Stres nasz powszedni

Stres jest dziś stałym elementem naszej codzienności. 7 na 10 Polaków często lub bardzo często odczuwa stres, ponad ¼ stresuje się niemal codziennie, a blisko 9% z nas stres nie opuszcza od dłuższego czasu – wynika z badania VanityStyle i Focusly „Stres nas powszedni” przeprowadzonego we współpracy z Well.hr.

Stres sam w sobie nie jest zjawiskiem negatywnym. W umiarkowanych dawkach pozwala nam lepiej radzić sobie z wyzwaniami. Niestety, blisko połowa z nas poziom odczuwanego przez siebie stresu określa jako wysoki lub bardzo wysoki.

Czym się tak stresujemy? Z przeprowadzonego badania wynika, że źródłem stresu są dziś dla Polaków  przede wszystkim duże tempo życia, brak poczucia bezpieczeństwa finansowego oraz sytuacja gospodarcza. Czynniki te stoją na liście stresorów wyżej niż problemy osobiste, ze zdrowiem czy problemy zawodowe. To pokazuje, w jak trudnej rzeczywistości funkcjonujemy oraz jak bardzo obawiamy się o przyszłość.

44% badanych sygnalizuje, że praca ma duży lub bardzo duży wpływ na poziom odczuwanego przez nich stresu. Coraz trudniej radzimy sobie z godzeniem obowiązków zawodowych i prywatnych w skomplikowanej, zmiennej rzeczywistości. Jeśli odpoczywamy, to w biegu, z poczuciem winy, że czegoś nie dopilnowaliśmy, coś ważnego nas omija. Wtedy pojawiają się częste objawy stresu: poirytowanie/ złość, bezsenność/ problemy z zasypianiem, lęk/niepewność, ból głowy i kołatanie serca, pustka w głowie.

Istnieje wiele skutecznych sposobów radzenia sobie ze stresem i  łagodzenia jego objawów, jednak aż 66% z nas średnio lub nisko ocenia swoje umiejętności w tej dziedzinie. 60% Polaków za skuteczną metodę radzenia sobie ze stresem uważa podejmowanie aktywności fizycznej. W ten sposób odreagowuje stres 58% badanych. Korzystny wpływ aktywności fizycznej na zdrowie psychiczne podkreśla wielu ekspertów i liczne badania. – „Cieszymy się, że Polacy docenili sport i aktywność jako sposób na dobre samopoczucie. Jednocześnie wierzymy, że ważne je uświadamianie społeczeństwa w zakresie tego, jak bardzo nasza kondycja psychiczna wpływa na nasze zdrowie fizyczne i odwrotnie. Dlatego też stale prowadzimy edukację w tym zakresie oraz rozwijamy nasze portfolio benefitów pracowniczych o produkty pomagające dbać o dobrostan fizyczny oraz psychiczny, a także budować odporność na stres i łagodzić jego negatywne skutki”mówi Joanna Skoczeń, Prezes VanityStyle i Członek Zarządu Focusly.

Za skuteczną metodę przeciwdziałania stresowi Polacy uważają również konsultacje psychologiczne (28%), jednak korzysta z nich jedynie 14% badanych. Niski poziom upowszechnienia pomocy psychologicznej wynika z problemów z dostępem do tego typu usług oraz ze stygmatyzacji osób, które z takiej pomocy korzystają. Częściej sięgamy po łatwiej dostępne i bezpłatne metody profilaktyki – kontakt z naturą, spacer czy spotkania z bliskimi i znajomymi, nawet jeśli nie uważamy tych form profilaktyki za wyjątkowo skuteczne.

Stres wpływa negatywnie na samopoczucie Polaków – 16% badanych ocenia je jako złe lub bardzo złe, a kolejne 33% jako takie sobie. Wyobraźmy sobie firmę zatrudniającą 1000 pracowników – tyle wynosiła grupa respondentów w badaniu VanityStyle i Focusly. 16% oznaczałoby w niej 160 osób zagrożonych kryzysem psychicznym, bo przedłużające się złe samopoczucie może być symptomem takiego kryzysu” – mówi Joanna Kotzian, współzałożycielka Well.hr, strateżka wellbeingu.

Dostrzegając negatywny wpływ długotrwałego stresu na pracowników, pracodawcy coraz częściej inwestują w różne formy wsparcia ich kondycji psychicznej. Odgrywają bardzo ważną rolę w upowszechnieniu aktywności fizycznej, a w ostatnim czasie także różnych rozwiązań wprost dedykowanych zdrowiu mentalnemu. Rozszerzają pakiety medyczne o konsultacje z psychologiem, psychoterapeutą i psychiatrą, oferują pracownikom dostęp do wiedzy psychologicznej i produktów, które pomagają w budowaniu odporności psychicznej.

Takie wsparcie jest bardzo potrzebne i leży w interesie pracodawcy. Z danych Eurostatu wynika, że stres jest przyczyną nawet 50% traconych dni pracy w Europie. Gorsza kondycja psychiczna przekłada się także na naszą efektywność, zaangażowanie i poziom współpracy.

O badaniu:

Raport opracowany na zlecenie VanityStyle i Focusly na podstawie badania ilościowego z wykorzystaniem techniki CAWI przez Well.hr. Badanie zostało przeprowadzone na grupie pracowników w wieku 16+ (N=1000) w okresie czerwiec-sierpień 2022 roku. Raport z badania można pobrać na stronie: https://kontakt.vanitystyle.pl/landing/strespowszedni

Państwa Trójmorza muszą zacząć samodzielnie budować swoje sieci mobilne. W regionie są gotowe rozwiązania 5G

Państwa Inicjatywy Trójmorza powinny zerwać z przeświadczeniem o konieczności budowy sieci mobilnych w oparciu o importowane rozwiązania garstki największych dostawców spoza regionu. Mamy wszystkie narzędzia, by rozwijać łączność 5G wykorzystując technologię m.in. z Polski – mówił Sławomir Pietrzyk, prezes IS-Wireless, polskiego dostawcy sieci 4G i 5G w modelu otwartym (Open RAN) podczas debaty poświęconej innowacjom, zorganizowanej w ramach programu Three Seas Initiative Diplomatic Fellowship w Akademii Dyplomatycznej Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Spotkanie, w którym udział wzięli dyplomaci z państw Trójmorza i przedstawiciele innowacyjnych przedsiębiorstw z regionu było poświęcone współpracy w zakresie najnowszych technologii. Przedstawiciel IS-Wireless podkreślał potencjał technologiczny drzemiący w regionie i potrzebę jego wykorzystania. – Trójmorze musi zerwać z mentalnością “podwykonawcy” i przestać budować swoją infrastrukturę sieciową wyłącznie na bazie importowanych spoza regionu rozwiązań. Już czas, aby państwa Inicjatywy zaczęły wykorzystywać możliwości innowacyjnych technologii powstających m.in. w Polsce. Nie tylko będzie to korzystne dla gospodarki, ale także dla bezpieczeństwa naszych sieci 5G – mówił Sławomir Pietrzyk.

Jak przekonywał prezes IS-Wireless, 5G jako pierwsza generacja łączności mobilnej pozwala, by budowa sieci nie była uzależniona od pojedynczego podmiotu z wąskiego grona tradycyjnych dostawców. – Otwarte interfejsy na styku poszczególnych elementów i możliwość budowy sieci z wykorzystaniem komponentów od wielu dostawców, pozwala zerwać z tzw. “vendor lock-in”, czyli uzależnieniem całej infrastruktury od jednej firmy – wyjaśnił Sławomir Pietrzyk w Akademii Dyplomatycznej MSZ. Jak dodał, stanowi to okazję dla gospodarek państw Europy Środkowo-Wschodniej, aby demokratyzować i wzbogacać rynek rozwiązań telekomunikacyjnych w regionie. – Otwarte interfejsy pozwalają wejść na rynek nowym, lokalnym graczom i tym samym przyczyniają się do pobudzenia konkurencji i innowacyjności w gospodarce. Aby wykorzystać tę szansę państwa Trójmorza powinny podejmować odpowiednie inicjatywy regulacyjne i dzielić się swoimi doświadczeniami w tym zakresie. Przyjazne środowisko prawne pozwoli tutejszym innowacyjnym firmom wzrastać – mówił prezes IS-Wireless.

Ekspert zwracał również uwagę na konieczność szerzenia wiedzy o zachodzących zmianach na rynku telekomunikacyjnym i dostępnych rozwiązaniach. – Wciąż brakuje świadomości na temat tego, jak inaczej można budować sieci mobilne. Często preferowane są tradycyjne, rozwiązania importowane spoza regionu. Nawet, gdy na wyciągnięcie ręki są rozwiązania bezpieczniejsze, lepszej jakości, powstające na naszym podwórku – stwierdził prezes IS-Wireless.

Sławomir Pietrzyk wskazywał również na mocną stronę Inicjatywy Trójmorza jako kolebki innowacyjnych rozwiązań. – Nasz region dysponuje wyjątkowym kapitałem ludzkim i nadeszła pora go wykorzystać. Twórcy oprogramowania wywodzący się z państw Trójmorza cieszą się uznaniem na całym świecie. Niestety ten potencjał często nie jest wykorzystany do wzrostu trójmorskich przedsiębiorstw. Należy w pełni czerpać z możliwości ekspertów z regionu, aby rozwijać i któregoś dnia eksportować naszą technologię – podsumował Sławomir Pietrzyk.

Dyskusja poświęcona była powstającym w Trójmorzu innowacyjnym rozwiązaniom technologicznym i regionalnej współpracy w tym obszarze. Spotkanie odbyło się w ramach programu “Three Seas Initiative Diplomatic Fellowship” skierowanym do dyplomatów z państw Inicjatywy Trójmorza oraz Ukrainy. Program realizowany był w Akademii Dyplomatycznej Ministerstwa Spraw Zagranicznych. W debacie moderowanej przez Tomasza Jamroza, Dyrektora Departamentu Współpracy Ekonomicznej MSZ udział wzięli również Agata Wancio, Zastępca Dyrektora Departamentu Innowacji i Polityki Przemysłowej MRiT, Katarzyna Berbeć, Strategy & Development Director w ICsec S.A. oraz Jakub Lubiński, Head  of Unit, Hydrogen Transition and Renewable Fuel Team z PKN Orlen S.A.

Prezydent podpisał ustawę o zamrożeniu cen prądu. Co na to przedsiębiorcy?

Większość polskich przedsiębiorców oraz samorządy z ulgą przyjmują perspektywę zamrożenia cen energii elektrycznej na poziomie 785 zł/MWh. Ustawa, którą podpisał Prezydent Andrzej Duda, nie jest idealnym rozwiązaniem. Pozwoli jednak firmom przetrwać kryzys energetyczny bez drastycznego ograniczania produkcji. Wśród nich jest branża recyklingu tworzyw sztucznych.

Prezydent Andrzej Duda podpisał 2 listopada ustawę o środkach nadzwyczajnych mających na celu ograniczenie wysokości cen energii elektrycznej oraz wsparciu niektórych odbiorców w 2023 roku. Wprowadza ona limity cenowe dla gospodarstw domowych (693 zł/MWh), samorządów oraz MŚP (785 zł/MWh) i wejdzie w życie od grudnia 2022 roku. Procedowana była jako pilny projekt rządowy, przy aktywnym wsparciu m.in. ze strony przedstawicieli sektora MŚP oraz samorządowców.

Dla MŚP limity to sukces

Jak argumentowali przedsiębiorcy, bez wprowadzenia racjonalnych limitów na ceny energii elektrycznej, w 2023 roku nad przepaścią stanąłby szereg ważnych dla gospodarki branż. O limity walczyły m.in.: przemysł metalurgiczny, cementowy, producenci warzyw i owoców, hodowcy oraz przemysł spożywczy. Firmy recyklingowe są jedną z takich zagrożonych branż, a swoje stanowisko argumentują m.in. strategiczną pozycją w gospodarce komunalnej oraz w procesie pozyskiwania surowców wtórnych. Stowarzyszenie „Polski Recykling” w imieniu recyklerów skierowało we wrześniu apel do Premiera o zamrożenie cen energii. Miało to miejsce po bezprocesowym skoku cen energii latem tego roku, kiedy koszty ponoszone przez przedsiębiorców przekroczyły nawet pułap 2000 zł/MWh.

– Mamy sukces, choć jest on dla nas słodko-gorzki. Większość polskich firm zajmujących się recyklingiem to MŚP, więc samo wprowadzenie limitu to ulga i szansa na przetrwanie najtrudniejszego w historii branży roku, bo właśnie tak rysuje się perspektywa 2023. Martwi nas brak ochrony dla największych przedsiębiorstw, które będą musiały poświęcić dużą część kapitału, co na pewno wpłynie na ich kondycję i pogłębi lukę inwestycyjną. Do ostatniej chwili walczyliśmy o 500 zł/MWh i zmiany na korzyść dużych firm, ponieważ zmuszanie większych podmiotów do płacenia wyższych stawek nie jest korzystne dla rynku. – mówi Szymon Dziak-Czekan, Prezes Stowarzyszenia „Polski Recykling”

Zdaniem Stowarzyszenie „Polski Recykling” zamrożenie cen prądu jest dobrym, ale doraźnym rozwiązaniem. Koszty społeczne i gospodarcze wygaszenia wielu kluczowych sektorów przytłoczonych rosnącymi kosztami energii mogłyby być dużo większe niż szacowana przez rząd rekompensata dla sprzedawców energii – wynosząca 19,7 mld zł.

Samorządy ostrożnie nt. cen prądu

Działania przedsiębiorców w zakresie zamrożenia cen prądu wspierali także samorządowcy, którzy aktywnie włączyli się do negocjacji ze stroną rządową. Interwencja na rynku energii pozwoli złapać drugi oddech m.in. największym miastom, członkom Unii Metropolii Polskich, choć nie jest dla nich rozwiązaniem do końca satysfakcjonującym.

– Ograniczenie wysokości ceny energii elektrycznej jest kierunkiem w dobrą stronę, jednak kwota zaproponowana przez rząd, to podwyżka niemal 80% w stosunku do ceny, jaką samorządy dotychczas płaciły. Skala podwyżek może niestety skutkować wzrostem cen usług dla mieszkańców, a ciężko myśleć o stabilnym planowaniu budżetu miasta, kiedy ze strony rządu otrzymujemy chaotyczne informacje. Podobnie jak przedsiębiorcy, mamy w tej chwili spory problem z pozyskaniem środków na inwestycje w odnawialne źródła energii, więc nie możemy rosnących cen skompensować tańszym prądem z własnych źródeł.

komentuje Piotr Borawski, Zastępca Prezydenta Gdańska, miasta zrzeszonego w Unii Metropolii Polskich

Duże firmy oczekiwały sprawiedliwych limitów

Podpisana przez Prezydenta ustawa pomija dużych przedsiębiorców – również z branży przetwarzania odpadów. Ci nie kryją, że oczekiwali korzystnych dla siebie zmian w projekcie podczas jego ścieżki legislacyjnej. Niestety ich oczekiwania się nie spełniły.
– Dzielenie przedsiębiorców na małych i dużych przy limicie cen energii jest w naszej opinii szkodliwe dla rynku. Obniża konkurencyjność większych firm, także tych działających w biedniejszej części Polski odpowiadających za znaczną część produkcji i zatrudnienia w naszej branży. Stella Pack jest takim właśnie rodzimym przedsiębiorstwem. Zatrudniamy blisko 800 pracowników i pracujemy w systemie czterozmianowym. Nasze worki na śmieci powstają w 100% z odpadów opakowaniowych, dzięki czemu nie tylko chronimy środowisko, ale też redukujemy opłaty recyklingowe, które musi ponosić budżet państwa. Zostaliśmy pominięci i uważamy, że nie jest to sprawiedliwe rozwiązanie biorąc pod uwagę jak duże nakłady każdego roku ponosimy na zakup i modernizację maszyn. – tłumaczy Marek Jaszczak, Prezes Stella Pack S.A. z Lubartowa w województwie lubelskim

Branża recyklingu docelowo poszukuje innowacyjnych rozwiązań, które pozwolą jej osiągnąć niższą energochłonność w przyszłości. Recyklerzy apelowali we wrześniu do rządu także w sprawie ułatwień w kwestii pozyskiwania energii z OZE do autokonsumpcji, wsparcia w transformacji energetycznej oraz odmrożenia prac nt. ustawą o Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (ROP), która zabezpieczy Polskę przed płaceniem unijnych kar za nieprzetworzone plastikowe opakowania.

Fundusze VC wciąż inwestują w europejskie startupy, ale selektywniej

Fundusze Venture Capital (VC) – pomimo stopniowo pogarszającej się sytuacji gospodarczej w Europie – nadal aktywnie inwestują w startupy na naszym kontynencie. Są jednak dużo bardziej selektywne w wyborze inwestycji, spadły także wyceny spółek – wynika z badań firmy inwestycyjnej Anthemis Group. Dla startupów na wczesnym etapie rozwoju kluczem do portfela inwestorów jest obecnie dobry prototyp docelowego rozwiązania, tzw. MVP, które pokaże jego potencjał – uważa Paulius Insoda, CEO w NFQ Technologies, międzynarodowej firmie IT pomagającej globalnym markom we wdrażaniu innowacji, która niedawno otworzyła swój polski oddział w Krakowie.

W badaniu Anthemis Group, które przeprowadził Yann Ranchere, partner w Anthemis Group, wzięło udział 34 działające w Europie fundusze VC. Ponad połowa z nich (52,9%) przyznała, że nadal inwestuje w startupy, ale robi to dużo bardziej selektywnie. Pozostałe fundusze VC kontynuują swoją politykę inwestycyjną na niezmienionym poziomie. Jednocześnie zdecydowana większość funduszy przyznała, że w sposób znaczący spadły wyceny spółek, w szczególności tych na dalszych etapach pozyskiwania funduszy. Ten trend nie dotyczy inwestycji w nowe firmy, bo aż 68% funduszy VC twierdzi, że wycena spółek na wczesnym etapie jest porównywalna z minionym rokiem, a zdaniem 14%, że nawet wzrosła.

„To pokazuje, że nowe pomysły ciągle mają bardzo duże możliwości, aby przyciągnąć inwestorów. Nie ma w tym nic zaskakującego, bo inwestycje w firmy na początkowym etapie rozwoju z reguły mają długi horyzont czasowy, który nie zakłócają bieżące perturbacje w gospodarce. Przy czym sam pomysł obecnie nie wystarcza. Kluczem do serc i portfeli inwestorów jest działający prototyp naszego rozwiązania” – mówi Paulius Insoda, CEO w NFQ.

Czym jest Minimum Viable Product?

Minimum Viable ProductMinimum Viable Product (MVP) to działający prototyp docelowego rozwiązania, który pomimo braku wielu istotnych cech jest już gotowy do tego, aby móc go zaoferować na rynku. Jak przekonuje CEO NFQ, tego typu rozwiązania są obecnie niezbędne do przekonania inwestorów do naszego pomysłu, bo ci wolą startupy, które już mają gotowy produkt, a nie jedynie nawet najlepszy pomysł wymagający dopiero realizacji.

„Również w podejściu startupów widzimy od jakiegoś czasu bardzo duże zrozumienie dla idei tworzenia MVP na samym początku ich przygody na rynku. Takie podejście pozwala w sposób efektywny kosztowo przetestować nasz pomysł na rynku, bez ponoszenia olbrzymich wydatków na rozwój finalnej wersji produktu, która niekoniecznie może się spodobać klientom. Zaoferowanie im produktu od razu, nawet w wersji z wieloma ograniczeniami, pozwala zebrać bardzo cenną informację zwrotną i dopasować nasz produkt do potrzeb i oczekiwań grupy docelowej” – komentuje Paulius Insoda.

MVP to nie tylko programowanie

Aby uzyskać wysokiej jakości MVP, w procesie tworzenia prototypu powinni brać udział nie tylko programiści, ale także projektanci UX i UI. Jest to absolutnie kluczowe, bo jeśli pierwsi użytkownicy będą niezadowoleni, to z pewnością podzielą się swoją opinią z innymi użytkownikami i przekonanie ich do naszego rozwiązania później będzie trudnym zadaniem. Olbrzymie znaczenie ma także szybkość tworzenia i rozwijania MVP. Jeśli firma spędzi zbyt dużo czasu na tym etapie, konkurencja to zauważy i może zacząć imitować jej produkt, ale w lepszej wersji, bez zaobserwowanych wad.

„Dobrze to ilustruje przykład aplikacji Minutiae, który służy do dokumentowania sytuacji z życia codziennego. Aplikacja zdołała przyciągnąć ok. 25 tys. użytkowników w ciągu pierwszych 3 lat istnienia, z których ok. 40% korzystało z niej codziennie. Ale potem pojawił się BeReal, który zaadresował ten sam problem dodając jedną funkcję więcej, która pozwoliła użytkownikom zobaczyć zdjęcia swoich znajomych. Ta funkcja okazała się kluczowa i umożliwiła nowej aplikacji wykonanie przeskoku od ciekawego, ale małego produktu niszowego, do aplikacji, która zaczęła elektryzować inwestorów” – mówi szef NFQ.

Jak zaznacza Paulius Insoda, ważne jest również, aby poświęcić dużo uwagi sprzedaży i marketingowi. Startupy często nie przywiązują należytej uwagi tym zagadnieniom na wczesnych etapach, co prowadzi do poważnych problemów w przyszłości. Wreszcie należy zadbać o doskonałą obsługę klienta od samego początku. Przy tak wielu opcjach na rynku klienci są skłonni dopłacić do produktów firm znanych z wysokiej jakości obsługi, bo dla współczesnych konsumentów liczy się nie tylko produkt, ale także możliwość nawiązania długotrwałej relacji z marką godną zaufania.

„Właśnie taką drogę przeszło kilka z naszych startupów, które obecnie już mają status jednorożca, jak np. platforma najmu HomeToGo, lub pretendują do tego miana, jak np. serwis logistyczny Alaiko” – komentuje Paulius Insoda.

Nadchodzą czasy bardzo wymagające dla startupów

Stworzenie z sukcesem startupu nigdy nie było zadaniem łatwym, bo wedle badań 9 na 10 nowych firm nie potrafi się przebić na rynku. W nadchodzących miesiącach osiągnięcie rynkowego sukcesu będzie jeszcze bardziej wymagające, co dotyczy zarówno przekonania klientów do swojego rozwiązania, jak i pozyskania finansowania na jego rozwój.

„Potwierdzają to wyniki przytaczanego wcześniej badania nastrojów funduszy VC, które w większości negatywnie oceniły sytuację finansowania firm z fazy wstępnej i seed, które chciałaby przejść do kolejnych rund pozyskiwania kapitału. Tylko najlepsze rozwiązania, które udowodnią dzięki MVP swój potencjał, mają na to szanse. Dlatego to właśnie MVP jest obecnie kluczem do sukcesu na rynku startupowym” – przekonuje Paulius Insoda.

FED podniósł stopy i dał inwestorom 30 minut szczęścia

Wczoraj FED, zgodnie z oczekiwaniami, podniósł stopy procentowe o 0,75 pp. Inwestorzy czekali jednak na informacje, kiedy FED może zakończyć obecny cykl podwyżek. Komunikat po posiedzeniu wskazywał na możliwą zmianę w polityce FED i szybsze zakończenie cyklu, co wprawiło inwestorów w euforię. Jednak gdy po 30 minutach na mównicę wyszedł Jerome Powell, okazało się że zmiany polityki nie będzie.

Zgodnie z prognozami rynku, FED podniósł wczoraj stopy o 0,75 proc. do 3,75-4 proc. Na ten moment, stopy procentowe w USA są najwyższe od 2008 roku. A obecny cykl podnoszenia stóp jest najbardziej agresywny do początku lat 80-tych XX wieku. W tym roku stopy wzrosły już sześć razy, o 3,75 pp. łącznie.

Sama podwyżka nie była zaskoczeniem, bo rynek finansowy się tego spodziewał. To ogromna zaleta FED, który – w przeciwieństwie do Polskiej RPP – dobrze komunikuje się z rynkiem i rzadko podejmuje decyzje wychodzące poza rynkowy konsensus. Poza samą decyzją, rynek bardzo dokładnie analizuje komunikaty po posiedzeniach oraz wsłuchuje się w słowa szefa FED Jerome’a Powella. Tym razem nie było inaczej, a jednak powstało całkiem poważne zamieszkanie.

Najważniejsze pytanie, jakie dziś zadają sobie inwestorzy i analitycy, to kiedy FED zakończy cykl podwyżek stóp i do jakiego poziomu one wzrosną. Rynek oczekuje, że po zakończeniu cyklu podwyżek, lub gdy będzie znany moment jego końca, sytuacja na giełdach znacznie się poprawi a rynek zacznie się odbudowywać po miesiącach spadków. Odpowiedzi na to pytanie wszyscy szukali właśnie w oficjalnych wypowiedziach FED i jego przedstawicieli. Decyzja o podniesieniu stóp została opublikowana wczoraj o godz. 19:00 czasu polskiego (o 14:00 w Nowym Jorku) wraz z komunikatem. W jego treści, rynek wyczuł zmianę tonu, wskazującą, że zbliżamy się już do końca cyklu podwyżek. Wywołało to natychmiastową euforię na parkiecie, w ciągu kilku minut indeks S&P500 wzrósł o ponad 1 proc. Jednak ten stan nie trwał długo, bowiem już pół godziny później (o 19:30 polskiego czasu) rozpoczęła się konferencja szefa FED Jerome’a Powella. W przeciwieństwie do komunikatu, ton jego wypowiedzi był zdecydowanie jastrzębi, co podziałało na rynek jak zimny prysznic. Ostatecznie S&P500 zakończył spadkiem o 2,5 proc. Podobna sytuacja wystąpiła także na rynku walutowym, gdzie dolar najpierw się osłabił, a następnie jeszcze bardziej umocnił.

