Wraz z popularyzacją sieci 5G na świecie oraz wprowadzaniem nielimitowanych planów taryfowych przez operatorów zaczynamy obserwować nowe zachowania konsumentów. W najnowszym raporcie ConsumerLab firmy Ericsson zauważono, że 5G zaczyna wypierać Wi-Fi, a zasięg sieci 5G wewnątrz budynków jest ważniejszy dla konsumentów niż prędkość czy czas pracy baterii smartfonu. Użytkownicy 5G spędzają dwie godziny tygodniowo więcej na korzystaniu z gier w chmurze i jedną godzinę więcej na aplikacjach rzeczywistości rozszerzonej (AR) w porównaniu z użytkownikami 4G. Jednocześnie 70% jest niezadowolonych z dostępności innowacyjnych usług i oczekuje nowych aplikacji wykorzystujących łączność 5G.
Badanie Ericsson ConsumerLab „Pięć sposobów na lepsze 5G. Kluczowe trendy konsumenckie wpływające na wdrożenie 5G” pokazuje, że wyższe zadowolenie z wydajności sieci 5G oznacza, że użytkownicy 5G są bardziej skłonni do polecania swoich operatorów komórkowych, ale oczekują również bardziej innowacyjnych usług.
Aplikacje i usługi kluczowe dla konsumentów
„Na większości rynków z wdrożoną siecią 5G widzimy, że użytkownicy technologii piątej generacji są bardzo skłonni do polecania usług swojego operatora telekomunikacyjnego. Ponadto, jako pierwsi użytkownicy nowej technologii, są bardziej wyrozumiali i wierzą, że operatorzy dokładają wszelkich starań, aby rozbudować sieć, dlatego cierpliwie czekają na poprawę zasięgu. Cierpliwość konsumentów ma jednak swoje granice. Podczas gdy pierwsi użytkownicy są zadowoleni z szybkości sieci 5G, już teraz wyrażają niezadowolenie z powodu braku nowych i innowacyjnych aplikacji i usług w pakiecie, które w ich odczuciu były obiecane w marketingowej kampanii 5G” – tłumaczy Jasmeet Singh Sethi, Head of ConsumerLab, Ericsson Research.
Podczas gdy użytkownicy 5G wydają się być zadowoleni z szybkości sieci, 70% jest niezadowolonych z niewielkiej liczby innowacyjnych aplikacji i usług dołączanych do planów 5G. Operatorzy powinni proponować ekskluzywne treści i usługi, które mogłyby odróżnić korzystanie z 5G od 4G oraz promować poczucie nowości i ekskluzywności.
20% użytkowników 5G zmniejszyło korzystanie z Wi-Fi
W pandemii, kiedy wykorzystanie szerokopasmowego dostępu do internetu w domu jest rekordowo wysokie, konsumenci polegają na łączności komórkowej 5G jako na rezerwowej usłudze w przypadku problemów z wydajnością domowej sieci Wi-Fi. Dlatego też zasięg 5G w pomieszczeniach, w domu oraz miejscach publicznych, takich jak centra handlowe, jest dla konsumentów ważniejszy niż prędkości 5G, a nawet czas pracy baterii smartfonu. Średnio jeden na pięciu użytkowników przechodzących na 5G zmniejszył wykorzystanie sieci Wi-Fi w domu i innych miejscach. Na rynkach gdzie większy odsetek użytkowników 5G korzysta z planów nielimitowanych, 22% abonentów zmniejszyło wykorzystanie Wi-Fi w domu, a 10% twierdzi, że w ogóle przestało korzystać z Wi-Fi na smartfonach po przejściu na sieć 5G.
Użytkownicy 5G chętniej korzystają z usług cyfrowych o wysokiej przepustowości niż użytkownicy 4G. Nie tylko spędzają dwie godziny tygodniowo więcej na strumieniowym przesyłaniu mobilnego wideo o wysokiej rozdzielczości, ale także zaczęli korzystać z aplikacji wideo o rozszerzonym zakresie, np. obejmujących strumieniowe przesyłanie treści wideo 360 stopni. Ponieważ więcej czasu spędzają używając aplikacji wymagających dużej przepustowości, zużywają miesięcznie 2,5-krotnie więcej danych w porównaniu z użytkownikami 4G.
„Interesujący jest fakt, że chociaż zestawy okularów wirtualnej rzeczywistości (VR) z obsługą 5G nie są jeszcze szeroko dostępne na rynku i większość konsumentów przy ich użyciu korzysta z sieci Wi-Fi, to użytkownicy 5G już teraz poświęcają więcej czasu na treści VR w porównaniu z użytkownikami 4G. Immersyjne wideo, obejmujące AR i VR, stanowi obecnie 20% całkowitego czasu spędzanego przez konsumentów 5G na korzystaniu z usług cyfrowych” – mówi Jasmeet Singh Sethi, ekspert firmy Ericsson.
Polska u progu 5G
Polska jest już na drodze do upowszechnienia komunikacji w sieciach 5G, które dzięki dużej przepustowości łącza i praktycznie zerowym opóźnieniom otworzą nowe możliwości dla gospodarki. Sprzęt firmy Ericsson jest gotowy do pracy w sieci 5G już od 2015 roku. Jest to możliwe dzięki aktualizacji do 5G za pomocą zdalnej instalacji oprogramowania. Do tej pory do operatorów na całym świecie wysłanych zostało ponad 5 milionów anten 5G. Komisja Europejska oczekuje, że do 2025 r. kraje członkowskie będą posiadać szerokie pokrycie siecią 5G.
Polska wnosi duży wkład w budowę sieci piątej generacji dzięki inżynierom R&D firmy Ericsson w Krakowie i Łodzi oraz produkcji urządzeń 5G w Tczewie. 5G w Europie może być budowana na bazie komponentów i rozwiązań „Made in Poland”. Ericsson w Polsce razem z Łódzką Specjalną Strefą Ekonomiczną i Politechniką Łódzką współpracuje ze środowiskiem akademickim, start-upami, przedsiębiorstwami i operatorami telekomunikacyjnymi, aby umożliwić pierwszym branżom w Polsce wdrożenie nowych produktów i usług opartych na technologii 5G.
Ericsson posiada obecnie ponad 138 komercyjnych umów 5G, z których
85 to aktywne sieci działające w ponad 40 krajach. Ericsson jest również liderem w standaryzacji 5G, z większością udziałów dla 4G i 5G. Biorąc pod uwagę deklaracje zgłoszone do Europejskiego Instytutu Norm Telekomunikacyjnych (ETSI), stosując filtr niezbędności, Ericsson jest na szczycie wyścigu patentowego 5G. Według analizy firmy prawnej Bird & Bird, Ericsson posiada największą liczbę znaczących patentów SEP (standard-essential patent) związanych z 5G na świecie (15,8%).
Sąd najwyższy to kolejna instytucja, która stara się znaleźć kogoś kto podejmie za nią decyzje w sprawie frankowiczów. Wczoraj mieliśmy usłyszeć wyrok, a po 5 godzinach posiedzenia dostaliśmy odroczenie bez terminu. Jeżeli ktoś nie śledzi na bieżąco batalii w sprawie odszkodowań za kredyty walutowe, z pewnością się już dawno pogubił co się dzieje. Nawet osoby śledzące temat frankowiczów, często są przytłoczone liczbą pojawiających się tu wątków, a jak widać będzie tylko więcej.
Skąd się wzięły kredyty frankowe?
Na koszt kredytu wpływa, oprócz oczywiście jego wysokości, również koszt kapitału. Ten koszt jest zależny od rzeczy, której nie unikniemy, czyli marży banku, oraz punktu odniesienia względem, którego ta marża jest liczona. W przypadku kredytów o zmiennym oprocentowaniu, a w naszej części świata, są właściwie tylko takie, jest to stopa procentowa w walucie, w której brany jest kredyt. W rezultacie odsetki w walutach niżej oprocentowanych są po prostu niższe. Tą prawidłowość wykorzystało wiele banków, nie tylko w Polsce zresztą, w pierwszej dekadzie XXI. Taniejący, niskooprocentowany frank, wydawał się cudownym remedium na problem umożliwienia obywatelom mieszkania na swoim.
W czym zatem problem?
Niestety jak to czasem bywa u sprzedawców, zdarzało się, że prowizja od sprzedaży wygrywała z sumieniem. W rezultacie nie zawsze informowano o niektórych ryzykach, jak np. zmiany kursów walutowych. Tak wydaje się to niesamowite, ale okazuje się, że nie wszyscy zdawali sobie z tego sprawę, a patrząc na zeznania przed sądami to już niemal nikt o tym nie wiedział. Do tego należy dołożyć wiele zapisów, w których banki postanowiły podzielić się ze sobą pieniędzmi, które klient miał zyskiwać. Zapisy te nie były zgodne z prawem, stąd właśnie wzięła się nazwa przepisy abuzywne. Obowiązywały również jak frank szwajcarski, podczas kryzysu 2008 roku, wyraźnie wyskoczył w górę, pogarszając sytuację klientów. To co ważne, sytuacja w każdym banku jest inna, nawet w obrębie jednego banku często obowiązywało kilka wzorów umów. Nie każdy problem jest zatem taki sam.
Ustawa antyspreadowa
W międzyczasie w 2011 roku pojawiła się ustawa antyspreadowa. Był tam zapis, który umożliwił klientom spłatę kredytu frankami kupionymi nie po kursie bankowym, a samodzielnie. Przy okazji na fali tych zmian w siłę urosła branża kantorów internetowych, które wypełniły tą potrzebę. Biznesy te bardzo szybko zorientowały się, że frank to tylko drobny fragment tortu wymiany walut w Polsce, ale to ta ustawa pozwoliła im gwałtownie przyspieszyć wzrosty. Ustawa ta teoretycznie mocno pomogła kredytobiorcom, gdyż pozwoliła regulować zobowiązania bez dodatkowej marży. Nie poruszyła jednak kilku innych problemów, między innymi zapisów ustalających oprocentowanie w sposób nierynkowy np. nie uznając ujemności stóp procentowych, co dało o sobie znać niecałe 4 lata później, kiedy Szwajcaria wprowadziła stawkę -0,75%.
Kiedyś TSUE teraz Sąd Najwyższy
Wraz z tym jak kolejne zapisy zaczęły być uznawane za niezgodne z prawem, a kurs franka rósł, wyraźnie pogarszając opłacalność kredytu we frankach, rozpoczął się proces wchodzenia przez konsumentów na drogę sądową przeciwko bankom. Tutaj pojawił się podstawowy problem, że taki kredyt to jednak skomplikowana rzecz i sądy miały bardzo dużo wątpliwości. Sprawy nie ułatwiało też to, że wiele sytuacji mocno różniło się od siebie. W rezultacie postanowiono skorzystać z zapytań do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Organ ten może w tej formule wydawać wskazówki dla krajowych sądów. Brzmi to bardzo dobrze, przynajmniej wszyscy byśmy znali zasady gry. W praktyce jednak na obydwie serie dotychczasowych zapytań czekaliśmy z zapartym tchem, a potem była konsternacja. Odpowiedzi TSUE były bowiem mocno wymijające. Teraz sprawa trafiła do Sądu Najwyższego. To właśnie ten wyrok tak podnosi emocje kredytobiorców frankowych.
Główne kwestie do rozstrzygnięcia
Wśród tego co obecnie jest rozstrzygane warto zwrócić uwagę na kilka ważnych kwestii:
Bieg przedawnienia – istnieje koncepcja, że jeżeli umowa jest nieważna ze względu na zapisy abuzywne to klient nie musi jej spłacać. Bank bowiem przegapił moment na zgłoszenia roszczenia wierząc, że to kredyt, a termin uległ już przedawnieniu. Gdyby ten wariant przeszedł, kredytobiorcy otrzymaliby mieszkania gratis a banki oddałyby im raty kredytów. Według informacji z piątku z Izby Cywilnej SN ten wariant nie przejdzie i bieg przedawnienia będzie miał być liczony od stwierdzenia nieważności umowy.
Zastępowanie abuzywnych zapisów – tutaj problemem jest to, czy należy takie zapisy wykreślać, powodując nieracjonalne elementy w umowie lub też anulować całą umowę i co wtedy. Kredytobiorcy dążą oczywiście do wykreślenie elementów walutowych i traktowania kredytu jak złotowego, ale oprocentowanego jak frankowy.
Co z umowami, które tracą moc w przypadku zapisów abuzywnych – to jest wątek, który jest ściśle powiązany z poprzednim, ale ponieważ Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej już raz dał możliwość wyboru klientom czy iść w stronę anulowania umowy czy zastępowania, należałoby ustalić jakie są konsekwencje tej ścieżki.
Jaki wpływ na rynki ma to zamieszanie?
Wpływ na rynki należy podzielić na dwa elementy. Z jednej strony jest to bardzo istotny wpływ na notowania banków na giełdzie. Widać to szczególnie po indeksie WIG banki, który ostatnio akurat idzie w górę, ale to raczej korekta po poprzednich spadkach. Im bardziej oddala się czarny scenariusz gigantycznych odszkodowań tym bardziej banki zyskują, z drugiej strony to wcale nie znaczy, że banki nie zapłacą niczego. Niektóre banki jak chociażby PKO BP wyszły do przodu i zaoferowały ugody z klientami już wcześniej. Ciekawe czy to kwestia tych ugód nie jest jednym z powodów, przez który Zbigniew Jagiełło pożegnał się z funkcją prezesa tego banku? Nie zmienia to faktu, że przy gigantycznej ekspozycji na kredyty frankowe temat ten spowoduje jeszcze wiele zamieszania, niezależnie od dalszych rozstrzygnięć.
Drugą ważną kwestią jest wpływ niepewności na rynki walutowe. Inwestorzy niepewnym okiem patrzą na inwestowanie w złotego, kiedy potencjalnie może dojść do destabilizacji systemu finansowego. A nawet jeżeli nie destabilizacji, to gwałtownego ograniczenia akcji kredytowej banków co z kolei powodowałoby, że perspektywy rozwoju byłyby jednak słabsze. To właśnie dlatego kurs euro czy kurs franka w ostatnich dniach idą w górę bardziej niż wskazywałyby na to dane makroekonomiczne.
Maciej Przygórzewski, główny analityk Currency One, operatora serwisów InternetowyKantor.pl i Walutomat.
Według danych z końca kwietnia 2021 r., w Polsce było zarejestrowanych łącznie 23 834 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Przez pierwsze cztery miesiące br. ich liczba zwiększyła się o 5 098 sztuk, tj. o 137% więcej niż w analogicznym okresie 2020 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.
Pod koniec kwietnia 2021 r. po polskich drogach jeździły 23 834 elektryczne samochody osobowe. Pojazdy w pełni elektryczne (BEV, ang. battery electric vehicles) odpowiadały za 49,68% (11 841 szt.) tej części parku pojazdów, a pozostałą część (50,32% udz.) stanowiły hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 11 993 szt. Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych liczył 899 szt. W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec kwietnia składała się z 9 652 szt.
Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce wzrósł do 484 szt. Od stycznia do kwietnia 2021 r. flota elektrobusów powiększyła się o 52 zeroemisyjne pojazdy. W porównaniu z analogicznym okresem 2020 r., kiedy zarejestrowano 23 takie autobusy, oznacza to wzrost o 126% r/r.
Wraz ze wzrostem liczby pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec kwietnia w Polsce funkcjonowało 1 456 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych (2 838 punktów). 33% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 67% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W kwietniu uruchomiono 31 nowych, ogólnodostępnych stacji ładowania (58 punktów).
„Za nami kolejny miesiąc wzrostów rejestracji pojazdów niskoemisyjnych – w tym oczywiście pojazdów bateryjnych, bardzo duży wzrost rejestracji hybryd plug-in ale też po raz pierwszy zarejestrowano 6 samochodów wodorowych. Polska wpisuje się w europejski trend, choć szkoda, że w Krajowym Planie Odbudowy wykorzystującym środki unijne na odbudowę gospodarki po pandemii na niskoemisyjną motoryzację przeznaczono zaledwie nieco ponad miliard euro. Pieniądze te zasilą głównie komunikację publiczną i budowę stacji ładowania dla autobusów. Warto byłoby wzorem innych krajów europejskich przeznaczyć na rozwój niskoemisyjnego transportu oraz produkcji pojazdów i baterii znacznie większe środki, podobnie jak ma to miejsce w innych krajach UE, gdzie na ten cel przeznaczono nawet po kilkanaście miliardów euro” – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.
„Wyniki rynkowe potwierdzają, żePolacy są coraz bardziej zainteresowani elektromobilnością. Przez pierwsze 4 miesiące tego roku zarejestrowano o ponad 1 000 więcej osobowych EV niż w całym 2019 r. Ponadto, liczba samochodów z napędem elektrycznym sprzedanych od stycznia do kwietnia okazała się być wyższa niż rejestracje odnotowane w ciągu pierwszych 8 miesięcy roku 2020, który jak do tej pory był rekordowy pod tym względem. Mimo to liczby bezwzględne nadal są zbyt niskie, żebyśmy mieli szansę dogonić europejskich liderów zrównoważonego transportu. Dość powiedzieć, że np. we Francji w samym tylko kwietniu zarejestrowano ok. 22 tys. BEV i PHEV – to zbliżona liczba do całego parku samochodów z napędem elektrycznym w Polsce” – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.
Rewolucja technologiczna w firmach już nie tyle postępuje, co galopuje, jak wynika z raportu ManpowerGroup „Rewolucja Umiejętności – restart pod znakiem trzech P: przedłuż, przekwalifikuj, przeorganizuj”. Co ciekawe, prawie wszystkie przedsiębiorstwa (97%), które inwestują w automatyzację i digitalizację procesów, są skłonne do utrzymywania liczby zatrudnionych osób na niezmienionym poziomie, lub wręcz planują powiększanie swoich zespołów. Pracownicy mogą być więc spokojni – maszyny nie pozbawią ich pracy, jednak wspólne działanie ludzi i robotów wymagać będzie od kadr rozwijania nowych umiejętności, niezbędnych do efektywnego funkcjonowania w coraz bardziej zdigitalizowanym środowisku biznesowym. Jakie kompetencje będą najbardziej potrzebne w organizacjach?
Według analizy ManpowerGroup, aktualnie obserwujemy na rynku pojawienie się dwutorowego, K-kształtnego trendu rozwojowego, który uwypukla rosnącą przepaść pomiędzy pracownikami z pożądanymi na rynku kompetencjami, a tymi, których umiejętności tracą na znaczeniu. W dobie wzmożonej digitalizacji procesów firmom zależy na pozyskiwaniu kandydatów z rozwiniętymi kompetencjami cyfrowymi, dobrze odnajdujących się w obecnej, coraz silniej zautomatyzowanej rzeczywistości zawodowej. Wdrażanie nowoczesnych technologii jest dziś dla wielu organizacji warunkiem utrzymania konkurencyjności rynkowej, dlatego – zgodnie z analizą ManpowerGroup – zdecydowany wzrost popytu na swoje usługi notują między innymi inżynierowie ds. robotyki, eksperci z obszaru internetu rzeczy, developerzy aplikacji, specjaliści ds. automatyzacji procesów, informatycy w dziale wsparcia technicznego oraz specjaliści ds. marketingu cyfrowego.
Kompetencje przyszłości to jednak nie tylko umiejętności z zakresu technologii. W cenie są także charakterystyczne dla ludzi kompetencje miękkie, których nie posiadają roboty. Czas dynamicznych zmian na rynku, związany z wybuchem pandemii COVID-19, pokazał przedsiębiorcom, jak ważna dla biznesu jest elastyczność w działaniu, kreatywność oraz umiejętność szybkiego przyswajania nowej wiedzy. Nic dziwnego, że właśnie takich kompetencji pracodawcy poszukują obecnie u kandydatów – są one bowiem uniwersalne i potrzebne w każdej branży. Na znaczeniu zyskują również inne umiejętności miękkie, takie jak komunikatywność, efektywna współpraca, krytyczne myślenie i analiza, odpowiedzialność oraz odporność na stres.
– Jak pokazuje raport ManpowerGroup, obecnie przeżywamy wielką transformację umiejętności oraz kompetencji. Spowodowana jest ona oczywiście ogromnym przyspieszeniem technologii, za którą coraz trudniej nam nadążyć. Zgodnie z prognozami, do 2025 roku ludzie i maszyny podzielą się zadaniami w proporcji 50-50 procent, a na świecie powstanie 97 milionów nowych miejsc pracy w obszarach sztucznej inteligencji, gospodarki ekologicznej i opieki. Co to oznacza? Przede wszystkim to, że musimy coraz intensywniej pracować nie tylko nad rozwijaniem kompetencji twardych, ale także miękkich. Poprzez przejście na pracę zdalną, utraciliśmy kontakt społeczny, a nasza empatia względem współpracowników została wystawiona na próbę. W związku z ograniczoną możliwością interakcji z kolegami i koleżankami z biura, nasza praca zespołowa w naturalny sposób pogorszyła się, co w niektórych przypadkach spowodowało opóźnienia w realizacji projektów. Warto podkreślić, że w czasach, gdy często nie mamy bezpośredniej styczności z rozmówcą, powinniśmy szczególnie dbać o jakość naszej komunikacji – tak, aby informacje, które przekazujemy, były zrozumiałe. Z uwagi na szybki postęp technologii pracownicy techniczni muszą zwrócić szczególną uwagę na to, jak odbierają ich klienci, u których wdrażają pewne rozwiązania. Tłumaczenie skomplikowanych zagadnień oraz skuteczne dzielenie się wiedzą to dziś cenne umiejętności biznesowe – zaznacza Piotr Zygmunt, ekspert rynku pracy Talent Solutions.
Pracodawcy mogą podnosić kwalifikacje swoich pracowników i rozwijać u nich zarówno kompetencje techniczne, jak i miękkie, by tworzyć efektywne w działaniu zespoły. Nie zawsze jednak jest to łatwe. 34% organizacji w Polsce deklaruje, że ma trudności z wyszkoleniem pożądanych umiejętności technicznych u zatrudnionej kadry. 36% firm stwierdza, że jeszcze bardziej skomplikowanym zadaniem jest nauczenie pracowników potrzebnych umiejętności miękkich, np. analitycznego myślenia i komunikacji[1].
– Jednym z priorytetów firm jest pozyskiwanie i zatrzymywanie pracowników, a także podnoszenie ich kwalifikacji. Dogłębna analiza potrzeb pozwala podejmować skuteczne decyzje w zakresie planowania i realizowania strategii rekrutacyjnej oraz dalszego rozwoju zatrudnionych osób wewnątrz organizacji. Dlatego też proces zarządzania talentami i mobilnością pracowników coraz bardziej zyskuje na znaczeniu – wspiera on bowiem rozwój przedsiębiorstw i pomaga budować konkurencyjność na rynku. Istotne jest, aby HR współpracował z zarządem przy definiowaniu strategii organizacji i zapewniał strategię personalną spójną z założeniami firmy. Kluczowe dla skutecznego zarządzania talentami jest zebranie i zweryfikowanie danych o kompetencjach, które już są w organizacji, a także określenie, jakie umiejętności będą potrzebne firmie w przyszłości. Dzięki temu możliwa jest ocena, jakie luki kompetencyjne pojawiają się w przedsiębiorstwie, co pozwala zaplanować pozyskanie nowych pracowników lub wyposażenie obecnych w potrzebne firmie kwalifikacje. Niezbędne jest również zapewnienie kadrom angażującego i wspierającego rozwój środowiska pracy, ponieważ pracownicy przyszłości to osoby, które są elastyczne i potrafią szybko przyswajać oraz wykorzystywać w praktyce nowe umiejętności. W dynamicznym otoczeniu biznesowym przewagę konkurencyjną zdobywają tak zwane organizacje uczące się, z rozwiniętą kulturą nieustannego podnoszenia kwalifikacji, wykazujące dużą otwartość na zmiany i nowe trendy. Firmy zauważają, że wysoka motywacja pracowników do zdobywania nowej wiedzy pozwala efektywniej zarządzać potencjałem zatrudnionych osób i pozytywnie wpływa na wzrost mobilności pracowników wewnątrz organizacji – dzięki czemu rośnie innowacyjność i produktywność zespołów. Jednocześnie pracownicy, którzy czują, że firma inwestuje w ich rozwój i wspiera w podejmowaniu nowych wyzwań zawodowych, otrzymują wyraźny sygnał, że są wartościowi dla organizacji, co przyczynia się do wzrostu ich poczucia bezpieczeństwa oraz samooceny – stwierdza Agnieszka Krzemień, ekspert ds. rozwoju i zarządzania karierą z Right Management w ManpowerGroup.
W związku z transformacją rynku pracy oraz postępującą rewolucją technologiczną, firmy potrzebują pracowników z kompetencjami pozwalającymi na efektywne funkcjonowanie w dynamicznym środowisku biznesowym – osób otwartych na zmianę, szybko przystosowujących się do nowych warunków i sprawnie przyswajających wiedzę. Poszukiwani na rynku są kandydaci z cennymi dla organizacji kompetencjami miękkimi, jak również umiejętnościami technicznymi. Warto jednocześnie zaznaczyć, że – zgodnie z ubiegłorocznym raportem ManpowerGroup „Rozwiązanie problemu niedoboru talentów: dowiedz się, czego chcą pracownicy” – Polska jest w czołówce krajów borykających się z problemem braku wystarczającej liczby pracowników z potrzebnymi na rynku kwalifikacjami.
