Znów czekają nas podwyżki opłat za mieszkania

Właściciele mieszkań powinni powoli oswajać się z czekającymi ich kolejnymi podwyżkami. Już na początku kwietnia mieszkańcy wielu miast, w tym Warszawy otrzymali wyższe opłaty za odbiór śmieci. Kolejnych wyższych rachunków powinniśmy spodziewać się w czerwcu, wtedy odczujemy konsekwencje najzimniejszej od lat wiosny i dłuższego niż zwykle sezonu grzewczego. Z czym będą związane kolejne podwyżki? Przede wszystkim ze wzrostem płacy minimalnej, wszyscy więcej zapłacimy za remonty, ochronę czy usługi ogrodnika.

W ciągu 12 miesięcy koszty utrzymania mieszkania statystycznej trzyosobowej rodziny wzrosły o około 60 złotych miesięcznie, co w skali całego roku daje kwotę niemal 7000 zł. Niestety, nie jest to ostatni wzrost opłat związanych z utrzymaniem mieszkań. Podwyżki, jakich powinnyśmy spodziewać się w najbliższym czasie będą zawiązane z rosnącą płacą minimalną. W ubiegłym roku był to wzrost na poziomie 7,8 proc. Podrożały więc usługi ochrony, konserwacji, utrzymania czystości w budynkach. Na początku nowego roku sytuacja powtórzy się. To, jak wysokie będą podwyżki zależy od wzrostu płac. Jeśli rząd spełni obietnice i w 2024 roku minimalna płaca wyniesie 4 tys. złotych, dalsze podwyżki czynszów z powodu wyższych wynagrodzeń obsługi budynku będą nieuniknione. Już teraz właściciel 50-cio metrowego mieszkania płaci o ok. 89 zł więcej niż przed rokiem. Wspólnoty osiedlowe chcąc optymalizować koszty, próbują w rozmaity sposób zniwelować wydatki. Szczególnie małe wspólnoty mieszkaniowe decydują się na rezygnację z ochrony. Tylko w tym roku koszty ochrony zwiększyły się o ponad 15%. Jak wynika z naszych obserwacji barierą utrzymywania ochrony na osiedlach jest opłata w wysokości ok. 100 złotych od lokalu. Jeśli zbliżamy się do tej kwoty, rośnie liczba mieszkańców, którzy opowiadają się za rezygnacją z usług firmy ochroniarskiej, a wspólnoty muszą taką decyzje respektować. Dodatkowo, może okazać się, że firmy ochroniarskie, które współpracują głównie z małymi osiedlami będą musiały ograniczyć swój personel. Może się więc okazać, że dużo wyższa w stosunku do obecnej płaca minimalna przyczyni się do wzrostu bezrobocia.

Duże obciążenie portfela może czekać mieszkańców budynków wymagających remontu. W tym przypadku na podwyżki złożą się dwa elementy, po pierwsze wyższe wynagrodzenie dla ekipy w związku z rosnącą płacą minimalną, a także droższe materiały budowlane. W ostatnim roku ceny niektórych materiałów budowlanych podrożały nawet o 40 proc.

Trzecia grupa powodów wyższych kosztów utrzymania mieszkań to wzrost podatków. Większość gmin zaktualizowała stawki podatku od nieruchomości do maksymalnych dopuszczalnych, a te w 2021 roku będą o 3,9 % wyższe niż w roku poprzednim. Jednocześnie zmienią się przepisy dotyczące mającego przeciwdziałać suszom podatku od deszczówki. Płacić go będą również właściciele działek o powierzchni od 600 m kw., których ponad połowa powierzchni jest zabudowana.

Strona rządowa bardzo ogólnie zapowiedziała wsparcie rodzin i dopłat do czynszów mieszkaniowych oraz miejskich spółek, które będą mogły budować tańsze mieszkania. Niestety wszystkie dotychczasowe działania miały efekt odwrotny i powodowały podwyżki nie obniżki opłat. Wszyscy liczymy, że ten trend ulegnie zmianie.

Komentarz przygotował Mariusz Łubiński, prezes firmy Admus, zajmującej się zarządzaniem nieruchomościami

ROBYG – emisja obligacji na 150 mln

Spółka ROBYG to jeden z większych polskich deweloperów, inwestujący w czterech znaczących metropoliach – Warszawie, Wrocławiu, Gdańsku i Poznaniu. Spod ich ręki wyszły między innymi osiedla na warszawskim Wilanowie, gdańskim Śródmieściu i wrocławskich Krzykach. Przez ostatnie lata firma przygotowywała się do wejścia na kolejny poziom biznesowy, związany z rozszerzeniem działania i zwiększenia skali inwestycji. By to osiągnąć, powiększyła swój bank ziemi do największego w tej chwili na polskim rynku deweloperskim.

– Grupa ROBYG realizuje obecnie emisję obligacji na kwotę do 150 mln złotych. Jest to konsekwencja naszych wieloletnich działań, które zmierzały do zwiększenia skali biznesu. Przez ostatnie dwa lata spółka nie wypłacała dywidendy. Dodatkowo otrzymaliśmy od naszego akcjonariusza kapitał w celu rozwoju biznesu – powiedział serwisowi eNewsroom Artur Ceglarz, wiceprezes zarządu ROBYG S.A. – Powiększenie skali naszych działań już widać w ilości gruntów, które nabyliśmy pod kolejne inwestycje. Obecnie mamy największy wśród deweloperów bank ziemi, czyli zbiór wykupionych i zabezpieczonych gruntów pod kolejne etapy budowy – z potencjałem sprzedażowym na ponad 22 tys. mieszkań. Bardzo intensywnie poszukujemy gruntów – mamy zabezpieczone znaczące środki i rozbudowujemy nasz program finansowania. Dzięki temu jesteśmy w stanie szybko podejmować decyzje, inwestować w duże projekty, a także zapewnić sprzedającemu sprawną płatność za transakcję. To istotne przewagi, dzięki którym ROBYG jest atrakcyjnym partnerem na rynku nieruchomości. Prowadzimy bardzo wiele rozmów i jestem przekonany, że istotnie powiększymy nasz bank ziemi w tym roku. Na takie inwestycje i potencjalne akwizycje do końca 2021 roku chcemy przeznaczyć ponad 600 mln zł. Jesteśmy zdeterminowani, by skokowo zwiększać skalę naszej działalności, a ten rok będzie dla ROBYG bardzo ważny pod tym względem. Jesteśmy także otwarci na zakup całych podmiotów wraz z nieruchomościami, wydzielonych części przedsiębiorstw czy rozległych terenów poprzemysłowych – ponieważ mamy rozbudowane doświadczenie w rewitalizacji gruntów i przywracaniu dużych fragmentów dzielnic w miastach – zapowiada Ceglarz.

Ruszyły konsultacje do przepisów regulujących pracę zdalną. Kto będzie odpowiadał za bezpieczeństwo pracowników?

Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii opublikowało projekt ustawy, którego celem jest wprowadzenie do Kodeksu Pracy uregulowań pracy zdalnej. Wyczekiwane przez pracowników i pracodawców rozwiązania mają w całości zastąpić dotychczasowe przepisy dotyczące tzw. telepracy. Propozycje oceniają eksperci Koalicji Bezpieczni w Pracy.

Zgodnie z projektem praca zdalna to praca, która może być wykonywana całkowicie lub częściowo w miejscu wskazanym przez pracownika i uzgodnionym z pracodawcą, w tym w miejscu zamieszkania pracownika, w szczególności z wykorzystaniem środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość. Uzgodnienie z pracodawcą może nastąpić zarówno przy zawieraniu umowy o pracę, jak również w trakcie zatrudnienia i może mieć formę papierową lub elektroniczną.

Praca zdalna może być wykonywana na polecenie pracodawcy w dwóch przypadkach. Po pierwsze, w okresie obowiązywania stanu nadzwyczajnego, stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii oraz w okresie 3 m-cy po ich odwołaniu. Po drugie, gdy jest to niezbędne ze względu na obowiązek pracodawcy zapewniania pracownikowi bezpiecznych i higienicznych warunków pracy, o ile z przyczyn niezależnych od pracodawcy zapewnienie tych warunków w dotychczasowym miejscu pracy pracownika nie jest możliwe.

Co ważne, istnieje również możliwość pracy zdalnej na wniosek pracownika w wymiarze nieprzekraczającym 12 dni w roku kalendarzowym.

BHP a praca zdalna

Pracodawca realizuje w stosunku do pracownika w czasie wykonywania przez niego pracy zdalnej obowiązki bhp, z wyłączeniem m. in. organizacji stanowiska pracy, dbania o bezpieczny i higieniczny stan pomieszczeń pracy i wyposażenia technicznego, zapewnienia pracownikom odpowiednich urządzeń higieniczno-sanitarnych oraz dostarczania niezbędnych środków higieny osobistej.

Obowiązkiem pracownika jest taka organizacja stanowiska pracy, aby spełniało wymogi bhp i ergonomii. Pracodawca zwolniony jest z obowiązku zapewnienia pomieszczeń pracy odpowiednich do rodzaju wykonywanych prac oraz z utrzymania pomieszczeń pracy, terenów i urządzeń w stanie zapewniającym bezpieczne i higieniczne warunki pracy.

Pracownikowi, który wykonuje pracę zdalną nie powierza się prac szczególnie niebezpiecznych, w wyniku których występuje przekroczenie dopuszczalnych norm czynników fizycznych określonych dla pomieszczeń mieszkalnych; z zastosowaniem substancji szkodliwej lub mieszaniny szkodliwej dla zdrowia lub procesów technologicznych, których produktem może być taka substancja lub mieszanina oraz związanych ze stosowaniem lub wydzielaniem się substancji trujących, zakaźnych, promieniotwórczych, drażniących lub uczulających oraz innych substancji o nieprzyjemnym zapachu, a także przy pracach pylących lub powodujących intensywne brudzenie.

Ryzyko zawodowe

Pracodawca ma obowiązek sporządzenia oceny ryzyka zawodowego i na jej podstawie musi opracować informację zawierającą zasady i sposoby właściwej organizacji stanowiska pracy zdalnej, zasady bezpiecznego i higienicznego wykonywania pracy zdalnej uwzględniające w szczególności wpływ tej pracy na wzrok oraz układ mięśniowy i szkieletowy, czynności do wykonania po zakończeniu wykonywania pracy zdalnej oraz zasady postępowania w sytuacjach awaryjnych stwarzających zagrożenia dla życia lub zdrowia ludzkiego. Pracodawca ma obowiązek zapoznania pracownika z oceną ryzyka zawodowego i informacją zawierającą zasady BHP przy wykonywaniu pracy zdalnej.

Warunkiem dopuszczania pracownika do wykonywania pracy zdalnej jest złożenie przez niego oświadczenia zawierającego potwierdzenie, że stanowisko pracy zdalnej zapewnia bezpieczne i higieniczne warunki pracy. Za właściwą organizację stanowiska pracy zdalnej z uwzględnieniem wymagań ergonomii, odpowiada zawsze pracownik.

Wypadek przy pracy zdalnej

Pracownik zgłaszając wypadek przy pracy zdalnej jednocześnie wyraża zgodę na przeprowadzenie oględzin miejsca wypadku. Oględzin dokonuje się niezwłocznie po zgłoszeniu wypadku chyba że zespół powypadkowy uzna, że okoliczności i przyczyny wypadku nie budzą wątpliwości wtedy może odstąpić od dokonania oględzin. Pracodawca działa zgodnie z przepisami KP oraz przepisami wydanymi na jego podstawie w celu wyjaśnienia okoliczności i przyczyn wypadku.

Kwestie BHP od początku zapowiadanych przez rząd regulacji pracy zdalnej budziły wiele kontrowersji. Obecnie wypracowano przepisy, które nakładają na pracownika odpowiedzialność za organizację stanowiska pracy zgodnie z BHP oraz ergonomią. Pracodawca ma obowiązek sporządzić ocenę ryzyka zawodowego, zapoznać z nią pracowników oraz ma prawo przeprowadzać kontrolę w miejscu wykonywania pracy zdalnej i w godzinach pracy pracownika jeżeli zapisze takową możliwość w porozumieniu, regulaminie czy poleceniu.

Anna Sikorska, Dyrektor Działu Zasobów Ludzkich i Administracji/HR & Administration Director w PW Krystian, ekspertka Koalicji Bezpieczni w Pracy

Obostrzenia zbierają żniwo. Przedsiębiorcy pójdą na wojnę z rządem?

Sytuacja firm z sektora handlowego nie napawa optymizmem. Jak wynika z danych Krajowego Rejestru Długów, mają one aż 2,1 mld niezapłaconych zobowiązań. Co więcej w pierwszym kwartale 2021 roku bankructwo dotknęło blisko 520 firm, to o niemal 120% więcej niż w analogicznego okresie roku ubiegłego.

Dane za 2020 rok na pierwszy rzut oka były zaskakujące. Według Ministerstwa Sprawiedliwości do polskich sądów wpłynęło ok. 2900 wniosków o upadłość firm. To o ponad tysiąc mniej niż rok wcześniej (4138). Wydawać by się mogło, że w roku naznaczonym wybuchem pandemii Covid-19, przerwanymi łańcuchami dostaw i kolejnymi lockdownami, trend będzie zupełnie inny.

Na taki stan rzeczy wpływ miały na pewno dwa czynniki. Po pierwsze przedsiębiorcy za wszelką cenę chcieli utrzymać swój biznes – wierząc, że pandemia nie będzie się przedłużała na taką skalę jak się faktycznie okazało. Wykorzystywali oszczędności, pożyczali na rynku lub też prywatnie, a wreszcie dla części firm pomocne okazały się środki z tarcz antykryzysowych. Dodatkowo odsetek restrukturyzacji sięga już ok. 70% wszystkich niewypłacalności, regulacje wprowadzone w czerwcu ubiegłego roku pozwalają na kontynuowanie działalności mimo formalnych przesłanek do upadłości. Firmy dostały szansę na wyjście z kłopotów w momencie osiągnięcia stabilizacji gospodarczej – komentuje Maciej Oniszczuk z kancelarii Oniszczuk & Associates, specjalizującej się m.in. w doradztwie prawnym i podatkowym dla biznesu, ochronie majątku oraz zakładaniu spółek w Polsce i za granicą – Kolejny już czwarty lockdown, który trwał w niektórych branżach nawet miesiąc, może jednak przyczynić się do fali bankructw, które będą widoczne w przyszłych danych statystycznych – dodaje Oniszczuk.

Pierwsze symptomy załamania jednak już widać, bo według Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, w pierwszym kwartale 2021 roku niewypłacalność dotknęła blisko 520 firm, to o niemal 120%. więcej w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego.

Sektor handlowy zadłużony jak nigdy

Kolejnym sygnałem ostrzegawczym mogą być dane, które pod koniec kwietnia opublikował również KRD. W swoim raporcie, który odnosił się jeszcze do 2020 roku, analitycy biura zwracali uwagę na to, że szczególnie sektor handlowy musiał mierzyć się z problemami wynikającymi raz to z całkowitego zamknięcia, a innym razem z poważnymi obostrzeniami związanymi z ograniczaniem działalności. Eksperci KRD wskazali, że sporym problemem branży są m.in zatory płatnicze, a w związku z tym zadłużenie sektora handlowego wzrosło o prawie 245 mln zł i wynosi obecnie ponad 2,1 mld zł.

– Najbardziej brzemienne w skutkach mogą być długi wobec instytucji finansowych, bo stanowią aż 1,4 mld zł. Jednak długi wewnętrzne, które stanowią czwartą część należności też są bardzo niepokojące. Zobowiązania względem dotychczasowych partnerów sprawiają bowiem, że i oni mogą utracić płynność finansową – mówi Oniszczuk. Handel ma też problem z regulowaniem rachunków za media, czynsz, telefon – to łącznie 135 mln zł zaległości. Jest też głównym dłużnikiem wielu innych branż, w tym np. firm przewozowych i kurierskich, którym do oddania ma ponad 33,5 mln zł.

Jak pokazują dane KRD, w ciągu ostatniego roku niespłacone zobowiązania sprzedawców urosły o 13 proc. Grono zadłużonych firm powiększyło się o 405 podmiotów – do 48,1 tys. Średnie zadłużenie jednego dłużnika handlowego wynosi prawie 45 tys. zł, dodatkowo dane KRD wskazują, że 56% całej kwoty zadłużenia (czyli blisko 1,2 mld zł) mają do spłacenia jednoosobowe działalności gospodarcze, a blisko jedną trzecią z tej puli oddać powinny spółki z o.o.

Warto spojrzeć na osoby, które prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą. Mamy ich w Polsce już ponad 3 mln.  Nie są to przecież tylko osoby, które faktycznie prowadzą wyspecjalizowaną działalność jak np. fryzjerzy, ale też pracownicy, którzy de facto wykonują etatową pracę, ale przeszli na samozatrudnienie ze względu na niższe koszty pracy. Tak ogromne zadłużenie jednoosobowych firm musi budzić niepokój, bo za jednym niezapłaconym rachunkiem szybko mogą pojawiać się następne, a taka spirala to… prosta droga do bankructwa – podkreśla ekspert z kancelarii Oniszczuk & Associates.

Rząd sam sobie nagrabił?

Wprowadzone obostrzenia, a właściwie ich podstawa prawna, niemal od początku wzbudzały wiele wątpliwości prawników i samych przedsiębiorców. Zwracali oni uwagę na brak wprowadzenia stanu klęski żywiołowej. Konstytucjonaliści zaznaczają, że tylko wprowadzenie stanu nadzwyczajnego może powodować ograniczenia wolności i praw człowieka polegające m.in. na zawieszeniu działalności określonych przedsiębiorców czy też nakazie lub zakazie prowadzenia działalności gospodarczej określonego rodzaju. Co więcej, ustawa o stanie klęski żywiołowej określa też zasady wypłaty odszkodowań zamkniętym firmom.

Rząd jednak zdecydował się skorzystać z innego rozwiązania.  Działa na podstawie ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, która czasowo pozwala na ograniczanie działalności gospodarczej. Jednak w rozporządzeniu rządowym czytamy już nie o czasowym, a całkowitym zakazie prowadzenia działalności np. hotelarskiej czy fryzjerskiej. W konsekwencji firmy z tych branż zostały zamknięte na drodze rozporządzenia, a według konstytucji można to zrobić tylko na podstawie ustawy – tłumaczy Oniszczuk.

Czy czeka nas lawina odszkodowań?

Co to oznacza dla przedsiębiorców? Jak przekonują eksperci, stan nadzwyczajny nie jest potrzebny, aby przedsiębiorcy mogli starać się o odszkodowanie za doprowadzenie do zamknięcia ich firm. Mogą to zrobić na gruncie przepisów kodeksu cywilnego.

Za szkodę wyrządzoną przez niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie przy wykonywaniu władzy publicznej ponosi odpowiedzialność m.in. Skarb Państwa lub jednostka samorządu terytorialnego. Wielu prawników uważa, że brak wprowadzenia stanu klęski żywiołowej jest takim zaniechaniem, a przedsiębiorcy mogą domagać się wyrównania strat jak i utraconych korzyści, których nie zrekompensowały środki z tarcz antykryzysowych – twierdzi Oniszczuk.

Jednak ten przepis kodeksu cywilnego (dokładnie art. 417. § 1.) premier Mateusz Morawiecki jeszcze we wrześniu 2020 roku zaskarżył do Trybunały Konstytucyjnego. Zdaniem szefa rządu sądy nie mogą decydować o tym czy rozporządzenie jest zgodne z konstytucją, czy też nie, bo niekonstytucyjność aktu wykonawczego może stwierdzić wyłącznie Trybunał Konstytucyjny.  Według premiera to orzeczenie organu prowadzonego przez Julię Przyłębską powinno poprzedzać ewentualne orzeczenia sądów w sprawie odszkodowań.

Rząd tym ruchem próbował wyhamować falę pozwów i wydaje się, że efekt mrożący zadziałał. Do połowy maja według danych z Prokuratorii Generalnej, która reprezentuje Skarb Państwa, wpłynęło zaledwie sześć pozwów na łączną kwotę niewiele przekraczającą milion złotych. Swoje działania zintensyfikowała jednak branża fitness, która jako Polska Federacja Fitnessu zamierza złożyć pozew zbiorowy, ale też jej członkowie mają w drugim etapie składać pozwy indywidualne z konkretnymi kwotami odszkodowań za – ich zdaniem – bezprawne zamknięcie całej branży na czas epidemii.

Ekspert kancelarii Oniszczuk & Associates zauważa jednak, że część korporacji może swoje roszczenia przedstawić przed sądami międzynarodowymi. Powody mogą być prozaiczne. Ciągła walka o kształt polskiego sądownictwa, polityczne ich uwikłanie, a także przedłużające się procesy, które dodatkowo wydłużyła również sytuacja pandemiczna.

Duże podwyżki cen nowych mieszkań w Krakowie

Mieszkania na krakowskim rynku pierwotnym podrożały w 2020 r. o 13% w skali roku, co jest najwyższym wynikiem wśród największych polskich aglomeracji, analizowanych w raporcie Emmerson Evaluation. Mediana ceny mkw. nowego mieszkania wyniosła już niemal 10 tys. zł, natomiast lokale z drugiej ręki podrożały o 8% osiągając poziom 8 tys. zł/mkw. – wynika z raportu Evaluer Index 2021. Według jego autorów rok 2021 przyniesie kolejne podwyżki.

W 2020 r. w Krakowie, mimo pandemii, utrzymała się hossa na rynku mieszkaniowym i to zarówno na pierwotnym, jak i wtórnym. W porównaniu do rok do roku wzrósł całkowity poziom oferty, a liczba nowo wprowadzonych mieszkań utrzymała się na stałym poziomie. Mediana ceny wynosząca 9,8 tys. zł/mkw. plasuje stolicę Małopolski na podium miast z najwyższymi cenami nowych mieszkań w Polsce. Przed nią znajdują się już tylko Sopot z medianą ceny mkw. wynoszącą 16,7 tys. zł i Warszawa ze stawką 10,8 tys. zł/mkw.

Na rynku pierwotnym podwyżki sięgały nawet 16%

Największe wzrosty cen eksperci Emmerson Evaluation odnotowali w Śródmieściu, gdzie mediana ceny mkw. w ciągu roku wzrosła o 16% do poziomu 11,6 tys. zł. W tym obszarze pojawiło się najmniej inwestycji deweloperskich. Niezmiennie od lat najdroższe pozostaje Stare Miasto, gdzie ze względu na charakter miejsca powstają przede wszystkim kameralne inwestycje o charakterze apartamentowym.

Na drugim miejscu pod względem cen znalazła się Krowodrza, gdzie za mkw. nowego mieszkania trzeba było zapłacić 9,8 tys. zł (wzrost o 12% r/r). W tej dzielnicy szczególnie rozwijają się obszary Prądnika Białego i Bronowic. Najdroższe inwestycje zanotowano w obszarze Zwierzyniec, gdzie średnio za mkw. mieszkania deweloperzy oczekiwali 13,5 tys. zł.

Nieco taniej było na Podgórzu, gdzie lokale osiągnęły ceny 8,7 tys. zł/mkw, notując niemal równie wysoki wzrost w skali roku co w Śródmieściu – o 15%. Najwięcej nowych inwestycji powstało w obszarze Podgórze i Dębniki. Szczególnie drogie inwestycje były zlokalizowane w rejonie Starego Podgórza, które bezpośrednio przylega do Starego Miasta. Ceny mieszkań w tym obszarze zaczynały się od 12 tys. zł/mkw. – wylicza Robert Korczyński, Członek Zarządu Emmerson Evaluation. Najtaniej w Krakowie było natomiast w Nowej Hucie, gdzie mediana ceny wzrosła w 2020 r. o 11% do poziomu 8,4 tys. zł/mkw. Jedne z droższych inwestycji w tej delegaturze znajdowały się w rejonie Czyżyny, w obrębie ulic Lema i Życzkowskiego. Za mieszkania w tym obszarze trzeba było płacić średnio 10 tys. zł/mkw.Jak dodaje ekspert, w ubiegłym roku w delegaturach Krowodrze i Podgórze realizowanych było najwięcej nowych projektów deweloperskich.Duże podwyżki cen nowych mieszkań w Krakowie

Mieszkania z drugiej ręki podrożały od 6% do 11%

Dobra sytuacja na rynku pierwotnym wpłynęła korzystnie na rynek wtórny. Największy wzrost cen – o 11% w skali roku – odnotowano w delegaturze Nowa Huta. Pomimo dużych podwyżek ta dzielnica pozostała najtańszą lokalizacją z medianą ceny mkw. na poziomie 7 tys. zł. Ze względu na różnorodność tej delegatury struktura transakcji była bardzo zróżnicowana. Mieszkania w najlepszych lokalizacjach sprzedawane były nawet za 9 tys. zł/mkw. W granicach 6-7% wzrosły ceny w Krowodrzy i Podgórzu, osiągając mediany cen za mkw. w wysokości 8,5 tys. zł i 7,8 tys. zł. Najdroższe od lat w Krakowie pozostaje Śródmieście, gdzie mediana ceny mkw. lokali z rynku wtórnego osiągnęła według naszych analiz poziom 9 tys. zł (wzrost o 8% r/r) – wymienia Robert Korczyński.

Zdaniem ekspertów Emmerson Evaluation w perspektywie najbliższego roku można się spodziewać kontynuacji wzrostów cen mieszkań. Według prognoz z raportu Evaluer Index 2021 podwyżki na rynku mieszkań w największych miastach w Polsce mogą wahać się między 3-8%, a popyt jest wystarczająco duży, żeby odpowiednio napędzić rynek do kolejnych rekordów.

Konsolidacje i przejęcia na polskim rynku mieszkaniowym

Intensywny rozwój polskiego rynku mieszkaniowego i duże zainteresowanie globalnego kapitału inwestycyjnego Polską stymuluje procesy konsolidacji i przejęcia w mieszkaniówce.
W ostatnim czasie na polskim rynku mieszkaniowym głośno było o sprzedaży kilku dużych, znanych firm deweloperskich. Zdaniem ekspertów JLL to jeszcze nie koniec. W najbliższych latach polski rynek deweloperski czeka fala konsolidacji i przejęć zarówno ze strony dużych polskich firm deweloperskich szukających możliwości wzrostu, ale także przez kapitał międzynarodowy doceniający potencjał i atrakcyjność polskiego rynku mieszkaniowego, w tym także rynku czynszowego.

W poszukiwaniu możliwości rozwoju

Banki ziemi wielu deweloperów skurczyły się w ostatnich latach, a ograniczona dostępność gruntów pod zabudowę nie pozwala na szybkie zwiększenie liczby przygotowywanych inwestycji. W takiej sytuacji jedną ze ścieżek wzrostu jest ekspansja geograficzna. Warto przy tym przypomnieć, że wbrew pozorom rynek deweloperski jest rozdrobniony i silnie lokalny. Na ponad 640 firm deweloperskich aktywnych na 6 największych polskich rynkach mieszkaniowych, tylko niewielka część z nich działa w więcej niż jednym mieście.
Przejęcie lokalnej firmy deweloperskiej może być sposobem na rozwiązanie dwóch kluczowych problemów wejścia na nowy rynek. Pierwszy z nich wiąże się z przejęciem portfela gruntów, a co równie ważne, także lokalnych kompetencji pozwalających doświadczonym lokalnym deweloperom skuteczniej pozyskiwać działki budowlane. Drugi dotyczy uzyskiwania decyzji administracyjnych niezbędnych do realizacji inwestycji mieszkaniowych. Często obserwowana uznaniowość w urzędniczych decyzjach powoduje, że lokalnym deweloperom doświadczonym w kontaktach z wydziałami architektury łatwiej jest prowadzić procesy administracyjne. Warto wreszcie pamiętać, że przejęcia są także racjonalne z perspektywy komercjalizacji inwestycji – praktyka pokazuje, że lokalna marka dewelopera znanego w mieście od lat wzmocniona silnym brandem firmy ogólnopolskiej daje często większy potencjał, niż organiczne budowanie obecności na lokalnym rynku, wylicza Paweł Sztejter, Dyrektor Działu Mieszkaniowego JLL.

Wszystko to powoduje, że transakcje takie jak pomiędzy Dom Development i Euro Styl w Trójmieście, planowane przez tę samą firmę przejęcie krakowskiego SENTO, zakup firmy Archicom przez Echo Investment, czy Wrocławskiego Przedsiębiorstwa Budowlanego przez Robyg to dopiero początek procesu konsolidacji rynku deweloperskiego.

Za przejęciami firm deweloperskich stoją jednak nie tylko więksi deweloperzy ogólnopolscy, ale także kapitał międzynarodowy. Przykładem może być zeszłoroczne przejęcie Murapol przez fundusz inwestycyjny ARES, zakup ECHO Investment przez węgierską firmę nieruchomościową WING, czy proces akwizycji Budimexu Nieruchomości.

Badanie „European Living Investor Survey” przeprowadzone na początku tego roku przez JLL we współpracy z Aberdeen Standard wśród globalnych inwestorów pokazuje, że 63% z nich planuje w 2021 roku ekspansje geograficzną, a blisko 60% planuje zwiększenie swoich inwestycji w sektorze Living, co stanowi wzrost o ponad 55% w stosunku do 2019 roku.

Inwestorzy zainteresowani są zakupami w Polsce ze względu na ogromny potencjał naszego rynku mieszkaniowego, możliwości dalszego rozwoju oraz rentowność branży deweloperskiej. Warto przypomnieć, że przeciętna rentowność firm notowanych na WGPW wyniosła w 2020 roku ponad 25%, komentuje Paweł Sztejter, ekspert JLL.

Inwestycje deweloperskie, ale na wynajem

Zainteresowanie inwestycjami w przynoszące dochód obiekty związane z zamieszkiwaniem rośnie na całym świecie, a sektor living jest już drugą co do wielkości klasą aktywów – zarówno na świecie, jak i w Europie. Głównym ograniczeniem szybkiego wzrostu segmentu PRS w Polsce jest brak gotowych do zakupu portfeli nieruchomości w tym segmencie. Trudności z uruchamianiem kolejnych projektów mieszkaniowych tłumaczą z kolei niską skłonność deweloperów do transakcji z funduszami, zwłaszcza wobec silnego popytu ze strony nabywców indywidualnych. W tej sytuacji posiadanie firmy deweloperskiej to przyczółek do budowania platformy inwestującej w mieszkania na wynajem, a ten rodzaj inwestycji jest jednym z priorytetów międzynarodowych funduszy.

Fundusze inwestycyjne są na tyle zainteresowane inwestycjami w rynek czynszowy w Polsce, że gotowe są w tym celu kupować firmy deweloperskie z myślą o przekształceniu ich – przynajmniej częściowo – w firmy budujące i zarządzające portfelem mieszkań na wynajem. Przykładem takiej transakcji może być przejęcie wrocławskiego VANTAGE Development przez niemieckie TAG Immobilien, wyjaśnia Paweł Sztejter, ekspert JLL.

