Jak Osteopata może pomóc w ograniczeniu dolegliwości fizycznych

Osteopatia jest jednym z najskuteczniejszych sposobów leczenia dolegliwości fizycznych. Osteopata wykorzystuje ręczne techniki, aby pomóc w zmniejszeniu bólu i zmian związanych z chorobami, urazami i zaburzeniami. Osteopata może pomóc w zmniejszeniu dolegliwości poprzez określenie ich przyczyny i zastosowanie odpowiednich technik terapeutycznych.

Osteopata zaczyna od wywiadu, w którym zbiera informacje na temat pacjenta, w tym jego historię medyczną, obecny stan zdrowia i objawy. Osteopata może również wykonać badanie fizykalne, aby zidentyfikować napięcia i blokady w ciele pacjenta. Podczas badania osteopata może używać różnych technik, takich jak ucisk, rozciąganie, stymulacja i manipulacja, aby złagodzić ból i napięcie.

Osteopata może pomóc w zmniejszeniu dolegliwości związanych z różnymi chorobami, w tym zapaleniem stawów, chorobami układu nerwowego, bólem pleców, bólem szyi, bólem głowy i bólem mięśni. Osteopata może również pomóc w złagodzeniu dolegliwości związanych z urazami, takimi jak zwichnięcia, złamania i skręcenia.

Osteopata może również pomóc w zmniejszeniu dolegliwości poprzez zapobieganie ich powstawaniu. Osteopata może pomóc w poprawie postawy, która może prowadzić do bólu pleców i szyi, a także w poprawie funkcjonowania stawów. Osteopata może również pomóc w zapobieganiu urazom poprzez stosowanie technik terapeutycznych, takich jak masaż, ćwiczenia i techniki relaksacyjne.

Osteopata może pomóc w zmniejszeniu dolegliwości poprzez zmniejszenie napięcia mięśni i stawów, a także poprzez poprawę ruchomości stawów i zmniejszenie bólu. Osteopata może również pomóc w zapobieganiu powikłaniom, takim jak artretyzm i zwyrodnienie stawów, poprzez stosowanie odpowiednich technik terapeutycznych.

Osteopata może również pomóc w zmniejszeniu dolegliwości poprzez wspomaganie procesu samoleczenia organizmu. Osteopata może pomóc w poprawie krążenia i układu odpornościowego, co może złagodzić dolegliwości. Osteopata może również pomóc w poprawie postawy i ruchomości stawów, co może zmniejszyć ból i zmęczenie.

Osteopata może pomóc w zmniejszeniu dolegliwości poprzez wykorzystanie różnych technik terapeutycznych, takich jak masaż, ćwiczenia, techniki relaksacyjne i manipulacja. Osteopata może również pomóc w zapobieganiu urazom i dolegliwościom poprzez poprawę postawy, krążenia i układu odpornościowego. Osteopata może również pomóc w zmniejszeniu bólu i zmęczenia poprzez złagodzenie napięcia mięśni i stawów oraz poprawę ruchomości stawów.

Jeśli szukasz sprawdzonego Osteopaty sprawdź ofertę na stronie: https://osteohelp.pl/osteopatia/

Hakerzy bombardują polski sektor użyteczności publicznej. To już ponad 2,3 tys. ataków tygodniowo.

  • Zaledwie w ciągu kilku miesięcy hakerzy zwiększyli ilość ataków na sektor użyteczności publicznej o blisko 100 proc. – z 1214 (w październiku 2022) do 2316 tygodniowo
  • W 2021 roku prawie 14% wszystkich cyberataków w naszym kraju dotyczyło sektora energetycznego. Na świecie 34% firm z branży naftowej i gazowniczej w ciągu ostatnich dwóch lat napotkało problem przejęcia maszyn przez hakerów
  • W 2022 roku najczęściej atakowano agencje rządowe, organizacje krytycznej infrastruktury, która jest kluczowa dla ciągłości funkcjonowania państwa. Cyberatak na kolej, placówki medyczne, bankowe czy wodociągi może grozić dotkliwym w skutkach paraliżem, powodując ogromne straty gospodarcze i finansowe, a nawet ofiary w ludziach

Hakerzy nie odpuszczają polskiemu rządowi i strategicznym podmiotom użyteczności publicznej. Zaledwie w ciągu kilku miesięcy hakerzy zwiększyli ilość ataków o blisko 100 proc. – z 1214 (w październiku 2022) do 2316 tygodniowo – alarmuje firma Check Point Research. Duże obawy o killware.

Gdy w listopadzie 2022 roku firma Microsoft poinformowała, że hakerzy powiązani z rosyjską armią najprawdopodobniej stali za atakami ransomware na ukraińskie i polskie organizacje transportowe i logistyczne, eksperci już wiedzieli, że to wierzchołek wzrastającej fali ataków na sektor użyteczności publicznej. Liczba i intensywność ataków hakerskich na krytyczne sektory dla polskiej gospodarki rosły od dłuższego czasu, osiągając szczyt pod koniec grudnia. Według analityków telewizji CNN, ataki te sygnalizują „zwiększone ryzyko dla organizacji bezpośrednio dostarczających lub transportujących pomoc humanitarną lub wojskową na Ukrainę”.

Skala ataków na organizacje w Polsce (Grudzień 2022)Skala ataków na organizacje w Polsce

Polska infrastruktura krytyczna jest obiektem zainteresowania cyberprzestępców od dłuższego czasu. W 2021 roku prawie 14% wszystkich cyberataków w naszym kraju dotyczyło sektora energetycznego. Na świecie 34% firm z branży naftowej i gazowniczej w ciągu ostatnich dwóch lat napotkało problem przejęcia maszyn przez hakerów. Zainteresowanie Polską wzrosło od lutego 2022 roku. Analitycy podkreślają, że wprawdzie Rosja od lat atakuje Ukrainę i inne państwa sąsiedzkie w sieci (np. NotPetya w 2017 r.), ale działania hakerów od początku wojny na Ukrainie mają zupełnie inny wymiar. – Ataki w cyberprzestrzeni nie zaczęły się z chwilą rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Te ataki trwały już od wielu lat, a ich celem była również infrastruktura krytyczna – mówił Agencji Newseria Biznes Robert Kośla, członek Rady Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń, były dyrektor Departamentu Cyberbezpieczeństwa w KPRM.

W 2022 roku najczęściej atakowano agencje rządowe, organizacje krytycznej infrastruktury, która jest kluczowa dla ciągłości funkcjonowania państwa. Cyberatak na kolej, placówki medyczne, bankowe czy wodociągi może grozić dotkliwym w skutkach paraliżem, powodując ogromne straty gospodarcze i finansowe, a nawet ofiary w ludziach.

W Polsce operatorzy i zespoły reagowania na incydenty naruszenia cyberbezpieczeństwa już od lat śledzą i wyciągają wnioski z przeprowadzonych przez Rosję cyberataków. Stworzony został system Centrów Wymiany i Analizy Informacji (ISAC) dla poszczególnych branż. Do tej pory powstały m.in. ISAC-Kolej w sektorze kolejowym, ISAC-UKE dla telekomunikacji oraz ISAC-GIG dla branży węglowej.

Wyjątkowo skuteczny atak na cele energetyczne czy logistyczne jest jak fala tsunami, która rozlewa się i paraliżuje cały kraj, czasami wypływając poza jego granice.  Doskonałą ilustracją był cyberatak na systemy IT włoskiego państwowego operatora kolejowego – Ferrovie dello Stato Italiane (FS), którego paraliż uziemił pociągi czeskiego operatora Metrans na granicach Austrii i Słowenii.

Coraz częściej wymienia się ataki typu killware jako te, które mogą w znaczny sposób zaburzyć funkcjonowanie państw i bezpośrednio wpływać na bezpieczeństwo ludzi. Przykładem był incydent w 2020 roku, kiedy w Niemczech hakerzy zaatakowali systemy danych szpitala w Dusseldorfie, blokując możliwość przyjmowania pacjentów w nagłych przypadkach. W konsekwencji śmierć poniosła jedna osoba, która nie mogła zostać przyjęta przez tą placówkę medyczną. Podobny incydent miał miejsce w Czechach, gdzie główny szpital miejski w Brnie (posiadający największe laboratorium badań COVID-19) zmuszony był do wyłączenia wszystkich systemów IT zaraz po tym, jak z Narodowego Centrum Cyberbezpieczeństwa dotarła informacja o ataku hakerskim na tę placówkę.

Szacuje się, że na skutek ataków na systemy IT lub uniemożliwiającego odczyt zapisanych danych, placówki medyczne na całym świecie straciły w 2021 roku prawie 40 proc. swoich danych. Ze względu na charakter swojej działalności i gromadzenie wrażliwych danych, szpitale oraz inne placówki medyczne stanowią atrakcyjny cel dla cyberprzestępców. Stąd apel ekspertów, aby bacznie monitorować obiekty takie jak szpitale, oczyszczalnie wody, elektrownie.

Eksperci są zgodni, ale by chronić się przed zagrożeniem ze strony cyfrowych przestępców, warto inwestować. W swoim najnowszym raporcie (XI2022) Gartner szacuje, że w 2023 roku budżety alokowane na produkty i usługi związane z bezpieczeństwem informacji i zarządzaniem ryzykiem zamkną się w kwocie 188,3 mld USD.

A to dopiero początek inwestycyjnej fali. Zdaniem ekspertów do 2026 na cyberbezpieczeństwo przeznaczona będzie rekordowa kwota 262 mld USD. To wzrost o blisko 40 proc. w zaledwie 3 lata.

Według prognoz w 2023 roku liczba cyberataków na infrastrukturę użyteczności publicznej, taką jak przedsiębiorstwa gazowe czy energetyczne, transport publiczny, służba zdrowia, przedsiębiorstwa zaopatrzenia w wodę jeszcze wzrośnie. Niespodziewane i niekontrolowane wyłączenia infrastruktury krytycznej mogą spowodować zakłócenia społeczne na wielką skalę. Dlatego tak ważne jest, aby władze, przedsiębiorcy, służby ratownicze i służby wywiadowcze ściśle współpracowały przy stałej poprawie bezpieczeństwa ochrony niezbędnych do życia produktów, usług i procesów.

– Infrastruktura krytyczna to bardzo skomplikowany system, którego ochrona wymaga nie tylko zabezpieczenia, lecz stałego monitoringu zagrożeń oraz analizy metod jakimi cyberprzestępcy posługują się atakując systemy organizacji na całym świecie w danym momencie – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor generalny firmy Check Point Software w Polsce.

W Polsce operatorzy i zespoły reagowania na incydenty naruszenia cyberbezpieczeństwa już od lat śledzą i wyciągają wnioski z przeprowadzonych przez Rosję cyberataków. Polski rząd (Premier RP) 6 października 2022 podpisał zarządzenie, które wprowadza drugi stopień alarmowy BRAVO, dotyczący infrastruktury energetycznej poza Polską. Zarządzenie obowiązuje do 28 marca 2023 roku. Wraz z drugim stopniem alarmowym od 1 grudnia 2022 roku do 28 marca 2023 wprowadzono trzeci stopień CHARLIE-CRP, który dotyczy bezpieczeństwa cybernetycznego.

Tak dynamiczny wzrost aktywności hakerów skierowanych przeciw polskiej infrastrukturze może być wiązany m.in. z wojną toczącą się za naszą wschodnią granicą i odbywającą się równolegle cyberwojną. Zdaniem analityków Check Point Research przyrost jest szczególnie widoczny w krajach Europy Wschodniej – nie tylko Ukrainy i Rosji, ale również Polski, Litwy i Rumunii. Wszystkie z tych krajów znajdują się wśród 25 najbardziej narażonych na ataki hakerskie.

 

– Niepokojący jest fakt, iż Rosja rozszerza operacje cyberwojny na Polskę. Cele kolejowe i logistyczne w państwie sojuszniczym NATO są atakowane podobnymi atakami typu wiperware, prawdopodobnie w celu zakłócenia zagranicznej pomocy wojskowej i innej napływającej na Ukrainę. Chociaż taktyczne uzasadnienie tych ataków jest oczywiste, może się okazać strategicznym błędem Moskwy – podsumowuje Klon Kitchen z American Enterprise Institute w specjalnym raporcie dla Amerykańskiego Senatu.

Na problem zagrożenia infrastruktury krytycznej państw w obliczu rosnących ataków hakerskich zwracają uwagę nie tylko eksperci Check Point Research.  W 2022 roku Komisja Europejska opublikowała pięciopunktowy plan na rzecz ochrony infrastruktury krytycznej w priorytetowych obszarach: gotowości, reagowania i współpracy międzynarodowej. Plan priorytetowo traktuje kluczowe sektory energii, infrastruktury cyfrowej, transportu i przestrzeni kosmicznej. – Możemy spodziewać się, że ryzyko ataków na istotne obszary infrastrukturalne będzie w przyszłości tylko rosło. Nasza gospodarka, korzysta ze wspólnego zaplecza, a to sieć wzajemnych zależności, silnie ze sobą połączona. Dla osób o złych zamiarach atakowanie infrastruktury będzie zawsze atrakcyjne ze względu na spektakularne efekty – ostrzega Georg Peter, który jest odpowiedzialny za Europejską Sieć Referencyjną Ochrony Infrastruktury Krytycznej (ERNCIP), ważną część reakcji UE, która ma pomóc państwom w obronie ich aktywów.

RPP nie zaskoczyła

Wczorajsza decyzja Rady Polityki Pieniężnej nie zaskoczył inwestorów. Nie zmienia to faktu, że będą oni czekać na show prezesa NBP, który dzisiaj występuje na konferencji prasowej.

RPP nie zmieniła stóp procentowych

Zgodnie z oczekiwaniami analityków Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła poziomu stóp procentowych. Złośliwi w mediach wypominają prezesowi tzw. traktat sopocki, czyli krótki wywiad na molo w Sopocie, gdzie zapowiedział wyhamowanie cyklu podwyżek lub jego wręcz koniec. Patrząc jednak na dane, szczególnie potencjalnie nadchodzące spowolnienie gospodarcze, decyzja ta wydaje się racjonalna. Biorąc pod uwagę, że podwyżki stóp procentowych działają zawsze z pewnym opóźnieniem, wygląda na to, że przegapiliśmy okazję na podnoszenia stóp procentowych. Rynek spodziewał się takiej reakcji, więc nie powinno dziwić, że reakcji niemal nie było.

Dane ze Stanów bez większego echa

Wczoraj poznaliśmy dane z raportu ISM dla przemysłu. Okazał on się co prawda słabszy od oczekiwań, jednak zaledwie 0,1 pkt. Na rynku nie wzbudziło to większych emocji. Wieczorem pojawiły się zapiski z ostatniego posiedzenia Rezerwy Federalnej. To z kolei okazało się korzystniejsze dla dolara. Okazuje się, że członkowie tego gremium są bardziej chętni podnosić stopy procentowe, niż dotychczas sądziliśmy. Spowodowało to wzrost szans, że w lutym rezerwa podniesie stopy procentowe jednak o 0,5%. Nadal jednak dominuje scenariusz podwyżki o połowę niższej. Nie zmienia to faktu, że do posiedzenia pozostał miesiąc i wiele się jeszcze może wydarzyć.

Gaz taniej niż przed wojną

Pisanie o cenach gazu codziennie jest dość dziwne. Biorąc pod uwagę siłę ostatnich zmian cen, są jednak ku temu powody. Tylko wczoraj cena gazu spadła o ponad 10%. Jesteśmy tylko trochę powyżej dołka przed rosyjską inwazją na Ukrainę. Warto z kolei zwrócić uwagę, że wczorajsze minimum było poniżej dołków zarówno z grudnia 2021, jak i stycznia 2022. Powody spadków się oczywiście nie zmieniają. Jest to ciepła zima oraz wątpliwości co do kondycji gospodarki światowej. Mówiąc wprost, chodzi o to, że są poważne problemy z popytem na surowiec, który powoduje, że cena leci w dół. Wiele państw wykorzystuje tę sytuację jako presję ekonomiczną na Rosję, która finansuje swoje działania wojenne m.in. z zysków z eksportu surowców.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Zapiski z posiedzenia FOMC bez większego wpływu na rynki

Na skutek „jastrzębiego” wydźwięku protokołu z ostatniego posiedzenia FOMC dolar zareagował jedynie chwilowym, minimalnym umocnieniem. Indeksy w USA w zasadzie przeszły obok tego dokumentu niewzruszone, kończąc dzień na umiarkowanych plusach. Większą reakcję na FX można było zaobserwować po gorszym od oczekiwań odczycie ISM dla przemysłu Stanów Zjednoczonych. W Europie akcje silnie zyskiwały kolejną sesję z rzędu co wynikało z oznak osłabienia presji inflacyjnej oraz ponownego otwarcia chińskiej gospodarki.

Wciąż istnieje rozbieżność pomiędzy oczekiwaniami Fed-u i rynku, co pozostaje głównym ryzykiem dla dolara. Protokół z grudniowego posiedzenia FOMC wzmocnił gorliwość amerykańskiej instytucji do walki z inflacją i dalszego podnoszenia stóp procentowych w tym roku. W zapiskach zaznaczono, że pomimo zasygnalizowania przez przewodniczącego Fed Jerome’a Powella wolniejszego tempa podwyżek zacieśniania monetarnego, „nie było to oznaką jakiegokolwiek osłabienia determinacji komitetu do osiągnięcia celu stabilności cen lub oceny, że inflacja jest już na trwałej ścieżce spadkowej”. Urzędnicy wyrazili frustrację, że rynek wciąż wycenia ciecia stóp w II połowie roku. Stwierdzono, że „nieuzasadnione rozluźnienie warunków finansowych, zwłaszcza jeśli wynikałyby one z błędnego postrzegania przez opinię publiczną funkcji reakcji komitetu, skomplikowałoby wysiłki FOMC na rzecz przywrócenia stabilności cen”. Tym samym została odrzucona możliwość cięć kosztu pieniądza w 2023 roku. Żaden z uczestników nie przewidywał takiego scenariusza. Członkowie generalnie zauważyli, że restrykcyjne nastawienie polityki będzie musiało być utrzymane do czasu, gdy napływające dane dadzą pewność, że inflacja jest na trwałej ścieżce spadkowej do 2 proc., co prawdopodobnie zajmie „trochę” czasu. Fed fund futures nadal wyceniają, że Fed w wyniku recesji rozpocznie w tym roku cykl luzowania monetarnego (pierwsze obniżki). Nastawienie to nie uległo znaczącej zmianie po publikacji ostatnich „minutek”.

Wczoraj otrzymaliśmy kolejny „jastrzębi” sygnał w postaci wypowiedzi prezesa Fed z Minneapolis. Neel Kashkari zaznaczył, że właściwe będzie kontynuowanie podnoszenia stóp przynajmniej na kilku następnych spotkaniach, dopóki Fed nie będzie pewny, że dynamika wzrostu cen osiągnęła szczyt. W jego opinii cykl może zakończyć się nawet na poziomie 5,4 proc., co oznaczałoby, że przed nami kolejne ruchy o łącznie 90 punktów bazowych.

Mimo tak restrykcyjnych sygnałów większej reakcji rynku nie było. Ostatecznie indeksy z Wall Street zamknęły dzień na lekkich zyskach. Na koniec dnia dolar finalnie stracił, choć w okolicach godziny 20 lekko zyskiwał. Większa zmienność na FX panowała w początkowych godzinach europejskiej sesji. Para EUR/USD po spadkach wtorkowych, w środę już była handlowana ponownie powyżej poziomu 1,06 .

Z twardych danych otrzymaliśmy ISM dla przemysłu, który lekko rozczarował (48,4 pkt.) oraz raport „JOLTS”, który pokazał, że liczba wolnych miejsc pracy i rotacji pracowników utrzymała się na poziomie 10,46 mln a dane październikowe zrewidowano do 10,51 mln. Dziś przed nami ADP oraz tygodniowa liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Publikacje te z pewnością rzucą światło na jutrzejszy odczyt NFP, który być może wywoła większą zmienność na rynku.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Answear.com z przychodami ze sprzedaży o 39 proc. większymi rdr. w IV kw. 2022 r.

Answear.com, wiodący e-commerce oferujący modę i produkty home&lifestyle w regionie Europy Środkowo-Wschodniej według wstępnych danych wypracował w IV kw. 2022 r. 359 mln zł przychodów ze sprzedaży, co oznacza to wzrost o 39 proc. rdr. Wysokie dynamiki wzrostu mimo wymagającego otoczenia rynkowego stawiają Answear.com jako jedną z najszybciej rozwijających się platform fashion e-commerce w Europie.

Za nami rekordowy czwarty kwartał, w którym wypracowaliśmy bardzo dobre wyniki sprzedażowe. Cieszy również utrzymanie wysokich dynamik wzrostu, mimo wysokiej bazy z zeszłego roku, zwłaszcza w czwartym kwartale. Konsekwentnie pokazujemy, że nasz biznes ma solidne fundamenty i jest odporny na tymczasowe zawirowania gospodarcze i dekoniunkturę, dzięki czemu jesteśmy jedną z najszybciej rozwijających się platform fashion e-commerce w Europie – komentuje Krzysztof Bajołek, Prezes Zarządu Answear.com.

Wpływ na dobre wyniki sprzedażowe w minionym kwartale miało m.in. optymalne zatowarowanie na sezon jesień-zima 2022, dzięki czemu Spółka mogła trafnie i na bieżąco odpowiadać na potrzeby klientów. Istotną rolę również odegrały działania marketingowe, w tym kampanie TV nakierowane na wzrost świadomości marki. Skutecznie wspomagały sprzedaż w kluczowych dla spółki momentach, czyli Black Week oraz okresie świątecznym. Warto również wspomnieć o stałym rozwoju nowych kategorii produktowych home & lifestyle oraz sport & outdoor które cieszyły się dużym zainteresowaniem wśród klientów poszukujących inspirujących prezentów świątecznych.

Patrząc na całe drugie półrocze odnotowaliśmy wzrost sprzedaży on-line rzędu 40 proc. czyli powyżej dynamiki osiągniętej w pierwszym półroczu wynoszącej 31 proc. W efekcie tych wzrostów rok 2022 Spółka zakończyła przychodami ze sprzedaży blisko 1 mld zł. Warto podkreślić bardzo dobre rezultaty ekspansji geograficznej przeprowadzonej pod koniec 2021 r. oraz w pierwszej połowie 2022 r.: już teraz nowe rynki generują sprzedaż powyżej założonych planów – dodaje Jacek Dziaduś, Wiceprezes Zarządu ds. finansowych Answear.com.

Z jakimi problemami warto pójść do osteopaty

Osteopatia to rodzaj leczenia, które koncentruje się na leczeniu całego ciała, a nie tylko poszczególnych schorzeń. Osteopaci używają różnych technik, takich jak masaż, rozciąganie i uciskanie, aby poprawić ruchomość stawów, zmniejszyć ból i poprawić ogólne funkcjonowanie ciała.

Osteopatia jest formą leczenia, która może być skuteczna w przypadku różnego rodzaju dolegliwości i schorzeń. Można udać się do osteopaty w przypadku:

  • bólów głowy
  • bólów karku i pleców
  • bólów stawów
  • problemów z układem trawienia
  • dolegliwości związanych z ciążą i porodem
  • problemów z układem moczowym
  • problemów z układem oddechowym
  • problemów z układem hormonalnym
  • problemów z układem nerwowym
  • urazów sportowych

Osteopatia może być również skuteczna w łagodzeniu objawów towarzyszących różnym chorobom i zaburzeniom, takim jak na przykład cukrzyca czy astma.

Złoto byłoby dla polskich inwestorów porażką, gdyby nie osłabienie złotego

W grudniu cena złota przekroczyła poziom 1800 USD/uncja, choć jego cena w 2022 r. przebiła nawet poziom 2 000 USD. Cena po 52 tygodniach spadła wówczas o 1% r/r.

– Złoto miało fenomenalny początek roku, ponieważ pojawił się wyjątkowy czynnik ryzyka, jakim było rozpoczęcie wojny w Ukrainie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Jednak od tego czasu zmieniło się bardzo dużo, ze względu na podwyżki stóp procentowych wprowadzone przez większość banków centralnych.

Na świecie wraz ze wzrostem stóp procentowych wzrastała atrakcyjność lokat i obligacji. Oczywiście są kraje o bardzo wysokiej inflacji, gdzie realna stopa procentowa jest bardzo niska. Fed podejmował jastrzębie decyzje w warunkach, gdy inflacja w USA była ponad dwukrotnie niższa niż w Polsce.

Opłacalność inwestowania w złoto wypada lepiej z perspektywy polskich inwestorów.

– Jest to jednak efekt tylko i wyłącznie walutowy – komentuje ekspert XTB. – To, że złoto zyskiwało 8-9% jest konsekwencją słabości złotego wobec dolara, dolar w 2020 r. kosztował nawet powyżej 5 zł. Pod koniec roku efekt ten został osłabiony.

Srebro chroniło inwestorów przed inflacją lepiej niż złoto. Światowe ceny srebra wzrosły o 10%. To efekt tego, że srebro, platyna i pallad mają jako metale szlachetne większe znaczenie w przemyśle, na przykład w technologiach związanych z odnawialnymi źródłami energii.

– Złoto zaczyna jednak znów jaśnieć, ze względu na obawy inwestorów dotyczące recesji – dodaje M.Stajniak z XTB. – Pokazuje to zachowanie spekulantów, którzy pozycje krótkie na złocie zamieniają na długie.

Początek roku powinien być dobry dla złota. Druga połowa roku będzie bardzo istotna, ponieważ może dojść do obniżek stóp procentowych przez najważniejsze banki centralne. Wpłynie na siłę dolara, który przez dwa lata był bardzo mocny.

RPP szykuje się do końca cyklu podwyżek?

Rada Polityki Pieniężnej zgodnie z oczekiwaniami utrzymała stopy procentowe bez zmian podczas pierwszego posiedzenia w 2023 roku. Warto zauważyć, że Rada powróciła do dwudniowych posiedzeń, choć konferencja prasowa profesora Glapińskiego jest zaplanowana dopiero na dzień jutrzejszy, czyli w czwartek o godzinie 15:00. Dzisiejsza decyzja nie jest zaskoczeniem, gdyż członkowie RPP w zasadzie nie otrzymali żadnych nowych informacji z gospodarki czy z rynku, które mogłyby ich skłonić do innego zdania. Właśnie dlatego kluczowym wydarzeniem z perspektywy polskiego kredytobiorcy może być marcowe posiedzenie, kiedy RPP będzie dysponować już najnowszymi projekcjami.

Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że jutro o godzinie 10:00 poznamy szybki szacunek inflacji, do którego z pewnością odniesie się prof. Adam Glapiński na konferencji. Oczekuje się, że inflacja nie spadła mocno za grudzień i wyniosła 17,4% r/r przy poprzednim poziomie za listopad na poziomie 17,5%. Warto zauważyć, że w listopadzie mieliśmy zaskoczenie w postaci niższego odczytu od oczekiwań, dlatego w tym wypadku jest równiez pole do niespodzianek. Z drugiej strony zakres prognoz jest dosyć wąski, gdyż wynosi od 17,0% do 17,6%. Jedynie spadek poniżej 17% mógłby wywołać pytania o to, czy pojawi się w tym roku szansa na obniżki stóp procentowych.

Oczywiście sama Rada nie wskazała, że proces podwyżek się zakończył. Kluczowe będzie zachowanie inflacji za styczeń, gdyż na początku tego roku powróciły stare, wyższe stawki VAT na energię, co może doprowadzić do zmiany projekcji w marcu. Chociaż ostatecznie ceny paliw nie wzrosły, to jednak ceny gazu oraz energii elektrycznej będą miały pozytywny wpływ na inflację. Ceny paliw w grudniu były płaskie, natomiast patrząc na cenę energii elektrycznej można zauważyć spory spadek od początku do końca grudnia. Z drugiej strony patrząc na efekt bazy z 2021 roku tu i tak będzie spory wzrost, natomiast w porównaniu do średniej ceny z listopada, ceny nie uległy drastycznej zmianie. Właśnie dlatego raczej nie ma szans, że inflacja za grudzień zaskoczy nas pozytywnie sporym spadkiem, jak było to w przypadku Niemiec.

Przez utrzymanie cen paliw w styczniu na niezmienionym poziomie w porównaniu do grudnia, Rada Polityki Pieniężnej będzie miała więcej pewności, że szczyt inflacji jest już za nami lub znajduje się bardzo blisko i niewiele ponad obecnym poziomiem. To z kolei może mieć ogromny wpływ na decyzję o oficjalnym zatrzymaniu podwyżek już podczas marcowych projekcji makroekonomicznych. Oczywiście wtedy zaczną się mocne spekulacje na temat obniżek, choć w tym momencie większość gołębich członków Rady wskazuje, że na taki ruch w 2023 roku nie powinniśmy się szykować.

Złoty zachowuje się stabilnie po decyzji RPP. Za euro musimy płacić: 4,6687 zł, za dolara: 4,4035 zł, za funta: 5,3000 zł, za franka: 4,7388 zł.

Autor: Michał Stajniak, starszy analityk XTB

Stopy procentowe bez zmian: pauza czy koniec cyklu podwyżek?

Rada Polityki Pieniężnej na czwartym kolejnym posiedzeniu nie podniosła stóp procentowych – podstawowa stopa cały czas wynosi 6,75 proc. Cały czas nie wiemy, czy jest to tylko pauza, czy koniec cyklu podwyżek. Odpowiedź poznamy w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Nie czekając na odpowiedź, 28,5 proc. Polaków, podejmujących finansowe postanowienia noworoczne, planuje w 2023 roku spłacić swoje zadłużenie.

W styczniu RPP wyjątkowo obradowała przed publikacją danych GUS o inflacji w grudniu, nie pojawiła się także nowa projekcja inflacyjna. Rada podejmowała zatem decyzje na podstawie przesłanek zbliżonych do tych, jakie odnotowano podczas posiedzenia w grudniu. Jednak prognozy co do inflacji w grudniu wskazują, że będziemy mieli do czynienia z kolejnym spadkiem inflacji. Sytuacja może ulec odwróceniu w styczniu, bowiem od Nowego Roku wzrósł podatek VAT na paliwa i energię oraz wzrosły ceny wielu innych produktów i usług. Co prawda cena paliwa na stacjach benzynowych nie wzrosła, a cena netto znacznie spadła, to jednak mocny skok inflacji w tym miejscu nadal jest możliwy. Po napłynięciu kolejnych danych, prawdopodobnie pod koniec pierwszego kwartału, dowiemy się zatem, czy w tym cyklu będą miały miejsce jeszcze jakieś podwyżki, czy może jest to już jego koniec i w kolejne lata będą zdominowane przez obniżki stóp. Nie można jednak zapominać, że inflacja szybko nie spadnie i prawdopodobnie jeszcze przez około 18 miesięcy może utrzymywać się powyżej poziomu 10 proc.

RPP zwraca także uwagę na dane z zagranicy. W Niemczech w grudniu inflacja spadała z 10 proc. do 8,6 proc. (zdecydowanie mocniej niż spodziewali się analitycy). Cały czas jednak znacząco rosną ceny usług. To właśnie ich wzrost stanowi obecnie motor inflacji w większości krajów, gdy ceny paliw i surowców energetycznych spadają. W piątek poznamy dane o inflacji w strefie euro, prognozy wskazują na jej spadek z 10,1 proc. do 9,7 proc. Także w USA spodziewamy się kolejnego spadku inflacji z 7,1 proc. do 6,7 proc. (dane zostaną opublikowane 12.01).

Brak podwyżki stóp oznacza, że nie wzrosną raty kredytów o zmiennym oprocentowaniu. Kredytobiorcy mogą nawet odczuć pewną ulgę, bo od listopada spada stawka WIBOR 3M, która służy za podstawę do obliczania oprocentowania większości kredytów mieszkaniowych. Choć raty nie rosną, to Polacy starają się nadpłacać swoje kredyty. Według globalnego badania eToro, 28,5 proc. Polaków (z tych którzy mają finansowe postanowienia noworoczne) planuje w 2023 roku spłacić swoje zadłużenie.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Polscy pracownicy wciąż czekają na ustawę o sygnalistach

Od końca 2021 r. obowiązuje unijna dyrektywa w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa w przedsiębiorstwach i instytucjach publicznych. Przepisy wymagają implementacji na krajowym rynku. Jednak polski organ ustawodawczy nie spieszy się z procedowaniem wymaganej ustawy. Powinna ona obowiązywać już od 11 miesięcy. Za jej brak Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej ma prawo nałożyć na nas karę finansową, która w roku wyborczym byłaby bardzo nie na rękę rządzącym. Na ustawę czekają pracodawcy i pracownicy. Czeka także branża wdrażająca oprogramowanie przeznaczone do zgłaszania nieprawidłowości. Inwestycja w infrastrukturę techniczną i zabezpieczenia była ogromna. Jak długo przedsiębiorstwa będą zmuszeni funkcjonować w próżni prawnej?

Państwa członkowskie powinny wdrożyć unijną dyrektywę do 17 grudnia 2021 r. Polska, nie zrealizowała tego obowiązku. Od tego czasu Komisja Europejska zdążyła już do nas skierować dwukrotne ponaglenia: w styczniu i w lipcu 2022 r. Jeśli Unia Europejska uzna, że reakcja danego państwa nie jest zadowalająca, ma prawo złożyć skargę przeciwko niemu do Trybunału Sprawiedliwości UE. A ten może nałożyć na niego karę finansową.

Pierwotny projekt ustawy został opublikowany w październiku 2021 r. i był kilkukrotnie modyfikowany w związku z konsultacjami międzyresortowymi i społecznymi.

„Obecna, czwarta wersja projektu nie jest jeszcze zaakceptowana przez rząd. Od rozpoczęcia procedowania przez Sejm do prawomocnego uchwalenia przepisów minie kilka miesięcy. Dziś mówi się w kuluarach, że być może ustawa będzie opublikowana pod koniec pierwszego kwartału przyszłego roku. Ale to już kolejny termin, który był obiecywany polskim przedsiębiorcom. Firmy takie jaka nasza, które w ostatnich dwóch latach przygotowywały narzędzia służące bezpiecznemu wdrożeniu przepisów odczuwają brak polskiej regulacji.. Już dziś mierzymy się z konsekwencjami opóźnień podobnie jak przedsiębiorcy, którzy woleliby wiedzieć, kiedy przepisy zaczną ich obowiązywać.. Na te przepisy przede wszystkim jednak czekają polscy pracownicy, którzy potrzebują gwarancji, ochrony  i bezpiecznego systemu zgłaszania nieprawidłowości w firmach” – tłumaczy mec. Katarzyna Abramowicz, prezes zarządu Specfile, wydawcy Sygnanet – szyfrowanej platformy do przyjmowania zgłoszeń od sygnalistów.

Kontrowersyjne zapisy ustawy opóźniają wdrożenia

Na opóźnienia w procedowaniu ustawy mają wpływ rozwiązania, które budzą spory. Chodzi m.in. kwestie związane z możliwością dokonania zgłoszenia zewnętrznego, czyli nie do pracodawcy, ale do organu publicznego, który m.in. przyjmie zgłoszenie o naruszeniu prawa, wstępnie je zweryfikuje i przekaże do urzędu/służby, która będzie właściwa do podejmowania działań wyjaśniających, następczych. Zgodnie z ostatnią opublikowaną wersją projektu (z lipca 2022 r.) rolę tę ma pełnić Rzecznik Praw Obywatelskich, ale rozważano też inne podmioty (m.in. Państwową Inspekcję Pracy). Realizacja takiej procedury dla sygnalistów to nowe, czasochłonne zadanie, które będzie wymagało dużego wysiłki organizacyjnego, finansowego i kadrowego.

„Mimo braku fizycznej ustawy mamy wielu klientów, którzy już dziś korzystają z naszych rozwiązań. Zdecydowali się na wdrożenia nie czekając na prawny przymus, ponieważ istotne jest dla nich bezpieczeństwo przedsiębiorstwa i pracowników. Szkoda dla organizacji może mieć formę finansową, prawną lub reputacyjną. Wybierając szyfrowany system ochrony sygnalistów ograniczamy narażenia na ryzyko finansowe  np. w wyniku nieodkrytej korupcji, czy sankcji za brak odpowiednich narzędzi i regulacji, złamania RODO w stosunku do ochrony zgłoszeń. Jednocześnie dzięki używaniu wewnętrznego kanału chronimy reputację firmy. Wreszcie to potężne narzędzie komunikacji wewnętrznej ograniczające ryzyko operacyjne. Używając takich narzędzi pracodawca tworzy także bezpieczne środowisko pracy poprzez zmniejszenie zachowań dyskryminujących. Nie da się zatem przecenić wartości jaką daje wdrożenie systemu chroniącego sygnalistów, a przykłady wielkich upadków światowych koncernów, które zignorowały, bądź zbyt późno zareagowały na zgłaszane problemy powinny być dla wszystkich z nas ważnym ostrzeżeniem” – komentuje mec. K. Abramowicz.

Branża whisteblowingu pod ścianą

Branża whistleblowingu w Polsce to kilkaset przedsiębiorstw, które skupiły się na przygotowaniu systemów zabezpieczeń sygnalistów oraz szkoleń dla pracodawców i pracowników w zakresie ich ochrony. To zróżnicowana grupa, która skupia potężne korporacje doradcze z tzw. „wielkiej czwórki”, ale także kilkunastoosobowe przedsiębiorstwa które w całości skupiają się na ochronie sygnalistów. To także wiele kancelarii prawnych, które specjalizują się w tej tematyce.

Brak ustawy w znaczący sposób wpływa na ich funkcjonowanie. Polskie firmy mierzą się z szeregiem wyzwań. Zawiła administracja, coraz wyższe koszty prowadzenia działalności oraz niemożność realnego prognozowania wyników finansowych z powodu długiej ścieżki administracyjnej sprawiają, że branża whisteblowingu może się załamać. Nadzieją jest fakt, że mamy rok wyborczy, a widmo kar nałożonych przez TSUE staje się coraz bardziej realne.

Czekając na RPP

Poznamy dzisiaj decyzję RPP w sprawie stóp procentowych. W tle widzimy już spadki inflacji w innych krajach, więc decyzja, by nie zmieniać nic, wydaje się niemal pewna.

Spadek inflacji w Turcji

Zgodnie z oczekiwaniami w Turcji spada tempo wzrostu cen. Powodem jest charakterystyka tego parametru. Odnosi się on bowiem do danych sprzed roku. Rok temu ceny już gwałtownie rosły w Turcji, więc punkt odniesienia dla grudnia był dużo wyżej niż w listopadzie. Stąd wynik 64,3% nie był dla rynku zaskoczeniem, mimo że miesiąc wcześniej było to 84,4%. Tak różnica przekracza 20 punktów procentowych w ciągu jednego miesiąca. Pamiętajmy, że ceny rosną szybciej niż zarobki, zatem ograniczeniem dla ich wzrostu będą portfele konsumentów, którzy mogą sobie na coraz mniej pozwolić. Kurs liry nie uległ zmianie w związku z tymi danymi.

Inflacja w Niemczech spowalnia

Wzrost cen u naszego zachodniego sąsiada spowalnia. Po trzech miesiącach przebywania wspólnie z nami w mało ekskluzywnym gronie państw z dwucyfrową inflacją opuszczają nas. Wynik 8,6% to również wskaźnik wyraźnie poniżej oczekiwań wynoszących 9,1%. Dane te rozpoczęły korektę na EURUSD. Dla przypomnienia wczoraj przed otwarciem rynków w USA rozpoczęło się gwałtowne wykupywanie dolara. Po otwarciu tamtejszego rynku, które mniej więcej zbiegło się w czasie z danymi o inflacji w Unii Europejskiej, rozpoczęła się korekta tamtego ruchu. Z jednej strony lepsze dane z Niemiec powinny właśnie pomagać euro, z drugiej mogą w końcu przyczynić się do mniejszego wzrostu stóp procentowych, co spowoduje z kolei osłabienie waluty.

Gaz poniżej 75 euro za megawatogodzinę

Cena gazu to wykres, który konsumenci mogą ostatnio oglądać z przyjemnością. Na dworze na razie nie jest zbyt zimno, ale gwałtowne spadki i tak cieszą. Powodem jest właśnie cieplejszy początek sezonu grzewczego i bardzo wysoki stan magazynów tego surowca. Powoduje on, że strach o brak surowca został niemal rozwiany. Tym bardziej że alternatywne względem Rosji kanały dostaw okazują się wydajne. Powoduje to, że wzrost cen energii, dotychczas wskazywany jako główny czynnik proinflacyjny, realnie znika na naszych oczach. Złośliwi mogą zadać pytanie, dlaczego inflacja jest taka wysoka pomimo zanikania czynników zewnętrznych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – raport ISM dla przemysłu,
20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Jak pozycjonować swoją stronę?

Jak pozycjonować swoją stronę? Czy można to robić samodzielnie? Odpowiedź na to pytanie jest prosta – tak! Jeśli ma się oczywiście odpowiednią wiedzę. Szczegóły na temat pozycjonowania strony internetowej znajdziesz w dzisiejszym artykule.

  1. Komu zlecić pozycjonowanie stron internetowych?
  2. Pozycjonowanie stron w Google – jakie działania trzeba podjąć?

Chcesz, aby Twoja strona internetowa wyświetlała się w czołówce w wyszukiwarce Google? W takiej sytuacji musisz zacząć ją pozycjonować. Jak pozycjonować swoją stronę? Opcji jest wiele i warto podjąć się właściwie wszystkich działań z zakresu pozycjonowania. O części z nich piszemy w poniższym wpisie – już teraz zapoznaj się z jego treścią.

Komu zlecić pozycjonowanie stron internetowych?

Zależy Ci na czasie? A może po prostu chcesz oddać pozycjonowanie strony w ręce doświadczonych specjalistów? W takiej sytuacji polecamy nawiązać współpracę z odpowiednią agencją, która oferuję taką usługę, jak pozycjonowanie stron www. Przykładem takiej agencji jest Semgence, która poza pozycjonowaniem stron www, zajmuje się także content marketingiem, pozycjonowaniem sklepów internetowych czy przeprowadza zarówno konsultacje, jak i szkolenia SEO.

Na samym początku współpracy z agencją, specjalista będzie musiał przeprowadzić audyt SEO, którego celem jest określenie, jakie działania trzeba będzie podjąć, aby odpowiednio wypozycjonować stronę. W trakcie audytu SEO sprawdza się przede wszystkim czynniki on-page oraz off-page, które są ważne dla pozycji strony w wyszukiwarce Google. Ponadto specjalista zwróci uwagę na to, czy witryna jest użyteczna i w pewien sposób wygodna dla klientów. Sprawdzone zostaną także wszystkie zabezpieczenia strony WWW. Po audycie dowiesz się między innymi, jakie frazy kluczowe będą istotne dla kampanii pozycjonerskiej dla Twojej witryny.

A zatem dobry audyt SEO składa się z trzech obszarów, które poddaje się analizie – a mianowicie audytu technicznego oraz off-page i on-page. Celem audytu technicznego jest przede wszystkim określenie, w jaki sposób indeksujące roboty poruszają się po stronie. Ponadto w tym kroku trzeba odkryć, jak te roboty dokonują tak zwanej indeksacji. Działania off-page dotyczą czynników, które są skupione na zewnętrznym linkowaniu, a on-page – na wewnętrznym, czyli w obrębie Twojej strony czy sklepu internetowego. W ostatnim przypadku analizuje się również wszelkie składowe kodu witryny.

Audyt SEO zawsze trzeba przeprowadzać, aby móc znaleźć i wyeliminować wszystkie błędy. Ponadto rzetelny audyt umożliwia poprawę konwersji – jeśli mamy sklep internetowy i tym samym eliminację tak zwanych porzuconych koszyków. Jeśli chcesz mieć pewność, że klienci będą kupować u Ciebie proponowane przez Ciebie produkty lub korzystać z Twoich usług, nie zwlekaj i już teraz nawiąż współpracę z agencją, która przeprowadzi audyt SEO Twojej strony internetowej.

Po audycie SEO wdraża się wszystkie potrzebne działania w celu wypozycjonowania strony internetowej. Jakie dokładnie są to działania? Dobiera się je indywidualnie, ale w dalszej części artykułu wspominamy o tych najpopularniejszych i najważniejszych. Jeśli jeszcze nie masz swojej strony internetowej czy sklepu internetowego, koniecznie zapoznaj się z nimi przed postawieniem witryny. Dzięki temu szybciej Twoja strona pojawi się wysoko w wynikach wyszukiwania. 

Pozycjonowanie stron w Google – jakie działania trzeba podjąć?

Pozycjonowanie strony internetowej czy sklepów internetowych to właściwie działania, które korzystnie wpływają na pozycję danej witryny w wyszukiwarce Google. Jest to dosyć złożony proces, dlatego warto skorzystać z pomocy specjalistów, zamiast samodzielnie próbować wdrożyć konkretne działania. Jeśli jednakże nie masz jeszcze strony internetowej i planujesz dopiero ją założyć, warto znać podstawowe informacje na temat SEO i wykorzystać je już na samym początku.

W przypadku działań SEO wyróżnia się te, które wdraża się wewnątrz naszej witryny – czyli on-page oraz na zewnątrz – off-page. Jeśli chodzi o SEO on-page, zarówno struktura strony, jak i content marketing, prędkość strony, meta tagi, bezpieczeństwo (SSL), optymalizacja UX, optymalizacja grafiki i działania techniczne muszą być zgodne z wymaganiami SEO. Działania off-page natomiast obejmują tak zwany link building – czyli linki prowadzące z innych stron do naszej, wizytówkę Google oraz media społecznościowe.

Przy strukturze strony warto zrezygnować z witryny w stylu „one page”. Według specjalistów większa ilość podstron zwiększa szansę na wypozycjonowanie ich na większą liczb fraz i tym samym na zdobycie równie większego ruchu bezpośrednio z wyszukiwarki. Pamiętaj o tym, aby każda podstrona miała unikalne słowa kluczowe. Warto – na przykład – rozbić ofertę na kilka usług i dla każdej tej usługi stworzyć indywidualną podstronę.

Jeśli chodzi o content marketing, podstawą SEO jest oczywiście wartościowa treść. Poza odpowiednią treścią na stronie głównej i poszczególnych podstronach warto założyć dodatkowo bloga firmowego. Artykuły, które będziesz publikować na blogu firmowym, powinny odpowiadać na pytania i potrzeby Twoich potencjalnych klientów – i to na każdym etapie zakupowej ścieżki.

Wyszukiwarka Google zwraca uwagę również na prędkość strony. Jest to spowodowane głównie tym, że żaden użytkownik Internetu nie lubi sytuacji, gdy dana witryna zbyt długo się ładuje. Dlatego ważne jest, aby zadbać o to, by strona ładowała się jak najszybciej.

Z działań SEO off-page warto pozyskiwać linki na stronach zewnętrznych. Celem „link buildingu” jest przede wszystkim budowanie zaufania u robotów Google. Roboty te docenią Twoją stronę, gdy będzie polecana przez inne witryny. Jak pozyskiwać takie linki? Przede wszystkim unikaj podejrzanych witryn – tak zwanych „farm linków”. Na takie farmy Google nakłada kary, przez co i Twoja strona może ucierpieć. Lepszą opcją jest – po pierwsze – dodatnie swojej witryny do internetowych katalogów branżowych oraz firm i przygotowanie wpisów gościnnych, które za drobną opłatą można opublikować na rzetelnych stronach branżowych. Warto także wykupić artykuł sponsorowany, który zostanie opublikowany na innej stronie, mającej dobrą pozycję w Google.

Masz fizyczną siedzibę? Koniecznie załóż sobie wizytówkę Google. Należy ją oczywiście prawidłowo zoptymalizować, uzupełniając wszystkie dane kontaktowe, zdjęcia oraz opisując, jaką usługę oferujesz. W przypadku mediów społecznościowych warto wiedzieć, że same działania tam podejmowane nie wpływają na pozycję w wyszukiwarce Google, jednakże zwiększają ruch na samej stronie – oczywiście, jeśli opracujesz odpowiednią strategię i zbudujesz zaangażowaną społeczność.

Jak widać, działań z zakresu SEO jest wiele – nie o wszystkich wspominaliśmy w niniejszym artykule. Jeśli chcesz mieć pewność, że wszystko zostanie wdrożone prawidłowo, koniecznie skorzystaj z pomocy agencji, która zajmuje się pozycjonowaniem stron WWW. Lub zapisz się na szkolenie z SEO, aby zdobyć kompleksową wiedzę i samodzielnie się tym zająć. Należy wówczas zadbać nie tylko o dobór słów kluczowych naszej strony, ale też o szybkość ładowania strony i inne elementy, które mogą pomóc w poprawieniu widoczności strony.

„L4” na żądanie? Ekspert: To w praktyce kosztowne dodatkowe dni urlopu, które nie rozwiążą problemów służby zdrowia

W ostatnich dniach dyskusję w przestrzeni publicznej wywołał pomysł prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej. Łukasz Jankowski zaproponował, by umożliwić pracownikom pobieranie raz w roku 4-dniowego zwolnienia chorobowego na żądanie, w celu odciążenia lekarzy. Część medyków odniosła się do pomysłu z dużą dozą aprobaty. Wątpliwości, co do tej propozycji ma Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy, prezes Conperio, największej polskiej firmy doradczej zajmującej się problematyką absencji chorobowych. Jak zauważa, „L4” na żądanie nie rozwiązałoby bolączek służby zdrowia, stanowiłoby pole do nadużyć i kosztowny problem dla pracodawców.

– Szanse na realizację tego pomysłu oceniam jako znikome. Trzeba to powiedzieć wprost – ciężko sobie wyobrazić, żeby ktoś nie skorzystał z takiej możliwości, gdyby się ona pojawiła. W praktyce pracownicy zyskaliby zatem dodatkowe 4 dni urlopu. Propozycja przedstawiona przez prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej może dziwić i z pewnością nie rozwiązałaby bolączek służby zdrowia. Oczywiście, to jest trudny czas, mamy szczyt zachorowań na grypę, ale pamiętajmy że dalej znaczny odsetek zwolnień chorobowych stanowią też nadużycia. Ponadto, poruszona nie została kwestia związana z pokryciem kosztów dodatkowej nieobecności pracowników w zakładzie pracy, pobieraniem przez nich wynagrodzenia za ten okres i choćby tego, czy chory miałby w tym czasie leżeć w łóżku czy może mógłby się przemieszczać. Nie możemy zapominać również o tym, że każdemu pracownikowi przysługuje 4 dni urlopu na żądanie. Jest to sprawdzony model, który nie budzi dodatkowych wątpliwości. Na samym końcu – odpowiedzialna opieka medyczna polega na badaniu pacjenta. Proporcje te i tak zostały w ostatnich miesiącach mocno zaburzone przez popularne teleporady i zwolnienia lekarskie w 5 minut, bez wstawania z kanapy mówi Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy, prezes Conperio, największej polskiej firmy doradczej zajmującej się problematyką absencji chorobowych.

GfK: w 2022 r. nastroje polskich konsumentów blisko negatywnego rekordu

GfK: to był trudny rok dla polskich konsumentów. Grudzień nie przyniósł przełamania.

Święta ożywiły sektor handlowy, jednak konsumenci wciąż niepewnie patrzą w przyszłość. W 2023 roku ponad połowa Polaków spodziewa się wzrostu poziomu bezrobocia i utrzymania dwucyfrowego tempa wzrostu cen towarów i usług. Takie dane płyną z najnowszego Barometru Nastrojów Konsumenckich opracowanego przez firmę GfK.

Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, wyniósł w grudniu 2022 r. -17,2 i wzrósł o 2,2 p.p. w stosunku do poprzedniego miesiąca. Tym samym średni, roczny wskaźnik barometru wyniósł -16 punktów, co oznacza drugi najniższy wynik w historii badań. Przeciętne gorsze nastroje w Polsce firma GfK odnotowała wyłącznie w 2012 roku – wówczas wskaźnik osiągnął poziom -16,3.GfK Barometr grudzień 2022

Według badań GfK w grudniu 2022 r. Polacy nieco lepiej niż przed miesiącem – choć wciąż nisko –oceniali aktualną i przyszłą sytuację gospodarczo-ekonomiczną, zarówno w kontekście całego kraju, jak i domowych budżetów. Jednocześnie, ponad 53 proc. badanych spodziewa się, że 2023 rok przyniesie wzrost bezrobocia (co piąty badany prognozuje zdecydowany wzrost). Co drugi z nas jest także zdania, że ceny towarów i usług będą rosnąć w tempie przekraczającym 10 procent.

Grudzień w Polsce to specyficzny miesiąc z punktu widzenia badania nastrojów konsumenckich, zwłaszcza w kryzysowych latach. Dla nas, jako konsumentów, to okres kojarzący się pozytywnie, ze Świętami, z nowym rokiem, z dużą nadzieją, że trudności wkrótce przeminą. Dlatego zarówno w 2020, jak i w 2021 roku obserwowaliśmy podobne zjawisko, widocznego odbicia na sam koniec roku. Większe powody do niepokoju przynosi nam całoroczny obraz nastrojów konsumenckich, które były znacznie gorsze niż w dwóch poprzednich latach. I niestety nie spodziewam się szybkiego przełamania tego trendu. Po świątecznym „poluzowaniu portfeli”, na początku tego roku będziemy obserwować dalsze wzmacnianie strategii zaciskania pasa wśród konsumentów i rozwój trendu smart shoppingu, czyli aktywnego poszukiwania okazji i promocji. Każdą wydaną złotówkę będziemy oglądać jeszcze dokładniej niż dotychczas mówi Barbara Lewicka, senior director w GfK.

