Kurs euro blisko przełamania psychologicznej granicy

Ostatnie dni na rynkach przyniosły wyraźne spadki cen akcji. Pomimo zamieszania waluty emerging markets radziły sobie dobrze. W siłę rósł również złoty, który w parze z euro może w tym tygodniu przebić psychologiczną granicę 4,60.

Rynek w zeszłym tygodniu zachowywał się nietypowo. Nagłówki mediów finansowych były zdominowane przez nieustanną wyprzedaż na światowych rynkach akcji, po której indeks S&P 500 znalazł się w pobliżu umownej granicy bessy, 20% poniżej szczytu. Spośród walut G10, co nie zdarza się często, najlepiej radził sobie frank szwajcarski, który dzięki ucieczce do bezpiecznych aktywów i jastrzębiej komunikacji banku centralnego umocnił się względem dolara amerykańskiego o blisko 3%. Jeszcze bardziej zaskakująca była ogólna słabość dolara, który nie zyskał mimo bycia safe haven. W rzeczywistości najlepiej w zeszłym tygodniu radziły sobie waluty Ameryki Łacińskiej, co jest szczególnie imponujące w obecnym środowisku awersji do ryzyka. Jako nastawieni od dawna pozytywnie wobec tych walut, nie narzekamy jednak na taki obrót spraw.

W tym tygodniu uwaga skupi się zarówno na wszelkich oznakach przenikania zmienności z giełdy na rynek walutowy, jak i na odczytach wskaźników PMI dla aktywności biznesowej. Oczekuje się, że dla strefy euro i dla Wielkiej Brytanii te kluczowe będą powyżej poziomu 55 pkt. Uważamy, że takie poziomy stoją w sprzeczności z obawami dotyczącymi recesji, które są wciąż żywe na rynkach. Korzystne dla wzrostu okoliczności – wciąż głęboko ujemne realne stopy procentowe, ogromne deficyty fiskalne i gospodarki na poziomie pełnego zatrudnienia – powinny oddalać obawy dotyczące jakiegokolwiek trwałego spowolnienia gospodarczego.

PLN

W ubiegłym tygodniu obserwowaliśmy umocnienie złotego, którego kontynuację przyniósł poniedziałek. Polskiej walucie pomogły słabość dolara, siła euro i ogólna poprawa sentymentu. Siła złotego nie jest odosobniona – umocnienie charakteryzowało większość podobnych walut. Co ciekawe, nastąpiło ono pomimo korekty rynkowych oczekiwań w zakresie podwyżek stóp procentowych w Polsce – obecnie rynek zakłada, że stopy nie dobiją do poziomów istotnie wyższych niż 7%.

Dane rysują jednak nadal potrzebę zacieśniania polityki pieniężnej w krótkim terminie. Większość ostatnich odczytów wskazuje na to, że gospodarka pozostaje mocna, a rzeczywiste wskaźniki budują lepszy obraz sytuacji niż dane ankietowe. Szczególnie uwagę zwracają rynek pracy, na którym płace nadal rosną szybciej od inflacji, i sprzedaż detaliczna, której wyniki sugerują, że konsumpcja na początku II kwartału była nadal silna.

W tym tygodniu skupimy się głównie na wieściach z zewnątrz. Biorąc pod uwagę skoncentrowanie się rynków na obawach dotyczących wzrostu gospodarczego, wstępne majowe odczyty PMI dla głównych krajów i wieści z Chin mają szansę wpłynąć na sentyment.

EUR

Zmiana gołębiego nastawienia Europejskiego Banku Centralnego w obliczu inflacyjnej rzeczywistości nabrała w zeszłym tygodniu tempa – jeden z jastrzębich holenderskich członków Rady Prezesów zasugerował nie tylko, że podwyżka w lipcu jest niemal pewna, lecz także – że może to być ruch o 50 pb. W tym samym czasie krótkoterminowe rentowności w USA mają problem z dalszym wzrostem, częściowo przez to, jak dużo już teraz rynek oczekuje od Rezerwy Federalnej. W wyniku tego różnice w rynkowych stopach procentowych po obu stronach Atlantyku zmniejszyły się i są teraz nie większe niż w marcu. Trend ten powinien wspierać euro i możliwe, że najsłabszy kurs EUR/USD pozostanie już za nami.

Po opublikowanym dzisiaj na blogu EBC poście wydaje się to tym bardziej prawdopodobne. Christine Lagarde sugeruje w nim, że stopy wzrosną w lipcu, a przed końcem III kwartału zapewne wyjdą z ujemnego terytorium. To nietypowy – zarówno w formie, jak i w treści – zwrot w retoryce prezeski EBC i bardzo istotny komunikat, na który mocno reagują rynki na początku tygodnia.

Publikowane w tym tygodniu odczyty PMI powinny być silne i częściowo złagodzić obawy dotyczące recesji, co umożliwiłoby EBC kontynuację zmiany polityki i skupienie się na ograniczeniu inflacji.

USD

Mocny odczyt sprzedaży detalicznej w zeszłym tygodniu potwierdził, że jak dotąd niewiele wskazuje, by wyższe ceny w dużym stopniu odstraszały amerykańskich konsumentów. Jest to jednak zmienny wskaźnik i z jednego odczytu nie można wiele wnioskować. Rentowności w USA spadły wraz z akcjami i obecnie wydaje się, że dolar amerykański znów reaguje na ich zmiany w relacji do reszty świata, więc i on skierował się w dół. W tym tygodniu opublikowane zostaną minutki z ostatniego posiedzenia Fedu – oczekujemy, że powtórzy się w nich informacja, że kolejne dwie podwyżki prawdopodobnie wyniosą po 50 pb., czyli będą podwójne. Jest to już jednak wliczone w cenę przez rynki, więc trudno, żeby krótkoterminowe rynkowe stopy procentowe w USA wyceniały jeszcze więcej. Uważamy, że dolarowi grozi obecnie trwałe osłabienie.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Grupa FAMUR podsumowała pierwszy kwartał 2022 roku

Przychody Grupy FAMUR w pierwszym kwartale 2022 roku wyniosły 274 mln zł osiągając tym samym poziom wypracowany w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wynik EBITDA wyniósł 95 mln zł. Zysk netto ukształtował się na poziomie 36 mln zł, a nadwyżka środków pieniężnych nad długiem finansowym wyniosła 482 mln zł.

Pierwszy kwartał 2022 roku po raz pierwszy uwzględnia przychody z segmentu fotowoltaiki za pełen okres sprawozdawczy – jego udział w przychodach Grupy wyniósł 10 mln zł. W maju 2021 roku FAMUR podjął decyzję o zmianie kierunków strategicznych i wejściu w projekty z obszaru odnawialnych źródeł energii (OZE). Założeniem zielonej transformacji Grupy FAMUR jest dążenie do osiągnięcia do końca 2024 roku ok. 70 proc. przychodów ze źródeł niezwiązanych z węglem energetycznym.

Pierwszy kwartał bieżącego roku rozpoczął się dość optymistycznie. W kolejnych krajach znoszone były restrykcje związane z COVID-19, a portfel zamówień Grupy FAMUR zaczął się stopniowo odbudowywać. Jednak zakończyliśmy ten okres w zupełnie nowej rzeczywistości gospodarczo-politycznej. Swoje piętno odcisnęły na niej wojna w Ukrainie, powrót pandemii w Chinach i wprowadzane w związku z tym blokady, a także ryzyka spowolnienia aktywności ekonomicznej przy jednoczesnej eskalacji wzrostu cen. Mimo niesprzyjających warunków pierwszy kwartał zamykamy z solidnymi wynikami finansowymi. Przychody Grupy wyniosły 274 mln zł, utrzymując tym samym poziom z zeszłego roku – mówi Mirosław Bendzera, prezes zarządu FAMUR SA.

Wyniki w segmencie maszyn górniczych

W segmencie maszyn górniczych przychody spółki były mniejsze o 10 mln zł, co stanowi spadek o 4 proc. względem analogicznego okresu ubiegłego roku. Działalność tego obszaru była ściśle powiązana z wybuchem wojny w Ukrainie. Z jednej strony konflikt spowodował wzrost cen paliw kopalnych do rekordowych poziomów, z drugiej wywołał poważne zakłócenia w łańcuchu dostaw i gwałtowny skok cen innych surowców, w tym m.in. wyrobów hutniczych i komponentów pochodnych, które stanową istotny składnik produkcji wykonywanej przez Grupę FAMUR. W następstwie wybuchu wojny Grupa podjęła decyzję o wstrzymaniu do odwołania ofertowania na nowe maszyny i urządzenia górnicze na terenie Federacji Rosyjskiej i solidarnie dostosowała się do wprowadzanych sankcji wynikających z decyzji administracyjnych polskiego rządu i Unii Europejskiej.

Na początku kwietnia tego roku zawarliśmy porozumienie o odstąpieniu od realizacji szeregu umów na dostawy sprzętu do Rosji, zawartych pod koniec 2021 roku, o łącznej wartości ok. 130 mln zł. Wynikający z ich rozwiązania poziom kosztów do pokrycia przez Grupę FAMUR nie ma istotnej wartości – mówi Mirosław Bendzera. – W segmencie maszyn górniczych, czyli naszej tradycyjnej działalności, będziemy skupiać się na poszukiwaniu nowych rynków zbytu i zamówień w innych krajach, aby w jak największym stopniu wypełnić lukę po rynku rosyjskim – dodaje.

Polskie przedsiębiorstwa wydobywcze w pierwszym kwartale 2022 roku nadal skupiały swoją aktywność inwestycyjną głównie na części odtworzeniowej, m.in. odnawiały umowy dzierżawy oraz zamawiały usługi posprzedażowe. Od stycznia do marca 2022 roku Grupa FAMUR pozyskała ok. 152 mln zł nowych zamówień z kraju i zagranicy. Łączny portfel zamówień na 31 marca 2022 roku, rozumiany jako dostawy maszyn i urządzeń oraz dzierżawy zgodnie z terminami obowiązywania umów, wyniósł ok. 592 mln zł.

Rozwój obszaru OZE w ramach Grupy FAMUR

Głównym celem przyjętych w maju 2021 roku nowych kierunków strategicznych Grupy jest budowa holdingu inwestującego w zieloną transformację. Jednym z kluczowych elementów strategii jest rozwój Famuru w sektorze wielkoskalowych projektów fotowoltaicznych. Spółka konsekwentnie realizuje przyjęte założenia, między innymi kontynuując budowę farm solarnych o mocy 134 MW i jednocześnie aktywnie poszukując dla nich nabywcy. W marcu 2022 roku FAMUR zawarł umowę kredytową typu project finance z limitem w wysokości 428 mln zł przeznaczonym na finansowanie i refinansowanie kosztów budowy farm PV.

Stale powiększamy portfel projektów w obszarze fotowoltaiki poprzez rozwój własnych inicjatyw oraz zakupy z rynku. Dzięki temu z końcem pierwszego kwartału br. osiągnęliśmy poziom blisko 1,9 GW szacunkowej łącznej mocy projektów na różnym etapie rozwoju. Zgodnie z przyjętymi założeniami rozwoju segmentu fotowoltaiki planujemy również ekspansję zagraniczną i jesteśmy obecnie w trakcie organizacji struktur operacyjno-handlowych m.in. na terenie Niemiec – wyjaśnia Mirosław Bendzera.

Nowe inicjatywy w Grupie FAMUR

W pierwszym kwartale 2022 roku Grupa FAMUR podjęła dwie istotne inicjatywy w obszarze OZE. Pierwsza to włączenie do oferty Grupy usługi remontów i serwisu przekładni w turbinach wiatrowych. Wprowadzenie tej usługi nie wiązało się z nakładami inwestycyjnymi, ponieważ będzie ona wykonywana w oparciu o posiadany park maszynowy oraz wieloletnie doświadczenie segmentu maszyn górniczych Grupy FAMUR w projektowaniu, produkcji i remontach przekładni przeznaczonych dla wielu gałęzi przemysłu.

– Aktualnie pracujemy nad rozwojem naszej oferty w zakresie remontów przekładni w turbinach wiatrowych a także ich obsługi serwisowej. Niezależnie od tych działań, w maju br. podpisaliśmy list intencyjny z Grupą EdF EN, w celu wypracowania modelu ewentualnej współpracy na rzecz rozwoju i eksploatacji w Polsce projektów związanych m.in. z turbinami wiatrowymi – dodaje Mirosław Bendzera.

Drugą, nową inicjatywą, rozwijaną w segmencie maszyn górniczych, są działania mające na celu zmniejszanie śladu węglowego w procesie produkcji i osiąganie wymiernych oszczędności w kosztach energii. Grupa FAMUR uruchomiła w dwóch zakładach produkcyjnych instalacje paneli słonecznych w systemie prosumenckim, każda o mocy 50 kWp. Obecnie trwają prace koncepcyjne nad zwiększeniem mocy oddanych do użytku systemów. Spółka planuje również uruchomienie kolejnej instalacji PV o mocy ok. 1 MWp oraz doposażenie jej w magazyn energii. Większość uzyskiwanej dzięki temu energii FAMUR chce wykorzystywać na potrzeby własne.

Capgemini otwiera nowe biuro w Gdańsku

Capgemini Polska rozwija swoje Centrum nowoczesnych usług dla biznesu – organizacja ​oficjalnie otwiera biuro w Gdańsku. Na Pomorzu firma skupia się na projektach webowych realizowanych w systemie Agile i DevOps, przy wykorzystaniu najnowszych technologii. Tylko w pierwszym roku firma planuje zatrudnić w gdańskim biurze 200 osób, a w perspektywie najbliższych trzech lat będzie to łącznie około 1000 pracowników.

Jak podkreślają przedstawiciele Capgemini, firma zdecydowała się na wejście do Trójmiasta z uwagi na jego prężny rozwój jako ośrodka IT, co pokazują zarówno raporty zewnętrzne, jak i analizy prowadzone przez organizację. Ekspansja na północ kraju wiąże się także z planami firmy dotyczącymi hybrydowego modelu pracy. Dla organizacji ważne jest, by pracownicy nie musieli pracować w pełni zdalnie i mieli możliwość zarówno pracy z domu, jak i przychodzenia do biura. Z tego powodu istotne jest wkraczanie na rynki, gdzie dostępni są specjaliści z dziedzin, w których działa firma, aby zatrudniane osoby mogły pracować w preferowanym przez organizację trybie. Taką filozofię zastosowano w Gdańsku.

Poza systemem Agile oraz DevOps nowe centrum będzie realizowało projekty webowe, w których wykorzysta wiodące technologie (Java, .NET, Angular, React). Projekty będą zarządzane lokalnie, co z perspektywy klientów będzie niewątpliwym atutem nowego centrum Capgemini Polska.

– To, co będzie odróżniało nowy oddział od pozostałych istniejących już centrów Capgemini to skupienie na technologiach webowych w Agile i DevOps – będziemy budować nowy oddział w duchu wartości agile również poza projektami. Na początku skupimy się na specjalizacji, a w kolejnych latach postawimy na dynamiczny rozwój, dywersyfikując zarówno projekty, jak i klientów oraz wzbogacając nasze zespoły o nowe talenty. Bardzo ważne jest dla nas, by pracownicy mieli odpowiedzialność i wpływ na projekty oraz na budowanie nowego centrum – komentuje Jerzy Szwarc, Head Portfolio NSC w Capgemini Polska.

W pierwszych miesiącach działalności, gdański oddział Capgemini Polska będzie obsługiwał trzech strategicznych klientów, wśród których znajdą się projekty zarówno globalne, jak i krajowe. Docelowo centrum ma się rozwijać bardzo dynamicznie, zwiększając liczbę klientów oraz powiększając zespół do ok. 1000 pracowników w perspektywie trzech lat.

– Pierwszym klientem, z którym będziemy współpracować z ramienia nowego centrum Capgemini będzie Kuehne+Nagel, jedna z wiodących światowych firm logistycznych z silną pozycją rynkową w sektorze frachtu morskiego, lotniczego, przewozów lądowych, a także logistyki kontraktowej, która skoncentrowana jest na zintegrowanych rozwiązaniach logistycznych. Z Kuehne+Nagel współpracujemy już od wielu lat i w ramach tego partnerstwa my, jako Capgemini, zapewniamy pomoc we wdrażaniu krytycznych systemów biznesowych, cyfryzacji oraz automatyzacji. W gdańskim biurze będziemy prowadzić projekty wdrażania złożonych systemów związanych z usługami logistycznymi zapewniającymi klientom Kuehne+Nagel najszybszą i najbardziej wiarygodną informację o ich transporcie w czasie rzeczywistym. Inne projekty obejmują procesy i zadania operacyjne oraz systemy do agregacji i analizy danych. Z niecierpliwością czekamy na start nowych, ekscytujących projektów w Gdańsku wykorzystujących zaawansowane i oparte na chmurze technologie, tworzone w zwinnym środowisku wraz z i dla naszego partnera Kuehne+Nagel – mówi Paweł Kwaśnica, Kuehne+Nagel Delivery Executive w Capgemini Polska.

– Pomorze skutecznie przyciąga nowych inwestorów m.in. dzięki dobrze rozwijającej się współpracy pomiędzy sektorami. To niezbędny warunek do tworzenia sprzyjającego otoczenia dla nowoczesnego biznesu, rozwoju produktów i usług jutra. Witamy Capgemini w naszym regionie. Jestem przekonany, że zrealizuje tutaj swoje ambitne plany – mówi Mieczysław Struk, Marszałek Województwa Pomorskiego.

Trójmiasto to stale rozwijające się centrum sektora nowoczesnych usług dla biznesu (BSS). Utworzona tutaj przed dekadą silna wspólnota, która stale się rozwija, pozwala nowym firmom na rynku czerpać z doświadczeń i dobrych praktyk innych graczy.

– Trójmiasto to idealne miejsce na realizację celów, jakie postawiła przed sobą firma. Z całą pewnością znajdzie tutaj właściwych pracowników, aby zbudować stabilny i zgrany zespół. To ekosystem biznesowy, w którym codziennie powstają nowe pomysły i sieci powiązań, dzięki czemu z dużą łatwością można zdobyć nowych partnerów biznesowych, klientów i rozwijać innowacyjne rozwiązania dla wielu różnych branż — potwierdza Alan Aleksandrowicz, zastępca prezydenta m. Gdańska ds. inwestycji.

Obecnie Capgemini jest w trakcie rekrutacji pierwszych osób, które zasilą szeregi nowego oddziału. Wśród kandydatów poszukiwane są osoby znające wcześniej wspomniane technologie — Java, .NET, Angular, React oraz posługujące się językiem angielskim.

https://mart.gda.pl/ – biura na wynajem w Gdańsku

Transakcje w kryptowalutach celem przestępców. Blockchain wymaga większego bezpieczeństwa

  • Kryptowaluty rozwijają się w ekspresowym tempie – w ciągu zaledwie piętnastu lat rynek krypto-aktywów urósł do ponad 2 bilionów dolarów.
  • Tylko w 2021 roku cyber-oszuści wykradli 14 mld dolarów w kryptowalutach. To 80-proc. wzrost w porównaniu do 2020 r.
  • Według badania 2021 (ISC)² Cybersecurity Workforce Study, na świecie brakuje już ponad 2,7 miliona specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa, nie mówiąc już o tych, którzy specjalizują się w Web3
  • Tylko w ostatnim roku ujawniono luki w zabezpieczeniach wiodących platform Web3, takich jak OpenSea, Rarible i Everscale

Tylko w 2021 roku cyber-oszuści wykradli 14 mld dolarów w kryptowalutach. To 80-proc. wzrost w porównaniu do 2020 r. Eksperci szacują, że spośród tysięcy cyberataków 40 miało nadzwyczaj poważne konsekwencje w postaci wygenerowanych miliardów dolarów strat! Check Point Research ostrzega przed lukami bezpieczeństwa w wiodących platformach Web3, takich jak OpenSea, Rarible czy Everscale. Oznacza to, że handel oraz transakcje dokonywane kryptowalutami obarczone są coraz większym ryzykiem za sprawą aktywności cyberprzestępców.

Koncepcja Bitcoina i Blockchain pojawiła się po raz pierwszy w 2008 roku. Od tego czasu na rynku blockchain nastąpiło wiele zmian, m.in. za sprawą wprowadzenia Ethereum, Non-Fungible Tokens (NFT), Metaverse i Internet of Value. Pomimo postępów technologicznych nadal istnieją poważne zagrożenia dla użytkowników – w zeszłym roku scamerzy wykradli swoim ofiarom rekordowe 14 miliardów dolarów. Dlaczego oszuści kryptowalutowi odnoszą takie sukcesy? Co z kolei mogą zrobić użytkownicy, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo?

Bezpieczeństwo nie dogania rozwoju technologicznego

Kryptowaluty rozwijają się w ekspresowym tempie – w ciągu zaledwie piętnastu lat rynek krypto-aktywów urósł do ponad 2 bilionów dolarów. Niestety, tempo to nie przełożyło się na zagwarantowanie większego bezpieczeństwa, czego dowodem są wykryte przez Check Point Research poważne luki w zabezpieczeniach wiodących platform Web3, takich jak OpenSea, Rarible i Everscale. Nowe projekty, takie jak Metaverse, są często budowane na niepewnym fundamencie. I to właśnie kwestie bezpieczeństwa oraz prywatności są głównymi problemami, które powstrzymują rozwój Metaverse.

Brakuje ekspertów bezpieczeństwa

– Dziś – w dobie, gdy wielkie firmy technologiczne inwestują w Metaverse – budowa technologii blockchain wraz z rozwojem innowacji tworzy nowy internet – internet wartości. Stoimy u zarania nowej ery, ery metawersu, która pociąga za sobą potrzebę nowego rodzaju zabezpieczeń – mówi Oded Vanunu, szef działu podatności produktów w Check Point Software

Według badania 2021 (ISC)² Cybersecurity Workforce Study, na świecie brakuje już ponad 2,7 miliona specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa, nie mówiąc już o tych, którzy specjalizują się w Web3. W tym samym badaniu stwierdzono, że globalna siła robocza musiałaby wzrosnąć o 65%, aby skutecznie chronić krytyczne zasoby organizacji. Ten odsetek prawdopodobnie będzie znacznie wyższy, jeśli weźmiemy pod uwagę również kryptowaluty i Metaverse.

Dziś użytkownicy powinni być świadomi zagrożeń związanych z portfelami kryptowalutowymi, zachowując czujność w przypadku podejrzanych aktywności, które mogą prowadzić do kradzieży środków. Cyberprzestępcy nadal będą się starać przejmować portfele kryptowalutowe, wykorzystując luki w systemach, podobnie jak obserwowaliśmy to już w tym roku – dodaje ekspert Check Pointa.

Bankowość dla firm – konta i kredyty firmowe

Każdy właściciel firmy, a nawet ktoś, kto dopiero próbuje rozkręcić swój biznes, potrzebuje produktów i usług bankowych idealnie dopasowanych zarówno do wielkości przedsiębiorstwa, jak i rodzaju prowadzonego biznesu.

Bankowość dla firm to nie tylko kwestia odpowiedniego konta bankowego, ale także możliwości wzięcia kredytu na start lub rozkręcenie własnej działalności gospodarczej.

Optymalna bankowość dla firm – konto firmowe

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że nie ma jednego najlepszego rachunku firmowego. Wybór konta osobistego wydaje się prostszym zabiegiem, gdyż podstawowym kryterium selekcji jest oczywiście możliwość bezpłatnego zarządzania rachunkiem oszczędnościowo-rozliczeniowym, tak aby skutecznie gospodarować swoimi zasobami finansowymi. Natomiast w przypadku konta firmowego należy także wziąć pod uwagę specyfikę branży, w której dane przedsiębiorstwo działa. Dla osób prowadzących ożywione kontakty gospodarcze i handlowe z zagranicznymi kontrahentami największą zaletą konta będzie darmowa lub niskopłatna opcja wykonywania oraz odbierania przelewów w walucie obcej.

Kredyt odnawialny w rachunku firmowym

Przedsiębiorcy zaczynający swoją przygodę z biznesem lub mający niekiedy kłopoty z utrzymaniem płynności finansowej, z pewnością skoncentrują się na sposobności zaciągania kredytu odnawialnego, co może przyczynić się do podreperowania stanu finansów danej firmy. Dzięki niemu przedsiębiorca nie musi się martwić o dodatkowe środki finansowe, ponieważ w przypadku uruchomionego limitu ma je zawsze na wyciągnięcie ręki. Taka linia kredytowa dla firmhttps://www.gopozyczka.pl/linia-kredytowa-dla-firm-w-rachunku-firmowym/ to idealna opcja, jeśli potrzebujemy środków na już, bez zbędnego oczekiwania na decyzję banku. Co więcej, przy spełnieniu określonych warunków (np. stałe miesięczne wpływy na rachunek) mamy szanse na to, że bank odnowi nam limit bez dostarczania dodatkowych dokumentów finansowych.

Konto firmowe powinno jednak posiadać szereg innych udogodnień. Dla przykładu osoby wiecznie zagonione, a przy tym zapominalskie będą wdzięczne za funkcjonalność przelewów ekspresowych.

Dlatego też tak istotne jest, aby bankowość dla firm oferowała przedsiębiorcom szeroki pakiet rozmaitych możliwości. Dobrze też, kiedy sam właściciel firmy dokładnie nakreśli sobie wszelkie priorytety w zakresie operacji bankowych w ramach konta firmowego. Warto także pamiętać, że wybór nie musi być na całe życie i w przypadku pojawienia się bardziej dopasowanej oferty, zawsze można zmienić swój bank. Aczkolwiek, jak pokazują badania, przedsiębiorcy są grupą dość lojalną wobec banku i raczej rzadko decydują się na przeniesienie rachunku.

Czym powinno charakteryzować się dobre konto firmowe?

Podstawowymi czynnikami wpływającym na atrakcyjność konta firmowego jest na pewno koszt za prowadzenie konta, wszelkie możliwe prowizje wynikające z faktu korzystania z bankomatów w Polsce i poza granicami naszego kraju oraz oczywiście opłaty związane z wydawaniem i obsługą kart płatniczych. Równie istotne są wysokości opłat za przelewy, w tym przelewy walutowe oraz ekspresowe. Niezmierne ważne są także koszty przelewów zarówno do US, jak i do ZUS. No i oczywiście mile widziane wydają się wszelkiego rodzaju usługi dodatkowe, jak na przykład otwarta linia kredytowa.

Bankowość dla firm – kredyty firmowe

Bankowość dla firm obejmuje także możliwości wzięcia kredytu zarówno na rozpoczęcie działalności gospodarczej, jak i kredyty inwestycyjne na rozbudowę firmy oraz kredyty obrotowe dla firm mających problemy z płynnością finansową.

Oferta kredytów dla nowych firm nie jest aż tak bogata. W dalszym ciągu wiele banków obawia się zaufać start-upom. Trzeba też wyraźnie zaznaczyć, że w związku z większym ryzykiem kredytowym, tego typu kredytu charakteryzują się wyższym oprocentowaniem i często mają duże obostrzenia warunków kredytowych. Mało tego, czasami nowi przedsiębiorcy muszą się liczyć z odmową kredytu, jeżeli nie mają dobrze rozpisanego biznesplanu lub też bank zauważa zbyt duże ryzyko, na przykład związane z konkretną branżą.

Bankowość dla firm w formie kredytu obrotowego oznacza najczęściej otwartą linię kredytową na koncie firmowym. Spłata następuje głównie w ciągu 90 lub 180 dni, co jest bezpośrednio powiązana z obowiązującym w danej firmie okresem rozliczeniowym. Taki kredyt pozwala na utrzymanie płynności finansowej, przede wszystkim przedsiębiorstwom handlowym, zależnym od terminowości wpłat przez kontrahentów i klientów.

Kredyty inwestycyjne są udzielane na dłuższy okres, w kwotach dochodzących nawet do 3 mln złotych i często z dużo niższym oprocentowaniem niż ma to miejsce w przypadku start-upów.

WIG-20 najwyżej od 2 tygodni, dolar lekko słabnie

WIG-20 rósł dziś rano o 2,37 proc. osiągając najwyższy poziom od ponad 2 tygodni. Indeksy akcji mniejszych spółek zwyżkowały słabiej (mWIG-40 +0,74 proc., sWIG-80 +0,36 proc.). Wśród składników WIG-u 20 najsilniej – o ponad 4 proc. – drożały dziś akcje spółek odzieżowych CCC i LPP. W efekcie WIG-Odzież rósł dziś w okolicach 9:30 o 4,06 proc.

W trakcie piątkowej sesji główne indeksy amerykańskiego rynku akcji zaliczyły swe nowe cykliczne minima, ale zakończył dzień w okolicach poziomów czwartkowych zamknięć. Dziś rano kontrakty na główne amerykańskie indeksy zwyżkowały o ponad 1 proc. Na giełdach Azji i Oceanii brak było dziś jakiejś dominującej tendencji. Najsilniej – o +0,98 proc. – zwyżkował japoński Nikkei 225. Na drugim biegunie – -1,35 proc. – był dziś Hang Seng. Shanghai B-Share Index był dziś najwyżej od 3 lat. W Europe dziś rano przeważały wzrosty (DAX +1,43 proc., CAC-40 +0,91 proc.). Jedynym indeksem w Europie, który dziś rano rósł silniej niż WIG-20 był rosyjski RTS.

Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w krajach rozwiniętych nie wykonywały dziś jakichś zdecydowanych ruchów. Jedynie rentowność greckich 10-latek była dziś najwyższa od 2 lat.

Kontrakty na ropę naftową rosły dziś rano o ok. 1 proc. utrzymując się w pobliżu swoich 2-miesięcznych maksimów. Drożały dziś rano również kontrakty na metale szlachetne (złoto +0,54 proc. na COMEX-ie) i miedź (+1,01 proc. na COMEX-ie). Już o około połowę w stosunku do swego marcowego szczytu były w piątek niższe ceny kontraktów na drewno na CME (-3,36 proc.).

Dziś rano kurs EUR/USD był najwyżej od ponad 2 tygodni wychodząc powyżej poziomu 1,06 (+0,47 proc.). Amerykański dolar lekko słabł dziś rano również wobec japońskiego jena (-0,12 proc.).

Złoty umacniał się dziś rano zarówno wobec euro (EUR/PLN -0,19 proc.) i oczywiście względem dolara (USD/PLN -0,61 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara po spowodowanej między innymi załamaniem się kursu „stablecoina” Terra fali osłabienia, która rozpoczęła się pod koniec marca, gdy kurs był powyżej poziomu 47000 USD i kulminowała 12 maja na poziomie nieco wyższym niż 25000 USD, dziś rano ponownie próbował powrócić powyżej poziomu 30000 USD (+1,41 proc.).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Ataki wycelowane w Ukrainę – badacze ESET odkrywają nową wersję ArguePatch

Badacze ESET odkrywają nową wersję ArguePatch wykorzystywanego w atakach wycelowanych w Ukrainę.

