Czy wodór będzie napędzał samochody w Polsce?

Wydaje się, że są takie obszary rynku, w których wodór nie będzie odgrywał istotnej roli. To jest segment choćby samochodów osobowych czy samochodów dostawczych. Warto jednak przyglądać się z zainteresowaniem segmentowi transportu ciężkiego – gdzie jest bardzo wiele wyzwań i Polska musi z całą pewnością zająć należne jej miejsce na samym szczycie rankingu. Polscy przewoźnicy przeważają w Unii Europejskiej, do tego rejestrujemy wiele nowych samochodów powyżej 3 ton. Zajmujemy w Europie wśród rejestracji nowych samochodów trzecie miejsce – tylko Niemcy i Francja nas wyprzedzają. Zatem musimy być otwarci na to, jak będzie się zmieniać sektor transportu ciężkiego – a on może się zmieniać także w oparciu o rozwiązania wodorowe. PSPA skupia w tej chwili ponad 220 podmiotów, które realizują swoją wizję rozwoju w obszarze transportu – zarówno w kontekście elektromobilności bateryjnej, jak też wodorowej.

– Mamy powołany specjalny Komitet do spraw Technologii Wodorowych, który zajmuje się tym, jak może zmieniać się sektor wodoru i wpływać na branżę transportową. My jako organizacja jesteśmy otwarci na zmiany technologiczne i absolutnie widzimy potencjał wodoru. Na razie oczywiście udział samochodów na ogniwa wodorowe jest skrajnie niski. To jest zaledwie ponad 100 rejestracji w całej Polsce – powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Mazur, dyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA). – Ale musimy z całą pewnością być otwarci na to, jak technologia może wspierać cele dekarbonizacji. Pamiętajmy, że z wodorem mamy bardzo wiele wyzwań. My chcemy, żeby ten wodór miał jeden określony kolor – bo oceniamy wodór w kolorach. Wodór musi być zielony – czyli pochodzić ze źródeł odnawialnych, bo wtedy cel dekarbonizacji będzie faktycznie wspierany. Widzimy potencjał zielonego wodoru w kontekście zwłaszcza transportu ciężkiego, dalekobieżnego, przy ciężarówkach o dopuszczalnej masie całkowitej 40 ton. Widzimy też możliwość współpracy pomiędzy rozwiązaniami bateryjnymi a rozwiązaniami ogniw wodorowych – podkreśla Mazur.

 

Reorganizacja Software House’u: jak zmienić profil technologiczny i wybrać specjalizację na rynku IT?

Każda firma programistyczna ma swój profil technologiczny. Często dla osób technicznych jest on ważniejszy od profilu domenowego firmy. Dzieje się tak dlatego, że developerzy IT raczej postrzegają się przez pryzmat technologii, w której pracują, np. jestem programistą systemów budowanych w C#. Natomiast czy robią oni projekt dla firmy zajmującej się szkoleniami, czy produkcją pudełek ma to drugorzędne znaczenie. Oczywiście wiedza domenowa zawsze przydaje się programistom, ale nie zmienia to ich postrzegania siebie przez wymiar technologiczny – Mówi Robert Marek, CTO i współzałożyciel FINGO.

FINGO to polski software house świadczący usługi programistyczne ponad 20 lat. W 2022 r. organizacja z sukcesem zmieniła swój profil technologiczny. Do oferowanych usług programistycznych w technologiach Java i .NET dodała Node.js oraz zakończyła wszystkie projekty tworzone do tej pory w PHP.

Dlaczego zdecydowano się na taki ruch? Jak wyglądał proces samoorganizującej się zmiany? I jaki był tego rezultat? Dowiesz się, czytając nasz wywiad z Robertem Markiem.

Zanim zaczniemy rozmawiać o samym procesie zmiany profilu technologicznego. Czy możesz opowiedzieć, jak wyglądała firma przed reorganizacją?

Jeśli prześledzić portfolio FINGO z 20 lat, znajdziemy tam projekty dla branż finansowej, nieruchomości, automotive, e-commerce i wielu innych, mniej lub bardziej powiązanych ze sobą. Trochę wynika to z przypadku – na przestrzeni lat pojawiały się takie projekty i to pod nie rozwijaliśmy nasz zespół. Ale na taki stan rzeczy duży wpływ miał właśnie nasz profil technologiczny (Java, .NET, PHP), pod który szukaliśmy kolejnych zleceń.

Czułem jednak, że nie jest to dobre dla naszej firmy. Duży rozstrzał technologiczny ogólnie nie jest dobry dla software house’u wielkości FINGO. Może i łatwiej znaleźć projekt, ale trudniej zapewnić wymienialność ludzi. Przykład. Załóżmy, że do projektu potrzebujesz 5 programistów. Na ławeczce siedzi 6, ale tylko 2 zna wymaganą w projekcie technologię. Taki stan rzeczy sprawia, że dalej bez pracy jest 4 wysoko opłacanych specjalistów, którym musisz zapewnić pracę. A do tego, musisz pozyskać 3 osoby znające wymaganą technologię, aby zapewnić obsadzenie projektu.

Mimo to od wdrożenia zmian powstrzymywał nas komfort wynikający z dobrze działającego biznesu. Mieliśmy projekty, stałych wieloletnich klientów, doświadczonych programistów. W takim otoczeniu trudno jest podjąć decyzję, żeby zacząć coś zmieniać.

Co zatem zadecydowało o zmianie profilu technologicznego w FINGO?

Na początku pandemii rynek zamarł. Firmy nie wiedząc, co będzie dalej, wstrzymywały się z kontynuacją bieżących lub rozpoczęciem nowych projektów IT. Był to czas, kiedy nawet u programistów pojawił się strach związany z możliwością utraty pracy. Zastanawialiśmy się, co zrobić. Nie chcieliśmy zwalniać ludzi, ale z drugiej strony potrzebowaliśmy czegoś, co nas wyróżni.

W okolicach maja 2020 roku, jako właściciele firmy, stwierdziliśmy, że bez podjęcia odważnych decyzji sytuacja może się pogarszać. Najwięcej projektów, a zatem i doświadczania, mieliśmy w sektorze finansowym. Poza tym mamy część produktową, która oferuje oprogramowanie umożliwiające realizację sprawozdawczości obligatoryjnej w sektorze bankowym. Naturalnym wyborem był dla nas sektor finansowy.

W tamtym czasie wydawało mi się, że FinTech i sektor finansowy raczej nie wykorzystują PHP w swoich projektach. Zakładałem więc, że stawiając na ten sektor, odejdziemy od PHP i zostaniemy tylko przy Java i .NET. Z taką informacją wyszliśmy do zespołu na ogólnym spotkaniu firmy.

Czyli to wybuch pandemii zmusił Was do podjęcia decyzji o zmianie technologicznego profilu FINGO?

Tak i nie. Po podzieleniu się informacją o specjalizacji powołaliśmy zespół roboczy składający się z kilku naszych doświadczonych programistów z zacięciem biznesowym. Jego zadaniem było sprawdzenie, jakie są trendy, technologie i popularne rozwiązania w poszczególnych krajach, jeśli chodzi o sektor finansowy. Ich analiza potwierdziła wcześniejsze przypuszczenia – PHP w projektach finansowych był rzadkością. Równocześnie zarekomendowali oni rozwinięcie kompetencji w Node.js, który jest ceniony, chociażby w świecie start-upów.

W naszej firmie pielęgnujemy koncepcję turkusowego zarządzania, gdzie m.in. znaczące dla organizacji projekty otwarcie konsultujemy z całym zespołem. Dzięki temu ludzie czują wpływ na kształtowanie się firmy, ale też współodpowiedzialność za podjęte decyzje.

Zatem inicjatywa przejścia na Node.js, która wyszła oddolnie od zespołu roboczego, musiała być jeszcze zaakceptowana przez resztę zespołu FINGO. Szybko jednak okazało się, że jest silna chęć rozwijania się w tym kierunku. Być może sprzyjał temu szczególny czas, gdzie wszyscy w różnych wymiarach (ekonomicznym, zdrowotnym itp.) baliśmy się o przyszłość. Paradoksalnie zwiększyło to akceptację dla decyzji o podjęciu wyzwania.

Ile osób musiało nabyć nowe kompetencje technologiczne?

W sumie zmiana dotyczyła 15 osób. Musiały one podjąć decyzję, czy chcą się rozwijać jako frontend developerzy, czy pozostać backend developerami i tworzyć rozwiązania w Java, .NET lub Node.js.

Jedną z tych osób był programista full-stack, który już wcześniej deklarował bycie frontend developerem, więc w jego przypadku decyzja była prosta. 2 osoby zdecydowały się na Javę, a pozostałe 10 wybrało Node.js.

W reorganizacji brało także udział 2 testerów, którzy również musieli nauczyć się nowej technologii. Nasza polityka firmy zakłada pisanie testów w tożsamej technologii, co wytwarzany produkt. Gdy tester jest chwilowo niedostępny, takie podejście zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa – pisanie testów może chwilowo przejąć programista.

Nie obyło się też bez odejść, ale były to indywidualne decyzje. Jedna osoba dość szybko zrezygnowała z pracy w FINGO, ale wynikało to z faktu rozwijania przez niego społeczności PHP we Wrocławiu. Siłą rzeczy nasze oczekiwania co do współpracy zaczęły się rozmijać. W trakcie trwającego procesu, z różnych przyczyn, odeszły z firmy jeszcze 2 osoby.

Podjęcie decyzji to dopiero początek drogi. Czy firma jakoś pomagała programistom w nabywaniu nowych kompetencji?

Powstał projekt strategiczny, którego celem było wsparcie programistów w przygotowaniu do możliwie szybkiego świadczenia usług w projektach komercyjnych. Na początku poprosiliśmy ich, aby subiektywnie określili, ile czasu potrzebują na zdobycie niezbędnej wiedzy. Takiej, która umożliwi im pewnie podjąć się pracy dla klientów zewnętrznych, zakładając 2 scenariusze. Pierwszy – ze wsparciem bardziej doświadczonego kolegi z zespołu. Drugi – bez takiego wsparcia. W odpowiedzi uzyskaliśmy różne estymacje.

Niektórzy deklarowali, że ze wsparciem doświadczonego programisty Node.js są w stanie nawet po miesiącu dołączyć do projektu komercyjnego. Inni, że dopiero po kilku miesiącach. Wszystko zależało od tego, jakie kto miał wcześniejsze (prywatne lub zawodowe) doświadczenia i jak bardzo czuł w sobie odwagę. Warto też zaznaczyć, że w FINGO też mieliśmy doświadczenia z tym środowiskiem. Mieliśmy zatem jakąś bazę.

Natomiast nie narzucaliśmy im sposobu pozyskiwania wiedzy. Wszyscy ci ludzie to doświadczeni programiści, którzy chcą stale się uczyć. Mają preferowany styl nauki. W ogóle ciągłe nabywanie wiedzy jest wpisane niejako w branżę nowych technologii. Dlatego uznaliśmy, że najrozsądniejszym rozwiązaniem będzie po prostu zapewnienie im środków i czasu na naukę.

Przeorganizowaliśmy też firmę. Powstały samoorganizujące się gildie, gdzie ludzie pracujący w danej technologii, ale niekoniecznie przy tych samych projektach, wymieniają się zdobytą wiedzą. W ramach gildii Node powstał też wewnętrzny projekt, na którym można było testować nowo zdobytą wiedzę. Dla chętnych były organizowane zewnętrzne kursy.

To, co jednak dawało najwięcej, to okazja szybkiego dołączenia do projektów. Najlepszym przykładem było jedno ze realizowanych zleceń, gdzie potrzebowaliśmy rąk do pracy. Po uzyskaniu zgody klienta, do projektu dołączył doświadczony programista PHP, pracujący także w JavaScript, który nie miał jako takiego doświadczenia z samym Node.js. Natomiast w projekcie byli już doświadczeni programiści, potrafiący wesprzeć kolegę i zadbać o jakość kodu.

Porozmawiajmy trochę więcej o klientach. Jak przyjęli decyzję o Waszym odejściu od PHP?

Największy wewnętrzny opór i smutek mieliśmy przy projekcie tworzonym dla klienta od 10 lat. To dość zabawne, bo jeden z naszych programistów pracował przy nim od samego początku.  Siłą rzeczy miał on większą wiedzę na temat systemu niż niejeden menedżer w tamtej firmie. Trudno nam było przedstawić im naszą decyzję. Mimo że mieliśmy miesiąc wypowiedzenia, to chcieliśmy jak najlepiej zadbać o tego klienta. Zgodziliśmy się być dostępni dla nich jeszcze przez pół roku. Co ciekawe, po 3 miesiącach klient sam zakończył współpracę, z powodu wewnętrznej reorganizacji firmy. To też pokazało, że nie należy rozgrzebywać rzeczy zbyt długo. Należy je robić i tyle.

Z innymi projektami poszło łatwiej. Jakby sumą innych zdarzeń, zadziało się to dość naturalnie. Przykładowo, mieliśmy klienta rozwijającego część systemu w Node.js. Umówiliśmy się, że nasi programiści, którzy do tej pory wspierali projekt w technologii PHP, przez pierwsze kilka miesięcy będą świadczyć usługi po niższych stawkach. Niejako miało to zrekompensować zakładaną niższą wydajność zespołu, który niedawno zmienił technologie.

Jak Twoim zdaniem programiści postrzegają tę zmianę teraz?

Wydaje mi się, że są zadowoleni. Ludzie w tej branży lubią się uczyć. W tamtym okresie mieli zapewniony czas i środki finansowe na naukę. Uczyli się w ramach pełnego etatu, dostawali pełne wynagrodzeniem oraz mogli korzystać z dofinansowania na naukę. To na pewno pozytywnie wpłynęło na ich odczucia.

Czy Node.js jest lepszy od PHP? To oczywiście sprawa dyskusyjna. Na pewno ta technologia jest teraz na czasie, więc weszliśmy w okres wznoszącego trendu.

Niektóre osoby na początku czuły żal, gdy opuszczały wieloletni projekt rozwijany w PHP. Ale już po krótkim czasie same przyznały, że wyrwały się z pewnego rodzaju stagnacji. I poczuły ekscytujący powiew nowych wyzwań.

Ogólnie myślę, że dobrze się stało.

Jak długo trwała zmiana?

Cały proces przeciągnął się w czasie. Dość długo trwała weryfikacja rynku. Wypracowanie i przeorganizowanie się firmy i rozstawanie się z klientami też pochłonęło sporo czasu. W sumie od założenia taska w Jira i jego zamknięcia minęły blisko 2 lata.

Warto jednak zauważyć, że najdłuższa przerwa między przejściem programisty z projektu PHP do Node.js zajęła 3 miesiące. Było to związane z jego deklaracją czasu, jaki potrzebuje, aby dołączyć do projektu z bardziej doświadczonymi kolegami.

Co było najtrudniejsze?

Myślę, że samo dochodzenie do decyzji, że czas coś zmienić. Aczkolwiek świadomość, że jeśli nie zmienimy tego teraz to za rok, dwa nie będzie czego zmieniać, znacznie pomogła w szybszym podjęciu decyzji.

Trudnością okazało się też rozstawanie z klientami, kiedy na horyzoncie nie widać było jeszcze wyraźnie alternatywy, a sytuacja ekonomiczna nie była stabilna.

W całym tym procesie zależało nam, aby zadbać o naszych wieloletnich klientów. Sprawić, żeby spokojnie znaleźli alternatywę. Ale też zadbać o siebie. Zadbać o przygotowanie programistów i ich gotowość do szybkiego podjęcia zleceń w nowej technologii.

Gdyby przyszedł do Ciebie CTO innej firmy i powiedział, że również myśli o zmianie profilu technologicznego firmy, jakie dałbyś mu 3 rady?

Miej wizje. Wiedz, dlaczego chcesz to zrobić i jasno powiedz swojemu zespołowi, gdzie i po co idziecie.

Współpracuj z zespołem. Rozmawiaj z ludźmi, dostosowuj działania do tego, co słyszysz i bierz pod uwagę ich możliwości. Wszystko rób z ludźmi.

Działaj konsekwentnie, pomimo momentów zawahania.

W jaki sposób outsourcing usług IT obniża firmowe koszty?

Twoja firma potrzebuje pomocy informatycznej, ale masz obawy, że dodatkowi pracownicy wygenerują zbyt wysokie koszty? Bardzo słusznie! W wielu przypadkach bardziej opłacalne okazuje się bowiem postawienie na outsourcing IT. Przeczytaj niniejszy artykuł i dowiedz się, dlaczego to rozwiązanie pozwala na znaczne ograniczenie firmowych wydatków.

Brak potrzeby tworzenia nowych etatów

Każdego roku Forbes tworzy listę G2000, czyli ranking 2000 największych firm na świecie, które klasyfikowane są na podstawie czterech wyznaczników: sprzedaży, zysków, aktywów oraz wartości rynkowej. W zestawieniu obecne są takie marki, jak: Amazon, Apple, Microsoft, Samsung czy Shell. Czy wiesz, że 92% z nich korzysta z outsourcingu IT? To aż 9 na 10 największych rynkowych wyjadaczy. Firmy o takim prestiżu nie mogą się mylić!

Największą oszczędnością, która wynika z takiego posunięcia, jest brak potrzeby tworzenia nowych etatów. Warto zaznaczyć, że jeden pracownik w pojedynkę może nie być w stanie zapewnić wsparcia informatycznego, jakiego potrzebuje dany biznes. W większych firmach niezbędny jest cały zespół specjalistów IT, co proporcjonalnie zwiększa koszty. Tymczasem usługi IT oferowane przez zewnętrzne firmy są na tyle kompleksowe, że można by nimi obdzielić przynajmniej kilka etatów. Kwestie finansowe już na tym etapie jednoznacznie przemawiają na korzyść outsourcingu, a to dopiero początek oszczędności.

Pominięcie procesów rekrutacji oraz wdrożenia

Koszty związane z utrzymaniem kolejnego etatu to jedno. Na sam początek do listy wydatków należy doliczyć również żmudny proces rekrutacji, a po jego zakończeniu – wdrożenie nowego pracownika. Eksperci wyliczyli, iż przy założeniu, że okres szkolenia na dane stanowisko trwa 3 miesiące, koszt poniesiony z tego tytułu może wynieść nawet siedmiokrotność pensji! Jeśli zamiast nowego pracownika wybierzesz outsourcing, proces rekrutacji pominiesz zupełnie, a czas wdrożenia zostanie skrócony do minimum z uwagi na doświadczenie wybranego opiekuna IT w tym zakresie

Oszczędność powierzchni biurowej

Kolejna kwestia, która często bywa pomijana na etapie planowania nowych etatów, to dodatkowa powierzchnia biurowa. W przypadku tworzenia całego działu IT może to oznaczać potrzebę wygospodarowania lub wynajęcia dodatkowego pomieszczenia. Następnym wydatkiem najprawdopodobniej będzie serwerownia, która również wymaga osobnego pomieszczenia, a także specjalistycznych zabezpieczeń. Oprócz samego metrażu do kosztów należy doliczyć też dużo wyższe rachunki za pobór energii elektrycznej.

Brak konieczności zakupu dodatkowego sprzętu

Nowy pracownik to kolejne stanowisko pracy – informatyk będzie potrzebował sprzętu komputerowego najwyższej klasy, dodatkowego monitora, klawiatury czy słuchawek – w przypadku jednego etatu w skali firmy nie będą to ogromne koszty, ale co w sytuacji, gdy trzeba zatrudnić cały zespół oraz zakupić serwery? Warto doliczyć do tego również konserwację i serwis urządzeń elektronicznych. Firmy świadczące wsparcie informatyczne dysponują natomiast własnym sprzętem i to za jego pośrednictwem wykonują swoją pracę.

Bezrobocie w Polsce rośnie

W Polsce rośnie bezrobocie. Turcja znów dąży do katastrofy, tym razem finansowej. Maleją szanse na obniżki stóp procentowych przed wyborami.

Wzrost bezrobocia w Polsce

Wczoraj poznaliśmy odczyt stopy bezrobocia. Zgodnie z oczekiwaniami wynosi ono 5,5%. Jest to o tyle problematyczny wskaźnik, że wynosi dokładnie tyle, co rok temu. Oznacza to, że bezrobocie w ciągu roku, mimo wzrostu zatrudnienia, nie spadło. Styczeń jest momentem, kiedy bezrobocie sezonowo rośnie, stąd wynik ten nie jest dużym zaskoczeniem. Pytanie, jak mocno spadnie na wiosnę i latem, gdy wrócą prace sezonowe w rolnictwie i turystyce. Wzrost bezrobocia teoretycznie powinien osłabiać złotego. Polska waluta faktycznie traciła chwilę po publikacji, jednak do końca dnia niespodziewanie odrobiła straty i wyraźnie zyskała.

Turcja wielu katastrof

Kraj, który zmaga się z katastrofą naturalną, dokłada właśnie dodatkową katastrofę. Tym razem inflacyjną. Jak inaczej można oceniać obniżkę stóp procentowych w kraju, w którym inflacja przekracza 50%? Owszem, tendencja jest spadkowa, ale ceny nie rosną głównie przez ubożenie społeczeństwa. Aż strach pomyśleć jak będzie wyglądał kolejny odczyt zmian cen, kiedy okaże się, że na rynku brakuje pewnych rzeczy z powodu strat wywołanych przez trzęsienia ziemi. Racjonalna analiza działań banku centralnego Turcji ma jednak jedną poważną wadę – bank ten jest bardzo silnie uzależniony politycznie od prezydenta Erdogana. Osoby, które nie realizują jego szalonych wizji, tracą pracę. Co ciekawe, od października udało się w miarę ustabilizować notowania liry tureckiej kosztem rozpływających się rezerw walutowych.

Presja na obniżki stóp nieskuteczna?

Ostatni wywiad Henryka Wnorowskiego, członka RPP z nadania prezydenta, pokazuje, że klimat do obniżek stóp procentowych jest słaby. Wśród członków Rady mamy sporą asymetrię ze względu na fakt, że 6 z 9 wskazanych jest przez obecny obóz rządowy. Senaccy członkowie są zdecydowanie antyinflacyjni, stąd ewentualne obniżki musiałyby się odbyć głosami części wskazanej przez władze. Jasne wskazanie członka prezydenckiego wskazuje, że wcale nie będzie tak łatwo skonstruować większość do obniżki. Na ostatnim posiedzeniu odżegnywał się od tego nawet prezes NBP. Z drugiej strony wypowiedzi premiera jasno wskazują jaka będzie presja. Ewentualna obniżka będzie bodźcem osłabiającym złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów,

16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Rok wojny na Ukrainie: ekonomiczne podsumowanie

W piątek mija rok od rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W tym czasie, konflikt był źródłem wielu ekonomicznych szoków. Oczywiście wojna jest najbardziej dotkliwa i dramatyczna dla Ukraińców. Jednak jej skutki ekonomiczne dotknęły całego świata. Polska jest jednym z krajów, które ekonomiczne skutki wojny odczuwają najbardziej.

Wojna wywołała szokowy wzrost cen ropy naftowej i gazu ziemnego oraz innych surowców, co przyczyniło się do wzrostu inflacji na świecie. Ten mechanizm dobrze widać na przykładzie gazu ziemnego. Pierwsze miesiące konfliktu wywołały mocny skok ceny tego surowca, napędzany obawą o surową zimę i braki w dostawach. W Polsce, skutkiem tego było zatrzymanie produkcji nawozów sztucznych oraz ograniczanie produkcji przez część firm. Potem ceny zaczęły spadać i od lata 2022 roku do teraz spadły już o 85 proc. Jeśli przeliczymy cenę gazu na energię jaką można z niego wyprodukować, to okaże się, że koszty MWh z gazu ziemnego i ropy naftowej jest obecnie zbliżone i kosztują około 50 euro. Nie można jednak nie zauważyć, że obecna cena gazu ziemnego TTF jest wciąż trzykrotnie wyższa od poziomu z 2020 roku i stanowi poważny czynnik hamujący wzrost gospodarczy w Polsce i wielu innych krajach. Jednak wysoka cena gazu skłania także przedsiębiorców do innowacji i poszukiwania alternatywnych technologii i źródeł energii.

Dla Polski ogromne znaczenie ekonomiczne miał także napływ ukraińskich uchodźców. Przez nasz kraj mogło przewinąć się nawet 8 mln z nich, z czego około 2 miliony pozostały na dłużej. To z jednej strony dodatkowe wydatki dla polskiego budżetu, ale z drugiej, szansa na wsparcie gospodarki, która w ostatnich latach zmaga się z bardzo niskim bezrobociem i brakiem rak do pracy (szczególnie w dużych miastach). Prawdopodobnie część z uchodźców, którzy obecnie przebywają w Polsce pozostanie na stałe, co może poprawić sytuację demograficzną Polski w najbliższych latach. Zwiększy także wpływy do budżetu oraz zmniejszy deficyt systemu emerytalnego. Im dłużej trwa konflikt zbrojny na Ukrainie, tym większe prawdopodobieństwo, że część uchodźców ułoży sobie życie w innych krajach i nie będzie gotowa by wrócić na Ukrainę.

Dla inwestorów, konflikt na Ukrainie jest źródłem dodatkowych szoków i zwiększonej niepewności. Według badania Puls Inwestora Indywidualnego eToro w 4 kwartale 2023 roku, 17 proc. polskich inwestorów uważało, że ten konflikt stanowi największe zewnętrzne zagrożenie dla ich portfeli (na rosnącą inflację wskazywało 33 proc. badanych). W ostatnim czasie obserwujemy ponowny wzrost obaw dotyczących wojny, po ich stopniowym spadku w 2 i 3 kwartale 2023 roku.

Jednak oddziaływanie konfliktu na globalne rynki jest ograniczony i następuje głównie poprzez kanał wpływu na inflację (która obecnie zaczęła spadać w większości krajów świata). Jeśli prześledzimy notowania indeksu zmienności VIX (nazywanego czasem „indeksem strachu”) to po inwazji wzrósł on do poziomu 35, co jest dużym wzrostem, jednak znacznie niższym od tego z pierwszych dni pandemii. Od początku grudnia VIX utrzymuje się w okolicach 20 punktów, co wskazuje, że poziom niepewności na rynkach spadł.

Konflikt bardzo oddziałuje na lokalne giełdy. Widać to wyraźnie w wycenie indeksu WIG-UKRAINA, który składa się z 8 akcji ukraińskich spółek notowanych w Warszawie (z branży rolnej i wydobywczej). Indeks ten w ciągu ostatniego roku stracił 50 proc. swojej wartości.

Wojna wywołała także znaczący wzrost globalnego zapotrzebowania na produkty przemysłu obronnego, a także inne produkty jakie mogą być wykorzystane na wojnie. Obserwujemy wzrost popytu na takie cywilne produkty jak agregaty prądotwórcze, samochody pick-up czy drony. Skutkiem wojny będzie także wzrost w najbliższych latach wydatków na obronność w Europie. Wiele państw prawdopodobnie szybciej zwiększy swoje wydatki na armię do poziomu co najmniej 2 proc. PKB. A niektóre, jak Polska, prawdopodobnie przekroczą ten pułap.

Na koniec warto przyjrzeć temu jak wojna wpłynęła na PKB w poszczególnych krajach. Według danych ukraińskiego Ministerstwa Ekonomii PKB tego kraju skurczył się w 2022 roku o 30,4 proc. Bank Światowy ocenia, że PKB Rosji w 2022 roku w wyniku sankcji zmniejszył się o 3,5 proc. Jest to znacznie mniej niż wynikało z wcześniejszych prognoz. A rosyjska gospodarka okazała się w krótkoterminowo odporna na skutki sankcji. Wydaje się jednak, że w średni i długim terminie ich skutki mogą być znacznie bardziej dotkliwe.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Kurs EUR/USD nadal lekko poniżej poziomu 1,06

Główne indeksy amerykańskiego rynku akcji, odbiły się w wczoraj w górę z najniższych od stycznia poziomów (S&P 500 +0,53 proc., DJIA +0,33 proc., Nasdaq Composite +0,72 proc.). Dziś rano na giełdach Azji i Oceanii brak było dominującej tendencji. Najsilniej – o 1,29 proc. – zwyżkował japoński Nikkei 225, zaś największy spadek zanotował Hang Seng (-1,68 proc.).

W Europie na początku piątkowej sesji na rynkach akcji przeważały niewielkie wzrosty głównych indeksów (DAX +0,22 proc., CAC 40 +0,57 proc.).

Na GPW ok. godz. 9:20 był notował minimalną zmianę (+0,02 proc.). Wśród składników mWIG-u 40 najwyższy od końca 2019 roku był dziś rano kurs Fabryki Maszyn Famur. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś ceny akcji spółek PlayWay, Sygnity oraz Synektik.

Trzeci dzień z rzędu spadały dziś rano rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w krajach rozwiniętych.

Lekko – o ok. 1,1 proc. – odbijały w górę dziś rano ceny kontraktów na ropę naftową na NYMEX-ie i ICE. Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie, która w środę spadła do najniższego poziomu od września 2020, utrzymywała się w okolicach swego 6-sesyjnego maksimum (+1,85 proc. ok. godz. 9:05). Ceny kontraktów na pszenicę na CBOT spadła dziś rano do najniższego poziomu od miesiąca.

