Producenci sprzętu oświetleniowego korzystają na wzroście cen energii

Wzrosty kosztów funkcjonowania biznesu, głównie za sprawą nowych cen energii i gazu, to dla niemal połowy firm największe tegoroczne wyzwanie, utrudniające prowadzenie działalności gospodarczej. Nowa sytuacja skłania przedsiębiorców, ale także konsumentów do wymiany oświetlenia na bardziej energooszczędne. Skorzystają na tym producenci sprzętu oświetleniowego, którzy w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w bazie informacji kredytowych BIK powoli, ale konsekwentnie zmniejszają poziom zaległości do 10 mln zł.

O tym, jak ogromnym wyzwaniem dla prowadzenia działalności gospodarczej są ceny energii, pokazują wyniki badania Skaner MŚP, realizowanego na zlecenie BIG InfoMonitor. Na pytanie: Czego najbardziej obawiacie się Państwo, jeśli chodzi o prowadzenie firmy w 2023? – najwięcej, bo niemal połowa (49,2 proc.) przedsiębiorców odpowiedziała, że wzrostów kosztów funkcjonowania biznesu, spowodowanych wysokimi rachunkami. Na liście wyzwań, przeszkoda ta zdystansowała nawet podwyżki składek ZUS, wzrost kosztów zatrudnienia oraz podatków, które zwykle były największym zmartwieniem. Drogi prąd i gaz to największa obawa przetwórstwa przemysłowego, bo aż siedem na dziesięć przedsiębiorstw wskazuje na ten problem. Nie ma co się dziwić, przemysł należy do mocno energochłonnych, bo poza produkcją, oświetlenia i ogrzewania potrzebują też przestrzenie magazynowe i hale zakładowe. – Dlatego to w przemyśle możliwe jest najbardziej efektywne zmniejszenie zużycia energii. Szacuje się, że wymiana całego oświetlenia konwencjonalnego np. na LED-owe pozwoliłaby w skali kraju, zaoszczędzić rocznie tyle prądu, ile produkuje duża elektrownia o mocy 2 GW. W skali przedsiębiorstwa, po przemyślanej modernizacji, oszczędności mogą być równie spektakularne – zaznacza Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

W opinii analityków Precedence Research, światowy rynek energooszczędnych technologii oświetleniowych do końca dekady zwiększy swoją wartość niemal dwukrotnie. Między innymi dlatego, że wyjątkowo wysokie ceny energii skróciły okres zwrotu z tego typu inwestycji, a to z kolei przyspieszyło procesy decyzyjne w sprawie zakupów energooszczędnych rozwiązań[1] .

Już widać pierwsze pozytywne sygnały wśród producentów oświetlenia

Pierwsze sygnały sprzyjających producentom oświetlenia okoliczności, można było zaobserwować już w ostatnich 12 miesiącach. Od stycznia 2022 do końca stycznia 2023 wartość ich nieopłaconych w terminie rat i faktur stopniała o 360 tys. zł (o blisko 4 proc.). Zaległości firm z wszystkich branż w tym czasie podwyższyły się o 6,7 proc. Lepsza koniunktura może nadal pomagać producentom elektrycznego sprzętu oświetleniowego (PKD 274) obniżać zaległe zobowiązania w bankach i u dostawców. Na koniec stycznia br. ich wartość dochodziła do 10 mln zł. Przeterminowane zobowiązania miało 110 firm, z czego 70 niesolidnych dłużników to przedsiębiorstwa cały czas aktywne na rynku. – Jednak udział niesolidnych producentów oświetlenia wśród ogółu firm z tej branży jest nadal wysoki (6,6 proc.). Co oznacza, że jest tu duże prawdopodobieństwo trafienia na firmę z problemami, dlatego warto przed podjęciem współpracy sprawdzić takiego kontrahenta – dodaje Sławomir Grzelczak.

Średnia zaległość, zgłoszona przez wierzycieli do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, wynosi w tej branży 31,3 tys. zł, natomiast przeciętne nieopłacone w terminie zobowiązania kredytowe widoczne w bazie informacji kredytowych BIK to niemal 203 tys. zł.

– Tak jak pandemia i różnego rodzaju ograniczenia w poruszaniu się spowodowały przyspieszony rozwój zakupów w sieci i całego związanego z tym zaplecza dostaw oraz usług, z których można korzystać online, tak teraz wysokie koszty energii zwróciły większą uwagę firm i konsumentów na energochłonność posiadanego oświetlenia i zasilanego prądem sprzętu. Choć powody wzrostu cen energii są dramatyczne, to jednak zmiany jakie wymuszają, wyjdą wszystkim na dobre. Tym bardziej, że dotychczas dużo mówiło się o ograniczeniu produkcji energii z paliw kopalnych: gazu czy węgla na korzyść OZE, natomiast bardzo mało o poszanowaniu energii i o efektywnym jej wykorzystywaniu – zauważa prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor (Grupa BIK).

[1] https://zielonagospodarka.pl/wzrost-cen-energii-sklania-firmy-do-wymiany-oswietlenia-w-niektorych-sektorach-odpowiada-ono-za-80-proc-kosztow-10174

W ub.r. policja zanotowała 14,5 tys. prób samobójczych. Wzrost rdr. przekracza 5 proc.

Z danych KGP wynika, że w 2022 roku było o ponad 5% więcej prób samobójczych niż rok wcześniej. Powód wciąż najczęściej pozostaje nieustalony. W ub.r. tak stwierdzono w 5,7 tys. przypadków, a rok wcześniej – w 5,5 tys. Z kolei wśród znanych przyczyn przeważnie wskazuje się chorobę psychiczną i zaburzenia psychiczne. Miejscem popełnienia takiego czynu zwykle jest mieszkanie lub dom. Najwięcej osób próbuje odebrać sobie życie w poniedziałki. Eksperci komentujący dane podnoszą alarm, że wciąż zbyt mało wiadomo o przyczynach takich dramatów. Przypominają też o pogarszającym się zdrowiu psychicznym Polaków i o braku wystarczających nakładów budżetowych w celu zminimalizowania tego zjawiska.

Mało znane powody

Jak wynika z danych udostępnionych przez Komendę Główną Policji (KGP), w 2022 roku ogólna liczba zamachów samobójczych wyniosła 14,5 tys. To o 5,2% więcej niż w 2021 roku, kiedy było ich 13,8 tys. Dane te rzucają też pewne światło na najczęstsze przyczyny zamachów samobójczych wśród Polaków. Jednak, zdaniem ekspertów, gromadzone informacje wciąż nie są wyczerpujące. Przy tym szczegóły dotyczące konkretnej osoby mogą obejmować kilka pozycji. Do tego na czele zeszłorocznego zestawienia jest nieustalony powód – 5,7 tys. (w 2021 roku – 5,5 tys.).

– Zamach samobójczy rzadko jest spowodowany wyłącznie jednym czynnikiem. Osoba, która decyduje się na taki krok, najczęściej żyje w długotrwałym kryzysie i ze swojej perspektywy nie widzi z niego wyjścia. To oczywiście nie oznacza, że go nie ma. Natomiast na podstawie samych danych policyjnych nie jesteśmy w stanie zrekonstruować pełnej sytuacji konkretnej osoby. Tego nie widać w statystykach – przekonuje socjolożka Monika Frąckowiak-Sochańska, prof. Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Najczęstszy ustalony powód zamachu samobójczego obejmuje chorobę psychiczną i zaburzenia psychiczne – 4,1 tys. w ub.r. (rok wcześniej – 3,6 tys.). – Zaburzenia psychiczne mogą prowadzić do silnych uczuć braku nadziei, osamotnienia i negatywnych przekonań na temat siebie bądź innych osób. To właśnie one mogą tak naprawdę skłaniać człowieka do popełnienia samobójstwa – wyjaśnia psycholog Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.

Dalej w zestawieniu KGP widać m.in. zawód miłosny – 1,5 tys. w ub.r. (1,4 tys. w 2021 r.), nieporozumienia rodzinne lub przemoc w rodzinie – 1,3 tys. (1,3 tys.), a także powód inny niż wymieniony w statystykach – 860 (840). – Policja nie prowadzi w systemie ewidencji rozbudowanych kategorii statystycznych o przyczynach podjęcia decyzji o targnięciu się na własne życie. Nie zbiera wyczerpujących informacji o ofiarach, jeżeli nie ma przesłanek do udziału osób trzecich. Psychiatrzy, psychologowie i inne osoby, zaangażowane w pomoc ludziom narażonym na kryzys suicydalny, od dawna alarmują o pogarszającym się zdrowiu psychicznym Polaków i o braku wystarczających nakładów budżetowych w celu zminimalizowania tego zjawiska – podkreśla Andrzej Mroczek, ekspert w zakresie bezpieczeństwa z Uniwersytetu SWPS.

Miejsce, sposób i dzień

Policyjne statystyki wyróżniają też miejsca zamachów samobójczych. W 2022 roku najwięcej było ich w mieszkaniach lub domach – 8,8 tys. (2021 rok – 8,3 tys.). Dalej w zestawieniu widać inne miejsce – 1,2 tys. (rok wcześniej – 1,2 tys.), garaż, piwnicę lub strych – 922 (988), zabudowania gospodarcze – 866 (869), a także drogę, ulicę lub chodnik – 843 (729). Psycholog Michał Murgrabia uważa, że decydująca jest dostępność miejsca dla osoby podejmującej taką próbę.

– W większości jest to najbliższe otoczenie ofiary. Wybór pozostałych miejsc może wynikać z chęci nienarażania najbliższych na szok wywołany znalezieniem zwłok. Z kolei publiczne przestrzenie przybierają formę demonstracyjną i mogą być w zamyśle ofiary pewnego rodzaju komunikatem. W niektórych przypadkach chodzi o miejsce związane np. ze wspomnieniami. Moje praktyczne doświadczenie zawodowe wskazuje na pewnego rodzaju zależności między miejscem a metodami i środkami, które wybiera ofiara – wyjaśnia Andrzej Mroczek.

Patrząc na ubiegłoroczne statystyki, można dostrzec, że najczęstszym sposobem popełnienia zamachu samobójczego było powieszenie się – 5,6 tys. (w 2021 roku – 5,7 tys.). Dalej widać zażycie innych leków – 2,1 tys. (rok wcześniej – 1,7 tys.), samookaleczenie powierzchowne – 1,9 tys. (poprzednio 1,6 tys.), a także zażycie środków nasennych lub leków psychotropowych – 1,8 tys. (1,5 tys.).

– Preferencje danej osoby, jej doświadczenie i to, czy po raz pierwszy podejmuje próbę samobójstwa, mogą wpływać na sposób jego dokonania. Nie zawsze najważniejsza jest najmniej bolesna metoda. Czasami najbardziej liczy się poczucie kontroli nad sytuacją oraz skuteczność. Istnieje też grupa osób, dla których – z powodu ogromu cierpienia i zmęczenia – sposób nie jest istotny. Jego dostępność też wpływa na to, na co dana osoba się decyduje. Dla przykładu, w Stanach Zjednoczonych, gdzie łatwo uzyskać zezwolenie na broń palną, ofiary mogą częściej próbować się zastrzelić – dodaje psycholog Murgrabia.

Ponadto policyjne statystyki pokazują, w których dniach tygodnia w ostatnich dwóch latach najczęściej dochodziło do zamachów samobójczych. W 2022 roku 2,3 tys. osób dokonało ich w poniedziałki (w 2 tys. roku – 2,1 tys.), 2,1 tys. – w soboty (1,9 tys.), a także niespełna 2,1 tys. – we wtorki (1,9 tys.). Natomiast najmniej takich czynów było popełnianych w czwartki – blisko 2 tys. (1,9 tys.).

– Zakładając, że zamach samobójczy poprzedza kumulacja negatywnych doznań psychicznych, z którymi osoba nie potrafi już sobie poradzić, można założyć, że weekend paradoksalnie nie jest czasem, w którym ktoś, kto żyje w długotrwałym kryzysie, skutecznie pozbywa się stresu. Napięcia nasilają się, zwłaszcza w sferze prywatnej, po czym następuje pogorszenie samopoczucia do tego stopnia, że brakuje już siły, żeby przeżyć kolejny tydzień. Poniedziałek jest więc momentem krytycznym – podsumowuje prof. Frąckowiak-Sochańska.

Co dalej z cenami złota?

Panika na rynku finansowym była niewspółmierna do skali zjawiska. Jednak wywindowała cenę złota. Cena złota przebiła poziom 2 000 USD za uncję. Ale dla polskiego inwestora istotny jest jeszcze kurs złotego.

Czy emocjonalna reakcja inwestorów ma podłoże fundamentalne i obawy o kondycję sektora bankowego są uzasadnione, czy jednak była to wyczekiwana od dawna korekta hurra optymistycznych wzrostów od połowy października, a banki były jedynie iskrą która padła na pęczniejącą od niemal 6 miesięcy beczkę prochu?

Jeżeli chodzi o ryzyko rynkowe, to wydaje się, że wszystko zostało już rozwiązane, tym bardziej nie należy spodziewać się, że powtórzy się kryzys sektora bankowego z lat 2007-2009 – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB.

Przypominając zdarzenia z kilkunastu dni: 10 marca Silicon Valley Bank, 16-ty co do wielkości największy bank w USA ogłosił upadłość. Jest to największy przypadek upadłości amerykańskiego banku od upadku Lehman Brothers w 2008 r. W efekcie kierownictwo banku zostało zwolnione, a akcjonariusze stracili swoje pieniądze.

Co było powodem upadłości SVB? Klientami banku były głównie start-upy. Dwa lata temu w środowisku niskich stóp procentowych oraz nadpłynności sektora finansowego fundusze inwestycyjne “lekką ręką” inwestowały w technologiczne amerykańskie start-upy. Te z kolei deponowały nadwyżki gotówkowe w bankach takich jak SVB. Banki z kolei inwestowały swoje nadwyżki gotówkowe w znacznej mierze w obligacje. I cały proces działał bez zarzutu do czasu, aż FED w odpowiedzi na rosnącą inflację był zmuszony do rozpoczęcia cyklu podwyżek stóp procentowych. To z kolei doprowadziło do wystąpienia dwóch negatywnych zjawisk w kontekście opisywanego procederu.

Po pierwsze, rosnące stopy procentowe spowodowały spadek cen obligacji znajdujących się w portfelach banków, w tym SVB. W efekcie powstała różnica pomiędzy księgową i rynkową wartością obligacji, którą fachowo określa się mianem tzw. niezrealizowanej straty. Jest to strata “na papierze”, która jest niegroźna, jeżeli bank nie jest zmuszony do sprzedaży posiadanego portfela obligacji przed ich terminem wykupu. Po drugie, rosnące stopy procentowe spowodowały wzrost kosztu kapitału, w wyniku czego start-upy zaczęły mieć problemu z pozyskiwaniem nowych środków finansowych od inwestorów. By pokryć koszty bieżącej działalności, zaczęły masowo wycofywać depozyty z banków, w tym banku SVB.

W konsekwencji SVB, by zachować płynność, był zmuszony do sprzedaży portfela obligacji o wartości 21 mld USD. W efekcie bank odnotował stratę w wysokości 1,8 mld USD, co doprowadziło do jego upadłości.

Po zawirowaniach z upadłością banku SVB rynki finansowe wyczekiwały normalizacji. Stabilizacja sytuacji nie tylko nie nastąpiła, ale doszło do eskalacji i tak już napiętej sytuacji w sektorze finansowym. W ciągu weekendu rynki obiegła informacja o tym, że kilkunastoletnia agonia Credit Suisse nareszcie dobiega końca i podmiot zostanie przejęty za kwotę 3 mld USD przez UBS. W ramach umowy dotychczasowi akcjonariusze CS otrzymają 1 akcję UBS w zamian za 22,48 akcji Credit Suisse. Jest to duża strata dla akcjonariuszy, niemniej gorzej sytuacji przedstawia się w przypadku obligatariuszy AT1, czyli rodzaju obligacji wyemitowanych w następstwie globalnego kryzysu finansowego z 2008 roku. Obligacje te zostały stworzone po to, by w razie upadłości banku kosztami procederu zostali obarczeni w pierwszej kolejności wierzyciele, a nie podatnicy.

To nie ta “promocyjna sprzedaż” akcji Credit Suisse wywołała panikę w sektorze finansowym. Powodem jest umorzenie obligacji AT1, tzw. CoCo’s (contingent convertible bonds) wyemitowanych przez Credit Suisse wartych 17 mld USD z pominięciem zwyczajowej kolejności zaspokojenia wierzycieli. Powodem było ustabilizowania sytuacji finansowej banku. W praktyce oznacza to, że obligatariusze zostaną z niczym. Jak zostało to wyżej wspomniane, w przeciwieństwie do obligatariuszy, akcjonariusze nie zostali “wymazani” w ramach sprzedaży Credit Suisse firmie UBS. Zdaniem niektórych inwestorów, powyższe działanie stanowi ewidentne “naruszenie hierarchii roszczeń”. W konsekwencji rynkowa cena obligacji AT1 odnotowała drastyczny spadek.

– W pewnym momencie wydawało się, że może dojść do powtórki tego, co rynek doświadczył po upadku Lehman Brothers, a złoto zawędruje na nowe historyczne szczyt – komentuje ekspert XTB. – od 8 marca, gdy złoto znajdowało się nieznacznie powyżej 1 800 USD/uncja, w ciągu kilku giełdowych sesji złoto podrożało o 200 USD, był to bardzo silny ruch związany z poszukiwaniem nowej bezpiecznej przystani.

Teraz cena złota będzie najbardziej zależała od tego, czy Fed zdecyduje się na kolejną podwyżkę stóp procentowych, po marcowej o 0,25pb, to wtedy powinno dojść do redukcji wcześniejszego wzrostu cen złota. W pierwszej reakcji na tą ostatnią podwyżkę cena złota była bliska 2 000 USD/uncję.

Jeżeli Fed będzie kontynuował jastrzębią politykę cena złota powinna wahać się pomiędzy 1 800-1 900 USD.

– Ciekawe jest, że fundusze ETF pozostały bierne podczas ostatnich cen złota, potraktowały, że wzrost cen złota jest krótkotrwały – dodaje M.Stajniak z XTB. Natomiast dla polskiego inwestora istotne jest także to, że złoty umacniał się wobec dolara, a podstawy do dalszego umocnienia polskiej waluty są dość mocne.

A mocniejszy złoty, to mniejsza stopa zwrotu z inwestowania w złoto.

Sektor biurowy powraca na pierwsze miejsce

Utrzymujące się wysokie koszty budowy i finansowania nowych projektów, w połączeniu ze znaczną ilością wolnej powierzchni biurowej, wpływały na decyzje deweloperów dotyczące rozpoczynania kolejnych inwestycji. Aktywność najemców w niemal wszystkich głównych miastach zauważalnie wzrosła, co może wskazywać na powrót popytu na powierzchnie biurowe do poziomu sprzed pandemii. Od strony inwestycyjnej, sektor biurowy wyprzedził rynek magazynowy i z zainwestowanym kapitałem na poziomie 2,12 mld EUR w 2022 roku uplasował się na pierwszym miejscu pod względem wolumenu inwestycyjnego.

Całkowite zasoby biurowe na koniec 2022 roku wyniosły około 12,7 mln m kw. Po raz pierwszy ponad połowa powierzchni zlokalizowana była w ośmiu największych miastach regionalnych, a w samej Warszawie było to 49%.

W ubiegłym roku w całej Polsce wolumen nowej podaży wyniósł ponad 642 000 m kw., z czego 37% nowo oddanej powierzchni biurowej ukończono w Warszawie. Odnotowany wynik był wyższy o 17% w porównaniu z 2021 rokiem, ale znacznie poniżej realizacji w latach 2016-2020, kiedy na rynek trafiało rekordowo dużo powierzchni biurowej.

„Analizując aktywność deweloperów, szala przechyla się w stronę ośmiu miast regionalnych, gdzie na koniec 2022 roku w budowie było około 567 000 m kw. W porównaniu z rokiem 2021 wynik ten był jednak o 40% niższy. Wstrzymywanie się deweloperów z realizacją nowych projektów jeszcze bardziej widać w Warszawie, gdzie aktualnie realizowane jest jedynie 185 000 m kw. Zestawiając to z 2021 rokiem oraz latami przedpandemicznymi, kiedy to podaż w budowie utrzymywała się na poziomie między 700 000 a 800 000 m kw., wynik ten jest na znacznie niższym poziomie. Wpływ na to mają niewątpliwie wyższe koszty zarówno finansowania, jak i samej budowy,” – komentuje Katarzyna Bojar, Konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.

Dwa lata pandemii, które charakteryzowały się słabszymi wynikami po stronie najemców zauważalnie uległy poprawie w 2022 roku. Ożywiony popyt na powierzchnię biurową ze strony firm zbliżył się do wyników sprzed 2019 roku. „Od stycznia do grudnia 2022 roku wolumen transakcji najmu w głównych aglomeracjach osiągnął ponad 1,48 mln m kw., co oznaczało blisko 20% wzrost w porównaniu do 2021 roku. Przyglądając się strukturze lokalizacyjnej, niecałe 60%  popytu zarejestrowano w Warszawie, zaś pozostała część odnotowana była w miastach regionalnych, przy czym prym tutaj wiodły Kraków (198 000 m kw. ) i Wrocław (137 000 m kw.),” – dodaje Katarzyna Bojar.

Wspólną cechą prawie wszystkich analizowanych ośrodków miejskich była dominacja nowych umów w wolumenie transakcji najmu. Wyjątkiem w tej analizie był Szczecin, w którym na pierwszym miejscu były renegocjacje – 56%. W Warszawie nowe umowy odpowiadały za 52% transakcji, a w pozostałych miastach wahały się od 49% do nawet 93%. W dalszym ciągu wyraźny udział przypadł renegocjacjom, które w Warszawie wyniosły 39%, a na rynkach regionalnych od 16% do 44%. Umowy typu pre-let odpowiadały średnio za 10% transakcji.

Mimo wyższej aktywności najemców, średnioroczny wskaźnik pustostanów dla wszystkich miast wzrósł o 0,1 pp. i na koniec 2022 roku wyniósł 13,5%. „Spadek dostępnej powierzchni biurowej odnotowaliśmy tylko w Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu, zaś w pozostałych głównych miastach nastąpił jej wzrost. W prawie wszystkich lokalizacjach (poza Szczecinem) współczynnik pustostanów na koniec grudnia 2022 roku przekraczał 10%. Najwyższy współczynnik zanotowano w Łodzi – 21%, a najniższy niezmiennie w Szczecinie – 5,8%. W Warszawie przewidywane jest obniżanie się wskaźnika pustostanów, jeśli popyt na biura w kolejnych kwartałach pozostanie na wysokim poziomie,”wskazuje Katarzyna Bojar.

Szczególnie w Warszawie zauważalny jest wzrost stawek czynszu –  w Centralnym Obszarze Biznesu na koniec grudnia 2022 roku kształtowały się w przedziale 20-26 EUR/m kw./miesiąc. W pozostałych lokalizacjach centralnych stawki znajdowały się w przedziale od 15 do 23 EUR/m kw./miesiąc. Czynsze wywoławcze poza centrum stolicy wynoszą od 10 do 16 EUR/m kw./miesiąc. W miastach regionalnych miesięczne wywoławcze stawki wahały się od 8 do 16 EUR/m kw. Wciąż zauważalny jest wzrost stawek opłat eksploatacyjnych z uwagi na postępujący wzrost cen usług oraz mediów.

„Po dwóch latach pandemii, które przetasowały układ sił w strukturze transakcji inwestycyjnych, sektor biurowy powrócił na pozycji lidera. W 2022 roku inwestorzy ulokowali w biurowce powyżej 2,12 mld EUR, co było wynikiem wyższym o ponad 25% w porównaniu do roku 2021. Należy jednak zwrócić uwagę, że za ponad 40% tego wolumenu odpowiadają jedynie dwie transakcje biurowe w Warszawie. Perspektywy inwestycyjne dla rynku biurowego w stolicy są  bardzo pozytywne, jeżeli chodzi jednak o rynki regionalne widzimy dużą konkurencję wśród sprzedających, a znacząca podaż nowej powierzchni nie pozwala na razie na istotne ograniczenie poziomu pustostanów i wzrost czynszów. ” – komentuje Michał Grabara, Dyrektor w dziale rynków kapitałowych w Knight Frank.

Zainwestowany w aktywa biurowe kapitał rozłożył się w równych proporcjach między Warszawą a rynkami regionalnymi.

„Dynamiczne zmiany zanotowały w ubiegłym roku stopy kapitalizacji. Dwie transakcje aktywami biurowymi typu prime, które negocjowane były w I połowie 2022 roku, zakończono na poziomie poniżej 4,5%.  Z kolei drugie półrocze ze względu na zaostrzenie polityki monetarnej przez banki centralne i zmianie oczekiwań inwestorów, oznaczały wzrost stóp kapitalizacji. Najlepsze aktywa biurowe w Warszawie wyceniane są aktualnie przy stopach kapitalizacji 5,25-5,50%, a z kolei w miastach regionalnych jest zbliżony do poziomu 6,50%,” – dodaje Michał Grabara.

Sektor usług biznesowych: 10% udział Polski w EU27

Z szacowaną liczbą ponad 4 milionów pracowników w sektorze w 27 krajach Unii, Europa odgrywa globalnie kluczową rolę jako lokalizacja dla usług biznesowych. Udział Polski w zatrudnieniu w sektorze sięga 10%.

Rośnie rola Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki na globalnej mapie nowoczesnych usług biznesowych. Region oferuje wartość dodaną dzięki bliskości rynków i dostępowi do szerokiej puli talentów. Według raportu EMEA Business Services Landscape 2023, zaprezentowanego na pierwszym Europejskim Forum ABSL w Berlinie, sektor w regionie rozwija się dzięki ekspansji wysokospecjalistycznych usług biznesowych opartych na wiedzy (KIBS).

Według szacunków ABSL Business Intelligence, w sektorze usług biznesowych w 27 krajach Unii Europejskiej pracuje już nawet 4,2 mln osób. Zatrudnienie w branży przekracza 5 milionów, gdy uwzględni się Europejski Obszar Gospodarczy (EOG), kraje kandydujące i Wielką Brytanię. Sektor przyciąga nowe inwestycje zwiększając w ten sposób swoje znaczenie dla gospodarek lokalnych i przyczyniając się do wzrostu gospodarczego w całej Europie. Raport EMEA Business Services Landscape 2023, będący analizą profili 18 krajów, opracowaną przez ABSL, Colliers, EY i Randstad, wskazuje na wzrost roli sektora w regionie oraz podkreśla znaczenie rozszerzającej się puli talentów dostarczających nowoczesne usługi biznesowe oparte na wiedzy (KIBS).

Wspólny motor wzrostu dla Europy

Przyjmuje się, że Europa będzie miała kluczowe znaczenie dla odbudowywania łańcucha wartości. Według ABSL Business Intelligence, po zmianach związanych z Brexitem, konsekwencjach pandemii COVID-19 i rosyjskiej inwazji na Ukrainę, to przyspieszenie procesów, takich jak m.in. cyfryzacja i rekonfiguracja globalnego łańcucha wartości, stwarza kolejne wyzwania, którym należy sprostać.

„W związku ze zmianami na arenie gospodarczej, społecznej i geopolitycznej liderzy biznesowi muszą przemyśleć decyzje związane z lokalizacją i rozwojem centrów biznesowych. Potencjalne ograniczenie roli Chin i tworzenie regionalnych łańcuchów wartości stwarza Europie oraz krajom basenu Morza Śródziemnego okazję do stania się lokalizacją pierwszego wyboru. Region oferuje możliwość obsługi całego spektrum procesów biznesowych – od podstawowego poziomu transakcyjnego do najbardziej zaawansowanych usług o wysokiej wartości dodanej i wysokospecjalistycznych usług opartych na wiedzy. Ta potencjalna zmiana stanowiłaby z kolei cenne ogniwo w tworzeniu europejskiego regionalnego łańcucha wartości. EMEA jako całość oferuje z punktu widzenia strefy czasowej idealną lokalizację dla procesów usługowych, nie tylko w regionie, ale także globalnie”, powiedział Jacek Levernes, honorowy prezes i współzałożyciel ABSL.

„Biorąc pod uwagę takie trendy jak nearshoring i bestshoring, EMEA oferuje wartość dodaną umożliwiając tworzenie sieci centrów kompetencyjnych. Dodatkowo z perspektywy kosztów oraz procedur zachowania ciągłości biznesowej region jako całość zapewnia też korzyści wynikające z jego skali i dywersyfikacji”, dodaje Dariusz Kubacki, wiceprezes ABSL.

Wzrost znaczenia usług wysokospecjalistycznych opartych na wiedzy

W sektorze usług biznesowych przejście w kierunku usług wysokospecjalistycznych opartych na wiedzy (KIBS) staje się coraz bardziej widoczne. „Warto podkreślić, że w ubiegłym roku, udział usług wysokospecjalistycznych opartych na wiedzy we wszystkich usługach biznesowych dostarczanych w sektorze usług biznesowych w Polsce przekroczył 50 procent, co pokazuje wzrost znaczenia naszego kraju jako lokalizacji dla coraz bardziej złożonych procesów oraz globalnych ról. Biorąc jednocześnie pod uwagę fakt, że liczba zatrudnionych w sektorze w Polsce jest największa i stanowi 10 proc całego sektora w Unii Europejskiej, dowodzi to atrakcyjności i potencjału naszego kraju na tle regionu”, zwraca uwagę Dariusz Kubacki.

Łączna liczba specjalistów w sektorze KIBS w 27 państwach Unii Europejskiej na koniec 2021 r. szacowana była na 12,4 mln i ok.16,8 mln, gdy uwzględnimy EOG, kraje kandydujące oraz Wielką Brytanię.[1]. W 2016 roku zatrudnienie to wynosiło odpowiednio 10,7 miliona i 15 milionów. W 2021 r. udział KIBS w całkowitym zatrudnieniu w Europie szacowany był na poziomie 6,4 proc. (5,7 proc. w 2016 r.). Między 2016 a 2021 rokiem liczba specjalistów w 27 krajach Unii Europejskiej wzrosła o 1,75 mln, czyli o 16,4 proc., w całej Europie o 1,9 miliona (12,5%). Ten wzrost zaostrzył konkurencję o talenty w obszarze wysokospecjalistycznych usług opartych na wiedzy i jednocześnie dowiódł potrzeby wprowadzenia systemowych rozwiązań pozwalających poszerzać pulę ekspertów na konkurencyjnym globalnym rynku.

