Znalezienie dobrych fachowców może być kluczem do sprawnej i bezproblemowej budowy domu. Połowa inwestorów szukających ekipy budowlanej zwracała uwagę na referencje poprzednich klientów. 6 na 10 osób kierowało się przede wszystkim ceną oferowanych usług. Najczęściej budowę realizowało kilku wyspecjalizowanych wykonawców – wynika z Raportu o budowie domów w Polsce, przygotowanego przez Oferteo.pl.
W niniejszym materiale znajdują się informacje na temat:
liczby wykonawców pracujących przy budowie domu;
czynników wpływających na wybór ekipy budowlanej;
czasu poświęconego na jej poszukiwanie;
okresu oczekiwania na podjęcie prac przez fachowców.
Blisko co 10 Polak buduje dom samodzielnie
W trakcie budowy domu pomoc wyspecjalizowanej ekipy wydaje się być konieczna. Jednak, jak wynika z Raportu o budowie domów Oferteo.pl , 9% osób stawiających dom w 2022 roku, postanowiło całość prac wykonać samodzielnie, bez wynajmowania firmy budowlanej.
Jednocześnie dla zdecydowanej większości pomoc fachowców była niezbędna. Część osób decydowała się na skorzystanie z usług jednego generalnego wykonawcy. Odsetek inwestorów, którzy budowali dom w taki sposób, stanowił 20%. Częściej, bo w 71% przypadków, decydowano się na wynajęcie kilku różnych wyspecjalizowanych fachowców – wynika z danych Oferteo.pl, największego polskiego serwisu łączącego poszukujących usług z ich wykonawcami.
O 17 p.p. więcej osób patrzyło na cenę przy wyborze fachowców
W 2022 roku najistotniejszym czynnikiem wpływającym na wybór fachowców były kwestie finansowe (60%). Opinie poprzednich klientów były ważne dla 50% inwestorów. Dla porównania, w 2021 roku odnotowano odwrotną kolejność. Najczęstszym kryterium wyboru ekipy budowlanej były na pierwszym miejscu referencje poprzednich klientów, a na drugim – cena. Odpowiedzi takich udzieliło wtedy odpowiednio 49 oraz 43% ankietowanych.
Dla 44% osób budujących dom istotnym czynnikiem przy wyborze ekipy było również wrażenie, jakie wykonawca wzbudził w trakcie pierwszego kontaktu. Wiele osób zwracało również uwagę na dostępność fachowców w określonym terminie (41%) lub kierowało się poleceniami od znajomych lub rodziny (40%). Czynnikami, które w mniejszym stopniu wpływały na wybór danej ekipy budowlanej, były opinie w internecie (22%) oraz wcześniejsza znajomość danej firmy (7%).
Dane te są zbliżone do tych z zeszłego roku – wyjątkiem jest cena. W 2022 roku odsetek osób, dla których czynnik finansowy miał decydujący charakter wzrósł o 17 p.p.
W połowie przypadków poszukiwanie ekipy trwało poniżej 1 miesiąca
Poszukiwanie fachowców potrafi przysporzyć wiele problemów, co może skutkować odkładaniem realizacji projektu w czasie. Najczęściej, bo w 25% przypadków, proces znalezienia odpowiedniej ekipy zajmował między 2 a 4 tygodnie. Podobny odsetek osób (24%) poszukiwał ekipy krócej niż 14 dni.
Dla kolejnych respondentów okres poszukiwania trwał między 1 a 2 miesiące (23%). Rzadziej wybierano fachowców przez okres między 2 a 3 miesiące (13%). W niektórych przypadkach proces ten zajął od 3 do 6 miesięcy (9%) oraz powyżej pół roku (6%).
Najczęściej oczekiwanie na rozpoczęcie prac trwało poniżej 2 miesięcy
Samo znalezienie fachowców nie oznacza jeszcze, że budowa rozpocznie się od zaraz. Najczęściej okres oczekiwania na podjęcie prac przez ekipę trwał od 1 do 2 miesięcy. Takiej odpowiedzi udzieliło 25% osób budujących dom. Podobna liczba respondentów (24%) zdeklarowała, że realizacja projektu wystartowała po okresie od 2 do 4 tygodni od znalezienia wykonawców.
Mniejszy odsetek inwestorów musiał czekać na rozpoczęcie budowy do 2 tygodni (18%). Rzadziej okres ten wynosił między 2 a 3 miesiące (14%) oraz od 3 do 6 miesięcy (11%). W skrajnych przypadkach na fachowców trzeba było czekać powyżej pół roku (7%).
Źródło danych
Dane pochodzą z badania przeprowadzonego techniką CAWI, w ramach Raportu o budowie domów w Polsce, przez serwis Oferteo.pl w styczniu 2023 roku.
Próba badawcza wyniosła 465 osób, które w 2022 roku budowały dom.
Przybywa ofert mieszkań na wynajem. Według danych Otodom, liczba aktywnych ogłoszeń w całym kraju wzrosła w lutym br. o 8% w porównaniu do poprzedniego miesiąca. Największy przyrost odnotowano w Poznaniu, gdzie pojawiło się ich o 20% m/m więcej. Także mieszkańcy Wrocławia i Łodzi mają większą pulę mieszkań do wyboru. Rynek najmu z miesiąca na miesiąc w całej Polsce się odbudowuje po spektakularnym spadku liczby dostępnych ofert wiosną ubiegłego roku. Widać to zarówno w dużych aglomeracjach, jak i w mniejszych miastach.
W ostatnim dniu lutego br. liczba dostępnych ofert w serwisie Otodom była o 6% wyższa od tego samego dnia rok wcześniej. W jednym miesiącu pojawiło się w całym kraju prawie 15 tys. nowych ogłoszeń, a ponad 3,7 tys. zostało reaktywowanych – wynika z najnowszego “Raportu z rynku najmu” wydanego przez Otodom.
Gdzie w Polsce pojawiło się najwięcej nowych ofert?
Poza Poznaniem największy przyrost ofert mieszkań na wynajem na koniec lutego zanotowano we Wrocławiu, Krakowie i Łodzi (odpowiednio o 14%, 13 i 13%). W pozostałych miastach wzrost oferty mieszkań na wynajem w ujęciu miesięcznym wyniósł od 5-6% w Szczecinie i Warszawie do 13,5% w Krakowie. Ciekawie na tym tle wygląda podaż mieszkań na wynajem w Trójmieście. Na koniec lutego była o 5,8% niższa niż na koniec stycznia, za co odpowiada aż 12% spadek liczby ogłoszeń uruchomionych w lutym dla tego miasta.
– Oferta na rynku najmu powoli się odbudowuje, ale to, że ogłoszeń jest więcej nie oznacza, że wynająć mieszkanie będzie łatwiej. Wciąż odnotowujemy duże zainteresowanie tą kategorią w naszym serwisie. Wprawdzie nie jest to już tak wysoki poziom jak tuż po wybuchu wojny w Ukrainie, kiedy liczba wyszukiwań podwoiła się miesiąc do miesiąca. W lutym tego roku był on jednak wciąż o 30% wyższy niż przed rokiem, a w największych miastach nawet o 40-50% – komentuje Ewa Tęczak, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.
Wzrost nowej oferty nie przekłada się natomiast na spadki cen, co zdaniem ekspertki może być jednym z powodów wysokiej aktywności poszukujących.
– Wysoki poziom czynszów zmusza najemców do polowania na okazje, albo do przeniesienia zainteresowania na obrzeża największych miast. Widać to m.in. we wzroście wyszukiwań w miejscowościach okalających. Oferty najatrakcyjniejsze cenowo wciąż znikają błyskawicznie. – dodaje Ewa Tęczak.
W którym mieście najdrożej?
Zestawienie aktualnych stawek z tymi z lutego w 2022 r. pokazuje, że mieszkania podrożały w każdym z miast analizowanych w raporcie Otodom. Najmniejszy wzrost zanotowano w Bydgoszczy, Lublinie i Szczecinie. Najmocniej najem podrożał w Rzeszowie (o prawie 41%). Niewiele mniej czynsze wzrosły w Krakowie i Opolu (o około 38%). W Warszawie zmiana roczna wyniosła “zaledwie” 24%, ale przy średnich stawkach ofertowych zdecydowanie wyższych niż w innych miastach, wzrost ten dał się najemcom stolicy odczuć bardzo dotkliwie. Przeciętna stawka za mieszkania na wynajem w Warszawie wynosiła w lutym blisko 5000 zł.
Źródło: Otodom, “Raport z rynku najmu”, luty 2023
Jakich mieszkań szukali Polacy?
Czy wzrost cen zmienia preferencje najemców? W lutym 2023 r. Polacy niezmiennie najczęściej szukali mieszkań 2-pokojowych o powierzchni co najmniej 40 mkw. W porównaniu do poprzedniego miesiąca wzrósł udział wyszukiwań mieszkań 3-pokojowych z minimalnym metrażem 50 mkw. Spadł natomiast odsetek wyszukiwań mieszkań największych, 6-pokojowych. W poszczególnych miastach występują oczywiście różnice w udziale lokali różnej wielkości, jednak najpopularniejszym wyborem jest wszędzie mieszkanie 2-pokojowe. Różnice zauważyć można natomiast w deklarowanej wysokości czynszu, który najemcy są gotowi zapłacić. W Łodzi największa grupa wyszukujących za dwupokojowe mieszkanie była gotowa zapłacić maksymalnie 2000 zł. W Poznaniu, Szczecinie i Trójmieście najczęściej wyszukiwano dwójki z czynszem do 2500 zł, a w Krakowie, Warszawie i Wrocławiu do 3000 zł.
Polscy naukowcy i inżynierowie ponownie biorą udział w prestiżowej misji kosmicznej. Tym razem instrumenty badawcze naszej konstrukcji polecą w kierunku Jowisza, żeby odkryć tajemnice jego księżyców – Ganimedesa, Europy i Kallisto. Celem misji jest m. in. ustalenie czy w ukrytych oceanach na tych ciałach niebieskich mogło powstać życie oraz czy w przyszłości Ganimedes mógłby służyć kolejnym misjom jako baza przesiadkowa do eksploracji głębokiego kosmosu. Start misji planowany jest na 13 kwietnia wczesnym popołudniem. Rakieta Ariane 5 ma wystartować z kosmodromu w Gujanie Francuskiej.
Instrumenty pomiarowe i komponenty funkcjonalne dla misji JUICE opracowały zespoły naukowe łącznie z 16 krajów europejskich oraz USA (NASA), Japonii (JAXA) i Izraela (ISA). Udział naukowców i inżynierów z Polski był kluczowy dla całego przedsięwzięcia.
Udział Polaków w misji
Polska firma Astronika (znana m. in. z wysłania na Marsa swojego „Kreta HP3” w ramach misji NASA Insight w 2018 roku) i Centrum Badań Kosmicznych PAN wraz ze szwedzkim Instytutem Fizyki Plazmy w Uppsali były odpowiedzialne za dostarczenie instrumentu RPWI (Radio Plasma Wave Investigation), którego celem jest pomiar promieniowania i potencjału plazmy wokół Jowisza. Naukowcy z CBK PAN i inżynierowie z Astroniki przygotowali dwa urządzenia: anteny RWI (Radio Wave Instrument) oraz wysięgniki LP-PWI (Langmuir Probe – Plasma Wave Instrument).
Misja JUICE stanowiła ogromne wyzwanie inżynieryjne, a przygotowane instrumenty będą musiały stawić czoła wymaganiom, z którymi nie mierzyła się dotąd żadna europejska misja. Promieniowanie w układzie Jowisza osiąga monstrualne poziomy i ugotuje każdą sondę, która nie będzie miała odpowiednich materiałów i powłok. Dodatkową trudnością jest rozpiętość temperatur, która podczas misji wahać się będzie od plus 250oC, podczas przelotu obok Wenus, do -230oC w okolicach Jowisza. Wynalezienie i zapewnienie odpowiednich komponentów wymagało ścisłej, wieloletniej współpracy szeregu polskich podwykonawców – uczelni, instytutów i prywatnych firm. Za każdym z nich kryje się osobna technologia, która musiała zostać opracowana w ramach projektu.
Poza tym, sonda, nad którą pracowali Polacy musi być jednocześnie ultralekka i ultrawytrzymała, a do tego po otwarciu i uruchomieniu musi osiągać naprawdę spore rozmiary.
– Przykładowo, RWI podczas startu ma tylko 26 cm długości i rozwija się do ok. 2.5 metra, natomiast LP-PWI ma masę poniżej 1.3 kg i pozycjonuje czujniki pomiarowe aż trzy metry od sondy kosmicznej. W wyniku naszych prac powstało kilka nowych technologii i oraz patent. Wykonaliśmy szereg testów funkcjonalnych, wibracyjnych, termiczno-próżniowych wg najwyższych standardów ESA – tłumaczy Łukasz Wiśniewski z Astroniki.
ESA – coraz silniejszy gracz w kosmicznym wyścigu
Ta misja jest ważna nie tylko dla Polaków, ale dla całej Europy. Pokazuje bowiem po raz kolejny, że eksploracją kosmosu na najwyższym poziomie zajmuje się nie tylko NASA, ale też ESA (Europejska Agencja Kosmiczna). JUICE będzie pierwszą sondą kosmiczną w historii, która wejdzie na orbitę księżyca innego niż ziemski. Mowa o Ganimedesie – największym księżycu Jowisza, a zarazem największym księżycu w Układzie Słonecznym. Złożona i wymagająca seria przelotów z asystami grawitacyjnymi będzie mogła zostać wykonana tylko dzięki umiejętnościom unikalnym dla ESA. Misja ta potwierdza, że pozycję lidera w eksploracji zewnętrznych części Układu Słonecznego posiada właśnie Europejska Agencja Kosmiczna.
Polskiego wkładu w misję JUICE nie byłoby bez wsparcia Ministerstwa Edukacji i Nauki, które zleciło finansowanie działań w ramach funduszu ESA Prodex. Warto w tym miejscu zauważyć, że specyfika wieloletnich przygotowań do misji kosmicznych wymaga nie tylko doskonałej współpracy pomiędzy nauką, a biznesem, ale też między tymi światami, a światem polityki, który często ma ostatni głos w sprawie zapewnienia środków do realizacji ambitnych przedsięwzięć.
Co, gdzie, kiedy?
Okno startowe dla misji, czyli czas, w którym może wystartować rakieta z sondą na pokładzie, otwiera się w połowie kwietnia i zamyka pod koniec miesiąca. Start z kosmodromu w Gujanie Francuskiej planowany jest na 13 kwietnia. Start rakiety będzie można oglądać na żywo. Nadawanie przez telewizję ESA rozpocznie się na 30 minut przed odlotem.
Prace naukowe podczas misji JUICE zaczną się około sześć miesięcy po dotarciu do Jowisza. Pierwsze rezultaty badań będą możliwe do osiągnięcia około 2032 roku. Pewne dane będą także zbierane wcześniej, podczas podróży sondy w kierunku gazowej planety. Wtedy także otrzymamy pierwsze wykonane w trakcie misji obrazy.
Dla Polaków pierwszą próbą działania instrumentów będzie ich otwarcie w przestrzeni kosmicznej, które planowane jest między 12 a 17 dniem od startu rakiety.
Dodatkowo możemy się spodziewać tzw. „zdjęcia pożegnalnego” Ziemi, kiedy sonda uzyska na nią dobry widok.
Polskich turystów wygania z hoteli inflacja oraz oszczędności. Gdyby nie turyści z Niemiec to sytuacja byłaby krytyczna – mówią hotelarze zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie. Mimo zimy, życie turystyczne widać np. w Kołobrzegu, Świnoujściu czy Międzyzdrojach. Klientów brakuje w mniejszych miejscowościach. – Zimą życie ogniskuje się w dużych kurortach, a małe zapadają w sen. Mniejsze pensjonaty już wcześniej zapowiadały, że od stycznia do kwietnia zawieszają działalność, bo ogrzewanie hotelu dla garstki klientów po prostu nie ma sensu. I kwartał nie był więc najlepszy dla zachodniopomorskiej turystyki – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej.
Zachodniopomorskie ma ambicje bycia ogólnopolskim liderem turystycznym cały rok. „Nasze plany pokrzyżowała pandemia”
Jak mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej Hanna Mojsiuk sytuacja regionalnej turystyki jest relatywnie dobra. Klientów nie brakuje, ale wzrost cen jest widoczny, co może przekładać się na zainteresowanie turystów w sezonie zimowym i wiosennym.
– Turystyka zachodniopomorska o sezon letni się nie boi. Dla branży zawsze testem jest zima i wiosna. Widzimy, że duże hotele działają i przyjmują klientów, a małe w obawie przed stratami wywołanymi przez wysokie koszty energii czy zaopatrzenia gastronomicznego zamykają się na sezon niski, by wrócić po Wielkanocy czy majówce. Otrzymujemy wiele sygnałów z sektora turystycznego, że klienci z Polski są zainteresowani wypoczynkiem nad Bałtykiem, ale ceny są dla nich często zaporowe. Tutaj znowu pokutują słynne „paragony grozy”. Turysta już z założenia przyjmuje, że jest drogo, nie biorąc pod uwagę bardzo wysokich kosztów działalności turystyki. Zaczynając od ogrzewania, a kończąc na kosztach pracowniczych – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Samo ogrzanie basenu czy prowadzenie strefy wellness to po podwyżkach energii koszt znacznie obciążający budżety hoteli – dodaje.
– Zachodniopomorskie ma ambicje, by być kurortem turystycznym całorocznym. Niestety tempo naszego rozwoju w tym zakresie trochę spowolniło przez pandemię. Powrót na kurs turystycznego lidera w skali ogólnopolskiej może nam jeszcze chwilę zająć. I kwartał na pewno jest testem dla branży. Mam nadzieje, że w wakacje będziemy mówić o rekordach odwiedzin – mówi Hanna Mojsiuk.
W oczekiwaniu na Wielkanoc i najdłuższą od lat majówkę. Branża mówi o udanych feriach zimowych i słabym obłożeniu od poniedziałku do czwartku
W opinii hotelarzy oraz ekspertów był to trudny kwartał, bo ilość turystów była mniejsza niż w roku 2022. Powodem była pogoda, ale także oszczędności. W zachodniopomorskich kurortach na szczęście wciąż widać dużą ilość turystów z Niemiec oraz ze Skandynawii, co pozwala hotelom na poprawę obłożenia.
– To kwartał bez rewelacji. Mamy zdecydowanie mniej turystów niż w I kwartale ubiegłego roku. Polacy to może do 20% obłożenia hoteli. W Świnoujściu na szczęście nie brakuje turystów z Niemiec i to ratuje lokalną turystykę zimą – mówi Roman Kucierski, dyrektor hotelu Hamilton w Świnoujściu.
– Turystów z Polski wygania z hoteli inflacja, oszczędności i duża niepewność. Mamy dobre wyniki w weekendy, nie możemy narzekać na ferie zimowe, ale w tygodniu i kiedy pogoda się psuje to niestety turystów nad morzem jest zdecydowanie mniej – dodaje ekspert Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.
W branży nie brakuje jednak także głosów optymistycznych.
– Ferie były udane, co nas nawet zaskoczyło, bo obłożenie było wysokie. W tej chwili weekendy również wyglądają dobrze, nawet 80% obłożenia, a od poniedziałku do czwartku około 50%. To także nie jest źle, jak na tak trudny kwartał – mówi Joanna Szewczak, dyrektor hotelu Blue Marine w Mielnie.
– Obecnie działają tylko duże hotele i obiekty. Mniejsze pensjonaty zwykle na sezon od nowego roku do Wielkanocy zamykają się, a ta tendencja w czasie wzrostu cen energii jeszcze wzrosła. Ceny rzeczywiście są wyższe i hotelarstwo stara się uciekać od strat, niestety w tym przypadku koszty trzeba „wziąć na klatę” – mówi ekspertka.
W raporcie Thales Cyber Threat Intelligence Report opublikowanym w lutym 2023 roku eksperci prezentują wyniki pogłębionych analiz cyberataków w minionym roku w Europie
Trzeci kwartał 2022 roku był punktem zwrotnym w dziedzinie cyberbezpieczeństwa w związku z konfliktem na Ukrainie. Raport pokazuje, że cyberkonflikt wszedł w kolejną fazę – od cyberwojny skoncentrowanej na obszarze Ukrainy i Rosji do konfliktu hybrydowego o wysokiej intensywności, w którym ataki skierowane są przede wszystkim przeciwko Polsce oraz krajom bałtyckim i nordyckim. Ataki coraz częściej dotyczą kluczowych sektorów państwowych takich jak lotnictwo, energetyka, infrastruktura zdrowotna, bankowość i instytucje publiczne.
W pierwszej fazie wojny dominowały celowane kampanie. Obecnie prorosyjscy haktywiści stosują głównie działania partyzanckie, wykorzystując ataki DDoS[1], aby czasowo uniemożliwić dostęp do serwerów i zakłócić działanie usług. Ataki te są częścią rosyjskiej strategii angażowania się w wojnę informacyjną jako sposobu na osłabienie podmiotów prywatnych i publicznych w państwach ościennych.
Europa Wschodnia i Północna na pierwszej linii cyberkonfliktu
W ciągu ostatnich 12 miesięcy zmienił się zasięg terytorialny ataków prowadzonych przez prorosyjskie grupy hakerskie. Na samym początku konfliktu większość incydentów dotyczyła przede wszystkim Ukrainy (50,4% w porównaniu z 28,6% w trzecim kwartale 2022 r.), jednak w ciągu ostatnich sześciu miesięcy w krajach Unii Europejskiej odnotowano gwałtowny wzrost incydentów związanych z konfliktem (9,8% w porównaniu z 46,5% globalnych ataków).
Tego lata w krajach UE było prawie tyle samo incydentów związanych z konfliktem, co w Ukrainie (85 wobec 86), a w pierwszym kwartale 2023 roku przytłaczająca większość incydentów (80,9%) miała miejsce już na terenie Unii Europejskiej.
Coraz częściej celem ataków są również państwa kandydujące do członkostwa we Wspólnocie Europejskiej, takie jak Czarnogóra i Mołdawia: 0,7% ataków w pierwszym kwartale 2022 r. wobec 2,7% na koniec 2022 r. Polska z kolei doświadcza bezustannych i zmasowanych aktów cyberprzestępczości – w ciągu ostatniego roku na tym obszarze odnotowano rekordową liczbę 114 incydentów związanych z konfliktem. Wojenni haktywiści obrali sobie za cel szczególnie kraje bałtyckie (157 incydentów w Estonii, na Łotwie i Litwie) oraz kraje nordyckie (95 incydentów w Szwecji, Norwegii, Danii i Finlandii). W Niemczech w 2022 roku odnotowano 58 incydentów. Zgodnie z analizami ekspertów w innych krajach takich jak Francja (14 ataków), Wielka Brytania (18 ataków), Włochy (14 ataków) i Hiszpania (4 ataki) intensywność cyberprzemocy jest mniej intensywna.
– „W trzecim kwartale 2022 roku Europa została wciągnięta w hybrydową cyberwojnę o wysokiej intensywności. Dla naszego kontynentu to absolutny punkt zwrotny, obserwujemy zwłaszcza ogromną falę ataków DDoS, szczególnie w krajach nordyckich i bałtyckich oraz w Europie Wschodniej. Działania w cyberprzestrzeni są obecnie kluczową bronią w arsenale nowych sposobów prowadzenia wojny, obok dezinformacji, manipulacji opinią publiczną, wojny ekonomicznej, sabotażu i taktyki partyzanckiej. W miarę jak konsekwencje konfliktu w Ukrainie rozlewają się na resztę Europy, państwa Europy Zachodniej powinny zwrócić szczególną uwagę na ten aspekt bezpieczeństwa narodowego. Prawdopodobieństwa ataków na infrastrukturę krytyczną znacząco wzrasta, a wojna w cyberprzestrzeni będzie nabierała przyspieszenia – Pierre-Yves Jolivet, VP Cyber Solutions, Thales.
Od haktywistów wojennych do cyberharcerzy
Ze wszystkich cyberataków zgłoszonych na całym świecie od początku konfliktu, 61% zostało dokonanych przez prorosyjskie grupy haktywistów, a w szczególności przez Anonymous Russia, KillNet i Russian Hackers Teams, które od początku konfliktu prowadziły akcje przeciwko haktywistami z Ukrainy. Te nowe grupy działają w sposób znacznie bardziej ustrukturalizowany i korzystają z zasobów użytkowanych przez grupy cyberprzestępcze, w tym zasoby typu botnet-as-a-service[2], takie jak Passion Botnet. Ich celem jest wywarcie nacisku na państwa zachodnie, które wspierają Ukrainę. Te grupy niezależnych, cywilnych hacktivistów pojawiły się jako nowa strona konfliktu. Można je przyrównać do organizacji cyberprzestępczej o określonych celach i interesach politycznych, działającej z przekonania, ale nie wspieranej bezpośrednio przez żaden rząd. Członkowie takich grup pochodzą z różnych środowisk, mają zaawansowane umiejętności techniczne i doświadczenia.
W trzecim kwartale 2022 r. nastąpiło przejście do fali ataków DDoS, w przeciwieństwie do pierwszego kwartału 2022 r., w którym odnotowano szereg różnych rodzajów ataków, podzielonych mniej więcej po równo między wycieki danych i kradzież, ataki DDoS, szpiegostwo, kampanie wpływu, włamania, ataki typu ransomware, phishing, wiper i infostealer[3]. Cyberatakujący od tego czasu preferują ataki DDoS (75%) przeciwko firmom i rządom. To systematyczne nękanie często ma niewielki wpływ operacyjny, ale podtrzymuje atmosferę niepokoju wśród zespołów bezpieczeństwa i decydentów. Ich celem nie jest wywarcie dużego wpływu operacyjnego, ale nękanie celów i zniechęcenie ich do wspierania Ukrainy.
Na drugim krańcu tego spektrum jeśli chodzi o szkodliwość, znajdują się ataki typu wiper, które mogą zniszczyć systemy przeciwnika, a długotrwałe cyberszpiegostwo może wręcz podważyć integralność systemów bezpieczeństwa zaatakowanego. Należy jednak pamiętać, że przygotowanie takich rozwiązań informatycznych trwa znacznie dłużej i wymaga większych zasobów. Dlatego destrukcyjne operacje cyberwojskowe z komponentem szpiegostwa stanowią jedynie 2% całkowitej liczby incydentów i są skierowane głównie przeciwko ukraińskim organizacjom sektora publicznego.
Władze rosyjskie regularnie wykorzystują cybernetykę do wywierania presji na swoich przeciwników bez angażowania się w bezpośrednią konfrontację.
Akty wojny cybernetycznej wciąż mają miejsce na Ukrainie. Przykładem zmasowanych działań tego typu był dokonany w rocznicę wybuchu wojny (23 lutego 2023 roku) atak ATK256 (UAC-0056), który swoim zasięgiem objął kilka istotnych ukraińskich instytucji publicznych. Choć na samej Ukrainie cyberwojna wciąż się nasila, coraz częściej uwaga państwa zachodnich koncentruje się na działaniach partyzanckich prowadzonych na coraz szerszą skalę w całej Europie.
Coraz większa liczba sektorów cywilnych w Europie pod presją
W pierwszym kwartale 2022 r. większość cyberataków była wymierzona w ukraińską obronną bazę przemysłową oraz administrację publiczną tego kraju. Obecnie cyberataki coraz częściej dotyczą także innych krajów europejskich i dotykają m.in. administrację publiczną (30 incydentów), sektor finansowy (162), sektor transportowy (132), telekomunikację (90), media (89) i sektor energetyczny (66). Chociaż wcześniej konflikt był stosunkowo mało dotkliwy, europejski sektor opieki zdrowotnej, rządy, przemysł, usługi informatyczne i sektor lotniczy są coraz częściej celem ataków, których celem jest wywarcie presji na zachodnie społeczeństwa.
[1] Rozproszony atak typu denial-of-service (DDoS) ma na celu uczynienie jednej lub więcej usług niedostępnymi poprzez wykorzystanie luki w oprogramowaniu lub sprzęcie albo nasycenie przepustowości sieci w celu uniemożliwienia dostępu użytkownikom.
[2] Sprzedaż lub wynajem sieci proxy innym wrogim podmiotom w celu wykorzystania jej do przeprowadzania cyberataków.
[3] Phishing to próba sprawienia, aby użytkownik ujawnił informacje. Wiper to rodzaj złośliwego oprogramowania używanego do usuwania danych z zainfekowanego systemu. Infostealer to rodzaj oprogramowania szpiegującego używanego do zbierania informacji z systemu.
Polskie firmy są najlepiej przygotowane do zarządzania płacami w Europie i zajmują pierwsze miejsce w Payroll Proficiency Index, przygotowanym przez firmę kadrowo-płacową SD Worx. Rodzime przedsiębiorstwa uzyskały aż 71,7 proc. w biegłości w zarządzaniu listami płac, wyprzedając tym samym firmy z Norwegii (71,2 proc.), Hiszpanii (70,5 proc.) i Irlandii (68,15 proc.).
Payroll Proficiency Index daje szczegółowy wgląd w to, jak europejskie organizacje zarządzają procesami płacowymi. Pod uwagę w zestawieniu wziętych zostało sześć elementów: złożoność ustawodawstwa, zaawansowanie technologiczne, wynagrodzenia, eksperckość w obszarze listy płac, zarządzanie zespołami i partnerzy zewnętrzni.
Polska liderem Payroll Proficiency Index
W najnowszej edycji Payroll Proficiency Index uwzględniono odpowiedzi przedstawicieli firm z 16 europejskich krajów. Polska zajęła pierwsze miejsce (71,7 proc.), wyprzedzając na podium Norwegię (71,2 proc.) oraz Hiszpanię (70,5 proc.). Po przeciwnej stronie zestawienia znalazły się: Niemcy (63,6 proc.), Dania (63,5 proc.) oraz Francja (63,1 proc.). –Chociaż mogłoby się wydawać, że firmy z Europy Zachodniej są lepiej przygotowane do zarządzania listami płac, to jak wskazują wyniki Indeksu, potęgi gospodarcze jak Francja czy Niemcy zajmują ostatnie miejsca. Jako główne przyczyny możemy wskazać przede wszystkim dużą złożoność ustawodawstwa w tych krajach oraz wynikające z tego trudność w naliczaniu wynagrodzeń – wyjaśnia Paulina Zasempa, HR Manager w SD Worx Poland. Polska znalazła się na pierwszym miejscu zarówno pod względem naliczania płac, jak i również zarządzania zespołami.
