Cyfryzacja Europy. Rynek technologii finansowych wciąż nienasycony?

Stosunek do digitalizacji procesów finansowych nie jest identyczny we wszystkich państwach Unii Europejskiej. W jednych krajach rozwój jest dynamiczny z rosnącym wzrostem zainteresowania tego typu usługami, a w innych bardzo ostrożny, nawet z przeważającym kultem tradycyjnych metod płatności.

Zgodnie z corocznym raportem Eurofinas, czyli federacją zrzeszającą europejskie związki przedsiębiorstw finansowych z 17 krajów, czempionami w zakresie finansowań on-line są kraje skandynawskie. Umiarkowanie do rewolucyjnych technologii podchodzą Wielka Brytania i Litwa, na końcu peletonu Belgia, Włochy i Turcja, Polska w środku stawki – wynika z badań Eurofinas.

Co półroczne badanie rynku kredytów konsumenckich obrazuje stosunek do produktów finansowych w ostatnim roku. Według sprawozdania – europejscy dostawcy kredytów konsumenckich reprezentowani za pośrednictwem Eurofinas udzielili nowych kredytów  o wartości 184,8 mld euro w pierwszej połowie 2020 r., Co oznacza spadek o -18,4%

w porównaniu do tego samego okresu w 2019 roku. Spadek wynika nie tylko z sytuacji gospodarczej na świecie, ale też braku dostępności odpowiednich narzędzi w poszczególnych sektorach np. szybkich procesów finansowania on-line czy uproszczonej procedury przy korzystaniu z finansowania w punktach stacjonarnych. Złożona różnorodność sektorów bankowych krajów unijnych stała się podstawą do wzrostu znaczenia firm z sektora FinTech. Raport PwC wskazuje, że aż 1/3 usług finansowych na świecie może zostać przejęta przez przedsiębiorstwa zajmującymi się technologiami finansowymi.

Niemal połowa klientów sektora finansowego (47%) w wieku 20–34 lat zdecydowałaby się pobrać aplikację służącą do obsługi transakcji kredytowych lub uproszczonej weryfikacji w trakcie procesu kredytowego. Co trzeci klient potwierdza też, że wygoda korzystania z rozwiązań do zarządzania finansami jest najważniejsza. Ponadto 90% millenialsów informacje i opinie o produkcie uzyskuje online, co prowadzi do dynamicznego rozwoju tych kanałów.

Z raportu i przeprowadzonych badań Eurofinas wynika, że przeciętny czas udzielania finansowania on-line np. na zakup towarów lub usług w Europie tak, że średni czas udzielania kredytu to około 6 dni, w wersji całkowicie online jest to jeden dzień, a w procesie mieszanym (część operacji online) to przeciętnie 4 dni. Najszybciej pożyczkę czy kredyt online w Europie można uzyskać w Finlandii – zabiera to ledwie kilka minut, w Polsce i Czechach przeciętnie kilka godzin, a w Niemczech i Hiszpanii do 2 dni. We Włoszech na załatwienie kredytu online trzeba było czekać nawet 3 dni – w porównaniu z tradycyjnym kredytem nie jest to więc rewolucyjna różnica.

Nowoczesne technologie czy tradycyjne metody?

Branża fintech rozwija się w zawrotnym tempie. Start upy opracowują innowacyjne technologie i jeszcze sprawniejsze rozwiązania, a zarazem procesy te nie są skomplikowane, a skonstruowane tak, aby konsument  dostał dokładnie to, czego oczekiwał. Biorąc za przykład proces i czas udzielania kredytów u naszych zachodnich sąsiadów i plany ekspansji graczy z rynku technologii finansowych, można uznać, że to dobry kierunek. Bardzo dobrym przykładem jest LoanByLink – Proste Raty specjalizujący się w wielokanałowym procesie udzielania kredytów ratalnych finansujących zakupy. Na ten moment został nie tylko skrócony czas podczas składania wniosku i wypłaty środków na konto partnera, ale także proces finansowania zakupów w sklepach stacjonarnych. Sporym zainteresowaniem cieszy się też generator linku ratalnego. Tak złożona oferta byłaby w stanie skrócić czas oczekiwania na kredyt.

Autor: Małgorzata Szulik,, Business Project Manager w LoanByLink

Wysokie zapotrzebowanie na handlowców utrzyma się w III kwartale

Przedsiębiorcy z sektora handlu detalicznego i hurtowego w najbliższych trzech miesiącach mają zamiar dość intensywnie rozbudowywać swoje zespoły. Według raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” 8% firm chce pozyskiwać nowe talenty w okresie lipiec – wrzesień. 84% przedsiębiorców zamierza utrzymać liczbę pracowników na niezmienionym poziomie, natomiast konieczność redukcji etatów przewiduje tylko 3% organizacji. Niesprecyzowane plany dotyczące zatrudnienia ma 5% firm. Optymistyczne nastroje pracodawców sprzyjają pracownikom, którzy mogą liczyć na stosunkowo wysoką liczbę ofert na rynku pracy. Sami przedsiębiorcy muszą jednak przygotować się na dalszą konkurencję o talenty.

Na podstawie danych zebranych w ramach badania „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” obliczona została prognoza netto zatrudnienia, czyli różnica pomiędzy odsetkiem firm prognozujących wzrost a odsetkiem planującym spadek zatrudnienia. Wskaźnik ten, po korekcie sezonowej, osiągnął stosunkowo wysoki poziom +8%. Świadczy to o dość dużym zapotrzebowaniu na pracowników, deklarowanym przez przedsiębiorców działających w obszarze handlu.Handel detaliczny i hurtowy wysokie zapotrzebowanie na pracowników utrzyma się w III kwartale

– Wzrosty zatrudnienia, planowane przez pracodawców z sektora handlu detalicznego i hurtowego, nie powinny dziwić. Nastąpiło otwarcie sklepów i z każdym dniem luzowania obostrzeń notują one coraz większą liczbę klientów, którzy po czasie ograniczeń i restrykcji wynikających z pandemii stęsknili się za wizytami w centrach handlowych. Dla pracodawców działających w tym sektorze oznacza to, że po okresie hibernacji lub całkowitego zamknięcia muszą oni odbudować swoje zasoby kadrowe. W wielu przypadkach jest to dużym wyzwaniem, ponieważ poprzedni pracownicy w czasie pandemii podjęli już inne zatrudnienie w branżach, które nie notowały spadków. Tylko część z tych osób wróci do pracy w sektorze handlu detalicznego i hurtowego. Reszta nie będzie chciała ryzykować ponownego zamknięcia, które mogłoby nastąpić na przykład w miesiącach jesiennych. Obserwujemy więc na rynku dużą konkurencję i podwyższanie stawek dla pracowników handlu, co konsumenci mogą odczuć finansowo. Dla kandydatów jest to dobra sytuacja, ponieważ mają oni możliwość przebierania w ofertach pracy z tego sektora – stwierdza Dominik Malec, Dyrektor Regionalny w Manpower.

Dane zebrane przez ManpowerGroup wskazują na dość dużą stabilność planów pracodawców – już drugi kwartał z rzędu dokładnie taki sam odsetek przedsiębiorców (84%) zamierza pozostawić liczbę zatrudnionych osób na niezmienionym poziomie. Widać jednak nieznaczne pogorszenie nastrojów w zakresie rozbudowywania zespołów. W miesiącach kwiecień – czerwiec pozyskiwanie nowych pracowników planowało 10% przedsiębiorców. Aktualnie wynik ten jest o 2 punkty procentowe niższy. Wzrósł natomiast nieznacznie odsetek firm, przewidujących redukcje etatów. Perspektywy znalezienia pracy w sektorze handlu detalicznego i hurtowego nadal pozostają jednak optymistyczne.

– Pracodawcy poszukują głównie sprzedawców, osób do pomocy w sklepie oraz magazynierów. Brakuje oczywiście nie tylko podstawowych pracowników, ale również wykwalifikowanych specjalistów działów technicznych oraz ekspertów z obszaru IT. Wciąż odczuwalna jest różnica pomiędzy zatrudnieniem w galeriach handlowych a sprzedażą internetową, która zapewnia obecnie większą stabilność. Pracodawcy działający w internecie mogą liczyć na bardziej przewidywalne wyniki. Niezależnie od tego, czy bezpośrednia sprzedaż w sklepach jest akurat możliwa, e-commerce rośnie z każdym miesiącem, a prognozy dotyczące dalszego rozwoju tej branży są bardzo optymistyczne. W przypadku sklepów stacjonarnych sytuacja na rynku jest obarczona dużą dozą niepewności. Nie wiadomo, czy w najbliższych miesiącach należy spodziewać się kolejnych restrykcji, związanych z ewentualnym wzrostem zachorowań lub mutacją koronawirusa. Pozostaje mieć nadzieję, że sprawdzi się scenariusz całkowitej odporności populacyjnej, którą społeczeństwo nabędzie poprzez szczepienia – komentuje Dominik Malec.

Prognoza netto zatrudnienia notowana w sektorze handlu detalicznego i hurtowego w ujęciu rocznym wzrosła o 12 punktów procentowych, co oznacza zauważalną poprawę w stosunku do wyników rejestrowanych w pierwszym roku pandemii COVID-19. Choć odsetek firm planujących zatrudnianie nowych pracowników w III kwartale 2021 roku osiągnął dokładnie taki sam poziom (8%) jak w analogicznym okresie ubiegłego roku, duże różnice zauważyć można w obszarze redukowania etatów. W najbliższych trzech miesiącach zmniejszenie liczby pracowników przewiduje tylko 3% firm, podczas gdy rok temu w okresie lipiec – wrzesień zwolnienia planowało aż 14% przedsiębiorców. Dużo mniejszy odsetek organizacji (70% wobec aktualnych 84%) prognozował też pozostawienie liczby pracowników na niezmienionym poziomie. Dane z najnowszego „Barometru ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” wskazują na większą stabilność planów pracodawców w kwestii zatrudnienia oraz optymistyczne perspektywy dla kandydatów, szukających pracy w obszarze handlu.

Wyczekiwanie do wieczora… i do jesieni?

Niezmienny obraz rynków przy ubywających godzinach do decyzji FOMC dziś wieczorem – kontynuowany jest niezdecydowany handel przy okresowych zrywach. Wczorajsza presja na umocnienie dolara została odwrócona, choć słabsze poziomy utrzymały się wśród walut rynków wschodzących. Wall Street odpadło od szczytów, ale za to wysoko pozostają ceny ropy naftowej, gdyż pomagają optymistyczne perspektywy popytu. Ogólnie widać, że przed komunikatem Fed większe obawy inwestorów dotyczący pozycji w ryzykownych aktywach.

Oczekujemy, że w oparciu o analizę inflacji (5,0 proc. r/r) i rynek pracy (w dalszym ciągu bez pracy pozostaje 7,6 miliona osób w porównaniu z sytuacją sprzed kryzysu) Fed utrzyma dotychczasowy przekaz, że jest jeszcze „trochę czasu zanim znaczny postęp” zostanie osiągnięty. Jednocześnie powinno zostać podkreślone, że sytuacja w gospodarce ulega poprawie i perspektywy są optymistyczne, a Fed jest „zależny od danych” i gotowy do „używania narzędzi do przeciwdziałania niechcianym ryzykom” ucieczki inflacji na wyższe poziomy. Sądzimy, że Fed ma czas, aby poczekać na wykrystalizowanie się sytuacji na rynku pracy, w szczególności czy tempo przyrostu zatrudnienia przyspieszy, jak również jak żądania płacowe będą przekładać się na inflację. Zakładamy, że bardziej prawdopodobnym terminem dla rozpoczęcia dyskusji o redukcji QE będzie koniec trzeciego kwartału – wrześniowe posiedzenie FOMC lub wzmianki podczas sierpniowej konferencji bankierów centralnych w Jackson Hole. Taki termin pozostawałby w zgodzie z rynkowymi oczekiwaniami startu wygaszania QE w grudniu lub na początku 2022 r.

Rynek dolara jest świadomy gołębiego nastawienia Fed, ale jednocześnie dopuszcza zagrożenie jastrzębich wzmianek, co znalazło odbicie w redukcji ryzykownych pozycji i podbiciu wartości dolara pod koniec ubiegłego tygodnia. Spadek EUR/USD o ok. 50 punktów nie wyczerpuje całej skali ewentualnej reakcji na jastrzębie niespodzianki, a raczej sugeruje, jakiego scenariusza inwestorzy najbardziej się obawiają. Wyraźne sygnały startu dyskusji o wygaszaniu QE i/lub istotne przetasowania w projekcji stóp procentowych (prognoza dla 2023 r. wskazująca na więcej niż jedną podwyżkę) mogą zrzucić EUR/USD w stronę 1,20. Ale jeśli obawy się nie zmaterializują, co jest naszym bazowym scenariuszem, brak istotnych zmian w przekazie powinien przynieść wymazanie ostatniej korekty i powrót pod 1,22.

Wydźwięk przekazu Fed będzie miał pośrednio znaczenie dla złotego. Zatrzymanie pozytywnego trendu dla aktywów ryzykownych wprowadza podwyższoną zmienność dla walut regionu, gdzie trwa ożywiona dyskusja o przyszłości lokalnej polityki monetarnej. Utrzymanie gołębiego stanowiska RPP w ubiegłym tygodniu wzbudza wątpliwości, czy słuszne są oczekiwania zaostrzania polityki monetarnej na Węgrzech. W rezultacie od początku tygodnia widać presję na osłabienie nie tylko PLN, ale też HUF. Jeśli Fed pozostanie gołębi, oddech ulgi na głównych rynkach powinien przynieść wzrost apetytu na ryzyko, który zatrzyma deprecjację walut regionu. Niemniej jednak w krótkim terminie liczymy, że EUR/PLN nie wróci do 4,45, a prędzej zakotwiczy się blisko 4,50.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Optymistyczne pokolenie Z?

Pokolenie Z to najmłodsza i najmocniej wyróżniająca się na obecnym rynku pracy generacja. W porównaniu z pokoleniem X czy millenialsami, to właśnie jej przedstawiciele będą mieli największy wpływ na kształtowanie społeczeństwa w kolejnych dziesięcioleciach. Urodzeni po 1997 roku (najstarsi mają dziś 24 lata) zaczynają właśnie swoje pierwsze poważne prace. Są pełni zapału, ambitni i kreatywni oraz wierzą, że osiągną zamierzony sukces. Czy firmy są gotowe na zatrudnienie reprezentantów najmłodszego pokolenia wkraczającego w dorosłość?

Najnowszy raport EY i organizacji JA Worldwide[1] pokazuje, że aż 82% badanych będących przedstawicielami generacji Z optymistycznie patrzy w przyszłość w odniesieniu do własnej kariery zawodowej. Badani w większości zamierzają zdobyć pracę, która w 2030 roku zapewni im realizację zawodową, jak i przyczyni się do poprawy sytuacji naszej planety. Pokolenie Z pomimo tego, że dzisiejsze realia nie należą pod wieloma względami do najłatwiejszych, niezachwianie wierzy w swoje możliwości i kompetencje potrzebne do sprawowania wybranych stanowisk pracy.

– Postawa pokolenia Z, przed którym stoi wiele wyzwań, może być dużą inspiracją dla realizowanych przez nas projektów w aktualnej rzeczywistości. Niewątpliwą wartość stanowią rozwiązania z wykorzystaniem nowoczesnej technologii, która jest nieodłącznym elementem życia pokolenia Z, a zarazem bardzo dużą szansą na rozwój – mówi Stephane Tikhomiroff, Dyrektor Generalny Perfetti Van Melle Polska.

Bogactwo możliwości

Rozwój komunikacji oraz względny komfort i dostatek, w którym została wychowana generacja Z, tworzy mnóstwo możliwości, jakie stoją przed jego reprezentantami. Nowoczesna technologia towarzyszy pokoleniu Z praktycznie od urodzenia. Jego przedstawiciele już w wieku dziecięcym potrafili obsługiwać komputer czy skorzystać z telefonu komórkowego. Nic więc dziwnego, że ich życie toczy się obecnie w największej mierze w Internecie. Prym wiodą media społecznościowe – mało kto wyobraża sobie życie bez Instagrama, Facebooka, Youtube’a czy popularnego obecnie Tik Toka. Młodzi chcą poznawać świat, czy to wirtualnie, czy podróżując. Praca zdalna i nowoczesne rozwiązania technologiczne oraz ciągły rozwój branż związanych z nowymi mediami i komunikacją sprawnie to umożliwia. Dziś można pracować z każdego zakątku globu, z ludźmi z różnych stron świata.

Zaangażowanie i niezależność

Nie bez znaczenia pozostaje aktywność społeczna, która coraz mocniej widoczna jest wśród przedstawicieli pokolenia Z. Dużą rolę odgrywa samorozwój, rośnie również zainteresowanie psychologią i coachingiem, który pomaga osiągać wyznaczone cele oraz zachować balans pomiędzy pracą a życiem osobistym. Dodatkowo generacja Z, chyba jak żadna inna wykazuje szeroko idącą troskę o planetę poprzez zachowania proekologiczne i działania na rzecz ochrony środowiska.

Generacja Z to w większości indywidualiści – każdy chce się czymś wyróżnić. Wyraźnie akcentowana chęć wyrażania siebie uwidoczniona jest również w odniesieniu do życia zawodowego jej przedstawicieli. – Jest to dobry znak, ponieważ dla ciągłego rozwoju przedsiębiorstw potrzebni są ludzie o świeżym spojrzeniu, kreatywni i gotowi na niestandardowe rozwiązania – podsumowuje Stephane Tikhomiroff, Dyrektor Generalny Perfetti Van Melle Polska.

Pomimo wielu różnic, jakie dzielą pokolenia przebywające obecnie na rynku pracy, mamy wspólne cele. Budują one wzajemne zależności oraz umożliwiają działanie w taki sposób, aby przyniosły one korzyści nam wszystkim. Przedstawiciele pokolenia Z – przedsiębiorczy i odpowiedzialni społecznie, a zarazem wychowani w duchu globalizacji są atrakcyjnymi kandydatami na pracowników korporacji czy startupów. Wkraczające w dorosłość „Zetki” dzięki kreatywnemu podejściu, doskonałej znajomości języków obcych i nowoczesnych technologii oraz otwarciu na nowoczesne narzędzia pracy, niewątpliwie stanowią szansę dla wielu firm na zbudowanie innowacyjnych strategii rozwoju.

[1] https://www.ey.com/pl_pl/news/2021/05/badanie-ey-pokolenie-z

Północna Izba Gospodarcza: Podwyżka płacy minimalnej w obecnej sytuacji gospodarczej to działanie antypracownicze

„Podwyżka płacy minimalnej jest działaniem antypracowniczym, które może doprowadzić do zwolnień i zwiększenia szarej strefy”.

Północna Izba Gospodarcza stoi na stanowisku, że pracownicy powinni być godnie i hojnie wynagradzani. Sprzeciwiamy się jednak nierozsądnemu podnoszeniu płacy minimalnej w czasie, kiedy przedsiębiorcy dźwigają na plecach odpowiedzialność ratowania firm, utrzymania miejsc pracy i powrotu na ścieżkę stabilnego rozwoju zachwianego arcytrudnym czasem pandemii koronawirusa. – Jestem głęboko zaniepokojona chęcią podnoszenia płacy minimalnej w tak trudnym czasie dla przedsiębiorców. To zmiana, która w skrajnych przypadkach może doprowadzić do redukcji etatów lub być zachętą do powiększania szarej strefy. To działanie nie pro, a antypracownicze – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie jeszcze w tym tygodniu wystosuje apel do Wicepremiera Jarosława Gowina w sprawie zawieszenia przynajmniej na rok podwyżki płacy minimalnej. W przygotowanie apelu zaangażowane będą również inne organizacje gospodarcze oraz eksperci związani z zachodniopomorską gospodarką. Postulujemy również o dyskusję nad propozycją Rzecznika MŚP, by rozważyć regionalizację podwyżki płacy minimalnej.

Niepokojące propozycje dotyczące pracowników. „Czas na poważną dyskusję o tym, jak wyglądać będzie rynek pracy w najbliższym czasie”

Jak mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk to nie jest dobry czas na podwyżkę płacy minimalnej. – Jestem wielką zwolenniczką tego, by nasi pracownicy zarabiali jak najwięcej. Jeżeli firmę stać, to niech płaci pracownikowi jak najwięcej. Popieram takie działanie i do niego zachęcam. Nasz apel ma na celu zwrócenie uwagi na tych, dla których każde obciążenie to dalsze rozkręcanie spirali długów i doprowadzanie ich do trudnej sytuacji. Podwyżka płacy minimalnej obciąża gastronomię, hotelarstwo, firmy sprzątające, agencje ochrony, firmy usługowe. Tworzenie sytuacji, które zagrażają płynności finansowej firm jest działaniem antypracowniczym – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Od stycznia 2021 płaca minimalna ma wynosić 3000 złotych brutto, co oznacza wypłatę minimum 19,60 złotych za godzinę pracy. – Pracodawcy są poddawani szeregowi bodźców, które budzą nasze poważne zaniepokojenie. Podwyżka płacy minimalnej, likwidacja umów cywilnoprawnych, brak odpowiednich regulacji dotyczących pracy zdalnej. Czas na poważną dyskusję o tym, jak wyglądać będzie rynek pracy w najbliższym czasie. Jesteśmy do niej gotowi i oczekujemy ze strony polityków chęci do wysłuchania naszych racji – dodaje Hanna Mojsiuk.

Ekspert podatkowy o proponowanych zmianach:  „Impuls napędzający inflację”

Kolejne zwiększenie płacy minimalnej prowadzane jest zbyt szybko – to opinia sekretarza Izby Michała Wojtasa. Według eksperta podatkowego pracodawcy nie są w stanie utrzymać poziomu dochodowości aby wyjść z zapaści po pandemii.  – Podwyżki powinny być wstrzymane na rok – ponad rok zabrała pandemia, która wymagała od przedsiębiorców wyrzeczeń i utrzymania pracowników. Teraz przedsiębiorcy będą borykali się zakłóceniami na rynku pracy – np. w brak pracowników w gastronomii, będą też musieli sukcesywnie zwracać część dofinansowania PFR, koszty zakupu surowców i usług szybują w górę. To jak dolewanie oliwy do ognia – będzie to ewidentny impuls kosztowy napędzający inflację w 2022 r – mówi ekspert Izby.

– Podniesienie płacy minimalnej w sposób wymuszony, nie przez gospodarkę i rynek, a poprzez rozporządzenie, to w trudnym dla gospodarki czasie ryzykowne posunięcie. W czasie dekoniunktury, obniżonego poziomu konsumpcji i często ograniczonych możliwości prowadzenia działalności z uwagi na pandemię koronawirusa, przedsiębiorcy nie mają środków na podnoszenie wynagrodzeń. W całej gospodarce dziś walka toczyć powinna się o utrzymanie firm i miejsc prac. Kolejna strukturalna podwyżka płacy minimalnej spowoduje bowiem zarówno wzrost szarej strefy, jak i zmniejszanie poziomów etatów, co w efekcie nie przełoży się na wzrost wynagrodzenia dla pracownika – dodaje dyrektor Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie dr Piotr Wolny.

Ekspert HR: zmiany najbardziej odczują sektory dotknięte pandemią koronawirusa

Północna Izba Gospodarcza będzie konsultować postulaty formułowane w kontekście płacy minimalnej z firmami zajmującymi się kadrami oraz rynkiem pracy. W opinii Doroty Siedziniewskiej – Brzeźniak, prokurenta w spółce Idea HR, zaplanowany wzrost płacy minimalnej jest swojego rodzaju „kompromisem” między przedsiębiorcami, a związkowcami. Ekspertka przypomina, że strona społeczna oczekiwała… 500 złotych brutto podwyżek, co dla przedsiębiorców byłoby nie do zaakceptowania. Podwyżka o 200 złotych jest znacząca, ale nie na tyle, by powodować bunt pracodawców. Staną oni często przed decyzją: redukować zatrudnienie czy zmieniać całe siatki płac.

