Rośnie liczba upadłości i restrukturyzacji firm w Polsce

System prawny w Polsce dotyczący niewypłacalności w ostatnich latach się istotnie ewoluował. W 2016 roku zmieniono system prawny i wprowadzono restrukturyzację – czyli działania, które mają na celu uzdrowić przedsiębiorstwo i umożliwić jego powrót do efektywnej działalności biznesowej. Dodatkowo w połowie 2020 roku wprowadzono postępowania pozasądowe, które mają na celu pomóc firmom znajdującym się w trudnej sytuacji płynnościowej w związku z pandemią. Rzeczywiście te postępowania w znacznym stopniu zyskały na popularności – obecnie to około połowy wszystkich postępowań. Jeżeli zsumujemy dwa rodzaje postępowań – czyli upadłości i restrukturyzację – w pierwszym półroczu 2022 roku ich łączna liczba wzrosła aż o 38% w porównaniu z pierwszym półroczem roku ubiegłego.

– W ogólnym obrazie niewypłacalności przedsiębiorstw w Polsce mamy dosyć czytelny wniosek, że przedsiębiorstwom na rynku jest coraz trudniej działać. Wpływa na to sytuacja, którą mamy obecnie – czyli wyższe ceny energii, wyższe ceny surowców, wciąż dosyć duże trudności i braki kadrowe – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface. 

Patrząc na popyt – rosnąca inflacja już obecnie powoduje, że konsumenci bardziej ostrożnie podchodzą do zakupów. Do tego dochodzą konsekwencje wojny Rosja-Ukraina, jak i też ogólnie zawirowania w łańcuchach dostaw. To wszystko ma wpływ nie tylko na sytuację makroekonomiczną, ale właśnie na sytuację płynnościową przedsiębiorstw. Naszym zdaniem liczba niewypłacalności będzie wzrastała. Nominalnie już obecnie zbliżyła się do poziomu sprzed pandemii – a niestety w obliczu tylu wzywań, przed jakimi stoją przedsiębiorstwa, będzie rosnąć. Przed nami trudny rok 2023, który będzie rokiem spowolnienia gospodarczego. Należy więc oczekiwać dalszego wzrostu niewypłacalności przedsiębiorstw – prognozuje Sielewicz.

Podsumowanie wyników Grupy VRG S.A. za 1H2022 r.

W pierwszej połowie 2022 roku odzieżowo – jubilerska Grupa VRG wypracowała zysk netto w wysokości 36,4 mln zł (przy 2,8 mln zł zysku netto w roku 2021). Na rekordowe wyniki Grupy wpłynęły przede wszystkim wyniki sprzedaży i osiągnięte marże w drugim kwartale roku. Salony marek odzieżowych VRG notowały wzrost popytu na odzież formalną – co skutkowało znaczącą poprawą marży. Świetny drugi kwartał ma za sobą również segment jubilerski Grupy i marka W.KRUK.

Drugi kwartał 2022 roku VRG zamknęło sprzedażą na poziomie 341,8 mln zł (ponad 40 proc. wyższą niż w roku poprzednim). W okresie kwiecień – czerwiec przychody segmentu odzieżowego wzrosły o 36,9 proc. r/r, osiągając 192,1 mln zł. Przychody segmentu jubilerskiego wyniosły 149,6 mln zł (wzrost o 44,4 proc. r/r). W całej pierwszej połowie roku Grupa VRG wypracowała zysk netto w wysokości 36,4 mln zł (w porównaniu z 2,8 mln zł zysku netto w analogicznym okresie roku ubiegłego). Marża brutto na sprzedaży za pierwsze półrocze br. wyniosła 54 proc. i była o 2,9 p.p. wyższa r/r.

Janusz Płocica, prezes zarządu VRG ocenia, że Grupa dobrze wykorzystała odradzający się po pandemii popyt oraz okres licznych uroczystości rodzinnych i biznesowych.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników wypracowanych w drugim kwartale. Można powiedzieć, że był to dla nas wzorcowy kwartał, w którym do bardzo dobrego  wyniku wysoko kontrybuowały oba segmenty – odzieżowy  i jubilerski. Zanotowaliśmy istotny wzrost zakupów w salonach stacjonarnych oraz rosnący poziom sprzedaży i marży we wszystkich markach. Sprzedażowo i marżowo silnie odbudowaliśmy się w segmencie fashion. Wyraźnie widać było odwilż w odzieży formalnej, stanowiącej DNA części marek naszej Grupy. Drugi kwartał świetnie wykorzystał też W.KRUK osiągając kolejne wzrosty sprzedaży – wskazuje Janusz Płocica, prezes zarządu VRG.

Lipiec i sierpień pod znakiem wyprzedaży

Przełom pierwszego i drugiego półrocza upływał w Polsce pod presją silnie rosnącej inflacji i pogorszenia nastrojów konsumenckich. W lipcu przychody VRG wzrosły o 1,5 proc. r/r, W tym okresie Grupa prowadziła w sklepach (stacjonarnych i online) letnie wyprzedaże.

– Lato to czas kiedy trudno oceniać realny popyt. O jego natężeniu  przekonamy się w kolejnych miesiącach. W pesymistycznym scenariuszu spodziewamy się w kolejnych okresach łagodnego spadku popytu. Chcemy wejść w nowe sezony jak najbardziej zdrowi, dlatego aktywnie wyprzedajemy zapasy posezonowe, aby uniknąć sytuacji, kiedy będziemy jednocześnie pod presją malejącego popytu i wysokich stanów magazynowych – mówi Janusz Płocica.

Aby zmniejszyć presję stokową, VRG zdecydowała się na silne przeceny. Jak podkreśla prezes, zarząd monitoruje otoczenie gospodarcze i podejmuje działania mające na celu jak najlepsze przygotowanie Grupy na ewentualny scenariusz pogorszenia koniunktury.

VRG gotowe na sezon jesienno-zimowy

Po publikacji wyników za pierwsze półrocze zarząd VRG podtrzymał cele na 2022 r., którymi są utrzymanie dwucyfrowych wzrostów sprzedaży, poprawa marży brutto w oparciu o efektywną politykę rabatową, wzrost marży operacyjnej, lepsze wyniki r/r Grupy Kapitałowej oraz zachowanie bezpiecznej sytuacji płynnościowej.

Od połowy sierpnia VRG rozpoczęło wprowadzanie do oferty kolekcji jesień-zima. W segmencie odzieżowym oferta ma być kwintesencją połączenia elegancji z komfortem noszenia. Zespoły marek segmentu fashion mocno koncentrują się na właściwościach funkcjonalnych poszczególnych modeli. Ma je zapewnić wykorzystanie naturalnych włókien i tkanin (jak kaszmir, jedwab czy organiczne bawełny) oraz charakterystyczna dla produktów z portfolio VRG jakość odszycia. Z perspektywy marketingowej ważnym wydarzeniem dla VRG będą w drugiej połowie roku mistrzostwa świata w piłce nożnej w Katarze, na które Vistula przygotuje stroje formalne Reprezentacji Polski (marka jest Oficjalnym Partnerem PZPN).

W segmencie jubilerskim W.KRUK stawia na dalszą dywersyfikację oferty i rozwój segmentu luksusowego, tak jeśli chodzi o biżuterię, jak i zegarki. W sklepach pojawią się nowe kolekcje ze złota i srebra (w tym kolekcja ambasadorska), szeroka oferta biżuterii z kamieniami szlachetnymi oraz nowa odsłona biżuterii modowej Picky Pica, kierowanej do młodszych klientów. W.KRUK zapowiada nowości w ofercie zegarków z segmentu luksusowego oraz rozwój portfolio luksusowej biżuterii takich marek jak: Bijoux Birks, Recarlo, Pasquale Bruni, Marco Bicego, Nanis czy Hulchi Belluni.

W ramach realizacji strategii omnichannel. Spółka zwiększa  możliwości realizowania dostaw i zwrotów (włącznie z dostawą ekspresową) oraz rozwija funkcjonalności stron i aplikacji sprzedażowych poprzez wprowadzenie bardziej intuicyjnych i czytelnych narzędzi. Spółka pracuje także nad programowaniem własnych rozwiązań, umożliwiających interaktywne dopasowanie rozmiarów w e-sklepach marek. Kontynuowana będzie również współpraca z Zalando.

Zmiany we władzach i pierwsza od 23 lat dywidenda

W ostatnich miesiącach ukształtował się obecny skład zarządu Grupy VRG. Rada Nadzorcza zakończyła 18 lutego proces wyłaniania prezesa zarządu VRG, powołując na to stanowisko Janusza Płocicę. Rozpoczął on wykonywanie swoich obowiązków 19 kwietnia. Tym samym przez większość drugiego kwartału Spółką zarządzał zespół w składzie: Janusz Płocica w roli prezesa zarządu, Marta Fryzowska jako wiceprezeska zarządu odpowiedzialna za segment fashion oraz Michał Zimnicki, pełniący funkcję wiceprezesa zarządu i CFO Spółki. W dniu 7 lipca 2022 Rada Nadzorcza VRG S.A. zdecydowała o powołaniu na funkcję wiceprezesa zarządu Grupy Łukasza Bernackiego. Nowy wiceprezes to osoba z wieloletnim doświadczeniem w branży oraz w Grupie. Przez ostatnie 2 lata pełni funkcję prezesa W.KRUK. Obecnie będzie ją łączył z zasiadaniem w zarządzie Grupy, nadzorując działalność jej segmentu jubilerskiego.

– Obecny zarząd składa się z managerów odpowiedzialnych za kluczowe dla Grupy dywizje biznesowe oraz doświadczonego CFO. Skład  Zarządu odzwierciedla aktualnie w przejrzysty sposób model funkcjonowania Grupy oparty o dwa segmenty biznesowe – odzieżowy i jubilerski – komentuje Janusz Płocica, prezes zarządu VRG.

Jednym z celów zarządu Grupy jest dzielenie się wypracowywanym zyskiem z akcjonariuszami. W dniu 18 maja zarząd zdecydował o przyjęciu polityki dywidendowej, a 21 czerwca Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy, zgodnie z rekomendacją zarządu podjęło uchwałę o pierwszej od 1999 roku wypłacie dywidendy w kwocie 0,17 zł na jedną akcję. Wypłata dywidendy została zrealizowana  29 lipca.

Rozpoczęła się konferencja w Jackson Hole

Rozpoczęła się wczoraj doroczna trzydniowa konferencja w Jackson Hole w Wyoming w USA. Ta konferencja organizowana jest od 1978 roku i początkowa poświęcona była kwestiom rolnictwa. Po tym jak w 1982 roku na konferencji pojawił się przewodniczący FED Paul Volcker, a w 1989 roku Alan Greenspan to wydarzenie stało się stopniowo kluczowym sympozjum w USA, na którym dyskutowane są kwestie polityki monetarnej. Uczestnicy i obserwatorzy rynków będą dziś po południu naszego czasu z uwagą słuchać wystąpienia obecnego przewodniczącego FED Jerome w Jackson Hole.

Amerykański rynek akcji nie wykazywał wczoraj objawów większych obaw przed wynikiem sympozjum w Jackson Hole (S&P 500 +1,41 proc., DJIA +0,98 proc., Nasdaq Composite +1,67 proc.). Dziś rano ceny kontraktów na te indeksy minimalnie spadały (-0,07 proc. ok. godz. 9:35). Najwyższy poziom od ponad 3 lat osiągnął wczoraj chilijski IPSA Index.
Na giełdach Azji i Oceanii lekko przeważały wzrosty głównych indeksów (najsilniej – o +0,81 proc. – zwyżkował dziś Hang Seng).

Na rynkach akcji w Europie dominowały dziś rano zwyżki (ok. 9:35 DAX +0,57 proc., CAC 40 +0,59 proc.).

Nadal dosyć słaba była GPW (ok. 9:35 WIG-20 -0,23 proc.). Swój historyczny szczyt ustanowiony 8 sesji temu wyrównał dziś rano kurs akcji Dino Polska. Po zwyżce o ponad 18 proc. najwyżej od listopada ub.r. był dziś kurs akcji Biomedu Lublin.

Powyżej poziomu 3 proc. pozostawały rentowności 10-letnich obligacji skarbowych rządu USA. Rentowności polskich 10-latek spadała dziś rano, ale pozostawała powyżej poziomu 6 proc.

Na najwyższy poziom w historii wyszła wczoraj cena kontraktów na gaz ziemny na rynku brytyjskim notowane na ICE. (+9,31 proc.). Również ponad 9 proc. wzrosła wczoraj cena kontraktów na gaz ziemny notowanych na rynku holenderskim, ale w tym przypadku paniczne maksimum z 7 marca nie zostało jeszcze pokonane. Ceny kontraktów na ropę naftową (WTI, Brent) drożały dziś rano o ponad 1,2 proc.

Lekko umacniał się dziś amerykański dolara (USD/JPY +0,43 proc., EUR/USD –0,26 proc. ok. godz. 9:00).

Polski złoty lekko słabł względem dolara (USD/PLN +0,22 proc. ok. godz. 9-tej) i pozostawał stabilny względem euro (EUR/PLN -0,02 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara po silnym ponad 10 proc. spadku z ubiegłego piątku już 7-my dzień utrzymuje się w wąskim przedziale 20766-21830 USD (dziś rano –0,75 proc.).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Hosso, trwaj! Rynek magazynowy z rekordową liczbą projektów w budowie

Sektor magazynowy po pierwszej połowie 2022 r. pozostaje w dobrej kondycji. Na rynku utrzymuje się wysoka aktywność najemców (3,7 mln mkw.; +12% r/r), którą generują głównie firmy z segmentów e-commerce, sieci handlowych i logistyki. Na koniec czerwca br. deweloperzy oddali kolejne 1,8 mln mkw. (+64% r/r), przy czym na rynku wciąż odczuwalny jest brak wolnej powierzchni. Wysoki współczynnik absorpcji wpływa na decyzje o rozpoczęciu nowych inwestycji, a wynik na poziomie 5,6 mln mkw. (+56% r/r) obecnie realizowanych projektów jest najwyższą wartością odnotowaną w historii całego sektora. Firma AXI IMMO prezentuje podsumowanie pierwszego półrocza na rynku magazynowym w raporcie „Polski Rynek Magazynowy w I połowie 2022 r.”.

Po pierwszej połowie 2022 r. wolumen transakcji inwestycyjnych z udziałem aktywów magazynowych zamknął się z wynikiem 0,7 mld EUR (-25% r/r). Niski rezultat jest skutkiem wysokiej bazy z 2021 r. oraz niskiej dostępności produktów na rynku. Dodatkowymi czynnikami wpływającymi na obecny stan pozostają rosnąca inflacja oraz wojna na Ukrainie, która dzieli inwestorów na dwie grupy interesariuszy. W pierwszej znajdują się podmioty dopiero poznające realia rynku nieruchomości w Polsce, w drugiej natomiast są fundusze, które od lat inwestują w krajowe aktywa. Przykładami tych aktywności są zakupy portfeli 7R przez CTP (127 500 mkw.) czy Panattoni przez EQT Exeter (ok. 500 000 mkw.). Pomimo chwilowych zawirowań sytuacja w sektorze pozostaje stabilna. Produkty magazynowe w kolejnych kwartałach pozostaną interesującym aktywem przez wzgląd na rosnące stawki czynszu czy nadal wysoki popyt obserwowany na polskim rynku magazynowym.

Podkreślany przez nas od kilku kwartałów brak jakościowych projektów magazynowych do kupienia od zaraz spowodował oczekiwany spadek wielkości transakcji z udziałem tego sektora na rynku inwestycyjnym. Ewentualnych zmian i ponownego zainteresowania aktywami logistyczno-przemysłowymi należy spodziewać się bliżej końca bieżącego roku, kiedy to zostanie oddana znacząca część powierzchni będącej obecnie w budowie. W cenie pozostaną w pełni skomercjalizowane, spełniające wymagania ESG magazyny, które również otrzymały wysokie oceny w zakresie certyfikacji środowiskowych. Spodziewamy się, także, że obiekty nieco starsze, ale zlokalizowane na kluczowych rynkach logistycznych będą musiały przejść proces modernizacji, aby utrzymać status inwestycji core i core+,” wyjaśnia Renata Osiecka, Partner Zarządzająca, AXI IMMO.

Na zakończenie 1 poł. 2022 r. popyt brutto na rynku magazynowym w Polsce wyniósł 3,7 mln mkw. (+12% r/r). Z kolei nowe umowy najmu i ekspansje (popyt netto) stanowiły 68% całości, co odzwierciedla wynik na poziomie 2,5 mln mkw. (0% r/r). W analizowanym okresie największą aktywność najemców zarejestrowano na Górnym Śląsku (725 000 mkw.), w regionie Warszawy (620 000 mkw.) i Poznaniu (506 000 mkw.). Z kolei na rynkach poza tzw. wielką piątką na uwagę zasługują Trójmiasto (360 000 mkw.) i Polska Zachodnia (290 000 mkw.). W kontekście najciekawszych podpisanych transakcji w 1 poł. 2022 r. należy wskazać nową umowę podpisaną przez klienta z sektora e-commerce w Panattoni Park Sulechów III (88 500 mkw.), przedłużenie i ekspansję sieci handlowej w Segro Logistics Park Gliwice (65 300 mkw.) czy dwie transakcje z udziałem logistyków kolejno w Mapletree Wrocław I (przedłużenie; 64 000 mkw.) i P3 Poznań I (przedłużenie; 53 000 mkw.).

Aktywność deweloperów na rynku magazynowym w drugim kwartale br. wyniosła prawie 700 500 mkw., co pozwoliło na uzyskanie wyniku 1,8 mln mkw. (+63% r/r) na koniec czerwca 2022 r. i powiększenie całkowitych zasobów sektora do poziomu niemal 27 mln mkw. (+25% r/r). W trójce makroregionów z największą nową podażą w 1 poł. 2022 r. znalazły się Poznań (prawie 333 000 mkw.), Polska Centralna (blisko 329 000 mkw.) oraz Górny Śląsk (ponad 295 000 mkw.). Natomiast wśród najciekawszych zrealizowanych projektów można wymienić największy ze zrealizowanych projektów w pierwszym półroczu 2022 r. Hillwood Bydgoszcz (BTS) o powierzchni 105 000 mkw., P3 Poznań II (82 300 mkw.), Panattoni Park Sosnowiec III (78 000 mkw.), 7R Park Goleniów II (62 500 mkw.) czy Exeter Park Szczecin II (45 000 mkw.).

„Zarówno wolumen powierzchni oddanej w 1 poł. 2022 r., jak i skala projektów będących obecnie w realizacji są niemałym zaskoczeniem dla wszystkich obserwatorów rynku magazynowego w Polsce. Zdecydowana większość spodziewała się, że czynniki takie jak utrzymujące się wysokie cen materiałów budowlanych czy wynikające przez wojnę na Ukrainie trudności z łańcuchami dostaw wpłyną na niewielkie spowolnienie w nowej podaży. Rynek magazynowy rozwija się dynamicznie w każdym zakątku Polski, zarówno w tzw. wielkiej piątce, jak i bardziej niszowych lokalizacjach tj. w Kielcach, Opolu czy Radomiu,” mówi Anna Głowacz, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO.

Na koniec czerwca 2022 r. według zapowiedzi deweloperów w trakcie realizowanych obecnie inwestycji znajduje się ponad 5,3 mln mkw. (56% r/r), czyli rekordowa w historii powierzchnia magazynowa w budowie. Najwięcej projektów w początkowych lub zaawansowanych fazach rozwoju jest na Górnym Śląsku (ponad 887 000 mkw.), w Polsce Zachodniej (niemal 801 000 mkw.), a także w Warszawie (prawie 727 000 mkw.). Z kolei ok. 53% z obecnie realizowanej powierzchni to inwestycje spekulacyjne. Nowa podaż nieznacznie wpłynęła na poziom pustostanów, który na koniec czerwca br. wyniósł 3,4% (-2 p. proc. r/r). Najmniej powierzchni do wynajęcia od zaraz znajduje się w Poznaniu (2,3%), a najwięcej na Górnym Śląsku (4,6%). Wysokie koszty budowy wpływają na politykę cenową deweloperów, czego rezultatem jest wzrost stawek czynszów we wszystkich rodzajach projektów. Na rynku obserwuje się wzrost stawek średnio o 0,2 do 0,5 EUR/mkw./miesiąc.

Rosnące koszty budowy i wydłużający się średnio o 3-4 miesiące termin dostarczenia gotowych inwestycji magazynowych może mieć bezpośrednie przełożenie na wynik popytu na koniec 2022 r. Przy bardzo niskim poziomie pustostanów, rezultat na poziomie 4,5 mln mkw. wynajętej powierzchni zostanie odnotowany jako duży sukces. Nastroje w sektorze regulują także rosnące stawki czynszów i różnica w kosztach najmu pomiędzy nowymi projektami a tymi już istniejącymi. W kolejnych miesiącach roku spodziewamy się kontynuacji tego trendu, przy czym duże znaczenie w tym zakresie będą miały ceny materiałów i wykonawstwa. Na koniec, sektor magazynowy pozostaje pod czujną obserwacją inwestorów. Oczekujemy, że finalizacja procesu sprzedaży kilku dużych projektów będzie tradycyjnie miała miejsce w IV kw. roku,” podsumowuje Renata Osiecka.

Praca zdalna w Kodeksie Pracy. Jakie nowe obowiązki pracodawców?

Praca zdalna rozwinęła się podczas pandemii i jest już z pracownikami i pracodawcami od ponad 2 lat. Co prawda w kodeksie pracy są zapisy dotyczące telepracy – ale pozostają one praktycznie martwe. Praca zdalna natomiast została uregulowana przepisami tymczasowymi, tak zwaną ustawą covidową. Art. 3 daje możliwość powierzenia pracownikowi pracy zdalnej w okresie właśnie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego, albo stanu epidemii ogłoszonego w związku z Covid-19. Obecnie trwają zaawansowane prace nad wprowadzeniem zdalnej pracy na stałe do Kodeksu pracy – projekt ustawy jest procedowany w Sejmie. Czy ten projekt idzie we właściwym kierunku i czy zapisy wprowadzone w Kodeksie pracy rzeczywiście pomogą pracownikom i pracodawcom? Założenia projektu są dość jasne. Praca zdalna będzie polegała na wykonywaniu pracy całkowicie lub częściowo w miejscu wskazanym przez pracownika i każdorazowo uzgodnionym z pracodawcą. Pracodawca będzie zobowiązany do zapewnienia pracownikowi zdalnemu materiałów i narzędzi pracy – w tym urządzeń technicznych, czyli w większości przypadków komputera. Pracodawca będzie też zobowiązany do pokrycia kosztów bezpośrednio związanych z wykonywaniem pracy zdalnej. Jeśli taki obowiązek zostanie określony w porozumieniu lub regulaminie, praca zdalna będzie mogła mieć charakter hybrydowy – czyli częściowo z domu, a częściowo w biurze.

– Podniosły się krytyczne głosy wskazujące, że te przepisy są bardzo szczegółowe, bardzo sformalizowane i nie jest to praca zdalna – tylko telepraca bis. Można się zgodzić ze stwierdzeniem, że będzie to instytucja dosyć sformalizowana. Pracodawca będzie musiał przygotować na przykład ocenę ryzyka zawodowego, określić zasady wykonywania pracy zdalnej w porozumieniu ze związkami lub w regulaminie. Będzie też musiał opracować procedurę ochrony danych osobowych – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Bocianowski, adwokat, mediator i specjalista z zakresu prawa pracy. – Będzie też musiał uzgodnić wykonywanie pracy zdalnej przez pracownika przy zawieraniu umowy, albo w trakcie zatrudnienia w porozumieniu z pracownikiem. Więc projekt wprowadza szereg obowiązków, które pracodawca będzie musiał wykonać, aby wdrożyć pracę zdalnąNiestety, znowu pozostawiono pracodawcom bardzo mało czasu na wprowadzenie zmian w dokumentacji. Projekt zakłada, że ustawa zmieniająca Kodeks pracy wchodzi w życie w terminie 14 dni od ogłoszenia. Jest to zbyt krótko na wdrożenie wszystkich procedur, regulaminów i określeniu tych zasad. Tym bardziej, że nowe regulacje usuną regulacje tymczasowe z tak zwanej ustawy covidowej. Kolejna problematyczna kwestia to rozliczanie kosztów pracy zdalnej. Co prawda projekt przewiduje wypłatę ryczałtu – jeżeli nie określono szczegółowo zasad określających zwrot kosztów wykonywania pracy zdalnej – ale oznacza to konieczność ustalania każdorazowo wysokości tego ekwiwalentu z każdym pracownikiem. Postuluje się, żeby to było przypisane do grup zawodowych – analizuje mec. Bocianowski.

Co dalej z dolarem i euro?

Sytuacja na rynku walutowym jest wyjątkowa ponieważ przełamany został parytet, dolar jest droższy od euro. Czy po raz pierwszy taka sytuacja może utrzymać się przez wiele miesięcy, to zależy od tego, jak mroźna będzie tegoroczna zima.

Gaz będzie w okresie jesienno-zimowym bronią polityczną Kremla. Wprawdzie Europa szykuje się na taki scenariusz gromadząc zapasy i dywersyfikując dostawy, jednak zużycie gazu w okresie jesienno-zimowym rośnie 3-krotnie i bez rosyjskiego gazu może być bardzo trudno. Efekt widać w notowaniach kontraktów nie tylko europejskiego, ale także amerykańskiego gazu.

Sytuacja nie sprzyja wspólnej walucie. Przełamany został parytet na parze euro/dolar. Stało się to już w lipcu, ale było to zdarzenie jednodniowe. W sierpniu sytuacja powtórzyła się, ale para EURUSD w kolejnych dniach próbowała nieskutecznie wracać powyżej parytetu. Takiej sytuacji nie było odkąd istnieją monety i banknoty euro (dolar był droższy, gdy euro było „niewidzialną” walutą wykorzystywaną tylko w celach obrachunkowych).

