Roboty i skanery 3D przyszłością edukacji. Już dziś pozwalają uczyć programowania i mogą stworzyć model ciała człowieka

Nowe technologie coraz mocniej zaznaczają swoją obecność w dziedzinie edukacji. Roboty edukacyjne uczą programowania nawet najmłodsze dzieci, roboty społeczne potrafią czytać książki i uczyć języków, a skanery 3D ułatwią naukę ludzkiej anatomii. Choć pandemia utrudniła prowadzenie warsztatów edukacyjnych dla dzieci, to tempo tworzenia nowych rozwiązań nie maleje. – Sztuczna inteligencja i robotyzacja to zdecydowanie właściwe kierunki dla rozwoju edukacji – mówi Maciej Trojnacki, prezes zarządu Eduroco.

– Rozwiązania technologiczne wykorzystywane w edukacji to głównie różnego rodzaju zestawy klocków, z których można budować i programować roboty, manipulatory i inne rozwiązania. Przede wszystkim w tym kierunku idą zajęcia technologiczne. Na rynku są też rozwiązania takie jak skanery i drukarki 3D, które z powodzeniem nadawałyby się do prezentacji, do użycia na warsztatach edukacyjnych. Niestety wciąż bardzo niewiele się używa tych rozwiązań, chociaż technologia jest – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Maciej Trojnacki.

Jednym z rozwiązań, które mogą wypełnić lukę na rynku innowacyjnych technologii wykorzystywanych w edukacji, może być opracowywany przez Polaków skaner sylwetki HUBO. Pozwala on na szybkie zeskanowanie całej sylwetki człowieka. Przy jego użyciu tworzona jest dokładna siatka odwzorowująca poszczególne części ciała. Choć rozwiązanie pierwotnie dedykowane było m.in. branży odzieżowej, to z powodzeniem może się przydać również w nauce anatomii. Nowe technologie mogą jednak również służyć nauce przedmiotów humanistycznych.

– Roboty społeczne mogą być zastosowane np. do nauki języka obcego. Dzięki większej personalizacji można by w lepszy sposób dostosować program nauczania do indywidualnych potrzeb dzieci. Wówczas wąskim gardłem nie byłaby liczba nauczycieli, tylko problemem do rozwiązania byłaby kwestia zapewnienia odpowiedniej liczby sprzętu – wskazuje prezes zarządu Eduroco.

W ubiegłym roku na rynek amerykański został wprowadzony robot Luka The Owl. To interaktywny towarzysz czytania, który potrafi czytać książki, odtwarzać muzykę, rymowanki czy opowieści audio, a także gra z dziećmi w gry. Urządzenie działa w języku chińskim i angielskim, a w jego bazie znajduje się ponad 20 tys. angielskich i 70 tys. chińskich książek obrazkowych.

W Polsce coraz większą popularność zyskuje robot edukacyjny Photon. Jest on przeznaczony do nauki programowania na różnych etapach edukacyjnych: od przedszkola do szkoły średniej.

– Obecne rozwiązania edukacyjne mogą podnieść jakość nauczania przede wszystkim w zakresie programowania, ale też w zakresie zrozumienia pewnych problemów inżynierskich. W szczególności mam tu na myśli rozwiązania nieoparte na klockach, tylko takie, w których coś trzeba skręcić, co jest bliższe rozwiązaniom rzeczywistym – mówi Maciej Trojnacki.

W wyniku pandemii koronawirusa wykorzystywanie nowych technologii w edukacji stało się w pewnym sensie utrudnione, np. odwołano wszelkie warsztaty edukacyjne. Nie spowodowało to jednak spowolnienia w kwestii opracowywania nowych rozwiązań.

– Pandemia nie ma negatywnego wpływu na innowacyjność edukacji, rozwiązania mogą bez problemu nadal powstawać. Może być tylko mniejsza efektywność powstawania tych prac, bo ludzie mniej współpracują bezpośrednio ze sobą. Sztuczna inteligencja i robotyzacja to są zdecydowanie właściwe kierunki dla rozwoju edukacji – dodaje prezes Eduroco.

Według MarketsandMarkets światowy rynek robotów edukacyjnych w 2021 roku osiągnie wartość 1,3 mld dol. Do 2026 roku podwoi swoją wartość.

Neuromarketing coraz silniejszym narzędziem sprzedaży. Coraz silniej wpływa na nasze decyzje zakupowe

Analiza reakcji mózgu klienta na bodziec wizualny jest coraz częściej wykorzystywana w procesie projektowania produktów i opakowań. Znajduje również zastosowanie przy budowaniu stron internetowych, etykiet cenowych czy ekspozycji w sklepach. W przyszłości neuromarketing będzie się prawdopodobnie posiłkował innymi technologiami, jak wirtualna rzeczywistość czy analiza Big Data. – Neuromarketing zbiera całą wiedzę o mózgu i próbuje te procesy wytłumaczyć i przełożyć na skuteczniejsze mechanizmy rynkowe – tłumaczy Wojciech Broniatowski, dyrektor operacyjny CortiVision.

– Neuromarketing jest w tej chwili bardzo popularnym trendem rynkowym. Polega przede wszystkim na zrozumieniu, dlaczego podejmujemy takie, a nie inne decyzje np. zakupowe. Często wydaje nam się, że działamy bardzo racjonalnie i że każdy zakup jest przez nas przemyślany, ale w rzeczywistości mnóstwo dzieje się w naszej głowie, zarówno od strony emocjonalnej, jak i podświadomej. Neuromarketing zbiera całą wiedzę o mózgu i próbuje te procesy wytłumaczyć i przełożyć na skuteczniejsze mechanizmy rynkowe – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Wojciech Broniatowski.

Z badania neurobiologicznego przeprowadzonego przez firmę Spotler wynika, że najskuteczniejszym sposobem nawiązywania kontaktu z odbiorcą online poprzez mailing jest wykorzystanie layoutu charakterystycznego dla MS Outlook. Autorzy badania użyli zapisu EEG do oceny aktywności poszczególnych obszarów mózgu po obejrzeniu różnych formatów wiadomości reklamowych. Warto wspomnieć również o tym, że Google po zmianie używanego odcienia koloru stosowanego w linkach reklamowych zanotowało zwiększenie przychodów o 200 mln dol.

– Kolory etykietek promocyjnych w supermarketach czy opakowania produktów są obecnie projektowane zgodnie z procesami poznawczymi, z tym, jak wpływa to na nasze postrzeganie w sklepie. Na neuromarketingu bazuje też w dużej mierze rynek usług edukacyjnych. Wiele mówi się dzisiaj o skutecznym uczeniu się, zwłaszcza w dobie zdalnej edukacji. Neuromarketing i wiedza o tym, w jaki sposób utrwalać wiedzę i w jaki sposób przyswajać ją np. szybciej, są szczególnie cenne dla wszystkich producentów treści e-learningowych, a także dla wielu nauczycieli – wskazuje  dyrektor operacyjny CortiVision.

Naukowcy z rosyjskiego Uniwersytetu HSE zastosowali podejście intermodalne, aby zbadać, w jaki sposób ocenia się podobieństwo produktów spożywczych. Podejście takie opiera się na integracji różnych zmysłów w tworzeniu emocjonalnego obrazu produktu. W ramach testów badacze dawali uczestnikom do spróbowania cukierki zbożowe, a następnie pokazywali zdjęcia różnych produktów, jednocześnie rejestrując EEG. Najmniejsze zakłócenia w wykresie występowały w przypadku największego podobieństwa między produktem próbowanym a wizualizowanym.

Choć neuromarketing opiera się na podświadomych reakcjach na bodziec, występujących na poziomie neuronów, to jedną z technologii sprawdzających się w jego przypadku jest też wirtualna rzeczywistość.

– Czasami buduje się w wirtualnej rzeczywistości scenariusze, a więc pewne przestrzenie, które np. dopiero mają powstać, żeby zbadać ich wpływ na ich przyszłych użytkowników. Pod tym kątem przyglądaliśmy się razem z naszym urządzeniem projektowaniu przestrzeni biurowych, które będą mogły pozytywnie wpływać na pracowników i w jakiś sposób pomagać im w ich pracy. Podobnie też projektuje się np. etykiety produktów, umieszczając je na wirtualnych półkach czy w towarzystwie produktów konkurencji – wyjaśnia Wojciech Broniatowski.

Według Mordor Intelligence światowy rynek neuromarketingu będzie rósł do 2026 roku w średniorocznym tempie na poziomie 15,6 proc. Twórcy raportu zwracają uwagę na to, że pandemia w krótkiej perspektywie zakłóci działanie tego rynku, ponieważ znacznemu ograniczeniu ulega obecnie możliwość sprzedaży bezpośredniej, a co za tym idzie – wizyt klientów w siedzibach firm. W dłuższej perspektywie rynek ten czekają jednak stabilne wzrosty.

– Z pewnością neuromarketing będzie zyskiwał na popularności, ponieważ zarówno nasze ambicje, jak i możliwości techniczne rosną względem oczekiwań i zysków ze sprzedaży i ogólnie rzecz biorąc skuteczności sprzedaży. Szczególnie ciekawe będzie obserwowanie połączeń różnych technologii. Tworzenie nowych połączeń wirtualnej rzeczywistości na przykład z analizą Big Data czy też różnymi interfejsami rozpoznającymi obraz będzie nowym systemem łączenia skuteczności sprzedaży z wielu różnych źródeł danych – komentuje dyrektor operacyjny CortiVision.

GameStop znów w grze. 24 lutego ceny akcji urosły o 100%

Ceny akcji GameStop urosły 24 lutego o 100%. Czy to zapowiedź kolejnej bitwy między małymi inwestorami i funduszami hedgingowymi?

Od stycznia amerykańska spółka GameStop jest symbolem demokratyzacji w świecie inwestowania, gdzie mali inwestorzy, dzięki współpracy i technologii, mogą rzucić wyzwanie rekinom Wall Street, takim jak fundusze hedgingowe.

Dla przypomnienia, w styczniu akcje Game Stop, które wcześniej były warte 20 USD, a firmę uważano za potencjalnego bankruta, przekroczyły wartość 500 USD. Później ich kurs zaczął szybko spadać, aby 24 lutego znów skoczyć do pułapu ponad 90 USD. Na zwyżkę kursu grali inwestorzy indywidualni skupieni wokół grupy WallStreetBets, aktywnej w serwisie internetowym Reddit, narażając na duże straty duże fundusze hedgingowe.

– Spekulacje na akcjach GameStop były kompletnym oderwaniem od jakichkolwiek wartości fundamentalnych i można je wręcz porównać do tworzenia piramidy finansowej. Wygranymi w tej potyczce okazali się być nie mali inwestorzy, ani fundusze hedgingowe, ale po prostu ci inwestorzy, którzy weszli w GameStop i inne „szalone” spółki jako pierwsi i byli w stanie wyjść z tej inwestycji z zyskiem – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią.

Zamieszanie było duże, skoro spotkanie z regulatorami rynku organizowała Janet Yellen, Sekretarz Skarbu USA, a nieformalny przywódca inwestorów z WallStreetBets Keith Gill był przesłuchiwany w amerykańskim Senacie. Zamieszanie to dotyczyło jednak przede wszystkim ryzyk związanych z sytuacją finansową funduszy hedgingowych. Gdy brakowało im kapitału, musiały zamykać swoje pozycje, co wywoływało zagrożenie dla stabilności całego systemu rynków finansowych.

Czy w takiej sytuacji, gdy akcje GameStop w ciągu jednego dnia straciły na wartości 60 proc., powinno dojść do zawieszenia ich notowań? Czy potrzebne są nowe regulacje, które ograniczą aż tak ostrą spekulację?

– Istniejące zabezpieczenia, także na warszawskiej giełdzie, są wystarczające – komentuje ekspert CMC Markets. – Natomiast skłonność do spekulacji, która jest już gigantyczna, nadal będzie rosnąć. Dotyczy to nie tylko bitcoina, ale też na przykład akcji Tesli, co tylko potwierdza beztroskę inwestorów, ich chciwość i pazerność. To są nastroje, które najlepiej określają „zalany przez gotówkę” rynek.

Spekulacje giełdowe na niespotykaną dotąd skalę to efekt połączenia możliwość inwestowania drobnych środków przez aplikacje, takie jak RobinHood, z pompowaniem pieniędzy na rynki kapitałowe, związanym z bardzo niskimi stopami procentowymi i pakietami pomocowych dla gospodarki, takimi jak „czeki Bidena”. Taka sytuacja będzie utrzymywać się w najbliższych miesiącach, więc nie wykluczone, że znów będziemy świadkami „kosmicznych” wycen niektórych spółek i kolejnych bitew inwestorów indywidualnych z gigantami Wall Street.

Czysta3.vc inwestuje milion złotych w sunmetric

To narzędzie wykorzystujące sztuczną inteligencję, stworzone w celu dokładnej i zautomatyzowanej detekcji budynków, analizy topografii terenu oraz analizy powierzchni dachowych. Będzie wykorzystywane w branżach OZE, technicznych i technologicznych. Pozyskane fundusze posłużą na zbudowanie sieci neuronowej oraz na dopracowanie technologii. 

Sunmetric optymalizuje proces sprzedaży fotowoltaiki poprzez dokładną analizę danego budynku, a także estymację obiektów i budynków sąsiadujących pod kątem zacienienia. Dzięki temu otrzymujemy dokładną analizę zacienienia oraz natężenia światła, co pozwoli dokładnie ocenić wydajność potencjalnej instalacji fotowoltaicznej. Nadzędzie to umożliwi zarówno analizę pojedynczą, jak i analizę zbiorczą dla danego obszaru.

Skorzystają również miasta i gminy

Jak wskazuje CEO sunmetric, Michał Kułaczkowski, biznes ten ma w zasadzie kilka dróg.

Zakładamy współpracę z firmami instalującymi fotowoltaikę, aby wspierać sprzedaż, lecz również z firmami energetycznymi czy ciepłowniczymi, aby współdziałać przy rozbudowywaniu rynku i analizie potencjału klientów. Nasz produkt jest również skierowany do miast, gmin i powiatów, firm analitycznych, aby tworzyć analizy zbiorcze. Potencjał jest naprawdę duży – mówi Michał Kułaczkowski.

Narzędzie zbudowane w oparciu o sieci neuronowej

Czysta3.vc w grudniu 2020 roku zainwestowała w projekt milion złotych. Pozyskane fundusze zostaną wykorzystane przede wszystkim na zbudowanie sieci neuronowej, która pozwoli uzyskiwać jak najdokładniejsze pomiary na podstawie zdjęć. Celem jest uzyskanie możliwie największej dokładności, stworzenie własnego zestawu danych do uczenia sieci oraz weryfikacji pomiarów. Dodatkowo opracowujemy metody pozwalające na szacowanie wszystkich parametrów takich jak natężenie światła dla poszczególnych segmentów dachu czy sugerowanie lokalizacji modułów fotowoltaicznych, czy innych danych które są niezbędne lub wymagane przez rynek. Założenie jest jednak takie, aby sieć rozwijała się i uczyła nieustannie.

Odnawialne źródła energii są niezwykle istotnym sektorem rynku. Rozwijają się z dużą dynamiką. Sunmetric pracuje nad rozwiązaniem, z którego będą mogły skorzystać nie tylko firmy oferujące fotowoltaikę, lecz także miasta. Dostrzegliśmy potencjał projektu – zwłaszcza że bazuje na bardzo przyszłościowej technologii sieci neuronowych. Dziś w Polsce jest jeszcze niewielu specjalistów z tej dziedziny – mówi Szymon Janiak, managing director w Czysta3.vc.

Projekt poparty konsultacjami

Pomysłodawcy sunmetric przyznają, że to przy realizowaniu projektu smart city zaczęli zgłębiać zagadnienia fotowoltaiki i tego, jak bardzo wpływa na obecny rozwój rynku.

To właśnie wtedy zaczęliśmy szukać rozwiązań, które pozwolą sprawdzić lub obliczyć moc instalacji na potrzeby konkretnego domu. Okazało się, że zajmuje to stosunkowo dużo czasu i wymaga zaangażowania kilku osób. Nie zawsze to jest to, czego oczekuje klient. Konsultowaliśmy nasze spostrzeżenia z firmami z branży, a także przedstawicielami gmin czy miast. Okazało się, że nasz kierunek jest słuszny, a my zyskaliśmy inspirację do stworzenia usługi, jaką są analizy zbiorcze. Jesteśmy przekonani, że to rozwiązanie, które musiało powstać – podsumowuje Kułaczkowski.

W 2020 r. zysk netto EDPR wzrósł o 17% do kwoty 556 mln euro

W 2020 r. EDPR odnotowała łączny przyrost mocy zainstalowanej o 1580 MW, z których 486 MW wskutek przejęcia części działalności Viesgo związanej z OZE.

Pod koniec 2020 r. zarządzała portfelem operacyjnym o łącznej mocy zainstalowanej 12,2 GW.

Spółka realizowała również z powodzeniem swoją strategię sprzedaży aktywów.

EDP Renewables (Euronext: EDPR), światowy lider w sektorze energii odnawialnej i jeden z największych globalnych producentów energii wiatrowej, zamknęła rok 2020 r. zyskiem netto w wysokości 556 mln euro, w porównaniu z 475 mln euro w roku 2019. Pod koniec 2020 r. spółka zarządzała portfelem operacyjnym o łącznej mocy zainstalowanej 12,2 GW, z których 11,5 GW było w pełni skonsolidowane, a 669 MW było skonsolidowane kapitałowo (Hiszpania, Portugalia, USA i sektor offshore).

Na przestrzeni roku EDPR zapewniła sobie przyrost mocy zainstalowanej o 1580 MW, z których 486 MW pochodzi z przejęcia części działalności Viesgo związnej z OZE.

237 MW in a Spanish portfolio, 80% sell-down of a 563 MW portfolio in the US (of which 200 MW will become operational in 2021) and a 102 MW Build and Transfer wind farm in US. In total, as of December 2020, the net variation in EDPR’s consolidated portfolio reflected an increase of 806 MW.

W tym okresie spółka nadal z powodzeniem realizowała strategię rotacji aktywów zamykając sprzedaż udziałów w farmie wiatrowej Babilonia o mocy 137 MW, portfolio instalacji na terenie Hiszpanii o łącznej mocy zainstalowanej 237 MW oraz zbywając 80% z portfela 563 MW w USA (z którego 200 MW zostanie oddanych do eksploatacji w 2021 r.), a także zamykając umowę typu Build and Transfer dla farmy wiatrowej o mocy 102 MW, również w USA. Podsumowując, w grudniu 2020 r. przyrost netto mocy zainstalowanej w skonsolidowanym portfelu EDPR wyniósł 806 MW.

W grudniu 2020 r. EDPR była zaangażowana w budowę nowych projektów o łącznej mocy zainstalowanej 2,4 GW, z których 1648 MW stanowiły projekty farm lądowych, 404 MW to projekty fotowoltaiczne, a 311 MW stanowiły udziały kapitałowe w projektach offshore.

W tym okresie EDPR wygenerowała 28,5 TWh czystej energii, przyczyniając się tym samym do uniknięcia emisji 18 mln ton CO₂. Ilość wytworzonej energii była o 5% niższa niż w roku ubiegłym w związku z niższą średnią mocą zainstalowaną, która wynika z realizacji strategii sprzedaży aktywów EDPR.

Wyniki finansowe

EDPR ogłosiła łączne przychody w kwocie 1731 mln euro, co oznacza spadek o 5% wynikający ze słabszych zasobów wiatrowych oraz negatywnego wpływu różnic kursowych, które nie zostały zrównoważone wyższymi cenami sprzedaży. Pozostałe przychody operacyjne wyniosły 498 mln euro (w porównaniu z 400 mln euro w 2019 r.), zaś wyniki w ujęciu r/r odzwierciedlają zyski w wysokości 443 mln euro z transakcji sprzedaży zamkniętych pod koniec roku w USA i w Hiszpanii, razem z transakcjami w sektorze offshore, a dokładnie ze sprzedażą udziałów na rzecz joint-venture offshore z ENGIE, zgodnie z umową zawartą w styczniu 2020 r.

Zarówno wskaźnik EBITDA, jak i EBIT pozostały na tym samym poziomie w stosunku do ubiegłego roku. EBIDTA wyniósł 1655 mln euro, a EBIT był na poziomie 1054 mln euro. Wydatki finansowe netto spadły o 64 mln euro do poziomu 285 mln euro ze względu na niższy poziom długu i niższy średni koszt zadłużenia w tym okresie (3,5% względem 4,0% w 2019 r.).

João Manso Neto, CEO de EDPR, comentó: «Estamos muy satisfechos con los resultados que presentamos hoy. Durante el último año hemos sido capaces incrementar nuestros ingresos, extender nuestra operación geográficamente con operaciones como la de Colombia y de crecer mientras reducíamos nuestra deuda, gracias a una política de desinversiones estratégica. Además, la compañía incrementado de forma considerable su beneficio neto con respecto al ejercicio anterior».

Con respecto al crecimiento futuro de la compañía, Manso Neto añadió: «Nuestro compromiso de continuar creciendo es más firme que nunca. Esto desde la responsabilidad de hacerlo de forma responsable y con el objetivo de continuar generando valor para nuestros inversores, contribuyendo de forma determinante a la transformación energética y apoyando a las comunidades en las que estamos presentes».

Na koniec roku 2020 zadłużenie netto spółki wyniosło 3443 mln euro (+640 mln euro względem grudnia 2019 r.), co wynika ze środków pieniężnych generowanych z aktywów, przeprowadzonych w tym okresie inwestycji – w tym przejęcia OZE od Viesgo – oraz różnic kursowych.

Na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy Zarząd zaproponuje wypłatę dywidendy w wysokości 69,8 mln euro, czyli 0,08 euro na akcję.

Magazyny największym wygranym pandemii

Co czwarty metr kwadratowy nowoczesnej powierzchni magazynowej i przemysłowej w Polsce był w 2020 roku przedmiotem umowy najmu, podała firma doradcza Savills w swoim najnowszym raporcie. Pomimo pandemii, w zeszłym roku odnotowano rekordowy popyt na poziomie ponad 5 mln m kw., a zasoby powierzchni logistycznej w całym kraju przekroczyły próg 20 mln m kw.

Zgodnie z danymi Savills, dzięki prawie 2 mln m kw. nowej powierzchni magazynowej i przemysłowej ukończonej w 2020 roku, jej całkowite zasoby w Polsce wzrosły do 20,7 mln m kw. Oprócz pięciu głównych rynków (Warszawa, Górny Śląsk, Polska Centralna, Wrocław i Poznań), które odpowiadają za blisko 80% istniejących zasobów magazynowych, rynek wyraźnie rośnie w regionie Trójmiasta oraz w Polsce Zachodniej.

Największym obiektem magazynowym, jaki powstał w 2020 r. był A2 Warsaw Park wybudowany przez Panattoni. Jego powierzchnia przekracza 100 000 m kw. Nad blisko dwukrotnie większym projektem ten sam deweloper pracuje w Świebodzinie, który jest jednocześnie największym obiektem pozostającym aktualnie w budowie.

„Najemcy poszukujący powierzchni magazynowej i przemysłowej mogą obecnie korzystać z szerokiej oferty deweloperów, którzy w ostatnich miesiącach, pomimo pandemii, kontynuowali dostarczanie nowych projektów na rynek. Ograniczenie liczby budów spekulacyjnych przekłada się jednak na mniejszą liczbę obiektów do których najemcy mogliby się wprowadzić od zaraz. Wskazane jest zatem rozpoczynanie procesów związanych z wyborem lokalizacji magazynowo-produkcyjnej z nieco większym wyprzedzeniem” – mówi Kamil Szymański, dyrektor działu powierzchni magazynowych i przemysłowych w Savills.

Popyt na powierzchnie magazynowe i przemysłowe nie został wyhamowany przez spowolnienie gospodarcze wywołane pandemią. Wręcz przeciwnie, dzięki rosnącemu znaczeniu handlu elektronicznego i wysokiej aktywności ze strony dużych sieci spożywczych, operatorów logistycznych oraz branży kurierskiej, roczna wartość powierzchni wynajętej pobiła rekord wszechczasów (5,2 mln m kw., wzrost o 27% rdr).

Na początku pandemii istniały obawy, że aktywność najemców ograniczy się do renegocjacji umów, jednak według najnowszego raportu Savills, ten scenariusz nie sprawdził się. Również popyt netto, czyli bez uwzględnienia renegocjacji, był najwyższy w historii rynku magazynowego w Polsce.