[1] „Will My Skills be Obsolete in the Future?” ManpowerGroup, 2020. „Czy roboty potrzebują ludzi?” ManpowerGroup, 2019.
Dziś oczy inwestorów zwrócone są w kierunku danych inflacyjnych ze Stanów Zjednoczonych. Rynek co prawda oczekuje wzrostu wskaźnika CPI (wyższy odczyt jest już w cenach), jednak gdyby dane okazały się wyższe od konsensusu, dalsze spadki indeksów giełdowych, która stanowią na razie jedynie korektę, są wysoce prawdopodobne.
W USA oraz na całym świecie toczy się dyskusja na temat inflacji. Wpływa ona na oczekiwania Rezerwy Federalnej a tym samym determinuje przyszłą ścieżkę kursu dolara amerykańskiego. Dzisiejsze dane, które poznamy o 14:30, niestety nie odpowiedzą na pytanie jak mocno inflacja będzie rosła w przyszłości. Wysokie odczyty są już w pewnym stopniu zdyskontowane przez rynek (świadczą o tym chociażby wczorajsze spadki na giełdach). Nie zapominajmy, że wysoki wynik kwietniowy będzie wynikał również z efektu bazy. W tym samym miesiącu w 2020 roku wskaźnik CPI spadł do poziomu 0,3 proc.
Wiemy, że Fed pozwoli inflacji rosnąć i przekroczyć poziom celu – przynajmniej takie są deklaracje przedstawicieli tej instytucji. Pytanie jednak brzmi jak nowa strategia FOMC przełoży się na rzeczywistą politykę pieniężną Rezerwy Federalnej. Nie wiemy niestety jak długo i o ile Fed pozwoli inflacji przekroczyć założony cel. Ostatnie dane z rynku pracy, które okazały się dużo gorsze od prognoz, na moment ucięły spekulacje dotyczące wcześniejszej normalizacji polityki pieniężnej. Indeksy giełdowe w piątek rosły, dolar tracił a złoto wyszło na nowe lokalne maksima. Im jednak jesteśmy bliżej danych dotyczących inflacji konsumenckiej, obawy rynku rosną. S&P500 spadł do poziomu 4100 pkt. a Dow Jones wykonał korektę podobną pod kątem zasięgu do tej marcowej. Na godzinę 15 zaplanowane jest wystąpienie Richarda Claridy – członka zarządu Fed, który z pewnością odniesie się do danych pokazanych chwilę wcześniej.
Złoty jest jedną z najsilniejszych walut w regionie. Izba Cywilna SN poprosiła szereg krajowych instytucji (m.in. KNF, Rzecznika Praw Dziecka, NBP oraz Rzecznika Finansowego) o opinię w kwestii kredytów CHF oraz odroczyła termin wydania orzeczenia, nie podając nowej daty. To sprawia, że złoty nadrabia zaległości względem lokalnych rywali. Kurs EUR/PLN znajduje się na poziomie 4,54.
Łukasz Zembik,
Kierownik Departamentu Analiz w TMS Brokers
Samozatrudnienie w branży IT od kilku lat cieszy się niesłabnącą popularnością. Według No Fluff Jobs, serwisu z ogłoszeniami dla branży IT, właśnie ta forma zatrudnienia proponowana jest już w ¾ ogłoszeń kierowanych do specjalistów IT. Co więcej, na koniec roku 2020 aktywnie działało ponad 112 tys. jednoosobowych firm informatycznych, a ich liczba od sześciu lat stale rośnie – średnio w tempie 13,5 proc. w każdym roku.
Im dłuższy staż, tym samozatrudnienie bardziej popularne
Okazuje się, że im większe doświadczenie zawodowe, tym chętniej specjaliści IT decydują się na założenie jednoosobowej działalności i współpracę na podstawie kontraktu B2B, stąd pracodawcy starają się wychodzić naprzeciw ich oczekiwaniom. Według danych No Fluff Jobs, w roku 2020 w ogłoszeniach kierowanych do ekspertów IT to właśnie on proponowany był najczęściej i dominował nad umową o pracę (B2B: 87 proc., UoP: 36 proc.), a w przypadku osób ze średnim doświadczeniem obie formy współpracy były oferowane równie często (B2B: 66 proc., UoP: 60 proc.). Z kolei w ofertach dla początkujących proponowana była najczęściej umowa o pracę (72 proc.), a umowa B2B tylko w 45 proc. z nich.
– Kontrakt B2B jest typem umowy najczęściej wybieranym przez ekspertów IT i osób ze średnim doświadczeniem, czyli tzw. „midów”. Ze względu na większe doświadczenie, bardziej świadomie podejmują oni decyzje związane ze swoją karierą i ze względu na większą praktykę dostrzegają plusy i minusy, które wiążą się z tym typem umowy. Dla większości z nich plusy przeważają – mówi Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs. – Korzyścią, która płynie z tego typu umowy, jest nie tylko m.in. możliwość współpracy projektowej z kilkoma podmiotami i ulgi podatkowe, w tym IP Box, które przekładają się na wyższe zarobki. Z danych No Fluff Jobs wynika, że w przypadku kontraktu B2B, specjaliści IT mogą zarobić między 13 a 18 tys. zł netto.
A jak przedstawiają się mediany widełek wynagrodzeń (dolnych i górnych) w IT w przypadku umowy B2B? Według No Fluff Jobs w roku bieżącym początkujący mogą liczyć na zarobki między 4 a 7 tys. netto, osoby ze średnim doświadczeniem od 9 do 14 tys. netto, a eksperci między 16 a 21 tys. zł netto.
Udział jednoosobowych działalności w IT. Najwięcej samozatrudnionych w województwie mazowieckim
Według danych Dun & Brandstreet, największy odsetek jednoosobowych działalności gospodarczych w sektorze IT w 2020 roku stanowili aktywnie działający w branży związanej z oprogramowaniem (67,5 proc.). Na drugiej pozycji znalazły się działalności związane z doradztwem w zakresie informatyki (19 proc.), a trzeciej – usługi z zakresu technologii informatycznych. Najmniej, bo 5,6 proc. prowadzi działalność związaną z zarządzaniem urządzeniami informatycznymi.
Najwięcej, bo blisko 30 proc. jednoosobowych działalności gospodarczych w branży IT w roku 2020 aktywnych było w województwie mazowieckim. Zaraz za nim uplasowały się małopolskie (10,7 proc.) i dolnośląskie (10,4 proc.). Zdecydowana większość z nich skupiona jest w największych miastach polski – w Warszawie aktywnych jest ponad 19 tys. samozatrudnionych w branży IT, w Krakowie i Wrocławiu kolejno 6,1 i 6,5 tys. W przypadku innych miast wojewódzkich ich liczby są nieco mniejsze – w Katowicach 1,3 tys., w Poznaniu – 3,8 tys., w Gdańsku – 3,1 tys. i w Gdyni – 1,2 tys. w Łodzi – 2,6 tys., w Rzeszowie i w Bydgoszczy blisko 1 tys., w Lublinie 1,4 tys., w Szczecinie 1,6 tys., a w Białymstoku – 1,2 tys. Nie więcej niż 500 jest ich z kolei w Olsztynie, Kielcach, Zielonej Górze i Opolu.
Warszawa i Kraków oferują najwyższe stawki wynagrodzeń
Z danych No Fluff Jobs wynika, iż w przypadku pracy w ramach kontraktu B2B, najwyższe zarobki oferowane są specjalistom IT w Warszawie i oscylują one w granicach 14,7-20 tys. zł netto, w Krakowie z kolei mogą oni liczyć na zarobki pomiędzy 13 a 18,3 tys. zł netto. W przypadku górnych widełek, w Trójmieście, Łodzi i Wrocławiu są one nieznacznie mniejsze niż w Małopolsce – mediana zarobków wynosi w nich 18 tys. zł netto.
– W podziale na kategorie, na najwyższe zarobki w ramach umowy B2B mogą liczyć przedstawiciele Security (16,8-22 tys. zł netto) oraz specjaliści Big Data (16-21,7 tys. zł netto). – mówi Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs. – Ale równie wysokie stawki oferowane są specjalistom pracującym w dziedzinach Business Intelligence i DevOps – w obydwu wynoszą one 15-20 tys. zł netto.
W konsekwencji kwietniowych restrykcji epidemicznych Miesięczny Indeks Koniunktury spadł w maju o 2,1 pkt. do poziomu 95,0 pkt. O nieznacznym pogłębieniu niekorzystnej koniunktury zdecydowały przede wszystkim obniżenie poziomu inwestycji i niższa wartość sprzedaży – wynika z kolejnego odczytu wskaźnika Polskiego Instytutu Ekonomicznego oraz Banku Gospodarstwa Krajowego. Pozytywnym aspektem jest wzrost zatrudnienia oraz to, że firmy z większym optymizmem patrzą na kolejne miesiące co można łączyć z planami odmrażania gospodarki.
Podobnie jak od początku roku, poziom MIK jest poniżej odczytu neutralnego, co oznacza przewagę negatywnych nastrojów przedsiębiorców nad pozytywnymi. Niezmiennie, trzy komponenty MIK przyjmują poziomy powyżej odczytu neutralnego: zatrudnienie (111,8 pkt.), wynagrodzenia (104,6 pkt.) i płynność finansowa (121,3 pkt.). W porównaniu
z poprzednim miesiącem największa poprawa wyników nastąpiła w płynności finansowej firm (5,4 pkt.). Pogorszyły się natomiast wyniki dotyczące wartości sprzedaży (o 8,1 pkt.) a zwłaszcza wskaźniki dotyczące inwestycji (o 19,5 pkt.). Pod względem inwestycji obecny wynik (49,1 pkt.) jest najniższy spośród wszystkich pomiarów i pozostaje znacznie poniżej odczytu neutralnego.
Trzecia fala pandemii i utrzymujący się lockdown części przedsiębiorstw, spowodowały pogorszenie nastrojów przedsiębiorców. Na pogorszenie wskaźników dotyczących sprzedaży i inwestycji miała wpływ niepewność ogólnej sytuacji gospodarczej w kraju oraz postrzegany wzrost ryzyka działalności biznesowej. Stąd powstrzymywanie się części firm (szczególnie dużych i produkcyjnych) od inwestowania, chociaż kwiecień br. nie przyniósł istotnych zmian w dostępie do zewnętrznych źródeł finansowania. Poprawiły się nastroje w budownictwie, osiągając w majowym odczycie poziom bardzo zbliżony do neutralnego. Wiąże się to z sezonowym charakterem prac w tym sektorze gospodarki oraz obserwowanym rosnącym popytem na mieszkania. Zdecydowanie pozytywnie trzeba ocenić poprawę płynności finansowej firm (większość ma wystarczające środki pozwalające na funkcjonowanie na rynku ponad 3 miesiące) oraz stabilną sytuację na rynku pracy – mówi Urszula Kłosiewicz-Górecka, analityk z zespołu foresightu gospodarczego Polskiego Instytutu Ekonomicznego.
Spadek nastrojów we wszystkich kategoriach firm, ale największy w dużych
Pogorszenie nastrojów nastąpiło we wszystkich kategoriach firm, przy czym największy spadek odnotowaliśmy wśród dużych podmiotów (o 12,8 pkt.). Dla tej kategorii firm oznacza to spadek nastrojów do poziomu poniżej odczytu neutralnego (97,1 pkt.) i taka sytuacja ma miejsce po raz pierwszy od stycznia. Spadki odnotowane w średnich i małych podmiotach wyniosły odpowiednio 7,4 pkt. oraz 7,1 pkt. Z kolei najmniejszy spadek odnotowały firmy mikro (o 1,8 pkt.). Trzeba jednak zauważyć, że choć spadki nastrojów
w firmach mikro i małych m/m były relatywnie najmniejsze, to nadal sytuacja tych podmiotów pozostaje gorsza niż większych firm i odbiega od odczytu neutralnego
o odpowiednio 10,5 pkt oraz 12,1 pkt.
MIK według wielkości przedsiębiorstw
Względnie najwyższy i powyżej odczytu neutralnego poziom wskaźnika odnotowano
w branży TSL (101,7 pkt.). Zbliżony do neutralnego jest wskaźnik dla budownictwa (99,6 pkt.), z kolei zdecydowany spadek nastrojów nastąpił w produkcji, gdzie obecnie poziom MIK wynosi 89,4 pkt. i jest niższy o 18,9 pkt. niż w marcu. Za spadki w tej branży odpowiada głównie mniejsza wartość sprzedaży w kwietniu m/m, na którą wskazało 45 proc. firm produkcyjnych, a także spadek liczby nowych zamówień m/m, na co wskazało 29 proc. firm. Jeżeli chodzi o sektor usług, to od dwóch miesięcy nastroje pozostają w nim poniżej odczytu neutralnego (90,2 pkt.).
Co czwarta firma nie inwestowała z powodu braku możliwości
Niemal połowa badanych firm realizowała inwestycje w ostatnich trzech miesiącach. Wyższe wydatki inwestycyjne niż w poprzednich trzech miesiącach poniosło 18 proc.,
a mniejsze 7 proc. przedsiębiorstw. Wśród firm, które nie poniosły wydatków inwestycyjnych przeważają te, które nie dostrzegły potrzeby inwestowania (38 proc. ogółu badanych). Natomiast niemal co czwarta jednostka nie inwestowała z powodu braku możliwości. Przeważnie inwestowały duże firmy (55 proc.). Inwestycje najczęściej zwiększały mikrofirmy (21 proc.), a najrzadziej duże przedsiębiorstwa (9 proc.). Potrzeby inwestowania nie dostrzegała blisko połowa średnich firm (46 proc.).
Majowy odczyt MIK potwierdza większość tendencji z poprzednich miesięcy. Mamy utrzymujące się pozytywne trendy w zatrudnieniu oraz płynności finansowej, słabnące ale wciąż pozytywne nastroje dotyczące płac i dobrą sytuację płynnościową firm. Wciąż też widać lepsze nastroje w większych firmach, jednak trudno jest mówić o pozytywnych niespodziankach. Z drugiej strony mamy niestety zaskoczenia negatywne. Do nich trzeba zaliczyć powrót do poziomu poniżej neutralnego indeksu produkcyjnego oraz zachowanie wskaźnika inwestycyjnego, który wrócił do wcześniejszego trendu wskazującego na stopniowe pogarszanie się nastrojów. Szczególnym powodem do zastanowienia powinno być zachowanie komponentu inwestycyjnego, którego poprawę przywitaliśmy z nadzieją miesiąc wcześniej. Odbudowa działalności inwestycyjnej firm jest nie tylko istotnym elementem bieżącego PKB, ale także jednym z warunków utrzymania długookresowych zdolności wzrostowych polskiej gospodarki. Można mieć nadzieję, że utrzymujące się ograniczenie aktywności inwestycyjnej firm ma wciąż główne podłoże w trwającej niepewności pandemicznej. Niepewność ta powinna maleć w nadchodzących miesiącach – Mateusz Walewski, dyrektor Biura Badań i Analiz Banku Gospodarstwa Krajowego.
Optymizm w spojrzeniu na przyszłość
Negatywny wpływ spadku inwestycji oraz niższej sprzedaży został po części zrekompensowany przez wzrost płynności finansowej firm (5,4 pkt.), zatrudnienia (3,7 pkt.) oraz poprawę dopasowania aktualnych mocy produkcyjnych do zapotrzebowania (3,7 pkt.). Warto zwrócić uwagę, że te trzy komponenty pozostają powyżej odczytu neutralnego od początku pomiaru, zaś w odniesieniu do zatrudnienia i wynagrodzeń
w kolejnych badaniach nie obserwujemy znaczących wahań w odczytach, co może świadczyć o tym, że firmy w długim terminie liczą na powrót do normalności. Do pewnego stopnia potwierdzają to wyniki indeksu diagnostycznego i prognostycznego. Indeks diagnostyczny wyznaczony na podstawie aktualnej wartości sprzedaży, liczby nowych zamówień, mocy produkcyjnych oraz poziomu inwestycji wynosi 81,8 pkt. i jego wartość spadła o 5,9 pkt. m/m. Z kolei indeks prognostyczny wyznaczony na podstawie ocen planowanej wielkości sprzedaży, zatrudnienia, wynagrodzeń pracowników oraz oceny płynności finansowej wynosi 114,5 pkt., co oznacza wzrost o 9,9 pkt. m/m. Obecna koniunktura jest zatem postrzegana znacznie poniżej poziomu neutralnego, a przyszła – znacznie powyżej.
***
Nota metodologiczna
Miesięczny Indeks Koniunktury (MIK) jest narzędziem badającym nastroje gospodarcze przedsiębiorstw w Polsce opracowanym przez Polski Instytut Ekonomiczny oraz Bank Gospodarstwa Krajowego. MIK powstaje co miesiąc na podstawie pomiarów dokonanych w siedmiu kluczowych obszarach działalności przedsiębiorstw: wartość sprzedaży, nowe zamówienia, zatrudnienie, wynagrodzenia, moce produkcyjne, wydatki inwestycyjne, sytuacja finansowa. Poziomy liczbowe MIK obliczamy na podstawie wyników badań ankietowych przeprowadzanych na reprezentatywnej próbie 500 przedsiębiorstw
w czterech kategoriach wielkościowych i pięciu branżowych. Poziomy MIK przyjmują wartości z przedziału <0;200>, a punkt odniesienia wskaźnika stanowi odczyt 100, który jest poziomem neutralnym.
Badania marketingowe umożliwiają poznanie opinii klientów zarówno o firmie, jak i o oferowanych usługach i produktach. Takie badanie można nie tylko zlecić zewnętrznej agencji, ale również przeprowadzić samodzielnie, z wykorzystaniem oprogramowania do ankiet online wraz z internetowym panelem badawczym. W ten sposób niezbędną do skutecznego wdrożenia wiedzę możemy pozyskać wyjątkowo szybko.
Jak sprawdzić, czego potrzebują klienci?
Częstym błędem początkujących biznesów podczas wdrażania na rynek nowego produktu lub usługi jest niesprawdzenie, czy znajdzie on swoje zainteresowanie ze strony kupujących. Wbrew powszechnej opinii odpowiedź na problem klientów w dzisiejszych czasach nie jest gwarantem sukcesu na rynku. Wśród wielu popełnianych błędów można wskazać założenie, że jeśli produktu nie ma na rynku, to dzięki nam zapełni się nisza. Istnieje jednak wiele czynników zewnętrznych, które mogą spowodować brak zainteresowania ofertą, wśród nich głównym aspektem może być brak dojrzałości konsumentów wobec niektórych nowinek technicznych, czy przyzwyczajenia konsumentów. Dużą rolę odgrywają również lokalne uwarunkowania. Świetnym przykładem takiego rynku może być sprzedaż napojów typu cola w Czechach, gdzie mimo ostrej konkurencji ze strony dwóch globalnych marek tego napoju, to lokalny czeski producent posiada swój istotny udział w rynku. Takich przykładów można mnożyć wiele, więc podejście „stwórzmy i sprzedajmy” oraz opinie najbliższych o potencjale pomysłu biznesowego są bardzo często drogą do upadku. Jak więc sprawdzić, czy nasz pomysł zyska aprobatę klientów? W tym celu należy skorzystać z badań marketingowych, które można realizować zarówno za pomocą agencji badawczych, jak i samodzielnie przy użyciu profesjonalnych programów ankietowych takich jak SurvGo™.
Badania marketingowe mają za zadanie nie tylko odpowiedzieć na pytanie, czy klienci potencjalnie mogą być zainteresowani naszym produktem, ale przede wszystkim określić:
Grupę docelową klientów i ich segmentację;
Elastyczność cenową, czyli ile klienci są skłonni zapłacić;
Udział w rynku konkurentów;
Wartość rynku;
Zaufanie do Twojej marki;
Strategię marketingową;
Zwyczaje zakupowe konsumentów;
Atrakcyjność opakowania produktu;
Analizę konkurencji;
Postrzeganie kampanii reklamowej.
Otrzymane dane umożliwiają zbudowanie strategii marketingowej, dzięki której wyprzedzisz konkurencję na rynku i będziesz mógł dynamicznie reagować na zachodzące w nim zmiany.
Poznaj preferencje zakupowe konsumentów za pomocą ankiet online
Jedną z najpopularniejszych form badań marketingowych są ankiety online. Realizacja badań za pośrednictwem ankiet online to solidna podstawa w oparciu o którą stworzysz swoją strategię marketingową. Kluczowym element decydującym o powodzeniu badania jest odpowiednio skonstruowany kwestionariusz ankietowy. Źle sformułowane pytania, ich logika oraz przede wszystkim błędnie dobrana charakterystyka respondentów, są główną przyczyną niewłaściwej realizacji projektu. Dlatego, jeśli nie posiadamy doświadczenia w realizacji badań ankietowych i nie potrafimy właściwie stworzyć ankiety, warto skorzystać z usług Centrum Badawczo – Rozwojowego BioStat®, w którym eksperci opracują metodologię badania i zrealizują badanie w panelu badawczym Badanie-Opinii.pl. Realizacja badania ankietowego w panelu badawczym to możliwość poznania opinii konsumentów w szybki i tani sposób, w porównaniu do innych narzędzi badawczych. Za ankietami online przemawia ich:
Niski koszt i krótki czas realizacji;
Możliwość dotarcia do specyficznych grup docelowych;
Realizacja badania na dużych grupach respondentów;
Możliwość stosowania elementów audio i wideo;
Rozbudowany system profilowania;
Stały monitoring realizacji próby badawczej.
Ankieta online – jak stworzyć właściwie narzędzie
Jeśli chcemy samodzielnie stworzyć naszą ankietę w programie do tego przeznaczonym, musimy zwrócić uwagę na sposób zadawania pytań uczestnikom. Jedną z ważniejszych z zasad jest nieformułowanie w sposób oczywisty pytań do naszych odbiorców w początkowej części kwestionariusza (np. „Czy podoba Ci się nasz produkt?”). Pytania nie powinny również sugerować odpowiedzi oraz być nieprecyzyjne. Warto więc tworząc ankietę online lub zlecając jej realizację, zwrócić uwagę na to, by:
Pytania były tworzone od ogółu do szczegółu – pozwala to lepiej ustrukturyzować uzyskane informacje;
Liczba pytań była dostosowana do tematu – tworzenie zbyt długiej ankiety lub zbyt rozbudowanej kafeterii odpowiedzi może zmniejszać jakość udzielanych odpowiedzi;
Pytania powinny być mierzalne – poprzez wykorzystywanie skal, czy list rankingowych;
Została zachowana logika pytań – poprzez stronicowanie pytań i tworzenie pytań warunkowych;
Zawierała odpowiednie pytania metryczne – ponieważ umożliwiają one segmentację udzielanych odpowiedzi ze względu na poszczególne typy klientów.
Gdy już stworzymy kwestionariusz ankiety, kolejnym ważnym elementem jest odpowiedni dobór próby badawczej – czyli ustalenie do kogo dokładnie kierujemy naszą ankietę. W tym celu należy określić wielkość próby (ile osób wypełni ankietę) oraz ich cechy demograficzne, psychograficzne oraz socjodemograficzne. Niezależnie czy badanie marketingowe zrealizujesz samodzielnie, czy skorzystasz z pomocy ekspertów centrum badawczego, powinieneś stworzyć metryczkę ankiety, w której zawrzesz podstawowe elementy charakterystyki próby badawczej jak wiek, płeć, dochody w gospodarstwie domowym, wielkość miejscowości, czy sytuację rodzinną respondentów badania.
Samodzielna realizacja ankiet online w panelu konsumenckim
Gdy zależy nam na czasie i wiemy, jak stworzyć odpowiednią ankietę możemy ją zrealizować w programie SurvGo™ . Jest to intuicyjna aplikacja działająca z poziomu przeglądarki, w której za pomocą trzech prostych kroków zrealizujemy badanie ankietowe w panelu konsumenckim. Wystarczy stworzyć ankietę, wybrać odpowiednią charakterystykę próby (np. na płeć i wiek), a następnie przeanalizować otrzymane wyniki z zakładki statystyk. Samodzielna realizacja badania ankietowego posiada wiele zalet, w tym:
Pełną kontrolę nad realizowanym badaniem;
Niskie koszty badania;
Ekspresową realizację badania;
Dostęp do rozbudowanych wyników w czasie rzeczywistym;
Zautomatyzowany kreator tworzenia pytań.
Wybierając samodzielną realizacją badania w programie ankietowym, należy zwrócić uwagę na dostępny moduł wyników i statystyk. Istnieje na rynku wiele programów ankietowych, lecz tylko kilka oferuje dostęp do panelu konsumenckiego oraz rozbudowanych statystyk z badania. Niewątpliwą zaletą SurvGo™ jest możliwość wygenerowania zestawień w postaci tabelarycznej i wykresów do pliku Word, bazy odpowiedzi do pliku Excel oraz krzyżowania wyników online na poszczególne pytania. Wszystkie wyniki również dostępne są w czasie rzeczywistym, w trakcie trwania badania. Bogata funkcjonalność statystyk pozwala nam nie tylko na zebranie dużej liczby danych, ale przede wszystkim na ich właściwą analizę. Prawidłowo przeprowadzone badanie ankietowe, nie tylko umożliwia określenie zainteresowania badanym produktem, ale również pozwoli Ci odpowiedzieć m.in. na pytanie:
Jakie są Twoje grupy docelowe oraz nisze na rynku;
Jak skonstruować konkurencyjną ofertę na rynku;
Jak kształtuje się elastyczność cenowa poszczególnych grup klientów;
Jak prezentuje się Twój produkt na tle konkurencji;
Jakie cechy funkcjonalne produktów interesują klientów oraz jaki jest ich poziom zainteresowania.