– Trend jest niekorzystny dla euro i na obecny moment nie widać czynników, które miałyby go odwrócić i jest to związane z kryzysem energetycznym, który jest szczególnie dotkliwy w Europie, a niestety Rosja nadal czerpie ogromne zyski z eksportu ropy i politycznie rozgrywa ceny gazu, który dla niej jest mniej ważny – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Skutek jest taki, że rośnie ryzyko chaotycznej recesji w Europie.

Zwykle zmiany na parze EURUSD wywierały różnice w polityce pieniężnej banków centralnych. Jednak obecnie głównym krótkoterminowym wyznacznikiem stały się stawki kontraktów terminowych na prąd.

Czy kurs na tej parze walut będzie więc uzależniony od tego jak mroźna okaże się zima? I dolar może okazać się silniejszy od euro aż do zakończenia sezonu grzewczego?

– Niekoniecznie, bo pamiętajmy, że rynki starają się wyprzedzić rzeczywistość wyceniając to, co dopiero się wydarzy – komentuje ekspert XTB. – Gdyby na przykład doszło do zawieszenia wojny w Ukrainie, rynki zaczęłyby korzystniej wyceniać sytuację strefy euro.

Obecna sytuacja nie jest dobra dla złotego, także ze względu na przełamanie parytetu, bo im słabsze euro, tym słabsza jest polska waluta. Dolar jest najdroższy od dwóch dekad.

Złotego osłabia też polityka fiskalna rządu. Teraz w Polsce mamy hojne dopłaty do ogrzewania (podobnych ruchów należy spodziewać się w innych europejskich krajach). To oczywiście oznacza, że w gospodarstwach domowych będzie relatywnie więcej pieniędzy, co będzie zwiększać ryzyko utrwalenia presji inflacyjnej.

– Złotemu nie pomaga też konflikt polskiego rządu z krajami UE, a konsekwencją jest brak bardzo dużych środków finansowych z KPO – dodaje P.Kwiecień.

Dyrektywa drugiej szansy dla przedsiębiorców zagrożonych niewypłacalnością

Proponowane zmiany w prawie restrukturyzacyjnym i upadłościowym – dyrektywa drugiej szansy dla przedsiębiorców zagrożonych niewypłacalnością.

Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiło projekt ustawy o zmianie ustawy – Prawo restrukturyzacyjne oraz ustawy Prawo upadłościowe. Celem nowelizacji jest implementacja do polskiego systemu prawnego tzw. dyrektywy drugiej szansy, czyli dyrektywy PE i Rady (UE) 2019/1023 zawierającej regulacje z zakresu restrukturyzacji zapobiegawczej, niewypłacalności, umorzenia długów i zakazów prowadzenia działalności gospodarczej. Pozwala ona na wstrzymywanie czynności egzekucyjnych i na zatwierdzenie układu pomimo sprzeciwu grupy wierzycieli. Z katalogu postępowań restrukturyzacyjnych zostanie wyjęte postępowanie sanacyjne.

Jakie zmiany wprowadzi do postępowania restrukturyzacyjnego implementowana dyrektywa?

Chodzi o unijną dyrektywę 2019/1023 z dnia 20 czerwca 2019 r. w sprawie ram restrukturyzacji zapobiegawczej, umorzenia długów i zakazów prowadzenia działalności oraz w sprawie środków zwiększających skuteczność postępowań dotyczących restrukturyzacji, niewypłacalności i umorzenia długów, a także zmieniającej dyrektywę (UE) 2017/1132 (dyrektywa o restrukturyzacji i upadłości) (Dz. Urz. UE z 26.06.2019 r. L 172/18). Jej celem jest zagwarantowanie rentownym przedsiębiorcom, oraz takim, którzy znajdują się w trudnej sytuacji finansowej, dostępu do skutecznych krajowych ram restrukturyzacji zapobiegawczej, które umożliwią im kontynuowanie działalności. Unia, zgodnie z ideą drugiej szansy, chce by uczciwi a niewypłacalni, lub nadmiernie zadłużeni przedsiębiorcy mogli korzystać z całkowitego umorzenia długów po upływie rozsądnego terminu. W tym celu powinna również ulec poprawie skuteczność postępowań restrukturyzacyjnych, w tym skrócenie czasu ich trwania.

Dyrektywa stanowi, że restrukturyzacja powinna umożliwiać dłużnikom znajdującym się w trudnej sytuacji finansowej kontynuowanie działalności w pełnym zakresie, lub chociaż częściowo, poprzez zmianę składu, stanu lub struktury aktywów oraz pasywów lub jakiejkolwiek innej części ich struktury kapitałowej, w tym również poprzez sprzedaż całości lub części przedsiębiorstwa lub poszczególnych aktywów.

Postępowanie sanacyjne poza postępowaniem restrukturyzacyjnym

Nowelizacja zmienia także art. 2 ustawy Prawo restrukturyzacyjne (dalej również „p.r.”), usuwając postępowanie sanacyjne z katalogu postępowań restrukturyzacyjnych zapobiegawczych i wyodrębniając je w ust. 2. W katalogu tym pozostaną więc tylko 3 rodzaje postępowań: układowe, o zatwierdzenie układu oraz przyspieszone postępowanie układowe. Wyraźne wyodrębnienie w osobnym ustępie 2, zgodnie z którym restrukturyzację sanacyjną przeprowadza się w postępowaniu sanacyjnym, ma na celu podkreślenie rozróżnienia postępowań restrukturyzacyjnych z zakresu restrukturyzacji zapobiegawczej od postępowania sanacyjnego, będącego postępowaniem o szczególnym charakterze. Zmiana sprawi, że postępowanie sanacyjne pozostanie poza zakresem stosowania dyrektywy 2019/1023. Sprawi również, że postępowania: układowe, o zatwierdzenie układu oraz przyspieszone postępowanie układowe będą mogły być prowadzone wobec dłużnika niewypłacalnego lub zagrożonego niewypłacalnością, zaś postępowanie sanacyjne tylko wobec niewypłacalnego.

Test zaspokojenia

Do ustawy – Prawo restrukturyzacyjne dodany zostanie art. 10a stanowiący, że nadzorca lub zarządca sporządza test zaspokojenia zawierający:

  1. wycenę wskazującą metody i założenia przyjęte w trakcie jej sporządzania, obejmującą:
  2. wartość przedsiębiorstwa dłużnika przy założeniu realizacji planu restrukturyzacyjnego i kontynuacji działalności gospodarczej;
  3. wartość jego majątku przy założeniu ogłoszenia upadłości i sprzedaży przedsiębiorstwa oraz odstąpienia od sprzedaży przedsiębiorstwa i sprzedaży poszczególnych składników majątku;
  4. informację o przewidywanym stopniu zaspokojenia wierzycieli, których wierzytelności są objęte układem, w postępowaniu upadłościowym, które byłoby prowadzone wobec dłużnika.

Ów test zaspokojenia ma za zadanie zasypać przepaść dzielącą uprawnienie wierzycieli do kwestionowania zasadności zawarcia układu, a prawem dłużnika do domagania się od sądu jego zawarcia wbrew sprzeciwowi części wierzycieli. Ma również przesunąć ewentualny spór co do dokonanych wycen z końcowego na wcześniejszy etap restrukturyzacji, tak by wierzyciele mieli możliwość zapoznania się z nimi, co umożliwi im świadome podjęcie decyzji o głosowaniu za lub przeciw układowi, oraz by mogli wysunąć własne propozycje.

Umowa z ekspertem zawierana bezpośrednio przez nadzorcę

Dyrektywa 2019/1023 wymaga, aby plany restrukturyzacji przedkładane do przyjęcia zawierały uzasadnienie dlaczego istnieje racjonalna szansa na to, że plan restrukturyzacji zapobiegnie niewypłacalności zadłużonego przedsiębiorstwa i zapewni jego rentowność, w tym warunki wstępne niezbędne dla powodzenia planu. Sporządzenia lub zatwierdzenia uzasadnienia powinien dokonać np. ekspert zewnętrzny. Nowe przepisy mają umożliwić zawieranie umów z ekspertami na wykonanie tych czynności bezpośrednio przez nadzorców restrukturyzacyjnych.

Nowy mechanizm zatwierdzania układu, także wbrew wierzycielom

Obecnie stwierdzenia przyjęcia układu dokonuje sędzia-komisarz. Następnie stwierdzenie to bada sąd. Na mocy nowelizacji stwierdzenia przyjęcia lub nieprzyjęcia układu zamiast sędziego-komisarza dokonywać miałby nadzorca lub zarządca. Dłużnikowi i wierzycielowi będzie natomiast przysługiwać prawo wniesienia wniosku do sądu o stwierdzenie przyjęcia i zatwierdzenie układu w terminie 14 dni od dnia obwieszczenia o nieprzyjęciu układu.

W nowym mechanizmie zatwierdzania układu, sąd będzie miał obowiązek, a nie jak dotąd pozostawione to było jego uznaniu, odmówienia zatwierdzenia układu, jeśli którykolwiek z wierzycieli, który nie zgadzał się z układem, w wyniku jego realizacji znalazłby się w gorszej sytuacji niż to miałoby miejsce w postępowaniu upadłościowym lub po przeprowadzeniu postępowania restrukturyzacyjnego przeprowadzonego bez przyjęcia układu. Stąd na postanowienie o zatwierdzenie układu będzie przysługiwać zażalenie. Nowelizacja dodaje również, że sąd będzie mógł dokonać zmian w układzie jeżeli nie będą one naruszać jego istotnych ustaleń.

Mechanizm cramdown

Do zawarcia układu może nie dojść w wyniku braku wymaganej większości głosów za jego przyjęciem w każdej grupie wierzycieli. Jednakże na wniosek dłużnika, lub za jego zgodą, sąd zatwierdzi układ, jeśli większość grup wierzycieli głosowała za, przy odpowiednim stopniu ważności głosów w hierarchii wierzytelności. Możliwość zatwierdzenia układu we wspomnianych okolicznościach wbrew sprzeciwowi grupy wierzycieli nazywany jest mechanizmem cramdown.

Obowiązkowy układ dla określonych typów wierzytelności

Ponieważ unijna dyrektywa wskazuje, które roszczenia państwa członkowskie mogą wyłączyć spod postępowania restrukturyzacji zapobiegawczej, oznacza to, że wszelkie inne kategorie roszczeń muszą zostać nim objęte. Dlatego też zmianie ulegną przepisy art. 151 p.r. poprzez usunięcie z katalogu roszczeń fakultatywnie podlegających restrukturyzacji zabezpieczającej, a mianowicie: wierzytelności zabezpieczonej na mieniu dłużnika hipoteką, zastawem, zastawem rejestrowym, zastawem skarbowym lub hipoteką morską, i tym samym objęcie ich z mocy prawa układem. Obligatoryjnie układem zostaną również objęte wierzytelności zabezpieczone przeniesieniem na właściciela własności rzeczy, wierzytelności lub innego prawa.

Wyłom od zasady, że wszyscy wierzyciele traktowani mają być jednakowo

Regułą ogólną postępowania restrukturyzacyjnego jest, że skoro wszyscy wierzyciele powinni być traktowani na równi, to i wszystkie wierzytelności uczestniczące w układzie dają prawo do głosowania na tych samych warunkach. Na mocy omawianej nowelizacji ustęp 1 art. 161 p.r. ma otrzymać brzmienie, iż propozycje układowe mogą przewidywać podział wierzycieli na grupy obejmujące poszczególne kategorie interesów. Podział ten ma być determinowany obiektywnymi kryteriami i ustalany w oparciu o stosunki prawne łączące wierzyciela z dłużnikiem, i z uwzględnieniem przewidzianej w prawie upadłościowym kolejności zaspokojenia wierzycieli.

Ochrona majątku dłużnika

Od dnia przyjęcia układu do dnia zakończenia postępowania restrukturyzacyjnego lub prawomocnego umorzenia postępowania restrukturyzacyjnego:

  1. postępowania egzekucyjne skierowane do majątku dłużnika w celu zaspokojenia wierzytelności objętych układem będą zawieszone z mocy prawa;
  2. skierowanie egzekucji do majątku dłużnika oraz wykonanie postanowienia o zabezpieczeniu roszczenia lub zarządzenia zabezpieczenia roszczenia na tym majątku będzie niedopuszczalne w odniesieniu do wierzytelności objętych układem.

Wierzyciel może domagać się uchylenia zawieszenia egzekucji, jeśli mogłoby ono skutkować rażącym pokrzywdzeniem wierzyciela. Z dniem uprawomocnienia się zatwierdzenia układu ww. postępowania zabezpieczające i egzekucyjne ulegają umorzeniu z mocy prawa. Objęcie wierzytelności układem spowoduje, że wykonalność stracą dotyczące ich tytuły wykonawcze lub egzekucyjne. Postępowanie egzekucyjne wszczęte przed dniem otwarcia postępowania restrukturyzacyjnego ulegnie zawieszeniu z dniem otwarcia postępowania na okres 4 miesięcy. W okresie tym niedopuszczalne będzie skierowanie egzekucji do majątku dłużnika oraz wykonanie zabezpieczenia na tym majątku. W postępowaniu sanacyjnym ww. okresy wynoszą 12 miesięcy.

Na wniosek dłużnika, nadzorcy sądowego lub zarządcy, sędzia-komisarz może zawiesić postępowanie egzekucyjne na dłużej, jak również wydłużyć zakaz kierowania egzekucji do majątku dłużnika oraz zakaz wykonania zabezpieczenia, jeśli zostanie uprawdopodobnione, że w postępowaniu zostanie zawarty układ – pod warunkiem, że wydłużenie to nie spowoduje pokrzywdzenia wierzycieli.

Gwarancja ochrony finansowania udzielonego dłużnikowi i finansujących

Nowelizacja prawa upadłościowego ustanawia gwarancję, że finansowanie udzielone dłużnikowi w postępowaniu restrukturyzacyjnym w celu realizacji planu restrukturyzacyjnego uwzględnione w tym planie, lub finansowanie udzielone w celu zapewnienia kontynuowania działalności, bądź utrzymania lub zwiększenia wartości przedsiębiorstwa, nie może być uznane za bezskuteczne w stosunku do masy upadłości lub niepodlegające wykonaniu, jeżeli zostało udzielone za zgodą sędziego-komisarza lub rady wierzycieli. Dodatkowo, finansujący nie będą ponosić odpowiedzialności za ewentualne pokrzywdzenie ogółu wierzycieli spowodowane swoim finansowaniem udzielonym dłużnikowi.

Podsumowanie

Opublikowana 4 lipca nowelizacja, która ma wejść w życie po upływie 18 miesięcy od dnia ogłoszenia, jest dość obszerna i wprowadza jeszcze szereg innych zmian do postępowań restrukturyzacyjnych i upadłościowych, m.in. zastrzeżenie, że propozycje układowe nie mogą przewidywać wyższego zaspokojenia wierzyciela niż wartość jego wierzytelności, czy uelastycznienie zawarcia układu likwidacyjnego poprzez możliwość przeprowadzenia likwidacji majątku dłużnika ze skutkami sprzedaży egzekucyjnej.

Unijna dyrektywa precyzyjnie określając przesłanki jak najszybszej identyfikacji problemów finansowych przedsiębiorstw, dąży do tego, by prawo państw członkowskich było wyposażone w instrumenty pozwalające na szybką reakcję na te problemy poprzez wdrożenie skutecznych działań naprawczych, jeśli tylko istnieje szansa na ich podjęcie. A jeśli działania takie miałyby okazać się niesłuszne, niecelowe, powinno się uruchamiać procedury zmierzające do jak najszybszej likwidacji przedsiębiorstwa przy możliwie najwyższym stopniu zabezpieczeniu roszczeń wierzycieli.

Dla przedsiębiorstw znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej objęcie nowym postępowaniem restrukturyzacji zapobiegawczej będzie oznaczać przede wszystkim wstrzymanie egzekucji i realizacji tytułów zabezpieczających na zakreślonym układem majątku. Prezesi spółek i inne osoby odpowiedzialne w przedsiębiorstwach borykających się z problemami powinni być zainteresowani przystąpieniem do restrukturyzacji, bowiem w dniu publikacji obwieszczenia o ustaleniu dnia układowego wyłączona zostaje ich odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną wskutek niezłożenia w terminie wniosku o ogłoszenie upadłości oraz za zaległości podatkowe i inne zobowiązania spółki.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Cyfryzacja w branży chemicznej i farmaceutycznej rośnie wolniej niż w innych sektorach

  • Branża chemiczna i farmaceutyczna to jeden z nielicznych sektorów, który odnotował bardzo dynamiczny wzrost w okresie pandemii – w 2021 roku przełożyło się to m.in. na najwyższy wynik uzyskany w badaniu DIGI INDEX – tegoroczna edycja badania pokazuje jednak, że inwestycje w cyfryzację prowadzone w tym sektorze wyhamowują.
  • W porównaniu do wyników z 2021 roku, wskaźnik DIGI INDEX 2022 dla branży chemicznej i farmaceutycznej wzrósł jedynie o 0,4 pkt. – z 2,0 do 2,4 pkt. – jest to najmniejszy wzrost spośród wszystkich badanych branż. 
  • Zaledwie 66,7% firm z sektora twierdzi, że inwestuje w cyfryzację i jest w stanie dokładnie określić procent nakładów na ten cel – jednocześnie branża chemiczna i farmaceutyczna planuje przeznaczyć na digitalizację 7,1% swoich zysków.

Wyniki tegorocznego badania DIGI INDEX pokazują, że inwestycje w cyfryzacje realizowane w branży chemicznej i farmaceutycznej wyhamowują. W 2022 roku byliśmy świadkami wzrostu wskaźnika DIGI INDEX o zaledwie 0,4 pkt. – z 2,0 pkt. w 2021 r. do 2,4 pkt. Pomimo relatywnie dobrego wyniku jest to branża, w której współczynnik digitalizacji wzrósł w 2022 roku najmniej. Związane jest to z wcześniejszym, częściowym nasyceniem rynku oraz potrzebą czasu na konsolidację już wdrożonych systemów. Oprócz tego znaczącą rolę odgrywają drożejące surowce (gaz, ropa naftowa), które dodatkowo wpływają na niepewność rynkową całego sektora.

Branża chemiczna i farmaceutyczna inwestuje w cyfryzację

Reprezentanci sektora Chemistry&Pharmacy przeznaczają średnio 7,1% zysków na digitalizację (w zeszłym roku liczba ta wynosiła 9,63%). Połowa pytanych deklaruje, że w najbliższych 12 miesiącach zwiększy budżet przeznaczony na cyfryzację (w 2021 r. było to 30% respondentów). Z kolei 23,3% twierdzi, że planuje utrzymać inwestycje na ten cel na dotychczasowym poziomie, a 10% zamierza je zmieszać. Chemisty&Pharmacy to również branża z najmniejszą liczbą deklaracji o inwestycjach w cyfryzację. Zaledwie 66,7% firm twierdzi, że inwestuje w digitalizację i jest w stanie dokładnie określić procent nakładów na ten cel.

Czy negatywne zjawiska makroekonomiczne, wyrażające się m.in. istotnym wzrostem cen czynników produkcji, wpłyną na ograniczenie inwestycji w digitalizację? Czy też odwrotnie – możliwość poprawy produktywności, jakości produktów, bezpieczeństwa przełożą się na kontynuację, inicjowanie czy też przyspieszenie transformacji cyfrowej? Cykle koniunkturalne występowały, występują i będą występować. A zatem okresy ożywienia będą pojawiały się po okresach kryzysu. Natomiast zjawiska demograficzne (ujemny wzrost naturalny i starzenie się społeczeństwa), społeczne (oczekiwania młodych ludzi w stosunku do pracodawców), jak i ekologiczne (produkcja neutralna dla środowiska) pokazują jednoznacznie, że nie ma innej drogi niż cyfrowa transformacja – powiedział dr n. ekon. Bartłomiej Rodawski, Członek Zarządu Adamed Pharma S.A., Dyrektor Operacyjny.

DIGI INDEX: cyfryzacja w Polsce wystartowała z bloków

W 2022 roku uśredniony wskaźnik DIGI INDEX dla wszystkich badanych branż wzrósł z 1,8 do 2,4 pkt. Z wynikiem 2,6 pkt. najlepiej uplasowały się sektory Automotive oraz Machinery. Na kolejnym miejscu znalazł Chemistry&Pharmacy (2,4 pkt.). Z kolei najgorzej pod względem ucyfrowienia wypadła branża Food&Beverages (2,2 pkt.). Wyniki te dowodzą, że większość firm przeszła już z etapu przygotowań do tworzenia podstaw cyfryzacji.

Czym jest cyfryzacja?

Transformacja cyfrowa, to integracja technologii cyfrowej we wszystkich obszarach biznesu, mająca na celu zmianę sposobu działania przedsiębiorstwa i dostarczanie klientom nowych wartości w nowy sposób. To również wykorzystywanie rozwiązań cyfrowych do tworzenia nowych modeli biznesowych i strategii umożliwiających monetyzację danych. Jest to także zmiana kulturowa, która wymaga eksperymentowania i dostosowywania się do nowej rzeczywistości. Efektem digitalizacji jest dużo szybszy przepływ informacji, co przekłada się na podniesienie współczynnika efektywności wszystkich procesów w firmie.

Pliki cookie. Cyberprzestępcy sięgają po ciasteczka

Ataki z wykorzystaniem plików cookie coraz popularniejsze.

Cyberprzestępcy coraz częściej stosują pliki cookie do omijania uwierzytelniania wieloskładnikowego. Według raportu Sophos, atakujący mogą uzyskiwać dostęp do zasobów firm dzięki wykradzionym sesyjnym „ciasteczkom”. Pozwalają one podszywać się pod prawdziwych użytkowników i swobodnie poruszać w firmowej sieci.

Dlaczego cyberprzestępcom zależy na ciasteczkach?

Sesyjne pliki cookie, zwane też „ciasteczkami”, są zbierane i przechowywane przez przeglądarkę internetową do momentu jej zamknięcia lub wylogowania się ze strony internetowej. Zawierają m.in. informacje o otwieranych stronach internetowych i identyfikują przeglądarkę, z której użytkownik łączy się z serwisem.

W ostatnim roku zauważyliśmy, że kradzieże plików cookie są coraz częstsze. Przejęcie takich uwierzytelniających „ciasteczek”, znanych również jako tokeny dostępu, pozwala obejść dwuskładnikowe uwierzytelnianie stosowane przez coraz więcej firm – mówi Grzegorz Nocoń, inżynier systemowy w firmie Sophos. – Jeśli atakujący wejdą w posiadanie sesyjnych plików cookie, zyskują możliwość swobodnego poruszania się po sieci, podszywając się pod prawdziwych użytkowników.

Po uzyskaniu dostępu do firmowych systemów, atakujący mogą wykorzystać pliki cookie do dalszych działań, takich jak przejęcie dostępu do poczty elektronicznej, modyfikacja danych lub repozytoriów kodu źródłowego czy próby wyłudzenia dostępu do dodatkowo zabezpieczonych zasobów.

Ciasteczka wyjątkowo groźną bronią w arsenale cyberprzestępców

Skradzione pliki cookie mogą posłużyć do ataku typu „pass-the-cookie”. Przestępcy z ich pomocą oszukują przeglądarkę i podają się za uwierzytelnionego użytkownika, np. pracownika firmy, co pozwala też ukryć ich złośliwe działania w firmowej sieci. Jest to możliwe, ponieważ token dostępu jest tworzony i przechowywany w przeglądarce podczas korzystania z uwierzytelniania wieloskładnikowego.

Problem jest o tyle poważny, że wiele legalnych aplikacji internetowych posiada stałe pliki cookie, które są przechowywane do momentu wylogowania się użytkownika, a czasem nigdy nie tracą one ważności.

Cyberprzestępców ogranicza jedynie kreatywność

Nawet początkujący cyberprzestępcy mogą skutecznie przejmować dane uwierzytelniające. Wystarczy kupić trojana wykradającego informacje, aby masowo zbierać takie dane jak hasła i ciasteczka, a następnie sprzedawać je na czarnym rynku. Tego typu informacje mogą być przydatne dla innych przestępców, na przykład operatorów oprogramowania ransomware – tłumaczy Grzegorz Nocoń. – Lista złośliwych działań, które atakujący mogą przeprowadzić za pomocą skradzionych plików cookie, właściwie nie ma końca. Jedynym ograniczeniem jest ich kreatywność.

Rozwiązaniem zapewniającym większe bezpieczeństwo może wydawać się regularne czyszczenie plików cookie i innych informacji uwierzytelniających w przeglądarkach. Jednak zaostrzenie zasad dotyczących ciasteczek wiąże się z pewnymi kompromisami. Skrócenie okresu ich ważności oznacza konieczność częstego logowania się przez użytkowników.

Według eksperta Sophos, aby zapewnić sobie odpowiednią ochronę, firmy powinny korzystać z narzędzi, które umożliwiają skuteczne wykrywanie złośliwego oprogramowania, zwłaszcza za pomocą analizy behawioralnej.

Czy kawiarnie przetrwają wzrost cen gazu?

Ziarna kawy arabika są obecnie najdroższe od 10 lat. Także rosnące koszty pracy i energii, w tym gazu, wywołują presję na wzrost cen kawy w kawiarniach. Niedługo przekonamy się, czy konsumenci z powodu wzrostu kosztów utrzymania, nie będą masowo rezygnować z kawy na mieście.

Ostatnie kilkanaście lat przyniosło globalną ekspansję kultury picia kawy w kawiarniach. W ten sposób swój wolny czas spędzają już nie tylko mieszkańcy Rzymu czy Paryża, ale także Warszawy, Opola czy Zamościa. Dla miłośników „małej czarnej” nadchodzą jednak trudniejsze czasy. A to za sprawą dwóch zjawisk. Z jednej strony, drożeją ziarna kawy arabika, których cena jest najwyższa od prawie 10 lat. A z drugiej rosnące koszty utrzymania mogą skłaniać konsumentów do ograniczenia swoich wydatków, a wtedy kawa na mieście może okazać się jedną z pierwszych ofiar takiego działania. Odpowiedź na to, czy kultura picia kawy okaże się silniejsza od potrzeby ograniczenia wydatków, poznamy pewnie w ciągu kilkunastu najbliższych miesięcy.

