Dane po II kwartale potwierdzają stabilizację rynku pożyczkowego

Drugi kwartał 2022 roku był dobrym okresem dla branży pożyczkowej, która udzieliła finansowania na łączną kwotę 2,72 mld złotych, co oznacza wzrost o 15,6 proc. w stosunku do I kwartału 2022 r. i o 30,1 proc. w relacji r/r. Z danych CRIF wynika, że średnia wartość udzielonej pożyczki w czerwcu wyniosła 3 451 zł i była ona nieznacznie wyższa (o 1,2 proc.) wobec maja. W ostatnim miesiącu drugiego kwartału firmy pożyczkowe udzieliły łącznie pożyczek o wartości  o 3,5 proc. wyższej niż miesiąc wcześniej. Natomiast w ujęciu liczbowym nastąpił wzrost o 2,3 proc. Liczba unikalnych klientów wzrosła o 4 proc. miesiąc do miesiąca.wykres 2_ Liczba przyznanych pożyczek w porównaniu z analogicznymi okresami poprzednich lat Wykres 3_Wartość przyznanych pożyczek w porównaniu z analogicznymi okresami poprzednich lat Wykres 4_Średnia wartość pożyczki w porównaniu z analogicznymi okresami poprzednich lat

W okresie kwiecień-czerwiec 2022 r. instytucje pożyczkowe udzieliły 779 tys. pożyczek. W porównaniu do I kwartału 2022 r. stanowi to wzrost o 10 proc. W czerwcu wskaźniki dotyczące rynku pożyczkowego w niewielkim stopniu wzrosły miesiąc do miesiąca. Firmy pożyczkowe zwracały się do bazy CRIF z prośbą o weryfikację klientów równie często co w poprzednim miesiącu. W ostatnim tygodniu maja wskaźnik odrzuceń  wyniósł 43,5 procent, a więc więcej wniosków o pożyczki zostało negatywnie rozpatrzonych niż w maju 2021 roku.

W czerwcu branża notuje wzrosty

Zgodnie z oczekiwaniami rynek rośnie, ale jego dynamika miesiąc do miesiąca spada. Wartość udzielonego finansowania w czerwcu wg. danych CRIF była o 20,1 proc. wyższa wobec czerwca 2021 roku, a w przypadku liczby udzielonych pożyczek wzrost wyniósł  16,1 proc. rok do roku. W przypadku obydwu danych, w maju 2022 r. zanotowano wyższe dynamiki rok do roku. Średnia wartość udzielonej pożyczki w czerwcu była o 3,5 proc. wyższa względem analogicznego miesiąca ubiegłego roku.

W czerwcu 2022 r. liczba aktywnych podmiotów (tj. instytucji pożyczkowych, które w danym okresie udzieliły choć jednej pożyczki) uczestniczących w rozwiązaniu CRIF wyniosła 43 firmy, a więc nie zmieniła się wobec maja. 3 spółki to firmy działające w segmencie odroczonej płatności (BNPL – buy now, pay later).

Drugi kwartał to stabilizacja rynku

Od trzeciego kwartału 2021 roku obserwujemy systematyczny wzrost w zakresie liczby i wartości udzielanego finansowania.  Jest to związane z wygaśnięciem restrykcji covidowych w odniesieniu do maksymalnych pozaodsetkowych kosztów kredytu konsumenckiego. Branża dostrzega  wzmożony popyt na pożyczki ze strony klientów, którego nie jest w stanie zaspokoić. Może wynikać to z niższego dostępu do finansowania zewnętrznego w sektorze bankowym. Wysoki poziom inflacji będzie wspierał popyt na pożyczki ze strony konsumentów i będzie to widoczne w kolejnych badanych okresach. Wzmożony popyt na pożyczki nie przekłada się jednak na wysokie wzrosty w liczbie podmiotów udzielających finansowania, co prawdopodobnie oznacza trwałe obniżenie się liczby podmiotów funkcjonujących na rynku.

Rynek w ujęciu realnym

W II kwartale 2022 r. zaobserwowano wzrost wartości udzielonych pożyczek o 8,5% w porównaniu z II kwartałem 2019 r. – ostatniego pełnego roku nienaznaczonego pandemią oraz wprowadzonymi na jej skutek zmianami legislacyjnymi. Biorąc pod uwagę upływ 3 lat oraz obserwowaną w ostatnim czasie wysoką inflację, należałoby uznać, że w ujęciu realnym branża nie wrosła istotnie w stosunku do II kwartału 2019 r. Średnia wartość pożyczki wzrosła jedynie o 1,9% w porównaniu z II kwartałem 2019 r. W ujęciu realnym, po uwzględnieniu inflacji i wartości pieniądza w czasie, możemy mówić nawet o realnym spadku wartości pożyczki.

WIG20 osłabił się od początku roku o 30%

Najważniejszy indeks giełdowy WIG20 osłabił się od początku roku o 30%. Inwestowanie w ten indeks okazuje się dramatem jeżeli uwzględnimy rekordowo wysoko inflację, która dodatkowo osłabia wartość zainwestowanego długoterminowo kapitału.

WIG20 skorygowany o inflację jest najniżej od 1994 r., a jest rok, w którym indeks ten został wprowadzony.

– To jest bardzo dramatyczny wynik bo polska gospodarka urosła bardzo w ciągu tych prawie trzech dekad, a więc WIG20 powinien rosnąć co najmniej w stopniu takim jak rosła gospodarka – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Powodów słabości najważniejszego indeksu GPW jest kilka. Jest nim struktura tego indeksu, jest w nim wiele spółek nie wzrostowych, związanych np. z energetyką i paliwami.

Gdy porównujemy spółki z WIG20 do giełd światowych, to w ich najważniejszych indeksach i w handlu ETF pierwsze skrzypce grają takie spółki jak Microsoft, Amazon, Alphabet, Apple, które są bardzo innowacyjne.

W WIG-20 ogromny udział mają spółki kontrolowane przez Skarb Państwa, których decyzje nie są często optymalne z punktu widzenia akcjonariuszy mniejszościowych. Nie pomagają im decyzje właścicielskie dotyczące polityki cenowej.

Regulacje wprowadzane przez rząd negatywnie wpływają na spółki z tego indeksu, przykładem są banki, których wartość na giełdzie bardzo osłabiła się z powodu wakacji kredytowych.

W WIG20 są też spółki, których sukces został doceniony przez inwestorów, zanim znalazły się w tym indeksie.

– Wniosek dla polskich długoterminowych inwestorów giełdowych jest taki, że powinni budować globalny portfel akcji bo dzięki temu wykorzystają także bufor walutowy – wyjaśnia ekspert XTB.

Jak bezpiecznie wymieniać waluty?

W czasach dynamicznie rozwijającej się globalizacji wymiana swoich pieniędzy na inną walutę jest niezwykle częstą praktyką. Wymagają tego od nas częste podróże i liczne międzynarodowe transakcje. Wymiana walut jest sferą, w której bezpieczeństwo jest kluczowe. Stwierdzenie to jest adekwatne zwłaszcza w przypadku transakcji dokonywanych na dużych kwotach. Ryzyko potencjalnego niepowodzenia naraża nas wówczas na duże straty. Dlatego chcemy mieć pewność, że podczas dokonywania wymiany walut naszym pieniądzom absolutnie nic nie zagraża. Współczesne kantory zdają sobie z tego sprawę i w projektowaniu swoich usług bezpieczeństwo klienta czynią swoim priorytetem. Osoba chcąca wymienić waluty stoi przed alternatywą – kantor tradycyjny czy internetowy? Wiele wskazuje na to, że ze względu na przewagę z jednej opcji wybór ten nie będzie wkrótce niczym trudnym.

Wady kantorów tradycyjnych

Zwykło się mówić, że każde rozwiązanie ma wady i zalety. W przypadku kantorów tradycyjnych jest podobnie. Jeszcze przed dwiema dekadami wymiana walut w kantorze tradycyjnym była jedynym dostępnym rozwiązaniem. Współcześnie to się zmienia za sprawą zwiększającej się oferty kantorów internetowych. Klienci zgodnie deklarują, że jest to optymalna forma wymiany walut. Czy oznacza to, że tradycyjne kantory odchodzą powoli do przeszłości?

Chociaż jeśli chodzi o szybkość wymiany, kantory tradycyjne nie odbiegają szczególnie od swojej internetowej alternatywy,  jednak w przypadku kantorów umiejscowionych poza sferą wirtualną, trzeba zwracać dodatkową uwagę na lokalizację danej placówki. Dla wielu osób częsta jest sytuacja, w której nie mają one kantoru w swojej okolicy. Wtedy wymiana pieniędzy na inną walutę wiąże się z koniecznością odbycia podróży przez pół miasta albo dalej. Potrafi to zająć dużo czasu, który mógłby być spożytkowany w lepszy sposób.  Pod znakiem zapytania stoją także w tym przypadku standardy bezpieczeństwa. W sytuacji, gdy przenosimy ze sobą dużą ilość pieniędzy, nie wydaje się to najbezpieczniejszą opcją. Pojawia się wówczas groźba prób kradzieży, w której ucierpią nie tylko nasze pieniądze, ale też potencjalnie my sami.

Kantory online – wymiana walut bez wychodzenia z domu

Skorzystanie z opcji jaką są kantory internetowe zdaje się zdejmować z nas ciężar przejmowania się tą i wieloma innymi kwestiami. Kantory online pozwalają nam wymienić waluty zwalniając nas przy tym z konieczności opuszczania swojego miejsca zamieszkania. Nasze pieniądze są wówczas bezpieczne i nie musimy poświęcać całego dnia, by wymienić je na euro lub dolary, niezależnie od kursu. Skorzystanie z tego rozwiązania pozwala na wymianę walut szybko, tanio i bezpiecznie. W przypadku kantorów internetowych nie napotykamy także na liczne ograniczenia właściwe kantorom tradycyjnym. W zdecydowanej większości działają w trybie całodobowym, dzięki czemu możemy skorzystać z ich usług o każdej porze dnia i nocy. Skorzystanie z nich zwalnia nas także z konieczności stania w kolejce, która jeśli się spieszymy potrafi skutecznie działać nam na nerwy. Na szczęście możemy to ominąć. Dzięki kantorom online szybka i bezpieczna wymiana walut stała się w ostatnich latach lepiej dostępna niż kiedykolwiek wcześniej.

Wniosek – dobre kantory online spełniają wszystkie standardy

Wnioski nasuwają się same. Więcej argumentów przemawia na rzecz korzystania z rozwiązania, jakim jest kantor internetowy. W ostatnich latach możemy zaobserwować trend polegający na przenoszeniu się coraz większej ilości sfer naszego życia do internetu. Nic nie zapowiada na to, by trend ten w najbliższym czasie się odwrócił. Jego zasięg nie ominął także wymiany walut – kantory internetowo stopniowo wypierają swoje tradycyjne odpowiedniki. Kantory online nie tylko pozwalają na ekspresową, bezpieczną wymianę, ale dają także możliwość błyskawicznego sprawdzenia aktualnych kursów walut. Dla osób, które cenią sobie wygodę i łatwą dostępność do usług z pewnością powinny się zdecydować na to rozwiązanie.

FED mówi „recesja” i podnosi stopy o 0,75 pp.

Stopy procentowe w USA idą w górę o 0,75 pp. Jednocześnie FED powoli zmienia retorykę i zaczyna zwracać szczególną uwagę na spowolnienie gospodarcze. W sierpniu czekają nas wakacje od podwyżek stóp, które wrócą do nas we wrześniu.

FED zgodnie z oczekiwaniami podniósł stopy procentowe o 0,75 pp., co oznacza, że podstawowa stopa w USA znajdzie się w przedziale 2,25-2,5 proc. Taka podwyżka jest zgodna z oczekiwaniami analityków. Choć jeszcze dwa tygodni temu, szczególnie po opublikowaniu danych o rekordowej inflacji w czerwcu (9,1 proc. – najwyższa od 40 lat), rynek uważał za bardziej prawdopodobną podwyżkę o 1 pp. Od tego czasu jednak napływają dane, bardziej wskazujące na nadchodzące spowolnienie gospodarcze.

Amerykański indeks PMI zanotował najwyższy spadek od kilkunastu lat. Dziś poznamy także odczyt PKB za drugi kwartał, który z dużym prawdopodobieństwem będzie ujemny (po raz drugi z rzędu). Wskazuje na to odczyt, wyliczanego przez FED z Atlanty, wskaźnika GDPNow, którego celem jest bieżące szacowanie poziomu amerykańskiego PKB. Na dzień 27 lipca wyniósł on -1,2 proc. To powoduje, że FED powoli zaczyna zmieniać retorykę, zwracając większą uwagę na możliwe spowolnienie gospodarcze i zmniejszenie wydatków gospodarstw domowych. To oczywiście byłoby negatywne dla rynków, jednak dość szybko pomogłoby rozprawić się z wysoką inflacją. A to właśnie inflacja pozostaje największą bolączką inwestorów, zarówno w Polsce jak i na świecie, jak wynika z badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego.

Podwyżka w takiej wysokości została już w większości wcześniej wyceniona przez rynek. Jednak S&P500 wzrósł wczoraj o ponad 2,6 proc., wracając na poziom ponad 4000 punktów, w ten sposób rynek zareagował na przewidywalności FED i decyzję zgodną z oczekiwaniami.

Rynek przewiduje, że do kolejnej podwyżki stóp o 0,50 pp. dojdzie w USA we wrześniu, a dwie następne podwyżki o 0,25 pp. zostaną dokonane w listopadzie i grudniu. Oznacza to szczyt podwyżek w okolicach Świąt Bożego Narodzenia, po którym nastąpi okres przejściowy przed obniżkami stóp nawet już w połowie 2023 roku. W najbliższym czasie będziemy jednak dokładnie wsłuchiwać się w to co Jerome Powell mówi o rynku pracy, ponieważ zatrudnienie – a w konsekwencji popyt konsumencki – będzie w największym stopniu kształtowało decyzje FED w sprawie stóp w ciągu najbliższych miesięcy.

To kolejna z serii lipcowych podwyżek stóp na świecie. Dla nas najważniejsze były dokonana 7 lipca podwyżka w Polsce (o 0,5 pp.) oraz podwyżka stóp w strefie euro z 21 lipca (także o 0,5 pp.). W sierpniu czekają nas jednak wakacje od podwyżek, bo RPP oraz FED będą ponownie decydować o wysokości stóp dopiero we wrześniu.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Ransomware wzrosło o 59-proc. w ciągu roku. Hakerzy oczekują okupu za ataki

  • Na całym świecie 1 na 40 organizacji została dotknięta atakami ransomware, co oznacza wzrost o 59% rok do roku
  • Średnie tygodniowa liczba ataków na organizację sięga 1,2 tys., to wzrost o 32% rok do roku
  • Sektor edukacji/badań nadal jest najbardziej atakowaną branżą, odnotowując wzrost o 53% rok do roku

Ataki ransomware, gdzie hakerzy żądają okupu dotykają najczęściej sektora rządowo-wojskowego, edukacji i badań oraz opieki zdrowotnej – wynika z analiz przeprowadzonych przez Check Point Research. Napięcia w stosunkach geopolitycznych, wzrost pracy i nauki zdalnej oraz gotowość firm do płacenia okupów doprowadzają do rekordowych wzrostów tego typu ataków cybernetycznych.

Eksperci cyberbezpieczeństwa firmy Check Point Research ostrzegają przed rosnącymi atakami hakerskimi w praktycznie każdej części świata oraz każdej branży. Z ich analiz wynika, że ransomware ponownie staje się kluczowym narzędziem w arsenale cyberprzestępców! Co tydzień na całym świecie kampanie ransomware dotykały 1 na 40 organizacji, co stanowiło wzrost o blisko 60 proc. w stosunku do 2021 roku!

Ataki ransomware to ataki cybernetyczne z wykorzystaniem oprogramowania, które blokuje dostęp do systemu komputerowego lub uniemożliwia odczyt zapisanych w nim danych, a następnie żąda od ofiary okupu za przywrócenie stanu pierwotnego

Najgorzej sytuacja wyglądała w Azji 1 na 17 (33-proc. przyrost) oraz w Afryce, gdzie ataki te wpłynęły na 1 na 21 organizacji (21-proc. wzrost). W regionie Oceanii co tydzień atakowana była 1 na 113 organizacji (18-proc wzrost). Największym przyrostem charakteryzuje się Ameryka Południowa, w której odnotowano 43-proc. wzrost ataków ransomware (1 na 23 organizacje). Sytuacja względnie stabilnie wyglądała w Europie, gdzie odnotowano 1-proc. spadek (atakowanych 1 na 66 organizacji) oraz Ameryce Północnej, gdzie ataków doświadczyła 1 na 108 organizacji (1 proc. wzrost).

Z danych Check Point Research wynika, że w przypadku wszystkich rodzajów ataków cybernetycznych najczęściej atakowanym regionem w II kwartale 2022 r. była Afryka, osiągająca średnio 1,76 tys. ataków tygodniowo na organizację, co stanowi nominalny wzrost o 3 proc. w porównaniu z tym samym okresem w zeszłym roku na kontynent. Azja i Ameryka Łacińska odnotowały odpowiednio 1,68 tys. i 1,6 tys. ataków na organizację w tygodniu, co oznacza odpowiednio 25-proc i 29-proc wzrost rok do roku. W Europie atakowane były średnio 963 organizacje (+26 proc.), natomiast w Ameryce Północnej 854 (+54 proc.). W Polsce średnia ilość ataków tygodniowo to 1,1 tys.

Najczęściej atakowany sektor rządowo-wojskowy. Hurt i detal z największym przyrostem!

Najczęstszymi ofiarami ataków ransomware są sektory Rządowo-wojskowe oraz Edukacji i badań. W pierwszym z nich eksperci Check Point Research zaobserwowali aż 135-proc. wzrost, w drugim ponad 80 proc. Na szczególną uwagę zasługuje sektor „Hurt i detal”, który odnotował największy przyrost rok do roku, wynoszący aż 182 proc.!

Sektor l. organizacji dotnięta ransomware Zmiana r/r
Rządowo-wojskowy 1 na 24 +135%
Edukacja i badania 1 na 30 +83%
Zdrowie 1 na 31 +47%
ISP/MSP 1 na 37 +9%
Finanse i Bankowość 1 na 41 +42%
Komunikacja 1 na 46 +59%
SI/VAR/Dystrybutorzy 1 na 47 +143%
Wytwórczy 1 na 48 +60%
Hurt i Detal 1 na 53 +182%
Użyteczność publiczna 1 na 59 +11%
Transport 1 na 70 +28%
Dostawcy oprogramowania 1 na 74 -34%
Wypoczynek i rekreacja 1 na 77 +24%
Dostawcy sprzętu hardware 1 na 78 +48%
Ubezpieczenia i prawo 1 na 81 +1%
Doradztwo 1 na 87 -17%

Uwzględniając wszystkie typy zagrożeń najbardziej atakowaną branżą na świecie były edukacja i badania, z wynikiem średnio ponad 2,3 tys. ataków na organizację w tygodniu, co oznacza wzrost o 53-proc. w porównaniu z II kwartałem 2021 r. Z kolei sektor opieki zdrowotnej odnotował największy, 60-proc wzrost liczby cyberataków w porównaniu z II kwartałem 2021 r., osiągając 1342 ataki na organizację tygodniowo.

Wykres 1 – Średnia liczba ataków różnego typu na organizację w tygodniuWykres 1 - Średnia liczba ataków różnego typu na organizację w tygodniu

– Ataki ransomware nie zwalniają. W tej chwili możemy powiedzieć, że 1 na 40 analizowanych przez nas organizacji jest co tydzień atakowana przez ransomware, co daje 59% wzrost rok do roku. Hakerzy wykorzystują fakt zmiany formy pracy zdalnej i nauki, a wojna między Ukrainą a Rosją wzmacnia napędzać ten trend, ponieważ rosnące napięcie geopolityczne inspiruje hakerów do opowiedzenia się po jednej ze stron. Wreszcie, gotowość organizacji do spełnienia żądań ransomware w celu ochrony klientów udowodniła, że biznes ransomware jest wysoce opłacalny – mówi Omer Dembinsky, menedżer zespołu ds. danych w Check Point Software.

Czy w dobie inflacji warto wejść do strefy Euro?

W czasie spekulacyjnego kryzysu na światowych rynkach finansowych w latach 2007-2009 okazało się, że Euro nie jest bezpieczną przystanią, która utrzyma nas na wzburzonym morzu. Ze względu na spekulacyjne działania na rynkach finansowych posiadanie własnej waluty narodowej – jaką był polski złoty – dało zdecydowanie lepsze efekty. W Polsce wówczas nie było kryzysu, mieliśmy wyłącznie spowolnienie. Przez 2 dekady obserwowaliśmy stabilność polskiego złotego. Polska w rankingu międzynarodowej wolności gospodarczej – koordynowanym przez Instytut Frasera, a wcześniej w indeksie pod patronatem samego profesora Miltona Friedmana, w czym od dwóch dekad bierze też udział Centrum im. Adama Smitha – otrzymywała prawie 10 punktów na 10 możliwych, jeżeli chodzi o wartość złotego polskiego.

– Osłabianie waluty doprowadza do sytuacji, w której nagle zbawienną alternatywą wydaje się być Euro. Jednak trzeba pamiętać, że Euro jest równie, a może i jeszcze bardziej psute w ostatnich kilkunastu latach – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. – Jeszcze przed pandemią samokrytycznie przyznano w strefie Euro, że mimo bilionów dopompowanych, pustych Euro nie da się wyjść z kryzysu roku 2007. A pandemia dołożyła kolejne puste Euro w tej strefie. Prędzej czy później – co już dzisiaj widać po rosnącej inflacji – waluta ta będzie miała nawet większe problemy. Wynika to z tego, że – w przeciwieństwie do strefy Euro – w Polsce mamy jeszcze ludzi zdeterminowanych i jest chęć do pracy oraz działania gospodarczego. A w strefie Euro spora część przedsiębiorców zdaje się wyłącznie na tak zwaną pomoc rządową. To jest ta różnica, która sprawia, że jeżeli tylko Rząd i Rada Polityki Pieniężnej zaczną działać na rzecz zatrzymania inflacji i przywrócenia wartości złotego, to będzie to lepsza waluta niż Euro – podkreśla Sadowski.

Rynek faktoringu urósł w pierwszym półroczu 2022 r. o 33,2 proc. r/r

Rynek faktoringu urósł w pierwszym półroczu 2022 r. o jedną trzecią w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Tak dynamicznego tempa rozwoju branża nie zanotowała jeszcze nigdy. Firmy zrzeszone w Polskim Związku Faktorów w ciągu pierwszych dwóch kwartałów 2022 r. nabyły wierzytelności o łącznej wartości 223 mld zł. To aż o 33,2 proc. więcej niż rok wcześniej, kiedy wynik ten wyniósł 167,4 mld zł. Z usług faktoringowych korzysta dziś 22,3 tys. krajowych przedsiębiorstw. Przekazały one do sfinansowania 10,8 mln faktur.Kolejny rekord branży faktoringowej

Polski Związek Faktorów (PZF) zrzesza większość podmiotów świadczących usługi faktoringowe w Polsce. Skupia obecnie 5 banków komercyjnych i 21 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania. Należy do niego także 6 podmiotów o statusie partnera.

– Obecny rok pod względem rozwoju rynku jest dla naszej branży bardzo udany. Już pierwszy kwartał pokazał, że faktoring jest odporny na kryzys i w cięższych czasach stanowi dla polskich firm pożądaną ofertę. Potwierdzają to także badania rynkowe. Wynika z nich, że blisko połowa przedsiębiorców (44 proc.) dobrze ocenia tę formę finansowania i postrzega ją jako skuteczny sposób na poprawę płynności. W ciągu roku opinie te poprawiły się o 6 punktów procentowych. – mówi Konrad Klimek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.

To wyniki piątej fali badania postrzegania usług faktoringowych wśród polskich przedsiębiorców. Sondaż zrealizowała firma ARC Rynek i Opinia. W badaniu przeanalizowane zostały zarówno warunki prowadzenia biznesu, jak i nastawienie menedżerów do rozwiązań finansowych mających wpływ na rozwój firm.

– Jako dostawcy usługi mającej na celu rozwiązywanie konkretnych problemów, z jakimi borykają się polscy przedsiębiorcy, staramy się dowiedzieć, jakie bariery napotykają w codziennym prowadzeniu interesów. Warto dodać, że opinie pozyskujemy zarówno od przedsiębiorców, którzy z usług faktoringu korzystają, jak i tych, którzy jeszcze tego nie robili. – uzupełnia Konrad Klimek.
Kolejny rekord branży faktoringowej 2`

Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 22,3 tys. przedsiębiorstw. Blisko 80 proc. to producenci i dystrybutorzy dóbr i towarów. Łącznie faktoranci wystawili blisko 10,8 mln faktur, na podstawie których krajowi faktorzy udzielili im finansowania.

– Wielu przedsiębiorców i menedżerów nie wyobraża sobie sprawnego funkcjonowania swoich firm bez faktoringu. Bardzo nas to cieszy. Wspieramy ich i pomagamy im w utrzymywaniu płynności finansowej, rozwijaniu działalności biznesowej czy poszukiwaniu nowych rynków zbytu. Ponadto zapewniamy bezpieczeństwo obrotów handlowych. To dlatego wielu stałych klientów kontynuuje współpracę z faktorami przedstawiając coraz więcej faktur do sfinansowania. Przybywa też nowych, którzy szybko zauważają korzyści wynikające z faktoringu. Natychmiastowy dostęp do gotówki, optymalizacja ryzyka i zaspokojenie najpilniejszych potrzeb są kluczowymi warunkami pomyślnego rozwoju biznesu. – dodaje Konrad Klimek.
Kolejny rekord branży faktoringowej 2
Po faktoring sięgają przede wszystkim firmy, które wystawiają faktury na wysokie kwoty i z dłuższymi terminami płatności, dlatego istotny z ich punktu widzenia jest szybki i wygodny dostęp do gotówki. Dzięki niej mogą rozwijać swoją działalność regulując na bieżąco zobowiązania, a także oferować kontrahentom atrakcyjne warunki współpracy. Kolejny rekord branży faktoringowej 2

Pięć powodów, dla których nie warto ściągać pirackich gier

Wartość światowego rynku gier wideo ma w tym roku wzrosnąć o niemalże 11%, osiągając poziom 209 miliardów dolarów. Ponad połowę (52%) tej kwoty stanowią przychody z gier mobilnych. Koncentracja dużych sum pieniędzy i milionów użytkowników w jednym miejscu, oznacza zazwyczaj, że w pobliżu pojawiają się ludzie szukający zysku, nierzadko są nimi internetowi piraci. Piractwo dosięga wszystkie platformy, od komputerów i urządzeń mobilnych po konsole.

Jak wskazują eksperci ESET, pobieranie i korzystanie z pirackich kopii jest ryzykowne. Kary finansowe czy infekowanie urządzeń niebezpiecznym oprogramowaniem to tylko niektóre z zagrożeń czyhających na graczy – ostrzega ekspert ESET.

Czym są pirackie gry?

Piractwo i szara strefa rynku nierzadko wydają się być o krok przed legalnymi źródłami dystrybucji. Dobrym przykładem jest sukces aplikacji Napster, która pojawiła się lata przed iTunes czy Spotify. Innym jest serwis Megaupload, jedno z największych źródeł cyfrowego piractwa, które pojawiło się w 2005 roku, na dwa lata przed Netflixem.

– Najprościej mówiąc, gry pirackie to przede wszystkim te, które zostały „scrackowane” poprzez obejście systemu zabezpieczeń DRM (system zarządzania prawami cyfrowymi), czyli technologii zaprojektowanej do ochrony treści chronionych prawem autorskim. W ten sposób użytkownicy zyskują dostęp do gier bez płacenia ich twórcom i dystrybutorom. – mówi Kamil Sadkowski, starszy specjalista ds. cyberbezpieczeństwa ESET. – Pożądane tytuły są często łamane tak szybko, jak tylko trafiają do sprzedaży. Znane są nawet przypadki rozpowszechniania pirackich gier jeszcze przed oficjalnymi premierami – dodaje.

Jakie wirusy mogą kryć się w pirackich grach?