W grudniu ub.r. ujemne nastroje konsumenckie dotyczyły większości grup wiekowych analizowanych przez GfK. Najwyższy wynik odnotowano w grupie od 15 do 22 lat (7,6) oraz w grupie 23-29 lat (1,1). zaś najniższy (-27,5) zarejestrowano wśród seniorów, czyli osób w wieku powyżej 60 roku życia.

W przypadku podziału na płeć różnice pomiędzy kobietami i mężczyznami były znacznie mniejsze niż w poprzednich miesiącach, z minimalnie niższym wynikiem wśród kobiet.

Podobnie jak w listopadzie znaczących różnic w nastrojach konsumenckich nie widać w przypadku podziału na miejsce zamieszkania, jednak duża dysproporcja pojawia się w zestawieniu różnych poziomów wykształcenia. Najlepsze nastroje GfK odnotowało wśród konsumentów z wykształceniem podstawowym (-8,3), zaś najgorsze u osób z wykształceniem wyższym (-21,8).

W grudniu 2022 r. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK

Informacje o badaniu

Badanie zrealizowano w dniach 9-14 grudnia 2022 r. w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.

Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.

Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.

Wzrost niewypłacalności firm nabiera tempa

Rok 2022 nie był łaskawy dla przedsiębiorców. Liczba firm, o których niewypłacalności orzekły sądy, wzrosła o 10% w porównaniu z rokiem poprzednim. Jeśli uwzględnimy postępowania pozasądowe, liczba niewypłacalnych firm wzrosła łącznie aż o 30%. To skutek m.in. rosnącej inflacji oraz wojny na Ukrainie. Ponadto przedsiębiorstwa nie były już wspierane środkami, które miały ograniczyć negatywne skutki gospodarcze pandemii.

Wzrost kosztów zauważalny był niemal w każdej firmie. W górę poszybowały zarówno ceny komponentów używanych do produkcji, jak i energii. Niestety wiele przedsiębiorstw nie było w stanie podołać tym trudnym warunkom. Najmocniej ucierpiały branże energochłonne: producenci gumy, tworzyw sztucznych czy mebli. W ich przypadku dynamika wzrostu niewypłacalności przerosła ogólną średnią.

Przewaga postępowania pozasądowego

Z raportu firmy Coface wynika, że większość firm, które mierzą się z trudną sytuacją płynnościową, nadal rozwiązuje sprawę bez udziału sądów. Możliwość ta została wprowadzona wraz z zatwierdzeniem ustawy covidowej 1 grudnia 2021 roku. Początkowo miał być to jedynie środek tymczasowy w pierwszej fazie pandemii. Ze względu na jego dużą popularność, przyjęto go jednak do ogólnego systemu prawnego. Od tego czasu obowiązuje znowelizowane prawo upadłościowe i restrukturyzacyjne, a swoją działalność rozpoczął Krajowy Rejestr Zadłużonych. W 2022 roku przedsiębiorstwa, które skorzystały z tej opcji, stanowiły 63% wszystkich niewypłacalnych firm.

Wśród postanowień sądowych największy udział miały postępowania o zatwierdzenie układu. Ich liczba wzrosła o 59% w stosunku do 2021 roku. Przyczyną tak dynamicznego skoku jest popularność procedury pozasądowej (KRZ), w następstwie której sąd ma obowiązek ogłosić decyzję. Zmniejszyła się natomiast liczba najpowszechniejszych dotychczas upadłości likwidacyjnych. W 2022 roku było ich mniej o 12%.

Branże, które ucierpiały najbardziej

Trudności z płynnością finansową firm odzwierciedlają sytuację gospodarczą kraju. Rok 2022 był bowiem trudny dla wielu branż.

Pomimo że konsumpcja gospodarstw domowych nadal wspierała wzrost gospodarczy, to najwyższa inflacja od 26 lat, najniższy poziom optymizmu konsumentów, wysokie stopy procentowe i utrzymująca się niepewność, były mocno odczuwalne przez branżę handlową, gdzie liczba niewypłacalności wzrosła aż o 57% w sektorze detalicznym – mówi Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Polsce i regionie Europy Centralnej.

W najgorszej sytuacji znalazła się branża transportowa. Niewypłacalność firm z tego sektora wzrosła o 105% w porównaniu z rokiem 2021.

Dynamika wzrostu upadłości w sektorze TSL zaskoczyła nawet największych pesymistów. Po 9 miesiącach mieliśmy do czynienia z 164 przypadkami niewypłacalności (wzrost rdr o 18%), podczas gdy dane roczne wskazały już 273 przypadki i rekordową dynamikę wzrostu wśród analizowanych branż – mówi Barbara Kamińska, dyrektor działu oceny ryzyka w Coface w Polsce. – Transport to branża bardzo silnie skorelowana z ogólną koniunkturą gospodarczą. Przyszłe statystyki upadłościowe pozostaną w ścisłej zależności od głębokości spowolnienia gospodarczego w Polsce i Europie – dodaje.

Prócz wspomnianego już handlu, duże problemy zanotowało także budownictwo (wzrost braku płynności o 37%). W produkcji współczynnik ten wyniósł 11%, w usługach natomiast 40%. Dobrze radziło sobie jedynie rolnictwo, gdzie zanotowano spadek liczby firm niewypłacalnych o 9%. Co ciekawe, gałąź tę w ostatnich latach cechował, regularny wzrost liczby podmiotów  niewypłacalnych.

Jak pokazuje raport firmy Coface, zjawisko niewypłacalności przedsiębiorstw różniło się w zależności od regionów Polski. Wśród terenów, w których problem ten osiągnął najwyższą skalę znalazły się: woj. mazowieckie (505 firm), Górny Śląsk (342) oraz woj. wielkopolskie (322). W najlepszej sytuacji znalazło się województwo podlaskie, gdzie zanotowano spadek liczby niewypłacalnych biznesów o 8%.

Niepokojące prognozy na rok 2023

Choć w 2022 roku wzrosła niewypłacalność firm w Polsce, to w ujęciu makroekonomicznym rok ten nie przyniósł dramatycznego pogorszenia aktywności gospodarczej. Wzrost PKB osiągnął zadawalający poziom 4,5%. Firma Coface szacuje jednak, że nadchodzące 12 miesięcy stanowić będzie o wiele większe wyzwanie.

Nasze prognozy pokazują, że w 2023 roku wzrost PKB wyniesie tylko 1%. Tematem numer jeden pozostanie także inflacja. Jej apogeum widoczne będzie zwłaszcza w pierwszym kwartale, ale wysokie ceny zostaną z nami także w kolejnych miesiącach, a nawet w przyszłym roku – mówi Grzegorz Sielewicz.

Za wzrost inflacji w Europie odpowiedzialny jest kryzys energetyczny. Rosnące ceny surowców energetycznych mogliśmy zaobserwować już przed wojną w Ukrainie, która tylko przyśpieszyła ten proces.

Śmiało można stwierdzić, że Europa jest przygotowana na pierwsze, zimowe miesiące 2023 roku. Mamy potrzebne zapasy gazu – mówi Grzegorz Sielewicz. Problem pojawia się natomiast, gdy myślimy o późniejszym czasie. Wiele przedsiębiorstw potrzebuje tej energii także po zimie. Przyszłe zapasy i ceny gazu są wielką niewiadomą – dodaje.

Dużym wyzwaniem będzie dla nas szczególnie zima 2023/2024. Powodem są zmiany infrastruktury, które choć są bardzo potrzebne, wymagają dużo czasu.

Eksperci z firmy Coface wskazują, że w następnym roku liczba niewypłacalnych firm wzrośnie jeszcze bardziej. Przewidują również, że ich struktura będzie niestety zasilana upadłościami lub likwidacjami spółek, nie zaś restrukturyzacjami, które mogłyby spowodować powrót do efektywnej działalności biznesowej.

Czy sektor mieszkaniowy będzie się konsolidował? Deweloperzy odpowiadają

Czy deweloperzy mieszkaniowi biorą pod uwagę scenariusz, w którym decydują się na konsolidację z innym podmiotem? W jakiej sytuacji firmy mogłyby zacząć rozpatrywać takie rozwiązanie? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.

Angelika Kliś, członek zarządu Atal S.A.

Analizujemy różne scenariusze i rozwiązania biznesowe, ale na chwilę obecną konsolidacja z innym podmiotem jest jedynie teoretycznym rozważaniem.

Andrzej Oślizło, prezes zarządu, Develia S.A.

Jesteśmy zainteresowani zwiększaniem udziału w rynku i rentownym wzrostem biznesu, co opisaliśmy w strategii. Obecny okres spowolnienia będzie wpływał na możliwości konsolidacyjne przez firmy dysponujące silnym bilansem i potrzebnym kapitałem. Poza rozwojem organicznym będziemy przyglądać się także takim możliwościom.

Boaz Haim, prezes Ronson Development

Pandemia oraz konflikt w Ukrainie nauczyły nas, że wszystkie scenariusze są możliwe. Na ten moment jednak nie mamy i nie rozważamy kwestii dotyczących ewentualnej konsolidacji z innym podmiotem. Moglibyśmy rozpatrywać takie rozwiązanie tylko w kontekście jakości banku ziemi takiej firmy.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Grupie Robyg

Robyg należy do dużej Grupy TAG Immobilien. Mamy mocne zaplecze, ogromne doświadczenie i mocną pozycję w Polsce. W ramach Grupy budujemy synergie z Vantage Development, firmą także należącą do TAG Immobilien. W ostatnim czasie Robyg i Vantage połączyły kompetencje zarządcze. Stanowisko prezesa zarządu (CEO) obu spółek objął Eyal Keltsh, od 15 lat wiceprezes Robyg. Oscar Kazanelson, przewodniczący Rady Nadzorczej Robyg od ponad 20 lat, przejął funkcję przewodniczącego Rady Nadzorczej Vantage. Nowy, wspólny zarząd zarządza bieżącą działalnością obu firm, a także realizuje inwestycje mieszkaniowe przy użyciu banku ziemi obu grup kapitałowych. Każda ze spółek pozostaje niezależna i będzie kontynuować swoją dotychczasową działalność. Budujemy i sprzedajemy mieszkania, a także realizujemy generalne wykonawstwo inwestycji Robyg oraz Vantage. Spółka Vantage Development pod marką Vantage Rent prowadzi działalność wyłącznie w segmencie PRS, tj. mieszkań na wynajem. Każda ze spółek jest finansowana niezależnie.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Jeśli nadal będą rosły stopy procentowe, a wraz z nimi paraliż na rynku kredytów hipotecznych, nie wykluczamy zwiększenia aktywności w segmencie lokali na wynajem. Mamy w ofercie apartamenty przy ulicy Pileckiego na warszawskim Ursynowie i równocześnie przygotowujemy inwestycje, których jeszcze nie wprowadziliśmy do sprzedaży. Nie rozpatrujemy konsolidacji z innymi podmiotami, nawet w obliczu zamrożenia popytu ze strony klientów gotówkowych.

Marcin Michalec, CEO Okam

Nie mamy takich planów. Jesteśmy obecni na rynku od blisko 20 lat, będąc jednym z liderów w segmencie nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych. Realizujemy ambitne projekty, działając w największych polskich miastach. Wszystkie aktualne inwestycje idą zgodnie z założeniami, a przed nami kolejne wyzwania, związane m.in. z długoletnim projektem rewitalizacji terenu pofabrycznego na warszawskim Żeraniu.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Na długo zanim rozpoczęło się spowolnienie gospodarcze zadbaliśmy o dywersyfikacje działalności i obecnie jako Grupa Aria prowadzimy również biznes niezwiązany z branżą deweloperską. Jesteśmy otwarci na nowe propozycje, o ile będą one oparte na partnerskich relacjach i zapewnią korzyści obu stronom.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Nie rozważamy możliwości konsolidacji z innym podmiotem.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

W obecnym czasie rozpatrujemy jedynie sprzedaż mieszkań klientom indywidualnym lub do funduszy. Mamy już doświadczenie w tej kwestii, gdyż z końcem 2021 roku sprzedaliśmy całą inwestycję z 236 mieszkaniami do funduszu.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home

Nie przewidujemy konsolidacji z innymi podmiotami na rynku. Mamy stabilną sytuację finansową, wszystkie inwestycje realizujemy ze środków własnych. Dlatego też możemy oferować nabywcom system finansowania 10/90. Wszystkie inwestycje oddajemy w ustalonym terminie i planujemy kolejne projekty. Na warszawskiej Białołęce powstanie kameralne osiedle z prywatnym lasem.

Wzrost płacy minimalnej mocno namieszał w polskich firmach. „Pracownicy ustawiają się w kolejkach po podwyżkę”  

Przedsiębiorcy i eksperci rynku pracy przyznają, że można było się tego spodziewać. Rekordowy wzrost płacy minimalnej od stycznia 2023 spowodował gigantyczne zamieszanie w kadrach większości firm w kraju. Płaca minimalna to teraz 3490 złotych brutto, o 480 złotych więcej niż w minionym roku. – Tak wielki wzrost spowodował, że pracownicy mówią wprost, że ich wynagrodzenia również powinny wzrosnąć przynajmniej o 500 złotych brutto. W wielu przedsiębiorstwach to poważny problem. Obawiamy się, że spłaszczenie w siatkach wynagrodzeń będzie nieuniknione, szczególnie w sferze budżetowej – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy IDEA HR Group.

„Spirala presji płacowej kręci się jak karuzela”

Wzrost płacy minimalnej to dobra wiadomość dla osób słabo uposażonych i bardzo zła dla przedsiębiorców, którzy muszą rekompensować innym pracownikom wzrosty wymuszone przez system.

Zobacz także: nowoczesna obsługa płac dla Twojej firmy

– Spirala presji płacowej kręci się jak karuzela – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy IDEA HR Group. – Sytuacja jest poważna, bo pracownicy, którzy dotychczas zarabiali 3500 złotych brutto czy nawet 4000 złotych brutto właściwie są o krok od zarabiania najniższej krajowej. Mamy więc do czynienia ze spłaszczeniem siatek wynagrodzeń. Pracownicy proszą o podwyżki, co powoduje, że szczebel po szczeblu niemal każdy oczekuje wzrostu pensji. Nie wszystkie firmy są gotowe na tak wielkie skoki. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że koszty pracownicze to obok kosztów energetycznych rzecz, która najbardziej martwi przedsiębiorców i może prowadzić do destabilizacji w firmach – mówi ekspertka rynku pracy.

Wzrosty wynagrodzeń są rzeczą naturalną, ale eksperci zwracają uwagę, że powinny one następować w bardziej kontrolowany sposób. – Tutaj mamy skok. Niecałe 500 złotych brutto wzrostu pensji dla pracownika trudno wpisać w budżet firmy sektora MŚP czy firmy zajmującej się przemysłem. Pracownicy ustawiają się w kolejkach po podwyżkę i takich apeli z ich strony będzie w tym roku więcej, bo przecież drugi wzrost płacy minimalnej zaplanowano na lipiec – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy.

Kolejny problem: pracownicy do 26 roku życia zarabiają więcej niż ich doświadczeni koledzy. To z powodu braku opodatkowania pensji młodych

Eksperci zwracają uwagę na jeszcze inne problemy, które wiążą się ze skokiem płacy minimalnej.

– Otrzymujemy wiele sygnałów, że np. w gastronomii młodzi pracownicy zarabiają więcej niż ich kierownicy. Jak to możliwe? Osoby do 26 roku życia mają nieozusowane pensje, co oznacza, że z ich wynagrodzenia zabieranych jest mniej zaliczek podatkowych. Pracownik etatowy powyżej 26 lat musi więc brutto zarabiać prawie 5 tysięcy złotych, by otrzymywać podobne wynagrodzenie. To będzie generować konflikty w wielu firmach i znów konieczność wprowadzania finansowych gradacji – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy.

Wzrost płacy minimalnej najbardziej odczuwalny jest dla sektora usług, handlu, budownictwa, przemysłu, logistyki magazynowej czy wspomnianej już wcześniej gastronomii. Wzrost minimalnego wynagrodzenia to dobra wiadomość np. dla obywateli Ukrainy zamieszkujących w Polsce. Wielu uchodźców wojennych zarabia bowiem najniższą krajową.

Ochłodzenie na rynku pracy. Co z zatrudnieniem?

  • Wraz z nastaniem zimy obserwujemy dalsze ochłodzenie na rynku pracy – pogłębiły się negatywne nastroje pracodawców, którzy wyraźnie wstrzymują się z zatrudnianiem. W grudniu zamieścili oni o 16 proc. mniej ogłoszeń o pracę w ujęciu r/r. Najbardziej spowolnił proces tworzenia nowych miejsc pracy (było ich o ponad 20 proc. mniej względem analogicznego okresu poprzedniego roku).
  • Obecne otoczenie makroekonomiczne szczególnie negatywnie odbija się na pracownikach fizycznych – w tym segmencie rynku odnotowaliśmy blisko 20-procentowy spadek liczby ogłoszeń r/r.
  • Dwukrotna podwyżka płac minimalnych w 2023 roku najprawdopodobniej odbije się negatywnie na zainteresowaniu firm zatrudnieniem nowych pracowników. Już styczeń może przynieść ponad 20-procentowy spadek liczby nowych ogłoszeń o pracę w ujęciu r/r. Warto pamiętać też o bardzo „mocnym” styczniu 2022 roku, który stał pod znakiem mocnego dźwignięcia się rynku pracy po kulminacyjnym okresie pandemii koronawirusa (40 proc. wzrostu liczby ogłoszeń – porównanie styczeń 2022 vs styczeń 2021).
  • O 16 proc. (m/m) spadła liczba ofert pracy dla Ukraińców – od wiosny minionego roku w serwisie OLX możliwe jest oznaczenie ogłoszenia parametrem „Zapraszamy pracowników z Ukrainy”.
  • Rosnący trend po stronie poszukujących pracy w grudniu 2022 roku utrzymał się. Użytkownicy OLX Praca przesłali ponad 370 tysięcy więcej aplikacji niż w grudniu 2021 roku, co przekłada się na blisko 20 proc. wzrostu r/r. Poszukujący mogli wybierać średnio w 162 tysiącach aktywnych ogłoszeń o pracę dostępnych w OLX każdego dnia.
  • Wśród topowych kategorii znalazło się np. IT – pracodawcy z tego obszaru otrzymali dwukrotnie więcej odpowiedzi od kandydatów (r/r). Zainteresowanie emigracją zarobkową wśród Polaków nie słabnie. Tylko w grudniu poszukujący przesłali aż o 80 proc. więcej aplikacji na oferty pracy za granicą. W całym 2022 roku ponad 440 tysięcy poszukujących w tej kategorii przesłało ponad 1,6 miliona aplikacji. Gdyby każdy z nich znalazł zatrudnienie, z mapy Polski można by wymazać miasto niemal tak duże, jak Gdańsk.
  • Wyraźne ożywienie zainteresowania kandydatów ofertami pracy w OLX widoczne było również w takich kategoriach, jak: gastronomia, sprzedaż, administracja oraz marketing. Pracodawcy z tych branż otrzymali o 130 tysięcy więcej aplikacji niż w grudniu 2021 roku.
  • Wyraźnie wzrosła aktywność statystycznego poszukującego, który w grudniu przesłał o blisko 40 proc. więcej aplikacji niż w grudniu 2021 roku. Trend ten w kolejnych miesiącach utrzyma się z kilku względów:
    • oczekiwany wzrost bezrobocia,
    • realny spadek dochodów Polaków z powodu inflacji.
  • Niezmiennie rosnącą popularnością cieszy się możliwość podreperowania domowego budżetu poprzez podejmowanie pracy dodatkowej – na takie oferty pracy w OLX spłynęło ponad 23 proc. więcej aplikacji od kandydatów (r/r).
  • HR oraz kasjer, pracownik sklepu – w tych kategoriach pracodawcy w grudniu otrzymali średnio o 6 proc. mniej odpowiedzi w ujęciu r/r.
  • Praca zdalna dla testera aplikacji, bez doświadczenia – to najpopularniejsze ogłoszenie w OLX Praca w grudniu, które zgromadziło ponad 2 tysiące aplikacji od kandydatów. To przy okazji potwierdza wysokie zainteresowanie pracami dorywczymi. Wśród najbardziej popularnych ogłoszeń o pracę (popularność mierzona liczbą odpowiedzi) jest kilka cech wspólnych: podane (atrakcyjne) wynagrodzenie, niskie wymagania oraz możliwość pracy zdalnej.

Polski rynek nieruchomości w 2022 roku. Sprzedaż spadła o 35%, a ceny …

Aż o 35% spadła w 2022 r. łączna sprzedaż nowych mieszkań w 7 największych miastach. W tej sytuacji deweloperzy zamrozili część inwestycji. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl zaobserwowali, że swoją ofertę kierowali oni głównie do zamożnych klientów. Wzrósł w niej udział drogich i bardzo drogich mieszkań, a w efekcie – średnia cena metra kwadratowego.

Kredyty

Ubiegły rok po raz kolejny pokazał jak silna jest zależność między rynkiem mieszkaniowym oraz rynkiem kredytów hipotecznych. Biuro Informacji Kredytowej (BIK) nie podało jeszcze danych za cały 2022 r., ale po 11 miesiącach banki udzieliły zaledwie 127,2 tys. kredytów mieszkaniowych, czyli o połowę mniej niż w analogicznym okresie przed rokiem. Tak małej liczby kredytów mieszkaniowych nie było od czasu przystąpienia do Unii Europejskiej. Banki udzielały ich więcej nawet po wybuchu kryzysu finansowego w 2008 roku. Rekordowy pod tym względem był rok 2007. Kredyt na mieszkanie wzięło wówczas przeszło 314 tys. gospodarstw domowych.Wyk. 1 - BIG DATA-raport-7M-grudzień-2022-kredyty

Warto dodać, że do zduszenia popytu na kredyty hipoteczne przyczyniła się nie tylko seria podwyżek stóp procentowych, którą Rada Polityki Pieniężnej zapoczątkowała w październiku 2021 r. ale również marcowa rekomendacja Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), nakazująca bankom liczenie zdolności kredytowej przy oprocentowaniu powiększonym o pięć punktów procentowych. W efekcie liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych skurczyła się z 18,1 tys. w marcu do 6,6 tys. w listopadzie.

Gwałtowny spadek akcji kredytowej zatrzymał się w sierpniu. Od tego czasu kredyt otrzymywało w ciągu miesiąca średnio 6,6 tys. gospodarstw domowych. Niestety, na mieszkaniowym rynku pierwotnym końcówka roku przyniosła spadek sprzedaży.

Popyt

Po tąpnięciu sprzedaży nowych mieszkań w czerwcu, aż do listopada utrzymywał się jej delikatny wzrost. Ostatnie dwa miesiące roku przyniosły gwałtowne pogorszenie wyników sprzedażowych firm deweloperskich.

Z grudniowych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w 7 największych miastach deweloperzy znaleźli chętnych na łącznie ponad 1,8 tys. mieszkań, co jest wynikiem gorszym od listopadowego aż o 32%. Mówimy tu jednak o zagregowanych danych. W każdym z miast sytuacja jest bowiem inna. Przykładem może być miasto Gdańsk, w którym deweloperzy zawarli 262 umowy deweloperskie, czyli „tylko” o 8% mniej niż w listopadzie. Natomiast w Katowicach, Łodzi, a zwłaszcza w Poznaniu grudniowa sprzedaż była mniejsza o 50-60%.  W 2022 r. sytuacja popytowa przypominała roller coaster.Wyk. 2 - BIG DATA-raport-7M-grudzień-2022-sprzedażM

Wyk. 3 - BIG DATA-raport-7M-grudzień-2022-sprzedażRW całym 2022 r. deweloperzy sprzedali tylko nieco ponad 32,7 tys. mieszkań, czyli o 35% mniej niż w 2021 r., który był rekordowy pod względem łącznej liczby sprzedanych mieszkań.

Najbardziej popyt skurczył się we Wrocławiu (o 43%), Gdańsku (o 38%) i w Warszawie (o 34%). Warto jednak zauważyć, że w Krakowie, Wrocławiu i Łodzi czwarty kwartał przyniósł wyraźny wzrost sprzedaży w porównaniu z poprzednimi trzema miesiącami. Natomiast w Warszawie, Gdańsku, Poznaniu i Katowicach chętnych na mieszkania było w końcówce roku mniej.

Ceny mieszkań

Logika podpowiada, że skoro z powodu zapaści na rynku kredytowym gwałtownie spada popyt na mieszkania, to ich ceny przynajmniej powinny przestać rosnąć. Tak się jednak w 2022 r.  nie stało.  Dlaczego? Można wskazać co najmniej trzy przyczyny. Po pierwsze, przez większość roku mieliśmy do czynienia z galopującym wzrostem kosztów budowy. Po drugie, deweloperzy bardzo umiejętnie ograniczali podaż, aby uniknąć zaostrzenia konkurencji cenowej. Po trzecie, podwyżki stóp procentowych zdusiły popyt głównie ze strony kupujących swoje pierwsze mieszkania za kredyt.

W tej sytuacji deweloperzy mogli liczyć głównie na inwestorów kupujących mieszkania za gotówkę, np. z myślą o wynajmie, lub takich którzy chcą poprawić swoje warunki mieszkaniowe. Chcąc spełnić oczekiwania zamożnych klientów firmy deweloperskie wprowadzały na rynek mieszkania w atrakcyjnej lokalizacji i wysokim standardzie, a więc i w wyższej cenie.Wyk. 4 - BIG DATA-raport-7M-grudzień-2022-cenyR

Efektem tego rodzaju zjawisk był wzrost od 9% do 17% średnich nominalnych cen metra kwadratowego mieszkań w 2022 r.

Warto pamiętać, że wysokość średniej ceny metra kwadratowego zależy od struktury cenowej oferowanych mieszkań. Średnia wzrosła, bo ubyło mieszkań najtańszych, a równocześnie przybyło drogich i bardzo drogich. Zaskakujące było tempo, w jakim poszła w górę poprzeczka cenowa. Widać to m.in. po tym, jak dramatycznie szybko kurczyła się w największych miastach oferta mieszkań w ceną poniżej 8 tys. zł za m kw. Np. w Poznaniu udział lokali w cenie nie przekraczającej tego pułapu zmniejszył się w ciągu ostatnich 12 miesięcy z 25% do 4%, a w Łodzi – z 52% do 31%.Wyk. 5 - BIG DATA-raport-7M-grudzień-2022-struktura cenowa

Równocześnie we wszystkich miastach wzrósł odsetek mieszkań z ceną ofertową powyżej 12 tys. zł za m kw. Np. w Łodzi jeszcze rok temu w ogóle nie było takich lokali w ofercie firm deweloperskich. Obecnie mają w niej 7% udział. Równie spektakularne zmiany w strukturze cenowej oferty deweloperów odnotowano we Wrocławiu, gdzie odsetek mieszkań z ceną przekraczającą 12 tys. zł za m kw. wzrósł w tym roku z 18% do 40%. Jest on już niewiele mniejszy niż w Gdańsku i Krakowie. W efekcie stolica Dolnego Śląska dogania te miasta także pod względem średniej ceny metra kwadratowego.