Ziarna arabiki są obecnie na najwyższym poziomie od prawie 10 lat, a to z powodu wciąż niesłabnącego zainteresowania konsumentów oraz gorszych jej zbiorów w Brazylii, co obniża bieżące dostawy i zapasy. Arabika zdrożała bardziej, niż druga z odmian kawy robusta, co spowodowało, że powiększyła się premia za wykorzystywanie tej drugiej (arabika jest obecnie o około 60 proc. droższa niż robusta). W związku z tym wielu producentów zwiększa udział robusty w swoich mieszankach, a także konsumenci chętniej wybierają ją w celu ograniczania kosztów. Wysokie ceny zwiększyły także presję na marże pobierane przez firmy, dla których kawa stanowi ważny składnik ich biznesu takich jak Starbucks czy Nestle.

Koszt samych ziaren stanowi tylko małą część ceny kawy dla konsumenta. Jednak poza cenami kawy, na całym świecie rosną też koszty energii i ceny pracy. A dzieje się to gdy wydatki konsumentów są ograniczane z powodu znacznego wzrostu kosztów utrzymania. W Europie mamy obecnie przed sobą mocny wzrost cen ogrzewania i utrzymania mieszkań, który będzie kolejnym ciosem dla domowych budżetów. A w Europie pije się właśnie najwięcej kawy, prawie 25 proc. światowej produkcji. Skutki tego już widać w ostatnich kwartalnych raportach spółek. W przypadku Starbucks, który używa tylko ziaren arabiki, wyższe ceny obniżyły marże spółki. Natomiast Nestle w swoim raporcie donosi o spadku popytu na kapsułki Nespresso po podniesieniu ich cen. Ta firma jest natomiast także największym producentem kawy rozpuszczalnej, co zabezpiecza ją przed znacznym spadkiem dochodów w czasie recesji.

Bardziej delikatna i trudniejsza w uprawie Arabika dominuje na rynku kawy mielonej, podczas gdy Robusta na rynku kawy rozpuszczalnej. Brazylia jest liderem w handlu kawą jako największy producent arabiki, odpowiadający za 40 proc. światowego eksportu. Największym producentem robusty jest Wietnam, który odpowiada za 16 proc. światowego eksportu. Międzynarodowa Organizacja Kawy notuje w tym roku wzrost konsumpcji o 3,3 proc., jednak jej podaż spadła o 2,1 proc., co prowadzi do prawie rekordowego deficytu wynoszącego 3,1 miliona 60 kg worków.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Branża cyfrowa z uwagami do planowanych zmian w prawie dotyczących podpisu elektronicznego

Związek Cyfrowa Polska, który reprezentuje polską branżę cyfrową i nowych technologii, skierował do Kancelarii Premiera swoje stanowisko w związku z rządowymi planami wprowadzenia zmian w Kodeksie cywilnym dotyczących m.in. wykorzystywania podpisu elektronicznego. Organizacja proponuje wprowadzenie nowej „szczególnej formy dokumentowej” i przestrzega przed zmianami, które mogą obniżyć bezpieczeństwo cyfrowe e-podpisu.

Rządowe plany dotyczące zmian w Kodeksie cywilnym obejmują swoim zakresem elektroniczne formy czynności prawne. Zdaniem Cyfrowej Polski nowelizacja będzie miała fundamentalne znaczenie dla polskiego prawa, w szczególności stosunków cywilnoprawnych oraz kwestii dowodowych w postępowaniach sądowych. Dlatego organizacja uważa, że niezbędna jest poważna dyskusja nad proponowanymi zmianami. Jej pismo w tej sprawie trafiło w tym tygodniu do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Możliwe odejście od wysokich standardów bezpieczeństwa cyfrowego

W opinii Związku Cyfrowa Polska, proponowane przez rząd zmiany, choć są istotne, mogą stanowić niebezpieczny precedens, który będzie prowadził do odejścia od obecnych trendów związanych z cyberbezpieczeństwem. – Projektodawca wskazuje w uzasadnieniu założeń planowanego projektu, że w stosunkach cywilno-prawnych, z punktu widzenia bezpieczeństwa, wystarczająca wydaje się weryfikacja na poziomie wymaganym dla zaawansowanego podpisu elektronicznego. Jest to ewidentna koncepcja równania w dół, obniżania standardów i wymogów, na dodatek w tak szczególnym momencie, gdy projekt unijnego rozporządzenia eIDAS2 zaostrza wymagania dotyczące identyfikacji – podkreśla dr hab. Dariusz Szostek, prof. Uniwersytetu Śląskiego z Rady Ekspertów Cyfrowej Polski.

Organizacja w piśmie do rządu wskazuje ponadto, że dziś powszechność wykorzystania kwalifikowanego podpisu elektronicznego nie ma miejsca nawet w obrocie profesjonalnym, bowiem nawet w środowisku prawniczym nadal wiele osób nie rozróżnia skutków prawnych użycia podpisu bankowego, podpisu zaufanego, podpisu osobistego czy kwalifikowanego. Cyfrowa Polska obawia się, że projektowana zmiana Kodeksu cywilnego nie tylko nie zmieni tej sytuacji, ale wręcz ją pogorszy.

W piśmie przesłanym do Kancelarii Premiera, Związek odnosi się również do propozycji zrównania podpisu własnoręcznego z podpisem osobistym. Choć rozwiązanie to na pierwszy rzut oka jest bardzo atrakcyjne i w teorii daje szansę na szerokie wykorzystanie podpisu osobistego, który jest osadzony w nowych dowodach osobistych, to po dogłębnej analizie eksperci Cyfrowej Polski twierdzą, że taka zmiana nie wygląda wcale optymistyczne. Powód? W ten sposób rząd rezygnuje z wysokiego poziomu bezpieczeństwa. – Nie wiadomo, jak będzie kształtowała się odpowiedzialność za wadliwe działanie podpisu osobistego. A przecież w zakresie kwalifikowanego podpisu elektronicznego jest ona rygorystycznie uregulowana – zauważa dr hab. Dariusz Szostek.

Propozycje branży cyfrowej

Cyfrowa Polska proponuje, by rząd wprowadził nieco inne rozwiązania. Przede wszystkim organizacja jest za wprowadzeniem kwalifikowanego podpisu elektronicznego do dowodu osobistego. Takie rozwiązanie, w opinii dr hab. Dariusza Szostka, byłoby optymalne i ułatwiłoby zawieranie umów w formie elektronicznej. Związek proponuje też wprowadzenie nowej formy dla czynności prawnej, nazwanej roboczo „szczególną formą dokumentową”. Będzie ona miała niższe wymagania niż elektroniczna forma czynności prawnej, natomiast silniej będzie zabezpieczona od „zwykłej” formy dokumentowej.

Dr hab. Dariusz Szostek przypomina, że aktualnie obowiązująca forma dokumentowa może być różna: począwszy od przesłania maila, na podstawie którego można ustalić osobę składającą oświadczenie, po użycie zaawansowanego podpisu elektronicznego. Dowód z dokumentu opatrzonego podpisem zaawansowanym (a takim jest podpis osobisty) jest znacznie wyższy od dowodu z dokumentu sporządzonego w formie dokumentowej, opartej o login, hasło czy też SMS bądź e-mail. – Obniżenie wymogów dotyczących formy powinno zostać wprowadzone do wybranych, dokładnie przeanalizowanych sytuacji prawnych, w tym umów, ale nie tylko. Proponujemy wprowadzenie odpowiedniej modyfikacji przepisów postępowania cywilnego oraz wprowadzenie domniemań prawnych powiązanych z nową formą – podkreśla ekspert Cyfrowej Polski.

Dolewanie do inflacji

W ostatnim czasie pojawiło się trochę sygnałów świadczących o łagodzeniu presji inflacyjnej. Jednak szczyt inflacji, a dojście do celu inflacyjnego to dwie różne kwestie.

Sygnały, o których mowa to przede wszystkim spadek cen paliw. Od połowy czerwca notowania ropy były w trendzie spadkowym, a to przełożyło się na zauważalny spadek cen paliw – tak w USA, jak i w Polsce. Ruch był na tyle duży, że przeniknął nawet do kategorii inflacji bazowej. Mniejszą presję widać jednak także w globalnym przemyśle. Stopniowy spadek popytu oznacza, że tanieją surowce przemysłowe, spadają stawki frachtowe, maleją kolejki po deficytowe komponenty. To wszystko mogłoby oznaczać, że szczyt inflacji za nami i na taki scenariusz ostatnio mocno grały rynki. Spadały rentowności obligacji, rosły ponownie indeksy giełdowe – głównie w USA. Jednak w ostatnich dniach wahadło znów zaczęło się odchylać w drugą stronę.

Po stronie energii staje się jasne, że gaz będzie w okresie jesienno-zimowym bronią polityczną Kremla. Co prawda, Europa szykuje się na taki scenariusz gromadząc zapasy i dywersyfikując dostawy, jednak zużycie gazu w okresie jesienno-zimowym rośnie 3-krotnie i nadal bez rosyjskiego gazu może być bardzo trudno. Efekt widać w notowaniach kontraktów nie tylko europejskiego, ale także amerykańskiego gazu. Do tego znów zaczęły rosnąć ceny ropy. Pomimo wizyty Bidena w Arabii Saudyjskiej OPEC nie zamierza iść na rękę i ostatnio zaczął wysyłać sygnały, że przy dalszym spadku cen ropy ograniczy produkcję. Po drugiej stronie jest polityka popytowa. W USA właśnie uchwalono umorzenie części kredytów studenckich. W Polsce mamy hojne dopłaty do ogrzewania i podobnych ruchów należy spodziewać się w innych europejskich krajach. To oczywiście oznacza, że w gospodarstwach domowych będzie relatywnie więcej pieniędzy, co będzie zwiększać ryzyko utrwalenia presji inflacyjnej.

Na rynkach decyzja o umorzeniu długu została ciepło przyjęta – notowania indeksów odbijają, para EURUSD próbuje wracać powyżej parytetu. W tych okolicznościach stabilizują się notowania złotego. Dziś poznamy protokoły z posiedzeń EBC i RPP, co być może rzuci nieco nowego światła na najbliższe decyzje tych banków. EBC dopiero zaczyna cykl podwyżek i rynek zastanawia się, czy wobec zbliżającej się recesji w ogóle będzie w stanie go przeprowadzić. W Polsce natomiast pytanie brzmi, czy do kolejnych podwyżek w ogóle dojdzie. O 9:40 euro kosztuje 4,7585 złotego, dolar 4,7575 złotego, frank 4,9413 złotego, zaś funt 5,6379 złotego.

Autor: dr Przemysław Kwiecień CFA, główny analityk XTB

Euro znów droższe od dolara

Spokojna środa na Ukrainie pomimo potencjalnych ryzyk związanych z Dniem Niepodległości nie wpłynęła negatywnie na rynki. Jeżeli dołożyć do tego korzystne dane dla euro, nie może dziwić korekta.

Słabsze dane z USA

Po tak długiej serii dobrych danych na rynku często do korekty wystarczy mała iskra i mamy wybuch. Tak właśnie było wczoraj. W normalnych warunkach skoro zamówienia na dobra bez środków transportu się nie zmieniły zgodnie z oczekiwaniami, a zamówienia na dobra trwałego użytku okazały się 0,5% słabsze od oczekiwań, nie działoby się za dużo. Tym bardziej że półtorej godziny później wyraźnie mniej od oczekiwań spadł indeks podpisanych umów kupna domów. Wystarczyło to jednak do zmiany trendu i zamiast atakować pułap 0,99 na EURUSD, kurs zaczął znów zmierzać w stronę parytetu. Najwyraźniej inwestorzy uznali, że czas jest realizować zyski.

Spokojny Dzień Niepodległości

Ku sporemu zaskoczeniu wielu analityków Rosjanie nie przeprowadzili żadnej spektakularnej akcji militarnej w trakcie ukraińskiego święta niepodległości. To z powodu potencjalnej eskalacji rynki zachowywały się defensywnie przed samymi uroczystościami. Nie może zatem dziwić, że skoro nic się nie wydarzyło, jest korekta. Wpłynęło to dodatkowo na umocnienie euro względem dolara. Dodatkowym efektem jest dzisiejsze bardzo dobre otwarcie na giełdzie, czy zainteresowanie polskimi obligacjami przez inwestorów. Nie zabrakło też reakcji na polskiej walucie. Zamiast atakować poziom 4,79 zł za euro, jak miało to miejsce wczoraj, dzisiaj schodzimy już do 4,76 zł.

Lepsze dane z Niemiec

Na deser dobre dane pokazali Niemcy. Finalny odczyt wzrostu PKB okazał się wyraźnie wyższy od wstępnych szacunków. Zarówno 1,8%, jak i 1,5% wzrostu w skali roku to nie jest jakiś szczególny powód do dumy, ale biorąc pod uwagę potencjalne spowolnienie, nie jest to coś, czego powinien się ten kraj obecnie wstydzić. Lepsze od oczekiwań dane były też kolejnym elementem działającym na korzyść dolara a niekorzyść euro. Nie można się zatem dziwić, że na jakiś czas wróciliśmy powyżej granicy parytetu wymiany euro na dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
14:30 – USA – produkt krajowy brutto.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Inwestorzy redefiniują strategie

W pierwszej połowie br. inwestorzy równie chętnie lokowali kapitał w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, jak na zachodnich rynkach nieruchomości. Globalne przemiany gospodarcze i niepewność, jaką niosą powodują jednak, że decyzje inwestycyjne są teraz coraz częściej wstrzymywane. Wyniki roczne mogą już nie być tak dobre jak półroczne, uważają doradcy Walter Herz.

Poziom inwestycji w sektorze nieruchomości komercyjnych w regonie CEE w pierwszym półroczu tego roku, podobnie jak w całej Europie, był bardzo wysoki. Wartość wolumenu transakcyjnego była wyższa niż rok temu i wyniosła około 5,4 mld euro. Polska miała w nim największy udział, prawie 3 mld euro. Był to jeden z najlepszych wyników półrocznych w historii polskiego rynku.

Dobra pierwsza połowa roku

– Wyniki odnotowane w regionie CEE oraz na rynkach zachodnioeuropejski po pierwszych 6 miesiącach br. oznaczają powrót do wartości, jakie rejestrowane były przed pandemią. Zmiany geopolityczne, które wciąż nam towarzyszą, coraz mniej sprzyjające otoczenie biznesowe oraz ryzyko globalnej recesji mają jednak negatywny wpływ na rynek i decyzje inwestorów. Było to widoczne już w drugim kwartale br., który był wyraźnie słabszy niż pierwszy. Spadek optymizmu zauważalny jest, nie tylko w Polsce i regionie CEE, ale i całej Europie, gdzie wartość wolumenu inwestycyjnego w II kw. br. wyniosła 68 mld euro, podczas gdy w I kw. przedmiotem transakcji były aktywa o wartości 84 mld euro – mówi Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz.

Świetne wyniki, jakimi zamknęło się pierwsze półrocze tego roku na europejskich rynkach inwestycyjnych to efekt finalizowania transakcji, które zainicjowane zostały przed wybuchem konfliktu w Ukrainie. Wtedy inwestorzy nie musieli mierzyć się jeszcze z wysoką inflacją, podwyżkami stóp procentowych i liczyć z prognozami mówiącymi o wyraźnym pogarszaniu się wskaźników makroekonomicznych.

– Wiele podmiotów strategicznie wstrzymuje teraz swoje działania, biernie obserwując zmiany gospodarcze zachodzące na świecie, co prawdopodobnie zaowocuje spadkiem wartości wolumenu inwestycyjnego w drugiej połowie roku. Inwestorzy przyglądają się wahaniom głównych czynników, wpływających na rentowność inwestycji, jak koszty finansowania projektów i zabezpieczenia kredytów inwestycyjnych, czy nakłady operacyjne i koszty utrzymania nieruchomości. Wyraźnie widoczne jest schłodzenie rynku – informuje Bartłomiej Zagrodnik. – W Polsce hamowanie działań inwestycyjnych może mieć mniejszą skalę niż na innych rynkach w Europie. Motywacją do aktywności dla inwestorów będą z pewnością konkurencyjne ceny nieruchomości komercyjnych w porównaniu z innymi rynkami europejskimi oraz podwyżki stawek czynszowych, których wzrost niesie większą rentowność nieruchomości. Około 99 proc. aktywów na polskim rynku pozostaje w rękach zagranicznych funduszy, czynsze liczone są w euro, a tym samym koszty finansowania inwestycji są znacznie niższe, ponieważ mogą być realizowane w euro, a nie w złotych – dodaje.

Polska najlepsza w regionie

Polska nadal pozostaje liderem w regionie CEE. W pierwszej połowie roku wartość inwestycji nad Wisłą była dwa razy wyższa niż suma transakcji odnotowanych łącznie na Węgrzech i w Rumunii. W Europie Środkowo – Wschodniej inwestował głównie kapitał czeski i węgierski oraz pochodzący z Ameryki Północnej i Europy Zachodniej. Największym powodzeniem inwestorów w tym roku cieszyły się aktywa biurowe i handlowe. – Nadal widoczne jest wśród zagranicznych inwestorów duże zainteresowanie parkami handlowymi z czynszami w euro, które postrzegane są jako najbardziej stabilne aktywa w obecnych warunkach, szczególnie w perspektywie dalszych zmian na rynku handlowym, idącym w stronę lokalnej obsługi klientów – przyznaje Bartłomiej Zagrodnik.

Jako 38 milionowy kraj mamy przewagę nad innymi państwami w regionie ze względu na duży rynek wewnętrzny. Siła nabywcza w Polsce zwiększyła się jeszcze dzięki napływowi migrantów z Ukrainy.

Kondycja polskiego rynku, szczególnie w sektorze magazynowym i biurowym, jest bardzo dobra, co również powinno pozytywne oddziaływać na decyzje inwestycyjne w kolejnych miesiącach. W Polsce brakuje powierzchni magazynowo-przemysłowych do wynajęcia, mimo sukcesywnie zwiększającej się podaży w tym segmencie. Przypomnijmy, że na przestrzeni ostatnich pięciu lat krajowe zasoby powierzchni logistycznych wzrosły ponad dwukrotnie.

Bartłomiej Zagrodnik informuje, że inwestorzy przygotowują się do wyboru inwestycji i procesu realizacji projektów na długo wcześniej niż w latach poprzednich. – Poszukują teraz gotowych, przygotowanych pod budowę gruntów z decyzjami środowiskowymi, uzgodnieniami WZ, czy PnB. Widoczne jest duże zainteresowanie zakupem działek po niższych cenach do banków ziemi – wskazuje. Zauważa również, że deweloperom magazynowym, z uwagi na trudności w poszukiwaniu finalnych inwestorów, wygasają umowy przedwstępne na grunty. – Oznacza to, że ciekawe parcele pojawiają się ponownie na rynku stwarzając okazję inwestorom posiadających kapitał do zakupu w optymalnych cenach. Podobnie jest w mieszkaniówce, w której widoczne jest duże zainteresowanie sprzedażą projektów pod PRS. Dotąd wiązało się to z ryzykiem wzrostu kosztów budowy, co znacząco utrudniało realizację projektów. Teraz jednak Generalni Wykonawcy coraz częściej akceptują umowy z zamkniętymi katalogami cen – dodaje.

Nieruchomości biurowe na topie

W stronę deficytu powierzchni, jak wskazują doradcy Walter Herz, zmierza też  warszawski rynek biurowy. W Warszawie w tym roku notowany jest wyjątkowo duży popyt na biura przy drastycznym spadku nowej podaży. Coraz niższa dostępność powierzchni, zarówno w Warszawie, jak i na rynkach regionalnych stwarza potencjał do wzrostu stawek czynszowych, co przełoży się na wyższe zwroty z inwestycji.

W tym roku w Polsce to właśnie aktywa biurowe cieszyły się największym zainteresowaniem inwestorów, przede wszystkim obiekty biurowe zlokalizowane w regionach. Transakcje związane z ich zakupem odpowiadają za największy udział w wolumenie inwestycyjnym w pierwszym półroczu br.

Najgłośniejszą transakcją zrealizowaną w tym sektorze w pierwszych 6 miesiącach br. był zakup biurowej części warszawskiego kompleksu The Warsaw Hub przez Google. Była to akwizycja pojedynczego budynku o największej wartości w historii polskiego rynku. Właściciela zmienił też poznański biurowiec Nowy Rynek D, co również przyniosło rekordową wartość transakcji w regionach.

36% pracowników w Polsce chce od pracodawców więcej wsparcia w zakresie zdrowia psychicznego

Z nieopublikowanego jeszcze raportu ManpowerGroup „Czego pragną pracownicy” wynika, że 36% polskich pracowników oczekuje od swoich pracodawców więcej wsparcia w zakresie zdrowia psychicznego. Ponad połowa (51%) respondentów oczekuje większej liczby dni urlopu w ramach zapobiegania wypaleniu zawodowemu. W jakich nastrojach są pracownicy i co odczuwają w miejscu pracy? W jaki sposób pracodawcy mogą zapobiegać wypaleniu zawodowemu?

47% polskich pracowników odczuwa w miejscu pracy pewność siebie, niemal połowa (45%) bezpieczeństwo, a 39% motywację. Z drugiej jednak strony 3 na 10 (27%) respondentów jest znudzonych i brakuje im motywacji, 19% czuje się niepewnie, a 18% brakuje poczucia bezpieczeństwa – to dane z nieopublikowanego jeszcze raportu ManpowerGroup „Czego pragną pracownicy”. Badanie zostało zrealizowane w czerwcu 2022 roku, zatem dostarcza najnowszych danych na temat postaw i potrzeb osób zatrudnionych. Z analizy ManpowerGroup wynika, że 30% pracowników odczuwa stres w pracy – jest to o 9 punktów procentowych mniej, niż rok temu (39% w marcu 2021), ale też więcej, niż przed pandemią (24% w marcu 2020).

– Pandemia miała niebagatelny wpływ na pracowników i zauważalnie zmieniła ich hierarchię wartości. Wraz z wybuchem globalnego zagrożenia zdrowotnego, dbałość o dobrą kondycję psychiczną i fizyczną dla wielu osób stała się priorytetem. Szukając jednak rozwiązań na zapobieganie wypaleniu wśród pracowników należy się pochylić przede wszystkim nad jego przyczynami. Warto tutaj zaznaczyć, że są one bardzo różnorodne i zależą zarówno od indywidualnych predyspozycji danej osoby, jak i środowiska biznesowego, w którym się obraca – mówi Jolanta Jastrzębska, ekspertka ds. rozwoju i zarządzania karierą z Right Management w ManpowerGroup.

Co możemy zaliczyć do głównych przyczyn wypalenia zawodowego? Zdaniem ekspertki są to między innymi nieskuteczne strategie radzenia sobie ze stresem, a także stawianie sobie zbyt wysokich wymagań. Należy więc zwracać szczególną uwagę na te dwa powyższe obszary. Warto zadbać o równowagę pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym, efektywny wypoczynek, taki który sprawi, że naprawdę poczujemy się zrelaksowani. W momencie pojawienia się pierwszych symptomów świadczących o wypaleniu lub złym samopoczuciu psychicznym, należy pochylić się nad zadaniami realizowanymi w pracy oraz nad tym, jak organizujemy sobie dzień, a także czy nie bierzemy na swoje barki zbyt dużo. W przypadku, gdy jesteśmy przytłoczeni zadaniami, warto popracować nad asertywnością – dodaje Jolanta Jastrzębska.

Z badania ManpowerGroup wynika także, że 36% pracowników w Polsce oczekuje od firm więcej wsparcia w zakresie zdrowia psychicznego. W jaki sposób mogą zapobiegać wypaleniu zawodowemu zatrudnionych osób? Ponad połowa (51%) pracowników wskazała, że pomocna byłaby tutaj większa pula dni urlopowych, a 44% mówi o zapewnieniu elastyczności w pracy, jak na przykład wybór czasu i miejsca pracy. 39% zatrudnionych chciałoby się rozwijać i zdobywać nowe umiejętności, a 36% oczekiwałoby od organizacji dodatkowych dni wolnych w celu zadbania o zdrowie psychiczne.

Zdaniem ekspertki, managerowie chcący zatroszczyć się o zdrowie psychiczne pracowników i zapobiec ich wypaleniu zawodowemu powinni wziąć pod lupę między innymi przejrzystość procedur, jakie obowiązują w zespole oraz sposób codziennego działania, by nie generować dodatkowego napięcia oraz stresu. – Bardzo istotna przejrzysta komunikacja, która bezpośrednio przekłada się na pozytywną atmosferę w pracy, będącą często kluczowym aspektem dobrego samopoczucia pracowników w firmie. Ważne jest także przydzielanie zadań zgodnie z poziomem kompetencji pracownika, a w przypadku pojawienia się trudności należy o nich rozmawiać i wspierać pracowników w radzeniu sobie ze stresem. Liderzy mogą także zadbać o wzmacnianie poczucie własnej wartości pracowników zauważając osiągnięcia i udzielając pozytywnej informacji zwrotnej – podsumowuje Jolanta Jastrzębska.

Czy dolar odda ostatnie zyski?

Rynki finansowe przygotowują się do piątkowego, szeroko oczekiwanego wystąpienia w Jackson Hole Rezerwy Federalnej Jerome’a Powella i oczekują, że zasygnalizuje on dalszą potrzebę agresywnych podwyżek stóp procentowych w celu zwalczania inflacji, pomimo ryzyka dla wzrostu gospodarczego.

Nadzieje na to, że w piątek usłyszymy zwrot w polityce monetarnej Rezerwy Federalnej są zdecydowanie mniejsze niż jeszcze kilka tygodni temu. Porównując wycenę rynkową z początku sierpnia i tą aktualną, widać, że rynek oczekuje nieco większej podwyżki we wrześniu (ok 66 pbs). Zmienił się również oczekiwany docelowy poziom dla stopy funduszy federalnych. Aktualnie wyceniane jest to, że Fed zbliży się znacznie lub nawet osiągnie 4 proc. do końca roku. W ostatnim czasie zmieniło się nieco oczekiwanie co do obniżek kosztu pieniądza w 2023 roku. Obecnie nadal rynek zakłada, że Fed będzie zmuszony do cięcia stóp w przyszłym roku w związku z mocnym spowolnieniem gospodarczym, ale będzie odbywać się to w mniejszym tempie.

Ten jastrzębi zwrot Rezerwy Federalnej wynika głównie z wypowiedzi przedstawicieli Fed z ostatnich tygodni. Rynki zwracają uwagę na takie szczegóły jak zmiana stanowiska Neel Kashkari’ego. Prezes Fed z Minneapoli zaliczany do obozu gołębi, powiedział, że bank centralny musi kontynuować zacieśnianie polityki monetarnej dopóki inflacja wyraźnie nie spadnie. Tom Barkin (prezes Fed z Richmond) mówił, że Fed zrobi to co trzeba, by ograniczyć dynamiczny wzrost cen. Podkreślił, że bank centralny jest zdecydowany by ograniczyć rozgrzany do czerwoności wskaźnik CPI, nawet jeśli oznacza to ryzyko recesji gospodarczej w USA. James Bullard klarownie mówił o podwyżce wrześniowej na poziomie 75 bps. Z kolei Mary Daly (prezes Fed z San Francisco) odrzuciła oczekiwania na cięcia stóp w przyszłym roku, mówiąc, że jest za strategią „podnieś i trzymaj”.

Dane makro są niejednoznaczne. Za zmniejszeniem tempa podwyżek przemawiają sygnały spowolnienia na rynku nieruchomości, słaba kondycja usług (spadek wskaźnika PMI) oraz fakt, że inflacja prawdopodobnie osiągnęła swój szczyt. Za dalszym agresywnym podejściem stoi wciąż silny rynek pracy, ale pamiętajmy, że oznaki słabości pokazuje on z reguły nieco później w porównaniu do innych obszarów gospodarki. Barometry regionalne są niejednoznaczne. Indeks Fed z Filadelfii zaskoczył pozytywnie, a NY Empire State pokazał dużą słabość. Wskaźnik Fed z Richmond również wypadł na większym minusie niż oczekiwano.

Pamiętajmy jednak, że to ostatnie mocno restrykcyjne nastawienie Fed-u zostało już w dużej mierze wycenione przez rynek, a w szczególności przez dolara. Moim zdaniem istnieje większe ryzyko, że „zielony” odda część ostatnich zysków niż to, że zobaczymy kontynuację aprecjacji USD. W piątek Powell będzie raczej chciał zachować dyplomatyczne stanowisko a rynek nie otrzyma nic bardziej jastrzębiego od tego co już wie, co może skutkować sprzedażą faktów. Pamiętajmy, że EUR/USD od 11 sierpnia spadł o ponad 4,5 figury- to dużo. Notowania zeszły do poziomu 0,9900 ale dość szybko powróciły w rejon parytetu. Widać aktualnie odbicie do 1,0020 i potencjalną formację podwójnego dna.

Łukasz Zembik (Oanda TMS Brokers)

Droższe zakupy w budownictwie, dłuższy czas spłaty w transporcie

Firmy z sektora MŚP chciałyby rozkładać na raty zakupy o wartości średnio 42 tys. zł i spłacić je w ciągu roku. Dla budownictwa raty to szansa na sfinansowanie bardziej kosztownych zakupów, a dla transportu – na rozłożenie zapłaty w dłuższej perspektywie czasu. To wyniki badania NFG „Finansowanie zakupów firmowych”.

Efekt skali w biznesie powoduje, że wraz z wielkością przedsiębiorstwa zmieniają się też jego potrzeby zakupowe. Im większa firma, tych dokonuje większych i droższych zakupów. Jednocześnie dla mikrofirm kwota poniżej 5 tys. zł jest już wystarczającą przesłanką do tego, by sięgnąć po raty.

Mała firma, mały kłopot

Na pytanie „Od jakiej wartości netto towaru lub usługi Pana/i firma zaczęłaby rozważać możliwość zakupu na raty?” co druga przepytana przez NFG mikrofirma (zatrudniająca od 1 do 9 pracowników) wskazuje na kwotę do 5 tys. zł netto. Dla porównania, co czwarta większa firma, zatrudniająca od 10 do 49 pracowników, chciałaby kupować na raty produkty i usługi o wartości powyżej 50 tys. zł. Przeciętnie w sektorze MŚP jest to więc kwota 42,6 tys. zł.

Wśród branż niedrogimi zakupami firmowymi na raty, do 5 tys. zł, najbardziej zainteresowany jest transport (57 proc.). Z kolei w budownictwie 62,1 proc. firm chciałoby finansować towary lub usługi za minimum 11 tys. zł, w tym co czwarta firma z tego sektora za ponad 50 tys. zł. Mniej kosztowne zakupy firmowe (do 5 tys. zł) chętnie sfinansują ratami firmy z branży handlowej (52,6 proc.) oraz usługowej (44,4 proc.), zaś 66 proc. firm przemysłowych zainteresowanych jest zakupem na raty produktów o wartości od 6 do 50 tys. zł.

Widać wyraźną różnię pomiędzy wielkością przedsiębiorstwa a wysokością kwoty netto, od której firmy rozważają pozyskanie finansowania ratalnego. W przypadku mikrofirm przeważnie są to niewielkie sumy. Natomiast w przypadku większych firm taka średnia kwota zakupów to około 68 tysięcy złotych. Analizując formy prawne, można dostrzec kolejne różnice: jednoosobowe działalności gospodarcze stawiają na niższe kwoty, a spółki na wyższe. Z naszego badania wynika również, że wśród branż wyraźnie zmęczone drożyzną jest budownictwo. To efekt wielokrotnych podwyżek cen materiałów budowlanych, narzędzi, maszyn i urządzeń na przestrzeni ostatnich lat. Dla przedsiębiorstw budowlanych jest to zatem szansa, by najbardziej kosztowne wydatki rozłożyć na raty, a jednocześnie zachować płynność finansową, ciągłość działania oraz konkurencyjność – komentuje Emanuel Nowak, ekspert NFG.Finansowanie zakupów firmowych

Na rok lub dłużej

Zakupy na raty mają to do siebie, że jednorazowy, duży wydatek zostaje rozłożony w czasie na mniejsze, wygodniejsze płatności. Z badania NFG wynika, że taki optymalny czas spłaty to dla przedsiębiorców 12 miesięcy. Zamiast jednej dużej sumy, którą trzeba uiścić natychmiast, trzy czwarte firm z sektora MŚP wolałoby uregulować kilkanaście mniejszych.

W tym wypadku przedsiębiorcy są zgodni. Większość z nich opowiada się za 12-miesięcznym terminem spłaty. Tę liczbę rat podaje 75 proc. respondentów (70 proc. w mikrofirmach i 80 proc. w małych). Przy czym małe firmy szczególnie często stawiają na okres od 7 do 12 miesięcy (blisko połowa z nich). Warto jednak pamiętać, że im dłuższy termin spłaty, tym wyższy łączny koszt finansowania – komentuje Emanuel Nowak.

Zwolennikami dłuższych terminów spłaty, sięgających 24 miesięcy, są przedstawiciele firm transportowych. Usługa ratalna zatem to dla tej branży szansa, by „kupić sobie” odrobinę więcej czasu na uregulowanie płatności i zachować płynność finansową.

Branża transportowa od lat, niezmiennie boryka się z problemem długich terminów zapłaty i opóźnień w regulowaniu faktur przez kontrahentów. Zatory płatnicze sprawiają, że przedsiębiorcy stają się niewypłacalni. W Krajowym Rejestrze Długów jest już ponad 22,5 tys. takich niewypłacalnych przewoźników, którzy mają na koncie blisko miliard złotych zadłużenia. Ponad 120 mln zł są im winni klienci, którzy nie zapłacili za zrealizowane kontrakty – wylicza Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Finansowanie zakupów firmowychOszczędność na raty

Przedsiębiorcy mają świadomość, że odkładając w czasie konieczność zapłaty, muszą ponieść w związku z tym dodatkowe koszty. W przypadku zakupów firmowych na raty najbardziej akceptowalnym kosztem jest dla nich przeciętnie ok. 14 proc. Przy czym, najczęściej wybieranym zakresem kosztowym jest przedział od 1 do 5 proc. Wśród branż jedynie przemysł akceptuje wyższe koszty tej usługi tzn. na poziomie powyżej 20 proc.

– Koszt usługi w dużej mierze zależy od tego, na jaki okres czasu została rozłożona płatność oraz czy przedsiębiorca uiścił jakąś opłatę wstępną, czyli tzw. wkład własny. Usługę ratalną warto jednak postrzegać nie przez pryzmat kosztów, ale przez pryzmat oszczędności i narzędzi wspierających płynność finansową. Takie rozwiązanie pozwala bowiem na większy rozwój biznesu. Przedsiębiorca oszczędza, bo zalicza do kosztów uzyskania przychodu koszt usługi finansowania zakupów i odlicza VAT. Dodatkowo, kupując na raty, nie wydaje oszczędności firmowych i ma środki na bieżącą działalność. Nie musi zaciągać kredytów ani pożyczek, a w odróżnieniu od leasingu od razu staje się właścicielem zakupionej rzeczy. Od razu może wrzucić w koszty całą kwotę zakupu i odliczyć cały VAT, co również pod tym względem usługę ratalną stawia ponad leasingiem – podsumowuje Emanuel Nowak.Finansowanie zakupów firmowych

O badaniu:

Ogólnopolskie badanie „Finansowanie zakupów firmowych” zostało przeprowadzone w I kwartale 2022 r. przez IMAS International na zlecenie firmy faktoringowej NFG na celowej próbie mikro oraz małych firm, techniką mieszaną CAWI oraz CATI. W sumie zrealizowano 501 wywiadów.

Sprzedaż kredytów w lipcu 2022 r.

W lipcu 2022 r., w porównaniu do lipca 2021 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej tylko kredytów ratalnych o (+27,4%). Spadki liczbowe odnotowały: kredyty mieszkaniowe (-62,7%), limity na kartach kredytowych (-25,7%) i kredyty gotówkowe (-8,9%). W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały niższą wartość we wszystkich produktach kredytowych. Najwięcej spadła wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych (-62,5%) oraz przyznanych limitów na kartach kredytowych (-15,3%). Na niższą wartość udzielono także kredytów gotówkowych (-9,9%) i ratalnych (-1,6%).

W pierwszych siedmiu miesiącach 2022 r., w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku, ujemne dynamiki zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym odnotowały kredyty mieszkaniowe (-36,7%, -30,8%) oraz karty kredytowe (-32,6%, -17,6%). Natomiast dodatnie dynamiki liczbowe i wartościowe zanotowano tylko w przypadku kredytów ratalnych (+27,2%, +3,0%). O (+1,5%) udzielono więcej kredytów gotówkowych, jednak na kwotę o (-0,6%) niższą.

Analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając na ich podstawie wnioski oraz formułując opinie, BIK zawsze bierze pod uwagę dwa ważne aspekty metodyczne.

Po pierwsze, uwzględnia specyfikę poszczególnych produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank. Zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w jednym miesiącu. Zatem w przypadku tych produktów, lipcowa akcja kredytowa jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w samym lipcu 2022 r. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet do dwóch miesięcy od złożenia wniosku, w związku z tym, sprzedaż kredytów mieszkaniowych w lipcu 2022 r. jest efektem wniosków składanych głównie w maju i czerwcu 2022 r.

Po drugie, z uwagi na ich konstrukcję duże problemy ze spłatą kredytów mogą w pełni zmaterializować się w odczytach Indeksów Jakości dopiero po trzech miesiącach od zaprzestania spłaty, ponieważ Indeksy obejmują jedynie opóźnienia powyżej 90 dni, nie pokazują więc wczesnych, 30-dniowych opóźnień.

W lipcu 2022 r. spadki w kredytach gotówkowych w ujęciu liczbowym i wartościowym

Lipcowe dynamiki liczby i wartości kredytów gotówkowych r/r trzeba ocenić negatywnie, natomiast w całym okresie 7 miesięcy br. sprzedaż była podobna do zeszłorocznej.

– W siedmiu pierwszych miesiącach br. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku kredyty gotówkowe odnotowały dodatnie dynamiki zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym z dwóch najniższych przedziałów kwotowych: do 5 tys. zł oraz 5-10 tys. zł (+12,8% L) i (+8,5% W) oraz (+2,7% L) i (+1,6% W), a także z przedziału najwyższego, tj. pow. 50 tys. zł (+3,6% L) i (+5,6% W). W przeciwieństwie do zeszłego roku, gdy najwyższa dynamika wzrostów dotyczyła kredytów wysokokwotowych pow. 50 tys. zł, to obecnie najwyższa dynamika występuje w kredytach niskokwotowych. Kredyty z tych dwóch przedziałów odpowiadają za 9,8% wartości sprzedaży i ponad połowę liczby udzielonych w okresie styczeń – lipiec 2022 r. kredytów gotówkowych. Stąd dynamika w całym segmencie kredytów gotówkowych w ujęciu liczbowym nadal jest dodatnia, a w wartościowym już ujemna – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Siedem miesięcy na rynku kredytów gotówkowych należy do w miarę udanych i to pomimo serii podwyżek stóp procentowych, które spowodowały, że stopy procentowe wróciły do poziomu sprzed 18 lat. Kredyty gotówkowe odnotowały w tym okresie w ujęciu r/r dodatnie dynamiki zarówno liczby, jak i wartości udzielonych kredytów. Jednak sytuacja nie jest tak różowa, bowiem już od kilku miesięcy widzimy spadki liczby i wartości udzielanych kredytów gotówkowych. Dobrze widać to na danych lipcowych, w których ujemne dynamiki wystąpiły zarówno w ujęciu r/r, jak i m/m. W kolejnych miesiącach zjawisko to w mojej opinii będzie się nasilać, co spowoduje, że rok 2022 zamkniemy na poziomach niższych niż rok 2021 – puentuje prof. Rogowski.

Po wiosennej zadyszce nie ma już śladu – kredyty ratalne w lipcu na dużym plusie w ujęciu liczbowym i lekkim minusie w ujęciu wartościowym

W przypadku kredytów ratalnych w lipcu 2022 r. mamy dodatnie dynamiki r/r w ujęciu ilościowym (+27,4%) i ujemne dynamiki w ujęciu wartościowym (-1,6%). Jednak zarówno liczba, jak i wartość udzielonych kredytów ratalnych w okresie styczeń – lipiec tego roku jest wyższa w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku – odpowiednio o (+27,2%) oraz (+3,0%).

– Kredyty ratalne są jedynym produktem kredytowym, który w okresie siedmiu pierwszych miesięcy br. zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym odnotowały dodatnie dynamiki w porównaniu do takiego samego okresu zeszłego roku (L +27,2% i W +3,0%). Najwyższe dynamiki dotyczą kredytów ratalnych do 1 tys. zł. (+57,9%). W ujęciu liczbowym również najwyższe dodatnie dynamiki dotyczą kredytów ratalnych z przedziału do 1 tys. zł aż (+94,0%). W dużej części to pozytywny efekt nabycia portfela pożyczek BNPL przez jeden z banków. A segment pożyczek BNPL bardzo dynamicznie rośnie. Co ciekawe, ujemną dynamikę odnotowały jedynie kredyty ratalne wysokokwotowe z przedziału powyżej 10 tys. zł (-8,6% L oraz -9,4% W), co może wynikać ze zmniejszenia atrakcyjności oraz braku możliwości zakupu droższych rzeczy np. samochodów. Należy również zauważyć, że nadal mamy możliwość skorzystania z oferty zakupu na raty przy 0 stawce RRSO głównie artykułów RTVAGD, co przy tak wysokiej inflacji czyni zakupy na raty jeszcze bardziej atrakcyjne dla nabywców – stwierdza główny analityk BIK.

Średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w lipcu 2022 r. to 3 508 zł i jest ona niższa niż w lipcu rok temu o 22,8%.

Średnia wartość kredytu gotówkowego zaciągniętego w lipcu 2022 r. wyniosła 19 622 zł – to spadek o 1,1% w stosunku do lipca 2021 r.

Obserwowany przez BIK co miesiąc poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych) w oparciu o odpowiednie Indeksy Jakości, pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na bardzo niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – lipcowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych wynosi 1,25%. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Lipcowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wynosi 4,27%.

– W porównaniu do lipca 2021 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych polepszyła się (spadła) o 0,11 pkt proc. Jednak w porównaniu do wartości Indeksu miesiąc, kwartał, pół roku czy dziewięć miesięcy temu, mamy jego pogorszenie (wzrosty), co wskazuje na lekki wzrost ryzyka tych kredytów. Na uwagę zasługuje również nadal bardzo niski odczyt Indeksu dla kredytów ratalnych. Co prawda, w okresie 12-miesięcznym wartość Indeksu pogorszyła się (wrosła) o 0,08 p.p. i również jeżeli porównamy wartość Indeksu w ujęciu miesięcznym, kwartalnym czy półrocznym nadal widzimy nieznaczne jego pogorszenie, to i tak wartość Indeksu jest na bezpiecznym poziomie. Pomimo, że oba Indeksy pogorszają się w ujęciu 1-, 3-, 6- i 9-miesięcznym, to poziom wzrostów nie jest na razie tak wysoki, aby budzić istotne obawy co do jakości portfela kredytów gotówkowych i ratalnych.

Jednak z uwagi na wzrost ryzyka wynikającego z uwarunkowań globalnych czy sytuacji makroekonomicznej w Polsce, w kolejnych miesiącach należy jeszcze uważniej obserwować zachowanie się Indeksów jakości zarówno kredytów ratalnych i gotówkowych, a przede wszystkim należy analizować czy nie ma dynamicznych wzrostów wartości Indeksów, co świadczyłoby o pogorszeniu jakości tych kredytów – wyjaśnia główny analityk BIK.

Kredyty mieszkaniowe – w lipcu ogromne spadki liczby i wartości udzielonych kredytów

W lipcu br. w porównaniu z lipcem 2021 r., na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy ogromny spadek zarówno liczby (-62,7%) jak i wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych
(-62,5%). W lipcu 2022 r. średnia wartość udzielonego kredytu mieszkaniowego wyniosła 329,99 tys. zł i była wyższa w ujęciu rocznym o 0,8%.

Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego, w okresie styczeń – lipiec 2022 r. widać duże zróżnicowanie. Najniższe ujemne dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych, zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym, dotyczyły kredytów z przedziału powyżej 500 tys. zł, w ujęciu liczbowym (-14,4%) i w wartościowym (-11,9%). Najwyższe ujemne dynamiki zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym wystąpiły w kredytach do 150 tys. zł odpowiednio (-47,0%) oraz (-45,5%).

– Dla kredytów mieszkaniowych lipiec był katastrofalny. Tak złego wyniku w ujęciu liczbowym nie było od ponad 12 lat, czyli od stycznia 2010 r., bowiem w lipcu banki udzieliły tylko 9 tys. kredytów. W ujęciu wartościowym banki udzieliły w lipcu kredytów mieszkaniowych na wartość 2,967 mld zł. Jest to najmniej od ponad 7 lat, czyli od lutego 2015 r. Mamy więc klif również w ujęciu wartościowym.

Obecnie jesteśmy w cyklu zacieśniania polityki monetarnej. Za nami już 10 podwyżek stóp procentowych. Obecna stopa referencyjna NBP wynosi 6,5% i jest na poziomie nie widzianym od 18 lat, czyli sierpnia 2004 r. Ostatnia lipcowa podwyżka nie znalazła jeszcze, bo nie mogła, swojego odzwierciedlenia w samej akcji kredytowej. Natomiast już poprzednie podwyżki stóp procentowych obniżyły bardzo znacząco zdolność kredytową – zamrażając popyt na kredyty mieszkaniowe. Do tego dochodzą działania KNF, zaostrzające wymogi liczenia zdolności kredytowej, które również negatywnie wpływają na zdolność kredytową. Wszystkie te czynniki w konsekwencji bardzo wyhamowały akcję kredytową.

– Wartość akcji kredytowej z pierwszych siedmiu miesięcy 2022 r. jest praktycznie na poziomie akcji kredytowej z pierwszych siedmiu miesięcy 2018 r. – stwierdził prof. Rogowski. A lipcowy odczyt Indeksu popytu na kredyty mieszkaniowe na historycznie niskim poziomie (-66,8%) już pokazał duże schłodzenie popytu na rynku kredytów mieszkaniowych, co w kolejnych miesiącach oczywiście bardzo negatywnie przełoży się na skalę i wartość akcji kredytowej – puentuje prof. Rogowski.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w lipcu 2022 r. wyniósł 0,78%. W ostatnich 12 miesiącach (od lipca 2021 r. do lipca 2022 r.) jakość portfela nieznacznie pogorszyła się, o czym świadczy wzrost Indeksu o (+0,20 p.p.).

– Jak już sygnalizowałem w komentarzach do wcześniejszych Newsletterów wydawało mi się, że czynnikiem, który może niekorzystnie wpłynąć w przyszłości na jakość portfela kredytów mieszkaniowych, są podwyżki stóp procentowych, ponieważ prawie cały portfel złotowych kredytów mieszkaniowych to kredyty na zmienną stopę. Wartość Indeksu Jakości kredytów mieszkaniowych nieznacznie pogarszała się (wzrost wartości Indeksu) w ujęciu 1, 3, 6 i 12 miesięcznym, co mogło zapowiadać pogorszenie jakości w kolejnych miesiącach roku. Obecnie jednak pojawił się „gamechanger”, który może ograniczyć, a właściwie zahibernować wzrost opóźnień. Tym czynnikiem są oczywiście wakacje kredytowe. Gdy większość osób z nich skorzysta, to problem braku spłaty może zostać przesunięty w czasie. Jednak, gdy po ich zakończeniu, czyli w 2024 r. stopy procentowe istotnie nie spadną, a sytuacja gospodarcza nie poprawi się, to w pierwszym półroczu 2024 r. możemy mieć wzrost szkodowości kredytów mieszkaniowych i to w skumulowanej odsłonie – ostrzega prof. Rogowski.

Karty kredytowe – kontynuacja spadków

W lipcu 2022 r. banki wydały 47,3 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 384 mln zł.

– W lipcu 2022 r. pomimo efektu niskiej bazy sprzed roku, nadal mamy w ujęciu liczbowym ujemną dynamikę, która wynosi (-25,7%). Również w ujęciu wartościowym odnotowujemy ujemną dynamikę (-15,3%). Zarówno w ujęciu liczbowym jak i wartościowym ujemne dynamiki w siedmiu miesiącach br. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku, dotyczą wszystkich przedziałów kwotowych. W ujęciu wartościowym najniższe spadki charakteryzowały limity kartowe udzielone na ponad 10 tys. zł (-0,6%). Należy pamiętać, że limity kartowe są po kredytach gotówkowych drugim najbardziej ryzykownym produktem kredytowym. Wartość Indeksu Jakości w lipcu wyniosła 3,69%, a w ujęciu rocznym wartość Indeksu pogorszyła się – wzrosła o (+0,53) – mówi prof. Rogowski z BIK.

Rynek magazynowy w poszukiwaniu nowej równowagi

Z najnowszego raportu przygotowanego przez firmę doradczą BNP Paribas Real Estate Poland wynika, że w drugim kwartale rynek powierzchni magazynowych, logistycznych i przemysłowych w Polsce urósł o około 1,15 mln m kw. W budowie pozostawało 4,3 mln m kw., z czego jedna trzecia pojawi się na rynku jeszcze w tym roku. W analizie autorzy zwracają uwagę na widoczne oznaki spowolnienia w sektorze, widmo luki podażowej, wysokie koszty budowy i wzrosty czynszów.

Dzięki nowej, kwartalnej podaży krajowy rynek powierzchni magazynowych i logistycznych swoimi łącznymi zasobami przekroczył poziom 26 mln mkw. Największymi nowo oddanymi obiektami pomiędzy kwietniem a czerwcem były: na Górnym Śląsku kompleks Panattoni Park Ruda Śląska III (66,5 tys. m kw. powierzchni) i zlokalizowany w strefie Polska Centralna Panattoni Park Pabianice (63,6 tys. m kw.). Pierwszy z nich jest w pełni skomercjalizowany, natomiast drugi nadal posiada ok. 30% wolnej powierzchni.

W drugim kwartale nad Wisłą pozostawało w budowie około 4,3 mln m kw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, logistycznej i przemysłowej. Zgodnie z zapowiedziami deweloperów, jedna trzecia powinna wzbogacić rynek do końca 2022 roku. Autorzy raportu zwracają uwagę, że jednym z efektów w poszukiwaniu nowej rynkowej równowagi – zauważalnym w analizowanym kwartale – był spadek udziału w budowach projektów, które
są realizowane spekulacyjnie. W porównaniu do pierwszego kwartału zmniejszył się on o około 20 %.

Pomimo trudnej sytuacji geopolitycznej, wysokiej inflacji, stabilizujących się, ale wciąż wysokich kosztów materiałów i budowy oraz ogólnej niepewności panującej na rynkach, branża logistyczna ma silne fundamenty, co potwierdza bardzo wysoki kwartalny popyt brutto – 2,2 mln m kw. Największą transakcją kwartału był wynajem obiektu typu BTS przez Globalway, jednego z największych dostawców produktów z Dalekiego Wschodu. Firma będzie rosła w obiekcie Panattoni Park Gdańsk East III, w którym zajmie powierzchnię 103 tys. m kw. Nieco mniej, bo 90 tys. m kw., również od Panattoni wynajęła niemiecka platforma modowa BestSecret. Właściciel platformy zajął cały park i jednocześnie zagwarantował sobie możliwość ekspansji o kolejnych ponad 40 tys. m kw. w sulechowskim kompleksie.

Z raportu wynika, że w drugim kwartale wskaźnik pustostanów utrzymywał się na niskim poziomie notując 3,1 %.

W ostatnich miesiącach mamy do czynienia z wyraźnym wzrostem czynszów bazowych. Porównując dwa minione kwartały, ich średnia oscyluje w okolicach 9 %, ale są strefy w Polsce, jak na przykład Warszawa II i Poznań, w których czynsze rosną w tempie rzędu około 20%, czyli o wiele szybszym niż wzrost kosztów budowy, szacowany dziś na około 10 proc. Ten wzrostowy trend, który przewidujemy w kolejnym kwartale, będzie również wynikał z niskiego poziomu dostępnych powierzchni magazynowych do wynajęcia w całej Polsce – mówi Robert Pawłowski, Dyrektor w Dziale Wynajmu Powierzchni Magazynowych i Logistycznych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Największe średnie wzrosty stawek czynszów bazowych, poza Warszawą II i Poznaniem odnotowano: we Wrocławiu, na Górnym Śląsku oraz w Polsce Centralnej.

Jednym z dwóch, obok e-commerce, silników napędzających rozwój sektora jest skracanie łańcuchów dostaw, czyli ”friendshoring”. W czasach, w których z jednej strony warunki dyktują globalne turbulencje gospodarcze i Covid, a z drugiej regionalny konflikt zbrojny z rozlewającymi się po świecie konsekwencjami, firmy starają się jeszcze lepiej zabezpieczyć przed zerwaniem ciągłości działania. Poza zwiększaniem stanów magazynowych i przenoszeniem inwestycji z Azji do Europy, na rynku można zaobserwować ruchy zabezpieczające produkcję i logistykę w obrębie państw, które są stabilne politycznie i gospodarczo, a dodatkowo chronione są gwarancjami bezpieczeństwa NATO. Polska i inne kraje regionu mogą być beneficjentami „friendshoringu”.

Innym akceleratorem dla sektora jest i będzie handel internetowy. Szacunki wskazują, że magazyny i obiekty logistyczne, w których wykonywane są operacje dla e-commerce sięgają blisko 30 % całkowitych zasobów dostępnych na rynku. Co równie ważne, Polska jako kraj staje się centrum modowego e-handlu. Szacunki branży mówią, że w 2025 roku przychody ze sprzedaży mody przez Internet sięgną 365 mld dolarów, co będzie wynikiem dwukrotnie wyższym niż ten wypracowany w 2020 roku.

Modowy e-commerce w regionie rośnie jak na drożdżach i wydaje się odporny na różne turbulencje. Dla rozwoju tego segmentu Polska, a szczególnie zachodnia ściana, może okazać się ważnym ogniwem. Lokalizacja, dobra infrastruktura, zapleczem logistyczne i bliskość zachodniej Europy, to argumenty które mają siłę przekonywania. – mówi Michał Rdzanek, Zastępca Dyrektora w Dziale Wynajmu Powierzchni Magazynowych i Logistycznych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Gdzie można sprawdzić ważność e-recepty?

E-recepta uprawnia pacjentów do wykupienia przepisanych przez lekarza medykamentów, o ile zgłoszą się oni do apteki w dopuszczalnym terminie. Wszystkie e-recepty posiadają terminy ważności, których przekroczenie wiązać będzie się, z tym że farmaceuta pacjentowi leków nie wyda. Jak i gdzie sprawdzić ważność e-recepty?

Czym są e-recepty i jak je otrzymać?

Elektronicznymi receptami, czy też w skrócie e-receptami, nazywa się dokumenty cyfrowe uprawniające pacjentów do wykupienia leków wydawanych z przepisu lekarza. Są to odpowiedniki znanych z lat wcześniejszych recept papierowych, przy czym są wygodniejsze i łatwiejsze w wystawianiu i realizacji. Zaletą e-recept jest też możliwość wglądu do ich historii w dowolnym momencie, nawet jeśli już dawno zostały przez pacjenta zrealizowane. Wystarczy urządzenie z dostępem do Internetu, a w kilku ruchach można sprawdzić, jakie leki i w jakich dawkach pacjent zażywał np. pół roku temu.

Od kiedy e-recepty zostały wprowadzone, pojawiło się wiele nowych możliwości, w tym, chociażby przepisywanie leków bez konieczności spotkania lekarza z pacjentem w przychodni. E-recepty na telefon trafiają również do pacjentów po konsultacjach zdalnych ze specjalistą, a za przykład postawić można NaszaRecepta.pl, który udostępnia pacjentom taką opcję. To dobry sposób, kiedy pacjent nie może od ręki umówić się na wizytę stacjonarną do lekarza, a potrzebna mu jest szybko e-recepta. Lekarz online po konsultacjach medycznych przez Internet może wystawić e-receptę zaledwie w kilka minut, a pacjent nawet nie będzie musiał opuszczać domu.

Ważność recepty – lepiej jej dopilnuj!

Podstawową kwestią, jeśli chodzi o możliwość wykupienia w aptece leków wydawanych z przepisu lekarza, jest posiadanie ważnej recepty. Nie wystarczy zatem zgłosić się do lekarza po receptę – trzeba jeszcze dopilnować wykupienia leków w odpowiednim czasie, w przeciwnym razie recepta nie będzie mogła być zrealizowana. Ważność recepty nie jest taka sama dla wszystkich przepisywanych przez lekarzy leków, dlatego należy szczególnie zwrócić uwagę na podane terminy:

  • większość recept na leki posiada termin ważności wynoszący 30 dni od daty wystawienia bądź od daty „od dnia” wpisanej przez lekarza.
  • recepty na antybiotyki muszą być zrealizowane w terminie do 7 dni od daty wystawienia bądź od daty „od dnia” wpisanej przez lekarza;
  • E-recepty na leki immunologiczne mają natomiast ważność 120 dni.

Wyjątkowo e-recepty mogą być też ważne 365 dni (rok). Mowa o pacjentach chorych przewlekle, którzy muszą na stałe przyjmować konkretne leki. Aby jednak recepta była ważna rok, lekarz musi zaznaczyć na niej datę realizacji „do dnia” i koniecznie musi wpisać sposób dawkowania leku. Recepta ważna rok (365 dni) może jednak obejmować leki wystarczające na kurację trwającą 360 dni, a jej pierwsze opakowanie należy wykupić w pierwsze 30 dni od wystawienia.

Gdzie sprawdzić ważność otrzymanej e-recepty?

Pacjent, któremu wystawiona zostanie e-recepta, nie musi zgłaszać się do apteki niezwłocznie, jednak musi przypilnować terminu ważności dokumentu. Gdzie sprawdzić e-receptę otrzymaną jakiś czas temu, jej termin ważności i stan realizacji, a także rodzaj przepisanych leków, ich ilość i zalecane dawkowanie? Wystarczy zalogować się na swoje IKP, gdzie zapisywane są wszystkie e-recepty powiązane z danym numerem PESEL – by zalogować się na ten portal, nie trzeba posiadać profilu zaufanego. E-receptę sprawdzić też można w swojej skrzynce e-mail, gdyż tam trafiają wszystkie wydruki informacyjne PDF e-recept wystawianych danej osobie.

Płatność danymi osobowymi – kiedy informacje o nas stają się walutą

Dodatkowe rabaty za podanie adresu email, dostęp do dodatkowych usług w zamian za udzielenie zgód na przetwarzanie danych w celach marketingowych czy darmowy ebook w zamian za pozostawienie naszego adresu email to już niemal standard. Teoretycznie wszystkie powyższe benefity są przekazywane za darmo, jednakże w rzeczywistości w zamian za ich uzyskanie przekazujemy przedsiębiorcy nasze dane osobowe. W konsekwencji – danymi o nas płacimy za dodatkowe rabaty czy uzyskanie dostępu do usług cyfrowych. Obserwując działania przedsiębiorców w sieci i związane z tym zmiany prawne, można dojść do wniosku, że zapłata za usługi cyfrowe nie zawsze jest pobierana w pieniądzu. Bardzo często najcenniejszą wartością, jaką może uzyskać przedsiębiorca, są dane o jego klientach, możliwościach kontaktu z nimi czy też ich preferencjach. I to właśnie ta wartość niejednokrotnie może mieć większe znaczenie, niż finalna suma zer na koncie.

Wychodząc od ogólnych zasad związanych z zawieraniem umów, w tym zasady swobody umów, nie ma wątpliwości, że taka sytuacja będzie dopuszczalna. Jednakże sama zasad swobody umów to zbyt mało, by móc ocenić zjawisko „płatności” danymi osobowymi. Trzeba bowiem wziąć pod uwagę fakt, że dane osobowe jako swoiste świadczenie wzajemne jest kategorią znacznie różniącą się chociażby od tradycyjnego pieniądza czy świadczeń o charakterze barterowym. Wynika to przede wszystkim z faktu, że dane osobowe w świetle prawa stanowią odrębny przedmiot ochrony w tym na mocy RODO czy też dodatkowych przepisów dotyczących chociażby świadczenia usług drogą elektroniczną. Wziąć pod uwagę musimy także kwestię tego, kto „płaci” danymi osobowymi – często będzie to konsument, zatem rozważyć należy również aspekty dotyczące ochrony praw konsumenta i kwestii klauzul abuzywnych. Już te trzy płaszczyzny powodują, że zwyczajne „pozostawienie” adresu email w zamian za udzielenie dodatkowego rabatu na zakupy w sklepie internetowym czy zapisanie się do programu lojalnościowego, pozwalającego na uzyskanie zniżek i rabatów w zamian za zbierane punkty przestaje być prostą i nieistotną czynnością, ale zyskuje duże znaczenie w kontekście prawnym i biznesowym.

Zastanawiając się nad zjawiskiem płatności danymi osobowymi w kontekście umów zawieranych w Internecie, gdzie jednym ze świadczeń są dane dotyczące strony takiej umowy będącej osobą fizyczną, nie można zapominać o zakresie definicji danych osobowych wyrażonej w RODO. Jak wskazuje art. 4 pkt. 1 RODO, dane osobowe to „wszelkie informacje o zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osobie fizycznej”, tym samym – choć w dalszej części przepisu definicja zawiera wymienienie przykładów takich danych – to jest ona skonstruowana na tyle szeroko, że w zasadzie w każdym przypadku należy szczegółowo rozważyć, czy mamy do czynienia z danymi osobowymi. Pewne kategorie danych osobowych jak np. adres email czy numer telefonu nie budzą tutaj większych wątpliwości co do swojego charakteru. Ważne jest również to, jak wygląda proces pozyskania takich danych osobowych przez przedsiębiorcę i na jakiej podstawie dane te przetwarza. Przedsiębiorca w takim wypadku ma do wyboru dwa modele, oparte o dwie różne przesłanki przetwarzania danych osobowych wynikające z RODO.

W pierwszym z modeli użytkownik, który chce skorzystać np. z darmowego ebooka na odpowiedniej podstronie serwisu lub landing page przedsiębiorcy pozostawia swój adres email i zaznacza odpowiednie oświadczenia o udzieleniu zgody. Wśród nich znajdzie się zapewne również zgoda na przetwarzanie danych osobowych w celach marketingowych administratora danych osobowych, która będzie wymagana od użytkownika, jeżeli ten chce uzyskać dostęp do treści cyfrowych.  W takiej sytuacji faktyczną zapłatą za uzyskanie usługi cyfrowej w postaci ebooka będzie udzielenie zgody na przetwarzanie danych osobowych w celach marketingowych. Z samym udzieleniem zgody wiąże się jedna z wątpliwości jakie pojawiają się w kontekście płatności danymi osobowymi. Zgodnie bowiem z art. 7 ust. 4 RODO, zgoda powinna mieć charakter dobrowolny czyli niewymuszony na użytkowniku. Dodatkowo – zgoda w przypadku, o którym mowa powyżej, nie może również być powiązana z wykonaniem umowy, dla której to przetwarzanie danych osobowych nie jest niezbędne. Z drugiej strony należy wziąć pod uwagę, że w przypadku np. przekazania w zamian za dane osobowe ebooka lub innego podobnego świadczenia, udzielenie takiej zgody może zostać ocenione pozytywnie w świetle art. 7 ust. 4 RODO, a więc jako zgodne z przepisami, o ile za podobne świadczenie użytkownik może zapłacić lub może je uzyskać od innego administratora danych osobowych bez udzielania zgody. Skoro zatem użytkownik ma wybór w postaci uzyskania świadczenia od przedsiębiorcy w zamian za udostępnienie mu swoich danych osobowych oraz możliwości uzyskania podobnego świadczenia bez konieczność przekazania danych osobowych jak formy świadczenia ekwiwalentnego, to zgoda w dalszym ciągu zachowuje dobrowolny charakter, mimo, iż użytkownik otrzymuje jasny komunikat, że będzie ona niezbędna, jeżeli chce otrzymać świadczenie od przedsiębiorcy.

Opisany wyżej model biznesowy, to zaledwie jeden ze sposobów, w jaki można „zapłacić” danymi za świadczenie otrzymane przez użytkownika od przedsiębiorcy. Drugim z nich jest rozwiązanie oparte nie o zgodę, ale o przetwarzanie danych osobowych w związku z wykonywaniem umowy między jej stronami. W takim podejściu do przetwarzania i pozyskiwania danych jako zapłaty za świadczenie drugiej strony, podstawą do przetwarzania danych osobowych użytkownika, będzie z kolei uzasadniony interes administratora danych osobowych. Jest to przesłanka z jednej strony bardzo szeroka, z drugiej zaś – zawsze ocenna i uzależniona od tego, czy interes ten nie narusza praw i wolności osób, których dane dotyczą. Operując tą podstawą przetwarzania danych osobowych nie można jej traktować jako uniwersalnego rozwiązania w przypadku braku innych podstaw przetwarzania, gdyż zawsze przesłanka taka musi się odnosić do konkretnego stanu faktycznego, co przejawia się m.in. chociażby w konkretnym opisaniu charakteru tego interesu w przypadku informowania o przetwarzaniu danych osobowych. Takie – funkcjonalne – podejście do tej przesłanki przetwarzania danych osobowych potwierdza chociażby brzmienie motywu 47 RODO, w którym wskazano, że: „Podstawą prawną przetwarzania mogą być prawnie uzasadnione interesy administratora, w tym administratora, któremu mogą zostać ujawnione dane osobowe, lub strony trzeciej, o ile w świetle rozsądnych oczekiwań osób, których dane dotyczą, opartych na ich powiązaniach z administratorem nadrzędne nie są interesy lub podstawowe prawa i wolności osoby, której dane dotyczą. (…) Aby stwierdzić istnienie prawnie uzasadnionego interesu, należałoby w każdym przypadku przeprowadzić dokładną ocenę, w tym ocenę tego, czy w czasie i w kontekście, w którym zbierane są dane osobowe, osoba, której dane dotyczą, ma rozsądne przesłanki by spodziewać się, że może nastąpić przetwarzanie danych w tym celu.” Najczęstszym przykładem sytuacji, o której mowa w motywie 47 RODO jest chociażby marketing bezpośredni usług lub produktów administratora danych osobowych lub podmiotów z nim powiązanych. Warunkiem dopuszczalności takich działań jest z kolei odpowiednie poinformowanie osób, których dane dotyczą, o takim sposobie przetwarzania ich danych osobowych na etapie zbierania danych osobowych, zgodnie z art. 13 RODO oraz rozważenie kwestii związanych chociażby ze zmianą celu przetwarzania danych osobowych czy też ustalenie kwestii, czy dane osobowe nie będą przetwarzane w sposób zautomatyzowany, a zatem możliwością realizacji uprawnienia do niepodlegania zautomatyzowanym decyzjom, o których mowa art. 22 RODO. Rozważenia wymaga również kwestia, czy w przypadku przetwarzania danych w oparciu o przesłankę uzasadnionego interesu administratora i następnie wykorzystania ich w celu marketing bezpośredniego nie będzie konieczne uzyskanie dodatkowych zgód na przesłanie informacji handlowej, o której z kolei mówi ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Nie można również zapomnieć, że niezależnie od wybranego modelu biznesowego, zawsze obowiązują zasady przetwarzania danych osobowych wskazane w art. 5 RODO, a wśród nich – zasada minimalizacji danych, mówiąca o tym, że w aby zrealizować cel przetwarzania ustalony przez administratora danych osobowych, powinien on wykorzystywać jedynie dane niezbędne do tego celu.

Podsumowując powyższe, należy zauważyć, że jedynie na polu ochrony danych osobowych traktowanie danych osobowych jako formy swoistej waluty lub świadczenia zamiennego wiąże się z szeregiem obowiązków i decyzji, które musi podjąć przedsiębiorca zanim zdecyduje się na pozyskiwanie danych osobowych użytkowników w zamian za oferowane przez niego świadczenia. Samo zaś „płacenie” danymi osobowymi to zagadnienie znacznie szersze niż tylko pozostawienie adresu email w odpowiednim polu w serwisie internetowym i może być rozpatrywane na wielu płaszczyznach.

Autorem artykułu jest Magdalena Druzic, radca prawny, szef specjalizacji prawo nowych technologii w Gut i Wspólnicy Kancelaria Prawna sp.k.

Wojciech Świątek obejmuje rolę dyrektora ds. zrównoważonego rozwoju w Schneider Electric

Polski oddział Schneider Electric, firmy wielokrotnie uznawanej na całym świecie za jedno z najbardziej zrównoważonych przedsiębiorstw, z początkiem lipca powołał Wojciecha Świątka na nowo utworzone stanowisko dyrektora ds. zrównoważonego rozwoju. W nowej roli Wojciech Świątek będzie odpowiedzialny za realizację strategii firmy związanej z obszarem zrównoważonego rozwoju (ang. sustainability) oraz wsparcie współpracy firmy z klientami i partnerami w tym zakresie.

Wojciech Świątek jest związany ze Schneider Electric od 1997 roku. Na przestrzeni lat pracował w różnych organizacjach i zespołach SE na stanowiskach związanych z marketingiem, strategią i rozwojem biznesu, m.in. we Francji, Rosji i krajach WNP. Od 2013 r. pracuje w Polsce, ostatnio pełniąc między innymi obowiązki dyrektora ds. rozwoju biznesu na Czechy, Polskę, Słowację i Ukrainę. W swej ostatniej roli odpowiadał m.in. za realizację długoterminowych planów rozwoju działalności firmy w Polsce i regionie, opracowanie krajowych planów strategicznych oraz współpracę z kluczowymi klientami i partnerami.

Na nowym stanowisku Wojciech Świątek będzie realizował strategię spółki związaną  z osiąganiem lokalnie celów zrównoważonego rozwoju, dekarbonizacji i transformacji energetycznej, zapewniając klientom i partnerom dostęp do szerokiej wiedzy eksperckiej i odpowiedniej technologii, a także przeszczepiając na lokalny grunt najlepsze praktyki wypracowywane przez lata na innych rynkach, dopasowując je do lokalnych uwarunkowań.

Zrównoważony rozwój jest od wielu lat jednym z głównych fundamentów działalności Schneider Electric na całym świecie. Już w 2005 roku jako organizacja zaczęliśmy monitorować nasz wpływ na ludzi i planetę, pomagając klientom zaoszczędzić w tym czasie ponad 120 milionów ton emisji dwutlenku węgla i zapewniając dostęp do energii ok. 30 milionom ludzi na całym świecie. Tym bardziej cieszę się, że będąc tyle lat w organizacji, mogę połączyć zdobyte do tej pory kompetencje i wiedzę z bogatym doświadczeniem Schneider Electric w realizacji założeń zrównoważonego rozwoju – mówi Wojciech Świątek, dyrektor ds. zrównoważonego rozwoju w Schneider Electric.

Wojciech Świątek to absolwent Politechniki Warszawskiej na kierunku automatyki przemysłowej i zarządzania oraz University of Westminster w Londynie na kierunku cyfrowego przetwarzania sygnałów.

Obroty i odwiedzalność centrów handlowych w czerwcu 2022 r.

  • Obroty centrów handlowych w czerwcu 2022 r. były o 12% wyższe niż w czerwcu 2019 r.
  • W podziale na kategorie najlepsze wyniki notowały: usługi (+104,5%), żywność (+73,7%) i gastronomia (+33%). Mniejsze wzrosty notowała odzież (+0,7%).
  • Obroty wzrosły we wszystkich kategoriach obiektów, w największych galeriach (powyżej 60 tys. mkw. GLA) wzrost wyniósł 17,5%. Duże obiekty (40-60 tys. mkw. GLA) notowały wzrosty o 9,2%, średnie (20-40 tys. mkw. GLA) o 7,6%, a najmniejsze (5-20 tys. mkw. GLA) o 3,7%.
  • Odwiedzalność centrów handlowych w lipcu 2022 r., mierzona liczbą klientów na 1 mkw. powierzchni najmu, była o 5,4% wyższa niż w lipcu 2019 r.

– W czerwcu obroty centrów handlowych czwarty miesiąc z rzędu były wyższe niż przed pandemią, ale dynamika wzrostów w ostatnim, przeanalizowanym miesiącu była niższa niż w maju. Ze wskaźnika Turnover Index wynika, że w czerwcu 2022 r. obroty branży wzrosły o 12% w porównaniu do czerwca 2019 r. Z kolei odwiedzalność w lipcu była wyższa o 5,4% niż w lipcu 2019 r. Takie wyniki pozwalają branży odbudowywać się po stratach z okresów lockdownów. Wyzwaniem w nadchodzących miesiącach będzie spowolnienie gospodarcze, wysoka inflacja, rosnące koszty energii oraz możliwe ograniczenia w jej dostępności – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Największy wpływ na czerwcowe obroty w centrach handlowych miały usługi, zakupy spożywcze oraz gastronomia. Za bardzo dynamiczny, ponad 100%, wzrost w segmencie usług odpowiadają głównie biura podróży, duże wzrosty notują też kantory. To efekt tzw. odłożonej konsumpcji. Polacy po 2 latach bardzo energicznie nadrabiają pandemiczne ograniczenia w podróżowaniu. Zwiększone zakupy spożywcze to trend, który utrzymuje się już 4 miesiąc. Z kolei stabilny wzrost obrotów w gastronomii, o ponad 30%, który utrzymuje się od 3 miesięcy pokazuje, że klienci spragnieni kontaktów z innymi wrócili do przyzwyczajeń sprzed pandemii i spędzania wolnego czasu w galeriach. Potwierdza to tezę, że aspekt społeczny centrów handlowych znów jest ważny dla klientów. W branży odzieżowej działającej w centrach handlowych obroty w czerwcu wzrosły o 0,7%.

Footfall Density Index – wskaźnik odwiedzalności centrów handlowych, pokazujący liczbę klientów w ciągu miesiąca, w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni najmu. Jest przygotowywany na podstawie informacji dostarczanych z nowoczesnych systemów kamer, pozwalających na rzeczywiste, codzienne mierzenie ruchu w centrach handlowych. Klienci odwiedzający galerie są liczeni za pomocą kamer 3D zainstalowanych przy każdym wejściu. Aby zminimalizować możliwość błędów, kamery montowane są również w dodatkowych miejscach, kluczowych dla weryfikacji ruchu w danym obiekcie. To najbardziej miarodajny system analizujący przepływy klientów w centrach handlowych, wyróżniający się dokładnością sięgającą 98%. Dane są zbierane w ponad 120 obiektach handlowych o łącznej powierzchni powyżej 4,5 mln mkw., co stanowi 35% rynku centrów handlowych w Polsce. Nieprzerwalnie od 2008 r., dane te są zbierane i weryfikowane przez PwC, wiodącego międzynarodowego audytora.

Turnover Index – wskaźnik obrotów najemców w centrach handlowych podawany w PLN, w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni najmu. Dane pochodzą z raportów dostarczanych przez najemców właścicielom i zarządcom galerii handlowych. Ze względu na ich poufność i wrażliwość są one, podobnie jak wyniki odwiedzalności, gromadzone i weryfikowane przez PwC.

Frank zbliża się do 5zł, dolar wciąż mocniejszy od euro

W Dzień Niepodległości Ukrainy przypada pół roku obrony przed rosyjską inwazją. Jest to też moment kiedy rynki wstrzymują oddech, czekając czy Rosja nie przygotowała mocnego akcentu.

Dolar wciąż mocniejszy od euro

Amerykańska waluta tym razem na dłużej zadomowiła się poniżej poziomu 1,00000 na głównej parze walutowej świata. Wczoraj obserwowaliśmy krótkotrwałą próbę ruchu korekcyjnego, ale finalnie wciąż żyjemy w świecie, gdzie dolar jest droższy od euro. Osoby zainteresowane tanim dolarem mają dzisiaj jeszcze jeden problem. Na rynkach panuje duży niepokój w sprawie tego, co wydarzy się w dniu niepodległości Ukrainy. Media zawierają wiele scenariuszy spiskowych od zmasowanych ataków po potencjalne prowokacje. Dlaczego to takie ważne? Jeżeli wydarzenia będą naprawdę istotne, a takich wykluczyć nie możemy, skoro Rosjanie od ponad pół roku okupują niepodległe państwo, to pojawią się prawdopodobnie kolejne sankcje. Te z kolei będą najprawdopodobniej bardziej dotkliwe dla Unii Europejskiej niż USA, które po prostu mniej handluje z Rosjanami.

Frank zbliża się do 5zł

Kredytobiorcy frankowi z dużym niepokojem obserwują zachowanie szwajcarskiej waluty. Powodem jest zbliżanie się wartości CHF do niepokojącego poziomu 5 zł. Należy pamiętać, że to tylko jeden z potencjalnych problemów kredytobiorców. Nie można zapominać, że na raty kredytów wpływ mają również stopy procentowe. To był element, który dotychczas przez ich rekordowo niskie poziomy bronił portfeli kredytobiorców. Obecnie stopy procentowe idą w górę a kredytobiorcy frankowi, jeżeli sytuacja się utrzyma, znów mogą mieć tak samo jak złotowi jeżeli nie wyraźnie gorzej. Trzeba pamiętać, że wzrost stóp procentowych pociąga za sobą umacnianie waluty, więc decyzje o podwyżce mogą uderzać po kieszeni podwójnie.

Ropa w górę

Niepewność co zrobią dzisiaj Rosjanie to nie tylko wpływ na rynki walutowe, gdzie kapitał ucieka z naszego regionu. To również niespodziewany wzrost cen ropy naftowej. Jest to o tyle dziwne, że eskalacja konfliktu powinna cenę raczej obniżać. Import z Rosji i tak jest już niemożliwy. Państwa azjatyckie raczej będą korzystać z taniego surowca niż dołączać się do sankcji. Do tego eskalacja konfliktu oznacza spowolnienie gospodarcze. Nie można jednak wykluczyć, że obecny konflikt może jeszcze eskalować. W połączeniu z problemami z osiągnięciem wysokości produkcji przez OPEC jest to uzasadniony wzrost.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Staff augmentation czy project outsourcing – który model współpracy wybrać?

Prognozy wskazują, że niedobór programistów w USA do 2026 roku przekroczy 1,2 mln, w UE 600 tyś., w samej Polsce na dzień dzisiejszy brakuje ok. 50 tysięcy programistów. Jest to palący problem sektora IT, którego rozwiązaniem są 2 popularne modele zapobiegania deficytom kadrowym – staff augmentation oraz project outsourcing. Który z nich warto wybrać?

Outsourcing – co to jest?

Nazwa outsourcing pochodzi od skrótu  połączenia trzech angielskich słów – outside-resource-using, co można przetłumaczyć jako wykorzystywanie źródeł zewnętrznych. Outsourcing jest praktyką w biznesie, która polega na przekazaniu określonych zadań lub prac nad projektem firmie zewnętrznej, która dostarcza swoich pracowników.

W branży IT outsourcing przybiera często formę wypożyczenia pracowników z firmy A (np. software house’u) do firmy B (np. firmy produkcyjnej) w celu:

  • wytworzenia systemu lub jego części,
  • przeprowadzenia testów oprogramowania,
  • stworzenia kompleksowego produktu cyfrowego.

Największą zaletą outsourcingu jest oszczędność czasu i środków, które musiałyby zostać wykorzystane do stworzenia planu projektu czy rekrutacji i zatrudnienia specjalistów z branży IT (programistów, project managerów, scrum masterów czy testerów). Decydując się   na outsourcing usług IT, możesz skupić się na własnych procesach biznesowych, dzięki czemu podniesiesz ich jakość oraz rentowność.

Dzięki wykorzystaniu możliwości outsourcingu, firmy, które nie specjalizują się w programowaniu mogą stworzyć system lub produkt cyfrowy bez konieczności powoływania do tego celu zespołów programistów lub testerów.

Outsourcing projektów IT

Zlecenie projektów IT firmie zewnętrznej powszechnie nazywane jest outsourcingiem projektowym. Określamy tak zarówno sytuację, gdy firma zleca cały projekt zewnętrznemu dostawcy jak i jego fragment (np. przetestowanie wytworzonego systemu).

W tej sytuacji to dostawca jest odpowiedzialny za rekrutację i zarządzanie pracownikami, wykonanie określonych w umowie zadań oraz terminowe dostarczenie odpowiedniego jakościowo produktu.

Jest to więc nic innego jak zewnętrzny zespół specjalistów, który pracując zdalnie lub z Twojej siedziby, dba o to, aby dostarczyć Ci możliwie najlepszy system, aplikację lub inne dedykowane oprogramowanie.

Czym jest Staff Augmentation?

Staff Augmentation jest rodzajem strategii outsourcingowej, która pozwala firmom zrekompensować luki w umiejętnościach własnych zespołów poprzez uzupełnienie ich pracownikami z zewnątrz. 

Opierając się na na wymaganiach umowy lub kontraktu, dodajemy do Twojego teamu pracowników (team extension), którzy mają wiedzę ekspercką w danej dziedzinie. “Wynajmowane” osoby dołączają do zespołu na dowolnym etapie tworzenia oprogramowania. Celem Staff Augmentation jest uzupełnienie Twojego zespołu pracownikami o eksperckich kompetencjach, bez konieczności zatrudniania ich przez Ciebie.

Właściwy partner technologiczny zapewnia specjalistów z szerokimi kompetencjami w danej dziedzinie, którzy szybko wdrożą się w sposób działania Twojej organizacji. Nowe osoby mogą pracować zarówno zdalnie, jak i z Twojego biura. Twój dostawca powinien zadbać o zapewnienie właściwych narzędzi i podział ról w zespole.

Jeśli chcesz poznać wady i zalety obu rozwiązań koniecznie przeczytaj artykuł: https://solwit.com/blog/staff-augmentation-czy-project-outsourcing-ktory-model-wspolpracy-wybrac/

Project outsourcing czy Staff Augmentation — który model wybrać?

Jeżeli Twoja firma boryka się z brakami kadrowymi w sektorze IT, to zarówno project outsourcing jak i staff augmentation będą remedium dla Twoich problemów. Musisz jednak wiedzieć, że modele te mają swoje specyficzne zależności, które zdecydowanie warto wziąć pod uwagę już na samym początku procesu decyzyjnego.

Project Outsourcing doskonale sprawdzi się w sytuacji, w której nie chcesz tworzyć własnego zespołu IT i zależy Ci na oddelegowaniu całego projektu do sprawdzonej firmy zewnętrznej. W tym przypadku przekazujesz całą odpowiedzialność za efekt końcowy  zespołowi inżynierów, który posiada już określoną strukturę i doświadczenie w prowadzeniu projektów IT.

Staff Augmentation sprawdzi się, jeśli Twoim celem jest uzupełnienie kompetencji własnego zespołu specjalistów. Stosując to rozwiązanie, dołączasz do swojego teamu  osoby, które wypełniają lukę kompetencyjną i po zrealizowaniu swoich zadań wychodzą z projektu. 

Bez względu na to który model współpracy wybierzesz, musisz mieć pewność, że pracujesz ze sprawdzonymi osobami, które dostarczą Twojej firmie produkt cyfrowy najwyższej jakości.

Podsumowanie

Outsourcing IT jest świetnym sposobem na uzupełnienie kompetencji i zachowanie ciągłości prac nad projektem. Zanim zdecydujesz się na współpracę z konkretną firmą outsourcingową upewnij się, że ma doświadczenie w realizacji podobnych projektów, dla firm zbliżonych  w swojej strukturze do Twojej. Współpraca będzie przebiegała płynniej i sprawniej. Koniecznie zapoznaj się z case studies projektów, które zrealizował Twój potencjalny dostawca.

W Solwicie zrealizowaliśmy ponad 1000 różnego rodzaju projektów. Jeden z nich dotyczył rozwoju i przetestowania bezpiecznego oprogramowania wbudowanego typu embedded w branży automotive.

W innym projekcie wsparliśmy klienta zespołem programistów, którzy pracowali przy rozwoju aplikacji PaaS dla Fintech.

Jeśli wciąż masz dylemat, który z modeli najlepiej sprawdzi się w przypadku Twojego projektu, skontaktuj się z ekspertami z Sowitu, którzy chętnie doradzą najlepsze rozwiązanie. Umów się na bezpłatną konsultację!

Pół roku wojny w Ukrainie. Pracownicy z Ukrainy doskonale odnaleźli się na polskim rynku pracy. „Szukają pracy w swoich zawodach”

Dramatyczna wojna w Ukrainie zaczęła się pół roku temu – 24 lutego 2022. Od tego momentu zmian na rynku pracy jest całe mnóstwo. Jak nadpodaż pracowników została przyjęta na rynku pracy? W opinii ekspertów uchodźcy wojenni doskonale odnajdują się na polskim rynku pracy. Nie brakuje jednak sytuacji trudnych. – Widzimy, że nastąpiła silna feminizacja w wielu sektorach. Z Ukrainy dotarły do nas głównie kobiety i dzieci, a jednocześnie rynek pracy najbardziej potrzebuje mężczyzn. Wielu przedsiębiorców musiało „przestawić” swój sposób myślenia i pozwolić paniom na pracę w niestandardowych dla nich miejscach. Osoby z Ukrainy chętnie podejmowały pracę w turystyce czy w przemyśle przy prostych pracach – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy.

260 tysięcy osób z Ukrainy podjęło stałą prace. „Uzupełniają Polaków w pracach, których nie chcemy podejmować”

Na pewno nie możemy mówić o stabilności jeżeli chodzi o osoby z Ukrainy szukające zatrudnienia w Polsce. Wiele osób zdecydowało już o powrocie na Ukrainę, wiele miało problem z podjęciem pracy ze względu na wychowywanie dzieci czy brak stabilnego miejsca zamieszkania.

– Ostatnie pół roku to był dla wielu osób prawdziwy czas próby. Gwałtowna nadpodaż kobiet na rynku pracy spowodowała, że w wielu miastach tych ofert nie było zbyt wiele. Mowa szczególnie o dużych ośrodkach, gdzie szybko skończyły się oferty przy sprzątaniu, w hotelarstwie czy w gastronomii. By podejmować inne prace trzeba było znajomości języka, a ta na początku była poważną barierą dla pracodawców. Osoby z Ukrainy obawiały się opuszczać duże miasta, by szukać pracy np. w miastach powiatowych, a to tam w ostatnich miesiącach było najwięcej ofert – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy i prokurent w Idea HR Group.

– Według szacunków w Polsce na mocy specustawy o zatrudnianiu uchodźców wojennych pracę podjęło ponad 260 tysięcy osób. Bezrobocie mamy najniższe od 30 lat. Osoby z Ukrainy więc doskonale odnalazły się na rynku pracy i uzupełniły Polaków w miejscach, w których oni nie chcą pracować – dodaje Siedziniewska – Brzeźniak.

Jakie sektory najchętniej zatrudniają obecnie osoby z Ukrainy? – To się bardzo pozytywnie zmienia. Na początku handel bardzo bał się pracowników z Ukrainy, bo bariera językowa unikała komunikację. Obecnie nie jest to już tak wielki problem. Podobnie jest np. z pracą na magazynach czy z zatrudnianiem pomocy medycznych czy pracy w charakterze opiekuna czy opiekunki. Ofert w tych zawodach jest mnóstwo, ale zaznaczam, więcej w mniejszych miastach niż w dużych aglomeracjach – dodaje ekspertka.

Największy problem rynku pracy: brak mężczyzn

Eksperci rynku pracy zauważają, że osoby z Ukrainy, które zostały w Polsce coraz częściej poszukują dla siebie pracy w wyuczonych zawodach.

– Na początku uchodźcy brali pracę „jak leci”. To powodowało, że wykształcone kobiety pracowały jako pomoce kuchenne, sprzątały, skręcały drobne elementy w halach przemysłowych. To bardzo dobry początek funkcjonowania w obcym kraju w charakterze tymczasowym. Teraz jednak widzimy, że te osoby poznają język polski, widzą jak się u nas żyje i chcą pracować na wyższym poziomie. Mamy bardzo dużo urzędniczek, prawniczek, księgowych, ekonomistek, nauczycielek, które chciałyby rozwijać się zawodowo. Tutaj poszukiwanie pracy wymaga lepszej znajomości języka, ale i determinacji, by przyswoić np. polskie przepisy – mówi Dorota Siedziniewska-Brzeźniak.

Na rynku pracy wciąż dramatycznie brakuje mężczyzn: – To bardzo złożony temat. Mężczyźni z Ukrainy wyjechali na początku wojny, ale to nie jest tak, że ten odpływ się zatrzymał. Wręcz przeciwnie. Coraz więcej osób opuszcza Polskę, by odbudowywać Ukrainę. Odnotowujemy niestety rosnącą ilość wyjazdów pracowników zagranicę np. do Niemiec czy do Skandynawii. To pokłosie wzrostu cen i tego, że praca w Polsce jeszcze kilka lat temu po prostu opłacała się bardziej – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak.

Cavatina sfinalizowała transakcję sprzedaży pakietu trzech nieruchomości za ponad 139 mln euro

Podmioty powiązane z Lone Star Funds nabyły od Cavatina Holding SA pakiet nieruchomości. Po ogłoszonym w czerwcu br. zamiarze dokonania transakcji, stronom sprawnie udało się doprowadzić do jej finalizacji. Carbon Tower we Wrocławiu oraz Ocean Office Park A i Tischnera Office w Krakowie oferują łącznie niemal 66 tys. mkw. GLA, a ich średni stopień wynajmu kształtuje się na poziomie ok 90%. Transakcja opiewa na ponad 139 mln euro.

Firmy Cavatina Holding i Lone Star Funds 24 sierpnia 2022 r., po spełnieniu przez strony warunków uzgodnionych w czerwcu w umowach przedwstępnych, sfinalizowały umowy sprzedaży/kupna dotyczące projektów Carbon Tower, Ocean Office Park A i Tischnera Office. Cena sprzedaży wyniosła odpowiednio: 40,6 mln euro w odniesieniu do Carbon Tower, 31,1 mln euro w odniesieniu do Ocean Park A oraz 67,6 mln euro za Tischnera Office. Transakcja została przygotowana przy wsparciu dla Cavatina Holding ze strony kancelarii Dentons oraz firmy doradczej CBRE.

Aktywa biurowe typu „prime” cieszą się w Polsce dużym zainteresowaniem inwestorów. W pierwszej połowie roku łączny wolumen inwestycji wyniósł 2,88 mld euro, z czego aż 44% przypadło na rynek biurowy.

Cavatina Holding jest jednym z wiodących deweloperów biurowych w Polsce, działającym przede wszystkim na głównych rynkach regionalnych, koncentrującym się na miastotwórczych wkomponowanych przeważnie w kompleksy typu mixed-use.

Inwestorzy poszukują dziś zrównoważonych budynków położonych w najlepszych lokalizacjach. Nasze propozycje odpowiadają na potrzeby zarówno mieszkańców miast, najemców, jak i inwestorów, którzy doceniają nasze podejście do nieruchomości. Stawiamy na jakość, wysokiej klasy architekturę i elastyczność we współpracy z firmami. Kolejna udana transakcja portfelowa cieszy i motywuje nas do dalszego rozwoju w wybranym modelu, skupiając się na głównych rynkach regionalnych”, mówi Daniel Draga, Wiceprezes Zarządu Cavatina Holding.

Wszystkie nieruchomości projektowane i realizowane przez Cavatina Holding charakteryzują się niebanalną architekturą, wysoką jakością wykonania i zastosowanych rozwiązań, wygodną lokalizacją zapewniającą komunikację z różnymi częściami miasta oraz przemyślanym miksem punktów usługowych, stref relaksu i zieleni. W efekcie, bez względu na zmienną sytuację rynkową, cieszą się zainteresowaniem ze strony najemców, którzy dodatkowo doceniają elastyczny pakiet usług Cavatina Holding obejmujący także fit-out oraz dostosowania przestrzeni do specyficznych potrzeb firm. Całe portfolio Cavatina Holding jest certyfikowane środowiskowo w międzynarodowym standardzie BREEAM oraz w WELL Health-Safety Rating.

Carbon Tower to 15-kondygnacyjny budynek biurowy klasy A o nietuzinkowej architekturze. Zlokalizowany jest w sercu zachodniej, biznesowej dzielnicy Wrocławia, przy ul. Fabrycznej, ale w pobliżu głównych węzłów komunikacyjnych miasta, ul. Legnickiej i AOW oraz lotniska. Biurowiec oferuje ponad 19 tys. mkw. wysokiej klasy powierzchni biurowej. Znajduje się w nim rozbudowana infrastruktura rowerowa, liczne udogodnienia dla najemców, biura serwisowane Quickwork oraz placówka medyczna. Jakość i wysoki standard wykonania, jeżeli chodzi o aspekty wpływu na środowisko, potwierdza posiadany certyfikat BREEAM na poziomie Very Good.

Ocean Office Park A to pierwszy z budynków kompleksu wielofunkcyjnego powstającego na krakowskim Zabłociu. Biurowiec oddany do użytku w III kw. 2021 r. oferuje ok. 13 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej oraz miejsca postojowe w podziemnym garażu na dwóch poziomach. Dzięki użyciu energooszczędnych i ekologicznych rozwiązań kompleks uzyskał zielony certyfikat BREEAM na poziomie Excellent.

Tischnera Office to biurowiec o łącznej powierzchni najmu niemal 34 tys. mkw. Wśród najemców budynku znajdują się firmy Sabre, Skanska, SII, Tyrens, drEryk czy INNERGY. Inwestycja spełnia wymogi certyfikacji BREEAM na poziomie Very Good. Biurowiec wyróżnia się nie tylko lokalizacją i oryginalnym projektem bryły, ale również udogodnieniami. Na terenie obiektu znajdują się zielone kaskadowe tarasy o łącznej powierzchni ponad 1,6 tys. mkw. oraz wewnętrzne patio ze strefą zieleni i małą architekturą.

Specjalizująca się w projektach wielofunkcyjnych grupa Cavatina Holding wcześniej z powodzeniem dokonała sprzedaży udziałów w sumie pięciu nieruchomościach. W czerwcu 2020 r. poinformowano o sprzedaży budynków A, B i C w ramach kompleksu Equal Business Park w Krakowie, we wrześniu 2020 r. – 65% udziałów w Chmielna 89, a w 2019 r. o transakcji dotyczącej Diamentum Office we Wrocławiu.

Minimalny podatek CIT odroczony o dwa lata

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) pozytywnie ocenia uwzględnienie przez Ministerstwo Finansów części postulatów w zakresie minimalnego podatku CIT. Rada Ministrów przyjęła na ostatnim posiedzeniu projekt nowelizacji ustawy o CIT, przewidujący zmiany m.in. w budzącym poważne kontrowersje i wątpliwości mechanizmie minimalnego podatku dochodowego. Wprowadzone modyfikacje do ostatecznej wersji projektu w części uwzględniają rozwiązania, o które apelowała Federacja Przedsiębiorców Polskich – przede wszystkim zawieszenie stosowania przepisów o minimalnym podatku na dwa lata. Oznacza to, że firmy po raz pierwszy zapłaciłyby nową daninę dopiero w 2025 r.

Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów dotyczących szacunkowego wykonania budżetu państwa za pierwsze 7 miesięcy bieżącego roku, wpływy z tytułu CIT wzrosły w stosunku do analogicznego okresu 2021 r. aż o 14,6 mld zł, czyli 47,2%. W dyskursie publicznym pojawiła się teza, iż tak znaczący wzrost dochodów budżetowych związanych z opodatkowaniem osób prawnych jest zasługą wprowadzonego w ramach Polskiego Ładu tzw. minimalnego podatku dochodowego. Nie jest to jednak prawdą z bardzo prostej przyczyny – minimalny CIT jest płacony dopiero po zakończeniu roku podatkowego, co oznacza, że do tej pory żadne wpływy podatkowe nie zostały wygenerowane z tytułu tej daniny.

„Wprowadzone zmiany do projektowanej ustawy stanowią krok w dobrym kierunku, choć nie realizują w pełni zgłaszanych postulatów. Docelowo instrument podatku minimalnego w przyjętej formie powinien zostać uchylony, ponieważ w praktyce obciążałby on przedsiębiorstwa niestosujące wątpliwych praktyk związanych z unikaniem opodatkowania, lecz notujące niską rentowność z czysto biznesowych przesłanek. Zawieszenie poboru podatku minimalnego przez kolejne dwa lata daje jednak firmom większą przewidywalność odnośnie do ich sytuacji prawnej oraz poziomu ponoszonych obciążeń podatkowych w nadchodzącym czasie. Okres zawieszenia krajowych przepisów w zakresie podatku minimalnego pozostawia również ustawodawcy niezbędny czas na wdrożenie unijnej dyrektywy ATAD3 oraz II filaru BEPS 2.0, przewidujących globalne minimalne opodatkowanie transgranicznych spółek oraz opodatkowanie przychodów pasywnych. Dzięki temu możliwa będzie harmonizacja obowiązujących w Polsce przepisów z regulacjami unijnymi, bez niepotrzebnie częstego zmieniania zasad opodatkowania dochodów spółek” – podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Projektowana ustawa wprowadza również zmiany w innych obszarach, m.in. regulacjach zagranicznej spółki kontrolowanej (CFC), poboru podatku u źródła (WHT), cen transferowych, przerzucania dochodów, czy też tzw. ukrytej dywidendy. Generalny kierunek wprowadzanych zmian należy ocenić pozytywnie – ogranicza on trudne w interpretacji i praktycznym zastosowaniu rozwiązania wprowadzone do ustawy o CIT w ramach Polskiego Ładu, zwiększając przejrzystość przepisów prawa podatkowego.

Mimo kryzysu firmy zwiększą wydatki na IT w 2023 r.

Pandemia okazała się srogą lekcją dla biznesu. Dziś, w obliczu globalnego kryzysu i kurczenia się gospodarki, firmy zamiast zaciskać pasa najmocniej jak się da, planują zwiększyć swoje wydatki na IT średnio o 21 proc. w 2023, wynika z przeprowadzonej w czerwcu ankiety Spiceworks Ziff Davis.

Prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego nie pozostawiają wątpliwości: przed nami kryzys, jakiego światowego gospodarka nie widziała od dawna, a pandemia była tylko przygrywką. Eksperci szacują, że globalny PKB zwiększy się w tym roku o 3,2 proc., a w kolejnym o 2,9 proc. To dwa razy wolniej niż w 2021 (6,1 proc.). A to prognozy po dwóch kwartałach, do końca roku, może się jeszcze wiele wydarzyć i szacunki mogą się zmienić i być mniej optymistyczne. W zależności od scenariusza globalne PKB może być odpowiednio jeszcze mniejsze o 0,6 i 0,9 pkt. proc. w 2022 i 2023, ostrzegają ekonomiści MFW.

W czasie pandemii wiele firm ograniczyło wydatki na marketing, rozwój, dodatkowe świadczenia pracownicze i technologie – zwraca uwagę Mikołaj Zaleski, szef działu CX/EX z NTT, i dodaje: – Jak pokazała historia, szczególnie te ostatnie okazują się mieć kluczowy wpływ na to, jak biznes radzi sobie z wyzwaniami. Obronną ręką z kryzysu COVID-19 wyszły firmy, które już przed pandemią nie szczędziły środków na inwestycje w rozwiązania cyfrowe. Dzięki temu skutecznie i szybko dopasowały się do nowych okoliczności i wypracowały sobie przewagę konkurencyjną. Dziś, odcinają kupony od swojej strategii i wciąż doskonalą swoje biura, systemy i procedury.

Odrobiona praca domowa

Dobra informacja jest taka, że biznes uczy się na błędach, uważają eksperci z Spiceworks Ziff Davis. Firma, która dostarcza oprogramowanie dla biznesu, w czerwcu 2022 zrealizowała badania na grupie 1400 specjalistów IT. Z powstałego na bazie odpowiedzi raportu: 2023 State of IT, dowiadujemy się, że firmy nie zmniejszą budżetów na technologie. Jak podkreślają eksperci ze wspomnianej firmy, biznes wyciągnął wnioski z nieodległej przeszłości. W obliczu zbliżającego się kryzysu gospodarczego nie planuje rezygnować z inwestycji w technologię.

Dane zebrane przez Spiceworks Ziff Davis wskazują, że mimo końca pandemii, rozmach, z jakim firmy inwestują w ucyfrowienie swoich struktur nie spadł. Co więcej, ponad połowa (51 proc.) respondentów zapowiedziała, że w ujęciu rok do roku – planuje zwiększyć swoje nakłady na IT. Z kolei zaledwie 6 na 100 przedstawicieli przedsiębiorstw (6 proc.) zapowiedziało, że zamierza ograniczyć swoje wydatki.

Firmy, które prognozują, że ich wydatki na technologie w 2023 roku wzrosną, szacują, że ich budżety na IT powiększą się średnio o 21 proc. Według ekspertów SWZD do najważniejszych czynników wpływających na wzrost wydatków należą: wyższy priorytet projektów IT, modernizacja infrastruktury (np. przestarzałego sprzętu i oprogramowania), inflacja oraz obawy związane z bezpieczeństwem.

Jednym z głównych powodów, dla których inwestowanie w technologię jest ważne dla firm jest to, że pozwala uwolnić potencjał pracowników. To szczególnie istotne dziś, gdy praca hybrydowa staje się normalnością, a wąskie gardło stanowią niedopasowane rozwiązania IT – uważa Mikołaj Zaleski z NTT i dodaje: – Odpowiednio zrealizowana wirtualizacja stanowiska pracy pomoże właścicielom firm i ich pracownikom wykonywać swoje obowiązki mądrzej i szybciej. W rezultacie, wzrasta wydajność całego przedsiębiorstwa.

Oszczędności z wydatków

Inwestowanie w rozwój technologiczny przedsiębiorstwa rzeczywiście popłaca, przekonują specjaliści z Spiceworks Ziff Davis. Z przeprowadzonych badań wynika, że dzięki poprzednim inwestycjom modernizacyjnym aż 4 na 10 ankietowanych przedstawicieli firm zauważyło, że ich przedsiębiorstwa są w stanie teraz więcej zaoszczędzić. Jako kolejna kluczowa korzyść, wynikająca z większych inwestycji, została wymieniona przez 45 proc. respondentów poprawa bezpieczeństwa.

Dlaczego analiza SEO strony jest istotna?

Przygotowując funkcjonalną stronę internetową, która ma pojawić się na czołowych pozycjach w wynikach popularnych wyszukiwarek, musimy pamiętać o kilku kwestiach. Jedną z najważniejszych jest analiza przygotowanej strony pod kątem nieprawidłowości. Brak, lub źle wykonana analiza może spowodować, że nasza strona internetowa nigdy nie rozwinie swojego potencjału. 

Na czym polega analiza strony firmowej?

Analiza, czy też audyt strony firmowej polega na zebraniu odpowiednich danych, dotyczących elementów witryny, jak i dotychczas podjętych na niej działań (np. dodanych treści), w celu znalezienia tych, które nie spełniają swojej roli. Profesjonalna analiza SEO dla stron firmowych pozwoli sprawdzić między innymi prędkość uruchamiania się danej witryny www, jakość UX (User Experience), czyli poziom satysfakcji użytkownika podczas przeglądania naszej witryny, czy też przekonać się, jak dana strona prezentuje się na urządzeniach mobilnych.

Podczas analizy strony firmowej sprawdzony zostanie każdy element strony internetowej, który ma wpływ na skuteczność SEO. Skontrolowane zostaną więc dotychczasowe działania, jeśli chodzi o link building, czy dobór słów kluczowych, sprawdzony zostanie również jej kod źródłowy. Przeprowadzenie profesjonalnej analizy SEO strony internetowej pozwoli wskazać jej mocne oraz słabe punkty. Umożliwi także optymalizację witryny, czyli – w dużym skrócie – naprawienie rozpoznanych usterek i poprawę jakości elementów umieszczonych na stronie.

Korzyści z analizy strony firmowej

Istnieje naprawdę bardzo wiele korzyści audytu strony internetowej. Jest to związane z faktem, że usługa ta jest po prostu niezbędna w każdej skutecznej kampanii SEO. Wymienić można między innymi:

  • odnalezienie kluczowych błędów, mogących zaważyć o niskiej pozycji naszej strony WWW w rankingach wyszukiwania;
  • poznanie mocnych i słabych stron naszego serwisu;
  • możliwość odpowiedniego zaplanowania dalszego rozwoju strony i podjęcia konkretnych kroków w celu poprawienia jej jakości;
  • wzrost zainteresowania stroną (po jej optymalizacji).

Analizę strony warto powierzyć profesjonalnej agencji SEO – posiada ona bowiem dostęp do wszelkich niezbędnych narzędzi.

Dlaczego analiza SEO strony internetowej jest ważna z punktu widzenia firmy?

Analiza (oraz następująca po niej optymalizacja) strony firmowej jest absolutną podstawą wszelkich technik SEO. To od jej skuteczności zależy bowiem w bardzo dużej mierze, jaką pozycję zajmie nasza witryna w wynikach wyszukiwania. Algorytmy oraz boty indeksujące największych wyszukiwarek (takich jak np. Google) również zwracają uwagę na wszelkie czynniki sprawdzane podczas analizy strony WWW. To zaś, jak ocenią ich jakość, ma olbrzymi wpływ na to, jak wysoko (lub nisko) pozycjonowana zostanie nasza strona. Oczywiście, im wyższa pozycja w wynikach wyszukiwania, tym większa szansa, że zauważą nas klienci i partnerzy biznesowi.

W przypadku firm jakość strony internetowej często postrzegana jest jako swoista wizytówka danego przedsiębiorstwa. Jeśli więc nawet, pomimo dużej liczby niedociągnięć, klienci odnajdą naszą stronę www, mało prawdopodobne jest, że zostaną na niej przez dłuższy okres czasu. Strona będzie bowiem po prostu mało responsywna i niewygodna w korzystaniu – a w związku z kiepską jakością strony internetowej, użytkownicy wyrobić sobie mogą także negatywną opinię na temat naszej marki.

Amerykańskie indeksy w okolicach 2-tygodniowych minimów

Amerykański rynek akcji kontynuował wczoraj rozpoczętą tydzień temu korektę. Główne indeksy spadły w okolice swoich 2-tygodniowych minimów (S&P 500 -0,22 proc., DJIA -0,47 proc., Nasdaq Composite 0,00 proc.).

Na giełdach Azji i Oceanii dziś rano przeważały spadki (najsilniej – o 1,6 proc. – spadał Shanghai Composite).

Słabe były generalnie również dziś rano giełdy w Europie (ok. 9:50 DAX –0,78 proc., CAC 40 –0,62 proc.). Najniżej od 1,5 roku był dziś ukraiński UX Index. „Tradycyjnie” nowe rekordy ustanawiał turecki XU100.

WIG-20 był dziś rano najsłabszym europejskim indeksem (-1,46 proc. ok. godz. 9:50). Spadały dziś rano ceny akcji wszystkich składników tego indeksu (najsilniej – o 3,04 proc. – taniały akcje PKN Orlen). Swe nowe cykliczne minima osiągnęły dziś ceny akcji CD Projekt i CCC. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe przynajmniej roczne maksima ustanowiły dziś rano ceny akcji Alumetalu i CI Games.
Nadal rosły dziś rano rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w krajach rozwiniętych. Rentowność niemieckich 10-latek wyszła nski a najwyższy poziom od końca czerwca.

Wczorajszy wzrost wyniósł cenę ropy Brent powyżej poziomu 100 dolarów za baryłkę po raz pierwszy od prawie 2 tygodni i dziś rano ten poziom był broniony. Od kilku dni drożeją kontrakty na zboża odbijające się od swoich wielomiesięcznych minimów. Taniały dziś lekko metale szlachetne (ok. godz. 9:35 złoto -0,19 proc., srebro –0,65 proc., platyna –1,28 proc., pallad –0,59 proc.) i miedź (-0,73 proc.).
Euro nie zdołało wczoraj wydobyć się ponownie powyżej poziomu parytetu względem USD i dziś rano lekko spadało względem amerykańskiej waluty (-0,2 proc.).

Polski złoty tracił dziś rano względem dolara (USD/PLN +0,31 proc.) i minimalnie zyskiwał względem euro (EUR/PLN -0,11 proc.).
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara po piątkowym silnym tąpnięciu nadal utrzymywał się w wąskim przedziale wahań (20767-21800 USD). Dziś rano kurs spadał o 0,51 proc.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

300 plus, czyli dodatek „Dobry Start” jest obecnie wart tylko 233 zł

Dla prawie 5 milionów dzieci zbliża się nowy rok szkolny. Koszt wysłania dzieci do szkoły wzrósł w tym roku w Polsce o 15 proc. Spada także realna wartość świadczenia 300 Plus, która obecnie wynosi już tylko 233 zł.

Już 1 września uczniowie wracają do szkoły. Rosnąca inflacja powoduje jednak, że wydatki związane z wysłaniem dzieci do szkoły będą w tym roku bardziej obciążać rodzinny budżet. W ciągu ostatniego roku ceny w Polsce wzrosły przeciętnie o 15,6 proc. Za poważną część tego wzrostu odpowiada wzrost cen nośników energii i żywności. W ciągu roku znacząco poszły w górę także koszty ponoszone przez rodziców w związku z rozpoczęciem roku szkolnego. I tak według GUS wyposażenie mieszkania podrożało w ciągu roku o 8,7 proc., produkty i usługi z kategorii edukacja są droższe o 6,2 proc. a odzież i obuwie o 4 proc. Choć dzieci korzystają zwykle z ulgowych lub bezpłatnych przejazdów komunikacją, kto dowozi dzieci do szkoły własnym transportem ponosi dziś znacznie wyższe koszty niż rok temu. Według GUS ta kategoria zanotowała w ciągu roku wzrost cen o aż 22,9 proc. To oznacza, że koszty wysłania dzieci do szkoły będą w tym roku o około 15 proc. wyższe niż rok temu.

Inflacja powoduje wzrost cen praktycznie wszystkich produktów i usług na rynku. Tym samym zmniejsza się realna wartość świadczenia z programu Dobry Start, popularnie nazywanego „300 Plus”. Jest ono wypłacane w okresie od czerwca do września na każde uczące się dziecko w wieku do 20 lat, bez względu na dochody rodziców. Wynosi 300 zł i jego wartość nie uległa zmianie od startu programu w czerwcu 2018 roku. Brak waloryzacji tej kwoty, powoduje, że jej realna wartość cały czas spada. Obecnie to świadczenie jest warte już tylko 233 zł (78 proc. pierwotnej wartości) w cenach z czerwca 2018 roku, podczas gdy rok temu było to jeszcze 270 zł. Jeśli w kolejnym roku inflacja będzie dwucyfrowa to wartość ta zmniejszy się do 210 zł, a gdy inflacja przekroczy 14 proc. r/r to spadnie poniżej 200 zł.

Wydatki związane z rozpoczęciem roku szkolnego rosną w wielu krajach pomimo pojawiającego się zagrożenia recesją, które zwykle skutkuje odwrotnym zachowaniem konsumentów. Według badania firmy Deloitte1 amerykańska rodzina wyda w tym roku z powodu powrotu dziecka do szkoły 8 proc. więcej niż rok temu. Będzie to też 27 proc. więcej niż w 2019 – ostatnim roku przed pandemią.

Liczba uczniów w Polsce na koniec poprzedniego roku szkolnego (w czerwcu 2022) wyniosła 4,75 mln. Za sprawą dzieci uchodźców z Ukrainy nowy rok szkolny prawdopodobnie rozpocznie większa liczba uczniów.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

1 https://www2.deloitte.com/content/dam/insights/articles/us175490_back-to-school/DI_Back-to-school-2022.pdf

Cisco Talos: cyberprzestępcy mogą zakłócić globalne dostawy żywności

Już w marcu tego roku eksperci „Financial Times” alarmowali, że atak Rosji na Ukrainę będzie miał ogromny wpływ na światowe zapasy żywności. Jak podaje UN Comtrade (United Nations International Trade Statistics Database), oba kraje razem odpowiadają za 10% globalnych dostaw zboża, 13% dostaw kukurydzy i przeszło 50% oleju słonecznikowego. Sytuacja stała się na tyle poważna, że przyciągnęła uwagę nie tylko rządów i organizacji międzynarodowych, ale również cyberprzestępców, którzy dostrzegli swoją szansę w atakach na sektor rolniczy. Mają one poważne konsekwencje, a ponieważ zakłócenia spowodowane przestojami w dostawach żywności nie mogą trwać zbyt długo, szanse, że żądania atakujących zostaną spełnione znacznie wzrastają.

Aby zrozumieć rolę Ukrainy w światowej branży żywieniowej, wystarczy wspomnieć, że w 2021 r. kraj wyprodukował 20 milionów ton pszenicy. Część z niej trafiała do krajów w Afryce, na Bliskim Wschodzie i w niektórych częściach Azji. Organizacje humanitarne wskazują, że w Etiopii, Somalii i Kenii liczba osób dotkniętych skrajnym głodem wzrosła ponad dwukrotnie od zeszłego roku. Rolnictwo odgrywa również ważną rolę w gospodarce samej Ukrainy dając zatrudnienie 14% populacji. Jak podaje Organizacja Narodów Zjednoczonych, sektor odpowiada za 20% Produktu Krajowego Brutto.

Rolnictwo nie może pozwolić sobie na przestoje

Rolnictwo jest częścią złożonej i rozbudowanej sieci usług o znaczeniu krytycznym, które pozwalają społeczeństwu funkcjonować. Cyberataki skierowane na organizacje z tego obszaru zawsze będą stanowiły zagrożenie dla gospodarki danego państwa, a nawet, jak pokazuje przykład Ukrainy, świata.

„Zdolność do zakłócania działania usług krytycznych jest potężną bronią w rękach osób, które chcą wpłynąć na losy konkretnego kraju. Nawet ataki pośrednie mogą mieć wpływ na rolnictwo. Cyberataki wymierzone w przemysł energetyczny lub wodociągowy mogą wywołać efekt domina, zmniejszając zdolność rolnictwa do optymalnej produkcji. Ukraina od dawna doświadcza tego rodzaju incydentów, czego przykładem jest kosztowny atak NotPetya sprzed kilku lat, który przypisany został cyberprzestępcom powiązanym z Rosją” – tłumaczy Joe Marshall z Cisco Talos.

Jak podkreśla ekspert Cisco Talos, sektor rolnictwa jest bardzo podatny na cyberataki, biorąc pod uwagę niską tolerancję dla przestojów, niewystarczającą ochronę cybernetyczną i dalekosiężne skutki zakłóceń. Dlatego interesują się nim zarówno organizacje, których działania są motywowane finansowo, jak i te działające na zlecenie obcych państw.

Cyberbezpieczeństwo coraz bardziej ucyfrowionej branży rolniczej

Specjaliści z Cisco Talos wskazują, że jedynym sposobem na skuteczne zabezpieczenie branży rolniczej jest jeszcze większa integracja rozwiązań z zakresu cyberbezpieczeństwa z operacjami przemysłowymi. Branża rolnicza również przechodzi cyfrową transformację i wdraża automatykę przemysłową, co jest podyktowane koniecznością szybkiego dostarczenia produktu na rynek. Na przykład w pełni zautomatyzowany elewator zbożowy eliminuje potrzebę udziału ludzi przy rozładunku ziarna, wydłużając przy tym czas pracy samego elewatora. Z kolei zautomatyzowane systemy udojowe umożliwiają zwiększenie liczby krów mlecznych, a zautomatyzowane podgarniacze paszy pozwalają utrzymać stada, aby produkcja mleka była stała.

Mając na uwadze bezpieczeństwo nie tylko samej organizacji, ale także całego kraju, kluczowe jest, aby decydenci z branży rolniczej mieli świadomość skutków cyberataków. Niezbędne jest wprowadzenie odpowiednich procedur, w tym przywracania systemu po awarii czy tworzenia kopii zapasowych, a także ciągła edukacja zespołów. Zagrożenia wciąż ewoluują i często, tak jak w przypadku wojny w Ukrainie, mają związek z wydarzeniami globalnymi. Odpowiednia wiedza w połączeniu z właściwymi narzędziami pozwala zmniejszyć ryzyko, że dojdzie do kosztownego cyberataku, który sparaliżuje działanie przedsiębiorstwa. Od tego mogą zależeć losy światowego łańcucha dostaw w rolnictwie.

Czy będzie reglamentacja żywności?

Obecna sytuacja na rynku produkcji i przetwórstwa rolniczego – brak rąk do pracy, zerwane łańcuchy dostaw, wysokie ceny i duża inflacja powodują niepokój co do zaopatrzenia w Polsce. A alarmujące informacje o możliwych przerwach w dostawach energii jesienią i zimą mogą istotnie odbić się na przemyśle spożywczym. Czy należy oczekiwać pustych półek i reglamentacji żywności? Czy po raz kolejny nakręci to falę inflacji?

– Miejmy nadzieję, że rząd wsłucha się w nasze argumenty i zrozumie sytuację, jaka jest dzisiaj. Nie chcemy, żeby były puste półki. Dbamy właśnie o to, żeby produkt polski, produkt od polskich producentów, od polskich przetwórców był w 95% na naszych półkach. Żeby nie był eksportowany do innych krajów. Żebyśmy mieli swoje produkty, do których jesteśmy przyzwyczajeni – powiedziała serwisowi eNewsroom Renata Juszkiewicz, prezeska zarządu Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. – Polski rynek przetwórczy jest bardzo mocny, bardzo nowoczesny i nie powinno zabraknąć nam żywności – pod warunkiem oczywiście, że wszyscy zadbamy o łańcuchy dostaw. Musimy wziąć też pod uwagę aspekt energetyczny. Jeżeli w tym momencie zabrakłoby energii w Polsce, to przemysł spożywczy może bardzo mocno ucierpieć. Przykładem mogą być pomidory z polskich szklarni. Jeżeli nie będzie można z nich korzystać, bo nie będzie energii – to pomidory będziemy musieli sprowadzać z innych krajów. Czy wówczas społeczeństwo na tyle przewartościuje swoje oczekiwania i wydatki, żeby móc zaopatrywać się w te produkty, które są absolutnie podstawowe, które muszą być w każdym gospodarstwie domowym? – analizuje Juszkiewicz.

Wartość portfela nieruchomości inwestycyjnych MLP Group sięgnęła 4,2 mld zł

  • Zysk netto wyniósł 433,9 mln zł, + 161% r./r., napędzany silnym wzrostem przychodów z najmu oraz dodatnim wynikiem z aktualizacji wyceny nieruchomości inwestycyjnych, stopy kapitalizacji na istniejącym portfelu budynków pozostały generalnie bez zmian
  • Wartość nieruchomości inwestycyjnych sięgnęła 4,2 mld zł, + 25% vs. 31.12.2021 r.
  • NAV na akcję 107,5 zł, + 26% vs. 31.12.2021 r.
  • Wartość środków z działalności operacyjnej FFO (funds from operations) wyniosła
    37,0 mln zł,
    + 43% r./r.
  • Zanualizowane FFO na 2022 r. to 74,0 mln zł, + 33% r./r.
  • Podpisane umowy najmu w I półroczu 2022 objęły ok. 214 tys. mkw., + 91% r./r.
  • Bardzo duży wzrost stawek czynszów o ok. 24% r./r.
  • Przychody netto z najmu wzrosły w ujęciu r./r. o 22% do 90,4 mln zł, wsparte nowym czynszem wynikającym z ukończonych prac deweloperskich i aktywnym zarządzaniem portfelem inwestycyjnym Grupy
  • Wypełnianie zobowiązań ESG, w tym postęp realizacji strategii w zakresie energii odnawialnej
  • Wysoki wskaźnik retencji najemców w ramach europejskiego portfolio na poziomie 99%

Grupa Kapitałowa MLP Group utrzymuje bardzo dobrą kondycję finansową, co potwierdzają opublikowane wyniki za I półrocze 2022 roku. W pierwszych sześciu miesiącach br. Grupa powiększyła wartość aktywów netto (NAV) o 26% do poziomu 2,3 mld zł. Wartość nieruchomości inwestycyjnych wzrosła o 25% do ponad 4,2 mld zł. Skonsolidowane przychody zwiększyły się w ujęciu r./r. o 26% i wyniosły 123,2 mln zł. Z kolei przychody netto z najmu wzrosły w ujęciu r./r. o 22% do 90,4 mln zł. Grupa poprawiła wynik na działalności operacyjnej o 181% do 577,2 mln zł. MLP Group w I półroczu br. wypracowało 433,9 mln zł zysku netto poprawiając ponad 2,5 krotnie (+161%) osiągniecia w tym zakresie z analogicznego okresu poprzedniego roku.

– Mamy za sobą bardzo udaną I połowę br. pomimo trudnego otoczenia gospodarczego i politycznego. Osiągnęliśmy doskonałe wyniki zarówno pod względem operacyjnym, jak i finansowym. W tym okresie zawarliśmy umowy najmu na 214 tys. mkw., czyli o 91% więcej niż w I połowie 2021 roku. To był nasz rekordowy wynik w wynajmie. Obserwujemy rosnący popyt na nowe i istniejące powierzchnie magazynowe MLP Group w całej Europie, ponieważ firmy coraz częściej poszukują opłacalnych sposobów zwiększania odporności swoich łańcuchów dostaw i zdolności produkcyjnych poprzez onshoring, czyli przenoszenie produkcji z Azji do Europy. Utrzymująca się ograniczona podaż wysokiej jakości aktywów przemysłowych przekładała się również na wzrost stawek najmu. Wyniósł on ok. 24% i był znacznie większy niż wzrost kosztów budowy, co także wpłynęło pozytywnie na osiągane wyniki powiedział Radosław T. Krochta, Prezes Zarządu MLP Group S.A.

Firma działa na rynku polskim, niemieckim, austriackim i rumuńskim. Portfel nieruchomości należący do MLP Group wynosi ok. 1,2 mln mkw. łącznej powierzchni najmu w obiektach gotowych, w budowie lub posiadających pozwolenia na budowę. Grupa obsługuje obecnie 22 parki logistyczne w Polsce i za granicą. Ponadto w 2022 roku zawarła kilka umów rezerwacyjnych na nowe działki pod kolejne parki logistyczne w Polsce i Europie. Bazując na aktualnym banku ziemi wraz z zarezerwowanymi działkami (200 ha), może wybudować kolejny 1 mln mkw. powierzchni magazynowej.

Zwykłem cytować wiele powiedzeń, jedno jest powszechnie przypisywane Markowi Twainowi – „historia się nie powtarza, ale rymuje się”. Przewiduję, że w niedalekiej przyszłości będziemy musieli działać w trudnym otoczeniu makroekonomicznym, jakiego doświadczaliśmy w przeszłości podczas spowolnień czy kryzysów gospodarczych. Jako MLP Group jesteśmy natomiast bardzo dobrze przygotowani na potencjalne wyzwania gospodarcze. Mamy praktycznie 100% wynajętej powierzchni, bardzo dobrą dywersyfikację najemców, zarówno geograficzną, jak i branżową. Wszystkie umowy najmu są indeksowane do europejskich wskaźników inflacji. Wzrost inflacji powoduje zatem automatyczny wzrost przychodów. Wszystkie czynsze są denominowane w EUR lub bezpośrednio wyrażone w EUR, co znacznie zmniejsza ekspozycję na ryzyko walutowe. Praktycznie 100% kredytów jest zabezpieczonych IRS na kolejne 5 lat, co skutkuje ograniczoną ekspozycją na ryzyko zmienności stóp procentowych. Dodatkowo koncentracja na utrzymywaniu bliskich relacji z naszymi klientami, dobrze zlokalizowany bank ziemi i bezpieczna struktura kapitałowa zapewniają nam znaczne możliwości dalszego, dynamicznego rozwoju – dodał Radosław T. Krochta

Strategicznym celem jest ciągłe poszerzanie portfolio magazynowego poprzez rozwój budynków typu Big Box oraz projektów logistyki miejskiej. MLP Group zamierza nadal szybko się rozwijać przede wszystkim w Niemczech, gdzie systematycznie powiększa portfolio projektów głównie w Zagłębiu Ruhry, Hesji i Brandenburgii. Planuje również umocnienie pozycji na rynku austriackim. Dodatkowo analizuje wejście do nowych krajów tj. Beneluksu i Węgier. Dla Grupy nadal bardzo ważny jest polski rynek, gdzie będzie konsekwentnie zwiększana oferta w kluczowych regionach logistycznych. W 2022 roku nakłady inwestycyjne (CAPEX) wyniosą ok. 150-200 mln EUR, z czego ok. 30% zostanie przeznaczone na zakup działek.

Działania MLP Group są szczególnie ukierunkowane na ochronę środowiska i osiągnięcie zerowej emisji CO2 do 2026 roku. W ramach istniejących i powstających obiektów realizowany jest projekt budowy farm fotowoltaicznych na dachach parków logistycznych. Celem jest, aby do końca 2022 roku 80% projektów posiadało certyfikat BREEAM na poziomie Excellent lub Very Good oraz certyfikat DGNB Gold lub Platinum na rynku niemieckim i austriackim.

Zgodnie ze strategią „build & hold” MLP Group po zakończeniu budowy parków logistycznych utrzymuje je w swoim portfelu i samodzielnie nimi zarządza. Wszystkie projekty realizowane przez Grupę wyróżnia również bardzo atrakcyjna lokalizacja parków logistycznych, stosowanie rozwiązania typu built-to-suit oraz wsparcie najemcy w trakcie trwania umowy najmu.

Rośnie zainteresowanie rynkiem biurowym w mniejszych miastach

Mniejsze miasta powyżej 100 tys. mieszkańców stają się coraz bardziej atrakcyjne dla firm z sektora nowoczesnych usług dla biznesu. W efekcie, wzrasta zainteresowanie rynkiem biurowym w mniejszych miastach – wynika z danych Colliers zawartych w raporcie ABSL „Sektor Nowoczesnych Usług Biznesowych w Polsce 2022”.

Polska uznana za jedną z gospodarek najbardziej odpornych na kryzys wywołany przez COVID-19, od lat utrzymuje pozycję lidera na rynku biurowym w regionie Europy Środkowo- Wschodniej (CEE). Potwierdza to też rosnące zainteresowanie inwestorów i najemców rozszerzających swoją działalność w Polsce. Pod koniec pod koniec I półrocza 2022 r. łączne zasoby nowoczesnych powierzchni biurowych w kraju wyniosły 12,6 mln mkw., a w budowie było 780 000 mkw. Udział sektora usług biznesowych w popycie na powierzchnie biurowe wynosi 16 proc., czyli co szósta umowa najmu w Polsce zawierana jest przez firmę z tej branży. Dostępność nowoczesnych biur jest jednym z kluczowych czynników wspierających rozwój sektora oraz umacnia pozycję Polski jako atrakcyjnej lokalizacji dla inwestorów.

Inwestorzy doceniają rynek biurowy w mniejszych miastach

Z danych zawartych w raporcie ABSL wynika, że uwagę inwestorów coraz częściej przyciągają rynki biurowe w mniejszych miastach. Całkowite zasoby powierzchni biurowej na rynkach rozwijających się tj. w Białymstoku, Bydgoszczy, Kielcach, Olsztynie, Opolu, Radomiu, Rzeszowie, Toruniu oraz Tarnowie łącznie wynoszą 635 600 mkw. a w budowie znajduje się 53 300 mkw. Dostęp do atrakcyjnych powierzchni biurowych, obok dostępności kadry to jeden z najistotniejszych czynników przy wyborze lokalizacji przez inwestorów. Czynnikiem przemawiającym za wyborem mniejszych ośrodków jest m. in. wielkość zasobów pracowników wykształconych na uniwersytetach na szczeblu wojewódzkim i lokalnym znających języki obce oraz rosnący potencjał rynku biurowego. W stosunku do największych miast w Polsce, mniejsze ośrodki cechują się niższymi kosztami życia, a co za tym idzie kosztami pracy i wynajmu powierzchni biurowych. Dodatkowym czynnikiem działającym na korzyść mniejszych ośrodków jest bliskość dużych aglomeracji.

Analizy Colliers oraz ABSL potwierdzają, że pandemia dodatkowo przyspieszyła trend lokalizacji nowoczesnych usług dla biznesu poza głównymi ośrodkami. Koncentracja ludzi i tym samym zachorowań na COVID-19 w dużych miastach oraz upowszechnienie pracy zdalnej spowodowały migracje młodych mieszkańców do rodzinnych miejscowości.

– W minionych latach większe miasta przyciągały najbardziej kreatywne jednostki. Pandemia, która przyśpieszyła digitalizację codzienności zahamowała ten trend. Coraz częściej mamy do czynienia również z suburbanizacją i wyludnianiem się centrów miast. Dziś zdalnie pracujemy, zamawiamy posiłki i robimy zakupy w internecie. To sprawia, że rola małych miast o niższych kosztach życia rośnie. Większa aktywność inwestorów z sektora usług dla biznesu w mniejszych miastach przekłada się również na rosnące zapotrzebowanie na biura – tłumaczy Paweł Panczyj, Członek Zarządu ABSL.

Rośnie popularność biur typu flex

Jednym z trendów opisanych w raporcie ABSL, mającym wpływ na funkcjonowanie biur, jest zmiana modelu pracy na hybrydowy lub całkowicie zdalny. Wzrasta zainteresowanie elastycznymi przestrzeniami biurowymi, typu flex, dostosowanymi do potrzeb inwestorów oraz pracowników. Najemcy decydują się na przedłużenie umów i przearanżowanie przestrzeni pod nowe funkcje wspierające pracę zespołową, well-being pracowników, a także wpływ na środowisko. Znaczny odsetek nowych umów, który pod koniec I półrocza 2022 r. wyniósł ok. 53 proc. (wzrost o 4 p.p.) potwierdza tę zmianę. Kolejną dużą częścią wszystkich transakcji są renegocjacje sięgające prawie 34 proc.