Polskie firmy technologią stoją
Rozwiązania technologiczne upraszczają wiele procesów w firmach. Jednym z nich są procedury płacowe. Polskie przedsiębiorstwa, według Payroll Proficiency Index, znajdują się w trójce państw najlepiej przygotowanych do zarządzania płacami pod względem technologicznym (73,22 proc.). W tym obszarze lepsze są tylko państwa z Hiszpanii (73,91 proc.) i Norwegii (73,7 proc.). Co ważne, trzy czwarte (76,9 proc.) polskich dużych korporacji, zatrudniających ponad 3000 osób uważa, że technologie ułatwiają procesy płacowe w ich organizacjach. W przypadku mniejszych przedsiębiorstw, które zatrudniają mniej niż 50 osób, odsetek ten wynosi 62,6 proc.
– Pandemia COVID-19 znacznie zmieniła wśród pracodawców postrzeganie technologii w kontekście procesów płacowych. Duża część naszej codziennej rzeczywistości przeniosła się do sieci i procesy kadrowo-płacowe musiały również za tym nadążyć. Zastosowanie rozwiązań technologicznych pomogło polskim firmom w usprawnieniu wewnętrznych procesów płacowych, a działy HR zostały odciążone z monotonnych czynności. Potwierdzają to pracownicy ze szczebla kierowniczego działów kadrowo-płacowych – aż 90,9 proc. z nich twierdzi, że technologie mają pozytywny wpływ na koszt procesów płacowych – komentuje Paulina Zasempa, HR Manager w SD Worx Poland.
Wyzwania legislacyjne? Polskie firmy są przygotowane
W ciągu ostatnich kilku lat przedsiębiorcy musieli stawić czoła wielu wyzwaniom wywołanym przez pandemię COVID-19, która stała się wyzwalaczem dla wielu zmian legislacyjnych. Jak wynika z danych SD Worx, szczególnie problematyczne dla polskich przedsiębiorców były zmiany przepisów w obszarze systemu podatkowego (57,7 proc.) i ubezpieczeń społecznych (53,3 proc.), a także w zakresie socjalnym (49,7 proc.) i regulacji dotyczących minimalnych zarobków (46,4 proc.). Co więcej, aż 44,8 proc. przedstawicieli firm uważa, że zmiany legislacyjne sprawiają, że proces płacowy jest znacznie utrudniony.
– Co ciekawe, w zakresie zarządzania i wdrażania zmian legislacyjnych tylko norweskie firmy radzą sobie z tymi wyzwaniami lepiej niż polskie. W rzeczywistości oznacza to, że przedsiębiorstwa z obydwu krajów popełniają mniejszą liczbę pomyłek w kwestiach związanych z systemem podatkowym, ubezpieczeń społecznych i z pozostałymi przepisami. To zjawisko może wynikać z faktu, iż polscy przedsiębiorcy są przyzwyczajeni do dynamicznych zmian w obszarze regulacji prawa pracy. Co więcej, ostatnie pandemiczne lata znacznie przyspieszyły ich rozwój w zakresie digitalizacji i outsourcingu rozwiązań płacowych, dzięki czemu szybciej i sprawniej są w stanie wdrażać kolejne zmiany. Potwierdzają to również wyniki osiągnięte w zakresie przygotowania technologicznego – dodaje Paulina Zasempa, HR Manager w SD Worx Poland.
Outsourcing usług kadrowo-płacowych szansą na dalszy rozwój firm
Pandemia COVID-19 znacznie przyspieszyła rozwój outsourcingu usług kadrowo-płacowych. Prawie co czwarta polska firma (23 proc.) korzysta z zewnętrznej pomocy specjalistów w zakresie procesu płacowego. Wyniki Payroll Proficiency Index wskazują również, że 6 na 10 firm (58,4 proc.) jest pozytywnie nastawionych na wizję pełnego outsourcingu usług płacowych. Entuzjazm ten jest szczególnie widoczny w firmach średniej wielkości, zatrudniających 500-999 pracowników (73,7 proc) oraz korporacjach, gdzie pracuje ponad 3 tys. pracowników (60,9 proc.).
Po polskich drogach jeździ 19 mln pojazdów, a w segmencie samochodów osobowych 40% to te z silnikiem diesela (wysokoprężnym) – mówią dane z raportu „Automotive Industry Report 2022/2023” opracowanego przez Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego.
Od kilku lat spada procentowy udział diesli wśród pojazdów osobowych.
Przyszłością motoryzacji są auta hybrydowe i elektryczne – od 2035 r. w Europie będzie można zarejestrować jako nowy pojazd tylko samochód z takim właśnie silnikiem.
Na polskich drogach od kilku lat dominują samochody z silnikami benzynowymi. Według najnowszych danych stanowią one 45% wszystkich pojazdów. Zaraz za nimi na podium uplasowały się silniki diesla, które odpowiadają za 40% wszystkich wersji silnikowych samochodów osobowych na drogach. Trzecie miejsce przypadło samochodom na LPG (13%). Najmniej, bo zaledwie 2% wszystkich samochodów, to te z napędem hybrydowym – wynika z raportu Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM) „Automotive Industry Report 2022/2023”.
W grupie najmłodszych samochodów, czyli do 4 lat, napęd benzynowy stanowi 60%, a wysokoprężny jedynie 23%. Jednocześnie 7% to pojazdy hybrydowe, a 5% – „miękkie” hybrydy, czyli silniki benzynowe z elektrycznym wsparciem, w których nie ma możliwości stosowania jedynie silnika elektrycznego. Pojazdy elektryczne to zaledwie 1% wszystkich najmłodszych osobówek. Silniki dieslowe w samochodach osobowych przodują jedynie w autach, które są w wieku od 11 do 20 lat. Wśród takich pojazdów stanowią one aż 47%. Widać więc wyraźnie, że wśród nowych samochodów coraz mniejszą popularnością cieszą się te napędzane dieslem.
– Motoryzacja zmienia się dynamicznie pod wpływem licznych wyzwań, które zwłaszcza w ostatnim dziesięcioleciu dotknęły tę branżę. Jedynym z najczęściej podejmowanych tematów w tym zakresie jest obecnie kwestia napędu, co przekłada się na środowisko, ale też na cenę pojazdu. Moim zdaniem to właśnie wstrząs cenowy skłania klientów indywidualnych i biznesowych do zakupu samochodów benzynowych lub elektrycznych, zamiast tych z silnikiem diesla, jak to było jeszcze np. 5-10 lat temu. Aspekt ten ma także wpływ na sposób finansowania zakupu pojazdu – mówi Nuno de Oliveira – Dyrektor Zarządzający Cofidis Polska.
Coraz więcej starych aut na polskich drogach
Według danych Centralnej Ewidencji Pojazdów, w Polsce po drogach porusza się około 19 mln pojazdów. Tylko w styczniu 2023 r. zarejestrowano dodatkowe 88 202 samochody osobowe.
Średni wiek samochodu osobowego w Polsce to 14 lat. Z danych Cofidis wynika, że wśród nowo kupowanych pojazdów przy finansowym wsparciu zewnętrznym w postaci leasingu lub kredytu samochodowego, wiek ten jest niższy i w Polsce wynosi nieco ponad 8 lat.
Na polskich drogach największą grupę – 71% – stanowią samochody najstarsze – mające od 11 do 20 lat. One odpowiadają za ok. 50% wszystkich pojazdów osobowych, a te z ponad 20-letnim stażem – 21%. Mniej liczne są samochody w wieku 5-10 lat, jest ich ok. 17% oraz auta nowe i do 4 lat, które w Polsce stanowią ok. 12% pojazdów. Niestety, starsze stażem silniki są nie tylko mniej bezpieczne, ale także mało ekologiczne – w zdecydowanej większości emitują znacznie więcej spalin niż nowe modele.
Branża samochodowa stoi przed wieloma wyzwaniami
– Pandemia, a także sytuacja geopolityczna, powodujące opóźnienia i przerwanie łańcucha światowych dostaw sprawiły, że rynek samochodowy został rozchwiany. Brakuje podzespołów i półprzewodników, a przez to także nowych aut. W wyniku tego rosną ceny samochodów, dlatego klienci indywidualni i biznesowi poszukują zewnętrznych źródeł finansowania w postaci kredytów samochodowych czy leasingu, zwłaszcza, że dzięki temu mogą kupić samochód z wyższej półki cenowej bez nadmiernego obciążania swoich finansów. Ponieważ silniki spalinowe nie są eko, przyszłości motoryzacji upatruję zdecydowanie w hybrydach i samochodach elektrycznych. Ich zakup można zrealizować przy korzystnych opcjach finansowania, co znacznie odciąża portfel klienta, a jednocześnie nie ma negatywnego wpływu na środowisko z racji wybranego silnika – zauważa Nuno de Oliveira z Cofidis Polska.
W najlepszych latach, rocznie, rejestrowano w Europie nawet kilkanaście milionów samochodów, obecnie liczba ta spadła o około 20% (na podstawie danych z raportu PZPM). Mówimy tu o problemie ograniczonej oferty i wydłużonym czasie odbioru nowych aut, ale także o wyzwaniach producentów aut elektrycznych – tutaj czas realizacji zamówienia niekiedy wynosi nawet rok. Jednocześnie przedsiębiorstwa zobligowane ustawą o elektrobomilności do zakupów zeroemisyjnych, a także firmy prywatne, odchodzą od samochodów z silnikami spalinowymi na rzecz hybryd. To jeden z powodów zmniejszenia średniej liczby rejestracji samochodów w Europie, a także w Polsce.
Samochody na prąd alternatywą dla diesli
Bardziej jednak niż o łańcuchu dostaw, dyskutuje się o przyszłości motoryzacji i aspektach środowiskowych. Szacuje się, że do 2030 r. co najmniej połowa zarejestrowanych w Europie samochodów będzie zeroemisyjna. Oznacza to rozwój elektromobilności, która z czasem zacznie wypierać pojazdy z silnikami spalinowymi.
Od 2035 r. w Europie zarejestrować będzie można jedynie samochód elektryczny – na wodór lub akumulatorowy. Oczywiście będzie można jeździć zarówno tymi „prosto z fabryki”, np. spalinowymi – już obecnymi na rynku.
Na ten moment jednak w Polsce, aby samochody elektryczne miały szerokie zastosowanie, trzeba dopracować infrastrukturę i zadbać o, pomijane dotychczas, powszechne i równomiernie rozłożone w kraju, stacje ładowania. Co prawda, UE planuje do 2030 r. zainstalować 3,9 mln takich punktów, ale problemem może być ich rozmieszczenie i przystosowanie starszych budynków mieszkalnych do umożliwienia pojazdom wysokiego poboru mocy. Dopiero pełna infrastruktura dla pojazdów elektrycznych oraz korzystne zasady finansowania zewnętrznego zarówno dla „elektryków”, jak i samochodów benzynowych sprawią, że zaczniemy odchodzić od aut z silnikiem diesla.
Bezpieczny Kredyt 2% zelektryzował rynek mieszkaniowy już na etapie wstępnych zapowiedzi. Pierwsze informacje o programie pojawiły się, kiedy przeciętne oprocentowanie nowych i refinansowanych kredytów mieszkaniowych o stałej stopie procentowej sięgało 9 proc., a bufor zalecany przez KNF dodawał przy badaniu zdolności kredytowej dodatkowe 5 punktów proc. Nic dziwnego, że nowy program wzbudził duże zainteresowanie potencjalnych nabywców mieszkań.
Pomimo nazwy „Bezpieczny Kredyt 2%” rzeczywiste, okresowo stałe oprocentowanie kredytu może być zróżnicowane pomiędzy poszczególnymi bankami i raczej wyższe niż 2 proc. Kwota dopłaty, również okresowo stała, będzie wyliczana na podstawie wskaźnika średniej kwartalnej stopy procentowej podawanego raz na kwartał przez BGK. Dla kredytobiorcy ważne będzie to, że zaciągając kredyt w danym kwartale otrzyma taką samą kwotę dopłaty, niezależnie od tego, w którym banku podpisze umowę i z jakim wyjściowym oprocentowaniem. Tym samym banki, które zdecydują się wziąć udział w programie, teoretycznie będą mogły konkurować oferowanymi warunkami.
Większe mieszkania w mniejszych miastach
Bardzo ważny dla kredytobiorców jest brak limitów jeżeli chodzi o cenę za metr kwadratowy i powierzchnię mieszkania. Jednak z powodu ograniczenia wysokości wkładu własnego (do 200 tys. zł) i kwoty kredytu (500 tys. zł dla singla, 600 tys. zł dla małżeństwa lub osób z dzieckiem) w rzeczywistości projekt ustawy wprowadza limit ceny całkowitej. To powoduje, że do programu kwalifikować się będą mniejsze mieszkania w centralnych lokalizacjach, ale przede wszystkim mieszkania poza centrum największych miast i z mniejszych miejscowości. Jeśli przyjąć jako punkt odniesienia ceny transakcyjne z końca 2022 roku (dane NBP), wówczas gospodarstwo domowe, które mogłoby wykorzystać maksymalny kredyt i dysponowało maksymalnym wkładem własnym mogłoby w Warszawie kupić mieszkanie o powierzchni zaledwie 62 mkw. na rynku pierwotnym i 66 mkw. na rynku wtórnym, podczas gdy w Zielonej Górze byłoby to 107 mkw. na rynku pierwotnym i 123 mkw. na rynku wtórnym.
Zdolność kredytowa
Zupełnie inną kwestią pozostaje zdolność kredytowa potencjalnych nabywców i możliwość dysponowania przez nich 200 tys. zł wkładu własnego. Przy braku wkładu własnego z pomocą może przyjść skorzystanie z gwarancji w ramach Rodzinnego Kredytu Mieszkaniowego, jednak program ten obwarowany jest dodatkowym zestawem warunków, w tym limitem ceny za 1 mkw. Jeżeli chodzi o zdolność kredytową dla programu Bezpieczny Kredyt 2%, sposób jej liczenia nie jest zapisany w projekcie ustawy. Można zakładać, że banki będą brać pod uwagę rzeczywistą wysokość raty, po uwzględnieniu dopłat, a więc korzystną dla kredytobiorców. Warto jednak podkreślić, że ze względu na sposób liczenia dopłat, istnienie bufora zalecanego przez KNF (obecnie 2,5 punktu procentowego dla kredytów o tymczasowo stałej stopie procentowej) oraz inne warunki w otoczeniu kredytowym (na przykład rosnące koszty utrzymania), zdolność kredytowa w programie Bezpieczny Kredyt 2% nie będzie równie duża (przy takich samych zarobkach), jak w okresie rekordowo niskiego oprocentowania kredytów, pod koniec 2020 i w pierwszych kwartałach 2021 roku.
Obecny wpływ na rynek
Bezpieczny Kredyt 2% już teraz, przed uchwaleniem, mocno oddziałuje na rynek mieszkaniowy. Zaktywizowały się osoby, które nie będą kwalifikowały się do programu, ale spodziewają się, że w drugiej połowie roku program spowoduje wzrost popytu i konkurencji między nabywcami o malejącą podaż. Przede wszystkim uaktywniły się jednak osoby, które z programu chciałyby skorzystać i analizują procedowany projekt lub nawet rezerwują mieszkania na rynku pierwotnym. Popyt ze strony tych osób ma szansę zrealizować się w drugiej połowie roku. W ocenie skutków regulacji dołączonej do projektu oszacowano liczbę kredytów udzielonych w 2023 roku na 10 tys., bazując przede wszystkim na historycznej strukturze popytu kredytowego. Warto jednak zauważyć, że projekt ze względu na dostęp do relatywnie taniego pieniądza ma szansę zachęcić do zakupów dodatkowe grupy nabywców, wśród tak zwanych gniazdowników (dorosłych osób mieszkających z rodzicami) oraz osób wynajmujących mieszkanie, dla których Bezpieczny Kredyt 2% będzie tańszy niż najem wolnorynkowy. W dużych miastach projekt skierowany będzie przede wszystkim do zamożniejszych osób, dysponujących odpowiednią zdolnością kredytową.
Prace w toku
Obecna wersja projektu ustawy bardzo mocno podkreśla, że dopłaty w programie przeznaczone są dla osób, które chcą nabyć swoje pierwsze mieszkanie na własne potrzeby. Różne próby obejścia tego warunku mogą skutkować utratą dopłat. Limit wieku (45 lat) wydaje się w tym wypadku wtórny, ponieważ większość nabywców pierwszego mieszkania w Polsce ma mniej niż 35 lat. W porównaniu z pierwotną wersją projektu ustawy wydłużono również okres, w którym trzeba się wprowadzić do nabytego mieszkania – z 12 do 24 miesięcy. Jest to odpowiedź na wcześniejsze wątpliwości, czy 12 miesięcy wystarczy na wprowadzenie się, zwłaszcza w przypadku rynku deweloperskiego.
Jednocześnie tempo prac nad projektem jest na tyle duże, że choć jego główna idea (wsparcie przy zakupie pierwszego mieszkania) pozostaje ta sama, to szczegóły niemal na pewno jeszcze będą korygowane. A nie można zupełnie wykluczyć nawet bardzo istotnych zmian, choć do planowanego wejścia programu w życie pozostają jedynie trzy miesiące. Z pewnością po wejściu programu w życie wymagana będzie intensywna akcja promocyjna, tak aby kredytobiorcy dobrze rozumieli zasady produktu, z którego będą korzystać. Tymczasem deweloperzy już promują swoje mieszkania, zachęcając do rezerwowania mieszkań z nadzieją na pozyskanie kredytu.
Czy ceny wzrosną?
Po raz pierwszy o Bezpiecznym Kredycie 2% poinformowano w grudniu 2022 roku, w marcu br. został przyjęty przez Radę Ministrów. Jeszcze w pierwszej połowie kwietnia ma odbyć się pierwsze czytanie w Sejmie. W tym tempie realne jest, że zgodnie z pierwszymi zapowiedziami ustawa zostanie uchwalona jeszcze przed lipcem 2023 roku, tak by banki już w drugiej połowie 2023 roku mogły przyjmować wnioski kredytowe. W ten sposób zminimalizowano ryzyko dodatkowej zapaści na rynku kredytowym w oczekiwaniu na ostateczną wersję programu.
Brak limitów cenowych może skutkować presją na podniesienie cen w przypadku nieruchomości spełniających założenia programu, o ile zainteresowanie nimi okaże się wystarczająco duże. Z kolei jeżeli ożywienie popytu spowodowane popytem okaże się trwałe, wówczas na większą skalę pojawią się nowe inwestycje dopasowane do projektu programu Bezpieczny Kredyt 2%, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach i na obrzeżach dużych miast.
Agnieszka Mikulska, ekspertka rynku mieszkaniowego w CBRE
Tegoroczna edycja Barometru e-Shopper 2022 pod nazwą „Delivering Change” przedstawia wpływ globalnej sytuacji ekonomicznej na zwyczaje zakupowe europejskich e-kupujących i tym samym prezentuje trendy e-commerce.
77% Europejczyków to e-konsumenci
48% europejskich e-konsumentów regularnie robi zakupy w sklepach internetowych.
63% regularnych e-kupujących uważa, że zakupy w sieci pozwalają im zaoszczędzić pieniądze.
Najczęściej kupowanymi kategoriami produktowymi są niezmiennie odzież i obuwie. Znacząco wzrosła także sprzedaż produktów medycznych.
35% osób regularnie korzystających z e-sklepów zamówiło od stycznia świeżą żywność i napoje przez Internet
W erze post-pandemicznej, gdy społeczeństwo stara się przystosować do niestabilnej sytuacji, zmiany są nadal stałym elementem codzienności. Co więcej, ich tempo przyspieszyło przynosząc większą niepewność, lecz także otwierając nowe możliwości. Na tle wszystkich zmian ewoluują również potrzeby i oczekiwania konsumentów. Jak na sytuację gospodarczą reagują klienci e-sklepów? Jakie towary kupują? Jakie są ich oczekiwania i czy są one spełniane? Barometr e-Shopper 2022, bazujący na dogłębnej analizie prawie 24 000 e-konsumentów z 22 krajów europejskich, dostarcza informacje o zmianach, ujawniając tym samym najnowsze i najbardziej znaczące trendy oraz zapewniając wartościową analizę i wgląd w to, co mogą przynieść najbliższe lata. – mówi Jean-Claude Sonet, wiceprezes odpowiedzialny za marketing, komunikację i CSR GeoPost.
Regularni e-konsumenci i entuzjaści
Stali europejscy e-konsumenci to osoby w wieku od 18 do 70 lat, którzy co miesiąc zamawiają online co najmniej jedną kategorię produktów i generują największy odsetek aktywności zakupowej w Internecie – 87% e-zakupów w Europie. Ci klienci otrzymują średnio 5,3 przesyłek miesięcznie.
Wśród entuzjastów, czyli dużych nabywców napędzających e-commerce, zapał utrzymuje się na wysokim poziomie pomimo mniejszej liczby zakupów w e-sklepach. Podobnie jak zwykli europejscy e-konsumenci, entuzjaści wybierają w sieci coraz więcej kategorii produktów. W przeciwieństwie do zwykłych klientów, których wydatki na zakupy związane ze sposobem spędzania wolnego czasu (książki, rozrywka, technologie) zmniejszyły się, zakupy entuzjastów pozostają stabilne – kupują tyle samo co wcześniej lub nawet więcej we wszystkich kategoriach. Na szczycie listy dużych e-nabywców entuzjastów znajduje się Polska (57%) i Wielka Brytania (55%).
Nowy koszyk zakupowy w e-commerce
Europejscy konsumenci regularnie dokonujący zakupów w Internecie nie stracili przekonania do e-commerce. Motywacją ich wyboru są praktyczne aspekty tego sposobu dokonywania zakupów, który uważają za bardziej wygodny. W odpowiedzi na pogarszające się warunki gospodarcze klienci sklepów internetowych wykazują większą niż kiedyś wrażliwość na ceny, zaś poziom zakupów nieco się obniżył, dlatego zakupy w sieci stanowią także platformę do poszukiwania korzystnych cenowo ofert. Aż 63% regularnych e-konsumentów uważa, że zakupy w sieci pozwalają zaoszczędzić pieniądze.
Wprawdzie zmniejszył się udział zakupów dokonywanych pod wpływem impulsu, jednak wzrosła gama kupowanych produktów. Na pierwszym miejscu wśród wybieranych kategorii produktowych pozostała niezmiennie odzież (59% e-kupujących) oraz obuwie (49%). Produkty z kategorii zdrowie i uroda przesunęły się na trzecie miejsce w rankingu najchętniej kupowanych przez Internet towarów, a sprzedaż produktów medycznych znacząco wzrosła. Jednym z oczywistych wyjaśnień jest efekt pandemii, która spowodowała cyfryzację sektora ochrony zdrowia i przyspieszyła rozwój aptek internetowych. Lockdown zwiększył też liczbę internetowych wizyt lekarskich, a zakup produktów medycznych online jest kolejnym logicznym krokiem w tym procesie.
W ciągu ostatniego roku ataku ransomware doświadczyło 83% firm z Europy Środkowo-Wschodniej – wynika z raportu Veeam Data Protection Trends Report 2023. Aż 22% przedsiębiorstw było celem cyberprzestępców co najmniej cztery razy. W najbardziej dotkliwych atakach niemal połowy zaszyfrowanych lub zniszczonych danych nie udało się odzyskać. Firmy mają teraz jednak coraz większą świadomość, że konieczne jest integrowanie ochrony zasobów i mechanizmów zapewniających ciągłość działania ze strategią ochrony przed cyberzagrożeniami.
Ransomware uderza wiele razy
Liczba incydentów z wykorzystaniem ransomware w krajach takich jak Polska, Czechy i Rumunia rośnie. W zeszłorocznym badaniu 76% firm z Europy Środkowo-Wschodniej deklarowało, że było ofiarą przynajmniej jednego ataku. W tym roku było to aż 83% badanych. Co jeszcze bardziej niepokojące, 36% przedsiębiorstw doświadczyło dwóch lub trzech ataków, a 22% – czterech lub więcej. Tylko 17% badanych organizacji nie odnotowało żadnego incydentu związanego z ransomware w 2022 roku. Odsetki te są bardzo podobne w skali globalnej i w całej Europie. Cyberataki trzeci rok z rzędu są główną przyczyną najbardziej dotkliwych przestojów w działalności firm. W wyniku najbardziej dotkliwych incydentów firmy tracą nawet 39% swoich danych produkcyjnych, a odzyskać udaje się jedynie 55% zaszyfrowanych lub zniszczonych zasobów.
Cyberprzestępcy wiedzą, jak wykorzystywać słabe punkty w systemach firm. Wystarczy jedna luka w zabezpieczeniach, aby utracić nie tylko dane produkcyjne, ale też kopie zapasowe i dane archiwalne, które nie są odpowiednio chronione przez działy IT. Trzeba pamiętać, że niemal każdy system jest podatny na zagrożenia, a firmy mogą w każdej chwili paść ofiarą kolejnego ataku, nawet jeśli już raz stały się celem.
Cyberataki utrudniają cyfrową transformację
Jak wskazuje raport Veeam, dla 1/3 przedsiębiorstw ataki ransomware są najpoważniejszym hamulcem cyfrowej transformacji i modernizacji środowiska IT, zarówno pod względem zapobiegania, jak i usuwania skutków udanych ataków. Powodem jest m.in. dodatkowe obciążenie dla budżetu oraz zasobów kadrowych przedsiębiorstw. Niestety, wiele firm nie posiada wystarczających środków i nie może rozwijać się cyfrowo, gdy musi utrzymywać codzienne operacje biznesowe i odpierać stale rosnące cyberzagrożenia.
Cyberzagrożenia to niejedyne ryzyko
Ransomware to jednak niejedyne zjawisko, które wymaga uwagi przedsiębiorstw. Zapewnienie ciągłości działania jest kluczowe dla funkcjonowania każdej firmy także w przypadku klęsk żywiołowych, awarii systemów IT i aplikacji czy błędów użytkowników. Zasoby powinny być tak zabezpieczone, aby w razie ich utraty móc wznowić działalność tak szybko jak to konieczne.
Aby być odpornym na cyberzagrożenia, firmy powinny też integrować narzędzia do odzyskiwania danych po awarii z innymi technologiami wykrywania zagrożeń i usuwania ich skutków. Badanie Veeam pokazuje, że rośnie świadomość firm z tym związana. Większość przedsiębiorstw wskazuje, że ich działania z zakresu gotowości na cyberataki i zapewniania ciągłości działania są w pełni lub w większości zintegrowane. To pozytywny sygnał, gdyż dotąd działy ds. cyberbezpieczeństwa oraz działy odpowiedzialne za ochronę danych funkcjonowały osobno. W ostatnim roku, w związku z niepewną sytuacją gospodarczą i geopolityczną, zmniejszyła się jednak tzw. luka ochrony zasobów w firmach z naszego regionu, co może wskazywać, że specjaliści IT zaczęli ściślej ze sobą współpracować.
W Europie Środkowo-Wschodniej niemal połowa liderów IT planuje też orkiestrację procesów odzyskiwania danych zamiast polegać na czynnościach ręcznych. 24% firm z regionu w celu utrzymania swojej strategii ciągłości chce wykorzystywać infrastrukturę lokalną. 47% badanych zamierza polegać na rozwiązaniach chmurowych – w tym Infrastructure as a Service (IaaS) lub Disaster Recovery as a Service (DRaaS).
Jak firmy mogą się chronić?
Najszybszym i najprostszym sposobem neutralizowania szkód związanych z udanym atakiem wydaje się często zapłacenie przestępcom okupu. Wiąże się to jednak ze znacznymi kosztami finansowymi i wizerunkowymi, nie ma też całkowitej pewności, że dane faktycznie zostaną w całości odzyskane. Aby utrudnić przestępcom działanie, ważne jest edukowanie pracowników i stosowanie kompleksowych narzędzi chroniących dane. Firma powinna mieć też możliwość przywrócenia zasobów tak szybko jak to potrzebne. Zaleca się stosowanie zasady 3-2-1-1-0. Powinny istnieć co najmniej trzy kopie ważnych danych na dwóch różnych rodzajach nośników. Przynajmniej jedna z nich powinna się znajdować poza siedzibą firmy, w trybie offline i być niezmienna. Ważne jest także aby upewnić się, że kopie zapasowe zostały wykonane bezbłędnie i regularnie testować procedurę odzyskiwania danych, aby upewnić się, że proces ten może być przeprowadzony zgodnie z planem.
Skutki udanego ataku ransomware zależą m.in. od tego, jakie rozwiązanie do tworzenia kopii zapasowych firma wdrożyła i jakie środki naprawcze zastosowała. Właściwa infrastruktura zapasowa i solidna strategia mogą znacznie zwiększyć odporność IT na takie zagrożenia.
Andrzej Niziołek, Dyrektor Regionalny na Europę Wschodnią w firmie Veeam
O badaniu:
Pod koniec 2022 r. niezależna firma badawcza przeprowadziła wśród 4200 neutralnych liderów IT i wdrożeniowców ankietę na temat czynników wpływających na ochronę danych oraz związanych z nią wyzwań i strategii. W gronie tym znalazło się również 200 respondentów z Europy Środkowo-Wschodniej. Celem badania, prowadzonego co roku wśród neutralnych przedsiębiorstw na zlecenie firmy Veeam, jest przeanalizowanie ewolucji rynku ochrony danych. W ten sposób firma Veeam chce zapewnić zgodność swojej strategii produktowej i inicjatyw rynkowych z aktualnym kierunkiem rozwoju rynku.
Ostatnio banki coraz częściej w negatywnym świetle trafiają na główne strony serwisów informacyjnych. Warto pamiętać, że sam fakt postępowań nie przesądza winy. W spokojniejszym okresie pod kątem danych rynki poświęcą im więcej uwagi.