Warto dodać, że w Katowicach przekroczyła ona w tym roku pułap 10 tys. zł za m kw. Rok temu trzy na dziesięć, mieszkań na rynku pierwotnym, kosztowało więcej. Obecnie już przeszło połowa.

Należy jednak podkreślić, że w 2022 r. realnie mieszkania potaniały, bo w tym okresie ich ceny rosły wolniej od inflacji. Ponadto pod koniec roku średnie ceny ofertowe ustabilizowały się, a transakcyjne spadły, bo wiele firm deweloperskich zaczęło proponować kupującym rabaty i różnego rodzaju bonusy.

Podaż mieszkań

Problem w tym, że rok 2022 przyniósł także wygaszenie aktywności firm deweloperskich.  Jest ono widoczne szczególnie w Łodzi (-30%), ale także Poznaniu (-19%), Krakowie(-19%) i Warszawie (-17%). Łącznie w 7 największych miastach deweloperzy wprowadzili w 2022 r. do sprzedaży niespełna 35,5 tys. mieszkań, czyli o 14% mniej niż rok wcześniej.

Deweloperzy starają się umiejętnie uzupełniać swoją ofertę. Na przykład w Warszawie wprowadzili w grudniu do sprzedaży 791 mieszkań, czyli o 32% więcej niż miesiąc wcześniej. Natomiast w Łodzi, Poznaniu, Gdańsku i Wrocławiu zaciągnęli hamulec ręczny. Widać wyraźnie, że firmy deweloperskie starają się zrównoważyć podaż z popytem. W 2022 r. stan równowagi udało się utrzymać wrocławskim, poznańskim i łódzkim deweloperom. Z kolei w Krakowie widoczny jest niedobór mieszkań.Wyk. 6 - BIG DATA-raport-7M-grudzień-2022-wprowadzone-sprzedaneR

Grudzień zakończył się w stolicy Małopolski 4% wzrostem oferty nowych lokali w porównaniu z listopadem. Za to aż o 9-10% mniejszy wybór mieli potencjalni nabywcy mieszkań w Gdańsku i Wrocławiu. Oferta zmniejszyła się także w Warszawie, Łodzi, Poznaniu i Katowicach.Wyk. 7 - BIG DATA-raport-7M-grudzień-2022-oferta

Potencjalnych nabywców powinna ucieszyć wiadomość, że w większości analizowanych miast wybór mieszkań wciąż jest większy niż przed rokiem, np. w Gdańsku aż o 32%. Z kolei w Warszawie mieszkań oferowanych przez firmy deweloperskie było więcej o 14%, a we Wrocławiu – o 7%. Jednak w Łodzi oferta mieszkań skurczyła się o 7%.

Autor: Marek Wielgo, ekspert RynekPierwotny.pl

Cena kontraktów na gaz ziemny w USA poniżej 4 USD

Wczorajsza sesja na rynku akcji w USA zakończyła się spadkami (S&P 500 –0,4 proc., DJIA –0,03 proc., Nasdaq Composite –0,76 proc.). Na giełdach Azji i Oceanii japoński Nikkei 225 testował dziś rano swe minima z maja, czerwca i października (-1,45 proc.) Hang Seng wzrósł dziś rano o 3,22 proc. do najwyższego poziomu od lipca.

Na początku środowej sesji na europejskich rynkach akcji dominowały wzrosty (DAX +1,19 proc., CAC 40 +1,31 proc. ok. godz. 9:50).

WIG-20 osiągnął dziś rano najwyższy poziom od 7 miesięcy (+0,78 proc. ok. godz. 9:50). Zwyżkowały również pozostałe główne indeksy GPW. Wśród składników mWIG-u 40 najwyżej od 2014 roku była cena akcji Banku Handlowego. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe przynajmniej roczne maksima osiągnęły dziś ceny akcji spółek AB PL, Acautogaz, Votum oraz Alumetal.

Spadały dziś rano rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w krajach rozwiniętych. Rentowność polskich 10-latek zbliżała się do swoich minimów sprzed miesiąca osiągając poziom 6,364 proc.).

Cena kontraktów na węgiel kamienny w Rotterdamie spadła wczoraj o 18,06 proc. Ceny kontraktów na gaz ziemny w Europie spadły wczoraj do najniższych poziomów od wielu miesięcy (w Holandii od lutego 2022, w Wielkiej Brytanii od czerwca ub.r.). Dziś rano cena kontraktów na amerykański gaz ziemny (Henry Hub) utrzymywała się poniżej – najniższego od lutego 2022 – poziomu 4 USD/mmBtu. Drożały dziś rano metale szlachetne (złoto +1,13 proc., srebro +1,08 proc., platyna +1,43 proc., pallad +2,1 proc. ok. godz. 9:40).
Kurs USD/JPY atakował dziś z góry poziom 130 JPY (-0,73 proc. ok. godz. 9:30), ale pozostawał powyżej poziomu wczorajszego wewnątrzsesyjnego 7-miesięcznego minimum. Wczorajsze straty, które sprowadziły go do najniższego od 3 tygodni poziomu, odrabiał dziś kurs EUR/USD (+0,73 proc. ok. godz. 9:35).

Polski złoty umacniał się dziś rano względem amerykańskiego dolara i był stabilny względem euro (USD/PLN -0,63 proc., EUR/PLN +0,06 proc. ok. godz. 9:35).
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara wzrósł dziś do najwyższego poziomu od ponad tygodnia (+1,01 proc. ok. godz. 9:30), ale nadal pozostawał poniżej poziomu 17000 USD.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Jak zwiększyć sprzedaż dzięki LinkedIn?

LinkedIn to bardzo popularna platforma biznesowa, która jednak wciąż wielu osobom kojarzy się głównie z portalem dla rekruterów. Z tego powodu, niewiele firm korzysta z możliwości sprzedażowych i marketingowych jakie oferuje to bezpłatne narzędzie. To duży błąd, ponieważ LinkedIn to wręcz ocean kontaktów biznesowych, które można wykorzystać do rozwoju swojej działalności. W jaki sposób zwiększyć sprzedaż dzięki tej platformie? Podpowiadamy. 

Social selling na LinkedIn

Swoje działania sprzedażowe na platformie LinkedIn można oprzeć o social selling. W takim przypadku bardzo ważna jest odpowiednia sieć kontaktów. Możemy ją wygenerować ręcznie lub korzystając ze specjalnych systemów CRM. W pierwszej kolejności jednak osoby, które do tej pory jeszcze nie miały konta na tym portalu lub nie było ono właściwie uzupełnione, powinny zadbać o umieszczenie na swoim profilu wszelkich najważniejszych informacji.  

Narzędzie to pozwala, tworząc konto, wygenerować zarówno profil osobisty, jak i firmowy. Uzupełniając go, zwróćmy szczególną uwagę na avatar, a także wartościowe treści. Warto jednak pamiętać o tym, że aby dotarły one do czytelników, musimy stworzyć sieć kontaktów, a więc znaleźć potencjalnych klientów czy dostawców. Możemy zrobić to ręcznie za pomocą wyszukiwarki lub automatycznie, korzystając ze specjalnych systemów CRM. 

Kampanie LinkedIn dla sprzedawców 

Obecnie na rynku funkcjonują firmy, które prowadzą kampanie LinkedIn dla sprzedawców, oparte o automatyczne systemy CRM. Takie kampanie pozwalają na zwiększenie zasięgu i komunikacji wśród osób decyzyjnych. Autorskie oprogramowanie zostało zaprojektowane w taki sposób, aby zautomatyzować poszczególne czynności na tej platformie. Narzędzie to może być wykorzystywane zarówno przez użytkowników indywidualnych, jak i właścicieli kont firmowych. Specjalne systemy CRM gwarantują efektywny prospecting osób decyzyjnych i wyszukiwanie kontaktów, znacząco zwiększając możliwości dostępnej bezpłatnie wyszukiwarki. 

Jak systemy CRM mogą pomóc generować leady sprzedażowe?

Jedną z najważniejszych funkcji automatycznych narzędzi wykorzystywanych do sprzedaży na LinkedIn, jest generowanie leadów B2B, a więc zaawansowana wyszukiwarka, która umożliwia bardzo dokładne filtrowanie kontaktów, zarówno pojedynczych użytkowników, jak i organizacji. Dzięki takiemu narzędziu można wyszukać osoby decyzyjne zarówno pod kątem słów kluczowych, aktywności, lokalizacji geograficznej, branży, stanowiska, pełnionej funkcji w firmie, języka, jak i ukończonych szkół wyższych.  

Taka wyszukiwarka pozwala również na zastosowanie systemu wykluczenia i zapisywanie list zawierających do 250 kontaktów. Dzięki zastosowaniu logiki boolowskiej oferuje możliwość tworzenia zaawansowanych zależności między słowami kluczowymi a wybranymi filtrami.

Kredyty na dnie, mieszkaniówka na hamulcu

Rynek mieszkaniowy i kredytowy to naczynia połączone. Polityka monetarna państwa sprawiła, że po stronie finansowej tego naczynia zobaczyliśmy w 2022 r. dno. Wprawdzie jeszcze zupełnie ten strumień finansowania zakupu nieruchomości nie wysechł, ale bez istotnej zmiany polityki banków trudno mówić o tym, by był w stanie wystarczająco zasilać mieszkaniówkę w 2023 r.

Listopadowe dane BIK nt. kredytów mieszkaniowych potwierdziły to, co już wiemy od dawna – konkretnie od końca pierwszego kwartału – brak zdolności kredytowej Polaków trzyma na hamulcu całą mieszkaniówkę. Na samym tylko rynku pierwotnym zaowocowało to w 2022 r. 38% spadkiem sprzedaży[1]. Jednocześnie w końcówce roku obserwować mogliśmy stosunkowo nowe zjawisko, które zaczęło się we wrześniu i daje pewną nadzieję na to, że dalsze kilkunastoprocentowe spadki m/m chwilowo nam nie grożą. Wygląda na to, że od kilku miesięcy jesteśmy już w fazie uklepywania dna.

Porównując listopad 2022[2] do tego, co się działo w analogicznym miesiącu rok wcześniej, możemy mówić o kontynuacji załamania w kredytach hipotecznych. Ciężko w inny sposób określić spadki o 69,6% w ilości udzielonych kredytów oraz 70,7% w wartości.

Powody tego są oczywiste i niezmiennie takie same. Drastyczny spadek zdolności kredytowej o ponad połowę oraz dwukrotny wzrost rat kredytowych do poziomu, których potencjalny kredytobiorca nie jest w stanie zaakceptować. Obydwa mają tę samą genezę – cykl podwyżek stóp procentowych, rozpoczęty w październiku 2021 roku. Do obniżenia zdolności kredytowej dodatkowo przyczyniła się rekomendacja ze strony KNF nakazująca bankom zaostrzenie polityki liczenia zdolności kredytowej.

Na szczęście od sierpnia 2022 r. comiesięczna tendencja spadkowa została zatrzymana. Właściwie każdy z ostatnich 4 miesięcy wyglądał bardzo podobnie, zarówno pod kątem ilości uruchomionych kredytów (6,5 do 6,7 tys.), jak również ich wolumenu (2,1-2,2 mld uruchomień). Również liczba nowo składanych wniosków o kredyt pozostaje od początku drugiego kwartału na zbliżonym poziomie, co wyraźnie sugeruje, że grudzień pod kątem uruchomionych kredytów nie powinien być gorszy od ostatnich miesięcy, a nawet jeżeli tak się stanie, będzie to bardziej wynikiem okresu świątecznego niż dalszego pogorszenia koniunktury. Pewne nadzieje na to daje również wyraźny wzrost sprzedaży mieszkań w grudniu, który jak pokazują dane Otodom wyniósł na 7 największych rynkach deweloperskich ponad 30% w porównaniu do listopada.

Powyższe, może wskazywać na to, że na rynku pozostali Ci klienci, którzy zarabiają na tyle dużo, że po prostu stać ich na kredyt, nawet w obecnych realiach rynkowych. Tę tezę zdaje się potwierdzać również fakt, że wg danych udostępnionych przez BIK, najmniejsze roczne spadki odnotowano w kredytach z przedziału powyżej 500 tys. złotych (przy średniej kwocie uruchomionego kredytu w listopadzie na poziomie 328,44 tys).

W ostatnich miesiącach roku mieliśmy wprawdzie do czynienia z powolnym odbudowywaniem zdolności kredytowej ze względu na wzrost wynagrodzeń, zatrzymanie wzrostów cen nieruchomości oraz zapoczątkowany w listopadzie spadek stawki referencyjnej WIBOR. Czy to oznacza jednak, że najgorsze mamy już za sobą?

Tutaj odpowiedź nie jest aż tak jednoznaczna. Początek roku, zwłaszcza styczeń, z reguły historycznie charakteryzował się gorszymi odczytami w zakresie udzielonych kredytów hipotecznych i jeśli teraz będzie podobnie, to nie powinno to być specjalnym zaskoczeniem.

To, co może dodatkowo wstrzymać akcję kredytową w najbliższych dwóch kwartałach, to ogłoszony niedawno program “Pierwsze Mieszkanie”, który zgodnie z zapowiedziami wystartuje najwcześniej w lipcu 2023 r. Do czasu, w którym poznamy jego finalny kształt, część kredytobiorców mając w perspektywie możliwość zaciągnięcia kredytu na zdecydowanie korzystniejszym warunkach, może odłożyć w czasie decyzję o zaciągnięciu zobowiązania.

Nie oznacza to, że zainteresowanie kredytami spadnie, ono po prostu przesunie się w czasie.

Po stronie elementów zwiększających dostępność kredytu, jest zapowiadana zmiana w ofertach kredytowych stawki referencyjnej WIBOR na WIRON, jak również coraz częściej pojawiające się w przestrzeni medialnej informacje o możliwości poluzowania wymogów nałożonych przez KNF na banki w zakresie liczenia zdolności. Zatrzymaniu podwyżek stóp procentowych, które nie rosły od września, przypisywać możemy również względną poprawę nastrojów konsumenckich, które – co widać po wzroście liczby transakcji przed końcem roku – pozytywnie wpłynęły na skłonność do finalizowania transakcji. Jeśli Rada Polityki Pieniężnej będzie utrzymywać ten poziom w kolejnych miesiącach, może zaowocować to całkiem niezłym otwarciem roku.

[1] Na 7 największych rynkach: w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Poznaniu, Łodzi i Katowicach.

[2] Danych za grudzień jeszcze nie opublikowano.

Rosnąca inflacja głównym powodem obaw Polaków

Z badania pt. „Bieżące lęki i obawy Polaków” wynika, że blisko 94% ankietowanych obawia się konkretnych sytuacji, które potencjalnie mogą wystąpić w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Ponad połowa respondentów boi się rosnącej inflacji i dalszej utraty wartości pieniądza, a przeszło 38% – choroby najbliższych. Prawie 34% respondentów czuje strach przed kolejnymi podwyżkami cen żywności i innych towarów dostępnych w sklepach. Tyle samo osób obawia się wzrostu kosztów energii elektrycznej i ogrzewania. Natomiast najmniej wskazań z listy obejmującej ponad 30 obaw i lęków ma spadek cen nieruchomości.

Obawy po polsku

Dzięki badaniu UCE RESEARCH i platformy ePsycholodzy.pl znamy obecne lęki i obawy Polaków. Swoje opinie wyraziło ponad tysiąc dorosłych osób w wieku 18-80 lat. Respondentów poproszono o wskazanie sytuacji, których najbardziej się obawiają, że mogą wystąpić w ciągu najbliższych trzech miesięcy. I tak 93,7% ankietowanych wybrało przynajmniej jeden budzący strach scenariusz z listy 33 lęków i obaw. Tylko 2,1% badanych zapewniło, że niczego się nie boi, a 0,9% zadeklarowało, że lęka się czegoś innego, co ww. spisie nie zostało uwzględnione. Z kolei 3,3% uczestników sondażu nie potrafiło się określić w tym zakresie.

– Zdecydowana większość Polaków wskazała jakieś odpowiedzi konkretnych lęków czy obaw. Ludzie, zastanawiając się nad swoją przyszłością, często oprócz szans widzą też zagrożenia. I to pozwala im odpowiednio zarządzić ryzykiem, minimalizując ewentualne problemy – komentuje psycholog Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.

Jak stwierdza Jan Radomski,  socjolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, ostatnie lata są wyjątkowo lękowym okresem dla społeczeństwa. Było dużo takich wydarzeń, które wcześniej wydawały się nam trudne do wyobrażenia, a pojawiły się w naszym bliskim otoczeniu i miały bardzo bezpośredni wpływ na rzeczywistość. Ekspert ma na myśli przede wszystkim epidemię koronawirusa, która bardzo zmieniła codzienne życie wielu ludzi. Natomiast niespełna rok temu doszła do tego wojna w Ukrainie. A teraz poważnym problemem jest wysoka inflacja.

– Lęki w społeczeństwie to efekt tego, co przewidują ludzie, co słyszą i rozpoznają jako prawdopodobne, ważne i istotne z ich punktu widzenia. Co ciekawe, sondaż pokazuje, że w jednym czasie różne osoby, mogą wskazywać inne obawy jako dominujące – dodaje Michał Murgrabia.

Inflacja na szczycie

Biorąc pod uwagę ww. listę lęków i obaw, 50,8% Polaków wskazuje odpowiedź dotyczącą inflacji, w tym utraty wartości pieniądza. Częściej robią to kobiety niż mężczyźni. Mówią o tym głównie osoby w wieku 56-80 lat. Przeważnie tak deklarują rodacy uzyskujący 3000-4999 zł netto miesięcznie. Dotyczy to też w szczególności ludzi z wyższym wykształceniem. Ponadto inflacja i utrata wartości pieniądza najbardziej przerażają mieszkańców wsi i miejscowości liczących do 5 tys. ludności.

– Nie dziwi mnie to, że ponad 50% ankietowanych odpowiada w ten sposób. W tej chwili całe społeczeństwo odczuwa, że sytuacja gospodarcza stała się chwiejna, zdecydowanie mniej stabilna niż wcześniej. Jednocześnie inflacja jest dosyć wygodnym wytłumaczeniem wielu działań różnych ugrupowań i uczestników rynku. Ona pojawia się zarówno w narracji rządu, jak i opozycji, choć w odmienny sposób. Jest wykorzystywana przez przedsiębiorców, którzy tak argumentują podnoszenie cen. Do zwykłego Kowalskiego dociera więc mnóstwo informacji z tym związanych – podkreśla Jan Radomski.

Jak zaznacza Michał Pajdak, większość ludzi nie wie, dlaczego występuje wysoka inflacja, jak ją zatrzymać i czy szybko będzie rosnąć. Sprawczość jednostki spada do zera. Ekspert przekonuje, że wysoka inflacja utrudnia planowanie przyszłości lub oszczędzanie pieniędzy na zakupy, wakacje lub własne mieszkanie. W skrajnych przypadkach ludzie zaczną wycofywać pieniądze z kont bankowych i kupować towary na późniejszą sprzedaż, bojąc się, że ich oszczędności staną się bezwartościowe. Już teraz widać zwiększone poczucie niestabilności i niepokoju.

– Wiele osób może się bać, że inflacja stanie się jeszcze bardziej nieokiełznana niż do tej pory. Starsze pokolenia, pamiętające okres PRL-u i przemian gospodarczych, zetknęły się już z sytuacją, w której ceny codziennie były inne i pieniądze w bardzo szybkim tempie traciły wartość. Z kolei młodsi Polacy kojarzą takie obrazki z różnych części świata, np. z Europy Wschodniej czy z Ameryki Południowej. Część społeczeństwa ma poczucie, że wkrótce w Polsce również może być tak ciężko i gospodarka zostanie zupełnie rozstrojona – dodaje socjolog z UAM w Poznaniu.

Inne obawy

Ponadto z badania wynika, że 38,4% respondentów obawia się choroby najbliższych. Na kolejnych miejscach w ww. zestawieniu widzimy takie odpowiedzi, jak podwyżkę cen żywności i innych towarów dostępnych w sklepach – 33,9%, wzrost kosztów energii elektrycznej i ogrzewania – 33,9%, a także chorobę, utratę własnego zdrowia – 33,7%.

– Wybór wskazanych wyżej odpowiedzi może być powiązany z tym, co przeżywamy w ostatnich latach. Pandemia przypomniała wielu osobom, jak ważne jest zdrowie. Dodatkowo widzimy wzrost cen podstawowych produktów, energii, rat kredytów itd. To są realne zdarzenia, które dzieją się wokół nas, a więc powszechne lęki nie powinny dziwić – analizuje psycholog Murgrabia.

Z kolei 32,4% ankietowanych obawia się obniżenia jakości życia, 27,1% – wojny, konfliktu zbrojnego na terenie Polski, a 20,3% – anomalii pogodowych (mrozów, śnieżyc, huraganów, powodzi). 20,1% respondentów wskazuje odpowiedź dotyczącą awarii elektrowni atomowej w pobliżu Polski, a 19% – destabilizacji państwa (protestów, strajków, zamieszek, fałszowania wyborów, propagandy).

– Największy poziom obaw dotyczących wojny jest widoczny w woj. podlaskim – 45,8%. Można to uzasadnić położeniem geograficznym i świadomością mieszkańców, a także wcześniejszymi wydarzeniami, jakie miały miejsce przy granicy. To, co zdarzyło się niedawno w Przewodowie, wciąż może wzmagać obawy w społeczeństwie. Wskaźnik lęku będzie rósł lub spadał w zależności od bieżącej sytuacji w sąsiednich krajach i na terenie Polski – wyjaśnia ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.

Uwzględniając pozycje z ww. listy 33 lęków i obaw, na samym końcu rankingu znajduje się odpowiedź dotycząca spadku cen nieruchomości – 1,1%. Z kolei 1,8% ankietowanych obawia się rozpadu wspólnoty kościelnej, a 4,2% – zakończenia własnego związku lub rozwodu. Jak podkreśla Michał Pajdak, sondaż dotyczył krótkiego okresu – tj. trzech miesięcy. Dlatego lęki związane z rozstaniami są niewielkie. Ekspert zaznacza też, że w całym 2020 roku było 144,9 tys. ślubów i 51,2 tys. rozwodów, a takie sprawy przecież trwają w sądach latami.

– Obawy przed spadkiem cen nieruchomości dotyczą stosunkowo małej grupy osób, prawdopodobnie inwestorów. Gdyby coś takiego się wydarzyło, to mogłoby to być pozytywne raczej dla większej części społeczeństwa. Niższe ceny na tym rynku oznaczałyby, że na mieszkania byłoby stać więcej osób. Bardziej reprezentatywne byłoby raczej umieszczenie na liście odpowiedzi dotyczącej niepewnej sytuacji lub krachu na rynku nieruchomości – podsumowuje socjolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Czy ceny paliw zapewnią spokój RPP? – komentarz XTB

Rada Polityki Pieniężnej powraca niemal w pełni do starego trybu pracy. Posiedzenia Rady będą teraz dwudniowe i styczniowe posiedzenie rozpoczęło się 3 grudnia. Dotychczasowy tryb jednodniowy był związany z pandemią, ale z racji jej wygaśnięcia w Europie oraz problemów natury inflacji, RPP będzie miała więcej czasu na analizę bieżącej sytuacji makroekonomicznej. Z drugiej strony nie zmienia się tryb związany z konferencją prasową przewodniczącego Rady. Konferencja prasowa odbędzie się 5 stycznia, czyli dzień po dwudniowym posiedzeniu o godzinie 15:00. Przed pandemią konferencje odbywały się w dzień decyzji o godzinie 16:00.

Dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej prawdopodobnie pozwoli analitykom rynkowym na większą pewność co do czasu w którym publikowana była decyzja. W ostatnich miesiącach decyzje pojawiały się dosyć późno, już po zamknięciu rynków europejskich ze względu na zbyt małą ilość czasu na przedyskutowanie najważniejszych kwestii. Wobec tego, nie jest wykluczone, że samą decyzję poznamy dosyć wcześnie, nawet w okolicy godziny 13-14 jak było to przed pandemią. Z drugiej strony RPP nie będzie ograniczona czasem konferencji, która przed pandemią miała miejsce o 16:00 tego samego dnia, dlatego decyzje mogą być publikowane wciąż bardzo późno.

Jednocześnie sama Rada Polityki Pieniężnej nie ma zbyt wielu nowych informacji, które powinny być poddane dyskusji. Szybki szacunek inflacji za grudzień poznamy dopiero w czwartek, czyli po decyzji, choć jednocześnie przed konferencją profesora Glapińskiego, który może być pytany o najbliższą publikację. Oczekuje się, że inflacja za grudzień spadła minimalnie do 17,4% r/r z poziomu 17,5% r/r. Warto zauważyć, że ceny energii w ostatnich tygodniach zaliczyły spadek, choć jednocześnie ceny paliw w grudniu w Polsce utrzymywały się na wysokim poziomie, aby nie musiały się istotnie zmieniać wraz z powrotem starych stawek VAT. Brak podwyżki cen paliw w styczniu powoduje, że inflacja początkiem nowego roku może wzrosnąć mniej niż początkowo oczekiwano. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że stare stawki VAT wracają również na ceny energii elektrycznej i gazu, dlatego ostatecznie będą one miały wpływ na konsumenta. Spekuluje się również, że gdyby ceny paliw spadały w ostatnich tygodniach roku, zgodnie z warunkami na rynku ropy oraz polskiego złotego, inflacja obecnie mogłaby być prawdopodobnie niższa, nawet w okolicach 16%. Z drugiej strony ceny paliw nie powinny mieć istotnego wpływu na ceny w styczniu, dlatego w Polsce uda się uniknąć scenariusza drastycznego wzrostu inflacji, który miał miejsce na Węgrzech wraz z uwolnieniem ceny paliw. Najprawdopodobniej dzięki braku wzrostu cen paliw obecnie uda się uniknąć wzrostu inflacji CPI powyżej 20%, co może sugerować, że szczyt inflacji jest już za nami lub może znajdować się niewiele powyżej obecnych poziomów.

Podsumowując, spotkanie styczniowe najprawdopodobniej nie przyniesie zmiany w komunikacji ze strony RPP, choć jednocześnie profesor Glapiński mógłby pokusić się o skomentowanie sporego spadku inflacji w Niemczech, który ostatecznie może przełożyć się również na warunki polskie. Kluczowa decyzja RPP nastąpi w marcu, kiedy RPP będzie dysponowała najnowszymi projekcjami inflacyjnymi, które będą odzwierciedlać ostatnie zmiany na rynkach.