„Osoby posiadające odpowiednie kompetencje do pracy w sektorze KIBS są rozproszone na terenie całej Europy, jednak zauważalna jest silna koncentracja w dużych obszarach metropolitalnych, w tym w znaczących ośrodkach akademickich i w stolicach,” podkreśla Dariusz Kubacki. „Pięć największych skupisk talentów, w których dostarczano usługi w sektorze KIBS w Europie w 2021 roku, to regiony metropolitalne Paryża, Madrytu, Mediolanu, Berlina i Monachium”.

W 2021 r. największą koncentracją zasobów talentów, świadczących usługi w obszarze KIBS, charakteryzowały się Niemcy i Wielka Brytania (2,6 mln), Francja (1,8 mln), Włochy i Hiszpania (1,3 mln) oraz Polska i Turcja (0,8 mln). Dane z raportu EMEA Business Services Landscape 2023 potwierdzają, że udział nowoczesnych usług biznesowych dostarczanych w centrach (dane dla 11 państw członkowskich UE-27) w sektorze usług opartych na wiedzy (KIBS) znacznie różni się w poszczególnych krajach. Stosunkowo niski jest w Hiszpanii (12,4 proc.), na Węgrzech i Litwie, podczas gdy w Polsce, Rumunii i Bułgarii jest bliski lub nawet przekracza 50 proc. Średni udział nowoczesnych usług biznesowych dostarczanych w centrach w zatrudnieniu KIBS na terenie Unii Europejskiej szacowany jest na ok. 34%.

***

Raport EMEA Business Services Landscape, zaprezentowany podczas ABSL European Forum w Berlinie, ma na celu przedstawienie sytuacji sektora w wybranych krajach regionu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki na początku 2023 roku. Sektor musi kontynuować wysiłki transformacyjne z naciskiem na KIBS, jako kluczowy element redefiniowania branży na świecie.

[1] Nowoczesny sektor centrów usług biznesowych, obejmujący centra SSC, BPO, GBS, IT oraz ośrodki B+R, stanowi część szerszej branży KIBS.

EIT InnoEnergy podsumowuje osiągnięcia i rozwój portfela inwestycyjnego w 2022 r.

Zaangażowanie w 18 nowych spółek, w tym 4 z Europy Środkowej, kontynuacja wsparcia dla branży bateryjnej oraz rozpoczęcie prac nad budową europejskiego sojuszu przemysłu fotowoltaicznego. EIT InnoEnergy – europejski inwestor aktywny w obszarze zrównoważonej energii – podsumował kluczowe osiągnięcia 2022 roku.

EIT InnoEnergy koncentruje się na wspieraniu transformacji energetycznej i jest wiodącą siłą napędową rozwoju zrównoważonej energii. Spółka dostarcza technologie i kompetencje niezbędne do realizacji ambitnych założeń Europejskiego Zielonego Ładu oraz europejskich celów w zakresie dekarbonizacji. W skali całej Europy portfolio EIT InnoEnergy powiększyło się w 2022 roku o 18 innowacyjnych spółek. Działają one w takich obszarach, jak magazynowanie energii, zielony wodór, odnawialne źródła energii, recykling i gospodarka obiegu zamkniętego, transport i mobilność, a także zrównoważone budownictwo i smart city.

W Europie Środkowej EIT InnoEnergy wsparł rozwój czterech nowych spółek. Rumuńska firma Prime Batteries Technology jest producentem baterii i magazynów energii. Wywodzący się z Łotwy Empyrio opracowuje technologie do przetwarzania i efektywnego kosztowo wykorzystania odpadów organicznych pochodzących m.in. ze ścieków. Polska spółka Nevomo jest liderem zaawansowanych rozwiązań w obszarze szybkich kolei nowej generacji, w tym inspirowanej hyperloopem technologii MagRail. Inna polska spółka, Coat-It, opracowała technologie pozwalające na ulepszanie funkcjonalności i nadawanie nowych właściwości powłokom metalicznym i polimerowym.

W ubiegłym roku EIT InnoEnergy wziął także udział w kolejnych rundach inwestycyjnych polskich spółek: The Batteries (producent cienkowarstwowych baterii do urządzeń mobilnych) i EcoBean (start-up, który opracował technologię zamiany zużytych fusów po kawie w zrównoważone materiały). Nastąpiło również wyjście ze spółki SunRoof, w której rozwój EIT InnoEnergy zaangażował się na wczesnym etapie. Firma pozyskała w 2022 roku nowych partnerów inwestycyjnych, którzy zapewnią jej dalsze finansowanie i wsparcie. SunRoof jest producentem innowacyjnych dachów solarnych i technologii do zarządzania energią.

– Za nami bardzo intensywny rok, w którym skutecznie wspieraliśmy rozwój sektora cleantech w Europie Środkowej. Jako impact-inwestor, szukamy inwestycji w technologie i rozwiązania, które redukują lub eliminują negatywny wpływ działalności człowieka na środowisko. Cieszy nas rosnące portfolio start-upów z regionu CEE, tym bardziej że dla wielu z nich jesteśmy pierwszym inwestorem instytucjonalnym. Pomagamy naszym spółkom przejść najtrudniejsze etapy rozwoju, kiedy wyzwaniem jest m.in. dostęp do kapitału, wiarygodność na rynku oraz znajomość mechanizmów regulacyjnych – podkreśla Marcin Wasilewski, prezes EIT InnoEnergy w Europie Środkowej.

W czwartym kwartale ub.r. zainicjowana została działalność Europejskiego Sojuszu Przemysłu Fotowoltaicznego, którego liderem jest EIT InnoEnergy. Sojusz będzie wspierać realizację strategii UE w obszarze fotowoltaiki poprzez dalszy rozwój, obniżanie ryzyk oraz zwiększanie inwestycji w całym łańcuchu wartości sektora PV. Pozwoli to wzmocnić pozycję konkurencyjną przemysłu fotowoltaiki w kontekście gwałtownego wzrostu zapotrzebowania na energię słoneczną. Celem Sojuszu jest osiągnięcie poziomu 30 GW mocy rocznie do 2025 roku, co przełoży się na dodatkowych 60 mld euro PKB i ponad 400 tys. nowych miejsc pracy (bezpośrednio i pośrednio) w Europie.

W 2022 roku EIT InnoEnergy kontynuował również działania na rzecz wzmacniania europejskiego sektora baterii i magazynowania energii poprzez Europejski Sojusz na rzecz Baterii (EBA250). Sojusz skupia obecnie ponad 800 partnerów zaangażowanych w cały łańcuch wartości w sektorze bateryjnym. Jednym z flagowych przedsięwzięć w tym obszarze jest EBA Academy – europejska platforma edukacyjna, której celem jest szkolenie, podnoszenie kwalifikacji, jak również przekwalifikowywanie pracowników niezbędnych do rozwoju przemysłu bateryjnego w Unii Europejskiej. W ubiegłym roku, we współpracy z lokalnymi partnerami, EIT InnoEnergy zainicjował działalność EBA Academy w Polsce i Rumunii.

Rok 2022 był także okresem intensywnego zaangażowania EIT InnoEnergy w rozwój recyklingu baterii do pojazdów elektrycznych. W efekcie, na przełomie roku, podpisane zostało porozumienie o współpracy z Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju, którego celem jest identyfikacja barier oraz wyzwań technologicznych i regulacyjnych w całym łańcuchu wartości segmentu recyklingu baterii. Pomoże to w budowie optymalnego otoczenia rynkowego oraz platformy umożliwiającej uczestnikom rynku współpracę, wymianę doświadczeń i wzmacnianie kompetencji o recyklingu baterii. Beneficjentami współpracy będą kraje Europy Środkowo-Wschodniej, a w pierwszym etapie – głównie Polska.

Potrzebne jest większe zaufanie państwa do przedsiębiorców

Sektor małych i średnich firm jest jednym z najbardziej wrażliwych na zakłócenia elementów gospodarki narodowej. Jednocześnie jest też stabilizatorem i amortyzatorem wahań koniunktury w cyklu ekonomicznym. W ostatnich kilku latach mieliśmy do czynienia z wyjątkową zmiennością gospodarczą, wywołaną szokami zewnętrznymi takimi jak pandemia czy wojna. Absorbowanie wynikających z tego zmian jest niemożliwe bez elastycznego i innowacyjnego sektora MŚP. Rola państwa powinna natomiast polegać głównie na redukowaniu efektów gwałtownych globalnych zmian: to jest na podtrzymaniu popytu w czasie pandemii przez transfery bezpośrednie, wyrównywaniu szans w dostępie do surowców w sytuacji kryzysu energetycznego i nade wszystko – w nieprzeszkadzaniu mechanizmom rynkowym i adaptacyjnym w działaniu.

Państwo tworzy otoczenie prawne, w którym działają firmy. Odpowiada za system podatkowy i transparentność zasad prowadzenia działalności ekonomicznej. Jednak, jak pokazuje najnowsze Badanie Polskiej Przedsiębiorczości oraz wynikający z niego Indeks InFakt za rok 2022 na poziomie -19,3 pkt, zdecydowana większość firm ocenia warunki prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce negatywnie.

Brak zaufania do państwa

Na „pocieszenie” można dodać, że ocena ta już od lat jest bardzo negatywna. W ostatnim roku za sprawą wprowadzonych zmian podatkowych pogorszyła się szczególnie drastycznie wśród mikrofirm, a jednocześnie poprawiła się w oczach małych podmiotów. Znamienny jest fakt, że aż 69% wszystkich badanych przedsiębiorstw uznało, że sytuacja prawna pogorszyła się, a nikt nie ocenił zmian zdecydowanie dobrze. Martwi więc nie tyle sama niestabilność sytuacji ekonomicznej w obliczu ostatnich zakłóceń w gospodarce globalnej, ale ogólna tendencja. Pozbawia ona bowiem małe podmioty stabilności otoczenia, zwiększając dodatkowo niepewność wywołaną sytuacją rynkową. Co więcej, prognozy co do kolejnych ewentualnych poczynań władz są zdecydowanie negatywne. Aż 80% badanych ocenia je jako potencjalnie pogarszające jeszcze bardziej sytuację biznesu. Świadczy to o totalnym braku zaufania biznesu do państwa i traktowaniu instytucji państwowych jako opresyjnych. Mikro i mała firma to mikro i małe, ograniczone zasoby ludzkie, które utrudniają bieżące śledzenie zmian w przepisach. Za główne wady systemowe badani uznali brak stabilności prawa oraz formalności i obciążenia takie jak składki ZUS, przepisy, podatki itd. Co więcej, wprowadzone regulacje takie jak Polski Ład przez 80% respondentów uważane są za niesprawiedliwe.

Niejednolita sytuacja finansowa

Przyjmuje się, że sukces firmy to wypadkowa kilku czynników: jej wzrostu i rozwoju oraz pozycji konkurencyjnej i planów ekspansji, przy zachowaniu równowagi finansowej i pozytywnego wpływu społecznego. W ocenie 45% respondentów kondycja finansowa ich przedsiębiorstw w stosunku do ubiegłego roku jest dobra lub raczej dobra. Jednak równocześnie 46% ocenia ją jako gorszą niż w poprzednim roku. Przewidywania niemal połowy przedsiębiorców w odniesieniu do bieżącego roku są negatywne.

Jak widać nie ma jednolitego trendu. Część firm w roku ubiegłym wykorzystywała poduszkę finansową jeszcze z czasów pandemii, część odczuwała wyraźny spadek obrotów, co widać chociażby na wskaźniku PMI. Od kilku miesięcy wynosi on dla Polski poniżej 50 pkt., co oznacza spadek aktywności w sektorze produkcji.

Najcenniejszy kapitał ludzki

Widać wyraźnie, że główny kapitał mikro i małych firm to kapitał ludzki. Zaangażowani pracownicy i dobra jakość usług księgowych (które są outsourcowane średnio u 75% respondentów), wymieniane są jako podstawowa wartość dla przedsiębiorstwa. Na 84% badanych wpłynęła pandemia, która ograniczyła możliwości wzrostu biznesu i spowodowała spadek inwestycji. W niektórych firmach doprowadziła też do wzrostu wynagrodzeń, najprawdopodobniej w powiązaniu z rosnącą liczbą zadań i podniesieniem wydajności pracowników. Wszędzie jednak przyniosła konieczność redukcji kosztów. Przedsiębiorstwa odnotowały również wpływ wojny na prowadzoną działalność, szczególnie w takich sektorach jak handel, transport i logistyka. Jednak najsilniejsze konsekwencje dla nich miała w ostatnim roku inflacja.

W Polsce w lutym inflacja cen producentów była na bardzo wysokim poziomie – 26,7%. Firmy deklarują podwyższanie cen oferowanych produktów i usług średnio o 18%, ciągle zachowując konkurencyjność. Jednocześnie aż 62% badanych podmiotów podjęło działania zabezpieczające ciągłość działalności, takie jak szukanie nowych rynków, oszczędność energii i kosztów oraz – niestety – ograniczanie inwestycji.

Przedsiębiorca jest predestynowany do wprowadzania w życie innowacyjnych rozwiązań, udoskonalania oferty rynkowej, podejmowania ryzyka czy bycia proaktywnym. Sukces Schumpeterowskiego „małe jest piękne‘’ to współpraca bazująca na partycypacji, zaangażowaniu i aktywności. Nic więc dziwnego, że pomimo trudności poziom satysfakcji przedsiębiorców przekracza aż 60%, a jej podstawą jest niezależność i poczucie wpływu. Oczekiwania najmniejszych podmiotów na rynku są bardzo proste, że zacytuję jednego z respondentów: żeby przedsiębiorca był traktowany jak człowiek, a nie jak złodziej. Mniejsze kontrole, więcej zaufania. Tylko tyle.

Dr Anna Czarczyńskawykładowczyni Akademii Leona Koźmińskiego. Kierowniczka Akademii Kompetencji Menedżera oraz Centrum Zrównoważonego Rozwoju ALK. Doktor nauk ekonomicznych, studiowała na Uniwersytecie Warszawskim i Sussex University. Konsultantka i trenerka biznesu, liderka projektów międzynarodowych. Radczyni ekonomiczna ambasady RP w Helsinkach. Ekspertka, konsultantka i facylitatorka kultury organizacji. Autorka publikacji z dziedziny ekonomii, zarządzania oraz zrównoważonego rozwoju.

Badanie Polskiej Przedsiębiorczości: sytuacja jest stabilna, ale firmom brakuje optymizmu co do przyszłości

Ponad połowa przedsiębiorców zadeklarowała, że w 2022 roku ich sytuacja finansowa pozostała bez zmian lub poprawiła się względem roku 2021 – wynika z Badania Polskiej Przedsiębiorczości, zrealizowanego na zlecenie inFaktu. Podobnie jak w poprzednich latach, na podstawie wyników ankiety wyliczono wskaźnik nastrojów przedsiębiorców, tzw. inFakt Indeks. Za 2022 rok wyniósł on -19,3 pkt., o 1,5 pkt. więcej niż w pandemicznym 2021 roku.

inFakt Indeks kompleksowo ilustruje kondycję polskiego biznesu w 2022 roku. Został opracowany na podstawie odpowiedzi przedstawicieli mikro i małych firm w „Badaniu Polskiej Przedsiębiorczości”. Ankietowanych poproszono o skomentowanie m.in. poziomu satysfakcji z prowadzonego biznesu, łatwości prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce oraz bieżącej i prognozowanej sytuacji finansowej. Indeks może przyjmować wartości na skali od -100 pkt. do 100 pkt., gdzie -100 pkt. oznacza skrajny pesymizm, 0 pkt. – równowagę, a 100 pkt. – skrajny optymizm.

Indeks za 2022 rok wyniósł -19,3 pkt. – to wartość nieco wyższa niż w poprzedniej edycji badania. Złożyły się na nią następujące elementy:

  • łatwość prowadzenia działalności gospodarczej, oceniona na -62 pkt (-2 pkt rdr);
  • zmiana kondycji finansowej firmy w ciągu ostatniego roku, oceniona na -21 pkt (+8,3 pkt rdr);
  • spodziewana kondycja finansowa firmy w ciągu kolejnego roku, oceniona na -19,5 pkt (+4,2 pkt rdr);
  • poziom satysfakcji z prowadzenia własnego biznesu, oceniony na 25,5 pkt (-4,2 pkt rdr).

Satysfakcja mimo trudności – duch polskiej przedsiębiorczości nie daje się złamać

Przedsiębiorcy w Polsce od lat uskarżają się na sytuację prawną i działania rządu, które nie sprzyjają prowadzeniu działalności gospodarczej. Zbyt wysokie są ich zdaniem składki ZUS (56% wskazań) oraz podatki (40%). Przepisy nie dość, że są skomplikowane (40%), to jeszcze często się zmieniają (52%). Odsetek osób, dla których największym obciążeniem jest wysokość podatków spadł tylko o 3 pkt. procentowe w porównaniu z rokiem 2021 – pomimo tego, że obniżono stawkę pierwszego progu podatkowego na skali do 12% i podniesiono kwotę wolną do 30 tys. zł.

Odsetek badanych którzy deklarują, że prowadzenie własnego biznesu przynosi im satysfakcję (61%), utrzymał się jednak na poziomie podobnym jak rok wcześniej. – Prowadzenie firmy na pewno jest mocno angażujące, praca nie kończy się wtedy o określonej z góry godzinie. Dodatkowo przedsiębiorcy odpowiadają nie tylko za siebie, ale również za pracowników. Jak pokazuje badanie, cenią sobie jednak swobodę jaką daje prowadzenie własnej działalności. Poczucie wpływu na swój biznes i kierunki jego rozwoju daje im wiele satysfakcji – komentuje Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w inFakcie.

Wyniki badania pokazują, że na poczucie satysfakcji z prowadzenia własnego biznesu najmocniej wpływa niezależność (61%). W dalszej kolejności przedsiębiorcy wskazywali na możliwość poświęcenia się temu, co naprawdę lubią robić (31%) oraz szansę samorealizacji (19%). Zdaniem 18% prowadzenie biznesu pozwala na poświęcanie większej ilości czasu rodzinie niż na etacie czy innej formie zatrudnienia.

Wśród najważniejszych czynników, które ułatwiają przedsiębiorcom prowadzenie biznesu są przede wszystkim wykwalifikowani pracownicy (33% wskazań) oraz dobra księgowość (26%). Warto podkreślić, że w roku 2022, pełnym zawirowań i niejasności podatkowych, tylko 5% badanych zmieniło obsługę księgową.

Najgorzej już było czy dopiero będzie?

Prawie co piąty ankietowany (17%) wskazał, że jednym z plusów prowadzenia działalności gospodarczej jest możliwość osiągania większych zarobków niż na etacie. 21% respondentów podkreśla natomiast, że towarzyszy im niepewność co do tej kwestii. Znaczna większość przedsiębiorców ocenia jednak ogólną kondycję finansową swojej firmy dobrze lub bardzo dobrze (45%). 36% badanych określa ją jako neutralną.

– Za nami okres, który dla przedsiębiorców był bardzo trudny: pandemia, wojna i w konsekwencji wysoka inflacja. Jednak większość z nich poradziła sobie z tą sytuacją. Jeśli znów nie wydarzy się coś nieoczekiwanego, to najprawdopodobniej w 2024 r. gospodarka powinna wrócić na odpowiednie tory – mówi Piotr Juszczyk.

Odpowiedzi badanych wskazują również na pewną stabilizację kondycji finansowej przedsiębiorstw. 54% zadeklarowało, że w 2022 roku ich sytuacja budżetowa pozostała przynajmniej na tym samym poziomie co rok wcześniej. W przypadku 34% przedsiębiorców pogorszyła się, a dla kolejnych 12% pogorszyła się zdecydowanie.

Brak wiary w pozytywne zmiany prawne

Respondenci nie byli jednak optymistycznie nastawieni na przyszłość. Ich zdaniem w 2023 roku trudno będzie utrzymać stabilność finansową. 44% przedsiębiorców uważa, że kondycja finansowa ich firmy pogorszy się, 28% że pozostanie bez zmian. Tylko 14% spodziewa się, że będzie osiągać wyższe dochody.

Zdecydowana większość przedsiębiorców (69%) nie oczekuje żadnych pozytywnych dla siebie zmian przepisów w 2023 roku. Co więcej, 80% badanych jest przekonanych, że działania rządu zdecydowanie utrudnią im pracę w bieżącym roku.

Metodologia opracowania Indeksu

W celu pozyskania informacji do Indeksu przeprowadzono badanie ankietowe wśród przedsiębiorców w styczniu 2023 roku. Badanie zrealizowała agencja Smartscope metodą mix-mode, na grupie 301 osób (przedstawiciele mikro i małych firm). Udzielając odpowiedzi na pytania wchodzące w skład Indeksu, respondenci posługiwali się pięciostopniową skalą ocen. Poszczególnym wariantom odpowiedzi przypisane zostały odpowiednie wagi – waga 1,0 dla wariantu bardzo pozytywnego, waga 0,5 dla wariantu umiarkowanie pozytywnego, waga 0 dla wariantu neutralnego, waga -0,5 dla wariantu umiarkowanie negatywnego oraz waga -1,0 dla wariantu bardzo negatywnego). Dla pytań tych obliczano następnie statystyki bilansowe (salda), które, po przeliczeniu, dały wynik tegorocznego

Sektor PRS z ambitnymi planami budowy

Przedłużający się konflikt w Ukrainie (fala uchodźców) oraz znacznie obniżona zdolność kredytowa ludzi zwiększają popyt na wynajem mieszkań i tym samym wpływają na rozwój rynku PRS w Polsce. Sektor najmu instytucjonalnego będzie rósł także dzięki zmieniającemu się postrzeganiu kwestii własności mieszkań przez młodych ludzi, którzy cenią sobie mobilność i nie muszą koniecznie posiadać mieszkania na własność. Według danych Eurostatu z 2021 roku, w Unii Europejskiej około 30 proc. ludności mieszka w wynajmowanych mieszkaniach, podczas gdy w Polsce tylko około 13 proc.

Wśród czynników stwarzających dobry grunt dla rozwoju sektora PRS Avison Young wymienia także lukę podażową jaką mamy w Polsce. Około 35 proc. osób mieszka w przeludnionych mieszkaniach, podczas gdy w UE wskaźnik ten szacuje się na 17 proc. (na podstawie Eurostat 2021).

Sektor PRS będzie się w Polsce rozwijał, co potwierdzają zapowiedzi inwestorów. W trakcie przygotowań są projekty na 20 – 25 tys. mieszkań na wynajem. Doradcy Avison Young dodają, że ze względu na wczesną fazę rozwoju tego sektora, polski rynek jest atrakcyjny, zarówno dla inwestorów krajowych, jak i zagranicznych, którzy mogą w Polsce uzyskać wyższe stopy zwrotu z inwestycji niż na rynkach zachodnioeuropejskich.

Warszawa a miasta regionalne

Według najnowszego raportu Avison Young, na koniec 2022 roku w puli mieszkań na wynajem instytucjonalny było w Polsce ponad 9,4 tys. lokali, a kolejne 13 tys. mieszkań znajdowało się w fazie budowy. Około 75 proc. realizowanych aktualnie projektów PRS należy do czterech funduszy inwestycyjnych, tj. Heimstaden Bostad, Echo Investment / Griffin Real Estate (Resi4Rent), TAG Immobilien (Vantage Rent) oraz Cavatina Holding (Resi Capital).

Co ciekawe, według zapowiedzi inwestorów, na mapie PRS niebawem pojawią się również mniejsze miasta regionalne, jak Szczecin czy Zielona Góra.

Około 40 proc. wszystkich istniejących lokali PRS zlokalizowanych jest w Warszawie. Na etapie budowy na warszawskim rynku znajduje się ponad 4000 kolejnych mieszkań w tej formule. Warszawa jest największym placem budowy PRS w Polsce, natomiast to miasta regionalne odpowiadają sumarycznie za największą ilość nowych projektów PRS – ilość mieszkań w budowie w miastach regionalnych już teraz przekracza ich łączne, istniejące zasoby. To świetnie pokazuje, jak duże zapotrzebowanie i zainteresowanie tym sektorem jest również w miastach regionalnych, nie tylko w stolicy.

Z kolei liderem pod względem udziału lokali PRS w istniejących zasobach mieszkaniowych miasta jest Wrocław z wynikiem 4,2‰; za nim plasuje się Warszawa (3,6 ‰.) i Kraków (3,6‰). Widać jednak wyraźnie, że są to ciągle marginalne udziały, znacznie poniżej 1%. Dla porównania w Berlinie, udział PRS w całkowitych zasobach mieszkaniowych wynosi 30%. Jeśli spojrzeć na liczby, w Warszawie na przełomie roku było prawie 3800 mieszkań na wynajem instytucjonalny, w Krakowie i Wrocławiu po około 1550, w Trójmieście około 1100, w Poznaniu ponad 700, a w Łodzi 550.

Wrocław tuż za stolicą

Wrocław jest aktualnie drugim największym po stolicy rynkiem w Polsce pod względem zasobów mieszkaniowych PRS (istniejących i planowanych). Na koniec 2022 roku liczba mieszkań oferowanych na wrocławskim rynku w formule PRS przekroczyła 1500, a kolejne 3100 było w fazie budowy. Wrocław ma 16 proc. udział w funkcjonujących krajowych zasobach mieszkań na wynajem. Od 2020 roku liczba oddanych w mieście lokali PRS podwoiła się.

Oferta mieszkań na wynajem instytucjonalny we Wrocławiu skoncentrowana jest głównie w centrum miasta. Obecnie rozszerza się również powoli w kierunku północno-zachodnim, czyli w okolicę Popowic, Nadodrza i ulicy Legnickiej, gdzie ze względu na atrakcyjną lokalizację powstaje wiele osiedli z mieszkaniami przeznaczonymi na wynajem.

Avison Young zwraca uwagę na ciekawą enklawę mieszkań na wynajem, która powstała w Wojszycach, na południu Wrocławia – dynamiczny rozwój tej okolicy przyciąga nie tylko inwestorów indywidualnych, ale również instytucjonalnych. Vantage Rent dostarczył w 2021 roku 150 lokali PRS, a później Life Spot wprowadził na rynek kolejne 244 mieszkania.

Wiodącym operatorem PRS we Wrocławiu jest Resi4Rent z 37 proc. udziałem na tym rynku, odpowiedzialny również za ponad 40 proc. mieszkań na etapie budowy. Aktywnym inwestorem w tej lokalizacji jest też TAG Immobilien (Vantage Rent), który posiada ponad 30 proc. wrocławskiego rynku PRS w budowie. Z Wrocławiem swoje plany ekspansji wiąże również Heimstaden Bostad, który w 2021 roku kupił portfolio od Budimexu, w tym część nieruchomości we Wrocławiu.

Jak duże jest zainteresowanie mieszkaniami w formule PRS we Wrocławiu pokazuje inwestycja Vantage Rent, w której w kilka miesięcy wynajęte zostały wszystkie mieszkania od wejścia oferty na rynek w połowie 2021 roku. Podobnie szybko rozeszły się zasoby Funduszu Mieszkań na Wynajem, gdzie nie ma już wolnych lokali. A spośród 570 mieszkań oferowanych przez Resi4Rent na koniec 2022 roku dostępnych było około 10 mieszkań.

Na koniec 2022 roku, średnia stawka wynajmu mieszkania jednopokojowego w inwestycji Resi4Rent przy ulicy Zakładowej we Wrocławiu wynosiła 2400 zł brutto, a przy ulicy Mieszczańskiej 2900 zł. W przypadku mieszkań dwupokojowych czynsze kształtowały się na poziomie 3400 – 3900 zł, a trzypokojowych zamykały się w przedziale 4600 zł – 4900 zł. Jednak stawki te również wzrastają, pod wpływem inflacji i wzrostu kosztów operacyjnych.

Z analizy danych rynkowych Avison Young wynika, że mieszkania instytucjonalne charakteryzują się we Wrocławiu niższymi o ok. 5% cenami za metr kwadratowy w porównaniu z ofertami prywatnych właścicieli, które jednak średnio mają większy metraż. Należy wspomnieć, że jednostki PRS, w przeciwieństwie do prywatnych mieszkań oferują przy tym dodatkowe usługi, jak całodobowa ochrona, udogodnienia w częściach wspólnych, profesjonalne zarządzanie i wsparcie operatora.

Autor: Paulina Brzeszkiewicz-Kuczyńska, Research and Data Manager Avison Young

Archicom podsumowuje 2022 r.

Archicom odnotował w 2022 r. satysfakcjonujące wyniki operacyjne, sprzedając 827 mieszkań, a także wypracowując zysk na poziomie 110 mln zł. Ubiegły rok wiązał się z wieloma wyzwaniami dla firm deweloperskich, spośród których należy wymienić m.in. zmniejszenie popytu na rynku nieruchomości spowodowane niepewnością makroekonomiczną, wzrost kosztów bieżącej działalności w efekcie rosnącej inflacji, a także ograniczone możliwości nabywcze potencjalnych klientów, spowodowane zaostrzeniem kryteriów kalkulowania zdolności kredytowej oraz rosnącymi stopami procentowymi. Mimo niesprzyjających okoliczności Archicom utrzymał pozycję lidera na rynku wrocławskim, niezmiennie będąc dla nabywców godnym zaufania partnerem.

  • W 2022 r. Archicom sprzedał 827 mieszkań, co przełożyło się na zysk na poziomie 110 mln zł.
  • Biorąc pod uwagę procentowy udział Archicom w sprzedaży mieszkań na rynku wrocławskim, który wynosi 16%, firma niezmiennie znajduje się na czele stawki.
  • Klucze do własnego M we Wrocławiu odebrało od Archicom 928 nabywców, co zaowocowało prawie 500 mln przychodów ze sprzedaży.
  • W 2022 r. Grupa Archicom opublikowała pierwsze wydanie raportu ESG, który stanowił podsumowanie zrealizowanych do tego czasu działań związanych z troską o środowisko, społeczności oraz ład korporacyjny.
  • Spośród podejmowanych w tym okresie inicjatyw warto wymienić współorganizację wydarzenia PlayFair, którego celem było pobudzenie międzybranżowej dyskusji na temat zrównoważonego rozwoju.

