Jakie konto dla działalności gospodarczej? Warunki, które trzeba sprawdzić

Prowadzenie działalności biznesowej w XXI wieku wymaga używania takich narzędzi jak na przykład konto bankowe. Dzięki rachunkowi w banku możliwe jest regulowanie zaciąganie zobowiązań oraz sprawne zarządzanie posiadanym kapitałem firmowym. Jednocześnie, odpowiedni wybór konta jest niezbędny. W poniższym tekście przedstawiono przykładowe aspekty, jakie warto przeanalizować podczas zakładania konta dla działalności gospodarczej.

Konto bankowe dla działalności gospodarczej – na jakie aspekty warto zwrócić uwagę?

Nie istnieje idealne konto bankowe, które spełni potrzeby każdego przedsiębiorcy. Zasadniczo, podczas wyboru tego typu produktów finansowych warto brać pod uwagę m.in. następujące aspekty:

  • opłaty i ukryte koszty,
  • możliwości w zakresie automatyzacji,
  • preferencyjne warunki w zakresie pozostałych produktów bankowych,
  • bankowość mobilna.

Same oferty najlepiej sprawdzić w rankingu kont bankowych dla firm na ZaradnyFinansowo.pl.

Opłaty i ukryte koszty

Aspekt kosztowy to jeden z czynników, na który najczęściej zwraca się uwagę podczas wyboru rachunku firmowegoKoszty mogą bowiem dotyczyć właściwie wszystkiego, w tym np. przelewów (krajowych i zagranicznych), wypłat w bankomatach, posiadania karty debetowej czy opłat z tytułu zobowiązań publicznoprawnych (tzn. z tytułu podatku dochodowego oraz składek ZUS).

Warto przy tym pamiętać, że częstą praktyką ze strony banków jest wprowadzanie bezpłatnych, ale warunkowych usług. Oznacza to, że darmowe są np. takie usługi jak:

  • wypłaty z bankomatów – do określonej liczby w miesiącu,
  • posiadanie karty debetowej – jeśli przedsiębiorca wykona miesięcznie transakcje ponad wskazany limit.

Ukryte koszty z tytułu opłat bankowych mogą okazać się dość wysokie. Przedsiębiorca przed wyborem konta powinien przeanalizować, czy spełnienie warunków będzie w jego przypadku proste.

Możliwości w zakresie automatyzacji

Jeśli chodzi o ten o aspekt, to zalicza się tu między innymi możliwość ustawienia stałych przelewów. Jest to użyteczne rozwiązanie w przypadku, gdy przedsiębiorca ponosi koszty w stałej wysokości wobec jednego lub kilku dostawców. Na szczęście, tego typu rozwiązanie jest oferowane przez większość instytucji bankowych, które działają w Polsce.

Preferencyjne warunki w zakresie pozostałych produktów bankowych

Współczesne banki to instytucje o uniwersalnym charakterze. Oferują one nie tylko tradycyjne usługi finansowe (pożyczki, konta, lokaty), ale także takie rozwiązania jak na przykład:

  • rachunek odnawialny,
  • faktoring,
  • leasing,
  • kredyt inwestycyjny,

Częstą praktyką jest oferowanie preferencyjnych warunków dla przedsiębiorców, którzy posiadają już rachunek w danym banku. Warto sprawdzić potencjalne korzyści jeszcze przed założeniem konta. Może się bowiem okazać, że nawet jeśli sam rachunek nie jest najlepszym rozwiązaniem na rynku, to właściciel biznesu otrzymuje atrakcyjne warunku zakresie leasingu czy finansowania należności (faktoringu).

Bankowość mobilna

Last but not least, ważnym aspektem jest również bankowość mobilna. Dostęp do konta za pośrednictwem smartfona czy tableta jest ważny w przypadku tych przedsiębiorców, którzy często odbywają podróże biznesowe czy uczestniczą w spotkaniach służbowych. Możliwość sprawdzenia stanu konta czy dokonania przelewu za pomocą kilku kliknięć w aplikacji mobilnej to znaczna wygoda podczas codziennego prowadzenia przedsiębiorstwa.

Nie musisz ograniczać się wyłącznie do jednego rachunku biznesowego

Warto pamiętać, że możliwe jest posiadanie – w ramach jednej działalności gospodarczej – kilku różnych rachunków bankowych. Obecne przepisy dotyczące prowadzenia firmy nie zabraniają takiego działania. Oznacza to, że możliwe jest np. otworzenie dwóch różnych rachunków bankowych, z których każdy cechuje się różnymi korzyściami.

Dlaczego odpowiedni wybór konta bankowego dla przedsiębiorstwa jest niezbędny?

Choć może wydawać się inaczej, to w rzeczywistości właściwy wybór w zakresie rachunku bankowego dla przedsiębiorstwa jest ważny. Jak już wiesz, dobre konto bankowe dla przedsiębiorstwa oznacza m.in. automatyzację najbardziej powtarzalnych czynności oraz usprawnienie czynności. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że właściwy wybór w tym zakresie oznacza realne wsparcie dla biznesu.

Transformacja cyfrowa szansą dla polskiego przemysłu. Musimy gonić Zachód

Z raportu firmy analitycznej PMR przeprowadzonej wśród polskich przedsiębiorców wynika, że polski przemysł jest zacofany, a wiele barier uniemożliwia jego rozwój, np. park maszynowy w polskich zakładach jest stary, brakuje systemów mogących go unowocześnić. Czy tak jest faktycznie i co mogłoby usprawnić digitalizację polskiego przemysłu? Jak wygląda skłonność do zmian podejścia firm przemysłowych, jeśli jest problem starego parku maszynowego i technologii i klienci odrzucają temat, to czy są w stanie przejść przez ten proces – czy to gra na być albo nie być? Czy starają się dogonić rynek, a nie jest to patrzenie na rzeczywiste potrzeby? Czy firmy przemysłowe w Polsce digitalizują się na zasadzie „krok po kroku” czy całościowo?

Na pytania odpowiada Szymon Bartkowiak, prezes TT PSC, globalnego dostawcy rozwiązań IT.

Podejście do procesu digitalizacji widać np. po wdrożeniach chmury w przedsiębiorstwach, gdzie często stosuje się podejście wdrożenia hybrydowego, gdzie łączy się chmurę publiczną i rozwiązania on-premise, czy chmurę prywatną w ramach jednej infrastruktury. Takie podejście pozwala firmom na testowanie rozwiązań i stopniowe się do nich przekonywanie oraz przyzwyczajanie, np. zaczynają od prac deweloperskich, następnie archiwizują dane, a w kolejnym kroku wdrażają chmurę w pełnym zakresie.

Dla rozwoju nowych technologii w rodzimych przedsiębiorstwach często barierą jest kwestia finansowa. Stąd często decyzja o fragmentarycznej cyfryzacji, a nie całościowej. Rośnie jednak świadomość firm, że jeśli nie uwzględnią digitalizacji w swoich strategiach rozwoju, to będzie malała ich pozycja rynkowa, a konkurencja ucieknie do przodu i może być za późno na odrabianie strat. Cyfryzacja to dziś kluczowy element rozwoju firm produkcyjnych. W Polsce muszą wzrosnąć w tym zakresie świadomość (po lekturze raportu PMR widać, że jest coraz większa) i budżety. Warto też pamiętać, że tylko kompleksowe podejście do cyfryzacji i mapa drogowa poszczególnych zintegrowanych etapów takiego procesu, zapewnią danej firmie osiągnięcie pełnych korzyści.

Jakie obecnie są trendy na rynku nowych technologii w zakresie zakładów przemysłowych w Polsce?

Wyraźnie widzimy wzrost zainteresowania firm w zakresie wdrożeń systemów PLM, adopcja chmury, rozwiązań analityki danych i sztucznej inteligencji (AI) oraz cyberbezpieczeństwa. Prym zdecydowanie wiodą usługi i rozwiązania chmurowe, które stają się coraz popularniejsze. Przedsiębiorstwa przekonują się do nich, widząc ich przewagi, m.in. skalowalność, mniejszy początkowy nakład kapitałowy, w porównaniu z tradycyjną serwerownią z pełną obsługą w ramach danego zakładu pracy.  Systemy chmurowe okazują się też bardziej bezpieczne i zapewniają zmniejszenie ryzyka utraty danych,  a także wspierają dalsze procesy cyfryzacyjne, które wykorzystują duże zbiory danych zbieranych z całego przedsiębiorstwa. Skoro mowa o danych, to warto zwrócić na nie szczególną uwagę. Firmy produkują ich coraz więcej, ale nie korzystają z nich w pełni. A mogłyby w prosty sposób zyskiwać dodatkową wartość, gdyby odpowiednio nimi zarządzały. To było widać zwłaszcza w pandemii, gdy pojawiły się zawirowania w łańcuchach dostaw. Możliwość dysponowania pełną informacją o stanach magazynowych i bieżący monitoring dostaw pozwoliłyby uniknąć zakłóceń w przyszłości.

W zakresie cyberbezpieczeństwa widzimy wzrost zainteresowania, np. testami, wdrożeniami odpowiednich systemów, audytami czy doradztwem, a także ciągłym proaktywnym monitorowaniem i dbaniem o maksymalny poziomu cyberbezpieczeństwa w firmie.

Z kolei wielki potencjał drzemie w technologii AR, która będzie mogła być zastosowana na szerszą skalę w przemyśle w zakresie wspierania prac montażowych, jak również tych związanych z uruchomieniem oraz utrzymaniem maszyn czy całych linii produkcyjnych. Wciąż jednak w Polsce świadomość w tym zakresie jest na początkowym etapie, choć co roku coraz więcej rodzimych firm może pochwalić się konsekwentnym wprowadzaniem zmian w tym zakresie.

Od wielu lat na rynku są też dostępne systemy PLM (Product Lifecycle Management), jednak do tej pory, z powodu swojej złożoności i kosztów, takie wdrożenia były odkładane w czasie. W tym momencie przy coraz większej różnorodność produkcji (i trendach, takich jak mass customization, dużej liczby wariantów produktów), takie systemy stają się koniecznością. Koszt także się zmniejsza, m.in. dzięki stosowaniu rozwiązania SaaS i możliwości skalowania systemu wraz ze zmianą liczby użytkowników, włączenia we wdrożenia większej liczby procesów czy danych. Dodatkowo systemy PLM wspierają procesy związane z „SUSTAINABILITY” i produkcją odpowiedzialną społecznie, m.in. sprawdzając, już na etapie inżynierskim, w jaki sposób dany produkt będzie oddziaływał na środowisko (czy jaki jest wpływ wytworzenia tego produktu).

Jak pandemia wpłynęła na przemysł, zwłaszcza w branży motoryzacyjnej i wdrażanie nowych rozwiązań; czy firmy raczej szukają oszczędności?

Jestem przekonany, że polskie przedsiębiorstwa po prostu nie mogą już pozwolić sobie na oszczędzanie na cyfryzacji jeżeli chcą konkurować na rynkach globalnych i utrzymać lub rozwinąć swoją pozycje. Widzimy wyraźny trend wśród naszych klientów, którzy chcą cyfryzować procesy, migrować do chmury, optymalizować koszty produkcji, procesy biznesowe i logistyczne. W tym pomagają im nowoczesne technologie, takie jak analityka danych i sztuczna inteligencja.

Pandemia COVID-19 przyczyniła się do popularyzacji także rozszerzonej rzeczywistości w polskim przemyśle, w tym motoryzacji. Firmy coraz częściej zaczęły przykładać wagę do tego, by zapewnić sobie bardziej skuteczną i efektywną współpracę, której towarzyszy strategia ochrony przed tego typu zdarzeniami w przyszłości. Pandemia powodowała przestoje produkcji z braku pracowników (choroby, kwarantanny), jak też duże problemy przy serwisowaniu produktów czy szkoleniu pracowników i partnerów. To przyczyniło się do wzrostu popularności technologii AR, której zastosowanie pozwoliło minimalizować wpływ tego typu zdarzeń, Teraz rozwiązania Assisted Reality czy Augmented Reality stają się powszechnie używanymi rozwiązaniami w branży motoryzacyjnej.

Pandemia spowodowała też wzrost zainteresowania aspektami cyberbezpieczeństwa w Polsce. Firmy przyspieszają procesy wdrożeniowe i poprawę infrastruktury bezpieczeństwa informatycznego, co przyczynia się do wdrażania nowoczesnych technologii w rodzimych firmach. Wzrost wydatków firm w zakresie cyberbezpieczeństwa wyraźnie był wzmocniony wpierw przez pandemię, która spowodowała że duży odsetek pracowników wykonywał swoje obowiązki zdalnie, a następnie przez wojnę na Ukrainie.  Punktowo dzieje się też tak po głośnych atakach hakerskich na znane firmy.

To, co jest dziś kluczowe, to nie tyle zainwestowanie w cyfryzację, ile mądre zainwestowanie. Chodzi o to, by wdrażać takie rozwiązania dla firm, które faktycznie przyniosą im wymierne efekty w postaci mniejszych kosztów, zdynamizowania procesów, wykorzystania w pełni zgromadzonych danych, które zmigrowane do chmury stają się kluczowym elementem przewagi konkurencyjnej firmy

Jak na te branże wpływa to, co dzieje się na rynku, zwłaszcza wysoka inflacja?

Wysoka inflacja powoduje zmiany w planach zakupowych w obszarze IT i to już widzimy u naszych klientów. Zarządy i dyrektorzy IT analizują portfolio projektów inwestycyjnych, w tym związanych z cyfryzacją. Po analizie wybierają projekty kluczowe. Te oczywiście są utrzymywane, natomiast projekty mniej strategiczne trafiają do „zamrażarki” i czekają na swoją kolej lub w ogóle znikną z agendy na kilka lat.

Inflacja ma wpływ oczywiście na zakupy sprzętu, oprogramowania czy koszty usług zewnętrznych, ale powoduje także, że coraz większy jest koszt zatrudniania do firmy ekspertów od cyfryzacji.

Z drugiej strony wydatki na rozwiązania IT mogą dać dodatkowy oręż zarządom, m.in. jeśli poprawią efektywność procesów, zwiększą automatyzacje czy polepszą tzw. customer engagement, czyli zwiększą lojalność klientów i umożliwią osiągnięcie większych zysków przez firmę, przez co zniwelują wpływ inflacji na dane przedsiębiorstwo.

W kontekście sankcji wprowadzonych na Rosję – czy widać zatrzymanie inwestycji w przemyśle czy przeciwnie – napędziły je?

Sytuacja geopolityczna oczywiście wpływa na nastroje inwestycyjne w przemyśle. Widać nadchodzące spowolnienie oraz rosnące koszty działania powiązane z kosztami energii czy gazu. Z drugiej strony firmy inwestują w rozwiązania związane z optymalizacją kosztów czy bardziej efektywnym zarządzaniem energią lub zdalnym, proaktywnym monitoringiem pracy fabryk czy poszczególnych elementów linii produkcyjnej.

Dodatkowo firmy, które zgromadziły środki, decydują się na większe inwestycje, czasami kluczowe dla ich przyszłości. Powodem jest brak sensu akumulowania środków przy utrzymującej się wysokiej inflacji.

Jak rysuje się perspektywa rozwoju branży przemysłowej w kontekście digitalizacji w najbliższej przyszłości i jak może wpłynąć na nią kryzys, o którym mówi się, że nastąpi – czy jako kraj zyskamy na skróceniu łańcuchów dostaw, szukaniu dostawców w bliższej okolicy?

Od digitalizacji nie ma odwrotu. Firmy wcześniej czy później będą musiały wejść na cyfrową ścieżkę, na stałe wpisując cyfryzację w swoje strategie, by móc być bardziej konkurencyjnymi na rynku i umacniać lub zwiększać pozycję rynkową.

Obawy o nadciągającą recesję powodują, że jednak zmieniają się trendy na rynku, czego przykładem jest chociażby zmniejszające się nieco zainteresowanie rozwiązaniami ukierunkowanymi na innowacyjny rozwój firm, a środki przekierowywane są na inwestycje związane z optymalizacją infrastruktury i kosztów. Widzimy m.in. dalej rosnącą rolę chmur obliczeniowych w firmach (dzięki czemu przedsiębiorstwa mogą skalować infrastrukturę i powiązane z tym koszty w zależności od potrzeb). Sądzę, że polski przemysł zyskuje na znaczeniu poprzez skrócenie łańcucha dostaw, przenoszenie produkcji z Ukrainy, Rosji czy też Azji (to jeszcze pokłosie pandemii), ale żeby w pełni wykorzystać szansę, musi „gonić” w zakresie automatyzacji (szybko rosnące koszty pracy rodzą bowiem pytania dlaczego utrzymywać produkcję w Polsce, a nie jeszcze bliżej centrali firm w Hiszpani, Włoszech, Francji czy Niemczech).

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego: Przepisy ustawy o PIT definiujące pojęcie działalności gospodarczej są konstytucyjne

Trybunał Konstytucyjny ogłosił 19 lipca wyrok w sprawie skargi konstytucyjnej dotyczącej nakładania obciążeń w podatku dochodowym od osób fizycznych na skutek niedookreślonej definicji ,,działalności gospodarczej”. Kanwą sprawy był casus właściciela gruntu, który podzielił go i sprzedawał jako odrębne działki. Nie zgodził się z praktyką skarbówki, która takie działanie klasyfikuje jako podlegający opodatkowaniu PIT profesjonalny obrót nieruchomościami.

In dubio pro tributario

O prowadzeniu działalności gospodarczej przesądzają obiektywne i zewnętrzne jej przejawy, a nie przekonanie podatnika. Każdorazowo przy podejmowaniu się takiej oceny, musi być respektowana reguła rozstrzygania wątpliwości co do treści przepisu prawa podatkowego na korzyść podatnika. Tak we wtorek 19 lipca 2022 r. orzekł Trybunał Konstytucyjny (sygn. akt SK 20/19). TK w swoim rozstrzygnięciu nie dopatrzył się niekonstytucyjności przepisów ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych definiujących działalność gospodarczą podlegającą temu podatkowi w związku z odpłatnym zbyciem nieruchomości. W uzasadnieniu Trybunał podkreślił jednak, że każdy przypadek musi być oceniany indywidualnie, przez pryzmat całokształtu okoliczności, w tym działań podjętych przez właściciela nieruchomości przed sprzedażą, do tego z uwzględnieniem zasady in dubio pro tributario

Konsekwencją wyroku jest przyzwolenie, by każdorazowo to organy skarbowe kwalifikowały czy rozporządzenie majątkiem przez właściciela jest działalnością gospodarczą, co wobec braku  przepisów normujących, kiedy mamy do czynienia ze zbywaniem prywatnych, a kiedy firmowych nieruchomości zrodzi liczne spory w sądach administracyjnych, a nawet TSUE.

Podział nieruchomości i sprzedaż w częściach

Skargę konstytucyjną wniósł podatnik będący od 2007 r. wyłącznym właścicielem nieruchomości, którą nabył w 1999 r. do majątku wspólnego razem z żoną jako gospodarstwo rolne. Od 2016 roku zaczął wydzielać i sprzedawać jej części. W tym czasie prowadził działalność rolniczą oraz działalność gospodarczą, trudniąc się dostawą wyrobów tartacznych.

Organy podatkowe uznały, że dzieląc grunt na mniejsze działki i systematycznie je zbywając właściciel prowadził niezgłoszoną profesjonalną działalność gospodarczą w zakresie sprzedaży nieruchomości. Dlatego też podlega obowiązkowi podatkowemu w podatku dochodowym od osób fizycznych z tytułu uzyskiwanych z tej działalności przychodów. Stanowisko skarbówki poprały sądy administracyjne, w tym NSA.

Zwykłe wykonywanie prawa własności

Właściciel nieruchomości wniósł skargę konstytucyjną zarzucając, że niejasne przepisy art. 5a pkt 6 w związku z art. 10 ust. 1 pkt 3 i pkt 8 lit. a ustawy o PIT doprowadziły do niedopuszczalnego zastosowania w jego sprawie przez organy i sądy wykładni rozszerzającej, i tym samym akceptacji obarczenia go opodatkowaniem z tytułu osiągania dochodów z działalności gospodarczej w obrocie swoimi nieruchomościami gruntowymi, podczas gdy podejmował on jedynie czynności mieszczące się w zakresie zwykłego wykonywania prawa własności. Zdaniem podatnika doszło do naruszenia art. 84 w związku z art. 217 w związku z art. 64 ust. 3 Konstytucji RP. Przepisy te gwarantują, że ciężary podatkowe mogą być nakładane na obywateli tylko w drodze ustawy (a nie wykładni rozszerzającej), tak jak i wyłącznie ustawą można ograniczyć własność, do tego wyłącznie w zakresie, w jakim nie narusza to istoty prawa własności.

Właściciel gruntu przywołał na poparcie swojego stanowiska szereg orzeczeń sądów administracyjnych, konstytuujących obowiązek jasnego i precyzyjnego formułowania przepisów, a ten w opinii podatnika został naruszony przez nieprecyzyjne uregulowanie pojęcia „działalności gospodarczej” w art. 5a pkt 6 ustawy o PIT. Niejednoznaczna definicja pozwala organom skarbowym rozciągać obowiązek podatkowy, naruszając konstytucyjną zasadę równości, traktując odmiennie inne podmioty w podobnych sytuacjach.

Przepisy nie są sprzeczne z Konstytucją, ale każdy przypadek podatnika należy rozpatrywać indywidualnie

Trybunał Konstytucyjny uznał, że do pozbawienia mocy obowiązującej danej regulacji prawa z powodu jej niejasności powinno dochodzić w ostateczności, a taka sytuacja w tej sprawie nie występuje. Powstające wątpliwości interpretacyjne mogą zostać rozwiane w procesie wykładni prawa. Zgodnie z dotychczasowym dorobkiem orzecznictwa, pod pojęciem działalności gospodarczej należy rozumieć działalność zarobkową, wykonywaną w sposób zorganizowany i ciągły, we własnym imieniu, na własny lub cudzy rachunek. Decydujące znaczenie dla uznania, że w danym przypadku działania podatnika wypełniają jej znamiona, mają okoliczności w jakich zostały podjęte. Rozstrzygają więc obiektywne i zewnętrzne przejawy działalności, a nie przekonanie podatnika. TK podkreśli jednak, że każdy przypadek trzeba rozpoznawać indywidualnie, oceniając całokształt okoliczności towarzyszących działalności podatnika.

Podsumowanie

Konsekwencją wyroku jest przyzwolenie, by w każdym pojedynczym przypadku to organy skarbowe kwalifikowały czy rozporządzenie majątkiem przez właściciela jest działalność gospodarczą. Podatnikom pozostaje więc sądowa walka o ochronę mienia. W wyroku z 18 grudnia 2019 r., sygn. akt I SA/Gl 798/19, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach stanął po stronie podatnika przywołując orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE, w których stwierdził, że jeśli sprzedaż nieruchomości następuje w ramach zarządu majątkiem prywatnym, to nie można jej uznać za podlegającą opodatkowaniu VAT (wyrok w sprawach połączonych C-180/10 i C-181/10 z 15 września 2011 r.). Zwykłe wykonywanie prawa własności nie może być samo z siebie uznawane za prowadzenie działalności gospodarczej, a sama liczba i zakres transakcji nie może o tym decydować. Przesądzać nie może również sam fakt podziału jednej działki na kilka (sprawa C-155/94 z 20 czerwca 1996 r.).

Pozostawienie organom podatkowym dowolności w uznawaniu, kiedy rozporządzanie prywatnym majątkiem, także należącym do wspólności majątkowej małżeńskiej, stanowi działalność gospodarczą będzie rodzić wiele sporów, trafiających przed sądy administracyjne, a może nawet i TSUE. Przyjęcie założenia, że zarządzanie prywatnym majątkiem i jego zbycie stanowi niezgłoszoną działalność gospodarcza będzie wpływać nie tylko na rozliczenia co do podatku dochodowego od osób fizycznych, ale również VAT oraz obowiązków wobec ZUS zbywcy, czy zbywców nieruchomości – w przypadku małżonków.

W konsekwencji może to doprowadzić do sytuacji, w której nie da się na etapie planowania sprzedaży prywatnych nieruchomości oszacować rodzaju i wysokości opodatkowania, np. PCC czy VAT, co przełoży się na trudności w określaniu ceny przedmiotu sprzedaży oraz przy tworzeniu projektów umów, przez co podniesie się też ryzyko nie tylko dla stron transakcji, ale i notariuszy spisujących tego rodzaju akty. Niezbędna wydaje się więc pilna inicjatywa ustawodawcza, która doprowadzi do przyjęcia jasnych przepisów normujących, kiedy mamy do czynienia ze zbywaniem prywatnych, a kiedy firmowych nieruchomości.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Dolar droższy niż euro

Zmiana sentymentu na rynku powoduje, że inwestorzy jeszcze przychylniej patrzą na dolara niż na euro. Dane z Unii Europejskiej tylko potwierdzają ostatnie zachowanie walut.

Sprzedaż detaliczna lepsza niż produkcja

Sprzedaż detaliczna rośnie w Polsce o 18,4%. Jest to spory kontrast względem słabych danych z produkcji przemysłowej. Jest jednak wyraźna różnica pomiędzy niepewnością u przedsiębiorców, którzy boją się tego co będzie, a także mają bardzo wysokie koszty finansowania, a optymizmem konsumentów. Tych z kolei wspierają kolejne programy socjalne, które w tym półroczu niesamowicie przyspieszyły. Niepłacenie 4 z 6 rat kredytów oraz dodatek węglowy tylko napędzają konsumpcję. Napędzają też inflację. W tle tych danych słabnie produkcja budowlano-montażowa. Tutaj problemem są stopy procentowe i ze zdolnością kredytową.

Euro tańsze niż dolar

Od kilku tygodni analitycy próbują się przyzwyczaić do faktu, że frank jest droższy od euro. Teraz doszedł do kompletu jeszcze dolar. Amerykańska waluta ma dobrą passę ostatnimi dniami. Fundamenty tego umocnienia nie są jednak zbyt silne. Wielu obserwatorów wskazuje na to, że mamy do czynienia z pewną rozgrywką. Brakuje miejsc, do których ten kapitał płynie. Z drugiej strony warto obserwować docelowy horyzont stóp procentowych w USA. Tam dzieje się ostatnio bardzo dużo. To również najprawdopodobniej dlatego kapitał nie płynie na rynek obligacji. Są one zbyt drogie, biorąc pod uwagę nadchodzące w kolejnych kwartałach wzrosty stóp procentowych. Jeżeli jednak sytuacja się utrzyma i rynki będą dalej spodziewać się wzrostów stóp dolar może na dłużej zadomowić się powyżej poziomu jednego euro.

PMI nie ratują euro

Słabość europejskiej waluty po części wynikała ze słabych oczekiwań względem rozwoju sytuacji gospodarczej. Dzisiejszy odczyt ze strefy euro jest mocno mieszany. Przemysłowy PMI wypadł co prawda o 0,7 pkt lepiej od oczekiwań. Z drugiej strony usługi okazały się o 0,3 pkt słabsze. Warto jednak pamiętać, że o ile faktycznie przemysłowy PMI jest ważniejszy, o tyle oba te wskaźniki spadają z miesiąca na miesiąc. Potwierdza to tylko słabszy obraz perspektyw, jaki ma przed sobą strefa euro. Z drugiej strony po tak słabych danych jest sporo przestrzeni na korektę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak istotnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Kluczowy czas dla dominacji Apple? Jest ku temu potencjał

Kurs akcji Apple od początku roku zachowywał się lepiej na tle amerykańskich indeksów oraz konkurencji w postaci gigantów Doliny Krzemowej Amazonu, Microsoftu, Alphabetu czy Meta Platforms. Od czasu prezentacji solidnych wyników za drugi kwartał roku kurs spółki szybuje w górę, a popyt nie zwalnia tempa w obliczu prezentacji nowych produktów, które mogą okazać się sprzedażowymi hitami.

Co istotne najlepsze kwartały firma może mieć dopiero przed sobą, ponieważ to okres świąteczny zwykle wiązał się dla niej ze skokowym wzrostem przychodów. Fani nowych technologii z zapartym tchem czekają na prezentację modelu nowego iPhone’a 14 oraz zestawu rzeczywistości wirtualnej.

IPhone – król jest jeden?

Smartfony z serii iPhone to flagowe urządzenia Apple, które w 2021 roku wygenerowały ponad połowę całkowitych przychodów spółki. 7 września Apple zaprezentuje nowy model, iPhone 14. To oczywiście nie wszystko w okresie pracowitej dla firmy jesieni, Apple zamierza zaprezentować iPady, nowy model Mac oraz trzy modele Apple Watch. Firma nie sygnalizowała w ostatnim raporcie, że spodziewa się spadku popytu choć fakty są nieubłagane – Apple zaprezentuje model w niepewnym środowisku makro. Jednocześnie amerykańska gospodarka ma się wyraźnie dobrze, mocny rynek pracy i rosnące płace powinny wskazywać na solidną sprzedaż… przynajmniej w Stanach Zjednoczonych. Nowe iPhone’y’ mają pojawić się w sklepach 16 września, już 9 dni po premierze, co potwierdza, że łańcuchy dostaw prawdopodobnie uległy poprawie. Dokładna godzina tradycyjnie dostępnej do obejrzenia on-line prezentacji nie jest jeszcze znana.