Autor: Michał Stajniak, starszy analityk XTB

Na rok 2023 pracodawcy zaplanowali rekrutacje (87%) oraz podwyżki (81%)

Pomimo zmiany nastrojów gospodarczych oraz większej ostrożności po stronie pracodawców i pracowników, rok 2023 nie przyniesie załamania na rynku pracy. Jak wynika z badania opisanego na łamach Raportu płacowego Hays 2023, w nadchodzących 12 miesiącach rekrutacje planuje prowadzić aż 87 proc. firm, a 72 proc. z nich spodziewa się trudności w tym zakresie. W obliczu niepewności, silnej presji płacowej i odczuwalnej luki kompetencyjnej, pozyskiwanie i zatrzymywanie specjalistów pozostanie niełatwym zadaniem.

W roku 2023 należy oczekiwać uspokojenia nastrojów w skali całego rynku pracy. Ewentualne spadki wartości określających kondycję rynku będą wynikać m.in. z wysokiej bazy porównawczej, tj. rekordowej aktywności rekrutacyjnej firm na przełomie lat 2021 i 2022. Nie oznacza to jednak, że powróci rynek pracodawcy. Firmy nadal będą bowiem inwestować w cenne kompetencje, a tych na polskim rynku pracy zwyczajnie brakuje. Co więcej, trudności rekrutacyjne będą wynikać również z większej ostrożności specjalistów i menedżerów, którzy w obliczu niepewności mniej chętnie będą podejmować ryzyko związane ze zmianą miejsca zatrudnienia.

Umiarkowanie pozytywne prognozy dla rynku pracy wynikają również z większej elastyczności firm oraz odporności na nowe wyzwania. Pracodawcy nie reagują na potencjalny kryzys równie silnie i negatywnie, co w czasie pandemii. Oczywiście dążą do optymalizacji kosztów, a decyzje o zwiększeniu zatrudnienia będą podejmować z większym rozmysłem niż rok wcześniej. Mają natomiast świadomość, jak wiele kosztowało ich zbudowanie skutecznych i kompetentnych zespołów. Z tego względu nie wykluczają rekrutacji ze swoich planów na rok 2023, jak również nie wykazują chęci przeprowadzania zwolnień.

Chociaż wskutek niesprzyjającej sytuacji gospodarczej i geopolitycznej część firm zdecydowanie ostrożniej będzie podejmować decyzje o uruchomieniu rekrutacji, to zapotrzebowanie na wysoko wykwalifikowanych specjalistów pozostanie wysokie. Rok 2023 nie przyniesie zatem załamania na rynku pracy specjalistów i menedżerów, lecz raczej wyrównanie sił pracodawców i pracowników. Rynek kandydata nadal będzie faktem w niektórych obszarach specjalizacyjnych, natomiast walka o talent nie będzie równie intensywna, co w minionych miesiącach – prognozuje Alex Shteingardt, Dyrektor Zarządzający Hays Poland.

Plany rekrutacyjne

Niemal co trzecia firma biorąca udział w badaniu Hays Poland, jako przeszkodę w osiągnięciu swoich strategicznych celów wskazała niedobór talentów. Należy zatem oczekiwać, że luka kompetencyjna nadal będzie doskwierać pracodawcom poszukującym wysoko wykwalifikowanych ekspertów z cennymi umiejętnościami. W 2023 będziemy obserwować kontynuację rynku kompetencji, chociaż w kluczowych specjalizacjach to pracownicy nadal będą cieszyć się silniejszą pozycją negocjacyjną.

W nadchodzącym czasie rekrutacje planuje prowadzić aż 87 proc. organizacji, co stanowi wynik o 8 pkt proc. niższy niż przed rokiem. Jednocześnie 72 proc. z nich oczekuje trudności z pozyskiwaniem pracowników. Co ciekawe, jako główny powód rekrutacji najczęściej wskazywany jest rozwój biznesu i konieczność pozyskania nowych umiejętności (53 proc.). Konieczność znalezienia zastępstwa dla odchodzących pracowników uplasowała się na drugim miejscu.

Firmy na szeroką skalę będą rekrutować ekspertów w dziedzinie IT i nowych technologii, sprzedaży, produkcji i inżynierii, finansów i księgowości oraz logistyki. Organizacje będą również kontynuować trend wzmacniania swoich struktur menedżerskich, poszukując skutecznych liderów z wysoko rozwiniętymi kompetencjami miękkimi. O tym, jak kluczowe dla firm są obecnie zdolności menedżerskie, świadczą wyniki badania Hays. Kompetencje kierownicze zostały zidentyfikowane zarówno jako najbardziej potrzebne, jak i najtrudniejsze do pozyskania.

Hays Raport płacowy 2023 - wykres 1

Źródło: Raport płacowy 2023, Hays Poland

Kolejny rok podwyżek?

Pomimo podwyżek w roku 2022, które uzyskało 62 proc. specjalistów i menedżerów, spada ogólna satysfakcja z otrzymywanego wynagrodzenia. Wynika to między innymi z faktu, że podwyżki rzędu 5-15 proc. nie rekompensują pracownikom utraconej w wyniku wysokiej inflacji siły nabywczej. Tymczasem aż 51 proc. pracodawców w minionym roku przyznało podwyżki nie wyższe niż 10 proc.

Pracodawcy są świadomi, że w realiach dwucyfrowej inflacji, aby pozyskać i zatrzymać pracowników, niezbędne będą kolejne zmiany siatki płac. Wzrost wynagrodzeń w planach na rok 2023 uwzględniło aż 81 proc. firm. Jednak z uwagi na ograniczenia budżetowe, podwyżki nie będą równie wysokie, co w roku 2022. Część firm zapewne będzie podnosić stawki wyłącznie kluczowym pracownikom lub niezwykle trudnym do pozyskania kandydatom.

Hays Raport płacowy 2023 - wykres 2

Źródło: Raport płacowy 2023, Hays Poland

Presja płacowa jest wysoka i wielu specjalistów oczekuje, że w nadchodzących miesiącach otrzyma podwyżkę. Jednak w tym roku z odpowiedzi respondentów można wyczytać większą niepewność względem tego, jak zmienią się ich zarobki w roku 2023. Pracownicy często są niezadowoleni z otrzymywanego wynagrodzenia, natomiast mają świadomość, że wzrost cen dotyka również firm. Biorą zatem pod uwagę scenariusz, w którym pracodawcy mogą nie być skłonni odpowiadać na oczekiwania finansowe lub spełniać je w ograniczonym zakresie – wyjaśnia Agnieszka Pietrasik, Dyrektor Wykonawcza z Hays Poland.

Stabilność zatrudnienia kluczowa przy zmianie pracy

Zaledwie 52 proc. profesjonalistów deklaruje satysfakcję ze swojej obecnej pracy. Nie dziwi zatem fakt, że co piąty specjalista i menedżer deklaruje plan zmiany miejsca zatrudnienia w 2023 roku. Warunkiem – obok atrakcyjnego wynagrodzenia – będzie zaoferowanie przez nowego pracodawcę poczucia bezpieczeństwa.

W aktualnym otoczeniu makroekonomicznym, dla kandydatów zmiana pracy niesie za sobą większe ryzyko. Na udział w rekrutacjach oraz przyjęcie oferty będą decydować się z większą ostrożnością, uważnie analizując, czy nowa firma zaoferuje im stabilne zatrudnienie. Taka postawa dodatkowo utrudni pracodawcom rekrutacje. Potwierdzają to wyniki badania Hays – w roku 2023 aż 72 proc. firm spodziewa się wyzwań w pozyskiwaniu pracowników. Stanowi to wynik niższy od ubiegłorocznego o zaledwie 2 pkt. proc.

Hays Raport płacowy 2023 - wykres 3

Źródło: Raport płacowy 2023, Hays Poland

Postawienie prognoz na cały rok 2023 jest wyjątkowo trudne, z uwagi na fakt, jak wiele czynników dynamicznie się zmienia. Zarówno po stronie pracodawców, jak i pracowników można dostrzec większą ostrożność oraz oczekiwanie na rozwój sytuacji. Ustalenie, w jakim kierunku będzie podążać rynek pracy okaże się możliwe najprawdopodobniej po pierwszym kwartale roku. Wtedy też będzie można stwierdzić, czy rzeczywiście mamy do czynienia ze spowolnieniem, stabilizacją czy może z odbiciem na rynku, przypominającym to zaobserwowane po pandemii.

Powrót Amerykanów w wielkim stylu

Po dniu wolnym naszych przyjaciół zza oceanu rynek przygotowuje się na powrót. Od rana przygotowując się na to wydarzenie rynki gwałtownie kupują dolary.

Indeksy koniunktury bez niespodzianek

Analitycy dostali z grubsza to, czego oczekiwali po wczorajszych odczytach PMI dla przemysłu. Wynik 47,8 pkt dla strefy euro był dokładnie równy oczekiwaniom. Jest to potwierdzenie delikatnego pesymizmu. Wynik poniżej 50 pkt to bowiem przewaga odpowiedzi negatywnych. Pozytywnie zaskoczyli Francuzi, trochę zawiedli Niemcy. Rynek uznał, że takie dane to na razie koniec umocnienia euro względem dolara i wczoraj zaczął się powrót. Ruch ten zderzył się z zakupami obligacji większości państw, których rynki były wczoraj otwarte.

Ameryka wraca na rynek

Poniedziałek był dniem wolnym w wielu krajach, ale najważniejszym były USA. Powrót tamtejszych inwestorów spowodował, że rynki od rana skupują dolary. Na moment pisania tego tekstu dolar zyskał na wartości względem europejskiej waluty już przeszło 1%. Nie jest to nadzwyczajne zjawisko jak na powrót po nieobecności na rynki. Z jednej strony pojawiają się głosy, że to początek korekty po ostatnich tygodniach, kiedy to euro wyraźnie zyskało. Z drugiej strony są też opinie, że to próba znalezienia równowagi na otwarciu i wraz z czasem powinniśmy widzieć poszukiwanie równowagi na rynku, co może spowodować szybki ruch powrotny. Nie wiadomo, gdzie dokładnie płyną pieniądze, ale na rynku od rana widać wyraźne zainteresowanie inwestorów obligacjami, również amerykańskimi.

Nagły optymizm na Węgrzech

Większość państw na świecie w indeksach PMI podaje wyniki poniżej 50 pkt, pokazując przewagę odpowiedzi negatywnych. W Polsce jest to 45,6 pkt, w Czechach 42,6 pkt, a w strefie euro wspomniane już w pierwszym paragrafie 47,8 pkt. Wydawać by się mogło, że Węgrzy powinni mieć zbliżone wyniki. Nic bardziej mylnego, wczorajszy odczyt pokazał 63,1 pkt. Jest to wynik typowy dla olbrzymiego optymizmu prosperity, a nie nadchodzącego spowolnienia. Dane z Węgier wyglądają, jakby ktoś patrzył tam cały czas na życie przez różowe okulary. W ciągu roku mieli tylko jeden rezultat poniżej poziomu 50 pkt, było to 49,6 pkt. Wiedząc co dzieje się obecnie gospodarczo w tym kraju, można oczywiście oczekiwać poprawy, aczkolwiek poziom optymizmu jest mocno zastanawiający. Inwestorzy, patrząc na słabnącego forinta, są raczej pesymistami.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Co drugi pracownik tymczasowy z Ukrainy może zostać w Polsce

Połowa pracowników tymczasowych z Ukrainy chce wrócić po zakończeniu wojny do ojczyzny. Jednocześnie aż 45% deklaruje, że póki co chce zostać w Polsce i zobaczyć jak rozwinie się sytuacja. Wśród planów na najbliższe miesiące pojawiają się także nauka języka polskiego, znalezienie samodzielnego mieszkania i sprowadzenie do Polski najbliższej rodziny. Ci, którzy rozważają wyjazd do innego kraju niż Ukraina myślą przede wszystkim o Niemczech.

Według najnowszego raportu OTTO Work Force „Jak Ukraińcy oceniają pracę i pobyt w Polsce w 2022 roku?” połowa badanych pracowników tymczasowych z Ukrainy (49%) planuje po zakończeniu wojny powrót do ojczyzny. Z kolei 26% badanych wskazało, że jeszcze nie podjęło decyzji w tym temacie, a 25% odpowiedziało, że nie planuje powrotu na Ukrainę.

„Nikt nie wie jak długo potrwa wojna i na jakich warunkach się zakończy, a to od tego zależy co postanowią obywatele Ukrainy. Po zakończeniu wojny wielu z nich z pewnością wróci i zaangażuje się w odbudowę kraju. Jednak im dłużej potrwa konflikt tym trudniej uchodźcom będzie wrócić na Ukrainę i zostawić już ułożone życie w Polsce. Pamiętajmy, że proces odbudowy Ukrainy będzie złożony, a wielu jej obywateli po prostu nie będzie miało do czego wracać” – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Central Europe.

Tylko co piąty Ukraniec planuje wyjazd na zachód

W pierwszych miesiącach wojny przypuszczano, że dla wielu Ukraińców Polska będzie jedynie miejscem tymczasowym w dalszej podróży na zachód. Okazuje się jednak, że obywatle Ukrainy cenią sobie bezpieczeństwo jakie znaleźli w Polsce (45% badanych) i jedynie 22% pracowników tymczasowym wskazało, że planuje wyjazd z Polski do innego kraju niż Ukraina. Spośród badanych 35% nie podjęło jeszcze decyzji w tym temacie, a aż 44% nie zakłada wyjazdu z Polski do innego kraju niż Ukraina. W grupie osób zdecydowanych na wyjazd z Polski do innego kraju 3/4 badanych wskazało Niemcy.

Czy rozważa Pan/Pani wyjazd do innego kraju niż Ukraina?

Czy rozważa Pan/Pani wyjazd do innego kraju niż Ukraina?Źródło: “Jak pracownicy z Ukrainy oceniają pracę i pobyt w Polsce w 2022 roku”, OTTO Work Force Central Europe, 2022

Plany na najbliższe miesiące

Rok 2022 był bardzo trudny dla pracowników tymczasowych z Ukrainy, mimo tego wielu z nich zadomowiła się w Polsce o czym świadczą ich plany na najbliższe miesiące jak nauka języka polskiego czy chęć sprowadzenia do Polski pozostałych członków rodziny.

“Nasi pracownicy tymczasowi zapytani o plany na najbliższe miesiące najczęściej odpowiadali, że chcą zaczekać w Polsce i zobaczyć jak rozwinie się sytuacja na Ukrainie – 43% głosów. Wśród kolejnych najpopularniejszych odpowiedzi znalazły się nauka języka polskiego, znalezienie samodzielnego mieszkania i sprowadzenia do Polski najbliższej rodziny. Można więc przypuszczać, że obywatle Ukrainy czują się w Polsce coraz pewniej i będą chcieli związać się z naszym krajem na dłużej” – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Central Europe.

Jakie ma Pan/Pani plany na najbliże miesiące?Jakie ma Pan/Pani plany na najbliże miesiące?

Rok 2023 – dłużników będzie więcej, kredyty dostaną tylko ci, których będzie na to stać

Gospodarka w 2023 roku przyhamuje, przybędzie dłużników, zwiększy się liczba niewypłacalności zarówno wśród firm, jak i konsumentów, więcej spraw trafi do windykacji. Na rynku zapanuje większa nieufność, kredyty dostaną tylko ci, których będzie na to stać. Utrzymanie płynności finansowej będzie jedną z większych bolączek firm, zwłaszcza tych małych i średnich. Kryzys nie zatrzyma jednak postępującej cyfryzacji. Nadal będzie rósł e-handel, rozwiną się zakupy ratalne dla firm, dobre perspektywy rysują się przed otwartą bankowością. Niestety skutkiem ubocznym będzie większa aktywność hakerów. Rok 2023 będzie trudny, ale jego końcówka powinna przynieść poprawę.

Nie ma wątpliwości że okres, kiedy zadłużenie konsumentów i przedsiębiorców malało, mamy już za sobą. Zjawisko to obserwowane było przez praktycznie cały 2021 rok. W I połowie 2022 roku sytuacja się zmieniła: dłużników zaczęło przybywać, wzrosło też ich zadłużenie. Dotyczy to zarówno przedsiębiorców, jak i konsumentów.

Więcej dłużników i niewypłacalności

Pod koniec grudnia 2022 r. długi 2,38 mln konsumentów notowanych w KRD dochodziły do 44,4 mld zł, a 264 tys. przedsiębiorców sięgały prawie 8,6 mld zł. W pierwszych 10 miesiącach 2022 r. najwięcej długów przybyło w budownictwie i handlu, w mniejszym stopniu w przemyśle, transporcie, hotelarstwie i gastronomi oraz wśród firm doradczych. Rosła też liczba niewypłacalności przedsiębiorstw. W III kwartale 2022 r. było ich o ponad 1/4 więcej niż trzy miesiące wcześniej, a co trzecia firma, która ogłosiła upadłość, była notowana w KRD już na 2 lata wcześniej.

Trzeba pamiętać, że my rejestrujemy rzeczywistość z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Tak więc problemy z regulowaniem zobowiązań pojawiły się już pod koniec 2021 roku, a w 2022 roku się nasiliły. Niestety rok 2023 pod tym względem rysuje się w czarnych barwach. Dłużników będzie przybywać, wzrośnie liczba upadłości – prognozuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Kłopoty z utrzymaniem płynności finansowej nie rozkładają się jednak równomiernie w całej gospodarce. Nadal jest spora grupa przedsiębiorców i konsumentów, którzy sięgają po kredyt lub leasing, mimo wysokich stóp procentowych. Liczba raportów pobranych z KRD w IV kwartale 2022 r. przez instytucje finansowe była o 2 proc. wyższa niż w takim samym okresie 2021 r.

Ostatni kwartał roku to żniwa kredytowe. O ile liczba wniosków o kredyt hipoteczny dramatycznie spadła, to o blisko jedną czwartą wzrosła liczba udzielonych kredytów ratalnych. Co ciekawe notujemy znacznie większy, bo 26-procentowy, wzrost odpytań o klientów ze strony firm świadczących usługi odroczonych płatności – dodaje Adam Łącki.

Rosną zatory płatnicze, maleje zaufanie w biznesie

Także Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso, przewiduje że w 2023 r. wzrośnie liczba zleceń na odzyskiwanie należności. Jeśli chodzi o rynek konsumencki, to bez wątpienia nałożą się na siebie dwa zjawiska. Pierwsze: że banki będą jeszcze bardziej skrupulatnie niż dotychczas badać wiarygodność płatniczą kredytobiorców, a kredyty dostaną tylko ci, których będzie na to stać. To w dłuższej perspektywie poprawi jakość portfela kredytowego, więc liczba zleceń na windykację z sektora finansowego będzie maleć. Drugie: że najpierw banki będą musiały sobie poradzić z odzyskaniem pieniędzy od tych konsumentów i przedsiębiorców, którzy na skutek pogarszającej się sytuacji gospodarczej i rosnących stóp procentowych stracili zdolność do ich spłaty. Takich spraw będzie sporo w pierwszej połowie roku.

Przewidujemy także zwiększoną aktywność wierzycieli w sektorze MŚP. Będzie nie tylko więcej spraw przekazywanych do windykacji i na wyższe kwoty, ale też sprawy te będą przekazywane szybciej. To jest pewnego rodzaju reguła: kiedy na rynku dzieje się źle, to wyrozumiałość dla dłużników gwałtownie się kurczy. Już w czwartym kwartale 2022 roku odnotowaliśmy 14-18-procentowy przyrost wartości spraw oddawanych do windykacji przez ten segment przedsiębiorców. Sprawy, jakie do nas trafiają, są też coraz krócej przeterminowane. Wierzyciele obawiają się, że im później upomną się o swoje, tym mają mniejsze szanse na odzyskanie pieniędzy – wyjaśnia Jakub Kostecki.

Podobnie dzieje się w przypadku spraw, które trafiają do sądu za pośrednictwem partnerskiej Kancelarii Prawnej Via Lex. O ile jeszcze niedawno średni okres przeterminowania faktury, po przekroczeniu którego wierzyciele decydowali się na oddanie sprawy do sądu, wynosił 1,5 roku, to teraz jest już krótszy niż rok.

Etyka w biznesie i rzetelność płatnicza zawsze cierpi w zderzeniu z kryzysem. Członkowie programu Rzetelna Firma już od początku roku sygnalizują nam, że wśród ich kontrahentów narasta zjawisko wstrzymywania płatności pod pretekstem kryzysu. Coś takiego zaobserwowało aż 71 proc. ankietowanych w grudniu przedsiębiorców z sektora MŚP. Jedna trzecia z nich uważa, że to wygodna wymówka – informuje Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Zdaniem Katarzyny Starostki, poziom zaufania w biznesie w nadchodzącym roku właśnie z tego powodu znacznie się obniży, ale te firmy, które mimo wszystko zachowają się uczciwie, zyskają. – Rzetelność zawsze jest dobrą reklamą, zwłaszcza w kryzysie – dodaje.

Rozwiną się zakupy ratalne dla firm i otwarta bankowość

Powiększające się zatory płatnicze z jednej strony, a rosnące koszty kredytu i leasingu oraz ich mniejsza dostępność z drugiej sprawią, że mikro i małe firmy będą częściej sięgały po faktoring, aby utrzymać płynność finansową. To wygodne rozwiązanie, bo wystawca faktury dostaje pieniądze zaraz po jej wystawieniu.

W 2022 roku niemal o 1/5 wzrosła średnia wartość finansowanych przez nas faktur w porównaniu z rokiem ubiegłym. Z jednej strony jest to skutek podwyższenia cen oferowanych towarów i usług w segmencie MŚP, ale z drugiej potrzeba uzyskania przez przedsiębiorców większej ilości gotówki w krótkim czasie. Ten trend utrzyma się także w 2023 roku – prognozuje Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.

Branżą, która w ostatnich latach najczęściej korzystała z faktoringu, był transport. Jednak w 2022 roku na pozycję lidera wysunęło się budownictwo (29,5 proc. wobec 21 proc.). Powodem takiego stanu rzeczy były drastyczne podwyżki cen materiałów i surowców budowlanych, a także rosnące koszty pracy ekip budowlanych.

W 2023 roku obok klasycznego faktoringu popularność zyskają bez wątpienia zakupy firmowe na raty, czyli Fakturatka.

Mikroprzedsiębiorstwa mają coraz mniej pieniędzy, a jednocześnie wciąż muszą nabywać produkty i usługi niezbędne do prowadzenia działalności. Rozłożenie faktury zakupowej na raty daje im taką możliwość. Sami też mogą wprowadzić płatność na raty dla swoich klientów. To rozwiązanie w biznesie z dnia na dzień zyskuje coraz większą popularność – prognozuje Emanuel Nowak.

Jednym z najważniejszych trendów w finansach w 2023 roku będzie dalszy rozwój otwartej bankowości. Open banking wymaga bowiem od banków współdzielenia danych klientów, takich jak historia rachunku. Otwarte interfejsy z kolei są coraz częściej udostępniane podmiotom trzecim – w celu zaoferowania konsumentom nowoczesnych usług, banki i przedsiębiorstwa usługowe coraz częściej współpracują ze specjalistycznymi firmami technologicznymi.

– Już teraz żyjemy jednak w świecie przeciążonym ilością danych, dlatego bardzo ważne będzie także wdrożenie rozwiązań, które ułatwią szybką agregację i analizę pozyskanych informacji. W innym wypadku trudno będzie je wykorzystać – mówi Zbigniew Hordecki, prezes spółki Easy Check.

Zagrożone bazy danych osobowych

W 2023 roku nadal będziemy mierzyć się z dynamicznie rosnącą aktywnością cyberprzestępców, którzy wykorzystają kryzys i bieżące wydarzenia do tego, żeby wyłudzić nasze dane osobowe. Wzrośnie też liczba ataków hakerskich na instytucje przechowujące już takie informacje.

Rośnie świadomość wśród konsumentów, że ich dane są łakomym kąskiem dla przestępców. Niestety nadal wiele osób dostrzega zagrożenie tylko ze strony oszustów, którzy próbują je od nas pod różnymi pozorami wyłudzić. Tymczasem zagrożenie czyha także z innej strony. Nasze dane są zgromadzone w wielu miejscach i nie mamy wpływu na to, jak są chronione. Stamtąd też je można wykraść i to hurtowo. Liczba takich ataków będzie rosła. Dlatego konieczne jest monitorowanie swojego PESEL-u, żeby reagować natychmiast, jak tylko pojawi się zagrożenie – komentuje Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl.

Jeden rodzic chce obniżenia alimentów, a drugi podwyższenia. Oboje mają ten sam argument: inflacja

Drastycznie rośnie liczba spraw w których mężczyzna chce od sądu obniżenia alimentów, a kobieta w tym czasie wnioskuje o ich… podwyższenie. Co ważne, obie strony powołują się na niemal identyczne powody swoich oczekiwań: inflacja, wzrost kosztów życia, rosnące opłaty. – Często bywa tak, że sprawy są łączone i sędzia wysłuchuje argumentów obu stron. Sytuacja gospodarcza jest rzeczywiście trudna i może dochodzić do sytuacji, że zarówno strona wnosząca o podwyżkę, jak i obniżkę będzie mieć swoje racje – przyznaje mec. Marek Jarosiewicz z kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski.

Opiekun dziecka udowadnia wzrosty kosztów, drugi rodzic.. spadek przychodów. Jak wypracować porozumienie?

Wpływ sytuacji gospodarczej na przebieg konfliktów o alimenty jest nieunikniony, a wydarzenia ostatnich lat odbijają się szczególnie dotkliwie na domowych budżetach.

– Najbardziej oczywistym wpływem inflacji na alimenty  jest zwiększenie kosztów utrzymania dziecka. Drożeją koszty związane z czynszem, mediami, żywnością, odzieżą, wizytami lekarskimi czy zajęciami pozalekcyjnymi. Rosną stopy procentowe, a tym samym raty kredytu na lokal, w którym dziecko mieszka. – mówi mecenas Marek Jarosiewicz.

– Druga strona medalu jest taka, że w  związku ze zjawiskami gospodarczymi większość osób ma gorszą kondycję firmy niż jeszcze rok temu, co przekłada się na zmniejszone możliwości. Jest spora pula przypadków, kiedy sytuacja gospodarcza powoduje, że zmniejszają się zarobki rodzica płacącego alimenty – dodaje mec. Jarosiewcz.

Drastycznie rośnie liczba przypadków, gdzie oba wnioski, zarówno o podwyższenie jak i o obniżenie alimentów, dotyczą tego samego dziecka.

– W modelowym procesie o zmianę wysokości alimentów, czy to ich podwyższenie czy obniżenie, każda ze stron powinna udokumentować swoje racje w możliwie szerokim zakresie. Należy odnieść się do momentu, kiedy alimenty zostały ustalone i udokumentować jak przez ostatnie lata zmieniła się sytuacja finansowa. – tłumaczy mecenas Marek Jarosiewicz.

– Po stronie rodzica ubiegającego się o zwiększenie alimentów są to odpowiednie pisma, rachunki i zaświadczenia potwierdzające zwiększenie kosztów utrzymania. Po stronie rodzica, który ubiega się o obniżenie alimentów powinny być zaprezentowane odpowiednie dokumenty wykazujące w obiektywny sposób, że z przyczyn przez niego niezawinionych znacząco zmalały jego faktyczne dochody – dodaje mec. Jarosiewicz.

Jakie argumenty padają jeszcze przed sądem? „Od nowych zainteresowań dziecka po zakładanie nowej rodziny”

Poza wzrostem podstawowych kosztów utrzymania przyczyną ubiegania się o podwyższenie alimentów mogą być zmieniające się z wiekiem potrzeby dziecka. Zaczynając od kosztów tak oczywistych jak te generowane przez nabyte choroby, aż po te mniej oczywiste jak rozwój osobisty.

Coraz częściej rozwodnicy decydują się na założenie nowej rodziny, co nierzadko jest dodatkowym obciążeniem finansowym. Niezależnie od okoliczności zewnętrznych odpowiedzialność za wkład finansowy w wychowanie dziecka leży na obojgu rodzicach, a jeśli nie dochodzi w tym temacie do porozumienia stron, wówczas z inicjatywy jednej lub drugiej strony sprawa trafia do sądu. Zrzucanie odpowiedzialności finansowej na drugiego rodzica, zwłaszcza jeśli chodzi o dodatkowe aktywności dziecka, to nadal powszechna praktyka.

–  W orzecznictwie sądowym nowa rodzina i nowe dziecko nie są przesłanką do tego, żeby ubiegać się o obniżanie alimentów. Z wyjątkiem szczególnych sytuacji, kiedy rodzi się dziecko ciężko chore wymagające szczególnej opieki. Może być tak, że spadł poziom życia obojga rodziców, w takim przypadku trzeba będzie zrezygnować z pewnych rzeczy, które wcześniej były dla dziecka dostępne. Taka sytuacja powinna mieć obiektywnie uzasadnione podstawy po obu stronach – dodaje prawnik.

Każdy wniosek rozpatrywany jest indywidualnie i chociaż szanse na porozumienie wydają się być nikłe to warto ubiegać się o swoje prawa.

W 2023 r. ceny w sklepach nie będą spadać. Jedynie dynamika wzrostu może być mniejsza

Według ekspertów, listopadowe i nawet grudniowe podwyżki cen w sklepach nie były jeszcze szczytem drożyzny. W najbliższych miesiącach codzienne zakupy wciąż będą coraz bardziej kosztowne. Obecnie nie ma szans na wyhamowanie dynamiki wzrostu cen. Niektóre prognozy mówią o inflacji wynoszącej nawet 20% w lutym 2023 roku. Zatem nabywanie drożejącej żywności będzie sporym wyzwaniem dla konsumentów. Najbardziej mogą iść w górę ceny produktów tłuszczowych, mięsa, nabiału i warzyw. Eksperci ostrzegają, że nawet jeśli dynamika podwyżek lekko wyhamuje, to wydatki ponoszone w sklepach raczej nie spadną. Zapowiadają także, że nadchodzi czas mniejszej konsumpcji. I dodają, że wśród Polaków już teraz widać zmianę nawyków zakupowych oraz tendencję do oszczędzania. Znawcy tematu są też przekonani o tym, że w 2023 roku poziom cen będzie zmuszał część społeczeństwa do wielu wyrzeczeń.

Ciąg dalszy drożyzny

Zgodnie z danymi GUS-u, w listopadzie br. ceny żywności i napojów bezalkoholowych wzrosły w porównaniu z analogicznym okresem 2021 roku o 22,3%. Z kolei według innego odczytu, tj. „INDEKSU CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, wzrost wyniósł 25,8% rdr. Jak wskazuje raport, ponownie podrożała każda z dwunastu badanych kategorii. Do tego wszystkie odnotowały dwucyfrowe wzrosty. Dr Maria Andrzej Faliński, były wieloletni dyrektor generalny POHID-u, uważa, że oba ww. wyniki nie są jeszcze szczytem drożyzny. Ekspert przewiduje, że w 2023 roku podwyżki zdecydowanie przebiją te z 2022 roku. Jeśli osiągniemy maksimum wzrostów w kwietniu lub w maju 2023 roku, to naprawdę będzie sukcesem. Ale to nie oznacza, że wówczas towary staną się tańsze. Wciąż będzie drogo i coraz drożej, choć skoki cen będą miały mniejszą dynamikę.

– Przed Bożym Narodzeniem konsumenci mogli faktycznie doświadczyć bardzo znaczącego wzrostu cen, wywołanego przez sprzedawców. Dla tych ostatnich grudzień, jak co roku, był okresem zwiększonych przychodów sprzedażowych, a jednocześnie dużych zysków – komentuje dr Hubert Gąsiński, ekspert z Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.

Jak podkreśla Julita Pryzmont, ekspertka rynku retailowego z agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland, jesteśmy obecnie w momencie szczytowych podwyżek, które utrzymają się jeszcze przez kilka miesięcy. Z kolei według dr. Roberta Orpycha z Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie, całkiem prawdopodobne jest dalsze pogorszenie sytuacji cen w sklepach. Na horyzoncie nie widać bowiem sygnałów świadczących o tym, iż trend ten mógłby ulec odwróceniu. Zdaniem eksperta, sieci handlowe raczej nie wprowadziły istotnych podwyżek cen w okresie przedświątecznym, bo klienci mogliby to źle odebrać. To przecież jeden z najważniejszych okresów sprzedażowych w roku i szczególny czas w Polsce. Ale w 2023 roku można się spodziewać przyspieszenia dynamiki wzrostu cen praktycznie we wszystkich kategoriach produktowych.

– W najbliższych miesiącach ceny nadal będą rosły, chociaż zapewne wolniej niż ostatnio. I to jest, moim zdaniem, dobra wiadomość dla konsumentów. Nie spodziewam się teraz gwałtownego przyśpieszenia wzrostów cen. Dane z gospodarki wskazują na gwałtowne spowolnienie aktywności oraz gorsze wyniki konsumpcji prywatnej. Tymczasem wiele firm ma zgromadzone duże zapasy. W takiej sytuacji przedsiębiorcy raczej będą myśleli o poświątecznych wyprzedażach, a nie o podwyżkach – mówi Marcin Luziński, ekonomista z Santander Bank Polska.

Inflacyjne prognozy

Według dr. Gąsińskiego, od stycznia 2023 roku nastąpi wyhamowanie, a nawet spadek tempa inflacji. Spowodowane to będzie zmniejszoną konsumpcją Polaków. Z kolei dr Faliński zaznacza, że z reguły w styczniu następuje poluzowanie inflacji, ze względu na obniżki, wyprzedaże, redukcje strat itd. Ale jednocześnie ostrzega, że to będzie tylko chwilowe.

– Koszty pozasurowcowe w przemyśle spożywczym, wynikające z wyższych cen energii, przełożą się na utrzymanie wysokiego poziomu inflacji także w pierwszym kwartale 2023 roku. Z końcem grudnia wielu podmiotom wygasły dotychczas obowiązujące kontrakty na dostawy energii, a nowe umowy będą uwzględniały silny wzrost cen surowców, wywołany agresją Rosji na Ukrainę. Ustalenie maksymalnej ceny energii elektrycznej w 2023 roku na poziomie 785 zł za MWh będzie wsparciem dla małych i średnich przedsiębiorców. Natomiast duże firmy spożywcze nie będą objęte pomocą. Począwszy od drugiego kwartału 2023 roku można spodziewać się powolnego spadku inflacji. Słabnąca gospodarka i obniżenie tempa konsumpcji prywatnej utrudnią przenoszenie kosztów produkcji na odbiorców końcowych – zaznacza Anna Senderowicz, analityk PKO BP.

Zdaniem Piotra Bielskiego, dyrektora Departamentu Analiz Ekonomicznych Santander Bank Polska, trudno o dużą precyzję w prognozowaniu inflacji na najbliższe miesiące. Rząd zapowiedział, że wycofa część tarczy antyinflacyjnej w postaci obniżek podatków pośrednich na paliwa i energię. Ale zastąpi ją innymi mechanizmami, skłaniając spółki energetyczne do obniżenia marż. Nie wiemy, w jakim stopniu te działania okażą się skuteczne. Dodatkowo nadal duża niepewność dotyczy światowych cen surowców energetycznych i kursu złotego. Ekspert przewiduje dalszy wzrost inflacji w najbliższych miesiącach, który osiągnie szczyt w lutym w okolicach 20% rdr. Potem nastąpi spadek. Na koniec 2023 roku inflacja może zejść do poziomu 10-11%.

– Prawdopodobny jest scenariusz, w którym maksimum inflacji nastąpi w 2023 roku. Można zakładać, że nie dojdzie do tego w pierwszych miesiącach roku. Ale to, czy jesteśmy przed szczytem podwyżek, czy już za nim, schodzi na plan dalszy w kontekście osiągniętego poziomu cen i jego odniesienia do naszych zarobków. Ceny, które weszły na niespotykany do tej pory poziom, raczej już nie spadną. Zatem kolejne lata będą pełne wyrzeczeń dla znacznej części polskiego społeczeństwa – analizuje dr Orpych.

Drożejące kategorie

W opinii Julity Pryzmont, jest mała szansa na wyhamowanie wzrostu cen żywności. W 2022 roku były rekordowo dobre zbiory. Jednak zatrzymanie tempa podwyżek nie obejmie całej żywności, a tylko poszczególne kategorie. Najgorzej będzie z mięsem i nabiałem, a także z produktami sypkimi. Niestabilne mogą też okazać się ceny pieczywa i chemii gospodarczej, czyli produktów FMCG. I należy jasno powiedzieć, że i to nie jest do końca pewne. Ostanie czasy pokazały, że prognozowanie na dłuższy okres często jest obarczone sporym marginesem błędu. Natomiast z dużym prawdopodobieństwem można zakładać, że kolejne podwyżki wyhamują znacząco sprzedaż. Nasze płace niestety nie rosną proporcjonalnie z cenami.

– Na początku 2023 roku największe podwyżki obejmą mięso i warzywa, ponieważ ceny produktów z tych kategorii wciąż są niedoszacowane. To znaczy, nie obejmują wzrostu kosztów produkcji ponoszonych przez wytwórców. I trzeba wyraźnie zaznaczyć, że na inflacji zyskują przede wszystkim pośrednicy. Jest ona świetnym pretekstem do podnoszenia cen produktów w sklepach, w niektórych przypadkach nawet o 50% rdr. Tymczasem producenci sprzedają wyprodukowane przez siebie towary jedynie o ok. 10% drożej niż rok temu. Na dłuższą metę tego nie wytrzymają – przekonuje dr Gąsiński.

Z kolei dr Orpych uważa, że w 2023 roku dalej najmocniej będą drożały kategorie produktów, które ostatnio plasowały się na szczycie listy podwyżek, według wspomnianego wyżej „INDEKSU CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”. To produkty tłuszczowe, mięso i chemia gospodarcza. W ocenie eksperta, utrzymają się dotychczasowe tendencje. W najbliższych miesiącach nie ma szans na wyhamowanie dynamiki wzrostu cen. Co więcej, podniesie je jeszcze powrót 23% stawki VAT na paliwo. Dynamika wzrostu cen przed Wielkanocą będzie na poziomie, jaki obserwowaliśmy przed Bożym Narodzeniem. Jednak nie wszyscy eksperci podzielają taką prognozę.

– Uważam, że ceny w sklepach przed Wielkanocą mogą być dużo wyższe niż te przed Bożym Narodzeniem. I to dla konsumentów może być sporym szokiem. Na początku 2023 roku producenci będą zmuszeni podnieść ceny, bo dłużej już nie mogą wewnętrznie stopować tego procesu i pokrywać ze swoich bieżących przychodów wynikających z tego strat. A to z kolei z dużym prawdopodobieństwem wywoła kolejne podwyżki w sklepach. Oczywiście najmocniej uderzy to w dotychczas najbardziej drożejące kategorie produktów – ostrzega Julita Pryzmont.

Konsumpcja pod lupą

W przestrzeni publicznej pojawia się pytanie, czy na początku 2023 roku dojdzie do znacznego spadku konsumpcji w wyniku wysokiej inflacji. Dr Gąsiński przekonuje, że zmniejszenie jej następuje na początku każdego roku. Jest to bezpośrednio spowodowane grudniowymi wydatkami, a nie rosnącą inflacją. Ekspert z WSB w Warszawie zaznacza, że Polacy powoli zmieniają nawyki konsumpcyjne. Zaczynają racjonalnie wydatkować swoje pieniądze i oszczędzać, co bezpośrednio widać po danych prezentowanych przez KNF.

– Do tej pory nie odnotowano drastycznego spadku konsumpcji, ale wydaje się, że ten czas nadchodzi. Odsetek Polaków zmuszonych do oszczędności i ograniczenia wydatków będzie stale rósł. Wzrost cen przy niezmienionym poziomie dochodów spowoduje, że rodaków nie będzie stać na wiele produktów i usług. Jednocześnie nie spodziewałbym się, że w najbliższych miesiącach nastąpi korekta cen celem dostosowania się do zasobności finansowej Polaków – mówi ekspert z WSB w Chorzowie.

Jak podkreśla Anna Senderowicz, konsumenci ostrożniej podejmują decyzje zakupowe. Postępują tak w obawie o swoją przyszłą sytuację dochodową, związaną m.in. z utrzymaniem zatrudnienia. Szukają więc tańszych zamienników kupowanych produktów i polują na promocje. Część osób deklaruje, że będzie zmuszona wykorzystać zgromadzone wcześniej oszczędności bądź nawet zadłużyć się.

– Działania rządu i całej administracji państwowej nakierowane są na bezpośrednią walkę z inflacją. Jednakże bez mocnego zaangażowania uczestników rynku, tj. konsumentów, producentów oraz sprzedawców, osiągane efekty mogą okazać się mało satysfakcjonujące dla każdej ze stron. Skuteczne sposoby walki z inflacją to zmniejszenie konsumpcji oraz zmiana nawyków konsumenckich – podsumowuje dr Hubert Gąsiński.

Giełdy w Europie na zielono

Wczoraj Amerykanie odpoczywali zatem sesji na Wall Street nie było. W Europie akcje rosły. Niemiecki Dax oraz francuski CAC40 zyskały odpowiednio 1,05 proc. o 1,81 proc. co można uznać za udany początek nowego roku. Na rynku FX wciąż główna para walutowa znajduje się pomiędzy poziomem 1,07 a 1,0650. Z kolei jeśli chodzi o surowce, na wyróżnienie zasługuje platyna, która urosła do poziomu 1100 dolarów za uncję trojańską i jest najdroższa od marca tego roku.

Na poniedziałkowej sesji Europa zaprezentowała finalne wyniki PMI dla przemysłu, które pokazały, że sektor nadal znajduje się w defensywie, choć niektóre odczyty były lepsze od prognoz. Nieco lepiej od konsensusu wypadły wskaźniki dla Francji czy Hiszpanii. W Niemczech zobaczyliśmy rezultat wyższy od poprzedniego jednak ankietowani ekonomiści przez Bloomberg-a spodziewali się minimalnie lepszego wyniku. Dziś otrzymamy podobne informacje z brytyjskiej gospodarki. Dodatkowo na uwagę zasługuje publikacja inflacji wstępnej za grudzień w Niemczech. CPI wg szacunków ma spaść do poziomu 9,1 proc. a HICP do 10,7 proc.

Jutro z kolei zostaną również zaprezentowane PMI dla Starego Kontynentu – tym razem będą dotyczyć sektora usług. Rynek natomiast może rozruszać ISM dla przemysłu z USA. Bacznie będzie obserwowany subindeks zatrudnienia. Czwartek to dzień z raportem ADP oraz tygodniową liczbą nowych wniosków dla bezrobotnych z USA. Będzie to pewnego rodzaju wstęp do piątkowego raportu z amerykańskiego rynku pracy, gdzie oczekuje się wyników pokazujących lekkie ochłodzenie. Do tego dojdzie publikacja raportu ISM dla usług w Stanach Zjednoczonych. W piątek także strefa euro zaprezentuje swoją miarę inflacyjną. Zharmonizowany wskaźnik za grudzień ma pokazać niższą dynamikę wzrostu cen od tej, która miała miejsce w listopadzie.

W Chinach trwa otwarcie gospodarki. Rząd praktycznie rozluźnił wszystkie restrykcje związane z Covid-19 już w grudniu i wydaje się mało realne, aby władze ponownie nałożyły kontrole pomimo skoku infekcji. W tym momencie rzeczywista liczba przypadków jest jednak nieznana. Rząd przestał raportować dzienne liczby przypadków, ponieważ testy nie są już wymagane. Jeszcze 2 tygodnie temu służba zdrowia podała, że nowych przypadków zakażeń było ok 37 mln. Ponownego wzrostu nowych infekcji oczekuje się po święcie chińskiego Nowego Roku, które rozpoczną się 22 stycznia. W sobotę poznaliśmy oficjalny wskaźnik PMI dla chińskiego przemysłu, który spadł do 47 pkt. w grudniu a dla sektora nieprodukcyjnego osunął się do 41,6 pkt. Odzwierciedla to słaby popyt wewnętrzny i zakłócenia w łańcuchu dostaw.

Ciekawie wygląda sytuacja na wykresie platyny. Surowiec osiągnął wczoraj poziom nienotowany od początku marca tego roku. Za uncję trzeba zapłacić 1100 dolarów. Tym samym notowania opuściły góra dwuletni kanał spadkowy, co można uznać techniczny sygnał „kupna”. Wakacyjny „podwójny dołek” słusznie zapowiadał odreagowanie ceny. W krótszym horyzoncie czasowym notowania opuściły formację chorągiewki, która również zapowiada kontynuację ruchu na północ. Najbliższym technicznych oporem wydaje się być szczyt wyznaczony chwilę po wybuchu wojny w Ukrainie.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Rok 2022 nie taki zły?

W ujęciu gospodarczym rok 2022 był całkiem sprzyjający. Jest to dosyć zaskakujące – choćby ze względu na wojnę w Ukrainie, która zaczęła się w pierwszym kwartale. Natomiast wydaje się, że polska gospodarka zakończy 2022 rok ze wzrostem gospodarczym na poziomie 4,4%. Patrząc na to, ile wyzwań było w 2022 roku, jest to bardzo przyzwoity poziom. W minionym roku bez wątpienia tematem numer jeden była i pozostaje inflacja – która dosyć dynamicznie rosła. Inflacja w Polsce już w 2022 roku sięgnęła poziomów najwyższych od 26 lat, a podobna sytuacja była także w innych krajach. Tam inflacja jest najwyższa od lat 50-tych czy 70-tych. Inflacja to czynnik, który już zaczął wpływać negatywnie na wydatki konsumentów oraz na ich skłonność zakupową. Wpływ wojny w Ukrainie, to dodatkowo zawirowania na rynkach surowcowych w wielu łańcuchach, także dostaw. Rosja to znaczny producent surowców energetycznych, rolnych, metali – więc istotnie rosły ceny tych komponentów, a jednocześnie malała ich dostępność.

– Co prawda pesymizm, który płynie z badań przeprowadzanych wśród gospodarstw domowych, jest znacznie większy niż ten, jaki jest widoczny w twardych danych odnośnie zakupów. Sprzedaż detaliczna słabnie, ale jeszcze w październiku i listopadzie utrzymywała się na dodatnich poziomach – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface. – Widzieliśmy, że zwłaszcza w kwietniu 2022 roku sprzedaż detaliczna bardzo wzrosła w wyniku napływu uchodźców. I to jest czynnik, który w pewien sposób podtrzymuje sprzedaż detaliczną oraz przekłada się na aktywność gospodarczą w Polsce. Z drugiej strony nie zapominajmy o stronie makroekonomicznej. Niestety, rośnie liczba upadłości przedsiębiorstw – a raczej niewypłacalności przedsiębiorstw. Widzimy, że w pierwszych trzech kwartałach 2022 roku łączna liczba postępowań wzrosła o 23%. Jest to również związane z wygaszaniem wsparcia, jakie państwo oferowało przedsiębiorcom od 2020 roku – wskazuje Sielewicz.

FPP: Podsumowanie 2022 roku w gospodarce i prognozy na 2023

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) podsumowała 2022 rok w polskiej gospodarce i opublikowała prognozy na rok 2023. Ubiegły rok zdominowała wysoka inflacja – niestety łagodzona narzędziami proinflacyjnymi, brak inwestycji z KPO, problemy wynikające z Polskiego Ładu oraz rosyjskiej agresji na Ukrainę – a w konsekwencji zakłócenia w łańcuchach dostaw i kryzys energetyczny. Nadal nierozwiązane pozostają kwestie poprawy w sektorze ochrony zdrowia i zamówień publicznych – gdzie nie wdrożono waloryzacji inflacyjnej.

Kluczowe zjawiska wskazywane przez FPP na 2023 rok:

  • Wysokie ceny energii i inflacja
  • Konieczność odblokowania KPO i inwestycji
  • Ograniczenia w dostępie do finansowania przedsiębiorstw, wysokie koszty obsługi długu publicznego, licytacja przedwyborcza, wypychanie prywatnego biznesu z rynku przez sektor publiczny, zastój w budownictwie i wzrost szarej strefy
  • Wdrożenie systemu KSeF, zmiany w zamówieniach publicznych oraz obowiązek raportowania ESG dla dużych firm
  • Rewolucja w prawie pracy i konieczna poprawa systemu ochrony zdrowia

„Prognozy FPP na 2023 rok wskazują przede wszystkim na wysokie ceny energii i dalsze ograniczanie popytu wynikające z rosnącej inflacji. Kluczowym wyzwaniem na przyszły rok będzie odblokowanie KPO i nowa perspektywa finansowa oraz podtrzymanie dynamiki inwestycji w gospodarce. Zagrożeniem może być ograniczenie w dostępie do finansowania przedsiębiorstw, wzrost kosztów obsługi długu publicznego, licytacja przedwyborcza w trudnych czasach dla finansów publicznych, “wypychanie” prywatnego biznesu z rynku przez sektor publiczny, zastój w budownictwie, a także wzrost szarej strefy – w obrocie gospodarczym i na rynku pracy. Ważne działania związane będą z wdrożeniem na pełną skalę Krajowego Systemu e-Fakturowania (KSeF), zdefiniowaniem pozacenowych kryteriów ofert w zamówieniach publicznych oraz obowiązek raportowania ESG dla dużych firm. Nadal ogromnym problemem pozostaje system ochrony zdrowia – bez poprawy dostępności usług publicznych w dziedzinie ochrony zdrowia oraz poprawy najważniejszych wskaźników epidemiologicznych, w tym liczby lat przeżytych w zdrowiu, zjawisko braku odpowiedniej podaży pracy będzie coraz bardziej doskwierać przedsiębiorcom. W 2023 roku przedsiębiorcy zderzą się również z rewolucją w prawie pracy. Wchodzą w życie nie tylko nowe przepisy dotyczące pracy zdalnej i badania trzeźwości pracowników, ale prawdopodobnie także dodatkowe uprawnienia pracownicze wynikające z tzw. dyrektywy work-life balance i obowiązki z dyrektywy o przejrzystych i przewidywalnych warunkach pracy. Z kolei na poziomie unijnym będą kontynuowane prace nad dyrektywą o tzw. pracy platformowej oraz dyrektywą o jawności wynagrodzeń. Wszystkie te regulacje będą wymagały od pracodawców odpowiedniego dostosowania się i realizacji szeregu nowych obowiązków. Szansą dla Polski i krajowych przedsiębiorstw będzie Ukraina – odbudowa kraju w kontekście infrastrukturalnym i gospodarczym” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Kluczowe wydarzenia w 2022 roku:

  1. Wysoka inflacja, rosnące koszty prowadzenia działalności, tarcze antyinflacyjne

Podstawowym problemem ekonomicznym 2022 r. była niezaprzeczalnie wysoka inflacja, która osiągnęła poziomy niespotykane od czasów transformacji polskiej gospodarki na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku. Aby złagodzić skutki wysokiej inflacji rząd zdecydował się na sukcesywne wprowadzanie programów osłonowych, które przybierało formę bezpośrednich transferów pieniężnych (dodatek osłonowy i węglowy), obniżonych podatków pośrednich takich jak VAT i akcyza, jak również gwarancji maksymalnej ceny energii elektrycznej i ciepła. Niestety pośrednim skutkiem tych rozwiązań był dodatkowy impuls popytowy w gospodarce, który przyczyniał się do utrwalenia inflacji na podwyższonym poziomie. Aby zminimalizować te niepożądane skutki, wsparcie powinno być adresowane wyłącznie do gospodarstw domowych znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej.

  1. Brak inwestycji z KPO

Brak środków z KPO oznacza, że PKB Polski w 2022 r. jest niższy o prawie 60 mld zł w porównaniu z poziomem, który możliwy byłby do osiągnięcia dzięki napływowi i sukcesywnym wykorzystaniu tych środków. Zaniechanie działań niezbędnych do wypełnienia wszystkich kamieni milowych KPO utrudniło także walkę z inflacją i stabilizację kursu złotego przez NBP, na który zdecydowanie pozytywnie wpłynęłaby informacja o ostatecznym zatwierdzeniu wypłat tych środków na rzecz Polski.

  1. Polski Ład

Wraz z początkiem 2022 r. weszła w życie najobszerniejsza nowelizacja prawa podatkowego w Polsce od co najmniej trzech dekad. Przygotowana w pośpiechu oraz bez odpowiednich konsultacji reforma niemal natychmiast okazała się jednak porażką – nie tylko oparta o nową formułę i niepodlegająca odliczeniu od podatku składka zdrowotna zaczęła ograniczać indywidualną przedsiębiorców (o czym świadczy m.in. wzrost liczby zamykanych JDG o 42% r/r w I kw. 2022 r.), ale również wypłaty wynagrodzeń pracowników teoretycznie zyskujących na wdrażanych zmianach okazały się być niższe, zamiast wyższe. Najbardziej palące problemy udało się rozwiązać, ale system w dalszym ciągu pozostaje niespójny i niepotrzebnie złożony. Wyzwaniem na kolejne lata będzie odwrócenie skutków Polskiego Ładu również na tym głębszym poziomie

  1. Rosyjska agresja na Ukrainę i jej konsekwencje

Natychmiastowym skutkiem konfliktu były gwałtowne zawirowania na rynkach finansowych oraz masowy napływ uchodźców wojennych. Polską granicę od momentu wybuchu wojny przekroczyło prawie 9 mln uchodźców, z czego ok. 1,5 mln pozostało w naszym kraju. W konsekwencji możliwe stało się częściowe uzupełnienie luk na polskim rynku pracy związanych z niedoborem pracowników, które występowały do tej pory.