Cyberprzestępcy używają zachęty w postaci darmowych pirackich gier, aby w rezultacie przekonać do pobrania zainfekowanego oprogramowania, które rozpowszechniają poprzez serwisy społecznościowe, phishing mailowy, torrenty, a także strony internetowe pozycjonowane wysoko w wyszukiwarkach internetowych dzięki technice SEO (Search Engine Optimization). Często wirusy są tworzone tak, aby obejść tradycyjne zabezpieczenia albo wymagają od użytkownika całkowitej dezaktywacji antywirusa. Zazwyczaj proszą również o nadmierne uprawnienia, aby mogły zostać uruchomione. Wirusy mogą być ukryte również w tzw. „modach” – dodatkowych nieoficjalnych plikach przeznaczonych do rozszerzenia rozgrywki.

Rosnące ceny gier komputerowych sprawiają, że wielu graczy decyduje się na szukanie pirackich kopii, nie zdając sobie sprawy z zagrożenia. W czerwcu 2021 roku ujawniono, że w ciągu dwóch lat miliony komputerów osobistych zostało zainfekowanych złośliwym oprogramowaniem rozpowszechnianym za pomocą pirackich gier. W ten sposób wirus wykradł ponad milion adresów mailowych i 26 milionów danych logowania.

– Pod obietnicą fascynującej i darmowej rozgrywki mogą kryć się zarówno trojany wykradające środki z kont bankowych, jak i keyloggery rejestrujące wszystkie klawisze naciskane przez użytkownika. Szkodliwe programy mogą również wykorzystać komputer ofiary do tzw. kopania kryptowalut. Kolejnym zagrożeniem jest oprogramowanie ransomware, które potrafi zablokować dostęp do urządzenia, żądając okupu za odszyfrowanie danych – tłumaczy Kamil Sadkowski.

Wirusy służą nie tylko kradzieży

Oprogramowanie reklamowe (Adware) nie jest tak niebezpieczne jak typowe wirusy, lecz może stanowić duży problem dla użytkowników komputerów i urządzeń mobilnych. Ciągle wyskakujące reklamy i otwierające się okna przeglądarki zalewające urządzenie ofiary mogą sprawić, że korzystanie z niego będzie w dużym stopniu utrudnione, a czasem nawet niemożliwe. Przykładowo, w 2020 roku odkryto 21 gier w Google Play, które w natarczywy sposób wyświetlały użytkownikowi reklamy – szkodliwe aplikacje zostały usunięte ze sklepu Google Play.

Pirackie gry mogą przestać działać

Pirackie gry mogą wydawać się świetnym sposobem na darmowy dostęp do poszukiwanych tytułów, ale rzeczywistość jest zupełnie inna. Gra może nie działać tak, jak powinna. Mogą pojawiać się błędy, które negatywnie wpływają na rozgrywkę. Gra może okazać się niekompletna albo może po prostu przestać działać, szczególnie gdy jej twórcy na bieżąco weryfikują zarejestrowane kopie oprogramowania. W innych sytuacjach mogą wystąpić problemy związane ze zgodnością programu. Na przykład, jeśli użytkownik doda pirackie oprogramowanie do swojej biblioteki Steam, zostanie ono zidentyfikowane jako gra spoza platformy i nie będzie działać.

– Istnieje również szansa, że deweloperzy gier będą w stanie wyśledzić pirackie oprogramowanie z dokładnością do konkretnego urządzenia i wpisać konto użytkownika na czarną listę zablokowanych kont – mówi ekspert ESET.

Jak uniknąć problemów z prawem i z wirusami

Trzeba pamiętać, że używanie pirackich gier jest nielegalne. W zależności od prawa jakie obowiązuje w danym kraju, piractwo może doprowadzić do kar finansowych, a nawet aresztu i pozbawienia wolności.

Dobra wiadomość jest taka, że nietrudno uniknąć większości problemów z prawem i wirusami. Oczywistym wyborem jest unikanie stron z nielegalnymi treściami i kupowanie gier z oficjalnych sklepów. Taka praktyka pomoże złagodzić ryzyko natrafienia na złośliwe oprogramowanie, niedziałające gry oraz potencjalne problemy z prawem.

Odporność na stres i adaptacja najtrudniejsze do znalezienia u kandydatów do pracy

Choć świat nieuchronnie pędzi w kierunku digitalizacji, umiejętności miękkie są wciąż w czołówce najbardziej pożądanych cech pracowników. Jednak co trzeci pracodawca w Polsce mówi o wyzwaniach w zrekrutowaniu osób wykazujących się odpornością na stres i umiejętnością adaptacji. Według firm kandydatom brakuje również rzetelności, dyscypliny a także kreatywności. Jakie jeszcze kompetencje miękkie są postrzegane jako deficytowe na rynku pracy? Jak różnią się potrzeby organizacji w porównaniu z wynikami badania sprzed pandemii i teraz?

Według 31% przebadanych organizacji, kandydatom do pracy brakuje takich umiejętności jak odporność na stres, adaptacja, rzetelność, dyscyplina czy kreatywność. Nieco mniej, bo 29% firm mówi o trudnościach w zrekrutowaniu osób charakteryzujących się zdolnością analizy i krytycznego myślenia oraz umiejętnościami rozwiązywania problemów. Firmy sygnalizują także wyzwania z pozyskaniem kandydatów z takimi umiejętnościami miękkimi jak podejmowanie inicjatyw oraz współpraca (27%).

– Żyjemy w czasach ogromnej dynamiki zmian, dlatego kompetencje miękkie stają się obok umiejętności twardych filarem rozwoju organizacji. Są niezwykle ważne, deficytowe i pożądane, to kluczowy czynnik w doborze kandydatów do firm, a ich podnoszenie i rozwój powinny być istotnym elementem strategii zarządzania talentami. Są również związane z mobilnością kariery wewnątrz organizacji. Działania te w głównej mierze mają na celu ograniczenie rotacji, ale też dostosowanie pracowników do nowych i aktualnie potrzebnych ról. Pomagają również pracodawcom reagować na zmieniające się otoczenie biznesowe oraz wyzwania związane z brakiem kandydatów o odpowiednich umiejętnościach – mówi Szymon Rudnicki, dyrektor ManpowerGroup Talent Solutions w Polsce.

Jak się okazuje, niewystarczająco dobrze rozwinięte kompetencje miękkie mogą być powodem odrzucenia kandydata w procesie rekrutacyjnym. – Firmy od kilku lat przywiązują coraz większą wagę do posiadanych kompetencji miękkich u zatrudnionych osób. Dotyczy to już właściwie wszystkich specjalizacji. Zdarza się również, że kandydaci bywają odrzucani w rekrutacji z powodu ich niedoboru. Najczęściej stoi za tym konkretne uzasadnienie biznesowe, na przykład gdy firma wprowadza nowe rozwiązania i jest w ciągłym procesie restrukturyzacji, a kandydat do pracy cechuje się dużym oporem wobec zmian, brakiem elastyczności i niechęcią do uczenia się nowych rzeczy. Wówczas nie przekona do siebie nowego pracodawcy. Jeszcze niedawno uważano, że w przypadku stanowisk technicznych czy inżynieryjnych kluczowe jest odpowiednie wykształcenie i doświadczenie zawodowe. Obecnie pracodawcy poszukują połączenia tych elementów także z kompetencjami miękkimi. W dobie niedoboru talentów zadaniem dla pracodawców staje się wdrożenie programów upskillingowych i reskillingowych, aby pracownicy rozwijali się zgodnie z oczekiwaniami i potrzebami zmieniającego się dynamicznie otoczenia biznesowego – mówi Katarzyna Pączkowska, dyrektor rekrutacji stałej w Manpower
5 najbardziej deficytowych kompetencji miękkich

Jakie cechy otwierały przed pandemią listę najtrudniejszych do znalezienia u pracowników kompetencji miękkich? Analiza ManpowerGroup z 2018 roku pokazuje, że firmy wskazywały wówczas na deficyt kandydatów ze zdolnością do współpracy oraz rozwiązywania problemów. Brakowało osób z umiejętnością komunikacji, a także zorganizowanych. Z kolei w analizie z 2021 roku na szczycie brakujących kompetencji miękkich były odpowiedzialność, rzetelność i dyscyplina, logiczne myślenie i rozwiązywanie problemów, a także inicjatywa. Organizacje sygnalizowały również braki kompetencyjne w obszarze krytycznego myślenia, analizy oraz odporności i elastyczności.

– Kompetencje takie jak komunikatywność, kreatywność, empatyczne przywództwo, efektywne zarządzanie stresem, elastyczność oraz zdolność przyswajania i przekazywania wiedzy, to cechy wykorzystywane w pracy zarówno do kierowania zespołami, jak i współpracy z nimi. Najlepszym sposobem na utrwalenie umiejętności miękkich jest praktyka. Powoduje ona, że przełamujemy bariery, wyzbywamy się pewnych nawyków, a w rezultacie kształtujemy istotne umiejętności interpersonalne. Pracodawcy uświadomili sobie, że kluczem do sukcesu oraz dalszego rozwoju w dobie gwałtownych zmian rynkowych, geopolitycznych i pokoleniowych jest elastyczność, a także otwartość na nowe rozwiązania i chęć nieustannego uczenia się. Dlatego rozwijanie unikatowych kompetencji miękkich powinno być priorytetem organizacji chcących utrzymać przewagę konkurencyjną – dodaje Szymon Rudnicki.

Jak pokazuje raport ManpowerGroup, lista globalnych niedoborów kompetencji miękkich niewiele różni się od tej, którą wskazały polskie organizacje. 29% firm w 40 przebadanych krajach zdeklarowało trudności z rekrutacją osób cechujących się rzetelnością i dyscypliną. 27% organizacji sygnalizowało niedobór kandydatów odpornych na stres i potrafiących zaadaptować się do zmieniających się warunków. Globalnie brakuje również talentów z umiejętnością rozwiązywania problemów oraz kreatywnych (26%). Firmy zwracały także uwagę na deficyt pracowników cechujących się myśleniem krytycznym i zdolnościami analizy (26%).

Jak można rozwijać umiejętności miękkie wśród pracowników? Ekspert podkreśla, że są to cechy, które można budować przez całe życie. – Nie jest łatwo rozwijać je samodzielnie, dlatego w dużej mierze firmy korzystają z pomocy wyspecjalizowanych firm lub wewnętrznych działów szkoleń. Spotkania z udziałem wykwalifikowanych trenerów są bardzo cenne. Najpierw jednak, predyspozycje i kompetencje pracowników powinny zostać zmapowane poprzez odpowiednie testy, narzędzia psychometryczne czy badania – podpowiada Szymon Rudnicki.

Rynek nieruchomości hamuje wszędzie, poza najmem. Ceny na rynku wtórnym mogą spadać

II kwartał 2022 r. zakończył się dużym spadkiem indeksu nastrojów pośredników i wynosi już 48,5 na 100 pkt, co oznacza pesymistyczne prognozy dla rynku. Najnowsze badanie portalu Nieruchomosci-online.pl wskazuje, że kurczący się popyt uderzył we wszystkie kategorie nieruchomości poza wynajmem.

Ankietę portalu Nieruchomosci-online.pl i Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu wypełniło w czerwcu br. 675 agentów z całej Polski. Wartość Indeksu nastrojów pośredników w obrocie nieruchomościami (INPON) w II kwartale osiągnęła 48,5 pkt, co oznacza obniżenie aż o 9,2 pkt w porównaniu do I kwartału. Spadek wskaźnika poniżej granicy optymistycznego nastroju, która wynosi 50 na 100 pkt, oznacza pogarszającą się sytuację w sektorze nieruchomości.Indeks INPON po II kw. 2022Indeks INPON po II kw. 2022 - kategorie nieruchomości

– Rynek już ochłonął po dwóch latach boomu w nieruchomościach. Obecnie wielu kupujących nie stać na sfinansowanie zakupu przy obniżonej zdolności kredytowej. Przekłada się to na dużo mniejsze zainteresowanie, które już odczuwają osoby wystawiające ogłoszenia. Brak kolejek do zakupu oznacza większe pole do negocjacji ceny. Kto będzie musiał sprzedać, może ulec presji – mówi Alicja Palińska z działu analiz Nieruchomosci-online.pl.

Mało chętnych na większe mieszkania

Badanie obejmowało analizę cen, popytu i podaży w najważniejszych kategoriach nieruchomości: sprzedaż kawalerek, większych mieszkań, domów, działek, lokali biurowych/usługowych, a także najem kawalerek, większych mieszkań i lokali biurowych/usługowych.

Rynek wyraźnie hamuje, czego dowodem jest spadek wartości każdego z powyższych subindeksów. Porównując II kwartał do I kwartału, nastroje najbardziej pogorszyły się w segmencie większych mieszkań (wartość subindeksu to 40,8 pkt; spadek o 12 pkt) oraz domów (40,6 pkt, spadek o 11,4 pkt). To w tych kategoriach zaobserwowano też największy spadek zainteresowania ze strony kupujących: w przypadku większych mieszkań odczuło to aż 74 proc. agentów, a w przypadku domów 67 proc.

Poniżej optymistycznej granicy 50 pkt znalazły się więc wszystkie kategorie nieruchomości oprócz wynajmu. Tam koniunktura wciąż jest bardzo dobra, co pokazują wartości indeksu: kawalerki 65,2 pkt, większe mieszkania 64,9 pkt.

– Na nastroje w II kwartale rzutował przede wszystkim wysoki popyt na najem związany z konfliktem w Ukrainie oraz malejącą zdolnością kredytową potencjalnych nabywców nieruchomości. Po stronie podażowej umocniły się negatywne czynniki wywołane wojną i inflacją, które zwiększają presję na wzrost cen (koszty pracy, materiałów, energii, kredytów). W związku z tym nadal istotną barierą mogą być ograniczenia dotyczące podaży nowych, wykańczanych lub remontowanych nieruchomości. Oprócz wzrostu kosztów, wpływ ma na to też niedobór pracowników – komentuje dr hab. Bogusław Półtorak, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.

Ceny mieszkań i domów z rynku wtórnego mogą spadać

Autorzy badania tradycyjnie zapytali też pośredników o prognozy na najbliższe miesiące. W III kwartale sytuacja popytowa pogarszać się może przede wszystkim w segmencie większych mieszkań i domów na sprzedaż. W przypadku większych mieszkań dalszy spadek zainteresowania przewiduje 56 proc. badanych, a w przypadku domów 52 proc. Nieco mniejszy pesymizm panuje w kategoriach działek (38 proc. pośredników przewiduje spadek popytu) i kawalerek (36 proc.), które nadal powinny się sprzedawać. Zdaniem agentów część osób otrzyma kredyt wystarczający na mniejsze mieszkanie, a część będzie kupować je za gotówkę ze względu na chęć ucieczki od „żywego” pieniądza z powodu inflacji.

Najlepszy scenariusz popytowy przewiduje się w dalszym ciągu dla rynku najmu. Rosnącego zainteresowania – zarówno kawalerkami, jak i większymi mieszkaniami – spodziewa się około 53 proc. pośredników, a utrzymania już i tak wysokiego popytu ponad 30 proc.

Jeśli chodzi o średnie ceny ofertowe, największe szanse na obniżki pośrednicy dostrzegają w kategorii większych mieszkań (takiego zdania jest 51 proc. ankietowanych) i domów (49 proc.). Stabilizacja aktualnych cen prognozowana jest natomiast w przypadku działek (52 proc. opinii) i kawalerek (43 proc.).

– Na wzrosty stawek powinny przygotować się za to osoby obecne na rynku najmu. W przypadku kawalerek wyższe czynsze prognozuje 56 proc. pośredników, a w przypadku większych mieszkań 52 proc. – wylicza Alicja Palińska z Nieruchomosci-online.pl.

– Pośrednicy uważają, że sytuację na rynku determinować będą: inflacja, stopy procentowe, polityka kredytowa banków i sytuacja społeczno-gospodarcza w kraju. Na to wszystko nakłada się sytuacja geopolityczna. Uchodźcy z Ukrainy nadal będą mieć wpływ na sektor nieruchomości, zwłaszcza w zakresie najmu, jednak rynek już do tej sytuacji częściowo się dostosował. Pozostaje niepewność co do terminu, w jakim nastąpi powrót uchodźców do domów. W kolejnym kwartale najem będzie spotykał się z dużym popytem, jednak nie będzie on tak intensywnie rósł – mówi dr hab. Bogusław Półtorak.

Czy gminy mogą zmniejszyć swoje zobowiązania z tytułu zaciągniętych kredytów

Obecna sytuacja gospodarcza daje się we znaki nie tylko wykonawcom zamówień publicznych, którzy ponoszą zwiększone koszty realizacji kontraktów i próbują negocjować z zamawiającymi zwiększenie wynagrodzeń. W równie niekorzystnej sytuacji znaleźli się sami zamawiający, którzy muszą ponosić nieprzewidziane podwyższone wydatki, w szczególności w sytuacji, gdy umowy zawierają swoiste zasady odnoszące się do zapłaty wykonawcom wynagrodzenia uzależnionego od aktualnych wskaźników bądź innych punktów odniesienia.

Do takich umów należą przykładowo umowy kredytowe.

Umowy kredytowe gmin a zamówienia publiczne

Wartością zamówienia w przypadku kredytów i pożyczek są m.in. opłaty, prowizje, odsetki i inne podobne świadczenia (zob. art. 35 ust. 4 pkt 1 Prawa zamówień publicznych), z kolei kwotami, do których uiszczania zobowiązany jest zamawiający są: spłacane raty (kapitał oraz odsetki – oprocentowanie), inne opłaty, jak również prowizja. Z tego wszystkiego wynagrodzeniem wykonawcy (banku udzielającego kredytu) jest przede wszystkim oprocentowanie, na które składa się wskaźnik referencyjny (aktualnie WIBOR) oraz marża wykonawcy.

Co prawda zgodnie z art. 11 ust. 1 pkt 8 Prawa zamówień publicznych umowy kredytu oraz pożyczki wyłączone są spod obowiązku stosowania Prawa zamówień publicznych, niemniej jednak wyłączenie to nie obejmuje kredytów zaciąganych przez jednostki samorządu terytorialnego w ramach limitów zobowiązań określonych w uchwale budżetowej.

Jednostki samorządu terytorialnego uprawnione są do zaciągania kredytów na:

  • pokrycie występującego w ciągu roku przejściowego deficytu budżetu,
  • finansowanie planowanego deficytu budżetu,
  • spłatę wcześniej zaciągniętych zobowiązań z tytułu emisji papierów wartościowych oraz zaciągniętych pożyczek i kredytów,
  • wyprzedzające finansowanie działań finansowanych ze środków pochodzących z budżetu Unii Europejskiej.

Gdy gmina zaciąga kredyt zgodnie z uchwałą budżetową, do wyboru banku udzielającego tego kredytu zobowiązana jest więc stosować sztywne reguły Prawa zamówień publicznych. W takim przypadku zawarta umowa kredytowa regulowana jest przepisami, które jedynie wyjątkowo pozwalają na dokonywanie zmian w już zawartych umowach.

Wpływ podwyżek stóp procentowych na zadłużenie gmin

Jest to szczególnie problematyczne w umowach kredytów długoterminowych, zawartych w ostatnich latach i w odmiennych realiach gospodarczych, gdy niski poziom wskaźnika WIBOR wpływał na wysoką wartość marży banków kredytujących gminy.

W związku z kolejnymi podwyżkami stóp procentowych NBP zamawiający – jednostki samorządu terytorialnego, podobnie jak inny kredytobiorcy, stanęli przed nie lada wyzwaniem znacznie podwyższonych zobowiązań kredytowych, z którymi mogą sobie nie poradzić. Wzrost stóp procentowych powoduje zwiększenie wskaźnika referencyjnego WIBOR. Wskaźnik ten jest składnikiem odsetkowej części raty kredytu, więc przekłada się na wysokość całej raty. Do tego dochodzi wysoka marża banku, ustalona przy niskim WIBORze. Zobowiązania kredytowe gminy, powiatu czy województwa rosną lawinowo.

Czy gmina może zmienić umowę kredytową?

Dopuszczalna jest zmiana umowy kredytowej (umowy w sprawie zamówienia publicznego) poprzez obniżenie marży banku w sposób, który przywraca równowagę ekonomiczną stron w nowych realiach rynku i niweluje skutki nadzwyczajnej zmiany stosunków gospodarczych. Za taką nadzwyczajną zmianę stosunków można uznać między innymi obecny poziom inflacji oraz wynikające z tego niespotykane na dotychczasową skalę podwyższanie stóp procentowych NBP.

Zgodnie z art. 455 ust. 1 pkt 4 Prawa zamówień publicznych dopuszczalna jest zmiana umowy (nawet jeśli nie była przewidziana w jej treści), jeśli konieczność tej modyfikacji wynika z okoliczności, których zamawiający, działając z należytą starannością, nie był w stanie przewidzieć.

W przypadku umów kredytowych, które zawarte zostały przed 1 stycznia 2021 roku (oraz umów, które zostały zawarte po tej dacie, ale w wyniku postępowań o udzielenie zamówień publicznych, które zostały wszczęte nie później niż 31 grudnia 2020 roku), zastosowanie znajdą przepisy nieobowiązującej już ustawy Prawo zamówień publicznych z 2004 roku. W tym akcie prawnym  odpowiednikiem obecnego art. 455 ust. 1 pkt 4 był przepis art. 144 ust. 1 pkt 3.

Zgodnie z tym przepisem strony uprawnione są do zmiany umowy w sprawie zamówienia publicznego (np. umowy kredytowej), jeśli konieczność tej zmiany spowodowana jest okolicznościami, których zamawiający nie mógł przewidzieć, pomimo dołożenia należytej staranności. Należy jednak pamiętać, że wartość zmiany (a zatem np. wartość obniżenia wynagrodzenia wykonawcy – banku udzielającego kredytu) nie może przekroczyć 50% pierwotnej wartości zamówienia określonej w umowie.

Urząd Zamówień Publicznych opracował dwie opinie, w których dopuścił zmianę umów w sprawie zamówień publicznych. Jedna dotyczy umów, do których stosuje się obecną ustawę Prawo zamówień publicznych (czyli na podstawie art. 455 ust. 1 pkt 4 Prawa zamówień publicznych), a druga tych kontraktów, które zawarto na gruncie poprzednio obowiązującej ustawy (czyli na podstawie art. 144 ust. 1 pkt 3 „starego” Prawa zamówień publicznych). Obie opinie wydane zostały w związku z obserwowanymi obecnie wyjątkowymi zdarzeniami gospodarczymi, powodującymi daleko idące zmiany na rynkach, których nie dało się przewidzieć jeszcze kilka miesięcy temu. Zmiany te skutkują znaczącymi przekształceniami w zakresie kosztów w zamówieniach publicznych. W obu opiniach odniesiono się przykładowo do niespotykanej inflacji, z jaką mamy obecnie do czynienia.

Powyższe przepisy oraz związane z nimi omówione opinie Urząd Zamówień Publicznych są standardowo wykorzystywane do podwyższenia wynagrodzenia wykonawców. Wynika to z występujących po ich stronie zwiększonych kosztów realizacji zamówień. Jednak opisane artykuły mogą być również wykorzystane również w sytuacji odwrotnej – w celu obniżenia pewnego składnika wynagrodzenia wykonawcy (np. marży banku udzielającego kredytu). Skutkiem tego ma być obniżenie zobowiązania kredytowego zamawiającego, a w konsekwencji ułatwienie Zamawiającemu (jednostce samorządu terytorialnego) spłaty zaciągniętego kredytu.

Wymienione przepisy możliwe są do zastosowania w każdym przypadku. Nie wykluczają tego mechanizmy pozwalające na obniżenie czy dostosowanie wynagrodzenia banku do realiów gospodarczych, które zostały już wprowadzone w treści umowy, jeśli wprowadzone do umowy instrumenty nie są wystarczające do wyrównania strat spowodowanych przez obecną inflację i podwyższone stopy procentowe, czego nie dało się przewidzieć jeszcze kilka miesięcy temu.

Zaznaczamy, że w braku zastrzeżenia odpowiednich mechanizmów umownych konieczne jest podpisanie w tym przedmiocie z bankiem kredytującym aneksu do umowy kredytowej. Na to bank z dużym prawdopodobieństwem powinien wyrazić zgodę. Podjęcie takiej decyzji jest korzystne z uwagi na istotną zmianę sytuacji rynkowej oraz możliwość refinansowania przez jednostkę samorządu terytorialnego dotychczasowego zadłużenia poprzez ogłoszenie nowego przetargu na spłatę wcześniej zaciągniętego kredytu.

Wojciech Michalec, radca prawny w kancelarii „JKM i Partnerzy”; kieruje departamentem zamówień publicznych w kancelarii „JKM i Partnerzy” www.jkmipartnerzy.pl; wykładowca na Akademii WSB.

Michał Skrypko – radca prawny; partner w kancelarii „JKM i Partnerzy” www.jkmipartnerzy.pl; ekspert w dziedzinie bankowości spółdzielczej;

Inflacja sprzyja kradzieżom w sklepach. Policyjne statystyki pokazują rdr. dwucyfrowy wzrost

  • Policja notuje coraz więcej kradzieży w sklepach. Wzrost przestępstw rdr. jest na poziomie 28 proc.
  • Plaga kradzieży w sklepach. Eksperci komentują: Przez rosnącą drożyznę problem będzie narastał

W I połowie br. liczba przestępstw kradzieży w sklepach wzrosła aż o blisko 28% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Najwięcej z nich odnotowano na terenie działania KWP we Wrocławiu, a najmniej – KWP w Opolu. Natomiast liczba wykroczeń związanych z kradzieżą sklepową podskoczyła o ok. 13% w relacji rocznej. W tym przypadku zestawienie otwierają Katowice, a zamyka je również Opole. Według ekspertów, sklepy zabezpieczają coraz więcej towarów. Nie brakuje też opinii, że problem kradzieży będzie narastał ze względu na drożyznę. I że raczej szybko się nie skończy.

Wysyp przestępstw

Jak wynika z danych Komendy Głównej Policji, w pierwszych sześciu miesiącach br. stwierdzono 17 219 przestępstw kradzieży w sklepach. To o 27,6% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 13 491. Ostatnio najwięcej takich przypadków odnotowano na obszarze działania KWP we Wrocławiu – 3 314 (w ub.r. – 2 243), KSP w Warszawie – 2 391 (1 815) oraz KWP w Katowicach – 2 101 (1 708). Z kolei na drugim końcu zestawienia widać Opole – 253 (221), Kielce – 259 (231) oraz Rzeszów – 275 (230).

– Drożyzna sprzyja przestępczości, także sklepowej. Oczywiście nie sposób przewidzieć konkretnego wskaźnika, ale wzrost kradzieży jest nadal pewny. Ochrona kosztuje, a pieniędzy brakuje i tracą one wartość. Do tego obniża się próg społecznego przyzwolenia na kradzież. Jest dość powszechny pogląd, że biedny też ma prawo żyć, tym bardziej gdy pracuje i nie ma na życie, bo np. oszczędza na zimę, tj. na prąd i ogrzewanie – komentuje dr Andrzej Maria Faliński, wiceprezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego, były wieloletni dyrektor generalny POHID-u.

Zdaniem Marcina Lenkiewicza z Grupy BLIX, dane dotyczące wzrostu przestępstw kradzieży są niepojące, ale były do przewidzenia. Ceny w sklepach mocno drożeją. To może nakręcać tę spiralę. Oprócz szalejącej inflacji, winą można też w pewnym stopniu obarczyć pandemię.

– Inflacja i drożyzna czynią kradzież tak opłacalną, jak i rodzącą desperację, by posunąć się do niej. Jednak działa kilka synergicznych czynników. Braki kadrowe dotyczą także skutecznego nadzoru nad salą sprzedaży. Zapewne cięcie kosztów dotyka też nadzoru elektronicznego i ludzi o odpowiednich kwalifikacjach, po prostu jest ich mniej – dodaje dr Faliński.