Dojrzałość… rynku

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o jeszcze jednym czynniku wpływającym na rosnącą liczbę przejęć na rynku deweloperskim. Jest nim nieubłagany czas…
Wiele atrakcyjnych firm deweloperskich to wciąż firmy prywatne, zakładane pod koniec lat 90-tych ubiegłego wieku, przez przedsiębiorców, mających wówczas 30-40 lat, a dzisiaj nierzadko dobiegających już siedemdziesiątki. Dla wielu z nich sprzedaż firmy może stać się jedynym racjonalnym scenariuszem pozwalającym zmonetyzować wysiłek włożony w prowadzenie firmy deweloperskiej przez dziesiątki lat, dodaje Paweł Sztejter, Dyrektor Działu Mieszkaniowego JLL.

Rosja wciąż atrakcyjnym kierunkiem dla polskich przedsiębiorców

Wartość eksportu z Polski do Rosji w pierwszym kwartale br. wzrosła aż o prawie 1 mld złotych w stosunku do tego samego okresu 2014 r. – pomimo obowiązującego od tamtego czasu embarga na polskie produkty rolno-spożywcze. Nasze towary bronią się na rosyjskim rynku dobrą jakością, a przed istotnymi dla firm ryzykami można się zabezpieczyć.

Polscy przedsiębiorcy z pewnością wciąż pamiętają 2014 r., kiedy Rosja wprowadziła embargo na szereg polskich produktów spożywczych, m.in. mięso, mleko, warzywa czy owoce. W tym samym roku rząd Federacji Rosyjskiej przyjął szeroko zakrojony program zastępowania importu produktami wytwarzanymi lokalnie aż w 23 sektorach gospodarki (m.in. rolno-spożywczym, farmaceutycznym, energetycznym, maszynowym, chemicznym, telekomunikacyjnym, transportowym i IT).

Celem tego programu było ograniczenie zależności rosyjskiej gospodarki od dostaw z zagranicy. Jak to często w przypadku tego typu programów bywa, wykonanie okazało się dalekie od założeń – pomimo ogromnych nakładów finansowych i wymuszania na konsumentach i instytucjach państwowych sięgania po rodzime produkty w drodze nakazów prawnych.

Co ciekawe, patrząc przez pryzmat handlu polsko-rosyjskiego, widać także, że polscy eksporterzy skutecznie dostosowali się do realiów wielkiej polityki. Tylko w samym pierwszym kwartale 2021 r. wartość sprzedaży z Polski do Rosji w ujęciu nominalnym wyniosła 8,1 mld zł wobec 7,5 mld zł w tym samym okresie ubiegłego roku. Co warto podkreślić, w pierwszym kwartale 2014 r. polski eksport do Rosji wyniósł niecałe 7,2 mld zł. Oznacza to, że w ciągu ostatnich siedmiu lat polskie firmy nominalnie zwiększyły swoje obroty w handlu z Rosją.

Dane opublikowane przez Główny Urząd Statystyczny pokazują więc, że nawet napięcia polityczne na linii Zachód–Rosja nie były w stanie zahamować polskiego eksportu na rosyjski rynek. I że to w dalszym ciągu ważny i perspektywiczny kierunek dla rodzimych firm, które planują zagraniczną ekspansję.

Warto przy tym pamiętać, że jeśli nie będziemy walczyć o ten rynek, na miejsce polskich firm szybko wejdą konkurenci z innych krajów. Przykładowo Chiny już teraz mają ponad jedną piątą udziału w rosyjskim imporcie, zaś Polska jest na porównywalnym poziomie z Kazachstanem (2 proc.), choć gospodarka tego kraju jest ponad trzykrotnie mniejsza od polskiej. Oba te fakty obrazują jeden ze skutków powołania przez Rosję Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej oraz stopniowe zwiększanie jej zasięgu, m.in. przez tworzenie stref wolnego handlu, które zakładają obniżanie lub znoszenie ceł na wiele towarów pomiędzy krajami będącymi stronami porozumienia.

Istnieją trzy kluczowe argumenty za rozważeniem wejścia albo powrotu na rosyjski rynek:

Gospodarka Rosji wraca na ścieżkę szybkiego wzrostu

Rosja może obecnie być ciekawym rynkiem eksportowym dla polskich firm, o czym przekonuje m.in. to, że kraj ten – po okresie kryzysu spowodowanego pandemią i wyraźnym spadkiem cen surowców – wraca na ścieżkę wzrostu gospodarczego. Ostatnie odczyty zbiorczego wskaźnika PMI dla Rosji (marzec: 54,6 pkt., kwiecień: 54,0 pkt.) są najwyższe od ponad pół roku. Sam wynik powyżej 50 pkt. wskazuje na optymizm rosyjskich menedżerów w sprawie postrzegania przez nich przyszłej koniunktury gospodarczej.

Także prognozy międzynarodowych instytucji zakładają, że rosyjska gospodarka wychodzi z kryzysu: Międzynarodowy Fundusz Walutowy spodziewa się, że w tym oraz w przyszłym roku gospodarka Rosji będzie rosła w tempie 3,8 proc. rocznie po spadku PKB o 3 proc. w 2020 r. Według MFW pociągnie to też za sobą wzrost importu towarów o 7,6 proc. w 2021 r. – po spadku o 4,4 proc. rok wcześniej.

Handel możliwy pomimo embarga

Rosja to duży i chłonny rynek ponad 144 mln konsumentów. Chociaż statystyki ostatnich lat pokazują spadek ich siły nabywczej, m.in. za sprawą gwałtownego osłabienia się rubla, to wciąż jest duża grupa zamożniejszych Rosjan, którzy oczekują dobrej jakości produktów, za które są w stanie zapłacić odpowiednio wyższą cenę. A że ich rodzima baza produkcyjna wciąż nie jest w wystarczającym stopniu rozwinięta, istnieje popyt na lepsze i droższe produkty z importu. Poza tym odbiorcami polskich dóbr są nie tylko klienci indywidualni, ale także firmy.

Z naszych rozmów z polskimi przedsiębiorcami wynika, że nawet te firmy, które ucierpiały w wyniku embarga, szukają szans w eksporcie innych produktów. Przykładowo zakazem nie są objęte chociażby sadzonki drzew owocowych. Polscy przedsiębiorcy widzą też szansę w sprzedaży do Rosji elementów maszyn fabrykom rozwijającym bazę produkcyjną.

Ciekawym segmentem rynku dla polskich eksporterów są również kosmetyki, chemia gospodarcza, farmaceutyki czy AGD. Polskie produkty z tych kategorii bronią się jakością, do której rosyjskim producentom wciąż daleko.

Szansą dla polskich firm jest również dynamiczny w ostatnich kwartałach rozwój sektora e-commerce w Rosji, który jest na wcześniejszym etapie rozwoju niż w Polsce. Specjalizująca się w badaniu tego rynku firma Data Insight szacuje, że w 2024 r. kanał e-commerce w Rosji będzie odpowiadał za niemal jedną piątą tamtejszej sprzedaży detalicznej.

Ryzyko walutowe i należności można zabezpieczyć

Prywatny biznes z reguły stara się trzymać jak najdalej od polityki. Jak powszechnie wiadomo w przypadku Rosji nie jest to prosta kwestia. Sankcje oraz nieprzewidywalność rosyjskiej legislacji istotnie zwiększają ryzyko prowadzenia biznesu w tym kraju. Dlatego podstawą do zawierania obustronnie zyskownych kontraktów są dobre relacje z rosyjskimi partnerami i ograniczanie ryzyka w obszarach, na które przedsiębiorca ma wpływ. A o te kwestie można zadbać już na początku współpracy, choćby dzięki posługiwaniu się w kontaktach z partnerami językiem rosyjskim.

Jednym z kluczowych ryzyk dla polskich firm handlujących z Rosjanami jest ryzyko walutowe. Rubel – często określany na rynkach jako waluta polityczna – podlega znacznym wahaniom w stosunku do euro, dolara czy złotego.

kurs rublaNiekorzystne zmiany kursowe mogą pozbawić eksportera marży. Dlatego firmy z Unii Europejskiej zwykle wybierają rozliczenia w tzw. twardych walutach. Dla rosyjskich importerów oznacza to jednak spore koszty obsługi zagranicznych przelewów. W Rosji mogą one dochodzić nawet aż do 5–8 proc. wartości transakcji – z reguły im mniejsza firma, tym wyższe koszty. Oznacza to, że przykładowo za uregulowanie faktury na kwotę 10 000 euro na rachunek polskiego eksportera rosyjskie przedsiębiorstwo zapłaci dodatkowo nawet 800 euro.

Dobrym rozwiązaniem może okazać się przejście na rozliczenia w rublu przy jednoczesnym skorzystaniu z lokalnego inkasa i zabezpieczeniu kursu RUB/PLN. To połączenie gwarantuje rosyjskiemu importerowi niższe koszty (transferuje ruble na konto banku w Rosji przelewem krajowym), a polskiemu eksporterowi – wymianę zapłaty w rublach na złote po umówionym wcześniej kursie, bez niebezpieczeństwa utraty marży.

Takie zabezpieczenie w pełni eliminuje ryzyko kursowe i jednocześnie daje szansę na poprawę relacji z rosyjskim partnerem. W handlu z Rosjanami warto również korzystać z ubezpieczeń należności eksportowych. Mogą one ochronić polską firmę w razie np. niewypłacalności rosyjskiego kontrahenta.

– – –

Jakub Łańcucki – dyrektor zarządzający ds. sprzedaży Ebury Polska

Adam Stosio – dyrektor zarządzający ds. transakcji walutowych Ebury Polska

Google zjada ciasteczka, ale chce jeszcze więcej z tortu reklam

Wyeliminowanie śledzących nasz każdy ruch w internecie ciasteczek ma zagwarantować użytkownikom więcej anonimowości w sieci. Jednak Google kończąc erę “cookies” robi wiele, żeby jeszcze bardziej zmonopolizować rynek reklam. Wydawcy medialni mają jednak sporo do zaoferowania potencjalnym reklamodawcom. Dane użytkowników bez potrzeby zbierania okruszków z ciasteczek. 

Rynek reklam on-line czeka rewolucja. Google, światowy gigant internetowy, ogłosił że do 2022 roku wyeliminuje z użytku tzw. ciasteczka, czyli małe pliki, które umożliwiają śledzenie użytkowników portali internetowych. Zbierane przez “cookies” informacje pozwalają na późniejsze dopasowanie reklam względem zainteresowań, wieku czy płci internauty. Wystarczy choćby przypadkowa wizyta np. na stronie z obuwiem, żeby przez kolejne dni widzieć sprofilowane pod tym kątem reklamy.

Już za kilkanaście miesięcy wiele się zmieni i pewna era w internecie dobiegnie końca. Już dziś dane pochodzące z takich przeglądarek jak Safari czy Firefox nie są przekazywane do odwiedzanych stron, ale to deklaracja Google jest “game-changerem”. W Polsce z przeglądarki Chrome – czyli produktu Googla – korzysta ok. 70% internautów. To ogromna liczba potencjalnych odbiorców reklam, do których będzie trzeba dotrzeć w inny sposób – komentuje Bartosz Ferenc, właściciel firmy Sembot zajmującej się wykorzystaniem automatyzacji w prowadzeniu kampanii internetowych, zarówno w dziedzinie dostarczania rozwiązań IT, jak i prowadzenia usług.

Ferenc dodaje, że oficjalne pobudki Google wychodzą naprzeciw oczekiwaniom użytkowników internetu. – Google przekonuje, że wzorem innych, próbuje zadbać o prywatność i jak największą anonimowość w sieci. Jednak to nie oznacza, że przestanie śledzić nasze poczynania po wyeliminowaniu ciasteczek. Będzie to robił nadal, ale nie będzie się tymi danymi dzielić, więc jeszcze bardziej zmonopolizuje rynek reklamy on-line – przekonuje właściciel Sembota .

Automatyzacja reklam szybuję w górę, ale czy to już koniec hossy?

Według poertalu eMarketer.com – poza rynkiem chińskim – Google i Facebook pochłaniają aż 60% reklam internetowych na świecie. Kolejne 10% należy do Amazona, a dla reszty pozostaje zatem zaledwie ok. 30%.

Natomiast według majowego raportu IAB Polska dla PwC, w 2020 roku wydatki na reklamę on-line wzrosły o 4,9% rok do roku. Po raz pierwszy w historii udało się przekroczyć niedostępną do tej pory barierę 5 mld zł (o dwieście tysięcy) i działo się to w roku pandemicznych oszczędności na wielu polach. Podstawowym czynnikiem wzrostu była reklama emitowana w urządzeniach mobilnych oraz w modelu programmatic. Oba segmenty urosły aż o 20%.

Model programmatic polega na w pełni zautomatyzowanym procesie sprzedaży reklam, której podstawą jest zbieranie informacji z ciasteczek.

Naturalną konsekwencją takiego działania jest powstanie hurtowni danych, które sprzedają je czy się nimi wymieniają. Rezygnacja z cookies uniemożliwi takie praktyki Dodatkowo to Google jest właścicielem DoubleClick(Google Ads 360) – najpopularniejszego narzędzia dla reklamy programmatic. Zmiany więc dotkną Google w znacznym stopniu, prawdopodobnie gigant znajdzie alternatywne rozwiązanie dzięki wykorzystaniu “zaloguj przez Google” na innych serwisach, co pozwoli powiązać sesję użytkownika z konkretnym profilem reklamowym – tłumaczy Bartosz Ferenc.

Co po ciasteczkach? Marki zwrócą się do wydawców?

Google poradzi sobie bez problemów, bo już zapowiedział powstanie nowego narzędzia, czyli Privacy Sandbox.  Korzystając z przeglądarki Chrome nie będziemy już zatem śledzeni przez setki pośredników, którzy mogą nas zawieść na polu bezpieczeństwa, ale przez jednego “śledzącego”, który zapewne będzie bardzo mocno dbał o swoje interesy monopolisty.

Narzędzie Google wykorzysta dane, które pozostawimy w przeglądarce i na potrzeby personalizacji reklam do reklamodawców będą przesyłane grupy zainteresowań, do których ten użytkownik należy. Zamiast dotychczasowych unikatowych identyfikatorów. Standardem będzie tworzenie grup docelowych o podobnych zachowaniach i zainteresowaniach i takie dane będą wykorzystywane na rynku reklamowym – opisuje Tomasz Dwornicki, prezes zarządu Hostersi.pl, firmy specjalizującej się w dostarczaniu rozwiązań IT w obszarach projektowania infrastruktury serwerowej, wdrażania chmury obliczeniowej, opieki administracyjnej i bezpieczeństwa danych.  Podobne rozwiązania opracowywane są również przez innych gigantów technologicznych jak np. Apple. Wszystkie rozwiązania zmierzają jednak do jednego. Zapewnienia anonimowości pojedynczemu użytkownikowi internetu.

Jednak to co może być problemem dla agencji reklamowych, niekoniecznie musi być kłopotliwe dla medialnych wydawców. Dwornicki tłumaczy, że zarówno marki jak i portale internetowe będą musiały wypracować nowe strategie promocyjne, a to może zaowocować ciekawymi rozwiązaniami. – Wydawcy posiadają sporo danych o swoich użytkownikach. Bardzo często wymagają od swoich odbiorców logowania się, a tym samym łatwiej jest zebrać im informacje. W momencie wycofania ciasteczek i braku możliwości pozyskania danych od brokerów wiedza posiadana przez wydawców może być dla marek bezcenna – mówi Dwornicki i dodaje, że wydawcy będą mogli znacznie precyzyjniej osadzić reklamę w kontekście, który odpowiada danej marce.

Na polskim rynku medialnym już pojawiają się pierwsze takie oferty. Wydawcy tworzą narzędzia, które umożliwia markom emisję reklam po wyborze konkretnej grupy tematycznej. Dodatkowo zapewniają możliwość reklamowania się przez wiele kanałów. Już nie tylko na portalach internetowych, ale też przy okazji wysyłki newsletterów czy w trakcie podcastów. – To jednak cały czas może być za mało. Żeby zbierać informacje od użytkowników należy stworzyć taki portal, żeby internauta chciał tam przebywać i co najważniejsze logował się i pozwalał zbierać dane. Przyjazne “user experience” staje się ważniejsze jak nigdy wcześniej – dodaje właściciel firmy Hostersi.pl

Jednym z ważniejszych elementów przyjaznej strony internetowej jest szybkość ładowania się portalu. Według raportu Kissmetrics internauci są niecierpliwi i już po zaledwie trzech sekundach mogą zrezygnować z odwiedzenia portalu, gdy ten nadal się nie załadował. Hostersi przeprowadzili badanie szybkości ładowania stron w polskim internecie. Najlepsze wyniki osiągnęły portale światowych gigantów, czyli google.pl i facebook.com, które w pełni ładują się w 1,1 sekundy. Już powyżej trzech sekund (3,2 i 3,3 sekundy) uruchamiają się serwisy Gazety Wyborczej i TVN24, a na to, żeby strona była w pełni funkcjonalna, portal Radia Zet potrzebuje blisko aż 9 sekund.  – Optymalizacja strony to proces, który bywa czasochłonny. Szczególnie, gdy nie przeznaczy się na niego odpowiednich środków, ale jest to proces niezbędny. Po wynikach badań widać, że firmy “Big Tech” nie oszczędzają na tym. Rady? Administratorzy stron muszą pamiętać też o używaniu odpowiedniego języka na serwerze, a także o dodaniu certyfikatów SSL, które przyspieszają działanie stron, a przede wszystkim odkryć główne przyczyny, które spowalniają ich witryny i szybko je usunąć – podsumowuje Dwornicki.

Jak technologie zmienią sektor nieruchomości

Technologie i rozwój nieruchomości zawsze szły w parze. Dla przykładu modernizm w architekturze został spopularyzowany na świecie pod koniec XIX wieku w wyniku rewolucji technologii, inżynierii i materiałów budowlanych oraz z chęci oderwania się od historycznych stylów architektonicznych i wynalezienia czegoś czysto funkcjonalnego i nowego. PropTech (technologia – nieruchomości) to wykorzystanie technologii informacyjnej (IT) do pomocy w badaniu, kupowaniu, sprzedawaniu i zarządzaniu nieruchomościami. Przełomowe technologie, takie jak sztuczna inteligencja (AI), robotyka, 5G,  chmura obliczeniowa, uczenie maszynowe (ML), inteligentne domy i biura,  big data czy blockchain dają nowe możliwości i zmieniają kształt rynku nieruchomości.

Internet rzeczy (loT)

Składa się z przedmiotów codziennego użytku wyposażonych w czujniki i inne technologie, które pozwalają zbierać i przekazywać dane.  Na przykład  inteligentny system kontroli klimatu może wykrywać również zanieczyszczenia i wdrażać serwisy sprzątające. Podobnie jest z czujnikami w roślinach doniczkowych, które mogą komunikować się z automatycznymi systemami nawadniania. IoT to podstawowa zasada inteligentnej automatyzacji budynku. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej technologia IoT może globalnie obniżyć do 2040 roku zużycie energii w budynkach mieszkalnych i komercyjnych nawet o 10 proc. Inteligentne łączenie danych zapewnia wszystkie niezbędne informacje o budynku. Internet łączy ludzi i miejsca na całym świecie, obejmuje to takie rzeczy, jak hosting wyświetleń, podpisywanie umów i nawiązywanie kontaktów. większa on także wydajność oraz ogranicza błędy i ryzyko. Rewolucja Internetu rzeczy (IoT) tworzy automatyczny, wysoce zoptymalizowany świat. Złożone informacje dotyczące budynków są również dostępne za pośrednictwem rozwiązań chmurowych dla nieruchomości i mogą zmniejszyć obciążenie pracą dostawców usług w tym zakresie.

Rzeczywistość wirtualna i rozszerzona

VR to popularna i szybko rozwijająca się opcja PropTech w branży nieruchomości. Oprócz pokazania istniejących nieruchomości, VR i rzeczywistość rozszerzona umożliwiają inwestorom przeglądanie oraz  wizualizację koncepcji i projektów, które są w fazie rozwoju. Przeglądanie nieruchomości to nie jedyna zaleta. AR zapewnia klientom także lepsze wrażenia z interakcji dzięki przyjaznym dla użytkownika aplikacjom, które pomagają ożywić ich wizję i stworzyć najlepsze wrażenie. AR / VR są istotną siłą napędową innowacji w zarządzaniu obiektami – zwłaszcza jeśli chodzi o mobilną siłę roboczą. Wspierają proces wizualizacji komponentów technicznych, odgrywają również ważną rolę w lokalizowaniu wadliwych elementów. Urządzenia AR / VR mogą wyświetlać odpowiednie informacje systemowe bezpośrednio w polu widzenia, a podczas chodzenia po budynku dostarczać także dane dotyczące lokalizacji.

Big data

Od szybszych, dokładniejszych wycen po zaawansowane prognozy – korzystanie z narzędzi analitycznych może prowadzić do optymalnych decyzji inwestycyjnych. Zwiększenie możliwości analiz (big data) o budynkach, użytkownikach czy klientach prowadzi do wzrostu zysku i jest już realnie wdrażanym trendem przyszłości. Technologia zmienia sposób gromadzenia, strukturyzowania i rozumienia danych w branży nieruchomości. Inwestorzy i zarządzający mogą teraz wykorzystywać te informacje do efektywniejszego zarządzania swoimi własnościami. Większe firmy mogą nie tylko wyodrębniać dane, ale również przewidywać przyszłe trendy. Big data, która opisuje ogromną ilość zarówno ustrukturyzowanych, jak i nieustrukturyzowanych danych krążących obecnie w przestrzeni cyfrowej, jest wykorzystywana na kilka sposobów do automatyzacji niegdyś uciążliwego procesu w branży nieruchomości. Ograniczanie ryzyka to kolejny obszar, który można znacznie polepszyć dzięki możliwościom głębokiej analizy dużych zbiorów danych. Rynek obarczony jest ryzykiem, a kupujący lubią wiedzieć, jakie ryzyko podejmują, inwestując znaczne sumy pieniędzy w nieruchomości. Duże zbiory danych obejmują ulepszone analizy predykcyjne lub możliwość korzystania z zaawansowanych algorytmów komputerowych, które mogą przewidywać wahania rynku, dzięki czemu potencjalni nabywcy mogą mieć pojęcie, czy inwestycja jest w odpowiednim czasie, czy nie.

Greentech – eko wzrost

We wszystkich aspektach życia rośnie znaczenie ochrony środowiska, co  silnie wpływa także na rynek nieruchomości. Greentech odnosi się do technologii przyjaznej środowisku Polega na jej zastosowaniu  w procesach produkcyjnych wykorzystujących zrównoważone formy energii. Może również odnosić się do produkcji czystej energii. Należy również zauważyć, że Greentech silnie zaistniał poprzez IoT. Zjawisko to powoduje wzrost popytu na inteligentne i energooszczędne domy. Energia słoneczna to kolejna popularna opcja, która promuje zrównoważony rozwój i zmniejsza ślad węglowy. Wiele z tych funkcji jest koniecznością w ofertach dla oczekujących eko rozwiązań klientów, ale też nowych “zielonych” norm i certyfikatów.

Drony

W branży nieruchomości drony mają wiele ciekawych zastosowań, np.  pomagają agentom i działom marketingu tworzyć materiały do prezentacji czy reklamy. Pozwalają nie tylko robić dynamiczne zdjęcia 360 stopni i zdjęcia lotnicze, ale uchwycić rozmiar i realny widok nieruchomości wraz z  jej okolicą. W połączeniu z VR można tworzyć wizualne odwzorowanie wnętrza przestrzeni, zapewniając wirtualną wycieczkę. Drony mogą również usprawniać procedury bezpieczeństwa i ostrzegać o naruszeniach procedur na placach budowy. Można je też wykorzystać do przeglądania i monitorowania trudno dostępnych miejsc lub używać do autonomicznych usług dostawczych. Szczególnie interesującym produktem ubocznym zwiększonego wykorzystania dronów jest rosnąca wartość nieruchomości przez  dachy. Drony, zwłaszcza autonomiczne, potrzebują przestrzeni, z której mogą startować i lądować. Oczywistym jest zatem to, że jeśli w miastach ma powstać wysokiej jakości infrastruktura dronów, niezbędne są miejsca do ich lądowania.

Robotyka

Ma duże zastosowanie, które obejmuje, np.: czyszczenie powierzchni, ochronę i bezpieczeństwo, czyszczenie lub malowanie elewacji (dronami) czy inspekcja trudno dostępnych miejsc zewnętrznych (np. maszty nadajników). Jak pokazują te przykłady, aplikacje automatycznych robotów usługowych są obecnie ukierunkowane na wykonywanie prostych zadań na dużą skalę. Z czasem mogą jednak podjąć się bardziej złożonej pracy, w tym funkcji społecznych, takich jak zadania recepcji czy sprzedaż. Mogłoby to zrewolucjonizować strukturę kadrową dostawców usług w zakresie nieruchomości. Na jej rozwój silnie wpływa trend związanych z rosnącymi płacami i brakiem siły roboczej, gdzie automatyzacja i robotyka staje się atrakcyjną alternatywą dla dzisiejszych pracochłonnych usług generujących duże koszty.

Blockchain i tokenizacja

Globalne zasoby nieruchomości warte są setki bilionów euro, a sektor finansowy podlega szybkiej cyfryzacji. Do tej pory inwestowanie w nieruchomości było zazwyczaj domeną bogatych, niedostępną dla  większość populacji odciętej od tej klasy aktywów. Dziś sytuację zmieniają  nowe technologie. Wszyscy wiemy, jak kryptowaluty zmieniły świat i jak szybko następuje ich rozwój oraz popularyzacja. Samo konwencjonalne inwestowanie traci z powodu niskiej płynności, wysokich kosztów transakcji, wysokich barier wejścia i małej przejrzystości. Wprowadzenie technologii blockchain eliminuje pośredników z procesu zakupu i pozwala sfinalizować transakcje oraz rozliczyć prowizję. Daje także powszechny i prosty dostęp masowym inwestorom. Blockchain jest nie tylko szybki i wydajny, ale stanowi również jeden z najbezpieczniejszych sposobów prowadzenia działalności. Umożliwia też wielu osobom przeglądanie i interakcję z procesem transakcyjnym. Jest on także nowym sposobem finansowania projektów sektora nieruchomości. Rozwojowi sprzyja atrakcyjne opodatkowanie, obniżenie opłat, eliminacja pośredników, przyspieszenie transakcji, dyskrecja i unikanie udostępniania informacji publicznych, wykorzystanie wydajność blockchain oraz transakcji kryptowalutowych. W rzeczywistości nieruchomości oparte na blockchain zyskują na popularności jako sposób dla kupujących, sprzedających i inwestorów na interakcję ze sobą oraz poznanie nieruchomości.  Za korzyści płynące z tokenizacji (sekurytyzacji) nieruchomości, możemy uznać produkty strukturalne, informacje oraz płatności. Niewątpliwie, to przyszłość rozwoju finansowania dla sektora.

Sztuczna inteligencja AI

Dziś sztuczną inteligencję można podzielić na uczenie maszynowe (ML) i dalej na uczenie głębokie (DL). ML rozpoznaje wzorce w ogromnych zbiorach danych i wykorzystuje je do tworzenia algorytmu do prognozowania. DL jest częścią ML, ale opiera się na sztucznych sieciach neuronowych z uczeniem się reprezentacji. Umożliwia maszynom rozwiązywanie złożonych problemów nawet przy użyciu bardzo zróżnicowanego, nieustrukturyzowanego i wzajemnie połączonego zestawu danych. W branży nieruchomości sztuczna inteligencja może gromadzić i wykorzystywać dane, dzięki czemu agenci mogą łączyć się z klientami w sposób bardziej odpowiedni i wydajniejszy dzięki automatyzacji. Systemy CRM zbierają więcej danych w trakcie podróży klienta. Automatyzacja już teraz pomaga agencjom oszczędzać czas i zapewniać lepszą obsługę klienta. Im szybciej sztuczna inteligencja nabierze znaczenia, tym szybciej zobaczymy, jak rozwiązania PropTech zaczną dostarczać nowe i ulepszone usługi agencyjne zarówno dla kupujących, sprzedających, jak i najemców. Sztuczna inteligencja może poprawić i ulepszyć prawie wszystkie cyfrowe doświadczenia konsumentów dostarczane przez agencje nieruchomości: może pomóc konsumentom szybciej dotrzeć do właściwych informacji oraz wnieść znaczącą wartość w postaci rekomendacji opartych na ich wyborach. AI obejmuje również przetwarzanie języka naturalnego (NLP) i inne, takie jak wizja, mowa, robotyka i planowanie.

Technologia czujników

Czujniki stanowią podstawę usług w zakresie nieruchomości opartych na danych. Stały się powszechnie dostępne, a ich ceny są o połowę niższe niż zaledwie pięć lat temu. Mogą one uwolnić dostawców od sztywnych procesów, umożliwiając im dostosowywanie usług w miarę potrzeb. Na przykład most może mieć czujniki umożliwiające zdalne monitorowanie jego stanu. Jeśli jakiś aspekt jego stanu spadnie poniżej określonego progu, czujniki wyzwalają alarm, zachęcając do wysłania technika naprawy lub załogi. Podobnie czujniki mogą pomóc dostawcom usług w zakresie nieruchomości zlokalizować problemy, zidentyfikować ich przyczyny i zamówić naprawy za jednym razem. Analizując dane gromadzone przez czujniki – na przykład data ostatniej konserwacji lub codzienne zużycie zasobów – dostawcy mogą również ściślej dostosować swoje usługi do wymagań użytkowników, zwiększając satysfakcję klienta.

Modelowanie informacji o budynku

Modelowanie informacji o budynku (BIM) wykorzystuje modele 3D, aby pokazać, jak wygląda obiekt i jak funkcjonuje. Ta zdigitalizowana konstrukcja umożliwia bardziej efektywne ukończenie projektów budowlanych, zachowując je w określonych ramach czasowych i budżecie. Wspiera również zarządzanie budynkiem, dostarczając precyzyjnych informacji na temat konstrukcji, rur, ścieżek kablowych i zablokowanych obiektów. W przyszłości dostawcy usług w zakresie nieruchomości będą musieli analizować złożone opcje BIM i wykorzystywać je z korzyścią dla użytkowników i właścicieli nieruchomości. Należy pamiętać, że BIM jest kluczowym krokiem w trwającej cyfryzacji wszystkich informacji o budynku związanych z planowaniem i wdrażaniem. Innymi słowy, wirtualny model budynku BIM może służyć jako podstawa danych dla przyszłego modelu usług cyfrowych.

Drukowanie 3D

Druk 3D jest dokładnie tym, co sugeruje nazwa: druk w trzech wymiarach, a nie w tradycyjnych dwóch. Zasadniczo oznacza to, że możemy teraz drukować wszelkiego rodzaju obiekty 3D zaprojektowane na komputerach. Udowodniono już, że możemy drukować w 3D wszystko, od przedmiotów codziennego użytku, takich jak sztućce lub ramy łóżek, po bardziej niezwykłe rzeczy, takie jak działające zastawki serca, a nawet jedzenie. W branży nieruchomości zastosowanie druku 3D koncentruje się obecnie na budownictwie – drukowanie ścian, powierzchni roboczych, płytek podłogowych, itp. Ale niesamowite rzeczy, które osiągnęli naukowcy i inżynierowie spoza branży nieruchomości, sugerują, że przypadki użycia nieruchomości będą tylko rosną w miarę upływu czasu. Jednak obecnie jest to już istotny proces w budownictwie modułowym, umożliwiający tworzenie niedrogich, zrównoważonych i elastycznych materiałów budowlanych oraz domów prefabrykowanych. Wraz z rozwojem tego obszaru innowacji wkrótce będziemy mogli projektować i drukować własne domy, bezpośrednio z naszego laptopa, bez konieczności posiadania wiedzy inżynieryjnej lub architektonicznej, tak jak możemy już tworzyć strony internetowe bez znajomości projektowania lub kodowania.

Chmura obliczeniowa

Budynki stają się inteligentniejsze i bardziej oparte na danych, ponieważ podłącza się do nich coraz więcej urządzeń. Umożliwia to użytkownikom lepszą analizę dostępnych informacji w celu osiągnięcia wyższego komfortu, efektywności energetycznej, czy lepszej konserwacji. Jednocześnie pośrednicy w handlu nieruchomościami potrzebują wsparcia, jeśli chodzi o zarządzanie pulami klientów. Niezależnie od tego, czy stoisz przed wyzwaniami związanymi ze sprzedażą czy infrastrukturą, rozwiązania niesie chmura. Technologia chmury obliczeniowej to innowacyjne podejście do kwestii organizacji zaplecza informatycznego w firmie. Do tej pory pewnym standardem (a jeszcze do niedawna jedyną możliwością) w przedsiębiorstwach było tworzenie własnej, indywidualnej infrastruktury informatycznej opartej na serwerach, bazach danych oraz zasobach ludzkich. Do zarządzania tą infrastrukturą niezbędni byli specjaliści posiadający kwalifikacje, umiejętności i wiedzę. Wszystkie elementy firmowej infrastruktury informatycznej, które do tej pory wymagały fizycznej przestrzeni (niejednokrotnie na serwerownię trzeba było wydzielić osobne pomieszczenie i zadbać o nieprzerwany dostęp prądu), dzięki postępowi technologicznemu można przenieść do chmury. Nie trzeba martwić się o to, czy są odpowiednio zabezpieczone serwery przed zewnętrznymi atakami. Nawet dziś wiele dużych firm polega na korzystaniu z usług w chmurze. W najbliższej przyszłości nastąpi intensywna adaptacja tradycyjnych systemów CRM, umożliwiająca płynną interakcję z rozwiązaniami chmurowymi. Przyszłość znajduje się w chmurze i z pewnością tam pozostanie.

Możliwości  5G

Sieci 5G to kolejny rozwój, który przyspieszy tempo, w jakim otrzymujemy dane. Zarówno klienci, jak i najemcy przenoszą więcej swoich codziennych czynności do sieci. Oczywiście oczekują bezproblemowego korzystania z Internetu. Co więcej, 5G zmieni nasze życie pod względem szybkości i jakości przesyłania informacji. Czy infrastruktura IT Twojej organizacji jest gotowa do przyjmowania i przetwarzania oczekiwanej ilości danych i ruchu? Dodajmy do tego wzrost popularności 5G (technologii, która wymaga ogromnego ekosystemu odbiorników sygnału i anten, z których wszystkie muszą być umieszczone wysoko, aby uniknąć blokowania sygnałów przez budynki) i wartość odpowiedniej przestrzeni na dachu rośnie.

Autor/ fot.: Adam Białas, dziennikarz biznesowy, ekspert rynku, dyr. agencji BIALAS Consulting & Solutions.

Powroty do pracy offline – kto zyska, a kto straci

  • Po luzowaniu kolejnych obostrzeń pracownicy coraz częściej i śmielej krytykują pracę zdalną. Z badań i raportów wynika, że spadła liczba zwolenników pracy z domu, szczególnie w pełnym wymiarze.
  • Badania rynku mówią, że ok. 30% zatrudnionych regularnie wyrabia nadgodziny podczas pracy zdalnej.
  • Wykluczenie biurowe – dla wielu pracowników nie ma obecnie w firmach miejsca, bo te, szukając optymalizacji kosztowych, zmieniły biura ma mniejsze. System pracy, w którym część pracowników na stałe jest zdalnie, a część pojawia się w biurze w miarę regularnie, pogłębia wewnątrz firmowe podziały, które z HR-wego punktu widzenia mogą być w przyszłość bardzo trudne do zniesienia.
  • Ekspertka HR Hints, Róża Szafranek, współpracująca ze startupami i firmami z branży technologicznej komentuje: Początkowy entuzjazm związany z pełną pracą zdalną świat ma już za sobą. Przed nam czas radzenia sobie z jej skutkami.

Od ubiegłego roku praca zdalna jest dla wielu Polaków codziennością. Choć przed wybuchem pandemii wielu z nich marzyło wręcz, by przez część etatowych godzin móc pracować z domu, dziś entuzjazm dotyczący zdalnego wykonywania obowiązków zawodowych maleje. Z ostatniego, kwietniowego, raportu ClickMeeting wynika, że nad Wisłą spadła liczba zwolenników pracy zdalnej i wykonywania jej w tej formie w pełnym wymiarze – z 29 proc. we wrześniu 2020, do 24 proc. obecnie. Wzrosła za to liczba respondentów preferujących pracę wyłącznie stacjonarną – z 9 proc. do 15 proc. Z kolei 62 proc. badanych opowiada się za opcją łączenia pracy z domu oraz z biura. Z kolei z raportu firmy Déhora Consultancy Group Polska „Czas pracy w czasie pandemii – nowe wyzwania, nowe rozwiązania” wynika, że 75 proc. pracowników zgodziło się ze stwierdzeniem, że po zakończeniu pandemii praca zdalna powinna być łączona z pracą biurową. Dla 12 proc. respondentów mogłaby być głównym sposobem świadczenia pracy. Tylko 6 proc. uznało, że praca zdalna powinna zastąpić stacjonarną.

Z tego samego badania wynika, że około 30 proc. pracowników regularnie wyrabia nadgodziny w większym stopniu, niż przed pandemią, a „domowe nadgodziny” to dla wielu pracodawców sposób na oszczędzanie pieniędzy.Trudno obecnie jednoznacznie określić, czy Polacy lubią home office. Początkowy entuzjazm związany z pełną pracą zdalną większość ma już za sobą. Patrząc na kraje lepiej radzące sobie ze szczepieniem ludności, jak np. Izrael, gdzie wiele osób wróciło do biur, pomimo pierwotnej deklaracji o preferowaniu pracy zdalnej, można wnioskować, że trend ten będzie także u nas coraz bardziej powszechny. Widać to też w firmach deklarujących pierwotnie pracę full remotely i to długofalową. Obecnie firmy, jak np. Google, coraz częściej chcą, by ich pracownicy przychodzili regularnie do biura mówi Róża Szafranek, CEO HR Hints.

Zdalni pracują lepiej?

Pracownicy czują się przemęczeni nie tylko faktem bycia uwięzionymi w domach. Wg różnych badań deklarują oni, że praca zdalna jest 50-60 proc.bardziej efektywna, ale prawie połowa badanych twierdzi, że pracując z domu poświęca pracy znacznie więcej czasu. To oczywista korzyść dla pracodawców. – Osoba pracująca w domu jest znacznie bardziej skupiona na pracy. W biurze narażona jest na obecność bardzo wielu „rozpraszaczy”, choćby swoich współpracowników. Wystarczy przecież jedno głośno zadane pytanie, by wywiązała się dyskusja, dłużej trwa parzenie kawy, wyjście na papierosa. Inni ludzie przychodzą, pytają, angażują. Podczas pracy z domu wiele tych elementów jest po prostu wyeliminowanychkomentuje Róża Szafranek.

Po kolejnych luzowaniach obostrzeń i podjętych przez rząd pracach nad uregulowaniem przepisów dotyczących pracy zdalnej, coraz częściej pojawiają się głosy o jej negatywnych skutkach. – W pracy zdalnej najbardziej kuszący dla wielu pracowników jest brak bezpośredniego nadzoru, bo daje to więcej swobody w działaniu. Z drugiej strony praca zdalna uaktywnia w nas mechanizmy mające u swych podstaw niepokój i chęć udowodnienia „że na home office naprawdę pracujemy”, co związane jest bezpośrednio z potrzebą wykazania się przed przełożonym. To sprawia, że Polacy pracują z domu dużo więcej i dużo intensywniejkomentuje Róża Szafranek.

Ekspertka zaznacza, że coraz bardziej nasila się zjawisko „wykluczenia biurowego” a system pracy, w którym część pracowników na stałe jest zdalnie, a część pojawia się w biurze w miarę regularnie, pogłębia wewnątrz firmowe podziały, które z HR-wego punktu widzenia mogą być w przyszłość bardzo trudne do zniesienia. – Widać to już nawet podczas rozmów rekrutacyjnych, których faktycznie większość w pandemii przeprowadzana była zdalnie. Natomiast ci kandydaci, którzy mieli możliwość na pewnym etapie procesu rekrutacyjnego pojawić się na spotkaniu z potencjalnym pracodawcą w biurze zwykle byli dużo lepiej oceniani, niż rekrutowani w 100% zdalnie. Podczas kontaktów online uruchamia się nam w głowach wiele stereotypów, których w kontaktach in-person bardzo szybko się pozbywamy lub możemy je łatwiej skonfrontować i wyjaśnić. Idąc tym tropem można założyć, że pracownicy, którzy zdecydują się pracować niemal cały czas zdalnie, zaczną być, prędzej czy później, gorzej oceniani niż ci przychodzący do biura. I to nawet mimo lepszych wyników dodaje Róża Szafranek.

Pracodawcy w impasie, biura w rozmiarze s/m i mental health

Uregulowanie przepisów związanych z pracą zdalną trafiło na konsultacje rządowe. Tymczasem wśród pracodawców brak jednomyślności co do tego, czy wolą mieć swoich pracowników w biurze, czy skuszeni danymi o większej efektywności ich pracy na home office pozwolą pracownikom decydować, w jaki sposób chcą oni wykonywać obowiązki lub wręcz zachęcą ich do pozostania w domach – Istotnym aspektem spotykania się w biurze jest także tworzenie tożsamości organizacji i sprawianie, że pracownicy silniej się z nią identyfikują. Da się to robić także online i w ten sposób zarządzać zespołami i budować ich zaangażowanie, ale jest to znacznie trudniejsze, niż w opcji, gdy mamy wszystkich „na miejscu” choć 2 czy 3 razy w tygodniumówi Róża Szafranek. Ekspertka dodaje, że dla wielu pracowników nie ma obecnie w firmach miejsca. Nie mówię tu o etatach, tylko o fizycznej przestrzeni. Bardzo wiele firm zmieniło biura ma mniejsze, bo przez całe miesiące stały puste, a w czasach tak dużej niepewności firmy szukały optymalizacji kosztowych wszędzie, gdzie się da. Efektem tego dziś bardzo wiele firm nie ma biurka na stałe dla każdego pracownika, zatem w firmach panuje polityka: kto pierwszy w pracy, ten lepszy. Jak mówi, bazując na wielu rozmowach przeprowadzonych z liderami i managerami,ekspertka HR Hints – ten stan rzeczy utrzyma się jeszcze długo.

Wg Szafranek najbliższe miesiące będą testowaniem różnych konfiguracji. – Ciężko wymagać od firm i pracodawców, by zignorowali fakt, że ich pracownicy, póki co, są na home office bardziej wydajni. Z drugiej strony może to grozić mniejszym zaangażowaniem i słabszym identyfikowaniem się pracowników z daną firmą. A to jest już niebezpieczne, bo pracownika niezaangażowanego łatwiej stracić. Szafranek zauważa także, że rośnie odsetek tych osób, którym praca zdalna odbija się na zdrowiu psychicznym, wzrasta liczba osób idących z tego powodu na L4. A ponad wszystko zmęczenie próbami utrzymania work-life balance, szczególnie gdy w domu są np. małe dzieci.

Nadszedł czas, by organizacje przedefiniowały procesy HR-owe i wykazywały się znacznie większą uważnością na problemy, potrzeby i oczekiwania pracowników, dotyczące ich trybu pracy, ale ii by szukały optymalnych proporcji między pracą stacjonarną i zdalną. Obecnie founderom i managerom trudno jest zmierzyć się z trudnościami w obszarach, o których wcześniej nie myśleli w kategorii istotnych wyzwań, jak np. powszechny home office i to, w jaki sposób wpływa on nie tylko na samą firmę, ale i na jej pracowników. Co więcej z naszych badań i obserwacji wynika, że aktualnie większość liderów stawia znak równości pomiędzy problemami HR-owymi a np. finansowymi czy technologicznymi. Teraz, gdy z jednej strony odmrażana jest gospodarka, a z drugiej nastąpiło zupełne przemodelowanie tego, jak pracujemy, problemy HR-owe i ich rozwiązywanie w wielu organizacjach staną się obszarami wręcz kluczowymi dodaje CEO HR Hints.

Answear.com z dynamicznym wzrostem w I kw. 2021 r.

Answear.com, wiodący e-commerce sprzedający modę w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, wypracował w minionym kwartale bardzo dobre wyniki finansowe. Przychody zwiększyły się rdr. o 78 proc. do 123,5 mln zł, z kolei EBITDA i zysk netto wyniosły odpowiednio 8 mln zł i 3 mln zł wobec zanotowanej straty w porównywalnym okresie zeszłego roku. Dynamiczny wzrost skali biznesu to efekt m.in. stale poszerzanej oferty produktowej, zniesienia barier finansowych w rozwoju po wejściu na giełdę,  szerokozasięgowej kampanii marketingowej oraz migracji coraz większej liczby klientów do kanału online.

Za nami bardzo dobry I kwartał, w którym dynamicznie zwiększyliśmy zarówno przychody, wskaźniki operacyjne oraz rentowność. To efekt konsekwentnie realizowanej przez nas strategii poszerzania oferty produktowej o marki premium oraz ze średniej półki cenowej, a także wzmacniania świadomości marki Answear poprzez działania marketingowe. Oczywiście pandemia COVID-19 i towarzyszące jej zamknięte sklepy wzmocniły wśród klientów trend  przejścia do kanału online. W naszej ocenie nie jest to jednorazowe zjawisko, tylko głębsza ewolucja nawyków zakupowych. – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

W I kw. 2021 r. marża brutto Answear.com zwiększyła się rdr. o 8,6 p.p. do 45,4 proc. Poprawiły się także wszystkie kluczowe wskaźniki operacyjne biznesu. Liczba zamówień wzrosła o 47 proc. rdr do 715 tys., średnia wartość zamówienia netto urosła z 221 zł do 255 zł, a udział  segmentu premium w całości sprzedaży wzrósł  o 8 p.p. do 51 proc. Ofertę produktową wzbogaciły takie marki jak m.in. Elisabetta Franchi, Tory Burch, Penny Black, Max Mara Leisure, The Kooples, Liviana Conti, Stella McCartney, 4F, Wolford, Samsoe Samsoe, Uvex, czy CMP.

Ważnym wydarzeniem w ostatnich miesiącach było przeprowadzenie szerokozasięgowej kampanii medialnej, która obejmowała działania w TV, serwisach VOD oraz serwisie YouTube. Jej celem był wzrost świadomości marki, pozyskanie nowych klientów, a także zwiększenie lojalności i powracalności dotychczasowych klientów. W minionym kwartale Spółka uruchomiła także aplikację mobilną na rynku ukraińskim, oznacza to iż dedykowane aplikacje mobilne dostępne są już na wszystkich rynkach, na których działa Answear. Nastąpiła także migracja Answear.ua do nowej platformy, z lepszym UX, szybkością działania oraz udoskonalonym procesem zakupowym. Przepięcie polskiej wersji do nowej platformy planowane jest na przełomie maja i czerwca br.

Wydatki na działania marketingowe były jednym z celów emisyjnych podczas naszego IPO. Od końca grudnia do połowy lutego 2021 r. realizowaliśmy szerokozasięgowe działania medialne na 7 rynkach, na których działamy. Kampania okazała się być dużym sukcesem. Kampania telewizyjna dotarła do ponad 60 mln osób, a działania w internecie przekroczyły 132 mln wyświetleń. Oczywiście miało to bezpośredni wpływ na bardzo dobre wyniki sprzedaży w minionym kwartale. Na tym jednak nie poprzestajemy, w połowie marca rozpoczęliśmy kolejną kampanię medialną, tym razem w formie bilboardów sponsorskich, która trwała do połowy maja br. ­– dodaje Krzysztof Bajołek.

Answear.com na przełomie III i IV kw. planuje wejść na dwa nowe rynki, co powinno być katalizatorem dalszego wzrostu przychodów i dynamicznego rozwoju Spółki.

Zaskakujący ruch NBP

Ruchy związane z rozliczeniem miesiąca zaczynają ujawniać się na rynku walutowym, szczególnie jeśli kalendarz makroekonomiczny świeci pustkami i brak jest impulsów do podtrzymania dotychczasowej narracji reflacyjnej. Dolar zanotował przycinanie krótkich pozycji; realizacja zysków dosięgnęła też złotego. Burza rozpętała się za to na polskim rynku długu, gdzie Narodowy Bank Polski skupił mniej papierów niż miał zaoferowanych, inicjując tym samym dyskusję o dyskretnym wygaszaniu QE. Niepotrzebnie.

NBP skupił obligacje za 2 mld zł, przyjmując mniej niż jedną trzecią tego, co mu zaoferowały instytucje finansowe. Ruch był o tyle zaskakujący, że w marcu bank komunikował „zwiększenie elastyczności i częstotliwości przetargów” w celu ograniczenia wzrostu rentowności. W skutek tej decyzji, na kolejnych czterech aukcjach bank wyraźnie zwiększył zakupy, ostatnim razem kupując papiery za 8 mld zł (przy średniej z ośmiu aukcji poprzedzających komunikat na ok. 1 mld zł). Nagłe zmniejszenie zakupów jest parowane z presją wywieraną na bank centralny, by rozpoczął cykl podwyżek stóp procentowych i odpowiedział na silne przyspieszenie inflacji. Spekulacje dodatkowo podsyca jastrzębi zwrot Narodowego Banku Węgier, który najprawdopodobniej w czerwcu dokona pierwszej podwyżki.

Rynek staje się coraz bardziej przewrażliwiony na sygnały płynące z NBP. Wczoraj rentowności 5-letnich obligacji skarbowych w pierwszej reakcji skoczyły o 18 pb do 1,29 proc. Inwestorzy starają się przewidzieć moment zwrotu w nastawieniu NBP. Na początku maja prezes NBP Adam Glapiński powiedział, że program QE musi zostać najpierw wygaszony, zanim bank przejdzie do podwyżek stóp procentowych. Ale jednocześnie podtrzymał swoje zdanie, że nie oczekuje on podwyżki co najmniej do połowy 2022 r. Tymczasem rynek stopy procentowej wycenia pełną podwyżkę o 25 pb do końca 2021 r. i łączny ruch o 100 pb na koniec 2022 r.

Osobiście wątpię, aby mniejsze zakupy obligacji miały być początkiem procesu wygaszania QE i zbliżają nas do podwyżki stóp procentowych. Elastyczność obowiązuje w obie strony i może również prowadzić do zmniejszenia zakupów. Aktualnie program QE nie jest potrzebny dla „ochrony” polskiego rynku długu. Kolejny przetarg obligacji Ministerstwo Finansów organizuje dopiero za dwa tygodnie, innymi słowy dziś nie ma potrzeby, by zaniżać rentowności. Mam wrażenie, że rynek na siłę szuka ukrytego przekazu w działaniach NBP. Podobnie było na początku miesiąca, kiedy usunięcie z komunikatu po posiedzeniu RPP akapitu o roli polityki pieniężnej w stabilizacji inflacji blisko celu było odczytywane jako utratę przekonania Rady o słuszności tego stwierdzenia. Kilka dni później prezes Glapiński zaprzeczył tym domysłom. Tym razem także poczekam na opinię prezesa, ale jestem zdania, że Glapiński jest silnie przekonany o słuszności swojego forward guidance i tylko w nadzwyczajnej sytuacji zgodzi się na podwyżkę stóp procentowych przed drugim półroczem przyszłego roku. Tymczasem od czasu jego konferencji z 7 czerwca a dziś nie zdarzyło się nic, co miałoby zmusić go do zmiany nastawienia.

Jak wczorajsze wydarzenia wpływają na złotego? Na razie w ogóle, co tylko utwierdza mniej w zdaniu, że rynek długu przereagował i nie ma co rozdmuchiwać spekulacji o szybszym zacieśnianiu polityki monetarnej. Korekta EUR/USD oraz wytracenie pędu dotychczasowej aprecjacji złotego dają się we znaki, im bliżej jesteśmy końca miesiąca. EUR/PLN odbija, ale powinien zatrzymać korektę pod 4,51.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Deloitte: Blisko 90 proc. firm technologicznych dostrzega pozytywne skutki swoich inicjatyw ESG

Zrównoważone zarządzanie stało się imperatywem dla firm z sektora technologicznego w Polsce. Jak wynika z badania „Technology Sustainability Survey”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte w Polsce i Niemczech, czynniki ESG, a więc dotyczące środowiska, społecznej odpowiedzialności i ładu korporacyjnego, zyskują na znaczeniu w przypadku 94 proc. pytanych firm. Branża technologiczna dąży do harmonizacji działalności biznesowej z wartościami społecznymi i kwestiami ekologicznymi. Motywacją do tego są przede wszystkim bodźce finansowe – 19 proc. firm wskazywało zapotrzebowanie obecnych klientów na zrównoważone produkty lub usługi, a 16 proc. na redukcję kosztów operacyjnych.

Działalność sektora technologicznego stwarza wiele okazji do wprowadzania zrównoważonych modeli zarządzania. Można tu wymienić wymagania energetyczne usług w chmurze i wysoce zglobalizowane łańcuchy dostaw czy też wykorzystanie surowców krytycznych do produkcji podzespołów.

Konsekwentne działanie z uwzględnieniem czynników ESG pozwala firmom technologicznym obniżyć koszty operacyjne, zwiększyć marże, pozyskiwać dodatkowe udziały w rynku, a nawet całkiem nowe rynki. Ma także pozytywny wpływ na reputację przedsiębiorstwa i utrzymanie pracowników – mówi Irena Pichola, partner, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Według niemal wszystkich przedstawicieli sektora ankietowanych przez Deloitte w Polsce (93 proc.) kwestia zrównoważonego rozwoju jest podstawowym elementem ich działalności, przy czym 43 proc. zdecydowanie zgodziło się z tym stwierdzeniem. Jest to wynik lepszy o 10 p.p. niż wskazywali przedstawiciele rynku niemieckiego. Prawie tyle samo, czyli aż 94 proc. uczestników badania uznało, że wśród spółek technologicznych czynniki ESG stale zyskują na znaczeniu, z czego jedna trzecia zdecydowanie się z taką oceną zgadza.

Zielona zmiana w sektorze technologicznym

Eksperci Deloitte wskazują, że głównymi siłami napędowymi działań w kierunku zrównoważonego rozwoju są dla sektora technologicznego bodźce finansowe. Zapotrzebowanie obecnych klientów na zrównoważone produkty czy usługi wskazało 19 proc. pytanych, a redukcję kosztów operacyjnych 16 proc. Wśród odpowiedzi często pojawiały się też argumenty łagodzenia ryzyk klimatycznych (12 proc.) oraz obowiązujących lub prognozowanych presji regulacyjnych (11 proc.). Co dziesiąta firma wymieniała także możliwość zdobycia udziału w rynku lub dostępu do nowych rynków, właśnie dzięki zrównoważonym produktom lub usługom oraz ich pozytywnym wpływie na reputację firmy.

Efekty inicjatyw podejmowanych na rzecz zrównoważonego rozwoju są w ocenie większości uczestników badania pozytywne. Jedynie 11 proc. z nich nie ma na ten temat zdania, a aż 89 proc. już dostrzega wymierne korzyści działań z zakresu ESG.

– Pewną skazą na tym bardzo pozytywnym wizerunku zaangażowania polskiej branży technologicznej w osiągnięcie celów zrównoważonego rozwoju może jednak być zauważalny rozdźwięk między deklaracjami a faktycznymi działaniami. Z naszego badania wynika, że 54 proc. pytanych firm dostrzega ten problem, a prawie co ósma zdecydowanie się z taką oceną zgadza – mówi Irena Pichola.

Branża technologiczna boryka się z przeszkodami uniemożliwiającymi lub opóźniającymi rozwój praktyk dotyczących zrównoważonego rozwoju. Przede wszystkim, 23 proc. badanych wskazało, że brakuje im rządowego wsparcia w tym zakresie, a przedstawiciele co piątej firmy uważają, że ich klienci nie chcą płacić wyższych cen za bardziej zrównoważone produkty lub usługi. – Analizując instrumenty wsparcia publicznego dostępne w Polsce, faktycznie brak jest rozwiązań dedykowanych wyłącznie czy przede wszystkim branży technologicznej. Dostępne są jednak dotacje i ulgi podatkowe wspierające przedsiębiorstwa niezależnie od sektora, z których z powodzeniem korzystać mogą firmy technologiczne – ocenia Dominika Alicka, starszy menedżer w dziale doradztwa podatkowego, Deloitte.

Badania, rozwój i innowacje to niezmiennie obszary kluczowe w polityce Unii Europejskiej, czego wyrazem jest m.in. alokacja dużej części budżetu w nowej perspektywie 2021-2027 na wsparcie przedsięwzięć w tym obszarze. Dla korzystania z tych instrumentów konieczna jest świadomość prowadzenia prac wpisujących się w definicje badań i rozwoju. W praktyce duża część firm technologicznych – w związku z postępującą cyfryzacją procesów i dynamicznym wykorzystaniem technologii we wszystkich obszarach życia – podejmuje takie działania codziennie, stale ulepszając swoje produkty i usprawniając procesy.

W latach 2021-2027 dostępne będą także programy wspierające rozwój strategicznych umiejętności cyfrowych UE oraz technologii cyfrowych na potrzeby europejskich obywateli i przedsiębiorstw, w tym wdrażanie rozwiązań wpisujących się w definicję Przemysłu 4.0. Stwarzać to będzie szereg szans dla firm technologicznych – zarówno w zakresie wsparcia działań podejmowanych przez nie bezpośrednio, jak i przez ich klientów. Najbliższe miesiące to dobry czas na przygotowanie się do nadchodzących konkursów – mówi Dominika Alicka.

Zrównoważony wkład branży

Jak wynika z badania, główny wkład branży w zrównoważony rozwój będzie opierał się na obszarze społecznym. 77 proc. odpowiedzi dotyczyło inwestycji w kapitał ludzki, czyli zapewnienia pracownikom nowych umiejętności i narzędzi umożliwiających skuteczniejszą pracę, a 60 proc. zwiększania transparentności w łańcuchu dostaw. Polscy respondenci w 56 proc. przypadków wskazywali także na aspekt ekologiczny – zwiększenie efektywności surowcowej i zmniejszenie zanieczyszczeń.

– Zwiększone wymogi w zakresie osiąganych poziomów zbiórki zużytego sprzętu w połączeniu z wymaganymi poziomami recyklingu, wdrażanymi unijnymi cyrkularnymi przepisami oraz kurczącymi się zasobami surowców naturalnych powoduje, że przedsiębiorstwa z branży technologicznej muszą optymalizować swoje procesy w kierunku zamykania obiegu. Kluczowe jest zatem wdrożenie takiej strategii biznesowej oraz sposobów odzyskiwania surowców, aby odpowiedzialność przedsiębiorców bilansowała się pod względem środowiskowo-ekonomicznym – mówi Joanna Leoniewska-Gogola, menedżer w zespole ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte

Związek między technologiami cyfrowymi a Celami Zrównoważonego Rozwoju (SDG) pokazuje raport „Digital with Purpose: Delivering a SMARTer2030”, opracowany wspólnie przez ekspertów Deloitte i Globalnej Inicjatywy na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju (GeSI). Z analizy wynika, że technologie cyfrowe mogą przyspieszyć realizację tych celów o 22 proc. Co ciekawe, na 169 celów unijnej Agendy 2030, do realizacji aż 103 konieczne jest wdrożenie nowoczesnych technologii. Wiodącymi w najbliższych latach będą technologie informacyjno-komunikacyjne (ICT), które znajdą szerokie zastosowanie w najważniejszych branżach, takich jak rolnictwo, energetyka, medycyna i transport. Obok ICT, technologiami kluczowymi w realizacji celów Agendy i wspierającymi zrównoważony rozwój będą: przetwarzanie w chmurze, inteligencja kognitywna, blockchain, sieć 5G, IoT (Internet of Things) i wirtualna rzeczywistość.

Samo wykorzystanie chmury obliczeniowej służy zrównoważonemu rozwojowi na wiele sposobów. Neutralność pod względem emisji dwutlenku węgla znajduje się na liście sztandarowych celów wiodących dostawców chmurowych. Niektórzy z nich idą jeszcze dalej, deklarując wkroczenie w ciągu najbliższych 10-15 lat w fazę carbon negative, czyli ujemnej emisji dwutlenku węgla. U podstaw projektowania regionów chmurowych i powiązanych z nimi ośrodków Data Center leży w 100 proc. odnawialna energia, wydajne systemy chłodzenia, najnowocześniejsze procesy zarządzania i dystrybucji energii. – To wszystko powoduje, że chmurowe centra danych są kilkukrotnie bardziej efektywne energetycznie niż własne rozwiązania stosowane przez przedsiębiorstwa. Zarówno najwięksi dostawcy rozwiązań chmurowych, inwestujący w innowacyjne rozwiązania, których celem jest ochrona środowiska, jak i instytucje korzystające z tych usług, wspierają działania w obszarze zrównoważonego rozwoju – mówi Sławomir Lubak, partner, lider branży Telekomunikacji, Mediów i Technologii, Deloitte.

Dzięki usługom chmurowym dostępne są gotowe produkty (np. w modelu SaaS), które umożliwiają aktywne wspieranie zrównoważonego rozwoju. Przykładem są narzędzia do pracy zdalnej (MS Teams, Google Workspace), dzięki którym zniknęła konieczność pokonywania wielu kilometrów, aby spotkać się i zrealizować wspólne zadania. Chmura przyspiesza także cyfryzację obiegu dokumentów (paperless), co ma zasadniczy wpływ na ekosystem.