Badania marketingowe w formie ankiet online to możliwość szybkiego uzyskania precyzyjnych informacji od konsumentów oraz okazja do zbudowania przewagi nad konkurencją. Stwórz swoją pierwszą ankietę online i poznaj opinie klientów!
Jeszcze jakieś 10 lat temu bukmacherzy w Polsce generowali miejsca pracy przede wszystkim w naziemnych punktach przyjmowania zakładów. Jednak dziś już kilkanaście legalnie działających firm bukmacherskich oferuje coraz popularniejsze zakłady online, a ich specyfika generuje zupełnie nowe potrzeby, jeśli chodzi o zatrudnienie pracowników. Jak obecnie kształtuje się rynek pracy w polskiej branży bukmacherskiej? Czy punkty stacjonarne bukmacherów są skazane na zagładę, a osoby obsługujące je w całym kraju będą musiały znaleźć nowe zatrudnienie? Jaka praca jest aktualnie oferowana w branży zakładów bukmacherskich?
Punkty stacjonarne przegrywają z Internetem
Zmiany, jakie zaszły w ostatnich latach w usługach bukmacherów, mają bezpośrednie przełożenie na branżowy rynek pracy. Jak się szacuje, obecnie zakłady bukmacherskie stawiane w lokalach stacjonarnych przynoszą tylko około 20% przychodów bukmacherów, a więc aż za 80% odpowiadają kanały internetowe: strony www w wersji desktopowej i mobilnej oraz aplikacje na urządzenia przenośne. W związku z tym liczba punktów naziemnych, na których bazował wcześniej cały biznes bukmacherski w Polsce, zaczyna się kurczyć.
Taki obrót sprawy nie powinien dziwić, bowiem zakłady bukmacherskie online stawia się łatwiej i wygodniej, a bukmacherzy dbają o dodatkowe atrakcje, jak np. specjalne bonusy bukmacherskie czy darmowy streaming meczów. W zasadzie bardziej dziwić może tak naprawdę to, że liczba punktów sprzedaży wcale nie spada aż tak mocno, jak można by się spodziewać.
Nadzieja dla lokali w liderach rynku
Okazuje się, że najwięksi bukmacherzy w Polsce mają nadal bardzo rozbudowane sieci lokali stacjonarnych i stale inwestują w ich rozwój. Co ciekawe, stoją za tym nie dochody firm bukmacherskich z kanału retail, a kwestie wizerunkowe. Nowoczesne punkty naziemne usytuowane w reprezentacyjnych miejscach miast to zręczny sposób na reklamę, która jest dla usług bukmacherskich dalece ograniczona przez polskie prawo (m.in. w celu przeciwdziałania uzależnieniom od hazardu). Dlatego liderzy rynku, czyli STS i Fortuna, mogą sobie pozwolić na kilkaset punktów sprzedaży zakładów w całym kraju, przy obsłudze których zatrudnienie znajduje tysiące osób.
Nie jest jednak tak, że placówki tego typu pełnią jedynie funkcję promocyjną – dla przykładu sprzedaż zakładów w punktach naziemnych STS od lat przynosi nominalny wzrost wartości. Jak widać, inwestycje w technologie i w wysoki poziom usług opłacają się nawet w przypadku będącego w odwrocie tradycyjnego sposobu gry.
Pandemia zamyka punkty naziemne
Z drugiej strony nie wszystkich operatorów stać na utrzymanie punktów naziemnych, co udowodnił czas kryzysu. Wszystko wskazuje na to, że pandemia koronawirusa nie tyle spowodowała, co raczej przyspieszyła likwidację sieci punktów sprzedaży zakładów kilku bukmacherów. Jak pamiętamy, pierwszy atak COVID-19 skutkował tymczasowym zamknięciem lokali bukmacherskich w marcu 2020 r., jednak większość z nich została po kilku tygodniach na nowo otwarta. Takiej decyzji nie podjął Totolotek, który oferował zakłady bukmacherskie w punktach naziemnych najdłużej w Polsce i cieszyły się one dużą popularnością. Pomimo to na początku 2021 r. bukmacher ogłosił zamknięcie na stałe wszystkich prowadzonych 116 punktów. Uzasadniał to nie tyle samą pandemią, co właśnie jej wpływem na popularyzację zakładów online. Ponieważ zatrudnienie w tym kanale sprzedaży znajdowało około 150 osób, przedsiębiorstwo zapowiedziało przeprowadzenie programu zwolnień grupowych.
W jeszcze gorszej sytuacji znalazł się bukmacher Milenium (od 2004 r. na rynku), który nie tylko zamknął z powodu pandemii ponad 160 lokali naziemnych, ale też zawiesił możliwość zawierania zakładów internetowych. Jesienią 2020 r. firma bukmacherska złożyła wniosek o upadłość. Nadal zamknięte pozostają też punkty naziemne bukmachera Etoto.
Spadek zainteresowania grą w lokalach stacjonarnych na rzecz obstawiania online jest niezaprzeczalny, a sama pandemia tylko wzmocniła trendy obserwowalne na rynku od dłuższego czasu. Wiele mówiący jest fakt, że nowi bukmacherzy najczęściej w ogóle nie starają się o zezwolenie na oferowanie zakładów w punktach naziemnych. Tym samym zatrudnienie w branży bukmacherskiej coraz częściej dotyczy wyłącznie stanowisk w biurach bukmacherów (ewentualnie praca realizowana jest zdalnie), a coraz mniejszy staje się rynek pracy generowany przez bukmacherskie punkty naziemne (sytuację ratuje przede wszystkim STS i Fortuna).
Jakie miejsca pracy oferują bukmacherzy?
Sprawdźmy więc, jakie konkretnie miejsca pracy oferują obecnie bukmacherzy w naszym kraju.
1. Trader / oddsmaker
Wymarzona praca dla miłośnika zakładów bukmacherskich i sportu. Trader, oddsamker, odds compiler czy po prostu bukmacher to specjalista od przygotowywania kursów na zdarzenia dodawane do oferty zakładów bukmacherskich. Na zatrudnienie na stanowisku tradera mogą jednak liczyć tylko najlepsi – osoby łączące ekspercką wiedzę na temat konkretnej dyscypliny sportowej z umiejętnościami szacowania ryzyka, wiedzą z zakresu statystyki i teorii prawdopodobieństwa. Pomimo tego, że w dzisiejszych czasach oferty kursowe przygotowywane są roboczo przez specjalne programy komputerowe, to człowiek je sprawdza i ostatecznie zatwierdza. Poza tym analityk dostosowuje kursy do aktualnej sytuacji przedmeczowej (zmiany mogą zostać wprowadzone np. na skutek kontuzji ważnego zawodnika), a w przypadku zakładów na żywo musi je zmieniać na bieżąco w związku z następowaniem kolejnych wydarzeń meczu.
Bukmacherzy nie zawsze tworzą odrębne miejsca pracy dla traderów. Niektórzy korzystają z usług firm zewnętrznych – przykładowo pełną ofertę kursową może zapewniać dostawca oprogramowania bukmachera.
2. Analityk ds. ryzyka
Bukmacherzy zatrudniają też analityków, którzy zajmują się kontrolą ryzyka i przeciwdziałają oszustwom. Ich zadaniem jest sprawdzanie graczy internetowych oraz monitorowanie ich aktywności, czyli przede wszystkim tego, jakie zakłady bukmacherskie stawiają. W ten sposób firma bukmacherska kontroluje ryzyko związane z przyjmowanymi od graczy zakładami – analityk wyłapuje niemile widziane praktyki typerów (jak np. gra na arbitraż), ustala limity stawek dla konkretnych zakładów lub indywidualnych graczy, może także zupełnie zablokować konto użytkownika, którego zachowanie zostanie uznane za podejrzane. Warto zaznaczyć, że kontrola ryzyka może być też jednym z obowiązków traderów.
3. Konsultant w biurze obsługi klienta
Każda firma bukmacherska musi oczywiście mieć komórkę odpowiedzialną za obsługę klienta, ale odkąd zakłady bukmacherskie zaczęły być udostępniane online, działy BOK znacznie się rozrosły. Aktualnie bukmacherzy oferują wsparcie za pomocą kilku kanałów kontaktu, w tym poprzez czat na żywo, e-mail / formularz kontaktowy i infolinię. Co więcej, niektórzy operatorzy zakładów bukmacherskich zapewniają pomoc konsultantów w trybie 24/7, nie wyłączając weekendów i świąt. Praca w BOK polega nie tylko na bieżącym odpowiadaniu na pytania klientów, ale też na rozwiązywaniu zgłaszanych problemów technicznych i przeprowadzaniu weryfikacji rejestrowanych kont graczy.
4. Specjalista ds. marketingu
Firma bukmacherska ma też zawsze rozbudowany dział marketingu, który zajmuje się reklamą i promocją marki. Specjaliści ds. marketingu bukmachera opracowują także akcje promocyjne (np. bonusy powitalne dla nowych graczy czy promocje bukmacherskie towarzyszące ważnym wydarzeniom sportowym), realizują kampanie marketingowe, działania SEO, prowadzą profile firmy w mediach społecznościowych i firmowe blogi, współpracują z afiliantami itp.
5. Informatyk
Systemy komputerowe, z których korzysta firma bukmacherska, nabywane są rzecz jasna od zewnętrznych dostawców specjalizujących się w rozwiązaniach dla rynku hazardowego. Jednak każdy bukmacher i tak musi zatrudniać rozmaitych specjalistów ds. IT, którzy błyskawicznie reagują na pojawiające się problemy techniczne, tworzą rozwiązania usprawniające system, czuwają nad pracą aplikacji mobilnej bukmachera, eksportują dane systemowe itd. Praca na tym stanowisku może też dotyczyć tworzenia grafik na potrzeby promocji bukmachera (grafik komputerowy).
Pracownik punktu naziemnego / doradca klienta
Chociaż punkty naziemne nie są już tak popularne jak przed nastaniem ery Internetu, nadal w całym kraju jest ich ponad tysiąc. Zatrudnienie w lokalach stacjonarnych znajduje jeszcze większa liczba ludzi, bo są one otwarte najczęściej 7 dni w tygodniu i to do późnych godzin (a czasem nawet przez całą dobę). Praca w punkcie stacjonarnym polega na bezpośredniej obsłudze klienta: przyjmowaniu zakładów bukmacherskich, dodawaniu ich do systemu komputerowego bukmachera, wypłacie wygranych, informowaniu na temat usług i produktów bukmachera, a także dbaniu o czystość w lokalu.
Ajent bukmachera (franczyza)
Firma bukmacherska niekoniecznie musi sama prowadzić swój punkt naziemny – wiele lokali działa na zasadzie franczyzy. Osoby, które posiadają (lub wynajmują) odpowiedni lokal i założą działalność gospodarczą, po podpisaniu umowy z bukmacherem mogą otworzyć punkt sprzedaży pod jego marką. Taki biznes wiąże się też z koniecznością pokrycia opłaty startowej i zwrotnej kaucji. Firma bukmacherska nie tylko dostarcza ajentowi ofertę kursową i promocje bukmacherskie, ale też zapewnia niezbędny sprzęt, zajmuje się wystrojem lokalu, przeszkoleniem pracowników punktu itp. Praca w roli ajenta wynagradzana jest prowizyjnie – w zależności od umowy z bukmacherem podstawą wynagrodzenia są wypracowane obroty lub zyski.
Inne miejsca pracy u bukmacherów
Na tym rynek pracy, jaki generują legalni bukmacherzy w Polsce, oczywiście się nie kończy. Każde przedsiębiorstwo tego typu tworzy też miejsca pracy dla księgowych, menadżerów HR, asystentów prawnych, analityków danych, pracowników obsługi biurowej itd.
Którzy bukmacherzy zatrudniają w biurach i/lub w punktach?
Aktualnie ponad 20 firm posiada zezwolenie na przyjmowanie zakładów bukmacherskich przez sieć punktów naziemnych albo przez Internet, albo też dysponuje oboma rodzajami zezwolenia. Przyjrzyjmy się, którzy bukmacherzy prowadzą lokale stacjonarne, a którzy stawiają wszystko na jedną kartę, czyli wyłącznie na rozwój oferty zakładów bukmacherskich online. Na początku listy umieszczone zostały te firmy bukmacherskie, które posiadają oba rodzaje zezwoleń.
Bukmacher STS („Star – Typ Sport Zakłady Wzajemne Sp. z o.o.”) – STS przyjmuje zakłady sportowe w punktach naziemnych już od 1997 r. Sieć liczy obecnie ponad 440 nowoczesnych, komfortowych lokali wyposażonych często np. w terminale samoobsługowe czy czytniki kuponów. W największych miastach STS uruchomił też lokale premium o podwyższonym standardzie. Największy bukmacher w Polsce od 2012 r. posiada też zezwolenie na oferowanie zakładów przez Internet.
Bukmacher Fortuna („Fortuna online zakłady bukmacherskie Sp. z o.o.”) – Fortuna prowadzi sprzedaż zakładów bukmacherskich w punktach stacjonarnych od 1996 r. i aktualnie posiada największą w Polsce sieć lokali. Fortuna prowadzi ponad 500 nowoczesnych punktów sprzedaży, w których zatrudnionych jest więcej niż 700 pracowników. Fortuna była też pierwszym w Polsce bukmacherem, który otrzymał zezwolenie na to, by oferować zakłady bukmacherskie online (w styczniu 2012 r.).
Bukmacher forBET („forBET Zakłady Bukmacherskie Sp. z o.o.”) – forBET jest trzecim pod względem udziałów w legalnym rynku bukmacherem. Ten operator najpierw udostępnił zakłady bukmacherskie przez Internet (w 2016 r.), a dopiero po 2 latach przez sieć punktów naziemnych. Ich aktualna liczba to ponad 50 punktów w całym kraju wyposażonych w innowacyjne terminale do przyjmowania zakładów.
Bukmacher LV BET („LV BET Zakłady Bukmacherskie Sp. z o.o.”) – LV BET także rozpoczął działalność od uruchomienia serwisu z zakładami bukmacherskimi online (w 2016 r.). Z kolei punkty naziemne LV BET działają od 2017 r. – jest ich około 60.
Bukmacher Superbet („Superbet zakłady bukmacherskie Sp. z o.o.”) – Superbet, czyli poważny gracz na europejskim rynku hazardowym, oferuje zakłady bukmacherskie w Polsce w punktach naziemnych od 2017 r. – obecnie w kraju działa ponad 50 takich lokali. Strona internetowa Superbet z zakładami online funkcjonuje od 2020 r.
Bukmacher Traf („Traf-Zakłady Wzajemne Sp. z o.o.”) – Traf przyjmuje zakłady w lokalach naziemnych od 2010 r. – aktualnie ich liczba wynosi około 40 punktów. Zakłady bukmacherskie online Traf udostępnia od 2019 r. Od początku działalności bukmacher Traf zajmuje się tylko sprzedażą zakładów na wyścigi konne.
Bukmacher Etoto („E-Toto Zakłady bukmacherskie Sp. z o.o.”) – Etoto rozpoczął sprzedaż zakładów przez sieć punktów naziemnych w 2011 r., jednak ich liczba nie była duża, a na tę chwilę żaden z nich nie działa. Zakłady bukmacherskie przez Internet Etoto udostępnia od 2015 r.
Bukmacher Totolotek („Totolotek S.A.”) – Totolotek to najdłużej działający na rynku polskim bukmacher – pierwsze punkty stacjonarne otworzył już w 1992 r. Wszystkie 116 lokali zostało jednak nieodwołalnie zamkniętych wiosną br. Natomiast zakłady bukmacherskie online Totolotek ma w swojej ofercie od 2013 r.
Bukmacher Betfan („BetFan Sp. z o.o.”) – Betfan posiada oba rodzaje zezwoleń, jednak w praktyce oferuje zakłady bukmacherskie jedynie przez Internet (od 2019 r.). Natomiast punkty naziemne Betfan jak na razie nie zostały uruchomione.
Bukmacher Noblebet („Polski Bukmacher Sp. z o.o.”) – podobnie wygląda sytuacja bukmachera Noblebet. Firma bukmacherska również działa przez Internet od 2019 r. i podobnie jak BetFan, Noblebet jak dotąd nie otworzył żadnego lokalu naziemnego, choć posiada zezwolenie na taką działalność.
Bukmacher Betclic („BEM Operations Limited”) – globalny bukmacher Betclic wystąpił do polskiego Ministerstwa Finansów jedynie o zezwolenie na oferowanie zakładów bukmacherskich przez Internet – otrzymał je we wrześniu 2018 r. Betclic nie wydaje się być zainteresowany stacjonarną sprzedażą zakładów w Polsce.
Bukmacher PZBuk („Cherry Online Polska Sp. z o.o.”) – PZBuk również należy do dużej grupy działającej na światowym rynku hazardowym – „Cherry AB” i także nie posiada zezwolenia na organizację zakładów w Polsce w punktach naziemnych. PZBuk oferuje wyłącznie legalne zakłady bukmacherskie online (od 2018 r.).
Bukmacher Totalbet („Totalbet Zakłady Bukmacherskie Sp. z o.o.”) – Totalbet, należący do prężnej grupy medialnej „Grupa Zjednoczonych Przedsiębiorstw Rozrywkowych” posiada zezwolenie jedynie na urządzanie zakładów wzajemnych przez Internet (od 2018 r.).
Bukmacher eWinner („Ewinner Sp. z o.o.”) – eWinner to legalny bukmacher, który przyjmuje internetowe zakłady bukmacherskie od 2019 r. eWinner nie posiada zezwolenia na sprzedaż zakładów w punktach naziemnych.
Bukmacher BetX („Betx Polska sp. z o.o.”) – BetX, marka znana w wielu krajach Europy i Afryki (stoi za nią „Evona Electronic Ltd.”), oferuje w Polsce wyłącznie zakłady bukmacherskie online (od 2020 r.).
Bukmacher Fuksiarz („Bukmacherska Sp. z o.o.”) – Fuksiarz to debiutant na polskim rynku bukmacherskim – wystartował dopiero w marcu 2021 r. Bukmacher Fuksiarz posiada zezwolenie tylko na zakłady bukmacherskie oferowane przez Internet.
Na liście Ministerstwa Finansów jest jeszcze kilka podmiotów z zezwoleniem, które jeszcze lub już nie oferują zakładów bukmacherskich. Trzy firmy mają zezwolenie tylko na działalność online, jedna na działalność przez sieć punktów naziemnych, a dwie mają prawo urządzać zakłady przez Internet i w lokalach stacjonarnych (w tym bukmacher Milenium, który ogłosił już upadłość).
Podsumowując, rynek pracy w legalnej branży bukmacherskiej tworzy aktualnie sześciu bukmacherów, którzy prowadzą naziemne punkty sprzedaży zakładów i szesnastu, którzy oferują zakłady bukmacherskie online. Jednak zezwolenia na urządzanie zakładów posiada większa liczba firm, a ich wejście do gry oznaczać będzie liczne nowe miejsca pracy.
Bukmacherski biznes – rentowność firm i stabilność rynku pracy
Na koniec pochylmy się nad kondycją legalnej branży zakładów bukmacherskich w Polsce, gdyż ma ona ogromne znaczenie dla przyszłości rynku pracy w tym sektorze. Zakłady bukmacherskie można organizować wyłącznie po uzyskaniu specjalnego zezwolenia. Przedsiębiorstwo, które ma takie plany, musi być przygotowane na ogromne koszty i mnóstwo formalności, prawo stawia też przed wnioskodawcami wiele wymogów do spełnienia. Jednak po otrzymaniu zezwolenia nie jest łatwiej.
Legalni bukmacherzy muszą konkurować z operatorami oferującymi zakłady bez wydanego w Polsce zezwolenia, a to wyjątkowo utrudnia jedna sprawa: podatek. W Polsce obowiązuje bowiem bardzo wysoki podatek od zawierania zakładów bukmacherskich: bukmacherzy pobierają 12% od każdej wpłaconej stawki, co z automatu obniża potencjalną wygraną. Do tego dochodzi 10-procentowy podatek od wygranej kwoty większej niż 2280 zł. Ani podatek od gier, ani podatek od wygranej nie jest pobierany przez nielegalnych bukmacherów, więc ich oferta na wyjściu może wydawać się korzystniejsza dla gracza (choć trzeba pamiętać, że za grę w takich firmach grożą bardzo wysokie kary finansowe). Co prawda, podejmowane są działania zwalczające szarą strefę, jednak ich skuteczność jest zdecydowanie za niska. Legalni bukmacherzy mają też inne problemy, jak opłaty za wyniki rozgrywek – np. opłata dla PZPN wynosi aż 0,5% całkowitych przychodów bukmachera i to bez względu na to, z zakładów na jakie wydarzenia pochodzą.
Jak widać, prawo w Polsce wiele wymaga od firm bukmacherskich, a jednocześnie bardzo negatywnie wpływa na ich dochody. Chociaż obroty tych firm rosną i nawet w pandemicznym 2020 r. obroty okazały się większe niż w roku poprzednim, to już zysk odnotowały tylko największe firmy bukmacherskie. Czy trwający boom na zakłady bukmacherskie online wystarczy, by dochody zaczęli wypracowywać także inni legalni bukmacherzy, a zatrudnienie w branży nie tylko się zwiększało, ale też zyskało na stabilności? Pytanie pozostaje otwarte.
Zakłady bukmacherskie przeznaczone są tylko dla osób pełnoletnich. Zakłady bukmacherskie mogą uzależniać. Udział w nielegalnych grach hazardowych jest zabroniony, a na osobę uczestniczącą w takiej grze może zostać nałożona wysoka kara finansowa. Wnoszenie legalnych zakładów możliwe jest wyłącznie w firmach dysponujących wydanym w Polsce zezwoleniem.
Rozważasz podpisanie intercyzy czyli małżeńskiej umowy majątkowej, ale nie wiesz jak wpłynie to na Twoją zdolność kredytową? Banki nie sprawiają problemów udzielając kredytów hipotecznych małżeństwom bez i z rozdzielnością majątkową, jednak czy warunki kredytowania pozostają takie same? Dowiedz się na czym polega rozdzielność majątkowa i czym może skutkować!
Czym jest rozdzielność majątkowa?
Rozdzielność majątkowa jest to umowa zawierana w formie aktu notarialnego, podpisana przez małżonków lub przyszłych małżonków, która rozdziela majątek partnerów. Ma to na celu zapewnienie bezpieczeństwa i stabilności finansowej obu małżonkom oraz możliwość dowolnego zarządzania swoimi dobrami. Intercyza zazwyczaj kojarzy się negatywnie, jako pewne rozgraniczenie między małżonkami, jednak wcale takim nie jest. Umowa ta nie zabrania wspólnego dysponowania majątkiem, wciąż można wspólnie kupować i inwestować, z tą różnicą, że w razie potrzeby każda strona będzie odpowiadała swoim majątkiem.
Co ważne, w chwili zawarcia małżeństwa, majątki obu partnerów stają się majątkiem wspólnym. Dopiero podpisanie intercyzy lub umowy rozdzielności majątkowej sprawią, że małżonkowie posiadają swój własny majątek. Decyzja o podpisaniu rozdzielności majątkowej może przynieść same korzyści. Szczególnie w przypadku, gdy partner wpadnie w kłopoty finansowe – współmałżonek nie będzie odpowiadał za jego działania.
Jak wpływa rozdzielność majątkowa na przyznanie kredytu hipotecznego?
Czy zdecydowanie się na rozdzielność majątkową utrudnia otrzymanie pozytywnej decyzji kredytowej? Nie, sama rozdzielność majątkowa nie powinna sprawić problemów przy ubieganiu się o kredyt hipoteczny. Po pierwsze umowa dotycząca rozdzielności majątkowej umożliwi podjęcie kredytu hipotecznego samodzielnie bez zgody współmałżonka. Również nie stoi na przeszkodzie, aby wnioskować o kredyt w dwie osoby. W takim przypadku małżonkowie będą traktowani jako współkredytobiorcy, którzy odpowiadają za spłatę zgodnie z treścią umowy.
Czy rozdzielność majątkowa wpływa na wykazywaną zdolność kredytową?
Ocena zdolności kredytowej polega na sprawdzeniu czy wnioskodawca poradzi sobie ze spłatą ewentualnego zadłużenia. Kredytodawca oceni dochody, aktualne zobowiązania i historię kredytową wnioskodawcy. O kredyt hipoteczny można wnioskować w kilka osób, nic nie stoi na przeszkodzie, aby ubiegać się o kredyt z partnerem. Szczególnie gdy obie strony posiadają dochody i nie są zadłużone.