„W okresie wakacyjnym nastąpił krótkotrwały wzrost wskaźnika pustostanów, wywołany dość wysokim kwartalnym przyrostem nowej podaży. Została ona jednak zaabsorbowana przez rynek w ostatnim kwartale. W ostatnich trzech miesiącach 2020 roku ukończono budowę najmniejszej ilości nowej powierzchni od czasu drugiego kwartału 2017 r. Pomimo pandemii i nieco bardziej zachowawczego podejścia deweloperów do rozpoczynania budów spekulacyjnych, nie ma jednak przesłanek by twierdzić, że tempo rozwoju rynku zmalało. Na koniec 2020 r. ilość powierzchni w budowie pozostawała na poziomie porównywalnym ze średnią dla ostatnich trzech lat, czyli okresu od kiedy trwa szczególnie dynamiczny wzrost podaży na rynku magazynowym” – dodaje Kamil Szymański.

Na koniec grudnia stopa pustostanów spadła do poziomu 6,5%. Stawki czynszów nie zmieniły się w istotnym stopniu w porównaniu do końcówki 2019 r. Niewielki wzrost czynszów nominalnych odnotowano w regionach Warszawy I i Polski Centralnej, natomiast na Górnym Śląsku zaszła korekta w dół. Średnia dla całego kraju w przypadku stawek bazowych waha się od 2,70 do 4,40 euro/m kw./miesiąc za moduły wielkopowierzchniowe oraz sięga 5,50 euro/m kw./miesiąc w przypadku małych modułów (SBU).

„Rynek magazynowy w 2020 roku udowodnił jak silne ma fundamenty. Należy jednak pamiętać, że wiele przedsiębiorstw działa obecnie w otoczeniu wysokiej niepewności. Z drugiej strony lockdown i ograniczenia w handlu dostarczyły kolejnego impulsu do rozwoju rynku ecommerce. Część firm, która odkładała na później rozwój tego kanału sprzedaży obecnie decyduje się w niego zainwestować, a ci którzy działali już w obszarze handlu internetowego notują znaczące wzrosty. Zakładając, że sytuacja pandemiczna będzie się normalizować, w 2021 r. w sektorze nieruchomości logistycznych można się spodziewać kontynuacji imponującego trendu wzrostowego” – podsumowuje Kamil Szymański z Savills.

Bezpłatna Konferencja ON-LINE – IT Security Trends – wyzwania cyberbezpieczeństwa

Już 3 marca 2021, podczas konferencji online – IT Security Trends, pojawi się możliwość zapoznania z bieżącymi zagrożeniami oraz najnowszymi trendami w obszarze cyberbezpieczeństwa. Spotkanie będzie idealnym miejscem do zdobycia nowej wiedzy oraz nawiązania relacji w środowisku security.

Serdecznie zapraszamy do udziału i rejestracji na konferencję

Podczas zbliżającej się edycji wydarzenia, chcemy odpowiedzieć na pytanie jak zmieniająca się cyfrowa rzeczywistość wpływa na kształtowanie cyberbezpieczeństwa. Porozmawiamy o tym:

  • Czy umiemy chronić firmy przed wyciekiem informacji oraz sabotażem?
  • Jakie skutki niesie za sobą wystąpienie incydentu?
  • Czy wzrost popularności i dalszy rozwój IoT jest bezpieczny?
  • Jak szacować ryzyko dla cyberbezpieczeństwa?
  • Czy potrafimy wykrywać ataki oraz przeciwstawiać się działaniom szpiegowskim?
  • Jak chronić i automatyzować zarządzanie urządzeniami końcowymi w czasach Home Office?

Firmy muszą zmierzyć się z bieżącymi wyzwaniami ochrony przed cyber atakami oraz kradzieży danych. To trudne zadanie i wymaga odpowiednich narzędzi oraz kwalifikacji. Doświadczeni eksperci oraz kluczowi gracze ze świata bezpieczeństwa IT będą dzielić się swoją wiedzą podczas wydarzenia. Aby wziąć bezpłatny udział w konferencji, wystarczy zarejestrować się na stronie: https://itsecuritytrends.pl/#rejestracja
Uwaga, ilość miejsc ograniczona! Decyduje kolejność zgłoszeń.security 2021_v2

Strona internetowa wydarzenia: https://itsecuritytrends.pl/

Firmy częściej powinny wkalkulowywać w swoją działalność ryzyko ataków hakerskich

Wraz z dokonującą się coraz bardziej dynamicznie cyfryzacją biznesu rośnie liczba ataków hakerskich – firmy, niezależnie od wielkości, powinny już wkalkulowywać to ryzyko w swoją bieżąca działalność i przede wszystkim odpowiednio dopracować m.in. procedury i regulaminy wewnętrzne pod tym kątem, tak by każdy z pracowników miał świadomość, że jest to jeden z czynników mogących istotnie skomplikować działalność firmy. Już na tym gruncie można o tyle się przygotować, że wykradzenie lub zaszyfrowanie danych projektowych nie komplikuje nam bieżących prac, ponieważ mamy tzw. backup o którego konieczności przypomina np. wewnętrzny regulamin.

Tylko systemowe podejście do problemu zda w tym przypadku egzamin, bo alternatywy przed cyfryzacją nie ma. Na podstawie zapobiegawczych działań działów IT w firmie powinny być wdrożone odpowiednie procedury na poziomie działu HR (pracownicy muszą być dokładnie poinformowani o tym, jak ich zachowanie przekłada się na bezpieczeństwo firmy), te procedury muszą być zgodne z prawem oraz nadawać się do wyegzekwowania, w tym – zawierać kary porządkowe. Tylko takie podejście, to jest połączenie środków ochrony z odpowiednią pracą z pracownikami i ich edukacją pozwoli zmniejszyć ryzyka czynnika ludzkiego, który na pewno odgrywa kluczową rolę przy podobnych sytuacjach, jaka miała miejsce w CD Project.

Polskie prawo oczywiście przewiduje kary za rozmaite cybeprzestępstwa, w tym za hacking. Kara bezpośrednio zależy od skali szkód i może przybrać postać grzywny, kary ograniczenia wolności albo nawet kary pozbawienia wolności. Natomiast w tym kontekście ważna jest jeszcze jedna rzecz, która często ma miejsce podczas hackingu – wyciek danych osobowych. W tym przypadku za bezpieczeństwo danych odpowiada administrator, czyli firma. Odpowiedzialność nie jest bezwzględna, natomiast jeśli dane nie były chronione w sposób należyty, to firma może zostać obarczona odpowiedzialnością i karami, mimo że de facto jest ofiarą przestępstwa. Dlatego tak ważne jest przygotowanie organizacyjne na ewentualność takiego ataku i wdrożenie odpowiednich procedur na poziomie organizacji. Brak takich rozwiązań sprawia, że firma ryzykuje nie tylko bezpośrednimi konsekwencjami ataku hakerskiego, ale również np. przyszłymi pozwami ze strony klientów o niedopełnienie obowiązku ochrony danych. Jak widać skutki mogą być wieloaspektowe i bierne podejście do tematu lub wciąż dosyć częste nieuwzględnianie kwestii cyberbezpieczeństwa to w tym wypadku najgorsze możliwe rozwiązanie.

Autorem komentarza jest Valeria Jeleńska, prawnik i Prezes Zarządu w JP Business Law Firm

Mapa zobrazowania Polski

Na zlecenie Polskiej Agencji Kosmicznej powstała mapa pokrycia terenu Polski, opracowana na podstawie zdjęć satelitarnych Sentinel-2 zarejestrowanych w 2020 r. Rozdzielczość przestrzenna mapy to 10 m. Mapa powstała całkowicie automatycznie
z wykorzystaniem uczenia maszynowego.

Przetworzenie bazuje na serii zdjęć zarejestrowanych w okresie od 1 kwietnia do 30 września 2020 r. w którym występowało zachmurzenie mniejsze niż 20 proc. Mapa dostępna jest w serwisie www.geoportal.gov.pl

mapa pokrycia terenu PolskiDzięki mapie możliwa będzie aktualizacja istniejących baz danych oraz obserwacja zmian zachodzących w terenie, w tym monitorowanie miast, infrastruktury drogowej, powierzchni obszarów leśnych, zbiorników wodnych, itp.

Prezentowana mapa pokrycia całej Polski powstała przez połączenie 49 scen oraz „przycięcie” ich wzdłuż granic kraju. Każdą scenę opracowano na podstawie co najmniej 10 zdjęć.

Mapa pokrycia została wykonana na zlecenie Polskiej Agencji Kosmicznej przez CBK PAN i została opublikowana tutaj: https://www.geoportal.gov.pl/o-geoportalu/aktualnosci/-/asset_publisher/HCHq0YGNRszn/content/24-02-2021-klasyfikacja-pokrycia-terenu-w-serwisie-www-geoportal-gov-pl?redirect=%2F&inheritRedirect=true

Przedsiębiorcy niespokojni o przyszłość. „Nieustanne uzależnianie funkcjonowania gospodarki od statystyk sanepidu blokuje możliwości rozwoju”

Od najbliższej soboty w życie wchodzą nowe obostrzenia zapowiedziane przez Ministra Zdrowia Adama Niedzielskiego w ostatnią środę. Zmiany dotyczą między innymi środków ochrony osobistej. Nie potwierdziły się informacje o tym, że wprowadzone zostaną obostrzenia dotyczące obiektów kultury czy hoteli. Rząd powrócił do koncepcji dzielenia obostrzeń na regiony. Póki co najpoważniejsza sytuacja jest w województwie warmińsko-mazurskim i to tam lockdown obejmuje zamknięcie m.in. galerii handlowych, teatrów, kin czy hoteli. – Z jednej strony przedsiębiorcom z Pomorza Zachodniego ulżyło, bo otwarte 12 lutego instytucje mogą kontynuować pracę, z drugiej trudno się cieszyć gdy trzecia fala koronawirusa staje się faktem i sieje gospodarcze spustoszenie w całej Europie – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

Przedsiębiorcy muszą funkcjonować! „Po trzeciej fali nadejdzie czwarta, po czwartej piąta…”

Przedsiębiorcy w ostatnich dniach byli bardzo niespokojni jakie obostrzenia zostaną wprowadzone. Ostatecznie te, które zostały ogłoszone nie zmieniają diametralnie systemu funkcjonowania gospodarki na Pomorzu Zachodnim. – Jako Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie jesteśmy zwolennikami jak najszerszego otwarcia gospodarki w reżimie sanitarnym. Z dużą radością przyjęliśmy wiadomość o tym, że od 12 lutego czynne będą hotele i instytucje kultury. Namawialiśmy również rządzących, by iść krok dalej i otworzyć gastronomię oraz branże fitness. Jesteśmy świadomi, że pandemia trwa i jej kolejne odsłony mogą powodować wzrosty zachorowań. Obawiamy się jednak, że po trzeciej fali przyjdzie czwarta, po czwartej piąta, a po tej następne i zaczniemy żyć  falami. Przedsiębiorcy żyją w dużej niepewności i lęku, a nieustanne uzależnianie funkcjonowania gospodarki od statystyk sanepidu blokuje ich możliwości rozwoju – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

– Jako Izba ze spokojem przyjmujemy restrykcje nałożone przez Rząd. Popieramy zwiększenie nacisku na środki ochrony osobistej, nie widzimy również przeciwwskazań, by podzielić obostrzenia na regiony, choć oczywiście otwarte zostaje pytanie czy jest to rozwiązanie czasowe czy chroniczne. Jest bowiem obawa, że za moment „czarna strefa” obejmie cały kraj, a trzeci lockdown dla niektórych sektorów gospodarki byłby po prostu unicestwieniem – mówi Prezes Hanna Mojsiuk. – Jesteśmy w kontakcie z naszymi przedsiębiorcami, zachęcamy ich do działania w reżimie sanitarnym i do pracy zdalnej. Mamy nadzieje, że kolejna aktualizacja sytuacji epidemicznej pokaże, że nie taka trzecia fala koronawirusa straszna jak mówią o niej politycy . Dynamika koronawirusa i jego mutacje niestety pokazują, że będziemy musieli nauczyć się  żyć z tym  zjawiskiem  i   stale budować  odporność. Naukowcy wciąż pracują nad  różnymi  wariantami najbardziej  skutecznych szczepionek  – dodaje Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Nadzieja czy niepokój? Przedsiębiorcy oczekują na kolejne informacje o sytuacji epidemicznej

Powrót do wprowadzania obostrzeń to niestety niedobry sygnał i prognostyk dla przedsiębiorców czekających na otwarcie swoich branż i dalsze luzowanie nałożonych reżimów w funkcjonowaniu gospodarki. – Ostatnie częściowe otwarcie polskiej gospodarki dawały nadzieję na dalsze odblokowywanie poszczególnych branż. Przedsiębiorcy z nadzieją wyczekiwali kolejnych komunikatów. W szczególności branża gastronomiczna, turystyczna czy fitness czekały na dobre wiadomości. Niestety informacje nadchodzące z innych krajów europejskich o trzeciej fali pandemii, kolejnych mutacjach wirusa i wprowadzanych bardzo ostrych obostrzeniach mogły nie napawać optymizmem. Krokiem w dobrą stronę jest wprowadzanie restrykcji regionalnie – miejscowo. Od dawna stoimy na stanowisku, iż nie należy „karać”  wszystkich – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Jednocześnie kolejny raz wnioskujemy o rezygnację z kryterium kodów PKD w dostępie do tarcz. Każdy przedsiębiorca notujący spadek przychodów i nie mogący swobodnie działać, powinien być objęty wsparciem. Inaczej trzecia fala pandemii okaże się falą bankructw – dodaje dyrektor Wolny.

„Dzisiaj chodzi o to, żeby nie zadawać kolejnych ran kłutych przedsiębiorstwom…”

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie poprosiła o opinię ekspertów ekonomii, którzy współpracują z Izbą. Jak mówi prof. Aneta Zelek, rektor Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu nowe obostrzenia zdają się być wyważoną odpowiedzią na sytuację epidemiczną: – Regionalne, a nawet lokalne różnicowanie skali i rodzajów obostrzeń sanitarnych ma sens. Wprawdzie to nie nowość, bo to koncepcja nawiązująca do stref czerwonej, żółtej i zielonej, to jednak wydaje się dzisiaj konieczna.  To oczywiste, że ogólnopolski lockdown w obliczu wzrostu liczby zachorowań w jednym czy  dwóch regionach jest zbyt bolesny i zbyt kosztowny. Firmy z branż najbardziej dotkniętych skutkami pandemii są już tak ekonomicznie wycieńczone, że nie będą w stanie znieść kolejnych restrykcji. Tak więc, dzisiaj nie chodzi o to, czy w trzeciej fali pandemii można będzie jeździć na nartach, czy spędzać czas w SPA. Dzisiaj chodzi o to, żeby nie zadawać kolejnych ran kłutych przedsiębiorstwom z branż turystycznej, sportowej, ho-re-ca, kulturalnej, przewozów pasażerskich, itp… Wydaje się, że selektywne podejście do obostrzeń sanitarnych i kolejnych lockdownów to dzisiaj jedyna sensowna ścieżka – mówi prof. Aneta Zelek.

Jak dodaje Katarzyna Michalska, doradca gospodarczy, sytuacja przedsiębiorców wciąż jest bardzo trudna. – Zagrożenie lockdownem wciąż jest bardzo realne i jestem przekonana, że przedsiębiorcy z branży turystycznej, gastronomicznej czy handlu będą z dużą nerwowością reagować na wszelkie doniesienia związane z kolejnymi obostrzeniami. Chwaliłam Rząd za progresywne podejście do odmrażania gospodarki, osobiście uważam, że utrzymanie obecnej sytuacji jest kompromisem, który mocno dotyka takie branże jak zamknięta od czterech miesięcy gastronomia. Należy się niestety spodziewać, że luzowania obostrzeń nie będzie do Wielkanocy. Oby nie było zaostrzania – mówi Katarzyna Michalska.

Ministerstwo Zdrowia co dwa tygodnie aktualizować będzie obostrzenia związane z ilością zachorowań w poszczególnych regionach.

Eksperci na konferencji 5G Made Together: powinniśmy wykorzystać potencjał polskich firm w budowie sieci piątej generacji

5G umożliwi powstawanie nowych modeli biznesowych. Jednak, by w pełni wykorzystać potencjał sieci piątej generacji, powinna ona móc działać także w modelach otwartych, które sprzyjają budowie ekosystemu współpracujących ze sobą firm, w tym polskich innowatorów – m.in. takie wnioski padły podczas debaty „5G Made Together” zorganizowanej przez Związek Cyfrowa Polska oraz firmę IS-Wireless.

Co z aukcją 5G?

Zdania, co do tego, kiedy powinna ruszyć aukcja częstotliwości 3,6 GHz są podzielone. Zdaniem prezesa Związku Cyfrowa Polska Michała Kanownika moment startu aukcji nie wstrzymuje rozwoju sieci 5G w Polsce. – Bo proces testowy sieci piątej generacji już trwa i cały czas się rozwija. Dowodem są np. udane pilotaże – mówił. – Aukcja stanowi punkt zero do kolejnych działań. 5G umożliwi powstawanie nowych modeli biznesowych. To nie jest tylko kolejna generacja sieci. 5G pozwoli w pełni rozwijać się np. przemysłowi 4.0 – dodawała Małgorzata Stańczyk z IBM wtóruje:

Z kolei Wiesław Łodzikowski, dyrektor działu sieci teleinformatycznych PKN Orlen stwierdził, że aukcja jest elementem realizacji polityki i strategii cyfryzacji rządu. – Jej ogłoszenie pokaże, w jaki sposób administracja będzie realizowała proces rozbudowy 5G. Z punktu widzenia biznesu najważniejsza jest przewidywalność, dlatego już czas, by aukcja się ogłosiła.

Jednak równie ważne, jeśli nie najważniejsze jest cyberbezpieczeństwo sieci 5G. Tym bardziej, że będzie od niej także zależeć bezpieczeństwo np. strategicznych sektorów dla polskiej gospodarki – zauważali eksperci. – Niewątpliwie bezpieczeństwo prawne dla środowiska regulacyjnego i budowy sieci 5G będzie wyższe, kiedy Rada Ministrów przyjmie nowelizację ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa – mówił Robert Kośla, dyrektor Departamentu Cyberbezpieczeństwa w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Potencjał polskiego 5G

To, w jaki sposób będzie budowana i wdrażana sieć 5G zdeterminuje kierunek rozwoju rynku usług teleinformatycznych w Polsce – przekonywali eksperci uczestniczący w debacie. A warto zawalczyć, by zaistniały na nim nowe, krajowe podmioty – nie tylko wśród dostawców usług, ale także dostawców infrastruktury sieciowej – które mają ambicję zawalczyć też na rynkach zagranicznych. Jak to zrobić? – Pokutuje takie przeświadczenie, że udział polskich firm pokazuje się na końcu łańcucha wartości. I powstaje pytanie: co z etapami wcześniejszymi. Do tej pory te etapy były domeną firm zagranicznych, które przez dziesięciolecia nie zmieniały swojego podejścia do kwestii technicznych. Ale dziś wiele się zmieniło. To nie sprzęt gra kluczową rolę, ale oprogramowanie, które od sprzętu może być odseparowane – mówi Sławomir Pietrzyk, prezes IS-Wireless. I dodaje: – Powstała potrzeba budowy ekosystemu otwartego, bo branża doszła do momentu krytycznego swoich możliwości rozwojowych.

Według prezesa Cyfrowej Polski myśląc o rozwoju rynku teleinformatycznego powinniśmy założyć, że 5G jest technologią, którą „już mamy”. – Dziś powinniśmy rozmawiać o rozwoju sieci 6G. Kluczowym tematem jest też rzeczywistość, która nastąpi po pandemii – np. jak wykorzystać Recovery Fund – podkreślał Michał Kanownik.  I dodawał: – Powinno nam zależeć na tym, by jak najwięcej środków przeznaczonych na odbudowę trafiło na rozbudowę i badania dla polskich firm. Trzeba dziś myśleć również o tym, jak wykorzystać potencjał polskich firm w momencie, jak 5G zacznie działać.

Zdaniem dyrektora Roberta Kośli korzystne byłoby, gdyby polskie firmy mające oprogramowanie mogły współoperować z dużymi dostawcami, którzy posiadają rozwiązania sprzętowe. – Ważne jest też wsparcie badań i rozwoju oraz pomoc w finansowaniu nowych projektów np. pod kątem ich integracji z ekosystemem czy cyberbezpieczeństwa – podkreślił Robert Kośla.

Z kolei Wiesław Łodzikowski zauważył, że technologie, z których dziś korzystamy opierają się na różnych dostawcach. – Wiele komponentów usług dostarczanych jest z zewnątrz. Co niepokojące, brakuje bazy i transferu wiedzy, by implementować innowacyjne pomysłów start-upów do środowiska – tłumaczy. – Państwo powinno wspierać rozwój wszystkich elementów, zwłaszcza polskich produktów. Ale finalnie to biznes będzie decydował, jakie rozwiązania będzie wdrażał – zaznaczył Wiesław Łodzikowski.

Jak wykorzystać pełen potencjał 5G?

Dyskutując w Polsce o przyszłości 5G można zauważyć podział na tych, którzy chcą budować sieć w tradycyjny sposób oraz zwolenników rozwiązania Open RAN. USA, Niemcy, Japonia – to tylko niektóre przykłady państw mocno technologicznie rozwiniętych, które otwarcie stawiają na rozwój systemów otwartych. Jak w ten sytuacji powinna zachować się Polska? – Nie ma możliwości wykorzystania pełnego potencjału 5G przy tradycyjnym podejściu. Zamknięte rozwiązania wydają się nielogiczne. Upatrujemy rolę rządu w tym, by model ten mógłby być otwarty – odpowiedziała wprost Małgorzata Stańczyk z IBM. Sławomir Pietrzyk dodał: – Dużym ryzykiem jest zależność od jednego lub przeważającego dostawcy. Model otwarty eliminuje to ryzyko. Z kolei Michał Kanownik uważa, że OpenRAN – przy udziale również głównych wendorów – powinien uzupełniać proces budowy sieci 5G. – Budujmy maksymalnie dużo platform, np. w laboratoriów, bo nic lepiej nie przekona biznesu, jak praktyczne rozwiązania, które będą powstawać na naszym rynku – przekonuje prezes Cyfrowej Polski.

Konferencja „5G Made Together” została zorganizowana przez Związek Cyfrowa Polska i firmę IS-Wireless. Patronowało jej Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz Polskie Towarzystwo Informatyczne.

Nowy dyrektor zarządzający w GLS Poland

Od 1 lutego nowym członkiem Zarządu GLS Poland został Tomek Zwiercan. To doświadczony menadżer europejskiej branży logistycznej. Pokieruje firmą również jako dyrektor zarządzający.

Bezpośrednio przed dołączeniem do GLS Poland Tomek Zwiercan przez 20 lat pracował w duńskiej firmie A.P. Moller-Maersk, będącej jednym z największych na świecie integratorów logistycznych. Przez ostatnie 4 lata pełnił w niej funkcję dyrektora zarządzającego na Polskę, Czechy, Słowację i Węgry.

Działając w branży TSL, zyskał ogromne doświadczenie w sprzedaży międzynarodowej i krajowej, operacjach, finansach, projektach rozwojowych i zarządzaniu. Teraz został nowym członkiem Zarządu GLS Poland, a wcześniej objął stanowisko dyrektora zarządzającego firmy.

Jestem dumny, że mam okazję dołączyć do organizacji, dla której najwyższa jakość usług, orientacja na klienta, uważne wsłuchiwanie się w realne potrzeby rynku i dążenie do pozycji lidera stanowią wartości nadrzędne. Podzielam tę optykę i cieszę się na współpracę z profesjonalistami wysokiej klasy w branży KEP. Równocześnie jestem podekscytowany nowym wyzwaniem zawodowym i liczę na to, że wykorzystam swoje doświadczenie, wspierając dalszy rozwój GLS Poland – mówi Tomek Zwiercan, nowy dyrektor zarządzający GLS Poland.

Zgodnie ze strategią rozwoju, firma konsekwentnie wzmacnia swój potencjał w kluczowych obszarach. Sukcesywnie wzbogaca zakres usług, idąc w kierunku rozwiązań coraz bardziej elastycznych i spersonalizowanych na tzw. ostatniej mili. W ostatnim czasie wprowadziła szereg rozwiązań dopasowanych do charakterystyki segmentu B2C.

Firma kurierska intensywnie poszerza również sieć punktów nadania i odbioru Szybka Paczka/ParcelShop, których w całym kraju działa już ponad 1500. Systematycznie rozbudowuje także swoją infrastrukturę bazową, dostosowując jej przepustowość do stale rosnącego wolumenu przesyłek zarówno krajowych, jak i międzynarodowych.

Wprowadza również kolejne rozwiązania cyfrowe, umożliwiające optymalizację procesów logistycznych. Najnowszym przykładem jest narzędzie do planowania tras kurierskich oparte na precyzyjnych współrzędnych geograficznych.

Jestem przekonany, że kluczem do dalszego wzmacniania rynkowej pozycji GLS jest elastyczność w działaniu oraz wprowadzanie kolejnych innowacyjnych rozwiązań i usług. Zależy nam również na budowaniu partnerskich i długofalowych relacji z klientami. Z tymi celami współgra również inwestowanie w rozwój pracowników naszej firmy i dbanie o komfort ich pracy. Cieszę się, że w GLS mam okazję współkształtować i realizować kompleksową oraz bardzo nowoczesną strategię rozwoju. Z uwagi na rozkwit e-commerce branża KEP ma przed sobą niezwykle ciekawe perspektywy, a równocześnie szereg interesujących wyzwań – podkreśla Tomek Zwiercan.

Grupa GLS to jeden z liderów jakości w europejskiej logistyce przesyłek. Cała sieć operatora, za pośrednictwem spółek-córek oraz partnerów transportowych, obejmuje 40 krajów, w tym USA i Kanadę.

Niespodziewany spadek wskaźnika koniunktury

Po serii dobrych danych z Polski wydawać się mogło, że będzie już tylko lepiej. Niespodziewanie jednak doszło do spadku wskaźnika wyprzedzającego koniunktury, co może sugerować, że wcale nie jest aż tak dobrze.

Wskaźnik koniunktury spada

Poznaliśmy wskaźnik wyprzedzający koniunktury wg BIEC dla Polski. Po gwałtownym spadku z początku pandemii parametr ten niemal co miesiąc szedł w górę, a teraz niespodziewanie spadł o 2,2 pkt. Oznacza to, że dotychczasowy optymizm co do rozwoju sytuacji w Polsce trochę spada, co docelowo powinno przekładać się również na słabość rodzimej waluty. Już teraz zresztą jesteśmy świadkami delikatnej przeceny złotego. Euro kosztowało wczoraj przez chwilę 4,52 zł i było najdroższe od początku lutego.

Zapasy ropy jednak rosną

Analitycy spodziewali się spadków zapasów ropy w USA. To właśnie przeświadczenie o braku odpowiedniej ilości surowca na rynku jest jednym z powodów ostatnich istotnych wzrostów cen ropy naftowej. Wczorajsze dane z USA pokazały jednak zamiast istotnego spadku zapasów ich wzrost. Oznacza to, że rynek jest znacznie bliżej równowagi, niż dotychczas sądzono. Taka informacja powinna ograniczyć, a przynajmniej spowolnić wzrost cen ropy. W dalszej konsekwencji jest to również negatywny bodziec dla walut państw wydobywających surowiec.

Gamestop przypomniał o sobie

Spółka gamestop trafiła na pierwsze strony gazet przy okazji kontrowersji związanych z walką funduszy inwestycyjnych i absurdalnie wysokim procentem akcji sprzedanych na krótko. To z kolei wywołało wiele efektów w tym gwałtowne zaangażowanie inwestorów indywidualnych i istotny wzrost a następnie spadek cen. Szczegóły i motywacje określonych aktorów tych wydarzeń, a w szczególności dużych funduszy inwestycyjnych i pośredników są w tej chwili nawet badane przez amerykański nadzór finansowy. Wydawało się, że spółka dwa tygodnie temu zakończyła gwałtowne zmiany cen i ustabilizowała się na jakimś poziomie równowagi. Dzisiaj jednak od rana niespodziewanie wzrosła o 100% w górę nie mając większych podstaw ku temu. Rynki patrzą na tę sytuację z pewnym niepokojem. Sama spółka jest zbyt mała by destabilizować rynek, z drugiej strony skoro tutaj mogą się dziać tak dziwne ruchy to kto wie, gdzie zaraz się pojawią. Zwiększa to zatem niepokój inwestorów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – PKB,

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Co priorytety Ministerstwa Klimatu i Środowiska oznaczają dla polskich inwestorów?

Opublikowane w pierwszym tygodniu lutego priorytety rozwoju krajowej energetyki w interpretacji polskiego rządu, mogą rzucić nowe światło na współpracę sektora państwowego z komercyjnym. Czy taki dualizm ma rację bytu? To zależy od przyjętej strategii wykonawczej samych rządzących.

Filary i cele

„Polityka energetyczna Polski do 2040 r.” (PEP2040), dokument określający priorytety rozwojowe m.in. krajowego sektora OZE, został podzielony na 3 bazowe filary: “sprawiedliwa transformacja energetyczna”, a więc plan korespondujący z ideą zrównoważonego rozwoju i wsparcia regionów węglowych w trakcie zmian, “zeroemisyjny system energetyczny”, czyli azymut, którego etapem pośrednim będzie niskoemisyjność kraju oraz “dążenia do poprawy jakości powietrza” – zespół programów antysmogowych (w tym — program “Czyste Powietrze”).

Już teraz media branżowe zwracają uwagę, iż PEP2040 ma 2 etapy: w bliższej perspektywie starania o jak największą niskoemisyjność krajowego sektora, a w dłuższej — ostateczną neutralność klimatyczną. Priorytety rządu to niejako wypadkowa zapisów umów międzynarodowych, w tym Porozumienia paryskiego, 2. unijnej dyrektywy o OZE, a także Europejskiego Zielonego Ładu. W obliczu powrotu, chociażby Stanów Zjednoczonych do ustaleń z 2016 roku, polski rząd wydaje się spoglądać na sprawę energetyki nie tylko przez pryzmat krajowy, regionalny, czy europejski, ale również globalny.

To już pierwszy sygnał dla inwestorów, którzy mają ambicje do zacieśniania kontaktów biznesowych na rynku transatlantyckim. Podobne przesłanki najpewniej przyświecały twórcom PEP2040, ponieważ dokument ma przewidywać wytyczne do decyzji inwestycyjnych. Z opublikowanych już streszczeń priorytetów można wywnioskować, że rząd chce zachęcać do wykorzystywania nie tylko względnie stabilnej sytuacji gospodarczej (przynajmniej w świetle PKB), ale i zaplecza surowcowego, technologicznego i know-how. Na tym jednak nie koniec.

Unia a PEP2040

Przegłosowany 2 lutego PEP2040 ma stać się także podstawą opracowywanego już Krajowego Planu Odbudowy, a więc zestawu założeń postcovidowych, których kanwą będą m.in. środki z funduszu uzupełniającego strategię budżetową Unii — Next Generation EU (NGEU). Dotacje rzędu 390 mld euro oraz możliwość uzupełnienia środków pożyczkami to szansa dla wszystkich państw członkowskich, które chcą realizować 3 elementy przewidziane w warunkach uzyskania funduszy. Te elementy to: odbudowa gospodarki po pandemii, przyspieszenie i dynamizacja rozwoju cyfryzacji oraz transformacji ekologicznej.

Szczególnie trzeci obszar jest dla krajowych inwestorów wyjątkowo istotny w kontekście przegłosowanych priorytetów Ministerstwa Klimatu i Środowiska. W ramach NGEU, Polska ponownie znajdzie się w czołówce największych beneficjentów netto, ponieważ do końca 2023 roku mamy otrzymać 23 mld euro w dotacjach oraz 34 mld euro w formie pożyczek. Tak pokaźne fundusze najpewniej przełożą się na sowite dofinansowania zarówno dla indywidualnych inwestorów OZE, jak i większych spółek, które zechcą wesprzeć krajowy sektor. Wniosek?

Należy uważnie śledzić zapowiedzi rządu, dotyczące dokładnego rozdysponowania środków. W perspektywie relatywnie ambitnych celów PEP2040, a więc m.in. co najmniej 23%. końcowego zużycia energii z OZE do 2030 roku, polscy inwestorzy mogą śmiało spoglądać w kierunku projektów związanych, nie tylko z szumnie zapowiadanymi elektrowniami wiatrowymi na morzu, ale również przodującą w skali globu fotowoltaikę. W ten trend wpisuje się także inwestycja Respect Energy w pomorskim Zwartowie, która ma być największym tego typu kompleksem w całej Europie Środkowo-Wschodniej.

Przyszłość dla inwestorów?

Abstrahując jednak od, przewidzianej w priorytetach ministerstwa, energetyce wiatrowej na morzu, czy zapowiadanych prac legislacyjnych na rzecz biometanu i klastrów energii, właśnie fotowoltaika będzie wiodła prym w krajowym krajobrazie OZE. Dlaczego? PEP2040 przewiduje rozwój infrastruktury sieciowej, technologii magazynowania energii, a także rozbudowę jednostek gazowych jako mocy regulacyjnych, które są niezbędne do realnej zmiany konkurencyjnej krajowego rynku PV.

Sporą niewiadomą jest projekt elektrowni jądrowej, która miałaby zagospodarować wakaty przewidziane w procesie likwidacji tradycyjnych form wydobywczych. O ile pierwsze ustawy o energetyce wiatrowej na morzu pojawiły się już w krajowej legislaturze, program jądrowy pozostaje niejako w cieniu. Skupmy się więc na nieco bliższych aspektach — energetyce gazowej. Ta w ramach realizacji celu dywersyfikacji dostaw i rozbudowy infrastruktury sieciowej ma doczekać się projektu Baltic Pipe oraz drugiej nitki Rurociągu Pomorskiego.

Obie inicjatywy mają zbliżyć krajowy rynek do partnerów zza Bałtyku, m.in. Skandynawów. Również ten aspekt jest istotny dla inwestorów, ponieważ potencjalne zacieśnianie kontaktów handlowych z północą może wpłynąć na nastroje samych konsumentów. Dzisiejszy rynek w dużym stopniu odzwierciedla trendy już od kilkunastu lat dominujące w Norwegii, Danii oraz Szwecji, a więc dbałość o potencjalne skutki klimatyczne danego produktu. Spółki, które chcą podążać za rynkiem, muszą bardzo uważnie wsłuchać się w głos ze Skandynawii. Warto postawić na, już funkcjonujące w Polsce, przedsiębiorstwa zajmujące się zieloną energią. PEP2040 to nie tylko punkt wyjścia dla rządu, ale i potencjalnej współpracy na linii państwo – sektor prywatny – klient.

Autor: Sebastian Jabłoński — prezes Zarządu spółki Respect Energy.

Jakich błędów pomoże uniknąć testowanie oprogramowania?

Marzeniem każdego programisty jest napisanie takiego kodu, który od samego początku będzie w pełni funkcjonalny i kompletny. Tymczasem może okazać się, że stworzonemu przez niego programowi daleko do doskonałości. Testowanie oprogramowania na etapie jego tworzenia stanowi nieodzowną pomoc. Pozwala na wychwycenie błędów, które można skorygować. Dzięki temu klient otrzymuje produkt, który jest satysfakcjonujący, a firma może uniknąć przykrych konsekwencji.

Testowanie? A co to?

Dzisiaj trudno wyobrazić sobie jakąkolwiek dziedzinę naszego życia bez dedykowanej dla niej aplikacji. Począwszy od małych programów służących głównie rozrywce aż po wielofunkcyjne i pełne licznych połączeń zewnętrznych oprogramowanie. Proces powstawania programu to nie tylko pisanie skryptu, który ma zadziałać. To mozolna praca licznych zespołów, które zajmują się uzgodnieniami z klientem, tłumaczą je na język  techniczny, planują strukturę programu, piszą skrypt, projektują interfejs aż po testerów, których zadaniem jest wypróbowanie działania skryptu i wychwycenie jego niedoskonałości.

Testowanie oprogramowania to – najprościej mówiąc – nic innego jak kontrola jakości. W środowisku programistów znane jest pojęcie „Quality Assurance”, czyli zapewnienie jakości. Testerzy weryfikują poprawność działania aplikacji. Ich zadaniem jest również zbieranie informacji na temat oprogramowania. Do takich informacji należą na przykład sygnały docierające od użytkowników programu wprowadzonego na rynek. Im bardziej zgłoszenia użytkowników są uzasadnione, tym bardziej do pracy powinien przystąpić zespół QA.

Testować można już sam pomysł na program. Testować można stworzoną dokumentację. Testować można kod źródłowy. Testować można funkcjonalność programu. Testować można interakcje pomiędzy systemami. Możliwości jest naprawdę wiele. Jednak nawet najdrobniejsze testy mają ogromne znaczenie dla osiągnięcia sukcesu zakładanego przez twórców oprogramowania.

Metody testowania

Do testowania oprogramowania stosuje się dwie metody. Pierwsza z nich to metoda „czarnej skrzynki” (ang. black-box testing). Polega ona na fizycznym sprawdzaniu oprogramowania. W metodzie czarnoskrzynkowej nie analizuje się kodu źródłowego. Dużo większe znaczenie ma wykrycie błędów zgodności funkcjonalności oraz poszczególnych komponentów z tym, co zostało zapisane w dokumentacji. Testy te nazywa się testami funkcjonalnymi. Natomiast testy niefunkcjonalne mają za zadanie wykazać bezpieczeństwo danych, obciążenie systemu czy też poprawność osadzenia komponentów w środowisku programu.

Drugą metodą jest metoda „białej skrzynki” (ang. white-box testing). Tester podaje na wejściu zdefiniowane dane, po czym sprawdza przejście wszystkich możliwych ścieżek oprogramowania. Test białoskrzynkowy pozwala na weryfikację, czy wykonanie akcji wywołuje następne akcje, jakie zostały założone w architekturze kodu.

Kiedy testować?

Właściwa odpowiedź brzmi: zawsze. Testowanie oprogramowania ma znaczenie nie tylko przed wprowadzeniem produktu na rynek. Testy przeprowadzane przed udostępnieniem oprogramowania wykazują błędy i wady na etapie jego powstawania; powodują, że finalny produkt wzbudza zaufanie wśród użytkowników; pozwalają na uniknięcie awarii, które mogą być powodem kosztów ponoszonych na prace naprawcze; są źródłem efektywności aplikacji, co gwarantuje zadowolenie klientów i wzrost zaufania wobec firmy.

Kod jest żywym organizmem. Wraz z rozwojem technologii może potrzebować zmiany, unowocześnienia czy uzupełnień. Nowe wersje systemów operacyjnych mogą spowodować konieczność wprowadzenia istotnych zmian w architekturze kodu. Jest zatem oczywiste, że taki unowocześniony kod trzeba przetestować zanim odda się aplikację użytkownikom. Natomiast szczególnie wśród użytkowników biznesowych mogą pojawić się dodatkowe oczekiwania wynikające ze zmian zachodzących w ramach rozwoju działalności. Dodawane kolejne funkcjonalności bez wątpienia poddać należy testom.

Kilka głośnych błędów oprogramowania

W latach osiemdziesiątych firma AECL, producent maszyn do naświetlania, borykała się z poważnymi problemami w funkcjonowaniu swoich urządzeń. Kilka osób poddanych naświetlaniu zmarło w wyniku zabiegów. Po długim dochodzeniu firma przyznała, że przeprowadzono zbyt mało testów. W trakcie śledztwa ujawniono, że oprogramowanie stworzyła jedna osoba. Błąd był wynikiem pominięcia przez nią jednego wiersza kodu. Brak dbałości o prawidłowość i kompleksowość testów doprowadził do poważnych konsekwencji.

Innym przykładem błędu, który mógł zostać wychwycony i usunięty w fazie testów, jest błąd zwany „millenium bug”. Polegał on na tym, że programiści, w ramach oszczędności, postanowili zapisywać w programach komputerowych oznaczenie roku pod postacią liczby dwubajtowej. W ten sposób wraz z nadejściem roku 2000 niektóre systemy zaczęły błędnie podawać datę: 1 stycznia 1900 roku. Inne systemy uległy po prostu awarii. Tego błędu również można było uniknąć w procesie testowania.

Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) przeznaczyła 7 mld dolarów oraz 10 lat pracy na budowę rakiety Ariane-5, która 4 lipca 1996 roku 30 sekund po starcie zboczyła z kursu i eksplodowała. Przyczyną był całkowity brak testów oprogramowania, które po prostu skopiowano z rakiety Ariane-4, gdzie doskonale się sprawdziło. Jednak nowa rakieta miała szybsze silniki. Oprogramowanie zaczęło generować wyższe liczby, co skutkowało błędem konwersji danych między 64-bitowymi danymi zmiennoprzecinkowymi a 16-bitowymi całkowitymi. Wynik konwersji danych był zbyt duży i spowodował przepełnienie, czego skutkiem było zniszczenie rakiety.

Testowanie wewnętrzne czy outsourcing?

Testowanie oprogramowania można przeprowadzić własnym zespołem QA. Jednak powierzenie testów zewnętrznemu usługodawcy jest z punktu widzenia biznesowego znacznie korzystniejsze. Gwarantuje wyższy poziom obiektywizmu, wysoką jakość usługi wynikająca z profesjonalizmu testerów. Testerzy, obok posiadanego przygotowania, dysponują doświadczeniem i gruntowną znajomością procesu przygotowania oraz przeprowadzania testów oprogramowania. Ostatecznie outsourcing lub konsulting IT jest ekonomiczniejszy. Przygotowanie własnego zespołu QA wymaga znacznych kosztów, pomijając kwestię czasu, jaki należałoby poświęcić na ich wyszkolenie.

Biznes oszalał na punkcie SI, jednak potrzebuje wsparcia

Każdy chce skorzystać z rewolucji algorytmów, jednak ⅓ projektów R&D kończy się niepowodzeniem, wynika z raportu Rackspace Technology. Powód? Brak dostępu do danych wysokiej jakości. Obecnie mniej niż 20% badanych uważa, że ich organizacja jest wystarczająco dojrzała w obszarze IT – wdrożenia i rozwoju technologii.

Ikona i gwiazda światowego biznesu, kiedyś przedsiębiorca, a dziś filantrop Bill Gates, powiedział: Nie ma nic złego w świętowaniu sukcesu, ale ważniejsze jest wyciągnięcie nauki z porażki. To zdanie jest idealnym podsumowaniem najnowszych wyników raportu firmy Rackspace Technology. Spółka notowana na Wall Street opublikowała szeroką analizę, z której wynika, że istnieje przepaść między tym czego firmy spodziewają się osiągnąć po wdrożeniu Sztucznej Inteligencji (SI) a swoimi realnymi możliwościami.

Chcieć, to nie znaczy móc

W grudniu 2020 i styczniu 2021 eksperci z firmy Rackspace Technology zebrali odpowiedzi od 1870 liderów IT z wielu branż, od produkcji, przez finanse, handel detaliczny, na administracji i opiece zdrowotnej skończywszy. Tak szeroko zakrojone badania miały dać odpowiedź na pytanie: jaki jest obecny stan wdrożenia i wykorzystania sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego oraz czego w związku z tym oczekują organizacje. W badaniu: Are Organizations Succeeding at AI and ML?, udział brali przedstawiciele biznesu z obu Ameryk, Europy, Azji i Bliskiego Wschodu. Podstawowy wniosek z raportu brzmi: pod każdą szerokością geograficzną biznes skłania się ku SI i uczeniu maszynowemu, ale brakuje mu specjalistycznej wiedzy i infrastruktury, a te są niezbędne do wdrożenia dojrzałych i udanych programów ze wspomnianych obszarów.

Mało tego, firmy, które zdały “cyfrowy egzamin dojrzałości” są w zdecydowanej mniejszości. Tylko 17% reprezentantów badanych uważa, że są na tyle zaawansowani cyfrowo, że mogą z powodzeniem realizować projekty z zakresu SI i uczenia maszynowego. Przytłaczająca większość respondentów (82%) wciąż bada sposoby wdrożenia tych technologii lub ma trudności z ich obsługą.

Nie tylko sztuczna inteligencja, ale także inne działania ukierunkowane na rozwój cyfrowych kompetencji w przedsiębiorstwach stały się priorytetem w pandemicznej rzeczywistości. Jak wynika z badań zrealizowanych przez Amplitude i Harvard Business Review, 97% dyrektorów globalnych firm, uważa że epidemia COVID-19 przyspieszyła ich migrację w kierunku technologii cyfrowych, a co jeszcze ciekawsze, 92% z nich zapowiada, że chce tę okazję wykorzystać! – mówi Grzegorz Kosiński, CEO Audience Network, a następnie dodaje: – Bardzo ważnym elementem nowej cyfrowej strategii jest dziś reklama w sieci. Komunikacja z otoczeniem od zawsze stanowiła podstawę sukcesu jakiegokolwiek przedsięwzięcia o charakterze biznesowym. Obecnie, gdy wiele aktywności przenieśliśmy do internetu, reklamodawcy chcąc dotrzeć do konsumentów, wybierają właśnie kanał online, który jest odporny na lockdown, a jego efektywność może być dokładnie zmierzona.  Jako agencja zauważamy wzrost zainteresowania cyfrowym marketingiem, a w szczególności reklamą wykorzystującą wielkie zbiory danych i algorytmy sztucznej inteligencji, które pomagają w profilowaniu danych o internautach z całego świata. Dzięki tej formie promocji jesteśmy w stanie tak kierować komunikacją, że będzie ona precyzyjna i mierzalna.

Lista życzeń do SI

Przedstawiciele firm, którzy brali udział w badaniu Rackspace Technology mają już za sobą pierwsze wdrożenia rozwiązań z zakresu SI i machine learning, wskazali najistotniejsze ich zdaniem zastosowania dla tych technologii: rozwój kompetencji analitycznych (40%), wsparcie dla innowacji (38%) oraz uzupełnienie już istniejących systemów wewnątrz firmy (35%).

A czego oczekują firmy znajdujące się w trakcie wdrażania sztucznej inteligencji? Najpopularniejsze odpowiedzi to: poprawa szybkości i efektywności już istniejących procesów (46%), zwiększenie przychodów (40%) i oferowanie nowych usług i produktów (38%).

Porażką między danymi

W kultowej już polskiej komedii z 2001 roku “Poranek Kojota” padają słowa: Nie daj się wyprowadzić z równowagi. Pamiętaj, że każda klęska jest nawozem sukcesu. Nie pozwól, by zawładnęły tobą drobiazgi. Te trzy zdania bohatera filmu mogą być dewizą dla firm myślących o SI. Bo przedsiębiorcom nie można odmówić chęci ani entuzjazmu, ale co się dzieje, gdy oczekiwania i nadzieje spotykają się z rzeczywistością? Okazuje się, że ponad ⅓ projektów R&D, związanych z wykorzystaniem SI kończy się porażką. Co ciekawe, pytani są w stanie wskazać źródło klęski. Respondenci uważają, że przyczyną są dane, a dokładnie ich niska jakość (34%) oraz poziom specjalistycznej wiedzy, który ich zdaniem jest zbyt niski (34%). – Zaawansowane technologie żyją z danych – podkreśla dr Stanisław Drosio, Dyrektor Pionu Usług i Utrzymania Oprogramowania z BPSC i dodaje – Istnieje współzależność między dobrej jakości danymi a udanym procesem technologicznym. Dane są jak podłoże, jeżeli jest ono bogate w składniki i mikroelementy, plon będzie obfity. Jeżeli natomiast baza w postaci danych i wiedzy będzie kiepskiej jakości, o satysfakcjonujące efekty będzie ciężko – mówi ekspert ze śląskiej spółki dostarczającej zaawansowane systemy IT dla biznesu.

34% projektów idzie do kosza

Mimo że 34% projektów R&D, związanych z wykorzystaniem SI w organizacji zostało porzucone, to jednocześnie 44% zakończyło się sukcesem, a 22% wciąż znajduje się na etapie testowania. – Wskaźnik sukcesu będzie systematycznie rósł, głównie ze względu na to, że firmy otrzymały dostęp do danych wysokiej jakości, które mogą wzbogacić już zebrane przez biznes informacje, dzięki czemu zbiór, na jakim operuje przedsiębiorstwo, jest większy i co za tym idzie, bardziej precyzyjny. Również systemy zyskują na funkcjonalności, uzupełniając wyrwy kompetencyjne. Wiele narzędzi dziś to prawdziwe kombajny, naszpikowane topową technologią, która pozwala na automatyzację całych procesów – mówi dr Stanisław Drosio z BPSC, rodzimego dostawcy oprogramowania ERP.

W niedawno opublikowanym na łamach Financial Times materiale Johna Thornhilla zatytułowanym “Wchodzimy w erę e-globalizacji”, pojawiło się pojęcie e-globalizacji. Autor uważa, że obecnie przyjmuje się za pewnik, że świat wkroczył w erę deglobalizacji. Gdy rosną napięcia narodowe, a globalne łańcuchy dostaw ulegają fragmentacji, przynajmniej w części cyfrowego świata jest dokładnie odwrotnie: jesteśmy świadkami gwałtownego przyspieszenia e-globalizacji. A to oznacza, że inwestycja w nowoczesne rozwiązania wspierające biznes, wydaje się dziś jedyną słuszną drogą.

Rekrutacja menedżerów w 2021. Co się zmieniło?

Na rynku pracy doszło do poważnych przetasowań. Omówione zostały już zmiany dotyczące aplikowania i weryfikowania zgłoszeń kandydatów, a także przebieg rozmowy kwalifikacyjnej online oraz możliwe błędy, które można popełnić w jej trakcie. Najważniejszy jest jednak finał procesu rekrutacyjnego – a więc wybór najlepszego możliwego kandydata. Również i na tym polu widać wyraźną różnicę.

Rządzi nami technologia

Trudno nie zauważyć, że proces rekrutacyjny uległ wyraźnym przeobrażeniom nie tylko za sprawą kryzysu związanego z pandemią, ale przyspieszającego rozwoju technologicznego. Piętno technologii widać w obu aspektach, które omawiałam w poprzednich komentarzach. Po pierwsze, CV i listy motywacyjne kandydatów coraz częściej są sprawdzane przez systemy ATS, które weryfikują kandydaturę potencjalnego pracownika na podstawie pożądanych słów kluczowych. Im tych słów, pasujących do profilu pracownika idealnego, jest mniej, tym gorzej dla kandydata: system odrzuca wtedy jego aplikację. ATS nie jest systemem pozbawionym błędów i wad, ale po pierwsze, może być wciąż udoskonalany, a po drugie – da się go „zhackować”, a więc nauczyć pisać CV, które trudniej zweryfikować negatywnie.

Drugą zmianą są rozmowy kwalifikacyjne, które przeniosły się na platformy Zoom, Google Meets czy Teams i stały się bardziej wymagające niż tradycyjne. Nietrudno pozostawić po sobie negatywne wrażenie, źle ustawiając kamerę, ignorując tzw. small talk czy doświadczając trudności z „przejściem” z jednej platformy komunikacyjnej na drugą. Na podstawie takich wpadek można – często błędnie – wywnioskować, że kandydat nie jest ani elastyczny ani nowoczesny; można założyć, że taki kandydat nie jest na bieżąco z nowymi technologiami albo jest mało zmotywowany, bo się nie przygotował. Innymi słowy, przygotowanie techniczne staje się równie ważne, jak przygotowanie merytoryczne. Lepiej unikać takich sytuacji, bo mogą zaważyć na procesie rekrutacyjnym!

Kandydat doskonały vs rekrutacja potencjału

Ostatnio zadzwonił do mnie jeden z klientów, poszukujący pracy. Był wyraźnie rozżalony po kolejnym nieudanym procesie rekrutacyjnym, i z goryczą zauważył, że „dziś nikt nie rekrutuje potencjału”. Miał rację – rynek szuka menedżerów „na już”.

Firma Paycor opublikowała niedawno artykuł, w którym wspomina, że obecnie ponad 80% firm listy Fortune 500 korzysta z oceny kompetencji przy rekrutacji na najwyższe stanowiska w organizacji, by potwierdzić deklarowane umiejętności, a tym samym ograniczyć ryzyko nieefektywnej rekrutacji. Główna myśl, która za tym stoi: „Dlaczego mam zatrudnić managera z potencjałem, czekać 3-6 miesięcy, by się dowiedzieć, czy się sprawdzi, skoro mogę wybrać kogoś, kto ewidentnie spełnia moje wymagania i dowiezie wyniki od razu?”

Wspomniany artykuł potwierdza nasze obserwacje: 2-3 lata przed pandemią firmy stawały się powoli bardziej otwarte na nietypowych kandydatów spoza branży. Tolerancja na potencjalne ryzyko nieudanej rekrutacji spadła drastycznie w zeszłym roku – pracodawcy szukają „gotowych” managerów, którzy dobrze znają swoją branżę, mają solidną sieć kontaktów, i których nie trzeba szkolić, wdrażać lub coachować.

Konsekwencje dla kandydatów

Kandydat, który przechodzi przez proces rekrutacyjny w sposób tradycyjny, tzn. nie jest badany „od góry do dołu” (= nie ma potwierdzonych dowodów), musi włożyć jeszcze większy wysiłek, by się dobrze przygotować do rozmów kwalifikacyjnych. Musi przekonać drugą stronę dobrymi argumentami i przykładami, że jest wymarzonym kandydatem, który nie stanowi ryzyka dla organizacji.

Sandra Bichl, Wykładowca i doradca kariery w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej Career Angels

323 tys. osób nie pracowało przez pandemię w czwartym kwartale

W ostatnim kwartale 2020 r. na rynku pracy widać było skutki pandemii i wprowadzonych obostrzeń. Według badania „Monitoring Rynku Pracy” Głównego Urzędu Statystycznego w okresie październik-grudzień aż 323 tys. osób nie wykonywało pracy z uwagi na kwestie bezpośrednio związane z pandemią. To ponad trzy razy więcej niż w trzecim kwartale. Liczba bezrobotnych osób nie zmieniła się znacząco, a liczba osób aktywnych zawodowo nawet wzrosła.

W czwartym kwartale 2020 r. liczba ludności aktywnej zawodowo (w wieku 15 lat i więcej) wyniosła 17 mln 86 tys. osób, a współczynnik aktywności zawodowej (56,5%) zwiększył się o 0,5 pp. w stosunku do analogicznego okresu z 2019 r. Warto zaznaczyć, że w tej grupie aż 16 mln 555 tys. to osoby pracujące, a 531 tys. – bezrobotni. Wpływ koronawirusa był jednak widoczny, bo wzrósł odsetek osób, które mają pracę, ale nie wykonywały jej w tygodniu badania z uwagi na kwestie związane z pandemią. W trzech ostatnich miesiącach 2020 r. było takich osób 323 tys., co oznacza wzrost w stosunku do trzeciego kwartału o 223 tys. Pod tym względem „bezkonkurencyjny” był jednak drugi kwartał, podczas którego z uwagi na kwestie związane z COVID-19, nie pracowało 1,2 mln osób, co stanowiło 62,2% wszystkich osób niewykonujących pracy w badanym tygodniu.

Dane GUS potwierdzają to, co dało się zauważyć w codziennym życiu, druga fala koronawirusa i wprowadzone obostrzenia sprawiły, że pracownicy mieli trudności, by wykonywać swoje obowiązki zawodowe bez wymuszonej przerwy. Na liczbę ponad 300 tys. osób, które w czwartym kwartale ubiegłego roku nie wykonywały pracy w związku z COVID-19, składają się nie tylko osoby, które chorowały lub przechodziły kwarantannę, ale też takie, których branże zostały objęte obostrzeniami – mówi Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert ds. rynku pracy.

Złudzenia nie pozostawiają też dane dotyczące przepracowanych godzin – 93 tys. osób w badanym tygodniu pracowało krócej niż zwykle z przyczyn związanych ze zmianami w działaniu zakładów pracy. Ta liczba dość znacznie zwiększyła się w porównaniu do sytuacji w analogicznym okresie 2019 r., kiedy takich osób było zaledwie 21 tys. Co ważne, aż 80 tys. ze wspomnianych 93 tys. zaznaczyło, że przyczyna ich krótszej niż zwykle pracy ma bezpośredni związek z pandemią.

Bezrobocie wzrasta, ale… powoli

Dość stabilnie od początku pandemii prezentuje się wskaźnik bezrobocia rejestrowanego, który w czwartym kwartale 2020 r. wyniósł 6,2%. Ta wartość utrzymuje się na podobnym poziomie od czerwca 2020 r. (wówczas – 6,1%). W porównaniu do sytuacji sprzed roku także nie zanotowano dużego skoku, bo o 1 pp. Zdaniem ekspertów Personnel Service, to po części również zasługa ukraińskiej emigracji, która złagodziła pierwszy szok wywołany pandemią.

W marcu i kwietniu, kiedy wprowadzono największe obostrzenia związane z koronawirusem, ok. 250 tys. pracowników ze Wschodu zdecydowało się na powrót do ojczyzny. Zwolnione przez Ukraińców miejsca pracy mogli zajmować Polacy. To oznacza, że odpływ kadry ze Wschodu stał się swoistą poduszką powietrzną dla Polaków tracących zatrudnienie – podkreśla Krzysztof Inglot.

Styczniowa odwilż na rynku pożyczek

Sprzedaż pożyczek pozabankowych spadła w styczniu o blisko 11 proc. w ujęciu wartościowym w porównaniu z grudniem. Mając na uwadze, że koniec roku to zwykle najlepszy okres dla instytucji pożyczkowych, uzyskane wyniki można uznać za dość dobre. Nastroje w branży wciąż jednak nie są optymistyczne. Aktywność sektora jest nadal znacznie niższa niż przed rokiem – w porównaniu do stycznia 2020 r. branża udzieliła finansowania na kwotę o ponad 20 proc. niższą.  

Z analizy Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego wynika, że w pierwszych tygodniach nowego roku utrzymało się lekkie odbicie w sprzedaży pożyczek zaobserwowane pod koniec 2020 roku. Wciąż jednak aktywność kredytowa sektora jest na poziomie niższym niż przed rokiem, co ma związek z ograniczoną podażą. Na wyniki instytucji pożyczkowych rzutują spadek koniunktury gospodarczej
w wyniku pandemii COVID-19 i związany z tym wzrost ryzyka kredytowego oraz skutki obniżonego limitu kosztów pozaodsetkowych.  

Lekki wzrost liczby zapytań

W poprzednim miesiącu obserwowaliśmy podwyższoną aktywność w zakresie liczby zapytań o raport BIK, co wynikało z efektu świąt. W pierwszych tygodniach stycznia strumień kierowanych zapytań był znacznie mniejszy, co jest naturalne ze względu na dni wolne w okresie noworocznym, a następnie wzrósł w drugiej połowie miesiąca (tygodnie rozpoczynające się 18. i 25. stycznia). Według bazy BIK liczba zapytań o raport rosła systematycznie w kolejnych tygodniach miesiąca, zbliżając się do niemal 60 tys. w ostatnim tygodniu stycznia, a poszczególne tygodnie odnotowywały spadki w wysokości 17,1 – 33,8 proc. r/r. Podobną tendencję możemy dostrzec w bazie CRIF, natomiast tutaj od pewnego czasu obserwujemy większy poziom spadków – ostatnie tygodnie stycznia wskazują na około 60 proc. aktywność firm w zakresie odpytań dotyczących klientów aplikujących o pożyczkę.

Wykres nr 1
Liczba odpytań ws. klientów aplikujących o pożyczkę w okresie ostatnich 12 miesięcy w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego

Liczba odpytań ws. klientów aplikujących o pożyczkę
Źródło: CRIF

Rozwój pandemii nie zahamował stabilizacji w zakresie udzielania pożyczek

Według danych CRIF w styczniu branża udzieliła pożyczek o wartości mniejszej o 10,9 proc. w porównaniu z grudniem 2020 r., co wynika ze spadku o 8,7 proc. liczby udzielonych pożyczek i spadku o 2,4 proc. średniej wartości pożyczki. Należy jednak pamiętać o różnicy w dniach roboczych między grudniem a styczniem (21 dni w grudniu wobec 19 w styczniu), co sprawia, że w przeliczeniu na dni robocze oba miesiące są dosyć porównywalne oraz daje lekki powiew optymizmu na kolejne miesiące. Warto dodać, że w przypadku porównania stycznia 2020 r. z grudniem 2019 r. efekt dni roboczych działał odwrotnie, a branża w ujęciu nominalnym notowała głębsze spadki sprzedaży w styczniu’20.

Zgodnie z danymi CRIF w ujęciu tygodniowym wartość udzielonych pożyczek w styczniu była niższa o kilkanaście procent wobec okresu porównawczego w zeszłym roku. Dane BIK również wskazują na stabilizację w zakresie wartości udzielanych pożyczek, jednakże przy głębszych spadkach sięgających ok. 20-30 proc. w zależności od analizowanego tygodnia.


Wykres_Liczba i wartość przynanych pożyczek

Wykres nr 3
Średnia wartość pożyczki w okresie ostatnich 12 miesięcy w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego

Średnia wartość pożyczki w okresie ostatnich 12 miesięcy
Źródło: CRIF

Średnia wartość pożyczki bliska wartości sprzed roku

Średnia wartość pojedynczej pożyczki wyniosła w styczniu 3067 zł, co oznacza spadek o 2,4 proc. w porównaniu do grudnia 2020 r. i spadek o 2,3 proc. w ujęciu rok do roku. Odczyty w styczniu powróciły niemal do poziomów notowanych rok wcześniej, co sugeruje, że firmy pożyczkowe oceniają zdolność kredytową klientów na zadowalającym poziomie. Warto zwrócić uwagę, że przy praktycznie niezmiennym poziomie średniej pożyczki spada łączna wartość udzielonych pożyczek, co może oznaczać, że część bardziej ryzykownych klientów została odcięta od możliwości pozyskania finansowania na skutek zmian legislacyjnych powodujących obniżenie poziomu maksymalnych kosztów pozaodsetkowych.Wykres_Sprzedaż styczniowa vs grudniowa

Względnie dobre zachowanie rynku w styczniu potwierdzają dane odniesione do średniego tygodnia grudnia, przy czym obie dane są ze sobą dosyć mocno skorelowane. W pierwszym tygodniu stycznia obserwowane było osłabienie, co jest związane z dniami wolnymi w okresie noworocznym. Kolejne tygodnie były już lepsze wobec średniego tygodnia grudnia, choć poprawa była umiarkowana i wynikała z nieco większej liczby udzielonych pożyczek.

Wykres nr 5
Odsetek klientów odrzuconych w okresie wrzesień 2020 r. – styczeń 2021 r.[1]

Odsetek klientów odrzuconych w okresie wrzesień 2020
Źródło: CRIF

Z uwagi na model raportowania przez firmy pożyczkowe danych nt. liczby odrzucanych aplikacji o pożyczki, należy mieć na uwadze, że dane z ostatnich czterech tygodni ulegną korekcie. Z tego względu jako ostatni miarodajny odczyt należy potraktować tydzień rozpoczynający się 4 stycznia, który pokazuje stabilizację wskaźnika na poziomie 41 proc. wobec odczytów na poziomach 35-37 proc. notowanych w tygodniach wrześniowych oraz październikowych. Efekt „drugiej fali” COVID-19 jest widoczny w danych, lecz jej wpływ był zauważalnie słabszy niż w miesiącach marzec-kwiecień 2020 r., kiedy odczyty sięgały 50 procent.

 Liczba firm pożyczkowych mniejsza o blisko 25 proc.

Według danych CRIF liczba aktywnych firm pożyczkowych, tj. takich, które w analizowanym okresie udzieliły choć jednej pożyczki, wyniosła w styczniu 38, co oznacza, że jedna z firm zdecydowała się wznowić lub rozpocząć aktywność pożyczkową. Należy jednakże podkreślić, że na ogólny krajobraz sektora pożyczkowego coraz większy wpływ ma rozwój segmentu płatności odroczonych. Na rynku przybywa firm oferujących usługi w modelu BNPL (buy now, pay later), które w 4 kwartale 2020 r. dołączyły do systemów wymiany informacji kredytowej (łącznie dołączyły 3 podmioty), z jakich korzystają firmy pożyczkowe. Ich obecność jest odnotowywana w bazach CRIF, co przekłada się na liczbę aktywnych podmiotów. Oznacza to, że spośród 38 podmiotów uczestniczących w rozwiązaniu CRIF w styczniu 3 spółki reprezentują segment płatności odroczonych, a pozostałe 35 podmioty to instytucje pożyczkowe, specjalizujące się w udzielaniu kredytów konsumenckich. Biorąc pod uwagę powyższe, rynek pożyczek pozabankowych pod względem liczby aktywnych graczy skurczył się o 24 proc. w stosunku do stycznia 2020 roku (z 46 do 35 firm pożyczkowych).

Wykres nr 6
Liczba aktywnych podmiotów[2]

Liczba aktywnych podmiotów
Źródło: CRIF

Podsumowanie

Zarówno dane BIK jak i CRIF za styczeń 2021 r. pokazują, że pierwszy miesiąc nowego roku wbrew pozorom nie był złym okresem dla branży pożyczkowej, choć w dalszym ciągu dużo gorszym wobec stycznia 2020 roku.  Dane styczniowe pokazują wyraźnie, że przy bardzo podobnej wartości średniej pojedynczej pożyczki branża udziela wartościowo dużo mniej pożyczek niż przed rokiem, co może oznaczać zwiększenie wykluczenia finansowego, szczególnie wśród konsumentów o nieco niższym scoringu kredytowym. Gros klientów, którzy jeszcze do niedawna mogli liczyć na finansowanie z firm pożyczkowych, wraz z koniecznością zaostrzenia wymogów kredytowych przez branżę (wskutek wzrostu ryzyka kredytowego oraz ograniczonych możliwości przychodowych w związku z obniżonym limitem kosztów pozaodsetkowych) aktualnie nie spełnia wymogów także w tym sektorze.  Materializacja ryzyka w postaci odcięcia części klientów od finansowania pozabankowego może się jeszcze pogłębić wraz z dalszym rozwojem pandemii i ograniczeniami działalności wielu branż, co może zostać odzwierciedlone w kolejnych danych dotyczących bezrobocia.

[1] We wszystkich danych CRIF, gdzie dokonujemy porównania z analogicznym okresem zeszłego roku lub średnimi danymi z poprzedniego miesiąca, stosujemy jednorodną grupę porównawczą, tj. analizujemy wyłącznie grupę instytucji pożyczkowych, która była obecna w całym okresie badania, co pozwala na uniknięcie zaburzeń wniosków na skutek rozpoczęcia lub zakończenia raportowania przez instytucję pożyczkową. W przypadku tego wykresu wskazana w pierwszym zdaniu reguła nie obowiązuje.

[2] Ze względu na specyfikę raportowania spółek do CRIF dane za ostatnie tygodnie stycznia w zakresie odsetka klientów odrzuconych mogą ulec zmianom. W niniejszej publikacji używamy danych CRIF wg stanu na 10 lutego 2021 r.

Bain&Co.: Pomimo pandemii wzrosły wyceny przejmowanych spółek

Pomimo dekoniunktury gospodarczej spowodowanej epidemią koronawirusa średnie wyceny przejmowanych firm na świecie wzrosły w ubiegłym roku, wynika z najnowszego raportu firmy doradczej Bain & Company. Inwestorzy musieli zapłacić więcej niż rok wcześniej za firmy z sektora technologicznego, telekomunikacyjnego, farmaceutycznego oraz mediów cyfrowych. Zmniejszyły się natomiast wyceny spółek z sektora handlu detalicznego i energetyki.

Z wyliczeń ekspertów Bain & Company wynika, że w 2020 roku średnia cena zakupu spółki odpowiadała 14-krotności jej zysku EBITDA. Rok wcześniej inwestorzy płacili średnio 13-krotność zysku. Powodem utrzymania się wysokich wycen w wielu branżach jest wysoka podaż kapitału. Przyczyniają się do tego rządowe pakiety stymulacyjne, utrzymujące się od dłuższego czasu niskie stopy procentowe, wzrost oszczędności gospodarstw domowych, jak również rekordowo wysokie środki na inwestycje zgromadzone przez fundusze private equity.

To był rok wielkich niepewności i zawirowań, ale także ogromnych niespodzianek. Wzrost średnich wycen przejmowanych spółek w wielu sektorach to na pewno spore zaskoczenie dla wielu uczestników rynku – powiedział Jacek Poświata, Partner Zarządzający Bain & Company.

Ubiegły rok nie zapowiadał się dobrze. W pierwszych miesiącach pandemii rynek fuzji i przejęć właściwie zamarł. Jednak już w drugiej połowie 2020 roku inwestorzy powrócili na rynek. W efekcie, w trzecim i czwartym kwartale łączna wartość transakcji na świecie wzrosła o ponad 30%. Jak wynika z globalnego badania przeprowadzonego przez Bain & Company wśród 300 uczestników rynku ten pozytywny trend prawdopodobnie utrzyma się w najbliższych miesiącach – około połowa respondentów spodziewa się zwiększonej aktywności na rynku w 2021 roku.

Wyniki naszej ankiety pokazują również, że menedżerowie w coraz większym stopniu upatrują w przejęciach sposobu na utrzymanie wzrostu przedsiębiorstw. W czasach podwyższonej niepewności i zawirowań powinni rozważyć dostosowanie swojej strategii fuzji i przejęć. Może to oznaczać rozszerzenie zakresu działalności akwizycyjnej na przykład przez tworzenie funduszy typu corporate venture capital, wchodzenie w partnerstwa czy też nabywanie mniejszościowych pakietów – powiedział Jacek Poświata.

Eksperci Bain & Company podkreślają, że pandemia koronawirusa zintensyfikowała trendy, które od kilku lat można było obserwować na rynku fuzji i przejęć. Coraz większego znaczenia nabiera inwestowanie zgodnie z zasadami ESG (Environmental, Social, and Governance), czyli przejmowanie spółek realizujących strategię zrównoważonego rozwoju z poszanowaniem środowiska. Jednocześnie spadło zainteresowanie transakcjami ponadregionalnymi na korzyść rynku krajowego i regionu.

W centrum zainteresowania inwestorów pozostają spółki i aktywa, których przejęcie umożliwia poszerzenie umiejętności i wejście w nowe obszary działalności. Dotyczy to zwłaszcza takich sektorów jak ochrona zdrowia, technologia oraz dobra konsumpcyjne. Eksperci zauważają, że z powodu wprowadzanych obostrzeń i ograniczenia możliwości podróżowania nastąpiło także przyspieszenie digitalizacji samych procesów transakcji – inwestorzy szybko zaadaptowali się do zdalnego przeprowadzenia badania due diligence spółek, finalizowania transakcji a następnie prowadzenia procesu integracji.

Eksperci Bain & Company uważają, że branża technologiczna będzie w tym roku jednym z motorów wzrostu rynku fuzji i przejęć. Już w drugiej połowie 2020 roku wartość i wolumen transakcji M&A w tym sektorze osiągnął rekordowy poziom. Konsolidacja będzie również postępować w sektorze handlu detalicznego za sprawą chęci zwiększania skali działalności oraz potrzebą dalszej cyfryzacji usług.

Można się też spodziewać dalszych przejęć w sektorze bankowym po tym jak wyceny wielu spółek usług finansowych spadły za sprawą pogarszających się wyników i słabszych wskaźników kapitałowych, a konsolidacji sprzyjają regulatorzy.

Podsumowanie danych policji: 70 181 zatrzymanych pijanych kierowców i 22 873 wypadków drogowych w 2020 roku

Choć rok 2020 nie był rekordowym pod względem statystyk policyjnych, to dane i tak są alarmujące. Mimo pandemii i związanych z nią ograniczeń w 2020 roku zatrzymano ponad 70 000 pijanych kierowców i odnotowano 22 873 wypadków, w których zginęło aż 2 130 osób, a 25 843 zostało rannych. Policja interweniowała aż 6 084 048 razy. Domowa izolacja doprowadziła też do wzrostu spożycia alkoholu przez Polaków. Jak podaje instytut Nielsena w 2020 roku wydaliśmy na alkohol o 7% więcej niż w poprzednim, czyli rekordowe 40 mld złotych. Specjaliści twierdzą, że mamy społeczny problem z adaptacją do nowej rzeczywistości, a statystki dotyczące pijanych kierowców powinny być jeszcze niższe.

Pijani kierowcy wciąż zagrożeniem na polskich drogach

Podczas pandemii nie opuszczała nas chęć brawurowej jazdy i ruszania w trasę pod wpływem alkoholu. Mimo, że 70 181 pijanych kierowców zatrzymanych przez policję w 2020 roku to o ponad 40 000 mniej niż w 2019  to biorąc pod uwagę krajowe obostrzenia ze względu na COVID-19, wciąż jest to ogromna liczba. Największy problem stanowią „wczorajsi kierowcy”, czyli osoby, które wsiadając za kierownicę były przekonane, że nie mają już promili we krwi, ponieważ rano czuły się dobrze fizycznie. Jednak brak bólu czy zawrotów głowy nie jest równoznaczny ze stanem trzeźwości, a nawet chwilowe rozkojarzenie może doprowadzić do tragedii.

– W pandemii wzrosły nasze obawy o zdrowie i bezpieczeństwo bliskich. Jednak nawet to nie powstrzymuje kierowców przed ryzykownymi zachowaniami na drodze. Cały czas nie biorą pod uwagę realnych zagrożeń wynikających m.in. z prowadzenia samochodu na następny dzień po zakrapianej imprezie. Najczęściej wynika to z braku świadomości i edukacji w tym obszarze. Liczą, „że się uda, że to tylko kilka kilometrów”, a to właśnie  sekundy decydują o tragedii – przestrzega Rafał Misztalski, prezes AutoWatch Polska.

Problem z adaptacją do nowej rzeczywistości

W wyniku izolacji Polacy zaczęli nadużywać alkoholu. Jego spożycie od marca 2020 roku wzrosło niemal o 30%. Głód kontaktów międzyludzkich spowodował, że pomimo obowiązujących obostrzeń wiele osób zdecydowało się na spotkania towarzyskie i zakraplane domówki, inni zaś postanowili odciąć się od problemów pijąc alkohol w samotności.

– Polacy są społeczeństwem bardzo rodzinnym i lubiącym gościnność. Spotkania z najbliższymi są niejako wpisane w naszą osobowość kulturową. Dlatego w momencie, gdy z dnia na dzień musieliśmy ograniczyć nasze kontakty społeczne, wiele osób dotknęła ogromna samotność i poczucie przytłoczenia zaistniałą sytuacją. By poradzić sobie z narastającą frustracją zaczęliśmy więc sięgać po coraz mocniejsze alkohole, by poradzić sobie z emocjami – ten sposób wydawał się nam szybki i skuteczny. Mała wiedza na temat emocji, błędne przekonania na temat złości, lęk przed jej okazywaniem spowodowanym często brakiem społecznej akceptacji doprowadził wiele osób do pojawiania się lub pogłębienia stanów lękowych i depresyjnych. Dużo lepiej radzą sobie z nieprzyjemnymi emocjami osoby, których wiedza o emocjach pomaga im nimi właściwie zarządzać, wyrażać i regulować je w zdrowy sposób – mówi Marzena Martyniak, psycholog i szef Poradis: Centrum Diagnozy i Terapii oraz międzynarodowy badacz inteligencji emocjonalnej.

Europa stawia na blokady alkoholowe

Według szacunków Komisji Europejskiej aż 25% wszystkich śmiertelnych zdarzeń drogowych w Unii Europejskiej jest spowodowanych jazdą pod wpływem alkoholu, który oprócz nadmiernej prędkości i niezapinania pasów bezpieczeństwa jest najczęstszą przyczyną wypadków. To międzynarodowy problem, nad którego rozwiązaniem od lat pracuje szerokie grono specjalistów. Według Dyrekcji Generalnej Komisji Europejskiej odpowiedzialnej za transport w UE jednym z najskuteczniejszych środków przeciwdziałania pijanym kierowcom są blokady alkoholowe. Ich podstawową funkcją jest uniemożliwienie uruchomienia pojazdu osobom, u których wykryto zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu, tym samym zamontowanie ich zwiększa bezpieczeństwo na drodze. Z europejskich danych wynika również, że system ten doskonale sprawdza się także wśród recydywistów, którzy dzięki jego zastosowaniu mogą odzyskać prawo jazdy nawet w połowie zasądzonego wyroku. W Polsce w 2015 roku weszła w życie ustawa regulująca zamontowanie blokad alkoholowych w pojazdach jednak wciąż  przepis ten nie jest dobrze znany zarówno samym kierowcom, jak i organom ścigania.

-W Europie z każdym rokiem coraz więcej mówi się o skuteczności i potrzebie stosowania blokad alkoholowych przekładających się na poprawę bezpieczeństwa na drodze. W Polsce świadomość ta utrzymuje się nadal na niskim poziomie, dlatego dostrzegamy potrzebę społecznej edukacji w tym obszarze. Blokady alkoholowe to doskonałe rozwiązanie zarówno dla osób prywatnych, jak i przedsiębiorców, zatrudniających setki kierowców, którzy każdego dnia pokonują służbowo tysiące kilometrów samochodem – mówi Rafał Misztalski, prezes AutoWatch Polska.

W 2019 roku do Policji zgłoszono 30 288 wypadów drogowych, w wyniku których rannych zostało 35 477 osób, a śmierć poniosło 2 909. Zgłoszono również 455 454 kolizji. Z winy pijanych kierowców doszło do 1655 incydentów, zmarły 192 osoby. Statystyczny Polak wypił w zeszłym roku 9,78 litrów alkoholu w przeliczeniu na czysty spirytus.  Na ten cel wydano 36,6 miliardów złotych.

Rozwój polskiego sektora usług dla biznesu – raport płacowy 2021

Polska pozostaje największym w regionie Europy Środkowo-Wschodniej ośrodkiem inwestycji realizowanych w sektorze usług dla biznesu. Mimo że dynamika wzrostu jest niższa niż w ubiegłych latach, to do kraju napływają kolejne inwestycje, a pracodawcy z sektora centrów dla biznesu mają w planach rekrutacje. Takie wnioski płyną z badania branży nowoczesnych usług dla biznesu, którego wyniki opublikowane zostały na łamach najnowszego Raportu płacowego Hays Poland 2021 – Centra usług biznesowych.

Polski sektor nowoczesnych usług dla biznesu (ang. Business Services Sector, BSS) to obecnie już ponad 1 500 firm, zatrudniających 340 000 osób. Jednocześnie te liczby cały czas rosną. Dojrzałość polskiego rynku, w połączeniu z szerokim dostępem do wykwalifikowanych pracowników, znających różnorodne języki obce, wciąż zachęcają do dalszego inwestowania. Stąd też pomimo widocznego spowolnienia wywołanego pandemią, nadal można mówić o rozwoju sektora i oczekiwać, że ten trend utrzyma się w najbliższej przyszłości.

Zainteresowanie inwestorów

Polska dała się poznać zagranicznym inwestorom jako kraj, w którym warto lokować centra usług. Wynika to nie tylko ze znakomitego stosunku jakości kompetencji do kosztów prowadzenia działalności, ale też dojrzałości sektora BSS. Polska jest największym i historycznie najlepiej rozwiniętym rynkiem nowoczesnych usług dla biznesu w regionie, co przez inwestorów jest postrzegane jako gwarancja powodzenia całego przedsięwzięcia.

Jak zauważa Anna Podolska, ekspertka branży usług dla biznesu w Hays Poland, rozwój polskiego sektora usług biznesowych nadal przebiega dwutorowo. – Z jednej strony mamy do czynienia z rozbudową już istniejących centrów. Najczęściej jest to skutkiem decyzji o przeniesieniu do Polski kolejnych, coraz bardziej zaawansowanych procesów. Z drugiej strony rozwój sektora cały czas jest napędzany przez nowych inwestorów, którzy decydują się na ulokowanie swoich centrów na terenie kraju. Chociaż okres pandemii wiązał się z wyzwaniami dla firm tworzących nowe struktury w Polsce, to zdalna rekrutacja i zdalne przeprowadzenie migracji procesów najczęściej kończyły się pełnym sukcesem – komentuje Anna Podolska, Branch Manager w Hays Poland.

Potrzeby kompetencyjne

Rekrutacja pozostaje kluczowa w planach firm na nadchodzące miesiące. Większość pracodawców z branży BSS pytana o perspektywę roku 2021, zakłada bowiem dużą aktywność w obszarach związanych z zasobami ludzkimi. Rekrutacje nowych pracowników znalazły się w planach 88 proc. pracodawców. Co druga firma (51 proc.) planuje zatrudniać wyłącznie pracowników etatowych. Co trzecia (32 proc.) uwzględnia natomiast większą dywersyfikację w ramach strategii zatrudnienia i planuje rekrutować zarówno pracowników stałych, jak i tymczasowych, zewnętrznych oraz kontraktowych.

Rozwój polskiego sektora usług dla biznesu
Źródło: Raport płacowy 2021 – Centra usług biznesowych, Hays Poland.

Firmy z branży najczęściej przewidują rekrutacje na stanowiska związane z finansami i księgowością, IT, obsługą klienta oraz usługami finansowymi. Nie zabraknie też ofert dla specjalistów administracji, HR, e-Commerce oraz inżynierii. Znajduje to odzwierciedlenie w strukturze zatrudnienia w sektorze. Specjaliści w obszarze finansów i księgowości stanowią drugą najliczniejszą grupę wśród osób zatrudnionych w polskich centrach usług. Pod względem liczby pracowników sektora BSS przewyższają ich wyłącznie osoby zatrudnione na stanowiskach IT.

W minionym roku na rynku można było zaobserwować wzrost popytu na ekspertów specjalizujących się w bankowości, m.in. procesach związanych z zapobieganiem praniu brudnych pieniędzy (AML) oraz weryfikacją klientów (KYC). Dużym zainteresowaniem cieszyły się również role związane z usługami finansowymi – ubezpieczeniami, inwestycjami oraz obrotem papierami wartościowymi i towarami.

Niezależnie od specjalizacji i posiadanego doświadczenia, kluczowa w prowadzonych rekrutacjach pozostaje znajomość języków obcych oraz kompetencje miękkie. Powszechnym standardem w centrach usług jest znajomość języka angielskiego, natomiast praca w sektorze BSS bardzo często wymaga kombinacji językowych, tj. znajomości języka angielskiego oraz drugiego języka obcego. W rankingu popularności, zaraz po angielskim plasuje się język niemiecki, francuski, włoski oraz hiszpański.

Kompetencje językowe odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu wynagrodzeń pracowników sektora. Tak zwany bonus językowy – będący stałym dodatkiem do wynagrodzenia podstawowego – w przypadku języków unikalnych i trudnych do pozyskania może wynosić nawet 60 proc. miesięcznej pensji. Najwyższe bonusy są wypłacane specjalistom władającym językami skandynawskimi oraz językiem niderlandzkim.

Trendy płacowe

W związku z niepewną sytuacją na globalnym rynku, w pierwszych miesiącach pandemii część firm z sektora nowoczesnych usług dla biznesu musiało dokładniej przyjrzeć się kosztom prowadzenia działalności, w tym kosztom pracy. To też sprawiło, że pomimo kontynuacji rozwoju sektora, w 2020 zaobserwowano nieznaczne wyhamowanie dynamiki wzrostu wynagrodzeń oferowanych pracownikom centrów usług. Trendy płacowe były też mocno uzależnione od specjalizacji oraz lokalizacji centrum usług. Podwyżki wynagrodzeń dotyczyły przede wszystkim stanowisk związanych z realizacją procesów w obszarze bankowości oraz usług finansowych, co wynikało ze zwiększonego zapotrzebowania pracodawców na tego typu kompetencje.

Jak wynika z badania Hays, podwyżki wynagrodzeń w 2021 przewiduje 51 proc. firm działających w branży. Będzie to podyktowane zarówno napływem nowych inwestycji i zwiększenia konkurencji w walce o najlepszych kandydatów, jak również stale zmieniającego się zakresu obowiązków pracowników. Od kilku lat obserwowany jest trend profesjonalizacji branży, gdyż w Polsce coraz częściej obsługiwane są zaawansowane procesy biznesowe o znaczeniu strategicznym dla globalnych struktur organizacji. To z kolei naturalnie pociąga za sobą wzrost wynagrodzeń.

Oczekiwania kandydatów

Pracodawcy częściej będą zabiegać o kandydatów pozafinansowymi elementami oferty. Mimo że wynagrodzenie i benefity pozostają najczęstszym powodem rozważania zmiany pracy przez pracowników centrów usług, to wysoko na liście plasują się również charakter wykonywanej pracy oraz brak możliwości rozwoju.

Otwartość na zmianę miejsca zatrudnienia często wynika z chęci poszerzenia zakresu odpowiedzialności. Szczególnym zainteresowaniem kandydatów cieszą się stanowiska umożliwiające udział w migracji procesów lub implementacji nowych systemów. Kandydaci, którzy do tej pory zajmowali się wyłącznie wycinkiem danego procesu, często dążą do objęcia roli oferującej bardziej kompleksowe do niego podejście – zauważa Dorota Staniczek, Lead Recruitment Partner w Hays Poland.

Trendy płacowe
Źródło: Raport płacowy 2021 – Centra usług biznesowych, Hays Poland

W minionym roku zmieniło się postrzeganie kwestii benefitów pozapłacowych. Obecnie kandydaci bardziej cenią wsparcie pracodawcy w podnoszeniu kwalifikacji m.in. poprzez dofinansowanie studiów oraz kursów rozwijających kompetencje językowe. W rozmowach rekrutacyjnych coraz częściej pojawia się temat elastyczności godzin pracy i miejsca, z którego jest ona wykonywana. Wielu pracowników sektora BSS oczekuje, że również po pandemii będą mogli pracować całkowicie w formie zdalnej. Tym samym kandydaci częściej przeglądają oferty pracy z całej Polski. Większe znaczenie w wyborze miejsca zatrudnienia odgrywa również branża pracodawcy. Kandydaci zwracają uwagę na ten aspekt nie tylko ze względu na stabilność zatrudnienia i jej odporność na skutki pandemii, ale również wpływ działalności firmy na środowisko i społeczeństwo.

O RAPORCIE

Raport płacowy Hays dla sektora nowoczesnych usług dla biznesu jest zestawieniem poziomów wynagrodzeń na ponad 30 stanowiskach, uzupełnionym wnioskami i komentarzami ekspertów oraz wynikami badania na temat rynku pracy, które zostało przeprowadzone pod koniec 2020 r.

Recykl – biznes, sztuka i zero waste

Warto pomagać. Trzeba pomagać. To się opłaca. Dobro wysłane w świat okrąża go i wraca do nadawcy ze zwielokrotnioną siłą. Prędzej lub później CSR przynosi korzyści.

Te proste zasady zawładnęły również działaniami dobroczynnymi w biznesie. Akcje charytatywne stały się środkiem wzmacniania wizerunku liderów rynkowych. CSR jest wpisany na stałe w agendy CSR międzynarodowych korporacji. Trend przeszedł również na start-upy, biznesy lokalne, firmy rodzinne. Niemal każdy z nas oddaje 1% podatku, aby pomagać.  Jednak w ostatnich latach mogliśmy zaobserwować zalew mało przemyślanych inicjatyw charytatywnych, przez co spowszedniały one zarówno organizatorom, jak i darczyńcom.

  • Projekt Recykl jest garścią fiołków ciśniętych w oczy wszystkim nudnawym akcjom charytatywnym.
  • Projekt Recykl to powtarzający się cykl, który nie tylko reanimuje przedmioty, ale przynosi nowe.
  • Projekt Recykl to Biznes, Sztuka Odzyskiwania i sztuka pomagania.
  • Beneficjentami projektu staną się dzieci – podopieczni gdańskiego oddziału Fundacji Korczaka.

Dla tych niezwykłych dzieci, o niezwykłych potrzebach, został napisany Recykl. Ale również dla kogoś innego. Recykl został napisany dla Państwa. Dla osoby, która czyta to zdanie i ma potrzebę wspierania. Pragniemy oddać narzędzie dobroczynności, które przynosi wyłącznie korzyści – również dla świata. Pomagając, nie marnujemy. Pomagając, tworzymy z tego, co jest. Zachęcamy do wspierania innych, poprzez czynienie dobra charytatywnie.

Czy umiemy papier zamienić w złoto? Tak i chętnie tego dokonamy. Okazuje się, że możemy to osiągnąć przy wsparciu czterech artystów (Marek Ciszkowski, Karolina Pielak, Karolina Michałek, Weronika Michalska), którzy z odpadków stworzą dzieła sztuki, które mamy nadzieję wylicytować tak dobrze, jak licytują się dzieła mistrzów. A to alchemiczne działanie zdziała magię dla Gdańskiej Fundacji Korczaka.

Pomysł na ten projekt zrodził się w głowie jego twórcy – Sebastiana Choromańskiego, pracownika działu kreatywnego firmy Tarifa – który w trakcie niszczenia dokumentów w pracy, ubolewał nad niewykorzystanym potencjałem powstałej w ten sposób makulatury. Recycling to za mało. Stąd urodził się Recykl, czyli przetwarzanie odpadków papierowych na sztukę. Dawcami makulatury staną się firmy, które używają niszczarek w biurach oraz te, których pracownicy pozbywają się odpadków makulaturowych na co dzień. Organizatorem  jest agencja eventowa TARIFA Corporate Events.

Przebieg akcji w teorii jest bardzo prosty: Biura będą zbierać makulaturę do pojemników (tu uwaga: do bardzo fajnych pojemników zaprojektowanych specjalnie dla tej akcji) postawionych w placówkach firm. Pracownicy tych firm chętnie pozostawią niepotrzebny papier w boxach Recyklu, włączając się w akcję Recykl. Papier trafi następnie do artystów, którzy stworzą z niego dzieła sztuki. Prace pójdą pod młotek na charytatywnej akcji, a pieniądze z licytacji przeznaczone zostaną na terapię podopiecznych Fundacji Jana Korczaka w Gdańsku. Wartość tej makulatury wzrośnie wraz z jej artystycznym kształtem, duchem tchniętym rękoma zdolnych ludzi.

Beneficjentów tego projektu jest wielu. I to go wyróżnia na tle innych projektów charytatywnych. TARIFA, jako zespół event managerów,  może zająć się, na czym się zna najlepiej – czyli organizacją eventów, które spełniają biznesowe cele. Fundacja Jana Korczaka w Gdańsku dostanie pieniądze na terapię. Artyści będą mieli okazję pokazać się szerszej publiczności, zaskoczyć swoich odbiorców. Partnerzy Recyklu poddadzą wyjątkowemu recyclingowi swoje odpadki oraz wypromują się jako darczyńcy myślący wielowektorowo o działaniach CSR.

Recykl startuje w już kwietniu. Zapraszamy na naszą stronę na Facebooku (14) Recykl | Facebook, wchodząc z nią w interakcję, zostawiając „lajka”, komentując, udostępniając dorzucasz swoje „trzy grosze” do powodzenia akcji. Potraktujmy to jak skarbonkę, tylko nominałem są tu kliknięcia. Każdy zainteresowany projektem  może skontaktować się z nami przez maila [email protected]. Udzielimy wszelkich informacji.

Po interwencji Rzecznika MŚP przedsiębiorca uzyskał ponad 3 mln zł subwencji – Wcześniej PFR trzykrotnie mu odmówił

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców podjął interwencję ws. przedsiębiorcy z branży gastronomicznej, któremu Polski Fundusz Rozwoju S.A. w ramach programu „Tarcza Finansowa 2.0″ trzykrotnie odmówił wypłaty subwencji finansowej. Po zapoznaniu się ze stanowiskiem Rzecznika MŚP, ostatecznie PFR wydał decyzję korzystną dla przedsiębiorcy przyznającą subwencję finansową we wnioskowanej kwocie 3,45 mln zł.

Przedsiębiorca, zwracając się do PFR o pomoc w ramach rządowego programu „Tarcza Finansowa 2.0 wykazał, że jego przychody drastycznie spadły o ponad 90% po wprowadzeniu ograniczeń w ramach walki z pandemią, oraz że spełnia wszystkie kryteria przyznania pożyczki w formie subwencji finansowej. Trzykrotnie PFR poinformował wnioskodawcę, że podjął decyzję negatywną skutkującą odmową wypłaty wnioskowanej przez Przedsiębiorcę kwoty subwencji finansowej stwierdzając, że „może zdarzyć się sytuacja, w której przedsiębiorca otrzyma z PFR decyzję odmowy przyznania subwencji bez podania przyczyny. W takim przypadku prosimy o sprawdzenie historii działalności i ewentualne złożenie wniosku o subwencję w późniejszym terminie”.

Przedsiębiorca do złożonej reklamacji przed PFR równolegle wniósł wniosek do Oddziału Terenowego Rzecznika MŚP w Białymstoku, licząc, że taka interwencja w sprawie przyniesie pozytywny skutek.

W zajętym stanowisku Rzecznik MŚP zwrócił się do PFR o podjęcie działań zmierzających do zapewnienia skutecznej ochrony praw przedsiębiorców oraz podkreślił fakt, że zasadniczym celem programu Tarcza 2.0 jest realizacja podstawowego interesu ekonomicznego Rzeczypospolitej Polskiej w postaci zapewnienia stabilności przedsiębiorstw i gospodarki. Tarcza Finansowa 2.0 pomimo jej branżowego zasięgu ma na celu zapobiegnięcie ryzyka masowej upadłości oraz zwolnień pracowników w objętych pomocą branżach na skutek znaczących zakłóceń w funkcjonowaniu gospodarki w związku z drugą falą pandemii COVID-19. W ocenie Rzecznika MŚP, jeżeli podstawą do odmowy wypłaty przedsiębiorcy subwencji finansowej na podstawie Regulaminu Tarczy 2.0 jest istnienie podejrzenia wystąpienia nadużyć to wskazanym jest precyzyjne określenie w decyzji wydanej przez PFR podstaw uzasadniających odmowę wpłaty subwencji (również poprzez wskazanie nadużyć). Rzecznik MŚP wskazał, że znaczenie w sprawie winien mieć również fakt, iż przedsiębiorca cały czas kontynuuje działalność gospodarczą, pomimo trudności spowodowanych pandemią, dając jednocześnie zatrudnienie 108 pracownikom.

Polski Fundusz Rozwoju S.A. na skutek interwencji Rzecznika MŚP, wydał korzystną decyzję dla Przedsiębiorcy przyznającą subwencję finansową we wnioskowanej kwocie 3,45 mln zł w ramach programu „Tarcza Finansowa 2.0″.

NVIDIA – kopanie kryptowalut a przemysł gamingowy

NVIDIA publikuje imponujące wyniki za czwarty kwartał – dyrektor generalny bagatelizuje znaczenie wydobywania kryptowalut jako głównego czynnika wzrostu.

NVIDIA ogłosiła w nocy rekordowe wyniki za czwarty kwartał, znacznie przewyższając przewidywania analityków ze wzrostem zysku na akcję o 51% rok do roku. Jednak po początkowych wzrostach cena akcji spadła o 2% w handlu po godzinach, ponieważ dyrektor generalny NVIDIA powiedział, że sprzedaż procesorów ludziom zajmującym się kopaniem kryptowalut „nie będzie wyjątkowo wzrastała”. Dzięki zwiększeniu wartości akcji o ponad 120% w ciągu ostatnich 12 miesięcy, NVIDIA zapewniła swoim akcjonariuszom imponujące zyski. Firma produkująca sprzęt komputerowy była jedną z popularniejszych akcji w 2020 roku pośród polskich inwestorów na eToro, którzy świadomie i z pasją kupują akcje firm technologicznych. NVIDIA była też dziesiątą najczęściej kupowaną akcją na eToro wśród inwestorów detalicznych globalnie. Czy ta chwilowa obniżka cen stanowi okazję do zakupu? – pyta Katarina Hrenova, komentatorka rynku eToro.

NVIDIA (NVDA), producent jednostki przetwarzania grafiki (GPU), jest ważną częścią świata gier video, ale ostatnio zaobserwowała także wzrost popytu na jej produkty w społeczności kryptowalut.

Od końcówki 2020 roku, ceny krypotwalut eksplodowały, co łączy się z coraz większą ilością firm ogłaszającą swoje zainteresowanie w inwestowanie w nie, jak np.: Tesla oraz BNY Mellon. Z rosnącymi cenami kryptowalut, będzie rósł także popyt na lepsze oprogramowanie do ich kopania. Kopanie kryptowalut wymaga niesamowicie szybkich procesorów, na co NVIDIA odpowiedziała, wypuszczając na rynek nowy procesor graficzny (GPU) – NVIDIA CMP – przeznaczony do profesjonalnego kopania kryptowalut. Logicznym jest, że jeżeli ceny krypto dalej będą rosły, to pojawi się więcej kopalni, prowadząc do rosnącej sprzedaży dla NVIDIA.

Jednak w obliczu globalnego niedoboru chipów firma wskazała, że mogą wystąpić problemy z dostawami kart graficznych, jednak próbowała też zapewnić swoich głównych klientów – graczy – że pozostają oni jej głównym priorytetem. W zeszłym tygodniu firma NVIDIA ogłosiła również, że możliwości jej najnowszego GPU w zakresie wydobywania kryptowalut będą ograniczone, co nasuwa pytania, czy ludzie przeniosą swoją zainteresowanie gdzie indziej.

Komunikaty firmy NVIDIA mogą być tylko krótkoterminową próbą sprostania oczekiwaniom wzrostu, do czasu aż problemy z dostawą chipów zostaną rozwiązane. Inwestorzy detaliczni będą uważnie obserwować, w jaki sposób firma NVIDIA zarządza istniejącym popytem i ofertą swoich produktów.

Digital Now! Holding zainwestował w Blue Whale Press – nowego gracza na rynku medialnym

2 miliony złotych – tyle zdecydował się zainwestować holding Digital Now! w wydawnictwo Blue Whale Press. Inwestycja jest zgodna ze strategią wspierania innowacyjnych przedsiębiorstw Spółki. – Pomysł autorskiej sieci reklamowej dla e-commerce jest odpowiedzią na potrzeby współczesnego biznesu – wyjaśnia Łukasz Nawrocki, Prezes Zarządu Digital Now! Holding.

Autorska sieć reklamowa Blue Whale Press, będąca jednocześnie wydawcą tematycznych portali informacyjnych, to nowy gracz na rynku medialnym. Oferuje świeże podejście do dystrybucji contentu oraz emisji reklam. W ramach powstałego w lipcu 2020 roku wydawnictwa działa już 70 wyspecjalizowanych portali tematycznych. Wśród nich można znaleźć witryny związane z tematyką sportu, mody i urody, rodziny, domu i ogrodu, motoryzacji, technologii, hobby, podróżom oraz wielu innym. Uruchomienie kolejnych zaplanowano na drugi kwartał 2021 r. Łącznie ich liczba ma przekroczyć 100 do końca roku.

Jednym z ważniejszych elementów naszego projektu wydawniczego był odpowiedni dobór autorów treści na poszczególne serwisy. Redaktorzy i dziennikarze, z którymi współpracujemy to nie tylko specjaliści, ale także, a może przede wszystkim, pasjonaci tematyki poruszanej w swoich publikacjach. Dzięki temu jesteśmy w stanie zagwarantować ich wysoką jakość i zainteresowanie czytelników, którzy będą wracać do wybranych treści. Zwiększamy tym samym szansę na uzyskanie oczekiwanych korzyści marketingowych przez naszych klientówmówi Anna Tworek-Skrzyszowska, Prezes Zarządu Blue Whale Press.

Wysoka jakość materiałów przygotowywanych przez wyspecjalizowane zespoły redakcyjne oraz działania promocyjne umożliwią dotarcie do ponad 500 000 użytkowników miesięcznie. W tym czasie wydawnictwo opublikuje 3000 artykułów tematycznych oraz 600 reklam dostosowanych do profilu serwisów. Poszczególne portale zaoferują przestrzeń reklamową pozwalającą aktywnie wspierać generowanie ruchu na stronie klienta. Serwisy Blue Whale Press są szansą dla sklepów internetowych poszukujących efektywnych form reklamy
i nowych możliwości zwiększenia sprzedaży.

Na inwestycję wartości 2 mln złotych zdecydował się holding Digital Now!, który obejmuje spółki specjalizujące się w udzielaniu kompleksowego wsparcia dla branży e-commerce oraz firm usługowych działających online. Holding odpowiada za prowadzenie strategii tworzących nowy obraz e-marketingu w wymiarze 360.

Inwestycja w Blue Whale Press to realizacja w praktyce strategii naszej firmy wspierania nowatorskich rozwiązań w biznesie. Zależy nam na ciągłym podnoszeniu satysfakcji klientów z kampanii prowadzonych na ich rzecz poprzez precyzyjne i, co najważniejsze, skuteczne działania marketingowe. Wpływ na decyzję o zainwestowaniu kolejnych środków miało bardzo dobre przyjęcie oferty Blue Whale Press na rynku. Liczymy, że dzięki naszej inwestycji już wkrótce wydawnictwo stanie się jednym z najważniejszych podmiotów wspierających rozwój branży w Polsce – podkreśla Łukasz Nawrocki, CEO Digital Now! Holding.

Inwestycja jest prowadzona w ramach rund inwestycyjnych. Oznacza to, że projekt finansują inwestorzy zewnętrzni, od których firma pozyskuje transze pieniężne umożliwiające wejście w kolejne fazy rozwoju. Digital Now! Holding wsparł Blue Whale Press w pierwszej fazie inwestycyjnej.

Kiedy warto kupić rower na raty i gdzie najlepiej dokonać zakupu?

Raty i subskrypcje z roku na rok zyskują na popularności. Coraz więcej rzeczy wolimy opłacić w formie wygodnych, mniejszych kwot przez pewną ilość miesięcy, niż wydawać raz dużą sumę, która może nadwyrężyć nasz budżet. Jednoślad jest czymś, co warto mieć w swoim wyposażeniu, by przemieszczać się w sposób zdrowy i wygodny, a także dbać o środowisko. Sprawdźmy jak wziąć rower na raty i czy istnieje ryzyko podczas takiej transakcji.

Rower na raty – jak wygląda proces zakupu

Wybierając taką formę zakupu w pierwszej kolejności warto przemyśleć swój budżet i ustalić jaką kwotę miesięcznie jesteśmy w stanie płacić za nasz nowy pojazd. W domu powinno się także przemyśleć oczekiwania względem nabywanego dwukołowca, by ten na pewno był trafiony i odpowiadał naszym potrzebom i możliwościom. Następnie warto wybrać się osobiście do dobrego sklepu rowerowego, w którym nie tylko bezstresowo nabędziemy nowy rower na raty, ale i uzyskamy poradę jaki model będzie najlepiej przystosowany do naszych oczekiwań. Sam proces poza kilkoma końcowymi formalnościami nie różni się wiele od zwyczajnego zakupu jednośladu. Możemy klasycznie przymierzyć się do roweru, wykonać jazdę testową, a w ramach rat zakupić nie tylko rower, ale i wszystkie potrzebne nam dodatki i akcesoria. Można więc pomyśleć o swoim bezpieczeństwie i wyposażyć się w kask i lampki, a także o wygodzie, którą zapewni nam odpowiednia odzież czy inne dodatki.

Możliwości zakupu roweru na raty

Źródło: Sklep i Serwis rowerowy BikeSalon.pl

Możliwości zakupu roweru na raty

W rozmaitych sklepach posiadamy różne opcje zakupu roweru na raty, dlatego warto poszukać takiego sprzedawcy, który oferuje najbardziej korzystne dla nas raty 0%. Dzięki temu po zakupie zapłacimy wyłącznie za nabyty jednoślad i ewentualne dodatki, bez konieczności uiszczania dodatkowych opłat za dokonanie transakcji. Rower na raty w sklepie BikeSalon możemy nabyć właśnie korzystając z takiej możliwości – jeżeli wybierzemy produkt z najnowszej kolekcji, który jest nieprzeceniony, to będziemy mogli go kupić bez żadnych opłat i prowizji. Modele przecenione niestety nie mają możliwości skorzystania z rat 0%, jednak te wciąż są niskooprocentowane, by klienci nie odczuli wyprzedaży roweru w powiększonej wysokości rat.

Gdzie kupić rower na raty?

Jednym z profesjonalnych sklepów rowerowych, jakie oferują taką możliwość jest BikeSalon. W nim skorzystamy zarówno z możliwości zakupu na raty 0%, jak i z niskooprocentowanych rat dla modeli przecenionych. BikeSalon posiada bogatą ofertę wysokiej jakości jednośladów pochodzących z kolekcji znanych i cenionych producentów. Wybierając się do tego sklepu mamy więc pewność, że kupiony przez nas rower będzie doskonale dobrany do naszych potrzeb i oczekiwań, a także wyróżni się wytrzymałością, wysoką jakością wykonania i dobrymi komponentami. Rower na raty Warszawa kupisz w BikeSalonie mieszczącym się przy ulicy Wrocławskiej 25 lub Ostrobramskiej 38b. Rower na raty Gdańsk to oferta sklepu BikeSalon w galerii City Meble, przy alei Grunwaldzkiej 211. W tym sklepie możesz nabyć także rower na raty online – wystarczy, że wybierzesz się na witrynę bikesalon.pl, by skorzystać z najlepszej oferty jednośladów w korzystnych warunkach finansowania.

Kupując rower na raty warto postawić na zaufanego sprzedawcę jednośladów. Dzięki temu nie tylko nabędziemy wysokiej jakości model w korzystnej cenie, ale i bez obaw dokonamy zakupu na raty. Warto skorzystać z oferty BikeSalon, by nasz nowy rower na raty dawał nam pełnię satysfakcji z jazdy.

Zainteresowany zakupem? Kup online na -> BikeSalon.pl lub odwiedź jeden z naszych punktów stacjonarnych:

Warszawa, ul. Wrocławska 25
Warszawa, ul. Ostrobramska 38b
Gdańsk, aleja Grunwaldzka 211

Źródło: Sklep i Serwis rowerowy BikeSalon.pl

Prowadzisz własną działalność? Sprawdź Orange Flex dla firm

Komunikacja to podstawa każdego biznesu. Z myślą o przedsiębiorcach Orange Flex przygotowało ofertę Flex dla Firm. Przejrzyste zasady, elastyczne plany i minimum formalności – to wszystko znajdziesz w Orange Flex.

Orange Flex dla firm to jedyna w swoim rodzaju oferta Planu komórkowego bez długoterminowej umowy. Oferta działa na zasadzie subskrypcji, z której możesz zrezygnować w dowolnym momencie. Takie rozwiązanie stworzone zostało z myślą o małych działalnościach gospodarczych, start-upach i osobach, które działają na rynku jako freelancerzy.

W Orange Flex dla Firm dostępne są cztery Plany. Każdy z nich obejmuje nielimitowane rozmowy, SMS-y i MMS-y w Polsce i w roamingu w UE oraz pakiet danych: 15 GB, 30 GB, 50 GB lub 100 GB. Wszystkie Plany zawierają usługę Social Pass – dzięki niej możesz korzystać z najpopularniejszych komunikatorów i serwisów społecznościowych, bez zużywania transferu. W dobie Internetu media społecznościowe to ważny kanał komunikacji z klientami – w Orange Flex możesz bez ograniczeń korzystać m.in. z Facebooka, Messengera, Instagrama i Twittera.

Maksymalna wygoda i minimum formalności

Do Orange Flex dla firm możesz dołączyć bez wychodzenia z domu – wystarczy pobrać na telefon aplikację mobilną ze sklepu Apple Store lub Google Play. Za pomocą aplikacji Orange Flex będziesz również na bieżąco zarządzał swoją ofertą. Po pobraniu aplikacji na swoje urządzenie, będziesz mógł w kilka minut utworzyć firmowe konto, potwierdzić swoją tożsamość i wybrać nowy numer. Możesz także przenieść do Orange Flex dotychczasowy numer.

W Orange Flex dla firm co miesiąc możesz zmieniać swój Plan na inny – w zależności od tego, jak dużej paczki danych akurat potrzebujesz. Wystarczy jedno kliknięcie. Jeżeli sparujesz swoją kartę płatniczą z aplikacją Orange Flex, płatności za wszystkie usługi będą pobierana z Twojego konta. Możesz także korzystać z szybkich płatności BLIK. E-faktury, które wystawiane są po każdej płatności, będą trafiały na Twoją skrzynkę mailową. Wszystkie faktury znajdziesz także w aplikacji, zgromadzone w jednej zakładce.

Orange Flex – rozwiązania dla firmy

Do swojego konta Orange Flex dla firm możesz dodać do pięciu numerów, które przeznaczone będą dla Twoich pracowników. Dodatkowymi numerami zarządzasz ze swojego konta w aplikacji Orange Flex – wybierasz Plan i kontrolujesz wydatki. Wszystkie numery możesz wliczyć w koszty prowadzenia działalności.

W Orange Flex dla firm możesz korzystać z wirtualnej karty eSIM za 0 zł – zainstalujesz ją na drugim telefonie lub smartwatchu. Dzięki temu ten sam numer telefonu będziesz mógł obsługiwać za pomocą dwóch urządzeń. Możesz także zamówić drugą tradycyjną kartę SIM – za 0 zł!

Wybierz najlepszą ofertę dla Twojego biznesu!

Pakiety bateryjne i akumulatorowe w przemyśle

Rozwój technologiczny i postęp w przemyśle sprawia, że coraz większa liczba firm sięga po rozwiązania na bazie pakietów bateryjnych i akumulatorowych. Przemawia za tym szereg zalet finansowych, logistycznych i technicznych, a nieustanne badania tej gałęzi dodatkowo przynoszą korzyści użytkownikom tego rozwiązania. Jakie są to benefity? Czym w ogóle są pakiety bateryjne i akumulatorowe od firmy Wamtechnik? Które branże zdążyły już wdrożyć technologię baterii i akumulatorów do swojego przedsiębiorstwa?

Technologia związana z bateriami i akumulatorami znana była już u początków XIX wieku, jednak początkowo nie wiązano z nią zbytnich nadziei. Prężna elektryfikacja oraz pierwsze narzędzia przenośne wymagające dostarczenia prądu sprawiły, że walory lekkich, poręcznych źródeł energii stały się szeroko doceniane. Dziś praktycznie każdy z nas dysponuje minimum jednym urządzeniem, w którym znajdują się baterie lub akumulator: pilot do telewizora, smartphone, laptop, wkrętarka akumulatorowa, samochód osobowy. Wiele wskazuje na to, że na naszych oczach dokonuje się rewolucja, a w perspektywie 10-15 lat ciężko będzie znaleźć przedsiębiorstwo niekorzystające z baterii i akumulatorów.

Czym są pakiety bateryjne i akumulatorowe?

Pakiety bateryjne lub akumulatorowe to konstrukcje energetyczne zaprojektowane na miarę potrzeb danego przedsiębiorstwa. Jeden zestaw może zawierać dowolną ilość baterii lub akumulatorów, a pomiędzy nimi zachowana jest przewodność elektryczna. Poza samym źródłem energii, pakiety te posiadają szereg zabezpieczeń mechanicznych i mechanizmów kontrolnych, jak na przykład czujniki temperatury. Dzięki temu możliwa jest maksymalizacja wydajności i efektywności w bezpiecznych warunkach, które można w dowolnej chwili skontrolować.

Pakiety bateryjne i akumulatorowe projektowane są na zamówienie przedsiębiorstwa – nie sprzedaje się gotowych zestawów. Wynika to z trzech faktów:

  • Różnorodność zapotrzebowania energetycznego – hale produkcyjne będą miały inne zapotrzebowanie niż parki przemysłowe, a te z kolei potrzebować będą o wiele więcej mocy niż chociażby magazyny.
  • Zróżnicowane możliwości technologiczne przedsiębiorstwa – dostępna przestrzeń, warunki panujące wewnątrz budynku czy obecność innych czynników niejednokrotnie definiuje parametry pakietów bateryjnych.
  • Technologie bateryjne do wyboru – litowa wersja to jedna z wielu możliwości; dostępne są zarówno ładowalne pakiety niklowe czy kwasowo-ołowiowe, jak również nieładowalne zestawy alkaliczne.

Rodzaje pakietów bateryjnych i akumulatorowych

Dostępna oferta rynkowa pakietów bateryjnych podzielona jest na cztery główne kategorie:

  1. Technologia litowa: znajdziemy tutaj m.in. akumulatory litowo-jonowe, litowo-polimerowe, litowo-żelazowo-fosforanowe oraz nieładowalne baterie litowe. Jest to jedna z najszerzej stosowanych technologii: od przenośnych systemów alarmowych przez hulajnogi elektryczne aż po samochody hybrydowe i elektryczne. Jest to jedno z najlżejszych, najbardziej efektywnych źródeł przenośnej energii.
  2. Technologia niklowa: tutaj dostępne są między innymi akumulatory niklowo-kadmowe oraz niklowo-wodorkowe. Pierwsze z nich stosowane są w branżach, które kładą szczególny nacisk na niezawodność, takich jak wojskowość czy medycyna. Drugi typ akumulatorów sprawdza się tam, gdzie wymagana jest wydajna praca przez długi czas, nawet w ekstremalnych warunkach pogodowych (zakres temperatur pracy wynosi od -40 do +85 stopni Celsjusza).
  3. Technologia kwasowo-ołowiowa: dzieli ona się na dwie główne grupy akumulatorów – VRLA-AGM oraz VRLA-żelowe. Obie cechują się niskimi wymaganiami w zakresie miejsca pracy czy położenia, nie wymagają również częstych konserwacji, napraw czy uzupełniania środków ładujących. Zastosowanie tych technologii jest niezwykle szerokie: od branży motoryzacyjnej przez telekomunikację, energetykę (w szczególności branżę fotowoltaiczną) i przemysł.
  4. Technologia alkaiczna: najczęściej utożsamiana jest z popularnymi bateriami sklepowymi w postaci „paluszków” AAA, AA, C, D i 9V. Praktycznie każde urządzenie RTV, AGD i małej elektroniki w gospodarstwie domowym korzysta z takiego rozwiązania, jeśli nie posiada podłączenia do prądu. Baterie alkaiczne są niezbędne w takich urządzeniach jak pilot TV, waga łazienkowa i kuchenna, zegary ścienne, zabawki zdalnie sterowane, latarki czy systemy detekcyjne.

Co sprawia, że pakiety bateryjne i akumulatorowe są tak wyjątkowe?

Za sukcesem pakietów bateryjnych i akumulatorowych stoi szereg czynników, takich jak niezawodność, wydajność czy ergonomia użytkowania. Jednak cechy te nie byłyby możliwe, gdyby nie najwyższe standardy produkcyjne, kompleksowe podejście i myślenie przyszłością. Dobrze zaprojektowana bateria lub akumulator musi nie tylko spełniać potrzeby doraźne, bieżącego momentu (czyli skuteczne dostarczenie energii elektrycznej), ale także odpowiadać na ewentualne potrzeby za kilka miesięcy lub kilka lat (np. brak konieczności częstej wymiany lub serwisowania).

Nie można także poprzestać na laurach i obecnych sukcesach – konieczne jest nieustanne prowadzenie badań i innowacji, które umożliwią utrzymanie konkurencyjności i dostarczanie najlepszych rozwiązań do klientów. Nie można pozostać także obojętnym na kwestie bezpieczeństwa – ta bowiem pozwala zbudować zaufanie i zminimalizować ryzyko uszkodzeń mienia oraz uszczerbku na zdrowiu. Obie te kwestie potwierdzają unijne certyfikaty i licencje niezbędne do funkcjonowania i obrotu wskazanymi produktami.

Jakie branże korzystają z pakietów bateryjnych i akumulatorowych?

Pakiety bateryjne i akumulatorowe znajdują swoje zastosowanie w wielu rozmaitych gałęziach przemysłowych i branżach. Wśród nich warto wyszczególnić takie nisze, jak:

  • Branża motoryzacyjna – opracowywane są technologie służące jak najwydajniejszemu użytkowaniu napędu, bezawaryjnym przemieszczeniu się w poczuciu bezpieczeństwa.
  • Branża elektromobilna – mała przestrzeń, w której można ulokować pakiety oraz zaawansowanie technologiczne sprawiają, że gałęź ta poddawana jest nieustannym udoskonaleniom.
  • Branża elektronarzędziowa – akumulatory i baterie są tutaj lekkie, wydajne, szybko ładowalne oraz uniwersalne, dzięki czemu pasują do wielu urządzeń jednego producenta.
  • Branża medyczna – tam, gdzie ratuje się ludzkie życie, koniczne jest stosowanie najwyższych standardów, a niezawodność, poręczność i funkcjonalność są kluczem do skuteczności.
  • Branża budowlana – wszechobecny brud, pył, wilgoć oraz ekstremalne użytkowanie i narażenie na uszkodzenia mechaniczne w żaden sposób nie mogą pogorszyć parametrów pakietów bateryjnych i akumulatorowych.
  • Branża przemysłowa, w tym przemysł 4.0 – responsywność wraz z komunikatami zwrotnymi, niski koszt produkcji masowej, możliwość konfiguracji AI oraz uwzględnienie wymagających warunków pracy to kluczowe kwestie dla współczesnego przedsiębiorstwa.

Więcej informacji na temat produkcji i zastosowania baterii i akumulatorów znajdziesz na stronie: Wamtechnik.pl

Przyzwyczajanie się do nowych realiów

Nastroje na rynkach poprawiają się przy odbiciu na większości głównych giełd. Pomimo wstępnych strachów wywołanych (ponownie) skokiem rentowności obligacji skarbowych, udało się obronić dzień odwrotu. Inwestorzy przyczajają się do nowych reguł, gdzie hossa na rynku akcji może iść w parze ze wzrostami rentowności.

Wczoraj kolejny zryw wyprzedaży na rynku długu pociągnął rentowność 10-latek USA do prawie 1,43 proc. – nowe 12-miesięczne szczyty. Zatrzęsło to rynkiem akcji, ale ostatecznie dzień odwrotu został obroniony i zielona fala przelała się przez Europę, USA, a dziś w nocy także Azję. Strach o to, co znaczą wyższe rentowności dla perspektyw hossy na rynku akcji systematycznie słabnie. Oczekiwania wyższej inflacji nie oznaczają od razu kresu ultra-luźnej polityki. Wyższe rentowności są dowodem zdrowienia gospodarki i poprawy perspektyw ożywienia. Wydaje się, że przedstawiciele Fed muszą o tym przypominać inwestorom co najmniej raz dziennie, aby żadne inne myśli nie wkradły się do umysłów uczestników rynku. Wczoraj prezes Powell razem z członkami zarządu Fed – Claridą i Brainard – zapewniali o podtrzymaniu ekspansywnej polityki na dłużej. Powell tonował obawy o inflację, Clarida deklarował utrzymanie QE bez zmian do końca roku, ale najważniejszy był przekaz od Brainard. Zwróciła ona uwagę, że po oczyszczeniu dany z rynku pracy z wpływu złego przypisania zatrudnienia, stopa bezrobocia jest bliżej 10 proc. niż raportowanych 6,3 proc. To świadczy, że jest jeszcze sporo miejsca, zanim zrealizowany zostanie warunek Fed dotyczący „znacznej poprawy” i spekulacje o wcześniejszej normalizacji polityki są na wyrost.

Na tej bazie powinien być budowany apetyt na ryzyko w kolejnych tygodniach, w czym także pomagają lepsze wiadomości w temacie walki z pandemią. Niektóre kraje nadrabiają zaległości w tempie wyszczepienia. Szczepionka od Johnson&Johnson ma być wkrótce dostępna w USA. Badani potwierdziły też wysoką (94 proc.) skuteczność szczepionki Pfizera w Izraelu. Obawy o przedłużanie się lockdownów ustępują miejsca dyskontowaniu skali odbicia globalnego ożywienia. Powinniśmy oczekiwań, że zmienność rynkowa zmniejszy się na rzecz przywrócenia spokojniejszych trendów.

Z uwagi na charakter rozliczenia transakcji w dacie spot (+2), gros przetasowań na koniec miesiąca dokonała się wczoraj i od dziś powinniśmy widzieć więcej ruchów pod kątem marcowych trendów. Na FX bezpieczne przystanie – USD, JPY, CHF – są pod presją, a równowagę odzyskują waluty ryzykowne. EUR/USD zbliża się do 1,22, silny pozostaje funt. Także ze złotego znika presja osłabienia na koniec miesiąca z EUR/PLN wracającym pod 4,51 i USD/PLN spadającym pod 3,70. Dziś przed nami dość napakowany informacjami dzień. Z Eurolandu otrzymamy indeksy nastrojów, a w USA m.in. kolejną rewizję PKB za IV kw. Większa uwaga może być na przemówieniach przedstawicieli EBC i Fed. Szczególnie interesujące może być przemówienie głównego ekonomisty EBC Lane’a, który może próbować werbalnie osłabić euro, choć nikogo już to nie zaskoczy.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W drugiej połowie 2020 r. przybyło zadłużonych bankrutów

Druga połowa 2020 roku była rekordowa pod względem liczby upadłości konsumenckich. Sądy orzekły ją wobec 8,4 tys. osób – to blisko dwukrotnie więcej niż w pierwszym półroczu. Większość bankrutów miała na swoim koncie przeterminowane zobowiązania finansowe: 65% z nich w dniu ogłoszenia upadłości było notowanych w Krajowym Rejestrze Długów, zaś 51% widniało wśród dłużników już rok wcześniej.

Pandemia pozostawiła ślad w portfelach konsumentów i w wielu przypadkach przyczyniła się do bankructwa Polaków. Według danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej w pierwszej połowie roku zbankrutowało 4,3 tys. osób. Natomiast w drugiej już 8,4 tys. Większość konsumentów, którzy ogłosili upadłość, można było znaleźć w danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej (5,5 tys.). Na rok przed ogłoszeniem widniało w nim 51% bankrutów. Na pół roku przed orzeczeniem upadłości odsetek ten rósł do 58%, a w dniu ogłoszenia upadłości do 65%. W drugim półroczu suma ich zaległych zobowiązań przekroczyła 310,2 mln zł. To ponad dwukrotnie więcej niż w pierwszym półroczu 2020 r. (118,5 mln zł). Łącznie w całym ubiegłym roku bankrutujący konsumenci mieli niespłacone 429 mln zł.

Bankructwo to ostateczność, ale jednocześnie efekt długiego procesu, którego symptomy można dostrzec znacznie wcześniej. Pierwszym sygnałem niewypłacalności jest nieradzenie sobie ze spłatą rachunków czy zobowiązań. Z danych KRD wynika, że każdy statystyczny bankrut w dniu upadłości miał średnio 37 tys. zł długów wobec ponad dwóch wierzycieli. Jeśli więc wartość zaległych zobowiązań przekracza możliwości spłaty, liczba wierzycieli upominających się o pieniądze rośnie, a długi zaczynają się kumulować, może to być objaw poważnych problemów finansowych, których finałem będzie ogłoszenie upadłości – mówi Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów.

Wraz z długiem rośnie ryzyko niewypłacalności

W odróżnieniu od liczby upadłości w 2020 r., liczba dłużników-konsumentów wpisanych do KRD nie zmieniła się znacząco r/r. W porównaniu do grudnia 2019 r., w ostatnim miesiącu minionego roku było ich o ok. 34 tys. mniej, a łącznie prawie 2,5 mln osób. Urosła za to suma długu, z 45,6 mld zł na koniec 2019 roku do 48 mld zł w grudniu 2020 roku. Średnio każdy dłużnik miał do oddania ponad 19,5 tys. zł.

Dane naszego rejestru pokazują, że w czasie pandemii większe problemy ze spłacaniem zobowiązań miały osoby zadłużone jeszcze przed jej wybuchem. Można przypuszczać, że wiele z nich nie było przygotowanych na taki scenariusz wydarzeń lub pracowało w branżach, które dotknął koronakryzys. Przeterminowane zobowiązania, bo takie odnotowujemy właśnie w KRD, są w takich sytuacjach dużym obciążeniem – dodaje Adam Łącki.

Do KRD dłużnicy wpisywani są zgodnie z Ustawą o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych, a więc m.in. zostali powiadomieni o zadłużeniu minimum 30 dni po upływie terminu płatności i otrzymali 30 dodatkowych dni na zapłatę.

Kto najczęściej ogłasza upadłość

W poprzednich latach upadłości konsumentów najczęściej przypadały w udziale kobietom. Według ostatnich danych sytuacja jest już wyrównana. Spośród bankrutów z drugiej połowy 2020 roku notowanych w KRD równe 50 proc. stanowiły kobiety, a drugie 50 proc. mężczyźni. Suma zobowiązań, jakie pozostawiły po sobie panie, wyniosła ponad 137 mln zł, a panowie ponad 173 mln zł.

Większość konsumentów, którzy nie poradzili sobie ze spłatą zobowiązań i ogłosili bankructwo w drugiej połowie 2020 roku oraz byli wcześniej wpisani do KRD, mieszka w miastach – to niemal 4,5 tys. osób. Mniej niż co dwudziesty (17%) mieszka na wsi.

Jedna na dziesięć upadłości konsumenckich miała miejsce w województwie śląskim (1143), nieco mniej bankrutów pochodziło z województwa mazowieckiego (773), a trzecie miejsce zajęło województwo wielkopolskie, z liczbą 541 upadłości konsumenckich. W pozostałych regionach takich osób było mniej niż 500.

Upadłości konsumenckich mogłoby być więcej, gdyby nie pomocowe działania rządu, które wymuszały na pracodawcach m.in. utrzymywanie miejsc pracy i powstrzymały szybki wzrost bankructw, szczególnie w pierwszej połowie roku. Możemy się spodziewać, że w 2021 roku wciąż będziemy notować wysokie liczby upadłości konsumenckich do czasu, aż nie ustabilizuje się sytuacja pandemiczna i gospodarcza. Dla wielu osób ogłoszenie bankructwa może stanowić jedyną furtkę do zaspokojenia roszczeń wierzycieli, pozbycia się długów i rozpoczęcia nowego życia bez obciążeń finansowych – dodaje Adam Łącki.

Wierzyciel to nie wróg

W drugim półroczu 2020 r. ogłaszający upadłość konsumenci byli najczęściej dłużni bankom (135,2 mln zł), funduszom sekurytyzacyjnym (118,7 mln zł) i firmom pożyczkowym (25,6 mln zł).

Warto zwrócić uwagę, że w większości wierzycielami konsumentów-bankrutów są instytucje finansowe, które często mogą zaproponować pomoc dłużnikowi w zwrocie należności, przedstawiając mu dostosowany do jego możliwości plan spłaty czy konsolidując zaciągnięte zobowiązania. Nasze doświadczenie pokazuje, że nawet z bardzo trudnej sytuacji można znaleźć wyjście. Wymaga to jednak woli i determinacji samego zadłużonego. Jeśli skorzysta on z propozycji wierzyciela, dotyczącej planu spłaty, będzie go realizował i nie zaciągnie kolejnych długów, to wizja bankructwa i utraty majątku się oddali – zaznacza Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

Co trapi franka, czyli świat widzi koniec pandemii

Stabilizacja kursu EUR/USD przy 1,21 może sprawiać wrażenie, że w świecie walut zmienność przygasła. Spokój jest jednak tylko pozorny. Za plecami głównej pary walutowej dochodzi bowiem do dynamicznych przetasowań. Ich klucz: im ryzykowniejszy profil waluty oraz im silniejszy i trwalszy jej związek z globalną koniunkturą, tym radzi sobie lepiej. To złe informacje dla jena i franka, czyli walut nazwanych bezpiecznymi przystaniami.

Osłabienie notowań franka szwajcarskiego wybija się tu na pierwszy plan, bo w lutym stracił on do euro i dolara po ok. 2 proc. Tendencja nabrała rumieńców w bieżącym tygodniu. Odwrót od helweckiej waluty jest też widoczny w notowaniach względem złotego. Pomimo wzrostu kursu EUR/PLN do ok. 4,52, CHF/PLN osunął się pod 4,10. Z perspektywy polskiej waluty frank tak tani nie był od września 2020 r.!

W roku odbudowy i powrotu inflacji

Globalna gospodarka najbardziej przypominała dobrze naoliwioną maszynę lub perfekcyjnie zgraną orkiestrę w 2017 r. Światowe PKB rosło o blisko 4 proc., a najsłabszymi walutami były wówczas tzw. “bezpieczne przystanie”, czyli dolar, jen i właśnie frank. Czy w tym roku, który ma stać pod znakiem postpandemicznej odbudowy i powrotu inflacji, sytuacja może się powtórzyć? Wiele na to wskazuje.

Na razie pozytywnie wybijają się waluty, których gospodarki stosunkowo dobrze poradziły sobie z drugą falą pandemii, albo są one związane z rynkami drożejących surowców lub mają zaplecze pod postacią sprawnego przebiegu programu szczepień. Kryteria te spełniają m.in. waluty skandynawskie czy ostro drożejący w ostatnich tygodniach funt szterling. W dalszej części roku kapitał będą przyciągać te, których banki centralne najszybciej skłonią się (lub zostaną zmuszone okolicznościami) do porzucenia nadzwyczajnego trybu działania. Innymi słowy: słabe będą te waluty, których stopy procentowe zostaną podniesione ostatnie. Wypisz wymaluj: sytuacja Japonii i Szwajcarii – mówi Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Opisując ostatnie przetasowania na rynku franka, trudno doszukiwać się jednej wiadomości, wypowiedzi lub odczytu danych, które mógłyby zadziałać jak zapalnik. Korekta na rynku akcji modelowo niezbyt sprzyja też takiemu zachowaniu franka.

Wyprzedaż franka wyraźnie przyspieszyła po pokonaniu przez kurs EUR/CHF szczytów z ubiegłego roku – zadziałał efekt zbliżony do kuli śnieżnej. W obliczu postępu programu szczepień i spadku liczby zachorowań (zwłaszcza w USA) mogło to przypomnieć o walucie, której kurs wcześniej przez wiele tygodni podlegał bardzo nikłej zmienności.

Można powiedzieć, że frank długo był na bocznym torze, a teraz wraca na swoje miejsce. Jego wycena nadrabia dystans do jena, który wcześniej zaczął tracić. Inne pary walutowe związane ze światową koniunkturą już dawno wykonały silne skoki. Potężne umocnienie ma za sobą np. korona szwedzka, a imponujący rajd – funt szterling – analizuje Bartosz Sawicki.

Czarne scenariusze coraz mniej prawdopodobne

Nie można także wykluczyć sytuacji, w której część uczestników rynku zakładała, że zimą sytuacja epidemiczna nie będzie się poprawiać, a szczepionki mogą okazać się nieskuteczne na nowo wykryte odmiany koronawirusa. Dla oczekujących schłodzenia nastrojów inwestycyjnych frank i jen były pierwszymi wyborami na rynku walutowym.

Tymczasem w największej światowej gospodarce pandemia wydaje się być pod kontrolą – zaszczepiony został już co piąty obywatel Stanów Zjednoczonych. Lada moment zostanie zatwierdzona kolejna antycovidowa szczepionka (Johnson & Johnson’s), która nie będzie wymagała dwóch dawek. W rezultacie, w kilka miesięcy może zostać osiągnięta stadna odporność w Stanach Zjednoczonych.

Kwartał powoli zmierza ku końcowi i nie widać znacznych szans na zmaterializowanie się czarnych scenariuszy. Osłabienie franka może być dowodem kapitulacji inwestorów, którzy preferowali takie zakłady rynkowe.

Złoty w perspektywie lepszej koniunktury

Opisywane prawidłowości i schematy znajdują przede wszystkim zastosowanie do notowań walut gospodarek rozwiniętych. Entuzjazm wobec rynków wschodzących przygasł w obliczu silnego podbicia dochodowości obligacji Stanów Zjednoczonych. Tendencja ta osłabia przecież główny motyw wycieczek do świata emerging markets, którym niezmiennie jest poszukiwanie jak najwyższych stóp zwrotu.

Nie spodziewamy się, by zjawisko to przerodziło się w trwały trend. Kolejne oznaki krzepnięcia koniunktury i dalszy postęp programów szczepień powinny sprzyjać naszemu koszykowi walut. Ma to zastosowanie również w kontekście złotego. W IV kwartale ub.r. pozytywne tendencje przerwał bank centralny. Groźba interwencji walutowych ze strony Narodowego Banku Polskiego utrzymuje kurs euro blisko 4,50 zł. Tolerancja władz monetarnych dla niższych poziomów kursu powinna rosnąć wraz z pojawianiem się ewidentnych oznak wychodzenia gospodarki z dołka. Złoty staje zatem przed szansą, by nadrabiać stracony w ostatnich tygodniach dystans, ale zapewne przyjdzie na to poczekać do kolejnego kwartału – zakłada analityk Cinkciarz.pl.

Oznacza to, że w najbliższych tygodniach za franka nie powinniśmy płacić więcej niż 4,12 zł, a jeszcze w tym roku kurs CHF/PLN powinien wyraźnie spadać poniżej poziomu 4,0.

Lockdown do Wielkanocy to plan minimum. Przedsiębiorcy wiedzą, że w pierwszym kwartale 2021 roku lepiej już nie będzie

Zapewnienia Ministerstwa Zdrowia nie pozostawiają złudzeń: trzecia fala pandemii koronawirusa trwa i wiele wskazuje na to, że przed nami kolejne miesiące ograniczenia, a może nawet zamykania gospodarki. Jak mówią przedstawiciele Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska sytuacja jest poważna i pewne ruchy są widoczne już w wielu firmach: – Przedsiębiorcy reagują dynamicznie na wszystkie zmiany, które ogłaszane są przez Ministerstwo Zdrowia. Rozmawiamy z wieloma podmiotami, które „spisały na straty” pierwszy kwartał tego roku i planują działanie na kolejne miesiące. Obecne funkcjonowanie w biznesie nie może się skupiać tylko na bieżącej działalności, ale i na planowaniu tego, co będzie po pandemii. Przetrwają tylko Ci, którzy potrafią łączyć operacyjne działanie w czasie rzeczywistym i przyszłości – mówi Filip Kiżuk, doradca gospodarczy.

„Myślę, że takie branże jak transport, hotelarstwo czy kultura bardzo ostrożnie będą planować swoją działalność w kolejnych tygodniach”

Ministerstwo Zdrowia w czwartek ogłosiło kolejne obostrzenia – zmienia się system ochrony osobistej, który wyklucza noszenie przyłbic na rzecz noszenia maseczek. Wraca także podział na regiony jeżeli chodzi o wdrażanie obostrzeń. Póki co lockdownem objęty jest tylko jeden region: województwo warmińsko-mazurskie. Nie jest jednak wykluczone, że wzrost zachorowań będzie wiązał się z poszerzeniem lockdownu na kolejne regiony. Przedsiębiorcy zmuszeni są do budowania swojego biznesu w dużej niepewności o przyszłość.

– Przedsiębiorcy z jednej strony odetchnęli, że obostrzenia nakładane są punktowo, a z drugiej mają wrażenie, że niebawem lockdown znów obejmie całą Polskę. Nie ma się co oszukiwać, trzecia fala pandemii staje się faktem, zachorowań będzie coraz więcej, więc i generowanie obostrzeń będzie postępować. Czy w takiej sytuacji można planować działalność? Myślę, że takie branże jak transport, hotelarstwo czy kultura bardzo ostrożnie będą planować swoją działalność w kolejnych tygodniach. O przyszłość drży także poturbowany lockdowami handel – mówi Katarzyna Michalska, doradca gospodarczy. – Gastronomia, branża fitness, branża ślubna, branża eventowa, kultura. Tutaj widzimy coraz większy nihilizm i  coraz większe pogodzenie się z tym, że to zamknięcie będzie trwać. Rozmowy z przedsiębiorcami z tych branż przygnębiają. Oni często już spodziewają się, że kolejne konferencje ministrów czy premiera nie przyniosą im dobrych wiadomości. Gospodarka potrzebuje tlenu – dodaje Filip Kiżuk.

 

Powinno być progresywnie, a znów jest defensywnie?

Trzecia fala koronawirusa, kolejne informacje o brytyjskich i amerykańskich mutacjach choroby, lockdown i obostrzenia w całej Europie. Na ile jeszcze przedsiębiorcom starczy energii i pieniędzy do trwania w tej trudnej sytuacji? Specjaliści nie mają wątpliwości, że rok trwania pandemii koronawirusa wielu nauczył zarządzania kryzysowego w praktyce. Nie można jednak budować spokojnej przyszłości swojej i swoich pracowników z miesiąca na miesiąc walcząc o przetrwanie.

– Na początku lutego chwaliłam Rząd RP za progresywne poluzowywanie obostrzeń w czasach, gdy inne kraje europejskie coraz mocniej pogłębiają się w zamykaniu gospodarki. Miałam nawet taką myśl, że może mamy jakiś unikalny sposób na działanie, który wyróżnia strategię z Polski na tle innych krajów europejskich. Ogłoszenia ze środy i plan powrotu do zamykania branż trochę mnie zasmucił. Musimy być realistami. Gospodarcze obostrzenia do Wielkanocy to wariant optymistyczny – mówi Katarzyna Michalska, doradca gospodarczy. – Przedsiębiorcy muszą znów zbierać kapitał obrotowy na kolejne miesiące trwania w trudnym otoczeniu gospodarczym. Czyli właściwie nic się nie zmienia – dodaje Filip Kiżuk.

W marcu obchodzić będziemy rok z pandemią koronawirusa. Straty w poszczególnych sektorach gospodarki liczone są w miliardach.

Inwestycyjne rozterki w niepewnych czasach

Czy oprocentowanie lokat bankowych pójdzie w górę? Na jakie fundusze inwestycyjne postawić? Kupować złoto? Czy bitcoin przekroczy wszelkie granice? Co z gotówką – warto ją posiadać, a może nie? Te pytania zadają sobie obecnie wszyscy inwestorzy. Ekspert firmy Tavex wyjaśnia wątpliwości.

Inwestycyjne rozterki

Jak pokazują badania firmy Tavex, Polska to kraj inwestorów lokatowych. Prawie 37% respondentów postawiło na ten rodzaj aktywa. Co ciekawe, wiele osób nadal w nic nie inwestuje – prawie trzy czwarte badanych nie pomnaża zaoszczędzonych pieniędzy. Jednak przez dość intensywne zmiany zachodzące na rynkach finansowych może to się zmienić.

Trzymając środki finansowe na koncie oszczędnościowym lub lokacie, nie tylko nie zarabiają, ale wręcz tracą na wartości z powodu inflacji i dodatkowych opłat narzucanych przez banki – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Polacy inwestują – oprócz lokat – w akcje na giełdzie (24,9%) i nieruchomości (22,3%). Co ciekawe, sporo osób zdecydowało się w 2020 roku postawić na złoto – prawie 15%.

Coraz częściej dostrzegamy potrzebę dywersyfikacji portfela. Nie wybieramy tylko jednego aktywa. Do swojego inwestycyjnego portfolio staramy się wprowadzać różnorodność – posiadać kapitał ulokowany w lokatach, nieruchomościach, złocie, kryptowalutach, a także gotówce – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Przywiązanie do gotówki

Gotówka w czasach pandemii jest istotnym elementem stabilizacji infrastruktury finansowej państwa. Opinie na temat potrzeby jej obrotu w gospodarce znajdują swoje potwierdzenie w stosunku Polaków do pomysłu jej likwidacji. Ponad połowa z nas uważa, że jest to rozwiązanie niekorzystne (59%), natomiast przeciwnego zdania jest 17%, według których gospodarka powinna postawić na obrót bezgotówkowy – wynika z badania Tavex zrealizowanego przez firmę SW Research.

Co ciekawe, większość (81%) ankietowanych deklaruje, że na co dzień nosi gotówkę w swoich portfelach. Co więcej, ponad dwie trzecie wskazuje, że jest ona potrzebna gospodarce. Przeciwnego zdania jest jedynie 13% ankietowanych.

Nierzadko chcąc się zabezpieczyć przed kryzysem gospodarczym odruchowo wypłacamy gotówkę, co jest historycznie uzasadnione, ponieważ już kilkukrotnie mogliśmy obserwować upadki dużych banków np. w Stanach Zjednoczonych. Co więcej, gotówka daje nam również poczucie swobody. W sytuacji awarii banków lub bankomatów nie zostajemy bez środków płatniczych. Gwarantuje nam ona pełną suwerenność, a także ochronę przed coraz powszechniejszymi ujemnymi stopami procentowymi. Daje poczucie bezpieczeństwa.

Gotówkę w Polsce noszą praktycznie wszyscy. Potwierdza to nasze badanie przeprowadzone na różnych grupach wiekowych. Młode osoby (do 24 r.ż.) potwierdzają, że posiadają w swoich portfelach gotówkę – blisko 90% wskazań. Sytuacja wygląda podobnie w przypadku pozostałych ankietowanych grup – osoby w wieku 25-34 lat – 89,4%, 35-49 – 88,5% oraz powyżej 50 r.ż. – 92,7% – podkreśla Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Zdaniem niemal jednej trzeciej respondentów płatność gotówką jest zawsze bezpieczna. 46% badanych uważa, że taka forma płatności jest bezpieczna tylko przy małych kwotach, a 15% respondentów nie uznaje płacenia gotówką za bezpieczne, przy czym zwraca uwagę na to, że inne metody wiążą się z większym zagrożeniem.

Dane z sądów: Fala restrukturyzacji dopiero przed nami. Eksperci: Tarcze antykryzysowe spowolniły proces

W 2020 r. nastąpił dwucyfrowy spadek składanych wniosków o restrukturyzację.

Z danych z sądów rejonowych wynika, że w ub.r. wpłynęło do nich w sumie o 20,5% mniej wniosków o restrukturyzację niż w 2019 roku. Największe spadki zanotowano w Częstochowie –  o ponad 72%, w Opolu – o 55,5%, a także w Płocku – o ok. 55%. Jednak w niektórych miastach były widoczne wzrosty i to nawet na poziomie 300%. Taki wynik był w Gorzowie Wielkopolskim. Z kolei w Szczecinie przybyło aż 84% wniosków, a w Kielcach – 62,5%.

Według informacji pochodzących z sądów rejonowych, zajmujących się restrukturyzacjami, w ub.r. w stosunku do 2019 roku nastąpił spadek wpływu wniosków o 20,5%. Zdaniem radcy prawnego i doradcy restrukturyzacyjnego Adriana Parola, na taki wynik wpłynęło wprowadzenie uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego. W praktyce niemal wyparło ono przyspieszone postępowanie układowe, które wcześniej stanowiło najpopularniejszą tego typu procedurę.

– Przedsiębiorca może sam otworzyć uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne, które zostało wprowadzone wraz z wejściem w życiem ustawy z 19 czerwca 2021 roku, zwanej Tarczą 4.0. W tym celu musi oczywiście podpisać umowę z licencjonowanym doradcą restrukturyzacyjnym i zamieścić obwieszczenie w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Natomiast przez cztery miesiące ma całkowitą ochronę przed wierzycielami i w tym okresie powinien zawrzeć z nimi układ – mówi Andrzej Głowacki z DGA Kancelarii Restrukturyzacji i Upadłości.

Jak podkreśla Norbert Frosztęga, adwokat i doradca restrukturyzacyjny z Kancelarii Zimmerman Sierakowski i Partnerzy, takie postępowanie charakteryzuje się tym, że w większości toczy się poza sądem. Wniosek restrukturyzacyjny jest składany dopiero w finalnej fazie, a nie w początkowej, jak to jest w przypadku innych procedur restrukturyzacyjnych. Zdaniem eksperta, wielu przedsiębiorców jest w procedurze uproszczonej restrukturyzacji, ale jeszcze nie doszło do etapu złożenia wniosku. I właśnie ta grupa podmiotów powoduje istotne różnice w odnotowanych wynikach.

– Dodatkowo wpływ na zmniejszenie liczby wniosków w 2020 roku miały tarcze antykryzysowe, które odsunęły decyzje o restrukturyzacji sądowej na późniejszy czas. Natomiast żaden ze znanych mi sądów restrukturyzacyjnych nie zaprzestał działalności w okresie pandemii, dzięki poczuciu obowiązku sędziów i pracowników – zaznacza mec. Parol.

W wielu sądach rejonowych odnotowano dwucyfrowe spadki rok do roku. Największą różnicę zaobserwowano w Częstochowie. W ub.r. było tam o 72,2% mniej wniosków o restrukturyzację niż w 2019 roku. Na drugim miejscu znalazło się Opole z wynikiem 55,5%, a na trzecim uplasował się Płock – 55,2%.

– Gdy liczba wniosków spada w danym mieście, oznacza to, że przedsiębiorcy w większości wolą tam ogłosić upadłość jako konsumenci niż ratować swoje firmy. Podkreślić należy jednak to, iż restrukturyzacja zawsze jest korzystniejsza dla wierzycieli i obrotu gospodarczego niż upadłość. Najczęściej wiąże się ona z likwidacją masy upadłości, co jest niekorzystne dla wszystkich – wyjaśnia doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol.

Norbert Frosztęga przypomina zarazem, że przedsiębiorcy nadal są zwolnieni z obowiązku wnioskowania o upadłość, jeśli niewypłacalność powstała w okresie obowiązywania stanu epidemii i z powodu COVID-19. Dlatego wielu z nich, nawet jeśli ma problemy płynnościowe, nie decyduje się na restrukturyzację. Według eksperta, pozostają oni w przekonaniu, że gospodarka szybko się odbije, zaś pomoc rządowa pozwoli przetrwać trudne czasy.

– Oczywiście można zrozumieć motywy, którymi kierują się przedsiębiorcy odkładający na później decyzję o restrukturyzacji. Jednak, w moim przekonaniu, takie rozwiązanie jest dość mocno ryzykowne – stwierdza prezes Głowacki.

Niemniej w niektórych sądach widoczne były wzrosty. Największy z nich, w Gorzowie Wielkopolskim, wyniósł aż 300%. W Szczecinie przybyło 84% wniosków, a w Kielcach – 62,5%. Jak zauważa Adrian Parol, wpływ na liczbę wniosków ma struktura gospodarcza danego rejonu. I tak np. wzrost w Szczecinie mógł być spowodowany brakiem turystów z Niemiec w okresie pandemii. Firmy powiązane z ich obsługą zaczęły mieć poważne problemy finansowe.

– Szczególnego podkreślenia wymaga fakt, że w grudniu 2020 roku w całej Polsce sądy otworzyły zaledwie 7 postępowań restrukturyzacyjnych. Natomiast w tym samym miesiącu w przypadku przedsiębiorców ta liczba sięgnęła aż 120. Spodziewam się, że w pierwszym półroczu br. właściciele firm będą coraz częściej do tego dochodzić. Myślę, że pojawi się lawina małych firm gastronomicznych i hoteli, które w ten sposób będą chciały się oddłużyć i przetrwać do lata – przewiduje prezes Głowacki.

Zdaniem Adriana Parola, w tym roku będzie więcej wniosków niż w 2020 roku z kilku powodów. Rośnie świadomość przedsiębiorców na temat możliwości restrukturyzacji. Ponadto uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne jest odformalizowane, szybkie i tanie dla dłużnika. Nie bez znaczenia jest też łagodniejsze podejście wierzycieli do zadłużonego podmiotu w ramach procesu prowadzonego z udziałem doradcy restrukturyzacyjnego.

– W mojej ocenie, w 2021 roku liczba złożonych wniosków będzie kształtowała się na podobnym poziomie co w ub.r. Wiele będzie zależeć od tego, jak długo ustawodawca będzie jeszcze utrzymywał moratorium na składanie wniosków upadłościowych. Po jego uchyleniu wielu przedsiębiorców stanie bowiem w obliczu decyzji, czy ratować się restrukturyzacją. Uważam, że znaczna część zdecyduje się na walkę o uniknięcie upadłości, co z kolei jeszcze bardziej zwiększy liczbę inicjowanych postępowań restrukturyzacyjnych – prognozuje mec. Frosztęga.

Jeśli Sejm przedłuży obowiązywanie ustawy z 19 czerwca 2020 roku do końca tego roku, czyli o 6 miesięcy, to Andrzej Głowacki spodziewa się nawet 1500 otwartych postępowań restrukturyzacyjnych. To jednak może bardzo zdezorganizować funkcjonowanie gospodarki. Uproszczone postępowanie o zatwierdzenie układu daje ochronę przed wierzycielami przez okres co najmniej 4 miesięcy, co oznacza, że przedsiębiorca nie reguluje zobowiązań wobec kontrahentów. Może do tego stopnia pogorszyć ich sytuację, że sami będą zmuszeni skorzystać z tego rozwiązania. A to już będzie efekt domina, przed którym ostrzega ekspert z DGA.

Lata 20 nowego tysiąclecia pod znakiem Zielonego Ładu

Rok 2021 to nie tylko rozpoczęcie nowego dziesięciolecia w historii ludzkości. To także przełomowy rok dla walki ze zmianami klimatycznymi, wywołanymi działalnością człowieka. Doszliśmy do momentu, gdy zdecydowany głos społeczny przeciwko dalszym działaniom niszczącym środowisko nie gaśnie – a rośnie w siłę. Od 2018 roku trwają cykliczne Młodzieżowe Strajki Klimatyczne. Z badań UN Global Contact i pracowni badawczej Kantar wynika, że ponad 70% Polaków uważa zmiany klimatyczne za prawdziwe i postępujące. Potwierdzają, że trzeba im przeciwdziałać – a co najważniejsze, że powinni przeciwdziałać im politycy. W pechowym 2020 roku, mimo pandemii COVID, ta liczba nie spadła – a nawet zwiększyła się o kilka punktów procentowych.

– W 2021 roku należy oczekiwać dalszej tendencji wzrostowej. Co to oznacza dla polityków? Że Ministerstwo Klimatu raczej nie zostanie zamknięte, a PKN Orlen i inne firmy energetyczne w domenie skarbu państwa będą dalej wykonywały coraz większe zielone zwroty. Będziemy mieć także coraz mniej inwestycji węglowych, a proces całkowitego odejścia od węgla zostanie wreszcie domknięty – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, dyrektor generalny UN Global Compact w Polsce. – W roku 2021 przestawimy zwrotnicę: z gospodarki opartej na węglu w kierunku gospodarki odpowiedzialnej klimatycznie. Transformacja energetyczna w związku z europejskim Zielonym Ładem już się dzieje. Sektor bankowy nie będzie już finansował inwestycji wysokoemisyjnych – co wynika z porozumienia bankowego z września 2018 roku. Jego konsekwencje widać już w Polsce. Mamy nadzieję, że te działania pozwolą zmniejszyć emisję tak, żeby temperatury nie wzrosły powyżej 1,5 stopnia Celsjusza w porównaniu do początku epoki przemysłowej. Takie zalecenie wynika właśnie z Porozumień Paryskich i o to apelują wszyscy naukowcy. W przeciwnym razie możemy bardzo szybko, własnymi rękami, pogrzebać cywilizację człowieka – ostrzega Wyszkowski.

Vivid Games przeprowadzi emisje prywatną

Emisja prywatna Vivid Games zostanie skierowana do jednego z głównych obligatariuszy i członka Rady Nadzorczej Wojciecha Humińskiego, który w 2020 roku zainwestował w spółkę 1 mln złotych. Na akcje przekonwertowane zostaną posiadane przez Inwestora obligacje.

Zgodnie z uchwałą zarządu akcje zostaną wyemitowane z pozbawieniem prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy po cenie emisyjnej 1,46 zł. Po ich objęciu udział Wojciecha Humińskiego w kapitale spółki zwiększy się do niespełna 3,5%.

Pan Humiński wspiera spółkę już od dłuższego czasu. Posiada jeden z największych pakietów obligacji. Wierzy w potencjał Vivid Games i przed rokiem zainwestował w nas ok. 1 mln zł. Ponadto dołączył do Rady Nadzorczej. Konwersja jego obligacji na akcje Vivid Games jest dla nas korzystna. Pozwoli na zmniejszenie wysokości kwartalnych rat i odsetek wypłacanych Obligatariuszom w ramach układu – podkreśla prezes Vivid Games Jarosław Wojczakowski.

Z miesiąca na miesiąc sytuacja finansowa Vivid Games poprawia się, czego efektem jest m.in. szybsza niż wymaga tego harmonogram spłata rat układowych obligacji. Jeśli dynamika przychodów z ostatnich miesięcy utrzyma się, czego potwierdzeniem mogą być opublikowane wstępne wyniki za styczeń, można z optymizmem myśleć o bieżącym roku.

Spółka potwierdziła też premiery kolejnych tytułów z segmentu mid-core. Right Swipes trafi do globalnej dystrybucji już w II kwartale, a Mythical Showdown zadebiutuje na iOS i Android na przełomie II i III kwartału. Współpraca z Qubic Games zaowocuje wkrótce kilkoma kolejnymi premierami na Nintendo Switch, spośród których najbardziej wyczekiwana jest premiera Real Boxing 2 – największego hitu Vivid Games zapowiedziana przez Qubic Games na II kwartał br.

Nowy benefit w kafeterii usług pozapłacowych – wsparcie psychologiczne

Pracownicy borykający się z wyzwaniami oraz problemami natury emocjonalnej i psychicznej mogą już skorzystać ze wsparcia psychologicznego w ramach oferty dostępnej na platformie kafeteryjnej MyBenefit. Usługa wsparcia jest dostępna dla ponad pół miliona pracowników korzystających z platformy dzięki współpracy, którą nawiązała firma MyBenefit, należąca do Grupy Kapitałowej Benefit Systems oraz firma szkoleniowa Nowe Motywacje. W wyniku kooperacji podmiotów powstał największy w Polsce serwis wsparcia psychologicznego oferujący profesjonalne konsultacje ze specjalistami finansowane ze środków pracodawcy lub własnych.

W lutym bieżącego roku firma MyBenefit nawiązała współpracę z firmą szkoleniową Nowe Motywacje, która w odpowiedzi na obecne potrzeby zatrudnionych, borykających się z coraz większą liczbą wyzwań i problemów natury emocjonalnej, wzmocnionych jeszcze pandemią, uruchomiła platformę Centrum Wsparcia Psychologicznego Online, na której każdy, kto chce skorzystać ze wsparcia specjalisty czy porady psychologicznej, może umówić ją z wybranym przez siebie praktykiem i odbyć w bezpiecznym środowisku online.

W panującej obecnie sytuacji atmosfera niepewności u wielu osób wywołuje problemy natury emocjonalnej. Próby mierzenia się z nimi bez profesjonalnego wsparcia mogą doprowadzić do poważnych konsekwencji zarówno psychologicznych jak i społecznych, a w efekcie negatywnie wpływać nie tylko na pracę, ale również na stosunki rodzinne czy najbliższe otoczenie. Dzięki uruchomionemu przez nas Centrum Wsparcia Psychologicznego Online, osoby poszukujące pomocy kontaktują się bezpośrednio ze specjalistami w różnych obszarach. Ze wsparcia korzystać mogą wszyscy, którzy czują, że potrzebują rozmowy ze specjalistą niezwiązanym z otoczeniem zawodowym czy rodzinnym. Rozmowy są prowadzone przy zachowaniu pełnej dyskrecji, online, poprzez preferowany bezpieczny komunikator, zaś czas trwania sesji to około 50 minut – mówi Grzegorz Święch, Wiceprezes i Partner w firmie szkoleniowej Nowe Motywacje.

Obecnie na platformie zarejestrowanych i zweryfikowanych jest już ponad 30 specjalistów, a kolejnych 70 jest w procesie formalizowania współpracy – zatem w ciągu kilku dni trafią na platformę i będą mogli świadczyć swoje usługi.

Osoby potrzebujące wsparcia mogą skorzystać z niego w aż sześciu różnych kategoriach, dostosowanych do ich potrzeb.

Są to:

  1. ogólna konsultacja psychologiczna
  2. pomoc w zaburzeniach lękowych
  3. pomoc w depresji
  4. pomoc w zaburzeniach odżywiania
  5. mindfulness
  6. life coaching

Jak to działa?

Dzięki nawiązanej współpracy z niezbędnego wsparcia w obszarze poprawy zdrowia psychicznego mogą korzystać wszyscy użytkownicy kafeterii MyBenefit. Finansowanie porad może odbywać się ze środków przekazanych przez pracodawcę lub własnych. Koszt jednej sesji konsultacyjnej, trwającej około 50 minut, to 150 zł.

Każdy chcący skorzystać z usługi wsparcia, za pośrednictwem platformy My Benefit, pobiera bon wartościowy z wygenerowanym kodem, który pozwala mu na wejście na stronę Centrum Wsparcia Psychologicznego Online, gdzie wybiera interesujący go obszar lub specjalistę, rezerwuje termin konsultacji i po uprzednim kontakcie z wybranym praktykiem pojawia się na wizycie.

Dostęp do Centrum Wsparcia poprzez platformę kafeteryjną MyBenefit to benefit pracowniczy na obecne czasy. Czasy, w których problemy pracowników to również problemy ich pracodawców. Dotarcie do tak dużej liczby zatrudnionych, z których nawet tylko niewielki procent może borykać się z wyzwaniami i problemami dnia codziennego, i nie wiedzieć gdzie szukać pomocy, to dla nas już ogromny sukces edukacyjny. Największym bowiem wyzwaniem w obszarze mental health, z jakim mierzy się od wielu już lat polskie społeczeństwo, jest brak odpowiedniej wiedzy i stygmatyzacja osób dotkniętych problemami natury emocjonalnej czy psychicznej. Mamy nadzieję, że dzięki dotarciu do tak szerokiego grona zatrudnionych oraz zaoferowaniu im bezpiecznego i bardziej dostępnego wsparcia przełamiemy tabu i pomożemy osobom z problemami, o których w ostatnich miesiącach mówi się coraz częściej. Hasłem przewodnim Centrum Wsparcia jest: „Dbaj o siebie, my chętnie podpowiemy jak.”, bo naszym głównym celem jest podpowiadanie osobom z problemami, jak i z kim mogą je rozwiązać, nie poprzez przymus, ale dawanie możliwości i dostępu do pomocy – dodaje Grzegorz Święch.      

COVID-19 wzmocnił zainteresowanie transformacją cyfrową wśród firm produkcyjnych w Polsce

Pandemia COVID-19 spowodowała wzrost zapotrzebowania na transformację cyfrową, która jest ściśle związana z szybszą adaptacją chmury – oto wniosek płynący z badania przeprowadzonego przez PMR na zlecenie Dassault Systèmes. Badanie, zatytułowane „Gotowość polskich firm produkcyjnych na transformację cyfrową i migrację do chmury. Analiza sytuacji w obliczu pandemii COVID-19.”[1], przeprowadzono w Q3 2020 roku wśród 105 średnich i dużych firm produkcyjnych w Polsce z sektorów: Transport i mobilność, Urządzenia przemysłowe, Lotnictwo oraz Home & Lifestyle.Badanie – Transformacja cyfrowa – infografika1 Badanie – Transformacja cyfrowa – infografika2

Z badania wynika, że pomimo faktu, iż 73% przedsiębiorstw przemysłowych w Polsce odczuło negatywne skutki COVID-19, firmy te stosunkowo dobrze poradziły sobie w czasie pandemii. Jedna trzecia z nich ocenia swoją kondycję finansową w 2020 roku pozytywnie w porównaniu z rokiem poprzednim, a dla ponad połowy wyniki będą porównywalne rok do roku. Niemniej jednak więcej niż połowa badanych firm uważa, że pandemia COVID-19 negatywnie wpłynie na ich sektor w 2021 roku.

W rezultacie pandemii, 42% firm zmienia także priorytet biznesowy: firmy te chcą w większym stopniu zadbać o dotychczasowych klientów oraz podejmować działania mające na celu pozyskiwanie nowych. Na podium kluczowych potrzeb znalazły się także wzrost efektywności biznesowej oraz innowacyjność w zakresie nowych produktów i usług. Okres pandemii COVID-19 wyraźnie pokazał menedżerom IT potrzebę wdrożenia skuteczniejszych procesów produkcyjnych, ponieważ istniejące systemy w wielu przypadkach okazały się niewystarczające.

Transformacja cyfrowa – potrzeba edukacji rynku

Badanie pokazuje, że zdecydowana większość firm w Polsce (73%) zna pojęcie transformacji cyfrowej. Termin ten wiąże się dla nich głównie z:

  • automatyzacją i integracją procesów produkcyjnych (80%),
  • wdrażaniem cyfrowych narzędzi wspierających procesy sprzedażowe i marketingowe (77%),
  • rozwojem usług zdalnych (71%),
  • wdrażaniem zaawansowanych narzędzi i systemów informatycznych (67%),
  • przejściem na rozwiązania chmurowe (66%),
  • nowymi technologiami zwiększającymi produktywność i efektywność pracowników (65%)

Według badania 6 na 10 firm jest obecnie w trakcie wdrażania różnych rozwiązań z obszaru transformacji cyfrowej. Natomiast zaledwie 14% badanych w ogóle nie planuje tego typu działań. Firmy te deklarują, że nie wiedzą, jakie korzyści może przynieść cyfrowa transformacja, na jakie obszary działalności przedsiębiorstwa może wpłynąć i do kogo zwrócić się w sprawie wdrożenia.

Brak wystarczającej wiedzy widać też w przypadku 14% ankietowanych firm, które deklarują, że zakończyły już proces cyfrowej transformacji. Firmy te utożsamiają ją bowiem głównie z wdrożeniem rozwiązań umożliwiających pracę zdalną. Pokazuje to, jak duża jest wciąż potrzeba edukacji rynku na temat samej istoty i kompleksowości procesu cyfrowej transformacji.

33% badanych firm planuje migrację do chmury

Badanie PMR pokazuje także, że doświadczenia firm związane z sytuacją kryzysową przyspieszą działania w kierunku szerszej adaptacji rozwiązań opartych na chmurze: co trzecia ankietowana firma potwierdziła, że planuje migrację do chmury w najbliższych 2-3 latach.

Firmy, które stosują już rozwiązania chmurowe, wśród kluczowych korzyści wdrożenia wymieniają: umożliwienie pracy zdalnej, optymalizację kosztów, zmniejszenie zapotrzebowania na wyspecjalizowany personel IT, niezależność od awarii sprzętu, dodatkową ochronę i wsparcie czy większą elastyczność.

[1] Badanie „Gotowość polskich firm produkcyjnych na transformację cyfrową i migrację do chmury. Analiza sytuacji w obliczu pandemii Covid-19.”, zostało zrealizowane przez PMR na zlecenie Dassault Systèmes w okresie wrzesień-listopad 2020r. Badanie ilościowe przeprowadzono na losowej próbie 105 średnich i dużych firm produkcyjnych w Polsce z sektorów Transport i mobilność, Urządzenia przemysłowe, Lotnictwo oraz Home & Lifestyle. Ankietowani byli menedżerowie średniego i wysokiego szczebla odpowiedzialni za obszar IT w firmach.

Cena tego samego produktu wyższa nawet o 220% – koszyk zakupowy w 2020 roku

Te same produkty w różnych sieciach mogą być nawet o ponad 200% droższe, a za ten sam koszyk artykułów zamówionych online można zapłacić więcej niż w sklepie stacjonarnym. Czy ubiegły rok faktycznie upłynął pod znakiem drożyzny na sklepowych półkach?

Bez względu na szacunki ekonomistów dotyczące inflacji konsumenckiej w 2020 r. w powszechnym odczuciu ceny wzrastały znacznie szybciej, niż wynikało to z oficjalnych statystyk. Pojawiały się opinie, że realna inflacja przybiera nawet dwucyfrowy poziom, drastycznie zmniejszając siłę nabywczą Polaków. Dlatego eksperci rankomat.pl postanowili przeanalizować, jak w rzeczywistości kształtowała się cena koszyka podstawowych produktów i czy poczucie drożyzny nie wynika z różnicy w cenach pomiędzy wybranymi sieciami handlowymi.

Ten sam koszyk produktów nawet 43% droższy w grudniu 2020 roku

Analitycy z ASM Sales Force Agency zbadali zróżnicowanie cen obejmujące 40 produktów wchodzących w skład koszyka zakupowego w wybranych sieciach handlowych. Niektóre różnice są na tyle wysokie, że mogą tłumaczyć  przekonanie o galopującym wzroście cen z perspektywy przeciętnego konsumenta.

Koszyk składający się z produktów FMCG (ang. Fast Moving Consumer Goods) zawierający artykuły spożywcze i środki czystości, został w grudniu 2020 r. wyceniony według cen maksymalnych na kwotę 306 zł. To o 82 zł więcej niż średnia wartość koszyka zakupowego, który w tym samym miesiącu wyceniony został na 224 zł. Jeszcze większa, bo aż 133 złotowa różnica, wystąpiła w porównaniu do koszyka, który skomponowany został w sklepach oferujących najniższe ceny. Przekłada się to na 43% oszczędności w stosunku do najdroższego wariantu.Maksymalna, średnia i minimalna cena koszyka zakupowego w grudniu 2020 r.

Wybrane produkty mogą być w tym samym czasie ponad dwa razy droższe

Dla zobrazowania skali zaobserwowanego zjawiska eksperci rankomat.pl stworzyli własny mini-koszyk i umieściliśmy w nim 7 produktów: margarynę, kawę mieloną, kabanosy, warzywa na patelnię, lody, szampon do włosów i pastę do zębów. Różnice w cenach mieszczą się w przedziale od 60 do 220%.G2_RANK_KoszykZakupowy_ceny min max

Osoby niezwracające uwagi na cenę mogą za margarynę zapłacić 220% więcej, za kawę 167%, a za pastę do zębów 125%. I tak mały koszyk, bo składający się tylko z 7 produktów, może być o 111% procent droższy, jeśli kupilibyśmy artykuły w maksymalnej cenie. Jest to oczywiście sytuacja czysto hipotetyczna, jednak obrazuje ona, jak mogą być odbierane ceny ogółem, jeśli konsument wybierałby sklepy o najwyższych stawkach.

Cena koszyka 40 produktów w sieciach tradycyjnych – różnice w cenie sięgające 21%

Aby przedstawić, jak zmieniała się cena koszyka złożonego z 40 produktów na przestrzeni 2020 r. eksperci rankomat.pl korzystali z „Raportów koszyka zakupowego” przygotowanych ASM Sales Force Agency. Badanie prowadzono w 5 placówkach sieci tradycyjnych, zlokalizowanych w 12 polskich miastach – Białymstoku, Bydgoszczy, Gdańsku, Jeleniej Górze, Lublinie, Łodzi, Katowicach, Krakowie, Opolu, Poznaniu, Warszawie i Szczecinie.

Badanie obejmuje porównanie cen analogicznych produktów szybkozbywalnych FMCG, tych samych marek i o takich samych gramaturach. W skład sieci tradycyjnej wchodzą: Auchan, Carrefour, E.Leclerc, Intermarche, Kaufland i Tesco.Średnia cena koszyka zakupowego w 2020 roku w sieciach tradycyjnych

Najdroższym sklepem w 2020 roku w analizowanej grupie był E.Leclerc, z roczną średnią ceną koszyka zakupowego na poziomie 237 zł. Do tej sieci należy także miesięczny rekord ceny – w maju za koszyk trzeba było zapłacić 260 zł. To aż o 44 zł (21%) więcej, niż za zestaw tych samych produktów kupionych w tym samym miesiącu w Auchan.

Na kolejnych miejscach pod kątem średniej rocznej ceny koszyka zakupowego znalazło się Tesco (229 zł), Intermarche (227 zł), Kaufland (224 zł), Carrefour (222 zł) i Auchan (213 zł), który poza lipcem był najtańszą siecią w badanej grupie. Co ciekawe, tylko w Intermarche (+1,39 zł) i w Tesco (+0,94 zł) cena za ten sam koszyk produktów była wyższa w grudniu w porównaniu do początku roku. W pozostałych sieciach w grudniu było taniej niż w styczniu 2020 roku.

Widoczny wzrost cen koszyka w sprzedaży online

Mając na uwadze wybuch pandemii koronawirusa oraz zalecenia dotyczące utrzymywania dystansu społecznego, warto także sprawdzić, jak zachowywały się ceny koszyka zakupowego dostępnego w kanale zdalnym. Do kategorii e-gorcery zaliczonych zostało 5 sklepów oferujących zakupy online: frisco.pl, dodomku.pl, polskikoszyk.pl, szybkikoszyk.pl i Megasam24.pl. Jako że kategoria e-grocery została potraktowana łącznie, to średnia cena koszyka w tym obszarze została od razu zestawiona ze średnią ceną w sieciach tradycyjnych.G4_RANK_KoszykZakupowy_wykres liniowy

Porównanie sprzedaży online ze stacjonarną daje jednoznaczny obraz sytuacji. Wzmożony popyt na zakupy zdalne, wywołany w dużej mierze obawą przed koronawirusem, wywindował ceny produktów oferowanych w tym kanale. W każdym miesiącu koszyk produktów zamawiany online był widocznie droższy niż ten sam zestaw kupiony w sieci tradycyjnej.

Najwyższa różnica wystąpiła w październiku – 48 zł (drożej o 21%). Widoczny skok cen w e-grocery miał także miejsce w pandemicznym marcu (wzrost o 20%) i kwietniu (wzrost o 20%). Ceny produktów oferowanych w kanale zdalnym ulegały również znacznie większym wahaniom na przestrzeni 2020 roku.

Inflacja konsumencka w lutym 2020 roku najwyższa od 9 lat

Ubiegły rok upłynął pod znakiem gołębiej polityki banków centralnych. Obniżanie stóp procentowych oraz masowy dodruk pieniądza rodziły strach przed niekontrolowanym wzrostem cen towarów i usług. W lutym 2020 r. odnotowano szczytowy odczyt inflacji konsumenckiej (CPI, ang. Consumer Price Index), który osiągnął niewidziany od 2011 r. poziom 4,7%. W kolejnych miesiącach wskaźnik zaczął opadać, aby w grudniu zatrzymać się na zaskakującym dla analityków poziomie 2,4%.Inflacja konsumencka (CPI) w Polsce w latach 2018-2020

Choć Niels Bohr mawiał, że „prognozowanie jest trudne, zwłaszcza wtedy, gdy dotyczy przyszłości”, to ekonomiści zwyczajowo przygotowali swoje przewidywania dotyczące spodziewanej inflacji w 2021 roku. Zgodnie z prognozami m.in. Banku Pekao, Credit Agricole i mBanku inflacja CPI w 2021 r. utrzyma się powyżej celu inflacyjnego NBP (2,5%), jednak nie powinna przekroczyć poziomu 3%.

Pandemiczny koszyk zakupowy – czy faktycznie było drożej?

Z przeprowadzonej obserwacji wynika, że w sieciach tradycyjnych ceny za koszyk zakupowy spadały na przestrzeni 2020 r. Najwyższe ceny odnotowane zostały w sprzedaży online. Kanał e-grocery wykorzystał pandemiczną sytuację, doskonale wpisując się w oczekiwania klientów utrzymujących dystans społeczny. Na powszechne poczucie drożyzny mogły wpływać różnice w cenach tych samych produktów oferowanych przez różne sieci. Rozbieżności te w skrajnych przypadkach sięgały nawet kilkuset procent – komentuje Bartłomiej Borucki, ekspert rankomat.pl.