– Idea świadczenia usług z zakresu cloud computing opiera się na zasadach umożliwiających elastyczne, stopniowe i efektywne wykorzystanie zasobów IT w miarę aktualnych potrzeb. Bierzemy tylko tyle, ile wykorzystamy; skalujemy i zwalniamy niewykorzystane zasoby. Oznacza to, że ich po prostu nie marnujemy oraz pracujemy efektywniej dzięki automatyzacji oraz przekazaniu wielu procesów dotyczących utrzymania i rozwoju w zakres odpowiedzialności dostawcy – mówi Marcin Knieć, dyrektor w zespole Cloud Engineering, Deloitte.

Chmura sama w sobie umożliwia również szybkie tworzenie własnych, innowacyjnych rozwiązań cyfrowych, które będą mogły dla środowiska zrobić jeszcze więcej np. dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji czy zaawansowanej analityki danych. Tym samym chmura jest nie tylko zielona, ale pomaga innym wdrażać ideę zrównoważonego rozwoju na wielu poziomach.

O badaniu

Badanie „Technology Sustainability Survey” firmy doradczej Deloitte zostało przeprowadzone w marcu 2021 r. na grupie 104 polskich firm technologicznych, które zatrudniają minimum 100 pracowników, a dwie trzecie z nich ponad 500. W badaniu wzięło udział 79 proc. reprezentantów firm z sektora oprogramowania, pozostali reprezentowali sektor produkcji sprzętu i usług. 57 proc. z ankietowanych to dyrektorzy zarządzający i prezesi. To samo badanie zostało przeprowadzone w Niemczech w styczniu 2021.

ZUS: w 2020 r. wzrost liczby zaświadczeń z tytułu zaburzeń psychicznych aż o 25%

Jak wynika z raportu Zakładu Ubezpieczeń Społecznych za ubiegły rok, liczba zaświadczeń chorobowych z tytułu zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania urosła o 25 % (rok do roku), a Polacy nie chodzili z tego powodu do pracy łącznie przez 27,7 mln dni (wzrost o 37 % w stosunku do 2019 roku). Co powoduje tak złą kondycję psychiczną polskich pracowników i jakie może mieć to konsekwencje? Komentarza na ten temat udziela Mikołaj Zając, prezes Conperio – największej w Polsce firmy doradczej zajmująca się problematyką absencji chorobowej.

W 2020 roku wystawiono 1,5 mln zwolnień lekarskich z powodu zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania. „L4” od lekarza psychiatry pobierane jest przez pracowników zazwyczaj z tytułu depresji, a konkretnie epizodu depresyjnego, choć oczywiście w grupie zaburzeń psychicznych znajduje się więcej chorób. Biorąc pod uwagę fakt, iż jeszcze w 2016 roku z powodu chorób psychicznych nie było nas w pracy łącznie przez ponad 16 milionów dni, to wynik za 2020 rok naprawdę niepokoi. Stanowi to dziś większy kłopot zdrowotny i jest częściej spotykane niż np. zwyrodnienia kręgosłupa, zapalenia zatok czy bóle gardła. Badania ankietowe prowadzone przez Conperio w latach 2017-2020 wśród pracowników produkcyjnych wykazało, że jednym z  głównych czynników występujących w miejscu pracy, a mających negatywny wpływ na stan zdrowia pracowników (ocena subiektywna) jest stres. Bez względu na branżę, region czy wielkość firmy problem występowania stresu dotyczy nie tylko kadry menedżerskiej, ale również pracowników najniższego szczebla. Przyczyn stresu w miejscu pracy można się doszukać głownie na 3 płaszczyznach: – brak umiejętności do efektywnego wykonywania zleconych zadań; niskiej jakości relacje z przełożonym oraz nieodpowiednie normy produkcyjne. Ale dane ZUS za ubiegły rok to także wyraźny sygnał , iż epidemia koronawirusa jest dla wielu z nas ogromnym obciążeniem psychicznym. Oprócz troski o zdrowie swoje i najbliższych, dochodziła nadmierna ilość obowiązków wynikających z nieobecności pozostałych, chorujących współpracowników, a także kolejne loockdowny oraz izolacja społeczna spowodowana pracą zdalną. Niestety, ten niepokojący trend zwolnień psychiatrycznych wykorzystują również zdrowi pracownicy. Symulowanie depresji jest dosyć proste, a w internecie nie brakuje konkretnych wskazówek dla pracowników jak mogą to zrobić. Dodatkowo, jeżeli szef przedsiębiorstwa ma wątpliwości, co do zasadności „L4” i zdecyduje się na kontrolę podwładnego przebywającego na zwolnieniu od lekarza psychiatry, to weryfikacja zasadności tegoż zwolnienia jest w praktyce wyjątkowo trudna. To oczywiście za sprawą wysokiej złożoności chorób psychicznych oraz trudność w ocenie zachowania kontrolowanego – ustalenia, co w jego zachowaniu jest normą, a co nie. Otwartym pozostaje zatem pytanie: jaki odsetek zwolnień psychiatrycznych w 2020 roku był nieuzasadniony, a co za tym idzie – wykorzystywany przez pracowników w sposób niewłaściwy. 

Zbycie zorganizowanej części przedsiębiorstwa a następstwa prawne i podatek VAT

Zgodnie z art. 6 ust. 1 ustawy o VAT przepisów ustawy o VAT nie stosuje się do transakcji zbycia przedsiębiorstwa lub zorganizowanej części przedsiębiorstwa. Tematyka ta od lat budzi szereg wątpliwości i jest przedmiotem sporów pomiędzy organami podatkowymi a podatnikami. Ryzyko błędnego zaklasyfikowania transakcji może generować problemy finansowe dla przedsiębiorców w sytuacji, gdy organ podatkowy zakwestionuje transakcję i zmieni jej klasyfikację. Dodatkowo na wstępie należy zaznaczyć, że ustawodawca posłużył się pojęciem „zbycia” zamiast „sprzedaży”, co oznacza, że miał na myśli bardzo szeroki katalog transakcji prowadzących do przeniesienia własności.

Przedsiębiorstwo

Dla celów określenia definicji terminu „przedsiębiorstwo” wykorzystuje się przepisy wynikające z kodeksu cywilnego (art. 551 KC), zgodnie z którym przedsiębiorstwo to zorganizowany zespół składników niematerialnych i materialnych przeznaczonych do prowadzenia działalności gospodarczej. Przedsiębiorstwo obejmuje w szczególności: firmę (nazwę przedsiębiorstwa), własność nieruchomości i ruchomości, prawa wynikające z najmu/dzierżawy, wierzytelności, koncesje, licencje, zezwolenia, patenty i prawa własności przemysłowej, majątkowe prawa autorskie i prawa pokrewne, tajemnice przedsiębiorstwa, a także księgi i dokumenty związane z prowadzeniem działalności gospodarczej.

W definicji pojęcia „przedsiębiorstwo” istotny jest także związek pomiędzy poszczególnymi niematerialnymi i materialnymi składnikami przedsiębiorstwa, tak aby można o nim było mówić jako o zespole składników, a nie zbiorze pojedynczych elementów. Spory z fiskusem dotyczą w dużej części definicji pojęcia „przedsiębiorstwa” oraz ustalenia związku pomiędzy składnikami majątku. Warto też zaznaczyć, że art. 551 Kodeksu cywilnego zawiera jedynie przykładowy katalog składników niematerialnych i materialnych składających się na przedsiębiorstwo. Przykładowo w wyroku z dnia 5 grudnia 2017 r., sygn. I SA/Gd 1130/17, WSA w Gdańsku wskazał, że brak ustawowej możliwości zbycia koncesji na obrót paliwami w ramach transakcji sprzedaży nieruchomości zabudowanej stacją paliw wraz z wyposażeniem, będącej co do zasady zespołem składników majątkowych, nie oznacza, że w przedmiotowej sytuacji nie doszło do zbycia przedsiębiorstwa. W tej konkretnej sprawie WSA uznał, że zbywana stacja paliw mogła funkcjonować jako niezależne przedsiębiorstwo z uwagi na związek składników majątkowych i niemajątkowych. WSA wskazał, że istotna jest możliwość dalszego prowadzenia działalności gospodarczej, dlatego w tej sytuacji nastąpiło zbycie przedsiębiorstwa w rozumieniu ustawy o VAT.

Dalsze prowadzenie działalności

Kolejnym z warunków braku opodatkowania VAT czynności zbycia przedsiębiorstwa jest dalsze prowadzenie działalności gospodarczej przez nabywcę przedsiębiorstwa. W innym przypadku nie będzie dochodziło do zbycia przedsiębiorstwa, lecz do zbycia składników majątkowych, towarów czy zapasów. Nabywca może prowadzić działalność w innym zakresie lub skali, jednak powinno zostać zachowane przeznaczenie nabywanego zespołu składników majątkowych (por. wyrok WSA w Lublinie z dnia 17 grudnia 2020 r., sygn. I SA/Lu 150/20).

Brak możliwości natychmiastowego rozpoczęcia działalności gospodarczej w zakresie nabytego przedsiębiorstwa nie oznacza automatycznie, że nie doszło do transakcji zbycia przedsiębiorstwa. Pojęcie „przedsiębiorstwa” jest pojęciem szerszym od pojęcia „działalności gospodarczej”, dlatego fakt braku możliwości natychmiastowego prowadzenia dalszej działalności nie może determinować w sposób jednoznaczny braku transakcji sprzedaży przedsiębiorstwa (por. wyrok NSA z dnia 25 kwietnia 2018 r. sygn., I FSK 1204/16).

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt, jakim jest zawieranie szeregu umów sprzedaży w stosunkowo krótkim okresie prowadzących do przeniesienia własności wszystkich składników majątkowych i niemajątkowych, z jednoczesnym przekazaniem personelu, umożliwiającym kontynuowanie dalszej działalności gospodarczej. W takiej sytuacji sądy przyznają, że pomimo braku jednej umowy sprzedaży doszło w rzeczywistości do sprzedaży przedsiębiorstwa (NSA w wyroku z 9 lutego 2000 r., sygn. I SA/Gd 2036/97).

Następstwo prawne

Kolejnym ciekawym aspektem zbycia przedsiębiorstwa jest następstwo prawne. Nabywca przedsiębiorstwa musi być traktowany na potrzeby podatkowe jako następca prawny zbywcy. Oznacza to, że będzie miał prawo do skorzystania z ulg i preferencji, do których miał prawo zbywca. Takie stanowisko zajął WSA w Poznaniu w wyroku z dnia 18 lipca 2019 r., sygn. I SA/Po 385/19.

Powyższa zasada dotyczy także m.in. prawa do odliczenia podatku VAT naliczonego, które powinno przejść na nabywcę w dacie sprzedaży przedsiębiorstwa. Ta sama zasada odnosi się do faktur sprzedaży, które mogłyby nie zostać wystawione w terminach przez zbywcę. Problematyczne staje się rozliczenie ewentualnych korekt zarówno po stronie sprzedażowej, jak i zakupowej, ponieważ od daty sprzedaży wszystkie korekty powinny być wystawiane przez/na nabywcę. Co do zasady nabywcę powinny też chronić interpretacje dotyczące przedsiębiorstwa wydane na zbywcę.

Powyższe przejęcie zarówno praw i obowiązków przez nabywcę na gruncie VAT oznacza konieczność przeprowadzenia dokładnej analizy transakcji sprzedaży przedsiębiorstwa pod kątem VAT.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Kiedy strefa euro powróci do poziomu długu publicznego sprzed kryzysu?

Eksperci Euler Hermes i  Allianz Research przygotowali analizę dotyczącą procesu jaki czeka państwa strefy euro w zakresie pozbycia się obciążenia dłużnego związanego z pandemią Covid-19? W obliczu kryzysu spowodowanego przez Covid-19, rządy państw europejskich szybko podjęły decyzję o wsparciu gospodarstw domowych i firm, wprowadzając bezprecedensowe programy wsparcia, co spowodowało znaczące pogorszenie stanu finansów publicznych w 2020 roku w całej strefie euro.

W obliczu kryzysu spowodowanego przez Covid-19, rządy państw europejskich szybko podjęły decyzję o wsparciu gospodarstw domowych i firm, wprowadzając bezprecedensowe programy wsparcia, co spowodowało znaczące pogorszenie stanu finansów publicznych w 2020 roku w całej strefie euro. To prowadzi do kluczowego pytania: Jak długo zajmie państwom strefy euro pozbycie się obciążenia dłużnego związanego z pandemią Covid-19? Specjaliści Euler Hermes i Allianz Research analizują to w najnowszym raporcie.

  • (Prawie) wszyscy jesteśmy dziś Włochami… Obraz zadłużenia w Europie nigdy nie był bardziej niejednorodny na poziomie poszczególnych krajów: Z analiz Euler Hermes i Allianz Research wynika, że siedem państw (Grecja, Włochy, Portugalia, Hiszpania, Cypr, Francja i Belgia, które łącznie wytwarzają ponad 50% PKB strefy euro) mają dziś wskaźnik zadłużenia do PKB na poziomie zbliżonym lub przekraczającym 120% PKB, czyli dwukrotnie wyższym niż docelowy poziom zadłużenia ustalony w Maastricht.
  • Obciążenie spowodowane zadłużeniem związanym z pandemią Covid-19 szybko nas nie opuści: w okresie 2021-22, wskaźnik zadłużenia do PKB w strefie euro powinien w dużej mierze ustabilizować się na poziomie około 100%, ponieważ deficyty będą utrzymywać się na nadmiernie wysokim poziomie – uważają ekonomiści Euler Hermes i Allianz Research. Na podstawie złożonego zbioru założeń, możemy jednak tylko zgadywać, co wydarzy się po 2022 roku. Interaktywne narzędzie Euler Hermes do oceny zadłużenia określa szeroką gamę możliwych skutków trajektorii zadłużenia rządów poszczególnych państw w wybranych państwach strefy euro w perspektywie 15 lat.
  • Kluczowy wniosek z analizy Euler Hermes i Allianz Research: Jeżeli największe gospodarki strefy euro, takie jak Francja, Hiszpania i Włochy nie odnotują znaczącego zwiększenia nominalnego wzrostu PKB i/lub poprawy bilansu pierwotnego, powrót do poziomu wskaźnika zadłużenia do PKB sprzed kryzysu nie jest realny aż do 2035 roku.
  • W szczególności zaś powrót do „zwykłej praktyki” fiskalnej – tj. do średniej nominalnej wartości wzrostu i bilansu pierwotnego odnotowywanego w okresie 2000-2019 – oznaczałby, że wskaźniki długu państwowego w najważniejszych gospodarkach w ciągu nadchodzących 15 lat będą w zasadzie niezmienne. Podczas gdy Niemcy powróciłyby do poziomu zadłużenia sprzed kryzysu związanego z Covid-19 do 2028 roku, inne duże gospodarki strefy euro potrzebowałyby na to o wiele więcej czasu (Francja – 67 lat, Włochy – 26 lat, a Hiszpania – 89 lat) – uważają ekonomiści Euler Hermes i Allianz Research.
  • Jakie są implikacje obecnej sytuacji dla polityki fiskalnej UE w świecie, w którym 90% może oznaczać nowe 60%? Szok spowodowany przez Covid-19 będzie miał długoterminowy wpływ na finanse publiczne regionu, nie tylko w formie ciągnącego się za państwami obciążenia dłużnego, lecz także w formie zmiany myślenia o zadłużeniu publicznym i polityce fiskalnej. Z analiz Euler Hermes i Allianz Research wynika, że w sytuacji, w której przepływy są ważniejsze od poziomów, zadłużenie nie jest wyłącznie złe, aktywna polityka fiskalna jest najważniejszym działaniem, a horyzont planowania staje się coraz bardziej długoterminowy, wówczas wspólna kotwica w postaci zadłużenia – może nawet na poziomie 90%? – staje się tym ważniejsza, by zapewnić wiarygodność polityki fiskalnej, a tym samym stabilność zadłużenia.

Gospodarka przyśpiesza, ale ma problemy z dostawami materiałów

Pandemia spowodowała zatory nie tylko w finansach firm, ale też w dostawach materiałów, części i podzespołów od zagranicznych kontrahentów. Najnowsze badanie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej „KoronaBilans MŚP” wskazuje, że trudności z zaopatrzeniem w komponenty zgłasza już ponad jedna trzecia firm z sektora MŚP (36,5 proc.). Tyle samo przedsiębiorców prognozuje, że problemy z dostawami będą się utrzymywać jeszcze przez najbliższe trzy miesiące. W najgorszej sytuacji są importerzy – trudności z uzyskaniem zamówionych towarów z zagranicy sygnalizuje już co drugi z nich.

Polska jest czołowym eksporterem wielu usług i produktów, jak chociażby meble, kosmetyki czy żywność. Zagraniczna sprzedaż to jeden z motorów krajowej gospodarki, w ubiegłym roku jej wartość wyniosła według GUS ponad bilion złotych (1051,9 mld zł). Po przejściowych problemach na początku pandemii, eksport zdołał nadrobić straty. Według danych GUS, na koniec I kwartału jego wartość wzrosła aż o 14,6 proc. w stosunku do roku ubiegłego. Tymczasem, jak pokazują wyniki najnowszej, ósmej edycji badania „KoronaBilans MŚP”, 40 proc. eksporterów biorących udział w badaniu, miało w ostatnich trzech miesiącach problemy z realizowaniem bądź dostarczaniem zamówień lub usług zagranicznym odbiorcom. Przy czym trudności w wywiązaniu się ze swoich kontraktów najczęściej zgłaszały największe podmioty z sektora MŚP – czyli firmy średnie. W ich przypadku była to ponad połowa przedsiębiorstw (58 proc.).

Trudności w sferze dostaw i rosnących kosztów produkcji najmocniej odbiły się jednak na importerach, którzy także zanotowali w marcu duży przyrost obrotów (o 12,3 proc. r/r). Problemy z otrzymaniem od zagranicznych kontrahentów zamówionych towarów lub usług w wyniku pandemii zgłasza już co drugi importer z sektora MŚP (52 proc.). To więcej niż na samym początku pandemii. Podobnie jak w przypadku eksportu, największe problemy (70 proc.) pod tym względem mają średnie przedsiębiorstwa, zatrudniające od 50 do 249 osób.
– Polski eksport i import, jak również cała gospodarka, w ostatnich miesiącach wyraźnie przyśpieszyły. To znak, że biznes wraca na dawne tory i daje nadzieję na szybki rozwój. Dla firm, które przezwyciężyły trudności pandemii, to okazja do zdobycia nowych przyczółków i wypełnienia luk, jakie powstały na międzynarodowym rynku po zerwaniu łańcuchów dostaw. W dalszej ekspansji i rozwoju kluczowa będzie jednak elastyczność i utrzymanie tempa działalności oraz jej ciągłości. Brak komponentów i materiałów może być więc obecnie większym wyzwaniem dla firm handlujących z zagranicą niż brak zamówień – podkreśla Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Problem dotyczy wszystkich

Brak komponentów i części niezbędnych do produkcji bądź świadczenia usług jest hamulcem dla całej gospodarki i wraca jak bumerang. Analizując dane z „KoronaBilansu MŚP” w ujęciu historycznym, największe problemy z dostawami materiałów w pandemii przedsiębiorstwa zgłaszały w pierwszej fali badania, w kwietniu 2020 r. (42 proc.). Po przejściowym szoku, związanym z nagłym lockdownem, problem ten stał się dla firm znacznie mniej odczuwalny. W lipcu trudności w uzyskaniu komponentów czy materiałów od dostawców miała już tylko co piąta firma. Problem zaczął się jednak nasilać wraz z nadejściem drugiej fali pandemii i utrzymuje się do dziś. W najnowszej, ósmej edycji badania zgłasza go 36,5 proc. ankietowanych przedsiębiorstw sektora MŚP.

– Z trudnościami w otrzymaniu od dostawców materiałów potrzebnych do produkcji czy świadczenia usług mierzą się zarówno mikro, małe jak i średnie przedsiębiorstwa. To pokazuje, że problem jest powszechny i nie zależy od skali działalności. Z naszego badania wynika także, że dotyczy on wielu gałęzi gospodarki. Na największe trudności z dostawami skarży się nabierający rozpędu sektor produkcyjny, gdzie taki problem ma już blisko co druga firma. Duże trudności zgłasza także handel i budownictwo. W najlepszej sytuacji jest sektor usług, w którym o dostawy martwi się co czwarte przedsiębiorstwo – wskazuje Adam Łącki.

Zerwane łańcuchy dostaw

– Kłopoty firm z uzyskaniem komponentów do produkcji to efekt kilku czynników, w większości związanych z pandemią. Jej wybuch zagroził nie tylko ludziom, ale i całym gospodarkom. Zerwane zostały łańcuchy dostaw, w wielu sektorach zmienił się popyt, z powodu zakażeń pracowników część fabryk nie wykorzystywała w pełni mocy produkcyjnych, z tego powodu kulał też transport. W efekcie mamy dzisiaj duży problem z dostępnością materiałów i surowców z zagranicy. Wielu przedsiębiorców podkreśla, że jeśli ta sytuacja utrzyma się dłużej, to utrudni to im powrót normalnej działalności – wskazuje Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy, partnera KRD.

Istotnie kłopoty z dostawami idą w parze z rosnącymi cenami surowców, co dodatkowo pogłębia problemy przedsiębiorców. Przykładowo, ruda stali podrożała w ciągu roku o blisko 100 proc. To podstawowy surowiec w przemyśle i budownictwie. Wraz z nim drożeją też komponenty do produkcji innych towarów, np. sprzętu AGD czy pojazdów. Na skoki cenowe skarży się też m.in. przemysł chemiczny i producenci mebli czy tworzyw sztucznych, którzy także są ogromnymi eksporterami. W biznesie meblarskim o połowę poszły w górę ceny drewna, jeszcze mocniej zdrożały wyroby drewnopochodne. Ceny pianek tapicerskich wzrosły o 130 proc. w skali roku, podaje Związek Polskie Okna i Drzwi.

Dodatkowo, wraz z ożywieniem gospodarczym wzrasta również cena ropy naftowej, a zatem i transportu. W czasie pandemii wyraźnie zdrożał transport morski, cena frachtu w 2021 r. była nawet 4-krotnie wyższa niż rok wcześniej. Warto przy tym zaznaczyć, że głównie tą drogą do Europy płyną komponenty i tanie towary z Chin. Jak zwracają uwagę eksperci KRD i Rzetelnej Firmy, tak powszechny i wysoki wzrost kosztów dla firm może przełożyć się na ceny produktów i usług, a co za tym idzie uderzyć po kieszeni konsumentów. Zwiększa to również ryzyko przyśpieszenia inflacji w Polsce.

Przyszłość pod znakiem zapytania

Niestety problemy z dostępnością komponentów czy zaopatrzeniem dla firm nie wydają się przejściowe. Jak pokazuje badanie „KoronaBilans MŚP”, jedna trzecia przedsiębiorstw boryka się z nimi już od jesieni i nic nie wskazuje, aby ta sytuacja miała się poprawić w ciągu najbliższego kwartału. Blisko 35,5 proc. przedsiębiorstw spodziewa się, że z powodu pandemii problemy z uzyskaniem od dostawców materiałów niezbędnych do produkcji czy świadczenia usług utrzymają się w najbliższych trzech miesiącach.

Najczęściej o dostawy w przyszłości obawiają się firmy małe (39,5 proc.), zatrudniające od 10 do 49 osób. Najrzadziej martwią się o nie największe podmioty z sektora MŚP (30 proc.), mające od 50-249 pracowników. Podobnie jak w przypadku obecnego problemu z otrzymaniem zamówionych komponentów, w przyszłości kontynuacji tego zjawiska spodziewa się około połowa przedsiębiorstw z sektora produkcyjnego. Niemal równie duży niepokój o dostawy deklaruje też handel (45,7 proc.).

VIII edycja ogólnopolskiego Badania „KoronaBilans MŚP” została przeprowadzona przez IMAS International na przełomie kwietnia i maja 2021 r. na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Objęła grupę 301 firm z sektora MŚP, w tym: mikro (zatrudniające 3-9 osób), małe (10-49) i średnie przedsiębiorstwa (50-249). Technika badawcza: CATI/CAWI.

Gdzie Polacy przestali budować domy?

W 2020 roku liczba rozpoczętych domów w Polsce była niemal identyczna jak rok wcześniej. Gdy spojrzymy jednak bardziej szczegółowo na sytuację w konkretnych powiatach to zauważymy, że doszło do znaczących zmian.

Ostateczne dane GUS mówią, że przez cały miniony rok inwestorzy indywidualni rozpoczęli budowę 90 309 mieszkań (praktycznie tylko domów jednorodzinnych). To wynik bardzo podobny, jak statystyki z roku 2019 (90 314). Taka sytuacja nie oznacza jednak, że w przypadku wszystkich miast i powiatów wyniki dotyczące 2019 r. oraz 2020 r. też okazały się bardzo zbliżone. Miały bowiem miejsce ciekawe zmiany lokalnego poziomu aktywności prywatnych inwestorów.

Po porównaniu przez ekspertów portalu RynekPierwotny.pl informacji GUS-u z 2019 r. oraz 2020 r. okazało się, że na terenie niektórych większych miast oraz powiatów liczba rozpoczętych domów dość znacząco wzrosła. Największe dodatnie zmiany odnotowano w przypadku następujących lokalizacji:

  • Gdańsk – wzrost wyniku z 2020 r. o 155 domów (względem 2019 r.)
  • lubelski – wzrost o 141 domów
  • kłobucki – wzrost o 91 domów
  • olsztyński – wzrost o 83 domy
  • wołomiński – wzrost o 83 domy
  • zgorzelecki – wzrost o 82 domy
  • zamojski – wzrost o 79 domów
  • otwocki – wzrost o 79 domów
  • cieszyński – wzrost o 74 domy
  • kościerski – wzrost o 71 domów

Jeżeli zaś chodzi o powiaty i miasta, gdzie liczba domów rozpoczętych przez prywatnych inwestorów spadła najbardziej, to trzeba wymienić następujące części kraju:

  • tarnowski – spadek wyniku z 2020 r. o 68 domów (względem 2019 r.)
  • kielecki – spadek o 70 domów
  • słubicki – spadek o 85 domów
  • leszczyński – spadek o 86 domów
  • gdański – spadek o 115 domów
  • piaseczyński – spadek o 126 domów
  • Białystok – spadek o 134 domy
  • warszawski zachodni – spadek o 142 domy
  • poznański – spadek o 300 domów
  • Warszawa – spadek o 313 domów

Poniższa mapa potwierdza bardzo duże ujemne zmiany dotyczące Warszawy i powiatu poznańskiego. Warto jednak pamiętać, że nadal były to ważne lokalizacje z punktu widzenia budownictwa jednorodzinnego. Na terenie stolicy w 2020 r. rozpoczęto 559 prywatnych domów. Wynik dotyczący powiatu poznańskiego był znacznie wyższy (1495 rozpoczętych domów).Mapa-zmiany-liczby-ropoczetych-domow-wskali-powiatow
Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Chemia 4.0 – nasza teraźniejszość

Transformacja cyfrowa to proces nieunikniony, który nie jest już melodią przyszłości, a stał się teraźniejszością. Świadczy o tym mnogość inwestycji firm przemysłowych w innowacje, coraz większa gama dostępnych rozwiązań oraz narzędzi 4.0, a także fakt, że transformacja cyfrowa jest jednym z sześciu głównych celów zawartych w wytycznych Unii Europejskiej na lata 2019-2024. Wspieranie takiej transformacji nigdy wcześniej nie było tak wysoko sklasyfikowane na liście europejskich priorytetów.

W odpowiedzi na działania UE, na początku stycznia 2021 r. polski rząd przedstawił „Politykę rozwoju sztucznej inteligencji w Polsce”. Celem Programu jest wyznaczanie nowych kierunków rozwoju technologicznego Polski, podnoszenie kompetencji Polaków oraz stworzenie specjalnych mechanizmów finansowania rozwoju AI.  Powyższą tezę potwierdza także trwająca od początku 2020 r. pandemia COVID-19, w czasie której cały świat przez wiele miesięcy skoszarowany był w domach i to głównie z tego miejsca – jeśli tylko było to możliwe – odbywała się nauka, praca, zakupy, wizyty u lekarza i prowadzenie wielu biznesów. Trudno wyobrazić sobie, jak wyglądałaby gospodarka i codzienne funkcjonowanie społeczeństwa, gdyby – i tak do wielu nałożonych na ten czas restrykcji – zwyczajnie odłączyć Internet.

Jak to robi Polska Chemia? Wyniki badań.

W II połowie 2020 roku Polska Izba Przemysłu Chemicznego (PIPC) przeprowadziła badanie dotyczące świadomości i postępów transformacji cyfrowej wśród przedsiębiorców sektora chemicznego. Wyniki wskazały, że blisko 80% ankietowanych dostrzega, że w ostatnich 5 latach w ich firmach rozwinęły się technologie 4.0 poprawiające funkcjonowanie przedsiębiorstwa, a co trzeci z nich uważa, że mają one bardzo duży wpływ na organizację. Wyniki badań podkreślają, że przemysł chemiczny jest jednym z filarów nowoczesnej gospodarki, a zarazem wskazują, że proces transformacji cyfrowej trwa. Przejawem tego są także opracowywane strategie transformacji w kierunku rozwoju przemysłu 4.0
w przedsiębiorstwach chemicznych. Blisko połowa ankietowanych ma takie plany przygotowane. Jest to jednak pole do pracy, ponieważ prawie co czwarte przedsiębiorstwo z tych strategii nie korzysta. 25% przedsiębiorców chce działać bez planu, a 18% pytanych jest w trakcie opracowywania takiej strategii. Firmy branży chemicznej coraz bardziej świadomie podchodzą do wytycznych wskazywanych przez polskiego i unijnego regulatora, wyniki wskazują na dobry trend, jednak nie można zapominać o edukacji.

Badanie wykazało również, w jaki sposób odbywa się zarządzanie zmianą, czyli inicjowanie
i wdrażanie rozwiązań 4.0. Tu także widać pozytywne wnioski – w 43% przedsiębiorstw jest ono elementem wspomnianych strategii, a w 29% odbywa się poprzez wybrane osoby (liderów zmian cyfrowych) w poszczególnych zespołach.

Jak widać, dla wielu przedsiębiorstw transformacja cyfrowa jest już codziennością, a rozwój
i promowanie nowoczesnych rozwiązań stanowi jeden z najważniejszych elementów, który może decydować o wzmocnieniu konkurencyjności polskiej chemii.

Jak skorzystać z potencjału technologii 4.0? Rekomendacje dla przedsiębiorców.

Wdrożenie technologii 4.0 w przedsiębiorstwach wiąże się z licznymi wyzwaniami i ryzykami. Jest jednak przede wszystkim źródłem szans i możliwości rozwoju. Na początku procesu istotne jest przekonanie, co zrobić, aby inwestycja w nowe rozwiązania była opłacalna i przyniosła oczekiwany rezultat.

Celów wykorzystania technologii 4.0 może być kilka: poprawa rentowności produkcji, zachowanie konkurencyjności, poprawa bezpieczeństwa, zdobycie nowych rynków, eliminacja niestabilności procesów.

Podczas spotkań organizowanych przez Polską Izbę Przemysłu Chemicznego wraz z przedstawicielami branży chemicznej udało się wypracować rekomendacje, które mogą stanowić pewnego rodzaju niezbędnik, poradnik w rozważaniach nad wdrożeniem technologii 4.0 w przedsiębiorstwach. Okazuje się, że tylko podejście całościowe może zagwarantować sukces. Transformacja musi dotyczyć całej firmy, a poszczególne działy muszą ze sobą współpracować. Istotni są tu zarówno ludzie – ich wiedza, umiejętności, multidyscyplinarność zespołu wdrożeniowego i współpraca pomiędzy różnymi poszczególnymi działami w firmie – jak i technologie, procesy oraz dostępne narzędzia. Ważne jest przekonanie, że wprowadzane zmiany są niezbędne w osiągnięciu postawionego celu.

Kluczowe może okazać się dobranie właściwego, kompetentnego dostawcy rozwiązań, jak również skorzystanie z istniejących już zasobów czy stopniowe wdrażania różnych elementów nowych technologii. Rozumienie problemu pozwoli właściwie dobrać istniejące aplikacje, systemy, rozwiązania. Poprawne przeprowadzenie pilotażu i przeskalowanie pomoże w wielu przypadkach zminimalizować koszty transformacji cyfrowej.

Pomocna dłoń administracji – co jeszcze można zrobić?

Oczywiście oprócz gotowości i otwartości na zmiany w przedsiębiorstwach niezbędne jest wsparcie administracji na kilku płaszczyznach. Transformacja cyfrowa zależy w dużej mierze od tego, czy daną organizację stać na wdrożenie i realizację postawionych celów. Ważne jest zatem odpowiednie wsparcie finansowe w postaci dotacji celowych na implementację narzędzi 4.0 i ich rozwój w przedsiębiorstwach, jak również ulgi na działalność B&R. Finansowanie to jednak nie wszystko.

Tutaj należy wskazać na otoczenie legislacyjne jako kolejny niezwykle ważny czynnik, który niejednokrotnie podkreślają eksperci przemysłu chemicznego. Współpraca w tworzeniu prawa na linii administracja-przemysł jest istotna na wielu płaszczyznach, nie tylko przy implementowaniu strategii cyfrowych, dlatego przedstawiciele branży  wykazują otwartość i gotowość do dialogu.

Ostatnim z kluczowych obszarów we wdrażaniu założeń transformacji cyfrowej w przemyśle jest wsparcie w edukacji. Przedsiębiorstwa branży chemicznej często borykają się z problemem zbudowania zaplecza badawczego i pozyskaniem wysoko wykwalifikowanej kadry do takiego obszaru. Eksperci wskazują w tym miejscu na istotę zmian w programach kształcenia uwzględniające potrzeby kadrowe niezbędne do wdrażania rozwiązań 4.0.

Polska Izba Przemysłu Chemicznego w odpowiedzi na potrzeby branży

Polska Izba Przemysłu Chemicznego, mając świadomość wagi tematu, który stanowi transformacja cyfrowa, już trzy lata temu wyszła naprzeciw potrzebom sektora i utworzyła projekt o nazwie „Chemia 4.0”. Jest to odpowiedź na zmiany i nowe kierunki rozwoju wynikające z wdrażania rozwiązań czwartej rewolucji przemysłowej. Od momentu inauguracji projektów odbyło się osiem warsztatów i konferencji eksperckich, podczas których przedstawiciele świata nowych technologii oraz reprezentanci przedsiębiorstw przemysłu chemicznego debatowali o wyzwaniach, innowacjach oraz najbardziej efektywnych drogach modernizacji Polskiej Chemii. Setki prelegentów, dziesiątki wystąpień, tysiące pomysłów – spotkania w ramach Projektu „Chemia 4.0” to przestrzeń, podczas której uczestnicy dzielą się wieloma doświadczeniami w formie case study, prezentują nowatorskie produkty i dzielą się swoją wiedzą na temat wykorzystania zalet i możliwości sztucznej inteligencji, automatyzacji, big data czy cyberbezpieczeństwa.

Projekt „Chemia 4.0” to nie tylko spotkania. 26 maja br. PIPC zainaugurowała nową publikację „Biuletyn Projektu Chemia 4.0”, na łamach której zarówno dostawcy, jak i odbiorcy rozwiązań 4.0, mogą dzielić się doświadczeniami w tym zakresie. Do pobrania ze strony PIPC.

Zagadnienia związane z przemysłem 4.0 poruszone zostaną także w zapowiadanych ciekawych prelekcjach i panelach dyskusyjnych podczas tegorocznego VIII Kongresu Polska Chemia, który odbędzie się już 16 czerwca w formule całodziennego programu telewizyjnego o charakterze biznesowo-branżowym. Rejestracja na wydarzenie jest bezpłatna i dostępna poprzez stronę internetową wydarzenia: https://www.kongrespolskachemia.pl/.

Inwestycje w technologie 4.0 umożliwiają opracowanie i tworzenie lepszych produktów, przy jednoczesnej optymalizacji kosztów i czasu. Chemia jest mocno innowacyjna, co pozwala na jej ciągły rozwój, a Projekt „Chemia 4.0” stanowi idealną sposobność na wymianę wiedzy i doświadczeń.

Szczegóły i rejestracja dostępna jest na stronie: www.kongrespolskachemia.pl

Artykuł opracowany przez Polską Izbę Przemysłu Chemicznego.

Port w Antwerpii – odbiór kontenerów na podstawie tożsamości cyfrowej

Nowy cyfrowy proces zwalniania kontenerów w porcie w Antwerpii, zwany Certified Pick up (CPu), wkracza w kolejną fazę. Zamiast używać kodów PIN, od lipca odbiór kontenerów będzie odbywał się na podstawie tożsamości. Proces, który zapewnia bezpieczną, przejrzystą i wydajną pracę ma zastosowanie do wszystkich kontenerów importowych, które są rozładowywane ze statków pełnomorskich.

Rejestracja obowiązkowa do 1 czerwca

Certified Pick up w porcie w Antwerpii
Więcej informacji można znaleźć na stronie www.portofantwerp.com/cpu

Druga faza cyfrowego procesu Certified Pick up rozpocznie się 1 lipca. Od tego dnia terminale w porcie w Antwerpii będą stopniowo przechodzić na nowy sposób obsługi kontenerów, oparty na tożsamości zamiast na kodach PIN. Terminale MPET i PSA jako pierwsze będą korzystać z systemu, w którym tożsamość jest sprawdzana za pomocą Alfapass i skanu palca. Ponieważ wszyscy armatorzy muszą przyznać swoim klientom prawo do zwolnienia kontenerów, są oni proszeni o zarejestrowanie się w procesie CPu za pośrednictwem strony internetowej NxtPort do 1 czerwca 2021 r.

Bezpieczniej, przejrzyściej i wydajniej

CPu weszło w życie 1 stycznia 2021 r., zapewniając bezpieczniejszy, bardziej przejrzysty i wydajniejszy proces zwalniania kontenerów w terminalach. CPu to neutralna, centralna platforma danych, w której połączone są wszystkie strony procesu importu kontenerów. W wyniku rozmów z organem zarządzającym portem zdecydowano, że wdrażanie CPu będzie odbywać się etapowo. W pierwszej fazie CPu zapewniło przejrzystość statusu kontenerów w postaci serii „zielonych świateł”, co miało na celu zwiększenie wydajności operacyjnej dla każdej strony w łańcuchu.

„Kolejna faza procesu CPu jest ważnym krokiem w tworzeniu praktycznie w pełni bezpiecznego portu. Ta nowa metoda pracy gwarantuje szybki i wydajny proces zwalniania przychodzących kontenerów, które następnie opuszczają port koleją, żeglugą śródlądową lub transportem drogowym. Fakt, że udało nam się to osiągnąć w porozumieniu z różnymi partnerami w łańcuchu portowym, po raz kolejny dowodzi siły i prężności wspólnoty portowej w Antwerpii” – mówi Jacques Vandermeiren, dyrektor generalny Port of Antwerp.

„Dzięki temu nowemu sposobowi pracy jako wspólnota portowa bierzemy na siebie odpowiedzialność społeczną w walce z międzynarodowym handlem narkotykami. W ten sposób wraz z różnymi partnerami dokładamy starań, aby zapewnić dalsze bezpieczeństwo łańcucha logistycznego i przechodzimy do cyfrowego ekosystemu, który również powinien prowadzić do wzrostu wydajności firm” – mówi Annick De Ridder, radna portu.

Początek strategicznych zmian w Związku Polskiego Leasingu

Polska organizacja leasingowa weszła w kolejną fazę strategicznych zmian, zapoczątkowanych w 2020r. Zostały one zatwierdzone podczas ostatniego Walnego Zebrania ZPL, a dotyczą najważniejszych od blisko 30 lat zmian statutu, struktury organizacyjnej oraz modelu działania Związku Polskiego Leasingu.

Paweł Pach, Prezes Zarządu PKO Leasing, w czasie wyborów uzupełniających, po raz kolejny otrzymał silny mandat i dalej będzie pełnił funkcję Przewodniczącego Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu (KW ZPL). Prezesem, który podobnie jak Paweł Pach utrzyma swoją funkcję w ZPL, jest Marcin Balicki, Prezes Zarządu Millennium Leasing. Natomiast nowymi osobami w KW ZPL są: Alicja Żyła, Prezes Zarządu ING Lease oraz Rafał Piskorski, Dyrektor Generalny BNP Paribas Leasing Solutions Polska oraz Dyrektor Departamentu Leasingu w BNP Paribas Bank Polska.

Swoją pracę w Komitecie Wykonawczym ZPL ponadto będą kontynuować: Szymon Kamiński (Prezes Zarządu PEKAO Leasing), Rafał Merk (Członek Zarządu Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów), Cezary Raczyński (Prezes Zarządu mLeasing) oraz Radosław Woźniak (prezes Europejskiego Funduszu Leasingowego).

Komitet Wykonawczy będzie pracował w obecnym formacie do czasu wejścia w życie nowego statutu Związku Polskiego Leasingu.  Na mocy tego dokumentu na czele polskiej organizacji leasingowej stanie Prezes Zarządu, który będzie organizował prace Związku i reprezentował go na zewnątrz, ale nie będzie pełnił funkcji zarządczej w żadnej ze spółek leasingowych.

Po wejściu w życie wszystkich zmian, organami ZPL będą: Walne Zebranie ZPL, Rada Związku, Zarząd, Komisja Rewizyjna oraz Sąd Koleżeński. Obecnie działający Komitet Wykonawczy ZPL zostanie przemianowany w Radę Związku, która to Rada będzie sprawowała stały nadzór nad działalnością nowego Zarządu ZPL.

„Zmiany, jakie wprowadzamy w Związku Polskiego Leasingu, zostały wypracowane przez Komitet Wykonawczy ZPL na przestrzeni ostatniego roku, w ramach zespołu ds. transformacji statutowej ZPL. Otwarty dialog, który prowadziliśmy w gronie osób zarządzających polskimi spółkami leasingowymi zaowocował nowym statutem, strukturą organizacyjną oraz zmienionym modelem działania ZPL. Na czele branży leasingowej po raz pierwszy w historii ZPL stanie osoba, której podstawową działalnością będzie dbanie o  sprawy Związku i reprezentowanie całej branży leasingowej w Polsce w relacji z innymi podmiotami. Aby zapewnić ciągłość działania naszej organizacji, do czasu wyłonienia  Prezesa Zarządu ZPL, pracujemy w oparciu o dotychczasowe zasady” – powiedział Paweł Pach, Przewodniczący KW ZPL.

W tym momencie polską organizacją leasingową zarządza Komitet Wykonawczy składający się z ośmiu prezesów. Paweł Pach, prezes zarządu PKO Leasing pełni funkcję Przewodniczącego KW ZPL, a pozostali prezesi sprawują w ZPL funkcje wiceprzewodniczących. Wybrani członkowie KW ZPL odpowiadają za określone obszary działalności polskiej organizacji leasingowej. Paweł Pach reprezentuje związek wobec instytucji i partnerów zewnętrznych na rynku krajowym, nadzoruje grupę ds. Public Relations oraz wspólnie z Marcinem Balickim (Prezesem Zarządu Millennium Leasing) oraz  Alicją Żyłą (Prezes Zarządu ING Lease), pracują na rzecz rozwoju digitalizacji branży leasingowej. Sprawami prawnymi i podatkowymi (w tym przeciwdziałaniu fraudom) zajmuje się Cezary Raczyński (Prezes Zarządu mLeasing). Tematy z obszaru rachunkowości nadzoruje w ZPL Rafał Merk (Członek Zarządu Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów), który w tym samym czasie odpowiada za rynek motoryzacji i pogłębianie współpracy z PZWLP. Szymon Kamiński, Prezes Zarządu PEKAO Leasing, Rafał Piskorski, Dyrektor Generalny BNP Paribas Leasing Solutions Polska oraz Radosław Woźniak, Prezes Zarządu Europejskiego Funduszu Leasingowego z ramienia KW ZPL, nadzorują obszar statystyk i monitorowania rynku polskiej branży leasingowej. Natomiast sprawami współpracy międzynarodowej opiekuje się Marcin Balicki, Prezes Zarządu Millennium Leasing, który jednocześnie zasiada w Zarządzie Leaseurope, europejskiej federacji leasingowej.

 

Podczas Walnego Zebrania ZPL, które tym razem odbyło się w formie hybrydowej, zostały przeprowadzone także wybory uzupełniające do Komisji Rewizyjnej oraz Sądu Koleżeńskiego ZPL. Jacek Rakowski (mLeasing) został wybrany na kolejną kadencję do Komisji Rewizyjnej,  a w Sądzie Koleżeńskim dalej będzie pracować Tomasz Salamon z PKO Leasing. Swoją misję w Komisji Rewizyjnej będą pełnić także: Jarosław Brzuzy (PKO Leasing) oraz Maciej Cymmerman (BNP Paribas Lease Group). Natomiast w Sądzie Koleżeńskim dalej będą pracować Jerzy Strasz (Millennium Leasing) oraz Mariusz Włodarczyk (Santander Leasing).

Biogramy nowych członków KW ZPL

Rafał Piskorski

 

Rafał Piskorski
Rafał Piskorski, ZPL

1 kwietnia 2020 roku Rafał Piskorski objął stanowisko Dyrektora Generalnego BNP Paribas Leasing Solutions Polska, równocześnie pełni rolę Dyrektora Departamentu Leasingu w BNP Paribas Bank Polska. W 1997 roku dołączył do Volvo Finance jako dyrektor finansowy, zajmował także stanowiska dyrektora generalnego Fortis Lease i BNP Paribas Leasing Solutions. W 2012 roku dołączył do grupy DLL jako szef regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Zarządzał spółkami w Polsce, Rosji, na Węgrzech i w Rumunii. W poprzednich latach pełnił funkcję Wiceprzewodniczącego KW Związku Polskiego Leasingu. Jest członkiem ACCA (the Association of Chartered Certified Accountants). Rafał jest związany z branżą leasingową od ponad 20 lat – ma duże doświadczenie m.in. w zarządzaniu ludźmi i ryzykiem, restrukturyzacji, łączeniu firm, rozwoju, a także wdrażaniu strategii biznesowych.

Alicja Żyła

Alicja Żyła_m
Alicja Żyła, ZPL

Prezes Zarządu ING Lease (Polska) od 1 marca 2021 roku. Alicja Żyła jest związana z ING od ponad 20 lat, przez lata zajmowała szereg stanowisk związanych z rozwojem produktów i procesów detalicznych, zarządzania projektami, a także rozwój i realizację strategii biznesowej w zakresie bankowości dla klientów bankowości detalicznej. Od 2008 roku zajmowała stanowisko Dyrektora Banku w Pionie Operacji w ING Banku Śląskim. W tym czasie z sukcesem przeprowadziła szereg zmian, centralizując i optymalizując procesy wspierające wszystkie linie biznesowe banku. Wniosła ogromny wkład w zbudowanie systemu zarządzania operacyjnego banku. Od listopada 2018 do końca lutego 2021 roku pełniła funkcję Wiceprezes Zarządu i odpowiadała za obszar operacji, finansów, IT oraz zarzadzania procesami i produktami.

Spread Group się rozwija – przeprowadzka do nowego zakładu produkcyjnego w Legnicy

Rusza nowy zakład produkcyjny Spread Group w Legnicy. Po 13 latach na północy miasta firma przenosi się do nowoczesnej, niedawno wybudowanej hali w Panattoni Park Legnica, na południu miasta. Nowy budynek o łącznej powierzchni prawie 11 000 m2 oferuje miejsce na większy magazyn, rozbudowany park maszynowy z różnymi technologiami druku oraz więcej pomieszczeń biurowych.

Nowy zakład produkcyjny będzie centralnym magazynem europejskim

„Otwierając nową lokalizację, optymalizujemy naszą logistykę na terenie Europy. Obiekt w Legnicy jest teraz centralnym magazynem dla naszej produkcji w Niemczech, Czechach i Polsce. Dotychczas dysponowaliśmy około 4500 miejsc paletowych. Tę pojemność możemy teraz podwoić lub nawet potroić. Przeprowadzka była naszym wspólnym dokonaniem! Jestem bardzo dumny z całego zespołu, który pomimo przeciwności w ciągu ostatnich 12 miesięcy, doprowadził do terminowego uruchomienia naszego nowego, ważnego strategicznie zakładu produkcyjnego” – mówi Hanne Dinkel, dyrektor ds. dostaw dla klienta w Spread Group.

Inwestycje i przeprowadzka do nowego budynku podkreślają też zaangażowanie Spread Group w rozwój regionu oraz rozwój technologii druku. Oprócz maszyn do druku folią, termosublimacji, druku plakatów i naklejek, zainstalowane zostały również najnowocześniejsze cyfrowe drukarki do druku bezpośredniego. Nowo zaprojektowane maszyny do druku na wyrobach poliestrowych oraz maszyny do haftowania odzieży także już niedługo przeniosą się do tej lokalizacji.

Zalety logistyczne w każdym aspekcie

„Hala produkcyjna i magazynowa znajdują się teraz na jednym poziomie, co optymalizuje i upraszcza całą organizację i produkcję. Dodatkowo nowa lokalizacja jest bardzo dobrze połączona komunikacyjnie z Autostradą A4, z czego korzystają nasi dostawcy i pracownicy oraz dostawcy usług logistycznych” – mówi Ewa Ziemba, dyrektor ds. produkcji w Legnicy.

Jak komentuje Damian Kowalczyk, Development Director w Panattoni: „Rynek legnicki należy do regionu wrocławskiego – jednej z najlepszych lokalizacji logistycznych Polski. Dotychczas nie dysponował nowoczesną powierzchnią magazynowo-produkcyjną adresowaną do wielu najemców. Dlatego cieszę się, że dzięki naszej inwestycji Panattoni Park Legnica, zyskał nie tylko region i lokalny rynek pracy, ale takie przedsiębiorstwa jak Grupa Spread, która właśnie uruchomiła zakład produkcyjny o strategicznej roli dla europejskiej działalności firmy.

Przy produkcji w Legnicy pracuje obecnie około 200 pracowników, niektórzy od wielu lat. Przeprowadzka pozwoliła Grupie Spread przyciągnąć nowych pracowników, a zespół cały czas poszukuje kolejnych członków – od zatrudnianych sezonowo po specjalistów.

Legnica jest jednym z pięciu miejsc produkcji Grupy Spread. W 2020 roku w oddziałach firmy wydrukowano łącznie 9,8 miliona produktów i wysłano je do klientów na całym świecie. Dostawca druku na żądanie planuje dalsze zwiększenie liczby dostarczanych produktów w 2021 roku. Dzięki nowym możliwościom jakie daje obiekt w Legnicy, firma jest do tego idealnie przygotowana.

Pepco – debiut marzeń na warszawskiej giełdzie

12,5 proc. można było zarobić pierwszego dnia notowań na GPW w Warszawie na akcjach Pepco Group. W chwili zamknięcia dnia akcje spółki kosztowały 45 zł za walor, podczas gdy cena wyjściowa wyniosła 40 zł.

Pepco Group to doskonale znany w Polsce właściciel europejskiej sieci dyskontowych sklepów wielobranżowych i jednocześnie największy wartościowo debiut na warszawskim parkiecie od wielu miesięcy.

W ofercie publicznej inwestorzy kupili prawie 92,5 mln akcji za niemal 3,7 mld zł. Początkowo papiery były sprzedawane po 40 zł akcję, co oznacza, że inwestorzy ocenili wartość Pepco na 23 mld zł. Lokuje to spółkę w drugiej dziesiątce największych giełdowych graczy.
„Wybór Warszawy jako miejsca naszego giełdowego debiutu od początku wydawał się naturalny. Pepco jest obecne na polskim rynku od ponad dekady osiągając na nim wielkie sukcesy. Tutejszą giełdę cechuje zaś dynamizm i stabilność gwarantujące inwestorom poczucie bezpieczeństwa” – powiedział Andy Bond, prezes Pepco Group podczas oficjalnej inauguracji notowań.

Bond podkreślał, że aktualna strategia grupy koncentruje się na rozwijaniu firmy w okresie po pandemii, gdy klienci ponownie zaczynają pojawiać się w sklepach stacjonarnych.

„Naszymi grupami docelowymi są przede wszystkim rodziny i konsumenci o dochodach poniżej średniej poszukujący odzieży, artykułów wyposażenia domu czy produktów szybko zbywalnych w konkurencyjnych cenach. Średnią wartość koszyka zakupowego szacujemy na 70 – 80 zł. Dlatego bardziej niż na cyfrowych kanałach sprzedaży koncentrujemy się na zachęcaniu klientów do odwiedzenia jednego z ponad tysiąca naszych sklepów w całej Polsce” – zaznaczył prezes Pepco.

Marek Dietl, prezes zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie przekonywał, że dostrzega wielki potencjał Grupy Pepco i związane z nim perspektywy wzrostu wartości jej akcji i stałego umacniania pozycji na rynku.

„Historię rozwoju Pepco i warszawskiej giełdy łączy bardzo wiele. Zaczynaliście od jednego sklepu, aby z czasem stać się wiodącą siecią w Europie. 30 lat temu na GPW notowanych było zaledwie 5 spółek – obecnie mamy blisko tysiąc emitentów i jesteśmy najważniejszą giełdą w tej części kontynentu” – powiedział.

Marek Dietl przekazał prezesowi Pepco Group dyplom GPW oraz srebrną statuetkę byka, symbolizującą giełdową hossę.

„Biorąc pod uwagę skuteczność strategii pańskiej marki, jak i olbrzymie zainteresowanie inwestorów akcjami spółki, jakie obserwujemy w trakcie tej konferencji, ten talizman prawdopodobnie nie będzie potrzebny” – dodał Dietl.

Zarejestrowane w Holandii Pepco Group zarządza paneuropejską wieloformatową siecią dyskontowych sklepów wielobranżowych pod markami: PEPCO, Dealz oraz Poundland (te dwa ostatnie sprzedają produkty o ujednoliconych poziomach cenowych) obejmującą ponad 3 tysiące sklepów w 16 krajach.

Na koniec marca 2021 r. doskonale znana w Polsce sieć sklepów pod marką PEPCO obejmowała ponad 2,2 tys. sklepów w 13 krajach Europy Środkowo-Wschodniej oraz we Włoszech, a w kwietniu 2021 otworzyła swój pierwszy dyskont w Hiszpanii.

Niemal połowa młodych Polaków jest zdania, że przez pandemię ma mniejsze możliwości na rynku pracy

49% studentów i absolwentów w Polsce jest zdania, że przez pandemię ma mniejsze możliwości na rynku pracy. Wśród najważniejszych kompetencji przyszłości wymieniają otwartość i szybką adaptację do zmian oraz łączenie różnych umiejętności – wynika z raportu „Młodzi Polacy na rynku pracy 2021” przygotowanego przez PwC, Well.hr i Absolvent Consulting. Co ciekawe, 56% badanych – mając do wyboru pracę zdalną czy pracę w biurze – wskazało na drugą opcję. Dla pracodawców oznacza to, że hybrydowy model pracy będzie rozwiązaniem godzącym potrzeby różnych pracowników.

Niemal połowa respondentów (49%), którzy wzięli udział w badaniu przeprowadzonym na potrzeby raportu oceniła, że przez pandemię ma mniejsze możliwości jeśli chodzi o swoją karierę zawodową. Jednocześnie, 18% badanych twierdzi, że obecnie ma więcej możliwości niż wcześniej.

Pomimo niepewnej sytuacji na rynku pracy wzrosły oczekiwania finansowe młodych osób. W porównaniu z pierwszą edycją badania sprzed roku mediana oczekiwań wzrosła o 500 zł i obecnie wynosi 4 500 zł netto. Najwyższe oczekiwania finansowe, na poziomie 5 000 zł, mają studenci kierunków medycznych oraz biologiczno-przyrodniczych. Na liście rzeczy najważniejszych w pracy wysokie zarobki znalazły się na drugiej pozycji (47% odpowiedzi; rok temu było to 42%) po zdobyciu doświadczenia zawodowego (50%).

Pandemia sprawiła, że dużo więcej młodych ludzi zwraca uwagę na rodzaj kontraktu z pracodawcą – liczba osób, dla których umowa o pracę jest preferowaną forma zatrudnieni wynosi obecnie 74%.

Dla młodych pracowników, szczególnie w sytuacji niepewności na rynku pracy, ważne są także benefity pozapłacowe. Prawie połowa badanych wskazuje na potrzebę dostępu do szkoleń u pracodawcy. To wyraźny sygnał, że najmłodsze pokolenia zdają sobie sprawę z konieczności ciągłej edukacji i podnoszenia kwalifikacji, by utrzymać swoją atrakcyjność na rynku pracy. Nie bez znaczenia jest fakt, że jako najważniejszą kompetencję badani wskazali otwartość i szybką adaptację do zmian. – Kaja Podgórna-Strzelec, lider zespołu Human Capital w PwC

Z badania PwC, Well.hr i Absolvent Consulting wynika, że 44% młodych Polaków woli pracę zdalną od pracy w biurze, 56% wybrałoby jednak tradycyjny model pracy. Co ważne, 6% respondentów twierdzi, że pełnowymiarowa praca zdalna byłaby dla nich nie do zaakceptowania.

Badanie potwierdza, że preferencje pracowników co do sposobu wykonywania pracy mogą być bardzo rozbieżne. Pracodawcy, zastanawiając się nad optymalnym modelem pracy, muszą bardzo dokładnie poznać, w jakich warunkach dana grupa pracowników będzie najbardziej efektywna i zaangażowana. Analityczne narzędzia, także te z wykorzystaniem elementów sztucznej inteligencji, mogą być w tym procesie niezwykle pomocne. Regularne sprawdzanie tzw. Happiness Index pracowników pozwoli firmom umiejętnie zarządzać kapitałem ludzkim. – Katarzyna Komorowska, partner w PwC, lider zespołu People & Organization

Autorzy raportu zapytali respondentów także o to, co oznacza dla nich sukces zawodowy. Dla 36% badanych sukcesem będzie praca, która jest pasją. O sukcesie świadczą także wysokie zarobki (17,%), łączenie pracy z podróżowaniem (12%), stanowisko eksperta, czy prowadzenie własnej firmy (9%).

Młodzi Polacy przed podjęciem zatrudnienia dokładnie sprawdzają przyszłego pracodawcę. Nie robią na nich wrażenia firmy, które stosują chatboty czy współpracują z blogerami. Liczy się za to dobra opinia znajomych o pracodawcy. O tym, że firma jest dobrym pracodawcą świadczy przede wszystkim to, że dba o dobre wdrożenie nowego pracownika, co jest szczególnym wyzwaniem w trakcie pandemii i pracy zdalnej. Ważne jest też dla młodych transparentne komunikowanie wynagrodzenia oraz bogata oferta benefitów.

Dla młodych Polaków ważne są realne działania, a nie atrakcyjnie brzmiące deklaracje pracodawców. Informacje o podejmowanych przez zarządy podczas pandemii decyzjach i wdrożonych przez firmy rozwiązaniach są dla nich źródłem wiedzy o tym, jak firmy radziły sobie w sytuacji kryzysu oraz czy zapewniały swoim pracownikom poczucie bezpieczeństwa i dobrostanu. Wybierając pracodawcę studenci i absolwenci zwracają też uwagę na transparentność wynagrodzeń, ofertę benefitów, możliwość szkoleń i rozwoju oraz partnerskie traktowanie. To ważny sygnał dla pracodawców, którzy w swoim podejściu do najmłodszych pracowników muszą postawić na konkrety i dobrą komunikację. Czas pustych deklaracji i działań pozornych minął bezpowrotnie. – Joanna Kotzian, współzałożycielka Well.hr

W ocenie badanych dobry pracodawca stara się aktywnie docierać do młodych talentów – prowadzi szkolenia, warsztaty i spotkania online, wspiera organizacje studenckie i jest dostępny dla nich podczas targów pracy.

Niewątpliwie pandemia jest katalizatorem zmian na rynku pracy. Wśród młodych rośnie m.in. świadomość, jak wygląda partnerska relacja pracownik – pracodawca. Młodzi Polacy są też bardziej świadomi swoich oczekiwań i tego, co mogą zaoferować sami. 77,5% ankietowanych studentów liczy na stabilne zatrudnienie, doceniając je bardziej niż pracę na własny rachunek. To dobra wiadomość dla dużych firm i stabilnych finansowo korporacji, dla których pandemia i jej skutki były bardziej łaskawe lub mniej odczuwalne z perspektywy pracownika. Jeśli chodzi o miejsce pracy, najważniejsze pozostają pozytywna atmosfera i zgrany, fajny zespół. Zamiast przeprojektowywać wskaźniki efektywności i kusić ambitnymi zadaniami, o wiele lepiej zainwestować w sprawnie działającą kulturę organizacyjną. Warto też zwrócić uwagę na to, jak dużą rolę absolwenci przypisują przełożonym. Aż 62% uczestników badania mówi, że chce pracować z liderami, którzy łączą w sobie cechy nie tylko przewodnika i mentora, ale jednocześnie opiekuna i doradcy. Czy kadra managerska jest na to gotowa? – Joanna Tonkowicz, partner zarządzająca Absolvent Consulting

Obok Niemców, Irlandczyków i Brytyjczyków Polacy najchętniej w Europie poszukują cenowych okazji

Przyspieszenie procesu szczepień sprawiło, że w ciągu miesiąca nad Wisłą wyraźnie zmniejszyły się obawy związane z pandemią, a indeks niepokoju spadł aż o 18 p.p. Wyniki opracowanego przez firmę doradczą Deloitte badania Global State of the Consumer Tracker pokazują, że poziom poczucia bezpieczeństwa wzrósł we wszystkich badanych aktywnościach konsumenckich, a w przypadku pobytu w hotelu oraz usług wymagających bezpośredniego kontaktu jest nawet najwyższy w historii tej analizy. 47 proc. z nas sen z powiek spędzają natomiast obawy o utrzymanie pracy, a ponad trzy czwarte niepokoi się o zdrowie członków rodziny. Polscy konsumenci najbardziej w Europie obawiają się o zdrowie bliskich.