Rynek szacuje obecnie, że w USA dojdzie jeszcze do dwóch kolejnych podwyżek stóp: w grudniu – o 0,75 pp. i w styczniu – o 0,25 pp. Finalnie, stopy miałyby osiągnąć poziom od 4,75 do 5 proc. Podwyżka stóp w USA nastąpiła sześć dni po analogicznej decyzji Europejskiego Banku Centralnego, jednak cykl podwyżek stóp w Europie trwa krócej, a EBC jest znacznie ostrożniejszy w podwyżkach. Obecnie, podstawowa stopa procentowa EBC wynosi 1,5 proc.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Bioceltix na ostatniej prostej do zakończenia pierwszego badania klinicznego

We wrześniu br. Bioceltix, wrocławska spółka biotechnologiczna o profilu weterynaryjnym, weszła na rynek główny GPW. To element konsekwentnie realizowanej strategii mającej na celu opracowanie produktów leczniczych dla zwierząt towarzyszących ze szczególnym uwzględnieniem psów i koni, w oparciu o autorską technologię wykorzystującą mezenchymalne komórki macierzyste. Teraz Bioceltix znajduje się na ostatniej prostej do zakończenia badania klinicznego nad jednym z rozwijanych produktów.

Bioceltix pracuje równolegle nad trzema produktami leczniczymi dwoma kandydatami na leki dla psów, dotyczącymi zmian zwyrodnieniowych stawów i atopowego zapalenia skóry oraz jednym kandydatem na lek przeznaczony dla koni cierpiących na zapalenie stawów. Najbardziej zaawansowany, bo znajdujący się na etapie badań klinicznych, jest projekt dotyczący zmian zwyrodnieniowych stawów u psów. Spółka właśnie osiągnęła półmetek na poziomie rekrutacji informując, że w badaniu klinicznym znajduje się aktualnie 63 z docelowych 135 psich pacjentów, a kolejnych 11 zostało zakwalifikowanych do badania.

Otrzymaliśmy od naszego wykonawcy informacje o aktualnym statusie realizacji badania klinicznego. Na tym etapie z badania płyną dwa główne wnioski. Po pierwsze i najważniejsze, cząstkowe wyniki są zgodne z naszymi założeniami i oczekiwaniami. Widzimy wyraźną, korzystną różnicę pomiędzy pacjentami, którzy otrzymali nasz produkt, a grupą placebo. Po drugie, tempo rekrutacji, a tym samym realizacji badania, jest zgodne z przyjętym harmonogramem. – mówi dr inż. Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix.

Czy to oznacza, że badanie kliniczne zakończy się sukcesem? Zgodnie z protokołem badania ostateczne wyniki skuteczności Bioceltix przedstawi dopiero po zakończeniu badania klinicznego. Zarząd spółki komentuje sprawę dość ostrożnie.

– To są na razie wyniki cząstkowe, które nie mogą przesądzić o rezultacie całego badania klinicznego. Wciąż mamy zbyt małą próbę, żeby wykonać analizę poprawną ze statystycznego punktu widzenia. Pewną podpowiedzią może być to, że dotychczasowe wyniki wyglądają obiecująco w porównaniu z parametrami uzyskanymi w badaniach klinicznych dla innych leków biologicznych, które uzyskały następnie dopuszczenie do obrotu. Mam nadzieję, że ten trend utrzyma się dla większej grupy statystycznej – dodaje Wielgus.

Pewna wstrzemięźliwość i brak nadmiernego optymizmu mogą wynikać również z tego, że jak podkreśla Wielgus, analiza wyników badania klinicznego jest dość skomplikowana i nie opiera się na ocenie jednej wartości procentowej oznaczającej skuteczność leku, ale na analizie statystycznej, która bierze pod uwagę wzajemne relacje pomiędzy grupą produktu badanego a grupą placebo, a także wielkość całej próby, która z kolei wynika z założeń epidemiologicznych dla danej jednostki chorobowej.

– Właśnie dlatego na tym etapie nie podajemy konkretnych wartości liczbowych, żeby nie dochodziło do niepoprawnych interpretacji. Możemy jedynie podzielić się refleksją, że z optymizmem patrzymy na najbliższą przyszłość – podsumowuje Wielgus.

Nadchodzi spowolnienie w przemyśle. Rosną nieuregulowane zobowiązania i liczba dłużników

Polski przemysł radzi sobie zakasująco dobrze. Najnowsze dane rynkowe pokazują, że sektor przemysłowy notuje wzrosty. Widać to także w bazie danych Krajowego Rejestru Długów. Zaległości firm z tej branży wynoszą 939 mln zł – o 311 mln zł mniej niż w październiku 2021 r. Niepokojące jest jednak to, że ostatnie 2 miesiące przyniosły ponowny, choć na razie niewielki, wzrost kwoty nieuregulowanych zobowiązań i liczby dłużników. Koreluje to z prognozami części analityków, że poprawa sytuacji w branży jest krótkotrwała, a na horyzoncie coraz wyraźniej widać recesję.Taśma w przemyśle nie ustaje, ale nadchodzi spowolnienie

Według danych GUS produkcja sprzedana przemysłu we wrześniu b.r. wzrosła o 9,8 proc. wobec tego samego okresu poprzedniego roku. Również w porównaniu z sierpniem 2022 r. progres wyniósł 9,8 proc. Kołem zamachowym przemysłu było przetwórstwo, gdzie produkcja wzrosła o 11 proc. w stosunku do września 2021 r. Z kolei produkcja energii oraz gazu, ciepła i ciepłej wody we wrześniu zmalała o 3,7 proc. rok do roku. Dane GUS pokazują, że najszybciej rośnie sprzedaż w branżach nastawionych na eksport. Produkcja samochodów i naczep podskoczyła o 46,5 proc. rok do roku, maszyn i urządzeń o 26,1 proc., pozostałego sprzętu transportowego o 19,2 proc., a urządzeń elektrycznych o 17,9 proc. Maleje jednak m.in. produkcja chemikaliów i wyrobów chemicznych – o 9,7 proc. i mebli – o 7,5 proc.

Nieszlachetne zaległości branży metali

Polepszyła się też sytuacja finansowa firm przemysłowych. Najnowsze dane KRD wskazują na spadek zadłużenia. Wynosi ono 939 mln zł wobec 1,25 mld zł w październiku ub.r. Skurczyło się też grono przedsiębiorstw, które nie płacą kontrahentom z 25,4 tys. dwanaście miesięcy temu do 23,6 tys. obecnie. Średnie zadłużenie spadło do 39,8 tys. zł, a jeszcze rok temu sięgało 49 tys. zł.

Najmocniej zadłużone są firmy z podbranży metalowej. Mają one 172,8 mln zł zaległości. Następnie zakłady produkujące artykuły spożywcze – 143 mln zł, przedsiębiorstwa zajmujące się naprawą, konserwacją oraz instalowaniem maszyn i urządzeń – 76,3 mln zł, a także podmioty wytwarzające wyroby z drewna, które powinny zapłacić kooperantom 68,6 mln zł.

Do tej pory największą przeszkodą w płynnej działalności firm przemysłowych były skutki pandemii, głównie zaburzenia w łańcuchach dostaw. Ta bariera już ustępuje, ale pojawiła się inna. Przedsiębiorstwa stoją teraz przed wyzwaniem, jak poradzić sobie z inflacją, rosnącymi cenami surowców i półproduktów, paliw i energii. Nasza baza danych pokazuje, że od około dwóch-trzech miesięcy lekko rośnie ich zadłużenie. Najbliższe miesiące wskażą, czy to trwały trend, świadczący o nadchodzących problemach branży, czy chwilowe wahanie kondycji – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Pozostałe podbranże przemysłu też zmagają się z zaległościami w płaceniu. 6,9 proc. zadłużenia przypada bowiem na firmy produkujące wyroby z gumy i tworzyw sztucznych, 6,8 proc. te zajmujące się wykonywaniem mebli, 5,6 proc. na przedsiębiorstwa wytwarzające produkty z mineralnych surowców niemetalicznych, a 4,6 proc. to zaległości producentów maszyn i urządzeń.

Małe firmy z wielkimi długami

Polski przemysł to nie tylko wielkie zakłady, ale cała rzesza mniejszych firm. To właśnie jednoosobowe działalności gospodarcze są obarczone największym długiem. Przypada na nie 47 proc. zaległości, czyli aż 439,6 mln zł, które obciąża konto 14,6 tys. podmiotów. Z kolei prawie 39 proc. długu, tj. 362,3 mln zł, to niezapłacone rachunki spółek z ograniczoną odpowiedzialnością.

Wśród województw dominują firmy z Mazowsza, które powinny oddać kontrahentom 156,9 mln zł. Drugie miejsce zajmują przedsiębiorstwa ze Śląska z długiem 131,6 mln zł, a trzecie z Wielkopolski, gdzie uzbierało się 94,6 mln zł zaległości.

Rekord zadłużenia należy do firmy zajmującej się produkcją opakowań plastikowych z powiatu kartuskiego w województwie pomorskim. Ma ona 55 niezapłaconych zobowiązań na sumę 6,8 mln zł, głównie wobec firmy leasingowej.

Jest lepiej, ale gorzej

Wskaźnik PMI dla przemysłu w Polsce wyniósł we wrześniu 43 pkt wobec 40,9 pkt w sierpniu. Wynik okazał lepszy od prognoz, które wskazywały na 40,1 pkt. Wcześniej, przez pół roku, wskaźnik systematycznie spadał. Indeks ten jest wskaźnikiem wyprzedzającym dynamikę zmian produkcji przemysłowej w Polsce. Odczyt powyżej 50 pkt oznacza koniunkturę, natomiast poniżej tej wartości regres. Jednak analitycy studzą optymizm związany z wrześniowym wzrostem PMI, traktując go jako jednorazowe zaburzenie cyklu spadkowego, a nie odwrócenie tendencji. Wzrost ten był bowiem spowodowany zmniejszeniem się spadku nowych zamówień, a nie ich wzrostem. Pogarszająca się sytuacja gospodarcza w Europie, głównie w Niemczech, które są głównym zagranicznym rynkiem zbytu dla polskich producentów, nie nastraja do optymizmu w dłuższej perspektywie.

O tym, że sytuacja się pogarsza, świadczy rosnąca liczba zleceń na windykację należności. Wierzyciele nie chcą już czekać na zapłatę. Coraz mocniej domagają się zwrotu pieniędzy, dbając o odpowiedni zasób gotówki, aby przetrwać trudny okres, który nadchodzi. Trzeba pamiętać, że z końcem roku przedawnią się faktury, wystawione przez przedsiębiorstwa w 2020 roku. Firmy mogą wstrzymać bieg przedawnienia, jeśli do tego czasu przekażą sprawy do windykacji polubownej, która doprowadzi do zawarcia ugody z dłużnikiem, lub skierują pozew do sądu – wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Transition Technologies PSC nawiązuje współpracę z włoską firmą EKA

  • Transition Technologies PSC nawiązało współpracę z włoską firmą EKA, która specjalizuje się w realizacji cyfrowych projektów dla przemysłu
  • Firmy będą wspólnie startować w przetargach na przeprowadzenie cyfrowej transformacji w przedsiębiorstwach z branż motoryzacyjnej, produkcyjnej, lotniczej i zbrojeniowej działających na rynku włoskim
  • Pierwszym wyzwaniem w ramach współpracy jest stworzenie synergii i zbudowanie wspólnej strategii wejścia na rynek

Transition Technologies PSC (TT PSC), globalny integrator rozwiązań IT, rozpoczął współpracę z włoską firmą EKA świadczącą usługi konsultingowe i integrującą systemy m.in. z wykorzystaniem rozwiązań Internetu Rzeczy i zarządzania cyklem życia produktu, opartych na oprogramowaniu firmy PTC. EKA opracowuje kompleksowe rozwiązania dla branży produkcyjnej oraz firm usługowych.

“Rynek włoski jest niezwykle perspektywiczny i pasjonujący, a jednocześnie stanowi duże wyzwanie dla lokalnych dostawców oprogramowania i rozwiązań IT. Dynamika zmian w świecie technologii, potrzeba ciągłego rozwoju cyfrowego, który pozwoli przedsiębiorstwom zachować konkurencyjność, a także pozytywny stosunek włoskich firm do transformacji cyfrowej sprawiają, że rynek ten ma ogromny potencjał. Postanowiliśmy rozszerzyć naszą działalność we Włoszech poprzez nawiązanie współpracy z firmą EKA i wspólne uczestnictwo w lokalnych przetargach. Będziemy się koncentrować na włoskich klientach z takich branż jak motoryzacja, produkcja, przemysł lotniczy i zbrojeniowy. Naszym atutem będzie połączenie wysoce profesjonalnej wiedzy rynkowej EKA na temat procesów i rozwiązań z naszymi produktami i ofertą w postaci niezwykle zaawansowanych technologii chmurowych. Naszym pierwszym wyzwaniem jest stworzenie synergii i opracowanie wspólnej strategii wejścia na rynek” – mówi Norbert Suliński, Strategic Alliances Director w TT PSC.

Do tej pory TT PSC współpracowało z EKA przy wielu projektach w charakterze podwykonawcy dla PTC, globalnego producenta oprogramowania przemysłowego (EKA jest oficjalnym partnerem usługowym PTC na rynku włoskim).

Firma EKA, będąca akademickim spin-offem, obecnie funkcjonuje na rynku włoskim jako firma specjalizująca się w PLM, zaliczana do grona kluczowych Integratorów Systemów działających w sieci PTC. Firma zlokalizowana w Turynie na północy Włoch i w Lecce na południu kraju, jest przykładem inteligentnego przedsiębiorstwa charakteryzującego się prawdziwą włoską kulturą. EKA dysponuje doświadczeniem w sektorze badań przemysłowych, ze szczególnym uwzględnieniem zagadnień inżynierii współbieżnej i zarządzania procesami biznesowymi. Firma nawiązuje również współpracę z głównymi ośrodkami badawczymi i uniwersytetami we Włoszech, współpracuje również z krajowymi i międzynarodowymi integratorami systemów.

“Obie firmy, EKA i TT PSC, mają wspólne korzenie i są liderami rynku dzięki najwyższej jakości usługom i solidnej współpracy z PTC. Cieszymy się, że możemy jeszcze bardziej pogłębić naszą współpracę i połączyć nasze kompetencje w ramach nowej strategii wejścia na rynek” – mówi Stefano Picco, Business Development Director w EKA.

Pierwszym wspólnym projektem w ramach partnerstwa TT PSC i EKA będzie realizacja projektu transformacji cyfrowej dla czołowych włoskich marek motoryzacyjnych.

Pivot jeszcze nie teraz, dolar mocniejszy

Jerome Powell – prezes Rezerwy Federalnej – umocnił dolara, pomimo, że ogłosił prawdopodobne zmniejszenie tempa podwyżek stóp procentowych. Kluczowe okazało się stwierdzenie, że zakończenie cyklu będzie miało miejsce na wyższym poziomie niż oczekiwano, co oznacza, że cały proces zaostrzania polityki monetarnej wydłuży się w czasie.

Stopy procentowe w USA rosną już szósty raz. Czwarty ruch ma wielkość aż 75 punktów bazowych. Aktualnie stopa Fed Funds znajduje się w przedziale 3,75 – 4,00 proc. Na rynku widać było dwie reakcje. Pierwsza po samej decyzji, która osłabiła USD, bo rynek już wcześniej wycenił taki ruch. Konferencja prasowa zmieniła jednak wiele. Dolar szybko odrobił straty a główna para walutowa dość dynamicznie zaczęła kierować się w stronę poziomu 0,98. Indeksy giełdowe ostatecznie zamknęły dzień ze stratami.

Przede wszystkim Powell dał do zrozumienia, że od teraz nie liczy się tempo podwyżek stóp, ale szczyt, jaki ostatecznie one osiągną. A na podstawie ostatnich rozmów bankierów centralnych ten prawdopodobnie będzie wyższy niż wcześniej zakładano. Dla przypomnienia: według wrześniowych projekcji mediana dla poziomu stóp na koniec 2023 r. wyniosła 4,6 proc. To tylko nieznacznie niższy poziom niż Fed Funds Future wyceniał na koniec 2023 roku. Zatem ta wypowiedź Powella była pierwszym pozytywnym aspektem dla dolara.

Po drugie, przewodniczący Fed wskazał, że Rezerwa Federalna dąży do dodatnich realnych stóp procentowych. Oznacza to, że bank centralny zamierza utrzymać stopę procentową na wysokim poziomie, dopóki inflacja nie spadnie poniżej niej. To był drugi dodatni czynnik dla dolara.

Kolejnym pozytywny akcentem dla USD było to, że w wypowiedziach Powella można było zauważyć duży niepokój o ryzyko inflacyjne. Dobitnie było podkreślone, że Fed będzie kontynuował podnoszenie stóp procentowych „dopóki zadanie nie zostanie wykonane”, czyli do momentu, aż inflacja nie powróci do celu na poziomie 2 proc. Powell dał do zrozumienia, że ten aspekt ma najwyższy priorytet i tym samym zasygnalizował, że znaczące spowolnienie gospodarcze zostanie zaakceptowane.

Ogólny wydźwięk jest zatem jastrzębi, pomimo, że ogłoszono spowolnienie tempa podwyżek. Fed dość inteligentnie przerzucił uwagę rynku na inne aspekty. To, czym ostatnio żył świat (mam na myśli zmniejszenie tempa zmian parametrów polityki monetarnej), zostało zepchnięte na drugi plan, a na pierwszy wysunięto nowy aspekt, który od wczoraj zaczął być wyceniany przez rynek. Niemniej jednak w najbliższym czasie liczyć się będzie to jak rozwija się sytuacja w gospodarce oraz sprawy związane z inflacją. Jeśli coraz częściej będą pojawiać się sygnały, że amerykańska gospodarka – a w szczególności rynek pracy – zaczyna znacząco słabnąć, sentyment może się szybko zmienić. Już jutro NFP, który będzie mocno obserwowany przez rynek.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Jak wygrać licytację? Kupowanie dzieł sztuki na aukcjach

Początkowo natłok informacji może przytłoczyć osobę debiutującą w roli kolekcjonera i inwestora. Estymacje, katalogi, opłaty aukcyjne, regulaminy, proweniencje, wadium, cena młotkowa… Na wstępie każdy musi zmierzyć się ze sporą ilością nowej terminologii. Dziś jednak dostęp do wiedzy z zakresu historii i rynku sztuki jest powszechny, dzięki czemu każdy człowiek posiadający Internet może na własną rękę zrobić wystarczający research. Wdrażanie się do roli kolekcjonera sztuki to również praca, którą musimy wykonać. Co to oznacza w praktyce? Co musimy wiedzieć zanim wkroczymy na salę aukcyjną?

Kilka słów wstępu o ofertach domów aukcyjnych

Na stronach internetowych domów aukcyjnych znajdziemy zapowiedzi nadchodzących aukcji wraz z listą obiektów, ich numerem i estymacją (przewidywany zakres ceny, którą obiekt może osiągnąć w trakcie licytacji). To od nas zależy wybór tego, na czym chcielibyśmy się skupić w naszej kolekcji – każdy podmiot działający na rynku specjalizuje się albo w określonej formie (np. grafiki) albo konkretnym nurcie czy też okresie (sztuka powojenna, dawna, abstrakcyjna). Dla nas najważniejszy jednak na samym początku powinien być regulamin, który (podobnie jak oferta poszczególnych domów aukcyjnych) jest od siebie różny. Dowiemy się z niego m.in. ile czasu mamy na wykupienie obiektu, ile wynoszą postąpienia (kwoty, o które „podbijamy” stawkę), czy obowiązuje wadium (wpłata upoważniająca do wzięcia udziału w aukcji). 

Aukcja prowadzona jest przez aukcjonera, czyli w skrócie osobę upoważnioną  przez dom aukcyjny do prowadzenia wydarzenia. Co ciekawe, temat ten jest niezwykle złożony z perspektywy całego europejskiego rynku sztuki, a status aukcjonera różni się w zależności od danego państwa np. we Francji jest to zawód zaufania publicznego uregulowany prawnie. Licytację kończy uderzenie młotka, a kwotę uzyskaną w ten sposób nazywa się ceną młotkową. Nie jest jednak ona równoznaczna z rzeczywistą ceną nabycia, gdyż nie uwzględnia opłaty aukcyjnej. W tym momencie w przypadku polskich domów aukcyjnych zazwyczaj wynosi 20% i nie podlega żadnej negocjacji. 

Rekordy aukcyjne

Biorąc pod uwagę zeszłoroczne i jakże imponujące rekordy na polskim rynku sztuki (Magdalena Abakanowicz, Andrzej Wróblewski) warto pokrótce przybliżyć również kwestie wysokich wyników sprzedaży. Możemy wyróżnić kilka głównych czynników mających wpływ na rekordowe wyniki aukcji. Po pierwsze czy dzieło danego artysty jest rozpoznawalne, to znaczy czy widać w nim wyraziste przejawy charakterystycznego stylu autora. Druga istotną kwestią pozostaje ilość wystaw, ich prestiż i częstotliwość, czyli w skrócie historia samego obiektu. Następnie szeroko rozumiane publikacje (m.in. w albumach) dotyczące sztuki stanowią trzeci czynnik. Ostatnim elementem, który jednocześnie nie musi występować zawsze jest status dzieła zaginionego, odkrytego po latach. Oczywiście w takim wypadku obiekt poddawany jest starannej weryfikacji i badaniom (np. chemicznemu na podstawie składu farb), sprawdzana jest jego autentyczność.

Aukcje internetowe

Pandemia uczyniła kolekcjonowanie niejako bardziej przystępnym, niemal egalitarnym zajęciem. Nie tylko ze względu na – jak opisywałem w swoim ostatnim tekście dla CEO – zróżnicowane i przystępne ceny. Dziś nie trzeba ruszać się z domu chcąc zainwestować w sztukę. Zwiększyła się nie tylko liczba aukcji online, ale i aktywność innych instytucji.  Galerie musiały otworzyć się na nowe technologie, by dotrzeć do potencjalnych klientów ze swoją ofertą. Na rynku pojawia się coraz więcej podmiotów, a wiele z nich działa wyłącznie w formule wirtualnej. To spora szansa dla osób chcących zacząć swoją przygodę z kolekcjonowaniem, ale i pewne zagrożenie, a może raczej niezauważalna na pierwszy rzut oka trudność – przede wszystkim w kontekście aukcji.

Świadoma rywalizacja

Uczestnictwo w aukcji sztuki pełne jest wielkich emocji i każdy powinien tego doświadczyć. I nie mam na myśli w tym momencie przywiązania do tradycyjnej formy i umniejszania wartości aukcji internetowych. Różnica zasadza się na tym, że na sali aukcyjnej jesteśmy w stanie kontrolować sytuację i rozwój wydarzeń. Możemy obserwować pozostałych licytujących, a decyzje o tym kiedy dołączymy do gry powinniśmy oprzeć na wyciągniętych wnioskach i tempie licytacji. W jednym z wywiadów Juliusz Windorbski powiedział, że aukcjoner „odczytuje emocje ludzi i reaguje na potrzebę chwili” (1). Musimy mieć świadomość, że udział w aukcji to nic innego jak rywalizacja, a my sami jesteśmy obserwowani. Co zrobić w takim wypadku? Unikać wzroku aukcjonera, który wyczuwa naszą niepewność. Aukcja internetowa pod tym względem stanowi jedną wielką niewiadomą. 

Klucz do sukcesu

Jak wygrać licytację? Tego jak nabrać dystansu można nauczyć się tylko w praktyce. Musimy na własnej skórze poczuć jak wygląda w rzeczywistości ta specyficzna forma rywalizacji, określić nasze cele i priorytety, tak, by nie zaprzepaścić ich impulsywnym działaniem i spontanicznymi, nieprzemyślanymi decyzjami. Dobry inwestor powinien nauczyć się trzymać nerwy na wodzy, ze spokojem podchodzić do planowanego zakupu, a w aukcjach internetowych nie ulegać pokusie łatwej transakcji odciążonej koniecznością osobistej partycypacji w wydarzeniu. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Z jednej strony to świetna możliwość dla osób, które z różnych przyczyn nie mogą się pojawić na aukcji, z drugiej łatwość z jaką przychodzi nam „kliknięcie” sprawia, że dokonuje zakupu lekką ręką. 

Podsumowując – trudno znaleźć jedną, prostą i wystarczającą odpowiedź na to, jak wygrać licytację. W przypadku aukcji prawdziwą sztuką zawsze jest i będzie cierpliwość. 

autor: Roman Kaczkowski

Ukończył historię sztuki na UJ, studia poświęcił na zgłębianie tajemnic rynku sztuki. Tej tematyce też poświęcił swoją pracę magisterską. Po studiach rozpoczął pracę w instytucjach polskiego rynku sztuki. W pierwszej kolejności w galerii Piotra Nowickiego, następnie wydawnictwo Art&Business, by w końcu rozwinąć swoje umiejętności w domu aukcyjnym DESA Unicum, gdzie przez 6 lat zajmował się doradztwem w zakresie inwestowania w dzieła sztuki, budowania kolekcji dzieł sztuki. Od dwóch lat realizuje swój własny projekt ARX Gallery, która zajmuje się najlepszą klasyką polskiej sztuki powojennej.