– Wpływ na rynek pracy może być spory. Są pewne sektory w których wynagrodzenie minimalne dominuje, to sektory najmocniej dotknięte skutkami pandemii. Mowa m.in. o gastronomii, hotelarstwie, usługach czy turystyce. Podwyżka płacy minimalnej może spowodować zmniejszenie zatrudnienia i powiększanie się szarej strefy. Zmiany w siatce płac nigdy nie ograniczają się do podnoszenia tylko najniższych wynagrodzeń. Przedsiębiorcy muszą odpowiednio regulować system wynagradzania pracowników i zwykle jedne podwyżki powodują kolejne, by uniknąć dysproporcji w pensjach i premiach. Efekt jest taki, że cieszą się pracownicy, bo zarobią więcej i martwią się pracodawcy, bo muszą znieść dodatkowe obciążenia – komentuje dla Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Dorota Siedziniewska-Brzeźniak.

Pracownicy fizyczni na rynku pracy

Pracownicy fizyczni to jedna z najbardziej aktywnych rekrutacyjnie grup zawodowych na rynku pracy. Jednocześnie jednym z kluczowych atutów ofert zatrudnienia jest dla nich bezpieczeństwo i stabilność zatrudnienia – wynika z najnowszego raportu Pracuj.pl „Kariera okiem fachowca”. Aż 9 na 10 badanych pracowników fizycznych jest otwartych na nowe oferty pracy, a COVID-19 miał negatywny wpływ na sytuację zawodową 4 na 10 respondentów.

Najważniejsze informacje:

  • Sytuacja 4 na 10 fachowców uległa pogorszeniu w obliczu COVID-19.
  • 9 na 10 pracowników fizycznych jest otwartych na nowe oferty pracy.
  • 47% fachowców szuka aktywnie nowych ofert zatrudnienia.
  • Top 3 atuty ofert pracy: wynagrodzenie, bezpieczeństwo i łatwy dojazd.
  • 7 na 10 pracowników fizycznych oczekuje widełek wynagrodzeń w ofertach.

Praca widziana okiem fachowca

Wykwalifikowani pracownicy fizyczni należą do grup kandydatów, których rekrutacja przysparza pracodawcom największych problemów. To druga specjalizacja obok IT, która w minionych kilku latach znacznie zwiększyła swój udział w puli ofert pracy dostępnych w sieci. Na przykład, na Pracuj.pl między styczniem i majem 2021 liczba ogłoszeń kierowanych do pracowników fizycznych wzrosła o 50% w stosunku do tego samego okresu w ubiegłym roku.
Praca widziana okiem fachowca

Jednocześnie jednak wizerunek tej grupy jest często zniekształcany przez stereotypowe przekonania na temat jej celów i postaw. By sprawdzić, jak wygląda obraz rynku pracy widziany z perspektywy pracowników fizycznych, Pracuj.pl przygotowało raport „Kariera okiem fachowca”. Oparty został on na badaniu opinii pracowników z segmentu blue collars – czyli wykonujących pracę fizyczną i fachową. W pierwszym tekście z serii poświęconej raportowi przyglądamy się mobilności zawodowej i postawom rekrutacyjnym badanych.

Trudne doświadczenia czasów COVID-19

Badanie Pracuj.pl dowodzi, że wpływ COVID-19 na rynek pracy stanowił trudne wyzwanie dla dużego odsetka pracowników fizycznych. Ponad 4 na 10 respondentów deklaruje, że ich sytuacja zawodowa uległa pogorszeniu w stosunku do okresu przed pandemią – to niewiele niższy odsetek niż osób, których sytuacja nie uległa zmianie (50,5%). Udział badanych deklarujących lepsze warunki zawodowe niż przed pandemią był śladowy (6,5%).Trudne doświadczenia czasów COVID-19

Mimo negatywnych doświadczeń badanych wywołanych konsekwencjami COVID-19 powodem do optymizmu może być fakt, że tylko 6% wszystkich respondentów deklaruje poszukiwanie nowej pracy ze względu na utratę poprzedniej. Wyniki mogą potwierdzać, że wpływ pandemii na sytuację zawodową pracowników fizycznych miał bardziej pośredni charakter, odzwierciedlając się częściej w obniżkach wynagrodzeń, trudnościach w negocjacjach płacowych, większym stresie, a rzadziej – w formie zwolnień.

Proaktywni i gotowi do rekrutacji

Jak wykazuje badanie Pracuj.pl, respondenci wykazują się dużą deklarowaną mobilnością zawodowa respondentów – blisko połowa z nich aktywnie poszukuje obecnie nowej pracy. Bardzo wysoki jest także odsetek osób otwartych na przyjęcie nowych, ciekawych ofert pracy – taką deklarację składa aż 9 na 10 badanych. To kolejny pomiar Pracuj.pl w ostatnich latach pokazujący ogromny potencjał rekrutacyjny mimo stosunkowo niskiej stopy bezrobocia.
Proaktywni i gotowi do rekrutacji

Jednocześnie badani pracownicy fizyczni są wyraźnie podzieleni w ocenie dostępności pracy i sytuacji kadrowej na rynku. Najwięcej, bo 41% respondentów zgadza się ze stwierdzeniem, że w swojej branży łatwo znaleźliby nową pracę.

Wśród grup zawodowych zdecydowanie najczęściej przekonani o mocnej pozycji na rynku i łatwości znalezienia pracy byli kierowcy zawodowi, kurierzy i dostawcy, a w drugiej kolejności – fachowcy w dziedzinie budownictwa i wykończeni. Więcej informacji o postawach tych grup będziemy ujawniać w kolejnych materiałach z serii poświęconej raportowi.

Motywacja do zmiany: zarobki i ewolucja

Jakie są główne przyczyny poszukiwania pracy wskazywane przez badanych pracowników fizycznych? Badania Pracuj.pl pokazują, że podobnie, jak w innych grupach zawodowych są to zarobki. Fachowców wyróżnia jednak także duże znaczenie stabilizacji i bezpieczeństwa miejsca zatrudnienia, a także jeszcze wyższe niż np. wśród specjalistów oczekiwanie prezentacji widełek zarobków w ofertach pracy.

Mimo, że połowa badanych deklaruje, że pandemia COVID-19 pogorszyła ich sytuację zawodową, to wiemy, że wciąż należą oni do grup intensywnie poszukiwanych przez pracodawców. Kluczowe w przyciągnięciu odpowiednich kandydatów jest podanie na ofercie pracy interesujących informacji. Najważniejsze jest wynagrodzenie. Otwarte i czytelne zakomunikowanie widełek zarobków nie tylko zwraca uwagę kandydata, ale też wspiera wizerunek uczciwego pracodawcy. Pracodawcy powinni eksponować w ogłoszeniach informacje o firmie: liczbie pracowników, branży czy czasie obecności na rynku. Liczby, fakty i konkrety uwiarygadniają potencjalnego pracodawcę w oczach kandydatów – mówi Małgorzata Skonieczna, ekspertka ds. Badań Kandydatów w Grupie Pracuj.

Jak zauważa ekspertka, zdecydowanie najczęściej wskazywanym powodem zmiany pracy jest chęć uzyskiwania wyższych zarobków – to czynnik motywujący do zmiany blisko połowę badanych (49%) aktywnie szukających nowego miejsca zatrudnienia. Na kolejnych dwóch miejscach podium znalazły się czynniki związane z rozwojem – brak możliwości awansu (33%) oraz poczucie bycia niedocenionym przez pracodawcę (25%).
powody poszukiwania pracy

Warto zauważyć, że więcej niż co piąty badany (22%) szukający aktywnie pracy robi to z myślą o zmianie branży lub wykonywanego zawodu. To także istotna wskazówka dla pracodawców, którzy powinni podkreślać wsparcie w nabywaniu nowych kwalifikacji dla nowych pracowników.

TOP 3: wynagrodzenie, stabilizacja i lokalizacja

Badacze Pracuj.pl sprawdzili, jakie czynniki pracownicy fizyczni wymieniali w topowej trójce kwestii, na które zwracają uwagę przy wyborze ofert pracy. Blisko 2/3 badanych (64%) wskazało na odpowiednie wynagrodzenie. Na kolejnej pozycji znalazła się stabilność i bezpieczeństwo zatrudnienia – jest ono kluczową kwestią przy przeglądaniu ofert dla połowy badanych (50%). To już kolejne badanie Pracuj.pl, które potwierdza bardzo silną pozycję kwestii stabilizacji na liście priorytetów pracowników w obliczu pandemii.

kluczowe czynniki wyboru

Trzecim najczęściej wskazywanym atutem ofert jest łatwość dojazdu do pracy (38%) – co jest dość zaskakujące, bo czynnik ten wyprzedził pod względem znaczenia m.in. elastyczne godziny pracy, ciekawe zadania, benefity pozapłacowe czy opinię firmy wśród znajomych i pracowników. Wygoda dotarcia do miejsca wykonywania obowiązków jest więc atutem, który pracodawcy powinni uwzględniać przy konstruowaniu ofert.

Otwartość i wygoda są doceniane

Badanie „Kariera okiem fachowca” potwierdza, że pracownicy fizyczni – podobnie jak inni kandydaci – coraz częściej oczekują od pracodawców dzielenia się proponowanymi widełkami wynagrodzeń. Takie oczekiwanie wyraża blisko 3/4 respondentów (73%). Analizy wewnętrznych danych Pracuj.pl dowodzą, że oferty z podanym wynagrodzeniem odnotowują wyraźny wzrost aktywności kandydatów w stosunku do tych, w których takie widełki nie są ujawniane. Jak dodaje Małgorzata Skonieczna, wygoda procesu rekrutacyjnego i jasne ustalenie oferowanych warunków przynosi w rekrutacji fachowców świetne rezultaty.

Z licznych badań Pracuj.pl z przeszłości wiemy, że pracownicy fizyczni to grupa szczególnie zainteresowana prostym procesem rekrutacyjnym. Łatwe aplikowanie, szybkość kontaktu i mała liczba etapów to oczekiwania kandydatów. Pracuj.pl stara się na nie odpowiadać np. możliwością zaaplikowania bez pliku CV lub bezpośrednim kontaktem telefonicznym. Kandydaci chętnie wybierają te formy aplikowania – komentuje Małgorzata Skonieczna.

Polacy wolą pracować dla zagranicznej korporacji

W ogólnej opinii praca w polskiej firmie nie bywa powodem do dumy. Fora internetowe i grupy w mediach społecznościowych pełne są wpisów na temat „polskiego stylu zarządzania”. W najnowszym raporcie firmy rekrutacyjnej i outsourcingowej Devire – tylko 11% spośród przeszło 3 tys. respondentów badania chce pracować w organizacji z polskim kapitałem (rok temu było to 12% wskazań).

Korporacja, MŚP, start-up czy freelance? Co wybierają polscy pracownicy? Okazuje się, że okryta złą sławą korporacja nie jest tak straszna jak ją malują. To pierwszy wybór specjalistów i managerów – kolejno 33% i 38% wskazań przez osoby, na tych stanowiskach (w 2019 roku było to 25% specjalistów i 34% managerów). Jak zauważa Michał Młynarczyk, prezes Devire i członek zarządu Polskiego Forum HR ogółem praca w korporacji zyskuje na atrakcyjności.

Więcej ekspertów niż przed rokiem wskazuje, że chciałoby pracować w korporacji – 35% w 2020/21 roku względem 28% w 2019 roku. Może to wynikać z tego, że w trakcie pandemii pracownicy poszukiwali przede wszystkim stabilnego zatrudnienia wyjaśnia ekspert.

Na atrakcyjności zyskał również świat start-upu – 7% względem 4% w 2019 roku. Nadal jednak środowisko pracy charakteryzujące się ciągłą zmianą, dynamiką i nieprzewidywalnością sprawia, że nie każdy odnajdzie się w takiej firmie.

Coraz mniej osób na freelancie

Warto zauważyć, że dwukrotnie zmniejszył się udział osób, które deklarują, że chcą pracować na freelancie – 6% w 2019 roku, a dziś tylko 3%.Polacy wolą pracować dla zagranicznej korporacji

Co ciekawe niemal tyle samo, bo 27% ekspertów nie wie, jaką organizację by wybrało lub nie ma to dla nich znaczenia. Może być to dobra wiadomość dla mniejszych organizacji szukających pracowników z know-howem wyniesionym z międzynarodowych firm – dobrze przemyślana oferta powinna skłonić ich do podjęcia rozmów o potencjalnej współpracy.

Duże firmy posiadają uporządkowaną strukturę, przejrzyste procesy i dają większą stabilność, której start-up’y czy mniejsze firmy nie mogą zapewnić. Widocznym staje się trend ciągnący w stronę złotego środka – czerpiącego z doświadczeń i wiedzy dużych zachodnich firm, nie tracąc przy tym wizji i otwartości mniejszych graczy. Dlatego na polskim rynku trwa wyścig o to, które rodzime firmy będą w stanie zbudować dużą strukturę, najlepiej międzynarodową, nie rezygnując jednocześnie z wartości i wizjonerstwa, charakterystycznego dla start-up’ów. Te firmy, które pozostaną elastyczne i ukierunkowane na pracownika, ale zarazem będą w stanie odnosić sukcesy na arenie międzynarodowej, przenosząc doświadczenia i model biznesowy za granicę, będą wygrywać walkę o pracownika w ciągu najbliższych lat – komentuje Michał Młynarczyk.

Zagraniczna korporacja pierwszym wyborem pracowników

Miejsce pochodzenia kapitału może w dużym stopniu wpływać na sposób funkcjonowania firmy – jej kulturę, przebieg procesów czy strukturę. To z kolei przyciąga lub zniechęca potencjalnych kandydatów do pracy. Wprawdzie kultura organizacji nie ma rodowodu, a postrzeganie firmy przez przyjęte stereotypy może być mylące, ale nadal są to istotne czynniki wpływające na decyzje o współpracy z danym pracodawcą.

Na atrakcyjności zyskują korporacje z zagranicznym kapitałem – dziś już co trzeci specjalista i manager wybiera zagranicznego pracodawcę (28%) w porównaniu do 21% w ubiegłym roku.Polacy wolą pracować dla zagranicznej korporacji 3

Amerykański sen Polaka trwa

Niezmiennie w czołówce zagranicznych pracodawców znajdują się Stany Zjednoczone – 37% ankietowanych zadeklarowało, że amerykańskie organizacje to firmy, z którymi najchętniej podjęliby współpracę. Może to świadczyć o wciąż żyjącej wizji „amerykańskiego snu”, w którym światowe korporacje zapewniają warunki nieporównywalne do innych graczy na rynku pracy.

Wysoką pozycję Stanów Zjednoczonych jako wymarzonego pracodawcy, może podtrzymywać rosnąca liczba miejsc pracy – amerykańskie firmy nadal należą do ścisłej czołówki zagranicznych inwestorów w Polsce.

Polacy wolą pracować dla zagranicznej korporacji 3
Więcej danych znajdą Państwo w pełnej wersji raportu: https://www.devire.pl/raport-devire-rynek-zmiany-pracy-2021/

Drugim wyborem kandydatów są Niemcy – 20% wskazań. Kolejno Szwajcaria i Wielka Brytania, która nieznacznie choć straciła na atrakcyjności w porównaniu do I edycji badania.

Rusza budowa księgi popytu na akcje Centrum Medycznego ENEL-MED

W środę, 16 czerwca rozpoczęła się budowa księgi popytu na akcje Centrum Medycznego ENEL-MED w ramach emisji publicznej w trybie subskrypcji prywatnej nie więcej niż 4.713.379 walorów, czyli do 20 proc. kapitału spółki. Przewidywane zamknięcie księgi popytu nastąpi 22 czerwca ok. godz. 14:00. Rolę oferującego w transakcji pełni Santander Bank Polska – Santander Biuro Maklerskie.

Środki z emisji zamierzamy przeznaczyć na rozwój sieci, czyli otwarcie około 90 nowych placówek w latach 2022-2025. Widzimy znaczący potencjał rynku, dlatego inwestycja powinna przynieść satysfakcjonujące zwroty. Otwarcia nowych placówek będą miały miejsce głównie w miastach, w których już jesteśmy obecni. Największą część wydatków będą stanowiły otwarcia gabinetów stomatologicznych. Rozważaną opcją rozwoju w obszarze stomatologii są także akwizycje. Uważamy, że trend konsolidacyjny na rynku stomatologicznym będzie postępował, a my planujemy w nim uczestniczyć – komentuje Jacek Rozwadowski, prezes enel-med.

Pozyskany w drodze emisji akcji kapitał spółka zamierza przeznaczyć na rozwój sieci (m.in. stomatologia, przychodnie abonamentowe, diagnostyka obrazowa, medycyna estetyczna, przychodnie specjalistyczne) oraz cyfryzację usług, ze szczególnym uwzględnieniem rozwoju telemedycyny oraz e-commerce.

Do przeprowadzenia emisji akcji nie było konieczne sporządzenie prospektu emisyjnego. Emisja publiczna odbywa się z wyłączeniem w całości prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy. Uchwała przewiduje prawo pierwszeństwa dla akcjonariuszy posiadających
w dniu rejestracji uczestnictwa na WZA (tj. w dniu 22 maja 2021 r.) akcje uprawniające do wykonywania co najmniej 0,4% ogólnej liczby głosów w spółce. W procesie budowy księgi popytu, na zasadach określonych przez WZA w uchwale o podwyższeniu kapitału zakładowego, będzie mogła wziąć udział każda z następujących grup: (i) inwestorzy kwalifikowani lub (ii) inwestorzy, którzy obejmą akcje o łącznej wartości – liczonej według ceny emisyjnej z dnia jej ustalenia – wynoszącej co najmniej 100 tys. euro lub (iii) osoby wskazane przez zarząd enel-med w liczbie mniejszej niż 150, w tym pracownicy spółki.

Cena emisyjna akcji serii E będzie ustalona na zasadach określonych przez WZA w uchwale o podwyższeniu kapitału zakładowego, z uwzględnieniem wyników procesu budowania księgi popytu. Punktem odniesienia będzie średnia cena arytmetyczna ze średnich dziennych cen akcji spółki ważonych wolumenem obrotu, z wyłączeniem transakcji pakietowych z okresu miesiąca poprzedzającego podjęcie uchwały, tj. 19,00 zł za jedną akcję serii E. Zgodnie z uchwałą, cena emisyjna nie może być niższa od powyższej ceny pomniejszonej o 10%.

Unia Europejska zwiększy sankcje wobec reżimu Łukaszenki

Zmuszenie do lądowania samolotu linii Ryanair z Romanem Protasiewiczem na pokładzie przez reżim Aleksandra Łukaszenki prawdopodobnie stanie się impulsem do wprowadzenia przez Unię Europejską cięższych sankcji na reżim. Przez długi czas Unia demonstrowała niemoc wobec wydarzeń na Białorusi i obecnych tam od lata 2020 r. represji, które eskalowały wskutek bierności Zachodu. Białoruska opozycja i poszczególne państwa Unii wzywają do zaostrzenia sankcji gospodarczych. Powinny być one wycelowane w firmy dostarczające Białorusi zagranicznej waluty oraz przedsiębiorstwa istotne dla reżimu Łukaszenki.

– W tej chwili w Unii Europejskiej trwa namysł, jak te sankcje mają wyglądać – powiedział serwisowi eNewsroom Jan Strzelecki, analityk Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Miejmy nadzieję, że będzie to pakiet dotkliwy dla reżimu, jednocześnie uzupełniony wsparciem dla białoruskiego społeczeństwa – a w związku z tym będzie funkcjonował zapobiegawczo dla dalszych represji. Łukaszenka odpowiada działaniami wrogimi wobec państw Unii Europejskiej – jako pierwsze skrytykował Polskę oraz Litwę. To w tych dwóch państwach znajdują się główne ośrodki białoruskiej opozycji, dlatego Łukaszenka uznaje je za największych wrogów reżimu. Przejawem wrogich działań  wobec Litwy jest przekierowanie białoruskich tranzytów do portów rosyjskich, co przynosi straty litewskiej gospodarce. Z kolei wrogi ruch wobec Polski Białoruś wykonała kilka dni temu na polu polityki historycznej – ustanowiono datę 17 września świętem zjednoczenia Białorusi. Łukaszenka grozi także restrykcjami wobec unijnych inwestycji na Białorusi – co prawdopodobnie nie będzie dotkliwe dla Unii, ponieważ nie jest ich dużo – zauważa Strzelecki.

Nacon wierzy w sukces symulatora tworzonego przez Simteract i zwiększa budżet o 30%

Nacon – francuski wydawca Train Life: A Railway Simulator tworzonego przez krakowski Simteract – zwiększył o 30 procent budżet produkcyjny gry.  Dodatkowe środki wpłyną do spółki po realizacji „kamieni milowych”. Łączny budżet symulatora przekroczył już wartość kapitałów własnych spółki.

– Potencjał naszej gry, jakość i stopień zaawansowania sprawił, że po ostatnich rozmowach z Nacon, nasz globalny wydawca zdecydował się przeznaczyć dodatkowe środki na rozbudowę i marketing gry. To znaczące zwiększenie budżetu. Szczegóły na temat jego wykorzystania przedstawimy wkrótce, ale mogę już teraz zapewnić, że wpłynie to na potencjał sprzedażowy gry – podkreśla Marcin Jaśkiewicz, prezes Simteract.

Train Life – A Railway Simulator jest pierwszym symulatorem kolejowym, w którym gracz poza obsługą lokomotyw ma możliwość zarządzania taborem – w tym zakup nowych maszyn, dokonywanie decyzji kadrowych czy zdobywanie i wykonywanie kontraktów logistycznych na terenie całej Europy. Gra należy do serii wydawniczej Life, w skład której wchodzi pięć niezależnych od siebie produkcji wydawanych przez Nacon.

– Train Life – A Railway Simulator jest pierwszą tworzoną przez nas grą na taką skalę, dlatego cieszy nas, że za promocję gry odpowiada rozpoznawalny na całym świecie wydawca, który bardzo wierzy w nasz projekt. Jestem pewny, że współpraca z Nacon zaowocuje nie tylko świetnymi wynikami gry Train Life – A Railway Simulator, ale również wypromuje markę Simteract zarówno wśród miłośników kolei jak i fanów symulatorów w ogóle – kończy prezes Marcin Jaśkiewicz.

Co zmieni uchwała NSA o instrumentalnym wszczynaniu postępowań karnych skarbowych

Fiskus decydując się na bezpodstawne wszczęcie postępowania podatkowego naraża się na ryzyko uchylenia decyzji administracyjnej i utratę kompetencji do zmiany rozliczenia podatkowego podatnika.

24 maja 2021 r. Naczelny Sąd Administracyjny podjął uchwałę, w której orzekł, że sądy administracyjne mają obowiązek sprawdzać, czy organ podatkowy nie wszczął postępowania jedynie po to, aby nie doszło do przedawnienia zobowiązania podatkowego.

Uchwała została wydana na wniosek Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców w związku z nagminną praktyką wszczynania przez organy podatkowe postępowań karnych skarbowych w toku postępowania podatkowego jedynie w celu zawieszenia biegu terminu przedawnienia.

– Często takie postępowania nie kończą się wiążącym rozstrzygnięciem oraz ciągle znajdują są w fazie in rem (w sprawie), w efekcie czego podatnik nie posiada żadnej wiedzy o czynnościach procesowych organu – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Radosław Bulejak, radca prawny w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Organy skarbowe nie kryły się z tym, że często wszczynały takie postępowanie w ostatnim dniu przed upływem przedawnienia, jedynie po to, aby wydłużyć sobie termin orzekania w przedmiocie zobowiązania podatkowego.