Ponad 35 lat obecności na rynku nieruchomości sprawia, że Archicom ma doświadczenie w prowadzeniu działalności w ramach każdego z etapów cyklu koniunkturalnego. Dzięki temu firma sprawnie dostosowała się do nowych okoliczności rynkowych, a zmniejszony popyt na mieszkania czy też inne wyzwania, które zdominowały 2022 r., nie okazały się barierą uniemożliwiającą efektywne funkcjonowanie. Know-how zgromadzone na przestrzeni lat oraz strategiczna współpraca z Echo Investment przekładają się na większą zwinność organizacji, usprawnienie digitalizacji procesów i rozwoju nowych kompetencji, a także zdolność adaptacji do wszelkich zmian realiów gospodarczych.

Choć mijający rok był pewnego rodzaju niewiadomą, mieliśmy pełną świadomość cykliczności rynku mieszkaniowego. W związku z tym, bazując na wypracowanych solidnych fundamentach finansowych, niezmiennie realizowaliśmy naszą wieloletnią strategię stawiając czoła pojawiającym się wyzwaniom. Okres zmiennej sytuacji rynkowej wykorzystaliśmy na optymalizację procesów, a także doprowadzanie kolejnych inwestycji do statusu pełnej gotowości przed wprowadzeniem do sprzedaży. Odnotowaliśmy przy tym stabilne tempo sprzedaży, które pozwoliło nam zarówno na zabezpieczenie finansowe spółki, jak i konsekwentny, zrównoważony rozwój. W mojej ocenie możemy spodziewać się, że rozbudzenie rynku kredytowego już wkrótce doprowadzi do ponownego wzrostu zainteresowania nieruchomościami mieszkaniowymi wśród nabywców. Zapewniam, że jesteśmy na ten moment doskonale przygotowani – mówi Waldemar Olbryk, Prezes Zarządu w Archicom.

Prym na rynku wrocławskim

Biorąc pod uwagę procentowy udział Archicom w sprzedaży mieszkań na rynku wrocławskim, który wynosi 16%, firma niezmiennie znajduje się na czele stawki. Mimo ograniczonego popytu i średnich cen stabilizujących się na poziomie 11 tys. zł za metr kwadratowy, klucze do własnego M we Wrocławiu odebrało od Archicom 928 nabywców, co przełożyło się na prawie 500 mln przychodów ze sprzedaży. Nie bez znaczenia dla osiągniętych wyników okazują się tym samym renoma marki, portfolio inwestycji, które z biegiem lat pozostają atrakcyjnym miejscem do życia, a także niesłabnące zaangażowanie środowiskowe oraz społeczne. Wszystkie wspominane czynniki wskazują, że Archicom jest deweloperem, którego warto obdarzyć zaufaniem, aby nawiązać wieloletnie i owocne partnerstwo – zarówno jako potencjalny nabywca mieszkania, jak i inwestor. Było to szczególnie ważnym kryterium w okresie zawirowań gospodarczych i geopolitycznych.

Poczucie odpowiedzialności społecznej i środowiskowej

W 2022 r. Grupa Archicom opublikowała pierwsze wydanie raportu ESG, który stanowił podsumowanie zrealizowanych do tego czasu działań związanych z troską o środowisko, społeczności oraz ład korporacyjny. Już wkrótce swoją premierę będzie miała kolejna edycja publikacji, opisującej tym razem inicjatywy podjęte wyłącznie w mijającym roku. Wierność zasadzie, która stawia człowieka i środowisko w centrum działań  doprowadziła m.in. do zacieśnienia współpracy ze Stowarzyszeniem Aktywności Lokalnej – Rewir Twórczy, w ramach której długofalowego wsparcia udzielono wielu uchodźcom z Ukrainy. Poczucie odpowiedzialności społecznej i środowiskowej niezmiennie stanowi główny element strategii firmy. W poszukiwaniu nowych idei dotyczących działań na rzecz planety i lokalnych społeczności, Archicom jako współinicjator zorganizował wydarzenie PlayFair, którego celem było pobudzenie międzybranżowej dyskusji na temat zrównoważonego rozwoju. Jednym z pierwszych efektów nawiązanych wówczas partnerstw jest uruchomienie pierwszego Ubraniomatu na osiedlu mieszkaniowym w ramach inwestycji Olimpia Port. Projekt wspierający gospodarkę cyrkularną w branży tekstylnej polega na współpracy Archicom z markami 4F oraz Ubrania do Oddania. To wyraz zaangażowania w kwestie środowiskowe, ale także ukłon w stronę mieszkańców, którzy chcą brać udział w ekologicznych działaniach.

2 na 10 firm IT mówi o redukcji etatów, ale jeszcze więcej organizacji chce otwierać nowe rekrutacje

W drugim kwartale 2023 roku 19% firm z branży IT mówi o konieczności zwolnień, ale 27% z nich chce powiększać swoje zespoły. Niemal połowa (46%) pracodawców obszaru nowych technologii nie przewiduje żadnych zmian personalnych w nadchodzących miesiącach, a 8% organizacji nie zna planów rekrutacyjnych na najbliższy czas – takie dane płyną z najnowszego raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany zatrudnienia na czas od kwietnia do końca czerwca. Choć firmy z obszaru IT w Polsce deklarują dodatnią prognozę rekrutacyjną na poziomie +8%, to jest to jeden z najniższych wyników spośród wszystkich analizowanych sektorów.

Według danych płynących z raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” dla II kwartału 2023 roku, prognozy rekrutacyjne pracodawców branży nowych technologii są optymistyczne. Prognoza netto zatrudnienia dla tego sektora, będąca barometrem rynku pracy i pokazująca plany firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr wynosi +8%. Oznacza to, że od kwietnia do końca czerwca specjaliści branży IT mogą liczyć na więcej nowych ofert pracy, niż w I kwartale tego roku. Jest to wynik wyższy o 5 punktów procentowych w ujęciu kwartalnym, jednak analizując dane rok do roku można zauważyć spadek na poziomie 3 punktów procentowych.

– Prognoza zatrudnienia dla IT na nadchodzące miesiące wynika z wielu czynników, jednak głównie sprowadzają się one do szeroko rozumianej sytuacji makroekonomicznej. Obszar ten zawsze był podatny na zawirowania w koniunkturze między innymi dlatego, że stosunkowo łatwo i szybko można go wykorzystywać do optymalizacji kosztów – mówi Adam Wojtaszek, dyrektor Experis w Polsce. – Dobrze jest widzieć wzrost prognoz rekrutacyjnych wśród pracodawców. Wierzę, że to wiosenne odbicie jest zapowiedzią powrotu do stabilnego, może już nie tak dynamicznego jak w czasie postcovidowym, ale nadal wzrostu ofert pracy dla specjalistów. Zapotrzebowanie na pracowników obszaru nowych technologii w ujęciu globalnym nie maleje, co pozwala patrzeć w przyszłość z optymizmem – dodaje ekspert.

Według danych Job Market Insights, od początku stycznia do połowy marca tego roku w polskiej sieci ukazało się niemal 93 tysiące ofert pracy kierowanych do specjalistów branży IT. – Liczba ogłoszeń o pracę dla specjalistów IT w polskiej sieci w lutym pokazuje nieznaczny wzrost i jest w moim odczuciu sygnałem powrotu do pewnego normalnego dla branży trendu. Musimy pamiętać, że nawet jeśli sektor lekko wyhamował, to niedobór talentów z tego powodu nie zmalał, jest niezmiennie duży, szacowany w Polsce na około 50 tysięcy specjalistów – dodaje dyrektor Experis w Polsce.

Na najwięcej ofert pracy mogli liczyć kandydaci starający się o stanowisko DevOps Engineera, Java Developera oraz Frontend Developera. Jak mówi Adam Wojtaszek, niezmiennie organizacje będą także poszukiwać specjalistów od cyberbezpieczeństwa, data scientists i machine learnig. – Jest to spowodowane pędem firm w kierunku automatyzacji procesów, co wymaga niezwykłej umiejętności panowania nad ogromnymi zasobami danych. Jednak te rzeczy nie mają racji bytu bez dobrze przygotowanej, optymalnej, wydajnej infrastruktury, dla której coraz częściej synonimem jest chmura. Z tego powodu również inżynierowie DevOps różnych specjalizacji nie powinni mieć kłopotu ze zmianą otoczenia projektowego. Stale brakuje także deweloperów. Tutaj potrzeby są niezmienne i jeszcze długo nie zostaną zaspokojone- dodaje.

Plany pracodawców na drugi kwartał 2023 roku w branży IT regionu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA) pokazują, że 43% firm planuje zwiększyć zatrudnienie, 16% mówi o konieczności zwolnień, 38% nie chce wprowadzać zmian personalnych, a 3% nie zna planów na najbliższy czas. Prognoza netto zatrudnienia w tym sektorze w regionie EMEA od kwietnia do końca czerwca to +27%.

– Należy pamiętać, że z perspektywy zachodnich inwestorów Polska nadal stanowi źródło wysoko wykwalifikowanych pracowników, którzy zdążyli wyrobić sobie swego rodzaju markę, będąc niezmiennie konkurencyjnymi w odniesieniu do stawek obowiązujących w krajach Europy Zachodniej, czy w Stanach Zjednoczonych. Jednocześnie polscy deweloperzy cenią sobie pracę w kulturach skandynawskiej czy amerykańskiej. Natomiast pojawienie się w Polsce nowych, znaczących inwestycji konsumujących zasoby z obszaru IT tylko powiększy lukę talentów i spowoduje, że wszystkie sposoby na radzenie sobie z nią, takie jak reskilling czy upskilling tylko zyskają na znaczeniu – podsumowuje Adam Wojtaszek.

Polacy uważają, że ubrania w sklepach są coraz gorszej jakości

Prawie połowa badanych konsumentów skarży się, że ubrania, kupowane w sklepach w ostatnich 6-12 miesiącach, są produkowane z coraz to gorszych materiałów. Częściej narzekają na to kobiety, które – zdaniem ekspertów – zazwyczaj lepiej znają się na tkaninach. Pogorszenie jakości odzieży przeważnie dostrzegają najmłodsi shopperzy. Według znawców tematu, problemy zaczęły się już podczas pandemii, gdy zostały zaburzone łańcuchy dostaw. Do tego doszła wysoka inflacja. Widać również, że gorszą jakość wymusza polityka klimatyczna. Jak dodają eksperci, powrót do wysokogatunkowych towarów może być dość trudny i trwać długo, bo producentom cała ta sytuacja jest raczej na rękę.

Zauważalne obniżenie jakości

Niemal co drugi badany Polak (49 proc.), kupując w ostatnim półroczu lub roku ubrania, zauważył, że pogorszyła się ich jakość. Tak wynika z ogólnopolskiego badania przeprowadzonego dla Grupy SkipWish. Konsumenci obserwują, że teraz nawet renomowane marki szyją odzież ze słabszych gatunkowo materiałów i stosują tańsze zamienniki. Dla przykładu, zastępują tkaninę ze stuprocentowej bawełny podobną, ale ze sporą domieszką poliestru. Natomiast tylko nieco ponad 20 proc. badanych nie zauważyło żadnych zmian. Niecałe 22 proc. konsumentów stwierdziło, że nie ma na ten temat dostatecznej wiedzy. Blisko 6 proc. ankietowanych nie pamiętało, czy wcześniej jakość odzieży była lepsza. Z kolei lekko ponad 3 proc. respondentów w ogóle nie interesuje ten temat.

– Skoro tyle osób zauważa ten problem, to może znaczyć, że producenci zaczęli porządnie oszczędzać na materiałach, bo – jak wiemy przecież z wielu badań rynkowych – konsumenci naprawdę bardzo rzadko czytają etykiety lub metki podczas kupowania ubrań – komentuje Maciej Tygielski, wieloletni ekspert rynku retailowego z Grupy SkipWish.

Dla większości klientów najważniejsza jest cena, a dla producentów liczą się koszty. – Problem oczywiście jest globalny. I nie ma właściwie znaczenia, czy producent jest z Polski, z Niemiec czy z Chin. Dlatego wyeliminowanie takich praktyk na rynku będzie procesem bardzo trudnym i długotrwałym – zauważa Ewa Polkowska, wykładowczyni materiałoznawstwa w Międzynarodowej Szkole Kostiumografii i Projektowania Ubiorów w Warszawie.

– Uważam, że problem dotknął marki zarówno ekonomiczne, jak i premium. Niemniej te drugie bardzo długo broniły się przed obniżeniem oferowanej jakości – dodaje Tygielski.

Problem mężczyzn

O stosowaniu coraz gorszych lub tańszych materiałów lub słabych zamienników częściej mówią kobiety niż mężczyźni. – Kobiety po prostu przykładają do tego większą wagę, bardziej znają się na materiałach, ich jakości i zastosowaniu. W branży mówi się też, że akurat na ubraniach producenci najczęściej oszukują mężczyzn. Potwierdzają to wyniki wielu kontroli przeprowadzonych przez UOKiK. Wykazały one np. to, że błędne informacje dotyczące składu tkanin producenci przeważnie umieszczali na metkach męskich koszul, marynarek czy garniturów – wyjaśnia Maciej Tygielski.

Ponadto najczęściej zauważają to zjawisko osoby w wieku 18-24 i 25-34 lat. Zwykle są to Polacy osiągający miesięczny dochód netto powyżej 9000 zł. Zazwyczaj dotyczy to też konsumentów z wyższym wykształceniem, a także mieszkańców miast liczących od 200 tys. do 499 tys. ludności.

– Fakt, że rozpoznają problem głównie młodzi ludzie, a do tego świetnie zarabiający i dobrze wykształceni Polacy, może też świadczyć o tym, że stanowią oni bardzo aktywną grupę zakupową, szczególnie w kategoriach ubrań i obuwia. Do tego są najlepiej rozeznani na rynku w różnego rodzaju sytuacjach konsumenckich. Mają również większą świadomość, a także znają swoje prawa – dodaje ekspert ze SkipWish.

Cena wymusza tańsze zamienniki

Tendencja zamiany lepszych materiałów na gorsze jest coraz bardziej widoczna na rynku, a ogromny wpływ na nią ma to, co się dzieje na świecie. Najpierw burzę w branży odzieżowej wywołała pandemia. Przerwane łańcuchy dostaw, głównie z Chin, postawiły firmy przed poważnym wyborem. Musiały szukać materiałów ze źródeł zastępczych albo ograniczać produkcję, rezygnując z nowych kolekcji lub wręcz zamykając się. Jak wyjaśnia ekspertka, potem inflacja i kryzys wymusiły stosowanie tańszych zamienników, aby jak najmniej podnosić ceny towarów, bo dla większości kupujących jest to podstawowe kryterium wyboru.

Wyedukowani ekologicznie klienci potrafią zrozumieć, dlaczego na jednym wieszaku wiszą t-shirty kosztujące przykładowo 19 zł, a na drugim – 99 zł, bo wiedzą choćby, jak droga jest produkcja bawełny ekologicznej. – Chodzi o to, że świadomi i wymagający konsumenci aprobują wyższe ceny w zamian za dobrej jakości ubrania, wyprodukowane w duchu zrównoważonego rozwoju. Jednak nie wszyscy muszą akceptować takie zmiany bądź nie każdy chce nosić ubranie uszyte z innowacyjnych materiałów, wykonanych na przykład ze skórki pomarańczy czy też z liści z ananasa – dodaje ekspertka.

Firmy wrócą do lepszej jakości?

Eksperci są bardzo sceptyczni co do tego, czy normalizacja sytuacji na rynkach, w tym zakończenie podwyżek cen, skłonią producentów branży odzieżowej do szycia ubrań z lepszych materiałów.

– Uważam, że to zjawisko zostanie z nami na dłużej. Po pierwsze – główna przyczyna, czyli inflacja, szybko nie odpuści. Po drugie – i co ważniejsze – producenci niechętnie będą wracać do wcześniejszych praktyk. Mogą ich skłonić do tego tylko konsumenci, którzy zaczną bojkotować poszczególne marki. Jednak na naszym rynku zdarza się to niezmiernie rzadko – uważa Maciej Tygielski.

Niektóre firmy na pewno zaczną wracać do lepszych materiałów bądź zdecydują się na ich zamienniki, które są bardziej przyjazne dla naszego środowiska w produkcji, jak np. tencel, albo zaczną stawiać na tkaniny z recyklingu.

Warto też dodać, że ponad 61 proc. ankietowanych uznało, iż pogorszenie jakości dotyczy zarówno ubrań krajowych, jak i zagranicznych. Niecałe 19 proc. respondentów wskazało na odzież pochodzącą z innych krajów, a przeszło 10 proc. – na wyprodukowaną u nas. Więcej niż 3 proc. konsumentów stwierdziło, że nie zwraca na to uwagi. Z kolei 3 proc. uznało, że nie pamięta tego. I tyle samo osób nie potrafiło tego ocenić.

– Cała sytuacja trochę przypomniana obecny trend na rynku spożywczym. Wytwórcy żywności zaczęli zmniejszać opakowania, nie zmieniając przy tym cen. Producenci odzieży niemal identycznie postępują. Dlatego uważam, że całe to zjawisko będzie naprawdę trudno powstrzymać, nie mówiąc już o powrocie do sytuacji sprzed pandemii – podsumowuje Maciej Tygielski z Grupy SkipWish.

„Z” jak zmiana – o tym, jak pokolenie Z odmienia rynek pracy

Aż 63,05 proc. Polaków w wieku 18-24 uważa, że wypłata jest dla nich najmniej istotna w pracy – wynika z raportu ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View”. Jakie jest tak naprawdę pokolenie Z, budzące na rynku pracy tak wiele kontrowersji? Są to osoby, którym nie zależy już na etatach jak ich starszym kolegom. Wolą work-life balance od wysokich stanowisk i spokój po pracy od podwyżek.

Pokolenie Z wkroczyło na rynek pracy dość niezauważenie, jednak po czasie – zaczęło być o nich głośno. Wszystko to za sprawą podważania dotychczasowego, od lat niezmiennego porządku. Począwszy od częstych zmian pracy w poszukiwaniu dobrej atmosfery, bez zwracania uwagi na to, jak ich kariera będzie prezentowała się w CV, kończąc na stawianiu swojego zdrowia psychicznego ponad etatem.

Zdrowie psychiczne priorytetem

3xzdrowie

Dorastali w czasach przemian, w których Internet był powszechnie dostępny, a świat stał przed nimi otworem. Wchodząc w dorosłość z nieograniczonym dostępem do informacji byli, bardziej niż starsze pokolenia, świadomi istoty dobrostanu psychicznego. Z tego też względu „Zetki” oczekują od swoich pracodawców dbania i mówienia o zdrowiu psychicznym w pracy. Jak jednak wynika z raportu ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View”, aż 21,46 proc. przedstawicieli pokolenia Z przyznaje, że nie czuje wsparcia swojego managera w obszarze zdrowia psychicznego. Co więcej, co piąta osoba (20,8 proc.) w wieku 18-24 uważa, że ich pracodawca nie robi nic na rzecz dobrego samopoczucia w miejscu pracy. Co jednak istotne, 1/3 młodych pracowników zauważa drobne działania firm na rzecz promocji zdrowia psychicznego – 29,42 proc. z nich potwierdza, że ich pracodawca wspiera prawo do „wyłączenia się” po godzinach pracy.

Pokolenie Z wywołało swoistą rewolucję na rynku pracy, twardo rozgraniczając życie zawodowe od prywatnego. Postępują odważnie, mówiąc swoim pracodawcom, czego od nich oczekują i zmieniając pracę, gdy tego nie otrzymają. Jednym z istotnych dla nich aspektów jest zdrowie psychiczne i promowanie go w miejscu pracy. Pracodawcy muszą uwzględnić te potrzeby i na nowo zdefiniować benefity pozapłacowe – mówi Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska. – Co równie istotne, jednocześnie dla młodych niesamowicie ważny jest rozwój w miejscu zatrudnienia i możliwość budowania kultury organizacyjnej – dodaje ekspertka. Jak wynika z raportu ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View”, powodem niezadowolenia z pracy u co trzeciej osoby (36,23 proc.) w wieku 18-24 jest brak progresu.

Główne grzechy pracodawców

Przedstawiciele młodego pokolenia, mimo że rozważnie dobierają miejsce pracy, stosunkowo często bywają w nim niezadowoleni. Za główne powody można uznać zwiększanie zakresu obowiązków, niepołączonych ze wzrostem wynagrodzenia (39,13 proc.), brak wsparcia ze strony przełożonych (28,99 proc.) oraz brak wyzwań na swoim stanowisku (24,64 proc.). Jednak to nie koniec czynników utrudniających pokoleniu Z pracę. Wśród najczęściej wymienianych stresorów w miejscu zatrudnienia wskazują długość dnia pracy (27,06 proc.), problemy natury technicznej (22,82 proc.) i codzienne przychodzenie do biura (16 proc.).

Pieniądze za wolność

Dla przedstawicieli pokolenia Z również ważna jest elastyczność godzin pracy, za którą aż 35,18 proc. ankietowanych z tej grupy wiekowej jest gotowych zmniejszyć wysokość swojej pensji, byle by móc pracować w wybranym przez nich czasie. Co więcej, żadne inne pokolenie aż tak bardzo jak „Zetki” nie wskazuje na potrzebę wdrożenia takiego rozwiązania.

Dorastając w dobie Internetu, elastyczności i skupieniu na samorealizacji młodzi przyzwyczaili się, że pewne aktywności mogą wykonywać w dogodnym dla siebie czasie. Tym samym ich preferowany rytm dobowy różni się od tego, który utrzymują starsze pokolenia. Innymi słowy, „Zetki” przyzwyczajone są do dysponowania swoimi zasobami według własnego uznania. Nie do końca odnajdują się w modelu pracy, jaki znamy i jaki jest w Polsce powszechny – mówi dyrektorka HR ADP Polska, Anna Barbachowska.

Według danych ADP, aż 62,39 proc. młodych oczekuje elastycznych godzin pracy, które mogliby przenosić wedle uznania. – Wiele wątpliwości budzi kwestia elastyczności godzin pracy wśród pracodawców. Po pierwsze – czy pozwalając niedoświadczonym jeszcze pracownikom wykonywać obowiązki zawodowe mogą liczyć na ich sumienność i obowiązkowość. Po drugie, czy będą oni dotrzymywać ustalonych deadlinów oraz chętnie korzystać z porad starszych kolegów. Pokolenie Z dopiero uczy się kultury pracy, terminowości i dopełniania swoich obowiązków, dlatego szczególnie ważna jest komunikacja i ustalenie przejrzystych zasad dotyczących elastycznej pracy – komentuje Anna Barbachowska.

Wymiar godzin pracy to nie jedyne wyzwanie, przed jakim stoją „Zetki”. W obliczu nadchodzących regulacji pracy zdalnej, które wejdą w życie z dniem 7 kwietnia br., będą musieli odnaleźć się w sytuacji możliwych masowych powrotów do biur, co według danych z raportu może być dla nich wyzwaniem. Jak wynika z badania ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View”, aż 42,48 proc. „Zetek” na pytanie, czy szukaliby innego miejsca pracy, gdyby ich pracodawca nalegał na powrót do biura, odpowiedziało twierdząco.

Spadek na rynku kredytów mieszkaniowych. Rośnie liczba pożyczek, rat i kart kredytowych

W lutym 2023 r., w porównaniu do lutego 2022 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów ratalnych o (+101,3%), kart kredytowych (+33,2%) oraz kredytów gotówkowych (+5,4%). Spadek o (-55,2%) odnotowały kredyty mieszkaniowe. W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość limitów na kartach kredytowych (+34,5%), kredytów ratalnych (+11,8%), kredytów gotówkowych (+5,7%), a o (-57,2%) spadła wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych. W okresie styczeń – luty 2023 r. w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku ujemne dynamiki zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym odnotowały jedynie kredyty mieszkaniowe (-59,4%, -61,4%). W pozostałych trzech rodzajach produktów wystąpiły dodatnie dynamiki w obu ujęciach liczbowym i wartościowym: w kredytach ratalnych (+81,9%, +7,1%), w kartach kredytowych (+35,2%, +41,0%), w kredytach gotówkowych (+8,9%, +10,2%).

Analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając na ich podstawie wnioski oraz formułując stosowne opinie, BIK zawsze bierze pod uwagę dwa ważne aspekty metodyczne.

Po pierwsze, uwzględnia specyfikę udzielania poszczególnych produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank. Zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w jednym miesiącu. Zatem w przypadku tych produktów, lutowa akcja kredytowa jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w samym lutym 2023 r. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet powyżej miesiąca od złożenia wniosku, w związku z tym, sprzedaż kredytów mieszkaniowych w lutym 2023 r. jest efektem wniosków składanych głównie w styczniu 2023 r., a nawet w grudniu 2022 r.

Po drugie, z uwagi na konstrukcję Indeksów Jakości, duże problemy ze spłatą kredytów mogą w pełni zmaterializować się w ich odczytach dopiero po trzech miesiącach od zaprzestania spłaty (czyli trzech niezapłaconych miesięcznych ratach), ponieważ Indeksy obejmują jedynie opóźnienia powyżej 90 dni, nie pokazują więc wczesnych, 30-dniowych opóźnień.

W lutym 2023 r. kontynuacja wzrostów w kredytach gotówkowych

– Lutowe dodatnie dynamiki w ujęciu liczbowym o 5,4% oraz w wartościowym o 5,7% potwierdzają wzrosty na rynku kredytów gotówkowych. Dla pełnej oceny sytuacji należy jednak wziąć pod uwagę, że dynamiki w ujęciu wartościowym pokazujemy według sprzedaży nominalnej. Gdy jednak posłużymy się ujęciem realnym, uwzględniającym inflację, to dynamika wzrostu wartości kredytów gotówkowych wypada gorzej, a wręcz jest ujemna na poziomie ok. -11%. Pozytywnym zjawiskiem jest więc jedynie wzrost liczby udzielonych kredytów gotówkowych. Analizując rynek kredytów gotówkowych z uwzględnieniem przedziałów kwotowych udzielanego finansowania, obserwujemy interesujące zjawisko. Zwracają uwagę kredyty zaciągane na kwotę powyżej 50 tys. zł, w których w okresie pierwszych dwóch miesięcy 2023 wystąpiły najwyższe dodatnie dynamiki wzrostu zarówno w ujęciu liczbowym (+14,4%), jak i wartościowym (+16,8%). To samo zjawisko występowało również w 2021 r. Z odmienną sytuacją mieliśmy do czynienia w roku 2022, gdzie najwyższa dodatnia dynamika wystąpiła w kredytach niskokwotowych do 5 tys. zł. Obecnie kredyty pow. 50 tys. zł odpowiadają za 12% liczby udzielonych w okresie styczeń – luty br. kredytów gotówkowych i za prawie połowę (48,6%) łącznej wartości sprzedaży. Wiąże się to w dużej części z konsolidacją kredytów, która odpowiada już za 50% akcji kredytowej. 24% wartości udzielonych kredytów gotówkowych to drugi i kolejny kredyt, co pokazuje duże zapotrzebowanie na finansowanie wydatków gospodarstw domowych kredytem – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Kredyty ratalne nadal na wysokiej fali wzrostowej głównie w aspekcie liczby udzielanych kredytów

Lutowe dodatnie dynamiki w przypadku kredytów ratalnych wystąpiły w ujęciu liczbowym (+101,3%), natomiast w ujęciu wartościowym były to wzrosty nominalne na poziomie (+11,8%).

– W okresie styczeń – luty najwyższe dynamiki w ujęciu wartościowym, podobnie jak w roku ubiegłym, objęły kredyty ratalne do 1 tys. zł (+103,1%). Jeszcze bardziej spektakularne odczyty w tym samym przedziale wystąpiły w ujęciu liczbowym, odnotowując wzrost o (+201,3%). Za tak ekstremalnie wysokie dynamiki w niskokwotowych kredytach ratalnych odpowiadają kredyty ratalne powstałe w wyniku transformacji BNPL w kredyt ratalny. Co ciekawe, podobnie jak w całym 2022 r. ujemną dynamikę odnotowały jedynie kredyty ratalne wysokokwotowe z przedziału powyżej 10 tys. zł (-9,8% L oraz -21,3% W), trend z zeszłego roku jest więc kontynuowany – stwierdza główny analityk Grupy BIK.

Dla kredytów gotówkowych średnia wartość zaciągniętego w lutym 2023 r. kredytu to 22 034 zł – to wzrost o 0,3% w stosunku do lutego 2022 r. Natomiast średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w lutym 2023 r. to 2 252 zł i jest ona niższa niż w lutym rok temu aż o 44,5%.

Mierzony i analizowany przez BIK w miesięcznym cyklu poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych) w oparciu o odpowiednie Indeksy Jakości, pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na bardzo niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – lutowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych był na poziomie 2,09%. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Lutowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wyniósł 5,12%.

– W porównaniu do lutego 2022 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych pogorszyła się (wzrosła) o 1,44 pkt. proc. najwięcej ze wszystkich produktów. W ujęciu miesięcznym nastąpiła niewielka poprawa wartości Indeksu. To co jest niepokojące, to zjawisko pogarszania się wartości Indeksu również w ujęciu kwartału, pół roku czy dziewięciu miesięcy. Na pozytywną ocenę zasługuje nadal niski, bezpieczny odczyt Indeksu dla kredytów ratalnych. Co prawda, w okresie 12-miesięcznym wartość Indeksu pogorszyła się (wrosła) o 0,96 p.p. to i tak nadal znajduje się na bezpiecznym poziomie, co wynika z faktu zaciągania kredytów ratalnych przez klientów o wysokiej wiarygodności kredytowej i pozytywnej historii kredytowej.

Pomimo, że oba Indeksy pogarszają się w ujęciu 12 -miesięcznym, to skala wzrostów nie jest na razie na tyle wysoka, aby budzić istotne obawy co do jakości portfela kredytów gotówkowych i ratalnych w kolejnych miesiącach. Jednak z uwagi na wzrost ryzyka wynikającego z uwarunkowań globalnych czy sytuacji makroekonomicznej w Polsce, w kolejnych kwartałach należy liczyć się z pogorszeniem jakości, a to wymaga jeszcze baczniejszej obserwacji tego zjawiska. Szczególnie należy analizować dynamikę wzrostu wartości Indeksów – wyjaśnia główny analityk Grupy BIK.