Cytat:
(1) https://www.vogue.pl/a/zawod-aukcjoner (dostęp: 02.11.2022)

Adam Bojanowski: nieruchomości wciąż stabilną inwestycją

Adam Bojanowski – ekspert rynku nieruchomości, właściciel firmy „Działki budowlane w zaciszu”  ocenia rynek nieruchomości w czasie kryzysu.

Niebezpieczeństwa

Patrząc na gospodarkę jako całość, podstawowe niebezpieczeństwo to sytuacja, w której najemcy nie płacą na czas właścicielom nieruchomości, a właściciele nie płacą na czas bankom. Tego rodzaju kryzys w pewnych sytuacjach może się sam napędzać, a także przenosić na inne działy gospodarki. Najgorsze co może się stać, to utrata płynności przez system bankowy. Wtedy problemy zaczynają mieć nawet zdrowe przedsiębiorstwa, a także konsumenci, którzy mogą stracić dostęp do zdeponowanych w bankach środków. Interweniować muszą rządy i banki centralne, a taka interwencja nie jest za darmo. Konsumenci płacą za nią w sklepach, gdyż efektem jest wzrost inflacji. Warto zwrócić uwagę, że jest to scenariusz teoretyczny, mówimy tutaj dokładnie o tym, co wydarzyło się w roku 2008. W obecnej sytuacji wydaje się, że nie zagraża upadek systemu bankowego.

Kredyty nie dla wszystkich?

Wyjątkowo kontrowersyjnym jest nieprzyznawanie przez banki kredytów dla nabywców nawet  mających własne środki. Wydaje się, że badanie zdolności kredytowej klienta, który ma wysoki wkład własny jest nielogiczne. W takim przypadku bank ma zabezpieczenie przekraczające 100% wartości kredytu. To kredytobiorca jest osobą najbardziej zainteresowaną szybką spłatą. Nawet jeżeli kredytobiorca przestanie spłacać, to on traci najwięcej, a bank i tak zarabia. Tu dobrym przykładem wyjścia naprzeciw oczekiwaniom klientów jest system oferowany przez firmę „ Działki budowlane w zaciszu”. Sprzedaż nieruchomości realizowana jest na raty, a zdolność kredytowa nie jest sprawdzana. Odsetek klientów nie płacących rat w terminie jest znikomy. Klienci bardzo sobie cenią to, że są traktowani poważnie, a bardzo często jest to również czynnik decydujący o nawiązaniu współpracy.

Pułapki dla inwestorów

W czasie kryzysu trzeba zwrócić szczególną uwagę na przychody uzyskiwane z nieruchomości. Jeżeli planujemy nieruchomość wynajmować, to brak dochodów może się bardzo poważnie odbić na planie inwestycyjnym. W Chinach buduje się całe osiedla lub miasta widmo. Podobnie było w Stanach Zjednoczonych na początku XXI wieku. Właśnie bezużyteczne nieruchomości w czasie kryzysu stracą na wartości jako pierwsze. Jeżeli nieruchomość jest finansowana przez kapitał zewnętrzny, istotny jest stosunek przychodów z nieruchomości do wysokości raty kredytu. Jeżeli przychody są zerowe, a wysokość rat wzrasta, inwestor może wpaść w kłopoty. Inwestor musi zwracać szczególną uwagę na dwa czynniki. Po pierwsze, dochody, jakie zamierza osiągać z nieruchomości. Nie należy oczekiwać, że sam wzrost wartości wynikający z inflacji zapewni rentowność inwestycji. Po drugie, należy mieć plan, który uwzględnia możliwość wystąpienia sytuacji kryzysowych, takich jak opóźnienia w płatnościach od najemców czy czasowe kłopoty ze znalezieniem najemcy.

Możliwości w kryzysie?

Czasy kryzysu oferują doskonałe możliwości inwestycyjne, ale tylko dla jednej grupy inwestorów, czyli dla tych, którzy są na to przygotowani. Prawie wszyscy eksperci od rynku nieruchomości się zgadzają co do jednego – kryzys to najlepszy moment na inwestycje. Przekonali się o tym ci, którzy kupowali nieruchomości w czasie kryzysu z roku 2008. Te inwestycje często były w stanie generować ogromne stopy zwrotu.

Nieruchomości w centrach miast są cały czas bardzo atrakcyjne, szczególnie dla celów komercyjnych. Nabywcy są jednak coraz częściej świadomi ekologicznie. Zwracają mocniej uwagę na zanieczyszczenie powietrza, hałas czy kłopoty z parkowaniem. Dlatego coraz bardziej popularne stają się nieruchomości położone w spokojnych okolicach i w większej odległości od dużych miast. Upowszechnienie pracy zdalnej i zakupów online powoduje, że konsumenci mają coraz mniejszą potrzebę aby mieszkać w mieście, szczególnie wtedy, gdy na wsi za taką samą cenę mogą nabyć znacznie bardziej komfortową nieruchomość. W najbliższych latach lepiej sytuowani mieszkańcy miast będą się coraz chętniej przenosić na wieś. Ten trend się dopiero zaczyna a takie nieruchomości mogą znacznie zyskiwać na wartości, być może nawet w tempie szybszym od inflacji.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – październik 2022

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 37,8% rdr do 19,6 mld zł
  • Wzrost wolumenu obrotu kontraktami terminowymi na indeksy o 123,4% rdr do poziomu 865,5 tys. szt.
  • Wzrost wartości obrotu obligacjami na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń o 114,1% rdr do 498,0 mln zł
  • Spadek łącznej wartości obrotu obligacjami na TBSP o 66,2% rdr do 12,3 mld zł
  • Spadek wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 14,9% rdr do 250,0 mln zł
  • Wzrost wartości obrotu ETF-ami o 111,6% rdr do 76,2 mln zł
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 66,7% do 8,0 TWh
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 31,5% rdr do 10,4 TWh

W październiku 2022 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 22,0 mld zł, czyli o 31,3% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła o 37,8% rdr do poziomu 19,6 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 935,5 mln zł, o 37,8% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec października wyniosła 50 432,55 pkt i była o 31,5% niższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w październiku odnotowano spadek łącznej wartości obrotu akcjami o 74,9% rdr do poziomu 117,6 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect spadła o 71,4% rdr i wyniosła 106,8 mln zł.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w październiku wyniósł 1 287,5 tys. szt., czyli o 56,7% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy wzrósł o 123,4% rdr do poziomu 865,5 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na akcje spadł o 27,1% rdr do 140,0 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 19,3% rdr do 262,0 tys. szt.

W październiku odnotowano spadek wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 14,9% rdr do poziomu 250,0 mln zł oraz wzrost obrotów ETF-ami o 111,6% rdr do 76,2 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec października 93,8 mld zł, wobec 98,0 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła o 114,1% rdr do poziomu 498,0 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 12,3 mld zł wobec 36,4 mld zł rok wcześniej, co oznacza spadek o 66,2% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł w październiku br. 8,0 TWh, co oznacza spadek o 66,7% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot spadł o 6,8% rdr do poziomu 2,6 TWh. Na rynku forward wolumen spadł o 74,4% rdr do poziomu 5,5 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym spadł o 31,5% rdr do 10,4 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 6,4% do poziomu 2,2 TWh. Na rynku terminowym odnotowano spadek o 37,5% rdr do poziomu 8,2 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 1,3 TWh, co oznacza spadek o 37,6% rdr.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 31,8% rdr do poziomu 5,8 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł o 4,5% rdr, do wolumenu 3,2 TWh.

Kapitalizacja 372 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w październiku 2022 r. wyniosła 508,5 mld zł (108,0 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 417 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 1 027, 7 mld zł (218,3 mld EUR).

Na rynku NewConnect w październiku 2022 r. zadebiutowały akcje spółek: RED CARPET MEDIA GROUP S.A. (wartość oferty: 4,5 mln zł), LONGTERM GAMES S.A. (wartość oferty: 4,5 mln zł) oraz EMPLOCITY S.A (wartość oferty: 1,7 mln zł).

W październiku br. na GPW odbyło się 21 sesji giełdowych, tyle samo co rok wcześniej.

W załączeniu dane o obrotach na rynkach prowadzonych przez Grupę GPW.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Silny popyt w obliczu rosnącej luki podażowej na warszawskim rynku biurowym

Według danych firmy doradczej Savills na warszawskim rynku biurowym widoczny jest zdecydowany spadek aktywności deweloperskiej. Poziom budowanej aktualnie powierzchni biurowej wynosi blisko 230 000 m kw., z czego zaledwie nieco ponad 115 000 m kw. zostanie oddanych w latach 2023 – 2024.

Jak podaje firma doradcza Savills, warszawski rynek biurowy na koniec września 2022 roku dysponował 6,34 mln m kw. powierzchni biurowej, notując w ciągu pierwszych trzech kwartałów wzrost o 3% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Jednym z najważniejszych wydarzeń na warszawskim rynku biurowym w ciągu ostatnich trzech miesięcy było oddanie do użytku projektu Varso Tower, najwyższego biurowca w Polsce oferującego 63 800 m kw. powierzchni biurowej w samym centrum stolicy.

Obecni na stołecznym rynku biurowym deweloperzy dysponują kilkoma projektami w zaawansowanej fazie planowania. Przy korzystnych warunkach rynkowych ich budowa powinna niedługo zostać uruchomiona. Jak podaje Savills, niektóre z tych projektów mają szansę na ukończenie jeszcze w 2024 r., co powinno nieco zmniejszyć powiększającą się lukę podażową. Według zapowiedzi deweloperów wyraźny wzrost dostępnej powierzchni nastąpi dopiero w 2025 r., kiedy to w Warszawie może powstać ponad 300 000 m kw. nowej powierzchni.

Całkowity popyt na powierzchnię biurową w Warszawie osiągnął 608 100 m kw., z końcem września br., co jest wynikiem o 55% wyższym w analogicznym okresie 2021 roku. Obecny poziom popytu odpowiada tym samym za 95% całkowitego zapotrzebowania na powierzchnię biurową w roku ubiegłym. Aktywność najemców koncentrowała się głównie w strefach centralnych, gdzie wynajęto 413 800 m kw., czyli 68% całkowitego popytu, natomiast w strefach pozacentralnych najemcy wynajęli 194 300 m kw. W strefach centralnych największy popyt występował w strefie Śródmieście, gdzie wynajęto 272 500 m kw. (45% całkowitego popytu w mieście). Poza centrum najbardziej aktywną strefą był Mokotów z popytem na poziomie 89 400 m kw.

„Wysoka inflacja oraz rosnący koszt wykończenia powierzchni w połączeniu z malejącą dostępnością powierzchni w centralnych obszarach miasta powinien wkrótce przełożyć się na wzrost czynszów, zarówno przy zawieraniu nowych umów najmu jak i w wyniku indeksacji tych obecnych. Dodatkowo najemcy muszą się liczyć ze wzrostami opłat eksploatacyjnych. W poszukiwaniu oszczędności, zwłaszcza w nowych budynkach, częściej zawierane są dłuższe, siedmioletnie umowy najmu, które mają równoważyć wynajmującym wzrost kosztów wykończenia powierzchni i pozwalają zaoferować najemcom biuro w dobrym standardzie” – komentuje Daniel Czarnecki, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja właściciela, Savills.

Od dłuższego czasu czynsze nominalne za najlepsze nieruchomości biurowe w Warszawie pozostają na stabilnym poziomie. Miesięczne stawki w najbardziej prestiżowych lokalizacjach strefy Centrum utrzymały się w przedziale 21-25,5 euro za m kw. miesięcznie, jednak w kilku budynkach zauważalny jest trend wzrostowy. Na Służewcu czynsze nadal plasują się w przedziale 13-15 euro za m kw. miesięcznie. Zgodnie z danymi Savills, na koniec września 2022 r. współczynnik powierzchni niewynajętej w strefie centralnej miasta wyniósł 11,1%, a w strefie pozacentralnej 13%.

Kiedyś na ekipę remontową trzeba było czekać pół roku, a teraz specjaliści są dostępni od ręki

Luźniej w kalendarzach ekip budowlanych i remontowych. „Niektórzy specjaliści są dostępni od ręki. Pół roku temu było to nie do pomyślenia”.

Jeszcze w pierwszej połowie roku ekipy budowlane i remontowe miały ręce pełne roboty i szansa na znalezienie wolnego terminu graniczyła z cudem. Obecnie sytuacja wygląda zgoła inaczej. Łatwiej o dostępnych ekspertów – większy problem stanowi finansowanie remontów i dostępność niektórych materiałów budowlanych. – Zima będzie dobrym czasem na remont. Wyraźnie widać spowolnienie przy inwestycjach deweloperskich, co w praktyce może oznaczać, że ekipy budowlane i wykończeniowe do wiosny nie będą mieć wielu zleceń. To szansa dla klientów indywidualnych – mówi Mirosław Król z agencji nieruchomości Król i Partnerzy.

Spowolnienie u deweloperów. Ekipy remontowe i budowlane łaskawsze dla klientów indywidualnych

To duża zmiana, bo dotychczas oczekiwanie na ekipy wykończeniowe czy na specjalistów np. stolarzy czy brukarzy mogło mocno opóźniać prowadzenie prac remontowych. Jeszcze kilka miesięcy temu ekspertów umawiało się na wiele miesięcy do przodu i czasem trzeba było synchronizować kalendarze np. osób zajmujących się remontem kuchni, elektryków czy hydraulików. Obecnie nie ma takich problemów.

– Ekipy budowlane są dostępne i bardziej skłonne do negocjacji warunków współpracy niż w roku 2021 i jeszcze przed wakacjami. Głównym powodem jest oczywiście sytuacja gospodarcza, która delikatnie spowalnia rynek budowlany i deweloperski. Nie ma już tak wielu nowych inwestycji, a te które trwają mają zdecydowanie wolniejsze tempo. Ekipy budowlane, remontowe i wykończeniowe podejmują więc zadań u klientów indywidualnych i próbują w ten sposób przeczekać trudniejszy czas – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości z kancelarii Król i Partnerzy.

– Problemem w przypadku wielu inwestycji jest teraz dostępność materiałów. Czasem więc oczekiwanie nie wiąże się już z czynnikami kadrowymi, a właśnie typowo logistycznymi. Obecna sytuacja to istotny sygnał dla całej gospodarki: przypomnę, jeszcze w marcu i w kwietniu, po tym jak wielu mężczyzn wyjechało na Ukrainę baliśmy się, że domów nie będzie miał kto dokończyć – dodaje Mirosław Król.

Remont nadal karkołomnym zadaniem. Ekipy gotowe do pracy, ale ceny i dostępność materiałów wciąż nie zachęcają

Jak mówi Mirosław Król wiele zadań już teraz jest realizowanych na bieżąco np. zadania brukarskie, zlecenia dotyczące montażu okien i drzwi czy nawet prace wykończeniowe, choć tutaj skala dostępności ekspertów zależy od tego, jak duże zadanie trzeba zrealizować.

– Paradoksalnie im mniejsze zlecenie, tym łatwiej o ekipę. Chodzi o to, by specjaliści byli dostępni dla klientów podstawowych np. deweloperów, gdy inwestycje znowu ruszą – mówi Mirosław Król. – W ubiegłym tygodniu moja klientka planowała rozpoczęcie remontu. Szacowała, że jeżeli złoży zlecenie teraz to inwestycja zacznie się po nowym roku. Ekipa budowlana była gotowa w kolejnym tygodniu – mówi Mirosław Król.

Obecna sytuacja jest dobrą wiadomością dla osób posiadających środki na remont domu czy mieszkania lub kupujących mieszkania pod inwestycje, które wymagają remontu. Realizacja takich działań jest teraz sprawniejsza i relatywnie tańsza niż jeszcze kilka miesięcy temu.

– Pamiętajmy jednak, że ceny materiałów budowlanych nadal rosną. Szacunki na rok 2023 nie zapowiadają spadków cen, a nawet wręcz przeciwnie. Wydaje się więc, że obecny czas jest całkiem niezły na prowadzenie działań inwestycyjnych – dodaje ekspert.

FED podniesie stopy procentowe. Jaka może być dzisiejsza reakcja rynku?

To raczej pewne, że dziś Rezerwa Federalna podniesie po raz czwarty stopy procentowe ponownie o 75 punktów bazowych. W kolejnych tygodniach Fed będzie jednak zapewne coraz bardziej przygotowywał uczestników rynku na mniejsze kroki w zakresie stóp. Stopniowo zbliża się przecież szczyt całego cyklu, który to Fed będzie chciał osiągnąć prawdopodobnie w wolniejszym tempie, aby nie mieć zbyt gwałtownego przejścia z fazy podwyżek stóp do fazy ich utrzymywania.

Przypomnijmy, że obecne tempo zacieśniania monetarnego jest zdecydowanie większe od tych w przeszłości. Mam tu na myśli cykle rozpoczęte w 2004 oraz 2015 roku. Rynek w głównej mierze będzie skupiony na tym, co zakomunikuje Powell odnośnie grudniowej decyzji, bo ta listopadowa jest już w cenach. Prawdopodobnie zmiana przedświąteczna będzie dokonana na podstawie opublikowanych do tego czasu danych, głównie dotyczących inflacji. Nie bez znaczenie będą również dane z rynku pracy. Jeśli tam zaczną pojawiać się sygnały schłodzenia, wówczas lekkie naciśnięcie przez Fed hamulca okaże się bardziej prawdopodobne.

Dzisiejsza decyzja będzie już czwartą z kolei. Podniesie ona docelowy przedział Federal Fed Funds do 3,75 – 4 proc. W tym momencie rynek jednak skupia się głównie na średnioterminowej perspektywie kolejnych kroków. O dalszym tempie zacieśniania będą decydować dane makro. Ostatni odczyt inflacji bazowej wzrósł do 6,7 proc. Trwa aktualnie debata , czy dane o inflacji wychwytują wszystkie zmiany w odpowiednim czasie. Być może złagodzenie dynamiki wzrostu cen nastąpi z opóźnieniem. Fed będzie jednak ostrożny w mówieniu o poprawie sytuacji. Rezerwa Federalna jest mimo wszystko lekko spóźniona z decyzjami, bowiem przez długi czas w szeregach FOMC dominowała narracja przejściowego zjawiska inflacji, która okazała się błędna.

Fed nie może sobie pozwolić na pojawienie się wątpliwości rynku dotyczących dalszej walki z inflacją. Od tego bowiem w dużej mierze zależy, czy oczekiwania dotyczące CPI pozostaną zakotwiczone.

Jaka może być zatem dzisiejsza reakcja rynku? Jeśli otoczenie skupi się na tym, że Fed sygnalizuje mniejsze tempo dalszego zacieśniania, wówczas USD straci na wartości a giełdy urosną. Jeśli otrzymamy jastrzębie zaskoczenie, np. że Fed zakłada wzrost stóp do poziomu 6 proc. (czego w tym momencie rynek nie wycenia), wówczas będzie to informacja pozytywna dla dolara i negatywna dla Wall Street.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Czekamy na FED

Dzień wolny spowodował, że od razu wskakujemy w czas oczekiwań na decyzję FED. Rynki są zgodne, że wzrost powinien wynieść 0,75%. Co ciekawe, w dzień wolny od pracy złoty po raz kolejny umocnił się względem głównych walut.

Inflacja nie taka straszna

31 października, tuż przed dniem wolnym poznaliśmy jeden z najstraszniejszych żartów Halloween. Mowa oczywiście o wskaźniku inflacji. Z jednej strony był on lepszy od oczekiwań, ale tylko symbolicznie. Z drugiej strony wzrost cen rozpędził się do 17,9%. Co gorsza, tego samego dnia pojawił się wywiad z wiceprezes NBP. Zapowiedziano w nim, że szczyt inflacji nie przypadnie na te wakacje (co już w sumie wiemy), ale na pierwsze miesiące 2023 roku. To już drugi rok z rzędu, w którym w pierwszych miesiącach przypadnie szczyt inflacji. Oznacza to, że mamy już rok błędu od pierwszych prognoz. Najbliższe posiedzenie NBP już 9 listopada, a dzień później dowiemy się co dalej z naszym płaskowyżem inflacyjnym, który powoli staje się coraz bardziej stromy. Rynki pomimo konfliktów w RPP oczekują wzrostu stóp procentowych. Jest to jeden z powodów umocnień polskiej waluty w ostatnich miesiącach.

Inflacja w Unii straszy

Halloween w strefie euro przyniosło znacznie bardziej makabryczną niespodziankę. Mowa o wskaźniku inflacji na poziomie 10,7%. Wszyscy oczekiwali wejścia w dwucyfrowy parametr, ale nie tak głęboko. Rynek zareagował przeceną euro, nie wierząc trochę, że dane te będą miały wpływ na zmiany stóp procentowych. Rynek obecnie jednak znacznie silniej reaguje na dane z USA w ramach dzisiejszej decyzji FED. Ta z kolei wydaje się przesądzona na +0,75%, co jest powodem ostatniego umocnienia się dolara.

Relatywnie spokojny wtorek

Wtorek był dniem wolnym od pracy, co prawda nie tylko w Polsce, ale udział Słowacji i Węgier niewiele zmieniał w aktywności rynków. W danych na szczęście nie działo się tak dużo jak w poniedziałek. Wzrost stóp procentowych o 0,25% w Australii był chyba najpoważniejszym wydarzeniem. Pod koniec dnia zobaczyliśmy natomiast niespodziewanie duży spadek zapasów paliw w USA. Dane te znów spowodowały odbicie cen ropy. Cały dzień był jednak korzystny dla polskiej waluty. Euro pierwszy raz od pierwszej połowy września staniało do 4,70 zł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na indeksy koniunktury ze strefy euro, oraz:

13:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,
19:00 – USA – decyzja FOMC w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Groźba recesji, inflacja, innowacje produktowe i zrównoważony rozwój jako czynniki kształtujące rok 2023 w branży ubezpieczeniowej

Groźba światowej recesji, skutki inwazji Rosji na Ukrainę oraz inflacja należą do głównych czynników ograniczających wzrost i zagrażających zyskowności firm ubezpieczeniowych. Kryzys wywołany przez Covid-19 wykazał jednak, że branża jest w stanie szybko i skutecznie reagować na tak poważne zagrożenia – wynika z raportu 2023 Insurance Outlook. Global insurance industry at a crossroads to shaping long-term success, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Na sytuację ubezpieczycieli w 2023 r. będą wpływać także takie czynniki jak rozwój innowacji, kształtowanie nowego podejścia do pracowników czy ESG.

Firmy ubezpieczeniowe muszą obecnie mierzyć się z ogromną gamą czynników wpływających na ich bieżącą działalność i perspektywy biznesowe. Jak wskazuje raport Deloitte 2023 Insurance Outlook. Global insurance industry at crosscroads to shaping long-term success, może to oznaczać konieczność wypracowania nowej, strategicznej wizji własnego miejsca w tak niespokojnym świecie.

Ubezpieczyciele stoją przed wieloma wyzwaniami makroekonomicznymi i geopolitycznymi, które mogą hamować ich wzrost i obniżyć rentowność. Długofalowe cele i priorytety branży powinny uwzględniać niewykorzystany potencjał innowacji technologicznych wdrożonych w trakcie pandemii, np. możliwości chmury. Firmy muszą też aktywnie wyjść naprzeciw gwałtownie zmieniającym się oczekiwaniom ubezpieczających. – mówi Marcin Warszewski, dyrektor, lider sektora ubezpieczeń w Deloitte.

Inflacja zagraża zyskowności ubezpieczycieli majątkowych

Jak wskazują autorzy raportu, w 2021 r. globalna składka w obszarze ubezpieczeń majątkowych wzrosła o 6,3 proc. Napięta sytuacja ekonomiczna, związane z nią turbulencje i wysokie poziomy inflacji, a także systematycznie wzrastające koszty reasekuracji powodują jednak, że zyskowność ubezpieczycieli jest zagrożona.

Choć część klientów może rezygnować z ubezpieczania pewnych ryzyk, aby zredukować koszty i ulżyć napiętym budżetom, nie we wszystkich obszarach biznesowych przyszłość kształtuje się tak pesymistycznie. Małe i średnie przedsiębiorstwa poszukują na przykład nowych rozwiązań, oferujących większą elastyczność w zakresie warunków ubezpieczenia czy też bardziej całościowego spojrzenia na ryzyko ich działalności. Cały czas rośnie zapotrzebowanie na ubezpieczenia cyber. To wiąże się jednak również z istotnym wyzwaniem wyceny tego ryzyka: częstość ataków ransomware wzrosła o 235 proc. w ciągu 2 lat, a średnia wypłata w tym samym okresie – o 370 proc.

Według ekspertów Deloitte niezwykle dynamicznie rozwija się rynek ubezpieczeń wbudowanych, kupowanych razem z innymi produktami czy usługami. Szacuje się, że do 2030 r. globalny wolumen składek z tego typu ubezpieczeń osiągnie 722 mld dol., z czego 2/3 będzie przypadać na rynki w Chinach i USA. Zainteresowanie ubezpieczycieli budzi także obszar ubezpieczeń środków niematerialnych, takich jak np. kryptowaluty, NFT czy aktywa wirtualne, z których jedynie 17 proc. jest ubezpieczonych.

Innowacje stają się warunkiem rozwoju ubezpieczeń na życie i grupowych

Choć długoterminowy charakter ubezpieczeń na życie utrudnia rewolucyjne zmiany w tym obszarze, eksperci Deloitte wskazują, że zachodzi na nim metamorfoza. Ubezpieczenia na życie będą zmieniać się w nowym otoczeniu ekonomicznym. Doświadczane obecnie na rynkach wysokie stopy procentowe mogą prowadzić do tego, że część ubezpieczycieli będzie zmieniać swój profil z „zapewniających ochronę” na „zarządzających aktywami”.