Po nerwowym okresie wywołanym wzrostem zachorowań na przełomie marca i kwietnia oraz wprowadzeniem trzeciego lockdownu, wśród polskich konsumentów nastąpiło wyraźne uspokojenie nastrojów i obaw. Pokazuje to opracowany przez Deloitte indeks niepokoju, który w ciągu miesiąca spadł o 18 p.p. Większy spadek indeksu w Polsce odnotowano wcześniej tylko raz – w grudniu 2020 r. Obecnie różnica netto między osobami, które zgodziły się ze zdaniem „Jestem bardziej zaniepokojony niż tydzień temu” oraz tymi, które zaprzeczyły wynosi -5 proc.

Nadal jesteśmy w tym zestawieniu dość wysoko, bo na szóstym miejscu na świecie. To jednak zdecydowanie lepszy wynik niż miesiąc temu, gdy przed nami były tylko Indie i Chile. W Europie bardziej od nas zaniepokojeni są Włosi. Bez wątpienia przyczyną polepszenia nastrojów jest powiększające się grono zaszczepionych i spadek liczby zachorowań. Podobny trend widać zresztą w całej Europie. Wszystkie badane przez nas kraje w regionie odnotowały spadki indeksu niepokoju. Największe Polska i Irlandia – po 18 p.p. oraz Francja – 14 p.p. – mówi Michał Tokarski, partner, lider sektora dóbr konsumenckich w Polsce, Deloitte.

W perspektywie globalnej, niezmiennie od początku badania najniższy poziom niepokoju wywołanego pandemią jest w Niemczech – -30 proc. (-4 p.p.). Na drugim końcu skali są Indie, gdzie indeks niepokoju wynosi aż 40 proc. To drugi najwyższy wynik w tym kraju i na świecie w historii badania Deloitte.

Niespokojni o rodzinę

Mimo dużego wzrostu ogólnego poczucia bezpieczeństwa wśród polskich respondentów, tylko nieznacznie spadł poziom obaw o zdrowie członków rodziny. Przyznaje się do nich 76 proc. zapytanych, a więc tylko o 3 p.p. mniej niż miesiąc temu. Tym samym polscy konsumenci niepokoją się o to najbardziej w Europie. Na świecie jesteśmy na piątym miejscu.

Na niemal niezmienionym poziomie utrzymuje się poziom niepokoju o własne zdrowie. Mówi o nim 62 proc. naszych ankietowanych. W Europie wyprzedzają nas jedynie Hiszpanie – dystans między oboma krajami jest dość duży i wynosi aż 13 p.p. Z drugiej strony sporo nas dzieli także od Niemców, którzy mają najniższy indeks niepokoju na świecie. Tylko 45 proc. z nich ma obawy związane z własnym zdrowiem – mówi Krzysztof Wilk, partner associate w dziale Doradztwa Podatkowego, lider praktyki Life Sciences & Health Care, Deloitte.

Po sporych i dość gwałtownych spadkach poczucia bezpieczeństwa w konsumenckich aktywnościach w kwietniu, maj przyniósł wyraźny odwrót tendencji, a Polacy coraz pewniej czują się w miejscach takich, jak sklep czy salon fryzjerski. Aż po 9 p.p. przybyło konsumentów, którzy nie mają obaw związanych z robieniem zakupów w sklepach stacjonarnych (56 proc.), czuliby się bezpiecznie podczas pobytu w hotelu (46 proc.) czy wizyty np. u dentysty lub fryzjera (52 proc.). Co więcej, liczba Polaków, którzy czują się bezpiecznie korzystając właśnie z usług wymagających bezpośredniego kontaktu oraz tych, którzy bez obaw zatrzymaliby się w hotelu, jest najwyższa w historii badania polskich konsumentów.

O 5 p.p. wzrosła także liczba konsumentów, którzy czują się bezpiecznie w restauracjach (42 proc.). Prawie jedna trzecia z nas nie ma natomiast obaw przed podróżą samolotem, a ponad jedna czwarta bez obaw wybrałaby się na masowe wydarzenie, takie jak koncert czy mecz.

Obawy o spłatę kredytów

Polska jest w czołówce państw europejskich z największym poziomem obaw związanych z utrzymaniem pracy. Odpowiada tak prawie połowa zapytanych nad Wisłą. Wyprzedzają nas jedynie Hiszpanie – 54 proc. Od początku kwietnia osób, które niepokoją się o swoje zatrudnienie ubyło tylko o 2 p.p. Podobnie odpowiedziało tylko 18 proc. Holendrów i 22 proc. Francuzów.

Te obawy wpływają na niepokoje związane z zasobnością portfeli ankietowanych. Prawie dwie trzecie Polaków martwi się stanem swoich oszczędności. To nieco więcej niż miesiąc temu. Niemal nie zmienił się natomiast poziom obaw dotyczących uregulowania nadchodzących płatności. Te spędzają sen z powiek 29 proc. zapytanych. W Europie jedynie Hiszpanie częściej wybierali taką odpowiedź – 39 proc.

– mówi Przemysław Szczygielski, partner, lider sektora finansowego w Deloitte Polska.

Ekspert zauważa, że o 4 p.p. zmniejszyła się w ciągu miesiąca liczba ankietowanych, dla których powodem do niepokoju jest spłata kredytów (59 proc.), a z 37 proc. do 34 proc. spadła liczba Polaków, którzy wolą odłożyć w czasie większe zakupy. Odpowiedziało tak tyle samo Belgów, nieco więcej Francuzów i Irlandczyków i aż 44 proc. Włochów.

Sporo zmniejszyła się w ciągu miesiąca liczba polskich konsumentów, którzy obawiają się powrotu do biura.

Spadek z 31 proc. w kwietniu do 24 proc. na początku maja to duża zmiana. W Europie jesteśmy pod względem wysokości poziomu niepokoju związanego z pracą stacjonarną na czwartym miejscu, za Brytyjczykami, Belgami i Irlandczykami. Trzeba też zauważyć, że Polacy z dużo mniejszą rezerwą niż miesiąc temu podchodzą do korzystania z komunikacji publicznej, będącej często głównym środkiem transportu do biura. 43 proc. zapytanych deklaruje, że ograniczy korzystanie z tego rodzaju transportu w najbliższych tygodniach. To mniej aż o 11 p.p. – mówi John Guziak, partner, lider ds. kapitału ludzkiego w Deloitte Polska.

Lokalni producenci mniej atrakcyjni

Od lutego eksperci Deloitte odnotowują jedynie nieznaczne wahnięcia trendu dotyczącego kupowania na zapas. W najnowszej edycji badania 40 proc. polskich respondentów przyznaje się do kupowania więcej, niż są w stanie zużyć na bieżąco, a więc o 2 p.p. mniej niż miesiąc temu. To wciąż najwyższy wynik wśród europejskich państw, niemniej Polacy przestają być europejskim liderem w tej materii, bo tak samo odpowiedziało również 40 proc. Niemców, Włochów i Holendrów.

Minimalnie spadła w ciągu miesiąca popularność tzw. trendu convenience. Eksperci zauważają prawidłowość pomiędzy liczbą chętnych do płacenia za wygody podczas zakupów, a ogólnym poziomem obaw. Razem z rosnącym poczuciem bezpieczeństwa, zmniejsza się nasza skłonność do płacenia na przykład za dostawę zakupów do domu. Dziś pośród osób decydujących się zapłacić więcej za wygody, jest po równo tych, którzy robią to z myślą o ochronie swojego zdrowia jak i tych, którzy chcą zaoszczędzić czas (po 53 proc.).

Najnowsza edycja badania pokazuje, że na atrakcyjności tracą lokalni producenci. Chętniej niż od innych kupuje od nich 46 proc. ankietowanych Polaków – najmniej w historii badania. Podobnie jak w przypadku firm odpowiedzialnych społecznie. [NK1] Tylko 34 proc. ankietowanych wybiera produkty firm, które w ich opinii odpowiednio zareagowały na kryzys.

Polacy znów polują na okazje. Prawie połowa z nas przyznaje, że jest gotowa kupić rzecz, której w danej chwili nie potrzebuje, jeśli trafi na atrakcyjną cenę. To wzrost o 4 p.p. od początku kwietnia, kiedy odpowiedziało tak najmniej polskich ankietowanych w historii badania. Do poszukiwania korzystnych cen przyznaje się tyle samo Brytyjczyków, połowa Niemców i aż 54 proc. Irlandczyków, co dowodzi, że słabości do okazyjnych cen nie można łączyć z poziomem zamożności danego kraju – podsumowuje Michał Tokarski.

O badaniu
Najnowsza edycja badania była 18. globalnie i 15., w której wzięli udział konsumenci z Polski. W sumie eksperci Deloitte przebadali 18 krajów, oprócz Polski byli to mieszkańcy Australii, Kanady, Chin, Francji, Niemiec, Indii, Irlandii, Włoch, Japonii, Meksyku, Holandii, Korei Południowej, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Chile oraz RPA. Badanie zostało przeprowadzone na przełomie kwietnia i maja.

Banki centralne utrzymują nastawienie

Pomimo rosnącej inflacji oraz oczekiwań inflacyjnych w przyszłości banki centralne jeszcze nie reagują. Część stara się zaklinać rzeczywistość sugerując zewnętrzny charakter inflacji, część przygotowuje się jednak do działań.

Węgrzy nie zmieniają stóp procentowych

Pomimo przeszło 5% inflacji Węgrzy nie zdecydowali się na zmiany stóp procentowych. Bank centralny pozostawił je na niezmienionym poziomie 0,6%, jest on o 0,5% wyższy niż mamy obecnie w Polsce. Jak widać, potrzeba ułatwiania życia przedsiębiorcom jest w wielu miejscach świata znacznie ważniejsza niż rozpędzanie wzrostu cen i tworzenie się baniek spekulacyjnych. Z drugiej strony patrząc na interesy rządzących to właśnie wysoka inflacja oraz niskie stopy procentowe są dla nich bardzo korzystne. Nie powinno zatem dziwić, że w krajach o bardziej upolitycznionych gremiach decyzyjnych będzie większa presja na utrzymanie niskich stóp pomimo rosnącej inflacji. W przypadku Węgier miało to, co prawda, lekkie odbicie na utracie wartości przez forinta, ale i tak znajduje się on w silnym trendzie wzrostowym i mogła to być równie dobrze drobna korekta.

Sprzedaż domów w USA

Podobnie jak w przypadku używanych nieruchomości, również sprzedaż nowych domów za oceanem wyraźnie spowalnia. Gorsze od oczekiwań dane należy jednak rozpatrywać w szerszym kontekście. Wynik o ponad 10% słabszy od oczekiwań to z pewnością bardzo duża różnica w tym wskaźniku. Z drugiej strony obecny rezultat jest wyższy niż każdy miesiąc w roku przed pandemią. Amerykanie (podobnie jak inne nacje nauczone przygodą lockdownu) zauważyli, że przy mniejszej częstotliwości wychodzenia z domu w takich sytuacjach powierzchnia, na której się mieszka, jest znacznie ważniejsza. Wzrost sprzedaży pomimo rekordowo taniego pieniądza nie może jednak trwać wiecznie. Dolar przyjął te dane w miarę spokojnie, utrzymując się blisko ostatnich minimów względem euro.

Nowa Zelandia zmienia nastawienie

Królewski Bank Nowej Zelandii utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie 0,25%. Na uwagę zasługuje tutaj fakt, że kraj ten nie został jeszcze dotknięty wzrostem inflacji. Pomimo tego na podstawie prognoz w protokole po posiedzeniu znalazła się informacja o gotowości do podwyżek stóp procentowych nawet jeszcze w tym roku. Deklaracja ta spowodowała nagły wzrost zainteresowania dolarem nowozelandzkim, który niemal od razu zyskał na wartości około 1%.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Polska Izba Przemysłu Targowego: Dajcie nam wsparcie i sygnał, kiedy możemy zacząć działać!

O wskazanie planowanych – choćby w przybliżeniu – etapów i harmonogramu odmrażania branży targowej – zwraca się do premiera Polska Izba Przemysłu Targowego (PIPT). Ta zrzeszająca polskie firmy targowe organizacja chce też, aby prezes Polskiego Funduszu Rozwoju uruchomił Tarczę 3.0. dla branż najdłużej pozostających w zastoju – w tym dla tzw. Przemysłu Spotkań, do którego należy branża targowa. Postulowane zmiany miałyby ułatwić pozyskiwanie przez poszkodowane firmy  przemysłu spotkań koniecznego dla przetrwania obecnego kryzysu wsparcia finansowego, a także – rozpoczęcie odblokowywania imprez targowych oraz konferencyjnych m.in. poprzez usunięcie niespójności w obowiązujących na czas pandemii przepisach.

Cała branża spotkań, w tym również targowa, należy do tych, które najbardziej cierpią na wywołanym przez pandemię kryzysie. Przede wszystkim przez zakaz ich organizowania, a także znacznie mniejszą – w porównaniu do innych gałęzi usług – rekompensatę czy pomoc od państwa. – Czujemy się pomijani, zepchnięci na margines i lekceważeni. Od maja sukcesywnie odmrażanie są kolejne sektory gospodarki lub pojawiają się informacje o konkretnych datach ich odmrożenia, a o targach nie ma żadnej, choćby najmniejszej wzmianki – zauważa w liście do premiera Polska Izba Przemysłu Targowego, dodając, że w przeciągu ostatnich kilku miesięcy wysłała wiele pism i odbyła wiele rozmów m.in. z Prezydentem RP, przedstawicielami rządu, ministrami, właśnie w sprawie m.in. prognoz dotyczących odmrożenia targów. – Niestety nie uzyskaliśmy żadnej konkretnej odpowiedzi, co więcej, odnosimy wrażenie, że jesteśmy po prostu zbywani – pisze do szefa rządu Izba i przedstawia mu ponownie swój postulat: – Zwracamy się z prośbą o wskazanie planowanych – choćby w przybliżeniu – etapów i harmonogramu odmrażania branży targowej. Zważywszy na fakt, iż przygotowanie imprezy targowej trwa minimum 2-3 miesiące, uwolnienie targów „z dnia na dzień” byłoby dla branży targowej katastrofą. Natomiast informacja o orientacyjnym terminie odmrożenia targów ze stosownym wyprzedzeniem będzie dla nas i naszych klientów bezcenna – po raz kolejny apeluje PIPT, zwracając przy tym uwagę, że do pierwszych imprez mogłoby dojść dopiero jesienią, bowiem wakacje to tradycyjnie „martwy czas” dla tej branży.

Wskazuje też, że w czasie kilkunastomiesięcznego zamknięcia branży targowej potrzebne są środki na przetrwanie. Chodzi m.in. o codzienne utrzymanie infrastruktury konferencyjno-targowej czy zatrudnienia na takim poziomie, który pozwoliłby po ustaniu pandemii na natychmiastowe odrodzenie się imprez. W roku 2020 ponad 90% firm branży targowej odnotowało ponad 70%-wy spadek przychodów w stosunku do roku 2019, a o ponad 90% spadku przychodów odnotowało niemal 2 na 5 podmiotów. Dotychczasowa strata branży targowej szacowana jest już na ponad 2 mld PLN.

Dlatego też drugi apel Izba kieruje w tej sprawie do prezesa Polskiego Funduszu Rozwoju. – W imieniu firm branży targowej oraz innych branż zamkniętych, w związku z dramatyczną sytuacją, zwracamy się do Pana Prezesa z apelem o uruchomienie Tarczy PFR 3.0. dla branż najdłużej pozostających w zastoju – pisze Polska Izba Przemysłu Targowego. Wymienia poszczególne branże, które miałyby się znaleźć wśród beneficjentów tej tarczy. – Są to m.in.: branża targowo-kongresowa, branża eventowa, branża koncertów z kodami PKD, m.in: 82.30.Z, 73.11.Z, 79.12, 79.11B, 92.31.C, 92.31.G., 93.29.Z. Dzięki takiemu wsparciu firmy targowe nie tylko dotrwałyby do momentu odmrożenia, ale mogłyby odbudować swoje nadwątlone przez lockdown zasoby, aby móc wystartować z profesjonalnymi imprezami targowymi, jak tylko stanie się to możliwe.

Izba precyzuje też, że Tarcza 3.0. dotyczyłaby okresu od 1 kwietnia do 30 czerwca 2021 r. Uwzględniałaby w warunkach koniecznych do pozyskania wsparcia spadek przychodów z działalności podstawowej w wysokości co najmniej 50% w okresie trzech wskazanych miesięcy 2021 roku w porównaniu do tych samych miesięcy roku 2019. – Subwencja w ramach Tarcz PFR jest inwestycją w branżę targową, dzięki której budżet RP zostanie zasilony nie tylko przez podatki płacone przez firmy targowe, ale przede wszystkim przez polskie firmy, które dzięki targom będą mogły rosnąć w siłę na rynkach całego świata. Według najbardziej ostrożnej oceny, przed pandemią Covid-19 do budżetu państwa wpłynęło jedynie z branży targowej z tytułu zapłaconego podatku VAT ok. 0,5 mld zł – przypomina w swoim piśmie do PFR Polska Izba Przemysłu Targowego i ostrzega, że bez dalszego wsparcia finansowego branża targowa zostanie zdziesiątkowana. – A to oznacza utratę przez Państwo jednego z najefektywniejszych narządzi odbudowy i rozwoju polskiego biznesu i jego pozycji na rynkach międzynarodowych – zauważa i podkreśla, że o tym, że wsparcie branży spotkań i wydarzeń jest inwestycją w przyszłość rodzimego biznesu, wiedzą doskonale rządy wiodących europejskich gospodarek. – Władze czołowych europejskich krajów ochronę i rozwój branży targowo-kongresowej uznają za jeden z priorytetów strategii rozwoju gospodarczego, o czym świadczą kwoty przeznaczone tylko i wyłącznie na wsparcie sektora wydarzeń, w tym branży targowo-kongresowej, poszkodowanego przez pandemię koronawirusa: Niemcy – 642 mln Euro, Belgia – 434 mln Euro, Włochy – 370 mln Euro, Austria – 300 mln Euro, Francja – 200 mln Euro, Wielka Brytania (Szkocja) – 104 mln Funtów, Dania – 80 mln Euro, Luxemburg – 60 mln Euro.

Oprócz tego, w innych europejskich krajach, targi liczyć mogą już na stopniowe otwieranie, bowiem kilka tygodni temu udostępniły swoje plany i warunki funkcjonowania branży spotkań i targów.

– W niektórych krajach, takich jak np. Chiny czy Hiszpania, targi już się odbywają. W Wielkiej Brytanii dozwolone są imprezy targowe pod dachem do 1000 osób lub przy zachowaniu 50% pojemności obiektu, liczonej bez personelu, wykonawców i wystawców. Można tam również wznowić imprezy plenerowe do 4000 osób (lub 50% pojemności miejsca) – informuje Izba, precyzując, że w Niemczech poszczególne landy przygotowują się do imprez targowych: już w lipcu w Monachium (Bawaria) odbędą się „testowe” targi TrendSet, w Nadrenii Północnej – Westfalii odmrożenie targów nastąpi, jeśli 7 dniowy wskaźnik zachorowalności spadnie poniżej 50 osób na 100 tys. mieszkańców, w Dolnej Saksonii odmrożenie nastąpi, jeśli wskaźnik zachorowalności spadnie poniżej 100 osób na 100 tys. mieszkańców. We Włoszech ruszają targi od 15 czerwca. Francja pozwala na organizację wydarzeń od 9 czerwca dla 50% uczestników z maksymalnym limitem 5 000 osób (z francuskim „paszportem szczepionkowym”), natomiast od 30 czerwca rząd francuski przewiduje możliwość zorganizowania „dowolnego wydarzenia”, które gromadzi ponad 1000 osób (z francuskim „paszportem szczepionkowym”), z zachowaniem reżimu sanitarnego i dystansu społecznego.

Podobne postulaty dla całej branży spotkań przedstawiła również Rada Przemysłu Spotkań i Wydarzeń, której PIPT jest członkiem założycielem.

9 na 10 przedsiębiorców spodziewa się strat w wyniku Polskiego Ładu

Aż 87% przedsiębiorców deklaruje, że zmiany zapowiadane w Polskim Ładzie będą dla ich firm niekorzystne – wynika z badania firmy inFakt. Zmiana składki ZUS spowoduje wzrost kosztów w zakresie składki zdrowotnej u 85% badanych. Przedsiębiorcy rozliczający się podatkiem liniowym zapłacą prawie 4 tysiące więcej w skali roku. 

Założenia Polskiego Ładu to w ostatnich tygodniach jeden z głównych tematów poruszanych przez media. Nie dziwi więc, że aż 70% przedsiębiorców badanych przez firmę inFakt zdążyła, choćby pobieżnie, zapoznać się z planowanymi zmianami. Co piąty respondent deklaruje nawet, iż zrobił to bardzo dokładnie. Jak ankietowani przedsiębiorcy oceniają Polski Ład?

Wyższy ZUS dla lepiej zarabiających

Aż 85% respondentów szacuje, że w wyniku zmian ich składki zdrowotne wzrosną. Zaledwie 2% badanych przewiduje spadek kosztów przeznaczanych na ubezpieczenie zdrowotne. Co dziesiąty ankietowany jeszcze nie wie, jakie konsekwencje będą mieć dla niego wprowadzone zmiany.9 na 10 przedsiębiorców spodziewa się strat w wyniku Polskiego Ładu

Dr Anna Czarczyńska z Akademii Leona Koźmińskiego zauważa, że na zmianach stracą głównie małe i średnie przedsiębiorstwa, które i tak ucierpiały już w wyniku pandemii.

To dzięki polskim firmom gospodarka nie stanęła mimo kolejnych lockdownów. To firmy poniosły koszty dostosowywania się do wyśrubowanych reżimów sanitarnych. Małe i średnie przedsiębiorstwa ucierpiały najbardziej przez obostrzenia i dziurawy system tarcz antykryzysowych. Pojawiają się zapowiedzi kolejnego planu strategicznego, który bynajmniej nie uspokaja sytuacji, a raczej wprowadza element ryzyka wzrostu kosztów prowadzenia działalności gospodarczej, ale też niepewności, że to jeszcze nie koniec nowości i że kierunek tych zmian bynajmniej nie jest wspierający. Jest to najgorszy możliwy moment, bo przecież właśnie teraz warto zacząć planować inwestycje i kolejne ekspansje na postpandemicznym, nieco wyposzczonym rynku – komentuje dr Czarczyńska.

Niższe podatki? Nie dla każdego

38% badanych przedsiębiorców szacuje, że proponowane przez Polski Ład zmiany w opodatkowaniu przyczynią się do wzrostu podatków płaconych przez ich firmy. Wynika to głównie z braku możliwości odliczenia składki zdrowotnej od podatku.9 na 10 przedsiębiorców spodziewa się strat w wyniku Polskiego Ładu 2

„Metody” na Polski Ład – optymalizacja podatków i podniesienie cen

Prawie połowa badanych przedsiębiorców w odpowiedzi na zapowiadane zmiany będzie próbować obniżać koszty poprzez optymalizację podatków. Co czwarty ankietowany planuje podnieść ceny swoich produktów lub usług. Blisko 30% respondentów zadeklarowało przewidywaną zmianę w formie prowadzenia działalności (założenie spółki, likwidacja, zawieszenie).optymalizacja podatków i podniesienie cen

Jak widać, już na etapie zapowiedzi plan ten generuje impuls inflacyjny i ogranicza naturalną w sytuacji ożywienia koniunktury chęć rozwijania działalności gospodarczej – wskazuje Czarczyńska

Czy założenia Polskiego Ładu wejdą w życie?

Blisko ¾ badanych przedsiębiorców przewiduje, że zmiany zapowiadane w Polskim Ładzie wejdą w życie, chociaż częściowo (29% uważa, że proponowane zmiany dla firm zostaną wprowadzone w całości). Tylko 3% ankietowanych sądzi, że propozycje rządu nie wejdą w życie. Zdaniem Czarczyńskiej założenia Polskiego Ładu nie są ostateczne i reakcja ze strony społeczeństwa i przedsiębiorców może doprowadzić do zmiany niektórych rozwiązań.

Jeszcze nie jest za późno. Widać, że pod presją społeczną udaje się wymusić modyfikacje szczegółowych rozwiązań, więc tym bardziej trzeba zabierać głos i walczyć o równe reguły gry i przewidywalność warunków. Chodzi także o ekwiwalentność podatkową, czyli zapewnianie przez państwo świadczenia usług publicznych na godnym poziomie bez marnowania naszych pieniędzy.

Badanie zostało zrealizowane w maju 2021 przez firmę inFakt na próbie 2303 przedsiębiorców.

O jedną czwartą wypadków mniej w polskich firmach w 2020 roku. Przez pandemię

Główny Urząd Statystyczny podał wstępne dane dotyczące wypadków przy pracy w polskich przedsiębiorstwach w 2020 roku. Było ich o prawie 25 proc. mniej niż w roku ubiegłym. Spadł też wskaźnik wypadkowości z 6,15 do 4,62. Eksperci są zgodni, że na liczbę zgłaszanych do PIP wypadków miała wpływ pandemia.

Jak podaje GUS, w sumie w 2020 roku o 62740 osób zostało poszkodowanych w wypadkach przy pracy. Wzrosła nieznacznie (o 0,1 proc. w stosunku 2019 r.) liczba wypadków śmiertelnych, natomiast o 4,9 proc. zmniejszyła się liczba osób poszkodowanych w wypadkach ciężkich. W sumie wypadków było o jedną czwartą mniej niż przed rokiem.Na liczbę zgłaszanych wypadków miała wpływ pośrednio pandemia koronawirusa, a bezpośrednio – przestoje i spowolnienie wywołane lockdownami i czasowym zamykaniem poszczególnych branż – twierdzi Ewa Gawrysiak, ekspertka Koalicji Bezpieczni w Pracy, sales and end user marketing manager Eastern Europe & Russia w firmie TenCate Protecive Fabrics. Warto zauważyć, że choć ogólna liczba wypadków spadła, to w przypadku zdarzeń śmiertelnych pozostała na podobnym poziomie do roku ubiegłego – dodaje.

Najbardziej niebezpieczne górnictwo i wydobywaniefot. GUS – branże wypadkowość

W podziale według rodzajów działalności gospodarczej najwyższy wskaźnik wypadkowości odnotowano w sekcjach: górnictwo i wydobywanie (13,18), dostawa wody; gospodarowanie ściekami i odpadami; rekultywacja (11,97) oraz opieka zdrowotna i pomoc społeczna (7,74), natomiast najniższy w sekcjach: informacja i komunikacja (0,71) działalność profesjonalna, naukowa i techniczna (1,16) oraz działalność finansowa i ubezpieczeniowa (1,17). – Wśród branż o wysokiej wypadkowości zestawienie otwiera górnictwo i wydobywanie, które od lat znajduje się w czołówce sektorów o wysokim ryzyku wypadków. Sektor ten też był stosunkowo odporny na spowolnienie, branża nie odnotowała tąpnięcia w liczbie zamówień, więc wiele zakładów pracowało pełną parą, co również przekłada się na statystyki dotyczące wypadkowości – mówi Elżbieta Rogowska, ekspertka Koalicji Bezpieczni w Pracy, wiceprezes do spraw operacyjnych w firmie PW Krystian.Patrząc na dane widzimy, że niemal wszystkie branże notują znaczny spadek wskaźnika wypadkowości. Niechlubnymi wyjątkami pozostają natomiast budownictwo i energetyka, które utrzymują ten wskaźnik na podobnym poziomie jak w latach przedpandemicznych. To pokazuje, jak istotna w przypadku tych sektorów jest kwestia przypominania o zasadach bezpieczeństwa, a przede wszystkim ich egzekwowanie na stanowisku pracy  – uważa Elżbieta Rogowska.fot. GUS – przyczyny wypadków

Nadal kluczowa edukacja

Najczęstszą przyczyną wypadków było nieprawidłowe zachowanie się pracownika (prawie 61 proc. przypadków), którzy najczęściej (36,1 proc.) byli w tym momencie w ruchu. Większość, a więc ponad jedna trzecia urazów, to urazy kończyn dolnych. – Rok 2020 dla całej gospodarki, również pod kątem bezpieczeństwa pracy, był wyjątkowy. Temat bhp chyba w każdej firmie był jednym ze strategicznych obszarów zarządzania, jednak to nie powinno usypiać naszej czujności. Należy pamiętać, że wypadku przy pracy nie da się wyeliminować, możemy jedynie ograniczać jego ryzyko. Jak pokazują statystyki GUS nadal to nieprawidłowe zachowanie pracownika jest najczęstszą przyczyną wypadków, dlatego tak duży nacisk powinno się położyć na edukację, szkolenia i popularyzację tematu bezpieczeństwa pracy – przypomina Anna Jabłońska, przewodnicząca Koalicji Bezpieczni w Pracy, dyrektor zarządzająca CWS.

Vercom z 67 proc. wzrostem przychodów w I kw. 2021 r.

Vercom osiągnął w minionym kwartale bardzo dobre wyniki. Przychody wzrosły o 67 proc. rdr i wyniosły 38,5 mln zł, EBITDA zwiększyła się o 38%, do 7,7 mln zł, a zysk netto urósł o 28% i osiągnął wartość 5,8 mln zł. Dynamiczny wzrost skali biznesu to efekt pozyskania nowych klientów, rozwój skali biznesu obecnych klientów i dosprzedaży im nowych usług oraz przejęcia ProfiSMS.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników osiągniętych w I kwartale. Konsekwentnie budujemy jedną z wiodących platform CPaaS w regionie CEE. Realizujemy to poprzez organiczne pozyskiwanie nowych klientów jak i poprzez akwizycje, a także rozszerzenie zakresu współpracy oraz cross-selling naszych usług do obecnych klientów. Tak wysoka dynamika wzrostów w minionym kwartale cieszy w szczególności biorąc pod uwagę relatywnie wysoką bazę analogicznego kwartału roku poprzedniego. W marcu i kwietniu 2020 r. miał miejsce jednorazowy silny wzrost komunikacji kryzysowej, związanej z wprowadzeniem obostrzeń epidemicznych. – mówi Krzysztof Szyszka, prezes zarządu Vercom.

W I kw. 2021 r. liczba klientów Vercom zwiększyła się o 42 proc. rdr. i wyniosła 11,5 tys. Wskaźnik miesięcznego ARPU (średni przychód na klienta) osiągnął wartość 1,12 tys. zł, co oznacza wzrost 17 proc. rdr. Warty podkreślenia jest także wysoki wskaźnik NER (sprzedaż do powtarzalnej grupy klientów), który za ostatnie 12 miesięcy w I kw. 2021 r. wyniósł 124 proc. Vercom, dzięki wysokiemu tempu wzrostu EBITDA oraz efektywnemu zarządzaniu kapitałem obrotowym, dynamicznie zwiększył o 44 proc. poziom środków pieniężnych generowanych z działalności operacyjnej, które wyniosły 8,1 mln zł. Pozwala to generować wysokie nadwyżki gotówkowe oraz efektywnie realizować nakłady inwestycyjne.

Miniony kwartał to także okres poświęcony przygotowaniom do IPO, które zakończyło się sukcesem i pozyskaniem 180 mln zł, które Vercom przeznaczy na akwizycje. Akcje i prawa do akcji zadebiutowały na GPW 6 maja.

– Za nami okres bardzo intensywnej i angażującej pracy związanej z procesem IPO. Co warte podkreślenia, mimo to udało nam się wypracować w tym okresie bardzo dobre wyniki finansowe. Naturalnie teraz w pełni możemy poświęcić się rozwojowi biznesu i wykorzystaniu pozyskanych środków z IPO. Pierwszych akwizycji spodziewamy się w ciągu najbliższych miesięcy. – dodaje Tomasz Pakulski, członek zarządu Vercom.

Vercom chce dalej kontynuować dynamiczny wzrost, skupiając się na filarach rozwoju, którymi są akwizycje oraz wzrost organiczny. Spółka na akwizycje planuje przeznaczyć około 250 mln zł, z czego 170 mln zł będzie pochodzić z przeprowadzonej z emisji akcji. Z kolei pozostałe 80 mln zł ma pochodzić z finansowania dłużnego. Obecnie trwa analiza i selekcja podmiotów, pierwszych akwizycji należy spodziewać się w ciągu najbliższych miesięcy.

Historia jednego tweeta, który załamał giełdę kryptowalut

Elon Musk za pomocą jednego wpisu na portalu Twitter potrafi wywindować cenę Bitcoina do historycznych maksimów, ale także ma tę władzę, aby jego wartość znacznie obniżyć (przykładowo z ponad 200 tys. zł do nawet poniżej 140 tys. zł w maju br.). Czy więc można powiedzieć, że od jednego tweeta, który ma 280 znaków, często zależą życiowe oszczędności ludzi? Po ostatniej informacji opublikowanej przez Muska oraz decyzji chińskiego rządu, kurs kryptowaluty bardzo mocno ucierpiał – nawet o 30%. Sytuacja ta pokazuje jak niedojrzały jest jeszcze ten rynek. Czy to słuszne, że jeden człowiek posiada tak duży wpływ na finanse tak wielu? Tłumaczy Aleksander Pawlak, prezes firmy Tavex.

Bitcoin, ale także inne kryptowaluty, od kilku lat nieustannie są na ustach mediów, które chętnie informują o kolejnych zamieszaniach na tych rynkach. Warto wiedzieć, że od momentu powstania najpopularniejszej kryptowaluty (2009 rok) – Bitcoina – wciąż nie udało się jej uregulować. W wyniku tego, co jakiś czas obserwujemy gwałtowne korekty na wykresie cenowym wirtualnych walut (nawet ponad 30%). Przykładowo jeszcze na początku 2020 roku wartość BTC plasowała się na poziomie około 30 tys. zł, w marcu 2021 r. było to już ponad 220 tys. zł. Natomiast obecnie jest to nieco ponad 138 tys. zł. I cały czas się zmienia. Szerokim echem (i spadkami na rynkach) odbił się ostatni wydany w maju br. zakaz w Chinach dla instytucji finansowych w oferowaniu usług związanych z Bitcoinem. Pomimo upływu lat wciąż trudno znaleźć realne rozwiązanie na problemy związane z tym aktywem.

W zamieszaniu, które możemy obserwować od tygodnia, dużą rolę odgrywa jeden człowiek – Elon Musk. Na początku roku, po informacji o inwestycji 1,5 mld USD w Bitcoina przez Teslę, kurs kryptowaluty wzrósł momentalnie o 10% pokonując kolejne historyczne maksima, czyli wówczas 160 tys. zł. Odwrotna sytuacja miała miejsce w maju br., kiedy Tesla ogłosiła, że ze względów ekologicznych nie będzie akceptować płatności tym środkiem. W tym wypadku 280 znaków tweeta zadecydowało o miliardowych stratach i o gwałtownym zmniejszeniu się oszczędności wielu ludzi.

Warto również wspomnieć o tym, że Bitcoin ma bardzo duże potrzeby energetyczne, bez których nie ma możliwości jego pozyskania i utrzymania sieci. Działa to niestety na niekorzyść wartości aktywa – właśnie z tego powodu firma Elona Muska zrezygnowała z możliwości akceptacji płatności w Bitcoinach. Wskutek tego traci on względem innych kryptowalut, czy innych sposobów lokowania kapitału, w tym metali szlachetnych.

Rynek kryptowalut jest bardzo niestabilny – to wiemy od dawna. Kieruje się on sentymentem i samospełniająca się przepowiednią, która polega na fakcie, że dopóki ludzie wierzą we wzrosty to cena aktywa będzie rosła. Niestety podobnie, tylko w drugą stronę, jest ze spadkami. Są one bardzo bolesne dla mniej doświadczonych inwestorów, którzy trzymając dużą część swoich oszczędności w tym aktywie czekają na moment odbicia. Niestety w wielu przypadkach często wiąże się to z jeszcze większą stratą. Właśnie z tego powodu bardzo ważna jest dywersyfikacja portfela inwestycyjnego – przy takich sytuacjach ucierpi tylko część naszych środków finansowych.

Obserwując procesy, które mają miejsce w świecie wirtualnych walut, trzeba zdać sobie sprawę, że to miejsce cechujące się bardzo dużą zmiennością. Jednego dnia możemy zanotować podwojenie swoich oszczędności, a kolejnego stracimy 75% z nich. Warto, szczególnie na początku swojej drogi inwestycyjnej, rozlokować środki pieniężne w kilku miejscach.

Rynkiem charakteryzującym się większą stabilnością jest rynek metali szlachetnych – na przykład złota. Na tle Bitcoina oraz Ether (druga przodująca waluta cyfrowa) złoto aktualnie wyraźnie zyskuje. Wpływ na to ma m.in. rosnąca inflacja oraz korekty na rynku kryptowalut, które skłaniają inwestorów do transferu środków do bezpieczniejszego środowiska.

Dobre wyniki finansowe SPAR GROUP

SPAR GROUP odnotowała po 6 miesiącach roku finansowego zakończonego 31 marca 2021 roku wzrost obrotów na wszystkich rynkach, na których działa (RPA, Szwajcaria, Irlandia, Wyspy Brytyjskie, Sri Lanka i Polska) – łącznie o 7,5% do 64,2 mld randów. Zysk operacyjny wzrósł o 28,1% do 1,7 mld randów, dzięki wyjątkowo dobrym wynikom w Szwajcarii i Irlandii. SPAR w Polsce koncentruje się na zwiększaniu lojalności partnerów detalicznych i osiągnięciu rentowności – obroty w raportowanym okresie wzrosły o 32,2% (26,9% w złotych).

W pierwszym półroczu roku finansowego 2020/2021 SPAR w RPA zmodernizował 159 sklepów we wszystkich formatach, w tym 76 supermarketów SPAR. Grupa rozwinęła innowacyjne koncepty wewnątrz sklepów: Chikka Chicken, BeanTree, SPAR Natural. Zwiększył się także udział marek własnych w przychodach do 24,2% obrotów, w tym marki SPAR do 16,6% obrotów (wzrost o 5%).

“Jako GRUPA koncentrujemy się na wzmocnieniu łańcuchów dostaw, wzroście organicznym, budowaniu relacji z partnerami detalicznymi i jak najszybszym odpowiadaniu na potrzeby klientów. Takie założenia realizujemy także w Polsce – gdzie priorytetem jest ponadto osiągnięcie rentowności biznesu. Bardzo cieszy nas zakończony proces sanacji w spółkach z Grupy Piotr i Paweł, który wydłużył się ze względu na pandemię. Oczekujemy, że polski biznes jeszcze w tym roku finansowym istotnie zwiększy udział w przychodach całej Grupy SPAR. We wszystkich krajach mocno inwestujemy w digitalizację biznesu, systemy eko i modernizację infrastruktury w celu dalszego polepszania efektywności” – podkreśla Wayne Hodson, prezes zarządu Wasz Sklep SPAR.

70% Polaków popiera zmiany w kodeksie pracy dot. badania trzeźwości pracowników

Obecne przepisy nie pozwalają pracodawcy sprawdzić trzeźwości pracownika nie tylko wykonującego obowiązki zdalnie, ale nawet w biurze czy na budowie. Zdaniem prawie 70% Polaków powinno się to zmienić. W rządzie trwają prace w tym kierunku.

Niemoc pracodawców

Obecny kodeks pracy nie pozwala pracodawcy przeprowadzić wyrywkowej kontroli trzeźwości pracowników ani zleceniobiorców. Nie istnieje również możliwość niedopuszczenia do wykonywania pracy, nawet jeśli zachodzi uzasadnione podejrzenie, że pracownik znajduje się pod wpływem alkoholu bądź spożywał go w trakcie pracy. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy są przepisy dotyczące ochrony danych osobowych.

Ma się to niedługo zmienić. W III kwartale tego roku projekt zmian powinien zostać przyjęty przez Radę Ministrów i skierowany do Sejmu. Co istotne, kontroli trzeźwości będą mogli podlegać też pracownicy zdalni. Z badania SW Research dla AlcoSense Laboratories* wynika, że takie zmiany popiera prawie 70% Polaków. Z kolei przeciw jest jedynie 12% respondentów, a co piąty nie ma zdania.

Sprawdzanie trzeźwości przez pracodawców – wykresNa kacu w pracy

Z badań dla AlcoSense Laboratories** wynika też, że przychodzenie na kacu do pracy w Polsce jest realnym zjawiskiem. Prawie 29% respondentów przyznało się do kilkukrotnej pracy na kacu. Z kolei u niespełna 4% jest to rutyna.

Można domniemywać, że praca pod wpływem alkoholu również stanowi problem. Tym bardziej, że obecne przepisy mogą wzmagać poczucie bezkarności nietrzeźwych pracowników oraz zleceniobiorców. Szczególnie tych, którzy wykonują swoje obowiązki zdalnie.

Nawet pomijając aspekt nielegalności pracy pod wpływem alkoholu oraz zmniejszonej wydajności pracownika, nie można zbagatelizować zwiększonego ryzyka wypadków. Zmiany w prawie powinny spowodować, że pracownik kilkukrotnie się zastanowi, zanim stawi się do pracy pod wpływem alkoholu komentuje Hunter Abbott, ekspert z firmy AlcoSense Laboratories.

Badanie: Polacy o sztucznej inteligencji w rekrutacji

Blisko 2/3 Polaków nie miałoby nic przeciwko, gdyby przy ich rekrutacji do pracy wykorzystano sztuczną inteligencję – wynika z badania Pracuj.pl. Nie oznacza to jednak, że użycie AI (ang. artificial intelligence) przez działy HR nie budzi kontrowersji. Największe wątpliwości związane są z podejmowaniem przez nią ostatecznej decyzji o zatrudnieniu. Technologie coraz odważniej wchodzą w codzienność rekrutacji, a smartfony, sieć i media społecznościowe stały się codziennym narzędziem szukania pracy przez kandydatów.

Najważniejsze informacje:

  • 2/3 Polaków nie byłoby zniechęconych do rekrutacji, gdyby wspierała ją AI.
  • Najbardziej pozytywnie odbierane jest wsparcie AI przy przygotowaniu CV.
  • 9 na 10 badanych wykorzystuje smartfony i sieć przy szukaniu pracy.
  • Narzędzia szukania pracy: portale z ofertami, social media i wyszukiwarki.
  • Co trzeci szukający pracy sięga po rekrutacyjne aplikacje mobilne.

Cyfrowa rekrutacja tu i teraz

W pierwszym tekście z serii opartej na raporcie Pracuj.pl „Cyfrowa ewolucja kariery” wykazywaliśmy, że Polacy są świadomi rosnącej roli technologii i kompetencji cyfrowych w życiu zawodowym. W drugim materiale pokazywaliśmy, jak dużą rolę przy codziennym wykonywaniu obowiązków zajmują obecnie media społecznościowe. W trzeciej odsłonie badań przyglądamy się natomiast zagadnieniu budzącemu często duże kontrowersje – czyli rozwojowi sztucznej inteligencji i jej wdrażaniu w procesy HR. Analizujemy też wypowiedzi reprezentatywnej grupy ponad tysiąca Polaków na temat bardziej „przyziemnych” aspektów wykorzystania technologii przy szukaniu nowej pracy.Cyfrowa rekrutacja

Algorytmy nie takie straszne

Trudno ukryć, że w kontekście rynku pracy sztuczna inteligencja bywa często stawiana w roli czarnego charakteru i zagrożenia dla miejsc pracy. Jak szacuje McKinsey Institute, przy maksymalnym wykorzystaniu dostępnych współcześnie technologii w ręce robotów, inteligentnego oprogramowania i algorytmów mógłby być oddany ekwiwalent 64% czasu pracy w firmach produkcyjnych i 44% czasu działań finansistów w Polsce.

Rzeczywiście, wsparcie robota czy algorytmu w procesach HR jest dziś coraz częstszym zjawiskiem w biznesie. Większość realizacji wciąż nie odzwierciedla jednak wyobrażeń z filmów science fiction, a zadaniem sztucznej inteligencji wciąż jest głównie odciążanie rekruterów i kandydatów przy bardziej „mechanicznych” zadaniach.Cyfrowa rekrutacja 2

Eksperci Pracuj.pl zapytali respondentów o to, jak zareagowaliby na informację o zaangażowaniu AI we wstępną selekcję CV kandydatów na stanowisko pracy, które ich interesuje. Jak się okazuje, wspomniany fakt nie miałby negatywnego wpływu na postawy 64% respondentów – aż 43% badanych nie zmieniłoby swojego nastawienia do rekrutacji, a co piąta osoba (21%) byłaby nawet bardziej skłonna do aplikowania. W gronie osób zniechęconych do starań o pracę znalazło się 36% badanych.Cyfrowa rekrutacja 3

Badacze sprawdzili także, czy na postawę respondentów wobec wspomnianej rekrutacji miałyby dodatkowe analizy, które udowadniałyby pozytywny wpływ wykorzystania sztucznej inteligencji na trafność doboru dopasowanych kandydatów. Informacja ta wyraźnie zmieniłaby postawę znaczącego odsetka badanych. Po wprowadzeniu wspomnianej modyfikacji do pytania zmalało grono osób niechętnych rekrutacji z udziałem AI (26%), a zwiększyła się grupa badanych o neutralnej postawie (46%) oraz tych, których motywacja by wzrosła (29%).

Wiele treści dotyczących sztucznej inteligencji skupia się na potencjale przejmowania przez nią miejsc pracy czy na zagrożeniach związanych z nieodpowiedzialnym wykorzystaniem Big Data. To ważne wyzwania, ale zbyt rzadko podkreśla się zalety AI i jej wpływ na nasz codzienny komfort. Warto zwrócić uwagę na fakt, że niechęć części badanych wobec sztucznej inteligencji w rekrutacji maleje w wypadku, gdy dostają dowody jej korzystnego wpływu na trafność wyboru kandydata. To ważna informacja pokazująca, że proces adaptacji AI w HR powinien być prowadzony w sposób transparentny, przedstawiający efekty i rozwiewający wątpliwości co do przyczyn jej wykorzystania
-– komentuje Maciej Chwiłoc, Dyrektor ds. Rozwoju Technologii w Grupie Pracuj.

Jak podkreśla Maciej Chwiłoc, w Grupie Pracuj od lat testowane i sprawdzane są różne formy zastosowania sztucznej inteligencji. Należą do nich choćby modele uczenia maszynowego wspomagające mailing czy tzw. deep learning wspierający funkcjonowanie portalu Pracuj.pl i innych rozwiązań firmy. Testowane są także różnorodne rozwiązania pozwalające jak najlepiej zrozumieć układ i treść ogłoszeń.

Stopniowe oswajanie Big Data i AI

Wyzwaniem dla wdrożeń sztucznej inteligencji w rekrutacji w najbliższych latach są niewątpliwie mieszane odczucia, jakie znaczny odsetek badanych wyraża wobec wykorzystania jej przy bardziej strategicznych, zaawansowanych procesach HR. Według badania Pracuj.pl najmniejszy entuzjazm wykazywany jest wobec podejmowania przez AI ostatecznej decyzji o zatrudnieniu – takie działanie pozytywnie ocenia zaledwie 33,5% badanych, niewiele mniej ma do niego negatywny stosunek (31,5%). Tylko nieco mniej kontrowersji budzi prowadzenie rozmowy kwalifikacyjnej online przez bota (43% pozytywnych ocen) oraz wstępna selekcja CV przez AI (44,5%).Cyfrowa rekrutacja 4

Stosunkowo małe kontrowersje budzi wśród badanych wsparcie AI przy przygotowaniu się do aplikowania – ponad połowa badanych pozytywnie ocenia możliwość otrzymania sugestii do treści CV od sztucznej inteligencji lub autouzupełnianie przez nią CV na podstawie dostępnych danych. Negatywnie do tych dwóch aspektów odnosi się nieco ponad co dziesiąty badany. Niemal równie rzadko Polacy artykułują wyraźnie negatywny stosunek wobec porad zawodowych od AI i botów rekrutacyjnych.

Osobny charakter w stosunku do pozostałych kwestii miało pytanie o kontrolę wyników pracy przez sztuczną inteligencję, na podstawie analizy danych z komputera służbowego. Pytanie jako jedyne nie odnosiło się do kwestii rekrutacji – a do realizacji obowiązków. Respondenci w 39% przypadków mieli pozytywne podejście do kontroli przez AI.

Przy analizie danych o sztucznej inteligencji w rekrutacji warto zauważyć dość sporą liczbę odpowiedzi neutralnych. Można założyć hipotezę, że Polacy wstrzymują się od bardziej konkretnych ocen wielu kwestii związanych z AI ze względu na niedostateczną wiedzę lub brak osobistego stosunku do zagadnienia sztucznej inteligencji.

Cyfrowe szukanie pracy, czyli nie tylko portale

Sztuczna inteligencja to jeden z bardziej efektownych aspektów cyfryzacji świata rekrutacji. Warto jednak zwrócić uwagę, że niemal codziennie zachodzą w tym obszarze inne transformacje – na mniejszą skalę, ale równie istotne dla kandydatów i rekruterów.Cyfrowa rekrutacja 5

Korzystanie z telefonu komórkowego podczas poszukiwania pracy deklaruje aż 92% Polaków szukających obecnie nowej pracy. Niemal tyle samo (91%) respondentów deklaruje, że poszukując pracy korzysta z sieci. Badania Pracuj.pl potwierdzają także, że choć używanie obu tych narzędzi przy rekrutacji może wydawać się oczywiste, technologie wykluczają część pracowników 45+. W tej grupie wiekowej udział osób nie korzystających przy szukaniu pracy ze smartfona (13%) i internetu (14%) jest wyraźnie wyższy niż w innych grupach.

A jak wygląda sytuacja w przypadku narzędzi dostępnych online? Według odpowiedzi respondentów szukających nowego miejsca zatrudnienia najpopularniejsze pozostają portale z ofertami pracy – sięga po nie 72% badanych Polaków. Zamieszczane na nich ogłoszenia dla wielu z nich stanową podstawowe i bazowe źródło poszukiwania ofert w sieci. Ogłoszenia m.in. z Pracuj.pl dziś są nie tylko obecne na stronach głównych portali z ogłoszeniami, ale także publikowane na kanałach społecznościowych, udostępniane znajomym, promowane w wyszukiwarkach i na stronach firmowych.Cyfrowa rekrutacja 6

Badanie pokazuje rosnącą popularność w rekrutacji ogólnych mediów społecznościowych, takich jak np. Facebook czy Instagram. Sięga po nie 54% badanych poszukujących pracy – wynik ten podkreśla siłę tych kanałów, większą nawet od wyszukiwarek internetowych (52%). Jednocześnie jednak należy podkreślić, że dużo mniejszy udział w badaniu uzyskały biznesowe serwisy społecznościowe (28%).

Poszukiwania pracy – coraz bardziej mobilne

Warto zwrócić uwagę na stosunkowo duży udział badanych deklarujących korzystanie przy szukaniu pracy z aplikacji mobilnych (35%). Wpływ na to może mieć oczywiście rosnące znaczenie smartfonów w codziennej komunikacji, a także konsumpcji treści w sieci. Przykładem jest aplikacja Pracuj.pl – w 2020 roku za jej pośrednictwem szukało pracy 1,2 mln unikalnych użytkowników, którzy wyświetlili oferty 62 mln razy i wysłali ponad 8 mln CV.Cyfrowa rekrutacja 7

Otwartość Polaków na wykorzystanie tego narzędzia w rekrutacji pokazują także najnowsze badania Pracuj.pl. 64% respondentów podchodzi pozytywnie do perspektywy poszukiwania pracy przez aplikację mobilną. Kolejne 28% ma neutralny stosunek do tego rozwiązania, a tylko 5% – negatywny. Aplikacje z ofertami pracy mają także dodatkowy atut, którym są personalizowane powiadomienia o ogłoszeniach dopasowanych do preferencji użytkownika. 67% badanych chciałoby otrzymywać takie notyfikacje, 22% – ma do tego obojętny stosunek, a 10% – ocenia je negatywnie.

To dopiero początek

Według analiz WorkTech by Larocque fundusze venture capital przeznaczyły w 2020 roku aż 5 miliardów dolarów na inwestycje w projekty HR Tech – wspierające wdrożenia nowoczesnych technologii w procesach kadrowych i rekrutacyjnych. To drugi najwyższy wynik w ciągu ostatniej dekady, osiągnięty mimo pojawienia się pandemii koronawirusa. Można się więc spodziewać, że w najbliższych latach obserwować będziemy jeszcze większe wykorzystanie technologii w rekrutacji, w tym zastosowanie algorytmów do budowy bardziej skutecznych rozwiązań wspierających rekruterów i osoby aplikujące o pracę.

Wciąż czeka nas wiele pracy w obszarze szkolenia i zwiększania biegłości cyfrowej Polaków. Jednak technologie to część codziennego życia zawodowego większości z nas – nie tylko informatyków, ale także pracowników biurowych, specjalistów w różnych dziedzinach, fachowców pracujących fizycznie. Coraz odważniej wykorzystujemy sztuczną inteligencję do wsparcia rekrutacji, a sieć do szukania pracy. W którą stronę nie spojrzymy, tam dostrzegamy jedno: rosnącą rolę kompetencji cyfrowych w niemal wszystkich obszarach i specjalizacjach na rynku pracy -– podsumowuje Rafał Nachyna, Dyrektor Zarządzający Pracuj.pl.

Większość notowanych w bazie KRD dłużników czynszowych nie płaci również innych zobowiązań

Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że co prawda w 2020 r. suma nieuregulowanych zaległości czynszowych wzrosła o blisko 10 proc. i wyniosła 464 mln zł, jednak złożyły się na to głównie problemy czterech województw – śląskiego, mazowieckiego, łódzkiego i dolnośląskiego. W większości pozostałych zmiany były niewielkie, a w niektórych, zwłaszcza w drugiej połowie roku, poziom zadłużenia nawet nieznacznie spadał. Największe problemy z regulowaniem swoich zobowiązań mają osoby w średnim wieku oraz starsi. Dodatkowo dla 66 proc. dłużników niezapłacone rachunki za lokum to nie jedyne zaległe zobowiązania.

Łączne zadłużenie w bazie Krajowego Rejestru Długów osób mających problemy z terminowym regulowaniem opłat za czynsz wynosi obecnie blisko 426,5 mln zł. Prawie połowę zaległości (205,25 mln zł) stanowią niezapłacone rachunki lokatorów w wieku między 46 a 55 oraz 56 a 65 r.ż. Z największą liczbą zobowiązań (9 377) muszą się z kolei mierzyć osoby wieku 36-45 lat. Więcej do spłacenia mają kobiety, których zadłużenie w bazie KRD wynosi blisko 226 mln zł, czyli 52 proc. wszystkich zaległości czynszowych.

W 2020 r. zadłużenie systematycznie rosło aż do końca listopada, kiedy osiągnęło poziom ponad 467 mln zł. Zmiany w statystykach dotyczących dłużników czynszowych przyniósł początek 2021 r., kiedy to mogliśmy zaobserwować spadek sumy wszystkich zaległości.

Zadłużenie w wysokości ceny mieszkania

Najwięcej do oddania mają mieszkańcy województwa śląskiego. Ich zaległości czynszowe to ponad 160 mln zł. Kolejne na liście zadłużonych są Mazowsze (60,6 mln zł) i Opolszczyzna (49,6 mln zł). To ostatnie województwo, to intersujący przypadek, ponieważ ma najmniejszą w skali kraju liczbę mieszkańców. Dodatkowo, w przeciwieństwie do kilku pozostałych województw, w opolskim w 2020 r. łączne zadłużenie czynszowe regularnie spadało. Na dokładkę mieszka tu najbardziej zadłużony lokator w Polsce. To 81-letni mężczyzna z Opola, który ma do oddania blisko 540 tys. zł. Za tę kwotę można by kupić dobre mieszkanie i to zarówno nad morzem, jak i w stolicy.

Znacznie lepiej sytuacja wygląda w województwach podlaskim (560 tys. zł), lubuskim (1,6 mln zł) i świętokrzyskim (2,9 mln zł). Trzeba przy tym zaznaczyć, że zawdzięczają to one nie tylko oszczędności mieszkańców, ale również temu, że pod względem liczby ludności zajmują jedne z ostatnich miejsc w rankingu.

Śląskie, mazowieckie i łódzkie ze wzrostem

Jak wynika z danych Krajowego Rejestru Długów, zadłużenie czynszowe malało nie tylko na Opolszczyźnie. Podobna sytuacja miała miejsce również w województwach: małopolskim, pomorskim, wielkopolskim i lubuskim, w których na przestrzeni całego 2020 roku kwota nieuregulowanych przez lokatorów płatności sukcesywnie spadała. Mniej do oddania mają także mieszkańcy województw: zachodnio-pomorskiego, podlaskiego, świętokrzyskiego i warmińsko-mazurskiego. Tam jednak łączna kwota zadłużenia zaczęła się zmniejszać w II połowie lub w ostatnim kwartale, jak w przypadku terenów położonych w północno-zachodniej części Polski, roku.

Nieco inną sytuację można zaobserwować na Mazowszu, gdzie poziom zadłużenia wzrósł mocno w pierwszym kwartale, następnie sukcesywnie, choć nieznacznie, spadał nie wracając jednak ostatecznie do początkowej kwoty. Zmiany w ciągu roku widoczne były również w województwie łódzkim, gdzie suma zaległości zwiększyła się na początku roku i w trakcie kolejnych miesięcy nie zaliczyła już znaczących zmian. Z kolei na Śląsku poziom zadłużenia czynszowego rósł sukcesywnie przez cały rok i na koniec 2020 był aż o 52 proc. wyższy. Na Dolnym Śląsku problemy z regulowaniem płatności za czynsz zwiększyły się dopiero w drugiej połowie 2020 r.

Pandemia nie miała wpływu na poziom zaległości czynszowych na Lubelszczyźnie, Podkarpaciu i Kujawach, gdzie zadłużenie w skali roku nie zmieniło się znacznie.

Na przykładzie województw mazowieckiego i łódzkiego, gdzie suma zaległości wzrosła jeszcze na początku 2020 roku widać, że nie miało to większego związku z pandemią. Jej wpływ na zadłużenie byłby bowiem widoczny kilka miesięcy po wybuchu, czyli dopiero w drugiej połowie roku. Potwierdza to również sytuacja w pozostałych województwach, gdzie łączna kwota nieuregulowanych płatności albo się za bardzo nie zmieniła, albo wręcz zmniejszyła. Powodów takiego stanu rzeczy należy się doszukiwać w tym, że warunki finansowe lokatorów raczej się nie pogorszyły. Bezrobocie bardzo długo utrzymywało się na niezmienionym poziomie, a w pierwszych miesiącach pandemii i spółdzielnie mieszkaniowe i gminy podchodziły do ściągania długów jeszcze bardziej liberalnie niż zazwyczaj. W związku z tym, nie powinniśmy się spodziewać w najbliższym czasie wzrostu tego zadłużenia  – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Emeryci z największym zadłużeniem

Biorąc pod uwagę liczbę zobowiązań, na pierwszych miejscach trzeba wskazać województwa śląskie i mazowieckie. W ich przypadku mówimy odpowiednio o blisko 13,2 tys. na Śląsku i ponad 5,6 tys. na Mazowszu nieuregulowanych płatności za czynsz. Podium zamyka województwo łódzkie, którego mieszkańcy mają do zapłacenia prawie 2,6 tys. zobowiązań.

Średnio najwięcej do oddania mają z kolei mieszkańcy Opolszczyzny i Pomorza, gdzie przeciętny lokator zalega odpowiednio prawie 32,2 tys. zł i blisko 22 tys. zł. Uwagę należy zwrócić również na wysoki poziom średniego zadłużenia wśród osób powyżej 56 roku życia, które wynosi ponad 17,5 tys. zł. W przypadku młodszych lokatorów kwota ta to prawie 15,9 tys. zł wśród dłużników w wieku między 46 a 55 r.ż. oraz 14,8 tys. zł dla osób w średnim wieku (36-45 lat).

Lokatorzy zalegają nie tylko z opłatami za czynsz

Jak wynika z danych KRD, zaległości czynszowe to nie jedyne problemy, z którymi mierzy się opisywana grupa dłużników. 2/3 z nich zalega bowiem z płatnościami również w innych miejscach. Suma tego zadłużenia wynosi blisko 378 mln zł, to 90 proc. kwoty wszystkich zaległości czynszowych. Dominuje zadłużenie skupione przez wtórnych wierzycieli (208 mln zł) oraz niezapłacone alimenty (prawie 100 mln zł). Kolejne na liście są instytucje finansowe, które czekają na zwrot środków w wysokości blisko 32 mln zł, prawie 11 mln zł są winni operatorom telefonicznym i dostawcom Internetu.

Normalność na horyzoncie, ale bez nauki do niej nie dopłyniemy. W nauce przyszłość

Dla jednych jest źródłem nadziei, dla innych postępu lub szansy na powrót do normalności. W Polsce nauka w obliczu pandemii zyskuje na wartości. Częściej ufamy naukowcom, inżynierom oraz lekarzom. Pandemia koronawirusa, mimo negatywnych skutków społeczno-gospodarczych, zatrzymała negatywny dla nauki trend. Dzisiaj jesteśmy mniej sceptyczni wobec nauki niż Brytyjczycy, Niemcy czy Amerykanie.

