Hakerzy manipulowali rządami wybranych państw w sprawie zamówień szczepionek na COVID-19

ze zdwojoną siłą łańcuchy dostaw chcąc opóźnić dostęp do szczepionek, ukraść cenne dane i osiągnąć ogromne zyski. W konsekwencji dezinformacji o procesie zatwierdzania szczepionek przez Europejską Agencję Leków (EMA), niektóre państwa zaczęły poszukiwania alternatywnych źródeł. W ostatnich tygodniach Węgry i Słowacja podjęły decyzję o złamaniu europejskiego porozumienia w sprawie wspólnych zamówień. Teraz o pozaeuropejskich dostawcach szczepionek głośno zaczynają mówić rządy Czech i Polski.

Ataki dezinformacyjne hakerów na łańcuchy dostaw szczepionek przeciwko COVID-19 mogły zmusić rządy niektórych państw do poszukiwania alternatywnych dostawców. Check Point już pod koniec zeszłego roku ostrzegał o atakach cyberprzestępców na sektor zdrowia i producentów szczepionekujawnia Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point w Polsce.

 

EMA poinformowała niedawno o ​​trwającym śledztwie dotyczącym setek zainfekowanych e-maili i ‘’zmanipulowanych’’ opinii o wybranych szczepionkach, otrzymywanych przez pracowników tej instytucji od hakerów. Cyberprzestępcy chcieli wykraść poufne dane dotyczące wybranych szczepionek na COVID-19, będące w posiadaniu tej organizacji. Sprawą natychmiast zajął się Interpol i ostrzegł rządy 194 krajów przed atakami związanymi ze szczepionkami.

Celem ataku był dostęp do poufnym dokumentów o szczepionkach firm Pfizer i BioNTech. Przypuszcza się, że wrogie państwa próbowały ukraść tajemnice szczepionek, w celu manipulacji informacjami o ich skuteczności. Ostatnie ataki mogły prowadzić do podważenia zaufania do wybranych szczepionek i zaburzyć proces oceny i dopuszczenia kolejnych leków przez EMA dokonywany w oparciu o wiarygodne dowody naukowe dotyczące bezpieczeństwa, jakości i skuteczności danej szczepionki – informowała niemiecka agencja Deutsche Welle– Oprócz poszukiwania danych o nowych szczepionkach i korzyści finansowych, coraz częściej dochodzi do prób zakłócenia łańcucha dystrybucji szczepionek i spowolnienia dostarczania szczepionki tym krajom, które jej potrzebują – ostrzegają eksperci firmy Check Point. W opinii ekspertów działania hakerów mają na celu wywołanie niepokoju wśród państw oczekujących na kolejne partie dostaw szczepionki od dostawców. Dodatkowo może wywoływać obawy wśród obywateli, co do skuteczności leków wybranych producentów.

Pomimo, iż Europejska Agencja Leków poinformowała o podjęciu „niezbędnych działań” w odpowiedzi na włamanie, a dochodzenie jest w toku, działania EMA spotkały z ostrą krytyką ze strony Niemiec i innych krajów członkowskich UE za to, że proces zatwierdzania szczepionek przeciwko wirusowi odbywa się zbyt długo. Rządy Węgier i Słowacji nie chciały już czekać dłużej na decyzje EMA czy innych organów UE w zakresie negocjacji i zapewnienia oczekiwanych ilości szczepionek i złożyły zamówienia u producentów w Rosji (Sputnik V) i Chinach (Sinopharm). Wkrótce po tym okazało się, że w ślad za tymi krajami podążają Czechy. – Po konsultacji z premierem wysłałem list do prezydenta Rosji z prośbą o dostawę szczepionki Sputnik – powiedział w telewizji Prima prezydent Czech Milos Zeman. Czesi nie zamierzają czekać, aż EMA da zielone światło dla szczepionek rosyjskiej i chińskiej. Temat alternatywnych dostaw szczepionek zaczyna być dyskutowany w Polsce.

Być może właśnie takich reakcji oczekują cyberprzestępcy kierując kolejne ataki na łańcuchy dostaw szczepionek przeciw COVID-19 – oceniają eksperci. 

Chłodniczy łańcuch dostaw szczepionek to sieć logistyczna, która umożliwia transport szczepionek z miejsca ich produkcji do klinik podstawowej opieki zdrowotnej na całym świecie w niskich temperaturach wymaganych dla ich skuteczności.

– Analizując cyberzagrożenia, przed którymi stoi łańcuch dostaw szczepionek Covid-19, należy wyodrębnić dwie grupy: osoby tworzące, dystrybuujące i śledzące szczepionkę oraz osoby otrzymujące ją – podkreślają eksperci ds. cyberbezpieczeństwa. Z danych firmy Check Point wynika, że zainteresowanie i handel szczepionkami w darknecie rośnie w zatrważającym tempie. Jednocześnie skokowo wzrosła cena szczepionki z takiego źródła – z 250 USD do ponad 1.250 USD. Zazwyczaj płatności są pobierane w Bitcoinach, co pozwala sprzedawcom chronić swoją tożsamość i utrudnia śledzenie płatności

Ogromne zainteresowanie szczepionkami widać również po ilości domen i ogłoszeń oferujących szczepionki na COVID-19. W ciągu zaledwie kilku miesięcy ich ilość wzrosła o 300 proc. Wśród nich, blisko 300 domen zostało oznaczonych przez Check Point jako potencjalnie groźne dla użytkowników.

Nie jest tajemnicą, że koronawirus zmienił sposób, w jaki żyjemy, ale niewielu w pełni rozumie, jak doświadczenie pandemii zmieniło zachowania hakerów. Napływ pacjentów z koronawirusem całkowicie zmienił tryb pracy szpitali, wpływając również na pracę administracji. Dostrzegają to niektórzy hakerzy, dokonujący ataku w sytuacji kryzysowej i próbując wykorzystać swoją okazję. Zakładamy, że w tym roku ten trend się utrzyma, dlatego szpitale oraz inne placówki medyczne powinny informować swoich pracowników o zagrożeniach płynących m.in. ze złośliwych wiadomości e-mail – mówi Wojciech Głażewski, Country Manager firmy Check Point w Polsce.

Krajobraz zagrożeń wydaje się ponury, ale stanie się ofiarą tych przestępstw nie musi być nieuniknione dla pracowników służby zdrowia.

– Najskuteczniejszym sposobem walki z takimi atakami jest edukacja i ostrzeganie ludności o legalnym procesie otrzymywania szczepionki. Jak w każdym łańcuchu dostaw, napastnicy polują na najsłabsze ogniwo – czynnik ludzki. Przestępcy próbują zidentyfikować technologię używaną przez ich cel, w tym sprzęt i oprogramowanie. W związku z tym upewnienie się, że wszystkie urządzenia są zabezpieczone, ma kluczowe znaczenie – podsumowuje Wojciech Głażewski z Check Point.

Huśtawka rentowności obligacji USA

Huśtawka rentowności obligacji USA nadaje kierunek dla pozostałych klas aktywów. W piątek nagłe przerwanie stabilizacji wyciąga dochodowość 10-latek do 1,63 proc., co przeradza się w umocnienie USD. Zmiany na rynku długu czynią posiedzenie FOMC w tym tygodniu jeszcze bardziej istotnym, choć dominują oczekiwania kolejnego rozczarowania brakiem reakcji na wzrost rentowności.

Jeszcze w ostatnich godzinach przed weekendem USD zyskiwał do głównych walut w ślad za wzrostami rentowności obligacji skarbowych USA (10-latki: 1,63 proc.). Nie było bezpośredniego katalizatora dla ruchów, choć można domniemywać, że krótki okres między decyzją EBC a posiedzeniem FOMC, gdzie ta pierwsza była nakierowana na zatrzymanie wzrostu rentowności, podnosi nerwowość wśród inwestorów i może prowadzić do nagłych zwrotów cen aktywów. Ekscytacja z tytułu przyspieszania globalnego ożywienia schodzi na dalszy plan, szczególnie gdy szum informacyjny wokół tematu walki z pandemią jest mieszany – z jednej strony wysokie tempo zaszczepień w USA i Wielkiej Brytanii; z drugiej strony przywracany lockdown we Włoszech czy trzecia fala zachorowań w Europie Środkowo-Wschodniej.

Szerszy kontekst i długoterminowe perspektywy mogą przejściowo zginąć w blasku krótkoterminowych czynników ryzyka, z posiedzeniem FOMC na czele. Szczególnie, że konsensus zakłada jastrzębi wydźwięk (czyt. pozytywny dla USD i wzrostu rentowności) i podtrzymanie dotychczasowej narracji Fed, tj. niewyrażania większego zaniepokojenia wyższymi rentownościami. Jakkolwiek jest bardzo prawdopodobne, że prezes Powell na konferencji będzie starał się tonować oczekiwania szybkiego wycofywania bodźca monetarnego, to nie mam pewności, czy to wystarczy, by doprowadzić to do tąpnięcia rentowności i osłabienia USD. Niuanse mogą zaważyć o końcowej interpretacji. Fed jest wciąż daleko od osiągnięcia swoich celów (inflacji, stopy bezrobocia) i zamierza pozostać akomodacyjny. Jednocześnie w obliczu zatwierdzenia nowego pakietu fiskalnego i postępującego procesu szczepień Fed optymistyczniej będzie patrzył na perspektywy ożywienia. Nawet jeśli nowa projekcja ścieżki stopy procentowej sugeruje wcześniejszy termin podwyżki (jedna w 2023 r.), wciąż będzie to poniżej rynkowej wyceny trzech podwyżek do tego momentu, ale sam fakt, że Fed rewiduje swoje oczekiwania, może być odczytany jako pierwsze oznaki ulegania Fed presji rynku. Niewykluczone, że Fed nie zostanie odczytany tak, jakby tego chciał.

Złoty pozostaje stabilny z EUR/PLN przy 4,58. Złoty przy 4,60 za euro jest tani, ale nagromadzenie czynników ryzyka opóźnia odreagowanie. Fundamenty gospodarki są dla złotego drugorzędnym czynnikiem przy większej wpływie nastrojów zewnętrznych (wahania rentowności USA i wartości USD), trzeciej fali zachorowań na COVID-19 i niepewności przed wyrokiem SN ws. kredytów frankowych. Do tego w piątek doszedł komunikat NBP, według którego bank rozważa zwiększenie elastyczności i częstotliwości skupu aktywów, aby przeciwdziałać wzrostowi rentowności obligacji skarbowych. Decyzja wygląda na kalkę czwartkowej decyzji EBC, aby dorównać gołębiości europejskiego banku i uniknąć powstania presji na umocnienie złotego względem euro.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Inwestycje w centra danych: Polska jednym z największych beneficjentów

Europejski rynek centrów danych zostanie zasilony nakładami inwestycyjnymi w wysokości 9 miliardów dolarów do końca 2022 roku, donosi ostatnia, lutowa analiza Data Centre Developments in Europe – 2021, autorstwa DataCentrePricing.com.

Co jednak jest kluczowe w opracowaniu uwzględniającym 70 zaplanowanych projektów budowy i modernizacji centrów danych w 12 europejskich państwach to fakt, że środki nie zostaną ulokowane głównie na największych rynkach – czyli w regionie FLAP (Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż) a w państwach klasyfikowanych w kategorii TIER 2, w tym również w Polsce.

Inwestycje w centra danych Polska jednym z największych beneficjentów
Źródło: DataCenterDynamics.com (https://www.datacenterdynamics.com/en/news/report-dublin-replaces-paris-top-four-european-hubs-accelerate)

Zmiana priorytetów

Rynki dotąd traktowane mniej priorytetowo niż wspominane czołowe, europejskie huby centrów danych stoją przed wielką szansą na odrobienie dystansu do peletonu. Mowa tutaj o Irlandii, Włochach, Austrii, Hiszpanii, Szwajcarii oraz Polsce. Zdaniem ekspertów DataCentrePricing.com to właśnie tam „wyrośnie” lwia część z planowanej, liczącej 850 tys. metrów kwadratowych łącznej europejskiej powierzchni serwerowej o mocy, która wynieść ma finalnie 1500 MW.

Nie jest to jedyne rynkowe doniesienie potwierdzające znaczny wzrost zainteresowania inwestycjami w centra danych w wymienionych powyżej krajach. Do bardzo podobnych wniosków doszli analitycy Knight Frank oraz DC Byte, którzy przygotowali prognozę wzrostu centrów danych w poszczególnych europejskich państwach, posługując się parametrem ich mocy. Pośród centrodanowych hubów spoza klasyfikacji FLAP, przed którymi bardzo widoczne przyrosty względem stanu na październik minionego roku, wskazać należy szczególnie na Madryt, Mediolan, Berlin oraz Warszawę.

Oczywiście, biorąc pod uwagę ogół mocy obliczeniowej, dotychczas dominujące huby pozostawiają widoczny dystans względem tych „wschodzących”, niemniej bardzo dobrą informacją jest fakt, iż te będą dość szybko podnosiły swoją zdolność do obsługi środowisk IT wielu europejskich przedsiębiorstw. To także dobrze prognozujący sygnał dla powodzenia projektu GAIA-X, czyli koncepcji stworzenia lokalnej, niezależnej infrastruktury chmurowej, która z pewnością będzie wymagać bardzo dużej mocy obliczeniowej. W Polsce, powierzchnia serwerowa powinna wzrosnąć minimum dwukrotnie do końca 2022 roku – tłumaczy Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud.

Spotęgowane finansowanie

Generalnie, zgodnie z analizą Kinght Frank oraz DC Byte skala inwestycji w europejskie centra danych tylko w pierwszej połowie 2020 roku wyniosła aż czterokrotność dotąd notowanej średniej rocznej. Ma to oczywiście również związek z popytem na usługi świadczone przez kampusy DC, który w tym samym okresie wzrósł o połowę względem pierwszego półrocza 2019r.

Kwarantanna a praca zdalna – nowa ustawa COVID-owa

Przedłużająca się sytuacja pandemiczna wymaga od ustawodawców nowych rozwiązań prawnych, które pomogą nam funkcjonować w rzeczywistości koronawirusa. Regulacje wprowadzone w zeszłym roku nie wystarczają, gdyż nie odpowiadają na wszystkie pytania i wątpliwości – dotyczące między innymi pracy zdalnej. Jedną z kwestii, która wzbudza wciąż kontrowersje, jest możliwość pracy zdalnej podczas kwarantanny i izolacji – czyli wtedy, gdy u pracownika potwierdzone zostało zakażenie wirusem. Nie wiadomo, czy dodatni test powinien automatycznie oznaczać L4 i zasiłek, czy pracownik może dalej wypełniać swoje obowiązki zawodowe – korzystając z technologii cyfrowej. Nowe regulacje dają na to rozwiązanie zielone światło.

– Zmiany wprowadzone w tak zwanej “ustawie o COVID” wskazują, że pracownicy w czasie kwarantanny i izolacji – czyli mający dodatni wynik testu – mogą wykonywać pracę w warunkach domowych. Oczywiście, jeżeli pozwala im na to stan zdrowia – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Bocianowski, adwokat, mediator i specjalista z zakresu prawa pracy. – Ma to na celu rozwiązanie problemu deficytu pracowników. Coraz więcej osób objętych jest kwarantanną i izolacją. Wielu z nich zgłasza wnioski i postulaty do pracodawców, że chcą jednak pracować i zarabiać. Ich wynagrodzenie za pracę zdalną będzie bowiem wyższe niż zasiłek chorobowy. Ustawodawca wyszedł więc temu naprzeciw. Jeżeli stan zdrowia im na to pozwala, mogą wykonywać swoją pracę. W szczególności dotyczy to osób przechodzących chorobę bezobjawowo lub z lekkim przebiegiem – wyjaśnia Bocianowski.

Bank Pekao S.A. zwiększa zaangażowanie w OZE finansując budowę największej w Polsce farmy fotowoltaicznej

Konsorcjum trzech banków, w składzie Bank Pekao S.A., PKO BP i mBank, podpisało umowę kredytową z PAK PCE Fotowoltaika Sp. z o.o. na finansowanie największej w Polsce farmy fotowoltaicznej o mocy 70 MWp. Kwota umowy wynosi 175 mln zł i obejmuje kredyt długoterminowy oraz kredyt VAT. Inwestycja zlokalizowana będzie w gminie Brudzew w województwie wielkopolskim. Budowa ma zakończyć się w październiku tego roku.

W ramach umów finansowania podpisana została również Umowa Wsparcia, w której gwarantem będzie Zespół Elektrowni Pątnów – Adamów – Konin SA (ZE PAK SA). Energię z nowej farmy fotowoltaicznej rozdystrybuuje Polkomtel Sp. o .o. Udział Pekao w tej inwestycji to kolejne działanie sukcesywnie zwiększające zaangażowanie banku w strategiczny obszar finansowania OZE, wpisujący się w zrównoważony rozwój Banku Pekao w oparciu o czynniki ESG.

Udział Pekao w inwestycji ZE PAK SA zwiększa nasze zaangażowanie w projekty wspierające proces transformacji energetycznej w Polsce, realizację inicjatyw ekologicznych oraz finansowanie Odnawialnych Źródeł Energii. Posiadamy znaczącą ekspozycję na zielone inwestycje, dlatego tym bardziej cieszę się, że do naszego portfolio dołącza projekt o tak dużej skali. Jesteśmy odpowiednio przygotowani aby w przyszłości finansować kolejne tego typu projekty – mówi Jerzy Kwieciński, wiceprezes Banku Pekao S.A., nadzorujący Pion Bankowości Korporacyjnej, Rynków i Bankowości Inwestycyjnej.

Inwestycja ZE PAK SA wpisuje się w transformację terenów pogórniczych w Polsce. Obszar inwestycji stanowi zrekultywowany teren po odkrywkowej eksploatacji węgla brunatnego, gdzie jeszcze w lutym tego roku wydobyta została jego ostatnia tona.

Bank Pekao angażując się w projekty ekologiczne finansuje m.in. farmy wiatrowe, instalacje fotowoltaiczne czy niskoemisyjny transport miejski. W ubiegłym roku Pekao uczestniczył w emisji obligacji o charakterze zrównoważonym największych polskich spółek energetycznych Orlen i Tauron. Grupa Pekao wypracowała również strukturę programu emisji obligacji Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania w Warszawie o wartości 2,5 mld zł. Ma to zapewnić pozyskanie finansowania na modernizację i rozbudowę spalarni odpadów komunalnych oraz budowę sortowni odpadów. W swojej ofercie bank posiada także pożyczkę ekspresową na cele ekologiczne w ramach akcji „Zadbaj o dobry klimat”. W sumie wartość zielonego i zrównoważonego finansowania w Pekao przekroczyła 8 mld zł w 2020 roku.

Czy potrzebujesz audytu UX dla swojej strony internetowej?

Nie ma dziś chyba lepszego sposobu na szybką poprawę działania strony internetowej, aplikacji mobilnej niż audyt UX. Co za tym enigmatycznym pojęciem się kryje? Czym jest audyt User Experience? Jakie korzyści daje audyt UX? Zaraz wyjaśnimy.

Co to jest User Experience (UX)?

User Experience, z angielskiego na polski, tłumaczy się jako doświadczenie użytkownika. Pojęcie odnosi się do emocji, ocen, nastawień, oczekiwań, satysfakcji, jakie pojawiają się w kontakcie z firmą, jej produktem. Dowolna interakcja powinna być źródłem pozytywnych doświadczeń. Niestety, nie zawsze jest.

User Experience zajmuje się z jednej strony diagnozowaniem, wskazywaniem źródłem problemów. Z drugiej zaś dostarcza badań, analiz, wzorców, rozwiązań, wskazówek mających na celu poprawę doświadczeń. Termin najczęściej spotkamy, gdy mowa jest o produktach cyfrowych (np. aplikacjach mobilnych, aplikacjach webowych).

W tym przypadku UX najczęściej oznacza optymalizację interfejsu, użyteczności, architektury informacji, designu aplikacji, estetyki. Ale odnosi się także do kwestii bardziej technicznych. Choćby szybkości ładowania, działania aplikacji, czy zgodności technologii, w jakich została wykonana, ze standardami sieciowymi.

User Experience to nie tylko wzorce, ale także całkiem zaawansowane metody badań, dzięki którym problemy są trafnie zdiagnozowane i rozwiązywane. Wszystkie te działania właściwie mają jeden cel – sprawić, by kontakt z aplikacją był dla jej użytkownika jak najbardziej bezproblemowy, intuicyjny, korzystny.

User Experience to dziś jedna z kluczowych strategii konkurowania. Wykorzystana w sklepie internetowym, podniesie wyniki sprzedaży. Zastosowana na stronie firmowej, zwiększy współczynnik konwersji. Uwzględniona w procesie projektowania aplikacji mobilnej, zwiększy lojalność klientów. I tak dalej.

Od czego zacząć poprawę aplikacji, strony internetowej? Od audytu UX! Nie inaczej.

Co to jest audyt UX?podpis elektroniczny

Audyty stały się w ostatnich latach bardzo popularnymi usługami. W branży UX nie mogło zatem zabraknąć oferty audytowania stron internetowych, aplikacji mobilnych lub webowych.

Audyt UX jest formą przeglądu, diagnozowania, testowania, analizowania produktu cyfrowego w celu poznania błędów w interfejsie, które wpływają na konwersję i realizację celów użytkowników. W szczególności chodzi o odnalezienie miejsc, punktów, elementów interfejsu nie spełniających oczekiwań użytkowników lub utrudniających korzystanie z aplikacji.

Audyty pozwalają wskazać błędy oraz ich rozwiązania. Konkretne wytyczne optymalizacyjne, jakie są wynikiem audytu pozwalają podjąć planowo, racjonalnie działania naprawcze. A dzięki nim biznesowa użyteczność strony, aplikacji znacząco wzrasta. Nie tylko w teorii, ale i w praktyce.

Jak długo trwa audyt UX?

Jedną z kluczowych zalet audytu UX jest szybkość jego wykonania. Audyty są metodą diagnostyczną stosunkowo przystępną finansowo i zdecydowanie opłacalną. Zwrot z inwestycji, w przypadku audytu i wprowadzonych na jego podstawie zmian, to często kwestia kilku dni od wdrożenia pierwszych rekomendacji. Różnica jest odczuwalna bardzo szybko.

Ile zazwyczaj trwa audyt UX? Od kilku do kilkunastu dni. Czas na jego wykonanie jest zależny od złożoności strony internetowej, aplikacji webowej, czy mobilnej. Siłą rzeczy diagnozowanie sklepu internetowego będzie o wiele bardziej czasochłonne niż analizowanie, badanie prostej strony internetowej.

Audyt UX jest działaniem ukierunkowanym i może dotyczyć bardzo różnych aspektów. Od zupełnie ogólnych, po bardzo szczegółowe (np. design koszyka w sklepie internetowym). W tym ostatnim przypadku celem audytu UX może być na przykład znalezienie przyczyny porzucania koszyka, przerwania finalizowania zamówienia.

Ile kosztuje audyt UX?

W Polsce ceny na usługę Audytu UX wahają się pomiędzy kilkoma a kilkunastoma tysiącami złotych. Na cenę ma wpływ doświadczenie i kwalifikacje wykonawcy oraz zakres audytu. Punktem wyjścia dla oceny zakresu jest ustalenie, czy przedmiotem audytu jest serwis internetowy, czy interfejsu aplikacji. Kolejną zmienną, którą bierze pod uwagę agencja UX, jest wymóg przeprowadzenia audytu z udziałem użytkowników lub bez – wyłącznie w drodze analizy eksperckiej.

Wykonanie podstawowego audytu UX serwisu sprzedającego usługi B2B można wykonać już w cenie 1900 zł netto.

W jaki sposób przeprowadza się audyt UX?

Cele audytów UX mogą być różne, to już wiemy. Metody badawcze, wykorzystywane do przeprowadzenia audytów, także są bardzo różne i obejmują kilkanaście rodzajów badań. Dobór metody zależny jest oczywiście od problemu badawczego, celów audytu, pytań, na jakie chcemy znaleźć odpowiedź.

Podstawową metodą audytowania serwisu lub interfejsu są 10 Heurystyk Nielsena. Ta metoda pozwala na przeprowadzenie audytu bez obserwowania użytkowników. Wyłącznie opierając się na sprawdzeniu zgodności badanego interfejsu z 10 heurystykami. Badanie przeprowadza ekspert. Czasem badacze rozszerzają swój zakres o metodę Wędrówki poznawczej. Dzięki temu możliwe jest odkrycie większości błędów, które utrudniają interakcję z interfejsem.

Analizy heurystyczne w UX to temat na osobny artykuł. Powszechnie stosowanych i rekomendowanych zbiorów heurystyk jest kilka. Przy czym 10 heurystyk użyteczności Jakoba Nielsena i „8 złotych zasad Bena Shneidermana” należą do najważniejszych.

Heurystyki to zbiory zasad, rekomendacji, wzorów projektowych, które w syntetycznej formie stanowią narzędzie diagnostyczne. Pozwalają skonfrontować konkretny projekt z wytycznymi. Pozwalają sprawdzić, na ile jest on w stanie sprostać oczekiwaniom użytkowników.

Sposób nawigowania, poznawania, uczenia się nowego serwisu, aplikacji także może być przedmiotem badań. Do tego celu służy wspomniana powyżej metoda nazywana Wędrówką poznawczą (Cognitive Walkthrough). Polega na poznaniu produktu cyfrowego z perspektywy jego użytkownika. Użytkownicy poznając aplikację, jednocześnie ją w naturalny sposób testują. Poddają funkcjonalności sprawdzeniu i ocenie.

Audyt można rozszerzyć o badania zachowań użytkowników. Eye-trackingowe (analiza ruchu gałek ocznych za pomocą specjalnego oprogramowania i urządzeń) oraz nagrania z sesji użytkowników (za pomocą Yandex.Metrica, czy Hotjar) pozwalają uchwycić zachowania użytkownika na stronie. Dzięki tym metodom wiemy, która część strony przykuwa uwagę, która jest ignorowana, jakie elementy stanowią dla użytkowników wyzwanie, problem, które są źródłem frustracji.

Co ciekawe, audyt UX może być przeprowadzony jeszcze w fazie koncepcyjnej lub na wczesnym etapie powstawania produktu cyfrowego. Niekoniecznie musimy posiadać gotową, działającą stronę lub aplikację.

Bardzo popularną metodą są badania przeprowadzane na papierowych prototypach lub klikalnych makietach. Obie metody polegają na tworzeniu prototypów interfejsów przyszłych aplikacji i omawianiu ich działania, użyteczności z uczestnikami badania.