Nowe rozwiązania technologiczne pozwalają też wychodzić naprzeciw oczekiwaniom klientów w zakresie ubezpieczeń na życie i ubezpieczeń grupowych. Autorzy raportu zwracają uwagę na pewien ciekawy globalny trend w tym zakresie.

Osiągnięcie odpowiedniego poziomu penetracji ubezpieczeniowej wymaga przygotowania wystarczająco różnorodnej oferty. Model one size fits all przestaje się sprawdzać. Klientów z różnych grup mogą natomiast lepiej przyciągnąć modułowe oferty, w których przeplatać będą się propozycje: z obszaru zdrowia, ochrony, inwestycji czy wellbeing. Kupujący z jednej strony oczekują prostoty konstrukcji produktów, z drugiej zaś kładą nacisk na możliwość hiperpersonalizacji oferowanych im rozwiązań. Te pozornie sprzeczne oczekiwania pomagają pogodzić innowacyjne rozwiązania technologiczne – mówi Adam Pasternak-Winiarski, dyrektor w dziale usług aktuarialnych i ubezpieczeniowych w Deloitte.

W przypadku ubezpieczeń grupowych, wdrożenie narzędzi oferowanych przez firmy z kategorii Insurtech pozwala łączyć informacje zbierane od pracodawców z bardzo szczegółowymi danymi o oczekiwaniach, przyzwyczajeniach i preferencjach poszczególnych grup pracowników. W ten sposób łatwiej jest zbudować skierowaną do nich ofertę, która zwiększa współczynniki penetracji i poprawia lojalność klientów.

Obszar ubezpieczeń na życie wymaga też od firm podjęcia działań edukacyjnych, pogłębiających wiedzę klientów na temat oferowanych produktów. Choć to długofalowa inwestycja, większe zrozumienie meandrów rynków finansowych przekłada się na wzrost zainteresowania tego typu rozwiązaniami.

Firmy ubezpieczeniowe muszą wyjść naprzeciw oczekiwaniom pracowników

Pandemia oraz związane z nią ograniczenia pokazały, że dotychczasowe modele relacji pracodawca-pracownik oraz akceptowane powszechnie modele wykonywania obowiązków służbowych nie są jedynymi, jakie mogą skutecznie funkcjonować. Elastyczność środowiska pracy, cele instytucji i cele własne pracowników, warunki finansowe, możliwość rozwoju i sprawczość to bardzo często podnoszone przez pracowników aspekty. Raport Deloitte wskazuje, że w 2023 r. globalni ubezpieczyciele mogą stanąć przed wyzwaniami związanymi z zapewnieniem sobie potrzebnych pracowników, o ile nie wprowadzą istotnych zmian w podejściu do swojej kadry.

Zmiana oczekiwań pracowników spowodowała, że ubezpieczyciele zmuszeni są do szybszego przejścia od słów do czynów w zakresie różnorodności czy odpowiedzialności społecznej. Zatrudnieni potrzebują czuć, że ich praca ma sens, a związanie z konkretną firmą jest powodem do dumy, gdyż jej wartości i misja są zbieżne z wartościami pracownika. Dodatkowym czynnikiem wzmacniającym lojalność jest dopasowanie sposobu wykonywania pracy do potrzeb i możliwości danego pracownika – mówi John Guziak, partner, lider zespołu ds. Kapitału Ludzkiego w Deloitte.

Choć warunki finansowe są istotne, szczególnie w obliczu rosnącej gospodarczej niepewności i nadciągającego kryzysu, inne potrzeby pracowników nabierają większego znaczenia niż wcześniej. Dotyczy to przede wszystkim takich aspektów jak work-life balance, możliwości rozwoju kariery i szkoleń, zrozumienia dla indywidualnych celów zatrudnionych czy kwestii społecznej odpowiedzialności biznesu.

Postęp technologiczny jako inwestycja w nowe możliwości

Inwestycje technologiczne poczynione w okresie pandemii miały na celu najczęściej automatyzację procesów, umożliwienie pracy poza biurem i zdalnego kontaktu z klientem. Takie zwiększenie wydajności wewnętrznej oraz uproszczenie i digitalizacja komunikacji to był jednak dopiero pierwszy krok, a dziś firmy powinny skoncentrować się na pełnym wykorzystaniu możliwości, jakie oferuje im już wdrożona technologia.

Najważniejszą zmianą w obszarze technologicznym jest jednak odejście od postrzegania takich wydatków w kategoriach kosztowych. Nie wszyscy decydenci zdają sobie sprawę, że należy na nie spojrzeć przede wszystkim jak na inwestycję, strategiczne aktywo, umożliwiające podejmowanie nowych działań oraz pozwalające lepiej zrozumieć oczekiwania i preferencje potencjalnych klientów – mówi Marcin Warszewski.

W kontekście innowacji należy wspomnieć o rosnącej roli firm z branży Insurtech. Z jednej strony start-upy zajmujące się taką działalnością mobilizują ubezpieczycieli do inwestycji i działania. Z drugiej zaś, oferują rozwiązania, mogące wspierać punktowo pewne obszary działalności ubezpieczycieli i wkraczać w nowe, upatrzone przez nich nisze.

Rosnące znaczenie zrównoważonego rozwoju

Zdaniem ekspertów Deloitte ubezpieczyciele mogą się spodziewać, że interesariusze coraz częściej będą oceniać ich podejście do zagadnień z obszaru zrównoważonego rozwoju, takie jak ryzyko klimatyczne, różnorodność i włączenie społeczne, sprawiedliwość i przejrzyste zarządzanie. Te wszystkie elementy mogą stać się konkurencyjnym wyróżnikiem w walce o talenty, inwestorów i udział w rynku.

Wiele firm ubezpieczeniowych podjęło pierwsze kroki w obszarze ESG, ale najczęściej były to działania okołoregulacyjne i reaktywne, takie jak przygotowanie wymaganych polityk i raportów czy przyjęcie pewnych zobowiązań. Zagadnienia z obszaru zrównoważonego rozwoju mają szansą nabrać większego znaczenia dopiero wówczas, kiedy zostaną włączone do celów zarządczych, na równi z planami czysto finansowymi.

Biorąc pod uwagę priorytety ESG, ubezpieczyciele będą i powinni być oceniani nie w oparciu o podejmowane zobowiązania, ale o to, na ile ich działania faktycznie ograniczają zmiany klimatyczne, promują różnorodność wśród swoich pracowników i kadry zarządzającej, wspierają inkluzywną kulturę oraz zwiększają przejrzystość decyzji i struktur zarządczych.

Na tempo wdrażania tych zmian duży wpływ mogą mieć warunki zewnętrzne, ale zdaniem autorów raportu te długoterminowe cele powinny mieć odzwierciedlenie w strategicznych działaniach i planach ubezpieczycieli, którzy mają do spełnienia bardzo ważną funkcję zachęcania ubezpieczonych do wdrażania bardziej zielonych rozwiązań poprzez odpowiednie kształtowanie produktów i cen ubezpieczeń.

Będzie 25%? Przedsiębiorcy: „Decydujące starcie z inflacją dopiero przed nami”

Decydujące starcie z inflacją dopiero przed nami. „Przedsiębiorcy szykują się na najtrudniejszy kwartał w historii”.

– Prognozy ekonomistów są jednoznaczne, że szczyt inflacji dopiero przed nami. Wiadomości Głównego Urzędy Statystycznego o kolejnym wzroście inflacji to koszmar zarówno dla przedsiębiorców jak i konsumentów. Właśnie szykowane są budżety działania i ramy zatrudnienia na rok 2023. Biorąc pod uwagę kolejne wzrosty inflacji, podwyżkę płacy minimalnej i spowolnienie w sektorze produkcji należy spodziewać się, że początek roku w wielu firmach będzie czasem optymalizacji, a czasem nawet rozstań z pracownikami – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Przedsiębiorcy szykują się na bardzo trudny I kwartał roku 2023. „Wszystkie plany kreślone ołówkiem”

Według ostatniego odczytu Głównego Urzędu Statystycznego inflacja w Polsce dobija do 18%. To nie jest zaskoczenie. Eksperci mówią wręcz, że dane oficjalne „ukrywają” inflację realną. Wiele surowców i produktów wzrosło znacznie mocniej. Odczuwalny wzrost cen w produkcji spożywczej czy przemysłowej jest nawet dwukrotnie wyższy. Ceny się nie zatrzymują i nie wiadomo, kiedy mogą się zatrzymać.

– Przedsiębiorcy są bardzo ostrożni w przygotowaniu kosztorysów na rok 2023. To samo dotyczy siatki zatrudnienia, planów inwestycyjnych, priorytetów działalności. Wszystko jest kreślone ołówkiem, bo tak naprawdę nie wiadomo jeszcze, jak poważne tąpnięcie gospodarcze nastąpi zimą. Wciąż niewiele wiadomo o kosztach energetycznych, cenach ogrzewania czy dostępności pewnych produktów. Obawiamy się, że przed nami naprawdę bardzo trudny I kwartał roku 2023 – mówi Hanna Mojsiuk.

– Nie kreślimy jeszcze czarnych scenariuszy. Firmy z którymi rozmawiamy są bardzo ostrożne w prognozach. Mówią jednak wprost: niepewność nie służy biznesowi. Każdy kolejny odczyt inflacyjny generuje poczucie, że prognozy sprzed miesięcy po prostu się nie zgadzają z rzeczywistością – mówi Hanna Mojsiuk.

Jak dodaje Prezes Północnej Izby Gospodarczej firmy robią wszystko, by nie zwalniać pracowników i nie przerzucać kosztów na konsumentów. Jest to jednak coraz trudniejsze.

„Zmora inflacyjna” nadal wisi nad polską gospodarką

Ekonomiści współpracujący z Północną Izbą Gospodarczą w Szczecinie nie mają wątpliwości, że rosnąca inflacja odbija się na gospodarce. Efektem może być spowolnienie tempa rozwoju wielu firm.

– Wydaje się, że pierwszy kwartał 2023 to będzie decydujące starcie. Możemy się spodziewać przyspieszenia wzrostu cen, bo w nowym roku swoje skutki proinflacyjne ujawnią nowe taryfy za energię elektryczną. Zamrożenie cen dla gospodarstw domowych, samorządów i tzw. podmiotów wrażliwych sprawy nie załatwia, wszak to mimo zamrożenia istotny wzrost cen energii (nawet o 100 proc.). Do tego nie można zlekceważyć potencjalnego wpływu powrotu stawek VAT do normatywnej skali. Nawet jeśli po szoku z początku roku, w kolejnych miesiącach (być może w połowie roku) rozpoczniemy kurs dezinflacyjny, to tak czy owak musimy przywyknąć do dwucyfrowej inflacji, która będzie męczyć nas i gospodarkę jeszcze przynajmniej przez dwa lata – komentuje prof. Aneta Zelek z Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu.

– Bez radyklanego zwrotu w polityce fiskalnej nie mamy szans na  opanowanie inflacji.  Ofiarami tych błędów pozostają kredytobiorcy obciążeni coraz wyższymi odsetkami od kredytów i my wszyscy – zwykli zjadacze coraz droższego chleba! Ale nawet główny beneficjent inflacji, czyli budżet państwa nie może spać spokojnie. Przed nami bowiem rozstrzygające starcie ze zmorą inflacyjną – dodaje prof. Aneta Zelek.

Wizyta w 2029 roku lub 281 zł za wizytę u specjalisty?

Ceny usług rosną i dotyczy to również sektora usług medycznych. Osoby, które potrzebują kontaktu ze specjalistą muszą zapłacić około 200 zł za prywatną wizytę lekarską lub uzbroić się w cierpliwość, ponieważ na przyjęcie do specjalisty poczekać mogą nawet do 2029 roku.

Według ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego liczba lekarzy posiadających prawo do wykonywania zawodu wynosiła niespełna 150 tysięcy. Biorąc pod uwagę, że Polska liczy ponad 38 milionów obywateli, oznacza to, że 1 lekarz przypada na około 233 osoby mieszkające na terenie całego kraju.

Portal Kalkulator Budowlany opublikował zestawienie średnich najniższych i najwyższych cen za prywatną wizytę u specjalisty w konkretnym województwie w 2022 roku. Przedstawione kwoty są obliczone na podstawie ofert zamieszczonych w internecie. Są to jednak ceny uśrednione i mogą się różnić w zależności od wielkości miasta w konkretnym województwie.

Najdrożej w największych miastach Polski

Za wizytę u specjalisty najwięcej zapłacimy w Warszawie. Wizyta u kardiologa dziecięcego w stolicy to koszt około 301 zł, u chirurga naczyniowego – 248 zł, a hematologa – 274 zł. Dla porównania w woj. kujawsko-pomorskim, które notuje jedne z najniższych cen wizyt lekarskich,  zapłacić można o ok. 92 zł mniej.

Nawet jeśli pojedyncza wizyta u specjalisty nie okaże się dużym wydatkiem, to już kilka wizyt związanych z koniecznością wykonania badań oraz kontrolą mogą znacząco obciążyć nasz budżet.

Wizyta domowa lekarza rodzinnego może nas kosztować od 186 zł do 268 zł. W tym przypadku najdrożej jest w województwie śląskim. Więcej muszą zapłacić pacjenci korzystający z usług alergologa. Koszt pojedynczej wizyty, to ok. 255 zł (mazowieckie). Kilka wizyt w celu ustalenia źródła alergii oraz wykonanie testów daje już dużo wyższą kwotę.

Cena za wizytę u specjalisty jest zależna od kilku czynników. Należą do nich: specjalizacja, lokalizacja oraz tytuł naukowy wybranego przez nas specjalisty. Najdrożej zapłacimy za wizytę u specjalistów, których jest w Polsce najmniej, ale też i u tych, którzy cieszą się największym zainteresowaniem.

Duży wpływ na cenę wizytę ma lokalizacja, w której szukamy lekarza – najdroższe są wizyty w woj. mazowieckim, łódzkim, śląskim, małopolskim i zachodniopomorskim. Ceny te mogą znacząco się różnić od województwa kujawsko-pomorskiego czy podkarpackiego, które plasują się najniżej w tym zestawieniu. Należy mieć jednak na uwadze, że najwyższe ceny dotyczą dużych miast – Warszawy, Krakowa czy Łodzi. W mniejszych miejscowościach koszt wizyty może być już znacznie niższy.

To, ile kosztuje wizyta, zależy również od tytułu naukowego. Z reguły najdrożej zapłacimy u lekarza z tytułem profesorskim.

Należy dodać, że na wysokość ceny wpływ ma również problem, z jakim zgłaszamy się do lekarza. Istnieje grupa osób, która co roku w sezonie zimowym regularnie odwiedza internistę z powodu infekcji dróg oddechowych. Niektóre problemy zdrowotne mają bardziej złożony charakter i przykładowo źródło przewlekłego kaszlu powinno zostać zbadane nie tylko przez pulmonologa, ale i laryngologa, a nawet gastrologa. Takie badanie może wymagać sporej ilości czasu, ale i pieniędzy, jeśli zdecydujemy się na skorzystanie z usług prywatnych gabinetów lekarskich.

Co w sytuacji, gdy w ciągu roku będziemy musieli udać się do kilku różnych specjalistów? Przy założeniu konieczności odbycia jednej wizyty u lekarzy kilku specjalizacji w ciągu roku, ich koszt z pewnością przekroczy 1 000 zł. Wliczając dodatkowe badania, za diagnostykę i leczenie możemy zapłacić nawet kilka tysięcy złotych.Łączny koszt wizyt u specjalistów

Leczenie urazów droższe niż leczenie problemów ze wzrokiem

Do najczęściej wybieranych przez Polaków lekarzy specjalistów należą ginekolog, pediatra, ortopeda, dermatolog, endokrynolog oraz okulista, jak donosi portal prawo.pl

Z kolei na podstawie danych, które przedstawił portal Kalkulator Budowlany, wnioskować możemy, że do najdroższych wizyt u specjalistów możemy zaliczyć ginekologów (274 zł), endokrynologów (281 zł) i ortopedów (294 zł), czyli lekarzy, do których kolejki bywają bardzo długie. Do jednych z tańszych wizyt należy wizyta u internisty czy laryngologa – średni koszt nie przekracza 250 zł.

Z danych wynika, że najdroższe wizyty odbywają się w województwie mazowieckim. Dogo jest również na Śląsku, w Małopolsce, w województwie łódzkim oraz zachodniopomorskim.

7 lat czekania na endokrynologa z NFZ

Darmowe wizyty u lekarzy specjalistów są możliwe, jednak w ramach świadczenia z Narodowego Funduszu Zdrowia. Z tym jednak bywa różnie, ponieważ wizyta u specjalisty dostępna od ręki rzadko się zdarza. Bywa natomiast tak, że na wizytę trzeba czekać miesiącami, a nawet latami.

Informacje o dostępnych terminach publikuje portal terminyleczenia.nfz.gov.pl, a przedstawione poniżej dane dotyczą stanu z dnia 21.10.2022 r. Z zestawienia wynika, że w Tarnowskich Górach, w województwie śląskim maksymalny czas oczekiwania na wizytę u ginekologa wynosi 12 miesięcy (17.10.2023 r.), w Piasecznie (województwo mazowieckie) na dermatologa najdłużej możemy czekać niecałe 3 lata (02.04.2025 r.), podobnie sytuacja wygląda we Wrocławiu, jeśli zależałoby nam na wizycie u ortopedy (04.08.2025 r.). Maksymalny czas oczekiwania na spotkanie z pediatrą w Szczecinie wynosi prawie 4 lata (12.08.2026 r.), na okulistę w Olsztynie (warmińsko-mazurskie) możemy poczekać do 5 lat (02.02.2027 r.). Rekord dotyczy endokrynologa, na którego w Lubinie (dolnośląskie) najdłuższy termin przypada na 2029 rok (a dokładnie 08.11.2029 r.). Wizyty w przeciągu kilku dni lub tygodni oczywiście są możliwe, jednak są one zależne od tego, jakimi zasobami dysponują poszczególne przychodnie.Najdłuższe terminy do specjalistów

Kiedy nadejdzie czas na gołębi Fed pivot? Raport przed decyzją FOMC

Czwarta z rzędu podwyżka stóp procentowych Fedu o 75 pb. jest w środę 2.11 właściwie pewna. Tę skalę ruchu wyceniają też w pełni kontrakty fed fund futures. Mniejszy ruch byłby zatem ogromnym rozczarowaniem dla rynków finansowych i spowodowałby wyprzedaż dolara. Przyszłe decyzje Fed, od grudniowej począwszy, stoją jednak pod znakiem zapytania i rynek już czeka na sygnały dot. przyszłego gołębiego zwrotu Rezerwy Federalnej.

Uważamy, że listopadowe posiedzenie FOMC (Federalnego Komitetu ds. Operacji Otwartego Rynku) może być jednym z najważniejszych podczas trwającego cyklu zacieśniania. Naszym zdaniem od czasu ostatniego posiedzenia we wrześniu podwyższona presja cenowa wciąż potwierdza, że agresywne zacieśnianie polityki jest potrzebne, i wydaje się, że przekona decydentów do konieczności jeszcze co najmniej jednej niezwykle dużej podwyżki. Główna miara inflacji CPI w USA we wrześniu ponownie spadła (z 8,3% w sierpniu do 8,2%), wciąż jednak przekracza oczekiwania. Rośnie jednak inflacja bazowa, która osiągnęła najwyższy od czterech dekad poziom 6,6%.

Wykres 1: Inflacja w USA (2012 – 2022)

Wykres 1: Inflacja w USA (2012 – 2022)
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 31.10.2022

Rynek głodny sygnałów o przyszłych ruchach

Tempo dalszego zacieśniania polityki po listopadowym posiedzeniu jest jednak trudniejsze do przewidzenia. W tym tygodniu nie będzie publikacji nowego dot plotu, więc uczestnicy rynku skupią się w pełni na wskazówkach dotyczących dalszych działań zawartych w oświadczeniu Fedu i pojawiających się podczas konferencji prasowej prezesa Jerome’a Powella po posiedzeniu.

Rynek będzie analizować ton i treść komunikatów Fedu w poszukiwaniu oznak, które mogłyby zweryfikować poniższe założenia:

  • Czy na ostatnim posiedzeniu FOMC w tym roku, w grudniu, Fed zmniejszy tempo podnoszenia stóp, dokonując ruchu o 50 pb.?
  • Czy na następującym po nim zebraniu w lutym cykl zacieśniania może zostać zakończony?

Szanse na pivot rosną

Uważamy, że powrót w grudniu do podwyżki o 50 pb., który byłby zgodny z wrześniowym dot plotem FOMC (mediana 4,4%), jest teraz najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. Spodziewamy się więc, że Fed w środę zasygnalizuje, że w grudniu możliwe jest spowolnienie tempa podwyżek stóp, przekonanie to nie jest jednak silne. Artykuł opublikowany w październiku w „Wall Street Journal” (WSJ) sugeruje, że niektórzy decydenci czują się coraz mniej komfortowo z wpływem agresywnych podwyżek stóp na amerykańską gospodarkę.

W ostatnich tygodniach obserwowaliśmy także oznaki gołębiego zwrotu wśród garstki członków Fedu – swoje zaniepokojenie możliwymi dużymi podwyżkami na kolejnych posiedzeniach po najbliższym wyrazili choćby Lael Brainard, Charles Evans czy Esther George. Ta sprzeciwiająca się frakcja prawdopodobnie zaznaczy swoją obecność w oficjalnej komunikacji banku.

Słabsze dane z USA nakładają presję na Fed

Od czasu publikacji artykułu w WSJ dane makroekonomiczne z USA uległy pogorszeniu, co naszym zdaniem wywoła dodatkową presję na decydentów, by zdecydowali się na gołębi zwrot. Zbiorczy indeks PMI od S&P spadł głębiej w obszar kurczenia się głównych sektorów (47,3), nastroje konsumentów pogorszyły się znacznie poniżej oczekiwań, a rynek nieruchomości wykazuje oznaki spowolnienia – ceny domów w USA spadły w sierpniu po raz drugi z rzędu, co zdarzyło się po raz pierwszy od ponad dekady.

Fed prawdopodobnie podkreśli ponownie, że jego działania zostają zależne od napływających danych, więc kolejny gwałtowny wzrost cen konsumenckich przed kolejnym posiedzeniem może wpłynąć na zmianę podejścia. Nie możemy zapominać o tym, że jego głównym celem jest zapewnienie stabilności cen, a Powell długi czas zaznaczał, że bank zamierza podnosić stopy procentowe tak długo, aż zobaczy przekonujące oznaki opanowania inflacji.

Wykres 2: Indeks cen domów w USA (2000 – 2022)

Wykres 2: Indeks cen domów w USA (2000 – 2022)
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 31.10.2022

Kiedy nastąpi koniec cyklu zacieśniania polityki monetarnej w USA?

Uważamy, że w tym tygodniu nie dostaniemy żadnych jasnych wskazówek dotyczących planowanego przez Fed terminu zakończenia cyklu podwyżek. Będzie to zależne od napływających danych, a decydenci prawdopodobnie będą unikać na spotkaniu 2.11 jakichkolwiek zapewnień dotyczących stóp procentowych. Byłoby to naszym zdaniem przedwczesne ze względu na panujące warunki – inflacja bazowa pozostaje niezwykle wysoka, przyrost miejsc pracy jest silny, a stopa bezrobocia jest najniższa od dekad.

Warto również zaznaczyć, że oczekiwania inflacyjne ponownie wzrosły – jedna z popularniejszych rynkowych miar, stopa breakeven (10-year breakeven inflation rate) powróciła do 2,45% (z niskich 2,15% we wrześniu). Sądzimy, że Fed zaczeka do grudniowego posiedzenia, podczas którego opublikowane zostaną nowe projekcje makroekonomiczne i dotyczące wysokości stóp procentowych, zanim przedstawi realny termin potencjalnego zakończenia trwającego procesu zacieśniania.

Wykres 3: Oczekiwania inflacyjne w USA (2021 – 2022)

Oczekiwania inflacyjne w USA (2021 – 2022)
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 31.10.2022

Kurs dolara mocno zależny od nastawienia Fedu

W ciągu ostatnich tygodni dolar amerykański spadł z najwyższego od 20 lat poziomu względem podobnych głównych walut, częściowo przez złagodzenie oczekiwań dotyczących podwyżek stóp procentowych przez Fed. Kontrakty fed fund futures wyceniają podwyżkę o 75 pb. w grudniu na ok. 30% (wcześniej 75%), więc zwrot w kierunku podwyżki o 50 pb. na posiedzeniu w tym tygodniu nie byłby jednoznacznie katastrofalny dla dolara, niemniej prawdopodobnie spowodowałby jego wyprzedaż. Taki obrót spraw byłby korzystny dla złotego.

Jeśli Fed zostawi w grze kolejną podwyżkę o 75 pb. w grudniu, dolar prawdopodobnie otrzyma silne wsparcie w drugiej połowie tygodnia, z kolei złoty może znaleźć się pod presją. Biorąc pod uwagę ograniczone postępy poczynione przez decydentów w walce z inflacją, nie można całkowicie wykluczyć takiej możliwości.

Decyzja w sprawie stóp procentowych Fedu zostanie ogłoszona w środę o godz. 19:00, a konferencja prasowa rozpocznie się o 19:30.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Wszyscy czekają na FED

Pomimo dnia wolnego w Polsce i części krajów ten tydzień będzie niezwykle istotny dla rynków walutowych i ogólnie finansowych. Za nami już dane o inflacji w strefie euro, które pokazały wyraźny wzrost w październiku, znacznie przewyższający oczekiwania konsensusu. W środę 2.11 poznamy wynik posiedzenia Rezerwy Federalnej, zaś w czwartek 3.11 Banku Anglii (BoE).

Aktywa ryzykowne na całym świecie w zeszłym tygodniu doświadczały stabilizacji lub zyskiwały – rynki wyceniają obecnie nieco niższe niż wcześniej ostateczne stopy procentowe banków centralnych, a rentowności papierów skarbowych spadają. Inwestorzy zdają się dawać premierowi Rishiemu Sunakowi kredyt zaufania w kontekście jego zapewnień, że ustabilizuje brytyjskie finanse, dzięki czemu funt radził sobie lepiej niż inne waluty G10 i znacznie umocnił się względem dolara. Wyniki euro nie były złe mimo nieco gołębiej retoryki Europejskiego Banku Centralnego, zaś dane z USA dotyczące gospodarki i wyników firm mają niedźwiedzi wydźwięk, co utwierdza w przekonaniu, że zwrot Fedu w kierunku postawy wait-and-see może nie być zbyt odległy.

Oczekuje się, że Fed ponownie podniesie stopy procentowe o 75 pb. – BoE podobnie. W obu przypadkach najważniejsza będzie ich komunikacja z rynkami. Banki centralne w Kanadzie i Australii zwolniły już tempo podwyżek, więc nie będziemy zaskoczeni, jeśli decydenci Fedu również będą skłaniać się ku temu w kolejnych miesiącach. W przypadku Banku Anglii sytuacja wygląda inaczej, ponieważ dużo zależy od jeszcze nieokreślonych ściśle planów fiskalnych nowego premiera Rishiego Sunaka. Klamrą zamykającą niezwykle pełen wydarzeń tydzień na rynku będzie raport NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy w piątek 4.11.

PLN

Polski złoty w ubiegłym tygodniu był jedną z najlepiej radzących sobie walut na świecie. Para EUR/PLN kontynuuje zjazd w dół w kierunku poziomu 4,70. Siłę złotego wiążemy przede wszystkim z poprawą sentymentu, wspieraną przez spadek cen gazu i zmniejszające się obawy o sytuację energetyczną w Europie.

Poniedziałkowe poranne dane o inflacji w Polsce nie zaskoczyły, jednak pokazały kolejną zwyżkę – do 17,9% – wspieraną m.in. przez silny wzrost cen żywności. Choć dane implikują, że wzrosła też inflacja bazowa, nie powinny zbyt dużo zmienić w zakresie perspektyw krajowej polityki pieniężnej. Przed nami w tym tygodniu jeszcze dane PMI dla przemysłu (w środę 2.11), jednak dla złotego kluczowe powinny nadal pozostawać informacje z zewnątrz.

EUR

Indeksy PMI dla aktywności biznesowej w strefie euro w październiku ponownie spadły, lecz dane dotyczące PKB w III kwartale w Niemczech były lepsze od oczekiwań. EBC podniósł stopy procentowe o 75 pb. i wydaje się, że podjął swego rodzaju próbę zawoalowanego gołębiego zwrotu przez niewielkie zmiany w komunikacji. Zrezygnowano z określenia „na następnych kilku posiedzeniach” w odniesieniu do dalszych podwyżek. Nowy komunikat mniej precyzyjnie wskazuje, że bank „będzie kontynuować” podnoszenie stóp. Reakcja euro nie była jednak nadmiernie agresywna.

Niedługo po gołębim komunikacie EBC inflacja w Niemczech znacznie przekroczyła oczekiwania, osiągając zatrważające 11,6% w skali roku – pełne 10 pp. więcej niż stopa overnight EBC po zeszłotygodniowej podwyżce stóp. W poniedziałek wzrost inflacji na poziomie strefy euro potwierdził się – ceny dla konsumentów skoczyły o 10,7%, z kolei bazowa miara inflacji podbiła do 5% – obie wartości są rekordowe. W tym kontekście uważamy, że prezeska banku Christine Lagarde wkrótce będzie musiała ponownie zmodyfikować swoją postrzeganą jako gołębią postawę.

USD

Drugorzędowe dane z amerykańskiego rynku nieruchomości, zaufanie konsumentów i zamówienia dóbr trwałych wskazują, że podwyżki stóp procentowych Fedu zaczynają mieć pewien efekt. Słabe wyniki finansowe firm technologicznych również wzmacniają przeczucie, że zbliżamy się do punktu zwrotnego, przynajmniej w krótkim terminie, i możliwe, że Fed będzie mógł wkrótce zwolnić z zacieśnianiem polityki.

Najważniejszy pozostaje jednak rynek pracy, na którym nie widać jeszcze wyraźnych oznak spowolnienia. Raport non-farm payrolls w tym tygodniu ukaże się po środowym posiedzeniu Fedu, na którym podwyżka stóp o 75 pb. jest w zasadzie pewna.

Pod znakiem zapytania pozostaje, czy prezes Jerome Powell potwierdzi, że w przyszłym roku możliwa jest ostateczna stopa procentowa w okolicy 5% – oczekiwana obecnie przez rynki. Jakiekolwiek oznaki długo wyczekiwanego gołębiego zwrotu Fedu mogłyby uderzyć w dolara.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Inwestorzy tracą apetyt na wegańskie akcje: udziały w alternatywnych produktach mięsnych i mlecznych spadają

Inwestorzy stracili apetyt na tak zwane „akcje wegańskie” w ciągu ostatnich 12 miesięcy, podczas gdy akcje tradycyjnych producentów mięsa radziły sobie znacznie lepiej.

W Światowy Dzień Wegan (1 listopada), eToro publikuje dane zebrane pokazujące, że koszyk 10 największych wegańskich akcji odnotował spadek wartości o 51 proc. w ciągu ostatnich 12 miesięcy i o 36 proc. w ciągu poprzednich dwóch lat. Analogicznie, koszyk akcji najbardziej znanych firm produkujących mięso stracił zainteresowanie inwestorów tylko o 12 proc. w ciągu ostatniego roku i zyskałby 7 proc. w ciągu ostatnich dwóch lat (w przeliczeniu na dolary amerykańskie).

Jest to odwrócenie trendu obserwowanego w poprzednich latach, kiedy to ceny wegańskich akcji gwałtownie wzrosły. W dłuższym okresie koszyk wegański nadal byłby lepszą inwestycją niż koszyk mięsny, przynosząc 38 proc. vs -10 proc. w okresie trzyletnim i 20 proc. vs 5 proc. w okresie pięciu lat. Wynika to wyłącznie z fenomenalnego wzrostu firmy Celsius Holdings, produkującej wegańskie napoje, u której cena akcji skoczyła o ponad 1500 proc. w ciągu pięciu lat.

Przez pięć lat żaden z koszyków nie przyćmił zysków zapewnianych przez Nasdaq, który wzrósł o 67 proc. Jednak oba radziły sobie w tym okresie znacznie lepiej niż FTSE100, który spadł o 5 proc.

Czas inwestowania Koszyk akcji mięsnych Koszyk akcji wegańskich Nasdaq FTSE100 Mięsne vs wegańskie
1 rok -12% -51% -28% -3% 39%
2 lata 7% -36% -4% 22% 44%
3 lata -10% 38% 35% -3% -47%
5 lat 5% 20% 67% -5% -15%

Dane dotyczące ceny akcji pobrane na zamknięcie rynku 26/10/2022. Wyniki indeksu obliczono w dolarach amerykańskich.

Oprócz Celsius Holdings, koszyk wegański zawierał dobrze znane firmy zajmujące się substytutami mięsa i nabiału, takie jak Beyond Meat i Oatly, z których obie odnotowały gwałtowny spadek cen akcji w 2022 roku, niedługo po wejściu na Nasdaq. Koszyk składał się również z marek skupionych na weganach w innych sektorach, na przykład firmy kosmetycznej ELF Beauty. Koszyk akcji mięsnych obejmował gigantów produkujących mięso, takich jak brazylijska firma JBS, największe przedsiębiorstwo przetwórstwa mięsnego na świecie, oraz amerykański producent mięsa Tyson Foods.

Komentując dane, Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro, powiedział: Wiele z tak zwanych wegańskich akcji gwałtownie wzrosło podczas szerszego boomu VC i technologii w ciągu ostatnich kilku lat, ale teraz rozbijają się o ziemię wśród trudnych warunków rynkowych, wysokich stóp procentowych i ryzyka recesji. Wiele z tych akcji osiągało fatalne wyniki po stosunkowo niedawnym wejściu na giełdę, choć sukcesy takie jak Celsius pokazują, że w tej przestrzeni na pewno istnieją możliwości.

Jeśli chodzi o to, co napędza ostatnie trendy, podczas gdy ten wegański nadal rośnie, zasiedziałe firmy białkowe i giganci spożywczy o ugruntowanej pozycji obecnie walczą, rozszerzając działalność na nowe linie produktów innych niż mięso, wykorzystując swoją przewagę w zakresie skali i dystrybucji. Tradycyjne akcje mięsne zachowują się bez pośpiechu stabilnie, a spółki te prawdopodobnie korzystają teraz z faktu, że konsumenci kupują tańsze źródła białka w obliczu kryzysu kosztów utrzymania, podczas gdy inwestorzy skłaniają się bardziej ku podstawowym akcjom wartościowym w obecnym klimacie.

Wegańskie akcje Cena akcji w 2022 r. Wyniki w ciągu 5 lat Mięsne akcje Cena akcji w 2022 r. Wyniki w ciągu 5 lat
Beyond Meat -79% N/A Tyson -22% -5%
Oatly -73% N/A Hormel -6% 51%
Local bounti -54% N/A BRF* -40% -83%
Tattooed chef -73% N/A Pilgrims Pride -20% -27%
AppHarvest -57% N/A Archer Daniels 40% 115%
Ingredion -12% -31% JBS* -31% 88%
Olaplex Holdings -84% N/A WH Group* -16% -46%
ELF Beauty 35% 96% Marfrig* -50% 0%
Celsius Holdings 21% 1,561% Minerva* 34% -29%
National Beverage -4% -8% NH Foods* -32% -56%

*Wszystkie dane dotyczące cen akcji są dokładne na dzień zamknięcia rynku 26/10/2022. *Wyniki w dolarach amerykańskich.

STS Holding: wypłata zaliczki na poczet dywidendy za rok 2022

STS Holding – spółka dominująca w Grupie STS, jednego z największych bukmacherów w Europie Centralnej oraz lidera rynku w Polsce – wypłaciła zaliczkę na poczet dywidendy za rok 2022. Do akcjonariuszy trafiło niemal 42,3 mln zł. Kwota zaliczki, przypadająca na 1 akcję, wyniosła 0,27 zł.

W sierpniu 2022 roku STS Holding wypłacił akcjonariuszom dywidendę z zysku za 2021 rok w wysokości 0,37 zł na akcję, czyli łącznie ok. 57,9 mln zł.

Nasza polityka dywidendy zakłada wypłatę akcjonariuszom do 100% wypracowanego zysku netto. W tym roku do naszych akcjonariuszy trafiło łącznie ok. 100 mln zł. Obecnie skupiamy się na maksymalnym wykorzystaniu zbliżających się Mistrzostw Świata w Katarze do wypracowania jak najlepszych wskaźników operacyjnych oraz finansowych mówi Mateusz Juroszek, prezes zarządu STS Holding.

Grupa STS w Q1-Q3 2022 wygenerowała NGR na poziomie 458 mln zł, gdy przed rokiem było to 429 mln zł. Od stycznia do września 2022 roku wartość zawartych zakładów przez klientów Grupy STS wyniosła 3,300 mld zł, gdy przed rokiem było to 3,274 mld zł. W samym Q3 2022 Grupa wygenerowała historycznie najwyższy NGR w ujęciu kwartalnym, wyniósł on 162 mln zł, przed rokiem było to 134 mln zł.

W Q1-Q3 2022 roku liczba aktywnych użytkowników wyniosła 576 tys. Grupa odnotowała od stycznia do września br. 237 tys. nowych rejestracji, a liczba klientów, którzy dokonali pierwszego depozytu wyniosła 163 tys.

Grupa STS jest największym pod względem obrotów bukmacherem w Polsce, który działa również na skalę międzynarodową dzięki licencjom w Wielkiej Brytanii oraz Estonii, skąd oferuje usługi na kilku rynkach. Produkty oferowane przez Grupę obejmują zakłady sportowe, zakłady na sporty wirtualne, kasyno internetowe (poza Polską), BetGames oraz szeroką ofertę zakładów na wyniki wydarzeń esportowych.

Grupa od wielu lat nieprzerwanie wdraża strategię „mobile-first” w oparciu o autorski system bukmacherski. Stale rozwija własną platformę technologiczną, aby sprostać potrzebom klientów i wyznaczać rynkowe trendy. Inwestycje Grupy w portfolio produktowe i rozwiązania technologiczne wyniosły w 2021 r. 29 mln PLN. Ponadto w 2020 roku STS S.A. przejęła kontrolę nad czeską spółką technologiczną Betsys, w której obecnie posiada 74% akcji. Betsys jest głównym dostawcą rozwiązań IT dla bukmachera w Polsce, zarówno na potrzeby kanałów online, jak i retail. Łącznie w Grupie zespół ds. rozwoju produktów i platform Grupy składa się z około 160 wysoko wykwalifikowanych osób, w tym około 85 programistów, 55 innych pracowników zajmujących się rozwojem technologii i platform oraz 20 pracowników zajmujących się business intelligence oraz analityką biznesową.

Rosną obroty centrów handlowych – wyniki za sierpnień 2022 r.

  • Obroty centrów handlowych w sierpniu 2022 r. były o 19,9% wyższe niż w sierpniu 2019 r.
  • Obroty wzrosły we wszystkich kategoriach obiektów. W największych galeriach (powyżej 60 tys. mkw. GLA) wzrost wyniósł 26,2%. Duże obiekty (40-60 tys. mkw. GLA) notowały wzrosty o 14,6%, średnie (20-40 tys. mkw. GLA) o 13,6%, a najmniejsze (5-20 tys. mkw. GLA) o12,6%.
  • W podziale na kategorie obroty rosły odpowiednio: wyposażenie domu z RTV i AGD o 28,1%, odzież o 12,4%, a gastronomia o 38,9%.

– Obroty centrów handlowych pozostają wyższe niż przed pandemią. Ze wskaźnika Turnover Index wynika, że w sierpniu 2022 r. wzrosły o blisko 20% w porównaniu do sierpnia 2019 r. Liczymy, że podobne wyniki utrzymają się także w nadchodzących miesiącach, które są kluczowe dla handlu. Z uwagą obserwujemy wciąż rosnącą inflację i w konsekwencji wzrastające koszty utrzymania, na które dodatkowo wpływają jeszcze ponadnormatywne koszty energii. Z pewnością są to czynniki, które mogą wpływać na postawy konsumentów – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

W czasie wakacji klienci chętnie korzystali z oferty gastronomicznej, proponowanej przez centra handlowe. Wzrost w tej kategorii o blisko 39% pokazuje jak ważny dla klientów jest aspekt społeczny centrów handlowych i potrzeba obcowania z ludźmi po okresie zamknięcia, który wymusiła pandemia. To trend trwający od momentu zniesienia restrykcji sanitarnych.

Polacy chętnie kupują sprzęt RTV i AGD oraz artykuły wyposażenia domu w sklepach stacjonarnych, na co wskazuje ponad 28% wzrost w tej kategorii w sierpniu. Z kolei moda odnotowała ponad 12% wzrost dynamiki obrotów w porównaniu do sierpnia 2019 r.

Odwiedzalność centrów handlowych we wrześniu 2022 r., mierzona liczbą klientów na 1 mkw. powierzchni najmu, była o 0,7% wyższa niż w sierpniu 2019 r.

Euro stabilne, Brazylia nie

Piątkowe zamknięcie rynków było wyjątkowo spokojne dzięki stabilnym danym z obu stron oceanu. Weekend to jednak nie tylko zmiana czasu, ale również wybory w Brazylii, które mogą jeszcze namieszać.

Dobra dane z Niemiec

Piątkowe dane zza Odry były dobre dla euro. Niekoniecznie dla portfeli Niemców. PKB rośnie wyraźnie szybciej od oczekiwań. 1,1% wzrostu w skali roku to niby nic specjalnego. Należy jednak pamiętać, że spodziewano się raptem 0,7%. Do tego doszedł jeszcze wstępny odczyt inflacji. Wynosi ona 10,4%, co jest wynikiem aż o 0,3% powyżej oczekiwań rynków. Tym samym Niemcy pewniej rozpadają się w klubie dwuprocentowej inflacji. Dane te miały wpływ głównie na relacje pomiędzy euro a dolarem. Pomimo tego, że dolar odbijał się właśnie od najsłabszych poziomów od pierwszej połowy września, piątek zakończył się stabilizacją na głównej parze walutowej.

Neutralne odczyty z USA

Piątkowe dane zza oceanu były mocno neutralne. Wydatki symbolicznie wzrosły, ale 0,1% różnicy to nie jest zmiana kluczowa. Do tego mieliśmy wzrost dochodów zgodny z oczekiwaniami. Na deser o 16:00 dostaliśmy jeszcze równie symbolicznie lepszy raport Uniwersytetu Michigan. Ten z kolei został trochę przykryty przez indeks podpisanych umów kupna domów, który spadł aż o 10,2%. To ponad dwukrotnie mocniej niż oczekiwano. Jest to też największy spadek od lutego 2021, czyli pełnego roku pandemii COVID-19. Dane te tylko utwierdziły stagnację na głównej parze walutowej, przypieczętowując dość spokojne zamknięcie tygodnia.

Wybory w Brazylii

Wybory w Brazylii zakończyły się relatywnie niewielkim zwycięstwem Luiza Inacio Lula da Silva, zwanego w mediach po prostu Lula. Jest on reprezentantem tamtejszej lewicy. Nie jest to nowa postać na tamtejszej scenie politycznej. Pełnił funkcję prezydenta w latach 2003-2011. Wygrał on wybory z dotychczasowym prezydentem Jair Bolsonaro. Są to wyraźnie różne postacie. Ustępująca głowa państwa określana jest bowiem “brazylijskim Donaldem Trumpem”, którego zresztą mocno podziwia. Podobnie jednak jak amerykański prezydent, nie akceptuje on wyniku wyborów i uważa, że zostały one sfałszowane. Różnica 1,8% to niby niewiele, ale to jednak ponad 2 miliony głosów. Same wybory nie powinny mieć większego wpływu na rynki. Co dopiero zamieszanie związane z ich nieuznaniem. To już może mieć realny wpływ.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

10:00 – Polska – wstępny odczyt inflacji.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Euro niewrażliwe na dane o inflacji

Piątkowe wysokie wskaźniki inflacyjne ze strefy euro prawie w ogóle nie wsparły wyceny wspólnej waluty. Być może był to efekt gołębio zinterpretowanego posiedzenie EBC, które zakończyło się konferencją prasową w czwartek . Dzisiejsze dane również nie powinny wpływać jakoś istotnie na kurs euro.

Rynek walutowy wydaje się mieć ustalony pogląd na to, jak obecnie myśli EBC. Fakt, że wspólna waluta nie poruszyła się zbytnio ani w czwartek po posiedzeniu polityki pieniężnej, ani w piątek po danych o cenach obrazuje, że rynek już wcześniej zakładał, że bank centralny będzie realizował mniej restrykcyjny kurs w przypadku zauważalnego schłodzenia gospodarki. Czwartkowe komentarze prezeski Lagarde potwierdziły ten pogląd. Wyższe dane o inflacji w piątek raczej tego nie zmienią, podobnie jak dzisiejsze wyniki dla całej strefy euro.

Inflacja okazuje się na razie być bardziej trwała niż dotychczas zakładano. Ostatnia eskalacja konfliktu w Ukrainie utrwaliła tę tendencję. Fakt, że Rosja wstrzymała umowę zbożową, która ułatwiała eksport ważnych towarów rolnych z Ukrainy, grozi ponownym wzrostem inflacji żywności. Martwić mogą coraz mocniej odklejające się oczekiwania inflacyjne od celu na poziomie 2 proc.

Niektórzy inwestorzy mają nadzieję, że recesja, która nadciąga w zimowym półroczu, zdejmie z banku centralnego znaczną część pracy. W końcu w poprzednich recesjach inflacja zwykle spadała, ponieważ w ich następstwie znacznie zmniejszył się popyt, eliminując w ten sposób istniejący wcześniej nawis popytowy, który wprawił inflację w ruch.

Obecnie gospodarka strefy euro działa na bardzo wysokim poziomie wykorzystania mocy produkcyjnych. Znajduje to odzwierciedlenie w stopie bezrobocia, która jest niższa niż kiedykolwiek od czasu ustanowienia unii walutowej, oraz w wysokim odsetku przedsiębiorstw skarżących się na brak siły roboczej. Obok „wąskich gardeł” podażowych w wielu sektorach i ogromnego wzrostu cen energii jest to jeden z głównych czynników napędzających bardzo wysoką obecnie inflację, na co zwraca uwagę także EBC w swoim ostatnim opracowaniu.

W najbliższych miesiącach popyt będzie spadał. Wynika to z faktu, że ogromny wzrost cen energii zmniejsza siłę nabywczą prywatnych gospodarstw domowych, a wiele firm będzie odkładać projekty inwestycyjne w obliczu znacznie wyższych kosztów. Do tego dochodzi słabszy popyt zagraniczny i pierwsze efekty podwyżek stóp procentowych EBC, które prawdopodobnie będą odczuwalne zwłaszcza w sektorze budowlanym. Wszystko to samo w sobie hamuje popyt, a tym samym inflację.

Jednocześnie jednak firmy stoją w obliczu ogromnego wzrostu kosztów, które chcą w jak największym stopniu przenieść na swoich klientów. Jeśli im się to udaje, to samo w sobie powoduje wzrost inflacji. Jeśli natomiast nie będą w stanie podnieść cen w wystarczającym stopniu, ograniczą produkcję, która nie jest już opłacalna, co widać obecnie w szczególnie energochłonnych sektorach niemieckiego przemysłu wytwórczego, gdzie produkcja spadła od wiosny o 8 proc. Do tego dochodzi wzrost płac. Pracownicy chcą przynajmniej w części zrekompensować realne straty płacowe, jakie ponieśli w ostatnich kilkunastu miesiącach. Jest to tym bardziej prawdziwe, że coraz bardziej 1)wątpią oni w to, że inflacja wkrótce spadnie z powrotem w kierunku celu EBC. Z ankiet przeprowadzonych przez europejską instytucję wynika, że przeciętne gospodarstwo domowe oczekuje obecnie inflacji na poziomie 3 proc. w perspektywie trzech lat. Napięty rynek pracy powoduje, że pracownicy mają dużą szansę na uzyskanie podwyżek.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Złoty jest mocniejszy, ale na jak długo?

Już nie płacimy ponad 5 zł za euro, dolara i franka. Złoty jest mocniejszy, ale na jak długo? Raczej na krótko. Złoty ma szanse stać się mocniejszą walutą dopiero po 2023 r.

Polska waluta skorzystała ostatnio z fali poprawy sytuacji na świecie. W Europie ceny gazu spadły trzykrotnie w porównaniu z ostatnimi dniami sierpnia, kontrakty giełdowe zawierane są przy cenach poniżej 100 euro za KWh, zagrożenia skutkami kryzysu energetycznego osłabły, co wzmocniło euro wobec dolara, a wzmocnienie wspólnej waluty zwykle sprzyja złotemu. Euro jest mocne czy dolar jest słaby?

– Powodów wzmocnienia złotego jest jednak kilka, w pierwszej kolejności wymieniałbym przerwę w sile wzrostowej dolara – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Leściorz, ekspert CMC Markets. – Polska waluta była szczególnie słaba, gdy we wrześniu para walutowa EUR/USD zeszła poniżej parytetu, teraz mamy odwrotną sytuację, wynikającą jednak nie tyle wzmocnienie się innych walut wobec dolara, co z osłabienia amerykańskiej waluty.

Ponieważ dolar osłabia się, to zyskują waluty rynków wschodzących. Kapitał wracał na te rynki. Jednak ich wzmocnienie raczej nie będzie trwałe. Bardzo wiele zależeć będzie od dwóch podwyżek stóp procentowych w wykonaniu Fed, zapowiadanych na listopad i grudzień.

We wrześniu rynki obawiały się, że zacieśnienie polityki monetarnej w wykonaniu Fed będzie ostrzejsze niż wcześniej przewidywano. Teraz inwestorzy testują czy będzie pivot, czyli że dojdzie do zwrotu w polityce Fed. Spodziewają się, że podwyżki podstawowej stopy procentowej zatrzymają się nie wyżej niż na 4,5%.

W kontekście tego, co dzieje się w Europie oprócz cen kontraktów na gaz równie ważne jest zacieśnianie polityki monetarnej przez EBC. Rynek wycenia, że EBC walcząc z inflacją podniesie podstawową stopę do 2,25%.

– Inwestorzy wyceniają, że pivot będzie szybszy w wykonaniu Fed niż EBC, ale trwający dłużej w strefie euro problem walki z inflacją niesie z sobą też zagrożenia związane z Europą dwóch prędkości, ponieważ inaczej trzeba będzie działać na Zachodzie, inaczej na Południu ze względu na różne poziomy zadłużenia – wyjaśnia ekspert CMC Markets.

Prognozy dla złotego nie są optymistyczne, a satysfakcja z październikowego wzmocnienia powinna być umiarkowana, skoro złoty wraz z forintem należy do walut, które są słabe, gdy jednocześnie mocna walutą regionu jest czeska korona. W 2022 r. korona zachowała swą siłę wobec euro. Euro wzmocniło się wobec forinta o 12%, a wobec złotego o 5%.