Masowe wykroczenia

Z danych KGP wynika też, że od stycznia do końca czerwca br. stwierdzono 106 970 wykroczeń w związku z kradzieżą sklepową. To o 12,7% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy odnotowano ich 94 902. W ciągu sześciu miesięcy tego roku najwięcej takich przypadków było na obszarze działania KWP w Katowicach – 16 797 (w I poł. 2021 r. – 15 388). Dalej mamy jednostki we Wrocławiu – 12 238 (10 553), a także w Warszawie – 9 475 (9 586). Natomiast na drugim końcu zestawienia widać Opole – 2 277 (2 247), Białystok – 2 579 (2 225), jak również Kielce – 2 675 (2 298).

– Wykroczenia to zjawisko masowe. Często są dokonywane przy okazji zakupów. A teraz jeszcze próg uznania czynu za przestępstwo jest podnoszony z 500 do 800 zł. W mojej ocenie, jest to błędem nie tylko legislacyjnym, ale także społecznym – mówi wiceprezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Jak zaznacza Marcin Lenkiewicz, wyraźnie widać, że nastąpił dużo większy przyrost przestępstw niż wykroczeń. Według eksperta, to kolejna zła informacja. Oznacza bowiem, że szybciej przybywa kradzieży na większe kwoty.

– Jeśli jesteśmy na poziomie kilkunastu tysięcy kradzieży i ponad 100 tys. wykroczeń kradzieży w ciągu pół roku, to mamy do czynienia ze zjawiskiem masowym i groźnym. Straty w handlu spowodowane tym sięgają nawet 2% obrotu. Szacuje się, że to prawie 2 mld euro. To oczywiście uderza w przychód i rentowność. Za to zawsze, prędzej czy później, zapłaci klient i dostawca – zaznacza dr Faliński.

Narastający problem

Mówi się, że wśród kradzionych produktów rośnie udział art. codziennego użytku. Dr Faliński wskazuje tutaj m.in. na żywność, alkohol, chemię, kosmetyki, gadżety i narzędzia kuchenne, baterie, bieliznę oraz obuwie. Jak zaznacza ekspert, te towary najszybciej drożeją, a jednocześnie niezmienne są potrzebne. Pozostałe artykuły kradzione są na zasadzie opłacalności. Wybierane są przeważnie te, których wartość nie przekracza wspomnianego już progu. Tu w grę wchodzą m.in. takie kategorie, jak elektronika, materiały remontowe czy narzędzia mechaniczne.

– Sklepy zaczynają poważniej walczyć z kradzieżami. Kiedyś zakładało się blokady antykradzieżowe głównie na elektronikę, później na droższe perfumy. Teraz to dotyczy żywności. Zabezpiecza się nawet takie produkty, jak masło. To pokazuje, że granica coraz bardziej się przesuwa. A skoro sieci handlowe stosują ww. zabezpieczenia nawet na produkty warte do 10 zł, to sytuacja naprawdę musi wyglądać źle – analizuje ekspert z Grupy BLIX.

Według dr. Falińskiego, zjawisko będzie narastać i przesuwać się geograficznie. Miejsca wypoczynku doznają ulgi w związku z końcem wakacji. Ale powrót z urlopów narazi miasta – nie tylko te duże – na wzrost kradzieży. Będzie rosła inflacja. To podstawowy czynnik skłaniający do decyzji o kradzieży. Do tego ekspert dodaje, że będzie jej sukcesywnie przybywać. II półrocze br. może być pod tym względem dużo gorsze. Wyraźnie widać, że drożyzna sprzyja okradaniu placówek handlowych.

Gołębi Fed

Od marca Fed podniósł stopy o 225 punktów bazowych, czyli tyle samo ile w całym ostatnim cyklu. Wówczas po 2015 roku amerykańska instytucja potrzebowała na to pełnych trzech lat. Teraz zajęło to zaledwie cztery i pół miesiąca. Kluczowa stopa nadal jest jednak znacznie poniżej szczytów z lat 2006-2007 oraz z 2000 roku. Rynek nie otrzymał jednak niczego takiego, co mogłoby dać pretekst do ponownego kupowania USD. Wczorajsza decyzja była w pełni wyceniona i brakowało nowego jastrzębiego paliwa do dalszej aprecjacji USD.

Wczoraj nie było większego zaskoczenia. Fed podniósł jednogłośnie kluczowe stopy procentowe o 75 punktów bazowych. To czwarty ruch w cyklu i drugi o tak dużej wielkości. Powell podtrzymał perspektywę dalszych podwyżek i dał do zrozumienia, że walka z inflacją to priorytet, nawet za cenę recesji. W oświadczeniu wydanym po posiedzeniu przewodniczący przyznał, że różne wskaźniki gospodarcze uległy osłabieniu, ale nadal zwracał uwagę na solidny rynek pracy. Fed chce zobaczyć przekonujące dowody na spadek inflacji, zanim przestanie podnosić stopy procentowe. Padło również stwierdzenie, że „w pewnym momencie właściwe będzie spowolnienie” (w tempie podwyżek). Być może właśnie to zdanie oraz zasygnalizowanie widocznych oznak spowolnienia dało rynkom pretekst do zamykania długich pozycji w dolarze i ponownego kupowania ryzyka, czego obrazem było wyjście EUR/USD do poziomu ponad 1,02 oraz solidne wzrosty indeksów giełdowych. Nasdaq zyskał ok. 4 proc. Przed decyzją i konferencją poprzeczka zawieszona była stosunkowo wysoko. To co było jastrzębie w wypowiedziach Powella było już dobrze znane rynkom. Uwaga była skupiona na gołębich aspektach. Padło ich niewiele, ale wystarczyły one, by rynek zaczął rozgrywać to, że za jakiś czas realne są obniżki kosztu pieniądza. Dolar, tak jak pisałem wczoraj, jest mocno wykupiony, dlatego też wczoraj ryzyko było przesunięte w stronę osłabienia USD. Sprawdziła się stara zasada sprzedaży faktów.

Kolejne posiedzenie we wrześniu. Tu nie ma pewności, że dojdzie do ponownego ruchu o 75 pb. Rezerwa Federalna do tego czasu pozna m.in. dane inflacyjne za lipiec i sierpień oraz dwa raporty z rynku pracy. Powell zaznaczył, że Fed teraz będzie dostarczał rynkom mniej klarownych sygnałów i będzie podejmował decyzje z posiedzenia na posiedzenie w oparciu o napływające informacje makro. Oznacza to, że najbliższe kluczowe publikacje (inflacja, rynek pracy, PKB, indeksy koniunktury, nastroje konsumentów) będą w centrum zainteresowania i będą determinować większą zmienność instrumentów finansowych na rynku. Już dziś poznamy PKB USA za Q2. Prawdopodobne jest to, że zobaczymy kurczenie się gospodarki amerykańskiej drugi kwartał z rzędu. W ostatnim czasie dyskusja o możliwej recesji w USA znacznie się zaostrzyła. Powell nie uważa jednak, że na ten moment Stany Zjednoczone się w niej znajdują. Nie pozwala na to w tym momencie zbyt mocny rynek pracy.

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Dobre pierwsze półrocze dla Orange Polska. Firma podwyższa całoroczną prognozę przychodów

Wyniki Orange Polska za drugi kwartał potwierdzają, że firma potrafi szybko dostosować się do wymagającego otoczenia. Przychody wzrosły o 3,4%, a rentowność operacyjna EBITDAaL o 5,6% rok do roku. Bardzo dobre wyniki finansowe i komercyjne wraz z konsekwentnym ograniczaniem kosztów zrównoważyły wpływ niekorzystnych czynników, m.in. rosnących cen energii. Orange Światłowód zyskał 66 tysięcy użytkowników, stabilnie rośnie liczba klientów pakietów Orange Love, przybyło ponad 100 tysięcy klientów abonamentowych głosowych usług mobilnych. Zapotrzebowanie firm na cyfrowe rozwiązania przełożyło się na niemal 30% wzrost przychodów z ICT.

– Atrakcyjna oferta, świetna jakość usług i zaangażowanie zespołu przełożyły się na bardzo dobre wyniki Orange Polska w drugim kwartale i całym pierwszym półroczu. Pomimo wyzwań związanych z inflacją i rosnącymi cenami energii, dobry rezultat pierwszego półrocza pozwala nam podtrzymać nasze ambicje dotyczące wzrostu rentowności, i podnieść prognozę dla przychodów. Przed nami kolejne miesiące wytężonej pracy w warunkach presji inflacyjnej i wzrostu kosztów energii, jednak jestem przekonany, że podążając ścieżką zakreśloną w strategii .Grow, zrealizujemy te ambitne plany – powiedział Julien Ducarroz, prezes Orange Polska.

Jednym z kluczowych filarów strategii biznesowej Orange Polska jest odpowiedzialność wobec otoczenia, w którym działa – środowiska naturalnego i społeczności. W pierwszym półroczu tego roku Orange Polska wykonał kolejny istotny krok, zbliżający firmę do realizacji zobowiązań klimatycznych. Dzięki długoterminowym kontraktom zakupu energii ze źródeł odnawialnych (tzw. PPA), a także dalszemu zmniejszaniu konsumpcji energii elektrycznej, emisje CO2 operatora zmniejszyły się w pierwszych 6 miesiącach roku aż o 15% w porównaniu do tego samego okresu 2021 roku. Względem pierwszej połowy roku bazowego 2015 zostały natomiast zredukowane już o 33%. Tym samym, Orange Polska jest za półmetkiem na drodze do realizacji swojego celu na rok 2025, który zakłada ograniczenie emisji o 65% w porównaniu do 2015.

Odpowiedzialność to także wykorzystanie kompetencji i zasobów firmy by pomóc tym, którzy uciekają do Polski przed wojną w Ukrainie. Od jej wybuchu Orange Polska udzielił schronienia około 700 osobom. Rozdano ponad 600 tysięcy starterów prepaid z darmowymi usługami operatora, ułatwiających uchodźcom kontakt z bliskimi. Dzięki współpracy Fundacji Orange z Fundacją Dajemy Dzieciom Siłę, uruchomione zostały specjalne dyżury w ramach infolinii 116 111 w językach ukraińskim i rosyjskim, aby pomoc psychologiczna była łatwo dostępna dla ukraińskich dzieci i młodzieży.

Przybywa klientów wszystkich kluczowych usług. W zasięgu Orange Światłowodu już 6,5 mln domów

Nowoczesne usługi telekomunikacyjne cieszą się dużym zainteresowaniem klientów. Sprostanie obecnemu zapotrzebowaniu jest możliwe dzięki wielomiliardowym inwestycjom w nowoczesną infrastrukturę poczynionym do tej pory, w tym ok. 4 mld złotych wydanych od 2015 roku na budowę infrastruktury światłowodowej. W kolejnych miesiącach i latach kluczowym obszarem inwestycji Orange Polska będzie rozwój sieci mobilnej. Firma będzie też zainteresowana uczestniczeniem w nowych projektach budowy sieci światłowodowych, współfinansowanych ze środków unijnych.

W drugim kwartale 2022 roku Orange Światłowód zyskał 66 tysięcy użytkowników, co przekłada się na wzrost łącznej liczby klientów tej usługi o niemal 30% rok do roku. Rośnie także jej dostępność – możliwość skorzystania z superszybkiego internetu światłowodowego ma już 6,5 mln gospodarstw domowych w kraju, o ponad 1 milion więcej niż rok wcześniej. W samym tylko 2 kwartale tego roku zasięg tej usługi zwiększył się o ponad 320 tysięcy gospodarstw domowych, głównie za sprawą współpracy z operatorami hurtowymi, w tym także spółką Światłowód-Inwestycje.

Z pakietu usług dla domu Orange Love korzysta już 1,58 mln klientów, o 4% więcej rok do roku. Liczba klientów abonamentowych mobilnych usług głosowych sprzedawanych poza pakietami również zwiększyła się w ciągu roku o 4%, w samym drugim kwartale przybyło ich 103 tysiące.

Dzięki podejściu „więcej za więcej” w tworzeniu ofert, coraz większej liczbie klientów korzystających ze światłowodu rośnie przychód na jednego klienta (ARPO) w kluczowych liniach produktowych. Pozytywnie na ten wskaźnik wpłynął również powrót klientów do podróżowania po dwóch latach ograniczeń związanych z pandemią COVID-19.

Bardzo dobre wyniki finansowe pozwalają podwyższyć całoroczną prognozę przychodów

Przychody Orange Polska wzrosły w 2 kwartale o 3,4 % w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. To przede wszystkim efekt bardzo dobrych wyników z kluczowych usług telekomunikacyjnych (wzrost przychodów o 7% rok do roku) oraz z usług ICT dla biznesu (wzrost przychodów o 29% rok do roku). Wraca także popyt na urządzenia. Po nieco słabszym początku roku, przychody z tego segmentu wzrosły w drugim kwartale o 10% rok do roku. Łącznie w całym pierwszym półroczu przychody firmy wzrosły o niemal 2%.

Rentowność operacyjna EBITDAaL w 2 kwartale była wyższa o 5,6% rok do roku, a łącznie w całym pierwszym półroczu wzrost EBITDAaL sięgnął 3,8%. Dobre wyniki komercyjne, wyższa marża bezpośrednia, a z drugiej strony ograniczanie kosztów pośrednich działalności firmy, pozwoliły zrównoważyć około 70-procentowy wzrost kosztów energii w pierwszym półroczu.

Poprawiająca się rentowność operacyjna przełożyła się także na zysk netto, który w pierwszym półroczu wzrósł o niemal 140% rok do roku. Bardzo dobre wyniki w całym pierwszym półroczu pozwalają podwyższyć prognozę całorocznych przychodów z oczekiwanego wcześniej niewielkiego spadku do niewielkiego, jednocyfrowego wzrostu.

Jednocześnie firma podtrzymuje całoroczne przewidywania dotyczące EBITDAaL, czyli wynik na poziomie roku 2021 lub niewielki wzrost. Oczekuje jednak, że wzrost jest w jej zasięgu.

Największe obawy Polaków. Inflacja gorsza od wojny i COVID-19

Nieustannie rośnie niepokój inflacyjny w Polsce i na świecie, a po okresie wyraźnej poprawy nastrojów dotyczących zagrożenia zdrowotnego, ten trend nie jest już tak dynamiczny. Jednocześnie wydaje się, że Polacy oswoili najpoważniejsze obawy dotyczące wpływu wojny w Ukrainie na ich codzienne życie – wynika z ostatniej edycji badania Global State of the Consumer Tracker, opracowanego przez firmę doradczą Deloitte. Choć nadal utrzymuje się powszechne zaniepokojenie konsekwencjami wojny, o kolejne 3 p.p. spadł odsetek oceniających je jako bardzo poważne, a za umiarkowane uważa je już tylko co piąty ankietowany.

Po kilku miesiącach wyraźnego uspokojenia, eksperci coraz częściej wspominają o kolejnej fali pandemii COVID-19, a w wielu krajach rośnie liczba zachorowań. Być może to spowodowało, że po wcześniejszych bardzo wyraźnych spadkach, w przeprowadzonej pod koniec czerwca edycji badania Deloitte Global State of the Consumer Tracker utrzymuje się poziom obaw dotyczących sytuacji zdrowotnej deklarowany w poprzedniej ankiecie – tak ponownie wskazuje 18 proc. pytanych.

To też kolejna edycja badania, w której za najpoważniejszy powód do niepokoju ankietowani uznają zagadnienia finansowe, choć odsetek takich odpowiedzi spadł z 63 do 60 proc. Jednocześnie wskazania dotyczące kwestii politycznych zmalały aż o 12 p.p., do 41 proc., a te mówiące o wymiarze społecznym do 32 proc. (o 6 p.p.). Co ciekawe, sfera niepewności przesunęła się w stronę spraw osobistych i rodzinnych, które w tym kontekście wymienia już 41 proc. (o 2 p.p. więcej). Podobnie wzrosły wskazania dotyczące zatrudnienia (do 27 proc.) oraz innych zagadnień zdrowotnych (do 32 proc.).

To rosnące ceny jak i ogólna sytuacja ekonomiczna wpływają dziś w największym stopniu na nastroje konsumenckie. Nie dziwi więc choćby rosnąca liczba badanych, którzy deklarują odłożenie poważniejszych zakupów na przyszłość. To, co zaskakujące, to postrzeganie podwyżek przez konsumentów. Ponad 60 proc. z nich uważa, że firmy wykorzystują kontekst inflacji do zwiększania swoje marży i zysków. To pokazuje, jak istotna będzie odpowiednia polityka cenowa – w kontekście nie tylko wyników finansowych firm z sektora dóbr konsumenckich i handlu, ale także budowy lojalności i zaufania klientów do marki. – mówi Bartosz Bobczyński, partner, lider Consumer Industry Deloitte w Polsce.

Stałe obawy inflacyjne

Pierwsze badanie niepokoju konsumentów w zakresie inflacji zostało przeprowadzone przez Deloitte we wrześniu 2021 r. Obawy dotyczące rosnących cen wyraziło wtedy średnio dwie trzecie respondentów na świecie. Od tamtej pory, w każdej kolejnej edycji ankiety to wskazanie albo się nie zmienia, albo nieznacznie rośnie (o 1-2 p.p.), by pod koniec czerwca tego roku osiągnąć poziom 77 proc. Jedynym wyjątkiem był grudzień minionego roku, gdy spadło o 1 p.p.

Pod koniec ubiegłego miesiąca najwyższe wskazania dotyczą odpowiedzi ankietowanych z RPA (89 proc.), Hiszpanii (87 proc.) i Irlandii (86 proc.). Deklaracje konsumentów z Polski (84 proc.) plasują ich w górnej części zestawienia, choć w tym przypadku nie można mówić o stałym wzroście tylko o comiesięcznych skokach o 3-4 p.p. – raz w górę, raz w dół. Największymi optymistami w zakresie możliwych zwyżek cen są natomiast odpowiadający z Chin (59 proc.), Japonii (63 proc.) i Korei Płd. (65 proc.). Dwa nowe kraje uczestniczące w badaniu (Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie) zanotowały takie samo wskazanie – po 72 proc.

Niemal połowa – 46 proc. ankietowanych na świecie przewiduje, że ich osobista sytuacja finansowa ulegnie poprawie w ciągu najbliższych trzech lat. Polscy respondenci wypadają bardziej pesymistycznie, bo tylko 36 proc. z nich spodziewa się pozytywnej zmiany w zakresie własnych finansów i jest to spadek o 2 p.p. względem poprzedniej edycji badania. Inne pytania również wskazują na rosnące obawy o sytuację ekonomiczną, o 1 p.p. pogorszyły się też wskazania dotyczące zmartwień w zakresie bilansu na kartach płatniczych oraz skali posiadanych oszczędności – odpowiednio do 27 i 23 proc. Co ciekawe, obserwacje trendów wskazują, że w półrocznej skali dynamika zmian pozostaje na zbliżonym poziomie. – mówi Przemysław Szczygielski, partner, lider usług dla sektora finansowego Deloitte w Polsce.

Z drugiej strony jednak, tak w Polsce, jak i na świecie, już niemal dwie trzecie respondentów (64 proc.) planuje wybrać się w podróż służbową w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Co ciekawe, o ile we wskazaniach globalnych ten wzrost nie jest aż tak wyraźny (o 3 p.p.), o tyle ankietowani z Polski bardzo mocno zwiększyli swoje plany w tym zakresie – wzrost aż o 13 p.p.

O badaniu

Najnowsza fala badania została przeprowadzona pod koniec czerwca 2022 r. Była to 32. edycja przeprowadzona globalnie i 26., w której wzięli udział konsumenci z Polski. W sumie eksperci Deloitte przebadali mieszkańców 25 krajów, oprócz Polski, byli to obywatele: Arabii Saudyjskiej, Australii, Belgii, Brazylii, Kanady, Chin, Danii, Holandii, Hiszpanii, Francji, Niemiec, Indii, Irlandii, Japonii, Meksyku, Norwegii, RPA, Korei Południowej, Szwajcarii, Szwecji, Włoch, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Kredyty wysokodochodowe (tzw. High Yield) – jedyne dostępne dla wielu firm, zwłaszcza MSP, kurczą się

Finanse firm ze Strefy Euro – głównego rynku polskich eksporterów – znajdują się pod presją, a kredyty wysokodochodowe kurczą się. W ciągu najbliższych 9 miesięcy finanse firm ze Strefy Euro, głównego rynku polskich eksporterów będą pod presją. Spadek przychodów jak i zysków netto skutkować będzie obniżeniem średnich marż tamtejszych przedsiębiorstw o nawet 4-6  pp. do poziomu nawet 2-4%. Zagrozić może to ich zdolności do regulowania zobowiązań kredytowych – zwłaszcza firm korzystających z kredytów i obligacji High Yield, czyli wysokodochodowych (z wyższą marżą kredytodawcy – z powodu ich sytuacji finansowej/zabezpieczeń). Obecnie jakość takich aktywów kredytowych, m.in. skupowanych w ostatnich latach przez EBC, jest niezła i stabilna, ale ich wyceny, w tym pw. spready wzrosły do historycznie wysokich poziomów, co może być trudne do sfinansowania dla korzystających z nich firm m.in. z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, czy też firm rodzinnych.

High Yield – kredyty (podobnie też obligacje) o względnie wysokiej rentowności, ale i o podwyższonym ryzyku. Są on oferowane klientom nie będącym w stanie spełnić standardów bezpieczeństwa finansowego i zabezpieczeń na poziomie np. dużych korporacji. Kredyty te uwzględniają wyższe ryzyko w formie wyższego oprocentowania.

STRESZCZENIE

Odpływ instrumentów wysokodochodowego kredytowania firm. Z analiz Allianz Trade wynika, że od połowy kwietnia z rynku aktywów wysokodochodowych (strefy Euro) uchodzi powietrze, co wyraża się w (dalszym) strukturalnym wzroście premii za ryzyko (czyli w ich koszcie oraz dostępności). Uczestnicy rynku wyceniają w ten sposób zaostrzenie warunków finansowych (koniec programów pomocowych, wzrost kosztu pieniądza), wciąż podwyższone ryzyko geopolityczne, niepewność co do przyszłej ścieżki inflacji, pogarszające się perspektywy wzrostu oraz zwiększoną presję na bilanse przedsiębiorstw. Pogarsza się również płynność rynku: przykładem są nieudane transakcje na amerykańskich obligacjach korporacyjnych, których jest obecnie więcej niż na początku pandemii Covid-19, co jest potwierdzeniem recesyjno-kryzysowych warunków. Nadal jednak nie ma wyraźnych oznak nadchodzącego załamania rynku.

Zagregowany wskaźnik jakości wysokodochodowych aktywów kredytowych pozostaje stosunkowo wysoki, a wskaźniki dźwigni, pokrycia odsetek, płynności i rentowności utrzymują się na poziomach bliskich najwyższym od dziesięcioleci. To sygnał, że silne salda gotówkowe mogą być w stanie zapewnić przyzwoite zabezpieczenie na zagregowanym, uśrednionym poziomie w perspektywie średnio- i długoterminowej dla tej klasy aktywów. W opinii Allianz Trade należy jednak oczekiwać stopniowego wzrostu wskaźników niewypłacalności.

Opracowana przez Allianz Trade makroekonomiczna analiza strukturalna spreadów HY ostrzega przed krótkoterminowymi zagrożeniami, ale w perspektywie średnioterminowej przedstawia obraz stabilizacji. Możliwość dalszego pogorszenia się sytuacji gospodarczej w połączeniu z oczekiwanym zaostrzeniem warunków finansowych i znacznym prawdopodobieństwem nieprzewidywalnych zdarzeń nie będzie sprzyjać w krótkim okresie obniżaniu, redukowaniu spreadów (kredytów i obligacji wysokodochodowych). Pod koniec br. roku i w 2023 r. połączenie kilku czynników, takich jak stabilizacja rynku akcji, ponowne przyspieszeni gospodarcze i rozluźnienie warunków finansowych powinno spowodować zmniejszenie spreadów kredytowych dla wysokodochodowych (wysoko marżowych) kredytów dla przedsiębiorstw.

W bazowym scenariuszu Allianz Trade oczekujemy, że spready korporacyjnych kredytów/obligacji wysokomarżowych (wysokodochodowych – wspomniane High Yields – HY) pozostaną przez resztę roku stosunkowo wysokie, z kilkoma spodziewanymi epizodami ich złagodzenia. W tym scenariuszu oczekujemy, że połączenie bardziej gołębiej polityki (m.in. oczekiwania bardzo stopniowego i umiarkowanego podnoszenia stóp przez EBC), lepszych niż oczekiwano wyników gospodarczych i wyższej niż oczekiwano odporności przedsiębiorstw pozwoli utrzymać spready w pobliżu 500 i 525 pb dla kredytów HY w USD i EUR do końca 2022 r. (wobec 496 i 591 pb dla HY w US i EUR obecnie) i ich obniżki do odpowiednio 400 i 425 w 2023 r. Jeśli jednak realizowany będzie bardziej niekorzystny scenariusz, spodziewalibyśmy się, że spready wysokodochodowych pożyczek dla firm poszerzą się do poziomów ostatnio obserwowanych podczas początku kryzysu Covid-19 ponieważ wyższe stopy procentowe i inflacja doprowadzą do gwałtownego przeszacowania niewypłacalności i wzrostu ryzyka kredytowego. To początkowe zwiększenie spreadów szybko przeminie w 2023 r., gdy ponownie rozpocznie się łagodzenie polityki pieniężnej i wsparcie fiskalne.

Spready dla opcji wysokodochodowych w USA i EUR (w punktach bazowych)

Spready dla opcji wysokodochodowych w USA i EUR
Źródła: Refinitiv, Datastream, BoFa, Allianz Research

Większość nadchodzącego zacieśnienia warunków finansowych już znalazła odzwierciedlenie w wycenach (ryzyka)

W drugiej połowie roku płynność finansów przedsiębiorstw zostanie ponownie wystawiona na próbę, ponieważ stopniowe wycofywanie się banków centralnych, uczestników rynku o nieelastycznym popycie, pozostawi dotychczasową pulę płynności na łasce zmian nastrojów rynkowych.

Wycofanie się z luzowania ilościowego (QE) w okresie słabnącego popytu ma wpływ na pogorszenie (poszerzenie) spreadów. Koncentrując się na strefie euro, wraz z zakończeniem Programu Zakupu Sektora Korporacyjnego (CSPP), siły rynkowe czynniki dekompresji (poszerzania) spreadów będą znaczące. Nawet jeśli kredyty hipoteczne nigdy nie należały do grupy aktywów kwalifikujących się do programu, to efekt przeniesienia związany z dotychczasowym (i zakończonym) podejściem EBC w myśl zasady „(robić) cokolwiek by nie było konieczne” (w tym m.in. skup obligacji od banków) powodował wzrost apetytu na ryzyko, prowadząc do napływu środków do bardziej ryzykownych klas aktywów (tj. kredytów wysokodochodowych). Część tego efektu została już zdyskontowana, o czym świadczy większe poszerzenie spreadów w EUR w stosunku do ich odpowiedników w USD. Poza gorszymi prognozami makroekonomicznymi dla strefy euro, odzwierciedla to również mniej sprzyjające otoczenie rynkowe w Europie (m.in. większy problem z energią i jej cenami). Ze względu na tradycyjne powiązanie między spreadami obligacji skarbowych w EUR a kredytami w EUR, zaangażowanie EBC do przeciwdziałania ryzyku fragmentacji powinno pomóc w uniknięciu scenariusza przypominającego kryzys w strefie euro, ale nie uchroni przed większymi niż przeciętne skokami zmienności (wykres).

Aktywa kredytowe (klasy inwestycyjnej) w EUR w portfelu Europejskiego Banku Centralnego (punkty bazowe – % całego rynku)

Aktywa kredytowe
Źródła: Refinitiv, Datastream, BoFa, Allianz Research

Fundamenty wyglądają na silne, ale mogą się szybko pogorszyć

Czyżby „Program zawieszenia spłat” w wersji dla przedsiębiorstw? Patrząc na profil zapadalności długu  z tytułu finansowania wysokodochodowego w ciągu najbliższych 10 lat stwierdzić można, że firmom korzystającym z finansowania High Yielsd udało się z powodzeniem wydłużyć czas kredytowania na lata 2025 i 2026, odsuwając ewentualne problemy z refinansowaniem w związku z oczekiwanym wzrostem stóp krótkoterminowych.