To oczywiście bardzo skrócona lista. Generalnie, badania przeprowadzane w czasie audytu UX powinny uwzględniać kwestie interfejsu, nawigacji, layoutu, zrozumiałości informacji, przystępności formularzy kontaktowych, silników wyszukiwania. Także użyteczności aplikacji, czyli skuteczności z jaką pozwala ona użytkownikom wykonywać zadania i osiągać cele.

No dobrze, wiemy „co” i „jak” można zbadać, ale nie wiemy wciąż „po co” mielibyśmy to robić. Zatem…

Jakie są korzyści audytu UX?

Audyt UX strony internetowej, aplikacji mobilnej to przede wszystkim inwestycja, która przynosi szybkie i realne korzyści. Wymierne, mierzalne, odczuwalne. Audyt UX jest działaniem strategicznym, mającym na celu zwiększenie konkurencyjności.

Pozwala przede wszystkim dostrzec problemy, błędy, wskazać mocne i słabe strony oraz sposoby ich rozwiązania. Zbiór rekomendacji optymalizacyjnych pozwala wyeliminować wszelkie krytyczne problemy. Mogą one dotyczyć w równym stopniu kwestii estetycznych, co procesów.

Warto także pamiętać, że audyt UX pozwala rangować problemy. Błędy odkryte w toku audytu są przyporządkowywane do jednej z trzech grup. Błędów krytycznych, średnich lub podstawowych.

Błędy krytyczne wymagają naprawy niezwłocznej. Naprawa średnich może być wykonana w drugiej kolejności, natomiast błędy najniższego rzędu mogą być eliminowane w dłuższej perspektywie czasowej.

Podsumowując. Audyt UX jest usługą diagnostyczną, która pozwala naprawiać błędy występujące na stronie internetowej lub aplikacji mobilnej. W szybki sposób poprawia konkurencyjność i podnosi tym samym wolumen sprzedaży, wysokość współczynnika konwersji lub innej metryki świadczącej o sukcesie.

Urządzamy domowe biuro. Jakie rozwiązania się z nim sprawdzą?

Ostatnie miesiące wszystkim nam pokazały, jak ważne jest posiadanie choćby najmniejszego, lecz własnego kącika do pracy zdalnej. Trudny czas zweryfikował nasze potrzeby i gust. Jeżeli stoisz przed wyborem mebli do domowego biura, poniższy tekst na pewno Ci w tym pomoże. Zaczynamy!

Ergonomia przede wszystkim, czyli jakie meble biurowe wybrać do domowego minigabinetu?

W domowym gabinecie przydadzą się na pewno takie meble biurowe, które cechuje wysoki komfort użytkowania. Producenci dbają o to, aby charakteryzowała je coraz lepsza ergonomia. Na liście absolutnych biurowych niezbędników na pewno znajdują się fotele gabinetowe. Odpowiednio wyprofilowane oparcie, dodatkowo regulowane pod kątem nachylenia, usprawnia codzienną pracę przed ekranem komputera. Istotna jest również możliwość zmiany wysokości i głębokości podparcia na wysokości odcinka lędźwiowego kręgosłupa, aby zapobiec dotkliwym bólom pleców. Stosowane w dobrych fotelach biurowych regulowane dwupłaszczyznowo zagłówki ograniczają bóle i napięcie mięśni na odcinku szyjnym. Jeśli chodzi o inne meble biurowe, na pewno nie może zabraknąć blatu roboczego. W wielu firmach niezbędne są stoły konferencyjne, które pomieszczą dużą liczbę pracowników. W warunkach home office jednak zdecydowanie wystarczą ergonomiczne biurka. Ciekawym rozwiązaniem są zwłaszcza te z możliwością płynnej regulacji blatu – z pozycji siedzącej aż do stojącej.

Jak wydzielić kącik do pracy zdalnej, gdy w mieszkaniu nie ma dodatkowego pokoju?

Nie każdy dysponuje tak dużą przestrzenią, aby w swoim mieszkaniu mógł wydzielić dodatkową przestrzeń na domowe biuro. Ten problem również da się rozwiązać. W części dziennej, czyli w salonie, można wygospodarować sobie niewielki kącik. Jak tego dokonać bez kosztownego dostawiania ścianek działowych? Można wykorzystać do tego meble biurowe – ich odpowiednie ustawienie stworzy niewielką niszę, w której będzie można odciąć się od bodźców płynących z zewnątrz. Drugim sposobem jest wykorzystanie silnego trendu – biofilii, oscylującego wokół zamiłowania do roślin doniczkowych i ogromnej potrzeby bycia blisko natury. Aby odgrodzić się od bodźców, można zastosować wysokie monstery o okazałych liściach oraz kwietniki. Ta zielona przegroda świetnie się prezentuje i tworzy odpowiedni mikroklimat we wnętrzu. Biofilia to trend, który bez wątpienia odnajdzie się w domowym biurze. Zwłaszcza, że przebywanie w otoczeniu roślin i patrzenie na ich zielone liście, zdaniem naukowców, pozytywnie wpływa na niwelowanie napięć i stresów, których w pracy biurowej zdecydowanie nie brakuje.

Podsumowując, trendy w wyposażeniu domowego biura oscylują zwłaszcza wokół ergonomii i komfortu pracy. Wiele badań pokazuje, że wygodna przestrzeń do realizacji zadań sprzyja utrzymaniu produktywności i skupienia przez dłuższy czas, zatem przekłada się na efektywność pracownika.

E-sport zyskuje w pandemii i przyciąga inwestorów. Wyzwaniem pozostaje brak adekwatnych regulacji prawnych

E-sport mocno zyskuje na popularności, a COVID-19 dodatkowo przyspieszył ten trend. Większość rozgrywek e-sportowych w formie stacjonarnej została co prawda odwołana, ale na znaczeniu zyskuje streaming, a w Polsce od początku pandemii znaczące wzrosty notuje cała branża gier. Co istotne, e-sport trafił też do kręgu zainteresowania spółek gamingowych i koncernów, którym stwarza szerokie możliwości product placementu, oraz inwestorów takich jak fundusze private equity. Z drugiej strony wraz z rosnącą popularnością e-sportu wzrasta też liczba związanych z nim sporów prawnych, bo obecne regulacje często nie obejmują specyfiki sportów elektronicznych.

– Mimo pandemii e-sport rozwija się bardzo dobrze. Być może ta branża nieświadomie stała się beneficjentem obecnej sytuacji. Zeszły rok był dla niej udany, chociaż nie można tego powiedzieć o wszystkich uczestnikach rynku, bo niewątpliwie jego część eventowa okazała się wielkim przegranym. Natomiast w organizowaniu rozgrywek i transmisji widać duży postęp – mówi agencji Newseria Biznes adwokat Xawery Konarski, partner w Kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy, która specjalizuje się m.in. w cyberbezpieczeństwie, e-sporcie i branży gamingowej.

E-sport już od kilku lat przebija się do głównego nurtu rozrywki. Turnieje e-sportowe – w formule wzorowanej na tradycyjnych rozgrywkach – zyskują na popularności, a rywalizacja w tytułach takich jak Counter-Strike: Global Offensive, Leaque of Legends, Dota 2 czy FIFA dla wielu profesjonalnych graczy stała się podstawowym źródłem utrzymania.

Globalna wartość rynku e-sportu – według danych Newzoo – w 2019 roku po raz pierwszy przekroczyła 1 mld dol. Szacuje się, że do 2022 roku globalna wartość e-sportowego rynku może już sięgnąć od ok. 1,8 mld do nawet 3,2 mld dol., co wynika z faktu, że w branżę inwestują coraz większe firmy, takie jak Amazon czy Google (raport CDV „E-sport 2020. Biznes – rynek pracy – edukacja”). W ubiegłym roku globalna publiczność e-sportowa była szacowana na 495 mln osób (wobec 454 mln rok wcześniej), z których około 223 mln to entuzjaści tej formy rozrywki, a reszta widzowie okazjonalni. Grono fanów poszczególnych rozgrywek niejednokrotnie bywa większe niż w przypadku piłki nożnej czy siatkówki.

Polski rynek e-sportu jest – według ubiegłorocznego raportu PARP („The game industry of Poland”) – wart ok. 11,5 mln dol., a liczba entuzjastów wirtualnych rozgrywek sięga ok. 3 mln (w 2019 roku same finały ESL Mistrzostw Polski w Counter Strike: Global Offensive zanotowały prawie 3,5 mln wyświetleń przy średniej oglądających na poziomie 90 tys. osób). Polski rynek ma też mocne podstawy dla rozwoju, bo w gry komputerowe gra ok. 16 mln Polaków, a rodzimi gracze to trzecia największa grupa klientów GOG.com pod względem udziałów w sprzedaży. Dane Epic Games Store wskazują z kolei polskich graczy jako siódmą największą społeczność na tej platformie.

– Ocenia się, że rynek e-sportu na świecie jest już wart miliard dolarów, z czego ok. 30 proc. przypada na Europę. Mówimy więc o kilkuset milionach. Polski rynek to ok. 5 proc. w tym europejskim torcie, więc nie są to powalające kwoty, ale dynamika jest bardzo duża i przykuwająca uwagę, także inwestorów – mówi Xawery Konarski.

Jeszcze przed wybuchem pandemii COVID-19 analitycy Deloitte’a prognozowali („Let’s play!”), że w latach 2020–2023 e-sport będzie się wiązał ze znaczącym wzrostem przychodów dla graczy, organizacji e-sportowych, sponsorów i partnerów rozgrywek. Jednak koronawirus zachwiał branżą, powodując m.in. odwoływanie konwentów tematycznych, targów, rozgrywek e-sportowych etc.

W Polsce jaskrawym tego przykładem było odwołanie tuż przed startem udziału publiczności w Intel Extreme Master, jednej z największych tego typu imprez na świecie. Finały IEM w ostatnich latach rozrosły się do rekordowych rozmiarów. W 2019 roku na żywo w Spodku oglądało je ponad 174 tys. osób z 60 krajów, a transmisje z wydarzenia dotarły do 230 mln unikalnych odbiorców. Z powodu pandemii odwołana lub przełożona została jednak zdecydowana większość rozgrywek e-sportowych w formie stacjonarnej, czego efektem było też wstrzymanie sponsoringu firm partnerskich. Długofalowo COVID-19 może mieć jednak pozytywny wpływ na rozwój e-sportu, w którym rozgrywki mogą się odbywać niemal wyłącznie online.

– Eventy były jednym z trzech filarów przychodowych branży e-sportowej w Polsce – podkreśla partner w Kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy. – Szansą jest jednak content wideo. E-sport nie wypiera, ale zaczyna uzupełniać content z tradycyjnych rozgrywek sportowych. Polska jest pod tym względem jednym z „forwarderów” w Europie i idzie w ślad za tym, co się od dawna dzieje w USA. Tam rozgrywki e-sportowe osiągają w tej chwili wyższy poziom oglądalności niż np. liga NBA. Być może część osób już zauważyła, że w mainstreamowych mediach, np. w Eurosporcie, coraz częściej zaczęły się pojawiać transmisje z rozgrywek e-sportowych. Ten content przebił się już do masowej świadomości. Co za tym idzie, w tej branży zaczęły pojawiać się też coraz większe środki pieniężne.

Oglądalność największych eventów przekracza widownię konwencjonalnej telewizji, a tradycyjne media dostrzegły ten potencjał. Dowodem jest m.in. start kanału Polsat Games, poświęconego m.in. rozgrywkom w League of Legends, czy podpisanie przez TVP Sport umowy na transmisję z międzynarodową ligą gier ESL. Do branży e-sportu wciąż dołączają nowe firmy, sponsorzy, producenci sprzętu, deweloperzy gier i – co ciekawe – także tradycyjne kluby i ligi sportowe. W Polsce przykładem jest turniej Ekstraklasa Games, organizowany przez piłkarską Ekstraklasę m.in. we współpracy z wydawcą Fify, czyli EA Sports.

Raport CDV „E-sport 2020. Biznes – rynek pracy – edukacja” pokazuje, że zyskujący z każdym rokiem e-sport stał się potencjalnym źródłem dochodów dla wielu firm. Branża stwarza szerokie możliwości product placementu, stąd aktywność takich marek jak Mercedes-Benz, który partnerował serii turniejów ESL One Dota 2, Red Bull czy T-Mobile, które sponsorują turnieje i profesjonalnych zawodników. Jak wynika z danych Newzoo, w 2019 roku udział sponsoringu w łącznych przychodach w e-sporcie wyniósł 456,7 mln dol.

E-sportowa branża coraz częściej znajduje się też w kręgu zainteresowań spółek gamingowych, które chcą w niej zaistnieć, oraz inwestorów takich jak fundusze private equity. Według danych Deloitte’a liczba fuzji, przejęć i globalnych inwestycji w branży e-sportu sukcesywnie rosła w ostatnich latach z poziomu zaledwie 20 takich transakcji w 2015 roku do 68 zaledwie trzy lata później.

 Wiele funduszy traktuje branżę e-sportową jako najciekawszy obecnie segment sektora entertainment – mówi adwokat kancelarii TKP. – W powszechnej opinii inwestycje w e-sport są jednymi z najbardziej opłacalnych, dość szybko zwracalne i niewymagające dużych nakładów. E-sport bywa czasem mylony z branżą gamingu, którego stanowi część, ale w przypadku gamingu trzeba ponosić ogromne, wieloletnie nakłady na tworzenie gier. W przypadku e-sportu nie ma tego ryzyka, co czyni inwestycję bardziej opłacalną. Co ciekawe, w wiele gier można grać za darmo, bo ich producenci traktują to jako formę promocji, więc czasem odpadają nawet opłaty licencyjne. Największym wydatkiem jest wypromowanie drużyn i rozgrywek, czyli nakłady marketingowe.

Wraz z rosnącą popularnością gamingu i e-sportu wzrasta też liczba związanych z nimi sporów prawnych, dotyczących np. takich kwestii jak znaki towarowe czy własność intelektualna. Obecne regulacje prawne często tych kwestii nie obejmują, co może stanowić wyzwanie dla ustawodawcy, jak i prawników próbujących dostosować aktualne przepisy do specyfiki sportów elektronicznych.

– W tym momencie nie widzę barier dla e-sportu, które należałoby usuwać, a raczej ułatwienia, choćby w zakresie statusu zawodników, rozgrywek czy tworzenia lig profesjonalnych – mówi Xawery Konarski. – E-sport być może dobrze się rozwija dlatego, że nie jest za bardzo regulowany prawnie. Tendencją jest podążanie śladem tradycyjnych rozwiązań prawa sportowego, dotyczących np. sposobu funkcjonowania drużyn czy standardów umów z zawodnikami. Do e-sportu dotarł nawet doping. W Korei Południowej od lat są prowadzone procesy o elektroniczny doping. Wiele schematów z branży sportowej zaczyna przenikać do e-sportu. Wydaje się więc, że e-sportowcy będą mieli takie same uprawnienia jak zwykli sportowcy, np. w zakresie świadczeń socjalnych, ZUS-u, podatku od nagród. 

Unia Europejska może stanąć przed poważnym kryzysem migracyjnym. Potrzebne większe nakłady na pomoc humanitarną i nowe podejście do migrantów

Pandemia ograniczyła napływ imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu do Europy zaledwie o jedną piątą. Brak perspektyw w krajach afrykańskich czy na Bliskim Wschodzie, potęgowany skutkami kryzysu gospodarczego oraz konfliktów zbrojnych, może się stać już za kilka miesięcy źródłem wielomilionowej fali migracji w kierunku Starego Kontynentu. Według prezesa Fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej można temu zapobiec, inwestując w opiekę medyczną, edukację i pomoc żywieniową w tych krajach oraz umożliwienie legalnej emigracji, co pozwoli ją kontrolować.

– W roku 2020 ruch migracyjny do Europy spadł o około 20 proc., co jest dość niewielkim spadkiem, zważywszy na potężny wpływ pandemii na wszystkie kraje na szlakach migracyjnych, takich jak np. Libia. Ubóstwo, brak perspektyw, brak możliwości normalnego życia będą potężnym motorem wzrostu migracji w roku 2021 – przewiduje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Wojciech Wilk, prezes Fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej. – Ruchy migracyjne będą rosnąć nie tylko z terytorium Libii i południowego wybrzeża Morza Śródziemnego do Europy, ale także najprawdopodobniej z Libanu, Syrii oraz Turcji.

Fundacja pracuje w Libanie od 2012 roku i obserwuje, że ktokolwiek ma możliwość wyjazdu i środki na ten cel, stara się go opuścić. Dotyczy to głównie osób wykształconych: lekarzy, inżynierów, specjalistów, którzy nie widzą dla siebie perspektyw nie tylko rozwoju, ale i normalnego życia. W Libanie mieszka jednak zaledwie 5 mln osób, podczas gdy w kolejnym zagrożonym falą emigracji regionie – pasie krajów na południe od Sahary, takich jak Mali, Burkina Faso, Niger, przez Sudan i Sudan Południowy, po Erytreę i Etiopię – łącznie pół miliarda ludzi.

– To ogromna liczba osób dotknięta skutkami zmian klimatycznych, brakiem żywności i kryzysem gospodarczym spowodowanym COVID-em. To kilka tysięcy kilometrów od granicy Unii Europejskiej, ale przez Saharę biegną szlaki migracyjne i naprawdę nie dziwmy się, jeżeli za pół roku do roku na wybrzeżach Libii czy Mauretanii w kierunku Wysp Kanaryjskich będą dziesiątki tysięcy migrantów próbujących się dostać do Unii Europejskiej ­– podkreśla dr Wojciech Wilk. – Drugim zalążkiem niestabilności i kryzysów jest obszar Bliskiego Wschodu. W Syrii, kiedy myślimy, że w danym roku pomoc humanitarna osiągnęła już najgorszy punkt, w kolejnym roku jest jeszcze gorzej. Ludzie stoją w kilometrowych kolejkach po chleb, bo nie stać ich na zakup czegokolwiek innego, więc może działa w Syrii przycichły, ale nie skończył się kryzys humanitarny.

Niewiele lepiej jest w Iraku, Libii czy Jemenie. Szczególnie groźna jest sytuacja między Etiopią a Sudanem, gdzie napięcia polityczne są tak silne, że zachodzi obawa o wybuch konfliktu zbrojnego. Licząca 105 mln obywateli Etiopia rozdarta jest też zbrojnymi konfliktami wewnętrznymi.

– Wskutek tego prawie 1,5 mln ludzi musiało uciekać z domu. Gdyby sytuacja w Etiopii dalej rozwijała się w złym kierunku, to nawet jeżeli 10 proc. ludności tego kraju uciekłoby za granicę, to mówimy tutaj o fali 10 mln uchodźców – mówi prezes PCPM.

Według fundacji, jeśli bogate kraje Zachodu nie chcą ponosić zdrowotnych, społecznych i gospodarczych skutków fali nielegalnych imigrantów, powinny szybko podjąć działania pomocowe, które w sumie będą kosztować znacznie mniej. Dotyczy to nie tylko Europy, ale także Stanów Zjednoczonych, do których z Meksyku próbują się przedzierać nie tylko obywatele tego kraju, ale też np. Gwatemali.

– Konieczne jest wsparcie w zakresie szczepionek na COVID-19 w pierwszej kolejności krajów sąsiednich, ale w dalszej kolejności krajów dalej położonych. Jest to w naszym własnym interesie, żeby zapewnić bezpieczeństwo również naszych obywateli – precyzuje prezes Fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej. – Po drugie, konieczne jest wsparcie w zakresie pomocy humanitarnej i wsparcia dla gospodarek praktycznie wszystkich krajów na świecie. Oczywiście Unia Europejska nie jest w stanie sfinansować i pokryć wszystkich potrzeb, ale konieczne jest radykalne zwiększenie nakładów UE na ten cel dlatego, że to leży w jej długofalowym interesie.

Dziś Unia Europejska i państwa członkowskie odpowiadają za udzielanie ok. 36 proc. globalnej pomocy humanitarnej i są pod tym względem światowym liderem. W ubiegłym tygodniu Komisja Europejska zapowiedziała jednak zwiększenie zaangażowania i działania na rzecz większej skuteczności operacji humanitarnych. UE chce stworzyć nowy potencjał europejskich działań, aby interweniować bezpośrednio w sytuacji, gdy tradycyjne mechanizmy – np. za pośrednictwem partnerów UE – okażą się niewystarczające. Ten nowy potencjał ma ułatwiać logistykę i transport, gromadzenie zapasów i ich rozdzielanie. To może się okazać przydatne m.in. w kontekście dystrybucji szczepionek.

Jak wykazała ankieta przeprowadzona w 27 państwach członkowskich, 91 proc. respondentów pozytywnie ocenia działania humanitarne finansowane przez UE. Prawie połowa opowiada się za utrzymaniem nakładów na dotychczasowym poziomie, a 40 proc. – za ich zwiększeniem.

Jak podkreśla dr Wojciech Wilk, nawet niewielkie z punktu widzenia krajów UE środki mogą znacząco poprawić byt ludności w krajach biednych, ustabilizować sytuację polityczną, podnieść poziom edukacji i opieki medycznej, zapewnić wodę i posiłki.

– Po trzecie, umożliwienie legalnej, nawet czasowej migracji pracowników do Unii Europejskiej zahamowałoby nielegalną migrację, a także dałoby ogromną motywację osobom, które chcą szukać lepszego wykształcenia czy kwalifikacji zawodowych w krajach afrykańskich. Jest to kluczowy element, bardzo niepopularny politycznie. Mało kto wie, że Polska jest krajem, który w zeszłym roku wydał najwięcej pozwoleń na pracę dla obcokrajowców spośród wszystkich państw UE – mówi prezes PCPM.

Z danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców wynika, że ważne zezwolenia na pobyt w Polsce posiadało po 2020 roku 457,2 tys. cudzoziemców. W ubiegłym roku liczba ta wzrosła o nieco ponad 34 tys. osób. Największe grupy stanowili obywatele Ukrainy – 244,2 tys. osób, Białorusi – 28,8 tys., Niemiec – 20,5 tys., Rosji – 12,7 tys., Wietnamu – 10,9 tys., Indii – 9,9 tys., Włoch – 8,5 tys., Gruzji – 7,9 tys., Chin – 7,1 tys. oraz Wielkiej Brytanii – 6,6 tys. Z kolei według ZUS-u na koniec 2020 roku do ubezpieczeń społecznych zgłoszonych było 725 tys. obcokrajowców, o prawie 67,5 tys. więcej niż rok wcześniej.

 Jeżeli Polska może w ten sposób regulować swój rynek pracy i otwierać go dla obcokrajowców, oczywiście mówimy tutaj głównie o obywatelach Europy Wschodniej, to w podobnym kierunku powinny pójść kraje Europy Zachodniej. One z innych powodów cały czas liczą na to, że nielegalna migracja, bardzo często dominowana przez organizacje przestępcze, sama z siebie się ureguluje – wskazuje dr Wojciech Wilk. – Możemy jej nie zauważać, ale jeżeli ta migracja napędzana przez kryzysy gospodarcze wzrośnie o kilkadziesiąt procent, to Unia Europejska stanie przed ogromnym kryzysem.

ONZ szacuje, że w tym roku jedna na 33 osoby na świecie będzie potrzebowała pomocy humanitarnej. W stosunku do 2020 roku to wzrost o 40 proc., a względem 2014 roku – niemal trzykrotny. Jednocześnie – jak wskazuje KE – pogłębia się luka między dostępnymi środkami a zapotrzebowaniem. W ubiegłym roku ONZ apelowała o pomoc humanitarną w rekordowej wysokości 32,5 mld euro, a wartość udzielonej pomocy sięgnęła 15 mld euro. Ta luka może w tym roku być jeszcze większa. W UE tylko cztery państwa członkowskie i Komisja Europejska zapewniają około 90 proc. środków na finansowanie unijnej pomocy humanitarnej.

Trzecia fala pandemii dotarła do Warszawy. W wielu szpitalach brakuje łóżek, ale też kadry medycznej

W piątek na SOR w Szpitalu Bródnowskim brakowało 22 łóżek dla pacjentów, a w Szpitalu Bielańskim – 61, które trzeba było uzupełnić dostawkami. Dane z Systemu Informacji o Szpitalach pokazują trudną sytuację warszawskich placówek, które borykają się z trzecią falą pandemii. Przepełnione szpitale miała odciążyć otwarta w lutym placówka na Ursynowie, ale brakuje lekarzy i pielęgniarek, żeby ją zapełnić. W efekcie Szpital Południowy na 300 dostępnych łóżek może w tej chwili przyjąć raptem kilkudziesięciu pacjentów. Ratusz we współpracy z wojewodą mazowieckim prowadzą poszukiwania kadr medycznych, ale tych brakuje już w skali całego kraju.

– Mamy do czynienia z trzecią, dosyć mocną falą epidemii COVID-19, na którą nałożyły się dodatkowe czynniki. Po pierwsze, wielu pacjentów niecovidowych po prostu musiało wrócić do szpitali na różnego rodzaju zabiegi, operacje odłożone w czasie. Ten rok był dość trudny, ponieważ wielu pacjentów przymuszonych sytuacją albo z własnej woli rezygnowało z diagnostyki i leczenia. Dzisiaj to wraca ze zdwojoną siłą. W tej chwili mamy szpitale pełne pacjentów niecovidowych, a do tego dochodzi jeszcze potrzeba kolejnych łóżek dla pacjentów z COVID-19, których intensywnie przybywa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Renata Kaznowska, wiceprezydent m.st. Warszawy odpowiedzialna m.in. za obszar miejskiej polityki zdrowotnej.

W ostatnich dniach Ministerstwo Zdrowia informuje o rekordowych liczbach nowych zakażeń SARS-CoV-2 od początku roku. Aktualna liczba pacjentów przebywających w szpitalach (19 102) i pod respiratorami (1982) jest najwyższa od początku grudnia i rośnie. Zwłaszcza na Mazowszu, które jest w tej chwili największym ogniskiem COVID-19 i które notuje najwięcej zakażeń od początku pandemii w Polsce. Trzecia fala pandemii dotarła też do Warszawy.

W wielu miejskich szpitalach nie ma już miejsc dla zakażonych, SOR-y są przepełnione, a karetki czekają godzinami na wolne łóżko albo wożą pacjentów od jednej placówki do drugiej. Ciężką sytuację obrazują dane z Systemu Informacji o Szpitalach, według których w piątek po południu na oddziale ratunkowym w Szpitalu Praskim i na Solcu było zero wolnych miejsc, w Szpitalu Bródnowskim minus 22, a w Bielańskim minus 61. Minus określa liczbę dostawek ponad liczbę regularnych miejsc dla pacjentów. To oznacza, że np. w Szpitalu Bielańskim, który dysponuje 23 łóżkami na SOR, w piątek było aż 84 pacjentów. W miejskich szpitalach trwa też ekspresowe przekształcanie oddziałów internistycznych w covidowe.

– Wojewoda podjął decyzję, żeby w naszych szpitalach przekształcać łóżka niecovidowe w covidowe i tych przekształceń jest sporo. Szpital Bielański, który dotychczas miał 31 łóżek covidowych, docelowo ma mieć ich aż 98. Jednak ta decyzja została podjęta 9 marca z realizacją od 10 marca, co jest absolutnie niemożliwe, ponieważ te wszystkie łóżka są zajęte przez pacjentów. Musimy ich najpierw wyleczyć i wypisać albo przekierować do innych szpitali. Dlatego dyrektor szpitala odwołała się od tego terminu – mówi Renata Kaznowska. – Ale oczywiście przygotowujemy się do tego, żeby jak najszybciej i jak najwięcej łóżek przeznaczyć na potrzeby walki z COVID-19, choć ten proces trwa.

Jak podkreśla, dostępność łóżek dla pacjentów z COVID-19 to w tej chwili niejedyny problem, z jakim borykają się przepełnione, warszawskie szpitale. Kolejnym jest brak wystarczającej liczby kadry medycznej.

– Budowane są szpitale tymczasowe, ale szpitale i łóżka nie leczą. Potrzebni są lekarze i pielęgniarki, a z tym jest olbrzymi problem. Widać to na przykładzie naszego szpitala tymczasowego, który został zorganizowany w Szpitalu Południowym. On działa, przyjmuje pacjentów wyłącznie covidowych, w najcięższych stanach. Mamy jednak olbrzymi problem z kadrą medyczną. W tej chwili znalezienie pielęgniarki czy lekarza szczególnie internisty, anestezjologa jest rzeczą niezwykle trudną. Między innymi dlatego, że otwierają się kolejne placówki tymczasowe. W Warszawie jest olbrzymi szpital tymczasowy na Stadionie Narodowym, nasz tymczasowy Szpital Południowy, szpital wojskowy na Okęciu i inne, budowane w całej Polsce, które borykają się z tym samym problemem braku kadry – mówi wiceprezydent Warszawy.

Szpital Południowy na Ursynowie przyjmuje pierwszych pacjentów od 15 lutego, co oznacza, że jego oddanie do użytku zostało przyspieszone aż o pół roku. Było to możliwe m.in. dzięki dodatkowym 22 mln zł przekazanym przez wojewodę na doposażenie placówki. Na razie tymczasowy Szpital Południowy leczy tylko pacjentów zakażonych COVID-19. W odróżnieniu od podobnej placówki na Stadionie Narodowym przyjmuje też pacjentów w cięższym stanie, wymagających intensywnej opieki.

– Do tego szpitala trafiają najtrudniejsze przypadki z miasta. Staramy się zwiększać liczbę łóżek, ale największy problem to właśnie dostępność kadry medycznej. Mamy w tym szpitalu podpisanych 170 umów, ale to są bardzo często kontrakty i zlecenia cząstkowe. Brakuje nam lekarzy i pielęgniarek na dyżury w ciągu dnia, poszukujemy ich – mówi Renata Kaznowska.

Jak wskazuje, w tym tygodniu ratusz podpisał ponad 20 nowych umów z medykami, którzy będą pracować w Szpitalu Południowym. Dzięki temu placówka będzie w stanie zwiększyć liczbę łóżek dla pacjentów do 60, a w perspektywie kolejnego tygodnia przekroczyć 100.

Szpital Południowy to jeden z ośmiu szpitali tymczasowych na Mazowszu utworzonych w ramach planu zabezpieczenia łóżek covidowych. Przy komplecie lekarzy, pielęgniarek i kadry medycznej jest w stanie przyjąć ok. 300 pacjentów, w tym 80 na intensywnej terapii.

– Lekarzy i medyków do obsługi tego szpitala szukamy zarówno my, jak i wojewoda. Jeżeli są chętni i wolni medycy, to my oczywiście zachęcamy, dajemy ogłoszenia i szukamy. Mam nadzieję, że ten szpital będziemy mogli sukcesywnie zapełniać pacjentami – mówi wiceprezydent Warszawy.

Stołeczny ratusz zarządza 10 szpitalami na terenie Warszawy, które w ostatnich latach zostały w większości wyremontowane i doinwestowane. Miejskie szpitale samorządowe mają sprzęt i aparaturę o wartości 380 mln zł, z czego ponad 70 proc. zostało sfinansowane właśnie z budżetu stolicy. Sam koszt rozpoczętej w 2016 roku budowy Szpitala Południowego przekroczył 370 mln zł. Po zakończeniu pandemii koronawirusa nowy miejski szpital zacznie służyć mieszkańcom południowych dzielnic Warszawy.

Tylko 2 proc. Polaków uwzględnia w testamencie stowarzyszenia lub fundacje. Taki trend funkcjonuje już w wielu krajach na całym świecie

Tylko 8 proc. Polaków po 45. roku życia pisze testament. Blisko połowa nie zastanawia się nad tym, a 24 proc. uważa, że nie ma nic cennego, co mogłaby po sobie zostawić. Osoby, które mają już gotowy testament, uwzględniają w nim przede wszystkim członków rodziny. Tylko 2 proc. zapisuje środki charytatywnym instytucjom pozarządowym. Tymczasem samo sporządzenie testamentu u notariusza zajmuje mniej niż godzinę, a do przekazania środków instytucjom wystarczy wskazać numer KRS. 15 marca rusza kampania społeczna „Zapisz Dobro”, zachęcająca Polaków do uwzględniania w testamentach stowarzyszeń i fundacji.

– Celem kampanii „Zapisz Dobro” jest zachęcenie Polaków, aby sporządzali testamenty i w tych testamentach zapisywali dobro, czyli uwzględniali dobre i uczciwe fundacje oraz stowarzyszenia. Taki trend funkcjonuje na całym świecie. W wielu krajach, nie tylko na zachodzie Europy, normalne jest, że sporządzamy testamenty i pamiętamy w nich, poza rodziną i przyjaciółmi, o fundacjach i stowarzyszeniach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ewelina Szeratics, manager kampanii społecznej „Zapisz Dobro”.

Raport Kantar Polska „Sporządzanie testamentu w opinii i doświadczeniach Polaków” wskazuje, że jedynie 8 proc. osób po 45. roku życia przygotowuje testament. Większość albo się nad tym nie zastanawia, albo uważa, że nie ma nic cennego do zapisania. Osoby, które już sporządziły testament, uwzględniają w nim przede wszystkim najbliższe osoby. Jedynie 2 proc. wskazuje na zaprzyjaźnioną instytucję, taką jak szpital, dom dziecka czy biblioteka.

– Patrząc na działania innych krajów, wiemy, że działania edukacyjne przynoszą plon, dlatego liczymy się z tym, że przez najbliższych kilka lat będziemy opowiadać o testamentach i będziemy tłumaczyć, jak ważne jest dla organizacji pozarządowych funkcjonowanie właśnie dzięki temu, że ktoś pamięta o nich nie tylko tu i teraz, ale również zostawia cząstkę siebie dla przyszłych pokoleń, uwzględniając je właśnie w testamentach – wskazuje Ewelina Szeratics.

Sytuacja powoli się jednak zmienia, zwłaszcza że zgodnie z sondażem Stowarzyszenia Klon/Jawor i Grupy 4P 56 proc. Polaków ufa organizacjom społecznym. Wśród osób, które miały osobisty kontakt z działaniami NGO-sów, poziom zaufania wzrasta do 74 proc. W czołówce instytucji znajdują się Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy (84 proc.), Fundacja Ewy Błaszczyk „Akogo?”, Fundacja Anny Dymnej „Mimo Wszystko” i Szlachetna Paczka – Stowarzyszenie Wiosna (po ok. 81 proc.) oraz Polski Czerwony Krzyż (74 proc.).

– Ludzie zaczynają częściej do nas dzwonić, kontaktują się coraz częściej z organizacjami pozarządowymi, zadając im pytanie, czy jest w ogóle taka możliwość, że można im coś zostawić w testamencie. Chcą wiedzieć, ponieważ coraz więcej osób pamięta o fundacjach i stowarzyszeniach poprzez darowizny. Naturalną rzeczą jest, że kiedy pamiętamy o organizacjach, dając im coś na co dzień, mamy potrzebę, żeby zostawić im coś w przyszłości – zauważa ekspertka.

Samo sporządzenie testamentu jest bardzo proste, podobnie jak zapisanie części majątku fundacji lub stowarzyszeniu.

– Jeśli mamy ten plan przemyślany, trwa to nie dłużej niż godzinę u notariusza. Samo przekazanie organizacji pieniędzy czy określonego składnika majątku następuje poprzez jedno proste zdanie ze wskazaniem tej organizacji, jej numeru KRS, albo ze wskazaniem kategorii organizacji, której chcemy przekazać część swojego majątku, by czynić dobro – podkreśla Aldona Leszczyńska, radca prawny, wspólnik w Kancelarii GWW.

Warto pamiętać, że w testamencie nie można wskazać konkretnego celu, na jaki mają przeznaczyć środki wybrane organizacje. Najczęściej wykorzystują je one do prowadzenia bieżącej działalności.

– Jeżeli jest to hospicjum, może to być np. budowa świetlicy środowiskowej albo szpitala. Jeżeli są to organizacje, które zajmują się dziećmi lub zwierzętami, to na pewno to są pieniądze, które pomagają rozbudować schroniska czy wspierać dzieci. Niemniej, gdyby więcej osób uwzględniało organizacje w testamencie, wszystkie organizacje mówią: dzięki temu będziemy mogli działać nie tylko tu i teraz, ale również w przyszłości – podkreśla Ewelina Szeratics.

Jak wskazuje, o instytucjach najczęściej pamiętają kobiety i osoby samotne, które mają świadomość, że jeśli nie spiszą testamentu, wszystko przejdzie na rzecz gminy. Wciąż jednak część Polaków nie ma świadomości, że istnieje możliwość, by takie organizacje umieścić w testamencie. Stąd kampania „Zapisz Dobro”, której organizatorem jest Fundacja Otwarte Forum. Od 15 do 26 marca można zadzwonić na infolinię testamentową i porozmawiać z prawnikami specjalizującymi się w prawie spadkowym. Szczegóły można znaleźć na stronie www.zapiszdobro.pl.

Polska w pierwszej dziesiątce rankingu cyfryzacji administracji na świecie. Przegoniliśmy już Francję i jesteśmy coraz bliżej Estonii oraz Stanów Zjednoczonych

– Polska awansowała w rankingu e-partycypacji ONZ z 31. na 9. miejsce. Organizacje międzynarodowe dostrzegają prace, które są toczone od wielu lat, a których efekty są teraz coraz bardziej widoczne – mówi Konrad Taperek z S&T Poland. Wskaźnik e-partycypacji określa poziom dostępu obywateli do informacji i usług publicznych za pośrednictwem technologii cyfrowych i telekomunikacyjnych. Polska wyprzedza w nim już m.in. Francję czy inne wysokorozwinięte kraje. Motorem napędowym do cyfryzacji, zwłaszcza ochrony zdrowia, była m.in. pandemia koronawirusa.

W światowym rankingu e-partycypacji ONZ pierwsze trzy miejsca zajmują Estonia, Korea Południowa i Stany Zjednoczone. Gigantyczny awans w ciągu dwóch ostatnich lat zanotowała jednak Polska, przesuwając się w rankingu z 31. na 9. miejsce. Wskaźnik e-partycypacji określa poziom dostępu obywateli do informacji i usług publicznych za pośrednictwem technologii cyfrowych i telekomunikacyjnych. Polska wyprzedza w nim m.in. Francję czy inne wysokorozwinięte kraje. To jednak nie koniec, a jedynie początek cyfryzacji polskiej administracji, bowiem w najbliższym czasie planowany jest rozwój kolejnych usług.

– Widzimy znaczny skok w usługach udostępnianych dla obywateli, widzimy chęć obywateli do korzystania z usług e-administracji. Wiemy, że niektóre usługi, m.in. w obszarze służby zdrowia, np. e-recepta czy e-skierowania, znacząco poprawiają dostępność i jakość życia ludzi. Widzimy, że w czasach pandemii, która była bardzo dużym akceleratorem, zarówno dla usług e-administracji, jak i w ogóle dla prac w obszarze pracy zdalnej czy prac biurowych, nastąpiła znaczna poprawa i znaczny skok pracy w tych obszarach – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Konrad Taperek, architekt rozwiązań biznesowych w firmie S&T Poland.

W dobie pandemii koronawirusa kluczowym efektem zainteresowania Polaków e-usługami były rozwiązania przeznaczone dla ochrony zdrowia. Według oficjalnych danych rządu już niemal 5 mln Polaków korzysta z Internetowego Konta Pacjenta. Z kolei ok. 25 mln obywateli wystawiono e-receptę. Kolejnym impulsem dla rozwoju usług e-zdrowia ma być e-skierowanie. Niemal 12 proc. użytkowników IKP założyło konto tylko dla tej usługi. Tylko w pierwszym miesiącu obowiązywania skierowań w postaci elektronicznej lekarze wystawili ich blisko 2,5 mln. Średnio dziennie wystawia się niemal 150 tys. tych elektronicznych dokumentów.

– E-administracja będzie rozwijać się w szerokim spektrum, natomiast tematy związane ze służbą zdrowia będą podlegać szczególnemu rozwojowi. W projektach, w których uczestniczy też nasza firma, w szczególności prowadzonych przez centrum e-zdrowia, tylko na ten rok zaplanowane są prace związane z kontynuacją elektronicznej dokumentacji medycznej, wymiany między podmiotami, a także centralnej e-rejestracji. To system, który będzie umożliwiać rejestrację centralną na określony koszyk świadczeń medycznych tak, aby można było dopasować termin bądź konkretnego usługodawcę – tłumaczy architekt rozwiązań biznesowych w firmie S&T Poland.

Kolejnym etapem rozwoju w obszarze e-zdrowia może być połączenie aktualnie działających systemów państwowych z zasobami firm i szpitali prywatnych, ubezpieczycieli czy innych podmiotów działających w obszarze zdrowia. Dodatkowym aspektem digitalizacji usług e-zdrowotnych w przyszłości może być wsparcie, jakim będą dane z urządzeń internetu rzeczy, coraz częściej wykorzystywanych w ramach telemedycyny.

– Aby e-administracja się rozwijała, potrzebne jest cały czas zwiększanie nakładów na cyberbezpieczeństwo. To jest dziedzina, na którą trzeba cały czas pracować. Niezbędne jest także zapewnienie równego dostępu do infrastruktury, do internetu – wskazuje Konrad Taperek.

Pandemia przyspieszyła rozwój biotechnologii. Nowoczesna diagnostyka molekularna pozwoli łatwiej opracować szczepionki na nowe wirusy

Pandemia przyspieszyła rozwój biotechnologii, także w Polsce. Biotechnologia odgrywa kluczową rolę w walce z koronawirusem. Pracując z ludzkimi komórkami i mechanizmami genów, biotechnolodzy pogłębiają wiedzę na temat mechanizmów wirusowych, co może mieć ogromne znaczenie w przypadku przyszłych epidemii. – W wyniku pandemii powstanie wiele nowych produktów i firm związanych stricte z koronawirusem, ale również z detekcją wirusów jako takich – ocenia Piotr Barski, dyrektor Działu Badań i Rozwoju A&A Biotechnology.

– Koronawirus na pewno przyczynił się do lawinowego wzrostu zainteresowania biotechnologią, do wielkiego wzrostu świadomości społecznej na temat nowoczesnej diagnostyki molekularnej, jak również zwiększonej świadomości obecności wirusów w naszym życiu. I pod tym kątem na pewno przyczyni się do tego, że powstanie wiele nowych produktów, jak również firm związanych stricte z sytuacją pandemiczną, ale również w przyszłości w ogóle z detekcją wirusów – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Piotr Barski, dyrektor Działu Badań i Rozwoju A&A Biotechnology.

Pandemia przyspieszyła wyścig biotechnologiczny. Raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Biotechnologiczny skok w przyszłość czy dryft” wskazuje, że biotechnologia – obok sektora ICT – jest obecnie obszarem, z którym wiążą się największe oczekiwania. Zwłaszcza w sytuacji pandemicznej daje ona nadzieję na rozwiązanie kluczowych wyzwań ludzkości – skuteczniejsze produkty lecznicze lub leki i terapie radzące sobie z nieuleczalnymi dotychczas schorzeniami.

Pokazała to m.in. pandemia świńskiej grypy. W ciągu kilku miesięcy dostępnych było już kilka miliardów dawek szczepionki przeciwko H1N1. Była gotowa tak szybko, ponieważ naukowcy wiedzieli, w jaki sposób wyprodukować odpowiednią szczepionkę. Badania kliniczne były szybkie, a producenci mieli już doświadczenie w pracy z takimi wirusami. Szczepionki przeciwko SARS-COV-2 były gotowe również w rekordowo szybkim czasie – w rok od wybuchu pandemii.

– Pandemia jako sytuacja krytyczna, wyjątkowa, przyczyniła się do gwałtownego wzrostu rynku biotechnologicznego w Polsce, ale to dotyczy całego świata z racji zagrożeń i rynku, który dotyczy wszystkich mieszkańców planety. Dlatego ja bym szacował, że ten wzrost to przynajmniej dwa rzędy wielkości, jeśli chodzi o możliwości polskich firm i polskiej branży właśnie z tych powodów – wskazuje dyrektor Działu Badań i Rozwoju A&A Biotechnology.

Polskie firmy biotechnologiczne włączyły się w prace nad opracowaniem szczepionki przeciwko koronawirusowi. W połowie marca 2020 roku Celon Pharma poinformowało, że zamierza rozpocząć prace nad stworzeniem leku na COVID-19. Badania kliniczne mają ruszyć w trzecim kwartale 2021 roku. Spółka OncoArendi i jej projekt OATD-01 w obszarze włóknienia płuc może znaleźć zastosowanie w leczeniu komplikacji po przebytym koronawirusie. Biomed Lublin Wytwórnia Surowic i Szczepionek pod koniec kwietnia podjął współpracę z Samodzielnym Publicznym Szpitalem Klinicznym nr 1 w Lublinie w zakresie produkcji immunoglobuliny z osocza ozdrowieńców.

Zwiększyły się również inwestycje w firmy poszukujące nowych leków. Korzystają na tym nie tylko te firmy, które skupiły się na badaniu SARS-CoV-2. To o tyle istotne, że mniejsze polskie przedsiębiorstwa mają mniejsze szanse, by konkurować ze światowymi gigantami, mogą jednak znaleźć niszę i w ten sposób wejść na zagraniczne rynki. Według ostrożnych szacunków w ciągu najbliższych lat fazę badań klinicznych w Polsce może rozpocząć kilkanaście nowych projektów. Wkrótce może być ich więcej, bo na rynku pojawiają się kolejne firmy biotech.

–  Rozwój sektora biotechnologicznego zostanie przynajmniej utrzymany, może nie na najwyższym poziomie z okresów pandemii, ale na pewno nie wróci do swojego pierwotnego stanu sprzed pandemii, ponieważ zainteresowanie tymi produktami będzie znacząco wyższe. Koronawirus nie jest jedynym organizmem, który jest wysoce zaraźliwy. Mamy szereg innych czynników etiologicznych, które zachowują się podobnie albo wymagają diagnostyki, również przesiewowej, więc zainteresowanie tymi produktami lekko zmaleje, ale będzie na znacznie wyższym poziomie niż do tej pory – ocenia dyrektor Działu Badań i Rozwoju A&A Biotechnology.

Grand View Research szacuje, że światowy rynek badań biotechnologicznych w 2025 roku może być wart 730 mld dol.

PGE i Ørsted uzyskały zgodę UOKiK na koncentrację

PGE Polska Grupa Energetyczna wraz z Ørsted otrzymały zgodę Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów na dokonanie koncentracji. Ma ona na celu utworzenie joint venture w formule 50 na 50 udziałów w Elektrowni Wiatrowej Baltica-2 i Elektrowni Wiatrowej Baltica-3, należących do Grupy PGE. Uzyskanie zgody Prezesa UOKiK jest kolejnym krokiem do finalizacji zawartej w lutym 2021 roku umowy inwestycyjnej, zakładającej wspólną budowę i eksploatację morskich farm wiatrowych o łącznej mocy do 2,5 GW, realizowanych w dwóch etapach.

Zgoda na koncentrację oznacza dla PGE i Ørsted zielone światło ze strony organu antymonopolowego dla realizacji umowy inwestycyjnej określającej warunki utworzenia joint venture. Jej zadaniem będzie rozwój, budowa i eksploatacja morskiej farmy Baltica 2 o łącznej mocy zainstalowanej do 1498 MW oraz Baltica 3 o mocy 1045 MW, które są częścią przedsięwzięcia inwestycyjnego pod nazwą Morska Farma Wiatrowa Baltica o łącznej mocy około 2,5 GW. W najbliższym czasie PGE spodziewa się spełnienia pozostałych warunków zawieszających transakcji.

Zgoda wydana przez prezesa UOKiK to pierwszy z warunków zrealizowania umowy inwestycyjnej, dotyczącej budowy morskich farm wiatrowych na Bałtyku przez PGE i Ørsted. Wspólnie ustanowione warunki współpracy umożliwią skuteczne wykorzystanie mocnych stron i wiedzy obu partnerów. Wynegocjowana przez nas umowa z Ørsted w pełni zabezpiecza nasze interesy i pozwoli sprawnie przeprowadzić inwestycję z korzyścią dla polskiej gospodarki – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Morska Farm Wiatrowa Baltica realizowana w dwóch etapach – Baltica 2 i Baltica 3 to najbardziej zaawansowane projekty w ramach Programu Offshore Grupy PGE. Baltica 2 i Baltica 3 posiadają już wspólnie wydaną decyzję środowiskową oraz umowy przyłączeniowe do sieci przesyłowej, kwalifikują się również do uczestnictwa w pierwszej fazie działania systemu wsparcia dla morskiej energetyki wiatrowej w Polsce.

BioMaxima rejestruje test do wykrywania przeciwciał neutralizujących przeciwko SARS-CoV-2

BioMaxima SA, wiodący polski producent i eksporter diagnostyki laboratoryjnej, zakończył prace walidacyjne oraz złożył wniosek o rejestrację testu do wykrywania przeciwciał neutralizujących przeciwko SARS-CoV-2. Badanie pozwala na ocenę poziomu odporności zarówno w przypadku ozdrowieńców, jak i osób zaszczepionych przeciwko COVID-19 i tym samym daje służbie zdrowia możliwość bardziej efektywnego planowania szczepień.

BioMaxima jako wytwórca złożyła dziś w Urzędzie Rejestracji Wyrobów Medycznych wniosek o rejestrację testu nowego, szybkiego testu jakościowego SARS-CoV-2 Neutralization Antibody Rapid Test. Po 14 dniach od daty złożenia wniosku spółka uzyska prawo do sprzedaży testu na terenie RP oraz do otrzymania świadectwa wolnej sprzedaży na rynki, gdzie takowe jest wymagane.

SARS-CoV-2 Neutralization Antibody Rapid Test to szybki test jakościowy, umożliwiający wstępną przesiewową diagnostykę obecności przeciwciał neutralizujących koronawirusa. Badanie może być wykonane w próbkach surowicy, osocza, jak również krwi pełnej, pobranej z palca, a  uzyskanie wyniku następuje po 10-15 minutach. Jest to skuteczne i ekonomiczne narzędzie dające służbie zdrowia opcję na bardziej efektywne programowanie szczepień komentuje Łukasz Urban, prezes zarządu BioMaxima.

Użyteczność testów szczególnie istotna w czasie ograniczonej dostępności  szczepionki

Przeciwciała neutralizujące odgrywają najważniejszą rolę w walce z rozwojem choroby COVID-19 u osób zarażonych. Tym samym badanie obecności przeciwciał neutralizujących może być wykorzystane:

  • Przy ustalaniu kolejności szczepień w kierunku SARS-CoV-2: umożliwia szczepienie w pierwszej kolejności osób najbardziej narażonych na zakażenie SARS-CoV-2, nie posiadających przeciwciał neutralizujących oraz ew. przesunięcie terminu szczepień u osób, które posiadają przeciwciała i są mniej narażone na zakażenie – dzięki temu można szybciej zwiększyć liczbę osób uodpornionych w populacji.
  • Do monitorowania odporności osób, które już zostały zaszczepione przeciwko SARS-CoV-2 w celu weryfikacji skuteczności szczepionki i określenia czasu trwałości ochrony po szczepieniu.
  • Do identyfikacji potencjalnych dawców osocza spośród osób, które przebyły zakażenie SARS-CoV-2.

Wysoka skuteczność i specyficzność testu

SARS-CoV-2 Neutralization Antibody Rapid Test BioMaxima SA wykrywa wyłącznie przeciwciała które mają właściwości neutralizujące, czyli tylko takie, które wiążąc się z białkiem (S) kolca SARS-CoV-2 skutecznie go neutralizują uniemożliwiając jego połączenie z receptorem ACE2 komórki ludzkiej, który jest bramą wejścia wirusa do wnętrza komórki.

W teście BioMaxima SA zastosowano komponenty, które umożliwiają symulację interakcji przeciwciał neutralizujących z domeną wiążącą receptor (ang. receptor binding domain, RBD) białka kolca (S) wirusa SARS-CoV-2 a następnie z receptorem ACE2 komórki ludzkiej. Brak lub obecność tej interakcji informuje o braku lub obecności przeciwciał neutralizujących w badanej próbce, czyli mogących „zablokować” infekcję wirusową i pomóc w jej zwalczaniu.

Skuteczność i czułość testu BioMaxima SA została skorelowana z testem PRNT (Plaque Reduction Neutralization Test), który jest uważany za „złoty standard” pomiaru skuteczności przeciwciał w neutralizacji wirusów. W badaniach porównawczych potwierdzono bardzo wysoką czułość na poziomie 95,74 proc., a specyficzność na poziomie 99,15 proc.

Ugoda czy regulacja – możliwe rozwiązania problemu kredytów walutowych w Polsce

Od 2005 r. polskie banki sprzedały ponad 600 tys. kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich. Dotychczas nie został jednak zażegnany spór pomiędzy klientami a bankami. Sprawa rozstrzygnąć się może już 25 marca br. za sprawą decyzji Sądu Najwyższego. Swoje rekomendacje wydała również Komisja Nadzoru Finansowego, która zachęca instytucje finansowe do zawierania ugód. Uczestnicy konferencji „Zarządzanie ryzykiem i kapitałem w bankach”, która odbyła się w miniony piątek w ramach Europejskiego Kongresu Finansowego, zgodzili się, że należy wypracować porozumienie korzystne dla obu stron, ale sektor bankowy odczuje jego skutki, bez względu na rezultat. Eksperci firmy doradczej Deloitte zaznaczają, że Polska to nie jedyny europejski kraj, który nie wypracował dotychczas zasad dotyczących rozwiązania kwestii frankowych hipotek. Podobna sytuacja ma miejsce w Rumunii, Słowenii, Grecji i na Cyprze.

Pierwszy i najważniejszy element, który wpływa obecnie na postrzeganie relacji między instytucją finansową a konsumentami to sprawa kredytów frankowych, a tak naprawdę stojące za nimi stawki referencyjne i tabele kursowe, które zostały uznane za klauzule abuzywne. Na horyzoncie pojawia się jednak kilka innych obszarów, które wymagają jednak uregulowania, mówi Paweł Spławski, lider programu CFO, partner w zespole ryzyka finansowego, Deloitte.

Chodzi przede wszystkim o indeksy stóp procentowych i Reformę IBOR. Od 1 lipca 2021 r. na rynek, zgodnie z rekomendacjami grup roboczych działających na poszczególnych rynkach objętych Reformą, wprowadzane będą produkty oparte nie na indeksach stóp procentowych bazujących na LIBOR, tylko stawkach zreformowanych. Administrator wskaźników LIBOR potwierdził natomiast w ostatnich dniach zamiar zaprzestania udostępniania takich indeksów jak LIBOR dla GBP, EUR oraz CHF.

Dodatkowo, od 2020 roku polska gospodarka działa w otoczeniu praktycznie zerowych stóp procentowych. Pojawiają się w związku z tym zasadne pytania o możliwość ujemnego oprocentowania kredytów i zjawiska dotychczas niespotykanego, czyli ujemnego oprocentowania dla depozytów lub prowadzonych rachunków, w tym również depozytów i rachunków konsumentów.

W czasie debaty „Konsument świadomy ryzyka czy zbłąkana owieczka w świecie finansów – pytania o model ochrony klienta na rynku finansowym” Paweł Spławski – ekspert Deloitte – przypomniał, że sprzedaż kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich rozpoczęła się w 2004 roku i zbiegła się w czasie z dynamicznym rozwojem rynku mieszkaniowego. Wzrost w tym segmencie był w dużej mierze finansowany właśnie przez kredyty frankowe. Od 2005 do 2016 roku sprzedano ich ponad 600 tys.

Próba wypracowania kompromisu

Komisja Nadzoru Finansowego od końca 2020 roku aktywnie działa na rzecz wypracowania kompromisu pomiędzy klientami a bankami, przypominając propozycję zgłaszaną wcześniej przez ekspertów Prezydenta RP oraz cześć organizacji zrzeszających klientów tego typu produktów. Zgodnie z propozycją, banki powinny oferować ugody na takich warunkach, jak gdyby kredyt od początku był złotowy, oprocentowany według odpowiedniej stopy WIBOR powiększonej o stosowaną historycznie dla takich kredytów marżę.

Propozycja przewodniczącego KNF jest bardzo konkretna i spójna. To jedyne realne rozwiązanie, które obecnie funkcjonuje w debacie publicznej. Jest ono bardzo kosztowne dla sektora bankowego, bo pokryje pełen skutek zmiany kursu franka od daty udzielenia tych kredytów. Łączny koszt tej propozycji jest szacowany na około 35 mld zł. Przez lata zgromadziliśmy jednak na tyle duże bufory kapitałowe, że dzisiaj – inaczej niż 5-6 lat temu – możemy sobie na to pozwolić. W mojej ocenie rozwiązanie KNF jako jedyne może doprowadzić do konsensusu społecznego w sprawie kredytów frankowych. Jest to propozycja, która godzi interesy kredytobiorców frankowych, kredytobiorców złotowych oraz banków, ale także deponentów. Musimy pamiętać, że kredyty frankowe pochodzą ze środków właśnie tej ostatniej grupy mówi Rafał Kozłowski, Wiceprezes Zarządu, PKO Bank Polski.

Nad tym rozwiązaniem pracuje obecnie 9 banków, które uważnie przyglądają się możliwościom przebiegu konwersji walutowej. Również kredytobiorcy zaczynają optymistycznie podchodzić do tego pomysłu. Wśród klientów banku PKO BP przeprowadzono ankietę, w której zapytano ich, czy byliby gotowi przewalutować swoje kredyty. 70 proc. z nich odpowiedziało, że tak lub raczej tak, 5 proc. nie zgodziło się na taki wariant, a 25 proc. wskazało, że zdecyduje, gdy otrzyma szczegóły dopasowane do ich sytuacji kredytowej.

Jak podkreślili uczestnicy debaty, krajobraz w sektorze bankowym na najbliższe miesiące wyznaczy rozstrzygnięcie dotyczące kredytów frankowych Izby Cywilnej Sądu Najwyższego zaplanowane na 25 marca br. Największe konsekwencje dla sektora może przynieść decyzja nazywana „darmowym mieszkaniem”. W przypadku stwierdzenia występowania klauzuli abuzywnej ogranicza ona jednocześnie możliwość dochodzenia roszczeń banku wobec kredytobiorcy ze względu na okres przedawnienia i zobowiązuje bank do zwrotu na rzecz klienta wszystkich rat kapitałowo-odsetkowych. Takie rozwiązanie może kosztować sektor 234 mld zł. Banki, które posiadają kredyty frankowe, zgromadziły fundusze własne na kwotę około 200 mld zł.

Różne pomysły na rozwiązanie problemu

W Europie opracowano dwa główne modele, które zostały wprowadzone, żeby rozwiązać problem kredytów frankowych – ustawowy i ugodowy. Pierwszy wdrożono m.in. na Węgrzech, gdzie w 2015 roku przewalutowano na forinty kredyty hipoteczne zaciągnięte we frankach szwajcarskich. Stało się to na mocy ustawy przyjętej przez parlament węgierski w 2014 roku. Kredyty zostały przewalutowane po kursie rynkowym na dzień 7 listopada 2014 roku z uwzględnieniem odchylenia nie przekraczającego 10 proc. kursu rynkowego, liczonego jako średnia z półrocza poprzedzającego przewalutowanie.

– Drugi przykład to rynek serbski, gdzie w 2019 roku uchwalono ustawę umożliwiającą dłużnikom przewalutowanie kredytów hipotecznych zaciągniętych we frankach szwajcarskich na euro, według kursu z dnia zawarcia umowy. Wprowadzone zostało odniesienie oprocentowania kredytów do analogicznych produktów tego samego rodzaju i o takim samym czasie trwania w euro. To rozwiązanie zbliżone jest więc do rozważanej obecnie propozycji – mówi Paweł Spławski.

Model ugodowy przyjęto m.in. w Austrii, gdzie poszczególne instytucje proponowały klientom opcje przejścia z kredytów we frankach szwajcarskich na euro, a także w Chorwacji. Natomiast państwa takie jak Grecja, Słowenia, Rumunia czy Cypr, pomimo podejmowanych prób wypracowania rozwiązania nadal nie były w stanie przygotować rozwiązań, które zyskałoby powszechną aprobatę.

Szaleństwo na funcie. Kurs funta powyżej 5,35 zł

Brytyjska waluta ponownie przebiła poziom 5,35 zł i wciąż nie widać, gdzie zatrzyma się ten ruch. Korekta po nadmiernie negatywnych oczekiwaniach jest zrozumiała, ale wszystkich interesuje, gdzie kończy się ten ruch.

Po konferencji EBC

Europejski Bank Centralny wypowiedział się wczoraj na wiele tematów, ale nie pominął chyba najbardziej interesującego, czyli kwestii zmian cen. Analitycy z jednej strony wskazują, że wchodzimy w czas trwałego wzrostu cen na świecie, co przy bardzo niskich stopach procentowych może spowodować ich jeszcze większy wzrost. EBC jednak podchodzi do tematu bardzo spokojnie. Według prognoz tej organizacji jest to przejściowa tendencja, a w Europie większym problemem będzie zbyt niska niż zbyt wysoka inflacja. Po posiedzeniu inwestorzy uwierzyli w lepsze perspektywy gospodarcze i euro ponownie umacniało się względem dolara i to pomimo dobrych danych z amerykańskiego rynku pracy.

Dane z Wysp

Dzisiaj nad ranem poznaliśmy dane z brytyjskiej gospodarki. Obiektywnie rzecz biorąc, nie są to dobre wskaźniki. Spadek PKB o 9,2% i spadek produkcji przemysłowej o 4,9% w większości państw byłyby poważnym problemem dla waluty. Tutaj jednak należy pamiętać, że oczekiwania analityków, jak zachowa się gospodarka po wyjściu z Unii Europejskiej, były wyjątkowo niskie.

Szaleństwo na funcie

Od wyjścia z Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię funt ma się bardzo dobrze. Ostatni raz brytyjska waluta była tak silna względem euro tuż przed pandemią. Względem euro od początku stycznia podrożała o imponujące 5%. Względem złotego po ostatnich ruchach w górę funt jest najdroższy od 2016 roku, kiedy to funt spadał po przegłosowaniu brexitu. Za siłę funta odpowiadają przede wszystkim przeszacowane negatywne skutki wyjścia ze struktur unijnych. Skoro miało być tak źle, to dlaczego nie jest? Dlatego właśnie inwestorzy chętnie wracają na Wyspy, a funt rośnie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Szczepionka Johnson & Johnson przeciwko Covid-19 otrzymała od KE warunkowe pozwolenie na dopuszczenie do obrotu

Dane wykazały, że szczepionka chroni przed hospitalizacją i zgonami związanymi
z COVID-19 w różnych regionach oraz przed nowymi wariantami SARS-CoV-2
[i]

Decyzja jest zgodna z zaleceniami Europejskiej Agencji Leków dotyczącymi szczepionki J&J przeciwko COVID-19[ii]

Dostawa szczepionki ma rozpocząć się w drugiej połowie kwietnia – Spółka spodziewa się, że w 2021 roku dostarczy 200 milionów dawek do państw członkowskich UE[iii]

Johnson & Johnson (NYSE: JNJ) (Spółka) ogłosiła dzisiaj, że Komisja Europejska (KE) przyznała warunkowe pozwolenie na dopuszczenie do obrotu szczepionki przeciwko COVID-19 podawanej w pojedynczej dawce, opracowanej przez Janssen, aby zapobiec infekcji COVID-19 u osób w wieku 18 lat
i starszych.

Warunkowe dopuszczenie do obrotu jest zgodne z pozytywną opinią Komitetu ds. Produktów Leczniczych Stosowanych u Ludzi Europejskiej Agencji Leków2  i obowiązuje we wszystkich 27 państwach członkowskich Unii Europejskiej oraz w Norwegii, Islandii i Liechtensteinie.[iv]

Dane uzyskane w czasie Fazy 3 badania ENSEMBLE wykazały, że szczepionka jest dobrze tolerowana i wykazuje 67-procentową skuteczność u uczestników, którzy otrzymali szczepionkę w porównaniu z uczestnikami, którym podano placebo. 1 Początek ochrony obserwowano od 14 dnia i utrzymywał się 28 dni po szczepieniu. Dane wykazały również, że szczepionka była skuteczna w 85% w zapobieganiu ciężkiej chorobie we wszystkich badanych regionach i wykazywała ochronę przed hospitalizacją i śmiercią związaną z COVID-19 począwszy od 28 dnia po szczepieniu. 1

„Od ponad roku pracujemy przez całą dobę wykorzystując umysły naukowców, skalę działania i zasoby naszej globalnej organizacji, aby stworzyć szczepionkę przeciwko COVID-19” – powiedział Alex Gorsky, prezes i dyrektor generalny Johnson & Johnson. „Cieszymy się z dzisiejszego warunkowego pozwolenia na dopuszczenie do obrotu, wydanego przez Komisję Europejską – które umożliwia naszej jednodawkowej szczepionce dotarcie do wielu potrzebujących społeczności – jako że nadal robimy wszystko, co w naszej mocy, aby pomóc zakończyć pandemię.”

Johnson & Johnson zobowiązuje się do udostępnienia swojej szczepionki przeciwko COVID-19 do użytku na zasadach not-for-profit w nagłych przypadkach wywołanych przez pandemię.
W drugiej połowie kwietnia firma planuje rozpocząć dostawy swojej jednodawkowej szczepionki przeciwko COVID-19 do państw członkowskich UE oraz dostarczyć w 2021 roku 200 mln dawek do państw członkowskich UE oraz Norwegii, Islandii i Liechtensteinu.

„Ta szczepionka jest wynikiem ponad dziesięciu lat inwestycji w badania i rozwój oraz głębokiego zaangażowania naszych naukowców. Doceniamy współpracę i wsparcie Komisji Europejskiej w tym ogromnym wysiłku” – powiedział dr Paul Stoffels, wiceprzewodniczący komitetu wykonawczego i dyrektor naukowy w Johnson & Johnson. „Jesteśmy dumni, że dzięki warunkowemu zezwoleniu na dopuszczenie do obrotu, nasza jednodawkowa szczepionka pomoże w ciągu kilku miesięcy ochronić miliony ludzi w państwach członkowskich UE.”

W grudniu 2020 r. Spółka ogłosiła złożenie przez firmę Janssen wniosku w trybie przyspieszonym do Europejskiej Agencji Leków w sprawie kandydata na jednodawkową szczepionkę przeciwko COVID-19, co umożliwiło przyspieszoną procedurę w Europejskiej Agencji Leków.[v] Kandydat na szczepionkę przeciwko COVID-19 został także zgłoszony do listy produktów dopuszczonych do zastosowania w sytuacjach wyjątkowych (Emergency Use Listing – EUL) w Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).[vi] Wnioski w trybie przyspieszonym dotyczące naszego kandydata na szczepionkę zostały również złożone w kilku innych krajach na całym świecie.

„Ten krok milowy nie byłby możliwy bez ciężkiej pracy i poświęcenia wszystkich osób zaangażowanych w nasz program badań klinicznych nad szczepionkami przeciwko COVID-19, w tym zespół J&J, naszych partnerów i uczestników badań” – powiedział dr Mathai Mammen, Wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego i Dyrektor ds. Badań
w Johnson & Johnson. „Jesteśmy bardzo zadowoleni z dzisiejszego obwieszczenia i będziemy z pełnym zaangażowaniem kontynuować badania kliniczne nad szczepioną przeciwko COVID-19, ponieważ staramy się zapewnić ludziom na całym świecie jednodawkową szczepionkę.”

W dniu 27 lutego[vii] spółka otrzymała zezwolenie na użycie w sytuacjach wyjątkowych
w Stanach Zjednoczonych po jednogłośnym głosowaniu Komitetu Doradczego ds. Szczepionek i Pokrewnych Produktów Biologicznych amerykańskiej Agencji ds. Żywności
i Leków dnia 26 lutego 2021 r.[viii] Jednodawkowa szczepionka przeciwko COVID-19 firmy Johnson & Johnson została również tymczasowo dopuszczona do obrotu w procedurze „Interim Order” w Kanadzie.[ix]

[i] Janssen. Johnson & Johnson Announces Single-Shot Janssen COVID-19 Vaccine Candidate Met Primary Endpoints in Interim Analysis of its Phase 3 ENSEMBLE Trial. Dostępne pod adresem: https://www.janssen.com/emea/sites/www_janssen_com_emea/files/johnson_johnson_announces_single-shot_janssen_covid19_vaccine_candidate_met_primary_endpoints_in_interim_analysis_of_its_phase_3_ensemble_trial.pdf. Ostatni dostęp: marzec 2021.

 

2 European Medicines Agency. EMA recommends COVID-19 Vaccine Janssen for authorisation in the EU. Available at: https://www.ema.europa.eu/en/news/ema-recommends-covid-19-vaccine-janssen-authorisation-eu. Last accessed: March 2021.

 

[iii] Janssen. Johnson & Johnson Announces European Commission Approval of Agreement to Supply 200 Million Doses of Janssen’s COVID-19 Vaccine Candidate. Available at: https://www.janssen.com/emea/sites/www_janssen_com_emea/files/johnson_johnson_announces_european_commission_approval_of_agreement_to_supply_200_million_doses_of_janssens_covid-19_vaccine_candidate.pdf. Last accessed: March 2021.

4 Janssen. Johnson & Johnson Announces Initiation of Rolling Submission for its Single-dose Janssen COVID-19 Vaccine Candidate with the European Medicines. Available at: http://www.janssen.com/sites/www_janssen_com_emea/files/jj_announces_initiation_of_rolling_submission_for_its_single_dose_janssen_covid19_vaccine_candidate_with_the_ema.pdf. Last accessed: March 2021.

5 Janssen. Johnson & Johnson Announces Submission to World Health Organization for Emergency Use Listing of Investigational Single-Shot Janssen COVID-19 Vaccine Candidate. Available at: https://www.janssen.com/emea/sites/www_janssen_com_emea/files/jj_announces_submission_to_who_for_eul_of_investigational_single-shot_janssen_covid-19_vaccine_candidate_.pdf. Last accessed: March 2021.

6 Johnson & Johnson. Johnson & Johnson COVID-19 Vaccine Authorized by U.S. FDA For Emergency Use – First Single-Shot Vaccine in Fight Against Global Pandemic. Available at: https://www.jnj.com/johnson-johnson-covid-19-vaccine-authorized-by-u-s-fda-for-emergency-usefirst-single-shot-vaccine-in-fight-against-global-pandemic. Last accessed: March 2021.

[vii] Johnson & Johnson. Johnson & Johnson Single-Shot COVID-19 Vaccine Candidate Unanimously Recommended for Emergency Use Authorization by U.S. FDA Advisory Committee. Available at: https://www.jnj.com/johnson-johnson-single-shot-covid-19-vaccine-candidate-unanimously-recommended-for-emergency-use-authorization-by-u-s-fda-advisory-committee. Last accessed: March 2021.

8 Johnson & Johnson. Johnson & Johnson COVID-19 Vaccine Granted Authorization under Interim Order by Health Canada For Emergency Use. Available at: https://www.jnj.com/johnson-johnson-covid-19-vaccine-granted-authorization-under-interim-order-by-health-canada-for-emergency-use. Last accessed: March 2021.

9 Summary of Product Characteristics. COVID-19 Vaccine Janssen suspension for injection. March 2021.

10 Custers, J., Kim, D., et al. Vaccines based on replication incompetent Ad26 viral vectors: Standardized template with key considerations for a risk/benefit assessment. Vaccine. 2020.

Przedsiębiorcy zaniepokojeni sytuacją epidemiczną: Mamy do czynienia z pełzającym lockdownem

Lockdown obowiązywać będzie już w czterech województwach, czyli: warmińsko-mazurskim, pomorskim, lubuskim i mazowieckim. W tych regionach nieczynne będą galerie handlowe, hotele, instytucje kul;turalne i sportowe. Co więcej, Minister Zdrowia zapewnił, że nie jest wykluczone, że kolejne regiony będą obejmowane obostrzeniami, bo trzecia fala pandemii postępuje. – Przedsiębiorcom funduje się suspens, którego finałem nie będzie to czy gospodarka w kolejnych regionach będzie zamknięta, a kiedy – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk. – Mamy do czynienia z pełzającym lockdownem, który zakończy się tym, że przed Wielkanocą nastąpi trzecie zamknięcie gospodarki. Jesteśmy temu stanowczo przeciwni i kolejny raz apelujemy: przedsiębiorcy muszą pracować, muszą mieć warunki do tego aby przetrwać  – mówi Prezes Hanna Mojsiuk.

 „Czarno widzę naszą przyszłość jeżeli lekarstwem na koronawirusa będą wieczne restrykcje i następne  lockdowny”

Pandemia koronawirusa i system restrykcji wprowadzanych przez Rząd wystawia cierpliwość przedsiębiorców na gigantyczną próbę. Statystyki pokazują, że w ujęciu makroekonomicznym sytuacja gospodarki jest dobra, ale gdy porozmawiamy z przedstawicielami poszczególnych branż widać dramat długów, upadłości i konieczności zwalniania pracowników. Wiadomości o tym, że kolejne województwa będą objęte lockdownem potwierdzają obawy, że jeszcze w marcu możliwe jest już trzecie zamknięcie gospodarki.

– Nie mam wątpliwości, że trzecia fala koronawirusa to poważne wyzwanie dla służby zdrowia i należy szybko reagować na to, co się dzieje żeby służba zdrowia mogła sobie z napływem chorych poradzić. Jestem jednak pewna, że wybrany jest sposób, który zupełnie nie bierze pod uwagę, że gospodarka może trzeciego lockdownu po prostu nie przetrwać – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk. – Kilka tygodni temu Izba wystosowała apel do Rządu, by nie cofać luzowania gospodarki w postaci otwarcia hoteli czy instytucji kultury w reżimie sanitarnym. Dzisiaj zdanie „ani kroku wstecz” jest jeszcze bardziej aktualne i jeszcze mocniej zyskuje na sile. Nie możemy pozwolić sobie na to, by trzeci raz zamykać hotele i galerie handlowe. Pamiętajmy, że w uśpieniu od ponad 20 tygodni są takie branże jak gastronomia czy branża kreatywna. Czarno widzę naszą przyszłość jeżeli lekarstwem na koronawirusa będą wieczne restrykcje i kolejne  lockdowny, które jednocześnie nie niosą ze sobą pełnego wsparcia dla zamkniętych branż. Jeśli chcemy zamykać to musimy też stosownie do tego wspierać  finansowo tych przedsiębiorców, którzy są poszkodowani  – mówi Prezes Hanna Mojsiuk.

 

Otwarcie, a nie zamknięcie. Izba otrzymuje dziesiątki sygnałów od zaniepokojonych przedsiębiorców

Północna Izba Gospodarcza stoi na stanowisku, że należy podtrzymać otwieranie gospodarki w reżimie sanitarnym, z mocnym uwzględnieniem przestrzegania zasad dystansu społecznego, maseczek oraz dezynfekcji. – Mamy wzrost zachorowań co jest faktem, ale co jest jego powodem? Nie mamy informacji, by reżim sanitarny był nieprzestrzegany w hotelach czy instytucjach kultury. Gastronomia od momentu drugiej fali jest nieczynna, podobnie jak branża fitness. Może to więc nie ta działalność sprzyja rozprzestrzenianiu się pandemii? Przedsiębiorcy zadają sobie mnóstwo pytań tracąc ogromne pieniądze, popadając w długi i stając przed dylematami o przyszłości swoich firm i zatrudnianiu pracowników. Sytuacja jest bardzo trudna, a niepokój gigantyczny – komentuje dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Odbieramy mnóstwo telefonów od przedstawicieli branży turystycznej oraz hotelarstwa. Wiele głosów mówi jasno: musimy zacząć działać z większą mocą od Wielkanocy, zaczyna się szczyt naszego sezonu. To czas na otwarcie i nadrabianie strat, a nie na zamknięcie – dodaje dyrektor Wolny.

Przypomnijmy: Północna Izba Gospodarcza w Szczecnie napisała w ciągu ostatniego roku ponad 50 pism skierowanych do Premiera oraz Ministrów Rządu RP. To głos zachodniopomorskich przedsiębiorców w najważniejszych dla nich tematach dotyczących np. tarcz finansowych czy wsparcia dla zachodniopomorskiej gospodarki . Przede wszystkim  jest to  jedna z głównych misji  Północnej Izby Gospodarczej – obrona interesów przedsiębiorców .

Ulotny apetyt na ryzyko

Zmierzając ku weekendowi apetyt na ryzyko na rynkach jest tonowany. Spadają indeksy w Europie i futures na indeksy w USA, a na FX widać umiarkowane odbicie USD. Kolejna aukcja obligacji w USA przebiegła gładko, ale rentowności 10-latek ponownie podchodzą do 1,60 proc., co psuje nastroje. Podpisanie pakietu fiskalnego przez prezydenta Bidena i gołębi wydźwięk EBC stworzyły pozytywne tło, ale dziś zdaje się wygrywać realizacja zysków.

Marcowa decyzja EBC spełniła pokładane w niej oczekiwania. Kluczową zmianą jest zapowiedź „znaczącego przyspieszenia” zakupów obligacji w ramach programu PEPP, aby przeciwdziałać niepożądanemu zacieśnianiu warunków finansowych, głównie wzrostowi rentowności obligacji. W odróżnieniu od Fed, EBC nie zamierza biernie przyglądać się zmianom na rynku długu, co wynika z gorszej sytuacji ekonomicznej strefy euro, wolniejszego tempa zaszczepień oraz zdecydowanie mniejszej pomocy fiskalnej. Stąd EBC musi dbać o utrzymanie niskich stóp procentowych dłużej, nawet jeśli perspektywy dla odbicia ożywienia pozostają optymistyczne. Nowe prognozy wzrostu pozostały praktycznie niezmienione (w tym 4 proc. w 2021 r.), a projekcja inflacji został podniesiona do 1,5 proc. w tym roku (z 1 proc). Prezes Lagarde zwróciła uwagę, że skok inflacji wynika z czynników nadzwyczajnych i szybszego wzrost cen ropy naftowej i większość efektów wygaśnie z początkiem nowego roku. (CPI 1,2 proc. w 2022 r.). To razem pokazuje, że decyzja o przyspieszeniu skupu obligacji wynika z chęci okiełznania rynku długu, a nie jest podyktowana pogorszeniem perspektyw gospodarczych. Decyzja jest pozytywna dla apetytu na ryzyko w dłuższym horyzoncie, co pośrednio powinno też pozytywnie wpływać na EUR.

Wczoraj po południu zawiązał się umiarkowany rajd ryzyka, choć dziś rynki są w odwrocie. Wytłumaczenia szukałabym w chęci realizacji zysków przed weekendem, ale też próbami budowania pozycji z myślą o kolejnym dużym wydarzeniu, jakim jest przyszłotygodniowe posiedzenie FOMC. Biorąc pod uwagę brak werbalnych interwencji w kierunku wzrostu rentowności w ostatnich komentarzach członków Fed, uczestnicy rynku mogą mieć obawy, że w komunikacie FOMC nastawianie zostanie utrzymane, co może stać się katalizatorem dla dalszej wyprzedaży obligacji. Po wczoraj wiemy jednak, że przynajmniej w strefie euro będą podejmowane próby okiełznania rynku długu, więc możliwe, że korelacja ryzykownych aktywów z wahaniami rentowności obligacji zostanie osłabiona.

EUR/PLN wraca pod 4,59, a złoty nie skorzystał wiele na czwartkowym wzroście apetytu na ryzyko. Przeszkodą stała się decyzja Ministerstwa Zdrowia o wprowadzeniu dodatkowych obostrzeń w kolejnych dwóch województwach – mazowieckim i lubuskim – oraz ostrzeżenie, że w najbliższych tygodniach niewykluczone jest przywrócenie tych obostrzeń w całym kraju. Powrót restrykcji jest ciosem dla perspektyw ożywienia, nawet jeśli szkody każdej kolejnej fali zachorowań są mniejsze. Nie zmienia to faktu, że do złotego doczepiony został kolejny czynnik ryzyka, co przynajmniej w krótkim terminie utrudni odreagowanie i odejście od 4,60.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Badanie: Prawie 70% Polaków nie obawia się utraty pracy. Eksperci: Ludzie nie zdają sobie sprawy z kryzysu

Niemal co piąty dorosły Polak obawia się, że w najbliższym czasie straci pracę. Częściej niepokój o swoją dalszą karierę zawodową odczuwają kobiety niż mężczyźni. Problem dotyczy prawie co czwartej osoby z grupy wiekowej 23-35 lat. Niepewność widoczna jest przede wszystkim wśród rodaków z wykształceniem zawodowym. Zjawisko to występuje głównie w miejscowościach liczących od 20 tys. do 49 tys. mieszkańców.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland, 17,7% Polaków boi się, że w najbliższym czasie straci pracę. Natomiast 68% rodaków jest przeciwnego zdania, a 14,4% nie zajmuje stanowiska w tej sprawie.

– Nie ma powszechnego lęku o utratę pracy. Wynika to z faktu, że przedsiębiorstwa dostały w zeszłym roku ogromne środki na utrzymanie zatrudnienia. Nie grozi nam masowy wzrost bezrobocia, bo jesteśmy starzejącym się społeczeństwem. Co roku o ok. 150 tys. osób więcej przechodzi na emeryturę, niż wchodzi na rynek pracy. Ponadto poziom aktywności zawodowej niestety nie rośnie w Polsce, a nawet ostatnio spadł – komentuje Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Z kolei prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, podejrzewa, że w ciągu roku znacznie przybyło osób, które obawiają się utraty pracy. Zdaniem eksperta, niespełna 18% to niewiele. Część Polaków nie zdaje sobie sprawy z tego, jak ciężka jest sytuacja na rynku. Nie wiemy, jak długo potrwa recesja i jak duże będą zwolnienia. Wprawdzie rząd dofinansowywał pensje oraz utrzymanie miejsc pracy, ale ta polityka ma swoje granice. Znacznie więcej osób powinno się obawiać ryzyka. Oczywiście to nie oznacza, że wszyscy zagrożeni pracownicy stracą pracę.

– Pracodawcy przywykli już do tego, że pozyskanie dobrego pracownika jest trudne i bardzo kosztowne. A skoro tak, to i gotowość do zwalniania jest stosunkowo mała. Tylko w ostateczności przedsiębiorcy decydują się na ten krok. Owszem, mogło się tak zdarzyć, że np. zamknięte restauracje czy hotele musiały zredukować zatrudnienie. Natomiast w wielu dziedzinach gospodarki aż tak źle nie było – dodaje ekspert z Konfederacji Lewiatan.

18,9% kobiet i 16,2% mężczyzn ma obawy o utratę pracy w najbliższym czasie. Z kolei analizując wiek respondentów, można zauważyć, że najczęściej o tym problemie mówią osoby w wieku 23-35 lat – 22,7%, a także 18-22 lata – 20,5%. Natomiast na drugim końcu zestawienia widzimy rodaków mających 56-80 lat – 9,1%.

– Ta ostatnia grupa to Polacy w wieku przedemerytalnym i emerytalnym. Oni wychodzą z założenia, że nawet gdyby coś się stało, to mają źródło utrzymania. Pandemia nie odebrała im środków do życia. Natomiast część młodszego pokolenia straciła pracę, a jednocześnie wypłacamy 13. emeryturę i jeszcze teraz zapadła decyzja o 14. To trochę nieuczciwe wobec młodych ludzi i mówię to jako 69-latek. Natomiast największe obawy mogą być wytłumaczone brakiem pewności siebie i niewielkim doświadczeniem zawodowym – podkreśla Jeremi Mordasewicz.

Analizując wykształcenie respondentów, można dostrzec, że utraty pracy najbardziej obawiają się osoby z zawodowym zasadniczym – 19,2%. Dalej widzimy średnie oraz wyższe – po 17,7%. Natomiast na końcu zestawienia jest podstawowe i gimnazjalne – 12,5%.

– Wykształcenie zawodowe zasadnicze obejmuje przedstawicieli różnych branż. Dla przykładu, na budowach cały czas jest zapotrzebowanie na pracowników. Natomiast pandemia uderzyła w młode osoby, które kończyły np. kierunki kosmetyczne i gastronomiczne. Teraz mamy trochę nietypową sytuację, ale ona unormuje się pod koniec roku. Wówczas nadal będzie brakować pracowników po szkołach zawodowych, którzy coś potrafią – mówi doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Obawy o utratę pracy w najbliższym czasie dotyczą przede wszystkim Polaków z miast liczących od 20 do 49 tys. mieszkańców – 20,3%, jak również od 200 do 499 tysięcy – 19,6%. Natomiast na drugim końcu zestawienia są wsie i miejscowości do 5 tys. osób, a także mające od 100 do 199 tys. ludności – po 15%.

– Ludzie mają powody obawiać się o przetrwanie i kondycję niedużych firm w mniejszych miejscowościach. Duże czy wielkie przedsiębiorstwa pewnie sobie poradzą z tą sytuacją. Na wsi ogromną rolę spełnia rolnictwo czy samozatrudnienie, gdzie nie ma aż tak ciężkiego kryzysu, jak w różnego typu działalności usługowej. Tam ryzyko bankructw jest zdecydowanie mniejsze – podsumowuje prof. Orłowski.

Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland na reprezentatywnej próbie 1017 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

easyCALL.pl S.A. chce się połączyć z SatRevolution S.A.

easyCALL.pl S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2011 r., zawarła list intencyjny z SatRevolution S.A. w sprawie rozpoczęcia negocjacji w zakresie przeprowadzenia procesu fuzji lub przejęcia. SatRevolution działa w branży kosmicznej i jako jedna z niewielu firm na świecie zajmuje się kompleksowo projektowaniem, produkcją i umieszczaniem na orbitach okołoziemskich nanosatelitów obserwacyjnych oraz jako pierwsza w Polsce umieściła swoje satelity na orbicie okołoziemskiej, które stanowią część planowanej konstelacji satelitów.

easyCALL.pl S.A. podpisała z SatRevolution S.A. list intencyjny, rozpoczynający proces negocjacji w sprawie fuzji lub przejęcia, w wyniku którego może dojść do przejęcia przez Spółkę działalności SatRevolution w uzgodnionej przez Strony formule prawnej. Spółki przewidują, że po zrealizowaniu transakcji powstanie podmiot posiadający perspektywę rozwoju i osiągnięcia w ciągu 5 lat pozycji międzynarodowego lidera w swojej branży. Zgodnie z listem intencyjnym, Spółki planują podpisać do 30 kwietnia 2021 r. porozumienie o podstawowych warunkach transakcji (Term Sheet), które będzie regulowało najistotniejsze warunki i terminy transakcji. Zarząd easyCALL.pl S.A. dostrzega ogromne możliwości rozwoju połączonych spółek.

„Bardzo się cieszymy z możliwości rozpoczęcia negocjacji z SatRevolution S.A. Podmiot ten działa w bardzo perspektywicznej branży, w której osiąga już spore sukcesy i to w skali światowej, więc potencjalna fuzja pozwoli odnieść korzyści obu spółkom. Wykorzystanie statusu spółki publicznej do rozwoju biznesu w branży kosmicznej to z pewnością bardzo dobry kierunek i chcemy go realizować. Jestem przekonany, że Spółki mają szanse wypracować wspólnie najlepszy model transakcji, aby ją przeprowadzić.” komentuje Łukasz Górski, Prezes Zarządu Spółki easyCALL.pl S.A.

„Budujemy największą konstelację do obserwacji Ziemi, która daje możliwość dostarczania nowych perspektyw dla ludzkości. Przesuwamy granice niemożliwego. Dokonany rozwój technologii pozwala SatRevolution na osiągnięcie tego, co było niemożliwe do osiągnięcia w przeszłości. Aby tego dokonać, potrzebujemy wartościowych inwestorów, których zamierzamy pozyskać poprzez wejście na rynek publiczny NewConnect.” – dodaje Grzegorz Zwoliński CEO SatRevolution S.A.

Opodatkowanie suszu tytoniowego

Opodatkowanie suszu tytoniowego podatkiem akcyzowym nastąpiło w związku z rozwojem szarej strefy w tym zakresie. Susz tytoniowy, będąc wcześniej wyrobem nieobjętym akcyzą, stanowił tańszą alternatywę dla palaczy niż tradycyjne papierosy. Konsumenci nabywali wysuszone liście, cieli je i nabijali w gilzy papierosowe. Dopiero pod koniec 2012 r. wprowadzono przepisy opodatkowujące akcyzą susz tytoniowy. Pomimo że przepisy w tym zakresie obowiązują już przeszło 8 lat, w dalszym ciągu pojawiają się liczne wątpliwości.

Definicja suszu tytoniowego

W art. 99a ust. 1 ustawy o podatku akcyzowym zostało zdefiniowane, co należy rozumieć przez pojęcie „suszu tytoniowego”. Jest to tytoń, bez względu na wilgotność, który nie jest już połączony z żywą rośliną i jednocześnie nie jest jeszcze wyrobem tytoniowym. Definicja suszu tytoniowego jest bardzo szeroka. Warto wskazać, że ustawodawca nie różnicuje kwalifikacji odłączonych od rośliny żywej liści tytoniu, w zależności od stopnia przetworzenia. Innymi słowy, zamiarem ustawodawcy było objęcie podatkiem akcyzowym wszelkich sytuacji, gdzie liść tytoniu został odłączony od rośliny żywej i jednocześnie nie jest wyrobem tytoniowym. Zatem poddanie lub nie liści tytoniu procesowi przetwórczemu polegającemu na suszeniu, sortowaniu czy fermentacji nie ma znaczenia z perspektywy przedmiotu opodatkowania akcyzą (Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 7 listopada 2019 r., sygn. akt I GSK 392/17).

Przedmiot opodatkowania

Przedmiot opodatkowania w przypadku suszu tytoniowego został określony w art. 9b ustawy o podatku akcyzowym. Opodatkowaniu akcyzą podlega:

  • nabycie wewnątrzwspólnotowe lub import suszu tytoniowego przez inny podmiot niż prowadzący skład podatkowy, który zużywa susz do produkcji wyrobów tytoniowych lub wyrobów nowatorskich tudzież pośredniczący podmiot tytoniowy (PPT);
  • sprzedaż suszu tytoniowego innemu podmiotowi niż prowadzącemu skład podatkowy lub PPT. Sprzedawca jest zatem zobowiązany do ustalenia, na rzecz jakiego podmiotu sprzedaje susz tytoniowy, w szczególności, jeżeli jest to skład podatkowy lub PPT. Sprzedawca może także zażądać zezwolenia na prowadzenie składu lub decyzji o dokonaniu spisu;
  • zużycie suszu tytoniowego przez PPT;
  • zużycie suszu tytoniowego przez podmiot prowadzący skład podatkowy do celów innych niż produkcja wyrobów tytoniowych lub wyrobów nowatorskich;
  • nabycie lub posiadanie suszu, od którego akcyza nie została zapłacona w należnej wysokości i nie można ustalić podmiotu, który dokonał sprzedaży.

Należy zaznaczyć, że w przypadku podatku akcyzowego nie występuje instytucja dobrej wiary lub należytej staranności. Innymi słowy, sprzedawca powinien posiadać dowody weryfikacji statusu odbiorcy, ewentualnie sam posiadać określony status, aby nie opodatkowywać akcyzą suszu tytoniowego. W innych przypadkach może narazić się na duże ryzyko podatkowe (Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego siedziba w Łodzi, z dnia 30 grudnia 2019 r., sygn. akt III SA/Łd 634/19).

Stawka opodatkowania i płatność

Zgodnie z art. 99a ust. 3 ustawy o podatku akcyzowym susz tytoniowy podlega opodatkowaniu według stawki 252,25 zł za każdy kilogram. Stawka ulega podwojeniu w sytuacji, gdy susz tytoniowy nie jest oznaczony znakami akcyzowymi w przypadku nabycia wewnątrzwspólnotowego lub importu przez inny podmiot niż podmiot prowadzący skład podatkowy lub pośredniczący podmiot tytoniowy albo też w przypadku sprzedaży suszu tytoniowego innemu podmiotowi niż podmiot prowadzący skład podatkowy lub pośredniczący podmiot tytoniowy (art. 99a ust. 4 ustawy o podatku akcyzowym).

Podstawą opodatkowania jest więc ilość kilogramów suszu tytoniowego. Zapłata podatku powinna nastąpić co do zasady do 25 dnia kolejnego miesiąca. W przypadku deklaracji uproszczonych dotyczących wewnątrzwspólnotowego nabycia deklaracja oraz zapłata podatku powinny nastąpić w terminie 10 dni od dnia powstania obowiązku podatkowego.

Pośredniczący podmiot tytoniowy

Niezwykle istotnym podmiotem w procesie obrotu suszem tytoniowym są pośredniczące podmioty tytoniowe, które co do zasady mogą nie płacić podatku akcyzowego. Konieczne jest spełnienie kilku warunków, takich jak niekaralność, niezaleganie z podatkami i cłem, brak zakazu wykonywania działalności w zakresie obrotu wyrobami akcyzowymi w ciągu ostatnich 3 lat oraz niecofnięcie koncesji lub zezwolenia na działalność w zakresie wyrobów akcyzowych także w okresie 3 lat. Istotne jest, aby podmiot był wpisany do specjalnego rejestru pośredniczących podmiotów tytoniowych.

Dodatkowo pośredniczące podmioty tytoniowe składają tzw. generalne zabezpieczenie akcyzowe, którego wartość to minimum 2 mln zł. Istnieje jednak możliwość wystąpienia z wnioskiem o zapłatę zryczałtowanego zabezpieczenia w kwocie 30% kwoty zabezpieczenia generalnego. Zabezpieczenie można złożyć w formie hipoteki na nieruchomości, weksla własnego, czeku, gwarancji bankowej, depozytu w gotówce lub innej formie mającej wartość płatniczą.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rekordowe przychody i zysk EBITDA GK GPW w 2020 r.

  • Rekordowe przychody ze sprzedaży 403,8 mln zł
  • Rekordowy wynik EBITDA w wysokości 224,6 mln zł
  • Zysk netto na poziomie 151,4 mln zł
  • Wzrost kosztów operacyjnych o 15,1% do 208,5 mln zł
  • Wskaźnik kosztów do przychodów (C/I) na poziomie 51,6% w skali roku
  • Wypłata dywidendy w wysokości 100,7 mln zł (tj. 2,40 zł dywidendy na akcję)

W wymiarze wyników finansowych Grupa Kapitałowa GPW (GK GPW) może zaliczyć 2020 rok do jednego z najlepszych w swojej 30-letniej historii. GK GPW wypracowała rekordowe przychody ze sprzedaży w wysokości 403,8 mln zł, rekordowy zysk EBITDA 224,6 mln zł oraz jeden z najwyższych w historii zysków netto na poziomie 151,4 mln zł. Koszty operacyjne w 2020 r. wyniosły 208,5 mln zł, a wskaźnik kosztów do przychodów (C/I) ukształtował się na poziomie 51,6%.

W samym IV kw. 2020 r. GK GPW wypracowała przychody ze sprzedaży na poziomie 115,9 mln zł, zysk EBITDA wyniósł 64,4 mln zł, a zysk netto ukształtował się na poziomie 46,7 mln zł. Koszty operacyjne wyniosły 57,6 mln zł, a wskaźnik C/I wyniósł 49,7%.

– Po raz czwarty mam okazję przedstawiać wyniki roczne GK GPW i po raz trzeci z radością informuję, że zysk netto przekroczył 150 milionów złotych. Tej magicznej bariery nie udawało się wcześniej pokonać. Ten rok był również wyjątkowy pod względem rozwoju biznesu. Pierwszy raz w historii udało nam się wypracować ponad 400 mln przychodów. Szczególnie duże przyrosty przychodów odnotowaliśmy w obszarach, które stanowią elementy strategii #GPW2022 – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Rok 2020 przejdzie do historii jako okres pełen turbulencji gospodarczych i społecznych wywołanych pandemią COVID-19. Pomimo tego, ubiegły rok był okresem dynamicznego rozwoju GK GPW. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na GPW wzrosła o 55,3% rdr do rekordowego poziomu 297,3 mld zł. Najwyższą w historii wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń, odnotowano także na rynku NewConnect – wzrost o 925,3% rdr do 14,7 mld zł.

W 2020 roku na Głównym Rynku akcji zadebiutowało 7 spółek (w tym dwa przeniesienia notowań z NewConnect), oraz 14 spółek na rynku NewConnect. Warszawa umocniła pozycję regionalnego hubu dla spółek branży gamingowej, ale wydarzeniem roku było rekordowe w historii giełdy IPO Allegro o wartości 10,6 mld zł (uwzględniając zrealizowaną opcję dodatkowego przydziału 15% akcji). Rok 2020 upłynął także pod znakiem napływu na rynek inwestorów indywidualnych. Na koniec 2020 r.  liczba rachunków inwestycyjnych prowadzonych przez KDPW zwiększyła się o blisko 85 tys. względem końca 2019 r., co oznacza wzrost o 6,8% rdr. To najwyższe – nominalne i procentowe – przyrosty rachunków od 2010 r.

W 2020 r. odnotowano wzrost obrotu giełdowego zarówno energią elektryczną, jak i gazem ziemnym, co oznacza zarazem historycznie najwyższe obroty roczne dla obu tych rynków.
Wzrost był wyższy na rynku energii elektrycznej i wyniósł 6,2% – z 228,9 do 243,2 TWh. Na rynku gazu było to 3,4% – ze 146,1 do 151,1 TWh.

O potencjale GK GPW świadczy również wypłacana rokrocznie, od momentu debiutu spółki na giełdzie, dywidenda dla akcjonariuszy. Od 2010 r. spółka wypłaciła akcjonariuszom łącznie blisko 895 mln zł. W sierpniu 2020 r. wypłacono 100,7 mln zł dywidendy, co daje 2,40 zł na akcję i stanowi 93,2% skonsolidowanego zysku netto za 2019 r. (skorygowanego o udział
w jednostkach stowarzyszonych). Ubiegłoroczna stopa dywidendy na poziomie 5,53% była jedną z najwyższych wśród giełd europejskich.

Realizacja strategii #GPW2022

Rok 2020 był okresem intensywnych prac związanych z realizacją inicjatyw w ramach Strategii #GPW2022. Dążąc do dywersyfikacji źródeł przychodów i poszerzenia łańcucha wartości, zdecydowano o uruchomieniu Rynku Towarów Rolno-Spożywczych (RTRS), na którym odbywa się handel pszenicą, żytem i kukurydzą.

Spółka GPW Ventures i KOWR podpisały list intencyjny w sprawie powołania Funduszu KOWR Ventures. Celem projektu jest rozwój rolnictwa, przemysłu rolno-spożywczego oraz obszarów wiejskich w Polsce za pomocą innowacyjnych rozwiązań.

W minionym roku KNF wydała decyzję o udzieleniu GPW Benchmark zezwolenia na prowadzenie działalności administratora wskaźników referencyjnych stopy procentowej, w tym kluczowego wskaźnika referencyjnego WIBOR. Decyzja KNF zamyka proces administracyjny dotyczący Stawek Referencyjnych WIBID i WIBOR, opracowywanych przez GPW Benchmark.

Dzięki zezwoleniu GPW Benchmark będzie mogła rozszerzać ofertę wskaźników referencyjnych stopy procentowej.

Rok 2020 to również okres intensywnego rozwoju technologicznego ramienia warszawskiej giełdy, czyli spółki GPW Tech. Rozpoczęto przygotowania do komercjalizacji dwóch produktów informatycznych – systemu GRC (Governance, Risk, Compliance), który pozwala w zautomatyzowany sposób zarządzać m.in. zgodnością z wymaganiami wewnętrznymi i zewnętrznymi (compliance), oraz TCA Tool, który jest aplikacją umożliwiającą analizę mikro i makrostruktury rynku, a także jakości wykonania zleceń giełdowych. W 2020 r. ukończono prace nad architekturą nowego Systemu Transakcyjnego, będącego największym projektem informatycznym prowadzonym w strukturach GK GPW. Docelowo nowy System Transakcyjny zastąpi aktualne systemy wykorzystywane przez spółki wchodzące w skład GK GPW. Do kluczowych osiągnięć 2020 r. w obszarze technologicznym należy zaliczyć także zaawansowane prace nad projektem GPW Data, którego celem jest stworzenie innowacyjnego systemu wykorzystującego techniki sztucznej inteligencji (AI), oraz prace nad platformą Private Market.

W 2020 r. kontynuowano skierowany do biur maklerskich Program Wsparcia Rozwoju Technologii. W lipcu zatwierdzono dopuszczenie kolejnych spółek do Programu Wsparcia Pokrycia Analitycznego („PWPA”) – do dotychczasowych 39 uczestników Programu dołączyło kolejnych 12 spółek. Pomysł uruchomienia PWPA był szeroko konsultowany z instytucjami rynku kapitałowego.

Pomimo pandemii, w 2020 r. działalność kontynuowała Akademia GPW Growth, której celem jest wsparcie rozwoju małych i średnich firm oraz popularyzacja narzędzi rynku kapitałowego. Ważnym elementem ubiegłorocznych działań rozwojowych, było rozpoczęcie prac związanych z rozwojem kompetencji z obszaru ESG. Efektem prac będzie m.in. przygotowanie ujednoliconych wytycznych dotyczących raportowania czynników ESG przez spółki giełdowe.W ramach inicjatyw międzynarodowych mających na celu pogłębienie współpracy regionalnej, GPW zorganizowała Konferencję Giełd Trójmorza, w której uczestniczyli prezesi giełd z Europy Środkowo-Wschodniej.

– Wprowadzenie nowych produktów i usług w warunkach pandemii jest dużym wyzwaniem. Chciałbym podziękować całemu zespołowi Grupy Kapitałowej GPW za wytrwałość w realizacji strategii #GPW2022. Mimo bardzo dużego zaangażowania zespołu wdrożenie niektórych inicjatyw strategicznych jest opóźniona. Niezależnie od trudnych okoliczności nie rezygnujemy z ich realizacji i systematycznie wdrażamy kolejne etapy ambitnych projektów. Szczególnie ważne jest wprowadzenie do sprzedaży pierwszych własnych rozwiązań technologicznych przez GPW Tech – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za IV kw. 2020 r. i cały 2020 r.

Zysk netto

Zysk netto Grupy GPW w IV kw. 2020 r. wyniósł 46,7 mln zł, w porównaniu do 11,2 mln zł w IV kw. 2019 r. i 32,0 mln zł w III kw. 2020 r. W całym 2020 r. Grupa wypracowała zysk netto na poziomie 151,4 mln zł vs. 119,3 mln zł w 2019 r. Na wzrost całorocznego zysku netto, złożył się efekt wyższych przychodów na rynku finansowym (+38,4% rdr), przy jednoczesnym spadku przychodów na rynku towarowym (-3,7%) oraz wzrost kosztów operacyjnych (+15,1% rdr). Należy przypomnieć, że zysk netto za 2019 r. był obciążony rezerwą z tytułu potencjalnego zobowiązania wynikającego z podatku VAT w spółce zależnej IRGiT w kwocie 15,5 mln zł (rezerwa została utworzona w ciężar kosztów finansowych). Z kolei zysk netto za 2020 r. został obciążony analogiczną rezerwą z tytułu potencjalnego zobowiązania IRGiT w kwocie 11,4 mln zł.

RYNEK FINANSOWY

Przychody z rynku finansowego

W IV kw. 2020 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 78,6 mln zł, względem 43,6 mln zł w IV kw. 2019 r. oraz 58,0 mln zł w III kw. 2020 r. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły 67,8% całkowitych przychodów Grupy GPW, w porównaniu do 54,4% w IV kw. 2019 r. oraz 64,7% w III kw. 2020 r.

W całym 2020 r. przychody z rynku finansowego wyniosły 256,0 mln zł, w porównaniu do 185,0 mln zł w 2019 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy GPW stanowił 63,4%,
wobec 55,0% rok wcześniej.

Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, obsługi emitentów i sprzedaży informacji. W 2020 r. skonsolidowane przychody GK GPW sięgnęły 403,8 mln zł vs. 336,1 mln zł w 2019 r.

  • Obsługa obrotu na rynku finansowym

W IV kw. 2020 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 59,6 mln zł, w porównaniu do 27,1 mln zł w IV kw. 2019 r. oraz 40,2 mln zł w III kw. 2020 r.

W całym 2020 r. przychody z obsługi obrotu w segmencie finansowym wyniosły 185,3 mln zł, wobec 117,5 mln zł w 2019 r. Wzrost przychodów z obsługi obrotu na rynku finansowym w ujęciu rocznym, jest w znacznym stopniu wynikiem wzrostu obrotów w ramach arkusza zleceń na Głównym Rynku oraz na NewConnect – odpowiednio o 55,3% rdr oraz o 925,3% rdr. Przychody wspierał również wzrost obrotów instrumentami pochodnymi – łączny wolumen obrotów (arkusz zleceń + transakcje pakietowe) w 2020 r. był większy o 64,6% rdr.

  • Obsługa emitentów

W IV kw. 2020 r. przychody Grupy GPW z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 5,2 mln zł, w porównaniu do 4,3 mln zł w IV kw. 2019 r. i 5,0 mln zł w III kw. 2020 r. W całym 2020 r. przychody z obsługi emitentów stanowiły 4,8% całkowitych przychodów GK GPW i wyniosły 19,3 mln zł, wobec 19,6 mln rok wcześniej. Na wysokość przychodów
z   tej linii biznesowej składają się: opłaty roczne za notowanie i opłaty za wprowadzenie oraz inne opłaty. Przychody są więc w głównej mierze wypadkową aktywności na rynku IPO/SPO, liczby emitentów oraz kapitalizacji spółek.

W 2020 r. łącznie na obu rynkach akcji GPW odbyło się 21 debiuty giełdowe (z uwzględnieniem dwóch spółek, które przeniosły notowania z NewConnect na Główny Rynek), wobec 22 debiutów w roku poprzednim. Łączna wartość ofert IPO na obu rynkach akcji wyniosła w 2020 r. 9,6 mld zł (vs. 76 mln zł w 2019 r.), a wartość SPO to 4,7 mld zł (vs. 8,1 mld zł w 2019 r.). Łączna kapitalizacja spółek krajowych i zagranicznych na obu rynkach akcji GPW wyniosła na koniec 2020 r. 1 089 mld zł vs. 1 114 mld zł na koniec
2019 r.

  • Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji w IV kw. 2020 r. osiągnęły najwyższy w historii poziom 13,8 mln zł, względem 12,2 mln zł w IV kw. 2019 r. oraz 12,9 mln w III kw. 2020 r.
W całym 2020 r. przychody z tego segmentu biznesowego, kolejny rok z rzędu, ukształtowały się na rekordowym poziomie – tym razem 51,4 mln zł, wobec 47,9 mln zł w 2019 r. i stanowiły 12,7% skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży GK GPW.

W 2020 r. GK GPW pozyskała 4 dystrybutorów danych rynkowych (w tym na dane GPW, BondSpot oraz WIBOR), a także 4 nowych odbiorców danych przetworzonych (zawierających dane GPW i WIBOR). W 2020 r. odnotowano dynamiczny wzrost liczby abonentów we wszystkich kategoriach inwestorów.

RYNEK TOWAROWY

Przychody z rynku towarowego

W ostatnim kw. 2020 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 36,6 mln zł, o 1,7% więcej niż rok wcześniej i o 23,9% więcej niż w III kw. 2020 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy w IV kw. 2020 r. wyniósł 31,5%. W całym 2020 r. przychody z rynku towarowego wyniosły 144,3 mln zł, co oznacza spadek o 3,7% w stosunku do roku 2019 i przekłada się na 35,8% udziału w całkowitych przychodach Grupy. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia i rozliczenia transakcji.

  • Obsługa obrotu na rynku towarowym

Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w IV kw. 2020 r. wyniosły 18,1 mln zł, co oznacza spadek o 1,2% rdr oraz wzrost o 13,9% kdk. W całym 2020 r. przychody
z obrotu na rynku towarowym wyniosły 72,3 mln zł odnotowując spadek o 3,8%. Przychody z obrotu energią wyniosły 5,3 mln zł w ostatnim kw. 2020 r., co oznacza wzrost o 8,0% rdr i o 26,9% kdk. W całym 2020 r. przychody z tego tytułu wyniosły 18,9 mln zł, o 15,9% więcej niż rok wcześniej. Przychody z obrotu gazem sięgnęły 12,7 mln zł w 2020 r., co oznacza wzrost w stosunku do roku ubiegłego o 4,3%. Natomiast w IV kw. przychody z obrotu gazem odnotowały wzrost o 0,6% rdr, rosnąc tym samym o 18,6% w stosunku
do III kw. i kształtując się na poziomie 3,4 mln zł. Przychody z tytułu obrotu prawami majątkowi do świadectw pochodzenia spadły w 2020 r. o 20,5% rdr i wyniosły 27,2 mln zł. W IV kw. 2020 r. przychody z tego obszaru wyniosły 6,1 mln zł, co oznacza spadek o 9,7% rdr i jednocześnie wzrost o 9,5% kdk. Spadek przychodów z obrotu prawami majątkowymi związany jest z wygaśnięciem certyfikatów kogeneracyjnych z końcem 2018 r. i całkowitym ich umorzeniem do 30 czerwca 2019 r. Przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego w 2020 r. wyniosły 13,5 mln zł, w porównaniu do 12,5 mln zł w 2019 r., co oznacza wzrost o 8,2% rdr. Wysokość innych opłat od uczestników rynku zależy w dużej mierze od aktywności członków IRGiT, w szczególności liczby wykonywanych transakcji. Na koniec 2020 r. status członka RTG (Rynek Towarów Giełdowych) miało 79 spółek, 7 spółek posiadało status Członka Giełdy na RIF (Rynek Instrumentów Finansowych), a 49 spółek posiadało status Członka OTF (Zorganizowana Platforma Obrotu).

 

  • Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia

W IV kw. 2020 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 5,5 mln zł, o 8,7% więcej niż rok wcześniej i 43,5% więcej niż w III kw. 2020 r. W całym 2020 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 24,3 mln zł, o 12,5% mniej niż rok wcześniej. Spadek przychodów z tytułu prowadzenia RŚP wynika w głównej mierze ze spadku przychodów z kogeneracji w związku z zakończeniem systemu 30 czerwca 2019 r.

  • Rozliczenie transakcji

Przychody z rozliczenia transakcji w IV kw. 2020 r. wyniosły 12,7 mln zł o 2,6% więcej niż rok wcześniej i o 31,6% więcej niż w III kw. 2020 r. W całym 2020 r. rozliczanie transakcji przyniosło Grupie 46,8 mln zł przychodów, czyli o 1,1% więcej niż rok wcześniej. Przychody z tego tytułu są pochodną wolumenów obrotu na rynkach prowadzonych
przez TGE.

Koszty działalności operacyjnej

W IV kw. 2020 r. koszty działalności operacyjnej GK GPW wyniosły 57,6 mln zł, wobec 47,4 mln zł w analogicznym okresie przed rokiem, co oznacza wzrost o 21,5% rdr i o 15,6% kdk. W 2020 r. koszty operacyjne wyniosły 208,5 mln zł, wobec 181,1 mln zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 15,1% rdr. W 2020 r. wskaźnik C/I spadł do 51,6% z 53,9% w 2019 r.

  • Wzrost kosztów operacyjnych w 2020 r. był przede wszystkim efektem wzrostu opłaty na KNF o 7,1 mln zł, czyli o 105,5%,
  • Grupa odnotowała także wzrost kosztów osobowych i innych kosztów osobowych łącznie o 22,9% rdr, tj. o 17,8 mln zł do poziomu 95,6 mln zł,
  • Koszty usług obcych wzrosły o 7,1% rdr, tj. o 3,5 mln zł i wyniosły 51,9 mln zł.

Udział w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności

W IV kw. 2020 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności, wyniósł 4,8 mln zł, w porównaniu do 1,9 mln zł przed rokiem. W 2020 r. zysk z tego tytułu wyniósł 15,7 mln zł, wobec 11,3 mln zł w roku wcześniejszym, co oznacza wzrost rdr o 39,8%. Na wartość tej pozycji w głównej mierze wpływa wynik finansowy uzyskany przez Grupę KDPW. Zysk KDPW przypadający na GPW wyniósł 15,3 mln zł w porównaniu do 11,4 mln zł rok wcześniej.

Spadek nerwowości na rynkach finansowych

Po wzroście nerwowości na rynkach finansowych w ubiegłym tygodniu, w ostatnich dniach obserwowaliśmy uspokojenie. Wpłynęło na to m.in. potwierdzenie pakietu fiskalnego USA na wsparcie gospodarki. Jest to największy tego typu pakiet w historii USA, który z jednej strony przyczyni się do szybszego ożywienia gospodarki amerykańskiej, ale jednocześnie zwiększy dług publiczny, rosnący w USA w alarmującym tempie w ostatnich latach.

Z kolei kraje UE zadłużają się wolniej, lecz skutki koronakryzysu są w ich przypadku mocniej odczuwalne. Pomimo obecnej niezbyt dobrej sytuacji w gospodarkach krajów strefy euro, w drugiej połowie tego roku można się spodziewać powrotu do względnej normalności. Według prognozy EBC, PKB strefy euro w tym roku powinien wzrosnąć o 4%, a w przyszłym o 4,1%. Europejski Bank Centralny spodziewa się też wzrostu poziomu cen o 1,5% w tym roku, a w 2022 roku jego spowolnienia do 1,2%.

W tym tygodniu kurs złotego nie zmienił się mocno, głównie z powodu NBP, który nie pozwala na umocnienie polskiej waluty. NBP nadal nie odwołał planów ewentualnej interwencji w przypadku, gdy kurs złotego spadnie poniżej poziomu 4,50 PLN/EUR. Ponadto prezes Adam Glapiński zaznaczył, że wzrost inflacji w 2021 r. będzie napędzany głównie czynnikami zewnętrznymi. W praktyce oznacza to małe prawdopodobieństwo, że NBP będzie reagował na wzrost cen podwyżką stóp procentowych. Złoty nie skorzystał w tym tygodniu na spadku awersji do ryzyka na rynkach i w piątek rano jego kurs był nieco powyżej poziomu 4,59 PLN/EUR. Kurs eurodolara lekko wzrósł i na koniec tygodnia był na poziomie 1,194 USD/EUR.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

FPP – Należy wprowadzić pożyczki dla MSP na samochody elektryczne

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) proponuje, by w związku z zapotrzebowaniem małych i średnich firm na niskoemisyjną flotę transportową utworzyć fundusz dedykowanych pożyczek na zakup samochodów elektrycznych, samochodów hybrydowych Plug In, samochodów hybrydowych, samochodów wodorowych. Głównymi odbiorcami byliby taksówkarze, małe i średnie firmy transportowe oraz firmy wykorzystujące środki transportu do bieżącej działalności (cukiernie, kwiaciarnie, sklepy spożywcze, apteki, itd.).

Proponowane parametry:

  • Oprocentowanie pożyczki 0% na hybrydę lub auto elektryczne
  • Maksymalna kwota do 200 tys. złotych
  • Okres finansowania do 6 lat
  • W przypadku prawidłowej obsługi pożyczki umorzenie ostatnich 10% kapitału
  • Prosty i szybki proces ubiegania się o pożyczkę

„Według badania sondażowego przeprowadzonego przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych wśród uczestników rynku zeroemisyjnego transportu w Polsce wynika, że 81% podmiotów z branży e-mobilty stanęło w obliczu potężnych wyzwań związanych z ograniczeniem popytu, zaś 47,6% z nich odczuło również skutki pandemii w obrębie swojego łańcucha dostaw. Spadek przychodów dotknął aż 95,2% przedsiębiorstw. 76% respondentów przewiduje ryzyko zawieszenia działalności, zwolnień lub poważnych problemów z płynnością w przypadku braku dodatkowego wsparcia. Elektromobilność, jako młody i rozwijający się sektor, szczególnie mocno odczuła kryzys branży motoryzacyjnej. Wdrożenie pożyczek 0% na zakup samochódów elektrycznych byłoby dobrym elementem wspierając powrót branży do wyników z przed pandemii” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Potencjał rynkowy:

Pod koniec lipca 2020 r. po polskich drogach jeździło 13 057 elektrycznych samochodów osobowych, z których 55% stanowiły pojazdy w pełni elektryczne (BEV, ang. battery electric vehicles) – 7 231 szt., a pozostałą część hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 5 826 szt. Wszystkich samochodów w Polsce było około 23,5 mln szt.* Mając na uwadze stale rosnącą ilość nowych pojazdów na polskich drogach oraz wzrost  rynku usług przewozu osób, który wzrósł w Polsce r/r o 30% należy założyć, że potencjał wzrostu rynku jest na poziomie min 2300%.

Udział inwestorów w obrotach instrumentami finansowymi na GPW w 2020 r.

  • W 2020 r. inwestorzy indywidualni odpowiadali już za ¼ obrotów na Głównym Rynku akcji GPW (+13 pp. rdr), co jest najlepszym wynikiem od 2009 r. Inwestorzy zagraniczni odpowiadali za 56 proc. obrotów (-7 pp. rdr), a instytucjonalni – za 19 proc. (-6 pp. rdr)
  • Na rynku NewConnect prym nadal wiodą inwestorzy indywidualni, których udział w obrotach wzrósł o 6 pp. rdr do poziomu aż 92 proc. Spadł udział inwestorów instytucjonalnych do 4 proc. (-7 pp. rdr). Udział inwestorów zagranicznych wzrósł w stosunku do 2019 r. o 1 pp. i wyniósł 4 proc.
  • Na rynku kontraktów terminowych w 2020 r. inwestorzy indywidualni z udziałem 41 proc. w obrotach (-6 pp. rdr) odgrywali największą rolę. Udział inwestorów instytucjonalnych wzrósł o 1 pp. rdr i wyniósł 36 proc., a inwestorów zagranicznych wzrósł o 5 pp. rdr do 23 proc.

Główny Rynek GPW

W 2020 r. na Głównym Rynku akcji GPW inwestorzy zagraniczni utrzymali największy udział w obrocie. Wyniósł on 56 proc., o 7 pp. mniej w porównaniu z poprzednim rokiem. W II półroczu 2020 r. inwestorzy zagraniczni odpowiadali za 55 proc. obrotów, o 3 pp. mniej niż w pierwszej połowie 2020 r. Udział krajowych inwestorów instytucjonalnych w II półroczu 2020 r. wyniósł 18 proc., o 2 pp. mniej niż w I połowie roku. Udział inwestorów indywidualnych w obrotach na Głównym Rynku GPW wzrósł w drugiej połowie 2020 r. nawet do 27 proc., co jest najlepszym wynikiem od ponad dekady oraz ponad dwukrotnie więcej (+16 pp.) w stosunku do analogicznego okresu w 2019 r.

W II półroczu 2020 r. wśród krajowych instytucji na pierwszym miejscu znalazły się animatorzy (udział na poziomie 31 proc.), na drugim TFI (27 proc.), na trzecim OFE i firmy (po 12 proc.).

Tabela 1. Struktura inwestorów na Głównym Rynku akcji (w proc.)Struktura inwestorów na Głównym Rynku akcji

NewConnect

Na rynku NewConnect największy udział w obrocie stanowią inwestorzy indywidualni. W ubiegłym roku wyniósł on nawet 92 proc., co oznacza wzrost o 6 pp. wobec 2019 r. Inwestorzy zagraniczni wygenerowali 4 proc. obrotów, o 1 pp. więcej niż w 2019 r., a udział inwestorów instytucjonalnych spadł o 7 pp. rdr, do 4 proc. W II półroczu 2020 r. na podium wśród instytucji krajowych na NewConnect uplasowali się animatorzy, którzy odpowiadali za 29 proc. obrotów akcjami (+13 pp. rdr), firmy – 28 proc. (+13 pp. rdr) oraz TFI – 27 proc. (-25 pp. rdr).

Tabela 2. Struktura inwestorów na rynku NewConnect (w proc.)Struktura inwestorów na rynku NewConnect

Rynek Instrumentów Pochodnych

Krajowi inwestorzy indywidualni odegrali wiodącą rolę na rynku derywatów w 2020 r. Ich udział w wolumenie obrotów kontraktami terminowymi kształtował się na poziomie 41 proc., a opcjami – 44 proc. Udział inwestorów zagranicznych wzrósł o 5 pp. rdr do 23 proc. na kontraktach i o 8 pp. na opcjach – do 36 proc. Inwestorzy instytucjonalni zwiększyli udział w obrotach kontraktami terminowymi o 1 pp. rdr do 36 proc., a na opcjach zmniejszyli o 9 pp. rdr do 20 proc. W II półroczu 2020 r. animatorzy odpowiadali za 27 proc. obrotów kontraktami, a na opcjach za 45 proc. wśród wszystkich instytucji krajowych. Udział inwestorów zagranicznych i indywidualnych na rynku produktów strukturyzowanych wyniósł odpowiednio: 49 proc. i 50 proc.

Tabela 3. Struktura inwestorów na rynku kontraktów terminowych (w proc.)Struktura inwestorów na rynku kontraktów terminowych

Tabela 4. Struktura inwestorów na rynku opcji (w proc.)

Struktura inwestorów na rynku kontraktów terminowych

Tabela 5. Struktura inwestorów na rynku produktów strukturyzowanych (w proc.)Struktura inwestorów na rynku produktów strukturyzowanych

Catalyst

Na rynku Catalyst główną rolę w obrotach obligacjami odgrywają instytucje krajowe (63 proc. w 2020 r. wobec 62 proc. w 2019 r.). Inwestorzy indywidualni w 2020 r. utrzymali udział w obrotach na poziomie 37 proc.

Struktura inwestorów na rynku obligacji
Źródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

Tabela 6. Struktura inwestorów na rynku obligacji (w proc.)

Kolejni hakerzy wykorzystują luki w MS Exchange

Ogłoszone niedawno luki w Microsoft Exchange Server mają realny wpływ na bezpieczeństwo firm na całym świecie – informują eksperci z Check Point Research. W ciągu zaledwie 24 godzin analitycy zaobserwowali lawinowy wzrost ataków wykorzystujących niedawno wykryte podatności. Najczęściej atakowanym sektorami była administracja, resort obrony oraz przemysł wytwórczy, w szczególności w Turcji oraz Stanach Zjednoczonych.

Kilka dni temu firma Microsoft potwierdziła, że cyberprzestępcy pracujący na rzecz chińskiego rządu wykorzystali nieznane wcześniej exploity w celu włamania się do Exchange Server. W tym momencie, pomimo opracowanych poprawek, rozpoczął się globalny wyścig pomiędzy hakerami, chcącymi pójść w ślady chińskich cyberprzestępców, a specjalistami ds. bezpieczeństwa. Z analiz Check Point Research wynika, że w kolejnych dwóch dniach od ogłoszenia luk, nastąpił drastyczny wzrost ataków wykorzystujących wspomniane exploity.

Głównymi celami były organizacje z Turcji (19% odnotowanych ataków), Stanów Zjednoczonych (18%) oraz Włoch (10%). Hakerzy próbowali wykorzystać luki kierując swoje działania przeciwko sektorowi rządowemu i wojskowemu (17% przypadków), produkcyjnemu (14%) i Bankowemu (11%).

Kolejni hakerzy wykorzystują luki w MS Exchange 2 Kolejni hakerzy wykorzystują luki w MS Exchange

Exchange Server, będący najpopularniejszym serwerem pocztowym na świecie otrzymał poprawkę bezpieczeństwa już 3 marca 2021, po tym jak Orange Tsai z tajwańskiej firmy Devcore zgłosił dwie luki w zabezpieczeniach. Dalsze dochodzenie Microsoftu ujawniło aż pięć krytycznych luk bezpieczeństwa. Wykorzystując część z nich hakerzy mogli odczytywać wiadomości e-mail z serwera Exchange bez uwierzytelniania lub uzyskiwania dostępu do konta e-mail osoby.

Dalsze tworzenie łańcuchów luk umożliwiało atakującym całkowite przejęcie kontroli nad samym serwerem poczty. W momencie przejęcia Exchange Server, hakerzy mogli „otworzyć” sieć organizacji i uzyskać do niej zdalny dostęp. Eksperci Check Pointa zwracają uwagę, że każda organizacja, która nie wdrożyła poprawek lub nie posiada zaawansowanych systemów ochronnych może być poważnie narażona na ataki. W takim wypadku nie tylko należy podjąć działania zapobiegawcze, ale również dokładnie przeskanować swoje sieci w celu wykrycia ewentualnych zagrożeń i wycieków danych.

Czy nowoczesne nauczanie to koniec podręczników?

Nowoczesne nauczanie to termin odnoszący się nie tylko do wykorzystania nowoczesnych narzędzi. To coś więcej niż klasy online, cyfrowa praca domowa i internetowy system oceniania. To nauczanie dostosowane do realiów nowoczesnego świata – łączące w sobie naukę kompetencji i rozwój umiejętności niezbędnych do funkcjonowania na współczesnym rynku pracy oraz w nowoczesnym społeczeństwie. W tym wszystkim nie można jednak zapomnieć o wiedzy, którą uczniowie powinni opanować. Jak takie nauczanie prowadzić skutecznie?

– Po to, żeby skutecznie uczyć, warto opierać się na badaniach naukowych. Jest cały szereg badań, które mówią, jakie metody nauczania budują u uczniów motywację. W jaki sposób sprawdzać wiedzę, żeby była jak najgłębiej zakorzeniona w umyśle ucznia. Żeby odnieść sukces w dzisiejszym świecie, umieć stworzyć innowacyjną gospodarkę i otwarte, innowacyjne społeczeństwo, potrzebujemy nie samych kompetencji, ale również wiedzy – powiedział serwisowi eNewsroom Ignacy Święcicki, kierownik zespołu gospodarki cyfrowej w PIE. – W okresie pandemii można wpaść w taką pułapkę myślenia, że teraz będziemy prowadzić nauczanie tylko przez internet. Będziemy korzystali tylko z nowoczesnych narzędzi, sztucznej inteligencji i różnych aplikacji. Badania pokazują jednak, że skuteczność tych narzędzi nie jest taka duża. Należy więc dobrze zrozumieć, jak one wpływają na proces nauki – zanim będziemy wykorzystywać je do pracy z uczniami. Jeżeli w przyszłości chcemy mieć społeczeństwo, które będzie tworzyło nowe rozwiązania – ludzi, którzy będą sobie radzili na rynku pracy – nie wystarczą im same kompetencje miękkie. Potrzebują także wiedzy – by tworzyć nowe budowle, nowe algorytmy, czy funkcjonować w nowoczesnej gospodarce. Do tego potrzebna jest głęboko osadzona i rzetelna wiedza – analizuje Święcicki.

Kondycja MŚP po roku pandemii. Narasta zniecierpliwienie, choć z kondycją nie jest najgorzej

W rok od ogłoszenia przez WHO stanu pandemii i wprowadzenia przez polski rząd pierwszego lockdownu przedsiębiorcy są już mocno zniecierpliwieni sytuacją. Choć mniejszość firm, bo 15 proc. deklaruje, że znajduje się w złej kondycji finansowej to aż 70 proc. przedsiębiorców  popiera otwierających swoje biznesy wbrew zakazom. Poparcie jest tym wyższe, im więcej osób zatrudnia firma, którą reprezentuje badany. W styczniu tego roku zaległości podmiotów wobec dostawców i banków notowane w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK wzrosły o prawie 168 mln zł do 33,69 mld zł. W największym stopniu, o jedną piątą, podwyższyły się w sektorze kultura, rozrywka i rekreacja. W całej gospodarce przybyło też ponad 1,5 tys. niesolidnych płatniczo firm.

W I kwartale tego roku na 500 mikro, małych i średnich firm niemal połowa (47 proc.) zadeklarowała, że obecna sytuacja finansowa ich biznesów „nie jest ani dobra, ani zła”, 35 proc. mówi, że firma jest w dobrej kondycji, a niecałe 15 proc., że w złej lub bardzo złej. Jednocześnie przedsiębiorcy są umiarkowanymi optymistami co do prognoz na przyszły kwartał. Przeważają oczekujący, że kondycja się poprawi, na co liczy co czwarty ankietowany.Po roku pandemii narasta zniecierpliwienie firm, choć z kondycją nie jest najgorzej

Źródło: badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitorCo do najbliższej nawet przyszłości spora niepewność panuje jednak wśród mikro firm zatrudniających nie więcej niż 9 osób. Nastawienie do jutra różni się też w zależności od branży – wynika z badania Keralla Research dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. – Optymiści przeważają wśród przedsiębiorców budownictwa i handlu, ale już w przemyśle i usługach, pomiędzy oczekującymi poprawy i pogorszenia się widać równowagę. W transporcie dominują natomiast pesymiści – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

kondycja mśp 2 kw 2021
Źródło: badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitor

Wysokie poparcie w biznesie dla łamania lockdownu przez firmy

Mimo nienajgorszej samooceny własnej kondycji finansowej przedsiębiorcy są w stanie zrozumieć tych, którzy nie dają rady utrzymać reżimu pandemicznego i otwierają biznesy mimo zakazu. Działania takie popiera 70 proc. ankietowanych. Przyzwolenie na łamanie prawa wzrasta wraz z liczbą osób zatrudnianych przez firmę, z której pochodzi ankietowany. O ile w firmach mikro, zatrudniających do 9 osób, na przeciwstawianie się ograniczeniom przyzwala dwie trzecie ankietowanych, to wśród średnich firm, z załogą od 50 do 249 osób, już ponad trzy czwarte. Przedsiębiorców, którzy nie popierają takich zachowań jest 15 proc. Tyle samo nie ma zdania w tej sprawie.

Należy zaznaczyć, że wśród udzielających odpowiedzi zdecydowana większość, ponad 78 proc. badanych biznesów nie miała narzuconych ograniczeń prowadzenia działalności gospodarczej. W sytuacji częściowego lub całkowitego zakazu działania znajdowało się 7 proc. z 500 ankietowanych firm. Ponad 14 proc., czyli co siódma choć teoretycznie nie jest objęta obostrzeniami to jednak nie zarabia, bo zamknięte są branże dla których pracuje, częściej jest to problem firm usługowych (22 proc.) i średnich (17 proc.).

otwieranie wbrew zakazom
Źródło: badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitor

Prawie 28 mln zł nowych zaległości kultury, rozrywki i rekreacji

– Z danych pochodzących z prowadzonego przez BIG InfoMonitor rejestru dłużników oraz z bazy BIK wynika, że w styczniu tego roku zaległości przedsiębiorstw wobec dostawców i banków wzrosły o blisko 168 mln zł. W zeszłym roku średnia miesięczna zmiana wynosiła niecałe 110 mln zł. Pierwszy miesiąc 2021 r. nie rokuje więc najlepiej, ale należy pamiętać, że problemy wynikające z pandemii zaczęły się przekładać na zaległości podmiotów gospodarczych w okolicach maja zeszłego roku – mówi Sławomir Grzelczak.

Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK na koniec stycznia zaległości firm sięgnęły 33,69 mld zł. Łączna liczba przedsiębiorstw z problemami w spłacie bieżących zobowiązań wobec dostawców oraz rat kredytowych przekroczyła 322,1 tys. Przez miesiąc przybyło 1558 podmiotów opóźniających o co najmniej 30 dni płatności faktur i rat kredytowych na kwotę min. 500 zł.

Sektorami, którym w styczniu przeterminowane zobowiązania podwyższyły się w największym stopniu są kultura, rozrywka i rekreacja (21 proc.), rolnictwo (5 proc.) oraz przemysł (ponad 1 proc.). W pierwszym przypadku przełożyło się to na niemal 28 mln zł nowych zaległości i wzrost do 161,8 mln zł, jeśli chodzi o rolnictwo przybyło ponad 28 mln zł i aktualnie ma ono 614 mln zł przeterminowanych zobowiązań. W przemyśle do kwoty 5,17 mld zł nieopłaconych na czas rachunków i rat kredytów doszło dodatkowych 60 mln zł.

Badanie zrealizowane przez Instytut Keralla Research, w ramach projektu „Skaner MŚP”, prowadzonego co kwartał wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: styczeń – luty 2021 r.

III Igrzyska Europejskie w 2023 roku to duża szansa na przyciągnięcie inwestycji zagranicznych. Będą pierwszą dużą imprezą sportową w Polsce po pandemii

0

Igrzyska europejskie w Polsce to będzie czas wzmacniania polskiej marki w Europie – uważa Tomasz Poręba, wiceprezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Impreza ma się odbyć w 2023 roku m.in. w Krakowie i będzie to pierwsze tak duże wydarzenie sportowe w naszym kraju po pandemii. Dla wielu Polaków może więc mieć ogromne znaczenie społeczne. PKOl liczy, że poza sukcesami sportowymi igrzyska będą się wiązać ze wzmacnianiem polskiej marki na arenie europejskiej, co powinno stanowić bodziec dla rozwoju krajowej turystyki i inwestycji zagranicznych.

 Jestem przekonany, że igrzyska europejskie to będzie kapitalny czas dla Polski, budowy polskiej marki i jej wzmacniania w Europie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Poręba, wiceprezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego i pełnomocnik PKOl ds. organizacji III Igrzysk Europejskich Kraków-Małopolska 2023. – Jestem pewien, że marka Polski w Unii Europejskiej dzięki tym igrzyskom będzie bardzo mocno widoczna.

III Igrzyska Europejskie Kraków-Małopolska 2023 będą pierwszą w Polsce tak dużą i znaczącą imprezą sportową po pandemii COVID-19. Dlatego mogą stanowić dla polskiej gospodarki dodatkowy bodziec do odbudowy po koronakryzysie, wspomóc krajową turystykę i wzmocnić wizerunek Polski jako kraju atrakcyjnego dla inwestycji zagranicznych.

 Dzięki organizacji igrzysk możemy zyskać nie tylko wizerunek sprawnego, dobrze funkcjonującego państwa, którego sportowcy odnoszą sukcesy, ale też mamy szansę na to, żeby pokazać najpiękniejsze zakątki Polski. Dzięki temu w różnych krajach na świecie będziemy mogli zaprezentować Polskę, naszą kulturę, zabytki, sport, a to wszystko przełoży się na wzrost zainteresowania Polską i na inwestycje zagraniczne – wskazuje wiceprezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

Igrzyska europejskie to sztandarowa, największa multidyscyplinarna impreza sportowa w Europie. Ich pierwsza edycja odbyła się w Baku. Polskę reprezentowało na niej  218 zawodników, którzy zdobyli 20 medali: dwa złote, osiem srebrnych i 10 brązowych. Druga edycja miała miejsce w Mińsku. Polskę reprezentowało tam 151 zawodników, którzy wrócili z 14 medalami: trzema złotymi, jednym srebrnym i 10 brązowymi. Wielu zawodników, którzy wzięli udział w tych wydarzeniach, osiąga znaczące sukcesy na arenach międzynarodowych i będzie reprezentować Polskę na igrzyskach w Tokio.

– To ma bardzo duże znaczenie również dla samej Unii Europejskiej. To będzie dobry moment, żeby pokazać się jako miejsce do fajnego życia, miejsce, gdzie budowane i rozwijane są wartości europejskie – podkreśla Tomasz Poręba.

Organizatorami imprezy są miasto Kraków i region Małopolska, ale ostatnio chęć współorganizacji igrzysk wyraził też Śląsk, który dysponuje rozwiniętą infrastrukturą sportową zwłaszcza dla lekkoatletyki. W tym tygodniu w Centrum Olimpijskim PKOl odbyło się spotkanie dotyczące najważniejszych kwestii związanych z organizacją igrzysk. Uczestniczyli w nim m.in. prezes Stowarzyszenia Europejskich Komitetów Olimpijskich (EOC) Niels Nygaard, prezes PKOl Andrzej Kraśnicki oraz wicepremierzy Jacek Sasin i prof. Piotr Gliński. Na ten moment we wstępnym programie igrzysk jest już 26 dyscyplin sportowych, a ich pełna lista będzie znana po zakończeniu rozmów ze wszystkimi europejskimi federacjami, najprawdopodobniej w kwietniu.

Pełnomocnik PKOl ds. organizacji III Igrzysk Europejskich Kraków-Małopolska 2023 podkreśla, że impreza będzie ważna nie tylko ze względów czysto sportowych czy gospodarczych, lecz także społecznych.

– Zależy nam na tym, żeby te igrzyska były czasem powrotu do normalności, do korzystania z życia poprzez sport, budowania swoich marzeń, realizacji planów w kontekście różnego rodzaju przedsięwzięć sportowych zarówno dla Polaków, jak również dla całej olimpijskiej rodziny sportowej na świecie i w Europie – mówi Tomasz Poręba.

Rozwój pandemii pociągnął za sobą lawinę fake newsów. Na sile przybiera też walka mediów z nieprawdziwymi informacjami

0

Pandemia koronawirusa stworzyła podatny grunt do rozprzestrzeniania się fałszywych informacji, ale jednocześnie przybrała na sile medialna dyskusja o nich. Według danych Instytutu Monitorowania Mediów liczba publikacji w mediach na temat fake newsów w całym 2020 roku wzrosła aż o 177 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. – Szczyt liczby materiałów nawiązujących do tematu dezinformacji przypada na marzec 2020 roku, kiedy odnotowano w Polsce pierwszy przypadek zakażenia koronawirusem – mówi Sylwia Dobkowska z IMM. Najczęściej postprawdę demaskowano na Twitterze, czyli w serwisie najchętniej wykorzystywanym przez polityków, dyplomatów i dziennikarzy. Kampanię informacyjną dotyczącą fake newsów na temat szczepionek na koronawirusa uruchomił właśnie Facebook.

Jak wynika z raportu „Problem fake news w Polsce” przygotowanego przez Stowarzyszenie Demagog we współpracy z Funduszem Inicjatyw Obywatelskich, w okresie pandemii ludzie są bardziej podatni na fałszywe informacje z uwagi na towarzyszący im strach. Aż 66 proc. badanych nastolatków (osoby w wieku 15–19 lat) zgodziło się ze stwierdzeniem, że edukacja społeczeństwa może się przyczynić do zmniejszenia liczby fałszywych informacji.

Przeanalizowane treści wskazują, że w wielu mediach toczyła się dyskusja między innymi o podważaniu prawdziwości zgonów z powodu COVID-19. Inne fake newsy związane z pandemią koronawirusa to m.in.: informacja o rzekomej szkodliwości ibuprofenu dla osób zakażonych, o wstrzymywaniu oddechu na 10 sekund jako metodzie na wykrycie zakażenia koronawirusem czy wzmacnianiu ochrony poprzez częste picie wody mineralnej.

– Firmy i media zaczynają coraz intensywniej przeciwdziałać fake newsom. Niektóre serwisy dostrzegły już ten problem i wdrożyły swoje systemy zapobiegania ich rozprzestrzenianiu – mówi w rozmowie z agencją Newseria Biznes Sylwia Dobkowska, kierownik działu PR i Marketingu w Instytucie Monitorowania Mediów.

Facebook, we współpracy z WHO i europejskimi partnerami fact-checkingowymi, uruchomił właśnie kampanię informacyjną „Razem przeciwko dezinformacji na temat szczepionki Covid-19”. Chce w ten sposób wesprzeć internautów w weryfikacji informacji dostępnych w internecie. W ramach akcji na Facebooku i Instagramie będą się pojawiać grafiki, także w języku polskim, zawierające praktyczne wskazówki pomocne w rozpoznawaniu fałszywych treści.

– Rozpoznawanie fałszywych informacji jest zdecydowanie łatwiejsze, o ile korzysta się z profesjonalnego monitoringu wszystkich rodzajów mediów, dlatego jako IMM również pracujemy nad takim rozwiązaniem, które pozwoli nam i naszym klientom skutecznie zmierzyć się z tym problemem – zapowiada ekspertka.

Pierwsze dni po tym, jak koronawirus dotarł do Polski, media społecznościowe i portale internetowe zalała fala publikacji na temat fake newsów. Tylko w marcu 2020 roku monitoring IMM wychwycił ich prawie 120 tys., czyli aż 6,5 razy częściej w stosunku do marca 2019 roku. Po 20 marca nastąpiła stagnacja – liczba wzmianek z takimi wyrażeniami jak „fake news”, „fałszywa prawda”, „postprawda”, „dezinformacja” czy „deepfake” utrzymuje się mniej więcej na podobnym poziomie. Nadal jednak średnia miesięczna liczba takich publikacji jest wyższa w porównaniu z 2019 rokiem aż o 28 tys.

IMM podkreśla, że w ubiegłym roku dyskusje o fake newsach uzyskały ponad 2,5 mld potencjalnych kontaktów z przekazem, co oznacza, że w porównaniu z 2019 rokiem wartość dotarcia wzrosła o 35 proc. W ostatnich dwóch latach najwięcej o dezinformacji pisano na Twitterze (76 proc.) oraz na Facebooku (21 proc.). Tak znaczną przewagę Twittera można tłumaczyć profilem użytkowników, dla których problem fake newsów jest szczególnie bulwersujący.

– Badania potwierdzają, że Twitter to medium najchętniej wykorzystywane przez polityków, dyplomatów i dziennikarzy. Nasze dane z kolei wskazują, że tam też najczęściej demaskowano nieprawdziwe informacje – dodaje Sylwia Dobkowska.

Informacje o szerzących się na dużą skalę fake newsach w latach 2019–2020 najczęściej pojawiały się w social mediach (60 proc.), w portalach internetowych (38 proc) i w prasie (2 proc.). W 2020 roku w mediach społecznościowych o dezinformacji mówiono 2,4 razy częściej niż rok wcześniej, w portalach internetowych natomiast aż 3,7 razy. Jedynie w prasie zanotowano w tym okresie tylko 1,2 razy więcej materiałów na ten temat w stosunku do 2019 roku.

– Znikomy udział prasy wynika ze specyfiki tego medium. W internecie łatwiej jest coś opublikować i może to zrobić każdy. W prasie natomiast ukazują się materiały przygotowywane przez profesjonalistów. W naszej analizie nie uwzględnialiśmy jakości publikowanych treści, a jedynie ich skalę na przestrzeni czasu. Udział prasy jest niewielki, ale wzrost liczby materiałów prasowych wyniósł 27 proc. w stosunku rocznym, a to stosunkowo wysoki skok – uzupełnia kierownik działu PR i Marketingu IMM.

Czwarta szczepionka zatwierdzona do użycia w UE. Firmy farmaceutyczne nie nadążają jednak z produkcją

– W procesie szczepień przeciwko COVID-19 problemem pozostaje wydajność fabryk. Firmy farmaceutyczne były zbyt zachłanne na zaszczyty, żeby realnie oceniać swoje możliwości. Cudów na liniach produkcyjnych nie ma – mówi dr n. farm. Leszek Borkowski, farmakolog kliniczny ze Szpitala Wolskiego w Warszawie. Ekspert podkreśla, że zatwierdzona właśnie przez Europejską Agencję Leków szczepionka Johnson & Johnson ma wiele zalet, bo jest jednodawkowa i nie wymaga przechowywania w skrajnie niskich temperaturach. To może przyspieszyć proces szczepień, jednak wciąż nie wiadomo, ile dawek i w jakim terminie dostarczy producent.

– Każda nowa szczepionka, która jest dopuszczona do obrotu, jest kolejną nadzieją. Borykamy się z problemem ograniczonego dostępu do szczepionek, które są już zarejestrowane w Unii Europejskiej, więc im więcej ich będzie na rynku, tym lepiej – komentuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr n. farm. Leszek Borkowski.

Koncern Johnson & Johnson w lutym wystąpił do Europejskiej Agencji Leków (EMA) z wnioskiem o pozwolenie na warunkowe dopuszczenie do obrotu w Unii Europejskiej szczepionki Janssen przeciwko COVID-19. Pozytywna decyzja zapadła w czwartek 11 marca.

Szczepionka Janssen jest szczepionką wektorową, w której został zastosowany adenowirus Ad26. Jest to ten sam adenowirus, który wykorzystano w szczepionce rosyjskiej Sputnik. Z tą różnicą, że Sputnik ma dwa adenowirusy: jeden podawany jest w pierwszej dawce, a drugi w drugiej. Prawdopodobnie uznano, że efektywność terapeutyczna będzie wyższa – dodaje farmakolog.

Jak podkreśla, dużym plusem nowej szczepionki jest fakt, że jest jednodawkowa i nie ma restrykcyjnych wymogów dotyczących jej przechowywania, co powinno znacznie ułatwić proces dostaw i dystrybucji.

– Pozostaje natomiast pytanie, czy firma Janssen dotrzyma swojego zobowiązania i będzie dostarczać takie ilości szczepionek, jakie zadeklarowała – podkreśla dr n. farm. Leszek Borkowski.

Johnson & Johnson chce wyprodukować w tym roku miliard dawek. Produkcja ma się odbywać w USA, Europie, RPA i Indiach. Stany Zjednoczone zapewniły sobie 100 mln dawek za 1 mld dol., z opcją rozszerzenia umowy do 200 mln. Unia Europejska ma otrzymać do 400 mln dawek. Koncern zobowiązał się dostarczyć do krajów Unii połowę zamówionych dawek szczepionki do końca roku, a z tego 55 mln do końca drugiego kwartału. Stella Kyriakides, komisarz ds. zdrowia i bezpieczeństwa żywności, podkreśliła wczoraj, że zatwierdzenie czwartej szczepionki oznacza dostęp do nawet 1,8 mld dawek. Komisja Europejska chce, by do końca lata zaszczepionych zostało 70 proc. dorosłej populacji. Według wcześniejszych zapowiedzi Agencji Rezerw Materiałowych do Polski pierwsze dawki mogłyby dotrzeć w połowie kwietnia. Johnson & Johnson poinformował jednak niedawno UE, że może mieć kłopoty z wywiązaniem się z dostaw.

Problemem wszystkich firm jest wydajność fabryk. Transport i logistyka nie stanowią problemu, mimo że na początku wydawało się, że będą głównymi wyzwaniami blokującymi dostęp do szczepionki. Być może firmy farmaceutyczne były zbyt zachłanne i nie mówię tylko o zachłanności finansowej, ale również na zaszczyty i uznanie w oczach innych, i nie oceniły realnie swoich możliwości. Jeden z członków zarządu znakomitej firmy farmaceutycznej stwierdził właśnie, że byli zbyt zachłanni i liczyli na cud na liniach produkcyjnych. Cudów jednak nie ma – stwierdza farmakolog ze Szpitala Wolskiego.

Od postępu w szczepieniach zależy sukces w walce z pandemią. Aby uzyskać odporność stadną, trzeba zaszczepić 80 proc. społeczeństwa. Polska dysponuje szczepionkami, które dają duży procent efektywności terapeutycznej, ale ich brakuje.

– Dylemat, który ma minister zdrowia, polega na tym, że można zwiększyć odstęp czasu między dawkami albo zrezygnować z drugiej dawki, aby zaszczepić więcej osób w krótszym czasie. Myślę, że to jest jakaś koncepcja. Powstaje pytanie, czy lepiej zaszczepić szczepionką, która daje 90 proc. odporności, jedną trzecią populacji, czy też zaszczepić połowę ludności jedną dawką w taki sposób, że odporność osiągnie poziom 60 proc. Uważam, że chyba lepiej zaszczepić większą część populacji przy mniejszej efektywności terapeutycznej, czyli albo zmniejszyć dawki w stosunku do tych już stosowanych, albo wprowadzić jedną dawkę – tłumaczy dr n. farm. Leszek Borkowski.

Pocieszający jest fakt, że zdaniem ekspertów szczepionki można bez większych problemów przezbroić na nowe mutacje koronawirusa.

– Takie przezbrojenie jest możliwe zarówno w szczepionkach opartych na platformie mRNA, jak również w szczepionkach wektorowych, wszystko jednak wymaga czasu – zastrzega farmakolog.

Do 10 marca w Polsce wykonano 4 086 863 szczepień na COVID-19, w tym 2 641 693 pierwszą i 1 445 170 szczepień drugą dawką. Minister zdrowia ocenia, że istnieje szansa na uzyskanie odporności stadnej przez Polaków jeszcze w tym roku.

Trwają prace nad nowymi planami zarządzania ryzykiem powodziowym dla Polski. Jednym z priorytetów jest budowa zbiorników retencyjnych w Dolinie Górnej Wisły

Powodzie stanowią 40–50 proc. wszystkich katastrof naturalnych. Tylko w latach 2000–2014 w Europie zginęło przez nie ponad 2 tys. osób, a prawie 9 mln było narażonych na ich skutki. Plany zarządzania ryzykiem powodziowym, które są właśnie po raz pierwszy aktualizowane, mają zapobiegać tym negatywnym konsekwencjom. Jeszcze do czerwca potrwają regionalne konsultacje społeczne tych planów, które pozwolą wskazać najpilniejsze inwestycje przeciwpowodziowe, m.in. budowę zbiorników retencyjnych i wałów przeciwpowodziowych.

Dane przytaczane w raporcie HEAL i Koalicji Klimatycznej „Wpływ zmiany klimatu na zdrowie” wskazują, że w latach 1997–2012 powódź w Polsce wystąpiła dziewięć razy, oddziałując na blisko 370 tys. ludzi i powodując śmierć 113 osób. Najbardziej dotkliwa była powódź z 1997 roku, podczas której zginęło 55 osób, a straty sięgnęły prawie 13 mln zł. W wyniku powodzi z 2010 roku zginęło 20 osób, a straty oszacowano na ponad 10 mln zł. Duże i dotkliwe powodzie zdarzają się coraz częściej, a powodem są m.in. wybetonowane miasta czy zagospodarowanie terenów zagrożonych zalewaniem na cele mieszkaniowe i przemysłowe. Ryzyko zwiększają także gwałtowne opady deszczu po okresie długotrwałej suszy, ponieważ mocno wysuszona ziemia nie przyjmuje wody i większość z opadów szybko spływa do rzek.

Przegląd i aktualizacja planów zarządzania ryzykiem powodziowym są podyktowane obowiązkiem ustawowym. Polska jako kraj unijny jest zobligowana do cyklicznej aktualizacji dokumentów, które wynikają bezpośrednio z tzw. dyrektywy powodziowej. Tymi dokumentami są: wstępna ocena ryzyka powodziowego, mapy zagrożenia powodziowego i mapy ryzyka powodziowego oraz plany zarządzania ryzykiem powodziowym. Taka cykliczna aktualizacja dokumentów pozwala na bieżąco monitorować postępy w realizacji zaplanowanych działań oraz planować nowe inwestycje – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Renata Supryk, kierownik Zespołu Wodnego firmy Arcadis, która jest liderem konsorcjum wykonawcy wybranego do opracowania aktualizacji planów.

Jak dodaje, nie wszystkie działania, które zostały ujęte w pierwszym cyklu planowania, czyli w latach 2016–2022, udało się zrealizować i one muszą być kontynuowane w następnych latach. Aktualizacja jest konieczna ze względu na wciąż powstające nowe inwestycje i modernizację już istniejących. Przykładem niedawno uruchomionego projektu jest zbiornik na Odrze w Raciborzu, który może zredukować falę powodziową o rozmiarach tej z 1997 roku i ochronić przed powodzią mieszkańców części Dolnego Śląska.

Plany zarządzania ryzykiem powodziowym to lista inwestycji przeciwpowodziowych stworzona dla całej Polski. Ich zadaniem jest osiągnięcie trzech głównych celów zarządzania ryzykiem powodziowym – zahamowanie wzrostu ryzyka powodziowego, obniżenie aktualnego ryzyka oraz poprawa systemu zarządzania ryzykiem powodziowym. Podczas analiz oceniamy także skuteczność dotychczasowych działań, czyli budowy wałów, zbiorników i polderów, wykorzystując do tego modelowanie hydrauliczne – tłumaczy Renata Supryk.

W grudniu 2020 roku Ministerstwo Infrastruktury i Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie rozpoczęły proces konsultacji społecznych, poprzedzających sporządzenie planów. Odbywają się one w trybie spotkań online w 28 miastach w całym kraju i potrwają do 22 czerwca br. W efekcie powstaną plany zarządzania ryzykiem powodziowym dla dorzeczy Odry, Wisły, Pregoły, Dunaju, Niemna i Łaby, zawierające warianty działań ograniczających ryzyko powodziowe.

Katalog przedsięwzięć ujętych w planach zawiera zarówno działania techniczne, takie jak budowa wałów, polderów czy zbiorników retencyjnych, jak i nietechniczne, np. wdrożenie lokalnego systemu prognozowania i ostrzegania przed powodzią, analizę możliwości zwiększenia retencji na terenach rolniczych, leśnych i zurbanizowanych, a także prace utrzymaniowe w korytach i w międzywale rzek.

Nie ma szans na to, aby wszystkie ujęte w planach działania zostały zrealizowane w ciągu najbliższych sześciu lat, dlatego nadaje się im priorytet realizacji. Założenie jest takie, żeby działania, które mają najwyższy priorytet, zostały wykonane bądź przynajmniej rozpoczęte w ciągu najbliższych sześciu lat – uściśla ekspertka Arcadis.

Działania z najwyższym priorytetem realizacji to przede wszystkim budowa zbiorników retencyjnych oraz budowa i modernizacja wałów przeciwpowodziowych, głównie w Dolinie Górnej Wisły, gdzie zagrożenie powodziowe jest największe. W regionie Górnej-Zachodniej Wisły od 2016 roku zrealizowano w sumie ponad tysiąc różnorodnych działań, a kilkadziesiąt z nich będzie kontynuowanych w latach 2022–2027. Zaplanowano także blisko 380 działań, a prawie połowa z nich dotyczy bezpośrednio Krakowa i najbliższych okolic.

Polscy naukowcy tworzą Genomiczną Mapę Polski z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Pozwoli sprawdzić m.in. podatność konkretnych regionów na ciężki przebieg COVID-19

Naukowcy z Politechniki Poznańskiej tworzą inteligentną bazę danych dotyczących genomów reprezentatywnych dla Polski. Umożliwi ona m.in. zbadanie podatności regionalnej na przebieg choroby COVID-19. Jej opracowanie będzie też stanowiło punkt wyjścia do stworzenia całogenowych testów w kierunku ryzyka wystąpienia chorób takich jak nowotwory. Pomóc ma w tym także sztuczna inteligencja. Genomiczna Mapa Polski będzie jedną z zaledwie kilku tego typu baz, jakie powstały na całym świecie.

– Projekt Genomicznej Mapy Polski jest przełomowym wydarzeniem naukowym w dziedzinie genomiki, bioinformatyki, a nawet zdrowia społecznego, bo pozwala scharakteryzować od strony genetyki populację Polski. Jest to inteligentna baza danych genomów reprezentatywnych dla populacji polskiego społeczeństwa – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje prof. dr hab. inż. Jacek Błażewicz, członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk, dyrektor Instytutu Informatyki Politechniki Poznańskiej.

Podstawą stworzenia bazy mają być próbki krwi pobrane od 5 tys. osób i poddane badaniu całogenomowemu. Na tej podstawie powstanie referencyjny genom stanowiący wzorzec wykorzystywany np. w badaniach naukowych. Co ważne, próba ma być zróżnicowana. 3 tys. próbek będzie pochodziło od osób wybranych zupełnie losowo. Kolejnych 1,1 tys. ma stanowić mniejszości narodowe, a reszta zostanie pobrana od osób charakteryzujących się wybranymi cechami zewnętrznymi, np. cierpiących na określone choroby.

– Inteligentna baza danych będzie pokazywała zmienność genetyczną na obszarze Polski. To jedna z ważniejszych populacyjnych cech, którą interesują się biolodzy, ale także medycy. Pozwala ona np. przewidywać przebieg jakiejś choroby czy pandemii. Mamy nadzieję, że wyodrębnienie specyficznego charakteru genomów w Polsce pozwoli nam odpowiedzieć na pytanie, czy my rzeczywiście jesteśmy bardziej, czy też mniej uodpornieni na atak wirusa COVID-19 – wyjaśnia prof. Jacek Błażewicz.

Wzorzec genomu środkowoeuropejskiego będzie jednym z niewielu, jakie udało się do tej pory opracować. Pionierami w tej dziedzinie byli Brytyjczycy, jednak ich mapa została stworzona na podstawie grupy tylko 2 tys. osób. Ze względu na fakt, że populacja Wielkiej Brytanii jest prawie dwukrotnie większa niż Polski, próba ta jest dużo skromniejsza.

Poznańska uczelnia na prowadzenie badań nad swoim rozwiązaniem uzyskała dwa granty z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Jeden z nich umożliwi przeprowadzanie z wykorzystaniem sztucznej inteligencji pogłębionej analizy całego genomu w kierunku wykrywania raka i chorób kardiologicznych. Stanowić to może punkt wyjścia do dalszych prac nad medycyną spersonalizowaną. Dotychczas wykonywane badania genetyczne umożliwiały wskazanie predyspozycji chorobowych opartych na analizie nieprawidłowości tylko w pojedynczych genach.

– Wyizolowane próbki trafiają do sekwenatora. To urządzenie, które na podstawie analizy DNA wyrzuca miliardy krótkich sekwencji. Algorytmy bioinformatyczne pozwalają złożyć genom. Przygotowanie genomu dla każdego człowieka byłoby jednak utrudnione. Do tego właśnie jest potrzebny genom referencyjny. Występujące różnice świadczą o tym, czy jesteśmy zdrowi, czy mamy podatność na daną chorobę – tłumaczy naukowiec.

Z raportu opublikowanego przez Precedence Research wynika, że światowy rynek genomiki osiągnął w 2020 roku wartość ponad 20 mld dol. Do 2030 roku jego obroty przekroczą 72 mld dol.

Polskie miasta inwestują w nowe technologie i innowacyjne rozwiązania smart city. O zmianach w dużej mierze decydują sami mieszkańcy

Polskie miasta stają się coraz bardziej inteligentne. Choć do takich metropolii jak Singapur, Nowy Jork czy Londyn pod względem wprowadzanych innowacji sporo nam brakuje, Polska szybko nadrabia zaległości. Kraków inwestuje np. w rozwiązania dotyczące zrównoważonej mobilności czy te dotyczące gospodarki o obiegu zamkniętym. To także inwestycje w proekologiczne rozwiązania i wykorzystanie potencjału start-upów.

– Polska generalnie jako kraj nie występuje w górnych rejestrach wszystkich rankingów dotyczących innowacyjności. Natomiast faktycznie, jeżeli chodzi o Kraków czy inne duże polskie miasta, trudno odmówić im starań w tym kierunku. Inwestujemy w rozwiązania dotyczące zrównoważonej mobilności czy gospodarki w obiegu zamkniętym. To elementy, które faktycznie budują przestrzeń przyjazną mieszkańcom – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Katarzyna Wysocka, dyrektor Wydziału ds. Przedsiębiorczości i Innowacji w Urzędzie Miasta Krakowa.

Polskie miasta przechodzą technologiczną i ekologiczną metamorfozę. Inwestują w innowacyjne rozwiązania, angażując w te procesy także mieszkańców. Wzorują się przy tym na najlepszych rozwiązaniach stosowanych na świecie. Singapur, jedno z najbardziej nowoczesnych miast, zastosował inteligentne, połączone rozwiązania ruchu drogowego, jak stopniowanie sygnalizacji świetlnej. Do tego prowadzi też politykę ograniczającą posiadanie samochodów. Miasto opracowało również oprogramowanie Wirtualny Singapur, dynamiczny model trójwymiarowy, który umożliwia urbanistom przeprowadzanie wirtualnych testów.

W Chinach projekt City Brain zarządza sygnalizacją świetlną na 128 skrzyżowaniach, śledzi karetki i oczyszcza ich drogi do szpitali bez ryzyka kolizji. Wykrywa wypadki w ciągu sekund i umożliwia policji dotarcie na miejsce w ciągu 5 minut. Wykorzystuje również czujniki i sztuczną inteligencję do monitorowania tłumów i analizowania ruchu ludzi.

Londyn, Paryż czy Amsterdam inwestują w miejskie połączenia autobusowe i pociągi, stawiając na ekologiczny transport, a także w infrastrukturę energetyczną i wodno-kanalizacyjną. Podobną drogę obrał też Kraków.

– Całe nasze miasto, jak wskazuje Strategia Rozwoju Krakowa 2030 „Tu chcę żyć”, pokazuje, że liczymy na bardzo szerokie innowacje, ale też nie pod kątem wyłącznie technicznym. Rozwijamy się przede wszystkim pod kątem mieszkańca. Wykorzystujemy więc takie narzędzia, które pozwolą mieszkańcom lepiej funkcjonować w Krakowie i rozwijać się. To jest główny punkt wszystkich naszych zamierzeń – przekonuje Katarzyna Wysocka.

Kraków zakłada wykorzystanie w pełni potencjału, jaki drzemie w mieszkańcach. Stawia też na zarządzanie komunikacją publiczną i ekologiczne rozwiązania. Efekty już widać. Od 2019 roku w mieście obowiązuje zakaz palenia węglem i drewnem, dzięki czemu znacząco zmniejszyła się emisja CO2. Kraków ponownie ubiega się o tytuł Zielonej Stolicy Europy. W poprzedniej edycji zajął piąte miejsce.

Miasto planuje wzmocnić współpracę pomiędzy środowiskami nauki, biznesu i samorządu, włączając przedstawicieli biznesu i nauki w strategiczne zarządzanie miastem. Chce pomóc przedsiębiorcom i młodym firmom.

– Mamy start-upy, które oferują różnego rodzaju rozwiązania, z których chcemy korzystać we współpracy z Krakowskim Ośrodkiem Naukowo-Akademickim. Liczymy, że dzięki innowacyjności tych młodych ludzi będziemy w stanie zaproponować takie rozwiązania naszym mieszkańcom, które będą im odpowiadały, ale które też będą uwzględniały kwestię wykluczenia cyfrowego pewnych grup mieszkańców – mówi przedstawicielka UM w Krakowie.

Kraków rozwija przyjazny, ekologiczny i efektywny system transportowy, z uprzywilejowaniem transportu zbiorowego. Zgodnie ze swoją strategią chce też ograniczyć emisję pól elektromagnetycznych (PEM) do środowiska poprzez preferowanie niekonfliktowych lokalizacji ich źródeł emisji. Zakłada też obniżenie emisji hałasu poprzez wprowadzanie wyciszonych torowisk tramwajowych, zakup nowoczesnego taboru tramwajowego i autobusowego. To właśnie w Krakowie stanie pierwszy w Polsce uliczny decybelomierz, który będzie mierzył poziom hałasu co sekundę.

– Każdemu włodarzowi miasta zależy na tym, żeby jego mieszkańcom dobrze się żyło, żeby przestrzeń, którą dostają do dyspozycji, odpowiadała ich potrzebom, żeby wspomagała ich rozwój. Oczywiście inwestycje, rozwiązania informatyczne to są ważne kwestie, ale to są tylko narzędzia. Tutaj w środku tych wszystkich procesów związanych z innowacjami powinien być mieszkaniec – podkreśla Katarzyna Wysocka.

W lutym 2021 r. Giełdowy Indeks Produkcji wzrósł o 3,20%

Nowy Ład ma wejść w życie, a polskie spółki produkcyjne nie otrząsnęły się jeszcze w pełni z Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju (tzw. Planu Morawieckego) – ich wartość rynkowa to obecnie niecałe 90% wartości ze stycznia 2016 r. Jednak Luty 2021 r. był udanym miesiącem dla polskich spółek produkcyjnych notowanych na GPW. Giełdowy Indeks Produkcji wzrósł o 3,20% do poziomu 898,31 punktów i powrócił tym samym na ścieżkę wzrostu po słabszym styczniu. Mimo wielu miesięcy wzrostowych GIP60 ciągle znajduje się znacznie poniżej poziomu ustalonego na początku 2016 roku, w momencie uruchomienia planu dla polskiego przemysłu.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc luty. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

„Od początku roku wartość Giełdowego Indeksu Produkcji wzrosła o 1,81%, z początkowych 882,34 pkt. do 898,31 pkt. osiągniętych na koniec lutego. Po słabszym styczniu (-1,35% m/m), ceny akcji polskich producentów ożywiły się i w samym lutym GIP60 wzrósł o 3,20% wracając nad kreskę w bieżącym roku.  W tym czasie kurs GIP60 dwa razy zbliżył się do wartości obserwowanych na GIP60 ostatnio w maju 2019 roku. Pierwszy raz 7 stycznia po mocnej sesji GIP60 osiągnął wartość 926,4 pkt, a 16 lutego poprawił się wynikiem 927,56 pkt. W obu przypadkach kolejne sesje następujące po rekordowych przyniosły powrót kursu poniżej granicy 900 pkt.

Zmienne nastroje na GPW

Aktywność GIP60 można powiązać z ogólnymi warunkami panującymi w tym czasie na GPW. Na wykresach głównych indeksów WIG można również zauważyć dwie fale ze szczytami wypadającymi mniej więcej w połowie stycznia i lutego. W pierwszej fali rósł praktycznie cały rynek, co widać zarówno na wykresie indeksu WIG, który przekroczył barierę 60000 pkt, WIG20, który wzrósł powyżej poziomu 2080 pkt, ale także na wykresach MWIG40 i SWIG80 zbliżających się w tym czasie odpowiednio do 430 i 17200 pkt.

Po mocnym początku roku optymizm na rynku osłabł, co szczególnie widoczne było na akcjach największych spółek z rynku – wartość WIG20 do końca lutego stoczyła się w okolice poziomu 1900 pkt, notując po drodze krótkotrwałe wybicie w górę w połowie lutego, pozwalające na chwilę wrócić powyżej poziomu 2000 pkt. O wiele lepiej spadek nastroju inwestorów z drugiej połowy stycznia zniosły małe i średnie spółki, dla których korekta była płytsza,a powrót na ścieżkę wzrostu stosunkowo szybki. Pozwoliło to mniejszym spółkom z GPW wykorzystać drugą falę wzrostów do poprawienia tegorocznych maksimów – w połowie lutego indeks MWIG40 znajdował się już powyżej 4400 pkt, a SWIG80 powyżej 18000 pkt.

Polscy producenci mimo wszystko rosną w siłę

W takich warunkach dwie na trzy spółki z GIP60 wypracowały w lutym dodatnią stopę zwrotu, w co drugim przypadku zwrot ten przekroczył 5%, a w co czwartym był nawet dwucyfrowy. Największymi beneficjentami byli producenci z branży motoryzacyjnej, wśród których wartość rynkowa wzrosła średnio o ponad jedną czwartą, oraz producenci z branży spożywczej, którzy zyskali średnio 21,7%. Ale wzrosty dotknęły niemalże wszystkich branż: farmaceutycznej (średnio 10,1% m/m), elektromaszynowej (7,4%), projektantów i dystrybutorów odzieży (5,3%), metalurgicznej (4,1%), chemicznej (3,3%), producentów z przemysłu lekkiego (3,2%), materiałów budowlanych (3,0%), jak i tych z branży meblarskiej (2,8%). Ujemną średnią miesięczną stopę zwrotu zaobserwowano w minionym miesiącu jedynie w branży produkcji tworzyw sztucznych.

Najwyższa miesięczna stopa zwrotu i pierwsze miejsce w klasyfikacji GIP60 w lutym przypadły firmie URSUS S.A., której kurs wzrósł z 69 gr do 1,118 zł (+62,03%). Ubiegły miesiąc dla kursu akcji tej spółki był bardzo burzliwy, a jego zmienność została wzmocniona przez dwie informacje o potencjalnych partnerstwach biznesowych. Pierwsza pojawiła się już na początku miesiąca i dotyczyła podpisania Memorandum of Understanding z chińskim Donfeng Motor Industry, co wywołało wzrost kursu akcji w krótkim okresie o około 50%. Niestety kilka dni później Donfeng Motor Industry wypowiedziało memorandum za przekazanie przez Ursus informacji o nawiązanej współpracy, do czego zobowiązują ich giełdowe obowiązki informacyjne. Zarząd Ursusa na początku utrzymywał, że będzie dążył do wyjaśnienia sprawy i wznowienia współpracy, ale w połowie miesiąca poinformował o zamianie partnera na koreański BLF Corporation, co po raz drugi w miesiącu zwiększyło popyt na akcje spółki, windując jej kurs z poziomu 80 gr do prawie 1,50 zł.

Wzrost kursu akcji z 1,19 zł do 1,73 zł (+45,38%) pozwolił spółce Energoinstal S.A. uplasować się na drugim miejscu lutowej klasyfikacji GIP60. Co ciekawe spółka nie publikowała w tym czasie istotnych informacji, a mimo to wzbudziła spore zainteresowanie inwestorów szczególnie na początku miesiąca kiedy kurs akcji wzrósł z okolic 1,20 zł do 1,80 zł przy wysokim wolumenie.

Na trzecim stopniu podium GIP60 znalazła się spółka Mabion S.A. za wzrost ceny akcji o 32,87%, z 21,75 zł do 28,90 zł. Pod koniec stycznia zarząd spółki informował, że w ramach nowej, długoterminowej strategii finansowania działalności, planuje pozyskać inwestora strategicznego i przeprowadzić dwie emisje akcji. W połowie lutego poinformowano, że środki z emisji serii V przeznaczone zostaną m.in. na badanie kliniczne pomostowe leku MabionCD20 oraz kontynuację badań pozwalających na rejestrację leku w skali komercyjnej. Czyli także na „rozwój projektów stanowiących odpowiedź na pandemię COVID-19, w tym między innymi projekty w obszarze rozwoju szczepionek”. Na początku marca do publicznej wiadomości trafiła wiadomość o nawiązaniu współpracy z Novavax w zakresie produkcji szczepionek oraz z Państwowym Funduszem Rozwoju zakresie finansowania rozbudowy mocy produkcyjnych spółki. Wszystkie powyższe informacje –  szczególnie ta związana z produkcją szczepionki – odpowiednio pobudzały popyt na akcje spółki, dzięki czemu wartość rynkowa spółki w tym roku się już potroiła.

Otoczenie gospodarcze ciągle korzystne…

Jak podaje GUS,  w styczniu wartość produkcji sprzedanej przemysłu była o 0,9% wyższa w porównaniu ze styczniem 2020 roku, ale jednocześnie o 5,1% niższa niż w grudniu. Jednak po odsezonowaniu tych danych otrzymujemy zgoła odmienny obraz sytuacji, dynamika produkcji przemysłowej w styczniu wyniosła 5,7% r/r i 1,7% m/m. Mimo wszystko można więc przyjąć, że otoczenie ciągle sprzyja polskim spółkom produkcyjnym, choć zauważalne jest nieznaczne spowolnienie dynamiki ich wzrostu.

Wśród działów przemysłu, dla których wzrost produkcji w na początku roku był największy znalazły się m.in. produkcja urządzeń elektrycznych (31,3% r/r), gospodarka odpadami i odzysk surowców (12,5%), produkcja komputerów, wyrobów elektronicznych i optycznych (8,6%) i produkcja wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych (5,9%). Ogółem wzrost zaobserwowano w 15 działach, a spadek w 19, w tym m.in. w produkcji koksu i produktów rafinacji ropy naftowej (-20,4% r/r), napojów (-11,3%) i produkcji wyrobów farmaceutycznych (-6,1%).

…a perspektywy obiecujące

Dobrą koniunkturę w przemyśle potwierdzają badania ankietowe nastrojów wśród pracowników i kadry zarządzającej z tej branży. Wysokie odczyty wskaźników nastrojów w naszym kraju, oraz u największych partnerów zagranicznych potwierdzają, że przemysł okazał się stosunkowo odporny na zawirowania związane z globalną pandemią COVID-19 i można spodziewać się szybszego niż w innych sektorach powrotu do normalności gospodarczej, w czym niewątpliwie pomagają mniej dokuczliwe niż w innych branżach ograniczenia działalności gospodarczej. W najbliższych tygodniach pojawią się wyniki roczne większości spółek z GIP60, które powinny potwierdzić pozytywne informacje płynące z branży, oraz dodatkowo wzmocnić popyt na akcje polskich producentów. Warto pamiętać, że GIP60 znajduje się ciągle poniżej wartości 1000 punktów ustalonej na początku 2016 roku, co może wskazywać na ciągłe niedowartościowanie tej grupy spółek na GPW.”

Kolejna dziurawa Tarcza Antykryzysowa, będzie konieczna zmiana przepisów

Od 28 lutego obowiązuje kolejna już rządowa Tarcza Antykryzysowa. Wprowadza ona możliwość aż trzykrotnego skorzystania z mikropożyczki dla niektórych firm o określonym wiodącym PKD oraz wydłuża termin składania wniosków do 31 maja 2021 roku.

Rząd wprowadził świadczenie postojowe dla firm założonych do 30 listopada 2020 roku. Jednak dodatkowym warunkiem dla nich jest skorzystanie wcześniej przynajmniej raz z podstawowego świadczenia, a więc wiosennego, wprowadzonego na mocy Tarczy 1.0 i kolejnych. W efekcie ze świadczenia postojowego nie mogą skorzystać firmy założone 1 kwietnia 2020 roku i później. Moim zdaniem jest to absurdalne rozwiązanie i należy jak najszybciej wprowadzić przepisy, które zniosą ten warunek.

Pozostałe regulacje wprowadzone na mocy nowej Tarczy to kontynuacja znanych już form wsparcia, takich jak dotacja, dofinansowanie do pensji pracowników czy zwolnienie ze składek ZUS.

W przypadku dotacji poszerzono zakres klasyfikacji PKD, które mogą ubiegać się o wsparcie. Niektóre z nich są uprawnione do otrzymania jej dwukrotnie, niektóre – trzykrotnie. Wnioskować o nią można do 31 maja. Do limitu zaliczane są wyłącznie dotacje przyznane na mocy rozporządzeń z 22 stycznia i 26 lutego 2021 roku. Dodatkowym warunkiem jest uzyskanie, w miesiącu poprzedzającym złożenie wniosku, przychodu z działalności przynajmniej o 40% niższego niż w jednym z trzech możliwych okresów:

  • miesiąc wcześniej;
  • w analogicznym miesiącu roku poprzedniego;
  • we wrześniu 2020 roku.

Wniosek o zwolnienie ze składek ZUS za luty br. trzeba złożyć do 30 kwietnia, a o dofinansowanie do pensji pracowników – do 31 marca. Warto przy tym podkreślić, że to ostatnie świadczenie znów zostanie przyznane na 3 miesiące. Moim zdaniem powinno ono obowiązywać przez cały czas ograniczenia funkcjonowania przedsiębiorstw.

Analizując powyższe rozwiązania, można się zastanawiać, czy na pewno mamy do czynienia z Tarczą 8.0, czy po prostu nie jest to przedłużenie poprzedniej, siódmej wersji Tarczy. Przepisy te są oczywiście odpowiedzią na trwające już kolejny miesiąc obostrzenia. Jednak o ile dla samozatrudnionego taka pomoc może okazać się wystarczająca, tak mam duże wątpliwości, czy realnie pomoże mikro czy małej firmie. Dotacja w kwocie 5 000 zł czy częściowe dofinansowanie do miejsc pracy na 3 miesiące to kropla w morzu potrzeb takiego przedsiębiorcy.

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt

Google ogłasza szkolenia oraz stypendia dla pracowników

Obecna sytuacja znacznie zmieniła sposób pracy wielu osób, a także przyspieszyła zmiany na rynku pracy ze względu na rozwój niektórych sektorów, a niestabilną kondycję innych. Jakie umiejętności będą niezbędne pracownikom w niedalekiej przyszłości? Google już teraz chce pomóc tym, którzy myślą o rozwoju kompetencji zawodowych i przekwalifikowaniu w celu znalezienia satysfakcjonującej pracy. Dlatego ogłasza nowe szkolenia oraz Google Career Certificates, a także 100 000 stypendiów w regionie Europy, Afryki i Bliskiego Wschodu. 

Zgodnie z badaniami Google i McKinsey[1], jeszcze sprzed wybuchu pandemii, ponad 90 milionów europejskich pracowników będzie musiało udoskonalić swoje aktualne umiejętności zawodowe, a 21 milionów może być zmuszonych do odejścia od wykonywanego zawodu w związku ze spadkiem zapotrzebowania na pracowników w sektorach takich jak rolnictwo czy sprzedaż detaliczna. Światowy kryzys wywołany pandemią przyspieszył wiele z tych zmian: obecnie Instytut McKinsey w raporcie “The Future of work after COVID-19”[2] szacuje, że w Europie po pandemii do zmiany pracy może być zmuszone o 25% osób więcej. Warto zauważyć, że natomiast przewidywany wzrost popytu na pracowników będzie dotyczył głównie stanowisk wymagających wyższych kwalifikacji. Dlatego rozwój zawodowy jest niezbędny.

IT, zarządzanie projektami, UX i analiza danych – nowe certyfikaty Google

W minionym roku znacząco wzrosło zainteresowanie nauką online, także w kontekście podnoszenia umiejętności związanych ze swoim zawodem. Przyczyniła się do tego z jednej strony utrata zatrudnienia przez niektórych pracowników, z drugiej – chęć zdobycia nowych umiejętności, pożądanych na rynku pracy. Dlatego Google wprowadza trzy nowe Google Career Certificates, dostępne na platformie Coursera. Kursy z zarządzania projektami, projektowania UX, analizy danych lub wsparcia IT można ukończyć w mniej niż sześć miesięcy, nie wymagają odpowiedniego doświadczenia ani posiadania dyplomów oraz są uznawane przez pracodawców w Europie. To szczególna szansa dla tych, którzy lubią uczyć się online we własnym tempie lub nie mogą pozwolić sobie na zdobycie wiedzy w ramach kursów stacjonarnych lub studiów. Posiadacze certyfikatów mogą także ubiegać się o udział w  programach praktyk zawodowych.

100 000 stypendiów

Wiele osób, które szukają pracy, może napotkać barierę ekonomiczną, pomimo chęci zdobycia nowych umiejętności. Dlatego Google zapewni dodatkowo stypendia na certyfikaty dla 100 000 osób w regionie Europy, Afryki i Bliskiego Wschodu. Stypendia będą dystrybuowane w Polsce przy pomocy programu Sektor 3.0 poprzez wypełnienie prostego formularza zgłoszeniowego.

– Od lat aktywnie wspieramy podnoszenie kompetencji cyfrowych wśród osób, które są zainteresowane dalszym rozwojem. Obszary takie, jak praca przyszłości, wspólne uczenie i zwinne zarządzanie przenikają się mocno w ramach naszych działań i oferty. Tym bardziej cieszymy się z zaangażowania w nową inicjatywę Google – mówi Dawid Szarański, dyrektor programu Sektor 3.0.

Równe szanse na rynku pracy

Ze względu na to, że niedostatecznie reprezentowane grupy, pracownicy o niskich dochodach i kobiety są częściej zatrudnieni w sektorach dotkniętych kryzysem, takich jak gastronomia czy hotelarstwo, przez to są bardziej narażeni na utratę pracy. Pandemia pogłębiła nierówności płci oraz nierówności ekonomiczne, a problem dotyczy także starszych osób, które nie mogą znaleźć zajęcia bez doświadczenia w pracy przy komputerze. Aby wyrównać szanse, Google.org przeznaczy 50 000 stypendiów dla osób z tych grup.

Dodatkowe 5 milionów euro trafi do organizacji INCO (globalna organizacja non-profit), która będzie współpracowała z ponad 50 lokalnymi organizacjami pożytku publicznego, świadcząc usługi takie jak doradztwo zawodowe, przygotowanie do rozmowy kwalifikacyjnej oraz oferując bony na opiekę nad dziećmi i pomoc językową.

Certyfikaty Google Career oraz stypendia są częścią odpowiedzi ze strony Google na pogłębiające się nierówności w zakresie edukacji i wyrównywania szans zawodowych. W ramach wieloletniego programu Grow with Google, od 2015 roku Google w Polsce przeszkolił już ponad 350 tysięcy osób. Najnowsza edycja – Firmy Jutra skierowana jest do małych i średnich przedsiębiorców. Do końca 2021 roku Google planuje pomóc 15 tysiącom polskich firm w rozwoju obecności w internecie.

[1] https://www.blog.google/around-the-globe/google-europe/protecting-europes-workers-the-urgent-need-for-skills/

[2] https://www.mckinsey.com/featured-insights/future-of-work/the-future-of-work-after-covid-19

Powstała pierwsza Polska Sieć Badań Klinicznych (PSBK)

Prezes Agencji Badań Medycznych dr n. med. Radosław Sierpiński podpisał porozumienie w sprawie utworzenia pierwszej Polskiej Sieci Badań Klinicznych (PSBK). Uruchomienie Sieci przyczyni się do powstania rozpoznawalnej na arenie międzynarodowej marki, stanowiącej silne centrum badań klinicznych w kraju.

Ten przełomowy moment dla Polski, jako międzynarodowego partnera w badaniach klinicznych, pozwoli na działanie wielu ośrodków pod jedną wspólną polską marką. Sieć będzie zmierzała do standaryzacji jakości w badaniach klinicznych, do opracowania wspólnych procesów i zwiększenia dostępności do innowacyjnych terapii dla pacjentów.

Pierwszymi sygnatariuszami sieci są: Uniwersytet Medyczny w Białymstoku, Uniwersytet Medyczny w Łodzi, Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, Wojskowy Instytut Medyczny, Narodowy Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej Curie – Państwowy Instytut Badawczy, Gdański Uniwersytet Medyczny, Narodowy Instytut Kardiologii Stefana kardynała Wyszyńskiego – Państwowy Instytut Badawczy, Instytut „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka”, Uniwersytet Medyczny im. Piastów Śląskich we Wrocławiu oraz Narodowy Instytut Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji im. prof. dr hab. med. Eleonory Reicher.

Prezes Radosław Sierpiński inaugurując podpisanie porozumienia o utworzeniu sieci zapowiada: Jednym z celów utworzenia Polskiej Sieci Badań Klinicznych jest zbudowanie relacji pomiędzy ośrodkami, która umożliwi wymianę doświadczeń i wiedzy, efektywne prowadzenie wieloośrodkowych badań klinicznych oraz wzrost ich liczby w poszczególnych ośrodkach. Chcemy, aby PSBK stała się rozpoznawalną na arenie międzynarodowej marką kojarzoną z doskonałością w badaniach klinicznych. Sieć pomoże nam poprawić dostępność leczenia Pacjentów najbardziej innowacyjnymi lekami na świecie, ale również znacząco wpłynie na rozwój polskiej biotechnologii.

Podobnego zdania jest prof. dr hab. Piotr Ponikowski, Rektor Uniwersytetu Medycznego
we Wrocławiu, który podkreśla, że Ogólnopolska sieć badań klinicznych to nie tylko krok
we właściwym kierunku, to krok niezbędny dla dalszego rozwoju polskiej nauki. Jesteśmy
we Wrocławiu gotowi do prowadzenia badań klinicznych na dużą skalę – możliwość współpracy z wieloma, co kluczowe ustandaryzowanymi ośrodkami w całym kraju znacząco zwiększa nasze możliwości działania.

Dla mnie jako Dyrektora Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji, ale przede wszystkim jako lekarza z doświadczeniem klinicznym, to wielkie wyróżnienie otrzymać zaproszenia do sieci, w której upatruję ogromny potencjał prowadzonych wspólnie badań klinicznych, wdrożenie jednolitych systemowych rozwiązań jakościowych i procesowych w podmiotach realizujących badania kliniczne w Polsce. Intensyfikacja i rozszerzenie badań w ramach sieci oraz wymiana doświadczeń miedzy ośrodkami pozwolą szybko i skutecznie leczyć pacjentów, wdrażając nowe terapie, szczególnie u chorych przewlekle, dla których obecnie poszukujemy nowych metod leczenia – podkreślał dr n. med. Marek Tombarkiewicz, podczas  ceremonii podpisania porozumienia.

Powstanie Polskiej Sieci Badań Klinicznych ma także istotny wpływ na krajową gospodarkę, poprzez wypływy z realizacji badań klinicznych do budżetu państwa, oszczędności alternatywne dla systemu opieki zdrowotnej, dodatkowe źródło wynagrodzeń dla badaczy, lekarzy i ośrodków badawczych oraz wzrost zatrudnienia i popyt na usługi w innych sektorach.

Podpisanie Porozumienia Polskiej Sieci Badań Klinicznych jest kolejnym ważnym etapem
w udoskonalaniu polskich ośrodków badań klinicznych i ich promocji na arenie krajowej oraz międzynarodowej. Kolejnym kluczowym krokiem jest opracowanie szczegółowego kierunku rozwoju i rozpoczęcie czynnego funkcjonowania Sieci.