Rozdzielność majątkowa może mieć wpływ na wykazywaną zdolność kredytową, jednak nie bezpośredni. Bank weźmie pod uwagę jedynie historię kredytową i stan zadłużenia jednej osoby, a nie małżeństwa, jak miałoby to miejsce przy wspólnocie majątkowej. Podpisanie umowy rozdzielności majątkowej zdejmuje z partnerów odpowiedzialność za błędy finansowe drugiej strony np. w sytuacji, gdy współmałżonek posiada wiele niespłaconych zobowiązań lub posiada długi hazardowe. Aktualnie wszystkie banki udzielają kredytów małżeństwom z rozdzielnością kredytową. Dla banku stanowi to tylko różnicę przy tworzeniu treści umowy.
Co można zrobić z kredytem hipotecznym po rozwodzie?
Jak już wiemy, rozdzielność majątkowa stanowi zabezpieczenie małżonków przed działaniem na niekorzyść finansową drugiej strony. Młode pary posiadające kredyt hipoteczny często żartują, że kredyt wiąże mocniej niż samo małżeństwo. Jednakże, nawet w przypadku rozwodu można łatwo poradzić sobie z kwestią kredytu hipotecznego.
Wszystko zależy od tego na jakich warunkach i kiedy została podpisana umowa kredytowa. Jeżeli podpisanie umowy o kredyt hipoteczny miało miejsce już po podpisaniu rozdzielności majątkowej, obie strony są odpowiedzialne za spłatę kredytu – bank interesuje tylko to, by raty były płacone na czas. Często w tej sytuacji małżonkowie decydują, że osoba, która zostaje w nieruchomości objętej hipoteką spłaca kredyt. Jest to dobre rozwiązanie, jednak musi zostać zatwierdzone przez bank, który oceni możliwość spłaty kredytu przez jedną osobę. Tę kwestię oraz dodatkowe rozwiązania omawia autor artykułu “Kredyt hipoteczny a rozwód”, dostępnego pod tym linkiem: https://www.truso.tv/wiadomosci/s/9477,kredyt-hipoteczny-a-rozwod.
Przymusowa rozdzielność majątkowa
Zdarzają się sytuacje, w których rozwód odbywa się w trudnych warunkach, gdy jedna ze stron nie chce wyrazić na to zgody i jednocześnie sprawia problemy finansowe. Jeśli nie wiesz co robić by uzyskać rozwód bez zgody małżonka zapoznaj się z poradami specjalisty w artykule: https://rozwod-i-podzial-majatku.pl/dostac-rozwod-braku-zgody-drugiego-malzonka/. Unormowanie sytuacji majątkowej w przypadku rozwodu jest łatwiejsze w sytuacji, gdy małżeństwo posiada rozdzielność majątkową, jednak istnieje możliwość sądowego nałożenia rozdzielności majątkowej.
W takiej sytuacji sąd wyda wyrok o rozdzieleniu majątku na podstawie ważnych powodów. Do tych można zaliczyć: alkoholizm, różnego rodzaju nałogi czy trwonienie majątku przez jedną z osób. Niestety trzeba liczyć się z niedogodnościami związanymi z procesem sądowym.
1 lipca 2020 roku, w ramach tzw. tarczy 4.0. po raz pierwszy zastosowano przepisy dotyczące uproszczonego postepowania restrukturyzacyjnego. Nowe przepisy są dedykowane przedsiębiorcom, którzy w okresie pandemii koronawirusa wpadli w kłopoty finansowe. Jedną z grup przedsiębiorców, którzy dotkliwie odczuli jej skutki jest branża eventowa. 15 lutego 2021 roku opublikowano na stronie Rządowego Centrum Legislacji projekt nowelizacji ustawy o Krajowym Rejestrze Zadłużonych, dedykowanej m.in. tego typu działalności gospodarczej. Zmiany powinny wejść w życie w dniu 1 lipca 2021 roku.
Uproszczona restrukturyzacja działa
Eksperci wskazują, że dzięki procedurze uproszczonej restrukturyzacji przedsiębiorcy z branży eventowej mogą w łatwy sposób, podjąć negocjacje ze swoimi wierzycielami, ochronić się przed egzekucją i samodzielnie odbudować swoją równowagę finansową. Przedstawiciele kancelarii Mikulewicz Ostaszewski Restrukturyzacje, którzy jako pierwsi w kraju w ub. r. zainicjowali procedurę uproszczonej restrukturyzacji, zwracają uwagę, że ówczesne zmiany dot. procesu naprawczego pozytywnie wpłynęły na sytuację przedsiębiorców dotkniętych pandemią koronawirusa.
W 2019 r. zanotowaliśmy prawie 500 otwartych restrukturyzacji, w tym wiele w branży eventowej. W ubiegłym roku było ich już prawie 800. Uproszczone postępowania stanowiły przy tym prawie 80% otwieranych restrukturyzacji. To bardzo dobry sygnał. Jednocześnie spadła bowiem liczba upadłości o 14%. Oznacza to, że działania naprawcze są skuteczne i pomagają przedsiębiorcom – przekonuje Marcin Ostaszewski, doradca restrukturyzacyjny, prezes zarządu Mikulewicz Ostaszewski Restrukturyzacje.
Co po wakacjach w eventach
Nowelizacja ustawy o KRD zakłada, że uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne zostanie wpisane na stałe do polskiego systemu prawnego. Eksperci zwracają jednak uwagę, że zmieni się jego forma względem rozwiązań z Tarczy 4.0. Zgodnie z projektem będzie mogło zostać otwarte w drodze obwieszczenia w Krajowym Rejestrze Zadłużonych dokonanym przez nadzorcę układu, z którym dłużnik zawarł umowę o pełnienie przez doradcę restrukturyzacyjnego funkcji nadzorcy układu. Procedura ta nie dotyczy dłużników, którzy w ciągu ostatnich dziesięciu lat prowadzili już postępowanie o zatwierdzenie układu, w którym dokonano obwieszczenia o ustaleniu dnia układowego. Nadzorca układu nie dokona obwieszczenia również w przypadku, kiedy w ciągu ostatnich dziesięciu lat umorzono postępowanie restrukturyzacyjne prowadzone wobec dłużnika (poza umorzeniem za zgodą rady wierzycieli). Obwieszczenie będzie mogło zostać dokonane dopiero po sporządzeniu spisu wierzytelności, spisu wierzytelności spornych oraz wstępnego planu restrukturyzacyjnego. Do dokonania obwieszczenia nie będzie konieczne sporządzenie propozycji układowych, jak przewiduje procedura z Tarczy 4.0. Maksymalny czas trwania postępowania to 4 miesiące. W tym czasie dłużnik powinien złożyć do sądu wniosek o zatwierdzenie układu.
W nowym postępowaniu niedopuszczalne będzie prowadzenie egzekucji do majątku dłużnika wchodzącego w skład masy układowej, zarówno w zakresie wierzytelności objętych układem z mocy prawa, wierzytelności, które mogą zostać objęte układem za zgodą wierzyciela, jak i wierzytelności nieobjętych układem z mocy prawa bezwarunkowo (poza wierzytelnościami alimentacyjnym oraz innymi). Nowelizacja przewiduje również możliwość uchylenia dokonanego zajęcia.
Eksperci wskazują, że dla branży eventowej szczególnie istotny może być fakt, że bez zezwolenia rady wierzycieli lub Sędziego-Komisarza nie będzie można wypowiedzieć dłużnikowi umów najmu lub dzierżawy lokalu lub nieruchomości, w których jest prowadzone jego przedsiębiorstwo. Podobna sytuacja dotyczyć będzie umów o podstawowym znaczeniu dla prowadzenia przedsiębiorstwa dłużnika, których listę będzie sporządzał nadzorca układu i składał do akt sprawy w terminie 21 dni od dnia otwarcia postępowania. Dla branży mogą to być umowy leasingu, poręczenia, ubezpieczenia majątkowe czy umowy prowadzenia rachunku bankowego, które mają ogromne znaczenie w przypadku uczestnictwa dłużnika w postepowaniach przetargowych na świadczone przez niego usługi. Często bowiem umowy te są wymagane jako warunek konieczny dla możliwości uczestnictwa w postępowaniu.
Ostatnie zmiany w prawie restrukturyzacyjnym są kolejnym pozytywnym krokiem w kierunku ochrony interesów dłużników. Wprowadzają nową formułę postępowania o zatwierdzenie układu. Dzięki nim majątek dłużnika zostanie objęty ochroną jak w postępowaniu sanacyjnym. Nowe rozwiązania prawne dadzą dłużnikom jeszcze większy parasol ochrony nad integralnością ich przedsiębiorstwa – przekonuje Marcin Ostaszewski doradca restrukturyzacyjny, prezes zarządu Mikulewicz Ostaszewski Restrukturyzacje.
Outsourcing procesów biznesowych to rozwiązanie dla każdej firmy, niezależnie od stopnia jej rozwoju. Na jakie korzyści mogą liczyć przedsiębiorcy, którzy korzystają ze wsparcia profesjonalistów?
Na czym polega outsourcing procesów biznesowych?
Outsourcing procesów biznesowych (BPO) to rozwiązanie polegające na zlecaniu wykonania niektórych procesów biznesowych zewnętrznym podmiotom. W ten sposób możliwe jest uwolnienie zasobów (np. finansowych) firmy. Dzięki współpracy np. z biurem rachunkowym przedsiębiorca zyskuje wsparcie ekspertów – może być pewien, że księgi rachunkowe jego firmy są prowadzone zgodnie z aktualnie obowiązującymi przepisami. Jednocześnie taka współpraca pozwala na oszczędności. Nawiązanie kooperacji z zewnętrzną firmą jest tańsze niż zatrudnienie wysokiej klasy specjalistów.
Podmioty gospodarcze korzystające z BPO mogą zdecydować się na usługi dostawcy w każdym momencie swojej działalności. Rozwiązanie to jest dedykowane również tym firmom, które dopiero zaczynają funkcjonować na rynku, a to dlatego, że z reguły mają one ograniczone budżety i nie są w stanie pozyskać ekspertów.
Kiedy warto skorzystać z outsourcingu procesów biznesowych?
Na co dzień w każdej firmie zachodzi wiele różnych procesów biznesowych, ale nie wszystkie generują bezpośrednio zysk. Inaczej mówiąc, nie wszystkie są kluczowe dla danego podmiotu. Zarówno w dużym przedsiębiorstwie o profilu produkcyjnym, jak i niewielkiej agencji marketingowej do takich procesów będą należeć:
Księgowość wraz z obsługą kadrowo-płacową. Każda firma musi rozliczać się z uzyskanych dochodów i śledzić zmiany w prawie podatkowym, aby się do nich dostosowywać.
Usługi prawne. Firmy potrzebują wsparcia w zakresie konstrukcji umów czy odzyskiwania należności od nieuczciwych partnerów biznesowych,
HR. Poszukiwanie pracowników o pożądanych kompetencjach również można zlecić zewnętrznej firmie, która dzięki swoim rozległym kontaktom będzie w stanie szybko przedstawić kandydatów na nowo utworzone stanowiska.
Wymienione procesy nie są jedynymi, których firmy nie muszą realizować w sposób samodzielny i z których mogą zrezygnować. BPO sprawdza się także w przypadku: obsługi i utrzymania infrastruktury IT, reklamy czy logistyki.
Jak zyskuje firma, która korzysta z BPO?
Firmy korzystające z outsourcingu procesów biznesowych zyskują na wielu płaszczyznach. Podstawową zaletą BPO jest możliwość zredukowania kosztów. Korzystanie z usług zewnętrznej firmy jest tańsze niż utrzymanie stanowisk pracy wymagających specjalistycznych kwalifikacji. Inne korzyści płynące z outsourcingu procesów biznesowych to:
Dostęp do najlepszych specjalistów i know-how. Firma specjalizująca się np. w obsłudze księgowej zatrudnia ekspertów z tego obszaru tematycznego i może zapewnić najwyższy poziom obsługi.
Większa efektywność i konkurencyjność. Zewnętrzny kontrahent może zorganizować procesy w ten sposób, aby zwiększyły one przewagę firmy na rynku.
Możliwość skoncentrowania się na kluczowej działalności firmy. Gdy procesy, które nie generują bezpośrednio zysku, są w rękach specjalistów, przedsiębiorca może w pełni skupić się działaniach strategicznych.
Rynek BPO jest dziś rynkiem dojrzałym. Firmy korzystające ze wsparcia zewnętrznych partnerów biznesowych mogą liczyć na profesjonalne wsparcie w niemal każdym zakresie. To z kolei powoduje, że mogą w pełni skoncentrować się na kluczowych dla biznesu aspektach.
Brytyjska waluta dostała wczoraj komplet dobrych sygnałów. Z polityki — korzystny rezultat wyborów w Szkocji, a z danych — dalszy wzrost cen nieruchomości. Do tego korzystny sygnał z Banku Anglii. Nic dziwnego, że funt szedł w górę.
Czy należy oczekiwać wzrostu stóp procentowych?
Wielu Polaków, szczególnie tych posiadających hipoteki, zastanawia się, jak długo potrwa el dorado z niemal zerowymi stopami procentowymi. Bardzo tanie kredyty hipoteczne powodują boom na rynku mieszkaniowym. Gdzieś jednak z tyłu głowy wiemy, że może się to zakończyć, kiedy stopy procentowe zaczną rosnąć, a kredyty podrożeją. Jednym z sygnałów mogących to sugerować jest rentowność polskich obligacji. W trakcie pandemii inwestorzy akceptowali roczny zysk z inwestycji w obligacje 10-letnie na poziomie około 1,25%, teraz wzrósł on już do 1,75%. Są dwa możliwe wyjaśnienia w przypadku gwałtownego wzrostu rentowności. Jednym jest spodziewany wzrost stopy procentowej i pojawiania się korzystniejszych ofert na rynku. Drugim jest wzrost ryzyk np. politycznych. Te jednak nie pojawiły się w ostatnich dniach. Należy pamiętać, że wzrost stóp procentowych to nie tylko oprocentowanie, to również umocnienie się waluty. Ruch taki powinien mieć pozytywny wpływ na złotego.
Dobre dane z Wysp
Wczoraj poznaliśmy potencjalnie niepozorny indeks cen nieruchomości na Wyspach Brytyjskich. Wzrosły one o 1,4% w ujęciu miesięcznym. Jest to kolejny dobry odczyt pomimo brexitu, który to miał również na tym rynku spowodować potężne problemy. Dane te, wraz z korzystnym dla obecnych władz wynikiem wyborów w Szkocji, gdzie partie niepodległościowe nie uzyskały samodzielnej większości, wsparły funta. Wczoraj brytyjska waluta wyraźnie szła w górę. Względem złotego w szczytowym momencie szła w górę o 7 groszy z poziomu 5,24 zł do 5,31 zł.
Dane ze Słowacji
Dzisiaj poznaliśmy odczyt wzrostu produkcji przemysłowej od naszego południowego sąsiada. Odczyt wzrostowy 24,5% to potencjalnie bardzo dobry wynik. Biorąc pod uwagę jednak zeszłoroczny wynik (czyli spadek o 18,6%) łatwo zauważyć, że sumarycznie w te dwa lata produkcja przemysłowa wróciła w okolice z 2019 roku. Mamy zatem rezultat nie bardzo dobry, a niemal dwa lata stracone. Za miesiąc zobaczymy prawdopodobnie jeszcze lepsze wynik, gdyż spadek w kwietniu zeszłego roku był jeszcze wyższy niż w marcu.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Nowy podmiot Cloud Technologies, założony w Wielkiej Brytanii, jest odpowiedzialny za komercjalizację platformy DSP (Demand Side Platform), która umożliwia zautomatyzowany zakup powierzchni reklamowej w modelu aukcyjnym, tzw. RTB (Real Time Bidding). Rozwój tej technologii może wpłynąć pośrednio na wzrost przychodów w wysokomarżowym segmencie Data enrichment, zajmującym się monetyzacją danych.
Platforma Demand-Side Platform (DSP), którą zaczyna komercjalizować Cloud Technologies, umożliwia zautomatyzowany zakup powierzchni reklamowej poprzez technologię aukcyjną (Real Time Bidding). Jest to trwający setne sekundy proces, który odbywa się jeszcze przed wyświetleniem strony internetowej użytkownikowi, co pozwala na personalizację reklamy pod konkretną osobę. W tym modelu reklamy internetowej, w celu precyzyjnego targetowania odbiorców niezbędne są dane o internautach. Platforma przyczyni się do rozbudowy zaplecza technologicznego spółki oraz pozwoli dotrzeć do nowych klientów z całego świata..
Rozwój technologii DSP pośrednio może przyczynić się do rozwoju segmentu Data enrichment, który jest głównym źródłem wzrostu przychodów spółki.
– Utworzenie nowej platformy wiąże się z rozszerzeniem naszej oferty technologicznej, która będzie stanowić kolejne źródło dystrybucji naszych danych wykorzystywanych w kampaniach internetowych. Sam model programatyczny odpowiada już za ponad 70% globalnych wydatków na reklamy odsłonowe, co stanowi ogromny potencjał sprzedażowy. Stąd nasze plany dotyczące komercjalizacji technologii DSP, z której będą mogli skorzystać klienci z całego świata, podobnie jak korzystają z naszych danych – komentuje Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies.
Wyniki Cloud Technologies
Wysokomarżowy segment Data enrichment i skupienie się na monetyzacji danych i technologii znajduje odzwierciedlenie w wynikach finansowych Grupy. 30 kwietnia Grupa Cloud Technologies opublikowała raport za 2020 rok – jej przychody sięgnęły 50,1 mln PLN, a zysk netto zwiększył się o 5,3 mln PLN r/r. Wskaźnik EBITDA kluczowego dla Grupy segmentu Data enrichment w 2020 r. wzrósł o 146% r/r, osiągając poziom 7,6 mln PLN. Dynamika sprzedaży danych do kluczowych klientów w segmencie Data enrichment wyniosła w styczniu 2021 r. 98% r/r, a w lutym wzrosła do 164% r/r.
– Wyniki osiągnięte w 2020 roku to konsekwencja naszej transformacji biznesowej i koncentracji na sprzedaży danych i technologii. Posiadamy wysoce skalowalny model biznesowy, który ponadto okazał się odporny na zawirowania związane z pandemią COVID-19, która mocno ograniczyła wzrost niektórych branż. Zapoczątkowane przez nas w tym roku raportowanie sprzedaży w cyklach miesięcznych potwierdza, że obrany przez nas kierunek rozwoju był słuszny – dodaje Piotr Prajsnar.
Z początkiem maja 2021 r. najwyższe stanowisko zarządzające w PageGroup Polska objął Radosław Szafrański (Executive Director, Country Head of PageGroup Poland). Będzie przewodził realizacji ambitnej strategii nastawionej na dynamiczny rozwój organizacji w regionach oraz umocnienie pozycji firmy jako lidera w obszarze rekrutacji stałych.
Od maja br. strukturami PageGroup w Polsce (obejmującymi marki Michael Page, Page Executive i Page Outsourcing) zarządza Radosław Szafrański. Odpowiedzialny jest również za rozwój regionalnych zespołów prowadzących rekrutacje w Warszawie, Katowicach, Wrocławiu, a od niedawna również w Poznaniu.
Radosław Szafrański z PageGroup związany jest od 16 lat. Swoją karierę w strukturach organizacji rozpoczynał w 2005 r., angażując się w powstanie pierwszego w Polsce oddziału globalnej firmy rekrutacyjnej, będącej światowym liderem w obszarze doradztwa personalnego. Uczestniczył w tworzeniu wszystkich regionalnych dywizji Michael Page. Od 2012 r. zarządzał dwoma oddziałami Michael Page – w Katowicach i we Wrocławiu. W ostatnim roku pod jego przewodnictwem firma rozwinęła swoją działalność w północno-zachodniej Polsce, tworząc nowy zespół specjalistów w Poznaniu.
– To ogromny zaszczyt przewodzić firmie PageGroup – zwłaszcza dziś – w czasach dynamicznych zmian, które otwierają przed rynkiem pracy i rekrutacji wiele nowych możliwości. W ciągu 16 lat pracy w strukturach PageGroup byłem świadkiem aktywnego rozwoju firmy, która od wielu lat zajmuje czołową pozycję w obszarze rekrutacji w Polsce. W drugiej połowie minionego roku, zgodnie z danymi Polskiego Forum HR, osiągnęliśmy pozycję lidera w obszarze rekrutacji stałych. Nasza ambitna strategia nastawiona jest na organiczny rozwój poprzez utrzymanie tego statusu w obszarze rekrutacji permanentnych oraz dynamiczną ekspansję regionalnych oddziałów Michael Page. W kolejnych latach planujemy również skupić się na silnym rozwoju marki w kierunku Recruitment Process Outsourcing oraz wzmocnieniu dywizji Technology PageGroup specjalizującej się w rekrutacjach typu IT contracting. Nasze ambitne cele łączą się również z planem dynamicznego wzrostu w Polsce, co pozwoli odpowiedzieć na aktualne i przyszłe potrzeby rekrutacyjne firm i pracodawców – komentuje Radosław Szafrański, Country Head of Page Group Poland.
Poprzednik Radosława Szafrańskiego, Yannick Coulange, awansował do struktur szwajcarskich PageGroup, gdzie od maja br. zajmuje stanowisko Managing Directora.
Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) apeluje o całościową publikację wszystkich przepisów związanych z dyrektywą plastikową (Single Use Plastics), rozszerzoną odpowiedzialnością producenta oraz pozostałych regulacji pakietu odpadowego[1] w jednym czasie. Jest to niezbędne, aby każdy przedsiębiorca miał pełny ogląd czekających go obowiązków i kosztów, a zaprojektowany system odpowiedzialności producenta był transparentny i efektywny. Publikacja z odpowiednio długim wyprzedzeniem jest tym bardziej konieczna w okresie borykania się wielu przedsiębiorców ze skutkami pandemii. Przedsiębiorcy rozumieją potrzebę ochrony środowiska i implementacji pakietu dyrektyw odpadowych oraz dyrektywy plastikowej (Single Use Plastics). Jest to ważne dla przyszłych pokoleń i naszego zdrowia już dziś.
W obecnych projektach ustaw brakuje postanowień dotyczących butelek po napojach, przede wszystkim:
obowiązku zbiórki butelek plastikowych po napojach, a co za tym idzie przepisów dotyczących tej zbiórki, w tym regulujących system kaucyjny jako rekomendowanego przez dyrektywę instrumentu zbiórki,
obowiązku zawarcia recyklatu w napojowych butelkach z tworzyw sztucznych,
obowiązku mocowania zakrętek do butelek na napoje,
Ponadto projektodawca w żadnym z dokumentów udostępnionych do konsultacji nie wykazał:
wysokości faktycznych kosztów związanych ze zbieraniem z miejsc publicznie dostępnych i uprzątaniem z terenów publicznych danych rodzajów odpadów objętych opłatą, a następnie przekazania tych odpadów do recyklingu,
sposobu wykorzystania środków z tej opłaty przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej na pokrycie kosztów związanych ze zbieraniem z miejsc publicznie dostępnych i uprzątaniem z terenów publicznych danych rodzajów odpadów, a następnie przekazaniem tych odpadów do recyklingu.
W projekcie brakuje także postanowień wspierających recykling produktów z tworzyw sztucznych objętych zakresem regulacji (innych niż objętych zakazem wprowadzenia na rynek).
Doprecyzowania wymagają również przepisy dotyczące filtrów od papierosów oraz ich producentów ze względu na specyfikę produktów akcyzowych.
W związku powyższym przedsiębiorcy skupieni w Federacji Przedsiębiorców Polskich wnoszą o:
równoczesne uregulowanie i konsultacje publiczne zagadnienia rozszerzonej odpowiedzialności producenta -ROP- za opakowania oraz dyrektywy SUP,
uwzględnienie w ustawie transponującej dyrektywę SUP postanowień wprowadzających system kaucyjny na opakowania po napojach w Polsce
„Postanowienia regulujące rozszerzoną odpowiedzialność producenta są niezbędnym narzędziem przeniesienia odpowiedzialności za produkt na producenta oraz wspierającym rozwój gospodarki cyrkularnej. Idealnym przykładem wdrożenia schematu ROP jest system kaucyjny na jednorazowe opakowania po napojach, w tym butelki plastikowe. Ten sposób realizacji obowiązków wynikających z ROP na te opakowania umożliwia osiągnięcie celu zawartego w art. 9 ust. 1 dyrektywy SUP, czyli 90% poziom zbiórki tych opakowań. Bez dobrze działającego systemu kaucyjnego Polska nie jest w stanie osiągnąć zakładanych celów. Niewątpliwie uregulowania tego projektu wpłyną na funkcjonowanie wielu firm, również na tak doświadczoną w okresie pandemii gastronomię, oraz ich pracowników, wprowadzając szereg obowiązków i wzrost kosztów poprzez wprowadzenie nowych opłat. Uregulowania projektu, jak zauważyli sami autorzy, wpłyną na ponad 38 mln mieszkańców naszego kraju, 100 producentów opakowań jednorazowych, 37 058 podmiotów wprowadzających opakowania i produkty do obrotu. Dlatego tak ważne jest spojrzenie na wdrożenie dyrektywy z szerszej perspektywy z uwzględnieniem jej celów, które były nakierowane na ochronę środowiska i zmniejszenie zaśmiecenie przestrzeni publicznej: lasów, łąk, plaż. Tymczasem proponowana regulacja jest niepełna i mało precyzyjna” – podkreśla Sylwia Szczepańska, dyrektor ds. dialogu Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), ekspert Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).