Od czterech lat firma 3M regularnie monitoruje postawy społeczne wobec nauki. Badanie State of Science Index jest realizowane w Polsce i kilkunastu krajach Europy, Ameryki Północnej i Południowej, Azji oraz Afryki na reprezentowanych próbach osób w wieku powyżej 18 r.ż. Najnowsze dane pochodzą z lutego i marca br.

Jesteśmy mniej sceptyczni wobec nauki niż Niemcy, Brytyjczycy czy Francuzi

W obliczu pandemii koronawirusa Polacy chętniej ufają naukowcom (89 proc.), ale są nieufni wobec kwestii, których nie rozumieją (53 proc.), a samych naukowców punktują za sprzeczne poglądy (62 proc.). To ewenement, bo pandemia sprawiła również, że odsetek naukowych niedowiarków w naszym kraju zaczął spadać – teraz to jedynie jedna piąta badanych (20 proc.), podczas gdy jeszcze trzy lata temu, co czwarty (27 proc.) kwestionował głos nauki. W porównaniu z innymi badanymi krajami Polacy są teraz jednym z najmniej sceptycznych wobec nauki narodów. Ze stwierdzeniem „Jestem sceptyczny/sceptyczna wobec nauki” zgadza się przykładowo jedna czwarta Brytyjczyków (24 proc.) i Francuzów (26 proc.), niemal jedna trzecia Niemców (31 proc.) i ponad jedna trzecia Amerykanów (35 proc.).

Polacy pytani o powody zaufania do nauki wskazują przede wszystkim na zaufanie do metod badawczych stosowanych przez naukowców (55 proc.).wykres_zaufanie_do_nauki_State_of_Science_Index_2021

Z kolei jedna piąta Polaków, która przyznaje się do sceptycyzmu wobec nauki, twierdzi, że taka postawa wynika z ich obserwacji – opinie naukowców są ich zdaniem sprzeczne (ten powód wskazało 62 proc. respondentów deklarujących sceptyczne podejście do nauki). Równocześnie 53 proc. zadeklarowanych sceptyków zaznacza, że co do zasady są sceptyczni wobec rzeczy, których nie rozumieją.wykres_sceptyczni_wobec_nauki_State_of_Science_Index_2021

– W ostatnich latach wyniki badania State of Science Index pokazywały nam, że coraz mniej doceniamy naukę. Pandemia koronawirusa, mimo negatywnych skutków społeczno-gospodarczych, zatrzymała negatywny dla nauki trend. Dzisiaj jesteśmy mniej sceptyczni wobec nauki niż Niemcy, Brytyjczycy czy Francuzi – mówi Radosław Kaskiewicz, dyrektor zarządzający 3M w Polsce.

– Nasze oczy zwróciły się ku naukowcom, inżynierom i lekarzom, z których pracą wiążemy nadzieje na lepszą przyszłość. Zauważyliśmy, jak bardzo ważna jest ich rola i jednogłośnie uważamy, że należy podejmować działania, by zachęcać młodych ludzi do kształcenia się w obszarze nauk ścisłych, przyrodniczych, inżynieryjnych i technologicznych – zaznacza Kaskiewicz.

W nauce pokładamy nadzieje, ale połowa z nas ma na myśli naukę zgodną z własną wizją świata

Jedna trzecia (27 proc.) Polaków uważa, że potrzebujemy trzech, a nawet czterech lat, aby wrócić do normalności sprzed pandemii. Jedna piąta (18 proc.) sądzi natomiast, że świat nigdy nie wróci do normalności, którą kiedyś znaliśmy. Nadzieję na lepsze „jutro” daje nam nauka. W opinii 74 proc. badanych to właśnie osiągnięcia nauki poprawią nasze życie w przyszłości.

W okresie pandemii poziom zaufania Polaków do nauki wzrósł z 85 do 89 proc. Blisko co drugi Polak (43 proc.) wierzy, że pozytywny trend dla nauki utrzyma się na dłużej. Jednocześnie tyle samo naszych rodaków (43 proc.) wierzy tylko w naukę, która jest zgodna z ich poglądami. Dla porównania w Wielkiej Brytanii taki sposób wiary w naukę deklaruje zaledwie co czwarta osoba (24 proc.), czyli niemal dwa razy mniej osób niż w Polsce.

Ufamy naukowcom, inżynierom oraz lekarzom

Polacy zapytani o zawody, którym ufają najbardziej, wskazują naukowców i inżynierów (60 proc.), lekarzy (58 proc.) oraz nauczycieli (37 proc.). Równocześnie jedna trzecia (29 proc.) Polaków deklaruje, że nie ma w zwyczaju ufać komukolwiek, bazując na jego profesji.

– Jakość naszego życia jest uzależniona przede wszystkim od postępu w kluczowych dziedzinach gospodarki wynikającego z osiągnięć nauki. Z kolei osiągnięcia nauki są uzależnione od poziomu i ukierunkowania badań naukowych realizowanych na uczelniach, integracji środowiska naukowego oraz jego współpracy z podmiotami gospodarczymi. Ważne jest również, jak wielu mamy w kraju naukowców, inżynierów i wynalazców – komentuje dr inż. Barbara Malinowska, biotechnolożka i chemiczka. – Pandemia zwiększyła widoczność specjalistów od nauk ścisłych w przestrzeni publicznej. Zdaniem badanych to szansa na wzrost zainteresowania tą ścieżką kariery wśród młodych. Aby edukacja technologiczna zdała egzamin, potrzebne jest także zaangażowanie ze strony sektora prywatnego – zaznacza Malinowska, która pracuje obecnie jako inżynier produktu w firmie 3M.

Walka z nowotworami ważniejsza niż COVID-19, a ochrona klimatu ważniejsza niż walka z bezrobociem

Polacy uważają, że dziś ważniejsze od znalezienia leku na pojawiające się wirusy, w tym COVID-19 (68 proc.), jest wypracowanie terapii na choroby, które towarzyszą nam od dawna, w tym nowotwory czy choroby serca. Tak uważa trzy czwarte społeczeństwa (75 proc.). Z kolei, jak wynika z danych, walka ze zmianami klimatu (54 proc.) jest zdaniem Polaków ważniejsza niż ograniczanie bezrobocia (50 proc.).

– Zanim pojawił się koronawirus, największym problemem były nowotwory i choroby przewlekłe. Pandemia zepchnęła je na dalszy plan, ale problem nie przestał istnieć. Dla Polaków jest on cały czas priorytetem, co pokazuje najnowsza i poprzednia, jesienna, edycja naszego badania. To, co cieszy, to zwiększone zainteresowanie wyzwaniami klimatycznymi i tym jak nauka może je rozwiązywać. Zrównoważony rozwój przestał być ideą funkcjonującą tylko na papierze. To już element naszej codzienności – zarówno konsumentów, jak i największych przedsiębiorstw działających w Polsce – mówi Mariusz Wawer, dyrektor ds. zrównoważonego rozwoju z 3M w Polsce, który obecnie pełni także funkcję przewodniczącego Komitetu ds. Zrównoważonego Rozwoju w Amerykańskiej Izbie Handlowej w Polsce.

Najbardziej tęsknimy za życiem bez maseczek

70 proc. badanych Polaków chce zniesienia zakazu zakrywania ust i nosa. Bardziej niecierpliwi od nas są tylko mieszkańcy Korei Południowej. Tam aż 77 proc. badanych nie może się doczekać odejścia od maseczek. Gdy tylko będzie to możliwe, najchętniej wrócimy do podróżowania po kraju i świecie. Ponad połowa naszych rodaków zajmie się odwiedzaniem znajomych i rodziny (53 proc.), a niemal co drugi Polak rzuci się w wir poznawania świata (47 proc.) i życia kulturalnego (47 proc.).wykres_na_co_czekaja_Polacy_State_of_Science_Index_2021

State of Science Index – o badaniu

„State of Science Index” to badanie postaw społecznych wobec nauki i technologii realizowane przez firmę 3M na reprezentatywnej grupie osób (N=1000 respondentów w każdym kraju, 18+) w 17 krajach. Badanie przeprowadzane jest metodą CAWI. Ankieta badawcza dotyczy czterech zidentyfikowanych przez 3M kluczowych obszarów prezentujących postawy społeczne wobec nauki i technologii, tj. zaufanie do nauki (1), kapitał społeczny w dziedzinie nauk ścisłych, przyrodniczych i inżynieryjno-technicznych (2), zrównoważony rozwój (3) oraz wspólna odpowiedzialność (4). Badaniem są objęte takie kraje, jak: Brazylia, Kanada, Chiny, Niemcy, Indie, Japonia, Meksyk, Polska, Singapur, Korea Południowa, Hiszpania, Francja, Wielka Brytania i USA oraz Emiraty Arabskie, Kolumbia, Australia i Włochy, które dołączyły do przedsięwzięcia w tej edycji (luty-marzec 2021). W 2021 r. zrealizowano piątą edycję badania (pierwsza edycja została przeprowadzona w 2017 r.). Polska jest uwzględniona w badaniu od początku.

Dla 70% Polaków przy zakupie mieszkania decydująca jest cena

Po roku od wybuchu pandemii na rynku mieszkań zauważono zmianę frontu po stronie klientów. Część Polaków w wyniku sytuacji pandemicznej zostało zmuszonych do rezygnacji z kupna własnego „M” – wynika z II edycji badania „Jak Polacy kupują mieszkania?” zrealizowanego na zlecenie Gumtree.pl przez ARC Rynek i Opinie. Wśród tych, którzy zdecydowali się na nabycie mieszkania, co czwarty śpieszył się z realizacją transakcji ze względu na obawy przed wzrostem cen w niedalekiej przyszłości.

Pandemia odcisnęła piętno na wyborach mieszkaniowych Polaków

W czasie, kiedy rynek został naznaczony przez pandemiczną niepewność, a poczucie bezpieczeństwa zostało zaburzone przez liczne obawy, wielu z nas zrewidowało poglądy na kupno nowego mieszkania. Aż 73% Polaków, którzy planowali zakup mieszkania, całkowicie zrezygnowało z zamiaru nabycia nowego „M” właśnie ze względu na pandemię. Wśród powodów wymieniano najczęściej:

  • niepewną sytuację na rynku pracy (48%),
  • rosnące ceny mieszkań (47%),
  • niewystarczający budżet (45%).

Prawie co piąty respondent porzucił swoje plany ze względu na utratę pracy lub obniżenie dochodów. Dla blisko 30% rezygnacja z zakupu miała bezpośredni związek z Covid-19, a 47% wskazało, że na ich decyzje wpłynęło połączenie pandemii oraz innych, niezwiązanych z nią czynników.

Bariery w zakupie mieszkania podkreślały szczególnie osoby, które przez pandemię musiały wstrzymać się z realizacją planu (52% ankietowanych). Spośród nich, prawie 2/3 powstrzymanie od zakupu motywuje lękiem przed pogorszeniem sytuacji finansowej lub utratą pracy. 38% liczy na spadek cen w przyszłości, a co trzeci ankietowany obawia się, że nie dostanie kredytu. Choć w tym trendzie łatwo dopatrzyć się masowej niepewności o przyszłość, warto zwrócić uwagę na rosnącą rozwagę i świadomość Polaków.

Kupić czy poczekać? Prawie 10% żałuje decyzji

Decyzja o zakupie mieszkania lub powstrzymaniu się od niego jest trudna i nierzadko czasochłonna, szczególnie, gdy w grę wchodzą duże zobowiązania finansowe. Jak wynika z badania Gumtree, 10% osób, które porzuciły plany zakupu mieszkania, żałuje swojej decyzji – prawie 3/4 z nich zwraca uwagę na znaczący wzrost cen nieruchomości w ostatnich miesiącach. Wśród tych, którzy zadowoleni są z wycofania się z zakupu mieszkania, ponad połowa (57%) motywuje swój wybór faktem, iż ich sytuacja finansowa w ostatnim czasie nie uległa poprawie.

Wciąż kupujemy, lecz spokojniej i świadomiej

Pandemia nie zahamowała jednak całego popytu – Polacy po prostu zaczęli uważniej analizować rynek nieruchomości. Wyniki badania Gumtree pokazują, że wśród planujących zakup mieszkania 26% osób zdecydowało się sfinalizować transakcję mimo wszystko. Covid-19 sprawił jednak, że cały proces był trudniejszy (dla 62% badanych) ze względu na:

  • wydłużony czas poszukiwania mieszkania (15%),
  • zmianę oczekiwań co do standardu, lokalizacji lub powierzchni kupowanej nieruchomości (15%),
  • mniejszy budżet (13%),
  • problem z uzyskaniem kredytu (11%).

To jednak nie koniec elegii o trudnościach, z którymi borykają się osoby kupujące mieszkania. Co drugi Polak (51%), który kupił mieszkanie w trakcie pandemii, miał w tym czasie liczne obawy związane z tak dużą inwestycją. Dotyczyły one głównie kwestii finansowych (58%) – obawiano się zaostrzenia warunków przydzielania kredytów przez banki. Co drugi badany bał się, że nie będzie go stać na spłatę rat. Przede wszystkim przeważała jednak niepewność dotycząca zdolności kredytowej (64%). Obawą napawały ponadto wysokie koszty wykończenia mieszkania i remontu, na które wskazała blisko jedna trzecia respondentów, a także obawy związane z finansowaniem wykończenia mieszkania (21%).

Mieszkanie pod home office, spotkanie z inwestorem w wirtualnym świecie. Nowe trendy

Optymizmem napawa wzrastająca zapobiegliwość Polaków – coraz częściej zakup podejmowano ze względów inwestycyjnych, jako zabezpieczenie na przyszłość (15%).

– Polski konsument zmuszony był zmienić dotychczasowe nawyki w rekordowo krótkim czasiemówi Katarzyna Merska, Koordynator ds. Komunikacji Gumtree.pl. – Przed pandemią popularnością cieszyły się np. targi mieszkań, które pozwalały „opatrzeć się” z inwestycją i zbliżały obie strony transakcji. Tymczasem w warunkach nowej rzeczywistości inwestor spotyka się z konsumentem prawie wyłącznie online. Dzięki naszym badaniom chcieliśmy wyciągnąć rękę do tych, którzy jeszcze szukają, oraz tych, którzy już znaleźli swoje wymarzone mieszkanie. Dowiedzieliśmy się więcej o potrzebach Polaków i nowych trendach, powstałych w wyniku pandemii, takich jak mieszkania kupowanie mieszkania z uwzględnieniem miejsca do pracy zdalnej – dodaje.

Praktyczni i pragmatyczni: konsumenci w świetle przemian 2020/21 roku

Raport „Jak Polacy kupują mieszkania?” unaocznił szybkie, gwałtowne zmiany zaistniałe na rynku nieruchomości w krótkim czasie, w wyniku pandemii. Skurczył się sektor wynajmu krótkoterminowego, który stracił na znaczeniu wraz z odpływem przyjezdnych do miast – chociażby studentów, studiujących w trybie online. Kontakty z deweloperem również przeniosły się do sieci, zmniejszając rolę kontaktu face to face. Zmiany te w przyszłości mogą także wpłynąć na wydłużenie procesu decyzyjnego podczas zakupu, za sprawą kontaktu zdalnego oraz portali inwestorów (portali dla inwestorów?).

Polski konsument w post-pandemicznym świecie pozostał zdeterminowany, choć świadomy swoich problemów. Pomimo zawirowań na rynku, spokojnie kalkuluje ryzyko, czekając często na bardziej sprzyjającą koniunkturę. Czas pandemii nauczył Polaków także lepszej oceny swoich zdolności finansowych oraz cierpliwości. Badanie ARC Rynek Opinie i Gumtree stanowi dziś wart refleksji drogowskaz nie tylko na rynku mieszkań, ale również przy podejmowaniu decyzji konsumenckich w innych dziedzinach.

Badanie Gumtree.pl zostało zrealizowane przez ARC Rynek i Opinia w marcu i kwietniu 2021 metodą wywiadów online (CAWI) na reprezentatywnej grupie 1014 Polaków w wieku 18-65 lat oraz metodą wywiadów FGI na 3 grupach respondentów.

Ogłoszenie wyników konkursu „Szybka Ścieżka – Agrotech”

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, agencja wykonawcza Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, ogłosiło wyniki konkursu „Szybka Ścieżka – Agrotech”. Dofinansowanie w łącznej wysokości ponad 362 milionów złotych przyznano 54 projektom.

Polska jest jednym z czołowych dostawców żywności w Unii Europejskiej, a o konkurencyjności naszego rolnictwa w najbliższych latach decydować będzie jego poziom technologiczny. Zwłaszcza, że upowszechnienie innowacji w sektorze rolno-spożywczym ma pozytywny wpływ na ochronę klimatu i zdrowie nas wszystkich, czyli konsumentów.

Rolnictwo to zasób strategiczny każdego państwa. Wzmacnianie współpracy pomiędzy branżą rolno-spożywczą i światem nauki pozwoli na rozwój tego obszaru polskiej gospodarki. Temu właśnie służy konkurs „Szybka Ścieżka Agrotech” i realizacja wybranych projektów. Gratuluję wszystkim inicjatywom, które będą mogły skorzystać z dofinansowania – powiedział Minister Edukacji i Nauki Przemysław Czarnek.

O wsparcie w ramach konkursu Szybka Ścieżka „Agrotech” ubiegały się przedsiębiorstwa, zarówno MŚP, jak i duże firmy oraz konsorcja składające się z przedsiębiorców lub przedsiębiorców i jednostek naukowych.

– Dzięki ponad 3 i półkrotnemu podniesieniu pierwotnie planowanej alokacji, ze 100 do 362 mln zł zostaną zrealizowane 54 najlepsze projekty. Będą to kolejne innowacje w polskiej gospodarce, które z całą pewnością przyczynią się do zwiększenia jakości produkcji żywności. Co więcej, dzięki tym projektom w coraz większym stopniu mamy szansę stać się eksporterem nie tylko żywności, ale również liczącym się dostawcą wysokich technologii towarzyszących jej produkcji. To zmiana, która zachodzi dzięki Funduszom Europejskim – stwierdziła Małgorzata Jarosińska-Jedynak, minister funduszy i polityki regionalnej.

Celem konkursu jest wsparcie innowacyjnych projektów w ramach sześciu obszarów tematycznych, takich jak:

  1. Automatyzacja i robotyzacja w rolnictwie;
  2. Mechanizacja w rolnictwie;
  3. Aplikacje i zaawansowane usługi cyfrowe dla optymalizacji, predykcji i symulacji procesów, oraz efektywna digitalizacja produkcji, przetwarzania i zarządzania w rolnictwie;
  4. Rolnictwo precyzyjne (smart fields);
  5. Zrównoważone rolnictwo i przetwórstwo rolno-spożywcze, innowacyjna żywność, biotechnologia rolnicza;
  6. Bioenergia i biomateriały.

Każdy projekt, na jaki zostało przyznane dofinansowanie po zakończeniu będzie musiał zostać wdrożony na rynek. Dodatkowo projekty będą realizowane w  regionach o niższym stopniu zamożności tj. poza województwem mazowieckim.

Realizacja tych projektów przyczyni się do szerszego stosowania zaawansowanych technologii w polskim sektorze rolno-spożywczym. Liczba, ale przed wszystkim jakość zgłaszanych wniosków przekonała nas o konieczności zwiększenia alokacji. To świadczy o dobrej kondycji branży i dużym potencjale rozwoju jej zaplecza B+R. W efekcie dofinansujemy 54 innowacje z zakresu digitalizacji, automatyki, robotyki czy rozwiązań typu smart fields – powiedział dr inż. Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Nauki i Rozwoju.

Nabór był prowadzony od 10 sierpnia do 6 listopada ubiegłego roku. Ocenie zostało poddanych 164 wnioski, z czego 54 zostały wybrane do dofinansowania. Wśród przedsiębiorstw, którym przyznano grant są takie firmy jak chociażby OPTIDATA Sp. z o.o., Spółdzielnia Mleczarska „Mlekpol” w Grajewie, Polmlek Grudziądz Sp. z o.o. Wskaźnik sukcesu (liczba zaakceptowanych wniosków wobec wszystkich skierowanych do oceny), po odjęciu wniosków wycofanych lub nierozpatrywanych, wyniósł 33 %.

Przyznane dofinansowanie oscyluje w granicach 800 tysięcy złotych do blisko 36 milionów złotych. Najwyższą liczbę punktów, oprócz wspominanych wcześnie, otrzymały projekty jeszcze takich firm jak White Hill Sp. z o.o. (system regulacji oświetlenia w szklarniach ze sprężeniem zwrotnym od sygnałów emitowanych przez rośliny (plant-talk) oraz ConnectedLife Sp. z o.o. (opracowanie autorskich sensorów oraz inteligentnej platformy Industril IoT przeznaczonej do monitorowania warunków i poprawy efektywności produkcji szklarniowej).

Zmagania początkujących w IT. Aż 67% uważa, że wymagania pracodawców względem nich są za wysokie

Początkujący w branży IT, czyli tzw. juniorzy, aktywnie poszukują swojej pierwszej pracy lub możliwości zdobywania nowych, kolejnych doświadczeń. Jednak, jak się okazuje, podczas tych poszukiwań trafiają na pewne przeszkody. Jak pokazały pierwsze wyniki badania „Junior Candidate Experience 2021” przeprowadzanego przez No Fluff Jobs, w aż 62 proc. ogłoszeń do nich kierowanych wciąż brakuje informacji o wynagrodzeniu, a 67 proc. respondentów twierdzi, że wymagania pracodawców względem zaczynających swoją przygodę w branży są za wysokie – głównie w kwestii znajomości danych technologii.

Oferty niedopasowane względem doświadczenia

Z danych No Fluff Jobs wynika, że rynek IT obecnie stawia początkującym wyższe wymagania – tak uważa aż 67 proc. ankietowanych. Według nich najbardziej niedopasowane elementy do proponowanego stanowiska to przede wszystkim wymagane technologie (61 proc.) oraz zadania na stanowisku pracy (43 proc.). Co ciekawe, najmniej, bo 31 proc. jako jeden z tych elementów wskazało widełki płacowe.

– Zapotrzebowanie na rozwiązania technologiczne, które zdecydowanie zwiększyło się podczas pandemii, sprawiło, że rynek jeszcze bardziej niż kiedyś potrzebuje wysoko wykwalifikowanych specjalistów – szczególnie IT. Stąd juniorom jest trudniej się przebić i znaleźć zatrudnienie – mówi Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs. – Należy jednak pamiętać, że juniorzy z czasem stają się ekspertami i warto w nich inwestować. Dlatego też, jako partner strategiczny, bierzemy udział w bezpłatnych targach pracy online IT Future3 w dniach 25-26 maja. Serdecznie zachęcamy do udziału wszystkich, którzy chcą stać się widoczni dla rekruterów i nawiązać kontakty z firmami, które otwarte są na początkujących w branży IT.

Początkujący w branży zdeterminowani. Nie zarobki, a technologie mają największe znaczenie na początku drogi zawodowej w IT

No Fluff Jobs, portal z ofertami pracy dla branży IT, postanowił sprawdzić, co ma największe znaczenie w ogłoszeniach – zarówno dla tych osób, które dopiero poszukują swojej pierwszej pracy w IT oraz tych, mających w niej już pierwsze zawodowe doświadczenia. Okazuje się, że dla pierwszej grupy nie są to widełki wynagrodzeń, a wymagane technologie – wskazało na nie aż 86 proc. respondentów. Na kolejnych pozycjach znalazły się kwestie takie jak lokalizacja miejsca pracy (72 proc.) oraz zadania na oferowanym stanowisku (71 proc.). Widełki wynagrodzeń zostały wskazane przez nieco ponad 60 proc. i znalazły się dopiero na czwartej pozycji. W przypadku grupy drugiej, tych bardziej doświadczonych, najważniejsze okazały się być widełki (84 proc.), ale zaledwie dwa procent mniej (82 proc.) wskazało na wymagane technologie, a na miejscu trzecim znalazły się zadania na oferowanym stanowisku (71 proc.). I jak się jednak okazuje, ich oczekiwania nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością – według nich aż 62 proc. pracodawców nie umieszcza w ogłoszeniach informacji o wynagrodzeniu, a 41 proc. zadań przypisanych do stanowiska. Z kolei, jeśli chodzi o technologie, ich zdaniem brakuje ich w ponad jednej czwartej ogłoszeń.

Publikacja pełnej wersji raportu „Junior Candidate Experience 2021” już wkrótce

Jak juniorzy wspominają rekrutacje, w których wzięli udział? Z jaką formą sprawdzania wiedzy i umiejętności się spotkali? Którą uważają za najefektywniejszą, a którą woleliby wyeliminować? Jakie są najczęstsze błędy rekruterów? Odpowiedzi na te i więcej pytań znajdą się w pełnej wersji raportu „Junior Candidate Experience 2021”, który ukaże się już w czerwcu.

Obecne wyniki badania opracowane zostały na próbie 1203 uczestników (początkujących w branży IT) na podstawie kwestionariusza online (CAWI).

Zasady dokonywania korekty odliczonego podatku naliczonego w przypadku zmiany stopnia wykorzystania nieruchomości do celów działalności gospodarczej

Podatnicy podatku VAT użytkujący nieruchomości do celów mieszanych, czyli związanych zarówno z działalnością gospodarczą, jak i użytkiem mieszanym, powinni weryfikować zakres wykorzystania nieruchomości celem odliczenia kwoty podatku VAT tylko w proporcji przypadającej na działalność gospodarczą. Dotyczy to także sytuacji, gdy nieruchomość została przyjęta na działalność, a później w trakcie jej użytkowania nastąpiła zmiana przeznaczenia i sposobu jej użytkowania.

Proporcjonalne odliczenie VAT w przypadku nieruchomości do użytku „mieszanego”

Generalną zasadę dotyczącą odliczenia podatku VAT naliczonego w przypadku poniesienia nakładów na nabycie lub wytworzenie nieruchomości stanowiących majątek przedsiębiorstwa podatnika wykorzystywanego do celów mieszanych, tj. do działalności gospodarczej i do celów osobistych, określa art. 86 ust. 7b ustawy o VAT. Zgodnie z tym przepisem w przypadku wykorzystywania nieruchomości na obie potrzeby przy jednoczesnym braku możliwości przypisania nakładów w całości do działalności gospodarczej podatnika, kwotę podatku naliczonego odlicza się proporcjonalnie do procentowego udziału wykorzystania nieruchomości na cele gospodarcze. Ustawodawca nie wskazał podatnikowi konkretnej metody ustalania proporcji, jednak wydaje się, że w tym przypadku można skorzystać z regulacji art. 86 ust. 2c ustawy o VAT, gdzie wymienione są cztery sposoby kalkulacji proporcji, z czego w przypadku wykorzystania nieruchomości na cele gospodarcze najsensowniejszy wydaje się sposób określony w punkcie 4), tj. ustalenie proporcji w oparciu o średnioroczną powierzchnię wykorzystywaną do działalności gospodarczej w ogólnej średniorocznej powierzchni użytku mieszanego.

Podatnik przed rozpoczęciem wykorzystywania danej nieruchomości powinien określić, do jakich celów będzie ją wykorzystywał oraz ustalić proporcje do odliczenia VAT.

Korekta odliczonego podatku VAT

Zgodnie z art. 90a ust. 1 ustawy o VAT podatnik ma ustawowy obowiązek dokonania korekty rozliczenia podatku naliczonego w przypadku zmiany stopnia wykorzystania nieruchomości. Oznacza to, że jedynym powodem dokonania korekty podatku naliczonego jest zmiana sposobu wykorzystywania nieruchomości na cele związane z działalnością gospodarczą. Wyżej wymieniona zmiana stopnia wykorzystania nieruchomości musi nastąpić w okresie 10 lat, licząc od miesiąca oddania nieruchomości stanowiącej część przedsiębiorstwa podatnika do użytkowania. Sformułowanie „nieruchomość oddana do użytkowania” jest niezbyt fortunne, ponieważ wprowadza pewne zamieszanie. Istotnie lepszym określeniem byłoby po prostu odniesienie się do daty rozpoczęcia wykorzystania nieruchomości na cele związane z działalnością gospodarczą przez podatnika.

W przypadku zaistnienia zmiany stopnia wykorzystania nieruchomości podatnik powinien dokonać korekty podatku naliczonego przy nabyciu lub wytworzeniu nieruchomości. Korekta jest dokonywana, jeżeli stopień wykorzystania zmniejszył się bądź zwiększył. Intencją ustawodawcy było więc korygowanie jedynie VAT naliczonego związanego z nabyciem lub wytworzeniem, a nie z remontami i utrzymaniem nieruchomości.

Korekty nie trzeba robić w sytuacji, gdy podatnik wykorzystuje nieruchomość jedynie do wykonywania czynności opodatkowanych VAT, jak i zwolnionych. W takich sytuacjach zastosowanie znajdą przepisy art. 90 i 91 ww. ustawy. Korektę należy wykonać jedynie, gdy zmienia się stopień wykorzystania nieruchomości do działalności gospodarczej i celów prywatnych podatnika. Oznacza to, że w przypadku, gdy podatnik wykonuje działalność opodatkowaną i zwolnioną z VAT oraz zmienia się stopień wykorzystania nieruchomości do celów działalności gospodarczej i prywatnej, podatnik jest zobowiązany do dokonania korekty z uwzględnieniem proporcji określonej w art. 90 ust. 3-10a ustawy o VAT.

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku zmiany sposobu wykorzystania nieruchomości w ramach prowadzonej działalności gospodarczej. Innymi słowy, jeżeli podatnik w nieruchomości pierwotnie prowadził działalność gospodarczą np. produkcyjną, ale na skutek pewnych zdarzeń zdecydował, że nieruchomość ta będzie wynajmowana, co stanowić będzie czynność opodatkowaną VAT, to w zaistniałej sytuacji nie ma obowiązku korekty, gdyż nie nastąpiła zmiana stopnia wykorzystania nieruchomości do prowadzonej działalności w rozumieniu tego przepisu (por. interpretacja indywidualna z dnia 14 lipca 2020 r., sygn. 0113-KDIPT1-3.4012.379.2020.2.JM).

Okres korekty

Zgodnie z treścią przepisu korekty dokonuje się za okres rozliczeniowy, w którym nastąpiła zmiana. Ustawodawca nie zmusza więc podatnika do dokonywania korekty wcześniejszych rozliczeń i zapłaty odsetek. Ponadto korekty należy dokonać w kwocie proporcjonalnej do pozostałego okresu korekty. Oznacza to, że podatnik musi na bieżąco weryfikować stopień wykorzystania nieruchomości w związku z prowadzoną działalnością oraz dokonywać stosownych korekt deklaracji w przypadku wystąpienia zmiany. W praktyce oznacza to konieczność prowadzenia stosownej ewidencji, którą w razie potrzeby można łatwo dostosować do zmienionego stopnia wykorzystania nieruchomości.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.