Wielu przedsiębiorców nie posiada wystarczającej wiedzy i doświadczenia w zakresie zarządzania firmą podczas głębokiego kryzysu. Nic dziwnego, od czasu wprowadzenia w Polsce mechanizmów gospodarki rynkowej nie mieliśmy do czynienia z tak dużym spadkiem dynamiki gospodarczej. W przypadku gdy sytuacja finansowa firmy staje się zbyt trudna, przedsiębiorca powinien skorzystać z dostępnych środków naprawczych oraz przewidzianych przez prawo metod ochrony przed wierzycielami.
Jedną z metod, jakie mogą pomóc w odbudowie pozycji rynkowej przedsiębiorstwa znajdującego się w kłopotach finansowych jest postępowanie restrukturyzacyjne. Jest ono sformalizowanym sposobem prowadzenia negocjacji z wierzycielami. Zamierzonym skutkiem postępowania jest odbudowa pozycji rynkowej przedsiębiorstwa oraz uniknięcie upadłości.
Polska firma doradcza MGW CCG, 20 października 2020 roku opublikowała obszerny raport dotyczący problematyki postępowań restrukturyzacyjnych. Zawiera on omówienie dostępnych aktualnie narzędzi prawnych w zakresie restrukturyzacji przedsiębiorstw a także statystyki dotyczące postępowań otwartych, zatwierdzonych i umorzonych w III kwartale tego roku. Raport skierowany jest do przedsiębiorców zainteresowanych otwarciem postępowań, do specjalistów z zakresu restrukturyzacji ale również do analityków z branży finansowej czy instytucji administracji publicznej. Raport, którego publikacja była zapowiedziana latem tego roku był oczekiwany przez wielu analityków również dlatego, że stanowi istotne źródło informacji na temat kondycji polskiej gospodarki w okresie pandemii.
Z danych zawartych w raporcie wynika, że w trzecim kwartale 2020 roku otwarto w Polsce 188 postępowań restrukturyzacyjnych. To o 44,6% więcej niż w trzecim kwartale 2019 roku oraz o aż o 89,9% więcej niż w drugim kwartale 2020. Aż 72% stanowią uproszczone postępowania restrukturyzacyjne – nowa konstrukcja postępowań restrukturyzacyjnych wprowadzonych w ramach przepisów tarcz antykryzysowych. Zainteresowanie przedsiębiorców tą formą postępowania wynika z szybkiej procedury otwarcia, stosunkowo niskiego kosztu, możliwości otwarcia postępowania bez udziału sądu, możliwości objęcia układem wszystkich wierzycieli (również zabezpieczonych na majątku dłużnika) a także na zawieszeniu prowadzonych postępowań egzekucyjnych na czas postępowania.
Dla analityków zainteresowanych stanem polskiej gospodarki w czasie kryzysu, szczególnie istotne są dane dotyczące branżowej struktury przedsiębiorstw decydujących się na otwarcie postępowań układowych. Spośród 180 postępowań, 29 dotyczy przedsiębiorstw z branży rolniczej, 25 z branży przetwórstwa przemysłowego, 22 – handlu hurtowego a 20 – budownictwa. Pozostałe branże o istotnej ilości postępowań to handel detaliczny (18), transport i gospodarka magazynowa (15) oraz działalność finansowa i ubezpieczenia (12).
Z punktu widzenia małych i średnich przedsiębiorstw ważne jest to, że postępowania restrukturyzacyjne są dostępne dla wszystkich przedsiębiorstw, w tym dla tych prowadzonych w formie jednoosobowej działalności gospodarczej. Dla takich podmiotów są one jedyną możliwością na uzyskanie prawnej ochrony przed wierzycielami.
Niestety złą wiadomością dla przedsiębiorców jest to, że aż 63% postępowań kończy się umorzeniem. Jak mówi Mariusz Grajda – partner zarządzający w firmie MGW CCG, „przedsiębiorcy bardzo często decydują się na otwieranie zobowiązań w sytuacji gdy ich pozycja finansowa jest już bardzo trudna, dodatkowo środki pomocowe oferowane w czasie pandemii do tej pory nie przewidywały możliwości finansowania przedsiębiorców znajdujących się na etapie postępowania układowego”.
Taka możliwość pojawiła się dopiero w sierpniu tego roku, dzięki uchwaleniu „Ustawy o pomocy publicznej w celu ratowania lub restrukturyzacji przedsiębiorców”. Obok przepisów o uproszczonym postępowaniu układowym, stanowi ona aktualnie podstawowe narzędzie wspomagające strategie odzyskiwania równowagi finansowej przez przedsiębiorców.
Grupa Kapitałowa Transition Technologies, dostawca najnowszych rozwiązań informatycznych dla energetyki, przemysłu i medycyny, wciąż rośnie w tempie ponad 25% rocznie. Sprzedaż grupy po Q3 intensyfikuje się i przekroczyła właśnie 310 mln PLN.
Grupa Kapitałowa Transition Technologies jest przykładem jednej z wielu firm z sektora IT w Polsce, które w przeciwieństwie do innych gałęzi gospodarki nie narzekają na obecną sytuację ekonomiczną. – Nasi klienci wciąż inwestują, a w przemyśle daje się zaobserwować wyraźnie rosnący trend digitalizacji ograniczający czynnik pracy ludzkiej, tak wrażliwej na koronawirusa – mówi prof. Konrad Świrski, Prezes Transition Technologies. – Korzystając z możliwości skupiamy się jeszcze bardziej na rozwoju na rynkach międzynarodowych zarówno w Europie, jak i USA czy Azji oraz pracujemy nad akwizycjami – dodaje Świrski.
Informatyka nie ma problemów z pracą zdalną, a dziś także korzysta z efektów ubocznych pandemii – niższych kosztów biurowych i mniejszej presji płacowej pracowników. Wydaje się, że sektor ten będzie w 2020 r. jednym z nielicznych branż polskiej gospodarki, która może zanotować wzrosty, choć oczywiście długoterminowa sytuacja zależeć będzie od tego, czy kryzys gospodarki światowej związany z koronawirusem wreszcie się skończy.
Stabilnie rosnąca obecnie sprzedaż produktów IT w GK TT pozwoliła na osiągnięcie wzrostu zgodnie z prognozami. Jeśli dodatkowo EBITDA utrzyma się i osiągnie docelowo dwucyfrową wartość, to wyniki za ten rok będą dla grupy na kolejnym rekordowym poziomie.
Konsekwentny rozwój na rynkach międzynarodowych pozwala Transition Technologies na niepowielanie typowego modelu IT opierającego sprzedaż na kontraktach lokalnych, co w polskich warunkach oznacza dominację sektora publicznego i spółek Skarbu Państwa. Grupa bardzo efektywnie działa także i w tych segmentach z ambicjami na pozycję lidera technologicznego w wybranych produktach, jednak priorytetem jest przede wszystkim dynamiczne konkurowanie na rynkach światowych. GK TT także nieustannie pracuje nad zmianą linii produktowej i tworzeniem innowacyjnych rozwiązań – rynki IT nigdy nie stoją w miejscu.
– Coraz więcej sygnałów wskazuje na koniec pandemii w pierwszych kwartałach 2021 r. i szybki powrót koniunktury światowej. Planujemy wobec tego być może wejście spółki z naszej grupy na rynek giełdowy i jeszcze szybszy wzrost w 2021 r. – podsumowuje Prezes Świrski.
PKN ORLEN coraz bliżej przejęcia spółki RUCH. W ramach wykonania układu spłacone zostały wierzytelności, które stanowiły ostatni element procesu. Jeszcze w listopadzie odbędzie się Walne Zgromadzenie Ruchu na którym zostaną wyemitowane nowe akcje i ORLEN stanie się, zgodnie z podpisaną w czerwcu tego roku umową akcjonariuszem większościowym Ruchu z pakietem 65 proc. Pozostałymi akcjonariuszami będą PZU i PZU Życie oraz Alior Bank.
– Dotrzymujemy słowa, dlatego – zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami zostały uregulowane wierzytelności RUCHu wobec wydawców prasy. To kolejny krok, który przybliża nas do sfinalizowania przejęcia kontroli nad spółką. Mamy już gotowy plan rozwoju Ruchu. Pozwoli on tej spółce odzyskać stabilność finansową i odbudować pozycję na rynku, a w konsekwencji stać się ważną i zyskowną częścią naszego segmentu detalicznego – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.
Wypłata należności była możliwa, ponieważ uprawomocniły się postanowienia sądu stwierdzające wykonanie układów z wierzycielami. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami środki na wypłaty wierzytelności zapewnił PKN Orlen. Pożyczka dla Ruchu zostanie spłacona ze środków, jakie spółka uzyska z przyszłego podwyższenia kapitału.
Zakładana strategia rozwoju spółki w kierunku nowoczesnej sprzedaży FMCG (fast-moving consumer goods) wpisuje się w trendy sprzedaży detalicznej w Europie Środowo-Wschodniej. Na tym rynku widoczna jest stabilizacja wzrostu konsumpcji paliw, przy jednoczesnym zwiększeniu konkurencji w jakości obsługi, asortymencie, usługach oraz poprawie standardów operacyjnych. Analizy rynkowe przeprowadzone przez PKN ORLEN wskazały na potencjał rozwoju formatu poza stacjami paliw z wykorzystaniem aktywów spółki RUCH.
PKN ORLEN złożył spółce RUCH warunkową ofertę finansowania w związku z zamiarem przejęcia kontrolnego pakietu akcji spółki już 11 kwietnia 2019 r. Decyzję poprzedziło badanie due dilligence spółki i wypracowanie kierunków działań restrukturyzacyjnych. Od tego czasu prowadzone były działania związane m.in. z przyjęciem i zatwierdzeniem układów restrukturyzacyjnych (co było jednym z warunków udzielenia spółce finansowania przez PKN ORLEN). W międzyczasie powstał szczegółowy Plan Restrukturyzacji spółki oraz wynegocjowano umowę inwestycyjną z pozostałymi partnerami w tym przedsięwzięciu. Zawarcie umowy inwestycyjnej oraz wydanie przez Prezesa UOKiK zgody na objęcie przez PKN ORLEN kontroli nad RUCH umożliwiło kontynuację procesu. Prawomocne stwierdzenie przez sąd wykonania układów RUCH z wierzycielami w ramach dwóch przyspieszonych postępowań układowych stanowiło ostatni warunek i otworzyło dla PKN ORLEN drogę do finalizacji transakcji.
Zaległości w spłacie pożyczki czy kredytu to nie koniec świata. Warto świadomie podejść do takiej sytuacji i zaplanować wyjście z niej. Najlepszym rozwiązaniem jest szczera i otwarta komunikacja z pożyczkodawcą oraz szukanie oszczędności w domowym budżecie – radzą eksperci platformy Kapitalni.org. Jutro obchodzimy Dzień bez Długów.
Pandemia wiele zmieniła w naszym życiu, część z nas musiała przenieść się do pracy zdalnej, ale część przestała pracować – albo ich firma nie mogła działać, albo ich pracodawca musiał ograniczyć zatrudnienie. To trudny okres, w którym nie tylko musimy dbać o siebie i swoich bliskich – szczególnie seniorów – ale także starać się jak najlepiej gospodarować swoimi finansami. Radzimy sobie z tym coraz lepiej. Tegoroczny test wiedzy finansowej Polaków, przeprowadzany przez Wongę pokazuje, że nasza wiedza w tym zakresie jest najwyższa od 4 lat. Polacy nie tylko chcą wiedzieć więcej o tym, jak zarządzać domowym budżetem, ale także bardziej interesują się sytuacją gospodarczą, która ma wpływ na ich portfel.
W czasie dużych zawirowań związanych z pandemią oraz jej wpływem na funkcjonowanie gospodarki, może zdarzyć się, że czasowo pojawi się problem z bieżącym regulowaniem zobowiązań finansowych – czyli spłatą rat pożyczek i kredytów. Dla wielu osób może być to pierwsza tego typu sytuacja w życiu i nie zawsze mogą wiedzieć, jak w takiej sytuacji należy się zachować.
Jak poradzić sobie z problemami w spłacie zobowiązań
Po pierwsze nie wolno wpadać w panikę, należy założyć, że jest to stan przejściowy, dlatego po prostu wymaga podjęcia odpowiednich działań. Trzeba zaplanować sobie sposób z wyjścia z sytuacji.
Warto działać dwutorowo, po pierwsze zobaczyć, czy mamy przestrzeń na ograniczenie codziennych wydatków oraz dokładnie sprawdzić, ile pieniędzy musimy zwrócić bankom czy firmom pożyczkowym. To coś w rodzaju bilansu otwarcia wyjścia z trudnej sytuacji. Świadomość tego na czym stoimy pomoże podjąć odpowiednie działania.
Ważny jest kontakt z instytucją finansową
Od początku pandemii wiele firm finansowych umożliwiło swoim klientom skorzystanie z wakacji kredytowych, od niedawna takie rozwiązanie zostało także uregulowane ustawowo. Na czym to polega? W największym skrócie, to możliwość wstrzymania spłaty rat kredytu lub pożyczki na określony czas – zwykle na trzy miesiące. Warunek jest jednak jeden – trzeba działać szybko i skontaktować się z pożyczkodawcą, aby z takiego odroczenia spłaty skorzystać nie można mieć bowiem przeterminowanych spłat w ratach. Takie trzy miesiące to dobry czas na poszukanie oszczędności lub nowego źródła dochodu.
Jeśli zobowiązania są już przeterminowane i nie można skorzystać z wakacji kredytowych, pierwszym krokiem powinno być dojście do porozumienia z instytucją finansową. Ona sama z pewnością będzie wychodzić z inicjatywą w tym zakresie – często wyciągać pomocną dłoń. Nie warto więc unikać kontaktu – wręcz przeciwnie – warto być w stałym kontakcie z instytucją finansową. Co więcej – dobrze jest samodzielnie zainicjować taki kontakt – jeśli poinformujemy o tym, że możemy mieć problemy ze spłatą – być może będzie szansa na wypracowanie jakiegoś rozwiązania.
Kiedy pojawia się zaległość w sprawie raty pożyczkodawca szybko kontaktuje się ze swoim klientem, wysyła przypomnienia – mailem, listem, często także SMS-em, jej przedstawiciele dzwonią, aby porozmawiać. Najgorsze co w tej sytuacji może zrobić klient, to unikanie kontaktu i ignorowanie tego typu informacji. Takie podejście na pewno nie przybliży nikogo do rozwiązania problemu. Warto po prostu porozmawiać, przedstawić swoją sytuację i sprawdzić, czy można osiągnąć porozumienie w zakresie dalszej spłaty. Od wielu lat stosujemy takie podejście w relacji z naszymi klientami i wiem, że to najlepsze rozwiązanie.
Instytucja finansowa, która pożycza pieniądze zawsze dążyć będzie do porozumienia, nie zależy jej na zaognieniu sytuacji. Klient jest dla niej ważny.
Dopiero kiedy nie może dowiedzieć się co się dzieje, musi sięgać bo instrumenty formalne, zdefiniowane w prawie. Ten proces oczywiście trwa i niestety wysokość zadłużenia narasta, a więc z czasem problem może zrobić się większy. Warto wiedzieć, że ostatnim etapem takiego scenariusza jest wypowiedzenie umowy, a to oznacza, że całą pozostałą do spłaty kwotę wraz z odsetkami i kosztami trzeba będzie zwrócić od razu.
Zdarza się też tak, że instytucje finansowe samodzielnie nie zajmują się sprawami klientów, którzy przestali spłacać zadłużenie, korzystają z wyspecjalizowanych firm – często są to na przykład kancelarie prawne. One także mogą więc stać się dla nas parterem do rozmowy. Zwykle w dokumentach, które podpisujemy przy zaciąganiu pożyczki czy kredytu pojawia się informacja, że w określonych sytuacjach taka współpracująca z kredytodawcą firma może się z klientem kontaktować.
Kolejnym scenariuszem jest sprzedaż przeterminowanych wierzytelności firmom windykacyjnym – to one przejmują wówczas zobowiązanie i mają prawo dochodzić od nas spłaty zadłużenia. Czy to powinno budzić dodatkowe obawy? Zdecydowanie nie. Pamiętajmy, że firmy windykacyjne także chcą w pierwszej kolejności się z nami porozumieć – bo dla wszystkich to jest najłatwiejsza i najlepsza droga. Dlatego z nimi także powinniśmy rozmawiać i próbować dojść do porozumienia dotyczącego tego, w jaki sposób możemy spłacić zadłużenie. Wiele firm windykacyjnych prowadzi specjalne programy dla klientów i umożliwia rozłożenie spłaty zobowiązania w ratach. Nikomu nie zależy powiem na tym, aby sprawa trafiła do sądu, a następnie do komornika. To po prostu ostateczność – zwykle przytrafia się w sytuacji, kiedy klient nie reaguje w żadne sposób na kontakt i propozycje wierzyciela.
Jak ograniczyć wydatki
To druga strona medalu. Po pierwsze warto spisywać ile i na co wydajemy pieniądze – czyli prowadzić taki domowy budżet. Już samo sprawdzanie tego pozwoli nam zaplanować czy i z jakich wydatków możemy ewentualnie zrezygnować. Powinniśmy traktować to jako sytuację tymczasową i po prostu być konsekwentni w robieniu oszczędności. Osoby, które znalazły się w tego typu sytuacji najczęściej w pierwszej kolejności rezygnowały z wydatków związanych z korzystaniem z samochodu, na rzecz podróżowania transportem publicznym. Oczywistym kierunkiem jest też szukanie oszczędności na produktach kosmetycznych, ubraniach oraz wszelkiego rodzaju rozrywkach, a przede wszystkim używkach – jak alkohol czy papierosy. To może okazać się ważnym impulsem nie tylko do zadbania o swoje finanse, ale także zdrowie. W czasie pandemii nie powinniśmy jednak rezygnować z wydatków związanych z higieną i bezpieczeństwem – a więc ze środków do dezynfekcji oraz maseczek.
Uważajmy na spiralę zadłużenia
W sytuacji, kiedy mamy problem z regulowaniem rat zobowiązań finansowych – pożyczki czy kredytu, musimy pamiętać, że nie powinniśmy dalej się zadłużać. Najgorsze co możemy zrobić, to szukać kolejnej pożyczki, z której spłacimy bieżącą ratę poprzedniej. To niestety wpędzi nas tylko w jeszcze większe kłopoty i znacznie zwiększy koszty jakie będziemy musieli ponieść.
Alternatywą jest konsolidacja zadłużenia – czyli skorzystanie z produktu finansowego za pomocą którego połączymy kilka zobowiązań w jedno. Poprzednie pożyczki zostaną w ten sposób spłacone, a my pozostaniemy z jedną ratą, w jednej instytucji finansowej, a jeśli maksymalnie wydłużymy okres spłaty takiego zobowiązania, miesięczna rata może być nawet niższa niż suma rat poprzednich. Oczywiście łączna wartość odsetek jakie zapłacimy będzie wyższa, musimy mieć tego świadomość. Ale to rozwiązanie, które umożliwi nam złapanie równowagi finansowej.
W Senacie trwa procedowanie Ustawy o Zawodzie Farmaceuty. Do tak wyczekiwanej regulacji dodano jednak poprawki, których wejście w życie może prowadzić do nieczystej gry konkurencyjnej oraz zamykania aptek, punktów aptecznych i hurtowni farmaceutycznych w samym środku pandemii COVID-19. Pod apelem do Premiera Morawieckiego o dodanie do ustawy „bezpieczników” zapobiegających pochopnemu zamykaniu placówek podpisało się ponad 50 polskich przedsiębiorców reprezentujących blisko 400 aptek, w których zatrudnienie znalazło łącznie ok. 1600 farmaceutów i techników farmaceutycznych. To głównie małe i średnie polskie firmy z rodzimym kapitałem.
Sygnatariusze pisma zwracają uwagę na to, że legislacja umożliwi faktyczne likwidowanie aptek na podstawie nieprecyzyjnych i niejasnych przesłanek. W dokumencie czytamy m. in., że: „W ramach pierwszej poprawki, z regulacji umożliwiającej cofnięcie zezwolenia na prowadzenie apteki wskutek naruszenia niezależności farmaceuty, usunięto przesłankę „uporczywości” takiego naruszenia. W rezultacie, już nieoczywiste stany faktyczne i dyskusyjne, jednorazowe sytuacje mogą doprowadzić do cofnięcia zezwolenia na prowadzenie apteki. Trzeba zaznaczyć, że w warunkach obowiązywania „apteki dla aptekarza” jest to bardzo poważna sankcja – ponowne uzyskanie zezwolenia może się w wielu przypadkach okazać niemożliwe. Druga z wprowadzonych poprawek umożliwia unieruchomienie apteki, punktu aptecznego lub hurtowni farmaceutycznej na 3 miesiące, w rygorze natychmiastowej wykonalności, w przypadku uniemożliwienia wykonywania zadań kierownikowi apteki lub osobie odpowiedzialnej w hurtowni. Ponownie mamy do czynienia z sytuacją, w której bardzo niejasna przesłanka może doprowadzić do unieruchomienia apteki z dnia na dzień, co w praktyce oznaczać będzie w wielu przypadkach konieczność jej zamknięcia.”
– Obie poprawki dają pole do nadużyć i pozbywania się niewygodnej konkurencji poprzez mechanizm „donosów”. Radykalne sankcje są nieprecyzyjne, a nowe uprawnienia przekazane Inspekcji Farmaceutycznej zdecydowanie ponadnormatywne. Wraz z uchwaleniem projektu w jego obecnym brzmieniu, jakiekolwiek poczucie bezpieczeństwa prawnego na rynku aptecznym przestanie istnieć. – podkreśla Marcin Nowacki, Wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Właściciele aptek zamiast skupiać się na rozwoju świadczonych usług farmaceutycznych będą musieli poświęcać środki organizacyjne i finansowe na prowadzenie postępowań administracyjnych, prowadzonych na skutek kwestionowania działań przeprowadzonych zgodnie z prawem – dodaje Nowacki.
Wtórują mu przedsiębiorcy zwracając uwagę na to, że konsekwencją przyjęcia poprawek do projektu ustawy będą nie tylko osobiste dramaty właścicieli aptek i ich pracowników, lecz również ograniczenie dostępności leków dla pacjentów, niebezpieczne szczególnie w dobie pandemii.
– Trywialne konflikty personalne farmaceuty z przedsiębiorcą mogą zostać zinterpretowane jako zamach na niezależność farmaceuty, w konsekwencji doprowadzając do zamknięcia apteki i likwidacji miejsc pracy. Ponadto długotrwałe procesy sądowe doprowadzą w wielu przypadkach do bankructw a w rezultacie do problemów z szerokim dostępem do leków w czasie epidemii COVID-19 i po jej ustaniu – mówi Piotr Paśniewski, Prezes zarządu Grupy Nowa Farmacja. Dziś apteki robią wszystko, żeby zapewnić sprawne i bezpieczne funkcjonowanie oraz nieutrudniony dostęp do leków dla pacjentów. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebujemy jest sytuacja, w której właściciel apteki i pracujący tam farmaceuci będą musieli się zastanawiać czy ich placówka zostanie zamknięta – uzupełnia Paśniewski.
Jednocześnie Ministerstwo Zdrowia podpisało z samorządem aptekarskim Strategię na rzecz rozwoju aptek. Tak istotny dokument był negocjowany i podpisywany przez Ministerstwo z tylko jedną, określoną częścią rynku. To budzi kontrowersje. Trudno oprzeć się wrażeniu, że pod pozorem walki o dobro pacjenta, korporacja aptekarska po raz kolejny podejmuje działania mające na celu walkę z konkurentami, a docelowo także całkowitego wyeliminowania ich z rynku.
– Przyznanie korporacji zawodowej zbyt daleko idących uprawnień i zamykanie rynku, rodzi ryzyko z punktu widzenia bezpieczeństwa lekowego pacjentów. Ten kierunek rozwoju rynku może bowiem paradoksalnie prowadzić do zwiększonej konsolidacji rynku, choćby w ramach sieci partnerskich budowanych przez hurtownie leków, które mogą wykorzystywać siłę negocjacyjną, wiążąc ze sobą pojedynczych aptekarzy – konkluduje Marcin Nowacki.
Przytoczone poprawki w projekcie ustawy o zawodzie farmaceuty, zamiast zgodnie z pierwotnymi celami stanowić kompleksową regulację dla tej grupy zawodowej, prowadzą raczej do przebudowywania rynku aptecznego w Polsce poprzez wyeliminowanie z niego poczucia bezpieczeństwa prawnego. Są przez to wysoce niebezpieczne z uwagi na bezpieczeństwo lekowe pacjentów, a także ryzyko likwidacji miejsc pracy i ograniczenia wpływów budżetowych z podatków.
W ciągu najbliższego tygodnia, dwie z komisji senackich rozpatrywać będą ustawy wyjątkowo istotne z punktu widzenia szeregu polskich przedsiębiorców – ustawę o zawodzie farmaceuty oraz ustawę zmieniającą ustawy o podatkach dochodowych w taki sposób, by opodatkować spółki komandytowe podatkiem CIT, oraz by rozszerzyć krąg podmiotów uprawnionych do korzystania z ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. Jeśli pierwszy z aktów zostanie uchwalony w obecnie obowiązującej formie – w praktyce zlikwiduje on poczucie bezpieczeństwa prawnego na rynku aptecznym i otworzy szeroko drzwi dla nieczystej walki konkurencyjnej. Przyjęcie w niezmienionym brzmieniu drugiej ustawy spowoduje z kolei zwiększenie obciążeń podatkowych dla kilkudziesięciu tysięcy polskich przedsiębiorców prowadzących działalność w formie spółek komandytowych, a jednocześnie umożliwi wielu nowym firmom proste rozliczanie się w formie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. Obie z tych ustaw są szczególne – w dużej mierze składają się z postanowień zasługujących na aprobatę, jednocześnie zawierając fragmenty wyjątkowo niebezpieczne dla przedsiębiorców.
Mając na uwadze powyższe, pragniemy zaapelować do senatorów biorących udział w pracach Komisji Zdrowia oraz Komisji Budżetu i Finansów Publicznych o wnikliwe przyjrzenie się powyższym ustawom i faktyczną refleksję nad ich treścią. Są to doskonałe przykłady aktów wymagających szczegółowej analizy – błędem byłoby ich odrzucenie, niezasadne byłoby jednak także, w naszym przekonaniu, przyjęcie ich w całkowicie niezmienionej formule.
W przypadku ustawy o zawodzie farmaceuty, kluczowe zagrożenie ogniskuje się wokół dwóch przepisów stanowiących rezultat poprawek wniesionych w toku prac sejmowej podkomisji. Pierwsza poprawka zmieniła, w stosunku do projektu przyjętego przez Radę Ministrów, brzmienie przesłanki umożliwiającej cofnięcie zezwolenia na prowadzenie apteki, bardzo ją poszerzając. Druga dodała do projektu nowy przepis, umożliwiający unieruchomienie dowolnej apteki, punktu aptecznego lub hurtowni farmaceutycznej na trzy miesiące, na podstawie bardzo niejasnej przesłanki „uniemożliwiania wykonywania zadań” kierownikowi apteki bądź osobie odpowiedzialnej. Obie poprawki były już przez nas wielokrotnie szczegółowo przedstawiane i analizowane pod kątem ich wpływu na rynek. Uważamy, że w toku prac w Senacie powinno zostać przywrócone pierwotne brzmienie ustawy, stanowiące pewien kompromis pomiędzy dwiema wizjami rynku aptecznego w Polsce. W przeciwnym wypadku, każdy właściciel apteki będzie musiał liczyć się z ryzykiem zamknięcia jego placówki wskutek niekorzystnej dla niego interpretacji wyjątkowo nieostrych przepisów.
Nowelizacja wielu ustaw podatkowych to z kolei akt, w którym projektodawcy udało się zmieścić zarówno rozwiązanie fatalne, w postaci objęcia spółek komandytowych podatkiem CIT, jak i bardzo dobre, tj. poszerzenie możliwości korzystania z ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. W zakresie tej pierwszej zmiany – ZPP konsekwentnie uważa, że należy zrezygnować z tego pomysłu. Jedynym jego skutkiem będzie nawet dwukrotnie zwiększenie obciążeń podatkowych kilkudziesięciu tysięcy polskich przedsiębiorców i pogorszenie ich pozycji konkurencyjnej wobec podmiotów zagranicznych. Nie widzimy żadnej potencjalnej korzyści wynikającej z objęcia spółek komandytowych podatkiem CIT – nie ulegnie w ten sposób ograniczeniu zjawisko optymalizacji podatkowej (w wielu opublikowanych już opracowaniach wykazaliśmy, że spółki komandytowe nie są generalnie do tego celu wykorzystywane), budżet nie zyska również istotnych środków. Uważamy więc, że w toku prac senackich zasadne byłoby wprowadzenie do ustawy poprawki wykreślającej fragmenty dotyczące opodatkowania spółek komandytowych podatkiem CIT. Zastrzegamy równocześnie, że jesteśmy przeciwnikami odrzucaniu ustawy w całości – propozycja poszerzenia katalogu podmiotów mogących rozliczać PIT w formule ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, jeśli zostanie odpowiednio skalibrowana pod kątem stawek, może być dla polskiego sektora MSP największą rewolucją od czasu „ustawy Wilczka”. Aby to osiągnąć, należałoby zmodyfikować matrycę stawek, tj. obniżyć je o kilka punktów procentowych (szczególnie dla wolnych zawodów i szerokiego katalogu usług), tak by ryczałt był formą faktycznie korzystną dla szerokiego grona firm.
Reasumując, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców zwraca się do Państwa Senatorów z apelem o dokładne przeanalizowanie treści obu wskazanych ustaw procedowanych w tym tygodniu. Od Państwa decyzji zależeć będzie los wielu przedsiębiorców. W trudnym okresie epidemii, racjonalny ustawodawca powinien dążyć do redukcji obciążeń finansowych i administracyjnych spoczywających na firmach, a także wspierać rozwiązania sprzyjających ich rozwojowi. Pozostajemy w nadziei, że taki właśnie kierunek obiorą prace obu senackich komisji spotykających się w tym tygodniu.
Informacje z początku ubiegłego tygodnia o wysokiej efektywności szczepionki na COVID-19 odbiły się na kursach walut safe haven – jen japoński i frank szwajcarski skończyły tydzień jako najgorzej radzące sobie waluty G10. Dzisiejszy dzień przynosi swoiste deja vu.
W minionym tygodniu wybory w USA i zwycięstwo Bidena zeszły na dalszy plan, przyćmione przez obiecujące informacje dotyczące testów szczepionki Pfizer/BioNTech na COVID-19. Reakcją rynków była krótkotrwała euforia widoczna szczególnie we wzrostach na rynkach akcji. Mimo że oddały one później część zysków, tak jednak kluczowe indeksy zakończyły miniony tydzień na solidnym plusie. Waluty G10 nie doświadczyły zbyt dużej zmienności, z wyjątkiem walut safe haven, takich jak jen japoński i frank szwajcarski.
Dzisiejsze informacje o niemal 95-procentowej skuteczności szczepionki firmy Moderna ponownie przynoszą dobre nastroje. Zmienność jest jednak znacznie niższa niż w zeszły poniedziałek – informacja o kolejnej szczepionce ostatecznie nie stanowi dla rynku tak dużego szoku, a inwestorzy mają już lepszy ogląd na skalę wyzwań jakie w kontekście publicznej dystrybucji stoją przed producentami szczepionek.
PLN
Polski złoty zakończył miniony tydzień umocnieniem, ten tydzień waluta również rozpoczęła od aprecjacji.
Mimo że na złotego ostatnio w przeważającej mierze wpływały informacje z zewnątrz, warto jednak wspomnieć o dwóch kwestiach wewnętrznych. Po pierwsze, udało się uniknąć wprowadzenia narodowej kwarantanny. Trudno jednak mówić o poprawie sytuacji pandemicznej, biorąc pod uwagę, że ostatni spadek dziennej liczby zakażeń można wiązać ze zmniejszeniem liczby testów, jak i że odnotowano kolejny rekord liczby zgonów na COVID-19. Po drugie, w minionym tygodniu poznaliśmy wstępne dane o PKB Polski w III kwartale. Produkt krajowy brutto doświadczył spadku o 1,6% w ujęciu rocznym, co było tempem zbliżonym do oczekiwanego.
W najbliższych dniach poznamy stosunkowo dużo odczytów makro z Polski, z czego najważniejsze będą piątkowe dane o produkcji przemysłowej. Złoty jednak nadal powinien reagować szczególnie na zmiany sentymentu, zwłaszcza w kontekście szerokiej sytuacji pandemicznej.
EUR
Wygląda na to, że pogarszające się wieści z frontu walki z pandemią w strefie euro, zgodnie z naszymi oczekiwaniami, przełożyły się na ograniczenie siły wspólnej europejskiej waluty. Dane dotyczące produkcji przemysłowej w strefie euro okazały się gorsze od oczekiwań dodając nieco do ogólnego obrazu przygnębienia. W minionym tygodniu były one jednak balansowane przez negatywne informacje z USA dotyczące wzrostu liczby zakażeń. Kurs EUR/USD zakończył tydzień na poziomie niezbyt odległym od tego na jakim go rozpoczął.
W tym tygodniu nie poznamy wielu publikacji makroekonomicznych ze strefy euro, stąd też uwaga rynku skupi się na komunikacji ze strony Europejskiego Banku Centralnego – w tym tygodniu ponownie czeka nas sporo przemówień kluczowych decydentów. Rynki przygotowują się do grudniowego spotkania EBC, kiedy bank niemal na pewno ogłosi dodatkowe łagodzenie polityki pieniężnej.
USD
Rynki pozostają w procesie przetwarzania tego, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na najbliższe dwa lata jest prezydentura Bidena w połączeniu z podzielonym Kongresem. Nie jest zupełnie wykluczone, że Demokraci wygrają dwa miejsca niezbędne do uzyskania przewagi w Senacie w trakcie drugiej tury wyborów w Georgii. Bardziej prawdopodobne jest jednak, że kontrolowana przez Republikanów wyższa izba Kongresu ograniczać będzie skalę wsparcia fiskalnego. Pozostajemy negatywnie nastawieni do perspektyw dolara amerykańskiego w długim terminie, zwłaszcza w relacji do tych walut emerging markets, które mają dobre fundamenty.
GBP
Nie widać specjalnego postępu w negocjacjach z Unią Europejską w sprawie handlu. Niemniej jednak, zwycięstwo Bidena w wyborach prezydenckich w USA z perspektywy Wielkiej Brytanii będzie oznaczać mniejszą przychylność Białego Domu i może skłonić rząd Borisa Johnsona do akceptacji skromnego porozumienia w handlu z UE, którego oczekujemy. Rynki zdają się tego oczekiwać, a funt dobrze radził sobie od czasu wyborów w USA. Kamieniem milowym dla rozstrzygnięć będzie wirtualne spotkanie liderów UE w czwartek, stąd też spodziewamy się pewnego postępu w negocjacjach w tym tygodniu.
CHF
Frank szwajcarski zakończył tydzień jako najgorzej radząca sobie waluta G10. Gros osłabienia waluty miał miejsce w poniedziałek, kiedy pojawiły się wspomniane wyżej pozytywne informacje o szczepionce na COVID-19. Niespodziewany wzrost rynkowej zmienności był dość krótkotrwały – para EUR/CHF przez większość tygodnia utrzymywała się w bardzo wąskim przedziale wokół poziomu 1,08.
Wieści ze Szwajcarii dotyczące pandemii były mieszane, ale wygląda na to, że widać światło na końcu tunelu. Dziennie notuje się wprawdzie więcej zgonów, jednak liczba nowych zakażeń spadła. Oznacza to mniejsze prawdopodobieństwo nałożenia dodatkowych obostrzeń w tym kraju, co jest optymistyczne w kontekście perspektyw gospodarczych Szwajcarii.
Kluczową publikacją makroekonomiczną w tym tygodniu będzie czwartkowy odczyt produkcji przemysłowej w III kwartale. Frank powinien jednak reagować głównie na informacje z zewnątrz.
Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury
Nie tak bardzo obawiamy się o własne czy zdrowie najbliższych, co o skutki ekonomiczne i społeczne ewentualnego lockdownu– wynika z realizowanego na początku listopada badania Agencji Badań Rynku i Opinii SW Research.
Po kontrowersyjnym wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 wiele osób wyszło na ulice polskich miast w wyrazie sprzeciwu. Demonstracje miały miejsce przez kolejne dni, łącznie ze Strajkiem Kobiet oraz marszem na Warszawę 30 października. Takie oburzenie ludzi w obliczu trwającej pandemii oraz ciągłych przyrostów zachorowań przyćmiło w mediach galopujące statystyki związane z COVID-19. 3 listopada Ministerstwo Zdrowia informowało o ponad 19 tysiącach nowych zachorowań. 4 listopada ta liczba wzrosła już do ponad 24 tysięcy, a 5 listopada liczba nowych zachorowań wynosiła 27 tysięcy. W ciągu ostatniego tygodnia raportowane liczby ustabilizowały się w okolicach dwudziestu kilku tysięcy, jednak wieczorem 12 listopada premier Mateusz Morawiecki przekazał, że liczba zachorowań wyhamowała na tyle, że prawdopodobne zamknięcie gospodarki i tzw. narodowa kwarantanna w najbliższych dnia nie nastąpi.
COVID po protestach
Z najnowszego pomiaru cyklicznego badania „Polacy w czasie epidemii” autorstwa SW Research wynika, że w porównaniu do poprzedniego pomiaru Polacy istotnie rzadziej wskazują na obawę zarażenia się koronawirusem SARS-CoV-2 i zachorowania na COVID-19 (Pomiar XIII – 43%, Pomiar XIV- 35%). Również rzadziej obawiają się, że ich bliscy zarażą się koronawirusem (Pomiar XIII – 54%, Pomiar XIV- 49%). Zmalały też obawy co do ewentualnej niewydolności służby zdrowia (Pomiar XIII – 60%, Pomiar XIV- 52%). W porównaniu do Pomiaru XIII, w najnowszym badaniu wzrósł za to odsetek osób obawiających się wybuchu zamieszek, protestów, strajków (Pomiar XIII – 15%, Pomiar XIV – 21%). Wzrósł odsetek osób wskazujących na obawę o globalny krach, kryzys finansowy (Pomiar XIII – 38%, Pomiar XIV – 41%), a na wysokim poziomie utrzymuje się obawa o wzrost cen produktów i usług (Pomiar XIII – 44%, Pomiar XIV – 45%).
Również stosowanie środków bezpieczeństwa przed zarażeniem się koronawirusem odnotowało spadki w porównaniu z poprzednim pomiarem. Mniej osób deklaruje częste i dokładne mycie rąk (Pomiar XIII – 84%, Pomiar XIV- 74%), korzystanie z płynów dezynfekujących (Pomiar XIII – 54%, Pomiar XIV- 49%) czy maseczek (Pomiar XIII – 54%, Pomiar XIV- 49%). Największy spadek na przestrzeni pomiarów został zanotowany dla zachowywania bezpiecznej odległości od innych osób (Pomiar XIII – 70%, Pomiar XIV- 58%).
Niepokój społeczny oraz chęć wyrażenia swojego sprzeciwu przewyższyła w Polakach obawy związane z zachorowaniem na COVID-19. W trakcie protestów również niemożliwym jest zachowanie dystansu społecznego czy regularne odkażanie rąk – komentuje Piotr Zimolzak, Wiceprezes Zarządu SW Research. Warto zwrócić uwagę na rosnące obawy związane z wybuchem zamieszek. Polacy bardziej skupili się na obecnych w mediach strajkach czy demonstracjach niż na swoim zdrowiu. Wydaje się, że zaczęliśmy sobie zdawać sprawę, że polskie społeczeństwo jest w stanie masowo zmobilizować się, mimo szalejącej pandemii. Oznacza to, że coraz bardziej realne stają się wizje związane z protestami różnych grup społecznych i zawodowych, przedstawicieli różnych branż, którzy mogą podjąć walkę o swoje prawa w kontekście możliwych ograniczeń gospodarczych.
Ciemne widmo lockdownu już za nami?
Do momentu oficjalnego komunikatu ze strony premiera Morawieckiego aż 70% Polaków wskazywało, że obawia się wprowadzenia kolejnego lockdownu w Polsce. Jedynie 9% deklarowało, że się tego nie obawia. Kolejny pomiar Barometru pozwoli zobaczyć, czy Polacy utrzymają mniej rygorystyczne podejście do stosowania środków ochrony oraz jak zmienią się ich obawy w obliczu tak dużych dziennych przyrostów zachorowań.
Metodologia badania
Badanie zostało przeprowadzone w dniach 03-07.11.2020 przez SW RESEARCH Agencję Badań Rynku i Opinii metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel. W badaniu zebrano 1020 ankiet z reprezentatywną próbą grupy Polaków. Badanie ma charakter cykliczny, prezentowane wyniki pochodzą z Pomiaru XIV.
Joe Biden wygrał tegoroczne wybory prezydenckie w USA. Nie wszystko jest jednak rozstrzygnięte. Ze szczególną uwagą czekamy na rezultat drugiej tury wyborów do Senatu w Georgii, których wynik zdecyduje o tym, kto będzie kontrolował wyższą izbę amerykańskiego Kongresu. A to ma istotne znaczenie dla rynków finansowych.
Droga Bidena do triumfu nie była tak prosta i bezproblemowa, jak sugerowały to sondaże na poziomie kraju i poszczególnych stanów. Przed wyborami poll of polls (sondaż na podstawie zbioru sondaży) dawał kandydatowi Demokratów ok. 7 punktów procentowych przewagi w głosowaniu powszechnym. Margines ten – po zliczeniu większości głosów – zwęził się jednak mniej więcej o połowę. Opóźnione zwycięstwo, uzyskane minimalną liczbą głosów w kluczowym stanie, Pensylwanii, okazało się jednak wystarczające. Biden otrzymał wymagane 270 głosów elektorskich, niemal cztery dni po tym, jak zamknęły się punkty do głosowania.=
Wykres 1: Mapa wyników wyborów prezydenckich w USA w 2020 r. (stan na 16 listopada 2020)
Źródło: Ebury/BBC Data: 16/11/2020
Jak rynki finansowe zareagowały na zwycięstwo Bidena?
W trakcie nocy wyborczej rynki doświadczyły zjawiska deja vu – wstępne wyniki pokazały, że Trump po raz kolejny poradził sobie lepiej, niż sugerowały sondaże – tak jak miało to miejsce w przypadku wyborów w 2016 roku. Dolar jako waluta safe haven początkowo umocnił się w związku z perspektywą wyrównanego wyścigu o fotel prezydencki po tym, jak prezydent Trump wygrał w części battleground states, zwłaszcza na Florydzie, w Teksasie, Ohio i Iowa. W środę w nocy na pewnym etapie bukmacherzy uznawali Trumpa za wyraźnego faworyta – prawdopodobieństwo jego zwycięstwa we wczesnych godzinach czasu lokalnego szacowano nawet na 80%.
Mimo że media nie ogłaszały wyników w garstce stanów, stopniowo stawało się jednak jasne, że do zwycięstwa zmierza Biden. Dodatkową komplikacją w porównaniu z poprzednimi wyborami był duży wzrost liczby głosów korespondencyjnych w związku z pandemią COVID-19. Mówi się, że mniej więcej 100 mln spośród ok. 160 mln Amerykanów zagłosowało w ten sposób – wyraźnie więcej niż cztery lata temu, kiedy ok. 1/5 uprawnionych wysłało swoje karty. Istotną charakterystyką głosów korespondencyjnych jest to, że większość z nich oddali Demokraci. Przy urnach znacznie częściej można było spotkać Republikanów. Rynki finansowe w związku z tym zaczęły oczekiwać zwycięstwa Bidena dość wcześnie w środę rano, nawet pomimo oficjalnych wyników sugerujących, że kandydaci w kluczowych „wahających się” stanach idą łeb w łeb, a agencje medialne były ostrożne z ogłaszaniem zwycięzcy.
W miarę jak stawało się coraz bardziej prawdopodobne, że Biden sięgnie po zwycięstwo, inwestorzy zaczęli porzucać bezpiecznego dolara, zamiast tego skupując aktywa bardziej ryzykowne. Para EUR/USD na przestrzeni kilku dni od czasu nocy wyborczej zyskała 2%, na krótko rosnąc powyżej poziomu 1,19 w początkach tygodnia (Wykres 2). Kluczowe waluty charakteryzujące się wyższym ryzykiem również zostały wsparte, szczególnie dolary australijski i nowozelandzki oraz korona norweska. Najgorzej po wyborach w USA radziły sobie natomiast waluty safe haven. Tak jak wspominaliśmy w raporcie przed wyborami, prezydentura Bidena postrzegana jest jako pozytywna dla aktywów ryzykownych. Pogląd ten zakłada wyższe szanse na wdrożenie większego pakietu fiskalnego i perspektywę obniżenia się poziomu niepewności w handlu.
Wykres 2: Kurs EUR/USD (listopad 2020)
Źródło: Refinitiv Data: 13/11/2020
Waluty emerging markets (EM) umocniły się. Szczególnie silnych ruchów doświadczyły meksykańskie peso i chiński juan – waluty dwóch krajów uznawanych za najbardziej narażone na skutki kontynuacji protekcjonistycznej polityki prezydenta Trumpa. Indeks MSCI dla walut EM (MSCI Emerging Markets Currency Index) obecnie znajduje się na poziomie o ok. 1,5% wyższym niż na początku miesiąca i jest w okolicy najwyższego poziomu od maja 2018 roku (Wykres 3). Waluty rynków wschodzących w poniedziałek zostały wsparte pozytywnymi informacjami dotyczącymi postępów w pracy nad szczepionką na COVID-19.
Wykres 3: Indeks walut MSCI EM (listopad ‘19–listopad ‘20)
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 13/11/2020
Inne rynki finansowe również zareagowały na wybory. Zaobserwowaliśmy silne wzrosty na rynku akcji, a indeks S&P w poniedziałek osiągnął rekordowy poziom (Wykres 4). Doszło również do zmian na rynku obligacji – rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA na pewnym etapie obniżyły się o 18 pb. do 0,72%, ostatecznie jednak powróciły do wyższych poziomów. Zmiany te należy w części wiązać ze zwycięstwem Bidena, w części zaś z informacjami dotyczącymi 90-procentowej skuteczności szczepionki Pfizer/BioNTech z początku tygodnia.
Wykres 4: Indeks S&P 500 (listopad 2020)
Źródło: Refinitiv Data: 13/11/2020
Czy podejmowane przez Trumpa kroki prawne, zmierzające do zakwestionowania wyników wyborów, wpłyną na rynek walutowy?
W naszym raporcie przed wyborami prezydenckimi zwróciliśmy uwagę, że jednym z istotnych źródeł niepewności w kontekście wyborów było ryzyko wystąpienia niewielkiej różnicy głosów i kwestionowanie wyniku przez Trumpa. Sądzimy, że przewaga Bidena jest obecnie wystarczająca, żeby rynki w znacznej mierze zignorowały kroki prawne podejmowane przez Trumpa, odczytując je raczej jako desperacką próbę utrzymania się u władzy niż uzasadnione działanie.
Komitet wyborczy Trumpa do tej pory nie uznał porażki i kwestionuje proces liczenia głosów na poziomie stanowym. Konflikt ten może eskalować i zakończyć się w Sądzie Najwyższym. Rynki finansowe do tej pory zdają się jednak w większości ignorować działania Trumpa. Szczególnie zwycięstwo Bidena w Pensylwanii oznacza, że Trumpowi znacznie trudniej będzie skutecznie zakwestionować wyniki wyborów niż Alowi Gore’owi w 2000 roku (który to ostatecznie wybory przegrał). Sądzimy, że proces ten zakończy się jego porażką, a jakakolwiek potencjalna korekta sentymentu do ryzyka związana z wyborami – która nastąpi od obecnego momentu – okaże się dość niewielka. Pogląd ten wspiera to, że coraz większa liczba polityków partii Republikańskiej wzywa Trumpa do ustąpienia, jak i że przesłanki stojące za działaniami prawnymi podejmowanymi przez Trumpa nie są wiarygodne.
Co wybory do Kongresu oznaczają dla prezydentury Bidena?
Biden może nie mieć pełnej kontroli nad Kongresem po rozpoczęciu kadencji prezydenta w styczniu, przynajmniej przez pierwsze dwa lata administracji. Chociaż Demokraci byli w stanie utrzymać kontrolę nad Izbą Reprezentantów USA, nie udało im się zdobyć zdecydowanej większości w Senacie i osiągnąć tak zwanej „niebieskiej fali”.
Po reelekcji Dana Sullivana na Alasce w środę Republikanie uzyskali 50 miejsc w Senacie, do osiągnięcia większości brakuje im jednego miejsca. Demokraci zagwarantowali ich sobie 48. Biorąc pod uwagę to, że żaden z kandydatów w historycznie republikańskiej Georgii nie uzyskał 50% wymaganych głosów, druga tura wyborów w tym stanie 5 stycznia zadecyduje o tym, kto będzie kontrolował Senat. Do zdobycia są dwa miejsca: jeśli jedno lub dwa trafią do Republikanów, Kongres będzie podzielony. Z drugiej strony, uzyskanie przez Demokratów dwóch miejsc zapewniłoby im zwycięstwo, biorąc pod uwagę, że wiceprezydent-elekt Kamala Harris miałaby uprawnienia do rozstrzygnięcia remisu.
Na tym etapie nie da się powiedzieć, kto będzie zwycięzcą. W przypadku jednego z głosowań Republikanie uzyskali przewagę rzędu mniej niż 2% (49,7% do 48%), podczas gdy w drugim różnica ta wynosiła zaledwie 1 p.p. (49,4% do 48,4%). W kontekście wyborów korzystną okolicznością dla Republikanów jest to, że historycznie uzyskiwali przewagę w drugiej turze wyborów w Georgii, co nastąpiło siedmiokrotnie w ostatnich ośmiu przypadkach od 1992 roku i w każdym z pięciu głosowań od 1998 roku. Istnieje również możliwość, że wygrana Bidena w wyborach prezydenckich może zniechęcić część Demokratów w tym stanie do ponownego głosowania, jeśli będą wystarczająco usatysfakcjonowani tym zwycięstwem.
Wykres 5: Mapa wyborów do Senatu USA (stan na 16 listopada 2020)
Źródło: Ebury/ABC News Data: 16/11/2020
Dlaczego druga tura wyborów w Georgii ma znaczenie dla rynku walutowego?
Drugie głosowanie w Georgii na początku roku nabierze wyjątkowego znaczenia i bez wątpienia przykuje uwagę rynków finansowych. Podwójne zwycięstwo Demokratów, które pozwoli im na przejęcie pełnej kontroli nad Kongresem, dałoby Bidenowi znacznie większą szansę na wprowadzenie zmian legislacyjnych w dwóch pierwszych latach prezydentury. Pozwoliłoby to na przeforsowanie bardziej imponującego pakietu fiskalnego, mającego na celu ochronę gospodarki USA przed skutkami pandemii COVID-19, i jednocześnie zapewniło lepszą pozycję do wdrażania reform w kontekście chociażby imigracji, handlu i opieki zdrowotnej. W przypadku realizacji takiego scenariusza, oczekiwalibyśmy dalszych wzrostów walut ryzykownych i ograniczonego osłabienia dolara w relacji do większości najważniejszych walut w związku z tym, że inwestorzy zaczęliby oczekiwać większego wsparcia fiskalnego i wzrostu podatków korporacyjnych.
Jeśli Demokratom nie uda się zdobyć obu miejsc senackich w Georgii, reakcja rynku będzie prawdopodobnie odwrotna – nastąpi ograniczone umocnienie dolara i lekka wyprzedaż aktywów ryzykownych, zwłaszcza walut emerging markets. Biorąc pod uwagę, że jest to najbardziej prawdopodobny scenariusz, sądzimy że w przypadku jego realizacji skala zmian byłaby niższa niż w przypadku podwójnego zwycięstwa Demokratów. W przypadku podzielenia Kongresu szanse na wystąpienie impasu wzrosłyby, co znacznie utrudniłoby Bidenowi wdrożenie znaczącego pakietu fiskalnego.
Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury
Każda generacja internetu wprowadzała rewolucję w gospodarce i życiu społecznym. Na początku, niemal nieskończona sieć komputerów stworzyła podwaliny dla ekonomii końca XX wieku. Następnie internet mobilny uwolnił nas od kabla sieciowego i połączył miliardy smartfonów i laptopów. Pojawienie się Internetu Rzeczy (IoT) już dziś łączy z kolei miliardy przedmiotów i rozwija Przemysł 4.0, którego nowy wymiar poznamy wraz z popularyzacją sieci 5G. „Tworzymy technologie, które wzmacniają maszyny, a ja chciałbym użyć tych wspaniałych rozwiązań do wzmocnienia człowieka” – zauważa profesor Mischa Dohler z King’s College London, światowa ikona branży naukowej, specjalista od nowych technologii i gość specjalny konferencji Ericsson Radio Tech Day
w Łodzi.
– „Umożliwiając zdalne przesyłanie doświadczeń fizycznych, Internet Umiejętności radykalnie zmieni sposób nauczania, uczenia się i interakcji z otoczeniem dla konsumentów. Zrewolucjonizuje operacje medyczne czy też prace serwisowe w przemyśle. Będzie to świat, w którym najlepsi lekarze i inżynierowie będą mogli szybko i zdalnie naprawiać nas i nasze samochody na całym świecie, a każdy będzie mógł uczyć się malarstwa u swojego ulubionego artysty, mieszkającego po drugiej stronie globu. Mówiąc w skrócie, Internet Umiejętności to proces technologiczny, w którym możemy przekazywać wiedzę, doświadczenia i umiejętności w czasie rzeczywistym, za pośrednictwem większości naszych zmysłów” – mówi prof. Dohler, który był gościem specjalnym Ericsson Radio Tech Day 2020 w Łodzi, wydarzenia podczas którego zaprezentowano najnowsze technologie dla sieci 5G jakie powstają w Polsce.
Już dzisiaj internet pozwala nam wyjść poza świat obrazu i dźwięku. Nowoczesne technologie mogą odtworzyć zmysł dotyku, poprzez zastosowanie sił i wibracji. Na przykład mogą oszukać naszą skórę, tak aby przedmioty których dotykamy w świecie wirtualnym wydawały się prawdziwe. – „Żeby te doświadczenia były odczuwane przez nas jako rzeczywiste, dane powinny być przesyłane praktycznie w czasie rzeczywistym. Brak opóźnień jest w tym wypadku ważniejszy od dużej przepustowości łącza. Sieć musi być dodatkowo niezawodna i bezpieczna, ponieważ zdalnie będzie wykonywanych wiele zadań krytycznych. Te wszystkie cechy skupia w sobie technologia 5G. Teraz musimy połączyć to z najnowszymi rozwiązaniami z dzieciny robotyki, sztucznej inteligencji oraz kreatywnością ludzką. To będzie początek ery Internetu Umiejętności” – mówi Marcin Sugak, ekspert firmy Ericsson.
Potencjalny globalny wpływ Internetu Umiejętności byłby kluczowy dla sprostania niektórym z największych wyzwań ludzkości. – „Wyjątkowym przykładem jest tegoroczna pandemia COVID-19. Jestem przekonany, że niektóre z podstawowych i częstych operacji manualnych, takich jak rozpylanie środków dezynfekujących, komunikowanie się z pacjentami oraz podstawowe zabiegi medyczne mogłyby być realizowane zdalnie, minimalizując rozmiary epidemii” – mówi prof. Mischa Dohler.
Innym przykładem są rozwiązania dla przemysłu. Wydatki operacyjne (OPEX)
są jednymi z największych w wielu branżach. Jedną z głównych przyczyną takiego stanu rzeczy jest brak dostępności określonych specjalistów „na miejscu”. Internet umiejętności w sieciach 5G pozwoli na dopasowanie konkretnych potrzeb w jednej lokalizacji fizycznej do najlepszych umiejętności w innej lokalizacji. Uszkodzone samochody, samoloty czy statki mogłyby być zatem serwisowane zdalnie, a maszyny przemysłowe kontrolowane i naprawiane. Wszystko to w znacznie bardziej wydajny i skuteczny sposób, dodatkowo znacznie obniżając ślad węglowy.
– „Internet Umiejętności z pomocą sieci 5G stanie się narzędziem służącym do zdalnego przekazywania umiejętności, a tym samym demokratyzacji pracy w taki sam sposób, w jaki Internet demokratyzuje wiedzę” – podsumowuje prof. Dohler.
****
Prof. Mischa Dohler jest profesorem zwyczajnym w dziedzinie komunikacji bezprzewodowej w King’s College London. Prowadzi interdyscyplinarne badania łączące dziedziny technologii, nauki i sztuki. Jest stypendystą IEEE, Royal Academy of Engineering, Royal Society of Arts (RSA), Institution of Engineering and Technology (IET) oraz Zasłużonym Członkiem Harvard Square Leaders Excellence. Jest również przedsiębiorcą, kompozytorem i pianistą z 5 albumami na Spotify/iTunes oraz biegle włada 6 językami. Pełni funkcję doradcy ds. polityki w kwestiach związanych z informatyzacją, umiejętnościami i edukacją. www.mischadohler.com
Wprowadzenie przepisów o zagranicznych spółkach kontrolowanych miało na celu ograniczenie międzynarodowego planowania podatkowego, polegającego na transferze dochodów z Polski do innych, bardziej korzystnych podatkowo jurysdykcji. Dobrą praktyką w przypadku polskich podatników posiadających oddziały czy spółki zagraniczne jest zidentyfikowanie problemu oraz odpowiednie nim zarządzenie poprzez przygotowanie schematu rozliczeń w postaci instrukcji czy wewnętrznych procedur. Stopień skomplikowania tematu sprawia jednak, że podatnicy często nie są w stanie sami odpowiednio zidentyfikować tematu, przez co może to prowadzić do znacznego ryzyka podatkowego i odpowiedzialności karno-skarbowej.
Czym są zagraniczne spółki kontrolowane?
Zagraniczna jednostka może być prowadzona jako:
osoba prawna,
spółka kapitałowa w organizacji,
jednostka organizacyjna niemająca osobowości prawnej,
fundacja, trust lub inny podobny podmiot,
podatkowa grupa kapitałowa,
wydzielona organizacyjnie lub prawnie część zagranicznej spółki,
jeżeli nie posiadają na terytorium Polski zarządu ani rejestracji, a polski rezydent podatkowy posiada bezpośrednio lub pośrednio udział w kapitale, prawo głosu w organach kontrolnych, zarządzających lub ekspektatywę takich praw.
Zagraniczna jednostka kontrolowana może powstać na kilka różnych sposobów. Pierwszy to sytuacja gdy zagraniczna spółka podmiotu ma siedzibę lub zarząd w tzw. rajach podatkowych. Nie ma znaczenia okres uczestniczenia podatnika w takiej jednostce, ponieważ funkcjonuje domniemanie posiadania takich udziałów cały rok.
Druga możliwość to sytuacja, gdy podmiot co prawda nie ma spółki kontrolowanej w raju podatkowym, lecz w kraju z którym Rzeczpospolita Polska nie zawarła umowy międzynarodowej, w szczególności w zakresie unikania podwójnego opodatkowania, albo Unia Europejska nie zawarła takiej umowy.
Ostatnia możliwość to łączne spełnienie przez zagraniczną spółkę następujących warunków łącznie:
posiadanie przez polskiego podatnika bezpośrednio lub pośrednio co najmniej 50% udziałów w kapitale lub 50% praw głosu w organach kontrolnych, stanowiących lub zarządzających lub 50% prawa udziału w zysku,
33% przychodów spółki zagranicznej osiągnięte w roku podatkowym pochodzi z działalności kapitałowej: dywidend oraz innych przychodów z udziału w zyskach osób prawnych, a także zbycia udziałów, wierzytelności; odsetek, pożyczek, poręczeń, gwarancji, licencji, praw autorskich,
faktycznie zapłacony podatek przez tę jednostkę jest niższy niż wynikałby z kalkulacji podatku należnego, w sytuacji gdyby spółka była polskim rezydentem.
W przypadku podatkowych grup kapitałowych sprawowanie kontroli odnosi się do spółki dominującej. W takich przypadkach faktycznie zapłacony podatek równy jest wartości podatku dla spółki dominującej w sytuacji gdyby nie była członkiem podatkowej grupy kapitałowej.
Ponadto warto zaznaczyć, że podatek faktycznie zapłacony nie odnosi się do nominalnej jego wartości. Obliczając hipotetyczny podatek do zapłaty w Polsce należy brać pod uwagę różne ulgi i zwolnienia przysługujące podatnikowi, w efekcie podatnik zobowiązany jest do prowadzenia „podwójnej” księgowości.
Dochód CFC
Zgodnie z art. 24a ust. 1 ustawy o CIT dochody zagranicznej spółki kontrolowanej opodatkowane są wg stawki 19%. Podstawę opodatkowania stanowi dochód spółki zagranicznej w wysokości proporcjonalnej do okresu, w którym spółka zagraniczna była kontrolowana. Dla pierwszej i drugiej grupy jednostek kontrolowanych istnieje domniemanie, że udziały posiadane są przez cały rok, ale w przypadku drugim, domniemanie można obalić, jeżeli podatnik wykaże, że okres posiadania jest inny.
Od obliczonego podatku należy odliczyć kwoty podatku zapłaconego za granicą. Ma to na celu wyeliminowanie wielokrotnego opodatkowania tych samych dochodów spółki zagranicznej.
Zeznanie podatkowe
Dochody z zagranicznych spółek kontrolowanych powinny być wykazywane w odrębnych zeznaniach podatkowych, które należy złożyć do końca dziewiątego miesiąca kolejnego roku podatkowego jednostki. Ponadto w tym terminie powinno się wpłacić należny podatek jednorazowo, bez zaliczek w trakcie roku.
Zwolnienia z podatku
Opodatkowaniu nie podlegają spółki znajdujące się na terytorium Unii Europejskiej albo EOG (Europejski Obszar Gospodarczy), prowadzące w tych krajach istotną rzeczywistą działalność gospodarczą. W szczególności powinny one być zarejestrowane w tym kraju, funkcjonować w oparciu o uzasadnienie biznesowe ich istnienia, posiadać personel, wyposażenie i lokal współmierny do prowadzonej działalności, podpisywać umowy i porozumienia związane z działalnością i uzasadnione gospodarczo, samodzielnie prowadzić biznes. Nie jest to katalog zamknięty, a jedynie przykładowe przesłanki, niemniej ewentualne inne dowody powinny wskazywać i uzasadniać istotną rzeczywistą działalność, w szczególności z uwagi na duże zainteresowanie Ministerstwa Finansów tego typu strukturami, co znalazło się np. w ostrzeżeniu MF przed optymalizacją w tym zakresie. W ostrzeżeniach tych MF podał kolejne negatywne warunki prowadzenia istotnej rzeczywistej działalności, m.in. takie jak: brak tożsamości członków zarządu, brak tożsamości konta bankowego, czy brak możliwości prowadzenia własnych spraw zagranicznego podmiotu.
Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.
Chwila spokoju na rynkach połączona z przyzwoitymi danymi makroekonomicznymi z piątku pozwoliła złotemu po raz kolejny odzyskać trochę wartości.
Dane z Polski
W piątek poznaliśmy dane na temat PKB w naszym kraju. Co prawda, są to wstępne dane, ale zaledwie 1,6% spadku PKB w ujęciu rocznym to bardzo dobry wynik, biorąc pod uwagę to co się dzieje na świecie. W ujęciu kwartalnym III kwartał zakończył się imponującym wzrostem na poziomie 7,7%, jest to jednak głównie kwestia odbicia po bardzo słabym drugim kwartale tego roku. W tym samym pakiecie danych poznaliśmy również inflację. Ceny rosną w Polsce w tempie 3,1% w skali roku. Oznacza to, że pomimo gigantycznych transferów pieniężnych zmiana w dalszym ciągu nie wykracza poza cel inflacyjny NBP.
Kolejne umocnienie złotego
Na rynkach znowu powiało optymizmem i dzisiaj od rana widzimy kolejne umocnienie polskiej waluty. Cena euro spadła momentami poniżej 4,47zł od pierwszej połowy października, tak tanio było tylko chwilę po wyborach w USA 9 listopada. Tanieją też inne waluty. To co zwraca uwagę, to podobny ruch na czeskiej koronie względem głównych walut, ale już nie na forincie.
Lepsze dane z Chin
Dzisiaj nad ranem poznaliśmy dane z Państwa Środka. Lepiej od oczekiwań wypadła produkcja przemysłowa, słabiej z kolei wypadła sprzedaż detaliczna. Oznacza to, że po raz kolejny mamy sytuację, gdzie plany Chin na przeniesienie ciężaru gospodarki na konsumpcję wewnętrzną nie udały się. Są to kolejne dane po bilansie handlowym pokazujące, że odbicie w gospodarce znacznie mocniej polega na eksporcie.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Decydując się na budowę domu musimy liczyć się z różnymi emocjami, jakie będą nam przy tym towarzyszyć. Aby przetrwać ten trudny czas, należy cieszyć się nawet z małych postępów prac, niezależnie od tego z jakim celem i marzeniami rozpoczęliśmy tę inwestycję.
Dlaczego w ogóle budujemy dom?
Decyzję o rozpoczęciu budowy domu motywuje chęć powiększenia naszej przestrzeni życiowej. Jest to niezwykle trudna decyzja, która wiąże się z wieloma przemyśleniami – przede wszystkim, czy damy radę finansowo i psychicznie. To także trudny sprawdzian dla naszego związku jak i dojrzałości. W momencie, gdy wybieramy życie w mieście w mieszkaniu, nie musimy podejmować wielu istotnych decyzji dotyczących rozwiązań budowlanych.
Czy można wybudować dom na podmokłej działce?
Budowa domu na podmokłej działce to nie lada wyzwanie dla inwestora. Warunki gruntowe na działce mają ogromny wpływ na proces budowy domu jednorodzinnego. Działki położone nad meandrującą rzeką lub z widokiem na jezioro, to marzenie wielu inwestorów, zatem największym problemem, z jakim musi się zmierzyć właściciel działki, to jej wysoki poziom wód gruntowych. Wznoszenie domu na podmokłym terenie jest oczywiście możliwe, ale technologia jaką należy zastosować jest nieco bardziej skomplikowana niż przy budowie na stabilnym terenie. Inwestycja powinna zacząć się od oceny warunków wodno-gruntowych działki, co warto zlecić profesjonalnej firmie geotechnicznej. Specjalista, na podstawie kilku odwiertów określi warstwy i rodzaje gruntu oraz poziom grunt. Warto pamiętać, że na tym etapie należy znać już lokalizację budynku, aby odwierty zostały wykonane w odpowiednim miejscu – bardzo często zdarza się, że grunt jest nieco inny w odległości kilku metrów.
Po wykonaniu odwiertów oraz badań otrzymamy dokumentację naszej działki. W nim znajdziemy dokładny opis poszczególnych warstw gruntów i warunków wodnych oraz zalecenia specjalistów co do sposobu fundamentowania i zabezpieczenia go przed wodą. Mając te dane, można rozpocząć przygotowania oraz zdecydować się na najlepszy sposób wzmocnienia gruntu oraz technologię posadowienia budynku. Na tym etapie warto również rozważyć zrezygnowanie z piwnicy. Jeszcze do niedawna nie wyobrażano sobie bez niej domu, ale w sytuacji, gdy budujemy dom na podmokłym terenie i pomieszczenie to miałoby być narażone na zalanie przez wody gruntowe, to zdecydowanie lepiej wybrać projekt domu bez podpiwniczenia. Takie projekty można znaleźć na stronie pracowni architektonicznej mg projekt. Oczywiście jest możliwość zabezpieczenia go przed wilgocią, ale jest bardzo kosztowe i często równie nieskuteczne.
Jakie są metody osuszania gruntu?
Na podmokłość terenu nie wpływają tylko wody gruntowe, ale także wody opadowe / powierzchniowe. Problem ten najczęściej pojawia się na gruntach o nieprzepuszczalnej lub słabo przepuszczalnej warstwie wierzchniej, co skutkuje długotrwałym utrzymywaniem się kałuż na działce. Aby nie doprowadzić do zawilgocenia fundamentów i ścian budynku należy wykonać odwodnienie liniowe. Składa się ono z kanałów tzw. korytek, które umieszczamy w gruncie łącząc w ciągi i przykrywamy z wierzchu specjalnymi rusztami. Wykonując takie odwodnienie, należy zachować odpowiedni spadek terenu w stosunku do ciągu odwadniającego. Wodę zgromadzoną w korytkach można odprowadzić do rowu melioracyjnego, kanalizacji lub do specjalnych zbiorników na deszczówkę, skąd możemy ją wykorzystać do podlewania roślin w ogrodzie.
Inną metodą na osuszanie działki jest wykonanie drenażu opaskowego. To rozwiązanie sprawdza się świetnie szczególnie wtedy, gdy grunt jest nieprzepuszczalny i niejednorodny lub wtedy, gdy wody gruntowe okresowo podnoszą się powyżej ław fundamentowych. Aby taki drenaż mógł prawidłowo funkcjonować, należy najpierw zorganizować miejsce do którego można odprowadzić wodę. Do tego celu można wykorzystać, tak samo jak przy odwodnieniu liniowym: kanalizację, rowy melioracyjne, zbiorniki na deszczówkę itd.
Do wykonania drenażu opaskowego niezbędne będą perforowane rury, studzienki rewizyjne oraz studzienka zbiorcza. Rury umieszcza się w połowie wysokości ławy fundamentowej i prowadzi wokół budynku, do połączenia tych rur na narożnikach budynku używa się studzienek rewizyjnych. Na końcu tego systemu i jednocześnie w najniższym puncie drenażu montuje się studzienkę zbiorczą. Do wykonania tego systemu najlepiej zastosować elementy, które są już zabezpieczone „otuliną”, ponieważ elementy niezabezpieczone wymagają zastosowania geowłókniny po obu stronach rur.
Jak zabezpieczyć budynek przed działaniem wody?
Aby zabezpieczyć budynek mieszkalny przed działaniem wody, nie wystarczy tylko osuszyć działkę. Hydroizolacje fundamentów trwale zabezpieczają ich powierzchnię oraz wytrzymują obciążenia wilgocią i wodą gruntową. Co więcej odpowiednio zabezpieczone fundamenty chronią mur przed zawilgoceniem, a także przed rozwojem mikroorganizmów.
Prawidłowo dobrana i wykonana hydroizolacja to najskuteczniejszy sposób na ochronę budynku. W zależności od miejsca i warunków wyróżniamy hydroizolację mineralne, bitumiczne, papy i piany poliuretanowe i uszczelniając. W przypadku ochrony budynku przed wilgocią, stosuje się papy, wełny fasadowe i stropowe, płyty elewacyjne, płynne membrany oraz mieszanki mineralne.
Jak wynika z najnowszej, drugiej polskiej edycji badania EY Future Consumer Index, Polacy są bardziej zaniepokojeni swoją sytuacją finansową niż jeszcze w czerwcu. Ponad jedna trzecia badanych mierzy się ze spadkiem dochodów w związku z COVID-19, co wpływa nie tylko na ocenę bieżącej sytuacji finansowej, ale również na bardziej pesymistyczne spojrzenie w przyszłość. Co jednak ciekawe, rosnące obawy o sytuację finansową nie przekładają się na silniejszą redukcję wydatków.
Bardzo zaniepokojeni stanem swoich finansów stanowią blisko 22% uczestników polskiej edycji badania EY Future Consumer Index, z kolei żadnego zaniepokojenia tą kwestią nie wykazuje blisko 7% badanych. Zestawiając ze sobą wyniki badania przeprowadzonego w czerwcu z badaniami z października widać, że zmalała liczba osób, które nie odczuwają żadnego zaniepokojenia stanem swoich finansów, bądź ich zaniepokojenie jest niewielkie i tym samym wzrósł odsetek osób bardziej niepokojących się o swoje domowe budżety.
Rys. 1. Stopień zaniepokojenia wpływem pandemii COVID-19 na finanse osobiste. Oceny w skali 1-7, gdzie 1 = „Nie jestem w ogóle zaniepokojony” a 7 = „Jestem bardzo zaniepokojony”
Większe zaniepokojenie sytuacją materialną to efekt finansowych skutków pandemii COVID-19. W związku z nią, ponad 37% ankietowanych dotkniętych zostało spadkiem dochodów, a straty finansowe poniosło ponad 31%. Co więcej, ponad 16% ankietowanych w ramach polskiej edycji badania EY Future Consumer Index deklaruje, że ich wynagrodzenie jest niższe, choć godziny pracy pozostały bez zmian, co w praktyce oznacza na przykład, że za pracę przez 5 dni w tygodniu otrzymują wynagrodzenie o równowartości pracy za 4 dni.
Niższe dochody i obawy o sytuację finansową nie wpływają natomiast istotnie na zmianę podejścia do wydatkowania pieniędzy z domowych budżetów. Z większą rozwagą niż przed pandemią pieniądze wydaje obecnie blisko 59% ankietowanych, podczas gdy w czerwcowej edycji badania taką postawę deklarowało 64,4% badanych. Nie zmienił się natomiast odsetek ankietowanych, którzy nie zmienili podejścia do swoich wydatków – wciąż nie ogranicza ich, ani nie zwiększa 26% badanych. W ciągu najbliższych 6-12 miesięcy 17,5% ankietowanych zamierza zmniejszyć kwotę, którą wydaje na produkty inne niż podstawowe (np. na odzież, buty, kosmetyki), 39% nie zamierza dokonywać w tym aspekcie żadnych zmian. Z kolei 41,5% planuje odłożyć zakup samochodu, nowych mebli, czy sprzętu RTV AGD do czasu zakończenia pandemii.
Rys. 2. „Wydaję pieniądze z większą rozwagą w porównaniu do czasu sprzed pandemii COVID-19”
– Patrząc na wyniki drugiej polskiej edycji badania EY Future Consumer Index można zaobserwować ciekawą zależność między obawami o sytuację finansową a podejmowanymi w ich obliczu działaniami. Wydawać by się bowiem mogło, że wraz z rosnącym niepokojem o domowe budżety, powinniśmy zauważać zmniejszanie wydatków i zwiększanie oszczędności. Tego jednak w naszych najnowszych danych nie widać. Badanie przeprowadzone zostało pod koniec października, czyli już w momencie, kiedy sytuacja pandemiczna ulegała stopniowemu pogorszeniu, liczba zakażeń rosła, a ograniczenia przybierały na sile. Choć więc postawy, jakie prezentowali badani mogłyby się wydawać na pierwszy rzut oka niespójne, można jednak wnioskować, że to swego rodzaju efekt doświadczeń kilku ostatnich miesięcy, a zachowaniami nie rządzą już wyłącznie względy ekonomiczne, ale również psychologiczne. Można więc spróbować postawić tezę, że w ostatnich miesiącach stało się jasne, że sytuacja pandemiczna jest długotrwała i w krótkim terminie nie uda się zwalczyć wirusa, który ją spowodował. Staramy się więc oswoić z nową rzeczywistością i żyć w miarę „normalnie”, bo krótkoterminowe zaciśnięcie pasa może być i tak niewystarczające, by zmitygować negatywne skutki wpływu pandemii na domowe budżety – mówi Łukasz Wojciechowski, Partner EY, Lider Sektora Handlu i Produktów Konsumenckich.
Skoro mniej uważnie niż przed kilkoma miesiącami przyglądamy się wydatkom, mniej chętnie również oszczędzamy. Z najnowszej edycji badania EY Future Consumer Index wynika, że niespełna 60% ankietowanych stara się oszczędzać więcej niż w przeszłości (w czerwcu takie deklaracje składało blisko 74% badanych). W dalszej perspektywie bardziej oszczędzać planuje nieco ponad połowa ankietowanych.
Jeśli już o przyszłości mowa, ta w oczach badanych nie jawi się tak jasno, jak jeszcze w czerwcu. W październikowej edycji badania ankietowani oczekują, że powrót do stabilności finansowej sprzed pandemii potrwa dłużej. Obecnie 3,6% badanych spodziewa się nawet, że sytuacja nigdy nie powróci do poprzedniego stanu (w czerwcu w ten sposób odpowiedziało 2,8% ankietowanych), a 18% oczekuje, że proces ten będzie trwał latami. To z kolei wynik o ponad 3 pkt. proc. wyższy niż pokazały badania przeprowadzone w czerwcu. Zawężając tę perspektywę do najbliższych 12 miesięcy, ponad jedna czwarta respondentów oczekuje pogorszenia swojej sytuacji finansowej w porównaniu do stanu aktualnego, a jej poprawy spodziewa się blisko jedna trzecia respondentów. 39% ankietowanych nie oczekuje natomiast żadnych zmian w tym zakresie.
Rys. 3. Kiedy po zakończeniu pandemii COVID-19 stabilność finansowa powróci do poprzedniego stanu?
Patrząc na postawy Polaków na tle globalnym, widać większy optymizm. Ze światowego badania EY Future Consumer Index wynika, że niemal jedna trzecia ankietowanych zmaga się ze skutkami COVID-19 i jest zaniepokojona swoją sytuacją, w Polsce w tej grupie znajduje się niespełna jedna czwarta respondentów. Z kolei patrząc na odsetek „niedotkniętych i niezatroskanych” średnia dla Polski to 38%, podczas gdy w skali globalnej to 26% badanych.
– Już w pierwszej, czerwcowej polskiej edycji badania EY Future Consumer Index obserwowaliśmy, że na tle światowym nastroje Polaków są lepsze. Jak pokazuje październikowe badanie, tendencja ta utrzymała się. Pomimo tego, że perspektywy nie są tak optymistyczne jak w czerwcu, wciążw Polscewięcej respondentów niż średnio na świecie deklaruje, że choć są mocno dotknięci skutkami pandemii, są nastawieni optymistycznie i starają się funkcjonować w miarę normalnie, o ile jest to w obecnej sytuacji możliwe – mówi Grzegorz Przytuła, Associate Partner, EY-Parthenon.
O Badaniu EY Polska
Druga polska edycja badania „EY Future Consumer Index” przygotowana przez EY Polska przeprowadzona została w dniach 21-27 października 2020 roku na grupie 1000 osób w wieku 18-65 lat. Swoim zasięgiem badanie objęło cały kraj i wszystkie grupy społeczne. Respondenci odpowiadali na pytania dotyczące obecnych zachowań zakupowych, nastrojów i przewidywanych postaw w najbliższej przyszłości.
O globalnym badaniu EY Future Consumer Index
Cykliczne badanie EY Future Consumer Index pozwala śledzić zmieniające się nastroje i zachowania konsumentów w różnych horyzontach czasowych i na rynkach globalnych, identyfikując nowe wyłaniające się segmenty konsumentów. Badanie pokazuje zarówno tymczasowe reakcje na sytuację spowodowaną pandemią COVID-19 oraz te, które wskazują na bardziej fundamentalne zmiany. Piąta globalna edycja EY Future Consumer Index objęła 14 467 konsumentów w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Brazylii, Francji, Włoszech, Niemczech, Hiszpanii, Danii, Szwecji, Finlandii, Norwegii, Indiach, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Arabii Saudyjskiej, Chinach, Indonezji, Japonii, Australii i Nowej Zelandii, a badanie przeprowadzono w tygodniu od 29 września do 5 października 2020 r.
Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield opublikowała raport pt. „Purpose of Place: History and Future of the Office”. W raporcie omówione zostały czynniki, które zmienią zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe po zakończeniu pandemii COVID-19. Raport opisuje najważniejsze powody, dla których firmy korzystają z powierzchni biurowych, modele gospodarcze mające wpływ na rozwój biur, a także główne czynniki determinujące przyszłość biur i rozproszonej siły roboczej.
Z przeprowadzonego badania wynika, że połowa pracowników pracując zdalnie odczuwa trudności związane z utrzymaniem więzi ze współpracownikami i kulturą korporacyjną firmy, a ponad jedna trzecia uważa, że nie nabywa nowych umiejętności. Formalne programy współpracy i szkoleń są co prawda kontynuowane, ale pojawiają się problemy związane z procesami kształcenia i nieformalnym wsparciem mentorskim, które można łatwiej realizować w biurze dzięki interakcjom społecznym.
Przyszłość biur
Pomimo sukcesu modelu pracy z domu w czasie pandemii raport wskazuje na istotną potrzebę zapewnienia w przyszłości możliwości pracy w biurze. Praca zdalna może wpływać korzystnie na wydajność i zapewniać elastyczność, ale mniej efektywnie wspiera procesy uczenia się, rozwój innowacyjności i budowanie poczucia wspólnoty. Blisko połowa ankietowanych pracowników (45%) wskazała na brak „dobrego samopoczucia” podczas pracy z domu w czasie pandemii COVID-19 z powodu trudności z „wyłączeniem się” po pracy.
Na podstawie uzyskanych wyników i szerszej analizy wskazano pięć głównych czynników, które będą determinowały przyszłe strategie firm dotyczące środowiska pracy:
Wydajność i retencja
Innowacyjność i kreatywność
Kultura korporacyjna i budowanie świadomości marki
Zadowolenie i retencja pracowników
Strategia dotycząca lokalizacji budynku
Warto zaznaczyć, że wiele organizacji prawdopodobnie zdecyduje się na połączenie pracy zdalnej i stacjonarnej.
Nadal poszukujemy innowacyjnych sposobów na dostosowanie się do pracy zdalnej, ale rzeczywistość jest taka, że praca wyłącznie w modelu zdalnym jest nie do utrzymania na dłuższą metę. Ten wymuszony globalny eksperyment z pracą zdalną przyspieszył trwające już trendy. W raporcie wyjaśniamy, że połączenie pracy stacjonarnej w biurze i zdalnej ma kluczowe znaczenie dla sukcesu firmy w przyszłości, a także dla naszego własnego rozwoju zawodowego i zadowolenia z wykonywanej pracy – mówi Nicola Gillen, dyrektor działu Total Workplace w regionie EMEA, Cushman & Wakefield.
Pandemia COVID-19 jest radykalnym wydarzeniem, które powoduje zmiany w społeczeństwie i w dużym stopniu wpływa na pracowników biur na całym świecie. Przewidujemy, że w przyszłości pracodawcy będą bardziej elastycznie podchodzić do tego, w jakich godzinach i miejscach pracuje ich kadra, ale wprowadzenie modelu pracy zdalnej w 100% po tak wyjątkowym wydarzeniu, jakim jest pandemia, jest mało prawdopodobne. Biuro odgrywa istotną rolę w nawiązywaniu kontaktów pomiędzy współpracownikami oraz stanowi źródło inspiracji i motywacji. Niemniej jednak kluczowe znaczenie w strategii środowiska pracy będzie miało zachowanie równowagi. Firmy powinny dążyć do połączenia pracy zdalnej i stacjonarnej w odpowiednich proporcjach zgodnie ze swoimi priorytetami i kulturą korporacyjną – dodaje Despina Katsikakis, globalny dyrektor Total Workplace, Cushman & Wakefield.
Zgodnie z badaniem „Elastyczność specjalistów i menedżerów w dobie zmian”, przygotowanym przez Cushman & Wakefield oraz Antal, w trakcie pierwszej fali pandemii w marcu i kwietniu ok. 54% wszystkich pracowników biurowych w Polsce przeszło na tryb pracy w pełnej zdalnej. Po zdjęciu większości obostrzeń na przełomie maja i czerwca mogliśmy obserwować stopniowy powrót pracowników do biur, przeważnie w modelu hybrydowym. Sam powrót był też zależny od decyzji poszczególnych organizacji, z których część już z końcem marca podjęło decyzję o przedłużeniu pracy zdalnej do końca roku, a nawet do wiosny 2021 roku. Ponadto większość firm przyjęła w ostatnich miesiącach strategię “czekaj i obserwuj”, co doprowadziło do wstrzymania części decyzji dotyczących zajmowanych powierzchni, takich jak rozpoczęcie procesu relokacji czy rearanżacji biura. Uważam, że po zakończeniu pandemii organizacje będą szukać właściwej równowagi pomiędzy pracą zdalną i pracą z biura, a większa elastyczność nie przejawi się całkowitą rezygnacją z zajmowanych powierzchni. Ostatnie miesiące pokazały bowiem, że biuro stanowi ważny element wspierający produktywność oraz zapewniający miejsce do budowania relacji społecznych oraz kultury organizacji, co ciężko jest osiągnąć poprzez spotkania w świecie wirtualnym – mówi Jan Szulborski, Senior Consultant, Cushman & Wakefield.
Raport pt. „Purpose of Place: History and Future of the Office” powstał na podstawie analizy 5,5 mln punktów danych uzyskanych od pracowników z całego świata, która zostałaprzeprowadzona przez Cushman & Wakefield, we współpracy z George Washington University (GWU) School of Business Center for Real Estateoraz Urban Analysis and Places Platform, LLC – amerykańską firmą prowadzącą bazy danych o lokalnych rynkach nieruchomości.
Połowa dyrektorów finansowych w Europie deklaruje większy optymizm odnośnie do perspektywy finansowej przedsiębiorstw, które reprezentują. W marcu odpowiedziało tak zaledwie 10 proc. ankietowanych. Jednocześnie, jak wynika z badania „European CFO Survey Autumn 2020” firmy doradczej Deloitte, zaledwie co trzeci CFO spodziewa się spadku dochodów, podczas gdy na początku pandemii takie obawy miało aż 60 proc. respondentów.
Badanie “European CFO Survey Autumn 2020” zostało przeprowadzone między 22 sierpnia a 5 października na grupie 1578 dyrektorów finansowych z 18 europejskich państw. W badaniu wzięło udział również 71 CFO z Polski, co stanowiło 4 proc. wszystkich badanych.
– W porównaniu z sytuacją sprzed sześciu miesięcy ogólny obraz wyłaniający się z opinii dyrektorów finansowych w całej Europie jest jaśniejszy, chociaż istnieją wyraźne różnice między sektorami. Nie możemy jednak zapominać, że otoczenie gospodarcze pozostaje bardzo niepewne, a jakiekolwiek trwałe ożywienie będzie zależało od możliwości kontrolowania COVID-19 w przyszłości. W chwili obecnej z perspektywy sytuacji w Polsce największym znakiem zapytania będzie wpływ drugiej fali zachorowań na wyniki gospodarcze i potencjalne nowe ograniczenia w działalności wprowadzone przez organy administracji – mówi Paweł Spławski, Partner, lider Programu CFO w Deloitte.
Względnie większy optymizm
Jak wynika z badania, ocena przyszłej sytuacji finansowej przedsiębiorstw w dużym stopniu zależy od ich aktualnej sytuacji rynkowej i skali konsekwencji wpływu pandemii na daną branżę. Po dziewięciu miesiącach pandemii koronawirusa różne gałęzie światowej gospodarki podążają odmiennymi ścieżkami. Podczas kiedy jedne doświadczają wyraźnego odbicia i wzrostu, inne nadal tkwią w trendzie spadkowym. Wraz z poprawą kondycji w handlu międzynarodowym i produkcji 64 proc. europejskich CFO z sektora transportowo-logistycznego i 55 proc. z przemysłowego patrzy w przyszłość z większym optymizmem niż jeszcze 3 miesiące temu. Z drugiej strony, poprawa nastrojów wśród przedstawicieli branży turystycznej dotyczy tylko 26 proc. respondentów.
– Wprowadzone w Polsce kolejne obostrzenia, dotyczące placówek kulturalnych, hoteli i galerii handlowych, razem z wcześniejszymi ograniczeniami działalności gastronomii z pewnością tego nastawienia reprezentantów poszczególnych branż nie poprawią. Istnieje ciągle duże ryzyko, że jeśli nie uda się opanować dziennego przyrostu zakażeń, wprowadzenie lockdownu w kraju będzie konieczne, a to już będzie miało istotny wpływ na kondycję całej gospodarki – mówi Julia Patorska, Partner Associate, liderka zespołu analiz ekonomicznych w Deloitte.
Mimo tych zależności branżowych, ogólnie większy optymizm CFO widać w zmianie podejścia do oczekiwanych przychodów przedsiębiorstw w Europie. 54 proc. respondentów wskazuje możliwość wzrostu dochodów w ciągu najbliższych 12 miesięcy, przeciwnego zdania jest 30 proc. z nich. Te wyniki są niemal całkowitym odwróceniem odpowiedzi CFO z marca tego roku, kiedy wzrostu zysków spodziewało się 26 proc. pytanych, a ich spadku aż 60 proc. – Bardziej optymistyczne perspektywy w kwestii przychodów nie oznaczają jednak, że większość firm wróciła już do poziomu sprzed pandemii. Podczas gdy 23 proc. firm rzeczywiście funkcjonuje na poziomie sprzed kryzysu lub nawet w lepszym, 44 proc. spodziewa się powrotu do wcześniejszej skali działalności najwcześniej w ciągu roku, natomiast aż17 proc. respondentów wskazuje rok 2022 jako najbardziej prawdopodobny termin pełnego odzyskania przychodów sprzed pandemii – mówi Paweł Spławski.
Perspektywa odbudowy
Ponad 40 proc. CFO badanych przez Deloitte spodziewa się, że ich firmy potrzebują przynajmniej roku, aby odzyskać poziom dochodowości generowany przed koronakryzysem. Dla 17 proc. z nich najbardziej prawdopodobnym terminem powrotu do pełnego ożywienia gospodarki jest rok 2022.
Opinie na ten temat różnią się w poszczególnych krajach. Podczas gdy dwie trzecie CFO w Danii i ponad połowa w Niemczech przewiduje pełne przywrócenie zdolności do generowania przychodów do końca 2020 r., takie nastawienie ma tylko jedna czwarta dyrektorów finansowych w Szwajcarii i 21 proc. w Wielkiej Brytanii.
Jednym z największych problemów, z którymi w dwóch trzecich badanych krajów wciąż muszą się mierzyć firmy, jest osłabienie popytu. W marcu było tak w prawie trzech czwartych krajów, ale odsetek ten jest nadal wyższy niż jesienią 2019 r. – Moce produkcyjne w wielu przedsiębiorstwach powróciły do stanu sprzed pandemii w miesiącach letnich, ale zachowania konsumentów nie są takie, jak wcześniej. Niepewność, co do przyszłych dochodów, wpływa na ograniczenie popytu ze strony gospodarstw domowych na dobra inne, niż pierwszej potrzeby. Przedłużające się pozostawanie w domach, nawet jeśli nie będzie formalnego lockdownu, będzie wpływało na strukturę koszyka zakupowego, co będzie miało dalsze implikacje na sektor przetwórczy – mówi Julia Patorska.
Stabilny rynek pracy generujący popyt krajowy był jednym z głównych motorów wzrostu w Europie przed pandemią. Wiosną masowemu wzrostowi bezrobocia zapobiegły programy pomocowe. Wraz z ich wyczerpaniem sytuacja może się pogarszać, choć w porównaniu z edycją wiosenną badania Deloitte udział dyrektorów finansowych przewidujących spadek zatrudnienia zmniejszył się z 39 do 36 proc. w krajach strefy euro i z 59 do 48 proc. poza nią. Oczekiwania są nierównomiernie rozłożone, a najbardziej negatywne są w turystyce oraz w motoryzacji.
Choć w okresie kryzysu powszechnie zauważalna jest niechęć do podejmowania ryzyka inwestycyjnego, ok. 60 proc. dyrektorów finansowych planuje więcej środków przeznaczać na technologiczne usprawnienia procesów biznesowych, takie jak automatyzacja, a 47 proc. zamierza zwiększyć inwestycje w oprogramowanie, analizę danych i sieci IT.
– Wśród dyrektorów finansowych widać większy optymizm niż w okresie wiosennym. Myślę, że wynika to w dużej mierze z faktu, iż wiele firm wykorzystało ostatnie miesiące na zmianę sposobu działania, stąd też obecnie jest w stanie lepiej funkcjonować w nowych warunkach rynkowych. W Żabce proces transformacji cyfrowej rozpoczęliśmy kilka lat temu, dlatego też w momencie, gdy pojawiła się potrzeba zmiany organizacji procesów i przeniesienia ich w tryb pracy zdalnej, byliśmy na to gotowi. Na co dzień wykorzystujemy narzędzia BI, big data oraz elementy sztucznej inteligencji po to, żeby lepiej odpowiedzieć na zmieniające się potrzeby klienta, a w 2020 roku w szczególności na wyzwania, które postawiła przed nami pandemia. Działamy w branży handlowej, stąd też wszelkie wytyczne dotyczące zachowania bezpieczeństwa i ograniczenia w zakresie liczby osób w placówkach handlowych bezpośrednio wpływają na nasze wyniki sprzedażowe. Jeśli zostanie wprowadzony tzw. „twardy lockdown” pojawią się przed nami kolejne, dodatkowe wyzwania – mówi Marta Wrochna-Łastowska, Dyrektor finansowy Żabka Polska.
Ponad 2.6 mln zł przychodu ze sprzedaży w III kwartale 2020 odnotował QubicGames, co oznacza wzrost o 58% w porównaniu do analogicznego okresu sprzed roku. Spółka wypracowała kumulatywnie 3.5 miliona zł zysku netto przez pierwsze 3 kwartały 2020 roku co oznacza wzrost o 18% względem roku poprzedniego.
W porównaniu do Q3 2019 roku, QubicGames zwiększył swoje przychody ze sprzedaży o blisko 1 milion złotych. Wzrost ten utrzymuje trend, który trwa od początku roku – w 2020 roku spółka wygenerowała prawie 8.5 milionów zł przychodów ze sprzedaży, w porównaniu do niecałych 6 milionów w analogicznym okresie 2019 i odnotowała łącznie przez 3 kwartały 3.5 mln zysku netto w porównaniu do niecałych 3 milionów w 2019.
– W miesiącach czerwiec – październik, wydaliśmy 8 gier i zestawy płatnych dodatków do 3 gier na konsole Nintendo Switch. 5 z premier, zgodnie ze strategią na rok 2020 zadebiutowało na rynku japońskim – kluczowym pod względem liczby posiadaczy wspomnianej konsoli. W minionym kwartale zadebiutował również Dex – nasza największa dotychczasowa premiera, w trzy tygodnie pokrywając koszty produkcji i marketingu. W zeszłym tygodniu rozpoczęliśmy przedsprzedaż gry Dex w Japonii i jest to nasza najszybciej sprzedająca się gra w przedsprzedaży na rynku japońskim. Tytuł zadebiutuje już w ten czwartek – 19 listopada. Ponadto, zainwestowaliśmy w zakup praw do serii Pocket Mini Golf oraz rozpoczęliśmy prace koncepcyjne nad drugą częścią tej gry i spin-offem zatytułowanym Pocket Mini Bowling. – komentuje prezes QubicGames Jakub Pieczykolan.
W minionym kwartale QubicGames powołał do życia nową spółkę Untold Tales, tym samym rozpoczynając proces tworzenia Grupy Kapitałowej. W skład grupy będą wchodzić QubicGams specjalizujący się w wydawnictwie gier na konsole Nintendo Switch, Untold Tales – wydawca dużych gier na konsole i komputery PC oraz Forest Spirits – nowa marka gier Family Entertainment. QubicGames rozpoczął także działalność porting house i jako pierwszą grę na zlecenie realizuje portowanie gry MMO dla firmy Gamigo na konsolę Nintendo Switch.
Po niezwykle pracowitym trzecim kwartale, ostatnie miesiące 2020 roku zapowiadają się dla spółki równie intensywnie. Jeszcze w grudniu spółka planuje wydać aż 8 tytułów na konsolę Nintendo Switch, w tym sześć gier z bardzo popularnej serii Bit.TRIP znanej z 8-bitowej estetyki oraz niezapomnianej ścieżki dźwiękowej – jest to jedno z najmocniejszych IP jakie dotychczas wydawała spółka.
Kolejnymi produkcjami, które zadebiutują w okresie świątecznym na Nintendo Switch będą DungeonTop i Door Kickers. Pierwsza z nich jest świeżą grą z zyskującego na popularności gatunku rougelike, druga natomiast została okrzyknięta najlepszą grą taktyczną 2014 roku. Oba tytuły spotkały się również z ciepłym przyjęciem ze strony graczy – średnia ocen wynosi odpowiednio 85% i 94% pozytywnych ocen w serwisie Steam.
Wszystkie te gry będą dostępne dla graczy pomiędzy 24 a 26 grudnia, a ich przedsprzedaż rozpocznie się 27 listopada. Dodatkowo spółka pracuje nad dodatkiem do gry Pocket Mini Golf, która cieszy się niesłabnącą popularnością na konsoli Nintendo Switch. Premiera DLC Pocket Mini Golf – Fairway planowana jest między 21 a 31 grudnia.
Niezależnie od gier wydawanych na konsolę Nintendo Switch Spółka planuje wydanie 4 gier na konsolę Sony PS4 – DungeonTop, Mana Spark, One Strike i Not Not – a brain buster.
– Jak co roku to właśnie w IV kwartale, a w szczególności w okresie świąteczno – noworocznym planujemy najwięcej premier i kampanii marketingowych. Tylko w ostatnie 10 dni grudnia QubicGames planuje 13 premier gier, w tym wydanie w Ameryce, Europie i Japonii 6 gier ze znanej serii BIT.TRIP. Liczba planowanych premier w 4 kwartale jest sumarycznie większa niż gier wydanych przez 9 pierwszych miesięcy roku. – mówi Pieczykolan – W listopadzie i grudniu zaplanowaliśmy także 4 duże kampanie marketingowych na konsoli Nintendo Switch w Ameryce, Europie i Japonii, w których będą brały udział także produkty partnerów, których wspieramy w sprzedaży gier na konsoli Nintendo Switch.
Za sprawą pandemii COVID-19 telemedycyna zagościła na dobre w naszym życiu. Zazwyczaj kojarzy się z prostą poradą przez telefon lub internet. Krąży wokół niej wiele mitów. Twórcy HIGO rozwiewają wątpliwości i odpowiadają na najczęstsze pytania.
Telemedyczne rozwiązania umożliwiają zmianę modelu opieki w podobny sposób, jak cyfryzacja zmieniły bankowość, handel czy komunikację między ludźmi.
Jak tak naprawdę wygląda telemedycyna? Czym jest? Co jest prawdą, a co miejską legendą?
1. Telemedycyna to coś nowego i niesprawdzonego
Bynajmniej. W świadomości większości pacjentów telemedycyna pojawiła się faktycznie niedawno – głównie z powodu pandemii COVID-19 – jednak nie jest niczym nowym. Polskie Towarzystwo Telemedycyny założono już w 1997 roku, a pierwsza operacja, w której chirurg operował online została przeprowadzona już w 2001 roku. Przy czym telemedycyna to bardzo szeroka dziedzina – wchodzą w nią zarówno proste konsultacje lekarskie przez telefon, jak i telemedyczne opisy rezonansów medycznych oparte na twardych danych medycznych. Rozwiązania telemedyczne są używane np. przez NASA w celu monitorowania stanu zdrowia astronautów. Rozwiązań telemedycznych używa się od wielu lat w różnych obszarach.
2. Telemedycyna sprawdza się jedynie w lekkich przypadkach
Telemedycyna może znaczącej części pacjentów kojarzyć się ze spotkaniem telefonicznym online z lekarzem w wypadku dokuczliwego przeziębienia. Jednak telemedycyna pomaga nie tylko w takich wypadkach. Może okazać się niezastąpiona przy chorobach przewlekłych. Pacjent w takich sytuacjach ma ułatwiony kontakt ze swoim lekarzem, a ten z kolei szybko może zareagować na pogorszenie stanu zdrowia. Urządzenia telemedyczne umożliwiają także zdalny monitoring urządzeń wszczepialnych, takich jak automatyczne kardiowertery-defibrylatory (ICD).
Często dla lekarza udzielającego podstawowej teleporady to proste badania bywają najtrudniejsze. – Często lekarz wie jedynie to, co powie pacjent – mówi Łukasz Krasnopolski, CEO polskiego medtechu HIGO. – To oczywiście też uproszczenie, bo do wizyty może dojść już po badaniach, żeby konsultować przebieg leczenia. Ale to czego brakuje najczęściej lekarzowi to twardych medycznych danych, a te mogą zapewnić takie rozwiązania jak HIGO – wyjaśnia.
3. Do naprawdę dobrej diagnozy potrzebne jest badanie na miejscu
Są oczywiście badania, gdzie fizyczny kontakt z pacjentem jest kluczowy – np. część badań ortopedycznych – ale nawet w tych gałęziach medycyny rozwiązania telemedyczne mogą się sprawdzić, np. przy rehabilitacji pooperacyjnej. W 2011 r. w Polsce przeprowadzono z udziałem lekarzy Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego międzynarodowy projekt CLEAR, który pomógł w zbudowaniu ogólnoeuropejskiego systemu rehabilitacji online.
Swoje badania, już po wybuchu pandemii przeprowadził LUX MED. – Za pośrednictwem telemedycyny [nasi lekarze] są w stanie zająć się skutecznie około 40 proc. przypadków. Jest otwartość na tę formę leczenia po obydwu stronach. Wiemy, że telemedycyna nie zastąpi tradycyjnego leczenia, ale może być jego wspaniałym uzupełnieniem – mówił w podcaście Deloitte “Człowiek Biznes Technologia” Michał Rybak, Wiceprezes Zarządu LUX MED.
4. Pacjenci nie chcą korzystać z telemedycyny
Dane pokazują co innego. Już w 2016 r. z telemedycyny chciało skorzystać ok. 60 proc. Polaków (badanie PwC “Pacjent w świecie cyfrowym”, 2016). Badania przeprowadzane już w czasie pandemii – kiedy dostęp do lekarzy, zwłaszcza specjalistów, jest utrudniony – pokazują, że ta liczba znacząco wzrosła. Badanie “Ochrona zdrowia i telemedycyna w czasie koronawirusa” przeprowadzone w marcu 2020 r. przez Biostat wskazuje, że 80 proc. Polaków chce, przynajmniej w sytuacji utrudnionego kontaktu z lekarzem, mieć dostęp do usług telemedycznych. Tylko 8 proc. pacjentów nie chce takiej usługi.
5. Lekarz w czasie teleporady nie może wykryć wszystkich chorób
Oczywiście, że nie. Tak samo jak w czasie wizyty w przychodni lekarz nie będzie w stanie postawić diagnozy bez zlecenia dodatkowych badań. Podobnie działa lekarz w czasie wizyty telemedycznej.
Coraz więcej badań może jednak odbyć się online. Ciśnieniomierze, rejestratory EKG, glukometry czy spirometry wyposażone w specjalne aplikacje, mogą gromadzić niezbędne do analizy stanu zdrowia pacjenta dane, a nawet natychmiast przekazywać je do lekarza. Stworzone przez polskie HIGO urządzenie i powiązana z nim aplikacja pozwalają przeprowadzić w domu badania i przekazać lekarzowi dane m.in. z analizy gardła, ucha, osłuchu serca, brzucha i płuc, pomiar temperatury, obraz skóry uzupełniony o film kontekstowy oraz interaktywny wywiad medyczny. Przenosząc tym samym standardową wizytę u lekarza pierwszego kontaktu lub pediatry do domu.
6. W wypadku poważnych chorób diagnoza telemedyczna może być niewystarczająca
Oczywiście w wypadku nagłych i zagrażających życiu objawów należy wysłać pacjenta do szpitala i telemedycyna nie ma tu do końca zastosowania. Z drugiej strony lekarz korzystający z rozwiązań telemedycznych może w wypadku śmiertelnych czy przewlekłych chorób pomóc pacjentowi dużo szybciej niż zwykły lekarz, zwłaszcza jeśli ma dostęp do historii pacjenta. Również w wypadku nagłych przypadków lekarz ma więcej informacji i wiedzy niż np. operator wysyłający karetkę pogotowia. Dzięki temu może szybciej zareagować na niepokojące objawy. Część rozwiązań wchodzących w skład telemedycyny – np. opaski dla seniorów mające czujniki upadków – reagują automatycznie. Telemedycyna może też usprawnić funkcjonowanie oddziałów szpitalnych – możliwość dodatkowej konsultacji ze specjalistą, czy zdalny monitoring powodują, że śmiertelność pacjentów spada (źródło: Critical Care Medicine).
7. Nie jest możliwe zdiagnozowanie ani leczenie SARS-CoV-2 poprzez urządzenia telemedyczne
To zależy. Jeśli dokonamy pomiaru temperatury oraz zauważymy objawy typowe dla zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2, zalecana procedura wymaga kontaktu z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej za pośrednictwem teleporady właśnie. Lekarz po przeprowadzeniu oceny stanu zdrowia zdecyduje, czy skierować pacjenta na test na koronawirusa.
Jeśli choroba przebiega łagodnie to stały monitoring stanu zdrowia za pomocą urządzeń telemedycznych umożliwia interwencję lekarza wtedy, gdy jest konieczna. Odciążając tym samym ochronę zdrowia i umożliwiając przekierowanie uwagi personelu na cięższe przypadki.
Bezpieczeństwo Twojej witryny internetowej – a co za tym idzie, Twoich danych – to podstawa. Przynajmniej w teorii, gdyż w praktyce często zdarza się zapominać o kwestiach bezpieczeństwa, za bardzo stawiając na oszczędność. Co powinien zapewniać bezpieczny serwer pod Twoją stronę www i jak go znaleźć? O tym poniższy tekst.
Bezpieczeństwo serwera – o czym pamiętać?
Chyba wszystkie firmy świadczące usługi hostingowe przechwalają się na prawo i lewo o zapewnianym poziomie bezpieczeństwa swoich serwerów. W przypadku wyboru serwera współdzielonego godzisz się na oferowane warunki, a tym samym oddajesz los swojej strony internetowej w czyjeś ręce. Zanim zakupisz odpowiedni hosting, pamiętaj o kilku rzeczach.
Linux czy Windows?
Odwieczne pytanie! Co prawda Windows może i jest bardziej intuicyjny w obsłudze, to jednak Linux jest większą ostoją bezpieczeństwa, zapewniając spokojny sen właścicielowi. Kolejną sprawą jest wybranie dystrybucji. Najlepiej postawić na sprawdzone i często aktualizowane (a w dodatku darmowe) Ubuntu czy Debian. Większość polskich hostingodawców oferuje serwery w oparciu o środowiska Linuxowe.
Szyfrowanie SSL
Jeszcze kilka lat temu protokoły SSL były używane tylko przez duże strony internetowe, lecz obecnie są wręcz konieczne do prowadzenia swojej witryny.
Jak to z nowościami często bywa, na samym początku szyfrowanie protokołem SSL nie było tanią zabawą. I dzisiaj również nie jest, chyba, że natrafisz na promocję, a jeszcze prościej – zainstalujesz bezpłatny Let’s Encrypt. Dzięki niemu zaszyfrujesz protokół HTTP, tak często narażony na ataki z zewnątrz. Chroniony protokół HTTPS to jednak nie tylko znacznie większe bezpieczeństwo!
Strony internetowe z szyfrowaniem SSL/Let’s Encrypt są bardzo lubiane przez algorytm Google. Warto więc o nie zadbać nie tylko dla bezpieczeństwa – to również właściwy krok pod względem SEO-wym. Jeżeli chcesz optymalnie pozycjonować się w Internecie, to i tak nie masz wyboru – SSL nie tylko zwiększy bezpieczeństwo, ale i polepszy pozycję w Google. Niektórzy hostingodawcy oferują go zupełnie za darmo, w cenie pakietu! Listę firm z darmowymi SSL znajdziesz na stronie hostdog.pl.
Polska lokalizacja serwera
Tu zdania są podzielone. Jedni wolą największych „graczy” na rynku i ich technologię, drudzy rodzimych hostingodawców. Ci ostatni oferują serwery na terenie Polski i (najczęściej) szybki i niezawodny support. To świetna wiadomość nie tylko dla początkujących i mniej zaawansowanych użytkowników.
Antywirus, firewall i antyDDoS
Niektórzy hostingodawcy oferują pakiety z różnego rodzaju zabezpieczeniami przed złośliwym oprogramowaniem i/lub atakami z zewnątrz. Do najpopularniejszych należą oczywiście różnego rodzaju antywirusy i firewalle. Niektóre możesz nawet własnoręcznie konfigurować przez panel administratora!
Przed podjęciem ostatecznej decyzji doczytaj, czy zabezpieczenia chronią całą Twoją witrynę, czy tylko (co się nierzadko zdarza) pocztę e-mail. Ta ostatnia często jest też chroniona przez antyspam. Skoro o zabezpieczeniach mowa, nie sposób nie wspomnieć o antyDDoS, który chroni przed zmasowanymi atakami na serwer z wielu różnych miejsc jednocześnie.
To wszystko jednak znajdziesz w ofertach hostingodawców, ale warto też podziałać na własną rękę.
Backup strony
Prawie w każdym przypadku spotkasz się z ofertą z backupem zawartości witryny www. Nie zaszkodzi jednak nieco zmodyfikować przywracanie kopii bezpieczeństwa (o ile jest taka możliwość), a w przypadku serwerów VPS to wręcz konieczność.
W rozbudowanych panelach administratora często znajdziesz opcję sterowania i zarządzania backupem. Najlepiej będzie, gdy kopie bezpieczeństwa będą przechowywane w kilku miejscach jednocześnie. Nie rób backupów tylko co tydzień lub (co gorsza) co miesiąc – staraj się robić je codziennie! Przechowuj zawsze kopie sprzed dnia, tygodnia i miesiąca.
Ustawienie portu SSH
Wiele ataków sieciowych automatycznie celuje w port 22, a więc domyślny dla SSH. Nie pozostaje nic innego, jak ustawienie niestandardowego portu SSH – im wyższy numer, tym lepiej.
Skoro już o SSH mowa, to ogranicz do niego dostęp. Logujesz się tylko z domu i pracy? Zablokuj więc logowanie z innych lokalizacji, ograniczając pulę do określonego zakresu adresów IP. Nie zapomnij przy tym o ustaleniu awaryjnego dostępu do SSH!
Serwery spełniające najwyższe wymogi bezpieczeństwa możesz szybko i bezpłatnie porównać np. na hostdog.pl. Dla przypomnienia wymieniamy najważniejsze cechy bezpiecznego hostingu:
środowisko Linux
certyfikaty SSL
częste backupy
różnego rodzaju zabezpieczenia (antywirus, firewall – nie tylko dla poczty e-mail)
polska lokalizacja i polski support
Wszystkie te parametry bez problemu możesz sprawdzić i porównać w rankingu hostingów na hostdog.pl – to narzędzie pozwoli oszczędzić Ci czas, który poświęciłbyś na długą i żmudną analizę wszystkich ofert.
Ostatni czas dla polskiej gospodarki jest wyjątkowo wymagający. Jak nie dać się stagnacji i zbudować nowe? Company Management Congress to krok w stronę rozwoju, który każdy przedsiębiorca powinien wykonać.
Pandemia koronawirusa zmieniła polską gospodarkę. Analitycy wskazują, że sytuacja jest gorsza niż w 2008 roku, kiedy Europę dotknął największy kryzys w nowym millenium. Wielu przedsiębiorców przez obostrzenia zmuszonych zostało do ogłoszenia upadłości, a reszta odnotowuje rekordowe straty. To czas, w którym należy zacząć patrzeć w przyszłość i budować pewniejsze jutro dla krajowego biznesu. Polskiej gospodarki nie stać na dalszą zwłokę.
Company Management Congress to rozwiązanie dla tych, którzy chcą zwiększać swoje kompetencje w zarządzaniu biznesem. To event, który rozszerza branżowe perspektywy i pokazuje najlepsze dostępne drogi rozwoju. Bazuje on na wiedzy liderów, którzy odnieśli sukces i swoją receptą na niego chcą podzielić się z innymi. W prelekcjach mówią na podstawie wieloletniego doświadczenia, które pozwoliło im poznać każdą stronę prowadzenia przedsiębiorstwa. Wiedzą na co uważać, ale także jakie atuty podkreślać, by wyróżnić się na tle konkurencji.
Jedną z podstaw Company Management Congress jest nauka poprzez wymianę doświadczeń. Nacisk położony zostanie na nawiązywanie efektywnych relacji biznesowych, które mają pomóc w definiowaniu problemów współczesnego biznesu i znajdowaniu odpowiedzi w dynamicznie zmieniającym się środowisku. Prelegenci myślą o przyszłości biznesu, patrząc na teraźniejszość. Wiedzą, z jakimi problemami zmagają się przedsiębiorcy i jak trudno jest większości z nich zniwelować straty poniesione przez pandemię. Dostarczają rozwiązań, które pozwalają wyjść z kryzysu.
Dla kogo jest Company Management Congress?
właściciele firm
kadra zarządzająca
inwestorzy
przedsiębiorcy
managerowie średniego i wyższego szczebla
osoby odpowiedzialne za planowanie przyszłości biznesu
doradcy inwestycyjni
liderzy poszczególnych branż
przedsiębiorcy samozatrudnieni
Kto wygłosi prelekcje?
Miło nam poinformować, że znamy już nazwiska pierwszych prelegentów, którzy wystąpią podczas eventu. Bogdan Sosnowski w wykładzie „Komunikacja i kreacja w budowaniu wizerunku lidera” powie o tym, jak zaintrygować odbiorcę i zmienić jego sposób myślenia. Wojciech Herra przeprowadzi prelekcję dotyczącą skutecznej sprzedaży i metod osiągania większych korzyści finansowych. Zyta Machnicka skupi się na tym, jakich wrażeń szukają pracownicy i kandydaci na nich, natomiast Łukasz Dojka zdradzi, czym jest follow up.
Ponadto, Tomasz Miłosz wygłosi wykład na temat ewolucji rynku pracy i sposobu pracy. Podstawy budowania marki i efektywny marketing to prelekcja Wojciecha Ławniczaka. Krzysztof Brola z kolei przedstawi kompendium wiedzy z zakresu prawa, któremu podlega działalność gospodarcza.
Nie zabraknie również pokazania procesów, które mogą usprawnić działanie przedsiębiorstwa dzięki outsourcingowi oraz tajników podejmowania strategicznych decyzji.
Udział w wydarzeniu potwierdzony będzie certyfikatem poświadczonym przez Partnerów Merytorycznych wydarzenia.
Wiedza jest podstawą do budowania marki. Nie możesz z niej nie skorzystać. Zmień z nami oblicze polskiego biznesu i 22 kwietnia 2021 roku weź udział w Company Management Congress!
Do 14.2 mln zł wzrosły przychody ze sprzedaży produktów Bloober Team po trzech kwartałach bieżącego rok. To o ponad 65% więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Oznacza to, że mimo przesunięcia premiery Medium na 2021 r., bieżący rok będzie rekordowym w historii spółki. Dodatkowo debiutujący na platformach next-gen “Observer: System Redux” został znakomicie przyjęty przez graczy i krytyków. Aktualna średnia na Metacritic (agregator recenzji) to 84%.
Przy przychodach ze sprzedaży produktów na poziomie 14.2 mln zł, Bloober Team wypracował po trzech kwartałach bieżącego roku 7.2 mln zł zysku netto. To o 260% więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Przychody ze sprzedaży produktów grupy kapitałowej osiągnęły w omawianym okresie 19.5 mln zł (wzrost o 68%), a zysk netto 8.7 mln zł (wzrost o 100%).
– Wysoki poziom przychodów w pierwszych trzech kwartałach 2020 r. jest związany z utrzymywaniem się wysokiego poziomu sprzedaży poszczególnych gier oraz realizacją umowy z globalnym wydawcą, od którego spółka otrzymuje m in. wynagrodzenie typu „advance”. Wzrost przychodów oraz równocześnie stosunkowo mniejszy wzrost kosztów operacyjnych, pozwoliły nam osiągnąć w tym okresie prawie 3,5 mln zł zysku ze sprzedaży– podkreśla Piotr Babieno, prezes Bloober Team. Na końcowy wynik netto (7,2 mln) wpływ miały również dotacje w wysokości 1.4 mln zł oraz zysk ze sprzedaży części pakietu akcji Draw Distance (3.15 mln zł).
Wyniki trzeciego kwartału potwierdziły, że 2020 r. będzie rekordowym rokiem w historii Bloober Team, ponieważ już teraz są wyższe niż w całym 2019 r. – Z roku na rok zgodnie z założeniami nasze rezultaty poprawiają się. Bieżący rok będzie zdecydowanie lepszy niż poprzedni, mimo że premiera naszej największej produkcji została przesunięta na rok 2021. Oznacza to, że przyszły rok będzie kolejnym rokiem z rekordem przychodów- zapowiada Piotr Babieno.
Tymczasem w zeszłym tygodniu miała miejsce premiera odświeżonej wersji cyberpunkowej produkcji krakowskiego developera pod nazwą: “Observer: System Redux”. Pierwsze recenzje są znakomite, szczególnie biorąc pod uwagę, że jest to gra będąca tzw. re-masterem.
– Pierwsze opinie są naprawdę bardzo dobre – to znakomity fundament pod grę z długim ogonem sprzedażowym do jakich z pewnością należy odświeżony “Observer”. Początkowa sprzedaż jest również bardzo dobra, z olbrzymią przewagą konsol w stosunku do platformy PC. Nie jest to jednak dziwne szczególnie, że wersja PC to dodatek w naszych planach i raczej ukłon w kierunku posiadaczy pierwotnej wersji, których jest już kilka milionów (oczywiście dla pełnej jasności w większości w ramach systemów abonentowych, a nie pełnej sprzedaży) – tłumaczy Babieno.
Gra stanowi hołd dla nieżyjącego już Rutgera Hauera i przez krytyków jak i graczy nazywana jest “prawdziwym cyberpunkiem”. Wiele recenzji i opinii graczy wskazuje na znakomite, wręcz modelowe wykorzystanie kontrolera Playstation 5. W okresie wzrostu zainteresowania gatunkiem cyberpunk można liczyć, że “System Redux” będzie stanowił istotny element przychodów dla spółki zarówno w czwartym kwartale tego roku jak i w całym 2021 roku
Już czwarty miesiąc z rzędu stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce wyniosła 6,1 proc. Jak wynika z raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości „Rynek pracy, edukacja, kompetencje. Aktualne trendy i wyniki badań. Październik 2020”, we wrześniu na portalach rekrutacyjnych opublikowano najwięcej ofert od początku pandemii. W III kw. 2020 r. pracownicy najczęściej poszukiwali pracy w takich branżach jak telekomunikacja, IT, branża finansowa i ubezpieczeniowa, a także w hotelarstwie i gastronomii. W związku z niepewną sytuacją na rynku pracy, jedna piąta pracowników planuje wyjazd z kraju.
Stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce od czterech miesięcy utrzymuje się na poziomie 6,1 proc. Pod koniec września 2020 r. w urzędach pracy było zarejestrowanych 1,025 mln bezrobotnych. W porównaniu z sierpniem 2020 r. ich liczba spadła o 3,3 tys., czyli o 0,3 proc. Natomiast rok do roku była wyższa aż o 173,5 tys., czyli o 20,4 proc.
Według danych resortu pracy we wrześniu 2020 r. pracodawcy zgłosili do urzędów 109,3 tys. wolnych miejsc pracy i aktywizacji zawodowej, tj. o 13 tys. ofert (13,5 proc.) więcej niż w sierpniu 2020 r.
– W III kw. 2020 r. tylko 9 proc. osób aktywnie poszukiwało pracy. Najczęściej byli to kierowcy, niewykwalifikowani robotnicy, pracownicy biurowi i administracyjny, a także zatrudnieni w telekomunikacji i IT, branży finansowej i ubezpieczeniowej oraz w hotelarstwie i gastronomii. Chociaż obawy o utratę pracy zmniejszyły się w stosunku do poprzedniego kwartału, to i tak 30 proc. pracowników patrzy z niepewnością na najbliższe miesiące – mówi Daniel Nowak, ekspert z Departamentu Rozwoju Kadr w Przedsiębiorstwach PARP.
Kobiety nadal w tyle
Wśród osób bezrobotnych już kolejny miesiąc kobiet jest więcej niż mężczyzn. Stanowią w tej chwili 54 proc. bezrobotnych. W porównaniu do sierpnia to więcej o 0,6 p.p.
Nierówność płci na rynku pracy to problem globalny. Wśród osób w wieku 25-54 lat wskaźnik aktywności zawodowej w przypadku kobiet wynosi 63 proc., podczas gdy u mężczyzn aż 94 proc. Różnica wynagrodzenia to średnio 22 proc. Tylko 27,1 proc. kobiet znalazło miejsce na stanowiskach kierowniczych, a 6,6 proc. zasiada w fotelu dyrektora. Jak zauważa ONZ, konieczne jest zmniejszenie różnic w płacach do 3 proc. i wprowadzenie parytetów, szczególnie na stanowiskach z wysokimi zarobkami.
Coraz gorsza sytuacja w Europie
Według najnowszych danych Eurostatu wskaźnik bezrobocia dla krajów członkowskich Unii Europejskiej w sierpniu 2020 r. wyniósł 7,4 proc., co oznacza wzrost o 0,1 p.p. wobec poprzedniego miesiąca oraz o 1,2 p.p. r/r. W tym samym czasie w Polsce wskaźnik ten wyniósł 3,1 proc. i był niższy o 0,1 p.p. w porównaniu z lipcem, a w ujęciu rocznym – o 0,2 p.p.
W sierpniowym rankingu Eurostatu najwyższe wskaźniki bezrobocia odnotowano w Hiszpanii (16,2 proc.), we Włoszech (9,7 proc.) i na Litwie (9,6 proc.). W najlepszej kondycji jest rynek pracy w Czechach (2,7 proc.), na Malcie (4,1 proc.) i w Niemczech (4,4 proc.).
– Z analizy PARP wynika, że w porównaniu z innymi krajami w Europie, sytuacja na rynku pracy w Polsce jest stosunkowo stabilna. Może to być efekt pomocy udzielonej w ramach tarcz antykryzysowych. Kluczowe będą jednak dane na temat bezrobocia za najbliższe miesiące. Wtedy dowiemy się, czy kolejne obostrzenia znacząco wpłynęły na rynek pracy – mówi Anna Bracik, zastępca dyrektora departamentu komunikacji i marketingu, rzecznik prasowy PARP.
Lepsze perspektywy poza Polską?
Z danych przytoczonych w raporcie PARP wynika, że 22 proc. pracowników rozważa wyjazd za granicę w ciągu najbliższego roku. Wśród nich 4 proc. chce wyjechać na stałe. Są to głównie kierowcy, przedstawiciele kadry zarządzającej, robotnicy niewykwalifikowani i inżynierowie.
Z kolei 2 proc. planuje pobyt na czas określony. W tej grupie znaleźli się: sprzedawcy, kasjerzy, robotnicy niewykwalifikowani, mistrzowie, brygadziści, a także pracownicy z branży hotelarskiej i gastronomii, opieki zdrowotnej, pomocy społecznej i handlu.
Pracownicy, którzy nie rozważają wyjazdu to technicy i robotnicy wykwalifikowani, specjaliści z wyższym wykształceniem, kadra kierownicza średniego szczebla oraz osoby zatrudnione w administracji publicznej, ochronie i edukacji.
Wśród powodów do wyjazdu najczęściej wymieniane są lepsza płaca i lepsze warunki zatrudnienia (82 proc.), zmiana stylu życia (33 proc.) i możliwość nauki języka obcego (32 proc). Polacy najchętniej wyjechaliby do Niemiec (37 proc.), Holandii (19 proc.) i Wielkiej Brytanii (17 proc.).
O raporcie Raport przygotowany przez PARP przedstawia syntetyczne wyniki aktualnych badań i analiz dotyczących polskiego i międzynarodowego rynku pracy. To cykliczna comiesięczna publikacja, którą Agencja przygotowuje na potrzeby Rady Programowej ds. Kompetencji koordynującej działanie systemu Sektorowych Rad ds. Kompetencji. Omawiany raport dotyczy okresu od 20 września do 19 października 2020 r.
Aż 30 proc. Polaków mających długi przyznaje, że nie radzi sobie z ich spłatą. 61,5 proc. czuje się nimi przytłoczonych, ale prawie 1/3 nie odczuwa z tego powodu żadnego dyskomfortu. Chcąc je spłacić, zazwyczaj proszą o pomoc finansową rodzinę. Najczęściej nie regulują zobowiązań za telefon, Internet i telewizję, a także za czynsz i media. Problemy sprawia im także opłacanie rat kredytów gotówkowych, oraz… kwot pożyczonych od krewnych. Taki obraz zachowań konsumentów daje najnowsze badanie przeprowadzone przez IMAS International dla KRD w związku z przypadającym 17 listopada Dniem bez Długów.
Co 4. Polak mający przeterminowane płatności słabo kontroluje swoje długi – w tej grupie 1/3 mówi wprost, że zupełnie nad nimi nie panuje. Jednocześnie 46,5 proc. deklaruje, że ma pełne rozeznanie w swoich zaległościach, tzn. wie dokładnie ile i za co jest winna. Najczęstszy powód niepłacenia to zbyt małe dochody – wskazuje tak prawie 27 proc. badanych. Niemal tyle samo, bo 26 proc., podaje, że na przeszkodzie w spłacie stanęły niespodziewane wydatki, jak leczenie, naprawa samochodu lub sprzętu domowego. Co 5. osoba nie jest w stanie regulować zobowiązań, bo mocno odczuła wzrost bieżących, podstawowych wydatków, jak czynsz, prąd, woda, gaz, jedzenie czy środki czystości, a blisko 14 proc. straciło pracę. Spore grono, bo prawie co 5. osoba nie ma już dodatkowego źródła dochodu, które pomagało utrzymać domowy budżet w ryzach. Utrudnia im to więc spłatę zadłużenia. Ale to nie koniec przyczyn kłopotów z regulowaniem zobowiązań. 7,5 proc. badanych przyznaje, że po prostu nieumiejętnie zarządza swoimi pieniędzmi.
Najczęściej dłużnicy nie płacą za telefon Internet i telewizję – 29 proc. wskazań. Nie opłacają też czynszu, rachunków za prąd, wodę, gaz (27 proc.) i nie regulują rat kredytów gotówkowych (26 proc.). Natomiast 17 proc. nie radzi sobie z zwrotem pożyczek otrzymanych od rodziny. Z kolei 15 proc. nie może uporać się z debetem na karcie płatniczej, a po 10 proc. z kredytem ratalnym wziętym za pośrednictwem sklepu na zakup sprzętu RTV/AGD czy mebli oraz ze zobowiązaniami na karcie kredytowej.
Pandemia sprzyja oszczędzaniu
Niestety aż 33 proc. zadłużonych Polaków nie radzi sobie z oddawaniem pieniędzy. W tej grupie 1/3 ocenia, że ich sytuacja jest bardzo zła. 61,5 proc. odczuwa przygnębienie z powodu zaległości finansowych, ale duża grupa, bo 1/3 respondentów, nie ma żadnych negatywnych wrażeń. Przygnębienie z powodu zaległości odczuwają częściej kobiety (72 proc. spośród zadłużonych) niż mężczyźni (połowa spośród panów mających przeterminowane zobowiązania).
– Przypadający 17 listopada Dzień bez Długów powinien skłonić nie tylko do refleksji na temat naszych zobowiązań finansowych, ale i podjęcia konkretnych działań, które doprowadzą do spłaty choć części zaległości. Wiele osób jest w stanie bardziej świadomie zarządzać swoim portfelem i tak przeorganizować wydatki, aby zredukować zadłużenie. Podczas pandemii nie mamy zbyt wielu okazji do wydawania pieniędzy, dlatego warto zrewidować swoje możliwości finansowe – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.
Według najnowszych analiz ekspertów rynku finansowego, podczas pandemii sytuacja konsumentów, w przeciwieństwie do firm, nie pogorszyła się. Zaoszczędziliśmy pieniądze na podróżach, gastronomii, rekreacji, odzieży, a nawet na kosmetykach – po prostu nie mamy okazji z tego korzystać. Dlatego rząd nie przewiduje wsparcia dla konsumentów, skupiając się na pomocy dla przedsiębiorstw. Gdyby okazało się, że dużo osób, które spłacają kredyty hipoteczne, nie będzie w stanie regulować rat, rząd nie wyklucza pomocy. Dla wielu osób lockdown może być więc okazją do tego, aby uważniej przekalkulować swoje finanse i spróbować zmierzyć się z długami.
Kolejny dług na spłatę długów
Zaległości Polaków widniejące w bazie danych Krajowego Rejestru Długów wynoszą obecnie 48,2 mld zł. Od lutego, który był ostatnim miesiącem przed pandemią, wzrosły o ponad 2 mld zł. Niezapłacone zobowiązania miało wtedy 2 494 416 osób. Dziś – 2 453 279. Zwiększyło się także średnie zadłużenie z 18 438 zł w lutym do 19 660 zł teraz.
W ankiecie przeprowadzonej przez IMAS 24 proc. Polaków przyznaje, że ma obecnie długi. W grupie osób, które kiedyś mierzyły się z zaległościami 44 proc. rozwiązało problem pożyczając pieniądze od rodziny lub znajomych, a 42 proc. zrezygnowało z części wydatków, aby wygospodarować sumy na uregulowanie długu. Blisko 18 proc. sięgnęło po racjonalne rozwiązanie, tj. negocjowało warunki spłaty. Inne wyjście to likwidacja lokat bankowych i oszczędności (14 proc. wskazań) bądź zmiana pracy na lepiej płatną czy otrzymanie premii (prawie 10 proc.).
Widać, że nie wszyscy radzą sobie jednakowo. Co 20. dłużnik, aby uregulować należności, wziął kredyt w banku. Są też tacy, którzy zdecydowali się na tzw. chwilówki w firmach udzielających ich bez sprawdzenia wiarygodności finansowej klientów w KRD czy BIK (8 proc.).
– Sięganie po kredyt, aby spłacić zaległości, może prowadzić do powstania spirali zadłużenia. Zwłaszcza jeśli ktoś nadal będzie zaciągał zobowiązania, na spłatę których go nie stać. Z naszej praktyki wynika, że podczas pandemii firmy mocniej niż dotąd dbają o swoje finanse i skrupulatnie przekazują zaległości konsumentów do windykacji. To sygnał dla klientów, aby na bieżąco kontrolowali swoje portfele i nie dopuszczali do powstawania zaległości. Najwięcej zleceń, jakie obecnie obsługujemy, dotyczy zobowiązań za telefon. Klienci w rozmowach z naszymi negocjatorami często tłumaczą, że to niewielkie kwoty i nie ma o co kruszyć kopii. Ale z punktu widzenia operatora komórkowego działa tu efekt skali. Każda niezapłacona faktura na kilkadziesiąt złotych pomnożona przez tysiące klientów daje dużą kwotę – wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.
41 proc. zadłużonych Polaków deklaruje, że jest w stanie spłacić swoje zaległości z bieżących zasobów, tj. pieniędzy zgromadzonych na koncie lub posiadanych w gotówce. Jednak tyle samo mówi, że nie ma takich możliwości. Według najnowszych danych GUS przeciętne wynagrodzenie w III kw. 2020 r. wzrosło o 4,8 proc. wobec tego samego okresu ub.r. i wyniosło 5 168 zł. W stosunku do II kwartału tego roku zwiększyło się o 2,9 proc., czyli o 327 zł.
Badanie „Zadłużenie Polaków” zostało przeprowadzone na początku listopada 2020 r. przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej metodą CAWI na reprezentatywnej grupie 1000 Polaków.
Chociaż z internetu korzystamy od lat, jeszcze do niedawna robiliśmy to głównie w celu poszukiwania informacji i dzielenia się z innymi swoimi pasjami. Niektórzy dokonywali okazjonalnych zakupów online, czy korzystali z różnych form rozrywki. W miarę rozwoju technologii ilość rzeczy załatwianych przez internet zaczęła wzrastać. Proces ten przyspieszyła również pandemia. Dzisiaj możemy online załatwić prawie wszystko, nawet to, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe.
Złożenie deklaracji podatkowej
Obecnie przez internet nie tylko zrobimy większość zakupów, zamówimy różnego rodzaju usługi, ale też załatwimy sprawy urzędowe, które wcześniej niejednokrotnie przyprawiały nas o ból głowy. Nie jest tajemnicą, że to właśnie urzędy są tymi instytucjami, do których ludzie chodzą niechętnie ze względu na kolejki, czy opieszałość urzędników. Teraz można już składać wnioski i podania do wielu urzędów, w różnych sprawach przez internet. Roczną deklarację, którą obecnie jest PIT 2020/2021 online złożymy również bez problemu. Ci natomiast, którzy korzystają z możliwości sporządzania jej przez Urząd Skarbowy, mogą online sprawdzić, czy wszystko się zgadza i zaakceptować, lub dokonać korekty.
Praca i nauka
Pracą i nauką przez internet jeszcze niedawno zajmowali się tylko nieliczni. Teraz online pracują wszyscy, którzy mogą to robić. Wiadomo, że są zawody, których w taki sposób wykonywać się nie da. Okazuje się jednak, że coraz więcej profesji przechodzi na pracę zdalną – nawet takich, które jak może się wydawać, trudno byłoby wykonywać przez internet, np. lekarze. Nauczyciele obecnie coraz częściej pracują również bez wychodzenia z domu, z pomocą kamerki internetowej prowadząc lekcje. Jeszcze niedawno byłoby to nie do pomyślenia i dzisiaj również czasem budzi sprzeciw, ale jak widać, jest to możliwe. Przez internet pracuje wiele firm, a managerowie za pomocą nowoczesnych systemów mogą wszystkim bez problemu zarządzać. Online buduje się bezpieczne bazy danych, dzięki którym już nie trzeba przechowywać dokumentacji papierowej.
Korzystanie z kultury
Dzięki internetowi do lamusa powoli odchodzą płyty CD, czy inne tego typu dyski z muzyką i filmami. Książki ciągle są drukowane, ale coraz więcej osób przechodzi na te w formie elektronicznej. Dostęp do muzyki poprzez różne aplikacje (za odpowiednią opłatą) stał się powszechny. W sieci można obejrzeć dowolny film na jaki nam przyjdzie ochota, lub pograć w gry komputerowe.
Internet stał się centrum życia na całym globie i trudno dzisiaj wyobrazić sobie funkcjonowanie bez niego. Korzystamy z niego praktycznie w każdej dziedzinie i wszystko wskazuje na to, że nowoczesna technologia 5G jeszcze bardziej zrewolucjonizuje nasze życie. To, co mamy teraz jest jedynie preludium do internetu rzeczy, który przyniesie prawdziwą rewolucję.
Inne sprawy, które załatwimy przez internet
Oprócz spraw urzędowych, które obecnie w znacznej części możemy załatwić przez internet, są też inne, które do tej pory zajmowały sporo czasu, a w tej chwili do ich realizacji wystarczy kilka kliknięć. Do takich należą:
wnioskowanie, przyznawanie i otrzymywanie na konto pożyczek,
zapisy do lekarzy, czy udzielanie przez nich porad przez internet,
realizowanie recept w aptekach internetowych,
zamawianie usług, np. taksówki poprzez aplikację mobilną,
zakupy – począwszy od artykułów spożywczych, aż po rzeczy wielkogabarytowe np. meble.
Przy wyciszeniu obaw o kolejny lockdown w USA (pytanie: na jak długo?), rynki powróciły do ogrywania pozytywnych motywów związanych z pracami nad szczepionkami na COVID-19 i dalszym redukowaniem premii za ryzyko wyborcze. Szersze ujęcie pozostaje optymistyczne, ale kluczem jest fluktuacja krótkoterminowych czynników.
Teoria jest prosta. Za rok świat powinien mieć już działającą szczepionkę. Możliwe, że nawet więcej niż z jednego źródła. Strach o rozprzestrzenianie się wirusa będzie mniejszy, aktywność gospodarcza na powrót rozkwitnie, a to wszystko przy niezakręconym kurku z dopływem taniego pieniądza z pomocą banków centralnych i rządów. Między teraz a sytuacją za rok większość czynników przemawia za wzrostem cen ryzykownych aktywów. Jednak droga przez te 12 miesięcy nie jest do pokonania jednym dużym skokiem, a serią małych kroków, nie zawsze w prostej linii. Przejściowo rynki będą musiały stawić czoła czynnikom ryzyka, które poddadzą generalny plan pod wątpliwość, a w dobie pandemii każdy dzień może być wyzwaniem.
Nie mniej jednak, łatwiej się maszeruje, gdy świeci słońce niż pada deszcz, a na początku nowego tygodnia słońce świeci mocno. Przed weekendem euforia związana z postępem prac nad szczepionką na COVID-19 była tonowana przez rosnącą liczbę przypadków zachorowań na świecie, stawiając na nierównych szalach ryzyko choroby teraz z lekarstwem gotowym dopiero w (niedalekiej) przyszłości. Jednak pragmatyzm rynków stanowi, że nie wirus jest powodem do obaw, a skutki gospodarcze, jakie za sobą niesie. Stąd wykluczenie ryzyka zarządzenia natychmiastowego lockdownu w USA zarówno przez prezydenta Trumpa, jak i prezydenta elekta Bidena pozwoliło uwolnić magazynowany optymizm i pokłady gotówki gotowej do inwestowania. Nawet jeśli pandemia nasila się w takich ośrodkach jak USA, Europa czy Japonia, to o ile nie prowadzi to do całkowitego zamrożenia gospodarek, wirusa traktuje się jako „nową normę”.
Patrząc na perspektywy najbliższych dni, muszę niestety użyć nieprecyzyjnego sformułowania, że będzie dobrze dopóki coś się nie zepsuje. Po pozytywnej stronie możemy liczyć na opadanie krzywej zachorowań w Europie, potencjalne nowe rewelacje z prac nad szczepionką (tym razem od Moderny), czy historyczne rekordy indeksów giełdowych (dziś japoński Nikkei225 znalazł się najwyżej od 29 lat). Jednocześnie trzeba uważać na rozwój sytuacji zdrowotnej w USA – restrykcje stanowe, jeśli obejmą połowę kraju, są równie poważnym czynnikiem ryzyka, co decyzja na szczeblu ogólnokrajowym. Dodajmy jeszcze, że w następnym tygodniu wypada Święto Dziękczynienia – powodzenia w pogodzeniu walki z wirusem z potrzebą wypełnienia tradycji. A nad nowym pakietem fiskalny wciąż nie ma zgody. Trudno powiedzieć, w jakich nastrojach rynki będą za tydzień.
Wygrani aktualnie mogą szybko być przegranymi nagłego pogorszenia nastrojów i skoku awersji do ryzyka. W tej grupie wskazać można: NOK, AUD, NZD, waluty rynków wschodzących, ropa naftowa, indeksy giełdowe i spółki cykliczne. Po przeciwnej stronie jest USD.
Prawie połowa Polaków uważa, że pandemia COVID-19 jest w tej chwili największym globalnym wyzwaniem. Dużo osób wskazuje także na problemy środowiskowe: zmiany klimatu i zanieczyszczenie powierza – wynika z badania opinii społecznej „Barometr Bayer”. Informacje o tych kwestiach czerpiemy głównie z internetu i ogólnodostępnych mediów i czujemy się poinformowani w stopniu przeciętnym, ale jednocześnie co piąty badany nie ma żadnej wiedzy o innych wyzwaniach globalnych, jak nowe leki i szczepionki, susza czy rozwój rolnictwa zrównoważonego. Część społeczeństwa jest także podatna na wszelkiego rodzaju nieprawdziwe informacje, tzw. fake newsy.
– Zjawisko fake newsów to nie jest sprawa wyłącznie ostatnich miesięcy, pandemia je wyostrzyła, natomiast mamy z nim do czynienia już od wielu lat. Zmagamy się z rozpowszechnianiem przez internet niezweryfikowanych opinii, głupstw, czasem świadomych kłamstw. Wielu ludzi jest bardzo podatnych na to, wielu nie potrafi w zalewie internetowych informacji odróżnić prawdziwych od nieprawdziwych bądź wręcz szkodliwych – mówi agencji informacyjnej Newseria ekonomista, prof. Witold Orłowski.
Stan wiedzy Polaków w tematach ważnych społecznie sprawdził – na zlecenie firmy Bayer – instytut Kantar. Ogłoszone niedawno wyniki dziewiątej edycji badania opinii społecznej „Barometr Bayer” pokazują, że dla prawie połowy Polaków (47 proc.) to pandemia koronawirusa jest aktualnie najważniejszym globalnym wyzwaniem. Dalej plasują się zanieczyszczenie powietrza (29 proc.) i globalne zmiany klimatu (28 proc.), ale ważne są także kwestie zdrowego żywienia i nowych szczepionek (po 24 proc.).
Głównym źródłem informacji, z którego Polacy czerpią wiedzę dotyczącą globalnych problemów i wyzwań, jest internet, głównie portale ogólnotematyczne (43 proc.). Na nich najczęściej szukają informacji dotyczących problemów ze zdrowiem. Eksperci komentujący wyniki badania podkreślają, że o ile dostęp do informacji jest obecnie bardzo szeroki, o tyle ogromne znaczenie ma weryfikowanie źródeł i poleganie na tych, które są rzetelne i wiarygodne.
– Żyjemy po raz pierwszy w historii ludzkości w epoce nieskrępowanego dostępu do informacji. Co więcej, ta informacja w internecie wydaje się zawsze być wiarygodna, łatwo dostępna. W jaki sposób człowiek nieprzygotowany ma odróżnić w internecie informację prawdziwą od fałszywej, jak ją zweryfikować? To jest duży problem, z którym nie wszyscy sobie radzą – mówi prof. Witold Orłowski.
Polacy stan swojej wiedzy oceniają przeciętnie – czują się dobrze poinformowani w tematach dotyczących koronawirusa, smogu, zdrowej diety czy zmian klimatu. W pozostałych większość deklaruje niedoinformowanie.
– Jedna na pięć osób nie ma dzisiaj wystarczającej wiedzy na temat zdrowia, rolnictwa, pochodzenia żywności i sposobów na zdrowe życie. Dla nas to motywacja do szerzenia wiedzy wśród społeczeństwa na te tematy. Dlatego podejmujemy intensywne działania w ramach Baylab – przedsięwzięcia, które edukuje dziesiątki tysięcy osób w Polsce na tematy dotyczące nauki, zdrowia i rolnictwa. W sposób szczególny adresujemy działania do młodego pokolenia – fascynacja światem w młodym wieku wpłynie na zrozumienie nauki i otwartość na nią w dorosłym życiu – mówi Markus Baltzer, prezes zarządu Bayer w Polsce.
„Barometr Bayer” pokazuje też, że swoje opinie dotyczące globalnych wyzwań Polacy częściej kształtują na podstawie naukowych informacji niż intuicji. Na twardych danych opierają się zwłaszcza w kwestiach dotyczących nowych leków i szczepionek, problemu suszy czy ginących gatunków. Intuicja natomiast przeważa w kwestiach dotyczących samoleczenia czy diety.
– „Barometr Bayer” jasno pokazuje, ile osób rozumie związek między nauką a zdrowiem – mówi Markus Baltzer. – Naszym celem jest zdobycie wiedzy na temat zaufania, jakie ludzie pokładają w nauce. Przykładowo nowe leki powstają dzięki rzetelnym badaniom naukowym. Jeśli ludzie nie mają do nich zaufania, wtedy to, co robimy, traci wartość.
Naukowcy, lekarze i specjaliści są przez Polaków postrzegani jako największe autorytety. Tego typu eksperci są najbardziej cenionymi komentatorami doniesień naukowych (78 proc.). Badanie Bayer pokazuje, że Polacy kształtują swoje opinie również na podstawie wyników wyszukiwań Google i rozmów z najbliższym otoczeniem. Z kolei najrzadziej ufają celebrytom (16 proc.), którzy największy posłuch mają wśród osób młodych (23 proc.).
– Podejście do autorytetów wynika z czasów, w których żyjemy. Internet spowodował, że każdy może czuć się ekspertem. Kiedyś, żeby zostać autorytetem, należało przejść pewną drogę, od matury, poprzez studia, osiągnięcia naukowe etc., w ten sposób udowadniając swoją wartość. W tej chwili często to już nie jest konieczne. Wystarczy wygłosić jakiś tekst, zamieścić go na Facebooku i jeżeli odpowiada to ludziom, którzy nie chcą zbyt głęboko wchodzić w prawdę, to znajduje poklask i potwierdzenie w lajkach – mówi aktor Artur Barciś.
Kryzys związany z koronawirusem sprawił, że ostrożniej podchodzimy do swoich wydatków, odkładamy na później duże zakupy i mniej chętnie sięgamy po pożyczki i kredyty. Zadłużenie Polaków wciąż jednak rośnie – przestrzegają eksperci z okazji przypadającego 17 listopada Dnia bez Długów. Jak wynika z badania Maison & Partners i firmy KRUK SA, wśród grup dłużników przybywa tzw. unikających, którzy szukają wymówek, by nie spłacać swoich zobowiązań. Wzrosła też grupa tzw. zagubionych, którzy swoją przyszłość finansową widzą w ciemnych barwach i nie robią nic, by to zmienić.
– Pandemia wpłynęła na to, w jaki sposób podchodzimy do finansów. Dużo mniej osób jest skłonnych do tego, żeby brać pożyczki i kredyty. Jesteśmy mniej beztroscy, bardziej przyglądamy się swoim finansom, odkładamy w czasie zakupy większych rzeczy typu sprzęty RTV, AGD czy samochód. Mniej osób w nieprzemyślany sposób robi zakupy. Raczej je planujemy, przygotowujemy listy zakupów – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agnieszka Salach, rzeczniczka Grupy KRUK.
Wpływ na podejście do finansów ma jednak nie tylko pandemia, lecz także cechy charakteru i osobowość, które decydują o tym, jak dana osoba reaguje np. na utratę pracy. Badanie domu badawczego Maison & Partners przygotowanego na zlecenie KRUK SA „Portret zadłużonych Polaków w dobie pandemii COVID-19” wyodrębnia pięć charakterystycznych grup. Są to Zapominalscy, Zagubieni, Unikający, Zadłużeni dla innych oraz Beztroscy. Koronawirus w znaczący sposób wpłynął na migrację między poszczególnymi grupami. Największy wzrost w ciągu ostatnich pięciu lat odnotowały grupy Unikających i Zagubionych.
– W 2015 roku mieliśmy 12 proc. osób unikających, natomiast w czasie pandemii mamy ich już 21 proc. – wskazuje Agnieszka Salach. – To osoby średnio zamożne, które uważają, że pandemia to dobry moment na zapożyczanie się. Liczą, że banki i firmy pożyczkowe będą bardziej skłonne rozłożyć im spłatę zobowiązania na dłuższy okres.
Również Zagubieni stanowią dziś 21 proc. zadłużonych, co oznacza wzrost o 3 pkt. proc. względem badania typologii osób zadłużonych z 2015 roku. To osoby o najniższych miesięcznych dochodach, które nie radzą sobie ze spłatą zaległych rachunków, rat pożyczek, kredytów, w ciemnych barwach widzą swoją przyszłość finansową, a przy tym często pozostają bierne.
– To osoby bardzo mocno rozżalone. Doszukują się różnego rodzaju nieprawidłowości ze strony instytucji, które udzieliły im pożyczek i kredytów – wyjaśnia rzeczniczka Grupy KRUK.
Coraz mniej jest natomiast osób, które można zaliczyć do kategorii Zadłużających się dla innych (18 proc., spadek o 6 pkt proc.). Niemal połowa z tej grupy dokładnie planuje swoje wydatki.
– W tej pierwszej grupie dominowały osoby starsze, które brały pożyczki dla młodszych ze swojej rodziny. Obecnie bardziej obawiają się o swoje finanse i część z nich przeszła do grupy osób zagubionych, które nie wiedzą, co mają zrobić, są przerażone i najbardziej odczuły sytuację pandemiczną – wskazuje Agnieszka Salach.
W dobie pandemii mniejsza jest też grupa Beztroskich (13 proc., spadek o 6 pkt proc.), które dotychczas lekką ręką wydawały pieniądze. Ze względu na raczej wysokie dochody do zakupów podchodziły spontanicznie. Dobrze jednak radzą sobie ze spłatą swoich zobowiązań (81 proc.). Motywuje ich do tego satysfakcja, jaką mają po wyjściu na finansową prostą.
– Z tej grupy najprawdopodobniej najwięcej osób przeszło do grupy unikających – analizuje rzeczniczka Grupy KRUK.
Podobnie jak w poprzednim badaniu z 2015 roku najliczniejszą grupę stanowią Zapominalscy (27 proc.). To osoby, które mają najlepszą sytuację finansową ze wszystkich grup, a ich zadłużenie jest przede wszystkim kwestią roztargnienia i zapominania o terminach płatności. Niemal wszystkim (94 proc.) udało się spłacić swoje zobowiązania.
Wybuch pandemii sprawił, że sytuacja finansowa samorządów cały czas się pogarsza, przez co większość z nich skupia się na cięciu wydatków i ograniczaniu kosztów. Lukę uniemożliwiającą obecnie inwestowanie w obywatelskie inicjatywy ma choć w części wypełnić program społeczny Polskich Sieci Elektroenergetycznych, które na terenie ponad 70 gmin przyznały granty na łączną kwotę ponad 2 mln zł. W tym roku dofinansowano 107 pomysłów, które zmienią lokalne otoczenie. Wśród wyłonionych projektów są siłownie plenerowe, modernizacje szkolnych sal komputerowych, działania z zakresu zdrowia i opieki medycznej czy akcje na rzecz ochrony środowiska naturalnego.
Kreatywność i znajomość potrzeb mieszkańców to największa przewaga lokalnych działaczy – to w ich głowach rodzą się ciekawe pomysły. Często przeszkodą dla ich realizacji jest jednak brak funduszy. Aktywistom, gminom i instytucjom pomagają programy grantowe. Jednym z nich jest inicjatywa Polskich Sieci Elektroenergetycznych „WzMOCnij swoje otoczenie”, której celem jest wyłonienie najlepszych projektów związanych z rozwojem wspólnej przestrzeni publicznej oraz finansowe wsparcie w ich wdrożeniu. Idea programu jest zbliżona do znanego i sprawdzonego rozwiązania, jakim jest budżet partycypacyjny, dzięki któremu mieszkańcy mogą aktywnie zmieniać swoją okolicę.
– Mieszkańcy potrzebują wsparcia, które ma charakter długofalowy, czyli nie tylko inicjatyw odczuwalnych tu i teraz. W roku pandemii samorządy zostały obciążone bardzo dużymi kosztami związanymi z przestrzeganiem nowych obostrzeń sanitarnych. Tutaj właśnie pojawia się nasz program i oferta społeczna wspierająca realizację projektów, które w obecnych warunkach musiałyby zejść na drugi plan – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Szymon Kostiuk, koordynator programu społecznego „WzMOCnij swoje otoczenie” w Polskich Sieciach Elektroenergetycznych.
Program dobrosąsiedzki „WzMOCnij swoje otoczenie” jest skierowany do podmiotów, które wypełniając swoją misję, prowadzą działania dla mieszkańców. Wzięły w nim udział samorządy, ich jednostki budżetowe (np. ośrodki pomocy społecznej, ośrodki kultury, sportu i rekreacji oraz przedszkola, szkoły) oraz organizacje pozarządowe. Mogły się one starać o granty w wysokości do 20 tys. zł na realizację projektów związanych z rozwojem wspólnej przestrzeni publicznej i aktywizacją życia społecznego.
– Inicjatywa organizowana jest na terenie ponad 70 gmin i powiatów, w których Polskie Sieci Elektroenergetyczne realizują zadania z zakresu budowy, rozbudowy i modernizacji infrastruktury najwyższych napięć oraz zajmują się utrzymaniem ciągłości działania istniejącej infrastruktury elektroenergetycznej o napięciu 220 i 400 kV. Celem naszego programu jest odpowiadanie na potrzeby lokalnych społeczności poprzez realizację trwałych projektów, które zostaną z mieszkańcami na długie lata. Są wśród nich m.in.: wytyczanie ścieżek edukacyjno-przyrodniczych, ochrona zagrożonych i rzadkich gatunków zwierząt czy projekty z zakresu zdrowia, bezpieczeństwa i opieki medycznej – wymienia Szymon Kostiuk.
Jak podkreśla, w tym roku ze względu na pandemię COVID-19 program grantowy jest prowadzony w formule całorocznej, żeby wesprzeć samorządy w wyjątkowo trudnym dla nich okresie. To oznacza, że na realizację i rozliczenie przyznanych grantów tegoroczni laureaci mają czas do końca grudnia.
Pomysły w tegorocznej edycji programu można było zgłaszać w kilku kategoriach: zdrowie, rozwój wspólnej przestrzeni publicznej, aktywność fizyczna, edukacja, bezpieczeństwo i środowisko.
– W kategorii oświata dzięki naszym grantom możliwe będzie wsparcie procesu edukacyjnego nowoczesnymi narzędziami dydaktycznymi i nowym sprzętem komputerowym, który w warunkach pandemicznych będzie mógł być wykorzystany do pracy zdalnej, zarówno przez uczniów, jak i nauczycieli. W kategorii środowisko pomogliśmy w wytyczeniu drugiego etapu szlaku rowerowego w gminie Wiązowna na obszarach chronionych Natura 2000. W obszarze zdrowia i opieki medycznej wsparliśmy naszym grantem zakup środków ochrony osobistej, defibrylatorów półautomatycznych i kamer termowizyjnych, które pozwalają na kontrolę temperatury mieszkańców wchodzących do urzędu gminy czy innych budynków użyteczności publicznej – wylicza koordynator programu.
Program „WzMOCnij swoje otoczenie” PSE organizują po raz drugi. W ubiegłym roku, dzięki grantom na łączną kwotę ponad 1,6 mln zł, zrealizowano ponad 80 projektów społecznych. Szczegółowe informacje o programie można znaleźć na stronie www.wzmocnijotoczenie.pl.
Polskie Sieci Elektroenergetyczne SA są operatorem elektroenergetycznego systemu przesyłowego (OSP) w Polsce. PSE zajmują się przesyłaniem energii elektrycznej do wszystkich regionów kraju. Spółka odpowiada za bilansowanie systemu elektroenergetycznego oraz utrzymanie i rozwój infrastruktury sieciowej wraz z połączeniami transgranicznymi. Udostępnia także, na zasadach rynkowych, zdolności przesyłowe dla realizacji wymiany transgranicznej.
Polskie Sieci Elektroenergetyczne realizują zatwierdzony przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki program inwestycyjny o wartości około 14 mld zł. Wszystkie przedsięwzięcia inwestycyjne ukierunkowane są na sprawną i niezawodną pracę infrastruktury przesyłowej, nawet w przypadku wyłączenia czy uszkodzenia jej niektórych elementów. Program uwzględnia zarówno modernizację wielu funkcjonujących dotychczas obiektów przesyłowych, jak również budowę nowej infrastruktury. W rezultacie do roku 2030 PSE zbudują ponad 3600 km nowych sieci najwyższych napięć i zmodernizują ponad 1600 km już istniejących linii.
Pod koniec września po polskich drogach jeździło już 14,8 tys. elektrycznych samochodów osobowych, z których 55 proc. stanowiły pojazdy w pełni elektryczne – wynika z danych PSPA. Gros takich aut kupują przedsiębiorstwa, które włączają je do swoich flot. Kilkumiesięczne badanie PSPA ma sprawdzić, jakie są dokładne koszty użytkowania elektryków w biznesie w porównaniu z konwencjonalnymi odpowiednikami. Testy obejmą modele z różnych segmentów użytkowane przez firmy z różnych branż. Jedną z kluczowych jest branża kurierska, która w dużej mierze bazuje na transporcie. Dlatego też przez nadchodzące trzy miesiące samochody elektryczne będą w realnych warunkach testowane przez kurierów DHL Parcel.
– Samochody elektryczne to przyszłość logistyki – nie tylko miejskiej, ale od miast warto zacząć, bo już dziś żyje w nich ponad połowa ludności świata, cierpiąc z powodu czynników takich jak nadmierny hałas czy smog. Na to nakłada się duże zagęszczenie pojazdów na kilometr kwadratowy. Przewagą samochodów o napędzie elektrycznym jest to, że są w zasadzie bezgłośne, więc mogą zredukować miejski hałas i zwiększyć komfort pracy kurierów, który jest ważny podczas długotrwałego prowadzenia pojazdu – mówi agencji Newseria Biznes Bartłomiej Wnęk, dyrektor ds. operacyjnych w DHL Parcel. – Ponadto nasi klienci oczekują od nas, że będziemy inwestowali w niskoemisyjny transport.
Przesiadka na samochody elektryczne to generalny cel firmy ujęty w strategii „Zero emisji 2050”, zakładającej całkowitą redukcję emisji CO2 do atmosfery w ciągu kolejnych trzech dekad. Pozytywny wpływ na klimat to jednak niejedyna korzyść z rozwijania ekofloty, bo elektryki mają cały szereg zalet eksploatacyjnych.
– Wdrożenie pojazdów elektrycznych pozwala zarówno zminimalizować emisję CO2, jak i zredukować koszty oraz uniezależnić się od wahań cen na rynku paliw – dodaje Bartłomiej Wnęk.
– Ich kierowcy mogą korzystać z przywilejów takich jak jazda po buspasach, darmowe parkowanie w centrach miast czy nieograniczony wjazd do stref czystego transportu. To udogodnienia ważne zwłaszcza dla firm realizujących dostawy ostatniej mili w obszarach zurbanizowanych. Zeroemisyjne środki transportu pozytywnie wpływają też na wizerunek firmy jako podmiotu uwzględniającego kwestie ochrony środowiska w swojej działalności. I co najważniejsze: włączenie samochodów elektrycznych do floty może przynieść realne korzyści finansowe. Stąd mamy już w Polsce liczne przedsiębiorstwa z branży TSL, które wdrożyły do swoich flot samochody dostawcze z napędem elektrycznym, czego przykładem jest właśnie DHL – mówi Maciej Mazur, prezes Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.
Branża kurierska w dużej mierze bazuje na transporcie, dlatego została włączona w projekt „ELAB – Miasto Czystego Transportu” prowadzony przez PSPA. Stowarzyszenie chce w jego ramach sprawdzić, jakie są dokładne koszty użytkowania samochodów elektrycznych w biznesie. Projekt badawczy, który wystartował z początkiem października, ma porównać całkowite koszty posiadania elektryków i ich konwencjonalnych odpowiedników, uwzględniając w tym m.in. korzyści wynikające z programów dofinansowania uruchomionych przez NFOŚIGW. Zaangażowało się w niego 15 firm i organizacji z całego łańcucha elektromobilności.
– To będzie największe badanie porównawcze TCO pojazdów zeroemisyjnych i konwencjonalnych w rejonie Europy Środkowo-Wschodniej. W ramach trwającego 18 tygodni projektu wykonamy łącznie 20 tys. różnych pomiarów. Testowane pojazdy po trzech tygodniach badania przejechały już ok. 6 tys. kilometrów, przy czym koszty eksploatacji EV okazały się jak do tej pory ponad czterokrotnie niższe niż ich spalinowych odpowiedników – mówi Maciej Mazur. – To badanie pozwoli ustalić potencjał elektryfikacji flot polskich firm i jednostek samorządu terytorialnego, a przy tym określić, jakie warunki muszą zostać spełnione, żeby inwestycja w pojazdy elektryczne była uzasadniona ekonomicznie. Wyniki projektu poznamy w I kwartale 2021 roku.
Badanie jest prowadzone we współpracy z Renault Polska, które udostępniło do testów swoje modele samochodów. Osobowe w pełni elektryczne Renault ZOE zostanie porównane ze spalinowym Clio. Z konwencjonalnymi odpowiednikami zostaną też porównane modele dostawcze: Renault Kangoo Z.E. oraz Renault Master Z.E. W sumie testy obejmą sześć różnych modeli aut należących do różnych segmentów i użytkowanych przez firmy z różnych branż.
– Przedsiębiorstwa są jednym z głównych filarów, na których opiera się w Polsce rozwój elektromobilności. Popularność napędów alternatywnych wśród krajowych firm rośnie, czego przejawem są kolejne inwestycje w pojazdy elektryczne. Z „Barometru Flotowego 2020” wynika, że 18 proc. polskich firm planuje w ciągu najbliższych trzech lat włączyć do swoich flot pojazdy elektryczne, a 22 proc. – hybrydy typu plug-in – wskazuje prezes Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.
„Barometr Flotowy 2020” opracowany przez Arval Mobility Observatory pokazuje, że już w tej chwili 30 proc. polskich firm wykorzystuje alternatywne technologie napędu (elektryki, hybrydy, LPG). Na razie tylko 3 proc. już wprowadziło do swojej floty samochody elektryczne.
– Przed podjęciem decyzji o wymianie floty przedsiębiorstwa powinny brać pod uwagę nie tyle samą cenę zakupu, co całkowite koszty posiadania (TCO) samochodów, na które składają się również takie czynniki jak np. odpisy amortyzacyjne, ewentualne dopłaty, koszty ubezpieczenia, paliwa i serwisu czy też opłaty drogowe i parkingowe. Dopiero suma tych wszystkich elementów pozwala określić opłacalność inwestycji w dany pojazd – wskazuje Maciej Mazur.
Jak podkreśla dyrektor w DHL Parcel, firmy z branży logistycznej coraz lepiej zdają sobie sprawę z tego, że inwestycja we flotę elektryków będzie na dłuższą metę koniecznością, która przyniesie same korzyści. Mimo że nie oznacza to tylko zakupów aut, ale też rozbudowę infrastruktury ładowania, która jest niezbędna do funkcjonowania floty.
– Urządzenia montujemy w naszych jednostkach, w których na co dzień użytkowane są pojazdy. Musimy inwestować we własne rozwiązania, bo sieć ładowarek miejskich jest bardzo skąpa i ma wiele ograniczeń. Pracujemy też nad rozwiązaniami w pozyskiwaniu energii elektrycznej z naszych urządzeń sortujących, która zostanie przekazana bezpośrednio do ładowarek – zapowiada Bartłomiej Wnęk.
Ekologiczną flotę DHL poszerza także o elektryczne rowery kurierskie, które są dobrą alternatywą dla samochodów szczególnie w miejscach trudno dostępnych. Jeden z takich rowerów stanął na wystawie „Rowery” w Centrum Nauki Kopernik, prezentującej historię tych pojazdów i najciekawsze modele.
– Rowery elektryczne są rozwiązaniem, które świetnie sprawdza się również w okresach, gdy w mieście odbywają się wydarzenia o dużej skali, wiążące się z intensyfikacją ruchu drogowego. Przykładem mogą być szczyt NATO czy Światowe Dni Młodzieży, kiedy kurierzy DHL Parcel przesiedli się na rowery, by niezależnie od korków czy ulic zamkniętych dla samochodów dostarczyć przesyłki na czas, nawet do najtrudniej dostępnych rejonów miasta – wyjaśnia dyrektor ds. operacyjnych w DHL Parcel.
To milowy krok w podboju kosmosu. Wystartowała pierwsza kontraktowa misja wyniesienia astronautów na sześciomiesięczną misję do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej dla NASA przez firmę SpaceX. Crew Dragon, w tym rakieta Falcon 9 i powiązane systemy naziemne, jest pierwszym załogowym statkiem kosmicznym, który otrzymał certyfikat NASA do regularnych lotów z astronautami od czasu promu kosmicznego prawie 40 lat temu. – Ta misja upewnia nas, że możliwy będzie powrót na Księżyc, podróż na Marsa i ostatecznie pomoże ludzkości skolonizować inne planety – mówi Elon Musk, właściciel i główny inżynier SpaceX.
Firma SpaceX Elona Muska przeszła do historii w maju, kiedy wyniosła na stację kosmiczną amerykańskich astronautów. Udowodniła, że rakieta SpaceX jest w stanie bezpiecznie wykonać misje załogowe. Był to też pierwszy przypadek w historii, gdy prywatna firma dostarczyła ludzi na orbitę i jednocześnie pierwszy raz, kiedy astronauci wystartowali na orbitę z amerykańskiej ziemi od zakończenia programu promu kosmicznego w 2011 roku. Przez prawie dekadę astronauci NASA musieli polegać na rosyjskich rakietach, aby dostać się na stację kosmiczną.
NASA i SpaceX wykonały kilka lotów demonstracyjnych, aby udowodnić, że system jest gotowy do latania z astronautami. Kilka dni temu amerykańska agencja kosmiczna ogłosiła, że zatwierdziła kapsułę SpaceX Crew Dragon i rakietę Falcon 9 do przewozu astronautów, a tym samym do pierwszego komercyjnego systemu lotów kosmicznych dla ludzi w historii. W nocy z niedzieli na poniedziałek statek Crew Dragon firmy SpaceX zabrał na Międzynarodową Stację Kosmiczną czwórkę astronautów. To pierwsza kontraktowa misja wyniesienia załogi na ISS dla NASA przez firmę SpaceX.
– Dziękuję NASA za nieustające wsparcie SpaceX i partnerstwo w osiąganiu naszego celu – podkreśla Elon Musk, właściciel i główny inżynier SpaceX. – Nie mógłbym być bardziej dumny ze wszystkich pracowników SpaceX i wszystkich naszych dostawców, którzy niezwykle ciężko pracowali, aby opracować, przetestować i wystartować pierwszy komercyjny lot kosmiczny w historii, który uzyskał certyfikat NASA. Ta misja upewnia nas, że możliwy będzie powrót na Księżyc, podróż na Marsa i ostatecznie pomoże ludzkości skolonizować inne planety.
Crew Dragon wyniosła astronautów na orbitę w zaledwie 12 minut po starcie. W nieco ponad dzień powinni dotrzeć na ISS. Czteroosobowy zespół dołączy do trzech osób już mieszkających na stacji: rosyjskich kosmonautów Siergieja Ryżikowa i Siergieja Kud-Swierczkowa oraz astronautki NASA Kate Rubins. To pierwsza taka sytuacja w historii, gdy siedem osób będzie mieszkać i pracować razem na ISS. W ciągu ostatnich 10 lat załogi zwykle liczyły sześć osób.
Choć wyniesienie astronautów na ISS samo w sobie jest wydarzeniem, to istotne jest, że NASA po raz pierwszy wystawiła certyfikat prywatnemu pojazdowi z załogą. Otwiera to drogę do kolejnych kosmicznych lotów, przyspieszy podróż na Marsa i sprawi, że komercyjne loty kosmiczne będą możliwe nawet w ciągu kilku lat.
– Współpraca NASA z amerykańskim przemysłem prywatnym zmienia bieg historii ludzkich lotów kosmicznych, otwierając dostęp do niskiej orbity okołoziemskiej i Międzynarodowej Stacji Kosmicznej dla większej liczby ludzi, a tym samym więcej naukowych i komercyjnych możliwości – wskazuje Phil McAlister, dyrektor ds. rozwoju komercyjnych lotów kosmicznych w NASA. – Jesteśmy naprawdę na początku nowej ery lotów kosmicznych.
Już ponad 16 tys. badań naukowych dotyczy witaminy K i jej wpływu na zdrowie. O ile o witaminie K1 wiemy stosunkowo dużo, o tyle K2 wciąż kryje jeszcze przed nami wiele tajemnic. Wiadomo jednak, że jej wpływ na zdrowie jest ogromny. Badania potwierdzają, że zapobiega odkładaniu się wapnia w tętnicach, chroni serce, zapobiega osteoporozie, a nawet pomaga w walce z rakiem. Jednocześnie jednak ilość witaminy K2 w typowej diecie jest dziesięciokrotnie mniejsza niż K1. Dlatego też niezbędna jest jej suplementacja.
– Witamina K2 jest witaminą omnipotentną, aktywuje 16 białek w naszym organizmie. Należy do nich np. osteokalcyna, która odpowiada za absorpcję wapnia w naszych kościach, a także Matrix Gla, które bierze udział w przeciwdziałaniu zwapnienia żył. Badania naukowe trwają cały czas i co miesiąc mamy wyniki nowych doświadczeń i eksperymentów naukowych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Piotr Jandziak, prezes firmy VitaSynth.
Witamina K znana jest już od lat, jednak tylko o witaminie K1 wiemy stosunkowo dużo. W 1929 roku duński biochemik Henrik Dam badał metabolizm cholesterolu u kurcząt, kiedy zauważył niezwykłą częstość występowania anemii, krwotoku i opóźnionego krzepnięcia krwi u ptaków karmionych dietą pozbawioną tłuszczu. Zidentyfikował przyczynę tego zespołu jako niedobór witaminy K1. To odkrycie zostało nagrodzone Nagrodą Nobla.
Kilka lat później dentysta Weston A. Price opisał nowy aktywator podobny do witaminy, który może złagodzić wszystko od próchnicy po choroby serca – jako witaminę K2. Za to odkrycie nagrody nie otrzymał, choć według naukowców to właśnie witamina K2 może być określana mianem witaminy przyszłości.
– Pierwsze doniesienia o korzystnym działaniu zdrowotnym pojawiły się w latach 90. ubiegłego wieku, były to badania prowadzone w Japonii na kobietach w okresie postmenopauzalnym. Okazało się, że te panie, które spożywały dużo fermentowanego natto, nie miały problemów z osteoporozą. Doprowadziło to do dalszych badań, bardziej szczegółowych, które udowodniły korzystne działanie witaminy K2 dla człowieka – tłumaczy Piotr Jandziak.
Witamina K2 zmniejsza gromadzenie się wapnia, może pomóc w zapobieganiu chorobom serca. Naukowcy na podstawie kilkuletnich badań udowodnili, że osoby z najwyższym spożyciem witaminy K2 były o 52 proc. mniej narażone na wystąpienie zwapnienia tętnic i miały o 57 proc. mniejsze ryzyko zgonu z powodu chorób serca. Inne badanie wykazało, że uczestnicy z najwyższym spożyciem witaminy K2 mieli znacznie mniejsze ryzyko chorób serca – na każde 10 mcg K2, które spożywali dziennie, ryzyko chorób serca zmniejszyło się o 9 proc.
Witamina K2 aktywuje działanie wiązania wapnia dwóch białek – białka macierzy GLA i osteokalcyny, które pomagają budować i utrzymywać kości. Jest skuteczna w walce z osteoporozą – badanie z udziałem kobiet po menopauzie wykazało, że te, które przyjmowały jej suplementy, miały znacznie wolniejsze spadki gęstości mineralnej kości związane z wiekiem. Badania prowadzone w Japonii z kolei udowodniły, że witamina K2 zmniejsza liczbę złamań kręgosłupa o 60 proc., złamań biodra o 77 proc., a wszystkich innych niż kręgosłupa o 81 proc.
– Z publikacji wiemy, że witamina K2 ma też działanie przeciwzapalne. Może pomagać też sportowcom zwiększyć wydajność oddechową organizmu – dodaje ekspert.
Badania wykazały też, że witamina K2 może pomóc w walce z rakiem. Dwa badania kliniczne sugerują, że zmniejsza ona nawroty raka wątroby i wydłuża czas przeżycia. Naukowcy udowodnili, że wysokie spożycie tej witaminy było związane z o 63 proc. niższym ryzykiem zaawansowanego raka prostaty.
Choć witamina K2 ma udowodnione korzystne działanie na nasze zdrowie, spożywamy jej stosunkowo mało. Szacuje się, że jej ilość w typowej diecie jest dziesięciokrotnie mniejsza niż witaminy K1. Dlatego też produkuje się ją na skalę przemysłową za pomocą fermentacji lub poprzez jej syntezę.
– Witamina K2 ma swoje źródła żywieniowe, są to głównie sery, a także warzywa zielone. Jednak, ponieważ w naszej diecie brakuje sfermentowanej soi, która jest jej głównym źródłem, warto pomyśleć o suplementacji. Suplementy dostępne są na rynku najczęściej w połączeniu z witaminą D3, a także z wapniem – wskazuje Piotr Jandziak.
Badania wykazały, że witamina K2 w formie MK-7 (menachinon-7) jest wysoko przyswajalna przez organizm. Przyszłością jest jednak suplementacja oparta na wynikach badań genetycznych.
– Przyszłość suplementacji to na pewno kontynuacja trendu zdrowego żywienia i pozyskiwania tych witamin z diety, a także korzystania z dedykowanych, celowanych suplementów diety. Ich dawkowanie będzie oparte na wynikach badań genetycznych, które przeprowadzimy samodzielnie i dzięki temu uzyskamy suplementację skrojoną do własnego genomu – przekonuje prezes firmy VitaSynth.
O sposobach walki z plagą fake newsów w ramach debaty towarzyszącej konkursowi FakeHunter Challenge dyskutowali przedstawiciele europejskich agencji prasowych. Wydarzenie było częścią trwającego miesiąc projektu projekt edukacyjno-technologicznego o nazwie GovTech Festival.
Jak powiedział otwierając debatę sekretarz generalny Europejskiego Stowarzyszenia Agencji Informacyjnych (EANA), Alex Giboi założyciele pierwszy agencji prasowych chyba nie przypuszczali, jak istotną rolę instytucje te mogą mieć do odegrania w przyszłości. To właśnie w kontekście walki z fake newsami agencje prasowe stają się teraz coraz ważniejsze.
O pladze dezinformacji z francuskiego punktu widzenia opowiedział redaktor weryfikujący agencji prasowej AFP, Michel Viatteau. W jego opinii aż 80 proc. rozpowszechnianych teraz fake newsów jest poświęconych tematyce pandemii spowodowanej koronawirusem SARS-CoV-2. Co więcej, te same fałszywe informacje pojawiają się stopniowo w kolejnych krajach.
Szefowa weryfikacji hiszpańskiej agencji prasowej EFE, Desiree Garcia potwierdziła przypuszczenia Michela Viatteau wskazujące na zorganizowane działania twórców stojących za produkcją fałszywych treści. Za największe zagrożenie dla społeczeństwa Garcia uważa te związane z fałszywymi lekami na chorobę COVID-19 oraz szkodliwością szczepionek.
Szef weryfikacji niemieckiej agencji prasowej DPA, Stefan Voss zwrócił uwagę na konieczność utrzymania najwyższej obiektywności w procesie weryfikacji faktów. Kwestię interpretacji należy – jego zdaniem – pozostawić dziennikarzom. Przedstawiciela DPA niepokoją efekty uboczne fake newsów – spadek zaufania ludzi do władz oraz mechanizmów demokratycznych.
Alex Giboi tłumaczył, że obecnie trudno jest znaleźć złoty środek między wolnością słowa, a cenzurą. Zasugerował jedno rozwiązanie, którego wdrożenie nie będzie co prawda szybkie, ale powinno pomóc w walce z fake newsami – edukacja medialna. Jeśli bowiem społeczeństwo będzie lepiej rozumieć przekazy, stanie się mniej podatne na manipulacje.
Michel Viatteau przedstawił bardziej doraźne rozwiązanie, które bazuje na współpracy z Facebookiem przy weryfikacji faktów. Serwis Marka Zuckerberga oznacza treści, które zostały zweryfikowane przez zespół fact-checkingowy AFP, ale ich nie kasuje. Dzięki temu ich widoczność oraz dystrybucja może zostać zredukowana.
Na elementarne prawo do wyrażania siebie jako fundament demokracji zwracał uwagę Stefan Voss. Dlatego agencja DPA nie usuwa z sieci treści, o ile przestrzegają one powszechnie przyjętych standardów komunikacji. Voss potwierdził, że za sprawą współpracy agencji z Facebookiem rozprzestrzenianie fake newsów zostaje ograniczone.
O roli autorytetów i sprawdzonych źródeł informacji taki jak Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wspomniała Desiree Garcia. Jej zdaniem, konieczne jest korzystanie z możliwie najszerzej listy wiarygodnych źródeł. Wyzwanie związane z tematyką COVID-19 dotyczy nadal stosunkowo niewielkiej wiedzy o tej chorobie.
Alex Giboi wyraził nadzieję, że do skuteczniejszej walki z rozprzestrzenianiem się fake newsów przyczyni się wykorzystanie sztucznej inteligencji, a szczególnie uczenia maszynowego. Jednak wszyscy eksperci byli zgodni co do tego, że każdemu przypadkowi należy się przyglądać z najwyższą uwagą, nie kierując się przy tym szybkością działania.
Jeśli bowiem nie mamy 100-procentowej pewności, że dane zgłoszenie potencjalnego fake newsa zostało poprawnie zweryfikowane, jakiekolwiek wątpliwości po publikacji werdyktu mogą doprowadzić do utraty reputacji przez agencje prasową.
COVID-19 wrócił na pierwszy plan z pogarszającą się sytuacją zdrowotną na północnej półkuli, ale też z przebudzonymi nadziejami na przyspieszone stworzenie szczepionki. Rynki balansują między bieżącymi zagrożeniami wzrostu zachorowań i powrotem restrykcji a wyceną poprawy perspektyw gospodarczych w przyszłym roku. Kierunek dla ryzykownych aktywów jest wzrostowy, ale po wyboistej drodze w otoczeniu słabnących danych makro.
Przyszły tydzień: COVID-19, sprzedaż/produkcja/koniunktura z USA, nastroje konsumentów z Eurolandu, brexit, produkcja z Polski, rynek pracy z Australii, sprzedaż/CPI z Kanady
USA
W USA bite są nowe rekordy liczby zachorowań oraz hospitalizacji i choć decyzje o restrykcjach są na razie sporadyczne (Nowy Jork, Chicago), niewykluczony jest ogólnokrajowy trend, który będzie ciążyć na generalnym nastawieniu do ryzyka. Dane makro powinny być pozytywnym tłem dla covidowych obaw. Sprzedaż detaliczna (wt) ma wzrastać na wcześniejszym otwarciu sezonu przedświątecznych zakupów i potencjalnym wpływie gromadzenia zapasów na drugi lockdown. Oczekuje się też wzrostu produkcji przemysłowej (wt). Regionalne wskaźniki koniunktury (pon, czw) wysyłają sprzeczne sygnały (miesiąc temu spadek NY Empire State, ale silny skok Philly Fed), ale w obu przypadkach ryzyka przeważają po negatywnej stronie w postaci hamowania popytu zewnętrznego w związku z nowymi lockdownami w Europie.
Strefa euro
Ze strefy euro otrzymamy finalny odczyt inflacji HICP (śr) i indeks nastrojów konsumentów (pt). Ten drugi zyskuje na znaczeniu w obliczu nasilenia drugiej fali pandemii i wprowadzonych restrykcji. Jeśli jednak statystyki dziennej liczby zachorowań w Europie miną szczyt, rynek zacznie dyskontować poprawę sytuacji, nie oglądając się na historyczne wskaźniki. Na przestrzeni tygodnia będzie sporo wystąpień przedstawicieli EBC w tym prezes Lagarde, ale jest mało prawdopodobne, aby przekaz miał się zmienić od tego usłyszanego w ostatnich dniach – polityka pozostaje ekspansywna z nastawieniem na skup aktywów. Nic specjalnego, by mogło ruszyć EUR.
Wielka Brytania
Czy ten tydzień przyniesie w końcu porozumienie handlowe Wielkiej Brytanii z Unią Europejską? Deadline wyznaczony na 15 listopada został zignorowany jak wiele innych w przeszłości z nowym terminem ustalonym na „w następnym tygodniu”. Funt bez wątpienia czeka na sygnał deal/no-deal i nikt bez tego się nie ruszy, bo cena pomyłki jest za wysoka. W tle będą dane o CPI (śr) i sprzedaży detalicznej (pt).
Polska
Kontynuacja miesięcznych publikacji makro z Polski w ograniczonym stopniu będzie wpływać na złotego. Wyróżnić można produkcję przemysłową (pt) z potencjalnym ryzykiem negatywnego odbicia wprowadzenia restrykcji w Europie Zachodniej. Polski rząd zdaje się być coraz dalej decyzji o narodowej kwarantannie, co odbiera argument za sprzedażą złotego. Pozostaje jednak jeszcze wpływ nastrojów na rynkach zewnętrznych, gdzie euforia po rewelacjach o postępach w pracach nad szczepionką ustępuje miejsca obawom o bieżący wpływ drugiej fali pandemii na globalne ożywienie. Poziom EUR/PLN 4,50 jest rozsądnym punktem równowagi przy obecnym rozkładzie ryzyk.
Australia
W Australii w centrum uwagi będzie raport z rynku pracy za październik (czw), gdzie spodziewany jest spadek zatrudnienia (-30 tys.) w zawiązku z zawężeniem warunków przyznawania firmom wsparcia rządowego w zamian za utrzymywanie etatów. Stopa bezrobocia najprawdopodobniej wróci ponad 7 proc. Protokół z ostatniego posiedzenia RBA (wt) rzuci więcej światła na dyskusję o ogłoszonym rozszerzeniu QE. AUD jest typową walutą mocno uzależnioną od generalnego sentymentu, więc bez wyraźnego wzrostu apetytu na ryzyko będzie trudno o rozwinięcie ruchu wzrostowego Australijczyka.
Kanada
Bogaty kalendarz z Kanady z produkcją przemysłową (pon), danymi z rynku nieruchomości (wt), CPI (śr) i sprzedażą detaliczną (pt). Ostatnie dwie pozycje zwykle przyciągają najwięcej uwagi. Inflacja pozostaje poniżej celu Banku Kanady, dając swobodną rękę decydentom na rzecz utrzymania łagodnej polityki. Sprzedaż detaliczna za wrzesień powinna wypaść mocno. Dane mogą wesprzeć CAD, o ile trendy na rynku ropy nie będą przeszkadzać.
Chiny
Październikowe dane z Chin (pon) prawdopodobnie podkreślą kontynuowaną poprawę po stronie aktywności w przemyśle i detalu. Chiny zadecydowanie lepiej od Zachodu radzą sobie z jesiennym ryzykiem wzrostu liczby zakażonych, co daję przewagę po stronie wyników makro. Dobre dane z Chin to jednak za mało, by samodzielnie wpłynąć na poprawę klimatu inwestycyjnego.
W tym tygodniu głównym wydarzeniem na rynkach finansowych była publikacja wyników przez Pfizer Inc. i BioNTech SE z testów szczepionki przeciwko koronawirusowi. Według ich informacji, jej skuteczność wyniosła ok. 90%, co daje nadzieję na zatrzymanie pandemii. Rynki finansowe zareagowały na te wiadomości z dużą euforią oraz spadkiem awersji do ryzyka – ceny akcji wzrosły, a waluty emerging markets się umocniły.
Dyskusyjne jest jednak, jak bardzo sytuacja się zmieniła naprawdę. Pierwszych wyników badań szczepionki spodziewano się w listopadzie. Co więcej, żadna z tych szczepionek nie została jeszcze zatwierdzona, data nie jest jeszcze jasna. Nawet po zatwierdzeniu szczepionek, będzie trzeba poczekać długi czas zanim dotrą one do Europy i całego świata w wystarczającej ilości, aby zatrzymać pandemię. Oczekiwanie, że kryzys pandemii się niebawem skończy jest przedwczesne, a można jedynie spekulować, że europejska gospodarka wróci do normy być może dopiero latem przyszłego roku.
Wydaje się jednak, że rynki finansowe doszły do wniosku, że koronawirusowy kryzys jest na finiszu i wkrótce wszystko zacznie wracać do normy. Awersja do ryzyka na rynkach finansowych znacznie spadła, pomagając złotemu się wzmocnić. W piątek rano polska waluta zanotowała wzrost do poziomu 4,49 PLN/EUR. Kurs eurodolara spadł w tym tygodniu do poziomu 1,181 USD/EUR na koniec tygodnia.
Marta Pavlik, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA
Od tego, jak długo utrzyma się szczepionkowy optymizm będzie zależała sytuacja nie tylko na rynkach finansowych. Przeszliśmy płynnie od paniki związanej z restrykcjami w Europie do hurraoptymizmu po rewelacjach Pfizera.
Rynki odreagowały napływ słabych informacji gospodarczych. Brytyjskie dane o PKB pokazały utarty schemat – pomimo ogromnego odbicia wzrostu w trzecim kwartale (+15,5% q/q), cały czas do poziomów sprzed pandemii jest bardzo daleko (-9,6% r/r). Spadek cen w Niemczech (-0,5% r/r) to w dużej mierze efekt obniżki VAT w lipcu (z 19 do 16 oraz z 7 do 5%) oraz tańszych paliw, co jednak nie zmniejsza znacząco bólu głowy EBC w kwestii zagrożenia deflacją. Ciekawe były dane o zamówieniach w Japonii, gdzie odnotowano spadek o 4,4% m/m we wrześniu (konsensus -0,7% m/m), co w połączeniu z serią nowych restrykcji może spowodować, że ożywienie w przemyśle i handlu dobiega końca.
Inwestorzy tym bardziej zastanawiali się co zrobić z kapitałem, a dalsze inwestowanie w akcje było obciążone obawami o skutki pandemii, które długo będą ciążyć światowej gospodarce. Nawet przez kilka lat.
– Informacja o szczepionce wywołała nadzieje, że za rok wrócimy do sytuacji sprzed pandemii – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.
Po rewelacjach dotyczących szczepionki obserwowaliśmy także rotację od aktywów radzących sobie dobrze w okresie pandemii – do tzw. starej gospodarki. Patrząc na notowania indeksów (takich jak IBEX, symbol SPA35), czy poszczególnych spółek (choćby z GPW: PZU, PKO) wyceny stały się bliskie maksimom z czerwca, kiedy rynek był przekonany co do szybkiej perspektywy zakończenia pandemii: gospodarki otwierały się, a ilość zakażeń lawinowo spadała. To pokazuje, że przestrzeń do kontynuacji optymizmu może nie być duża.
– Taka reakcja inwestorów miała sens, bo na pandemii skorzystały dotąd niektóre branże związane z przenoszeniem biznesu do internetu i dominowało wrażenie, że po pandemii zmieni się nasz styl życia – komentuje ekspert XTB. – Teraz może się wydawać paradoksem, że bardzo drożeją akcje firm związanych ze „starą gospodarką”, to jednak wynika z tego, że wraz z informacjami o szczepionce powróciły nadzieje, że wiele firm przetrwa czas pandemii.
Informacje o szczepionce miały też wpływ na kurs złotego. Złoty w relacji do euro powrócił do poziomu 4,50 zł.
– Powrót inwestorów do „starej gospodarki” jest korzystny dla rynków wschodzących, bo my nie mamy swoich Google czy Amazon, jest wprawdzie CD Projekt i Allegro, ale nasza gospodarka jest w przewadze tradycyjna – wyjaśnia dr P.Kwiecień. – Jednak biorąc pod uwagę skale euforii na giełdach umocnienie złotego nie było spektakularne, było raczej skromne, co pokazuje, że polska waluta nie będzie dużo mocniejsza. Kurs złotego wobec euro będzie się utrzymywał raczej w granicach 4,45-4,60 zł.
W piątek (13 listopada br.) odbyło się spotkanie w formie wideokonferencji Premiera Mateusza Morawieckiego i przedstawicieli polskiego rządu z firmą AstraZeneca. Polski rząd oprócz Premiera reprezentowali także Minister Zdrowia Adam Niedzielski oraz Prezes Agencji Badań Medycznych Radosław Sierpiński. Po stronie AstraZeneca w wydarzeniu uczestniczyli Prezes Leif Johansson, Radu Rasinar Wiceprezes AstraZeneca na Europę Środkowowschodnią i Kraje Bałtyckie oraz Piotr Najbuk, Dyrektor ds. Public & Government Affairs, Polska.
W trakcie spotkania omówiona została współpraca na płaszczyźnie walki z pandemią COVID-19 w Polsce, w tym wspólne działania na rzecz zapewnienia dostępu do szczepionki COVID-19 oraz działania AstraZeneca związane z ogłoszoną w styczniu br. w Davos inwestycją. Oficjalnie zainicjowano również współpracę w ramach Warsaw Health Innovation Hub.
Wydarzenie było kontynuacją rozmów rozpoczętych w styczniu, podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, w trakcie których Premier Mateusz Morawiecki i Prezes AstraZeneca ogłosili decyzję o zwiększeniu zaangażowania koncernu w działania R&D w Polsce i półtoramiliardową inwestycję.
AstraZeneca stawiła czoło wyzwaniu w postaci pandemii przede wszystkim podejmując, we współpracy z Uniwersytetem Oksfordzkim, prace badawczo-rozwojowe nad szczepionką przeciwko COVID-19. Dane z I-II fazy badań klinicznych są obiecujące, a teraz wchodzimy w zaawansowane fazy badań, prowadzonych w wielu państwach. Naszym priorytetem jest dostarczenie skutecznej i bezpiecznej szczepionki, oraz współpraca z rządami i organizacjami międzynarodowymi na rzecz zapewnienia szerokiego i sprawiedliwego dostępu do szczepień dla pacjentów na całym świecie – powiedział Leif Johansson, Prezes AstraZeneca.
Podczas spotkania omówiono także projekt Warsaw Health Innovation Hub (WHIH), autorską inicjatywę AstraZeneca, wypracowaną we współpracy z Agencją Badań Medycznych, której ideą jest ścisłe partnerstwo publiczno-prywatne, pozwalające na identyfikację najpilniejszych problemów w systemie opieki zdrowotnej oraz ich szybkie i skuteczne rozwiązanie. Podobne projekty AstraZeneca z powodzeniem realizuje z rządami wielu innych państw. W trakcie spotkania Premier Morawiecki wyraził swoje poparcie dla inicjatywy, podkreślając że Zaangażowanie nowoczesnych technologii farmaceutycznych w Polsce, zwłaszcza w tak trudnych i niepewnych czasach, jest niezwykle istotne ponieważ pozytywnie wpływa na rozwój gospodarki. Inicjatywy takie jak Warsaw Health Innovation Hub wzmacniają system ochrony zdrowia, ale wpływają również na ważny dla Polski ekosystem innowacji.
Efektem spotkania było powołanie zespołu roboczego ds. Warsaw Health Innovation Hub, pod auspicjami Agencji Badań Medycznych, w którego skład wejdą przedstawiciele Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii, Ministerstwa Zdrowia, AstraZeneca Pharma Poland, a także Agencji Badań Medycznych, Narodowego Funduszu Zdrowia, Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji oraz Centrum e-Zdrowia.
Powstanie Warsaw Health Innovation Hub jest unikalną, wielopodmiotową platformą pragmatycznie wykorzystującą rozwiązania informatyczne i polityczne do pomocy pacjentom i poprawy systemu opieki zdrowotnej w Polsce. Powstanie HUBu jest dla mnie dopiero początkiem ważnej inicjatywy, Polskiej Doliny Medycznej. Współpraca instytucji rządowych z prywatnym sektorem bio-tech pozwoli na dalszy dynamiczny rozwój biotechnologii w naszym kraju, maksymalizując wykorzystanie zasobów i prowadzenie najbardziej innowacyjnych projektów – podsumowuje Prezes Agencji Badań Medycznych dr n. med. Radosław Sierpiński.
Amerykańska waluta jest pod presją po wyborach i traci pomimo sprzyjających danych makroekonomicznych. Lepsze dane z rynku pracy w USA i słabsze dane z UE nie były w stanie złamać tego trendu.
Słabsze dane z Unii
Wczoraj poznaliśmy odczyt produkcji przemysłowej dla Unii Europejskiej. Wyniósł on 6,8% spadku w skali roku, co spowodowane jest oczywiście w sporej części sytuacją pandemiczną. Analitycy spodziewali się spadku mniejszego o 1%, co dodatkowo podbija negatywny odbiór tych danych. Biorąc jednak pod uwagę obecną sytuację słabe dane makroekonomiczne nie są niczym nadzwyczajnym, nie mniej pomimo tego odczytu wczoraj euro zyskało względem dolara.
Lepsze dane z amerykańskiego rynku pracy
Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA wciąż spada. Wczorajszy odczyt pokazał 709 tysięcy, to nie tylko niemal 50 tysięcy mniej niż tydzień temu, ale również najniższy odczyt od początku pandemii. W USA niemal od razu miliony Amerykanów pozostały bez pracy, a wskaźnik bezrobocia w ciągu miesiąca z około 4% wystrzelił o 10% w górę. Teraz powoli wraca, aczkolwiek tempo zmian jest wolniejsze niż dotychczas sądzono, co jest jednym z powodów słabości dolara.
Rosną zapasy ropy naftowej
Po ostatnich szczytach na ropie naftowej przyszedł czas na korektę. Jednym z powodów przeceny na czarnym złocie jest nadwyżka surowca na rynku. Być może plotki o szczepionce powodują, że w przyszłości będzie potrzeba więcej ropy, ale obecnie jest jej jednak po prostu za dużo, co obniża cenę. Od szczytu cenowego ze środy jesteśmy już 5% niżej. Spadki ceny ciągną za sobą w dół rubla, który zyskiwał, kiedy ropa szła w górę.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Do Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców zwrócił się przedsiębiorca z wnioskiem o interwencję w postępowaniu w sprawie wydania zezwolenia na prowadzenie apteki ogólnodostępnej. Przedsiębiorca wnosił o wydanie zezwolenia z pominięciem, wymogów demograficznych oraz geograficznych, z uwagi na ważny interes pacjentów. Wskazał m.in., że pod tym samym adresem aptekę prowadziła wcześniej jego matka. Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny w Katowicach (WIF) odmówił przedsiębiorcy wydania zezwolenia. Ponadto, organ w toku tego postępowania wydał postanowienie, w którym wyraził negatywną opinię w zakresie zasadności pominięcia ograniczenia demograficznego. Odmówił także zwrócenia się do Prezydenta Miasta Częstochowa o wydanie opinii w zakresie zasadności pominięcia ograniczenia oraz nie nadał dalszego biegu wnioskowi strony o wydanie zezwolenia.
Rzecznik MŚP wstąpił do postępowania odwoławczego i poparł stanowisko przedsiębiorcy. Rzecznik MŚP podniósł, że WIF nie wskazał w uzasadnieniu przyczyn dla których organ uznał, że nie zachodzą w analizowanej sprawie ustawowe okoliczności uzasadniające pominięcie ograniczeń wydawania zezwolenia na prowadzenie apteki ogólnodostępnej. Ponadto Rzecznik MŚP zwrócił uwagę na nieprzeprowadzenie przez WIF postępowania wyjaśniającego w zakresie wykazania istnienia odległości między lokalizacją planowanej apteki, a najbliższą funkcjonującą apteką ogólnodostępną.
Główny Inspektor Farmaceutyczny (GIF) w wyniku rozpoznania odwołania przedsiębiorcy podzielił argumentację Rzecznika MŚP i uchylił zaskarżoną decyzję w całości oraz przekazał WIF sprawę do ponownego rozpatrzenia. Wskazał na konieczność uzupełnienia braków w ustaleniach stanu faktycznego. GIF zalecił między innymi ustalenie przez WIF odległości od miejsca planowanej lokalizacji apteki do najbliższej działającej apteki ogólnodostępnej. Polecił także umożliwienie Prezydentowi Miasta Częstochowa wydanie opinii w zakresie zasadności pominięcia w analizowanej sprawie ustawowych ograniczeń demograficznych oraz geograficznych w oparciu o prawidłowo ustalony stan faktyczny. GIF zauważył, że w przeszłości WIF wydawał już decyzje zezwalające na prowadzenie apteki z pominięciem wymogów demograficznego i geograficznego. W świetle tego GIF wskazał na konieczność albo przestrzegania przez WIF utrwalonej praktyki w tym zakresie albo na obowiązek wskazania przez WIF przyczyn odstąpienia od tej praktyki w analizowanej sprawie.
Badanie aktualnych nastrojów konsumenckich, wykonane przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla sklepu internetowego Złote Wyprzedaże, wykazało, że dwóch na dziesięciu Polaków nie zamierza niczego kupować w ramach tegorocznego Black Friday. Natomiast kolejnych dwóch nie wie, ile pieniędzy przeznaczy na ewentualne zakupy. Z kolei ci, którzy planują taką aktywność, najczęściej chcą wydać ponad 500 zł (13,7%). Na drugim miejscu wskazywany jest przedział 200-300 zł (11,4%), następnie – 300-400 zł (9,4%). Z raportu również wynika, że najchętniej wydaną kwotą przez mężczyzn będzie wartość powyżej 500 zł (16,6%), a wśród kobiet – 200-300 zł (13,4%).
Jak pokazuje badanie, 21% ankietowanych nie planuje w tym roku niczego kupować z okazji Black Friday. Do tego 21,1% osób nie wie jeszcze, ile pieniędzy może wydać na tę okoliczność. Z tego może wynikać, że ponad 40% Polaków nie skorzysta z promocji lub nie ma sprecyzowanych planów zakupowych.
– Przez szalejącą pandemię, izolację społeczną i niepewną sytuację gospodarczą nastroje konsumentów mocno się obniżyły. Retailerzy oczywiście mają szansę na dobre zyski, jednak muszą zachęcić klientów, oferując im naprawdę wysokie obniżki, tj. w granicach nawet 80-90%. W ubiegłych latach Polacy często narzekali, że rabaty wielu marek były symboliczne lub zwyczajnie mało atrakcyjne. W moim przekonaniu, to może zupełnie zmienić postrzeganie całej idei Black Friday – mówi Maciej Tygielski, wieloletni ekspert rynku e-commerce, dyrektor generalny spółki Złote Wyprzedaże.
Potwierdzają to również inni eksperci. Zdaniem dr Jolanty Tkaczyk, rynkologa i specjalisty ds. zachowań konsumenckich z Akademii Leona Koźmińskiego, w tym roku Black Friday będzie dość specyficzny. Konsumenci w trosce o swoje bezpieczeństwo finansowe skupiają się na zaspokajaniu podstawowych potrzeb. Ponadto bardzo duże obniżki zaoferowały sklepy znajdujące się w centrach handlowych tuż przed ich zamknięciem. Niektórzy mogli już zaspokoić swoje potrzeby względem takich zakupów. Osoby niezdecydowane mogą skorzystać z ofert, jeśli całkowicie spełnią ich oczekiwania pod względem cenowym i produktowym.
– Ostanie lata dobrej koniunktury pozwoliły odpowiednio zaopatrzyć się polskim gospodarstwom domowym. Ludzie zaspokoili wiele swoich potrzeb. W sytuacji zagrożenia zdrowia i dochodów zakupy sprzętu RTV i AGD czy galanterii schodzą na dalszy plan. Ważniejsze od tego jest gromadzenie zapasów finansowych – uważa dr Maria Andrzej Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.
Polacy, którzy planują zrobić zakupy w ramach Black Friday, najczęściej zamierzają wydać ponad 500 zł – 13,7%. Do tego 15% badanych twierdzi, że w ub. roku przekroczyło tę kwotę. W tym roku na drugim miejscu jest przedział finansowy 200-300 zł – 11,4%. Zgodnie z tegorocznymi deklaracjami, rok temu 14,1% osób tyle zapłaciło. Na trzeciej pozycji jest zakres 300-400 zł – 9,4%. Jak wynika z bieżącego badania, przed rokiem 8,3% konsumentów zainwestowało właśnie taką sumę.
– Struktura planowanych wydatków sugeruje, że generalnie zamierzamy przeznaczyć mniej pieniędzy przy okazji Black Friday. Jednak trudno jest jednoznacznie odnieść deklarowane zachowania do faktycznych i wskazać kwoty, które rzeczywiście zostaną wydane. Praktyka badawcza uczy, iż zazwyczaj finalne średnie wydatki są wyższe od tych zapowiadanych – podkreśla dr Tkaczyk.
Co ciekawe, najczęściej deklarowaną kwotą przez mężczyzn jest wartość powyżej 500 zł (16,6%). Natomiast najwięcej kobiet wskazało 200-300 zł (13,4%). Dr Faliński uważa, że wynika to z różnych preferencji zakupowych. Konsumentki są bardziej zapobiegliwe. Wolą okazyjnie kupić kosmetyk czy ubranie dla siebie bądź dla dziecka. Nie waloryzują aż tak wysoko modnych gadżetów jak mężczyźni, którzy chcieliby je upolować, nawet w trudnej sytuacji rynkowej.
– W tym przypadku może to wynikać z tego, że mężczyźni z góry zaplanowali większe wydatki, np. elektroniki. A jak wiadomo, to więcej kosztuje niż perfumy czy ubrania, na które z kolei częściej zwracają uwagę kobiety. Widząc, co dzieje się dookoła, może stwierdziły, że jednak warto w tej konkretnej sytuacji poszukać oszczędności, tym bardziej że z reguły tego typu produkty nie są towarami pierwszej potrzeby – dodaje Maciej Tygielski.
Jak podsumowuje ekspert z Akademii Leona Koźmińskiego, mężczyźni, biorąc udział w wyprzedażach, częściej niż kobiety dokonują planowanych zakupów. Wiedzą, co chcą nabyć i czekają na odpowiedni moment, którym może być Black Friday. Kobiety bardziej kierują się impulsem. Odwiedzają strony ulubionych marek bez jasnego celu zakupowego. Nie planują zatem wydawać konkretnych kwot i chcą być postrzegane jako oszczędne. Z kolei mężczyźni, którzy dokonują zakupów impulsowych, nie zawsze chcą się do tego przyznać, nawet przed samym sobą. Natomiast niektórzy zawyżają swoje deklaracje, aby uchodzić za osoby, które stać na wszystko.
Badanie zostało przeprowadzone w dniach 07-09.11.2020 r. metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland na zlecenie sklepu internetowego Złote Wyprzedaże na reprezentatywnej próbie 1 001 dorosłych Polaków.
Karol Sadaj dołączył do zespołu zarządzającego Aion Banku obejmując stanowisko Country Head Poland. Bank rozpoczął działalność w Belgii w marcu 2020 r. i oferuje szeroki zakres usług za stałą miesięczną cenę. Aion łączy wykorzystanie najnowszych technologii z bezpieczeństwem i gwarancjami tradycyjnego banku europejskiego. Sadaj będzie odpowiedzialny za rozwój oferty produktowej Aiona na polski rynek i budowę zespołu, który uruchomi jego usługi w przyszłym roku.
Poprzednio Sadaj odpowiadał za wprowadzenie na rynek i rozwój działalności Revoluta w Polsce. Wcześniej był dyrektorem marketingu Ubera w Polsce oraz zajmował stanowiska: Industry Manager w Google i brand manager w PepsiCo. W trakcie swojej kariery Sadaj udowodnił, że potrafi budować dynamicznie rozwijające się marki i reagować na szybko zmieniające się trendy konsumenckie.
Wojciech Sobieraj, CEO Aion Banku, powiedział: „Stworzyliśmy Aion Bank z przekonaniem, że bankowość musi być bardziej przejrzysta i zawsze mieć klienta w centrum uwagi. Cieszymy się, że możemy zaoferować nasze usługi w Polsce i że Karol poprowadzi nasze działania. Liczymy na doświadczenie Karola w rozwijaniu biznesu. Jestem pewien, że będzie idealnym uzupełnieniem naszego zespołu zarządzającego podczas wprowadzania nowych zasad bankowości do Polski i poza jej granice.”
Sadaj dodał: “Gdy Wojciech Sobieraj podzielił się ze mną wizją Aion Banku, bez wahania skorzystałem z okazji, aby z nim współpracować i pomóc w rozwoju działalności Aiona w Polsce. Pasjonuje mnie budowa marek, ale przede wszystkim wierzę w to, co Aion stara się osiągnąć by zmienić bankowość. Większość Polaków wie, że bankowość może być skomplikowana, czasochłonna i kosztowna. Aion oferuje coś innego – łatwego, w pełni przejrzystego, co sprawia, że Twoje pieniądze w końcu dla Ciebie pracują. Miałem szczęście zapoznawać Polaków z nowymi, innowacyjnymi usługami, które usprawniły ich życie i jestem przekonany, że Aion zmieni sposób myślenia Polaków o bankowości.”