Ustawodawca od kilku lat z bardzo dużą częstotliwością nowelizuje ustawy należące do całego systemu prawa ochrony środowiska i gospodarki odpadami. Jak pokazuje praktyka, nowelizacje poszczególnych przepisów w ramach różnych aktów prawnych często są „doraźną” i „szybką” reakcją na aktualne problemy, bez zastanowienia się nad niekorzystnymi skutkami wprowadzonych przepisów na inne podmioty uczestniczące w całym systemie gospodarowania odpadami, których te problemy nie dotyczą.
W związku z powyższym, potrzebna jest reforma całego systemu prawa ochrony środowiska oraz gospodarki odpadami, w ten sposób, aby „nowe prawo środowiskowe i odpadowe” implementowało do porządku krajowego przepisy dyrektyw z uwzględnieniem specyfiki, różnic i możliwości rynku krajowego w zakresie wszystkich rodzajów strumieni odpadów oraz z uwzględnieniem różnych grup podmiotów gospodarujących tymi odpadami.
[1] Projekt ustawy Ministerstwa Klimatu i Środowiska o zmianie ustawy o obowiązkach przedsiębiorców w zakresie gospodarowania niektórymi odpadami oraz o opłacie produktowej oraz niektórych innych ustaw (nr w wykazie UC73)
Analiza blisko 6 tys. cen z I kwartału 2020 i 2021 r. wykazała, że warzywa w sklepach potaniały średnio o prawie 5%. Spośród 10 sprawdzanych produktów aż 8 odnotowało spadki. Największe dotyczyły cebuli – ok. 24%, buraków – ponad 18%, a także ziemniaków – niecałe 16%. Z kolei ceny owoców obniżyły się o przeszło 4%. Na 10 analizowanych towarów aż 7 poszło w dół. Były to przede wszystkim cytryny – blisko 15%, gruszki – ok. 13% oraz jabłka – o 11%.
Według raportu Hiper-Com Poland i UCE RESEARCH, w I kwartale br. ceny warzyw w sklepach spadły średnio o 4,9% w porównaniu do analogicznego okresu ub.r. Do tego widać, że wśród 10 analizowanych produktów aż 8 potaniało. Największe spadki cen zaobserwowano w przypadku cebuli – o 23,8%, buraków – o 18,4%, a także ziemniaków – o 15,6%. Natomiast podrożała cukinia – o 7,3%, jak również papryka – o 2%.
– Głównym czynnikiem spadku cen warzyw w relacji rocznej był zróżnicowany poziom plonów w latach 2019-2020. Do tego konsumenci rok temu zaopatrywali się głównie w artykuły trwałe, takie właśnie jak cebula, buraki i ziemniaki. Niechętnie kupowali produkty świeże, zwłaszcza najszybciej psujące się gatunki warzyw, jak cukinia czy papryka – komentuje Witold Boguta z Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw.
Jak zaznacza Katarzyna Grochowska z Hiper-Com Poland, w pierwszych miesiącach 2020 roku warzywa były wyjątkowo drogie nie tylko z powodu rozpoczynającej się pandemii i narastających niepokojów na międzynarodowych rynkach. Istotną przyczyną była też susza w 2019 roku, w wyniku której zgromadzono mniejsze zapasy warzyw.
– W 2020 roku suszy nie było, więc obecne zapasy warzyw są wyższe. Ich ceny są więc niższe niż przed rokiem. Dotyczy to szczególnie krajowych produktów, czyli ziemniaków, cebuli i buraków. W przypadku cukinii i papryki zdecydowanie bardziej zależni jesteśmy od importu. Na początku tego roku warunki agrometeorologiczne Południowej Europy nie były sprzyjające, co może tłumaczyć podwyżki cen – wyjaśnia Jakub Olipra z Departamentu Analiz Makroekonomicznych Credit Agricole Bank Polska.
Raport pokazuje też, że średnie ceny owoców spadły w sklepach o 4,4% w relacji rocznej. Do tego widać, że na 10 analizowanych produktów aż 7 zaliczyło spadki. Najbardziej potaniały cytryny – o 14,7%, gruszki – o 12,9%, jak również jabłka – o 11,1%. Natomiast poszły w górę ceny kiwi – o 20,2%, grejpfrutów – 5,8%, a także ananasów – 1,4%.
– Przy wyższych zbiorach owoce tanieją. I tak było też w przypadku cytryn, jabłek i gruszek, bez względu na różnice pochodzenia. Natomiast kiwi podrożało ze względu na mniejszą dostępność owoców sprowadzanych z południa Europy. Podobnie było z grejpfrutami – mówi dr Paweł Kraciński z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej Państwowego Instytutu Badawczego.
Ponadto z ww. danych wynika, że zarówno ceny owoców, jak i warzyw poszły w dół. Dla rolnictwa nie jest to oczywiste, czy dalej będą spadać, co podkreśla Katarzyna Grochowska. I dodaje, że mamy specyficzną sytuację związaną z pandemią. Jej skutki mogą być różne. Ekspert jednak przewiduje, że ceny tego typu produktów jednak będą rosły z powodu istotnych zmian klimatycznych, pogorszenia jakości gleby, coraz mniejszych obszarów rolnych i uprawnych, a także innych ogólnie rosnących kosztów.
– Trzeba mocno podkreślić, że drożeją w zasadzie wszystkie elementy kosztów produkcji, w tym m.in. maszyny, nawozy, środki ochrony roślin, energia i opakowania. Do tego coraz więcej kosztuje siła robocza, która jest niezbędna przy zbiorach owoców, zarówno z drzew jak i z krzewów. Dodatkowe koszty generują też obostrzenia i wymogi covidowe. Obniżki cen, których oczekują konsumenci, mogą być bardzo niebezpieczne dla opłacalności produkcji prowadzonej przez sadowników i producentów – ostrzega Witold Boguta.
Dr Paweł Kraciński wyjaśnia, że dotychczasowe spadki w relacji rocznej wynikały z tego, że potaniały podstawowe gatunki warzyw i owoców, tj. mające największy udział w sprzedaży i jednocześnie produkowane w Polsce. Ekspert informuje, że w najbliższym czasie będzie wchodzić na rynek krajowa produkcja. To powinno przekładać się na kolejne obniżki cen dla konsumentów.
– Ceny owoców i warzyw bardzo silnie zależą od warunków agrometeorologicznych. W tym roku, przynajmniej w najbliższych miesiącach, nie grozi nam susza. Oznacza to, że zbiory będą później niż zwykle, ale prawdopodobnie okażą się wyższe niż przed rokiem. W konsekwencji ceny mogą początkowo wzrosnąć w ujęciu rocznym. Niemniej potem zwiększona podaż będzie oddziaływać w kierunku ich spadku – prognozuje ekspert z Credit Agricole Bank Polska.
Dane pochodzą z raportu międzynarodowej agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland i UCE RESEARCH. Do porównania łącznie zestawiono blisko 6 tys. cen detalicznych 20 najpopularniejszych warzyw i owoców z I kwartału 2021 roku i analogicznego okresu ub.r. Analizą objęto największe na rynku formaty, tj. dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash & carry.
Przebudzenie obaw inflacyjnych psuje optymizm budowany na rozczarowującym raporcie z rynku pracy USA. To niesamowite, jak jednocześnie można się uspokajać spodziewaną biernością Fed i jednocześnie obawiać się reakcji banku centralnego na wzrost cen surowców. Wahania nastrojów towarzyszą też złotemu w oczekiwaniu na uchwałę Sądu Najwyższego.
Rajd ryzykownych aktywów finansowany sprzedażą dolara został wczoraj przystopowany w chwili, gdy uczestnicy rynku pozostawili w tyle entuzjazm związany ze słabym odczytem przyrostu zatrudnienia w USA, a przerzucili uwagę na środową publikację inflacji CPI. W obliczu rekordowych cen surowców przemysłowych i rolnych pojawiają się obawy, że inflacja wymknie się spod kontroli, zmuszając banki centralne (głównie Fed) do reakcji i wcześniejszego zacieśniania polityki. Osobiście nie widzę w tym nic więcej poza rozdmuchiwaniem plotki, która trafia na podatny na korektę rozgrzany rynek. Wystarczy przypomnieć stanowisko Fed. Czy brzmi ono, że bank jest gotowy reagować na wyższą inflację kosztem nieczekania na powrót stanu pełnego zatrudnienia? A może Fed zamierza tolerować przejściowo wyższą inflację, dając czas na poprawę sytuacji na rynku pracy? Prawidłowa jest odpowiedź druga i w zbliżonym tonie brzmiały też wczorajsze komentarze członków Fed. Charles Evans powtórzył, że będąca warunkiem koniecznym dla startu normalizacji polityki istotna poprawa w gospodarce zajmie „trochę czasu”. Mary Daly potwierdziła również, że gospodarka pozostaje „daleko od domu”. Jest bardziej realne, że Fed nadal będzie bagatelizował silne odczyty inflacji jako przejściowe zjawisko. W konsekwencji nie powinno to zachwiać pozytywnymi nastrojami na rynkach finansowych, nawet jeśli od czasu do czasu rynek będzie potrzebował studzącej emocje korekty.
W Polsce wydarzeniem dnia będzie uchwała Izby Cywilnej Sądu Najwyższego ws. sześciu pytań dotyczących kredytów walutowych. Piątkowa „mini-uchwała” SN oddaliła ryzyko najgorszego scenariusza dla banków (unieważnienie umowy bez zwrotu pożyczonych środków), ale wciąż nie wiadomo, jaka decyzja zapadnie w kwestii konwersji kredytów i pozbawienia banków ekspozycji na ryzyko walutowe. Większość uczestników rynku obawia się jednak decyzji mogącej wywołać negatywną reakcję złotego (stąd ostatnie szarpane wzrostu kursów złotowych). Konwersja kredytów implikuje podaż złotego ze strony banków pod domykanie swapów, ale nie wszystkich i nie od razu. Póki kredyt żyje, banki będą trzymać swapy, ewentualnie dołączą do nich dodatkowe zabezpieczenie przed osłabieniem złotego (np. długie pozycje w CHF/PLN). Ale kapitał spekulacyjny nie będzie trzymał pozycji w nieskończoność, a raczej wyczeka na jutrzejszy wstępny skok kursów złotowych, po czym przejdzie do sprzedaży faktów. Na rynku widać zmęczenie tematem, co może zmniejszyć liczbę transakcji i skale reakcji. Ponadto biorąc pod uwagę bieżące otoczenie, klimat risk-on i słabego dolara, słabość złotego może być szybko wygaszana. Jeśli dodatkowo rynek przerzuci uwagę pod oczekiwania zmiany nastawienia RPP (nieważne czy słusznie), niska wycena złotego będzie postrzegana jako okazja do zajęcia pozycji na jego umocnienie w średnim terminie.
Nowa ustawa o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy wprowadziła duże zmiany na rynku kryptowalut. Przepisy precyzują, kto będzie mógł zgłosić i zarejestrować działalność, której celem jest prowadzenie obrotu tymi wirtualnymi aktywami. – To krok w dobrą stronę. Waluty wirtualne były wykorzystywane do przeprowadzania transakcji, w których obie strony pozostawały anonimowe. Regulator stara się temu zapobiec, identyfikując, skąd pochodzą te środki – komentuje Bartosz Michałkowski, dyrektor Departamentu Operacji w NatWest Polska.
Obowiązek uzyskania wpisu do nowego rejestru podmiotów prowadzących działalność w zakresie walut wirtualnych to element ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu, która weszła w życie pod koniec kwietnia. Jest ona implementacją przepisów dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2018/843 (tzw. AML 5). W świetle nowych przepisów podmioty świadczące usługi w zakresie wymiany walut (m.in. między walutami wirtualnymi lub między kryptowalutami a środkami płatniczymi) będą mogły prowadzić działalność regulowaną dopiero po uzyskaniu wpisu do rejestru.
– Ustawa precyzuje, kto będzie mógł zgłosić i zarejestrować działalność, której celem jest prowadzenie obrotu kryptowalutami. Działalność będą mogły zgłosić osoby spełniające warunki, które ustawa przewiduje. Jednym z nich jest m.in. doświadczenie w branży walut wirtualnych – wyjaśnia agencji Newseria Bartosz Michałkowski.
Drugi niezbędny warunek to wykazanie się niekaralnością w takim obszarze jak przestępstwa przeciw wiarygodności dokumentów czy obrotowi gospodarczemu i interesom majątkowym. Wymóg ten dotyczy zarówno przedsiębiorców, jak i wspólników czy członków zarządu. Zgodnie z ustawą nie będzie miała znaczenia forma prawna wykonywanej działalności, bo obowiązek rejestracji będzie dotyczył wszystkich podmiotów.
Zdaniem eksperta objęcie rynku kryptowalut ustawą o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy było niezbędne. Nowe prawo wprowadzano m.in. po to, aby było wiadomo, kto jest stroną transakcji, skąd pochodzą środki i w jakim celu są przelewane.
– Waluty wirtualne były do tej pory nagminnie wykorzystywane do przeprowadzania transakcji, w których obie strony pozostawały anonimowe. Tymczasem nowe przepisy starają się temu zapobiec, identyfikując, skąd i do kogo te transfery przechodzą oraz jakie jest ich źródło. To jest krok w dobrą stronę, zwłaszcza w kontekście ostatnich informacji z Turcji, gdzie osoba, która założyła giełdę kryptowalut, zniknęła z dnia na dzień z milionowymi kwotami – komentuje dyrektor Departamentu Operacji w firmie NatWest Polska.
Przepisy dotyczące działalności w zakresie walut wirtualnych wejdą w życie po upływie sześciu miesięcy od dnia ogłoszenia ustawy, czyli 1 listopada br. Przedsiębiorcy, którzy wcześniej zajmowali się obrotem kryptowalutami, będą mieli kolejne sześć miesięcy na dostosowanie się do nowych wymogów i uzyskanie wpisu do rejestru (1 maja 2022 roku). Art. 153b ustawy przewiduje karę w wysokości 100 tys. zł za działalność na rynku bez zgłoszenia do rejestru.
10 maja 2021 r. Zarządy Banku Millennium i Millennium Domu Maklerskiego podjęły decyzję o planowanym podziale Millennium Domu Maklerskiego, w ramach którego Bank jest spółką przejmującą. To pierwszy krok w stronę przeniesienia działalności maklerskiej w całości do Banku i integracji usług maklerskich w ramach jednego podmiotu. Połączenie planowane jest na przełomie lat 2021/2022.
– Decyzja o połączeniu Banku Millennium i Domu Maklerskiego podyktowana jest dążeniem do zwiększenia jakości i kompleksowości oferty usług maklerskich kierowanej zarówno do klientów indywidualnych, jak i instytucjonalnych. Dzięki integracji Bank zaoferuje klientom spójną ofertę usług finansowych z obszaru bankowego i maklerskiego świadczonych w jednej instytucji – mówi Joao Bras Jorge, Prezes Banku Millennium.
Plan podziału Millennium Domu Maklerskiego został ogłoszony w trybie art. 535 § 3 KSH poprzez umieszczenie na stronie internetowej https://millenniumdm.eu/home oraz https://www.bankmillennium.pl/plan_podzialu_mdm. Od momentu rejestracji zmian w KRS Dom Maklerski będzie działał w strukturach Banku pod nazwą Biuro Maklerskie Banku Millennium, a jego pracownicy staną się pracownikami Banku. Od dnia połączenia spółek Bank stanie się następcą prawnym i wstąpi we wszystkie prawa i obowiązki Domu Maklerskiego, w tym prawa i obowiązki wynikające z umów zawartych z klientami.
Zmiana właścicielska nie będzie wymagała od dotychczasowych klientów Domu Maklerskiego ani klientów Banku Millennium żadnych dodatkowych działań. Wszystkie umowy pozostaną bez zmian.
– Przeniesienie działalności maklerskiej stwarza większe możliwości rozwijania tych usług w Grupie Banku Millennium. Klienci uzyskają łatwiejszy dostęp do produktów inwestycyjnych. Chcielibyśmy wykorzystać doświadczenia Banku Millennium w zakresie digitalizacji usług finansowych i również oferować jakość obsługi na najwyższym poziomie – komentuje Mariusz Dąbkowski, Prezes Zarządu Millennium Domu Maklerskiego.
Zmiana zatrudnienia w amerykańskim sektorze prywatnym wyniosła w kwietniu 266 tys., podczas gdy analitycy spodziewali się odczytu 990 tys. Płaca godzinowa wzrosła m/m o 0,7%, co jest znacznie powyżej prognozy analityków wynoszącej 0,0%. Stopa bezrobocia w USA obecnie wynosi 8,1%, podczas gdy przed pandemią wynosiła ona poniżej 6,0%. Amerykańska gospodarka jest daleka od sytuacji przed pandemią, szacuje się, że brakuje ponad 8 mln miejsc pracy. Powolny proces powrotu rynku pracy do normalności przede wszystkim wynika ze zbyt niskich płac, ponieważ Amerykanie przyzwyczajeni już do darmowych czeków oczekują teraz wyższych zarobków.
Piątkowe dane z rynku pracy osłabiły dolara, co wsparło między innymi metale szlachetne. W całym tygodniu złoto zyskało 3,5%, a srebro 5,9%. Pozwoliło to zarobić naszym funduszom z ekspozycją na metale szlachetne. Co ciekawe, słabe dane zostały dobrze odebrane przez giełdy, ponieważ amerykańska Rezerwa Federalna wcześniej zapowiedziała, że nie zdecyduje się na podwyżki stóp procentowych zanim gospodarka nie wróci do normalności. Podwyżki stóp procentowych mogłyby spowodować wyprzedaż na giełdzie, więc im dłużej mamy niskie stopy, tym lepiej dla rynków akcji. Pokazuje to jak ogromny wpływ na rynki finansowe ma obecnie polityka monetarna.
W ostatnim tygodniu odbyło się posiedzenie RPP. Zgodnie z oczekiwaniami stopy procentowe pozostawiono bez zmian. Jeżeli sytuacja w gospodarce będzie poprawiać się zgodnie z prognozami, to w drugiej połowie roku bieżącego zakończy się skup obligacji skarbowych, a w połowie 2022 roku możliwa jest pierwsza podwyżka stóp procentowych. Warto też dodać, że w połowie 2022 roku kończy się kadencja obecnej rady, więc najprawdopodobniej podczas obecnej kadencji nie doczekamy się jakichkolwiek ruchów na stopach.
W kolejnym tygodniu poznamy między innymi dane o inflacji CPI w USA w kwietniu, dane o sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej w USA w kwietniu, a także dane o polskim PKB. Najciekawszy może być odczyt o inflacji CPI w USA, ponieważ analitycy spodziewają się wzrostu aż 3,6% r/r, co byłoby najwyższym wzrostem od 2,5 roku. Tak wysoka inflacji w USA wynika przede wszystkim z efektu bazy, natomiast nie tylko. Dane z amerykańskiego rynku pracy pokazują, że jest spora presja na wyższe zarobki, co powinno przekłada się na rosnącą inflację.
Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.
Rynek inwestycyjny od ponad roku walczy ze skutkami pandemii. Pomimo gorszego wyniku wypracowanego w pierwszych trzech miesiącach w porównaniu z ubiegłym rokiem, inwestorzy spodziewają się lepszych kwartałów i ruchu w nieruchomościach. Mają temu sprzyjać poprawa koniunktury gospodarczej w Polsce i na świecie, a także przyspieszenie tempa szczepień, które pozwoli na znoszenie obostrzeń i stopniowy powrót do normalności.
Eksperci z agencji nieruchomości BNP Paribas Real Estate Poland podsumowali pierwszy kwartał na rynku inwestycyjnym. W porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku, w którym inwestorzy wydali w Polsce 1,72 mld EUR, od stycznia do końca marca odnotowano transakcje o łącznej wartości niespełna 1,3 mld EUR. Pomimo spadku wolumenu transakcji, apetyt inwestorów i funduszy wciąż jest wysoki. Nawet tych, którzy w świetle pandemicznej recesji mocno zaciągnęli hamulce.
Zdaniem wielu inwestorów, polski rynek nieruchomości komercyjnych zniósł pandemiczne tsunami lepiej niż przewidywano na początku. To dobry prognostyk, bo aktywność inwestycyjna potrzebuje stabilnych fundamentów. Koronawirus nie zmienił tego, że inwestorzy nadal poszukują dochodowych i dobrze zlokalizowanych aktywów ze wszystkich sektorów. – Mateusz Skubiszewski, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych, BNP Paribas Real Estate Poland
W pierwszym kwartale rynek zdominował sektor biurowy, z przewagą transakcji odnotowywanych nie na największym, stołecznym rynku, tylko w regionach. Transakcją numer jeden okazało się być nabycie przez fundusz Partners Group biurowej części portfela Grupy Buma, na który składa się dziewięć istniejących budynków (100 tys. mkw.) i dwa biurowce w budowie (25 tys. mkw.), wszystkie zlokalizowane we Wrocławiu i w Krakowie.
Patrząc jednak na kondycję logistyki, jak się okazuje wyjątkowo odpornej na koronawirusa, a także na dużą dynamikę wzrostu branży e-commerce, któremu sprzyjały restrykcje sektora handlowego, daleko idące zmiany w skracaniu łańcuchów dostaw i planach relokacji zakładów produkcyjnych wywołane nie tylko kryzysem gospodarczym, ale też brexitem, można się spodziewać, że w najbliższych kwartałach najwyższą wartość transakcji inwestycyjnych będzie notować sektor magazynowo-logistyczny. Oznacza to powrót do rekordów industrialnych z 2020 roku. Autorzy raportu „At A Glance: Investment Market in Poland” zwracają uwagę, że pomimo strukturalnych zmian, które na skutek pandemii przechodzi cały handel, to łączna wartość transakcji w tym sektorze wskazuje, że próbuje on złapać oddech. W obliczu sporych ograniczeń w funkcjonowaniu dużych obiektów, na radarach inwestorów znalazły się parki handlowe i lokalne centra codziennych zakupów. W pierwszym kwartale zarządzana przez Griffin Real Estate spółka Chariot sprzedała cztery parki handlowe – w Opolu, Kielcach, Tychach i Olsztynie – firmie EPP. Za trzecią i ostatnią partię obiektów o łącznej powierzchni 110 tys. mkw. największy właściciel centrów handlowych w Polsce musiał zapłacić 106 mln EUR.
Na liście ponad 30 znaczących transakcji przeprowadzonych od stycznia do marca, znalazły się też umowy na rynku mieszkań na najem instytucjonalny. W styczniu szwedzki gigant rynku PRS (private rented sector), firma Heimstaden kupiła od Marvipolu projekty o łącznej ilości ponad 650 mieszkań w warszawskich inwestycjach Moko Botanika, Studio Okęcie i Unique Tower. Zgodnie z planem, pierwsze mieszkania mają być gotowe jesienią tego roku. Eksperci BNP Paribas Real Estate Poland zaznaczają, że to kolejne zakupy nad Wisłą, które szwedzki fundusz zrobił na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy. W grudniu zeszłego roku Szwedzi kupili od Eiffage 640 mieszkań w Warszawie, ale apetyt na kolejne pięć lat jest znacznie większy: zbudowanie portfela 5-10 tys. lokali w największych miastach regionalnych.
Mocne wejście takiego gracza jak Heimstaden na raczkujący rynek PRS w Polsce to bardzo dobry prognostyk. Patrząc, jak rozwijały się rynki mieszkań na wynajem w Niemczech, Skandynawii czy choćby na Wyspach Brytyjskich i dokładając do tego sprzyjającą demografię, sporą liczbę rozwijających się ośrodków miejskich, a także coraz większą mobilność i elastyczność Polaków, wzrost w tym sektorze jest więcej niż pewny. Jego dynamika będzie w dużej części zależeć od aktywności deweloperów, gotowych do dywersyfikowania przychodów i chętnych do budowania kilku budynków o odpowiednich parametrach, które będzie można sprzedać w całości inwestorom instytucjonalnym. – Anna Baran, Dyrektor w Dziale Rynków Kapitałowych, BNP Paribas Real Estate Poland
W pierwszym kwartale odnotowano zmiany w stopach kapitalizacji poszczególnych sektorów. Przykuwający uwagę inwestorów industrial, w porównaniu do wcześniejszego kwartału, zanotował kompresję stóp na poziomie 35 pb. Po drugiej stronie znalazły się walczące ze skutkami kryzysu zdrowotnego sektory nieruchomości biurowych i handlowych, których stopy w ujęcie kwartalnym wzrosły kolejno o 10 i 25 pb.