Dobre dane zza Oceanu
Wczoraj poznaliśmy pakiet danych z USA. Lepiej od oczekiwań wypadł indeks zaufania konsumentów – Conference Board. Jest to badanie ankietowe prowadzone wśród gospodarstw domowych. Pokazuje ono, że pomimo czarnych chmur zbierających się nad niektórymi sektorami gospodarki optymizm nie spada. Dlaczego to takie ważne? Gdy spada optymizm a konsumenci zmniejszają wydatki, szybko może to przełożyć się na realną gospodarkę. To właśnie dlatego wskaźniki takie wykorzystywane są do przewidywania przyszłych problemów. Dodatkową dobrą wiadomością jest utrzymywanie się wzrostu cen nieruchomości. Jest to o tyle istotne, że spadające ceny nieruchomości to zawsze ryzyko, że kredyty będą niewystarczająco zabezpieczone.
Węgrzy nie zmieniają stóp procentowych
Jeżeli czasami jest nam źle słuchając o sytuacji monetarnej zawsze możemy spojrzeć co dzieje się u Orbana. Inflacja 25,4% powoduje, że stopy procentowe wzrosły do 13%. Wspomniane 25,4% to spadek o zaledwie 0,3% od szczytów sprzed miesiąca. W rezultacie decyzja o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie nie powinna dziwić. To, co może z kolei zaskakiwać to umacnianie się węgierskiej waluty. Forint oczywiście wcześniej tracił na prorosyjskich sympatiach władz i bardzo dziwnych decyzjach gospodarczych, korekta nie powinna zatem dziwić. Z drugiej strony tamtejsze społeczeństwo gwałtownie ubożeje. Pensje rosną o 16,1% to już niemal 10% wolniej od inflacji.
Słaba passa banków
Branża bankowa otrzymała w tym roku bardzo dużo wizerunkowych ciosów. Dotychczas dotyczyły one jednak problemów z rentownością w wyniku m.in. strat na wieloletnich obligacjach. Wczoraj doszły oskarżenia o umożliwienie unikania płacenia podatku od dywidend. Nazwy banków oskarżonych to zdecydowane pierwsze strony gazet, są tam między innymi BNP, HSBC czy Societe Generale. Oczywiście sam fakt przeszukań w siedzibach nie potwierdza winy, a patrząc na niektóre komentarze, część osób zachowuje się jakby wyroki już padły. Giełdy na razie po pierwszym szoku odrabiają większość strat.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – Czechy – decyzja w sprawie stóp procentowych.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
W środę, 29 marca, w Brukseli odbędzie się kolejna i prawdopodobnie ostatnia runda negocjacji w sprawie ostatecznego kształtu dyrektywy o energii odnawialnej (RED III), czyli tzw. trilog między Komisją Europejską, Radą i Parlamentem UE. Najważniejszym elementem rozmów będzie nowy cel dotyczący udziału odnawialnych źródeł w końcowym zużyciu energii w Unii Europejskiej w 2030 roku.
W odpowiedzi na wojnę w Ukrainie i silne uzależnienie od rosyjskich paliw kopalnych, Komisja Europejska zaproponowała w ubiegłym roku, aby zwiększyć udział odnawialnych źródeł energii (OZE) z celu 32 proc. do 2030 roku obowiązującego obecnie, do 45 proc. Kraje członkowskie poparły w grudniu cel na poziomie 40 proc. Jednak grupa państw naciska na zwiększenie ambicji ze strony Rady i zbliżenie się do stanowiska Parlamentu Europejskiego, który zgodnie z propozycją Komisji postuluje zwiększenie celu do co najmniej 45 proc.
– Cel udziału OZE w końcowym zużyciu energii będzie najważniejszym punktem środowych obrad. Wśród Państw członkowskich wciąż trwa dyskusja co do poziomu ambicji i stanowisko Rady w tej sprawie nie jest przesądzone. Ponadto, wśród istotnych elementów negocjacji będą cele sektorowe – dotyczące odnawialnych źródeł w poszczególnych działach gospodarki, w tym w wysokoemisyjnych budynkach i transporcie. Omawiana będzie również kwestia definicji OZE, przyspieszenie wydawania pozwoleń na budowę nowych źródeł odnawialnych oraz wprowadzanie nowoczesnych turbin w miejsce istniejących, czyli repowering – tłumaczy Joanna Flisowska, starsza analityczka ds. polityki klimatycznej z Instytutu Reform.
Środowe rozmowy, według komentatorów, mogą przeciągnąć się do późnych godzin nocnych.
Co to oznacza dla Polski?
Trilog w sprawie OZE zbiega się w czasie z aktualizacją Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku (PEP2040), którą Rada Ministrów ma przyjąć w najbliższym czasie. Rządowy PEP2040, który z założenia ma wyznaczać kierunek polskiej energetyki, powinien uwzględniać nowy unijny cel OZE w 2030. Cel UE powinien przełożyć się na znaczne zwiększenie ambicji Polski w zakresie rozwoju OZE.
Według dotychczasowej PEP2040 (przed aktualizacją) udział OZE w końcowym zużyciu energii brutto miał wynieść w 2030 roku zaledwie 23 proc., co obrazuje małe ambicje Warszawy nie tylko w porównaniu do celów Unii Europejskiej, ale także w zderzeniu potencjałem na krajowym rynku.
– Nie ma wątpliwości, że rząd powinien uwzględnić nowy cel OZE w PEP2040 oraz rewizji Krajowego Planu Energii i Klimatu (KPEiK). Jak najszybciej trzeba też znieść bariery administracyjno-prawne, które blokują i spowalniają rozwój OZE w Polsce. To właśnie OZE zapewniają obecnie najtańszą energię i mają ogromny potencjał, by uniezależnić polską gospodarkę od wstrząsów powodowanych skokami cen węgla i gazu, obniżyć rachunki za prąd i tworzyć nowe miejsca pracy – podsumowuje Flisowska.
DB Energy S.A. w kolejnych latach planuje dalszy wzrost skali współpracy z klientami zagranicznymi, szczególnie Europy Środkowej i Zachodniej, zarówno bezpośrednio jak i poprzez dedykowaną spółkę zależną w Niemczech. DB Energy w I kwartale br. pozyskała kontrakt o wartości 1,5 mln EUR w zakresie budowy instalacji spalarni odpadów dla zakładu produkcyjnego w Cork w Irlandii amerykańskiej firmy Thermo Fisher Scientific. Ponadto spółka podpisała list intencyjny z francuską firmą doradczą EFESO Consulting o potencjalnej współpracy w zakresie świadczenia usług efektywności energetycznej (DB Energy może zyskać łatwiejszy dostęp do dużych międzynarodowych korporacji przemysłowych poprzez sieć klientów EFESO Consulting, którą obsługuje 35 biur na całym świecie). Jednym z celów emisyjnych obecnie prowadzonej Oferty Publicznej jest internacjonalizacja działań związanych z internacjonalizacją ze szczególnym uwzględnieniem rozwoju projektów ESCO.
W 2019 roku DB Energy utworzyła w Niemczech spółkę zależną – Willbee Energy GmbH, której celem jest kompleksowa obsługa dużych i średnich firm przemysłowych z rynków europejskich. Profil działalności Willbee Energy jest tożsamy z profilem DB Energy i skupia się na świadczeniu szerokiego wachlarza usług z zakresu efektywności energetycznej, w tym w modelu ESCO, w którym Willbee nie tylko będzie doradzać, ale również projektować, finansować i realizować inwestycje energooszczędne w przemyśle. Dotychczas Willbee Energy zrealizowała prace audytowe w wielu krajach Europy dla wiodących firm przemysłowych działających m.in. w sektorze chemicznym.
– Aktualnie jesteśmy już obecni m.in. w Irlandii, Włoszech, czy też Niemczech. Ekspansja zagraniczna związana jest przede wszystkim z obsługą międzynarodowych koncernów przemysłowych, których zakłady są rozlokowane na całym świecie. Już dziś pozyskujemy znaczne kontrakty, m.in. związany ze współpracą z amerykańską grupą Thermo Fisher Scientific o wartości 1,5 mln EUR. Ponadto w I kwartale br. zawarliśmy list intencyjny z EFESO Consulting o potencjalnej współpracy, która może oznaczać dla nas możliwości dotarcia do sieci klientów partnera, którą obsługuje 35 biur na całym świecie – mówi Krzysztof Piontek, Prezes Zarządu DB Energy S.A.
Jak dodaje, spółka mimo zauważalnej większej liczby podmiotów konkurencyjnych poza Polską, dostrzega istotnie większy potencjał rynków, związany ze skalą działalności i liczbą firm sektora przemysłowego i wyższym wiekiem instalacji niż w kraju.
– W ciągu ostatnich miesięcy poprzez naszą niemiecką spółkę Wilbee Energy zrealizowaliśmy wiele audytów energetycznych dla wiodących światowych korporacji, które z uwagi na nasz model biznesowy są pierwszym wyjściowym obszarem współpracy. Jednym z naszych celów strategicznych jest internacjonalizacja działalności wraz ze stabilnym wzrostem portfela klientów zagranicznych w strukturze przychodów Spółki.
Część wpływów z prowadzonej obecnie Oferty Publicznej Akcji DB Energy ma zostać przeznaczona na rozwój działalności za granicą.
W ramach Oferty publicznej Spółka planuje pozyskać do 12 mln zł (po odliczeniu kosztów emisji). Wpływy zostaną przeznaczone na:
Rozwój działalności w modelu inwestycyjnym, w tym modelu ESCO,
Intensyfikacja działań związanych z internacjonalizacją,
Kontynuacja prowadzenia działalności badawczo-rozwojowej.
DB Energy odnotowało 8,23 mln zł skonsolidowanego zysku netto w roku obrotowym 2021/2022. Zysk operacyjny wyniósł 11,45 mln zł wobec 3,43 mln zł zysku rok wcześniej. EBITDA wyniosła 12,20 mln zł, tj. 198% wzrost r/r wobec 4,09 mln zł w analogicznym okresie 2020/2021 roku.
Europa przegrywa w globalnych rankingach dotyczących liczby firm IT. Bez regulacji konsolidujących unijny rynek cyfrowy, kraje członkowskie nadal będą w tyle. W przeciwieństwie do krajów takich jak USA czy Chiny, w UE nadal panuje duże rozparcelowanie gospodarcze, które jest jednym z głównych czynników hamującym rozwój start-upów – przekonywał były słoweński minister cyfryzacji Mark Andrijanic na konferencji #CloudChallenger zorganizowanej przez Związek Cyfrowa Polska w Brukseli.
23 marca 2023 r. odbyła się konferencja #CloudChallanger. W wydarzeniu zorganizowanym w siedzibie Business & Science Poland udział wzięli przedstawiciele Komisji Europejskiej, władz krajów regionu Europy Środkowo-Wschodniej, eksperci z branży cyfrowej i specjaliści ds. technologii chmurowej i cyberbezpieczeństwa z agencji publicznych oraz prywatnych przedsiębiorstw. Wydarzenie zorganizowane było przez Związek Cyfrowa Polska w ramach działalności CEE Digital Coalition, koalicji organizacji branży cyfrowej państw Europy Środkowo-Wschodniej, której przewodzi Związek. Przedstawiciele inicjatywy podzielili się w czasie konferencji regionalnym spojrzeniem na przyszłość chmury w ich krajach i całej UE.
Zapewnić spójność i elastyczność przepisów
Podczas jednego z paneli, eksperci dyskutowali o konieczności regulacji rynku cyfrowego UE. Paneliści wskazywali też na obecne problemy wynikające m.in. z braku spójności przepisów krajów członkowskich. – Jednym z największych wyzwań jest ujednolicenie przepisów i wykluczenie luk w prawodawstwie – powiedziała radca ds. cyberbezpieczeństwa w Stałym Przedstawicielstwie RP przy UE w Brukseli, Katarzyna Prusak-Górniak. Pozostali rozmówcy zgodzili się z tą myślą.
Były słoweński minister cyfryzacji Mark Boris Andrijanic w swoich wypowiedziach koncentrował się na niekonkurencyjności europejskiego sektora cyfrowego, która jego zdaniem w dużej części wynika m.in. monopolizacji rynku, a także z braku odpowiednich regulacji. – Gospodarka europejska nie jest wystarczająco zintegrowana. W konsekwencji nowe podmioty z sektora MŚP nie są w stanie się rozwijać się szybko rozwijać, tak jak robią to nowe przedsiębiorstwa w dużych krajach jak USA, Chiny czy Indie – stwierdził.
Podczas panelu poruszono kwestię unijnego Aktu o Sztucznej Inteligencji (Artificial Intelligence Data Act). Dokument jest w fazie opracowywania i ma na celu regulację zastosowań sztucznej inteligencji w UE, z szczególnym naciskiem na ograniczenie ryzyka związanego z rozwojem AI. Zdaniem przedstawiciela ECSO (European Cyber Security Organisation) Roberto Cascella, dokument ten „stanie się wyznacznikiem na skalę światową”, i który zainicjuje wdrażanie podobnych legislacji poza Europą. Jednak jak podkreślił, „kluczowe jest zachowanie elastyczności, aby za trzy czy pięć lat – wraz z rozwojem technologii – móc rewaluować prawo”. – W tym momencie nie widzimy pełnego potencjału jaki niesie ze sobą AI – wskazał, dodając, że przy rozwijaniu prawodawstwa „trzeba zachować szerszy kontekst”, a nie skupiać się wyłącznie na Akcie o Sztucznej Inteligencji. – Przedstawicielom MŚP czy dostawcom rozwiązań cyfrowych należy przedstawić konkretne wytyczne dotyczące przestrzegania różnych przepisów – wyjaśnił.
Kluczowe zagadnienia strategiczne UE zmieniają się
Paneliści wskazali na przedefiniowanie strategicznych priorytetów Unii w kontekście zagrożenia rosyjskiego i chińskiego, co wiąże się ze wzrostem znaczenia cyberbezpieczeństwa. Według Katarzyny Prusak-Górniak, szczególnie ważny jest ujednolicony dostęp do zasobów technologicznych. – Musimy trzymać się razem. 27 krajów członkowskich to dużo. Z jednej strony to wyzwanie, z drugiej niesie to za sobą wiele korzyści – możemy dzielić się swoimi najlepszymi praktykami i wiedzą. Musimy wspólnie budować i wzmacniać wspólny rynek cyfrowy – zaznaczyła. – Wreszcie Europa zgadza się co do kluczowych wyzwań strategicznych – Rosji i Chin – dodał Andrijanic. W jego ocenie, relacje transatlantyckie są „o wiele lepsze” niż przed rokiem i wcześniej, a Amerykanie „poważnie” traktują dialog technologiczny.
Roberto Cascella z ECSO podkreślił ponadto, że obecnie bardzo ważna jest współpraca między sektorem prywatnym a publicznym, którą należy przenieść na nowy, wyższy poziom. – Agenda musi być ujednolicona – podsumował.
CEE Digital Coalition to zrzeszenie organizacji branży cyfrowej z krajów Europy Środkowowschodniej, powstałe z inicjatywy Związku Cyfrowa Polska.
W lutym bieżącego roku rząd podjął decyzję o przesunięciu terminu wejścia w życie przepisów zobowiązujących firmy do wdrożenia usługi e-Doręczeń. Zresztą nie pierwszy raz. Według aktualnych informacji elektroniczna komunikacja z urzędami ruszy nie później niż z początkiem stycznia 2024 r. Ponadto komunikat wskazujący konkretną datę implementacji odpowiednich systemów zostanie opublikowany w dzienniku ustaw z przynajmniej 90-dniowym wyprzedzeniem, a organizacje figurujące w KRS będą zmuszone dostosować się do zmian legislacyjnych w ciągu 30 dni.
Idea usprawnienia obiegu dokumentów pomiędzy przedsiębiorcami a urzędami jest z całą pewnością słuszna. Stanowi również element szeroko zakrojonych planów na cyfryzację w naszym kraju – w tym przypadku poprzez umożliwienie obsługi korespondencji z podmiotami sektora publicznego drogą elektroniczną, jednak z mocą prawną zarezerwowaną dotychczas dla listów poleconych z potwierdzeniem odbioru. Uzyskanie adresu do doręczeń elektronicznych (ADE), a tym samym brak konieczności wysyłania tradycyjnych listów, ich pakowania, nadawania czy nawet zakupu znaczków przełoży się na istotną redukcję kosztów bieżącej działalności, a także uwolnienie czasu pracowników odpowiedzialnych za obsługę firmowej kancelarii (digital mailroom). Korzyści będą dostrzegalne również przez mniejsze organizacje, gdzie wolumen korespondencji jest stosunkowo niewielki.
Na ten moment najważniejszym wyzwaniem, z którego najpewniej wynikają przesunięcia terminów nowych zobowiązań, jest krótki okres na przygotowania – zarówno dla operatorów usługi, jak i przedsiębiorstw. Czasu jest niewiele, a ekosystem musi być spójny i funkcjonujący należycie. W związku z tym biznes dziś przede wszystkim bacznie przygląda się wszelkim pojawiającym się w temacie e-Doręczeń informacjom i w pewnym sensie wstrzymuje się z konkretnymi działaniami. Jednak nie pozostaje całkowicie bierny – jako Iron Mountain dostrzegamy rosnącą liczbę zapytań o dostępne w tym obszarze rozwiązania technologiczne, potencjalne koszty, a także optymalne sposoby na techniczne i operacyjne wplecenie e-Doręczeń do dotychczasowego workflow.
W mojej ocenie warto wykorzystać ten okres niepewności m.in. na przemyślenie procesów kancelaryjnych (digital mailroom). Korporacje z pewnością mają to już za sobą, a wyzwaniem pozostaje znalezienie odpowiedniego partnera i pomysłu na techniczną implementację e-Doręczeń, ale w przypadku sektora MŚP istnieje jeszcze niewykorzystany w pełni potencjał obsługi korespondencji przychodzącej, czego integralnym elementem wkrótce zostanie zapowiadana usługa zaufania.
Nie mam wątpliwości, że nowe przepisy zrewolucjonizują funkcjonowanie wielu przedsiębiorstw. Co więcej, w mojej opinii długofalowo okażą się również znaczącym kołem zamachowym dla cyfrowej transformacji, a także zaowocują wzrostem dojrzałości technologicznej firm w Polsce. Wsparcie regulatora ma w tym zakresie ogromne znaczenie, a na pewnego rodzaju presji legislacyjnej w dłuższej perspektywie skorzysta polska gospodarka. Bez wątpienia zmieni się również rynek usług zarządzania dokumentacją. Rosnący popyt będzie warunkować konieczność kolejnych inwestycji, rozwoju zaplecza technologicznego czy też optymalizacji modeli współpracy dostawców z firmami. Dotychczasowi klienci korzystających z tzw. digital mailroom skierują swój wzrok na usługodawców, którzy jednocześnie będą wspierać swoich partnerów w implementacji e-Doręczeń, doceniając kompleksowość oferty kancelaryjnej (digital mailroom). Należy również spodziewać się, że strumień papierowych dokumentów zostanie przekierowany do digitalu, co w naturalny sposób wpłynie na zainteresowanie pozostałymi elementami cyfrowej transformacji, repozytoriami dla plików cyfrowych czy też wieloma innymi aspektami. Choć potrzebny jest na to czas, kolektywny dialog wszystkich zainteresowanych stron powinien przynieść wyłącznie pozytywne efekty zapowiadanych zmian.
Paweł Michalski, Solutions Architect w Iron Mountain Polska
Globalne spowolnienie gospodarcze wpływa na polski rynek usług pracy tymczasowej. Mniejsza liczba kontraktów zlecanych polskim firmom niejednokrotnie skutkuje ograniczeniem popytu na pracowników tymczasowych oraz zewnętrznych ekspertów. Jednak jak wynika z raportu Hays „Nowoczesne formy zatrudnienia 2023”, 56 proc. firm korzystających z nowoczesnych form zatrudnienia, w roku 2023 planuje pozyskać kolejnych specjalistów, którzy dołączą do organizacji na określony czas. W pracy projektowej wiele przedsiębiorstw upatruje bowiem elastyczności niezbędnej do przetrwania trudniejszego okresu.
Rynek tzw. umysłowej pracy czasowej, czyli zatrudnienia specjalistów i menedżerów na podstawie umowy o pracę tymczasową, kontraktu B2B lub w ramach outsourcingu procesów, ulega ciągłej profesjonalizacji. Jak wynika z badania opisanego na łamach raportu Hays Poland „Nowoczesne formy zatrudnienia 2023” zrealizowanego we współpracy z kancelarią Greenberg Traurig, rośnie grono firm świadomie i na stałe włączających pozaetatowe formy współpracy do tzw. miksu zatrudnienia.
Jak zauważa Bartosz Dąbkowski, Executive Director – External Workforce Solutions w Hays Poland, angażowanie pracowników tymczasowych i zewnętrznych, interim managerów i kontraktorów dla wielu organizacji przestaje być działaniem okazjonalnym, lecz często solidnie zaplanowaną strategią. – W połączeniu z coraz bardziej kompleksowym podejściem firm do tworzenia konkurencyjnych ofert pracy, skutkuje to rosnącą atrakcyjnością zatrudnienia na określony czas w perspektywie profesjonalistów. Dla specjalistów i menedżerów współpraca z firmami w oparciu o umowy inne niż umowa o pracę często jest świadomym wyborem, oferującym rynkowe zarobki, większą elastyczność i różnorodność realizowanych zadań – wyjaśnia Bartosz Dąbkowski.
Umowa o pracę nadal stanowi podstawę zatrudnienia w wielu organizacjach. Jednocześnie badanie Hays wykazało, że 33 proc. ankietowanych firm korzysta z zatrudnienia w oparciu o umowę o pracę tymczasową, 27 proc. z outsourcingu procesów, a 39 proc. współpracuje z profesjonalistami na podstawie kontraktu B2B. Współpraca z wykorzystaniem umów innych niż umowa o pracę najczęściej dotyczy nie więcej niż 10 proc. wszystkich pracowników.
Mniejsze zapotrzebowanie na umysłowych pracowników czasowych
Jak wynika z raportu Hays, w roku 2023 zatrudnić pracowników tymczasowo, w ramach umowy B2B, na projekt interimowy albo skorzystać z outsourcingu procesów planuje 56 proc. firm korzystających z nowoczesnych form zatrudnienia. Jest to odsetek o 23 pkt proc. niższy w porównaniu do roku 2021. Jako powód zatrudniania na określony czas najczęściej wskazywana jest potrzeba elastycznego zarządzania kosztami zatrudnienia (42 proc.).
Źródło: Raport Hays Poland „Nowoczesne formy zatrudnienia 2023”
– Spadek odsetka firm planujących zatrudniać na określony czas jest trendem zrozumiałym w kontekście bieżącej, globalnej sytuacji gospodarczej. Mniejsze zapotrzebowanie na usługi podmiotów działających w Polsce ogranicza popyt na pracę projektową. Informacja, że ponad połowa firm nadal planuje rekrutować pracowników zewnętrznych, jest zatem bardzo pozytywną wiadomością. Brak załamania na polskim rynku pracy tymczasowej i outsourcingu wynika między innymi z faktu, że wiele międzynarodowych firm wybiera obecnie Polskę jako dogodny rynek do przeniesienia swoich procesów i usług m.in. z krajów azjatyckich – komentuje Bartosz Dąbkowski z Hays Poland.
Motywacja firm: większa elastyczność zarządzania kosztami zatrudnienia
Projekty związane z nearshoringiem oraz postępująca reindustrializacja Europy niezaprzeczalnie sprzyjają zatrudnianiu pracowników tymczasowych oraz podejmowaniu współpracy z kontraktorami i interim managerami. Najwięcej, bo aż 42 proc. ankietowanych firm jako powód takiej strategii wskazało jednak chęć zwiększenia elastyczności zarządzania kosztami zatrudnienia.
W obliczu mniej sprzyjających warunków gospodarczych, działaniem podejmowanym przez firmy jest optymalizacja i większa kontrola kosztów. Niejednokrotnie dotyczy to również strategii HR, w ramach której dąży się do większej elastyczności i ostrożniej podejmuje decyzje o tworzeniu nowych miejsc pracy. W tym kontekście nowoczesne formy współpracy stają się rozwiązaniem problemu tych firm, które potrzebują pozyskać dodatkowe kompetencje, lecz w danym momencie nie mogą zatrudnić pracownika na etat.
Organizacje decydują się na zatrudnienie na określony czas również po to, aby pozyskać kompetencje niezbędne do ukończenia projektów oraz poradzić sobie w okresie zwiększonego popytu na produkty lub usługi firmy (po 40 proc. wskazań). Co ciekawe, jedna na trzy firmy jako powód korzystania z nowoczesnych form zatrudnienia wskazuje trudności z rekrutacją pracowników na etat.
– Umowa o pracę na czas nieokreślony do niedawna była jedyną preferowaną przez pracowników formą zatrudnienia. Zmiany społeczno-gospodarcze ostatnich lat pokazują jednak, że rosnąca grupa specjalistów wyżej od zatrudnienia na etat ceni sobie pracę projektową. Zmieniające się preferencje kandydatów coraz wyraźniej zauważają działy rekrutacji, co skłania firmy do korzystania z nowoczesnych form zatrudnienia, stanowiących atrakcyjną alternatywę dla pracowników – zauważa Agata Czaja, Senior Manager – External Workforce Solutions w Hays Poland.
Pięć najczęściej wskazywanych odpowiedzi. Procenty nie sumują się do 100, ponieważ możliwe było zaznaczenie więcej niż jednej odpowiedzi.
Źródło: Raport Hays Poland „Nowoczesne formy zatrudnienia 2023”
Wyniki badania przeprowadzonego wśród osób współpracujących z firmami w oparciu o umowy inne niż umowa o pracę pokazują, że pracownik czasowy wykonujący pracę umysłową to najczęściej osoba przed trzydziestką, pełniąca rolę asystencką lub specjalistyczną. Praca na określony czas pozostaje domeną głównie młodych pracowników, którzy znajdują się na początku swojej kariery.
Źródło: Raport Hays Poland „Nowoczesne formy zatrudnienia 2023”
Najczęściej wskazywanym powodem pozostaje możliwość zdobycia doświadczenia, wskazana przez 64 proc. pracowników czasowych. W porównaniu z wynikami badania z roku 2021 wyraźnej zmianie uległa natomiast kolejność pozostałych motywatorów. Na drugim miejscu uplasowało się bowiem bardziej atrakcyjne wynagrodzenie, na trzecim większa elastyczność, natomiast na czwartym – możliwość uczestniczenia w interesujących projektach. Odsetek respondentów uzasadniających podjęcie pracy na określony czas trudnościami ze znalezieniem zatrudnienia na etat wynosi zaledwie 19 proc., co stanowi wynik aż o 17 pkt. proc. niższy od tego uzyskanego w roku 2021.
Elastyczność czasu i miejsca pracy może być cenna dla każdego pracownika, bez względu na poziom zajmowanego stanowiska i doświadczenie zawodowe. Jednak argument w postaci lepszego wynagrodzenia i ciekawych projektów najczęściej dotyczy ekspertów i menedżerów, posiadających cenne kompetencje, wiedzę ekspercką oraz bogate portfolio zrealizowanych projektów. Wśród pracowników czasowych nie brakuje bowiem doświadczonych specjalistów, którzy postrzegają pozaetatowe formy współpracy jako sposób na uzyskanie atrakcyjnego wynagrodzenia i udział w ciekawych projektach. To właśnie dla tej grupy pracowników podejmowanie pracy na określony czas najczęściej jest świadomym, w pełni przemyślanym wyborem
O raporcie
Raport „Nowoczesne formy zatrudnienia 2023” został opracowany na podstawie danych uzyskanych w badaniu na temat rynku pracy, przeprowadzonym w okresie od września do grudnia 2022 r. wśród firm korzystających z nowoczesnych form zatrudnienia oraz pracowników czasowych (white collar). Raport powstał we współpracy z kancelarią Greenberg Traurig. W raporcie uwzględniona jest perspektywa firm – ponad 500 organizacji działających w Polsce – oraz perspektywę pracowników umysłowych, współpracujących z firmami na podstawie umów innych niż umowa o pracę – blisko 600 osób.
W trakcie wtorkowej sesji na amerykańskim rynku akcji nie doszło do jakichś znaczących rozstrzygnąć (S&P 500 -0,16 proc., DJIA -0,12 proc., Nasdaq Composite -0,45 proc.). Wykres S&P 500 od początku lutego odbija się po raz kolejny od opadającej linii oporu wyznaczanej przez poziomy szczytów z 2 lutego, 7 lutego, 14 lutego, 6 marca, 22 marca i 27 marca. Dziś rano cena kontraktów na S&P 500 rosła ok. godz. 9:25 o 0,72 proc.
Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych pod wpływem niepokojących wieści napływających ostatnio z sektora bankowego atakowała w miniony piątek poziom swych minimów z połowy stycznia oraz początku lutego. Ostatecznie jednak do wyłamania się rentowności w dół poniżej tego poziomu wsparcie nie doszło i w poniedziałek i wtorek rentowność 10-latek rosła (ceny obligacji spadały). Dziś rano na tym rynku panowała stabilizacja.
Dziś rano na rynkach akcji Azji i Oceanii przeważały zwyżki głównych indeksów. Najsilniej – o 1,85 proc. – rósł Hang Seng. Również na najwyższy poziom od dwóch tygodni wyszedł dziś japoński Nikkei 225 (+1,33 proc.).
Większość głównych indeksów europejskich rynków akcji kontynuowała próby odrabiania ostatnich start wywołanych ostatnimi niepokojami co do kondycji sektora bankowego (DAX +0,52 proc., CAC 40 +0,71 proc.).
WIG-20 na początku środowej sesji podjął próbę powrotu powyżej poziomu 1700 pkt., ale dosyć szybko początkowy wzrost został zniwelowany (-0,16 proc. ok. godz. 9:44). Swe próby przełamania poziomu szczytu z września 2021 kontynuował dziś rano WIG-Budownictwo, który osiągnął swój najwyższy poziom od 12 lat. Wśród składników mWIG-u 40 swój najwyższy od roku poziom osiągnął dziś rano kurs akcji spółki Eurocash. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś ceny akcji spółek Mostostal Zabrze, Ambra i Mirbud.