Zgodnie z art. 70 § 6 pkt 1 ordynacji podatkowej bieg terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu, z dniem wszczęcia postępowania w sprawie o przestępstwo skarbowe lub wykroczenie skarbowe, o którym podatnik został zawiadomiony, jeżeli podejrzenie popełnienia przestępstwa lub wykroczenia wiąże się z niewykonaniem tego zobowiązania.

Przepis ten jest na tyle kontrowersyjny, że został poddany ocenie przez Trybunał Konstytucyjny, który w wyroku z 17 lipca 2012 r. uznał go za niekonstytucyjny w zakresie braku poinformowania podatnika o wszczęciu postępowania karnego skarbowego. Wykonując wyrok Trybunału ustawodawca wprowadził do ordynacji podatkowej art. 70c, który nakazał zawiadomić podatnika przed upływem terminu przedawnienia o nierozpoczęciu lub zawieszeniu biegu terminu przedawnienia.

Jednak ustawodawca nie zdecydował się na wprowadzenie dodatkowych gwarancji dla podatnika. Swoboda wydawania przez organy podatkowe (naczelników urzędów skarbowych oraz celno-skarbowych) postanowień o wszczęciu postępowania w sprawie przestępstwa lub wykroczenia skarbowego oraz brak kontroli sądowej takich postanowień doprowadziła do sytuacji, że zobowiązanie podatkowe nie ulegało przedawnieniu, mimo znacznego upływu czasu od dnia złożenia kwestionowanej deklaracji.

Dotychczas sądy administracyjne w sposób powściągliwy podchodziły do tematu możliwości kontroli decyzji wymiarowej odnośnie prawidłowości stosowania art. 70 § 6 pkt 1 ordynacji podatkowej.

Z analizy orzecznictwa wynika, że tylko sądy karne mogły kontrolować zasadność wszczęcia postępowania karnego skarbowego. Sądom administracyjnym jednak umknęło, co wprost zauważył NSA w ustnych motywach uchwały, że wejście w życie art. 70 § 6 pkt 1 spowodowało, iż zagadnienie wszczęcia postępowania karnego skarbowego przez organ podatkowy stało się elementem materialnego prawa podatkowego. W konsekwencji, NSA słusznie uznał, że sąd administracyjny nie można nie zbadać, czy ww. przepis został prawidłowo zastosowany przez organ podatkowy.

Podstawy do weryfikacji przez sądy administracyjne należy natomiast szukać w przepisach Konstytucji, ale także prawa unijnego czy samej ordynacji podatkowej. Bez wątpienia zasada demokratycznego państwa prawnego oraz wynikające z niej zasada zaufania i zasada pewności prawa oraz zasada praworządności, wymagają od sądów administracyjnych zapewnienia realnej kontroli całości decyzji administracyjnej, gdyż tylko wtedy można stwierdzić, że prawo jednostki do sądu nie jest iluzoryczne. Z perspektywy podatnika zakrywanie się przez sąd administracyjny brakiem kompetencji do weryfikacji istotnego elementu sprawy, jakim jest przedawnienie zobowiązania podatkowego, nie buduje w żadnej mierze zaufania.

W podjętej uchwale NSA słusznie opowiedział się za poglądem, że sąd administracyjny jest obowiązany do sprawdzenia, czy art. 70 § 6 pkt 1 ordynacji podatkowej nie został wykorzystany przez organy podatkowe w sposób instrumentalny.

Sąd administracyjny kontroluje decyzję administracyjną w całości niezależnie od treści skargi, w efekcie musi przeanalizować, czy wszczęcie postępowania karnego skarbowego miało realny związek ze sprawą podatkową.

Jak uchwała NSA może przełożyć się na sytuację podatników?

– Nie można mieć złudzeń, że znajdzie ona szybkie odzwierciedlenie w praktyce organów podatkowych, bo uchwały NSA wiążą tylko sądy administracyjne. Niemniej organ, decydując się na bezpodstawne wszczęcie postępowania podatkowego, naraża się na ryzyko uchylenia decyzji administracyjnej i utraty kompetencji do zmiany rozliczenia podatkowego podatnika – wyjaśnia Radosław Bulejak z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Dodatkowo, organ podatkowy będzie musiał w decyzji administracyjnej udowodnić, że wszczęcie postępowania karnego skarbowego było zasadne w okolicznościach danej sprawy. Podatnik natomiast będzie mógł kwestionować w drodze skargi do sądu skuteczność zawieszenia biegu terminu przedawnienia.

Początek końca rajów podatkowych?

Grupa siedmiu najbogatszych krajów świata zawarła porozumienie dotyczące reformy systemu podatkowego, które powinno doprowadzić do likwidacji rajów podatkowych. Polska zyskałaby na takiej zmianie.

Porozumienia dotyczące przyszłości międzynarodowego systemu podatkowego powinno objąć 37 państw należących do OECD. Optymiści, którzy wierzą, że taki kompromis podatkowy zostanie wprowadzony w bliskiej przyszłości w 139 państwach.

– Po prostu nie uwierzę w likwidację rajów podatkowych, dopóki tego nie zobaczę, ponieważ jest to odpowiedź na odwieczne pytanie o to, kto rządzi światem – mówi w rozmowie w MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Wpływ największych korporacji, zwłaszcza technologicznych, jest nie tylko ogromny, ale też nadal rośnie.

Podatkowe porozumienie miałoby przynieść jego beneficjentom, do których należałaby także Polska, dodatkowe roczne wpływy do budżetu 50–80 mld euro rocznie. Plany reformy wzbudziły już niepokój niektórych państw. Irlandia, która jest znana z niskich podatków CIT i jej budżet państwa ma dzięki temu duże korzyści, szacuje że na takiej reformie straci co roku nawet 2 mld euro.

Istotnym etapem wprowadzania porozumienia byłoby przyjęcie zasady, że największe korporacje będą płacić należny CIT w każdym kraju, w którym faktycznie prowadzą działalność gospodarczą.

Optymalizacja podatkowa jest bardzo kosztowna dla wielu krajów i temat od dawna powinien być rozwiązany, istotne jest jednak też, że podatki obciążające pracę są bardzo wysokie i klasa średnia jest tłamszona podatkami dochodowymi. Podatki są jednocześnie konieczne, ale okazują się też niesprawiedliwe.

– Jestem zwolennikiem taniego rządu i niskich podatków, w stopniu, który jest możliwy – komentuje ekspert XTB. – Zmiany, o których rozmawiała grupa G7 wymaga jednak dużej determinacji ze strony największych państw, bo to właśnie one są w stanie wymusić ich wprowadzenie przez inne państwa.

Doprowadzenie do wyrównanie stawek CIT oznaczałoby likwidację rajów podatkowe, ale czy byłoby miejsce na „połowiczne raje”, a więc na różnicowanie podatku dochodowego od firm, ale przy ograniczeniu różnic w stawce CIT o 2-3 pkt. procentowe?

– Rozwiązaniem mogłoby okazać się wprowadzenie minimalnej stawki CIT, bo kraje mogłyby zachować w ten sposób swoją suwerenność podatkową przyjmując stawki powyżej wartości minimalnej – dodaje P.Kwiecień.

Branża cyfrowa: sektor nowych technologii staje się liderem zrównoważonego rozwoju w Polsce

Aby dokonała się ta trwała zmiana w podejściu do produktów i ekoprojektowania potrzebne są nie tylko ramy prawne, ale również poszerzanie świadomości społecznej i dodatkowe zachęty dla konsumentów, aby wybierali oni produkty trwalsze i przyjazne środowisku – wskazywał minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka podczas konferencji Związku Cyfrowa Polska na temat zrównoważonego rozwoju, w której udział wzięli przedstawiciele polskiego sektora nowych technologii.

Spotkanie, które odbyło się pod hasłem „#CyfryzujemyPolskę: Środowisko, Biznes, Konsument” poświęcone było głównie zmianom, jakie wynikają z wdrożenia rezolucji Parlamentu Europejskiego z 25 listopada 2020 r w sprawie dążenia do bardziej zrównoważonego jednolitego unijnego rynku. Jak podkreśla prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik, inicjator konferencji, dziś przedsiębiorcy z branży cyfrowej – producenci nowoczesnego sprzętu technologicznego – z powodzeniem realizują cele środowiskowe zawarte w rekomendacjach i przepisach europejskich oraz wytycznych ONZ. – Zrównoważony rozwój to dla naszych firm dziś priorytet. Można śmiało powiedzieć, że sektor cyfrowy staje się liderem w tym zakresie. Produkty, które tworzymy wpisują się w ideę gospodaki o obiegu zamkniętym: są coraz trwalsze i nadają się do recyklingu oraz ponownego użycia. Nie jest więc prawdą – wbrew obiegowej opinii – że producenci specjalnie postarzają sprzęt. Żaden wiodący producent nie posunąłby się do takiego kroku, bo to ciążyłoby potem na jego marce – zaznaczył Michał Kanownik. Jak dodał, postępująca cyfryzacja jest też impulsem dla innych firm do podążania za zrównoważonym rozwojem. – Nowoczesne narzędzia cyfrowe niewątpliwie wspomagają ten proces i to niezależnie czy dotyczy to poszczególnych firm, ich strategii zarządzania, dążenia do zwiększania zachowań prośrodowiskowych wśród konsumentów czy administracji, która cyfryzuje swoje publiczne usługi – zaznaczył prezes Cyfrowej Polski

Cyfrowe technologie dla środowiska

Minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka, który otworzył konferencję przypomniał, że gospodarka o obiegu zamkniętym jest jednym z głównych elementów europejskiego Zielonego Ładu. – Projekt ten zakłada ambitne cele. To przede wszystkim przejście na gospodarkę konkurencyjną, oszczędzającą zasoby, o bardziej zamkniętym obiegu. W tym modelu surowce wykorzystuje się w sposób zrównoważony – powiedział Michał Kurtyka. Zaznaczył, że osiągnięcie tego jest związane m.in. z wprowadzeniem nowych modeli biznesowych, które oparte są coraz częściej na gospodarce dzielenia się i współpracy. W realizacji celów środowiskowych – według Kurtyki – pomagą  także cyfrowe technologie, internet, technologie blockchain czy nadchodzący przełom w zakresie sztucznej inteligencji. – W najbliższym czasie spodziewamy się wielu inicjatyw przekształcających wzorce konsumpcji, tak aby zapobiegać powstawianiu odpadów, a nie leczyć już skutki wtedy, kiedy one nas zalewają. By dokonała się ta trwała zmiana w podejściu do produktów i ekoprojektowania potrzebne są nie tylko ramy prawne, ale również poszerzanie świadomości społecznej i dodatkowe zachęty dla konsumentów, aby wybierali oni produkty trwalsze i przyjazne środowisku – podkreślił Michał Kurtyka.

Na ogromną rolę cyfryzacji, która będzie motorem napędowym dla zrównoważonej gospodarki wskazywała podczas konferencji Cyfrowej Polski wiceminister rozwoju, pracy i technologii Olga Semeniuk. Jak zaznaczyła, szczególne duże zmiany w tym zakresie widoczne są w administracji. – Wprowadzono liczne e-usługi publiczne, zaimplementowano cyfrowe metody uwierzytelniania i identyfikacji. Zwiększono obrót bezgotówkowy, zinformatyzowano rozliczenia podatkowe, a także zwiększono cyberbezpieczeństwo – wyliczała wiceminister. – W wyniku tych wszystkich podjętych działań Polska w ciągu dwóch lat wskoczyła z 31 na 9  miejsce w światowym rankingu e-partycypacji ONZ – zauważyła.

Produkt jest wartością

Jak w praktyce wygląda zrównoważony rozwój w sektorze nowych technologii, na przykładzie swojej firmy wskazał Jaap van 't Ooster, Dyrektor Zarządzający Canon w regionie 4CE.  – Nasze działania są w pełni zgodne z celami nakreślonymi przez ONZ. Wraz z filozofią korporacyjną Kyosei (życie i praca dla wspólnego dobra) stanowią dla nas kompas wyznaczający prawidłowy kierunek. Jako Canon staramy się uchwycić równowagę pomiędzy biznesem, cyfryzacją i sprzedażą produktów z pozytywnym wpływem na środowisko i społeczeństwo. Dlatego nasze zaangażowanie i wkład w ochronę klimatu jest integralną częścią projektowania naszych rozwiązań, od momentu ich produkcji, poprzez transport, a na fazie użytkowania i recyklingu kończąc  – powiedział Jaap van 't Ooster.

Zaznaczył również, że kluczowym punktem w działaniach Canon jest traktowanie produktu jako wartości.
– Koszty gospodarowania odpadami oraz marnotrawstwo produktów powodują, że obieg zamknięty gospodarki to nie tylko ciekawy pomysł na zmianę modeli biznesowych, ale przede wszystkim kompleksowe rozwiązanie, które pozwala ograniczyć ilość odpadów, zarówno w gospodarstwach domowych, jak i na całym rynku. Klienci doskonale rozumieją, że wartościowy produkt to taki, który jest trwały, ma przedłużoną żywotność i można go poddać recyklingowi – dodał. Zdaniem Dyrektora Zarządzającego Canon w regionie 4CE idea „circular economy” powinna zostać włączona do długofalowych strategii biznesowych przedsiębiorstw oraz produktowych. – Potrzebny jest dalszy rozwój kompleksowego podejścia łączącego m.in.: prawodawstwo, partnerstwo publiczno-prywatne wspierające system recyklingu czy edukację – powiedział Jaap van 't Ooster. – Korzyścią GOZ jest także zwiększenie efektywności procesów biznesowych, które przekładają się na realne oszczędności. Zminimalizowania wpływu na środowisko, według aktualnych badań rynkowych, oczekują również klienci. A stąd już tylko krok do zwiększenia sprzedaży. Zyskuje firma, zyskuje klient, a przede wszystkim zyskuje środowisko – dodaje MD Canon 4CE – Jaap van 't Ooster.

Konferencja Związku Cyfrowa Polska „#Cyfryzujemy Polskę: Środowisko, Biznes, Konsument” odbyła się pod honorowym patronatem Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii, Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz Federacji Konsumentów. Partnerami wydarzenia byli: firma Canon Polska oraz ElektroEko Organizacja Odzysku Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego S.A.

Booste pozyskuje 54 mln zł i rozpoczyna globalną ekspansję

Booste, fintech oferujący kapitał na rozwój i skalowanie biznesów e-commerce w modelu revenue-based financing, zebrał 54 mln zł finansowania w rundzie A. Inwestorem jest DialCom24, lider polskiej branży fintechowej. Zaledwie pięć miesięcy od pozyskania pierwszego klienta w Polsce startup wchodzi ze swoją ofertą jednocześnie na trzy nowe rynki: w Wielkiej Brytanii, Irlandii i Holandii.

Oferowany przez Booste.com revenue-based financing (RBF) to elastyczny model finansowania umożliwiający dopasowywanie warunków spłaty do wysokości przyszłych przychodów klienta. Platforma nie wymaga przedstawiania gwarancji ani zabezpieczeń osobistych, daje za to możliwość samodzielnego określenia częstotliwości i formy zwrotu. Klient otrzymuje dostęp do kapitału w ciągu 24 godzin od zaakceptowania oferty, a pozyskane środki może wykorzystać na rozwój i skalowanie biznesu poprzez finansowanie działań marketingowych, takich jak kampanie internetowe i działalność agencji marketingowych, lub zakup towaru. W zamian Booste pobiera jedną, stałą opłatę: odpowiednio 6 proc. albo 9 proc.

Platforma współpracuje również z agencjami marketingowymi i udostępnia klientom bazę wiedzy obejmującą webinary oraz inne materiały edukacyjne na temat optymalizacji działań marketingowych. Pracuje też nad wdrożeniem kolejnych usług wspierających biznesy e-commerce w efektywnej sprzedaży.

– Ostatni rok sprzyjał branży e-commerce: w samej Wielkiej Brytanii w styczniu zanotowano wzrost sprzedaży online o 74 proc. rok do roku. Razem z rynkiem rośnie też jednak konkurencja. Dając szybki dostęp do środków ułatwiających intensyfikację działań marketingowych pozwalamy wybić się na jej tle. Cieszymy się, że dzięki pozyskanym środkom możemy zaoferować to wsparcie e-commercom w kolejnych krajach europejskich. Na pewno się na nich nie zatrzymamy. – mówi Jakub Pietraszek, CEO i współzałożyciel Booste.

RBF stale zyskuje na popularności: według prognoz do 2027 roku na poziomie globalnym rynek ten ma osiągnąć wartość 42,34 mld USD przy średnim rocznym tempie wzrostu (CAGR) na poziomie 61,8%. Pandemia Covid-19 wymusiła na wielu firmach przejście do sfery online oraz poszukiwanie nowych metod finansowania: elastycznego, udzielanego szybko i bez zbędnych formalności, dopasowanego do dynamicznie zmieniających się realiów rynkowych.

– Dbamy o najwyższą jakość doświadczenia użytkownika, zarówno na etapie ubiegania się o środki, jak i ich spłaty. Pozyskany kapitał umożliwi nam dalszy rozwój platformy w obszarze automatyzacji oraz dostosowania jej do kolejnych rynków lokalnych, na które planujemy ekspansję w najbliższym czasie. – mówi Michael Kacprzak, CPO i współzałożyciel Booste.

Booste to projekt venture buildingowy funduszu Tar Heel Capital Pathfinder. W styczniu 2021 r. startup ogłosił pozyskanie finansowania w wysokości 2 mln zł i już wtedy zapowiadał, że pracuje nad zebraniem kolejnej rundy.

– Jesteśmy aktywnie zaangażowani w tworzenie Booste od samego początku i cieszymy się widząc, że potencjał spółki jest dostrzegany przez wiodących inwestorów branżowych. Jestem przekonany, że finansowanie pozyskane od DialCom24 oraz współpraca z innymi spółkami z grupy przełoży się na jeszcze lepsze doświadczenie klienta i pozwoli Booste szybko uzyskać pozycję wiodącej platformy RBF na nowych rynkach oraz wyjść na kolejne. – komentuje Michał Wrzołek, Senior Investment Director w Tar Heel Capital Pathfinder.

Spółka przeznaczy finansowanie m.in. na kolejne wzmocnienia 15-osobowego zespołu i dalsze skalowanie platformy w Polsce i na rynkach europejskich.

Przedwakacyjna specjalna edycji DIMAQ Voice Online już 29 czerwca!

W czerwcu wirtualne spotkanie dla entuzjastów digital marketingu będzie miało nieco zmienioną formę – podczas wydarzenia odbędzie się jedna prelekcja oraz panel dyskusyjny z zaproszonymi ekspertami. DIMAQ Voice Online startuje już 29.06, w godzinach 15:00 – 16:15, na platformie LiveWebinar.

Podczas dwudziestego drugiego spotkania DIMAQ VOICE Online wystąpią: Konrad Jałoszyński, Digital Manager oraz Marta Ulman i Jakub Kwaczyński z GoldenSubmarine.

Prelekcja:

15:05 – 15:25

Daj się znaleźć – online marketing w mikro i małym przedsiębiorstwie.

Konrad Jałoszyński, Konsultant w Digital Manager

Mikro i małych przedsiębiorców nie zawsze stać na zewnętrzną agencję lub stałą obsługę specjalisty. Celem prezentacji będzie pokazanie, jak w prosty sposób, samodzielnie zadbać o widoczność w sieci. Na przykładzie działalności lokalnej oraz odrębnie ogólnopolskiej, prelegent pokaże na jakie elementy należy zwrócić w codziennych działaniach marketingowych by dać się znaleźć online.

Konrad Jałoszyński – certyfikowany specjalista DIMAQ Professional. Niezależny konsultant w Digital Manager. Doradca Google i PFR w programie Firmy Jutra. Autor publikacji dla prasy branżowej. Na co dzień pracuje bezpośrednio z zarządami firm i kadrą managerską doradzając w obszarze online marketingu i e-commerce. Tworzy strategie komunikacji marketingowej dla marek i produktów. Buduje lejki marketingowo-sprzedażowe. Swoje wieloletnie doświadczenia zdobywał w pracy dla największych podmiotów, takich jak np. Toyota, Generali, Impel Group, a także w samodzielnie rozwijanych projektach biznesowych. Na swoim koncie ma kilkadziesiąt z sukcesem wdrożonych projektów internetowych oraz przeprowadzonych kampanii marketingowych.

Panel dyskusyjny:

15:30 – 16:15

Co nowego w strategii digital?

Marta Ulman & Jakub Kwaczyński, GoldenSubmarine, autorzy podcastu „Mamy na to slajd”

„Mamy na to slajd” to pierwszy w Polsce podcast o strategii marketingowej, którego autorami są Marta Ulman i Jakub Kwaczyński. Tym razem podczas panelu na Dimaq Voice Online, przyjrzą się najciekawszym raportom, badaniom i trendom nagłośnionym w trakcie minionego kwartału. Co oznaczają dla marketerów? Dlaczego nie można ich pominąć?  Jak wykorzystać je w codziennej pracy w branży? Podczas panelu eskperci wymienią się własnymi spostrzeżeniami i rekomendacjami przy czynnym udziale uczestników.

Marta Ulman – Head of strategy, odpowiedzialna za komunikacji 360 dla klientów GoldenSubmarine, m.in. Wedel, Monte, Citi Handlowy, Starbucks i wielu innych. Posiada 10 letnie doświadczenie w tworzeniu komunikacji dla największych polskich i międzynarodowych marek (m.in. McDonald’s, Wizzair). Prowadzi szkolenia oraz zajęcia na Akademii Leona Kuźmińskiego z zakresu marketingu interaktywnego. Prelegentka na konferencjach marketingowych, jurorka konkursu GoldenArrow. Autorka artykułów branżowych oraz współautorka książki „E-Marketing” pod. red. G.Mazurka. Współautorka pierwszego polskiego podcastu o strategii „Mamy na to slajd”. Service designerka, absolwentka studiów podyplomowych z zarządzania innowacją.

Jakub Kwaczyński – obecny w marketingu od 9 lat. Odpowiedzialny za strategię komunikacji klientów GoldenSubmarine w digitalu, m.in. NIVEA Polska, Żubrówka, Bionorica, Nestle. Prelegent na konferencjach marketingowych, m.in. Forum IAB 2020, MIXX Conference, Golden Marketing Conference i innych. Autor artykułów branżowych i juror w marketingowych konkursach. Posiadacz certyfikatu DIMAQ Professional, Współtworzy specjalność Marketing Online na UAM w Poznaniu. Współautor pierwszego polskiego podcastu o strategii „Mamy na to slajd”.  

Akredytacja DIMAQ

Posiadacze certyfikatów DIMAQ za udział w wydarzeniu otrzymują od 5 do 7 punktów recertyfikacyjnych. Szczegóły punktacji dla Uczestnika i Prelegenta znajdują się stronie: https://dimaq.pl/dimaq-voice-online/

Link do bezpłatnej rejestracji jest TU.

Bądź na bieżąco z DIMAQ Voice! Dołącz do wydarzenia na Facebooku.

Zostań prelegentem DV Online!

Nieustannie przyjmujemy zgłoszenia od osób, które chcą spróbować swoich sił jako prelegent/ka podczas DV Online. Jeśli masz ciekawy temat, którym chciałbyś/abyś podzielić się z naszą widownią nie zwlekaj, wyślij zgłoszenie wypełniając krótki formularz. Kolejne edycje już we wrześniu!

Co możesz zyskać będąc prelegentem DIMAQ Voice?

  • Jeśli jesteś posiadaczem certyfikatu DIMAQ, możesz zdobyć nawet 40 pkt recertyfikacyjnych (25 gwarantowane, dodatkowo do 15 pkt w zależności od ocen publiczności)
  • Wzmocnisz swój ekspercki wizerunek
  • Zaprezentujesz ciekawe rozwiązania/case’y swojej firmy

Aby zostać prelegentem DIMAQ Voice nie musisz posiadać certyfikatu DIMAQ. Jeśli Twoja prezentacja będzie oryginalna i spełni określone wymagania merytoryczne, na pewno odezwiemy się w celu omówienia szczegółów i zaplanowania dogodnego terminu wystąpienia.