Ponad połowa kapitału ulokowanego nad Wisłą w pierwszym kwartale roku – 55 proc. – pochodziła z Europy. Największą aktywność wykazywali inwestorzy z Niemiec, Francji, Szwecji i Wielkiej Brytanii. Co ważne, pomimo generalnego zahamowania aktywności inwestycyjnej spowodowanej kryzysem zdrowotnym, nasz rynek nie zniknął z orbity inwestorów amerykańskich i azjatyckich. Pierwsi stali się właścicielami aktywów biurowych i industrialnych, a drudzy konsekwentnie koncentrują się i badają sektor magazynowy i logistyczny. W tym przypadku istotnych transakcji możemy się spodziewać w najbliższych kwartałach. – Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektor Działu Business Intelligence Hub & Consultancy, BNP Paribas Real Estate Poland
Notowana na rynku głównym GPW firma kosmetyczna Miraculum w kwietniu 2021 roku odnotowuje znaczący wzrost przychodów ze sprzedaży kosmetyków – wpływy z tytułu podstawowej działalności spółki wyniosły 1 568 tys. zł i były wyższe r/r o 52 proc. Uwzględniając sprzedaż środków dezynfekcyjnych, spółka w kwietniu osiągnęła 1 642 tys. zł przychodów i jest to więcej niż rok wcześniej o 3 proc.
W kwietniu 2020 r. przychody ze sprzedaży środków ochrony osobistej (płyny do dezynfekcji, maseczki) wyniosły 564 tys. zł, podczas gdy w analogicznym okresie tego roku sprzedaż ta stanowi 74 tys. zł. Oznacza to znaczący wzrost przychodów ze sprzedaży kosmetyków w kwietniu – o 52 proc. r/r.
Na wynik osiągnięty w kwietniu miała wpływ zakończona sukcesem akcja marketingowa z siecią Stokrotka z okazji 50-lecia marki Pani Walewska. W minionym miesiącu Miraculum zrealizowało również istotne dostawy na rynki eksportowe takie jak: Łotwa, Estonia, Litwa, Rumunia i Słowacja.
– Cieszymy się z systematycznie wzrastających wyników sprzedaży. Bardzo cenimy sobie cykl współprac z sieciami handlowymi z okazji 50-lecia marki Pani Walewska. W minionym miesiącu odbyła się akcja marketingowa z siecią Stokrotka, już teraz mogę zdradzić, że w najbliższych dniach podobna promocja rozpocznie się w sklepach Intermarche. Tego typu działania realnie przekładają się nie tylko na rozpoznawalność marki, ale również na sprzedaż – komentuje Sławomir Ziemski, członek zarządu Miraculum.
Narastająco, w okresie styczeń-kwiecień 2021 roku, Miraculum odnotowało przychody ze sprzedaży netto na poziomie 9.055 tys. złotych, co stanowi wzrost o 10% w stosunku do okresu styczeń-kwiecień 2020 roku, kiedy to wyniosły one 8.259 tys. złotych.
Zarząd i Rada Nadzorcza R22 przyjęły uchwały, zgodnie z którymi rekomendują wypłatę dywidendy z zysku za 2019/2020 r. obr. Łączna wartość dywidendy to 12 mln zł, czyli 0,85 zł na jedną akcję. Zgodnie z propozycją zarządu do akcjonariuszy R22 trafi w czerwcu ponad 8 mln zł (0,57 zł na jedna akcję). Wcześniej, w październiku 2020 r., spółka wypłaciła zaliczkę na poczet dywidendy. Ostateczna decyzję o dywidendzie podejmą akcjonariusze na WZA.
– W minionym roku osiągnęliśmy bardzo dobre wyniki i zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami chcemy się nimi dzielić z akcjonariuszami. Od początku naszej giełdowej historii dzielenie się zyskiem było jednym z elementów naszej strategii, dlatego cieszę się, ze możemy to uczynić po raz kolejny – komentuje Jakub Dwernicki, prezes R22.
Jako dzień dywidendy (dzień ustalenia prawa do otrzymania dywidendy) zarząd R22 proponuje 14 czerwca 2021 r., a dzień wypłaty dywidendy zarząd proponuje ustalić na 21 czerwca 2021 r. Zgodnie z propozycją zarządu, dywidenda na jedną akcje wyniesie 0,85 zł, przy czym w październiku 2020 r. spółka wypłaciła zaliczkę na poczet dywidendy w wysokości 0,28 zł, więc pozostała kwota do wypłaty dywidendy wynosi 0,57 zł na jedną akcję.
Polityka dywidendowa R22 zakłada wypłatę, co najmniej 30 proc. skonsolidowanego zysku netto przypadającego akcjonariuszom jednostki dominującej. Przy jednoczesnym wzroście wartości nominalnej na jedną akcje. Dywidenda za 2018/2019 r. obr. wyniosła 0,30 zł na jedną akcję.
Wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2021 roku pokazują wysoką dynamikę wzrostu notowanej na NewConnect, jednej z najszybciej rozwijających się spółek IT w Polsce. Zysk netto na poziomie 1,6 mln zł, co stanowi wzrost o 268% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, to dobra zapowiedź dla całego roku 2021. Spółka wróciła do przedpandemicznych dwucyfrowych wzrostów przychodów osiągając w pierwszym kwartale 14,4 mln zł przychodu, co stanowi 34% wzrost r/r. Znaczącej poprawie uległ również wskaźnik EBITDA, który wyniósł 2,4 mln zł wykazując wzrost o 194% w stosunku do roku poprzedniego.
Skonsolidowane przychody: 14,4 mln zł – wzrost o 34% r/r
Zysk netto: 1,6 mln zł – wzrost o 268% r/r
EBITDA: 2,4 mln zł – wzrost o 194% r/r
– Pierwszy kwartał 2021 roku to dla Grupy TenderHut nie tylko okres intensywnych przygotowań do debiutu giełdowego, ale przede wszystkim praca na wdrażanych projektach, która przełożyła się na bardzo dobre wyniki zarówno pod względem przychodów, jak i skonsolidowanych zysków. Te wyniki potwierdzają trafność naszej decyzji o inwestycji we własne produkty, które właśnie w tym kwartale zaczynają wykazywać swój prawdziwy potencjał – mówi Robert Strzelecki, prezes zarządu TenderHut SA.
Marzec tego roku był rekordowy dla spółki pod względem przychodów w całej jej historii. TenderHut po chwilowym spadku dynamiki wzrostu przychodów w 2020 roku związanym z pandemią, wraca do tempa wzrostu z 2019 roku i dwucyfrowych dynamik. – Rynek usług IT wraca na swoje przedpandemiczne tory, a nawet przyspiesza. Grupa TenderHut, wykorzystując wpisany w naszą kulturę organizacyjną potencjał, zawarty w dużej elastyczności i szybkości działania, właściwie zareagowała na nowe potrzeby rynku związane z pogłębieniem digitalizacji wielu aspektów codziennego funkcjonowania firm – tłumaczy Strzelecki.
W skład grupy wchodzą spółki obsługujące najbardziej dynamicznie rozwijające się sektory pod względem zapotrzebowania na usługi cyfrowe i digitalizację procesów. Jednym z takich przykładów jest spółka Holo4Med, która wprowadzając Mixed Reality do szpitali zwiększa bezpieczeństwo personelu medycznego. Z kolei Zonifero to platforma z sektora WorkTech i PropTech na nowo definiująca pojęcie pracy wdrażając innowacyjne rozwiązania z zakresu pracy biurowej. Nad zagadnieniem efektywności pracy, pochyla się Grow Uperion – spółka wdrażająca do organizacji programy grywalizacyjne. Podobną popularnością cieszą się także usługi z zakresu cyberbezpieczeństwa, które realizuje spółka ProtectHut.
– Cyfryzacja świata postępuje, Grupa TenderHut jest przygotowana do odbicia gospodarczego na świecie. Planując zwiększenie naszego potencjału, myślimy o kolejnych akwizycjach podmiotów z branży IT, aby przyspieszyć nasz wzrost. Ponadto mamy otwartych kilkadziesiąt procesów rekrutacyjnych praktycznie we wszystkich naszych lokalizacjach, co powinno przyspieszyć również nasz wzrost organiczny – podsumowuje Strzelecki.
W tym roku TenderHut, po raz czwarty znalazła się w opiniotwórczym zestawieniu FT1000 — Europe’s Fastest Growing Companies 2021, a także dotarła do ścisłej czołówki konkursu Microsoft Partner of the Year. Spółka dopiero zadebiutowała na NewConnect, a już ma ambitne plany wejścia na główny parkiet warszawskiej GPW.
Grupa Kapitałowa Banku Millennium S.A. zanotowała skonsolidowaną stratę netto w wysokości 311 mln zł w 1kw21. Głównym obciążeniem wyników były znaczne rezerwy na ryzyko prawne związane z portfelem walutowych kredytów hipotecznych w wysokości 533 mln zł (portfel kredytów udzielonych przez Bank: 512 mln zł, portfel kredytów d. Euro Banku: 21 mln zł). Bardziej konserwatywne dane wejściowe do modelu ryzyka odzwierciedlały, między innymi, trudniejsze otoczenie – wyższy napływ spraw sądowych i niższy odsetek spraw wygranych przez banki. Na koniec marca 2021 r. saldo rezerw na portfel kredytów udzielonych przez Bank wyniosło 1.432 mln zł, co odpowiadało 10,8% ekspozycji. Gdyby nie rezerwy walutowe, Grupa zanotowałaby zysk netto w wysokości 182 mln zł (wzrost o 24% w stosunku do skorygowanego zysku netto za 1kw20). Co więcej, raportowany zysk operacyjny wyniósł 444 mln zł, nieco poniżej poziomu w 4kw19, natomiast zysk operacyjny przed rezerwami walutowymi wyniósłby 363 mln zł, jedynie 7% poniżej poziomu w 4kw19, co wskazuje, że Grupa w znacznym stopniu zwalczyła bezpośrednie i pośrednie skutki pandemii.
–Na wyniki finansowe w 1 kwartale 2021 r. wpłynęły znaczne rezerwy na ryzyko prawne, związane z portfelem walutowych kredytów hipotecznych i Grupa odnotowała stratę w wysokości 311 mln zł. Z drugiej strony zysk operacyjny wyniósł 444 mln zł, a wyniki biznesowe były bardzo pozytywne, bliskie poziomom sprzed Covid. Dowodzi to siły modelu biznesowego Grupy, konsekwencji w realizacji strategii przejściowej oraz zwracania uwagi na wysoką jakość doświadczenia klienta. 1 kwartał 2021 r. był bardzo mocny w zakresie kredytów detalicznych: Bank ogłosił nowy rekord w wypłatach kredytów hipotecznych w wysokości 2,2 mld zł (wzrost o 64% r/r) oraz w wartości udzielonych pożyczek gotówkowych na poziomie 1,3 mld zł. Miało to przełożenie na udział w rynku na poziomie odpowiednio 14% i 10,5%, znacznie powyżej naturalnego udziału Banku w rynku.
Zaobserwowaliśmy dalszy wzrost zainteresowania naszych klientów bankowością elektroniczną, która zawsze stanowiła przewagę konkurencyjną Banku Millennium. Liczba klientów cyfrowych, już zresztą wysoka, wzrosła o dalsze 10% r/r, osiągając poziom 2,1 mln klientów, a liczba aktywnych klientów mobilnych przekroczyła 1,7 mln, wzrastając o 16% r/r.
W bankowości przedsiębiorstw było mniej spektakularnie, jednak aktywność klientów istotnie się ożywiła. Dość wspomnieć, tytułem kilku przykładów, faktoring, leasing czy bankowość transakcyjną, podczas gdy koszt ryzyka utrzymywał się na zdrowym poziomie, a korekty ze względu na pandemię nie są przewidywane.
João Brás Jorge – Prezes Zarządu Banku Millennium
W wyniku rozwiązań wdrożonych w 2020 r. Bank osiągnął wysokie wzrosty sprawności działania, a współczynniki kapitałowe pozostały na solidnym poziomie. Ponieważ trwał kolejny kwartał pandemii, Bank w dalszym ciągu zapewniał ochronę zdrowia klientów i pracowników w oddziałach i biurach oraz nadal wspierał klientów w powrocie do normalnej działalności gospodarczej, prowadząc dynamiczną akcję kredytową wobec klientów indywidualnych, przedsiębiorców i firm – powiedział Joao Bras Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium podsumowując wyniki.
Z czego jesteśmy szczególnie dumni w tym kwartale
stabilizacja wyniku z tytułu odsetek, przy czym marża odsetkowa netto i wynik na działalności podstawowej są w stałym trendzie wzrostowym
nowy kwartalny rekord wypłat kredytów hipotecznych (1kw21: 2,2 mld zł, wzrost o 5% kw/kw oraz wzrost o 64% r/r), co przekłada się na 14,6% udział rynkowy w nowych umowach (1kw20: 10%)
produkcja pożyczek gotówkowych w wysokości 1,3 mld zł, jedynie marginalnie poniżej poziomu 1kw20 ze wzrostem udziału rynkowego w produkcji do 10,5% z 9,9%
rekordowo wysokie prowizje netto (205 mln zł, wzrost o 5% r/r)
liczba klientów cyfrowych przekroczyła 2,1 mln (wzrost o 10% r/r), liczby aktywnych klientów mobilnych przekroczyła 1,7 mln (wzrost o 16%) i ponad 2,3 mln pobrań aplikacji goodie
Łączny wzrost aktywów zarządzanych zarówno przez Millennium TFI, jak i fundusze zewnętrzne, o 6% kw/kw do prawie 9,0 mld zł ze wzrostem 37% r/r
Istotne nadzwyczajne pozycje RZiS
Poza wyżej wymienionymi rezerwami walutowymi oraz roczną składką na fundusz przymusowej restrukturyzacji banków (BFG) (w 1kw21 zaksięgowano PLN36 mln z rocznej opłaty za rok 2021 w wysokości PLN49 mln) był to stosunkowo „czysty” kwartał bez większych pozycji nadzwyczajnych zarówno po stronie dochodów, jak i kosztów. Chociaż raportowane ROE było ujemne, to ROE bez pozycji nadzwyczajnych wyniosło 9,3%.
Wyniki za 1kw21 – najważniejsze kwestie
Chociaż trzecia fala pandemii Covid-19 przyniosła wyższą niż oczekiwana liczbę nowych przypadków zachorowań i zgonów, gospodarka okazała się dużo bardziej odporna niż w trakcie fali wiosennej i jesiennej. To pomogło częściowo zrekompensować negatywny skutek zeszłorocznych stóp procentowych, niższej liczby otwartych oddziałów czy wyższej liczby pracowników objętych kwarantanną.
Najważniejsze kwestie dotyczące wyników były następujące:
–stabilizacja wyniku z tytułu odsetek (brak zmiany kw/kw po 2% spadku w 4kw20) przy marży odsetkowej netto i wyniku na działalności podstawowej w trendzie wzrostowym; dochód odsetkowy z obligacji zmniejszył się kw/kw, rekompensował go jednak dalszy spadek kosztu depozytów;
-dalsza stopniowa poprawa marży odsetkowej netto (NIM) i pomimo dużo wyższego mianownika (wzrost aktywów odsetkowych o +6% kw/kw) powiększyła się ona o 3 p.b. do 2,56%; marginalnie wyższa marża kredytowa i niższy koszt depozytów (0,08% w porównaniu z 0,11% w 4kw20) rekompensowały z nawiązką niższą marżę na obligacjach;
-wynik z prowizji i opłat wzrósł o 5% i o 6% r/r, przy czym wzrost determinowały rachunki/depozyty, jak również biznes kartowy; te pierwsze zyskały na rocznej opłacie od depozytów, natomiast prowizje z kart skorzystały na rocznych rozliczeniach z organizacjami płatniczymi (niższy koszt opłat za karty);
-wkład pozostałych przychodów był tym razem bardzo niski przy solidnej poprawie wyniku z wymiany kw/kw, jednak bez jakiegokolwiek istotnych zysków z przeszacowań/zysków kapitałowych; nie było też żadnych rezerw na „małe TSUE”;
-luka operacyjna, tzw. operating jaws, była pozytywna, jako że miał miejsce 4% spadek przychodów ogółem r/r w porównaniu z 17% spadkiem kosztów operacyjnych (14% bez opłat na BFG) przy raportowanym wskaźniku K/D 49,3% (skorygowany 46,2% w por. z 45,7% w 4kw20 i 48,2% w 1kw20); zarówno osobowych (spadek o 16% r/r w wyniku niższej o 14% liczby etatów), jak i nieosobowych kosztów operacyjnych (niższych o 19% r/r w wyniku mniejszej o 15% liczby oddziałów i innych efektywności kosztowych);
-koszt ryzyka był stosunkowo niski: 76 mln zł lub 39 p.b. w wyniku stabilnej jakości portfela kredytowego, braku rezerw na Covid-19 jako takich i wkładu ze sprzedaży kredytów niepracujących (13 mln zł); podział między segmenty detaliczny i korporacyjny rozłożył się tym razem prawie równo; jakość portfela kredytowego marginalnie się poprawiła przy udziale kredytów Koszyka 3: 4,85% w por. z 5,0% na koniec roku 2020 (głównym determinantem był sektor korporacyjny), a także spadku udziału DPD90+ oraz udziału kredytów Koszyka 2 (odpowiednio 2,61% z 2,7% oraz 5,42% z 5,6%); jakość kredytów „wychodzących” z moratoriów kredytowych pozostała dobra z zaległościami w spłacie takich kredytów na poziomie jedynie 2,8%;
-budowanie rezerw na ryzyka prawne związane z walutowymi kredytami hipotecznymi kontynuowano w 1kw21 z rezerwą w wysokości 512 mln zł (tylko portfel kredytów udzielonych przez Bank), co zwiększyło ten bufor do 1.432 mln zł czyli 10,8% portfela walutowych kredytów hipotecznych brutto, z wyłączeniem kredytów udzielonych przez Euro Bank (podlegającym klauzulom ubezpieczenia i gwarancji wydanym przez Societe Generale); liczba indywidualnych pozwów wytoczonych przeciwko Bankowi w związku z klauzulami indeksacyjnymi osiągnęła 6,816 na koniec marca (co obejmuje 558 spraw odnoszących się do kredytów udzielonych przez d. Euro Bank);
-wzrost kredytów r/r był w dalszym ciągu wyższy niż rynkowy (+5% netto), przy czym główny czynnik wzrostu, kredyty hipoteczne w PLN (wzrost o 9%), zyskiwał dzięki wysokiej sprzedaży (szczegóły poniżej); pożyczki gotówkowe wzrosły o 2% dzięki poprawie ich sprzedaży, natomiast kredyty dla przedsiębiorstw spadły o 3% z powodu niskiego popytu na finansowanie; dynamika kw/kw była solidna (+2% kw/kw lub +3% bez walutowych kredytów hipotecznych) przy wzroście kredytów hipotecznych w PLN o 6%, pożyczek gotówkowych o 1% i przy portfelu kredytów dla przedsiębiorstw prawie bez zmian; portfel walutowych kredytów hipotecznych w dalszym ciągu się zmniejszał (12% r/r) a jego udział w kredytach ogółem zmniejszył się do 17,8% (16,6% bez portfela Euro Banku);
-wzrost depozytów znacznie przyspieszył (+8% kw/kw) po ich spadku w 4kw20, przy za zmienność odpowiadały w większości depozyty korporacyjne (+22% kw/kw), natomiast depozyty detaliczne wzrosły bardziej umiarkowanie (+4%); wskaźnik K/D znowu się obniżył (85% z 91% na koniec roku 2020), natomiast struktura depozytów była stabilna z udziałem rachunków bieżących i depozytów oszczędnościowych w wysokości 81%;
-współczynniki kapitałowe pozostawały mocne – skonsolidowane współczynniki TCR/T1 wynosiły odpowiednio 19,4%/16,3%; nadwyżka ponad regulacyjne współczynniki minimalne pozostała znacząca (5,3p.p./5,1p.p); skonsolidowany bufor walutowy Filara 2 w wysokości 3,4% pokrywający ryzyko związane z walutowymi kredytami hipotecznymi (w tym między innymi ryzyko prawne) był równoważny potencjałowi absorpcji 1,6 mld zł.
Trendy biznesowe i główne wydarzenia
Aktywność ekonomiczna pozostała w 1kw21 bardzo silna mimo groźniejszej niż oczekiwano trzeciej fali epidemii. Kwartał ten cechowały, z jednej strony, stosunkowo słabe wyniki segmentu przedsiębiorstw a z drugiej strony wysoka aktywność klientów detalicznych.
Co do szczegółów trendów biznesowych, 1kw21przyniósł kontynuację silnej produkcji kredytów hipotecznych z wypłatami po raz pierwszy przekraczającymi próg 2,2 mld zł (wzrost o 5% kw/kw i wzrost o 64% r/r) oraz udział rynkowy w produkcji wynoszący 14.6% w por. z 10% w 1kw20. W wyniku tego, portfel kredytów hipotecznych w PLN na koniec marca wzrósł o 6% kw/kw i 25% r/r.
Produkcja pożyczek gotówkowych była mniej liniowa, jednakże kwartał przyniósł ogółem solidną sprzedaż w wysokości prawie 1,3 mld zł, zdecydowanie powyżej 1,0 mld zł w 4kw20 i jedynie nieco poniżej rekordowego 1kw20. W wyniku tego, niehipoteczny portfel kredytów detalicznych wzrósł o 1% kw/kw, natomiast marża na portfelu w dalszym ciągu stopniowo się poprawiała. Akwizycja klientów trwała nadal, chociaż może była wolniejsza niż przed wybuchem pandemii. Wszystkie kluczowe mierniki – liczba aktywnych klientów detalicznych (2.611 tys., wzrost LFL (like-for-like) o 23 tys.r/r), rachunków bieżących Konto 360 (1.728 tys., wzrost o 7%), aktywnych klientów mikrobiznesowych (106 tys., wzrost o 10%), jak również kart (karty debetowe: 2.991 tys., wzrost o 3%, karty kredytowe: 479 tys., wzrost o 3%) w dalszym ciągu charakteryzowały się zdrowym wzrostem r/r.
Do funduszy inwestycyjnych zarządzanych przez Millennium TFI, jak również funduszy podmiotów zewnętrznych, napływały w dalszym ciągu środki (częściowo w wyniku konwersji depozytów w Banku) przekładając sie na 6% wzrostu kw/kw zarządzanych aktywów w obu kategoriach łącznie. Osiągając prawie 9,0 mld zł na koniec marca aktywa zarządzane ogółem zdecydowanie przekroczyły poziom „przedkowidowy” w wysokości 8,2 mld zł (koniec roku 2019).
Trend wzrostowy w udziale sprzedaży cyfrowej był kontynuowany a bankowość cyfrowa w dalszym ciągu osiągała nowe istotne kamienie milowe: liczba aktywnych klientów cyfrowych przekroczyła 2,1 mln (wzrost o 10% r/r), liczba aktywnych klientów mobilnych przekroczyła 1,7 mln (wzrost o 16%) a pobrano ponad 2,3 mln aplikacji goodie.
Osiągnięcia w bankowości przedsiębiorstw były mniej spektakularne, jednak aktywność klientów istotnie wzrosła. Dość wspomnieć, tytułem kilku przykładów, faktoring, leasing czy bankowość transakcyjną. Kredyty dla przedsiębiorstw obniżyły się o 2% kw/kw oraz o 3% r/r, za co odpowiedzialne były głównie spłaty i niskie wykorzystanie kredytów w rachunku bieżącym. Jednakże marże były stabilne. Obroty w faktoringu były solidne (wzrost o 25% r/r), chociaż nie przekroczyły rekordowego poziomu 7 mld zł w 4kw20, natomiast portfel wzrósł o 8% r/r. Nowe wolumeny w leasingu silnie wzrosły r/r (+23%), szczególnie te w marcu, jednakże portfel ogółem był nadal niższy r/r (-5%). W bankowości transakcyjnej nastąpił ponowny wzrost biznesu, wraz z liczbą gwarancji i akredytyw rosnących o 6% r/r, natomiast wzrost r/r liczby transakcji osiągnął solidne 7%.
SUNEX S.A. opublikował raport finansowy za I kwartał 2021 r. W tym okresie osiągnął rekordowe wyniki. Przechody w ujęciu r./r. zwiększyły się o 15,1% do 23 mln zł, a wynik na działalności operacyjnej poprawił się o 62,8% do 2,6 mln zł. Zarząd SUNEX jest przekonany, że spółka będzie nadal korzystać na dynamicznym rozwoju branży OZE.
SUNEX osiągnął w I kwartale br. rekordowe wyniki finansowe. Od stycznia do marca br. uzyskał 23 mln zł przychodów, czyli o 15,1% więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Z tego obroty na rynku krajowym zwiększyły się o 1,5% do 8,4 mln zł pomimo najcięższej od wielu lat zimy. Na rynkach zagranicznych przychody wzrosły o blisko 25% do 14,6 mln zł. Udział eksportu zwiększył się tym samym do poziomu około 63,4%, przy czym dominujący pozostaje rynek niemiecki.
Producent i dystrybutor innowacyjnych rozwiązań opartych o odnawialne źródła energii w ujęciu r./r. poprawił jednocześnie wynik na działalności operacyjnej o 62,8% do blisko 2,6 mln zł. Z kolei wynik na działalności operacyjnej z uwzględnieniem amortyzacji (EBITDA) zwiększył się o 67% do ponad 3,4 mln zł. Spółka w pierwszym kwartale br. wypracowała blisko 1,9 mln zł zysku netto w porównaniu do 0,2 mln zł rok wcześniej. Wartość kapitałów własnych w ciągu 12 miesięcy zwiększyła się o 29,2% do 34,2 mln zł.