Kurs amerykańskiego dolara do japońskiego jena przekraczając wczoraj poziom 135 JPY osiągnął najwyższy poziom od 2 miesięcy, ale nie zdołał utrzymać zdobytego terytorium (dziś rano 0,11 proc. ok. godz. (9:55). Kurs EUR/USD wczoraj spadł poniżej poziomu 1,06 i poranne próby powrotu powyżej tego poziomu okazały się na razie nieudane.
Zmiany kursu złotego dziś rano były niewielkie (EUR/PLN -0,01 proc., USD/PLN +0,06 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara po tym jak odbił się w ostatnich dniach od znajdującego się w okolicach poziomu 25000 USD oporu wyznaczanego przez jego szczyt z sierpnia znajdował się dziś rano nieco poniżej poziomu 24000 USD (-0,06 proc. ok. godz. 8:55).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Niemal jedna trzecia uchodźców z Ukrainy w Polsce nie znalazła dotychczas pracy

– Po rosyjskiej inwazji miliony obywateli Ukrainy przekroczyły polską granicę, a znaczna część z nich zatrzymała się w Polsce. Firma doradcza Deloitte, we współpracy z Social Progress Imperative i Play Verto, przeprowadziła badanie wśród ponad 1,2 tys. ukraińskich uchodźców, chcąc przybliżyć ich punkt widzenia i umożliwić uwzględnienie ich głosu w debacie. Niemal co piąty ankietowany ma pracę w swoim zawodzie, ale zaledwie co dziesiąty uważa, że udało mu się utrzymać dotychczasowy poziom życia. Co piąty respondent deklaruje chęć pozostania w Polsce.

Internetowe badanie Ukraine Refugee People’s Pulse przeprowadzono w okresie od 24 października do 31 grudnia 2022 r., z udziałem 1206 ukraińskich uchodźców zamieszkałych w Polsce. Wsłuchanie się w ich potrzeby pozwoli na optymalne wykorzystanie zasobów przeznaczanych na pomoc w czasie kryzysu uchodźczego. Przyczyni się także do ochrony kapitału ludzkiego ukraińskiej społeczności, co będzie miało kluczowe znaczenie dla odbudowy kraju po powrocie do domu.

– Zdecydowana większość uczestników naszego badania twierdzi, że ich elementarne życiowe potrzeby są zaspokajane. Poważniejsze braki zgłaszają jednak w zakresie kondycji fizycznej i psychicznej, szczególnie w kwestii dostępu do opieki zdrowotnej i usług edukacyjnych. Barierą jest w tym przypadku koszt, jak również brak znajomości języka, a co za tym idzie trudność w uzyskaniu odpowiednich informacji. Musimy mieć na uwadze, że niedostateczna pomoc psychologiczna w kwestiach radzenia sobie z obciążeniami związanymi z konfliktem przyniesie długofalowe konsekwencje, odczuwane całe życie przez ludzi, którzy doświadczyli tego kryzysu, a nawet w kolejnych pokoleniach – mówi Aleksander Łaszek, starszy menadżer w zespole ds. analiz ekonomicznych, Deloitte.

Wykształcone, młode kobiety opiekujące się bliskimi

Nie wszyscy biorący udział w badaniu, którzy w konsekwencji rosyjskiej inwazji na Ukrainę przyjechali do Polski, dysponują numerem PESEL – 91 proc. ma paszport ukraiński, a 96 proc. zarejestrowało się w bazie PESEL. Zdecydowana większość z tych osób to kobiety (85 proc.), a niemal dwie trzecie (59 proc.) reprezentuje grupę wiekową 18-39 lat. Badani uwzględnieni w próbie to w przeważającej części osoby dobrze wykształcone: 45 proc. respondentów ma tytuł magistra lub wyższy poziom edukacji, a 24 proc. tytuł licencjata.

Większość udzielających odpowiedzi wskazało, że są w znacznym stopniu obciążeni koniecznością sprawowania opieki nad innymi. 53 proc. przyjechało z dziećmi w wieku poniżej 16 lat, a dodatkowe 13 proc. ze starszymi niepełnoletnimi. 18 proc. zajmuje się starszymi krewnymi, a niemal co dziesiąty (9 proc.) osobami z niepełnosprawnościami.

Pytania w ankiecie dotyczyły też planów na przyszłość. Co istotne z punktu widzenia opracowywania długofalowych strategii, co piąty respondent (22 proc.) deklaruje chęć pozostania w Polsce. Większość pytanych planuje jednak powrót do Ukrainy: 8 proc. już planuje wyjazd; 48 proc. wróci, gdy pozwolą na to okoliczności.

Podstawowe potrzeby zapewnione, ale doskwierają niskie dochody i wysokie bezrobocie

Uchodźcy z Ukrainy mieszkający w Polsce wskazują na niski poziom dochodów i wysoką stopę bezrobocia jako największe problemy, z którymi muszą się mierzyć. Choć niemal co piąty ankietowany ma pracę w swoim zawodzie (19 proc.), 28 proc. nie udało się jej dotąd znaleźć. 19 proc. zarabia, ale w ich odczuciu jest to zajęcie o standardzie niższym niż dotychczas wykonywane w Ukrainie. Co istotne, aż 17 proc. deklaruje chęć podjęcia pracy, ale nie może sobie na to pozwolić ze względu na konieczność sprawowania opieki nad dzieckiem.

To wszystko powoduje, że zaledwie 9 proc. respondentów uważa, że udało się im utrzymać dotychczasowy poziom życia, a 31 proc. ma poczucie, że może zaspokoić podstawowe potrzeby. Większość ankietowanych wskazuje na niedostatki finansowe: 36 proc. nie dysponuje wystarczającym dochodem, a 24 proc. deklaruje, że w ogóle nie zarabia i korzysta z oszczędności oraz z pomocy opieki społecznej.

Mimo tych wyzwań, zdecydowana większość ankietowanych twierdzi, że ich potrzeby w zakresie wyżywienia, zaopatrzenia w wodę, dostępu do urządzeń sanitarnych i odpowiedniego zakwaterowania są zaspokajane.

Jeśli chodzi o przeszkody, które utrudniają dostęp do tych elementarnych usług, 62 proc. respondentów wymienia ich koszty, ale połowa przypisuje też problem barierze językowej. Ankietowani podobnie ocenili także niedostatki w obszarze troski o sferę kondycji fizycznej i psychicznej. Według 56 proc. to koszty stanowią najistotniejszą barierę utrudniającą dostęp do usług zdrowotnych, ale bariera językowa (37 proc.) i brak informacji (32 proc.) są również ważne.

Według ekspertów ukraińscy uchodźcy doświadczają wysokiego poziomu stresu traumatycznego, a wielu z nich nie ma dostępu do adekwatnego wsparcia psychologicznego – z takich usług korzysta tylko 19 proc. ankietowanych. Zważywszy na bezpośrednie i długoterminowe negatywne skutki traumy, rozszerzenie dostępu do opieki psychologicznej powinno stać się priorytetem działań międzynarodowych.

Siła kapitału ludzkiego uchodźców

Jednym z kluczowych obszarów, umożliwiającym samodzielne funkcjonowanie osobom przybywającym do Polski, jest sytuacja na rynku pracy. Na tle innych kryzysów integracja uchodźców z Ukrainy przebiega stosunkowo szybko. Szacunkowy wskaźnik zatrudnienia w tej grupie po pierwszych pięciu miesiącach od wybuchu wojny wyniósł 30 proc. – w poprzednich kryzysach uchodźczych taki wynik był osiągany po 48 miesiącach od przybycia do kraju UE.

Uchodźców z Ukrainy powinniśmy postrzegać jako znaczący kapitał ludzki. Zajęcie się problemem bezrobocia i niedostatecznego zatrudnienia wśród tej wysoko wykwalifikowanej grupy pomogłoby im zwiększyć wkład w gospodarkę w czasie ich pobytu w Polsce. Zadbanie o zaspokojenie ich zdrowotnych i psychologicznych potrzeb na tym etapie pozwoli zwiększyć efektywność ich zaangażowania w odbudowę Ukrainy po powrocie do domu – mówi Michael Green, prezes Social Progress Imperative.

Relatywnie szybkie dostosowanie uchodźców z Ukrainy do polskiego rynku pracy nie oznacza jednak łatwej sytuacji indywidualnej. Osoby te wymagają pomocy, która zapewniana jest m. in. przez urzędy pracy. Deloitte od kilku miesięcy realizuje projekt wsparcia Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej w transformacji strategicznej publicznych służb zatrudnienia. Jednym z celów jest redukcja barier w dostępie uchodźców do rynku pracy.

Wszyscy mamy nadzieję, że w przyszłości Ukraina odbuduje się jako silniejszy kraj. Dziś jednak nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak długo ta wojna potrwa. To, co możemy zrobić, to wspierać uchodźców w zakresie ich doraźnych potrzeb i tworzyć takie rozwiązania, które zapewnią im stabilność i możliwość rozwoju w Polsce, nawet jeśli tylko tymczasowo. Część z nich pozostanie w naszym kraju również po zakończeniu inwazji. Wyniki naszego badania mogą być pomocne w opracowywaniu długofalowych strategii radzenia sobie z kryzysem uchodźczym – zarówno dla władz centralnych i samorządów, instytucji międzynarodowych, organizacji pozarządowych, jak również przedstawicieli biznesu – mówi Tomasz Konik, prezes Deloitte w Polsce i krajach bałtyckich.

Inspektorzy PIP zrobili o ponad 6 proc. więcej kontroli u pracodawców niż rok wcześniej. Wykrywalność wzrosła o 16% rdr.

Jak wynika z danych GIP, w ubiegłym roku Państwowa Inspekcja Pracy przeprowadziła ponad 59 tys. kontroli u pracodawców. To o blisko 6,5% więcej niż w 2021 roku. Najwięcej takich działań zostało podjętych w Katowicach, a najmniej – w Opolu. W tym okresie liczba decyzji dotyczących BHP wzrosła o przeszło 20%, a nakazujących wypłatę świadczeń pieniężnych – o prawie 15%. Z kolei wniosków w wystąpieniach było rdr. więcej o ponad 23%, a wykroczeń – o 16%.

Według niepełnych jeszcze danych Głównego Inspektoratu Pracy, w 2022 r. pracownicy PIP przeprowadzili ponad 59,4 tys. kontroli u pracodawców. Dla porównania, w 2021 roku było ich przeszło 55,8 tys. W ubiegłym roku najwięcej takich działań zostało podjętych przez Okręgowy Inspektorat Pracy w Katowicach – blisko 7,7 tys. (rok wcześniej – 7 tys.), Warszawie – 6,1 tys. (prawie 6,5 tys.), a także w Poznaniu – 5,2 tys. (4,8 tys.). Natomiast na końcu listy widać Opole – 1,6 tys.  (w 2021 roku – 1,8 tys.), Zieloną Górę – 1,7 tys. (1,5 tys.), jak również Kielce – niecałe 2 tys. (wcześniej 1,7 tys.).

– Z planów na 2022 rok wynikało, że PIP zamierza przeprowadzić 52 tys. kontroli. Jak widać, udało się ten wynik osiągnąć, a nawet go przewyższyć. Na 2023 rok zaplanowanych jest 60 tys. kontroli, czyli o 8 tys. więcej niż w ubiegłym roku. Nie jest to ogromna liczba, ze względu na rosnącą ilość zadań inspekcji oraz stan zatrudnienia w urzędzie. W Polsce działa 2,62 mln firm, które w większości zatrudniają pracowników. Zestawiając te dane z przytoczonymi statystykami, można powiedzieć, że skala kontroli nie jest zbyt wysoka – komentuje Katarzyna Siemienkiewicz, ekspert ds. prawa pracy z Pracodawców RP.

Ze wstępnych danych wynika, że w 2022 roku liczba decyzji dotyczących BHP wyniosła ponad 211,3 tys. To o 20,2% więcej niż rok wcześniej, kiedy było ich przeszło 175,7 tys. Natomiast liczba decyzji nakazujących wypłatę świadczeń pieniężnych wzrosła rdr. o 14,7%. 2 lata temu wyniosła ona niecałe 4,4 tys. Natomiast w minionym roku lekko przekroczyła 5 tys.

– Statystycznie jedna kontrola wykryła ponad 3,5 naruszenia BHP. Od dawna podkreślam, że przepisy z tego zakresu są niezwykle drobiazgowe. Można więc założyć, że pewna część tych sankcji nie wynika z naruszeń niebezpiecznych dla zdrowia czy życia. Tylko mamy do czynienia z czymś w rodzaju np. o stopień za wysokiej lub za niskiej temperatury w pomieszczeniu. Oczywiście do BHP trzeba podchodzić z największą powagą, bo to obszar niezwykle doniosły – mówi adwokat Bartłomiej Raczkowski.

Jak zaznacza Katarzyna Siemienkiewicz, decyzja BHP oznacza dla pracodawcy, że musi poprawić w firmie stan bezpieczeństwa i higieny pracy, a także bardziej skupić się na prewencji wypadkowej. Według ekspertki, więcej takich przypadków może oznaczać, że pracownicy są bardziej świadomi zagrożeń występujących w środowisku pracy i zgłaszają inspekcji nieprawidłowości.

– Ten istotny wzrost liczby decyzji dot. BHP może wynikać z większej wnikliwości kontrolerów. Być może też pracodawcy lżej podchodzą do tych spraw, na których opiera się działanie zakładów pracy. Może to dotyczyć zwłaszcza firm działających w przemyśle, bo tam jest wiele maszyn. W takich miejscach prawidłowe przestrzeganie przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy często decyduje o zachowaniu zdrowia, a czasami nawet życia – wyjaśnia mec. Raczkowski.

Według wstępnych danych GIP, w 2022 roku było przeszło 233,8 tys. wniosków w wystąpieniach. To o 23,1% więcej niż w 2021 roku, kiedy wydano ich niecałe 190 tys. W 2022 roku stwierdzono 49,3 tys. wykroczeń. To z kolei oznacza wzrost o 16,3% w porównaniu z 2021 rokiem, kiedy było ich 42,4 tys. Katarzyna Siemienkiewicz podkreśla, że pracodawca nie ma obowiązku podporządkowania się zaleceniom wskazanym w wystąpieniu inspektora pracy. Jednak powinien poinformować odpowiedni organ PIP, w terminie określonym w tym dokumencie, że wykonał określone w nim wnioski. Ekspertka dodaje, że wystąpienie to tak naprawdę zalecenie czy też postulat usunięcia naruszenia prawa przez pracodawcę.

– Mam nadzieję, że część wykroczeń to są naruszenia błahych, formalistycznych przepisów, które nie mają wpływu na prawidłowość procesów zatrudnienia i pracy. Według Kodeksu pracy, wymogiem jest prowadzenie tzw. ewidencji czasu pracy dla każdego pracownika. W niej musi być godzina i minuta rozpoczęcia oraz zakończenia pracy, a także wyliczenie, ile ona trwała. Skądinąd wiemy, że mało kto tego przestrzega, a brak ewidencji jest wykroczeniem. Łatwo więc dać za to grzywnę, choć nie ma tutaj mowy o żadnej szkodliwości społecznej – stwierdza adw. Bartłomiej Raczkowski.

Według planu PIP na 2023 rok, kontroli będzie więcej niż w 2022 roku, co podkreśla Katarzyna Siemienkiewicz. Najistotniejsze działania skoncentrują się na kontrolowaniu prawidłowości zatrudnienia na podstawie umów cywilnoprawnych, ograniczeniu naruszeń przepisów o czasie pracy oraz wypłacie wynagrodzeń i innych świadczeń ze stosunku pracy. Jak informuje ekspertka, nowością w Kodeksie pracy są takie zagadnienia, jak m.in. praca zdalna i nowe uprawnienia rodzicielskie. Być może więc statystyki dotyczące decyzji ulegną zmianie na niekorzyść pracodawców. Jednak będzie to wynikało bardziej z nieznajomości i wielu wątpliwości związanych ze stosowaniem nowych przepisów niż raczej ze złą wolą.

Obywatele Ukrainy w Polsce – aktualne dane migracyjne

Rok po rosyjskiej agresji na Ukrainę z ochrony czasowej w Polsce korzysta obecnie prawie 1 mln obywateli Ukrainy, głównie kobiet i dzieci. Łącznie ważne zezwolenia na pobyt w kraju posiada natomiast 1,4 mln osób.

Od 24 lutego 2022 r. sytuacja migracyjna w Polsce zdominowana jest przez wzmożony napływ obywateli Ukrainy. Są oni zdecydowanie najliczniejszą grupą cudzoziemców w Polsce, stanowiąc nieco ponad 80 proc. ogółu osiedlających się w kraju obcokrajowców.

Większość Ukraińców przebywa w Polsce korzystając z ochrony czasowej, czego potwierdzeniem jest otrzymanie numeru PESEL zgodnie z ustawą o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa. Obecnie zarejestrowanych na tej podstawie jest prawie 1 mln osób.

Kobiety i dzieci stanowią ok. 87 proc. tej grupy. Dzieci i młodzież to ok. 43% obywatel Ukrainy posiadających numery PESEL. Wśród osób pełnoletnich kobiety stanowią natomiast 77% osób.

Ponadto, 360 tys. obywateli Ukrainy posiada ważne zezwolenia na pobyt czasowy. W zdecydowanej większości są one wydawane w związku z podejmowaniem pracy. Nieco ponad 65 tys. osób dysponuje natomiast zezwoleniami na pobyt stały lub rezydenta długoterminowego UE.

Rozmieszczenie terytorialne Ukraińców osiedlających się w Polsce charakteryzuje się koncentracją w województwach z dużymi aglomeracjami miejskimi. Najbardziej popularnymi regionami są województwa: mazowieckie – 21% osób, dolnośląskie – 11% osób, wielkopolskie – 11% osób, małopolskie – 10% oraz pomorskie – 7% osób.

Powyższe dane nie uwzględniają osób przebywających w Polsce w ramach ruchu bezwizowego lub na podstawie wiz.

Wyniki połączonej Grupy ORLEN za czwarty kwartał 2022 r.

Na wynik Grupy ORLEN w czwartym kwartale 2022 roku niewielki wpływ miała sprzedaż na stacjach paliw w Polsce, która odpowiadała za zaledwie ok. 3% zysku operacyjnego EBIDA LIFO. Po raz pierwszy zaprezentowany zostały wyniki uwzględniające działalność czterech firm: PKN ORLEN, Energa, LOTOS oraz PGNiG. Połączona Grupa ORLEN wypracowała w czwartym kwartale przychody na poziomie ponad 100 miliardów złotych, z których tylko 8% to zysk netto w wysokości 8,1 miliarda złotych*. Fakt, że obecnie Grupa ORLEN osiąga stabilne przychody to m.in. efekt wyeliminowania nielegalnego obrotu paliwami, który przed 2016 r. negatywnie wypływał na wyniki legalnie działających firm paliwowych w Polsce. Tylko w 2022 r. Grupa ORLEN odprowadziła do budżetu Państwa 39 mld zł z tytułu podatków, czyli o ok. 13 miliardów złotych więcej niż w 2015 r. W całym 2022 r. Grupa ORLEN przeznaczyła 19,6 mld zł na realizację projektów trwale zwiększających bezpieczeństwo energetyczne i niezależność surowcową, w tym m.in. rozwój energetyki odnawialnej. Tak wysokie nakłady inwestycyjne były możliwe dzięki połączeniom i wypracowanym zyskom.

– Wyniki za czwarty kwartał jednoznacznie pokazują, że połączenie PKN ORLEN, Grupy LOTOS i PGNiG miało sens i już przynosi wymierne rezultaty. Powstał silny koncern o mocnych fundamentach, gwarantujących stabilność finansową oraz trwałą wartość i potencjał do dalszych zysków dla akcjonariuszy. Mamy solidną bazę do dalszego rozwoju i realizacji strategicznych projektów, kluczowych dla przyszłości Grupy ORLEN i polskiej gospodarki. Inwestujemy wypracowane zyski. Tylko w minionym roku na realizację największego w historii koncernu programu inwestycyjnego przeznaczyliśmy, już jako jedna grupa, rekordową kwotę 19,6 mld zł. W tym roku wzrośnie ona aż do 36 mld zł. To ogromne środki, które w dużej mierze przeznaczymy na skuteczną transformację energetyczną, w tym rozwój energetyki odnawialnej oraz zeroemisyjnej technologii jądrowej. Pozwoli nam to budować długoterminowe bezpieczeństwo energetyczne Polski. Dzięki realizowanym przez nas inwestycjom powstają nowe miejsca pracy, a rodzime firmy, które są ich wykonawcami, mogą się rozwijać, napędzając polską gospodarkę. W efekcie połączenia w tym roku przeznaczymy także prawie 14 mld zł na zamrożenie cen gazu dla 7 mln polskich domów i 35 tys. podmiotów wrażliwych, takich jak szpitale, szkoły, czy żłobki, chroniąc Polaków przed skutkami kryzysu energetycznego – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

W czwartym kwartale 2022 r. Grupa ORLEN wypracowała*:

  • Przychody na poziomie: 102,3 mld zł
  • EBITDA LIFO na poziomie: 16,1 mld zł
  • Zysk netto w wysokości: 8,1 mld zł

*wyniki oczyszczone o jednorazowy zysk na okazyjnym nabyciu PGNiG

W 2022 r. Grupa ORLEN osiągnęła**:

  • Przychody na poziomie: 278,5 mld zł
  • EBITDA LIFO na poziomie: 38,7 mld zł
  • Zysk netto w wysokości: 21,5 mld zł

**wyniki oczyszczone o jednorazowy zysk na okazyjnym nabyciu Grupy LOTOS i PGNiG

Akwizycje i inwestycje

W listopadzie ub.r. PKN ORLEN sfinalizował proces połączenia z Grupą PGNiG, a trzy miesiące wcześniej z Grupą LOTOS. Tym samym powstała największa w Europie Środkowej grupa paliwowo-energetyczna, która pod względem przychodów jest wśród 150 firm na świecie i obsługuje ponad 100 milionów klientów. Koncern w ostatnim kwartale minionego roku skutecznie realizował środki zaradcze uzgodnione z Komisją Europejską w ramach przejęcia Grupy LOTOS. PKN ORLEN sfinalizował m.in. transakcje z Saudi Aramco, której nieodłącznym elementem jest umowa na dostawy ropy do całej połączonej Grupy ORLEN, nie tylko w Polsce, ale też w regionie. Dodatkowo PKN ORLEN, Saudi Aramco i jej spółka zależna SABIC podpisały porozumienie o współpracy przy potencjalnym projekcie petrochemicznym w Gdańsku. W ramach przejęcia Grupy LOTOS realizowane były także środki zaradcze w segmencie detalicznym. Grupa ORLEN przejęła i rozpoczęła rebranding 79 stacji paliw na Węgrzech, funkcjonujących dotąd pod marką Lukoil. Ponadto do połowy 2024 roku koncern nabędzie kolejne 103 stacje paliw zlokalizowane na Słowacji i Węgrzech. W czwartym kwartale ub.r. Grupa ORLEN rozpoczęła także proces rebrandingu i włączania stacji paliw LOTOS do swojej sieci sprzedaży w Polsce, a obecnie wszystkie funkcjonują już pod marką ORLEN.

Koncern kontynuował również prace związane z rozwojem odnawialnych źródeł energii, w tym  powstaniem farmy wiatrowej na morzu. Podjęta została strategiczna decyzja o budowie pierwszego na polskim morzu terminala instalacyjnego dla morskich farm wiatrowych. Terminal powstanie w Porcie Świnoujście i będzie jednym z najnowocześniejszych tego typu obiektów w Europie. Wspólny projekt Grupy ORLEN i Northland Power wykorzysta 76 nowoczesnych turbin o mocy 15 MW firmy Vestas, których elementy będą produkowane w nowej fabryce w Szczecinie. Fabryka turbin, która zatrudni nawet 700 osób, zostanie ukończona w 2024 roku, natomiast terminal instalacyjny Grupy ORLEN w Porcie Świnoujście rozpocznie pracę w 2025 roku.

Grupa ORLEN pod koniec ubiegłego roku zakończyła też realizację jednej z największych farm fotowoltaicznych w kraju, zlokalizowanej w okolicach Wielbarka, w województwie warmińsko-mazurskim. Farma o łącznej mocy 62 MW osiągnie pełne zdolności produkcyjne jeszcze w tym kwartale i będzie w stanie zasilić czystą energią ponad 30 tys. gospodarstw domowych. Jednocześnie trwają prace związane z budową kolejnej farmy fotowoltaicznej, o mocy 65 MW, która powstanie w miejscowości Przykona, w województwie wielkopolskim. Rozpoczęcie prac budowlanych planowane jest na połowę tego roku.

Koncern inwestuje także w produkcję biogazu i biometanu, budując pierwszą w Polsce ekologiczną biogazownię, która realnie przełoży się na ograniczenie emisji dwutlenku węgla w transporcie ciężarowym. Pilotażowa instalacja, która powstaje w Głąbowie (woj. warmińsko-mazurskie), umożliwi produkcję ponad 7 mln m3 biometanu rocznie, przekształcanego następnie w paliwo – bioLNG. Taka ilość pozwala na przejechanie 22 mln km pojazdem ciężarowym. Uruchomienie inwestycji, której wartość szacowana jest na 180 mln zł, planowane jest w drugiej połowie 2024 r.

Grupa ORLEN skutecznie realizuje także działania w obszarze wydobycia ropy i gazu. W grudniu ub. r. spółki PGNiG Upstream Norway i LOTOS Exploration & Production Norge uzyskały udziały w czterech koncesjach poszukiwawczych na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Tym samym Grupa ORLEN posiada w Norwegii już 98 koncesji.

Przeznaczając miliardy złotych na inwestycje koncern obniżył jednocześnie zadłużenie o 7,2 mld zł (kw/kw) i o 14,6 mld zł (r/r), a stosunek długu netto do wyniku operacyjnego EBITDA kształtował się na poziomie (-) 0,08x. W efekcie skutecznie zrealizowanych fuzji PKN ORLEN z Grupą LOTOS i PGNiG oraz stabilnej sytuacji finansowej koncern otrzymał najwyższe w historii oceny ratingowe. Agencja Moody’s Investors Service podwyższyła ocenę do poziomu A3, a Agencja Fitch Ratings podniosła aż o dwa poziomy długoterminowy rating koncernu do „BBB+”. Solidne fundamenty finansowe i konsekwentna realizacja celów biznesowych we wszystkich obszarach działalności umożliwiły 3 października br. wypłatę dywidendy za 2021 rok na przyjętym w strategii koncernu poziomie 3,5 zł na akcję.

W IV kwartale ubiegłego rok zysk operacyjny EBITDA LIFO Grupy ORLEN, oczyszczony o jednorazowy zysk z tytułu okazyjnego nabycia Grupy PGNiG, wyniósł 16,1 mld zł. Przychody przekroczyły 100 mld zł, głównie w efekcie konsolidacji wyników przejętej Grupy LOTOS oraz Grupy PGNiG, z czego 35% pochodziło ze sprzedaży za granicą. Pozytywny wpływ fuzji na wyniki koncernu odzwierciedlają w szczególności: obszar rafinerii, który zanotował wolumenowo o ponad 40% wyższą sprzedaż (r/r) oraz silny segment wydobycia ropy i gazu na świecie z łącznymi zasobami wydobywalnymi 2P na poziomie 1,3 mld boe/d (baryłek ekwiwalentu ropy naftowej). Natomiast sprzedaż na stacjach paliw w Polsce odpowiadała za zaledwie ok. 3% całego wyniku EBITDA LIFO.

W czwartym kwartale ub.r. segment rafinerii wypracował zysk EBITDA LIFO w wysokości 10,9 mld zł, z czego 3,6 mld zł to wynik przejętej Grupy LOTOS. Na rezultat osiągnięty przez ten obszar wpłynęło sprzyjające otoczenie makroekonomiczne. Przerób ropy w rafineriach Grupy ORLEN wyniósł 11,2 mt, co oznacza 98% wykorzystania mocy. W czwartym kwartale  koncern odnotował wzrost sprzedaży o 43% (r/r), w tym sprzedaż benzyny wzrosła o 30%, oleju napędowego o 53%, LPG o 61%, paliwa lotniczego JET o 40%, przy niższej sprzedaży COO o (-) 3%. W Polsce sprzedaż była wyższa o 75%, w Czechach o 14%, a na Litwie o 3%.

Zysk operacyjny segmentu wydobycia ropy i gazu w ostatnim kwartale wyniósł 6,3 mld zł. To przede wszystkim korzystny efekt konsolidacji wyników PGNiG i Grupy LOTOS, które łącznie kształtowały się na poziomie ok. 6,1 mld zł. Sprzedaż w trzecim kwartale wzrosła o 73% (r/r), w tym: wyższa 7-krotnie była sprzedaż ropy, gazu ziemnego o 3% i kondensatu gazowego o 42%. W efekcie przejęcia Grupy PGNiG istotnie wzrosły zasoby ropy i gazu oraz poziom wydobycia, głównie w Polsce i Norwegii. Na koniec roku łączne zasoby ropy i gazu wynosiły 1,3 mld boe.

Pomimo niższego popytu na produkty petrochemiczne w efekcie spowolnienia gospodarczego, segment petrochemii wypracował solidny zysk operacyjny EBITDA LIFO na poziomie 583 mln zł. Zgodnie z prognozami do 2030 roku, wartość globalnego rynku petrochemikaliów i bazowych tworzyw sztucznych ma się podwoić. Dlatego PKN ORLEN, zgodnie z założeniami strategicznymi, inwestuje w rozwój aktywów w tym segmencie z naciskiem na nowoczesną petrochemię, w tym recykling.

Segment energetyki w ostatnim kwartale 2022 r. osiągnął EBITDA w wysokości 364 mln zł. W tym czasie łączna produkcja w Grupie ORLEN wyniosła 3,8 TWh energii elektrycznej i po uwzględnieniu nowych źródeł wytwórczych była o 17% wyższa (r/r). Blisko połowa energii została wyprodukowana z odnawialnych źródeł energii oraz w jednostkach zasilanych gazem.

Segment detaliczny Grupy ORLEN osiągnął w czwartym kwartale 2022 r. EBITDA na poziomie 665 mln zł, przy wzroście sprzedaży w Polsce o 6%, w Czechach o 5%, na Litwie o 2%.