Hakerzy zmieniają swoje narzędzia. Nawet 25% polskich firm jest atakowana przez Trickbota

Czołowe światowe grupy hakerskie rezygnują z trojana Dridex na rzecz Trickbota, który nękał w maju blisko jedną czwartą polskich sieci organizacyjnych – ujawniają eksperci cyberbezpieczeństwa z Check Point Research. Od początku 2021 r. analitycy odnotowali znaczny wzrost cyberataków na przedsiębiorstwa. W Europie i na Bliskim Wschodzie jest ich blisko dwa razy więcej niż w 2020 roku!

Specjaliści z Check Point Research ujawnili, że w ostatnim miesiącu trojan Dridex przestał być powszechnie wykorzystywany przez czołowe gangi hakerskie mimo, że do tej pory był najpopularniejszym typem malware’u, odpowiadającym m.in. za dostarczanie na komputery ofiar złośliwych programów odpowiadających za trwającą epidemię ransomware. Jego miejsce na czele listy zastąpił Trickbot, który już w zeszłym miesiącu był najczęściej wykrywanym zagrożeniem w polskich firmach. Choć jak na razie eksperci nie są w stanie jednoznacznie ustalić przyczyn spadku popularności Dridexa, to analizy Check Point Research wskazują, że spory udział w tym wydarzeniu może mieć nowa strategia działania grupy cyberprzestępczej Evil Corp, która zmieniła zarówno nazwę, jak i swoje techniki (w tym rezygnacja z wykorzystania trojana Dridex), aby uniknąć sankcji ze strony Stanów Zjednoczonych.

Najbezpieczniejsze kraje w Europie pod względem zagrożeń sieciowych
Źródło: Check Point Software Technologies
L.p. Kraj Threat Index
1. Wielka Brytania 31,4
2. Holandia 34,0
3. Luksemburg 35,2
4. Austria 38,8
5. Serbia 39,3
6. Włochy 40,2
7. Belgia 40,7
8. Niemcy 40,9
9. Ukraina 40,9
10. Francja 42,0
11. Białoruś 42,0
12. Malta 42,1
13. Szwajcaria 43,3
14. Polska 44,0
15. Szwecja 44,3

Nowy lider rankingu – Trickbot – trojan botnetowy oraz bankowy, potrafi kraść dane finansowe, dane uwierzytelniające konta i informacje umożliwiające identyfikację osoby. Jest zdolny również by rozprzestrzeniać się w sieci i – podobnie jak Dridex – dystrybuować oprogramowanie ransomware, w szczególności Ryuk. Zdaniem ekspertów to złośliwe oprogramowanie jest stale aktualizowane o nowe możliwości, funkcje i wektory dystrybucji. Dzięki swojej elastyczności i konfigurowalności sprawnie sobie radzi w ramach kampanii wielozadaniowych. Trickbot zyskał popularność po usunięciu botnetu Emotet w styczniu br., natomiast na nagłówki gazet i portali trafił w tym tygodniu, gdy Departament Sprawiedliwości USA oskarżył Łotwę o jej udział w tworzeniu i wdrażaniu złośliwego oprogramowania Trickbot.

W maju Trickbot wpłynął na 8,3% organizacji na świecie i aż 24,7% sieci korporacyjnych w Polsce! W pierwszej trójce najpowszechniejszego malware’u pojawił się również XMRig, zidentyfikowany w 3,2% organizacji na świecie (1,1% w Polsce) oraz Formbook infekujący 2,6% sieci (2,2% w Polsce).

Od początku 2021 r. eksperci Check Pointa odnotowali znaczny wzrost wolumenu cyberataków na przedsiębiorstwa. W porównaniu z majem 2020 r. liczba cyberataków w obu Amerykach wzrosła o 70%, podczas gdy w regionie EMEA (Europa i Bliski Wschód) odnotowano 97% wzrost w porównaniu z majem 2020 r., natomiast strefa APAC odnotowała zdumiewający wzrost o 168% rok do roku.

– Chociaż wiele się mówi o niedawnym wzroście ataków ransomware, to w rzeczywistości nastąpił ogromny wzrost ogólnej liczby cyberataków. To znaczący i niepokojący trend, a organizacje muszą być świadome zagrożeń i zapewnić odpowiednie rozwiązania. Ataki nie mogą być tylko blokowane; należy im również zapobiegać, w tym atakom typu zero day oraz z udziałem nieznanego złośliwemu oprogramowaniu. Dzięki odpowiednim rozwiązaniom zabezpieczającym większości ataków, nawet najbardziej zaawansowanych, można zapobiec bez zakłócania normalnego przepływu działalności. ­– mówi Wojciech Głażewski, dyrektor polskiego oddziału firmy Check Point Software Technologies.

A jest się przed czym chronić. Choć Polska, na tle innych europejskich krajów, sukcesywnie pnie się w rankingach (obecnie 14. kraj w Europie pod względem najmniejszej ilości incydentów bezpieczeństwa), to rzeczywista liczba ataków – m.in. w Europie – drastycznie rośnie. Oznacza to, że nasz kolejny awans w rankingu bezpieczeństwa nie przekłada się na mniejsze zagrożenie dla polskich firm i organizacji.

W Europie najbezpieczniejszym krajem z indeksem zagrożeń na poziomie 31,4 była Wielka Brytania, natomiast światowym zestawieniu pozycję lidera, z przeszło dwukrotnie niższym indeksem, uzyskało Portoryko (14,1). Na przeciwległym biegunie ulokowała się Rumunia (77,9), zajmująca piątą pozycję od końca ze 107 sklasyfikowanych państw. Największa liczba zagrożeń (indeks 100) czyhała z kolei na internautów w Kataru.

Pomimo roku pandemii i pracy online, polskie firmy nadal zapominają o podstawach cyberbezpieczeństwa

W czasie pandemii znacznie wzrosła aktywność przestępców w sieci. Ilość zagrożeń i ataków na polskie firmy wzrosła trzykrotnie. Jednocześnie nie widać inicjatyw polskich firm, mających na celu poprawę bezpieczeństwa organizacji – ostrzega Dominik Rozdziałowski, Naczelnik Wydziału do Walki z Cyberprzestępczością Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach, uczestnik panelu ekspertów Cyber Security Masters.

Sytuacja ta jest wynikiem braku świadomości wśród zarządzających organizacjami. Brak edukacji, dostarczenia odpowiednich rozwiązań oraz inwestycji w bezpieczeństwo przy jednoczesnym przeniesieniu życia do świata Online stanowią największe wyzwanie dla przedsiębiorców – podkreśla Dominik Rozdziałowski. – Problem stanowi również ciągły brak przygotowania do współpracy z organami ścigania oraz brak procedur reagowania przed i po zdarzeniu. 

Ograniczenia inwestycji w bezpieczeństwo to – zdaniem przedstawiciela Policji – działania krótkowzroczne, których skutki mogą okazać się bardzo kosztowne dla organizacji… Chwilowe oszczędności na odpowiednim personelu i sprzęcie prowadzą do wycieków danych lub informacji kluczowych dla funkcjonowania biznesu.

Tymczasem profesjonalizacja technik cyberprzestępczych wzrasta. Hakerzy wykorzystują socjotechnikę podszywając się pod ważne osoby (zarząd firmy) lub instytucje zaufania publicznego (banki, instytucje państwowe), wyłudzając od pracowników firm lub prywatnych osób wiele, poufnych danych. Jak wynika z analiz Policji, przestępcy często profilują potencjalne ofiary, poprzez serwisy społecznościowe i specjalistyczne fora a także strony www samych firm. Często sprawcy wykorzystują bardzo podstawowe mechanizmy zachowań ludzkich, których motywem jest np. chęć zysku i atakują proponując inwestowanie na giełdzie, w kryptowaluty lub w papiery wartościowe. Przygotowują drabinkę zysków w zależności od możliwości finansowych poszczególnych osób. Po kilku dniach na koncie faktycznie pojawiają się przewidywane kwoty, ale w momencie próby wypłaty całe zainwestowane pieniądze znikają. Często są to ogromne sumy rzędu kilkuset tysięcy.

Coraz więcej spraw dotyczy także fałszywych sklepów internetowych oferujących bogaty asortyment sprzętów gospodarstwa domowego, urządzeń do ćwiczeń, telefonów, komputerów czy zegarków. Jak tłumaczy ekspert „Check Point Cyber Security Masters”, taki sklep znika najczęściej po tygodniu, kiedy w sieci już pojawiają się bardzo negatywne opinie. – Każdy zakup, transakcja w sieci powinna być poprzedzona analizą i zdrowym rozsądkiem. Zapominamy bowiem, że w świece online działają tysiące nieuczciwych firm, czekających na nasz błąd i nieuwagę – ostrzega Dominik Rozdziałowski z KWP w Kielcach.

Post-pandemiczna branża IT: wyższe wynagrodzenia i duża otwartość na zmianę pracodawcy

Warunki zatrudnienia na rynku pracy IT są lepsze niż przed pandemią – wynika z najnowszego badania przeprowadzonego przez firmę HRK S.A. Zdaniem 39% specjalistów pracujących w IT COVID-19 miał pozytywny wpływ na ich branżę.

HRK S.A. przeprowadziła badanie „Nowa normalność. Rynek pracy IT po pandemii” mające na celu zbadanie zmian, jakie zdaniem specjalistów IT zaszły w ich branży w ciągu ostatniego półrocza. Uczestnicy badania wskazywali i oceniali zmiany m.in. w obszarach związanych z warunkami w obecnym miejscem zatrudnienia, poszukiwaniem pracy, czy też uczestnictwem w procesach rekrutacyjnych.

Restrykcje związanie z pandemią COVID-19 były niezwykle trudną próbą dla pracodawców. Ustalenie i wdrożenie nowych zasad i warunków obowiązujących w codziennej pracy, przy zachowaniu ciągłości biznesowej, było nie lada wyzwaniem dla wielu organizacji. W ramach badania „Nowa normalność. Rynek pracy IT po pandemii” firma HRK S.A. zapytała specjalistów IT o to, jak oceniają działania swoich pracodawców w czasie pandemii.

Praca zdalna doceniana przez ekspertów IT

Najlepiej ocenianymi działaniami jakie firmy wdrożyły w czasie trwania pandemii są: możliwość pracy w trybie home office (88%), zapewnienie odpowiedniej higieny pracy (70%), wsparcie techniczne i sprzętowe (57%) oraz wdrożenie komunikatorów internetowych w codziennej komunikacji firm (56%). Ponad połowa ankietowanych wskazała, że pozytywnie odbierają wsparcie okazywane przez managerów (54%) i zachowania zarządzających takie jak okazywanie empatii czy zrozumienia (53%). Nieco gorzej została oceniona komunikacja wewnętrzna (38%) i jasny podział zadań (37%). Jednocześnie, aż 69% ankietowanych wystawiło pracodawcom negatywną ocenę w kwestii z dofinansowania kosztów związanych z pracą w domu.

Praca z domu, ale projekty nierozwojowe

Choć początkowo nie wszyscy pracodawcy byli zadowoleni z konieczności wprowadzenia home office, to szybko zdali sobie sprawę, że taka forma świadczenia pracy jest podczas pandemii koniecznością ze względów bezpieczeństwa. 81% ankietowanych odpowiedziało, że w ich miejscach pracy pandemia spowodowała polepszenie możliwości pracy zdalnej. 67% uczestników badania wskazało, że w ich firmach możliwość pracy zdalnej została zwiększona do 100%, natomiast w przypadku 23% jest to wymiar 50% i więcej.

Innymi zmianami, jakie ocenili pozytywnie eksperci branży IT, są elastyczne godziny pracy (61%) oraz dostęp do narzędzi ułatwiających pracę i komunikację (49%). Z kolei 21% badanych zauważyło lepszy dostęp do najnowocześniejszych technologii. W kwestii realizacji ciekawych projektów zdania specjalistów IT są bardziej podzielone: 19% twierdzi, że w czasie pandemii realizuje bardziej interesujące projekty, a 23% uważa, że COVID-19 przyczynił się do, tego że obecnie pracują przy mniej rozwijających wdrożeniach.

Po pandemii wyższa wypłata

Podczas trwania pandemii specjaliści IT nie odczuli wielkich zmian w kwestii wynagrodzeń. 54% zadeklarowało, że ich zarobki wzrosły o minimum 10%. Tylko w nielicznych przypadkach, bo u 8%, wynagrodzenie uległo obniżeniu.

Ucierpiały relacje międzyludzkie

Wykonywanie codziennych obowiązków i służbowych zadań to jednak nie wszystko. Praca to także ludzie. Zdaniem 59% biorących udział w badaniu, pandemia przyczyniła się do pogorszenia relacji międzyludzkich, a 42% badanych odczuło pogorszenie atmosfery w pracy. Pozostałe warunki, które uległy pogorszeniu to udział w szkoleniach i konferencjach (56%), benefity (49%) oraz  system premiowy (34%).

Otwartość na zmianę pracy

Mimo iż branża IT jest jedną z nielicznych, która wychodzi z pandemii obronną ręką, to nie obyło się w bez redukcji etatów. Wyniki badania HRK S.A. pokazują, że 14% osób zatrudnionych w tym obszarze straciło pracę, głównie w okresie pierwszego lockdownu.

Obostrzenia wprowadzane na kolejnych etapach trwania pandemii nie zniechęciły ekspertów IT do zmian zawodowych. 89% jest obecnie otwarta na zmianę pracodawcy, ale część zaznacza, że skusiłyby ich tylko wyjątkowo atrakcyjne oferty (62%). W badanej grupie, blisko połowa (47%) podjęła w czasie pandemii próbę zmiany pracy, a 34% zmieniło pracodawcę. 9% ankietowanych planuje zmianę pracy w ciągu najbliższych kilku miesięcy.

Krótsze rekrutacje i lepsza jakość procesu

Jedną z większych zmian, jaką zaobserwowali uczestnicy badania „Nowa normalność. Rynek pracy IT po pandemii” jest możliwość prowadzenia procesu rekrutacyjnego całkowicie zdalnie. Aż 87% nadanych oceniło tę zmianę pozytywnie. Inne aspekty, jakie w całym procesie rekrutacyjnym dostrzegli specjaliści IT to: mniejsza ilości etapów rekrutacyjnych (30%), skrócenie czasu trwania procesu i jego finalizacji (26%), szybsze otrzymywanie informacji zwrotnej (24%) oraz lepszy kontakt z rekruterem (17%).

Według 33% ankietowanych oferty pracy pojawiające się na rynku w czasie pandemii są bardziej atrakcyjne, a najciekawsze elementy tych ofert stanowią: możliwość pracy zdalnej (62%) oraz wysokość oferowanego wynagrodzenia (22%).

Zmiany na rynku IT są nieuniknione, ale to właśnie czas pandemii sprawił, że zaszły one wyjątkowo szybko. Wymagało to od pracodawców niezwykłej elastyczności i natychmiastowego reagowania na sytuację. Dziś wszystko wskazuje na to, że utrzymanie i zatrudnienie specjalistów IT będzie z roku na rok coraz większym wyzwaniem.

Badanie zostało przeprowadzone metodą CAVI wśród 289 ankietowanych, pracujących w obszarach: softwear development, big data, IT sales, mobile, IT infrastructure, application system, data and analysis, project/ product management.

Wartość handlu e-commerce B2B urosła w pandemii o 30 procent

  • Od wybuchu pandemii często pojawiają się informacje o gwałtownie rosnącej popularności zakupów polskich konsumentów w sieci. Ich wartość na koniec ubiegłego roku wyniosła ok. 70 mld zł i wzrosła o ponad 40% rdr.
  • Handel internetowy między firmami (B2B) jest mniej widoczny na co dzień dla konsumentów, ale odbywa się na kilka razy większą skalę. Polski e-commerce B2B na koniec ubiegłego roku był wart ok. 450 mld zł.
  • Z raportu „E-commerce B2B – Biznes w sieci” przygotowanego dla Santander Bank Polska przez Mobile Institute wynika, że w czasie pandemii wartość e-commerce B2B urosła o 30%, a prognozy na 2021 mówią o wzroście o nawet 40 %.

Mówiąc o e-commerce często myślimy o zakupach towarów poprzez Internet dokonanych przez konsumentów. Podczas pandemii rosły one gwałtownie, szybko zapełniając paczkami auta kurierów i paczkomaty. W przypadku handlu internetowego między firmami, e-commerce B2B, był on dużo mniej widoczny, chociaż skala obrotów w tym kanale jest kilkukrotnie większa.

W ciągu ostatnich lat wyraźnie i stale rośnie odsetek klientów zamawiających i kupujących towary oraz usługi przez Internet. Dotyczy to zarówno konsumentów jak i firm. Dynamiczny wzrost zakupów wśród konsumentów, szczególnie z młodego pokolenia, wpływa dodatkowo na szybką digitalizację zakupów biznesowych. To właśnie młode osoby coraz częściej decydują o zakupach w firmach i będą oczekiwać rozwiązań równie wygodnych i intuicyjnych jak przy zakupach prywatnych. Przeniesienie przyzwyczajeń z zakupów konsumenckich do firm, wspiera przekonanie, że w całym 2021 roku dynamika e-commerce B2B może nie tylko utrzymać się na poziomie z 2020 roku, ale wzrosnąć i osiągnąć tempo rzędu 40 procent. wyjaśnia Małgorzata Nesterowicz, dyrektor ds. sektora usług i firm rodzinnych w Santander Bank Polska.ehandel b2b

Handel internetowy B2B rośnie nieprzerwanie od wielu lat, na koniec zeszłego roku wyniósł ok. 447 mld złotych i wzrósł o ok. 30% rdr. Z wyliczeń analityków Santander Bank Polska wynika, że bez efektu pandemii wzrost wyniósłby około 9%, a wartość handlu około 375 mld złotych. Rośnie też odsetek firm kupujących online, od 2018 roku o 4%. Wśród kupujących biznesowo są też grupy, w których ten wzrost jest jeszcze wyższy. Jest to przede wszystkim sektor przemysłowy, gdzie jeszcze kilka lat temu zakupów online na rzecz firmy dokonywało 43% menedżerów, a obecnie jest to 63% (+20 p.p).

Czeka nas boom w e-commerce B2B?

Wiele skazuje na to, że lata najbardziej dynamicznego rozwoju handlu internetowego B2B są jeszcze przed nami. Z badania przeprowadzonego przez Mobile Institute na potrzeby raportu wynika, że spośród firm, które nie posiadają jeszcze rozwiązań e-commerce, zamiar wdrożenia ich deklaruje 38% badanych, przy czym ta skłonność wśród największych podmiotów sięga nawet 50%. Prawie połowa firm deklaruje, że zrobi to w ciągu najbliższego roku. Dodatkowo, wśród podmiotów posiadających rozwiązania e-commerce, 95% chce je dalej rozwijać, a więc zwiększać udział tego kanału w przychodach.

– Skala e-handlu jest już bardzo duża, jednakże w stosunku do całości handlu w Polsce oraz liczby wszystkich firm działających w sektorze B2B skłania do wniosku, że e-commerce B2B ma jeszcze bardzo duży potencjał rozwoju. Z naszego badania wynika, że 35% badanych firm uruchomiło swoje rozwiązania e-commerce na przestrzeni ostatnich 3 lat, a 11% właśnie nad nimi pracuje. To może oznaczać, że po tym jak te rozwiązania sprawdziły się w czasie pandemii, będą mocno rozwijane w najbliższych latach – mówi Maciej Nałęcz, analityk sektorowy Santander Bank Polska.ehandel b2b 2

Wpływ pandemii na przyspieszenie rozwoju e-commerce w sektorze B2B wydaje się być bezsprzeczny. Spośród badanych firm, 66% jest tego zdania, a 34% z tej grupy twierdzi, że ten wpływ był zdecydowany. Podobnego zdania są dostawcy rozwiązań e-commerce. Wśród nich dynamiczny rozwój handlu cyfrowego z pandemią wiąże aż 95%, wskazując, że widzą znaczny wzrost zapotrzebowania na swoje usługi związane z wdrożeniem lub obsługą sprzedaży cyfrowej.

E-commerce to wiele potencjalnych korzyści dla firm

Z badania Mobile Institute, wykonanego na potrzeby raportu Santander Bank Polska „E-commerce B2B – Biznes w sieci” wynika, że w ponad połowie firm dzięki e-commerce zwiększyła się liczba klientów, 45% deklaruje, że udało się wyjść z ofertą do nowych grup klientów, a 43% potwierdza, że firma zwiększyła wyniki sprzedażowe. Poza ekspansją, firmy zauważają również pozytywne efekty digitalizacji na dotychczasowych klientach. Według 27% badanych, klienci zaczęli kupować częściej, a według 12% więcej. Dodatkowo, zdaniem badanych firm, obecni klienci stali się bardziej lojalni i wzrósł poziom ich zadowolenia. Kolejnym efektem wdrożenia e-commerce jest zdecydowanie optymalizacja kosztów sprzedaży.

O tym jak znaleźć się w gronie 11% firm aktywnie sprzedających w wartym 450 mld złotych internetowym kanale handlu między firmami – e-commerce B2B rozmawiać będą eksperci Santander Bank Polska i zaproszeni goście podczas konferencji „E-commerce B2B – Biznes w sieci”. Prezentując wnioski z raportu „E-commerce B2B – Biznes w sieci” autorzy opowiedzą m.in. o tym jak dynamicznie rośnie internetowy kanał sprzedaży między firmami, jakie jest miejsce Polski w e-handlu w Europie i globalnie, zaś grono ekspertów z czołowych firm wdrożeniowych przekaże bezcenne doświadczenie i wskazówki dotyczące barier rozwoju i czynników sukcesu ważnych przy wdrażaniu i rozwijaniu B2B e-commerce. Udział w konferencji jest bezpłatny. Rejestracja odbywa się przez stronę: Santander.pl/spotkanieecommerce

Raport został objęty patronatem przez Izbę Gospodarki Elektronicznej, Łukasiewicz – Instytut Logistyki i Magazynowania, Polską Izbę Opakowań, Związek Pracodawców Transport i Logistyka Polska.

Złoty w odwrocie. Bitcoin powyżej 40 000 dolarów

Polska waluta kontynuuje negatywny trend. W ciągu trzech dni straciła niemal 1,5% na wartości i patrząc na sytuację, nie można wykluczyć, że ruch ten będzie kontynuowany.

Inflacja jednak nie tak wysoka

Finalne dane o inflacji za maj pokazały jednak 4,7% zamiast wstępnych 4,8%. To nadal 1,2% powyżej celu inflacyjnego wraz z korytarzem bezpieczeństwa. Z drugiej strony oddala to perspektywę przekroczenia 5%. Rynki jeszcze mniej spodziewają się podwyżki stóp procentowych, więc odwrót od złotego trwa. Złotówka względem głównych walut jest najsłabsza od około miesiąca i nie zanosi się na razie na wyraźną zmianę tego stanu rzeczy.

Inflacja problemem globalnym

Kolejne kraje raportują coraz wyższy wskaźnik inflacji. Wczoraj były to również Indie, które pokazały wzrost cen w ciągu roku o 6,3%. Wzrost inflacji dotyczy zarówno największych gospodarek światowych jak USA czy też mniejszych państw. Jest to wynik istotnego wzrostu cen surowców energetycznych wraz z bardzo niskimi kosztami kredytów mającymi pobudzać rozwój gospodarczy w trudnych czasach.