Zespół badawczy ESET dokonał kolejnego odkrycia w związku z wojną w Ukrainie. Nowa wersja ArguePatch to ewolucja złośliwego programu, który został wykorzystany podczas ataku Industroyer2, skupiającego się na zakłóceniu pracy instalacji przemysłowych w ukraińskich elektrowniach. Zmodyfikowana wersja programu została wykorzystana do uruchomienia CaddyWiper, programu usuwającego dane z dysków twardych.

Grupa Sandworm APT kontynuuje wrogie działania na Ukrainie. Odkryta przez badaczy nowa wersja programu ArguePatch została wykorzystana przez grupę do uruchomienia CaddyWipera, który został wykryty przez ESET 14 marca br. ArguePatch został zmodyfikowany tak, aby zawierał kod umożliwiający odszyfrowanie i uruchomienie CaddyWiper z zewnętrznego pliku.

Oprogramowanie ESET wykrywa najnowsze zagrożenie pod nazwą trojan Win32/Agent.AEGY.

– ArguePatch został ukryty w zmodyfikowanej, pozbawionej podpisu cyfrowego wersji pliku wykonywalnego oprogramowania antywirusowego. Kod oryginalnego pliku został nadpisany w funkcji wywoływanej podczas inicjalizacji środowiska Microsoft Visual C++. Dodany przez grupę Sandworm złośliwy kod posiada funkcjonalność uruchamiania kolejnego etapu infekcji w określonym przez atakujących czasie, co czyni z ArguePatch bombę zegarową – mówi Kamil Sadkowski, starszy specjalista ds. cyberbezpieczeństwa ESET. – Taka funkcjonalność zastępuje konieczność konfigurowania zaplanowanego zadania systemu Windows i mogła być sposobem na uniknięcie wykrycia przez znane metody rozpoznawania zagrożeń – dodaje.

Kalendarium działań cybernetycznych przeciwko Ukrainie

23.02.2022

Cyberatak z wykorzystaniem złośliwego oprogramowania HermeticWiper, które uszkadza dane na dysku zainfekowanego komputera, został przeprowadzony 23 lutego 2022 r. Atak był wymierzony w ukraińskie organizacje państwowe, kluczowe z punktu funkcjonowania kraju i o kilka godzin poprzedził rozpoczęcie inwazji sił Federacji Rosyjskiej. Ślady dotyczące złośliwego oprogramowania HermeticWiper sugerują, że atak ten był planowany od kilku miesięcy.

24.02.2022

Rozpoczął się drugi atak na ukraińską sieć rządową, tym razem przy użyciu IsaacWiper. IsaacWiper występował jako biblioteka DLL systemu Windows lub plik wykonywalny EXE i nie posiadał podpisu Authenticode (weryfikującego autentyczność wydawcy aplikacji). IsaacWiper nie ma podobieństw w kodzie do HermeticWiper i jest znacznie mniej wyrafinowany. Biorąc pod uwagę oś czasu, możliwe jest, że oba są ze sobą powiązane, ale na ten moment nie zostało to potwierdzone.

Badacze ESET zaobserwowali również oprogramowanie ransomware, nazwane HermeticRansom, napisane w języku programowania Go i rozpowszechniane w tym samym czasie w ukraińskiej sieci. HermeticRansom został po raz pierwszy zgłoszony we wczesnych godzinach 24 lutego 2022 UTC na Twitterze.

25.02.2022

Pojawiła się nowa wersja IsaacWipera, która zapisywała efekty działania Wipera do dziennika logowania. Zdaniem ekspertów ESET zmiana może sugerować, że atakujący nie byli w stanie usunąć danych z niektórych zaatakowanych maszyn i dodali komunikaty dziennika, aby zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Odkryty został także robak używany do rozprzestrzeniania Wipera, na inne komputery połączone w sieci lokalnej.

14.03.2022

Odnotowano pojawienie się CaddyWiper. Trzeci „wiper” wykorzystywany do cyberataku na Ukrainę. Oprogramowania usuwa dane, co uniemożliwia normalne funkcjonowanie komputera.

12.04.2022

Pojawienie się Industroyer2.

20.05.2022

Odkrycie nowej wersji programu ArguePatch, który został wykorzystany do uruchomienia CaddyWiper.

Liczba pozwów frankowych wzrosła o 20 proc. rdr.

Frankowicze nie odpuszczają bankom. Sądy w I kwartale br. przyjęły blisko 16 tys. nowych spraw.

Jak wynika z danych ponad 40 sądów okręgowych, w I kwartale br. wpłynęło do nich łącznie prawie 16 tys. nowych spraw frankowych. To o przeszło 21% więcej niż dokładnie rok wcześniej. Ostatnio blisko połowa wszystkich pozwów trafiła do stolicy. Natomiast największy wzrost rdr. zanotowano w Suwałkach, bo o przeszło 120%. Kolejny w zestawieniu jest Białystok – ponad 97%, a następne są Siedlce – blisko 75%. Z kolei największe spadki wystąpiły w Płocku – o blisko 63%, Przemyślu i Koninie – odpowiednio o niecałe 47% i ponad 43%. Eksperci komentujący sprawę zwracają uwagę na to, że dane wskazują na rosnące zainteresowanie stołecznymi sądami, ale w mniejszych miejscowościach dynamika nadal utrzymuje się na dość wysokim poziomie. Ponadto dodają, że kredytobiorcy liczą tam na szybsze niż w Warszawie załatwienie swojej sprawy.

Więcej pozwów

Według danych udostępnionych przez 46 sądów okręgowych, w pierwszym kwartale br. wpłynęło do nich ok. 16 tys. spraw frankowych. W analogicznym okresie ub.r. takich przypadków odnotowano niespełna 13,2 tys. Jak stwierdza Piotr Zientała, wiceprezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu, na pewno do tego wzrostu przyczyniła się stabilizacja orzecznictwa. Według wiedzy eksperta, kredytobiorcy wygrywają obecnie blisko 98% spraw. Przegrywają głównie przedsiębiorcy, którym nie przysługuje ochrona konsumencka. Ale i to powinno się zmienić, gdyż pod koniec kwietnia br. zapadła korzystna uchwała Sądu Najwyższego.

– W mojej ocenie, większy wpływ takich spraw do sądów wynika z dużego wzrostu kursu franka do złotego. To w dużej mierze przekłada się na znaczącą podwyżkę rat, a tym samym – na spore obciążenie budżetów domowych kredytobiorców. Taka sytuacja mocniej skłania ich do podjęcia kroków prawnych – komentuje radca prawny, Adrian Goska z Kancelarii SubiGo.

Z kolei Piotr Zientała dodaje, że w całym zeszłym roku złożono ok. 60 tys. tego typu pozwów. Na koniec I kwartału br. w sądach było ponad 135 tys. spraw. Zdaniem eksperta, trzeba wziąć pod uwagę to, że banki w sumie udzieliły ponad 700 tys. tego typu kredytów. Zatem dopiero ok. 20% kredytobiorców wytoczyło procesy.

– Uważam, że wzrost napływu tego typu pozwów do sądów nie zniechęci frankowiczów do podejmowania kroków prawnych. Sądy, pomimo rosnącego obciążenia i opinii, że wolno działają, dość dobrze radzą sobie z orzekaniem w takich przypadkach. W szczególności obserwujemy coraz wyższą sprawność, organizację oraz merytoryczną ocenę spraw w sądach znajdujących się poza Warszawą – stwierdza radca prawny Goska.

Kierunek stolica

Po zebranych danych widać, że wciąż zdecydowanie najwięcej spraw frankowych wpływa do Sądu Okręgowego w Warszawie. W pierwszym kwartale br. złożono 7 293 pozwy, a w analogicznym okresie ub.r. było ich 5 445. To oznacza, że rok do roku odnotowano wzrost na poziomie około 34%. Jak podkreśla Adrian Goska, powszechnie panuje przekonanie, że sądy warszawskie są lepiej przygotowane merytorycznie ze względu na sporą liczbę spraw. I tym samym jest dużo większa szansa na korzystny wyrok dla kredytobiorcy. Według eksperta, w mniejszych sądach również obserwujemy wysoki poziom orzeczniczy. Niekorzystne wyroki trafiają się niezwykle rzadko.

– Orzecznictwo XXVIII Wydziału Cywilnego, czyli tzw. frankowego, jest jednolite, więc tym bardziej kredytobiorca składający pozew chce być pewien końcowego rozstrzygnięcia. Z naszych analiz wynika, że obecnie sądy pozawarszawskie również mają jednolite orzecznictwo, tj. korzystne dla frankowiczów. Ale w dzisiejszych warunkach pozywanie banków poza stolicą, może ewidentnie skrócić czas postępowania sądowego – mówi wiceprezes SSBB.

Z taką opinią zgadzają się też praktycy. Z obserwacji Adriana Goski wynika, że w mniejszych ośrodkach czas oczekiwania na rozpoznanie sprawy frankowej jest dość krótki. Dla przykładu, w Sądzie Okręgowym w Piotrkowie Trybunalskim wynosi około 3-5 miesięcy od wpływu. Podobnie jest w Sieradzu, Szczecinie, a nieco dłużej trzeba poczekać w Katowicach i Łodzi. Dość zaskakująco na tym tle wypada mały sąd w Przemyślu – ponad 18 miesięcy. Jak zaznacza ekspert, w Sieradzu jeden z orzeczników wyznaczył termin już po 30 dniach od wpływu sprawy. Taka sytuacja miała miejsce w tym kwartale. Natomiast na drugim biegunie mamy Warszawę, gdzie czas oczekiwania będzie wynosił około 2 lata. XXVIII Wydział Cywilny jest wzorcowy merytorycznie, ale wpływa do niego bardzo dużo spraw. I jak dodaje ekspert, przez to wszystko wolniej działa.

– Wierzymy, że organizacja SO w Warszawie pozwoli na przyspieszenie orzekania. Wiele umów jest identycznych, różnią się tylko kwotą zaciągniętego kredytu, czasem obowiązywania etc. Już teraz mamy sygnały od prawników, że zdarzają się wyroki bez przeprowadzania rozpraw czy przesłuchań, jedynie na podstawie otrzymanej dokumentacji. Poza Warszawą tempo orzekania jest zdecydowanie szybsze. Zdarzają się wyroki nawet po 3-4 miesiącach, ale nie jest to regułą – dodaje Piotr Zientała.

Inne opcje

Uwzględniając liczbę złożonych spraw frankowych w I kwartale tego roku, na kolejnych miejscach znajdują się sądy okręgowe w Gdańsku – 1 160 (w analogicznym okresie ub.r. – 823 i wzrost o 40,9% rdr.), Poznaniu – 952 (876 i 8,7%), Wrocławiu – 633 (617 i 2,6%), Warszawie Pradze – 583 (537 i 8,6%) oraz Katowicach – 507 (384 i 32%). Następne w tym zestawieniu są SO w Krakowie – 471 (468 i 0,6%), Łodzi – 469 (602 i spadek o 22,1%), Szczecinie – 461 (371 i wzrost o 24,3%) oraz Lublinie – 264 (236 i wzrost o 11,9% ).

– Fakt, że poza Warszawą najwięcej pozwów wpływa w Gdańsku, Poznaniu, we Wrocławiu, w Katowicach czy Krakowie, wynika z liczby zawieranych umów w tych miastach przez kredytobiorców. To jest niejako wyznacznikiem zamożności Polaków. Ponadto w większych ośrodkach występuje wyższa świadomość w kwestii swoich praw, a także jest szerszy dostęp do specjalistycznych usług. To bezpośrednio przekłada się na większą liczbę spraw w tych miastach – podkreśla ekspert z Kancelarii SubiGo.

W 34 sądach okręgowych rok do roku odnotowano wzrost liczby składanych pozwów. Największe skoki były w SO w Suwałkach – o 121,1% (I kw. br. – 42, I kw. ub.r. – 19), Białymstoku – o 97,4% (229 i 116) oraz Siedlcach – o 74,5% (96 i 55). Z kolei w 12 jednostkach widać spadki rdr. Najmocniejsze zaobserwowano w Płocku – o 62,9% (I kw. br. – 33, I kw. ub.r. – 89), Przemyślu – o 46,9% (17 i 32) i Koninie – o 43,5% (26 i 46). Według Piotra Zientały, kredytobiorcy dalej będą składać pozwy. Zatem wyniki sukcesywnie będą szły w górę. Z czasem banki zechcą rozwiązywać problem ugodami, ale na razie pojawiają się słabe propozycje w tym zakresie. Jak stwierdza ekspert z SSBB, kredytodawcy cały czas tak kalkulują, aby zarobek dla nich był jak największy. Wiedzą, że 100% frankowiczów nie pójdzie do sądów.

– Wpływ spraw frankowych do sądów raczej będzie się stabilizował. Obecnie kurs PLN/CHF determinuje większą liczbę kredytobiorców do podjęcia korków prawnych. W sytuacji umocnienia się naszej waluty, może nastąpić spowolnienie wpływu jako konsekwencja wolniejszej reakcji frankowiczów. Niewielkie znaczenie na stabilizację wpływu mogą mieć podpisywane ugody z bankami, ale na razie jest ich na rynku zbyt mało – podsumowuje radca prawny Adrian Goska.

Obligacyjny spadochron inflacyjny – czy pozwoli ograniczyć straty?

Na samym początku warto zaznaczyć fakt, że zaproponowane nowe oprocentowanie obligacji jest efektem oczekiwań inwestorów komercyjnych. Coraz częściej oczekują oni większego oprocentowania przy sprzedawaniu papierów wartościowych. Czy więc nowy typ obligacji detalicznych, opartych na stopie referencyjnej NBP, pozwoli uchronić oszczędności Polaków? Roczne obligacje, zgodnie z planem, dawałyby stopę zwrotu 5,25 proc. w skali roku, dwuletnie zaś miałyby dodatkowo marżę, której wartości jeszcze nie znamy. To wciąż jest jednak względnie niskie oprocentowanie. Propozycja ta ­– w przypadku inwestorów instytucjonalnych – w dalszym ciągu jest poniżej rentowności dostępnych rozwiązań. W przypadku obligacji 10-letnich otrzymują oni oprocentowanie ponad 7 proc.

Warto podkreślić, że jest to zupełnie nowa „oferta” na rynku inwestycji. Są to obligacje, gdzie oprocentowanie będzie zgodne ze stopą referencyjną Banku Centralnego – czyli prościej mówiąc ceną pieniądza, która obowiązuje w gospodarce. Obecnie jest ona niższa niż inflacja, ale nie jest już tak niska jak stałe, oferowane do tej pory, stopy procentowe.

Propozycja zdecydowanie budzi ogromną ciekawość w środowisku inwestorów. Warto jednak pamiętać, że na razie ta forma inwestycji również – w obecnych warunkach – wiąże się z poniesieniem strat. Będą one trwały do momentu spadku inflacji lub – w czarnym scenariuszu – aż stopy procentowe nie dogonią poziomu inflacji.

Czy nowe rozwiązanie inwestycyjne ochroni nasze oszczędności przed utratą wartości? Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Obecnie nie, ale niewykluczone, że w przyszłości się to zmieni. Można powiedzieć, że stracimy, ale jednocześnie ograniczymy te straty.

Co istotne, nowe obligacje będą stanowić konkurencyjną ofertę dla lokat bankowych, co wymusi poniekąd na bankach podniesienie stóp depozytów.

Oczywiście, na razie jest jeszcze wiele pytań, na które będzie trzeba odpowiedzieć, ponieważ nie wiadomo oficjalnie, jaka dokładnie będzie konstrukcja tych obligacji. Istotne kwestie do rozwiązania to m.in. czy jest wtórny rynek i możemy je wcześniej sprzedać, z którego momentu to będzie stopa referencyjna Banku Centralnego – bo przecież ona zmienia się co miesiąc. Z niecierpliwością czekamy na rozwiązanie tych niewiadomych.

Co ciekawe, według badania firmy Tavex, w 2021 roku jedynie 8% respondentów wskazało obligacje Skarbu Państwa jako atrakcyjną formę inwestycji. W przeważającej większości ankietowani jako odpowiedź, na co warto postawić, wskazywali nieruchomości (32%), złoto (24%) oraz kryptowaluty (15%).

Obecnie jesteśmy w momencie zwiększonego ryzyka zmienności na rynkach finansowych. Z tego powodu aktualnie jeszcze bardziej powinniśmy zwracać uwagę na konieczność dywersyfikacji swojego portfela, czyli rozłożenia oszczędności w różnych klasach aktywów. Wysoki udział bezpiecznych aktywów w naszym portfelu inwestycyjnym umożliwi nam zrównoważenie ryzyka i doprowadzi do jego stabilności. Dlatego, nawet jeżeli jesteśmy nastawieni na szybkie osiągnięcie wysokiej stopy zwrotu, powinniśmy zabezpieczyć swój portfel i zainwestować w aktywa „safe haven”, do których należą m.in. złoto czy właśnie obligacje skarbowe.

Od jutra nowe przepisy dla busiarzy – nawet 12 tys. zł kary za każdą kontrolę drogową

Już od 21 maja br. firmy busiarskie, zajmujące się transportem międzynarodowym, będą musiały posiadać licencję wspólnotową oraz wypis na każdy pojazd. Za brak licencji, firma transportowa może otrzymać karę w wysokości nawet 12 tys. za każdą kontrolę drogową, a także utracić dobrą reputację. Tymczasem, jak podaje Główny Inspektorat Transportu Drogowego, do połowy maja 2022 roku wpłynęły 2194 wnioski dotyczące pojazdów o dmc od 2,5 do 3,5. W tym 1516 wniosków dla firm posiadających wyłącznie pojazdy od 2,5 do 3,5 tony, a 678 dotyczyło m.in. rozszerzenia dotychczasowych uprawnień pow. 3,5. Do tej pory GITD wydało 906 licencji i blisko 6900 wypisów z tych licencji. Oznacza to, że wiele firm nie ma jeszcze niezbędnych uprawnień, by wyruszyć w trasę po wprowadzeniu nowych przepisów, wynikających z Ustawy o transporcie drogowym i pakietu mobilności. A Ci, którzy podeszli do tego zadania zbyt późno mogą poczekać na licencję około miesiąc. Co grozi spóźnialskim, którzy zaryzykują wyruszenie w trasę bez ważnych uprawnień? Odpowiadają eksperci Inelo.

Nawet 12 tys. kary dla przewoźnika za każdą kontrolę drogową

Bardzo istotnym aspektem jest to, że kara w wysokości 12 tys. za brak licencji może być nałożona na firmę transportową za każdą kontrolę drogową. 3-krotnie skontrolowanie kierowcy w trakcie miesiąca trasy bez licencji dla firmy, może wiązać się z karą w wysokości aż 36 tys. zł. Dodatkowo, sankcje zostaną nałożone na kierowcę i osobę zarządzającą transportem.

– Tak wysokie kary mają na celu powstrzymywać przewoźników od nielegalnych praktyk na rynku transportowym i wyjazdów bez licencji. Jeśli firma busiarska ma 100 kierowców i 50 z nich zostanie tylko raz skontrolowana w ciągu 3 miesięcy, to przewoźnik, który zaniedbał przepisy, może dostać karę w wysokości nawet 600 tys. zł, a to poważnie dotknie jego biznes – komentuje Jakub Ordon, Regionalny Ekspert, Grupa Inelo  i dodaje, że trzeba wziąć pod uwagę to, że każdy kraj Unii Europejskiej ma inne kary, najczęściej są one większe niż w Polsce.

Utrata dobrej reputacji a licencja transportowa

Wszystkie firmy, uprawniające do transportu oczywiście podlegają pod kontrolę dobrej reputacji. Warto jednak wiedzieć, że większość naruszeń z ustawy o transporcie nie jest na chwilę obecną skierowana do firm busiarskich ze względu na brak tachografów oraz konieczność przestrzegania norm rozporządzenia nr 561/2006 Parlamentu Europejskiego, mimo wszystko nie są oni bezkarni.  

– Już za sam fakt niewyposażenia kierowcy w wypis z licencji, może wiązać się z 1 BPN (bardzo poważne naruszenie) nałożonym na firmę. Trzy takie sytuacje w ciągu roku mogą spowodować wszczęcie postępowania przez GITD w zakresie utraty dobrej reputacji, a w konsekwencji utratę usprawnień do wykonywania zawodu przewoźnika drogowego – mówi Mateusz Włoch, Ekspert ds. Rozwoju i Szkoleń, Grupa Inelo i dodaje, że warto również pamiętać o tym, że nowy taryfikator mandatów, obowiązujący od 1 stycznia 2022 roku nakłada dodatkowe kary za przeładowanie busów:

Przeładowanie busa - opracowanie Inelo na podstawie źródła ISAP

Opracowanie Inelo na podstawie ISAP – Internetowy System Aktów Prawnych[1]

Zgodnie z tym, przeładowanie pojazdu o 100 kg będzie sankcjonowane dodatkową karą dla firmy w wysokości 500 zł, a o 800 kg zostanie naliczona dodatkowa kara w wysokości 2000 zł – zauważa Mateusz Włoch, Ekspert ds. Rozwoju i Szkoleń , Grupa Inelo.

Ile przewoźników czeka w kolejce na wyrobienie licencji?

Według badania Done! Deliveries przeprowadzonego pod koniec 2021 roku, na polskim rynku funkcjonuje ok. 10 tys. przewoźników, wykonujących transport międzynarodowy pojazdami o DMC do 3,5 tony. Jak wynika z najnowszych informacji GITD (stan na połowę maja 2022), prośbę o udzielenie licencji dla transportu lekkiego złożyło 2194 przewoźników, z czego już 906 licencji zostało wydanych. Porównując te dane można przypuszczać, że tylko co 4 firma ma szansę wyrobić uprawnienia w terminie.

Z pewnością część busów po 21 maja br. zostanie unieruchomiona, lecz na ten moment nie możemy dokładnie określić skali tego problemu ze względu na to, że przepisy dotyczące transportu lekkiego są nowością na rynku transportowym. Do tej pory, firmy busiarskie oraz ich kierowcy musiały przestrzegać przepisów ruchu drogowego, prawa przewozowego (min. CMR), a także lokalnych przepisów dotyczących pojazdów dostawczych do 3,5 tony. Nowe przepisy mają na celu regulację rynku transportowego, aby „pozwalać” na realizację przewozów. Sytuacja ta związana jest z coraz większym wpływem pojazdów do 3,5 tony na transport pojazdami ciężarowymi – mówi Jakub Ordon, Regionalny Ekspert, Grupa Inelo.

GITD aktualnie rozpatruje wnioski w przeciągu jednego miesiąca, ale trzeba liczyć się z tym, że termin ten może ulec wydłużeniu ze względu na niekompletność składanych dokumentów. Obowiązuje kolejność zgłoszeń.

Nowa rzeczywistość firm busiarskich

Do ubiegania się o licencję wspólnotową niezbędne jest spełnienie, kilu wymogów przez przewoźników:

  • posiadania zezwolenia na wykonywanie zawodu przewoźnika drogowego,
  • dostępu do bazy transportowej z wymaganą liczbą miejsc parkingowych, odpowiadającą przynajmniej 1/3 liczby pojazdów zgłoszonych przez firmę do organu, który wydaje zezwolenia na wykonywanie zawodu przewoźnika drogowego,
  • posiadania dobrej reputacji, stanowiącej warunek prowadzenia działalności, co oznacza, że przewoźnik nie może być skazany za poważne przestępstwa ani nie mogą ciążyć na nim sankcje za poważne naruszenia, a zwłaszcza dotyczące przepisów wspólnotowych związanych z transportem drogowym,
  • posiadania zdolności finansowej, która wynosi 1800 euro na pierwszy pojazd oraz 900 euro na każdy dodatkowy, wykorzystany pojazd,
  • wyznaczyć zarządzającego transportem, który posiada certyfikat kompetencji zawodowych,
  • kierowcy, którzy są spoza Unii Europejskiej muszą posiadać dodatkowo świadectwo kierowcy i wypis z licencji na każdy pojazd.

– Warto zaznaczyć, że wykazanie zdolności oraz kompetencji zawodowych jest bardziej złożoną kwestią niż spełnienie pozostałych warunków dotyczących podania adresu siedziby firmy oraz bazy eksploatacyjnej. Zabezpieczenie finansowe powinno zawierać informacje o kapitale firmy w długoterminowej perspektywie oraz o dysponujących środkach rezerwowych, a także być okazane na podstawie sprawozdania, potwierdzonego przez osoby trzecie – komentuje Mateusz Włoch,  i dodaje, że certyfikat kompetencji zawodowych związany jest z wymogiem dobrej reputacji i jest potwierdzeniem doświadczenia oraz wiedzy przewoźnika.

Jakie dokumenty są niezbędne do wyrobienia licencji i ile ona kosztuje?

Opłata za wyrobienie licencji na międzynarodowy zarobkowy przewóz drogowy wynosi 4000 zł + 440 zł za każdy wypis z licencji, jeśli jej ważność wynosi do 5 lat. Jeśli jednak przewoźnik chce wyrobić licencję na okres dłuższy – do 10 lat – będzie musiał zapłacić 8000 zł + 880 zł za każdy wypis z licencji. Dodatkowo trzeba doliczyć koszty związane z uzyskanie Certyfikatu Kompetencji Zawodowych – 800 zł oraz zezwoleniem na wykonywanie zawodu przewoźnika drogowego, niezbędnym do wydania licencji – 1000 zł.

Aby uzyskać licencję wspólnotową trzeba przygotować pakiet dokumentów:

  • oryginał wniosku o udzielenie zezwolenia na wykonywanie zawodu przewoźnika drogowego i licencji wspólnotowej dotyczącej międzynarodowego zarobkowego przewozu drogowego rzeczy w przypadku pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej > 2,5 tony i < 3,5 tony – druk LM1,
  • oryginał oświadczenia osoby zarządzającej transportem,
  • kserokopię certyfikatu kompetencji zawodowych,
  • dokumenty potwierdzające posiadanie sytuacji finansowej, zapewniające podjęcie i prowadzenie działalności gospodarczej w zakresie transportu drogowego (na całość taboru), zgodnie z art. 7 rozporządzenia (WE) nr 1071/2009 w wysokości 1800 euro na pierwszy pojazd i 900 euro na kolejny pojazd,
  • oryginał oświadczenia dotyczącego bazy eksploatacyjnej (załącznik OB),
  • informację z Krajowego Rejestru Karnego o niekaralności za przestępstwa w dziedzinach określonych w art. 6 ust. 1 lit. a rozporządzenia (WE) 1071/2009 przedsiębiorcy/wszystkich osób uprawnionych do reprezentacji według KRS/ osoby zarządzającej transportem,
  • oryginał oświadczenia o niekaralności (załącznik ON) przedsiębiorcy/ wszystkich osób uprawnionych do reprezentacji według KRS/ osoby zarządzającej transportem,
  • oryginał wykazu pojazdów (załącznik WPCM),
  • dowód uiszczenia opłaty za wydanie zezwolenia na wykonywanie zawodu przewoźnika drogowego,
  • dowód uiszczenia opłaty za wydanie licencji wspólnotowej i wypisu(ów) z tej licencji.

Na tym nie koniec zmian dla busiarzy. Kolejne przepisy związane z wymogiem posiadania tachografów i przestrzeganiem przepisów dotyczących czasu jazdy i odpoczynku, jak dla kierowców ciężarówek zaczną obowiązywać od 1 lipca 2026 roku.

[1] https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=wdu20011251371 str. 190.

Polska gospodarka pod wpływem dwóch sił

Statystyki makroekonomiczne pokazują, że Polska znajduje się pod wpływem dówch wyjątkowo silnych czynników. Pierwszą skrajnością jest bardzo wysoki wzrost cen. Inflacja zasadnicza wzrosła w kwietniu o 12,4% r/r, a tzw. inflacja bazowa (po wyłączeniu cen żywności i energii) przyspieszyła do aż 7,7% r/r. W XXI wieku inflacja nigdy nie była tak wysoka. Z kolei należy dodać, że wciąż nie osiągnęliśmy jeszcze jej szczytu. Gdyby polski rząd nie wprowadził tarczy antyinflacyjnej (TA) na początku roku, inflacja zasadnicza prawdopodobnie przekroczyłaby w kwietniu 15%. W tym tygodniu premier Morawiecki powiedział, że najprawdopodobniej TA zostanie przedłużona. Drugim silnym czynnikiem bardzo szybki wzrost polskiej gospodarki, co akurat jest pozytywne. Według wstępnego szacunku PKB wzrósł w pierwszym kwartale o 2,4% w stosunku do kwartału poprzedniego oraz o 9,1% rok do roku. Podczas gdy dane w skali rok do roku należy traktować z pewną ostrożnością ze względu na słaby początek zeszłego roku (Covid19), dane kwartał do kwartału pokazują naprawdę silną aktywność gospodarczą. Główny Urząd Statystyczny (GUS) nie opublikował jeszcze danych PKB, ale z rozwoju sprzedaży detalicznej można wnioskować, że konsumpcja gospodarstw domowych bardzo silnie wzrosła. Z kolei z rozwoju produkcji przemysłowej wynika, że wzrost inwestycji również był silny. Jednak na dalszą część bieżącego roku, a zwłaszcza na drugą połowę, perspektywy (w dużej mierze ze względu na wysoką inflację) są wyraźnie gorsze i mówią o stagnacji lub nawet lekkim spadku PKB w tym okresie. W tym tygodniu złoty umocnił się w stosunku do euro.

W kilkutygodniowej prognozie dla notowań nadal obowiązuje przedział 4,61-4,72 PLN/EUR. Wobec USD złoty umocnił się do poziomu 4,40 zł/USD. Główna para walutowa oscylowała w przedziale 1,04-1,06 USD/EUR.

AKCENTA CZ a.s.

Grupy VAT możliwe od 1 stycznia 2023 roku

Polski Ład wprowadza grupy VAT, które będzie można zawiązywać od 1 stycznia 2023 roku, a nie – jak to miało być pierwotnie – od 1 lipca bieżącego roku. Po poprawkach senackich ustawa ponownie trafia do Sejmu. Czym są grupy VAT i jakie korzyści lub ryzyka niosą dla przedsiębiorców?

Grupę VAT będą mogły utworzyć podmioty, które mają ze sobą jednocześnie powiązania o charakterze finansowym, ekonomicznym i organizacyjnym. Obowiązki związane z rozliczaniem podatku VAT takiej grupy przejmie przedstawiciel.