1,5 tygodnia temu ceny kontraktów na ropę naftową spadły do najniższego poziomu od grudnia 2021, ale od tamtej pory próbują odrabiać straty (dziś ok. godz. 9:30 WTI +0,93 proc., Brent +0,68 proc.). Do takiego odreagowania nie dochodzi na rynku gazu ziemnego. Cena kontraktów na ten surowiec energetyczny na NYMEX-ie (Henry Hub) od ponad tygodnia balansuje na krawędzi swego ustanowionego w lutym br. 2,5-letniego minimum. Pod wpływem ostatnich niepokojów związanych z wydarzeniami w sektorze bankowym cena kontraktów na złoto na COMEX-ie po raz pierwszy od roku osiągnęła 1,5 tygodnia temu poziom 2000 USD/uncję. Pewne uspokojenie sytuacji, do którego doszło w ostatnich dniach przełożyło się jednak na lekki spadek zainteresowania złotem i dziś rano cena tego kontraktu spadała o 0,56 proc., chociaż nadal utrzymywała się powyżej poziomu szczytu z początku lutego.
Kurs euro względem tureckiej lity atakuje w tym roku poziom swego historycznego maksimum z grudnia 2021 (20,7314 TRY). Kilka takich prób przełamania tego poziomu podjętych od stycznia br. zakończyło się niepowodzeniem. Dziś rano kurs EUR/TRY ponownie zaatakował poziom swego rekordu sprzed 15 miesięcy osiągając w pewnym momencie najwyższy w historii poziom 20,9465. I tym razem ten atak został oparty i ok. godz. 8:45 kurs EUR/TRY spadał o 0,13 proc. Jeśli ten atakowany od 2,5 miesięcy poziom oporu zostanie przełamany można będzie tu zapewne liczyć na dalszą silną zwyżkę.
Już prawie 2 tygodnie utrzymuje się w pobliżu 9-miesięcznego maksimum konsolidacja kursu Bitcoina względem amerykańskiego dolara. Dziś ok. godz. 9:40 kurs BTC/USD zwyżkował o 3,35 proc. ponownie przekraczając poziom 28000 USD. 17 marca br. doszło na tym rynku do wyłamania w górę z kształtującej się od czerwca ub.r. formacji „odwróconej głowy z ramionami”. Jej rozmiary – ok. 62 proc. pomiędzy ok. 15500 USD a ok. 25000 USD – sugerują średnioterminową zwyżkę kursu do poziomu ok. 40000 USD. Oczywiście, gdyby kurs BTC/USD spadł ponownie wyraźnie poniżej poziomu 25000 USD, to założenie przestałoby być aktualne.
W 2022 r. rynek powierzchni przemysłowo-magazynowych w Polsce utrzymał solidne tempo wzrostu, pomimo wyzwań związanych m.in. z finansowaniem inwestycji oraz rosnącymi kosztami najmu. Według firmy doradczej Savills, w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy możemy stanąć w obliczu luki podażowej, która będzie konsekwencją spodziewanego ograniczenia nowej podaży i malejącej dostępności gruntów.
Zgodnie z najnowszym raportem Savills, na koniec 2022 roku zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej i przemysłowej w Polsce wyniosły 28,3 mln m kw. Wobec 3,4 mln m kw. powierzchni w budowie bariera 30 mln mkw. powinna zostać przekroczona w połowie 2023 roku.
W samym zeszłym roku na rynku przybyło 4,4 mln m kw. nowoczesnej powierzchni przemysłowo-logistycznej, najwięcej w Centralnej Polsce (643 600 m kw.), Górnym Śląsku (539 600 m kw.), oraz w Zachodniej Polsce (532 500 m kw.). Największym wybudowanym obiektem był projekt BTS dla firmy Zalando Lounge dostarczony przez Hillwood w Bydgoszczy (104 400 m kw.). Według szacunków Savills, w 2023 r. podaż nowej powierzchni może być ograniczona do ok. 2,6 – 3 mln m kw.
Pomimo pogorszenia sytuacji ekonomicznej w 2022 r. zapotrzebowanie na powierzchnię magazynową zmalało tylko nieznacznie w porównaniu z rekordowym 2021 r. (o około 9%). Blisko 6 690 000 m kw. wynajętych w 2022 r. jest drugim najwyższym wynikiem w historii rynku magazynowego w Polsce. Pozwala to Polsce utrzymywać się na podium krajów europejskich, za Niemcami, konkurując od lat o drugie miejsce z Holandią.
„Obecna sytuacja makroekonomiczna, uwarunkowania wewnętrzne na niektórych rynkach logistycznych oraz silny popyt ze strony najemców, mogą przełożyć się na powstanie luki podażowej w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy. Dla branży będzie to oznaczało większe trudności w negocjowaniu stawek najmu, które od początku zeszłego roku wzrosły znacząco, nawet o 20-30% w zależności od lokalizacji, a także mniejszą elastyczność w wyborze odpowiednio dostosowanych modułów magazynowych” – mówi Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, dyrektorka Industrial Services Hub w Savills.
Pomimo dużego wolumenu nowej powierzchni magazynowej oddanej do użytkowania w ciągu ostatnich dwóch lat, współczynnik powierzchni niewynajętej systematycznie spadał z 6,6% w 2020 r. do ok. 4% na koniec ubiegłego roku. Z wyjątkiem Polski Zachodniej, gdzie wysoka podaż nowej powierzchni o charakterze spekulacyjnym przełożyła się na chwilowy wzrost poziomu wakatów do ponad 10%, w wielu lokalizacjach brakuje dużej liczby konkurencyjnych ofert. Zarówno w Trójmieście, Krakowie, jak i na największych rynkach, takich jak druga strefa podwarszawska czy Poznań, poziom pustostanów utrzymuje się poniżej 3%.
„Przewidujemy, że średni wskaźnik pustostanów w 2023 roku będzie oscylował wokół 4%. W związku z tym spodziewamy się utrzymania trendu wzrostu stawek czynszu w najbardziej poszukiwanych, najlepszych lokalizacjach. Jeśli obecna sytuacja makroekonomiczna nie ulegnie niespodziewanym dalszym zawirowaniom prowadzącym do pogłębienia pogorszenia europejskiej i globalnej koniunktury, popyt na powierzchnie magazynowe powinien utrzymać się na stabilnym poziomie, pomimo że branża produkcyjna oraz e-commerce, które od lat były jedynymi z głównych motorów napędowych rozwoju rynku, muszą się obecnie mierzyć z wieloma wyzwaniami. Na ograniczeniach w dostępie do gruntów zyskać mogą jednak rynki wschodzące oraz starsze obiekty miejskie nadające się do przebudowy. Wzrost cen energii dodatkowo umocni, już teraz bardzo silny, trend w kierunku ESG” – podsumowuje Katarzyna Pyś-Fabiańczyk z Savills.
65 proc. Polaków nie uprawia sportu, ćwiczy jedynie 4 proc. dorosłych rodaków – wynika z badań Międzynarodowej Organizacji Zdrowia*. Gorzej wypadli jedynie Grecy i Portugalczycy. Brak aktywności fizycznej i wzrost masy ciała to prosta droga do przewlekłej choroby kręgosłupa – podkreślają eksperci z Columna Medica, specjalistycznego ośrodka rehabilitacji w Łasku obok Łodzi.
Adam Kszczot, wielokrotny medalista mistrzostw Europy
Eksperci uważają, że u 80 proc. Polaków do wzrostu problemów z kręgosłupem przyczyniła się pandemia. Dziś, problemy z kręgosłupem to najczęstszy powód wizyty Polaków u lekarza rodzinnego. Narzekają na ból pleców, szyi, stawów, ale po pomoc często zgłaszają się dopiero w momencie, gdy nie mogą już normalnie funkcjonować. Rehabilitacja nie tylko przynosi ulgę w dolegliwościach bólowych kręgosłupa, ma także pewne znaczenie profilaktyczne. Fachowe porady i regularne ćwiczenia umożliwiają wyrobienie właściwych nawyków zapobiegając nawrotowi choroby i postępowi zmian, które pozostawione same sobie mogą prowadzić do obniżenia jakości życia, a nawet do niepełnosprawności – 0strzega Prof. Dariusz Jaskólski, neurochirurg i Konsultant Wojewódzki, konsultujący Pacjentów w Columna Medica.
Na skalę problemów z kręgosłupem wskazują nie tylko lekarze, lecz coroczne dane raportu GUS o stanie zdrowia ludności. Wynika z nich, że blisko 30 proc. Polaków skarży się na bóle dolnej partii pleców. Ponad 20 proc. zmaga się z bólami szyi, około 16 proc. ma bóle środkowej partii pleców oraz podobna liczba zmaga się z chorobą zwyrodnieniową stawów…
Tymczasem większość pacjentów, zmagających się z problemami ortopedycznymi (kręgosłup, stawy obwodowe) czeka z wizytą u fizjoterapeuty niemalże do końca. Mało kto poprosi o pomoc wcześniej, by uniknąć nieprzyjemnych konsekwencji zdrowotnych. Jedynie osoby regularnie uprawiające sport mają większą świadomość swojego ciała – mówi Damian Danielski, fizjoterapeuta – lider zespołu medycznego Columna Medica.
Zdaniem ekspertów, ból kręgosłupa może świadczyć również o zmianach dyskopatycznych, które dotykają również młodych ludzi. Ma to często związek z wymuszoną, stałą pozycją w pracy, obciążającą kręgosłup i prowadzącą do trwałych uszkodzeń.
Rośnie potrzeba profilaktyki i rehabilitacji ortopedyczne
Wielu pacjentów poszukuje pomocy w wysoce specjalistycznych zabiegach za granicą. Tymczasem okazuje się, że w Polsce powstaje coraz więcej prywatnych szpitali i ośrodków rehabilitacyjnych, które nie tylko dorównują zachodnim placówkom, ale często wyprzedzają je poziomem kadry i sprzętu. Ośrodki i usługi są wielokrotnie tańsze, zarówno w zakresie usług ambulatoryjnych, jak i pobytowych o najwyższych standardach. Jednym z przykładów nowoczesnego ośrodka jest Columna Medica, klinika rehabilitacyjna położona w centralnej Polsce, koło Łodzi.
O wysokim poziomie polskiego lecznictwa i rehabilitacji kręgosłupa przekonali się już pacjenci m.in. z Kuwejtu, Niemiec i Izraela, którzy odbywają długie programy rehabilitacyjne. Ośrodek jest jednym z nielicznych miejsc w kraju, gdzie dokonywana jest trójwymiarowa analiza kręgosłupa, postawy ciała i chodu w warunkach statycznych i dynamicznych za pomocą aparatu Diers Formetric 4D.
W klinice nie brakuje polskich autorytetów w dziedzinie neurochirurgii takich jak Prof. D. Jaskólski, wybitny polski neurochirurg, specjalizujący się w zabiegach u pacjentów z urazami głowy i kręgosłupa, guzami mózgu. Z kliniką od dawna współpracuje również Dr Bartosz Bryszewski na co dzień pracujący na Oddziale Klinicznym Neurochirurgii i Onkologii Centralnego Układu Nerwowego UM w Łodzi. Każdy przewlekły ból pleców, stawów czy mięśni wymaga kompleksowej diagnostyki i terapii. Pozwala to nie tylko obniżyć koszty leczenia, ale przede wszystkim ograniczyć zasięg interwencji i w wielu przypadkach uniknąć skomplikowanych zabiegów chirurgicznych – podkreślają specjaliści łódzkiego ośrodka.
Grupa Lokum Deweloper, należąca do grona wiodących deweloperów działających na dolnośląskim i małopolskim rynku nieruchomości, w 2022 roku przekazała klientom 727 lokali odnotowując marżę w wysokości 15,6%.
Pomimo przekazania o 28% większej liczby lokali niż w 2021 roku i wzrostu przychodu o 18% (do 366,7 mln zł), odnotowany zysk netto przypisany akcjonariuszom podmiotu dominującego wzrósł zaledwie o 3%, do wysokości 57,3 mln zł, co było pochodną istotnego wzrostu ponoszonych kosztów realizacji i finansowania inwestycji w otoczeniu nieadekwatnie wolno rosnących cen mieszkań. Przychody minionego roku rozpoznane zostały głównie z wrocławskich inwestycji Lokum Porto i Lokum Verde oraz krakowskich osiedli Lokum Vista i Lokum Salsa.
W 2022 r. Grupa zakontraktowała 435 lokali, o 42% mniej niż w roku ubiegłym. Lokale te pochodziły głównie z inwestycji Lokum Salsa I i II, Lokum Vista IIIa i IIIb, Lokum Porto II, IV i V oraz Lokum Verde II i III. Na koniec roku w ofercie dewelopera dostępne były 772 mieszkania, zaś w realizacji pozostawało 696 jednostek.
– Zeszły rok był bardzo trudny, naznaczony napaścią Rosji na Ukrainę, bardzo wysoką inflacją i podwyżkami stóp procentowych. Dotknęły one wszystkich uczestników rynku mieszkaniowego. Rosnące koszty życia i wprowadzenie rygorystycznych wymogów badania zdolności kredytowej sprawiły, że duża część potencjalnych nabywców mieszkań musiała zrezygnować z marzeń o własnym lokum, a przynajmniej odłożyć ich realizację w czasie. Sprzedaż w ubiegłym roku oparta była głównie na obsłudze klientów dysponujących gotówką lub o bardzo wysokich dochodach. Rosnące ceny materiałów i transportu, odpływ pracowników na Ukrainę, presja płacowa wywołana wysoką inflacją, jak też wysokie koszty finansowania działalności przełożyły się na ogólny wzrost kosztów realizacji mieszkań. Doświadczając jednocześnie spadku sprzedaży zmuszeni byliśmy podjąć trudną decyzję o ograniczeniu produkcji. W zeszłym roku zakończyliśmy budowę blisko 1000 lokali, przekazaliśmy klientom 727 mieszkań, podczas gdy uruchomiliśmy budowę zaledwie 133. W nowy rok wchodzimy z atrakcyjną ofertą, na którą składają się mieszkania gotowe i z bliskim terminem realizacji – w ciągu najbliższych miesięcy. Wraz ze stabilizacją wysokości stóp procentowych i złagodzeniem rekomendacji S przez KNF, w pierwszych miesiącach 2023 roku odnotowujemy rosnącą aktywność klientów wspomagających zakupy kredytem hipotecznym. Kolejnym impulsem zakupowym może być start programu Pierwsze Mieszkanie, do którego kwalifikuje się blisko 80% mieszkań z naszej oferty. Mamy przekonanie, że odrodzenie popytu będzie trwałe, zważywszy na duży deficyt mieszkań we Wrocławiu i Krakowie, gdzie działamy. Jesteśmy na to dobrze przygotowani dysponując dużym bankiem ziemi i projektami gotowymi do uruchomienia – gdy tylko sytuacja finansowa klientów będzie wystarczająco dobra, by zrealizować swoje plany mieszkaniowe. Dlatego z nadzieją patrzymy na bieżący rok, spodziewając się poprawy wyników sprzedaży i efektywności spółki – komentuje Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper.
Grupa Lokum Deweloper w 2022 r. zakończyła realizację dziewięciu projektów na łączną liczbę 987 lokali. Były to: Lokum Monte etapy I i IIb, Lokum Porto etapy I-III, Lokum Verde etapy I-II na rynku wrocławskim oraz Lokum Salsa etap III i Lokum Vista etap IIIa w Krakowie. W inwestycji Lokum Vista rozpoczęto budowę etapu IIIb, w ramach którego powstaną 133 lokale. Na obu rynkach z końcem 2022 r. deweloper prowadził budowy obejmujące łącznie niespełna 700 lokali, co jest następstwem decyzji o nieuruchamianiu nowych inwestycji wobec trudnej sytuacji finansowej nabywców mieszkań.
W minionym roku Grupa zakontraktowała nieruchomości we Wrocławiu przy al. Kanonierskiej o łącznej powierzchni 34,9 ha za kwotę 45 mln zł netto oraz nabyła za 1,2 mln zł netto działkę w podwrocławskiej Sobótce o powierzchni 1,1 ha. Cały bank ziemi dewelopera wynosi obecnie 80 ha, co pozwala na realizację ok. 12,6 tys. lokali.
Pod koniec 2022 r. Grupa rozpoczęła proces redukcji zadłużenia poprzez przedterminowy skup obligacji serii F i G o wartości 100 mln zł, sfinalizowany na początku marca 2023 r. W obrocie na rynku giełdowym znajdują się jeszcze obligacje serii H oraz I o łącznej wartości nominalnej 150 mln zł i terminie zapadalności kolejno w 2024 i 2025 r. W 2022 r. spółka wypłaciła dywidendę w wysokości 1,65 zł/akcję (29,7 mln zł).
Polskie firmy z sektora przemysłu kosmicznego przyciągają coraz większą uwagę międzynarodowych inwestorów branżowych, uważają przedstawiciele kancelarii prawnej DLA Piper. Atutem polskich firm jest wysoki poziom innowacyjnych rozwiązań i kadra wykwalifikowanych specjalistów. Jednym z największych wyzwań dla branży jest ochrona praw autorskich i technologii na globalnym rynku oraz złożone przepisy prawa kosmicznego.
W Polsce ponad 300 firm i instytucji badawczych działa w sektorze przemysłu kosmicznego, jak wynika z danych Polskiej Agencji Kosmicznej (POLSA). Firmy te zatrudniają 12 tys. pracowników. Zajmują się tworzeniem oprogramowania dla technologii kosmicznych, projektowaniem i weryfikacją systemów informatycznych, pracują również nad specjalistycznymi materiałami i odpowiadają za procesy produkcyjne. Polskie firmy współpracują z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA) i jej amerykańskim odpowiednikiem (NASA) oraz największymi firmami z sektora na świecie.
– Przemysł kosmiczny jest bardzo innowacyjny i w ostatnich latach dokonał ogromnego postępu. Technologie rozwijane przez lokalnych przedsiębiorców są coraz częściej wykorzystywane w planowanych misjach kosmicznych oraz największych projektach komercyjnych – mówi Ewa Kurowska-Tober, szefowa praktyki IPT w DLA Piper w Warszawie współkierująca Globalnym Zespołem Ochrony Danych Osobowych, Prywatności i Cyberbezpieczeństwa. – Wyzwaniem dla wielu firm są złożone regulacje prawne. Profesjonalne wsparcie staje się niezbędne, gdy dochodzi do współpracy z zagranicznymi podmiotami w zakresie transferu technologii, komercjalizacji rozwiązań czy tworzenia umów licencyjnych.
Z punktu widzenia przedsiębiorcy problem stanowi skomplikowana struktura prawa kosmicznego i nachodzenie na siebie kompetencji różnych instytucji, a także fakt, że jest to dziedzina operująca w obszarze o znaczeniu strategicznym dla państwa. Zdaniem prawników DLA Piper w przypadku prawa kosmicznego najważniejsza jest interpretacja przepisów i umiejętność zastosowania ich w praktyce.
– Innowacje często pojawiają się w małych podmiotach, tymczasem prawo kosmiczne to gąszcz informacyjny i administracyjny. Przedsiębiorcy skupieni na badaniach i rozwoju często zapominają o ochronie swojego biznesu – mówi Piotr Czulak, senior associate w zespole nowych technologii oraz własności intelektualnej DLA Piper w Polsce. – Pracując z naukowcami i inżynierami wysokiego szczebla, zawsze upewniamy się, że ich prawa są odpowiednio zabezpieczone i doradzamy im w kwestiach regulacyjnych, zwłaszcza gdy sami mają do czynienia z gigantami branży.
Przepisy prawa kosmicznego regulują użytkowanie przestrzeni kosmicznej. Obejmują dziedziny prawa cywilnego, wojskowego, lokalnego i międzynarodowego. W dużej mierze dotyczą ochrony własności intelektualnej, prawa telekomunikacyjnego, ochrony danych osobowych, komercjalizacji i wykorzystania technologii kosmicznych na Ziemi.
– W wejściu na globalny rynek pomocne jest wsparcie doświadczonego przewodnika. Komercjalizacja innowacyjnych rozwiązań w zakresie oprogramowania często wymaga nawigowania w świecie postanowień licencyjnych, niejednokrotnie uwzględniając fragmenty kodu licencjonowane pod obcym prawem lub z wykorzystaniem licencji Open Source – mówi Karol Kuterek, junior associate w zespole nowych technologii oraz własności intelektualnej DLA Piper w Polsce. – Z drugiej strony zarówno polscy jak i międzynarodowi klienci wchodzący na rynek w naszym kraju często potrzebują wsparcia w odnalezieniu się w lokalnych meandrach prawnych, gdzie konieczna jest dobra znajomość praktyki organów regulacyjnych, jak chociażby Urzędu Komunikacji Elektronicznej.
Przykładem współpracy zespołu prawnego z firmą branży kosmicznej jest jedno z przedsięwzięć CIM-mes Projekt. Firma dostarcza zaawansowane oprogramowanie wykorzystywane w aktualnych oraz przyszłych misjach. Opracowała oprogramowanie do modelowania zanieczyszczeń cząstkami przy startach rakiet kosmicznych. ESA widząc złożoność kwestii ochrony własności intelektualnej, które dla firmy z sektora MŚP stanowią szczególne wyzwanie, zaproponowała finansowe wsparcie w rozwiązaniu tego problemu. DLA Piper na zlecenie CIM-mes opracował rekomendacje dotyczące zabezpieczenia praw własności intelektualnej, a także zasad współpracy z ESA.
Wiele projektów z branży kosmicznej rozwija się dzięki współpracy z partnerami zagranicznymi i z wykorzystaniem dofinansowania europejskiego. Rozwój polskiego sektora przyspieszył po przystąpieniu Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) w 2012 roku. W ramach programów ESA polskie podmioty pozyskały kontrakty na kwotę 140 mln euro. Około 90 proc. składki wpłacanej przez państwo członkowskie na badania przestrzeni kosmicznej, programy edukacyjne i rozwój technologii powinno wracać do kraju w formie kontraktów dla przemysłu i jednostek naukowo-badawczych. Zasada tak zwanego zwrotu geograficznego jest stosowana w praktyce – jak pokazuje raport NIK w latach 2016-19 zwrot dla Polski miał równowartość 0,86-1,04 wpłaconej kwoty.
– Rozwój przemysłu kosmicznego na świecie sprzyja polskim firmom– mówi prof. dr hab. Katarzyna Myszona-Kostrzewa, kierowniczka Zakładu Międzynarodowego Prawa Lotniczego i Kosmicznego Uniwersytetu Warszawskiego. –Mamy świetnych fachowców, innowacyjną myśl techniczną i rozwojowy rynek. Chcemy, żeby polskie firmy w pełni czerpały ze sprzyjających okoliczności i świadomie korzystały z przysługujących im praw.
Zakład Międzynarodowego Prawa Lotniczego i Kosmicznego organizuje dla przedsiębiorców spotkanie poświęcone prawnym aspektom eksploracji kosmosu. Wezmą w nim udział eksperci prawa kosmicznego, w tym prof. Steven Freeland i dr Donne Lawler oraz polskie firmy z branży. Przedstawiciele DLA Piper będą moderować dyskusję poświęconą partnerstwu biznesowemu polskich firm z sektora kosmicznego z globalnymi podmiotami.
Vercom S.A., spółka technologiczna dostarczająca chmurowe rozwiązania w modelu CPaaS (Communication Platform-as-a-Service), podsumowuje 2022 r. W raportowanym okresie firma osiągnęła rekordowe wyniki, skokowo zwiększając przy tym skalę działalności na globalnym rynku. Przychody w 2022 r. wyniosły ponad 260 mln zł, co oznacza wzrost o 45 proc. rdr., marża brutto zwiększyła się ponad 2-krotnie do blisko 116 mln zł. Z kolei skorygowana EBITDA osiągnęła wartość ponad 55 mln zł odnotowując 49 proc. wzrost rdr. Zysk netto osiągnął wartość 31 mln PLN, z którego zarząd będzie rekomendował wypłatę ok. 80 proc. w postaci dywidendy dla akcjonariuszy.
– Miniony rok był absolutnie wyjątkowy pod wieloma względami. Dzięki ekspansji na globalnym rynku nie tylko zapewniliśmy sobie przestrzeń do dalszego dynamicznego wzrostu w nadchodzących latach, ale również uniezależniliśmy się od czynników gospodarczych specyficznych dla naszego regionu. Obsługujemy już ponad 66 tys. klientów na całym świecie, co oznacza trzykrotny wzrost względem ubiegłego roku, a sprzedaż zagraniczna stanowi blisko połowę naszych przychodów – komentuje Krzysztof Szyszka, prezes zarządu Vercom.
Spółka w maju 2021 r. przeprowadziła z sukcesem IPO, podczas którego zapowiadała szereg akwizycji. Przejęcie MailerLite w było ostatnią z nich. W sumie Vercom na M&A przeznaczył ponad 400 mln PLN. Firma chce się teraz skupić na dalszym rozwoju działalności na międzynarodowym rynku oraz integracji przejętych podmiotów.
– Za nami intensywny okres inwestycji. Obecnie koncentrujemy się na dalszym rozwoju na rynkach zagranicznych, na których realizujemy sprzedaż wysokomarżowych, skalowalnych usług oferowanych w modelu self-service, charakteryzujących się jednocześnie wysoką dynamiką wzrostu. Historycznie podwajaliśmy wynik EBITDA co około 2 lata i mocno liczymy na to, że konsekwentna realizacja strategii pozwoli nam utrzymać podobną dynamikę wzrostu w przyszłości – mówi Łukasz Szałaśnik, dyrektor finansowy Vercom.
W związku z rekordowymi wynikami oraz zakończeniem intensywnego okresu inwestycji, zarząd podjął decyzję o ustanowieniu polityki dywidendowej. Zakłada ona wypłatę co najmniej 50% skonsolidowanego zysku netto za rok 2022 i kolejne. Zarząd planuje rekomendować WZA wypłatę dywidendy za miniony rok w wysokości ok. 80 proc. skonsolidowanego zysku netto, który osiągnął wartość 31 mln PLN.
– Generujemy wysokie przepływy pieniężne, które pozwalają komfortowo obsługiwać zadłużenie i akumulować znaczne ilości środków pieniężnych. W związku z tym zamierzamy rekomendować najbliższemu Walnemu Zgromadzeniu wypłatę dywidendy w wysokości odpowiadającej ok. 80% skonsolidowanego zysku netto. Będziemy dążyć do tego, aby jej wysokość z roku na rok była nominalnie coraz wyższa. W ten sposób chcemy podziękować akcjonariuszom za okazane zaufanie oraz podzielić się z nimi tym wspólnym sukcesem – dodaje Krzysztof Szyszka.
Jak wynika z najnowszego badania, niemal co trzeci konsument deklaruje wydać na wielkanocne zakupy żywnościowe do 200 zł na domownika. Jedna na cztery osoby wskazuje kwotę od 200 do 300 zł. Natomiast dwóch na trzech ankietowanych zamierza ograniczyć ww. wydatki w porównaniu z ubiegłym rokiem, z uwagi na rosnącą inflację i inne negatywne czynniki. Ponad 22% badanych chce dokonać redukcji o 10-15% lub 15-20%. Jednak najbardziej urosła grupa rodaków deklarujących przedział oszczędności 30-40%. Eksperci komentujący te dane uważają, że Polacy zdają sobie sprawę z tego, że czekają ich wyjątkowo drogie święta. I dodają, że koszyk wielkanocnej żywności może być droższy rdr. o nawet 30-40%.
Widoczne pogorszenie sytuacji
Z najnowszego badania opinii publicznej wynika, że 29% respondentów planuje przeznaczyć na zakupy wielkanocne do 200 zł na jednego domownika. W ubiegłym roku w ten sposób odpowiedziało niecałe 37% ankietowanych. Deklarowana kwota dotyczy wydatków na samą żywność, bez prezentów. W ankiecie pt. „Świąteczne wydatki Polaków na żywność. Edycja Wielkanoc 2023” wzięło udział 1400 konsumentów, którzy we własnych gospodarstwach domowych są odpowiedzialni za realizację codziennych zakupów.
– Wyniki tej ankiety są kolejnym dowodem na to, jak poważnie Polacy zaczęli oszczędzać. I nie jest to zaskoczeniem. Takich danych można było się raczej spodziewać. Od maja ub.r. spadają realne wynagrodzenia, a podwyższenie stóp procentowych doprowadziło do wzrostu kosztu kredytu. Te dwa czynniki w konsekwencji wymuszają oszczędzanie. Polaków stać na mniej. Mają świadomość tego i zmniejszają wydatki – komentuje ekonomista Marek Zuber.
Dalej, w odpowiedzi na pytanie, dotyczące planowanych wydatków, są takie wskazania, jak od 200 do 300 zł – 26,4% rodaków (w ubiegłym roku – 25,8%) oraz od 300 do 400 zł – 16,5% osób (13,2%). Z kolei 10,3% ankietowanych jeszcze nie wie, ile pieniędzy przeznaczy na zakupy (poprzednio – 9,3%). Następnie w rankingu widzimy przedział od 400 do 500 zł – 9,5% konsumentów (wcześniej – 8,3%), a potem powyżej 500 zł – 7,1% shopperów (poprzednio – 4,8%). Dla 1,2% Polaków ta kwestia nie ma znaczenia (rok wcześniej – 1,7%).
– Wzrost deklarowanych wydatków można połączyć z efektem wysokiej inflacji. Polacy zdają sobie sprawę z tego, że czekają ich wyjątkowo drogie święta. Chcąc kupić tę samą ilość produktów, co w zeszłym roku, liczą się ze zwiększonym wydatkiem średnio o ponad 20 procent, gdyż taką inflację na artykuły żywnościowe obecnie mamy. W wielu przypadkach konsumenci będą szukać zamienników, lecz to nie jest takie proste, bo te też mocno poszły w górę – analizuje dr Krzysztof Łuczak, główny ekonomista Grupy BLIX.
Blisko 70 proc. ograniczy wydatki
Respondenci wskazali też, czy w tym roku przez rosnącą inflację i inne negatywne czynniki zamierzają ograniczyć wydatki na zakupy wielkanocne względem tego, ile inwestowali rok temu. 67,7% Polaków odpowiada twierdząco (rok temu – 63,7%), a 18,3% – przecząco (20,1%). 6,4% rodaków (poprzednio – 6,3%) jeszcze tego nie wie, a 6,5% (5,2%) nie potrafi się określić. Ta kwestia nie ma znaczenia tylko dla 1,1% konsumentów (4,7%).