– Początek roku był dla nas bardzo udany. Był to jednocześnie rekordowy pierwszy kwartał w historii spółki, w którym zwielokrotniliśmy wynik netto w ujęciu rok do roku. W tym okresie uruchomiliśmy zautomatyzowaną linię do produkcji zasobników C.W.U. Ponieważ zapotrzebowanie na tego typu wyroby utrzymuje się przez cały rok, miało to również istotny wpływ na spłaszczenie wahań związanych z sezonowością sprzedaży – podkreślił Romuald Kalyciok, Prezes Zarządu SUNEX S.A.
Bieżąca sytuacja związaną z pandemią COVID-19 nie miała wpływu na popyt na oferowane produkty. Zauważalny był jednak wzrost cen niektórych surowców do produkcji i kosztów logistycznych. – Staramy się na bieżąco modyfikować oraz usprawniać procesy logistyczne i produkcyjne, a także prowadzimy stały monitoring kosztów własnych. W efekcie chcemy z jednej strony w jak najmniejszym stopniu przerzucać wzrost cen na klientów, a z drugiej strony zapewnić trwały wzrost rentowności – stwierdził Romuald Kalyciok.
Spółka działa w branży związanej z odnawialnymi źródłami energii oferując szeroką gamę urządzeń stosowanych zarówno w technice grzewczej oraz technice solarnej, a także bogatą propozycję podzespołów i elementów montażowych stosowanych w obu tych technikach. – Rozwój branży OZE nie tylko w Polsce, ale i Europie powoduje, że perspektywy naszego dalszego wzrostu i rozwoju oceniamy jako bardzo dobre. Podejmowane przez nas działania w zakresie wdrażania innowacyjnych rozwiązań oraz automatyzacji i robotyzacji produkcji, wpasowują się również w obecne kierunki i plany rozwoju rynku polskiego i rynków europejskich, zarówno w krótko jak i długoterminowej perspektywie– dodał Romuald Kalyciok.
Transformacja energetyczna to ogromny, ambitny i kosztowny projekt. Wersja, w kierunku której zmierza Polska – czyli plan osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku – kosztować będzie około 500 miliardów złotych. Nie powinniśmy jednak bać się tej liczby. Po pierwsze, nie jest to czysty koszt obciążający skarb państwa – tylko pula inwestycyjna. Oznacza to, że pieniądze włożone w mądre, przemyślane i odpowiednio zaprojektowane inwestycje, kiedyś nam się zwrócą. Nie wszystkie te pieniądze muszą również pochodzić z państwowego budżetu. W procesie transformacji swoim członkom pomoże Unia Europejska – chociaż od początku wiadomo, że nie pokryje w całości kosztów tej operacji.
– Unia Europejska nigdy nie miała zamiaru pokrywać całości kosztów transformacji. Na pewno jednak trafi do nas spora pula środków z unijnego budżetu. Dyskusja o Funduszach Europejskich koncentruje się często wokół Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, z którego do Polski popłynie wkrótce kilkanaście miliardów złotych. To jednak nie jedyna forma wsparcia, na jaką możemy liczyć ze strony UE – powiedział serwisowi eNewsroom Aleksander Szpor z Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Fundusz Sprawiedliwej Transformacji jest elementem Mechanizmu Sprawiedliwej Transformacji, który oferuje znacznie większe środki. Są to środki zwrotne w ramach instrumentu Invest EU, a także środki oferowane przez Europejski Bank Inwestycyjny. Transformacja zostanie także wsparta z Funduszu Modernizacyjnego – na przykład w ramach środków przeznaczonych na program termomodernizacji budynków, zarówno indywidualnych, jak i publicznych. Pomogą nam również środki płynące przez Krajowy Plan Odbudowy. Pieniądze z Unii wpłyną więc do nas różnymi drogami – ale wciąż powinniśmy postrzegać je jako inwestycję, do której dokłada się również budżet skarbu państwa. Do środków, które płyną z Funduszy Europejskich, należy doliczyć wysiłek po stronie Polski. Są to środki publiczne, a także inwestycje prywatne – czy to z kraju, czy zza granicy. Dopiero ta cała pula środków, przy dobrych pomysłach i planach, jest w stanie przeprowadzić Polskę przez transformację energetyczną. Dzięki temu transformacja odbędzie się bez nadmiernych kosztów i stworzy szansę na zbudowanie nowych silników polskiej gospodarki – przewiduje Szpor.
Znacznie gorszy niż oczekiwano raport z amerykańskiego rynku pracy przerwał pasmo pozytywnych niespodzianek ekonomicznych z USA. Dolar osłabił się w stosunku do prawie wszystkich głównych walut świata. Rentowności obligacji spadły, a ceny surowców ponownie wzrosły, wspierając umocnienie walut surowcowych.
Spośród walut G10 najlepiej radziły sobie korona szwedzka oraz dolary australijski i nowozelandzki, które zyskały po niemal 2% w stosunku do dolara amerykańskiego. Na rynkach wschodzących prym wiódł real brazylijski, o którym mówiliśmy już od jakiegoś czasu. W zeszłym tygodniu zyskał względem USD niemal 4%, czemu sprzyja złamanie trzeciej fali zachorowań na COVID-19 w Brazylii.
W tym tygodniu dużą wagę przywiązujemy do raportu o inflacji w USA w kwietniu. Kolejny silny odczyt po jej wzroście w marcu byłby nieprzyjemnym dodatkiem do słabego raportu non-farm payrolls z zeszłego tygodnia. Mógłby wskazywać na to, że ograniczenia podażowe stają się poważnym problemem, przynajmniej w krótkim terminie. Jeśli chodzi o funta, wydaje się, że wyniki wyborów w Szkocji nie wpłynęły na niego negatywnie. Oznacza to, że prawdopodobnie kwestia potencjalnej niepodległości kraju nie jest postrzegana jako ryzyko dla szterlinga w średnim terminie.
PLN
Zmienności na rynku nie brakowało, złoty zakończył jednak tydzień w okolicy poziomu, na którym go rozpoczął. PLN negatywnie wyróżniał się na tle walut regionu, które wyraźnie zyskiwały wspierane m.in. przez sprzyjające warunki zewnętrzne. W przeciwieństwie do wysyłającego jastrzębie sygnały centralnego banku Czech, Narodowy Bank Polski ma bardzo zachowawcze podejście. Niemniej w obliczu widocznego wzrostu inflacji i poprawy danych gospodarczych odchodzi od wyraźnie gołębiego tonu, który charakteryzował jego retorykę w poprzednich miesiącach.
W tym tygodniu uwagę skupimy przede wszystkim na publikacji uchwały Sądu Najwyższego ws. frankowiczów zaplanowanej na wtorek 11 maja. Możliwe, że w kontekście decyzji dojdzie do krótkotrwałego wzrostu zmienności, liczymy jednak, że docelowo jej konsekwencją będzie redukcja ryzyka makroekonomicznego kraju. Końcówka tygodnia przyniesie szereg istotnych publikacji – najważniejsze będą piątkowe odczyty PKB w pierwszym kwartale i inflacji w kwietniu. Wstępne dane, które poznaliśmy pod koniec ubiegłego miesiąca, pokazały, że dynamika cen rzędu 4,3% była istotnie wyższa od oczekiwań i wyraźnie wykraczała poza widełki celu inflacyjnego.
EUR
Wieści ze strefy euro było niewiele, ale większość z nich była nacechowana pozytywnie. Sprzedaż detaliczna w Niemczech zaskoczyła in plus, co sugeruje, że długo wyczekiwane dogonienie gospodarek USA i Wielkiej Brytanii po poluzowaniu restrykcji może w końcu nadchodzić. Ponadto, choć nie zwrócono na to szczególnej uwagi, poczyniono postępy na froncie politycznym i unijne programy pandemiczne są coraz bliżej implementacji. Powinno to wesprzeć perspektywy wzrostu strefy euro w drugiej połowie roku. Na wspólną walutę wpływ miał głównie słaby raport z amerykańskiego rynku pracy, po którym zdecydowanie zyskała. Oczekujemy, że trend wzrostowy utrzyma się w średnim terminie.
USD
Bardzo słaby raport z amerykańskiego rynku pracy kontrastował z szeregiem pozytywnych wieści z innych krajów, a szczególnie z presją cenową, która wzrasta w związku z napięciami w łańcuchach dostaw. Możliwe, że hojne zasiłki dla bezrobotnych i niechęć pracodawców do oferowania wyższych pensji w budzącej się po pandemicznym szoku gospodarce tymczasowo spowalniają wzrost zatrudnienia. Jeśli to jest przyczyna, problem powinien zostać zażegnany w ciągu kilku miesięcy. Pozostajemy pozytywnie nastawieni do perspektyw rozwoju gospodarczego USA w krótkim i średnim terminie, będziemy jednak uważnie przyglądać się wskaźnikom kondycji rynku pracy w najbliższych kilku tygodniach. Tymczasem nasz pogląd, że dolar będzie słabł, otrzymał w zeszłym tygodniu mocne potwierdzenie.
GBP
Bank Anglii postanowił zwolnić tempo skupu obligacji, ale wydźwięk tej pozornie jastrzębiej decyzji został złagodzony przez brak zmian w oczekiwanej dacie końca skupu i całkowitej wartości programu. W weekend opublikowano wyniki wyborów w Szkocji i wygląda na to, że nastawienie inwestorów do rezultatów jest pozytywne. Mimo że w szkockim parlamencie zdecydowana większość będzie popierać niepodległość, rynki zdają się ufać rządowi Borisa Johnsona, który zasugerował, że natychmiastowe dążenia do nowego referendum mogą zostać zawetowane.
CHF
Mimo pozytywnego globalnego sentymentu wrażliwy na zmiany podejścia inwestorów do ryzyka frank w zeszłym tygodniu nadal doświadczał aprecjacji. Zakończył tydzień mniej więcej w połowie stawki walut G10, radząc sobie znacznie lepiej niż inne waluty safe haven, które znalazły się na końcu listy. Siła szwajcarskiej waluty zdaje się unaoczniać, jak ważne dla aktywów o niskiej rentowności jest zachowanie rentowności amerykańskich obligacji. Wyniki lepsze niż w przypadku dolara amerykańskiego i jena można powiązać z różnicami w wieściach płynących z tych krajów – te ze Szwajcarii, lub bardziej ogólnie Europy, były w ostatnim czasie szczególnie pozytywne.
Nie sądzimy, że aprecjacja franka będzie trwała i spodziewamy się jego słabości w dalszej części roku, jeśli rentowności amerykańskich obligacji będą wzrastać, a rynkowy sentyment – poprawiać się. W krótkim terminie skupimy się głównie na wieściach z zewnątrz, ponieważ kalendarz ekonomiczny dla Szwajcarii w tym i przyszłym tygodniu jest niemal pusty.
Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury
CitySpace, operator biur elastycznych, ma nowego dyrektora zarządzającego. To Lisa Zettlin, która wyróżnia się bogatym doświadczeniem oraz wysokimi kompetencjami w zakresie zarządzania i rozwoju. Objęcie przez nią nowego stanowiska jest ukoronowaniem jej sukcesów w okresie wyjątkowo aktywnej ekspansji CitySpace w Polsce.
Lisa Zettlin, która funkcję dyrektora zarządzającego objęła z dniem 1 maja, jest związana z CitySpace od 3 lat. Wcześniej pracowała na stanowisku Head of Business Development. W tej roli była odpowiedzialna za ekspansję, zarządzanie projektami i strategię marketingową.
– Ostatnie trzy lata były okresem dynamicznego rozwoju. W tym czasie podwoiliśmy powierzchnię biurową i liczbę stanowisk, którymi zarządzamy w Polsce. Ogromnymi sukcesami były także wprowadzenie do portfolio hot-desków, aplikacji mobilnej z usługami na życzenie czy rozbudowa zespołu o zupełnie nowe kompetencje – mówi Lisa Zettlin. – Ostatnie lata zaowocowały przygotowaniem firmy do dynamicznego skalowania oraz gruntowną digitalizacją procesów operacyjnych. CitySpace stał się jeszcze bardziej elastyczny i gotowy do dalszej ekspansji, którą planujemy na najbliższe miesiące i lata – podkreśla.
W poprzedniej roli do zakresu obowiązków Lisy Zettlin należało również prowadzenie transformacji i projektów strategicznych, takich jak rebranding, rozwój produktów i repozycjonowanie na rynku w odniesieniu do wzornictwa i marketingu.
20-letnie doświadczenie w zarządzaniu
Lisa Zettlin posiada prawie dwudziestoletnie doświadczenie w zarządzaniu międzynarodowym zespołem marketingowym, sprzedażowym i produktowym. Zanim dołączyła do CitySpace, pracowała na różnych stanowiskach kierowniczych w międzynarodowej firmie przemysłowej Atlas Copco. Firma ta jest jednym z globalnych liderów w dostarczaniu rozwiązań montażowych dla branży lotniczej, motoryzacyjnej i energetycznej. W Atlas Copco Lisa Zettlin pełniła międzynarodowe funkcje w Rosji i Europie Wschodniej. Jej ostatnie stanowisko obejmowało pracę w centrali w Szwecji jako Business Development Manager w dziale General Industry. Do zakresu obowiązków w tej roli należało m.in. kierowanie globalnym segmentem, sprzedaż i marketing rozwiązań przemysłowych dla segmentu klientów: rolnictwo, budownictwo i sprzęt górniczy (roczny budżet około 50 milionów dolarów), a także kierowanie zespołem menedżerów ds. kluczowych klientów oraz rozwojem biznesu w zakresie marketingu i zarządzania portfelem produktów.
Lisa Zettlin jest absolwentką KTH Royal Institute of Technology w Sztokholmie na kierunku inżynierii materiałowej. Ukończyła studia MBA w Stockholm School of Economics. Jest mieszkającą w Warszawie obywatelką Szwecji. Mówi w czterech językach: szwedzkim (ojczystym), angielskim, polskim i rosyjskim.
Ważny krok na drodze ekspansji
Lisa Zettlin przejmuje stanowisko dyrektora zarządzającego od Jarosława Batora, który, pozostając w ramach Echo Investment, skoncentruje się teraz na rozwoju Resi4Rent – firmy zajmującej się dostarczaniem produktów mieszkaniowych na wynajem.
Zmiana na stanowisku dyrektora zarządzającego jest kolejnym krokiem w umacnianiu pozycji CitySpace na rynku polskich operatorów biur elastycznych. W kwietniu operator uruchomił nowe centrum biurowe w Face2Face Business Campus w Katowicach, a jeszcze w tym roku otworzy kolejne – we Wrocławiu. Następne ekspansje zaplanowane są na przyszły rok. Będą to dwie nowe inwestycje w miastach, w których operator jest obecny, oraz wejście na nowe rynki regionalne.
Druga ważna zmiana kadrowa
Nowa osoba na stanowisku dyrektora zarządzającego to jedna z dwóch zmian na wysokim szczeblu struktury kadrowej CitySpace. W marcu stanowisko dyrektora finansowego objęła Agnieszka Dębińska, absolwentka Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, posiadająca uprawnienia biegłego rewidenta, która może pochwalić się kilkunastoletnim doświadczeniem w działach finansowych takich firm jak: Legia Training Center, HP i PwC.
CitySpace zarządza biurami elastycznymi w pięciu miastach Polski: Warszawie, Wrocławiu, Katowicach, Krakowie i Gdańsku. Obecnie w tych miastach posiada łącznie 11 lokalizacji biurowych.
PKN ORLEN złożył wniosek o zgodę na przejęcie PGNiG do Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. To kolejny krok, po akwizycji Energi i zgodzie Komisji Europejskiej na połączenie z Grupą LOTOS, w budowaniu jednego, silnego koncernu, o zdywersyfikowanych przychodach, który zwiększy konkurencyjność na globalnym rynku i przyspieszy zieloną transformację polskiej energetyki.
– Konsekwentnie realizujemy plan budowy koncernu multienergetycznego, który będzie mógł znacznie efektywniej konkurować na globalnym rynku i odpowiadać na wyzwania związane z transformacją energetyczną. Tylko silny koncern o zdywersyfikowanych przychodach zapewni kapitał na realizację ambitnych inwestycji, w tym w nisko- i zeroemisyjne źródła energii. Wzmocnią one całą Grupę ORLEN i będą stanowiły potężny impuls do transformacji oraz rozwoju polskiej gospodarki. Aktywa przejętej już Grupy Energa oraz przejmowanego LOTOSu stanowią uzupełnienie naszej działalności, natomiast integracja z PGNiG rozszerzy łańcuch wartości koncernu o gaz ziemny. Transakcja ta jest dla nas priorytetem, a złożenie, zgodnie z zapowiedziami, wniosku do Prezesa UOKiK pokazuje, że jesteśmy zdeterminowani, by sprawnie i szybko ją sfinalizować – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.
Przeprowadzenie procedury przejęcia PGNiG przez PKN ORLEN przed odpowiednimi organami ochrony konkurencji to jeden z elementów Listu intencyjnego podpisanego 14 lipca 2020 r. pomiędzy PKN ORLEN a Skarbem Państwa. Model transakcji oraz jej harmonogram zostaną wypracowane przez zespół składający się z przedstawicieli stron tego porozumienia. Fundamentem będzie rola PKN ORLEN jako wiodącego podmiotu transakcji.
Wcześniej PKN ORLEN złożył wniosek o zgodę na przejęcie PGNiG do Komisji Europejskiej. Zadecydowała ona jednak o przeniesieniu kompetencji oceny transakcji do polskiej instytucji, uznając ze względu na jej specyfikę, za kompetentny organ do oceny skutków koncentracji na rynku krajowym.
Prowadzone przez PKN ORLEN transakcje wpisują się w światowe trendy. Największe globalne koncerny paliwowe już dawno zbudowały zintegrowane łańcuchy wartości oparte na wydobyciu ropy naftowej i gazu, inwestycjach w nowoczesną elektroenergetykę i poszerzaniu kompetencji w sprzedaży detalicznej. Na przykład BP, Total, Shell czy Equinor zarządzają swoją organizacją właśnie w sposób segmentowy, koncentrując się przede wszystkim na dywersyfikacji źródeł przychodów. PKN ORLEN wykorzysta i wzmocni istniejący system zarządzania segmentowego do zarządzania Grupą po akwizycjach.
Grupa ORLEN dąży do tego, aby zostać biznesowym liderem zrównoważonej transformacji sektora energetycznego w Europie Środkowo-Wschodniej. W przypadku segmentu wydobycia, konsolidacja poprawiłaby efektywność operacyjną i inwestycją oraz umożliwiłaby skoncentrowanie się na złożach gazu ziemnego i ropy naftowej w Polsce i Europie. W zakresie energii elektrycznej powstałoby zintegrowane portfolio wytwórcze w kraju, oparte o efektywne elektrownie gazowe oraz odnawialne źródła energii, w tym morską energetykę wiatrową. W tym kontekście istotny byłby potencjał jednostek gazowych do bilansowania nieregularnego profilu wytwarzania z odnawialnych źródeł energii. Jednocześnie zarządzanie szerokim portfolio aktywów umożliwiłoby optymalizację handlu na hurtowym rynku energii elektrycznej.
Stworzenie zintegrowanej Grupy umożliwiłoby pełne wykorzystanie i rozwój kompetencji pracowników. Obecnie na rynku odczuwalny jest deficyt pracowników, szczególnie w branży produkcyjnej. W wyniku konsolidacji łączne zatrudnienie wyniosłoby ponad 60 tys. osób.
Analitycy REDD, największej bazy danych o rynku biurowym w Polsce informują, że w ciągu miesiąca w Polsce na rynku nieruchomości biurowych przybyło ponad 32 tys. mkw. powierzchni dostępnej do wynajmu w budynkach oddanych i wynosi ona 1,9 mkw. Obecnie zasoby powierzchni biurowej w Polsce wynoszą prawie 13 mln mkw. W budowie znajduje się z kolei ponad 1,2 mln mkw. nowoczesnych powierzchni biurowych.
– W kwietniu 2021 obserwowaliśmy kontynuację wzrostu wolnej powierzchni dostępnej do wynajęcia. Od końca marca w oddanych obiektach biurowych przybyło 32 tys. mkw. powierzchni – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD. W oddanych obiektach w Polsce jest 1,9 mln mkw. powierzchni dostępnej dla najemców.
Wolna powierzchnia w obiektach w budowie utrzymywała się na podobnym poziomie w przedziale 640-650 tys. mkw.
– Warto nadmienić, że według danych REDD, na koniec marca w obiektach w budowie znajduje się 648 tys. mkw. już komercjalizowanej powierzchni. Oznacza to, że od końca marca w obiektach w budowie wynajęło się ponad 6 tys. mkw. nowoczesnych powierzchni biurowych – dodaje Piotr Smagała.
W ocenie eksperta może to oznaczać, że najemcy, jeśli już decydują się na biura, to wybierają nowoczesne budynki. Ich właściciele są bardziej skłonni do negocjacji czynszu i długości trwania umowy.
Warszawa nadal się buduje
Aktualnie w stolicy znajduje się prawie 7 mln mkw. powierzchni biurowej. To dane o całkowitych zasobach biur w stolicy, uwzględniając wszystkie budynki klas: A, B i C.
Współczynnik pustostanów dla Warszawy w kwietniu 2021 ukształtował się na poziomie 11,74 proc. Średni czynsz w Warszawie odnotował delikatny spadek względem marca 2021 i wynosi obecnie – 13,81 EUR/mkw./miesiąc.
Z kolei aż o 6 proc. wzrósł stołeczny REDD INDEX i stanowi obecnie 307,17 dni. REDD INDEX to liczony w dniach wskaźnik średniego czasu jaki potrzebny jest na wynajęcie powierzchni biurowej. Według danych REDD, obecnie w Warszawie buduje się 577 tys. mkw. biur. Najwięcej powierzchni pojawi się na Woli (336,357 mkw.), jest to 58,3% wszystkich warszawskich powierzchni w budowie. Na Śródmieściu przybędzie 94,320 mkw., na Włochach – 86,914 mkw., a na Mokowie – 29,258 mkw.
Pomimo globalnego spowolnienia gospodarczego grupa Maxcom osiągnęła przychody ze sprzedaży na poziomie 129 942 tys. PLN. Wzrost wyników Maxcom to efekt m.in. rosnącego rynku e-commerce, większa sprzedaż produktów bezpośrednio do klientów oraz poszerzenia portfolio produktowego.
Grupa Kapitałowa Maxcom wypracowała w 2020 roku 3 470 tys. PLN skonsolidowanego zysku netto, co oznacza wzrost o 24% w ujęciu rok do roku. EBITDA zwiększyła się do 6 157 tys. PLN.
Sprzedaż w Europie Zachodniej oraz krajach skandynawskich wzrosła o 28% w stosunku do roku 2019, natomiast w krajach Europy Środkowo-Wschodniej utrzymała na tym samym poziomie. Utrzymanie wysokiego poziomu sprzedaży w czasach pandemii Spółka zawdzięcza stałej dostępności towarów, pomimo zaburzeń łańcucha dostaw, z którym borykało się wiele przedsiębiorstw w 2020 roku.
– Pomimo bezprecedensowych wyzwań i trudności związanych ze światową pandemią Covid-19, Grupa Maxcom zanotowała w 2020 roku satysfakcjonujący wzrost wyników finansowych – mówi Arkadiusz Wilusz, Prezes Zarządu Maxcom SA.
Podstawowe dane finansowe za 2020 r.
2019
2020
Dynamika
Przychody (w tys. PLN)
118 683
129 942
109,5%
Zysk operacyjny (w tys. PLN)
4 732
4 902
103,6%
EBITDA (w tys. PLN)
5 842
6 157
105,4%
Zysk netto (w tys. PLN)
2 801
3 470
123,9%
Z uwagi na bardzo dobrą sytuację finansową Grupy Kapitałowej, Zarząd Maxcom S.A. wystąpi z wnioskiem na Walnym Zgromadzeniu o wypłatę dywidendy dla akcjonariuszy, zgodnie z obowiązującą polityką dywidendową Grupy.
Jedną z kluczowych inwestycji w roku 2020 było założenie Maxcom Eco Energy Sp. z o.o. jako Spółki zależnej, która jest odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie na odnawialne źródła energii. Jej głównym obszarem biznesowym są instalacje fotowoltaiczne oraz sprzedaż hurtowa komponentów urządzeń dedykowanych fotowoltaice.
– Fotowoltaika rozwija się w Polsce najszybciej ze wszystkich sektorów OZE. Stała się również wiodącym obszarem inwestycji w całej krajowej elektroenergetyce. Cieszę się, że Maxcom bierze czynny udział w tej zielonej transformacji – mówi Arkadiusz Wilusz.
Wzrost wyników w 2020 r. to efekt wprowadzenia nowych grup produktowych, rozwoju dotychczasowej gamy modelowej oraz realizowanej strategii opartej na digital marketingu i sprzedaży online, wpisującej się w aktualne trendy zakupowe.
W 2020 roku Maxcom S.A. – jednostka dominująca w Grupie Kapitałowej – wprowadziła do sprzedaży nowe produkty, które w większości występują pod markami własnymi. Między innymi są to: telefony dla seniorów z głośnikiem bezprzewodowym jako stacją ładującą, następca bestsellerowego modelu telefonu dla seniorów, nowe smartwatche z pulsoksymetrem, głośniki wodoodporne, nowoczesny smartfon wzmocniony, robot sprzątający z kamerą do wideo-monitoringu oraz gama lampek biurkowych.