Na koniec 2022 r. w sieci detalicznej Grupy ORLEN funkcjonowało 3097 stacji paliw, co oznacza wzrost o 216 obiektów (r/r). Nowe stacje zostały otwarte głównie w Polsce i na Węgrzech w efekcie realizacji środków zaradczych w ramach przejęcia Grupy LOTOS, a także na Słowacji w wyniku uruchomienia i rebrandingu samoobsługowych stacji przejętych od lokalnej sieci. W sieci ORLEN w regionie funkcjonuje już łącznie 2459 punktów sprzedaży pozapaliwowej w tym: 1847 w Polsce, 334 w Czechach, 173 w Niemczech, 29 na Litwie i 17 na Słowacji i 59 na Węgrzech. PKN ORLEN rozwijał również sieć tankowania paliw alternatywnych i obecnie do dyspozycji klientów jest już 637 punktów alternatywnego tankowania, w tym: 493 w Polsce, 125 w Czechach i 19 w Niemczech.

W efekcie zmniejszonego popytu na gaz i spadku wolumenów sprzedaży oraz dystrybucji segment gazu zanotował w czwartym kwartale wynik EBITDA na poziomie (-) 2,1 mld zł. Import gazu do Polski w wyniósł w tym czasie 39,7 TWh, w tym 52% stanowiło LNG. W terminalu LNG w Świnoujściu rozładowano 18 statków. Wolumen gazu zmagazynowanego przez Grupę ORLEN na koniec 2022 r. wyniósł  28,7 TWh, tym samym stan napełnienia instalacji magazynowych w Polsce osiągnął 97%.

Handel z GB po brexit: przerzucanie formalności na unijne firmy

Po trzech latach od brexitu, unijni przedsiębiorcy wciąż mają pod górkę w handlu z Wielką Brytanią. Mimo, iż w październiku 2022 roku wreszcie w pełni zaczęły funkcjonować granice celne, po stronie brytyjskiej wciąż są problemy. Dodatkowo, Brytyjczycy nie chcąc ponosić żadnych konsekwencji wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, przerzucają formalności prawne na unijnych sprzedawców.

Opuszczenie Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię 31 stycznia 2020 r. spowodowało zmiany w obrocie towarowym i Wielka Brytania musiała dostosować się do wymogów granic celnych Unii Europejskiej, czyli m.in. uruchomienie kontroli granicznych przez: służbę celną, sanepid, inspekcję fitosanitarną i służby weterynarii.

Wielka Brytania miała rok czasu na dostosowanie się do nowych procedur, ale 1 stycznia 2021 roku okazało się, że w pełni działająca granica funkcjonuje tylko po stronie UE, a brytyjskie organy kontrolne wpuszczały wszystkie towary bez kontroli. Taki stan rzeczy trwał aż do październiku 2022 roku, kiedy to wreszcie zaczęła funkcjonować granica celna po stronie Wielkiej Brytanii, wraz z deklaracjami bezpieczeństwa.

Jak sytuacja wygląda obecnie? Z czym mierzą się unijni, w tym polscy, przedsiębiorcy?

Granica celna pomiędzy UE a GB ma jedną zasadniczą różnicę, w porównaniu z innymi granicami celnymi Unii Europejskiej. Wbrew pozorom różnica ta spowodowana jest … wymogami rynku brytyjskiego. Jak informuje dr Izabella Tymińska, ekspert ds. ceł i handlu zagranicznego:

„Nie wjedziemy z towarem na teren Wielkiej Brytanii bez zgłoszenia celnego na tym terytorium. Brytyjskie służby celne nie pozwolą wjechać w Eurotunel czy na prom, jeżeli towar, który przewozimy, nie będzie posiadał odprawy celnej po stronie Wielkiej Brytanii”.
dr Izabella Tymińska, ekspert ds. ceł i handlu zagranicznego

Tranzyt lekarstwem na mogące wystąpić problemy

Standardowy wywóz towaru z UE charakteryzuje się tym, że towar opuszcza terytorium UE na dokumentach celnych unijnych. Dojeżdżając do kolejnej granicy celnej kraju poza UE, mamy prawo zdecydować co robimy dalej. Otwiera się albo procedurę tranzytu, aby wjechać w głąb danego kraju, albo odprawia towar na granicy. Wyjątkiem są te kraje z którymi UE ma podpisaną umowę o wspólnej procedurze tranzytowej. Wówczas procedurę tranzytu można otworzyć wcześniej na terenie UE.

„Wielka Brytania również jest we wspólnej procedurze tranzytowej” – mówi dr Izabella Tymińska, „niestety polscy przedsiębiorcy nie wyrobili sobie jeszcze nawyków otwierania procedury tranzytowej (to też jest odprawa celna), dzięki której mieliby mniejsze komplikacje na przejściach granicznych” – dodaje ekspert celny.

Oczywiście sama procedura tranzytowa w handlu z Wielką Brytanią nie eliminuje wszystkich problemów, jakie mają polscy eksporterzy i importerzy. Największym problemem są bowiem przyzwyczajenia brytyjskich przedsiębiorców, którzy cały czas funkcjonują, tak jakby GB nie opuściła UE. Brytyjczycy po prostu chcą mieć towar u siebie i niczym się nie przejmować . W takich sytuacjach niestety to na naszych unijnych przedsiębiorcach ciąży obowiązek wykonania czynności formalno-prawnych po stronie brytyjskiej. „Z mojego doświadczenia wynika, iż obecnie transakcje, jakie najczęściej dokonują brytyjscy przedsiębiorcy z przedsiębiorcami z UE, są na warunkach DDP, czyli Delivery Duty Paid” – twierdzi dr Tymińska. Oznacza to, że unijny przedsiębiorca ma obowiązek dostarczyć towar, wykonać formalności importowe po stronie GB oraz dokonać zapłaty danin publiczno-prawnych.

„Innymi słowy, Brytyjczyk nie chce ponosić żadnych konsekwencji formalno-prawnych wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej” – konkluduje dr Izabella Tymińska.

Przewidywania i zmiany w branży transportowej w 2023 r. – rozmowa z Filipem Czerwińskim

Pandemia Covid-19 zmieniła hierarchię czynników, które wpływają na rozwój biznesowy. Dla branży transportowej rok 2022 był inny niż wszystkie pod wieloma względami; spowolnienie gospodarcze, zmiany w łańcuchach dostaw oraz braki kierowców. Jak te nowe uwarunkowania przełożą się na najbliższe dwanaście miesięcy? Wywiad z Filipem Czerwińskim, Prezesem Zarządu DSV Road.

Jak zmienił się rynek transportu drogowego w 2022? Jak te zmiany będą rzutowały na rok 2023?

W 2022 mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdzie ścierały się ze sobą mocno dwa zjawiska: presja kosztowa i widoczny od drugiej połowy roku spadek wolumenów transportowych. Firmy z naszej branży stale borykają się z rosnącymi kosztami paliw, energii czy wynagrodzeń. Rok 2022 i wybuch wojny pogłębiły też poważny niedobór kierowców. Choć spadek wolumenów transportów standardowo powinien się przekładać na obniżenie stawek frachtowych, to presja inflacyjna spowodowała, że mieliśmy raczej do czynienia ze zmniejszeniem skali podwyżek. Była to swego rodzaju anomalia. W 2023 roku czeka nas prawdopodobnie kontynuacja tych wszystkich zjawisk.

Transport drogowy jest barometrem gospodarczym dla całej Unii Europejskiej. Jakie trendy dostrzega DSV i co one mogą oznaczać dla polskich przedsiębiorstw?

W tym roku będziemy mierzyli się ze znaczącym wzrostem konkurencji rynkowej, co przekłada się na dużą presję na rentowność. Dla wielu firm może to oznaczać potrzebę szukania oszczędności poprzez ograniczanie inwestycji czy nawet konieczność zakończenia działalności. Są to zjawiska, z którymi w takiej skali nie mieliśmy wcześniej do czynienia na rynku polskim. Obawiamy się, że konsekwencje dla branży transportowej mogą być trudne. Dochodzi do tego jeszcze czynnik demograficzny, tj. coraz więcej kierowców przechodzi na emeryturę, a jednocześnie bardzo trudno jest znaleźć i wykształcić ich następców.

Jak polskie firmy mogą dostosować swoje łańcuchy logistyczne do nowej rzeczywistości gospodarczej?

Nowa rzeczywistość gospodarcza, w tym zamknięcie się dla eksporterów kierunku wschodniego oraz spadek popytu na rynku lokalnym, spowodowała, że coraz więcej polskich firm szuka możliwości ekspansji zagranicznej. Jednym z kluczowych, jeśli nie najważniejszym elementem budowy odpowiedzi na te potrzeby jest rozwój usług z zakresu transportów drobnicowych. W przeciwieństwie do transportów pełnopojazdowych, w ramach jednej naczepy podróżują ładunki różnych marek. Dzięki maksymalnemu wypełnieniu pojazdów przekłada się to na niższy koszt usługi logistycznej dla przedsiębiorstw. Wszyscy wiodący gracze na rynku logistycznym aktualnie pracują nad rozwojem swojej oferty w zakresie oferty drobnicowej i DSV nie jest tutaj wyjątkiem. Mamy w planach otworzenie około dziesięciu nowych, bezpośrednich połączeń drobnicowych, m.in. na kierunku włoskim, francuskim, hiszpańskim czy czeskim. Jak wykazały nasze analizy, są to kluczowe i rosnące rynki dla polskich firm. Stałe połączenia przekładają się na wyższą przewidywalność czasu dostaw, co w trudnych czasach jest jedną z kluczowych zmiennych, które kontrahenci biorą pod uwagę: staramy się zapewnić rodzimym firmom rozwiązania wspierające ich konkurencyjność.

DSV posiada także jedną z największych sieci terminali drobnicowych w Polsce, zlokalizowanych w pobliżu strategicznie ważnych centrów przemysłowych na terenie całego kraju. Dzięki temu firmy mogą nam przekazać swój ładunek szybko i bezpośrednio, a produkty szybko wyruszają w drogę do odbiorcy końcowego.

Coraz ważniejszym trendem wśród firm jest również budowa i implementacja strategii ESG.
Świat logistyki ma znaczącą rolę w wysiłkach na rzecz ochrony klimatu. Osobiście cieszy mnie także to, że również klienci korzystający z usług logistycznych coraz częściej dopytują potencjalnych partnerów logistycznych o ich działania w tym zakresie. Odpowiedzialność społeczna i klimatyczna stała się jednym z kryteriów, jakie rynek bierze pod uwagę w procesach zakupowych. Jako DSV planujemy nasze działania z uwzględnieniem ESG już od dawna i wdrażamy kolejne innowacyjne projekty, które zmniejszają nasz ślad węglowy.

Odpowiadając na zapotrzebowanie rynku, testujemy różnego rodzaju rozwiązania, szczególnie w zakresie elektryfikacji. Równolegle rozwijamy połączenia intermodalne w Europie tak, by jak najdłuższe dystanse ładunki naszych klientów pokonywały koleją, która jest obecnie najmniej emisyjnym środkiem transportu. Mamy pierwsze, bardzo pozytywne doświadczenia z transportami na rynek hiszpański, zarówno w zakresie eksportu, jak i importu do Polski. W mojej ocenie perspektywy dla rozwoju transportu kolejowego zarówno w ramach oferty DSV, jak i generalnie na rynku, wydają się jak najbardziej optymistyczne.

Czy z perspektywy Państwa firmy zjawisko „nearshoringu”, o którym mówi się coraz więcej w ostatnich latach jest już widoczne? Czy Polska faktycznie jest jego beneficjentem?

Zdecydowanie tak. Zjawisko nearshoringu, czyli przenoszenia funkcji i procesów produkcyjnych do krajów bliskich przedsiębiorstwu, odbiorcy końcowemu jest nie tylko widoczne, ale jest też jednym z głównych silników rozwoju całej branży logistycznej, nie tylko logistyki drogowej. Firmy poszukują możliwości skracania łańcuchów dostaw. Polska jest pod tym względem idealną lokalizacją ze względu na bardzo konkurencyjny stosunek jakości do cen usług, wysokość kosztów pracy na tle Europy Zachodniej, dogodne położenie geograficzne, czy stale rozwijaną sieć szlaków komunikacyjnych, zwłaszcza w kierunku zachodnim. Wszystkie te elementy czynią nasz kraj jest jednym z głównych beneficjentów tego trendu.

Dyskusje na ten temat stały się jeszcze bardziej aktualne w czasach pandemii, gdy doświadczyliśmy zjawiska przerwania łańcuchów logistycznych. Także wojna w Ukrainie i ograniczenie kontaktów gospodarczych z Rosją pokazały, jak istotne jest lokowanie biznesu nie tylko w bliskim sąsiedztwie, ale również w przyjaznym i stabilnym gospodarczo oraz politycznie środowisku. Pamiętajmy jednak, że z punktu widzenia globalnych korporacji, proces przenoszenia produkcji, reorganizacja łańcuchów dostaw, rozpisany jest często na długi okres. Efekty tych procesów decyzyjnych będziemy mogli zaobserwować w pełnej skali w kolejnych latach.

Coraz częściej mówimy o konieczności szybkiego wdrażania elektromobilności. Jak wygląda ta kwestia w przypadku firm transportowych?

Elektromobilność, stanowi jeden z elementów szerszego trendu, jakim jest redukowanie wpływu środowiskowego logistyki. Klienci coraz częściej wprost wyrażają oczekiwanie, aby transporty realizowane były w sposób możliwie jak najmniej szkodliwy dla natury. Jak wspominałem wcześniej, w naszej firmie testujemy szereg rozwiązań proekologicznych. Wśród nich najbardziej zaawansowanym projektem jest wstępne zamówienie 500 naczep typu e-trailers. W „elektrycznych naczepach” ich oś napędzana jest silnikami elektrycznymi. Wspierają one główny, spalinowy motor pojazdu, dzięki czemu zużycie paliwa, wg naszych analiz, powinno obniżyć się o ok. 20%. Pierwsze tego typu naczepy zostały już odebrane i będą niedługo wyjeżdżały w pierwsze trasy, abyśmy mogli potwierdzić te założenia.

Elektryfikacja transportu drogowego będzie na pewno przyspieszała w kolejnych latach, zarówno ze względu na wspomniane wcześniej oczekiwania klientów dot. większego zrównoważenia transportu, jak i presję regulacyjną. Najlepszym przykładem jest opublikowana przez Komisję Europejską propozycja przepisów z 15 lutego tego roku dot. stopniowej redukcji emisji przez samochody ciężarowe. Komisja postuluje w tym projekcie ich obniżenie o 90% do 2040 roku – to istotne wyzwanie. Jako DSV chcemy być częścią pozytywnej zmiany.

Rok inwazji Rosji na Ukrainę. Jak zmieniły się rynki?

W tym tygodniu przypada rocznica rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Chociaż oczekiwano, że konflikt nie będzie długotrwały, realia okazały się zupełnie inne. Ukraina broni się dzięki swojej determinacji, wsparciu sprzętowym z Zachodu oraz licznym sankcjom nałożonym na Rosję. Z kolei najeźdźca nie chce odpuścić pomimo wielu porażek. Tymczasem rynki finansowe wyraźnie zmieniły się przez te ostatnie 12 miesięcy, choć niektóre zmiany cen mogą zaskakiwać. Wzrosty czy spadki nierzadko sięgały kilkudziesięciu czy nawet kilkuset procent, a dzisiaj nie tylko obserwujemy redukcję tych ruchów, ale nawet ruchy zupełnie odwrotne.

Surowce energetyczne

Rosja była jednym z największych dostawców surowców energetycznych nie tylko w Europie, ale również na całym świecie. Cały świat obawiał się, że wojna oznacza brak dostępu do rosyjskich surowców. Sama Rosja zdecydowała się na szantaż w przypadku kluczowego dla Europy rynku gazu. Okazuje się jednak, że po początkowym szoku na rynku gazu, ropy czy również węgla, ceny spadły i ustabilizowały się, a Europa znalazła innych dostawców kluczowych surowców. Choć Putin chciał zamarznięcia Europy podczas mijającej już zimy, to ograniczenie zużycia, znalezienie innych dostawców oraz łagodna pogoda doprowadziły do spadków cen poniżej poziomów sprzed wojny.

  • Gaz TTF: -42% r/r
  • Gaz amerykański: -57% r/r
  • Ropa Brent: -17% r/r
  • Węgiel ARA: +8% r/r

Ceny gazu spadły do poziomów przedwojennych w EuropieCeny gazu spadły do poziomów przedwojennych w Europie, choć jednocześnie ceny nie mogą poniżej notowań na gaz LNG w Azji. Obecnie gaz LNG stanowi dużą część dostaw do Europy, dlatego ceny na Starym Kontynencie muszą pozostać konkurencyjne. Co więcej, ceny wciąż pozostają nawet 2 krotnie wyższe niż w latach przed pandemią oraz wojną. Źródło: Bloomberg, XTB

Surowce rolne

Ukraina i Rosja nazywane były spichlerzem Europy. Chociaż udział tych państw w produkcji pszenicy, kukurydzy, rzepaku czy słonecznika nie jest duży, to jednak kraje te są kluczowymi eksporterami na świecie. Ważniejsze jest jednak to, że w ostatnich latach głównymi odbiorcami tych produktów rolnych były biedniejsze kraje rozwijające się. Biedniejsze kraje straciły w pewnym momencie swoich głównych dostawców oraz nie były w stanie kupować potrzebnych surowców po astronomicznych wtedy cenach. Ostatecznie doszło do porozumienia o kontynuacji dostaw z Ukrainy, dzięki czemu ceny wróciły na zdecydowanie niższe poziomy.

  • Pszenica: -15% r/r
  • Kukurydza: 0,0% r/r
  • Słonecznik: +5,2% r/r

Rynek akcji

Rynek akcji zawsze reaguje nerwowo na tak negatywne czynniki jak wojna. W tym wypadku mieliśmy również niezbyt ciekawą sytuację gospodarczą na świecie – inflacja dosyć mocno rosła ze względu na pandemiczne działania banków centralnych oraz ożywienie gospodarcze, co musiało spotkać się z odpowiedzią w postaci podwyżek stóp procentowych. W takim środowisku akcje traciły dosyć wyraźnie, choć jednocześnie informacje na temat kontrofensywy ze strony Ukrainy czy sygnały spowalniającej inflacji pozwalały na ożywienie na rynku akcyjnym.

Na świecie widać rynki, które zyskały dzięki wojnie. Byli to nie tylko producenci uzbrojenia, ale również dostawcy takich produktów, które w mniejszym stopniu trafiały na rynki ze strony Ukrainy i Rosji. Amerykański Lockhead Martin (LMT.US) wzrósł o 20,33% w ciągu roku. Raytheon Technologies (RTX.US) również działający w branży zbrojeniowej zyskał 8%. Nie sposób również nie wspomnieć o spółkach paliwowych, które doprowadziły swoje marże do ekstremalnych poziomów. W Polsce wygranymi była Lubawa (LBW.PL), producent kamizelek kevlarowych, który wzrósł o 161%, natomiast Protektor (PRT.PL) zyskał 117%. Spółka zajmuje się produkcją obuwia militarnego.

Lockhead Martin czy BP zyskały dzięki wojnieLockhead Martin czy BP zyskały dzięki wojnie. Na przestrzeni rok Lockhead zyskał ponad 20%, natomiast BP ponad 40%. Źródło: xStation5

Sankcje, gospodarka, inflacja i Chiny

Na ten moment konflikt wciąż trwa pomiędzy Rosją oraz Ukrainą. Zachód jednak mocno wspiera Ukrainę w tej walce, poprzez potężne wsparcie dla rządu i armii. Oprócz tego nałożono szereg sankcji dotyczący sfery finansów czy również najważniejszych towarów eksportowych. Gospodarka Rosji korzystała w dużej mierze na fali ekstremalnie wysokich cen surowców, dlatego spadek gospodarczy nie był tak silny jak w przypadku Ukrainy.

Wzrosty cen surowców, zamknięcie niektórych szlaków komunikacyjnych doprowadziło do wzrostu inflacji na świecie, choć oczywiście trzeba pamiętać, że jeszcze przed wojną wykazywała ona wyraźne oznaki niekontrolowanego wzrostu. Wydaje się jednak, że banki centralne osiągnęły przynajmniej połowiczny sukces, choć jednocześnie duża część spadku tempa inflacji bierze się ze spadku cen surowców.

Nie należy również zapominać o Chinach, których ambicją była zmiana kierunku uzależnienia z Rosją. Obecnie przychody z surowców rosyjskich są generowane przez sprzedaż głównie w Azji. Z drugiej strony Chiny nie zdecydowały się na podobny krok jak Rosja i nie zdecydowały się na otwarty atak Tajwanu, gdyż to mogłoby oznaczać totalną destrukcję tej gospodarki, mocno zależnej od eksportu swoich produktów na cały świat.

Czy koniec wojny oznaczałby rynkową hossę?

Przez wiele miesięcy w 2022 roku inwestorzy oczekiwali na jakiekolwiek sygnały wskazujące na możliwe zawieszenie broni czy pokój. Aktualnie nie wydaje się, żeby do takiej sytuacji miało dojść szybko. Wojna stała się dla rynków finansowych czymś powszednim. Oczywiście nie można wykluczyć dalszych ograniczeń dostaw surowców ze strony Rosji na inne kierunki, biorąc pod uwagę m.in. stosowanie przez wiele krajów ceny maksymalnej na ropę czy gaz. Z drugiej strony nie wydaje się, aby był to scenariusz bazowy. Zakończenie wojny byłoby przede wszystkim dobrą informacją dla Ukrainy,  ale dla rynków najprawdopodobniej nie oznaczałoby to przełomu, a jedynie szybsze wyjście z takiego problemu jakim jest obecnie inflacja czy ryzyko recesji gospodarczej. Z drugiej strony rynki finansowe są przesycone negatywnymi informacjami, dlatego tak dobra wiadomość mogłaby stać się zalążkiem powrotu rynków do dłuższej hossy.

Autorzy: Michał Stajniak i Maciej Kietliński, analitycy XTB

Jak wojna w Ukrainie wpłynęła na rynek nieruchomości?

24 lutego minie rok od napaści Rosji na Ukrainę. Eksperci portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl zbadali, jak wojna w Ukrainie wpłynęła na nasz rynek mieszkaniowy, zarówno na sprzedaż, jak i wynajem.

–  Niewątpliwie wojna w Ukrainie największe piętno odcisnęła na rynki najmu w największych miastach. Do naszego kraju napłynęły w krótkim czasie setki tysięcy uchodźców, którzy szukali schronienia przede wszystkim tam, gdzie łatwiej jest o pracę – mówi ekspert RynekPierwotny.pl i GetHome.pl Marek Wielgo.

Na rynku najmu zostały najdroższe mieszkania

Z danych portalu GetHome.pl wynika, że w ciągu zaledwie dwóch miesięcy od napaści Rosji na Ukrainę aż o 60-80% skurczyła się oferta mieszkań na wynajem w agencjach pośrednictwa w Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu, Łodzi, Poznaniu i Warszawie.

Pamiętajmy jednak, że popyt na wynajem w największych miastach zaczął się dużo wcześniej, bo wraz z podwyżkami oprocentowania kredytów mieszkaniowych. Napływ uchodźców spotęgował problem kurczącej się oferty mieszkań na wynajem.Komunikat-wpływ wojny w Ukrainie na rynek mieszkaniowy-wynajem oferty

W lutym doszła niepewność związana ze skutkami gospodarczymi wojny w Ukrainie, więc wiele osób wstrzymało się z zakupem mieszkania za kredyt. Ludzie muszą jednak gdzieś mieszkać, więc rosło zainteresowanie najmem.

Problem w tym, że dodatkowy popyt w warunkach niskiej podaży nakręcał czynsze. Niemal wszyscy pośrednicy, którzy wzięli udział w ankiecie portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl przyznali, że wojna przyczyniła się do ich wzrostu. Według portalu GetHome.pl już w drugim miesiącu exodusu Ukraińców do Polski podwyżki średnich stawek czynszu sięgały 30%. Ich skokowy wzrost miał jednak po części charakter statystyczny. –  Oferta mieszkań skurczyła się, bo wynajęte zostały najtańsze lokale. Pozostały drogie mieszkania, na które nie ma zbyt wielu chętnych. I to właśnie one tak wywindowały średnią stawkę czynszu – wyjaśnia ekspert RynekPierwotny.pl i GetHome.pl.Komunikat-wpływ wojny w Ukrainie na rynek mieszkaniowy-wynajem czynsze

Z drugiej strony, przedłużanie ubiegłorocznych umów najmu lub zawieranie nowych było dla właścicieli mieszkań okazją do podwyżek czynszu. Korzystali z tej sposobności zwłaszcza ci, którzy zainwestowali w mieszkania pod wynajem posiłkując się kredytem. Wyższy czynsz miał zrekompensować wzrost wysokości miesięcznych rat spłaty.

Czynsze wywindowane do granic możliwości najemców

W drugiej połowie 2022 r. sytuacja na rynkach najmu w części metropolii zaczęła się stabilizować, bo część ukraińskich uchodźców wyjechała do innych krajów UE. Jednak oferta mieszkań na wynajem w portalu GetHome.pl nie wróciła już do poziomu sprzed wojny. Np. w Warszawie jest ich aż o blisko 80% mniej! Za to średnie stawki czynszu są dużo wyższe. Np. w stolicy ta średnia sięga już 79 zł za m kw. i jest niemal o jedną czwartą wyższa niż przed rokiem. Najbardziej, bo aż o 47%, wzrosła przez ostatnich 12 miesięcy średnia stawka czynszu w Krakowie. Komunikat-wpływ wojny w Ukrainie na rynek mieszkaniowy-wynajem czynszeR

Zdaniem pośredników, którzy wzięli udział w naszej ankiecie, w tym roku czynsze powinny zastopować. Właściciele zdają sobie sprawę, że coraz trudniej im będzie przerzucać na najemców rosnące koszty utrzymania mieszkań. GUS podał, że w grudniu 2022 r. opłaty za mieszkanie, w tym opłaty za media były aż o 22,8% wyższe niż w analogicznym okresie rok wcześniej.  Najbardziej dotkliwe dla kieszeni właścicieli mieszkań i najemców były podwyżki kosztów ogrzewania i cen energii.

Czy wojna w Ukrainie wpłynęła na sprzedaż mieszkań?

W tej sprawie zdania są podzielone. Np. ośmiu na dziesięciu ankietowanych przez nas deweloperów przyznało, że wojna negatywnie wpływa na ich biznes. Natomiast wśród pośredników odsetek podobnych ocen jest dużo niższy, bo wynosi 44%.Komunikat-wpływ wojny w Ukrainie na rynek mieszkaniowy-sprzedaż

Sęk w tym, że sprzedaż mieszkań zaczęła się kurczyć na kilka miesięcy przed najazdem Rosjan na Ukrainę. Z powodu rosnącej inflacji wzrosło też oprocentowanie kredytów mieszkaniowych. Z drugiej strony, wojna przyspieszyła ten proces, a w efekcie pogłębiła zapaść na rynku kredytów hipotecznych. W marcu Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) podwyższyła tzw. bufor bezpieczeństwa na wypadek wzrostu oprocentowania kredytów. Banki licząc zdolność kredytową musiały brać pod uwagę cenę kredytu wyższą od rzeczywistej o 5 pkt proc., co w praktyce wyeliminowało z rynku ogromną część potencjalnych nabywców mieszkań. Ponadto niepewność wywołana gospodarczymi reperkusjami wojny zniechęciła wielu potencjalnych nabywców mieszkań do podejmowania długoterminowych zobowiązań kredytowych.

Mimo to, niemal jedna trzecia ankietowanych pośredników uznała, że rynek wtórny nie odczuł tak boleśnie jak rynek pierwotny skutków drożejących kredytów mieszkaniowych. Sprzedaż używanych mieszkań wręcz wzrosła, bo cześć nabywców znalazła je na rynku wtórnym, gdzie oferta tańszych lokali jest większa niż w ofercie firm deweloperskich.

Coraz więcej Ukraińców kupuje mieszkania

W naszej ankiecie zadaliśmy też pytanie, czy w ubiegłym roku wzrosło zainteresowanie zakupem mieszkań ze strony obywateli Ukrainy. Okazuje się, że jeśli kupują oni mieszkania, to głównie na rynku wtórnym, czyli takie, które są do zamieszkania od zaraz. Niemal sześciu na 10 pośredników i tylko dwóch na dziesięciu deweloperów zaobserwowało większą aktywność Ukraińców na rynku mieszkaniowym.Komunikat-wpływ wojny w Ukrainie na rynek mieszkaniowy-ankieta-Ukraińcy

Jednak wciąż stanowią oni margines wśród wszystkich kupujących. Popyt ze strony ukraińskich klientów będzie się jednak najpewniej zwiększał wraz z ustabilizowaniem ich sytuacji na rynku pracy i zdobyciem zdolności kredytowej. Dodajmy, że już od połowy poprzedniej dekady obywatele Ukrainy są największą grupą kupujących mieszkania z obcym paszportem. Np. w 2021 r. obywatele Ukrainy sfinalizowali transakcje dotyczące co najmniej 4,5 tys. mieszkań. Pod względem metrażu kupili ich więcej, niż łącznie obywatele kolejnych 16 krajów, w tym m.in. Niemiec, Białorusi, Rosji, Włoch, Francji i Wielkiej Brytanii.Komunikat-wpływ wojny w Ukrainie na rynek mieszkaniowy-sprzedażMSWiA

Autor: Marek Wielgo, ekspert portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl

Microsoft Windows 11 Home czy Pro?

System operacyjny to najważniejsze oprogramowanie na komputerze bądź laptopie. Zdecydowanym faworytem na rynku produktów technologicznych tego typu jest firma Microsoft. Najnowszą propozycją od marki jest Windows 11, stworzony w wersji Home oraz Pro. Jaki wariant sprawdzi się w przypadku klienta indywidualnego, na jaki natomiast zdecydować powinien się klient biznesowy?

Windows 11 Home – zawartość oprogramowania

Firma Microsoft słynie z tworzenia niezawodnych systemów operacyjnych, dedykowanych każdemu rodzajowi urządzenia. Doskonale sprawdzają się one zarówno w warunkach domowych, jak i na sprzęcie firmowym, niezależnie od branży, w jakiej przedsiębiorstwo działa. Najnowsza wersja oprogramowania systemowego Windows 11 od Microsoft pojawiła się na rynku pod koniec 2021 roku. System operacyjny dostępny jest w dwóch wersjach – Home oraz Pro – dzięki czemu klient bez problemu znajdzie idealne oprogramowanie dla swojego urządzenia.