– Widać gigantyczne różnice i dysproporcje w sile tych trzech walut, tym bardziej, że te trzy kraje w podobny sposób walczą z bardzo wysoką inflacją – dodaje M.Leściorz z CMC Markets. – Zaufanie inwestorów do czeskiej gospodarki i polityki monetarnej jest dużo większe bo czeska polityka jest dużo bardziej przewidywalna.

Choć złoty jest w tym samym koszyku walut naszego regionu, to rynek dostrzega narastające problemy związane z konfliktem rządu z UE, zwłaszcza że to już nie tylko bardzo poważna kwestia braku środków z KPO, ale jeszcze poważniejsze zagrożenie związane jest z dostępem do Funduszu Spójności.

Dysproporcje pomiędzy złotym i koroną mogą być jeszcze większe, a dzieje się to wszystko w specyficznej sytuacji na rynku walutowym, ponieważ zmienność jest gigantyczna, od 2020 r. nie było tak dużych wahań na głównych parach walutowych. Teraz dzienne zmiany osiągają poziomy 5%, co jest sytuacją wyjątkową.

Złoty ma szanse stać się mocniejszą walutą, ale dopiero po 2023 r., kończy ekspert.

Rynki finansowe nie przestają wierzyć w pivot

Na decyzje Fed patrzą wszystkie banki centralne. Czy będzie mniej jastrzębi? Rynki finansowe nie przestają wierzyć w pivot, czyli zmianę polityki monetarnej i bliższą datę obniżek stóp procentowych. W takim scenariuszu złoty byłby silniejszą walutą.

Wyobraźnię inwestorów rozpalił odczyt inflacji w USA oraz rynkowe pogłoski, wedle których analitycy BlackRock spodziewają się gołębiego języka ze strony Jerome’a Powella.

Inflacja PCE, która stanowi istotny wskaźnik dla Fedu wzrosła do 5,1% w ujęciu rocznym wobec 5,2% oczekiwań rynku i 4,9% poprzednio. W ujęciu miesięcznym PCE bazowa wzrosła zgodnie z oczekiwaniami, o 0,5% wobec poprzednich 0,6%. Główna inflacja PCE pozostaje na poziomie 6,2% wzrostu rocznie, przy oczekiwanych 6,3%. Przychody Amerykanów okazały się być na niezmiennym poziomie, choć wydatki wzrosły powyżej oczekiwań. Dane rynek zinterpretował ‘na swoją korzyść’ ponieważ nie widać w nich nadmiernego wzrostu inflacji, co stanowi kolejny ‘plusik’ w grze na pivot, czyli zwrot w polityce monetarnej ze strony Rezerwy Federalnej.

– Jeszcze przed dwoma czy trzema tygodniami Fed wydawał się bardzo jastrzębi i można było spodziewać się w listopadzie i grudniu dwóch podwyżek stóp procentowych i to nawet o 75 pkt. bazowych – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – I wyceniano, że w okresie marzec-czerwiec 2023 r. będziemy mieli szczyty podwyżek, natomiast do końca roku spodziewano się już obniżek, nawet o 50 pkt.

Podstawowa stopa procentowa w okresie szczytu byłaby bliska 5%, jednak nie przekraczając tej granicy, co i tak Amerykanie traktują jako bardzo wysoki poziom. Inwestorzy obstawiają, że na koniec przyszłego roku podstawowa stopa obniży się do 4,25%, a może nawet do 4,00%. I właśnie inwestorzy próbują obecnie rozgrywać taki scenariusz. Próbują grać na pivot.

– Pivot oznaczałby, że podwyżki będą mniejsze i skończą się szybciej i dojść może do zmiany związanych z bilansem baku centralnego, gdy obecnie nadal mamy do czynienia z ograniczaniem bilansu – wyjaśnia ekspert XTB. – Pivot w wykonaniu Fed ostatnio miał miejsce w 2018 r. zaczął zwiększać swój bilans, uznając że rynek potrzebuje zwiększonej płynności. Gdyby Fed w tym roku uznał, że rynek potrzebuje większej płynności, to na tym bardzo straciłby amerykański dolar, natomiast zyskałoby Wall Street.

Słabszy dolar to jednocześnie mocniejsze euro. Wzmocnienie euro sprzyjałoby polskiemu złotemu. Sytuacja powinna sprzyjać wzmocnieniu się złotego.

Para USD/PLN bardzo skorelowana jest z parą EUR/USD i amerykańskim rentownościami, im wyższe rentowności tym wyżej USD/PLN (ostatnio w okolicach 4,70 zł).

– Rentowności w USA teraz są powyżej 4%, natomiast oczekiwania dla długoterminowej stopy procentowej to 2,5% – dodaje M.Stajniak z XTB. – I tym kierunku powinny spadać 10-letnie rentowności obligacji. Na razie to tylko spekulacje rynkowe, dlatego z taką uwagą inwestorzy przyglądają się wypowiedziom członków Fed.

Rosyjscy hakerzy z Xaknet mogli stać za atakami na polski Senat. Teraz atakują parlament Słowacji, Izraela i amerykańskie wojsko

  • Rosyjska grupa hakerska XAKNET oświadczyła, że włamała się do Dowództwa Zasobów Ludzkich Armii USA. Eksperci nie wykluczają, że grupa może stać również za atakami na Senat RP
  • Centrum Informacyjne Senatu poinformowało, że atak DDoS miał charakter wielokierunkowy i został dokonany m.in. z Rosji. Ataki na polski parlament były bardzo podobne do blokady stron parlamentu Słowacji w zeszłym tygodniu, a także do ataków w Bułgarii i Izraelu
  • XakNet jest stosunkowo nowy, więc niewiele o nich wiadomo. Wiemy, że są prorosyjscy, atakują proukraińskie cele, oraz lubią atakować za pomocą DDoS.

Rosyjska grupa hakerska XAKNET oświadczyła, że włamała się do Dowództwa Zasobów Ludzkich Armii USA. Charakter ataków DDoS może wskazywać na XakNet również jako autora ostatnich ataków na Polski Senat. Do podobnych wydarzeń, za sprawą prorosyjskich hakerów, doszło w ostatnim czasie również na Słowacji, w Bułgarii oraz w Izraelu.

W opinii ekspertów seria ostatnich ataków cybernetycznych na instytucje publiczne w Polsce, Słowacji, Bułgarii i Izraelu może wskazywać na działanie grupy XakNet, powiązanej z rosyjkimi hakerami z Killnet. Jak wyjaśnia Liada Mizrachi, ekspert ds. bezpieczeństwa Check Point Software, grupa wykorzystuje strategię ataków DDoS.

XakNet to grupa znana z ataków na największą ukraińską prywatną firmę energetyczną i ukraiński rząd w połowie br. Pod koniec października ugrupowanie przyznało się do włamania do Dowództwa Zasobów Ludzkich amerykańskiej armii. Niewykluczone jednak, że XakNet jest również autorem ostatnich ataków na Senat RP – świadczyć może o tym charakterystyka ataku.

Centrum Informacyjne Senatu poinformowało, że atak DDoS miał charakter wielokierunkowy i został dokonany m.in. z Rosji. Ataki na polski parlament były bardzo podobne do blokady stron parlamentu Słowacji w zeszłym tygodniu. Nie były to jedyne cyberataki w naszym regionie w ostatnim czasie. Dwa tygodnie temu zaatakowano strony internetowe bułgarskiego prezydenta oraz rządu. Jak podała PAP, były to ataki DDoS – takie same, jak w przypadku polskiego Senatu. Tamtejszy kontrwywiad przekazał, iż stoją za nimi rosyjscy hakerzy z grupy Killnet, która współpracowała z XakNet, np. podczas ataków na stronę izraelskiego parlamentu.

– XakNet jest stosunkowo nowy, więc niewiele o nich wiadomo. Wiemy, że są prorosyjscy, atakują proukraińskie cele. Ta grupa lubi atakować za pomocą DDoS. Obecnie istnieje około 2 tysięcy kont śledzących grupę na Telegramie. Skala i zakres ich działalności jest jednak w tej chwili niejasny – podkreśla Liad Mizrachi z firmy Check Point.

W opinii ekspertów intencje tych grup są niebezpieczne. – Choć nie zawsze pracują z Rosją, ale wspierają Rosję – uważa mówi Ivan Righi, starszy analityk ds. cyberzagrożeń w firmie zajmującej się bezpieczeństwem Digital Shadows, który badał Killnet.

Agencja informacyjna Bloomberg informowała w czerwcu br., że amerykańska firma Mandiant zajmująca się cyberbezpieczeństwem ujawniła, że ​​rosyjscy agenci wywiadu przekazali skradzione jej poufne informacje do XakNet. Ukraińscy urzędnicy również wskazywali na XakNet jako organizacje stojącą za atakami na DTEK, największą prywatną firmę energetyczną w kraju. Grupa wielokrotnie publikowała informacje o DTEK na swoim 36-tysięcznym abonenckim kanale Telegram.

Fiskus coraz bardziej aktywny. W pół roku urzędnicy zrobili blisko 2 tys. kontroli celno-skarbowych

  • Fiskus robi więcej kontroli celno-podatkowych. Eksperci nie mają złudzeń. Takich działań będzie przybywać
  • Fiskus zrobił więcej kontroli celno-skarbowych niż rok temu. Ponad 90 proc. zakończono pozytywnie

Według danych Ministerstwa Finansów, o ponad 14% wzrosła rdr. liczba wszczętych kontroli celno-skarbowych. Od stycznia do czerwca br. najwięcej takich działań zainicjował UCS Warszawa, a najmniej UCS Kielce. W pierwszej połowie br. pozytywnie zakończyło się przeszło 92% kontroli. To o ponad 3 p.p. więcej niż w początkowych sześciu miesiącach ub.r. Ostatnio ustalenia wyniosły prawie 4,3 mld zł, a rok wcześniej – blisko 3 mld zł. Zdaniem części ekspertów, liczba kontroli celno-skarbowych będzie rosła. Ale nie brakuje głosów, że należy spodziewać się wdrażania kolejnych narzędzi do wykrywania nieprawidłowości w czasie rzeczywistym. A to w wielu przypadkach pozwoli reagować w sposób mniej ofensywny.

Więcej kontroli

Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów, w pierwszej połowie br. zostało wszczętych 1967 kontroli celno-skarbowych. To o 14,3% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich działań było 1721. W opinii doradcy podatkowego Ewy Flor, procent wzrostu wydaje się znaczący, ale jesteśmy w okresie popandemicznym. Porównujemy więc dane z okresu pełnych restrykcji ze stanem wyjścia z tzw. lockdownów. Według eksperta, wzrost nie powinien więc zaskakiwać.

– Kontroli jest dużo. Moim zdaniem, należy domniemywać, że ma to związek m.in. ze znoszeniem obostrzeń i ograniczeń wynikających z pandemii. Ponadto doszło do znacznego zautomatyzowania procesów kontroli i wcześniejszego wykrywania nieprawidłowości. Przyczyniły się do tego takie rozwiązania, jak wprowadzenie kas online, rozbudowa systemu STIR czy obowiązek składania plików JPK. Organy skarbowe reagują więc znacznie wcześniej niż 4 czy 5 lat, po tym jak nieprawidłowe rozliczenie faktycznie miało miejsce – komentuje Marek Niczyporuk, doradca podatkowy i radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI.

Z udostępnionych danych wynika, że w pierwszej połowie br. najwięcej kontroli celno-skarbowych zostało wszczętych przez UCS Warszawa – 253 (rok wcześniej – 221). Dalej są Biała Podlaska – 241 (294 – wówczas pierwsze miejsce w zestawieniu), Toruń – 172 (160), Poznań – 164 (92), a także Kraków – 155 (140). Na końcu zestawienia znajdują się Kielce – 37 (30), Białystok – 40 (49) oraz Gorzów Wielkopolski – 58 (75). Widać też, że w 11 z 16 UCS-ach wzrosła rdr. liczba wszczętych kontroli. Najmocniej zwiększyła się w Szczecinie – 134,5% (I poł. 2021 – 58, I poł. 2022 – 136), Katowicach – 80,7% (z 57 na 103) i Poznaniu – 78,3% (z 92 na 164). Natomiast największy spadek odnotowano w Gorzowie Wielkopolskim – o 22,7% (I poł. ub.r. – 75, I poł. br. – 58).

– W Szczecinie nastąpił największy rdr. wzrost procentowy. Jednak trzeba zaznaczyć, że mówimy o 136 wszczętych kontrolach celno-skarbowych, a przedsiębiorców i instytucji zarejestrowanych w CEIDG działa prawie 63 tys. To oznacza, że podejmowane działania dotyczą znikomej części podmiotów. W mojej ocenie, liczba kontroli nie powinna być niepokojąca – dodaje Ewa Flor.

Skuteczność działań

Ponadto z przekazanych danych wynika, że od stycznia do czerwca br. zostały zakończone 1953 kontrole celno-skarbowe, z czego pozytywnych było 1802 (92,3%). Natomiast patrząc na zestawienie obejmujące pierwszą połowę ubiegłego roku, widzimy odpowiednio 1359 i 1210 (89%).

– Wzrost skuteczności kontroli celno-skarbowych jest w ogólnym rozrachunku bardzo dobrym zjawiskiem. Coraz lepsze typowanie podmiotów do takich działań sprawia, że uczciwe organizacje nie mają czego się obawiać, ponieważ ok. 93% takich kontroli wskazuje na nieprawidłowości. Sytuacja, kiedy skuteczność jest na wysokim poziomie, może być budująca dla firm i instytucji, które nie łamią prawa. One nie będą żyły w strachu, co także ma znaczący wpływ na cały rynek. Ale to niestety bardziej życzenie niż rzeczywistość – stwierdza Ewa Flor.

Na podane wskaźniki należy spojrzeć bardzo ostrożnie, o czym przekonuje Marek Niczyporuk. Jak podkreśla ekspert, podatnicy mają bowiem możliwość odwoływania się oraz składania skarg do sądów administracyjnych. Tam statystyka dla skarbówki z pewnością nie wygląda już tak dobrze. Nie wiemy też, jak będzie wyglądała skuteczność działań egzekucyjnych. Ale typowanie podmiotów do kontroli ma tu kluczowe znaczenie.

– Z doświadczenia wiemy, że urzędy skarbowe podchodzą do sprawy systemowo. Kontrolują np. daną branżę pod kątem wcześniej wykrytych nieprawidłowości. Przykładem mogą być firmy transportowe w zakresie stawek VAT – dodaje Ewa Flor.

Gra o miliardy

Według udostępnionych danych, w pierwszym półroczu br. ustalenia wyniosły 4,297 mld zł. To o 44,2% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy mowa była o 2,980 mld zł. W tym roku największe ustalenia zostały stwierdzone przez UCS Warszawa – 1,104 mld zł (25,7% ogółu). Natomiast w analizach obejmujących I połowę ub.r. widzimy 567,4 mln zł (19%).

– UCS-y kontrolują głównie przedsiębiorców. Największe zaległości są więc w regionach, w których liczba firm jest najwyższa. Natomiast poziom ustaleń zaległości na poziomie UCS jeszcze niewiele oznacza z punktu widzenia budżetu państwa. Podatnicy mogą odwołać się od decyzji. Ponadto niebagatelne znaczenie ma również poziom skuteczności egzekucji należności podatkowych przez organy skarbowe. W poprzednich latach nie był on z pewnością zadowalający – analizuje mec. Marek Niczyporuk.

Jak prognozuje Ewa Flor, jest niemal pewne, że liczba kontroli celno-skarbowych będzie rosła. Urzędnicy postarają się o to, aby wpływy do budżetu były coraz większe. Ekspert zwraca też uwagę na coraz słabszą koniunkturę, co ma związek z inflacją, wojną w Ukrainie i kryzysem energetycznym. W efekcie u niektórych przedsiębiorców będzie występować pokusa, aby zapłacić mniej podatków. To może oznaczać łamanie obowiązujących przepisów.

– W kolejnych miesiącach i latach należy spodziewać się zmian legislacyjnych zmierzających do usprawnienia wykrywania nieprawidłowości w czasie jak najbardziej rzeczywistym. Mam na myśli np. faktury online czy więcej struktur JPK, które będzie trzeba przesyłać do organów skarbowych. To nie musi się przekładać na większą liczbę kontroli. Narzędzia te w wielu przypadkach pozwolą zareagować w sposób mniej ofensywny, np. poprzez skorzystanie z czynności sprawdzających. Powstaje pytanie, czy organy skarbowe będą zainteresowane partnerską współpracą z podatnikami, którzy mogą popełniać błędy niemające znamion przestępstwa – podsumowuje ekspert z Kancelarii Ars AEQUI.

TOP 20 miast z najwyższymi długami czynszowymi w Polsce

Zaległości czynszowe lokatorów i firm wynoszą 194,5 mln zł, a średnia zaległość w kraju już 24 400 zł – wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor. Problem ten dotyka całej Polski, ale patrząc wyłącznie na miasta, najwyższe zaległości czynszowe zgromadzili mieszkańcy  Bydgoszczy oraz Warszawy. W mniejszych miastach również nie brakuje osób i firm, które opóźniają opłaty za mieszkanie lub wynajem lokalu. Co 6. osoba zamieszkująca średnie, duże i wielkie miasto płaci obecnie za czynsz z oszczędności, a co 9. z płatnością zwleka, choć rezerwę finansową posiada.

Problem zadłużenia czynszowego dotyka niemal każdej wspólnoty czy spółdzielni mieszkaniowej. To nie tylko zmora zarządców nieruchomości, ale i mieszkańców płacących w terminie. W sumie wartość długów czynszowych wyniosła z końcem września 2022 r. 194,5 mln zł. Kwota ta w ciągu roku wzrosła o 11 mln zł, a średnia czynszowa zaległość wynosi już prawie 24 400 zł. Rekord łącznego zadłużenia odnotowano w kwietniu tego roku – prawie 204 mln zł. Jednak w wyniku spłaty zaległości przez część dłużników, długów zaczęło ubywać, co pokazuje skuteczność współpracy spółdzielni z BIG InfoMonitor. Skala jest jednak dużo większa, bo według GUS, zobowiązania czynszowe wynoszą około 6,3 mld zł. Nieuregulowane płatności ma co czwarty lokal. Warunków do poprawy sytuacji obecnie nie widać, bo koszty życia rosną, również te związane z utrzymaniem mieszkania. Część osób nie płaci za czynsz nawet mimo posiadanych oszczędności.

Z oszczędności płacimy za czynsz lub choć je mamy nie płacimy wcale

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Quality Watch na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, co szósty Polak, pomimo posiadanych oszczędności, zalegał w ostatnim półroczu z płatnością bieżących zobowiązań, w tym z rachunkami za czynsz. Co drugi musiał po nie sięgnąć w celu sfinansowania swoich podstawowych potrzeb (49 proc.), z czego co siódmy opłacał z budżetu na czarną godziną stałe opłaty jak np. zobowiązania czynszowe. Co szósta osoba zamieszkująca średnie, duże i wielkie miasto płaciła za czynsz z oszczędności, a co dziewiąta choć posiadała oszczędności i tak opóźnia płatności za mieszkanie. – Sytuacja ta pokazuje, jak w wyniku inflacji pogorszyły się warunki finansowe wielu Polaków i jednocześnie jak  może to w niedalekiej przyszłości wpłynąć jeszcze bardziej negatywnie na finanse zarządzających lokalami. Za nieopłacone czynsze można przeprowadzić wiele koniecznych remontów i zrealizować inwestycje poprawiające standard budynków, co pozwoliłoby podnieść komfort życia mieszkańców. Dlatego przede wszystkim potrzebna jest motywacja. Niestety, wielu zadłużonym mieszkańcom jej brakuje. Wydaje im się, że niezapłacenie czynszu nie rodzi żadnych nieprzyjemnych skutków. By skłonić ich do zapłaty trzeba wyprowadzić ich z tego przekonania. Pomoże w tym Rejestr Dłużników, z którym warto aktywnie współpracować – zaznacza Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Ranking miast z najwyższym zadłużeniem czynszowym w Polsce. Najgorzej jest w Bydgoszczy i Warszawie

Największy udział w kwocie zadłużenia lokatorskiego ma województwo kujawsko-pomorskie, w którym zaległości wynoszą prawie 97 mln zł, z tego prawie 88 mln zł zgromadzili wyłącznie mieszkańcy Bydgoszczy. Na drugiej pozycji uplasowało się Mazowsze, którego łączna zaległość z tytułu braku opłat za mieszkanie jest jednak już dużo niższa i wynosi prawie 36,6 mln zł, ale i tu  za większość zaległych zobowiązań czynszowych (ponad 31 mln zł) odpowiadają mieszkańcy stolicy regionu, czyli Warszawy. Trzecie miejsce należy do woj. warmińsko-mazurskiego – 17,2 mln zł, w tym do mieszkańców Elbląga ponad 16,3 mln zł. Następne jest woj. łódzkie i Łódź  – kolejno 13,2 mln zł i 11,2 mln zł. Pozostałe uwzględnione w rankingu miasta mają zaległości nieprzekraczające 10 mln zł – należą do nich Legnica (8,1 mln zł) i Inowrocław (6,1 mln zł), następnie jest Chełm, Pabianice, Radom oraz Płock.

– Rozkład zadłużenia wynika tu z aktywności spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych oraz gmin z tych miejscowości, które zarządzają lokalami i mobilizują dłużników poprzez biura informacji gospodarczej do ich spłaty. Nadal duża grupa spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych nie dyscyplinuje  w ten sposób niesolidnych najemców – wskazuje Sławomir Grzelczak.

Miasto Kwota zaległości (zł) Średnia zaległość  (zł)
Bydgoszcz 87 828 097 30 839
Warszawa 31 046 753 52 622
Elbląg 16 336 135 33 613
Łódź 11 152 378 13 958
Legnica 8 114 639 17 756
Inowrocław 6 117 926 15 528
Chełm 1 845 487 9 816
Pabianice 1 612 972 24 439
Radom 1 016 289 10 477
Płock 592 857 13 474
Nowy Sącz 458 546 8 045
Gdynia 451 722 225 861
Kraków 409 867 68 311
Tychy 395 493 8598
Szczecin 332 123 36 903
Wrocław 325 864 7 948
Poznań 322 366 26 864
Sosnowiec 317 035 7 926
Białystok 285 116 3 609
Gdańsk 248 137 22 558

Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor

Województwo Liczba dłużników Kwota zaległości (zł) Średni dług
KUJAWSKO-POMORSKIE 3 479 96 782 966 27 819
MAZOWIECKIE 1 140 36 553 138 32 076
WARMIŃSKO-MAZURSKIE 575 17 191 678 29 873
ŁÓDZKIE 919 13 196 367 14 354
DOLNOŚLĄSKIE 581 9 139 806 15 739
LUBUSKIE 296 8 092 468 27 334
POMORSKIE 167 4 751 962 28 413
LUBELSKIE 246 2 288 220 9 294
ZACHODNIOPOMORSKIE 146 2 100 904 14 343
ŚLĄSKIE 133 1 697 720 12 768
MAŁOPOLSKIE 104 1 091 869 10 511
WIELKOPOLSKIE 33 524 995 15 793
ŚWIĘTOKRZYSKIE 46 488 398 10 685
PODLASKIE 96 412 916 4 321
PODKARPACKIE 12 175 936 14 114
OPOLSKIE 3 10 865 3 486
Polska 7 977 194 500 209 24 383

Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor

Warto również wspomnieć, że zdecydowana większość zaległości czynszowych dotyczy osób fizycznych, zobowiązania firm stanowią tu jedynie 10 proc. W sumie niepłacących za czynsz w bazie BIG InfoMonitor jest 7 977 podmiotów, z czego tylko 428 to firmy.

Rekord należy do firmy – ma prawie 3 mln złotych nieopłaconego czynszu

Wśród rekordzistów z największymi długami na pierwszym miejscu znalazła się firma z Pomorza – ma ponad 3 mln zł zadłużenia. Druga pozycja należy do 61-letniej mieszkanki Warszawy, która uzbierała zaległości czynszowych na prawie 1,78 mln zł, zaś trzecia do 53-letniego mieszkańca Elbląga – 1,76 mln zł. Równie wysoki dług czynszowy ma firma z siedzibą w Kielcach – ponad 1,6 mln zł.

Nie płacisz czynszu? Zapomnij o kredycie. To hasło przekonuje czynszowych dłużników

Nieterminowe lub całkowicie zaniechane regulowanie zobowiązań czynszowych stanowi dziś jedno z poważniejszych wyzwań, z jakimi muszą mierzyć się spółdzielnie, wspólnoty oraz administratorzy nieruchomości. Dlatego warto zadbać o prewencję i wzmacniać pozytywne wzorce płatnicze wśród mieszkańców. Przekonali się o tym ci, którzy wykorzystali do tego Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i wysłali wezwania do zapłaty lub wpisali do bazy nieuregulowane w terminie opłaty za mieszkanie na prawie 200 mln zł. Co na to zarządcy nieruchomości, którzy wciąż się wahają przed takimi działaniami? Mobilizacja dłużników do spłaty długów wielu zarządcom nieruchomości kojarzy się z czymś skomplikowanym, długotrwałym i kosztownym.  – To fakt, windykacja sądowa powinna być ostatecznością bo jest ryzykowna. Koszty zastępstwa sądowego rosną, a komornik za ustalenie majątku i adresu dłużnika pobiera dodatkowe opłaty bez względu na to, czy uda się odzyskać pieniądze, czy nie. Poza tym pozew zarządcy składają po wieli miesiącach a nawet latach od pierwszego opóźnionego czynszu. Im później proces jest rozpoczynany tym mniejsza skuteczność. Zarządcom pozostają usługi zewnętrznej firmy windykacyjnej lub kancelarii prawnej, która w ich imieniu uruchomi działania na drodze sądowej. To drugie rozwiązanie jest jednak bardziej czasochłonne i kosztochłonne. Dlatego zarządcę, wspólnotę czy spółdzielnię może wesprzeć w tym zadaniu BIG InfoMonitor, który już od pierwszych opóźnionych czynszów wysyła w imieniu zainteresowanych klientów tysiące wezwań do zapłaty miesięcznie, co często skutkuje spłatą zaległości. Informuje także, jakie są konsekwencje niepłacenia. Dzięki BIG InfoMonitor koszty wysyłki korespondencji mogą być znacznie niższe, niż gdy realizuje się ją samodzielnie – przypomina Łukasz Rączkowski, menedżer ds. relacji z klientami w BIG InfoMonitor.