– Ostatnie dane inflacyjne z lutego br. wskazują, że ceny w tym miesiącu przeciętnie były o 18,4% wyższe niż rok wcześniej. Z kolei w lutym 2022 roku inflacja wyniosła 8,5% rdr. A zatem, mimo bardzo wyraźnego przyśpieszenia wzrostu cen, liczba respondentów planujących ograniczać wydatki nie wzrosła jakoś znacząco – ledwie o 4 punkty procentowe – mówi ekonomista Marcin Luziński z Santander Bank Polska.
Jak podkreśla dr Łuczak, wzrost liczby osób, które rdr. chcą oszczędzać przed świętami, jest relatywnie niewielki. Ale mówimy tutaj o wyjątkowo dużej grupie. Winna temu jest oczywiście wysoka inflacja, która zerwała nam się z łańcucha. I ciężko obecnie przewidzieć, co będzie dalej. Na pewno przed świętami nic pozytywnego w tej kwestii się nie wydarzy, a już na pewno nie na półkach sklepowych. W opinii eksperta, Polacy oszczędzają, jak tylko się da. To w pewien sposób oczywiście świadczy o zubożeniu społeczeństwa.
– Wydaje mi się, że choć drożyzna w sklepach jest mocno odczuwalna, to jednak Polacy nie chcą tak bardzo ograniczać się na święta. Warto tutaj podkreślić, że w styczniu br. doszło do podwyżki płacy minimalnej, a w marcu – do waloryzacji emerytur i rent. W ostatnich tygodniach spływają też zwroty podatku PIT. Gospodarstwa domowe zanotowały zatem świeży dopływ gotówki, co mogło wpłynąć na nieco większy optymizm wobec świąt lub może raczej mniejszy wzrost pesymizmu – dodaje Luziński.
Dwucyfrowe świąteczne cięcia
Z badania wiemy też, o ile procent respondenci zamierzają ograniczyć wydatki na tegoroczne zakupy wielkanocne względem ubiegłorocznych. Przedział od 15% do 20% wybiera 22,1% ankietowanych (poprzednio – 22,3%). Zdaniem dr. Łuczaka, widać że Polacy chcą pomniejszyć ww. wydatki o wskaźnik inflacji. Jednak w praktyce może to różnie wyglądać. Niektóre produkty świąteczne zdrożały przecież nawet o ponad 50% rdr.
– Koszyk wielkanocny w tym roku zanotuje rekordowy wzrost ceny w ujęciu rdr. Szacuję, że w stosunku do poprzednich świąt może on podrożeć nawet o 30-40%. Świadomość drożyzny oznacza, że konsumenci zdają sobie sprawę z konieczności poniesienia większych wydatków. Jeśli kogoś na to stać, to nie ograniczy zakupów, ale taka osoba wie, że musi wydać więcej. Jednak nie zmienia to tezy, że Polacy ubożeją – zaznacza Marek Zuber.
Dalej na ww. pytanie widzimy takie odpowiedzi, jak od 10% do 15% – 17,7% (rok wcześniej – 22,2%) i od 20% do 30% – 17,5% (16,2%). Nie potrafi się określić 9% ankietowanych (poprzednio – 8,9%), a jeszcze nie wie, jak bardzo ograniczy wydatki 8,8% badanych (9,5%). Następnie widać przedział od 30% do 40% – 8,5% respondentów (wcześniej – 6%), a potem zmniejszenie nakładów finansowych o 10% – 7,6% konsumentów (9,2%). Od 40% do 50% niższe kwoty zasygnalizowało 6,6% konsumentów (rok temu – 4,2%), a o 50% mniejsze – przewidziało 2,2% shopperów (1,5%). Według eksperta z Grupy BLIX, redukcję wydatków o 30-40% zapewne deklarują ci, których wyjątkowo mocno dotknęła obecna sytuacja finansowa. Prawdopodobnie spłacają oni kredyty, których oprocentowanie znacznie wzrosło, co dodatkowo niekorzystnie odbiło się na domowych budżetach.
– Sądzę, że największą redukcję wydatków świątecznych deklarują te osoby, które najmocniej odczuły wzrost inflacji i ich sytuacja finansowa pogorszyła się najbardziej. W ostatnich miesiącach drożały przede wszystkim dobra podstawowe, takie jak żywność czy nośniki energii. Szczególnie uderzyło to w gospodarstwa, które konsumują względnie więcej produktów tego typu od pozostałych. Inflacja jest najbardziej dotkliwa dla najuboższych osób – dodaje ekspert z Santander Bank Polska.
Do tego dr Krzysztof Łuczak dodaje, że obecnie w sklepach widać przecież duży wzrost cen. Jeśli mocno ograniczmy jeszcze wydatki względem roku poprzedniego, w którym przecież było zdecydowanie taniej niż teraz, to sytuacja będzie wyglądała naprawę fatalnie.
Przełomowe dla całego europejskiego rynku transportu regulacje coraz bliżej wejścia w życie. Rada UE przegłosowała we wtorek wprowadzenie ograniczenia emisji CO2 samochodów osobowych i dostawczych o 100% do 2035 r., a posłowie Parlamentu Europejskiego oraz szwedzka prezydencja Rady osiągnęły porozumienie w kwestii rozporządzenia, które zastąpi dyrektywę ws. rozwoju infrastruktury paliw alternatywnych. Oznacza to m.in., że za niecałe 13 lat nie kupimy już nowego samochodu z silnikiem spalinowym (z wyjątkiem pojazdów zasilanych e-paliwami), a mniej niż za 4 lata co 60 km sieci TEN-T będą musiały zostać rozmieszczone punkty ładowania o mocy co najmniej 400 kW. Jakie będą konsekwencje wprowadzenia nowych regulacji dla rozwoju elektromobilności w Polsce?
Opinia: Aleksander Rajch, dyrektor ds. relacji zewnętrznych PSPA
Ostateczne głosowanie Rady UE dotyczące ograniczenia emisji CO2 nowych samochodów osobowych i dostawczych o 100% od 2035 r. jest niewątpliwym sukcesem i potwierdzeniem kontynuacji obranego kierunku na drodze ku neutralności klimatycznej zjednoczonej Europy. Jednocześnie to końcowy etap procesu legislacyjnego, który został zainicjowany przez Komisję Europejską w lipcu 2021 r. w ramach pakietu „Fit for 55”. Podjęte decyzje oznaczają, że za niecałe 13 lat we wszystkich państwach członkowskich, również w Polsce, z salonów będą mogły wyjeżdżać przede wszystkim samochody całkowicie elektryczne (BEV) lub wodorowe (FCEV). Jedyny wyjątek mogą stanowić pojazdy zasilane e-paliwami, które na wniosek Niemiec zostaną uznane jako neutralne pod względem emisji CO2. Biorąc jednak pod uwagę prognozowany poziom rozwoju tej technologii można założyć, że podobnie jak dziś, również w 2035 r. paliwa syntetyczne pozostaną rynkową niszą.
Mimo zawirowań na ostatniej prostej za przyjętymi zmianami ostatecznie zagłosowały 23 państwa, w tym również Niemcy, które wcześniej zainicjowały sprzeciw względem nowych przepisów. 3 kraje wstrzymały się od głosu (Włochy, Bułgaria oraz Rumunia). Polska, jako jedyne państwo nie tylko w regionie CEE, ale również w całej Unii Europejskiej, opowiedziała się przeciwko zmianom. Sprzeciw naszego rządu trudno ocenić pozytywnie z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze był niepotrzebny – w żaden sposób nie wpłynął (bo wpłynąć nie mógł) na końcowy wynik głosowania i miał znaczenie czysto symboliczne. Po drugie postawił nasz kraj w opozycji do całej reszty Europy. A po trzecie – stanowi niepokojący sygnał chęci opóźnienia zmian, które nie tylko są nieuniknione, ale również stanowią szansę na rozwój gospodarczy Polski, umocnienie pozycji polskich firm w łańcuchu dostaw sektora motoryzacyjnego oraz zdecydowane ograniczenie emisji z sektora transportu.
Po dzisiejszym głosowaniu zakaz rejestracji samochodów spalinowych stanie się faktem. Na etapie proceduralnym to już w praktyce zamknięty rozdział. Nadszedł moment, by przystąpić do realizacji kolejnego, kluczowego etapu tworzenia optymalnych warunków do rozwoju elektromobilności w Unii Europejskiej: rozbudowy stacji ładowania. Czas ku temu najwyższy, ponieważ we wtorek zapadły jeszcze inne, bardzo ważne ustalenia: 28 marca posłowie Parlamentu Europejskiego oraz szwedzka prezydencja Rady osiągnęły wstępne porozumienie dotyczące projektu AFIR – rozporządzenia, które zastąpi dyrektywę z dnia 22 października 2014 r. w sprawie rozwoju infrastruktury paliw alternatywnych. To kolejny akt prawny zaproponowany pierwotnie w ramach pakietu „Fit for 55”. Jako rozporządzenie będzie obowiązywał bezpośrednio w każdym państwie członkowskim, bez potrzeby implementacji do prawa krajowego.
Nowe regulacje nałożą na każde państwo członkowskie konkretne wymagania dotyczące rozbudowy sieci stacji ładowania. Zakładają m.in. obowiązek podwyższania łącznej mocy infrastruktury w zależności od liczby zarejestrowanych samochodów z napędem elektrycznym. Komisja Europejska proponowała wcześniej, żeby na jeden BEV przypadał 1 kW mocy, a na jedną hybrydę plug-in – 0,66 kW. Zawarte porozumienie zakłada podwyższenie tych liczb o 30%. Oznacza to w praktyce, że państwa członkowskie będą musiały rozbudowywać infrastrukturę ładowania znacznie szybciej niż pierwotnie planowano. Inne propozycje są równie ambitne. Przykładowo, od 2025 r. w sieci bazowej TEN-T maksymalnie co 60 km muszą powstać stacje ładowania (dla elektrycznych samochodów osobowych i dostawczych) o mocy co najmniej 400 kW (w obu kierunkach). Dwa lata później podobne wymogi obejmą połowę sieci kompleksowej TEN-T, gdzie co maksymalnie 60 km ma być zainstalowana infrastruktura o mocy co najmniej 300 kW (w obu kierunkach). Celem AFIR jest również wsparcie zeroemisyjnego transportu ciężkiego. Na mocy rozporządzenia już w 2025 r. HUBy ładowania (dla elektrycznych ciężarówek) o mocy 1 400 kW będą musiały funkcjonować na 15% sieci TEN-T w maksymalnej odległości 120 km od siebie. W 2027 r. infrastruktura ładowania (HUBy o mocy 2 800 kW) ma pokryć 50% sieci TEN-T, a w roku 2030 (HUBy o mocy 3 600 kW) – 100%, przy czym rozmieszczenie stacji ulegnie znacznemu zagęszczeniu (do maksymalnie 60 km). Na państwach członkowskich spocznie również obowiązek rozbudowy stacji tankowania wodoru. Wzdłuż sieci TEN-T będą musiały funkcjonować co 200 km w jednym kierunku. Uzgodniony projekt AFIR zakłada także zapewnienie kierowcom przejrzystych i łatwych do porównywania informacji o cenach paliw alternatywnych (w ujęciu za kilowatogodzinę, sesję, minutę lub kilogram) oraz wprowadzenie możliwości korzystania z uproszczonych metod płatności za usługi ładowania lub tankowania paliw alternatywnych (za pomocą kart płatniczych, urządzeń zbliżeniowych lub kodów QR). Do 2027 r. Komisja Europejska ma ustanowić bazę danych o paliwach alternatywnych (zawierającą m.in. informacje o dostępności stacji i cenach za usługi ładowania).
Co to oznacza dla Polski? Z jednej strony sprostanie celom AFIR stanowi olbrzymie wyzwanie. W I kwartale 2022 r. moc zainstalowana w sieci ogólnodostępnej infrastruktury ładowania w naszym kraju wynosiła 77 MW – o 39 MW więcej niż przewidywał pierwotny, mniej ambitny projekt AFIR (zaproponowany przez Komisję Europejską). Biorąc jednak pod uwagę postępujący, bardzo dynamiczny rozwój polskiej floty samochodów elektrycznych (oparty na prognozowanych liczbach ujętych w raporcie PSPA „Polish EV Outlook”), a także wymogi rozporządzenia, już w 2025 r. moc stacji ładowania funkcjonujących w Polsce powinna wzrosnąć do 435,8 MW, w 2030 r. do 1383,5 MW, zaś w 2035 r. – do 2613,1 MW. Oznacza to konieczność podwyższenia mocy zainstalowanej w infrastrukturze ogólnodostępnej do 2035 r. o 34 razy. W praktyce – z uwagi na podniesienie wymogów co do łącznej mocy stacji ładowania – wzrost powinien być jeszcze większy. Wyzwaniem będzie również rozwój infrastruktury dla zeroemisyjnego transportu ciężkiego. Proces jej rozbudowy zaczynamy od zera – na 2680 ogólnodostępnych stacji ładowania, które funkcjonowały w Polsce pod koniec lutego 2023 r. ani jedna nie była przeznaczona dla elektrycznych ciężarówek. W konsekwencji realizacja wymogów AFIR oznacza konieczność nie tylko poniesienia znacznych nakładów finansowych, ale również mobilizacji wszystkich uczestników interesariuszy sektora e-mobility, z sektorem elektroenergetycznym i administracją publiczną na czele. Paradoksalnie jednak, wyznaczenie jak najbardziej ambitnych celów AFIR leży w interesie wszystkich państw regionu Europy Środkowo-Wschodniej (w tym Polski), w których infrastruktura ładowania jest rozbudowana słabiej niż na zachodzie Europy. Będzie to bowiem w praktyce jedyny wiążący instrument natury prawnej, który może zmotywować administrację publiczną do zintensyfikowania wysiłków na rzecz rozwoju zeroemisyjnego transportu. W konsekwencji AFIR stwarza historyczną szansę na zdecydowane ograniczenie dysproporcji w zakresie rozbudowy infrastruktury pomiędzy krajami z obszaru CEE, a państwami UE 15. Wprowadzenie AFIR może mieć również pozytywny wpływ na kluczowe obszary gospodarki. Jednym z nich jest transport ciężki, którego Polska jest niekwestionowanym liderem w Unii Europejskiej (z największą flotą samochodów ciężarowych obsługujących prawie 1/3 przewozów transportowych w UE). W świetle nieuniknionej wymiany parków samochodów cieżarowych w państwach Wspólnoty przyspieszenie rozbudowy infrastruktury ładowania dla eHDV pozwoli na utrzymanie wysokiego poziomu konkurencyjności polskich przewoźników i tworzenie nowych miejsc pracy. Przede wszystkim jednak AFIR dysponuje potencjałem do zdecydowanego ograniczenie emisji z sektora transportu. Mimo wysiłków operatorów i realizacji nowych inwestycji, z powodu licznych barier systemowych rozbudowa infrastruktury ładowania w Polsce przebiega znacznie wolniej niż rozwój floty samochodów elektrycznych (o ile w 2019 r. na jeden punkt ładowania przypadało mniej niż 5 osobowych EV , o tyle w 2022 r. już ponad 12). Bez odwrócenia tego trendu rozwój elektromobilności na skalę masową nie będzie możliwy. W kontekście dotkliwych kar finansowych grożących państwom niewywiązujących się z wymogów AFIR, nowe rozporządzenie z perspektywy administracji publicznej stanowi kluczowy argument przemawiający za możliwie szybką nowelizacją prawa i stworzeniem operatorom optymalnych warunków do dalszej rozbudowy niezbędnej infrastruktury.
Zarząd DRAGO entertainment S.A. przystępuje do skupu akcji własnych. Transakcje będą mogły odbywać się od dziś tj. 29 marca do 21 sierpnia br. i obejmą – zgodnie z wcześniejszą decyzją NWZ – do 20.084 akcji, czyli nie więcej niż 1,85 proc. kapitału zakładowego Spółki. Cena maksymalna wynosi 100 zł za akcję. Dokonanie skupu akcji zostanie przeznaczone na realizację części programu motywacyjnego. W ustaleniu ww. warunków oraz przy realizacji procesu Spółkę wspiera Trigon Dom Maklerski S.A.
– Zgodnie z zapowiedzią rozpoczynamy realizację skupu akcji własnych, w ramach podjętej w lutym uchwały NWZ. Istotne jest dla nas by przeznaczyć go przede wszystkim na realizację części programu motywacyjnego. Ponownie pragnę podkreślić, że uprawnione osoby w ramach programu motywacyjnego obejmować będą akcje z dyskontem do ceny rynkowej, ale jednocześnie będą objęte kilkuletnim lock-up’ em. Zależało nam na prostych i przejrzystych warunkach, co mam nadzieję udało nam się osiągnąć dzięki współpracy z naszym partnerem inwestycyjnym Trigon Dom Maklerski S.A. – mówi Joanna Tynor, Prezes Zarządu DRAGO entertainment S.A.
DRAGO entertainment S.A. zamierza nabyć akcje własne w ilości nie większej niż 20.084 akcji, tj. 1,85 proc. wartości kapitału zakładowego Spółki, po jednostkowej cenie nie niższej niż 33 zł oraz nie wyższej niż 100 zł za akcję.
Skup akcji potrwa maksymalnie do 21 sierpnia 2023 r.
DRAGO entertainment to producent i wydawca gier wideo. Krakowska spółka jest autorem m.in. jednego z najpopularniejszych symulatorów ostatnich lat – Gas Station Simulator. Tytuł zwrócił się w zaledwie 90 minut od globalnej premiery, a po 15 miesiącach jego sprzedaż wraz z płatnym dodatkiem przekroczyła 1 mln kopii.
Konsekwentnie realizowane kamienie milowe zapewniają spółce środki na dalszy rozwój oraz dają dobre perspektywy na przyszłość.
Jeszcze w tym roku – dokładnie w 25-lecie działalności spółki – DRAGO zamierza przenieść notowania swoich akcji z rynku NewConnect na Główny Rynek GPW w Warszawie. Wniosek wraz z Prospektem Emisyjnym został złożony do Komisji Nadzoru Finansowego w styczniu br.
Więcej oglądających, ale decyzje nie zapadają. „Klienci czekają na Bezpieczny Kredyt 2% i programy dopłat do mieszkań”,
Kredyt „Bezpieczne 2%” zapowiedziany przez Rząd sprawił, że telefony w biurach nieruchomości znowu dzwonią częściej. Poprawia się zdolność kredytowa Polaków i wiele rodzin jest coraz bardziej zdeterminowana, by możliwie szybko kupić swoją nieruchomość. – Takie projekty mają swoje jasne i ciemne strony. Z jednej strony zainteresowanych jest więcej, a z drugiej są oni skłonni do wolniejszego podejmowania decyzji. Niektórzy mówią wprost, że teraz tylko oglądają i orientują się „co jest na rynku”, a na decyzje poczekają, aż rządowe i polityczne obietnice zostaną spełnione – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.
Rządowe obietnice rozgrzewają wyobraźnię konsumentów i… wstrzymują ich w podejmowaniu decyzji
Ceny wynajmu wciąż utrzymują się na wysokim poziomie. Nie ma nic dziwnego, że wiele rodzin jest naprawdę zdeterminowanych, by w najbliższych miesiącach doprowadzić do skutku plan zakupu mieszkania. Projekt „Bezpieczny kredyt 2%” pobudził rynek nieruchomości. Pytań jest więcej, zainteresowanych oglądaniem mieszkań również. Problem jednak pojawia się w innym miejscu.
– Zainteresowanych w Polsce może być nawet kilkadziesiąt tysięcy rodzin. Jeżeli więc program ruszy zgodnie z zapowiedzią w lipcu lub sierpniu, czeka nas fala wniosków kredytowych, analiz i sprawdzania zdolności Polaków do zaciągania zobowiązań. Równolegle obserwujemy duże wstrzymanie kolejnych inwestycji deweloperskich. Oczywiście w pierwszych miesiącach nie ma mowy o tym, by mieszkań dla wszystkich chętnych zabrakło, ale potem możliwe jest spowolnienie w tym zakresie – mówi Mirosław Król.
– Rozpędzony na nowo popyt może też doprowadzić do wzrostu cen. To spowoduje, że rodziny będą chciały kupować mieszkania jak najszybciej. Eksperci przestrzegają więc polityków, by projekty wsparcia wprowadzać, ale bardzo ostrożnie– dodaje.
Rodziny zainteresowane są już teraz, ale wiele nie zna jeszcze mechanizmów, jakie będą obowiązywać przy programie.
– Wciąż jest więcej pytań niż odpowiedzi, ale tutaj będziemy mogli szerzej informować potencjalnych chętnych dopiero, gdy ustawa zostanie przegłosowana. Jedno jest pewne: potrzeba takiego programu jest gigantyczna i na pewno konsumenci czekają na ułatwienia kredytowe. Czekają konsumenci, czekają deweloperzy, czekają banki – dodaje Mirosław Król.
Klienci chcą rezerwować sobie mieszkania. „Czekają na wdrożenie np. programu Bezpieczny Kredyt 2%”
Od 2023 roku widać, że zainteresowanie kupców mieszkaniami delikatnie wzrosło. Paradoksalnie takie projekty jak „Bezpieczny kredyt 2%” z jednej strony pobudzają, a z drugiej wstrzymują decyzje klientów.
– Na pewno I kwartał roku 2023 był lepszy niż III i IV 2022 dla rynku nieruchomości w Polsce. Poprawia się średnia krajowa, jest mniej niepewności związanej np. z kosztami energetycznymi, poprawia się także zdolność kredytowa Polaków. Oglądających jest więcej. Podpisywane są kolejne umowy. Możemy więc mówić o pierwszych jaskółkach zwiastujących, że kryzys na rynku deweloperskim powoli mija – mówi Mirosław Król.
– Rodziny są zainteresowane kupnem mieszkań, ale chcą poczekać do wdrożenia programów rządowych. Czekają na ułatwienia, dopłaty czy tak szeroko obiecywane przez polityków wsparcie. Zdarzają się także przypadki, że klienci chcą rezerwować mieszkania i proszą, by zatrzymać dla nich ofertę na czas wprowadzenia programu „Bezpieczny kredyt 2%”. To oczywiście w obecnie sytuacji jest absolutnie niemożliwe – mówi Mirosław Król.
W niedzielę 19 marca UBS zgodził się na zakup krajowego konkurenta Credit Suisse w ramach przeprowadzonej przez rząd transakcji na wszystkich akcjach za 3,25 mld USD – jest to największa fuzja banków od czasu globalnego kryzysu finansowego. Połączony podmiot będzie miał bilans o wartości 1,7 bln USD, co uczyni go jednym z 10 największych banków świata (i porównywalnym pod względem wielkości do Santandera (Hiszpania), Wells Fargo (USA) czy Barclays (Zjednoczone Królestwo)).
Całkowity odpis aktualizujący kapitału uzupełniającego Tier 1 (AT1) Credit Suisse o wartości 17,3 mld USD jest nietypowy, ale zgodny z prawem. W przeciwieństwie do konwencjonalnej hierarchii umorzeń w strukturze kapitałowej banków, akcjonariusze (którzy zwykle zajmują pozycję niższą) nadal otrzymali część akcji UBS (choć z premią). Trwały odpis aktualizujący takich hybrydowych instrumentów kapitałowych jest jednak charakterystyczny dla dwóch dużych banków szwajcarskich; wszystkie inne duże banki europejskie wyemitowały instrumenty AT1, dzięki którym odpis aktualizujący ma charakter tymczasowy (lub jest zamieniany na kapitał własny), co ograniczy potencjalne efekty uboczne na rynku kapitału hybrydowego.
Europejskie banki wydają się dobrze zabezpieczone, ale koszty finansowania i kapitału prawdopodobnie wzrosną, co doprowadzi do ponownej wyceny i dostosowania rynku. Kondycja europejskiego sektora bankowego znacznie się poprawiła w ciągu ostatniej dekady, co łagodzi potencjalne skutki uboczne ratowania Credit Suisse.
Obawy związane ze stabilnością finansową będą miały wpływ na przyszłą ścieżkę stóp procentowych, ale nie będą jej warunkować. Wstrząsy w sektorze bankowym już zaostrzyły globalne warunki finansowania, ale nie na tyle szybko, by Rezerwa Federalna i EBC mogły zrezygnować z restrykcyjnego nastawienia. Dlatego pierwszą reakcją banków centralnych na napięcia na rynkach finansowych było zapewnienie dużej płynności. Wydaje się, że preferowaną opcją jest czekanie, aż inflacja będzie powoli spadać dzięki opóźnionym efektom polityki pieniężnej, bez wywoływania zakłóceń na rynkach kapitałowych.
UBS zgodził się na zakup krajowego konkurenta Credit Suisse w ramach przeprowadzonej przez rząd transakcji na wszystkich akcjach za 3,25 mld USD – jest to największa fuzja banków od czasu globalnego kryzysu finansowego. Połączony podmiot będzie miał bilans o wartości 1,7 bln USD, co uczyni go jednym z 10 największych banków świata (i porównywalnym pod względem wielkości do Santandera (Hiszpania), Wells Fargo (USA) czy Barclays (Zjednoczone Królestwo)).
Rząd Szwajcarii naraża na ryzyko wiele pieniędzy podatników. Umowa obejmuje kontynuację wsparcia płynnościowego ze strony Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB) na kwotę 100 mld CHF oraz zabezpieczenie przed stratami do wysokości 9 mld CHF, jeśli UBS poniesie straty z tytułu sprzedaży trudnych do wyceny aktywów w księgach Credit Suisse przekraczające 5 mld CHF. Można to uznać za sugerujące, że mamy do czynienia z problemem wypłacalności, a nie tylko płynności. Cena zakupu odpowiada ~4% wartości księgowej i około 10% wartości rynkowej Credit Suisse na początku roku. Sugeruje to, że znaczna część aktywów Credit Suisse o wartości 575 mld USD może być zagrożona utratą wartości lub postrzegana jako zagrożona utratą wartości.
Wykres 1: Porównanie wskaźników kondycji finansowej – Credit Suisse i UBS (na koniec 2022 r.)
Transakcja wiąże się dla UBS również z istotnym ryzykiem wynikającym z działań prowadzonych w przeszłości. Credit Suisse posiada znaczne ekspozycje pozabilansowe i wciąż leczy rany po kilku skandalach (w tym Archegos, Greensil i Credito Real), które kosztowały bank łącznie 7,3 mld USD. Na koniec ubiegłego roku bank miał już gwałtowny spadek depozytów i odpływ aktywów netto (8% całkowitych AUM tylko w IV kw. 2022 r., 15% w pionie zarządzania majątkiem), co obniżyło jego wskaźnik pokrycia płynności (LCR) ze 192% do 144%, a wskaźnik stabilnego finansowania netto (NSFR) ze 136% do 117% na koniec 2022 roku. Kontynuowane próby dokapitalizowania banku nie były wystarczające: Grupa zakończyła dwa podwyższenia kapitału w listopadzie i grudniu. Ostatnie sprawozdanie roczne wskazywało już na istotne słabości w sprawozdawczości finansowej i nawet jeśli Szwajcarski Bank Centralny zaoferował 54 mld USD ratunku, to ostatecznie nie wystarczyło to do rozwiania powszechnych wątpliwości dotyczących banku, co ostatecznie doprowadziło do forsowanej przez regulatora fuzji.
Przejęcie Credit Suisse przez UBS będzie miało negatywny wpływ na wkład branży usług finansowych w gospodarkę Szwajcarii. W 2021 r. usługi finansowe wniosły do szwajcarskiego PKB 40,1 mld CHF, z czego około 50% przypadło na same Credit Suisse i UBS (Wykres 2). Mimo że połączony bank z pewnością stanie się jednym z największych banków w Europie, zwolnienia pracowników i cięcia w biznesie inwestycyjnym i zarządzaniu majątkiem Credit Suisse zmniejszą połączone przychody do poziomu niższego niż suma obu banków. Tym samym Allianz Trade spodziewa się przyspieszonego spadku relatywnego wkładu banków do szwajcarskiego PKB, który już teraz spadł z 6,3% w 2009 roku do 5,5% w 2021 roku, a na koniec 2022 roku wyniósł 5,2%.
Wykres 2: Wartość dodana branży usług finansowych do szwajcarskiego PKB (w mld CHF i w % PKB)
Wykres 3: Hierarchia umorzeń bankowych
[Loss Absorption Waterfall = Kaskada pokrycia strat; Seniority = Pierwszeństwo w spłacie długu; Deposits (unsecured) = Depozyty (niezabezpieczone); Other claims not excluded from conversion/write-downs = Inne wierzytelności niewyłączone z konwersji/odpisów aktualizujących; Bail-in bonds = Obligacje umorzeniowe; Subordinated bonds without capital adequacy eligibility = Obligacje podporządkowane bez kwalifikowalności adekwatności kapitałowej; Lower-trigger Tier 2 capital instuments = Instrumenty kapitałowe Tier 2 o dolnym poziomie aktywacji; Lower-trigger Tier 1 capital instuments = Instrumenty kapitałowe Tier 1 o dolnym poziomie aktywacji; High trigger on Tier 1 capital instuments = Instrumenty kapitałowe Tier 1 o górnym poziomie aktywacji; Equity (common CET1 capital) = ; Kapitał własny (kapitał podstawowy CET1); Credit Suisse: AT1 write-down disrupted the normal resolution framework) = Credit Suisse: odpis aktualizujący AT1 zakłócił normalne ramy restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji)] Źródła: Credit Suisse, FINMA, Allianz Research
Nie widzimy żadnych efektów ubocznych wynikających z odpisu aktualizującego kapitału hybrydowego Credit Suisse
Całkowita utrata kapitału hybrydowego w Credit Suisse była nietypowa, ale zgodna z prawem. Jako warunek wstępny dla nadzwyczajnego wsparcia płynności ze strony SNB, Credit Suisse musiał zapewnić swoją dalszą rentowność, co było możliwe jedynie poprzez odpisanie wszystkich swoich niespłaconych podporządkowanych instrumentów kapitału uzupełniającego Tier 1 (AT1), tak zwanych warunkowych obligacji zamiennych (w skrócie „CoCo”). W związku z tym ryzykowne obligacje Credit Suisse o wartości około 17,3 mld USD są obecnie bezwartościowe, podczas gdy akcjonariusze (którzy zwykle zajmują niższą pozycję w hierarchii roszczeń) nadal otrzymują pewne akcje UBS (choć z premią) – w przeciwieństwie do konwencjonalnej hierarchii umorzeń w strukturze kapitałowej banków (Wykres 3). Odpis aktualizujący mógłby zatem negatywnie wpłynąć na tę konkretną klasę aktywów (która w Europie wynosi 270 mld USD), zwłaszcza gdyby inne banki miały kłopoty z CoCo i wysokimi poziomami aktywacji CET1 (Wykres 4). Trwały odpis aktualizujący takich hybrydowych instrumentów kapitałowych jest jednak charakterystyczny dla dwóch dużych banków szwajcarskich (Tabela 1); wszystkie inne duże banki europejskie wyemitowały CoCo, które sprawiają, że odpis aktualizujący ma charakter tymczasowy (lub jest zamieniany na kapitał własny)[1]. Ponadto Allianz Trade uważa, że podwyższenie kapitału pod koniec 2022 roku (4 mld CHF) – z czego prawie połowa została subskrybowana przez Saudi National Bank – zaważyło na decyzji regulatora, ponieważ akcjonariusze zainwestowali już dodatkowe pieniądze lub rozcieńczyli swoje udziały, próbując ratować spółkę przed przejęciem.