Windows 11 Home to propozycja zarówno dla klienta indywidualnego, jak i wariant ten spokojnie wykorzystywany może być także w celach komercyjnych. Oprogramowanie systemowe zapewnia użytkownikowi znacznie unowocześnioną oraz ulepszoną przestrzeń do pracy, nauki i rozrywki. W Windows 11 producent zawarł takie programy jak: Microsoft Store, Microsoft Edge, Microsoft Teams, Windows Defender, PowerPoint, OneDrive, Poczta, Eksplorator plików, Twój telefon czy Zdjęcia.

Windows 11 Home – zawartość oprogramowania

Indywidualnie wygenerowany klucz licencyjny

Aby móc legalnie nabyć dożywotni klucz licencyjny konieczne jest skorzystanie z oferty renomowanego sprzedawcy, który zajmuje się sprzedażą tego typu produktów – np. teamnet software. Możliwość zakupu klucza w formie cyfrowej jest niezwykle łatwa i wygodna, bowiem użytkownik nabywa system operacyjny poprzez sklep internetowy. Następnie po zaledwie kilkunastu minutach na jego skrzynce pocztowej pojawia się indywidualnie wygenerowany klucz licencyjny. Oczywiście w asortymencie sklepu znajdziemy także inne propozycje od firmy Microsoft – np. najnowszą wersję pakietu biurowego Office 2021 lub nieco starszy pakiet Office 2019.

Microsoft Windows 11 Pro stworzony został z myślą o wykorzystaniu komercyjnym. Jest to zatem produkt przeznaczony dla klienta biznesowego. Względem poprzednich wersji oprogramowanie wyśrodkowało ikony – pasek zadań i wyszukiwanie. News Feed to natomiast rozbudowane narzędzie, w którym znajdziemy najważniejsze informacje ze świata. Nowy wygląd sklepu Microsoft Store pozwala szybciej znaleźć wybrane aplikacje. Zmiany widoczne są także w odniesieniu do Microsoft Edge, gdzie użytkownik otrzymuje możliwość zmiany układu okien. Jednym ze sklepów internetowych gdzie można w dobrej cenie kupić oprogramowanie biurowe jest teamnet-software.pl

SoDA: rok 2023 będzie pełen wyzwań dla polskiego sektora IT

Presja rosnących wynagrodzeń, rekrutacja pracowników i sytuacja geopolityczna to obszary, które zarządzający firmami IT postrzegają jako najtrudniejsze dla swojej działalności w 2023 roku – wynika z najnowszego Barometru Nastrojów, przeprowadzonego przez polską Organizację Pracodawców Usług IT – SoDA. 38% badanych wskazuje, że w br. chce się skoncentrować na pozyskiwaniu nowych klientów. Dla co czwartego respondenta kluczowe będzie zmniejszenie rotacji w zespole i efektywne pozyskiwanie nowych pracowników.

Pomimo pojawiających się na rynku wyzwań, 67% prezesów i właścicieli firm IT, którzy wzięli udział w Barometrze Nastrojów, badaniu przeprowadzonym przez SoDA i firmę badawczą Valueship, pozytywnie ocenia ostatnie 4 kwartały ub.r. Ponad połowa firm (53%) z optymizmem zapatruje się na rozwój swojego biznesu w perspektywie kolejnych 12 miesięcy, podczas gdy negatywne nastroje wykazuje 32% respondentów. W porównaniu do poprzedniej edycji Barometru, przeprowadzonego w lipcu 2022 r., można zauważyć spadek negatywnych nastrojów o 7 pkt procentowych i wzrost tych pozytywnych o 8 pkt. Nie zmienił się zasadniczo odsetek firm, które podchodzą do tego aspektu neutralnie.

Rok 2022 od początku stawiał przed nami trudne wyzwania. Zaczynając od ataku Rosji na Ukrainę, przez zawirowania z Polskim Ładem, kryzys gospodarczy i szalejącą inflację. To wszystko wzbudziło w nas dużą niepewność i zmusiło do tego, by z ostrożnością patrzeć w przyszłość. Poprawa nastrojów, zauważalna pod koniec roku, może wynikać z tego, że firmy zweryfikowały swoją pozycję i podjęły kroki, by zabezpieczyć się przed kryzysem – powiedział Konrad Weiske, Wiceprezes SoDA, Założyciel i Prezes Spyrosoft.

Główny cel na 2023 – pozyskiwanie klientów

38% przedstawicieli przebadanych firm wskazuje, że zbieranie leadów i pozyskiwanie nowych klientów jest dla nich głównym celem w nadchodzącym roku. Co więcej, 60% podmiotów wykazuje negatywne nastroje w tym aspekcie, a pozytywne jedynie 16%. Co ciekawe, co czwarty badany (25%) wykazuje sentyment neutralny, co może oznaczać oczekiwanie na rozwój sytuacji w nadchodzących miesiącach.

Wyniki Barometru Nastrojów pokazują, że obecnie mamy do czynienia z wieloma wyzwaniami, takimi jak rosnące wynagrodzenia, trudności w rekrutacji pracowników oraz niepewna sytuacja geopolityczna. Niemniej jednak, cieszy mnie fakt, że większość firm IT w Polsce nadal ocenia ostatnie kwartały pozytywnie i z optymizmem patrzy na przyszłość. Polskie firmy IT mają wiele do zaoferowania klientom na całym świecie i są w stanie skutecznie konkurować z innymi podmiotami jakością swojej pracy, etyką czy bliskością kulturową. Ważne jest, abyśmy nadal inwestowali w rozwój naszej wiedzy, doświadczenia i umiejętności, by utrzymać naszą pozycję na rynku. Musimy także być elastyczni
i gotowi na zmiany, ponieważ trudno przewidzieć, jakie wyzwania będą nas czekać w przyszłości. Wierzę, że z determinacją i zespołowym wysiłkiem, jesteśmy w stanie przetrwać trudne czasy i osiągnąć sukces w nadchodzących latach
– skomentował Paweł Pustelnik, wiceprezes w SoDA i Managing Director oraz Członek Zarządu w Future Processing.

Wzrost wynagrodzeń i rekrutacja personelu wśród największych wyzwań firm IT

76% organizacji jest zdania, że presja związana ze wzrostem wynagrodzeń to jedno z kluczowych wyzwań dla branży IT w nadchodzącym roku z największym prawdopodobieństwem wystąpienia. Blisko 80% respondentów ocenia, że sytuacja ta może mieć negatywny wpływ na przychody firm w najbliższych 12 miesiącach. Tylko 4% wskazuje pozytywny sentyment w tym kontekście. Kwestia wynagrodzenia jest szczególnie istotna, jeśli weźmiemy pod uwagę czynnik taki jak wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej (WWUK), który przedstawia zaufanie konsumentów i oszczędności w perspektywie roku, wynoszący -27,6. Oznacza to silną presję na pracodawców, aby zwiększyli wysokość wynagrodzeń, niwelując przy tym spadek wartości pieniądza.

Drugim kluczowym wyzwaniem, które spędza sen z powiek zarządzającym w sektorze IT, jest rekrutacja pracowników – wskazuje 57% respondentów. Aż 71% uczestników badania stwierdziło również, że poważne trudności w rekrutacji mogą mieć wpływ na obroty firmy w 2023 r., a tylko 14% wykazało pozytywne nastroje w tym obszarze. Dla polskiego sektora IT jest to niepokojący sygnał, bowiem oczekiwania płacowe pracowników są wysokie, a luka kompetencyjna według raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego i SoDA sięga nawet 150 tysięcy etatów względem średniej krajów Unii Europejskiej.

Inną kwestią jest wysoka rotacja pracowników. Chociaż tylko 24% uczestników badania wskazuje ten obszar za krytyczny dla działalności firmy, to nadal blisko połowa (48%) ocenia, że może on mieć negatywny wpływ na poziom przychodów. Co czwarta firma (24%) wykazuje spokój w tym aspekcie. W efekcie zatrzymywanie talentów i pozyskiwanie nowych pracowników są uznawane przez co czwartą firmę (26%) za jeden z głównych celów dla organizacji w nadchodzącym roku.

Ostatnie 3 lata na rynku pracy IT to przykład „rynku pracownika”. Potężny niedobór specjalistów, który odczuwało ponad 90% firm, sprawił, że często dyktowali oni warunki, w tym finansowe. Wzrost wynagrodzeń sięgał nawet 20-30% r/r, kandydaci mogli wybierać często z kilku albo nawet kilkunastu ofert pracy. Obecnie można zauważyć pewne zmiany. W ostatnim kwartale 2022 r. zaczęliśmy zauważać zamrożenie części projektów i odczuwalna była duża niepewność. Od stycznia br. firmy zaczęły podejmować decyzje, zarówno te o starcie projektów, jak i wstrzymaniu nowych inwestycji
i zwolnieniach pracowników. Coraz częściej kandydaci sami się do nas zgłaszają, informują, że projekt, w jaki mieli być zaangażowani, nie doszedł do skutku. Ale też nie mamy najmniejszego problemu, żeby znaleźć dla nich ciekawe i atrakcyjne zajęcie. Powiedziałabym, że sytuacja zbliża się do równowagi między pracodawcami i pracownikami, jest więcej przestrzeni na dialog. Pracownicy biorą coraz częściej pod uwagę nie tylko kwestie finansowe
podsumowuje Anna Szczepowska, ekspertka rynku pracy IT w SoDA i CEO Awareson.

Wojna w Ukrainie nadal ma wpływ na sektor IT

Sytuacja geopolityczna na świecie w dalszym ciągu jest postrzegana jako czynnik wpływający negatywnie na rozwój sektora IT w naszym kraju, na co wskazuje 57% badanych.  Niemal co trzeci respondent (71%) ma duże obawy związane z długofalowymi konsekwencjami wojny w Ukrainie w kontekście generowania przychodów przez swoją firmę, a tylko 14% wskazuje, że nie będzie to miało wpływu na jej działalność.

Cyberbezpieczeństwo – jesteśmy gotowi na wszystko

Organizacje z optymizmem zapatrują się na kwestie związane z cyberbezpieczeństwem. 42% firm ma pod tym względem pozytywne odczucia, a 41% badanych neutralne. Tego typu nastawienie wynika przede wszystkim z odpowiedniego zaplecza kompetencyjnego w postaci ekspertów, ale też rozwiązań w zakresie ochrony przed atakami hakerskimi i wyciekiem danych. Z drugiej strony, pomimo wzrostu liczby cyberincydentów w ostatnich latach, podmioty w Polsce w przeszłości nie były poddawane poważnym wyzwaniom w tym zakresie, co również może powodować ich sceptyczne podejście.

Podatki i regulacje prawne – firmy nie spodziewają się rewolucji

Niepewność regulacyjna to czynnik, który może sugerować pewną równowagę w nastrojach u respondentów, z lekką przewagą tych negatywnych (39%). Aż 35% firm wykazuje tutaj neutralne nastroje, a 26% pozytywne. Wpływ na to ma fakt, że w badanym kwartale nie zostały wprowadzone zmiany prawne, mające istotny wpływ na funkcjonowanie firm z sektora IT, w odróżnieniu od początku roku 2022, kiedy zaczęły obowiązywać zasady Polskiego Ładu. Wyniki mogą wskazywać, że respondenci nie obawiają się specjalnie żadnych rewolucyjnych zmian w rodzimym prawie.

W obliczu widma recesji, rosnącej inflacji czy niepewnej sytuacji geopolitycznej, nie może dziwić, że firmy IT w Polsce kładą obecnie największy nacisk na pozyskiwanie nowych klientów czy chcą zadbać o utrzymanie i pozyskanie talentów. To właśnie zabezpieczenie źródła przychodów i niezbędnych zasobów kadrowych do realizacji projektów wydaje się być teraz najwłaściwszą strategią na budowanie swojej odporności w trudniejszych czasach. Jednocześnie, w momencie fali zwolnień na świecie w sektorze nowych technologii, polskie firmy świadczące usługi IT dla biznesu mają szansę kolejny raz udowodnić, że są wiarygodnym i niezwykle wartościowym partnerem dla największych graczy. Jest to niewątpliwie jeden z pozytywnych aspektów, który daje dobre perspektywy na przyszłość dla krajowej branży IT w kolejnych miesiącach.

Całą treść raportu można znaleźć pod tym linkiem:

https://sodapl.com/wp-content/uploads/2023/01/Barometr-nastrojow-Q4-2022.pdf

Metodologia:

Barometr Nastrojów SoDA 2022 został przygotowany przy współpracy badawczej firmy Valueships na podstawie ankiet przeprowadzonych wśród 86 kierowników wyższego szczebla w polskich software house’ach, zrzeszonych w SoDA.

Wyborcze wyzwania Nigerii

Nigeria – po wyborczej transformacji. W Nigerii, gdzie 25 lutego odbędą się wybory, nasilają się trudności gospodarcze. Nowy rząd będzie musiał zająć się spadającą siłą nabywczą i pokazać, jak największa gospodarka kontynentu zamierza nadążać za zmianami społecznymi i ekologicznymi.

W Nigerii, gdzie 25 lutego odbędą się wybory, nasilają się trudności gospodarcze. W przeciwieństwie do innych eksporterów surowców, największy afrykański producent ropy nie skorzystał z gwałtownego wzrostu cen ropy w 2022 roku. Ponieważ ciągłe problemy z bezpieczeństwem spowodowały zamknięcie odwiertów, a ataki na infrastrukturę doprowadziły do ograniczenia przepływów, wydobycie spadło o -32% w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy roku, pozostając znacznie poniżej limitu produkcji OPEC. Na domiar złego, kosztowne dotacje do paliw w Nigerii jeszcze bardziej powiększyły deficyt fiskalny (Nigeria zajmuje 9 miejsce na świecie pod względem najniższych cen benzyny), a możliwe do wykorzystania rezerwy walutowe spadły do poziomu poniżej sześciu miesięcy importu.

Wykres 1:  Rezerwy międzynarodowe brutto Nigerii i ceny ropy naftowejRezerwy międzynarodowe brutto Nigerii i ceny ropy naftowej

Źródła: Bank Centralny Nigerii, OPEC, Dział Analiz Allianz

Inwestorzy przygotowują się na dużą dewaluację nairy po wyborach. W grudniu 2022 roku, udział portfeli zagranicznych w nigeryjskim obrocie giełdowym spadł do 16% z poziomu 49% przed pandemią. W połowie lutego, na równoległym rynku walutowym naira kosztowała 750 NGN za 1 USD – o 63% mniej niż kurs oficjalny oraz w porównaniu z różnicą 36% rok wcześniej. W celu ustabilizowania inflacji i pozyskania środków pieniężnych, bank centralny wprowadził politykę zmiany projektu nairy, której celem była wymiana banknotów o wyższych nominałach N200 (0,43 USD), N500 (1,09 USD) oraz N1000 (2,17 USD). Termin wymiany banknotów został jednak przesunięty na połowę lutego, a ostatecznie zawieszony z powodu braku nowych banknotów w nigeryjskich bankach i nasilających się ataków klientów na oddziały i personel. W przypadku dużej dewaluacji po wyborach, gospodarka może stanąć w obliczu jeszcze poważniejszego kryzysu kosztów utrzymania.

Wykres 2: Kursy walut lokalnych w stosunku do USD (Ilość waluty lokalnej potrzebna do zakupu 1 USD, styczeń 2022 = 100)Kursy walut lokalnych w stosunku do USDŹródła: Macrobond, Dział Analiz Allianz

Wykres 3: Urzędowy kurs nigeryjskiej nairy i kurs równoległy w stosunku do USD

Urzędowy kurs nigeryjskiej nairy i kurs równoległy w stosunku do USDŹródło: CBN, Nigeria Galleria, Aboki FX, Dział Analiz Allianz

Nowy rząd będzie musiał zająć się spadkiem siły nabywczej, aby zmniejszyć ryzyko dalszych niepokojów społecznych, a także zabezpieczyć gospodarkę na przyszłość w związku z globalnym przejściem na energię ekologiczną. Wobec szkód spowodowanych powodziami w 34 z 36 stanów Nigerii w III kwartale 2022 roku, a także inflacji utrzymującej się w IV kwartale na poziomie ponad 20%, niepokoje społeczne i przemoc nadal stanowią poważne zagrożenie. Tylko w styczniu w Nigerii odnotowano 280 zdarzeń, które pociągnęły za sobą ponad 900 ofiar śmiertelnych. W perspektywie średnioterminowej gospodarka Nigerii stoi w obliczu bardzo realnego ryzyka związanego z globalną transformacją energetyczną, która według Międzynarodowego Funduszu Walutowego może w ciągu najbliższych siedmiu lat zmniejszyć dochody państw afrykańskich z ropy naftowej o jedną czwartą. Uruchomienie od dawna zapowiadanej rafinerii i dodatkowych mocy produkcyjnych w zakresie LNG mogłoby pomóc w uzyskaniu wzrostu wydajności, ale jeszcze bardziej istotne jest dostosowanie strukturalne.

Jakie szanse rozwoju ma sektor PRS w Polsce – deweloperzy odpowiadają

W jakim tempie, zdaniem deweloperów, będzie się rozwijał się w Polsce sektor najmu instytucjonalnego – PRS? Czy inwestorzy są nadal zainteresowani zakupem budynków pod wynajem? Jakie są największe przeszkody w rozwoju tego segmentu? Co mu sprzyja? Czy współpraca z sektorem PRS jest aktualnie opłacalna dla firm deweloperskich? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.

Andrzej Oślizlo, prezes zarządu Develia S.A.

Rynek PRS w Polsce ma dobre perspektywy rozwoju. Oferta nowoczesnych mieszkań w dobrych lokalizacjach, wynajmowanych na przejrzystych zasadach od profesjonalnych operatorów to coś, czego brakowało na naszym rynku. Niepokoją nas ostatnie zapowiedzi dotyczące ograniczeń w nabywaniu lokali mieszkalnych na wynajem. W rękach funduszy znajduje się zaledwie kilka tysięcy lokali, co stanowi mniej niż 1 proc. rynku najmu w Polsce. Skala inwestycji w tym obszarze drastycznie spadła w minionym roku z uwagi na rosnące koszty finansowania czy wzrost kosztów materiałów budowlanych. Dalsze utrudnienia dla inwestorów będą dodatkowo zmniejszać wolumen nowych projektów, których również w sektorze detalicznym uruchamianych jest mniej z powodu trudnej sytuacji na rynku kredytów hipotecznych. To będzie pogłębiać lukę mieszkaniową i pogarszać warunki mieszkaniowe w naszym kraju.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Do rozwoju rynku PRS, który przyczyni się do większej dostępności mieszkań, potrzebne są sprzyjające warunki stworzone przez Państwo, preferencyjne rozwiązania podatkowe, a przede wszystkim odpowiednie rozwiązania prawne. Tymczasem nastawienie do funduszy czy osób inwestujących w mieszkania na wynajem jest zgoła inne. Podejście zakładające że fundusze czy osoby wynajmujące klika mieszkań są zbyt zamożne więc należy je dodatkowo opodatkować nie sprzyja rozwojowi rynku PRS.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Aktualna oferta sektora PRS w Polsce obejmuje zaledwie 1 proc. ogółu zasobów mieszkaniowych na wynajem. Najszybciej rozwija się on w Warszawie, ale w wielu miastach rynek ten w ogóle nie jest wykorzystywany. Specjaliści rynku mieszkaniowego są zdania, że mieszkań na wynajem powinno być 2-3 razy więcej niż jest obecnie, by można było zaspokoić potrzeby. Również widzimy potencjał w rozwoju tego rynku, dlatego dostosowaliśmy naszą ofertę do nowego profilu klienta. Obecnie mamy w sprzedaży apartamenty inwestycyjne na warszawskim Ursynowie, a w planach kolejne tego typu projekty. Mamy doświadczenie w realizacji takich przedsięwzięć w Warszawie.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

Zainteresowanie inwestorów zakupem nieruchomości z przeznaczeniem na wynajem jest cały czas duże. Widzimy to po strukturze naszych klientów. W świetle styczniowych zapowiedzi dotyczących ustawowego ograniczenia hurtowych zakupów mieszkań w Polsce trudno jest prognozować szczególnie duży wzrost rynku PRS. Zarówno my, jak i fundusze inwestycyjne działające w tym obszarze, obserwujemy dynamiczne zmiany rynku i otoczenie prawne, i wyczekujemy wyklarowania sytuacji legislacyjnej.

Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że fundusze rynku PRS mogłyby znacząco wesprzeć rynek mieszkaniowy w Polsce i zaoferować wynajem osobom, które z różnych względów nie mają aktualnie szans, żeby kupić mieszkanie na własność. A potrzeby mieszkaniowe w Polsce cały czas są bardzo duże.

Angelika Kliś, członek zarządu Atal

Fundusze PRS stoją w obliczu wielu niewiadomych co do przyszłych warunków działania w Polsce. Świadczą o tym na przykład ostatnie propozycje opodatkowania hurtowych zakupów mieszkań. Na pewno transakcjom sprzyja rozgrzany rynek najmu i niestety będzie sprzyjało wysokie oprocentowanie kredytów hipotecznych klientów indywidualnych. Kursy walutowe to z kolei czynnik ryzyka, gdyż fundusze inwestycje i zyski z nich przeliczają na euro lub dolara. Aktualnie rynek PRS stanowi 1 proc. przy m.in. wymienionych wyżej ograniczeniach. W naszej ocenie rozwój tego sektora potrwa dekady.

Damian Tomasik, założyciel Alter Investment

Moim zdaniem, rozwój tego rynku jest nieunikniony. Zmiany kulturowe, stylu życia oraz potrzeb pokolenia, które wchodzi w dorosłe życie, idealnie wpisuje się w sektor PRS. Rozwojowi sektora PRS sprzyjać też będzie utrzymująca się luka podażowa to znaczy brak wystarczającej dostępności mieszkań w odpowiednim standardzie. Wprawdzie niepewność co do planów opodatkowania tego segmentu rynku oraz wysokie stopy procentowe mogą nieco spowolnić dynamikę wzrostu rynku instytucjonalnego wynajmu, ale tylko przejściowo. W ubiegłym roku sprzedaliśmy dwa projekty z przeznaczeniem na wynajem w formule PRS i nie mamy wątpliwości, że istnieją bardzo dobre perspektywy rozwoju współpracy w tym obszarze.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Biorąc pod uwagę dane na temat zawartych w ostatnich latach transakcji na wspomnianym rynku, rozwija się on i będzie rozwijał. W Polsce nadal brakuje mieszkań, a stopy zwrotu możliwe do uzyskania z tego typu inwestycji są atrakcyjne dla funduszy inwestycyjnych. Najnowsze raporty podają, że w perspektywie najbliższych siedmiu lat sektor ma osiągnąć nawet 100 tysięcy mieszkań wynajmowanych przez profesjonalne podmioty. Bylibyśmy jednak ostrożni z prognozowaniem tempa rozwoju rynku PRS w perspektywie kilku, kilkunastu lat. Jest to trudne do przewidzenia, gdyż zależy w dużej mierze od otoczenia makroekonomicznego, a to jest od nas z kolei niezależne.

Widzimy zainteresowanie inwestorów zakupami budynków na wynajem, jednak w ostatnim czasie ze względu na uwarunkowania makroekonomiczne, jak i konflikt w Ukrainie widzimy lekkie zahamowanie. Inwestorzy wstrzymują się z decyzjami zakupowymi, cały czas obserwując i analizując polski rynek.

Jeżeli chodzi największe przeszkody dla rozwoju sektora PRS, to warto pamiętać o takich czynnikach jak waluta (PLN vs EUR), niestabilny rynek najmu, konflikt w Ukrainie, niestabilna sytuacja prawno-podatkowa, jak i niejasne, niespójne przepisy.

Na pewno rozwojowi rynku PRS w Polsce sprzyja jego wczesna faza. Jest to wciąż raczkujący w Polsce sektor, a niedobór mieszkań jest wciąż znaczny. Młodzi ludzie coraz częściej decydują się na wynajem. Sektor najmu instytucjonalnego wychodzi naprzeciw tym wymaganiom, oferując komfortowe mieszkania, w dobrych lokalizacjach z udogodnieniami dla mieszkańców budynku. Ponadto, najem instytucjonalny łączy dwie istotne kwestie: elastyczność i poczucie bezpieczeństwa, jakie gwarantuje profesjonalny operator nieruchomości. Co więcej, aktualna sytuacja makroekonomiczna w kraju tzn. spadek sprzedaży związany ze wzrostem stóp procentowych czy inflacją powoduje to, że deweloperzy coraz bardziej interesują się sprzedażą całych projektów do inwestorów instytucjonalnych.

Z pewnością współpraca taka może być opłacalna, ale obarczona jest ryzykiem, chociażby w związku ze zmianami cen materiałów budowlanych. Marża możliwa do uzyskania jest niższa niż w przypadku sprzedaży do klientów indywidualnych i zależy od wielu czynników m.in. stabilności cen materiałów i usług, rodzaju transakcji: forward funding/forward purchase i samych warunków umowy.

Andrzej Gutowski, wiceprezes, dyrektor sprzedaży Ronson Development

Pod koniec 2021 roku uruchomiliśmy własny projekt PRS. Kiedy decydowaliśmy się rozwinąć ten filar biznesu, naszym głównym argumentem była chęć odpowiedzi na potrzeby młodych i mobilnych Polaków. W dzisiejszej sytuacji rynkowej PRS spełnia potrzeby młodych rodzin, których nie stać na zakup własnego mieszkania. Grupa klientów zainteresowanych najmem instytucjonalnym będzie naszym zdaniem rosła.

Na potrzebę tego przedsięwzięcia stworzyliśmy platformę LivinGo, która zajmie się obsługą inwestycji wynajmowanych. Nasza oferta powstaje w ramach dotychczas budowanych inwestycji mieszkaniowych, co gwarantuje wysoką jakość realizacji oraz konkurencyjność najmu. Pierwsza pula 121 mieszkań będzie oddana w Q3 2023 roku w inwestycji Ursus Centralny, a bank ziemi jest zabezpieczony na blisko 1800 lokali.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Jesteśmy jednym z nielicznych deweloperów, którzy mają na swoim koncie transakcje z funduszem PRS. Pod koniec 2021 roku podpisaliśmy przedwstępną umowę sprzedaży budynku zawierającego 236 lokali na warszawskich Bielanach.

Obecnie obserwujemy spowolnienie na rynku PRS w Polsce i mniejszą ilość transakcji. Inwestorzy nadal są zainteresowani zakupem całych budynków, ale mają problem z finansowaniem. Natomiast niektórzy wstrzymują się z decyzjami, gdyż oczekują okazji inwestycyjnych na rynku. Czas jednak działa na niekorzyść funduszy, gdyż obserwujemy wzrost zainteresowania klientów indywidualnych, którzy chcą kupować mieszkania. Dodatkowo zapowiadany przez rząd nowy program może spowodować łatwiejszy dostęp do kredytów, co przełoży się na większą ilość transakcji. Przy takich okolicznościach deweloperzy będą bardziej skłonni do sprzedaży klientom indywidulnym niż funduszom.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Fundamenty rynku PRS są dość silne. Sektor PRS stanowi jedynie 1 proc. całego rynku najmu w Polsce. Zrealizowane projekty zostały wynajęte. Nowe inwestycje będą pozytywnym czynnikiem, który będzie wspierać sytuację branży deweloperskiej w okresie pogorszenia warunków makroekonomicznych. Jednakże nieprzewidywalność w obszarze podatkowym oraz możliwość nałożenia kolejnych obciążeń przez rządzących jest zagrożeniem dla rozwoju rynku RRS.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home

PRS, czyli najem instytucjonalny oraz powstające na jego potrzeby budynki na wynajem to dla polskiego rynku nieruchomości wciąż nowy model biznesowy, który dopiero się kształtuje. Istnieje jednak wiele przesłanek przemawiających za tym, że będzie się on prężnie rozwijał na polskim rynku. Eksperci szacują, że w najbliższym czasie średnioroczny przyrost PRS wyniesie ok. 12 tys. mieszkań, czyli w roku 2028 powinien osiągnąć poziom bliski 100 tys. lokali na wynajem. Patrząc na najem instytucjonalny, widać jednak, że w Polsce brakuje infrastruktury i regulacji dotyczących tego sektora. Ministerstwo Rozwoju i Technologii prowadzi obecnie prace nad regulacją hurtowego rynku mieszkań i wprowadzeniem nowego podatku dla firm, które mieszkania kupują hurtowo.

Trzeba pamiętać, że w Polsce brakuje nadal około 2 mln mieszkań. Wzrost oprocentowania kredytów hipotecznych oraz napływ uchodźców za wschodniej granicy spowodował bardzo duży popyt na wynajem. Efektem tego był gwałtowny wzrost stawek czynszów za wynajem w głównych miastach Polski. Dodatkowo spadek sprzedaży indywidualnej mieszkań, skłania niektórych deweloperów do współpracy z funduszami inwestującymi w PRS.

Niezmiennie dominującym modelem na rynku nieruchomości jest zakup pakietów mieszkań od deweloperów skoncentrowanych na sprzedaży indywidualnej, a nie hurtowej. Deweloperzy nie chcą dawać zniżek na pakietowe zakupy, bo wiedzą, że i tak bez problemu sprzedadzą mieszkania. Nasza firma nie podejmuje obecnie kroków w kierunku sprzedaży instytucjonalnej. Skupiamy się na sprzedaży mieszkań klientom indywidualnym, jednak nie zamykamy się na taką współpracę w przyszłości.

Marcin Michalec, CEO Okam

Pomimo sytuacji makroekonomicznej czy konfliktu za naszą wschodnią granicą, Polska pozostaje atrakcyjnym rynkiem do inwestowania. Sektor PRS ma perspektywy rozwoju.
Sprzyja mu niewątpliwie fakt, że ostatnie kilkanaście miesięcy to w Polsce rosnące zainteresowanie najmem krótko i długookresowym z uwagi m.in. na przyrost liczby cudzoziemców czy trudności wielu konsumentów w zakupie własnego mieszkania ze względu na politykę banków.

Dodatkowym wspomagającym czynnikiem jest podejście osób młodych, bardziej mobilnych, którzy nie chcą wiązać się na stałe z żadną lokalizacją. Warto zauważyć, że część deweloperów, którzy dotychczas finansowali zewnętrznie projekty, traci taką możliwość, gdyż instytucje finansowe nie są do tego skore. Dodatkowo dochodzi do tego wzrost cen materiałów budowlanych czy stawek podwykonawców. Dla części firm deweloperskich współpraca z funduszami inwestycyjnymi i wejście w najem instytucjonalny jest rozwiązaniem pozwalającym sprzedać projekty już na etapie realizacji z promesą zakupu po wybudowaniu.

Segment PRS ma pewną szansę rozwoju również na coraz mocniej rozwijających się w Polsce inwestycjach związanych z modernizacją obiektów czy dostosowaniem ich do nowych, mieszkaniowych funkcjonalności. Czynnikiem negatywnym są z kolei obecnie wysokie ceny najmu, a także niepewność legislacyjna – surowe przepisy prawne, w tym dodatkowe opodatkowanie, mogą wpłynąć na zablokowanie rozwoju tego sektora rynku nieruchomości.

Dolar jeszcze mocniejszy

Najważniejszą informacją dla rynków były zapisy z rozmów amerykańskiego odpowiednika naszej RPP. W rezultacie pomimo dobrych danych z Niemiec dolar wciąż zyskuje względem euro.

Zapiski z rozmów FOMC

Pod skrótem FOMC znajduje się Federalny Komitet Otwartego Rynku, czyli taki amerykański odpowiednik naszej Rady Polityki Pieniężnej. Wczoraj poznaliśmy zapis ostatniego posiedzenia. Głównym zaskoczeniem były głosy mówiące o silniejszym zacieśnieniu polityki monetarnej. Rynek wiedział, że kolejne podwyżki mimo spadającego tempa wzrostu cen są planowane. Oceniał je jednak niżej niż przed opublikowaniem zapisów z rozmów. Warto również zwrócić uwagę, że pojawiły się głosy o konieczności utrzymania podniesionych stóp procentowych. Ten fragment sugeruje, że spekulacje o obniżce stóp jeszcze w tym roku kalendarzowym właściwie się zdezaktualizowały. Efektem tych zapisków jest wzrost zainteresowania inwestorów dolarem. Pozwoli on bowiem lepiej i dłużej zarobić na instrumentach opartych o stopę procentową.

Kolejny dobry indeks z Niemiec

Po dobrych danych z indeksu ZEW przyszedł czas na potwierdzenie z indeksu IFO. Dane były o 0,1 pkt niższe od oczekiwań, za to o cały punkt wyższe niż miesiąc wcześniej. Pomimo tego nie udało się odwrócić trendu na głównej parze walutowej. Dolar cały czas odrabia straty względem euro. Obecnie jest najsilniejszy od święta 3 króli. Dołek z tego dnia jest wyjątkowo niski, stąd jeszcze przez jakiś czas może nie zostać przekroczony. Obecny sentyment na rynku mocno jednak sprzyja dolarowi. Inwestorzy znów wierzą w poprawę sytuacji za oceanem. Rosną nawet szanse na wyższą podwyżkę stóp procentowych na marcowym posiedzeniu.

Finalne dane o inflacji

Wczoraj obyło się bez niespodzianek. Finalne odczyty inflacji znalazły się bardzo blisko oczekiwań. W Niemczech ceny rosną o 8,7% w skali roku. We Włoszech jest to z kolei równo 10%. To nawet o 0,1% poniżej oczekiwań. Dane ostateczne bardzo często są bliskie wstępnych odczytów. Niespodzianki mogą się jednak pojawiać przy dużej zmienności pod koniec miesiąca, kiedy nie ma jeszcze wszystkich danych lub w przypadku gdy ostateczne dane spływające dotyczą specyficznych segmentów gospodarki. Rynki przyjęły te dane bardzo spokojnie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

11:00 – strefa euro – inflacja konsumencka,
12:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – wzrost PKB.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Automatyka przemysłowa – jak ją wykorzystać w Twoim zakładzie?

W dzisiejszych czasach trudno wyobrazić sobie prężnie rozwijającą się firmę produkcyjną bez automatyzacji przemysłowej. Procesy, które sprawiają, że linia produkcyjna jest bardziej wydajna, to duży krok do rozwoju przedsiębiorstwa, który powinien być przeprowadzony pod okiem profesjonalnej firmy zajmującej się tego typu wdrożeniami. Podpowiadamy, jak wykorzystać automatyzację procesów technologicznych do usprawnienia Twojej firmy oraz kto pomoże w przygotowaniu niezbędnych prac.

Co to jest automatyka przemysłowa?

Automatyka przemysłowa to dziedzina, która wykorzystuje wiele technologii takich jak sterowanie cyfrowe, informatyka przemysłowa, mechanika i elektronika, aby zautomatyzować procesy produkcyjne. W skład działań związanych z automatyzacją przemysłu wchodzą systemy sterowania, które mogą być wykorzystywane do wykonywania zadań wykonywanych zarówno przez ludzi, jak i maszyny, wspierając procesy związane z działaniem produkcji, magazynowaniem czy transportem.

Co daje zastosowanie przemysłowej automatyki w procesach produkcji?

Automatyka przemysłowa może być wykorzystywana do monitorowania i kontrolowania maszyn, urządzeń i systemów, aby zapewnić niezawodną oraz bezpieczną pracę. Dzięki nowoczesnym opracowaniom utrzymanie bezpieczeństwa i przestrzeganie zasad związanych z BHP będzie o wiele łatwiejsze, rzadziej będzie dochodzić również do wypadków i awarii. W niektórych przypadkach automatyzacja procesów przemysłowych ma na celu wyręczyć człowieka w niebezpiecznych, trudnych lub powtarzalnych pracach, co nie tylko zwiększa jakość związaną z zatrudnieniem, ale także sprawia, że linia produkcyjna jest bardziej wydajna. Dla wielu firm ważnym aspektem, który wynika z wprowadzonych wdrożeń, jest możliwość zmniejszenia kosztów związanych z zatrudnieniem, a często nawet z ograniczeniem zużycia energii elektrycznej. Firmy produkcyjne, które zdecydowały się na wdrożenie automatyzacji linii produkcyjnej, odnotowują realne oszczędności.

Ważną zaletą korzystania z automatyzacji procesów technologicznych jest zwiększenie kontroli nad wytwarzanym produktem, możliwość uzyskania większej powtarzalności oraz zmniejszenia odpadów czy braków, które powstają w procesie produkcji. Dzięki automatyzacji maszyn o wiele łatwiej jest sprostać wymaganiom, które nałożone są na producentów, co jest szczególnie ważne przy wytwórstwie produktów spożywczych na dużą skalę.

Jak wykorzystać automatykę przemysłową w zakładzie produkcyjnym?

Automatyka przemysłowa może być wykorzystana w zakładzie produkcyjnym w celu zwiększenia wydajności i poprawy jakości produktów. Możliwe zastosowania automatyki przemysłowej obejmują automatyzację procesów produkcyjnych takich jak sterowanie za pomocą sterowników PLC, zastąpienie pracowników wykonujących rutynowe czynności wykorzystaniem robotów przemysłowych, optymalizację procesu produkcyjnego poprzez wykorzystanie sztucznej inteligencji i algorytmów uczenia maszynowego.

Automatyka przemysłowa pozwala czuwać nad jakością wytwarzanych produktów poprzez wykorzystanie maszyn wizyjnych, automatyzację przesyłania danych oraz monitorowanie stanu maszyn za pomocą systemów łączenia sieciowego.

Jak wdrożyć automatyzację procesów wytwarzania?

Kluczem do sprawnej i skutecznej automatyzacji produkcji przemysłowej jest pełne wsparcie firmy, która nie tylko zaplanuje wdrożenie, ale także dostosuje rozwiązania do potrzeb danego przedsiębiorstwa. Bez indywidualnego planu popartego analizą trudno stworzyć rozwiązanie, które poprawi wydajność linii produkcyjnej, dlatego tak ważne jest, aby zadanie to zlecić firmie z doświadczeniem i renomą takiej jak ESOX Industrial Automation z Łodygowic koło Bielska-Białej.

Jeśli rozważasz wdrożenie w swoim przedsiębiorstwie automatyzacji procesów technologicznych, warto zapoznać się ze stroną internetową firmy – https://www.esox-automation.com/pl.

Polacy na krawędzi depresji. Już ponad 70 proc. odczuwa jej realne symptomy

Depresja wciąż stanowi temat tabu. Tymczasem ponad 70 proc. Polaków przyznaje, że doświadcza jej syndromów.

Depresja coraz bardziej daje się we znaki Polakom. Według najnowszego badania, obecnie już przeszło 70% dorosłego społeczeństwa obserwuje u siebie syndromy, które najczęściej są z nią kojarzone. W ciągu roku nastąpił też wzrost o ponad 11 p.p. Najczęściej rodacy mówią o obniżonym nastroju, zmęczeniu i braku energii, a także o zaburzeniach snu. Sytuacja mocno dokucza osobom wchodzącym w dorosłość i w sile wieku, a także seniorom. Z kolei najrzadziej sygnalizowane są myśli i czyny samobójcze. Z tym głównie zmagają się najmłodsi dorośli, tj. w wieku 18-22 lat. W obecnej sytuacji gospodarczej eksperci nie są zaskoczeni zatrważającymi wynikami sondażu. I alarmują, że depresja wciąż stanowi w Polsce temat tabu, co może utrudniać sięganie po pomoc.

Nie od dziś wiadomo, że depresja jest groźnym społecznie zjawiskiem. Dlatego autorzy badania przygotowali listę 10 objawów najczęściej kojarzonych z tym problemem. Ankietowani wybrali te symptomy, które dokuczają im od co najmniej 2 tygodni. I aż 72,8% dorosłych Polaków potwierdziło, że odczuwa minimum jeden syndrom. Dla porównania, dokładnie rok temu ten odsetek sięgał 61,4%. Takie wnioski płyną z cyklicznego raportu pt. „Zdrowie psychiczne Polaków. Depresja jest wśród nas…”, przedstawionego przez UCE RESEARCH i platformę ePsycholodzy.pl.

– Od czasu poprzedniego badania wiele się wydarzyło. Wybuchła wojna w Ukrainie, wyraźnie wzrosły ceny w sklepach i wszelkie codzienne opłaty. To wszystko wstrząsnęło ludźmi i uaktywniło pesymistyczne myśli. A to przecież jeszcze nie koniec trudności. Zmiany łańcuchów dostaw, konsumpcji dóbr i usług wpłyną na rynek pracy, co w przypadku mniej konkurencyjnych pracowników z małych miejscowości może oznaczać długoterminową utratę dochodów – komentuje Michał Pajdak, jeden ze współautorów badania.

Jak stwierdza dr Aleksandra Piotrowska, psycholożka i wykładowczyni na Uniwersytecie Warszawskim, przez ostatni rok nie zdarzyło się nic, co wzmocniłoby poczucie bezpieczeństwa rodaków, zarówno w sferze zdrowia, jak i finansów. Dodatkowo ludzie mocno ograniczyli fizyczne spotkania na rzecz kontaktów w świecie online, a te nie zaspokajają ich potrzeb psychicznych. Ekspertka podkreśla też, że oczywiście pojedyncze objawy nie świadczą jeszcze o depresji. Ta choroba, jak każda, wymaga indywidualnej diagnozy. Natomiast z badania wynika, że obecnie 21,1% ankietowanych nie dostrzega u siebie żadnego symptomu wymienionego w ankiecie. Z kolei 6,1% respondentów nie potrafi się określić.

– Fakt, że w obecnych czasach jedna piąta Polaków nie odczuwa tego typu objawów, jest pozytywny. Niestety, część osób może jednak ukrywać swoje odczucia, np. obawiając się stygmatyzacji. W Polsce depresja to niestety, ale wciąż temat tabu, co może opóźniać decyzję o skorzystaniu z odpowiedniego wsparcia – alarmuje psycholog Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.

Najczęściej wskazywanym objawem jest obniżenie nastroju – 40,3%. Częściej deklarują to kobiety niż mężczyźni. Informują o tym głównie osoby w wieku 23-35 lat. Przeważnie zgłaszają ten problem Polacy z miesięcznymi dochodami netto poniżej 1000 zł. Głównie też mówią o tym rodacy z wyższym wykształceniem, a także mieszkańcy miast liczących 50-99 tys. ludności.

– To zrozumiałe, że ludzie w sile wieku, dążący do niezależności i zarabiający poniżej średniej krajowej, nie są zadowoleni z życia. Zwłaszcza w mniejszych miastach jest mniej możliwości rozwoju niż w większych. Brakuje tam też odpowiedniej rozrywki – tłumaczy psycholożka Małgorzata Osowiecka, wykładowczyni na Uniwersytecie SWPS w Sopocie.

Drugie w zestawieniu jest uczucie zmęczenia i braku energii – 36,6%. Częściej wskazują je kobiety niż mężczyźni. Głównie dotyczy ono najmłodszych (18-22 lat) i najstarszych ankietowanych (56-80 lat), z miesięcznymi dochodami netto poniżej 1000 zł. Tak deklarują przeważnie osoby ze średnim wykształceniem, a także mieszkańcy miast liczących 100-199 tys. ludności.

– Okres wchodzenia w dorosłość to czas sprawdzania się na różnych polach. W niepewnych gospodarczo czasach uczucie zmęczenia i braku energii może być konsekwencją braku perspektyw. Z kolei seniorzy mogą przeżywać kryzys drugiej połowy życia. Są wśród nich też osoby słabsze, obserwujące u siebie narastające problemy zdrowotne, co bywa wyjątkowo uciążliwe w przypadku trudnej sytuacji ekonomicznej – dodaje ekspertka z SWPS.

Trzecią pozycję na liście najczęściej wskazywanych objawów mają zaburzenia snu – 27,1%. Częściej mówią o nich kobiety niż mężczyźni. Ten problem dotyka głównie osoby w wieku 18-22 lat i dominuje wśród Polaków zarabiających 7000-8999 zł netto miesięcznie. Najczęściej zgłaszają go rodacy ze średnim wykształceniem, a także mieszkańcy miejscowości liczących 5-19 tys. ludności.

– Patrząc na strukturę wiekową, znów można powiedzieć, że problem najczęściej dotyczy młodych osób, wchodzących w dorosłość. Mogą to być np. studenci, a także młodzi pracownicy branż rozwijających się lub rodzinnych biznesów. Oni wszyscy mogą przedkładać rozwój zawodowy nad jakość snu – uważa Osowiecka.

Na kolejnych pozycjach w zestawieniu widać takie objawy, jak pesymistyczne, czarne widzenie przyszłości – 23,8%, osłabienie koncentracji i uwagi – 22,9%, a także brak przyjemności z wykonywania czynności, które wcześniej ją sprawiały – 22%. Mniej niż 20% wskazań ma niska samoocena i mała wiara w siebie. Natomiast na końcu listy są myśli i czyny samobójcze – 6,2%. Przed nimi widać zmniejszony apetyt – 8,3%, jak również poczucie winy i obniżonej wartości – 10,1%.

– Połączenie ww. objawów może dawać pierwsze sygnały o depresji. Dodatkowym ryzykiem jest niezdrowy styl życia, w którym brakuje aktywności fizycznej, a także dbałości o odpoczynek i właściwą dietę. Co ważne, symptomy ww. choroby mogą być inne w przypadku każdego pacjenta i zmieniać się z czasem. Każda osoba, która od dłuższego czasu doświadcza pogorszenia kondycji psychicznej i nie radzi sobie z tym, powinna jak najszybciej skorzystać z pomocy specjalisty – przekonuje Michał Murgrabia.

Myśli i czyny samobójcze częściej wskazują mężczyźni niż kobiety. Dotyczą one głównie osób w wieku 18-22 lat, z miesięcznym dochodem netto mniejszym niż 1000 zł, z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym, a także mieszkańców miejscowości liczących 20-49 tys. ludności.

– Zarówno kobiety, jak i mężczyźni miewają myśli samobójcze, ale tendencja do ich realizacji jest znacznie częstsza wśród mężczyzn. Z kolei osoby młode i niemające wyższego wykształcenia wykazują się większą podatnością na stres i mają niedojrzałe mechanizmy obronne. Według badań literatury światowej, ubóstwo, niższe wykształcenie i zamieszkiwanie okolic wiejskich są czynnikami ryzyka prób samobójczych. Wrażliwość na nie mogą potencjalizować takie zjawiska, jak wojna czy pandemia – mówi prof. Jerzy Samochowiec, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

Podsumowując, należy zaznaczyć, że wśród ankietowanych odczuwających przynajmniej jeden z ww. objawów aż 43% nie miało tego typu problemów przed wzrostem inflacji, czyli przed podwyżkami cen w sklepach, rat kredytów oraz spadkiem wartości dochodów. 47% respondentów twierdzi odwrotnie, a 10% nie ma wyrobionej opinii w tej kwestii.

Bez przełomu po „minutkach” FOMC

Wczorajsza publikacja “minutek” z ostatniego posiedzenia FOMC była elementem przyciągającym uwagę rynku. Dolar zdołał się lekko umocnić a indeksy skierowały się na południe. Ruch był jednak krótkotrwały a zmienność należy zaliczyć do tych z kategorii „umiarkowanych”. Para EUR/USD przez moment była notowana poniżej 1,06.

Nie było przełomu w zapiskach z lutowego posiedzenia Rezerwy Federalnej. Rynek jedynie otrzymał kolejne potwierdzenie, że kontynuacja podwyżek stóp jest w planach banku centralnego. Można powiedzieć, że informacje dały jeszcze większą pewność, że Fed nie kończy jeszcze z cyklem zacieśniania. Zmalała również szansa na to, że zobaczymy kosmetyczne obniżki pod koniec tego roku czy na początku kolejnego. Z komunikatu warto przytoczyć jedno ze zdań: „uczestnicy zauważyli, że restrykcyjne nastawienie polityki będzie musiało być utrzymane do czasu, gdy napływające dane dadzą pewność, że inflacja jest na trwałej ścieżce spadkowej do 2 proc., co prawdopodobnie zajmie trochę czasu.” Podano „prawie wszyscy” urzędnicy zgodzili się, że podwyżka o 25 pb była odpowiednia, podczas gdy „kilku” sprzyjało lub mogło poprzeć większą podwyżkę o 50 pb. W protokole podkreślono, że inflacja „pozostaje znacznie powyżej celu Fed, a rynek pracy wciąż jest bardzo napięty, przyczyniając się do ciągłej presji na wzrost płac i cen”. Kilku urzędników stwierdziło, że „niewystarczająco restrykcyjne” stanowisko polityki może zahamować ostatnie postępy w łagodzeniu presji inflacyjnej. Przedstawiciele amerykańskiej instytucji zauważyli jednocześnie, że dane dotyczące inflacji otrzymane w ciągu ostatnich trzech miesięcy pokazały mile widziane zmniejszenie miesięcznego tempa wzrostu cen, ale podkreślili, że potrzeba znacznie więcej dowodów na postęp w szerszym zakresie cen, aby mieć pewność, że inflacja jest na trwałej ścieżce spadkowej.

Rynek mogła zaskoczyć informacja, że aż kilku decydentów opowiadało sią za większym ruchem w górę na stopach. Oznacza to, że oprócz James-a Bullarda (najmocniejszego jastrzębia) oraz Loretty Mester jest jeszcze ktoś, kto uważa podobnie. To jednak nie wystarczyło, żeby dolar złapał wiatr w żagle.

Wycena rynkowa po wczorajszych „minutkach” nie zmieniła się prawie w ogóle. Kontrakty Fed Fund futures w pełni wyceniają podwyżki o 25 pb. na kolejnych trzech posiedzeniach w marcu, maju oraz czerwcu. Wskazują również, że szczyt całego cyklu wypadnie na poziomie 5,54 proc. oraz to, że Powell poluzuje minimalnie politykę do końca 2023 roku.

Notowania EUR/USD na moment znalazły się poniżej 1,06. Rentowność amerykańskich obligacji 2 letnich spadła minimalnie o 3 pb. do 4,69 proc. a 10-latków do 3,92 proc. Zdecydowany ruch w górę odbyła się na wtorkowej sesji. Indeksy zamknęły dzień wykazując kosmetyczne zmiany. Dow Jones spadł o 0,3 proc., SP500 stracił 0,2 proc. a Nasdaq Composite zyskał 0,1 proc.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Wybieramy samochód elektryczny do miasta

Jaki samochód najlepiej sprawdzi się w mieście? Przede wszystkim taki, którym z łatwością zaparkujemy w różnych miejscach, będzie zapewniał odpowiednią dynamikę do sprawnego poruszania się po mieście i bez problemu będziemy mogli wjechać nim w różne miejsca. Słowem, chodzi o mały samochód elektryczny. W Volkswagen Financial Services możesz sfinansować modele, które doskonale spełniają te kryteria.

Zatłoczone centra miast, ciasne uliczki, niewielkie przestrzenie parkingowe – wszystko to sprawia, że w miejskiej dżungli bardzo często rozmiar ma znaczenie. I w tym przypadku, jeżeli mówimy o poruszaniu się samochodem, często mniejsze auto ma znaczną przewagę. Dlatego, jeżeli poszukujemy samochodu z przeznaczeniem głównie do jazdy po mieście, powinniśmy poszukać zwrotnych i zwinnych aut o niedużych gabarytach.

Jednak, aby współcześnie swobodnie poruszać się po centrach wielu miast, powyższe kryteria nie są wcale wystarczające. Coraz więcej metropolii decyduje się bowiem na wyznaczanie tzw. stref bezemisyjnych, w których obowiązuje zakaz poruszenia się pojazdami z silnikami spalinowymi. Tym samym, jedyne auta, jakie mogą wjechać do tego typu stref mają napęd elektryczny. Łącząc wszystkie powyższe kryteria razem, możemy wywnioskować, że idealnym rozwiązaniem do miasta będzie mały samochód elektryczny.

Wśród aut dostępnych w atrakcyjnym finansowaniu VW FS znajdziemy również takie, które doskonale wypełniają kryteria bycia małym samochodem elektrycznym. Pierwsza propozycja to oczywiście wyjątkowo dopracowany i przemyślany Volkswagen ID.3. Jest to auto, które świetnie odnajduje się w warunkach miejskich, jednocześnie za sprawą m.in. dużego rozstawu osi jak na swoje gabaryty, zaskakuje przestronnością. Jak przystało na rasowego Volkswagena, został wyposażony w najnowocześniejsze rozwiązania techniczne, a także potrafi dostarczyć wielu wrażeń za kierownicą.

Jeżeli głównym czynnikiem decydującym o wyborze samochodu, obok walorów praktycznych, jest jego nietuzinkowość, a także niezapomniane wrażenia z jazdy, to bardzo ciekawą alternatywę stanowi CUPRA Born. To mały samochód elektryczny o sportowym zacięciu i wyrazistym designie. Pomimo ostrych linii nadwozia i sportowej charakterystyki, w tym także precyzyjnego układu kierowniczego, w warunkach miejskich potrafi zaskoczyć także komfortem i płynnością jazdy. Niewątpliwie jest to propozycja dla osób, które lubią się wyróżniać.

Zarówno CUPRA Born jak i Volkswagen ID.3 dostępne są w atrakcyjnym finansowaniu VW FS. Korzystając z tej ofert można mieć świetnie sprawdzający się w mieście samochód elektryczny przy niskiej miesięcznej racie. Oferty finansowe obejmują m.in. rozwiązanie JAK ABONAMENT, dzięki któremu można korzystać z samochodu przy minimalnych miesięcznych nakładach finansowych. Wszystko dlatego, że spłacamy jedynie część wartości pojazdu – jego przewidywaną utratę wartości w trakcie finansowania – a dopiero na koniec umowy podejmujemy decyzję, czy chcemy auto wykupić czy też zwrócić do salonu i zdecydować się np. na nowe finansowanie. Możliwe jest także uzyskanie dofinansowania na zakup samochodu elektrycznego z programu „Mój elektryk”.

Cloud Technologies sfinalizowało zakup platformy Demand-Side Platform (DSP)

Cloud Technologies, notowana na głównym rynku GPW spółka koncentrująca się na sprzedaży danych cyfrowych do targetowania reklamy internetowej, sfinalizowała zakup platformy Demand-Side Platform (DSP). Na mocy podpisanej umowy spółka nabyła wszelkie prawa, w tym prawa własności przemysłowej i prawa autorskie, do kodu źródłowego platformy DSP za kwotę 3,7M euro. Zakup technologii jest jednym z kluczowych elementów strategii rozwoju spółki na lata 2021 – 2023.

 – Pod koniec poprzedniego roku debiutowaliśmy na głównym rynku GPW. Teraz mamy przyjemność ogłosić realizację kolejnego ważnego elementu naszej strategii jakim jest zakup technologii. Nabycie kodów źródłowych platformy DSP jest de facto finalizacją transakcji z 2019 roku, związanej z zakupem licencji na przedmiotową platformę. Przez kilka lat mieliśmy okazję dokładnie obserwować i analizować synergie zachodzące między platformą DSP a naszą autorską platformą DMP. Model biznesowy łączący te dwa rozwiązania jest sprawdzony i zapewnia wzrost efektywności działań w kluczowym dla nas segmencie jakim jest sprzedaż danych co daje odzwierciedlenie w sukcesywnie rosnących wynikach tego segmentu oraz zwiększy naszą niezależność na rynku reklamy internetowej. – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Platforma DSP służy do automatycznego zakupu powierzchni reklamowej oraz umożliwia monetyzację danych. Wcześniej grupa kapitałowa korzystała z licencji na zewnętrzną platformę DSP, bez prawa do kodów źródłowych i możliwości rozwoju technologii we własnym zakresie oraz jej dalszego sublicencjonowania. Zakup platformy DSP zwiększy niezależność w funkcjonowaniu grupy kapitałowej na rynku reklamy internetowej, a lepsza integracja z platformą DMP przyczyni się do zwiększenia efektywności monetyzacji danych.

W reklamie online szczególnie dynamicznie rośnie model bazujący na danych, czyli reklama programmatic, która staje się modelem dominującym na kolejnych rynkach. W USA oraz Wielkiej Brytanii – kluczowych dla Cloud Technologies rynkach – już ponad 80% reklam cyfrowych realizuje się w właśnie w tym modelu. Według eMarketera w tym roku wydatki na reklamę programmatic na rynku amerykańskim wzrosną o ponad 15% r/r i przekroczą 141 mld USD.

Rosnący rynek reklamy programmatic wpływa na coraz większy popyt na dane, na których bazuje ten model reklamy. W całym 2022 roku średnia miesięczna dynamika sprzedaży danych Cloud Technologies rosła o blisko 50% r/r. Natomiast strategiczny i skalowalny segment obejmujący sprzedaż danych odpowiadał na koniec trzeciego kwartału za 80% przychodów spółki.

 – Zamknięcie transakcji pozwoli nam skoncentrować się na realizacji następnych kluczowych elementów strategii. W najbliższym czasie będziemy kontynuować skup akcji własnych, które następnie chcemy przeznaczyć na realizację programu motywacyjnego. – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Pod koniec 2021 r. Cloud Technologies zaprezentowała strategię na lata 2021 – 2023, której celem jest osiągnięcie pozycji wiodącego dostawcy na globalnym rynku danych. Grupa kapitałowa zaplanowała w ciągu trzech lat 2021 – 2023 zainwestować do 50 mln zł, finansowanie pochodzić będzie ze środków własnych, bez korzystania z długu lub emisji akcji. Najważniejszymi elementami strategii rozwoju są m.in. skoncentrowanie modelu biznesowego na sprzedaży danych, międzynarodowe akwizycje, zakup technologii, skup akcji własnych w ramach programu motywacyjnego oraz przejście na główny rynek GPW.

W III kwartale ubiegłego roku Cloud Technologies dzięki koncentracji na wysokomarżowym segmencie sprzedaży danych wypracowało rekordowe wyniki. Spółka wygenerowała przychody w wysokości 12,3 mln zł i zysk netto w wysokości 5,1 mln zł. EBITDA w kluczowym dla spółki segmencie sprzedaży danych wyniosła 6,2 mln zł, co oznacza wzrost o 39,9% r/r. Marżowość EBITDA sprzedaży danych sięgnęła 63,2%. W ujęciu od początku 2022 roku, tj. od 1 stycznia do 30 września br., spółka wypracowała zysk netto w wysokości 11 mln zł, a EBITDA sięgnęła 15,1 mln zł. Na koniec III kwartału 2022 roku spółka posiadała 37,5 mln PLN gotówki.

Sprzedaż kredytów – dane za styczeń 2023 r.

W styczniu 2023 r., w porównaniu do stycznia 2022 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów ratalnych o (+67,6%), kart kredytowych o (+36,8%) oraz kredytów gotówkowych o (+12,3%). Spadek o (-63,1%) odnotowały kredyty mieszkaniowe. W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość limitów na kartach kredytowych (+48,7%), kredytów gotówkowych (+15,0%) oraz kredytów ratalnych (+1,1%). O (-65,2%) spadła wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych.

Analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając na ich podstawie wnioski oraz formułując stosowne opinie, BIK zawsze bierze pod uwagę dwa ważne aspekty metodyczne.

Po pierwsze, uwzględnia specyfikę udzielania poszczególnych produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank. Zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w jednym miesiącu. Zatem w przypadku tych produktów, styczniowa akcja kredytowa jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w samym styczniu 2023 r. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet powyżej miesiąca od złożenia wniosku, w związku z tym, sprzedaż kredytów mieszkaniowych w styczniu 2023 r. jest efektem wniosków składanych głównie w grudniu 2022 r.

Po drugie, z uwagi na konstrukcję Indeksów Jakości, duże problemy ze spłatą kredytów mogą w pełni zmaterializować się w ich odczytach dopiero po trzech miesiącach od zaprzestania spłaty (czyli trzech niezapłaconych miesięcznych ratach), ponieważ Indeksy obejmują jedynie opóźnienia powyżej 90 dni, nie pokazują więc wczesnych, 30-dniowych opóźnień.

W styczniu 2023 r. wzrosty w kredytach gotówkowych

– Styczniowe dynamiki wzrostu w ujęciu liczbowym o 12,3%, a w wartościowym o 15,0% potwierdzają dobrą koniunkturę na rynku kredytów gotówkowych. Dla pełnej oceny sytuacji należy wziąć pod uwagę, że dynamiki w ujęciu wartościowym pokazujemy według sprzedaży nominalnej. Gdy jednak posłużymy się ujęciem realnym, uwzględniającym inflację, to dynamika wzrostu wartości kredytów gotówkowych wypada gorzej, a wręcz jest ujemna na poziomie ok. -2%.

Analizując rynek kredytów gotówkowych z uwzględnieniem przedziałów kwotowych udzielanego finansowania, obserwujemy interesujące zjawisko. Zwracają uwagę kredyty zaciągane powyżej 50 tys. zł, w których wystąpiły najwyższe dodatnie dynamiki wzrostu zarówno w ujęciu liczbowym (+20,5%), jak i wartościowym (+23,7% ).

Co ciekawe, zjawisko to występowało w 2021 r., gdy najwyższa dodatnia dynamika wzrostów dotyczyła właśnie kredytów wysokokwotowych pow. 50 tys. zł. Inaczej niż w roku ubiegłym, gdzie najwyższą dodatnią dynamiką charakteryzowały się kredyty niskokwotowe do 5 tys. zł.

Obecnie kredyty pow. 50 tys. zł odpowiadają za 12% liczby udzielonych w styczniu br. kredytów gotówkowych i za 48% łącznej wartości sprzedaży. Na cały 2023 r. prognozujemy wartość akcji kredytowej na poziomie 65 mld zł – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Kredyty ratalne nadal na fali wzrostowej, ale tylko w ujęciu liczbowym

Styczniowe dodatnie dynamiki w przypadku kredytów ratalnych wystąpiły w ujęciu liczbowym (+67,6%), natomiast w ujęciu wartościowym były to jedynie niewielkie wzrosty nominalne na poziomie (+1,1%).

– Najwyższe dynamiki w ujęciu wartościowym, podobnie jak w roku ubiegłym, objęły kredyty ratalne do 1 tys. zł (+42,1%). Bardziej spektakularne odczyty w tym samym przedziale wystąpiły w ujęciu liczbowym, odnotowując wzrost o (+129,0%). Co ciekawe, podobnie jak w całym 2022 r. ujemną dynamikę odnotowały jedynie kredyty ratalne wysokokwotowe z przedziału powyżej 10 tys. zł (-3,6% L oraz -25,7% W), trend z zeszłego roku jest więc kontynuowany. Prognozujemy, że w 2023 r. banki udzielą kredytów ratalnych na łączną kwotę 18,5 mld zł – stwierdza główny analityk Grupy BIK.

Dla kredytów gotówkowych średnia wartość zaciągniętego w styczniu 2023 r. kredytu to 21 039 zł – to wzrost o 2,4% w stosunku do stycznia 2022 r.

Natomiast średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w styczniu 2023 r. to 2 352 zł i jest ona niższa niż w styczniu rok temu aż o 39,7%.

Mierzony i analizowany przez BIK w miesięcznym cyklu poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych) w oparciu o odpowiednie Indeksy Jakości, pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na bardzo niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – styczniowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych był na poziomie 2,07%. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Styczniowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wyniósł 5,09%.

– W porównaniu do stycznia 2022 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych pogorszyła się (wzrosła) o 1,44 pkt proc. Również w ujęciu miesięcznym nastąpiło widoczne pogorszenie wartości Indeksu, co jest niepokojące tym bardziej, że zjawisko, pogarszania się wartości Indeksu dotyczy również kwartału, pół roku czy dziewięciu miesięcy. Na pozytywną ocenę zasługuje jednak niski, bezpieczny odczyt Indeksu dla kredytów ratalnych. Co prawda, w okresie 12-miesięcznym wartość Indeksu pogorszyła się (wrosła) o 0,98 p.p. to i tak nadal znajduje się na bezpiecznym poziomie, co wynika z faktu zaciągania kredytów ratalnych przez klientów o wysokiej wiarygodności kredytowej i pozytywnej historii kredytowej.

Pomimo, że oba Indeksy pogorszają się w ujęciu 12 -miesięcznym, to poziom wzrostów nie jest na razie na tyle wysoki, aby budzić istotne obawy co do jakości portfela kredytów gotówkowych i ratalnych. Jednak z uwagi na wzrost ryzyka wynikającego z uwarunkowań globalnych czy sytuacji makroekonomicznej w Polsce, w kolejnych kwartałach należy liczyć się z pogorszeniem jakości, a to wymaga jeszcze baczniejszej obserwacji tego zjawiska. Szczególnie należy analizować dynamikę wzrostu wartości Indeksów. Wzrost dynamiki świadczyłby o szybkim pogarszaniu się jakości tych kredytów – wyjaśnia główny analityk Grupy BIK.

Kredyty mieszkaniowe – historycznie najgorsze wyniki akcji kredytowej

W styczniu br. w porównaniu ze styczniem 2022 r., na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy ogromny spadek zarówno liczby (-63,1%) jak i wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych (-65,2%). W styczniu 2023 r. średnia wartość udzielonego kredytu mieszkaniowego wyniosła 329,17 tys. zł i była niższa w ujęciu rocznym o -5,7%.

– W styczniu br. nadal utrzymywał się spadkowy trend sprzedaży kredytów mieszkaniowych. Banki udzieliły ich tylko 6 217 szt., co jest najniższym wynikiem od 13 lat, czyli od stycznia 2010 r. Miesięczna wartość kredytów mieszkaniowych w styczniu 2023 r. wyniosła 2,047 mld zł – to odczyt, który należy do najniższych od stycznia 2010 r. Co może więc zmienić sytuację na rynku kredytów mieszkaniowych? Po pierwsze, zwiększenie popytu na kredyty mieszkaniowe, a to wymaga jak już wielokrotnie pisałem łącznego wystąpienia kilku zjawisk. Obniżki stóp procentowych, realnego wzrostu wynagrodzeń, liberalizacji wymagań nadzorczych w zakresie liczenia zdolności kredytowej (tu już mamy pierwszą jaskółkę), spadku cen nieruchomości (również widać już pewne symptomy wyhamowania cen). Po drugie, skłonność banków do udzielania kredytów mieszkaniowych. Kredyt mieszkaniowy jest produktem o najniższym ryzyku kredytowym, jednak obecnie o bardzo wysokim ryzyku prawnym. W jakimś sensie kredyt mieszkaniowy staje się dla konsumentów niczym nabycie opcji finansowej, a nie zobowiązującym kontraktem finansowym, co może zniechęcać banki do jego masowego udzielania. Wartość akcji kredytowej w całym 2023 r. prognozujemy na poziomie 28 mld zł – stwierdza prof. Rogowski.

Do 19 lutego br. banki zaraportowały do bazy BIK 1,11 mln rachunków kredytów mieszkaniowych objętych wakacjami kredytowymi o wartości do spłaty 277 mld zł.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w styczniu 2023 r. wyniósł 1,46%. W ostatnich 12 miesiącach (od stycznia 2022 r. do stycznia 2023 r.) jakość portfela pogorszyła się, o czym świadczy wzrost Indeksu o (+0,91 p.p.).

– Wartość Indeksu Jakości kredytów mieszkaniowych sukcesywnie pogarsza się (wzrost wartości Indeksu) w ujęciu 1, 3, 6 i 12 miesięcznym. Obecny odczyt Indeksu jest najwyższy od 2015 r. W 2022 r. zakładałem, że negatywny efekt pogarszania jakości zostanie ograniczony przez powszechne korzystanie z moratoriów kredytowych. Jednak partycypacja w moratoriach kredytowych nie wystarczyła, by w pełni wyhamować wzrost szkodowości złotówkowych kredytów mieszkaniowych. Nie można również abstrahować od kredytów walutowych. Widzimy w bazie BIK, że wzrost szkodowości dotyczy w większości kredytów udzielonych we franku szwajcarskim. W ich przypadku na utrzymaniu jakości zaważył nowy rodzaj ryzyka – nazwałem go prawnym. Przyczyną tego zjawiska może być wstrzymywanie się klientów ze spłatą zobowiązań do czasu rozstrzygnięć prawnych. Rok 2023 będzie w mojej opinii kluczowy dla jakości portfela kredytów mieszkaniowych w kolejnych latach – zapowiada główny analityk Grupy BIK.

Karty kredytowe – wzrosty wynikające efektu niskiej bazy

W styczniu 2023 r. banki wydały 48,4 tys. kart kredytowych na łączną kwotę 421 mln zł przyznanych limitów.

– Odczyty BIK dotyczące kart kredytowych w styczniu 2023 r. są dodatnie – przyznano więcej limitów kartowych (+36,8%) oraz na wyższą wartość (+48,7%) w relacji do roku ubiegłego. Głównie jest to efekt niskiej bazy ze stycznia 2022 r.

Należy pamiętać, że limity kartowe są po kredytach gotówkowych drugim najbardziej ryzykownym produktem kredytowym. Wartość Indeksu Jakości w styczniu wyniosła 4,12%. W ujęciu rocznym wartość Indeksu pogorszyła się – wzrosła o (+1,00 p.p.) i jest to oprócz kredytów gotówkowych najwyższy wzrost ze wszystkich Indeksów produktowych – mówi prof. Rogowski.

Czasopisma marketingowe, z którymi staniesz się lepszym sprzedawcą i marketerem

Jesteś dopiero na początku swojej marketingowej drogi i wydaje Ci się, że dziedzina ta pełna jest gór, które trudno przeskoczyć? Nie musi tak być, jeśli wiesz, gdzie szukać sprawdzonych informacji oraz skutecznych rozwiązań. Magazyny marketingowe pomogą Ci zdobyć potrzebną wiedzę od podstaw oraz rozwiną i uzupełnią to, co już wiesz. Sprawdź, dlaczego warto postawić na czasopismo marketingowe.

Czasopisma marketingowe – zawsze na czasie

Praca marketingowca często polega na tym, że szuka on odpowiedzi na pytania związane z obszarem, jakim zajmuje się na co dzień. A to dlatego, że nie można polegać wyłącznie na wiedzy, którą nabyło się już wcześniej. Trzeba ciągle się uczyć i pamiętać o tym, że w marketingu wiele aspektów lubi się dynamicznie zmieniać. Dlatego właśnie warto sięgnąć po czasopismo o marketingu, ponieważ wydawane jest kilka razy w roku i podsuwa rozwiązania, które są aktualne. Masz pewność, że to, czego się nauczysz, sprawdzi się wtedy, kiedy tylko tego potrzebujesz.

Czasopisma marketingowe tworzą specjaliści, którzy marketingiem zajmują się od wielu lat. Jest to wiedza z pierwszej ręki, a dzięki ogromnemu doświadczeniu autorów, otrzymujesz tylko sprawdzone porady. Metody i rozwiązania, które proponowane są w artykułach, sprawdziły się już w wielu firmach, co świadczy też o tym, że są uniwersalne. Niezależnie od tego, do jakiej konkretnie branży wpisuje się Twój biznes, możesz z powodzeniem wykorzystać to, czego dowiesz się z czasopisma.

Na jakie czasopisma marketingowe warto postawić?

Jeśli zastanawiasz się, na jakie czasopisma marketingowe warto postawić, zwróć uwagę na „Marketera Plus” oraz „E-commerce w Praktyce”. Są to magazyny, które odpowiedzą Ci na wiele pytań związanych z poruszaniem się po różnych obszarach marketingu, a także sprzedaży w internecie. Dzięki temu nie tylko rozwiążesz problemy, które napotkasz na swojej drodze, ale także umocnisz pozycję eksperta.

„Marketer Plus” podejmuje przede wszystkim tematy związane z szeroko pojętym marketingiem, komunikacją i brandingiem. Dowiesz się z niego, jak sprzedawać w czasie recesji, jak tworzyć skuteczne reklamy w wyszukiwarkach, czy jak tworzyć content, który pozyska nowych klientów oraz ich uwagę. Tematów zresztą jest mnóstwo i przeglądając spis treści poszczególnych numerów „Marketera+”, z pewnością znajdziesz to, czego szukasz. B2B, B2C, CX, UX, UI, AI, automatyzacja, strategia, media społecznościowe – jeśli tylko szukasz informacji na ten temat, znajdziesz je w „M+”.

„E-commerce w Paktyce” skierowany jest głównie dla osób, które na co dzień zajmują się e-handlem. Dowiesz się z niego, jak planować strategię, jak zarządzać magazynem, zapasami i zwrotami, jak analizować sprzedaż czy ruch na stronie, a także poznasz sposoby na przyjazną obsługę klienta. Dzięki temu Ty oraz Twój sklep będziecie zarabiać więcej. Najnowsze oraz archiwalne numery magazynu pełne są niezwykle przydatnych informacji, dając Ci dostęp do rzetelnej wiedzy o sprzedaży w internecie.

Postaw na czasopisma „Marketer Plus” oraz „E-commerce w Praktyce” jeśli chcesz, by Twoja firma wyróżniała się na tle innych i dawała Ci satysfakcjonujące wyniki.

Pożyczki bez BIK i innych baz. Sprawdź gdzie je znaleźć

Chcesz wziąć pożyczkę, ale posiadasz negatywne wpisy w BIK lub innych bazach dłużników? Chcesz wiedzieć, czy mimo to masz szansę na dodatkowe wsparcie finansowe? W takiej sytuacji warto poszukać pożyczki bez BIK? Ale jak działają takie pożyczki i jak ich szukać? Na te pytania odpowiadamy w poniższym artykule.

Jak działa pożyczka bez BIK?

Pożyczki bez BIK to potoczna nazwa produktu oferowanego przez niektóre firmy pozabankowe. Na czym to polega? Każda instytucja finansowa ma obowiązek sprawdzania zdolności kredytowej klienta, przed udzieleniem pożyczki lub kredytu. Służą do tego przede wszystkim tzw. bazy dłużników. Jeśli posiadasz negatywny wpis w jednej z nich, Twoje szanse na otrzymanie pożyczki znacznie spadają. Firmy nie mają jednak obowiązku, aby sprawdzać każdą z baz. Dzięki temu, nawet posiadając negatywny wpis w jednej z nich, wciąż masz szansę na akceptację Twojego wniosku.

Biuro Informacji Kredytowej (BIK) jest najpopularniejszy rejestr sprawdzany przez firmy pożyczkowe. Negatywny wpis w BIK znacznie utrudnia wzięcie pożyczki. Są jednak pożyczkodawcy, którzy nie sprawdzają BIK. Dla innych, negatywny wpis w tej bazie nie nie wiąże się z automatycznym odrzuceniem wniosku. Właśnie oferty od takich firm nazywane są potocznie pożyczkami bez BIK lub bez baz.

Czy każdy może otrzymać pożyczkę bez BIK?

Jak wspominaliśmy, każdy pożyczkodawca ma obowiązek sprawdzania zdolności kredytowej klientów. Nawet, jeśli odbywa się to z pominięciem bazy BIK, wciąż firma pożyczkowa musi ocenić, że pożyczkobiorca będzie w stanie spłacić zobowiązanie. Co prawda zwykle pożyczki bez BIK charakteryzują się wyższą przyznawalnością, ale nie oznacza to, że może je otrzymać każdy. Jeśli Twoja sytuacja finansowa jest zła, posiadasz liczne długi i nie masz stałego dochodu, Twoje szanse na otrzymanie pożyczki lub chwilówki bez BIK są minimalne.

Zalety i wady pożyczek bez sprawdzania baz

Czy warto decydować się na pożyczkę bez BIK? Odpowiedź nie jest niestety jednoznaczna. Aby ułatwić odpowiedź na to pytanie prezentujemy zestawienie wad i zalet pożyczek bez BIK.

Zalety pożyczek bez BIK:

  • możliwość wzięcia pożyczki nawet z negatywnym wpisem w bazie BIK,
  • wyższa akceptowalność wniosków, niż w przypadku innych pożyczek lub kredytów,
  • minimum formalności i dokumentów,
  • możliwość wnioskowania online,
  • szybka decyzja – nawet w 15 minut,
  • w niektórych firmach możliwość wzięcia pierwszej pożyczki za darmo lub na raty.

Wady pożyczek bez BIK:

  • często wyższe oprocentowania lub inne koszty niż w przypadku innych pożyczek,
  • niektórzy pożyczkodawcy wymagają dodatkowego zaświadczenia o dochodach.

Pamiętaj, że każdy pożyczkodawca ma własne zasady. W związku z czym przed podpisaniem umowy należy ją dokładnie przeczytać. Wtedy będziesz w stanie świadomie ocenić, czy proponowane warunki są dla Ciebie korzystne.

Gdzie znaleźć pożyczki bez BIK?

Aby znaleźć pożyczki bez BIK warto skorzystać z dostępnych w Internecie porównywarek i rankingów. Możesz także sprawdzić informacje o sprawdzanych bazach na stronach internetowych pożyczkodawców. Często piszą oni otwarcie jakich rejestrów używają do kontrolowania zdolności kredytowej klientów. Jeśli taka informacja nie jest podana, możesz spytać o to firmę pożyczkową. Można także poszukać opinii klientów danej firmy pożyczkowej.

Należy jednak pamiętać, że nie każdy pożyczkodawca, który sprawdza BIK, odrzuca wnioski klientów z negatywnym wpisem. W praktyce, znacznie częściej można się spotkać z ofertami pożyczkodawców, którzy akceptują wnioski pożyczkowe nawet od klientów, których historia kredytowa jest wątpliwa. Dużą rzadkością są natomiast pożyczki, gdzie baza BIK w ogóle nie jest sprawdzana. W związku z tym, nawet jeżeli dany pożyczkodawca sprawdza bazy, nie należy automatycznie rezygnować ze składania wniosku.

Wysoki popyt w czasie luki podażowej na rynku powierzchni biurowych w Polsce

2022 był dobrym, mocnym rokiem na rynku powierzchni biurowych w Polsce. Po okresie bessy nadszedł czas długo oczekiwanej hossy w popycie. Firmy przystosowały się do nowych warunków pracy, a w wyniku luzowania ograniczeń związanych z pandemią Covid-19 rozpoczęły kampanię zachęcającą do powrotu do biur. Z drugiej strony w najbliższych kwartałach zarówno w Warszawie, jak i na regionalnych rynkach biurowych będziemy obserwować niższą aktywność deweloperską, która powinna potrwać do 2024 r. AXI IMMO podsumowuje 2022 r. na polskim rynku biurowym.

Czwarty kwartał 2022 r. pod względem nowej podaży na polskim rynku biurowym był podobny do poprzednich. Po raz kolejny aktywność deweloperów była wyraźnie wyższa w miastach regionalnych (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Łódź, Poznań, Szczecin i Lublin) gdzie w okresie od października do grudnia 2022 r. oddano łącznie 73,800 mkw., przy dość skromnym wyniku dla samej Warszawy wynoszącym jedynie 8,700 mkw. Największymi oddanymi projektami w IV kw. 2022 r. były te zlokalizowane w Krakowie tj. Brain Park A i Brain Park B (Echo Investment, 13,900 mkw. i 17,100 mkw.) oraz kolejne fazy kompleksu biurowego Fabryczna Office Park – budynek B4 (Inter-Bud, 12,200 mkw.). W Warszawie z kolei do użytku została oddana jedna inwestycja DPD HQ. W całym 2022 r. na polski rynek biurowy dostarczono łącznie 642,600 mkw. (+16,5% r/r) z podziałem 405,800 mkw. (+79,3% r/r) na rynkach regionalnych i 236,800 mkw. (-27,1% r/r) w stolicy. Tym samym na koniec 2022 r. całkowite zasoby sektora wyniosły ponad 12,7 mln mkw. (+4,24% r/r), z podziałem 6,26 mln mkw. w Warszawie i 6,43 mln mkw. w miastach regionalnych. Najwięcej powierzchni poza stolicą znajduje się w Krakowie (1,7 mln mkw.), Wrocławiu (1,32 mln mkw.) i Trójmieście (1,01 mln mkw.).

Wydarzeniem bez precedensu w 2022 r. było oddanie do użytku najwyższego w Unii Europejskiej wieżowca Varso Tower w Warszawie. Ten niebotyk to pewnego rodzaju metafora rozwoju i zwieńczenia kolejnej fazy dojrzałości na polskim rynku biurowym. Był to jeden z ostatnich projektów domykający dynamiczny okres deweloperskiej aktywności w Warszawie. Obecnie znajdujemy się w fazie luki podażowej, jest to efekt po pandemiczny, kiedy deweloperzy zdecydowali się wstrzymać część projektów z obawy przed niepewnym wówczas popytem. Z drugiej strony nieco odmienna sytuacja jest na rynkach regionalnych, gdzie wyniki pod względem nowej podaży są bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Być może sytuacja ta przyczyni się do dywersyfikacji planów rozwojowych dla części z Klientów,” komentuje Jakub Potocki, Starszy Konsultant w Dziale Powierzchni Biurowych, AXI IMMO.

Obserwowane wzrosty w nowej podaży wraz ze zwiększoną aktywnością najemców nie wpłynęły znacząco na współczynnik pustostanów na rynku biurowym w Polsce, który utrzymuje status quo na poziomie 13,47% (- 0,08%). Wynik przekłada się na ponad 1,71 mln mkw. wolnej powierzchni. W ujęciu jednostkowym w Warszawie dostępne od ręki znajduje się 726,400 mkw. (-6,68% r/r) ok. 11,6% całkowitych zasobów stolicy, przy czym w strefach centralnych współczynnik pustostanów spadł do 10,5%, a poza centrum równa się 12,4%. Natomiast wolumen wolnej powierzchni w miastach regionalnych wynosi 985,100 mkw. (+15,4% r/r), z najwyższym wakatem w Łodzi na poziomie 21%.

Luka podażowa to nie tylko zapowiedź daleko idących zmian i częściowego odejścia od rynku najemcy na rzecz dewelopera czy inwestora. Już dziś przy mocno szybujących w górę opłatach eksploatacyjnych i rosnących stawkach czynszu część z właścicieli biurowców wymaga dłuższej umowy najmu, aby zabezpieczyć środki pod wykończenie powierzchni tzw. fit-out. Dość nieoczekiwanie możemy spodziewać się, że na fali renegocjacji czy podczas podpisywania nowych kontraktów będziemy świadkami transakcji na min. 7 lat. Przy czym do modeli na zachodzie Europy, gdzie średni czas najmu potrafi trwać do 12 lat jest jeszcze długa droga,” dodaje Bartosz Oleksak, Starszy Konsultant w Dziale Powierzchni Biurowych, AXI IMMO.

W całym 2022 r. wolumen transakcji najmu na polskim rynku biurowym wyniósł prawie 1,5 mln mkw. (+20% r/r), z czego w stolicy wynajęto blisko 870,000 mkw. (+34,1% r/r), a na regionalnych rynkach 624,100 mkw. (+4,9% r/r). W samym IV kw. 2022 r. aktywność najemców wyniosła 427,700 mkw. przy czym to na Warszawę (253,000 mkw.) przypadł wyższy udział wynajmu niż w regionalnych (174,000 mkw.). W strukturze popytu od października do grudnia 2022 r. dominowały nowe umowy (WAW 52% vs REG 50%), przed renegocjacjami i przedłużeniami (WAW 41% vs REG 40%), ekspansjami (WAW 6% vs REG 4%) oraz powierzchnią wynajętą na własny użytek (6% REG). Wśród największych transakcji najmu w IV kw. 2022 r. na ponad 10,000 mkw. znalazły się nowa umowa na prawie 14,000 mkw. w budynku Konstruktorska Business Center zawarta przez Lionbridge w Warszawie oraz renegocjację kontraktu poufnego najemcy z branży finansów i bankowości w budynku Green Day we Wrocławiu (14,500 mkw.).

„W 2022 r. obserwowaliśmy zwiększoną liczbę zapytań na nową powierzchnię biurową, co było wypadkową dwóch zjawisk. Po pierwsze kończył się okres renegocjowanych lub przedłużanych w czasie pandemii umów najmu o dodatkowe 12 lub 24 miesiące. Po drugie wojna na Ukrainie spowodowała przenoszenie biznesu ze wschodu do pierwszej bezpiecznej lokalizacji czyli Polski. W efekcie dodatkowe skokowe zwiększenie popytu wpłynęło na większą absorpcję powierzchni biurowej. Część z relokujących się firm zdecydowała się na umowy krótkoterminowe i  podnajem. Jednakże większość wybrała wynajęcie powierzchni w biurach serwisowanych lub coworkingach,” wyjaśnia Jakub Potocki.

W kontekście trendów na 2023 r. spodziewamy się, że zostaną ukończone prace legislacyjne nad ustandaryzowaniem pracy zdalnej. Czekamy na propozycje i uregulowanie kwestii dotyczących partycypacji pracodawców w kosztach za media czy energię elektryczną oraz tego, jaką w wyniku tych zmian strategię przyjmą Klienci. Z kolei po stronie podażowej wchodzimy w okres obniżonej aktywności deweloperów, co przy rosnącym popycie zapewne spowoduje obniżenie poziomu pustostanów. Być może na tej sytuacji skorzysta np. warszawski Służewiec-Przemysłowy, który powoli wychodzi z monokultury biurowej, przeobrażając się na zdecydowanie bardziej atrakcyjne miejsce nie tylko do pracy, ale także i życia,” mówi Bartosz Oleksak.

GfK: Polacy ograniczyli zakupy kosmetyków. Na popularności tracą też produkty eko

Kupując kosmetyki, polscy konsumenci wybierają głównie oferty korzystne cenowo. Największą popularnością cieszą się więc artykuły kupowane na promocjach lub oznakowane logo marek własnych. Wartość rynku wynosi obecnie 8,8 mld  i rośnie przede wszystkim dzięki inflacji. Ilościowo kupujemy bowiem nieco mniej niż przed rokiem. Takie dane płyną z najnowszych analiz Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

W 2022 roku konsumenci kupili blisko 180 tys. ton kosmetyków. Dla porównania największy samolot pasażerski świata – Airbus A380 – waży 276 ton, czyli aż 652 razy mniej. W zdecydowanej większości do koszyków nabywców trafiały produkty do higieny osobistej (ponad 155 tys. ton), m.in.: mydła, żele pod prysznic, kosmetyki do włosów, produkty do golenia oraz dezodoranty. Blisko 20 tys. ton sprzedanych artykułów służyło zaś do pielęgnacji skóry twarzy, a ponad 1 tys. ton – do makijażu. – W ubiegłym roku przeciętny polski konsument kupił średnio o 300 gramów mniej kosmetyków niż rok wcześniej. Mimo, że w ujęciu ilościowym odnotowaliśmy spadki, to wartościowo mówimy o wzrostach rzędu 8 proc. To kolejny przykład z ostatnich miesięcy, kiedy kupujemy mniej, a wydajemy więcejmówi Magdalena Pac-Pomarnacka, konsultant w Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Eko schodzi na dalszy plan

W ostatnich latach istotną częścią rynku stały się produkty oznaczone jako bio, eko czy organic. Mimo, że stanowią one jedynie 2 proc. segmentu kosmetyków, to regularnie odnotowywały rekordowe wzrosty rok do roku. – W porównaniu do 2021 roku sprzedaż naturalnych kosmetyków w ujęciu ilościowym wzrosła zaledwie o 2 proc. Stanowi załamanie kilkuletniego trendu. Można uznać, że presja cenowa wpływa na wyhamowanie postaw ekologicznych i sprawia, że Polacy nie sięgają po tego typu produkty tak często, jak byłoby to możliwe w czasie dobrej koniunkturymówi Magdalena Pac-Pomarnacka.Warto jednak podkreślić, że wzrosty sprzedaży dotyczą głównie kosmetyków przeznaczonych do higieny osobistej. W przypadku produktów do makijażu odnotowaliśmy spadek aż o 40 proc. rdr., a przy kosmetykach do pielęgnacji skóry – o 16 proc. – dodaje ekspertka.

Szukamy okazji

W dobie coraz większych podwyżek, konsumenci poszukują ofert korzystnych cenowo. Z danych Panelu GfK wynika, że w 2022 roku aż 43 proc. kosmetyków (pod względem masy kategorii) zakupiono na promocjach, a co trzeci miał na sobie logo marki własnej. Podobną sytuację eksperci dostrzegają w przypadku chemii gospodarczej. Nabywcy kupili ponad 406 tys. ton produktów z tego sektora, czyli o 6 proc. mniej niż rok wcześniej. – Tu także prym wiodą artykuły kupowane na promocjach oraz marki własne. Z kolei produkty oznaczone jako bio, eko i organic stanowią niecałe 4 proc. rynku. Co szczególnie ciekawe, w tym przypadku odnotowaliśmy spadek o 4 proc. rok do roku w ujęciu ilościowymzaznacza Magdalena Pac-Pomarnacka.

Na zakupy do dyskontów

Zarówno w przypadku kosmetyków, jak i chemii gospodarczej penetracja zakupów największy wskaźnik osiągnęła w dyskontach – w obu przypadkach blisko 90 proc. W dalszej kolejności nabywcy kupowali kosmetyki w drogeriach (77 proc.), a chemię w supermarketach (55 proc.). Kanałem, który cieszył się najmniejszą popularnością były sklepy internetowe.

Sprzedaż realnie spada

W Polsce ostatnio zarówno w sprzedaży detalicznej, jak i we wzroście płac widzimy znaczące wzrosty. Problem w tym, że obydwa wskaźniki rosną wolniej niż inflacja. W tle indeksy koniunktury w głównych gospodarkach.

Sprzedaż detaliczna nie taka dobra

Polska jest ostatnio w bardzo dziwnej sytuacji. Cały czas notujemy istotne wzrosty sprzedaży detalicznej. W tym miesiącu było to 15,1%, czyli potencjalnie bardzo dobry wynik. Po odjęciu inflacji jednak robi się problem, bo to przecież spadek. Oczekiwania wynosiły 19%, czyli delikatny wzrost. Jak widać, pomimo licznych transferów socjalnych nawet ten parametr ostatnio w kraju kuleje. Ma się jednak znacznie lepiej niż publikowany przedwczoraj wzrost produkcji przemysłowej. Tej jednak nie da się oszukać transferami, bo przedsiębiorcy boją się inwestować, nie wiedząc, co za chwilę się zmieni. Wczorajsze dane nie wpłynęły znacząco na rynek. Mieliśmy zwiększoną zmienność, ale względem reszty dnia. Dzisiaj od rana wartość euro zmieniła się już mocniej niż przez cały miniony dzień.

Indeksy koniunktury

Wtorek był również dniem odczytów indeksów koniunktury. Strefa euro znów wchodzi w tryb, w którym usługi wciąż radzą sobie całkiem dobrze, ale widać zadyszkę w przemyśle. Jest to też spowodowane pewną bezwładnością tych branż w obliczu potencjalnego spowolnienia gospodarczego. Ankiety PMI prowadzone są wśród menedżerów zajmujących się zakupami. W rezultacie we wskaźniku przemysłowym wcześniej widać obawy o słabszą koniunkturę. Podobną tendencję widzimy w różnej skali oprócz strefy euro również w Wielkiej Brytanii oraz USA. W rezultacie na razie nie ma to większego wpływu na rynki walutowe. Gdyby jednak trend się zaczął odwracać w jednej z tych gospodarek, miałoby to najprawdopodobniej wpływ na notowania walut.

Indeks Instytutu ZEW

W Niemczech jednym z najważniejszych odczytów, a przynajmniej przez wielu za bardzo ważny uważany, jest indeksy Instytutu ZEW. Jest to drugi tego typu wskaźnik w tym kraju obok indeksu IFO. Indeks Instytut ZEW to wynik badań nastrojów wśród zarówno analityków, jak i inwestorów. Ten indeks przedstawia, jakie mają oni przewidywania względem sytuacji gospodarczej w Niemczech. Ankiety dotyczą najbliższych 6 miesięcy. Wczorajsze dobre dane są zatem dowodem na wzrost optymizmu w tym kraju. Co ciekawe, nie pokrywają się one z indeksem PMI dla przemysłu, który znów nurkuje. W rezultacie mamy pewien rozdźwięk w danych. Tłumaczy to ostrożne reakcje inwestorów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
10:00 – Niemcy – indeks instytutu IFO,
20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Rok od wybuchu wojny w Ukrainie – rynek pracy po dwóch stronach granicy

Od 24 lutego 2022 r. do 20 lutego 2023 r. w Polsce przebywało ok. 1,884 mln uchodźców z Ukrainy. Fala migracji znacząco wpłynęła na polski rynek pracy oraz poszczególnie branże. I choć chęć pomocy uchodźcom była ogromna, to jednak niektórych ważnych deklaracji nie udało się zrealizować np. dostosować męskich stanowisk pracy do kobiet. Tymczasem sytuacja w Ukrainie zmieniała się jak w kalejdoskopie. Jednak, jak wynika z najnowszego raportu Grupy Progres analizującego rynek pracy po dwóch stronach granic rok od wybuchu wojny, wiele firm w Ukrainie – mimo wojny – starało się funkcjonować bez zmian lub w ograniczonym zakresie. Pozostałe musiały zawiesić lub zamknąć działalność. Skalę zwolnień obrazuje wskaźnik bezrobocia – w 2021 r. wynosiło ono 10,3 proc. a w styczniu 2023 r. było szacowane na 30 proc.

Mija rok od rozpoczęcia agresji wojskowej Rosji na Ukrainę. Od tego newralgicznego momentu miliony ludzi szukają schronienia przed wojną. Dla wielu z nich kierunkiem pierwszego wyboru jest Polska. Według danych straży granicznej od 24.02.2022 do 20.02.2023 do Polski z Ukrainy przyjechało 9,964 mln os. W tym samym czasie z Polski do Ukrainy wróciło ponad 8,083 mln os. Każdy z uchodźców po przybyciu do naszego kraju otrzymywał pomoc, mimo że nad Wisłą nikt nie spodziewał się skali potrzeb Ukraińców.

Gdy w lutym ubiegłego roku w Ukrainie wybuchła wojna, Polska gospodarka i przedsiębiorcy doświadczeni pandemią Covid 19 starali się wrócić do nowej normalności. W styczniu 2022 r. wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury kształtował się̨ na poziomie minus 12,4. Jego poprawę sygnalizowało 9,8 proc. przedsiębiorstw, a pogorszenie 22,2 proc. (w grudniu 2021 r. odpowiednio 8,9 proc. i 21,1 proc.). Pozostałe firmy (68 proc.) oceniały, że ich sytuacja nie ulega zmianie. Bezrobocie w styczniu i lutym 2022 r. wynosiło 5,9 proc. Wydawało, że wszystko powoli, ale wraca do normy. Niestety wszystkie starania o stabilizację przekreśliła wojna w Ukrainie rozpętana przez Rosję, która wywołała falę migracji Ukraińców z dnia na dzień porzucających swoje domy i szukających bezpiecznego miejsca w innych państwach. Większość z nich trafiła do Polski, a ich pojawienie się w naszym kraju przyniosło kolejne zmiany w prawie i zmobilizowało firmy, organizacje pozarządowe, instytucje, a także pracowników do udzielania wszelkiego rodzaju pomocy naszym wschodnim sąsiadom.

Rozpoznanie potrzeb uchodźców wojennych z Ukrainy okazało się bardzo sporym wyzwaniem. Wcześniej wszystko było jasne – jako pracodawcy wiedzieliśmy dużo o naszych wschodnich sąsiadach, którzy świadomie podejmowali decyzję o przyjeździe do Polski w celach zarobkowych. Jeszcze zanim przekroczyli granicę, znaliśmy ich kompetencje, plany na przyszłość, poziom znajomości języka polskiego, byliśmy informowani, czy przyjadą sami, czy w towarzystwie bliskich. Po 24 lutego 2022 r. zapanował chaos. Nie mieliśmy zbyt wielu informacji o uchodźcach i początkowo, żeby im pomóc, trzeba było działać instynktowniemówi Magda Dąbrowska, wiceprezes Grupy Progres. – Potrzeby zmieniały się z czasem i zależały od wielu czynników. Ważne było nie tylko zapewnienie noclegu czy wsparcie w znalezieniu mieszkania, ale też dostęp do opieki psychologicznej dla ludzi, którzy jej potrzebowali. Później przyszła pora na pomoc w zorganizowaniu przedszkola lub szkoły dla dzieci, a z czasem pracy dla osób gotowych ją podjąć – dodaje Magda Dąbrowska.

Praca tak, ale bez relokacji

Z danych MRiPS (z dn. 6 lutego 2023 r.) wynika, że 1,5 mln osób ma nadany numer PESEL, z tego ok. 500 tys. to dzieci. 900 tys. osób z Ukrainy podjęło w Polsce zatrudnienie na uproszczonych zasadach. Resort podaje, że obywatele Ukrainy chcą u nas funkcjonować samodzielnie. Potwierdza to raport Grupy Progres analizujący aktywność zawodową Ukraińców w czasie wojny, według którego, spora część uchodźców ze Wschodu pracowała tymczasowo – w 2022 r. liczba Ukraińców, którzy decydowali się na ten rodzaj zatrudnienia była o 34 proc. wyższa niż w 2021 r. Najwyższy wzrost (aż o 31 proc.) zanotowano po wybuchu wojny – od marca do grudnia. Co więcej, z początkiem listopada nasiliło się zainteresowanie Ukraińców pracą tymczasową – o ponad 15 proc. w porównaniu do analogicznych miesięcy w 2021 r. Zauważalnie wzrosła także liczba kandydatów chętnych do podjęcia tego typu zatrudnienia od zaraz i gotowych do przyjazdu z Ukrainy nad Wisłę z dnia na dzień. Porównując czerwiec, lipiec i sierpień 2022 r. z październikiem czy listopadem wspomniany wzrost wyniósł także ok. 15 proc.

W I kw. 2022 r. uchodźców do pracy tymczasowej najczęściej zatrudniano w branżach tj.

przetwórstwo spożywcze, budownictwo, produkcja. W II i III kw. 2022 r. było to rolnictwo, handel i HoReCa, a w IV kw. 2022 r. – logistyka, e-commerce, produkcja i handel.

Zmianie uległ też czas współpracy Ukraińców z daną firmą. Jak wynika z analiz Grupy Progres, Ukraińcy na dłużej niż przed wojną, wiązali się z jednym pracodawcą. Czas ich pracy i obowiązującej umowy regulującej ich zatrudnienie tym samym wydłużył się o 10 proc. Niestety na niewielkim poziomie utrzymała się skłonność do relokacji – tylko nieco ponad 5 proc. badanych zgadza się na zmianę miejsca zamieszkania, jeśli dzięki temu może liczyć na dobrą pracę, mieszkanie i opiekę nad nimi oraz ich rodziną – podkreśla Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres.

Niespełnione obietnice

Duża liczba firm od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę oferowała gotowość działań zmierzających do stworzenia dodatkowych miejsc pracy dla kobiet – przekształcenia części stanowisk, które dotychczas zajmowali mężczyźni. Niestety wiele z tych prób skończyło się niepowodzeniem, ponieważ realia związane z reorganizacją okazywały się zbyt trudne do pokonania. Wiele zapowiadanych działań pozostało na poziomie deklaratywnym. Z danych Grupy Progres wynika, że przyrost ofert pracy skierowanych do kobiet wyniósł około 20 proc. i raczej nie wynikał on z dywersyfikacji stanowisk.

Braki kadrowe w zawodach męskich, które jeszcze zwiększyła wojna, nie spowodowały dywersyfikacji stanowisk pod kątem płci – z męskich na damskie – a pod kątem narodowości.  Wzrost zapotrzebowania na pracowników z Azji, Afryki czy Ameryki Płd. – w 2022 r. był o 29 proc. wyższy niż w 2021 r.

Po drugiej stornie granicy

Wojna wywróciła do góry nogami życie Ukraińców i ukraińskich przedsiębiorców. Na rynku pracy zaszły radykalne zmiany. Jak wynika z najnowszego raportu Grupy Progres „Rok od wybuchu wojny w Ukrainie – rynek pracy po dwóch stronach granicy” po 24 lutego 2022 r. w Ukrainie nastąpił drastyczny spadek popytu na pracowników ze względu na brak możliwości zatrudnienia, zmniejszony popyt na towary i usługi, problemy logistyczne i niepewność co do przyszłości. Firmy zmuszone są ciąć koszty prowadzenia biznesu poprzez: redukcję etatów, wysyłanie pracowników na urlopy, zawieszanie stosunków pracy, obniżanie poziomu płac. Od początku wojny ogólna liczba wolnych miejsc pracy zmniejszyła się 25-krotnie w porównaniu z okresem przedwojennym.

Jak każdy kryzys, wojna to czas maksymalnej optymalizacji kosztów. Zarówno ludzie, jak i biznes byli początkowo wstrząśnięci tymi strasznymi wydarzeniami, ale później wszyscy musieliśmy odnaleźć się i dostosowywać do nowych ekstremalnych warunków. W regionach, w których nie ma aktywnych działań wojennych, większość firm kontynuuje pracę. Natomiast organy państwowe szybko zareagowały i wdrożyły różne programy wsparcia – zaznacza Magda Dąbrowska, wiceprezes Grupy Progres.

Bezrobocie w Ukrainie – 20 proc. wzrostu w rok

W 2021 r. stopa bezrobocia w Ukrainie wynosiła 10,3 proc. Obecnie osiągnęła ona poziom ok. 30 proc. (dane Ministerstwa Gospodarki Ukrainy i szacunki Narodowego Banku Ukrainy, z dn.17.01.2023). Brakuje zweryfikowanych informacji na temat rzeczywistego poziomu bezrobocia w 2022 r., ponieważ Państwowa Służba Statystyki nie prowadziła badań na pełną skalę w związku z wojną wywołaną przez Rosję. Co więcej, prognozy dotyczące stopy bezrobocia mogą różnić się w zależności od tego, jakie dane będą analizowane. Czy tylko te dotyczące populacji, która obecnie mieszka w Ukrainie, czy te uwzględniające również osoby, które wyjechały do krajów UE.

Pokłosie wojny obrazują też dane z poszczególnych sektorów ukraińskiej gospodarki. Miesiące marzec i kwiecień 2022 r. były najtrudniejsze dla przedsiębiorstw z tego kraju. Najbardziej ucierpiało hutnictwo (straciło 60-70 proc. swoich mocy produkcyjnych), a także sektory, których nie da się przenieść do pracy zdalnej, tj. transport lotniczy i morski, sektor usług, czy rolnictwo na terenach okupowanych. Po wybuchu wojny w ubiegłym roku w pełni operacyjnych było kolejno: 17 proc. firm w marcu, 28 proc. w kwietniu i 47 proc.  w maju (wg. Europejskiego Stowarzyszenia Biznesu (EBA), ankieta wśród 118 menedżerów dużych firm z inwestycjami zagranicznymi).

Z danych Ministerstwa Gospodarki Ukrainy wynika, że jesienią ponad 50 proc. przedsiębiorstw ograniczyło zasięg terytorialny swojej działalności, 31 proc. zostało zmuszonych do zamknięcia części swoich biur lub punktów sprzedaży, a 3 proc. całkowicie zaprzestało działalności. Tylko w październiku 2022 r. aż 761 przedsiębiorstw relokowało się na bezpieczniejsze terytoria. Wśród nich 40 proc. to firmy zajmujące się handlem i naprawą pojazdów samochodowych, a prawie 32 proc. przemysłem przetwórczym. Kolejne 274 przedsiębiorstwa oczekiwały na relokację.

„Normalne życie” mimo wojny

Mimo wojny Ukraińcy starają się jakoś funkcjonować, a firmy poszukują chętnych do pracy. Według statystyk portalu Work.ua w 2022 r. największy popyt na pracowników dotyczył zawodów tj. menedżerowie, konsultanci ds. sprzedaży, księgowi, kierowcy, kucharze czy kasjerzy. Pojawiały się też etaty tworzone z myślą o obronie kraju, np. operatorzy dronów. Jeśli chodzi o branże, które mają największy udział w ukraińskim rynku pracy i zatrudnieniu, to należą do nich: rolnictwo, przemysł lekki, handel hurtowy i detaliczny, transport, edukacja i medycyna.

Ci, którzy nie mają pracy mogą liczyć na pomoc rządu. W 2022 r. w Ukrainie uruchomiono program wsparcia ekonomicznego dla pracowników, w ramach którego możliwe było otrzymanie jednorazowej pomocy w wysokości 6500 hrywien. Według stanu w listopadzie 2022 r. 133 tys. osób z 215 tys. oficjalnie zarejestrowanych bezrobotnych otrzymało zasiłek dla bezrobotnych. To stosunkowo niewielka liczba w porównaniu z liczbą osób, które straciły pracę. W związku z tym większość faktycznie bezrobotnych korzysta z innych możliwości zaspokojenia swoich bieżących potrzeb. Są to m.in.: zatrudnienie „na czarno”, ograniczanie bieżących wydatków, pomoc wolontariuszy, przekazy pieniężne od krewnych i znajomych z zagranicy.

Odbudowa Ukrainy

Z danych Rady Najwyższej Komisji Rozwoju Gospodarczego Ukrainy wynika, że wstępne szacunki szkód wyrządzonych Ukrainie w wyniku rosyjskiej agresji przekraczają już 700 miliardów dolarów. Około 40 proc. przypada na budynki mieszkalne, 10 proc. na przedsiębiorstwa, reszta to drogi i inne obiekty infrastrukturymówi Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres.Odbudowa Ukrainy z pewnością potrwa lata i ten proces trzeba planować długofalowo. Gruntowne prace czekają zniszczone miasta tj. Mariupol, Awdijiwka, Siewierodonieck, Wołnowacha, Charków, Mikołajów czy Czernihów. Ukraińcy już podejmują działania, żeby w jakiś sposób naprawiać te zniszczenia. Przykładem jest projekt „Armia Odrodzenia”, który umożliwia bezrobotnym powrót do aktywnego życia zawodowego i jednocześnie odbudowę poszczególnych regionów kraju. Wzięło w nim udział już 6 tys. bezrobotnych Ukraińców dodaje Cezary Maciołek.

Rodzaje prac społecznie użytecznych wykonywanych przez „Armię Odrodzenia” zależą od potrzeb konkretnego regionu. Najczęściej ludzie zajmują się wzmacnianiem tam, oczyszczaniem wybrzeża w pobliżu zbiorników wodnych i rzek, rozładunkiem pomocy humanitarnej, pracami remontowymi i restauratorskimi w lokalach socjalnych, urządzaniem, odnawianiem i odbudową poszczególnych elementów miast.

Rekordowo niewypłacalni, czyli dalszy ciąg problemów finansowych branży transportowej

Problem zadłużenia i niewypłacalności w branży TSL to temat rzeka. Niestety przez wiele nieprzychylnych okoliczności, wieloletnie zaniedbania i regulacje prawne sektor nieustannie bije kolejne niechlubne rekordy w zakresie finansowym, co szczególnie dotyczy transportu drogowego – diagnozuje Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics.

Problemy finansowe branży transportowej to wielki słoń w pokoju, który ciągle rośnie, doprowadzając powoli do zawalania się ścian. Według najnowszego raportu firmy Coface w Polsce w 2022 r. liczba firm, o których niewypłacalności orzekły sądy, wzrosła o 10 proc. rok do roku, co więcej uwzględniając postępowania pozasądowe, liczba niewypłacalnych spółek wzrosła w ubiegłym roku łącznie o 30 proc. . Pytanie brzmi, kto został absolutnym rekordzistą tego zestawienia? Z pewnością po powyższym wstępie nikogo nie zdziwi informacja, że jest to branża transportu drogowego.

Kolejny niechlubny rekord

Sytuacja branży transportowej w 2022 r. była zdecydowanie najgorsza w porównaniu z innymi sektorami. Jak możemy wyczytać z raportu Coface, niewypłacalność firm z branży TSL, w porównaniu do 2021 wrosła aż o 105 proc.  ! Fakt, że mierzymy się z największą od 26 lat inflacją, nikogo nie nastrajał pozytywnie, jednak wynik, jaki przedstawiają nam dostępne dane, mrozi krew w żyłach nawet najgorszych pesymistów. Sektor transportowy ma również największą dynamikę wzrostu upadłości w porównaniu z innymi branżami. Tutaj warto zwrócić uwagę jeszcze na jeden, istotny szczegół. Jak wynika z innego raportu firmy Coface, dotyczącego zachowań płatniczych wśród przedsiębiorstw, opóźnienia w regulowaniu faktur przez spedytorów skróciły się z 89 dni do 52 dni w porównaniu z 2021 rokiem  .  Można zatem przyjąć, że na tej płaszczyźnie pojawiła się poprawa, która i tak nie uchroniła branży przed kolejnym rekordem niewypłacalności – chociaż możemy przewidywać, że gdyby ona nie nastąpiła, to ten rekord byłby znacznie wyższy. Niepokojące dla nas są również dane dotyczące handlu. W wyniku inflacji, obniżenia optymizmu konsumentów i związaną z tym powściągliwością w działaniach zakupowych, handel detaliczny odnotował wzrost niewypłacalności aż o 57 proc. Po tych danych możemy wnioskować, ze proces kurczenia się sektora TSL będzie postępował jeszcze przez dłuższy czas.

Sektor transportowy nieustannie się kurczy

Brak stabilizacji w zakresie zamówień na usługi transportowe, braki na rynku zawodowych kierowców oraz wzrost cen paliw to najważniejsze czynniki, które skutecznie uniemożliwiają branży TSL osiągnięcie stabilizacji. Dla wielu firm po wybuchu wojny zmniejszyła się też liczba dostępnych tras i obecnie wykonują transport jedynie na terenie kraju, a to przyczyniło się także do ograniczenia ogólnie dostępnej liczby zleceń. Chociaż  w kontekście otaczających nas wydarzeń coraz rzadziej wspomina się również o paliwach, to dla branży transportu drogowego, jest to nadal bardzo paląca kwestia. Ceny nadal są wysokie, a embargo na rosyjską ropę również wiąże się ze wzrostem kosztów. Nie można także pominąć problemu niedoboru kierowców, który wraca jak bumerang, a mimo to sytuacja nadal nie ulega poprawie,  wręcz przeciwnie – deficyt ciągle się pogłębia, a młode osoby nie są zainteresowane tym zawodem, głównie ze względu na trudne warunki pracy. Bezpieczna sytuacja dla przewoźnika jest tylko wtedy, kiedy liczba kierowców jest większa od liczby ciężarówek. Obecnie mało które przedsiębiorstwo może pochwalić się taką kadrą, a przecież ludzie chorują, biorą wolne, nie są nieustannie dostępni. Wszystkie te czynniki przyczyniają się do postępujących upadłości małych firm, czego na ten moment nie jesteśmy w stanie zatrzymać.

Nowa rzeczywistość i ekologia

Aspekt zmniejszania śladu węglowego jest niezwykle istotny, ale nie oszukujmy się, to pociąga za sobą kolejne koszty. Regularna wymiana floty jest koniecznością, jeżeli samochody naszej firmy mają spełniać rygorystyczne normy dopuszczalnej emisji spalin Euro 6. Dalej na liście są szkolenia kierowców jazdy w sposób jak najbardziej ekonomiczny i ekologiczny i oczywiście wprowadzanie pojazdów elektrycznych, czyli najdroższy punkt na liście. Nadzieją pozostaje nadal upowszechnienie biopaliw, metanolu i wodoru, jednak one również nie przyczynią się magicznie do znacznego zmniejszenia kosztów, które trzeba będzie ponieść. Nie zapominajmy również o konieczności rozwoju technologicznego. W technologii upatruje się nawet rozwiązania problemu niedoboru zawodowych kierowców poprzez pojazdy autonomiczne. Wszelka automatyzacja, nowe systemy, nowoczesne rozwiązania natury mechanicznej, to po raz kolejny kwestia przede wszystkim pieniędzy. Coraz trudniej mieć nadzieję, że obecny, rozproszony system polskiego sektora TSL, składającego się  z wielu małych firm przetrwa w dłuższej perspektywie. Centralizacja wydaje się nieunikniona  bez względu na to, czy nam się to podoba, czy nie. Jeszcze przed pandemią kondycja małych przedsiębiorstw nie prezentowała się optymistycznie, a od 2020 roku, mamy już tylko równię pochyłą.

Polska branża transportowa i optymizm z miesiąca na miesiąc stają się coraz bardziej rozbieżnymi pojęciami. Czy tego chcemy, czy nie zmiany postępują bardzo szybko na naszych oczach – nie jesteśmy w stanie ich zatrzymać, tak samo, jak postępującego procesu centralizacji. Wymagania prawne pod względem transportu będą się zaostrzać, koszta działalności rosnąć a rozwój technologiczny pogłębiać, jednocześnie unowocześniając oblicze branży. Nie każdy przetrwa to tąpnięcie, jednak miejmy nadzieję, że jak najwięcej przedsiębiorstw sektora TSL pozostanie w grze i że nie będziemy pobijać kolejnych rekordów niewypłacalności.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

Spadek cen gazu w Europie ma swoje granice

Podczas poprzedniej wizyty Prezydenta Joe Bidena w Polsce w marcu 2022 roku wydawało się, że Europę może czekać gazowy Armagedon. Jednak udało się go uniknąć, a obecnie spadające ceny gazu poprawiają wskaźniki wzrostu gospodarczego w naszej części świata i pomagają rosnąć rynkom giełdowym na świecie. Wydaje się jednak, że osiągnięcie dalszych spadków cen może być trudne.

Rok wojny na Ukrainie przyniósł ogromne wahania ceny gazu ziemnego. Pierwsze miesiące konfliktu wywołały mocny skok ceny tego surowca, napędzany obawą o surową zimę i braki w dostawach. W Polsce skutkiem tego było zatrzymanie produkcji nawozów sztucznych oraz ograniczanie produkcji przez część firm. Potem ceny zaczęły spadać i od lata 2022 roku do teraz spadły już o 85 proc. Jeśli przeliczymy cenę gazu na energię jaką można z niego wyprodukować, to okaże się, że koszty MWh z gazu ziemnego i ropy naftowej jest obecnie zbliżone i kosztują około 50 euro. Nie można jednak nie zauważyć, że obecna cena gazu ziemnego Transfer Title Facility (TTF) jest wciąż trzykrotnie wyższa od poziomu z 2020 roku i stanowi poważny czynnik hamujący wzrost gospodarczy w Polsce i wielu innych krajach.

Bardzo prawdopodobne, że cena gazu ziemnego największe spadki ceny ma już za sobą i na poziomie zbliżonym do obecnego pozostanie na dłużej. Na utrzymanie obecnego poziomu cen największy wpływ może mieć otwarcie się chińskiej gospodarki, która zwiększa zapotrzebowanie na gaz LNG i gdzie może zostać przekierowana część dostaw z Europy. Tym bardziej, że Chiny chętnie kupują katarski surowiec nie chcąc zbyt mocno uzależnić się od dostaw z Rosji. Dodatkowo Rosja może także ograniczyć pozostałości swoich dostaw gazu do UE.

Dotychczasowe spadki cen gazu ziemnego TTF wynikały głównie z mniejszego popytu. A ten rozkładał się po połowie na mniejsze zapotrzebowanie gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Ciepła pogoda oraz wysokie ceny spowodowały znaczące spadki popytu. A w sezon zimowy UE weszła z maksymalnym zapełnieniem magazynów oraz wzrostem importu gazu LNG (w całym 2022 roku) o 70 proc. Obecnie, magazyny cały czas są wypełnione w 64 proc. (w Polsce jest to ponad 75 proc.), czyli o 10 pp. powyżej przeciętnego poziomu zapełnienia. Ułatwi to zapełnienie magazynów przed kolejna zimą i osiągniecie poziomu 90 proc. zaplanowanego na 1 listopada br.

TTF to holenderski hub, w którym handluje się gazem ziemnym, a ustalana tam cena jest najważniejszym benchmarkiem dla ceny gazu w Europie. Został założony w 2003 roku pierwotnie na potrzeby lokalnego rynku, jednak obecnie handel obejmuje 14-krotność ilości gazu wykorzystanego w Holandii. Jego rola jest zbliżona do tej jaką w USA pełni Henry Hub zlokalizowany w stanie Luizjana.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Cena kontraktów na emisję CO2 w Europie najwyżej w historii

O ok. 2 proc. spadły wczoraj główne indeksy amerykańskiego rynku akcji (S&P 500 -2 proc., DJIA -2,06 proc., Nasdaq Composite -2,5 proc.). Dziś na giełdach Azji i Oceanii jedynym spośród głównych indeksów, który wzrósł był nowozelandzki NZX 50 (+0,61 proc.). Największy spadek – o 1,68 proc. – zanotował dziś koreański Kospi.

Spadki cen akcji przeważały dziś rano również na giełdach europejskich (DAX -0,94 proc., CAC 40 -0,95 proc.).

Najsłabszym w Europie dziś rano był WIG-20 (-1,46 proc. ok. godz. 10:00). Spadały również wszystkie pozostałe główne indeksy GPW oraz indeksy sektorowe (najsilniej – o 3,65 ok. godz. 10:00 – WIG-Górnictwo). Wśród składników mWIG-u 40 najwyższy poziom od 2019 roku osiągnął dziś kurs akcji spółki Ciech. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksima ustanowiły dziś rano cen akcji spółek Sygnity oraz Rainbow Tours.

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych wyszła dziś na najwyższy poziom od 3 lat. Najwyżej od 2012 roku była dziś rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Belgii.

Cena kontraktów na amerykański gaz ziemny notowanych na NYMEX-ie spadła dziś rano do najniższego poziomu od września 2020 (-2,07 proc. ok. godz. 9:40). Wczoraj cena kontraktów na gaz ziemny notowanych na rynku w Holandii spadła do najniższego przełomu od przełomu sierpnia i września 2021. Ropa taniała dziś rano o ok. 1 proc. (WTI -1,17 proc., Brent -1 proc.). Wczoraj cena kontraktów na kakao na ICE osiągnęła wczoraj najwyższy poziom od roku. Cena kontraktów na prawa do emisji dwutlenku węgla przekroczyły dziś po raz pierwszy w historii poziomu 100 euro/t.

Kurs amerykańskiego dolara niewiele się dziś rano zmieniał (USD/JPY -0,18 proc., EUR/USD +0,06 proc.).

Polski złoty minimalnie słabł (EUR/PLN 0,14 proc., USD/PLN +0,07 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara odbija się od poziomu 25000 USD ( to szczyt z sierpnia ub.r.) spadając dziś ok. godz. 9:25 o 1,51 proc. w okolice 25000 USD. Kusi myśl, że jesteśmy w trakcie formowania się trwającej od sierpnia ub.r. formacji „odwróconej głowy z ramionami”, w której brakuje jeszcze „prawego ramienia” („lewe ramię” czerwiec-sierpień 2022, „głowa” sierpień 2022-luty 2023, prawe ramię „luty 2023-kwiecień 2023?”.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Polska wciąż sprowadza ropę z Rosji, natomiast nie sprowadza już gazu rosyjskiego ani węgla

W 2022 roku Polska była w stanie zejść do zera z prawie 80 procent dostaw rosyjskiego węgla do gospodarstw domowych. Była też w stanie zejść do zera z dostaw gazu importowanego z Rosji do Polski. Między innymi dzięki temu, że Rosjanie sami zakręcili kurek z gazem, potęgując kryzys energetyczny. Tymczasem Polska wyszła z tego obronną ręką – nie było zagrożenia bezpieczeństwa dostaw, ponieważ zmieniono dostawy gazu na inne kierunki. Obecnie Polska sprowadza wciąż 10 proc. ropy naftowej z Rosji. Już w 2021 roku zeszliśmy z prawie 80% ropy z Rosji, a w 2022 roku do około 60%. Obecnie jest to już tylko 10% – co wynika z nadal obowiązującej umowy Orlenu z rosyjskim Tatneftem. To jest trader naftowy, z którym umowa Orlenu obowiązuje do końca 2024 roku. PKN Orlen nie chce zerwać tej umowy, by nie ponosić konsekwencji ekonomicznych – po pierwsze kar, po drugie utraty konkurencyjności w stosunku do państw Grupy Wyszehradzkiej na południu. Dotyczy to Słowacji, Węgier i Czech, gdzie ropa rosyjska dalej dociera, jest tańsza i powoduje, że tamtejsi producenci i tamtejsze rafinerie mogą oferować lepsze ceny – a więc być bardziej konkurencyjne w stosunku do polskich.

– Jest to decyzja ekonomiczna, choć kontrowersyjna. Można ją porównać np. z wprowadzeniem embargo na węgiel rosyjski. Polacy zdecydowali się wyjść przed szereg i jeszcze wiosną wprowadzić embargo na węgiel rosyjski, podczas gdy Unia Europejska wprowadziła je dopiero od sierpnia 2022 roku. Przez to Polska była gorzej przygotowana do odejścia od dostaw z Rosji – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert. – I stąd wzięły się problemy logistyczne, o których mówił cały kraj – kiedy wydawało się, że węgla może zabraknąć. Na szczęście nie zabrakło między innymi dzięki ciepłej zimie. Natomiast to już do oceny indywidualnej należy, czy Orlen powinien teraz porzucić ze względów pryncypialnych ropę rosyjską, wcześniej naruszając kontrakt – czy poczekać, bo na horyzoncie jest już decyzja samych Rosjan, którzy mogą zakręcić kurek, tak jak to zrobili na rynku gazu. Putin zapowiedział już, że zakręci kurek z ropą tym krajom, które zastosują się do ceny maksymalnej wprowadzonej przez G7, Unię Europejską i Australię. Oczywiście Polska będzie przestrzegać ceny maksymalnej – a zatem przepisy, które mają w Rosji obowiązywać od 1 marca, pozbawią ją dostaw ropy. Więc Polska będzie mogła zejść z 10 proc. do zera i nie ponosić negatywnych konsekwencji zerwania kontraktu. To najlepsze dla nas rozwiązanie – wyjaśnia Jakóbik.

W sklepach wciąż jest bardzo drogo. Podwyżki niektórych towarów sięgają nawet 60 proc. rdr.

W styczniu br. zdecydowana większość najczęściej kupowanych przez Polaków produktów zdrożała rok do roku dwucyfrowo. Największy wzrost sięgnął blisko 60% i dotyczył ręczników papierowych. O prawie 50% poszły w górę ceny margaryny do pieczenia i papieru toaletowego. Do tego o ponad 45% podrożały banany, a o przeszło 40% – jaja. Niewiele poniżej tego poziomu wyniosły podwyżki cen proszku do prania i mydła w kostce. Pierwszą dziesiątkę drożyzny zamykają tak popularne art. spożywcze, jak kasza jęczmienna, majonez i płatki kukurydziane, z ponad 30-procentowymi podwyżkami.

Z badania pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” wynika, że w styczniu br. codzienne zakupy zdrożały średnio o 20% rdr. Analiza cen detalicznych z prawie 37 tys. sklepów wykazała, że większość spośród blisko stu najczęściej kupowanych artykułów zanotowała dwucyfrowy wzrost. Najbardziej podrożały ręczniki papierowe – o blisko 59% rdr. Z kolei trzecie miejsce w rankingu najbardziej drożejących produktów ma papier toaletowy z podwyżką o ponad 47% rdr.

– Produkcja tych artykułów pochłania dużo elektryczności i ciepła, więc ich ceny zwiększyły rosnące koszty energii i gazu. Jednak najistotniejszym czynnikiem jest drożejąca celuloza, której zaczęło brakować na światowym rynku w dobie pandemii. Jej niedobory zostały pogłębione przez wojnę w Ukrainie. Przy zmniejszonych dostawach z Azji, brak rosyjskiej celulozy szybko przełożył się na skok cen. Dodatkowo w sytuacji ograniczonej podaży i wysokiego popytu sami konsumenci mogą doprowadzić do niewspółmiernie wysokich cen, jeśli zaczną masowo kupować te towary – mówi dr Agnieszka Gawlik z Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu.

Drugie miejsce w rankingu drożyzny ma margaryna do pieczenia. W relacji rocznej ten artykuł zdrożał o prawie 45%, podczas gdy cena masła poszła w górę – o niecałe 10%, a oleju – o ponad 8%.

– Firmy przetwórcze zmagają się z wysokimi kosztami i starają się przenosić je na poziom cen detalicznych. Jednak od wielu miesięcy tanieją tłuszcze roślinne zużywane do produkcji margaryn. Szczyt światowych notowań olejów roślinnych przypadł na drugi kwartał 2022 roku. W styczniu 2023 roku olej rzepakowy na rynku światowym był tańszy o 34% niż rok wcześniej, palmowy – o 30%, a sojowy – o 8%. Trudno więc tłumaczyć kosztami surowca tak wysoki roczny wzrost w styczniu – przyznaje Grzegorz Rykaczewski, ekspert analiz sektora rolno-spożywczego Banku Pekao.

Zaraz za pierwszą trójką w rankingu są banany ze średnim wzrostem o ponad 45% rdr. Dla porównania można wskazać, że w całym 2022 r. były droższe o przeszło 22% rdr.

– Ceny tych owoców rosły praktycznie przez cały 2022 rok. Powodem tego były głównie zwiększające się koszty produkcji. A z powodu jej ograniczenia w krajach Ameryki Południowej i Środkowej pojawiły się też problemy z podażą. Bardzo zdrożały banany sprowadzane do Polski z tamtej części świata. Można się domyślać, że w br. w znacznie większym stopniu niż to było w ubiegłym roku, sklepy przerzucają wzrost swoich kosztów na konsumentów. W przypadku bananów raczej trudno obarczyć nimi dostawców – wyjaśnia Witold Boguta, Prezes Zarządu Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw.

Pierwszą piątkę drożejących produktów zamykają jaja, które zdrożały o ponad 41% rdr. Natomiast w całym 2022 roku poszły w górę średnio o 20,5% rdr.

– Przyczyną obecnego wzrostu cen jaj jest drastyczny spadek produkcji piskląt kur nieśnych, co zakłóciło proces wymiany stad w kurnikach. Na wzrost cen oddziałuje nie tylko obniżona podaż, ale też wysoka presja kosztowa, z jaką zmagają się producenci. Do tego przez cały 2022 r. byliśmy świadkami gwałtownie rosnącego eksportu jaj, gdyż na rynkach zagranicznych wytwórcy mogli liczyć na bardzo atrakcyjne ceny. Zainteresowanie towarem z Polski wzrosło w związku z tym, że epidemia ptasiej grypy zdziesiątkowała stada w USA i w wielu krajach UE. Należy również podkreślić, że aktualne wyższe cenny jaj od niedawna zaczęły pokrywać stale rosnące koszty produkcji – komentuje Marian Sikora, Przewodniczący Rady Federacji Branżowych Związków Producentów Rolnych.

Na szóstym miejscu w zestawieniu jest proszek do prania, a na siódmym – mydło w kostce. Te artykuły zdrożały odpowiednio o ponad 39% i blisko 39% rdr.

– Chemia gospodarcza i środki higieny osobistej zdrożały już w czasie pandemii ze względu na przerwane łańcuchy dostaw. Kolejnym ciosem dla producentów był wybuch wojny, a następnym – sankcje na komponenty chemiczne oraz surowce z Rosji i Białorusi. Szoki podażowe i rosnące koszty wytwórcze wraz z ceną pracy spotęgowały tendencję rosnącą w tej grupie produktów – wyjaśnia dr Edyta Wojtyla z Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

W dziesiątce najbardziej drożejących produktów są też takie art. spożywcze, jak kasza jęczmienna, majonez i płatki kukurydziane. Zdrożały odpowiednio o blisko 38%, 37% oraz ponad 34% rdr.

– Wzrost cen majonezu jest wprost powiązany z sytuacją na rynku jaj, potrzebnych do jego produkcji. Szalejąca na świecie ptasia grypa, która wymusiła znaczne przetrzebienie hodowli, plus odchodzenie od chowu klatkowego spowodowały mocną presję na wzrost cen jajek pod koniec ub.r. Wprawdzie najnowsze dane wskazują, że ten trend zaczął zawracać. Jednak, moim zdaniem, przed Wielkanocą jaja i majonez pozostaną drogie, wyraźnie powyżej poziomów zanotowanych przed rokiem – podsumowuje Piotr Bielski, Dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych w Santander Bank Polska.

Przetargi pod lupą PZP Ochrona. 300 interwencji dotyczących zbyt niskich stawek

Zaniżanie stawek w przetargach to wciąż spory problem, szczególnie w usługach ochrony i utrzymania czystości. Czy podniesienie minimalnej stawki wynagrodzeń, które w tym roku rząd wprowadza aż dwukrotnie może wpłynąć na nasilenie tego zjawiska? Polski Związek Pracodawców Ochrona podsumowuje akcję interwencyjną (niemal 300 interwencji*).

Łódzki ZUS, Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku, Urząd m.st. Dzielnicy Wola, Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Częstochowie, Teatr Narodowy w Warszawie, Instytut Medycyny Pracy w Łodzi, Prokuratura Okręgowa We Wrocławiu, czy nawet Państwowa Inspekcja Pracy. To tylko kilka pozycji, na długiej liście – niemal 300 interwencji, jakie w ciągu ostatnich sześciu lat zgłosił Polski Związek Pracodawców Ochrona (PZP Ochrona), w związku z podejrzanie niskimi stawkami godzinowymi, w ofertach wybranych w ogłoszonych przez te instytucje przetargach na usługę ochrony.

Przykład z ostatniego roku: Instytut Medycyny Pracy w Łodzi: wybrana stawka 14,40 zł. plus VAT za roboczogodzinę, podczas gdy określona ustawowo minimalna godzinowa stawka płacy do stycznia 2023 r. wynosiła 19,70 zł. Wynikałoby z tego, że firma oferująca tę usługę zamierza nie tylko nie zarabiać, ale wręcz dopłacać do każdego pracownika zatrudnianego do ochrony budynku Inspektoratu.

Podejrzanie niskie ceny

Od 2017 roku takie właśnie przetargi zapalają „czerwoną lampkę” w PZP Ochrona. Organizacja zrzeszająca firmy działające branży postawiła sobie za jeden ze statutowych celów zgłaszanie ich do Państwowej Inspekcji Pracy, Zakładu Ubezpieczeń Społecznych oraz Urzędu Zamówień Publicznych. Informacje o interwencjach publikowane są na stronie Związku, w dedykowanej zakładce (pzpochrona.pl/interwencje).

– Interweniujemy w przypadkach, kiedy wybrane przez oferenta ceny, są naszym zdaniem podejrzanie niskie. Staramy się w ten sposób zwracać uwagę zamawiającym, że być może wybrali ofertę, która jest zbyt tania, w związku z czym oferowana jest przez firmę, wobec której można podejrzewać, że nie jest w stanie do końca wypełnić zobowiązań publiczno-prawnych, czyli mówiąc potocznie, działa w szarej strefie – mówi Tomasz Wojak, prezes zarządu PZP Ochrona.

Przykładem takich działań może być zatrudnianie osób, które mają zajęcia komornicze i nie są zainteresowane legalnym zatrudnieniem, bo zarobki zabiera im komornik. Firma nie zgłasza takiego pracownika do ZUS i płaci mu „w kopercie” oszczędzając na kosztach. W wielu przypadkach firmy tłumaczą niską cenę faktem otrzymywania dofinansowania z PFRON dla osoby niepełnosprawnej. Zdaniem Związku jest to jednak niewykonalne w praktyce.

– Bardzo trudno zdobyć kwalifikowanego pracownika ochrony, z orzeczeniem niepełnosprawności, a z tych kalkulacji wychodzi, że firma musiałaby przeznaczyć do ochrony obiektu wszystkich pracowników niepełnosprawnych. To nierealne! – mówi Albert Czyżyk, współwłaściciel Sign 4 Security Sp. z o.o.   i wiceprezes zarządu Mazowieckiego PZP Ochrona.

Tomasz Wojak dodaje: – Mówimy tu oczywiście o marginesie, ale chcemy mocno zwracać uwagę zamawiających na ten problem. Dopóki jest ktoś kto będzie chciał kupić nielegalnie wykonaną usługę, niestety znajdzie się ktoś, kto mu ją dostarczy. Dlatego jednym z naszych statutowych zobowiązań wobec rynku, branży i naszych firm jest promowanie etycznych zasad postępowania na rynku – dodaje Tomasz Wojak.

Osobną kwestią, na którą zwracają uwagę firmy zrzeszone w PZP Ochrona jest brak wiedzy osób, które w instytucjach zajmują się zamówieniami.

– Często są to ludzie zajmujący się administracją, BHP, a przy okazji ochroną. Zdarza się, że nawet zamawianiem ochrony obiektów infrastruktury krytycznej zajmują się osoby, które nie mają odpowiedniej wiedzy na ten temat, a przygotowywane przez nie oferty są wręcz kopiowane z roku na rok, bez uwzględnienia sytuacji rynkowej – mówi Albert Czyżyk.

I podaje przykład przetargu ogłoszonego przez Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku:

– Wygrywamy ten przetarg i w momencie podpisywania umowy dowiadujemy się, że pracownicy muszą być uzbrojeni w paralizatory powyżej 10 mA, na które trzeba posiadać pozwolenie. Tymczasem w zamówieniu nie było o tym ani słowa. Wynagrodzenie pracownika z pozwoleniem na broń (paralizator powyżej 10 mA) jest wyższe niż pracownika kwalifikowanego, a dodatkowo, trzeba zakupić paralizatory, zorganizować na miejscu magazyn broni, dokonać odbioru sejfu przez policję i ustalić z nią plan ochrony. Koszty są więc zupełnie inne niż te przedstawione w ofercie! – mówi Rafał Łyszyk, współwłaścicieli spółki Sign 4 Security. Dodaje, że sprawy takie jak ta zazwyczaj kończą się zgłoszeniem do Krajowej Izby Odwoławczej.

Wzrost płacy minimalnej i… szarej strefy?

Od stycznia 2023 roku minimalne wynagrodzenie brutto za pracę wzrosło z 3010 do 3490 zł, a minimalna stawka godzinowa wynosi 22,80 zł., a rząd wprowadził już kolejną podwyżkę najniższej krajowej – od 1 lipca wzrośnie ona do 3600 zł. Ta bezprecedensowa podwójna waloryzacja jest ogromny wyzwaniem dla rynku. Już w styczniu wpłynęły na podwyższenie koszty usług o około 20 procent. Zdaniem części ekspertów może to stanowić pokusę i uzasadnienie do grania w przetargach za pomocą nieuczciwych praktyk, takich, jak zaniżanie cen.

Marek Kowalski, Przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) przyznaje, że dotychczas problem zaniżania cen usług był widoczny i najbardziej dotyczył branż: ochrony i utrzymania czystości. Jego zdaniem jednak podwyżki wpłyną na rynek w inny sposób.

– W przypadku usług szpitalnych nasza organizacja skierowała pisma do PIP (trzy przypadki), w wyniku czego zostały wdrożone skuteczne kontrole – mówi Marek Kowalski. – Obecnie jednak wobec wysokiej inflacji praktyki te zostały bardzo ograniczone. Bardziej spodziewanym zjawiskiem będzie szukanie oszczędności przez stosowanie alternatywnych form zatrudnienie, takich, jak umowy zlecenia i samozatrudnienie – dodaje.

Zarówno PZP Ochrona jak FPP stawiają na edukowanie klientów. PZP Ochrona służy zamawiającym pomocą w przygotowywaniu rzetelnej wyceny usług z pomocą specjalnego kalkulator, uwzględniającego wszystkie koszty pracy. Z kolei FPP przygotowuje zbiór dobrych praktyk wspólnie z Urzędem Zamówień Publicznych i prokuratorią, które będą prezentowane na spotkaniach z zamawiającymi.

– Zawarliśmy to w programie prac FPP na rok 2023/2024. W chwili obecnej ustalamy terminy realizacji – mówi Marek Kowalski.

*
W latach 2017-2022 PZP Ochrona zgłosiła 296 interwencji. Otrzymała 147 odpowiedzi na nie z Urzędu Zamówień Publicznych. W 69 przypadkach zostały przeprowadzone kontrole, w 37 poinformowano o planowanych kontrolach / postępowaniu wyjaśniającym. W jednym przypadku postępowanie w sprawie wszczęła prokuratura.

Link do podanej jako przykład interwencji: https://pzpochrona.pl/interwencje/instytut-medycyny-pracy-w-lodzi/

Słaby początek roku w budownictwie mieszkaniowym

Jeśli przyjąć zasadę, wg której „jaki styczeń, taki cały rok”, to najnowsza informacja GUS, prezentująca wstępne wyniki budownictwa mieszkaniowego w pierwszym tegorocznym miesiącu, jawi się prognostycznie w zdecydowanie pesymistycznych barwach.

Styczeń pod znakiem kontynuacji poszukiwania dna

Początek bieżącego roku bardzo wyraźnie zasygnalizował perspektywę utrzymania, a nawet przyspieszenia procesu słabnięcia koniunktury inwestycyjnej rynku mieszkaniowego w kolejnych miesiącach. Tym razem silnie korekcyjny charakter styczniowych danych GUS solidarnie dotyczy wszystkich trzech tematów statystyk inwestycyjnych mieszkaniówki, czyli mieszkań oddanych do użytkowania, nowych pozwoleń oraz inwestycji rozpoczętych.

Te ostatnie, jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl, mają fundamentalne znaczenie dla oceny stanu bieżącej koniunktury. Tymczasem w styczniu rozpoczęto ogółem budowę ledwo 9,4 tys. mieszkań, co jest wynikiem gorszym licząc rok do roku o jedną piątą, a jednocześnie najsłabszym od wielu lat. Z kolei sami deweloperzy ruszyli z budową zaledwie 5,8 tys. lokali, co także jest rezultatem tylko minimalnie lepszym od dna z sierpnia ub. roku. Budownictwo mieszkaniowe I 2019 - I 2023

W przypadku budownictwa mieszkaniowego, niezależnie od stanu koniunktury rynkowej, dość mocno utrwaloną od lat tradycją jest widoczne hamowanie aktywności inwestycyjnej w pierwszych tygodniach każdego roku. W efekcie styczeń zazwyczaj jest od lat najsłabszym miesiącem w mieszkaniówce pod względem statystyk nowo rozpoczynanych budów. Ich wolumen w pierwszym miesiącu roku jest najczęściej znacząco niższy od średniej całorocznej, wyznaczając tym samym dołek, od którego w kolejnych okresach następuje odbicie.

Tym razem jednak rynek znajduje się w głębokiej defensywie, wydając się mocno zaabsorbowany procesem poszukiwania koniunkturalnego dna dla swoich statystyk inwestycyjnych, a w związku z tym nie ma żadnej gwarancji, że w kolejnych miesiącach nastąpi tradycyjne ich odbicie. Za sprawą solidarnego załamania danych nowych budów deweloperskich i budownictwa indywidualnego, statystyki ogółem sięgnęły dna, zniżkując do poziomu jednego z najgorszych wyników miesięcznych w historii. Początek bieżącego roku może więc sugerować, że inwestorzy wyraźnie przymierzają się do dalszego ograniczenia swojej aktywności inwestycyjnej nie tylko w kolejnych miesiącach, ale i kwartałach.

Załamanie w nowych pozwoleniach

Tymczasem w przypadku statystyk nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym, styczeń zaowocował korekcyjnym rozstrzygnięciem o dawno nie widzianym, spektakularnym wymiarze. GUS doliczył się ich ogółem w ubiegłym miesiącu zaledwie nieco ponad 15 tys., czyli niemal dokładnie o jedną czwartą mniej w stosunku do grudnia 2022 r. i jedną trzecią mniej w relacji rok do roku. Tej skali tąpnięcia w pozwoleniach nie notowano od dawna, podobnie jak i najsłabszego od lat samego wyniku miesięcznego.

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl statystyki pozwoleń na budowę wciąż pozostają bardzo wiarygodnym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów. Warto więc odnotować ich rekordowo niski wynik styczniowy na poziomie 10 tys. decyzji administracyjnych. Tym samym także nowe pozwolenia wyraźnie zapowiadają radykalne pogorszenie oceny perspektyw rynkowych przez przedsiębiorców.

Mieszkania oddane również z impulsem spadkowym

W ostatnich czasach najmocniejszym ogniwem GUS-owskich danych z budownictwa mieszkaniowego pozostawały statystyki mieszkań oddanych do użytkowania. Tymczasem styczeń przyniósł ich wyraźną korektę do poziomu 18,2 tys., co oznacza liczony miesiąc do miesiąca regres rzędu jednej czwartej, jednak w relacji rok do roku wzrost o 9 proc.

Statystyki mieszkań oddawanych do użytku nie zależą jednak od aktualnej sytuacji rynkowej, ale są efektem stanu koniunktury inwestycyjnej sprzed około dwóch lat, a więc okresu odpowiadającego cyklowi budowlanemu w mieszkaniówce. W związku z tym, w tym przypadku, w odróżnieniu od nowych pozwoleń i budów rozpoczętych, można wciąż liczyć na odbicie w kolejnych miesiącach.

Koniunktura inwestycyjna rynku pierwotnego w najbliższych miesiącach będzie podporządkowana procesowi poszukiwania koniunkturalnego dna dla GUS-owskich danych budownictwa mieszkaniowego. Na chwilę obecną nie jest do końca przesądzone dalsze drastyczne ich pogorszenie. Tegoroczny styczeń dla deweloperów sprzedażowo okazał się  okresem o umiarkowanie optymistycznej wymowie, co w przypadku ewentualnego zahamowania regresu kontraktacji w kolejnych miesiącach może zaowocować nieco śmielszym podejściem przedsiębiorców do uruchamiania nowych inwestycji.

Niestety legislacyjne pomysły ograniczania popytu pierwotnego segmentu mieszkaniówki, przez wprowadzanie nowych podatków i wyznaczanie limitów zakupów inwestycyjnych, mogą na długie miesiące skutecznie storpedować wszelkie nadzieje na choćby umiarkowane odbicie w danych GUS budownictwa mieszkaniowego.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Coraz wolniej biedniejemy

Informacja, że nasze pensje wystarczają nam średnio na coraz mniej, nie jest pocieszająca. Można jednak trochę odetchnąć z ulgą, bo miesiąc temu zbiednieliśmy bardziej.

Płace w górę, ale zatrudniamy wolniej

Wczorajsze dane GUS na temat rynku pracy są mocno niejednoznaczne. Z jednej strony dobrze, że pensje rosną. Wzrost o 13,5% to nadal nie jest tempo wzrostu cen, ale brakuje obecnie „zaledwie” 3,7%, miesiąc temu było to 6,3%. Nadal zatem jako społeczeństwo biedniejemy, ale wolniej, co jest z pewnością poprawą. Z drugiej strony zatrudnienie rośnie o 1,1%. Jest to nadal wzrost, ale już wolniejszy od oczekiwań. Patrząc jednak, jak blisko jesteśmy obecnie rekordowo niskich poziomów bezrobocia w Polsce, nadal możemy oczekiwać kolejnych rekordów po rozpoczęciu prac sezonowych za kilka miesięcy. Mówimy oczywiście o rekordach, które nie uwzględniają fikcji pełnego zatrudnienia minionej epoki gospodarczej.

Produkcja przemysłowa słabsza od oczekiwań

Ceny producentów podobnie jak w innych krajach również w Polsce zaczynają rosnąć wolniej niż jeszcze kilka miesięcy temu. Jest to jednak elementem większego problemu, jakim jest przygotowywanie się do nadchodzącego kryzysu. Produkcja przemysłowa w ciągu roku wzrosła o 2,6%. Jest to z jednej strony wynik wyraźnie słabszy od oczekiwań wynoszących 4,2%. Z drugiej strony miesiąc temu wzrost był 1%. Nawet ta wartość 2,6% wzrostu jest jednak raczej bardzo niskim poziomem dla kraju na naszym poziomie rozwoju gospodarczego. Co ciekawe, rynki uznały te dane za na tyle korzystne, by dokupić wczoraj złotego. Pierwszy raz od 9 lutego mogliśmy oglądać euro poniżej 4,75 zł.

Nuda na rynku pod nieobecność Amerykanów

Joe Biden obchodził Dzień Prezydenta, odwiedzając sojuszników w Europie Środkowo-wschodniej, dając jednoznaczny wyraz poparcia dla działań Ukrainy. Dotychczas jednak nie pozwolił sobie na bezpośrednie odwiedzenie zaatakowanego przez Rosjan kraju. Rynki bardziej czekają jednak na konkretne działania, a nie symbole, stąd wizyta na razie nie ma większego oddziaływania. Wpływ za to miał dzień wolny, podczas którego ta wizyta miała miejsce. Nieobecność części inwestorów spowodowała, że na sporej części aktywów mieliśmy wczoraj po prostu nudę. Najlepiej było widać to na EURUSD, gdzie mogło się wydawać, że wykres niemal zamarł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

10:00 – Polska – sprzedaż detaliczna,
11:00 – Niemcy – indeks instytutu ZEW,
14:30 – Kanada- inflacja producencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Deweloperzy jak sprinterzy – czekają na sygnał do startu

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) wynika, że w 2022 roku nie nastąpił gwałtowny spadek uzyskiwanych pozwoleń na budowę nowych mieszkań. W ubiegłym roku wydano ich 59 tys., zaś rok wcześniej niecałe 63 tys. Znacząco spadła jednak liczba rozpoczynanych budów deweloperskich. Różnica rok do roku wynosi aż 20 tys. lokali. Zdaniem ekspertów serwisu tabelofert.pl, deweloperzy wierzą, że obecne problemy rynku są jedynie chwilowe i czekają na poprawę sytuacji gospodarczej.

W całym 2022 roku, na sześciu największych rynkach w Polsce: Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi oraz Trójmieście, rozpoczęto 35 849 budów deweloperskich, co stanowi spadek ich liczby o 35% w stosunku do 2021 r., w którym rozpoczęto 55 928 inwestycji. Deweloperzy nie zrezygnowali w ubiegłym roku z pozyskiwania odpowiednich zgód budowlanych, których wydano im 59 181, w roku poprzednim było ich tylko 6% więcej, bowiem 62 864.

Pozwolenia na budowę i rozpoczęte budowy deweloperskie

– Z opublikowanych przez GUS danych jasno wynika, że deweloperzy czekają na lepsze czasy. Przygotowane projekty lądują na „półce”, w oczekiwaniu na lepszą sprzedaż i niższe koszty finansowania, czyli niższe stopy procentowe mówi Robert Chojnacki, z serwisu tabelaofert.pl. – Musimy jednak pamiętać, że w momencie, kiedy te wszystkie projekty nagle trafią do wyceny u generalnych wykonawców, zaobserwujemy znaczny wzrost kosztów budowy – dodaje ekspert.

Spowolnienie rynku nieruchomości wynika z kilku czynników. Jedną z przyczyn jest rekordowa aktywność deweloperów w latach ubiegłych, przede wszystkim w 2021 r., to wtedy osiągnięto rekordowe wyniki w kwestii oddanych do użytku nieruchomości.

Do obecnej sytuacji przyczynił się również rząd, który z myślą o kupujących mieszkania nałożył na deweloperów kolejną opłatę. Mowa o nowelizacji ustawy deweloperskiej, która weszła w życie 1 lipca 2022 r. Wprowadziła ona Deweloperski Fundusz Gwarancyjny (DFG), który ma chronić konsumentów, ale jednocześnie nakłada na przedsiębiorców obowiązek odprowadzania składek od wpłat dokonywanych przez klientów na mieszkaniowe rachunki powiernicze. Decyzja ta spowodowała, że od dnia jej ogłoszenia – 30 czerwca 2021 r. – większą wagę zaczęto przykładać do finalizacji rozpoczętych budów, niż rozpoczynania nowych inwestycji.

– Po latach dobrej koniunktury cała branża zderzyła się z kryzysem, który przyniósł ogromne spadki popytu, mające wpływ również na podaż. Problemy te zostały wywołane kilkoma czynnikami m.in galopującą inflacją, cyklem podwyżek stóp procentowych, nową rekomendacją KNF, wprowadzeniem DFG oraz wybuchem wojny w Ukrainie. Targani problemami deweloperzy postanowili przeczekać trudny okres i wyczekują poprawy realiów gospodarczych – mówi Ewa Palus, dyrektor REDNET Consulting.

Stan rzeczy poprawić powinien ogłoszony w grudniu 2022 roku program „Bezpieczny Kredyt 2%”, który ma pomóc Polakom w zakupie premierowej nieruchomości. Ma być to system dopłat do kredytu na zakup pierwszego mieszkania. Program ma wejść w życie nie później niż w III kwartale 2023 r.

– Zapowiadany projekt powinien nie tylko ułatwić zakup pierwszego mieszkania, ale również zaktywizować przedsiębiorców, którzy będą chcieli skorzystać ze zwiększonego popytu. Należy podkreślić, że deweloperzy niczym sprinterzy, czekają w blokach startowych z gotowymi projektami i przy okazji poprawy koniunktury, rozpoczną nowe inwestycje podsumowuje Ewa Palus.