Podstawowe wizualne modyfikacje, które obejmą iPhone 14 Pro to eliminacja wycięcia na przednią kamerę (notch) małym otworem na czujniki Face ID i dziurką na kamerę co powinno dać więcej miejsca na ekranie smartfona. Wersja Pro otrzyma też szybszy chip, wersje standardowe zachowają A15 z poprzedniej 13 odsłony modelu. Apple wyeliminuje wersję mini i pierwszy raz doda 6,7 calową przekątną do standardowych modeli smartfona. Nowy model zostanie wyposażony w 48 megapikselowy, szerokokątny aparat. Firma poinformowała też, że skoncentruje się na wydłużeniu czasu pracy i żywotności baterii.

Wirtualna rzeczywistość wraca do łask

Jednym z urządzeń na które od wielu miesięcy czeka rynek jest zestaw VR od Apple, wykonany w technologii passthrough, która ze względu na wysoką efektywność i łatwość skalowania zdaniem wielu ekspertów ma szansę tymczasowo zdominować rynek zestawów wirtualnej i mieszanej rzeczywistości AR/VR. Jeśli tzw. mieszana rzeczywistość (MR) w technologii passthrough okaże się działać zgodnie z planem, zestawy VR mogą przejąć rolę zestawów  AR, i oferować cyfrowe nakładki na rzeczywisty świat co zwiększy możliwość budowy aplikacji i praktycznego wykorzystania w realnym świecie.

Zestawy budowane przez spółki BigTech w końcu stoją przed szansą epokowej modernizacji rynku komputerów osobistych, które mogłyby ewoluować w wygodne “headsety” nakładane na głowę. Warto wspomnieć, że popyt i zainteresowanie technologią wirtualnej rzeczywistości potężnie rosło w latach 90-tych, jednak zostało “powstrzymane” przez hossę internetową, gdy wiele technologicznych firm zmieniło obrało nowy kurs rozwoju i zaczęło podłączać się do internetu by badać możliwości biznesowe jakie daje nowy rynek. Dziś technologia VR wraca na salony z zupełnie nowym technologicznym zapleczem. Największym wyzwaniem wciąż pozostaje rozdzielczość, która według CounterPoint Research musi być nawet 6-krotnie gęstsza (3550 PPI) od ekranów smartfonów by “zatopić” użytkowników w wirtualnej rzeczywistości.

Głównym konkurentem w technologii VR dla Apple jest oczywiście Meta Platforms, która wydaje rekordowe sumy liczone w miliardach dolarów na technologię i badania w dziedzinie Metaverse (cyfrowych światów). Spółka weszła na rynek z produktami VR z serii Oculus Quest 2, które w 2021 roku stanowiły 78% rynku zestawów VR. Dodatkowo, firma Marka Zuckerberga zamierza zaprezentować nowy, udoskonalony i niemal dwukrotnie droższy (minimum 800 USD) od Oculusa zestaw Cambria. Apple podejmuje rękawicę i być może już w ostatnim kwartale roku zaprezentuje konkurencyjny dla Mety zestaw. Wciąż nie jest jasne czy Apple zdąży z premierą przed okresem świątecznym, prezentacja może zostać przesunięta na początek przyszłego roku. Prognozowana cena urządzenia wyniesie… 3000 USD. Produkcją zestawów VR zajmują się obecnie również niszowe spółki jak HTC czy fińskie Vario. Prawdopodobnie jednak rynek zostanie zdominowany przez dysponujących dziesiątkami miliardów dolarów gigantów z Doliny Krzemowej. Czy Apple zwycięży walkę o rynek VR? Firma nie zamknie się na rynku podręcznych urządzeń i między 2023 a 2025 rokiem zamierza… zbudować elektryczny samochód.

Pokaz siły

Apple pokazało, że dobrze radzi sobie w czasie spowolnienia gospodarczego, rekordowej inflacji i potrafi zminimalizować ryzyka płynące z problemów w łańcuchach dostaw i wąskich gardeł. Popyt na produkty firmy pozostaje wysoki, a wśród ich pierwszych odbiorców dominują zamożniejsi klienci, którzy niechętnie rezygnują z konsumpcyjnych wydatków i zostają z firmą na dłużej. W świetle tych informacji możemy spodziewać się, że Apple wciąż odbierane będzie przez inwestorów jako “safe haven” na rynku nowych technologii, co zdecydowanie może sprzyjać wycenie firmy, również w obliczu rynkowej zmienności i spadku sentymentu do ryzyka.Apple

Wykres akcji Apple (AAPL.US), interwał D1. Popyt uaktywnił się po spadku kursu giełdowego poniżej 200 sesyjnej średniej kroczącej, która pozostaje jednym z kluczowych wyznaczników w określaniu trendów. Cena wymazała niemal całkowicie spadki od początku roku i wraca do trendu wzrostowego. Po drodze napotkała jednak na kluczowy opór w okolicach 176 USD, który znajduje się blisko dwóch szczytów z lutego i listopada 2021 roku. Rekordowo wysoki w historii spółki wskaźnik ceny do wartości księgowej (P/B ratio) sięgnął ponad 47 punktów, jednak nie przeszkodził we wzrostach, co potwierdza rosnącą rolę Apple na rynku nowych technologii i wysoką wartość marki. Wskaźnik ceny do zysku (P/E ratio) utrzymuje się na relatywnie zdrowym poziomie 28 punktów przy prawie 69 punktach Amazonu, 31 dla Microsoftu oraz indeksowej średniej 25 punktów dla spółek z indeksu NASDAQ. Oznacza to, że oczekiwania wobec przyszłych zysków spółki wciąż nie są nadmiernie rozdmuchane na tle innych największych technologicznych, amerykańskich co może okazać się korzystne dla dalszego wzrostu jej wyceny. Źródło: xStation5

Autor: Eryk Szmyd, analityk XTB

W Polsce przybywa condohoteli i apartamentów wypoczynkowych

Pandemia nie wyhamowała popytu i podaży w sektorze condohoteli i apartamentów wypoczynkowych. Według prognoz raportu „Rynek hoteli i condohoteli w Polsce”, przygotowanego przez Emmerson Evaluation, do 2024 r. podaż apartamentów inwestycyjnych wzrośnie o 27,5% na Warmii i Mazurach, o 20% w pasie górskim, o 14% w pasie nadmorskim oraz o 12% w największych aglomeracjach. Coraz rzadziej jednak kupujący będą spotykali się z gwarancją stopy zwrotu, których obietnica w ostatnich latach tak przyciągała inwestorów do tego rynku.

Swoją popularność w pandemii wśród inwestorów rynek condohoteli i apartamentów wypoczynkowych zawdzięcza dwóm kluczowym czynnikom. Po pierwsze, sektor oferował łatwiejszą możliwość pozyskania kapitału przez przedsiębiorców bezpośrednio z wpłat potencjalnych nabywców. Po drugie, inwestorzy szukali alternatywy do lokowania swoich oszczędności, w obliczu niskich zysków z lokat bankowych. Uciekali przed rosnącą inflacją, a tego typu projekty reklamowano wysokimi stopami zwrotu.

Morze najmocniej przyciąga inwestycje

W swoim raporcie Emmerson Evalaution wyróżnił cztery główne rynki dla sektora condo i apartamentów wypoczynkowych: pas nadmorski, pas górski, Warmia i Mazury, największe aglomeracje. W I połowie 2022 r. podaż lokali w tych lokalizacjach ma osiągnąć poziom prawie 18,5 tys. nad Bałtykiem, 12,5 tys. w górach, niemal 1 tys. na pojezierzu i ponad 8,7 tys. w metropoliach.

Dominującym rejonem pod względem podaży był obszar pasma nadmorskiego. Najwięcej inwestycji powstało w Kołobrzegu i Rogowie. Drugim najbardziej rozwijającym się regionem jest południe Polski, w tym wakacyjne obszary górskie. Jeżeli chodzi o największe aglomeracje, to nowe obiekty zostały uruchomione w Warszawie, Gdańsku i Gdyni – wskazuje Dariusz Książak, prezes Emmerson Evaluation.

Podaż rośnie

Nowych lokali condo i wypoczynkowych ma się pojawić w Polsce jeszcze więcej, wskazują analitycy firmy. Prognozowany przyrost nowej podaży apartamentów inwestycyjnych do 2024 r. w relacji do podaży na koniec I półrocza 2022 r. dla największego nadmorskiego rynku wyniesie ok. 14%. Największy wzrost oferty zanotuje pojezierze – podaż ma zwiększyć się o 27,5%. Tak duży skok jest jednak efektem niskiej bazy. Warmia i Mazury są najmniej zagospodarowanym do tej pory rynkiem. Jednak nie tylko woda przyciąga sektor condo i apartamentów wypoczynkowych. Do 2024 oferta w górach zwiększy się o 1/5. 12% przyrost podaży zanotują natomiast analizowane w raporcie najważniejsze dla sektora duże ośrodki miejskie.

Podaż nowych projektów i tych będących w planach jest bardzo duża. Zebrane przez nas dane wyraźnie wskazują na kontynuację trendu wzrostowego w tym sektorze rynku. Historia pokazuje jednak, że obiekty tego typu w wielu przypadkach nie mogły osiągać przychodów jakie były obiecywane w prospektach i umowach, co spotkało się z dużym rozczarowaniem nabywców. Inwestycja w sektor condohoteli i apartamentów wypoczynkowych to też spory wydatek. Ich ceny potrafią być wyższe nawet niż w zagranicznych kurortach turystycznych – zaznacza Dariusz Książak.

Eksperci Emmerson Evaluation zaznaczają jednak, że w obliczu spadku zdolności finansowych potencjalnych nabywców i wysokich cen lokali condohotelowych czy wypoczynkowych, popyt na inwestycje w tym sektorze ulegnie ochłodzeniu. Tym bardziej, że deweloperzy coraz rzadziej gwarantują wysokie stopy zwrotu z inwestycji w umowach, jak to miało miejsce dotychczas. Coraz częściej bowiem w praktyce okazywały się one dla klientów nieosiągalne.

W Polsce przybywa condohoteli i apartamentów wypoczynkowych

Wypalone zespoły ds. bezpieczeństwa walczą z atakami o podłożu geopolitycznym i ruchami wewnątrzsieciowymi

VMware opublikował 8. coroczny Global Incident Response Threat Report. Przeanalizowano wyzwania stojące przed zespołami bezpieczeństwa w obliczu pandemii, wypalenia zawodowego i cyberataków motywowanych geopolitycznie — a te, według 65% specjalistów, nasiliły się od czasu inwazji Rosji na Ukrainę. Co więcej, dane z raportu rzucają również światło na pojawiające się zagrożenia, takie jak deepfake, ataki na interfejsy API. Cyberprzestępcy biorą na celownik także tych, którzy reagują na incydenty. 

  • Aby uniknąć kontroli bezpieczeństwa, cyberprzestępcy wykorzystują deepfake podczas przeprowadzania ataków — powiedział Rick McElroy, główny strateg ds. cyberbezpieczeństwa w VMware. Dwóch na trzech uczestników naszego raportu zaobserwowało wykorzystanie złośliwych deepfake’ów przy okazji ataku, co stanowi wzrost o 13% w stosunku do ubiegłego roku. Główną metodą dostarczania jest poczta elektroniczna. Złoczyńcy nie wykorzystują już syntetycznych materiałów audiowizualnych wyłącznie w operacjach wywierania wpływu czy kampaniach dezinformacyjnych. Dziś ich nowym celem jest wykorzystanie tej technologii do kompromitacji organizacji i uzyskania dostępu do ich środowiska. 

Pozostałe wnioski z raportu to: 

  • Wypalenie zawodowe wśród specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa dalej jest poważnym problemem. 47% reagujących na incydenty stwierdziło, że doświadczyło przepalenia lub ekstremalnego stresu w ciągu ostatnich 12 miesięcy, co oznacza niewielki spadek w porównaniu z ubiegłorocznym 51%. Spośród tej grupy 69% (65% w 2021 r.) respondentów rozważało z tego powodu odejście z pracy. Organizacje dokładają jednak starań, aby temu zaradzić — ponad 2/3 ankietowanych stwierdziło, że ich miejsca pracy wdrożyły programy well-beingowe przeciwdziałające wypaleniu zawodowemu. 
  • Twórcy oprogramowania ransomware stosują strategie cyberwymuszeń. Popularność ataków ransomware, wspieranych przez grupy e-przestępcze współpracujące w dark webie, wciąż nie słabnie. 57% respondentów miało styczność z takim zagrożeniem w ciągu ostatnich 12 miesięcy. 2/3 ankietowanych zetknęło się z programami partnerskimi lub partnerstwami między grupami ransomware. Co więcej, najsilniejsze organizacje cyberprzestępcze nadal stosują techniki podwójnego wymuszania, aukcje danych i szantaż. 
  • Interfejsy API to nowy punkt końcowy, stanowiący kolejną płaszczyznę dla napastników. W związku z rosnącym obciążeniem środowiska i aplikacji, obecnie około 23% ataków naraża na szwank bezpieczeństwo API. Do najważniejszych typów zagrożeń należą: narażenie danych (42%), ataki typu SQL i API injection (odpowiednio 37% i 34%) oraz DDoS (33%).   
  • Ruch boczny to nowe środowisko walki. Ruch boczny zaobserwowano w 25% wszystkich ataków, przy czym cyberprzestępcy wykorzystali do penetracji sieci wszystko: od hostów skryptów (49%) i magazynów plików (46%) po PowerShell (45%), platformy komunikacji biznesowej (41%) i .NET (39%). Analiza telemetrii w ramach VMware Contexa wykazała, że tylko w kwietniu i maju 2022 r. prawie połowa włamań zawierała element ruchu bocznego. 

 

  • Aby obronić ciągle rosnącą powierzchnię ataku, zespoły ds. bezpieczeństwa potrzebują właściwego poziomu widoczności w ramach obciążeń, urządzeń, użytkowników i sieci. To umożliwi wykrywanie, ochronę i reagowanie na cyberzagrożenia — stwierdził Chad Skipper, globalny technolog ds. bezpieczeństwa w VMware. Gdy decyzje są podejmowane w oparciu o niepełne i niedokładne dane, hamuje to zdolność do wdrażania granularnej strategii bezpieczeństwa. Wtedy wysiłki w zakresie wykrywania i powstrzymywania bocznego przemieszczania ataków są utrudnione ze względu na ograniczony kontekst systemów. 

 

Niezależnie od zawirowań na rynku i rosnących zagrożeń opisanych w raporcie, specjaliści ds. bezpieczeństwa podejmują walkę – 87% z nich twierdzi, że jest w stanie zakłócić działania cyberprzestępców czasami (50%) lub bardzo często (37%). Wykorzystują w tym celu również nowe techniki. Trzy czwarte respondentów twierdzi, że obecnie wdraża wirtualne patchowanie jako mechanizm awaryjny. W każdym przypadku im większą widoczność mają defensorzy na coraz szerszej powierzchni ataku, tym lepiej będą przygotowani do stawienia czoła niebezpieczeństwu. 

Metodologia 

VMware przeprowadziło w czerwcu 2022 r. ankietę online dotyczącą trendów w zakresie reagowania na incydenty, w której wzięło udział 125 specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa i reagowania na incydenty z całego świata. Procenty w niektórych pytaniach przekraczają 100 procent, ponieważ respondenci zostali poproszeni o zaznaczenie wszystkich odpowiedzi, które mają zastosowanie. Ze względu na zaokrąglenia, wartości procentowe we wszystkich pytaniach mogą nie sumować się do 100 procent. Aby przeczytać zeszłoroczny raport, odwiedź stronę Global Incident Response Threat Report: Manipulating Reality. 

Kiedy UE powinna wprowadzić embargo na rosyjskie węglowodory?

Czy rządowi wolno słuchać w 100% i bez zastrzeżeń oczekiwań społecznych? Czy rząd państwa takiego jak Austria, Niemcy czy Holandia zastanawia się, by natychmiast zerwać z dostawami węglowodorów, energetyki oraz zakończyć handel z Rosją? Zasadniczo wiadomo, że do tego dojść musi – ale czy natychmiast? Większość krajów europejskich poszła ścieżką kunktatorstwa. Obiecywała swoim społeczeństwom szybką zmianę nastawienia i odcięcie się od Rosjan. Nawoływała, przygotowywała społeczeństwa do poniesienia pewnych wyrzeczeń związanych z takim ruchem, ale nie wprowadzała jednostronnie embarga na import węglowodorów czy węgla z Rosji. Tymczasem Polska wprowadziła embargo na import węgla z Rosji. Błędne było myślenie, że Polsce wystarczy węgla bez dostaw z Rosji. W innych krajach europejskich po prostu zajęto się zapełnianiem magazynów, składów. Nawet przy ewentualnym użyciu dostaw ze Wschodu, z Rosji – jednak przede wszystkim po to, by przygotować się do wprowadzenia embarga mając pełne magazyny i zdolności do funkcjonowania społeczeństwa.

– Te postawy, które widzimy obecnie w polityce państw Europy Zachodniej sprawiają wrażenie głębokiego przemodelowania umowy społecznej, jaka jest zawarta w każdym z tych państw. Wydaje się, że społeczeństwa są nieco odważniejsze w swoich oczekiwaniach i zmienia się nastawienie wobec agresora, którym jest Vladimir Putin. Obywatele chcą, by rządy były odważniejsze w proponowaniu i realizacji odseparowania się od Rosji – energetycznego, gospodarczego, biznesowego i politycznego – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Cydejko, publicysta ekonomiczny. – Jest to niezwykle ważny i ciekawy bardzo proces, bo jest także świadectwem tego, jak szybko wolne media i swoboda dostępu do informacji potrafią zmienić nastawienie społeczne – które przecież jeszcze niedawno, jeszcze parę lat temu, zdawało się sprzyjać uzależnieniu państw od tanich surowców, którymi Rosja kusiła obywateli Unii Europejskiej. Obecnie mamy do czynienia z odwróceniem tego trendu. To społeczeństwa są odważniejsze w formułowaniu swoich oczekiwań politycznych. Z tego powodu też wydaje się, że rządy podążą tą ścieżką i będą w coraz większym stopniu odcinać się od Vladimira Putina. W dobrze skomunikowanym układzie władza-społeczeństwo możliwa jest wspólna decyzja o tym, by koszty decyzji politycznej zaakceptować i je ponieść. Z pewnością nie będzie rozruchów w Holandii czy w Niemczech z powodu zerwania stosunków energetycznych z Rosją. Tego typu polityka – przy wolnych mediach i dobrym przepływie informacji – będzie akceptowana społecznie i sądzę, że społeczeństwa zdecydują się ponieść cenę związaną ze zmianą kosztów bezpieczeństwa energetycznego – wyjaśnia Cydejko.

Minimalny podatek CIT ma niewielki wpływ na dochody budżetowe

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) apeluje, aby w ramach obecnie procedowanej nowelizacji ustawy o CIT odejść od wadliwej koncepcji minimalnego podatku dochodowego, która tworzy więcej problemów niż rozwiązuje. Wpływ uchylenia tych przepisów na dochody podatkowe budżetu państwa byłby znikomy i łatwy do zrekompensowania przez bardziej efektywne instrumenty. Jakość i przejrzystość polskiego prawa podatkowego zdecydowanie zyskałaby na likwidacji minimalnego CIT.

Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów dotyczących szacunkowego wykonania budżetu państwa za pierwsze 7 miesięcy bieżącego roku, wpływy z tytułu CIT wzrosły w stosunku do analogicznego okresu 2021 r. aż o 14,6 mld zł, czyli 47,2%. W dyskursie publicznym pojawiła się teza, iż tak znaczący wzrost dochodów budżetowych związanych z opodatkowaniem osób prawnych jest zasługą wprowadzonego w ramach Polskiego Ładu tzw. minimalnego podatku dochodowego. Nie jest to jednak prawdą z bardzo prostej przyczyny – minimalny CIT jest płacony dopiero po zakończeniu roku podatkowego, co oznacza, że do tej pory żadne wpływy podatkowe nie zostały wygenerowane z tytułu tej daniny.

„Przyczyn wzrostu dochodów z CIT należy szukać przede wszystkim nie w nowych rozwiązaniach legislacyjnych, lecz otoczeniu ekonomicznym przedsiębiorstw. Z uwagi na gwałtowny wzrost cen energii oraz jej nośników, spółki z sektora wydobywczo-energetycznego zaczęły bowiem notować znacząco lepsze wyniki finansowe. Jak wynika z danych GUS, tylko w I kw. 2022 r. zysk netto przedsiębiorstw górniczych wzrósł o 257% r/r, a firm wytwarzających i zaopatrujących w energię elektryczną, gaz i ciepło – o 56% r/r. W ujęciu wartościowym, tylko te dwie gałęzie odpowiadają za połowę całkowitego przyrostu wyniku finansowego sektora przedsiębiorstw w Polsce w pierwszych trzech miesiącach roku. W naturalny sposób przekłada się to na równie nagły wzrost odprowadzanego podatku dochodowego. Dalszy wzrost wpływów podatkowych do budżetu państwa, w tym CIT, jest możliwy przede wszystkim dzięki stabilnym i przewidywalnym regulacjom prawa podatkowego oraz dynamicznemu rozwojowi polskiej gospodarki, w tym sektora przedsiębiorstw. Minimalny podatek dochodowy nie wpisuje się natomiast w standardy dobrej legislacji. Mimo wprowadzanych sektorowych wyłączeń, danina ta w dalszym ciągu będzie obciążać firmy, które nie stosują praktyk agresywnej optymalizacji podatkowej, lecz z przyczyn czysto gospodarczych osiągają niski poziom wskaźnika rentowności. Konstrukcja podatku minimalnego liczonego od obrotu przedsiębiorstwa stanowi również fundamentalne zaprzeczenie samej idei podatku dochodowego, zgodnie z którą podatkiem powinny być obciążane firmy wypracowujące zysk, a nie ponoszące straty, gdyż to tylko powoduje pogłębienie ich problemów finansowych, narażając przedsiębiorstwa na upadłość, a tworzone przez nie miejsca pracy na likwidację” – podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Od 2022 r. zmiany w uprawnieniach Inspekcji Transportu Drogowego

W 2022 roku wiele się zmieniło w przeprowadzaniu kontroli drogowych zarówno w prawie krajowym, jak i międzynarodowym. Pakiet mobilności wpłynął na funkcjonowanie Inspekcji Transportu Drogowego, co dało możliwość nakładania bardziej dotkliwych kar na kierowców i przewoźników. W niektórych sytuacjach służby kontrolne mogą wyłączyć kierowcę z wykonywania zawodu nawet na kilka miesięcy za manipulacje przy tachografach.  Co jeszcze może kontrolować Inspekcja Transportu Drogowego, a w którym miejscu kończy się zakres jej uprawień? W jaki sposób nowe przepisy wpływają na polską branżę TSL i co trzeba zrobić, żeby uniknąć wysokich kar? Na wszystkie pytania odpowiada Jakub Ordon, regionalny ekspert, Grupa Inelo.

Kontrola ITD – kierowcy pod lupą?

Na początku bieżącego roku, przyjęto nową ustawę, pozwalającą inspektorom Transportu Drogowego wykluczyć kierowców z wykonywania zawodu na wiele miesięcy, jeśli mają oni na sumieniu manipulacje związane z czasem pracy. Podobna sytuacja może spotkać kierowców, którzy w ogóle nie rejestrowali swojej aktywności za pomocą tachografów.

 Inspektorzy transportu w początkowej fazie istnienia przepisu z uwagi na niedoskonałości legislacyjne pozbawieni byli możliwości zatrzymywania uprawnień kierowcom, dopuszczającym się manipulacji, niemniej jednak w dość szybki sposób rozwiązano te niedociągnięcie komentuje Jakub Ordon, regionalny ekspert, Grupa Inelo.

Jak podkreśla ekspert Grupy Inelo, bardzo łatwo jest się narazić na karę. Za przejazd pojazdem ciężarowym czy autobusem po drodze publicznej, bez włożonej karty do tachografu, niezależnie od długości trwania tego zdarzenia, kierowca otrzyma karę w wysokości nie mniejszej niż 2000 zł. Na dodatkową decyzję o nałożeniu kary może liczyć również przewoźnik w wysokości nie niższej niż 5000 zł oraz osoba zarządzająca transportem. Wydaje się, że najbardziej dotkliwą karą dla kierowcy będzie stanowił nowy obowiązek zatrzymania na okres trzech miesięcy uprawnień do prowadzenia wszystkich pojazdów, figurujących w prawo jeździe. Zgodnie z obowiązującymi przepisami możliwe jest również przedłużenie tej decyzji o kolejne pół roku w sytuacji, gdy kierowca ponownie zostanie „złapany” przez służby kontrolne na prowadzeniu jakiegokolwiek pojazdu, nie wykluczając osobówki prowadzonej do celów prywatnych.

W praktyce nieuczciwi kierowcy mogą zostać wykluczeni z zawodu nawet na 9 miesięcy. Przepisy w obecnym kształcie faktycznie spełniają swoją prewencyjną rolę, a w rozmowach z kierowcami zawodowym nie sposób odnieść wrażenie, że polskie prawo na w tym zakresie „dogoniło” Europę. Oczywiście przepis nie został przyjęty przez kierowców z entuzjazmem, lecz nie należy zapominać o celowości wprowadzenia tego rozwiązania, ponieważ ma ono służyć zwiększeniu zachowania bezpieczeństwa w ruchu drogowym oraz walce z nieuczciwą konkurencją w transporcie dodaje Jakub Ordon, regionalny ekspert, Grupa Inelo.

Busy na cenzurowanym

Do nowych uprawnień, które znacznie poszerzają zakres działania ITD. należy możliwość kontrolowania samochodów poniżej 3,5 tony w związku z koniecznością posiadania licencji na przewozy międzynarodowe.

Wcześniej przedsiębiorstwa posługujące się w transporcie pojazdami lekkimi, nie wymagały posiadania specjalnych zezwoleń na prowadzenie działalności, stąd firmy te nie były w kręgu zainteresowań inspektorów transportu drogowego. Inspektorzy ograniczali się do kontroli przepisów ruchu drogowego oraz tonażu  komentuje Jakub Ordon, regionalny ekspert, Grupa Inelo i dodaje, że licencja wspólnotowa na transport wiąże się z koniecznością spełnienia nieznanych dotychczas firmom busiarskim obowiązków.  Transport do 3,5 tony powoli przeżywa pewnego rodzaju rewolucję, ponieważ przedsiębiorcy będą musieli sprostać min. karom administracyjnym, które w nowym porządku prawnym stawiają ich firmy na równi z transportem ciężkim. Przykładowo przekroczenie dopuszczalnej masy całkowitej o zaledwie  „kilogram” ponad dopuszczalną masę całkowitą busa, to kara w wysokości 500 zł. W przypadku wyjścia poza 750 kg dmc przewoźnik zapłaci  2000 zł. Warto zaznaczyć, że jest to zauważalna zmiana w zakresie wzmocnienia działania służb, ponieważ rok wcześniej nienormatywność busów wiązała się jedynie z odpowiedzialnością kierowcy.

Ograniczenia inspektorów za granicą

Pakiet mobilności wprowadził również pewne ograniczenia związane z funkcjonowaniem krajowych służb kontrolnych. Z unijnych przepisów wynika, że możliwości nakładania kar przez polskie służby kontrolne zostały ograniczone w pewnym zakresie i okolicznościach. Dotyczy to głównie incydentów związanych z manipulacją urządzeniami rejestrującymi czas pracy i aktywność kierowców, zaistniałych poza granicami naszego państwa. To wyjątkowa sytuacja, która jest pewnego rodzaju niedoskonałością unijnego systemu prawnego, ale nie powoduje ona paraliżu działań służb kontrolnych, ponieważ spektrum działania inspekcji transportu drogowego jest o wiele szersze.

Te „niedopatrzenie” formalno-prawne wymaga nowelizacji unijnych przepisów, oczywistym jest bowiem fakt konieczność istnienia przepisów, które dają możliwość wykrywania manipulacji i fałszerstw w zakresie czasu pracy kierowców zawodowych na jednolitym poziomie w całej wspólnocie. Obecnie w większości przypadków inspektorzy skupiają się na sprawdzaniu kierowców w systemie bieżących naruszeń, co oznacza, że manipulacja czy fałszerstwo może być wykryte na „gorącym uczynku” – komentuje Jakub Ordon z Grupy Inelo i dodaje, że w sporadycznych sytuacjach inspektorzy zagłębiali się w historyczne zapisy istniejące w tachografach, by dowodzić, w czasie kontroli drogowej,  istnienia manipulacji wykonanej przykładowo 3 tygodnie przed kontrolą na terenie Francji czy Niemiec.

Jak przygotować się do kontroli?

Ostatnie kilka miesięcy stało pod znakiem zmian w prawie międzynarodowym, co związane było z koniecznością dostosowania prawa krajowego do zapisów, wpływających na kontrole zarówno drogowe, jak i te przeprowadzane w siedzibach przedsiębiorstw. O ile kontrole na trasie wymagają od kierowcy min. udostępnienia inspektorom danych z karty i  tachografu oraz podstawowej dokumentacji, te stacjonarne są o wiele dokładniejsze. Polegają między innymi na analizie porównawczej wszystkich danych z tachografów i kart kierowców, jakimi dysponuje przedsiębiorstwo w konfrontacji z danymi pochodzącymi np. z dokumentacji przewozowej z okresu do roku wstecz od dnia podjęcia kontroli przedsiębiorstwa.

Przewoźnicy muszą sprostać również nowym wymogom odnoszącym się do okazywania pełniej ewidencji czasu pracy zatrudnianych kierowców oraz dokumentacji opracowanej przez pracowników w oparciu o art. 12 rozporządzenia 561/2006 , również w zakresie powrotów kierowców trwających do 12 godzin jazdy, do bazy/domu,  na odpoczynek tygodniowy zaznacza Jakub Ordon  – oczywiście, jakie dokumenty będą konkretnie interesowały ITD zostanie przedstawione w zawiadomieniu, które otrzymamy listownie, ok. tygodnia do dwóch przed kontrolą dodaje ekspert.

Unfold.vc inwestuje w AgronetPRO

  • AgronetPRO to polski startup działający w segmencie agrotechnologii. Dzięki zautomatyzowanemu systemowi wspierającemu zarządzanie polami, umożliwia producentom owoców i warzyw bieżące monitorowanie stanu upraw oraz reagowanie na zagrożenia związane z przymrozkami, suszami, szkodnikami czy chorobami.
  • Startup opracował technologię opartą na aplikacji komunikującej się z urządzeniami IoT (internet rzeczy). Na rozwój zintegrowanego systemu, a także wzrost sprzedaży otrzyma łącznie ponad 1 mln PLN od wrocławskiego funduszu vc, który dołączył do grona inwestorów. Agrotechowa spółka szykuje się też na ekspansję zagraniczną.
  • W portfelu Unfold.vc (d. Venture INC) oprócz AgronetPRO znajdują się też m.in.: Brand24, Infermedica, Timecamp, Intelliseq, Pixel Perfect Dude, Exit Plan Games, neurocare group czy GibLib.

Wrocław, 23.08.2022 – AgronetPRO – twórca oraz dostawca aplikacji i czujników wspierających rolników i sadowników w zarządzaniu polami – rozwija się od 2020 roku. To ponad dwa lata temu polski sadownik Kamil Koc, oraz eksperci w dziedzinie oprogramowania oraz tworzenia i wdrażania technologii – Sander de Vries i Dmitry Kolesnikov – postanowili połączyć siły. Rozpoczęli prace nad automatycznym systemem umożliwiającym monitorowanie stanu upraw, integrując stacje pogodowe i modułowe czujniki polowe z autorską aplikacją. Chcieli, by użytkownicy w czasie rzeczywistym otrzymywali informacje mogące zapobiec skutkom m.in. ekstremalnych zjawisk atmosferycznych. O tym, że na rynku brakuje takiego rozwiązania przekonał się już wcześniej Kamil Koc, jeden z founderów startupu. Lokalny przymrozek w jedną noc zniszczył bowiem większą część jego plonów, powodując straty na setki tysięcy złotych.

Dziś, wykorzystująca dane z urządzeń aplikacja AgronetPRO w trybie 24/7 ostrzega użytkowników przed nadchodzącymi przymrozkami, suszą, szkodnikami, a także szczegółowo monitoruje warunki – m.in. stan etylenu, O2, CO2 – w magazynach. System pozwala kontrolować uprawy na dużych obszarach, a czujniki wysyłają dane na urządzenia mobilne nawet co dwie minuty. W startup już uwierzyli m.in. zagraniczni inwestorzy. To francuska Grupa Albatros, do której należą RIMpro czy Tellusia, ale i prywatny inwestor Stefan Sikora – znany w branży za wkład w rozwój zrównoważonego rolnictwa. Łącznie ponad 1 mln PLN na rozwój spółki wyłoży ponadto wrocławski fundusz venture capital Unfold.vc, poszerzając tym samym swój portfel inwestycyjny o sektor AgriTech.

– AgronetPRO, tworzący inteligentny system zarządzania uprawami, w nieco ponad rok objął swoim zasięgiem sady należące do ponad 100 sadowników pozwalając na bieżąco monitorować łącznie około 300 000 ha ziemi. Innowacyjne, skalowalne rozwiązanie spółki szybko zdobywa uznanie, bo odpowiada na potrzeby producentów owoców i warzyw. Zarządzanie uprawami m.in. wobec wymogów klimatycznych obarczone jest bowiem coraz większym ryzykiem. To stwarza rosnącą niszę dla AgronetPRO z sukcesem rozwijającego technologie mające zautomatyzować kontrolowanie upraw, w tym zużycia wody oraz nawozów. Zdecydowaliśmy się zainwestować w spółkę również dlatego, że stoją za nią doświadczeni przedsiębiorcy, doskonale znający swój rynek – podkreśla Rafał Sobczak, managing partner w funduszu Unfold.vc.

AgronetPRO opiera się na technologii LoRaWAN (rozwiązanie dedykowane IoT), bezprzewodowo łączącej urządzenia z internetem i zarządzającej komunikacją pomiędzy czujnikami a systemem informatycznym. Aplikacja informuje użytkowników o wszelkich zmianach wymagających ich uwagi. Prezentuje też szczegółowe analizy i predykcje oparte o dane historyczne. Przedstawiciele spółki podkreślają, że produkt bardzo szybko przyjął się wśród sadowników będących początkowo głównymi klientami firmy. Czujniki AgronetPRO są na tyle wszechstronne, że wykorzystuje się je również w uprawach owoców miękkich (maliny, borówki, truskawki) oraz uprawach tunelowych (np. pomidory, ogórki, papryka).

Bazując na znajomości branży i problemów, z którymi muszą radzić sobie rolnicy w zarządzaniu gospodarstwem, szybko pozyskujemy kolejnych klientów oraz partnerów. Zaczynaliśmy w 2020 r. z dwoma czujnikami w sadzie Kamila. Dziś na polach w całej Polsce jest ich już ponad 300. W ofercie mamy 8 czujników o 13 różnych parametrach, kolejne czekają na realizację mówi Sander de Vries, współzałożyciel i prezes AgronetPRO, który przez ponad 10 lat był konsultantem ds. oprogramowania dla firm polskich i zagranicznych działających m.in. obszarze VR czy IoT.

Rozwiązanie AgronetPRO jest modułowe. Każde urządzenie można zainstalować oddzielnie i w zależności od potrzeb, zmieniać jego miejsce. Kupując więcej niż jedno urządzenie, można skompletować modułową stację meteo dostosowaną do własnych potrzeb. A dzięki temu, podejmować trafne decyzje, optymalizujące koszty  dodaje Kamil Koc, współzałożyciel startupu.

W planie rozwój produktu i ekspansja zagraniczna

Agrotechowy startup chce postawić kolejny krok w kierunku wspomagania efektywności upraw wykorzystując kompleksowe rozwiązania technologiczne. Pozyskane finansowanie przeznaczy więc na rozwój inteligentnego systemu do zarządzania gospodarstwem rolnym. W ramach nowej wersji oprogramowania, możliwe będzie nie tylko rejestrowanie prognozy pogody, aktualnych warunków atmosferycznych czy jakości gleby, ale także monitorowanie całego gospodarstwa. To wszystko dzięki rozwiązaniom chmurowym, przy minimalnym wkładzie użytkowników. Oprócz prac deweloperskich, AgonetPRO ma plan, by rozwijać się nie tylko na rynku lokalnym, ale i poza granicami kraju. Już w 2023 roku produkty spółki dostępne będą bowiem we Francji, otwierając nowy rozdział w rozwoju firmy.

Rolnictwo 4.0 po polsku

Polski rynek AgriTech nie jest jeszcze tak rozwinięty jak ten globalny, ale projekty pokroju AgronetPRO wpisują się w dynamicznie zmieniający się obraz branży również w naszym kraju, i co ważne, w myśl przewodnią polityki unijnej na rzecz zrównoważonej gospodarki. Europejski Zielony Ład zakłada dla sektora rolnego m.in. ograniczenie stosowania chemicznych pestycydów do 50% czy używania nawozów o 20%. Poprawienie efektywności używanej agrochemii wpłynie na zmniejszenie ilości wykorzystywanych środków – do czego dąży agrotechowy AgronetPRO.

Zagrożenie szkodnikami i chorobami rośnie z roku na rok, a z drugiej strony wymagania unijne dotyczące jakości upraw zaostrzają się. Dzięki temu, że wykorzystujemy m.in. zaawansowane modele chorobowe, możemy przewidzieć, czy plony są zagrożone i wskazać właściwe działanie prewencyjne. Co istotne, dużo mniej agrochemii stosuje się w celu zapobiegania chorobie, niż w sytuacji gdy trzeba ją już zwalczać– tłumaczy Sander de Vries.

Jak przyznaje Rafał Sobczak z Unfold.vc, w naszym kraju pomysłów na innowacyjne projekty dla branży rolniczej nie brakuje.

Dostęp w czasie rzeczywistym do informacji o wilgotności gleby, analiza historycznych plonów, mniejsze zużycie wody dzięki zainstalowanym czujnikom i precyzyjniejszym prognozom pogody — to tylko niektóre rozwiązania rozwijane przez Polaków, a jednocześnie korzyści płynące z inteligentnego rolnictwa. Cyfryzacja tego sektora to kierunek, dzięki któremu możliwe będzie podniesienie wydajności upraw, ochrona zasobów czy w końcu polepszenie jakości żywności. Postęp technologiczny w rolnictwie jest najbardziej widoczny właśnie w Europie. Dla spółki to szansa, by wykorzystać ten trend. Widzimy w AgronetPRO obiecujący potencjał rozwoju i wzrostu  – podsumowuje Rafał Sobczak.

Według zeszłorocznego raportu „Technologie w rolnictwie” Fundacji Startup Poland, w 2020 roku w startupy z branży rolno-spożywczej na całym świecie zainwestowano blisko 30 mld USD.

Jak długo EUR/USD będzie poniżej parytetu?

EUR/USD jest cały czas poniżej parytetu. Został nawet przełamany dołek z 14 lipca na 0,9953. Dziś zostaną opublikowane wskaźniki PMI z Europy oraz z USA. Rynek będzie bacznie obserwował te publikacje, gdyż mają one charakter wyprzedzający i mogą dać wskazówkę w jakim kierunku zmierzają gospodarki.

Europejskie wskaźniki prawdopodobnie pokażą słabe wyniki, gorsze od tych sprzed miesiąca. Z uwagi na wysokie ceny energii, presję płacową, niedobory materiałów i problemy w łańcuchu dostaw, brak wykwalifikowanej siły roboczej oraz słabnącą gospodarkę światową, firmy zmagają się z wieloma przeciwnościami. W ostatnich dniach obawy o recesję na Starym Kontynencie wyraźnie wzrosły. To wszystko zasługa ostatnich doniesień z Gazpromu, który to oznajmił, że planuje wstrzymanie prac Nord Stream 1 w okresie 31 sierpnia do 2 września. Wczoraj ceny gazu na holenderskiej giełdzie „wystrzeliły” do poziomu 287 euro za MWh i nadal utrzymuje się na wysokim poziomie. Popyt na surowiec w Europie nadal jest wysoki pomimo ustalonych ograniczeń.

Jeśli dzisiejsze PMI pokażą spadki, wówczas wzmocnią się obawy o recesję co może wywołać dodatkową presję na euro. Wówczas para EUR/USD na dłużej może pozostać poniżej psychologicznej bariery.

Czy może dojść do odbicia na EUR/USD jak miało to miejsce w połowie lipca? Problemy Europy szybko nie miną. To pewne. Zatem ciężko będzie znaleźć konkretne wsparcie dla wspólnej waluty. Odbicie mogłoby nastąpić gdyby mocno wykupiony dolar zaczął tracić a długie pozycje w USD byłyby redukowane. Rynek po części liczy na zwrot w polityce monetarnej Fed-u podczas najbliższego sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole. Inwestorzy pamiętają, że podczas tego wydarzenia poprzedni bankierzy centralni zapowiadali istotne ruchy. W 2015 roku Bernanke – ówczesny prezes Fed – zasygnalizował drugą rundę łagodzenia polityki pieniężnej. Wówczas na rynkach pojawił się optymizm. Historia oczywiście nie musi się powtórzyć. Ostatnie umocnienie USD świadczy o tym, że jednak rynek zaczyna coraz mniej liczyć na złagodzenie tempa zacieśniania przez Rezerwę Federalną. Wypowiedzi przedstawicieli banku centralnego, które pojawiły się w minionym tygodniu, zdecydowanie osłabiły te nadzieje. To jest widoczne na wykresie. Osłabienie USD – i tym samym odreagowanie głównej pary walutowej – mogłoby być możliwe, gdyby z wypowiedzi Powella wynikało, że jednak we wrześniu bardziej prawdopodobna będzie zmiana kosztu pieniądza o 50 bps. Jeśli jednak gdzieś między wierszami Powell wskaże poziom 75 bps, wówczas dolar pozostanie mocny. Wiemy jednak, że prezes Fed jest dużym dyplomatą i prawdopodobnie będzie starał się dać jak najmniej wskazówek, zostawiając sobie duże pole manewru.

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Profil Zaufany w podpisywaniu umów

Jak podpisać umowę między dwoma firmami w Internecie i od razu zweryfikować tożsamość stron? Korzystając z e-podpisu z Profilem Zaufanym – to nowość na rynku.

Dwie firmy podpisują umowę o współpracy, sprzedaży czy ugodę. Jak taki dokument skutecznie podpisać online? Można z wykorzystaniem podpisu kwalifikowanego. Obecnie w Polsce korzystają z niego jednak duże firmy, księgowi i prawnicy – w sumie tylko 200 tysięcy Polaków. Coraz więcej firm korzysta za to z niekwalifikowanych e-podpisów. Pozwalają one na zdalne zawieranie umów w tzw. formie dokumentowej. Co do zasady, umowy zawarte w ten sposób są przez prawo traktowane tak samo, jak umowy podpisane własnoręcznie. Problemem jest jednak weryfikacja tożsamości stron. Jak zrobić to sprawnie, bez wychodzenia z domu czy firmy? – radzi notariusz Paweł Orłowski, Prezes Ultima RATIO. Pierwszego Elektronicznego Sądu Polubownego przy Stowarzyszeniu Notariuszy Rzeczypospolitej Polskiej w Warszawie.

Przy podpisywaniu umów między dwoma kontrahentami bardzo często zdarza się sytuacja, że umowa zostaje podpisana fizycznie, a przedstawiciele firm wysyłają między sobą skany dokumentów. Oryginały są potem dostarczane pocztą lub na kolejnym biznesowym spotkaniu. Jednak taka praktyka jest stosowana raczej w przypadkach, gdy obie strony już się znają i współpracowały ze sobą. Gorzej jest w sytuacjach, gdy umowę zawierają podmioty, które nigdy wcześniej nie miały ze sobą kontaktu. Pojawia się wówczas ryzyko oszustw poprzez podanie przez drugą stronę nieprawdziwych danych. W Internecie w dalszym ciągu ludzie są w dużej mierze anonimowi. Oczywiście można skorzystać z tak zwanego kwalifikowanego podpisu elektronicznego. W praktyce jest on jednak mało przydatny. Posiadają go księgowi, prawnicy i inni profesjonaliści. Przeciętny Kowalski nie widzi potrzeby, aby osobiście udawać się do specjalnej firmy, aby go wyrobić.

Kwestię tę rozwiązuje e-podpis wprowadzony właśnie przez Ultima RATIO. Dzięki przyłączeniu systemu IT sądu do Węzła Krajowego, przed podpisaniem umowy strony muszą potwierdzić swoje dane przez Profil Zaufany. Nie ma więc potrzeby żmudnej wideo-weryfikacji, przelewów weryfikacyjnych albo badania danych osobowych przez pracowników w terenie.

Profil Zaufany posiada w Polsce prawie 15 milionów obywateli. Teraz mogą oni wykorzystać go, by potwierdzić swoje dane przy zawieraniu takich umów, jak umowy: pożyczki, sprzedaży, zlecenia, o dzieło, współpracy, ubezpieczenia, agencyjnej, o roboty budowlane, kontraktu menadżerskiego, o pracę, ugody a wkrótce umowy leasingu. Wszystkie te umowy można podpisać w naszym systemie. Prawo nie wymaga, aby były one podpisywane własnoręcznie albo z użyciem kwalifikowanego podpisu elektronicznego. W umowach podpisywanych naszym e-podpisem strony nie muszą zawierać klauzul arbitrażowych na Ultima RATIO. Chcemy je jednak do tego zachęcać. Wkrótce możliwe będzie dodanie do każdej takiej umowy pieczęci z zapisem arbitrażowym. W Ultima RATIO. strony prowadzą bowiem sprawy przez Internet. Dowody przedstawiane tą drogą dość łatwo jest jednak podważyć. Kiedy tak się dzieje, opinie grafologiczne znacznie przedłużają czas i podnoszą koszty postępowań. Natomiast dokumenty podpisywane naszym e-podpisem posiadają kwalifikowane pieczęci elektroniczne oraz kwalifikowane znaczniki czasu. Są też przez nasz system automatycznie sprawdzane. Dlatego firmy, które prezentują je w sprawach arbitrażowych, mogą liczyć na jeszcze szybsze postępowania. Dokumentów takich nie da się bowiem ani podrobić, ani przerobić.” mówi notariusz Paweł Orłowski, Prezes Ultima RATIO. Pierwszego Elektronicznego Sądu Polubownego przy Stowarzyszeniu Notariuszy Rzeczypospolitej Polskiej w Warszawie.

Firmy, które wdrożyły nowy e-podpis, zwracają uwagę na prostotę tego rozwiązania.

„Nasza firma zajmuje się finansowaniem produktów i usług w formie subskrypcji. Zawieramy co miesiąc setki umów B2B w całej Polsce, np. na wynajem komputerów czy usług księgowych. Teraz proces ten stał się prostszy i bardziej bezpieczny. Klient otrzymuje wiadomość mail z linkiem do umowy. Aby ją podpisać, musi zalogować się do Profilu Zaufanego. Później podpisanie umowy ogranicza się do jednego kliknięcia. Klient nie musi zakładać konta ani zostawiać swoich danych. Pomimo, że nie było to wymagane, zdecydowaliśmy się także wprowadzić do umów zapisy na Ultima RATIO. Dzięki temu zarówno my, jak i nasi klienci, mają do dyspozycji szybką i prostą ścieżkę załatwienia ewentualnych problemów, które mogą się pojawić po podpisaniu umowy. Decydującą rolę odegrała też wygoda i niskie koszty a także fakt, że korzystamy z ich e-podpisu”. mówi Sebastian Kuk, członek Zarządu WeSub.

Nowi uprawnieni do otrzymania świadczenia pogrzebowego i inne udogodnienia

Nowi uprawnieni do otrzymania świadczenia pogrzebowego i kolejne uproszczenia procedury pochówkowej.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych poszerzy krąg uprawnionych do otrzymania świadczenia pogrzebowego – o niespokrewnionych ze zmarłą osobą. ZUS popiera też zwolnienie z obowiązku umieszczania na fakturach i rachunkach informacji o zapłaceniu gotówką – wynika z korespondencji, jaką otrzymała od tej instytucji Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP). Polska Izba Branży Pogrzebowej od ponad 5 lat należy do FPP i jako reprezentacja tej organizacji uczestniczy w pracach i konsultacjach, których celem jest stałe polepszanie warunków do działania sektora funeralnego oraz jego klientów.

ZUS daje „zielone światło” w kwestii zrównania obcych zmarłej osobie i najbliższej rodziny do wypłaty świadczenia pogrzebowego.

– To niezmiernie ważna kwestia, która dotąd powodowała liczne perturbacje. Dotyczyły one sytuacji, gdy czynnościami pogrzebowymi chciały zajmować się faktycznie bliskie zmarłemu osoby, pozostające jednak bez stosunku pokrewieństwa z nim. Ograniczało to tym samym dostęp do należnego po osobie zmarłej świadczenia, pomimo np. jej ostatniej woli, aby organizacją pochówku zajęli się jej przyjaciele lub sąsiedzi – uważa Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej, która należy do Federacji Przedsiębiorców Polskich.

W korespondencji do Federacji, ZUS pisze: – Po analizie wniosków od świadczeniobiorców oraz wystąpień środowiska zakładów pogrzebowych, (ZUS) podjął w czerwcu br. decyzję o ujednoliceniu zasad występowania z wnioskiem o zasiłek pogrzebowy poprzez dopuszczenie możliwości składania wniosku o zasiłek pogrzebowy wraz z dokumentami za pośrednictwem zakładu pogrzebowego, na podstawie pisemnego upoważnienia udzielonego przez wnioskodawcę zarówno, gdy z wnioskiem o to świadczenie występuje członek rodziny zmarłego, jak i osoba niespokrewniona ze zmarłym.

Zakład wyjaśnia też: – Oznacza to, że w przypadku złożenia za pośrednictwem zakładu pogrzebowego wniosku o zasiłek pogrzebowy wraz z dokumentami, na podstawie upoważnienia wnioskodawcy, ZUS przekaże zasiłek pogrzebowy na konto bankowe zakładu pogrzebowego, który zrealizował usługę pogrzebową niezależnie od tego, czy wnioskodawca jest członkiem rodziny zmarłego czy nie – przeczytać można w piśmie do Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Jedno z kolejnych pytań skierowanych do ZUS dotyczyło odejścia od obowiązku umieszczania na rachunkach i fakturach za usługi pogrzebowe napisu „zapłacono gotówką”. – Z punktu widzenia uprawnień do zasiłku pogrzebowego nie ma potrzeby, aby na rachunkach była zamieszczana adnotacja o dokonaniu zapłaty za usługę – oświadcza ZUS. Zdaniem autorów korespondencji, śmierć osoby co do zasady jest zdarzeniem nagłym, nieprzewidywalnym, natomiast jej pochówek odbywa się w krótkim czasie od zgonu. – W tej sytuacji powszechnie spotykaną jest praktyka, że zakłady pogrzebowe kredytują wykonywane przez siebie usługi, za które oczekują zapłaty w późniejszym terminie. Zapłata ta następuje po otrzymaniu zasiłku z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych – informuje w piśmie do Federacji Przedsiębiorców Polskich Zakład Ubezpieczeń Społecznych.

Jak wskazuje Polska Izba Branży Pogrzebowej, wiadomym jest, że rodziny osób zmarłych liczą w szczególności na wypłatę zasiłku, a ta zaś mogła nastąpić tylko w przypadku umieszczeniu na fakturze takiej adnotacji.

– Powodowało to liczne niedogodności i ryzyko braku zapłaty przez rodzinę kosztów pogrzebu – przypomina Robert Czyżak.

Polska Izba Branży Pogrzebowej wraz z Federacja Przedsiębiorców Polskich zwróci-ły się do ZUS z pytaniami dotyczącymi min. zasad wypłaty zasiłków pogrzebowych, zrównania osób obcych i najbliższej rodziny jako wnioskodawców o wypłatę należnego świadczenia po zmarłym, likwidacji na fakturach zapisu „zapłacono gotówką” z racji kredytowania przez firmy pogrzebowe kosztów pogrzebu do czasu wypłaty świadczenia ZUS, a także zwiększenia kwoty zasiłku pogrzebowego.

– Chodzi tutaj o podniesienie wysokości zasiłku pogrzebowego do kwoty 5 tys. zł od przyszłego roku. Choć byłoby to zaledwie 1 tysiąc złotych, to trzeba tutaj zwrócić szczególną uwagę na rosnące cały czas składki płacone przez pracodawców, które w naszej ocenie powinny pozwolić podnieść kwotę zasiłku minimum dwa razy – zaznacza Robert Czyżak.

Kierowana przez niego Polska Izba Branży Pogrzebowej ma nadzieję, że kwestia ta zostanie także wkrótce zrealizowana. W odpowiedzi na dotyczące jej pytanie, ZUS wskazuje, że załatwienie jej leży w gestii Ministerstwa Rozwoju i Polityki Społecznej (MRPiS). – W odpowiedzi na interpelację nr 33957 (IX kadencja) wskazano, że obecnie w MRiPS trwają szczegółowe analizy, dotyczące możliwości zmiany wysokości zasiłku pogrzebowego, tak by jego wysokość uwzględniała z jednej strony ponoszone koszty pogrzebu, z drugiej zaś możliwości finansowe FUS i budżetu państwa. Natomiast szacunki ZUS wskazują, że podniesienie kwoty zasiłku pogrzebowego do 4500 zł zwiększyłoby wydatki FUS w 2023 r. o 202,1 mln zł; a z kolei do 5000 zł – o 404,2 mln zł – tłumaczy w piśmie do FPP Zakład Ubezpieczeń Społecznych.

Federacja Przedsiębiorców Polskich wraz Polską Izbą Branży Pogrzebowej reprezentuje m.in. przed stroną rządową interesy całego sektora funeralnego, i to niezależnie, czy dany podmiot należy do Izby, czy też nie. Obecne działania Federacji i należącej do niej Izby koncentrują się na usprawnieniu wszelkich czynności związanych z organizacja pochówków, tak aby jak najbardziej uprościć dotychczasowe procedury, poczynając m.in. od elektronicznej karty zgonu poprzez jego akt zgonu, kończąc na elektronicznym złożeniu wniosku o wypłatę świadczenia z ZUS.

94% ataków ransomware obejmuje próby zniszczenia kopii zapasowych

Niemal wszystkie ataki (94%) wykorzystujące oprogramowanie ransomware obejmują próby zniszczenia kopii zapasowych firmy – wynika z Ransomware Trends Report 2022 firmy Veeam. W 7 na 10 przypadków przestępcom udaje się to przynajmniej częściowo. Aż 76% firm przyznaje, że zapłaciły okup. Jednak co czwarte przedsiębiorstwo mimo spełnienia żądań przestępców nie było w stanie odzyskać zasobów.

Niszczenie backupu kluczowe dla udanego ataku

Mimo rosnącej świadomości dotyczącej ransomware i coraz większej czujności zespołów IT, złośliwe oprogramowanie wciąż najczęściej przedostaje się do firmowych systemów przez błędy użytkowników: phishing, złośliwe linki lub zainfekowane strony internetowe – potwierdziło to 46% badanych firm z regionu EMEA. Wielu zdarzeń można więc uniknąć.

W niemal wszystkich przypadkach atakujący za cel obierali repozytoria kopii zapasowych, aby zwiększyć presję i uniemożliwić ofierze odzyskanie danych bez zapłacenia okupu. Jak wskazuje raport, w 30% przypadków przestępcom udało się uszkodzić znaczącą większość lub wszystkie repozytoria kopii zapasowej, a 38% ofiar przyznało, że część ich repozytoriów została bezpowrotnie utracona. Przeszło jedna czwarta prób przestępców zakończyła się niepowodzeniem. Jedynie 6% ataków nie było wymierzonych w repozytoria backupu ofiary.

Pozbawienie firmy możliwości odzyskania danych jest częstą taktyką przestępców, ponieważ zwiększa prawdopodobieństwo, że ofiara zapłaci okup. Jedynym sposobem zabezpieczenia się przed takim scenariuszem jest posiadanie co najmniej jednej kopii na niezmiennym nośniku lub odizolowanej od sieci (air-gapped). Zapobiega to modyfikacji lub zaszyfrowaniu danych. Informacje są kluczowe dla działania każdej firmy – posiadanie niezmiennych kopii zapasowych umożliwia bezpieczne odzyskanie źródłowych zasobów. Niestety, lokalne realia pokazują, że niewiele firm w Polsce posiada takie bezpieczne kopie danych. Dlatego ataki ransomware mają dla nich bardzo poważne konsekwencje.

Ryzyko utraty danych jak 1 do 3

Większość badanych firm (76%) zapłaciła okup. Niestety, pozwoliło to na odzyskanie zasobów tylko połowie z nich. Jedna na cztery ofiary mimo wpłaty nie odzyskała swoich danych. Ryzyko, że mimo zapłacenia okupu nadal nie będzie dostępu do danych wynosi więc jeden do trzech. 19% firm nie zapłaciło przestępcom, a mimo to udało im się odzyskać dane w inny sposób. Do tego powinno dążyć pozostałe 81% ofiar ransomware.

Trzeba podkreślić, że płacenie cyberprzestępcom za przywrócenie danych nie jest strategią ochrony zasobów. Nie ma gwarancji ich odzyskania, a ryzyko utraty reputacji i zaufania klientów jest bardzo wysokie. Co więcej, takie postępowanie dodatkowo napędza i nagradza działania przestępców.

Mimo wszechobecności ransomware, firmy nie są jednak wobec niego bezradne. Powinny przede wszystkim edukować pracowników i dbać o ich cyfrową higienę – to kluczowe elementy nowoczesnej polityki ochrony danych. Ważne jest też regularne przeprowadzanie rygorystycznych testów rozwiązań i protokołów ochrony zasobów oraz tworzenie szczegółowych planów ciągłości działania oraz przywracania procesów, które przygotują głównych zainteresowanych na najgorsze scenariusze.

Większość ataków wykorzystuje znane luki

W 80% udanych ataków ransomware przestępcy wykorzystali znane luki w zabezpieczeniach, w tym w popularnych systemach operacyjnych i hypervisorach, a także w platformach NAS i serwerach baz danych. Potwierdza to konieczność aktualizowania oprogramowania. Najczęściej szyfrowane były platformy w zdalnych biurach (49% przypadków). W 48% atak objął też serwery w firmowych centrach danych, a w 46% – chmurę. Znacznie wyższy wskaźnik ataków raportowano wśród specjalistów ds. bezpieczeństwa i administratorów kopii zapasowych niż wśród dyrektorów ds. IT lub CISO. Wskazuje to, że osoby będące bliżej problemu dostrzegają więcej zagrożeń.

Nie należy zapominać, że cyberataki to duże zagrożenie dla ciągłości biznesowej firm. Dlatego powinny one zapewnić sobie zdolność do identyfikacji, łagodzenia i usuwania skutków ataków ransomware. Ochrona ciągłości działania przedsiębiorstwa to obowiązek każdego pracownika, nie tylko kierownictwa firmy. Bezpieczna i możliwa do odzyskania kopia zapasowa jest ostatnią linią obrony przed ransomware. Pozwala zminimalizować przestoje w pracy i zapobiec utracie danych, dzięki czemu firma nie musi płacić kosztownego okupu.

Andrzej Niziołek, Dyrektor Regionalny na Europę Wschodnią w firmie Veeam

O badaniu:

W styczniu 2022 r. niezależna firma badawcza na zlecenie firmy Veeam przeprowadziła ankietę wśród 1000 neutralnych liderów IT na temat wpływu ransomware na ich środowiska, a także stosowanych przez nich metod korygowania oraz strategii na przyszłość. Respondenci należeli do jednej z czterech grup: CISO, specjaliści ds. zabezpieczeń, administratorzy kopii zapasowych i specjaliści ds. operacji IT. Osoby te reprezentowały przedsiębiorstwa każdej wielkości z 16 krajów z APJ, EMEA oraz obu Ameryk.

Nawet 7 tysięcy przedsiębiorców nadodrzańskich dotkniętych katastrofą na Odrze. Przedsiębiorcy: „wsparcie w sierpniu albo spirala zadłużenia”

Nawet 7 tysięcy firm dotkniętych kryzysem nadodrzańskim. Działanie wspierające  musi zostać podjęte jeszcze w sierpniu.

Północna Izba Gospodarcza zaprosiła do współdziałania instytucje otoczenia biznesu działające na terenie wszystkich regionów, które dotknięte są katastrofą ekologiczną. Sytuacja jest bardzo poważna, bo zakaz korzystania z Odry trwa od dwóch tygodni i wiele wskazuje na to, że szybko się nie zakończy. – Przedsiębiorcy mówią wprost, że sierpień jest dla nich miesiącem straconym. Nie ma szans na jakiekolwiek przychody zarówno w rybołówstwie, przetwórstwie jak i turystyce czy rekreacji. Jednocześnie przedsiębiorcy wciąż musza płacić leasingi, kredyty oraz zobowiązania wobec pracowników. Kryzys odrzański najmocniej dotyka branże działające sezonowo, boimy się o ich przyszłość – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Lokale gastronomiczne w pospiechu zdejmują szyldy, że oferują „ryby z Zalewu Szczecińskiego”

Według szacunków Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie nawet 7 tysięcy firm może być dotkniętych kryzysem odrzańskim. Mowa o rybakach, producentach ryb, przetwórniach, firmach z sektora gastronomii oraz turystyki i rekreacji. Firmy te od ponad dwóch tygodni odnotowują gigantyczny spadek przychodów, co wiąże się z realnym zagrożeniem ich funkcjonowania.

– Sierpień to dla wielu firm najczarniejszy miesiąc w historii działalności. Wiele przedsiębiorstw dosłownie żyło z Odry. Zakaz połowów oznacza, że wiele kutrów rybackich zostało uziemionych w hangarach. Brak połowu, to brak zysku dla tych firm, ale ta spirala nakręca się dalej, bo bez połowów nie ma szans na sprawne działanie przetwórni ryb czy smażalni. W efekcie coraz więcej firm generuje straty bez perspektywy na szybki powrót do normalnej działalności. Rybacy obawiają się, że kryzys sierpniowy przedłuży się na kolejne miesiące, że nie będzie czego łowić i czego sprzedawać – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej. – Zachodniopomorscy rybacy byli zawsze dumni ze swoich połowów, a lokale gastronomiczne były dumne, że mają „ryby z Zalewu Szczecińskiego”. Teraz szyldy są w pośpiechu zdejmowane, bo konsumenci obawiają się jedzenia świeżo odłowionych ryb. To poważny problem – mówi Hanna Mojsiuk.

Odra była dla przedsiębiorców wielkim atutem, teraz jest przekleństwem

Poważny problem nadal ma turystyka oraz gastronomia. Odra przed kryzysem ekologicznym była turystyczna dumą Szczecina i okolic. Obecnie ośrodki agroturystyczne, wypożyczalnie kajaków, restauracje i sklepy wędkarskie ulokowane nad rzeka świecą pustkami.

– Klienci obawiają się korzystania z kajaków, żaglówek czy łodzi. Rekreacja i sport przestały więc działać w szczycie sezonu. Trudno ocenić, jak wielkie straty to wygenerowało, szacunki nadal trwają. Niektóre firmy już teraz zamknęły działalność, wielu pracowników otrzymało wypowiedzenia. To poważny kryzys, który będzie mieć wpływ na  „życie nad rzeką” na długie lata. Niektórzy obawiają się, że budowany latami wizerunek gmin nadodrzańskich zostanie zburzony i będzie długo kojarzony jako wizerunek miast i gmin, gdzie odra płyną śnięte ryby. W opinii Północnej Izby Gospodarczej należy przygotować strategię komunikacyjna, która po kryzysie odrzańskim pozwoli na wspieranie gmin promocyjnie – dodaje Hanna Mojsiuk.

Warunkiem wsparcia powinna być udokumentowana strata dochodów

Przedsiębiorcy oczekują możliwie szybkiego wsparcia. To jest sytuacja kryzysowa i uruchomione powinny zostać wszelkie środki, które pozwolą przetrwać firmom, które ucierpiały z powodu katastrofy ekologicznej.

– Spotkanie z przedstawicielami Ministerstwa Rozwoju i Technologii pozwoliło nam na przedłożenie postulatów i apeli przedsiębiorców z Pomorza Zachodniego. Teraz czekamy na szybkie działanie. Nie ma stanu klęski żywiołowej, nie ma formalnego lockdownu, musi być więc konkretny plan wsparcia, którego przedsiębiorcy w czasie kryzysu mają prawo oczekiwać od rządzących – mówi Hanna Mojsiuk. – Oczekujemy, że zostanie od wdrożony jeszcze w sierpniu, by przedsiębiorcy nie wpadli w spiralę zadłużenia – mówi Hanna Mojsiuk.

Oczekiwanie przedsiębiorców to wsparcie także branż, które nadal mogą działać (np. gastronomia), ale jednocześnie udokumentują straty wynikające z kryzysu odrzańskiego.

Fatalna sytuacja finansowa emerytów. Mają już ponad 10 mld zł zaległości

Przed emerytami trudny czas. Rosnące w zastraszającym tempie ceny, w tym żywności, energii czy leków, sprawiły, że podstawowe wydatki pochłaniają ich skromny domowy budżet. Pieniędzy nie wystarcza więc też na spłatę bieżących zobowiązań, nakręca się spirala zadłużenia. Z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK wynika, że kwota zaległości osób po 65 r.ż. w czerwcu br. zbliżyła się już do 10,4 mld zł, to o ponad 1 mld zł więcej niż w marcu 2020 r. W ujęciu wojewódzkim najwięcej problemów finansowych mają seniorzy z Mazowsza i ze Śląska, choć rekordzista pochodzi z Lubelszczyzny, 66-latek winien jest ponad 77,5 mln zł. Ponad 60 proc. emerytów wskazuje, że najbardziej ich budżet uszczuplają wydatki na leki.

Osoby starsze wyjątkowo dotkliwie odczuły skutki kryzysu gospodarczego. Zebrane przez BIG InfoMonitor i BIK dane wskazują, że sytuacja finansowa osób powyżej 65 r.ż. wygląda fatalnie na tle pozostałych kategorii wiekowych. Tylko dwie grupy wiekowe powiększyły swoje zaległości i liczbę dłużników od marca 2020 do czerwca br. i poza 45-54 latkami są to właśnie emeryci. Warto pamiętać, że ich portfele zostały znacznie uszczuplone już w czasie pandemii, a galopująca inflacja i drożyzna tylko pogorszyły tę sytuację.

Emeryci kontra inflacja

Mimo że waloryzacja emerytur i rent w 2022 roku była jedną z najwyższych w ostatnich latach, a budżety seniorów w ub.r. powiększyła też 13. i 14. emerytura, to problemów finansowych nie brakuje. Większe świadczenia nie są w stanie zrekompensować im rekordowych podwyżek cen. A podrożało niemal wszystko. Jak podaje GUS[1], ceny towarów i usług konsumpcyjnych w lipcu 2022 r. w porównaniu z analogicznym miesiącem ub.r. wzrosły o 15,6 proc. Przy czym wzrost cen żywności i napojów bezalkoholowych wyniósł 15,3 proc. Wzrosły też koszty utrzymania domu czy mieszkania, bo znacznie droższe niż w lipcu ub.r. są już opał i gaz (wzrost kolejno o 131,2 proc. i 44,9 proc.). A to właśnie zakupy spożywcze i rachunki za media oraz czynsz otwierają listę najważniejszych wydatków emerytów.

 Im większy wzrost cen, tym większa luka w domowym budżecie. Osoby starsze muszą teraz zaciskać pasa i oszczędzać bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Z badania[2] zrealizowanego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że w tej grupie wiekowej ponad 80 proc. respondentów gospodaruje żywnością tak, aby nie zmarnować w ten sposób nawet złotówki. Co równie istotne, większość zapytanych emerytów nie pozwala sobie na odrobinę spontaniczności i robi zakupy spożywcze wyłącznie w sposób przemyślany. Ograniczyli także wydatki na rozrywkę, nie planują również w tym roku żadnych wyjazdów [3] – mówi Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.

To jednak nie wybór, a konieczność. Wiek powoduje, że coraz bardziej dają się we znaki problemy zdrowotne, a nieprzemyślane wydatki mogłyby sprawić, że nie wystarczyłoby na wizytę u lekarza, rehabilitację czy leki. Dane GUS pokazują bowiem, że względem lipca ub.r. mocno podrożało również wszystko, co jest związane z szeroko pojętą ochroną zdrowia. Usługi lekarskie (wzrost o 15 proc.), usługi szpitalne i sanatoryjne (13,4 proc.), urządzenia i sprzęt terapeutyczny (7,3 proc.) oraz wyroby farmaceutyczne (3 proc.). Te zmiany cen są wyjątkowo dotkliwe dla najstarszej grupy wiekowej, zaraz po opłaceniu rachunków i zakupie żywności – dla ponad 60 proc. z nich to właśnie wydatki na leki – najbardziej obciążają ich finansowo, na drugiej pozycji są bilety i paliwo, a na trzeciej znów wydatki związane ze zdrowiem – usługi lekarskie i rehabilitacyjne.

wydatki emerytow
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza informacji kredytowych BIK

Mimo że płatności częściej nie regulują kobiety, to większe długi mają mężczyźni. W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK widnieje bowiem 194 285 pań (zaległość – 4,6 mld zł) i 191 291 panów (zaległość – 5,8 mld zł) po 65 r.ż. Przeważający udział w zobowiązaniach obu płci mają zaległości kredytowe.

zaległości emerytów
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza informacji kredytowych BIK

Najbardziej zadłużeni w tej kategorii wiekowej są mieszkańcy woj. mazowieckiego. Łącznie mają niemal 2 mld zł nieuregulowanych płatności. Kolejne miejsca zajmują zameldowani w województwach śląskim (1,5 mld zł) i dolnośląskim (898,5 mln zł). Najmniej niespłaconych długów mają natomiast osoby z woj. podlaskiego (163 mln zł).

Rekordzista pochodzi jednak z woj. lubelskiego. Mężczyzna zalega bankom i instytucjom finansowym na ponad 77,5 mln zł.

lista zaległości emerytów
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza informacji kredytowych BIK

Dłużnicy – rekordziści po 65 roku życia wg województw

Dłużnicy – rekordziści po 65 roku życia wg województw
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza informacji kredytowych BIK

– Polscy seniorzy muszą w ostatnich latach mierzyć się z wieloma problemami. Osobom, które dodatkowo borykają się z ciężkimi schorzeniami i są zmuszone do licznych wizyt lekarskich i zakupu drogich leków pandemia dała się we znaki. Dostęp do usług medycznych został utrudniony, a to przełożyło się na konieczność korzystania z odpłatnych rozwiązań, które jednocześnie zaczęły znacząco drożeć. No i teraz staja przed dylematem czy zadbać o zdrowie, czy uregulować bieżące rachunki. Niestety, dane zgromadzone w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor wskazują, że spłata zobowiązań często musi poczekać – komentuje Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor. – Faktem jest również, że społeczeństwo się starzeje i liczba seniorów z każdym rokiem rośnie, a to także nie pozostaje bez wpływu na statystyki związane z długami – dodaje.

[1] Badanie zostało wykonane przez Instytut ARC Rynek i Opinia na zlecenie BIG InfoMonitor, w listopadzie 2017, metodą wywiadów telefonicznych (CATI), na próbie 502 osób przebywających na emeryturze w wieku 60+ lat (kobiety) oraz 65+ lat (mężczyźni). Próba była reprezentatywna dla populacji kobiet i mężczyzn w przyjętych przedziałach wiekowych. Ponad połowę 502 osobowej próby stanowiły kobiety i mężczyźni między 65 a 74 rokiem życia. 22 proc. badanych przebywało na emeryturze nie dłużej niż 5 lat, kolejne 22 proc. między 6 a 10 lat, 17 proc. od 11 do 15 lat, a niemal 40 proc. badanych przeszło na emeryturę 16 lat temu lub dawniej.

[1] GUS, Wskaźniki cen towarów i usług konsumpcyjnych w lipcu 2022 r., 15.08.2022 r.

[2] Badanie Quality Watch zrealizowane w dn. 15-18 lipca 2022 metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+, Próba: n=1069

[3] Badanie Quality Watch zrealizowane w dn. 3-6 czerwca 2022, przeprowadzone metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+, na próbie reprezentatywnej ze względu na wiek, płeć i wielkość miejsca zamieszkania, Próba: n=1055.

Zaległości podatkowe sięgają niemal 80 mld złotych

Na koniec I półrocza br. zaległości podatników, którzy w danych rejestracyjnych mieli wskazany kod klasyfikacji PKD, przekroczyły 78,9 mld zł. To tylko o 2,4% mniej niż rok wcześniej, gdy ta kwota wynosiła przeszło 80,8 mld zł. Zdecydowanie największe zaległości dotyczą województwa mazowieckiego – aż 39,170 mld zł. Z kolei najniższy wynik w kraju uzyskało warmińsko-mazurskie – 608 mln zł. Natomiast biorąc pod uwagę zaległości w rozbiciu na poszczególne podatki, widać, że w czołówce jest VAT – 70,924 mld, PIT – 4,468 mld zł, a także CIT – 3,465 mld zł.

Delikatny spadek

Jak informuje Ministerstwo Finansów, według stanu na 30 czerwca tego roku, ponad 78,9 mld zł wyniosły zaległości podatników, którzy w danych rejestracyjnych mieli wskazany kod klasyfikacji PKD. To o 2,4% mniej niż rok wcześniej, kiedy kwota ta przekraczała 80,8 mld zł. Zdaniem prof. Adama Mariańskiego, przewodniczącego Komisji Podatkowej BCC i prezesa Polskiego Instytutu Analiz Prawno-Ekonomicznych, można wysnuć wniosek, że rośnie świadomość co do kwestii konieczności regulowania należności publicznoprawnych i konsekwencji, jakie mogą wyniknąć z braku ich uiszczania. Wdrożenie rozwiązań przymusowych, takich jak postępowanie egzekucyjne, łączy się z dotkliwymi i uciążliwymi sankcjami dla podatników, m.in. z zajęciem rachunków bankowych czy mienia ruchomego.

– Spadek zaległości podatkowych to zjawisko bardzo korzystne dla fiskusa i całego budżetu. Jego wartość nie powinna wydawać się zaskakująca, biorąc pod uwagę uwolnienie gospodarki po tzw. pandemicznych latach. Ze względu na zniesienie restrykcji antycovidowych polepszyła się płynność finansowa wielu przedsiębiorców, którzy mogli regulować zaległości podatkowe. Raczej nie zostały one umorzone. Urzędy skarbowe prędzej zgadzają się na ulgi w spłacie takich zobowiązań, odroczenie terminów płatności czy rozłożenie na raty, by nie uszczuplać swoich wyników ściągalności podatków – mówi doradca podatkowy Ewa Flor.

Jak komentuje Marek Niczyporuk, doradca podatkowy i radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI, spadek robi wrażenie wyłącznie w ujęciu kwotowym. I wcale nie musi świadczyć o tym, że organy skarbowe wyegzekwowały konkretną sumę pieniędzy. Zobowiązania podatkowe mogły np. wygasnąć wskutek stwierdzonego przedawnienia, co się zdarza dość często, zwłaszcza po zbadaniu sprawy przez sąd administracyjny. Ekspert zwraca również uwagę na to, że rośnie liczba postępowań upadłościowych, w ramach których dochodzone są także zaległości podatkowe. I dodaje, że po przeprowadzeniu pogłębionej analizy mogłoby się okazać, iż nie było żadnego sukcesu w obszarze ściągalności.

– Spadek w ujęciu kwotowym z pozoru wydaje się wysoki. Jednak należy zaznaczyć, że zaległości podatkowe istnieją na świecie tak długo, jak same podatki. I są niemożliwe do zlikwidowania. W obecnych czasach przyczyn należy poszukiwać w restrykcjach antycovidowych. Zaległości są też skutkiem wojny w Ukrainie i galopującej zmienności prawa podatkowego – dodaje Ewa Flor.

Mazowieckie „liderem”

Biorąc pod uwagę wyniki poszczególnych województw, wyraźnie widać, że zdecydowanie największe zaległości dotyczą mazowieckiego – 39,170 mld zł (rok wcześniej – 38,840 mld zł). Dalej mamy woj. śląskie – 8,944 mld zł (9,953 mld zł), wielkopolskie – 8,232 mld zł (8,325 mld zł), dolnośląskie – 4,571 mld zł (5,377 mld zł), a także małopolskie – 3,754 mld zł (poprzednio 4,211 mld zł). Na końcu listy jest warmińsko-mazurskie – 608 mln zł (663 mln zł). Poprzedza je woj. świętokrzyskie – 772 mln zł (730 mln zł), jak również lubuskie – 815 mln zł (rok wcześniej był to 811 mln zł).

– Województwo mazowieckie plasuje się na pierwszym miejscu, bo tam działa najwięcej firm w Polsce. Natomiast w warmińsko-mazurskim występuje jedna z najmniejszych liczb działalności gospodarczych. W związku z tym finalnie mniej przedsiębiorców ma zaległości podatkowe, co skutkuje ich mniejszą wysokością – zauważa Ewa Flor.

Z kolei patrząc na poszczególne podatki, można zauważyć, że na koniec pierwszego półrocza br. największe zaległości dotyczyły VAT-u – 70,924 mld (rok wcześniej – 72,444 mld zł). Dla prof. Mariańskiego nie stanowi to zaskoczenia. Ze względu na zróżnicowanie wysokości stawek i liczne zwolnienia ten podatek rodzi największe okazje do nadużyć. Ponadto jego płatnikami są zarówno osoby prawne lub inne podmioty nieposiadające osobowości prawnej, jak i osoby fizyczne, prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą.

– W moim przekonaniu, VAT jest na pierwszym miejscu, bo ma najwyższą stawkę podstawową. Jest podatkiem powszechnym, płaconym od niemal każdej transakcji usługowej i towarowej. Do tego organy skarbowe mogą tę samą fakturę dwa razy powiązać z powstaniem zobowiązania podatkowego – po stronie sprzedającego i nabywcy. Co więcej, wciąż odnotowuje się liczne przypadki tworzenia tzw. karuzel vatowskich, czyli mechanizmów do uzyskiwania nielegalnych korzyści podatkowych – zauważa Marek Niczyporuk.

Na kolejnych miejscach w zestawieniu widać PIT – 4,468 mld zł (rok wcześniej – 4,9 mld zł), CIT – 3,465 mld zł (3,477 mld zł), a także PSD (podatek od sprzedaży detalicznej) – 59,8 mln zł (28,6 mln zł), zniesione 80 tys. zł (poprzednio 80 tys. zł). Na końcu jest FIN (podatek od niektórych instytucji finansowych) – 0 zł (rok wcześniej 12 tys. zł).

– Z uwagi na zobowiązanego, z pewnością zaskoczeniem nie jest zerowa wartość podatku FIN. Z kolei, spadek w zakresie podatku PIT, może sugerować, iż szczególnie zobowiązani prowadzący działalność gospodarczą potrzebują uwiarygodnienia w zakresie braku zaległości podatkowych. To można łączyć z aktualną sytuacją gospodarczą, w tym z zapotrzebowaniem na zwiększenie tzw. zewnętrznych form finansowania. Utrzymywanie się zaległości w CIT na podobnym poziomie świadczyć może o stabilnej liczbie podmiotów zobowiązanych do uiszczania tego podatku, a także o stałym problemie w zakresie jego regulowania – tłumaczy prof. Mariański.

Dalsze prognozy

Zdaniem doradcy podatkowego Ewy Flor, w drugiej połowie roku sytuacja z ww. zaległościami może wyglądać podobnie jak w pierwszym półroczu, w którym widać było spadek zaległości rdr. Jednakże tutaj do końca nie można przewidzieć, w jakiej kondycji będzie polska gospodarka. A to będzie miało znaczące przełożenie na działalność firm i ich zdolność regulowania zobowiązań podatkowych. W ocenie eksperta, największe różnice mogą dotyczyć podatku PIT, ze względu na zmiany w skali podatkowej i jej wysokości.

– Uwzględniając zaangażowanie organów w egzekwowanie należności i nowe narzędzia mające usprawnić te działania, zaległości powinny wciąż się zmniejszać. Wobec wzmożonych kontroli, szczególnie w zakresie zwrotów podatku VAT, to największy spadek może dotyczyć właśnie tej daniny. A jeśli sytuacja gospodarcza zacznie się stabilizować, to będziemy obserwować dalszą tendencję spadkową w przypadku CIT-u. Firmy nastawione na inwestowanie i rozwój będą potrzebowały czystego stanu w zakresie należności publicznoprawnych – wyjaśnia prof. Adam Mariański.

Natomiast ekspert z Kancelarii Ars AEQUI spodziewa się, że w drugiej połowie roku 2022 wzrośnie liczba zaległości podatkowych, zwłaszcza w obszarze małych i średnich przedsiębiorstw. One najbardziej odczują zmiany inflacyjne, wzrost kosztów prowadzenia działalności oraz brak możliwości konkurowania z wielkimi markami w dłuższej perspektywie czasowej.

Zwiększa się ryzyko niewypłacalności i upadłości przedsiębiorstw w Polsce

Europa jest zależna od gazu płynącego z Rosji i nadal nie wiadomo, jak będą się kształtowały kolejne miesiące – zwłaszcza zimowe. Już teraz widać, że przedsiębiorstwa muszą więcej płacić za energię, za wkłady do produkcji, za części, za komponenty. To dotyczy nie tylko Europy, ale całego świata. Sytuacja zmieniła się w porównaniu do tego, co można było obserwować podczas pandemii. W pierwszych fazach pandemii było dosyć duże wsparcie środków rządowych, które pomagały przedsiębiorstwom zachować płynność. Te środki zostały już wycofane – tylko w nieznacznym stopniu czasami wspomagają firmy. To przekłada się na wyższe ryzyko niewypłacalności przedsiębiorstw – widać nie tylko opóźnienia płatności, ale także w wielu krajach rosną niewypłacalności i upadłości przedsiębiorstw. W związku z tym rośnie też ryzyko biznesowe w wielu krajach na świecie.

– Ostatnia rewizja ocen ryzyka krajów, którą przeprowadziliśmy potwierdza, że niestety ryzyko przedsiębiorstw na świecie rośnie i dotyczy to wielu krajów na świecie. Oceny ryzyka krajów, które prowadzi Coface są podobnym narzędziem, które stosują agencje ratingowe. Natomiast my skupiamy się nie tyle na ocenie kraju jako emitenta długu publicznego – co robią właśnie agencje ratingowe – ale na ocenie sektora przedsiębiorstw, ryzyka niewypłacalności przedsiębiorstw w poszczególnych krajach i oczywiście bierzemy pod uwagę podobne wskaźniki, jak agencje ratingowe – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface. – Czyli chociażby wskaźniki dotyczące sytuacji gospodarczej, finansowej, politycznej w danych krajach. Ale dodajemy do tego także nasze doświadczenia płatnicze – to są dane płynące z naszych wewnętrznych baz, plus dodatkowo ocena klimatu biznesowego. W ramach tej ostatniej rewizji ocen dokonaliśmy zaledwie dwóch podwyższeń ocen, a aż 19 obniżeń. ocen. Obniżenie oceny jest równoznaczne z tym, że ryzyko wzrosło. Wyższe oceny otrzymały tylko Brazylia i Angola. Jeśli chodzi o oceny obniżone, to większość krajów – bo aż 16 – pochodzi z Europy. Dotyczy to również Polski – której ocena spadła z poziomu A3 do A4. Skala od A1 to poziom najbezpieczniejszy – najniższego ryzyka, przez A2, A3, A4, które można mówić, że są poziomami ryzyka jeszcze akceptowalnego, dalej mamy B, C, D, E. E to już ryzyko ekstremalne – jak na przykład Syria, gdzie ciężko jest prowadzić działalność biznesową – wyjaśnia Sielewicz.

Krótkotrwały rajd dolara? Słabsze dane z polskiego przemysłu

Piątkowe dane okazały się słabsze dla gospodarki, ale lepsze dla naszych portfeli. Może produkcja przemysłowa spowalnia, ale za to wynagrodzenia i zatrudnienie rosną.

Produkcja przemysłowa spowalnia

W piątek poznaliśmy ważne odczyty z Polski. Produkcja przemysłowa zgodnie z oczekiwaniami miała spowolnić z 10,4% do 7,8%. Finalny odczyt wyniósł jednak 7,6%. Są to słabsze dane, ale jeszcze nie można mówić o jakimś wyraźnym strukturalnym problemie. Wraz z wolniejszym wzrostem produkcji przemysłowej widzimy również szybszy od oczekiwań spadek inflacji producenckiej. Brzmi to niby dobrze, aczkolwiek trzeba pamiętać, że to spadek do 24,9%, czyli nadal prawie 10% ponad inflację konsumentów. Oznacza to, że koszty produkcji nadal mają dużą presję na wzrost cen. W rezultacie tych danych pierwszy raz od przełomu lipca i sierpnia euro podrożało powyżej 4,75 zł.

Płace rosną

Zgodnie z danymi opublikowanymi przez GUS w piątek przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło do 6778,63 zł. Oznacza to, że płace rosną o 15,8% w skali roku. To 0,2% szybciej niż wzrost inflacji. Problem w tym, że wzrost inflacji jest niestety znacznie bardziej równomiernie rozłożony niż wzrost płac. Spora część z nas niestety nie nadrobi inflacji podwyżkami. Mocniej od oczekiwań rośnie też jednak zatrudnienie. Oznacza to, że jeszcze trudniej będzie na rynku pozyskać specjalistów. Proces ten zwyczajowo przekłada się na wzrost płac. Tym bardziej że już teraz mamy rekordowo niskie bezrobocie, a przynajmniej najniższe od fikcji pełnego zatrudnienia.

Dolary wciąż atrakcyjne

Na rynku widzimy zwiększone zainteresowanie dolarem. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że równolegle rośnie rentowność obligacji amerykańskich. Środki nie płyną zatem na ten rynek. Najwyraźniej inwestorzy uwierzyli w wyższe od oczekiwań podwyżki stóp procentowych. Od kilku dni szansa na wzrost o 0,75% na wrześniowym posiedzeniu wyraźnie zyskuje na popularności. Od dzisiaj jest to już scenariusz dominujący. Dolar ponownie zrównuje się obecnie z euro. Patrząc jednak na rynki obligacji czy akcji, które też złapały zadyszkę, ciężko wskazać gdzie te środki trafią. Część analityków spekuluje zatem, że może to być ruch krótkoterminowy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak istotnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Czy Polaków już nie stać na oszczędzanie i inwestycje? Wygranymi są młodzi z najmniejszymi zobowiązaniami

W pierwszym półroczu 2022 roku prawie połowie Polaków nie udało się zaoszczędzić (47%). Wśród tych, którzy to zrobili (53%), jedynie 27% postanowiło zainwestować odłożone środki finansowe. Najczęściej na ten ruch decydowały się osoby z najmłodszych grup wiekowych czyli 18-24 lata. Byli oni również najliczniejszą grupą oszczędzających (71%). Podium najczęściej wybieranych przez Polaków aktywów zajmują kolejno lokaty (34%), kryptowaluty (18%) i złoto (15%) – wynika z badania firmy Tavex zrealizowanego przez Opinia24. Nieruchomości w analizowanym okresie znalazły się poza top 3. Czy w związku z pożerającą nasze oszczędności inflacją, nieruchomości jako środek pomnażania swoich środków finansowych odejdą w cień? Jak będzie zmieniać się inwestycyjny klimat Polski?

Niepewne środowisko

W realiach dominującej niepewności na rynkach finansowych oraz przeświadczenia o zwiększonym ryzyku inwestycyjnym, z jednej strony wiele osób może obawiać się lokowania swoich zaoszczędzonych środków finansowych w aktywa w strachu przed ich utratą, z drugiej chce zainwestować, aby zatrzymać ich wartość.

W I półroczu 2022 roku tylko 53% Polaków zaoszczędziło. Co istotne, jedynie 27% z nich zdecydowało się zainwestować. Zarówno w przypadku odkładania, jak i inwestowania środków finansowych prym wiodą najmłodsi.

Przykładowo aż 71% osób w przedziale 18-24 lata zaoszczędziło, stając się tym samym liderem na tle pozostałych grup. Respondenci w pozostałych przedziałach wiekowych – 25-34 lata (59%), 35-44 lata (53%), 45-54 lata (51%), 55-64 lata (50%), 65+ (42%) – już nieco mniej licznie odkładali zarobione środki finansowe.

Podobnie w zakresie chęci pomnażania swoich oszczędności. Najliczniej aktywność inwestycyjną w I półroczu br. deklarowali młodzi: 31% osób w grupie 18-24 lata oraz 31% respondentów w wieku 25-34 lata. Tuż za nimi byli ankietowani w przedziale 55-64 lata (29%) i kolejno: 35-44 (28%), 45-54 lata (21%) oraz 65+ (17%).

Powodem takiej sytuacji może być fakt, że osoby najmłodsze nie mają jeszcze tylu zobowiązań finansowych, a przede wszystkim kredytów mieszkaniowych, które po podwyżkach stóp procentowych mogły znacząco uszczuplić budżety domowe osób, które je zaciągnęły.

Potwierdzają to dane BIK S.A. za I półrocze 2022 r., według których niecałe 8% kredytobiorców (według liczby udzielonych kredytów) i nieco ponad 6% (według wartości udzielonych kredytów) to właśnie osoby do 25 r.ż. Natomiast osoby od 26 do 44 lat to największa grupa kredytobiorców: 77% (według liczby udzielonych kredytów) i ponad 80% (według wartości udzielonych kredytów).

Inwestycyjne typy Polaków

Na co stawiają Polacy, gdy zdecydują się zainwestować zaoszczędzone pieniądze? Badanie firmy Tavex pokazuje, że podium należy do lokat (34%), kryptowalut (18%) oraz złota (15%). Co ciekawe, za sprawą obecnej sytuacji (rosnącej inflacji oraz stóp procentowych) nieruchomości, które jeszcze niedawno były w czołówce rankingu obecnie znajdują się o 2 p.p. poniżej top 3.

Warto wiedzieć, że przy obecnej sytuacji rynkowej nie jest łatwo wybrać całkowicie bezpieczne inwestycje, które uchroniłyby oszczędności przed inflacją i przyniosły oczekiwany zysk. Nie ma się co dziwić, że w środowisku comiesięcznych podwyżek stóp procentowych oraz rosnącej inflacji społeczeństwo rezygnuje z zakupu nieruchomości. Chętniej za to stawiamy na aktywa, które gwarantują przeniesienie wartości pieniądza w czasie, jak np. złoto. Potwierdzają to również nasze wyniki sprzedaży złota, które zanotowały około 12% wzrost porównując I kwartał 2021 roku do I kwartału 2022 roku mówi Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex. Najlepszym sposobem ochrony zaoszczędzonych środków finansowych – nie tylko w momentach globalnego risk-offu – jest dywersyfikacja aktywów oraz systematyczne inwestowanie nawet małych kwot – dodaje.

Najmłodsi respondenci wybierają kryptowaluty (41%), złoto (28%) oraz lokaty (21%). Osoby w grupie wiekowej 25-34 lat zapytane o to, w co najczęściej inwestują, w większości wskazywały lokaty (31%), kryptowaluty (25%) oraz nieruchomości (20%).

Osoby z przedziału wiekowego 35-44 chcąc pomnożyć swoje środki finansowe stawiają najczęściej na lokaty (34%), nieruchomości (16%) i fundusze inwestycyjne (16%) oraz kryptowaluty (14%). Natomiast respondenci 45-54 lata inwestują w lokaty (34%), fundusze inwestycyjne (22%) oraz obligacje Skarbu Państwa (16%). Respondenci 55-64 lata na sposób pomnożenia oszczędności wybierają lokaty (53%), obligacje Skarbu Państwa (14%) oraz złoto (12%). Natomiast osoby powyżej 65 r.ż. lokaty (51%), fundusze inwestycyjne (13%), a także złoto (12%) i obligacje Skarbu Państwa (12%)

Nasze badania pokazują, że każda grupa wiekowa ma swój własny schemat inwestowania. Istotne jest to, aby kształtować go samodzielnie, dobierając odpowiednie aktywa i nie polegać głównie na panujących trendach. Inwestowanie – niezależnie w jakie aktywo – powinno polegać m.in. na nieustannej ocenie ryzyka wskazuje Aleksandra Olbryś, analityk ds. rynku metali szlachetnych, Tavex.  Analiza naszych danych pokazuje, że w I półroczu 2022 roku pierwsze trzy grupy wiekowe nadal stawiały na kryptowaluty licząc zapewne na szybki zwrot. Ciekawe będą jednak kolejne badania, które obejmą okres znacznych spadków na tej giełdzie, po którym mogliśmy obserwować wycofanie się wielu dużych inwestorów, jak np. Tesla. Przyszłość nieruchomości jest również wielką niewiadomą. Można jednak podejrzewać, że w najbliższym czasie czeka nas przestój na tym rynku – dodaje.

Koniec eldorado w budownictwie mieszkaniowym

Najnowsza informacja GUS, komunikująca wstępne wyniki budownictwa mieszkaniowego w lipcu oraz w okresie siedmiu miesięcy bieżącego roku, wreszcie zakomunikowała korelację danych inwestycyjnych mieszkaniowego rynku pierwotnego z postępującym już czwarty kwartał z rzędu załamaniem sprzedaży lokali deweloperskich. Tym samym inwestycyjne eldorado budowniczych mieszkań definitywnie dobiegło końca.

Pogłębiająca się od końca ubiegłego roku przewaga podaży nad popytem na pierwotnym rynku mieszkaniowym bardzo długo, bo przez ponad pół roku, nie znajdowała potwierdzenia w GUS-owskich danych budownictwa mieszkaniowego, które aż do czerwca utrzymywały się na relatywnie niezłych poziomach. Co więcej, czerwcowe statystyki nowych pozwoleń na budowę ogółem zanotowały swój rekordowy wynik na poziomie blisko 35 tys. przedmiotowych decyzji administracyjnych, a rozpoczęte inwestycje osiągnęły jeden z największych miesięcznych wolumenów w historii.

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl tego typu sytuacja wynikała przede wszystkim z terminu wejścia w życie przepisów nowej ustawy deweloperskiej, przed którą deweloperzy do ostatniej chwili starali się uchronić maksymalną liczbę swoich nowych budów. Tym samym dopiero lipiec miał pokazać faktyczny potencjał inwestycyjny pierwotnego segmentu rodzimej mieszkaniówki, w okresie załamania koniunktury sprzedażowej. I jak się okazało, w pełni ten potencjał obnażył.Statystyki GUS na temat budownictwa mieszkaniowego - lipiec 2022

Spadek liczby nowych pozwoleń na budowę

Jak zwykle najciekawiej zaprezentowały się GUS-owskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym, które aż do połowy roku w żaden sposób nie komunikowały braku słabnięcia rynkowej euforii inwestycyjnej. Tymczasem w lipcu nastąpiło spektakularne tąpnięcie przedmiotowych statystyk, które ogółem zaliczyły zjazd o 24 proc. w relacji rdr i aż 37 proc. mdm. Na taki spadek zapracowali głównie deweloperzy, którzy w tegorocznym czerwcu rezultatem blisko 26 tys. pozwoleń pobili swój rekord z grudnia 2020 roku, natomiast miesiąc później z wynikiem zaledwie 14 tys. decyzji zeszli do najniższego poziomu od dwóch lat.

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl nowe pozwolenia na budowę są podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów oraz wiarygodnym wskaźnikiem ich optymizmu inwestycyjnego. Uwzględniając jednak efekt znacznej różnicy w czasie od złożenia wniosku o pozwolenie do momentu jego uzyskania, na potwierdzenie tezy o znacznym pogorszeniu nastrojów inwestorów, zarówno instytucjonalnych jak i tych budujących na własne potrzeby, przyjdzie jeszcze nieco poczekać. W przypadku deweloperów bowiem wynik za 7 miesięcy br. jest tu wciąż o 4 proc. lepszy od uzyskanego w analogicznym okresie ub. roku

Niestety podobnie pesymistycznie ma się sytuacja z nowymi inwestycjami. Jak zauważa portal RynekPierwotny.pl w lipcu było ich ogółem niewiele ponad 16 tys., czyli aż o 37 proc. mniej rdr i o jedną trzecią słabiej mdm. Tymczasem sami deweloperzy osiągnęli w minionym miesiącu wynik rzędu zaledwie 8,4 tys. rozpoczętych mieszkań, czyli jeden z najgorszych w rynkowej historii, i o blisko połowę gorszy zarówno w relacji rdr jak i mdm.

Tak spektakularny zjazd to oczywiście w pierwszym rzędzie efekt zakończenia batalii o ochronę bieżących inwestycji przed regulacjami noweli ustawy deweloperskiej, która wchodząc w życie z początkiem lipca, dość poważnie skomplikowała działalność gospodarczą branży budowniczych mieszkań. Tym samym zarówno ogółem, jak i u samych deweloperów w ramach nowych budów mamy słabsze 7 miesięcy roku względem analogicznego okresu ub. roku już o ponad jedną piątą.

Co czeka mieszkaniówkę w najbliższych miesiącach?

W związku z tym, kwestią pozostaje jedynie skala osłabienia aktywności inwestycyjnej deweloperów w drugim półroczu. Oni sami oceniają tegoroczny spadek nowych inwestycji na mniej więcej 40 proc. względem roku poprzedniego, czyli dwukrotnie więcej niż po siedmiu miesiącach tego roku.

Podobnie słabo zapowiada się aktywność inwestorów budujących na własne potrzeby. W tym przypadku lipiec okazał się już kolejnym bardzo słabym okresem, zapowiadając dalsze spadki wolumenów budów domów jednorodzinnych w kolejnych miesiącach. Przyczyną są tu przede wszystkim rosnące koszty budowy połączone z załamaniem zdolności kredytowej Polaków.

Z kolei statystyki lokali oddawanych do użytkowania, najmniej istotne dla oceny bieżącej koniunktury, wciąż trzymają się na przeciętnych poziomach, bliższych dolnemu zakresowi wahań. W tym przypadku zdecydowanego regresu nie należy oczekiwać w najbliższej przyszłości, co jest oczywistym efektem charakteru tej kategorii danych, odzwierciedlających stan koniunktury rynkowej sprzed około 2 lat.

W sumie lipcowe tąpnięcie wyników inwestycyjnych rynku mieszkaniowego jest zjawiskiem nie tylko powszechnie spodziewanym, ale w obecnej sytuacji rynkowej jak najbardziej naturalnym. Prosperity budownictwa mieszkaniowego definitywnie dobiegło końca, a kwestią sporną może być obecnie jedynie przewidywanie terminu kolejnego cyklicznego ożywienia.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Projekt dotyczący stacji kontroli pojazdów trafił do Sejmu

Rządowy projekt zmiany ustawy Prawo o ruchu drogowym, w zakresie badań technicznych pojazdów, trafił do Sejmu. System badań w Polsce zostanie dostosowany do przepisów Unii Europejskiej, a nieprawidłowości w jego funkcjonowaniu będą ograniczone – zapowiada Ministerstwo Infrastruktury.

Przedstawiciele ministerstwa zapowiedzieli, że rząd dąży do stworzenia spójnego systemu nadzoru nad badaniami technicznymi pojazdów oraz działalnością SKP, co ma zapewnić wysoki poziom kontroli na stacjach i poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego. Nowe rozwiązania mają zapewnić sprawne reagowanie, eliminowanie nieprawidłowości oraz zapobieganie im.

Stacje kontroli pojazdów pod nadzorem TDT

Projekt przewiduje wprowadzenie organu pełniącego nadzór nad prawidłowością przeprowadzania badań technicznych, umieszczania cech identyfikacyjnych oraz dokonywania innych czynności diagnosty związanych z dopuszczeniem pojazdu do ruchu. Ma się to przyczynić się do podniesienia jakości wykonywanych badań technicznych, czego efektem będzie wyeliminowanie z ruchu pojazdów w złym stanie technicznym.
Nadzór nad badaniami pełnić będzie dyrektor Transportowego Dozoru Technicznego, natomiast starosta pozostanie organem nadzoru nad przedsiębiorcami prowadzącymi stacje kontroli pojazdów oraz ośrodki szkolenia diagnostów.

Nowe zasady egzaminowania diagnostów SKP

Zmiany w ustawie przewidują stworzenie nowego systemu egzaminowania i szkolenia diagnostów. Określone zostaną szczegółowe wymagania dla ośrodków szkoleniowych dotyczące zarówno infrastruktury jak i wykładowców. Powstać ma również nowy system prowadzenia egzaminów oraz obowiązkowych szkoleń uzupełniających dla diagnostów, za który odpowiedzialny będzie dyrektor Instytutu Transportu Samochodowego. Wszystko to ma na celu podniesienie kwalifikacji diagnostów, dzięki czemu badania będą prowadzone rzetelniej.

W celu sprawnej wymiany informacji z Komisją Europejską i innymi państwami UE utworzony zostanie Krajowy Punkt Kontaktowy do spraw Badań Technicznych. Zmiany mają wejść w życie z początkiem przyszłego roku.

Nowe przepisy dot. SKP – opinia branży

– System badań technicznych wymaga zreformowania, co zresztą postulujemy od lat. Po naszych drogach wciąż jeździ zbyt dużo pojazdów, które nie powinny zostać dopuszczone do ruchu. Z zadowoleniem przyjmujemy zatem skierowanie na ścieżkę ustawodawczą projektu zmian w ustawie, który przewiduje na przykład wykonywanie zdjęć pojazdu podczas badania technicznego. Już sam ten wymóg wyeliminuje najbardziej rażące przypadki naruszeń w zakresie badań technicznych. Liczymy, że będą temu towarzyszyć odpowiednie przepisy wykonawcze, które sprawią, że zakładane cele zostaną zrealizowane, a poziom bezpieczeństwa ruchu drogowego się podniesie – mówi Tomasz Bęben, dyrektor zarządzający Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych.

Polska Izba Stacji Kontroli Pojazdów również oczekuje zmian w zakresie funkcjonowania SKP:

– Nasze środowisko opowiada się za wprowadzeniem europejskich standardów w systemie badań technicznych. Doskonale wiemy, jak ważną rolę odgrywa on w zapewnieniu bezpieczeństwa ruchu drogowego i zapewniam, że stacje kontroli pojazdów chcą swoje obowiązki wykonywać rzetelnie. Oczekujemy, że w ślad za zmianami przewidzianymi w projekcie ustawy pójdą następne i wreszcie zwaloryzowane zostaną opłaty za badania, których cena nie zmieniła się prawie od dwóch dekad. Jeśli system badań technicznych ma być sprawny i wydolny, prowadzenie stacji kontroli pojazdów musi być rentowne, co w obecnych warunkach jest trudne do osiągnięcia – wyjaśnia Marcin Barankiewicz, prezes PISKP.

Inwestycje i produkcja stanęły. Niemal połowa firm obawia się jeszcze gorszego scenariusza w drugiej części roku

Recesja w polskim przemyśle trwa, co potwierdza najnowszy branżowy odczyt Barometru EFL. Subindeks dla branży produkcyjnej na III kwartał br. wyniósł 47,7 pkt., czyli tyle samo, ile w poprzednim kwartale. Tak niskiego wyniku nie mieliśmy od ponad 2 lat – w maju 2020 roku wyniósł 45,9 pkt. Ochłodzenia w kolejnych miesiącach spodziewa się niemal dwa razy więcej firm produkcyjnych niż w II kwartale. W opinii 46% zapytanych kondycja branży pogorszy się w związku z gospodarczo-politycznym otoczeniem, trzy miesiące wcześniej uważało tak 26% zapytanych. Widać stagnację w inwestycjach – aż 84% przedsiębiorców nie spodziewa się tutaj żadnych zmian, a 14% obawia się ich spadku.

– Wyniki naszego branżowego Barometru dla produkcji są zbieżne z danymi Głównego Urzędu Statystycznego. Już od trzech miesięcy produkcja przemysłowa, choć rok do roku jest wyższa, w ujęciu miesięcznym spada. Analitycy zgodnie spodziewają się, że w drugiej części roku nie ma co liczyć na odwrócenie tego trendu, głównie z uwagi na rosnące ceny energii i wysoką inflację. Pesymistycznie w przyszłość spoglądają sami zainteresowani, wśród których niemal co drugi uważa, że w kontekście obecnej sytuacji społeczno-polityczno-gospodarczej, kondycja branży przemysłowej pogorszy się. Jeszcze trzy miesiące temu taką opinię wystawił co czwarty zapytany – powiedział Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

Produkcja stoi

Subindeks Barometru EFL na III kwartał br. dla branży produkcyjnej wyniósł 47,7 pkt., tyle samo ile w drugim kwartale tego roku. Jest to najniższa wartość wskaźnika od początku pandemii COVID-19 w Polsce, kiedy w maju 2020 roku wartość subindeksu wyniosła 45,9 pkt. W najnowszym pomiarze przemysł odnotował trzecią najniższą wartość wśród sześciu badanych branż, po handlu (45,5 pkt.) i usługach (47 pkt.).

Inwestycje stoją

W III kwartale br. zdecydowana większość firm produkcyjnych (84%) planuje podobny poziom inwestycji co w poprzednich miesiącach, a 24% spodziewa je zmniejszyć. Tylko 2% firm myśli o większych nakładach inwestycyjnych.

Nieco lepiej niż w inwestycjach przedstawiciele branży prognozują sprzedaż. 18% liczy na jej wzrost (w II kwartale br. – 22%), 46% spodziewa się podobnego poziomu zamówień co w poprzednim kwartale, a 34% obawia się ich spadku (w II kwartale br. – 32%).

Niestety płynność finansowa firm produkcyjnych nie wygląda najlepiej. Co trzecia obawia się jej pogorszenia w II kwartale br. (34%). Tylko 18% liczy na jej poprawę.

Wojna trwa

Produkcja podobnie jak w poprzednim pomiarze bardziej odczuwa negatywny wpływ wojny toczącej się na terenie Ukrainy niż skutki pandemii. 64% firm uważa, że to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą, ma niekorzystny wpływ na ich działalność (z czego 15% – bardzo niekorzystny i 49% – raczej niekorzystny). W przypadku COVID-19 – na jej negatywny wpływ wskazuje 40% zapytanych (z czego 9% – zdecydowanie niekorzystny, a 31% – raczej niekorzystny). Warto jednak podkreślić, że odsetek respondentów oceniających, że koronawirus ma negatywny wpływ na ich działalność jest najwyższy wśród wszystkich 6 badanych branż.

EFL w badaniu Barometr po raz kolejny zapytał przedstawicieli polskiego przemysłu, czy w obecnej sytuacji społeczno-polityczno-gospodarczej, sytuacja w ich branży w ciągu najbliższych 6 miesięcy poprawi się, pogorszy czy pozostanie bez zmian. Prawie połowa odpowiedziała, że się pogorszy (46%), 39% – że pozostanie bez zmian, a tylko 3% przedsiębiorców wskazało na poprawę sytuacji.

Wartość głównego indeksu Barometru EFL na III kwartał 2022 roku wyniosła 47,6 pkt. Osiągnięty poziom jest o 1,1 pkt. niższy niż w II kwartale 2022 roku.

***

Barometr EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania odbyła się od 28 czerwca do 11 lipca 2022 roku.

Nowe prawo grup spółek. Rząd tworzy reguły funkcjonowania holdingów i koncernów spółek kapitałowych

Już wkrótce – 13 października 2022 roku, wejdzie w życie nowelizacja prawa spółek handlowych, wprowadzająca nowe regulacje dotyczące grup kapitałowych – holdingów i koncernów. Przedmiotem najważniejszych zmian są przepisy regulujące funkcjonowanie grup spółek, dominujących i zależnych, oraz zasady zarządzania i nadzoru nad nimi. Zmiany dotyczą również spółek kapitałowych ogółem, przewidując szczególne wzmocnienie pozycji rad nadzorczych czy precyzując zasady kadencyjności członków zarządu. Ustawa modyfikuje też podstawy wymiaru składki zdrowotnej niektórych podmiotów. Już wkrótce do nowych przepisów Kodeksu spółek handlowych i innych zmienionych nowelizacją ustaw swoją działalność będą musieli dostosować przedsiębiorcy.

Prawo holdingowe a Kodeks spółek handlowych

Zgodnie z uzasadnieniem ustawy dla właściwego zrozumienia zmian należy odróżnić kwalifikowany stosunek dominacji i zależności „grupy spółek” w rozumieniu prawa holdingowego (prawo koncernowe) od „zwykłego” stosunku dominacji i zależności między spółkami, o którym jest mowa w art. 4 § 1 pkt 4 Kodeksu spółek handlowych (dalej również: KSH). Zastosowanie do niej będą mieć nowe przepisy art. 211 – 2116 w dodanym do KSH całym Dziale IV Tytułu I poświęconym grupie spółek.

Przepisy o grupie spółek dotyczą wyłącznie spółek kapitałowych i mogą mieć zastosowanie także do spółek powiązanych ze spółką dominującą. Jednak wymaga to wyraźnego postanowienia w umowie, albo statucie spółki powiązanej. Podmiotem nowych regulacji nie mogą być natomiast spółki zależne o statusie publicznych.

Definicja grupy spółek i konieczność ujawnienia jej w KRS

Dlatego też nowelizacja wprowadza do Kodeksu spółek handlowych definicję grupy spółek (art. 4 § 1 pkt 51), pod którą należy rozumieć spółkę dominującą i spółkę albo spółki zależne, będące spółkami kapitałowymi, kierujące się, zgodnie z uchwałą o uczestnictwie w grupie spółek, wspólną strategią w celu realizacji wspólnego interesu (interes grupy spółek), uzasadniającą sprawowanie przez spółkę dominującą jednolitego kierownictwa nad spółką zależną albo spółkami zależnymi.

Uchwałę o uczestnictwie w grupie spółek ze wskazaniem spółki dominującej, podejmuje zgromadzenie wspólników, albo walne zgromadzenie spółki zależnej większością trzech czwartych głosów. Uczestnictwo w grupie spółek ujawniane jest w rejestrze sądowym przez spółkę dominującą i spółkę zależną poprzez wpisanie do niego wzmianki o tym. Po ujawnieniu w KRS, do spółek będą mieć zastosowanie przepisy prawa koncernowego (holdingowego).

Obowiązek informowania o powiązaniach umownych ze spółką dominującą

Tym co ma definiować grupę spółek, do której zastosowanie znajdą nowe przepisy art. 211 – 2116, ma być przyjęcie przez spółki uczestniczące w grupie spółek wspólnej strategii gospodarczej, uzasadniającej sprawowanie przez spółkę dominującą kierownictwa nad spółkami zależnymi. Na te ostatnie zostanie nałożony obowiązek informowania o swoich powiązaniach umownych ze spółką dominującą za okres ostatniego roku obrotowego. Wskazane przepisy oraz nowa definicja grupy spółek będą mieć zastosowanie do holdingów faktycznych, ale, z uwagi na cywilnoprawną zasadę swobody umów, również do holdingów umownych, które przyjęły wspólną strategię gospodarczą. Do stworzenia grupy spółek, prócz spółki dominującej, potrzebna będzie dodatkowo co najmniej jedna spółka zależna. Spółka dominująca korzysta z domniemania, że dysponuje większością głosów umożliwiającą podjęcie uchwały o uczestnictwie w grupie spółek oraz o zmianie umowy, albo statutu spółki zależnej, jeśli bezpośrednio lub pośrednio reprezentuje w spółce zależnej co najmniej 75% kapitału zakładowego.

Wywieranie decydującego wpływu

Obecnie za spółkę dominującą uznaje się m.in. taką spółkę handlową, która wywiera decydujący wpływ na działalność spółki kapitałowej zależnej albo spółdzielni zależnej, w szczególności na podstawie umowy przewidującej zarządzanie spółką zależną lub przekazywanie zysku przez taką spółkę. Od 13 października 2022 r. wystarczającym do stwierdzenia decydującego wpływu, a zatem do spełniania roli spółki dominującej, będzie samo ustalenie zawarcia takiej umowy między tymi spółkami.

W związku z powyższą zmianą zdecydowano usunąć art. 7 KSH, z którego wynikał obowiązek powiadamiania sądu rejestrowego o umowie o zarządzenie spółką zależną przez spółkę dominującą, zawierającej postanowienia określające zakres odpowiedzialności spółki dominującej za szkody wyrządzone spółce zależnej oraz odpowiedzialności wobec jej wierzycieli.

To korzystana zmiana, bowiem w praktyce regulacje te były przepisami martwymi, do tego wywoływały wątpliwości interpretacyjne, jak choćby takie, czy samo ujawnienie ww. postanowień umownych w rejestrze wyłączało odpowiedzialność spółki dominującej wobec wierzycieli spółki zależnej. Sąd rejestrowy dowie się o uczestnictwie obu spółek w grupie z informacji zawartej we wpisie do rejestru.

Interes grupy spółek

Zgodnie z dodawanym do Kodeksu Spółek Handlowych art. 211 § 1 spółka dominująca oraz spółka zależna, które uczestniczą w grupie spółek, kierują się obok interesu spółki interesem grupy spółek, o ile nie zmierza to do pokrzywdzenia wierzycieli, lub wspólników mniejszościowych, albo akcjonariuszy mniejszościowych spółki zależnej. Taka konstrukcja ma na celu podkreślenie, że choć w zgodzie z istotą prawa spółek każda spółka, zarówno dominująca jak i zależna, powinna kierować się interesem własnym, to w rozumieniu prawa holdingowego powinny się kierować szeroko rozumianym wspólnym interesem grupy kapitałowej, którą tworzą.

Wiążące polecenie

Głównym narzędziem pozwalającym spółce dominującej na zarządzanie grupą spółek ma być jednak „wiążące polecenie”. Spółka dominująca może wydać spółce zależnej wiążące polecenie dotyczące prowadzenia spraw spółki, jeżeli jest to uzasadnione interesem grupy spółek oraz jeśli przepisy szczególne nie stanowią inaczej. Pod rygorem nieważności polecenie musi zostać wydane w formie pisemnej lub elektronicznej i zawierać co najmniej informacje:

  • czego spółka dominująca oczekuje od zależnej;
  • jaki jest interes grupy spółek realizowany dzięki wykonaniu tego polecenia;
  • wskazanie spodziewanych korzyści lub przewidywanych szkód spółki zależnej, jakie wystąpią w wyniku wykonania polecenia;
  • przewidywany sposób i termin naprawienia spółce zależnej szkody poniesionej w wyniku jego wykonania.

Pozostałe narzędzia zarządzania grupą spółek jakie otrzymała spółka dominująca to:

  1. uprawnienie rady nadzorczej do sprawowania stałego nadzoru nad spółkami zależnymi w zakresie realizacji interesu grupy spółek (jeśli umowa lub statut obu spółek nie stanowią inaczej; spółka dominująca może m.in. przeglądać księgi i dokumenty spółki zależnej oraz żądać wyjaśnień);
  2. prawo do przymusowego wykupu udziałów albo akcji należących do wspólników (akcjonariuszy) mniejszościowych spółki zależnej.

Wiążące polecenie a spółka zagraniczna

Zgodnie z nowym art. 211 § 3 zd. 3, spółka dominująca z siedzibą za granicą może ujawnić swoje uczestnictwo w grupie spółek poprzez wpis w rejestrze spółki zależnej. Choć więc krajowy rejestr przedsiębiorców nie przewiduje możliwości wpisu dla podmiotów prawa obcego, to poprzez ujawnienie w tym rejestrze swojej zagranicznej spółki dominującej przez polską spółkę zależną nowe przepisy prawa holdingowego obejmą również i ją.

Wykonanie lub niewykonanie polecenia

W celu podjęcia się wykonania wiążącego polecenia zarząd spółki zależnej musi uprzednio podjąć dedykowaną uchwałę. Jeśli nie chce go wykonać również musi podjąć uchwałę o odmowie wykonania. Uchwała musi zostać podjęta w formie pisemnej pod rygorem nieważności i zawierać uzasadnienie. Odmowa jest obowiązkiem jeśli wykonanie polecenia prowadziłoby do niewypłacalności lub zagrożenia niewypłacalnością spółki zależnej. Natomiast, gdy spółka dominująca bezpośrednio bądź pośrednio sprawuje kontrolę nad pozostałymi spółkami zależnymi, w których występują wspólnicy albo akcjonariusze mniejszościowi niepowiązani kapitałowo, bądź w inny sposób ze spółką dominującą, wówczas taka zależna spółka może odmówić wykonania wiążącego polecenia jeśli poweźmie obawę, że jego wykonanie byłoby sprzeczne z jej interesem i mogłoby wyrządzić jej szkodę, która nie zostanie naprawiona. Prawo spółki dominującej do wydania wiążącego polecenia spółce zależnej może zostać ograniczone, lub wyłączone przez przepisy szczególne.

Umowa albo statut spółki zależnej należącej do grupy może przewidywać dodatkowe przesłanki odmowy wykonania polecenia. Niemniej spółka zależna ma obowiązek poinformować spółkę dominującą o tym, jaką decyzję podjęła. Podjęcie uchwały o wykonaniu wiążącego polecenia ułatwia zarządcom spółki zależnej uwolnić się od odpowiedzialności cywilnej związanej z jego wykonaniem. Umożliwi również wykazanie braku bezprawności czynu w zakresie odpowiedzialności karnej.

Sprawozdanie o zachowaniu warunków rynkowych

Na wzór rozwiązań w zakresie cen transferowych przy zawieraniu transakcji między podmiotami powiązanymi, dla kontroli zachowania warunków rynkowych również w przypadku grup spółek, zarządcy spółki dominującej są zobowiązani do sporządzania sprawozdań o swoich powiązaniach umownych ze spółkami zależnymi, za okres ostatniego roku obrotowego.

Odpowiedzialność wspólników za wykonanie wiążącego polecenia

Członkowie zarządu, rady nadzorczej, komisji rewizyjnej i likwidatorzy (także członkowie rady dyrektorów prostej spółki akcyjnej) spółki zależnej nie ponoszą odpowiedzialności za szkody wyrządzone wykonaniem wiążącego polecenia, a spółki dominującej – za szkody powstałe wskutek działań podejmowanych w interesie grupy spółek. Ustawa zmieniająca reguluje więc odpowiedzialności spółki dominującej za szkodę wyrządzoną spółce zależnej z tytułu wydawania wiążących poleceń, choć w sposób bardzo nieostry. Dlatego mogą powstawać liczne spory na tle ustalania, w którym momencie skończy się odpowiedzialność spółki dominującej za wyrządzone drugiej spółce szkody, skoro podjęła je przecież w „interesie grupy spółek”.

Obwiązki sprawozdawcze spółek zależnych

Celem ochrony wspólników i akcjonariuszy mniejszościowych spółek zależnych spółki te obarczono obowiązkiem sporządzania sprawozdań o swoich powiązaniach umownych ze spółką dominującą za okres ostatniego roku obrotowego. Sprawozdania mają ujawniać wydane przez spółkę dominującą wiążące polecenia.

Przymusowy wykup akcji

Mniejszościowi wspólnicy i akcjonariusze reprezentujący nie więcej niż 10% kapitału zakładowego spółki zależnej mogą żądać umieszczenia w porządku obrad najbliższego zgromadzenia wspólników, albo walnego zgromadzenia, punktu dotyczącego podjęcia uchwały o przymusowym odkupie ich udziałów, albo akcji przez spółkę dominującą, która reprezentuje bezpośrednio, pośrednio lub na podstawie porozumień z innymi osobami co najmniej 90% kapitału zakładowego spółki zależnej. Natomiast zgromadzenie wspólników lub walne zgromadzenie spółki zależnej może podjąć uchwałę o przymusowym wykupie udziałów, albo akcji wspólników, albo akcjonariuszy reprezentujących nie więcej niż 10% kapitału zakładowego przez spółkę dominującą, która reprezentuje bezpośrednio co najmniej 90% kapitału zakładowego. Umowa, albo statut spółki zależnej może przewidywać, że takie prawo przysługuje również spółce dominującej, która reprezentuje mniej niż 90% kapitału zakładowego spółki zależnej (lecz nie mniej niż 75%).

Ustanie uczestnictwa w grupie spółek

Uchwałą podjętą większością trzech czwartych głosów zgromadzenia wspólników, albo walnego zgromadzenia spółki zależnej, lub w wyniku złożonego spółce zależnej oświadczenia przez spółkę dominującą następuje ustanie uczestnictwa spółki zależnej w grupie spółek.

Zmiany dotyczące spółek kapitałowych

Nowelizacja prawa spółek to nie tylko nowe przepisy odnoszące się stricte do holdingów i koncernów spółek dominujących i zależnych, ale i spora modyfikacja regulacji KSH dotyczących spółek kapitałowych w ogóle.

Wzmocnienie roli rady nadzorczej i odpowiedzialność karna

Informacje, dokumenty, sprawozdania lub wyjaśnienia żądane przez radę nadzorczą mają być przekazywane jej najpóźniej w terminie 2 tygodni od dnia zgłoszenia żądania, a zarząd nie może ograniczać członkom rady dostępu do żądanych informacji. Za niedopełnienie tych obowiązków w terminie, lub za przekazanie informacji niezgodnych ze stanem fatycznym, czy zatajenie danych wpływających w istotny sposób na treść żądanych informacji, grozić będzie odpowiedzialność karna. Tu również, jak w przypadku wykonania wiążącego polecenia, dostęp do informacji o spółce zależnej może być ograniczony przepisami szczególnymi, np. w zakresie tajemnicy bankowej.

Rada nadzorcza może ustanowić doraźny, lub stały komitet rady nadzorczej, w którego skład wejdą jej członkowie, do pełnienia określonych czynności nadzorczych. W umowie spółki można nadać radzie nadzorczej uprawnienie do podjęcia uchwały o zbadaniu na koszt spółki danej sprawy dotyczącej spółki i jej majątku przez wybranego doradcę rady. Doradca ten może zostać powołany także do przygotowania analizy lub opinii. Rada nadzorcza została również obarczona obowiązkiem zawiadamiania biegłego rewidenta o terminie posiedzenia, którego przedmiotem będą sprawozdania z działalności spółki.

Obowiązek dołożenia odpowiedniej staranności

Na mocy dodawanych art. 2091 § 1 oraz 2141 § 1 członkowie zarządu, rady nadzorczej lub komisji rewizyjnej spółek kapitałowych zobowiązani są przy wykonywaniu swoich obowiązków dołożyć staranności wynikającej z zawodowego charakteru swojej działalności oraz dochować lojalności wobec spółki. Żaden z nich, również likwidator, nie naruszą tego obowiązku jeśli postępując lojalnie wobec spółki, będą działać w granicach uzasadnionego ryzyka gospodarczego, w tym na podstawie informacji, analiz i opinii, które powinny być uwzględnione w danych okolicznościach przy dokonywaniu starannej oceny.

Modyfikacja podstawy wymiaru składki zdrowotnej przedsiębiorców

Z dniem ogłoszenia omawianej nowelizacji weszły już w życie przepisy po raz kolejny dokonujące modyfikacji sposobu ustalania składki zdrowotnej osób fizycznych będących przedsiębiorcami oraz innych osób prowadzących działalność pozarolniczą, w szczególności w zakresie korygowania tej podstawy o tzw. różnice remanentowe. Roczną podstawę wymiaru składki na ubezpieczenie zdrowotne tych przedsiębiorców, rozliczających się na zasadach ogólnych, podatkiem liniowym, lub w ramach podatku od dochodu z kwalifikowanych praw własności intelektualnej, stanowi dochód z działalności gospodarczej ustalony za rok kalendarzowy jako różnica między osiągniętymi przychodami, z wyłączeniem niektórych przychodów niepodlegających opodatkowaniu (np. uzyskane z działalności gospodarczej prowadzonej na terenie SSE, albo z realizacji nowej inwestycji), a poniesionymi kosztami uzyskania tych przychodów, pomniejszony o kwotę opłaconych w tym roku składek na ubezpieczenia emerytalne, rentowe, chorobowe i wypadkowe, jeżeli nie zostały zaliczone do kosztów uzyskania przychodów.

Przy ustalaniu ww. dochodu nie wlicza się do niego odpisów amortyzacyjnych zaliczonych do kosztów uzyskania przychodów przed dniem 1 stycznia 2022 r. Przy ustalaniu w 2022 r. podstawy wymiaru składki na ubezpieczenie zdrowotne nie uwzględnia się różnic remanentowych.

Rozszerzenie zakazu pełnienia funkcji

Funkcję członka zarządu, rady nadzorczej, komisji rewizyjnej, likwidatora oraz prokurenta od 13 października 2022 roku nie może pełnić osoba skazana prawomocnym wyrokiem za przestępstwa określone w art. 228 – 231 kodeksu karnego, dotyczące: płatnej protekcji, udzielenia, obietnicy udzielenia, przyjmowania i wręczania korzyści majątkowych, czy przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych.

Zasady ustalania kadencji zarządu i tajemnica spółki

Jeśli umowa spółki nie stanowi inaczej, termin trwania kadencji zarządu oraz rady nadzorczej (komisji rewizyjnej) oblicza się w pełnych latach obrotowych. Na przykład: mandat członka zarządu w spółce, której rok obrotowy jest tożsamy z rokiem kalendarzowym, powołanego 1 czerwca 2022 r. na dwuletnią kadencję wygaśnie z dniem odbycia zgromadzenia wspólników zatwierdzającego sprawozdanie finansowe za rok obrotowy 2024.

Członek zarządu, rady lub komisji nie może ujawniać tajemnic spółki nie tylko w czasie swojej kadencji, ale również po wygaśnięciu swojego mandatu.

Ważne dla obecnych członów zarządów

Ustawa w przepisach przejściowych stanowi, że w zakresie mandatów członków organów spółek kapitałowych i odnośnie ich kadencji trwających w dniu wejścia w życie nowelizacji, zastosowanie mają nowe przepisy. To bardzo kontrowersyjne rozwiązanie zwłaszcza w spółkach, w których rok obrotowy nie pokrywał się z rokiem kalendarzowym. Osoba podejmująca się pełnienia określonych zadań członka zarządu czy rady nadzorczej przyjmowała na siebie świadomie ogół praw i obowiązków związanych z daną funkcją, ale obowiązujących pod rządami ówczesnych przepisów. Może to oznaczać dla spółek spore komplikacje, jeśli okaże się, że w danym przypadku, wbrew woli członka zarządu, ale również być może i samej spółki, jego kadencja wygaśnie wcześniej, lub później niż strony się na to umawiały obsadzając stanowisko.

Co nowe prawo holdingowe oznacza dla przedsiębiorców?

Kolejna rewolucja w systemie prawa spółek i grup kapitałowych, czyli podmiotów najbardziej dotkniętych licznymi zmianami i obostrzeniami w sferze i tak nie łatwych do realizacji obowiązków, jak np. w zakresie cen transferowych, oznacza dla prowadzących w tej formie działalność gospodarczą przedsiębiorców obarczenie nowymi ciężarami jak np. obowiązkiem podejmowania przez zarząd inicjatywy informacyjnej, czy obowiązkiem sprawozdawczym rady nadzorczej.

Zmiany polegają też na poszerzeniu katalogu osób wyłączonych z kręgu podmiotów dopuszczonych do roli członka: zarządu, rady nadzorczej lub komisji rewizyjnej, albo do roli likwidatora lub prokurenta, co może z kolei rodzić dla spółek konieczność zwalniania z funkcji obecnych członków niespełniających już nowych kryteriów, wypłaty im rekompensat i przede wszystkim konieczność poszukiwania na ich miejsce nowych osób – wszystko to może sprawić, że tak jak usuwany właśnie art. 7 KSH dotyczący dotychczasowego prawa holdingowego, tak i większość nowych przepisów okaże się martwa. Bo grupy spółek kapitałowych, ze względu na wysoki formalizm i zwiększoną odpowiedzialność spółek dominujących wobec wierzycieli i wspólników, albo akcjonariuszy mniejszościowych, nie będą się decydować na podjęcie uchwały o zgłoszeniu swojej grupy do KRS, celem objęcia nowymi przepisami prawa holdingowego.

Ustalenie czy danej grupy spółek dotyczą dotychczasowe przepisy KSH, czy nowe regulacje prawa holdingowego, a więc czy spółki spełniają definicję spółki dominującej, spółki od niej zależnej, czy z nią powiązanej, może nastręczać przedsiębiorcom trudności, a koszty analiz prawnych i innych niezbędnych dla wdrożenia w grupie właściwego systemu sprawozdawczego, spadną oczywiście na firmy.

Zmiany nie pomagają również w realizacji zasady pewności prawa. To z kolei może umniejszyć walory atrakcyjności prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce w formie spółki kapitałowej. Rewolucja może niekorzystnie wpłynąć na zagranicznych inwestorów i ich chęć tworzenia tu grup kapitałowych spółek i wnoszenia do nich obcego kapitału.

Korzyści i zagrożenia

Oceniając kolejne zmiany, których konieczność wprowadzenia uzasadniana jest chęcią polepszenia funkcjonowania koncernów i holdingów spółek w Polsce, nie wolno zapomnieć, że te deklarowane przez ustawodawcę jako korzystne dla przedsiębiorców wymogi zostały obwarowane surowymi karami.

Kto nie dopełni w terminie wspomnianych wcześniej obowiązków informacyjnych przekazania dokumentów, sprawozdań lub wyjaśnień, albo też przekaże je niezgodnie ze stanem faktycznym, zatai istotne dane, będzie podlegać grzywnie od 20 000 do 50 000 zł, a nawet karze ograniczenia wolności. Karane będzie także nieumyślne popełnienie tych czynów: grzywną od 6 000 do 20 000 zł. W tych samych granicach sankcji zagrożone będzie doprowadzenie do tego, że zarząd nie zapewni doradcy rady nadzorczej dostępu do ww. dokumentów, sprawozdań i informacji.

Pozytywnie należy ocenić podkreślenie w nowych przepisach, że odpowiedzialność członków organów spółek za naruszenia obowiązków dołożenia należytej staranności przy pełnieniu swoich funkcji może zostać wyłączona jeśli ich działania podejmowane były w ramach uzasadnionego ryzyka gospodarczego. Niemniej o zgodności działań osób zarządzających spółką z jej interesem rozstrzygać będą nie akcjonariusze, ale prokurator i sądy karne. Dotyczy to wszystkich spółek kapitałowych, nie tylko tworzących PGK.

Warto się przygotować i zabezpieczyć

Powyższe wnioski skłaniają do konkluzji, że działające w ramach grupy spółki kapitałowe powinny się dobrze przygotować do nowych regulacji, dokonać audytu swojej działalności, statutów i struktur organizacyjnych, i dzięki temu zabezpieczyć interes wspólnego przedsiębiorstwa. Dotyczy to szczególnie spółek zgrupowanych w transgranicznych, międzynarodowych strukturach, w których wytyczne co do podejmowania działań we wspólnym interesie grupy płyną z góry, od zagranicznej spółki dominującej.

Warto podkreślić, że nowelizacja nie stanowiła jednomyślnej woli ustawodawczej. Za jej uchwaleniem głosowało 236 posłów, za odrzuceniem 211. Całkowitego odrzucenia domagał się Senat wskazując na nadmiarową, zbędną regulację ładu korporacyjnego spółek kapitałowych, zagrożenie naruszenia interesów wspólników mniejszościowych, interesów spółek zależnych i ich wierzycieli, szkodliwą regulację obowiązków informacyjnych zarządu spółki akcyjnej wobec rady nadzorczej, czy zagrożenie otwarcia drogi do wywłaszczania akcjonariuszy mniejszościowych posiadających istotne pakiety akcji, ale mniejsze niż 25%.

Prezydent podpisał ustawę 4 kwietnia 2022 r. Wejdzie ona w życie 13 października 2022 r., z wyjątkiem przepisów dotyczących zmian w ustawie o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, które obowiązują od 13 kwietnia 2022 r.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Obawy o inflację powodują drgania na rynku kryptowalut

Obawy o inflację po raz kolejny wywołały w zeszłym tygodniu drgania na rynku kryptowalut, z dużą wyprzedażą po zeszłotygodniowych wzrostach.

Bitcoin spadł do 21 400 dolarów, tracąc w stosunku do ceny zeszłego tygodnia, kiedy jego wartość wynosiła 24 000 dolarów. Szczególnie mocno uderzyły w niego obawy o inflację, z niemieckimi danymi wyższymi niż oczekiwano, w połączeniu z protokołami FEDu, w których podkreślono, że to jeszcze nie koniec podwyżek stóp. Bitcoin ucierpiał podwójnie, również z powodu likwidacji długoterminowych pozycji na rynku przyszłości, ponieważ starał się odtworzyć zyski z poprzedniego tygodnia.

Ethereum również odnotowało dwucyfrowe spadki i obecnie znajduje się nieco poniżej 1 600 dolarów, co oznacza spadek w stosunku do zeszłotygodniowej pozycji wynoszącej prawie 1 900 dolarów. Zupełnie inaczej niż tydzień temu, kiedy to wraz z wieloma głównymi kryptowalutami był wspierany przez wiadomości o The Merge, jego zyski uległy erozji, ponieważ korelacja kryptowalut z akcjami spowodowała, że ceny reagują bardziej wrażliwie na presję w skali makro.

Podczas gdy zeszłotygodniowe cofnięcie bez wątpienia będzie frustrujące dla inwestorów, na rynku krypto dzieje się wiele, zwłaszcza że do The Merge pozostał już tylko miesiąc. Możemy zatem zobaczyć interesującą zależność pomiędzy ekscytacją związaną ze zmianami w sieci wpływającymi na cenę, a napiętą sytuacją makroekonomiczną i geopolityczną, powodującą ograniczenia.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Hakerzy wykorzystują lukę bezpieczeństwa Apple do przejęcia kontroli urządzeń

Użytkownicy iPhone’ów, iPadów oraz Maców mogli paść ofiarą ataków hakerskich. To efekt dwóch luk w zabezpieczeniach, które mogły umożliwić atakującym przejęcie kontroli nad urządzeniami. Apple poinformowało, że w obu przypadkach istnieją wiarygodne doniesienia, że ​​hakerzy już wykorzystują luki w zabezpieczeniach do atakowania użytkowników. Niezbędna jest aktualizacja oprogramowania w celu zabezpieczenia ich przed lukami w zabezpieczeniach.

Jedna ze słabości oprogramowania dotyczy jądra, najgłębszej warstwy systemu operacyjnego, która jest wspólna dla wszystkich urządzeń, poinformował Apple. Drugi dotyczy WebKit, podstawowej technologii przeglądarki internetowej Safari. W przypadku każdego z błędów firma stwierdziła, że ​była „świadoma zagrożenia oraz możliwości aktywnego jego wykorzystania”, chociaż nie podała żadnych szczegółów.

Tymczasem eksperci ds. bezpieczeństwa apelują do wszystkich posiadaczy urządzeń Apple, których dotyczy problem, o jak najszybsze zaktualizowanie oprogramowania do najnowszej wersji. – Cyberprzestępcy będą szukać każdego urządzenia, które tego nie robi, aby uzyskać dostęp do danych osobowych, za pomocą złośliwego oprogramowania lub uzyskać dostęp do sieci korporacyjnych. Krajobraz zagrożeń szybko ewoluuje, a luki w zabezpieczeniach urządzeń mobilnych i złośliwe oprogramowanie stanowią istotne i często pomijane zagrożenie zarówno dla bezpieczeństwa osobistego jak i korporacyjnego – twierdzi Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software w Polsce.

Ekspert podkreśla, że narzędzia, które wykorzystują analizę zagrożeń w czasie rzeczywistym do aktywnej ochrony przed kampaniami phishingowymi typu zero-day oraz filtrowanie adresów URL w celu blokowania dostępu do znanych złośliwych witryn z dowolnej przeglądarki (jak np. Check Point Harmony Mobile), chroniły użytkowników przed udaną próbą ataku.

Komercyjne firmy spyware, takie jak izraelska grupa NSO, znane są z identyfikowania i wykorzystywania takich wad, wykorzystując je w złośliwym oprogramowaniu, które potajemnie infekuje smartfony celów, wysysa ich zawartość i monitoruje cele w czasie rzeczywistym. NSO Group została umieszczona na czarnej liście amerykańskiego departamentu handlu, po tym jak oprogramowanie szpiegujące było wykorzystywane w Europie (Polsce), na Bliskim Wschodzie, w Afryce i Ameryce Łacińskiej przeciwko dziennikarzom, dysydentom i działaczom na rzecz praw człowieka.

Ekologistyka – przyszłość czy chwilowy trend?

Aktualna sytuacja branży TSL jest jeszcze bardziej skomplikowana niż na początku pandemii. Niepewność i strach o przyszłość narastają, a problemy związane z deficytem kierowców, finansami i nieustannymi zmianami w prawie spędzają sen z powiek właścicielom każdej firmy z branży. Czy w tym chaosie jest jeszcze jakiekolwiek miejsce na ekologistykę? – zastanawia się Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics.

Postępujące zmiany klimatu dają nam jednoznaczny sygnał, że jak najszybciej musimy zmienić sposób naszego postępowania. Wojna, Pakiet Mobilności i obawy finansowe jednak wydają się jednak spychać tę kwestię na dalszy plan i kierują uwagę branży bardziej na przetrwanie niż na inwestowanie w ekologiczne rozwiązania. Jednak czy funkcjonowanie bez zrównoważonego rozwoju jest rozsądne? Czy to właśnie na to powinniśmy skierować głównie naszą uwagę?

Sytuacja jest zła

Stan naszego środowiska zmusił Parlament Europejski do podjęcia konkretnych działań – w 2019 roku ogłosił on kryzys klimatyczny i wezwał państwa ONZ do rozpoczęcia natychmiastowych działań prowadzących do redukcji wytwarzania gazów cieplarnianych, a także do przedstawienia strategii pozwalającej na osiągnięcie do 2050 roku neutralności klimatycznej. Na skutek ówczesnych wydarzeń powstał koncept ekologistyki, zwanej inaczej zieloną logistyką, której celem jest obniżenie kosztów związanych z obszarem logistycznym i zwiększenie zysków z jednoczesnym wyeliminowaniem działań szkodliwych dla środowiska naturalnego. Ekologiczne rozwiązania w logistyce mają prowadzić do wytwarzania produktów według optymalnych metod i dystrybucji po najniższych kosztach w jak najkrótszym czasie przy jednoczesnym zmniejszeniu wskaźnika uszkodzeń i strat towarów oraz zero waste. Wizja ta być może brzmi utopijnie, jednak kryzys klimatyczny i odpowiedzialność społeczna biznesu wymagają wprowadzenia konkretnych zmian, które zbliżą nas jak najbliżej tej pożądanej rzeczywistości.

Trudne zadanie do wykonania

Logistyka jest jednym z kluczowych obszarów polskiej gospodarki, a wprowadzenie na tym polu ekologicznych rozwiązań to zadanie bardzo skomplikowane. Pierwszym wyzwaniem jest obecne uzależnienie firm od paliw kopalnianych. Niestety wprowadzenie alternatywnych źródeł pozyskiwania energii nie będzie ani tak szybkie, ani proste jakbyśmy chcieli. Dowodzą tego znaczące straty, jakie ponieśli przewoźnicy, którzy zainwestowali w ciężarówki napędzane gazem LNG. LNG jest reklamowane jako paliwo przyjazne dla środowiska, jednak od 1 sierpnia kilogram płynnego metanu podrożał o 50 proc. i obecnie doprowadza firmy transportowe na skraj bankructwa. Kolejnym wyzwaniem, jest wymaganie szybkiej dostawy produktu do klienta. Konkurencyjne firmy nieustannie prześcigają się w czasie dostawy i ta rywalizacja będzie niezwykle trudnym czynnikiem do wyeliminowania. Ostatni, niezwykle istotny w obecnych realiach aspekt, o którym warto wspomnieć, to koszty wprowadzania nowoczesnych, ekologicznych rozwiązań.

Firmy, aby zbliżyć się do neutralności klimatycznej muszą zainwestować ogromne kwoty w transport, magazyny i produkcję, a niestety coraz mniej z nich ma na to wystarczające zasoby. Co więcej, z tymi zmianami związana jest również inwestycja w szeroko pojmowaną cyfryzację. Wszelkie transformacje są jednak obecnie trudne do wprowadzenia, bowiem wojna wstrząsnęła ekologicznymi planami na zrównoważony rozwój branż z sektora TSL, chociażby ze względu na ceny paliw.

Ekologistyka i innowacyjne rozwiązania odpowiedzą na trudne czasy

Ten niezwykle trudny dla biznesu okres jest czasem dużej zmienności, a ta rodzi nagłe i niecodzienne problemy, na które trzeba być przygotowanym, aby utrzymać się na powierzchni. Dużym błędem jest nieposiadanie żadnego planu kryzysowego, ale jest nim również poleganie na planie zbyt mało elastycznym, bowiem nie jesteśmy w stanie do końca przewidzieć kierunku nadchodzących zmian a także ich konsekwencji. Jedną z tych zmian, której skutki są trudne do przewidzenia jest temat paliw -w obecnej, wojennej rzeczywistości zapotrzebowanie na alternatywne źródła zasilania będzie tylko wzrastać, co jest związane chociażby z sankcjami oraz embargami na węglowodory z Rosji (w tym ropę czy gaz), a biopaliwa, wodór czy elektryczność wydają się naturalnymi kierunkami zwrotu w transporcie. Chociaż po ostatniej sytuacji z ciężarówkami na gaz LNG, zaufanie do tego typu rozwiązań spadnie, zmiany w tym zakresie i tak będą musiały się dokonać. Nie ma natomiast wątpliwości, że farmy fotowoltaiczne będą najprawdopodobniej kluczową częścią w planach budowy nowych obiektów logistycznych. Można dojść zatem do wniosku, że przed wojną inwestycje w ekologiczne rozwiązania były w głównej mierze kierowane troską o środowisko, teraz będą przymusowe ze względu na wysokie koszty a także brak dostępności węglowodorów. Reasumując, nie ma wątpliwości, że ekologia będzie stale zwiększać swoje znaczenie dla całej branży TSL.

Zmiany rzeczywistości wymagają od firm dostosowania się do nowych warunków. Podwyżki cen LNG mocno uderzyły w ekologiczny program Unii Europejskiej. Znaczenie LNG na rynku światowym drastycznie wzrosło, bowiem ma on zastąpić gazociągowe dostawy z Rosji, a to spowodowało wzrost cen. Osoby inwestujące w ciężarówki napędzane tym gazem nie mogły spodziewać się takiego obrotu spraw, a sytuacja zwiększyła jeszcze bardziej niepokoje w branży. Jednak trzeba spojrzeć prawdzie w oczy – ekologistyka nie jest już trendem, a naszą rzeczywistością. Jak wszystko, ma to swoje dobre i złe strony, które gruntownie zmienią – i już zmieniają – realia branży TSL.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

PragmaGO otrzyma do 5 mln EUR pożyczki od Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR)

PragmaGO otrzyma do 5 000 000 EUR od Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR) w ramach pożyczki na rozwój innowacyjnych produktów finansowych dla polskiego sektora MŚP.

Pozyskane środki posłużą finansowaniu polskich mikro, małych i średnich przedsiębiorstw, wzmocnieniu ich standingu finansowego i pozycji konkurencyjnej.

„Podstawą naszej strategii jest wsparcie mikro, małych i średnich przedsiębiorstw. Dostarczamy finansowanie w formie faktoringu lub pożyczek, które jest szybkie, wygodne i nie obciąża zasobów naszych klientów. Sprowadza się to do oferowania produktów online, „na jeden klik”, zagnieżdżonych również w środowiskach naszych klientów, np. w marketplace`ach, platformach e-commerce, fakturowniach online. Projektujemy nasze produkty w taki sposób, aby pasowały do specyfiki małych podmiotów – akceptujemy niskie nominały czy brak powtarzalności transakcji.

Jesteśmy dumni, że tak duży, profesjonalny bank o bardzo wysokich standardach i wymaganiach decyduje się na rozpoczęcie współpracy z nami. To wyróżnienie i nobilitacja, a jednocześnie mamy nadzieję, że to dopiero początek wspólnej drogi. Mimo że jesteśmy największym niebankowym fintechem w segmencie finansowania B2B w Polsce, widzimy ogromną przestrzeń do dalszego rozwoju. W naszym kraju wielu małych przedsiębiorców zmaga się z utrudnionym dostępem do kapitału.

Warto podkreślić, że finansowanie z EBOR ma również na celu zapewnienie zrównoważonego rozwoju sektora prywatnego. W centrum naszego zainteresowania będą firmy dbające o środowisko, walczące z nierównościami, promujące zatrudnienie kobiet, a także firmy zarejestrowane w mniej rozwiniętych regionach Polski” – podkreśla Jacek Obrocki, Wiceprezes Zarządu PragmaGO.

Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju powstał w 1991 roku i odegrał kluczową rolę w procesie transformacji gospodarczej Europy Środkowo-Wschodniej. Obecnie Bank działa w 38 krajach, zrealizował 6 000 projektów, inwestując w nie 150 mld EUR. Dzisiaj PragmaGO dołącza do grona firm, które mogą się poszczycić podjęciem współpracy z tak cenioną instytucją, jaką jest EBOR.

Dolar najsilniejszy wobec chińskiego juana od 2 lat

Nadal utrzymuje się wysoka siła amerykańskiego dolara. Dziś jego kurs względem chińskiego juana był najwyższy sierpnia 2020. USD był również najwyżej wobec koreańskiego wona od 2009 roku, wobec malezyjskiego ringitta od 2017 roku, wobec tajwańskiego dolara od 2020 roku. Amerykański dolar osiągnął dziś też swe nowe cykliczne maksima względem islandzkiej korony.

Kurs USD/JPY utrzymywał się dziś rano w okolicach swoich 3-tygodniowych maksimów (+0,01 proc. ok. 9:15). Spadający dziś rano o 0,22 proc. kurs EUR/USD ponownie zbliżał się do parytetu (1,00196).

Polski złoty był dosyć stabilny (EUR/PLN -0,03 proc., USD/PLN +0,21 proc.).

Po 10 proc. tąpnięciu w piątek kurs Bitcoina względem USD w sobotę i niedzielę lekko zwyżkował, ale w poniedziałek rano te niewielkie zyski były niwelowane (-1 proc. ok. 9:10).

W piątek amerykański rynek akcji korygował wzrosty z ostatnich 2 miesięcy (S&P 500 1,29 proc., DJIA -0,86 proc., Nasdaq Composite -2,01 proc.).

Na początku nowego tygodnia lekka tendencja spadkowa przeważała również na rynkach akcji Azji i Oceanii. Najsilniej – o 1,1 proc. – spadał nowozelandzki NZX50.

Słabe były również giełdy europejskie (DAX -1,12 proc., CAC 40 -0,94 proc.). Cały czas na najwyższym poziomie w historii utrzymywał się turecki XU 100 (+0,01 proc.).

Słabości nie uniknęła również w poniedziałek rano GPW. Ok. godz. 9:30 WIG-20 tracił 1,01 proc. i był najniżej od 9 sesji. Wśród składników sWIG-u 80 rosnąc dziś rano o 2,2 proc. swój poprzedni historyczny szczyt z 2017 roku pokonywała dziś cena akcji Unimotu. Na drugim biegunie były akcje Newagu, które znalazły się na najniższym poziomie od 3 lat.

W Azji i Oceanii rentowności 10-letnich obligacji skarbowych rosły (wyjątkiem była Malezja). W Europie i USD dominowały dla odmiany spadki rentowności 10-latek. Przy spadku rentowności amerykańskich 10-latek o 0,67 proc. do 2,956 proc. i wzroście rentowności tamtejszych 2 latek o 0,4 proc. do 3,2509 proc. nieco zmniejszyła się skala ostrzegającej przez gospodarczą recesją „inwersji” krzywej rentowności w tym jej segmencie.

Taniała ropna naftowa. Kontrakty na WTI traciły dziś rano 2,07 proc., zaś cen ropy Brent spadała o niecały procent. Nadał tuż poniżej poziomów swoich osiągniętych w czerwcu kilkunastoletnich rekordów utrzymywała się cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie. Taniały dziś rano metale szlachetne (złoto -0,62 proc., srebro -1,1 proc., platyna -1,46 proc., pallad –0,71 proc.) i miedź (-0,87 proc.).
Najwyższy poziom w historii osiągnęła w piątek cena notowanych na ICE kontraktów na emisję dwutlenku węgla w UE. Piątkowy poziom zamknięcia 98,1 euro/tonę był nieco wyższy niż wcześniejszy rekord ustanowiony w lutym br. (96,93 euro/tonę).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Ceny mieszkań w miastach wojewódzkich – sierpień 2022

Sezon letni przynosi pierwsze jaskółki zmiany trendu cenowego na rynku mieszkaniowym. W kilku miastach wojewódzkich po drugim kwartale roku ceny nowych mieszkań zaczęły spadać, a w miastach gdzie odnotowano wzrosty, ich dynamika była już znacznie mniejsza. Spadków cen nie widać za to na razie na rynku wtórnym.

Wg ekspertów drastyczna seria podwyżek stóp procentowych, w połączeniu z inflacją i ogólnie niepewną sytuacją makroekonomiczną oraz nastawieniem konsumentów przełoży się na korektę cenową na rynku mieszkaniowym. Wg analityków PKO BP realny jest spadek cen do 5 proc. w ciągu roku.

„W scenariuszu bazowym zakładamy spadek cen mieszkań w okresie II kw. 2022 r. – I kw. 2023 r. w przedziale 0 proc. do -5 proc. Na prognozę składają się: (1) silny spadek popytu kredytowego w warunkach znacznych podwyżek stóp procentowych; (2) znaczny spadek zdolności kredytowej gospodarstw domowych po wdrożeniu ostatnich zaleceń nadzoru bankowego; (3) założenie wzrostu stopy referencyjnej do poziomu ok. 7 proc. i utrzymania jej na tym poziomie w okresie prognozy; (4) powolna reakcja podaży na słabszy popyt na mieszkania, szczególnie w sytuacji w dalszym ciągu dużej liczby projektów w budowie” – czytamy w raporcie banku.

Skala ewentualnej przeceny pozostaje jednak niewiadomą, głównie za sprawą czynników obiektywnie hamujących spadki. Chodzi  przede wszystkim o rosnące koszty inwestycji budowlanych – materiałów i robocizny. Deweloperzy mają więc ograniczone możliwości “schodzenia” z marż. Poza tym przed przeceną będą się ratować, ograniczając podaż nowych inwestycji. Mniejszy wybór mieszkań na rynku może sprzyjać utrzymaniu wysokiego poziomu cen. Nie bez znaczenia jest fakt, że w niepewnych czasach nieruchomości ciągle są traktowane jako atrakcyjna lokata kapitału, co utrzymuje popyt inwestycyjny, zwłaszcza że – m.in. w związku z napływem ludzi ze wschodu – jest wysokie zapotrzebowanie na mieszkania na wynajem.

Ceny mieszkań po II kw. 2022

Nie dysponujemy jeszcze danymi za aktualny, trzeci kwartał roku na rynku mieszkaniowym, ale na podstawie pełnych danych za pierwsze półrocze – do końca czerwca 2022, można powiedzieć, że widać już hamowanie cenowe na mieszkaniowym rynku pierwotnym. W kilku dużych miastach ceny mieszkań w II kw.2022 spadły. Poniżej zamieściliśmy wykres oraz tabelę ze średnimi cenowymi na lokalnych rynkach. Dane pochodzą z NBP, który co kwartał publikuje informacje o średnich cenach mieszkań w miastach wojewódzkich.

Wykres 1 – średnie ceny nowych mieszkań w stolicach województw w II kw. 2022 (źródło: NBP)średnie ceny nowych mieszkań w stolicach województw

Jak widzimy, co prawda w analizowanym okresie w większości miast wojewódzkich mieszkania jeszcze drożały, ale skala wzrostów cen była już jednak znacznie mniejsza niż w 2021 r., najczęściej w granicach 100 – 200 zł/mkw. Wyraźniejsze wzrosty cen zanotowano jedynie w Szczecinie, Poznaniu i Krakowie. W stolicy Małopolski stawki poszły do góry o niecałe 700 zł. Równocześnie jednak widać też – spodziewane – przełamywanie trendu. Bardzo minimalnie, bo zaledwie o 20 zł na metrze kwadratowym, ale jednak – spadły ceny mieszkań w Warszawie. O 300 zł na metrze kw. zmniejszyły się też średnie ceny w Gdańsku, a o niecałe 100 zł staniały mieszkania w Katowicach. Niewielkie spadki cen zanotowano również w Opolu i Rzeszowie.

 

Czy dane NBP istotnie wskazują, że era drożejących mieszkań odchodzi w przeszłość? Jak już wspomnieliśmy – na razie ciężko jednoznacznie przesądzać, w którą stronę pójdzie rynek. Co prawda analitycy spodziewają się przeceny, ale – jak wspominaliśmy -są też czynniki, które mogą hamować ewentualne spadki.

Rynek wtórny – przeceny nie widać

O ile na mieszkaniowym rynku pierwotnym u progu lata pojawiły się sygnały świadczące o rozpoczynającym się cyklu taniejących mieszkań, o tyle segment nieruchomości używanych na razie nie reaguje na niekorzystne czynniki makroekonomiczne, drożejący pieniądz z banków, czy też spadek popytu. Na mieszkaniowym rynku wtórnym w minionym kwartale ceny nadal wyraźnie rosły.

Wykres 2 średnie ceny używanych mieszkań w stolicach województw w II kw. 2022 (źródło: NBP)średnie ceny używanych mieszkań w stolicach województw

Największe wzrosty cen – o 8 i 7 proc. – odnotowano w Łodzi, Rzeszowie, Trójmieście i Kielcach. O ponad 6 proc. podrożały mieszkania używane we Wrocławiu, Zielonej  Górze i Białymstoku, o 5 proc. w Szczecinie i Poznaniu, a o 4 proc. w Krakowie. Najmniejsze wzrosty – o nieco ponad 1 proc. zanotowano w Warszawie. Ceny nie zmieniły się natomiast w Lublinie.

 

Powyższe dane wskazują, że rynek wtórny na razie jeszcze nie wierzy w przecenę. Oczywiście wstawiający mieszkania na sprzedaż reagują z opóźnieniem na tendencje rynkowe. Prawdziwym testem sytuacji cenowej będzie więc jesień. Na chwilę obecną wyhamowanie drożyzny mieszkaniowej widać głównie na rynku pierwotnym, ale o większej skali przecen także tu nie ma mowy.

Mieszkanie pod miastem albo do remontu

Należy się spodziewać, że w związku z ciągle drogimi mieszkaniami i drożejącymi kredytami, które skutecznie uderzają w zdolność kredytową Polaków, klienci rynku mieszkaniowego w większym zakresie będą poszukiwać tańszych alternatyw wobec wygórowanych cenowo mieszkań w stolicach województw. Z danych RynekPierowtny.pl wynika, że w miejscowościach przyległych do metropolii nowe mieszkania są tańsze – przeciętnie o 1000 do 2000 zł na metrze kwadratowym w stosunku do średnich cenowych w wiodących dużych miastach. Taki stan rzeczy będzie prowokował kupujących do poszukiwania nieruchomości w oddalonych lokalizacjach.

Innym spodziewanym trendem jest większe zainteresowanie mieszkaniami do remontu. W okresach hossy były one głównie na celowniku inwestorów pod wynajem, czy tzw. filpperów zajmujących się szybkim obrotem nieruchomościami. Dziś w związku z trudną sytuacją rynkową nieruchomości “do poprawki” mogą być w większym stopniu na celowniku osób kupujących na własny użytek.

Autor: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.pl

Najczęstsze wymówki przedsiębiorców, którzy unikają uregulowania długów

„Nie mogę spłacić długu, bo się rozwodzę”, „Nie oddam pieniędzy, bo buduję dom”, „Nie zapłaciłem, bo wierzyciel mnie zdenerwował” – wachlarz wymówek przedsiębiorców, którzy unikają uregulowania długów wobec kontrahentów, jest szeroki. Mierzą się z nimi na co dzień negocjatorzy firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso, którzy odzyskują należności dla przedsiębiorstw. Czekanie aż dłużnik sam zapłaci, kończy się bowiem zazwyczaj niczym.

Według danych Krajowego Rejestru Długów przedsiębiorcy są winni innym firmom 8,1 mld zł. Średnie zadłużenie jednego dłużnika wynosi 31,5 tys. zł. Zaległości finansowe ma blisko 260 tys. podmiotów. Wielu właścicieli firm decyduje się skorzystać z profesjonalnej windykacji w celu odzyskania należnych im pieniędzy.

Zamrożone pieniądze nie pracują

Z doświadczenia negocjatorów Kaczmarski Inkasso wynika, że wśród przedsiębiorstw, które nie płacą partnerom biznesowym za towary czy usługi, są takie, które rzeczywiście mają problemy finansowe, jak również takie, które robią to z rozmysłem.

Niestety, celowe wstrzymywanie zapłaty w transakcjach handlowych powoduje, że firmy, które nie otrzymują na czas należnych pieniędzy, nie mają z czego zapłacić swoim kontrahentom. Tworzy się błędne koło, które prowadzi do zatorów płatniczych. Im większy podmiot, tym większa sprzedaż towarów i usług, co oznacza więcej niesolidnych klientów.

Niezapłacone faktury to dla przedsiębiorstw zamrożone pieniądze, które mogłyby zostać przeznaczone na pensje dla pracowników, podatki, raty kredytów i leasingu, a także regulowanie zobowiązań wobec własnych kontrahentów oraz inwestycje w rozwój firmy. Szybkie zlecenie odzyskania należności pomaga zachować firmie stabilność finansową. Kluczowa jest właśnie ta szybka reakcja, bo im mniej czasu upłynęło od terminu zapłaty na fakturze, tym większe szanse na zwrot pieniędzy przez dłużnika – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

Badanie „Jak MŚP korzysta z windykacji”, zrealizowane przez Instytut Mands dla Kaczmarski Inkasso w grudniu 2020 r., pokazuje, że negatywny wpływ na działalność małych i średnich firm ma płatność opóźniona już o 21-30 dni. Ocenia tak 43 proc. z nich. Kiedy klient nie reguluje faktur, trzeba mu o tym przypomnieć. Rodzą się wtedy obawy, czy firma nie straci kontrahenta i zleceń. Dlatego wielu przedsiębiorców odpuszcza upominanie się o pieniądze, licząc, że klient w końcu sam zapłaci. Ale w ten sposób oni tracą płynność finansową. Ci bardziej świadomi konsekwencji niepłacenia przez partnerów, decydują się na przekazanie faktur do zewnętrznej firmy windykacyjnej.

Kiedy faktury trafią do windykacji, negocjatorzy Kaczmarski Inkasso podczas rozmów z przedsiębiorcami-dłużnikami słyszą przeróżne tłumaczenia. Muszą je zweryfikować i ustalić, czy jest to prawda czy blef. Przedsiębiorcy używają bowiem wyszukanych wymówek, aby uniknąć płacenia. Negocjatorzy nie działają we własnym imieniu, lecz na zlecenie wierzycieli, którzy zwrócili się do nich w celu odzyskania swoich pieniędzy.

„Na Ukrainę” i „na chorobę”

Negocjatorzy usłyszeli już, że dłużnik nie ureguluje faktury od kontrahenta, bo… kupił nowy samochód i nie ma teraz z czego zapłacić. Padł też argument „Jestem na wakacjach, nie mam pieniędzy, a w ogóle to nie będę rozmawiał”.

Bardzo długo były modne wymówki „na pandemię”. Nawet jeśli dłużnik miał pieniądze, to zasłaniał się trudną sytuacją w gospodarce spowodowaną epidemią koronawirusa. Teraz tłumaczeniem jest wojna na Ukrainie. To, co słyszą negocjatorzy, potwierdzają wyniki badania „Biznes a Ukraina”, przeprowadzonego z inicjatywy Krajowego Rejestru Długów przez TGM Research w marcu 2022 r. Średnio co 3. przedsiębiorca wskazywał, że doświadcza zmian w zamówieniach i płatnościach ze strony kontrahentów, które tamci tłumaczą wojną za wschodnią granicą. Ponadto, podając ten powód, kontrahenci zmniejszają wartości składanych zamówień, opóźniają płatności, proszą o dłuższe terminy zapłaty albo nawet rezygnują z planowanych zleceń.

Dłużnicy twierdzą też, że są poważnie chorzy lub idą na operację, choć nie są w stanie tego udowodnić. Przekonują, że umarł ktoś z rodziny i nie mają teraz głowy ani pieniędzy, aby zajmować się długami. Podczas następnych rozmów z negocjatorem „uśmiercają” kolejnych krewnych, uważając, że tak mocny argument zdejmie z nich ciężar konieczności spłacenia zaległości.

Materiały w górę, płatności w dół

Jest też katalog wymówek biznesowych. „To nie jest dobry moment dla mojej firmy”, „Muszę zainwestować pieniądze w inne przedsięwzięcie”, „Paliwo podrożało, więc nie zapłacę”, „Nie oddam długu, bo materiały poszły w górę”. Szczególnie to ostatnie nasi negocjatorzy słyszą teraz najczęściej. Wstrzymując płatności, przedsiębiorcy kredytują swoją działalność kosztem innych firm, co niekorzystnie wpływa na obieg pieniądza w gospodarce i powoduje zatory płatnicze – zauważa Jakub Kostecki.  

Badanie „Relacje między kontrahentami po zleceniu windykacji”, przeprowadzone przez Instytut Mands na zlecenie Kaczmarski Inkasso na przełomie maja i czerwca 2021 r., pokazało, że aż 1/3 firm zlecających windykację polubowną zaobserwowała, iż dzięki temu zwiększyła się liczba faktur, które partnerzy biznesowi zaczęli opłacać w terminie. Co więcej, firmy korzystające z windykacji polubownej są postrzegane jako wiarygodne i odpowiedzialnie podchodzące do zapłaty za swoją pracę. Wskazało tak 73 proc. małych i średnich przedsiębiorstw.

Ponad połowa przedsiębiorców przekazuje faktury do profesjonalnej firmy windykacyjnej dopiero w momencie, kiedy długotrwałe, samodzielne próby dochodzenia należności nie przynoszą efektu. Naszą rolą jest odciążenie przedsiębiorstw, którzy nie mają kompetencji do prowadzenia negocjacji i takie pokierowanie całym procesem, aby odzyskać pieniądze i nie zaburzyć relacji pomiędzy stronami. Dłużnik i wierzyciel będą mogli wówczas kontynuować współpracę na zdrowych zasadach – podsumowuje Jakub Kostecki.

Bankowość i finanse: 8 na 10 firm nie może znaleźć potrzebnych pracowników

Tylko jeden na pięciu pracodawców branży bankowości i finansów znajduje kandydata o odpowiednich kompetencjach. Firmom szczególnie trudno pozyskać osoby zajmujące się IT i analizą danych (43%) oraz obsługą klienta (38%). Sektor bankowości i finansów w Polsce jest jednym z obszarów najbardziej dotkniętych niedoborem pracowników o pożądanych umiejętnościach – wynika z najnowszego raportu ManpowerGroup. Jakich jeszcze specjalistów najtrudniej jest zrekrutować w tej branży? Które z umiejętności miękkich są najczęściej poszukiwane wśród kandydatów?

Blisko 8 na 10 pracodawców reprezentujących sektor bankowości i finansów ma problemy z obsadzeniem miejsc pracy nowymi pracownikami – takie wnioski płyną z najnowszego raportu ManpowerGroup „Niedobór talentów”. Jak pokazuje analiza, skala trudności w pozyskaniu pracowników dla tej branży w Polsce jest wyższa, niż średnia globalna dla sektora wynosząca 75%.

– Rynek pracy sektora bankowości i finansów w Polsce charakteryzuje się przede wszystkim stosunkowo dużą stabilnością zatrudnienia. Pojawia się także coraz więcej nowych możliwości zawodowych, które łączą chociażby świat bankowości ze światem IT, między innymi dzięki nieustannie postępującej automatyzacji i cyfryzacji procesów. Zmiany w systemie podatkowym wpłynęły również na oczekiwania finansowe specjalistów z tej branży, które często przewyższają możliwości budżetowe organizacji. W połączeniu z trudnościami wynikającymi z dużego zapotrzebowania na kandydatów i wysokimi oczekiwaniami wobec ich profilu, skala trudności w znalezieniu odpowiednich pracowników jest wysoka. Jednym z zauważalnych trendów rynku pracy bankowości i finansów jest wdrożenie możliwości częściowej pracy zdalnej. Organizacje z tego sektora w dużych miastach wdrażają przede wszystkim model hybrydowy, rzadko całkowicie zdalny lub w 100% z biura. Trochę inaczej wygląda sytuacja w mniejszych miejscowościach. Firmy są często bardziej skłonne do zaproponowania pracy w pełni zdalnej ze względu na duży niedobór kandydatów na rynku lokalnym. By przyciągnąć talenty i zwiększyć swoją atrakcyjność, firmy starają się elastycznie dopasować do potrzeb kandydatów. Słuchają ich potrzeb i w miarę możliwości wprowadzają rozwiązania odpowiednie dla pracowników. Dodatkowo, organizacje są skłonne negocjować wynagrodzenia, tworzą także atrakcyjną ofertę szkoleń rozwojowych czy kursów certyfikacyjnych – mówi Marta Szymańska, manager zatrudnienia stałego w Manpower.

Pracodawcy najczęściej borykają się z trudnościami w obsadzeniu stanowisk specjalistami IT i analizy danych, o czym mówi 43% badanych firm. Organizacje sygnalizują także brak kandydatów w obszarze obsługi klienta (38%) oraz administracji (36%). Z kolei w ujęciu globalnym firmy najczęściej wskazywały trudności z rekrutacją osób zajmujących się IT i analizą danych (35%) oraz marketingiem i sprzedażą (29%). Globalnie wyzwaniem jest także pozyskanie specjalistów obsługi klienta (23%).

Jak dodaje ekspertka, pracodawcy z sektora bankowości i finansów zwracają również uwagę na wysoko rozwinięte kompetencje miękkie. – Wymagania wobec kandydatów utrzymujące się na niezmiennie wysokim poziomie, przekładają się na to, że liczba pracowników na rynku nie jest w stanie zaspokoić zapotrzebowania organizacji. Specjaliści z branży bankowości oraz finansów zawsze byli tą grupą zawodową, która niechętnie podchodziła do zmiany pracy. Wraz z wprowadzeniem zdalnego modelu rekrutacji, kandydaci otworzyli się na rozmowy kwalifikacyjne, między innymi po to, by sprawdzić co oferuje rynek. W konsekwencji często uczestniczą w kilku procesach rekrutacyjnych jednocześnie, pomimo że ich motywacja do zmiany organizacji nie jest zbyt silna. Dodatkowo kandydaci, którzy decydują się na złożenie wypowiedzenia mogą w niektórych przypadkach liczyć na kontrofertę obecnego pracodawcy, co często utrudnia i znacznie wydłuża proces rekrutacji – podsumowuje Marta Szymańska.

Wśród najtrudniejszych do zrekrutowania przez organizacje z branży bankowości i finansów kompetencji miękkich pracowników znalazły się odporność na stres i umiejętność adaptacji (39%), a także analizy oraz krytycznego myślenia (34%). Brakuje również osób wykazujących się łatwością w rozwiązywaniu problemów (34%), kreatywnych (30%) i podejmujących inicjatywy (30%).

Fundusz SATUS Games inwestuje w firmę EpicVR

Działający od 2020 roku Fundusz SATUS Games, powołany przez Bloober Team i SATUS, zainwestował w firmę EpicVR – twórcę technologii i aplikacji VR/AR oraz producenta gier Virtual Reality. Dzięki kwocie 1,2 mln zł krakowska spółka wzmocni zespół pracujący m.in. nad portem do Builder Simulator na VR oraz swoją autorską grą Reptile Park.

Cieszymy się, że w naszą działalność uwierzył fundusz SATUS Games, wspierający firmy działające w sektorze gier. Dzięki otrzymanej kwocie powiększymy zespół, który obecnie liczy 22 osoby. Wierzymy, że wpłynie to pozytywnie na rozwój naszego biznesu oraz jakość projektów, nad którymi obecnie pracujemy – mówi Adrian Łapczyński, prezes EpicVR.

SATUS Games to podmiot z rodziny funduszy VC SATUS. Buduje on fundusze seed i venture capital. Działalność funduszu polega na wspieraniu nowatorskich spółek i startupów, działających w branżach gier i nowych technologii w modelu bridge-to-IPO, bridge-to-round, oraz bridge-to-publisher.

Dokonaliśmy inwestycji nie tyle w samą spółkę i jej dotychczasowe osiągnięcia, ale przede wszystkim w bardzo silny zespół poparty ciekawą wizją rozwoju EpicVR – powiedział Wojciech Woziwodzki, partner zarządzający SATUS Games.

Aktualnie EpicVR pracuje nad portem VR do gry Builder Simulator oraz nad swoim autorskim, survivalowym tytułem Reptile Park. Builder Simulator to gra wydana przez firmę Live Motion Games z grupy PlayWay, w której gracz wciela się w rolę budowlańca. Z kolei Reptile Park to projekt inspirowany znanymi serialami czy filmami, takimi jak Zagubieni (Lost) i Park Jurajski. Umożliwi on użytkownikom, przeniesienie się na wyspę zamieszkaną przez prehistoryczne gady.

Przy Builder Simulator skupiamy się teraz nad przeniesieniem mechaniki menu i tutorialu do świata VR. Natomiast jeśli chodzi o Reptile Park, jesteśmy na etapie realizacji prac końcowych trailera gry. Mamy nadzieję, że docelowo nasze starania zadowolą graczy i zapewnią im wiele godzin wciągającej rozrywki – podsumowuje Adrian Łapczyński.

Poza działalnością w sektorze gier – EpicVR zajmuje się również tworzeniem rozwiązań szkoleniowych w Virtual Reality. W ostatnim czasie firma stworzyła aplikację WSS VR, będącą realistycznym symulatorem procesów manualnych w logistyce. Rozwiązanie jest obecnie testowane przed jedną z holenderskich firm logistycznych. Krakowska spółka pracuje także nad narzędziem przeznaczonym dla użytkowników przestrzeni Metaverse. W związku z tym projektem – opracowano już gotowy system multiplayer dedykowany dla VR. W kolejnym etapie rozwijany będzie autorski system realistycznych awatarów.

EpicVR zamierza dołączyć do spółek notowanych na rynku NewConnect. Udziałowcami EpicVR są również giełdowe spółki w postaci Grupy PlayWay oraz Arts Alliance.

Z szacunków wynika, że światowy rynek VR osiągnie wartość ponad 184 mld dolarów do 2026 roku.

Podwykonawcy na budowach czekają na waloryzację kontraktów. Rośnie ryzyko przerywania inwestycji

Trudna sytuacja w branży budowlanej sprawiła, że trwają prace nad ustawą dot. waloryzacji kontraktów. Ministerstwo Rozwoju i Technologii podaje, że przepisy wkrótce wejdą w życie. Natomiast podwykonawcy twierdzą, że generalni wykonawcy obecnie nie chcą podnosić im wynagrodzeń. Jednak resort dąży do zabezpieczenia ich interesów. Według ekspertów, obecny limit waloryzacji jest za niski. 10% może pokryć tylko wybrane kontrakty, a już teraz podwykonawcy mówią, że realizacja zdrożała o minimum 15-20%, a u tych, którzy muszą zapewnić swój materiał, nawet o 30%. Dlatego z każdym dniem rośnie ryzyko odstępowania od zawartych już umów i schodzenia z placów budów, bo dla podwykonawców przestaje to być opłacalne. Znawcy tematu ostrzegają, że jeżeli nic się nie poprawi, to nad wieloma firmami zawiśnie groźba bankructw i masowych zwolnień pracowników.

Czas na zmiany

Podwyżki cen materiałów i paliw oraz płac mocno uderzają w firmy działające w budowlance, szczególnie w podwykonawców. Jak informuje branża, dla przykładu od początku roku materiały szalunkowe poszły w górę o 70%. Energia eklektyczna podrożała o 60%, a wynagrodzenia wzrosły o 20%. Stal w najgorszym momencie zdrożała ponad trzykrotnie. Dlatego przedsiębiorcy apelują o pilne wdrożenie zmian w prawie. Jak podaje Ministerstwo Rozwoju i Technologii (MRiT), obecnie trwają konsultacje projektu ustawy dot. waloryzacji kontraktów. Resort chce jak najszybciej zakończyć etap przygotowywania przepisów i rozpocząć proces legislacyjny. Przewidywany termin wejścia w życie to jeszcze III kwartał 2022 roku.

– Dopóki podwykonawcy nie uzyskają realnego prawa do waloryzacji od początku swoich robót oraz w pełnym zakresie zmian cen materiałów lub kosztów, to większość podwykonawców w ogóle nie dostanie jakiejkolwiek waloryzacji umowy – komentuje Robert Gil, dyrektor sprzedaży jednej z wiodących spółek w branży oznakowania dróg w Polsce.

Z doświadczenia innych osób z branży wynika, że same zalecenia i wytyczne w praktyce nie funkcjonują. Dlatego z przepisów prawa jasno powinno wynikać, że waloryzacja dotyczy podwykonawców w takim samym zakresie, jak generalnych wykonawców. Umowy podpisane w latach 2020-2021 są realizowane w oparciu o przepisy starej ustawy Pzp (Prawo zamówień publicznych). Nie mówiły one wprost o waloryzacji wynagrodzeń podwykonawców. Natomiast resort obecnie prowadzi konsultacje ze wszystkimi chętnymi podmiotami, niezależnie od ich roli w procesie realizacji zamówień. Katalog propozycji zgłaszanych przez przedsiębiorców jest bardzo szeroki. Zawiera postulaty, od wprowadzenia obowiązkowej waloryzacji do przygotowania jedynie stosownych wytycznych dla zamawiających. Do momentu zakończenia prac nad projektem regulacji, MRiT jest otwarte na propozycje ze strony środowiska przedsiębiorców.

– Rekomendacje Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych w zakresie przykładowych klauzul przeglądowych dla 12 rodzaju branż, w tym budowlanej, zostały opracowane i udostępnione na potrzeby nowego PZP już w 2020 r. Aktualnie trwają prace z przedstawicielami wykonawców i zamawiających w obszarze klauzul waloryzacyjnych oraz przeglądowych dla branży budowlanej. Szeroki udział przedstawicieli wykonawców i zamawiających gwarantuje wszechstronną perspektywę spojrzenia na zagadnienie – zaznacza Michał Trybusz z Urzędu Zamówień Publicznych (UZP).

Prace dotyczące klauzul przeglądowych koncentrują się na ewentualnej aktualizacji i dodaniu nowych aspektów do ww. rekomendacji Prezesa UZP. Natomiast działania w zakresie klauzul waloryzacyjnych zmierzają do stworzenia kilku przykładowych, uwzględniających różne typy kontraktów, z którymi mają do czynienia zamawiający różnego szczebla.

– Na początku br. podniesiony został maksymalny limit waloryzacji na kontraktach drogowych prowadzonych przez GDDKiA z 5 do 10%. W związku ze znaczącym wzrostem cen materiałów i usług, spowodowanych m.in. wojną na Ukrainie, resort zaproponował wyższy limit także dla kontraktów już realizowanych. W maju Rada Ministrów przyjęła projekty uchwał opracowanych przez Ministra Infrastruktury, zakładających zwiększenie limitu finansowego Programu Budowy Dróg Krajowych o 2,6 mld zł oraz Programu Budowy 100 Obwodnic o 115 mln zł. To pozwoli na wprowadzenie mechanizmu waloryzacji na wszystkich kontraktach zawartych na realizację dróg krajowych na poziomie do 10% – informuje Szymon Huptyś, rzecznik prasowy Ministerstwa Infrastruktury.

Kluczowa waloryzacja

Prace legislacyjne toczą się, ale niektórzy podwykonawcy skarżą się, że generalni wykonawcy nie są obecnie zbyt chętni do podnoszenia im wynagrodzeń. Jak zaznacza Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa (PZPB), trudno jest uogólniać. Ekspert ma kontakt z wieloma generalnymi wykonawcami, którzy waloryzują wynagrodzenia, mimo że inwestor im za to nie płaci. Najczęściej jest tak, że generalny wykonawca nie wyraża zgody na taki ruch, jeśli jego wynagrodzenie nie zostało podniesione. Regułą polskiego rynku jest to, że inwestorzy w nikłym stopniu waloryzują wypłaty.

– Chcemy, aby wypłata waloryzacji nie zależała od decyzji generalnego wykonawcy. Wiadomo, że sądy potwierdziłyby nasze stanowisko, ale jest to proces długotrwały. Niewiele firm zdecyduje się na drogę sądową z obawy, że się nie doczeka zakończenia sprawy. Dlatego też, konstruując nowe przepisy, należy pamiętać o podwykonawcach, którzy w rzeczywistości – jako faktyczni wykonawcy robót i usług – ponoszą zwiększone koszty. Generalni wykonawcy w większości przypadków nie dysponują swoimi brygadami roboczymi. Wszystkie prace, usługi, paliwa, zakupy materiałów czy też dostawy zlecają podwykonawcom. Sami de facto zarządzają tylko kontraktami – mówi anonimowo prezes jednej z firm budowlanych z woj. śląskiego.

Tymczasem resort zapewnia, że kwestia waloryzacji wynagrodzeń podwykonawców będzie uwzględniona w projektowanych regulacjach, bo z wielu stron płyną takie postulaty. Wzrost cen materiałów oraz innych kosztów realizacji zawartych umów dotyka bowiem zarówno generalnych wykonawców, jak i podwykonawców. Podobnie jak w przypadku prac nad nowym prawem zamówień publicznych czy też tzw. regulacji covidowych, resort dąży do odpowiedniego zabezpieczenia interesów podwykonawców w zakresie waloryzacji wynagrodzeń. Przewiduje się, że generalny wykonawca, którego wynagrodzenie zostało zwaloryzowane, będzie zobowiązany do odpowiedniej waloryzacji wynagrodzenia podwykonawców biorących udział w realizacji zamówienia. I tutaj eksperci z branży zwracają uwagę na to, że nowe przepisy powinny wprost określać, że waloryzacja wynagrodzenia dotyczy głównie podwykonawców. Nie można zostawiać takiej decyzji generalnym wykonawcom.

– Pojawiły się już propozycje aneksów waloryzacyjnych do kontraktów, które mają być odpowiedzią na znaczny wzrost cen materiałów, paliw i usług związanych z wojną na Ukrainie. Niestety, nadal generalny wykonawca nie musi waloryzować robót podwykonawcy w oparciu o pełny koszyk waloryzacyjny, ale  tylko o obowiązkowy wskaźnik CPI oraz jeden inny wybrany wskaźnik – zwraca uwagę Robert Gil.

Jak informuje Ministerstwo Rozwoju i Technologii, kwestia sposobu efektywnego zabezpieczenia interesów podwykonawców jest cały czas przedmiotem szeregu prac i analiz. Resort stoi na stanowisku, że poziom ochrony ich interesów powinien co najmniej odpowiadać poziomowi zabezpieczenia interesów generalnych wykonawców. Podobnie jak w przypadku tzw. regulacji covidowych, przygotowywane rozwiązanie nie zakłada nakładania kar umownych na zamawiających za brak zmiany umowy z wykonawcą (generalnym wykonawcą).

– Ważne jest, żeby uregulowano odpowiedzialność dla generalnych wykonawców, którzy nie chcą waloryzować wynagrodzeń. Niestety z naszych doświadczeń wynika, że jeżeli nie zostaną oni odgórnie zobowiązani do tego, to z własnej woli raczej nie decydują się na taki ruch – twierdzi prezes śląskiej firmy budowlanej.

Procenty pod lupą

Eksperci z branży budowlanej twierdzą, że maksymalny limit waloryzacji jest za niski. W opinii wielu z nich, 10% nie pokrywa rzeczywistego wzrostu kosztów. Jednocześnie znawcy tematu dodają, że ewentualne odstąpienie od umowy na skutek nagłego wzrostu cen nie jest taką prostą sprawą. Zwykle taka decyzja oznacza zapłatę kary umownej i sprawę w sądzie. Na wyrok czeka się czasem latami i nigdy nie wiadomo, jaki on będzie, więc lepiej próbować innych rozwiązań.

– 10% może pokryć pewne kontrakty, które są na końcowym etapie realizacji. Natomiast jeśli ktoś miał głównie roboty asfaltowe albo stalowe, to taki limit właściwie nic nie znaczy. Wnioskowaliśmy do ministra o 18%. A gdyby z jakiegoś powodu ceny kiedyś zaczęły spadać, to i ww. próg mógłby być obniżony. Natomiast co do zasady jesteśmy zwolennikami braku maksymalnego limitu, bo to jest światowy standard. Takie rozwiązanie funkcjonuje np. w Czechach czy Rumunii. Ponadto w Polsce są też kontrakty, nawet w GDDiA, np. na budowę kilku tuneli górskich, w których nie ma limitów waloryzacji – podkreśla prezes PZPB.

Jak wskazuje prezes śląskiej firmy, obecnie podwykonawcy realizują kontrakty, narażając się na spore straty. W dalszej perspektywie, żaden z przedsiębiorców nie udźwignie finansowo kontynuowania umów bez waloryzacji wynagrodzeń. To jest prosta droga do upadłości, bankructw oraz masowych zwolnień pracowników. I w tym miejscu należy zaznaczyć, że sami generalni wykonawcy potwierdzają ten problem w czasopiśmie GDMT geoinżynieria drogi mosty tunele 2/2022. Dlatego szczególnie ważne jest, żeby nowe regulacje zostały wprowadzone jak najszybciej. Nie można dopuścić do zatrzymania rozpoczętych inwestycji publicznych w kraju. Jeśli w miejsce upadłych wejdą nowe firmy podwykonawcze, to wynagrodzenia za usługi budowlane będą dużo wyższe niż koszty waloryzacji, o których mowa.

– Zgodnie z zasadami waloryzacyjnymi, połowę ryzyka związanego ze wzrostem kosztów realizacji kontraktów przejmują inwestorzy, a drugą część – generalni wykonawcy. I ten mechanizm jest obligatoryjnie przenoszony na zasadach jeden do jednego w dół, tzn. na podwykonawcę i dalszych podwykonawców. Jednak, naszym zdaniem, on nie powinien być w proporcji 50 do 50. To powinno być 80 do 20, czyli waloryzację należałoby naliczać na 80% wynagrodzenia, a nie na 50%. Bo faktycznie więcej niż połowa kosztów rośnie. Średnio zysk w robotach budowlanych z reguły wynosi na poziomie generalnego wykonawcy 5%, a na poziomie podwykonawców 10-12% – analizuje prezes Styliński.

Aktualnie do MRiT nie docierają sygnały wskazujące na nasilające się zjawisko odstępowania przez wykonawców lub podwykonawców od zawartych umów. Resort podkreśla, że nowe prawo zamówień publicznych znacznie wzmocniło ochronę interesów podwykonawców, gdyż w pracach nad nim uwzględniono doświadczenia wynikające z poprzednich kryzysów na rynku zamówień publicznych. Jednak niektóre podmioty z branży nie są aż tak optymistycznie do tego nastawione. I ostrzegają, że jeśli umowy zaczną być masowo zrywane, to będzie już za późno na zmiany w prawodawstwie.

– Mamy taki model rynku, gdzie opieramy się na różnych firmach specjalistycznych, tj. z reguły na mniejszych podwykonawcach. Jeśli one odstąpią od umów, to inwestycje nie będą realizowane. Ryzyko było widoczne już w marcu, a dziś rośnie i waloryzacja naprawdę stała się niezbędna. Jeśli zmiany będą się przedłużać, to będziemy mieli lawinę takich odstąpień i utrudnień dla procesów inwestycyjnych. Trzeba wprowadzać mechanizmy waloryzacji, które później realnie odzwierciedlą wzrosty cen, jakich spodziewamy się od przełomu lat 2023 i 2024, po korekcie w najbliższych miesiącach – podsumowuje prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

22 sierpnia mija termin na zmianę formy opodatkowania

Ryczałtowcy, którzy chcieliby od drugiego półrocza przejść na skalę podatkową, mogą to zrobić do 22 sierpnia. Aby zmienić formę opodatkowania, należy zmodyfikować wpis w CEIDG na stronie biznes.gov.pl. Eksperci inFakt wyjaśniają dla kogo taka zmiana jest korzystna.

Po wyborze skali podatkowej podatnik będzie mógł w rozliczeniu za 2022 rok skorzystać z pełnej kwoty wolnej od podatku (30 tys. zł). Do drugiego progu podatkowego będzie wpadał po przekroczeniu kwoty 120 tys. zł.  Co ważne, do tych limitów nie będzie brany pod uwagę przychód z pierwszej połowy roku, który był rozliczany jeszcze według ryczałtu. Przejście na skalę podatkową może więc być dla wielu przedsiębiorców opłacalne.

Korzyści ze zmiany formy opodatkowania odczują wszyscy, którzy za drugą połowę roku osiągną przychody do 135 tys. zł (a za cały rok – 270 tys. zł), przy opłacanym dużym ZUS i stawce ryczałtu 17%. Zysk co prawda jest w tej sytuacji niewielki, bo wyniesie ok. 100 zł, jednak im mniejsze przychody podatnik osiągnie w drugiej połowie roku, tym korzyść będzie większa.

Przykładowo: dla przychodów w wysokości 200 tys. zł w ciągu roku (po 100 tys. zł w każdym półroczu) i przy stawce ryczałtu 17%, przejście na skalę w połowie roku daje korzyść w wysokości około 3 tys. zł. Z kolei jeśli podatnik stosuje ogólną, najbardziej popularną stawkę dla usług – 8,5% i osiąga 130 tys. zł przychodu rocznie (po 65 tys. zł na każde półrocze), to przy zmianie w połowie roku zyska ok. 900 zł (bez kosztów).

Okazja na zakupy sprzętów do firmy

Poziom osiągniętych korzyści będzie więc uzależniony głównie od stawki ryczałtu, wartości przychodów osiąganych w drugim półroczu i kosztów, które obniżają podstawę opodatkowania. Co więcej, wybór skali w połowie roku może być dla podatnika jeszcze korzystniejszy, jeśli będzie ponosił koszty. Obecni ryczałtowcy mogą się zastanowić czy w drugim półroczu nie doposażyć firmy np. w nowy komputer czy inne składniki majątkowe. Skala da im możliwość zaliczenia tego w koszty, czego nie mogą zrobić na ryczałcie. Półroczne „okienko” jest do takich celów świetną okazją.

Z jakich ulg nie można skorzystać po zmianie formy opodatkowania?

Po przejściu na skalę podatkową od połowy roku nie będzie można rozliczyć się za 2022 rok wspólnie z małżonkiem. Podatnik nie będzie mógł też skorzystać z preferencyjnego rozliczenia dla osób samotnie wychowujących dziecko. Będzie natomiast przysługiwało mu prawo do skorzystania z ulgi prorodzinnej, czyli obniżenia podatku w wysokości 1112 zł na pierwsze i drugie dziecko, 2000 zł na trzecie i 2700 na czwarte i każde kolejne.

Co z ZUS i składką zdrowotną?

Składka zdrowotna należna za lipiec, a więc płatna w sierpniu, będzie wynosiła wartość minimalną – 270,90 zł dla wszystkich, którzy zmienią formę opodatkowania od połowy roku. Dzieje się tak dlatego, że aby obliczyć składkę zdrowotną na skali podatkowej, należałoby użyć dochodu z czerwca. Podatnik był jednak wtedy jeszcze na ryczałcie, dlatego w tej sytuacji nie można użyć dochodu. Jest to z pewnością dobra wiadomość dla podatników. Dopiero składka zdrowotna za sierpień, płatna we wrześniu, będzie wyliczana klasycznie jako 9% dochodu z lipca.

Co ważne, podatnik powinien poinformować ZUS o zmianie formy opodatkowania dopiero w maju 2023 roku, składając druk ZUS DRA za kwiecień 2023. Wówczas będzie musiał oznaczyć specjalne pole informując, że zmienił w ubiegłym roku formę opodatkowania i przeszedł na skalę podatkową.

Zwrot nadpłaty składki za 2022 rok tylko w maju 2023!

Warto zapamiętać datę: maj 2023 roku także dlatego, że wtedy będzie można dopłacić ewentualną niedopłatę składki zdrowotnej do 22 maja lub zawnioskować o zwrot nadpłaty składki. Co bardzo ważne, o zwrot można będzie ubiegać się tylko w maju. Jeśli podatnik przegapi ten termin, to zwrotu nie otrzyma.

Dwa PIT-y za 2022 rok

Jeśli podatnik zmieni formę opodatkowania za 2022 rok, będzie musiał w 2023 roku złożyć dwa PIT-y: PIT-28 dla ryczałtu i PIT-36 dla skali podatkowej. Od przyszłego roku terminy składania PIT-ów będą uproszczone i wszyscy będą mieli taki obowiązek do 30 kwietnia.

Trzeba również pamiętać, że zmiana formy opodatkowania w CEIDG do 22 sierpnia br. jest wiążąca na kolejne lata. Będzie nadal obowiązywać podatnika, nawet gdy nie zmieni jej w 2023 roku. Jeśli więc ktoś będzie chciał wrócić na ryczałt powinien pamiętać, żeby na początku roku ponownie zmienić wpis w CEIDG.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Sytuacja na Odrze to katastrofa dla przetwórców i rybaków. „Takiej tragedii nie było od 70 lat”

Rybacy i przetwórcy rybni w obliczu największego kryzysu w historii. „Jeżeli połowy nie ruszą szybko, to stoimy przed widmem bankructwa”.

Nie tylko wypożyczalnie sprzętu turystycznego, lokale gastronomiczne i ośrodki turystyczne mają poważny problem wynikający z katastrofy ekologicznej na Odrze. Niemal z dnia na dzień możliwość funkcjonowania stracili także rybacy, przetwórcy i spółdzielnie rybackie. – Dla rybaków to katastrofa. Podobnie jest ze spółdzielniami rybackimi, skupami ryb, przetwórcami i innymi firmami dla których Odra była rzeką eksploatowaną gospodarczo – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Odra jest rzeką życiodajną nie tylko dla ryb, ale także dla przedsiębiorców. Jej zamknięcie na dłużej to bankructwo wielu firm i kryzys w sektorze rybackim, a co za tym idzie gospodarczym. Kryzys jakiego nie widzieliśmy od lat – mówi Hanna Mojsiuk.

„Poza Odrą nie mamy żadnego źródła dochodu”

Katastrofa ekologiczna na Odrze z dnia na dzień pozbawiła wiele firm możliwości normalnego funkcjonowania. Odebraliśmy mnóstwo telefonów od rybaków, spółdzielni rybackich oraz zrzeszeń – wszyscy przyznają zgodnie, że dla nich zakaz połowu i degradacja rzeki to sytuacja mogąca szybko doprowadzić ich do bankructwa.

– Zakaz jeszcze nie przekłada się na całkowity zaraz produkcji w zakładzie, bo mamy zgromadzone zapasy, ale myśleliśmy, że będziemy je wykorzystywać jesienią i wiosną. Potrzebuję od 100 do 200 ton ryb w magazynie. Na dzisiaj mam 50. Jeżeli połowy ruszą szybko to sobie poradzimy, ale jeżeli połowy będą zatrzymane jeszcze kilka tygodni to będziemy całkowicie zablokowani. To będzie katastrofa dla przetwórców, nie wiem czy nie doprowadzi to do bankructwa przedsiębiorstwa-  mówi Witold Łojak, członek zarządu firmy McLean Brothers. – Oczekujemy działań interwencyjnych, decyzja o odwieszeniu połowów musi zostać podjęta tak szybko jak to tylko jest możliwe, gdy okaże się, że badania Odry są pozytywne – dodaje Łojak.

– Rybacka Spółdzielnia Rybacka Regalica w Gryfinie poza Odrą nie mają żadnego źródła dochodu. Sytuacja jest dramatyczna i pozbawiła nas wszelkich dochodów związanych z naszą działalnością. Jesteśmy kompletnie odcięci od wpływów  – mówi Krzysztof Grzelak, Prezes Spółdzielni Rybackiej Regalica.  – Oczekujemy wsparcia ze strony rządu i zabezpieczenia rybakom i spółdzielcom środków do życia jeżeli okaże się, że kryzys odrzański potrwa dłużej. Gospodarujemy na Odrze 70 lat i podobnego kryzysu nie pamiętam. Obawiam się, że nie będzie w najbliższym czasie ryby w Odrze, że z tego narybku, który zostanie wpuszczony nie będziemy mogli szybko korzystać. Obawiamy się także złego wizerunku spożywania ryb, boimy się, że klienci nie będą chcieli ryby kupować – mówi Prezes Grzelak.

Prezes Hanna Mojsiuk: „Jakie wsparcie dla przedsiębiorców? Czas na konkrety!”

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie oraz Unia Izb Odry i Łaby zwracają uwagę, że kryzys odrzański to problem wielowymiarowy, który wymaga pilnej interwencji ze strony władz rządowych oraz samorządowych.

– Odra to źródło utrzymania dla tysięcy mieszkańców Pomorza Zachodniego. Zakaz połowu w momencie skażenia lub niepewności, co do przyczyn katastrofy ekologicznej jest zrozumiały. Musimy jednak pamiętać, że taka sytuacja wiąże się z koniecznością pilnych rekompensat dla podmiotów, które ponoszą straty. Nie możemy zabrać ludziom możliwości działania, a jednocześnie nie informować ich czy należy im się pomoc i wsparcie. Informacje ze strony rządzących są bardzo lakoniczne. Jako Północna Izba Gospodarcza mówimy: czas na konkrety – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Oczekujemy wsparcia dla rybaków, spółdzielni rybackich, przetwórców rybnych, przedstawicieli sportu i rekreacji, turystyki, gastronomii oraz wędkarstwa, hotelarstwa i agroturystyki. Wszyscy przedsiębiorcy, którzy udowodnią, że kryzys odrzański sprawił, że ponieśli straty powinni zostać zauważeni i powinni otrzymać wsparcie – dodaje Hanna Mojsiuk.

Dolar znów rośnie w siłę

Amerykańska waluta przeczekała dzień po publikacji minutek i znów atakuje coraz wyższe poziomy względem euro. Jeżeli trend się utrzyma, szybko zobaczymy kolejne zbliżenie się do parytetu wymiany 1 euro za 1 dolara.

Rynek przetrawił minutki FED

Publikacja minutek FED, czyli stenogramów z posiedzenia, w samą środę nie wywołała zbytnich reakcji rynków. Było to dość dziwne, biorąc pod uwagę, że mowa była o zdecydowanej walce z inflacją, czy akceptowaniu spowolnienia. Nie minęła jednak doba i inwestorzy doszli do wniosku, że to jednak zapowiedź wyższych podwyżek, niż dotychczas sądzono. Można to oczywiście łączyć z czwartkowymi danymi z USA. Były one lepsze w przypadku wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, ale słabsze przy sprzedaży domów na rynku wtórnym. Ciężko zatem nimi uzasadnić około 1-centowe umocnienie dolara względem euro. Patrząc jednak na zmiany nastrojów na rynku kontraktów terminowych na stopę procentową, widać wyraźnie, że coś się dzieje i kapitał znów jest ściągany za ocean.

Odwrót od złotego

Nic tak nie przeszkadza ostatnio polskiej walucie, jak zasysanie kapitału w stronę dolara. To właśnie mocniejszy dolar odpowiada za słabość polskiej waluty. Odpływ kapitału z Polski widać zresztą nie tylko na kursach walut. Rośnie rentowność 10-letnich obligacji, które od początku tygodnia zmieniły swoje oprocentowanie na rynku z 5,35% na ponad 6%. Z drugiej strony mamy też polski parkiet giełdowy, który mimo że większość największych rynków rośnie, ten z kolei z jakiegoś powodu od kilku miesięcy podąża w trendzie bocznym. Widać zatem, że dzieje się tutaj coś złego względem innych giełd.

Turcja obniża stopy procentowe

Teoria ekonomiczna w Turcji to temat wielu żartów w branży finansowej. Prezydent Erdogan ma kilka bardzo odważnych koncepcji, idących absolutnie pod prąd obecnej wiedzy w tej dziedzinie. Niestety od posiadania koncepcji do działania jest w tym autorytarnym kraju krótka droga. W rezultacie Bank Centralny działa zgodnie z założeniem, że to wysokie stopy procentowe powodują inflację. Mając to na uwadze, wczorajsza obniżka głównej stopy procentowej o 1% do 13% nie jest aż takim zaskoczeniem. Mało jest jednak państw na świecie, które przy inflacji ocierającej się o 80% obniżyłyby stopy procentowe. Co ciekawe, rynki były względnie gotowe na tę niespodziankę. Po krótkiej przecenie lira odzyskała swoją wartość względem euro do końca dnia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak istotnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Bitcoin osuwa się po kilkunastu dniach konsolidacji

  • Bitcoin osuwa się po kilkunastu dniach konsolidacji
  • Ethereum w oczekiwaniu na the Merge
  • Znaczący spadek nastrojów na rynku

Po rajdzie Bitcoina i całego rynku kryptowalut w lipcu, pierwsza połowa sierpnia charakteryzowała się stabilizacją sytuacji na rynku. Na początku trwającego tygodnia Bitcoin próbował przełamać impas i podjął próbę wybicia powyżej silnego oporu na poziomie 25 tys. dolarów. Ostatecznie presja podażowa zepchnęła byki poniżej. W następstwie Bitcoin zaliczył kilka sesji spadkowych z rzędu, a w piątek rano spadł gwałtownie poniżej granicy 22 tys. dolarów. W tym momencie największa kryptowaluta ponownie znajduje się poniżej 200 – tygodniowej średniej kroczącej, a od początku tygodnia traci już ponad 8 proc.Bitcoin osuwa się po kilkunastu dniach konsolidacji

Ethereum w oczekiwaniu na the Merge

Ethereum w ciągu ostatniego tygodnia zaliczyło nieznacznie mniejsze spadki od Bitcoina. Druga największa kryptowaluta spadła poniżej wsparcia na poziomie 1800 dolarów, jednak nadal znajduje się około 100 proc. powyżej czerwcowego dołka. Silne wzrosty spowodowały, że ETH odpowiada już za około jedną piątą całego rynku kryptowalut – po raz pierwszy od grudnia 2021 roku.

W następnych tygodniach można się spodziewać wzmożonej zmienności na wykresie ETH w wyniku nadchodzącego the Merge Ethereum. Przejście ETH z modelu Proof-of-Work (PoW) na Proof-of-Stake (PoS) jest obecnie zaplanowane na 15 września, jednak dokładna data zależy od hashrate. Ta zmiana pomoże zmniejszyć zużycie energii przez Ethereum dzięki stakowaniu ETH.

Znaczący spadek nastrojów na rynku

Wskaźnik Fear & Greed Index po zanotowaniu 14 sierpnia lokalnego maksimum na poziomie 47 punktów, spadł gwałtownie do okolic 30 punktów. Pomimo pogorszenia nastrojów, sentyment na rynku jest znacząco lepszy od czerwcowego, kiedy to wskaźnik odnotował rekordowo niskie 6 punktów. Rynek nadal znajduje się jednak w strefie „strachu” (odczyt poniżej 50), co wskazuje na wysoką awersję do ryzyka inwestorów.

Komentarz opracował: Lukas Enzersdorfer – Konrad, szef ds. rozwoju produktu oraz zastępca dyrektora generalnego Bitpanda

Niniejszy materiał jest jedynie komentarzem do sytuacji rynkowej i nie stanowi analizy finansowej ani rekomendacji.

Nowe perspektywy na rynku kredytów

Obserwowana w ostatnich miesiącach seria podwyżek stóp procentowych spowodowała zauważalne zmiany na rynku kredytów. Bardziej ostrożne są obecnie zarówno banki, w tym szczególnie największe instytucje działające na polskim rynku, jak i ich klienci. Odsetki od zaciąganych zobowiązań warto jednak konfrontować z obecnym poziomem inflacji oraz mieć na uwadze fakt, że zbliżamy się do końca cyklu zaostrzania polityki pieniężnej – już wkrótce możemy być świadkami obniżek stóp procentowych, a więc także spadku kosztów kredytowania.

Prowadzone w dużym tempie oraz znacznej skali zaostrzanie polityki pieniężnej w dość krótkim czasie doprowadziło do spadku dynamiki na rynku kredytowym. Duża grupa banków coraz ostrożniej podchodzi do ich udzielania, licząc się ze zwiększonym ryzykiem spłat, z drugiej strony obniżyła się zdolność kredytowa klientów. Wysoka inflacja oraz perspektywa możliwego pogorszenia się koniunktury w gospodarce również nie wpływają pozytywnie na sentyment potencjalnych kredytobiorców.

Początkowo najbardziej ucierpiał rynek kredytów hipotecznych – z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że liczba wniosków o kredyt hipoteczny na koniec pierwszego półrocza była aż o 60 proc. niższa niż rok wcześniej. Długoterminowe zobowiązania mogą kojarzyć się klientom z większym ryzykiem, z drugiej strony należy mieć świadomość tego, że w horyzoncie 20-30 lat będziemy mieć z pewnością do czynienia z kilkoma cyklami spadków oraz wzrostów kosztów finansowania. Przy podejmowaniu decyzji należy więc brać pod uwagę nie tylko bieżącą sytuację, ale także scenariusze jej rozwoju w długim horyzoncie czasowym.

Z najnowszego raportu Narodowego Banku Polskiego, opisującego sytuację na rynku kredytowym wynika, że mniejsza skłonność do zadłużania się klientów, jak i do udzielania kredytów przez banki, przenosi się na inne kategorie, także służące finansowaniu bieżących potrzeb i zakupów dóbr konsumpcyjnych, również trwałego użytku. Jednak w tym przypadku należy podkreślić, że wszystkie kalkulacje powinny uwzględniać nie tylko bieżące koszty kredytu, ale także wysokość inflacji oraz jej przyszły poziom. Z projekcji analityków NBP, a także szacunków niezależnych ekonomistów wynika, że w pierwszych miesiącach przyszłego roku przejściowo wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych może przekroczyć nawet 18 proc. To oznacza, że cena wielu grup towarów za kilka miesięcy będzie znacząco wyższa niż obecnie. Biorąc to pod uwagę, może okazać się, że dla wielu klientów bardziej opłacalne jest zaciągnięcie kredytu konsumpcyjnego obecnie, by dokonać planowanych zakupów po cenach niższych niż w przyszłości. Oczywiście należy w każdym przypadku brać pod uwagę indywidualną sytuację gospodarstwa domowego i zdolność do regulowania zobowiązań. Co prawda nastroje konsumentów w ostatnim czasie pogorszyły się, co sugeruje ostrożność w podejmowaniu decyzji zakupowych, lecz z drugiej strony sytuacja na rynku pracy wciąż jest korzystna dla zatrudnionych i realnie nie widać tutaj większych zagrożeń. Stopa bezrobocia jest w Polsce najniższa od ponad 30 lat i nic nie wskazuje na to, by sytuacja miała się w tym względzie znacząco pogorszyć.

Autor komentarza: Tomasz Rzeski, Country Sales Manager Oddziału Inbank w Polsce