Wykres 4: Największe banki europejskie: aktywacje współczynnika kapitałowego dla niespłaconego długu zamiennego (%)
[Avg. Trigger of AT1 Capital Instruments = Średni poziom aktywacji instrumentów kapitałowych AT1; Minimum CET1 capital ratio = Minimalny współczynnik kapitałowy CET1]
Źródła: EBA, EBC, Refinitiv, Allianz Research. Uwaga: AT1= kapitał uzupełniający Tier 1, CET1 = kapitał własny Tier 1; 1/ „dług zamienny” odnosi się do długu zamiennego AT1.
Tabela 1: Największe banki europejskie: mechanizm pokrycia strat w instrumentach kapitału uzupełniającego Tier 1.
Europejskie banki wydają się dobrze zabezpieczone, ale koszty finansowania i kapitału prawdopodobnie wzrosną, co doprowadzi do ponownej wyceny i dostosowania rynku. Kondycja europejskiego sektora bankowego znacznie się poprawiła w ciągu ostatniej dekady, co łagodzi potencjalne skutki uboczne ratowania Credit Suisse. Większe banki europejskie są nawet bardziej płynne niż ich amerykańskie i szwajcarskie odpowiedniki, posiadając ponad 3 bln EUR nadwyżki płynności oraz wciąż wysoki udział nieobciążonych aktywów, które mogłyby zostać wykorzystane do uzyskania dostępu do pieniędzy banku centralnego w przypadku napięć związanych z finansowaniem. Jednak niektóre małe/pojedyncze banki mogą być ograniczone pod względem płynności. Koncentrując się na największych bankach strefy euro (o łącznych aktywach wynoszących 80% PKB regionu), stwierdzamy, że sektor ten jest dziś w znacznie lepszej kondycji niż w 2015 r., dzięki lepszym i bardziej spójnym regulacjom i nadzorowi. Kredyty zagrożone (NPL) spadły do poziomu poniżej 3% portfela kredytowego (spadek z ponad 7%), natomiast średni wskaźnik kapitału podstawowego Tier 1 (CET1) wzrósł o ponad 2 pp. Poprawiła się również płynność, a wskaźnik pokrycia płynności (LCR) wzrósł ze 125% w 2015 r. do 150% w 2022 r., czyli znacznie powyżej regulacyjnego minimum wynoszącego 100%.
Na razie wydaje się, że w Europie nie ma „następnego Credit Suisse”. Przez kilka miesięcy Credit Suisse odstawał od reszty sektora bankowego na kontynencie, co czyniło go najbardziej podatnym na zakłócenia, które dwa tygodnie temu wystąpiły w amerykańskim sektorze bankowości regionalnej. W związku z tym mało prawdopodobne jest, że w najbliższym czasie będziemy świadkami znaczącego i strukturalnego wzrostu ryzyka systemowego dla europejskiego sektora bankowego. W każdym razie, jeśli sytuacja ulegnie pogorszeniu, europejscy decydenci będą mieli nieco więcej czasu na reakcję niż ich amerykańskie odpowiedniki. (Wykresy 5-6).
Wykres 5: Banki światowe – wzrost kredytów w stosunku do zwrotów z inwestycji
[Growth in loans, five year, % = Wzrost kredytów, pięcioletni, %; Annual investment returns at the fiscal year end, % = Roczne zwroty z inwestycji na koniec roku fiskalnego, %; The size of the bubble = core tier 1 capital = Wielkość bańki = kapitał podstawowy Tier 1; US = USA; Euro area = Strefa euro; Switzerland = Szwajcaria; UK = Zjednoczone Królestwo]
Źródła: Worldscope, Refinitiv Datastream, Allianz Research
Wykres 6: Średni wskaźnik P/BV (ceny rynkowej/wartości księgowej) banków w wybranych krajach (22 marca 2023 r.)
[EZ = Strefa euro; US = USA; UK = Zjednoczone Królestwo; Switzerland = Szwajcaria]
Źródła: Refinitiv, Allianz Research
Wykres 7: Banki europejskie – wyniki kapitałowe od 2022 r. (przeliczone do 100)
[in EUR – w EUR; Dec = grudzień; Mar = marzec; Jun = czerwiec; Sep = wrzesień]
Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research
Banki centralne będą łagodzić swoje restrykcyjne stanowisko monetarne, ale mają nadzieję, że bardziej konserwatywna akcja kredytowa banków pomoże im w ograniczeniu inflacji
Obawy związane ze stabilnością finansową będą miały wpływ na przyszłą ścieżkę stóp procentowych, ale nie będą jej warunkować. Wstrząsy w sektorze bankowym już zaostrzyły globalne warunki finansowania, ale nie na tyle szybko, by banki centralne mogły zrezygnować z restrykcyjnego nastawienia, bo ryzykują utratę oczekiwań inflacyjnych. Dlatego też pierwszą reakcją banków centralnych na napięcia na rynkach finansowych jest zapewnienie wystarczającej płynności, aby pogodzić cele polityki pieniężnej i stabilności finansowej. Preferowaną opcją wydaje się być złagodzenie restrykcyjnego stanowiska i oczekiwanie na powolny spadek inflacji dzięki opóźnionym efektom polityki pieniężnej, bez powodowania zakłóceń na rynkach kapitałowych. Zarówno EBC, jak i SNB podniosły w zeszłym tygodniu stopy o 50 pb pomimo obaw o stabilność finansową[2].
Wykres 8: Badanie EBC dotyczące kredytów bankowych: czynniki wpływające na zmianę standardów kredytowych NFC (lewy wykres) i popytu na kredyt NFC (prawy wykres)
[Working capital = Kapitał obrotowy; Alternative finance = Finansowanie alternatywne; Other financing needs = Inne potrzeby finansowe; Interest rates = Stopy procentowe]
Źródła: ECB, Allianz Research
Pogarszająca się dynamika podaży pieniądza i kredytów już sugeruje, że podwyżki stóp procentowych przez EBC mają realny wpływ i mogą potencjalnie przynieść jeszcze większy ból. Oczekujemy, że w lutym roczna dynamika podaży pieniądza i kredytów dla sektora prywatnego w strefie euro uległa dalszemu spowolnieniu (publikacja w poniedziałek). Przedłużająca się niepewność utrudniająca decyzje inwestycyjne i wyższe stopy procentowe wyraźnie wpłynęły na zaciąganie kredytów przez firmy i gospodarstwa domowe. Ostatnie badanie EBC dotyczące kredytów bankowych potwierdziła już, że spadek popytu netto na kredyty mieszkaniowe i korporacyjne będzie się utrzymywał (Wykres 8). Jednocześnie warunki kredytowe uległy znacznemu zaostrzeniu. Oczekujemy, że epizod CS-UBS pogłębi ostatnie trendy i banki znacząco zaostrzą kryteria udzielania kredytów.
Ubezpieczyciele są dotknięci raczej implikacjami odsetkowymi obecnej zmienności rynkowej niż bezpośrednią ekspozycją na banki
Główną różnicą między ubezpieczycielami a bankami jest ich odporne finansowanie poprzez dochody ze składek. Ubezpieczyciele mogą doświadczyć pogorszenia płynności z powodu rezygnacji z polis i ich wygaśnięcia, ale nie mogą doświadczyć masowego wycofywania depozytów w takim samym stopniu jak banki. Ubezpieczyciele są również znacznie mniej skłonni do przeprowadzania gwałtownej wyprzedaży aktywów o wartości ujemnej. Ryzyko wzrostu liczby rezygnacji z polis na życie nie powinno być przesadzone, ponieważ przegląd literatury dotyczącej produktów ujawnia, że istnieją znaczne kary za wcześniejszy wykup. Mówiąc szerzej, istnieje znaczna odporność na ryzyko związane z aktywami, biorąc pod uwagę stopień inwestycyjny ekspozycji aktywów ubezpieczycieli. Ubezpieczyciele posiadają bardzo bankowych AT1, biorąc pod uwagę uciążliwe regulacyjne traktowanie kapitału. Zdecydowana większość (~90%) ekspozycji finansowej dotyczy długu uprzywilejowanego.
Ogólnie rzecz biorąc, ubezpieczyciele najbardziej martwią się obecną niepewnością co do poziomu i przyszłego kierunku stóp procentowych, wraz z wysokim poziomem zmienności. Biorąc pod uwagę niższą wrażliwość wypłacalności na spadki stóp procentowych, stopy reinwestycji musiałyby znacznie spaść (>100 pb), aby dochody z inwestycji napędzające zyski uległy znacznemu pogorszeniu. Obecne przejście na MSSF 17 i 9 w zakresie rachunkowości nie jest jednak idealnie zaplanowane w czasie, a wpływ zmienności rynku kapitałowego na nowy system jest trudny do określenia. Przejście na rachunkowość wygeneruje lepszy wgląd w stan (i stabilność) przepływów pieniężnych w życiu oraz dokładniejsze odzwierciedlenie ekonomicznego wpływu poziomów stóp procentowych zarówno na aktywa, jak i zobowiązania (przypomnienie o dopasowaniu w odpowiednim momencie).
Rynki będą teraz musiały zrównoważyć ograniczenie ryzyka systemowego z prawdopodobnymi wyższymi kosztami finansowania i bardziej restrykcyjnymi warunkami udzielania kredytów
Na przyszłość ratunek dla Credit Suisse z pewnością zwiększył obawy o kondycję globalnego sektora bankowego i podniósł ryzyko niekorzystnych efektów ubocznych, skutkujących wyższym kosztem kapitału zarówno dla banków, jak i przedsiębiorstw niefinansowych. Obecnie rynki nie wydają się nadmiernie zaniepokojone, ale mniej odporne banki mogą stanąć przed wyzwaniami w przyszłości. Ogólnie rzecz biorąc, Allianz Trade przewiduje, że rynki pozostaną niespokojne, a wszystkie kategorie aktywów doświadczą stosunkowo dużej zmienności w krótkim okresie ze względu na rosnącą niepewność rynkową i gospodarczą. Po początkowej wyprzedaży i ucieczce do bezpiecznych aktywów w zeszłym tygodniu, rynki dokonują obecnie podziału sektora bankowego na bezpieczny i ryzykowny, zastanawiając się jednocześnie, w jaki sposób obecne napięcia w bankach wpłyną na politykę banków centralnych i perspektywy gospodarcze. Niejasność co do ścieżki polityki stóp procentowych w USA i Europie będzie skutkować zwiększoną zmiennością rynku w najbliższym czasie. Korekta w dół obecnych krzywych rentowności obligacji skarbowych sugeruje, że banki centralne zakończą podwyżki stóp wcześniej, niż początkowo przewidywano, i że zbliża się poważniejsza recesja. Allianz Trade uważa, że wartość fundamentalna dla długiego końca krzywej leży gdzieś pomiędzy najbardziej jastrzębim punktem osiągniętym w pierwszym tygodniu marca a najbardziej gołębim punktem osiągniętym w ostatnim tygodniu. Ale przyznajemy również, że krótkoterminowa zmienność będzie nadal uniemożliwiać płynne zakotwiczenie zarówno krótkiego, jak i długiego końca krzywej (Wykres 9).
Wykres 9: Krzywe rentowności amerykańskich i niemieckich obligacji skarbowych (w %)
[Yield = Rentowność; Years to Maturity = Lata do zapadalności; US (8-Mar) = USA (8 marca); Germany (8-Mar) (rhs) = Niemcy (8 marca) (prawa skala); US (Last) = USA (ostatni tydzień); Germany (Last) (rhs) = Niemcy (ostatni tydzień) (prawa skala)]
Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research
Kredyty korporacyjne są drugą najbardziej dotkniętą klasą aktywów pod względem zmian rynkowych i ponownej wyceny. Odpis aktualizacyjny obligatariuszy AT1 Credit Suisse był zgodny z prawem, ale zakłócił konwencjonalną mądrość na temat umorzeń bankowych, a tym samym spowodował, że rynek ponownie rozważył potencjalne przeszkody strukturalne dla europejskiego sektora bankowego w przyszłości. Oczekuje się, że działanie to z czasem podniesie koszt kapitału dla banków, co może dodatkowo ograniczyć warunki udzielania kredytów. Ponadto umorzenie długu korporacyjnego skłoniło uczestników rynku do ponownej oceny ryzyka niewykonania zobowiązań i migracji ratingu dla szerszego sektora kredytów korporacyjnych (Wykres 10).
Wykres 10: Spready kredytów korporacyjnych (w pb)
[EUR Corporates = Przedsiębiorstwa europejskie; EUR Banking corporates – Przedsiębiorstwa bankowe europejskie; US Corporates = Przedsiębiorstwa amerykańskie; US Banking corporates = Przedsiębiorstwa bankowe amerykańskie; Swiss Banking corporates = Przedsiębiorstwa bankowe szwajcarskie; Jan = styczeń; Feb = luty; Mar = marzec]
Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research
Ograniczone efekty uboczne na rynkach wschodzących
Sektor finansowy w zaawansowanych gospodarkach (AE) odgrywa ważną rolę na rynkach wschodzących (EM), nie tylko poprzez inwestycje, ale także poprzez bezpośredni udział w lokalnym sektorze bankowym. Stwierdzamy, że banki szwajcarskie nie odgrywają znaczącej roli w lokalnych sektorach bankowych w krajach EM, co ogranicza możliwość wystąpienia bezpośrednich efektów ubocznych. Z kolei banki amerykańskie i brytyjskie są z pewnością bardziej istotne i mogłyby wywołać niekorzystne efekty zaufania, gdyby kłopoty w mniejszych bankach amerykańskich dotknęły również większych odpowiedników (Wykresy 11 i 12; Tabela 2). Jednak obecna niestabilność rynku i ucieczka w kierunku bezpieczeństwa nadal budzą obawy co do zarażania się ryzykownymi aktywami w przypadku EM[3].
Wykres 11: Wybrane gospodarki zaawansowane – udział wierzytelności banków wobec rezydentów EM (w stosunku do całości wierzytelności zagranicznych)
[USD bn = mld USD; LatAm = Ameryka Łacińska; Asia = Azja; Eastern Europe = Europa Wschodnia; M-E and Africa = Bliski Wschód i Afryka; Spain = Hiszpania; USA = USA; UK = Zjednoczone Królestwo; France = Francja; Japan = Japonia; Germany = Niemcy; Italy = Włochy; Switzerland = Szwajcaria]
Źródła: BIS, Allianz Research. Uwaga: próba obejmuje 30 krajów z czterech regionów (Ameryka Łacińska (6), Azja Wschodząca (9), Europa Środkowa i Wschodnia (w tym Rosja i Turcja) (8) oraz Afryka i Bliski Wschód (7)); dane na III kw. 2022 r.
Wykres 12 Szwajcaria – zobowiązania banków transgranicznych (wszystkie instrumenty, wszystkie waluty, wszystkie sektory)
[USD mn = mln USD]
Źródła: Refinitiv, BIS, Allianz Research
Pośredni kanał zarażania jest trudniejszy do zmierzenia. Zazwyczaj masowe wycofywanie depozytów bankowych w krajach EM poprzedzone jest kryzysem warunków handlowych i/lub zmiennością stóp procentowych w krajach Azji Wschodzącej, co powoduje odpływy, ale katalizatorem może być również szok zaufania. Niektóre czynniki takiego szoku to: (1) duża ekspozycja na ten sam rodzaj aktywów, co inne banki mające problemy (w tym przypadku byłyby to aktywa uznawane zwykle za wysokiej jakości, które straciły dużo na wartości w wyniku gwałtownego wzrostu stóp procentowych); (2) istotne powiązania z innymi bankami mającymi problemy lub (3) inny bank w kraju (lub zagraniczny oddział banku działającego lokalnie), który ucierpiał z powodu masowego wycofywania depozytów.
Tabela 2: Udział wierzytelności banków zagranicznych wobec rezydentów wybranych gospodarek zaawansowanych w stosunku do wierzytelności ogółem
[Penetration = Penetracja; Latin America = Ameryka Łacińska; Argentina = Argentyna; Brazil = Brazylia; Chile = Chile; Mexico = Meksyk; Columbia = Kolumbia; Peru = Peru; Asia = Azja; China = Chiny; Taiwan = Tajwan; Indonesia = Indonezja; Malaysia = Malezja; Philippines = Filipiny; Thailand = Tajlandia; India = Indie; S. Korea = Korea Południowa; Pakistan = Pakistan; Eastern Europe = Europa Wschodnia; Czechia = Czechy; Poland = Polska; Romania Rumunia = ; Turkey = Turcja; Hungary = Węgry; Croatia = Chorwacja; Ukraine = Ukraina; Russia = Rosja; Africa & Middle-East = Afryka i Bliski Wschód; South Africa = RPA; Nigeria = Nigeria; Morocco = Maroko; Tunisia = Tunezja; Egypt = Egipt; S. Arabia = Arabia Saudyjska; Kenya = Kenia]
Źródła: BIS, Allianz Research. Uwaga: dane na III kw. 2022 r. 1/ Penetracja ujęta jako suma wierzytelności banków zagranicznych wobec rezydentów w stosunku do PKB.
[1]W rzeczywistości Credit Suisse wyraźnie ostrzegł o możliwości odpisów aktualizujących w okólniku ofertowym swoich hybrydowych instrumentów kapitałowych („Jeśli wystąpi Zdarzenie Nieprzewidziane lub przed Dniem Ustawowego Pokrycia Strat, Zdarzenie Związane z Rentownością, pełna kwota główna Obligacji zostanie obowiązkowo i trwale odpisana. Obligacje nie podlegają zamianie na akcje Emitenta po wystąpieniu Zdarzenia Nieprzewidzianego lub Zdarzenia Związanego z Rentownością lub według opcji Posiadaczy w dowolnym czasie.”).
[2]Wraz z pięcioma innymi bankami centralnymi (BoE, BoJ, EBC, SNB i Riksbank) amerykański Fed ogłosił również, że wzmocni dolarowe linie swapowe, tj. zwiększy częstotliwość umów na linie swapowe z tygodniowych na codzienne, począwszy od 20 marca i będzie to kontynuował „co najmniej” do końca przyszłego miesiąca. Czyniąc to, banki centralne wzmacniają swoje zobowiązanie do służenia jako „ważna ochrona” w obliczu niepokojów na rynkach finansowych, pomagając w ten sposób utrzymać przepływ kredytów do gospodarstw domowych i przedsiębiorstw.
[3]Zobacz nasz raport z września 2022 r. tutaj, kiedy chiński optymizm dotyczący ponownego otwarcia nie przyszedł na ratunek odpływom z rynków wschodzących, oraz jeden z naszych wczesnych alertów z kwietnia 2022 r. tutaj, kiedy stopa funduszy Fed (górny zakres) wciąż wynosiła 0,5%.
21 marca 2023 r. Prezydent RP Andrzej Duda podpisał Ustawę z dnia 9 marca 2023 r. o zmianie ustawy o cudzoziemcach oraz niektórych innych ustaw. Nowela dostosowuje polskie prawo do regulacji zawartych w rozporządzeniach Unii Europejskiej, czyniąc je bardziej przejrzystym i spełniającym wymogi XXI wieku.
Nowelizacja ma zapewnić stosowanie rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/1860 z 28 listopada 2018 r. w sprawie użytkowania Systemu Informacyjnego Schengen do celów powrotu nielegalnie przebywających obywateli państw trzecich oraz rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/1861 z 28 listopada 2018 r. w sprawie utworzenia, funkcjonowania i użytkowania Systemu Informacyjnego Schengen (SIS) w dziedzinie odpraw granicznych, zmiany konwencji wykonawczej do układu z Schengen oraz zmiany i uchylenia rozporządzenia (WE) nr 1987/2006 – w obszarze wjazdu i pobytu obywateli krajów trzecich do Polski i innych państw obszaru Schengen.
Zmiany dotyczą m. in. kwestii powrotów cudzoziemców nielegalnie przebywających w UE do krajów pochodzenia oraz zawierają uproszczoną procedurę wydawania polskich dokumentów podróży cudzoziemcom niemogącym uzyskać ich w swoim państwie. Ponadto nowelizacja zawiera szereg przepisów o charakterze kompetencyjnym, wskazującym organy właściwe do realizacji zadań przewidzianych w dwóch unijnych rozporządzeniach.
Zmiany oceniam jako korzystne, ponieważ odzwierciedlają nasze postulaty o usystematyzowanie procedur dotyczących obcokrajowców. Czekamy nadal na kolejną nowelizację ustawy o zatrudnieniu cudzoziemców, która w zamyśle prawodawców miałaby przyspieszyć procedury legalizujące ich zatrudnianie. Jak dotąd przewlekłość procedur w oczekiwaniu na wydanie decyzji administracyjnych dotyczących zatrudniania cudzoziemców jest za długa. Rozumiemy, że spowodowane jest to przeciążeniem organów, dlatego każda próba harmonizacji jest pożądana. Życie cudzoziemca w Polsce też będzie łatwiejsze, jeśli procedury zostaną uproszczone. Każda nowelizacja redukująca chaos proceduralny może w przyszłości ograniczyć liczbę przypadków nielegalnego powierzania pracy cudzoziemcom. – mówi Tomasz Bogdevic, dyrektor generalny Gremi Personal, międzynarodowej agencji zatrudnienia.
Ustawa wchodzi w życie 7 kwietnia – dwa tygodnie po ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw 23 marca br.
Nie zakończyły się kłopoty amerykańskich instytucji finansowych, a na horyzoncie pojawiły się problemy ze szwajcarskim bankiem Credit Suisse. W ostatnich dniach analitycy obserwują niepewność na rynku akcji wokół niemieckiego Deutsche Banku. Jest to konsekwencja wzrostu kosztów ubezpieczenia od niewypłacalności, który zostały zwiększone ponieważ wśród inwestorów rozprzestrzenia się panika, będąca efektem wątpliwości o stabilność europejskiego sektora bankowego.
Po awaryjnym ratowaniu Credit Suisse przez UBS i następstwach upadku amerykańskiego Silicon Valley Bank, wśród inwestorów pojawiły się obawy o zarażenie kolejnych podmiotów i całego rynku. Działania zaczęły podejmować instytucje publiczne zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i Europie. Zapewnienia kluczowych polityków mają uspokoić sytuację na rynkach, jednak panika zaczyna dotyczyć kolejnych graczy na rynku finansowym.
– Wydaje się, że w obecnej sytuacji kluczowym trendem, jaki jest najistotniejszy dla rynków finansowych i rynków kapitałowych jest przede wszystkim sytuacja w sektorze finansowym oraz bankowym. Niepewność związana jest właśnie z bankami i ich funkcjonowaniem. Pierwsza kwestia to upadłość banku SVB. To spowodowało krótką przecenę na akcjach nie tylko spółek amerykańskich, ale również europejskich – zaznacza Maciej Kietliński, Ekspert Rynku Akcji w XTB. – Ale jak się okazuje problemy, czy jakieś ryzyko niepewności to nie jest tylko domena rynku amerykańskiego, ale również rynku europejskiego. W ostatnim czasie poznaliśmy informacje o tym, że bank Credit Suisse po kilkunastu latach agonii zostanie przyjęty przez UBS czyli największy bank szwajcarski. To jest zdawałoby się, że pozytywna informacja. Przynajmniej tak powinna być odebrana, że wreszcie tutaj sytuacja się stabilizuje.
Deutsche Bank przeszedł w ostatnich latach wielomiliardową restrukturyzację. Celem tych działań było zredukowanie kosztów i poprawa rentowności jego funkcjonowania. Stąd dziwią obawy o stabilność niemieckiego potentata. Tym bardziej, że banki centralne i regulatorzy zapewniali, iż transakcja ratunkowa Credit Suisse, w której pośredniczyły władze Szwajcarii uspokoi obawy inwestorów. Miała również wlać nieco stabilności do europejskiego sektora bankowego.
– Cały rynek finansowy jest pod dużą presją. Jest duży czynnik niepewności i ryzyka. Z jednej strony mamy wysoką inflację, która nie chcę tak szybko spadać jakby rynki oczekiwały, więc banki centralne powinny zacisnąć politykę monetarną czyli podnosić stopy procentowe. Natomiast w sytuacji, kiedy banki są pod dużą presją okazuje się, że problem tej niezrealizowanej straty powstaje w wyniku właśnie strat na portfelach obligacji – podkreśla Maciej Kietliński, Ekspert Rynku Akcji w XTB. – To jest duży problem. Z jednej strony banki centralne powinny podnosić stopy procentowe, bo jest wyższa inflacja. Ale z drugiej strony też powinny przystopować trochę swoją polityką z tego względu, że podnoszenie stóp procentowych będzie powodowało dalsze skalowanie problemu na portfelach obligacji.
Kanclerz Niemiec Olaf Scholz zapewnił, że Deutsche Bank „gruntownie zreorganizował i zmodernizował swój model biznesowy i jest bardzo dochodowym bankiem”. Stąd nie ma podstaw do zastanawiania się nad jego przyszłością i rozważania ewentualnych scenariuszy upadku tej czołowej niemieckiej instytucji finansowej. Zdaniem analityków obawy wynikają z ekspozycji banku na nieruchomości komercyjne w USA i znaczącym portfelu instrumentów pochodnych.
– Zdecydowanie przyglądajmy się sektorowi bankowemu, dlatego że upadek banku w Dolinie Krzemowej, a także problemy sektora bankowego również w Europie mogą mieć bardzo duży wpływ na rynki kapitałowe – podkreśla Marcin Wenus, Prezes Fundacji Invest Cuffs. – Mogą spowodować duże perturbacje i spadki na tych rynkach, jeżeli chodzi o poziom zaufania.
Ostatnie wydarzenia na rynkach spowodowały sporo niepokoju. Inwestorzy jednak, bardziej od unikania ryzyka, wolą zarabianie pieniędzy. Kapitał wraca powoli na ryzykowne rynki.
Lepsze dane z Niemiec
Wczorajszy odczyt indeksu Instytutu IFO okazał się wyraźnie lepszy od oczekiwań wynoszących 91 pkt. 93,3 pkt to najlepszy wynik od lutego 2022 roku. Nie pokrywa się on zupełnie jednak z wynikami ankiet PMI, co powoduje pewien dysonans. Co prawda, metodologia obydwu tych badań jest inna, co pozwala wyjaśnić tę różnicę. W piątek niemiecki przemysł spadł jednak do poziomu 44 pkt po wyraźnie gorszym od oczekiwań wyniku. Lepiej wypadł indeks dla usług, ale IFO jest bardziej odpowiednikiem przemysłowego indeksu. Rynki przyjęły to jednak jako dobre dane i wczoraj euro zyskało względem dolara.
Apetyt na ryzyko wraca
Jeszcze kilka tygodni temu upadały banki, inne były przejmowane lub wspierane w niestandardowych okolicznościach. Dzisiaj jednak rynki wracają do normalności czyli czegoś co nazywa sie z angielskiego „business as usual”. Niby miał być kolejny wielki kryzys, ale nagle widzimy odbicie na ropie naftowej w górę. W szczycie spadków czarne złoto spadło do 70 dolarów za baryłkę. Dzisiaj odbiło już do 78 dolarów, to 1-2 dolary od dołków przed problemami Silicon Valley Bank. Odbicie widać również na obligacjach amerykańskich. Tam powodem jest spekulacja na temat majowego wzrostu stóp procentowych. Jeszcze wczoraj wycena kontraktów dawała na ten scenariusz 16,8%, dzisiaj jest to 53,3%.
Spadki cen zbóż
Wydawać by się mogło, że wojna na Ukrainie i problemy z eksportem tamtejszych zbóż spowodują lokalne niedobory. Te z kolei powinny podnieść ceny. Tak się jednak nie stało. zarówno żyto jak i pszenica są obecnie tańsze o 20% niż przed rokiem. Nadal jesteśmy na dużo wyższych poziomach niż dwa lata temu, ale znając siłę producentów rolnych w Polsce czeka nas kolejne duże zamieszanie w roku przedwyborczym. Dlaczego piszemy o cenach zbóż w komentarzu walutowym? Korekta, bo o tym na tym rynku należy obecnie mówić, powinna być bowiem istotnym elementem wpływającym na ograniczenie inflacji. Jest to jednak ważny składnik przy produkcji żywności.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,
16:00 – USA – Indeks zaufania konsumentów – Conference Board
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat
Zgodnie z przepisami prawa, każdy zakład produkcyjny musi zapewnić odpowiednią ilość wody na cele gaśnicze. Wartość ta podana jest w litrach na sekundę, jednak głównym źródłem takiej wody jest zazwyczaj sieć wodociągowa. Niestety – często jest to niewystarczające źródło. Dlatego też warto zainwestować w zbiorniki p.poż. Służą one do przechowywania dużej ilości wody na wypadek pożaru. Jednocześnie pozwalają one spełnić wymogi prawne, a dzięki temu zapobiegają nałożeniu wysokich kar w razie kontroli.
Wielkość zbiorników przemysłowych
Zbiorniki p.poż. mogą posiadać zróżnicowane rozmiary. Jednak coraz częściej spotyka się rozwiązania modułowe. Ich zaletą jest możliwość odpowiedniej rozbudowy w taki sposób, by optymalnie wykorzystać dostępne miejsce na pomieszczenie jak największej ilości wody do celów gaśniczych.
Dostępne w takich systemach rozwiązania pozwalają uzyskać objętość od 10 do nawet 2600 m³. Średnica zbiornika może sięgnąć od 3 do 15 m, a jego wysokość mieści się w zakresie od 1,8 do 13,2 m. Wybór odpowiedniej wielkości zależny jest oczywiście od zapotrzebowania na wodę, które wyliczyć można na podstawie rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych. W oszacowaniu zapotrzebowania na wodę bierze się pod uwagę takie czynniki jak:
Obciążenie ogniowe.
Obszaru zajmowanego przez zakład (ryzyka wystąpienia kilku pożarów jednocześnie).
Istniejące systemy gaśnicze w budynkach.
Każdy zakład produkcyjny musi wyliczyć minimalne zapotrzebowanie na wodę do celów gaśniczych, a następnie zapewnić dostęp do niej zastępom straży pożarnej na wypadek pożaru. Zbiorniki przemysłowe p.poż. to najskuteczniejszy sposób zwiększenia dostępnej wody.
Jednym z najbardziej rozpoznawalnych dostawców zbiorników p.poż. jest JR Tech. Dlaczego warto wybrać akurat ich usługi?
Możliwość ustawienia zbiornika o niemal dowolnych rozmiarach, dzięki ich modułowej konstrukcji.
Żywotność wyróżniająca się na rynku – dzięki zastosowaniu ochrony antykorozyjnej.
Stosunkowo niska cena w porównaniu ze zbiornikami żelbetonowymi, spawanymi czy wykonanymi z tworzywa sztucznego.
Zamówione elementy są prefabrykowane w zakładach JR Tech, a następnie błyskawicznie składane w miejscu docelowym, co pozwala na uzyskanie najkrótszych terminów realizacji.
Instalacja zbiornika może odbywać się przez cały rok, bez względu na średnią temperaturę występującą na zewnątrz.
Konstrukcja wznoszona jest bez ciężkiego sprzętu – a tym samym usługa jest wykonana szybciej i taniej.
Zakład będzie w przyszłości rozbudowany? Nic straconego. Zbiorniki p.poż. od JR Tech można w każdej chwili rozbudować lub przenieść w inne miejsce bez generowania ogromnych kosztów.
Łatwa konserwacja gotowego zbiornika przemysłowego producenta JR Tech.
Z tego względu bardzo dużo firm wybiera nowoczesne, modułowe rozwiązanie w zakresie zbiorników p.poż. Jest to nie tylko najtańsze, ale również najefektywniejsze rozwiązanie dostępne aktualnie na rynku.
Czy przemysłowy zbiornik p.poż. jest konieczny w każdej firmie?
Zbiorniki p.poż. mają na celu zapewnić odpowiednią ilość wody gaśniczej dla zastępów straży pożarnej na wypadek pojawienia się niekontrolowanego ognia. W przypadku firm posiadających odpowiednie zabezpieczenia na wypadek pożaru, których hale wykonane są z konstrukcji stalowych, a produkcja opiera się głównie o materiały niepalne (jak metal) – najczęściej wystarczy sieć wodociągowa zapewniająca odpowiedni pobór wody.
Jednak nadal warto przeliczyć zapotrzebowanie na taką wodę zgodnie z aktualnie obowiązującym rozporządzeniem. Okazać się może bowiem, że umowa z zakładem wodociągowym nie gwarantuje odpowiedniej wydajności. Oznacza to możliwość nałożenia kary w czasie kontroli w tym zakresie. Natomiast montaż niewielkiego zbiornika najczęściej w zupełności uzupełni te brakujące ilości.
Z kolei zakłady drewniane, wykorzystujące łatwopalne substancje w czasie produkcji, najczęściej muszą posiadać nawet kilka takich zbiorników na wodę gaśniczą.
Kupujący nieruchomość nie mają dziś łatwo. Muszą liczyć się z wciąż wysokimi cenami, utrudnionym dostępem do kredytu hipotecznego i podatkami wynikającymi z zakupu nieruchomości. W tym ostatnim przypadku nabywcy będą musieli zmierzyć się z podatkiem VAT, który ma skomplikowaną konstrukcję – twierdzi ekspert firmy doradczej Lege Advisors.
Przy sporządzaniu operatu szacunkowego dla potrzeb sprzedaży, rozsądnie będzie przyjąć wartość nieruchomości w kwocie netto. Wynika to z zasad panujących na rynku. Sprzedający chce otrzymać określoną kwotę za swoją nieruchomość i nie interesuje go, jaki podatek będzie musiał zapłacić kupujący. A jest szansa, że zapłaci. I to czasem niemały.
Kiedy VAT nie zostanie doliczony?
– Podatek VAT nie zostanie doliczony, jeśli nieruchomość stanowiła prywatną własność sprzedającego i nie zostały w niej poczynione ulepszenia czy zmiany stanu prawnego oraz fizycznego. Chodzi głównie o działania wskazujące na profesjonalną działalność sprzedającego. Do takich działań można, choć teoretycznie, zaliczyć podział nieruchomości czy doprowadzenie mediów. – wyjaśnia Adrian Borawski z firmy doradczej Lege Advisors.
Ale to nie wszystko. Zgodnie z pismem Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 19 kwietnia 2021 roku: w przypadku, gdy nieruchomość ma więcej niż jedno przeznaczenie w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego i sprzedawana jest przez czynnego podatnika VAT, część nieruchomości nieprzeznaczona pod zabudowę korzysta ze zwolnienia od podatku od towarów i usług.
Dla kupującego VAT stanowi składnik ceny. Gdy do wyboru będą dwie nieruchomości w podobnych cenach, to istotne będzie czy sprzedający jest płatnikiem VAT, bo nabywca będzie mógł go odliczyć.
Kiedy VAT zostanie doliczony?
Jeżeli kupujemy nieruchomość mieszkalną na rynku pierwotnym zapłacimy 8% VAT-u. W przypadku lokali o powierzchni 150 mkw, bądź budynków mieszkalnych jednorodzinnych powyżej 300 mkw, zapłacimy podatek VAT wynoszący 23%. Podwyższona stawka VAT-u będzie miała zastosowanie do powierzchni przekraczającej powyższe limity. Gdy kupujemy lokal niemieszkalny, tak jak w przypadku modnych ostatnio lokali poniżej 25 mkw, musimy liczyć się ze stawką VAT wynoszącą 23%.
– W przypadku ustalania odszkodowania za wywłaszczenie na podstawie zezwolenia na realizację inwestycji drogowej, sprawa nie jest oczywista. Sądy i Polska Federacja Stowarzyszeń Rzeczoznawców Majątkowych stoją na stanowisku, iż wartość musi być podana w kwocie netto. Problem jednak pojawia się, gdy otrzymujący odszkodowanie jest płatnikiem VAT i od wartości odszkodowania musi jeszcze zapłacić ten podatek. – tłumaczy Adrian Borawski z firmy doradczej Lege Advisors.
Cyberprzestępcy coraz częściej dzielą się między sobą umiejętnościami, napędzając wzrost liczby i możliwości zagrożeń. Badacze z firmy WithSecure udokumentowali migrację złośliwego narzędzia „SILKLOADER” od chińskich cyberprzestępców do rosyjskich gangów ransomware.
Narzędzie stworzone w Chinach
SILKLOADER to rodzaj złośliwego oprogramowania typu loader. Używa on techniki znanej jako DLL sideloading (jest to jeden ze sposobów ataku przy pomocy bibliotek dołączanych dynamicznie), aby uaktywnić Cobalt Strike (znane narzędzie do prowadzenia działań ofensywnych oraz testów penetracyjnych) na urządzeniach. Daje to atakującym stały dostęp do zainfekowanych urządzeń w celu ich dalszego wykorzystania.
Przed latem 2022 r. SILKLOADER był wykorzystywany wyłącznie przez chińskich cyberprzestępców przeciwko celom w Azji Wschodniej – głównie Hongkongowi i Chinom. Jego aktywność ustała jednak w lipcu. We wrześniu oprogramowanie pojawiło się ponownie w innym zestawie ataków na różne cele w różnych krajach na różnych kontynentach w tym na Tajwanie, w Brazylii i we Francji.
Złośliwe oprogramowanie na sprzedaż
Badacze WithSecure, monitorując wykorzystanie tego oprogramowania, doszli do wniosku, że SILKLOADER przeniósł się do rosyjskiego ekosystemu cyberprzestępczego. Najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem jest to, że chińscy hakerzy sprzedali go rosyjskim gangom.
Uważamy, że dystrybucja SILKLOADER odbywa się w ramach rosyjskiego ekosystemu cyberprzestępczego. Sprzedawany jest on jako gotowy program ładujący poprzez program Packer-as-a-Service dla grup ransomware lub przez grupy oferujące Cobalt Strike/Infrastructure-as-a-Service zaufanym partnerom – tłumaczy badacz WithSecure Intelligence Mohammad Kazem Hassan Nejad – Wydaje się, że większość podmiotów powiązanych z atakami była częścią lub miała bliskie relacje z prorosyjską grupą CONTI.
Omijanie mechanizmów obronnych
Według Hassana Nejada, loader został zbudowany w celu ukrycia beaconów Cobalt Strike, by dzięki temu móc ominąć mechanizmy obronne ofiary.
Beacony Cobalt Strike są znane i wykrycie ich na dobrze zabezpieczonym urządzeni jest bardzo prawdopodobne. Jednak dodając dodatkowe warstwy złożoności, zawartości pliku i uruchamiając go za pośrednictwem znanej aplikacji, takiej jak Media Player, atakujący mają nadzieję na uniknięcie mechanizmów obronnych – powiedział.
Wyzwanie dla cyberbezpieczeństwa
Według wiceprezesa WithSecure Intelligence, Paolo Palumbo, dostępność loadera jako usługi, którą mogą kupić cyberprzestępcy, podkreśla potrzebę przeciwdziałania handlowi złośliwym oprogramowaniem.
Atakujący wykorzystują narzędzia i technologie innych gangów, dzięki czemu mogą szybko dostosowywać operacje tak, aby omijać systemy obronne swoich celów. Przez to coraz trudniej jest nam powiązać konkretną grupę z danymi metodami ataków. Z drugiej strony, to współdzielenie narzędzi przez grupy przestępcze oferuje nam „defensywny multiplikator siły”. Jednocześnie możemy bronić się przed kilkoma grupami jednocześnie, tworząc strategie przeciwdziałania wspólnym technologiom, z których korzystają cyberprzestępcy – podkresla Palumbo.
Od 1 stycznia 2023 roku w przypadku spółek nieruchomościowych odpisy dotyczące środków trwałych zaliczonych do grupy 1 Klasyfikacji nie mogą być wyższe w roku podatkowym niż dokonywane zgodnie z przepisami o rachunkowości odpisy amortyzacyjne lub umorzeniowe z tytułu zużycia środków trwałych, obciążające w tym roku podatkowym wynik finansowy jednostki. Wskazane ograniczenie przekłada się na bardzo negatywne konsekwencje finansowe dla przedsiębiorstw, w szczególności traktujących nieruchomości jako inwestycje i niedokonujących do nich odpisów amortyzacyjnych na potrzeby rachunkowe.
Stanowisko organów podatkowych
W interpretacjach indywidualnych organy podatkowe przyjmują, że skoro nieruchomości inwestycyjne są wyceniane w wartości godziwej, co oznacza, że ich amortyzacja na potrzeby rachunkowe jest równa 0 zł, to dla celów podatkowych te środki trwałe nie mogą być efektywnie amortyzowane tj. nie można dokonywać odpisów amortyzacyjnych zaliczanych do kosztów uzyskania przychodów – tak np. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji z dnia 06.09.2022 r., sygn. 0111-KDIB2-1.4010.366.2022.1.ES.
W interpretacji tej organ podatkowy uznał stanowisko wnioskodawcy, zgodnie z którym ograniczenie wynikające z art. 15 ust. 6 Ustawy o CIT nie dotyczy Spółki i ma ona w dalszym ciągu prawo do dokonywania odpisów amortyzacyjnych według stawek określonych w Załączniku nr 1 do ustawy o CIT, za nieprawidłowe. Wskazywał przy tym w pierwszej kolejności na przepisy Konstytucji. W ocenie organu sprzeczne z art. 2 Konstytucji byłoby dopuszczenie możliwości uznania na podstawie art. 15 ust. 6 ustawy o CIT za koszty uzyskania przychodów odpisów amortyzacyjnych, jeżeli podmiot nie dokonuje amortyzacji składnika majątkowego na podstawie przepisów o rachunkowości.
Podobne stanowisko zajął Dyrektor KIS w interpretacji z dnia 25 kwietnia 2022 r. sygn. 0111-KDIB1-1.4010.107.2022.2.MF) czy przykładowo w interpretacji z dnia 31 marca 2022 r. sygn. 0111-KDIB1-1.4010.31.2022.1.JD. Oznacza to, że zgodnie ze stanowiskiem organów podatkowych w przypadku spółek nieruchomościowych, które klasyfikują nieruchomość jako inwestycję wycenianą według ceny rynkowej bądź inaczej określonej wartości godziwej i w związku z tym nie dokonują od niej odpisów amortyzacyjnych zgodnie z przepisami o rachunkowości – nie są uprawnione do dokonywania odpisów amortyzacyjnych w tym zakresie na potrzeby podatku dochodowego od osób prawnych.
Stanowisko sądów administracyjnych
Pomimo, że przepisy Polskiego Ładu obowiązują nieco ponad rok, w kwestii interpretacji tego przepisu zaczęły pojawiać się już pierwsze wyroki wojewódzkich sądów administracyjnych. Sądy prezentują inne stanowisko niż organy podatkowe. W ocenie sądów spółka nieruchomościowa, która nie amortyzuje nieruchomości dla celów rachunkowych, ma prawo do kontynuowania amortyzacji podatkowej. Jeśli bowiem na gruncie rachunkowości nieruchomość nie jest traktowana jako środek trwały, to art. 15 ust. 6 CIT nie ma zastosowania – wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Poznaniu z 10 lutego 2023 r. o sygn. akt I SA/Po 789/22).
Podobne zdanie zaprezentowały sądy innych wyrokach dotyczących przedmiotowej kwestii. W wyroku WSA w Warszawie z 31.01.2023 r., sygn. III SA/Wa 1788/22 oraz WSA w Poznaniu z 01.02.2023 r., sygn. I SA/Po 752/22 sądy uznały, że sporna regulacja jest nieprecyzyjna i opowiedziały się za wyłączeniem nieruchomości inwestycyjnych spod zakresu regulacji limitującej amortyzację podatkową. Sądy zastosowały w szczególności wykładnię celowościową i odwołały się do uzasadnienia projektu ustawy, w którym wskazywano, że celem przepisu jest ujednolicenie odpisów amortyzacyjnych podatkowych i bilansowych, a od nieruchomości inwestycyjnych nie dokonuje się ich wcale. Ponadto wskazano, że jeżeli celem ustawodawcy było objęcie zakazem również grupy nieruchomości inwestycyjnych, to należałoby oczekiwać precyzyjnych regulacji.
Stanowisko wojewódzkich sądów administracyjnych jest bardzo korzystne dla podatników, jednak należy spodziewać się, że organy podatkowe je zaskarżą, dlatego należy poczekać na ostateczną decyzję Naczelnego Sądu Administracyjnego, chyba, że wcześniej regulacje doprecyzowujące ten przepis zostaną wprowadzone w życie. Warto zaznaczyć, że w sporze z podatnikami głównym argumentem organów podatkowych jest odwołanie się do Konstytucji i zasady równości opodatkowania, który to argument w tym przypadku może być łatwo kwestionowany przez sądy administracyjne, zwłaszcza biorąc pod uwagę aspekty celowościowe wprowadzenia przepisu. W związku z tym należy oczekiwać pozytywnego wyroku NSA.
Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców
Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że można przełamać impas w Trybunale Konstytucyjnym. Jedyną receptą może być jednoznaczne określenie długości kadencji Prezesa TK w Konstytucji. Chaos, który spowodowały przepisy przejściowe z końca 2016 roku kosztuje Polskę stanowczo za dużo. Uzdrowienie sytuacji w TK pozwoli Polsce na uzyskanie środków z KPO, a także na rozstrzygnięcie ważnych spraw dla życia osobistego wielu Polaków.
Najważniejszą przeszkodą do nawet rozważania, czy środki z KPO i funduszy strukturalnych trafią do Polski, jest wejście w życie nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym z 13 stycznia 2023 r. Niestety, jak wiadomo, w Trybunale Konstytucyjnym doszło do impasu wskutek sporu o termin zakończenia kadencji Prezesa Trybunału. Sytuacja w Trybunale nie tylko wstrzymuje dalsze kroki w kierunku uwolnienia środków unijnych dla Polski, ale także odbiera prawo do rozpatrzenia spraw obywateli. Już dzisiaj w TK czekają na rozstrzygnięcie ważne sprawy „obywatelskie” – np. dotyczące obowiązku wnoszenia udziału i wpisowego przez osobę ubiegającą się o przyjęcie w poczet członków spółdzielni, zgody organu na przeznaczenie gruntów rolnych i leśnych na cele nierolnicze i nieleśne lub udokumentowania umocowania do reprezentowania spółki w KRS. Przełamanie impasu w Trybunale pozwoli na rozstrzyganie ważnych spraw dla życia osobistego wielu Polaków.
„Obecny kształt przepisów o Trybunale i szczególny status samego Trybunału oznaczają, że natychmiastowe wyjście z impasu, bez ustępstw ze strony sędziów, jest właściwie niemożliwe. Tymczasem warto przypomnieć, że Rada Ministrów, gdy jej funkcjonowanie jest znacznie utrudnione, może być odwołana przez Sejm. Natomiast ani Konstytucja, ani ustawy dotyczące Trybunału, nie przewidują mechanizmu, który pozwoliłby przeciąć spory paraliżujące jego prace. Dlatego potrzebne jest zdecydowanie działanie – z nowelizacją Konstytucji włącznie. Tego wymaga pobudzenie pogrążającej się w kryzysie gospodarki. Nie trzeba przypominać, jak potrzebne są środki z KPO. Wszystkie argumenty dotyczące KPO nabierają wielokrotnie większego ciężaru w odniesieniu do funduszy strukturalnych. Warto zatem podjąć się nawet najodważniejszych kroków, aby zwiększyć szansę na odblokowanie środków z KPO. Szkody wyrządzone polskiej gospodarce, a tym samym całemu społeczeństwu, mogą być nie do nadrobienia przez kolejne lata, a może nawet dekadę. Dlatego politycy wszystkich opcji, którzy podzielają pogląd, że środki z KPO i funduszy strukturalnych to sprawa najwyższej rangi, powinni na poważnie rozważyć pilną zmianę Konstytucji – która przetnie spory w dzisiejszym składzie Trybunału. Trudno przecież zgodzić się na sytuację, gdzie brak dobrej woli kilkunastu osób – na których spoczywa zresztą szczególna odpowiedzialność wobec obywateli – pozbawia kraj szansy na złagodzenie kryzysu wywołanego pandemią i wojną w Ukrainie. Sytuacja jest tym bardziej krytyczna, że prawdopodobnie jest to ostatnia perspektywa finansowa, w jakiej Polska jest beneficjentem netto budżetu Unii” – podkreśla Grzegorz Lang, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich.
Prezydent Andrzej Duda skierował do kontroli prewencyjnej nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym z 13 stycznia 2023 r. Ta nowelizacja zwiększa szansę, że środki dla Polski z Krajowego Planu Odbudowy zostaną odblokowane. Tymczasem w Trybunale powstał spór na tle terminu zakończenia kadencji Prezesa Trybunału, co zamroziło rozpatrywanie wniosku Prezydenta – a tym samym oddala Polskę od uzyskania środków unijnych.
Z doniesień medialnych wiadomo, że co najmniej sześciu sędziów uznaje, że kadencja sędzi Julii Przyłębskiej jako Prezesa TK zakończyła się. Innego zdania jest sama zainteresowana. Co istotne, prewencyjnej kontroli ustaw dokonuje Trybunał w pełnym składzie. Wprawdzie pod nieobecność Prezesa Trybunałem kieruje sędzia o najdłuższym stażu, którym – zgodnie z doniesieniami medialnym – jest również pani sędzia Przyłębska, to jednak trudno liczyć, że akurat w tej sytuacji zgodzi się z oponentami i podejmie działania jako kierująca Trybunałem wokresie wakatu na stanowisku Prezesa.
Wprawdzie 1 marca br. Biuro prasowe TK poinformowało, że Zgromadzenie Ogólne uznało, że kadencja pani sędzi Julii Przyłębskiej trwa nadal – to trudno jeszcze ocenić, czy szóstka sędziów podporządkuje się temu dokumentowi. W przestrzeni publicznej pojawiły się bowiem doniesienia sugerujące, że nie mają takiego zamiaru. Nawet jeżeli jednak tak się stanie, to ustawa o Trybunale – inaczej niż w przypadku ustawy budżetowej i ustawy o prowizorium budżetowym – nawet nie wskazuje terminu rozstrzygnięcia sprawy nowelizacji ustawy o SN. Jest zatem wysoce prawdopodobne, że sprawa nie zostanie zakończona przed upływem tego roku. Tymczasem środki z funduszu odbudowy w innych państwach już pracują.
Końcówka 2022 roku przyniosła znaczący, rokroczny wzrost podaży mieszkań w sektorze PRS w całej Europie Środkowo-Wschodniej – wynika z najnowszego raportu firmy Colliers pt. „The Living Sector in CEE-6[1]”. Największy przyrost lokali odnotowano na Węgrzech (+301%), w Rumuni (+244%), w Polsce (+217%) i w Bułgarii (+173%).
Dorota Wysokińska-Kuzdra, Senior Partner, Dyrektor Działu Corporate Finance i Living Services, Colliers
– Rynek mieszkaniowy – a w szczególności segmenty wynajmu instytucjonalnego (PRS), mieszkań studenckich i mieszkań współdzielonych – w Europie Środkowo-Wschodniej jest obecnie mniej rozwinięty niż w Europie Zachodniej. W analizowanych przez nas krajach nadal większość zasobów mieszkaniowych jest własnością osób prywatnych lub gmin. Jednak w ostatnich latach, szczególnie w stolicach – Warszawie, Pradze, Budapeszcie i Bukareszcie oraz w mniejszym stopniu w Sofii i Bratysławie – obserwuje się coraz większy udział prywatnych funduszy w rynku mieszkaniowym. Rozwój sektora living odnotowano także w miastach regionalnych, przede wszystkim w Polsce i Czechach – mówi Dorota Wysokińska-Kuzdra, Senior Partnerka, Dyrektorka Działu Corporate Finance i Living Services na region Europy Środkowo-Wschodniej w Colliers.
Główne czynniki napędzające rynek mieszkaniowy w Europie Środkowo-Wschodniej
Urbanizacja i migracja
Wraz z rozwojem miast w Europie Środkowo-Wschodniej rośnie zapotrzebowanie na mieszkania na wynajem w obszarach miejskich. Od lat obserwowana jest migracja ze wsi do miast w poszukiwaniu zatrudnienia, edukacji oraz poprawy stopy życiowej. Wiele osób, które decyduje się na zmianę miejsca zamieszkania, szuka wysokiej jakości lokali do wynajęcia na elastycznych warunkach, a to przekłada się bezpośrednio na wzrost popytu na mieszkania z sektora prywatnego i instytucjonalnego.
Luka w podaży
Kolejnym motorem wzrostu rynku mieszkaniowego w Europie Środkowo-Wschodniej jest luka w podaży mieszkań, a co za tym idzie, rosnąca liczba inwestorów instytucjonalnych, takich jak firmy private equity czy wyspecjalizowane fundusze, a także fundusze powiernicze inwestujące w nieruchomości, które zaczynają lokować swój kapitał w regionie CEE. Przyciągają ich stosunkowo niższe koszty i wyższe potencjalne zyski w porównaniu z Europą Zachodnią, a także rosnący popyt na mieszkania na wynajem.
Rosnąca klasa średnia
Wzrost liczebności klasy średniej w krajach Europy Środkowo-Wschodniej sprzyja zwiększeniu popytu na wynajem mieszkań od funduszy PRS. Z kolei poprawa stopy życiowej powoduje, że klienci są w stanie zapłacić więcej za wyższą jakość obsługi, standard wykończenia lokalu oraz lepszą lokalizację.
Obecnie coraz większy odsetek młodszych ludzi woli najem niż własność. Dokonują oni wyborów dotyczących stylu życia, które sprzyjają mobilności, oraz doceniają koncepcję gospodarki współdzielenia. Wynajem instytucjonalny, choć droższy od oferowanego przez indywidualnych właścicieli, niesie ze sobą wiele korzyści i dlatego jest preferowany przez najemców – już teraz w wielu istniejących aktywach PRS obowiązują listy oczekujących na wprowadzenie się.
Przystępność cenowa
Rosnące koszty kredytów mieszkaniowych powodują, że części społeczeństwa nie stać na zakup mieszkania. Wiele osób nie chce także wiązać się długoterminowymi zobowiązaniami kredytowymi. Wynajem instytucjonalny jest często tańszy niż rata kredytu, a do tego znacznie wygodniejszy i bardziej elastyczny.
Wojna w Ukrainie
Konflikt za naszą wschodnią granicą ma znaczący wpływ na popyt na obiekty mieszkaniowe w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, choć jego stopień może być różny w zależności od kraju i lokalizacji. Nagły wzrost liczby uchodźców spowodował rozwój rynku lokali na wynajem, w tym w segmentu PRS, jak również mieszkań studenckich, szczególnie w krajach takich jak Rumunia, Polska i Węgry. Choć mogło się wydawać, że wzrost popytu będzie chwilowy, utrzymuje się on na wysokim poziomie, co skutkuje ograniczoną dostępnością mieszkań i ciągle wysokimi cenami najmu w największych miastach. Przewiduje się, że sytuacja ta utrzyma się przez dłuższy okres.
Usługi wspólne
Europa Środkowo-Wschodnia jest najchętniej wybieranym regionem przez inwestorów z sektorów takich, jak outsourcing procesów biznesowych (BPO), centra usług wspólnych (SSC), IT czy badania i rozwój, które wciąż odnotowują wzrosty pod względem inwestycji oraz nowych miejsc pracy. Wynika to głównie z niższych kosztów operacyjnych, a także dostępności dobrze wykształconych pracowników. Czynniki te wpływają na zwiększenie zapotrzebowania na obiekty mieszkaniowe w największych miastach regionu.
Rosnąca rola wynajmu
Od lat kraje Europy Środkowo-Wschodniej mają bardzo silny rynek kupujących mieszkania na własność. Ich odsetek jest znacznie wyższy niż w krajach Europy Zachodniej, gdzie obserwujemy wyższy udział najemców. Oczekuje się, że w regionie CEE-6 trend posiadania własnego M będzie się stopniowo odwracać, a zmiana podejścia stanie się jednym z najważniejszych zjawisk kształtujących rynek mieszkaniowy w najbliższych latach.
Czechy liderem rynku PRS
Pod względem istniejących mieszkań na wynajem instytucjonalny, należących do deweloperów i inwestorów, wiodącym rynkiem pozostają Czechy z prawie 62 500 lokali (+10% w porównaniu do 2021 r.). Na drugim miejscu plasuje się Polska z około 10 000[2] lokali (+217% w porównaniu do 2021 r.). W ubiegłym roku obserwowaliśmy znaczące wzrosty podaży także na Węgrzech (+301%), w Rumunii (+244%), Słowacji (+173%) oraz Bułgarii (151 mieszkań w ciągu ostatnich dwóch lat).
– Warto zaznaczyć, że rynek PRS w Polsce rozwija się bardzo dynamicznie, a istniejące zasoby sięgają obecnie prawie 11 000 lokali. Co więcej, spośród krajów Europy Środkowo-Wschodniej, Polska ma największą liczbę mieszkań przeznaczonych na wynajem instytucjonalny w budowie oraz najwięcej projektów tego typu w przygotowaniu. Większość z obecnie planowanych inwestycji ma trafić na rynek w latach 2023 i 2024 – mówi Michał Witkowski, Dyrektor Living Services na region Europy Środkowo-Wschodniej w Colliers.
Rośnie rynek mieszkań studenckich i mieszkań współdzielonych
Po spowolnieniu w czasie pandemii rozpędu nabiera ponownie rynek mieszkań studenckich. W krajach CEE-6 opiera się on w dużej mierze na akademikach należących do uczelni. Domy studenckie, będące własnością instytucjonalną, to wciąż stosunkowo nowy i rozwijający się segment rynku.
Nowym zjawiskiem w krajach Europy Środkowo-Wschodniej jest także sektor mieszkań współdzielonych. W sześciu analizowanych przez Colliers krajach ta forma mieszkalnictwa znana jest tylko w Czechach, Polsce i na Słowacji.
Ceny domów wciąż rosną
W ciągu ostatnich 10 lat ceny domów w Unii Europejskiej wykazywały stałą tendencję wzrostową. Łącznie w latach 2015-2021 w 27 krajach UE nieruchomości te podrożały o 38%. Jedną z największych podwyżek zaobserwowano w Europie Środkowo-Wschodniej – na Węgrzech (+108%). Z wysokim skokiem cen borykały się także Czechy (+84%) i Słowacja (+54%), a dalej w zestawieniu uplasowały się Bułgaria (+49%), Polska (+48%) i Rumunia (+34%). Wśród krajów UE najniższy wzrost kosztów odczuto we Włoszech (+3%) i na Cyprze (+4%).
Rosnące znaczenie budynków energooszczędnych
Wzrost świadomości najemców w obszarze przyjaznych dla środowiska i energooszczędnych budynków, nie tylko w kontekście polityki ESG, lecz także w kwestii korzyści finansowych, może przyczynić się do coraz większego rozdźwięku w zakresie czynszów pomiędzy ekologicznymi a tradycyjnymi budynkami we wszystkich krajach z grupy CEE-6. Co więcej, trend ten powinien być widoczny we wszystkich sektorach rynku nieruchomości, również w segmencie mieszkaniowym.
[1] W raporcie przeanalizowano 6 krajów: Polskę, Słowację, Czechy, Węgry, Bułgarię i Rumunię.
Przedstawiciele Związku Cyfrowa Polska, organizacji zrzeszającej najważniejszych graczy na polskim rynku nowych technologii, przekazali do polskiego rządu swoje zastrzeżenia do unijnego projektu Data Act. Kilka kwestii „budzi najwyższe zaniepokojenie” ekspertów, na co zwrócili uwagę w liście skierowanym do ministrów Janusza Cieszyńskiego i Pawła Lewandowskiego z Cyfryzacji KPRM.
Data Act, czyli akt w sprawie danych, ma na rynku europejskim regulować kwestie związane z dostępem do danych, możliwością ich przekazywania pomiędzy przedsiębiorcami, a także uzyskiwaniem do nich dostępu przez organy administracji publicznej. Projekt zakłada nałożenie na przedsiębiorców nowych obowiązków w zakresie ochrony danych osobowych.
O ile Związek Cyfrowa Polska nie polemizuje z samą koniecznością wprowadzenia aktu, o tyle „najwyższe zaniepokojenie” ekspertów budzi ogłoszona przez Prezydencję Szwedzką w UE chęć przyjęcia podstawowej wersji dokumentu jeszcze w tym półroczu. „Naszym zdaniem polski rząd powinien wyrazić sprzeciw wobec takiego procesu, ponieważ liczne zagadnienia pozostają dyskusyjne, zaś realne koszty jakie mogą być nałożone na podmioty byłyby niewspółmierne do zakładanych przyszłych korzyści” – czytamy w liście do ministrów.
Zapisy, które mogą zaszkodzić rozwojowi nowych technologii
Prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik przekonuje, że organizacja docenia znaczenie problemu odpowiedniego przenoszenia danych pomiędzy dostawcami, zwłaszcza usług chmurowych. Zwraca jednak na jeden istotny szczegół. – Branża cyfrowa to szczególny obszar rynku, który, ze względu na brak wypracowanych przez lata rozwiązań i tradycji, musi się borykać z wieloma problemami wieku dziecięcego w obszarze prawnym. Regulatorzy muszą być szczególnie uważni, aby z jednej strony zagwarantować konsumentom przysługujące im prawa, w tym prawo do ochrony danych osobowych, ale by z drugiej strony nie zaszkodzić innowacji i przedsiębiorczości. Nowe technologie, jak żadne inne gałęzie rynku, napędzają dziś nasze gospodarki – zaznacza Michał Kanownik.
W liście Cyfrowej Polski do Cyfryzacji KPRM znalazło się kilkanaście spostrzeżeń dotyczących poszczególnych punktów proponowanego Data Act. Wśród nich między innymi postulat urynkowienia wymagań. W ocenie ekspertów polskiej branży cyfrowej „dobrowolne, rynkowe rozwiązania oparte na międzynarodowych standardach i normach wydają się być lepszym sposobem na udostępnianie danych niż wprowadzanie ścisłych obowiązkowych wymagań dotyczących projektowania produktów. Cyfrowa Polska zwraca również uwagę na zapisy dotyczące przepisów w zakresie udostępniania danych. W jej opinii, „dostawcy nie mogą być zobowiązani do ich udostępniania konkurencji”.
Branża apeluje o prawo głosu
Przedstawiciele Związku Cyfrowa Polska zaapelowali także o większy udział branży cyfrowej w tworzeniu prawa. „Martwi nas bardzo to, że zasadnicze regulacje dot. chmury, big data itp. tworzone są w Polsce praktycznie bez udziału biznesu tylko wewnątrz aparatu państwowego” – podkreślili w piśmie skierowanym do przedstawicieli polskiego rządu.
Zgodnie z założeniami projektu, Data Act ma wejść życie po dwunastu miesiącach od jego ostatecznego ogłoszenia.
Inflacja i rosnące koszty życia skłaniają Polaków do rozsądnego zarządzania budżetem. Większość z nas uważa, że ten stan rzeczy szybko się nie zmieni – wręcz przeciwnie, aż 59 proc. spodziewa się pogorszenia sytuacji gospodarczej naszego kraju w ciągu najbliższych 12 miesięcy. I choć trend powszechnego oszczędzania nabiera na sile, to nie we wszystkich przypadkach zamierzamy zaciskać pasa. Największy odsetek badanych deklaruje, że nie zrezygnuje z wydatków na odzież i obuwie, wakacje oraz platformy streamingowe. To wnioski z najnowszej edycji badania Current Consumer Mood przeprowadzonego przez GfK.
Pomimo trudnej sytuacji ekonomicznej Polacy nie chcą całkowicie rezygnować z rzeczy i usług, które sprawiają im przyjemność. Z marcowego raportu Current Consumer Mood wynika, że 28 proc. respondentów nie zamierza oszczędzać na ubraniach i obuwiu, 23 proc. na podróżach, a 19 proc. nie jest skora do ograniczania wydatków związanych z subskrypcją platform streamingowych oferujących muzykę, filmy, seriale i audiobooki. Zauważalna jest także różnica w podejściu do sprawiania sobie radości pomiędzy kobietami i mężczyznami. Panie częściej dogadzają sobie wizytami u kosmetyczki (21 proc.) i zakupem kosmetyków (23 proc). Z kolei mężczyźni bez oporu wydadzą więcej na wyjścia do kina i teatru (21 proc.) oraz zakup gadżetów elektronicznych (16 proc.).
– Obecna sytuacja gospodarcza wymusiła na polskich konsumentach przemodelowanie dotychczasowego stylu życia. Za nasze pensje kupimy znacznie mniej niż jeszcze rok, czy dwa lata temu. Dlatego ściśle kontrolujemy wydatki i w większości przypadków rezygnujemy z produktów i usług, które nie są niezbędne. Są jednak obszary, w których bez względu na ogólną strategię oszczędzania wciąż będziemy zostawiać pieniądze, by sprawić sobie odrobinę przyjemności i zapewnić rozrywkę. To niezwykle ważne w tych trudnych i przepełnionych niepokojem czasach – mówi Dominika Grusznic-Drobińska, director marketing & consumer intelligence w GfK.
Wiosna budzi do życia plany urlopowe
Rozpoczynająca się wiosna ma również duży wpływ na plany urlopowe Polaków. W najbliższym czasie aż 50 proc. badanych deklaruje wydatki na wyjazd urlopowo-wakacyjny. To o 12 p.p więcej niż w poprzedniej, grudniowej fali badania Current Consumer Mood. – Cieplejsze dni pobudziły naszą wyobraźnię i sprawiły, że coraz więcej z nas myśli o urlopowych wyjazdach. Przed nami bardzo długa majówka i spodziewamy się, że mimo niesłabnącego kryzysu, wiele osób spędzi ją w tym roku poza domem. Oszczędności poszukamy zatem gdzie indziej – kolejne miesiące pokażą, które kategorie stracą, a które najmocniej zyskają – komentuje Dominika Grusznic-Drobińska.
W czasie każdego kryzysu, gospodarki rynków wschodzących (RW) kwestionują globalny system finansowy zdominowany przez gospodarki zaawansowane i oparty na cyklu finansowym USA. Począwszy od łańcuchów dostaw osłabionych pandemią, poprzez ujawnione błędy na rynkach energetycznych i w koordynacji sankcji, aż po ostatnie wstrząsy w sektorze bankowym – fragmentacja wydaje się być nieunikniona. Tymczasem Chiny i kilka większych krajów RW stało się bardziej świadomych i podejmuje strategiczne działania promujące inicjatywy mające na celu osiągnięcie większej suwerenności monetarnej i zmniejszenie swojej zależności od transgranicznych przepływów kapitałowych z gospodarek rozwiniętych.
Wielobiegunowy system finansowy może być bardziej odporny i przyczynić się do wzrostu dobrobytu, szczególnie w przypadku mniejszych gospodarek zależnych od kapitału zagranicznego – ale jednocześnie podnosi poprzeczkę w zakresie większej koordynacji polityki. Głębsze lokalne rynki kapitałowe w krajach RW mogą pomóc w złagodzeniu wpływu wstrząsów zewnętrznych, szczególnie w sytuacji, gdy cykle nie są całkowicie zsynchronizowane. Jednak uniezależnienie oznacza również dostosowanie ram polityki i zarządzania w krajach RW do standardów leżących u podstaw obecnego globalnego systemu finansowego, co będzie wymagało czasu. Napięcia geopolityczne wymagają większej (a nie mniejszej) interakcji i koordynacji, aby pomóc w kształtowaniu globalnego systemu finansowego, który będzie uwzględniał większą rolę gospodarczą krajów RW.
Konsensus w sprawie światowych ram finansowych po systemie z Bretton Woods chyba się kruszy
W opinii Allianz Trade rosnąca fragmentacja i napięcia geopolityczne stanowią wyzwanie dla globalizacji właśnie wtedy, gdy koordynacja międzynarodowa jest najbardziej potrzebna. Ostatnie kryzysy spowodowały przeciążenie globalnych łańcuchów dostaw, wystawiły na próbę gotowość państw do koordynacji działań mających na celu opanowanie śmiertelnego wirusa i ujawniły krytyczne wady rynków energetycznych w wielu częściach świata. Jednocześnie decyzje polityczne podjęte w celu zaradzenia tym wstrząsom gospodarczym miały niezamierzone konsekwencje i, jeżeli były celowo wykorzystywane do osiągania korzyści ekonomicznych kosztem innych, mogłyby również spowolnić lub nawet zniweczyć dziesięciolecia globalnej integracji. W wielu krajach spadło publiczne poparcie dla otwartości gospodarczej, a transgraniczne przepływy towarów i kapitału od ponad dekady utrzymują się na stałym poziomie (w stosunku do PKB), mimo że przepływy danych ogromnie wzrosły. Ponadto obecne wstrząsy w sektorze bankowym jeszcze bardziej podnoszą poprzeczkę dla większej koordynacji polityki w celu złagodzenia ryzyka niekorzystnych skutków ubocznych wstrząsów finansowych.
Do tego dochodzą napięcia geopolityczne, które jeszcze bardziej utrudniły osiągnięcie międzynarodowego porozumienia w sprawie najważniejszych wyzwań i przybliżyły widmo rozpadu międzynarodowych finansów i handlu na rywalizujące ze sobą bloki gospodarcze. W ostatnim czasie trzy duże upadłości banków w USA i niedawne połączenie pod przymusem UBS i Credit Suisse ponownie wywołały traumę w sektorze finansowym w gospodarkach rozwiniętych, co zapowiada dalsze zakłócenia, które prawdopodobnie będą miały ogromne konsekwencje gospodarcze dla wielu gospodarek rynków wschodzących (RW). Według ostatnich badań MFW (2023), długoterminowy koszt samej fragmentacji handlu może wynieść od 0,2% globalnej produkcji w przypadku ograniczonej fragmentacji do prawie 7% w przypadku scenariusza poważnego. Jeżeli dodać do tego uniezależnienie w kwestiach technologicznych, niektóre kraje mogą odnotować straty w wysokości nawet 12% PKB.[1]
Kryzys energetyczny (i związane z nim sankcje nałożone przez Zachód[2]) wywołany wojną w Ukrainie stał się również katalizatorem działań zmierzających do demontażu obecnego globalnego systemu finansowego. Zamrożenie rezerw walutowych Rosji utrzymywanych przez inne banki centralne wzbudziło w kilku dużych krajach RW obawy dotyczące dominacji amerykańskiego systemu finansowego i stopnia uzależnienia światowego systemu monetarnego od polityki zagranicznej USA (i systemu – w większości zachodnich – sojuszników). Jednak jeszcze przed wojną w Ukrainie kraje należące do BRICS w sposób bardziej przemyślany i celowy zaczęły stopniowo odzwyczajać się od zdominowanej przez USA infrastruktury rynków finansowych i pośrednictwa w światowych przepływach kapitałowych.
Wiele krajów RW chce osiągnąć większą suwerenność monetarną i mniejszą zależność od kapitału zagranicznego poprzez większą regionalną integrację handlową i finansową.
Ze względu na ograniczony rozwój lokalnego rynku kapitałowego i dużą zależność od pożyczek zewnętrznych, kraje RW są zwykle bardzo wrażliwe na warunki finansowania w gospodarkach rozwiniętych. Na przykład podczas cykli zacieśniania banki centralne w krajach RW mają niewielkie pole manewru, aby nie zagrozić stabilności kursu walutowego (ponieważ wysoki udział fakturowania handlu denominowanego w USD ogranicza korzyści z tańszego eksportu). Jednym z warunków wstępnych suwerenności monetarnej w gospodarce otwartej jest wystarczająca wielkość. Chociaż Chiny podjęły pewne starania[3] w zakresie otwarcia rachunku kapitałowego w celu umiędzynarodowienia swojej waluty, udział chińskiego juana w rezerwach banku centralnego jest nadal niewielki (Ramka 1, Wykres 1.1). Mniejsze kraje EM zaproponowały wspólne obszary walutowe, które pozwalają osiągnąć większy rozmiar poprzez agregację. Jednak niewystarczająca integracja gospodarcza i finansowa ogranicza ich potencjał do tworzenia skutecznych i trwałych unii walutowych (Wykres 1). Alternatywnie, suwerenność walutową można osiągnąć poprzez akumulację rezerw, a w wielu krajach RW zauważamy wyraźny trend w kierunku większej akumulacji rezerw w aktywach innych niż USD, takich jak złoto (Ramka 1, Wykres 1.2). Tymczasowe jednostronne umocowanie rosyjskiego rubla w złocie w połączeniu z fakturowaniem eksportu energii w rublach przywróciło de facto złoty standard, co może stanowić przykład dla krajów eksportujących surowce odnośnie odejścia od systemu walut fiducjarnych systemu Bretton Woods i osiągnięcia większej suwerenności monetarnej.
Dążenie do większej suwerenności monetarnej oznacza również większe wzajemne wsparcie w sytuacjach kryzysowych, bez udziału gospodarek rozwiniętych. W ciągu ostatnich 30 lat, w wyniku bolesnych kryzysów w latach 80. i 90. ubiegłego wieku, wzrosło wsparcie monetarne między RW. W następstwie kryzysu azjatyckiego, Inicjatywa Chiang Mai (CMI)[4] iła regionalne porozumienie o swapach wielowalutowych, co przyczyniło się do większej koordynacji polityki pieniężnej w regionie Azji i Pacyfiku. Innym, nowszym przykładem są dwustronnie uzgodnione swapy walutowe między krajami RW, w tym eksperyment Banku Centralnego Turcji dotyczący „liryzacji” (Wykres 2), który prawdopodobnie powoduje kontynuację tego procesu.
Wykres 1: Propozycje wspólnej waluty na rynkach wschodzących (RW)
Źródło: Dział Analiz Allianz. Uwaga: Brazylia uczestniczy w inicjatywach Gaucho, Sur oraz R5. Obecna propozycja 1/ R5 to raczej waluta rezerwowa typu SDR niż wspólny obszar walutowy.
Wykres 2: Dwustronne umowy swapów walutowych z Bankiem Centralnym Turcji
Źródła: Bank Centralny Turcji, Dział Analiz Allianz. Uwaga: Wykres nie uwzględnia innych rodzajów wsparcia, które de facto pomogły krajowi w ten sam sposób (np. saudyjskie depozyty w USD w Banku Centralnym Turcji).
Niektóre kraje EM próbują również zmniejszyć swoją zależność od zdominowanego przez USA systemu walutowego i infrastruktury rynków finansowych. Ponieważ wiele banków amerykańskich zredukowało swoje sieci banków korespondentów i usługi[5], wiele krajów RW zostało bez wystarczającego lub przystępnego dostępu do światowego systemu finansowego. W związku z tym Chiny stworzyły własny system płatności hurtowych (CIPS)[6], aby ułatwić rozliczenia transgraniczne bez dostępu do globalnego systemu finansowego. Kraje członkowskie BRICS planują zbadać możliwość stworzenia własnej waluty rezerwowej, jak również interoperacyjnych walut cyfrowych banku centralnego. Systemy takie bezpośrednio łączyłyby waluty cyfrowe ze wspólna infrastrukturą techniczną (np. projekt „Project mBridge” realizowany przez Urząd Monetarny Hong Kongu, Bank Tajlandii, Ludowy Bank Chin oraz Bank Centralny Zjednoczonych Emiratów Arabskich).
Ponadto wiele krajów EM usiłuje dywersyfikować swoje transgraniczne przepływy kapitałowe. Tradycyjnie głównym źródłem finansowania zewnętrznego dla RW były gospodarki rozwinięte, głównie poprzez centra finansowe, które obsługiwały oszczędności RW. W związku z tym, znaczna część długu zewnętrznego emitowanego przez RW jest nadal denominowana w USD, a w mniejszym stopniu w EUR, ze względu na niższy koszt finansowania. Jednak kilka krajów RW odchodzi od tego „grzechu pierworodnego”, aby zróżnicować finansowanie i zmniejszyć swoją zależność od polityki monetarnej USA (Wykres 3). W takim samym stopniu, w jakim pożyczkobiorcy korzystają z większej puli pożyczkodawców, kraje takie jak Chiny i członkowie Rady Współpracy Zatoki Perskiej również zwiększyły swoje dwustronne pożyczki dla wrażliwych krajów RW lub rozszerzyły swoją działalność w zakresie bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Przykładem jest Inicjatywa Pasa i Drogi, gwałtowny wzrost pożyczek udzielanych przez Chiny krajom afrykańskim oraz wzrost wpływów geoekonomicznych w wielu krajach Azji Środkowej i Południowo-Wschodniej.
Wykres 3: Zmiana struktury walutowej długu publicznego (% PKB) w wybranych krajach rynków wschodzących
Źródła: Instytut Finansów Międzynarodowych (IIF), Dział Analiz Allianz
Ramka 1: Skład rezerw walutowych banków centralnych w krajach rynków wschodzących (RW).
Wykres 1.1: Skład oficjalnych rezerw banków centralnych
Źródła: MFW, Refinitiv, Dział Analiz Allianz
Wykres 1.2: Wzrost posiadanej ilości złota w wybranych gospodarkach rozwiniętych i wschodzących
Źródła: MFW, Refinitiv, Dział Analiz Allianz. Uwaga: 1/ dane dotyczące oficjalnych rezerw złota w Centralnym Banku Rosji były ostatnio ogłoszone w styczniu 2022; 2/ ilość złota w posiadaniu Węgier w 2013 roku była bliska zeru.
Wykres 1.3: Zestawienie ilości złota w posiadaniu gospodarek rozwiniętych i wschodzących (w mln uncji)
Powstanie międzynarodowych instytucji finansowych – zwłaszcza pod przewodnictwem Chin – to kolejny znak rosnącego wpływu poprzez inwestycje. W wyniku niezadowolenia z ograniczonych wpływów w międzynarodowych instytucjach finansowych, takich jak Bank Światowy, Chiny stworzyły Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB), który w przeciwieństwie do Azjatyckiego Banku Rozwoju (ADB) nie obejmuje USA i Japonii[7]. Chociaż jego działalność inwestycyjna pozostaje niewielka w porównaniu z działalnością ADB, jest to wyraźna deklaracja polityczna mająca na celu zmianę wpływów w regionie. Grupa BRICS stworzyła również własną międzynarodową instytucję finansową, New Development Bank [Nowy Bank Rozwoju], która ma być ramieniem finansowym dla ambitnych planów grupy. Bank ten obejmuje nawet mniejsze kraje RW, które nie są członkami grupy BRICS (zestawienie potencjalnych członków grupy znajduje się na Wykresie 4).[8] Chiny szczególnie zwiększyły swoje bezpośrednie inwestycje zagraniczne w krajach RW, co było strategią opracowaną na posiedzeniu Kongresu Ludowego w 2000 r., która ostatecznie stała się częścią 10. Planu Pięcioletniego. Od 2015 roku kraj ten jest drugim co do wielkości inwestorem zagranicznym i od tego czasu rozszerza swoją strefę wpływów (Wykres 5). W tym kontekście, kapitał prywatny stał się z czasem głównym motorem BIZ.
Wykres 4: Przegląd członkostwa w BRICS (obecne i proponowane kraje członkowskie)
Źródło: Dział Analiz Allianz. Uwaga: rozszerzony skład (BRICS+) obejmowałby 50% ludności świata, a jego PKB byłby o 30% wyższy niż USA, przy czym uwzględniałby ważną kontrolę nad surowcami energetycznymi (zwłaszcza gazem ziemnym).
Wraz z początkiem finansowego uniezależnienia, globalne stosunki handlowe i polityczne również ulegają fragmentacji. Powstały nowe instytucje, takie jak Szanghajska Organizacja Współpracy (SCO),[9] podczas gdy ustalone fora negocjacji handlowych, takie jak WTO, straciły na popularności w stosunku do regionalnych umów handlowych (również częściowo z powodu protekcjonistycznego podejścia USA).
Wykres 5: Udział zadłużenia rynków wschodzących wobec Chin (%)
Źródła: Bank Światowy, Dział Analiz Allianz
W opinii Allianz Trade wielobiegunowy świat finansów może być bardziej odporny i sprzyjać dobrobytowi, jeśli pomoże pogłębić lokalne rynki kapitałowe i złagodzić wpływ zewnętrznych wstrząsów na kraje RW. Jednak uniezależnienie oznacza również dostosowanie ram polityki i zarządzania w RW do standardów leżących u podstaw obecnego globalnego systemu finansowego, co będzie wymagało czasu.
[1] Pełny wpływ byłby prawdopodobnie jeszcze większy w zależności od tego, jak wiele kanałów fragmentacji zostanie uwzględnionych. Oprócz ograniczeń w handlu i barier w rozprzestrzenianiu się technologii, fragmentacja mogłaby być odczuwalna poprzez ograniczenia migracji transgranicznej, zmniejszenie przepływów kapitałowych i gwałtowny spadek współpracy międzynarodowej, co sprawiłoby, że nie bylibyśmy w stanie sprostać wyzwaniom bardziej podatnego na wstrząsy świata.
[4] CMI jest pierwszym regionalnym porozumieniem w sprawie swapów walutowych, zainicjowanym przez kraje ASEAN+3 w maju 2000 r. na dorocznym spotkaniu Azjatyckiego Banku Rozwoju w celu rozwiązania krótkoterminowych problemów z płynnością w regionie i uzupełnienia istniejących międzynarodowych porozumień finansowych. Chociaż nie można jej uznać za inicjatywę wyłącznie dla krajów RW, ponieważ jej członkami są Japonia i Korea Południowa, jest to inicjatywa regionalna, która promuje pomoc finansową niezależną od instytucji i porozumień z udziałem USA.
[5]Chociaż zmniejszanie ryzyka jest tendencją ogólną, to w nieproporcjonalnym stopniu dotknęło kraje o słabszych systemach instytucjonalnych, z których wiele to kraje RW.
[6] System płatności hurtowych jest umownym i operacyjnym rozwiązaniem, za pomocą którego banki i inne instytucje finansowe przekazują sobie nawzajem środki pieniężne o dużej wartości, dla których istotnym czynnikiem jest czas. Jest on obsługiwany przez bank centralny lub koalicję banków i instytucji finansowych.
[7] Inne gospodarki zachodnie należą do członków spoza regionu i wnoszą istotny wkład: Australia, Kanada, kilka krajów strefy euro i Wielka Brytania.
[8] Argentyna jest podobno gotowa do przystąpienia, a inne kraje, takie jak Iran, Arabia Saudyjska, Egipt i Turcja, wykazują coraz większe zainteresowanie. Niezbędna jest jednomyślna akceptacja.
[9] Była to początkowo inicjatywa chińsko-rosyjska, mająca na celu rozwiązywanie sporów transgranicznych, jednak od kwestii bezpieczeństwa przeszła do stymulowania współpracy gospodarczej członków. Jej azjatyckie kraje członkowskie obejmują 40% ludności świata i 30% PKB. Wśród członków są Chiny, Indie, Rosja, Pakistan i Iran, a w planach jest przyciągnięcie Egiptu, Arabii Saudyjskiej i Turcji jako nowych członków.
Ponad połowa pracowników polskiego segmentu white collar chce zmienić pracę w ciągu najbliższego roku i aktywnie szuka nowego pracodawcy. 9 na 10 wyraża otwartość na zmianę – wynika z badania przeprowadzonego przez Wise Rabbit dla grupy portali pracy Just Join IT i Rocket Jobs.
Im bardziej niepewna przyszłość, tym mniejsza skłonność do podejmowania decyzji o zmianie pracy. Tymczasem polski rynek pracy w 2023 r. wciąż wykazuje dużą odporność na zawirowania gospodarcze. Świadczy o tym m.in. duża liczba ofert pracy, relatywnie niska stopa bezrobocia oraz wyniki badania przeprowadzonego dla grupy portali pracy Just Join IT i Rocket Jobs przez agencję badawczą Wise Rabbit. Jak się okazuje, 61% pracowników biurowych planuje obecnie zmianę pracy. Jednocześnie blisko 70% nie obawia się o utratę swojego aktualnego stanowiska w najbliższym półroczu.
Wbrew doniesieniom medialnym o studzeniu gospodarek, obserwujemy duży ruch na rynku pracy i rekordowe zainteresowanie ogłoszeniami na Just Join IT i Rocket Jobs. W 2022 r. oba portale odwiedziło łącznie 10 mln użytkowników. Postanowiliśmy sprawdzić, jakie są motywacje Polaków do szukania nowej pracy i czy czas inflacji oraz wyzwań gospodarczych to dobry moment na zmiany. Jak się okazuje, tak – aż 57% badanych aktywnie i regularnie przegląda oferty na portalach pracy. To badanie to także sygnał dla pracodawców, że w najbliższym roku warto pozostawać otwartym na talenty i wykorzystać ruch na rynku – powiedział Piotr Nowosielski, CEO Just Join IT.
Wysoka dynamika rynku white collar
Aktualnie aż 89% Polaków pracujących w segmencie white collar jest otwartych na zmianę pracy, a 61% już ją planuje. Połowa spośród wszystkich planujących ten ruch, już aktywnie szuka dla siebie nowego miejsca zatrudnienia. Co drugi pracownik chce znaleźć nowego pracodawcę jeszcze w tym roku. Widać, że trend jest powszechny. Spośród badanych, aż 58% wskazuje, że ich znajomi także planują zmianę pracy.
Kobiety chętniej zmienią branżę
W badaniu Just Join IT i Rocket Jobs sprawdzono także, ile osób jest otwartych na przebranżowienie. Jak się okazuje, skłonność do przekwalifikowania wykazuje niemal 1/3 badanych pracowników sektora white collar. Aż 63% osób, które planują reskilling, reprezentuje grupę badanych w wieku 28-45 lat. Co ciekawe, do podjęcia tej decyzji bardziej skłonne są kobiety (64%) niż mężczyźni (36%).
Dlaczego Polacy zmieniają pracę?
Główne motywacje badanych do zmiany pracy to lepsze zarobki (58%), możliwość rozwoju (30%) oraz elastyczny czas pracy (27%). 26% oczekuje spokojnej pracy bez obciążenia psychicznego, co wskazuje na wagę trendu work-life balance. Ankietowani wskazują także, że szukają zajęcia związanego z ich pasją (22%). Interesujące jest to, że wśród pracowników Generacji Z odesetek ten jest większy i wynosi 27%. Ponadto 11% badanych chce zmienić pracę dla lepszego stanowiska.
Jak szukają pracy pracownicy biurowi?
Z badania wynika, że 57% badanych przegląda aktywnie i regularnie oferty na portalach pracy, 46% dopracowuje CV, 23% buduje sieć kontaktów, a 31% polega na poleceniach od znajomych i rodziny. 34% badanych doszkala się i robi kursy, drugie tyle uczy się języków obcych.
Otwartość Polaków na zmiany przekłada się bezpośrednio na statystyki serwisów Just Join IT i Rocket Jobs. W 2022 r. ich użytkownicy wygenerowali 100 mln odsłon ogłoszeń o pracę. Spodziewamy się, że w 2023 r. ta liczba może się nawet podwoić. To idealny moment na to, żeby odpowiedzieć na potrzeby rynku. Dlatego chcemy dawać kandydatom największy wybór ofert, a pracodawcom największe możliwości do zatrudnienia pracowników. Aktualnie współpracujemy z 12 000 firm, a wyniki z systemu ATS TRAFFIT wskazują, że odpowiadamy za 40% wszystkich zatrudnień przez to źródło – podsumowuje Piotr Nowosielski, CEO Just Join IT.
Rekordowy ruch na portalach pracy
Zainteresowanie Polaków zmianą pracy lub przebranżowieniem przekłada się na wzrost odwiedzin w serwisach z ogłoszeniami o pracę oraz znaczny przyrost aplikacji. Z danych Rocket Jobs i Just Join IT wynika, że zainteresowanie ofertami pracy w styczniu i lutym 2023 r. było znacznie większe niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Liczba aplikacji na obu portalach wzrosła ponad dwukrotnie.
W styczniu i lutym 2023 r. portal RocketJobs.pl odwiedziło blisko 60% unikalnych użytkowników więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Z kolei Just Join IT, w pierwszych dwóch miesiącach tego roku zanotował wzrost odwiedzających o ponad 30%. Zwiększony ruch na portalach bezpośrednio przełożył się na wzrost liczby aplikacji. W przypadku Rocketjobs.pl kandydaci złożyli o 113% więcej CV r/r, na Just Join IT aż o 133% więcej r/r – powiedział Michał Szum, Head of Customer Care, Just Join IT.
W badaniu przeprowadzonym na przełomie lutego i marca 2023 przez Wise Rabbit na zlecenie grupy portali pracy Just Join IT i Rocket Jobs, wzięło udział 501 osób w wieku 19-45 lat. Ankietowani reprezentowali branżę IT, finansową, handlową, inżynieryjną, HR, marketingową i kreatywną. Spośród badanych 40% to specjaliści, 26% managerowie, a 22% to kadra zarządzająca. Pozostałe 12% stanowiły osoby zatrudnione na stanowiskach asystenckich.
36% ankietowanych pracuje zawodowo 1-4 lata, 37% 5-10 lat, a 28% dłużej niż 10 lat. 56% pracuje obecnie w biurze, 15% hybrydowo, a 29% zdalnie. Kobiety stanowią 60% badanej grupy.