Łączna jakość kredytów wysokodochodowych pozostaje na wysokim poziomie i oscyluje w kierunku BB lub o jeden stopień poniżej poziomu inwestycyjnego. Co więcej, warto pamiętać iż większość wskaźników zadłużenia, takich jak wskaźniki dźwigni, pokrycia, płynności i rentowności, utrzymuje się na poziomach bliskich najwyższym od dziesięcioleci, sygnalizując, że duże salda gotówkowe zgromadzone w ciągu ostatnich dwóch lat powinny zapewnić przyzwoite zabezpieczenie na poziomie zagregowanym oraz w perspektywie krótko- i średnioterminowej. Aby ująć tę odporność w liczbach i zakładając dla uproszczenia stałe koszty odsetkowe, zarówno EBIT w USA, jak i w strefie euro musiałby spaść o ponad -35% w stosunku do obecnego poziomu, aby wskaźniki pokrycia odsetek wróciły do średnich wartości długoterminowych.

 

Jednak nawet jeśli wskaźniki fundamentalne i wskaźniki obsługi zadłużenia są historycznie wysokie, odporność bilansów przedsiębiorstw zostanie wkrótce wystawiona na próbę wynika z analizy Allianz Trade. Korekty zysków w dół do rekordowo niskich poziomów oraz utrzymujący się spadek zaufania konsumentów i w przemyśle wskazują, że w najbliższej przyszłości wskaźniki sprzedaży i zysku przedsiębiorstw będą pozostawać pod presją (oryg. „top and bottom lines”, czyli odpowiednio: przychody, sprzedaż brutto oraz zysk, dochód netto), co może doprowadzić do szybkiego pogorszenia się wskaźników fundamentalnych i wskaźników obsługi zadłużenia. Zależność pomiędzy zaufaniem a marżami wskazuje, że marże przedsiębiorstw w EUR mogą spaść nawet o 4-6 punktów procentowych do poziomu 4-2% w ciągu najbliższych dziewięciu miesięcy, co pośrednio zepchnęłoby wskaźniki pokrycia odsetek nieco poniżej ich długoterminowej średniej. Taki spadek mógłby spowodować znaczące przeszacowanie premii za ryzyko kredytowe w segmencie high yield.

Marże zysku netto w strefie euro (r/r)

Marże zysku netto w strefie euro
Źródła: Refinitiv, Datastream, Worldscope, Allianz Research

W sektorze technologicznym grzmi. Na co choruje Snap?

Kurs akcji Snap w trakcie piątkowej sesji odnotował tąpnięcie o blisko 40% wartości. To nie pierwsza taka paniczna wyprzedaż walorów spółki. Blisko dwa miesiące temu Snap doświadczył bliźniaczej histerycznej przeceny po zaraportowaniu słabych wyników okresowych, które były poniżej oczekiwań Wall Street. Jak pisał Mark Twain “Historia nie lubi powtarzać, ale się rymuje”.

Co dokładnie wzbudziło kontrowersje i zawiodło oczekiwania inwestorów doprowadzając do dramatycznego rajdu na południe? Zawiodły przede wszystkim przychody, które choć niewiele minęły się z oczekiwaniami, wyglądają słabo w kontekście i tak obniżonych perspektyw poprzednim, słabym raportem kwartalnym. Rosnące wyceny spółek jak Snap (bliźniacze przypadki Netflix, Teladoc czy Pinterest) poparte były skokowo rosnącymi oczekiwaniami wokół wzrostu przychodów. Z tego powodu miejsca do “upuszczenia powietrza z balona oczekiwań” było wyjątkowo dużo.

Niepokój zasiał fakt, że zarząd podjął decyzję o niezamieszczaniu prognoz na kolejny kwartał, podczas gdy część byków zdążyła już grać pod przyszłe wyniki. Snap oświadczył, że osiągane wyniki nie spełniają oczekiwań zarządu. Ponadto spółka nie chciała też improwizować z prognozami wskazując jako przyczynę nadzwyczajne, zmienne okoliczności rynkowe. Panika spowodowana brakiem prognoz wydaje się być jednak całkowicie oderwana od rzeczywistości ponieważ nie determinują one kwartalnej sprzedaży ani nie wpływają na marżowość biznesu. Mimo to ich brak pogorszył nastroje inwestorów, którzy nie dostali w raporcie okresowym niczego, co mogłoby świadczyć o potencjale do osiągnięcia zadowalających wyników w przyszłości. Niepokój wzbudziło przede wszystkim ograniczanie wydatków przez reklamodawców (na czym model biznesowy opiera Snap) oraz wprowadzony przez spółkę program redukcji kosztów (w ślad za Apple, Teslą czy Netflixem), która poinformowała o zwolnieniu tempa zatrudnienia. Można to interpretować jako sygnał, że spółka przygotowuje się na potencjalne wystąpienie spowolnienia gospodarczego.

Pułapka a może… okazja?

Inwestorzy kontrariańscy, szczególnie posiadający długoterminowy horyzont inwestycyjny, mogą upatrywać okazji w walorach Snap, które od początku roku straciły prawie 80%. Choć spółka nie jest jeszcze rentowna warto zwrócić uwagę na to, że wciąż generuje znaczne przychody, które w lepszym otoczeniu gospodarczym mają potencjał do dynamicznego wzrostu. Snap mimo problemów z “wrażliwym” modelem biznesowym wciąż posiada 347 mln aktywnych użytkowników aplikacji, a ich wzrost przewyższył rynkowe oczekiwania również w “nieudanym” II kwartale. Popularność aplikacji Snapchat rośnie m.in. w krajach o dużej liczbie potencjalnych użytkowników, jak m.in. Indie. To daje spółce potencjalne możliwości skalowania i docierania z reklamami do coraz większego grona odbiorców dzięki efektowi sieciowemu zgodnie z którym im więcej osób korzysta z danej aplikacji, tym jej wartość i popularność rośnie (co znajduje odzwierciedlenie wśród ilości reklamodawców).

Klucz do przyszłości rodem z Sci-Fi?

Rynek aplikacji jest zmienny, a społeczeństwa w miarę rozwoju technologicznego preferują innego typu platformy społecznościowe. Kluczowe dla utrzymania pozycji w pierwszej 10 popularnych aplikacji dla spółki Snap może okazać się stopniowe wdrażanie wciąż hipotetycznego świata cyfrowej rzeczywistości równoległej Metaverse. Do tej pory CEO Snap, Evan Spiegel raczej powściągliwie wypowiadał się na temat cyfrowych światów sygnalizując, że nie ma ochoty rzucać rękawicy w kierunku Meta Platforms. Jednocześnie jednak Snap wprowadził już pewne modyfikacje w stronę budowy rzeczywistości rozszerzonej (AR) m.in. nakładki Avatar Lens.

Problemy z konkurencją… tymczasowe ?

W sferę Metaverse angażuje się również chiński TikTok (ByteDance), którego rosnąca popularność według zarządu Snap wpłynęła na wyniki spółki. W 2021 roku liczba pobrań aplikacji Snapchat (327 mln) była mniejsza o blisko połowę od TikToka (ponad 620 mln). Dodatkowo w chiński produkt nie uderzyły zmiany technologiczne Apple iOS, które pozwoliły użytkownikom zdecydować o personalizacji reklam, co w znaczącym stopniu wpłynęło na możliwości i model biznesowy Snap, który opiera się na zyskach z reklam. Warto jednak wskazać, że w kontekście rozpędzającej się geopolitycznej rywalizacji USA z Chinami (BRICS) aplikacje jak TikTok mogą napotkać na swojej drodze nowe trudności. Kontrowersje wokół danych zbieranych na TikToku (następnie rzekomo przekazywanych chińskiemu rządowi) pojawiły się w amerykańskiej debacie publicznej już na początku czerwca. Istnieje zatem szansa, że konkurencja Snapa zostanie w pewien sposób ograniczona, a korzystanie z TikTok może być stopniowo uniemożliwiane. Pojawienie się pierwszych oznak końca ery globalizacji zapowiadał w kwietniowym wywiadzie m.in. Laurence Fink, CEO największego na świecie funduszu zarządzającego aktywami – BlackRock.Metaverse

Drastyczny spadek wartości akcji Snap przyczynił się do tąpnięcia na walorach funduszu ETF dającego ekspozycję na rosnący trend cyfrowych światów Metaverse. Spółka Snap należy do największego ‘holdingu’ w portfelu funduszu Roundhill Ball, do spadków przyczynił się również spadający kurs akcji Meta Platforms. Źródło: Bloomberg

Mimo to zanosi się na burzę?

Problemy Snapa wyglądają na zapowiedź zbliżającej się burzy, która może wpłynąć na sektor spółek uzyskujących znaczne przychody z reklam. Choć na spadek cen akcji wpłynęły poza słabymi wynikami ostrożne prognozy (raczej ich niemal zupełny brak), jest bardzo mało prawdopodobne aby przypadek Snapa był odosobniony.  W zeszły piątek obserwowaliśmy przeceny akcji Alphabet (Google), Meta Platforms (dawny Facebook) czy Pinterest. Łącznie sektor technologicznych spółek wyeksponowanych na ryzyko spadku przychodów z reklam po piątkowym raporcie Snapa “oddał” blisko 130 mld USD kapitalizacji!

Inwestorzy mogą niechętnie spoglądać na walory spółki dopóki Fed będzie podnosił stopy procentowe. Inflacja i widmo recesji prawdopodobnie wciąż będą hamowały apetyt konsumentów i przekonają “rozrzutne” firmy by ograniczyły wydatki do niezbędnego minimum. W najnowszym wywiadzie wspomniany wcześniej Larry Fink, z BlackRock uspokajał twierdząc, że obecne okoliczności rynkowe to “biznes, jak zawsze”, a inflacja powinna zacząć hamować podobnie jak miało to miejsce w historycznie obserwowanych cyklach.

Mimo dających światło nadziei wypowiedzi szefa największego na świecie funduszu zarządzającego aktywami, Snap wymaga dogłębnej analizy ryzyka a szereg analityków nie podziela optymizmu Finka. Spółka znalazła się w trudnym położeniu przede wszystkim z uwagi na zmieniające się otoczenie gospodarcze toteż odreagowania jej walorów należałoby spodziewać się w miarę poprawiającego się krajobrazu makro. Model biznesowy spółki może stać się kulą u nogi w otoczeniu zwalniającej gospodarki i rosnących kosztów kapitału jednak część inwestorów prawdopodobnie wciąż będzie szukała “światełka w tunelu” dla wzrostowego scenariusza.Drastyczny spadek wartości akcji Snap

Atmosfera inwestycyjna w 2022 roku jest fatalna, stopy zwrotu z rynku akcji i obligacji są najniższe od blisko 30 lat, niższe nawet od okresu kryzysu 2008-2009 co jest pośrednim skutkiem lekkomyślnej polityki monetarnej banków centralnych. W świetle takich danych spadki walorów Snap wokół których oczekiwania analityków były rozdmuchane w czasie gdy rynek nasycany był pieniądzem nie powinny dziwić. Na giełdzie jednak nic nie trwa wiecznie. Źródło: Bloomberg

Autor: Eryk Szmyd, analityk XTB

Rząd reguluje pracę zdalną. Projekt nowelizacji Kodeksu Pracy trafił do Sejmu

Do Sejmu trafił rządowy projekt nowelizacji Kodeksu Pracy zawierający wyczekiwane przez pracodawców przepisy szczegółowo regulujące pracę zdalną. Obecnie obowiązujące przepisy, wprowadzone specustawą covidową, mówią jedynie, że pracodawca może polecić pracownikowi wykonywanie obowiązków poza stałym miejscem pracy.

Więcej formalności i nowy rozdział w Kodeksie Pracy

Niedawno złożony projekt znacznie uszczegóławia tę regulację, poprzez wprowadzenie zupełnie nowego rozdziału do Kodeksu Pracy. Ma on zastąpić obecne zapisy w prawie dotyczące telepracy. Zgodnie z projektem ustawy, praca może być wykonywana w dowolnym wskazanym przez pracownika i uzgodnionym z pracodawcą miejscu. Wymagać to będzie jednak spełnienia większej liczby formalności. Pracodawca zobowiązany będzie do przygotowania oceny ryzyka zawodowego dla pracy zdalnej oraz informacji BHP dla pracowników. Kolejnym dokumentem do przygotowania będą procedury ochrony danych osobowych podczas pracy zdalnej.

Zasady wykonywania obowiązków służbowych na odległość będą mogły być zawarte w kilku dokumentach. Mogą to być: porozumienie z zakładową organizacją związkową, regulamin skonsultowany z przedstawicielami pracowników lub w samym poleceniu lub porozumieniu dotyczącym konkretnego pracownika. Pracodawca będzie upoważniony do kontroli wykonywania pracy przez pracownika w domu, warunków BHP oraz przestrzegania ochrony danych osobowych.

Możliwe wnioskowanie o pracę zdalną

Na podstawie nowych przepisów pracodawca nadal będzie mógł jednostronnie skierować pracownika do pracy z domu w czasie trwania stanu nadzwyczajnego, stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii oraz przez 3 miesiące od ich odwołania. Dodatkowo także w okresie, kiedy z powodu siły wyższej pracodawca nie będzie mógł zapewnić warunków pracy zgodnych z zasadami BHP.

Całkiem nową opcję stanowi wprowadzenie pracy zdalnej w uzgodnieniu z pracownikiem lub na jego wniosek. Uzgodnienie między stronami umowy o pracę będzie mogło być zawarte przed lub w trakcie zatrudnienia. Ponadto każdy pracownik będzie mógł złożyć wniosek o zastosowanie pracy zdalnej. Odmowa w przypadku pracowników sprawujących opiekę nad osobą niepełnosprawną, wychowującego dziecko do 4 roku życia oraz pracownic w ciąży będzie możliwa jedynie, jeżeli praca zdalna nie jest możliwa ze względu na organizację lub rodzaj pracy wykonywanej przez pracownika.

W każdym momencie pracodawca lub pracownik, którzy uzgodnili pracę zdalną w trakcie trwania umowy o pracę, będą mogli złożyć wniosek o powrót do trybu stacjonarnego. Po złożeniu takiego dokumentu powrót do pracy stacjonarnej będzie musiał nastąpić najpóźniej w ciągu 30 dni.

Koszty pracy zdalnej

Pracodawca będzie zobowiązany zapewnić pracownikowi materiały i narzędzia niezbędne do wykonywania pracy zdalnej. Pracownik po uzgodnieniu z pracodawcą będzie mógł korzystać z własnego sprzętu do pracy zdalnej, jednak w takim wypadku należny mu będzie ekwiwalent. Ponadto pracodawca będzie musiał pokryć koszty energii elektrycznej oraz usług telekomunikacyjnych niezbędnych do wykonywania pracy zdalnej. Zwrot kosztów może nastąpić w wartości realnej lub w formie uzgodnionego między stronami ryczałtu. Przy ustalaniu wysokości ekwiwalentu oraz ryczałtu pracodawca musi wziąć pod uwagę ceny materiałów i urządzeń, a także ceny prądu i usług telekomunikacyjnych.

Warto zwrócić uwagę, że zgodnie z zawartymi w projekcie przepisami przejściowymi, mogą one wejść w życie już w ciągu 14 dni od ogłoszenia, pracodawcy więc nie będą mieli zbyt wiele czasu na wdrożenie ich w swoich przedsiębiorstwach.

Mateusz Boguszewski, Główny Księgowy w firmie inFakt

Kraków wciąż atrakcyjny dla deweloperów i najemców

Krakowski rynek biurowy w pierwszym półroczy powiększył się o 47 700 m kw., a w trakcie realizacji jest 170 000 m kw. Atrakcyjny dla deweloperów Kraków, jest równie chętnie wybierany przez firmy rozwijające swoją działalność. Potwierdzeniem tego jest aktywność najemców, którzy od stycznia do czerwca 2022 roku podpisali umowy na 109 000 m kw. powierzchni biurowej.

Na koniec czerwca 2022 roku zasoby biurowe Krakowa wyniosły blisko 1,67 mln m kw., co pozwoliło zachować pozycję lidera na tle pozostałych miast regionalnych. Od początku roku powierzchnia biurowa powiększyła się o 47 700 m kw., co stanowiło ponad 15% całkowitego wolumenu powierzchni oddanej do użytku w miastach regionalnych. W II kwartale roku oddano do użytku projekty MK29 (11 000 m kw., Caishen Capital Group), The Park Cracow I (11 800 m kw., White Star) oraz Rondo I Business Office (3 500 m kw., Howell).

„Kraków z uwagi na swój wyjątkowy klimat, silne zaplecze akademickie oraz blisko 250 firm jedynie z sektora BSS jest atrakcyjną destynacją zarówno dla deweloperów, jak i najemców. W rankingach, na które powołują się polskie miasta, stolica Małopolski często jest w czołówce. Dla przykładu można wspomnieć o pierwszej pozycji w kategorii dużych miast za przyjazność dla biznesu oraz drugie miejsce w obszarze kapitału ludzkiego i stylu życia w rankingu European Cities and Regions of the Future 2022/2023,” – wyjaśnia Aleksandra Markiewicz, Dyrektor w dziale Reprezentacji Najemcy w Knight Frank.

Na etapie budowy w Krakowie pozostaje wciąż ponad 170 000 m kw. powierzchni biurowej, a przy zachowaniu terminów przez deweloperów, do końca roku na lokalny rynek trafi 20% realizowanej obecnie powierzchni. Największymi inwestycjami w budowie są Ocean Office Park B (28 600 m kw., Cavatina Holding) oraz Kreo (24 000 m kw., Ghelamco Poland).

„Nowa podaż może przyciągnąć firmy do tej pory nieobecne na krakowskim rynku oraz zachęcić dotychczasowych najemców do pozostania w Krakowie. Tylko w II kwartale roku aktywność krakowskich najemców zakończyła się wolumenem transakcji na poziomie 74 000 m kw., co było wynikiem wyższym o 51% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Warto tutaj zaznaczyć, że jest to najlepszy wynik spośród miast regionalnych,” – dodaje Katarzyna Bojar, Młodszy Konsultant w dziale Badań Rynku w Knight Frank.

Analizując udział poszczególnych umów w wolumenie transakcji, największy udział przypadł nowym umowom – 58% (z czego umowy pre-let to 62%). Na kolejnej pozycji znalazły się renegocjacje – blisko 41%, zaś ekspansje odpowiadały za niecały 1%.

W pierwszym półroczu 2022 roku, wolumen transakcji wyniósł 109 000 m kw. powierzchni biurowej.

Mimo wysokiego popytu wskaźnik pustostanów na koniec II kw. roku wyniósł 16,2% i osiągnął najwyższy wynik w historii ostatnich 10 lat (wzrost o 0,6 pp. kw/kw oraz 0.7 pp. r/r).

Czynsze wywoławcze w Krakowie na koniec czerwca 2022 roku wahały się od 10,00 EUR do 16,00 EUR/m kw. miesięcznie.

Ulga na działalność badawczo-rozwojową B+R – najnowsze stanowiska organów podatkowych

Ulga badawczo-rozwojowa jest atrakcyjnym instrumentem podatkowym, pozwalającym na znaczne obniżenie zobowiązania podatkowego. Polski Ład dodatkowo uatrakcyjnił tę ulgę poprzez umożliwienie połączenia jej z ulgą IP box oraz zwiększenie do 200% możliwości odliczenia kwoty kosztów kwalifikowanych. Jak każda preferencja, także ulga B + R jest obwarowana szeregiem warunków, co powoduje, że w tym zakresie Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej wydał już setki indywidualnych interpretacji podatkowych. Jakie jest najbardziej aktualne stanowisko organów podatkowych w tym zakresie?

Licencje

Podatnicy nabywający licencje do programów zastanawiają się czy mogą rozliczyć je w ramach ulgi B + R. Zasadniczo fiskus dopuszcza taką możliwość, niemniej zwraca uwagę, że dotyczy ona tylko części wydatku związanego z działalnością badawczo-rozwojową. Innymi słowy w sytuacji, gdy licencje będą wykorzystywane częściowo do działalności badawczo-rozwojowej, a częściowo do pozostałej działalności podatnika, to w takim przypadku koszty nabycia licencji jednorocznych będą stanowić koszty kwalifikowane, tylko w takiej części, w jakiej będą służyć prowadzonej działalności badawczo-rozwojowej (interpretacja z dnia 16 maja 2022 r. sygn. 0111-KDIB1-3.4010.62.2022.2.BM).

Materiały

Poza wydatkami pracowniczymi drugą dużą grupą kosztów kwalifikowanych są koszty materiałów wykorzystanych w działalności badawczo-rozwojowej. Należy zaznaczyć, że nie chodzi jedynie o materiały badawcze, ale także wydatki związane z nabyciem składników majątku zużywanych, w tym materiałów i surowców bezpośrednio związanych z prowadzoną działalnością badawczo-rozwojową. Dla przykładu można wskazać interpretację z dnia 25 kwietnia 2022 r. sygn. 0111-KDIB1-3.4010.677.2021.3.IM, gdzie jako materiały zakwalifikowano części do form, elektrody, oringi, uszczelki, przewody, grzałki, klucze, szlifierki, przyłącza, pasy itp.., które służyły do prowadzenia działalności badawczo-rozwojowej.

Zarządzanie i administrowanie projektami

Kolejna ciekawa interpretacja z dnia 13 maja 2022 r. sygn. 0111-KDIB1-3.4010.81.2022.2.BM dotyczyła możliwości zaliczenia wydatków na zarządzanie i administrowanie projektami B+R do kosztów kwalifikowanych. Z procesem badawczo-rozwojowym związana jest nieodłącznie konieczność odpowiedniego planowania i zarządzania projektami badawczo-rozwojowymi w aspekcie naukowo-technicznym, ale też administracyjnym. Zgodnie z interpretacją działania realizowane przez przedsiębiorców wyłącznie na potrzeby projektów B+R są traktowane jako działalność o charakterze badawczo-rozwojowym i koszty poniesione na taką działalność mogą stanowić koszty kwalifikowane.

Obowiązek wyodrębnienia kosztów

Regulacje związane z ulgą B+R nakładają na podatnika chcącego skorzystać z ulgi badawczo-rozwojowej obowiązek wyodrębnienia kosztów ponoszonych w związku z działalnością badawczo-rozwojową. Ustawa nie precyzuje jednak w jaki sposób to wyodrębnienie powinno zostać wykonane. Wyodrębnienie kosztów na działalność badawczo-rozwojowej w ewidencji rachunkowej ma być podstawą do kalkulacji ulgi badawczo-rozwojowej. Jak zatem wskazano w interpretacji z dnia 19 kwietnia 2022 r. sygn. 0111-KDIB1-3.4010.510.2021.2.AN podatnik ma obowiązek dokonać wyodrębnienia w taki sposób, aby możliwe było zidentyfikowanie kosztów kwalifikowanych, dających prawo do skorzystania z ulgi w kwocie odpowiedniej dla danej kategorii.

Dofinansowanie wynagrodzeń z tarczy antykryzysowej

Zwrot kosztów sfinansowanych z jakiegokolwiek źródła, w tym w ramach tarczy antykryzysowej, należy uwzględnić w ramach rozliczenia kosztów kwalifikowanych tj. wydatki sfinansowane z tarczy nie mogą stanowić kosztów kwalifikowanych (interpretacja z dnia 15 kwietnia 2022 r. sygn. 0111-KDIB1-3.4010.511.2021.2.JKU).

Marketing przez social media

Część podatników próbuje zaliczać do kosztów kwalifikowanych wydatki na cele marketingowe. W takich przypadkach fiskus wskazuje, że poszukiwanie oraz docieranie do potencjalnych klientów drogą internetową poprzez social media, nie stanowią działalności badawczo-rozwojowej, przez co wydatki na taką działalność nie stanowią kosztów kwalifikowanych – interpretacja z dnia 7 kwietnia 2022 r. sygn. 0111-KDIB1-3.4010.8.2022.2.PC.

Nieobecność pracownika

Natomiast pytanie, które na chwilę obecną nie doczekało się jednolitej linii orzeczniczej brzmi jak kwalifikować koszty pracownika B+R, który przebywa na urlopie. Przeważający pogląd wskazuje, że wynagrodzenie za czas nieobecności w pracy jest kosztem kwalifikowanym. Przykładowo w wyroku WSA w Poznaniu z 13.05.2021 r., sygn. I SA/Po 163/21 WSA wskazał: „Jeżeli pracownik przeznacza cały swój czas pracy na działalność badawczo-rozwojową, to wówczas wydatki związane z czasem jego usprawiedliwionej nieobecności w pracy winny być uwzględnione w pełnej wysokości, albo w określonej proporcji, gdy pracownik poświęca na badania jedynie część swojego czasu, w odniesieniu do całego czasu pracy.” Podobnie wypowiedział się WSA w Poznaniu w wyroku z 12.05.2021 r., sygn. I SA/Po 826/20. Z kolei w wyroku WSA w Gdańsku z 18.05.2021 r., sygn. I SA/Gd 232/21, wskazano, że „Odliczeniu w ramach ulgi badawczo-rozwojowej, w myśl art. 18d ust. 1 w zw. z art. 18d ust. 2 pkt 1 u.p.d.o.p., nie podlegają kwoty wynagrodzenia za czas choroby i urlopu oraz składek od tych należności”. W tym przypadku należy więc oczekiwać wyroku NSA.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Złoty traci czekając na FED

Polska waluta ma dzisiaj wyraźnie słabszy dzień. Wczorajszy też nie był najlepszy. Dzisiejsze zmiany stóp procentowych za Oceanem pokażą nam, jak będą kształtowały się kolejne.

Odwrót od złotego

Po bardzo dobrym półtora tygodnia dla złotego rozpoczęła się korekta. Jeszcze w poniedziałek euro przez chwilę spadło poniżej 4,70 zł. Dzisiaj jednak na moment sięgnęło 4,79 zł. Powody tych wydarzeń znajdują się w sporej części na rynkach światowych. W podobnym czasie dolar umocnił się o około 1% względem euro. Tym samym zassał z rynku europejskiego bardzo dużo kapitału. Jak to często ma miejsce w takich sytuacjach, wraz z tym ruchem złoty wyraźnie tracił. Dzisiaj o godzinie 20:00 odbędzie się konferencja FED. Już teraz inwestorzy podkupują dolara licząc na wysoki wzrost stóp procentowych. Jeżeli do niego dojdzie możemy spodziewać się dalszej słabości naszej waluty.

USA dalej uwalnia ropę

Amerykanie ponownie rzucają na rynek rezerwy surowca. Tym razem mowa o 20 mln baryłek ropy, czyli około 25% dziennej produkcji światowej, by lepiej zobrazować skalę zjawiska. Tak duże wrzutki powodują oczywiście chwilowe obniżki cen, aczkolwiek w długim okresie rynku to nie zmieni. Zwolennicy teorii spiskowych zwracają uwagę, że być może USA wierzy w spadek cen ropy w długim okresie. Kraj ten ma uwalniać zapasy ropy teraz by potem odkupić je znacznie taniej gdy ceny spadną. Celem uwalniania rezerw jest jednak zduszenie cen paliw na stacjach, które osiągają w USA bardzo wysokie jak na tamten rynek poziomy. Ciężko ocenić bezpośrednią skuteczność tych działań przy mnogości czynników wpływających na ceny ropy. Krytycy zwracają uwagę, że surowiec ten płynie również za granicę, ale nie można się temu dziwić na tak płynnym rynku.

Węgrzy podnieśli stopy procentowe do ponad 10%

Decyzja Banku Węgier nie była zaskoczeniem. Rynek spodziewał się wzrostu o 1% do 10,75% i tyle otrzymał. Węgrzy wyraźnie odważniej walczą z inflacją niż Polska czy Czechy, gdzie poziomy są nawet nie na 2/3 tego co na Węgrzech. Budapesztowi nie grozi jednak nadmierne umocnienie forinta w wyniku podnoszenia stóp procentowych. W ostatnich miesiącach umocnienie HUF w ogóle nie grozi. Waluta ta ma bowiem fatalną passę od momentu wygrania wyborów, m.in. dzięki gigantycznym podwyżkom w budżetówce i kilku bardzo niesympatycznym gestom przyjaźni węgiersko-rosyjskiej. Po samej decyzji forint utrzymywał wartość, a do końca dnia nieznacznie stracił. Musimy pamiętać, że na Węgrzech dla osób fizycznych zamrożono oprocentowanie kredytów, dlatego właśnie te podwyżki nie zabijają obywatel wzrostem rat.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
20:00 – USA – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Jak idzie sprzedaż nowych mieszkań? Deweloperzy odpowiadają

Jak dużo mieszkań sprzedali deweloperzy w drugim kwartale tego roku? Jak tegoroczne wyniki mają się do zeszłorocznych? Jaki jest popyt? Jak firmy oceniają możliwości sprzedażowe w kolejnych miesiącach? Sondę opracował serwis nieruchomości dompress.pl

Andrzej Oślizło, prezes zarządu Develia S.A.

W kontekście sytuacji rynkowej osiągnięty wynik sprzedaży w drugim kwartale br. oceniamy jako zadowalający. W skali całego, pierwszego półrocza 2022 zakontraktowaliśmy 966 mieszkań, co oznacza w ujęciu r./r.  mniejszy spadek niż 10 proc. Podobnie jak inni deweloperzy, nasza spółka mierzy się z wieloma wyzwaniami. Przede wszystkim z dalszym wzrostem stóp procentowych i ograniczeniem zdolności kredytowej klientów. Rynkowi sprzyjać będzie natomiast popyt ze strony nabywców inwestycyjnych – indywidualnych i instytucjonalnych. Ci pierwsi dalej będą lokować swój kapitał w nieruchomościach, gdyż, mimo podwyżek, przy dwucyfrowej inflacji realna stopa procentowa pozostaje głęboko ujemna. Mieszkania, które w ostatnich latach drożały o 10-12 proc. rocznie, dobrze sprawdzają się jako aktywa chroniące oszczędności przed utratą wartości.

W 2021 roku nabywcy gotówkowi odpowiadali za 50 proc. wszystkich transakcji, a obecnie odsetek ten wynosi aż 70-80 proc. Z kolei fundusze inwestycyjne działające w ramach najmu instytucjonalnego (PRS) powinny być bardziej zainteresowane zakupami dużych pakietów lokali lub nawet całych osiedli. Spodziewamy się, że popyt na tego typu nieruchomości będzie rósł wskutek migracji do Polski obywateli Ukrainy oraz przejścia na rynek wynajmu tych osób, które utraciły zdolność kredytową. Dla rynku sprzedaży mieszkań w drugiej połowie roku kluczowe znaczenie może mieć polityka monetarna i jej działania, a w szczególności wysokość stóp procentowych NBP i zapowiedzi, co do kierunków ich zmian w bliższym i dalszym terminie.

Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper S.A.

W pierwszym półroczu zakontraktowaliśmy 177 mieszkań, z czego 104 w drugim kwartale br.  Wynik ten był o 53 proc. niższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Dodać jednak należy, że także nasza oferta była w tym okresie również o połowę mniejsza. Na sprzedaż istotny wpływ miało wprowadzenie Polskiego Ładu, który obniżył wynagrodzenia, wysoka inflacja, wybuch wojny, ale nade wszystko seria gwałtownych podwyżek stóp procentowych i zaktualizowana, restrykcyjna rekomendacja KNF dotycząca badania zdolności kredytowej.

W wyniku działań NBP i KNF dziś na rynku pierwotnym transakcji dokonują w zasadzie tylko osoby o wysokich zarobkach lub dysponujące gotówką. Część transakcji, z uwagi na dynamicznie rosnące stawki najmu, stanowią zakupy inwestycyjne. Jednocześnie duży wzrost kosztów materiałów, wynagrodzeń, gruntów pod zabudowę czy finansowania inwestycji nieuchronnie przekłada się na wzrost cen mieszkań, niezależnie od niskiego popytu.

Rozumiejąc dzisiejszą trudną sytuację potencjalnych nabywców zdecydowaliśmy się na odroczenie startu nowych inwestycji do czasu, gdy zdolność kredytowa klientów się poprawi. Oznacza to oczywiście jeszcze skromniejszą ofertę i niższe planowane wolumeny sprzedaży w drugiej połowie roku.

Angelika Kliś, członek zarządu Atal

W drugim kwartale 2022 roku spółka zawarła 587 umów deweloperskich i przedwstępnych. W ujęciu półrocznym spadek wynosi około 35 proc. Przy interpretacji tych wyników trzeba jednak pamiętać o bardzo wysokiej bazie porównawczej, bowiem poprzedni rok był pod względem sprzedaży rekordowy. W drugim półroczu spodziewamy się zbliżonych wyników. W naszym przypadku na plus powinno zadziałać niedawne uruchomienie sprzedaży w nowych, oczekiwanych przez rynek inwestycjach, na przykład w wysokościowcu Atal Olimpijska. Odbiorcami prestiżowych inwestycji, jak ta w Katowicach, są klienci, którzy w mniejszym stopniu lub wcale finansują zakup kredytem.

Cezary Grabowski, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu Bouygues Immobilier Polska

Sytuacja w tym roku bardzo się zmieniła w porównaniu do roku poprzedniego. Dotyczy to przede wszystkim elementów kształtujących dynamikę popytu. Jednak nadal obserwujemy duże zainteresowanie mieszkaniami. Nasz wynik sprzedażowy w drugim kwartale tego roku był lepszy od osiągniętego w pierwszym kwartale br., co oczywiście bardzo nas cieszy. W związku ze wzrostem stóp procentowych i trudniejszym dostępem do kredytów dla klientów indywidualnych, zauważalny jest spadek zainteresowania zakupem lokali przez osoby sięgające po tego rodzaju finansowanie.

Jednak dostępność kredytów to nie jedyny element decydujący o poziomie popytu na rynku mieszkaniowym. Warto zwrócić uwagę na fakt, że w 2021 roku 6 na 10 naszych klientów realizowało zakup mieszkania przy pomocy gotówki. W tym roku, równocześnie z mniejszą liczbą klientów korzystających z kredytów, odnotowaliśmy duży wzrost zakupów za gotówkę, co zaowocowało wspomnianymi, dobrymi wynikami sprzedaży.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Grupie Robyg

W pierwszym półroczu 2022 roku Grupa Robyg podpisała 1241 umów deweloperskich i przedwstępnych oraz 1083 umowy rezerwacyjne w Warszawie, Trójmieście, Poznaniu i Wrocławiu. Spółka rozpoznała w przychodach 785 lokali.

Pierwsze półrocze 2022 roku było trudne dla całej gospodarki i Polaków. Wszyscy wspieraliśmy obywateli Ukrainy. Rynek mieszkaniowy także nagle zmienił się ze względu na rosnące stopy procentowe i wysoką inflację. Mimo to firma realizuje swoje cele, wprowadzając kolejne inwestycje do sprzedaży. Zgodnie ze strategią ogłoszoną wraz z wynikami 2021 roku zmieniliśmy nasze cele i przekierowaliśmy działania częściowo na rynek PRS. Wszystkie nasze budowy są prowadzone zgodnie z harmonogramami. Staramy się utrzymywać stabilną i płynną działalność zarówno w zakresie budowy, jak i sprzedaży mieszkań. Szukamy też gruntów w różnych lokalizacjach i nie wykluczamy wejścia do nowych miast. Teraz oczekujemy na zapowiedziane działania rządu wspierające kredytobiorców i nabywców mieszkań. To bardzo ważne, aby kupujący mogli w sposób odpowiedzialny budować swoją przyszłość. Posiadanie mieszkania determinuje w dużej mierze decyzje rodzinne, a więc wpływa bezpośrednio na demografię.

Boaz Haim, prezes Ronson Development

W drugim kwartale 2022 roku zakontraktowaliśmy sprzedaż 114 lokali i dostarczyliśmy 77 lokale. Nasze wyniki sprzedażowe są naturalnym efektem obecnej sytuacji ekonomicznej, a w szczególności spowolnienia w zakresie udzielania kredytów hipotecznych klientom. Jednocześnie widzimy poprawę względem pierwszego kwartału tego roku. Odnotowaliśmy 15 proc. wzrost, dlatego pozostajemy optymistami.

Doświadczenia związane z pandemią oraz wybuchem wojny w Ukrainie nauczyły nas elastycznego reagowania na zmiany rynkowe. Jeszcze mocniej różnicujemy też naszą ofertę, aby odpowiadać na zmieniające się potrzeby i możliwości finansowe naszych klientów. Część mieszkań w projektach Miasto Moje oraz Viva Jagodno będzie kwalifikować się do rządowych programów wsparcia, a już w przyszłym roku oddamy pierwsze 100 mieszkań dedykowanych segmentowi PRS w inwestycji Ursus Centralny. Nasze statystyki sprzedażowe pokazują, że obecnie około 30 proc. klientów wspomaga się w niewielkim stopniu kredytem, a 70 proc. realizuje zakup za gotówkę.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

W drugim kwartale 2022 roku zrealizowaliśmy zakładany plan sprzedaży. W porównaniu do ubiegłego roku kontraktacja była mniejsza o około 30 proc. Biorąc pod uwagę rodzaj dostępnej oferty w pierwszym półroczu 2022 oraz dalsze plany firmy w bieżącym roku, a także tegoroczną sytuację gospodarczą w kraju i na arenie międzynarodowej, odnotowana różnica w poziomie kontraktacji nie była zaskoczeniem i została przewidziana.

Z racji zdywersyfikowanej oferty oraz wielu lat doświadczenia na rynku oceniamy możliwości sprzedażowe umiarkowanie pozytywnie. Spora część naszych projektów to inwestycje w standardzie premium, które w większości nabywane są przez klientów gotówkowych. Dodatkowo, dzięki długoletniej obecności na rynku posiadamy rozbudowaną bazę klientów, a także umiejętności w tworzeniu nowych ścieżek pozyskiwania nabywców, co pozwala nam trafiać do osób posiadających budżet, pozwalający na zakup zarówno przy posiłkowaniu się finansowaniem zewnętrznym, jak i bez niego.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Tegoroczne wyniki sprzedażowe są znacząco niższe od ubiegłorocznych. Obserwujemy spadek, nie tyle zainteresowania zakupem, co dokonywanych rezerwacji i w efekcie zawieranych umów. Wielu klientów jest zmuszonych do rezygnacji z kupna mieszkań ze względu na brak zdolności kredytowej. W przypadku naszej firmy na spadek sprzedaży miało też wpływ przesunięcie w czasie wprowadzenia nowych etapów inwestycji. Ze względu na przewidywane koszty realizacji projektów zdecydowaliśmy się odczekać kilka miesięcy, żeby móc zweryfikować koszty, a co za tym idzie rentowność inwestycji . W takiej sytuacji brak możliwości uzupełnienia oferty w naturalny sposób pociąga za sobą spadek sprzedaży. Z informacji płynących z rynku wynika, że jest to obecnie dość powszechna strategia stosowana przez firmy deweloperskie.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Pierwsza połowa roku zakończyła się nieco słabszymi wynikami niż rok wcześniej, ale nadal utrzymywał się duży popyt, zwłaszcza inwestycyjny, stymulowany w znacznym stopniu przez klientów gotówkowych. Przed nami druga połowa roku i nowe wyzwania.

Marcin Michalec, CEO Okam

Cały rynek deweloperski mierzy się teraz ze spowolnieniem, spowodowanym sytuacją makroekonomiczną oraz pogarszającą się kondycją krajowej gospodarki. Inflacja, w tym rosnące ceny materiałów budowlanych, wojna w Ukrainie, spadek siły nabywczej i niska zdolność kredytowa, wszystko to odbija się negatywnie na branży, która odnotowuje spadki w porównaniu z poprzednimi latami. Choć obecna sytuacja geopolityczna i ekonomiczna nie pozostawia miejsca na duży optymizm, wciąż mamy nadzieję na stabilizację w dłuższej perspektywie.

Aktualnie obserwujemy, że w ramach naszych inwestycji mieszkania kupują w dużej mierze klienci dysponujący gotówką, traktujący zakup w kategorii inwestycji z przeznaczeniem również na najem.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home

Ubiegły rok przyniósł branży ponadprzeciętne wyniki. Planując sprzedaż w tym roku założyliśmy zmianę tempa sprzedaży. Plany, jakie przyjęliśmy są wysokie, jak na okoliczności, które dotykają obecnie gospodarkę. Jednak mimo to realizujemy je systematycznie.

Kolejne podwyżki stóp procentowych systematycznie zmniejszają liczbę osób, które mogą pozwolić sobie na kredyt. Powodem są nie tylko wysokie raty, ale także brak zdolności kredytowej, której uzyskanie teraz graniczy z cudem. Zauważyliśmy jednak, że klienci tak łatwo nie rezygnują z zakupu mieszkania, dzwonią, pytają, korzystają z porad naszych konsultantów. Częściej decydują się na mniejsze lokale lub szukają alternatywnych sposobów na zakup własnego M. Dlatego wychodzimy im naprzeciw i oferujemy korzystny system płatności 20/80. 80 proc. ceny płatne jest po zakończeniu budowy. Ponadto klienci, którzy na zakup mieszkań potrzebują uruchomić kredyt hipoteczny mogą liczyć na naszą pomoc.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Obserwujemy spowolnienie sprzedaży, ponieważ wzrosła inflacja oraz znacząco spadła zdolność kredytowa nabywców. Nasze projekty cechują ekonomiczne ceny i dogodna lokalizacja na obrzeżach Warszawy, dlatego jesteśmy przekonani, że popyt na nasze mieszkania będzie na odpowiednim poziomie.

Wynajem długoterminowy aut i Rent a Car w I półroczu 2022

Branża drugi kwartał z rzędu notuje zwiększony udział w sprzedaży nowych aut do firm – po wynajem długoterminowy sięga już 3 na 10 przedsiębiorców w Polsce.

Problemy z dostępnością nowych samochodów utrzymują się już od około roku i wiele wskazuje na to, że pozostaną z nami dłużej. Eksperci twierdzą, że sytuacja taka może występować również w przyszłym roku. Ograniczona podaż to obecnie najważniejszy czynnik kształtujący obraz rynku motoryzacyjnego w Polsce i Europie. Sprzedaż nowych aut osobowych do klientów firmowych w Polsce, którzy od wielu lat są fundamentem rynku motoryzacyjnego w naszym kraju, była w pierwszym półroczu 2022 r. niższa o 16,6% niż rok wcześniej. Jednakże, zgodnie z danymi opublikowanymi przez PZWLP, w przypadku wynajmu długoterminowego poziom sprzedaży (tj. zakupu aut przez branżę) w pierwszych sześciu miesiącach bieżącego roku był tylko nieznacznie niższy, bo o 2,5%, aniżeli w 2021 r., co świadczy o wciąż szybko rosnącej popularności tego rozwiązania. W przypadku aut nabywanych w klasycznym leasingu, kredycie, czy ze środków własnych spadek był znacznie większy i wyniósł już 18,9% r/r. Z tego powodu udział wynajmu długoterminowego w sprzedaży nowych samochodów osobowych do firm kształtował się w pierwszym półroczu 2022 r. na poziomie 28,9%, co oznacza, że branża ustanowiła nowy rekord w tym zakresie. Warto podkreślić, że jest to kolejny z rzędu rekordowy udział wynajmu długoterminowego w sprzedaży, poprzedni został odnotowany przez PZWLP po pierwszym kwartale tego roku. W efekcie tempo wzrostu floty branży wynajmu długoterminowego na koniec czerwca wyniosło 9,6% r/r, co oznacza, że niemalże powróciło do rezultatów osiąganych przed pandemią. Dane PZWLP pokazują, że do dobrej kondycji wraca także branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów), która na koniec półrocza osiągnęła tempo wzrostu floty 16,3% r/r.

Trudna sytuacja na rynku motoryzacyjnym, spowodowana ograniczoną dostępnością nowych samochodów, zdominowała pierwsze półrocze 2022 roku. Sprzedaż aut notuje spadki nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. Eksperci zakładają, że obecny stan może utrzymać się dłużej niż przewidywały pierwotne prognozy i może być odczuwalny na pewno w tym, ale także jeszcze do końca przyszłego roku. Coraz częściej pojawiają się również opinie, że podobnie jak pandemia koronawirusa na trwałe zmieniła świat np. w zakresie sposobie pracy, tak obecny kryzys związany z niedoborem nowych samochodów, może wprowadzić swego rodzaju „nową normalność” na rynku motoryzacyjnym.

Sprzedaż całkowita samochodów osobowych, a więc do klientów indywidualnych i firmowych łącznie, spadła w pierwszym półroczu 2022 roku w Polsce o 12,3% w porównaniu z analogicznym czasem w 2021 r. Jak się okazuje, średnia dla całej Unii Europejskiej w tym zakresie jest jeszcze gorsza – na całym rynku unijnym sprzedaż nowych aut była niższa o 14% r/r.

Relatywnie duży (14,6% r/r) spadek w pierwszym półroczu 2022 r. zanotował import aut używanych do Polski. Od stycznia do końca czerwca do naszego kraju trafiło 367 tys. samochodów używanych, wobec 430 tys. w tym samym okresie w zeszłym roku. W zestawieniu z danymi na temat sprzedaży nowych aut do klientów indywidualnych, gdzie okazuje się, że sprzedaż w tym segmencie rynku pozostała na tym samym poziomie co rok wcześniej, jest to dobra informacja. Eksperci PZWLP podchodzą jednak do niej z dużą rezerwą. Mniejszy import jest niestety przede wszystkim spowodowany niedoborami aut na rynku wtórnym także za naszą granicą.

Wynajem długoterminowy jako jedyna forma finansowania aut dla firm utrzymuje sprzedaż na poziomie zbliżonym do tego sprzed roku

Za zdecydowaną większość zakupów samochodów osobowych w polskich salonach wciąż odpowiadały firmy, które były nabywcami 7 na 10 pojazdów (70,3%). Firmy zakupiły łącznie 149,5 tys. aut osobowych. Osoby prywatne nabywały niemalże co trzecie auto (29,7%). Łącznie z salonów wyjechało w pierwszym półroczu prawie 212,5 tys. samochodów osobowych, mniej o prawie 30 tys. (o 12,3%) niż w analogicznym czasie rok wcześniej.

Co ciekawe, sprzedaż wśród klientów indywidualnych była w pierwszym półroczu 2022 na w zasadzie identycznym poziomie co w zeszłym roku, spadek był symboliczny (0,2%). W przypadku firm sprzedaż była już niższa o 16,6% r/r. Jednakże, podobnie jak od dłuższego, spadki w przypadku poszczególnych rodzajów finansowania nowych samochodów dla firm, znacząco się od siebie różniły. Relatywnie największe wystąpiły w klasycznym leasingu, kredycie i przy zakupie ze środków własnych liczonych łącznie – w tym przypadku spadek wyniósł 18,9% r/r. Zbliżony do pierwszego półrocza 2021 poziom sprzedaży zachowała natomiast branża wynajmu długoterminowego, gdzie spadek był w porównaniu do konkurencyjnego finansowania niewielki i wyniósł 2,5% r/r.

Co warto podkreślić, pomimo problemów na rynku motoryzacyjnym związanych z podażą, poziom sprzedaży w przypadku wynajmu długoterminowego w pierwszym półroczu 2022 r. był wyraźnie wyższy, bo o 7,2%, niż w analogicznym czasie przed pandemią (w pierwszym półroczu 2019 r.).

Wynajem długoterminowy z drugim rekordowym udziałem w sprzedaży aut do firm z rzędu

Branża wynajmu długoterminowego samochodów zakupiła w pierwszym półroczu 2022 roku 43,3 tys. nowych aut osobowych, co oznacza, że jej udział w sprzedaży samochodów do firm wyniósł 28,9%. Jest to rekordowa wartość odnotowana w historii analiz statystycznych PZWLP. Co więcej, rekord w tym zakresie pada drugi raz rzędu, kwartał po kwartale. Ostatni miał miejsce na koniec marca. W samym drugim kwartale bieżącego roku udział wynajmu długoterminowego w sprzedaży nowych aut osobowych do firm w Polsce był jeszcze wyższy, bo na poziomie 30,4%.

Eksperci PZWLP podkreślają, że rosnącą popularność wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce widać szczególnie, gdy analizuje się dane dotyczące udziału tej formy finansowania w sprzedaży aut do firm na przestrzeni kilku ostatnich lat. Dla zobrazowania dużej dynamiki zmian, w pierwszym półroczu 2018 roku udział wynajmu długoterminowego w sprzedaży samochodów do firm wynosił 20,6%. W ciągu tylko 5 lat zwiększył się zatem o blisko połowę, do poziomu 28,9% w pierwszym półroczu bieżącego roku.

Branża przyśpiesza od półtora roku – wynajem rośnie już w tempie 9,6% r/r

Bardzo dobre wyniki wynajmu długoterminowego samochodów są widoczne również w najważniejszym wskaźniku PZWLP mierzącym rozwój tej branży w Polsce, a więc łącznej flocie aut znajdującej się na rynku w tej formie finansowania. Dane PZWLP na koniec czerwca 2022 pokazują, że wynajem długoterminowy (łączna liczba pojazdów) rośnie w tempie już 9,6% r/r. Tempo wzrostu branży cały czas się zwiększa, już szósty kwartał z kolei, dzięki czemu wynajem długoterminowy osiągnął na koniec pierwszego półrocza dynamikę rozwoju niemalże porównywalną z tą sprzed pandemii.

Utrzymujące się dynamiczne tempo wzrostu floty aut będących w wynajmie długoterminowym – porównywalne do stanu sprzed pandemii – oraz blisko 30% udział wynajmu długoterminowego w finansowaniu sprzedaży aut do firm potwierdza, że jest to w Polsce coraz bardziej popularna i uznana przez przedsiębiorstwa forma finansowania swoich flot samochodów – mówi Robert Antczak, Prezes PZWLP, Dyrektor Generalny Arval Polska. – Takie rezultaty branży skłaniają do nuty optymizmu, szczególnie, że są osiągane w czasie niespotykanego nigdy wcześniej kryzysu na rynku motoryzacyjnym w postaci trudności w dostępności nowych samochodów. Podczas gdy cały rynek sprzedaży aut notuje spadki, wynajem długoterminowy zachowuje stabilny poziom sprzedaży i właśnie dzięki temu zwiększa swój udział w rynku. Patrząc na dane nie z całego półrocza, a jedynie z samego drugiego kwartału, po wynajem długoterminowy sięgało już ponad 30% firm i przedsiębiorców w Polsce nabywających w tym czasie nowe samochody. A jeszcze 5 lat temu było to ok. 20%, to bardzo duża różnica. Paradoksalnie, duże przyśpieszenie wzrostu udziału wynajmu w sprzedaży samochodów do firm obserwujemy począwszy od 2020 roku, czyli wraz z początkiem trudnych czasów, najpierw z powodu pandemii, a obecnie za sprawą niskiej podaży i szybkiego wzrostu cen nowych aut, kosztów finansowania i kosztów utrzymania auta. Wynajem długoterminowy zyskuje w oczach polskich przedsiębiorców w czasach kryzysu szybciej niż miało to miejsce wcześniej. Przedsiębiorcy doceniają, że wynajem to rozwiązanie stabilne kosztowo przez cały okres trwania wynajmu (gwarantowana stała rata finansowania, ubezpieczenia i kosztów serwisu pomimo rosnących stóp procentowych i presji inflacyjnej), często jest to rozwiązanie tańsze od konkurencyjnych form finansowania, zdecydowanie wygodniejsze a także wpisujące się w obecne trendy rynkowe używania zamiast posiadania i płacenia tylko za to z czego faktycznie korzystam. W wynajmie długoterminowym rata za samochód ustalona na początku umowy będzie przez cały okres jej trwania stała, nie zaskoczą nas wyższe i zmieniające się koszty, dodatkowo, w przeważającej części przypadków, nie jest wymagana żadna opłata wstępna, nie trzeba więc angażować jednorazowo większej gotówki. Prognozy na najbliższą przyszłość są umiarkowanie optymistyczne, niemniej musimy uwzględniać również czynniki makroekonomiczne, takie jak perspektywa niższego wzrostu gospodarczego, turbulencji już nie tylko po stronie podażowej aut, ale też po stronie popytowej u klientów, w tym obniżenie nastrojów przedsiębiorców w najbliższym czasie.

W liczącej ponad 197 tys. flocie samochodów w wynajmie długoterminowym firm PZWLP, na koniec czerwca 2022 r. wśród najpopularniejszych aut znalazły się: Skoda Octavia, Volkswagen Golf, Opel Astra, Volkswagen Passat oraz Toyota Corolla.

Po raz pierwszy w historii Diesli mniej od aut benzynowych w wynajmie długoterminowym

Z danych PZWLP na koniec pierwszego półrocza wynika, że przekroczona została kolejna psychologiczna granica, jeśli chodzi o transformację napędów aut w wynajmie długoterminowym. Po raz pierwszy w historii analiz statystycznych PZWLP udział samochodów z silnikami Diesla nie jest największy. Diesel na koniec pierwszego półrocza reprezentował 45% ogółu, co oznacza, że jego udział zmniejszył się o 5,8 p.p. w ciągu roku. Auta z napędami wysokoprężnymi ustąpiły miejsca samochodom z silnikami benzynowymi, które obecnie posiadają najwyższy udział w rynku, stanowiąc 46,1% całej floty w wynajmie (wzrost udziału o 3,8 p.p. rok do roku). Relatywnie szybko zwiększa się również liczba aut z ekologicznymi napędami (wszelkiego typu hybrydy i w pełni elektryczne), które na koniec czerwca 2022 r. reprezentowały już 8,9% ogółu (wzrost udziału o 2 p.p. w ciągu roku). Warto podkreślić, że drugi kwartał z kolei widoczny jest wyraźny trend zwiększania udziału aut w pełni elektrycznych, które na koniec półrocza stanowiły 0,9% całej floty w wynajmie. W ciągu roku udział elektryków zwiększył się o 0,5 p.p.

Trend odchodzenia we flotach w wynajmie długoterminowym od silników wysokoprężnych jest widoczny już od kilku lat i wynika z ogólnoświatowych kierunków, w których zmierza rynek motoryzacyjny i oferta pojazdów – mówi Frederic Lustig, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Carefleet. – Bardzo cieszy fakt, że pomimo, iż samochody elektryczne stanowią w wynajmie długoterminowym wciąż bardzo małą część, to jednak ich ilość zaczęła w ostatnim czasie wyraźnie rosnąć. Przede wszystkim odpowiada za to uruchomiony jesienią zeszłego roku program publicznych dopłat do aut elektrycznych „Mój Elektryk” w wynajmie i leasingu. Po nieco ponad pół roku zaczynamy widzieć jego pierwsze efekty. Jesteśmy przekonani, że z biegiem czasu i wcale nie jest to odległa przyszłość, udział samochodów zeroemisyjnych we flotach w wynajmie długoterminowym będzie wielokrotnie większy niż obecnie. Dzięki publicznemu dofinansowaniu, przynajmniej w przypadku wynajmu długoterminowego, zdecydowanie zmniejszyła się jedna z największych barier rozwoju elektromobilności, to znaczy koszty. Coraz częściej auta elektryczne są oferowane za ratę wynajmu zbliżoną lub nawet niższą w zestawieniu z porównywalnymi autami spalinowymi. Dodatkowo, firmy wynajmu długoterminowego oferują w ramach swoich usług także wsparcie klienta w zakresie infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych. Wszystko to, w połączeniu z innymi zaletami aut zeroemisyjnych takimi jak niższe koszty utrzymania, komfort i osiągi powoduje, że zainteresowanie samochodami elektrycznymi w wynajmie jest coraz większe.

Średnia emisja dwutlenku węgla nowych samochodów osobowych zakupionych przez branżę wynajmu długoterminowego w drugim kwartale 2022 roku była o 0,6% i 0,8 g/km niższa niż rok wcześniej i wyniosła 133,9 g/km. Jeśli zaś chodzi o auta dostawcze, to średnia emisja w ich przypadku wyniosła 134,5 g/km i była niższa o 20,2% i 34,1 g/km w stosunku do stanu w porównywalnym czasie roku 2021.

Branża Rent a Car z wysokim dwucyfrowym wzrostem 16,3% r/r

Dane PZWLP na koniec pierwszego półrocza 2022 potwierdzają, że najbardziej dotknięta kryzysem wywołanym pandemią branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów) znajduje się obecnie w coraz lepszej kondycji. Branża notuje bowiem już szósty kwartał z kolei dodatnią dynamikę wzrostu, zazwyczaj dwucyfrową. Po drugim kwartale 2022 r. dynamika rozwoju w jej przypadku wyniosła 16,3% r/r.

Branża Rent a Car osiąga obecnie dynamikę wzrostu znaną nam z czasów sprzed pandemii, co więcej, nie jest to jednorazowe, czy krótkotrwałe zjawisko, a wyraźny, stały trend – mówi Paweł Piórkowski, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Hertz (Motorent Sp. z o.o.). – Nie mamy już również do czynienia z efektem niskiej bazy, rok temu branża zanotowała bowiem dość wysoki dwucyfrowy wzrost. Ruch turystyczny, biznesowy, lotniczy, czyli główne czynniki mające wpływ na koniunkturę wypożyczalni samochodów, powrócił w zasadzie całkowicie do normy. Obserwujemy również coraz większe zainteresowanie wynajęciem auta z wypożyczalni wśród grup klientów, które wcześniej korzystały z takiego rozwiązania rzadko. Po auto z wypożyczalni coraz częściej sięga tzw. statystyczny Kowalski, na przykład na potrzeby wakacyjnego wyjazdu, przy okazji przeprowadzki, czy awarii własnego samochodu. Natomiast, branża Rent a Car musi się obecnie mierzyć z trudnościami w wymianie floty ze względu na ograniczoną dostępność nowych samochodów. Na horyzoncie rysuje się również perspektywa obniżonego wzrostu gospodarczego i jest to czynnik, który należy uwzględniać we wszelkiej działalności gospodarczej. Patrzymy więc w przyszłość z umiarkowanym optymizmem.  

Branża Rent a Car jest reprezentowana w PZWLP przez 6 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów, których łączna flota* w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła na koniec czerwca 2022 roku 15,8 tys. aut.

 * – bez floty firmy Avis Budget / Jupol – Car

Nowe mieszkania w Warszawie coraz droższe, mimo spadającej sprzedaży

Drugi kwartał na warszawskim rynku mieszkaniowym nie przyniósł obniżki cen nowych lokali. Te, mimo spadającej sprzedaży, wzrosły w porównaniu do poprzedniego kwartału o 3%. A jak zmieniła się w tym czasie oferta w poszczególnych dzielnicach?

Stołeczny rynek mieszkaniowy ze zrozumiałych względów zwraca dużą uwagę analityków i nabywców mieszkań. Na tym największym w Polsce rynku deweloperskim niekiedy z pewnym wyprzedzeniem widać zmiany, które dopiero nastąpią w innych miastach. Warto zatem przyjrzeć się ofercie stołecznych deweloperów z II kw. 2022 r. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl zaprezentowali najważniejsze zmiany, które od początku kwietnia do końca czerwca br. dotyczyły podaży oraz cen nowych stołecznych lokali.

Liczba inwestycji: na rynku jest więcej projektów

Analitycy dość często zwracają uwagę, że w warunkach malejącego popytu deweloperzy powinni zmniejszać swoją ofertę nowych „M”. W przeciwnym razie, pojawi się presja na spadek cen metrażu. Oczywiście jest ona niekorzystna dla inwestorów. Dlatego najnowsze dane dotyczące liczby stołecznych projektów mogą wydawać się nieco zaskakujące. W ujęciu kwartalnym, liczba aktywnych inwestycji deweloperskich w stolicy wzrosła bowiem z 208 do 226.Mapa 1 - Warszawa - mapa inwestycji

Największy wpływ na wzrost liczby stołecznych inwestycji miały dodatnie zmiany widoczne na terenie Białołęki (+7) oraz Pragi-Południe (+4). W przypadku tej drugiej dzielnicy, deweloperzy postanowili odbudować swoją ofertę, która wcześniej podlegała szybkiej wyprzedaży. Niestety, taka odbudowa podaży obecnie wiąże się z wyższymi cenami wprowadzanych na rynek lokali. Mapa 2 - Dzielnice z największą liczbą inwestycji

Podaż nowych lokali: są dobre wieści z Białołęki

Informacje dotyczące liczby lokali oferowanych na sprzedaż przez deweloperów potwierdzają kwartalny wzrost warszawskiej podaży (z 10 049 do 10 956). Największą procentową zmianę (+208%) odnotowano na terenie Bielan, gdzie deweloperzy odbudowali ofertę do poziomu około 350 mieszkań. Z punktu widzenia ogólnej wielkości warszawskiego rynku, równie ważne były dodatnie zmiany widoczne na obszarze Białołęki, Pragi-Południe, Pragi-Północ oraz Włoch.Tab. 1 - Warszawa - podaż w oby kwartałach 2022 r.

Kwartalny wzrost liczby białołęckich nowych lokali (o ok. 480) na pewno jest dobrą wiadomością dla klientów firm deweloperskich. Białołęka pod koniec czerwca 2022 r. pozostawała bowiem jedną z trzech warszawskich dzielnic, gdzie można jeszcze było znaleźć nowe „M” za mniej niż 10 000 zł/mkw.

Ceny nowych lokali: Praga-Południe bije rekord

Już tylko w trzech dzielnicach średnia ofertowa cena nowych „M” nie przekroczyła 10 000 zł/mkw. Oprócz Białołęki (9832 zł/mkw.), pod koniec II kw. 2022 r. czterocyfrową średnią ceną metrażu cechował się obszar Wawra (9012 zł/mkw.) oraz Rembertowa (9254 zł/mkw.).Tab. 2 - Warszawa - średnie ceny w dzielnicach

Na uwagę zasługuje też wynik dotyczący Pragi-Południe, gdzie odbudowa oferty deweloperów wiązała się ze wzrostem średniej ofertowej ceny 1 mkw. o 10% – do poziomu przekraczającego 14 000 zł/mkw. To najwyższy wynik, jaki kiedykolwiek odnotowano we wspomnianej dzielnicy. Pradze-Południe daleko jest jednak do największych stołecznych cen (ok. 21 400 zł/mkw.), które widzimy np. na Ochocie. Ta część Warszawy stała się najdroższa na rynku pierwotnym w zastępstwie Śródmieścia, gdzie nie ma już ofert deweloperów.

W całej Warszawie, w II kw. 2022 r. portal RynekPierwotny.pl odnotował wzrost średniej ofertowej ceny nowego metrażu z 13 020 zł/mkw. do 13 412 zł/mkw. Ten trzyprocentowy wzrost wynikał między innymi z kolejnej podwyżki na Białołęce (+4,5%), która nadal cechuje się największą podażą lokali.

Deweloperzy muszą zweryfikować swoje plany

Kwartalny wzrost podaży nowych warszawskich mieszkań o 9% i trzyprocentowa podwyżka średniej ceny 1 mkw. Tak w bardzo dużym skrócie można przedstawić bilans II kw. 2022 r. na stołecznym rynku deweloperskim. Uwagę zwraca również spadek sprzedaży nowych lokali o 20% względem I kw. 2022 r.  Deweloperzy działający w Warszawie ograniczyli liczbę wprowadzanych na rynek ofert (-19%). Ta zmiana nie zapobiegła jednak powiększeniu oferty.

Relacja między poziomem sprzedaży oraz wielkością stołecznej oferty nadal nie sugeruje, że liczba propozycji deweloperów jest zbyt duża. Niemniej jednak, warszawscy inwestorzy muszą zweryfikować swoje plany inwestycyjne, gdyż spadek liczby sprzedanych lokali w drugiej połowie bieżącego roku wydaje się bardzo prawdopodobny.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

PZPO: Sprzedaż opon w pierwszym półroczu 2022

  • W pierwszym półroczu 2022 roku sprzedaż opon na rynek zwiększyła się w większości segmentów: opony do samochodów osobowych rosły o +9%, SUV +18%, ciężarowych +4%, dostawczych +10%, motocyklowych +11%. Spadki zanotowano natomiast w segmencie opon do maszyn rolniczych o -20% oraz przemysłowych (-6%). Wzrosty widać też w większości segmentów na rynkach europejskich.
  • W samym drugim kwartale odczyt danych jest mniej optymistyczny – rosła sprzedaż tylko w segmencie SUV (+10%) i opon motocyklowych (+4,2%). W segmencie samochodów ciężarowych nie było zmian, a w pozostałych zanotowano spadki: opony do samochodów osobowych -7%, dostawczych -15%, do maszyn rolniczych
    -26%, a przemysłowych -20%.
  • Wzrosła też sprzedaż opon w klasie budżetowej i średniej, natomiast nieznacznie zmniejszyła się w klasie premium.

PZPO POLSKA Q2 2022 PZPO POLSKA Q2 2022 KLASY PZPO POLSKA H1 2022– Wyniki sprzedaży opon na rynek w drugim kwartale są zgodne z naszymi założeniami. Duża niepewność w gospodarce oraz rosnące ceny wyhamowały dynamikę, jaką notowaliśmy na początku roku. Patrząc jednak z perspektywy pierwszych sześciu miesięcy, te wyniki w większości segmentów są wciąż na plusie. Ciekawym przykładem są opony motocyklowe. Od kilku lat obserwujemy systematyczny rozwój tego segmentu rynku. Związane jest to między innymi z rosnącą popularnością jednośladów w naszym kraju, których sprzedaż wciąż rośnie” – podkreśla Radosław Bółkowski, prezes zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO).

– Analiza danych za drugi kwartał na polskim rynku wskazuje, że kolejne okresy będą niewiadomą. Wpływ inflacji, rosnących kosztów i cen surowców może być bardzo wyraźny w perspektywie całego roku. Warto jednak wyciągać wnioski z wcześniejszych problemów w gospodarce, bo oszczędności na oponach można uzyskać właśnie kupując ogumienie klasy premium. Takie opony – oprócz lepszych parametrów bezpieczeństwa – także rzadziej ulegają uszkodzeniom i mają dłuższą żywotność, pozwalają też oszczędzić paliwo. Warto przy zakupie  analizować koszty w całym okresie użytkowania  opon, a nie tylko cenę kupna – wyjaśnia Piotr Sarnecki, dyrektor generalny PZPO.

Europejski rynek opon

PZPO EUROPA Q2 2022W perspektywie całego rynku europejskiego drugi kwartał 2022 r. potwierdza pozytywny trend zarówno w segmencie opon osobowych (+6%), jak i ciężarowych (+11%) w porównaniu z 2021 rokiem. Sygnały ożywienia gospodarczego znajdują odbicie w sprzedaży opon w 2022 roku, jednak spodziewane jest spowolnienie w segmencie opon osobowych. Segment opon rolniczych pozostaje nadal słaby, będąc jedyną kategorią poniżej wolumenów z 2019 roku.

– Obserwujemy oznaki spadku popytu i obawiamy się, że wyzwania związane z rosnącymi kosztami gazu, surowców i dostaw półproduktów będą utrzymywać branżę pod presją – powiedziała Fazilet Cinaralp, sekretarz generalna Europejskiego Związku Producentów Opon i Gumy (ETRMA).

Czym jest inwestycja typu greenfield?

Inwestycje typu greenfield to temat stosunkowo mało poruszany w naszym kraju i cieszy się większym zainteresowaniem za granicą.

Nie mniej staje się coraz bardziej popularny, a inwestycje greenfield coraz chętniej wybierane przez ludzi do życia. Dlaczego? Zaraz się dowiesz.

Bezpośrednie inwestycje zagraniczne greenfield — skąd taka moda?

Na całym świecie ludzie szukają spokoju i wytchnienia od codziennych obowiązków. Z tą intencją właśnie powstały inwestycje typu greenfield, które zapewniają ciszę, spokój i komfort mieszkańcom.

Kameralne budownictwo pośród odsuniętych od aglomeracji miejskiej zabudowań, to najchętniej wybierane miejsca do życia. Pomimo potencjalnie większych kosztów, w podsumowaniu wcale nie muszą okazać się wygórowane.

Dlaczego warto inwestować w dziką działkę?

Polscy inwestorzy lubią wzorować się na zagranicznym kapitale. Nic dziwnego, bo skoro można ten sposób uniknąć błędów i jeszcze na tym zarobić, to czemu nie?

Największą potęgą inwestycji greenfield są Stany Zjednoczone. Podobnie buduje się także we Wielkiej Brytanii i szacunki takich inwestycji wydają się być bardzo optymistyczne. Co przemawia za chęcią podjęcia takiej inwestycji? Ich wartość.

Koszty działki inwestycyjnej za miastem

Wydawać by się mogło, że doprowadzenie infrastruktury w miejsce oddalone kilkadziesiąt kilometrów od miasta może generować olbrzymie koszty pracy. Doprowadzenie prądu, wody, dojazdu.

Tymczasem okazuje się, że już niższa cena działki oddalonej od miasta, zwróci ten wydatek w zupełności. Bez problemu także znajdują się chętni na kupno lokali umiejscowionych na takiej odległej od miasta działce.

U nas też się da

Nie sposób zauważyć, że inwestycje greenfield robią się także coraz bardziej popularne i w Polsce. Nasi rodacy zmęczeni przeludnieniem miast, szukają ciszy w kameralnych miasteczkach, gdzie czują się bezpieczni, tworząc niewielkie społeczności na zamkniętych osiedlach.

Polska znalazła się w 5 inwestorów!

Z raportów dotyczących inwestycji wynika, że pod względem inwestycji greenfiled Polska jest piątą gospodarką inwestorów, którzy wybierają pod przyszłe osiedla właśnie takie działki!

Pomimo kosztów inwestycji, a przede wszystkim biurokracji i zezwoleń, to konsumenci tworzą popyt i niechybnie osiedla na działkach odrolnionych, czy zalesionych będą tylko zyskiwały na popularności.

Polska coraz niżej w światowym rankingu infrastruktury

Polska zajęła 26 miejsce w Europie i 43 na świecie w rankingu jakości infrastruktury drogowej. Spośród europejskich krajów wyprzedziliśmy tylko Bułgarię, Turcję, Rumunię i Chorwację. Lepiej jakość dróg została oceniona w Słowacji, Węgrzech, Litwie czy Czechach.

Światowy Ranking Konkurencyjności (The World Competitiveness Yearbook) za 2022 r. przygotowany przez Międzynarodowy Instytut Rozwoju Zarządzania (IMD), jedną z najbardziej znanych szkół biznesu na świecie, poruszył m.in. jakość infrastruktury drogowej na świecie. Od 2018 r. pozycja Polski w rankingu jest coraz niższa. O konieczności poprawy stanu nawierzchni dróg krajowych informuje także w swoim ostatnim raporcie GDDKiA. Jej kontrole wykazały, że 37,3% dróg w naszym kraju wymaga remontu. Dlatego eksperci rankomat.pl sprawdzili, jak stan polskich dróg wpływa na wycenę ubezpieczenia OC w poszczególnych województwach.

Polska jednym z najgorszych krajów w Europie pod względem jakości dróg

W rankingu dotyczącym jakości infrastruktury drogowej w 2022 r. Polska zajęła 43 miejsce wśród 63 państw. Od 2018 r., gdy zostaliśmy sklasyfikowani w zestawieniu na 34 lokacie, w kolejnych latach pozycja naszego kraju systematycznie się obniża – 2019 r. (36), 2020 r. (35) i 2021 r. (42).

W tym roku najlepiej pod względem jakości dróg autorzy raportu ocenili Szwajcarię, Danię i Szwecję, a najgorzej Wenezuelę, Mongolię oraz Botswanę.
W rankingu uwzględniono 30 państw Europy. Wśród nich w 2022 r. Polska zajęła 26 miejsce. Niżej jakość dróg została oceniona w Chorwacji, Rumunii, Turcji i Bułgarii.

37,3% polskich dróg jest w stanie niezadowalającym lub złym

Surowa ocena infrastruktury drogowej pochodząca z raportu Światowego Rankingu Konkurencyjności pokrywa się w dużej mierze z ostatnim raportem Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). Po kontroli tego urzędu przeprowadzonej na koniec 2020 r. okazało się, że 37,3% dróg w Polsce było w stanie niezadowalającym lub złym.

Z szacunków GDDKiA wynika, że na przeprowadzenie remontów dróg, których stan został oceniony jako zły, trzeba przeznaczyć około 4,8 mld zł. Najwięcej z nich znajduje się w województwie lubuskim (27,9%), kujawsko-pomorskim (19,7%) i lubelskim (17,8%). Z kolei najmniej w zachodniopomorskim (5,9%), świętokrzyskim i podlaskim (po 7,5%).

Wśród największych miast najwięcej dróg wymagających natychmiastowego remontu znajduje się w Zielonej Górze (27,9%), Bydgoszczy (19,7%) i Lublinie (17,8%). Natomiast najmniej w Szczecinie (5,9%), Białymstoku i Kielcach (po 7,5%).

Gdzie najczęściej dochodzi do wypadków i kolizji z powodu niewłaściwego stanu jezdni?
W statystykach policyjnych corocznie jako jedną z przyczyn kolizji i wypadków drogowych wymienia się niewłaściwy stan jezdni. W 2021 r. odnotowano w naszym kraju 11 851 takich zdarzeń. Do największej liczby z nich doszło w województwie śląskim (2038), łódzkim (1538) i wielkopolskim (1211), a najmniej w podlaskim (141), podkarpackim (219) i świętokrzyskim (254).

Gdzie wybudowano i wyremontowano najwięcej dróg w Polsce?

Z danych GDDKiA udostępnionych isprzet.pl wynika, że w latach 2017-2021 najwięcej kilometrów dróg wybudowano w województwie mazowieckim (309,9 km), zachodniopomorskim (204,4 km) i dolnośląskim (139,2 km). Z kolei najmniej w opolskim (31,1 km), pomorskim (47,3 km) i małopolskim (47,9 km).

W latach 2017-2021 najwięcej kilometrów dróg wyremontowano w województwie wielkopolskim (403,1 km), mazowieckim (240,5 km) i opolskim (175 km). Natomiast najmniej w kujawsko-pomorskim (47,3 km), lubelskim (59,6 km) i śląskim (60,8 km).

W latach 2017-2021 najwięcej środków na budowę i remonty dróg wydano w województwie wielkopolskim (392,4 mln zł), mazowieckim (229,9 mln zł) i opolskim (163,7 mln zł). Z kolei najmniej w pomorskim (33,4 mln zł), śląskim (38,6 mln zł) i kujawsko-pomorskim (41,1 mln zł).

Czy ocena stanu dróg może wpływać na wysokość cen OC?

Informacje o stanie technicznym nawierzchni dróg, natężeniu ruchu drogowego czy statystyki wypadkowe, to istotne dane brane pod uwagę nie tylko podczas zarządzania drogami. Mogą one być uwzględniane również przez ubezpieczycieli podczas oceny ryzyka ubezpieczenia pojazdu. Jednak nie są to główne czynniki wpływające na ceny OC. Wysokość składki wyliczana jest na podstawie wielu informacji, dotyczących zarówno właściciela, jego miejsca zamieszkania, jak i ubezpieczanego samochodu – wyjaśnia Kamil Sztandera, ekspert ds. ubezpieczeń komunikacyjnych w porównywarce rankomat.pl.

Np. w pierwszym półroczu 2022 r. najdroższe oferty OC otrzymywali właściciele pojazdów zarejestrowanych w województwie pomorskim. Tymczasem, w tym regionie stan dróg oceniany jest dość wysoko, ponieważ jedynie 9,4% wymaga natychmiastowego remontu, a do wypadków i kolizji z powodu niewłaściwego stanu jezdni dochodzi 3,5-krotnie rzadziej niż np. w najgorszym pod tym względem województwie śląskim.

Ponad miliard dwieście milionów euro wydali inwestorzy na nieruchomości w drugim kwartale

Międzynarodowa firma doradcza BNP Paribas Real Estate Poland podsumowała drugi kwartał na rynku inwestycyjnym zwracając uwagę na sporą aktywność inwestorów, którzy dokonywali bardziej zdywersyfikowanych sektorowo zakupów. Znaczącymi czynnikami, z którymi mierzy się rynek inwestycyjny są ryzyka geopolityczne dla regionu CEE, rosnące koszty finansowania i ogólnie pogarszające się nastroje gospodarcze.

Wysoka aktywność inwestycyjna w drugim kwartale przełożyła się na wartość transakcji na rynku nieruchomości komercyjnych sięgającą ponad 1,2 mld Euro. Autorzy raportu podkreślają, że całą pierwszą połowę roku można zaliczyć do udanych, ponieważ łączny wolumen transakcji przekroczył 2,88 mld Euro. To o ponad 44% więcej niż w analogicznym okresie przed rokiem. Analizując transakcje w ujęciu sektorowym, drugi kwartał był bardziej zdywersyfikowany niż poprzedni. Największy udział w rynku należał do segmentu biurowego (prawie 44%). Silnymi aktywami okazały się też nieruchomości logistyczne, magazynowe i przemysłowe (blisko 42%). Na końcu stawki uplasowały się transakcje dotyczące obiektów handlowych (niecałe 6%) i innych.

Eksperci BNP Paribas Real Estate wskazują, że utrzymujące się na dotychczasowym poziomie stopy kapitalizacji w niedługim czasie czeka dekompresja. Obecne poziomy były motywowane tym, że warunki transakcji dla większości transakcji ustalono przed wybuchem wojny na terytorium Ukrainy.

Czeka nas trend dekompresji stóp kapitalizacji, za którym stoją rosnące koszty finansowania oraz obawy związane z sytuacją geopolityczną. Zwłaszcza, że na rynkach Europy Zachodniej ta sytuacja już ma miejsce, a to zawsze zwiastuje zmiany na naszym rodzimym podwórku. W nadchodzących miesiącach na apetyt inwestorów lokujących pieniądze w nieruchomości będzie też wpływać rynek najmu. A to wszystko w świetle wysokich cen surowców i materiałów, kosztów utrzymania obiektów, kosztów budowy oraz inflacyjnych podwyżek czynszów. – komentuje Karolina Wojciechowska, Associate Director, Capital Markets, BNP Paribas Real Estate.

Mimo relatywnie dobrego kwartału, autorzy raportu zwracają jednak uwagę na słabnący apetyt inwestorów na polskie aktywa. Wiele transakcji jest wstrzymywanych, a w części inwestorzy decydują się na odejście od negocjacyjnego stołu. Na zmianie podejścia inwestycyjnego najczęściej tracą obiekty logistyczno-magazynowe oraz biurowe. W znacznie lepszej sytuacji są małe obiekty handlowe, w szczególności retail parki i centra typu convenience. Korzystają na trendach konsumenckich, które urosły mocno na koronakryzysie i na ich fundamencie budują swoją siłę i znaczenie.

Z najnowszego raportu BNP Paribas Real Estate Poland wynika, że miniony kwartał w segmencie biur należał do regionów. Znaczącą transakcją była sprzedaż przez Skanska biurowca w centrum Poznania w ręce szwedzkiej spółki Eastnine AB. Nowy właściciel Nowego Rynku D zapłacił za niego 121 mln Euro, co plasuje sprzedaż na czele listy największych transakcji w biurowej historii rynków regionalnych dla pojedynczego obiektu. Warto odnotować, że była to pierwsza transakcja Eastnine AB w Polsce. W drugim kwartale rynek był również świadkiem dużego przejęcia na rynku prywatnych akademików. Zarządzany przez Basecamp portfel przeszedł w ręce belgijskiej platformy Xior Student Housing. Sieć akademików działa w Danii, Niemczech i Polsce, z czego nad Wisłą Basecamp zarządzał dwoma obiektami – w Katowicach i Łodzi. Transakcja zamknęła się kwotą 108 mln Euro.

W minionym kwartale krajowe nieruchomości cieszyły się największym zainteresowaniem wśród inwestorów z Europy. Analitycy z BNP Paribas Real Estate Poland podliczyli, że ponad 65%. stanowiły transakcje z udziałem kapitału ze Starego Kontynentu, który w dużej części przyszedł do nas zza południowo-zachodniej granicy, albowiem sporą aktywnością wykazywali się inwestorzy z Czech.

Nowa firma – stary NIP zdradzi, czy była dłużnikiem

Długi firm wynoszą obecnie 9,2 mld zł. Część przedsiębiorstw trafia do Krajowego Rejestru Długów już w 1. roku funkcjonowania. Zaległości „pierwszaków” sięgają 2,2 mln zł, mają je 133 podmioty. 85 z nich było notowanych za zaległości… zanim one powstały. Jednak najwięcej niezapłaconych zobowiązań mają przedsiębiorstwa wpisywane do KRD w 10. roku obecności na rynku. To aż 494,3 mln zł.

Pierwszy rok działalności jest sprawdzianem dla biznesu. Otwarcie firmy wiąże się z nadziejami na zdobycie klientów i sukces finansowy, ale oznacza też ciężką pracę i podejmowanie decyzji związanych z doborem kontrahentów, ustalaniem warunków umów czy terminów rozliczeń z partnerami. Dane KRD pokazują, że część nowych firm szybko traci płynność finansową i nie ma z czego płacić zobowiązań.

Rekordowe 400 tysięcy złotych

Wśród przedsiębiorstw wpisanych do KRD w 1. roku obecności na rynku dominują te zajmujące się budownictwem i handlem.

Najwięcej przedsiębiorstw zmagających się z problemami finansowymi już na starcie działa na Śląsku, gdzie zadłużenie wynosi 547,4 tys. zł, drugie jest województwo lubelskie z kwotą 534,8 tys. zł, a trzecie lubuskie z sumą 288,6 tys. zł.

Najmniej do uregulowania mają podmioty z Opolszczyzny – to zaledwie 3,4 tys. zł.

Rekordzistą w gronie „pierwszaków” jest przedsiębiorca prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą w branży przetwórstwa przemysłowego z województwa lubelskiego, który nie zapłacił kontrahentom 432,1 tys. zł.

Najciekawsze jest to, że prawie 2/3 firm, które trafiły do KRD w pierwszym roku działalności, była tu już notowana we wcześniejszych latach.

– To jednoosobowe działalności gospodarcze. W tym przypadku NIP jest przypisany do nazwiska właściciela, a nie do firmy. Likwidacja jednej, zadłużonej firmy, i założenie kolejnej, czystej, nie sprawi, że wiedza o długu zniknie. Jak widać, są to przedsiębiorcy, którzy nie mają w zwyczaju płacić, skoro znowu trafili do naszej bazy. Warto więc sprawdzać każdego, bo biznes jest pełen takich niespodzianek – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Kilkulatki z ogromnymi zaległościami

Wraz ze zdobytym doświadczeniem łatwiej poruszać się na rynku, choć starszy wiek nie gwarantuje firmie stabilności. W grupie przedsiębiorstw działających od roku do 3 lat długi mają 8362 podmioty. Obciąża je kwota 119,8 mln zł. Tu również dominuje budownictwo i handel. W pierwszej z tych branż 1610 przedsiębiorstw ma do oddania 26,5 mln zł. W drugiej – 1412 podmiotów zalega ze spłatą 21,5 mln zł. Z regulowaniem zobowiązań słabo radzi sobie także transport, gdzie 883 firmy uzbierały 13,8 mln zł niezapłaconych faktur.
Najbardziej zadłużony podmiot w tej grupie to spółka komandytowa z Małopolski działająca w branży przetwórstwa przemysłowego. Powinna ona uregulować 2,2 mln zł.

– Niewłaściwy dobór kontrahentów, zbyt długie terminy płatności wpisywane na fakturach dla odbiorców towarów i usług dają przyzwolenie na to, że partnerzy kredytują się kosztem takich firm. Wejście na rynek i zakotwiczenie się na nim to duże wyzwanie, więc przedsiębiorcy nierzadko przystają na niekorzystne warunki współpracy, proponowane przez kontrahentów. W oczekiwaniu na pieniądze nie mogą wywiązywać się ze swoich zobowiązań i tracą stabilność. Duże problemy na samym początku funkcjonowania mogą prowadzić do upadłości. Kontrahenta zawsze można jednak sprawdzić przed zawarciem umowy w biurze informacji gospodarczej. Wskaże ono, czy dana firma widnieje już jako dłużnik, dając wiarygodny obraz jego sytuacji płatniczej – mówi Andrzej Kulik, ekspert programu Rzetelna Firma.

Najtrudniejszy 10. rok

Analizując wszystkie przedziały wiekowe, widać, że najwięcej długów do spłacenia mają firmy w 10. roku ich działalności. Aż 16 066 podmiotów ma 507,5 mln zł nieuregulowanych zobowiązań.

Konto rekordzisty obciąża 8,7 mln zł zaległości. To spółka z ograniczoną odpowiedzialnością z Podkarpacia z sektora budowlanego.

W niełatwej sytuacji są też firmy z 7-letnim stażem. Powinny one oddać 494,3 mln zł, a zaległości te dotyczą aż 16 347 przedsiębiorstw – to największa liczba dłużników spośród wszystkich grup wiekowych widniejących w KRD. Ci przedsiębiorcy zostali też wpisani przez największe grono wierzycieli. Na zapłatę od nich oczekuje aż 26 908 podmiotów.
Wszystkie zadłużone firmy, niezależnie od tego, w którym roku działalności trafiły do KRD za brak zapłaty, mają jedną wspólną cechę. Najczęściej ich pierwszy wierzyciel działa w sektorze finansowym (bank, firma leasingowa lub faktoringowa) albo jest operatorem telefonicznym bądź firmą handlową.

Firmy nieprzygotowane na opóźnienia w zapłacie

Badanie „Audyt windykacyjny”, przeprowadzone w 2022 r. na zlecenie firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso pokazuje, że brak terminowej zapłaty od kontrahentów jest bolączką blisko 60 proc. przedsiębiorstw. Takich problemów doświadczają głównie małe firmy oraz te działające w branży usługowej. Aż 34 proc. przedsiębiorstw idzie na żywioł w odzyskiwaniu pieniędzy, gdyż nie ma przygotowanych planów postępowania, kiedy partnerzy nie płacą za faktury.

Te firmy, które mają przygotowane procedury, aby uniknąć opóźnień w regulowaniu faktur, najczęściej motywują kontrahentów do spłaty, wysyłając e-maile bądź smsy z przypomnieniem o terminie przelewu. Metodę tę stosuje 58 proc. przedsiębiorstw. Z kolei 54 proc. dzwoni z ponagleniem. Prawie co 4. umieszcza na fakturach pieczęć o przekazywaniu informacji o zaległościach do Krajowego Rejestru Długów. 20 proc. zamieszcza dopisek o kierowaniu spraw do firmy windykacyjnej, z którą współpracuje, a 19 proc. o przekazaniu do kancelarii prawnej.

Wzrost popytu na wysokospecjalistyczne usługi IT

Dane z raportu ABSL „Sektor Nowoczesnych Usług Biznesowych w Polsce 2022” potwierdzają wysoki popyt na specjalistów IT w Polsce. Wraz ze wzrostem złożoności świadczonych usług rośnie zapotrzebowanie na zdywersyfikowane kompetencje w obszarze IT połączone z kompetencjami miękkimi.

Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce zatrudnia już ponad 400 tys. osób, co oznacza 40 tys. nowych miejsc pracy w porównaniu z ub. rokiem (wzrost o 11,6 proc.). Główną kategorią świadczonych usług pozostają usługi IT, stanowiące 45,1 proc. wszystkich nowoczesnych usług. Również w ciągu dwóch ostatnich lat najwięcej inwestycji (26,5 proc.) dotyczyło centrów IT.

Zróżnicowanie potrzeb pracodawców w zakresie kompetencji technologicznych

Według danych IDC do końca 2022 r. 65% gospodarki światowej będzie gospodarką cyfrową, wymagającą nowych kompetencji. W Polsce wzrasta systematycznie stopień złożoności realizowanych usług cyfrowych w sektorze nowoczesnych usług biznesowych dzięki podnoszeniu kwalifikacji pracowników, a co za tym idzie przenoszeniu do Polski coraz bardziej złożonych procesów. Po raz pierwszy udział wysokospecjalistycznych usług opartych na wiedzy (KIBS, knowledge intensive business services), do których należą usługi IT, przekroczył 50 proc. wszystkich usług realizowanych w centrach w Polsce. Jest to wynik wyższy o 6,5 p.p. niż przed pandemią. Oznacza to, że dla sektora usług biznesowych kluczowy będzie popyt na pracowników posiadających cyfrowe kompetencje. Z danych wynika, że obecnie na rynku pracy widać zwiększone zapotrzebowanie na umiejętności, które są przede wszystkim związane z automatyzacją procesów, rozwiązaniami chmurowymi, analizą dużych zbiorów danych.

Umiejętności, w które warto zainwestować na rynku IT

Z danych zawartych w raporcie ABSL wynika, że kadra zarządzająca centrami nowoczesnych usług biznesowych w Polsce za najbardziej krytyczne kompetencje pracowników umożliwiające dalszy wzrost i rozwój sektora w Polsce do 2027 r. uważa: kompetencje w zakresie analityki predykcyjnej (56,1 proc.), znajomość technologii (46,3 proc) i umiejętności przywódcze (43,9 proc). Kompetencje językowe (42,1 proc.), które jeszcze dekadę temu były czynnikiem dominującym, znalazły się dopiero na czwartym miejscu. Wśród kolejno wymienianych kluczowych kompetencji znajdują się: inteligencja emocjonalna – kompetencje miękkie (37,8 proc.), kompetencje programistyczne (36,6 proc) oraz kompetencje kierownicze (23,8 proc). Pracodawcy z sektora usług biznesowych wśród cech pracowników, do 2027 r. za najbardziej pożądane uważają: elastyczność, kreatywność, orientację na działanie i umiejętność pracy w zespole. Centra poszukują pracowników IT, którzy posiadają zestaw kilku kompetencji.

– Potrzeby rynku się zmieniły. Dzisiejsza rzeczywistość wymaga znacznie więcej od informatyka niż znajomość jednego czy dwóch języków programowania. Poszukujemy osób, które potrafią zarządzić procesem, utrzymać relację z klientem, czyli posiadają tzw. umiejętności „T” (T- shaped) – mają wiedzę techniczną, ale potrafią też zrozumieć biznes klienta. Osoby, które dbają o swój rozwój, mają otwarty umysł, potrafią dzielić się swoim sukcesem zwiększą swoją atrakcyjność na rynku pracy. To dzięki połączeniu kompetencji technicznych i interpersonalnych mogą przejmować globalne funkcje stając się liderami a nie tylko dostarczycielami usług. – podkreśla Agnieszka Belowska Gosławska, Wiceprezes ABSL ds. Technologii.

Dane z raportu ABSL pokazują, że w najbliższej przyszłości transformacja cyfrowa będzie znaczącym wyzwaniem dla firm z sektora usług biznesowych. Zakłada się, że w mniejszym stopniu będzie dotyczyła samych technologii, a bardziej pracowników i zdolności przystosowania się do nowych rozwiązań.

– Z perspektywy sektora ważne jest rozwijanie kompetencji przyszłości, które wypełnią lukę między podażą talentów a popytem, umożliwiając zabezpieczenia potencjału na przyszłość. Jeśli chodzi o obszar IT – podstawowe kompetencje już nie wystarczą. Przechodzimy od roli naśladowcy do roli innowatora, a to wymaga zupełnie nowego podejścia, w tym kompetencji cyfrowych niezbędnych przy złożonych procesach. – dodaje Agnieszka Belowska Gosławska, Wiceprezes ABSL ds. Technologii.

Konkurencyjność rynku

Wg raportu ABSL zatrudnienie programistów i inżynierów danych jest obecnie średnio czterokrotnie trudniejsze niż w tym samym czasie w 2021 r. W efekcie 85 proc. firm bierze pod uwagę szukanie pracowników poza głównymi krajowymi ośrodkami miejskimi, natomiast blisko 54 proc. poza granicami Polski. Innym rozwiązaniem poprawiającym dostępność specjalistów IT jest praca zdalna, dostępna w średnio 88 proc. ofert pracy. Jest to szczególnie widoczne w mniejszych ośrodkach miejskich takich jak Lublin, Bydgoszcz, Kielce, Toruń, Rzeszów, Białystok, gdzie odsetek ten może wzrosnąć do 90 proc. W sektorze IT znaczenie ma również forma kontraktu, aby zachęcić pracowników oferowane są różne modele zatrudnienia, takie jak umowy B2B czy umowy oparte o pracę twórczą zakładające 50% koszty uzyskania przychodu.

Postępowanie odrębne z udziałem konsumentów

Przepisy kodeksu postępowania cywilnego mają wzbogacić się o szesnasty już rodzaj postępowania odrębnego. Rząd pracuje bowiem nad przepisami, które m.in. mają wprowadzić do k.p.c. postępowanie odrębne z udziałem konsumentów. Postępowanie to będzie jednak uregulowane w dość skąpy sposób, obejmujący bowiem jedynie trzy artykuły (tj. art. 45814 – art. 45816 k.p.c.).

Projektowane przepisy mają dotyczyć spraw obejmujących roszczenia konsumenta przeciwko przedsiębiorcy oraz roszczenia przedsiębiorcy przeciwko konsumentowi. Przepisy mają być stosowane wtedy, gdy przedsiębiorca będący stroną postępowania zaprzestał prowadzenia działalności gospodarczej.

Na aprobatę zasługuje uregulowanie (art. 45814 § 4 k.p.c.), zgodnie z którym w sprawach z zakresu postępowania odrębnego z udziałem konsumentów, powództwo może być wytoczone przez konsumenta przed sadem właściwym dla miejsca zamieszkania konsumenta (nie dotyczy to sytuacji, w której zastosowanie będą miały przepisy o właściwości wyłącznej). Wprowadzenie takiego uregulowania z pewnością sprzyja konsumentom i będzie uławiało im dochodzenia swoich praw przed sądami, a tym samym będzie ułatwiało konsumentom realizację prawa do sądu (zbliżone zresztą jest do uregulowania art. 372 k.p.c., pozwalającego powodowi na wytoczenie powództwa o roszczenie z czynności bankowej przed sądem właściwym dla powoda, a nie dla siedziby banku).

Drugi aspekt projektowanej zmiany związany jest z koncentracją materiału dowodowego. Koncentracja ta w postępowaniu odrębnym z udziałem konsumentów dotyczyć ma jednak tylko przedsiębiorcę. Po pierwsze, jeśli to przedsiębiorca inicjuje postępowanie przeciwko konsumentowi, to zobowiązany jest do powołania wszystkich twierdzeń i dowodów w pozwie, natomiast gdy inicjującym postępowanie jest konsument, to w odpowiedzi na pozew przedsiębiorca również zobowiązany jest powołać wszystkie twierdzenia i dowody (art. 45815 § 1 k.p.c.). Co więcej, twierdzenia i dowody powołane z naruszeniem przepisów art. 45815 § 1 i 2 k.p.c. podlegać mają pominięciu, chyba że przedsiębiorca udowodni, że ich powołanie nie było możliwe lub że potrzeba powołania wynikła później (w takim przypadku twierdzenia dowody muszą zostać powołane w terminie dwóch tygodni).

Takie uregulowanie koncentracji materiału dowodowego w postępowaniu odrębnym z udziałem konsumentów wydaje się naruszać zasadę równości stron. Obowiązki bowiem związane z koncentracją materiału i skutki prekluzji obciążają bowiem tylko jedną stronę procesową, a mianowicie przedsiębiorcę. Równocześnie konsument w dalszym ciągu będzie mógł przedłużać postępowania poprzez podnoszenie nowych twierdzeń i dowodów na ich poparcie (a to z kolei przeczy idei zmian, mających na celu usprawnienie i przyspieszenie postępowań z udziałem konsumentów). Proponowana w tym zakresie zmiana nie może być przyjęta z aprobatą.

Ostatnia z proponowanych zmian, polegać ma na możliwości obciążenia przedsiębiorcy kosztami procesu w części lub w całości (a nawet ich maksymalnie dwukrotnego podwyższenia) – i to niezależnie od wyniku sprawy – jeśli przedsiębiorca ten przed wytoczeniem powództwa zaniechał próby polubownego rozwiązania sporu, uchylił się od udziału w niej lub uczestniczył w niej w złej wierze i przez to przyczynił się do zbędnego wytoczenia powództwa lub wadliwego określenia przedmiotu sprawy. Przede wszystkim trudno dopatrzyć się w projektowanej regulacji wzmocnienia sytuacji konsumenta w procesie z przedsiębiorcą. Wątpliwym jest też, by faktycznie zachęcał przedsiębiorców do faktycznego podejmowania próby dobrowolnego rozwiązania sporu. W tym zakresie proponowane zmiany także należy ocenić negatywnie, zwłaszcza że znowu obowiązek i skutek jego niewykonania nałożony jest na tylko jedną stronę procesu.

Reasumując należy wskazać, że wątpliwości budzi, czy opracowywane zmiany przepisów kodeksu postępowania cywilnego są konieczne w takim właśnie kształcie. Zamiast upraszczania procedury cywilnej planuje się wprowadzenie szesnastego rodzaju postępowania odrębnego (nakładającego się przecież na inne uregulowania dotyczące postępowań odrębnych), które zwłaszcza w proponowanym kształcie, nie wydaje się mieć żadnego uzasadnienia, a to z uwagi na to, że:

1. kwestia możliwości wyboru sądu przez konsumenta mogłaby być dokonana przez dodanie jednego przepisu w grupie tych, które dotyczą właściwości przemiennej (tj. art. 31 – 372 k.p.c.),
2. zasada koncentracji materiału dowodowego wyłącznie w odniesieniu do przedsiębiorcy wydaje się być sprzeczna z zasadą równości stron w postępowaniu cywilnym,
3. dodatkowe obciążanie przedsiębiorcy kosztami procesu w żadnej mierze nie jest instrumentem służącym ochronie konsumentów.

Autor: adw. Jacek Jaruchowski, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Przedsiębiorcy coraz mniej boją się koronawirusa, a coraz bardziej wojny

Z Barometru EFL na III kwartał br. wynika, że każdy kolejny dzień wojny w Ukrainie potęguje pesymizm polskich przedsiębiorców. Niemal połowa przedstawicieli sektora MŚP (46%) spodziewa się pogorszenia kondycji ich branży w najbliższych 6 miesiącach w kontekście obecnej sytuacji polityczno-społeczno-gospodarczej. Kwartał wcześniej pesymizm wyrażał co trzeci zapytany (31%). Na działalność 63% MŚP wojna w Ukrainie ma niekorzystny wpływ, w przypadku 35% – neutralny. Co ciekawe, przedsiębiorcy coraz mniej boją się pandemii COVID-19. Obecnie 31% firm wskazuje na negatywny wpływ koronawirusa na ich działalność, kwartał wcześniej było to 54%.

– Im dłużej trwa wojna, jaką Rosja wypowiedziała Ukrainie, tym większa niepewność wśród polskich przedsiębiorców. Nie wiemy, co wydarzy się w najbliższych miesiącach, kiedy ten straszny konflikt się skończy i jakie „żniwo” jeszcze przyniesie. Do tego mamy wewnętrzne problemy jak bardzo wysoka inflacja, podwyżki stóp procentowych, rosnące ceny paliw, które w ogromnym stopniu kształtują sytuację polskich firm i ich plany na przyszłość. Także z innych krajów Unii Europejskiej płyną sygnały, że sytuacja gospodarcza powoli się pogarsza. Brak przysłowiowego światełka w tunelu powoduje, że trudno jest komukolwiek dawać optymistyczne prognozy – powiedział Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

Koronawirus już nie taki straszny…

Z Barometru EFL na III kwartał, który został zrealizowany na przełomie czerwca i lipca br. wynika, że negatywna moc sprawcza koronawirusa jest coraz słabsza. 31% firm wskazuje na negatywny wpływ pandemii na ich działalność (6,3% ocenia, że ma ona wpływ zdecydowanie niekorzystny, a kolejne 24,2% – raczej niekorzystny). W opinii aż 67% MŚP COVID-19 jest neutralny biznesowo. To zdecydowania bardziej optymistyczne wskaźniki niż w poprzednim pomiarze. W II kwartale br. 54% wskazało na negatywny wpływ koronawirusa na prowadzoną działalność (18,3% ocenia, że ma ona wpływ zdecydowanie niekorzystny, a kolejne 35,5% – raczej niekorzystny), a 43% na neutralny.

… ale wojna już tak

63% firm wskazuje na negatywny wpływ wojny na ich działalność – 21% ocenia, że ma wpływ zdecydowanie niekorzystny, a kolejne 42% – raczej niekorzystny. 35% MŚP liczy, że to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą w ogóle nie wpłynie na ich biznesy. Kwartał wcześniej grupa pesymistów była mniej liczna (59%), podobniej mniej było przedsiębiorców, którzy wskazali na neutralność konfliktu za wschodnią granicą (38%).

EFL po raz kolejny zapytał także przedsiębiorców z sektora MŚP, czy w kontekście obecnej sytuacji społeczno-polityczno-gospodarczej, sytuacja w ich branży w ciągu najbliższych 6 miesięcy poprawi się, pogorszy czy pozostanie bez zmian. W porównaniu z pierwszym i drugim tegorocznym pomiarem (realizowanym w styczniu i kwietniu 2022 roku) w III kwartale br. widoczny jest dużo większy pesymizm. Tylko 6% przedsiębiorców ocenia, że sytuacja się poprawi, 33%, że pozostanie bez zmian, a 46% zapytanych jest zdania, że się pogorszy. W kwietniu br. 8% firm liczyło na poprawę sytuacji, 45% na brak zmian, a 31% zapytanych obawiało się jej pogorszenia.

Biorąc pod uwagę wielkość firmy, największy pesymizm notuje się wśród firm mikro. 55% z nich wskazuje na pogorszenie kondycji branży – w poprzednim pomiarze było to 38%, podczas gdy na poprawę wskazuje jedynie 6%. W przypadku firm małych 45% spodziewa się pogorszenia sytuacji, zaś co trzeci z przedsiębiorców nie spodziewa się zmiany. W przypadku firm średnich dominuje odsetek tych, którzy nie spodziewają się zmian (49%), a 35% obawia się gorszego scenariusza.

Badanie EY: Polacy w porównaniu do Europejczyków więcej planują wydać na świeżą żywność, a mniej na napoje alkoholowe

Badanie EY – Future Consumer Index – wskazuje, że Polacy, ze względu na różne oczekiwania inflacyjne, w porównaniu do Europejczyków, przewidują większy wzrost wydatków na świeżą żywność (33% vs. 21%) i środki czystości (24% vs. 15%). W znacznym stopniu planują zaś ograniczyć zakupy napojów alkoholowych (27% vs. 19%). Równocześnie Polacy w zbliżonym stopniu co Europejczycy (28% i 31%) planują zwiększyć swoje wydatki na wakacje, a zredukować na produkty luksusowe (37% i 30%).

Badanie EY – Future Consumer Index – wskazuje, że w wyniku rosnącej inflacji wielu konsumentów – zarówno w Polsce, jak i Europie – zmienia swoje przyzwyczajenia i decyzje zakupowe. Doskonale obrazuje to kategoria świeżej żywności, gdzie aż 33% Polaków przewiduje wzrost swoich wydatków. Jednocześnie jest to aż o 12 punktów procentowych więcej niż w przypadku średniej dla Europy. Różnicę przekraczającą 5 punktów procentowych, w obszarze zwiększenia wydatków, odnotowano w 8 z 9 badanych kategorii. Może to wskazywać na różnice w poziomie inflacji pomiędzy poszczególnymi krajami, a co za tym idzie – inne odczucia i oczekiwania związane ze wzrostem cen.

Niemniej wyniki badania EY – Future Consumer Index – wskazują, że segment żywności i napojów może ulec stagnacji. Szczególnie dotyczy to produktów przetworzonych, gdzie w kategoriach mrożonki, przekąski oraz napojów bezalkoholowych i alkoholowych większy odsetek konsumentów planuje zredukować, a nie zwiększyć swoje wydatki.

Polacy w naturalny sposób będą szukać oszczędności w kategoriach, z których najłatwiej zrezygnować lub w których łatwo szukać tańszych zamienników tj. zamawianie gotowych posiłków w restauracjach (29%), tytoń (27%) oraz napoje alkoholowe (27%). Obok mrożonek (12 pkt. proc.) to właśnie w kategorii napojów – zarówno alkoholowych jak i bezalkoholowych – można zaobserwować największe różnice pomiędzy Polakami a pozostałymi krajami Europy – 8 punktów procentowych.

preferencje zakupowe

Inflacja dotyka każdy kraj w Europie. Jednak indywidualne odczucia mieszkańców różnych państw są inne. Wynika to nie tylko z poziomu zamożności, ale również skali wzrostu cen. Polscy konsumenci w ostatnich miesiącach odczuli skutki inflacji i zmian cen szczególnie mocno, a ich przewidywania dotyczące kolejnych tygodni są równie pesymistyczne. Szczególnie widać to w sektorze produktów spożywczych. Idąc do sklepu, nasi rodacy skupiają się na najbardziej niezbędnych produktach, a omijają artykuły, które kiedyś stanowiły standardowy punkt ich listy zakupów – jak napoje alkoholowe, mrożonki lub przekąski – mówi Łukasz Wojciechowski, Partner, Dział Audytu, Lider Sektora Handlu i Produktów Konsumenckich EY.

Priorytet – wakacje

Zarówno Polacy, jak i mieszkańcy pozostałych krajów Europy, w największym stopniu planują zwiększyć swoje wydatki na wakacje (odpowiednio 28% i 31%). Zniesienie restrykcji związanych z koronawirusem wiąże się z ogromną chęcią wypoczynku, nawet kosztem nadszarpnięcia domowego budżetu. Jednocześnie znaczny wzrost cen – w porównaniu do okresu sprzed pandemii – sprawia, że w wielu przypadkach koszty wypoczynku zagranicznego przekraczają możliwości budżetowe Polaków i stąd decydują się na urlop w kraju. Warto jednak zwrócić uwagę, że odsetek osób dążących do redukcji wydatków w tej kategorii jest równie wysoki (po 25%), co stanowi bezpośredni efekt wzrostu inflacji na przestrzeni ostatnich miesięcy.

Procentowo najwięcej Polaków przewiduje, że w najbliższych miesiącach konieczne będzie zwiększenie wydatków na środki czystości (24%) i higieny osobistej (25%). W przypadku średniej europejskiej jest to odpowiednio 15% i 14%. Różnice w wysokości 11 pkt. proc. (środki higieny osobistej) oraz 9 pkt. proc. (środki czystości), podobnie jak w przypadku świeżej żywności, mogą wynikać z różnicy w poziomie inflacji, a co za tym idzie innego „odczuwania” wzrostu cen w konkretnych kategoriach.

Polacy i Europejczycy są zgodni co do segmentów rynku, w którym będą szukać oszczędności. Są to odpowiednio artykuły luksusowe (37% i 30%), wartościowe przedmioty (31% i 26%), sprzęt sportowy (30% i 25%) oraz zajęcia rekreacyjne (27% i 26%). Co ciekawe, jeden z najniższych odsetków wskazań uzyskały subskrypcje i streamingi (22% – Polska, 15% – Europa). Pokazuje to, że mimo bardziej wymagających czasów, konsumenci pragną zachować dostęp do przynajmniej części rozrywek.

na co wydają polacy

W obliczu rosnącej inflacji konsumenci w Polsce oraz Europie zachowują się w podobny sposób. W zbliżonych kategoriach przewidują, że będą wydawać więcej, nawet jeżeli ilość kupowanych dóbr nie będzie się zwiększać. Alternatywnie postarają się ograniczyć wydatki kupując mniej drożejących dóbr, które nie są dobrami pierwszej potrzeby. Różna jest jednak skala tego zjawiska. W obszarze produktów pierwszej potrzeby przewidywana skala wydatków Polaków będzie wyższa od europejskiej średniej. Bez wątpienia wpływ na to ma inny poziom inflacji w naszym kraju, a także ciągle niższy poziom zarobków. Należy spodziewać się, że mając świadomość rosnących cen to właśnie w podstawowych kategoriach konsumenci będą najchętniej szukali zamienników. W innych segmentach takich jak napoje alkoholowe, wizyty w restauracjach lub sprzęt sportowy wydatki będą po prostu redukowane – podsumowuje Grzegorz Przytuła, Partner EY-Parthenon, ekspert Sektora Handlu i Produktów Konsumenckich EY.

O Badaniu
Piąta polska edycja badania EY – Future Consumer Index – przygotowana przez EY Polska przeprowadzona została w dniach 17-27 maja 2022 roku na grupie 1000 osób w wieku 18-65 lat.

Swoim zasięgiem badanie objęło cały kraj i wszystkie grupy społeczne. Respondenci odpowiadali na pytania dotyczące obecnych zachowań zakupowych, nastrojów i przewidywanych postaw w najbliższej przyszłości.

Czy w Polsce nakręciła się już spirala cenowo-płacowa?

Może się wydawać, że rynek pracy jest w bardzo dobrej kondycji – ponieważ w Polsce jest bardzo niskie bezrobocie, zarówno to rejestrowane, jak i mierzone przez wskaźnik osób gotowych do podjęcia działalności zawodowej. Te wskaźniki są naprawdę bardzo niskie – ale to także oznacza, że pracownicy mają bardzo silną pozycję przetargową. Niestety, wynagrodzenia rosły szybciej niż wydajność pracy w naszym kraju. A to już prowadzi do nierównowagi i w pewnym stopniu do inflacji. Wydając wyższe wynagrodzenia podnosimy poziom cen konsumpcyjnych i wówczas widzimy rosnącą inflację. To jest tak zwany efekt drugiej rundy – czyli gdy ludzie widzą wysoki wzrost cen, chcą szybko przygotować się i przyjąć strategie obronne. Dlatego jeszcze więcej wydają – chroniąc przed inflacją swoje pieniądze w towarach czy w usługach. Podnoszą się ceny produkcji i tak właśnie nakręca się spirala inflacyjna, cenowo-płacowa.

– Sądzę, że skumulowały się w polskiej gospodarce lata błędów, które popełniały władze w naszym kraju. Rzadko sobie zdajemy sprawę z tego, jak wielki wpływ na rozregulowanie gospodarki ma czynnik ideologiczny i ideowy. Taki na przykład, jak utrzymywanie niskiego bardzo bezrobocia – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Cydejko, publicysta ekonomiczny. – Jak wiemy, w ideologii każdej władzy jest to, by ludzie mieli pracę i to jest słuszne. Kiedy jednak robimy wszystko w ten sposób, by gospodarka zatrudniała głównie ludzi o niskich kwalifikacjach – to ostatecznie dochodzimy do takiej sytuacji, w której w danej gospodarce nie ma już kto pracować. Bardzo rzadko słyszę takie analizy, które wskazują na problem rynku pracy, jako na problem bazowy – ważny dla wysokiego poziomu inflacji, jaką już wszyscy odczuwamy. Nie jest to jednak normalne, kiedy wypracowujemy kwantum wartości, ale otrzymujemy za to dwa razy więcej pieniędzy. Ogromna większość wskaźnika inflacji, którym mierzymy nierównowagę w naszej gospodarce, pochodzi właśnie z błędów w polityce gospodarczej. Błędy odciskają się na inflacji na poziomie około 9-10 punktów procentowych – we wskaźniku, który obecnie sięga 15,5%, a pewnie przekroczy 16. Tylko 5 punktów procentowych to efekt dwóch plag, które spotkały Europę i świat – czyli pandemii Covid i wojny Putina o likwidację Ukrainy. Niestety, nie ma dobrej metody, by łagodnie wyjść z takiego poziomu nierównowagi, jak mamy obecnie. Musi to nas wszystkich zaboleć. Musimy po prostu zbiednieć i to jest najgorsza wiadomość gospodarcza z ostatniego roku, a nawet 3 lat – przewiduje Cydejko.

Tylko 59% Polaków wyjedzie w tym roku na urlop

W tym roku na wakacje pojechało lub pojedzie około 59% Polaków — to mniej niż przed wybuchem pandemii. Około 63% osób, które zadeklarowały wyjazd na urlop, spędzi go w Polsce, prawie 23% — w innym kraju Europy, a ponad 8% — zarówno w Polsce, jak i innym państwie europejskim. Szczyt sezonu przypadnie na sierpień — podróż w tym okresie zadeklarowało prawie 48% wczasowiczów.