Bitcoin powyżej 40 000 dolarów

Jeszcze tydzień temu najpopularniejsza kryptowaluta świata odbijała się tuż powyżej poziomu 31 000 dolarów, dzisiaj znajduje się 30% wyżej. Winnym jest znowu podobno Elon Musk, który nie wykluczył, że w przyszłości firma powróci do przyjmowania płatności za samochody za pomocą bitcoina. Oczywiście pojawił się warunek, że 50% bitcoinów ma być wydobywanych za pomocą zielonych źródeł energii wraz z trendem zwiększającym tę wartość w przyszłości. Jak widać, inwestorzy uwierzyli w realność spełnienia tego oczekiwania.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wyniki sprzedaży detalicznej,
15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Pokolenie Z chce załatwiać sprawy finansowe w tradycyjnej formie – raport z badania

W trakcie pandemii konsumenci zaczęli w większym stopniu zdalnie zarządzać finansami osobistymi. Wciąż jednak jest za wcześnie, by świat finansów mógł w pełni przenieść się do internetu. Jak wynika z badań Federacji Konsumentów i Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego, konsumenci nadal przy wielu czynnościach finansowych preferują kontakt osobisty z drugą stroną, a w grupie tej, oprócz seniorów, dominują osoby z najmłodszego pokolenia. Mimo że „Zetki” żyją w świecie cyfrowym, to sprawy finansowe chcą załatwiać w tradycyjnej formie.

Pandemia nie odwróciła trendu – największe znaczenie wciąż mają kanały tradycyjne

Entuzjaści nowych technologii są przekonani, że cyfrowe doświadczenia konsumentów z czasów pandemii COVID-19  sprawią, że tradycyjne formy obsługi klienta niemal całkowicie stracą na znaczeniu na rzecz kanałów zdalnych. Tego typu przewidywania są jednak przedwczesne. Z badania Federacji Konsumentów i Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego wynika, że konsumenci chcą powrócić na ścieżkę bezpośredniego kontaktu z instytucją finansową. Nawet przy nieskomplikowanych operacjach, jak na przykład założenie lokaty oszczędnościowej, wciąż więcej klientów wybierze się do oddziału bankowego niż skorzysta z rozwiązań cyfrowych (53 proc. wskazań w stosunku do 44 proc. odpowiedzi).

Podobnie w przypadku zakupu ubezpieczeń – i to zarówno życiowych, jak i komunikacyjnych. Konsumenci zapytani o preferowany sposób zakupu polisy na życie w zdecydowanej większości wskazują na tradycyjne formy: 46 proc. najchętniej zawrze umowę ubezpieczenia u agenta, a 30 proc. wybierze się w tym celu do stacjonarnego oddziału towarzystwa ubezpieczeniowego. Niewiele ponad jedna czwarta ankietowanych (27 proc.) kupi polisę przez internet. W przypadku zakupu polisy OC/AC rośnie nieco odsetek klientów skłonnych do sfinalizowania transakcji drogą internetową (29 proc. odpowiedzi), ale nadal dominującą rolę pełni fizyczny kontakt z agentem (41 proc.).

Zobowiązania finansowe, takie jak kredyty lub pożyczki, także zaciągamy chętniej w kanale offline niż w formie cyfrowej. Przy czym należy zaznaczyć, że w przypadku pożyczania mniejszych kwot klienci są dwukrotnie bardziej skłonni do skorzystania z kanału zdalnego niż w przypadku zobowiązań o większej wartości. Kredyt w wysokości 5 tys. zł zaciągnie przez internet 37 proc. osób, ale gdy kwota kredytu wyniesie 50 tys. zł, wówczas odsetek ten spada do 17 procent. W obu sytuacjach większość konsumentów uda się do placówki banku bądź firmy pożyczkowej, by tam dokonać operacji – 51 proc. przy pożyczce na 5 tys. zł i 71 proc. przy zobowiązaniu na kwotę 50 tys. złotych.

Najmłodsi klienci preferują kontakt osobisty

Najmniejszą otwartość wobec cyfrowych usług finansowych wyrażają osoby najstarsze, powyżej 65. roku życia. Po przeciwległej stronie znajdują się przedstawiciele pokolenia X i Y, czyli osoby urodzone pomiędzy rokiem 1975 a wczesnymi latami 90. XX wieku, którzy deklarują największą gotowość do zastąpienia fizycznych kanałów interakcji obsługą zdalną. Z kolei najmłodsza generacja konsumentów (tzw. Zetki), która nie zna życia bez internetu, niekoniecznie jest skłonna przenieść wszystkie usługi finansowe do wirtualnego świata. Osoby do 24. roku życia preferują fizyczną formę interakcji z instytucją finansową w zdecydowanie większym stopniu niż dzisiejsi trzydziesto- i czterdziestolatkowie. Co prawda lokatę oszczędnościową chętniej założą zdalnie niż stacjonarnie, ale już zakupu ubezpieczenia na życie czy polisy OC/AC w większości dokonają przez tradycyjny kanał obsługi. Przy zaciąganiu pożyczki w kwocie 5 tys. zł również o wiele częściej niż starsze roczniki zdecydują się na osobisty kontakt z przedstawicielem instytucji kredytowej – czy to w ramach wizyty w placówce banku bądź firmy pożyczkowej, czy spotykając się z doradcą.

Pokolenie Z, które w najbliższych latach stanie się dominującą grupą klientów instytucji finansowych, świetnie orientuje się w świecie nowych technologii i nie ma barier w korzystaniu z rozwiązań cyfrowych, dlatego może być zaskoczeniem fakt, że najmłodsi przy wielu czynnościach finansowych preferują bezpośredni kontakt z drugą stroną. Dotyczy to zarówno bardziej skomplikowanych operacji, np. zaciągniecie pożyczki, jak również tych łatwiejszych, choćby zakup polisy komunikacyjnej” – komentuje Agnieszka Wachnicka, prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego.  Jak dodaje ekspertka: „Relatywnie wysoka skłonność najmłodszych konsumentów do korzystania z tradycyjnych kanałów obsługi może wynikać z braku doświadczenia i słabego rozeznania w świecie finansów, przez co ważna dla nich staje się możliwość uzyskania pomocy lub konsultacji. Tezę tę potwierdzają wyniki badania – dla osób młodych ten czynnik jest ważniejszy niż cena usługi”.

Cena jako podstawowe kryterium wyboru

Konsumenci wybierając kanał, przez który zrealizują daną usługę finansową, kierują się przede wszystkim ceną. Szczególnie wrażliwe na ten aspekt są osoby określające swoją sytuację finansową jako bardzo dobrą. Niewiele mniej ważną dla konsumentów kwestią jest bezpieczeństwo oraz zaufanie do danej metody kontaktu z instytucją finansową – bankiem, firmą pożyczkową czy towarzystwem ubezpieczeniowym. Trzecim w kolejności kryterium,  który brany jest pod uwagę przez konsumentów przy wyborze sposobu realizacji danej czynności finansowej, jest możliwość konsultacji i uzyskania pomocy. Co ciekawe, czynnik ten jest istotniejszy dla osób młodych (w wieku 18-24 lata) niż osób starszych. Dopiero na dalszych miejscach uplasowały się takie aspekty, jak wygoda czy oszczędność czasu.

***

Ogólnopolskie badanie „Finanse Polaków w czasie COVID-19. Jak trzy fale pandemii wpłynęły na portfele i zwyczaje finansowe Polaków” zostało przeprowadzone techniką CATI i CAWI w okresie marzec-kwiecień 2021 roku na reprezentatywnej próbie 1215 dorosłych Polaków przez firmę badawczą ABR Sesta na zlecenie Federacji Konsumentów i Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego. Próbę badawczą kontrolowano pod kątem następujących zmiennych: płeć, wiek, wielkość zamieszkiwanej miejscowości.

ZPP: Francuzi utrudniają działalność polskim przedsiębiorcom

ZPP: Francja utrudnia polskim przedsiębiorcom działalność poprzez praktykę administracyjną, przepisy chroniące krajowy rynek, oraz kampanię oszczerstw skierowaną przeciwko polskim firmom.

Problemy, z którymi zmagają się polscy przedsiębiorcy we Francji, są ogromne. Polskie firmy są nękane nadmiernymi kontrolami i karami. Jednocześnie, w francuskim prawie można znaleźć przepisy, które bezpośrednio godzą w swobody jednolitego rynku, a medialna kampania oszczerstw tworzy klimat, w którym łatwo uzasadnić dodatkowe kontrole i restrykcje.

Zdaniem Cezarego Kaźmierczaka, Prezesa ZPP: Francja ma problem z zaakceptowaniem polskich przedsiębiorców w innej roli niż tanich podwykonawców. Mamy do czynienia z różnego rodzaju represjami wobec polskich firm i uważamy, że Polska zbyt mało zdecydowanie z tym walczy. Jeśli chcemy coś zmienić, konieczne jest odpowiednie traktowanie kontrahentów z Europy zachodniej, którzy działają w Polsce.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców przygotował raport, w którym zbiera historie przedsiębiorców i opowiada o ich problemach w działalności we Francji. Podczas jego tworzenia ZPP napotkał na poważne ograniczenie metodologiczne. W obawie przed reperkusjami ze strony francuskich władz, wielu przedsiębiorców rezygnowało z opowiadania o swoich problemach lub prosiło o zachowanie poufności. Strach jest zatem ważnym czynnikiem ograniczającym dostępność danych w tym zakresie.

Historia firmy FructoFresh pokazuje, jak francuska administracja pozwala rodzimym firmom budować swoją pozycję gospodarczą na łamaniu prawa europejskiego, ze szkodą dla bezpieczeństwa konsumentów i integralności jednolitego rynku. Francuska inspekcja pracy zastraszyła przedstawiciela firmy Aterima Work do tego stopnia, że zrezygnował on z prowadzenia działalności na terenie Francji. Natomiast przypadek bezprawnego aresztowania pojazdu polskiej firmy transportowej pokazuje jak dotkliwa w skutkach może być bierność służb wobec problemów polskich firm.

– Również wykorzystywane pojęcia dumpingu socjalnego stygmatyzuje pracowników delegowanych. Samo pojęcie zasadza się na porównywaniu nielegalnej praktyki wprowadzania do obrotu produktów poniżej ceny ich wytworzenia z całkowicie legalną praktyką wykonywania pracy za bardziej konkurencyjną stawkę. Sugeruje również, że wykonywanie pracy w innym państwie członkowskim jest czymś niedozwolonym, gdy w istocie jest to podstawa jednolitego rynku – dodaje Kamila Sotomska, Z-ca Dyrektora Departamentu Prawa i Legislacji ZPP.

Salesforce: miasta i firmy z osobami LGBTQ+, mają lepszy „ekosystem inwestycyjny” i lepsze wyniki finansowe

Od dziesięcioleci tęczowa flaga jednoczy społeczność osób homoseksualnych, biseksualnych, osób transgenderowych i queer+ (LGBTQ+), a także służy jako symbol różnorodności i solidarności. Miesiąc Dumy, oprócz tego, że jest czasem świętowania, jest również okazją do upamiętnienia i uznania wpływu, jaki członkowie społeczności LGBTQ+ wywarli na historię na poziomie globalnym, krajowym i lokalnym.

Chociaż tegoroczne uroczystości będą wyglądały inaczej ze względu na pandemię, zasady równości pozostają niezmienne. W końcu każdy pracownik chce czuć, że jest częścią wspólnoty, że może liczyć na jej wsparcie i szacunek, a co za tym idzie – chce być widzialny i słyszalny. Poprzez wspieranie osób LGBTQ+ możemy stworzyć miejsca pracy i społeczeństwo oparte na zasadach równouprawnienia.

Kultywowanie równości w pracy

Argumenty ekonomiczne i biznesowe przemawiające za promowaniem równości są jasne. Według raportu Open For Business „Working Globally: Why LGBT+ Inclusion is Key to Competitiveness”, miasta, w których żyją osoby LGBTQ+, mają bardziej rozwinięty „ekosystemy innowacji”, a co się z tym wiąże – lepsze wyniki finansowe. Ten wskaźnik wynika z większej zdolności firm do przyciągania i zatrzymywania talentów, rozwijania lojalności wobec klientów i budowania silnej pozycji marki.

Istnieją cztery sposoby, w jakie firmy mogą kultywować otwartą i inkluzywną kulturę. Przede wszystkim warto postawić na edukację swoich pracowników i popularyzowanie myśli tolerancji i szacunku do drugiego człowieka. Do tego celu warto zatrudniać pracowników będących sojusznikami  osób LGBTQ+, budując i poszerzając tym samym zespoły do spraw przeciwdziałania dyskryminacji. Warto również uświadamiać swoich pracowników w jaki sposób różnorodność i inkluzywność w miejscu pracy może tworzyć sukces biznesowy. Należy pamiętać, że same reguły nie wystarczą i firmy powinny dawać swoim zachowaniem przykład godny naśladowania, poprzez inkluzję osób wykluczonych, ale także szkolenia z roli przywództwa w zakresie przeciwdziałania dyskryminacji i łagodzenia nieświadomych uprzedzeń. Normalizacja używania zaimków osobowych w miejscu pracy świadczy o szacunku, dobrych intencjach i integracji społecznej.  Wreszcie kluczowym elementem na drodze do równości jest zachęcanie do sojusznictwa. Nawet jeśli pracownicy nie identyfikują się jako osoby LGBTQ+, mogą wspierać członków społeczności i być dla nich oparciem – zadając pytania, praktykując empatyczne słuchanie, angażując się w działania na rzecz równości w wydarzeniach w firmie, jak i poza nią.

Orędownictwo na rzecz lepszego społeczeństwa

Aby zbudować miejsce pracy, w którym jednostki wspierają się w imię wzajemnego szacunku, ważne jest odważne manifestowanie swoich postaw, nie bojąc się, że nasze prośby i przesłania nie zostaną wysłuchane przez kadrę kierowniczą. Powinniśmy również wymagać, aby za słowami szły czyny. Największe globalne firmy już teraz podejmują działania w tym kierunku, wyznaczając trendy w biznesie, za którymi warto podążać. Mowa tutaj między innymi o działaniach Salesforce, który postanowił, że w okresie od 2019 do 2023 roku poziom zatrudnienia osób narażonych na dyskryminację z różnych względów (kobiet, osób każdej rasy, przedstawicieli LGBTQ+, osób niepełnosprawnych i innych) osiągnie 50% wszystkich zatrudnionych pracowników Salesforce.

Aby przedsiębiorstwa mogły stać się motorem zmian, równość musi znajdować się w centrum wszystkich działań. Celem Salesforce jest stworzenie integracyjnego miejsca pracy, w którym społeczność LGBTQ+ będzie czuła się doceniana i szanowana, aby móc swobodnie pracować i rozwijać się w strukturach organizacji. Salesforce pragnie zachęcić partnerów biznesowych do przyłączenia się do podróży w duchu sojuszu, wzajemnej troski i szacunku, przyczyniając się do ochrony praw społeczności LGBTQ+ na całym świecie i do opowiadania się za równością dla wszystkich.

Daimler Mobility AG udziela start-upowi bloXmove licencji na oprogramowanie blockchain, umożliwiając dalszy rozwój otwartej platformy mobilności blockchain

  • Opracowane przez firmę oprogramowanie blockchain z zakresu mobilności licencjonowane start-upowi bloXmove.
  • BloXmove angażuje się w rozwój kooperacyjnej mobilności z myślą o zapewnieniu klientom całościowego, harmonijnego doświadczenia.

W ramach umowy licencyjnej Daimler Mobility AG przyznał start-upowi bloXmove dostęp do swojej samodzielnie opracowanej platformy mobilności blockchain. W ciągu ostatnich 3 lat oprogramowanie było rozwijane i testowane wspólnie z wybranymi partnerami w ramach tzw. Fabryki Blockchain. W ten sposób Daimler Mobility chce ułatwić jego dalszy rozwój, poszerzać sieci i pozyskać partnerów ekosystemu.

„Wierzymy w przyszłość technologii blockchain. Udzielając licencji na nasze oprogramowanie, chcemy umożliwić wykorzystanie platformy w innych obszarach zastosowań, a tym samym uwolnić pełen jej potencjał. Bardzo się cieszę, że nasz pilotażowy projekt zakończył się sukcesem i będzie dalej rozwijany przez bloXmove” – powiedziała mówi Carmen Roth-Schäfer, dyrektor Daimler Mobility AG
ds. technologii.

Nowo założony start-up bloXmove koncentruje się na kooperacyjnej miejskiej mobilności. Jego plany zakładają stworzenie harmonijnej, zintegrowanej infrastruktury mobilności – właśnie w oparciu o oprogramowanie opracowane przez Daimler Mobility. Wizja bloXmove zakłada globalny sojusz wszystkich dostawców usług mobilnych z myślą o ograniczeniu stopnia złożoności i zwiększeniu wygody użytkowników.

„Nasza zdecentralizowana, współdzielona technologia pozwala na łączenie wielu ofert mobilności na całym świecie za pomocą jednego kliknięcia, w ramach jednego sklepu. Użytkownicy, którzy chcą przedostać z punktu A do punktu B, a czasem dalej – do punktu C, mogą bezproblemowo korzystać ze wszystkich ofert w różnych krajach, i to bez potrzeby używania różnych aplikacji. BloXmove dostarcza działające w tle oprogramowanie, a dostawcy usług mobilnych utrzymują bezpośrednie relacje z klientami” – wyjaśniła Sophia Rödiger, dyrektor generalna bloXmove.

Strony zobowiązały się nie ujawniać warunków transakcji.

Raport przed decyzją FOMC: czy Fed zasugeruje wygaszanie QE?

Czwartkowy odczyt inflacji w USA pokazał wyjątkowo wysoką dynamikę cen, co sprawia, że nadchodzące posiedzenie FOMC jeszcze bardziej zyskuje na znaczeniu. Inwestorzy będą wypatrywać sygnałów, że bank rozważa zmniejszenie tempa luzowania ilościowego, co może wpłynąć na umocnienie dolara.

Otwarciu gospodarek i podaży zbyt małej w stosunku do rosnącego popytu towarzyszy gwałtowny wzrost inflacji. W żadnym z krajów rozwiniętych nie jest to tak widoczne jak w Stanach Zjednoczonych, co może stanowić pewien problem dla decydentów na czerwcowym posiedzeniu FOMC, którego wynik poznamy już w tę środę. Inflacja CPI w USA osiągnęła poziom 5% w skali roku, co jest największym jej wzrostem od 2008 r. Być może bardziej istotne jest zwiększenie się mniej zmiennej inflacji bazowej, która w maju osiągnęła najwyższy od 29 lat poziom: 3,8% (Wykres 1), a jej trzymiesięczna zanualizowana stopa – aż 8,3%.

Wykres 1: Inflacja CPI w USA (2009 – 2021)

Inflacja CPI w USA
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 11.06.2021

W ostatnim czasie członkowie FOMC raczej nie przejmowali się wzrostem presji inflacyjnej i w większości komunikatów podawali, że wzrost cen okaże się prawdopodobnie przejściowy. To stanowisko z pewnością zostanie poddane próbie na posiedzeniu w tym tygodniu. Dane makroekonomiczne dla USA publikowane od ostatniego zebrania FOMC były w większości dobre, co naszym zdaniem powinno zaowocować mniej gołębią oceną niż w kwietniu. Inwestorzy będą wypatrywać sygnałów, że bank rozważa zmniejszenie tempa skupu aktywów. Dostrzegamy możliwość, że przewodniczący Jerome Powell stwierdzi, że rada rozpoczęła dyskusję o kalendarzu ograniczania zakupów, ale oficjalne oświadczenie pojawi się raczej w późniejszej części roku – być może we wrześniu.

W świetle ostatnich wyższych od oczekiwań odczytów inflacji uważamy, że Fed ogłosi w środę także znaczną rewizję swoich prognoz inflacji na 2021 r. i umiarkowaną, jeśli chodzi o projekcje opisujące dłuższy horyzont. Najważniejsze jednak będą najpewniej zaktualizowane projekcje Fedu dotyczące stóp procentowych, czyli dot plot. Uważamy, że większość decydentów będzie zdeterminowana, by utrzymać stopy procentowe na obecnym poziomie, póki nie zobaczą oznak trwałego wzrostu cen. Mimo to oczekujemy także, że część z nich zaktualizuje swoje projekcje w horyzoncie prognozy. Prawdopodobnie zaowocuje to medianą, która wskaże na wzrost stóp przed końcem 2023 r. w kontraście do projekcji z marca, sygnalizujących brak podwyżek przed 2024 r.

Podsumowując, spodziewamy się nieco mniej gołębiego niż w kwietniu tonu ogłoszenia Fedu i konferencji prasowej Powella. Jeśli chodzi o reakcję rynku walutowego, wszelkie sygnały ze strony przewodniczącego FOMC, że bank omawia kalendarz ograniczania luzowania ilościowego, mogą być pozytywne dla dolara. Znaczne podniesienie projekcji banku dotyczących inflacji i stóp procentowych mogłoby spowodować umocnienie waluty, dlatego uważamy, że bilans ryzyk dla niej w kontekście posiedzenia jest skierowany lekko w górę.

Decyzje i nowe projekcje Fedu poznamy w środę o 20:00; konferencja prasowa Powella rozpocznie się o 20:30.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Accenture przejmuje umlaut

Accenture wyraziło zgodę na przejęcie umlaut, firmy oferującej doradztwo i usługi inżynieryjne z siedzibą w Aachen w Niemczech. To przejęcie znacznie zwiększy skalę możliwości Accenture w zakresie wspierania klientów z sektora przemysłowego we wdrażaniu technologii cyfrowych takich jak sztuczna inteligencja, chmura obliczeniowa czy 5G. Cyfryzacja pozwoli na zmianę sposobu w jaki projektują, opracowują i wytwarzają swoje produkty, a także będzie wspierać ich funkcjonowanie zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju.

Przejęcie umlaut oznacza zwiększenie potencjału Accenture Industry X o ponad 4.200 wiodących w swoich dziedzinach inżynierów i konsultantów w 17 państwach oraz zwiększy konkurencyjność Accenture w szeregu branż, np.: przemyśle motoryzacyjnym, lotniczym i obronnym, telekomunikacyjnym, energetycznym i usług komunalnych. Industry X łączy kompetencje z obszaru analityki danych oraz cyfryzacji z bogatym doświadczeniem inżynierskim, oferując klientom najszerszy pakiet usług w zakresie cyfryzacji funkcji inżynierskich, hal fabrycznych i działalności operacyjnej zakładów, zwiększając wydajność i przyspieszając proces przejścia od produktów opartych o hardware do produktów opartych o software, a także umożliwiając szybszy i bardziej elastyczny rozwój produktów.

„Przewidywaliśmy, że cyfryzacja obejmie ostatecznie każdy obszar działalności biznesowej przedsiębiorstw, także sposobu projektowania i wytwarzania produktów. Od blisko 10 lat budujemy w Accenture ekosystem partnerstw oraz zasoby, które pozwolą nam połączyć technologie cyfrowe z tradycyjnymi usługami inżynierskimi” – powiedziała Julie Sweet, CEO Accenture. „Pandemia COVID-19 przyspieszyła proces transformacji cyfrowej w obszarze kluczowych procesów, a usługi umlaut w obszarze inżynieryjnym na najwyższym poziomie pozwolą nam odpowiedzieć na rosnące zapotrzebowanie na doradztwo i usługi oraz potrzebę wprowadzania innowacji naszych klientów z sektora przemysłowego”.

Accenture rozbudowuje Industry X w chwili, gdy oprogramowanie w coraz większym stopniu przesądza o rynkowym sukcesie platform, produktów i usług w branżach, które wymagają wdrożenia inteligentnych rozwiązań w przedsiębiorstwach. Jednak badanie przeprowadzone przez Accenture wśród ponad 1.500 przedstawicieli kadry zarządzającej reprezentującej przemysł wskazało, że zaledwie 38% spółek zaimplementowało chociaż jeden projekt w celu cyfryzacji wytwarzania i produkcji .

„Zapewnienie naszym klientom doradztwa w zakresie inżynierii i produkcji cyfrowej na najwyższym światowym poziomie pomoże im w szybkim skalowaniu, przyspieszaniu wzrostu, poprawie produktywności

i bezpieczeństwa oraz wcielaniu w życie zasad zrównoważonego rozwoju w całej działalności operacyjnej” – powiedział Nigel Stacey, globalny lead Accenture Industry X. „Począwszy od konsumentów przez działy badań i rozwoju, łańcuchy dostaw, na halach fabrycznych kończąc – firmy, które wykorzystują potęgę danych i rozwiązań cyfrowych w celu budowania wartości, staną się, i pozostaną liczącymi się, odpornymi i odpowiedzialnymi”.

Pandemia COVID-19 pokazała, że większości przedsiębiorstw i ich łańcuchom dostaw daleko do odporności czy elastyczności wystarczających, by reagować na kryzysy. Technologie cyfrowe mogą wesprzeć firmy w minimalizacji zakłóceń na przykład dzięki szybkiemu przełączeniu się na zdalne sterowanie fabrykami czy dostarczaniu informacji w czasie rzeczywistym o zmieniających się oczekiwaniach rynku. Mogą też pomóc przedsiębiorstwom sprostać coraz wyraźniejszym oczekiwaniom względem nich, aby funkcjonowały w sposób odpowiedzialny i stosowały zasady gospodarki o obiegu zamkniętym i opracowywały coraz bardziej zrównoważone produkty.

Możliwości umlaut obejmują tradycyjne i cyfrowe usługi inżynieryjne; testowanie i walidację inteligentnych połączonych produktów; doradztwo strategiczne, organizacyjne i w zakresie usprawniania procesów, a także rozwój sprzętu i oprogramowania.

„Liderzy reprezentujący wiele branż, stojąc w obliczu nierozerwalnej relacji świata cyfrowego i produktów szukają zaufanego partnera, który rozumie ich biznes i może ich wesprzeć na każdym etapie podróży, która ma ostatecznie doprowadzić do osiągnięcia wymiernych korzyści w obszarach takich jak inżynieria i produkcja” – powiedział Marc Peter Althoff, dyrektor techniczny umlaut. „Cieszymy się, że możemy wnieść do Accenture Industry X naszą wyjątkową kulturę oraz ekspertyzę w obszarze inżynierii i doradztwa, dogłębną znajomość branż i wspólnie tworzyć możliwości oraz skalę, aby pomóc klientom w udanej transformacji cyfrowej”.

Umlaut będzie kolejną spośród 22 przejętych od 2017 roku przez Accenture spółek. Przejęcia mają na celu zwiększenie możliwości Industry X. Wśród ostatnio nabytych spółek są dostawca technologii operacyjnych Electro 80 (Australia), dostawca usług robotyki i automatyki przemysłowej Pollux (Brazylia), firma doradztwa operacyjnego Myrtle (USA) oraz firma doradztwa technologicznego SALT Solutions (Niemcy).

Zakończenie przejęcia podlega zwyczajowym warunkom. Warunki finansowe przejęcia nie są ujawnione.

Odwiedzalność centrów handlowych w maju 2021 roku

  • W maju, który był pierwszym miesiącem po czwartym lockdownie, odwiedzalność w dni robocze była o 17 proc. niższa niż w 2019 roku, a jednocześnie o 33 proc. wyższa niż rok temu, czyli tuż po pierwszym zamknięciu.
  • Sobota była najchętniej wybieranym dniem na zakupy – w ten dzień każdą galerię średnio odwiedziło od 3 do 4 tys. klientów więcej niż w pozostałe dni handlowe tygodnia.
  • 8 maja okazał się najlepszym pod względem odwiedzalności dniem dla centrów handlowych w całym miesiącu – była to pierwsza handlowa sobota po 6-tygodniowym lockdownie.
  • Dane PRCH nt. odwiedzalności centrów handlowych pochodzą z systemów zliczania klientów za pomocą kamer 3D, które podają liczbę klientów z dokładnością do 98 proc.

Cała branża centrów handlowych wraz z konsumentami z niecierpliwością oczekiwała pełnego otwarcia obiektów  i możliwości wznowienia działalności  po okresie obostrzeń związanych z ostatnim, czwartym lockdownem. Polska Rada Centrów Handlowych przeanalizowała wyniki odwiedzalności centrów handlowych za miesiąc maj porównując je z poprzednimi latami. Wyniki napawają optymizmem. Stopniowo z każdym tygodniem powraca do centrów pełna oferta handlowo-usługowa, co skłania klientów do regularnych odwiedzin i korzystania z niej.  Wprowadzone wysokie standardy sanitarne potęgują poczucie bezpieczeństwa w obiektach handlowych, a klienci spragnieni kontaktów i wyjścia z domu wracają do nawyków zakupowych sprzed pandemii.

W związku z doświadczeniami z pandemii, obserwuje się zmienione zachowania konsumenckie. Od kilku miesięcy centra handlowe odwiedzane są raczej w pojedynkę niż całymi rodzinami. Zakupy są bardziej celowe, a paragon wyższy. Już w lutym tego roku obserwowano obroty wyższe niż przed pandemią, mimo odwiedzalności wynoszącej 79% poziomu z 2019 roku.

Pełne otwarcie centrów handlowych było długo oczekiwane przez miliony osób: konsumentów,  właścicieli i zarządców obiektów oraz najemców. Wyniki odwiedzalności w maju potwierdzają prognozy, że powrót do wyników sprzed pandemii powinien nastąpić szybko. Klienci, których coraz większa grupa jest już zaszczepiona, wyszli z domów, aby uzupełnić garderobę na lato oraz nadchodzące wakacje. Chętnie też korzystają z oferty kawiarni i restauracji, które działają w trybie na miejscu  – powiedział Krzysztof Poznański, Dyrektor Zarządzający PRCH.

Średnie centra w regionie centralnym z najwyższymi wynikami

Trend obserwowany od początku pandemii wciąż się utrzymuje – najwyższą odwiedzalność, czyli najbardziej zbliżoną  do tej sprzed pandemii odnotowują galerie handlowe o średniej wielkości tj. 20-39,9 tys. mkw. GLA. W maju br. średnia odwiedzalność tych obiektów sięgnęła 93 proc. rezultatów z 2019 roku. Niższe poziomy odwiedzalności w maju notowały obiekty handlowe o powierzchni przekraczającej 60 tys. mkw. GLA, ale wraz z uruchamianiem branży rozrywkowej i gastronomicznej, która stanowi znaczącą część ich oferty, odwiedzalność w tych centrach rośnie. W tygodniu od 31 maja do 6 czerwca ich średnia odwiedzalność w dni handlowe wyniosła już 87 proc. rezultatów sprzed pandemii.

Analiza danych w ujęciu regionalnym wskazuje na najwyższą odwiedzalność w regionie centralnym (88 proc. wyników z 2019 roku). Najniższą zaś w maju odnotowały galerie z północno-zachodniej części kraju.

Właściciele centrów handlowych potwierdzają dobre wyniki w maju

Monika Pyszkowska, Director Center Management International z ECE Projektmanagement Polska dzieli się danymi zbliżonymi do tych prezentowanych przez PRCH: Średnia dzienna frekwencja w maju w Galerii Bałtyckiej była o ok. 20 proc. niższa niż w 2019 roku i znacząco wyższa niż przed rokiem. Dodatkowo zdecydowana większość najemców była zadowolona ze swoich majowych obrotów.

Podobne wyniki płyną ze Starego Browaru: Odwiedzalność Starego Browaru nie odbiega od poziomu średnich rynkowych podawanych przez PRCH dla dużych centrów handlowych zlokalizowanych w centrach miast, zarówno w 2020, jak i w 2021 roku. Ważnym impulsem, przekładającym się na wzrosty footfallu w Starym Browarze było ponowne otwarcie ogródków 15 maja. Restauracje przy Dziedzińcu oraz większość kawiarni dysponuje bardzo atrakcyjnymi przestrzeniami na świeżym powietrzu z widokiem na park i zieleń – to od razu zachęciło klientów do odwiedzin w naszym centrum – komentuje Magdalena Kowalak, Prezes Spółki Zarządzającej Starym Browarem w Poznaniu.

Systemy liczą klientów z 98 proc. dokładnością pomiaru

Badania odwiedzalności centrów handlowych, których wyniki podaje PRCH, są prowadzone przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii powalających na rzeczywiste, codzienne śledzenie ruchu w centrach handlowych, a co za tym idzie raportowanie wiarygodnych danych. Klienci odwiedzający centra handlowe są zliczani za pomocą kamer 3D zlokalizowanych przy każdym wejściu do obiektu. Aby zminimalizować możliwość błędów, kamery zamontowane są również w dodatkowych wybranych miejscach wynikających z układu danego obiektu i przepływu klientów, w celu weryfikacji ruchu.

– Wskaźnik odwiedzalności obiektów handlowych stanowi jeden z kluczowych elementów oceny wyników działania danego centrum, co ma znaczenie zwłaszcza w trudnym czasie pandemii i w okresach powrotu klientów do zakupów stacjonarnych. Dlatego ważne jest opieranie się na wiarygodnych danych. Jednym z najbardziej miarodajnych rozwiązań analizujących przepływ klientów są kamery zliczające, gdyż są w pełni niezależne od innych czynników, jak chociażby fakt posiadania smartfonu z odpowiednim oprogramowaniem lub włączonym WiFi. Systemy opierające się na śledzeniu telefonów uzależnione są od rodzaju smartfonu oraz jego oprogramowania. Co za tym idzie nie zliczają każdej osoby odwiedzającej obiekt m.in. klientów, którzy mają wyłączoną lokalizację lub Internet w swoich urządzeniach, w zależności od rodzaju smartfonu. Systemy bazujące na kamerach 3D charakteryzują się dokładnością pomiaru wynoszącą ponad 95 proc., a przy śledzeniu telefonów szacowana dokładność określana jest na około 30 proc. – mówi Marcin Guziński, Dyrektor Operacyjny TOP-KEY, firmy oferującej rozwiązania techniczne dla nieruchomości komercyjnych i przestrzeni publicznych od 30 lat w blisko 180 centrach handlowych oraz ponad 30 sieciach retail działających w 18 krajach.

Karolina Steckiewicz, Sales Manager ShopperTrak Traffic Insights, Sensormatic Solutions – firma o globalnym zasięgu, monitorująca footfall od 20 lat w ponad 100 krajach, w Polsce obecna od ponad 15 lat w kilkudziesięciu obiektach handlowych oraz wielu sieciach detalicznych również potwierdza wiarygodność danych dostarczanych z systemów do monitorowania odwiedzalności w obiektach handlowych: Dane zgromadzone przez systemy wykorzystywane przez naszą firmę do zliczania klientów w obiektach handlowych są zbliżone do wartości prezentowanych przez PRCH. Oferowane przez nas systemy liczące działają w oparciu o kamery instalowane przy wejściach do obiektów, wewnątrz obiektów oraz przy sklepach. Urządzenia liczące wykazują około 98 proc. dokładności.

Warto podkreślić, że systemy kamer umożliwiają także monitorowanie i liczenie osób przebywających w danym obiekcie w czasie rzeczywistym, zgodnie z aktualnymi zaleceniami epidemicznymi. Pozwala to na przestrzegania limitów osób.

Ekspansja SentiOne. Polski startup wchodzi do Zjednoczonych Emiratów Arabskich

SentiOne, polska firma wspierająca marki w automatyzacji obsługi klienta z wykorzystaniem AI, wchodzi na rynek MENA na zaproszenie funduszu inwestycyjnego Seed Group. Do końca grudnia planuje przeprowadzić co najmniej cztery pilotażowe wdrożenia w firmach z branży bankowości, opieki zdrowotnej, użyteczności publicznej i telekomunikacji, o średniej wartości 1,6 mln dolarów na jednego klienta. W perspektywie 3 lat spodziewa się przekroczyć 5 mln dolarów rocznego przychodu z regionu. To pierwsza polska firma, z którą zdecydował się na współpracę fundusz należący do jednego z najbogatszych ludzi na Bliskim Wschodzie – założyciela linii lotniczych Emirates.

SentiOne, polski startup zajmujący się monitoringiem Internetu i mediów społecznościowych oraz automatyzacją obsługi klienta z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, nawiązał strategiczne partnerstwo z Seed Group, funduszem inwestycyjnym z Dubaju wspierającym firmy z sektora innowacji i nowych technologii, które chcą rozwijać swoją działalność w Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz regionie MENA, czyli Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki. Współpraca ma na celu zwiększenie wykorzystania sztucznej inteligencji w regionie oraz przeprowadzenie rewolucji cyfrowej w zakresie automatyzacji obsługi klienta w kluczowych bankach, firmach ubezpieczeniowych oraz instytucjach użytku publicznego i opieki zdrowotnej. W ramach umowy Seed Group wesprze SentiOne w dotarciu do właściwych odbiorców, znalezieniu nowych potencjalnych klientów, uzyskaniu dostępu do najważniejszych decydentów w spółkach państwowych i sektorze prywatnym oraz skutecznym promowaniu technologii i usług opartych na sztucznej inteligencji w regionie. Dotychczas fundusz zainwestował w 42 startupy z całego świata, a SentiOne to pierwsza Polska firma, którą zaprosił do współpracy.

Założony w 2004 roku fundusz inwestycyjny Seed Group ależy do szejka Saeeda bin Ahmeda Al Maktoum, jednego z najbogatszych przedstawicieli rodzin królewskich na świecie, założyciela linii lotniczych Emirates i szefa Dubai World. Seed Group wspiera zagraniczne firmy, chcące rozwijać się w rejonie MENA, pomagając we wprowadzaniu produktów na tamtejszy rynek i dzieląc się swoim know-how. W ciągu 17 lat swojej działalności fundusz przeprowadził dziesiątki wielomilionowych transakcji i zarządzał inwestycjami o wartości ponad 1,6 mld dolarów.

Firmy na całym świecie wdrażają technologie AI i analizy danych, aby obniżyć koszty, poprawić wydajność oraz zwiększyć sprzedaż i satysfakcję klientów – mówi Hisham Al Gurg, CEO Seed Group – Cieszymy się, że możemy współpracować z SentiOne i mamy nadzieję, że ta współpraca przyspieszy komercyjne wdrożenie sztucznej inteligencji i powiązanych narzędzi w firmach w całym regionie, by pomóc im w szybkim rozwoju i optymalnym wykorzystaniu przestrzeni cyfrowej.

Najlepsza sztuczna inteligencja w Europie

Zarząd Seed Group przeanalizował działania wszystkich europejskich spółek zajmujących się rozwijaniem sztucznej inteligencji i zdecydował się złożyć ofertę współpracy właśnie polskiemu startupowi. O tym wyborze przesądził m.in. wysoki poziom zaawansowania technologicznego rozwiązań dostarczanych przez SentiOne, który od 10 lat rozwija algorytmy sztucznej inteligencji i skutecznie stosuje tę technologię we wszystkich swoich produktach – monitoringu Internetu, platformie obsługi klientów automatycznie podpowiadającej najlepsze rozwiązania w danej sytuacji oraz chatbotach i voicebotach, które rozumieją intencje rozmówcy ze skutecznością na poziomie 96 proc. Istotne znaczenie miał również fakt, że rozwiązania SentiOne działają doskonale także w języku angielskim oraz doświadczenie firmy we współpracy ze spółkami giełdowymi i klientami typu enterprise.

SentiOne bierze już udział w pierwszych przetargach

W perspektywie 3 lat spodziewamy się przekroczyć 5 mln dolarów przychodu rocznie z regionu MENA. Szacuje się, że do 2025 r. 85 proc. obsługi klienta na Bliskim Wschodzie przejmą boty – a my będziemy mieli w tym swój udział – mówi Kamil Bargiel, CEO i założyciel SentiOne – Aktualnie szkolimy nowych partnerów z wykorzystania naszej technologii, szykujemy się do udziału w pierwszych przetargach i pracujemy nad materiałami sprzedażowymi. Do końca grudnia planujemy przeprowadzić co najmniej cztery pilotażowe wdrożenia w firmach z branży bankowości, opieki zdrowotnej, użyteczności publicznej i telekomunikacji, o średniej wartości 1,6 mln dolarów na jednego klienta. W tej chwili jesteśmy już w trakcie przetargu na automatyzację obsługi klienta i wdrożenie botów dla klienta z branży logistyki.

Obecnie SentiOne współpracuje z ponad 400 markami na ponad 30 rynkach, w tym z Procter & Gamble, McDonald’s, Nike, Unilever, Beiersdorf, Tesco, Starcom, Mindshare, Mediacom, Saatchi & Saatchi i wieloma innymi. Pod koniec 2020 r. spółka pozyskała już strategiczne partnerstwo z europejskim inkubatorem EIT Digital, który łączy spółki technologiczne z klientami typu enterprise w Unii Europejskiej oraz Wielkiej Brytanii. W 2020 r. SentiOne otrzymało tytuł finalisty EIT Digital Challenge i znalazło się wśród 20 najlepszych spółek technologicznych w Europie. Teraz robi pierwszy krok na drodze do rozszerzenia działalności na rynki Zatoki Perskiej i dalej na cały rynek MENA, niezdominowany jeszcze przez zachodnie firmy.

InteliWISE z funduszami na rozwój kluczowego projektu AI

InteliWISE zainwestuje prawie 3 mln zł w rozwój narzędzi Sztucznej Inteligencji, przyspieszających ekspansję na globalnym rynku rozwiązań dla e-commerce.

Twórca rozwiązań AI dla biznesu – InteliWISE – podpisał z NCBR umowę na dofinansowanie narzędzia do budowy usług Conversational AI. Dzięki temu spółka będzie mogła skupić się na rozwoju technologii typu Voicebot i Chatbot, z którymi użytkownicy mogą rozmawiać. Środki przyznane w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014-2020 wyniosą 2,2 mln złotych.

Łączna wartość projektu zatytułowanego “Rozwój narzędzia do budowy usług Conversational AI” to ponad 2,9 mln złotych. Jak twierdzi prezes InteliWISE, Marcin Strzałkowski, rozwiązania Conversational AI, pozwalające na rozmowę sztucznej inteligencji z klientem niedługo czeka rewolucja: – Kolejnym krokiem w rozwoju chatbotów i voicebotów InteliWISE jest tzw. Low-code – rozwiązanie pozwalające firmom, nawet tym dopiero startującym w świecie on-line na łatwiejsze i tańsze uruchomienie oprogramowania Sztucznej Inteligencji. AI pomoże im w szczycie zapytań od klientów, umawianiu wizyt, przypominaniu o płatnościach, a wszystko to uruchomią bez konieczności zatrudniania wykwalifikowanych informatyków.

W najbliższych latach spółka planuje skalowanie swojej działalności oraz rozwój swoich produktów w ramach modelu low-code. Polega on na zastosowaniu prostych i przejrzystych interfejsów wizualnych, z których użytkownicy mogą wybrać odpowiednie elementy i umieścić je na stronie, bez potrzeby wpisywania chociażby jednej linijki kodu. Oznacza to obniżoną barierę wejścia dla początkującego użytkownika, ale również szybkość i mniejsze ryzyko popełnienia błędów w czasie pisania kodu przez profesjonalistów. Uruchomienie tego rozwiązania pozwala klientom na projektowanie i wdrażanie swoich botów nawet przez pracowników nieznających języków programowania. Oprogramowanie low-code neutralizuje bariery zw. z rosnącymi kosztami usług informatycznych i jest kluczowe dla rozpowszechniania usług InteliWISE dla większej liczby małych firm

– Inwestycje w low-code conversational AI są zauważalne na całym świecie – na początku czerwca, jeden z dostawców oferujących boty w tym modelu zebrał aż 44 miliony USD na skalowanie swojej działalności low-code. Jest to dla nas jasny sygnał, że setki tysięcy nowo uruchamianych sklepów on-line, potrzebujących takich rozwiązań mogą wygenerować boom na nasz sektor, tak jak to wcześniej miało miejsce z branżami gamedev i biotechu – kończy prezes InteliWISE.

InteliWISE, który jest obecnie liderem rozwiązań AI na polskim rynku, liczy, że w najbliższych latach spółka będzie kontynuowała dwucyfrowe tempo wzrostu. Na poziomie Grupy Kapitałowej, InteliWISE odnotował w 2020 roku rekordowe wyniki w historii firmy – ponad 4,7 mln zł przychodu (wzrost 24% Y2Y), jednocześnie generując ponad 100 tys. zł zysku netto.

Wkraczamy w „Erę konsumenckiego cynizmu”

Najnowsza fala badania, które Havas prowadzi od 2009 roku, pokazuje, że konsumenci nieustannie poszukują uczciwości i autentyczności – ale marki mają trudności ze spełnieniem tych oczekiwań. W tegorocznej edycji badania wśród globalnie ocenianych marek najlepiej wypadły: Google, Pay Pal, WhatsUp, YouTube i Samsung. Wysoko w zestawianiu znalazły się także Cadbury, Ikea, Visa oraz Lidl. W Polsce w pierwszej piątce znalazły się: Allegro, Google, Rossmann, Samsung i Wedel.

Era konsumenckiego cynizmu

Badanie przeprowadzone wśród 395 000 konsumentów na całym świecie wykazało, że pogłębia się przepaść między oczekiwaniami ludzi a realną wartością, którą dostarczają im marki. Luka pomiędzy oczekiwaniami konsumentów i oceną marek rośnie, ponieważ składają one obietnice, których potem nie dotrzymują.  A ludzie poszukują marek, które są w stanie wnieść realną zmianę w ich życie. Badanie Meaningful Brands pokazuje, że doprowadziło to do „Ery konsumenckiego cynizmu”, która ma bezpośredni wpływ na relacje ludzi z markami i ich zaufanie do nich. Tylko 47% marek jest ocenianych jako godna zaufania, a aż 71% respondentów nie wierzy, że marki dotrzymają złożonych obietnic i jest zmęczona tym, że marki mówią i robią co innego. Co gorsza, tylko 34% konsumentów uważa, że firmy są przejrzyste w kwestii swoich zobowiązań i obietnic.

Od momentu rozpoczęcia badania w 2009 r., znaczenie marek wciąż spada. Tegoroczna fala badania, która mierzy wartość marek w kategoriach funkcjonalnych, osobistych i społecznych, pokazuje, że 75% marek mogłoby zniknąć z dnia na dzień, a większość ludzi się tym nie przejmie lub z łatwością znajdzie zastępstwo.

Zaufanie do marek pozostaje ciągle na niskim poziomie. Globalnie tylko 47% marek postrzegana jest jako godna zaufania, w Polsce wskaźnik ten jest jeszcze niższy i wynosi zaledwie 28%. Meaningfulness

Wkraczamy w Erę działania

Pomimo nasilającego się cynizmu wkraczamy równolegle w „Erę działania”, ponieważ, konsumenci ciągle poszukują marek, które są w stanie dostarczać im realnych korzyści – 73% twierdzi, że marki muszą w obecnych czasach angażować się w działania na rzecz społeczeństwa i planety, a 64% – co stanowi wzrost o 10 punktów w stosunku do fali z 2019 r. – woli kupować produkty firm cieszących się reputacją odpowiedzialnych społecznie, nie nastawionych wyłącznie na zysk. Ponad połowa badanych (53%) idzie nawet dalej, twierdząc, że jest gotowa zapłacić więcej za markę, która identyfikuje się z konkretnymi wartościami.

Aby pomóc markom lepiej wywiązywać się ze swoich zobowiązań, w dwunastym roku realizacji badania Meaningful Brands, Havas połączył własne wskaźniki badawcze z Celami Zrównoważonego Rozwoju Organizacji Narodów Zjednoczonych. Integracja ta, umożliwia pogłębioną analizę tego gdzie, dla każdej z badanych marek, znajdują się kluczowe deficyty i jakie możliwości działania mają marki w swoich kategoriach produktowych. Na całym świecie konsumenci coraz częściej oczekują, że marki wzmocnią obszar korzyści osobistych i społecznych. Budowanie lepszego świata zaczyna się w domu, a konsumenci chcą, aby marki wspierały to, co jest dla nich najważniejsze w miejscu, gdzie to wsparcie jest najbardziej autentyczne.Cele

Kluczem do relacji z konsumentami stają się benefity osobiste i społeczne

Porównanie wyników z kolejnych fal badania w Polsce pokazuje, że ludzie coraz częściej poszukują osobistych i społecznych wartości marek. W tegorocznym badaniu istotność benefitów funkcjonalnych spadła, przy zasadniczym wzroście obszaru osobistego i społecznego. Co ciekawe, w wymiarze funkcjonalnym najważniejszym benefitem dla całego badania w tym roku jest to, żeby marka spełniała swoje obietnice, dopiero potem pojawia się istotność jakości czy ceny produktu. Wyczulenie konsumentów na prawdziwość składanych obietnic jest zjawiskiem, którego w drodze do meaningfulness nie wolno lekceważyć, zwłaszcza w obszarze obietnic osobistych i społecznych.Benefity

MEANINGFUL EXPERIENCES jako szansa dla marek

W natłoku otaczających ludzi treści, kluczowym wyzwaniem staje się pozyskanie uwagi ludzi. Odpowiedni wybór kontekstów i nośników treści marek jest coraz ważniejszy, ilość oraz atrakcyjność różnych treści otaczających ludzi ciągle rośnie i poznawczo konsumenci są na granicy możliwości przetwarzania. Obecnie na poziomie globalnym ponad połowa treści dostarczanych konsumentom przez marki jest oceniania negatywnie, jako treści, które w ich życie nic nie wnoszą. W porównaniu z poprzednią falą badania w Polsce, obserwujemy zwiększenie efektywności treści oferowanych ludziom przez marki na naszym rynku. Niezmiennie 90% konsumentów oczekuje od marek wartościowego contentu i aktywacji, i dobrą wiadomością dla marketerów jest fakt, że w tej fali badania już 60% tych treści ocenianych jest jako meaningful, w roku 2019 odsetek ten wynosił niewiele ponad 50%.

– Badanie Meaningful Brands stawia na poszukiwanie korzyści we wszystkich istotnych wymiarach potencjalnej obecności marki w życiu konsumenta. To podejście, sprawdza się bardzo dobrze w tym zmieniającym się świecie i przy konsumenckim cynizmie. Przez to, że pomiar wychodzi od potrzeb konsumentów, a nie od wizerunków marek, jesteśmy w stanie wychwycić i uwzględnić wszystkie kluczowe wymiary, które mogą pracować równolegle, budując siłę marki w danej kategorii. Porównanie wyników z kolejnych fal badania w Polsce jasno pokazuje, że ludzie coraz częściej poszukują osobistych i społecznych wartości marek. W tegorocznym badaniu widzimy wzrost wyczulenia konsumentów na prawdziwość składanych obietnic i tego nie wolno markom dziś lekceważyć. Strategicznie obserwujemy, że benefity osobiste znacznie szybciej przekładają się na decyzje konsumentów, w związku z czym pracują dla marki szybciej, natomiast benefity społeczne, budują siłę w dłuższej perspektywie. Odpowiednia kompozycja korzyści funkcjonalnych, osobistych i społecznych pozwala unikać cynizmu konsumentów i budować silną markę, zarówno w krótkiej, jak i długiej perspektywie – mówi Anna Kuropatwa, Insight & Strategy Director, Havas Media Group.

Badanie Meaningful Brands w Polsce obejmuje ponad 15 tys. wywiadów przeprowadzonych w trzecim kwartale 2020 roku w metodologii CAWI.

Branża restauracyjna z problemami. Czy na wegetarianizmie można zarobić?

Po lockdownie restauracje wypełniły się klientami i w branży trwa „miesiąc miodowy”. Jednak stoją przed nią poważne wyzwania: inflacja, wzrost płac i czynszów. Jednocześnie obserwujemy zmianę globalnych trendów skutkującą zwiększoną popularnością kuchni wegetariańskiej i wegańskiej kosztem mięsa. Co to wszystko oznacza dla przyszłości sektora restauracyjnego?

W Polsce mamy coraz więcej restauracji wegetariańskich i wegańskich. Warszawa to jedno z najlepszych miejsc w Europie dla ich miłośników, które przed COVID-19 zostało nazwane „wegańską stolicą Europy”. Pandemia jeszcze wzmocniła ten trend, bo po niej oferta bezmięsnych posiłków stała się jeszcze szersza. Z jednej strony restauracje specjalizujące się w potrawach mięsnych rozszerzają swoje karty, by mieć w ofercie także potrawy wegetariańskie. Z drugiej pojawia się coraz więcej miejsc, gdzie oferowane są tylko i wyłącznie dania bez mięsa.

W Polsce gastronomia razem z hotelami odpowiada za około 1,7 proc. PKB. W USA branża generuje około 4 proc. PKB. Ostatnie 1,5 roku przyniosło rewolucyjne zmiany. Wiele biznesów gastronomicznych zbankrutowało, a te które przetrwały muszą dostosować się do nowej rzeczywistości. Bardzo rozwinęła się branża dowozu żywności, a przyciągnięcie klientów do samej restauracji stało się trudniejsze. Obecnie trwa „miesiąc miodowy” dla praktycznie wszystkich restauracji, w tych krajach, gdzie zostały one otwarte. Klienci złaknieni jedzenia na mieście tłumnie je odwiedzają, jednak za kilka miesięcy to się prawdopodobnie zmieni i dokładniej poznamy długoterminowe skutki pandemii dla tej branży.

Jeśli oceniamy gospodarcze perspektywy branży gastronomicznej, musimy zdawać sobie sprawę z jej zróżnicowania. Z jednej strony mamy bowiem restauracje typu fast food, zwykle tańsze i lepiej radzące sobie w okresach kryzysowych, inwestowanie w nie ma ewidentnie charakter antycykliczny. Na drugim biegunie są restauracje premium, które zyskują w okresach najlepszej koniunktury, gdy dzięki wysokim dochodom i niskiemu bezrobociu, klientów stać na zapłacenie więcej. Reszta restauracji mieści się gdzieś między tymi dwoma skrajnymi rozwiązaniami.

Branża musi mierzyć się obecnie ze skutkami inflacji, która w Polsce wynosi 4,8 proc., natomiast w USA 5 proc. r/r. Wiele produktów spożywczych zdrożało jeszcze bardziej. Na przykład w Polsce ceny niektórych owoców i warzyw wzrosły o 40 proc. Kolejnym elementem jest wzrost płac, który w Polsce wynosi prawie 10 proc. r/r. Wielu pracowników w czasie pandemii odeszło z gastronomii i znalazło pracę w innych, bardziej odpornych na skutki pandemii branżach. Pozyskanie i wyszkolenie nowych pracowników na ich miejsce może być trudne i kosztowne. Ostatnim elementem presji są rosnące koszty najmu lokali.

Inwestowanie w branżę gastronomiczną może być dobrym narzędziem dywersyfikacji sektorowej. Jeśli jednak się na to decydujemy, warto dokładnie przyjrzeć się branży i wybrać firmy o najlepszych perspektywach. Jednym z globalnych trendów, na jaki warto zwrócić uwagę, jest właśnie odejście od mięsa na rzecz jego roślinnych zamienników. Według Expert Market Research globalny rynek wegańskiej żywności w 2020 roku był wart 15,4 mld dolarów. Wartość ta ma się podwoić do końca obecnej dekady.

Sposobem ekspozycji na rynek wegetariańskiej żywności jest zakup poszczególnych spółek produkujących taką żywność. Będą to np. Beyond Meat, najpopularniejszy producent zamienników mięsa dostarczający swoje produkty do wielu sieci restauracji. Produkty tej firmy są dostępne także na naszym rynku. Kolejny przykład – United Natural Foods to największy dystrybutor zdrowej żywności, w tym wegetariańskiej, w USA. Inna opcja to Oatly – szwedzka spółka produkująca substytuty krowiego mleka. Jej akcje od czasu oferty publicznej w maju wzrosły o 69 proc.

Alternatywnym rozwiązaniem może być także skorzystanie z FoodTech CopyPortfolio na eToro, które zapewnia ekspozycję na innowacyjną żywność na rynku. Pamiętajmy, że obecnie dostawcy zdrowej żywności są wyceniani z dużą premią w stosunku do tradycyjnego sektora spożywczego. Dzięki swojej skali, rozbudowanej sieci dystrybucji oraz łatwej dostępności kapitału ma on wiele przewag nad nowymi firmami. Można zatem dodatkowo skorzystać z FoodDrink CopyPortfolio by dywersyfikować swój portfel i posiadać w nim firmy związane z tradycyjną i nowoczesną żywnością.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro

Kiedy VAT zostanie zlikwidowany?

Na terenie Unii Europejskiej przestępczość związana z VAT-em powoduje oszustwa na całkowitą kwotę około pół biliona euro. Wiedza o bardzo patologicznym charakterze podatku, jakim jest VAT, znana jest w UE od dawna. Dlatego Komisja Europejska proponuje zlikwidować VAT w dotychczasowym kształcie przez zamianę go na podatek przychodowy. Propozycja Komisji Europejskiej odnośnie VAT-u jest podobna do sposobu Stefana Kisielewskiego na poradzenie sobie z socjalizmem: zlikwidować problem, nie likwidując jego nazwy. To może jednak pomóc Polakom – różnica między Polską a innymi krajami w prawie dotyczącym przestępczości związanej z VAT-em polega na tym, że w Polsce obowiązuje zbiorowa odpowiedzialność za przestępstwo popełnione w wyniku wyłudzenia VAT-u. Zgodnie z polskim prawem cała odpowiedzialność spada na niewinnego polskiego przedsiębiorcę, który musi odpowiadać i regulować zobowiązania.

– Dzisiaj nie trzeba z bronią napadać na banki – wystarczy wpisywać w deklaracje nieistniejące transakcje handlowe, aby z tego powodu pobierać korzyści – mówi serwisowi eNewsroom Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. – Niestety, próby zmiany podatku idą powoli. W Polsce mali przedsiębiorcy są zmuszani do wchodzenia w system VAT-u i stosowania kas fiskalnych. Ten zakres stosowania podatku został  absurdalnie rozszerzony – przez co spotęgowano przestępczość. Przepisy i interpretacje dotyczące samego podatku VAT liczą w Polsce około półtora miliona stron. W tak skomplikowanym i zagmatwanym systemie przestępczość podatkowa ma się bardzo dobrze. Bez wątpienia najlepszym sposobem na uszczelnienie systemu podatku VAT jest jego radykalne uproszczenie – puentuje Sadowski.

Dane MS: Rośnie zainteresowanie seniorów rentami dożywotnimi, ale też liczba sporów sądowych

Jak informuje Ministerstwo Sprawiedliwości, w ub.r. sporządzono ponad 2,5 mln aktów notarialnych. Wśród nich odnotowano prawie 2 tysiące umów o dożywocie dotyczących nieruchomości rolnych i niemal 6 razy więcej – nieruchomości innych. Z danych wynika również, że w latach 2015-2020 było najwięcej tego typu przypadków. Natomiast w minionym roku do sądów rejonowych wpłynęło 285 spraw cywilnych w kwestii roszczeń w związku z umowami renty lub dożywocia, a 168 – do sądów okręgowych, też w pierwszej instancji. W niej załatwiono łącznie 380 spraw, w tym niespełna 100 uwzględniono w całości lub części.

W zeszłym roku sporządzono ponad 2,5 mln aktów notarialnych. Wśród nich znalazło się 1950 umów o dożywocie dotyczących nieruchomości rolnych. Patrząc na dane za lata 2015-2020, widać, że więcej takich przypadków było tylko na początku analizowanego okresu – 2920. W minionym roku było też 11 536 umów o dożywocie dotyczących innych nieruchomości. To z kolei najwyższy wynik w tych latach. Zatem z roku na rok widać wzrosty. W 2015 r. takich przypadków było 7641.

– Można się domyślać, że zainteresowanie jest ściśle skorelowane z relatywnie niskimi emeryturami. Czynnik ekonomiczny będzie w tej sytuacji odgrywał pierwszoplanową rolę w sytuacji, gdy mimo nieustannego wzrostu kosztów życia świadczenia emerytalne rosną nieproporcjonalnie. Seniorzy dostrzegają potencjał w skumulowanym w nieruchomości majątku. Coraz częściej zdają sobie sprawę z tego, że korzystnym rozwiązaniem może być właśnie umowa renty lub dożywocia – stwierdza Aldona Międlar, prawnik z Kancelarii Ars Aequi.

Umowy o dożywocie zastępowane są darowizną ze służebnością mieszkania, a taką formę jest nieco łatwiej rozwiązać, co zaznacza adwokat Michał Dziedzic z Kancelarii Adwokatów i Radców Prawnych Klisz i Wspólnicy. Ekspert dodaje, że umowy o dożywocie regulowały naturalną sukcesję gospodarstwa rolnego. W obecnych czasach młodzi nie chcą ich obejmować po rodzicach, decydują się na życie w mieście. Taki trend zatem będzie się w dalszym ciągu utrzymywał.

W ub.r. do sądów rejonowych wpłynęło 285 spraw cywilnych dot. roszczenia z umowy renty lub dożywocia. Patrząc na dane Ministerstwa Sprawiedliwości za lata 2015-2020, to najniższy wynik w analizowanym okresie. Nieznacznie więcej było w 2017 roku – 288, a najwięcej w 2018 roku – 353. Natomiast do sądów okręgowych, również w pierwszej instancji, złożono w minionym roku najwięcej tego typu spraw – 168. Rok wcześniej było ich 150, a najmniej 6 lat temu – 119. Z kolei w drugiej instancji odnotowano w ub.r. 46 takich przypadków w sądach okręgowych, a 27 – w sądach apelacyjnych.

– W ciągu ostatniej dekady zawarto ponad 100 tys. umów renty lub dożywocia. Szacuje się, że do sądów trafia 3-5% z nich. Od lat skrupulatnie monitorujemy media i w zasadzie nie ma kwartału, żeby nie pojawiła się afera z oszukanym seniorem. Takie umowy funkcjonują w oparciu o kodeks cywilny, ale często są zawierane przez nieprofesjonalne podmioty lub osoby bez wiedzy, doświadczenia i możliwości wypłacania świadczeń przez wiele lat. W praktyce taką umowę może zawrzeć w zasadzie każdy – komentuje Robert Majkowski, prezes zarządu Funduszu Hipotecznego DOM.

Umowa dożywocia to specyficzny sposób przeniesienia własności, co podkreśla adwokat Michał Dziedzic. Dożywotnik, czyli zbywca, przekazuje w ten sposób nieruchomość w zamian za dożywotnie utrzymanie. Nabywca, czyli zobowiązany, ma zapewnić mu dach nad głową, czasem wyżywienie, ubranie i opał. Roszczenia z umowy dożywocia obejmują przede wszystkim jej rozwiązanie w wyjątkowych wypadkach (złych stosunków) lub zamiany na rentę.

Z danych resortu za 2020 rok wynika również, że w sądach rejonowych załatwiono 257 spraw cywilnych dotyczących roszczeń z umowy renty lub dożywocia. 73 z nich uwzględniono w całości lub w części. Dla sądów okręgowych, również w pierwszej instancji, statystyki te wynoszą odpowiednio – 123 i 24. Natomiast w sądach okręgowych w drugiej instancji załatwiono 50 takich spraw, w tym 28 oddalono. W przypadku sądów apelacyjnych widzimy takich przypadków 28 i 17.

– Powyższe dane uwypuklają problematykę długotrwałości postępowań sądowych. Od 2015 roku średni czas trwania procesów przed sądami okręgowymi jako sądami I instancji utrzymuje się na stałym poziomie i wynosi około 8 miesięcy. Natomiast przed sądami rejonowymi w tym okresie wzrósł od 4 do ponad 5 miesięcy. Ale rozstrzyganie w tych skomplikowanych postępowaniach trwa o wiele dłużej – mówi Aldona Międlar.

Z kolei jak zaznacza Michał Dziedzic, sprawy z umowy dożywocia bazują w znakomitej części na dowodzie ze słuchania świadków. Oni zeznają na okoliczność złych stosunków między zobowiązanym a dożywotnikiem. Ewentualnie jest odwrotnie. Te stosunki w dalszym ciągu są dobre i umowa powinna być utrzymana. Ekspert podkreśla, że od roku przesłuchania świadków odbywają się w reżimie pandemicznym, co też wpływa na szybkość postępowań.

– Gdy senior lub jego rodzina podadzą sprawę do sądu, to część nieuczciwych świadczeniodawców zaczyna wypłacać ustaloną wcześniej kwotę. To oznacza, że przesłanka sporu zanika, więc w zasadzie można umorzyć postępowanie. A gdy już do tego dochodzi, świadczeniodawca ponownie przestaje regulować swoje zobowiązania. I osoba starsza znów powinna iść do sądu i czekać na wyznaczenie terminu sprawy – dodaje prezes Majkowski.

Natomiast jak zaznacza Aldona Międlar, albo seniorzy nie dochodzą faktycznie swoich praw, albo nieuczciwych podmiotów lub osób jest na rynku niewiele. Wskazuje na to liczba rozpoznawanych przez sądy spraw. Do tego ekspert dodaje, że wkrótce planowana jest nowelizacja art. 388 k.c. Zdaniem ustawodawcy, przewiduje ona zwiększenie ochrony obywateli przed nieuczciwymi i nieetycznymi praktykami, również tymi dotyczącymi przejmowania mieszkań w wyniku zawarcia umowy o dożywocie.

FPP oferuje bezpłatną pomoc dla Białorusinów w Polsce

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) apeluje do Premiera Mateusza Morawieckiego o pilne wprowadzenie rozwiązań, które pomogą Białorusinom przybywającym do Polski. Sytuacja na Białorusi jest bardziej dramatyczna niż się wydaje. Od sierpnia 2020 roku na Białorusi zarejestrowano już ponad 40 000 represjonowanych osób. Od 9 sierpnia 2020 roku ponad 10 000 Białorusinów wyjechało do Polski, ale tylko 600 osób zwróciło się z prośbą o ochronę międzynarodową. Trzeba natychmiast uprościć procedury zatrudnienia Białorusinów w Polsce, zapewnić opiekę medyczną i pomoc w zorganizowaniu życia w Polsce. Ponadto FPP proponuje bezpłatną pomoc dla Białorusinów w zakresie procedur formalnych i kontaktów z urzędami oraz przy poszukiwaniu pracy.

Bezpłatna pomoc FPP pod adresem: [email protected], telefon/viber: +48734477773:

  • Przygotowanie dokumentacji formalnej
  • Kontakty z urzędami
  • Konsultacje i doradztwo
  • Wsparcie w zakresie poszukiwania zatrudnienia

Rozwiązania proponowane przez FPP:

  • ułatwienie procedur związanych z zatrudnieniem Białorusinów i skrócenie czasu zarejestrowania oświadczenia o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcowi we wszystkich powiatowych urzędach pracy (PUP) w kraju do 24 godzin
  • wydanie zezwoleń na pracę typ A we wszystkich urzędach wojewódzkich w ciągu 7 dni
  • wydania zezwoleń na pobyt czasowy i pracę w ciągu 14 dni
  • wsparcie socjalne (zapomogi, możliwość zarejestrowania się jako bezrobotni w urzędach pracy itd.)
  • zapewnienie możliwości tymczasowego zakwaterowania
  • bezpłatna nauka języka polskiego
  • bezpłatna opieka medyczna

„Pomoc Białorusinom przybywającym do Polski jest niezbędna natychmiast. Nie można zwlekać, bo to dla tych osób często kwestia dalszego przetrwania. Sytuacja na Białorusi jest bardzo trudna – a Polska jest najważniejszym partnerem, który może wspierać tamtejsze procesy demokratyczne. Kluczowe jest, by pomoc miała zastosowanie do wszystkich Białorusinów, nie tylko tych którzy wnioskowali o azyl lub status uchodźcy. Trzeba pamiętać, że ci ludzie opuścili swoje domy, pracę i rodzinę. Ci, którzy wspierali opozycję w wyborach prezydenckich albo zdążyli uciec z Białorusi i schronić się poza granicami, w tym w Polsce – albo ślad po nich zaginął. Białorusini potrzebują naszej pomocy! Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oferuje Białorusinom bezpłatną pomoc – prosimy o zgłaszanie się pod adresem: [email protected] lub pod numerem telefonu i viber: +48734477773”alarmuje Swietłana Walczak, ekspert ds. polityki migracyjnej Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

POHiD chce zniesienia zakazu handlu w niedzielę

Branża handlowa z trudem przeszła przez pandemię. Najbardziej ucierpiały sklepy wielkopowierzchniowe i niespożywcze – często zlokalizowane w centrach handlowych, które na długi czas musiały całkowicie zawiesić swoje działanie. Na ratunek przyszły zakupy online i handel e-commerce. To jednak sprawiło, że zmieniły się nasze zachowania konsumenckie. Podczas rozmrażania gospodarki i znoszenia restrykcji widzimy, że klienci nie wracają do sklepów w takich liczbach, w jakich chodzili przed pandemią. Dużo więcej potrzeb zakupowych realizujemy online – co zabiera zarobek sklepom, których działalność opiera się głównie na sprzedaży tradycyjnej. Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji apeluje do władz, by wprowadzić zmiany legislacyjne, które pomogą właścicielom sklepów.

Od początku pandemii bardzo chcieliśmy znieść zakaz handlu w niedzielę, żeby klienci mogli przez 7 dni w tygodniu robić zakupy. Jeśli udałoby się wprowadzić taką zmianę teraz, moglibyśmy zwiększyć konsumpcję i zysk handlowców, a przez to wpływy do budżetu państwa – powiedziała serwisowi eNewsroom Renata Juszkiewicz, prezeska zarządu Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. – Sytuacja jest na tyle zmieniona, że nie wrócimy do naszego starego sposobu robienia zakupów. Będziemy korzystali z online. Oczywiście tradycyjny handel również pozostanie – bo wiele osób nie korzysta jednak ze sprzedaży internetowej i chętnie robi zakupy w swoich małych sklepach lokalnych. Pozostaniemy więc na pewno w tych dwóch kanałach dystrybucji. Do tego dochodzi oczywiście omnichannel i inne rozwiązania, które są już dzisiaj na porządku dziennym. Jednak zniesienie zakazu handlu w niedzielę na pewno bardzo by sklepom pomogło – podkreśla Juszkiewicz.

Eesti Energia zamierza osiągnąć neutralność emisyjną do 2045 r.

Długoterminowy plan działań Grupy Eesti Energia, do której należy działający w Polsce Enefit, przewiduje rezygnację z produkcji energii elektrycznej z użyciem łupków bitumicznych do 2030 r. i przejście na produkcję energii elektrycznej wyłącznie ze źródeł odnawialnych. Spółka nie będzie już produkować paliw płynnych z łupków bitumicznych po 2040 roku, po tym, jak nowsze instalacje do pirolizy zostaną całkowicie przeprojektowane do produkcji surowców dla przemysłu chemicznego. Najpóźniej do 2045 roku cała produkcja będzie neutralna pod względem emisji dwutlenku węgla.

Emisje CO2 Eesti Energii w ciągu ostatnich kilku lat spadły trzykrotnie: z 11,3 mln ton w 2018 roku do 3,8 mln ton w 2020 roku. W 1990 roku emisja CO2 spółki wynosiła 20 mln ton, co oznacza, że emisja dwutlenku węgla firmy zmniejszyła się do tej pory o 81%, a państwo estońskie osiągnęło cel redukcji gazów cieplarnianych na rok 2030.

Eesti Energia opracowała plan, mający na celu ostateczne przejście na produkcję neutralną pod względem emisji dwutlenku węgla oraz pomoc innym sektorom w zmniejszeniu ich negatywnego wpływu na środowisko.

Wierzymy, że elektromobilność, czyli szersze wykorzystanie zielonej energii elektrycznej w transporcie, gospodarstwach domowych i procesach przemysłowych, jest najlepszym i najszybszym sposobem na zmniejszenie emisji CO2 w Estonii i na świecie. W ciągu najbliższych pięciu lat Eesti Energia zwiększy swoje zdolności wytwarzania energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych dwuipółkrotnie – wyjaśnił Hando Sutter, Prezes Zarządu Eesti Energia.

Naszą rolą i misją jest wspieranie zielonej rewolucji. Pomagamy naszym klientom planować, a następnie realizować ich drogę w kierunku mniejszego śladu ekologicznego. W tym celu oferujemy szeroki wachlarz usług i kompletnych rozwiązań, które są dostępne dla naszych klientów – dodał.

Wykorzystanie łupków bitumicznych w elektrowniach cieplnych zakończy się w latach 2026-2030. Pozostałe elektrownie będą wykorzystywać wyłącznie drewno odpadowe i gaz półkoksowy powstający jako produkt uboczny przy produkcji ropy naftowej, zgodnie z zasadami gospodarki cyrkulacyjnej.

Rolą elektrowni sterowanych będzie świadczenie usług, które pomogą utrzymać stabilność sieci energetycznej po odłączeniu krajów bałtyckich od systemu elektroenergetycznego Federacji Rosyjskiej.

W najbliższych latach w produkcji paliw płynnych rozpocznie się także zastępowanie łupków bitumicznych alternatywnymi surowcami – zużytymi oponami i odpadami z tworzyw sztucznych.

Po 2030 roku Eesti Energia zrobi kolejny krok i odejdzie od produkcji paliw płynnych w kierunku produkcji surowców dla przemysłu chemicznego z łupków bitumicznych, odpadowego oleju z tworzyw sztucznych, gazu półkoksowego i CO2 wychwytywanego przez przemysł, z którego z kolei inne branże mogą produkować opakowania z tworzyw sztucznych, farby, rozpuszczalniki, paliwa, kleje, odzież w przemyśle tekstylnym itp.

Kto kupuje online, a kto stacjonarnie? – wyniki badania konsumenckiego

Kobiety częściej niż mężczyźni kupują w sklepach stacjonarnych, a online jest najpopularniejszym kanałem sprzedaży w grupach wiekowych 18-24 lat oraz 45-54 lat – wynika z najnowszego badania konsumenckiego przeprowadzonego na zlecenie Cushman & Wakefield przez Inquiry.

  • Kobiety częściej niż mężczyźni kupują stacjonarnie (36% vs 26%).
  • Osoby z przedziału wiekowego 18-24 lat oraz 45-54 lat najchętniej kupują online.
  • Najwyższy udział osób przywiązanych do zakupów stacjonarnych odnotowano wśród emerytów.
  • Wśród osób z wyższym wykształceniem jedynie 25% deklaruje chęć dokonywania większości lub wszystkich zakupów w sposób stacjonarny.

Udział e-commerce w sprzedaży detalicznej w Polsce

Udział e-commerce w sprzedaży detalicznej przed pandemią oscylował w Polsce w granicach 5%-6%. W wyniku kolejnych obostrzeń nakładanych na branżę i wielu tygodni niemal całkowitego zakazu handlu drogą stacjonarną dla wielu sklepów handel internetowy był jedynym kanałem dystrybucji. Udział e-commerce w sprzedaży detalicznej osiągał w tych okresach rekordowe (dla Polski) wyniki 11,9% w kwietniu 2020 r. i 11,4% w listopadzie 2020 r. Jednocześnie wraz z luzowaniem obostrzeń konsumenci wracali do handlu stacjonarnego, o czym świadczyć może wyraźne wyhamowanie dynamiki sprzedaży online wraz z kończącymi się kolejnymi lockdownami i luzowaniem obostrzeń w działalności centrów handlowych.Udział e-commerce w sprzedaży detalicznej w Polsce

Ponad 30% badanych deklaruje, że w przyszłości większość lub wszystkie zakupy ma zamiar dokonywać w sklepach stacjonarnych, jednocześnie 44% ankietowanych planuje rozłożyć zakupy równomiernie pomiędzy internet i sklepy stacjonarne. Jedynie 23% respondentów zamierza realizować większość lub wszystkie zakupy online.

Ewolucja rynku powierzchni handlowych jest niekwestionowanym faktem, a handel, zarówno w centrach handlowych, jak i na ulicach handlowych, czy w internecie potrzebuje świeżego, nowego pomysłu, który pogodzi i zaspokoi oczekiwania konsumentów, najemców i właścicieli centrów handlowych – Małgorzata Dziubińska, Associate Director, Cushman & Wakefield.

Kto zatem kupuje online?

Kobiety częściej kupują stacjonarnie

Udział procentowy nieco inaczej rozkłada się w przypadku kobiet i mężczyzn, a także w przypadku poszczególnych grup wiekowych. Kobiety nieco częściej, niż mężczyźni deklarowały chęć kupowania w sklepach stacjonarnych (36% vs 26%).Kobiety częściej kupują stacjonarnie

Osoby z przedziału wiekowego 18-24 lat oraz 45-54 lat najchętniej kupują online

Biorąc pod uwagę wiek ankietowanych najwyższy udział planowanych zakupów przez internet odnotowano w grupie 18-24 lat oraz 45-54 lat.Osoby z przedziału wiekowego 18-24 lat oraz 45-54 lat najchętniej kupują online

Najwyższy udział osób przywiązanych do zakupów stacjonarnych odnotowano wśród emerytów

Biorąc pod uwagę status zawodowy respondentów, najwyższy udział deklarowanych w przyszłości zakupów wyłącznie lub w większości dokonywanych w kanale internetowym zanotowano w grupie studentów (32%). Jednocześnie aż 53% ankietowanych z tej grupy deklaruje chęć dokonywania zakupów w równym stopniu w internecie i w sklepach stacjonarnych. Najwyższy udział osób przywiązanych do zakupów stacjonarnych odnotowano wśród emerytów (39%), natomiast najniższy odsetek ankietowanych deklarujących dokonywanie większości lub wszystkich zakupów w przyszłości w kanale internetowym zanotowano w grupie osób niepracujących (12%).Najwyższy udział osób przywiązanych do zakupów stacjonarnych odnotowano wśród emerytów

Większa skłonność do zakupów internetowych rośnie wraz z wykształceniemWiększa skłonność do zakupów internetowych rośnie wraz z wykształceniem

Większa skłonność do zakupów internetowych rośnie wraz z wykształceniem, a w przypadku osób z wyższym wykształceniem jedynie 25% deklaruje chęć dokonywania większości lub wszystkich zakupów w sposób stacjonarny.

Duże wyzwanie, które stoi przed branżą handlową, to podjęcie decyzji jak kształtować ofertę w centrach handlowych jeśli tendencje zaobserwowane w wynikach badania przekształcą się w trendy. Oferta centrów handlowych będzie musiała ulec zmianie – klientami będą w większości kobiety, przedstawiciele grup wiekowych 18 – 24 lat oraz 45 – 54 lat będą preferować zakupy online i raczej nie będą odwiedzać galerii, a tego rodzaju zakupy będą wybierane przez grupę konsumentów 35 – 44 lat, co wpłynie na przesunięcie średniego wieku osób odwiedzających centra handlowe. Rolą właścicieli oraz najemców będzie takie przygotowanie oferty, by była ona dostosowana do potrzeb konkretnych grup kupujących – podsumowuje Beata Kokeli, Head of Retail Agency, Cushman & Wakefield.

Firmy przygniecione kosztami pandemii i kredytami

Co druga firma z sektora MŚP w ciągu ostatnich trzech miesięcy poniosła w związku z pandemią dodatkowe koszty. Ale te wydatki to nie jedyne zmartwienie firm. Ponad połowa firm posiada zobowiązania finansowe w formie umowy kredytowej lub leasingowej. Co czwarta sygnalizuje problemy ze spłatą rat – wynika z ósmej edycji badania Krajowego Rejestru Długów „KoronaBilans MŚP”.

Główne wnioski z badania:

  • 59,1% firm poniosło w związku z pandemią dodatkowe koszty w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Z reguły wynosiły one do 5% wydatków firmowych.
  • W tej grupie zdecydowana większość, bo 91%, przeznaczyła je na zabezpieczenie pracowników – maseczki, przyłbice, rękawiczki, płyny do dezynfekcji rąk, odkażania pomieszczeń.
  • 58,5% firm przyznaje, że posiada zobowiązania finansowe w formie umowy kredytowej i/lub leasingowej. 38,6% zaciągnęło je już w trakcie pandemii.
  • 24% przedsiębiorców ma obecnie problem ze spłatą tych zobowiązań, a 13,6% przewiduje podobne problemy w przyszłości.
  • Pożyczone pieniądze firmy przeznaczyły przede wszystkim na zakup środków trwałych (39,7%) oraz zakup towarów i półproduktów (38,2%).

Co druga firma z sektora MŚP (59,1%) w ciągu ostatnich trzech miesięcy poniosła w związku z pandemią dodatkowe koszty – wynika z ósmej edycji badania „KoronaBilans MŚP” na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Z reguły wynosiły one do 5% wydatków firmowych. Jednak im mniejsza firma, tym te koszty były wyższe. W przypadku mikrofirm aż 1/3 przedsiębiorstw poniosła koszty w wysokości od 6 do 10% wydatków firmowych – to najwięcej wśród wszystkich firm z sektora MŚP. W ujęciu branżowym jeszcze wyższe koszty (między 11 a 25% wydatków firmowych) poniosło przede wszystkim budownictwo.

– W przypadku branży budowlanej wyższe wydatki poniesione na walkę z pandemią są raczej zrozumiałe. Ta branża przez cały ubiegły rok funkcjonowała praktycznie bez przestojów. Obostrzenia szczęśliwie omijały place budów, a specjaliści zawodów budowlanych nie mogli wykonywać swoich obowiązków w trybie home office. Stąd, aby utrzymać reżim sanitarny, dostosować się do wymogów bezpieczeństwa i maksymalnie chronić załogę przed zakażeniem, właściciele przedsiębiorstw budowlanych musieli ponieść większe nakłady finansowe – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

biznes pandemia 2021

Przedsiębiorcy wskazali również konkretne działania, na które przeznaczyli dodatkowe koszty w związku z pandemią. Podobnie jak w poprzedniej edycji, zdecydowana większość firm (91%) przeznaczyła dodatkowe środki na zabezpieczenie pracowników – maseczki, przyłbice, rękawiczki, płyny do dezynfekcji rąk, odkażania pomieszczeń. Co czwarty przedsiębiorca (25,8%) do takich wydatków zalicza wyposażenie przygotowujące pracowników do pracy zdalnej, a więc m.in. zakup dodatkowych sprzętów, urządzeń lub programów (np. laptopy, telefony). Firmy musiały też finansować testy na koronawirusa wśród załogi (17,4%) oraz zatrudnić osoby na zastępstwo pod nieobecność pracowników przebywających na zwolnieniach chorobowych i kwarantannach (14,6%).biznes pandemia 2021-2

Firmy wsparte finansowaniem zewnętrznym…

Ósma edycja badania „KoronaBilans MŚP” pokazuje również, że ponad połowa firm posiada obecnie zobowiązania finansowe w formie umowy kredytowej i/lub leasingowej (58,5%). Wyjątkiem są mikroprzedsiębiorstwa, które niechętnie sięgają po finansowanie zewnętrzne. Analizując zatem dane pod względem wielkości przedsiębiorstw w sektorze MŚP, zobowiązania w postaci rat kredytowych i leasingowych ma 83,3% firm średnich, 67% firm małych i tylko 46,3% mikrofirm.

– Z badań, jakie robiliśmy w NFG prawie dwa lata temu, wynika, że mikrofirmy wolą finansować bieżącą działalność z wypracowanych przez siebie środków. Rzadziej natomiast korzystają ze wsparcia zewnętrznego. W obecnym badaniu KRD jest podobnie, tu też mikrofirmy stanowią mniejszość, jeśli chodzi o posiadane zobowiązania kredytowe bądź leasingowe – zauważa Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu firmy faktoringowej NFG i tłumaczy: – Wynika to z faktu, że mikroprzedsiębiorcy generalnie nie chcą się dodatkowo zadłużać. Jeśli już rozważają pożyczkę, to głównie od znajomych lub rodziny. Dobrym rozwiązaniem jest też faktoring.biznes pandemia 2021-3

…i przygniecione comiesięcznymi ratami

Niestety, prawie co czwarty przedsiębiorca w gronie tych, którzy mają zobowiązania finansowe, z trudem spłaca comiesięczne raty. Zaś 13,6% przedsiębiorców przewiduje, że będzie miało problem ze spłatą w ciągu najbliższych trzech miesięcy. W czołówce branż z największymi trudnościami w spłacie zobowiązań są przedsiębiorstwa usługowe. To również najwięksi pesymiści, jeśli chodzi o spłatę zobowiązań w przyszłości.

Ponad 38% firm mających zobowiązania w postaci rat kredytowych i leasingowych, zaciągnęło je w pandemii. W tym gronie większość to ponownie firmy średnie (64%), a wśród branż to zdecydowanie branża budowlana. Dodatkowe fundusze firmy przeznaczyły przede wszystkim na zakup środków trwałych, takich jak: samochód czy sprzęt (40%), na drugim miejscu zakup towarów czy półproduktów (38%). Tylko 17,6% firm przeznaczyło pożyczkę na inwestycje.

– Spore wydatki, jakie firmy zmuszone są ponosić w związku z pandemią i zobowiązania finansowe z tytułu zaciągniętych kredytów czy umów leasingowych, idą ze sobą w parze. Prawie 60 procent firm przyznaje, że spłaca kredyt i niemal tyle samo wskazuje, że ponosi dodatkowe koszty pandemii. To nie pozostaje bez wpływu na płynność finansową firm. Skutkiem tego, co czwarte przedsiębiorstwo już dziś ma problemy ze spłatą tych zobowiązań. Warto, by firmy wiedziały, że kredyt nie jest wcale najlepszą ani też jedyną opcją finansowania biznesu. Dobrą alternatywą w tym wypadku może być faktoring online, który nie obciąża budżetu firmy, tak jak kredyt obrotowy czy pożyczka bankowa, a przy tym jest łatwiej i szybciej dostępny. Firmy, które korzystają z faktoringu, lepiej chronią swoją płynność finansową i widocznie zwiększają swą konkurencyjność na rynku – podkreśla Dariusz Szkaradek.

VIII edycja ogólnopolskiego Badania „KoronaBilans MŚP” została przeprowadzona przez IMAS International na przełomie kwietnia i maja 2021 r. na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Objęła grupę 301 firm z sektora MŚP, w tym: mikro (zatrudniające 3-9 osób), małe (10-49) i średnie przedsiębiorstwa (50-249). Technika badawcza: CATI/CAWI.

W poczekalni

EUR/USD, ale też inne crossy głównych walut z dolarem pozostają w sennym dryfie, typowym dla dni poprzedzających decyzję FOMC. Generalne nastroje pozostają dobre, co m.in. potwierdzają nowe rekordy S&P500, ale ostrożność trzyma zmiany indeksów w wąskich zakresach.

To zawsze wygląda tak samo. Inwestorzy cieszą się z dobrej koniunktury i ekspansji monetarnej, która napędza wzrost cen aktywów finansowych. Jednocześnie cały czas żyją w strachu, kiedy banki centralne zdecydują o braku konieczności stosowania bodźca monetarnego. Inwestorzy chcą wyprzedzić ruch banków centralnych, znów bankierzy nie chcą aby rynki dyskontowały zwrot w polityce monetarnej wcześniej, niż faktycznie ma on nastąpić. Dlatego posiedzenia Fed i EBC wprowadzają tyle szumu i spekulacji, choć już na kilkadziesiąt godzin przed decyzją rynki zamierają, kiedy dostosowanie pozycji dobiega końca. Jutro bramkami kontrolnymi będą opinie Fed o tym, czy w wzrost inflacji częściowo nie jest trwały, jak to determinuje przyszłość programu skupu aktywów oraz czy prognoza pierwszej podwyżki stóp procentowych się przybliża? Fed zdaje sobie sprawę, że rynek jest szalenie przewrażliwiony na punkcie sygnałów o zbliżaniu się normalizacji polityki i nawet zmiana jednego słowa w komunikacie może przynieść szok dla rynków. Inwestorom wydaje się, że wiedzą, co myśli Fed, więc liczą na gołębi wydźwięk, nawet jeśli przyspieszenie ożywienia i rosnąca inflacja nakazywałyby pewne modyfikacje w nastawieniu.

Dolar jest zakładnikiem tego, co myśli Fed oraz jak o Fed myślą inwestorzy. Jeśli Fed nie zaskoczy, można kontynuować przesiadkę z dolara w stronę walut ryzykownych. Miłość/nienawiść względem dolara będzie też determinowała zachowanie EUR/USD, biorąc pod uwagę, że euro nie ma własnego, silnego silnika do zmian. Zeszłotygodniowe posiedzenie EBC nie przyniosło niespodzianek, a prezes Lagarde powtórzyła, że jest jeszcze za wcześnie na rozmowę o wygaszaniu programu skupu aktywów. Ale kierunek w stronę ograniczania ekspansji jest bardziej prawdopodobny niż rozszerzenia, więc ryzyka dla EUR przeważają po pozytywnej stronie. Oficjalnego sygnały nie dostaniemy jednak przed lipcowym posiedzeniem EBC, więc w międzyczasie to dolar będzie samotnym sterującym kursem EUR/USD.

Dziś krótkim przerywnikiem sennego odliczania do FOMC będą dane o sprzedaży detalicznej z USA. Sprzedaż ma do odreagowania skok wydatków konsumpcyjnych wspartych czekami z poprzednich dwóch miesięcy, ale ogólne wolumeny sprzedaży powinny pozostać powyżej przedpandemicznych poziomów wsparte realizacją odroczonej konsumpcji z oszczędności. Ale ponieważ dane nie zmienią nic w postrzeganiu jutrzejszej decyzji Fed, można oczekiwać szybkiego wyciszenia wstępnej reakcji dolara.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Błędne zastosowanie przepisów o VAT przez podatnika nie może prowadzić do nakładania sankcji VAT przewidzianej polską ustawą

Od 1 stycznia 2017 r. obowiązują w polskiej ustawie o podatku od towarów i usług sankcje dla podatników, którzy zaniżają VAT. Podstawowa stawka określona w art. 112b ust. 1 ustawy o VAT wynosi 30%, może być jednak zmniejszona do 20%. Od początku obowiązywania tych regulacji pojawiają się pytania o zgodność tych przepisów z unijną dyrektywą oraz zasadą neutralności VAT. Ostatecznie kwestią tą zajął się Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (sprawa C-935/19, Grupa Warzywna Sp. z o.o. przeciwko Dyrektorowi Izby Administracji Skarbowej we Wrocławiu).

Stan faktyczny

W rozpatrywanej przez TSUE sprawie podatnik Grupa Warzywna sp. z o.o. kupiła nieruchomość. Sprzedawca, uznając, że transakcja powinna być opodatkowana VAT, wystawił fakturę VAT z podatkiem w wysokości ponad 3 mln zł. Podatnik zapłacił fakturę oraz odliczył VAT, który wykazał w deklaracji podatkowej i wystąpił z wnioskiem o zwrot zapłaconego podatku.

Zgodnie z art. 43 ust. 1 pkt 10 ustawy o VAT zwalnia się z podatku dostawę budynków, budowli lub ich części z wyjątkiem, gdy dostawa jest dokonywana w ramach pierwszego zasiedlenia lub przed nim oraz gdy pomiędzy pierwszym zasiedleniem a dostawą nie upłynęły dwa lata.

W związku z wnioskiem o stwierdzenie nadpłaty fiskus wszczął kontrolę podatkową, po której stwierdził, że transakcja jest zwolniona z podatku, a strony nie złożyły oświadczenia o rezygnacji ze zwolnienia, o którym mowa w art. 43 ust. 10 ustawy o VAT.

Spółka zaakceptowała ustalenia urzędników i złożyła korektę deklaracji podatkowej. Pomimo to urząd skarbowy nałożył na nią sankcję w postaci dodatkowego zobowiązania VAT w wysokości 20% kwoty zawyżenia zwrotu VAT zgodnie z art. 112 ust. 2 ustawy o VAT. Kwota dodatkowego zobowiązania VAT wyniosła ponad 0,5 mln zł.

Spółka zakwestionowała decyzję fiskusa i zaskarżyła ją do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu, który to sąd zapytał TSUE o zgodność tego przepisu z prawem unijnym.

Zakwestionowany przepis

Zgodnie z art. 112 ust. 1 ustawy o VAT, jeżeli organ podatkowy stwierdzi, że podatnik w złożonej deklaracji wykazał kwotę VAT w nieprawidłowej wysokości oraz nie złożył deklaracji podatkowej i nie dokonał wpłaty podatku, naczelnik urzędu skarbowego lub celno-skarbowego ustala dodatkowe zobowiązanie w wysokości 30% kwoty VAT.

TSUE rozważał zgodność art. 112 ust. 2 ustawy o VAT z przepisami unijnymi, czyli sytuacji, gdy podatnik złożył korektę deklaracji lub deklarację podatkową i rozliczył podatek VAT najpóźniej w dniu złożenia korekty lub deklaracji podatkowej. W takich przypadkach dodatkowe zobowiązanie podatkowe wynosi 20% kwoty VAT.

Stanowisko TSUE

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wyroku z dnia 15 kwietnia 2021 r. w sprawie C-935/19, Grupa Warzywna Sp. z o.o. przeciwko Dyrektorowi Izby Administracji Skarbowej we Wrocławiu wskazał, że zgodnie z art. 273 dyrektywy VAT państwo członkowskie może wprowadzić przepisy zapewniające prawidłowość poboru podatku VAT, w tym przepisy sankcyjne. Warunkiem zastosowania art. 273 dyrektywy VAT jest zapewnienie równego traktowania transakcji krajowych i międzynarodowych oraz niepowstawanie formalności związanych z przekraczaniem granic. TSUE wskazał, że co do zasady państwa unijne mogą wdrażać przepisy sankcyjne, jednak powinny być one zgodne z założeniami i zasadami systemu VAT.

Trybunał odniósł się do stanu faktycznego zaistniałego w sprawie. TSUE podkreślił, że biorąc pod uwagę treść art. 273 dyrektywy oraz zasadę proporcjonalności, nie można nakładać przepisów sankcjonujących w VAT nierozróżniających przyczyn powstania nieprawidłowości. TSUE wskazał, że powstała w zaistniałej sprawie nieprawidłowość nie była działaniem nakierowanym na oszustwo podatkowe i uszczuplenie wpływów do budżetu państwa.

Celem wprowadzenia przepisów sankcjonujących do ustawy o VAT było karanie oszustów podatkowych oraz podmiotów nadużywających przepisów. Zasadniczo takie przepisy nie powinny być wymierzane w przypadku oczywistych omyłek, błędów lub zwykłych spóźnień.

W konsekwencji TSUE orzekł, że polskie organy podatkowe w zaistniałych okolicznościach nie miały prawa do nałożenia sankcyjnej stawki podatku VAT, ponieważ przyczyna nieprawidłowości był inna niż oszustwo podatkowe, a wyżej opisana sankcja nie może być stosowana automatycznie.

Konsekwencje wyroku TSUE

Podatnicy, wobec których zostało wymierzone dodatkowe zobowiązanie VAT, mogą teraz przeanalizować sprawę i nałożoną sankcję pod kątem przyczyny, będącej podstawą nałożenia sankcji. Jeżeli nie było to oszustwo lub nadużycie, a zwykły błąd, pomyłka czy spóźnienie, podatnicy mogą wystąpić z wnioskami o zwrot nadpłaty. Pomimo że wyrok dotyczy art. 112 ust. 2 ustawy o VAT, jego wnioski można zastosować także do 30% sankcji, która również nie powinna być sprzeczna z regulacjami unijnymi.

Dodatkowo wyrok ten ograniczy możliwość stosowania art. 112 ustawy o VAT w stosunku do uczciwych podatników, którzy chcą dokonywać prawidłowych rozliczeń podatkowych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.