Jak wynika z analiz BIG InfoMonitor, pierwsze wezwanie do zapłaty, o ile jest wysłane szybko, skłania do działania nawet 67 proc. dłużników. Dlatego ważne jest, aby o zaległą płatność upomnieć się jak najszybciej. Reagowanie dopiero wtedy, gdy lokatorowi czy właścicielowi uzbiera się kilka tysięcy złotych zaległości, może skutecznie utrudnić odzyskanie należności.

Wystarczy nie zapłacić za miesiąc i już można zostać wpisanym do rejestru

Od 200 do 700 zł – tyle średnio płacimy miesięcznie za czynsz, tyle też wystarczy, aby znaleźć się w rejestrze dłużników, gdy tego nie zrobimy. Zgodnie z ustawą, do BIG może zostać wpisane zobowiązanie, gdy płatność opóźnia się o co najmniej 30 dni i wynosi co najmniej 200 złotych w przypadku osób prywatnych i 500 złotych, gdy mamy do czynienia z firmą. Gdy osoba lub firma znajdzie się już w bazie dłużników, może napotkać wiele przeszkód w swoich planach dotyczących zakupów ratalnych, kredytów czy innych długoterminowych umów.

Sprzedaż kredytów dla mikrofirm we wrześniu 2022 r.

We wrześniu 2022 r., w porównaniu do września 2021 r., banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom mniej kredytów (-16,4%) i na niższą wartość (-30,0%). W ujęciu liczbowym banki przyznały o (-47,6%) mniej kredytów inwestycyjnych, o (-26,6%) mniej kredytów obrotowych oraz o (-1,0%) kredytów w rachunku bieżącym. Spadła w porównaniu do września 2021 r. wartość udzielonych kredytów inwestycyjnych o (-62,4%), kredytów obrotowych o (-34,9%) oraz kredytów w rachunku bieżącym o (-4,4%).

W okresie trzech kwartałów 2022 r. liczba udzielonych kredytów w porównaniu z analogicznym okresem 2021 r. spadła o (-11,9%) oraz o (-9,8%) w wartościowym. Przy czym w ujęciu liczbowym spadek wystąpił we wszystkich rodzajach kredytów, a najwyższy w przypadku kredytów inwestycyjnych (-33,2%). W ujęciu wartościowym spadek (-31,0%) dotyczył kredytów inwestycyjnych oraz kredytów obrotowych (-9,0%). Dynamika wzrostowa charakteryzowała kredyty w rachunku bieżącym (+3,9%).

JAKOŚĆ PORTFELI KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG PRODUKTÓW KREDYTOWYCH

Wrześniowy odczyt BIK Indeksu Jakości kredytów mikroprzedsiębiorców wyniósł 5,46% w ujęciu wartościowym. Nadal jest on na bezpiecznym poziomie. Produktowe Indeksy jakości we wrześniu 2022 r. kształtowały się w ujęciu wartościowym następująco: kredyty inwestycyjne 3,30%, kredyty w rachunku bieżącym 4,20% oraz kredyty obrotowe 9,34%.
We wrześniu 2022 r. w porównaniu do sierpnia 2022 r. pogorszył się (wzrósł) ogólny Indeks jakości o (+0,57). Indeks pogorszył się (wzrósł) również w porównaniu do września 2021 o (+0,91).

W okresie 12-miesięcznym pogorszyły się Indeksy wszystkich trzech rodzajów kredytów. Najwyższe pogorszenie Indeksu wystąpiło w przypadku kredytów obrotowych (+1,23).

SPRZEDAŻ KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG SEKTORÓW

Na 11,3 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom we wrześniu br., 5,4 tys. zaciągnęły firmy usługowe (47,6%) i 2,7 tys. handlowe (24,3%). Łącznie więc 71,9% udzielonych we wrześniu 2022 r. kredytów przypada na te dwa sektory. Z całkowitej kwoty 1,427 mld zł, banki udzieliły 533 mln zł (37,3%) kredytów firmom z sektora usług oraz 371 mln zł (26,0%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność handlową. Finansowanie tych dwóch sektorów to we wrześniu br. 63,3% łącznej wartości udzielonych kredytów mikroprzedsiębiorcom.

Najwyższy spadek r/r liczby udzielonych kredytów dotyczył finansowania handlu (-20,7%) oraz produkcji (-18,6%). W ujęciu wartościowym we wrześniu 2022 r. w porównaniu do września 2021 r. spadek objął kredyty dla wszystkich sektorów. Najwyższa ujemna dynamika dotyczyła wartości udzielonych kredytów firmom handlowym (-39,5%) oraz produkcyjnym (-33,7%).

W okresie styczeń-wrzesień 2022 r. banki udzieliły mniej kredytów w porównaniu do analogicznego okresu ub.r. we wszystkich sektorach. Najbardziej spadła o (-16,8%) liczba kredytów udzielonych firmom handlowym oraz produkcyjnym (-16,0%). W ujęciu wartościowym banki udzieliły w trzech kwartałach br. 2022 r. w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku niższego finansowania firmom z trzech sektorów. Najwyższy spadek dotyczył udzielenia finansowania firmom produkcyjnym (-20,1%) oraz handlowym (-15,4%). W tym okresie wzrosła jedynie wartość udzielonych kredytów firmom budowlanym o (+2,1%).

JAKOŚĆ PORTFELI KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG BRANŻ

Według odczytów BIK Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) we wrześniu 2022 r. spłacane były kredyty przez firmy usługowe – wartość Indeksu wyniosła 5,84%. Najlepszy (najniższy) odczyt we wrześniu br. odnotował Indeks Jakości firm z sektora produkcja i wyniósł 4,89%. W porównaniu do września 2021 r. Indeks pogorszył się (wzrósł) we wszystkich branżach, najbardziej w: handlu (+1,12), budownictwie o (+1,01) oraz usługach o (+0,91).

Wyzwania zdrowotne polskich pracowników i pracodawców

Choroby układu ruchu, choroby psychiczne, nadciśnienie, cukrzyca, trudności w utrzymaniu zdrowego stylu życia. Wyzwania zdrowotne polskich pracowników prezentuje najnowszy raport „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2022”, opracowany przez Medicover.

Medicover corocznie przygotowuje kompleksową analizę stanu zdrowia populacji pracowników korzystających z opieki zdrowotnej oferowanej przez firmę. W ramach tegorocznej, ósmej już edycji raportu „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2022” przeanalizowano dane 471 081 pracowników z 2021 r. w porównaniu do lat 2019-2020. W tym roku dodatkową część raportu stanowi opracowanie badań ankietowych, zrealizowanych z udziałem blisko 1300 pracowników, w ramach których badano parametry składające się na zdrowy styl życia (w tym aktywność fizyczną, dietę, a także zdrowie społeczne).

Z tegorocznej edycji raportu ponownie płynie wniosek, że dostęp do jakościowej opieki zdrowotnej przynosi mierzalne oszczędności. Pracodawca, którego personel znajduje się pod opieką Medicover, może zaoszczędzić co najmniej 1245 zł rocznie na każdego pracownika.

Okiem pracodawcy

Autorzy raportu zaznaczają, że najczęstszym powodem wizyty u lekarza jest konsultacja profilaktyczna (w tym wizyty medycyny pracy) – korzysta z niej ponad 50 proc. badanych (2019-2021 r/r). Stanowi to dwukrotnie wyższy odsetek w porównaniu do ogólnej populacji w Polsce. Drugie wśród najczęstszych powodów do konsultacji są choroby układu oddechowego, na trzecim miejscu znalazły się choroby oczu.

Odsetek osób z otyłością (BMI powyżej 30) systematycznie rośnie w ostatnich latach (wzrost o 1,4% od 2019), co stanowi wzrastające istotne ryzyko zdrowotne. Zgodnie z wynikami badania oceniającego styl życia, będącego komplementarną częścią tegorocznego raportu Medicover, tylko 32,6% (lub 1 na 3 badanych) badanych uprawia co najmniej 30 minut nieprzerwanej aktywności fizycznej zgodnie z rekomendacjami. WHO zaleca wszystkim zdrowym dorosłym (18-64 lat) wykonywanie aktywności fizycznej o umiarkowanej intensywności przez 150–300 minut tygodniowo lub 75–150 minut o dużej intensywności. Aż 67,4% ankietowanych nie spełnia tych norm – zdaniem prawie 30% badanych, przyczyną tego jest brak czasu i chęci. Większość pracowników, pomimo dobrego rozumienia znaczenia stylu życia dla zdrowia, nie przestrzega zaleceń w zakresie prawidłowej diety i rekomendowanej aktywności fizycznej.

Zdaniem 57,1% respondentów biorących udział w badaniu ankietowym oceniającym styl życia: w największym stopniu na utrzymanie dobrego stanu zdrowia wpływa zbilansowana dieta bogata w owoce i warzywa, a zdaniem 49,2% – wystarczająca ilość snu. Tymczasem, oprócz prawidłowej diety, regularna aktywność fizyczna niesie ze sobą znaczące korzyści dla organizmu.

Statystyki związane z aktywnością fizyczną są wciąż niezadowalające. Przeważa bierny sposób spędzania wolnego czasu, co przekłada się na znaczny wzrost czynników ryzyka prowadzących do rozwoju chorób cywilizacyjnych. Ruch i zdrowy sport pomaga utrzymać prawidłową masę ciała, a także zmniejsza ryzyko wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych, zapobiega powstawaniu cukrzycy typu 2 czy depresji, obniża prawdopodobieństwo złamań m.in. kości biodrowej lub kręgosłupa. Dodatkowo osoby aktywne fizycznie maja mniejsze ryzyko zachorowania na raka jelita grubego (okrężnicy), macicy czy piersi (zwłaszcza w wieku menopauzalnym). Zdrowy styl życia nie powinien stać się modą, która chwilowo modyfikuje nasze nawyki. Zmiana zachowań zdrowotnych powinna być systematyczny i stała, dlatego ważną rolą jest wspieranie pracowników w tej zmianie – mówi Beata Wojciechowska, Kierownik Zespołu ds. Profilaktyki i Promocji Zdrowia w Medicover.

Autorzy raportu wskazują ponadto, że korzystanie z wydarzeń kulturalnych i realizacja swoich pasji pozytywnie wpływają na zdrowie społeczne, a także zmniejszają ryzyko wystąpienia poważnych chorób i przedwczesnej śmierci. Co czwarty respondent deklaruje, że ma hobby, jednak na co dzień nie ma na nie czasu.

Zdrowie psychiczne: chorzy ze stresu, zaburzeń depresyjnych i lękowych
W 2021 roku nastąpił znaczny wzrost korzystania z porad u psychologa i psychiatry. Większość problemów psychicznych wpływa na zwiększenie liczby zwolnień z pracy. Wśród najczęstszych problemów związanych ze zdrowiem psychicznym występują: reakcje na stres, zaburzenia lękowe i depresja.

Bardzo ważna jest wczesna pomoc specjalistyczna i przeciwdziałanie pogłębieniu się problemów mentalnych. To właśnie w obszarze zdrowia psychicznego w Medicover w 2021 wystawiono o blisko 50% więcej zwolnień z pracy z powodu reakcji na ciężki stres, a aż o 100% więcej zwolnień z powodu zaburzeń depresyjnych. Sama pandemia COVID-19 przyniosła wiele niekorzystnych efektów wpływających bezpośrednio (problemy psychiczne) lub pośrednio (brak ruchu, rosnąca otyłość) na zdrowie pracowników – komentuje dr n. med. Piotr Soszyński, Dyrektor ds. Strategicznego Doradztwa Medycznego w Medicover.

Bóle pleców, nadciśnienie i cukrzyca

Wzrost liczby zwolnień z pracy utrzymuje się w przypadku bólów pleców, do czego przyczyniać się może siedzący tryb życia, wymuszone pozycje w czasie pracy zdalnej i biurowej oraz niedostateczna aktywność fizyczna.

W 2021 roku nieprawidłowe ciśnienie tętnicze stwierdzono u 28% pracowników, częściej niż w ubiegłych latach. Wysoki odsetek nieprawidłowych wartości ciśnienia stanowi ryzyko rozwoju chorób układu krążenia, w tym udaru mózgu i śmierci. Właściwe leczenie znacząco zmniejsza to ryzyko.

Autorzy raportu podkreślają, że ponad połowa pracowników posiada jeden lub więcej z czynników ryzyka prowadzących do problemów zdrowotnych w przyszłości (nadwaga, cholesterol, cukier, ciśnienie, itd.). Warto zaznaczyć, że nieprawidłowy cholesterol ma blisko połowa badanych, a poziomu cukru co piąty pracownik. Najistotniejszą rolę w profilaktyce odgrywają zmniejszenie masy ciała, właściwa dieta oraz aktywność fizyczna.

Wyżej wymienione dane wskazują na konieczność wprowadzenia działań w celu profilaktyki chorób. Wiąże to się z m.in. koniecznością poprawy stylu życia. Tylko kompleksowa opieka medyczna w połączeniu z profilaktyką (m.in. prawidłowa dieta, aktywność fizyczna) zapewniają poprawę stanu zdrowia, zmniejszenie absencji i sukces zawodowy.

Dzięki dostępowi do koordynowanej ambulatoryjnej opieki zdrowotnej oszczędność, jaką można byłoby osiągnąć w grupie pracujących w Polsce (16 780 tys. osób na koniec Q4 2022 wg GUS) wynosi aż 20 mld 891 mln złotych w skali roku.

O raporcie

Raport „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2022” to kompleksowa analiza stanu zdrowia populacji pracowników znajdujących się pod opieką Medicover Sp. z o.o., opisująca główne problemy zdrowotne i czynniki wpływające na absencję chorobową. Istotną częścią raportu jest uaktualniana kalkulacja kosztów, jakie ponoszą pracodawcy z powodu wybranych chorób pracowników. W 2022 roku ukazała się ósma edycja raportu. Eksperci Medicover przeanalizowali dane 471 081 pracowników z 2021 r. w porównaniu do lat 2019-2020. w przedziale wiekowym 18–67 lat. Raport obejmuje wyniki pracowników produkcyjnych, w tym pracujących zmianowo, biurowych, pracujących mobilnie oraz osób na stanowiskach decyzyjnych. W przygotowaniu raportu wykorzystano również ogólnodostępne analizy ZUS i GUS.

Raport pokazuje rzetelny obraz głównych problemów zdrowotnych i czynników wpływających na absencję chorobową, zawiera informacje o zagrożeniach dla zdrowia, którym można zapobiegać, aby nie stały się przyczyną poważnych chorób w przyszłości. Autorzy przybliżają także, jak okres pandemii COVID-19 wpłynął na zdrowie pracowników.

Do analizy ekonomicznej wybrano najczęstsze problemy zdrowotne występujące wśród pracowników. Należą do nich choroby przewlekłe: nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, bóle pleców, bóle głowy, astma i alergia oraz choroby układu pokarmowego, a także grupa chorób ostrych – infekcje układu oddechowego. Następnie przeprowadzono standaryzację populacji według wieku, co pozwoliło na porównanie populacji Medicover do populacji ubezpieczonych w ZUS. Wówczas obliczono koszty absencji i nieefektywnej obecności w pracy dla pracowników pod opieką Medicover oraz ogólnej populacji ubezpieczonych w ZUS. Uzyskane wyniki przedstawiają koszty danej choroby, ponoszone przez pracodawcę na jednego statystycznego – a nie tylko chorego – pracownika.

Dodatkową częścią raportu „Praca.Zdrowie.Ekonomia. Perspektywa 2022” są wyniki badań ankietowych, przeprowadzonych na próbie reprezentatywnej 1299 pracowników w wieku 18-67 lat z dużych miast Polski (Warszawy, Krakowa, Katowic, Łodzi, Poznania, Wrocławia, Gdańska). Ankieta dotyczyła zdrowego stylu życia (w tym: świadomości nt. możliwości utrzymania dobrego stanu zdrowia, zwyczajów żywieniowych, aktywności fizycznej, zdrowia społecznego).

Polskie firmy coraz bardziej świadome cyberzagrożeń

Skuteczność zorganizowanych grup cyberprzestępczych, wspieranych przez obce państwa jest wielokrotnie wyższa od powszechnych cyberzagrożeń.

Inwazja Rosji na Ukrainę i tocząca się już wiele miesięcy wcześniej cyberwojna istotnie uświadomiła polskim przedsiębiorstwom – szczególnie operatorom usług kluczowych potrzebę inwestycji w cyberbezpieczeństwo i dostosowania bieżących systemów zabezpieczeń do nowych, zaawansowanych zagrożeń.

W obliczu cyberwojny, konieczne jest odświeżenie całościowej analizy ryzyka, tak by właściwie przygotować się na odparcie nowego rodzaju cyberzagrożeń. W przypadku operatorów usług kluczowych należałoby zacząć od proaktywnego poszukiwania śladów zorganizowanych grup cyberprzestępczych, którzy mogą już być w infrastrukturze organizacji. – Michał Kurek, Partner, Business Advisory, Szef Zespołu Cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej KPMG w Polsce

Tymczasem według badania KPMG pt. „Barometr Cyberbezpieczeństwa”, w ubiegłym roku aż 69% polskich firm doświadczyło cyberataku. Problem skali i złożoności cyberataków jest stale pogłębiany przez cyfryzację i fakt coraz bardziej powszechnego uzależnienia od technologii.

Systemy informatyczne są dziś niezwykle złożone – zbudowane z setek tysięcy, a często nawet milionów linii kodu. Programiści bardzo często nie mają podstawowej wiedzy na temat bezpieczeństwa. Oprogramowanie tworzone jest pod presją czasu, a w wielu przypadkach bez zdefiniowania jakichkolwiek wymagań związanych z bezpieczeństwem. Nie dziwi więc, że otaczająca nas technologia jest wprost naszpikowana tzw. podatnościami, czyli błędami programistycznymi, które wykryte przez hakerów mogą prowadzić do przejęcia nad nią kontroli. Dodatkowo człowiek jest z natury podatny na manipulację, dlatego cyberprzestępcy skutecznie wykorzystują techniki inżynierii społecznej, by osiągnąć swoje cele. Polskie firmy są coraz bardziej świadome, że pomimo znaczących wysiłków w podniesienie poziomu cyberbezpieczeństwa, przed zaawansowanym atakiem nie jest możliwe się w pełni zabezpieczyć. Inwestują więc, nie tylko w zabezpieczenia prewencyjne, ale również w monitorowanie bezpieczeństwa i reagowanie na cyberataki, tak by zminimalizować skutki nieuniknionych incydentów. – Michał Kurek, Partner, Business Advisory, Szef Zespołu Cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej, KPMG w Polsce

Organizacje napotykają obecnie szereg trudności w dostosowaniu systemów zabezpieczeń do dzisiejszych wyzwań. Wśród tych barier na pierwszy plan wysuwa się problem w znalezieniu oraz utrzymaniu odpowiednio wykwalifikowanych pracowników, który dotyczy 64% polskich przedsiębiorstw. Problem ten jeszcze bardziej nabrał na znaczeniu w trakcie pandemii, która poprzez upowszechnienie pracy zdalnej otworzyła lokalny rynek pracy na firmy międzynarodowe. Dla większości organizacji wyzwaniem jest również zdobycie wystarczających środków na sfinansowanie wymaganych inwestycji w cyberbezpieczeństwo. Problem ten pogłębi się w przypadku materializacji globalnego kryzysu ekonomicznego.

Wobec tych wyzwań staje się niezwykle istotne, by kierować ograniczone zasoby tam, gdzie są najbardziej potrzebne. Z tego powodu znajomość aktywów firmy oraz ich wartości ma fundamentalne znaczenie dla skuteczności systemu zarządzania cyberbezpieczeństwem. Wszystkie decyzje biznesowe powinny być oparte na analizie ryzyka. A dobra analiza ryzyka nie będzie możliwa bez dobrego dialogu biznesu ze specjalistami. – Michał Kurek, Partner, Business Advisory, Szef Zespołu Cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej, KPMG w Polsce.

Niestety brak właściwej komunikacji to według raportu KPMG w Polsce pt. „Barometr Cyberbezpieczeństwa” trzecia z największych barier polskich firm w budowaniu skutecznych zabezpieczeń.

Między innymi powyższe zagadnienia zostały poruszone podczas panelu pt. „Cyberbezpieczeństwo, cyberwojna – implikacje dla polskich organizacji”, który został zorganizowany w ramach XXXI Forum Ekonomicznego w Karpaczu.

Ekonomiczne Halloween, czyli co straszyło nas w ciągu ostatniego roku

Coraz popularniejsze w Polsce Halloween to dzień, w którym zakładamy maski i przebieramy się za różne przerażające postacie. Prawdopodobna geneza tego święta to dawne zwyczaje, w których takie działanie miało odstraszać złe duchy. Jest jednak Halloween świetną okazją do zastanowienia się nad tym, co w ostatnim czasie straszyło nas najbardziej i czego najbardziej się obawiamy. A tu na pierwszy plan wysuwają się ekonomiczne strachy: inflacja, utrzymanie wysokiego poziomu życia, bezrobocie czy ceny gazu i prądu. To one straszą nas dziś bardziej niż najlepsze przebrania czy horrory.

Od czasu wybuchu wojny na Ukrainie największa obawa Polaków i Europejczyków dotyczy nośników energii, przede wszystkim gazu ziemnego i prądu. Ten strach objawia się na dwóch płaszczyznach: pierwszą jest obawa o ich ceny i czy przeciętną rodzinę będzie stać na płacenie kilkukrotnie wyższych rachunków za prąd czy ogrzewanie. Drugą jest obawa, czy w ogóle będą one dostępne i czy będziemy mogli zimą ogrzać swoje domy i mieszkania. Strach ten jest dla obecnych pokoleń czymś nowym, ponieważ z takimi problemami w Europie, po raz ostatni mieliśmy do czynienia na przełomie lat 40 i 50-tych poprzedniego wieku.

Odpowiedzią na te strachy są działania polityków, którzy starają się w obniżyć skalę podwyżek a także zapewnić dostęp do deficytowych surowców. Tak dzieje się praktycznie w całej Europie, bez względu na to czy przy władzy są politycy bardziej czy mniej populistyczni. Powszechnie stosowaną metodą są dopłaty i dodatki, a także zamrożenie cen nośników energii. Jak to jednak w życiu bywa, próba opanowania jednego strachu, wywołuje inny. Takie transfery finansowe nie pozostają obojętne dla rynku i powiększą skalę inflacji.

Dokonując codziennych zakupów, przypominamy sobie o kolejnym strachu: nawiedzającej nas inflacji. Wynosi ona w Polsce 17,2 proc. r/r, w Unii Europejskiej 10,9 proc., a w USA 8,4 proc. W Polsce takiego poziomu inflacji nie mieliśmy od 25 lat, a w Europie – nawet od 40 lat. To poważne obciążenie domowych budżetów, tym bardziej, że płace w Polsce rosną wolniej niż inflacja. To znaczy, że powoduje ona spadek zamożności społeczeństwa. Inflacja to jednak bardzo powszechny strach – boją się jej i biedni i bogaci. A szczególnie Ci którzy mają oszczędności i inwestycje, ponieważ obniża ona realną wartość zgromadzonych pieniędzy. Potwierdzają to różne badania, m.in. przygotowywane przez eToro cokwartalne badanie „Puls Inwestora Indywidualnego”.

Inflacji raz mocno rozpędzonej trudno jest się zatrzymać, dlatego główny lęk ekonomistów dziś rodzi pytanie o to, jak szybko inflacja może zacząć spadać za jakiś czas. Czy w tym samym tempie, w jakim jeszcze niedawno rosła, czy może zbicie inflacji zajmie kilka czy nawet kilkanaście lat. Odpowiedzią na inflację są podwyżki stóp procentowych. Mają pomóc w jej zwalczeniu, lecz w tak krótkim terminie, powodują znaczny wzrost kosztów kredytów: zarówno tych nowo zaciąganych jak tych które są już spłacane ze zmienną stopą oprocentowania.

Dla wielu osób, źródłem strachu i stresu były ostatnie miesiące na światowych giełdach. W ciągu roku, amerykański indeks S&P500 spadł o ponad 17 proc. Na rynku panuje obecnie szczególnie duża zmienność, a wszyscy zastanawiają się, kiedy rynek przestanie się cofać. Jednak osiągnięcie dna będzie też początkiem nowych wzrostów, a jednocześnie zrodzi nowe strachy: kiedy sprzedać to co udało nam się kupić na dołku. Doświadczeni inwestorzy patrzą na to wszyscy ze znacznie większym spokojnie, bo już kiedyś to wszystko widzieli m.in. w latach 2008/2009 czy w roku 2000.