Kto może stworzyć grupę VAT?

Mogą być to podmioty powiązane ze sobą:

  • finansowo – jeden z nich ma bezpośredni udział ponad 50% w kapitale zakładowym lub ponad 50% praw głosu w organach kontrolnych, stanowiących lub zarządzających, lub ponad 50% prawa do udziału w zysku każdego z pozostałych członków grupy;
  • ekonomicznie– przedmiot głównej działalności członków grupy VAT ma taki sam charakter lub rodzaje działalności prowadzonej przez nich uzupełniają się i są współzależne, lub jeden członek grupy VAT prowadzi działalność, z której w całości lub w dużej mierze korzystają inni członkowie;
  • organizacyjnie– członkowie grupy prawnie lub faktycznie, bezpośrednio lub pośrednio, znajdują się pod wspólnym kierownictwem lub organizują swoje działania całkowicie lub częściowo w porozumieniu. Mogą to być również podmioty posiadające siedzibę na terytorium polski lub podmioty zagraniczne posiadające w Polsce oddziały, prowadzące działalność na terytorium Polski.

Warunki utworzenia grupy VAT

Do powstania grupy VAT konieczne jest zawarcie umowy o jej utworzeniu w formie pisemnej. Musi ona zawierać co najmniej:

  • nazwę grupy VAT z dodatkowym oznaczeniem „grupa VAT” lub „GV”;
  • dane identyfikacyjne podatników tworzących grupę VAT, w tym dane dotyczące oddziału w przypadku podatnika nieposiadającego siedziby na terytorium kraju oraz wysokość kapitału zakładowego każdego z tych podatników;
  • wskazanie przedstawiciela grupy VAT wyznaczonego spośród jej członków;
  • dane identyfikacyjne udziałowców (akcjonariuszy) i wysokości ich udziału w kapitale zakładowym podatników tworzących grupę, posiadających co najmniej 50% udziałów (akcji) w kapitale zakładowym tych podatników.

Samego zgłoszenia grupa VAT dokonuje za pośrednictwem VAT-R, do którego dołącza umowę powołania grupy. Po zarejestrowaniu następuje wykreślenie członków grupy z rejestru podatników VAT. Jednocześnie w wykazie podatników czynnych VAT znajdą się dane grupy VAT. Umowa jest zawierana na co najmniej 3 lata, z możliwością przedłużenia na 30 dni przed terminem jej wygaśnięcia. Wówczas należy dopełnić formalności przedstawienia nowej umowy.

Korzyści z wprowadzenia Grupy VAT

W mojej opinii możliwość wspólnego rozliczenia podatku VAT przez całą grupę jest krokiem w dobrym kierunku. Grupa będzie traktowana jako jeden podatnik, jej wewnętrzne transakcje nie będą podlegały opodatkowaniu, fakturowaniu czy mechanizmowi podzielonej płatności.

Grupa będzie składać jedną wspólną deklarację VAT oraz posiadać jeden rachunek bankowy do obsługi zwrotów VAT i przyjmowania płatności. Dzięki temu członkowie grupy będą mieli mniej pracy związanej z rozliczaniem podatku od towarów i usług.

Ryzyka grupy VAT

Członkowie grupy będą ponosili solidarną odpowiedzialność za jej zobowiązania nie tylko w czasie, kiedy posiada ona status podatnika VAT, ale także po jego utracie. Przepisy wprowadzają też konieczność ustalania proporcji odliczenia VAT w trakcie trwania grupy. Powinna ona bazować na udziale w czynnościach opodatkowanych i nieopodatkowanych każdego z podmiotów wchodzących w skład grupy oddzielnie.

Dodatkowo sprawę może komplikować to, że w pewnych sytuacjach grupa może być zobowiązana do ustalenia dodatkowej proporcji dla całej grupy VAT. Wspominany brak opodatkowania transakcji między podmiotami wchodzącymi w skład grupy nie oznacza, że mogą one nie ewidencjonować tych transakcji. Wręcz przeciwnie: grupa musi prowadzić ewidencję transakcji zachodzących także wewnątrz niej.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Inne obawy w USA i Europie

W USA szybkie podwyżki stóp procentowych grożą zdławieniem popytu. Rezerwa Federalna uruchomiła dość szybki proces zacieśniania polityki monetarnej. Ostatnio zobaczyliśmy ruch o 50 pb. Dalsze działanie na kolejnych posiedzeniach jest niemalże pewne. Na koniec roku górny przedział stopy funduszy federalnych może nawet wynieść 3,5 proc. Europa nie obawia się restrykcyjnego podejścia EBC. Tutaj występuje inny problem.

Rynek w tym momencie zaczyna obawiać się, że zdecydowane działanie Fed-u stłumi popyt i wywoła recesję. Z kolei w Europie ryzyko mocnego spowolnienia koniunktury w wyniku działań EBC w tym momencie jest mniejsze, bo Rada Prezesów jest mało zdecydowana. Większym zmartwieniem jest nadal zagrożenie energetyczne i nieodbudowane łańcuchy dostaw.

Gospodarka amerykańska prawdopodobnie odczuje skutki działań Rezerwy Federalnej z klasycznym opóźnieniem. To czy faktycznie dojdzie do głębokiej recesji w dużej mierze zależy od tego jak mocno Fed wyjdzie powyżej neutralnej stopy dla cyklu koniunkturalnego. Oczywiście istnieje szansa na uniknięcie recesji, jednak prawdopodobieństwo pogorszenia danych dla gospodarki jest bardzo wysokie.

W Europie zwrot w polityce monetarnej będzie bardziej umiarkowany niż w USA. EBC nadal kupuje netto nowe obligacje a jego stopa depozytowa wciąż wskazuje wartość -0,5 proc. Pierwsza podwyżka oczekiwana jest w lipcu, jednak dalsze działania nie są finalnie przesądzone. Podejrzewam, że instytucja nadal będzie wykazywała się niezdecydowaniem. W strefie euro nie ma jak na razie problemu dynamicznie rosnących płac, co stanowi jeden z argumentów obozu gołębi w Radzie Prezesów. W Europie przedsiębiorstwa nadal będą borykać się z innym problemem, a mianowicie z niedoborem produktów produkcji oraz siły roboczej. Według badania przeprowadzonego przez instytut Ifo, 75% niemieckich przedsiębiorstw przemysłowych skarży się, że ich produkcję hamuje brak półproduktów, a nieco mniej niż 40% uważa, że ogranicza je brak personelu. Według danych zaległości w realizacji zamówień są wyższe niż nawet w latach 60-tych, które charakteryzowały się jeszcze częściowo boomem odbudowy.

Co prawda na Zachodzie pandemia ustąpiła, a kraje w dużej mierze zniosły ograniczenia. Problemem jest to, że chińskie władze trzymają się konsekwentnie swojej polityki „zero-Covid”, wprowadzając lockdown w całych miastach przy pierwszych oznakach nowych zakażeń. Polityka ta najprawdopodobniej nie ulegnie zmianie przynajmniej do końca roku. Dostawy z Chin dla niemieckiego przemysłu zostaną na razie wstrzymane. W konsekwencji niemiecki PKB może w poszczególnych kwartałach spadać, zwłaszcza po zakończeniu ożywienia w sektorze usług wywołanego złagodzeniem ograniczeń związanych z pandemią.

Łukasz Zembik, DM TMS Brokers

Dlaczego kurs franka oszalał?

Ostatnie dni dla kredytobiorców frankowych musiały być trudne. Nie zawsze waluta drożeje po 1% dziennie. Tym bardziej że przekłada się to proporcjonalnie na raty kredytów.

Frank szuka dna

W środę miała miejsce pozornie nieistotna konferencja prasowa prezesa Szwajcarskiego Narodowego Banku. Pan Jordan powiedział jednak znacznie więcej, niż oczekiwano. W rezultacie rynki gwałtownie zaczęły kupować franka. W ciągu dwóch dni za 1 euro płacono nie 1,05 franka a zaledwie 1,025 franka. Co takiego padło w tym wystąpieniu? Analitycy wskazują na fragment o gotowości do działań, gdyby doszło do wzrostu inflacji. Musimy pamiętać, że w Szwajcarii inflacja też wzrasta, jednak znacznie wolniej niż w innych krajach. W kwietniu z 2,4% na 2,5%. Dlaczego to wystąpienie miało takie konsekwencje? Analitycy są zgodni, że nie dojdzie do podwyżek stóp procentowych, za to możliwe są interwencje. W wyniku takich interwencji bank musiałby sprzedawać rezerwy walutowe, by ściągać kapitał z rynku. To z kolei gwałtownie umacniałoby franka. Brzmi jak odległy problem, ale w te same dwa dni frank podrożał 10 groszy względem złotego, a to czyni ten problem już bardzo bliskim.

Chiny nie zmieniają stóp procentowych

Dane z Chin traktowane są z pewnym przymrużeniem oka. Ma to swoje powody. Jednak kraj ten nie załapał się na popularny ostatnio na świecie problem inflacji. Tutaj programy państwowe nie zalały gospodarki pieniędzmi. Z drugiej strony chłodzenie gospodarki bardzo ścisłymi lockdownami również zrobiło swoje. Nie może zatem dziwić, że stopy procentowe pozostają na poziomie 3,7% i nie są zmieniane. Trzeba też pamiętać, że kraj ten nie przeszedł przez szaleństwo kredytów przy bliskich zera stopach procentowych, co też nie jest bez znaczenia. W rezultacie fakt, że inflacja ledwo przekracza dwa procent, nie jest aż tak mało wiarygodny.

Bezrobocie za oceanem

Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych jest najwyższa od dwóch miesięcy w tym tygodniu. Należy jednak pamiętać, że jest to i tak poziom, który przed pandemią uchodziłby za niski. 218 tysięcy, to owszem nie jest żadna rewelacja, ale to po prostu dobry wynik. Szczególnie po tylu tygodniach lepszych rezultatów. Rynki wykorzystały jednak między innymi tę sytuację, by zrealizować część zysków na ostatnich umocnieniach dolara. W rezultacie po raz pierwszy od dwóch tygodni dolar przekroczył barierę 1,06 dolara za euro. Od razu przełożyło się to na kurs względem złotego. Dolar kosztuje teraz 4,38 zł i brakuje mu raptem grosza, by być najtańszym w maju.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Tomasz Wejcman dołączył do iPOS SA obejmując fotel prezesa

Tomasz Wejcman, były Country Manager w Verifone, w maju br. objął stanowisko prezesa w iPOS SA – spółce, która jest twórcą pierwszego kasoterminala oraz pierwszej kasy wirtualnej na terminalu. W firmie Verifone, która jest, światowym dostawcą terminali płatniczych, odpowiadał za polski oddział, w tym m.in. za wyniki sprzedaży, politykę cenową a także za rozwój i wdrażanie produktów. Ponadto ma 25-letnie doświadczenie strategicznym i operacyjnym zarządzaniu przedsiębiorstwami, zarówno w międzynarodowych spółkach, jak i w organizacjach z kapitałem polskim. Swoje kompetencje wykorzysta w iPOS, gdzie zajmie się kreowaniem strategii, definiowaniem możliwości wzrostu, budowaniem nowych kanałów sprzedaży oraz współpracą z partnerami.

Mariaż świata płatniczego ze światem fiskalnym

Tomasz Wejcman zna spółkę iPOS od początku jej istnienia, ponieważ z ramienia Verifone uczestniczył w projekcie dostarczania terminali płatniczych stanowiących bazę dla kasy wirtualnej oraz element wszystkich kasoterminali. Praktyczna wiedza Tomasza Wejcmana w zakresie rynku płatności elektronicznych i wypracowane kontakty pozwolą zacieśnić relacje iPOS z podmiotami działającymi w segmencie płatności bezgotówkowych oraz organizacjami płatniczymi.

  • Kilka lat temu iPOS jako pierwszy zrealizował logiczną i oczywistą potrzebę zintegrowania dwóch światów – fiskalnego i płatniczego, a dodatkowo w odpowiedzi na wymagania przedsiębiorców dostarczył platformę do zarządzania biznesem, tworząc zintegrowany produkt. Będziemy kontynuować strategię produktu all-in-one. Stawiamy na współpracę z branżą w zakresie promowania płatności bezgotówkowych oraz rozwoju nowoczesnych usług i narzędzi dla merchantów – zapewnia Tomasz Wejcman.

Nowy prezes iPOS przekonuje, że współpraca z partnerami branżowymi przede wszystkim zwiększy wartość funkcjonalną oferowanych rozwiązań dla przedsiębiorców i pozwoli na stworzenie oferty end-to-end, w której – w ramach jednego rozwiązania – dostarczana będzie pełna usługa potrzebna do efektywnego prowadzenia biznesu.

  • Przed rynkiem stoją kolejne wyzwania wynikające z nieuniknionej cyfryzacji i wymagań współczesnego przedsiębiorcy – w zakresie wykorzystania terminali płatniczych jako bazy dla aplikacyjnych rozwiązań fiskalnych oraz innych produktów stanowiących wartość dodaną dla merchanta. Będziemy inicjować zmiany oraz angażować się w działania podejmowane przez środowisko, aby stymulować rozwój branży płatności bezgotówkowych w Polsce skupiając się na wykorzystaniu terminali płatniczych w celu dodania im zupełnie nowych zastosowań – podkreśla Tomasz Wejcman.

Kasy wirtualne dla wszystkich

Strategicznym celem iPOS będzie popularyzacja idei kas w formie oprogramowania oraz wielu innych usług, dla których bazą są terminale płatnicze. Obecnie ustawodawca dopuszcza możliwość stosowania kas w formie oprogramowania jedynie w branży HoReCa i transporcie. Nowy prezes iPOS SA przekonuje, że umożliwienie stosowania kas wirtualnych na szeroką skalę przyniesie korzyści dla wszystkich uczestników rynku.

  • Terminal z funkcją kasy fiskalnej to krok w celu jeszcze większego upowszechnienia się płatności bezgotówkowych, na czym z pewnością zyska gospodarka. Zastąpienie sprzętowej kasy rejestrującej aplikacją fiskalna na terminalu to również mniejsze koszty dla przedsiębiorcy, który na jednym urządzeniu otrzyma wszystkie niezbędne funkcje do prowadzenia działalności – przekonuje Tomasz Wejcman. Należy także podkreślić, że wykorzystanie terminala płatniczego jako bazy sprzętowej dla oprogramowania kasy fiskalnej gwarantuje najwyższy poziom bezpieczeństwa, typowy dla urządzeń płatniczych, w szczególności spełnia standardy wynikające z surowych wymagań stawianych przez organizacje płatnicze. Zastosowane zabezpieczenia na poziomie systemu operacyjnego oraz sprzętu sprawiają, że terminal płatniczy jest gwarantem bezpieczeństwa dla oprogramowania kasy, co w pełni adresuje zarzuty sceptyków dotyczące szczelności i bezpieczeństwa – dodaje.

Spółka stoi na stanowisku, że technologia tego typu pozwoli walczyć z problemami związanymi z dostępnością elektroniki, a przy okazji ma wymiar ekologiczny.

  • Kasa fiskalna na terminalu to rozwiązanie pozwalające na ograniczenie liczby urządzeń niezbędnych do prowadzenia działalności, a to adresuje trudności z dostępem komponentów do produkcji urządzeń fiskalnych, które są podyktowane m.in pandemią i skutkami wojny w Ukrainie. Wdrożenie rozwiązań all-in-one na szeroką skalę ma też wpływ na ślad węglowy, co oznacza, że jest to opcja spójna z działaniami świata mającymi na celu ochronę środowiska – mówi Tomasz Wejcman.

Ekspansja w odpowiedzi na potrzeby rynku

Zarząd iPOS, w poszerzonym o Tomasza Wejcmana składzie, stawia na dynamiczny rozwój technologiczny, który pozwoli na rozbudowę portfolio produktów adresujących wymagania funkcjonalne większości segmentów rynku. Obecnie spółka w ramach planu produktowego wdrożyła rozbudowaną funkcjonalność systemu do gastronomii opartego o kasę wirtualną na terminalu.

Za strategiczne projekty technologiczne, architekturę i zarządzanie R&D będzie odpowiedzialny Adam Tomaszewski, który dotychczas pełnił funkcję prezesa iPOS, a od maja objął rolę Wiceprezesa. Adam Tomaszewski kierował projektem stworzenia wszystkich kasoterminali iPOS, w tym pierwszej kasy wirtualnej na terminalu płatniczym oraz ich homologacji.

Rośnie popularność programu „Mój Elektryk”

Już niemal 4 tys. wniosków o wsparcie z programu „Mój Elektryk” wpłynęło do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW). Dotacje do zakupu nowych pojazdów elektrycznych przyczyniają się do wzrostu popytu na samochody elektryczne – zauważa Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA).Rośnie popularność programu „Mój Elektryk”

Dofinansowanie z programu „Mój elektryk”, prowadzonego przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW), zostało uruchomione 12 lipca 2021 r. dla odbiorców indywidualnych (osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej), 8 września dla podmiotów oferujących leasing i wynajem oraz 22 listopada dla przedsiębiorców. Dotacje obejmują przede wszystkim zeroemisyjne samochody osobowe (dopłaty do 27 tys. zł) i dostawcze (dopłaty do 70 tys. zł).

Jak wynika z danych udostępnionych przez NFOŚiGW, do Funduszu wpłynęło łącznie niemal 4 tysiące wniosków. Odbiorcy indywidualni odpowiadają za 2348 wniosków na łączną kwotę 49 296 750 zł (w tym posiadacze Karty Dużej Rodziny – 639 wniosków na kwotę 17 253 000 zł). NFOŚiGW przyjął do tej pory 1130 wniosków na łączną kwotę 24 462 750 zł (w tym 397 od posiadaczy Karty Dużej Rodziny na kwotę 10 719 000 zł). W przypadku beneficjentów instytucjonalnych, w tym przedsiębiorców, którzy dokonali zakupu samochodów elektrycznych, NFOŚiGW przyjął 513 wniosków, które opiewają na kwotę 15 460 572,27 zł. Zainteresowani wnioskowali o wsparcie zakupu 534 samochodów osobowych kategorii M1 (13 667 250 zł), 50 zeroemisyjnych „dostawczaków” kategorii N1 o DMC do 3,5 tony (2 434 127,91 zł) oraz 44 pojazdów kategorii L (158 723,87 zł), czyli skuterów, quadów i trójkołowców.

Z uwagi na wcześniejsze uruchomienie naboru dla odbiorców indywidualnych, NFOŚiGW uwzględnił znaczną liczbę wniosków pochodzących właśnie od tej kategorii beneficjentów, jednak z biegiem czasu proporcja będzie się zmieniać na korzyść przedsiębiorców, którzy dysponują zdecydowanie najwyższym udziałem na polskim rynku nowych pojazdów. W 2021 r. firmy odpowiadały aż za 75% rejestracji nowych samochodów z napędem elektrycznym i to bez uwzględnienia osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Kolejną grupą ubiegającą się o wsparcie są firmy leasingowe. W ich przypadku instytucją dystrybuującą dotacje w imieniu NFOŚiGW jest Bank Ochrony Środowiska. W ramach naboru adresowanego do leasingodawców, z Funduszu wypłacono już dofinansowanie dla 957 wnioskodawców na 1188 pojazdów. Łączna kwota dofinansowania wynosi w tym przypadku 36 376 336,43 zł. Wsparcie objęło 989 samochodów osobowych kategorii M1 (26 542 503,75 zł), 195 kategorii N1 (9 817 650,24 zł) oraz 4 pojazdy kategorii L (16 182,44 zł). Jak wynika z danych NFOŚiGW, w ramach naboru dotyczącego leasingu i wynajmu długoterminowego, obecnie procedowanych jest kolejnych 171 wniosków na 203 pojazdy na kwotę 6 116 821,28 zł. W tym na 175 samochodów kategorii M1 (4 663 869,23 zł), 25 samochodów kategorii N1 (1 440 772,05 zł) oraz 3 pojazdy kategorii L (12 180 zł).

 

Przez pierwsze 4 miesiące 2022 r. w Polsce zarejestrowano ok. 3 tys. nowych, osobowych samochodów całkowicie elektrycznych, czyli ponad 2 razy więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Większość z nich została objęta dofinansowaniem z programu „Mój Elektryk”. Zgodnie z prognozami PSPA ujętymi w najnowszej edycji raportu „Polish EV Outlook”, kontynuacja programu subsydiów jest absolutnie kluczowym czynnikiem, który pozwoli na rozwój polskiej floty samochodów zeroemisyjnych do ok. 290 tys. szt. do 2025 r. – komentuje Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

Zgodnie z „Licznikiem elektromobilności”, prowadzonym przez PSPA i PZPM, pod koniec kwietnia 2022 r. po polskich drogach jeździło 44 667 elektrycznych samochodów osobowych. W pełni elektryczne auta (BEV, ang. battery electric vehicles) stanowiły niemal połowę (48%) tej części floty pojazdów (21 450 szt.), zaś pozostałą część stanowiły hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 23 217 szt. Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych liczył 1 885 szt.

Od poniedziałku już dwie trzecie kraju w zasięgu nowej naziemnej telewizji cyfrowej

Telewidzowie naziemnej telewizji cyfrowej na Śląsku, Podkarpaciu, w Małopolsce, województwie łódzkim, opolskim oraz części południowej województwa mazowieckiego i wielkopolskiego od poniedziałku znajdą się w zasięgu nowego standardu naziemnej telewizji cyfrowej DVBT2/HEVC. Tym samym jej odbiór będzie możliwy na terenie ponad dwóch trzecich kraju – podkreśla Związek Cyfrowa Polska. Organizacja przypomina telewidzom o sprawdzeniu, czy ich odbiorniki telewizyjne są dostosowane do nowego standardu sygnału.

Zmiany w nadawaniu naziemnej telewizji cyfrowej odbywają się stopniowo od końca marca i potrwają do końca czerwca. Dziś w zasięgu DVB-T2/HEVC są już mieszkańcy województw: dolnośląskiego, lubuskiego, kujawsko-pomorskiego, niemal całego pomorskiego, wielkopolskiego oraz północno-zachodniej części mazowieckiego. Od 23 maja obszar ten znacznie powiększ się i nowy standard dotrze do wszystkich telewidzów mieszkających na terenie województw śląskiego, małopolskiego, łódzkiego i opolskiego. W całości nowym sygnałem zostanie pokryta także Wielkopolska (dołączy np. Kalisz), a także kolejne miejscowości na Mazowszu (chodzi o obszar Radomia i okolic). – To ważny etap, ponieważ będzie to największe obszarowo przyłączenie nowego standardu nadawania na terenie Polski. Przypominam, że mieszkańcy tych terenów powinni mieć odbiornik telewizyjny dostosowany do nowej technologii. Inaczej mogą stracić dostęp do większości ulubionych programów – ostrzega Michał Kanownik, prezes Cyfrowej Polski, który reprezentuje sektor cyfrowy i nowych technologii w naszym kraju.

Przygotuj się na nową jakość telewizji

Wdrażanie DVB-T2/HEVC w Polsce to kolejny etap cyfryzacji telewizji. Jak podkreśla Michał Kanownik, zmiany są wprowadzane po to, aby zwiększyć ofertę dla telewidzów oraz poprawić jakoś odbioru telewizji. –  Nowy standard nadawania pozwoli na emisję większej liczby kanałów telewizyjnych, a ponadto zagwarantuje lepszą jakość obrazu i dźwięku. A pod warunkiem połączenia z internetem, DVB-T2/HEVC umożliwi również odbiorcom dostęp do nowych funkcji tzw. telewizji hybrydowej, takich jak zatrzymywanie trwającego programu na żądanie, udział w głosowaniach za pomocą pilota czy wyświetlanie dodatkowych informacji o aktorach występujących w emitowanej produkcji – zauważa ekspert.

By jednak cieszyć się z tych możliwości, które przynosi technologia, Związek Cyfrowa Polska przypomina telewidzom o sprawdzeniu, czy odbiorniki telewizyjne, które posiadają w swoich domach, umożliwiają odbiór nowego standardu nadawania cyfrowej telewizji naziemnej. Jak to zrobić? Jak podaje organizacja w swoim specjalnym wydanym poradniku dla konsumentów, np. warto zajrzeć na stronę www.telewizjanaziemna.pl, gdzie poprzez specjalną wyszukiwarkę można dowiedzieć się, czy nasz model odbiornika telewizyjnego jest dostosowany do odbioru nowego standardu nadawania. – Jeśli telewizor nie może odbierać sygnału DVB-T2/HEVC, jego właściciel powinien zakupić nowy model lub specjalny dekoder – mówi Michał Kanownik i radzi, by wcześniej dobrze przemyśleć, który typ urządzenia wybrać. – To odpowiedni czas, aby pomyśleć o wymianie starszych telewizorów na nowe. Dla wielu odbiorców może to oznaczać ogromną zmianę jakościową związaną z lepszą jakością obrazu i dźwięku, czy z inteligentnym obrazem dostosowującym kolory do aktualnych warunków pomieszczenia. Technika produkcji telewizorów w ostatnich latach znacznie się zmieniła – przekonuje prezes Cyfrowej Polski. Ekspert podkreśla, że decydując się jednak na zakup dekodera, musimy mieć świadomość tego, że nie pozwoli on nam na pełne wykorzystanie korzyści płynących ze zmiany sygnału nadawania. – Takie urządzenie umożliwi nam odbiór sygnału cyfrowego, ale np. nie poprawi ani jakości obrazu czy dźwięku – zauważa.

Jednak nie każdy odbiornik trzeba od razu wymieniać. Telewizory zakupione po 2019 roku powinny być już dostosowane do nowego standardu nadawania – zapewniają producenci.

Telewizory z rządowym wsparciem

Dla tych, którzy będą musieli wymienić odbiornik, Cyfrowa Polska przypomina o rządowym dofinansowaniu do zakupu dekodera lub telewizora. Jeśli zdecydujemy się na kupno nowego odbiornika telewizyjnego możemy otrzymać bon o wartości 250 zł. Eksperci odsyłają na stronę www.gov.pl/CyfrowaTV, gdzie można złożyć wniosek online o przyznanie takiego rządowego dofinansowania. Można to również uczynić za pośrednictwem placówek Poczty Polskiej.  

Kolejne i ostatnie już przyłączenie do DVB-T2/HEVC planowane jest 27 czerwca. Obejmie ono resztę miejscowości z województwa mazowieckiego, w tym Warszawę, podlaskie, warmińsko-mazurskie oraz lubelskie. Tym samym cały obszar kraju będzie już objęty nowym standardem nadawania naziemnej telewizji cyfrowej.

Spadek sprzedaży kredytów w kwietniu 2022 r.

W kwietniu 2022 r., w porównaniu do kwietnia 2021 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej dwóch rodzajów kredytów: ratalnych o (4,5%) oraz gotówkowych o (+3,9%). Spadek o (-38,7%) odnotowały kredyty mieszkaniowe oraz limity na kartach kredytowych (-33,6%). W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały niższą wartość we wszystkich produktach kredytowych. Najwięcej, o (-32,5%), spadła wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych oraz przyznanych limitów na kartach kredytowych o (-17,1%). Kredyty ratalne spadły o (-1,6%), a gotówkowe o (-0,9%).

W porównaniu do marca 2022 r., w kwietniu 2022 r. banki udzieliły mniej i na niższą wartość wszystkich produktów kredytowych. Najwyższy miesięczny spadek odnotowały kredyty ratalne: (-29,1%) w ujęciu liczbowym i (-22,2%) w wartościowym oraz kredyty mieszkaniowe (-18,1%) oraz (-16,3%).

W pierwszych czterech miesiącach 2022 r. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku ujemne dynamiki w obu ujęciach odnotowały karty kredytowe (-35,3% oraz -17,0%) i kredyty mieszkaniowe (-24,8% oraz -15,5%). Natomiast dodatnie dynamiki zanotowano w przypadku kredytów ratalnych (+15,0% oraz +2,9%), a także kredytów gotówkowych (+6,2% oraz +3,4%).

Analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając na ich podstawie wnioski, BIK zawsze bierze pod uwagę dwa ważne aspekty metodyczne.

Po pierwsze, uwzględnia specyfikę produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank. Zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w jednym miesiącu. Zatem w przypadku tych produktów, kwietniowa akcja kredytowa jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w samym kwietniu 2022 r. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet do dwóch miesięcy od złożenia wniosku, w związku z tym, sprzedaż kredytów mieszkaniowych w kwietniu 2022 r. jest efektem wniosków składanych głównie w lutym i marcu 2022 r.

Po drugie, duże problemy ze spłatą kredytów mogą w pełni zmaterializować się w odczytach Indeksów Jakości dopiero po trzech miesiącach od zaprzestania spłaty, co wynika z ich konstrukcji, ponieważ Indeksy obejmują jedynie opóźnienia powyżej 90 dni.

Więcej kredytów gotówkowych, ale na niższą wartość niż rok temu

Kwietniowe wyniki udzielonych kredytów gotówkowych, wypadają pozytywnie na tle pozostałych produktów kredytowych.

– W czterech pierwszych miesiącach br. kredyty gotówkowe tylko w skrajnych przedziałach kwotowych odnotowały dodatnie dynamiki zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku. W przeciwieństwie do zeszłego roku, gdy najwyższa dynamika wzrostów dotyczyła kredytów wysokokwotowych > 50 tys. zł, dynamika kredytów niskokwotowych tj. z dwóch przedziałów do 5 tys. zł oraz 5-10 tys. zł była najwyższa i wyniosła odpowiednio (+16,5% L) i (+13,5% W) oraz (11,9% L) i (11,1% W). Kredyty z tych dwóch przedziałów odpowiadają za 9,1% wartości sprzedaży i prawie połowę liczby udzielonych w okresie styczeń – kwiecień 2022 r. kredytów gotówkowych. Stąd dynamika w całym segmencie kredytów gotówkowych w ujęciu liczbowym jest dodatnia, a w wartościowym ujemna – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Jedna trzecia roku na rynku kredytów gotówkowych należy do w miarę udanych i to pomimo serii podwyżek stóp procentowych, które spowodowały, że stopy procentowe wróciły do poziomu sprzed 14 lat, a rynek oczekuje dalszych podwyżek, kredyty gotówkowe odnotowały w ujęciu r/r dodatnie dynamiki liczby udzielonych kredytów. Jak już wspomniałem rozwija się akcja kredytowa głównie w segmencie kredytów gotówkowych zaciąganych na niższe kwoty. Należy również wskazać, że obecnie odnotowujemy również wysoką dodatnią dynamikę w sektorze pożyczek pozabankowych. Zarówno kredyty gotówkowe niskokwotowe, jak i pożyczki pozabankowe zaciągane są najczęściej w celu sfinansowania bieżących potrzeb gospodarstwa domowego. W obecnej sytuacji mogą więc one stanowić źródło finansowania nagłych potrzeb na finansowanie, na które nie wystarcza bieżących dochodów – puentuje prof. Rogowski.

Kredyty ratalne w kwietniu w ujęciu liczbowym na małym plusie, w ujęciu wartościowym na lekkim minusie

W przypadku kredytów ratalnych w kwietniu 2022 r. mamy ujemne dynamiki r/r w ujęciu wartościowym (-1,6%), a dodatnie w ujęciu ilościowym (+4,5%). Jednak zarówno liczba, jak i wartość udzielonych kredytów ratalnych w okresie styczeń – kwiecień  tego roku jest wyższa w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku – odpowiednio o (+15,0%) oraz (+2,9%).

– W przeciwieństwie do kredytów gotówkowych, dynamiki sprzedaży kredytów ratalnych w pierwszych czterech miesiącach br. w porównaniu do stycznia-kwietnia 2021 r. mają dodatnie dynamiki wartości udzielonych kredytów w prawie wszystkich przedziałach kwotowych. Najwyższe dynamiki dotyczą kredytów ratalnych do 1 tys. zł. (+36,3%). W ujęciu liczbowym również najwyższe dodatnie dynamiki dotyczą kredytów ratalnych z przedziału do 1 tys. zł (+60,9%). Może być to efekt nabycia portfela pożyczek BNPL przez jeden z banków. A segment pożyczek BNPL dynamicznie rośnie. Co ciekawe, ujemną dynamikę odnotowały kredyty ratalne wysokokwotowe z przedziału powyżej 10 tys. zł (- 7,0% L oraz -4,5% W), co może wynikać ze zmniejszenia atrakcyjności zakupu droższych rzeczy np. samochodów używanych na raty – stwierdza główny analityk BIK.

Średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w kwietniu 2022 r. to 4 375 zł i jest ona niższa niż w kwietniu rok temu o 5,8%. Dla kredytów gotówkowych, średnia wartość zaciągniętego w kwietniu 2022 r. kredytu to 22 278 zł – to spadek o 4,6% w stosunku do kwietnia 2021 r.

Obserwowany przez BIK co miesiąc poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych), w oparciu o odpowiednie Indeksy Jakości, pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na bardzo niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – kwietniowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych wynosi 1,08%. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Kwietniowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wynosi 3,65%.

– W porównaniu do kwietnia 2021 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych polepszyła się (spadła) o 0,99 pkt proc. Od roku w ujęciu m/m mamy polepszenie (spadek) Indeksu, co niewątpliwie jest sygnałem bardzo pozytywnym, informującym o spadku ryzyka kredytowego tych kredytów. Na uwagę zasługuje również bardzo niski odczyt Indeksu dla kredytów ratalnych. W okresie 12-miesięcznym wartość Indeksu polepszyła się (spadła) o 0,11 p.p. Nie widać więc na razie żadnych negatywnych symptomów pogarszania się jakości spłaty kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych). Jednak z uwagi na wzrost ryzyka wynikającego zarówno z uwarunkowań globalnych czy sytuacji makroekonomicznej w Polsce, w kolejnych miesiącach należy bardzo uważnie obserwować zachowanie się Indeksów jakości  kredytów ratalnych i gotówkowych – wyjaśnia główny analityk BIK.

Kredyty mieszkaniowe – w kwietniu załamanie akcji kredytowej

W kwietniu br. w porównaniu z kwietniem 2021 r., na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy bardzo duży spadek liczby udzielonych kredytów (-38,7%). Również w ujęciu wartościowym dynamika jest ujemna (-32,5%). Niemniej średnia wartość udzielonego w kwietniu 2022 r. kredytu mieszkaniowego była wyższa w ujęciu rocznym o 10,2% i wyniosła 352,93 tys. zł.

Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych, określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego, w okresie styczeń – kwiecień 2022 r. widać duże zróżnicowanie. Dodatnie dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych, zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym, dotyczyły jedynie kredytów z przedziału powyżej 500 tys. zł, w ujęciu liczbowym (+11,8%) i w wartościowym (+15,7%). W pozostałych przedziałach zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym dynamiki są ujemne.

– Dla kredytów mieszkaniowych kwiecień był bardzo zły. A w ujęciu liczbowym nawet bardzo zły, bowiem w kwietniu banki udzieliły tylko 14 570 kredytów. Jest to najmniej w całej pandemii i najmniej od grudnia 2017 r. Pomimo tego, że w lutym br. liczba osób wnioskujących o kredyt wzrosła, a w marcu tego roku przekroczyła nawet 53 tys. ustalając drugi w ostatnich dziesięciu latach rekordowy wynik.

Poprzednio pisałem, że w tym kontekście, kwiecień może być całkiem udanym miesiącem pod względem zarówno liczby, jak i wartości udzielonych kredytów. Rzeczywistość okazała się jednak inna. W mojej opinii tak słaby wynik akcji kredytowej w kwietniu mimo tak rekordowo dużej liczby wnioskujących o kredyt mieszkaniowy w marcu może częściowo wynikać ze spadku poziomu akceptacji wniosków kredytowych przez banki. Obecnie jesteśmy już po ośmiu podwyżkach stóp procentowych. Ostatnia majowa nie znalazła jeszcze, bo nie mogła, swojego odzwierciedlenia w samej akcji kredytowej. Podwyżki stóp procentowych obniżyły bardzo znacząco zdolność kredytową. Do tego dochodzą działania KNF, zaostrzające wymogi liczenia zdolności kredytowej, które również negatywnie wpływają na zdolność kredytową.

– W ujęciu wartościowym kwietniowy wynik 5,142 mld zł jest najniższy od stycznia 2021 r. Wartość akcji kredytowej z pierwszych czterech miesięcy 2022 r. jest praktycznie na poziomie akcji kredytowej z pierwszych czterech miesięcy 2020 r. Rynek spada więc również w ujęciu wartościowym – stwierdził prof. Rogowski.

– W mojej opinii kolejne miesiące będą trudnymi miesiącami na rynku kredytów mieszkaniowych. Kwietniowy odczyt Indeksu popytu na kredyty mieszkaniowe jest zapowiedzią dalszego dużego schłodzenia na rynku kredytów mieszkaniowych w kolejnych kwartałach. Kwietniowa wartość Indeksu jest najniższa od kwietnia 2009 r. czyli od 13 lat – puentuje prof. Rogowski.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w kwietniu 2022 r. wyniósł 0,53%. W ostatnich 12 miesiącach (od kwietnia 2021 r. do kwietnia 2022 r.) jakość portfela nieznacznie polepszyła się, o czym świadczy spadek Indeksu o (-0,02 p.p.).

– Jak już sygnalizowałem w komentarzach do wcześniejszych Newsletterów czynnikiem, który może niekorzystnie wpłynąć w przyszłości – myślę że najwcześniej we wrześniu – październiku 2022 r. na jakość portfela kredytów mieszkaniowych, są kolejne podwyżki stóp procentowych. Bowiem prawie cały portfel złotowych kredytów mieszkaniowych (415,4 mld) to kredyty na zmienną stopę. Efekt będzie jak już wspomniałem opóźniony, a ponadto zróżnicowany. Wzrost oprocentowania nastąpi bowiem po trzech (WIBOR 3M) lub 6 miesiącach (WIBOR 6M). Jeżeli dodamy do tego jeszcze konieczność wystąpienia opóźnień powyżej 90 dni to negatywny efekt może pojawić się dopiero na jesieni. Szczególnie na obniżenie jakości narażone będą kredyty zaciągnięte w okresie historycznie rekordowo niskich stóp procentowych. Wynika to z faktu, że kredytobiorcy ci (545 tys. osób) od niedawna spłacają swoje kredyty mieszkaniowe, zaciągali je na średnio wyższe kwoty, mają więc wysokie kwoty do spłaty. Na koniec kwietnia mają oni do spłaty 104 mld zł, co stanowi ok. 25% wartości zadłużenia z tytułu wszystkich kredytów mieszkaniowych zaciągniętych w złotówce. Wśród tych kredytobiorców wyższym ryzykiem obarczone mogą być kredyty zaciągane przez pojedynczych kredytobiorców, dodatkowo tych, którzy posiadają do spłaty inne zobowiązania. Wyższym poziomem ryzyka będą prawdopodobnie charakteryzować się również kredyty wysokokwotowe powyżej 1 mln zł oraz kredyty osób z wysoką wartością wskaźnika DSTI – powyżej 50% – ostrzega prof. Rogowski. 

Karty kredytowe – kontynuacja spadków

W kwietniu 2022 r. banki wydały 38,2 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 310 mln zł.

– W kwietniu 2022 r. pomimo efektu niskiej bazy sprzed roku, nadal mamy w ujęciu liczbowym ujemną dynamikę, która wynosi (-33,6%). Również w ujęciu wartościowym mamy ujemną dynamikę (-17,1%). W ujęciu liczbowym ujemne dynamiki w czterech miesiącach br. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku dotyczą wszystkich przedziałów kwotowych. W przypadku ujęcia wartościowego dodatnią dynamiką charakteryzowały się jedynie limity kartowe udzielone na ponad 10 tys. zł (+6,3%). Należy pamiętać, że limity kartowe są po kredytach gotówkowych drugim najbardziej ryzykownym produktem kredytowym. Wartość Indeksu Jakości w kwietniu wyniosła 3,26%. Jednak w ujęciu rocznym wartość Indeksu polepszyła się o (-0,11) – mówi prof. Rogowski z BIK.

Wyniki finansowe Grupy Agora w 1. kwartale 2022 r.

W okresie styczeń-marzec 2022 r. Grupa Agora istotnie zwiększyła przychody – głównie dzięki wpływom z działalności kinowej, która intensywnie odbudowuje swoją pozycję po pandemii, a także z usług reklamowych, rosnących zdecydowanie szybciej niż na rynku. Pomimo wzrostu kosztów, związanego z powrotem do pełnej działalności operacyjnej i warunkami makroekonomicznymi, Grupa z sukcesem pracuje nad poprawą swoich wyników – 1. kwartał br. zamknęła z zyskiem na poziomie EBITDA i o ponad połowę zmniejszyła stratę na poziomie EBIT.

­– W pierwszym kwartale br. pożegnaliśmy pandemiczne obostrzenia, co było szczególnie ważne dla naszego największego segmentu operacyjnego – Film i Książka, i liczyliśmy na to, że skupimy się wyłącznie na pracy nad poprawą wyniku. Jednak szok wywołany napaścią Rosji na Ukrainę sprawił, że powrót na tory normalnej działalności opóźnił się. Dodatkowo, konflikt nasilił symptomy pogorszenia się koniunktury gospodarczej, które dawało o sobie znać już przed jego wybuchem, wzrosła też niepewność prowadzenia działalności biznesowej. Pomimo tego Grupa Agora stara się elastycznie dopasować do zmiennych warunków i koncentrować na odbudowie rezultatów finansowych – mówi Bartosz Hojka, prezes zarządu Agory.

Całkowite przychody Grupy Agora w 1. kwartale 2022 r. wyniosły 253,1 mln zł i były wyższe o ponad 73% niż przed rokiem. Przyczyniły się do tego zwłaszcza wpływy z działalności kinowej, która w tym samym okresie 2021 r. była zawieszona decyzją administracyjną, oraz ze sprzedaży usług reklamowych, rosnące wraz ze zniesieniem obostrzeń pandemicznych ograniczających działalność wielu przedsiębiorców w Polsce.

Przychody ze sprzedaży usług reklamowych Grupy Agora zwiększyły się ponad dwukrotnie szybciej niż na rynku – o przeszło 15% do 104,5 mln zł, stanowiąc ponad 41% wszystkich wpływów Grupy. Dynamiczniejszy wzrost przychodów reklamowych w porównaniu z rynkowym odnotowały segmenty Reklama Zewnętrzna oraz Radio. Ta kategoria wpływów rosła również w działalności kinowej, dzięki mniejszej skali obostrzeń w kinach niż w analogicznym okresie 2021 r. O istotnie wyższej niż rynkowa dynamice przychodów AMS zdecydowały głównie wpływy z kampanii realizowanych na nośnikach premium citylight, backlight oraz digital.  Z kolei w Radiu odpowiadały za to wpływy z usługi pośrednictwa w sprzedaży czasu antenowego.

Wpływy z działalności kinowej sieci Helios wyniosły 69,7 mln zł. Trzeba jednak pamiętać, że do końca lutego 2022 r. kina w Polsce mogły oferować do sprzedaży jedynie 30% miejsc w salach1, a dopiero w marcu zniesione zostały pozostałe restrykcje dotyczące ich funkcjonowania. Dodatkowo, wybuch wojny w Ukrainie spowolnił powrót widzów przed wielkie ekrany. W rezultacie w 1. kwartale 2022 r. w sieci Helios sprzedano prawie 2,5 mln biletów – przychody z tego tytułu sięgnęły 47,3 mln zł, a ze sprzedaży barowej 22,4 mln zł. Co istotne, sprzedaż wejściówek na seanse przez internet odpowiadała za blisko 46% całkowitych wpływów z tego tytułu. W analogicznym okresie 2021 r. nie zanotowano wpływów z działalności kinowej Grupy, gdyż w tym czasie wszystkie obiekty sieci Helios pozostawały zamknięte. Od 12 lutego do 20 marca 2021 r. na mocy decyzji rządu kina w Polsce mogły wznowić swoją działalność – z tej możliwości skorzystała tylko część małych kin. W czasie, w którym funkcjonowały, liczba biletów sprzedanych w kraju na seanse wyniosła 533,2 tys. Natomiast w 1. kwartale 2022 r. – według szacunków Heliosa – w kinach w Polsce sprzedano blisko 10,4 mln biletów2. Oprócz tego w omawianym okresie znacząco zwiększyły się przychody z działalności filmowej Grupy Agora, które przed rokiem były na bardzo niskim poziomie – w okresie styczeń-marzec 2022 r. spółka NEXT FILM przygotowała dla polskich kinomanów 3 premiery i otrzymała wynagrodzenie z tytułu produkcji filmu dla platformy Netflix.

Przychody ze sprzedaży wydawnictw Grupy były nieznacznie niższe w porównaniu z 1. kwartałem ub.r. i wyniosły 33,0 mln zł. Zdecydowało o tym przede wszystkim zmniejszenie wpływów ze sprzedaży publikacji Wydawnictwa Agora przy wyższych wpływach z prenumeraty cyfrowej Gazety Wyborczej. Liczba subskrypcji Wyborcza.pl na koniec marca 2022 r. przekroczyła 290 tys., czyli była o prawie 13% większa w porównaniu z ub.r. Udział przychodów cyfrowych w całkowitych wpływach ze sprzedaży wydawnictw Grupy Agora wyniósł na koniec marca 2022 r. prawie 41%, rosnąc o przeszło 11pkt% w stosunku do analogicznego okresu 2021 r. Łączna sprzedaż cyfrowych publikacji Grupy, obejmująca ofertę wydawnictw i innych treści, m.in. podcastów, dynamicznie rośnie – udział przychodów z tego tytułu w miesiącach styczeń-marzec br. stanowił 41% i wzrósł o ponad 6pkt% r/r. Liczba sprzedanych dostępów Premium TOK FM stanowiła blisko 26,2 tys., a wpływy z tego tytułu były wyższe o blisko 23% r/r. Radio TOK FM notuje też rekordy w kolejnych falach badania Radio Track – w okresie luty-kwiecień 2022 r. udział stacji w czasie słuchania wyniósł już 3,2%, dzięki czemu znalazła się ona 4. miejscu w tej kategorii wśród rozgłośni ogólnopolskich oraz na 6. w gronie wszystkich radiostacji w Polsce. O takiej popularności mediów Agory decyduje m.in. rosnące zapotrzebowanie czytelników i słuchaczy na jakościowe, rzetelne treści dziennikarskie, zwłaszcza w obliczu nasilającej się niepewności ekonomicznej i trudnej sytuacji geopolitycznej.

Oprócz tego Grupa Agora zwiększyła przychody z działalności gastronomicznej, dzięki zniesieniu obostrzeń w funkcjonowaniu lokali oraz poszerzeniu sieci restauracji Pasibus, a także z pozostałej sprzedaży.

Koszty operacyjne netto Grupy Agora wyniosły w 1. kwartale 2022 r. 275,8 mln zł. Ich wzrost o ponad 41% miał związek przede wszystkim ze stopniowym powrotem biznesów Agory do funkcjonowania bez pandemicznych ograniczeń, w tym w pełniejszej obsadzie i z działaniami promocyjnymi, a także z warunkami rynkowymi, związanymi z ogólnymi podwyżkami cen, inflacją i presją płacową. Tradycyjnie, najwyższy wzrost nakładów operacyjnych odnotowany został w kategorii kosztów usług obcych; zwiększeniu uległy też pozostałe pozycje w rachunku kosztów poza amortyzacją. Zatrudnienie w Grupie Agora na koniec marca 2022 r. wyniosło 2 356 etatów i było wyższe o ponad 100 etatów w porównaniu z końcem marca ub.r.

Ostatecznie Grupa Agora zakończyła 1. kwartał 2022 r. poprawą rezultatów operacyjnych – przede wszystkim zyskiem na poziomie EBITDA w wysokości 17,6 mln zł wobec straty 8,1 mln zł w analogicznym okresie 2021 r. Jednocześnie Grupa ograniczyła stratę na poziomie EBIT o ponad 54% do 22,7 mln zł3. Strata netto wyniosła 33,1 mln zł, a strata netto przypadająca na akcjonariuszy jednostki dominującej stanowiła 31,8 mln zł.

W okresie styczeń-marzec 2022 r. wartość wydatków na reklamę w Polsce wzrosła o 7,0% w stosunku do 1. kwartału ub.r.4 Wartość ta była wyższa również w porównaniu z 1. kwartałem 2019 r. Dlatego też, na podstawie dostępnych danych rynkowych, Zarząd Agory ocenia, że wartość rynku reklamy w Polsce w 2022 r. zwiększy się w porównaniu z 2021 r. o około 3-6%. Nakłady na reklamę w kinie wzrosną o 65-75%, a na reklamę zewnętrzną o 15-18%. Wzrost wartości wydatków reklamowych będzie trwał również w internecie – o 5-8%, zaś w radiu wzrosną one o 1-4%. Segmentami rynku, w których nakłady na reklamę mogą skurczyć się w 2022 r., są prasa i telewizja. Wartość wydatków w tych obszarach może się wahać pomiędzy spadkiem o 1%, a wzrostem odpowiednio o 2%. Szacunki te mogą się jednak zmienić z uwagi na niestabilne warunki rynkowe, głównie związane z konfliktem zbrojnym w Ukrainie i kondycją polskiej gospodarki, w tym przede wszystkim z wysokim poziomem inflacji.

Dla Zarządu spółki kluczowym projektem na 2022 r. pozostaje praca nad strategią rozwoju całej Grupy Agora na lata 2023 – 2027. Trwa analiza potencjału rozwojowego organizacji, portfela jej biznesów oraz otoczenia rynkowego, która ma zostać sfinalizowana jeszcze w tym roku.

 

Źródło danych: skonsolidowane sprawozdanie finansowe Grupy Agora wg MSSF za 1. kwartał 2022 r.

 

Przypisy:

1 Limity sprzedaży miejsc w salach kinowych nie obowiązywały w przypadku osób zaszczepionych.

2 Frekwencja w kinach: dane szacunkowe Helios S.A. – od listopada 2019 r. dystrybutor UIP nie raportuje danych o frekwencji na swoich filmach w Polsce. Według danych Boxoffice frekwencja w Polsce wyniosła ponad 7,2 mln biletów; liczba ta nie uwzględnia produkcji filmowych wprowadzonych do kin przez UIP.

3 Strata Grupy Agora na poziomie EBITDA prezentowana w ujęciu bez wpływu standardu MSSF 16 wyniosła w 1. kwartale 2022 r. 4,3 mln zł, zaś strata na poziomie EBIT w tym ujęciu stanowiła 28,0 mln zł.

4 Rynek reklamy – szacunki Agory (prasa na podstawie Kantar Media oraz monitoringu Agory, radio na podstawie Kantar Media), IGRZ (reklama zewnętrzna, od stycznia 2014 r. liczba podmiotów raportujących przychody do IGRZ uległa zmniejszeniu), a także wstępnych danych Publicis Media (TV, kino, internet).

 

Coraz mniej miodu z polskich pasiek

Populacja pszczół na świecie maleje, a miodu w rodzimych pasiekach powstaje coraz mniej. W 2020 roku na jednego Polaka przypadł już mniej niż kilogram tego złocistego produktu. Podczas obchodzonego 20 maja Światowego Dnia Pszczół warto w szczególny sposób spojrzeć na pracę tych pożytecznych owadów. Ma ona olbrzymi, pozytywny wpływ na przyrodę. Niestety jednak destrukcyjna działalność człowieka jest wielkim zagrożeniem dla zapylaczy.

Światowy Dzień Pszczół został ustanowiony przez Organizację Narodów Zjednoczonych. Dlaczego akurat na te owady zwrócono uwagę? To konsekwencja ich niezwykle ważnej roli w środowisku naturalnym. Zapylają rośliny, produkując przy tym prozdrowotny, lubiany przez wielu miód. Niestety w polskich pasiekach z roku na rok powstaje go coraz mniej. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2015 r. pszczoły wytworzyły 52 117 ton produktu, natomiast w 2019 r. – 40 790 ton. W 2020 r. powstało go już zaledwie 30 000 ton. To znaczy, że na statystycznego Polaka przypadł mniej niż kilogram tej substancji krajowego pochodzenia.

Produkcja miodu spada, a światowa populacja zapylaczy maleje. Na ten stan rzeczy wpływ ma wiele czynników. To m.in. zmiany klimatyczne, pojawianie się gatunków obcych i inwazyjnych czy intensywna gospodarka rolna z wykorzystaniem pestycydów. Dla owadów dużym niebezpieczeństwem są również dzikie wysypiska oraz pozostawiane w nieodpowiednich miejscach śmieci, zwłaszcza butelki. Tego rodzaju materiały stają się dla nich często pułapkę, z której nie potrafią się wydostać – mówi Felice Scoccimarro, prezes Amest Otwock Sp. z o.o. i założyciel Akademii Ekologicznej Amest Otwock.

Rokrocznie słyszy się też o przypadkach masowych podtruć bądź zatruć pszczół, szczególnie w maju i czerwcu. Część z nich spowodowana jest stosowaniem chemicznych środków ochrony roślin i sztucznych nawozów, szkodliwych dla owadów. Dbanie o zwierzęta zapylające jest jednak w interesie rolników i sadowników, bo wykonują one na ich rzecz ogromną pracę – decydującą w kontekście wielkości plonów. Dlatego ważne jest, aby opryski wykonywać w odpowiednich porach oraz zgodnie z instrukcjami zawartymi na etykiecie produktów.

Losy pszczół nie powinny być obojętne wyłącznie osobom, które trudnią się rolnictwem i sadownictwem. Owady te odpowiadają za zapylanie 70% gatunków roślin, zapewniających aż 90% pożywienia ludzkości. To pokazuje, że bez nich życie ludzi mogłoby okazać się niemożliwe – zabrakłoby pożywienia. Choć pszczoły-robotnice żyją od zaledwie 5 tygodni do maksymalnie 9 miesięcy, to podczas tak krótkiego życia wykonują ciężką pracę, z której efektów korzysta zarówno przyroda, jak i człowiek. Z tego powodu dbanie o ich dobrostan jest niezwykle istotne.

Przyszłość pszczół w naszych rękach

Każdy może mieć wpływ na sytuację pszczół. Aby im pomagać, wystarczą nawet niewielkie gesty, które nie kosztują wiele. Jednym z prostszych do wykonania działań jest nieśmiecenie. Otwarte butelki po napojach są dla tych małych owadów niezwykle niebezpieczne. Zwabione do środka słodkim zapachem nie są w stanie wydostać się ze śmiertelnych pułapek. Jeżeli mamy taką możliwość, warto wyrzucić znalezioną podczas wypoczynku na łonie natury butelkę do odpowiedniego pojemnika.

Inną dobrą praktyką jest sadzenie roślin pszczelarskich, np. facelii błękitnej czy chabra bławatka. Ponadto niektóre zioła charakteryzują się miododajnością. Są wśród nich te znane z naszych talerzy:  tymianek właściwy, szałwia lekarska oraz lebiodka pospolita, czyli oregano. Ich obecność w przydomowym ogródku lub na balkonie nie tylko pomoże pszczołom, lecz także zapewni dostęp do świeżych i aromatycznych przypraw.

Sadzenie roślin miododajnych, które są również atrakcyjne wizualnie, to jeden z najprzyjemniejszych sposobów wspierania tych małych owadów. Korzyść z ich zasadzenia jest więc dwojaka. Z jednej strony włączamy się w oddolny ruch, który wpływa pozytywnie na przyszłość pszczół, z drugiej zaś nasza okolica staje się ładniejsza. Pamiętajmy, że skutki wyginięcia zapylaczy mogłyby okazać się katastrofalne. Dbanie o ich dobrostan to nasz wspólny interes. Każdy z nas, dzięki małym gestom, może przyłączyć się do pozytywnej eko-zmiany – podkreśla Jarosław Grzesiuk, pszczelarz z Akademii Ekologicznej Amest Otwock.

Urządzamy garaż — na co zwrócić uwagę?

Obecnie przydomowy garaż nie służy już wyłącznie do przechowywania samochodów. Może stać się on również schowkiem na inne rzeczy, a nawet małym warsztatem, jeżeli jego przestrzeń jest wystarczająco duża. Przed przystąpieniem do budowy bądź remontu, warto wziąć pod uwagę między innymi ilość dostępnego miejsca na podjeździe, ponieważ czynnik ten będzie determinował dobór kolejnych elementów, takich jak chociażby brama garażowa. Na co jeszcze zwrócić uwagę, urządzając tę przestrzeń? Podpowiadamy.

Wymiary garażu

Pierwszym czynnikiem, który warto wziąć pod uwagę już na etapie planowania tej przestrzeni, są jej wymiary. To od nich będzie uzależniony komfort użytkowania garażu, a także jego wyposażenie. Dlatego warto zastanowić się, czy ma on służyć do parkowania jednego czy dwóch samochodów. W pierwszym przypadku jego minimalna szerokość powinna wynosić 3,1 m, z kolei w drugim 5,6 m. To w zupełności wystarczy, aby bez problemu otworzyć drzwi auta z obu stron.

Należy jednak pamiętać, że takie wymiary mocno ograniczają nas w kwestii zagospodarowania miejsca przeznaczonego do przechowywania, montażu półek czy aranżacji warsztatu. Z kolei długość garażu powinna wynosić nie mniej niż 5,5 m i być uzależniona m.in. od modelu bramy garażowej. W przypadku drzwi garażowych uchylnych powinna być nieco większa.

Brama garażowa

Brama garażowa jest ważnym elementem, który należy uwzględnić jeszcze przed rozpoczęciem remontu wnętrza. Na rynku dostępnych jest mnóstwo funkcjonalnych rozwiązań, które umożliwiają zabezpieczenie tej przestrzeni. Mowa tutaj o modelach manualnie lub automatycznie otwieranych. Dobór konkretnych skrzydeł powinien być uzależniony nie tylko od budżetu inwestora, ale także wielkości podjazdu. Drzwi garażowe uchylne, lub skrzydłowe nie sprawdzą się przypadku stromych czy niewielkich posesji.

Dzieje się tak, dlatego że wrota bramy skrzydłowej otwierają się na zewnątrz. Z kolei w przypadku modeli uchylnych ich dolna część wysuwa się na podjazd, dlatego aby otworzyć tego rodzaju drzwi, należy wygospodarować pewną przestrzeń nad garażem. Właściciele niewielkich posesji szczególnie doceniają modele segmentowe i uchylne, ponieważ podczas ich otwierania nie jest wymagana duża przestrzeń przed budynkiem. Z tego powodu świetnie sprawdzają się także w garażach, które wychodzą bezpośrednio na ulicę.

Niezależnie od tego, oczy zdecydujemy się na drzwi garażowe uchylne, czy też inny rodzaj bramy, podczas jej wyboru warto zwrócić uwagę na termoizolacyjność. To, z jaką ciepłochronnością mamy do czynienia w dużej mierze uzależnione jest od rodzaju wypełnienia, które zostało zastosowane w wybranym skrzydle. Chcąc zainwestować w ciepłe wrota, należy sprawdzić współczynnik przenikania ciepła U, którego wartość nie może przekraczać 1,3 W/m2*K. Dobra brama garażowa jest również odporna na włamanie. Poszczególne modele oznaczone są w skali od RC1 do RC6, gdzie im wyższa wartość, tym trudniejsze do sforsowania jest skrzydło.

Wyposażenie i oświetlenie garażu

Aranżacja garażu nie może obejść się bez zagospodarowania przestrzeni dedykowanej przechowywaniu. Mowa tutaj zarówno o akcesoriach samochodowych, ogrodowych, jak i innych elementach. Wyposażenie tego wnętrza powinno być uzależnione od tego, w jaki sposób chcemy je wykorzystać. Inwestorzy, którzy planują umieścić w tej przestrzeni mini warsztat, powinni postawić na stół stolarski, a także niezbędne elektronarzędzia. Strefa ta musi być oddalona od miejsca, w którym zatrzymuje się samochód, na tyle, żeby bez problemu można było wykonywać wszystkie prace bez obawy o zarysowanie karoserii.

Oświetlenie to również istotny element wyposażenia garażu, który ma duży wpływ na funkcjonalność tej przestrzeni. Jest ono szczególnie ważne, jeżeli w pomieszczeniu nie ma okien. W przypadku, gdy wnętrze ma służyć wyłącznie do parkowania samochodów, najlepiej postawić na lampy z czujnikiem ruchu. Jeżeli jednak garaż ma być wykorzystywany również jako mini warsztat, wówczas warto pomyśleć o zamontowaniu kilku źródeł światła, w tym na przykład bocznych kinkietów. Już na etapie projektowania wnętrza, w którym będzie znajdował się w mini warsztat, warto zastanowić się nad rozmieszczeniem gniazdek elektrycznych. Powinny być one umieszczone miejscach, w których planujemy postawić zasilane prądem urządzenia.

Wentylacja w garażu

Prawidłowo działająca wentylacja jest istotnym aspektem nie tylko dla domów, czy obiektów użyteczności publicznych, ale również dla garażów. Pomieszczenia nieogrzewane mogą być wentylowane naturalnie. W takim przypadku należy rozmieścić otwory na przeciwległych lub bocznych ścianach, lub w bramie garażowej i nie trzeba stosować specjalnych kanałów.

Jeżeli jednak garaż jest ogrzewany, wtedy należy zastosować wentylację grawitacyjną, która musi gwarantować co najmniej 1,5- krotność wymiany powietrza na godzinę. W tym przypadku należy zastosować kanały wentylacyjne, które muszą być odprowadzane ponad dach garażu, w taki sposób, aby odległość od wylotu komina do kratki wentylacyjnej wynosiła minimum 3 m.

Obroty i odwiedzalność centrów handlowych wyższe niż przed pandemią

  • W kwietniu 2022 r. odwiedzalność centrów handlowych mierzona liczbą klientów na 1 mkw. powierzchni najmu była o 2,5% wyższa niż w kwietniu 2019 r.
  • Obroty w centrach handlowych w marcu 2022 r. były wyższe o 1,1% niż w marcu 2019 r.
  • W podziale na kategorie najlepsze wyniki notowały żywność, wyposażenie domu z RTV i AGD oraz gastronomia. Ich obroty wzrosły odpowiednio o 56,7%, 19,3% i 18,2%, porównując do marca 2019 r.
  • Najlepsze wyniki osiągnęły największe centra handlowe (powyżej 60 tys. mkw. GLA), ich obroty były wyższe o 5,9% niż w marcu 2019 r. Z kolei średniej wielkości centra handlowe (20-40 tys. mkw. GLA) miały obroty o 5,5% niższe.

– Najnowsze dane o obrotach i odwiedzalności centrów handlowych w Polsce pokazują, że wyniki przebiły poziomy sprzed pandemii. Ze wskaźnika Turnover Index wynika, że Polacy w marcu bardzo chętnie robili zakupy stacjonarne, zwłaszcza w dużych i największych centrach handlowych, gdzie obroty rosły najszybciej. Odwiedzalność, prezentowana w oparciu o Footfall Density Index, w kwietniu najszybciej rosła w dużych miastach, np. Wrocławiu i Trójmieście. Wzrost obrotów na poziomie 1,1% i odwiedzalności o 2,5% %, w porównaniu do 2019 r., pokazuje, że umacnia się trend powrotu klientów do centrów handlowych, a najemcy osiągają coraz lepsze wyniki obrotowe – ocenia Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Za wzrost obrotów w marcu odpowiadają zwiększone zakupy robione przez Polaków, w tym również dla ukraińskich uchodźców oraz bezpośrednio przez klientów z Ukrainy. Stąd bardzo wysoki, 56,7% wzrost obrotów w kategorii żywność. Z kolei wzrost obrotów w gastronomii o 18,2% pokazuje, że klienci spragnieni kontaktów z innymi wracają do swoich przyzwyczajeń sprzed pandemii, w tym spędzania wolnego czasu w galeriach, dla których aspekt społeczny znów mocno nabiera znaczenia. Zwiększona liczba klientów w centrach handlowych przełożyła się również na większą sprzedaż artykułów wyposażenia domu, RTV i AGD, gdzie obroty wzrosły o 19,3%.

W kwietniowych wynikach odwiedzalności w centrach handlowych również widać obecność grupy dodatkowych konsumentów, pochodzących z Ukrainy. Ich wpływ na odwiedzalność jest widoczny zwłaszcza w tych miastach i regionach, gdzie koncentrują się uchodźcy. Dodatkowo Polacy goszczący czy wspierający Ukraińców, również robią częstsze zakupy.

Footfall Density Index – wskaźnik odwiedzalności centrów handlowych, pokazujący liczbę klientów w ciągu miesiąca, w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni najmu. Jest przygotowywany na podstawie informacji dostarczanych z nowoczesnych systemów kamer, pozwalających na rzeczywiste, codzienne mierzenie ruchu w centrach handlowych. Klienci odwiedzający galerie są liczeni za pomocą kamer 3D zainstalowanych przy każdym wejściu. Aby zminimalizować możliwość błędów, kamery montowane są również w dodatkowych miejscach, kluczowych dla weryfikacji ruchu w danym obiekcie. To najbardziej miarodajny system analizujący przepływy klientów w centrach handlowych, wyróżniający się dokładnością sięgającą 98%. Dane są zbierane w ponad 120 obiektach handlowych o łącznej powierzchni powyżej 4,5 mln mkw., co stanowi 35% rynku centrów handlowych w Polsce. Nieprzerwalnie od 2008 r., dane te są zbierane i weryfikowane przez PwC, wiodącego międzynarodowego audytora.

Turnover Index – wskaźnik obrotów najemców w centrach handlowych podawany w PLN, w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni najmu. Dane pochodzą z raportów dostarczanych przez najemców właścicielom i zarządcom galerii handlowych. Ze względu na ich poufność i wrażliwość są one, podobnie jak wyniki odwiedzalności, gromadzone i weryfikowane przez PwC.

Redukcja kosztów, nowe rynki zbytu. Jak polscy przedsiębiorcy walczą z trudną sytuacją ekonomiczną?

Niemal połowa przedsiębiorców zdecydowała się na podniesienie cen, a druga połowa radykalnie ogranicza wydatki, wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA w marcu 2022. To wszystko, aby przetrwać trudny dla światowej gospodarki okres i utrzymać się na rynku. Zachowanie płynności finansowej rodzimych przedsiębiorców nierzadko oznacza również utrzymanie wielu miejsc pracy. Jakie kroki zaradcze planują polskie firmy?

Trudny okres dla polskiej gospodarki

Postpandemiczne skutki ekonomiczne nie są jedynymi problemami, które dręczą Polaków prowadzących własny biznes. Galopująca inflacja, podwyższenie oprocentowania kredytów firmowych, rekordowo wysoki WIBOR, a na dokładkę rewolucyjne zmiany podatkowe Polskiego Ładu – tak wiele niesprzyjających okoliczności w stosunkowo krótkim czasie realnie oddziałuje na rentowność firm. Kto by się spodziewał, że do listy niefortunnych zdarzeń dołączy konflikt zbrojny na Ukrainie ze wszystkimi negatywnymi dla światowej gospodarki skutkami?

– Gwoździem do trumny wielu biznesów jest teraz utrata kluczowych rynków zbytu – szczególnie jeśli odbiorcami lub eksporterami towarów i usług byli nasi wschodni sąsiedzi – Ukraińcy, Rosjanie czy Białorusini – mówi Krzysztof Wojtas, prezes zarządu BrainSHARE IT, producenta programu SaldeoSMART.

A to nie wszystko. Wisienką na torcie negatywnych zmian okazała się podwyżka cen paliw. Jej niepokojącymi konsekwencjami są wyższe wydatki na utrzymanie działalności gospodarczej.

Badanie „Biznes a Ukraina” demaskuje nastroje polskich przedsiębiorców

Według badania „Biznes a Ukraina” przeprowadzonego dla Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA zdecydowana większość, bo aż  95 proc. przedsiębiorców z sektora MŚP, uważa, że sytuacja polityczna w Ukrainie ma realny wpływ na polską gospodarkę.

Ponad połowa badanych (61 proc.) zwraca uwagę, że skutki wojny będą dla polskich firm negatywne. 31 proc. przedsiębiorców jeszcze nie jest w stanie określić, jaki wydźwięk będą miały dla ich branży. Z kolei 26 proc. uważa, że wojna przyniesie gospodarce i zyski, i straty.

Czy w grupie badanych są optymiści? Jedynie 8 proc. polskich biznesmenów uważa, że toczący się konflikt zbrojny w Ukrainie ma szansę przynieść pozytywne skutki dla polskiej gospodarki.

– Analizując wyniki tego badania, widzę wyraźnie, że im większe jest przedsiębiorstwo, tym więcej dostrzega szans na rozwój swojego biznesu – mimo wojny. Część firm decyduje się zmienić rynek zbytu, a także nawiązać nowe relacje handlowe. Warto nadmienić, że zmiana partnera biznesowego może okazać się dla przedsiębiorcy korzystna. Priorytetem dla firm w tym okresie jest opracowanie tzw. planu B na wypadek poważnego kryzysu, który wpłynie na działalność przedsiębiorstwa – tłumaczy Krzysztof Wojtas z SaldeoSMART.

W poszukiwaniu nowych rynków zbytu

Część polskich firm jest zmuszona poszukiwać nowych rynków zbytu. O takim planie poinformowało ponad 28 proc. badanych. Wojna w Ukrainie i konflikt polityczny z Rosją i Białorusią sprawiają, że przedsiębiorcy aktywnie poszukują nie tylko nowych klientów, ale też innych kontrahentów, od których będą kupować surowce.

Rosnąca konkurencja na rynku azjatyckim nie ułatwia tego zadania. Chiny – jedna z największych potęg eksportowych na świecie – nie doświadczają skutków sankcji dotyczących importu ropy i gazu z Rosji. Mogą zatem oferować jeszcze bardziej konkurencyjne ceny, pozostawiając branżowych rywali daleko w tyle.

Rozwiązaniem dla polskich firm może być poszukiwanie sojuszników biznesowych wśród krajów z tożsamą polityką sprzeciwiającą się rosyjskiej agresji zbrojnej w Ukrainie. Niemniej zauważalne jest to, że Polska szybciej niż pozostałe kraje Unii Europejskiej dąży do pełnej niezależności od rosyjskich surowców. A to może postawić polskich przedsiębiorców na przegranej pozycji w walce o klienta. Niebawem może się okazać, że Polakom taniej będzie sięgnąć po produkty zachodnie niż rodzime.

Plan B polskich przedsiębiorców

Niewykluczone, że wiele polskich biznesów będzie zmuszonych do podjęcia radykalnych kroków, by przetrwać trudny dla gospodarki okres. Co przewidują ich plany B? Firmy podzieliły się tu niemal na równą połowę.

Jedna część (43,6 proc.) zdecyduje się ciąć koszty, gdzie się da, aby tylko uniknąć znaczących podwyżek swoich usług. Może odbić się to na redukcji zatrudnienia, oznaczać zatrzymanie rozwoju przedsiębiorstwa i poszukiwanie tańszych powierzchni handlowych, produkcyjnych itp.

Do drugiej grupy (42,9 proc.) można zaliczyć biznesmenów, którzy nie planują zwolnień i zmian lokalizacyjnych. Prędzej podwyższą ceny swoich produktów i usług – nie po to, aby zarobić więcej, lecz by zachować rentowność na możliwie stabilnym poziomie.

– Wszystko wskazuje na to, że do tej pory na wojnie najbardziej ucierpiały dwie branże – transport i budownictwo. Szansę na rozwój dostrzegają z kolei sektory zakwaterowania, handlu detalicznego oraz gastronomii. Poprawa kondycji tych firm wynika po części z przypływu nowych pracowników z Ukrainy, którzy mogą mieć mniejsze wymagania finansowe od Polaków zmagających się np. z coraz wyższymi ratami kredytów – hipotecznych i gotówkowych – podsumowuje Krzysztof Wojtas.

Sytuacja ekonomiczna w Polsce zmusza przedsiębiorców do opracowania nowych biznesplanów. Część firm stara się przebranżowić, część podnosi ceny. Niektórzy właściciele myślą o zamknięciu biznesu. Zakończenie wojny na pewno poprawi sytuację i nastroje przedsiębiorców. Nie będzie jednak oznaczać końca problemów, bo raz zerwane relacje handlowe ze wschodnimi sąsiadami może być trudno odbudować – nawet po ustaniu konfliktu.

71% klientów zmienia wybraną markę co najmniej raz w roku – raport Salesforce

Brian Solis, pełniący w firmie Salesforce funkcję Global Innovation Evangelist, ma niezwykle ważną radę dla przedsiębiorstw przechodzących transformację cyfrową: „W trakcie zmian potrzeby i oczekiwania klientów powinny wyznaczać kierunek, w którym zmierza przedsiębiorstwo. Jeśli klienci znajdą się w centrum zainteresowania, możemy utrzymać ich lojalność i pogłębić ich zaufanie”.

Jednak jakie są obecnie potrzeby klientów i ich oczekiwania wobec przedsiębiorstw? W jaki sposób poszczególne marki mogą zdobyć, utrzymać i wypracować najważniejszy aspekt lojalności klientów, czyli ich zaufanie? Aby to ustalić, firma Salesforce przebadała 13 tysięcy klientów indywidualnych i niemal 4 tysiące klientów biznesowych z 29 krajów na potrzeby najnowszego raportu State of the Connected Customer.

  1. Wiarygodne przedsiębiorstwa zdobywają uznanie klientów

Klienci funkcjonują w środowisku podlegającym szybkim zmianom. W coraz większym stopniu zajmują ich kwestie zaufania, wartości i uczciwości: zdaniem 88% respondentów zaufanie staje się bardziej istotnym elementem w czasie zmian.

Mimo obserwowanego spadku zaufania do mediów i instytucji administracji publicznej zaufanie do przedsiębiorstw rośnie. Klienci oczekują, że firmy nie tylko zaspokoją ich potrzeby, ale zrobią to w odpowiedzialny sposób. Co więcej, 68% klientów uważa, że przedsiębiorstwa uwzględniają w swoich działaniach interes społeczny. To znaczny przyrost w porównaniu ze wskaźnikiem wynoszącym 59%, odnotowanym w ankiecie Salesforce w roku 2020.

Klienci oczekują, że przedsiębiorstwa wezmą udział w rozwiązaniu trudnych problemów, na przykład związanych z nierównością społeczną i niekorzystnymi zmianami klimatu, a nie przyczynią się do ich powiększenia. Brian Solis skomentował to w następujący sposób: „Jeśli chodzi o istotne, globalne kwestie społeczne, przedsiębiorstwa nie mogą stać z boku. Reprezentowane przez firmę wartości są ważnym elementem wizerunku marki”.

[78% klientów twierdzi, że praktyki związane z ochroną środowiska mają wpływ na decyzję o zakupie produktów przedsiębiorstwa.]

Nieuwzględnienie tego faktu może negatywnie wpłynąć na uzyskiwane wyniki. Według badań firmy Salesforce na ponad trzy czwarte (78%) decyzji zakupowych klientów mają wpływ praktyki związane z ochroną środowiska, a ponad cztery na pięć (85%) od tego, jak firmy traktują pracowników.

  1. Znaczenie poziomu obsługi klienta osiągnęło rekordowy poziom

Oczywiście wartości nie są jedynym czynnikiem branym pod uwagę w trakcie podejmowania decyzji o zakupie produktu od przedsiębiorstwa. W coraz większym stopniu klienci uwzględniają łatwość i atrakcyjność interakcji z firmą.

Mówiąc w skrócie, liczy się doświadczenie klienta. Zdaniem 88% klientów środowisko obsługi oferowane przez firmę jest równie istotne, jak jej produkty lub usługi. Wskaźnik ten nigdy dotąd nie kształtował się na tak wysokim poziomie.

Korzystne doświadczenia pozwalają wypracować ważną więź między marką i klientem, szczególnie w sytuacji, gdy pojęcie lojalności traci znaczenie. Klienci spędzają coraz więcej czasu w sieci i uzyskują dostęp do ogromnej liczby opcji, które odciągają ich uwagę od sprawdzonych i rzeczywiście lubianych ofert, skłaniając do wypróbowywania nowych możliwości. Tylko w ciągu ostatniego roku 71% konsumentów postanowiło co najmniej raz zmienić wybieraną markę, ponieważ zmieniły się ich priorytety, styl życia lub sytuacja finansowa.

Bardziej atrakcyjne finansowo oferty i wyższa jakość produktów są głównymi przyczynami wyboru innej marki, jednak kwestie dotyczące doświadczenia klienta, np. jakość obsługi i wygoda kontaktu, również są brane pod uwagę. Przedstawiciele generacji Z i milenialsi, uważani za prekursorów nowych zachowań, są bardziej skłonni zmienić markę ze względu na wygodę interakcji niż przedstawiciele pokolenia „baby boomers”, co oznacza, że ten trend prawdopodobnie się utrzyma.

  1. Klienci oczekują przede wszystkim cyfrowej obsługi

Interakcje klientów z markami mają obecnie większe znaczenie niż w przeszłości i bardziej zróżnicowany charakter. Wiele zachowań klientów przyjętych jako szybkie rozwiązanie problemów związanych z restrykcjami pandemicznymi zdążyło stać się utrwalonymi nawykami.

„Ogromna większość klientów, którzy korzystają z płatności zbliżeniowych, rzeczywistości rozszerzonej i wirtualnej oraz zakupów w serwisach społecznościowych, że wspomnę tylko o kilku nawykach nabytych w trakcie pandemii, spodziewa się w ciągu najbliższych trzech lat brać udział w takich cyfrowych interakcjach równie często albo częściej niż obecnie. To prawdziwy miernik trwałej atrakcyjności interakcji o charakterze cyfrowym” — zauważa Brian Solis. „Jestem pewien, że w najbliższych latach jakość takich kontaktów również się poprawi. Przedsiębiorstwa skorzystają z poczynionych w pośpiechu na początku pandemii inwestycji technologicznych i w przemyślany sposób zintegrują je w ramach skomunikowanego, przydatnego i skutecznego środowiska interakcji”.

Mimo że ponownie wzrasta liczba kontaktów bezpośrednich, klienci nadal skłaniają się ku opcjom kontaktów cyfrowych, przy czym przedstawiciele młodszych generacji deklarują najbardziej entuzjastyczne podejście do wypróbowywania rozwiązań tego typu.

  1. Rośnie potrzeba personalizacji na dużą skalę

Dzięki różnorodności punktów kontaktu z marką pojawiają się dodatkowe ścieżki nawigacyjne (dane), na podstawie których można zbudować spersonalizowane mechanizmy obsługi. Po latach rozwoju cyfrowych metod kontaktu większość klientów zakłada, że firmy rozumieją ich indywidualne potrzeby, zwłaszcza biorąc pod uwagę dostępność dużych ilości spersonalizowanych informacji uzyskanych w oparciu o elektroniczne interakcje.

[73% klientów oczekuje, że przedsiębiorstwa będą rozumieć ich specyficzne potrzeby i oczekiwania.]
Aby móc sprostać tym oczekiwaniom na szerszą skalę, wiele przedsiębiorstw decyduje się na zastosowanie sztucznej inteligencji. Klienci coraz lepiej znają te mechanizmy, np. dzięki automatycznie tworzonym listom odsłuchiwanych utworów w serwisach muzycznych albo wyznaczanym trasom przejazdu, jednak mają również pewne obawy związane z ich działaniem.

Jeśli funkcje sztucznej inteligencji mają okazać się skuteczne, do ich działania niezbędne są znaczne ilości danych. Mechanizm plików cookie stron trzecich traci powoli znaczenie, więc firmy muszą znaleźć nowe sposoby odpowiedzialnego gromadzenia, analizowania i robienia praktycznego użytku z danych.

Klienci, którzy chcą czuć się bardziej komfortowo, domagają się informacji o sposobach użycia sztucznej inteligencji, chcą również uzyskać możliwość bezpośredniego przesyłania opinii na temat opisu i implementacji takich funkcji.

Brian Solis sądzi, że otwiera to nowe możliwości: „Spadek znaczenia plików cookie stron trzecich nie oznacza wcale końca personalizacji. Wprost przeciwnie, to nowy początek. Potrzeba uzyskania własnych zestawów danych o odpowiedniej jakości sprawia, że wzrasta konieczność zdobycia przez firmę zaufania z wykorzystaniem podejścia opartego na uzyskaniu wstępnej zgody klienta. Pozwala to stworzyć oczekiwane przez klientów poziomy interakcji”.

[61% badanych zgadza się na wykorzystanie istotnych danych osobowych w przejrzysty i przynoszący korzyści sposób — wskaźnik ten w roku 2020 wyniósł 52%.]

Jeśli informacje o klientach będą gromadzone w przemyślany sposób, firmy nie tylko będą w stanie zaoferować atrakcyjne środowisko interakcji, ale przełoży się to także na wzrost zaufania.

  1. Jednolite środowisko interakcji pozwala zbudować trwałe relacje z klientami

Rosną oczekiwania klientów w poszczególnych punktach kontaktu, ale także oczekiwania dotyczące bezproblemowego połączenia wszystkich interakcji z zachowaniem deklarowanych przez firmę wartości oraz ochrony prywatności. Realizacja tych wymagań nie jest łatwa, jednak chcąc wypracować długoterminowe relacje, przedsiębiorstwa muszą zwrócić baczną uwagę na potrzeby klientów.

Według Briana Solisa to właśnie relacje będą najistotniejszym elementem w sytuacji, w której obserwujemy zmiany poziomu zaangażowania klientów.

Najważniejsze dane

Rośnie znaczenie gospodarki opartej na zaufaniu

  • Zdaniem 88% respondentów zaufanie staje się bardziej istotnym czynnikiem w czasie zmian
  • 52% klientów zwykle ufa przedsiębiorstwom — wskaźnik ten wynosił 48% w roku 2020
  • 68% klientów uważa, że przedsiębiorstwa uwzględniają w swoich działaniach interes społeczny — w roku 2020 wskaźnik ten miał wartość 59%
  • 78% klientów twierdzi, że praktyki związane z ochroną środowiska mają wpływ na decyzję o zakupie produktów przedsiębiorstwa
  • 62% klientów czuje więź emocjonalną z markami przedsiębiorstw, w których dokonuje najwięcej zakupów

Postępy cyfryzacji zwiększają potrzebę personalizacji na dużą skalę

  • 61% zgadza się na wykorzystanie istotnych danych osobowych w przejrzysty i przynoszący korzyści sposób — wskaźnik ten w roku 2020 wyniósł 52%
  • Pokolenie Z i „baby boomers”: 1,6 razy większa skłonność do kontaktu za pomocą kanałów cyfrowych (odpowiednio 65% i 42%)
  • 57% uważa, że firmy korzystają w etyczny sposób z funkcji sztucznej inteligencji — wskaźnik wzrósł od poziomu 48% odnotowanego w roku 2020
  • 84% klientów sądzi, że konsekwencje zastosowania mechanizmów sztucznej inteligencji mogą być dobre lub złe, w zależności od sposobu ich wykorzystania

Nowa rzeczywistość to test lojalności wobec marek

  • 71% konsumentów przyznaje się do co najmniej jednokrotnej zmiany wybieranej marki w ciągu ostatniego roku
    • Dla 66% respondentów przyczyną zmiany była korzystniejsza oferta, a dla 58% wyższa jakość produktów
  • 55% konsumentów chętniej skorzystałoby z programów lojalnościowych, gdyby nagrody miały bardziej spersonalizowany charakter
  • 64% konsumentów regularnie dokonuje zakupów u producenta danej marki

Rozwój cyfrowych mechanizmów interakcji w odpowiedzi na potrzeby

  • 68% klientów w ciągu ostatnich dwóch lat zakupiło produkty w nowy sposób
  • 61% klientów dokonujących zakupów za pośrednictwem serwisów społecznościowych spodziewa się zawierania częstszych transakcji tego typu w ciągu najbliższych trzech lat
  • 83% klientów podczas kontaktowania się z firmą oczekuje natychmiastowej interakcji z pracownikiem
  • Jedynie 13% klientów uważa, że rozwiązywanie ewentualnych problemów związanych z ich zakupami jest proste
  • 66% klientów z pokolenia milenialsów w prostych przypadkach woli skorzystać z opcji samoobsługi
  • 96% klientów uważa, że wysoka jakość obsługi pozwala zbudować zaufanie

Blockchain w służbie nowoczesnej energetyki

Technologia blockchain ma wiele praktycznych zastosowań w światowej i polskiej gospodarce, a jedne z najlepszych przykładów dostarcza sektor energetyczny. Rozwiązania blockchain ułatwiają i udoskonalają m.in. dokonywanie transakcji na rynku energii, rozwój OZE czy proces zielonej certyfikacji.

Eksperci są zgodni, że rozwiązania blockchain dają wiele użytecznych przypadków wykorzystania w globalnej branży energetycznej, ponieważ w tej dziedzinie fundamentalne znaczenie mają stabilność, bezpieczeństwo, sprawny przepływ komunikacji oraz innowacyjność. Warto więc przyjrzeć się poszczególnym rozwiązaniom tej technologii z rynku światowego, europejskiego oraz polskiego.

Szybsze i bezpieczniejsze transakcje na rynku energii

Już w 2017 roku europejskie koncerny energetyczne E.ON i Enel przeprowadziły pierwszą transakcję na rynku energetycznym, korzystając z technologii blockchain. Od tej pory coraz więcej podmiotów na rynku energii interesuje się tą technologią, u podstaw której leży brak potrzeby centralnego pośrednika. Dzięki temu zawieranie transakcji sprzedaży energii odbywa się bezpośrednio pomiędzy zainteresowanymi stronami, skracając się do zaledwie kilku sekund, gwarantując w sposób niezaprzeczalny ceny i warunki transakcji w czasie rzeczywistym. Ma to pozytywny wpływ na wzrost bezpieczeństwa biznesu, a także – z powodu braku zbędnych pośredników – pomaga obniżyć koszt energii, na czym korzystają odbiorcy.

Obecny system energetyczny w Polsce jest wysokoemisyjny oraz scentralizowany i wymagający modernizacji. Energia elektryczna przesyłana jest przez rozległą sieć dystrybucji, a to niesie ze sobą duże i niepotrzebne straty, przy i tak zbyt niskiej podaży energii w stosunku do naszych dzisiejszych potrzeb. Natomiast energetyka jutra to rozproszone systemy, bazujące na mikrosieciach opartych o OZE, prosumentów i magazynowanie energii. Wykorzystanie technologii blockchain w tym modelu w ramach zawierania transakcji kupna i sprzedaży energii pomoże zagwarantować bezpieczeństwo użytkowników i wesprze płynność finansową uczestników rynku – mówi Michał Legumina, Dyrektor Działu Innowacji i Rozwoju w Atende – polskiej grupie technologicznej, która aktualnie rozwija tego typu rozwiązanie. Celem jest wykorzystanie technologii blockchain do zarządzania bilansu energetycznego w systemie besmart.energy spółki Atende Industries. System już teraz w zaawansowany sposób zarządza klastrami energii w tym posiada własną autorską prognozę pogody. Dzięki technologii blockchain, uczestnicy klastrów będą mogli rozliczać się bezpośrednio pomiędzy sobą.

Blockchain a liczniki przedpłacone

Kolejnym doskonałym przykładem w jaki sposób technologia blockchain może przyczynić się do przyspieszenia i udoskonalenia transformacji energetycznej w Polsce jest koncepcja inteligentnych liczników przedpłaconych. Rozwiązanie jest proste i działa podobnie jak doładowanie telefonu na kartę, dzięki czemu każdy konsument może poprzez aplikację dokonać zakupu energii i na bieżąco kontrolować jej zużycie. Podobnie jak w przykładzie rozliczeń pomiędzy prosumentami, celem technologii blockchain jest zabezpieczenie decyzji konsumenta energii o zakupie, momentu i warunków zawarcia takiej transakcji.

Tego typu podejście, oparte o samodzielne monitorowanie zużycia energii oraz „dokupowanie” energii na podstawie świadomej decyzji zakupowej niewątpliwie przyczyni się do mądrzejszego zużycia energii, a co za tym idzie – oszczędności zarówno na poziomie indywidualnym, jak i ogólnokrajowym, a także odciążenia obecnie przeciążonej krajowej sieci energetycznej.

Warto przypomnieć, że w Polsce inteligentne liczniki energii po nowelizacji prawa w lipcu 2021 r. można montować w każdym domu, a ich montaż jest bezpłatny. Nowe przepisy sprawiły, że zdalne, energooszczędne liczniki do 2023 roku ma posiadać co najmniej 15 proc. odbiorców danego operatora. Już dwa lata później odsetek ten powinien zwiększyć się do 35 proc., a na koniec 2027 roku – do 65 proc. Rok później już 80 proc. odbiorców ma mieć liczniki typu smart.

Prawdziwie inteligentne liczniki stanowią w istocie platformę IoT, pozwalającą nie tylko na zdalny odczyt, ale także na uruchomienie dedykowanych aplikacji biznesowych. Możliwe staje się uruchomienie węzła sieci blockchain bezpośrednio na urządzeniu. Powinniśmy wykorzystać moment transformacji na to, aby wprowadzane do użytkowania liczniki były prawdziwie inteligentne, bo tylko dzięki temu będziemy w stanie sprostać wyzwaniom dzisiejszej energetyki i przeprowadzić prawdziwie „zieloną” transformację tego sektora – mówi, Andrzej Dulka, Prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji

Oczywiście nie każdy inteligentny licznik pozwala na uruchamianie na nim dodatkowych aplikacji. Należąca do grupy Atende spółka Phoenix Systems dostarcza autorski system operacyjny czasu rzeczywistego, dzięki któremu można uruchamiać lekkie węzły blockchain bezpośrednio na liczniku.

Przykłady z Europy

Obecnie coraz więcej firm wykorzystuje blockchain do monitorowania energii pochodzących z OZE, dzięki czemu certyfikaty mogą być wydawane na podstawie bardzo precyzyjnych informacji, a nie tylko samych prognoz. Trwa udoskonalanie tego systemu tak, aby do łańcucha blokowego mógłby być podłączony konkretny panel fotowoltaiczny lub wiatrak. Każda wygenerowana przez nie megawatogodzina (MWh) energii odnawialnej byłaby jednoznacznie rejestrowana w sieci blockchain i do niej przypisywany byłby zielony certyfikat. Przykładowo w Hiszpanii blockchain jest już wykorzystywany przy wydawaniu zielonych certyfikatów, przy współpracy z krajowym dostawcą energii, firmą Iberdrola, która wykorzystuje platformę blockchain dostarczaną przez Energy Web Foundation.

Rozwiązania blockchain w energetyce są na bieżąco udoskonalane, tak aby sprostać aktualnym wyzwaniom, głownie związanym z wdrażaniem tzw. Zielonego Ładu. Takie prace prowadzi np. amerykańska firma IBM, które chce wykorzystać blockchain do sprzedaży certyfikatów OZE. Idea jest taka, aby producenci energii z OZE z sektora prywatnego mogli sprzedawać ją np. spółkom rządowym. Dawałoby to szasnę mniejszym podmiotom na zaistnienie na rynku energii, a państwowe firmy mogłyby wypełnić w ten sposób swoje zobowiązania związane z udziałem OZE w miksie energetycznym.

Z kolei w Niemczach trwa pilotażowy program firmy Elblox, z którego mogą korzystać konsumenci energii elektrycznej, chcący stworzyć własny, indywidualny miks pochodzącej od wielu regionalnych producentów energii. W ramach programu powstała platforma konsumencka na wzór turystycznej witryny Airbnb. Jeśli rozwiązanie sprawdzi się w Niemczech podobne platformy zostaną wprowadzone w kolejnych krajach.

W porównaniu z innymi krajami Unii Europejskiej, w Polsce mamy duże opóźnienie w rozwoju nowoczesnej energetyki opartej o OZE i Smart Grid. Z drugiej strony, mamy pozytywne przykłady – jak chociażby transformacja cyfrowa sektora finansowego – które pokazują, że skokowy wzrost technologiczny w danej branży w krótkim czasie jest możliwy. Konieczne jest natomiast już dzisiaj rozpoczęcie inwestycji, prac organizacyjnych oraz technologicznych wprowadzających takie rozwiązania jak blockchain do energetyki prosumenckiej i wewnątrz-klastrowej. Szczególnie, że według przyjętego przez rząd harmonogramu, do 2028 roku znakomita większość odbiorców energii ma już korzystać z inteligentnych liczników – dodaje Andrzej Dulka.

Więcej o wykorzystaniu technologii blockchain w energetyce można przeczytać w najnowszym raporcie PIIT „Blockchain w Polsce. Wersja 2.0.”. Raport można pobrać w tym miejscu: https://www.raportblockchain.pl/

Ponad 75% biur rachunkowych za przywróceniem licencji zawodu księgowego

Ogólnopolska Sieć Certyfikowanych Biur Rachunkowych, zrzeszająca 1700 podmiotów, przeprowadziła badanie na temat licencji zawodu księgowego. Prawie 77% biur rachunkowych uważa, że jej przywrócenie będzie miało pozytywny wpływ na branżę.

Ministerstwo Finansów postanowiło rozpocząć dyskusję na temat przyszłości zawodu księgowego. Jest to wynik oczekiwań płynących z postulatów i petycji trafiających do resortu. To z kolei efekt tego, że profesja ta po deregulacji w 2014 roku nie doczekała się precyzyjnych regulacji oraz definicji. Normom podlegało jedynie usługowe prowadzenie ksiąg rachunkowych, w ten sposób, że czynności składające się na nie mogły wykonywać wyłącznie osoby uprawnione. Są to księgowi z certyfikatem lub świadectwem kwalifikacyjnym Ministra Finansów oraz biegli rewidenci i doradcy podatkowi.

W badaniu OSCBR 75% biur rachunkowych deklaruje, że jest za przywróceniem licencji księgowego. Prawie 69% uważa, że deregulacja miała negatywny wpływ na jakość pracy księgowych. Ponad 67% zauważa z kolei, że regulacja wpłynie pozytywnie na klientów biur rachunkowych. Aż 66% badanych wskazało, że nie ma obecnie skutecznych mechanizmów certyfikacji. Branża kieruje się głównie takimi wskaźnikami jak doświadczenie zawodowe, lata pracy, wykształcenie kierunkowe oraz mimo wszystko zdany w poprzednich latach egzamin w Ministerstwie Finansów. Biura rachunkowe wskazywały, że nie wykształciły się skuteczne mechanizmy rynkowej certyfikacji. Pojawiające się obecnie certyfikaty czy licencje nie są powszechnie rozpoznawalne i nie cieszą się takim zaufaniem, jak certyfikat księgowy wydawany przez Ministra Finansów.

Regulacja zawodu pozwala na ustalenie pewnych standardów, które powinny być obowiązkowe dla naszej branży. Wypracowanie odpowiedniego rozwiązania pozwoli na spełnienie oczekiwań rynku oraz zapewnienie odpowiednio wysokiej jakości usług księgowych. Jest to o tyle istotne, że liczba przedsiębiorstw prowadzących księgi rachunkowe w naszym kraju wynosi prawie 300 tys., ewidencję przychodów prowadzi prawie 400 tys., a księgę przychodów i rozchodów prawie 1,5 mln. Wprowadzenie licencji spowoduje znaczące zmiany zawodowe dla wielu tysięcy osób, które obecnie są księgowymi, dlatego też podjęcie tej decyzji powinno uwzględniać wnikliwą analizę potrzeb branży i jej klientów – mówi Anita Gołębiewska, Dyrektor Zarządzający Ogólnopolskiej Sieci Certyfikowanych Biur Rachunkowych (OSCBR).

Zbadane biura rachunkowe wskazują, że korzyści, jakie przyniesie licencjonowanie zawodu księgowego to głównie podwyższenie kwalifikacji, szerzenie wiedzy na temat przepisów podatkowych, zwiększenie prestiżu zawodu księgowego i przywrócenie jego rangi, co doprowadzi do wzrostu zaufania do biur rachunkowych, poprawy ich wizerunku oraz większej pewności klientów. Badani wskazywali również na usunięcie z rynku konkurencyjnych podmiotów, które zaniżają ceny rynkowe, a tym samym także jakość usług świadczonych przez księgowych.

O tym temacie porozmawiamy podczas zaplanowanego w najbliższym czasie Kongresu Bezpiecznego Rozwoju Biura Rachunkowego sieci OSCBR 2022. Aktualny priorytet spotkania to m.in. bezpieczeństwo i rozwój biura rachunkowego. To ważne, ponieważ cyfryzacja i standaryzacja usług księgowych, duża konkurencja na rynku, zwiększające się wymagania dotyczące ochrony danych i wymogów formalnych powodują, że biznes księgowy staje się coraz bardziej wymagający i ryzykowny. Stąd pojawia się temat regulacji tej profesji oraz podnoszenia kwalifikacji zawodowych. Podczas Kongresu wymienimy się doświadczeniami, zaprezentujemy nowe inicjatywy z obszaru technologii oraz omówimy nowe zagrożenia dla biznesu księgowego – podsumowuje Anita Gołębiewska, Dyrektor Zarządzający Ogólnopolskiej Sieci Certyfikowanych Biur Rachunkowych (OSCBR).

Ministerstwo Finansów poddaje kwestie licencjonowania zawodu księgowego konsultacjom, aby sprawdzić i dopytać interesariuszy o kierunek zmian dotyczących przyszłości tej profesji. Celem jest szczegółowa analiza wyników, a następnie obranie odpowiedniej trajektorii dalszych działań.

Kobiety rozpychają się w mobile gamingu. 94 proc. graczek na świecie wybiera gry mobilne

Z roku na rok przybywa nowych gamerów – szacuje się, że ich pula na całym świecie to już 3,24 miliardów[1]. Obraz typowego gracza też uległ zmianie. Gaming staje się inkluzyjną, mainstreamową rozrywką dla każdego bez względu na płeć i wiek.  Po gry sięgają zróżnicowani odbiorcy. Od generacji Z po pokolenie Silver. Według raportu Newzoo, to  kobiety stanowią już blisko połowę gamingowego świata[2], a w przypadku gier mobilnych to właśnie panie są ich częstszymi użytkownikami (94 % kobiet vs. 91 % mężczyzn). Nie da się ukryć, że  to środowisko jest doskonałą platformą do osiągania „passion pointów” marki z konsumentami. Mówi się, że przyszłość światowej gospodarki zdaje się być w rękach kobiet. To one podejmują blisko 80 proc. decyzji zakupowych.[3] O tym, jak to wykorzystać mobile gaming do działań marketingowych podpowiadają eksperci z Mobiem Polska.

Kim jest współczesna gamerka?

Według raportu Newzoo[4] już blisko połowę społeczności graczy stanowią kobiety. Panie rzadziej niż panowie wybierają gry na PC i konsole, ale częściej grywają na urządzeniach mobilnych (94 proc. vs. 91 proc.). Do tego grają na nich częściej od mężczyzn – 32 proc. respondentek gra 5 dni w tygodniu, co deklaruje tylko 28 proc. panów.

– W gry mobilne grają kobiety w różnym wieku, o różnym stanie cywilnym i statusie społecznym. Jest to szeroka grupa docelowa. W związku z tym przed rozpoczęciem działań reklamowych należałoby wykonać segmentacje takiej grupy i wyodrębnić persony. Co więcej marketerzy powinni myśleć o grach na telefon jako platformie, która doprowadzi do punktu styku między brandem, a potencjalną konsumentką. Szacuje się, że  tylko Polsce mamy 8 milionów gamerek komentuje Magda Wąsikowska-Gal, Marketing Mananger, Mobiem Polska.

Płeć piękna sięga po rozmaite gatunki gier – wystarczy spojrzeć na bibliotekę jednej z topowych polskich streamerek Bruneci: przez Wiedźmina III (gra przygodowa), CS:GO (strzelanka), po League of Legends (MOBA). Niemniej, bardziej casualowe gamerki chętniej sięgają po gry przygodowe, RPG-i, logiczne, i platformowe.[5] A za główne motywatory grania podają chęć odprężenia się, oderwania od rzeczywistości, spędzenia czasu z przyjaciółmi oraz możliwość wcielenia się w bohatera gry.[6]

E-sport na celowniku

Chociaż najwyższe zarobki w e-sporcie wciąż należą do mężczyzn, to znajdziemy na horyzoncie kilka gwiazd, które od dawna przecierają szlaki aspirującym graczkom. Jedną z najsłynniejszych profesjonalnych gamerek jest Kanadyjka Sasha Hostyn, znana jako Scarlett[7]. Jej kariera związana jest przede wszystkim z grą StarCraft II (strategią czasu rzeczywistego w realiach sci-fi). Na turniejach niejednokrotnie kładła rywali na łopatki. W 2014 roku została okrzyknięta przez New York Times[8] „najbardziej zasłużoną kobietą w e-sporcie”. Z kolei w 2018 roku trafiła do Księgi Rekordów Guinnessa[9] jako gamerka, która zarobiła najwięcej na profesjonalnej grze, bo aż ponad 271 559 dolarów. Obecnie, Scarlett zajmuje pierwsze miejsce w zestawieniu Top 100 Female Players przygotowanego przez Esportsearnings.com[10].

– Warto pamiętać, że e-sport to nie tylko zawodnicy, ale również publiczność, a ta, według szacunków Newzoo[11], będzie rosnąć i osiągnie w tym roku poziom 532 miliona odbiorców na świecie. Entuzjastów, którzy oglądają rozrywkę tego typu, więcej niż raz w miesiącu może być ponad 261 milionów, a okazjonalnych użytkowników nawet 271 milionów. To daje markom ogromne możliwości komentuje Michał Giera, Mobiem Polska.

Również wśród społeczności streamerów najwyższymi zarobkami mogą pochwalić się mężczyźni, niemniej kobiety nie odpuszczają i w tej przestrzeni gamingowego świata. Na liście 100 najlepiej zarabiających streamerów, która wyciekła z Twitcha[12], znalazły się 3 streamerki: Pokimane, Amouranth i Sintica – każda z ponad milionem dolarów zysku na przestrzeni 2 lat.

Krajobraz Twitcha ewoluuje[13], w roku 2017 zaledwie 18,5 proc. użytkowników stanowiły kobiety, a w 2019 już 35 proc. Streaming coraz częściej przyciąga panie, a podziały się zacierają.

Nadchodzi era inkluzyjności

Riot Games[14], developer gier takich jak League of Legends i Valorant, w 2021 roku stworzył program Game Changers, który ma szerzej otworzyć drzwi marginalizowanej płci do świata e-sportu. Inicjatywa zakłada cykle turniejowe VCT Game Changers Series oraz akademię VCT Game Changers Academy, która da jeszcze więcej możliwości do rywalizacji w e-sportowym tytule Valorant.

ESL Gaming[15] ogłosił w grudniu 2021 roku cykl turniejów CS:GO dla gamerek. Pula nagród ma wynieść 500 tys. dolarów. Jak twierdzi ELS Gaming, jest to pierwszy z wielu programów #GGFORALL pod hasłem „it’s not GG (Good Game), until it’s GG for all”, który ma na celu inkluzję kobiet w e-sporcie.

[1] Statista, Number of video gamers worldwide in 2021, by region,

[2] Newzoo, Zooming in on Female Gamers with Consumer Insights Data

[3] Boston Consulting Group, Report

[4] Newzoo, Zooming in on Female Gamers with Consumer Insights Data

[5] Tryevidence, Raport: Kobiety a gry – w co i jak gra współczesna graczka?

[6] Tryevidence, Raport: Kobiety a gry – w co i jak gra współczesna graczka?

[7] https://www.esportsearnings.com/players/2280-scarlett-sasha-hostyn

[8] https://www.newyorker.com/magazine/2014/11/24/good-game

[9] https://www.guinnessworldrecords.com/world-records/383251-highest-career-earnings-for-a-competitive-videogame-player-female

[10] https://www.esportsearnings.com/players/female-players

[11] Newzoo, The Esports Audience Will Pass Half a Billion in 2022 as Revenues, Engagement, & New Segments Flourish

[12] https://progameguides.com/lists/highest-paid-female-twitch-streamers/

[13] Stream Scheme, Twitch Demographic & Growth Statistics 2022

[14] https://playvalorant.com/en-us/news/esports/vct-game-changers/

[15] https://about.eslgaming.com/blog/2021/12/esl-gaming-announces-new-ggforall-program-and-launches-500000-prize-pool-womens-circuit-for-counter-strike-global-offensive-as-first-2022-initiative/

Nowe chwilówki – dlaczego klienci je wybierają?

Popularność szybkich pożyczek online powoduje, że po chwilówki sięga coraz szersze grono Polaków. Ostatnie dwa lata nie były jednak zbyt łaskawe dla pożyczkodawców, co było wynikiem regulacji prawnych oraz sytuacji pandemicznej. Nie oznacza to jednak, że na rynku nie przybyło nowych firm udzielających pożyczek pozabankowych. Wprost przeciwnie, a ich oferty są nierzadko znacznie atrakcyjniejsze od konkurencji.

Mała liczba nowych pożyczek na rynku

Z uwagi na spore ograniczenia prawne dotyczące rynku pożyczek pozabankowych, a także samej sytuacji pandemicznej ciągnącej się blisko dwa lata, wiele firm pożyczkowych w ostatnich dwóch latach znacząco zmniejszyło akcje promocyjne. Wiele z nich nawet zawiesiło działalność, inne mocno zaostrzyły warunki lub obniżyły maksymalną kwotę pożyczki.

Niepewność ekonomiczna wymusiła na nich pewnego rodzaju ostrożność, a zagrożenie nowymi regulacjami i tworzone przez rząd przepisy, uderzające bezpośrednio w dochody tych firm, poskutkowały mocnym ograniczeniem dostępności np. darmowych chwilówek.

Zgodnie z danymi opublikowanymi przez Biuro Informacji Kredytowej, firmy pożyczkowe w pierwszych trzech kwartałach 2020 roku udzieliły blisko 29 procent mniej pożyczek niż rok wcześniej. Co istotne, spadek odnotowano także w wartości udzielonych pożyczek, który sięgnął aż 37 proc.

Informacje płynące z rynku wskazują, że sytuacja ekonomiczna wielu klientów firm pożyczkowych w czasie pandemii uległa znacznemu pogorszeniu, co doprowadziło do wzrostu zaległości trwających powyżej 90 dni. Ten czynnik także wymusił pewne zaostrzenie kryteriów firm pożyczkowych.

Nowe chwilówki to rozwiązanie dla zadłużonych

Opisana powyżej sytuacja dość szybko zaczęła jednak się normować, a w połowie 2021 roku ilość szybkich pożyczek online powróciła do okresu sprzed pandemii. Na bazie danych udostępnionych przez BIK i CRIF mogliśmy zauważyć, że miniony rok pozwolił na odrobienie strat oraz powrót ofert szybkich pożyczek. Wrócili także klienci, nierzadko mocno nadszarpnięci finansowo pandemią COVID-19.

Co ciekawe, na rynku pojawiło się także kilku nowych pożyczkodawców, dzięki czemu klienci firm pożyczkowych mogą skorzystać z nowych, promocyjnych ofert, które będą dostępne także dla osób zadłużonych w innych firmach. Warto w tym miejscu zauważyć, że nowe chwilówki są bowiem szansą dla tych osób, które z różnych powodów popadły w długi w innej firmie pożyczkowej, np. w okresie pandemii.

Jeśli jeden z pożyczkodawców odmawia udzielenia chwilówki online, warto skorzystać z ofert innego, najlepiej nowego pożyczkodawcy, a – o czym już wspomnieliśmy – nowych firm pożyczkowych w ostatnich miesiącach w Polsce przybyło.

Szansa na skorzystanie z promocji RRSO 0%

Nowe chwilówki w 2021 i 2022 roku nie są jednak jedynie szansą na skorzystanie z szybkiej pożyczki online wyłącznie dla osób zadłużonych w innej firmie. Aby przebić się na rynku chwilówek, nowe firmy pożyczkowe oferują nierzadko bardzo atrakcyjne warunki. Oczekiwać możemy m.in. wyższej kwoty maksymalnej, dłuższego terminu spłaty, a także promocji chwilówki z RRSO 0%.

Pamiętajmy bowiem, że większość pożyczkodawców posiadających oferty chwilówek z RRSO 0% udostępnia je wyłącznie nowym klientom. Oznacza to, że z takiej promocji można skorzystać wyłącznie raz. Wchodząca na rynek firma pożyczkowa jest zatem doskonałą alternatywą dla tych już istniejących, a także świetną szansą na pożyczkę bez prowizji czy odsetek.

Nowa pożyczka = lepsza jakość i dostępność

Jak wspomnieliśmy powyżej, nowe firmy pożyczkowe, które dopiero wchodzą na rynek chwilówek w Polsce, robią wszystko, aby pozyskać nowych klientów. W związku z tym możemy oczekiwać niezwykle atrakcyjnych warunków chwilówek czy zupełnie nowych ofert pożyczek ratalnych – także bez oprocentowania (darmowa pożyczka ratalna).

Nowa firma pożyczkowa to nierzadko także inne podejście do obsługi klienta oraz lepsze rozwiązania technologiczne. Składać się na to może wysoka jakość obsługi klienta czy szybsza weryfikacja tożsamości.

Niektóre firmy, aby zaoferować jeszcze lepsze standardy obsługi klienta, wdrażają np. efektywniejsze rozwiązania do transferu środków. Dzięki nim pożyczka może być na naszym koncie znacznie szybciej niż w przypadku konkurencji.

Nowe chwilówki 2021 i 2022 – 3 oferty

Z rankingu opracowanego przez portal https://pozyczasz.pl/chwilowki/nowe/ wynika, że w ostatnim czasie na rynku w Polsce pojawiły się tylko 3 nowe chwilówki online, dzięki czemu klienci zainteresowani zaciągnięciem pożyczki mają możliwość skorzystania z preferencyjnych warunków oferowanych przez te firmy.

Zaliczyć do nich możemy m.in. Oros.pl, Nexu.pl czy Zetos.pl. Poniżej przedstawiamy krótką charakterystykę ofert każdej z tych firm*.

Oros.pl

Oros.pl to firma pożyczkowa będąca członkiem Polskiego Związku Instytucji Pożyczkowych. Mimo że jest to stosunkowo nowa marka na rynku, to stoi za nią doświadczony podmiot, który jest także właścicielem takich marek, jak Kuki czy Finbo.

Oros oferuje pożyczki krótkoterminowe – do 30 dni – z czego maksymalna kwota pożyczki w Oros wynosi aż 15 tysięcy złotych. Co istotne, Oros.pl ma specjalną ofertę darmowej chwilówki (RRSO 0%) dla nowych klientów, której kwota może wynieść nawet 5000 zł.

Nexu.pl

Kolejną nową marką na rynku firm pożyczkowych w Polsce jest Nexu.pl. Firma oferuje krótkoterminowe pożyczki ratalne w przedziale od 500 zł do 8000 zł. Najkrótszy czas spłaty w Nexu.pl to 2 miesiące. Najdłuższy zaś to pół roku z płatnością co miesiąc.

Nexu.pl udziela pożyczek online osobom pełnoletnim spełniającym określone przez firmę wymogi. Niezbędne jest m.in. posiadanie dowodu osobistego, pełnej zdolności do czynności prawnych, dostępu do komputera i telefonu oraz posiadanie rachunku bankowego, na który zostaną przelane środki.

Zetos.pl

Innym nowym pożyczkodawcą na Polskim rynku jest Zetos.pl. Za marką stoi firma AD Finance z siedzibą w Warszawie. Zetos udziela krótkoterminowych pożyczek w kwocie od 500 zł do 5000 zł. Nowi klienci firmy Zetos mogą liczyć na maksymalną kwotę nie większą niż 2000 zł. Firma nie oferuje aktualnie darmowych chwilówek.

* aktualność ofert zweryfikowana na dzień 05.05.2022

NEUCA w I kwartale 2022 roku z ponad 61 mln zł skonsolidowanego zysku netto

  • Rynek hurtu aptecznego w I kwartale odnotował wysoką, ponad 22%, dynamikę rok do roku*. Wartość sprzedaży NEUCA wyniosła w tym okresie 2,8 mld zł. Udziały rynkowe Grupy, w okresie styczeń-marzec br., utrzymały się na poziomie przekraczającym 31%*. W segmencie aptek niezależnych I kwartał stanowił drugi z rzędu okres z udziałami przekraczającymi 38%**.
  • Wysoki poziom zaufania i satysfakcji ze współpracy z Grupą przekładają się na sukces programów partnerskich Partner+, Partner i IPRA. Na koniec I kwartału br.
    w programach partnerskich Partner i Partner+ uczestniczyło ponad 1600 aptek. Oznacza to wzrost liczby uczestników o 11,6% rok do roku.
  • Grupa w pierwszym kwartale łącznie w wszystkich obszarach uzyskała skonsolidowany zysk netto przekraczający 61 mln zł (w raportowanym okresie nie wystąpiły zdarzenia jednorazowe). NEUCA poprawiła wynik z pierwszego kwartału 2021 roku o ponad 23%.

Działając w nowej wojennej rzeczywistości, Grupa NEUCA pomaga obywatelom Ukrainy na wielu polach – od ewakuacji z terenu wojny, zapewnieniu uchodźcom bezpiecznego schronienia i wsparcia, po koordynację pomocy humanitarnej.  Na wsparcie dla walczącej Ukrainy Grupa przeznaczyła już ponad 1,5 mln zł. Jej pracownicy od pierwszego dnia rosyjskiej agresji zaangażowali się w pomoc dla sąsiadów z Ukrainy. Wielu przyjęło pod swój dach uchodźców. Pracownicy Neuki
z Ukrainy podkreślają wagę wsparcia, które otrzymują od polskich pracowników oraz wskazują na znaczącą rolę w odnalezieniu się w nowej sytuacji, w obcym państwie, dzięki  takiej bezinteresownej pomocy.

– Na rynku hurtu aptecznego w ostatnich miesiącach obserwujemy wysoką dwycyfrową dynamikę wzrostu. W I kwartale dynamika naszych przychodów była zbliżona do wzrostu rynku. W tym okresie utrzymaliśmy wskaźnik satysakcji klientów na wysokim poziomie, zwiększyliśmy liczbę uczestników programów partnerskich i osiągnęliśmy satysfakcjonujące wyniki finansowe. W I kwartale silnie skupialiśmy się na pomocy obywatelom Ukrainy – w kolejnych miesiącach chcemy kontynuować wsparcie naszych wschodnich sąsiadów w każdy dostępny dla nas sposób – mówi Piotr Sucharski, Prezes Zarządu NEUCA S.A.

Grupa utrzymała wysoki wskaźnik NPS: 68 punktów. Niezmiennie zajmuje pozycję lidera w rankingu satysfakcji klienta we wszystkich badanych przez Monitor Apteczny kategoriach.

Podstawowe wyniki finansowe NEUCA przedstawia poniższa tabela***:

(mln  PLN) 1Q 2022 1Q 2021 zmiana
% r/r
Przychody ze sprzedaży 2 816,6 2 299,4 +22,5%
Zysk brutto ze sprzedaży 322,3 249,9 +29,0%
Rentowność brutto 11,44% 10,87%          +0,57 pp.
EBITDA 105,6 83,3 +26,8%
EBIT 83,2 64,7 +28,6%
Wynik netto 61,8 50,2 +23,2%

Dynamicznie rosną przychody wyodrębnionych segmentów biznesów pacjenckich.  W pierwszym kwartale NEUCA zrealizowała przychody z obszaru przychodni, badań klinicznych oraz ubezpieczeń na poziomie 107,3 mln zł czyli o 72% wyższe niż w ubiegłym roku. Zysk operacyjny przekroczył 10 mln zł.

W obszarze badań klinicznych, pod koniec kwietnia Grupa, objęła większościowy pakiet udziałów w amerykańskiej spółce Agati Clinical LLC z siedzibą w Teksasie, która posiada dwa oddziały w Indiach. Spółka świadczy usługi zarządzania i analizowania danych w badaniach klinicznych dla największych firm na świecie. Dzięki tej transakcji Clinscience  zyskuje wyższe kompetencje analizy danych medycznych RWD (Real World Data) co buduje dużą wartość dla pacjenta – dodaje Prezes Zarządu.

Jak uzupełnia Piotr Sucharski Clinescience dzięki uporządkowanemu procesowi  zarządzania danymi może dziś konkurować z największymi firmami na świecie i jest gotowe do skalowania i prowadzenia najtrudniejszych i największych projektów w tym obszarze na całym świecie.

Napływ samochodów ukraińskich i odpływ polskich – nowe zjawisko na rynku wtórnym

Od momentu wybuchu wojny w Ukrainie do 23 marca br. do Polski wjechało ponad 140 tys. samochodów osobowych – podała Straż Graniczna. Warto wiedzieć, że przepisy obowiązujące u naszego wschodniego sąsiada są inne i wiele z tych aut może nie posiadać aktualnego przeglądu technicznego. Sytuacja ta może okazać się wyzwaniem np. przy chęci ich sprzedaży. Co ciekawe, z czasem trend zaczął się odwracać i według danych Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Ukrainy, od początku kwietnia coraz więcej samochodów zaczęło z Polski wyjeżdżać za wschodnią granicę. Tylko od 12 kwietnia br. do początku maja było to ok. 30 tys. aut. Jaka jest tego przyczyna?

Wyzwania przed branżą

Wybuch wojny w Ukrainie sprawił, że miliony ludzi uciekło ze swoich domów i szukało schronienia poza granicami kraju. Pierwszym wyborem dla wielu z nich była Polska. Część Ukraińców wyjeżdżając, szczególnie w pierwszych dniach konfliktu, poruszało się swoimi samochodami, którymi mogli wjechać na terytorium Polski dzięki szybkim decyzjom ustawodawczym. Skuteczność takiego działania ma odzwierciedlenie w liczbach – do 23 marca br. przyjechało do Polski ponad 140 tys. samochodów osobowych.

W związku z zaistniałą sytuacją, wyzwaniem stojącym przed polskimi władzami jest wprowadzenie odpowiednich regulacji prawnych, które między innymi zapewnią bezpieczeństwo wszystkich uczestników ruchu. Wadliwy samochód może być powodem wielu niebezpiecznych sytuacji na drodze – mówi Marek Trofimiuk, ekspert autobaza.pl. Warto jednak wspomnieć o tym, że brak przeglądów nie jest efektem zaniedbania, a faktu, że w Ukrainie nie jest konieczne przeprowadzanie co roku badania technicznego pojazdu. W efekcie, na polskich drogach może poruszać się więcej niesprawnych aut. Oczywiście w kontekście wojny to mały problem, jednak warto o nim pamiętać, aby każda ze stron czuła się bezpiecznie – dodaje.

W przypadku chęci sprzedaży samochodu bez przeprowadzanych regularnie badań, może pojawić się wyzwanie – w jaki sposób odpowiednio określić jego stan i cenę? Przeszłość takiego pojazdu nie jest do końca znana, a pobieżny ogląd przy kupnie może nie wystarczyć. Jednakże napływ nowych samochodów używanych może też mieć pozytywny wpływ na cały rynek wtórny. Z danych autobaza.pl wynika, że liczba pojazdów z drugiej ręki z przedziału cenowego 50-100 tys. zł wzrosła – w I kwartale 2022 r. – o 16%, a aut o wartości ponad 100 tys. zł było aż 30% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. W przypadku napływu nowych samochodów, trend wzrostu cen może ulec zmianie lub osłabieniu. Jednak, warto nadal zachować czujność i przed zakupem samochodu – nawet atrakcyjnego cenowo – dokładnie go sprawdzić.

A jednak odpływ?

Od niedawna można jednak zaobserwować odwrotne zjawisko do tego z początku konfliktu zbrojnego. Tylko od 12 kwietnia br. do początku maja sprowadzono do Ukrainy z Polski ok. 30 tys. aut – mówią dane Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Ukrainy. Z powodu dużego zainteresowania importem samochodów, m.in. na przejściu granicznym w Dorohusku trzeba spędzić dwie doby, aby przekroczyć granicę z Ukrainą.

Zjawisko to jest efektem zniesienia cła i podatku VAT na import samochodów do Ukrainy. Takie zmiany mogą zmniejszyć ceny pojazdu o 20-30 proc., więc nagły wzrost popytu nie jest zaskakujący. W ten sposób władze Ukrainy chcą umocnić gospodarkę oraz zwiększyć mobilność ludności – wyjaśnia Marek Trofimiuk, ekspert autobaza.pl. Wschodni sąsiedzi Polski kupują samochody nie tylko do prywatnego użytku – wiele z nich wykorzystywanych jest w działaniach militarnych – dodaje.

Od 5 kwietnia br. do początku maja br. na Ukrainę sprowadzono około 30 tysięcy pojazdów. Ponad połowa z nich była warta do ok. 14 300 zł, 11 406 samochodów było wartych od ok. 14 300 do ok. 72 000 zł. Samochody luksusowe były rzadkością wśród importowanych pojazdów – tych wartych około 288 tys. zł wjechało do Ukrainy tylko 40 – wynika z danych Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego Ukrainy.

Te państwa powinny obawiać się wstrzymania dostaw rosyjskiej energii

  • UE może z łatwością wprowadzić natychmiastowe embargo na import ropy naftowej z Rosji. W ciągu około dwóch miesięcy członkowie OPEC mogliby zwiększyć produkcję ropy naftowej do poziomu z drugiej połowy 2018 roku (co oznacza +3,3 Mbb/d w stosunku do pierwszego kwartału 2022 roku), a Norwegia, USA i Wielka Brytania mogłyby do światowej produkcji dodać kolejne +0,5 Mbb/d. To z nawiązką zrekompensowałoby obecny eksport ropy naftowej przez Rosję, w wysokości 3 Mbb/d. Jeżeli UE wprowadziłaby embargo dzisiaj, należałoby się spodziewać dwóch miesięcy wyższych i niestabilnych cen ropy na świecie, po czym powinny one spaść do obecnego poziomu.
  • Z analiz Allianz Trade wynika, że natychmiastowe wstrzymanie importu gazu ziemnego z Rosji spowodowałoby jednak prawdopodobnie poważne zakłócenia w dostawach energii dla wielu państw członkowskich UE. W przypadku urzeczywistnienia się scenariusza „odcięcia”, tzn. całkowitego wstrzymania eksportu rosyjskiej energii do III kwartału 2022 roku, państwa silnie uzależnione od rosyjskiego gazu, na przykład Bułgaria, Węgry, Niemcy, Czechy, Słowacja, Holandia, Austria, Rumunia, Włochy i Polska, będą miały kolejnej zimy największe problemy. Pozyskiwanie nowych dostawców, zastępowanie gazu innymi źródłami energii i pewne samoograniczenia ze strony sektora prywatnego w odpowiedzi na niebotyczne ceny nie wystarczą, aby wypełnić powstającą lukę w dostawach gazu.
  • Ponieważ ryzyko wystąpienia scenariusza „odcięcia” jest znaczne, a związane z nim koszty ekonomiczne mogą być znaczące, nadszedł najwyższy czas, aby przygotować się na wszystkie ewentualności. Już teraz należy podjąć działania łagodzące, w tym (i) przygotować opinię publiczną na scenariusz negatywny; (ii) zwiększyć bufory gazowe poprzez działania na rzecz oszczędzania gazu; (iii) uzgodnić unijny program wzajemnego rozliczania niedoborów gazu, jak również program wspólnych zakupów LNG w celu ograniczenia zakłóceń w dostawach, a tym samym kosztów gospodarczych oraz (iv) podjąć decyzję o sprawiedliwym kompromisie w zakresie podziału obciążeń między sektory gospodarki na poziomie krajowym, aby ograniczyć negatywne skutki dla przemysłu, a tym samym dla zatrudnienia.

UE może z łatwością wprowadzić natychmiastowe embargo na import ropy naftowej z Rosji.

Po kilku tygodniach rozmów, Komisja UE przedstawiła w minionym tygodniu nowy pakiet sankcji przeciwko Rosji, obejmujący wycofanie się z importu rosyjskiej ropy naftowej w ciągu sześciu miesięcy oraz wycofanie się z importu produktów rafinowanych do końca roku. Węgry, Słowacja i Czechy byłyby z niego wyłączone do 2024 roku. Kraje te niechętnie odnoszą się do sankcji energetycznych, biorąc pod uwagę ich dużą zależność od rosyjskiej ropy naftowej oraz możliwość dostaw z krajów sąsiadujących, ponieważ są pozbawione dostępu do morza.

Jednak według obliczeń Allianz Trade, Europa mogłaby wprowadzić embargo na ropę naftową natychmiast. Rosja dostarcza około 3 mln baryłek dziennie (Mbb/d) ropy naftowej na rynki światowe. Chociaż nie całość tych dostaw trafia do Europy, ilość ta jest dobrym punktem odniesienia dla ilości ropy naftowej, która musiałaby zostać zastąpiona przez innych dostawców, aby zrównoważyć podaż i teoretycznie ustabilizować ceny w przypadku embarga. W opinii Allianz Trade zdaniem sam OPEC byłby w stanie zastąpić wspomniane 3 Mbb/d ropy, jeżeli w I kwartale 2022 roku zwiększyłby swoją średnią produkcję w wysokości 28,2 Mbb/d do poziomu z drugiej połowy 2018 roku. W tamtym okresie, przy braku uzgodnień dotyczących ograniczenia produkcji ropy naftowej, OPEC dostarczał średnio 31,5 Mbb/d. Jeśli dojdzie do porozumienia, powrót do tego poziomu nie powinien zająć więcej niż jeden lub dwa miesiące.[1] Ponadto szacuje się, że zachodni producenci ropy spoza OPEC (Norwegia, USA, Wielka Brytania) są w stanie w najbliższym czasie dostarczać na rynki europejskie dodatkowe 0,5 Mbb/d ropy. Spojrzenie na światową produkcję ropy naftowej potwierdza nasz pogląd: światowe wydobycie jest obecnie o około 3 Mbb/d poniżej poziomu sprzed pandemii (patrz Wykres 1), podczas gdy wydobycie rosyjskie jest takie samo jak przed pandemią. W związku z tym, producenci spoza Rosji powinni być w stanie zniwelować tę różnicę, lecz po upływie jednego lub dwóch miesięcy.

Wykres 1: Światowa produkcja ropy naftowej (Mbb/d)

Światowa produkcja ropy naftowej
Source: Refinitiv, Dział Analiz Allianz

Source: Refinitiv, Dział Analiz Allianz

W międzyczasie UE mogłaby najpierw wykorzystać swoje rezerwy strategiczne, a następnie uzupełnić je. Embargo wymagałoby jednak pewnej redystrybucji z państw członkowskich o niskiej zależności od rosyjskiej ropy do tych o wysokiej zależności. Jeżeli taka redystrybucja nie jest możliwa od razu, wówczas niektóre kraje, takie jak Węgry i Słowacja, mogłyby na początku zostać oszczędzone przed embargiem – o ile oczywiście sama Rosja nie wprowadzi embarga energetycznego.

Natychmiastowe embargo prawdopodobnie spowodowałoby wzrost światowych cen ropy do przedziału 130-150 USD za baryłkę. Jednak po zamknięciu luki w dostawach z Rosji, ceny ropy powinny powrócić do obserwowanego ostatnio przedziału 100-110 USD/bbl.

Natychmiastowe wstrzymanie importu gazu ziemnego z Rosji spowodowałoby jednak prawdopodobnie poważne zakłócenia w dostawach.

W ostatnich tygodniach dyskutowano również o embargu na import gazu ziemnego z Rosji. Dyskusja ta nabrała dynamiki po tym, jak 27 kwietnia Rosja wstrzymała dostawy gazu do Polski i Bułgarii, które odmówiły przyjęcia nowego rosyjskiego wymogu, aby płatności za energię z UE były regulowane w rublach. Rosja wydaje się zdeterminowana, by zwiększać presję na inne kraje europejskie poprzez groźbę odcięcia dopływu gazu. Nie można wykluczyć, że dostawy gazu do innych krajów UE zostaną wstrzymane w drugiej połowie maja, kiedy ma wypadać szereg płatności za gaz. Taki scenariusz oznaczałby wyprzedzenie przez Rosję decyzji UE o wprowadzeniu embarga.

Jednak w krótkiej perspektywie zastąpienie importu gazu z Rosji będzie dla Europy znacznie większym wyzwaniem. Po pierwsze, wiele państw członkowskich jest o wiele bardziej zależnych od Rosji w zakresie dostaw gazu niż ropy. Co więcej, sytuacja na światowych rynkach gazu jest już bardzo napięta. Dlatego też znalezienie alternatywnych dostawców, takich jak Katar, Algieria czy Nigeria, jest trudniejsze niż to się wydaje. Występują nie tylko praktyczne trudności w szybkim zwiększeniu produkcji, ale same negocjacje także mogą stanowić wyzwanie. Przykład: Niemcy mają trudności z zawarciem umowy z Katarem, biorąc pod uwagę brak porozumienia co do czasu obowiązywania umowy i waloryzacji cen ropy naftowej. Tymczasem USA zgodziły się wysłać do Europy dodatkowe 15 mld metrów sześciennych skroplonego gazu ziemnego (LNG) do końca bieżącego roku. Uważamy, że zamiast całkowicie zrezygnować z importu gazu, można by zmniejszyć lukę w dostawach z Rosji o dwie trzecie, zgodnie z zobowiązaniem UE do zmniejszenia importu gazu o dwie trzecie w ciągu roku.

Aby określić, które kraje europejskie są w stanie udźwignąć zakończenie importu gazu ziemnego z Rosji, a które będą miały problemy nadchodzącej zimy bez rosyjskiego gazu, przeprowadziliśmy symulację ewolucji rezerw gazu w magazynach krajów europejskich w ciągu najbliższych 12 miesięcy. W odniesieniu do każdego kraju uwzględniamy następujące zmienne: aktualną ilość gazu w magazynach; roczną tendencję dziennego zużycia gazu (średnia z 10 lat) w celu uwzględnienia niższego zużycia gazu w miesiącach letnich; założenie, że dostawy gazu spoza Rosji będą nadal płynąć (ale nie wzrosną) oraz założenie, że import gazu z Rosji zostanie wstrzymany 16 maja[2]. Obliczenia przedstawiają więc raczej ostrożny najgorszy scenariusz, pomijając wszelkie potencjalne korekty w zakresie podaży i popytu, jak również potencjalne zastąpienie energii z gazu energią pochodzącą z alternatywnych źródeł. Niemniej jednak, te hipotetyczne obliczenia są pomocne w identyfikacji tych członków UE, dla których wstrzymanie dostaw rosyjskiego gazu byłoby prawdziwym wyzwaniem.

Wykres 2 przedstawia najważniejsze wyniki. Na osi poziomej pokazujemy liczbę dni do wyczerpania zapasów gazu przy powyższych założeniach dla każdego kraju z osobna. Na osi pionowej wykreślamy to w stosunku do zależności od rosyjskiego gazu (import gazu z Rosji jako udział w całkowitym pierwotnym zużyciu energii każdego kraju).

Wytypowaliśmy siedem krajów europejskich, które są tylko w niewielkim stopniu lub wcale nie są zależne od importu gazu z Rosji i bez problemu poradzą sobie kolejnej zimy w przypadku europejskiego embarga na gaz lub odcięcia dostaw z Rosji. Dania i Wielka Brytania prawie w ogóle nie importują gazu z Rosji, więc nie ma znaczenia na przykład to, że Wielka Brytania ma bardzo małe możliwości magazynowania (1% rocznego zapotrzebowania). W Szwecji gaz odpowiada tylko za 1,7% pierwotnego zużycia energii. Wartość ta jest wyższa w przypadku Belgii, Francji, Portugalii i Hiszpanii (między 16% a 28%), ale kraje te pokrywają większość swoich potrzeb z innych źródeł, tak że import z Rosji stanowi mniej niż 5% ich całkowitego pierwotnego zapotrzebowania na energię. Do następnej zimy kraje te powinny być w stanie zastąpić te ilości lub zmniejszyć swoje zużycie stosując rozwiązania mające na celu oszczędzanie energii.

Wykres 2: Zależność od rosyjskiego gazu a wyczerpywanie się zapasów gazu (liczba dni po 15 maja, jeżeli import z Rosji zostałby wstrzymany 16 maja)

Zależność od rosyjskiego gazu a wyczerpywanie się zapasów gazu
Źródła: Eurostat, Gas Infrastructure Europe, Our World in Data, Dział Analiz Allianz

Z drugiej strony okazuje się, że Łotwa jest w znacznym stopniu uzależniona od importu gazu z Rosji: Gaz stanowi 24% pierwotnego zużycia energii na Łotwie, a Rosja jest jej jedynym dostawcą tego surowca. Na Łotwie znajduje się stosunkowo duży magazyn, który obecnie jest wypełniony w 35%. To wystarczyłoby na zaspokojenie potrzeb kraju przez najbliższe dziewięć miesięcy. Jest to jednak jedyny funkcjonalny magazyn w regionie bałtyckim, który do tej pory zaopatrywał w gaz również Estonię, Litwę i Finlandię. Zarówno Estonia, jak i Litwa zdecydowały na początku kwietnia 2022 roku o zaprzestaniu importu rosyjskiego gazu. Nie jest więc do końca jasne, w jaki sposób gaz znajdujący się obecnie w magazynie zostanie rozdzielony pomiędzy kraje regionu. W związku z powyższym, Łotwa może być bezpieczna przez nieco mniej niż dziewięć miesięcy.

Dziesięć innych krajów w Europie Zachodniej i Środkowej jest w dużym stopniu uzależnionych od importu gazu z Rosji i miałoby poważne trudności, aby bez importu poradzić sobie następnej zimy. We wszystkich tych krajach co najmniej 9% pierwotnego zużycia energii było w ostatnich latach pokrywane przez rosyjski gaz, a magazyny gazu mogą okazać się puste w ciągu sześciu miesięcy, jeżeli rosyjskie dostawy zostaną wstrzymane w połowie maja i w najbliższym czasie nie zostaną podjęte żadne działania zastępcze lub mające na celu oszczędzanie energii. Bułgaria, która została odcięta od rosyjskich dostaw gazu przez Gazprom 27 kwietnia, ma w magazynach najmniej gazu, który pokrywa zaledwie 3% rocznego zużycia. Według naszej symulacji, zabrakłoby jej gazu w drugiej połowie maja. Jednak zarówno rząd bułgarski, jak i polski ogłosiły, że zabezpieczyły wystarczające alternatywne dostawy gazu. Na razie jesteśmy skłonni w to uwierzyć, ponieważ odcięcie gazu nie doprowadziło jeszcze do ogłoszenia racjonowania.

Poza Bułgarią, najbardziej narażone na odcięcie od rosyjskiego gazu wydają się być Węgry, gdzie gaz odpowiada za 36% pierwotnego zużycia energii. Bez żadnych środków zaradczych, węgierskie magazyny gazu wyczerpałyby się po 2,5 miesiącach od odcięcia w połowie maja. Następne w kolejce byłyby Niemcy i Czechy (po około 3 miesiącach), po nich Słowacja i Holandia (4 miesiące), Austria i Rumunia (5 miesięcy) oraz Włochy i Polska (6 miesięcy). Przykład Polski pokazuje, że stosunkowo pełne magazyny (77%) nie wystarczą, aby kraj mógł przetrwać cały rok o własnych siłach, jeżeli magazyn jest stosunkowo mały. Jak wskazano powyżej, w przypadku wstrzymania dostaw rosyjskiego gazu prawdopodobne będzie wprowadzenie pewnych środków łagodzących w zakresie podaży i popytu. Jest jednak mało prawdopodobne, aby wszyscy narażeni członkowie UE poradzili sobie kolejnej zimy bez większych kosztów ekonomicznych.

Przygotowanie się na scenariusz całkowitego odłączenia jest niezbędne, aby złagodzić wpływ tej sytuacji na gospodarkę UE.

Odcięcie całej UE lub większości państw członkowskich od dostaw rosyjskiego gazu, lub decyzja UE o wprowadzeniu embarga na import gazu wywołałyby scenariusz „odcięcia”.  Ryzyko wystąpienia takiego scenariusza wyraźnie wzrasta.

Wcześniej obliczyliśmy, że Niemcy mogą stanąć w obliczu 13-procentowej luki w dostawach gazu, biorąc pod uwagę zakres wykorzystania alternatywnych dostawców, środki substytucyjne i samodzielną regulację sektora prywatnego przy bardzo wysokich cenach gazu.[3] Takiego wyniku można, ogólnie rzecz biorąc, oczekiwać w przypadku innych zidentyfikowanych powyżej krajów wrażliwych, przy czym zakres podejmowanych środków będzie się różnił w zależności od stopnia zależności gazowej od Rosji. Na podstawie tych obliczeń i naszej symulacji w niniejszym raporcie stwierdzamy, że tej wielkości luka w dostawach wymagałaby racjonowania gazu.

Chociaż pozostaje znaczna niepewność co do pełnych konsekwencji scenariusza odcięcia dla perspektyw gospodarczych Europy, polityka może pomóc złagodzić jego skutki. Dostrzegamy w szczególności cztery najlepsze praktyki, dotyczące przygotowania się do scenariusza „odcięcia” i radzenia sobie z nim:

  1. Przygotowanie społeczeństwa na scenariusz negatywny: Rządy i decydenci powinni w opinii Allianz Trade uświadomić sobie bardzo wysokie i rosnące ryzyko scenariusza „odcięcia”, aby uzyskać poparcie obywateli. Do tej pory konsumenci gazu zachowywali się jak dotychczas. Rządy powinny włożyć znacznie więcej wysiłku w uświadamianie gospodarstw domowych, jak mogą oszczędzać energię.
  2. Niezwłoczne rozpoczęcie zasilania buforów gazowych: W opinii Allianz Trade rządy powinny już dziś zacząć przygotowywać się na urzeczywistnienie scenariusza „odcięcia”. Każdy dzień i każda terawatogodzina będzie się liczyć, gdy import gazu z Rosji zostanie wstrzymany. Rządy powinny niezwłocznie zacząć zachęcać do oszczędzania gazu i maksymalnie napełniać magazyny (nawet ponad własne potrzeby, jak np. w Austrii, gdzie pojemność magazynów jest wyjątkowo duża), aby zwiększyć poziom zapasów w oczekiwaniu na chłodniejsze miesiące zimowe. Podejmowane działania mogą obejmować racjonowanie gazu dla budynków publicznych, zachęty pieniężne dla gospodarstw domowych utrzymujących zużycie gazu poniżej pewnego progu itp. Mówiąc bardziej ogólnie, rządy powinny powstrzymać się od zagłuszania sygnałów cenowych dotyczących gazu za pomocą limitów cen i bezpośrednich dopłat do nich. Przeciwnie, wsparcie polityczne powinno w dużej mierze przesunąć się na zryczałtowane rekompensaty dla gospodarstw domowych znajdujących się w trudnej sytuacji. W poprzednim raporcie stwierdziliśmy, że ograniczenie podaży ropy i gazu do celów nieenergetycznych zwiększyłoby podaż do celów energetycznych o +10% w Niemczech, +9% we Francji i około +6% we Włoszech, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii.[4]
  3. Opracowanie unijnego mechanizmu wzajemnego uzupełniania niedoborów gazu, który pomoże powstrzymać zakłócenia w dostawach: Chociaż państwa członkowskie bardziej zależne od importu gazu z Rosji znajdują się w trudniejszej sytuacji, to jednak cała UE może ucierpieć, jeśli któraś z gospodarek wpadnie w ostrą i długotrwałą recesję. Aby zachęcić silnie narażone gospodarki do podpisania embarga gazowego i zmniejszyć zakłócenia w gospodarkach poszczególnych krajów, UE powinna spróbować zrównoważyć potencjalny niedobór gazu poprzez przedstawienie planu podziału obciążeń, przewidującego cele w zakresie oszczędności gazu dla każdego kraju. Dla przypomnienia, udział rosyjskiego gazu w całkowitym zużyciu energii waha się od 0,5% w Szwecji i Danii do prawie 40% na Węgrzech, ale średnia UE wynosi poniżej 12%. W praktyce oznaczałoby to, że kraje o niskim poziomie zależności (Wykres 3 – lewy dolny kwadrant), takie jak Francja, Belgia i Hiszpania, przekierowałyby oszczędności energii do tych mocno narażonych, w tym na Węgry, do Czech, Słowacji i Niemiec. Redystrybucja gazu w magazynach i import gazu z krajów innych niż Rosja pomiędzy państwami członkowskimi jest z pewnością wyzwaniem, ponieważ trasy dostaw gazu są mało elastyczne. Jednak w połączeniu z przestawieniem się na inne paliwa (np. z gazu na węgiel i energię jądrową) i wykorzystaniem alternatywnych dostawców – poprzez wspólny unijny program zakupu LNG, aby zmaksymalizować siłę przetargową – prawdopodobnie zmniejszy to negatywne skutki ekonomiczne dla najbardziej narażonych krajów.
  4. Zachęcanie do podziału obciążeń między sektorami, aby wszystkim żyło się lepiej: Na poziomie krajowym potrzebne jest również porozumienie w sprawie podziału obciążeń między sektorami. Będzie ono wymagało aktualizacji krajowych planów awaryjnych, które nie są dostosowane do radzenia sobie z poważnymi lub długotrwałymi niedoborami gazu. Konsumentów często traktuje się jako chronioną grupę użytkowników, pozostawiając przemysł jako główny sektor, który ponosi ciężar racjonowania (patrz Wykres 4), nawet jeśli udział zagrożonych miejsc pracy w najbardziej zależnych od gazu gałęziach przemysłu wynosi ponad 15% w Europie Wschodniej i Niemczech (patrz Wykres 5). W rzeczywistości zużycie gazu w gospodarstwach domowych stwarza znaczny potencjał oszczędnościowy: dla Niemiec obliczyliśmy, że za każdy 1 punkt procentowy redukcji zużycia gazu w gospodarstwach domowych można by zaoszczędzić 2,5 mld euro wartości dodanej brutto i ochronić do 25.000 miejsc pracy w przemyśle wytwórczym – nie licząc pozytywnych efektów dodatkowych. Dlatego, aby ograniczyć skutki gospodarcze, ciężar racjonowania powinien być szeroko rozłożony.

Wykres 3: Udział rosyjskiego gazu w całkowitym pierwotnym zużyciu energii (%) w stosunku do zagrożonej wartości dodanej brutto (% całości)
Udział rosyjskiego gazu w całkowitym pierwotnym zużyciu energii (%) w stosunku do zagrożonej wartości dodanej

Wykres 4: Zagrożona wartość dodana brutto (% całości)
Zagrożona wartość dodana brutto
Źródła: Eurostat, Dział Analiz Allianz

Zagrożone zatrudnienie
Źródło: Eurostat, Dział Analiz Allianz

[1] Pozostaje oczywiście pytanie, czy OPEC zgodzi się na zwiększenie produkcji o taką ilość. W ubiegłym tygodniu OPEC+ (do którego należą niektórzy członkowie spoza OPEC, w tym Rosja) postanowił podnieść swój cel produkcyjny na czerwiec o 0,432 Mbb/d, zgodnie z obowiązującym planem odchodzenia od cięć produkcji dokonanych w 2020 roku, kiedy pandemia Covid-19 uderzyła w popyt i ceny. Na najbliższe miesiące, aż do września, planowane są dalsze zwiększenia w tej samej wysokości. Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie mają zdolność do szybszego zwiększenia dostaw ropy. Wprawdzie nie ma jeszcze sygnałów, że zamierzają to zrobić, ale uważamy, że istnieje duża szansa, że w końcu zmienią politykę, chociażby ze względu na swoje strategiczne interesy na rynku ropy.

[2] Przyjęta data odcięcia dopływu gazu może zostać zmieniona. Późniejsza data spowodowałaby późniejsze ewentualne wyczerpanie rezerw gazu w magazynach. Dla Polski i Bułgarii przyjęto rzeczywistą datę odcięcia od rosyjskiego gazu (27 kwietnia 2022).

[3] Zob. raport Germany: Limiting economic pain from going cold turkey on Russian Gas [Niemcy: Ograniczenie dolegliwości gospodarczych wynikających z odcięcia się od rosyjskiego gazu].

[4] Zob. raport The (energy) price of war for European households [Cena (energetyczna) wojny dla europejskich gospodarstw domowych].

MLP Group po I kw. 2022 r.

  • Wartość nieruchomości inwestycyjnych zwiększyła się do 3,6 mld zł, +5,3% r./r.
  • Wartość aktywów netto (NAV) wzrosła do 1,88 mld zł, +3% r./r.
  • Wskaźnik FFO wyniósł 20,3 mln zł, + 33,3% r./r.
  • Wysoki popyt na oferowane powierzchnie
  • Bardzo dobra kondycja finansowa
  • Zabezpieczone portfolio gruntów pod nowe inwestycje, realizacja zgodnie z planem
  • Zapewnione finansowanie prowadzonych projektów

Grupa Kapitałowa MLP Group utrzymuje bardzo dobrą kondycję finansową, co potwierdzają opublikowane wyniki za pierwszy kwartał 2022 roku. W pierwszych trzech miesiącach br. Grupa powiększyła wartość aktywów netto (NAV) o 3% do poziomu 1,88 mld zł. Wartość nieruchomości inwestycyjnych wzrosła o 5,3% do około 3,6 mld zł. Skonsolidowane przychody zwiększyły się w ujęciu r./r. o 25,3% i wyniosły 62,6 mln zł. Grupa poprawiła wynik na działalności operacyjnej o 59,4% do 58,4 mln zł. Z kolei wartość środków z działalności operacyjnej FFO (funds from operations) na koniec marca br. wyniosła 20,3 mln zł i odnotowała wzrost w ujęciu r./r. o 33,3%. MLP Group w pierwszym kwartale br. wypracowało 29,7 mln zł zysku netto niemal podwajając osiągniecia w tym zakresie z analogicznego okresu poprzedniego roku.

Strategicznym celem MLP Group pozostaje rozwój w Polsce oraz na rynku niemieckim, austriackim oraz rumuńskim. W najbliższym czasie planowana jest również ekspansja w krajach Beneluksu i na Węgrzech. MLP Group oferuje powierzchnie magazynowe w formacie magazynów big box oraz obiektów typu Business Park (Urban / City Logistics).

– Pierwszy kwartał br. był kolejnym udanym okresem dla MLP Group. Osiągnęliśmy bardzo dobre wyniki finansowe, a przede wszystkim znacznie zwiększyliśmy wolne przepływy gotówkowe, co w dzisiejszych, niestabilnych czasach jest bardzo istotnym wskaźnikiem. Niestabilność globalna, problemy z łańcuchami dostaw, globalną logistyką oraz rosnący sektor e-commerce są kluczowymi czynnikami generującymi popyt na nowe powierzchnie magazynowe. Zgodnie z planem realizujemy wszystkie zaplanowane inwestycje na terenie Polski, Niemiec, Austrii i Rumunii, mamy zapewnione finansowanie tych projektów. Dywersyfikacja geograficzna, a także zróżnicowane branżowo portfolio klientów, zapewnia nam dodatkowo dużą stabilność operacyjną. Naszą bardzo mocną stroną jest również zabezpieczone portfolio działek umożliwiające nam szybki rozwój w najbliższych latach na rynkach europejskich, wejście do nowych krajów a tym samym osiągnięcie założonych celów strategicznych powiedział Radosław T. Krochta, Prezes Zarządu MLP Group S.A.

MLP Group na koniec pierwszego kwartału br. wynajmowało łącznie ponad 895 tys. m2 i był to wynik o 31 tys. m2 większy niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. W trakcie budowy i w przygotowaniu pozostawało 210 tys. m2. Potencjał zabudowy na posiadanych gruntach sięga 1,6 mln m2. Dodatkowo Grupa ma zawartych szereg umów rezerwacyjnych na zakup nowych gruntów pod planowane kolejne parki logistyczne w Polsce i na terenie Zachodniej Europy.

Zgodnie ze strategią „build & hold” MLP Group po zakończeniu budowy parków logistycznych utrzymuje je w swoim portfelu i samodzielnie nimi zarządza. Wszystkie projekty realizowane przez Grupę wyróżnia również bardzo atrakcyjna lokalizacja parków logistycznych, stosowanie rozwiązania typu built-to-suit oraz wsparcie najemcy w trakcie trwania umowy najmu.

Gorączkowe rekrutacje w hotelarstwie i gastronomii. Osoby z Ukrainy nie chcą podpisywać umów na cały sezon

Turystyka w ogniu rekrutacji. Brakuje rąk do pracy i nie ma szturmu osób z Ukrainy  chcących pracować sezonowo nad morzem.

Hotele, restauracje, punkty handlowe, centra turystyczne – nad morzem rekrutacje do pracy trwają pełną parą. Sezon lada moment, a sytuacja przedsiębiorców wciąż nie jest dobra. Jak mówią eksperci rynku pracy – mimo napływu uchodźców wojennych z Ukrainy – nie można mówić o tym, że osób gotowych do podjęcia pracy jest nadmiar. – Widzimy pewien ruch pracowniczy skierowany w stronę kurortów nadmorskich, ale spodziewano się, że osób gotowych do pracy będzie więcej. Należy więc już zawczasu obalić takie twierdzenie, że w tym roku hotelarstwo, gastronomia i handel będą przebierać w kandydatach przez to, że jest napływ uchodźców. To nieprawda. Pracodawcy muszą przygotować dobrą ofertę – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy. Sezon nad morzem zaczyna się od czerwca, ale w niektórych punktach usługowych i hotelach nabory „na sezon” trwają od połowy kwietnia.

„Trudno znaleźć oferty poniżej 25 złotych za godzinę pracy”

Trudno jeszcze przewidzieć jak wyglądać będzie zbliżający się wielkimi krokami sezon wakacyjny – przedsiębiorcy spodziewają się mniejszej ilości turystów z zagranicy, ale sporego obłożenia ze strony Polaków. Przewidując problemy z rekrutacją, wiele hoteli, restauracji czy obiektów handlowych już w kwietniu rozpoczęło poszukiwania pracowników na sezon wakacyjny.

– Sektor turystyczny jest rozczarowany tym, że kandydatów do pracy jest mniej niż się spodziewano – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy i prokurent w spółce Idea HR Group.

– Osoby, które po 24 lutego trafiły do Polski to uchodźcy wojenni, a nie ekonomiczni. Widzimy, że są to osoby, które bardzo chcą być niezależne i starają się, by szybko znaleźć pracę i godnie żyć w Polsce. Sporo osób z województwa zachodniopomorskiego czy lubuskiego podejmuje pracę w kurortach nadmorskich, ale nie możemy mówić o szturmie. Sytuacja wygląda tak, że nabór idzie bardzo powoli, co martwi sektor turystyczny, który od czerwca spodziewa się dużej ilości turystów – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak.

Brak dużego zainteresowania pracą nad morzem przekłada się na zmianę stawek dla pracowników. Obecnie trudno znaleźć oferty poniżej 25 złotych netto za godzinę pracy. Mowa zarówno o gastronomii, hotelarstwie jak i handlu czy obsłudze turystycznej. – Stawki rosną i będą rosnąć. To kwestia tego, że pracowników jest mało, a potrzeby przedsiębiorców duże. Myślę, że sektor turystyczny bardzo poważnie zastanawia się jak skłonić uchodźców wojennych, szczególnie kobiety, do podejmowania pracy w kurortach – dodaje ekspertka.

Przedsiębiorcy chcą, by pracownicy z Ukrainy zobowiązali się, że zostaną z nimi przynajmniej do końca września. Czy to możliwe?

Do agencji rekrutacyjnych zgłaszają się przedstawiciele hoteli oraz punktów handlowych. W poważnym klinczu znajdują się także sieci dyskontowe, które oferują swoim pracownikom dodatki do wynagrodzeń jeżeli „na sezon” zdecydują się na przeprowadzkę do pracy nad morze. Pilnie poszukiwani są także kucharze, którym oferuje się naprawdę zawrotne stawki, a i tak ich zatrudnienie nie jest sprawą prostą.

– Sytuacja gospodarcza zmusza przedsiębiorców do bardzo poważnej analizy kosztów, w tym kosztów pracowniczych. Spodziewamy się więc, że wzrost wynagrodzeń za pracę sezonową będzie tym większy, im mocniej rosnąć będzie presja ze strony klientów i pracowników. Trudno wyobrazić sobie, by restauracja nad morzem nie miała w sezonie pełnej obsady kelnerskiej czy żeby hotel nie był odpowiednio posprzątany. Przed przedsiębiorcami więc kilka tygodni naprawdę gorączkowych rekrutacji – dodaje Siedziniewska – Brzeźniak.

– Przedsiębiorcy są gotowi do elastycznego działania np. idą na rękę pracownikom z Ukrainy i wypłacają im pensje w trybie tygodniowym. Jest jednak pewne oczekiwanie, że taki pracownik zostanie w hotelu czy w restauracji przynajmniej do końca września. Dla osób z Ukrainy to poważne zobowiązanie i bardzo często nie są one chętne wiązać się na tak długo, nie wiedząc czy zaraz nie wrócą do ojczyzny – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak.

– Przed nami pasjonujący sezon nad morzem. Dla rynku pracy będzie to gigantyczne wyzwanie – mówi ekspertka rynku pracy.

Na giełdach czerwono. Dolar ponownie zyskuje

Negatywne czynniki na rynku biorą ponownie górę. Od rana wczoraj słabo radziły sobie indeksy europejskie a sentyment znacznie się pogorszył kiedy do gry weszli inwestorzy z Wall Street. Benchmarki amerykańskie straciły ponad 4 proc. co jest największa wyprzedażą od ok. 24 miesięcy. Wzrósł tym samym popyt na obligacje, cena ich wzrosła a rentowności obniżyły się.

Odbicie na EUR/USD zostało zatrzymane ale nie całkowicie zniwelowane. Eurodolar ponownie zbliżył się do 1,0460. Widzimy klasyczny odwrót od ryzyka i tym samym USD ponownie zyskuje w takim środowisku. Do obaw o chińską gospodarkę doszło zagrożenie koniunktury USA. Czynnikiem zapalnym był raport sieci handlowej Target, która wykazała słabe wyniki z I kwartał tego roku. Zysk netto spadł o 52 proc. W skrócie można powiedzieć, że firmy mają problem z przerzucaniem galopujących kosztów na konsumentów. Dzień wcześniej sygnał ostrzegawczy wysłał na rynek Walmart. Kurs akcji na wtorkowej sesji spadał najmocniej od 1987 roku.

Indeksy z Wall Street zrównały się lub bardzo mocno zbliżyły się do minimów z ubiegłego tygodnia. Odbicie, które zostało zainicjowane w piątek i utrzymywane na początku tego tygodnia, zostało w dużej mierze zredukowane. Dzisiejsza sesja wydaje się być kluczowa. Z technicznego punktu widzenia dopóki lokalne minima nie zostaną trwale przełamane, iluzoryczna szansa na odreagowanie nadal istnieje. Inwestorzy jednak musieliby uznać ponownie, że na rynku znowu jest promocja i warto kupić przecenione aktywa. Nasdaq cały czas oscyluje wokół dolnej bandy kanału spadkowego, który rozpoczął się na początku roku. Cała kwietniowa fala spadków jest podobnej wielkości w tej chwili do tej, która miała miejsce w okresie styczeń – luty. Mamy zatem regularny układ ABCD, ale to nadal nie daje nam pewności większego odbicia. Sentyment inwestorów w tym momencie może jednak nie zważać na techniczne aspekty. Jeśli zatem niedźwiedzie będą nadal brały górę to gdzie szukać tego właściwego dołka na indeksie technologicznym? Wydaje się, że kolejnym punktem możliwego wyhamowania spadków są okolice 11 tys. pkt. (minima z października i września 2020). W przypadku przemysłowego Dow Jones silnym, horyzontalnym wsparciem wydaje się być szczyt przed-pandemiczny z początku lutego 2020 roku , czyli poziom ok 29 550 pkt.

Łukasz Zembik, DT TMS Brokers

Dlaczego warto wprowadzić system WMS do swojej firmy?

Od kilku lat w Polsce obserwuje się wzrost logistyki magazynowej. Pandemia spowodowała wzrost sprzedaży internetowej także w małych sklepach, a co za tym idzie, programy magazynowe stają się coraz bardziej popularne. Jakie zatem korzyści uzyskamy wprowadzając system WMS do swojej firmy?

Co to jest WMS?

Warehouse Management System tłumacząc na język polski, jest to System Zarządzania Magazynem. System taki pozwala na śledzenie i analizę procesów przepływu towaru w magazynie. Przedstawia również stan realizacji tych procesów dla pracowników kierujących pracą magazynu. Dzięki wdrożeniu takiego systemu mamy możliwość kontrolowania informacji z systemu, dzięki czemu pracownicy mogą na bieżąco podejmować decyzje dotyczące sterowania pracą magazynu. Profesjonalny system WMS kontroluje przydzielone zadania poszczególnym pracownikom i nadzoruje ich poprawne wykonanie. Przebieg każdego zadania jest w odpowiedni sposób dokumentowane, a następnie archiwizowane. Dzięki temu system analizuje dostarczane informacje i na ich podstawie optymalizuje pracę magazynu.

Jakie korzyści uzyskujemy z wprowadzenia systemu WMS?

Pierwszą korzyścią wynikającą z wprowadzenia systemu nadzorującego pracą magazynu jest wydajność. Odpowiednio skonfigurowany WMS pozwala na zwiększenie wydajności magazynu dzięki wcześniej wspomnianej kontroli i optymalizacji wszelkich procesów zachodzących na magazynie. Dzięki zwiększonej wydajności, zdecydowanie zwiększają się również dochody firmy, a co za tym idzie, biznes się rozwija. Wdrożenie systemu pozwala na generowanie analiz i dedykowanych raportów. Odpowiednio dobrany system redukuje koszty utrzymania magazynu. System WMS sprawia, że praca na magazynie jest lepiej zorganizowana, dzięki czemu poprawia się wydajność magazynu. Stwarza to możliwość do redukcji personelu i sprzętu, ale zazwyczaj jest to wykorzystywane na zwiększenie przepływów bez konieczności zatrudniania dodatkowego personelu.

Integracja z innymi programami

Profesjonalny i odpowiednio wdrożony program WMS powinien być zintegrowany z innymi programami, które działają w magazynie. Powinien być połączony z urządzeniami działającymi na magazynie. Największą zaletą nowoczesnych programów WMS, jest ich intuicyjność. Rozumiemy przez to fakt, że program prowadzi pracownika przez szereg zadań w sposób łatwy i przejrzysty. System przejrzyście pokazuje jaka czynność powinna być wykonana. Praca z systemem jest dużo łatwiejsza, wydajniejsza i po prostu przyjemniejsza. Patrząc na to szerzej system WMS, który jest profesjonalny i odpowiednio dobrany do potrzeb naszego magazynu pozwala na zdecydowanie lepsze efekty pracy na magazynie, dzięki czemu wzrasta możliwość większych zysków naszej firmy. Pracownicy dzięki temu mają ułatwioną pracę i zdecydowanie przyjemniejszą, kiedy mają wszystko uszeregowane i kontrolowane.

Kiedy wprowadzić WMS?

Jeżeli system nie jest wprowadzony od samego początku działania firmy to ostatnim momentem na to jest to gdy ilość pracy przekracza możliwości fizyczne pracowników.

Zbyt wysoka wycena doprowadza start-upy do bankructwa

Pozyskując finansowanie, należy oddać jak najmniej procent udziałów inwestorom – takie przekonanie panuje powszechnie wśród start-upów. Tylko doświadczeni zdają sobie sprawę, że zbyt wysoka wycena może stać się brzemieniem, które odstraszy potencjalne fundusze, odcinając tym samym dostęp do kapitału.

Wycena wartości start-upu jest ważna. Jest to jedna z kluczowych zmiennych, która determinuje zainteresowanie inwestorów. Wykładniczy wzrost stanowi atrakcyjny wabik dla kolejnych funduszy, które z czasem będą chciały spieniężyć swoje udziały. Mediana rundy seed w Europie plasuje się w okolicach 1 mln dolarów. Pre-seed w Polsce to najczęściej 1-2 mln złotych. Founder zbierając pierwszą rundę, musi podjąć się ambitnego zadania i odpowiedzieć na pytanie, ile % spółki chciałby oddać inwestorom. To wczesny etap, więc prognozy nie mają sensu, koncepcję ciężko oszacować, a spółek porównywalnych brak. Wycen nie zleca się ekspertom, bo znając arbitralność tego sektora, mało kto bierze sobie do serca ich wyniki. Pozostaje zatem własna intuicja, skierowanie pytania do jednego z autorytetów lub mix jednego i drugiego. W efekcie rodzi się inicjalna wartość, która później – w procesie inwestycyjnym – zamienia się w przeciąganie liny z inwestorami. Każdy chce ugrać jak najlepsze warunki dla siebie, więc zaczyna się walka na argumenty i przerzucanie się faktami. Rynek pokazuje jednak pewną prawidłowość, co – choć nieco wcześnie na to – powinno być potraktowane jako pointa tego artykułu – wycena, w zdecydowanej większości spółek, powinna mieścić się w normach rynkowych, a odchylenia – niezależnie od tego, w którą stroną – powodują problemy. Co to oznacza w praktyce?

Ani zbyt nisko, ani za wysoko

Nad zbyt niską wyceną raczej nie ma sensu się rozwodzić, ponieważ intuicyjnie każdy czuje, że jeśli inwestorzy obejmą zbyt duży pakiet udziałowy – nie starczy miejsca dla kolejnych. Powstaje tzw. broken cap table, czyli nieinwestowalny parytet udziałów. Panuje przekonanie, że do rundy A – powinno się utrzymywać pakiet kontrolny, czyli +51%. Wciąż wśród debiutantów panuje też strach nad utratą realnego wpływu na spółkę, choć mało który VC ma takie ambicje. Co ciekawe, bardzo często założyciele sumują udziały inwestorów, np. pierwsza runda 15% + druga runda 10%, oznacza, że oddają łącznie 25%. Managerowie będąc pierwszy raz w roli CEO, nie wiedzą, że jest to emisja nowych udziałów, która rozwadnia dotychczasowych, w związku czym cap table – zmienia się. Niska wycena przy rundzie powoduje też, że kolejna raczej nie będzie spektakularna, ponieważ już to odstraszy szereg funduszy. W efekcie górny, psychologiczny próg udziałów dość łatwo wyznaczyć.

Paradoksalnie równie duży problem powoduje zbyt wysoka wycena, ponieważ bez względu na to, że jest to odchylenie od normy w stronę przeciwną, efekt jest ten sam – utrudniony dostęp do kapitału. Wielokrotnie spotykałem się z sytuacjami, w których to spółki zbyt entuzjastycznie oszacowały swoją wartość, przez co nikt nie zaproponował im term sheeta. Wyceny rzędu 50 milionów na etapie pre-seed, są dla większości polskich VC po prostu nieakceptowalne. Founderzy często mówią w takich sytuacjach, że najwyraźniej Polska to nie rynek dla nich i zaczynają pogoń za inwestorami zagranicznymi. Z ciekawości zdarzało mi się obserwować poczynania takich spółek – naprawdę moim zdaniem z ogromnym potencjałem, jednak ze zbyt wyśrubowanymi oczekiwaniami – prawie w każdym przypadku niestety nie udawało się zbierać finansowania na „bardziej rozwiniętych rynkach”, bo fakt, że nikt z Polski nie zdecydował się dać kapitału nie jest najlepszą zachętą do inwestycji.

Dotkliwe konsekwencje

Warto pamiętać, że fundusze Venture Capital choć z natury są wehikułami podwyższonego ryzyka też mają pewien profil ryzyka tzw. stopień awersji, którego się trzymają i nawet ciekawa inwestycja, która nie mieści się w kryteriach po prostu nie otrzyma wsparcia kapitałowego. Jeśli jest ono zbyt duże, tym samym szansa na zwrot jest mała, więc rozmowa się kończy. Sytuację często pogarszają aniołowie biznesu, którzy nie mają zazwyczaj tak szerokiego przeglądu rynku jak VC. Często zatem dają się przekonać do „niezwykłej okazji”, zostają oczarowani przez founderów wizją kolejnego Facebooka i akceptują wyceny, które krytycznie odrzuciły fundusze VC. Brak wystarczającej liczby porównywalnych spółek zakrzywia w pewien sposób percepcję, więc jest to zrozumiałe. Jeśli angel wypali, próbuje się też crowdfundingu, odwróconych przejęć, dotacji – po prostu alternatywnych źródeł pozyskania środków w stosunku do VC. Nad tym etapie zbyt wysoka wycena:

a)    Odstrasza wiele perspektywicznych funduszy, przez co zmniejsza szansę na kapitał i wartościowych partnerów,

b)   Wydłuża znacząco proces inwestycyjny, tym samym spowalnia rozwój spółki,

c)    Zmusza do zbaczania z tradycyjnej ścieżki rozwoju przy wsparciu VC, pchając w stronę alternatywach źródeł kapitału.

Powyższe w efekcie może doprowadzić do tego, że spółka w ogóle nie pozyska finansowania i zbankrutuje, straci szansę na pracę z najlepszymi czy zaburzy swoją dynamikę rozwoju. Z czasem jest jednak trudniej, ponieważ zakładając nawet, że udało się znaleźć inwestora, który wszedł w spółkę z wyśrubowaną wyceną jeszcze na etapie koncepcji. Trzeba zastanowić się jakie będzie miało to implikacje związane z kolejną rundą, która co do zasady powinna się odbyć przy min. 2-4x większej wycenie. Jeśli spółka znalazła finansowanie na etapie pre-seed na 50 mln pln, to co musi się zadziać w te 12 miesięcy, by kolejni inwestorzy weszli przy rundzie 100 czy 200 milionów? Jeśli start-up nie będzie naprawdę niezwykle wyjątkowy, znów wróci do punktów a-c powyżej, przy czym będzie to jeszcze trudniejsze. Co się jednak stanie, gdy wyśrubowane KPI nie zostaną osiągnięte? Pierwszym krokiem będzie przedłużenie rundy lub tzw. runda pomostowa, czyli szukanie kapitału na wydłużenie czasu życia spółki i próbie osiągnięcia kamieni milowych. Jeśli jednak i to się nie uda zostaje tzw. down round, czyli runda która odbywa się przy niższej wycenie niż poprzednia, co dla bardzo wielu VC oznacza skreślenie spółki na zawsze.

Istotne jest to, że spółka zaczynająca od normatywnego pułapu może w relatywnie krótkim czasie osiągnąć sporą wycenę, jeśli dobrze dobierze KPI i będzie je dowozić. Przykład:

Wyceny: Runda pre-seed 8 mln, seed 24 mln, late seed 40 mln, seria A 70 mln.

Niższą wycenę przy rundzie można spokojnie „odrobić” przy kolejnym finansowaniu, bo clou to parametry i odpowiednia dynamika. Chciwość w przypadku wycen spółek jest niekorzystna – niezależnie od tego czy świadoma czy nie i niezależnie od tego czy kieruje się nią start-up, angel czy fundusz venture capital. Warto o tym pomyśleć przy kolejnej rundzie.

Co dalej z cenami paliw?

Wraz ze zbliżającymi się wielkimi krokami wakacjami ceny paliw nie odpuszczają. Powodem jest wciąż droga ropa. Ostatnie dni to lekka korekta, ale dalej jesteśmy na wysokich poziomach.

Nadzieja na tańsze paliwo?

Po tym, jak cena baryłki ropy we wtorek przebiła poziom 115 dolarów, rozpoczęła się korekta. Dzisiaj jesteśmy już poniżej bariery 110 dolarów. To nadal obiektywnie drogo, ale jest szansa, że na stacjach benzynowych ceny nie tylko przestaną rosnąć, ale może trochę spadną przed weekendem. Rynki już przetrawiły wygasanie pandemii koronawirusa w Chinach, a przynajmniej jej oficjalne wskazania. Dane statystyczne z Chin mają bowiem swoją “magię” i podobnie jak magię nie wszyscy traktują te dane poważnie. Z drugiej strony wzrost produkcji rafinerii w USA powoduje, że na rynek będzie docierać więcej surowca. Nie na tyle więcej, by ceny wróciły na poziomy sprzed wojny. Jednak najwyraźniej na tyle więcej, by ustabilizować rynek.

Wzrost cen w Kanadzie

Ostatnimi miesiącami informacja, że ceny rosną szybciej od oczekiwań, pojawia się tak często, że stała się nową normą. Nie inaczej stało się wczoraj w Kanadzie. Inflacja konsumencka wynosi tam co prawda 6,8%, co wcale nie jest złym wynikiem w tych czasach. Prognoza została przekroczona o raptem 0,1%. Większym problemem jest inflacja bazowa, czyli bez żywności i kosztów energii. Ta wynosi już aż 5,7% i została niedoszacowana o 0,3%. Pokazuje to, pomimo iż ceny wcale tak szybko nie rosną, że jest tam relatywnie niewielki udział tych czynników, które na świecie odpowiadają często za większość problemu. Oznacza to również, że problem staje się coraz bardziej strukturalny. Kanada typowo łączy swoją politykę monetarną ze swoim południowym sąsiadem. W tej sytuacji jest to mocno korzystne, bo bez podwyżek stóp wątpliwe jest ustabilizowanie sytuacji przy tak wysokiej inflacji bazowej.

Rynek nieruchomości wciąż silny

Wydawać by się mogło, że rosnące stopy procentowe spowodują wyraźne spowolnienie na rynku nieruchomości w USA. Tak się jednak nie stało, przynajmniej na razie. Wczorajsze dane z rynku nieruchomości w przypadku pozwoleń na budowę były wyższe od oczekiwań. Rozpoczęto nieznacznie mniej budów domów. Z drugiej strony różnica pomiędzy liczbą wniosków o budowy a liczbą rozpoczętych samych budów nie budzi na razie żadnych obaw. Rynek nieruchomości jest w USA obserwowany uważniej przez analityków niż w innych krajach. Powodem tej specyfiki jest silne połączenie go z kryzysem z 2008 roku i szukanie podobieństw. Dolar po tych danych zyskiwał wczoraj i ponownie udało mu się przebić barierę 1,05 dolara za euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

MŚP – stabilizacja z widokiem na kryzys

Bibby MSP Index, który diagnozuje kondycję polskich małych i średnich firm, utrzymał się w maju br. na poziomie z ostatniego, jesiennego badania i wyniósł 51,8 pkt. Poprawy koniunktury wyraźnie spodziewają się firmy z sektora budowlanego i handlu. Niestety, nastroje w firmach usługowych oraz transportowych pikują mocno w dół i mogą wskazywać na potencjalny kryzys.

Bibby Financial Services od dekady bada nastroje polskich przedsiębiorców, ich sytuację płatniczą, oczekiwania i plany biznesowe. W wiosennym odczycie Bibby MSP Index, pierwszym po dwuletnim okresie pandemii, ogólne oceny kondycji firm nie zmieniły się w stosunku do poprzedniej, jesienne, fali. Wskazuje to na stabilizację ogólnej sytuacji w większości małych i średnich firm. Niestety, wyniki dla poszczególnych sektorów nie są już tak jednoznaczne. O ile budowlanka i handel znacząco poprawiły swoje wyniki, to w sektorze usługowym i transporcie poszły one mocno w dół.

Lepsze prognozy sprzedaży

Lepsze prognozy sprzedaży wyciągnęły w górę sektor budowlany (+5,3 pkt) oraz handel (+5,0 pkt). Dobrze radzili sobie także producenci oraz firmy prowadzące tzw. działalność pozostałą, czyli przede wszystkim działające w rynkowych niszach lub dywersyfikujące na kilka różnych aktywności.

W sektorze produkcyjnym odczyt sub-indeksu był najwyższy – wzrósł o 1,3 pkt w stosunku do ostatniego pomiaru i sięgnął 58,8 pkt, co oznacza wzrost optymizmu. Producenci prognozują, że w nadchodzących miesiącach zwiększą sprzedaż i poprawią płynność finansową. Odbędzie się to jednak kosztem poziomu zadłużenia.

– Po wybuchu wojny na Ukrainie, wielu przedsiębiorców wstrzymało oddech. Teraz, są już nieco oswojeni z tą sytuacją i kontynuują działalność. Co więcej, wielu polskich producentów zaczyna też na tym zyskiwać. Wchodzą w miejsce dostawców z Rosji lub Ukrainy, a ich zamówienia rosną. Mamy do czynienia z sytuacją podobną, jak w czasach pandemii. Gdy zostały zerwane łańcuchy dostaw na skutek zamknięcia gospodarek, polscy producenci potrafili szybko wpasować się w luki – wyjaśnia Tomasz Rodak, Dyrektor sprzedaży Bibby Financial Services.

To właśnie produkcja rozpędziła gospodarkę w I kwartale br. – wzrost PKB Polski według wstępnych danych GUS wyniósł 8,5 proc. r/r. Jaki wpływ będą na nią miały wzrosty cen surowców, inflacji i kosztów pracy, pokażą najpewniej dopiero kolejne, jesienne już badania.

W budowlance nastąpiła z kolei największa poprawa nastrojów – obrazuje to wzrost sub-indeksu aż o 5,3 pkt (do 54,9 pkt). Najbliższe 6 miesięcy w tej branży to przede wszystkim założenie o większej sprzedaży, a także poprawa w obszarze płynności finansowej. Reprezentanci budownictwa zamierzają również inwestować i zwiększać zatrudnienie.

Sytuacja w handlu także się poprawiła w porównaniu z jesienią 2021 r. Sub-indeks dla tego sektora to aktualnie 53,5 pkt. (+5,0 pkt.). Największy wzrost notujemy w obszarze zamówień (+5,8 pkt). Handel – na kolejne 6 miesięcy – spodziewa się również poprawy płynności finansowej oraz spadku poziomu zadłużenia.

W przypadku firm sklasyfikowanych jako działalność pozostała, czyli przede wszystkim niszowa lub rozproszona na kilka różnych aktywności, sub-indeks wynosi obecnie 53,0 pkt, co oznacza wzrost o 2,9 pkt. Reprezentanci tego sektora, podobnie jak branże produkcyjna, budowlana i handlowa, prognozują wzrosty przede wszystkim w sprzedaży. Symbolicznie może poprawić się również poziom zatrudnienia i płynność finansowa.

Mniej inwestycji, mniej zamówień

Nastroje przedsiębiorców z sektorów usług i transportu są już zdecydowanie gorsze. W obu przypadkach sub-indeksy spadły do poziomu poniżej 50 pkt, co może zapowiadać kryzys i dalsze pogorszenie sytuacji firm.

W usługach wskaźnik spadł o 7,7 pkt do poziomu 45,6 pkt. Największy spadek dotyczy sprzedaży, ale badani spodziewają się też w kolejnych 6 miesiącach mniejszych inwestycji i spadku zatrudnienia.

– Może to być pierwszy symptom zmian wywołanych wzrostem stóp procentowych, chłodzeniem gospodarki i coraz ostrożniejszym wydawaniem pieniędzy przez konsumentów – dodaje Tomasz Rodak.

W sektorze transportowym koniunktura jest zdecydowanie najsłabsza spośród wszystkich badanych w Bibby MSP Index. Indeks obniżył się już po raz drugo z rzędu – tym razem aż o 9,1 pkt – i wynosi obecnie 41,1 pkt. To efekt przede wszystkim negatywnych prognoz w obszarze inwestycji oraz spodziewanego pogorszenia płynności finansowej w najbliższym półroczu.

– Transportowcy wyraźnie spodziewają się problemów finansowych. Ostatnie lata nie były dla nich łatwe. Najpierw pandemia i zamknięte granice, Brexit, a w tym roku wdrożenie nowych regulacji w ramach unijnego Pakietu Mobilności, inflacja i wreszcie wojna w Ukrainie a wraz z nią odpływ ukraińskich kierowców. To wyzwania, które ewidentnie odbijają się już na kosztach prowadzenia biznesu. Wielu przewoźników może tego, niestety, nie udźwignąć bez zewnętrznego finansowania. Sytuację obserwujemy z uwagą, ponieważ od dawna specjalizujemy się w finansowaniu branży transportowej – mówi Tomasz Rodak z Bibby Financial Services.

Chociaż przedsiębiorcy spodziewają się poprawy w niektórych branżach, to nastroje w innych mocno od tego odbiegają. Ten rozziew w ocenach może wskazywać na pierwsze symptomy spowolnienia polskiej gospodarki.

Jak zbudowane są zbiorniki buforowe?

Zbiorniki buforowe pełnią ważną funkcję w przedsiębiorstwie produkcyjnym, szczególnie w odniesieniu do branży spożywczej. Aby zbiornik odpowiednio spełniał swoją zastosowanie, powinien zostać właściwie zaprojektowany, według obowiązujących norm oraz standardów. Jak zbudowane są zbiorniki buforowe? Co należy uwzględnić podczas ich projektowania? Poniżej inżynierowie Gpi po krótce przybliżają temat zbiorników buforowych.zbiorniki buforowe

Zbiorniki buforowe w przemyśle – przeznaczenie

Według norm projektowych Eurokod przewidziano dobór gatunków w zależności od środowiska eksploatacji zbiorników. Procedura doboru stali poddaje analizie parametry środowiskowe, stan chropowatości powierzchni oraz wymogi konserwacji powierzchni. Przepisy dotyczą elementów nośnych. Branża spożywcza odznacza się szczegółowymi wymaganiami, które należy spełnić, aby dany element był trwały i bezpieczny. W środowisku mającym styczność z produktami spożywczymi kluczowe jest zachowanie wysokich standardów, w czym mają pomóc obowiązujące normy jakościowe. Zbiorniki buforowe muszą być zabezpieczone, a ich materiał wewnętrzny powinien być odporny na właściwości przechowywanego medium.

Podstawowe normy dotyczące konstrukcji ze stali nierdzewnej zawarte są w normie PN-EN 1993. Norma obejmuje informacje dotyczące oddziaływań, właściwości materiałów, wielkości geometrycznych i analizy konstrukcji.

Dobór gatunku stali nierdzewnych

Z racji tego, że zbiornik buforowy w przedsiębiorstwie produkcyjnym skupiającym się głównie w branży spożywczej oraz chemicznej służy najczęściej do magazynowania surowca lub medium, powinien zostać wykonany z wysokiej jakości materiałów i spełniać obowiązujące normy jakościowe. Instalacje wykorzystywane w procesach zachodzących w zbiornikach powinny być odpowiednio zabezpieczone, aby nie narażać instalacji na rozszczelnienie. Wobec tego najczęściej wykorzystuje się stal nierdzewną, która spełnia wszelkie standardy:

  1. Warunki eksploatacji – W przypadku zastosowań przemysłowych szczególnie istotne są żrące związki chemiczne oraz ich stężenie. Dużą rolę w kontekście korozji odgrywa również gromadzenie się osadu powierzchniowego i kwasowość. Na etapie projektowania dotyczącym warunków eksploatacji należy rozpatrzyć także specyfikę konstrukcji w kontekście efektów narażenia na korozję. Dane elementy nie powinny tworzyć preferencyjnej stagnacji medium. Występujące szczeliny powinny zostać zabezpieczone przed gromadzeniem się wody i zanieczyszczeń, szczególnie w odniesieniu do zastosowań w branży spożywczej.
  2. Wykończenie powierzchni – Przechodząc do wykończenia powierzchni, należy rozpatrzyć dwie powierzchnie:
  • o dużej chropowatości może przyśpieszać osadzanie się zanieczyszczeń na powierzchni zbiornika,
  • o niskiej chropowatości (wykończenie gładkie), wykorzystywane głównie z uwagi na zwiększanie odporności korozyjnej.
  1. Technologie wytwarzania – Zastosowane technologie wytwarzania mogą istotnie wpływać na stan pasywny powierzchni stali nierdzewnej.

Przebieg procedury doboru stali nierdzewnych

Po uwzględnieniu kluczowych czynników można przejść do procedury doboru stali nierdzewnych, co przedstawia się najczęściej w formie dwóch etapów:

  1. Wyznaczenie współczynnika odporności korozyjnej obejmującego narażenie zbiornika na chlorki, dwutlenek siarki i wymogi okresowego czyszczenia konstrukcji. Jednocześnie należy pamiętać, że w europejskich warunkach stężenie tlenku siarki pozostaje zazwyczaj na niskim poziomie. Stężenie powinno zostać wcześniej wyznaczone na podstawie normy ISO 9225.
  2. Wyznaczenie klasy odporności korozyjnej – określenie materiału na podstawie klasy CRC i wytrzymałości projektowej oraz umownej granicy plastyczności są niezbędnymi parametrami, które posłużą dostawcy ustalenie faktycznego gatunku stali w ramach klasy CRC.

Warto pamiętać również o elementach towarzyszących wyposażenia zbiorników, do których zalicza się m.in.: drabiny, pomosty obsługowe, systemy mocowania do podłoża, oświetlenie, barierki, aseptyczny kurek poboru próbek, włazy oraz wzierniki.

IGS zajmie się rozwojem technologii dla sektora obronności i zmieni nazwę

Notowana na NewConnect firma IGS, z branży e-sportu i gamingu, zmienia profil działalności, nazwę oraz skład rady nadzorczej. Spółka dodatkowo przeprowadzi split akcji w relacji 1:5 – wynika z projektów uchwał na Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy. W ubiegłym tygodniu w firmie doszło również do zmiany prezesa.

Akcjonariusze Intelligent Gaming Solutions SA zadecydują 23 czerwca br. o dużych zmianach w spółce. Plan nowego zarządu zakłada skupienie się na branży obronności. Firma prowadzi obecnie zaawansowane rozmowy w zakresie pozyskania zespołu, które będzie rozwijał i komercjalizował rozwiązanie technologiczne stosowane w wojsku i innych służbach mundurowych.

– Obecnie jesteśmy w fazie kompletowania zespołu, który również uzupełni Zarząd o kompetencje  w zakresie branży militarnej. Nasz pomysł polega na zaoferowaniu zaawansowanego rozwiązania technologicznego, które może być bardzo pomocne w podnoszeniu kompetencji wojska, służb mundurowych oraz organizacji ochronnych. W najbliższych tygodniach przedstawimy założenia tego rozwiązania jak i również zespół menedżerski z dużym doświadczeniem w sferze obronności – wyjaśnia Piotr Międlar, nowy prezes IGS.

Spółka prowadzi rozmowy o pozyskaniu już funkcjonującego systemu, który jest na etapie wczesnej komercjalizacji.  – Doświadczenie naszego zespołu pozwoli na rozwinięcie potencjału tej technologii oraz szerszą monetyzacje rozwiązania. Uruchomienie sprzedaży byłoby kwestią tego roku. Myślimy również o innych obszarach wsparcia sektora militarnego. Szczegóły będziemy ujawniać po przedstawieniu systemu oraz docelowego zespołu – podkreśla Piotr Międlar.