Kredyty mieszkaniowe – historycznie najgorsze wyniki akcji kredytowej

W lutym br. w porównaniu z lutym 2022 r., na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy ogromny spadek zarówno liczby (-55,2%) jak i wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych (-57,2%). W lutym 2023 r. średnia wartość udzielonego kredytu mieszkaniowego wyniosła 331,72 tys. zł i była niższa w ujęciu rocznym o -4,5%.

– Dla kredytów mieszkaniowych luty podobnie jak poprzednie miesiące był katastrofalny.
W ujęciu liczbowym wynik był bardzo słaby, bowiem banki udzieliły tylko 6 778 kredytów. W ujęciu wartościowym banki udzieliły w lutym kredytów mieszkaniowych o wartości 2,248 mld zł. W porównaniu do lutego 2021 jest to o 63% niższa wartość. Co może więc zmienić sytuację na rynku kredytów mieszkaniowych? Po pierwsze zwiększenie popytu na kredyty mieszkaniowe, a to wymaga jak już wielokrotnie pisałem łącznego wystąpienia kilku zjawisk. Obniżki stóp procentowych, realnego wzrostu wynagrodzeń, liberalizacji wymagań nadzorczych w zakresie liczenia zdolności kredytowej (tu już mamy pierwszą jaskółkę), spadku cen nieruchomości (również widać już pewne symptomy wyhamowania cen). Czynnikiem ograniczającym popyt może być w najbliższych miesiącach oczekiwanie na uruchomienie rządowego programu kredytu na 2%. Po drugie, wymaga to chęci udzielania kredytów mieszkaniowych przez banki. Choć kredyt mieszkaniowy nadal jest produktem o najniższym ryzyku kredytowym, jednak obecnie o ogromnym ryzyku, a nawet niepewności prawnej. W jakimś sensie kredyt mieszkaniowy przestał być kontraktem finansowym, którego zapisy nie są podważane przez żadną ze stron.– stwierdza prof. Rogowski.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w lutym 2023 r. wyniósł 1,62%. W ostatnich 12 miesiącach (od lutego 2022 r. do lutego 2023 r.) jakość portfela pogorszyła się, o czym świadczy wzrost Indeksu o (+1,00 p.p.).

– Obecny odczyt Indeksu jest co prawda lepszy od tego sprzed miesiąca (poprawa o -0,02 p.p.), to jednak wartość Indeksu kredytów mieszkaniowych sukcesywnie pogarsza się (wzrost wartości Indeksu) w ujęciu 3, 6 oraz 12 miesięcznym. W 2022 r. zakładałem, że negatywny efekt pogarszania jakości zostanie ograniczony przez powszechne korzystanie z moratoriów kredytowych. Jednak partycypacja w moratoriach kredytowych nie wystarczyła, by w pełni wyhamować wzrost szkodowości złotówkowych kredytów mieszkaniowych. Nie można również abstrahować od pogarszania się jakości kredytów walutowych, w większości udzielonych we franku szwajcarskim. Przyczyną tego zjawiska jest wstrzymywanie się przez klientów ze spłatą zobowiązań do czasu rozstrzygnięć prawnych. Rok 2023 będzie w mojej opinii bardzo istotny dla jakości portfela kredytów mieszkaniowych w kolejnych latach – podkreśla główny analityk Grupy BIK.

Karty kredytowe – wzrosty wynikające częściowo z efektu niskiej bazy

W lutym 2023 r. banki wydały 51,0 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 414 mln zł.

– W lutym 2023 r. mamy dodatnią dynamikę w ujęciu liczbowym (+33,2%) oraz wartościowym (+34,5%) w porównaniu do lutego 2022 r. Głównie jest to efekt niskiej bazy z lutego zeszłego roku. Należy pamiętać, że limity kartowe są po kredytach gotówkowych drugim najbardziej ryzykownym produktem kredytowym. Wartość Indeksu Jakości w lutym wyniosła 4,17%. W ujęciu rocznym wartość Indeksu pogorszyła się – wzrosła o (+1,03 p.p.) i jest to oprócz kredytów gotówkowych najwyższy wzrost ze wszystkich Indeksów produktowych – mówi prof. Rogowski.

Fed podnosi stopy o 25 pb ale zmienia forward guidance

Dwudniowe posiedzenie FOMC przyniosło podwyżkę stóp procentowych o 25 punktów bazowych. To tyle ile zakładał rynek. Amerykańska instytucja zdecydowała się dalej zacieśniać warunki monetarne mimo ostatnich zawirowań na rynku. To co najbardziej wpłynęło na wczorajszą zmienność rynkową to informacja, że koniec cyklu jest bliski. Dolar stracił na wartości co spowodowało, że para EURUSD znajduje się obecnie powyżej poziomu 1,09.

Fed „dowiózł” podwyżkę o ćwierć punktu procentowego – co oznacza, że zrealizował się scenariusz najbardziej prawdopodobny. Aktualnie przedział głównej stopy procentowej plasuje się na poziomie 4,75 – 5 proc. Decyzja była jednogłośna.

Tak jak przypuszczano Rezerwa Federalna odniosła się w swoim oficjalnym oświadczeniu po posiedzeniu do sytuacji w sektorze bankowym. Podkreślono, że jest on zdrowy i odporny oraz przyznano, że upadłość banków oraz wycofywanie depozytów prawdopodobnie zaostrzą warunki kredytowe dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw, co tym samym obciąży gospodarkę i wpłynie na inflację.

Kluczową zmianą okazała się nieco inna retoryka Fed. Instytucja oczekuje obecnie jedynie, że „niektóre” dodatkowe podwyżki stóp „mogą” być konieczne. W poprzednich wypowiedziach Fed nadal wyrażał zdecydowane oczekiwanie, że „ciągłe” podwyżki stóp będą odpowiednie. Jest to wyraźna zmiana w forward guidance. W tym samym kierunku zmierza również opublikowana wczoraj aktualizacja „dot plot” – czyli wykres przedstawiający medianę oczekiwań członków FOMC dotyczącą przyszłej ścieżki stóp procentowych w najbliższych latach. Jest ona bardzo zbliżona do tej grudniowej, ale to co najważniejsze to fakt, że koniec cyklu (5,1 proc.) wypada na tym samym poziomie jak wskazywały założenia pod koniec ubiegłego roku. Rozkład głosów został jedynie nieco bardziej rozproszony. Wnioski z wykresu płyną jedne: przed nami prawdopodobnie jeszcze tylko jeden ruch o 25 punktów bazowych. Powell dodatkowo przyznał, że Komitet rozważał pauzę w zacieśnianiu (ze względu na kryzys bankowy) ale jednak dane od ostatniego posiedzenia były silniejsze niż oczekiwano i faktycznie przemawiały za silniejszymi ruchami w górę.

Prognozy gospodarcze uległy niewielkim zmianom. Uczestnicy spotkania oczekują nieco niższego wzrostu w 2024 roku (+1,2 proc. zamiast +1,6 proc. w grudniowej projekcji), po oczekiwanym wzroście o 0,4 proc. w 2023 roku. Projekcja dla wskaźnika inflacji bazowej nieznacznie wzrasta, do 3,6 proc. w 2023 i 2,6 proc. w 2024.

Do kolejnej decyzji Fed-u jest jeszcze trochę czasu (3 maja). Wówczas sytuacja w sektorze bankowym powinna być już nieco bardziej klarowna. Pamiętajmy jednak, że presja inflacyjna w USA wciąż jest na wysokim poziomie a ostatnie spadki dynamiki są kosmetyczne. Presja cenowa w usługach jest nadal silna dlatego też nie możemy powiedzieć na 100 proc., że w maju cykl zostanie zakończony, choć po wczorajszej konferencji prawdopodobieństwo realizacji takiego scenariusza wzrosło. Rynek ponownie zakłada cięcia stóp w tym roku, czego Powell nie potwierdził a wręcz odrzucił taką opcję. Dlatego nadal dla dolara ważne będą kolejne publikacje z gospodarki amerykańskiej.

USD wczoraj stracił na wartości. Kurs EUR/USD wzrósł powyżej 1,09 i zmierza do szczytu na 1,10, którego osiągnięcie wydaje się być formalnością. Indeksy giełdowe w pierwszej reakcji rosły. Ostatecznie jednak sentyment okazała się negatywny i główne benchmarki z Wall Street odnotowały straty na środowej sesji.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Podwyżka stóp w USA. Co dalej?

Rezerwa Federalna, pomimo dodatkowego zamieszania na rynku, kontynuuje politykę podwyżek. Patrząc na wyceny, mogliśmy być wczoraj świadkami ostatniego jej elementu.

Jest podwyżka stóp w USA

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami stopy procentowe w USA zostały podniesione o 0,25%. Nowy przedział, bo w USA operuje się przedziałem o szerokości ćwierć procenta, wynosi obecnie 4,75%-5,00%. Nie było to zaskoczeniem dla rynków. Patrząc na wyceny kontraktów terminowych na stopę procentową, ruch taki był już w 82% w cenach. 18% było pewną furtką, że stopy procentowe jednak nie wzrosną. Biorąc pod uwagę problemy banków, można było się tego spodziewać. Z drugiej strony obligacje są obecnie blisko półrocznych minimów, zatem niezrealizowane straty na długoterminowych papierach nie ważą aż tak mocno w bilansach banków. FED jednak zadbał o nadzwyczajne kredytowanie w oparciu o wartość nominalną, a nie realną, obligacji. Ewentualny wzrost rentowności będzie miał zatem większy wpływ na sumę bilansową niż na sytuację banków.

Co dalej ze stopami w USA

W komunikacie znajduje się sformułowanie o dalszych podwyżkach stóp procentowych. Następne posiedzenie mamy jednak 6 tygodni po tym. W rezultacie rezerwa federalna pozna jeszcze dane inflacyjne za marzec i przynajmniej wstępne za kwiecień. Biorąc pod uwagę fakt, że obecnie różnica pomiędzy inflacją konsumencką a stopami procentowymi spadła do 1,25%, nie można wykluczyć, że przed kolejnym posiedzeniem – patrząc na trend – będzie jeszcze niższa. Rynki na razie dają około 45% na kolejny wzrost o 0,25% w maju. Wczoraj dawały prawie 60%. Widać zatem wyraźną zmianę. Na rynkach walutowych również się dzieje. Wczoraj dolar stracił kolejny procent na wartości względem euro. W rezultacie od początku tygodnia dolar spadł z okolic 4,42 zł na 4,28 zł.

Ceny na Wyspach znów rosną

Analitycy przewidywali, że Wielka Brytania opuści wczoraj mało prestiżowy klub dwucyfrowej inflacji rocznej. Okazuje się, że nie tylko nie mieliśmy spadku z 10,1% na 9,9% ale pojawił się wzrost do 10,4%. O tą samą wartość rozminęła się prognoza inflacji bazowej, co pokazuje, że problemy są strukturalne, wewnątrz. Funt ma – zresztą podobnie jak dolar – bardzo słabą passę w tym tygodniu. Waluta jest pod silną presją względem euro. Dane te nie spowodowały jednak odbicia z powodu zmian oczekiwań stóp procentowych. Funta dobił dodatkowo słabszy indeks zamówień wg CBI.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

12:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
13:30 – Wielka Brytania – Decyzja w sprawie stóp procentowych oraz protokół z posiedzenia BOE.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

JR HOLDING inwestuje 1 mln dolarów w spółkę AI CLEARING z USA

JR HOLDING ASI, notowana na NewConnect spółka inwestycyjna, podpisała umowę o udzieleniu finansowania dłużnego zamiennego na akcje spółki AI CLEARING INC. Spółka dostarcza oparty na sztucznej inteligencji system do monitoringu postępów realizacji projektów budowalnych i infrastrukturalnych. Jest to pierwsza inwestycja JR HOLDING w spółkę zagraniczną o globalnym zasięgu.

JR HOLDING udzieliła AI CLEARING finansowania dłużnego w wysokości 1 mln USD w ramach pożyczki zamiennej na akcje zwykłe AI CLEARING oprocentowanej 4% rocznie z terminem zapadalności 24 miesiące od daty podpisania umowy. JR HOLDING w zamian za udzieloną pożyczkę obejmie akcje AI CLEARING wyemitowane w ramach najbliższej rundy finansowania (rundy A).

AI CLEARING to firma oferująca rozwiązanie oparte o sztuczną inteligencję, znacznie ułatwiające monitoring postępów na dużych budowach lub instalacjach. Oferowany system jest już sprawdzony przez dużych klientów z różnych państw świata i spotyka się z dużym zainteresowaniem kolejnych – mówi Michael Mazur, CEO & Co-Founder AI Clearing.

Rozwiązanie oferowane przez AI CLEARING odpowiada na potrzeby inwestorów projektów budowlanych, którzy mierzą się z opóźnieniami harmonogramu oraz przekroczeniami budżetów. Dodatkowym problemem jest rosnący niedostatek wysoko wykwalifikowanych inżynierów mogących sprawować nadzór nad realizacją inwestycji. Wykorzystanie sztucznej inteligencji automatyzuje i przyspiesza monitoring w branży budowlanej co pozwala minimalizować opóźnienia realizacji oraz przekroczenia budżetów. Klienci spółki wysoko oceniają skuteczność narzędzia oferowanego przez AI CLEARING. Spółka posiada kontrakty z największymi firmami budowlanymi m.in. z USA, Francji, Indii, Arabii Saudyjskiej czy Polski.

System AI CLEARING porównuje dane z dronów z projektem i budżetem dostarcza informacje w czasie rzeczywistym. Porównanie danych do planów następuje w ciągu kilku godzin nawet w przypadku największych projektów budowlanych. Informacje przechowywane są w chmurze z zachowaniem należytych standardów bezpieczeństwa wymaganych przez duże korporacje.

Zgodnie z zapowiedziami realizujemy pierwszą transakcję zagraniczną, od razu w USA i najbardziej dziś rosnącej branży jaką jest branża AI. Dostarczamy AI CLEARING finansowania przed przeprowadzeniem zaplanowanej za kilka miesięcy kolejnej rundy finansowania. Inwestujemy w spółkę o globalnym zasięgu, z intencją objęcia akcji wyemitowanych w rundzie A. Spółka posiada doświadczony zespół założycieli z międzynarodowym doświadczeniem w tworzeniu rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję oraz w nadzorze budowalnym. Ta transakcja jest wyrazem naszych ambicji do wyjścia poza Polskę, AI CLEARING pasuje doskonale do portfela JRH i daje szansę na zadowalający zwrot z inwestycji – podsumował January Ciszewski, inwestor i Prezes JR HOLDING.

Co warto wiedzieć o nowelizacji Kodeksu pracy?

Nowelizacja Kodeksu Pracy nakłada na pracowników pracujących zdalnie nowe obowiązki. Gdy miejsce wykonywania pracy jest wyłączone spod bezpośredniego nadzoru pracodawcy, część obowiązków BHP ma spoczywać na pracownikach.

Jednak, to najpierw szef będzie musiał prawidłowo wykonać swoje zadania w tym zakresie, aby umożliwić podwładnym przystosowanie zdalnego stanowiska pracy do wymaganych standardów, w tym w zakresie ergonomii.

– Zanim dojdzie do powierzenia pracownikom wykonywania pracy w trybie zdalnym, pracodawca musi przygotować ocenę ryzyka zawodowego. Nie jest to nowy obowiązek, jednak nowelizacja doprecyzowuje, że przy ocenie ryzyka zawodowego pracodawca powinien w szczególności uwzględnić wpływ pracy zdalnej na wzrok, układ mięśniowo-szkieletowy oraz uwarunkowania psychospołeczne tej pracy – mówi w rozmowie z MarketNews24 Paulina Grotkowska, Counsel z praktyki prawa pracy kancelarii Bird & Bird.

Warto podkreślić, że nowelizacja umożliwia stworzenie uniwersalnej oceny ryzyka zawodowego dla poszczególnych grup stanowisk pracy zdalnej, co jest dużym ułatwieniem dla pracodawców.

Kolejnym, nowym krokiem, ale już po stronie pracodawcy, jest sporządzenie informacji zawierającej zasady bezpiecznego i higienicznego wykonywania pracy zdalnej, która powinna zawierać zasady i sposoby właściwej organizacji stanowiska pracy zdalnej, z uwzględnieniem wymagań ergonomii, zasady bezpiecznego i higienicznego wykonywania pracy zdalnej, czynności do wykonania po zakończeniu pracy zdalnej oraz zasady postępowania w sytuacjach awaryjnych stwarzających zagrożenie dla życia lub zdrowia ludzkiego.

– Pracodawca będzie zobowiązany przedstawić załodze powyższe dokumenty. Przed dopuszczeniem do wykonywania pracy zdalnej, każdy pracownik będzie zaś musiał złożyć oświadczenia, w których potwierdzi, że zapoznał się z przygotowaną przez pracodawcę oceną ryzyka zawodowego, zapoznał się z informacją zawierającą zasady bezpiecznego i higienicznego wykonywania pracy zdalnej wraz ze zobowiązaniem do ich przestrzegania oraz oświadczy, że na jego stanowisku pracy zdalnej są zapewnione bezpieczne i higieniczne warunki pracy – dodaje Paulina Grotkowska z Bird & Bird.

Spółka cicha nie pozbawia prawa do estońskiego CIT

Estoński CIT to forma opodatkowania prowadzonej działalności dostępna dla przedsiębiorców od 2021 r. Pozwala ona firmie tak długo nie płacić podatku od zysku, dopóki nie zostanie on wypłacony wspólnikom. Oznacza to, że spółka rozliczająca się estońskim CIT-em nie musi odprowadzać zaliczek na CIT tak długo, jak długo wygenerowane przychody przeznacza na bieżącą działalność lub inwestycje. Dla wielu przedsiębiorców to bardzo korzystne rozwiązanie. Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że w pierwszych 8 miesiącach 2022 r. na estoński CIT przeszło o 1 546% więcej spółek w porównaniu do roku poprzedniego. Wybierając tę formę opodatkowania spółka musi spełnić jednak określone warunki. Czy jednym z nich jest nie przystępowanie do spółki cichej?

Korzyści z estońskiego CIT

W porównaniu do klasycznego podatku od dochodów spółek w wysokości 9% lub 19%, przy rozliczeniu estońskim CIT-em spółka może nie płacić podatku do momentu wypłaty dywidendy. A gdy już zdecyduje się na rozdysponowanie zysków, wówczas również zapłaci efektywnie niższy podatek dochodowy niż przy klasycznej formie rozliczenia. Przede wszystkim firmy rozpoczynające działalność oraz te o statusie małego podatnika na estońskim CIT płacą tylko 10% podatek na poziomie spółki. Do tego należy doliczyć 19% podatek od dywidendy. Jednak wspólnik może pomniejszyć w odpowiedniej części swój podatek od dywidendy o estoński CIT zapłacony przez spółkę. Ostateczna stawka opodatkowania wyniesie dla niego 20%, podczas gdy przy klasycznym CIT jest to 26,29%. W przypadku dużych podatników, proporcje te są następujące: 25% opodatkowanie przy estońskim CIT i 34,39% przy klasycznym.

Estoński CIT a udziały w spółce cichej

Nic więc dziwnego, że wielu przedsiębiorców decyduje się przejść na estoński CIT. Jednak nie każdy jest do tego dopuszczony ustawą. Zgodnie z art. 28j ust. 1 pkt 4 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych z takiej formy opodatkowania mogą korzystać: spółki z o.o., spółki akcyjne, proste spółki akcyjne, spółki komandytowe, spółki komandytowo-akcyjne, których udziałowcami, akcjonariuszami lub wspólnikami są wyłącznie osoby fizyczne. W pkt 5 tego artykułu zawarto wyłączenie, że z opodatkowania ryczałtem od dochodów spółek, a więc tak zwanego „estońskiego CIT”, nie mogą korzystać podatnicy posiadający udziały w kapitale innej spółki, tytuły uczestnictwa w funduszu inwestycyjnym lub w instytucji wspólnego inwestowania, albo ogół praw i obowiązków w spółce niebędącej osobą prawną. Brzmienie tego przepisu sugeruje, że posiadanie udziałów, praw w innej spółce pozbawia prawa do rozliczania się estońskim CIT. Czy zasada ta dotyczy również posiadania udziałów w spółce cichej?

Z takim pytaniem do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej wystąpiła spółka z o.o., która chciała skorzystać z opodatkowania w formie ryczałtu od dochodów spółek. Spełniała wszystkie warunki umożliwiające wybór tej formy opodatkowania. Jednak rozważała również zawarcie w przyszłości umowy, na podstawie której stałaby się wspólnikiem spółki cichej. Powzięła obawy, czy nie pozbawi jej to możliwości rozliczania się ryczałtem. Konstrukcja spółki cichej polega bowiem na tym, że wspólnik cichy, którym może, ale nie musi być przedsiębiorca, wnosi określony wkład do przedsiębiorstwa wspólnika jawnego (prowadzącego działalność gospodarczą, jednoosobową lub w formie spółki handlowej wpisanej do KRS) w zamian za prawo do zysku tego przedsiębiorstwa.

Udział w spółce cichej nie wyklucza estońskiego CIT

W wydanej 1 lutego 2023 r. interpretacji indywidualnej Dyrektor KIS potwierdził, że spółka będąca stroną umowy spółki cichej jest uprawniona do wyboru jako formy opodatkowania ryczałtu od dochodów spółek, a więc i estońskiego CIT. Nie zostanie bowiem spełniony warunek wyłączający tę możliwość z art. 28j ust. 1 pkt 5 ustawy o CIT. Jak wyjaśnił, zgodnie z treścią umowy spółki cichej, strony zobowiązane są do wniesienia określonych wkładów na poczet wspólnego przedsięwzięcia gospodarczego. Jednak jej zawarcie nie spowoduje powstania nowego podmiotu – spółka cicha, jako stosunek o charakterze cywilnoprawnym, nie będzie posiadała podmiotowości prawnej. To samo dotyczy warunku nieposiadania ogółu praw i obowiązków w spółce niebędącej osobą prawną. Spółka cicha nie jest spółką niebędącą osobą prawną, ze względu na to, że wspólnicy spółki realizują jedynie wspólne przedsięwzięcie bez wyodrębniania odrębnej masy majątkowej, który mógłby być tożsamy z ogółem praw i obowiązków wspólnika spółki osobowej (interpretacja indywidulana sygn. 0111-KDIB1-1.4010.806.2022.1.SG).

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Stopy w USA w górę

FED podobnie jak EBC w poprzednim tygodniu musiał podjąć decyzję dotyczącą stóp procentowych w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu rynkowym. O ile same problemy banków w szczególności związane z portfelem HTM są znane już od dłuższego czasu, to dopiero teraz stały się gorącym tematem po pierwszych bankructwach specyficznych banków.

Jeszcze 2 tygodnie temu, w ślad za jastrzębimi wypowiedziami prezesa Powella, uczestnicy rynku oczekiwali, że FOMC może podnieść stopy procentowe nawet o 50 pb,. Dzisiejsza decyzja i ruch o 25pb wpisuje się jednak w aktualne oczekiwania rynkowe.

Interpretacja może być następująca: bierzemy pod uwagę problemy finansowe banków, ale inflacja nadal nie została opanowana. Takie przesłanie powinno również ograniczyć zmienność i niepewność na rynkach.

Wydaje się, że FED w dalszym ciągu chce dążyć opanowania inflacji poprzez kanał stopy procentowej, a sytuację w sektorze bankowym planuje uspokoić poprzez dostarczanie płynności zagrożonym bankom – co już następuje, a bilans Fedu ponownie wzrasta.

Bartosz Wałecki, Analityk, Michael / Ström Dom Maklerski

Grupa STS zaraportowała 169 mln zł skonsolidowanego zysku netto w u.br.

Grupa STS – jeden z największych bukmacherów w Europie Centralnej oraz lider rynku w Polsce – w 2022 roku odnotowała skonsolidowane przychody w wysokości 579 mln zł, gdy rok wcześniej wyniosły 498 mln zł. Oznacza to wzrost rok do roku w wysokości ponad 16%. Zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej wyniósł 169 mln zł[1], w 2021 rok wyniósł zaś 131 mln zł. Oznacza to, że jest wyższy rok do roku aż o niemal 29%. Ponadto skorygowana EBITDA osiągnęła w zeszłym roku poziom 273 mln zł, czyli  o przeszło 26% więcej względem wyniku z 2021 roku. Marża skoryg. EBITDA w 2022 roku wyniosła 41,2%, gdy przed rokiem wynosiła 38,2%. Wzrosła zatem o 3 punkty procentowe.

W samym czwartym kwartale 2022 roku Grupa STS wygenerowała przychody na poziomie 167 mln zł, czyli o 43% więcej niż przed rokiem. Skonsolidowany zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej od października do grudnia 2022 roku wyniósł 58 mln zł, czyli aż o 290% więcej rok do roku. Skorygowana EBITDA wyniosła w ostatnim kwartale u.br. 83 mln zł, czyli wzrosła o 122% rok do roku.

Za nami bardzo dobry rok   wygenerowaliśmy najwyższe w historii Grupy wyniki operacyjne, które przełożyły się na niezwykle satysfakcjonujące wyniki finansowe. Niebawem będziemy podejmować decyzję w zakresie wypłaty dywidendy. Zgodnie z obowiązującą polityką, akcjonariuszom będziemy wypłacać 100% zysku STS Holding S.A. Ze względu na strukturę Grupy będziemy dokonywać dwóch płatności, tak jak miało to miejsce w ubiegłym roku mówi Mateusz Juroszek, prezes zarządu STS Holding.

Planem na bieżący rok jest koncentrowanie się na szeregu efektywnościach. Skupiamy się na Polsce, by zwiększać rentowność i w pełni zagospodarować potencjał tego dynamicznego rynku. Wdrażamy oszczędności i doskonalimy nasz produkt. Zakładamy, że zarówno obrót, NGR i EBITDA będą w tym roku wyższe niż przed rokiem mówi Mateusz Juroszek, prezes zarządu STS Holding.

W 2023 roku Grupa planuje szereg działań, których celem jest zwiększenie rentowności prowadzonej działalności. W tym celu spółka zreorganizowała działalność, skupiając się na Polsce i zamykając aktywność w ramach licencji w Wielkiej Brytanii i Estonii. Wyniki operacyjne osiągnięte przez STS S.A. w 2022 roku wskazują na niezwykle wysoką atrakcyjność polskiego rynku. Spółka zamierza skoncentrować działania, by móc zagospodarować potencjał rozwoju w kraju.

W 2022 roku Grupa STS wygenerowała NGR na poziomie 663 mln zł, gdy przed rokiem było to 565 mln zł, co oznacza wzrost o 17% rok do roku. Wartość zawartych zakładów przez klientów Grupy STS wyniosła 4,679 mld zł, gdy przed rokiem było to 4,492 mld zł. Liczba aktywnych użytkowników wyniosła zaś 783 tys., natomiast 693 tys. w 2021 roku. Grupa odnotowała w 2022 roku. 439 tys. nowych rejestracji (370 tys. w 2021 r.), a liczba klientów, którzy dokonali pierwszego depozytu wyniosła 317 tys. (249 tys. w 2021 r.). Wszystkie dane operacyjne znajdują się na historycznych maksimach.

W samym Q4 2022 Grupa wygenerowała historycznie najwyższy NGR w ujęciu kwartalnym, wyniósł on 200 mln zł, przed rokiem było to 136 mln zł. Wartość zawartych zakładów przez klientów Grupy STS w Q4 2022 wyniosła 1,38 mld zł, gdy przed rokiem było to 1,218 mld zł. W IV kwartale 2022 roku liczba aktywnych klientów wyniosła 542 tys., w IV kwartale 2021 roku było to 386 tys. Liczba rejestracji w Q4 2022 wyniosła 202 tys., a rok wcześniej było to 87 tys. Liczba klientów dokonujących pierwszego depozytu w IV kwartale u.br. wyniosła 154 tys., rok wcześniej było to 60 tys.

[1] Z uwzględnieniem odpisu w wysokości 9,2 mln zł. Nota 28.4 oraz nota nr 38 w Rocznym Skonsolidowanym Sprawozdaniu Finansowym.

Do 31 marca firmy transportowe muszą zgłosić liczbę zatrudnionych kierowców

Pakiet mobilności ponownie o sobie przypomina. Zgodnie ze zmianami w ustawie o transporcie drogowym, przewoźnicy są zobowiązani do spełnienia kolejnego obowiązku. Chodzi o przepis, wprowadzający konieczność zgłoszenia ilości zatrudnionych kierowców. W tym roku oświadczenie należy zgłosić już do 31 marca, a brak wypełnienia formalności może wiązać się poważnymi konsekwencjami dla przewoźników. Co jeszcze się zmienia i jak złożyć oświadczenie, aby jednocześnie nie narazić się GITD? Na wszystkie pytania odpowiada Jakub Ordon, regionalny ekspert, Grupa Inelo.

Czego dotyczy nowy obowiązek dla przewoźników?

Nowe przepisy, które wynikają z art. 7a ust. 8 (pkt. 1 i 2) ustawy o transporcie drogowym, nakładają na przedsiębiorstwa transportowe, posiadające ważne zezwolenia na wykonywanie zawodu przewoźnika drogowego obowiązek zgłoszenia oświadczenia o liczbie osób zatrudnionych, w tym osób o których mowa w pkt. 2 na dzień 31 grudnia poprzedniego roku. Dodatkowo, przewoźnicy muszą podać informacje o średniej arytmetycznej liczby kierowców zatrudnionych, którzy wykonywali operacje transportowe w roku poprzedzającym obowiązek złożenia informacji. Na chwilę obecną dokumenty te należy złożyć w terminie do 31 marca 2023 roku do właściwego organu, który wydał przewoźnikowi zezwolenie na wykonywanie zawodu przewoźnika drogowego.

–  W oświadczeniu w obu przypadkach należy uwzględnić wszystkie osoby bez względu na formę zatrudnienia, a więc będzie to dotyczyć pracowników zatrudnionych na umowę o pracę czy zlecenie, którzy współpracowali z danym przewoźnikiem na dzień 31 grudnia 2022 roku. Drugi zapis wydaję się być bardziej skomplikowany, bo jak należy wyliczyć średnią arytmetyczną kierowców? W danym przedsiębiorstwie przewozowym należy wyliczyć ją na podstawie sumy liczby zatrudnionych kierowców w poszczególnych miesiącach, którzy spełnili określone warunki w przepisie, a następnie otrzymany wynik należy podzielić przez 12 miesięcy. Warto tutaj jednak zaznaczyć to, że w przypadku jednoosobowych firm przewozowych, gdzie właściciel pełni obowiązki także kierowcy i ma ważne zezwolenie na wykonywanie zawodu przewoźnika drogowego, to przewoźnik wpisuje siebie zarówno w pozycji dotyczącej osób zatrudnionych, jak i średniej arytmetycznej kierowców – mówi Jakub Ordon, regionalny ekspert Grupy Inelo.

W jaki sposób należy złożyć oświadczenie?

Wniosek dostępny jest do pobrania na stronie gov.pl. Deklaracje przyjmowane są wyłącznie w oryginalnej wersji i można je złożyć poprzez elektroniczny ePUAP, jeśli jest on skierowany do GITD lub przesłać na adres organu, który wydał zezwolenie. –  Warto zaznaczyć, że deklarację może złożyć osoba z pełnomocnictwem do składania oświadczenia w imieniu przedsiębiorcy, ale wówczas musi pamiętać o tym, żeby do deklaracji dołączyć oryginał upoważnienia i potwierdzenie opłaty skarbowej za udzielone pełnomocnictwo – komentuje Jakub Ordon z Grupy Inelo.

Jakie są konsekwencje dla zapominalskich?

Niestety bardzo dotkliwe. Brak deklaracji może być potraktowane jako niespełnienie podstawowych wymogów posiadania zezwolenia na wykonywanie zawodu przewoźnika drogowego.

Taka sytuacja może wiązać się nawet z ryzykiem utraty niezbędnych uprawnień do wykonywania transportu, a w konsekwencji brakiem możliwości dalszego prowadzenia działalności przez przewoźnika, bo pozwolenie może być cofnięte przez organ, w przypadku niespełnienia wymogów ustawowych, a takim jest wskazanie ilości zatrudnianych kierowców. Podobna sytuacja dotyczyła także baz eksploatacyjnych o powierzchni co najmniej 1/3 liczby zgłoszonych pojazdów, których fakt istnienia przewoźnicy mieli zgłosić w terminie do 15 stycznia 2023 roku. – podsumowuje Jakub Ordon.

20 proc. Polek jest otwartych na zakładanie własnych biznesów. Czy czeka nas nowa fala kobiecej przedsiębiorczości?

  • Badanie przeprowadzone, by przyjrzeć się poziomowi wiedzy Polek o finansach i będące elementem długofalowego zaangażowania Visa w edukację finansową [1] pokazuje, że 23% badanych Polek, które nie prowadzą działalności gospodarczej, jest otwartych na założenie własnej firmy.
  • Jednym z kluczowych wyzwań wymienianych przez respondentki jest niewystarczająca wiedza na temat formalności związanych z prowadzeniem własnej działalności gospodarczej oraz niechęć do ryzyka.
  • Visa wierzy, że małe biznesy, szczególnie te prowadzone przez kobiety, odegrają kluczową rolę w rozwoju cyfryzacji i wzroście sprzyjającym włączeniu społecznemu.

Z badania wynika, że w grupie wiekowej 18-29 lat oraz 30-39 lat, ponad 30% Polek, które nie prowadzą obecnie działalności gospodarczej, jest otwartych na założenie własnej firmy. Co więcej, 53% Polek w wieku 14-17 lat deklaruje, że chciałoby poszerzyć swoją wiedzę na temat zakładania własnego biznesu. Inicjatywy wspierające przedsiębiorczość kobiet, takie jak program grantowy Visa She’s Next, mogą być niezwykle pomocne w zachęcaniu kobiet do zakładania swoich biznesów oraz wspierać je w ich rozwijaniu i przetrwaniu.

Wysoka wiedza o bezpieczeństwie płatności cyfrowych i mobilne aplikacje bankowe

Polki w wielu aspektach przekonały się do nowych technologii i mają poczucie, że mogą im zaufać. 48% respondentek wysoko ocenia swoją wiedzę o bezpieczeństwie w internecie w aspektach takich jak: ochrona danych, ochrona przelewów i dostępu do bankowości elektronicznej. Kobiety uważają też, że bankowość mobilna zapewnia bezpieczny kontakt z bankiem. Opinię tę podziela 77% z nich, a wśród niektórych grup odsetek ten jest jeszcze większy. Ponad połowa (51%) Polek zadeklarowała, że ma wysoką wiedzę na temat bezpieczeństwa płatności cyfrowych[2]. Ten wynik jest zbliżony w poszczególnych grupach wiekowych (od 49% do 55%).

Visa wierzy w to, że edukacja finansowa pomaga w lepszym zarządzaniu swoimi pieniędzmi, co przekłada się na poprawę jakości życia. Patrząc szerzej, edukacja finansowa, którą rozumiem między innymi jako zdobywanie umiejętności cyfrowych, poszerzanie wiedzy czy codzienną praktykę, w połączeniu z inkluzywnością finansową, to klucz do tworzenia gospodarki dostępnej dla wszystkich. W ramach naszych działań wspieramy szereg programów oraz projektów w Polsce i poza nią, a jednym z najbardziej znaczących jest program grantowy Visa She’s Next. Jesteśmy również członkiem założycielem i aktywnym partnerem Fundacji Polska Bezgotówkowa, która prowadzi platformę #AkademiaPrzedsiębiorcy zapewniającą bazę materiałów, artykułów, podcastów i e-booków, o tematach ważnych dla każdego przedsiębiorcy. Dodatkowo wspieraliśmy prace nad poradnikiem „Nowoczesny Senior”, stworzonym i dystrybuowanym przez Fundację Digital Poland – mówi Adrian Kurowski, dyrektor generalny Visa w Polsce.

Edukacja finansowa w rękach ekspertów

Badanie przeprowadzone na zlecenie Visa pokazuje, że Polki uważają, że edukacją finansową powinni zajmować się uznani eksperci w zakresie finansów (66%), praktycy przedsiębiorcy, którzy odnieśli sukces (63%). Jednocześnie 66% Polek sądzi, że influencerzy i blogerzy, którzy nie są ekspertami w tej dziedzinie, nie powinni prowadzić takiej edukacji. Co ciekawe, opinię tę podzielają również przedstawicielki pokolenia Z – w grupie wiekowej 15-20 lat aż 64% ankietowanych Polek jest zdania, że influencerzy nie powinni prowadzić programów edukacji finansowej. Nie oznacza to jednak, że internet w ich opinii nie jest dobrym źródłem wiedzy o finansach – wręcz przeciwnie – najmłodsze spośród ankietowanych korzystają bowiem z branżowych stron internetowych i oglądają tematyczne filmiki w popularnych mediach społecznościowych. To sugeruje, że platformy cyfrowe pozostają dobrymi kanałami do wykorzystywania przez banki, firmy płatnicze i uznane osoby w świecie finansów czy praktyków.

Jak wynika z badania, Polki, szczególnie te najmłodsze, są otwarte na edukację finansową. Mają też świadomość, że na wielu płaszczyznach ich wiedza jest niedostateczna. Tworzy to więc szansę dla przedsiębiorstw, organizacji i instytucji, które w odpowiedzialny sposób prowadzą działania edukacyjne w zakresie finansów. Visa wierzy, że tylko gospodarka, która włącza każdego, ma potencjał, by każdemu pomóc się rozwijać. Niezbędna jest do tego umiejętność zarządzania swoimi pieniędzmi.

[1] Wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie Visa przez Minds & Roses, na grupie 1731 Polek w wieku 15-75 lat metodą wywiadów internetowych i telefonicznych w styczniu i lutym 2023.

[2] 51% kobiet zadeklarowało, że posiada wysoki lub bardzo wysoki poziom wiedzy w zakresie płatności bezgotówkowych, Wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie Visa przez Minds & Roses, na grupie 1731 Polek w wieku 15-75 lat metodą wywiadów internetowych i telefonicznych w styczniu i lutym 2023.

Bioceltix SA ustalił cenę emisyjną na 37 zł. Chce pozyskać około 20 mln zł

Bioceltix, wrocławska spółka biotechnologiczna o profilu weterynaryjnym notowana na GPW, ustalił cenę emisyjną akcji w ramach prowadzonej oferty na 37 zł za sztukę. W ten sposób chce pozyskać około 20 mln zł, przeznaczy je na dalszy rozwój 3 kluczowych projektów.

21 marca 2023 r. Dom Maklerski Navigator S.A. zakończył przyspieszoną budowę księgi popytu („ABB”) na 550 tys. akcji spółki, w tym 400 tys. nowo emitowanych akcji serii K oraz 150 tys. akcji Spółki sprzedawanych w ramach oferty publicznej przez akcjonariusza Spółki – Kvarko Group ASI sp. z o.o. Po rozważeniu wyników ABB ustalono cenę emisyjną na 37 zł.

 -Cieszy nas, że oferta spotkała się z tak dużym zainteresowaniem. To oznacza, że inwestorzy dostrzegają potencjał drzemiący w naszej spółce i w tym co robimy, doceniają naszą dotychczasową pracę i uzyskiwane wyniki oraz akceptują wizję rozwoju i sposób jej realizacji, które prezentujemy jako zarząd. Wszystkie nasze projekty sprawnie przesuwają się do przodu na ścieżce rozwoju. Widzimy, że inwestorzy podchodzą do Bioceltix z większym optymizmem niż w przeszłości, gdy jedynie opowiadaliśmy o planach wdrożenia naszych leków – podkreśla Łukasz Bzdzion, prezes i założyciel Bioceltix.

Oferta kierowana jest do inwestorów instytucjonalnych oraz profesjonalnych inwestorów indywidualnych. Na obecnym etapie cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem. Deklarowany popyt kilkukrotnie przewyższył liczbę oferowanych akcji, i to pomimo tego, że mówiliśmy o największej emisji w historii spółki, a w tym samym czasie zawirowania w światowym systemie bankowym spędzały wielu inwestorom sen z powiek. Efekt jest taki, że planujemy pozyskać około 20 mln zł, które przeznaczymy na dalszy rozwój naszych trzech kluczowych projektów – dodał dr inż. Paweł Wielgus, członek zarządu spółki.

Cały świat patrzy dziś na Fed – scenariusze i ich konsekwencje, też do PLN

Śmiało można stwierdzić, że dzisiejsza decyzja ws. stóp procentowych w USA, jest jedną z najważniejszych i najbardziej wyczekiwanych w ciągu ostatnich lat. Wszystko za sprawą niedawnych wydarzeń, gdy po rynkach rozlała się fala systemowych zagrożeń w sektorze bankowym. Jeszcze przed upadkiem SVB, rynkowy konsensus zakładał, że marcowe posiedzenie amerykańskiego Federalnego Komitetu Otwartego Rynku pozostawi po sobie podwyżkę stóp o 50 pb. Przewidywania te spotkały się z falą krytyki ze strony największych banków na Wall Street. Sytuacja jednak uległa zmianie. Jaka więc będzie decyzja Fedu i co się zmieniło w kwestii dolara? Tłumaczy główny analityk firmy Tavex – Tomasz Gessner.  

Rekordy wymian dolara w oknie dyskontowym

Scenariusz podwyżki stóp procentowych o 50 pb w USA usuwa się obecnie całkowicie w cień. Co zatem realnie leży na stole? Obecnie na 87,5% wyceniane jest prawdopodobieństwo podwyżki o 25 pb. W przeszłości zwykle było tak, że jeśli prawdopodobieństwo danej decyzji oscylowało wokół 90% (można przyjąć, że obecnie również tak jest), zwykle dokładnie taka miała miejsce.

Przy okazji warto również wspomnieć o tym, że rozprzestrzeniający się kryzys zaufania do banków musiał zostać ugaszony w zarodku. Jednym z narzędzi była ogłoszona w minioną niedzielę wieczorem decyzja o otwarciu tzw. discount window, w ramach którego banki centralne z całego świata mogą teraz codziennie (a nie jak do tej pory raz w tygodniu) dokonywać wymian dolara za narodowe waluty bezpośrednio z Fedem. Jak duże znaczenie miał ten ruch można zaobserwować po wynikach tej wymiany. Szczyty z kryzysu 2008 oraz covidowego krachu z 2020 roku już dawno zostały przebite. Pamiętajmy jednak, że dane te nie są skorygowane o inflację, zatem dzisiejsza wartość dolara to już zupełnie co innego, niż np. w 2008 roku. Dolarów w systemie w każdym razie zabraknąć nie powinno.

Wszystko poza 25 pb wywoła dużą zmienność

Choć scenariusz z podwyżką stóp procentowych jedynie o 25 pb jest wysoce prawdopodobny, nie brakuje również opinii wybiegających poza tę narrację. I to w obie strony. Można zatem przyjąć, że gdyby w imię bezwzględnej walki z inflacją Fed podjął decyzję o podwyżce stóp o 50 pb, byłby to potężny cios w rynki, które od razu zaczęłyby wyceniać kolejne, jeszcze silniejsze napięcia w systemie bankowym. Skoro przy stopach 4,50-4,75% poważne problemy (ze spadającą wartością obligacji) zaczęły mieć pierwsze banki, tym bardziej napięć nie zabraknie przy stopach 5,00-5,25%.

Na drugim biegunie mamy z kolei decyzję o pozostawieniu stóp na niezmienionym poziomie i ogłoszeniu pauzy w trwającym obecnie cyklu podwyżek. Taki ruch w ostatnim czasie sugerował, chociażby Goldman Sachs. W tym przypadku na rynkach prawdopodobnie zapanowałaby euforia. Wszystko ma jednak swoją cenę. Choć napięcia wokół systemu zostałyby taką decyzją nieco zredukowane, ową ceną byłby wzrost ryzyka rozwinięcia się kolejnej fali inflacji za kilka kwartałów. Podobnie, jak miało to miejsce w dekadzie lat ‘70, gdy inflacja miała 3 fale.

Zasadnicza różnica między tamtym okresem, a sytuacją obecną jest jednak taka, że wówczas dług do PKB oscylował nieco powyżej 30% i na walkę z inflacją bardziej radykalnymi podwyżkami stóp Fed mógł sobie pozwolić (a ta i tak wymknęła się mu spod kontroli). Dziś dług do PKB przekracza w USA 120%, a globalnie 350% i możliwości w zakresie zacieśniania są zdecydowanie mniejsze, a więc i ryzyko zdynamizowania dalszego spadku siły nabywczej walut fiducjarnych znacznie większe.

Pozostaje nam poczekać do wieczora (tym razem do godz. 19:00 ze względu na przesunięcie czasu) i oficjalnego komunikatu oraz przede wszystkim do konferencji po posiedzeniu (19:30), gdzie paść mogą jakieś deklaracje dotyczące przyszłego kształtu polityki monetarnej. Jak zawsze przy okazji takich wydarzeń, prawdopodobny wzrost zmienności indeksu dolara może mieć także wpływ na zachowanie złotego. Przede wszystkim na parze USD/PLN.

Od 7 kwietnia nowe przepisy dotyczące pracy zdalnej

Już 7 kwietnia wchodzi w życie nowelizacja Kodeksu Pracy, która ureguluje zjawisko pracy zdalnej. Popularyzacja tego modelu gwałtownie wzrosła w okresie pandemii. Nastąpiła więc konieczność określenia na drodze ustawowej praw i obowiązków pracodawców oraz pracowników.

Praca zdalna będzie mogła być wykonywana zarówno w pełnym wymiarze czasu pracy jak i częściowo, np. w określone dni tygodnia. Miejsce jej wykonywania wskaże pracownik, ale będzie ono musiało zostać uzgodnione z pracodawcą.

Jak uzgodnić warunki pracy zdalnej?

Możliwość pracy zdalnej będzie mogło zostać ustalona już na etapie zawarcia umowy o pracę. Gdyby miejsce jej wykonywania w przyszłości miało się zmienić, będzie to wymagało od obu stron zmiany postanowień poprzez:

  • zawarcie porozumienia zmieniającego, jeśli obie strony wyrażają zgodę;
  • wypowiedzenie zmieniające, jeśli to pracodawca chciałby dokonać zmiany warunków pracy pracownika.

Pracodawca będzie też mógł nakazać wykonywanie pracy zdalnej w czasie obowiązywania stanu nadzwyczajnego, stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii oraz w okresie trzech miesięcy po ich odwołaniu. Będzie mógł to zrobić także w czasie, w którym zapewnienie przez niego bezpiecznych i higienicznych warunków pracy w jej dotychczasowym miejscu nie jest możliwe z powodu działania siły wyższej. Dla spełniania warunków polecenia pracy zdalnej pracownik musi złożyć oświadczenie, że posiada warunki lokalowe i techniczne do wykonywania jej. W konsekwencji polecenie pracy zdalnej będzie możliwe wyłącznie z przyczyn niezależnych, losowych i na czas określony, a pracownik będzie musiał posiadać odpowiednie warunki do jej wykonywania. Polecenie w każdej chwili będzie mogło zostać cofnięte przez pracodawcę, ale z co najmniej dwudniowym uprzedzeniem. W przypadku gdyby u pracownika zmieniły się warunki techniczne miejsce wykonywania pracy zdalnej, wycofanie polecenia musi nastąpić niezwłocznie.

Jeśli praca zdalna zostanie rozpoczęta w trakcie zatrudnienia, każda ze stron będzie mogła wystąpić wnioskiem o zaprzestanie wykonywania jej i przywrócenie poprzednich warunków pracy. Gdyby doszło do takiej sytuacji, to strony ustalają termin przywrócenia poprzednich warunków, który nie może być dłuższy niż 30 dni od dnia otrzymania wniosku. W razie braku takiego porozumienia, przywrócenie poprzednich warunków następuje w dniu następującym po upływie 30 dni od dnia otrzymania wniosku.

Praca zdalna na wniosek pracownika

Z wnioskiem o wykonywanie pracy zdalnej będzie mógł wystąpić także pracownik. Nie będzie on co do zasady wiążący dla pracodawcy. Przepisy wprowadzają jednak kilka wyjątków, które dotyczą: pracownic w ciąży, rodziców lub opiekunów wychowujących dziecko do 4 roku życia, rodziców lub opiekunów mających pod opieką dzieci o ciężkim i nieodwracalnym upośledzeniu lub nieuleczalnej chorobie zagrażającej życiu, rodziców lub opiekunów dzieci lub innych członków najbliższej rodziny posiadających orzeczenie o niepełnosprawności.

Pracodawca będzie mógł odmówić pracy zdalnej w powyższych przypadkach lub przerwać ją tylko wtedy, jeśli nie będzie ona możliwa ze względów organizacyjnych lub z uwagi na rodzaj pracy wykonywanej przez pracownika. Informacja o odmowie musi zostać przekazana pracownikowi w ciągu 7 dni od dnia złożenia przez niego wniosku o pracę zdalną.

Okazjonalna praca zdalna

Wyłącznie na wniosek pracownika praca zdalna będzie mogła być wykonywana okazjonalnie, ale jej wymiar nie może przekroczyć 24 dni w roku kalendarzowym. Mówimy wówczas o incydentalnej pracy zdalnej, np. ze względu na nagłą potrzebę pracownika pozostania w domu.

W przypadku okazjonalnej pracy zdalnej  będzie on zobowiązany do określenia procedur ochrony danych osobowych oraz przeprowadzenia, w miarę potrzeby, instruktażu i szkolenia w tym zakresie. Pracownik będzie musiał zapoznać się z nimi i przestrzegać ich. Ponadto konieczne będzie przekazanie mu informacji niezbędnych do wzajemnego porozumiewania się za pomocą środków bezpośredniego komunikowania się na odległość lub w inny uzgodniony sposób, a także do realizacji obowiązków w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Cyfrowa Polska: projekt nowelizacji ustawy o wymianie informacji podatkowej z innymi państwami nakłada nieuzasadnione obowiązki na branżę cyfrową

Eksperci Związku Cyfrowa Polska interweniują w Ministerstwie Finansów. Powód? Projekt nowelizacji ustawy o wymianie informacji podatkowych z innymi państwami, która ­– według Cyfrowej Polski – stoi w sprzeczności z unijną Dyrektywą DAC-7 i może spowodować nałożenie nieuzasadnionych obowiązków na operatorów platform internetowych.

1 stycznia 2024 roku w życie wejdzie unijna Dyrektywa DAC-7, nakładająca szczegółowe obowiązki raportowania na platformy cyfrowe. „Platforma” jest w tym kontekście szerokim pojęciem, bo obejmuje wszystkie strony internetowe oraz oprogramowanie (także aplikacje na smartfony), które umożliwiają sprzedawcom łączność z innymi użytkownikami w celu sprzedaży, świadczenia usług, najmu i innych „stosownych czynności”.

Głównym założeniem Dyrektywy DAC7 jest weryfikacja podatkowa platform zarejestrowanych przynajmniej w jednym z państw Unii Europejskiej. Według zapisów Dyrektywy, każda platforma może dokonać wyboru państwa członkowskiego UE, w którym operator będzie wypełniał obowiązek sprawozdawczy.

Tymczasem na stronie Rządowego Centrum Legislacji opublikowano projekt ustawy o zmianie ustawy o wymianie informacji podatkowych z innymi państwami oraz niektórych innych ustaw, który, jeśli zostanie przyjęty, może prowadzić do nieuzasadnionego namnożenia obowiązków raportowania. Co dodatkowo będzie oznaczać konieczność ponoszenia dodatkowych kosztów. A te w wielu przypadkach mogą zostać przerzucone na konsumentów.

Polska jedynym państwem nie przestrzegającym zasady raportowania?

Dlatego Związek Cyfrowa Polska, organizacja zrzeszająca największe firmy z branży nowoczesnych technologii działające w Polsce, wystosował list do Artura Sobonia, sekretarza stanu w Ministerstwie Finansów. Eksperci zwracają w nim uwagę na zapisy, które w ich ocenie powinny zostać szczegółowo zweryfikowane.

Projekt ustawy, który opiniujemy, znacząco różni się w kwestii zakresu regulowania obowiązków raportowania od Dyrektywy DAC-7 – zwraca uwagę Michał Kanownik, prezes Cyfrowej Polski. – Jeśli te różnice nie zostaną wyeliminowane w ostatecznym projekcie przepisów, wymogi nakładane przez polskie regulacje na raportujących operatorów platform będą istotnie szersze, niż wynika to z założeń Dyrektywy.

Michał Kanownik dodaje, że jedną z bardziej istotnych kwestii jest pełne zwolnienie z obowiązku raportowania w Polsce operatorów platform, którzy będą wypełniali tę powinność w innym państwie członkowskim UE. – To kwestia bezpośrednio wynikająca z zapisów Dyrektywy DAC-7. Polska może być jednym z niewielu państw członkowskich UE, jeśli nie jedynym, które efektywnie nie przestrzega przewidzianej w Dyrektywie zasady wypełniania obowiązków sprawozdawczych tylko w jednym państwie – podkreśla prezes Związku Cyfrowa Polska.

I dodaje, że konieczność podwójnego raportowania nie zapewni Polsce większej skuteczności ściągania podatków, ponieważ proponowany w ustawie zapis dotyczy głównie danych sprzedawców spoza UE.

Do listu, wysłanego na adres Ministerstwa Finansów, dołączono szczegółową tabelę z podsumowaniem wszystkich rozbieżności w przepisach. „Mamy nadzieję, że podsumowanie to okaże się pomocne w dalszych pracach nad polską implementacją Dyrektywy DAC-7 i wyrażamy gotowość naszego wsparcia w toku dalszych prac nad tymi regulacjami” – piszą eksperci Cyfrowej Polski.

Inwestorzy pytają, co będzie dalej? Czy sektor finansowy w Europie jest stabilny?

Problemy finansowe amerykańskich banków i informacja dotycząca kłopotów szwajcarskiego Credit Suisse, zaskoczyły ekspertów i rodzą pytania o najbliższe tygodnie i miesiące dla sektora bankowego. Wśród inwestorów zagościł niepokój, a komunikaty dotyczące sytuacji płynnościowej podmiotów na rynku śledzone są w ostatnich dniach ze szczególną uwagą. Temat możliwych skutków obecnych zawirowań, będzie przedmiotem dyskusji podczas zbliżającej się konferencji Invest Cuffs 2023.

W odpowiedzi na kłopoty instytucji finansowych za oceanem komisarz ds. usług finansowych Mairead McGuinness uspokaja, że bankom funkcjonującym w Unii nie grożą zawirowania, z którymi musi mierzyć się rynek amerykański. Jej zdaniem upadek Silicon Valley Bank (SVB) ma „ograniczony wpływ” na europejski sektor bankowy. Dodatkowo brukselscy urzędnicy tłumaczą, że na Starym Kontynencie instytucje finansowe pozostają w zdecydowanie „lepszej kondycji”.

Wypowiedzi europejskich polityków to pokłosie sytuacji sprzed kilku dni, gdy trzy amerykańskie banki – SVB, Silvergate i Signature – upadły, z powodu pogorszenia koniunktury w amerykańskim sektorze nowoczesnych technologii, w konsekwencji braku środków na spłatę depozytów od klientów korporacyjnych.

– Warto pamiętać, że oprócz głośnego przypadku Silicon Valley Bank w ostatnim czasie mieliśmy również do czynienia z upadłością innego banku – Silvergate Bank, który choć był kilkukrotnie mniejszy niż SVB, powinien być lampką ostrzegawczą dla uczestników rynku – podkreśla dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Choć ostatecznie Fed zareagował i ogłosił pod koniec minionego tygodnia nowy program płynnościowy oraz zagwarantował wypłatę wszystkich depozytów to warto pamiętać, że to właśnie Rezerwa Federalna stworzyła warunki, które przyczyniły się do największej upadłości w amerykańskim sektorze bankowym po 2008 roku.

W odpowiedzi na kłopoty amerykańskich banków niemiecki regulator finansowy BaFin zamknął tamtejszy oddział Silicon Valley Bank. Celem tego kroku była ochrona wierzycieli, w obliczu zagrożenia kolejnym kryzysem finansowym. Dodatkowo wśród ekspertów unijnych nie brakuje opinii, że problemy za oceanem to bez wątpienia efekt wybiórczego stosowania przez Stany Zjednoczone wymogów ostrożnościowych Bazylea III do małych i średnich banków.

– Jako pierwszy upadł Silvergate. Spowodowane było to przez załamanie na rynku kryptowalut, gdzie świadczył on swoje usługi. Likwidacja SVB była natomiast związana niewłaściwym zarządzaniem ryzykiem stopy procentowej. Credit Suisse natomiast walczy z restrukturyzacją od dłuższego czasu. Największym zagrożeniem dla sektora bankowego jest run na banki i masowe wyciąganie depozytów – wyjaśnia Rafał Sadoch, koordynator ds. analiz rynku instrumentów finansowych w mBank Dom Maklerski.

Nie brakuje głosów, że banki za oceanem mimo, że inwestowały w tak niestabilny rynek jak sektor nowoczesnych technologii nie stosowały właściwych zabezpieczeń wymaganych do spłaty depozytów. Dodatkowo nie zadziałał nadzór nad systemem, bowiem organy regulacyjne nie dostrzegły nadchodzących kłopotów.

– W jaki sposób? Wspólnym mianownikiem upadłości Silicon Valley Bank oraz Silvergate Bank było zalanie rynku gotówką przez Fed poprzez spektakularny program QE w 2020 roku. Pomimo sygnałów płynących z gospodarki i mówiących o tym, że skala zniszczeń, jakie wywołała pandemia Covid-19 jest mniejsza niż się tego spodziewano – Rezerwa Federalna nie wycofała swojego wsparcia. Ogromne ilości taniego pieniądza, jakie zalały rynek, doprowadziły nie tylko do kolejnej hossy na rynku kryptowalut, ale również do błędnej alokacji kapitału w przedsięwzięcia, które bez żadnych problemów ten kapitał pozyskiwały, ponieważ fundusze i banki nie miały lepszego pomysłu, jak ten tani pieniądz spożytkować. – dodaje dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – O ile w przypadku Silvergate, kluczowym czynnikiem problemów banku okazała się upadłość piramidy FTX, tak SVB inwestowało pieniądze z depozytów swoich klientów w drogie obligacje skarbowe. To był świetny interes w momencie, gdy Fed utrzymywał ekspansywną politykę pieniężną. Kiedy jednak okazało się, że problem wysokiej inflacji w Stanach Zjednoczonych wcale nie jest przejściowy – jak zapewniał Jerome Powell w 2021 roku – kierunek Fed musiał ulec drastycznej zmianie. Wraz z dynamicznymi podwyżkami stóp procentowych rosły również rentowności obligacji, a ich ceny spadały. Kroplą, która przelała czarę był moment, w którym pozbawione łatwych pieniędzy fintechy zaczęły wycofywać swoje depozyty, zmuszając SVB do sprzedaży części obligacji i zrealizowania gigantycznych strat.

Zdaniem unijnych urzędników scenariusz amerykański nie powinien powtórzyć się w Europie. Ich zdaniem wymogi Bazylei III mające na celu określenie minimalnego poziomu wolnych środków pieniężnych, sprawiają, że banki posiadają odpowiednie zabezpieczenie, które zapewnia im poczucie stabilności w obliczu nieoczekiwanych strat. Fed zastosował się do tych zasad, jednak obowiązują one jedynie dużych, globalnych graczy z amerykańskiego rynku. Podczas gdy mniejsze instytucje finansowe nie stosują takich zabezpieczeń.

– Silicon Valley Bank był tylko jedną z wielu instytucji, które notują obecnie straty na zakupionych w poprzednich latach obligacjach. SVB upadł dlatego, że nie zabezpieczał odpowiednio swoich pozycji oraz polegał na depozytach młodych firm o niepewnych przepływach pieniężnych. Jednak cechował się on względnie niewielkim stosunkiem niezrealizowanej straty na papierach dłużnych do wyceny rynkowej (nieco ponad 14%) podczas gdy w przypadku Citigroup wartość ta jest bliska 54% – wyjaśnia dr Przemysław Kwiecień. – Potencjalnie więc, problemy w innych bankach są dużo większe – w ich przypadku jednak brakuje zapalnika w postaci nagłego wycofania depozytów, co pogrążyło SVB. Tak długo, jak potrzeba sprzedaży tych aktywów się nie pojawi – sytuacja wydaje się być pod kontrolą. Nadwyżki kapitału w dużych amerykańskich bankach wciąż pozostają względnie duże – nie są tak wysokie jak w latach 2021-2022, jednak nie jest to poziom alarmujący. W przypadku mniejszych banków, których w Stanach Zjednoczonych jest sporo, sytuacja wygląda dużo gorzej. Dysponujące niskimi rezerwami oraz dużą ekspozycją na nieruchomości komercyjne, małe banki narażone są na upadłość w znacznie wyższym stopniu niż Citigroup, Bank of America czy JP Morgan.

O spokój do unijnych analityków, inwestorów i cały sektor apelował w tym tygodniu m.in. francuski minister gospodarki Bruno Le Maire. Równocześnie Komisja Europejska zwróciła uwagę, że trwają prace nad jeszcze wyższym poziomem zabezpieczeń kapitałowych, przymusowym dla europejskich banków.

Z niepokojem jednak rozwój sytuacji za oceanem obserwują inwestorzy i menadżerowie w sektorze nowych technologii. Startupy mogą wkrótce oberwać rykoszetem, ponieważ banki nauczone doświadczeniem z marcowych kłopotów w USA będą unikać ryzykownych segmentów gospodarki.

– W USA 11 dużych instytucji finansowych ma ulokować 30 mld depozytów w First Republic Bank, co ma na celu uspokojenie opinii publicznej i zahamować efekt domina. Widać, że wszyscy robią co mogą aby nie dopuścić do kryzysu bankowego, którego skutki mogłyby być porównywalne do tych z 2008 roku. Zarówno banki centralne jak i cały sektor deklaruje pełną pomoc podmiotom znajdującym się pod presją, co powinno łagodzić zagrożenia z tym związane – podkreśla Rafał Sadoch, koordynator ds. analiz rynku instrumentów finansowych w mBank Dom Maklerski.

Rynki czekają na decyzję Amerykanów

Wiadomość dnia powinna dzisiaj nadejść zza oceanu. Raczej czekamy na komunikat do decyzji, bo ten wydaje się potencjalnie ważniejszy. W tle mamy przyzwoite wyniki z tamtejszego rynku nieruchomości.

Czekając na FED

Dzisiejsze posiedzenie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku zapowiada się ciekawie. Pomimo tego, że mamy teoretycznie werdykt. Analitycy zdecydowanie przewidują symboliczną podwyżkę o 0,25%. W rezultacie tego wzrostu stopy procentowe będą odbiegać o niecały procent od inflacji bazowej, co jest obecnie na świecie bardzo rzadkim zjawiskiem. Dlaczego zatem ma to być ciekawe posiedzenie? Głównie przez komunikat, jaki będzie potem wydany. Powinien się on różnić od poprzednich, biorąc pod uwagę zmiany na rynku. Zobaczymy, jak zmieni się nastawienie Jerome Powella względem polityki monetarnej od czasów wystąpienia przed Kongresem. Mowa tutaj oczywiście o problemach amerykańskiego systemu bankowego. To właśnie komunikat powinien być głównym elementem, na który zareagują rynki. No, chyba że decyzja będzie niespodzianką, to będziemy mieć bardzo ciekawy wieczór. Należy pamiętać, że publikacja będzie godzinę wcześniej, bo Amerykanie zmienili już czas.

Sprzedaż detaliczna poniżej oczekiwań

Wczorajsze dane na temat sprzedaży detalicznej wypadły bardzo źle. Teoretycznie wzrost w skali roku o 10,8% to nie jest zły wynik. Teoretycznie. Problem w tym, że po uwzględnieniu spadku wartości pieniądza to jest to realnie mniej towarów. Do tego warto dodać, że oczekiwano wzrostu o 15%. Nadal byłby to realny spadek, ale już nie 5% a zaledwie 1,5%. Pokazuje to, że ograniczamy swoją konsumpcję. Ciężko nie połączyć tego z tym, że zrobiło się po prostu drogo. Co ciekawe wczoraj złoty zyskiwał na wartości. Działo się to jednak w konkretnej sytuacji na rynkach. Wczoraj znów euro zyskało względem dolara. W rezultacie napływ kapitału do Europy spowodował umacnianie się polskiego złotego pomimo obiektywnie słabszych danych makroekonomicznych.

Rynek mieszkaniowy nie taki słaby

Analizowanie danych z rynku nieruchomości USA może wydawać się dziwne. Problem w tym, że to właśnie z tym segmentem powiązana była spora część problemów z kryzysu z roku 2008. W rezultacie wczorajsze lepsze dane, po roku comiesięcznych spadków, są sporą ulgą dla inwestorów. Tym bardziej, że różnica jest dość duża. Nie znaczy to automatycznie, że nagle w gospodarce USA jest idealnie, bo tak nie jest. Po prostu gwałtowna wyprzedaż mieszkań może powodować na rynku lawinę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych najważniejszą pozycją jest decyzja FOMC o godzinie 19:00 i komunikat o 19:30.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

ID Logistics przejmuje Spedimex

  • Przejęcie 100% udziałów spółki Spedimex w Polsce (z obrotami 510 mln zł/ 109 mln Euro w 2022 roku), specjalizującej się w obsłudze sektorów fashion i e-commerce
  • Zwiększenie zasięgu geograficznego ID Logistics w Polsce, dzięki 15 nowym lokalizacjom i współpracy z wiodącymi markami

ID Logistics, (ISIN: FR0010929125, Ticker: IDL), jeden z europejskich liderów logistyki kontraktowej, ogłasza przejęcie 100% udziałów firmy Spedimex, operatora logistyki kontraktowej w Polsce, specjalizującego się w obsłudze branży modowej oraz sektora e-commerce.

PRZEJĘCIE SPEDIMEX

Spedimex jest jedną z czołowych, polskich firm, prowadzących działalności w obszarze logistyki kontraktowej. Firma została założona w 1993 roku przez rodzinę Bąków. Marcin Bąk pozostaje dziś jej głównym udziałowcem i jednocześnie prezesem zarządu.

Spedimex stał się jednym z liderów logistyki, obsługujących branże: fashion, e-commerce oraz beauty. Spedimex dysponuje własną siecią oddziałów dystrybucyjnych, świadczy także usługi o wartości dodanej. Spółka prowadzi działalność w 15 lokalizacjach w całej Polsce, na powierzchni blisko 230 000 m², zgodnie ze strategią „asset-light”. Spedimex wdraża zaawansowane rozwiązania technologiczne, które pozwalają na zarządzanie dużymi potokami towarowymi. Dla jednego z klientów rynku fashion obsługuje na przykład dostawy do sklepów i zwroty e-commerce z ponad 15 krajów europejskich. W ostatnich latach Spedimex znacząco zwiększył swoje obroty, aby w 2022 roku osiągnąć poziom 510 mln zł (109 mln euro).

To strategiczne przejęcie jest uzasadnione bliskością kultur i podobnym modelem biznesowym obu organizacji: wykorzystywaniem strategii „asset light”, projektowaniem „szytych na miarę” powierzchni magazynowych oraz rozwiązań dostosowanych do specyficznych potrzeb każdej operacji. Komplementarność portfela klientów i wiedzy eksperckiej Spedimex oraz ID Logistics pozwoli na osiągnięcie znaczącej synergii, w szczególności dla klientów prowadzących działalność międzynarodową. Akwizycja Spedimex doskonale wpisuje się w strategię ID Logistics, polegającą na wspieraniu swoich głównych klientów w ich rozwoju w Europie i Ameryce.

Ponadto, w kontekście post-covidowej relokacji przemysłu, ID Logistics wzmocni swoją pozycję na bardzo dynamicznym rynku w Europie, który już teraz odgrywa kluczową rolę w obecnych reorganizacjach łańcuchów dostaw. Wraz z przejęciem Spedimex, ID Logistics staje się jednym z liderów logistyki na rynku polskim, wraz z 35 oddziałami, 7 000 pracowników i portfolio wiodących marek z sektorów przemysłowego, handlu detalicznego oraz e- commerce.

KOMENTARZ

Eric Hémar, prezes i dyrektor generalny ID Logistics podsumowuje: «Niezmiernie cieszy nas połączenie z firmą Spedimex. Mamy bardzo zbliżoną kulturę organizacyjną i podobne wartości. Łączy nas w szczególności podejście do relacji z klientami oraz do innowacyjności. Przejęcie Spedimex pozwala nam osiągnąć pozycję jednego z liderów logistyki w Polsce na rynku, który jest jednym z najbardziej dynamicznych w Europie. Jednocześnie akwizycja przynosi nam portfel nowych, wiodących klientów, których będziemy mogli rozwijać także w innych krajach.

Marcin Bąk, prezes i dyrektor generalny Spedimex dodaje: Cieszymy się, że możemy połączyć siły z grupą ID Logistics, co umożliwi naszym klientom korzystanie z globalnych rozwiązań logistycznych. W ciągu 30 lat naszej działalności stopniowo rozwijaliśmy nasz biznes, przekształcając się z rodzinnego przedsiębiorstwa w operatora logistycznego o potencjale ponad 230 000 m² powierzchni magazynowej oraz zespołem 2 000 osób. Jesteśmy dumni z międzynarodowego portfolio marek, które nam zaufały i dążymy do nieustannego rozwoju, aby sprostać ich wymaganiom. Innowacyjny model biznesowy i międzynarodowy potencjał ID Logistics są tym, co cieszy mnie szczególnie. Jestem przekonany, że nasze wspólne wartości, takie jak profesjonalizm, zaangażowanie i innowacyjność, pozwolą nam nadal rozwijać naszych klientów i pracowników w przyszłości.

Yann Belgy, dyrektor generalny ID Logistics w Polsce: «Spedimex od początku swojej działalności rozwinął doskonałe know-how i zbudował fantastyczny zespół. Jesteśmy bardzo podekscytowani i zadowoleni z połączenia naszych sił. Jestem też głęboko przekonany, że pozwoli ono dostarczyć jeszcze większą wartość, a także więcej możliwości wszystkim klientom i pracownikom Spedimex oraz ID Logistics.

PODSUMOWANIE TRANSAKCJI

Transakcja podlega jeszcze zatwierdzeniu przez krajowe organy antymonopolowe. Przejęcie ma zostać sfinalizowane do czerwca 2023 roku.

400% więcej spraw dzikich lokatorów. Żyją na koszt właścicieli mieszkań i nie ma siły, by ich wyprowadzić

Wynajmują mieszkanie, podpisują umowę i z dnia na dzień przestają płacić czynsz. Często powołują się na układy u adwokatów czy na wpływy u komorników. Dzicy lokatorzy to nie szukający schronienia bezdomni na skraju ubóstwa, tylko osoby, które najczęściej mają zarówno dochody jak i możliwość zamieszkania u rodziny. Zamiast tego wolą żyć na koszt obcej osoby.

– Zadłużają lokale, niszczą je, żyją na koszt właściciela mieszkania. Na dodatek potrafią jeszcze straszyć i szantażować. To coś nie do pomyślenia – mówi detektyw Małgorzata Marczulewska. – Wypowiadam wojnę dzikim lokatorom – mówi.

Nie płacą dlatego, że nie chcą, a nie dlatego, że nie mają

Odpowiedzialność za pozbycie się osoby, która nie płaci czynszu spoczywa na właścicielu mieszkania. Pomoc ze strony Państwa jest znikoma. Procedury prawne są długotrwałe i nie zawsze skuteczne. Nawet w przypadku najmu okazjonalnego pozbycie się dzikiego lokatora to w praktyce najczęściej czas około 2 lat, a zdarzały się przypadki nawet… 5 lub 6.

– Osoby niepłacące czynszu to ludzie, którzy nie widzą tego, że żyją na koszt innych. Najczęściej mówią jeszcze, że to oni są pokrzywdzeni, o nich powinno się zadbać i im coś dać. I są zdziwieni dlaczego się nie daje – mówi Małgorzata Marczulewska, prywatny detektyw, Prezes Zarządu Grupy AVERTO.  – Wzrost ilości dzikich lokatorów w porównaniu z czasem sprzed pandemii to 400% – dodaje.

Niepłacenie czynszu występuje zarówno w przypadku małych, mniej komfortowych mieszkań, jak i domów jednorodzinnych czy dużych apartamentów. Dług wobec właściciela może urosnąć nawet do kilkuset tysięcy złotych, a jego odzyskanie nie jest łatwe, a niejednokrotnie bywa niemożliwe.

– Egzekucja długu w przypadku dzikich lokatorów jest trudna, bo są to osoby  wyuczone w taki sposób, że dokładnie wiedzą co robić, żeby egzekucja była bezskuteczna. – mówi detektyw. – Takie osoby otwierają sobie konta za granicą, których komornik nie może zająć. Wysoko postawione osoby w prokuraturze, sądzie karnym czy innych instytucjach są członkami ich rodzin bądź przyjaciółmi i instruują ich jak to zrobić, żeby nie zapłacić – dodaje.

Zarabiają 22 tysiące złotych miesięcznie, a nie płacą 1600 złotych za najem

Dzicy lokatorzy często mają możliwości finansowe, ale wolą mieszkać na cudzy koszt. Żerują na ludzkiej słabości oraz lukach w przepisach prawnych, żeby w ten sposób poprawić swoją sytuację finansową.

– W  jednym z ostatnich przypadków zdążyłam ustalić, że dzicy lokatorzy zarabiają łącznie 22 tysiące złotych miesięcznie, a nie płacą 1600 zł za najem. To skandaliczna sytuacja, która pokazuje, że mamy do czynienia z wyrachowanymi ludźmi. Dzicy lokatorzy obnażają słabość naszego prawa – mówi Marczulewska.

Proces wyprowadzenia lokatorów drogą prawną może trwać od 5 do 6 lat. Prawo będąc tak niedoskonałe w kwestii najmu skutkuje pojawieniem się zachowań patologicznych polegających na robieniu z tego typu postępowania swego rodzaju sposobu na życie.

Nieuczciwość przekazywana w genach

Walka z nieuczciwymi lokatorami może trwać latami. Polegając wyłącznie na kolejnych wnioskach i przedłużających się rozprawach można osiągnąć cel, ale również znacznie powiększyć narastający dług.

– Mamy obecnie w Szczecinie sytuacje, że dzicy lokatorzy zajmują mieszkania w centrum miasta i od wielu miesięcy unikają płacenia. Właściciel lokalu nie dość, że nie otrzymuje swoich pieniędzy to jeszcze musi opłacać czynsz i media. Oszuści są tak sprytni i pewni siebie, że nie godzą się nawet na to, by umorzyć im dług, by się wyprowadzili. Co więcej, jeden z moich klientów proponował nawet zapłacenie im 10 tysięcy złotych byle się tylko wyprowadzili. Wszystko na nic. To jest pasożytniczy sposób życia – mówi Małgorzata Marczulewska.

Tak jak inne umiejętności tak i nieuczciwy sposób na życie przekazuje się dzieciom. Coraz częściej mówi się o klanach dzikich lokatorów. Jedna rodzina potrafi zajmować bezprawnie kilka mieszkań, przekazują sobie potrzebną wiedzę i zdobyte doświadczenie w tej kwestii.

– Mamy takich lokatorów, których wyprowadzaliśmy już dwukrotnie. Po pierwszej wyprowadzce wynajęli inne mieszkanie, z którego też ich wyprowadzaliśmy. – mówi Marczulewska. – Mamy także przykład dzikich lokatorów, którzy „wychowali” swoich następców. Postępowania prowadzone są wobec rodziców i zaledwie 20-letniego syna, który również wynajął mieszkanie i nie płaci. Takich problemów, że właściciele są na skraju depresji i myśli samobójczych jest cała masa, spowodowanych tym, że Państwo zezwala patologii na życie na koszt uczciwych obywateli – mówi Małgorzata Marczulewska.

Trwa dobra passa private equity, w Europie niepokoi geopolityka

87% dyrektorów finansowych funduszy private equity spodziewa się umiarkowanego lub przyspieszonego tempa wzrostu wartości aktywów. To pozwala 78% z nich utrzymać marże – wynika z badania EY 2023 Global Private Equity Survey. Obecnie w Polsce fundusze private equity są nastawione na zakupy, w tym część z nich wsparta przez świeżo pozyskane środki do nowych funduszy. Trwa wyczekiwanie na odbicie na rynku M&A na przełomie 2023/2024 roku.

Fundusze private equity rosną w przyspieszonym tempie w ciągu ostatnich 10 lat, czyli przez cały okres w jakim realizujemy badanie EY 2023 Global Private Equity Survey. Wartość aktywów pod ich zarządzaniem wzrosła z 2 bln USD w 2013 r. do 4,4 bln USD w 2022 r. 44% respondentów badania, wśród których są CFO, COO i dyrektorzy finansowi, spodziewa się dalszego przyspieszonego tempa wzrostu a dalsze 43% – umiarkowanego tempa wzrostu wartości aktywów, wynika z badania zatytułowanego Jaka jest najlepsza ścieżka rozwoju dla CFO gdy branża private equity dojrzewa i wchodzi w nowy etap?

W efekcie większość sondowanych funduszy PE jest w stanie utrzymać marże, choć 22% respondentów twierdzi, że doświadczyło erozji marży w ostatnich latach i problem ten może przybrać na sile w czasach zwiększonej niepewności na rynku.

dobra passa private equity

dobra passa private equity

– Większość zarządzający funduszami private equity patrzy z optymizmem w przyszłość. Najlepszym dowodem na to, że mają rację, jest sytuacja wśród funduszy private equity obecnych na rodzimym rynku, z których kilka pozyskało środki do nowych funduszy w 2022 r. Szukają one teraz okazji do kupna aktywów na rynku, na którym piętno odcisnęło spowolnienie gospodarcze, a w ślad za nim zwiększyła się możliwość inwestycji w atrakcyjnych cenach – mówi Paweł Bukowiński, Partner Zarządzający w Dziale Strategia i Transakcje EY, Lider Doradztwa Dezinwestycyjnego w regionie Europy Środkowej, Wschodniej i Południowo-Wschodniej oraz Azji Środkowej (CESA).

PE na zakupach

Rynek fuzji i przejęć w Polsce w ubiegłym roku miał wartość 19,6 mld EUR w porównaniu do 16,1 mld EUR w 2021 r., wynika z danych Mergermarket przygotowanych dla EY. Jednak jest to w dużej mierze efekt kilku jednorazowych megatransakcji, sfinalizowanych w ub. roku. Ilość transakcji wzrosła do 372 z 254 w 2021 r., co jest dużym osiągnięciem w obliczu spowolnienia gospodarczego i zwiększonej niepewności na rynku.

– Spodziewam się ożywienia w transakcjach, szczególnie wśród private equity, na przełomie 2023 i 2024 roku. Obecny okres „wyczekiwania” nie może trwać zbyt długo, większość funduszy ma zamknięty okres inwestowania i niezaangażowanie kapitału w początkach życia funduszy znacząco obniża jego zwrot – mówi Bartłomiej Smolarek, Partner EY Polska, Lider obszaru Private Equity.

Dane Mergermarket potwierdzają ten trend – PE dokonały 13 transakcji kupna w 2022 r., przy 9 transakcjach wyjścia.

– Obecnie obserwujemy mniej dużych transakcji aukcyjnych, ponieważ najwięksi światowi gracze PE, do których przede wszystkim mogłyby być kierowane, są nieco mniej aktywni inwestycyjnie w naszym regionie ze względu na podwyższoną niepewność, głównie związaną z sytuacją geopolityczną. Z drugiej strony odnotowujemy zwiększoną ilość transakcji o średniej i małej skali często dokonywanych na warunkach wyłączności pomiędzy kupującym i sprzedającym. Dodatkowo należy zwrócić uwagę na zwiększoną aktywność inwestorów branżowych, dla których to dobry moment na rozważanie rozwoju strategicznego poprzez akwizycję, biorąc pod uwagę mniejszą konkurencję w procesach transakcyjnych i w efekcie większą możliwość negocjacji ceny. Szczególnym zainteresowaniem inwestorów cieszą się perspektywiczne branże takie jak technologie, energetyka odnawialna, nisko energochłonna produkcja i obszar szeroko pojętych usług medycznych – dodaje Mateusz Zamiara, Partner EY Polska w dziale Strategia i Transakcje.

W EMEIA górują obawy o geopolitykę

Branża private equity, podobnie jak wszystkie inne gałęzie gospodarki, wkracza w epokę rosnącej niepewności, która może być równie znacząca, co kryzys finansowy z lat 2008/2009. Kluczowym obszarem niepewności dla respondentów w obszarze EMEIA są obawy związane z sytuacją geopolityczną, gdzie 45% CFO wymieniło je jako największą bolączkę branży, w porównaniu do zaledwie 11% w firmach z siedzibą w jednej z Ameryk. Drugą największą bolączką w regionie obejmującym Europę są obawy związane z globalną recesją z 36% wskazań. Ponad połowa firm (51%) z siedzibą w Ameryce Północnej lub Południowej zgłosiła obawy związane z globalną recesją, a 49% obawiało się także o ograniczenie wolumenu transakcji, jeśli globalna recesja osłabi wzrost. Jedna trzecia firm azjatyckich wymieniła globalną recesję jako największe zagrożenie dla branży.obawy

– Geopolityka pozostaje jednym z kluczowych wyzwań dla funduszy private equity. Wojna w Ukrainie może spowolnić aktywność transakcyjną funduszy w naszym regionie, na poziomie nowych akwizycji i dezinwestycji. Zwiększona niepewność z związana z sytuacją geopolityczną na świecie utrudnia weryfikację wycen i zwiększa rozbieżności pomiędzy oczekiwaniami stron transakcji – mówi Paweł Bukowiński.

ESG na czele priorytetów

Warto zwrócić też uwagę na wysoką pozycję, jaką w zestawieniu zajmuje ochrona środowiska, sprawy socjalne i ład korporacyjny (ESG). Kiedy 10 lat temu po raz pierwszy przeprowadzaliśmy nasze badanie, o ESG nie mówiło się prawie wcale. Dziś jednak jest na czele listy priorytetów, szczególnie wśród dużych podmiotów. Fundusze coraz bardziej zdecydowanie stawiają na ESG ze względu na presję ze strony inwestorów zainteresowanych akwizycją spółek portfelowych funduszy.

obawy 2

Metodologia badania
Ośrodek Greenwich Associates przeprowadził na zlecenie EY 112 wywiadów telefonicznych i internetowych z CFO, COO i szefami finansów funduszy private equity i venture capital na całym świecie w okresie od maja do października 2022 r. Wyniki ankiety przedstawiają punkt widzenia respondentów ze 112 firm private equity o różnej wielkości i złożoności, prowadzących działalność na całym świecie.

Profil respondenta

Jaka jest wartość aktywów, którymi zarządza Twoja firma?Profil respondenta

Upselling, metoda marketingu

Wielu właścicieli sklepów internetowych, zwłaszcza tych stawiających pierwsze kroki, spotyka się z problemem małej sprzedaży i związanymi z tym zjawiskiem niewielkimi dochodami. Bardzo ważne staje się podjęcie działań marketingowych mających na celu poprawę sytuacji. Jedną z ważniejszych technik sprzedaży, które można zastosować, jest upselling. W ramach up-sellingu można zaoferować klientowi towar lepszej jakości niż wybrany przez niego, lub produkt dodatkowy.

Upselling

Upselling to skuteczna technika sprzedaży stosowana w celu zachęcenia klientów do zakupu dodatkowych produktów lub usług. Polega na przedstawieniu klientom dodatkowych opcji, które uzupełniają produkt lub usługę, którymi już są zainteresowani, oraz uświadomieniu im korzyści płynących z tych dodatkowych produktów lub usług. Upselling może być wykorzystany do zwiększenia zadowolenia klientów poprzez zapewnienie im większej wartości, a także do zwiększenia przychodów dla firm, pomagając im w generowaniu większej sprzedaży. Strategie up-sellingu mogą być stosowane w niemal każdej branży, od sklepów detalicznych i restauracji po sklepy i usługi internetowe. Techniki sprzedaży dodatkowej mogą obejmować zarówno proste rekomendacje produktów, jak i bardziej złożone pakiety zawierające dodatkowe funkcje lub usługi. Niezależnie od przyjętego podejścia, upselling pozwala firmom maksymalizować wartość każdej transakcji klienta poprzez zachęcanie go do wydawania większych pieniędzy.

Kiedy stosować upselling

Jeśli została utworzona relacja między kupującym a sprzedającym, można złożyć klientowi dodatkową ofertę zakupu produktu, który jest ściśle związany z produktem podstawowym. W ramach tych działań można także zaoferować dodatkowe funkcje, gwarancję lub wariant assistance. Oferując klientowi dodatkowy produkt, powinniśmy być w pełni zorientowani jakie są jego potrzeby. Powinien zostać przeprowadzony wywiad, który te potrzeby ustali i pozwoli tak sformułować ofertę, że klient zauważy pozytywny aspekt transakcji, a nie będzie się czuł naciągnięty na niepotrzebną mu dodatkową usługę lub produkt. Niezwykle ważne jest, aby produkt dodatkowy znajdował się w sferze możliwości finansowych klienta i nie przekraczał zbyt wysoko ceny produktu podstawowego. Przykładowo jeśli klient zainteresował się laptopem za 3 tys. zł, nie powinniśmy oferować mu oprogramowania lub urządzeń peryferyjnych za 5 tys. zł. Tego typu działanie może spowodować rezygnację klienta z zakupu. Nie należy także namawiać zbyt nachalnie, zachować takt, a w negocjacjach nie zapominać nigdy o możliwościach finansowych klienta.

Jak stosować upselling

Dobrym sposobem przekonania klienta do wyboru droższej oferty, jest przedstawienie klientowi potencjalnych korzyści, jakie osiągnie dzięki transakcji. Można zaproponować także kilka ofert w cenie nieco wyższej w stosunku do produktu zamawianego. Dobrze jest znać sytuację życiową klienta, jego pozycję materialną, poglądy, a także wiedzę rzeczową na temat produktu, który klient chce nabyć. Powołując się na pozytywne rekomendacje inny nabywców, stopniowo przechodzimy do omawiania produktów o coraz wyższych cenach tak, aby pozostawić klientowi dostateczną ilość czasu na oswojenie się z nimi, w ten sposób, aby szok cenowy nie spowodował rezygnacji z dokonania transakcji. Up-selling wymaga przekonujących argumentów, aby uświadomić klientom korzyści płynące z wyższej kategorii produktu lub usługi, zwłaszcza poprzez demonstracje produktów. Wskazujemy też inne korzyści, wygoda itp. Z punktu widzenia sprzedawcy zawsze istnieje ryzyko, że kupujący straci zainteresowanie zakupem produktu poprzez proponowanie dodatkowych produktów lub usług. Oznacza to, że nie kupią proponowanego droższego produktu lub nawet tego pierwszego, który wstępnie rozważali. Klienci mogą również uznać nadmierną sprzedaż dodatkową za manipulację, natrętną, a nawet niesympatyczną. Dlaczego należy pilnie, ale dyskretnie obserwować reakcje klienta, odpowiednio i z wyczuciem na nie reagować. W każdej sytuacji należy zachować takt i umiar, aby nie zrazić klienta, gdyż nawet w sytuacji, gdy transakcja nie dojdzie do skutku, zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że klient do nas wróci.

Podsumowanie

Dzięki up-sellingowi firmy mogą zwiększyć swoje przychody, a także stworzyć dodatkową lojalność klientów. Celem up-sellingu jest nie tylko zwiększenie wartości zakupu klienta poprzez zaoferowanie mu produktów o wyższej jakości, w lepszej cenie lub o większej wartości niż to, co początkowo rozważał jako zakup, ale także stworzyć dodatkowo zaufanie klienta i poprawiać wizerunek i wiarygodność firmy.

EKIPA publikuje raport roczny

-„Wyniki finansowe EKIPY są pozytywne, a zwłaszcza EBITDA, czyli zysk przed opodatkowaniem, amortyzacją i odpisami, wynoszący ok. 5,7 mln zł. Nasza Grupa osiągnęła solidne wyniki operacyjne, co może świadczyć o skuteczności wprowadzonych działań strukturyzujących i profesjonalizacji w poszczególnych spółkach. Zysk brutto wyniósł niecałe 2,8 mln zł, a zysk netto wyniósł 1,3 mln zł, co jest związane z wysokimi kosztami formowania się tak młodej organizacji jak nasza oraz ciągłych inwestycji. Koszty wyniosły 24,2 mln zł, a przychody ze sprzedaży całej Grupy wyniosły 26,8 mln zł. Te wysokie koszty operacyjne, nie reprezentują jednak potencjału i wartości, którą planujemy by generowały nasze poszczególne spółki i ich projekty, które Grupa realizuje lub wprowadzi w przyszłości, a już dziś nad nimi pracuje” – komentuje wyniki finansowe Łukasz Górski, Wiceprezes Zarządu EKIPY.

Transakcję pomiędzy Beskidzkim Biurem Inwestycyjnym, a Ekipą Holding można scharakteryzować jako odwrotne przejęcie. Ustawa o rachunkowości nie definiuje pojęcia odwrotnego przejęcia i mówi, że w sprawach nieuregulowanych przepisami jednostki mogą stosować Międzynarodowe Standardy Rachunkowości (MSR). Zgodnie z MSR (patrz: MSSF 3), z racji odwrotnego przejęcia w bilansie Spółki EKIPA Holding została wykazana tylko wartość firmy przejmującej, czyli Beskidzkiego Biura Inwestycyjnego, która na dzień połączenia stanowiła kwotę 21,46 mln złotych.

-„Jestem bardzo zadowolony z wyników EKIPY, ale przede wszystkim z rzeczy, których na zewnątrz nie widać. Mam wymarzoną grupę ludzi, z którymi współpracuję. Mówię tu o  Łukaszu i Filipie, z którymi tworzę Zarząd, naszej wspaniałej głównej księgowej Magdzie i jej grupie, niezastąpionemu dyrektorowi finansowemu Danielowi, PR managerce Justynie i działających zewnętrznie doradcach. Ludzie Ci dbają, aby EKIPA Holding SA była najbardziej transparentną i rzetelną firmą na całym NewConnect. Raporty miesięczne oraz raport roczny są tego efektem. W ostatnich miesiącach podjęliśmy mnóstwo decyzji, szczególnie kadrowych, które bardzo skutecznie pomogły w lepszej strukturyzacji i profesjonalizacji firmy. Nie ma co ukrywać, że gdy w styczniu 2022 roku myśleliśmy o tym jak ten rok będzie wyglądał, nie zakładaliśmy, że EKIPA zmieni swój skład osobowy w tak drastyczny sposób. Obecna sytuacja w firmie pokazuje, że nie jesteśmy uzależnieni od poszczególnych influencerów i firma doskonale radzi sobie nawet w trudnych sytuacjach biznesowych. Wyniki finansowe są najlepszym tego potwierdzeniem. Mamy stabilny biznes w postaci działalności influencerskiej, który jest mocnym zabezpieczeniem dla intensywnych inwestycji grupy. Pamiętajmy jednak, że EKIPA Holding powstała aby tworzyć nowe światy, nowe uniwersa, które nie są związane z dotychczasową działalnością EKIPY. Efekty tych inwestycji będą widoczne na przełomie 2023/2024. Konsekwentnie dążymy do wzrostu naszej wartości rynkowej i realizacji założonych celów.” – dodaje Łukasz Wujek Łuki Wojtyca, Prezes Zarządu EKIPY.

Na wartość Spółki wpływają ostatnie decyzje Zarządu. Kilka dni temu Karol Friz Wiśniewski, Łukasz Wujek Łuki Wojtyca oraz JR Holding ASI SA ogłosili lock-up na akcjach EKIPY. Trzech głównych akcjonariuszy Spółki zobowiązuje się do niesprzedawania akcji z możliwością zwalniania po 20% rocznie po 6 latach. Zdecydowali się na zablokowanie swoich akcji serii F w spółce na okres 10 lat. Dodatkowo JR HOLDING objął zobowiązaniem, do września 2025 r. posiadane akcje notowane. Jest to krok mający na celu pokazanie stabilności spółki, długoterminową strategię oraz wiarę w jej sukces. Lock-up będzie miał również pozytywny wpływ na zaufanie inwestorów, którzy zyskają większe poczucie bezpieczeństwa inwestując w Spółkę, z wiedzą, że kluczowi akcjonariusze nie mogą sprzedawać swoich akcji w tym czasie.

Następnie Zarząd EKIPY dokładnie przeanalizował aktywa firmy oraz zmiany w branży i postanowił, że okres amortyzacji firmy zostanie wydłużony do 8 lat. Decyzja została podjęta na podstawie kilku czynników, w tym 10-letniego lock-upu na akcjach Spółki przez głównych akcjonariuszy, szybkiego rozwoju serwisów społecznościowych oraz wpływu amortyzacji na wyniki finansowe i wartość rynkową Spółki. Okres amortyzacji pozwala Inwestorom na rzetelną ocenę wyników finansowych Spółki. Zarząd EKIPY uznaje, że przesłanki określone w Ustawie o rachunkowości są spełnione i uzasadniają wydłużenie okresu amortyzacji. Zdaniem Zarządu minimalny okres amortyzacji wartości firmy wynoszący 5 lat błędnie oddawałby sens ekonomiczny dla rozliczenia wartości firmy w czasie.

„Zaskakują mnie niepochlebne komentarze jakie pojawiły się ostatnio w kontekście spółki EKIPA Holding. Ustalona przez spółkę polityka amortyzacji moim zdaniem dobrze odzwierciedla specyfikę działalności Grupy. Jednorazowa zmiana w bilansie uwolni spółkę od księgowych strat jakie ponosiłaby na skutek ogromnych odpisów amortyzacyjnych. Amortyzacja zgodnie ze starymi zasadami skazałaby spółkę na długotrwałe wykazywanie straty netto nawet przy wysokim wyniku EBITDA – to zakłamywałoby obraz działalności spółki. Komentatorzy nie dostrzegają tego jak dobrze działa EKIPA od strony operacyjnej. Opublikowany wczoraj raport roczny pokazuje 5,7 mln zł zysku EBITDA osiągniętego przy niespełna 27 mln zł przychodów, to doskonały wynik” – ocenia January Ciszewski, inwestor i Prezes JR HOLDING ASI.

Działania podejmowane przez EKIPĘ mają na celu rozwój Firmy i dążą do podnoszenia wartości Grupy. Zarówno działania biznesowe, porozumienie głównych Akcjonariuszy o lockup-ach czy podjęta decyzja w sprawie amortyzacji pokazują jasno długoterminowe cele. Od stycznia na kanale Karola Friza Wiśniewskiego na YouTube trwa druga edycja programu Twoje 5 Minut i bije rekordy oglądalności, podobnie jak projekty pozostałych Twórców. Wszystko to przekłada się na wynik finansowy firmy i daje szansę na inwestycje w kolejne projekty, co Spółka z powodzeniem od kilku lat realizuje.

– „Oceniam, że spółka działa dobrze i radzi sobie zgodnie z oczekiwaniami, jestem przekonany, że długoterminowo zbuduje ona solidny biznes. Opublikowany wczoraj raport, po uważnej lekturze pokazuje jak wiele pracy EKIPA wykonała w ostatnim roku, spółka już osiąga zyski ze sprzedaży produktów i z generowanego kontentu. Jednocześnie inwestuje w projekty, które będą przynosić korzyści w przyszłości, zdywersyfikują jeszcze bardziej przychody i wzmocnią biznes. EKIPA Investments dokonuje pierwszych inwestycji. Dlatego zdecydowaliśmy się na lock-upy naszych akcji tak aby pokazać rynkowi, że długoterminowo wierzymy w przyszłość spółki. Już za kilka lat spółka będzie w innym miejscu, a jestem przekonany, że za 10 lat będzie solidną i uznaną spółką medialną dostarczającą różnorodnej rozrywki, którą rynek doceni” – podsumowuje Ciszewski.

EKIPA – informacje ogólne

W związku z dynamicznym rozwojem grupy influencerskiej EKIPA oraz chęcią rozbudowy działań w nowych branżach w 2020 r. powstała EKIPA HOLDING S. A. Do grupy kapitałowej została przeniesiona cała działalność operacyjna oraz powołane zostały podmioty wyspecjalizowane w nowych branżach, aby uzupełnić i rozwijać grupę kapitałową EKIPA HOLDING. EKIPA HOLDING jako spółka matka, wspiera spółki zależne, które zajmują się działalnością operacyjną, każda wyspecjalizowana w swojej branży. Jako ogół jesteśmy grupą, której podstawowym celem jest dostarczanie szeroko rozumianej rozrywki na różnych płaszczyznach. Podstawą działalności EKIPA HOLDING jest akumulowanie, zarządzanie i komercjalizacja bezpośrednio lub przez spółki celowe wytwarzanych w grupie praw autorskich, brandów i marek. EKIPA HOLDING S.A. jest 100% udziałowcem w spółkach: EKIPA Management, EKIPATONOSI, LANIAKEA PICTURES, GGBAY, BRAINCHILD i Kraków Kings oraz posiada 52,40% udziałów w EKIPA Investments ASI.

Sektor meblarski zagrożony przez politykę Lasów Państwowych. Branża apeluje do rządu

Polska branża meblarska stoi u progu dekoniunktury, którą przyśpiesza dodatkowo polityka Lasów Państwowych – alarmuje w liście do Premiera Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli i prosi rząd o interwencję.

Pozycja Polski jako jednego z największych producentów mebli na świecie i lidera w eksporcie mebli jest zagrożona. Według raportu B+R Studio, szacowane przychody polskiej branży meblarskiej w 2022 roku wprawdzie wzrosły o 11%, jednak wzrost ten plasuje się znacznie poniżej inflacji w Polsce. Analitycy prognozują, że w 2023 roku nastąpi spadek wartości produkcji sprzedanej o 3% i spadek wolumenu wyprodukowanych mebli aż o 20%. Jak wynika z raportu, rentowność produkcji spadła z 5,3% w 2021 roku do poziomu 5,2% w 2022 roku. Dalszy spadek rentowności do poziomu 4,5% uruchomi w Polsce falę upadłości firm meblarskich i zwolnień grupowych pracowników.

Polskie firmy meblarskie muszą się zmagać nie tylko z wyzwaniami, z którymi mierzą się obecnie wszyscy przedsiębiorcy w Unii Europejskiej, ale również z wieloma problemami, które zależą tylko i wyłącznie od polskiego prawodawstwa i dobrej woli urzędników państwowych. Przerażenie branży meblarskiej budzą zwłaszcza kolejne decyzje Lasów Państwowych oraz Ministerstwa Klimatu i Środowiska w zakresie wygaszania certyfikacji odpowiedzialnej gospodarki leśnej FSC oraz dotyczące procedur sprzedaży drewna w drugim półroczu 2023. Branża ocenia je jako szkodliwe i zagrażające bezpośrednio bytowi polskiego sektora meblarskiego. W związku z tym, Prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, Jan Szynaka wystosował 13 marca 2023 r. list do Premiera Mateusza Morawieckiego, w którym porusza obydwa problemy i prosi o wsparcie rządu w ich rozwiązaniu.

Jak wyjaśnia Jan Szynaka, certyfikat FSC to gwarant współpracy międzynarodowej. Wymagają go bowiem od polskich producentów wszystkie duże podmioty na głównych rynkach eksportowych. Bez niego dotychczasowi partnerzy nie będą kupować polskich wyrobów z drewna, w tym mebli. Tymczasem, pomimo jasnego stanowiska całej branży drzewnej wyrażającego potrzebę utrzymania certyfikacji FSC, od kilku miesięcy kolejne Regionalne Dyrekcje Lasów Państwowych odchodzą od niej (obecnie odeszły już: Łódź, Gdańsk, Toruń, Warszawa, Poznań, Radom i Piła). Rozmowy między Lasami Państwowymi a organizacją FSC na temat nowej umowy licencyjnej zostały zerwane – Lasy Państwowe nie przyjęły zaproszenia skierowanego przez FSC do dalszego dialogu. W związku z tym, w ocenie OIGPM, to Ministerstwo Klimatu i Środowiska oraz Lasy Państwowe odpowiedzialne będą za negatywne konsekwencje wynikające z odejścia od certyfikacji FSC, które dotkną firmy eksportujące wyroby z drewna, co jednocześnie uderzy w generowane przez przemysł drzewny, w tym meblarski, miejsca pracy oraz wpływy z podatku CIT, PIT i VAT.

„Polska branża meblarska zatrudnia w Polsce bezpośrednio ok. 200 tys. pracowników (cały przemysł drzewny ok. 400 tys. pracowników), głównie w regionach wiejskich i małych miast. Oceniamy, iż negatywne konsekwencje wynikające z braku certyfikacji FSC mogą dotknąć ok. 20% pracowników całego przemysłu drzewnego, a spadek wolumenu produkcyjnego może osiągnąć nawet 30%” – alarmuje Prezes OIGPM.

Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli apeluje również o wstrzymanie szkodliwego dla polskiej branży drzewnej, w tym meblarskiej, procesu sprzedaży drewna według nowych procedur, które windują ceny tego surowca. Zwraca uwagę na to, iż przed ogłoszeniem harmonogramu sprzedaży drewna i cen na kolejny okres, Lasy Państwowe nie zorganizowały żadnego spotkania z organizacjami reprezentującymi krajowy przemysł drzewny. Tymczasem, bardzo wysokie ceny drewna spowodują pogłębienie i tak już dotkliwej zapaści przemysłu drzewnego w Polsce. Warto dodać, że ceny wywoławcze na przykład drewna średniowymiarowego wzrosły już o ponad 40%.

„Lasy Państwowe od dłuższego czasu nie biorą zupełnie pod uwagę widocznej już w połowie 2022 roku i zgłaszanej przez organizacje branżowe informacji o pogarszającej się koniunkturze, a drewno średniowymiarowe w Polsce jest obecnie najdroższe w całej Europie!” – relacjonuje w liście do Premiera OIGPM. „Na skutek dramatycznego wzrostu kosztów produkcji, a także spadku zamówień wiele firm meblarskich ogranicza lub nawet okresowo wstrzymuje produkcję. Polski przemysł meblowy przestaje być konkurencyjny. Lasy Państwowe, jako monopolista w zakresie dostaw drewna w Polsce, powinny mieć świadomość, że niesie to za sobą odpowiedzialność za losy przemysłu drzewnego i zatrudnionych w nim pracowników” – dodaje.

Polskie przedsiębiorstwa meblarskie mają nadzieję, że polski rząd i Premier pomogą w rozwiązaniu obydwu problemów, zwłaszcza iż zależą one wyłącznie od dobrej woli naszych urzędników państwowych. „Liczymy, iż decyzje, które stanowią poważne zagrożenie dla bytu ponad 32 000 firm meblarskich, zatrudniających bezpośrednio 200 000 osób zostaną cofnięte, a Lasy Państwowe wrócą do odpowiedzialnego dialogu z przemysłem drzewnym, w tym meblarskim, oraz z FSC” – pisze w liście do Premiera Prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.

Niewielkie zmiany cen w oczekiwaniu na dzisiejszą decyzję FOMC

Dziś wieczorem naszego czasu amerykański Federalny Komitet Otwartego Rynku zakomunikuje swą decyzję na temat wysokości stóp procentowych (oczekiwana jest podwyżka o 0,25 proc.) i oczekiwania co do ścieżki stóp w przyszłości. Wczoraj główne indeksy amerykańskiego rynku akcji rosły (S&P 500 +1,3 proc., DJIA 0,98 proc., Nasdaq Composite +1,58 proc.). Dziś rano cena kontraktów na S&P 500 lekko korygowała wtorkowy wzrost (-0,24 proc. ok. godz. 9:45).

Rosły w środowy poranek wartości wszystkich głównych indeksów rynków akcji Azji i Oceanii (najsilniej – o 1,93 proc. – zwyżkował japoński Nikkei 225).

Na giełdach w Europie lekko przeważały natomiast niewielkie spadki (DAX -0,1 proc., CAC 40 -0,36 proc.).

WIG-20, który w poniedziałek spadł przez chwilę do najniższego poziomu od listopada ub.r., ale później odrabiał te straty, dziś ok. godz. 9:50 spadał o 0,51 proc. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły na początku środowej sesji kursy akcji Boryszewa i Grupy Ambra.

Po wzrostach na początku tygodnia rentowność 10-letnich obligacji skarbowych rządu Stanów Zjednoczonych lekko dziś rano korygowały tą zwyżkę spadając poniżej poziomu 3,6 proc. Drugi dzień z rzędu rosła dziś rano rentowność 10-latek polskiego rządu wychodząc ponad poziom 6 proc.

Ceny kontraktów na ropę naftową notowanych na NYMEX-ie (WTI) i ICE (Bremt), które w ostatnich dniach osiągnęły swe najniższe poziomy od końca 2021 roku, ale na początku bieżącego tygodnia próbowały odzyskać stracone terytorium, dziś rano zniżkowały o ok. 0,5 proc. Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie spadał dziś ok. godz. 9:30 o 3,58 proc.

Kurs USD/JPY, który dosyć silnie zniżkował od 8 marca, wczoraj wzrósł, a dziś rano ok. 9:20 proc. zwyżkował o 0,08 proc. Kurs EUR/USD wzrósł wczoraj do najwyższego poziomu od 5 tygodni, a dziś rano pozostawał na poziomie wczorajszego zamknięcia.

Kurs USD/PLN spadł wczoraj do najniższego poziomu od 1,5 miesiąca. Dziś rano – podobnie jak kurs EUR/PLN – notował niewielkie zmiany (USD/PLN +0,03 proc., EUR/PLN +0,06 proc. ok godz. 9:25).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara skutecznie przełamał w piątek kluczowy poziom oporu wyznaczany przez znajdujące się w okolicach poziomu 25000 USD lokalne szczyty z sierpnia ub.r. i lutego br. W piątek kurs przekroczył poziom 27000 USD, a w niedzielę poziom 28000 USD i w środę rano nadal przebywał lekko powyżej tego najwyższego od czerwca ub.r. poziomu.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Magdalena Zajkowska w Zarządzie Nest Banku

16 marca 2023 roku Magdalena Zajkowska została powołana do Zarządu Nest Banku. Objęła stanowisko Wiceprezeski Zarządu odpowiedzialnej za Pion Komunikacji i HR. Będzie nadzorowała pracę nie tylko obszaru HR, ale też m.in. Biura Zrównoważonego Rozwoju.

Magdalena Zajkowska związana jest z Nest Bankiem od 2016 roku, czyli od początku jego działalności. Do tej pory pełniła funkcję Dyrektorki Departamentu Zarządzania Zasobami Ludzkimi. Była odpowiedzialna za realizację strategii banku w zakresie HR, w tym pozyskiwanie talentów, rozwój pracowników oraz employer branding. Od 16 marca 2023 roku objęła funkcję Wiceprezeski Zarządu odpowiedzialnej za nowo powstały Pion Komunikacji i HR (CHRO). W skład nowego pionu wchodzi także m.in. Biuro Zrównoważonego Rozwoju, którego głównym zadaniem będzie realizacja strategii banku w obszarze ESG.

– Siłą Nest Banku jest jego wyjątkowy zespół. Dlatego nieustannie skupiamy się na pozyskiwaniu talentów oraz zapewnieniu im dobrych warunków do pracy i rozwoju. Obecność Magdy w Zarządzie jest wyrazem tego, jak ważni w strategii Nest Banku są nasi ludzie. Obszar HR jest dla nas jednym z kluczowych elementów sukcesu banku. Rozwijając się chcemy mieć pewność, że robimy to w sposób odpowiedzialny i zrównoważony. Dlatego Magda skupi się również na strategii banku dotyczącej obszaru ESG – mówi Piotr Kowynia, Prezes Zarządu Nest Banku. – Pracując z Magdą przez ostatnie lata miałem okazję przekonać się, że obszar HR jest jej prawdziwą pasją, która przekłada się na to, jak wyjątkową kulturę pracy ma Nest. Naprawdę warto pracować w Nest Banku. – dodaje Piotr Kowynia.

Magdalena specjalizuje się w budowaniu efektywności zespołów oraz optymalizacji ich pracy poprzez wdrażanie usprawnień i rozwiązań technologicznych. Jak sama o sobie mówi, jej misją i największą zawodową motywacją jest tworzenie idealnych miejsc pracy.

– Zadowolenie pracowników wprost przekłada się na ich efektywność, zaangażowanie i chęć do osiągania ponadprzeciętnych wyników. Zadowolony pracownik to zadowolony klient – mówi Magdalena Zajkowska, wiceprezeska Zarządu Nest Banku. – W Nest Banku skupiam się na budowaniu kultury organizacyjnej opartej na wartościach. Moją misją jest, aby Nest był zarówno idealnym miejscem pracy, jak i organizacją, która jest wrażliwa społecznie i realizuje swoje obowiązki wobec otaczającego nas środowiska. Zrównoważony rozwój Nest to właściwa i odpowiedzialna droga – dodaje Magdalena Zajkowska.

Magdalena Zajkowska ma ponad 16-letnie doświadczenie w branży HR. Jest absolwentką studiów ekonomicznych. Ukończyła również Coaching Essentials Program, a także szereg szkoleń z zakresu przywództwa i zarządzania zespołami. Pierwsze kroki w profesjonalnym HR stawiała w firmie Adecco. Jednak przez większość kariery zawodowej związana jest z bankowością m.in. w roli dyrektorki departamentu zarządzania zasobami ludzkimi.

Sektor PRS atrakcyjną alternatywą dla inwestorów

Sektor PRS w Polsce od kilku lat dynamicznie się rozwija. Tylko na koniec 2022 roku zasoby mieszkań na wynajem od podmiotów instytucjonalnych wynosiły ponad 10 300, z czego 40% powstało w ostatnich 12 miesiącach. Wysoki popyt ze strony najemców wpływa na szybko kurczącą się dostępność mieszkań, co potwierdza niski współczynnik pustostanów na poziomie 3% (z wyjątkiem obiektów oddanych w 2022 roku).

„Sektor PRS jest atrakcyjną alternatywą zarówno dla inwestorów, jak i najemców. Pamiętam jak kilka miesięcy temu w mediach często odnoszono się do rynku niemieckiego. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że w Polsce, mimo dynamicznego rozwoju, sektor najmu instytucjonalnego jest wciąż w fazie początkowej. Na koniec 2022 roku na rynku znajdowało się ponad 10 300 mieszkań na wynajem w ramach sektora PRS. Dla porównania rynek najmu prywatnego szacuje się na około 1,2 mln mieszkań. Rachunek jest prosty, mieszkania na wynajem od podmiotów instytucjonalnych stanowią jedynie 1% wszystkich mieszkań przeznaczonych na wynajem w Polsce,” – komentuje Sylwia Jankowska, Investment Broker w zespole rynków kapitałowych w Knight Frank.

Zmieniająca się w ostatnich latach sytuacja gospodarcza i geopolityczna wpłynęła na decyzje inwestorów, którzy zaczęli dywersyfikować swoje portfolia poprzez inwestowanie m.in. na rynku najmu instytucjonalnego.

„Zmiany, których jesteśmy obecnie świadkami stwarzają nowe możliwości na dalszą ekspansję rynku mieszkaniowego w Polsce. Mam tutaj na myśli wysokie ceny mieszkań oraz utrzymujące się na wysokim poziomie stopy procentowe, które znacznie ograniczają siłę nabywczą na rynku mieszkaniowym. Wpływa to bezpośrednio na ograniczony popyt na zakup mieszkań. Potwierdzeniem tego jest liczba zaciągniętych kredytów hipotecznych, która w 2022 roku spadła o 50% względem 2021 roku. Z tego powodu, potrzeby mieszkaniowe zaspokajane są poprzez wyjem mieszkań,”wyjaśnia Bożena Garbarczyk, Starszy Konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.

Istotne znaczenie, przemawiające za wynajmem ma następująca aktualnie w Polsce zmiana pokoleniowa. Młode osoby nie priorytetyzują swojego życia, stawiając na szczycie potrzeb posiadanie mieszkania. Co więcej, są oni zainteresowani lokalami w atrakcyjnych lokalizacjach, a to często przewaga obiektów należących do podmiotów instytucjonalnych.

„W ciągu ostatnich 12 miesięcy popyt na wynajem mieszkań w Polsce znacząco wzrósł, również za sprawą napływu emigrantów z Ukrainy do Polski. W związku z tym, także sektor PRS charakteryzował się wysokim tempem komercjalizacji. Szacuje się, że wskaźnik pustostanów znajduje się na poziomie mniejszym niż 3%, z wyjątkami obiektów otwartych w 2022 roku. Szybka komercjalizacja budynków przemawia za stałym zainteresowaniem tym sektorem wśród inwestorów,” – dodaje Bożena Garbarczyk.

Utrzymujący się na wysokim poziomie popyt na mieszkania na wynajem spowodował znaczący wzrost czynszów w sektorze PRS. Uzasadnienia wzrostu wiązały się z ograniczoną dostępnością lokali mieszkaniowych na wynajem w Polsce, wyższych kosztów budowy i pracy, jak i finansowania nowych inwestycji. Odnotowane w obiektach PRS czynsze wzrosły w drugiej połowie 2022 roku o około 30-40% w Warszawie i 10-30% w miastach regionalnych.

Największym obecnie rynkiem w ramach sektora PRS jest Warszawa, gdzie zlokalizowane jest 40% istniejących zasobów.

„Z badania Knight Frank, przeprowadzonego wśród 25 podmiotów instytucjonalnych, banków oraz deweloperów obecnych na rynku PRS w Polsce wynika, że w 2023 roku około 85% inwestorów planuje rozpocząć nowe projekty mieszkaniowe na terenie stolicy. Duży udział w sektorze najmu instytucjonalnego ma również Wrocław (ponad 2 300 mieszkań), a Kraków śmiało można nazwać najdynamiczniej rozwijającym się rynkiem w obszarze PRS, gdyż zasoby mieszkań na wynajem zostały w 2022 roku podwojone względem 2021 roku. Warto tutaj również dodać, że banki ziemi w Polsce zostały zabezpieczone na potrzeby budowy 35 000 nowych mieszkań,”dodaje Sylwia Jankowska.

Pod koniec 2022 roku na etapie realizacji znajdowało się około 8 300 apartamentów na wynajem w niemal 40 projektach. Jeżeli deweloperzy zrealizują założone plany, około 6 900 mieszkań zostanie oddanych do końca 2023 roku.

Na polskim rynku PRS obecni są zarówno inwestorzy krajowi jak i zagraniczni, posiadający międzynarodowe doświadczenie w sektorze mieszkań na wynajem. Pod koniec 2022 roku, największy udział w istniejących zasobach (29%) miało Echo Investment z niemal 3 000 mieszkaniami zrealizowanymi w 11 obiektach, w ramach platformy Resi4Rent. Poza tym, istotną rolę odgrywają tacy inwestorzy jak: Fundusz Mieszkań na Wynajem (ponad 2 000 mieszkań) oraz TAG Immobilien (1 500 lokali na platformie Vantage Rent). Pozytywne perspektywy rozwoju rynku PRS w Polsce zachęciły nowych inwestorów do rozpoczęcia działalności w tym segmencie w minionym roku. Syrena, Van der Vorm i AFI otworzyli w 2022 roku swoje pierwsze projekty mieszkań na wynajem w Polsce.

„Z naszych globalnych badań wynika, że sektor mieszkaniowy miał drugi największy, zaraz za biurami, udział w całkowitym wolumenie transakcji inwestycyjnych w Europie w 2022 roku. To dobry moment na inwestowanie w PRS.  W IV kwartale ubiegłego roku stopu kapitalizacji dla inwestycji PRS w najbardziej popularnych miastach Europy Zachodniej wyniosły średnio 3,25%-3,75%. Dla porównania stopy kapitalizacji dla obiektów „prime” w Warszawie szacowane były na 5,00-5,25%,”wyjaśnia Sylwia Jankowska.

Wyniki badań dotyczących projektu zakazu sprzedaży napojów energetyzujących osobom niepełnoletnim

Jedynie 15% respondentów deklaruje, że w ich gospodarstwie domowym napoje energetyzujące spożywa osoba niepełnoletnia. Większość Polaków opowiada się przeciwko wprowadzaniu zakazu sprzedaży tego rodzaju produktów osobom, które nie ukończyły 18. roku życia. Trzy czwarte badanych nie ma wątpliwości: kluczem do zdrowia dzieci i młodzieży nie są kolejne zakazy, ale edukacja i kampanie społeczne. Takie są wnioski z badań pracowni Indicator, przeprowadzonych na zlecenie Instytutu Staszica.

73,4% respondentów zadeklarowało, że w ich gospodarstwach domowych co najmniej jedna osoba spożywa napoje energetyzujące, ale zaledwie 15,1% wskazało, że sięgają po nie osoby niepełnoletnie.energetyki

Jeśli chodzi o planowany zakaz sprzedaży tego rodzaju napojów osobom, które nie ukończyły 18. roku życia, to 39,1% badanych opowiada się za podobnymi restrykcjami. Dla porównania, za zakazem sprzedaży alkoholu małoletnim jest 97,1%, papierosów – 94,9%. Na drugim biegunie, prócz „energetyków”, znajduje się kawa (23,4%), a więc produkt spożywczy również zawierający kofeinę.energetyki zakaz

Aż 73,7% ankietowanych słyszało o procedowanych przepisach, które mają zakazać sprzedaży napojów energetyzujących niepełnoletnim i ograniczyć możliwość ich reklamy. Niemal połowa przyznaje, że nie śledzi dokładnie tego tematu, zaś jedna czwarta deklaruje zainteresowanie wspomnianą kwestią. Większość Polaków jest jednak zdania, że rząd powinien skupić się bardziej na edukacji, a w mniejszym stopniu na zakazach. 65,4% respondentów opowiada się przeciwko wprowadzaniu przez obecny rząd większej liczby zakazów dla obywateli.energetyki zakaz 2

74,6% sądzi, że na stan zdrowia dzieci lepiej wpłynie edukacja i promowanie zdrowego stylu życia, a zaledwie 22,3% wierzy, że skuteczniejsze okażą się zakazy.energetyki zakaz 3

Badanie zostało przeprowadzone przez pracownię Indicator w dniach od 17 do 20 lutego 2023 roku, techniką wywiadów internetowych ze wspomaganiem komputerowym (CAWI), na próbie 600. dorosłych Polaków posiadających dzieci.

Instytut Staszica w stanowisku ogłoszonym 28 lutego br. wskazał, że procedowane regulacje nie osiągną założonego celu. Podkreślono m.in., że uchwalenie wnioskowanych przepisów doprowadzić może do kuriozalnej sytuacji, w której nastolatek nie będzie mógł kupić napoju energetyzującego, ale bez przeszkód zamówi mocną kawę i nabędzie suplement diety, zawierający pobudzające substancje. W ocenie ekspertów Instytutu, w Polsce wdrożono by wówczas najbardziej restrykcyjne prawo w Europie.

Zamiast wprowadzania kontrowersyjnych przepisów, zdaniem Instytutu Staszica należy się skupić na:

  • mobilizacji branży do podjęcia ogólnopolskiej kampanii skierowanej do wszystkich konsumentów, a uświadamiającej zagrożenia związane z nadużywaniem substancji pobudzających, zawartych w napojach,
  • przedyskutowania kwestii zasadności, skuteczności i form regulacji reklamy napojów zawierających kofeinę i taurynę,
  • limitach substancji pobudzających, zawartych w tego rodzaju napojach (kofeiny i tauryny).

Zagrożenia dla dominującej pozycji dolara

Jeszcze nieco ponad dwa lata temu, w sierpniu 2020 roku, Nouriel Roubini[1] – wybitny amerykański ekonomista, człowiek który przewidział światowy kryzys gospodarczy z 2008 roku – stwierdzał w podsumowaniu swojego artykułu dla brytyjskiego Guardiana, że pozycja dolara jest na razie bezpieczna, chociaż w nadchodzących latach i dziesięcioleciach stoją przed nim poważne wyzwania.

Wśród tych wyzwań Nouriel Roubini wymieniał m.in.:

  • wykorzystanie dolara jako broni (z ang. weaponizacja) w ramach sankcji handlowych, finansowych i technologicznych,
  • dywersyfikacja aktywów dolarowych, które mogą zostać objęte sankcjami lub skonfiskowane,
  • tworzenie alternatyw dla prowadzonego przez Zachód systemu rozliczeń międzybankowych SWIFT (Society for Worldwide Interbank Financial Telecommunication),
  • praca nad cyfrowym juanem, który ostatecznie mógłby zostać umiędzynarodowiony
  • monetyzacja[2] przez USA dużych deficytów budżetowych, napędzając w ten sposób duże deficyty zewnętrzne i gwałtowny wzrost inflacji.

Innym ryzykiem dla dolara mogłaby być wg Roubini’ego utrata hegemonii geopolitycznej USA, co jest jednym z głównych powodów, dla których tak wiele krajów w ogóle używa dolara. Nie ma nic nowego w tym, że waluta hegemona jest światową walutą rezerwową. Tak było w przypadku Hiszpanii w XVI wieku, Holendrów w XVII wieku, Francji w XVIII wieku i Wielkiej Brytanii w XIX wieku. Jeśli nadchodzące dziesięciolecia przyniosą to, co wielu już nazwało „stuleciem Chin”, dolar może równie dobrze stracić na wartości wraz ze wzrostem znaczenia juana.