Jednak strachy globalnego inwestora to nic wobec tych, które w ostatnim roku można było poczuć na giełdzie w Warszawie. WIG20 w ciągu ostatniego roku skurczył się o ponad 37 proc. Warszawską giełdę kilkukrotnie w mijającym roku ogłaszano najgorszym pod względem wyników parkietem na świecie. A różne wydarzenia co rusz skokowo obniżały wyceny notowanych spółek.

Te ekonomiczne strachy mocno dały nam się we znaki. Minionych 12 miesięcy było ekonomicznie najstraszniejsze od 2008 roku (nie licząc krótkotrwałego okres załamania związanego z pandemią). Jednak warto zauważyć, że przyszłość nie rysuje się aż tak źle jak wydawało nam się kilka miesięcy temu. Ceny gazu zaczęły spadać, czemu pomaga umiarkowana zima. Inflacja w Polsce zbliża się do szczytu (który wyniesie pewnie powyżej 20 proc.) ale potem niechybnie zacznie spadać, w USA już minęła szczyt. Serie podwyżek stóp procentowych najprawdopodobniej zakończą się najpóźniej na początku przyszłego roku. A inwestorzy giełdowi pozostają umiarkowanie optymistyczni co do 4 kwartału oraz kolejnych miesięcy. Może się zatem okazać, że już za rok po naszych obecnych strachach pozostanie tylko wspomnienie.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Koszty energii, pracy i nawozów dobijają polskich sadowników

Tegoroczne zbiory niemal wszystkich gatunków owoców nie odbiegały od standardowych. Nie mieliśmy do czynienia z nadzwyczajnym urodzajem, którym można by usprawiedliwiać trudną sytuację na rynku. Natomiast w niektórych gatunkach zbiory były niższe niż w ubiegłym roku – co nie przełożyło się na atrakcyjne ceny. W rolnictwie najbardziej nieprzewidywalnym, a jednocześnie istotnym czynnikiem jest pogoda. Ma ona ogromny wpływ na wysokość plonów, czy zapasy na czas zimy. Produkcja pod gołym niebem jest bardzo wrażliwa na warunki atmosferyczne – dlatego rolnicy na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o wpływ na rodzaj i wielkość produkcji, stawiają właśnie pogodę. Jednak w ostatnich miesiącach, a nawet latach, coraz bardziej zyskują na znaczeniu czynniki zewnętrzne – polityczne i geopolityczne, które przyczyniają się do obecnej sytuacji polskiego rolnictwa i sadownictwa na równym poziomie, co pogoda. Przykładowo kanały sprzedaży dotychczasowych odbiorców zostały przerwane albo przez działania wojenne, albo przez problemy z logistyką, z transportem, albo wręcz przez ograniczenia importowe niektórych krajów. Kraje Afryki Północnej nie chcą kupować polskich owoców ani warzyw, bo trzymają rezerwy walutowe na zakup zbóż, które są dla nich produktem strategicznym. Dlatego obecny kryzys jest największym w dotychczasowej historii nowożytnej polskiego sadownictwa, czyli po przełomie w latach 80/90.

– Jesteśmy dużym producentem na świecie niemal wszystkich produktów rolnych. W niektórych segmentach produkcja jest tak wysoka, że trzy- czterokrotnie przekracza możliwości spożycia wewnętrznego i niezbędny jest eksport. Tak jest w produkcji ogrodniczej, szczególnie jabłek – gdzie na cztery wyprodukowane w Polsce jabłka trzy musimy wyeksportować po to, aby nie było nadwyżki podaży nad popytem – powiedział serwisowi eNewsroom Mirosław Maliszewski, Prezes Związku Sadowników Rzeczpospolitej Polskiej. – Ja prowadzę gospodarstwo sadownicze kilkadziesiąt lat i widzę, że obecny kryzys jest jak dotąd największym. To dotyczy zarówno sfery produkcji, jak i sprzedaży. Polscy rolnicy i polscy sadownicy – jako osoby odpowiedzialne, ale także dobrze prowadzące swój biznes – dążyli w ciągu ostatnich miesięcy do tego, aby wyprodukować produkt wysokiej jakości, przy relatywnie niskich kosztach. Niestety, w tym roku ponieśliśmy ogromne nakłady finansowe na to, aby taki produkt wytworzyć w naszych gospodarstwach. Wzrost kosztów, przede wszystkim energii, nawozów i środków ochrony roślin w wielu przypadkach wyniósł kilkaset procent w porównaniu do poprzednich sezonów. Może by nie było problemu, gdybyśmy te produkty mogli sprzedawać na dotychczasowe rynki czy na te rynki, które w ostatnich latach zdobywaliśmy i zdobyliśmy. Niestety do problemu przyłączył się drugi kryzys – mianowicie zerwanie łańcuchy dostaw. Zatem zbiegają się obecnie się dwa niekorzystne zjawiska – wysokie koszty produkcji i brak popytu na wytworzony towar. To oznacza, że ponieśliśmy wyższe koszty, a uzyskujemy niższe ceny za sprzedany produkt. Często te ceny nie gwarantują pokrycia nawet 50-ciu procent kosztów wytworzenia – alarmuje Maliszewski.

Nowa era walki o zainteresowanie

Jeszcze dekadę temu, jeśli chciałeś zwiększyć sprzedaż i pozyskać nowe leady, rozwiązanie było proste — publikuj więcej treści. Dziś nie jest to już takie oczywiste. W świecie przeładowanym nadmiarem bodźców widać coraz większy niedobór tego, co potrzebuje każda informacja, czyli uwagi odbiorców. W epoce Attention Economy zapewne najszybciej odnajdą się firm, które mają ambicje, potrzeby i kompetencje, aby stać się liderem swojego obszaru.

Komunikacja jest jednym z najważniejszych czynników sukcesu nie tylko dla wielkich firm, ale także organizacji, czy wielu osobowości. Żyjemy w epoce „ekonomii uwagi” — Attention Economy. Bogactwo różnorodnych przekazów powoduje spadek zainteresowania i coraz większą potrzebę efektywnego działania wobec nadmiaru źródeł, które mogą ją konsumować. Od dawna znakomicie rozumieją to czołowe koncerny medialne i technologiczne jak m.in.: Google, Yahoo, RASP, Meta, Disney, czy Grupa Polsat. Żaden z tych gigantów nie stałby się liderem rynku, gdyby nie sukcesy właśnie we wdrażaniu strategii pozyskania uwagi jej użytkowników, którą umieją monetyzować.

Dla przykładu, przed laty YouTube platforma autorstwa Marka Bergena zrozumiała, te trendy wiedząc, jak można zamienić na pieniądze chęć do oglądania i bycia obserwowanym. Zaledwie dwa lata po jej uruchomieniu Google przejęło tę firmę za 1,65 mld dol. Obecnie serwis ma ponad dwa miliardy „zalogowanych” użytkowników miesięcznie. W ciągu doby przesyłanych jest ponad miliard godzin wideo, a witryna zawiera największą na świecie kolekcję filmów instruktażowych.

Ile jest warta Twoja uwaga?

Attention Economy znacząco zmieniła, zasady gry dla wszystkich innych sektorów. Ponieważ każda firma w dzisiejszych czasach musi nieustannie rywalizować o najcenniejszy obecnie zasób — uwagę. Konkurujemy z całodobowymi wiadomościami z całego świata, platformami w internecie, outdoorami, mediami społecznościowymi, czy podcastami. Nowoczesne instrumenty przekazu obejmują nie tylko zmysły wzroku i słuchu, ale również dotyk, czy zapach. Wszystko, po to, aby nie tylko pozyskać uwagę, ale również pozostać jak najdłużej w naszej pamięci.

Coraz mniej efektywne stają się stare metody informowania, PR-u i reklamy, które wciąż tracą na znaczeniu. Nowoczesna komunikacja, powinna opierać się na nowych zasadach. Z uwzględnieniem wszystkich dostępnych metod i narzędzi, możemy wybierać najefektywniejszą w danym momencie formę, która często jest hybrydą kilku działań. Jeśli chcemy odnieść sukces w dobie Attention Economy i nie stać się dinozaurem z innej epoki, nadszedł czas, w którym trzeba się odnaleźć w nowej rzeczywistości — gdzie przekaz, konkuruje z “małpą kierującą traktorem” lub transmisją na żywo z debat prezydenckich.

Stary biznes w nowych czasach

Można wykorzystać kilka ogólnych cech, które znacząco pomagają w pozyskiwaniu uwagi. Dla przykładu w ostatnim czasie rynkowym hitem jest — autentyczność, czyli porady od prawdziwych ludzi. Niesamowite, że tak mało firm dostrzegło to, co bije rekordy popularności i napędza największe koncerny medialne. Komunikacja w kanałach mediów społecznościowych mocno konkurujących ze sobą warszawskich centrów handlowych serwuje ten sam “średniowieczny” przekaz — jakby nie wiedziała o jego małej skuteczności i nie zależało jej na pozyskaniu uwagi klientów.

Kolejne pole to personalizacja i treści niszowe. Trend ten stale rośnie na znaczeniu i skoro czytasz ten materiał to przykład, że działa. Odbiorcy mają coraz mniejszy apetyt na treści ogólne, a na znaczeniu zyskują konkretne, przekazy osobiste dostosowane specjalnie dla nich. Dobrym impulsem jest również natychmiastowość i zapewnienie priorytetowego dostępu do kontentu, przed innymi “zwykłymi” odbiorcami. Można to uzyskać na wiele sposobów. To własnie tutaj zaczynają być niezwykle pomocne media społecznościowe: filmy na Instagramie, historie na Snapchacie, Facebook Live, czy TikTok.

Warto też przekaz połączyć z zapewnieniem interpretacji kontekstu dla danego obszaru tematycznego. Bardzo pomocna będzie tu metoda mikro nauczania. Pozwala ona na przekazywanie wiedzy w małych, atrakcyjnych porcjach, które są łatwo dostępne i zapamiętywania na dłużej. Nowoczesne narzędzia, umożliwiają nam również interaktywność, czyli natychmiastową ocenę zwrotną w danej kwestii, co znacznie poprawia zaangażowanie odbiorców i buduje trwalszą relację.

Stare strategie to już za mało…

W zmieniających się czasach warto też pamiętać o dostępności przekazu. Ma to mniej wspólnego z rzeczywistą treścią, a więcej z technologią wspierającą jego dostarczanie i dostęp. Widziałem scenę na lotnisku, gdzie babcia wysłała wiadomość komunikatorem internetowym, aby siedzące w pobliżu 7, 9-letnie wnuki, przerwały oglądanie filmów oraz gier i przeszły do samolotu. To zadziałało, lepiej niż jej słowne prośby. Przykład jedynie ilustruje, jak ewoluują metody komunikacji i pozyskania uwagi.

Inny przykład to format, w jakim dostarczana jest treść. Jednym z wyzwań związanych z treściami cyfrowymi jest to, że są one postrzegane jako mniej wartościowe niż te same na nośnikach fizycznych. Ładnie wydany katalog czy czasopismo, ma lepszy wymiar i wydaje się bardziej wartościowe. Istnieje kilka sposobów, jak marki mogą to wykorzystać w celu zwiększenia wartości postrzegania swoich treści.

Jednym z „grzechów głównych” początków internetowych portali, była walka na ilość, gdzie w większości dominowały treści śmieciowe. W ostatnich latach liderzy rynku walczą już o jakość, widząc, że to ona dostarcza im duże wzrosty. Mamy miliony newsów, piosenek, filmów, podcastów, aplikacji i wszystkiego, co wymaga naszej uwagi. Algorytm wyszukiwania Google jest najbardziej znanym przykładem tworzenia wartości poprzez wyszukiwalność. Powoduje to, że w już strategiach firm ważne staje się odfiltrowywanie nieistotnych treści i eksponowanie pozytywnych. Dobrze przyjęta procedura wesprze możliwości odnalezienia wartościowego przekazu, a zła spowoduje jedynie chaotyczne zanieczyszczenie wyszukiwarek, co będzie obniżało obecnie i przyszłe postrzeganie organizacji czy brandu.

Autor: Adam Białas to doświadczony ekspert marketingu i komunikacji, dyrektor BIALAS Consulting & Solutions, dziennikarz biznesowy

Zaostrzone normy emisji CO2 dla aut osobowych i dostawczych w UE przesądzone

Komisja Europejska, Rada Unii Europejskiej i Parlament Europejski osiągnęły porozumienie w trialogu w sprawie norm emisji CO2 dla samochodów osobowych i dostawczych. Współprawodawcy potwierdzili cel 100% redukcji emisji w 2035 r., rewizję przepisów w 2026 r. oraz ważny dla motoryzacji motyw 9a dotyczący roli paliw neutralnych pod względem emisji CO2 po 2035 r.

Komentując wyniki porozumienia sekretarz generalny CLEPA Benjamin Krieger stwierdził: „Cel 100%, czyli dorozumiany zakaz stosowania silników spalinowych, jest najbardziej ambitnym tego typu celem na świecie. Opowiadamy się za mobilnością neutralną dla klimatu i jesteśmy gotowi dostarczyć technologie, które sprawią, że mobilność neutralna dla klimatu stanie się rzeczywistością. Najbardziej ambitny cel dotyczący pojazdów nie zostanie spełniony, jeśli nie będzie towarzyszyć mu polityka zapewniająca infrastrukturę ładowania i uzupełniania paliwa, zielona energia, dostęp do surowców i sprawiedliwa transformacja”.

Rozporządzenie przewiduje przeprowadzenie w 2026 r. przeglądu, który obejmie nie tylko wprowadzenie pojazdów bezemisyjnych, ale także infrastruktury do ładowania, dostępność zielonej energii i paliw, przystępność cenową pojazdów oraz wpływ na branżę.

Benjamin Krieger wskazał następnie: „Elektryfikacja musi odgrywać ważną rolę we wdrażaniu tego rozporządzenia, ale istnieją pewne wątpliwości, które musimy podkreślić: dostępność surowców, przystępne cenowo pojazdy, ściśle powiązana infrastruktura ładowania i uzupełniania paliwa oraz wystarczająca ilość energii odnawialnej są ważne dla powodzenia tego przedsięwzięcia. Nie tylko w czasach szybko rosnących cen energii. Przy dużym udziale surowców skoncentrowanych w kilku źródłach wzrasta ryzyko nowych zależności. Przegląd powinien być okazją do skorygowania kursu tam, gdzie jest to konieczne.”

Dostawcy motoryzacyjni inwestują miliardy w innowacje, programy przekwalifikowania i nowe obiekty, ale ich możliwości inwestycyjne są zagrożone. Aż 70% producentów części motoryzacyjnych odnotowało spadek rentowności do niespotykanego poziomu z powodu inflacji i rosnących kosztów energii i surowców. Coraz ważniejsze jest znalezienie równowagi pomiędzy potrzebami klimatycznymi, przemysłowymi i społecznymi.
Producenci części motoryzacyjnych od dawna opowiadają się za różnorodnością technologii, aby zapewnić najbardziej wydajne i efektywne podejście do redukcji emisji oraz umożliwić transformację. Różnorodność technologii obejmuje pełną elektryfikację, napędy hybrydowe i pojazdy napędzane wodorem, zarówno w silnikach gazowych, jak i ogniwach paliwowych. Wszystkie te rozwiązania są neutralne dla klimatu, jeśli działają na energię odnawialną, w postaci zielonej energii elektrycznej lub odnawialnego wodoru i paliw.

„Rozporządzenie wzywa do uznania roli paliw odnawialnych również w nowych pojazdach. By to się urzeczywistniło, Komisja ma za zadanie przedstawić propozycję wraz z metodologią analizy cyklu życia w celu zapewnienia skutecznej redukcji emisji”, mówi Krieger.

– Obawy przemysłu motoryzacyjnego są jak najbardziej zrozumiałe i będziemy dalej zabiegać o to by rewolucja, którą obserwujemy w motoryzacji odbyła się w sposób ewolucyjny, niewyłączający nikogo. Dla wielu firm ta decyzja oznacza konieczność szybkiej dywersyfikacji działalności lub też stopniowe kurczenie się rynku. Wsparcie europejskiego prawodawcy i krajowych legislatorów jest obecnie jeszcze bardziej istotne niż w momencie gdy propozycje zmian zostały ogłoszone przez Komisję Europejską. I nie mówię tu tylko o przygotowaniu infrastruktury ładowania, ale o umożliwieniu sprawiedliwej transformacji. Obecnie przez wzrost cen energii, gazu i surowców europejski, w tym więc także polski, przemysł motoryzacyjny ponosi kilkukrotnie wyższe koszty w porównaniu z konkurencją z Azji czy USA. Do tego dochodzą nam najbardziej ambitne cele redukcji CO2. Interwencja rządzących jest więc potrzebna. – mówi Tomasz Bęben, dyrektor zarządzający Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM), Członek Zarządu CLEPA.

Ambasadorzy i Parlament Europejski muszą jeszcze formalnie ratyfikować umowę zanim rozporządzenie będzie mogło wejść w życie. Kolejnym krokiem jest przyjęcie propozycji norm emisji CO2 dla samochodów ciężarowych przewidywane w nadchodzących miesiącach, rewizja celów redukcji ustalonych w 2019 r. W przypadku samochodów ciężarowych podejście otwarte na technologię jest jeszcze bardziej palące niż w przypadku pojazdów osobowych i dostawczych. Wodór lub paliwa neutralne pod względem emisji CO2 mogą skutecznie zredukować emisje do zera. Elektromobilność w przypadku tej kategorii pojazdów może nie być najbardziej opłacalnym rozwiązaniem przy uwzględnieniu wszystkich potrzeb w zakresie transportu komercyjnego.

Na drodze dalszego zacieśnienia współpracy transatlantyckiej nie może stać protekcjonizm technologiczny

Wojna w Ukrainie pokazała jak bardzo ważna jest współpraca między Europą a Stanami Zjednoczeniem. Cieszę się, że poziom zrozumienia tej kwestii jest znacznie wyższy niż przed 24 lutego – mówił prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik podczas CEE Digital Summit w Warszawie.

Uczestnicy wydarzenia zgodzili się co do tego, że dalsze zacieśnianie współpracy technologicznej między krajami UE i USA jest niezbędne, ale by to osiągnąć potrzebne jest stworzenie przyjaznego środowiska legislacyjnego i wyzbycie się protekcjonizmu technologicznego.

Prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik, zwrócił uwagę, że wydarzenia ostatnich lat czyli pandemia Covid-19 oraz rosyjska napaść na Ukrainę uwypukliły znaczenie współpracy między krajami UE, a Stanami Zjednoczonymi. – Cieszę się, że poziom zrozumienia tej kwestii jest znacznie wyższy niż przed 24 lutego – powiedział. – Musimy zrozumieć, że zarówno Polska jak i region CEE nie są odosobnioną wyspą – dodał.

Zdaniem Kanownika państwa regionu nie powinny rozwijać niezależnie od siebie wielu różnych systemów zabezpieczeń cybernetycznych. – Niewątpliwie będziemy bezpieczniejsi, jeżeli będziemy dzielić się między sobą różnymi rozwiązaniami i doświadczeniami w celu stworzenia wspólnego muru obronnego. Pomoc technologiczna ze strony USA jest tu niezwykle istotna – podkreślił.

Kanownik zaznaczył, że unijne regulacje „powinny stymulować współpracę transatlantycką”. Wskazał ponadto, że w Europie trzeba stworzyć „przyjazne środowisko” dla dalszej współpracy na polu rozwoju technologii i cyberbezpieczeństwa.

Podobne zdanie wyraziła prof. Frances Burwell, przedstawicielka Atlantic Council. W jej opinii największe przeszkody dla dalszej współpracy mogą kreować sami partnerzy czyli USA i Europa poprzez złe ustawodawstwo. – Musimy być bardzo ostrożni gdy tworzymy ramy rozwoju dla poszczególnych systemów, niezależnie czy chodzi o rozwiązania chmurowe, cyberbezpieczeństwo, serwicyzację czy regulowanie internetu rzeczy (IoT).  Musimy się upewnić, że te kwestie się wzajemnie nie wykluczają, a także nie wykluczają firm tylko z racji tego, że albo nie są europejskie albo nie są amerykańskie  – mówiła.  – Jest mnóstwo rzeczy, które możemy wspólnie zdziałać, ale nie możemy tworzyć tych sztucznych barier – stwierdziła Burwell.

Z Burwell zgodził się Mindaugas Ubartas z Infobalt. – Próby zamknięcia rynku europejskiego firmom amerykańskim nie doprowadzi do niczego dobrego -mówił. Jego zdaniem w przyszłości ludzkość dojdzie do gospodarki czasu rzeczywistego (real-time economy), a wówczas unijny protekcjonizm okaże się dużą przeszkodą.

Igor Zgrabjić z Google także odniósł się do kwestii protekcjonizmu rynkowego. – Podziały zawsze stanowiły największe wyzwanie. Szczęśliwie ostatnimi czasy nie widzieliśmy rozłamów w relacjach między UE a Stanami Zjednoczonymi. Musimy jednak trzymać się z daleka od cyfrowego protekcjonizmu”, a także cyfrowego autorytaryzmu – powiedział

Jak podsumował Mark Boris Adrjanic, przedstawiciel Europejskiego Instytutu Innowacji i Technologii (EIT) i były słowacki minister ds. cyfrowej transformacji, w skutek wojny w Ukrainie relacje transatlantyckie się wzmocnią, a co za tym idzie zwiększy się także współpraca między obydwoma kontynentami.

Ransomware atakuje szpitale, banki oraz hurt i detal. W Polsce całkowita liczba ataków wzrosła o 22 proc. r/r

  • Sektor opieki zdrowotnej stał się najbardziej narażony na ataki hakerów i oprogramowania ransomware. Jedna na 42 organizacje z sektora opieki zdrowotnej doświadczyła wpływu ransomware, to 5-proc. wzrost w skali roku.
  • Aż 17-proc. wzrostu ataków ransomware doświadczył sektor bankowo-finansowy. W ubiegłym kwartale jedna na 49 organizacji doświadczyła tego typu kampanii hakerskich. Wzrosty dotyczą również sektora Hurt i Detal – 4,4 proc.
  • Uwzględniając wszystkie typy zagrożeń, doświadczyliśmy 28 proc. wzrostu ataków cybernetycznych na całym świecie w porównaniu do analogicznego okresu 2021 roku. W Polsce w 3 kwartale ataków było więcej o 22 proc. – średnio 756, czyli wartość wyższa niż np. w Ukrainie (750)

Sektor opieki zdrowotnej stał się najbardziej narażony na ataki hakerów i oprogramowania ransomware. Powodem jest wyjątkowo silna presja na spełnienie żądań hakerów – ostrzega Check Point Research. Uwzględniając wszystkie typy ataków, na całym świecie skala zagrożeń wzrosła o 28 proc., w Polsce o 22 proc.

W trzecim kwartale roku co najmniej jedna na 42 organizacje z sektora opieki zdrowotnej doświadczyła wpływu ransomware, to 5-proc. wzrost w skali roku. Eksperci Check Point Research ostrzegają, że zbliżający się okres świąteczny będzie szczególnie trudny dla działów bezpieczeństwa IT. Hakerzy preferują ataki poza godzinami pracy, by maksymalnie wykorzystać swoje szanse. Świąteczny szał ma pomóc w tym zadaniu.

– Gangi ransomware nadal koncentrują swoje wysiłki na atakowaniu szpitali, głównie ze względu na silną presję na te organizacje, aby szybko zareagowały. Atak ransomware na szpital może prowadzić do potencjalnie katastrofalnych konsekwencji, takich jak opóźnione operacje, przestoje w opiece nad pacjentem i przełożone wizyty u lekarza. 1 na 42 śledzone przez nas organizacje opieki zdrowotnej okazały się celem operacji ransomware. Nawet jeśli atak nie zamknie szpitala, może wyłączyć niektóre systemy, odcinając dostęp lekarzy i pielęgniarek do zdygitalizowanych informacji, takich jak rejestry pacjentów i zalecenia dotyczące opieki. – mówi Wojciech Głażewski, country manager firmy Check Point Software w Polsce. 

Aż 17-proc. wzrostu ataków ransomware doświadczył sektor bankowo-finansowy. W ubiegłym kwartale jedna na 49 organizacji doświadczyła tego typu kampanii hakerskich. Wzrosty dotyczą również sektora Hurt i Detal – 4,4 proc.

Nie tylko ransomware!

Uwzględniając wszystkie typy zagrożeń, doświadczyliśmy 28 proc. wzrostu ataków cybernetycznych na całym świecie w porównaniu do analogicznego okresu 2021 roku. W Polsce w 3 kwartale ataków było więcej o 22 proc. – średnio 756, czyli wartość wyższa niż np. w Ukrainie (750) – jednak bieżące dane mówią o nasileniu trendu: dziś średnia ilość ataków na przeciętną polską organizację zbliża się do 1100 tygodniowo! Rekordowy był jednak przełom września i października, w którym dochodziło do ponad 1370 ataków w tygodniu.

Zdaniem analityków Check Point Research najczęściej atakowanym na świecie sektorem jest Edukacja i Badania ze średnią tygodniową 2148 ataków! (+18 proc.). Na podium pojawił się również sektor rządowo-wojskowy (1564 i 20-proc. wzrost) oraz opieka zdrowotna (1426) z 60 proc. wzrostem! W Polsce dominują ataki na sektor użyteczności publicznej, z ponad 1300 incydentami w pojedynczej placówce tygodniowo.

Najwięcej ataków w 3Q2022 doświadczyły organizacje azjatyckie – 1778 (+21 proc.), południowoamerykańskie – 1572 (+32 proc.) i Afrykańskie – 1549 (-6 proc.). W Europie było ich średnio 896 (+22 proc.).