  1. Zakłócenia w łańcuchach dostaw

Z jednej strony pandemia (szczególnie lockdowny w Chinach oraz wstrząsy w globalnej logistyce), z drugiej rosyjska agresja na Ukrainę i jej konsekwencje, w istotny sposób utrudniły funkcjonowanie biznesu według utartych wcześniej ram i schematów. Rozpoczęły się procesy reshoringu, czyli sprowadzania bazy produkcyjnej z odległych kontynentów bliżej siedziby przedsiębiorstw, a także znacząco zwiększyła się konkurencja o surowce, w tym o odpady nadające się do ponownego wykorzystania. Najwyższa pora podjąć działania zaradcze, aby chronić przedsiębiorców i ich pracowników.

  1. Kryzys energetyczny

W 2022 roku niestety niewiele zrobiono w kierunku odblokowania potencjału OZE, które zapewniają tanią energię i pozwalają oszczędzić kosztowny i deficytowy węgiel. W Sejmie od połowy lipca zalega rządowy projekt liberalizujący zasadę 10H, de facto uniemożliwiającą rozwój lądowych farm wiatrowych, a nowe moce w OZE często nie mogą zdobyć warunków przyłączenia do sieci. W roku 2023 jest wiele do zrobienia, aby regulacyjne uwolnić OZE i pozwolić na realizację inwestycji, które za kilkanaście miesięcy powinny w istotny sposób ułatwić trudną sytuację na polskim rynku energii. Bez zmian jesteśmy strukturalnie skazani na wyższe ceny i ograniczoną dostępność OZE, co z kolei będzie podważało konkurencyjność działających w Polsce firm, utrudniało im eksport i w konsekwencji zagrażało miejscom pracy.

  1. Ochrona zdrowia

Najważniejszym wydarzeniem systemu ochrony zdrowia było wdrożenie stanowiska Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia w sprawie wynagrodzeń, zawartego w listopadzie 2021 r. W 2022 r. nie podjęto decyzji wychodzących naprzeciw strategicznym wyzwaniom systemu ochrony zdrowia. Pomimo poprawy warunków pracy wielu zawodów medycznych, resort zdrowia nie doprowadził do poprawy warunków innych niż zarobki, jak również zwiększenia przejrzystości awansu zawodowego. Ośrodki, które zawarły umowy z płatnikiem publicznym, mają problemy z zapewnieniem odpowiedniej obsady lekarskiej oraz pielęgniarskiej.

Głównym problemem systemu pozostaje brak możliwości zapewnienia odpowiedniej dostępności świadczeń w systemie ochrony zdrowia. Pomimo nominalnego wzrostu finansowania, liczba realizowanych świadczeń w systemie pozostaje niemal niezmienna. W ostatnim kwartale podjęto decyzję o przeniesieniu finansowania wielu zadań z budżetu państwa do NFZ, w tym ratownictwa medycznego, programów polityki zdrowotnej oraz programów nieodpłatnego dostępu do leków. Oznacza to trwałe ograniczenie przestrzeni finansowej na zwiększenie dostępności świadczeń w ramach publicznego systemu ochrony zdrowia. Łączna kwota środków, o które uszczuplone zostaną zasoby Narodowego Funduszu Zdrowia wyniesie ok. 27 mld zł w przeciągu trzech lat.

  1. Zamówienia publiczne – brak waloryzacji

Pomimo powtarzających się kryzysów na rynku zamówień publicznych spowodowanych wzrastającymi kosztami wykonywania zamówień, w ustawie – Prawo zamówień publicznych nadal brakuje skutecznego mechanizmu zapewniającego uczciwą waloryzację wynagrodzeń wykonawców. Obowiązująca ustawa wprawdzie zawiera przepisy dotyczące waloryzacji, ale ostatnie lata pokazały, że są one niewystarczające. Dlatego przepisy ustawy należy tak zmienić, aby nie obciążać całym ciężarem wzrostu kosztów jedynie wykonawców.

Prognozy na 2023 rok:

  • Wysokie koszty energii i jej nośników oraz inflacja ograniczająca popyt ze strony konsumentów

Przedsiębiorcy mogą znaleźć się w kleszczach wysokich cen energii i zmniejszonego popytu – co w szczególności zagraża mikro i małym przedsiębiorcom. Jednak bezpieczni nie mogą się czuć też średni i duzi przedsiębiorcy, którzy mogą spotkać się ze słabnącym popytem i konkurencją zagraniczną. Kłopoty tych podmiotów przeniosą się z kolei na cały łańcuch ich mniejszych kooperantów, którzy utracą zamówienia i będą mieli poważny kłopot ze znalezieniem alternatywnych partnerów.

  • Środki europejskie – odblokowanie KPO i nowa perspektywa finansowa

Mając w pamięci rządowe billboardy, które dosłownie zalały cały kraj, reklamując wynegocjowanie 770 mld zł dla Polski, naprawdę nie sposób zrozumieć, dlaczego niemal 1/3 tej sumy jest dla nas cały czas niedostępna (KPO), a przynajmniej część z pozostałych środków stoi pod znakiem zapytania. Organizacje przedsiębiorców wielokrotnie apelowały do decydentów o podjęcie działań, które doprowadzą do odblokowania środków europejskich, które są niezbędne do realizacji licznych reform i inwestycji. Dziś szczególnie ważne są te dotyczące rozwoju OZE, modernizacji sieci przesyłowych i dystrybucyjnych, efektywności energetycznej i termomodernizacji, kontynuacji rozwoju sieci drogowej i kolejowej, cyfryzacji i budowania kompetencji cyfrowych. Najwyższy czas zakończyć spory i sięgnąć po unijne fundusze, które czekają aż po nie sięgniemy.

  • Inwestycje

Kluczowym wyzwaniem na przyszły rok będzie podtrzymanie dynamiki inwestycji w gospodarce. Jak wynika z projekcji NBP, w 2023 r. przewidywany jest spadek nakładów na środki trwałe o 0,6%. Niestabilne otoczenie gospodarcze, ograniczony dostęp do finansowania, słabnący popyt i drogi kredyt stanowią istotną barierę dla inwestycji w sektorze prywatnym. Do hamowania inwestycji sektora publicznego przyczyniają się natomiast cięcia związane z polityką oszczędnościową w budżecie centralnym, trudna sytuacja finansowa samorządów, a także opóźniające się rozpoczęcie projektów finansowanych ze środków europejskich, w tym KPO. Jednak także w tych trudnych i niestabilnych czasach, realizacja inwestycji ma ogromne znaczenie dla zapewnienia długotrwałego i stabilnego wzrostu gospodarczego po zakończeniu obecnego kryzysu.

  • Ograniczenia w dostępie do finansowania przedsiębiorstw

Przedsiębiorcy muszą liczyć się z tym, że 2023 r. będzie czasem, kiedy pozyskanie finansowania, choćby w formie kredytu, będzie znacznie trudniejsze niż w poprzednich latach. Wynika to nie tylko z najwyższego od 20 lat poziomu stóp procentowych, ale także trudnej sytuacji sektora bankowego – który pozostaje osłabiony z powodu kosztów programów takich jak “wakacje kredytowe”, strat bilansowych wynikających ze spadku cen obligacji skarbowych, do kupowania których były zachęcane przez konstrukcję podatku bankowego, a także rosnących wymogów kapitałowych i potencjalnego wzrostu odpisów z tytułu niespłacanych kredytów w warunkach hamującej gospodarki. To wszystko przekładać się będzie na bardziej restrykcyjną politykę kredytową instytucji finansowych. Nie lepiej będzie wyglądała sytuacja w przypadku finansowania udziałowego, ze względu na hamowanie rynku Venture Capital i niekorzystną koniunkturę na giełdzie. W tych warunkach przedsiębiorcy częściej będą musieli sięgać po instrumenty związane z gwarancjami kredytowymi, zaś część planowanych przedsięwzięć inwestycyjnych prawdopodobnie będzie odkładanych na później.

  • “Wypychanie” prywatnego biznesu z rynku przez sektor publiczny

Coraz większym problemem polskiej gospodarki jest rosnący sektor publiczny. Wypychanie z rynku przedsiębiorstw prywatnych jest szkodliwe nie tylko dla nich samych, ale także dla całej gospodarki i konsumentów. W przeciwieństwie do firm prywatnych, podmioty publiczne (państwowe i komunalne) często mogą liczyć na szczególne traktowanie, nawet jeżeli nie są beneficjentami legalnej pomocy publicznej. W przeciwieństwie do przedsiębiorstw prywatnych, firmy publiczne wykorzystują bowiem chociażby łatwiejszy dostęp do władz publicznych i innych przedsiębiorstw publicznych (jako dostawców albo klientów), a dzięki temu funkcjonują na lepszych warunkach konkurencyjnych niż konkurenci prywatni. W związku z powyższym konieczne jest jasne zdefiniowanie roli przedsiębiorstw publicznych, a dzięki temu zapewnienie równej konkurencji. Taka działalność powinna być też poddana skrupulatnej kontroli, m.in. organu antymonopolowego. Nie powinno być tak, że podmioty korzystające z uprzywilejowanej pozycji na rynku mogą pobierać znaczne zyski, a jednocześnie korzystać z instrumentów służących wolnej konkurencji, np. bardzo szerokiej tajemnicy handlowej albo możliwości swobodnego doboru kontrahentów.

  • Prowadzenie polityki fiskalnej państwa w kontekście wysokich kosztów obsługi długu publicznego

Ostatnie lata były czasem, kiedy warunki prowadzenia ekspansywnej polityki fiskalnej przez państwo były wyjątkowo korzystne, co wynikało przede wszystkim z utrzymującego się przez dłuższy czas niższego poziomu stóp procentowych zarówno w Polsce, jak i w całym rozwiniętym świecie. W ostatnich miesiącach nastąpiła jednak gwałtowna zmiana tego paradygmatu – rentowności 10-letnich obligacji Skarbu Państwa wzrosły z ok. 1,2% na koniec 2020 r. do ok. 6,7% na koniec 2022 r. Oznacza to, że kolejne lata będą okresem gwałtownego narastania kosztów obsługi długu publicznego (z 26 mld zł w 2021 r. do 66 mld zł w 2023 r. w przypadku samego zadłużenia Skarbu Państwa). W tych warunkach większa część dochodów publicznych będzie musiała zostać przeznaczona na obsługę zadłużenia, a przestrzeń na zwiększanie innych wydatków stanie się mocno zawężona w stosunku do tego, do czego przyzwyczaiły nas poprzednie lata.

  • Licytacja przedwyborcza w trudnych czasach dla finansów publicznych

Rok 2023, ze względu na nadchodzące wybory parlamentarne, będzie rokiem wyborczym. Trudno wyobrazić sobie gorszy czas na prowadzenie kampanii wyborczej, biorąc pod uwagę fakt, iż jest to okres, w którym poszczególne ugrupowania polityczne prześcigają się wzajemnie w składaniu wyborcom lepiej brzmiących, hojniejszych, a w konsekwencji też bardziej kosztownych dla budżetu obietnic. Możliwości ich sfinansowania dawno nie były tak utrudnione jak obecnie. W tych warunkach klasa polityczna powinna ponad istniejącymi podziałami prowadzić kampanię w sposób odpowiedzialny, składając tylko takie obietnice, które są możliwe do spełnienia, a ich realizacja nie zachwieje równowagą finansów publicznych.

  • Szara strefa – w obrocie gospodarczym i na rynku pracy

Wszelkie prognozy wskazują na to, że w 2023 r. polska gospodarka doświadczy recesji, a w najlepszym wypadku głębokiego spowolnienia wzrostu. Te warunki, w połączeniu z rosnącymi kosztami – przede wszystkim energii – stanowią naturalny impuls do rozrostu szarej strefy w gospodarce, z tak dużym trudem tępionej w poprzednich latach. Dlatego też, w sferze polityki gospodarczej i regulacyjnej państwa, konieczne jest pilne załatanie wszystkich luk prawnych, poprzez które może rozprzestrzeniać się szara strefa. Przede wszystkim konieczne jest ograniczenie nadużywania umów zlecenia jako formy zatrudnienia zastępującej umowę o pracę przez zrównanie zasad oskładkowania obu tych typów umów i likwidację zasady zbiegów tytułów ubezpieczeniowych. Należy również rozszerzać stosowanie takich form opodatkowania, które pozwalają na rozliczanie kosztów uzyskania przychodów – tylko w ten sposób możliwe jest zachowanie nienaruszonego łańcuchu fakturowania. Konieczne jest również wprowadzenie regulacji uszczelniających w branżach ze zidentyfikowanymi lukami – np. hazardowej, wynajmu nieruchomości, czy pogrzebowej. Państwo powinno działać w sposób proaktywny, przeciwdziałając powstawaniu problemów, zamiast wkraczać do działania dopiero, kiedy pojawią się one na dużą skalę.

  • Zastój w budownictwie – Ukraina jako szansa na wykorzystanie zamrożonego potencjału

Sektor budowlany mierzy się obecnie z bardzo poważnymi wyzwaniami związanymi z załamaniem popytu na rynku mieszkaniowym (spadek liczby udzielanych kredytów mieszkaniowych o ¾), jak również zahamowaniem inwestycyjnym firm, samorządów i budżetu centralnego. Aby utrzymać i wykorzystać zamrożony potencjał polskiego sektora budowlanego w czasie tych przejściowych trudności, doskonałą okazję stanowi zaangażowanie się polskich firm w odbudowę Ukrainy po zakończeniu działań wojennych. Dla realizacji tego celu niezbędne są działania w sferze dyplomacji gospodarczej, podtrzymywanie i rozwój kontaktów biznesowych z kluczowymi partnerami, oraz budowa systemu wsparcia polskich przedsiębiorców działających w Ukrainie, w tym m.in. gwarancji kredytowych.

  • KSeF

Przyszły rok będzie okresem wdrażania na pełną skalę Krajowego Systemu e-Fakturowania, który od 2024 r. ma stać się obligatoryjny dla wszystkich firm. Im wcześniej firmy rozpoczną przygotowania, tym sprawniejszy i mniej kłopotliwy będzie sam proces dostosowywania się do nowego systemu.

  • Zamówienia publiczne i pozacenowe kryteria ofert

Zbyt duże znaczenie odgrywają pozacenowe kryteria ofert, w szczególności kryteria nie umożliwiające rzeczywistego i konkurencyjnego porównania ofert. Dlatego potrzebna jest modyfikacja przepisów, która sprawi, że pozacenowe kryteria ofert będą pełniły właściwą rolę, czyli zapewnienie wyboru oferty o najlepszym stosunku ceny do jakości. W związku z tym, poza uzupełnieniem przepisów ustawowych, konieczne jest utworzenie płaszczyzny do opracowania dobrych praktyk w zakresie zarówno kryteriów oceny ofert, jak i standardów opisu przedmiotu zamówienia.

  • Ochrona zdrowia

Najważniejszym wyzwaniem systemu ochrony zdrowia pozostaje spłata długu zdrowotnego związanego z epidemią COVID-19. Brak poprawy dostępności opieki oraz położenia nacisku na profilaktykę zdrowotną oraz wczesną diagnostykę może przyczynić się do utrzymania się nadmiernej śmiertelności obywateli w długim okresie. Wyjście naprzeciw niezaspokojonym potrzebom zdrowotnym obywateli jest szczególnie trudne wobec kryzysu kadrowego w systemie ochrony zdrowia oraz decyzji o obciążeniu Narodowego Funduszu Zdrowia zadaniami dotychczas finansowanymi ze środków budżetu państwa. Prawdopodobnie, wobec tych dwóch zjawisk w perspektywie kilkuletniej nie będzie możliwa poprawa dostępności świadczeń, co może prowadzić do nasilenia zjawiska nierówności w zdrowiu, rosnących, w tym rujnujących wydatków prywatnych na zdrowie. Brak odpowiedniej dostępności świadczeń oraz zaspokojenia potrzeb zdrowotnych obywateli może przyczynić się do braku akceptacji społecznej dla modyfikacji systemu zabezpieczenia społecznego, w tym podwyższenia wieku emerytalnego. Bez poprawy dostępności usług publicznych w dziedzinie ochrony zdrowia oraz poprawy najważniejszych wskaźników epidemiologicznych, w tym liczby lat przeżytych w zdrowiu, zjawisko braku odpowiedniej podaży pracy będzie coraz bardziej doskwierać przedsiębiorcom.

  • Rewolucja w prawie pracy

W 2023 r. wejdą w życie nie tylko nowe przepisy dotyczące pracy zdalnej i badania trzeźwości pracowników, ale prawdopodobnie także zmiany zrównujące umowy bezterminowe z terminowymi (te drugie trzeba będzie uzasadniać przy wypowiadaniu i konsultować ze związkami zawodowymi) oraz dodatkowe uprawnienia pracownicze wynikające z tzw. dyrektywy work-life balance (urlop opiekuńczy, wolne z powodu siły wyższej, elastyczna organizacja pracy dla rodziców dzieci poniżej 8 lat, większa ochrona dla rodziców) i obowiązki z dyrektywy o przejrzystych i przewidywalnych warunkach pracy (prawo pracownika do niezbędnych, bezpłatnych szkoleń, prawo do równoległego zatrudnienia, prawo do wnioskowania o bezpieczniejszą formę zatrudnienia). Z kolei na poziomie unijnym będą kontynuowane prace nad dyrektywą o tzw. pracy platformowej oraz dyrektywą o jawności wynagrodzeń. Wszystkie te regulacje będą wymagały od pracodawców odpowiedniego dostosowania się i realizacji szeregu nowych obowiązków.

  • ESG

Od 2023 r. obowiązek raportowania ESG obejmie również duże firmy. Bez odpowiednich szkoleń i wypracowanych standardów realizacja tego obowiązku może okazać się nie tylko trudna, ale wręcz błędna czy fikcyjna. Co więcej, firmy muszą zmienić swoje podejście do ESG – nie traktować tego jako obowiązek lecz szansę. Szansę na swoją przewagę konkurencyjną i rozwój.

Reklama piwa i wina bezalkoholowego – nie dla małoletnich?

Wraz ze wzrostem popularności „bezalkoholowych” wersji piwa i wina, rośnie liczba reklam takich napojów – zarówno w telewizji, Internecie (w tym social mediach), jak i radiu czy prasie. Choć w „bezalkoholowym” piwie i winie może znaleźć się alkohol, czym producenci niekoniecznie się chwalą, reklamy takich napojów są kierowane do różnych grup społecznych – także np. do młodzieży. Czy prawidłowo?

Skąd bierze się w napojach bezalkoholowych alkohol? W przypadku piwa, od lat 90. XX wieku na rynku istnieją alternatywy tego napoju o bardzo niskiej zawartości alkoholu, w stężeniu zwykle do 0,5% – powyżej tego limitu obowiązuje bowiem podatek akcyzow (1) jak również napój taki spełniałby definicję napoju alkoholowego zawartą w art. 46 ust. 1 ustawy alkoholowej (2). W ostatnim czasie na rynku pojawiły się także piwa całkowicie bezalkoholowe, które ze względu na stosowanie odmiennych drożdży piwowarskich i metod ważenia piwa, w swoim składzie nie zawierają alkoholu etylowego. Oba rodzaje piwa nazywane są przy tym „piwem bezalkoholowym” – choć w pierwszym przypadku, nazwa ta mija się z prawdą. Nie zawsze przy tym producenci umieszczają na etykietach i w reklamach informację o „0,0% alkoholu”, która świadczy o zawartości produktu. Konsument piw bezalkoholowych powinien być więc uważny.

Jeśli chodzi o produkty winiarskie, to ich nazewnictwo (a także skład) zostały szczegółowo uregulowane na szczeblu wspólnotowym: w przypadku oznaczenia win bezalkoholowych powinno się stosować określenie „odalkoholizowany” na te wina, które zawierają poniżej 0,5% etanolu oraz „częściowo odalkoholizowany” co do zasady dla win o stężeniu alkoholu w przedziale 0,5-8,5% (3). W tym przypadku zatem również można nazwać winem odalkoholizowanym taki napój, który zawiera do 0,5% etanolu. Dyrektywa milczy przy tym odnośnie stosowania nazwy „wino bezalkoholowe”. Konsument powinien więc być szczególnie uważny.

Kwestia reklamy napojów bezalkoholowych na pierwszy rzut oka nie powinna być objęta zakresem Ustawy alkoholowej. Ustawa ta reguluje jednak nie tylko zasady reklamowania napojów alkoholowych, ale także cele polityki przeciwdziałania alkoholizmowi, w tym działalność wychowawczą i informacyjną. Została nawet opatrzona w doniosłą preambułę: „Uznając życie obywateli w trzeźwości za niezbędny warunek moralnego i materialnego dobra Narodu, stanowi się, co następuje”. Aktualność tej preambuły w obecnych czasach podkreślił WSA w Lublinie: „ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi powstała w poprzednim okresie ustrojowym i jej obecna interpretacja musi uwzględniać nowy kontekst sytuacyjny, wynikający z zasadniczej zmiany społecznego systemu wartości. Zmiana ustroju społeczno-polityczno-gospodarczego nie wpłynęła jednak na wagę problemu nadużywania alkoholu w społeczeństwie, a konieczność podejmowania aktywnych środków przeciwdziałania tym patologiom nie może być kwestionowana również współcześnie. Co istotne, wyrażone w ustawie cele, związane z ograniczeniem nadmiernej dostępności alkoholu, zwłaszcza dla młodzieży, nie są tylko postulatami politycznymi, lecz mają charakter wiążących norm prawnych”(4). Fakt negatywnego wpływu nadmiernego spożywania napojów alkoholowych na rozmaite zjawiska życia społecznego i życia jednostki jest niekwestionowany.

Ustawodawca wyszedł z założenia, że należy promować i krzewić trzeźwość jednostki, a co za tym idzie podejmować długofalowe działania zmierzające do ograniczania spożycia napojów alkoholowych czy zmiany struktury ich spożywania. Organy administracji państwowej i samorząd terytorialny zostały więc zaopatrzone w kompetencję do przeprowadzania pracy „od podstaw”, obejmującej różne aspekty życia, np. wpajanie młodym ludziom na etapie szkolnym, że skutki spożywania napojów alkoholowych są negatywne.

Ochrona małoletnich przed szkodliwymi skutkami alkoholi realizowana jest także poprzez wymagania nałożone na treści reklamowe dotyczące samych napojów alkoholowych. Takie komunikaty mogą być bowiem prezentowane pod rygorystycznymi wymogami – w przypadku piwa, a w przypadku wina – co ważne – reklama jest co do zasady zakazana.

Ze względu na szczególną ochronę dzieci, reklam tradycyjnego piwa nie powinno się kierować do małoletnich. Nie mogą one przedstawiać osób małoletnich, być prowadzone w prasie młodzieżowej i dziecięcej ani przy udziale małoletnich. Chodzi tutaj o materiały, w których wykorzystywana jest kolorystyka, określone motywy szczególnie związane z kulturą młodzieżową. W grę wchodzić może np. warstwa wizualna (estetyka popkulturowa, jaskrawe kolory, stylistyka graffiti czy komiksowa), warstwa fabularna (posługiwanie się mową młodzieżową, stylami mody aktualnymi dla młodzieży, przedstawianie problemów bliskich osobom małoletnim, takie jak np. nauka, szkoła, dojrzewanie, relacje z równieśnikami), a także wykorzystanie w reklamie osób popularnych wśród młodzieży (np. muzyków, artystów scenicznych, aktorów, prezenterów, influencerów, streamerów). Jeśli chodzi o zakaz prowadzenia reklam przy udziale małoletnich, w ten zakres wchodzi np. rozdawanie gadżetów, ulotek reklamowych będących nośnikiem reklamy i promocji piwa.

W przypadku komunikatów marketingowych dotyczących produktów winiarskich (informowania o sponsorowaniu), ustawodawca wprowadził przy tym liczne, daleko idące obostrzenia, które oddziałują jednakowo na osoby pełnoletnie i małoletnie.

W nawiązaniu do piw i win bezalkoholowych, w przepisach ustawy alkoholowej można dostrzec zakaz reklamy pośredniej alkoholu. Ograniczenia dotyczą reklamy i promocji produktów i usług, których nazwa, znak towarowy, kształt graficzny lub opakowanie wykorzystuje podobieństwo lub jest tożsame z oznaczeniem napoju alkoholowego lub innym symbolem obiektywnie odnoszącym się do napoju alkoholowego (zakaz reklamy przedmiotowej). Zakaz obejmuje także reklamę i promocję podmiotów, które w swym wizerunku reklamowym wykorzystują nazwę, znak towarowy, kształt graficzny lub opakowanie związane z napojem alkoholowym, jego producentem lub dystrybutorem (zakaz reklamy podmiotowej).

Przepisy ustawy alkoholowej bardzo szeroko ujmują więc oznaczenia napojów alkoholowych, których umieszczenie w przekazie marketingowym wystarcza, aby uznać takie oznaczenie za reklamę napojów alkoholowych. Znakiem towarowym może być w szczególności wyraz, rysunek, litera, cyfra, kolor, forma przestrzenna, w tym kształt towaru lub opakowania, a także dźwięk. Ponadto, ustawa alkoholowa posługuje się pojęciem symboli związanych ze znakami towarowymi, co oznacza symbole graficzne, które nie są co prawda zarejestrowanymi znakami towarowymi, lecz pozwalają na identyfikację danego napoju alkoholowego.

Należy przy tym pamiętać, że odpowiedniki bezalkoholowe najczęściej korzystają z tych samych nazw, znaków towarowych, oznaczeń producenta, tych samych lub podobnych opakowań, podobnych etykiet – zatem ich reklama podlegać będzie tym samym przepisom, co reklama alkoholi. Wszelkie produkty, które zawierają nazwę czy znaki towarowe napojów alkoholowych objęte są regulacjami ustawy alkoholowej – niezależnie od tego, czy konkretne „piwo” czy „wino” alkoholu nie zawiera.

Cel tego uregulowania został wyjaśniony przez Trybunał Konstytucyjny. Chodzi o to, że „Reklama i promocja “innego produktu” korzysta bowiem z wizerunku handlowego ukształtowanego w przeszłości przez marketing alkoholu lub doznaje intensyfikacji na skutek tego, że ów “inny produkt” umożliwia jednoczesną reklamę alkoholu. To decyduje o interesach stron w nabyciu stosownej licencji lub dywersyfikacji działalności gospodarczej. Reklama produktu niealkoholowego oznaczonego znakiem towarowym, nazwą lub innym oznaczeniem związanym z napojem alkoholowym jest przy tym także (na przyszłość) faktycznie jednocześnie równoległą, dalszą reklamą alkoholu” (5).

Realizując wymowę preambuły do ustawy alkoholowej, także PARPA od lat zwraca uwagę na społeczne konotacje łączące alkohol i piwo oraz pewnego rodzaju nawyki i przyzwyczajenia, które powstają gdy dzieci i młodzież sięgają po piwo bezalkoholowe. Wskazuje np., że naruszeniem art. 131 ustawy alkoholowej jest „prowadzenie reklamy i promocji produktów oraz usług, których nazwa, znak towarowy, kształt graficzny lub opakowanie wykorzystuje podobieństwo lub jest tożsame z oznaczeniem napoju alkoholowego lub innym symbolem obiektywnie odnoszącym się do napoju alkoholowego np.: reklama piwa bezalkoholowego (w przypadku marek, które na rynek wprowadzają również piwa o zawartości powyżej 0,5% alkoholu)” (6). Pogląd ten jednak nie znajduje obecnie poparcia np. wśród organów ścigania i prokuratury, które wskazują, że skoro reklama piwa alkoholowego jest dopuszczalna (choć pod pewnymi rygorystycznym warunkami), to powołanie się na art. 131 ust. 3 ustawy alkoholowej, przy uzasadnieniu dla zakazu reklamy piwa bezalkoholowego byłoby zbyt daleko idące (7).

Agencja wskazuje także, że pomimo tego, że nie stanowią one napojów alkoholowych w rozumieniu art. 46 ust. 1 ustawy alkoholowej, to „sprzedaż osobom nieletnim tzw. piwa bezalkoholowego (o zawartości alkoholu w stężeniu nieprzekraczającym 0,5%), będzie budzić wątpliwości wychowawcze oraz może naruszać cele cytowanej ustawy związane z profilaktyką i rozwiązywaniem problemów alkoholowych szczególnie wśród dzieci i młodzieży, gdyż spożywanie przez dzieci oraz młodzież piwa bezalkoholowego wyrabia nawyki konsumpcji piwa w życiu dorosłym.” i komunikuje „warto zauważyć, że jeśli nabywcą jest dziecko (np. 13-letnie), odmowa sprzedaży piwa bezalkoholowego może być uzasadniona interesem społecznym w kształtowaniu właściwych postaw wśród dzieci”(8).
Co ciekawe za restrykcyjnym podejściem opowiadają się także najwięksi przedstawiciele branży piwowarskiej (9):

Grupa Żywiec komunikuje, iż „piwo to piwo. Nawet jak nie ma alkoholu to jest tylko dla dorosłych. Jako Grupa Żywiec dbamy o to, aby nasze piwa i radlery bezalkoholowe były reklamowane i sprzedawane wyłącznie osobom dorosłym. Nie ma od tego wyjątku. Dla nieletnich są inne napoje. O co chodzi? Chodzi o wyrabianie pewnych odpowiedzialnych nawyków związanych z konsumpcją piwa. Gdy nagniemy tę zasadę przy piwie bezalkoholowym, to trudniej zabronić czegoś więcej.” (10)

Podobnie wypowiada się na ten temat Kompania Piwowarska: „Kompania Piwowarska stoi na stanowisku, że piwo to może być spożywane wyłącznie przez dorosłych. W związku z tym nie informuje ani też nie sugeruje w swoich działaniach reklamowych i sprzedażowych, aby piwo bezalkoholowe mogło być kupowane i spożywane przez nieletnich. Nie rekomenduje w związku z tym sprzedaży piw bezalkoholowych w sklepach czy restauracjach osobom poniżej 18. roku życia. Piwo bezalkoholowe jest także eksponowane w sklepach w innych miejscach niż produkty przeznaczone dla nieletnich (jak jedzenie czy zabawki).” (11)

Tymczasem, w piwo i wino bezalkoholowe niejednokrotnie ukazywane jest w reklamach, które mogą trafiać do małoletnich, np. poprzez formę przekazu, rozpowszechnianie w social mediach, w których konta osób małoletnich stanowią znaczną większość (np. Tik-Tok), a także przez influencerów, których obserwuje duża liczba osób małoletnich. Formą promocji takich napojów jest też niekiedy ich rozdawanie za darmo w miejscach publicznych. Można więc zauważyć, że sytuacja wymaga pilnych prac legislacyjnych, które doszczegółowią zasady reklamowania piwa i wina bezalkoholowego, a także szerzej – zasady reklamy alkoholu i jego odpowiedników bezalkoholowych w Internecie i social mediach.

Autor: r. pr. Edyta Oleszczuk-Romańska, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

(1) Art. 94 pkt 1 Ustawy o podatku akcyzowym (Dz.U. z 2022 r. poz. 143); (2)Ustawa z dnia 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (t.j. Dz. U. z 2021 r. poz. 1119 z późn. zm.);(3) (Art. 119 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 1308/2013 z dnia 17 grudnia 2013 r. ustanawiającego wspólną organizację rynków produktów rolnych oraz uchylającego rozporządzenia Rady (EWG) nr 922/72, (EWG) nr 234/79, (WE) nr 1037/2001 i (WE) nr 1234/2007;[1] (4)Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie z dnia 24 września 2013 r. (sygn. akt III SA/Lu 335/13); (5)Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 28 stycznia 2003 r. (sygn. akt K 2/02); (6)Opracowanie PARPA „Rekomendacje do realizowania i finansowania gminnych programów profilaktyki i rozwiązywania problemów alkoholowych w 2018 roku”, str. 71 http://www.parpa.pl/images/file/rekomendacje2018.pdf; (7)M. Koszowski [w:] I. Niżnik-Dobosz, M. Koszowski, Ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Komentarz, LEX/el. 2022, art. 13(1);[1] (8)Stanowisko PARPA w sprawie sprzedaży tzw. piwa bezalkoholowego, https://www.parpa.pl/index.php/aktualnosci/1178-stanowisko-parpa-ws-sprzedazy-piwa-bezalkoholowego; (9)Raport wpływu branży piwowarskiej, Delloitte, Warszawa 2021, str. 7 (Struktura rynku piwa): https://www.browary-polskie.pl/raport-wplywu-branzy-piwowarskiej/; (10)Magdalena Brzezińska, Dyrektor ds. Korporacyjnych w Grupie Żywiec, Rodzic zawsze #trzymapion, https://drugastronaz.pl/rodzic-zawsze-trzyma-pion/; (11)Artykuł „Czy piwo bezalkoholowe można sprzedawać nieletnim?” dostępny na portalu abcalkoholu.pl udostępnionym przez Kompanię Piwowarską S.A., https://www.abcalkoholu.pl/piwo-bezalkoholowe/czy-piwo-bezalkoholowe-mozna-sprzedawac-nieletnim/.

W 2023 roku o jeden dzień roboczy mniej niż w 2022

W 2022 roku Boże Narodzenie wypadło w niedzielę. Oznacza to, że pracownicy zatrudnieni od poniedziałku do piątku nie otrzymali dodatkowego dnia wolnego, który przysługuje jedynie wtedy, kiedy święto wypada w sobotę. Ostatnia taka sytuacja, kiedy dzień wolny wypadł w sobotę, miała miejsce 1 stycznia 2022. Kolejna będzie dopiero w listopadzie. W 2023 roku okazji do przedłużenia weekendu będzie jednak więcej.

Pierwszą okazję do wydłużenia wypoczynku pracownicy otrzymają już w styczniu za sprawą święta Trzech Króli (6 stycznia). Wypadnie ono w piątek.  W maju będzie możliwość otrzymać aż 9 dni wolnego biorąc tylko 3 dni urlopu. 1 maja wypada w poniedziałek, a 3 maja w środę.

Boże Ciało przypada w 2023 roku na czwartek 8 czerwca, natomiast uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia) to wtorek. Oba te święta pozwolą na zaplanowanie czterodniowego weekendu, przy wykorzystaniu tylko jednego dnia urlopu.

Wolne za święto w sobotę w listopadzie

W listopadzie w Polsce są dwa dni ustawowo wolne od pracy. Pierwszy z nich to Wszystkich Świętych (1 listopada), który w przyszłym roku wypadnie w środę, drugi – Święto Niepodległości (11 listopada) przypadnie w sobotę. To właśnie dzięki temu pracownicy, którzy pracują od poniedziałku do piątku, otrzymają dodatkowy dzień wolny. Będzie on musiał być udzielony w tym samym okresie rozliczeniowym obowiązującym w zakładzie pracy. Najczęściej jest to miesiąc kalendarzowy.

Ile godzin pracy w 2023 roku?

Liczba dni roboczych w 2023 roku wyniesie 250, czyli o jeden mniej niż w obecnym. W przyszłym roku czas pracy na pełnym etacie wyniesie łącznie 2000 godzin. Najbardziej pracowitym miesiącem będzie, podobnie jak w 2022 roku, marzec. Wypadają w nim aż 23 dni pracujące, czyli 184 godziny. Z kolei najwięcej wolnych dni (12) wypadnie w grudniu. Różnica względem marca wyniesie więc aż 32 godziny.

Mateusz Boguszewski, Kierownik Działu Finansowego w firmie inFakt

Patryk Osęka dołącza do Esri Polska

Patryk Osęka z początkiem stycznia obejmie stanowisko Członka Zarządu oraz Dyrektora Pionu Usług i Wdrożeń GIS w Esri Polska. Patryk posiada ponad 20-letnie doświadczenie w branży IT na różnych stanowiskach – od developerskiego, projektowego, sprzedażowego, managerskiego aż po stanowisko dyrektora operacyjnego.

Przygodę z GIS rozpoczął 16 lat temu, gdy jako programista współtworzył serwis Targeo.pl, który aktualnie odwiedza ponad 5 mln użytkowników miesięcznie. Przez ostatnie 7 lat zajmował stanowisko Dyrektora Operacyjnego w AutoMapa, gdzie odpowiadał m.in. za procesy połączenia spółek z grupy, reorganizację i optymalizację procesów wewnętrznych, stworzenie portfolio produktów B2B, sprzedaż B2B oraz kierowanie działem projektów IT.

Temat projektów i analiz GIS mam wpisane w swoje zawodowe DNA, dlatego niezmiernie się cieszę, że będę mógł realizować swoje kolejne kroki w tak wspaniałej organizacji jak Esri Polska. Jest dla mnie bardzo istotne aby móc robić rzeczy, które mają realny, pozytywny wpływ na otaczającą nas rzeczywistość – a działalność Esri właśnie taka jest. Każdy projekt, każde wdrożenie pozostawia świat odrobinę lepszy, bardziej zorganizowany i łatwiejszy w zarządzaniu.

— Patryk Osęka, Dyrektor Pionu Usług i Wdrożeń Esri Polska

Patryk Osęka jako Dyrektor Pionu Usług i Wdrożeń w Esri Polska będzie stanowił wsparcie dla wszystkich działów Pionu – Analiz, Architektury, Projektów, Rozwoju Aplikacji, Szkoleń oraz Wdrożeń, które w sumie skupiają około 60 osób. Nowy dyrektor poprowadzi Pion w kierunku jeszcze sprawniejszego działania i realizacji założonych celów.

Cieszę się, że dołącza do nas tak doświadczony i wszechstronny menedżer. Mam przekonanie, że Patryk wniesie nowe, ciekawe i inspirujące spojrzenie na nasz model pracy i realizacji usług, projektów i szkoleń dla naszych projektów. W kontekście naszych planów rozwoju i systematycznego doskonalenia naszej pracy na rzecz klientów to niezmiernie ważny aspekt. — Agnieszka Nosal, CEO Esri Polska

Czynsz za luksusowy najem cały czas rośnie, ale wolniej

Według indeksu śledzącego zmiany cen na rynku najmu nieruchomości luksusowych, Prime Global Index, publikowanego kwartalnie przez firmę Knight Frank, najem w 10* śledzonych miastach, na koniec III kwartału 2022, podrożał o 10,2% w stosunku do końca września 2021 roku. Jednocześnie oznacza to spadek z poziomu 11,9%, który został osiągnięty w marcu 2022 roku, czyli na koniec II kwartału.

Najważniejsze wnioski:

  • Nowy Jork prowadził w rankingu trzeci kwartał z rzędu. Czynsze w tym mieście wzrosły o 31% w ciągu roku w stosunku do końca III kw. 2021 r.
  • Singapur ze wzrostem czynszów na poziomie 23% zajmuje drugie miejsce w zestawieniu.
  • Londyn zamyka pierwszą trójkę. Pomimo, że roczny wzrost cen spadł do 19% z rekordowego poziomu 27% na koniec czerwca 2022 r., popyt pozostaje wysoki. Liczba potencjalnych najemców zainteresowanych najmem była w październiku 2022 r. o 60% wyższa od średniej z pięciu lat (z wyłączeniem 2020 r.).
  • W dwóch miastach ceny najmu nieruchomości luksusowych spadły. Są to Hong Kong (-5%) i Auckland (-2%). Przyczyniły się do tego ograniczenia w podróżowaniu, w przypadku Hong-Kongu i wzrost w podaży w przypadku Auckland.

*Indeks śledzi ceny najmu w 10 miastach: Nowy Jork, Londyn, Singapur, Toronto, Sydney, Genewa, Monaco, Tokio, Auckland, Hong Kong.

Koniec roku bez niespodzianek?

Wielu analityków spodziewało się, że taki rok jak 2022 ma jeszcze coś w zanadrzu na koniec. Okazało się, że jest to pogoda w sylwestra, której nie powstydziłby się weekend majowy.

Lepsze dane z Polski

Nowy rok rozpoczął się od wyraźnego umocnienia złotego. Bezpośrednim powodem jest lepszy od oczekiwań indeks PMI dla przemysłu. Wyniósł on 45,6 pkt, co jest z jednej strony wynikiem wyraźnie lepszym od oczekiwań, mówiących o 44 pkt. Jest to też najwyższy wynik od maja 2022. Z drugiej strony przy tak niskich rezultatach wiele nie trzeba, by rezultaty zaczęły wracać w stronę 50 pkt, oddzielających rozwój od recesji. Nie należy zatem przeceniać tych danych. Z drugiej strony inwestorzy bali się, że NBP wykona jakąś interwencję osłabiającą złotego pod koniec roku. Z tego powodu wielu inwestorów wstrzymywało się z zakupem polskiego złotego. Obecnie dobre dane dały sygnał, że to już ten moment i od rana obserwujemy około 2-groszowe umocnienie.

Dane swoje, dolar swoje

Piątkowy odczyt indeksu Chicago PMI był dużym pozytywnym zaskoczeniem. W indeksach koniunktury rzadko się zdarza, by odczyt przekroczył oczekiwania aż o 4,9 pkt. Przeważnie 1 to już spore odchylenie. Z drugiej strony 44,9 to nie są dobre dane, o ile oczywiście nie skonfrontujemy ich z 37,2 miesiąc temu. Rynki powinny zatem reagować optymistycznie. Powinny. Piątek na dolarze przebiegał jednak pod dyktando wyprzedaży i nawet ten powiew optymizmu nie spowodował, że powstrzymano wzrost kursu euro względem kursu dolara. W rezultacie po raz kolejny przebito poziom 1,07 dolara za 1 euro.

Majówka w sylwestra?

Nie dało się nie zauważyć, że ostatnie dni były nienaturalnie ciepłe. Wiadomo, o ociepleniu mówi się w kontekście klimatu, czyli znacznie dłuższych zjawisk. Tutaj nadal widać problem, chociaż nie tak duży, jak ostatnie dni. Z drugiej strony sylwestrowe wyjście na dwór było wyjątkowo bezpieczne dla zdrowia. Wydawać by się mogło, że to wiadomość typowo niebiznesowa, jednak jak się okazuje, jest ona silnie powiązana z rynkiem gazu. W piątek zobaczyliśmy bowiem minimum cenowe na poziomie 73,85 euro za megawatogodzinę. Poprzednio tak tanio było w lutym zeszłego roku. By pokazać skalę spadku, poprzedni najniższy poziom z grudnia przekraczał 80 euro. Biorąc pod uwagę, jak wiele budynków jest w Polsce grzane gazem, nie jest to zła wiadomość na początek roku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych tylko odczyty PMI. Należy pamiętać, że ponieważ 1 stycznia przypadł w niedzielę, to są kraje, które dzień wolny przesuwają na najbliższy możliwy termin. W rezultacie USA, Wielka Brytania i kilka innych państw mają dzisiaj wolne.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Rekordowy rok na polskim rynku złota

Wedle wstępnych szacunków Goldenmark, w całym 2022 roku Polacy kupili ponad 18 ton złota. To o blisko 4 tony więcej niż w 2021 roku i niemal dwukrotnie więcej niż w roku 2020. Popyt na złoto w Polsce 2022

W pierwszym półroczu 2022 roku popyt na złoto w Polsce wyniósł około 8 ton kruszcu. Druga połowa bieżącego roku pod względem zapotrzebowania na żółty metal okazała się jeszcze lepsza. Szacujemy, że sprzedaż złota w naszym kraju przekroczyła w całym ubiegłym roku nawet 18 ton. Dla porównania: w 2021 roku Polacy kupili 14,2 tony złota, w 2020 roku – 9,3 tony, a w 2019 roku – 5 ton.

Te dane wskazują, że polski rynek złota dynamicznie się rozwija i nic nie wskazuje, by w kolejnych latach ten trend miał się odmienić. Zainteresowanie kruszcem z roku na rok rośnie, ponieważ sprzyja temu niepewna sytuacja ekonomiczna i geopolityczna, a także najwyższa od lat inflacja. Wzrasta także zaufanie Polaków do złota jako narzędzia dywersyfikacji portfela oszczędności.

Cena królewskiego kruszcu w grudniu tradycyjnie w górę

W ciągu ostatniej dekady tylko raz zdarzyło się, że końcówka roku nie przyniosła wzrostów cen złota – dokładnie 10 lat temu, grudzień 2012 roku przyniósł spadki. Jednak rok 2022 wpisał się w trend „rajdu świętego Mikołaja”. Cena złota w dolarze amerykańskim powoli, acz sukcesywnie pnie się w górę, kończąc miniony rok na poziomie ponad 1823 USD za uncję.

Grudzień, podobnie jak kilka ostatnich miesięcy, upłynął pod znakiem walki z szalejącą inflacją. W przypadku USA tempo wzrostu inflacji sukcesywnie zmniejsza się z miesiąca na miesiąc, od szczytu w czerwcu, kiedy osiągnęła poziom 9,1 proc., do listopada, kiedy to odczyt wyniósł 7,1 proc. FED zachowuje jednak daleko idącą powściągliwość – w grudniu podwyżka stóp po raz pierwszy w tym cyklu nie wyniosła 75, a 50 punktów bazowych.

Ostrożność w podejmowaniu przez FED decyzji wynika z faktu, że na jednej szali leży inflacja i portfele konsumentów, na drugiej zaś gospodarka i rynek pracy, a więc pośrednio również portfele konsumentów. Zbyt duże skupienie na jednym aspekcie sprawi, że ten drugi ucierpi. Patrząc jednak na notowania najważniejszych indeksów giełdowych na Wall Street – S&P500, Dow Jones Industrial Average i Nasdaq Composite – można odnieść wrażenie, że inwestorzy już wiedzą lub przeczuwają, że jeśli nie uda się „mieć ciastka i zjeść ciastka”, FED pójdzie w recesję.

Nieco inaczej sytuacja prezentuje się w Polsce. Grudzień był trzecim miesiącem z rzędu, gdy bank centralny zdecydował się na niepodnoszenie stóp procentowych, pomimo rosnącego wskaźnika inflacji. Dopiero odczyt za listopad przyniósł pewne znamiona stabilizacji, choć wielu ekspertów podkreśla, że szczyt inflacji dopiero przed nami. Wydawać by się mogło, że w przypadku NBP wyższym priorytetem cieszy się dobro gospodarki i rynku pracy.

Banki centralne kupują najwięcej złota od ponad 50 lat

W trzecim kwartale 2022 roku banki centralne zakupiły prawie 400 ton złota, co było absolutnie rekordowym wynikiem. Jednak to nie wszystko. Zdaniem Światowej Rady Złota, zakupy banków centralnych są większe niż oficjalnie deklaracje złożone w Międzynarodowym Funduszu Walutowym.

Zdaniem analityków rynkowych banki centralne kupują obecnie najwięcej złota od 1967 roku, kiedy to europejskie banki centralne zakupiły ogromne ilości złota od Stanów Zjednoczonych. Krajami, które w największym stopniu miałyby zafałszowywać ten obraz, poprzez podawanie niepełnych danych, są Rosja i Chiny.

Chiny już od dawna słyną z tego, że ich oficjalne rezerwy złota nie do końca zgadzają się ze stanem rzeczywistym. Wielokrotnie zdarzało się tak, że bez ogłaszania zakupów chiński bank centralnych aktualizował swoje zasoby ujawniając przyrost setek ton złota zakupionych w długim okresie. Aktualne zasoby złota Chin wynoszą na koniec trzeciego kwartału 1 946,31 ton, i są to szóste pod względem wielkości rezerwy złota na świecie.

W przypadku Rosji sprawa ściśle wiąże się z agresją przeciwko Ukrainie i sankcjami. Oficjalne rezerwy na koniec trzeciego kwartału 2022 roku wynoszą 2 298,53 tony. Duża część tych rezerw zgromadzona była w latach poprzedzających inwazję na Ukrainę. Złoto to jest przechowywane w skarbcach na terenie Federacji Rosyjskiej, więc – w przeciwieństwie do innych rezerw – nie mogą zostać zamrożone w ramach sankcji. Sprzedając złoto Chińczykom, Rosja może pozyskiwać fundusze zarówno do zasilania swojej machiny wojennej, jak i do obrony kursu rubla.

Złoto, poza węglowodorami, to jeden z najcenniejszych zasobów naturalnych Rosji. Rocznie w Rosji wydobywa się ok. 300 ton kruszcu. Aktualnie w amerykańskim Kongresie procedowana jest Ustawa o obronie, która obejmuje nowe sankcje mające na celu m.in. rosyjskie złoto. Na mocy tej ustawy sankcjami objęte mają być amerykańskie podmioty, które świadomie dokonują transakcji lub transportu złota z zasobów rosyjskiego banku centralnego.

Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark

Kredyt gotówkowy ze stałą ratą – co warto wiedzieć?

Rata stała czy zmienna – to pytanie zadaje sobie przy podpisywaniu umowy z bankiem wielu polskich klientów. Coraz częściej wybierany jest ten pierwszy wariant. Popularność kredytów ze stałą ratą, choć ich koszt jest nieco wyższy od tych z ratą zmienną, wynika z niepewnej sytuacji na rynku. Od października 2021 r. mieliśmy bowiem do czynienia ze stały wzrostem stóp procentowych, wpływających na wysokość raty kredytowej. Atutem kredytów ze stałym oprocentowaniem jest to, że nie trzeba się martwić o miesięczne wzrosty wydatków.

Czym jest kredyt ze stały oprocentowaniem?

Kredyt gotówkowy ze stałym oprocentowaniem to produkt bankowy, który opiera się o stały wskaźnik procentowy. Nie mają na niego wpływu decyzje o podniesieniu i obniżeniu stóp procentowych czy też zmieniający się wskaźnik WIBOR (oprocentowania pożyczek oferowanych bankom przez inne banki). Wysokość oprocentowania w takim przypadku jest ustalana w umowie kredytowej i będzie obowiązywać przez 5-10 lat lub przez cały okres jej trwania, jeśli jest ona krótsza.

Kredyt ze stałym oprocentowaniem – zalety i wady

Oprocentowanie kredytu gotówkowego stałe ma wiele zalet. Przede wszystkim zapewnia ono stabilizację i bezpieczeństwo finansów, bo wiemy, jakich kosztów w domowym budżecie możemy się spodziewać w kolejnych miesiącach. Rata kredytu gotówkowego nie jest zatem zależna od takich czynników jak sytuacja polityczna i gospodarcza w kraju oraz na świecie.

Wśród wad kredytu ze stałym oprocentowaniem możemy wymienić większą zdolność kredytową wymaganą przez bank, w odróżnieniu od kredytu ze zmiennym oprocentowaniem (które jest na dzień podpisania umowy niższe). Co więcej, gdyby w okresie trwania umowy kredytowej stopy procentowe zaczęły spadać, może się okazać, że łączny koszt kredytu ze stałym oprocentowaniem będzie wyższy niż przy oprocentowaniu zmiennym. Jaki kredyt zatem warto wybrać? Tę decyzję możemy podjąć, korzystając z wiedzy profesjonalnego doradcy finansowego, który weźmie pod uwagę szereg czynników. Biorąc jednak pod uwagę obecną sytuację na świecie związaną z kryzysem gospodarczym po pandemii koronawirusa oraz działaniami wojennymi na Ukrainie, trend wzrostowy dotyczący oprocentowania zmiennego nieprędko się zmieni. Widać to po retoryce Narodowego Banku Polskiego, która od wielu miesięcy nawet na chwilę nie uległa zmianie.

W których bankach jest dostępny kredyt gotówkowy ze stałym oprocentowaniem?

Nie wszystkie banki przygotowały dla swoich klientów propozycje obejmującą kredyty ze stałym oprocentowaniem. Po zmianie sytuacji gospodarczej ta liczba jednak stale rośnie i rzadziej można spotkać bank, który nie ma w swojej palecie kredytu o niezmiennym oprocentowaniu. Aktualna propozycja  kredytów gotówkowych, w których są raty stałe, jest dostępna w rankingach kredytów gotówkowych online, które podlegają ciągłej aktualizacji. Doskonałym przykładem takiego kredytu jest Równoratka, którą udostępnia Santander Consumer Bank – bank od kredytów. Równoratka to kredyt ze stałą ratą nawet na 42 miesiące, udzielony na kwotę 5, 10 lub nawet 15 tysięcy złotych, przy racie miesięcznej odpowiednio 150, 300 oraz 450 złotych. Aby go uzyskać, wystarczy udać się do najbliższego oddziału banku i przedstawić dokument potwierdzający tożsamość oraz zaświadczenie o dochodach, które pozwoli na oszacowanie zdolności kredytowej. Przy sprawnym załatwieniu wszelkich formalności możliwe jest uruchomienie kredytu, nawet w dniu zawarcia umowy. Pieniądze zostaną w takim przypadku przekazane zgodnie z naszą dyspozycją – w gotówce do banku, przekazem pocztowym lub przelewem na konto.

 

Opracowano na zlecenie partnera Santander Consumer Bank

Źródła:

[1] https://www.totalmoney.pl/artykuly/kredyt-gotowkowy-ze-stalym-oprocentowaniem-czy-warto-zaciagnac-kredyt-o-stalym-oprocentowaniu, Data dostępu: [22.04.2022 r.]

[2] https://direct.money.pl/artykuly/porady/kredyt-ze-stalym-oprocentowaniem-co-warto-wiedziec-o-ofercie-bankow, Data dostępu: [22.04.2022 r.]