Spółka Maxcom rozwinęła również strategiczną współpracę z marką Lenovo. W minionym roku dzięki współpracy z marką Rubbee do dystrybucji Grupy Kapitałowej Maxcom trafiły napędy elektryczne do rowerów. Pozwalają one na łatwą konwersję zwykłego jednośladu na rower o napędzie elektrycznym.
Z roku na rok oferta produktowa Grupy Maxcom staje się bogatsza i atrakcyjniejsza, a oferowane produkty odpowiadają potrzebom konsumentów w różnych grupach wiekowych, na różnych segmentach rynku.
W marcu 2020, reagując na deficyty rynkowe maseczek ochronnych i apel Rządu RP o zaangażowanie przedsiębiorców w walkę z COVID-19, Maxcom podjął natychmiastową decyzję o zleceniu produkcji i sprzedaży maseczek ochronnych. Szybka reakcja Spółki pozwoliła na dostarczenie klientom tego brakującego na rynku dobra. Maxcom S.A. wspierał również jednostki medyczne w walce z pandemią poprzez różnego rodzaju darowizny.
W roku 2020 Grupa Maxcom umocniła swoją pozycję na rynku i stworzyła solidne podstawy do dalszego rozwoju swojej działalności, w tym nowych jej obszarów, zgodnie z trendami rynkowymi.
Firma ADP, międzynarodowy dostawca usług kadrowo-płacowych, powołała z początkiem maja Martijna Branda na stanowisko Starszego Wiceprezesa i Dyrektora Generalnego na Europę Środkową, w tym Polskę. Zastąpił on Stevena van Tuijla, który pełnił tę rolę od października 2017 roku.
Brand od 2005 roku zatrudniony był w Xerox Netherlands, a od 2011 roku pełnił tam stanowisko Dyrektora Generalnego. Wcześniej był także wiceprezesem i Dyrektorem Generalnym Kanałów Europejskich, głównie Europy Środkowej. Od 2014 roku Martijn Brand stoi na czele ADP Netherlands, gdzie jest zaangażowany w rozwój projektów międzynarodowych – w tym integrację rynkową ADP Celergo. Od 1 maja tego roku zakres odpowiedzialności Martijna Branda rozszerzył się o Niemcy i Polskę.
Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców swoją interwencję rozpoczął w lipcu 2019 r. zwracając się do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o wydanie objaśnienia prawnego dotyczącego uprawnienia pracodawcy do samodzielnej kontroli stanu trzeźwości pracownika. Po prawie dwóch latach, ponad 50 wysłanych pismach, powołaniu Zespołu Roboczego ds. kontroli trzeźwości w miejscu pracy, projekt ustawy o zmianie ustawy – Kodeks pracy oraz ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi został wpisany do wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów.
Wniosek o objaśnienie prawne, skierowany przez Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców do Ministra Pracy i Polityki Społecznej pismem z dnia 29 lipca 2019 r., dotyczył prawidłowego rozumienia i stosowania art. 17 ustawy z dnia 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców poprosił o wskazanie, czy pracodawca jest uprawniony do samodzielnej kontroli stanu trzeźwości pracownika lub wyrywkowej kontroli tego stanu np. z użyciem alkomatu bez udziału właściwego organu. W piśmie zawarty był również wniosek o objaśnienie prawne dotyczące art. 221b ustawy z dnia 26 czerwca 1974 r. – Kodeks pracy poprzez wskazanie, czy dane dotyczące stanu trzeźwości pracownika są danymi osobowymi o stanie zdrowia, a zatem, czy ich przekazanie możliwe jest wyłącznie z inicjatywy pracownika.
Wniosek o objaśnienie prawne był odpowiedzią na komunikat Urzędu Ochrony Danych Osobowych z dnia 27 czerwca 2019 r., w którym Urząd stwierdził, że badanie trzeźwości może być zainicjowane wyłącznie przez pracownika, a sama informacja o stanie trzeźwości jest informacją o stanie zdrowia oraz że nie ma podstawy prawnej, która umożliwiłaby pracodawcom samodzielną kontrolę pracowników alkomatem. W takim wypadku zgoda pracownika jest niezbędna do przekazania i przetwarzania pozyskanych danych.
Taka interpretacja przepisów wykluczyła w zasadzie wyrywkowe lub prewencyjne badanie pracowników, które było do tej pory powszechną praktyką, szczególnie w zakładach pracy o podwyższonym stopniu bezpieczeństwa, oraz znajdowała potwierdzenie w orzeczeniach sądowych.
Na prośbę przedstawicieli przedsiębiorców Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców powołał Zespół Roboczy ds. kontroli trzeźwości w miejscu pracy funkcjonujący przy Radzie Przedsiębiorców powołanej przez Rzecznika. Prace zespołu ukierunkowane były na pożądane przez pracodawców zmiany legislacyjne, które miały rozwiać aktualnie istniejące wątpliwości co do dopuszczalności samodzielnej kontroli trzeźwości pracowników przez pracodawców w miejscu pracy. W posiedzeniu inauguracyjnym zespołu wzięli udział przedstawiciele Urzędu Ochrony Danych Osobowych, Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Głównego Inspektoratu Pracy, Ministerstwa Cyfryzacji, Stowarzyszenia Praktyków Ochrony Danych, a także przedstawiciele pracodawców branży transportowej, budowlanej i magazynowej.
– Już drugi rok prowadziliśmy prace merytoryczne w imieniu przedsiębiorców o zmianę przepisów, które umożliwiłaby im prowadzenie prewencyjnych kontroli alkomatem. Włożyliśmy wiele pracy i wysiłku, aby projekt ustawy jak najszybciej ujrzał światło dzienne. W tym czasie powołaliśmy zespół roboczy ds. kontroli trzeźwości w miejscu pracy przy Radzie Przedsiębiorców, wysłaliśmy ponad 50 pism do poszczególnych ministerstw i urzędów. Cieszę się, że realizowane przez nas działania przynoszą efekty – komentuje Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.
– Biuro Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców z zaangażowaniem pracowało nad tym, żeby pojawiła się podstawa prawna, która określi procedurę badania trzeźwości w miejscu pracy zarówno na żądanie pracodawcy jaki i samego pracownika. Obecnie nie ma takich przepisów w porządku prawnym – dodaje dr n. pr. Marek Woch, Dyrektor Generalny w Biurze Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców.
Najwyższa w historii kwartalna wartość sprzedaży i zysk przekraczający 6,37 mln zł (przy 7,77 mln zł zysku za cały 2020), skonsolidowany wskaźnik EBITDA za ostatnie 12 miesięcy sięgający 19,5 mln zł, oraz prawie siedmiokrotny wzrost sprzedaży wyrobów własnych rok do roku – w I kwartale 2021. Grupa BioMaxima nie zwalnia tempa po rekordowym roku 2020, co pokazuje opublikowany właśnie raport kwartalny. Po raz pierwszy raport przygotowany został zgodnie z Międzynarodowymi Standardami Sprawozdawczości Finansowej – MSSF.
W pierwszym kwartale 2021 roku Grupa Kapitałowa BioMaxima osiągnęła 26.690 tys. złotych przychodów ze sprzedaży, uzyskując w relacji do analogicznego kwartału 2020 roku dynamikę na poziomie 379%. Jeszcze większa była dynamika wzrostu sprzedaży wyrobów własnych, wynosząc 672%. Raportowany kwartał okazał się też kolejnym rekordowym w zakresie wypracowanego przez Grupę zysku netto, który osiągnął wartość 6.371 tys. złotych.
Skonsolidowany wskaźnik EBITDA Grupy osiągnął w pierwszym kwartale 2021 roku wartość 8.403 tys. złotych, przy całkowitym skonsolidowanym EBITDA za rok 2020 w wysokości 12.027 tys. złotych. Oznacza to, że EBITDA za ostatnie 12 miesięcy sięgnął poziomu 19 474 tys. złotych, a stosunek „Debt/EBITDA(LTM)” wynosi 0,4. Wskaźnik pokrycia kapitałami własnymi sumy bilansowej Grupy wyniósł na koniec pierwszego kwartału 55%.
– Skokowy w 2020 roku i kontynuowany w 2021 roku wzrost przychodów i zysków potwierdza słuszność przyjętej cztery lata temu strategii zwiększania udziału wyrobów własnych, oraz zwiększania efektywności operacyjnej spółki przez dzięki poniesionym w latach 2018-2019 nakładom inwestycyjnym. Te inwestycje w połączeniu z szybkimi decyzjami Zarządu na początku 2020 roku o włączeniu się w walkę z pandemią COVID-19 poskutkowały tym, że nasza reakcja była właściwa pod kątem asortymentu, tempa oraz skali odpowiedzi na wyzwania związane z dynamicznie zmieniającą się pandemiczną rzeczywistością – podkreśla Łukasz Urban, prezes zarządu w BioMaxima.
BioMaxima S.A. jest na ostatnim etapie sporządzania prospektu papierów wartościowych, którego złożenie w Komisji Nadzoru Finansowego spodziewane jest jeszcze w maju 2021 roku. Jako podmiot składający prospekt emisyjny w celu wprowadzenia akcji do obrotu na rynku regulowanym, Spółka od początku tego roku swoje statutowe sprawozdania finansowe raportuje już zgodnie z MSSF, czego rezultatem jest omawiamy raport za pierwszy kwartał. Prezentuje on również podstawowe wielkości finansowe dla Grupy za rok 2020, w tym obliczony według MSSF zysk za 2020 rok wynoszący 7.771 tys. złotych.
W jakich kierunkach będzie się rozwijała BioMaxima S.A. w nadchodzącym okresie?
– Prowadzimy intensywne prace rozwojowe w zakresie systemów do oznaczania lekowrażliwości. Mam nadzieję, że ich efekty będziemy mogli niedługo zaprezentować w stosownych raportach rynkowych. Spodziewamy się też zmiany struktury popytu na testy w kierunku COVID-19 ze względu na czynniki takie jak postęp szczepień, nadchodzący sezon urlopowy czy otwieranie światowej gospodarki. Dlatego BioMaxima SA posiada już w ofercie nowe wyroby, adresujące nowe, uzasadnione względami diagnostycznymi i społecznymi zapotrzebowanie rynku polskiego oraz ponad 60 obsługiwanych przez nas i zróżnicowanych rynków eksportowych. Jesteśmy gotowi na dalsze dynamiczne działania, które umożliwia dobra i stabilna sytuacja finansowa spółki i w przypadku konieczności finansowania inwestycji nie powinniśmy mieć problemu z uzyskaniem odpowiedniego finansowania dłużnego – podsumowuje Łukasz Urban, prezes zarządu BioMaxima.
Mikro, małe i średnie firmy otrzymają nowe ułatwienie w dostępie do finansowania. Gwarancje BGK dla leasingu wykorzystują środki Paneuropejskiego Funduszu Gwarancyjnego. Pomogą wygenerować akcję leasingową o wartości 5,6 mld zł i wesprą przedsiębiorców oraz polską gospodarkę w trudnym okresie pandemii koronawirusa. Nowe gwarancje BGK zabezpieczą do 80 proc. kwoty leasingu lub pożyczki leasingowej bez odsetek oraz kosztów związanych z ich udzieleniem.
Całkowita kwota środków trwałych sfinansowanych przez firmy leasingowe w Polsce wyniosła w 2019 r. 78 mld zł, w ubiegłym roku było to 70 mld zł. Leasing to istotne źródło finansowania potrzeb MŚP. Teraz, co szczególnie ważne dla firm w czasie kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa, przedsiębiorcy będą mieli do niego łatwiejszy dostęp. Jednocześnie firmy leasingowe, które podpisały umowę o współpracy z BGK, udzielą leasingu na korzystniejszych warunkach.
Dzięki nowym gwarancjom leasingodawcy mogą zaproponować korzystniejsze od standardowych warunków, m.in. obniżyć marżę leasingu/pożyczki, wydłużyć okres trwania leasingu/pożyczki, zwiększyć kwotę leasingu/pożyczki, obniżyć wymagania co do poziomu innych zabezpieczeń. BGK jest pierwszym bankiem rozwoju, który wykorzystuje środki Paneuropejskiego Funduszu Gwarancyjnego w formule regwarancji, aby zaoferować wsparcie dla biznesu.
„Elastycznie reagujemy na aktualne potrzeby gospodarki i społeczeństwa, czego przykładem jest pakiet pomocy BGK dla przedsiębiorców, których dotknęła pandemia. Firmy skorzystały z niego już 100 tysięcy razy, a finansowanie wygenerowane dla gospodarki przekracza 76 mld zł. Budujemy partnerskie relacje i współpracę z rynkiem finansowym i sektorem publicznym. Wspólnie z naszymi partnerami – Ministerstwem Finansów, Związkiem Polskiego Leasingu i Europejskim Funduszem Inwestycyjnym – pomagamy tym firmom, które korzystają z leasingu lub pożyczki leasingowej jako alternatywy dla kredytu bankowego. Razem inicjujemy działania i tworzymy rozwiązania, które przyczyniają się do rozwoju społeczno-gospodarczego kraju” – mówi Beata Daszyńska-Muzyczka, prezes zarządu BGK.
„Przedsiębiorcy już od ponad roku walczą z efektami pandemii, które realnie wpływają na polską gospodarkę. Wspólnie z partnerami z BGK i EFI postanowiliśmy przygotować nowe kompleksowe rozwiązanie pomocowe, które będzie dotyczyło zarówno umowy leasingowej, jak i pożyczki leasingowej – mówi Paweł Pach, przewodniczący KW Związku Polskiego Leasingu. – Firmy leasingowe, które będą dystrybuować nowe produkty, będą mogły bardziej elastycznie kreować ich politykę cenową, będą w stanie wydłużać okres leasingowania czy zwiększać kwotę finansowania. Parametrem, który najbardziej optymistycznie nas dziś nastraja, jest fakt gwarantowania przez BGK aż do 80 proc. wartości umowy. Należy podkreślić, że sam program jest bardzo istotnie wyposażony w kapitał, który pozwoli wykreować transakcje leasingowe o wartości ponad 5 mld zł (5,6 mld zł). Spodziewamy się dużego zainteresowania tym programem wśród wszystkich przedsiębiorstw leasingowych zrzeszonych w Związku Polskiego Leasingu”.
Gwarancja korzysta z regwarancji EFI i środków Paneuropejskiego Funduszu Gwarancyjnego (EFG). Powstała przy wsparciu Ministerstwa Finansów oraz Krajowego Punktu Kontaktowego ds. Instrumentów Finansowych Programów Unii Europejskiej. BGK wykorzystał możliwość stworzoną przez polski rząd w wyniku przystąpienia Polski do Paneuropejskiego Funduszu Gwarancyjnego.
„Podpisana przez Bank Gospodarstwa Krajowego umowa o nowej portfelowej linii gwarancyjnej to bardzo dobra wiadomość dla Polski i dla naszego sektora leasingu. Dzięki temu polskie firmy, szczególnie małe i średnie przedsiębiorstwa, skorzystają z instrumentów oferowanych na korzystnych warunkach dzięki gwarancjom w ramach Paneuropejskiego Funduszu Gwarancyjnego” – mówi minister finansów, funduszy i polityki regionalnej Tadeusz Kościński.
63% polskich przedsiębiorców uznaje leasing za najbardziej istotne źródło finansowania działalności. Na drugim miejscu znalazła się linia kredytowa, która jest ważna dla ponad połowy firm MŚP (55%), na kolejnym miejscu przedsiębiorcy wymieniają dotacje (49%).
Źródło informacji: PAP MediaRoom
Patrząc na dane cząstkowe, mieliśmy być świadkami pierwszego od początku pandemii zejścia stopy bezrobocia poniżej poziomu 6% w USA. Tak jednak się nie stało i – co gorsza – nie wiadomo, kiedy do tego dojdzie.
Rynek pracy w USA rozczarował
Po lepszych danych na temat wniosków o zasiłek dla bezrobotnych comiesięczne dane na temat stopy bezrobocia miały być tylko formalnością. Analitycy spodziewali się spadku z 6% na 5,8%, rzeczywistość jednak pokazała 6,1%, czyli pierwszy wzrost bezrobocia od początku pandemii. Dodatkowo liczba nowoutworzonych miejsc pracy okazała się wyraźnie niższa od oczekiwań, to właśnie tych miejsc brakowało, by spełniła się prognoza stopy bezrobocia. Na reakcję rynków nie trzeba było długo czekać. Dolar niemal od razu znalazł się na najsłabszych poziomach względem euro od końca lutego.
Inflacja w Polsce
Pomimo tego, że od publikacji tych danych minęło już kilka dni, zmiany cen są nadal silnie obecne w debacie ekonomicznej w Polsce. Powodem jest fakt, że obecny poziom 4,3% to aż 0,8% powyżej celu inflacyjnego. Z jednej strony wypowiedzi prezesa NBP pana Adama Glapińskiego zapewniają o przejściowym charakterze oraz o 2% wpływie czynników podażowych. Z drugiej strony analitycy wskazują na możliwy istotny wzrost cen energii. Rosnąca inflacja skłania również do korekt oczekiwań stóp procentowych. Analitycy ING w ostatnim komunikacie zakładają ich wzrost w pierwszej połowie 2022 roku. Im bliżej będziemy tych wzrostów, tym silniej powinien się zachowywać polski złoty.
Lepsze perspektywy dla ropy
Liczba odwiertów w USA znowu wzrasta, oczywiście nadal znajduje się na relatywnie niskich poziomach, względem historycznych maksimów, ale znów wraca tendencja wzrostowa. W górę ostatnio idą też ceny, gdzie surowiec notowany na londyńskiej giełdzie znów zbliża się do bariery 70 dolarów za baryłkę. Wraz ze wzrostami ropy w górę idzie również rosyjski rubel.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Deweloper sprzedaje lokale mieszkalne wyodrębnione w budynkach wielomieszkaniowych, wybudowanych na gruntach należących do osób trzecich. Przy prowadzeniu tej działalności ponosi wydatki niezbędne do zawarcia transakcji sprzedaży, które skutkują też korzyścią dla osób trzecich, np. na reklamę nieruchomości, a więc częściowo i reklamę nienależących do dewelopera gruntów. Trybunał Sprawiedliwości UE rozstrzygnął, czy przedsiębiorca ma możliwość pełnego odliczenia VAT z tytułu tych wydatków, czy też nie.
Kto inny sprzedawał mieszkania, a kto inny grunty
Belgijska spółka prowadzi działalność gospodarczą polegającą na budowie i sprzedaży lokali w budynkach wielomieszkaniowych. Ze względu na to, że budynki są wznoszone na gruntach stanowiących własność osób trzecich, niepodzielne udziały w prawie własności gruntów przypadające na mieszkania sprzedawane są bezpośrednio przez właścicieli gruntów. Spółka sprzedaje lokale mieszkalne osobom fizycznym nieprowadzącym działalności gospodarczej i ponosi przy tym wydatki m.in. na reklamę, koszty administracyjne czy prowizje biur nieruchomości. Deweloper w całości odlicza VAT naliczony na dokumentujących te wydatki fakturach.
Organ zażądał ponad 90 tys. euro zwrotu
W wyniku przeprowadzonej w spółce kontroli podatkowej organ stwierdził, że deweloper może odliczać naliczony VAT jedynie w zakresie, w jakim dotyczy on sprzedaży budynków wzniesionych przez firmę. Organ ograniczył zatem zakres prawa do odliczenia VAT przyznanego tej spółce poprzez zastosowanie do kwoty naliczonego VAT ułamka, którego licznik stanowiła cena budynku, a mianownik – cena budynku dodana do ceny gruntu. W rezultacie belgijski fiskus domagał się od spółki zapłaty kwoty 92 313,99 euro z tytułu nienależnie odliczonego VAT, wraz z odsetkami i dodatkowymi grzywnami.
Charakter drugorzędny korzyści
Spółka zapłaciła objętą nakazem zapłaty kwotę, której zażądał organ. Ale jednocześnie wniosła od niego sprzeciw, domagając się jej zwrotu. Belgijski sąd I instancji przychylił się do sprzeciwu dewelopera. Uznał, że sprzedaż budynku, jak i gruntu stanowi jedną i tę samą dostawę nieruchomości, dlatego sporne, a poniesione przez sprzedającego koszty reklamy, prowizji agentów nieruchomości i administracyjne sprzedający ten może w całości klasyfikować jako dotyczące jego jedynej działalności gospodarczej, czyli budowy i sprzedaży lokali mieszalnych. W opinii sądu okoliczność, że ww. właściciele gruntów mogli czerpać korzyści z nabywanej przez dewelopera reklamy czy z usług zatrudnionych przez niego pośredników w obrocie nieruchomościami, jest korzyścią drugorzędną względem potrzeb, jakie wydatki te zaspokajały w odniesieniu do dewelopera.
Apelacja na korzyść fiskusa
Od powyższego wyroku odwołał się organ, a sąd apelacyjny podzielił jego stanowisko, wskazując, że pomimo istniejącego związku między sprzedażą budynków a sprzedażą gruntów nie jest on bezpośredni i ścisły. A spółka deweloperska miała możliwość refakturowania na właścicieli gruntów części kosztów reklamy, administracyjnych i pośredników w obrocie nieruchomościami, bowiem zasadniczo to oni powinni te koszty ponieść w zakresie, w jakim dotyczyły sprzedaży ich gruntów.
Nie można pozbawiać przedsiębiorcy prawa do pełnego odliczenia VAT od wydatku tylko dlatego, że ktoś inny również odniósł z niego drugorzędną korzyść
Deweloper wniósł skargę kasacyjną. Belgijski sąd kasacyjny, rozpoznając sprawę, zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości UE z pytaniem prejudycjalnym o wyjaśnienie, czy unijna dyrektywa VAT nie sprzeciwia się pełnemu odliczeniu VAT w sytuacji, gdy odliczenie to dotyczy poniesionego przez przedsiębiorcę wydatku, a który przynosi korzyść również osobie trzeciej, jak miało to miejsce w opisanej sprawie, pod warunkiem, że wystąpi bezpośredni i ścisły związek pomiędzy tym wydatkiem a działalnością gospodarczą przedsiębiorcy, zaś korzyść osoby trzeciej jest drugorzędna względem potrzeb przedsiębiorstwa?
Trybunał Sprawiedliwości przyznał w tym sporze, że rację ma przedsiębiorca, spółka deweloperska, która ponosiła wydatki, a z których korzyści czerpali również pośrednio właściciele gruntów, czyli osoby trzecie. W opinii Trybunału sprzeczne z unijną, ogólną i fundamentalną zasadą neutralności VAT byłoby pozbawianie podatnika możliwości pełnego odliczenia tego podatku od wydatków poniesionych na potrzeby transakcji tylko dlatego, że osoba trzecia czerpie z nich korzyść o drugorzędnym znaczeniu.
„Artykuł 17 ust. 2 lit. a) szóstej dyrektywy (…) należy interpretować w ten sposób, że okoliczność, iż poniesione przez podatnika będącego deweloperem wydatki z tytułu kosztów reklamy, kosztów administracyjnych i prowizji agentów nieruchomości, jakich dokonał on w ramach sprzedaży mieszkań, przynoszą korzyść również osobie trzeciej, nie stoi na przeszkodzie możliwości pełnego odliczenia przez tego podatnika podatku od wartości dodanej naliczonego z tytułu owych wydatków, jeżeli, po pierwsze, istnieje bezpośredni i ścisły związek pomiędzy wspomnianymi wydatkami a działalnością gospodarczą podatnika, oraz po drugie, korzyść, jaką osoba trzecia uzyskuje, ma charakter drugorzędny względem potrzeb przedsiębiorstwa podatnika” (wyrok TSUE (izba ósma) z 1 października 2020 r. w sprawie C‑405/19 Vos Aannemingen BVBA przeciwko Belgische Staat).
Podsumowanie
Co ten wyrok może oznaczać dla polskich przedsiębiorców? Jeśli któryś znalazł się w podobnej sytuacji, i organy podatkowe odmówiły mu możliwości pełnego odliczenia VAT od kosztów z uwagi na pośrednie czerpanie z nich korzyści przez osoby trzecie, ale korzyści o charakterze drugorzędnym, a koszt ten miał większe znaczenie dla przedsiębiorstwa oraz bezpośredni i ścisły związek z prowadzoną przez nie działalnością, to wydany przez TSUE wyrok może stanowić podstawę do obrony przed takimi działaniami fiskusa – zarówno w odniesieniu do już poniesionych, jak i przyszłych wydatków.
Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.
Cena Dogecoina wzrosła w poniedziałek po niestabilnym weekendzie, w którym po raz pierwszy moneta zanotowała spadek wartości po tym, jak CEO Tesli – i prywatnie fan Doge – Elon Musk zaliczył długo oczekiwany występ w amerykańskim programie Saturday Night Live”.
„Spodziewano się, że weekendowy występ będzie przełomowym momentem dla Doge, jednak podczas jednego ze skeczów Musk w żartach opisał Dogecoin jako „bajer”.
Komentarz wywołał wyprzedaż Doge’a, który spadł do 0,42 dolara, po czym jego cena wzrosła o około 25 proc. do poziomu 0,53 dolarów dziś rano.
Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro