenie i nie jest w stanie go spłacać, upadłość może być najlepszym rozwiązaniem. Oczywiście warto również zastanowić się nad restrukturyzacją, która w niektórych przypadkach może być dobrym sposobem na przywrócenie firmie płynności finansowej, a tym samym – na uniknięcie upadłości.

Warto mieć na uwadze, że w wyniku postępowania upadłościowego może dojść do redukcji lub umorzenia długów. Niezbędne jest jednak postępowanie przed sądem upadłościowym, które może być długotrwałe.

Więcej informacji na temat upadłości firmy znajdziesz tutaj: https://lipinskikancelaria.pl/upadlosc-firmy/

Upadłość firmy – warunki

Aby ogłoszenie upadłości firmy było możliwe, trzeba spełnić pewne warunki. Przede wszystkim firma ta musi mieć co najmniej dwóch wierzycieli. Oprócz tego musi być niewypłacalna – a zatem nie ma możliwości terminowego regulowania swoich zobowiązań. Opóźnienia w ich spłacaniu powinny przekraczać trzy miesiące.

Czy zawieszenie działalności firmy jest lepszym rozwiązaniem?

Zawieszenie działalności oznacza przerwę w jej prowadzeniu. Może to być bardzo korzystne rozwiązanie dla przedsiębiorców, którzy zmagają się z czasowymi trudnościami, jednak nie wykluczają możliwości wznowienia działalności w przyszłości. Zawieszenie firmy jest odwoływalne, co oznacza, że przedsiębiorca w każdej chwili może wznowić działalność – a tym samym firma będzie działała w taki sposób, jak przed zawieszeniem.

W przypadku zawieszenia firmy kluczowe jest to, że przedsiębiorstwo nie jest zadłużone. Tak naprawdę zawieszenie jest sposobem na uniknięcie tego zadłużenia – warto zawczasu zawiesić działalność, zanim czekać, aż problemy finansowe się pogłębią.

Korzyści wynikające z zawieszenia działalności

Jedną z największych korzyści wynikających z zawieszenia działalności jest brak konieczności płacenia comiesięcznych składek ZUS i podatku dochodowego. Obecnie składki ZUS rosną w błyskawicznym tempie, a przedsiębiorcy nie zawsze są w stanie je pokryć. To jeden z powodów, dla których sytuacja finansowa tak wielu firm w Polsce pogorszyła się w ostatnim czasie.

Inną zaletą zawieszenia działalności jest bardzo duża swoboda przedsiębiorcy. Mowa tu między innymi o tym, że właściciel firmy może zawiesić ją z dowolnego powodu – na przykład choroby, trudnej sytuacji rodzinnej czy problemów finansowych. Firmę można zawieszać dowolną liczbę razy, a minimalny okres zawieszenia to 30 dni. A zatem może to być bardzo korzystne rozwiązanie w przypadku przejściowych problemów finansowych.

Zawieszenie firmy – warunki

Oczywiście przedsiębiorca, który chce zawiesić działalność, musi spełnić pewne warunki. W trakcie zawieszenia nie można prowadzić firmy i osiągać z tego tytułu dochodów – jest to jednak zrozumiałe. Nie można też zatrudniać pracowników. Przed zawieszeniem firmy należy rozwiązać wszystkie umowy o pracę. W przeciwnym wypadku zawieszenie działalności nie będzie możliwe.

Podsumowanie

Wybór pomiędzy upadłością firmy a zawieszeniem działalności nie jest prostym zadaniem. Decyzja taka powinna zostać poprzedzona bardzo dokładną analizą kondycji finansowo-majątkowej przedsiębiorstwa. Wszystko zależy od tego, czy firma posiada zadłużenie. Jeśli nie – zawieszenie działalności może być dobrym sposobem na uniknięcie długów. Jeżeli jednak firma ma długi, ogłoszenie upadłości może być dobrym rozwiązaniem. Jedno jest pewne – warto skorzystać z pomocy kancelarii, która nie tylko pomoże w wyborze najkorzystniejszego rozwiązania, ale też zapewni przedsiębiorstwu potrzebne wsparcie prawne.

Rośnie zjawisko greenwashingu. KE chce z nim walczyć

Greenwashing to zjawisko wprowadzania w błąd w odniesieniu do praktyk środowiskowych firm lub korzyści z zastosowania produktów czy usług. Od niejasnych twierdzeń po sfałszowane dane, „zielone kłamstwo” jest coraz mocniej obecne w naszym codziennym życiu. „Eko”, „zrównoważone”, „naturalne”, „cyrkularne”, „z recyklingu” a może „przyjazne dla klimatu”? Firmy prześcigają się w przyciągających klientów proekologicznych hasłach, które często okazują się jedynie ekościemą. Unia Europejska chce z tym walczyć i zapowiada nowe przepisy chroniące nas przed greenwashingiem.

Proekologiczną aktywność wymuszają rosnące oczekiwania konsumentów dotyczące ochrony środowiska i klimatu. Niestety wiele z tych działań jest czysto iluzoryczna, a często wręcz nieprawdziwa, a klienci, którzy nabrali się na pseudo ekologię, tracą zaufanie także do firm, które naprawdę dbają o stan środowiska. Eksperci wskazują, że zrównoważony rozwój i społeczna odpowiedzialność biznesu w nadchodzących latach jeszcze bardziej wpłyną na politykę firm z niemal każdej branży. Wraz ze wzrastającym popytem na towary i usługi przyjazne dla otoczenia, lawinowo rośnie „zielony” trend reklamowy, w którym akcentowany jest ich korzystny związek ze środowiskiem naturalnym. Nawet kontrowersyjne Mistrzostwa Świata w piłce nożnej w Katarze FIFA promowała jako pierwszy w historii mundial neutralny pod względem emisji CO2.

Greenwashing podważa zaufanie klientów do zrównoważonego rozwoju i w efekcie potęguje negatywny wpływ na środowisko. Zjawisko to występuje zarówno w małych, jak i dużych firmach. Badania Komisji Europejskiej z 2020 r., w których zweryfikowano 150 „ekologicznych” haseł reklamowych wykazało, że 53 proc. z nich zawierało nieprecyzyjne, wprowadzające w błąd lub niepoparte dowodami informacje. Natomiast spośród 344 ocenionych deklaracji producentów dotyczących zrównoważonego rozwoju 40 proc. przypadków uznano za całkowicie bezpodstawne. Doskonałym sposobem na przekonanie konsumentów, że produkt jest zielony, są wszelkiego rodzaju certyfikaty i nagrody. Przeprowadzone w tym zakresie badania wskazały, że już ogromna różnorodność etykiet i oznaczeń środowiskowych — zidentyfikowano ich w Unii około 230 — sama w sobie podważa zaufanie konsumentów.

Jak nie dać się oszukać greenwashingowi?

Konsumenci są coraz bardziej świadomi wpływu swoich działań i decyzji na środowisko. To z kolei prowadzi światowe rynki i firmy do przyjmowania strategii w kierunku zwalczania wpływu ich negatywnej działalności na naszą planetę. Według ubiegłorocznego raportu Ministerstwa Klimatu i Środowiska aż 81 proc. Polaków raczej dobrze bądź zdecydowanie dobrze ocenia własną postawę ekologiczną. Warto więc wiedzieć, na co zwracać uwagę, aby nie stać się ofiarą praktyk greenwashingu.

Oto, lista 10 najczęstszych nieprawidłowości:

  1. Informowanie, że produkt jest „ekologiczny” na podstawie nieracjonalnie wąskiego zestawu zalet, bez uwzględnienia innych ważnych kwestii środowiskowych.
  2. Powoływanie się na nieistniejące certyfikaty lub wręcz stworzone na potrzeby danej marki, czy kampanii. Nielegalnie i bezpodstawnie używanie eko znaków i certyfikatów, a także zbyt przerysowane, sugestywne obrazy, a nawet zmyślone dane, etykiety, stemple, pieczęcie, kolory — fałszywie sugerujące ekologiczny aspekt produktu, marki lub firmy.
  3. Używanie żargonu i pojęć nie naukowych, niezrozumiałych dla konsumentów, określeń specjalnie stworzonych na potrzeby danej usługi, czy produktu. Często celowy brak precyzji w opisach.
  4. Brak dowodów potwierdzających praktyki ekologiczne lub przekazywanie ich w sposób nie znajdujący potwierdzenia w dostępnych źródłach.
  5. Prezentowanie tylko część cyklu marki czy produktu, który nie uwzględnia całości wpływów środowiskowych wynikających z procesu produkcji lub użytkowania oraz pozbywania się jako odpadu.
  6. Eksponowanie korzystnych aspektów ekologicznych osiągnięte przez manipulacje danymi. Zniekształcanie rzeczywistego wpływ produktu na środowisko. Przedstawianie danych nieistotnych z punktu widzenia konsumenta lub wymaganych przepisów.
  7. Nieprecyzyjna komunikacja, używanie haseł i stwierdzeń, które konsument może odebrać emocjonalnie, lub wręcz nieracjonalnie.
  8. Fałszywe twierdzenia, przekazujące nieprawdziwe informacje, m.in. niezgodne z prawem oznakowania i certyfikaty, podające fałszywe dane o zawartości materiału z recyklingu lub jego bio przydatności.
  9. Redukowanie kosztów firmy pod pozorem dbałości o środowisko.
  10. Twierdzenie, iż dany produkt lub marka pozytywnie wyróżnia się na tle danej kategorii czy branży, w istocie mającej na celu odwrócenie uwagi konsumentów od szkodliwości na środowisko całego sektora, z którego się wywodzi.

Wojna z ekościemą…

Wkrótce będziemy mieć większą pewność w zakresie ekologicznych zapewnień producentów. Proponowana dyrektywa KE ws. uzasadniania i przekazywania informacji dotyczących oświadczeń środowiskowych ma na celu ograniczenie zjawiska greenwashingu i zaostrzenie zasad zatwierdzania nowych oznaczeń ekologicznych. Zgodnie z przedstawioną propozycją przedsiębiorstwa decydujące się na opatrzenie swoich produktów lub usług ekologiczną deklaracją, będą musiały przestrzegać norm dotyczących sposobu uzasadniania tego typu oświadczeń i ich komunikowania.

Co ważne, zanim przedsiębiorstwo zdecyduje się na przekazanie konsumentom któregokolwiek z uwzględnionych rodzajów „eko deklaracji”, oświadczenia te będą musiały zostać niezależnie zweryfikowane i potwierdzone dowodami naukowymi. Będzie to jednak korzystne również dla firm, ponieważ te, które podejmują rzeczywiste wysiłki, będą łatwiej rozpoznawalne i nagradzane przez konsumentów oraz będą mogły zwiększyć swoją sprzedaż — zamiast zmagać się z nieuczciwą konkurencją. Natomiast kary za nieprzestrzeganie przepisów będą egzekwowane przez władze krajowe — które mają być także zobligowane do regularnych kontroli przedsiębiorstw i obejmować grzywny, konfiskatę dochodów, a także czasowe wykluczenie z postępowań o udzielenie zamówień oraz finansowania publicznego.

Bruksela chce, aby od 2024 r. duże koncerny musiały ujawniać i certyfikować pełen zakres swoich działań w tym zakresie. Porozumienie w sprawie wymogów dotyczących ujawniania informacji ESG musi teraz zostać ratyfikowane przez parlamenty poszczególnych państw członkowskich oraz Parlament Europejski. ESG to skrót oznaczający składający się z trzech elementów: E – Środowisko (z ang. environmental), S – Społeczna odpowiedzialność (z ang. social responsibility) i G – Ład korporacyjny (z ang. corporate governance). Są to czynniki, na podstawie których tworzone są ratingi i oceny poza finansowe przedsiębiorstw, a ich głównym celem jest dostarczenie inwestorom możliwości porównania na jednej płaszczyźnie kierunków inwestowania, poprzez analizę tych parametrów.

Warto również przypomnieć, że już teraz, jeśli eko deklaracje firm nie znajdują odzwierciedlenia w faktach i codziennym działaniu. Może się to skończyć wysoką karą nałożoną przez UOKiK za naruszenie zbiorowych interesów klientów.

Oto kilka najgłośniejszych przykładów ekościemy:

Znana na całym świecie Amerykańska firma Coca-Cola została oskarżona o greenwashing w dwóch głośnych procesach. Firma najpierw promowała nową linię niskocukrowej wersji Coca-Cola Life jako „zieloną, zdrową alternatywę”. Jednak etykieta o niskiej zawartości cukru wprowadzała konsumentów w błąd. Po tym, jak dietetycy przyznali, że napój nadal nie jest zdrowy, zniknął on ze sklepowych półek. Coca-Cola zobowiązała się też do zmniejszenia ilości plastikowych odpadów. Jednak w istocie została uznana za jedną z największych na świecie firm zanieczyszczających tworzywem sztucznym. Jak stwierdził dyrektor kampanii Greenpeace USA Oceans, John Hocevar: „Coca-Cola produkuje rocznie 120 mld jednorazowych plastikowych butelek – a 99 proc. tworzyw sztucznych powstaje z paliw kopalnych, co pogarsza zarówno kryzys związany z tworzywami sztucznymi, jak i klimatyczny”. Podkreślając, że firma wciąż unika przyznania, że produkcja jej butelek stanowi ogromny problem środowiskowy. Hocevar zauważył również, że Coca-Cola nadal nie poinformowała, w jaki sposób zamierza osiągnąć swoje cele klimatyczne, jeśli nie zrezygnuje z wykorzystywania plastiku.

Najtańszy i najbardziej szkodliwy dla środowiska miał węglowy, którym Polacy powszechnie palą w domach, „ekogroszek” w ogóle nie jest eko. Jedak jak pokazały badania przeprowadzone przez Kantar na zlecenie organizacji Client Earth aż 43 proc. jego użytkowników, postrzega go jako produkt przyjazny dla środowiska. Prawie połowa ankietowanych jest przekonana, że w mniejszym stopniu niż inne rodzaje węgla przyczynia się do smogu. Zdaniem 20 proc. wydziela mniej dymu. Według 9 proc. jego spalanie jest mniej szkodliwe dla zdrowia, a 8 proc. stwierdziło, że jest bardziej przyjazny dla klimatu. Na opakowaniach ekogroszku – oprócz przedrostka „eko”, który w tym wypadku pochodzi od słowa „ekonomiczny” – pojawia się zieleń, listki i drzewka. Batalia o zmianę nazwy trwa. Z jednej strony są spółki górnicze i związkowcy. Po drugiej ekolodzy, którzy wzywają producentów i sprzedawców do zaprzestania stosowania tej mylącej nazwy.

W lipcu 2022 r. za greenwashing zostały pozwane holenderskie linie lotnicze KLM. Jak wiemy, lotnictwo opiera się na paliwach kopalnych, których spalanie przyczynia się do globalnego ocieplenia. Tymczasem, jak twierdzą ekolodzy z organizacji Client Earth, kampania marketingowa firmy KLM próbuje przekonać konsumentów, że jest inaczej. Holenderskie linie lotnicze mają wytwarzać fałszywe wrażenie co do zrównoważonego charakteru jej lotów i planów przeciwdziałania szkodom klimatycznym. Pozywający utrzymują, że reklamy przewoźnika i jego program redukcji emisji dwutlenku węgla tworzą fałszywy obraz sytuacji.

Wpadkę zaliczyła też linia EasyJet, która twierdziła, że jej samoloty na tych samych trasach, co konkurencja emitują o 22 proc. mniej dwutlenku węgla — nie wspomniała jednak, że chodzi o 22 proc. mniej, licząc na pasażera, bo po prostu upycha ich do jednego samolotu więcej niż inni. W istocie maszyna emitowała go tyle samo CO2, co inne linie.

Również gigant motoryzacyjny Volkswagen został przyłapany na greenwashingu. Pragnąc wykorzystać rosnącą grupę konsumentów zainteresowanych niedrogim transportem niskoemisyjnym, niemiecki producent oznaczył swoją linię pojazdów z silnikiem Diesla jako jedną z najbardziej przyjaznych opcji dla środowiska. Przez kilka lat pojazdy były uważane za jedne z najniższych w emisji na rynku silników spalinowych. Proceder trwał do czasu, gdy Agencja Ochrony Środowiska Stanów Zjednoczonych zdała sobie sprawę, że samochody emitują nawet 40 razy więcej, zanieczyszczeń niż reklamowano. Volkswagen zaprzeczył fałszowaniu danych i wprowadzaniu w błąd opinii publicznej, mówiąc, że źle zrozumiał wymagania dotyczące testów. Jednak jak wykazało śledztwo, koncern wyposażył swoje samochody w „urządzenie ograniczające skuteczność”, które aktywowało się tylko podczas testowania emisji samochodu, aby zmniejszyć emisję zanieczyszczeń. Z kolei podczas normalnego użytkowania samochody emitowały 40 razy więcej tlenków azotu, niż było dozwolone. Doprowadziło to do kilku procesów sądowych i wysokich kar. Jak szacuje amerykański Forbes afera, kosztowała Volkswagena 35,4 mld dol.

W listopadzie 2020 r. odkryto, że w reakcji na zapowiedź przez Wielką Brytanię, zakazu sprzedaży pojazdów z silnikami spalinowymi od 2030 r. Aston Martin, Bosch i inne marki sfinansowały raport, w którym bagatelizowano korzyści środowiskowe pojazdów elektrycznych. Próbowano obalić sens tej decyzji za pomocą wprowadzających w błąd informacji na temat emisji CO2 wytwarzanych podczas produkcji elektryków. Afera z greenwashingiem stała się znana jako „Astongate” — biorąc pod uwagę relacje między brytyjskim producentem samochodów a jego, fasadową spółką podszywającą się pod agencję public relations, która została utworzona w celu promowania jego raportu.

Autor ©  Adam Białas — ekspert rynku, dziennikarz biznesowy i dyrektor w agencji „BIALAS Consulting & Solutions” .

Urlop wypoczynkowy – kiedy pracownikowi przysługuje 26 dni wolnych?

Kodeks pracy reguluje zarówno prawa i obowiązki pracownika, jak i pracodawcy. Pracownik uzyskuje niezbywalne prawo do urlopu wypoczynkowego a pracodawca obowiązek jego udzielenia. Urlop ten ma na celu regenerację sił po pracy. Kto może skorzystać z urlopu wypoczynkowego? Jak go udzielić? Co musisz o nim wiedzieć? W tym artykule rozwiejemy najczęstsze pytania w tym zakresie.

Kto może skorzystać z urlopu wypoczynkowego?

Zgodnie z Kodeksem pracy z urlopu wypoczynkowego może skorzystać każda osoba zatrudniona na podstawie umowy o pracę. To coroczne, nieprzerwane, płatne świadczenie, którego pracownik nie może się zrzec ani przenieść na osobę trzecią. 

Urlop wypoczynkowy ma pozwolić na odpoczynek, regenerację sił fizycznych, a także psychicznych. Natomiast Ty jako pracodawca masz obowiązek udzielić urlopu wypoczynkowego w tym roku kalendarzowym, w którym pracownik uzyskał do niego prawo. A do 30 września następnego roku – urlopu niewykorzystanego za rok poprzedni. 

Co więcej, w związku ze stanem zagrożenia epidemiologicznego, ogłoszonego z powodu COVID-19 (przedłużonego do dnia 31.03.2023 r.), możesz udzielić pracownikowi zaległego urlopu niewykorzystanego w poprzednich latach w wymiarze do 30 dni, w terminie przez siebie ustalonym bez zgody pracownika i z pominięciem planu urlopu. Pracownik powinien go wykorzystać.

Jak udzielić urlopu wypoczynkowego?

Pracownik chcący skorzystać z przysługującego mu prawa do urlopu powinien zgłosić się do Ciebie, jako pracodawcy, lub bezpośredniego przełożonego z pisemnym wnioskiem o urlop wypoczynkowy. 

Samo złożenie wniosku nie jest równoznaczne ze zgodą na nieobecność w podanym terminie. To od Ciebie jako pracodawcy, lub bezpośredniego przełożonego, zależy, czy pracownik taką akceptację uzyska. Zgodę wyrażasz dopiero, podpisując się na wniosku urlopowym. 

Kiedy pracownikowi przysługuje wymiar 26 dni urlopu?

Długość urlopu wypoczynkowego uzależniona jest od wymiaru urlopu, jaki przysługuje danemu pracownikowi –  wpływa na niego tzw. staż pracy.

Art. 154 § 1 Kodeksu pracy mówi, że wymiar urlopu wynosi:

  • 20 dni (jeżeli pracownik jest zatrudniony krócej niż 10 lat),
  • 26 dni (jeżeli pracownik jest zatrudniony co najmniej 10 lat).

Do stażu pracy wliczają się również okresy nauki zakończone odpowiednim świadectwem, zaświadczeniem bądź dyplomem.

W momencie gdy pracownik przedłoży Ci dokument ukończenia na przykład licencjatu, to do stażu pracy musisz wliczyć mu 8 lat.

W dalszym ciągu ten temat brzmi niejasno? Dowiedz się więcej o tym, co charakteryzuje urlop wypoczynkowy na Firmove. Portal przedstawia szczegóły dotyczące świadczenia i np. tego, co wlicza się do stażu pracy, jak udzielanie urlopu wygląda w praktyce i jak obliczyć wynagrodzenie za urlop.

Nabycie prawa do wymiaru 26 dni w trakcie roku kalendarzowego

Jak mówi art. 158 Kodeksu pracy pracownikowi, który wykorzystał urlop za dany rok kalendarzowy, a następnie uzyskał w ciągu tego roku prawo do urlopu w wyższym wymiarze, przysługuje urlop uzupełniający. W momencie osiągnięcia przez niego 10-letniego stażu pracy należy więc uzupełnić urlop pracownika o 6 dni.

Urlop proporcjonalny a nabycie prawa do wymiaru 26 dni w trakcie roku

W sytuacji, gdy zatrudniasz pracownika w ciągu roku kalendarzowego, musisz ustalić proporcjonalny wymiar urlopu. Jeżeli w trakcie roku osiągnie 10-letni staż, uwzględniasz wyższy wymiar.

Pamiętaj, że Kodeks pracy gwarantuje niezbywalne prawo do urlopu wypoczynkowego, dzięki któremu pracownik może zredukować stres i skorzystać z odpoczynku od pracy. Pracodawca jest zobowiązany do obliczenia wymiaru i udzielania urlopu zgodnie z obowiązującym prawem.

Aktywa ryzykowne korzystają na powrocie optymizmu

Sentyment na rynku poprawił się, nie wpłynęło to jednak istotnie na polskiego złotego, którego charakteryzuje wyjątkowa stabilność. Posiedzenie RPP w tym tygodniu raczej tego nie zmieni – naszym zdaniem jest znacznie za wcześnie na zapowiedzi odwrócenia cyklu podwyżek.

Ustępujące obawy dot. sektora bankowego przyczyniły się w ubiegłym tygodniu do umocnienia aktywów ryzykownych. Brak nowych wiadomości jest dla inwestorów bardzo korzystny, rynek wydaje się bowiem coraz bardziej zgodny co do tego, że ostatnie upadki banków spowodowane były jednostkowymi czynnikami, nie zaś problemami systemowymi. Dolar, za sprawą rosnącego apetytu na ryzyko, osłabił się względem każdej z głównych walut z wyjątkiem jena japońskiego. Zwyżki kontynuowały rynki wschodzące, którym przewodziły waluty latynoamerykańskie. Te ostatnie radzą sobie jak dotąd w 2023 r. najlepiej, co stanowi potwierdzenie naszego pozytywnego nastawienia do nich.

Po niedawnym zwrocie w stronę sektora bankowego uwaga rynku ponownie skoncentruje się na odczytach makroekonomicznych. W związku z nadchodzącymi Świętami Wielkanocnymi nie będzie ich wiele, ważną rolę odegra jednak z pewnością piątkowy (7.04) raport z amerykańskiego rynku pracy (non farm payrolls, NFP). Warto podkreślić, że większość giełd będzie funkcjonować jedynie do czwartku 6.04.

Patrząc nieco szerzej, ciekawa wydaje się reakcja rynku na ogłoszone w weekend ogromne cięcie produkcji ropy przez OPEC+ – choć ceny surowca momentalnie wzrosły, jak dotąd waluty surowcowe odnotowały jedynie skromne wzrosty. Większa aprecjacja wydaje się ograniczana przez obawy związane z wpływem na inflację.

PLN

Umocnienie złotego w relacji do euro w ubiegłym tygodniu było niewielkie (+0,2%), szczególnie w porównaniu z tym notowanym przez forinta węgierskiego (+1,3%) i koronę czeską (+0,9%). Nieduża zmiana w tym kontekście nie jest negatywna, ale stanowi wyraz odporności polskiej waluty – umocnienie wielu innych walut, w tym wyżej wymienionych, to efekt zmniejszających się obaw o sytuację sektora bankowego, które wcześniej uderzały w waluty.

Choć inflacja CPI w marcu spadła, to dane nie są pozytywne. Po pierwsze, spadek ten jest mechaniczny (jest w znacznej mierze wypadkową wysokiej bazy z ubiegłego roku) i nie sugeruje wyhamowania procesów cenowych. Po drugie, spadek ten jest mniejszy od oczekiwanego (16,2% wobec konsensusu ok. 16%). Czekamy na trwałe obniżenie inflacji, w tym szczególnie momentum bazowej dynamiki cen – póki co dane tego nie pokazują.

Przedświąteczny tydzień zapowiada się raczej spokojnie. Za nami jest już publikacja marcowych danych PMI dla przemysłu, która pokazała mało znaczące obsunięcie indeksu do 48,3 pkt z 48,5 pkt w lutym. W dalszej części tygodnia naszą uwagę skoncentrujemy przede wszystkim na posiedzeniu RPP. Jego wynik poznamy w środę 5.04 po południu, z kolei w czwartek skupimy się na konferencji prasowej prezesa Glapińskiego. Kwietniowe posiedzenie raczej nie przyniesie przełomu. Prezes najpewniej pozytywnie będzie wypowiadał się o spadku inflacji, niemniej ciężko oczekiwać zapowiedzi dotyczącej odwrócenia cyklu podwyżek. Polski złoty powinien więc reagować głównie na sygnały z zewnątrz.

EUR

Dane dot. inflacji nie dostarczają Europejskiemu Bankowi Centralnemu powodów do optymizmu. Główna miara inflacji nadal spada, to jednak głównie efekt niższych cen energii, szczególnie gazu, które poruszają się w dół od czasu osiągnięcia szczytu w sierpniu. Znacznie bardziej lepka miara bazowa w marcu osiągnęła kolejny rekord, z kolei miesięczna zmiana tego indeksu wynosiła dwukrotność oczekiwanej. Ta kluczowa miara znajduje się obecnie o mniej więcej 3 pp. powyżej stóp procentowych EBC, co praktycznie gwarantuje kontynuację podwyżek kosztów pieniądza.

Obawy dotyczące sektora bankowego zdają się zanikać, co pozostawia EBC sporo miejsca na nadrabianie dystansu względem Fedu w najbliższych miesiącach. Uważamy, że nadchodzące podwyżki stóp i informacje z Chin sugerujące ożywienie sprawiają, że droga do dalszej aprecjacji euro jest otwarta.

USD

Ubiegły tydzień przyniósł dwie dobre wiadomości z amerykańskiej gospodarki. Silnie odbiły indeksy PMI opisujące aktywność biznesową. Wspiera to przekonanie, że gospodarka jak na razie nie poddaje się obawom związanym z kondycją sektora bankowego kontynuując wzrost przy wciąż bardzo ciasnym rynku pracy. Lutowy raport o inflacji PCE, która jest miarą preferowaną przez Fed, okazał się nieco łagodniejszy niż oczekiwano – główna miara spadła do 5%, najniższego poziomu od września 2021 r.

Dane przyczyniły się do wyraźnych zwyżek na amerykańskim rynku akcji oraz do osłabienia dolara – odwrócił się trend skłaniający do kierowania środków w stronę tzw. bezpiecznych przystani. W tym tygodniu spodziewamy się, że sytuacja będzie podobna – ścieżka najmniejszego oporu dla dolara wiedzie póki co w dół. Dobry piątkowy odczyt NFP z amerykańskiego rynku pracy może przechylić szalę w kierunku finalnej podwyżki o 25 pb. na majowym posiedzeniu Fedu. Uważamy jednak, że musielibyśmy otrzymać wiele danych znacząco przewyższających konsensus (szczególnie tych dot. dynamiki płac), aby rynek był skłonny uwierzyć w kolejne podwyżki po maju.

GBP

Skromna rewizja w górę PKB za IV kwartał była wszystkim, czego potrzebowali inwestorzy, aby pchnąć funta wyżej względem każdej z walut G10 z wyjątkiem dolara kanadyjskiego. Funt jest najlepiej radzącą sobie jak dotąd w 2023 r. walutą, co przypisywać można po części odporności brytyjskich danych makroekonomicznych, izolacji brytyjskiego sektora bankowego od zewnętrznych wstrząsów oraz jastrzębiemu stanowisku przyjętemu przez Bank Anglii (BoE). Prezes BoE Andrew Bailey ostrzegł w zeszłym tygodniu, że ostatnie zawirowania nie powstrzymają najprawdopodobniej dalszego zacieśniania, a kolejna podwyżka o 25 pb. na najbliższym, majowym posiedzeniu wydaje się bardzo prawdopodobna.

Z każdym tygodniem perspektywa recesji coraz bardziej się oddala, a funt, do niedawna niecieszący się sympatią inwestorów, także według wielu miar niedowartościowany, czerpie z tego korzyści. W tym tygodniu nie będziemy mieli do czynienia z wieloma publikacjami mającymi realny potencjał wstrząśnięcia kursem brytyjskiej waluty, spodziewamy się więc, że funt względem pozaeuropejskich walut będzie poruszał się podobnie jak euro.

CNY

Juan zakończył tydzień z niewielką zmianą względem dolara amerykańskiego, radził sobie jednak gorzej od większości pozostałych walut rynków wschodzących. Ważony handlem indeks CFETS RMB spadł o 0,5% pomimo kilku pozytywnych danych gospodarczych. Zeszłotygodniowe dane NBS PMI pozytywnie zaskoczyły, wskazując na silne ożywienie, szczególnie w sektorze usług – wskaźnik PMI dla sektora nieprodukcyjnego wzrósł do 58,2 pkt, najwyższego poziomu od maja 2011 r.

Dziś odczyt wskaźnika Caixin PMI dla sektora produkcyjnego, koncentrujący się na mniejszych i zorientowanych na eksport firmach, mocno rozczarował, spadając do 50,0 pkt. Nie wskazał tym samym ani na ekspansję, ani na kurczenie się aktywności w marcu. Choć może nam to powiedzieć więcej o stanie popytu zewnętrznego, potwierdza to nierównomierność ożywienia gospodarczego. Ten tydzień zapowiada się względnie spokojnie. Wielkanoc poprzedzi środowy Festiwal Qingming (Dzień Zamiatania Grobów). W centrum uwagi znajdą się przede wszystkim wiadomości z zewnątrz, na uwadze będziemy mieli jednak czwartkowe Caixin PMI dla usług.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan CFA, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

OPEC+ namieszał. Na stacjach będzie jeszcze drożej

OPEC+ zmienia zasady gry – zaskakująco tnie produkcję i podbija ceny ropy. Jeszcze dwa tygodnie temu świat mógł cieszyć się z ekstremalnie niskich (jak na dzisiejsze standardy) cen ropy naftowej. Baryłka ropy Brent spadła do 70 dolarów, co było najniższym poziomem od grudnia 2021 roku. Dzisiaj o poranku ta sama baryłka kosztowała nawet 15 dolarów więcej! Tak potężna zmiana cen to efekt niespodziewanej decyzji kartelu OPEC wraz ze wsparciem ze strony Rosji czy Kazachstanu. Wydawało się, że niższe ceny ropy szybciej pozwolą uzdrowić światową gospodarkę z inflacji, ale obecnie nie jest to już takie pewne. 

OPEC+ tnie produkcję o ponad 1 mln brk na dzień!

W pierwszy dzień roboczy kwietnia OPEC+ miał zebrać się i zadecydować o wielkości produkcji w rozszerzonym kartelu w kolejnym miesiącu. Spotkanie ma się odbyć, ale nie będzie ono miało znaczenia dla dzisiejszych notowań czarnego płynnego złota. W trakcie weekendu kraje OPEC zgodziły się na dobrowolne dodatkowe cięcia produkcji celem stabilizacji cen na rynku ropy. Nie da się ukryć, że jest to po części odpowiedź na ostatnie potężne spadki cen, które jednak w drugiej połowie marca zostały praktycznie wymazane. Niemniej ogłoszone cięcie ma wynieść 1,16 mln w samym kartelu, w którym Arabia Saudyjska ma odpowiadać za dodatkowe cięcie na poziomie 500 tys. brk na dzień, a Irak ma zmniejszyć dodatkowo produkcję o 211 tys. brk na dzień. Zjednoczone Emiraty Arabskie, które jeszcze niedawno miały rozważać wyjście z OPEC celem pełnej ekspansji produkcji zgodziły się na cięcie na poziomie 128 tys. Kuwejt z kolei ma zmniejszyć produkcję o 128 tys.

To jednak nie wszystko! Poza samym OPEC cięcia będą kontynuowane lub nawet zwiększane. Rosja, która początkiem tego roku poinformowała o zmniejszeniu produkcji o 500 tys. brk na dzień wskazała, że będzie to utrzymane do końca tego roku, podobnie jak dodatkowe cięcia ze strony OPEC. Kazachstan, który znajduje się w rozszerzonym kartelu i sprzedaje teraz ogromne ilości ropy do krajów europejskich tnie produkcję o 78 tys. brk na dzień.

OPEC+ ciął już wcześniej, ale tym razem będzie to bardziej realne!

Nie należy również zapominać, że nie jest to pierwsze cięcie produkcji ze strony OPEC. W październiku zeszłego roku OPEC zdecydował się na cięcie celu produkcyjnego o 2 mln brk na dzień. Realne cięcie było mniejsze, ale wciąż obecne cięcie celu produkcyjnego wynosi 3,66 mln brk na dzień, co stanowi ok. 3,7% światowego popytu na ropę. Nowe cięcia nie są jedynie dostosowaniem sytuacji do realiów, kiedy to OPEC nie był w stanie produkować zgodnie z założonym celem. Obecnie cięcia mają być przeprowadzane głównie przez te państwa, które są w stanie produkować więcej. Dodatkowo dochodzi do tego spory efekt zaskoczenia.

W grę wchodzi polityka. Arabia Saudyjska jest wściekła

OPEC, a w zasadzie OPEC+ ma zdecydowanie większą moc cenotwórczą niż było to w ostatnich kilku latach. Siła amerykańskich łupków nie jest już tak duża jak miało to miejsce w przeszłości – producenci skupili się na oddawaniu swoich zysków akcjonariuszom, zamiast zwiększać inwestycje. Ilość niedokończonych odwiertów zmniejszyła się drastycznie, a liczba aktywnych wież wiertniczych sugeruje niewielki potencjał do zwiększenia produkcji w najbliższych dwóch miesiącach.Arabia Saudyjska jest wściekła

Produkcja w USA ma ograniczony potencjał do dalszego wzrostu ze względu na brak inwestycji. Na wykresie liczba wież wiertniczych i przesunięta produkcja. Źródło: Bloomberg, XTB

OPEC nie boi się łupków, ale nie boi się też amerykańskiej administracji. W zeszłym roku USA zalały rynek ropą z rezerw strategicznych, które obecnie są na najniższym poziomie od lat 80! Oznacza to, że Amerykanie nie mają siły, aby przeciwdziałać cięciom OPEC. W pewnym momencie uwalniano rezerwy aa poziomie 1 mln baryłek dziennie. Nie dość, że obecnie tego nie obserwujemy, to jeszcze OPEC tnie produkcję dodatkowo o 1 mln brk. Nie trudno się domyślić, jaki będziemy mieli efekt netto.

Arabia Saudyjska zwróciła się do USA, aby ten rozpoczęły odbudowywanie rezerw za pomocą saudyjskiej ropy. Jednak publiczne zaprzeczenie, że do uzupełniania rezerw nie dojdzie w najbliższym czasie doprowadziło do wściekłości Arabii Saudyjskiej. Najprawdopodobniej wcześniej za kulisami musiało dojść do złożenia pewnych obietnic, które zostały ściągnięte ze stołu przez oświadczenie EIA.

Ile ropy będzie mniej i czy ma to znaczenie?

Cel produkcyjny OPEC+ nie jest obecnie w pełni realizowany. Wynosi on nieco ponad 40 mln brk na dzień, a produkcja w rozszerzonej grupie to nieco ponad 38 mln brk na dzień. Pomimo tego, że cięcia są dobrowolne i były dla rynku zaskoczeniem, to jednak wciąż dotyczy to celu produkcji, dlatego realny wpływ na produkcję będzie prawdopodobnie ograniczony o połowę. Biorąc pod uwagę niewielką nadpodaż na rynku, która jest obecnie, bilans nie powinien ulec znaczącej zmianie w II kwartale tego roku – z lekkiej nadpodaży zrobi nam się lekki deficyt. Kluczowym czynnikiem dla rynku ropy w drugiej części roku będzie jednak popyt w Chinach oraz zachowanie zapasów w USA. Niemniej prawdopodobieństwo wzrostów w drugiej części tego roku znacznie wzrosło, co może nie tylko działać Amerykanom na nerwy, ale również ograniczyć potencjał spadku inflacji na całym świecie.Ile ropy będzie mniej

Obecnie rynek ropy jest zbilansowany, co oznacza, że podaż jest dostosowana do popytu. Warto zauważyć, że po początkowej fazie pandemii na rynku utrzymywana była sytuacja ogromnego deficytu, który nierzadko sięgał 2-3 mln brk na dzień. Z obecnymi działaniami ze strony OPEC+, przy braku większego pobudzenia popytu, deficyt nie powinien przekroczyć 1 mln brk na dzień. Na standardy historyczne jest to sporo, ale patrząc na ostatnie lata, nie jest to znacząca liczba. Źródło: Bloomberg, XTB

Co dalej z ceną?

Najbardziej bycze na rynku pozostają takie banki jak JP Morgan czy Goldman Sachs. Ten pierwszy wskazywał na to, że deficyt na poziomie 1 mln brk na dzień może wpłynąć na wzrost cen o 15-25 USD na baryłce. Biorąc pod uwagę cenę sprzed decyzji OPEC+, cel powinien być wyznaczony na poziomie 100-105 USD za baryłkę. Z kolei Goldman Sachs zwiększył cenę docelową dla Brent na koniec roku do 95 USD za baryłkę. Naszym zdaniem potencjał wzrostowy może być ograniczony, ze względu na to, że realny wpływ na produkcję będzie ograniczony i poznamy go dopiero pod koniec maja. Kluczowa będzie druga część roku pod względem popytu z Chin oraz USA. Bez jego odbicia, deficyt może być niewystarczający, aby uzasadnić rajd do 100 USD za baryłkę!Co dalej z ceną

Cena otworzyła się potężną luką wzrostową, przebijając się przez średnie 50 i 100 sesyjne pierwszy raz od czerwca 2022 roku. Z drugiej strony cena pozostaje w zakresie największej korekty w trendzie, dlatego perspektywa wciąż może pozostawać spadkowa. Realny wpływ obecnych decyzji OPEC poznamy dopiero pod koniec maja. Źródło: xStation5

Autorzy: Michał Stajniak, CFA, zastępca dyrektora Działu Analiz XTB

Kontrola pracownika zdalnego – jakie uprawnienia otrzyma pracodawca?

Pracodawca będzie miał prawo przeprowadzać kontrole pracowników zdalnych – wynika z nowelizacji Kodeksu pracy, która wchodzi w życie 7 kwietnia. Eksperci z firmy inFakt wyjaśniają, w jakim zakresie i pod jakimi warunkami będzie to możliwe.

Według ustawy pracodawca będzie mógł przeprowadzać kontrole w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy, a także przestrzegania wymogów w zakresie bezpieczeństwa i ochrony informacji, w tym procedur ochrony danych osobowych.

Co ważne, taka kontrola będzie przeprowadzana w porozumieniu z pracownikiem i w godzinach jego pracy. Nie będzie więc mogła odbyć się, jeśli nie wyrazi on na nią zgody. Wówczas przestrzeganie zasad takich jak BHP zostanie sprawdzone np. przez udostępnienie pracodawcy materiałów i narzędzi pracy – mówi Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w inFakcie.  – Jeżeli kontrola dojdzie do skutku, to nie będzie mogła naruszać prywatności pracownika ani innych domowników. Pracodawca nie będzie mógł utrudniać normalnego korzystania z domowych pomieszczeń.

Jeśli w wyniku kontroli pracodawca stwierdzi uchybienia dotyczące przestrzegania zasad BHP czy ochrony informacji (w tym danych osobowych), będzie mógł zobowiązać pracownika do usunięcia nieprawidłowości we wskazanym terminie. Możliwe jest też cofnięcie zgody na wykonywanie pracy zdalnej – w takim przypadku pracownik będzie rozpoczynał pracę w siedzibie firmy w terminie określonym przez pracodawcę.

Przestrzeganie zasad BHP

Jak podkreśla ekspert inFaktu, praca zdalna nie zwalnia pracodawcy i pracownika z przestrzegania przepisów BHP. Jednak pracodawca ma w tej sytuacji mniejszy wpływ na środowisko pracy i czynniki oddziałujące na pracownika. Dlatego w takim przypadku nie musi:

  • wyznaczać koordynatora sprawującego nadzór nad bezpieczeństwem i higieną pracy;
  • zapewniać środków niezbędnych do udzielania pierwszej pomocy w nagłych wypadkach;
  • organizować stanowiska pracy, dbać o stan pomieszczeń, wyposażenia, środków ochrony zbiorowej i ich stosowanie zgodnie z przeznaczeniem;
  • spełniać obowiązków dotyczących obiektów budowlanych i pomieszczeń pracy określonych w rozdziale III działu X Kodeksu pracy;
  • zapewniać pracownikom zatrudnionym w warunkach szczególnie uciążliwych, nieodpłatnie, odpowiednich posiłków i napojów ze względów profilaktycznych;
  • zapewniać odpowiednich urządzeń sanitarnych i środków higieny osobistej.

Jeśli praca zdalna będzie określana od razu przy podpisywaniu umowy o pracę, szkolenie wstępne BHP osoby przyjmowanej na stanowisko administracyjno-biurowe będzie mogło zostać przeprowadzone w całości za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej.

Przepisy regulują również, kiedy praca zdalna nie będzie mogła być wykonywana:

  • w warunkach szczególnie niebezpiecznych, w wyniku których następuje przekroczenie dopuszczalnych norm czynników fizycznych określonych dla pomieszczeń mieszkalnych;
  • z czynnikami chemicznymi stwarzającymi zagrożenie, o których mowa w przepisach w sprawie bezpieczeństwa i higieny pracy związanej z występowaniem czynników chemicznych w miejscu pracy;
  • jeśli stosowane lub wydzielane są szkodliwe czynniki biologiczne, substancje radioaktywne oraz inne substancje lub mieszaniny wydzielające uciążliwe zapachy;
  • przy czynnikach powodujących intensywne brudzenie.

Złoto w marcu pokazało swoją siłę

Prawie 8 proc. w dolarze amerykańskim i ponad 5,5 proc. w polskim złotym – tyle w marcu zyskał królewski kruszec. Wzrost ceny złota to przede wszystkim efekt kryzysu bankowego, zapoczątkowanego przez kłopoty Silicon Valley Bank.

Mówiąc o prognozach dla złota na rok 2023, wszyscy obawialiśmy się, że FED wprowadzi gospodarkę amerykańską w recesję. Wciąż jeszcze nie jesteśmy w tym punkcie, a królewski metal już puka od spodu w poziom 2 000 USD.

W raporcie „Rynek złota 2022” średnia z ponad 50 prognoz dla cen złota w 2023 wyniosła 2 180 USD za uncję. Już – albo dopiero – w marcu, cena ta osiągnęła 2 000 USD. Można więc przypuszczać, że albo prognozy ekspertów co do cen złota są mocno optymistyczne, albo ich wizja najbliższych kilku miesięcy dla gospodarki jest bardzo pesymistyczna.

Z bankowych szaf wypadają trupy

Tajemnicą poliszynela jest, że – kolokwialnie mówiąc – w bankowych szafach poukrywane są trupy. Nie wiemy, w których szafach ani ile tych trupów jest. W marcu, zupełnie nieoczekiwanie, kilka z nich jednak wypadło.

Trafiło na system bankowy, który ujawnił pewną podatność wynikającą z wydarzeń ostatnich lat – pandemii, dodruków pieniądza, emisji obligacji skarbowych, a później również inflacji i działań banków centralnych.

W marcu upadły banki Silicon Valley Bank (trzecia największa upadłość banku w historii po Lehman Brothers i Washington Mutual w 2008 roku) i Signature Bank. Credit Suisse po krótkiej i burzliwej batalii zostanie ostatecznie wykupiony przez UBS. Deutsche Bank – tu sytuacja jest rozwojowa.

Marzec i kryzys bankowy pokazał jeszcze jedno – warto mieć złoto. Nerwowe ruchy, wycofywanie depozytów i tzw. run na banki to okazja do tego, żeby podejmować nerwowe, nieprzemyślane kroki, a dodatkowo jest to paliwo dla kryzysu – ostatecznym powodem upadku SVB i Signature było właśnie paniczne wycofywanie depozytów.

FED zmienia postawę

Jeszcze na początku miesiąca amerykańska Rezerwa Federalna zajmowała mocno jastrzębie stanowisko. Dane makro były niezłe, z kolei postępy w walce z inflacją – nieco rozczarowujące.

To, co wydarzyło się z bankami, nie jest wyłącznie efektem podnoszenia stóp procentowych. To także spadek, który pozostawiła nam pandemia, programy luzowania ilościowego, lockdowny i pakowanie się w bardzo bezpieczne obligacje skarbowe, które ostatecznie, w zaistniałej sytuacji, okazały się być gwoździem do trumny banków.

Z uwagi na ryzyko w sektorze bankowym FED nie powinien zaostrzać polityki pieniężnej w sposób drastyczny. W marcu doszło do podwyżki stóp procentowych o 25 punktów bazowych. Prawdopodobnie dojdzie do jeszcze jednej, w takim samym wymiarze, a później “wait and see”. Nie oznacza to końca kryzysu bankowego ani miękkiego lądowania dla gospodarki, ale ryzyko dłuższego okresu podwyższonej inflacji.

Polska wciąż boryka się w wysoką inflacją

Odczyt inflacji za luty wyniósł 18,4 proc, czyli najwięcej od grudnia 1996 roku. To dużo zważywszy również, że RPP nie przewiduje raczej dalszego zaostrzania polityki pieniężnej. Jak podał w szybkim szacunku GUS, w marcu ceny towarów i usług konsumpcyjnych w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku wzrosły o 16,2%, a w stosunku do poprzedniego miesiąca wzrosły o 1,1%. To może oznaczać, że szczyt inflacji mamy za sobą, ale spadek jest słabszy niż prognozowali ekonomiści.

Polski i europejski sektor bankowy na tle amerykańskiego wydają się być nieco bardziej odporne na różnego rodzaju perturbacje. Nie oznacza to, że są całkowicie bezpieczne. Dla niektórych banków obecnych na naszym rynku problemem jest ciągle niezakończona sprawa kredytów frankowych.

Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark

Inflacja spada również we Włoszech

Dane pokazały, że ceny w ujęciu miesięcznym we Włoszech spadły. Analitycy wskazują jednak na inflację bazową i sugerują poczekać ze świętowaniem. OPEC winduje ceny ropy ograniczeniem wydobycia.

Włochy ze spadkiem cen!

W przeciwieństwie do innych państw, w których poznawaliśmy zmiany inflacji za marzec, we Włoszech tempo wzrostu cen nie tylko spadło, ale zrobiło to również mocniej, niż oczekiwali tego analitycy. Miesiąc temu było to 9,1%. Dzisiaj mamy 7,7%. Jest to nadal wynik powyżej średniej unijnej, która wynosi obecnie 6,9%, ale widać pozytywną zmianę. Co ciekawe, w ujęciu miesięcznym mieliśmy dawno niewidziane zjawisko deflacji. Tak, w ujęciu miesięcznym ceny w marcu względem lutego spadły. Należy jednak pamiętać, że gospodarka Włoch ma swoje problemy i nie można jej przekładać na całą Unię.

Ceny w eurozonie niby rosną coraz wolniej

Piątkowe dane, jak pisaliśmy w paragrafie powyżej, pokazały spadek inflacji konsumenckiej. Problem w tym, że cały czas rośnie inflacja bazowa w strefie euro. Wynik 5,7% nie jest teoretycznie dramatem. Pokazuje jednak pewien fundamentalny problem. Na ceny energii nie można już winy zrzucać od dawna. Nowym winnym są zatem ceny produktów spożywczych. Inflacja bazowa pokazuje jednak, że ceny po prostu rosną. Powoli przyzwyczajamy się do tego, że robi się drożej i wpadamy w coś, co ekonomiści nazywają spiralą inflacyjną. Nie jest to dobra wróżba na przyszłość.

Przypadkowi przyjaciele Rosji z Zatoki

Koncern OPEC dokonał prawdopodobnie najsilniejszego wsparcia, jakie na arenie międzynarodowej otrzymała Rosja od początku jej zeszłorocznej inwazji na terytorium Ukrainy. Obniżenie limitów wydobycia czarnego złota spowodowało skokowy wzrost cen tego surowca. Piątek zakończyliśmy z ceną na poziomie 80 dolarów za baryłkę. Dzisiaj na otwarciu rynku odbiła się ona od 85 dolarów. Kartel oczywiście dba o własny interes gospodarczy, by utrzymywać wysokie ceny, aczkolwiek największym beneficjentem zmian są Rosjanie. Ich infrastruktura wydobywcza jest relatywnie dużo droższa niż państw Zatoki Perskiej, zatem na sprzedawaniu mniej, ale drożej zyskują oni najwięcej. Dodatkowo kraj ten i tak musiał ograniczać produkcję przez problemy z eksportem.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na publikację wskaźników PMI dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Badanie SAS: Co drugi biznes nie jest gotowy na kryzys

Aż 53 proc. menedżerów twierdzi, że odporność ich firm na niekorzystne czynniki musi zostać wzmocniona. Firma SAS, jeden z wiodących dostawców rozwiązań z zakresu analityki i sztucznej inteligencji, przeprowadziła badanie Resiliency Rules, które sprawdziło obecny stan gotowości przedsiębiorstw na kryzysy. W opracowaniu zostały również zaprezentowane najskuteczniejsze sposoby walki z trudnościami oraz kroki, które podejmują firmy, aby przystosować się do obecnych warunków i wykorzystać nadarzające się możliwości.

Firma SAS udostępniła również Resilience Assessment Tool – bezpłatne narzędzie, które umożliwia menedżerom dokonanie oceny odporności ich firm w oparciu o pięć podstawowych czynników: szybkość działania, innowacyjność, równość i odpowiedzialność, kulturę i edukację w zakresie odpowiedniego zastosowania danych, a także dociekliwość.

Najważniejsze wyniki badania:

  • Prawie wszyscy menedżerowie (97 proc.) zgadzają się co do tego, że odporność jest ważna, jednak mniej niż połowa (47 proc.) uważa, że ich firma jest przygotowana na zakłócenia.
  • 46 proc. respondentów przyznaje, że nie jest w pełni przygotowana do poradzenia sobie z kryzysami i zmaga się z takimi wyzwaniami, jak bezpieczeństwo danych (48 proc.), produktywność (47 proc.) czy wprowadzanie innowacji technologicznych (46 proc.).
  • Ponad 90 proc. badanych postrzega dane i analitykę jako kluczowe elementy strategii gotowości na kryzysy.

Między teorią a praktyką

Mimo iż 70 proc. menedżerów nie ma obaw związanych z przyszłością gospodarki swojego kraju, to aż 80 proc. planuje zainwestować w strategię odporności do końca 2024 roku – wskazują wyniki badania SAS, które zostało przeprowadzone wśród 2 414 liderów biznesu w firmach zatrudniających ponad 100 pracowników. Ankieta ukazała znaczącą lukę między tym, jak dużą wagę menedżerowie przykładają do gotowości na kryzysy zarządzanych przez nich biznesów, a faktycznym przygotowaniem na wyzwania.

– Chcemy pomóc liderom z różnych branż zwiększać konkurencyjność biznesu poprzez wykorzystanie danych i analityki do zbudowania trwałej strategii odporności – powiedział Jay Upchurch, wiceprezes i dyrektor ds. informatyki w SAS. – Wykorzystując Resiliency Index organizacje będą mogły lepiej określić mocne strony biznesu i obszary, które należy usprawnić. Ta wiedza pomoże im zlikwidować luki i usprawnić narzędzia i systemy, które poprawiają zwinność organizacji w obliczu wyzwań i zakłóceń.

O metodologii badania

SAS przeprowadził badanie wśród 2 414 menedżerów pracujących w pełnym wymiarze godzin w sektorze usług finansowych, handlu detalicznego/dóbr konsumpcyjnych, produkcji, opieki zdrowotnej oraz instytucjach rządowych w dniach 16 grudnia 2022 r. – 4 stycznia 2023 r.

Prognozy dot. posiedzenia RPP w dniach 4-5 kwietnia

W dniach 4-5 kwietnia odbędzie się kolejne dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej – wydarzenie istotne dla wszystkich kredytobiorców, okaże się bowiem czy raty kredytów pozostaną na obecnym poziomie, czy też ponownie wzrosną.

W połowie marca prezes NBP Adam Glapiński przekazał, że kolejne podwyżki stóp procentowych stają się coraz mniej prawdopodobne, ale jednocześnie jest jeszcze zbyt wcześnie, aby zacząć dyskutować o ich ewentualnych obniżkach.

Rada Polityki Pieniężnej (RPP) jest organem odpowiedzialnym za określanie wysokości stóp procentowych w Polsce. Decyzje, które podejmuje ta instytucja, mają bezpośredni wpływ na oprocentowanie kredytów udzielanych przez banki. To właśnie od tych decyzji między innymi zależy wysokość rat naszych kredytów.

Ostatnie posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej odbyło się zgodnie z planem, a decyzja o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie została ogłoszona zgodnie z przewidywaniami analityków. To już kolejna taka decyzja, co może być oczekiwane w kontekście stabilizacji rynku finansowego. Od października 2022 roku RPP utrzymuje stopy procentowe na niezmienionym poziomie – stopa referencyjna wynosi 6,75 proc. Ale w najbliższym czasie możemy zapomnieć o obniżkach stóp procentowych.

Zmiany wysokości stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej wpłyną na oprocentowanie kredytów, a tym samym na wysokość rat. Dlatego warto śledzić komentarze dotyczące posiedzeń RPP, aby być przygotowanym na ewentualne zmiany. Jeżeli RPP zdecyduje się na podniesienie stóp procentowych, to kredyty mogą być droższe, co oznacza wyższe raty dla kredytobiorców. Ten scenariusz jest jednak mało prawdopodobny. W przypadku obniżenia stóp procentowych sytuacja będzie odwrotna – niższe oprocentowanie może przekładać się na niższe raty kredytów. Według ekonomistów, taka zmiana może nastąpić dopiero w 2024 roku.

Przykład zmian oprocentowania i rat kredytowych:

Wysokość wybranych rat kredytu spłacanego w ratach równych (tzw. annuitetowych) wyrażona w walucie kredytu (zł) dla bieżącej wartości wskaźnika referencyjnego WIBOR 3M oraz dla następujących poziomów wartości wskaźnika referencyjnego, odpowiednio: 7,19%, 7,69%, 6,69%. Marża 1,69 %, okres spłat 30 lat. Przyjęte LTV 75%.

Kwota kredytu WIBOR 3M

6,94% + marża

WIBOR 3M

6,94% + marża (+0,25%)

WIBOR 3M

6,94% + marża (+0,75%)

WIBOR 3M

6,94% + marża (-0,25%)

200.000 1.556 1.592 1.664 1.521
400.000 3.113 3.184 3.328 3.042
600.000 4.669 4.776 4.993 4.563
800.000 6.225 6.368 6.657 6.083

 

W ostatnim czasie wiele mówi się o niepewności związanej z rozwojem sytuacji gospodarczej oraz spadkiem inflacji, tym bardziej, że w lutym mieliśmy rekordowo wysoki jej poziom – 18,4%. Przedłużający się kryzys gospodarczy może wpłynąć zarówno na zdolność kredytową kredytobiorców, jak i na strategie banków dotyczące udzielania kredytów. Dlatego warto być świadomym tych zagadnień i dążyć do zdobycia informacji ze źródeł godnych zaufania.

Wychodząc naprzeciw obawom i zagrożeniom, jakie związane są z zaciąganiem kredytu, rząd planuje wprowadzić nowy program „Bezpieczny kredyt 2%” mający na celu pomóc kredytobiorcom w trudnej sytuacji finansowej. Marcowe przyjęcie projektu ustawy to jedynie pierwszy krok w procesie ustanowienia programu. Teraz konieczne jest przeprowadzenie procesu legislacyjnego, który obejmuje debaty i głosowania w parlamencie, a następnie zatwierdzenie przez prezydenta lub inne organy odpowiedzialne za finalne przyjęcie ustawy.

Ostateczne kryteria kredytowe, które zostaną wprowadzone w ramach programu, również będą musiały być określone i ogłoszone przez odpowiednie instytucje lub organy rządowe. W zależności od ostatecznych wytycznych programu, kryteria te mogą obejmować różne czynniki, takie jak wysokość dochodów, poziom zadłużenia, historię kredytową i wiele innych.

Warto zauważyć, że pomimo nazwy „Bezpieczny kredyt 2%”, program ten może nie być odpowiedni dla każdego kredytobiorcy, w zależności od jego sytuacji finansowej i potrzeb oraz liczby posiadanych już nieruchomości lub kredytów hipotecznych. Dlatego przed podjęciem decyzji o skorzystaniu z programu, ważne jest dokładne zapoznanie się z warunkami i kryteriami kredytowymi oraz konsultacja z ekspertami w dziedzinie finansów.

Jeśli program wejdzie w tej formie i z tymi założeniami, jakie zostały ogłoszone w projekcie, a banki przystąpią do programu, kredytobiorcy mogą liczyć na spore wsparcie ze strony rządu. Na stronie gov.pl możemy przeczytać o programie oraz zapoznać się z przykładowymi wyliczeniami.

„Małżeństwo z jednym dzieckiem wzięło kredyt na okres 30 lat na kwotę 550 tys. zł. Oprocentowanie o stałej stopie wynosi 8,46%. Dla ustalenia dopłaty jest one pomniejszone o 10% (uwzględnienie składnika marży), czyli wynosi 7,61%.

  • W okresie 10 lat dopłata ze środków Rządowego Funduszu Mieszkaniowego pomniejszy ratę. Raty kapitałowo-odsetkowe będą w tym czasie malejące, dlatego rata i wysokość dopłaty będą się zmieniały.
  • Dla pierwszej raty różnica to prawie 2,6 tys. zł. Rata bez dopłaty wyniesie ok. 5,4 tys. zł, a z dopłatą ok. 2,8 tys. zł.
  • Po 10 latach kredytobiorca będzie spłacał kredyt w formie stałej raty kapitałowo-odsetkowej (przejście na tzw. annuitet). Bez zmiany oprocentowania miesięcznie będzie to 3 172,74 zł. Kwota ta może być niższa np. z uwagi na nadpłatę kredytu czy niższe stopy procentowe.
  • Dla porównania spłata kredytu w formie równych rat kapitałowo-odsetkowych (annuitet dla całego okresu – 30 lat) bez dopłaty wynosiłaby 4 213,44 zł.” *

Źródło przykładu: https://www.gov.pl/web/rozwoj-technologia/bezpieczny-kredyt

Rząd chce pomóc kredytobiorcom w spłacie kredytów. Chociaż szczegóły są jeszcze ustalane, warto śledzić sytuację, ponieważ ostateczne warunki mogą być atrakcyjne. Warto pamiętać jednak o tym, że czy banki przystąpią do programu oraz jakie warunki będzie trzeba spełnić, okaże się dopiero w końcowej wersji ustawy. Dlatego zachęcam do śledzenia aktualności na ten temat. Warto również skorzystać z pomocy doświadczonego eksperta kredytowego Lendi w celu znalezienia optymalnego rozwiązania, dostosowanego do indywidualnych możliwości finansowych.

W ostatnim czasie widzimy zmiany na rynku kredytowym, a w szczególności w zakresie wyliczania zdolności kredytowej przez banki. Wiele osób planujących zakup nieruchomości z pewnością zwraca uwagę na ten aspekt, ponieważ zdolność kredytowa jest jednym z kluczowych czynników decydujących o możliwości finansowania planowanej inwestycji. Przez ostatni rok od ostatniej Rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), banki musiały uwzględnić w swoich wyliczeniach bufor w postaci dodatkowych 5 punktów procentowych. Jednakże, w połowie lutego tego roku KNF zgodziła się na obniżenie tego bufora do poziomu minimalnego 2,5%. Konsekwencją tych działań jest podwyższenie zdolności kredytowej klientów, którzy starają się o kredyt hipoteczny. W zależności od banku, podwyższenie to wynosi nawet do 30%. Obniżenie buforu oznacza, że banki będą bardziej przychylne do udzielania kredytów, a klienci będą mieli większą szansę uzyskania finansowania na zakup wymarzonej nieruchomości. To na pewno dobra wiadomość dla tych, którzy zastanawiają się nad zakupem nieruchomości, ale cenią sobie stabilność finansową i chcą mieć pewność, że są w stanie spłacić zaciągnięty kredyt.

Autor: Paweł Komorowski, ekspert kredytowy Lendi

Deloitte: 8/10 klientów detalicznych oczekuje spersonalizowanej oferty

Zawirowania gospodarcze powodowane wydarzeniami geopolitycznymi i pandemią sprawiają, że przedstawiciele branży retail z niepokojem patrzą w najbliższą przyszłość. Obawy potęgują także spadki tempa wzrostu sprzedaży detalicznej na całym świecie. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte, biorących udział w organizowanej w dniach 29-30 marca warszawskiej konferencji „Poland & CEE Retail Summit 2023” nadzieją dla sektora mogą okazać się rozwiązania technologiczne, umożliwiające odpowiadanie w elastyczny sposób na dynamicznie zmieniające się potrzeby konsumentów. Deloitte był partnerem tego wydarzenia.

Marża przede wszystkim

Podczas wydarzenia przedstawiciele firmy doradczej Deloitte zwracali uwagę na konieczność ochrony wartości, marży i zysku w czasach dynamicznie zmieniających się warunków rynkowych.

– Firmy z branży retail mierzą się obecnie z wieloma wyzwaniami. Wysoka inflacja, zaburzenia łańcuchów dostaw, spadek konsumpcji czy wzrost kosztów funkcjonowania sprawiają, że zarządzanie marżą może stanowić duże wyzwanie. Dlatego też firmy powinny uznać ten aspekt za swój priorytet. Niezwykle pomocne mogą okazać się rozwiązania technologiczne, takie jak narzędzia planistyczne, rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, Customer Data Platforms czy narzędzia analityczne. Umożliwiają one skuteczniejsze zarządzanie kosztami oraz optymalną politykę cenową, co w czasach perturbacji gospodarczych ma duże znaczenie dla wartości firmy – mówi Monika Warmbier, partnerka, liderka zespołu Finance & Performance w Polsce, Deloitte.

Marcin Stark, starszy menadżer ds. strategii w zespole Monitor Deloitte Polska zwraca uwagę na wpływ zdolności do podejmowania odważnych decyzji na możliwość kreowania wartości przez firmę w przyszłości.

Obecnie borykamy się z najwyższą od 2010 roku liczbą bankructw, w tym przedsiębiorstw o wieloletniej historii. Kluczową kwestią, z punktu widzenia sytuacji danego podmiotu, staje się umiejętność podejmowania decyzji w odpowiednim momencie. Przykłady marek, które w ostatnich miesiącach ogłosiły bankructwo pokazują, że zbyt późne podjęcie działań może okazać się jedną z przyczyn upadku firmy. Równie istotna jest także właściwa strategia, której stosowanie pozwala skutecznie wykorzystać pojawiające się możliwości jakie niewątpliwie dają kryzysy. Warto podkreślić, że obecna sytuacja rynkowa tworzy nie tylko niebezpieczeństwa, ale i unikalne szanse biznesowe wyjaśnia ekspert.

Opinię Marcina Starka podzielił biorący udział w panelu dyskusyjnym „Handel detaliczny w dobie nowych wyzwań i priorytetów” Armen Papazjan, wiceprezes Zarządu, CEO Brand Distribution Group. Jego zdaniem, jednym z ważniejszych czynników z punktu widzenia ewentualnego sukcesu firmy jest rozumienie w danym miejscu i czasie dynamicznie zmieniających się potrzeb klienta. Z kolei Marc Dherment, managing director ITM Polska podkreślił konieczność właściwego wyznaczania priorytetów biznesowych. Dyrektor zarządzający spółki, do której należy m.in. sieć InterMarche tłumaczył, że wszystkich ważnych inwestycji nie da się przeprowadzić jednocześnie, dodając, że wiele marek, które zbyt późno zaczęły inwestować upadło. Z kolei Jacek Palec, CEO frisco.pl, zwrócił uwagę na konieczność wsłuchiwania się w to, czego klient oczekuje od produktu. Właściwa identyfikacja tych kwestii, co umożliwić może nowoczesna technologia, jest podstawą do osiągniecia przez firmę zwinności – cechy mającej coraz większe znaczenie w dynamicznie zmieniającym się świecie.

Dane to podstawa

Rozumienie potrzeb i intencji klienta jest kluczowe w zdobyciu ich uwagi i przekonaniu do zakupu. O znaczeniu danych i narzędziach umożliwiających skuteczne zarządzanie nimi była mowa podczas prezentacji i panelu „Przyszłość danych klientów: jak ich używać do personalizacji zakupów?”.

– Działania firm w ostatnich latach spowodowały, że dziś 84 proc. konsumentów oczekuje zindywidualizowanej oferty, spersonalizowanego traktowania i rozumienia ich osobistych potrzeb. Rozwój narzędzi chmurowych, sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego przyspieszył w ostatnich latach tak bardzo, że nie da się dzisiaj przejść obok tej kwestii obojętnie – mówi Jakub Górnik, partner associate w Deloitte Digital.

Ekspert zwrócił uwagę na rosnące znaczenie istniejącej od niedawna klasy systemów IT znanej jako Customer Data Platform (CDP) – rozwiązania umożliwiającego agregację danych klienckich, tworzenie zunifikowanych profili i możliwość wykorzystania narzędzi zaawansowanej analizy danych czy uczenia maszynowego. Jednocześnie, ze względu na znaczną liczbę narzędzi służących zarządzaniu danymi konsumentów, wybór optymalnego z punktu widzenia firmy rozwiązania bywa wyzwaniem. Przedsiębiorcy powinni zwrócić uwagę na sposób wdrożenia danego narzędzia, tak aby umożliwić jak najskuteczniejsze skalowanie i elastyczność oraz monitorować czy jego implementacja faktycznie przyniosła korzyść przedsiębiorstwu.

– Wdrożenie narzędzi CDP powinno być przede wszystkim nakierowane na realizację jasno zdefiniowanych przypadków użycia, które adresują najbardziej priorytetowe cele firmy. Gwarantuje to, że zwrot z inwestycji w tego typu rozwiązania przyjdzie szybko i będzie mierzalny – wskazuje Jakub Górnik.

Konieczne jest również pogodzenie kwestii stricte biznesowych z technologicznymi w ramach prac nad personalizacją produktów.

– Do zarządzania danymi o klientach warto podejść dwutorowo celem wypracowania jak najskuteczniejszej metody wykorzystania zgromadzonych danych. Najbardziej pracochłonne jest bowiem zintegrowanie i przygotowanie danych do analizy. To domena obszarów technicznych w firmach. Jednak dopiero integracja z narzędziami do aktywacji danych, takich jak marketing automation czy dynamiczne generowana treść przynosi realne korzyści. Z naszego doświadczenia wspólna praca połączonych zespołów CIO i biznesu daje największe korzyści – wskazuje Jakub Górnik.

Cena kontraktów na gaz ziemny w USA nadal nurkuje

W ubiegłym tygodniu cena notowanych na NYMEX-ie kontraktów na gaz ziemny (Henry Hub) atakowała poziom swego minimum z 22 lutego (2,019 USD/mmBtu). W poniedziałek rano to wsparcie zostało dosyć zdecydowanie przełamane po spadku ceny o kolejne ponad 6 proc. do poziomu 2,071 proc. Rozmiary opuszczonej na tym rynku w styczniu br. 1,5-rocznej formacji szczytowej sugerują, że w okolicach połowy br. cena tego surowca energetyczne spadnie do najniższego poziomu od 1995 roku.

Ostatnia sesja pierwszego kwartału br. zakończyła się na rynku akcji w USA zwyżkami głównych indeksów. Nasdaq Composite (+1,74 proc.) zamknął się na najwyższym poziomie od września ub.r., chociaż nie zdołał na razie pokonać najwyższego poziomu osiągniętego w trakcie sesji z 2 lutego br. S&P 500 (+1,44 proc.) osiągnął najwyższy poziom od 1,5 miesiąca. Średnia przemysłowa Dow Jonesa (+1,26 proc.) była w piątek najwyżej od 7 marca. Dziś rano ok. godz. 9:30 cena kontraktów na S&P 500 minimalnie spadała (-0,17 proc.).

Na rynkach akcji Azji i Oceanii brak było dziś dominującej tendencji. Najsilniej – o 0,72 proc. – zwyżkował Shanghai Composite, największy spadek – o 0,75 proc. – notował filipińskie PSEi.

Główne indeksy europejskich rynków notowały dziś rano niewielkie zmiany (DAX -0,01 proc., CAC 40 +0,23 proc. ok. godz. 9:40).

Najsilniejszym głównym indeksem giełdowym był dziś rano WIG-20 (+1,77 proc. ok. godz. 9:45). Zwyżkowały kursu akcji wszystkich składników tego indeksu za wyjątkiem CD Projekt (-3,18 proc. ok. godz. 9:50). Ta zwyżka wyniosła WIG-20 na najwyższy poziom od 3 tygodni. Rosły dziś rano również pozostałe główne indeksy GPW, a sWIG-80 osiągnął swój najwyższy poziom od stycznia 2022 roku. Najwyżej od prawie 23 laty był dziś rano WiG-Budownictwo. Wśród składników mWIG-u 40 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś ceny akcji spółek Eurocash i Ciech. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś kursy akcji spółek Echo Investment, Action, Mirbud, Atal i CI Games.

Rosła dziś rano rentowność 10-letnich obligacji skarbowych zarówno Stanów Zjednoczonych jak i Polski, ale w obu przypadkach pozostawała poniżej poziomów ubiegłotygodniowych maksimów.

Najwyższy poziom od ponad 2 tygodni osiągnął dziś kurs amerykańskiego dolara względem japońskiego jena (+0,59 proc. ok. 9:35). Ok. 9:35 USD lekko umacniał się również względem euro (EUR/USD -0,1 proc.).

Stabilny był dziś rano kurs głównych walut względem polskiego złotego (EUR/PLN +0,03 proc., USD/PLN +0,14 proc.).

Kurs BTC/USD od ponad 2 tygodni balansuje w okolicach 28000 USD. Dziś rano ok. godz. 9:15 spadał o 0,62 proc. 17 marca br. doszło na tym rynku do wyłamania w górę z kształtującej się od czerwca ub.r. formacji „odwróconej głowy z ramionami”. Jej rozmiary – ok. 62 proc. pomiędzy ok. 15500 USD a ok. 25000 USD – sugerują średnioterminową zwyżkę kursu do poziomu ok. 40000 USD. Oczywiście, gdyby kurs BTC/USD spadł ponownie wyraźnie poniżej poziomu 25000 USD, to założenie przestałoby być aktualne.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Szara strefa tytoniowa w Polsce

W 2022 r. udział nielegalnych papierosów w rynku tytoniowym w Polsce wyniósł 5,35%. To najniższy wynik w historii badań Instytutu Doradztwa i Badania Rynku Almares na zlecenie wszystkich czterech międzynarodowych firm tytoniowych. Szara strefa tytoniowa w Polsce maleje konsekwentnie od 2015 r., gdy niemal co piąty (18,3%) papieros wypalany nad Wisłą pochodził z czarnego rynku. Dziś to zaledwie co dwudziesty.szara strefa tytoniowa w Polsce

Źródło: Raporty Empty Pack Survey (EPS) Instytutu Doradztwa i Badania Rynku Almares

Nawet podwyżki akcyzy na wyroby tytoniowe, które wprowadziła w ub. roku mapa akcyzowa, nie spowodowały wzrostu szarej strefy. Zyskał na nich za to budżet państwa. Według danych Ministerstwa Finansów w 2022 r. z tytułu akcyzy z wyrobów tytoniowych do budżetu trafiło 25,57 mld zł. Wpływy budżetowe były więc o 11% wyższe niż w 2021 r. (23,04 mld zł).

Sposób wprowadzenia podwyżek w mapie akcyzowej naszym zdaniem nie był optymalny. Najbardziej poszkodowaną kategorią były wkłady tytoniowe do podgrzewania, które dostały 50% podwyżkę akcyzy, a papierosy 10%. Natomiast sam fakt istnienia 5-letniej mapy jest bezsprzecznie bardzo dobrym rozwiązaniem, bo gwarantuje długoterminową przewidywalność podatkową. Polska wytyczyła w ten sposób kierunek, którym potem poszły inne kraje UE. Pomaga to prowadzić biznes, kontrolować szarą strefę i zwiększać wpływy budżetowe. Równolegle jesteśmy europejskim liderem w zwalczaniu przestępczości tytoniowej, co wiąże się ze skutecznym działaniem Policji, Straży Granicznej i Krajowej Administracji Skarbowej, z którą ściśle współpracujemy nie tylko w ograniczaniu szarej strefy, lecz także w ramach Programu Współdziałania KAS” – mówi Wojciech Niewierko, Członek Zarządu Philip Morris Polska i Kraje Bałtyckie ds. Relacji Zewnętrznych.

Wzrosła też legalna sprzedaż papierosów. Według danych przemysłu tytoniowego (Industry Data Exchange) w 2022 r. łączna sprzedaż papierosów nad Wisłą wyniosła 49,39 mld sztuk. To wzrost o 8,43% rok do roku, w porównaniu do 45,55 mld sztuk w 2021 r. Tendencja wzrostowa utrzymuje się od 2015 r., gdy na legalnym rynku sprzedało się 41,09 mld sztuk papierosów. W ostatnich 7 latach wzrost sprzedaży papierosów nad Wisłą pokrywa się ze spadkiem udziału nielegalnych papierosów w polskim rynku tytoniowym.Sprzedaż papierosów

Źródło: Dane przemysłu tytoniowego (Industry Data Exchange)

Instytut Doradztwa i Badania Rynku Almares prowadzi badanie metodą EPS (Empty Pack Survey). Polega ona na zbieraniu zużytych paczek po papierosach i weryfikacji obecności legalnych znaków polskiej akcyzy. Badanie prowadzone jest w 40 największych i 30 mniejszych miastach Polski. Jego wyniki były ważone z uwzględnieniem populacji miejscowości, w których prowadzono badania.

Główne kierunki przemytu nielegalnych papierosów do Polski to: Białoruś (1,9 pkt. proc. całości nielegalnego rynku papierosowego) oraz Ukraina (0,9 pkt. proc.). Z kolei główne marki zagraniczne, niesprzedawane w Polsce i znalezione w czasie badania to: „Mińsk” i „NZ” z białoruskiej fabryki w Grodnie. Najczęściej podrabiane krajowe marki papierosów to Marlboro (Philip Morris International) oraz Rothmans (British American Tobacco). Miasta z największą liczbą paczek bez polskich znaków akcyzy to Radom (17,8%), Warszawa (7,1%) i Łódź (7,1%).Szara strefa tytoniowa w Polsce

Źródło: Raporty Empty Pack Survey (EPS) Instytutu Doradztwa i Badania Rynku Almares

GfK: nastroje Polaków niezmiennie złe

Rozpoczynająca się wiosna i nadchodzące święta Wielkanocne nie wpłynęły na poprawę nastrojów polskich konsumentów. W przyszłość wciąż patrzymy z dużą ostrożnością i nie spodziewamy się znaczących zmian – zarówno we własnych portfelach, jak i w całej gospodarce. Jednocześnie prawie połowa z nas prognozuje dalsze wzrosty cen i bezrobocia. Takie dane płyną z najnowszego Barometru Nastrojów Konsumenckich opracowanego przez firmę GfK.

Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, wyniósł w marcu 2023 r. -17,1 i wzrósł nieznacznie, o 0,3 p.p. w stosunku do poprzedniego miesiąca. Nastroje wciąż utrzymują się zatem na bardzo niskim poziomie – jednym z najniższych w całej historii badania.

W marcu poziom nastrojów konsumenckich w Unii Europejskiej praktycznie nie uległ zmianie: średnia unijna wynosi -20,7 wobec -20,6 w lutym 2023 r.Nastroje konsumenskie Polaków vs. EU

Według badań GfK w marcu 2023 r. Polacy określali swoją aktualną sytuację finansową jako gorszą w porównaniu z lutym (wskaźnik -24,8 wobec -22,8 z lutego 2023 r.). Również w przyszłość spoglądali nieco bardziej krytycznie, niż jeszcze miesiąc temu (średni wskaźnik wyniósł -19,2 wobec -18,4 sprzed miesiąca). Prawie połowa badanych (47 proc.) spodziewa się, że kolejne miesiące przyniosą wzrost bezrobocia, jednak wynik ten jest niższy o prawie 3 p.p., niż w lutym 2023 r. Równocześnie już 57 proc. jest zdania, że ceny towarów i usług wciąż będą rosnąć, przy czym aż 45 proc. ankietowanych uważa, iż inflacja – wbrew zapowiedziom Rady Polityki Pieniężnej – utrzyma dwucyfrową dynamikę.

Z danych GUS wynika, że wynagrodzenia Polaków systematycznie rosną. Niestety, równolegle jeszcze szybciej przyspiesza wzrost cen produktów i usług. Nie spodziewamy się tym samym rewolucji w trendach konsumenckich – z małym wyjątkiem, którym mogą być Święta Wielkanocne. Doświadczenia i twarde dane statystyczne z przeszłości wskazują, że bez względu na sytuację gospodarczą i powszechne obawy społeczne, staramy się możliwie mocno celebrować najważniejsze, coroczne wydarzenia. I tak najpewniej będzie również tym razem. W kontekście Świąt nie odstraszą nas ani rekordowo wysokie ceny majonezu, ani drożejące inne, popularne produkty. Możemy jednak oczekiwać, że tuż po Świętach w handlu, zwłaszcza w sektorze FMCG, znów zagości większa wstrzemięźliwość. Polacy będą musieli wyrównać świąteczną nadwyżkę w wydatkach, co może przełożyć się na czasowy detoks od zakupów i mniejsze obroty całej branży handlowej – Barbara Lewicka, senior director w GfK.

W marcu 2023 r. dodatnie nastroje konsumenckie dotyczyły tylko jednej grupy wiekowej analizowanej przez GfK: były to osoby w wieku 23-29 lat (wskaźnik osiągnął 1,1). Na drugim biegunie znaleźli się seniorzy z wynikiem -24,1. Młodzi Polacy spodziewają się jednocześnie, że w najbliższym roku podniesie się jakość ich życia, na co wskazuje niebagatelny skok wartości wskaźnika o 21 p.p. (8,1 w marcu 2023 wobec -13,1 w lutym 2023).

W porównaniu z poprzednim miesiącem, ponownie zmniejszyła się dysproporcja w nastrojach w oparciu o poziom wykształcenia: najlepsze nastroje GfK odnotowało wśród osób z wykształceniem podstawowym (-14,4), zaś najgorsze u osób z wykształceniem wyższym (-21,5).

W marcu 2023 r. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:Barometr_tabelka_zmiany na przestrzeni miesiąca

Informacje o badaniu

Badanie zrealizowano w dniach 3-8 marca 2023 r. w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.

Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.

Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.

Sztuczna inteligencja zrewolucjonizuje świat finansów

Nowe technologie rewolucjonizują świat finansów. W dzisiejszych czasach blockchain, sztuczna inteligencja, big data, analiza predykcyjna i Internet rzeczy (IoT) zmieniają sposób, w jaki myślimy o finansach i jak nimi zarządzamy. Od początku 2023 r. uczestnicy rynku kapitałowego ze szczególną uwagą obserwują rozwój AI i tego, jak ona zmieni sposób inwestowania i czy upowszechni udział klientów w rywalizacji rynkowej.

– Na pewno gorącym tematem, który może wyznaczać nowe trendy nie tylko w inwestowaniu, ale również w naszym życiu codziennym jest sztuczna inteligencja. Wszystko za sprawą ChatGPT czyli oprogramowania, które jest w stanie odpowiedzieć na niemal każde pytanie. Oprogramowanie stworzone przez firmę OpenAI zdobyło milion użytkowników w zaledwie 5 dni. Dla porównania Instagram do uzyskania tego wyniku potrzebował dwóch i pół miesiąca podkreśla Łukasz Klufczyński, analityk rynków finansowych w InstaForex Polska. – Na początku roku zaczął się więc nowy trend, który powinien zostać z nami przez najbliższe lata. Badania pokazują, że nowa wersja ChatGPT, to znaczy wersja 4.0 dostanie się na prawie każde studia. Stwarza to masę nowych możliwości również inwestycyjnych i wyzwań w szybko zmieniającej się rzeczywistości.

W przypadku sztucznej inteligencji, dzięki wykorzystaniu uczenia maszynowego i analizy predykcyjnej, systemy finansowe będą w stanie lepiej przewidywać trendy i ryzyka finansowe, jak również identyfikować nieprawidłowości i oszustwa.

– Sztuczna inteligencja zdecydowanie w najbliższym czasie zamiesza w każdym aspekcie naszego życia. Rynki finansowe nie będą tutaj wyjątkiem. Sztuczna inteligencja upowszechni automatyczne systemy, które będą powstawały w oparciu o sieci neuronowe – podkreśla Marcin Wenus, prezes fundacji Invest Cuffs.

Sztuczna inteligencja (AI) ma potencjał, aby znacząco wpłynąć na świat finansowy. Z jednej strony ułatwia i usprawnia analizę ryzyka oraz predykcję. AI może pomóc w analizie ryzyka finansowego, identyfikacji potencjalnych zagrożeń i szacowania przyszłych trendów. Wynika to z możliwości analizy ogromnych ilości danych. Wpłynie z pewnością na optymalizację procesów biznesowych – pomoże w automatyzacji procesów biznesowych, takich jak zarządzanie portfelem inwestycyjnym, przetwarzanie wniosków kredytowych, analiza rynkowa i wiele innych.

– Systemy transakcyjne automatyczne, które powstawały w oparciu o sieci neuronowe nie są niczym nowym na rynku kapitałowym. Jestem pewny, że zanim ktokolwiek usłyszał o ChatGPT OpenAI to już wszystko działało na rynkach kapitałowych – podkreśla Marcin Wenus dodając, że wszyscy najlepsi specjaliści w swoich dziedzinach są wyciągani przez rynek kapitałowy i inwestycyjny, aby wdrażać innowacje i nowe technologie.

Ciekawym skutkiem silniejszego wejścia nowoczesnych technologii na rynek kapitałowy będzie personalizacja produktów finansowych. Na przykład sztuczna inteligencja pozwoli na dopasowanie produktów i usług finansowych do indywidualnych potrzeb klientów. Usprawni obsługę klienta, co może zachęcić wielu do tej pory niezdecydowanych do wejścia do świata inwestycji kapitałowych. Skoro doradcą będzie mógł być chatbot czy asystentem wirtualny, to udział w rynku kapitałowym nie będzie już tak straszny jak jeszcze kilka lat temu. Podobnie będzie w przypadku rynku kryptowalut, które zaczynają odzyskiwać zaufanie ze strony inwestorów.

– Rok 2023 będzie rokiem roll-up’ów. Dodatkowo istotny będzie przełom technologiczny, jaki nastąpi w branży AI. Również wpłynie na branżę kryptowalut. Bardzo dużo  projektów z tego obszaru pojawia się w świecie finansów – zaznacza Wojciech Gruszka, założycie GameSwift. – Rynek kryptowalut jest rynkiem mocno spekulacyjnym, więc musimy mieć też to na uwadze. W perspektywie przyszłego roku, ale także najbliższych lat kluczowym wyzwaniem będzie takie opakowanie technologii blockchain, aby użytkownicy nie musieli zastanawiać się nad tym, czy korzystają w ogóle z technologii czy nie.

Blockchain, pozwalający na tworzenie nowych sposobów transakcji bez udziału pośredników oraz na zwiększenie bezpieczeństwa i przejrzystości procesów transakcyjnych obok analizy big data, pomagają instytucjom finansowym w lepszym zrozumieniu zachowań klientów i trendów rynkowych. Te technologie już teraz zmieniają sektor finansowy, a ich wpływ będzie się tylko zwiększał w przyszłości. Można się spodziewać, że nowe technologie przyspieszą i ułatwią procesy finansowe, zwiększą bezpieczeństwo, a także pomogą w lepszym zrozumieniu potrzeb klientów i dostosowaniu oferty do ich potrzeb. Przełamią również barierę wielu Polaków do inwestowania i udziału w rynku kapitałowym nie tylko od strony klienta, ale również aktywnego gracza.

Program „Mieszkanie bez wkładu własnego” – uwaga, przyszłych kredytobiorców czekają zmiany

Inflacja i wysokie stopy procentowe zmniejszyły siłę nabywczą Polaków. Nowe zasady wyliczania zdolności kredytowej podyktowane przez rekomendację KNF przełożyły się na nieco bardziej restrykcyjną politykę banków wobec potencjalnych kredytobiorców. W 2022 roku mieliśmy do czynienia z wieloma wydarzeniami, które stanęły na drodze niemałej grupie osób w naszym kraju, chcących kupić własne lokum na kredyt. Pomóc miał program „Mieszkanie bez wkładu własnego”. Od marca wchodzi w życie nowelizacja ustawy regulująca program. Gwarancją zastępującą wkład własny ma zostać objętych jeszcze więcej osób. Teraz z programu będą mogli skorzystać kredytobiorcy, którzy nie posiadają środków na wkład własny oraz osoby, które mogą wnieść wkład własny nieprzekraczający 200 tys. zł. i niższy niż 20 proc. kwoty wydatków, na który kredyt jest udzielany. Ale zmian jest więcej. Jak je rozumieć i o czym trzeba wiedzieć przed skorzystaniem z programu „Mieszkanie bez wkładu własnego” – o tym eksperci Związku Firm Pośrednictwa Kredytowego (ZFPF).

„Mieszkanie bez wkładu własnego” – co trzeba wiedzieć o rządowym programie

„Mieszkanie bez wkładu własnego” to rządowy program powołany do życia przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii, który miał pomóc spełnić marzenia o posiadaniu własnego M. osobom mającym dochody, pozwalające na spłatę kredytu mieszkaniowego, ale niewystarczające fundusze na wkład Fwłasny. Funkcjonuje od połowy zeszłego roku.

W opinii rządzących program ma zaspakajać potrzeby mieszkaniowe Polaków, chcących posiadać nieruchomość na własność. Usuwa istotną barierę, która stoi na przeszkodzie wielu potencjalnym kredytobiorcom starającym się o kredyt hipoteczny – brak środków na wkład własny. To bardzo ważne, bo wsparcie nie jest kierowane do osób, których po prostu nie jest stać na kredyt, co podkreślają sami autorzy programu – zaznacza Leszek Zięba, ekspert ZFPF, mFinanse.

Na stronie ministerstwa Rozwoju i Technologii można znaleźć następującą informację[1]: „Gwarantowany kredyt mieszkaniowy nie jest instrumentem kierowanym do gospodarstw domowych o niskich dochodach. Możesz uzyskać kredyt o 100% wartości mieszkania, jeśli masz zdolność do obsługi tego zobowiązania. Do mniej zamożnych gospodarstw domowych adresujemy większość programów polityki mieszkaniowej, na które też przeznacza się najwyższe wydatki z budżetu”.

Program oferuje możliwość objęcia gwarancją części kredytu hipotecznego zaciąganego na zakup mieszkania. Gwarancja zastępuje wymóg wniesienia wkładu własnego. Gwarancji (gwarantowanych kredytów mieszkaniowych) na brakujące środki na wkład własny udziela BGK, a kredytu udzielają banki, które przystąpiły do programu.

Inne założenia programu „Mieszkanie bez wkładu własnego” mówią o tym, że kredyt z rządowym wsparciem jest udzielany na min. 15 lat, wyłącznie w polskiej walucie. Jak można przeczytać na stronie ministerstwa, ustawa dotycząca programu zawiera mechanizmy, które ograniczają ryzyko stymulowania wzrostu cen mieszkań, tzn. ustalony jest maksymalny limit ceny (w tym wkładu budowlanego) w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni użytkowej finansowanego mieszkania.

Kto może skorzystać z programu?

Program jest skierowany do singli, osób wychowujących co najmniej jedno wspólne dziecko, małżeństw i rodzin wielodzietnych. Co ważne, nie obowiązują żadne kryteria wiekowe.

Z rządowego wsparcia mogą skorzystać osoby, które nie posiadają prawa własnościowego do mieszkania czy też domu. Czego warto być świadomym, potencjalny kredytobiorca, jak i członkowie rodziny nie mogą być właścicielami takich lokali[2], chyba że w jej skład wchodzi co najmniej dwójka dzieci. Zasady jasno określają, w jaki sposób metraż takiego posiadanego mieszkania własnościowego jest uzależniony od liczby dzieci w gospodarstwie domowym: 2 dzieci – nie więcej niż 50 mkw., 3 dzieci – nie więcej niż 75 mkw., 4 dzieci – nie więcej niż 90 mkw., 5 dzieci i więcej – limit nie obowiązuje.

Zainteresowani skorzystaniem z programu „Mieszkanie bez wkładu własnego” powinni znać pojęcie „spłaty rodzinnej”. Dotyczy ono jednorazowej spłaty części kapitału kredytu mieszkaniowego, gdy w rodzinie pojawi się drugie i kolejne dziecko w trakcie trwania umowy kredytowej. Państwo w takiej sytuacji dołoży do spłaty 20 tysięcy złotych (w przypadku drugiego dziecka) bądź 60 tysięcy złotych (w przypadku kolejnego dziecka). Z tej opcji mogą skorzystać również osoby, które dysponują wkładem własnym na poziomie 20%. W dniu spłaty nie będzie można być właścicielem innego mieszkania niż zakupione z wykorzystaniem gwarantowanego kredytu mieszkaniowego.

Osoby zainteresowane skorzystaniem z programu powinny być świadome faktu, że dopłaty będą wypłacane tylko tym beneficjentom, którym po podpisaniu umowy kredytowej urodzi się drugie (i kolejne dziecko). W praktyce oznacza to, że nie do końca z góry wiadomo, kiedy dopłata realnie pomniejszy spłacane zadłużenie. Może być to nawet kilka lat po zaciągnięciu kredytu. Z pewnością, dopłaty dostępne w programie są dodatkowym plusem dla osób, które i tak planowały powiększenie rodziny w niedalekiej przyszłości – komentuje Leszek Zięba, ekspert ZFPF, mFinanse.

Pozostałe kryteria, które powinien spełnić beneficjent programu, to brak dokonania darowizny mieszkania lub domu jednorodzinnego na rzecz członka rodziny w okresie 5 lat poprzedzających złożenie wniosku
o gwarantowany kredyt mieszkaniowy. Nie można również przekroczyć ustawowego limitu ceny mieszkania nabywanego na rynku pierwotnym lub wtórnym (informacje poniżej).

Środki kredytu można przeznaczyć na zakup mieszkania lub domu jednorodzinnego oraz jego wykończenie lub budowę domu jednorodzinnego (również z wykończeniem i zakupem działki budowlanej pod budowę domu).

Co się zmienia od marca?

Najważniejsza informacja – planowane zmiany mają poszerzyć grono osób, które są uprawnione do otrzymania gwarancji BGK dotyczącej wkładu własnego. Zniesiony zostaje limit minimalny, gwarantowanego wkładu do kredytu hipotecznego. Do tej pory gwarancją było objętych nie mniej niż 10% i nie więcej niż 20% wydatków. Po zmianie przepisów z programu będą mogły skorzystać osoby niedysponujące wkładem własnym lub wkładem, który nie przekracza 200 tys. zł i nie niższy niż 20 proc. sumy wydatków, na który kredyt jest udzielany. Gdy w grę wchodzi kredyt ze stałym oprocentowaniem lub z okresowo stałą stopą procentową, limitem jest 30%.

Zmiany przede wszystkim mają sprawić, że z opcji kredytu bez wkładu własnego skorzysta dużo więcej osób niż dotychczas. Do tej pory wymogi były bardziej restrykcyjne. O dopłatę mogły się ubiegać osoby, które dysponowały wkładem własnym na poziomie minimum 10% i maksymalnie 20%, jednak jednocześnie nie przekraczając 100 tys. złotych – mówi Jakub Kucharek, ekspert ZFPF, Lendi.

A co z potencjalnymi kredytobiorcami, którzy posiadają środki na wkład własny, ale nie w takiej wysokości, które wymaga kredytodawca? Ich również czekają zmiany. – Jeśli wnioskujący o kredyt dysponuje wkładem własnym mniejszym niż 20 proc. (wysokość najczęściej wymagana przez banki), np. w wysokości 10%, gwarancją BGK będzie mogła być objęta także brakująca część wkładu, czyli kolejne 10% i to bez żadnych dodatkowych kosztów – wyjaśnia Jakub Kucharek, ekspert ZFPF, Lendi.

Podniesiono też współczynnik, który służy do wyliczania maksymalnej ceny metra kwadratowego kwalifikującej się do skorzystania z programu.

Różni się ona w przypadku nieruchomości deweloperskich i tych z rynku wtórnego, także współczynniki również są dwa. W pierwszym przypadku koszt 1 m kw. powierzchni jest mnożony przez współczynnik 1,4, a dla rynku wtórnego – przez 1,3. Przed zmianami limity te wynosiły odpowiednio 1,3 i 1,2. – Co warto wiedzieć, wspomniany limit jest również uzależniony od położenia nieruchomości chodzi
o
lokalizację uwzględniającą województwa, a w nich miasta wojewódzkie, gminy przylegające do tych miast i pozostałe lokalizacje w konkretnych województwach – dodaje Leszek Zięba, ekspert ZFPF, mFinanse.

[1] Źródło: https://www.gov.pl/web/rozwoj-technologia/mieszkanie-bez-wkladu-wlasnego

[2] Lub innych lokali mieszkalnych.

Stany Zjednoczone – zmierzały w kierunku awaryjnego lądowania

Gospodarka USA nabrała tempa na początku 2023 r., ale Allianz Trade spodziewa się, że to ożywienie będzie krótkotrwałe. Wskaźniki wysokiej częstotliwości, takie jak sprzedaż detaliczna, produkcja przemysłowa i zamówienia na dobra podstawowe, odbiły się od dna w pierwszym kwartale 2023 roku. Rynek pracy również odzyskał nieco siły, a do końca lutego powstało 800 tys. miejsc pracy netto. To „mini”-cykliczne ożywienie wynika w dużej mierze z przyspieszenia wydatków gospodarstw domowych. Te ostatnie są napędzane przez gwałtowny wzrost zadłużenia na kartach kredytowych, wzrost świadczeń socjalnych, niższą efektywną stawkę podatku dochodowego od osób fizycznych oraz niską stopę oszczędności. Po stronie przedsiębiorstw, firmy kontynuują gromadzenie zapasów, aby zabezpieczyć się przed przyszłymi niedoborami. Firmy przemysłowe nadal pracują nad dużymi zaległościami w zakresie poprzednich zamówień. W tym środowisku presja cenowa i płacowa pozostaje niewygodnie podwyższona. Według ankiety NFIB, małe firmy nadal planują wysokie podwyżki wynagrodzeń w pozostałej części 2023 r., a inflacja CPI miesiąc do miesiąca nie zmniejszyła się w ujęciu sekwencyjnym.

Allianz Trade oczekuje, że w drugiej połowie roku dynamika gospodarcza ulegnie pogorszeniu ze względu na gwałtownie zaostrzające się warunki kredytowe, zaostrzone przez kryzys bankowy. Allianz Trade przewiduje recesję na poziomie -1% w okresie od połowy do końca 2023 r. Polityka monetarna działa z dużym opóźnieniem i większość wskaźników prognostycznych wskazuje na pogorszenie koniunktury w drugiej połowie 2023 r. Banki ograniczają podaż kredytów dla sektora prywatnego, a niskie zaufanie do sektora finansowego sprawi, że będą one prawdopodobnie jeszcze bardziej konserwatywne. Plany inwestycyjne przedsiębiorstw nigdy nie były tak niskie poza okresami recesji, natomiast obecnie spadające realne ceny domów powinny zacząć wpływać na wydatki konsumpcyjne przed końcem 2023 r., zgodnie ze zwyczajowymi opóźnieniami. Oczekiwane przez nas ograniczenie zagregowanego popytu powinno doprowadzić inflację zasadniczą do poziomu bardzo zbliżonego do celu 2% Fedu w drugim kwartale 2024 r.

Wykres 1: Zmiana amerykańskich odpowiedników podaży pieniądza M2 (bez funduszy rynku monetarnego) w okresie sierpień 2022 r. – luty 2023 r.

Zmiana amerykańskich odpowiedników podaży pieniądza M2
[Securities held by bank = Papiery wartościowe w posiadaniu banku; Securities held by the FRB = Papiery wartościowe w posiadaniu FRB; Bank loans = Kredyty bankowe; Cash = Gotówka; Fed funds sold = Sprzedane fundusze Fed; Reserve balances = Salda rezerw; Reverse repos = Odwrotne umowy odkupu; Borrowings = Pożyczki; Net due to foreign offices = Zobowiązania netto wobec biur zagranicznych; Non-reserve deposits = Depozyty nierezerwowe; Other assets = Pozostałe aktywa; Other liabilities = Pozostałe pasywa; Total = Razem] Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research
Rekordowe skurczenie się podaży pieniądza w USA oznacza zgubę dla warunków finansowania w najbliższym czasie (Rysunek 2). Po osiągnięciu rekordowego poziomu w marcu 2022 r., podaż pieniądza w USA (M2) spadła o 472 mld USD (lub -2,2%), co było spowodowane w całości kurczącą się bazą depozytową (-720 mld USD). W tym samym okresie M1 zmniejszyła się jeszcze bardziej (-5,1%). W historii po II wojnie światowej jest to wydarzenie wyjątkowe. O ile wzrost kredytów jeszcze się utrzymał, o tyle znaczny spadek akcji kredytowej banków wydaje się nieunikniony w obliczu załamania agregatów monetarnych. Od listopada 2022 r. analizowana dynamika kredytów spadła do +8,4%. Jednak przy analizowanym tempie wzrostu +12,3% i +16,1%, kredyty na karty kredytowe i nieruchomości (zwłaszcza nieruchomości komercyjne) wciąż mają się dobrze.

Allianz Trade nie oczekuje, że polityka fiskalna przyjdzie z pomocą, aby złagodzić recesję. Apetyt na bodźce fiskalne osłabł wśród polityków w obliczu uznania, że inflacja została podniesiona przez luźne wydatki fiskalne podczas pandemii. Allianz Trade oczekuje, że latem Kongres zgodzi się na skromne zacieśnienie fiskalne, aby rozwiązać kryzys związany z pułapem zadłużenia. Stany Zjednoczone stoją w obliczu rosnących rachunków za odsetki oraz perspektywy zmniejszenia pomocy federalnej, co skłoni je do konsolidacji finansów.

Odporność gospodarki – w tym rynku pracy – oraz uporczywie utrzymująca się presja cenowa sprawiają, że Fed pozostanie w jastrzębim trybie, pomimo zwiększonej słabości sektora bankowego. Allianz Trade oczekuje, że stopa funduszy Fed (FFR) osiągnie w maju szczyt na poziomie 5,25% (górne pasmo celu). Szybko spadająca inflacja i słabość gospodarki w drugiej połowie roku skłonią Fed do lekkiego złagodzenia bardzo restrykcyjnego stanowiska: oczekujemy obniżki stóp o 25 pb na posiedzeniu FOMC w listopadzie 2023 r., a następnie obniżki o 50 pb w grudniu. Niemniej, przy poziomie 4,5%, FFR pozostanie na bardzo wysokim poziomie i nadal będzie znajdowała się w restrykcyjnym terytorium. W 2024 r. należy spodziewać się dalszych obniżek stóp, a w połowie 2024 r. końcowa stopa w tym cyklu osiągnie poziom 3,25%.

Kryzys bankowy zwiększa ryzyko dla amerykańskiego rynku mieszkaniowego poprzez dalsze zaostrzenie standardów udzielania kredytów hipotecznych. Jako najbardziej wrażliwy na stopy procentowe sektor gospodarki, rynek mieszkaniowy przeszedł gwałtowną fazę korekty od lata 2022 r. Typowe dla spowolnienia na rynku mieszkaniowym transakcje i rozpoczęte budowy to pierwsze domino, które upadło; ceny domów spadają w dalszej części cyklu. Sprzedaż nowych domów jednorodzinnych gwałtownie spadła ze szczytu 1 000 tys. (analizowanego) pod koniec lata 2020 r. do koryta 550 tys. we wrześniu 2022 r. Sprzedaż istniejących domów i rozpoczęcie budowy nowych mieszkań prywatnych nie osiągnęły jeszcze dna. Podczas gdy transakcje na istniejących domach powinny osiągnąć dno już wkrótce, oczekujemy, że spowolnienie w rozpoczęciu budowy mieszkań będzie miało dalszy ciąg. Allianz Trade oczekuje, że inwestycje mieszkaniowe osiągną najniższy poziom w III kw. 2023 r., po czym nastąpi jedynie skromne ożywienie w związku z utrzymującymi się trudnymi warunkami kredytowymi i wciąż podwyższonym oprocentowaniem kredytów hipotecznych. Jeśli chodzi o ceny nieruchomości, trzymamy się naszej wieloletniej prognozy, że indeks S&P Shiller-Case skorygowany o inflację spadnie o około -12% do -15% pomiędzy szczytem z maja 2022 r. a końcem 2023 r., w oparciu o wiodące sygnały wysyłane przez agregaty monetarne i kredytowe.

Indeks warunków finansowych (FCI)

Obecna dyskusja na temat zdolności banków centralnych do rozwiązania dylematu między ceną a stabilnością finansową wymaga solidnego zrozumienia, w jaki sposób polityka monetarna wpływa i będzie wpływać na warunki finansowania. Indeksy warunków finansowych (FCI) mierzą opóźniony wpływ zestawu zmiennych finansowych na gospodarkę realną. Allianz Trade opracowuje własny FCI dla gospodarki USA, który łączy wykładniczo ważoną rentowność pięciu kluczowych wskaźników finansowych, z których cztery mają dodatnie wagi: S&P 500 (opóźniony o dwa kwartały); indeks obligacji wysokodochodowych ICE BofA (opóźniony o dwa kwartały); łączna rentowność dwuletniego UST w stosunku do jednorocznego UST (opóźniony o osiem kwartałów) oraz indeksu nominalnego dolara ważonego handlem Rezerwy Federalnej (opóźniony o sześć kwartałów). Ostatnia – ropa (opóźniona o cztery kwartały) – ma ujemny współczynnik. Najmniejsze z opóźnień – dwa kwartały – wyznacza horyzont prognozy. Wagi nadane każdemu z pięciu składników są wyznaczane poprzez maksymalizację możliwości przewidywania tempa wzrostu realnego PKB USA w ujęciu rocznym od października 1984 r. (kiedy wprowadzono indeks ICE BofA) do końca 2019 r. Nasz FCI zachowywał się bardzo podobnie do Goldman Sachs FCI w ostatnich latach (Ramka 1, Wykres 1).

Allianz Trade stwierdza, że zarówno w okresie łagodzenia, jak i zacieśniania polityki monetarnej rentowność wysokodochodowych obligacji korporacyjnych była kluczowym czynnikiem napędzającym zmiany warunków finansowania, a następnie ropa naftowa i ważony handlem dolar (Ramka 1, Wykres 2). Przy obecnym poziomie +0,8% nasz FCI jest bardzo blisko historycznych minimów: częstotliwość niższych odczytów wynosi zaledwie 6,5%.

USA - indeks warunków finansowych
[Tigthening = Zacieśnianie; Loosening = Rozluźnianie; AZR daily nominal US financial conditions index, lhs = Dzienny nominalny indeks warunków finansowych w USA AZR, lewa skala; GS financial conditions index, rhs = Indeks warunków finansowych GS, po prawa skala; Dec = Grudzień]
Źródła: Goldman Sachs, Refinitiv, Allianz Research
USA - dekompozycja indeksu warunków finansowych
[Total = Ogółem; TW USD = TW USD; High yield = Wysokodochodowe; Yield curve = Krzywa dochodu; Oil = Ropa; S&P 500 = S&P 500; October 2022 to January 2023 = październik 2022 r. do stycznia 2023 r.; April 2021 to October 2022 = kwieceń 2021 r. do października 2022 r.]
Źródła: Allianz Researc

Samorządy podnoszą stawki podatku od nieruchomości. Największe wzrosty w miastach wojewódzkich

Na rok 2023 r. ministerstwo określiło górny pułap stawki podatku od nieruchomości. Maksymalna wartość za metr kwadratowy gruntu to 1,16 zł; za metr kwadratowy budynku – 28,78 zł. Bieżący rok przyniósł również duży, bo średnio aż 12 proc. r/r wzrost średniej stawki w miastach wojewódzkich. Bardziej zachowawcze pod tym względem były mniejsze miasta powiatowe. Tu wzrost r/r wyniósł 10,51 proc.

Ostatni kwartał roku to czas, kiedy rady miast i gmin przyjmują uchwały określające stawki podatku od nieruchomości na kolejny rok. Maksymalną ich wartość określa zawsze Minister Finansów, Funduszy i Polityki Regionalnej.

Wzrosty średnich stawek podatku od nieruchomości to wynik m.in. obecnej inflacji. Rosnące daniny mogą obniżyć zdolność firm do inwestowania w nowe obiekty czy tworzenia nowych miejsc pracy, a także skłonić je do podwyższenia cen swoich usług, w efekcie zatem wstrzymując rozwój całych branż komentuje Aleksandra Kania, Senior Consultant w Dziale Podatków i Opłat Lokalnych Ayming Polska.

Miasta wojewódzkie z najwyższą wartością stawki podatku od nieruchomości

Eksperci Ayming przeanalizowali uchwały rad 48 miast oraz gmin, a następnie wyliczyli średnie stawki podatku od gruntów i budynków w trzech kategoriach: miasta wojewódzkie, miasta powiatowe oraz gminy.

Ogólnopolska średnia dla miast wojewódzkich na rok 2023, jeśli chodzi o podatek za metr kwadratowy gruntu wynosi 1,14 zł, natomiast za metr kwadratowy budynku 28,61 zł. W stosunku do roku ubiegłego wzrost obu wskaźników wyniósł średnio 12%.

Z analizy wynika, że opodatkowanie nieruchomości najwyższymi stawkami ma miejsce głównie w miastach wojewódzkich. Najwyższą wartość zastosowało aż 11 z nich (Wrocław, Toruń, Warszawa, Rzeszów, Białystok, Gdańsk, Katowice, Olsztyn, Poznań oraz Szczecin). Najniższą stawkę znajdziemy natomiast w Kielcach. Stawka za metr kwadratowy gruntu wyniosła tam 1,01 zł; za metr kwadratowy budynku – 27,20 zł.

Miasta powiatowe i gminy

W przypadku miast powiatowych średnia wynosi z kolei 1,04 zł podatku za metr kwadratowy gruntu oraz 26,90 zł podatku za metr kwadratowy powierzchni budynku. Stawki podatku od nieruchomości wzrosły więc o 10,51% r/r, jeśli chodzi o grunty oraz o 11,04% r/r w odniesieniu do budynków. Również i w tej grupie znajdziemy uchwały określające stawki na maksymalnym poziomie jest to np. Szczecinek czy Szczyrk.

Jak wygląda to w odniesieniu do gmin? Dla gruntów średnia wartość stawki podatku od nieruchomości wynosi 1,03 zł za metr kwadratowy, natomiast dla budynków 24,98 zł za metr kwadratowy. Nastąpił zatem wzrost o 11,22% r/r dla gruntów oraz 10,98% r/r dla budynków. Maksymalne stawki znajdziemy w takich gminach jak Kamiennik (woj. Opolskie), Bircza (woj. Podkarpackie), czy Białogard (woj. Zachodniopomorskie).

Na wysokie stawki można zaradzić

Wzrost wartości stawek nie oznacza, że przedsiębiorcy są skazani na nadwyrężania budżetów wysokimi daninami. W całym procesie ważne jest również np. prawidłowe określenie podstawy opodatkowania, tj. przyporządkowanie obiektów do odpowiedniej kategorii, określenie prawidłowej powierzchni użytkowej budynków czy wartości budowli. Poprawne rozliczenie podatku od nieruchomości często wiąże się z wnikliwą analizą dokumentów technicznych oraz zapoznaniem się z aktualnym orzecznictwem sądów administracyjnych, a nie tylko odniesieniem się do aktualnych stawek.

Z naszych analiz wynika, że wielu przedsiębiorstwom, szczególnie tym dużym – tj. płacącym więcej niż 3 mln zł podatku rocznie – często zdarza się zawyżać swoje zobowiązania do gmin. Dzieje się tak, gdyż spółki te dysponują zróżnicowanym majątkiem, gdzie niektóre jego elementy są zakwalifikowanie do niewłaściwej kategorii opodatkowania lub w ogóle nie powinny być objęte podatkiem. Dodatkowym utrudnieniem jest nieznajomość aktualnej linii orzeczniczej oraz brak przepływu informacji pomiędzy zespołem księgowym i technicznym – tłumaczy Aleksandra Kania.

– Przedsiębiorcy nie powinni traktować podatku od nieruchomości wyłącznie jako kosztu operacyjnego, lecz także jako szansę na oszczędności w przypadku wykrycia ewentualnych nadpłat. Weryfikację deklaracji podatkowych i złożenie korekty można wykonać dla pięciu lat wstecz. Ustalenie prawidłowej wysokości podatku pozwoli również uniknąć nadpłat w bieżącym okresie rozliczeniowym oraz w przyszłościdodaje ekspertka.

Na co zwracać uwagę, zakładając konto firmowe?

Prowadzenie biznesu bez konta firmowego wydaje się wręcz niemożliwe. Z tego powodu wiele osób, które niedawno założyły własną działalność, szuka najlepszego rozwiązania. Wystarczy spojrzeć na dostępną ofertę instytucji bankowych aby przekonać się o tym, jak wiele rozwiązań jest do wyboru. Czy to oznacza że trzeba spędzić długie godziny, zanim wybierze się najlepsze konto dla firmy? Okazuje się że nie, a wystarczy jedynie wiedzieć gdzie szukać, i na jakie czynniki zwracać uwagę.

Jak znaleźć najlepsze konto dla firmy?

Jeżeli chcesz znaleźć najlepsze konto firmowe, to warto sprawdzić, co o danej ofercie sądzą inni użytkownicy. Opinie klientów często zawierają istotne szczegóły, dzięki którym o wiele łatwiej podjąć świadomą i satysfakcjonującą decyzję. Każdy medal ma jednak dwie strony, toteż może okazać się, że dana ocena została wystawiona pod wpływem frustracji lub przez kogoś, kto nawet danego konta nie używał. Poza internetowymi recenzjami, warto również zajrzeć na ranking kont firmowych, dostępny na https://finhack.pl/ranking-kont-firmowych/ . W ten sposób można dowiedzieć się, jakie oferty faktycznie są warte uwagi.

Zaletą internetowych zestawień najlepszych kont firmowych jest fakt, iż są one całkowicie bezpłatne i w żadnym stopniu nie wpływają na zdolność kredytową. Można przebierać w wartościowych ofertach bez ograniczeń, dzięki czemu o wiele łatwiej jest znaleźć opcję dopasowaną do oczekiwań i potrzeb. Co więcej, rankingi działają całodobowo, w każdym dniu tygodnia i są na bieżąco aktualizowane, aby zapewnić stały dostęp do nowych, atrakcyjnych ofert rachunków firmowych.

Czym się sugerować, zakładając konto firmowe?

Jednym z najważniejszych elementów konta dla firmy są obowiązujące koszty. Żaden z przedsiębiorców nie chce przecież znacząco obciążać budżetu swojej działalności, korzystając na co dzień z rachunku. Dlatego też niezwykle ważnym jest, aby przed założeniem konta dokładnie sprawdzić, ile wynoszą poszczególne opłaty. Może bowiem okazać się, że o ile samo konto dla firmy będzie darmowe, tak korzystanie z wielu jego funkcji już niekoniecznie. Banki mogą naliczać dodatkowe prowizje za przelewy, wypłaty gotówki, czy też przewalutowania.

Każdy rachunek firmowy oferowany przez banki będzie różnił się również warunkami korzystania z konta. Może okazać się, że na transakcje i wypłaty bankomatowe nałożony będzie limit, a sam bank nie udostępnia użytkownikom aplikacji mobilnej z pełną funkcjonalnością. Takie niedogodności wydają się pozornie małą przeszkodą, jednak w nagłych sytuacjach znacząco utrudniają rozliczanie się. Dobre konto dla firmy to takie, z którego przedsiębiorca może korzystać tak jak chce, i kiedy tylko chce.

Przelewy zagraniczne – czy można zminimalizować ten koszt?

W dobie home office na rynku pracy wiele się zmieniło. Jeszcze kilka lat temu większość firm, nawet w przypadku prac biurowych, bardzo mocno kładło nacisk na stacjonarny charakter pracy, więc talentów poszukiwano tylko w najbliższej okolicy. Temat ten w wyniku pandemii uległ silnej zmianie. Zatrudnianie pracowników, podwykonawców czy nawiązywanie współpracy z klientami coraz bardziej globalnie, wiąże się jednak z pewnymi niedogodnościami. Pieniądze nie płyną bowiem po świecie tak łatwo, jak dane. Opłata za przelew zagraniczny to ten element, który w comiesięcznym bilansie może dla niektórych stanowić znaczny koszt. Jak go zminimalizować?

Płatności zagraniczne to nie tylko faktury

Pomijając już ewentualne formalne kwestie związane z zatrudnianiem obcokrajowców, trzeba pamiętać, że pewne niedogodności nie kończą się wraz z zakończeniem procesu rekrutacji. Dobrym przykładem jest chociażby konieczność przelewania pensji. Wiąże się to z kosztami i z czasem. Dodatkowe obciążenia to zarówno samo wysłanie przelewu, jak również pozyskanie waluty, na którą opiewa wynagrodzenie w kontrakcie. W skrajnych przypadkach różnica w rozliczeniu etatu może sięgać nawet 10%. Z tego właśnie powodu na rynku pojawiło się w branży fintechowej wiele podmiotów świadczących usługi wymiany walut i transferów pieniężnych. Oczywiście można z nich nie korzystać, ale już sama wymiana waluty względem wysłania przelewu z rachunku złotowego to oszczędność 3-5% kwoty.

Wymiana walut. Jak duże znaczenie mają kursy walut?

Przelew można zlecić z dowolnego rachunku. Jednak jak już wspomniano wcześniej, nie zawsze jest to tanie. Jeżeli wyślemy przelew w banku z rachunku w PLN to bank samodzielnie przewalutuje środki. Skorzysta w tym celu z tzw. tabeli kursów walutowych. Jest to strata przeważnie wspomnianych 3-5%. Mamy kilka sposobów aby tego uniknąć.

Sprowadzają się one do wysyłania walut z odpowiedniego konta. Rachunki walutowe oferuje obecnie większość banków, jednakże dzięki kantorom internetowym czy innymi podmiotom z branży fintech, nie jest to nawet konieczne. Jeżeli jednak już posiadamy takie konto, możemy wpłacić na nie pieniądze zdobyte podczas wymiany w stacjonarnym kantorze lub podczas wymiany przez Internet.

Jak nietrudno się domyślić obsługa gotówkowa wpływa tutaj znacząco na koszty całej operacji. Wciąż jednak jest to często tańsze rozwiązanie niż kurs tabelowy banku, ale z kolei nie tak korzystne, jak wymiana walut online. Zarówno kosztowo, jak i czasowo.

Aby zminimalizować te koszty jak najbardziej, można założyć konto w jednym z takich serwisów, np. Walutomat.pl, przelać na nie złotówki i przewalutować po korzystnym kursie. Środki po wymianie możemy zostawić w portfelu lub zlecić przelew zagraniczny.

Jak długo księgowane są przelewy zagraniczne?

To, jak będzie realizowany przelew zagraniczny, zależy przede wszystkim od trybu wysyłki. Są systemy tańsze i droższe. Są systemy szybsze i wolniejsze. Generalnie im bardziej lokalny system tym korzystniejszy. Najlejpsze warunki otrzymamy najprawdopodobniej w przelewie wewnątrzbankowym, który będzie natychmiastowy i z dużym prawdopodobieństwem – darmowy. Najbardziej kłopotliwe w przelewach zagranicznych są inne strefy czasowe, które wpływają na czas księgowania środków.

Przelewy międzynarodowe to generalnie problem. W przypadku większych kwot, trzycyfrowa cena za samo przesłanie środków nie jest w bankach niczym nadzwyczajnym. Do tego dochodzi jeszcze potencjał na pobranie dodatkowych kosztów po drodze przez tzw. korespondentów, a przelew i tak może realizowany przez 2-3 dni robocze. Rozwiązaniem tego może być korzystanie z podmiotów branży fintech – np. serwis Walutomat, który oferuje szerokie spectrum przelewów zagranicznych https://www.walutomat.pl/przelewy-zagraniczne/.

Nawet w sytuacji gdy mamy dolary i chcemy je po prostu przelać, możemy zaoszczędzić na tym kilkaset złotych, wybierając korzystny serwis. Należy jednak pamiętać, że część podmiotów posiada dość wąską gamę destynacji, gdzie mogą wysyłać środki. W Walutomacie możemy wysyłać walutę do naprawdę szerokiej gamy państw, których lista wciąż się powiększa.

Nie bez znaczenia w naszej części świata jest też dostęp do systemu SEPA Instant. To podobna technologia do polskiego express elixir. Chodzi o to, że mamy system przelewów, który działa tak, jak przyzwyczaiły nas do tego aplikacje. Mamy dostęp do niego 7 (a nie 5) dni w tygodniu. Jest dostępny 24h na dobę, a pieniądze są u odbiorcy od razu zamiast znikać w jakichś dziwnych bytach w rodzaju banków pośredniczących czy izb rozliczeniowych na dni lub godziny.

Inflacja w Polsce. Marcowy odczyt wyższy niż konsensus rynkowy

W ujęciu rocznym ceny wzrosły o 16,2% wobec 18,4% w lutym. Marcowy odczyt jest wyższy niż konsensus rynkowy. W ujęciu miesięcznym ceny wzrosły o 1,1%. Marcowe dane o inflacji wpisują się w dotychczas oczekiwany przez nas scenariusz. Szczyt inflacji osiągnęliśmy w lutym, teraz czekamy na stopniowy spadek dynamik CPI – ciągnięty na razie przez efekty statystyczne (m.in. energia, paliwa). Inflacja bazowa pozostaje wciąż wysoka – w okolicach 12%. Oczekujemy, że inflacja bazowa w kolejnych miesiącach może utrzymywać się na wysokim poziomie. Różnica pomiędzy wskaźnikami będzie się zmniejszać.

Bartosz Wałecki, analityk Michael / Ström Domu Maklerskiego