Dwa lata później, w grudniu 2022 roku, oprócz trudnej sytuacji dolara Roubini, wieszczył już pojawienie się „czarnych chmur” nad światową gospodarką. W wypowiedzi dla Financial Times przepowiadał głęboką i przedłużającą się depresję w światowej gospodarce, która według niego spowodowana zostanie zbyt wysokim poziomem długu publicznego. Zauważał, że jednym z najbardziej niebezpiecznych momentów jest to, „że Stany Zjednoczone doświadczają obecnie najwyższej inflacji od 60 lat, która wynosi obecnie 7,1%”. Uważał, że ​​w takich warunkach podwyżki stóp procentowych przez FED[3] „nie mogą skończyć się miękkim lądowaniem”. Ekonomista sugerował, że w Europie jest znacznie gorzej. Wielka Brytania stoi w obliczu stagflacji (połączenie wysokiej inflacji i braku wzrostu gospodarczego), a Bank Anglii przygotowuje się na spowolnienie gospodarcze „co najmniej przez następne pięć kwartałów”.

Teraz, w lutym 2023 roku, w artykule dla Financial Times, Nouriel Roubini prognozuje odejście od dolara, jako największej światowej waluty rozliczeniowej. Prognoza ekonomisty jest tym bardziej szokująca, ponieważ przewiduje, że stanie się to w ciągu zaledwie dziesięciu lat. Do tej pory nikt nie wierzył, że w tak krótkim czasie możliwy jest zmierzch dolarowej epoki. Amerykański noblista z przekonaniem twierdzi jednak, że tak się stanie, głównie za sprawą nasilającej się rywalizacji geopolitycznej między Waszyngtonem, a Pekinem oraz nieuchronnego pojawienia się dwóch konkurujących ze sobą światowych walut rezerwowych. Poza tym dedolaryzacja jest przyspieszana przez kilka czynników, wśród których Roubini wymienia:

  • Po pierwsze, na tle wzmożonej konkurencji geopolitycznej między USA i UE z jednej strony, a Chinami, Rosją i Iranem z drugiej, następuje coraz większego wycofywania dolara z rezerw finansowych, tworzonych dla celów bezpieczeństwa narodowego. Rosja już całkowicie porzuciła dolara i euro w swoich rezerwach, na rzecz złota i juana. Wg Roubini’ego jest to normalna praktyka – banki centralne trzymają środki w walutach tych krajów, z którymi prowadzą najbardziej aktywną wymianę handlową. „Najlepszym tego przykładem jest to, że pod koniec ubiegłego roku Chiny i Arabia Saudyjska przeprowadziły swoją pierwszą transakcję w juanach. Inne kraje mogą pójść w ich ślady” – twierdzi Roubini.
  • Drugim czynnikiem, który zagraża dominacji dolara, są nowe technologie, w szczególności rosnąca rola walut cyfrowych w bankach centralnych. Powstają systemy płatności takie jak Alipay czy WeChat Pay, linie wymiany walut między Chinami, a innymi krajami, systemy rozliczeniowe zastępujące SWIFT. „Może to doprowadzić do stworzenia alternatywnej wielobiegunowej waluty i międzynarodowego systemu płatności” – przewiduje Roubini,
  • Kolejne zagrożenie dla dolara to tzw. dylemat walutowy Triffina. Paradoks Triffina[4] to konflikt interesów gospodarczych między krótkoterminowymi celami krajowymi i długoterminowymi celami międzynarodowymi krajów, których waluty służą jako światowe waluty rezerwowe. Stany Zjednoczone, jako kraj nadający swojej walucie status rezerwy globalnej, mają permanentny deficyt obrotów bieżących. „To ostatecznie podważy jego status jako waluty rezerwowej, ponieważ wzrost jego zobowiązań międzynarodowych stanie się niezrównoważony” – twierdzi Roubini. Amerykańska Rezerwa Federalna aktywnie podnosi podstawową stopę procentową, aby przezwyciężyć wysoką inflację i uniknąć kryzysu. Prowadzi to do tego, że inne kraje, zwłaszcza rozwijające się, również muszą podnosić swoje stopy procentowe, aby zagraniczny kapitał nie zaczął uciekać z kraju, nawet jeśli nie mają problemów z inflacją.

Przewidywania Roubini’ego co do utraty znaczenia dolara, jako dominującej waluty rezerwowej w ciągu dziesięciu lat, to okres niezwykle krótki. To prognoza prawdziwie tektonicznych zmian w systemie światowych finansów. Ekonomiści, którzy również przewidywali spadek znaczenia dolara, sugerowali raczej, że dolar może stopniowo tracić na wartości i nie wierzyli, że może stać się to, tak szybko. Twierdzili nawet, że nie jest to możliwe za naszego życia. Jednak Roubini wydaje się wierzyć, że proces ten może przebiegać znacznie szybciej. Przewiduje, że „nastąpi spadek znaczenia dolara w światowej gospodarce i rezerwach międzynarodowych. Katalizatorem tego procesu może być zarówno rozwój alternatywnych systemów płatności, jak i liberalizacja juana, co przyciągnie więcej inwestorów do chińskiej waluty”.

Zagrożenia dla dolara – przykłady

Warto zadać sobie pytanie – czy znajdujemy w światowych finansach przykłady, które potwierdzałyby, choćby częściowo tezy wyżej wspomnianego, amerykańskiego ekonomisty, finansisty i naukowca. Wydaje się, że takie przykłady pojawiają się coraz częściej, a każdy kolejny, ujawnia coraz to nowe zagrożenia dla pozycji amerykańskiego dolara w systemie światowych finansów. Oto kilka z nich z ostatnich miesięcy:

  • Pod koniec stycznia 2023 r. Brazylia i Argentyna oficjalnie ogłosiły, że są gotowe do stworzenia wspólnej waluty. Oba kraje same deklarują, że chcą pozbyć się silnej zależności od dolara i wzmocnić wzajemny handel. Jednocześnie nowa waluta nie oznacza rezygnacji z własnych walut narodowych. Oba kraje Ameryki Łacińskiej są już częścią bloku handlowego MERCOSUR, a wspólna jednostka rozliczeniowa byłaby logicznym krokiem w kierunku dalszej integracji. Pomysł stworzenia wspólnej waluty w bloku MERCOSUR (Argentyna, Brazylia, Urugwaj, Paragwaj) narodził się dawno temu. Teraz po raz pierwszy oba główne państwa Ameryki Łacińskiej poparły ten pomysł. Brazylia pretenduje w tej unii do roli Niemiec w Unii Europejskiej. Proponuje nazwać nową walutę „sur”, co w tłumaczeniu oznacza „południe”. Na początku będzie to projekt dwustronny, ale planuje się, że dołączą do niego inne kraje Ameryki Łacińskiej i nie tylko. Warto przypomnieć, że Brazylia stoi u początków powstania BRICS, sojuszu w skład którego wchodzą takie potęgi ludnościowe, jak Chiny i Indie, a także Rosja i Afryka Południowa. I to być może, będzie początkiem prawdziwego procesu tworzenia wspólnej waluty, najpierw w ramach regionalnego bloku MERCOSUR, a następnie w ramach BRICS, na wzór euro.
  • 22 grudnia 2022 gazeta Business Standard, poinformowała, że Indie wyraziły zamiar handlu w swojej walucie narodowej – rupiach – z Arabią Saudyjską, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i niektórymi państwami afrykańskimi. Według rozmówców gazety, Indie chcą również, aby rupia stała się bardziej akceptowalną walutą na światowych rynkach finansowych. Poza tym, według indyjskiego wydania The Economic Times, największy potentat w sprzedaży detalicznej w Indiach Reliance Retail, właściciel ponad 15 000 sklepów w tym kraju, rozpoczął wdrażanie płatności w rupiach cyfrowych, e-Rupee. Reliance Retail, to największa sieć sklepów detalicznych w Indiach. Zajmuje 56. miejsce wśród wszystkich głównych światowych detalistów i jest jedynym na liście z Indii.
  • 9 lutego 2023, Pekin wezwał Rijad do rozszerzenia współpracy handlowej i gospodarczej oraz stworzenia strefy wolnego handlu między Chinami, a krajami Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC). Według chińskiego ministra spraw zagranicznych Qin Ganga, cytowanego przez agencję Xinhua, po rozmowie ze swoim saudyjskim odpowiednikiem Faisalem bin Farhanem Al Saudem, obie strony zgodziły się rozwijać współpracę w takich obszarach jak handel i gospodarka, energetyka, infrastruktura, inwestycje, finanse, wysokie technologie. Postanowiono również rozwijać kontakty i koordynację, stale wzmacniać partnerstwo strategiczne między Chinami, a krajami Rady Współpracy Zatoki Perskiej oraz jak najszybciej ustanowić strefę wolnego handlu między Chinami, a krajami GCC[5], wprowadzając m.in. rozliczenia w walutach narodowych.
  • W wielu krajach obserwuje się tendencję do zmniejszania udziału amerykańskiego dolara w ich rezerwach finansowych. Najlepszym przykładem są Chiny, które od stycznia do listopada 2022 r. zmniejszyły wielkość swoich inwestycji w papiery skarbowe[6] Stanów Zjednoczonych o prawie 199 mld USD – z 1,068 bln USD do 870 mld USD. Wartość ta była najniższa od czerwca 2010 r. Wspomniana decyzja Ludowego Banku Chin o ograniczeniu inwestycji w amerykańskie obligacje skarbowe może wynikać z rosnącego popytu na alternatywne waluty, w świetle ryzyka związanego z dolarem. Banki centralne mają świadomość, że w pewnych okolicznościach dolar i euro mogą stać się toksycznymi walutami. Według badania przeprowadzonego przez S&P Global, w połowie 2022 r. Pekin utrzymywał około 56% swoich rezerw w walucie amerykańskiej. W tym samym czasie, w 1995 roku, liczba ta wynosiła około 79%. Jako alternatywę dla inwestycji dolarowych Chiny zaczynają teraz kupować złoto.
  • Z kolei Rosja zdołała przewidzieć możliwość zamrożenia swoich aktywów i w niespełna pięć lat niemal całkowicie wycofała swoje pieniądze z amerykańskiego długu publicznego. Jeśli więc pod koniec 2017 roku Moskwa miała w skarbcach ponad 102 mld dolarów, to w momencie wprowadzenia sankcji w 2022 roku liczba ta wynosiła zaledwie około 2 mld dolarów. Mimo to krajom zachodnim udało się zamrozić około połowy rosyjskich rezerw złoto-walutowych za prawie 300 miliardów dolarów, które ulokowane były w innych niż USA, krajach zachodnich. To z kolei stało się alarmowym sygnałem dla ChRL.

W wyniku wycofywania pieniędzy z obligacji skarbowych rośnie stopa zadłużenia rządu USA, jej utrzymanie staje się dla władz w Waszyngtonie bardziej kosztowne. Prowadzi to do wzrostu deficytu budżetowego w Stanach Zjednoczonych, na pokrycie którego kierownictwo musi uciekać się do kolejnych emisji i podaży pieniądza. W związku z tym w dłuższej perspektywie presja inflacyjna w USA będzie ponownie rosnąć.

Wspólna waluta vs dolar

W ślad za USA większość krajów, jak już zauważył Roubini – niezależnie od swojej sytuacji finansowej – zmuszona jest również podnosić swoje stopy procentowe. W tym kontekście zaobserwować można, iż coraz więcej państw zainteresowanych jest rozliczeniami w walutach narodowych. Trzeba jednak zauważyć, że ten sposób rozliczeń, należy traktować jedynie jako etap przejściowy. W końcu zawsze będą występowały nierównowagi we wzajemnym handlu. Utrzymanie dużej listy walut w bilansach banków centralnych i administrowanie skomplikowanym procesem rozliczeń w wymianie towarowej nie jest łatwe i tanie. W rezultacie nieuniknionym wydaje się zjednoczenie krajów o dużym natężeniu wzajemnego handlu i wspólnych interesach geopolitycznych i stworzenie dla nich wspólnej waluty.

Jednym z najbardziej obiecujących tego typu stowarzyszeń jest BRICS. Stowarzyszenie, które już niedługo ma wyjść poza zaszyfrowaną w swojej nazwie listę państw (prawdopodobnie już w tym roku tj. w 2023, dołączą do niego Iran, Argentyna, Egipt, a być może Arabia Saudyjska i inne kraje). Prace nad stworzeniem wspólnej waluty BRICS już trwają. Trzeba jednak przyznać, że jest to proces długotrwały i bardzo złożony, obejmujący znacznie więcej niż tylko kwestie techniczne. Przede wszystkim powinien wzrosnąć wolumen wzajemnej wymiany handlowej w ramach BRICS. A to oznacza pracę nad przekształceniem łańcuchów produkcyjnych i logistycznych, dokonywaniem wzajemnych inwestycji i tworzeniem alternatywnych narzędzi przepływu i przyciągania kapitału (giełdy) do zachodnich.  Możliwość stworzenia w ramach BRICS jednej ponadnarodowej waluty rozliczeniowej, potwierdził rosyjski minister finansów Anton Siłuanow. „Dzisiaj, jeśli mówimy o takim systemie, możemy mówić o ujednoliconym systemie płatności rozliczeniowych i rozliczeń między zaprzyjaźnionymi krajami. Załóżmy, że będą to kraje BRICS. <…> Waluta rozliczeniowa może być jakąś ponadnarodową jednostką rozliczeniową” – powiedział Siłuanov w podcaście Easy Money na Channel One. Jednak według niego ostateczna decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła.

Rosja i jej anty-dolarowa krucjata

Handel ropą naftową stanowi prawie jedną trzecią handlu wszystkimi surowcami energetycznymi na świecie. Prawie cała sprzedawana ropa jest denominowana w dolarach, co pod wieloma względami czyni ją główną światową walutą rezerwową. Ropę łatwo transportować tankowcami morskimi niemal w dowolne miejsce na świecie, dlatego stała się ona towarem uniwersalnym, którego cena jest maksymalnie zdecentralizowana i wyznaczana przez równowagę podaży i popytu. Ale – co znamienne – ustalana jest w dolarach. Dlaczego to jest ważne? Choćby dlatego, że regulując kurs dolara, który sam w sobie jest nie tylko walutą, ale i towarem, Stany Zjednoczone mogą pośrednio regulować rynki, które wykorzystują dolara do rozliczeń. W tym najważniejszy z tych rynków – rynek ropy naftowej. Powoli, przesuwając kluczową stopę procentową o ułamki procent, dodrukowując lub skupując z rynku dolara, zwiększając i zmniejszając wykup aktywów finansowych, amerykański FED faktycznie kontroluje rynek naftowy (i nie tylko).

Poważne osłabienie pozycji dolara, jeżeli by do niego doszło, musiałoby mieć ogromne negatywne skutki nie tylko dla amerykańskiej gospodarki, ale w ogóle dla pozycji USA w światowej geopolityce. Warto zauważyć, że oprócz obiektywnych, wymienionych przez Noriela Roubini’ego przyczyn osłabienia pozycji dolara, jako głównej waluty rezerwowej, podejmowane są próby celowych działań, które mają w amerykańską walutę uderzyć. Państwem, które od wielu już lat prowadzi wojnę hybrydową z USA, również na polu ekonomiczno-finansowym, jest Rosja. Rosja jest oczywiście zbyt słaba, aby wpływać bezpośrednio na rynki finansowe, a tym samym na pozycję dolara. Jednak będąc znaczącym producentem ropy naftowej, ma pewne możliwości oddziaływania, wykorzystując powiązania amerykańskiego dolara z rynkiem ropy czyli z tzw. petrodolarem. Oczywiście w pojedynkę może zdziałać niewiele, stąd próby zorganizowania szerszej koalicji przeciwko petrodolarowi. A właśnie teraz nadarza się okazja. Na rynku ropy panuje obecnie gorączka i to spowodowana nie tylko zawirowaniami na giełdach. Można mówić o globalnej rekonfiguracji nie tylko zniszczonych sankcjami łańcuchów dostaw, ale i samego mechanizmu cenowego, który wciąż opiera się na petrodolarze.

Rosyjskie władze uważają, że nierozsądnie byłoby nie doceniać siły, jaką dla USA w realiach globalnego konfliktu, stanowią dolarowe notowania cen ropy. Dlatego próbują tę sytuację zmienić, zachęcając do reformy naftowego rynku innych wpływowych eksporterów i importerów ropy. Niewiele osób zwróciło uwagę na oświadczenie szefa Rosniefti[7] Igora Sieczina z 9 lutego 2023 r., wygłoszone podczas forum India Energy Week w Bangalore. Sieczin zapowiedział możliwość rezygnacji z transakcji terminowych na rosyjską ropę. Niby niewiele znaczące stwierdzenie, ale oznacza podjęcie działań, które mogą być prologiem do stworzenia mechanizmów cenowych, które do minimum zredukują dominację dolarowych płatności za surowce energetyczne. W dalszym ciągu swojej wypowiedzi w Bangalore, nawiązując do obecnej sytuacji na rynku ropy, szef „Rosniefti” stwierdził, że „Jeśli rosyjska ropa nie będzie postępować na rynek europejski, to nie można mówić o kształtowaniu w Europie jej ceny referencyjnej. Ceny referencyjne będą kształtować się tam, gdzie faktycznie trafiają odpowiednie ilości ropy” (czyli na rynkach azjatyckich). A co to oznacza?

Cena referencyjna to cena, jaką kierują się sprzedający i kupujący ropę przy zawieraniu kontraktów. Ceny te, w tym dla rosyjskiej klasy ropy Urals, są jak dotąd ustalane przez agencję cenową Argus (prywatna firmy z brytyjską rezydencją) na podstawie notowań w portach europejskich, w szczególności w porcie w Rotterdamie. Od listopada 2022 roku, przed wejściem w życie embarga na dostawy do UE rosyjskiej ropy drogą morską, Argus zaczął uwzględniać w notowaniach ropy w rosyjskich portach Primorsk, Ust-Ługa i Noworosyjsk, koszty frachtu, opłat portowych i ubezpieczenia. Notowania Argusa były z kolei brane pod uwagę przez rosyjskie Ministerstwo Finansów i Federalną Służbę Podatkową Rosji przy naliczaniu podatków firmom naftowych.

Rosja oceniła, że taka sytuacja jest dla niej nie do przyjęcia i postanowiła zmienić reguły gry na rynku ropy. Prezydent Putin polecił rządowi opracować do 1 marca 2023 roku zmianę metodologii obliczania cen ropy i produktów ropopochodnych dla potrzeb podatkowych, w celu jak to określono „zminimalizowania negatywnego wpływu na dochody budżetu federalnego”. Jednak faktycznie, wprowadzane przez Rosję zmiany mają posłużyć jeszcze kilku innym celom, które wstępnie sygnalizował Sieczin:

  • Po pierwsze, rzeczywiście zrewidowana metodologia obliczeń cen ropy może służyć bardziej sprawiedliwej ocenie kosztów ropy, a także dodatkową zachętą dla koncernów paliwowych do zmniejszania rabatów w kontraktach. W przypadku braku cen referencyjnych istnieje możliwość niedoszacowania cen kontraktowych i w efekcie niedoszacowania podstawy opodatkowania, co szkodzi budżetowi.
  • Po drugie, polecenia prezydenta Rosji i inicjatywy Sieczina mogą zainicjować wypracowanie mechanizmu wyceny rosyjskiej ropy w oparciu o notowania w portach chińskich i indyjskich, do których już wpływają jej znaczne ilości. Notowania cen ropy i produktów ropopochodnych na nowych zasadach, to sposób na długoterminową legalizację rosyjskich dostaw wbrew wszelkim zachodnim sankcjom. Ponadto stworzenie alternatywnych do istniejących, mechanizmów cenowych będzie znaczącym wzmocnieniem przejścia w rozliczeniach handlowych na waluty narodowe – juana, ruble i rupie. I od tego momentu jest już dużo bliżej do stworzenia uniwersalnej waluty krajów BRICS, powiązanej m.in. z ekwiwalentem ropy naftowej.
  • Po trzecie, wycofując rosyjską ropę z zachodniego systemu cenowego, Rosja przyczynia się do przyspieszonego niszczenia tego systemu. Rosyjska ropa stanowi 8-10% światowego handlu tym surowcem. Ceny na rosyjski surowiec, ustalane poza Europą, nie mogą nie być brane pod uwagę przy ustalaniu cen na rynkach światowych – po prostu ze względu na charakter podaży i popytu. Kupuje się tam gdzie jest taniej, albo cena ropy na innych rynkach zostanie zbliżona do tej, korzystnej dla klienta.

Niebezpieczeństwo dla petrodolara tkwi w tym, że coraz wyraźniej można sobie wyobrazić, że Arabia Saudyjska, a nawet cały OPEC przyłączają się do nowego mechanizmu cenowego? Wtedy w Rotterdamie w zasadzie nie będzie notowań cen ropy. Notowania te zostaną przeniesione, na przykład do chińskiego portu Ningbo-Zhoushan lub indyjskiego portu imienia Jawaharlala Nehru.

A co by było, jeśli nowe mechanizmy ustalania cen ropy zostałyby następnie rozszerzone na inne surowce – węgiel, stal, aluminium, nawozy mineralne? Można się obawiać, że jeśli takich „jeśli”, wbijających gwoździe w trumnę globalnego systemu dolarowego, byłoby wiele, to wśród rodzących się potęg ekonomicznych może pojawić się pytanie – dlaczego nie zastąpić wygodnego Zachodowi systemu stosunków finansowych z Bretton Woods, nowym wygodnym dla nas systemem – na przykład systemem finansowym z Bangalore?

Amerykańskie reakcje

Amerykańscy ekonomiści mają świadomość pojawiających się zagrożeń. Podsumowując przedstawione wyżej, niebezpieczne dla dolara, sytuacje na rynkach finansowych, warto zacytować Paula Craiga Roberts’a, pracownika Białego Domu w administracji prezydenta Ronalda Reagana. W artykule na swojej stronie internetowej twierdzi on, że odejście krajów eksporterów ropy naftowej od rozliczeń w dolarach USA czyli odejście od tzw. petrodolara będzie miało poważny negatywny wpływ na wartość amerykańskiej waluty i doprowadzi do katastrofalnych wydarzeń w Stanach Zjednoczonych. Według Roberts’a niedawne oświadczenie Arabii Saudyjskiej, że Rijad jest gotowy do przyjmowania płatności za ropę w walutach innych niż dolar, ma ogromne znaczenie dla USA. Koniec petrodolara będzie miał poważny negatywny wpływ na wartość amerykańskiej waluty, a także na inflację i stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych. Według Roberts’a, pozycję dolara osłabiła polityka finansowa Waszyngtonu ostatnich lat, w tym polityka zamrażania aktywów i nakładania sankcji finansowych i ekonomicznych. To spowodowało, że coraz więcej krajów wyraża chęć wykorzystania walut narodowych w handlu międzynarodowym, aby nie być zależnym od ewentualnych zagrożeń ze strony Stanów Zjednoczonych. Jako największe zagrożenie Robert’s uważa: „ewentualną rezygnację Arabii Saudyjskiej z petrodolara, co obniży popyt na amerykańską walutę i wartość dolara. Taki rozwój sytuacji nazwał poważnym zagrożeniem dla potęgi Waszyngtonu i siły finansowej amerykańskich banków”.

Aby temu przeciwdziałać amerykańskie władze szukają nowych rozwiązań finansowych i prawnych. Na przeszkodzie stoi jednak niemożność opanowania przez administrację coraz bardziej rozdętych wydatków budżetowych, prowadząca do rekordowych wartości zadłużenia. Nic więc dziwnego, że w Waszyngtonie uciekają się do coraz bardziej radykalnych pomysłów. Do takich można zaliczyć ideę części urzędników z administracji prezydenta USA Joe Bidena oraz przedstawicieli Partii Demokratycznej, którzy rozważają możliwość emisji i wykorzystania platynowych monet o nominale 1 biliona USD w przypadku potencjalnego bankructwa gospodarki kraju. Zgodnie z ich planem, Skarb Państwa wybiłby monetę o wartości 1 biliona dolarów i zdeponował w Rezerwie Federalnej (FED), a uzyskane za nią pieniądze, wykorzystał na pokrycie wydatków rządowych. Pomysł ten został chłodno przyjęty przez sekretarz skarbu USA Janet Yellen, która stwierdziła, że nawet jeśli jednostka monetarna zostanie wyemitowana, kierownictwo Systemu Rezerwy Federalnej USA (FED) najprawdopodobniej jej nie zaakceptuje (wg The Wall Street Journal).

Litaratura:

  1. Nouriel Roubini, Is this the end of the road for dollar dominance? https://www.theguardian.com/business/2020/aug/25/is-this-the-end-of-the-road-for-dollar-dominance
  2. Nouriel Roubini, A bipolar currency regime will replace the dollar’s exorbitant privilege, https://www.ft.com/content/e03d277a-e697-4220-a0ca-1f8a3dbecb75
  3. Nouriel Roubini: ‘I hope I didn’t depress you too much’, https://www.ft.com/content/b86825e3-5e34-4817-801f-0e0c190bcbbb
  4. Brian Evans, China’s yuan will end US dollar dominance and create a bipolar currency system in the next decade, says 'Dr. Doom’ Nouriel Roubini, Feb 7, 2023, https://www.businessinsider.in/cryptocurrency/news/chinas-yuan-will-end-us-dollar-dominance-and-create-a-bipolar-currency-system-in-the-next-decade-says-dr-doom-nouriel-roubini/articleshow/97668304.cms
  5. Artur Balicki, Dylemat Triffinawe współczesnym międzynarodowymsystemie walutowym, Szkoła Główna Handlowaw Warszawie, https://www.ue.katowice.pl/fileadmin/_migrated/content_uploads/12_A.Balicki_Dylemat_Triffina_we_wspolczesnym….pdf
  6. Владимир Цегоев, Ксения Чемоданова, Подальше от доллара: почему Китай активно выводит деньги из госдолга США, 19 января 2023, https://russian.rt.com/business/article/1099331-kitai-ssha-gosdolg-investicii
  7. Ярослав Бодряшкин, Крупнейший ритейлер Индии Reliance Retail начал принимать платежи в цифровой рупии, https://www.gazeta.ru/business/news/2023/02/02/19646029.shtml
  8. Глеб Простаков, Россия собирает крестовый поход против нефтедоллара
  9. 10 февраля 2023, https://vz.ru/opinions/2023/2/10/1198354.html

Autorzy: Robert Nogacki – partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, płk rez. dr inż. Krzysztof Surdyk

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

[1] Nouriel Roubini (ur. 29 marca 1958 w Stambule) – jest profesorem ekonomii w Stern School of Business na Uniwersytecie Nowojorskim uraz kieruje firmą konsultingową Roubini Global Economics. Pracował dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Rezerwy Federalnej USA i Banku Światowego. Reprezentuje nurt nowej ekonomii keynesowskiej. Przewidział załamanie na amerykańskim rynku nieruchomości i recesję, jaka po nim nastąpiła w 2008 roku. Z tego powodu w 2009 roku magazyn Foreign Policy umieścił go na 4. miejscu na liście 100 najważniejszych myślicieli na świecie.

[2] monetyzacja – oznacza zamianę aktywów rzeczowych lub finansowych na prawny środek płatniczy. Zazwyczaj odnosi się do wybijania monet lub drukowania banknotów przez banki centralne.

[3] FED – System Rezerwy Federalnej, zwyczajowo Rezerwa Federalna, w skrócie Fed − bank centralny Stanów Zjednoczonych. Fed został utworzony na podstawie ustawy o Rezerwie Federalnej z 1913 roku. Ustawa była wielokrotnie nowelizowana, najistotniejsze zmiany wprowadzono w latach 1933 i 1935 oraz w roku 2010.

 

[4] Robert Triffin, obserwując rosnące amerykańskie deficyty stwierdził, że ówczesny system wcale nie gwarantował upragnionej po wojnie stabilności. Jako pierwszy zauważył on, iż dodatkowa płynność w postaci nadpodaży dolarów pociąga za sobą deficyty na rachunku obrotów bieżących w bilansie płatniczym Stanów Zjednoczonych, a w miarę narastania deficytów zwiększa się również suma zobowiązań pieniężnych Stanów Zjednoczonych wobec reszty świata. Miarą tych zobowiązań były rosnące rezerwy dolarowe zagranicznych banków centralnych w Europie i Japonii. Powojenny niedobór dolarów przekształcił się w nadmiar dolarów (dollar glut). Nawarstwiające się deficyty oraz wzrost inflacji w USA, który spowodowany był wzmożonymi wydatkami z tytułu wojny w Wietnamie oraz ekspansywną polityką monetarną i fiskalną sprawiły, iż w latach 60. aktywa denominowane w dolarach straciły 40% swojej wartości nabywczej8 . Zagraniczne banki centralne stopniowo zaczęły tracić zaufanie do dolara i w konsekwencji zaczęły wymieniać swoje rosnące rezerwy dolarowe na amerykańskie zapasy złota. Nie chcąc dopuścić do całkowitej utraty rezerw, prezydent Nixon 15 sierpnia 1971 roku zawiesił wymienialność dolara na złoto. Tym samym system z Bretton Woods przestał istnieć, zupełnie tak jak przewidywał Robert Triffin dekadę wcześniej.

[5] GCC – Rada Współpracy Zatoki (ang. Gulf Cooperation Council – w skrócie GCC), nazywana również Radą Krajów Zatoki. W jej skład wchodzi 6 państw: Arabia Saudyjska, Bahrajn, Katar, Kuwejt, Oman i Zjednoczone Emiraty Arabskie.

 

[6] Amerykańskie obligacje skarbowe to instrumenty dłużne gwarantowane przez rząd Stanów Zjednoczonych. Różne państwa kupują te papiery wartościowe po określonej cenie, a następnie uzyskują z nich stały dochód. Innymi słowy, posiadacze obligacji rządowych pożyczają swoje pieniądze gospodarce Stanów Zjednoczonych.

[7] Rosnieft – rosyjski państwowy koncern działający w branży petrochemicznej. Głównym akcjonariuszem spółki jest Rząd Federacji Rosyjskiej, posiadający 75,16% akcji, 15% akcji znajduje się wolnym obrocie.