– Wyraźnie obserwujemy, że wzrasta zainteresowanie firm zagranicznych z sektora BPO/SSC, lokowaniem biznesu w mniejszych miastach. Niestety problemem, jaki napotykają w niektórych z nich, jest brak wolnej nowoczesnej powierzchni biurowej. Niektórzy włodarze już wcześniej zauważyli potencjał tkwiący w przyciąganiu zagranicznych firm z sektora nowoczesnych usług biznesowych i same zachęcały deweloperów do budowy nowoczesnych biurowców, inne przespały ten moment. Czasowym rozwiązaniem na niską podaż tradycyjnych biur mogą być powierzchnie flex, które zapewniają większą elastyczność i mogą stanowić „przystanek” przed podpisaniem umowy na najem długoterminowy. Z flexów chętnie korzystają także firmy, które nie potrafią precyzyjnie przewidzieć swojego tempa rozwoju, a co za tym idzie potrzeb biurowych i kadrowych, ale także firmy, które dopiero wchodzą do Polski – mówi Sebastian Bedekier, Partner w Colliers, Dyrektor Regionalny w Poznaniu.

Bydgoszcz na czele miast rozwijających się

Z danych raportu ABSL wynika, że do siedmiu lokalizacji w Polsce, w których centra usług biznesowych zatrudniają już ponad 10 000 osób dołączyła Bydgoszcz, w której zatrudnienie pod koniec I półrocza 2022 r.  wyniosło ok. 11 500 osób. W Bydgoszczy odnotowano największy wzrost zatrudnienia w sektorze wynoszący 16,2 proc. Jest to drugi wyniki, tuż po Warszawie (17 proc.) przy ogólnym wzroście zatrudnienia na poziomie 11,6 proc. Na terenie miasta funkcjonuje 47 centrów usług biznesowych, z czego 3 zatrudniają powyżej 500 osób. Główną kategorią świadczonych usług są usługi IT, budując zdecydowaną specjalizację miasta.

Wraz z zainteresowaniem inwestorów z sektora usług biznesowych, poziom powierzchni biurowej w Bydgoszczy systematycznie się powiększa i wynosi 139 000 mkw., dodatkowo w budowie znajduje się blisko 10 000 m kw. Wg danych ABSL planowana podaż na rynkach rozwijających się przewyższa istniejące zasoby powierzchni biurowej, mimo iż rozpoczęcie budowy planowanych projektów warunkowane jest zawarciem transakcji przednajmu powierzchni przez zainteresowanych najemców.

– Bydgoszcz to przede wszystkim miasto z wielkim potencjałem do rozwoju. Wraz z otaczającą aglomeracją umożliwia dostęp do blisko milionowej populacji, co w połączeniu z silnym zapleczem akademickim i przyjaznym klimatem do życia zapewnia dobrą perspektywę dla dalszego wzrostu sektora nowoczesnych usług dla biznesu. Od kilku lat zajmujemy czołowe pozycje w rankingach najlepszych miejsc na inwestycje. Bydgoszcz jest też doskonałym przykładem wschodzącego rynku biurowego w Polsce – mówi Edyta Wiwatowska Prezes Zarządu, Bydgoska Agencja Rozwoju Regionalnego.

Co drugi Polak boi się, że wkrótce w sklepach zabraknie towarów

Według badania UCE RESEARCH i Grupy BLIX, ponad połowa Polaków obawia się, że wkrótce w sklepach może brakować towarów, tak jak ostatnio cukru. Powodem takiego myślenia jest rosnąca inflacja i wojna w Ukrainie. Mówią o tym przeważnie osoby starsze, a także te z najniższym wykształceniem oraz z małych miejscowości. Natomiast eksperci z branży retailowej przekonują, że na chwilę obecną nie należy bać się takiego scenariusza. I podkreślają, że konsumenci nie powinni wpadać w panikę, bo wtedy zazwyczaj popełniają błędy. Kupują produkty niepotrzebnie na zapas i po niekorzystnych cenach. Część sklepów wykorzystuje to i sprzedaje je jeszcze drożej, co wyraźnie pokazała ostatnia sytuacja z cukrem.

Wizja pustych półek

Jak wynika z badania, aż 53,3% Polaków obawia się, że wkrótce, np. przez szalejącą inflację, wojnę w Ukrainie lub inne negatywne zdarzenie, w sklepach będzie brakować różnych towarów, tak jak ostatnio cukru. Z kolei w taki scenariusz nie wierzy 32,4% z 1034 respondentów w wieku 18-80 lat. Natomiast 14,3% ankietowanych nie ma wyrobionej opinii w tym zakresie.

– Obawy związane z możliwymi brakami towarów są na wyrost. Natomiast istotne jest to, że sygnalizują niepewność wśród Polaków w kwestii sytuacji na rynku. Powodami tego są m.in. szalejące ceny, które chwilowo wzmagają popyt, gdyż konsumenci obawiają się, że produkty jeszcze gwałtowniej podrożeją. Ponadto cały czas mamy stan wojny za naszą wschodnią granicą i duża część towarów jest tam eksportowana – komentuje dr Krzysztof Łuczak, główny ekonomista Grupy BLIX.

Zdaniem Marcina Luzińskiego, ekonomisty Santander Bank Polska, nie należy obawiać się braków w sklepach. Nie ma żadnego powodu, dla którego mogłoby się coś takiego wydarzyć. Gospodarka działa normalnie, mimo że pojawiają się pewne negatywne zjawiska, które powodują spowolnienie wzrostu. Według eksperta, ewentualnie może brakować gazu, więc już teraz warto go oszczędzać.

– Prawdopodobieństwo wystąpienia niedoborów w sklepach jest niewielkie. Polska jest krajem samowystarczalnym żywnościowo. Przykładowo, produkuje o 42% więcej zbóż, niż wynosi krajowe spożycie. Nadwyżkę odnotowujemy również m.in. w produkcji mleka, drobiu czy wołowiny. Na skutek przerwanych łańcuchów dostaw występować mogą jedynie braki paru produktów, np. oleju czy miodu. Krajowi producenci żywności wskazują, że droższe ceny energii utrudniają produkcję. To zwiększa odsetek osób obawiających się braków towarów – stwierdza Sebastian Sajnóg, analityk zespołu makroekonomii Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Oni się (nie) boją

Z sondażu również wynika, że częściej ww. obawy mają kobiety niż mężczyźni (57,9% – 48,3%). O swoich lękach w tym zakresie mówią przede wszystkim osoby w wieku 56-80 lat (wśród nich – 54,6%), z miesięcznymi dochodami netto 5000-6999 zł (58,5%), wykształceniem podstawowym i gimnazjalnym (56%), a także z miejscowości od 20 tys. do 49 tys. mieszkańców (58,8%).

– Wyniki badań wśród poszczególnych grup pokazują, że obawy są wyższe wśród osób starszych. Moim zdaniem, może to być pokłosiem ich doświadczeń z PRL-u, kiedy niedobory były powszechne. Natomiast od czasu transformacji, czyli już od ponad 30 lat, one w ogóle nie występują i trzeba o tym pamiętać – podkreśla ekspert Santander Bank Polska.

Wiemy też, że częściej obaw nie mają mężczyźni niż kobiety (39,8% – 25,6%). Ponadto taką postawę przyjmują głównie osoby w wieku 23-35 lat (wśród nich – 38,5%), z miesięcznymi dochodami netto powyżej 9 tys. zł (41%), wykształceniem wyższym (32,8%) i z miast liczących powyżej 500 tys. mieszkańców (38,9%).

– Grupa z największymi dochodami ma najszerszy dostęp do oferty wielu sklepów. Może więc pojechać na zakupy do innej placówki, a także nabyć towary po wyższej cenie. Te osoby zazwyczaj nie robią przetworów na zimę, przez co nie za bardzo interesują się, ile kosztują takie produkty jak ocet, sól czy cukier. Ludzie mniej zamożni natomiast bardziej zwracają uwagę na ceny tych artykułów. Kupują je bowiem w większych ilościach, żeby z reguły zrobić domowe przetwory – zaznacza dr Łuczak.

Niekorzystna panika

Marcin Luziński przypomina, co działo się na samym początku pandemii i wojny w Ukrainie. W pierwszym przypadku konsumenci zaczęli wykupywać ze sklepów mąkę, cukier i przetwory. W drugim – nabywali na zapas paliwo i wypłacali gotówkę z bankomatów. Ekspert przyznaje, że faktycznie tych towarów zabrakło, ale tylko dlatego, że sklepy nie nadążały z logistyką w obliczu wzmożonego popytu. Przed bankomatami i stacjami paliw ustawiały się długie kolejki. Ale to trwało tylko kilka dni. Jak zaznacza ekonomista Santander Bank Polska, informacje o „deficytach” często rozchodzą się tzw. pocztą pantoflową. W efekcie brak towaru w jednym sklepie może spowodować falę zakupów w sąsiednich placówkach i wywołać niedobór na całym lokalnym rynku.

– Na skutek paniki dostawcy nie nadążają uzupełniać asortymentu i dlatego właśnie wystąpiły braki cukru. Takie decyzje konsumenckie o masowych zakupach mogą generować czasowe problemy na rynku. Zwiększona liczba chętnych nabycia danego produktu stanowi pokusę dla sprzedawców, by zwiększać swoje zyski. Firmy mogą podnosić ceny, jak to było w przypadku cukru – podkreśla analityk PIE.

Z kolei dr Łuczak zwraca uwagę na sieci, które zdążyły zrobić zapasy deficytowych produktów. One mogą dodatkowo zarobić na marży i zapewne tak się dzieje. Niestety, tracą na tym konsumenci. Jednak według eksperta, w dłuższej perspektywie sytuacja powinna się unormować. Natomiast póki co należy spodziewać się wyższych cen na deficytowe produkty, a nawet czasowych braków towarów w części sieci. Mimo to konsumenci nie powinni wpadać w panikę, gdyż wtedy zazwyczaj podejmują najgorsze decyzje. Kupują artykuły niepotrzebnie na zapas czy też po bardzo niekorzystnych cenach.

– Moim zdaniem, należy do sprawy podchodzić racjonalnie i nie ulegać panice. W większości przypadków takie zachowania odbijają się negatywnie na samych konsumentach. Oni tracą czas i często muszą zapłacić więcej, gdyż sprzedawcy nierzadko korzystają z okazji i podnoszą ceny. Chęć zgromadzenia zapasów podstawowych dóbr w trudnych ekonomicznie czasach nie jest niczym dziwnym. Natomiast zawsze warto przeanalizować, czy są jakiekolwiek przesłanki, by doszło do faktycznego kryzysu na rynku danego produktu – podsumowuje ekonomista Santander Bank Polska.

Polska gastronomia w pierwszym półroczu 2022

Przeciętna polska firma gastronomiczna, szczególnie jeśli jest restauracją lub cukiernią, zanotowała właśnie bardzo dobre półrocze pod względem wysokości obrotów – wyższych o 34% w stosunku do analogicznego okresu w rok 2019 – oraz liczby klientów, z wolumenem i dynamiką wzrostu wreszcie zbliżoną do poziomu z ostatniego roku przed wybuchem pandemii. Niestety, te nominalnie wysokie obroty są w dużej mierze wynikiem stale rosnących cen – nawet 20% liczonych rok do roku – kompensujących dwucyfrową inflację oraz dramatycznie szybko rosnące ceny produktów, energii, transportu oraz koszty pracy.Polska gastronomia w pierwszym półroczu 2022 Polska gastronomia w pierwszym półroczu 2022 Polska gastronomia w pierwszym półroczu 2022

Przeciętna polska firma gastronomiczna może się pochwalić bardzo udanymi dwoma pierwszymi kwartałami tego roku – pod względem wysokości przychodów oraz liczby klientów. Przyjmując za punkt odniesienia dane w roku 2019 – „nieskażonego” kryzysem pandemicznym – możemy mówić o wzrostach na poziomie 30% w pierwszym kwartale oraz blisko 40% w drugim kwartale. Pod względem liczby klientów, możemy mówić o powrocie do czasów przedpandemicznych, choć w praktyce jest to w dużej mierze zasługa adaptacji modelu sprzedaży z dostawą niż tłoku w samych lokalach.

Świadczy o tym fakt, że statystyki ciągną ku górze głównie restauracje, w których wzrosty w pierwszym półroczu wynosiły ponad 60% oraz kawiarnie i cukiernie, ze wzrostami blisko 40%, które radziły sobie stosunkowo najlepiej nawet w najtrudniejszych okresach zamknięcia.

Nieco gorzej wygląda sytuacja w przypadku pubów i barów. Dla nich pierwsze półrocze – mimo bardzo dynamicznego odbicia po dramatycznych ostatnich dwóch latach – było tylko o 18% lepsze niż w roku 2019. Za sprawą ożywienia w sektorze turystycznym, znacznie lepiej radziły sobie bary i restauracje hotelowe – tutaj wzrosty w pierwszym półroczu 2022 wyniosły 55% w stosunku do analogicznego okresu w rok 2021, 65% w stosunku do roku 2020 i 40% w porównaniu do pierwszego półrocza 2019.

Przeciętny biznes gastronomiczny rejestrował ponad 3,7 tys. transakcji w pierwszym kwartale – 18% więcej niż w 2020 r. – oraz ponad 4,5 tys. transakcji w drugim kwartale 2022 r. – ponad 85% więcej niż w 2020 r. Formalnie może to oznaczać powrót do poziomów z roku 2019, jednak w praktyce jest to także zasługa adaptacji modelu sprzedaży na telefon lub online z dostawą do mieszkań i biur. Już w 2020 roku taką formę korzystania z oferty nie tylko ulubionych restauracji, ale także odkrywania nowych kuchni i smaków wybierało nawet 40% konsumentów – głównie w dużych i średnich miastach.

Szybkie i zdecydowane kroki, takie jak zdywersyfikowanie oferty, urozmaicenie menu oraz udostępnienie opcji zamówienia z dostawą lub na wynos uratowały wiele firm przed bankructwem. W przeciętnej restauracji posiłki odpowiadają zazwyczaj za ok. 75% przychodów, napoje niealkoholowe za ok. 10%, a napoje nisko- i wysokoalkoholowe ok. 15%. W okresach zamknięcia – szczególnie w 2020 r. – to jedzenie stało się głównym źródłem utrzymania, odpowiadając za ponad 85% przychodów. W pierwszej połowie 2022 roku nadal normalizowała się struktury przychodów biznesów gastronomicznych, szczególnie tych, w których sprzedaż wysokomarżowych przekąsek i napojów – alkoholowych i bezalkoholowych – była głównym źródłem przychodów.

W niemal wszystkich analizach ekonomicznych przewija się słowo recesja. W praktyce oznacza to konieczność funkcjonowania przez najbliższe kwartały, a może i lata, w sytuacji permanentnego kryzysu. Uświadamia to właścicielom i managerom firm gastronomicznych, jak ważna jest możliwość szybkiej analizy danych sprzedażowych, nie tylko pod kątem sum końcowych i struktury ich składowych, ale także preferencji klientów czy choćby sposobów płatności – wyjaśnia Marcin Marciniuk, Product & Support Manager Dotykačka.

Odczyty danych w zakresie wartości zamówień oraz cen poszczególnych grup produktów – nie tylko w dwóch pierwszych kwartałach bieżącego roku, ale także za cały rok 2021 – nie pozostawiają miejsca na wątpliwości. Wzrosty cen surowców oraz kosztów energii, transportu i zatrudnienia, w połączeniu z kilkunastoprocentową inflacją, odcisnęły swoje piętno również na cenach w menu.

Restauratorzy zaczęli zmieniać cenniki już od początku zeszłego roku. Na przełomie pierwszego i drugiego kwartału ceny napojów alkoholowych i bezalkoholowych oraz jedzenia wzrosły o ponad 5%, w połowie roku podwyżki sięgnęły ponad 10%, aby pod koniec roku dobić do nawet 15%. W pierwszym półroczu 2022 taka dynamika wzrostów utrzymała się, szczególnie w przypadku jedzenia, które podrożało aż o 20% w stosunku do cen sprzed roku. Trudno o to mieć pretensje do właścicieli biznesów gastronomicznych w sytuacji, gdy w tym samym okresie inflacja sięgnęła ponad 15%.

Wstępne prognozy wskazują, że w kolejnych kwartałach trend wzrostowy cen – podążających nie tylko za wysoką inflacją, ale także kolejnymi spodziewanymi wzrostami cen energii oraz rosnącymi kosztami kredytów i leasingów – może się niestety utrzymać, co dodatkowo może negatywnie wpłynąć na kondycję wielu biznesów.

Jaki hosting wybrać dla strony WWW? 5 wskazówek

Często mówi się, że jeśli nie ma Cię w Internecie, to Twoja firma nie istnieje, ale może lepiej byłoby powiedzieć, że jeśli nie masz dobrego hostingu, to Twoja firma będzie praktycznie niewidoczna. Transformacja cyfrowa jest konieczna, a do tego niezbędne są najlepsze narzędzia. Bez dobrego hostingu strona nie pojawi się na pierwszych pozycjach w wyszukiwarce Google, a więc nie będzie odwiedzana.

Ale nie tylko to – hosting zapewnia także szybkie ładowanie strony, co jest kluczowym czynnikiem wpływającym na wrażenia użytkownika. Dlatego przed dokonaniem wyboru hostingu dla witryny internetowej (np. z bazy firm hostingowych) należy przeanalizować i ocenić szereg czynników decydujących o sukcesie, lub porażce tego wyboru. Czynniki decydujące o wyborze hostingu:

1 . Wsparcie techniczne

Często pomijana pomoc techniczna jest podstawowym elementem podjęcia właściwej decyzji. Jeśli witryna przestaje działać w sobotę w południe, nie możemy czekać do poniedziałku, aby ją odzyskać, musimy to zrobić natychmiast.

Dlatego należy poszukiwać hostingu z serwisem technicznym dostępnym w języku polskim przez 24 godziny na dobę i 365 dni w roku. Czat internetowy, lub telefoniczna obsługa są w porządku, ale profesjonalny system zgłoszeń w panelu klienta jest zawsze lepszy. Wiele hostingów oferuje darmowy okres próbny, wypróbuj wtedy serwis techniczny, aby sprawdzić, jak działa. Zawsze warto porównać różne firmy, ich serwis techniczny i poszukać opinii na temat zadowolenia klientów.

  1. Dostępna przestrzeń

Inną kluczową kwestią jeśli chodzi o wybór dobrego hostingu, zwłaszcza jeśli jest to hosting współdzielony, jest wiedza, ile miejsca będziemy mieli do dyspozycji i czy jest ono dostosowane do wielkości naszego projektu oraz ruchu, jakiego się spodziewamy. Jeśli planujesz rozwijać swoją działalność, zawsze możesz zdecydować się na hosting z możliwością rozbudowy, który pozwala na dodanie miejsca zwiększenie parametrów technicznych w przyszłości, choć musisz znać opłatę za rozbudowę. Mimo to przy wyborze należy kierować się realizmem, unikając ofert oferujących nieograniczoną przestrzeń. Warto wiedzieć, że dyski twarde SSD są droższe, ale ich szybkość i wydajność rekompensują tę cenę.

  1. Szybkość ładowania witryny

Wspomnieliśmy już, że wrażenia użytkownika z odwiedzanej strony zależą po części od szybkości ładowania witryny, a to zależy od dostawcy hostingowego. Im wolniej ładuje się strona, tym wyższy jest wskaźnik porzuceń użytkowników, dlatego należy szukać hostingu, który korzysta z wydajnych serwerów i nie obciąża ich nadmiarem klientów, choć raczej nie będzie nas o tym informował. Pomocnym przy tym mogą okazać się recenzje, testy i rankingi hostingów w serwisach takich jak TOP Hosting.

Rozmiar witryny ma również wpływ na szybkość ładowania, dlatego oprócz korzystania z dobrego hostingu należy zoptymalizować obrazy i pliki w witrynie, aby nie zawierały one zbyt dużo MB.

  1. Poczta elektroniczna, domeny i subdomeny

Również w tym przypadku decydujące znaczenie ma wielkość projektu biznesowego. Liczba oferowanych kont e-mail, domen i subdomen zależy od hostingu. Posiadanie możliwości utworzenia subdomeny jest przydatne na przykład jeśli zamierzasz uruchomić stronę internetową powiązaną z główną witryną – np. sklep internetowy głównej witryny.

Wiele planów hostingowych jest ograniczonych do jednej domeny, więc będziesz potrzebował drugiego planu dla nowej domeny, ale dobrzy dostawcy pozwolą Ci stworzyć wiele stron internetowych i domen w ramach jednego planu.

  1. Bezpieczeństwo

Kolejną istotną kwestią przy wyborze hostingu jest oczywiście bezpieczeństwo. W tym zakresie należy wziąć pod uwagę wiele elementów, ale jeśli ograniczymy się do hostingu, to można wyróżnić trzy kluczowe aspekty, które powinien zawierać profesjonalny hosting stron internetowych:

  • Środki antyhakerskie, takie jak zapory sieciowe, które wykrywają osoby trzecie próbujące uzyskać dostęp do konta użytkownika;
  • Ochrona przed atakami DDoS, czyli próbami zniszczenia witryny polegającymi na ataku witryny prze boty internetowe, oraz
  • Automatyczne tworzenie kopii zapasowych, co dobra firma hostingowa będzie robić z częstotliwością co najmniej jednej kopii zapasowej dziennie, aby zminimalizować skutki ewentualnych problemów z witryną.

Źródła: hosting.edu.pl, wikipedia

Jak wybrać domenę internetową? 7 wskazówek

Każdy kto chce założyć stronę internetową, musi zadbać o kilka podstawowych kwestii w tym o domenę internetową. Pełni ona bardzo ważne kwestie. Przede wszystkim jest nazwą oraz adresem. Dzięki domenie można bardzo łatwo znaleźć daną stronę przy pomocy wyszukiwarki. Warto zapoznać się z najważniejszymi informacjami dotyczącymi domeny i jej wyboru.

Czym tak właściwie jest domena internetowa?

Domena internetowa to fundament każdej strony internetowej. Jest ona odpowiedzialna za przetłumaczenie adresu IP danego serwera na prostą i czytelną dla użytkowników nazwę. Najczęściej składa się ona z nazwy i danego rozszerzenia (np. pl.). Dzięki niej każdy użytkownik może z łatwością znaleźć stronę. Wystarczy tylko zapamiętać jej adres.

Wskazówka 1 – Rozszerzenia domen

Przede wszystkim warto zaznaczyć, że domeny mogą mieć różne rozszerzenia, czyli końcówki występujące po kropce. Wybór konkretnego typu może np. wskazywać na to, w jakim języku działa witryna lub jakiej tematyki czy obszaru dotyczy. Można spotkać się z rozszerzeniami takimi jak: domeny krajowe, polskie, regionalne, funkcjonalne, globalne, Europejskie, zagraniczne czy nTLD (rozszerzenia najwyższego szczebla).

Wskazówka 2 – Koszty

Wybór domeny wiążę się także z koniecznością poniesienia określonych kosztów. To ile taka usługa będzie kosztować w dużej mierze, jest zależne od rejestratora. To on posiada swój własny cennik uwzględniający opłatę wstępną oraz przedłużenie. Warto zaznaczyć, że bardzo często okazuje się, że zakup tanich domen wcale nie jest taki tani i wiąże się z koniecznością dopłacania wysokiej kwoty za przedłużenie. Dlatego przed skorzystaniem z jakiejkolwiek oferty warto dokładnie przemyśleć decyzję.

Na rynku są także dostępne darmowe domeny, jednak zwykle ich wybór wiąże się z wieloma dodatkowymi opłatami czy komplikacjami.

Wskazówka 3 – Zarabianie na domenach

Bardzo ważną kwestią jest to, że na domenach można zarabiać. Jeżeli jakaś nazwa cieszy się dużym uznaniem i renomą i jest bardzo chwytliwa to, może się okazać, że jest kolejka chętnych na jej odkupienie. Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że najdroższe domeny bywają sprzedawane nawet za sześciocyfrowe sumy.

Wybierają swoją domenę, warto zadbać o to, aby była jak najbardziej interesująca i chwytliwa, ponieważ może to bezpośrednio wpłynąć na jej przyszłość.

Wskazówka 4 – Gdzie kupić domeny?

Czasem lepszym rozwiązaniem jest zakupienie gotowej domeny. Takie działanie może być bardziej skuteczne i bezpośrednio wpłynąć na popularność oraz trafność wyszukiwania. Ciekawą możliwością jest też dzierżawa domen, czyli wynajmowania jej od administratora.

Przed podjęciem decyzji o zakupie czy dzierżawie, warto jednak się upewnić czy jest to na pewno opłacalne.

Wskazówka 5 – Rejestracja domeny

Wybierając domenę, należy także pamiętać o tym, że domena nie istnieje, dopóki nie zostanie zarejestrowana, czyli opłacona. Oznacza to, że nie liczy się to kto pierwszy, wymyśli daną nazwę, ale kto pierwszy za nią zapłaci. Dlatego nie należy zbyt długo zwlekać i się zastanawiać. Należy ją wykupić puki, nie została zajęta przez kogoś innego.

Wskazówka 6 – Zagrożenia dotyczące domen

Osoby, które chcą zarejestrować daną domenę, muszą się także liczyć z kilkoma zagrożeniami. Przede wszystkim bardzo często ma miejsce proceder, który polega na wybieraniu nazwa, które są bardzo zbliżone do istniejących już marek. Innym, szkodliwym działaniem jest zakładanie takich adresów, które są bardzo podobne do istniejących stron, a różnią się np. tylko literą. Osoba, postępująca w ten sposób ma nadzieję, że osoby zainteresowane zawartością strony zrobią jakąś literówkę i trafia do niej.

Należy wziąć to pod uwagę podczas zakładania własnej strony.

Wskazówka 7 – Operatorzy

Na koniec warto zaznaczyć, że domena i hosting mają ze sobą wiele wspólnego, jednak nie są ze sobą tak powiązanie, aby nie było możliwe ich podzielenie i wykupienie od różnych operatorów. Bez obawy można się zdecydować na takie rozwiązanie. Zawsze można przenieść swoją domenę na inny serwer i udoskonalić jej działanie.

Źródła: FAQ o domenach internetowych – hostingserwery.pl, 13 porad jak wybrać adres strony internetowej (domenę) – hostingonline.pl