Serwis kariery LiveCareer Polska przeprowadził badanie, w którym zapytano 1030 Polaków o ich tegoroczne wakacje. Wyniki raportu nie pozostawiają złudzeń, że realia polityczne, w jakich przyszło nam funkcjonować, mają duży wpływ na tę sferę naszego życia, która pozornie ma z nimi niewiele wspólnego.

Ponad 60% Polaków, którzy w tym roku wyjadą na wakacje, w znacznej części zapłaci za nie z własnych oszczędności, a około 30% — z regularnej pensji. Ponad 36% wczasowiczów w ciągu tygodnia przeznaczy na wakacje do 1000 zł za osobę, kolejne 24% — od 1000 do 1500 zł za osobę, a co piąty — od 1500 do 2000 zł. Jednocześnie aż 48% osób, które zadeklarowały wyjazd na urlop w tym roku, wyda na niego więcej niż w poprzednich latach (z czego około 10% wyda znacznie więcej).

Specjaliści szacują, że w tym sezonie ceny wakacji są o 20-25% wyższe w porównaniu do zeszłego roku. Przyczynami tego stanu rzeczy są m.in. spadek wartości złotego, wysoka inflacja i wzrost cen paliwa — komentuje Żaneta Spadło, ekspertka ds. kariery LiveCareer Polska i autorka badania. — Te problemy nie dotykają tylko podróżujących za granicę, ale również tę większość wczasowiczów, która zdecydowała się pozostać w kraju. Jeśli na przykład podróżujemy z Warszawy do Gdańska albo z Warszawy do Zakopanego, to — przy założeniu, że nasz samochód pali 5,3 l/100 km — za samo paliwo w obie strony zapłacimy około 350 zł. Latem 2021 roku byłoby to około 250 zł, więc różnica jest znacząca.

Aż 48% osób, które w tym roku wyjadą na wakacje, zadecydowało o tym na kilka miesięcy wcześniej, a ponad 11% — nawet z rocznym wyprzedzeniem. Wśród 41% Polaków, którzy nie planują podróży w tym roku, aż 56% podróżowało w poprzednich latach. Te osoby jako główną przyczynę rezygnacji z wyjazdu wskazują wzrost cen (33%) i brak oszczędności (26%), a nieco rzadziej — problemy osobiste (18%). Tylko 7% respondentów w tej grupie wskazało atmosferę związaną z wojną na Ukrainie, około 3% — niepewność związaną ze strajkami kontrolerów lotów, a tylko 2% — obostrzenia covidowe.

Chociaż nasi ankietowani jako główną przyczynę rezygnacji z wyjazdów wskazują problemy finansowe, a nie bezpośrednio sytuację polityczną, nie ulega wątpliwości, że to właśnie geopolityka przyczynia się do trudnej sytuacji materialnej. Po ponad 2 latach pandemii wiele osób wyczekiwało tegorocznego urlopu. Ale wygląda na to, że wciąż piętrzą się przed nami trudności, a na upragniony wypoczynek wielu z nas będzie musiało jeszcze trochę zaczekać — komentuje ekspertka ds. kariery LiveCareer.pl Małgorzata Sury.

Badanie „Wakacje Polaków 2022: oczekiwania vs. rzeczywistość” wykazało również, że:

  • aż 82% osób, które w tym roku wybiorą się na wakacje, zorganizuje swój wyjazd samodzielnie, a tylko 18% skorzysta z usług biur podróży
  • ceny posiłków i atrakcji są dla Polaków trzecim kluczowym czynnikiem na wakacjach — po pogodzie i możliwości wypoczynku
  • około 74% badanych jest w stanie wydać więcej na wakacje, jeżeli mają poczucie, że wysoka jakość produktów lub usług im to zrekompensują.

FED – podwyżka o 75 pb może spowodować mocną przecenę dolara

Po Europejskim Banku Centralnym przychodzi kolej na Rezerwę Federalną. Rynek oczekuje, że Fed podniesie kluczowe stopy procentowe o 75 punktów bazowych. Docelowy przedział dla fed funds wynosiłby wówczas 2,25%-2,50%. Ze względu na gromadzące się dowody na spowolnienie gospodarcze i uspokojenie oczekiwań inflacyjnych, większa zmiana jest mniej prawdopodobna.

O ruchu o 100 pb zaczęto mówić po ostatnim odczycie inflacyjnym. CPI nieoczekiwanie wzrósł do poziomu 9,1 proc. w czerwcu. Przedstawiciele Fed w swoich ostatnich wypowiedziach nie do końca wykluczali krok o cały punk procentowych, ale wyraźnie zaznaczyli, że preferują podobną zmianę jak poprzednio. W tym momencie Fed i tak naciska na hamulec stosunkowo mocno w porównaniu z ostatnimi cyklami podwyżek stóp. Jeśli koszt pieniądza wzrośnie o zakładaną wartość, wówczas da nam to łącznie zmianę o 225 pb w ciągu ostatnich 5 miesięcy. Byłoby to znacznie więcej niż nawet legendarny manewr hamowania Greenspana w 1994 r. Aktualnie prawdopodobieństwo zmiany parametrów polityki monetarnej o jeden punkt procentowy wynosi zaledwie 12 proc. Rynek zakłada, że cały cykl zakończy się w okolicach poziomu 3,5 proc. a w 2023 roku Fed będzie zmuszony na pierwsze obniżki.

W Stanach Zjednoczonych inflacja zasadnicza może dalej rosnąć, jeśli międzynarodowe sankcje na eksport rosyjskiej ropy spowodują dodatkowy wzrost cen energii. Natomiast inflacja bazowa (5,9 proc.), która nie uwzględnia kosztów żywności i energii, mogła już osiągnąć swój szczyt.

Ceny dóbr trwałych, takich jak samochody, urządzenia domowe i komputery, były największą przyczyną wzrostu inflacji bazowej. Popyt na te towary wzrósł w czasie pandemii, a blokady w łańcuchu dostaw ograniczyły podaż. Przed pandemią ceny dóbr trwałego użytku miały tendencję spadkową i prawdopodobnie ponownie zaczną spadać, gdy łańcuchy dostaw unormują się, a popyt z dóbr przejdzie na usługi. Spadające ceny towarów powinny zrównoważyć rosnące ceny usług i sprawić, że inflacja bazowa będzie miała tendencję spadkową.

Inflacja „core” powinna spaść, ale prawdopodobnie nie na tyle, by uniemożliwić Fed-owi dalsze agresywne zacieśnianie. Kierunek zmian cen w sektorze usług będzie w dużej mierze zależał od tego, czy rynek pracy ulegnie ochłodzeniu i czy zmniejszy się presja płacowa. To, czy Fed-owi uda się zachować równowagę (zdusić inflację i zbytnio nie zaszkodzić gospodarce), będzie jednym z kluczowych punktów obserwacyjnych w ciągu najbliższych kilku miesięcy.

Fed zawsze będzie dążył do „miękkiego lądowania” przy zacieśnianiu polityki. Jednak tym razem Rezerwa Federalna może mieć szansę na uniknięcie większej recesji (o której cały świat mówi) biorąc pod uwagę brak znaczących nierówności w sektorze przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. Finanse prywatne są w dobrej kondycji. Zadłużenie gospodarstw domowych w stosunku do produktu krajowego brutto w USA jest najniższe od 20 lat. Nadal posiadają one ponad 2 biliony dolarów nadwyżki oszczędności zgromadzonych podczas pandemii. Również finanse przedsiębiorstw są zdrowe.

Jak może dziś zareagować rynek? Przy naszym scenariuszu bazowym (podwyżka o 75 pb) dużo będzie zależeć od komunikatu Powella. Jeśli pojawi się z jego strony stwierdzenie o możliwym szczycie inflacji – co daje pewne szanse na złagodzenie tempa zacieśniania pieniężnego, wówczas dolar amerykański może stracić na wartości. Dojdzie wówczas do sprzedaży faktów. Część długich pozycji w USD będzie zamykana i być może dojdą „shorty”. Dolar jest mocno wykupiony i moim zdaniem czas na nieco większą korektę. Wówczas realne jest wyjście EUR/USD powyżej 1,03. To będzie scenariusz pozytywny dla amerykańskiej giełdy. Indeksy z Wall Street powinny być wyżej po komunikacie. Podwyżka o 100 pb byłaby dużym zaskoczeniem, ponieważ w ostatnim czasie mocno zmalało prawdopodobieństwo takiej decyzji. W takim okolicznościach EUR/USD ponownie zszedłby do parytetu i możliwe, że psychologiczny poziom zostałby naruszony. To byłby negatywny scenariusz dla rynku akcyjnego.

Łukasz Zembik, DM TMS Brokers

Ubezpieczenia na życie w pierwszym półroczu 2022: średnia wartość składki to 81 zł

  • nowotwory, jednak czas pandemii i ograniczony kontakt z lekarzami – spotęgował problem. Rocznie nawet 171 000 osób w Polsce dowiaduje się, że ma raka.
  • Coraz więcej polis na życie uwzględnia świadczenia związane z tą chorobą – np. pokrycie kosztów leczenia czy To może być powód wzrostu liczby osób ubezpieczonych na życie o 17% względem ubiegłego roku.
  • Średnia wartość składki miesięcznej polisy na życie z pierwszego półroczna 2022 r. to 81 zł, średnia z analogicznego okresu 2021 r. jest niższa o 2 zł.
  • 27% ubezpieczających się na życie to osoby w wieku 35-44 lata.

W czasie pandemii COVID-19 znacząco pogorszył się dostęp do lekarzy rodzinnych i specjalistów – co zauważyła ponad połowa Polaków – jak wskazuje raport „Polacy rok po wybuchu pandemii SARS-CoV-2” Fundacji Aflofarm. Co więcej – aż 30% osób rezygnowało wówczas z osobistej wizyty u lekarza lub specjalistycznych badań w obawie przed zakażeniem koronawirusem. Ten pandemiczny czas przyczynił się także do zwiększenia nerwowości – zwłaszcza u kobiet (58,7%), zwiększenia wagi (40,8%), ogólnego pogorszenia fizycznego stanu zdrowia (51,5%). Na skutki nie musieliśmy długo czekać – lekarze biją na alarm – notowane są wzrosty zachorowań m.in. na nowotwory czy choroby układu krążenia.

Jak wynika z Krajowego Rejestru Nowotworów, w Polsce mamy ponad 171 tys. nowych zachorowań na nowotwory rocznie i nawet 100 tys. przypadków zgonów w wyniku tej choroby.

Wypłaty w czasie choroby

Nowoczesne metody leczenia, szybkie podjęcie odpowiednich działań i możliwości konsultacji u najlepszych specjalistów w wielu przypadkach mogą pomóc kompleksowo wyjść z choroby. Dlatego eksperci rynku ubezpieczeń tak wiele w tym kontekście mówią o wartości polis na życie. Wciąż wielu Polaków nie wie, że tego typu ubezpieczenia są istotnym wsparciem w czasie choroby.

Ubezpieczenie na życie to nie tylko ochrona na wypadek śmierci. To przede wszystkim wsparcie w momencie nieprzewidzianych zdarzeń i ich konsekwencji. Polisa pozwala w takich przypadkach na dwutorową pomoc – zarówno przez wypłatę dodatkowych środków pieniężnych, jak i organizację i pokrycie kosztów leczenia czy rehabilitacji. Takie wsparcie może znacznie odciążyć chorego i jego rodzinę od wielu zmartwień – mówi ekspertka Sandra Kucińska z CUK Ubezpieczenia. – Statystyki są nieubłagane – z roku na rok rośnie zachorowalność na nowotwory. To powód, dla którego klienci CUK Ubezpieczenia decydują się na polisę zawierającą wypłatę świadczenia w przypadku diagnozy poważnego zachorowania – dodaje.

Już prawie 4 mln Polaków ma ubezpieczenie na życie

Jak się okazuje czas pandemii COVID-19 skłonił wielu Polaków do refleksji dotyczących wsparcia w trudnych dla siebie momentach. Rośnie świadomość rodaków w zakresie ubezpieczeń na życie. Jak podała Polska Izba Ubezpieczeń, na koniec 2021 r. ponad 3,8 mln Polaków miało wykupione ubezpieczenie zdrowotne, co oznacza wzrost w skali rocznej aż o 17%.

Tendencja ta widoczna jest także w tym roku. Wg CUK Ubezpieczenia porównując pierwsze półrocza 2021 i 2022 widoczny jest wzrost sprzedaży o ponad 5%. Wyniki te są z pewnością podyktowane także trudną sytuacją w placówkach opieki medycznej, ograniczonym dostępem do lekarzy specjalistów.

Z naszych doświadczeń wynika, że Polacy coraz bardziej doceniają ubezpieczenia na życie. Cenią sobie poczucie bezpieczeństwa i pomoc w trudnych sytuacjach wywołanych chorobą. Ważną motywacją dla naszych klientów jest również to, by nie obciążać swoich najbliższych kosztami związanymi ze swoją chorobą. Coraz częściej takie polisy są uzupełniane o pakiety medyczne pozwalające na korzystanie z prywatnej ochrony zdrowia – lekarzy specjalistów czy specjalistyczne badania w ramach ubezpieczenia. Już przy składce wynoszącej kilkaset złotych rocznie można skorzystać z zaawansowanych badań jak np. rezonans magnetyczny, który wykupiony prywatnie może kosztować nawet blisko 1000 zł – wyjaśnia Sandra Kucińska z CUK Ubezpieczenia.

Średnia wartość składki przy polisie na życie rośnie

W czerwcu tego roku średnia wartość składki miesięcznej ubezpieczenia na życie wynosiła 83,1 zł. Średnia wartość składki z pierwszego półroczna 2022 r. to 81 zł, średnia z analogicznego okresu 2021 r. jest niższa o 2 zł i wynosi 79 zł. Wzrost kosztów jest jednak niższy niż inflacja.

Wśród kupujących polisy na życie, które zawarli nasi klienci w ostatnim półroczu, dominują przede wszystkim osoby w wieku 35-44 lata. Stanowią one grupę ok. 27% ubezpieczonych na życie w perspektywie ostatnich 6 miesięcy. Nieco mniej, bo 23,6% było osób w wieku 25-34. Średnia wysokość składki dla tych grup wiekowych wynosi odpowiednio 86,4 zł i 74,8 zł – mówi ekspertka CUK Ubezpieczenia. – Zdecydowanie najmniej polis wykupiły osoby do 24 roku życia. Łącznie stanowią one 5,2% ubezpieczonych w ostatnim półroczu. Średnia wysokość składki polisy dla ta młodych osób w tym roku nie przekracza 65 zł miesięcznie. Statystycznie im jesteśmy młodsi tym zdrowsi, zatem składka jest niższa – dodaje.

Polisa na życie nie tylko „na życie”

Ubezpieczenie na życie to szereg możliwości otrzymania wsparcia. Osoba ubezpieczona może liczyć na organizację wymaganego leczenia, konsultacje u specjalistów, badania i pokrycie kosztów leczenia oraz rehabilitacji. Oczywiście w ostateczności to również wypłata w razie śmierci ubezpieczonego. Takie rozwiązania są uniwersalne – niezależne od stanu cywilnego, zawsze będą stanowiły duże odciążenie dla chorego i jego bliskich – nawet jeśli nie pozostają w formalnym związku.

W przypadku osób pozostających w nieformalnych związkach wskazanie w umowie ubezpieczenia uposażonego, czyli osoby uprawnionej do otrzymania świadczenia po śmierci ubezpieczonego, jest tożsame z tym, że całość środków trafi do niego. Polisy na życie nie wchodzą w skład dziedziczenia ani opodatkowania spadkowego – mówi ekspertka Sandra Kucińska z CUK Ubezpieczenia.

PFR S.A. po interwencji Rzecznika MŚP wydał decyzję w sprawie zwolnienia z obowiązku zwrotu subwencji finansowej uzyskanej z Programu Tarcza Finansowa 1.0

Przedsiębiorca prowadzący biuro podróży złożył wniosek o podjęcie przez Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców (Oddział w Białymstoku) czynności interwencyjnych w sprawie błędnej decyzji PFR S.A. dotyczącej rozliczenia subwencji finansowej otrzymanej w ramach programu rządowego – „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla Małych i Średnich Firm”. W następstwie złożonego wniosku Przedsiębiorca zawarł z PFR umowę subwencji finansowej, na mocy której PFR przyznał mu środki w kwocie 72.000 zł. W dniu 18 maja 2021 r. Beneficjent złożył oświadczenie o rozliczeniu, w następstwie którego zgodnie z warunkami Regulaminu otrzymał decyzję, w której PFR wyliczył zwolnienie z obowiązku zwrotu subwencji finansowej w wysokości 18.000 zł wskazując, że na podaną wartość składa się jedynie 25% związane z prowadzeniem działalności gospodarczej w całym okresie 12 miesięcy od dnia przyznania subwencji finansowej. Przedsiębiorca nie uzyskał zwolnienia z obowiązku zwrotu dodatkowo kwoty 54.000 zł, tj. 75% subwencji z tytułu spełniania warunku utrzymania zatrudnienia w okresie 12 pełnych miesięcy kalendarzowych liczonych od końca miesiąca kalendarzowego poprzedzającego datę zawarcia umowy subwencji finansowej oraz prowadzenia działalności w branży sklasyfikowanej kodem PKD 79.12.Z „Działalność organizatorów turystyki”. Przedsiębiorca terminowo dokonał zgłoszenia wyjaśniającego (reklamacji), w której wskazał, że ze składanego do PFR oświadczenia o rozliczeniu – spełnia on wszelkie warunki do ubiegania się o umorzenie przyznanej mu subwencji finansowej w wysokości 100%, tj. w kwocie 72 000 zł, ponadto informując, że w jego ocenie formularz bankowy wprowadzał w błąd, co również było podnoszone do PFR przez Rzecznika MŚP na skutek podejmowanych interwencji.

Rzecznik MŚP w swoich licznych stanowiskach i wnioskach kierowanych do PFR występował o wydanie decyzji w zakresie umorzenia całości przyznanej subwencji, wobec faktu spełnienia wszystkich Regulaminowych przesłanek przez Beneficjenta z Programu Tarcza Finansowa 1.0. Rzecznik MŚP dodatkowo podkreślał, że Przedsiębiorca działa w branży turystycznej szczególnie dotkniętej skutkami pandemii i pomimo wieku (74 lata) od 40 lat prowadzi jedno z najstarszych w województwie kujawsko-pomorskim biur podróży. W następstwie wydania pierwotnie błędnej decyzji i przedłużającego się przez prawie 12 miesięcy postępowania wyjaśniającego przed PFR, był on zmuszony zwracać comiesięczne raty, które pokrywał ze środków prywatnych (tj. w znacznej części z emerytury i likwidacji posiadanych oszczędności). Po ponad roku od złożenia oświadczenia o rozliczeniu, wniosku interwencyjnego i ponagleniach kierowanych przez Rzecznika MŚP w zakresie zakończenia przedłużanego przez PFR postępowania wyjaśniającego (reklamacji) w dniu 28 czerwca 2022 r. została wydana decyzja w sprawie umorzenia subwencji w całości. PFR zobligowany był zwrócić Przedsiębiorcy nadpłacone środki w kwocie 24.750 zł, które ostatecznie trafiły na konto firmy.

Czy Ukraina przejdzie do ofensywy?

Obecnie Ukraina buduje siły aby przejść do ofensywy w działaniach wojennych z Rosją. Cały czas szkoli ludzi, zbiera sprzęt i możliwe, że w ciągu miesiąca, dwóch przejdzie do działań ofensywnych. Nadal widać też dużą mobilizację społeczeństwa ukraińskiego. Niestety, stan wojny to sytuacja, gdzie mnóstwo ludzi cierpi. Widzimy licznych uchodźców w Polsce – prawie 4 miliony, a na całym świecie nawet ponad 5 milionów osób. Także gospodarczo Ukraina nie przetrwa bez pomocy finansowej, gospodarczej i logistycznej – a więc udostępnienia zasobów krajów, które ją wspierają. Najistotniejsza obecnie wydaje się możliwość eksportu zboża z Ukrainy.

– Jak widzimy po tak zwanej krótkiej przerwie operacyjnej, Rosjanie ponownie ogłosili przejście do działań aktywnych i sądzę, że obecnie na Ukrainie będą dalej postępować tak, jak postępowali. Ta przerwa operacyjna była zdecydowanie za krótka, żeby odtworzyć w pełni zdolność bojową, zebrać zapasy, skoncentrować siły – powiedział serwisowi eNewsroom pułkownik rezerwy Maciej Matysiak, były zastępca Służby Kontrwywiadu Wojskowego, ekspert Fundacji Stratpoints, wykładowca ANS Gniezno. – W związku z powyższym Rosjanie dalej będą koncentrować się właściwie na jednym kierunku – z opcją czy próbą wciągnięcia do konfliktu, co jest nie wykluczone, Białorusi. Tutaj raczej nie wróżyłbym sukcesów Rosji – bo prezydent Łukaszenko będzie się przed tym bronił. W związku z powyższym będziemy widzieć działania takie, jak do tej pory – czyli ostrzały artyleryjskie pozycji ukraińskich, ostrzały rakietowe otwartych miast, terror społeczny, zadawanie strat ludności cywilnej i próbę zebrania sił przez stronę ukraińską w celu przejścia do działań ofensywnych – analizuje Matysiak.

Polskie REIT-y: czy to ich definitywny koniec?

Rząd wstrzymał prace nad ustawą o REIT-ach. Wyjaśniamy, czy w związku z powyższym polskie REIT-y jednak nie powstaną.

Krajowe media niedawno poinformowały, że rząd wstrzymał prace nad ustawą o spółkach inwestycyjnych typu REIT. To kolejny zwrot akcji w długiej historii pod tytułem „polskie REIT-y”. Nie można przesądzać, że wspomniane spółki nigdy w Polsce nie powstaną. Trudno jednak zaprzeczyć, że niedawna decyzja rządu dość mocno odsunęła w czasie stworzenie ram prawnych dla działalności spółek akcyjnych typu REIT. Warto bliżej przyjrzeć się sytuacji i wyjaśnić, dlaczego prace nad ustawą regulującą polskie REIT-y zostały ostatecznie wstrzymane. Rząd powinien zdawać sobie sprawę, że wstrzymanie prac nad ustawą o REIT-ach nie zahamuje ekspansji zagranicznych funduszy inwestycyjnych na polskim rynku nieruchomości. Zachodni inwestorzy mimo wojny za naszą granicą są kuszeni tanim złotym, który pozwala im na mniej kosztowne zakupy.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Dotychczasowa, sześcioletnia historia prac nad ustawą o REIT-ach jest pełna zwrotów akcji oraz zmian wcześniej przyjętych koncepcji. Niektóre z nich były kontrowersyjne. Przykład to ukierunkowanie REIT-ów na „mieszkaniówkę”.
  • Nie znamy wszystkich powodów decyzji rządu o wstrzymaniu prac nad ustawą o REIT-ach. Aspekty związane z ryzykiem makroekonomicznym to nie jedyna przyczyna. Polskie REIT-y na razie nie powstaną również ze względu na obawy przed ekspansją zagranicznych inwestorów.
  • Słaby złoty może bardziej niż ustawa o REIT-ach zachęcać zagranicznych inwestorów do ekspansji na polskim rynku nieruchomości (w tym mieszkaniowym).

Poniżej prezentujemy więcej ciekawych informacji na temat planów uruchomienia rodzimych spółek typu REIT. Warto się zapoznać z tym tematem, mimo że polskie REIT-y na razie nie powstaną.

Polskie REIT-y: ten temat ciągnął się już od lata 2016 roku

Osoby śledzące prawo nieruchomości być może wiedzą, że polskie REIT-y były tematem rozważań już około sześć lat temu. Jesienią 2016 roku krajowe media poinformowały o projekcie ustawy, który zakładał stworzenie spółek inwestujących w nieruchomości (typu REIT) na wzór rozwiązań z krajów anglosaskich. „Projekt ustawy z końca 2016 roku przewidywał, że polska spółka REIT ma być notowana na giełdzie i powinna posiadać nieruchomości stanowiące co najmniej 70% wartości aktywów” – tłumaczy Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Wspomniany warunek co do aktywów wedle projektu mógł być spełniony również poprzez udziały w spółkach nieruchomościowych oraz innych spółkach typu REIT. Kolejne planowane wymagania zakładały, że polskie REIT-y powinny wypłacać co najmniej 90% swojego zysku w formie dywidendy lub reinwestować taki udział. „Co więcej, polskie REIT-y miały czerpać przynajmniej 70% przychodów netto z działalności stricte nieruchomościowej” – komentuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Spełnienie podanych wyżej oraz kilku innych warunków miało skutkować zwolnieniem REIT-ów z podatku CIT. Mowa o zwolnieniu dotyczącym przychodów z tytułu najmu i sprzedaży nieruchomości, sprzedaży udziałów w spółkach zależnych oraz innych REIT-ach, a także przychodów z dywidend wypłacanych przez zależne spółki nieruchomościowe. „Polskie REIT-y podobnie jak ich zagraniczne odpowiedniki w zamian za zwolnienie podatkowe miały zapewniać dogodne warunki inwestowania w nieruchomości (także konsumentom)” – podkreśla Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Pandemia koronawirusa również miała pewne znaczenie

Polskie REIT-y (tzw. firmy inwestujące w najem nieruchomości – F.I.N.N) pierwotnie miały zacząć swoje funkcjonowanie już w 2019 r. Na początek tego przedpandemicznego roku zaplanowano bowiem wejście w życie odpowiedniej ustawy. Szybko okazało się jednak, że prace legislacyjne są dość mocno opóźnione. „Projekt zawarty w druku sejmowym numer 2855 trafił do Sejmu jesienią 2018 roku, a później prace nad nim zamarły” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

W 2020 r. priorytet zyskały kwestie związane z pandemią COVID-19, co jednak nie mogło tłumaczyć legislacyjnego zastoju widocznego w całym poprzednim roku. Pewne nadzieje na to, że polskie REIT-y jednak ruszą pojawiły się w drugiej połowie 2021 roku. „Wtedy z Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii napłynęły informacje o wznowieniu prac nad stosowną ustawą dotyczącą REIT-ów” – przypomina Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Nie znamy wszystkich motywów niedawnej decyzji rządu

Natomiast niedawne wstrzymanie prac nad prawnymi ramami działania dla polskich REIT-ów jest tłumaczone m.in. niepewnością gospodarczą. To raczej mało przekonywujący argument. Większe znaczenie może mieć ten, który mówi o obawach związanych z wpływem powstających REIT-ów na ceny lokali. „Innymi słowy, rząd uważa, że działalność REIT-ów może uruchomić dodatkowy popyt, który będzie windował i tak wysokie już ceny mieszkań” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ten kolejny argument rządu również nie jest do końca uzasadniony, ponieważ zagraniczne fundusze już od pewnego czasu kupują u polskich deweloperów duże pakiety mieszkań. Mowa o lokalach, które posłużą do długookresowego najmu instytucjonalnego w formule PRS (private rented sector). „Problemy podażowe na rynkach wynajmu w dużych miastach dodatkowo mogą zwiększać zainteresowanie inwestorów taką formuła najmu” – dodaje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ekspansja zagranicznych funduszy nie zależy od REIT-ów

Ekspansja zagranicznych funduszy inwestycyjnych na polskim rynku mieszkaniowym na razie znajduje się w początkowym stadium. Niemniej jednak, pewne obawy z nią związane mogą wydawać się zrozumiałe. Trzeba jednak pamiętać, że wstrzymanie prac nad przepisami, które miały regulować polskie REIT-y, raczej nie zniechęci zagranicznych inwestorów. „Tacy nabywcy lokali na wynajem koniecznie nie potrzebują bowiem regulacji, z których przynajmniej tymczasowo zrezygnował rząd” – uważa Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Dla wspomnianych funduszy inwestycyjnych dużo większą zachętą będzie natomiast tymczasowo niski kurs złotego, dzięki któremu można taniej nabywać lokale pod wynajem. „Gdyby kurs polskiej waluty względem euro kształtował się na poziomie z I kw. 2015 roku, to 1 mkw. stołecznego nowego mieszkania byłby dla zagranicznego inwestora droższy o około 300 euro” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl