Najlepsze sposoby pakowania paczek kurierskich – poradnik dla nadawców

Prawda bywa brutalna: nieprawidłowe zapakowanie przesyłki jest najczęstszą przyczyną odrzucenia reklamacji przez firmy kurierskie. To nie jest drobne niedopatrzenie. To argument, który sprawia, że w przypadku uszkodzenia przewoźnik może umyć ręce, zrzucając całą odpowiedzialność na nadawcę. Zamiast oszczędzać kilka minut, warto zainwestować je w spokój i pewność, że zrobiło się wszystko, co należy.

Jaki karton wybrać?

Wszystko zaczyna się od opakowania. To szkielet, na którym opiera się całe bezpieczeństwo przesyłki. Kusząca wydaje się opcja ponownego użycia kartonu po butach czy ostatnim zamówieniu internetowym. To jednak pozorna oszczędność. Pudełko z odzysku ma już za sobą historię – jego włókna są osłabione, a niewidoczne mikropęknięcia mogą zawieść w najmniej oczekiwanym momencie. Dlatego sięgaj po nowy karton, zawsze gdy to możliwe.

To nie wszystko. Karton kartonowi nierówny. Zwróć uwagę na jego specyfikację.

  • Tektura 3-warstwowa: Idealna do lekkich przedmiotów, ubrań, dokumentów. Sprawdzi się przy paczkach do kilku kilogramów.
  • Tektura 5-warstwowa: Absolutna konieczność przy wysyłce cięższych lub delikatnych towarów (powyżej 10-15 kg), takich jak elektronika, słoiki czy części samochodowe. Dwie warstwy falowania zapewniają znacznie lepszą sztywność i amortyzację.

Rozmiar również ma kluczowe znaczenie. Zbyt duży karton to pole do popisu dla grawitacji – przedmiot będzie w nim swobodnie latał. Zbyt mały nie zostawi miejsca na warstwę ochronną. Ideał? Kilka centymetrów luzu z każdej strony przedmiotu na wypełniacz.

Czym wypełnić paczkę?

Pusta przestrzeń to największy wróg zawartości. To ona pozwala przedmiotom na niekontrolowany taniec wewnątrz paczki, prowadzący prosto do uszkodzeń. Tu na scenę wkraczają wypełniacze. Ich zadaniem jest unieruchomienie towaru i stworzenie bezpiecznej strefy zgniotu.

Co masz do dyspozycji?

  • Folia bąbelkowa: Klasyk, niezastąpiony przy owijaniu kruchych przedmiotów.
  • Poduszki powietrzne: Lekkie jak piórko, świetnie wypełniają duże, puste przestrzenie, nie dodając paczce zbędnej wagi.
  • Papier i tektura: Zgnieciony papier, wióry papierowe (SizzlePak) czy arkusze tektury falistej to ekologiczne i skuteczne rozwiązania.
  • Domowe alternatywy: W duchu zero waste można sięgnąć po stare gazety, ścinki z niszczarki czy nawet wytłaczanki po jajkach.

Profesjonalną techniką, stosowaną w logistyce, jest metoda „pływająca”. Polega na stworzeniu na dnie kartonu warstwy amortyzującej, umieszczeniu na niej przedmiotu, a następnie tak szczelnym wypełnieniu pozostałej przestrzeni, by przedmiot był „zawieszony” w wypełniaczu, nie dotykając żadnej ze ścianek.

Czego nie wolno wysyłać? Krytyczna lista przedmiotów zabronionych

To prawdopodobnie najważniejszy punkt, którego zignorowanie może prowadzić do poważnych konsekwencji. Każdy przewoźnik posiada listę towarów wyłączonych z przewozu. Wysyłając je, ryzykujesz nie tylko zniszczeniem paczki i brakiem odszkodowania, ale także jej zwrotem na własny koszt czy nawet konsekwencjami prawnymi.

Chociaż listy różnią się między firmami, do najczęstszych przedmiotów zabronionych należą:

  • Aerozole i pojemniki pod ciśnieniem (dezodoranty, lakiery do włosów).
  • Materiały łatwopalne (farby, rozpuszczalniki, perfumy na bazie alkoholu).
  • Akumulatory i baterie litowo-jonowe (często z ograniczeniami).
  • Alkohol, wyroby tytoniowe.
  • Żywe zwierzęta i rośliny.
  • Leki na receptę, narkotyki.
  • Artykuły o wyjątkowej wartości (biżuteria, antyki), które często wymagają specjalnego ubezpieczenia.

Zawsze sprawdzaj regulamin wybranego przewoźnika przed nadaniem paczki!

Taśma, etykiety i ostatnie szlify

Gdy zawartość jest już bezpieczna, czas na solidne zamknięcie. Zwykła taśma biurowa nie wchodzi w grę. Potrzebujesz szerokiej, mocnej taśmy pakowej. Najskuteczniejsza metoda to zaklejanie w kształcie litery H – zabezpieczasz nie tylko główne łączenie na środku, ale także wszystkie krótsze krawędzie. To usztywnia całą konstrukcję.

Etykieta przewozowa musi być przyklejona na największej, płaskiej powierzchni kartonu, bez zagięć na krawędziach. Upewnij się, że kod kreskowy jest w pełni widoczny i czytelny. Platformy takie jak Sendit pozwalają na szybkie wygenerowanie poprawnej etykiety.

Porada dla zaawansowanych: Włóż do środka paczki kopię etykiety adresowej. Jeśli zewnętrzna naklejka ulegnie zniszczeniu, to jedyna szansa na identyfikację przesyłki w sortowni. Możesz też pomyśleć o naklejkach ostrzegawczych („Ostrożnie szkło”, „Góra/Dół”). Choć automatyczne sortownie bywają na nie obojętne, dla kuriera doręczającego mogą być cenną wskazówką.

Wysyłka za granicę – formalności

Wysyłka międzynarodowa to test wytrzymałości dla każdego opakowania. Dłuższa trasa i więcej punktów przeładunkowych oznaczają, że wysyłając tanie paczki do Węgier czy tanie paczki do Rumunii, warto podwoić starania i dodać dodatkową warstwę zabezpieczeń.

Jednak w przypadku wysyłki poza Unię Europejską dochodzi jeszcze jeden, absolutnie kluczowy element: formalności celne. Konieczne jest wypełnienie deklaracji celnej (CN22 lub CN23), w której precyzyjnie opisujesz zawartość paczki i jej wartość. Od tych informacji zależy naliczenie cła i podatków w kraju docelowym. Pominięcie tego kroku gwarantuje zatrzymanie paczki na granicy.

Pakowanie to coś więcej niż obowiązek

Staranne pakowanie paczek kurierskich to inwestycja. Dla firm e-commerce to część unboxing experience – moment, w którym klient wyrabia sobie opinię o marce. Estetyczna bibuła, ekologiczny wypełniacz i kartka z podziękowaniem potrafią zdziałać cuda. Dla osoby prywatnej to wyraz szacunku dla odbiorcy i dla samego przedmiotu.

Pamiętaj, dobrze zapakowana paczka to nie koszt, to ubezpieczenie. Ubezpieczenie przed stresem, stratami finansowymi i zszarganymi nerwami. To spokojna głowa nadawcy i uśmiech na twarzy adresata. I chyba o to w tym wszystkim chodzi.

 

Kluczowe informacje

  • Odpowiednie przygotowanie przesyłki jest fundamentalne, gdyż niedokładne zapakowanie stanowi główną przyczynę odrzucania roszczeń reklamacyjnych przez firmy kurierskie, minimalizując ryzyko finansowych strat w przypadku uszkodzenia towaru.
  • Wybór właściwego opakowania początkowego jest kluczowy; rekomenduje się stosowanie nowych kartonów, których konstrukcja (np. tektura 3- lub 5-warstwowa) powinna być adekwatna do specyfiki, wagi oraz kruchości zawartości, co zapewnia optymalną ochronę.
  • Wypełnienie pustych przestrzeni wewnątrz paczki jest niezbędne dla unieruchomienia transportowanego przedmiotu oraz stworzenia strefy amortyzacji. Stosowanie specjalistycznych wypełniaczy, takich jak folia bąbelkowa czy poduszki powietrzne, znacząco redukuje ryzyko uszkodzeń podczas transportu.
  • Kwestia przedmiotów wyłączonych z przewozu wymaga szczególnej uwagi; każdorazowo obligatoryjne jest weryfikowanie regulaminu danego przewoźnika, co pozwala uniknąć sankcji prawnych, zwrotów przesyłek oraz utraty prawa do ewentualnego roszczenia odszkodowawczego w przypadku uszkodzenia lub utraty.
  • Finalizacja pakowania wymaga zastosowania mocnej taśmy pakowej, optymalnie w konfiguracji „H”, co wzmacnia strukturę opakowania. Etykieta przewozowa musi być trwale umieszczona na płaskiej powierzchni, zapewniając jej pełną czytelność. Dodatkowo, rekomendowane jest umieszczenie kopii etykiety wewnątrz przesyłki.

Transformacja cyfrowa w Polsce przyspiesza. Firmy inwestują w chmurę, automatyzację i integrację

Dostawcy rozwiązań wspierający transformację cyfrową już od dłuższego czasu obserwują zmieniające się trendy i rosnące zapotrzebowanie na automatyzację wielu procesów zarówno w biznesie jak i jednostkach administracji publicznej.

– „Chociaż Polska nie znajduje się w czołówce, jeśli chodzi o cyfryzację i automatyzację procesów, w ostatnich latach jako kraj odnotowaliśmy największe tempo wzrostu poziomu cyfryzacji. Są jednak takie dziedziny, w których wręcz bijemy na głowę czołówkę krajów europejskich. Dla przykładu rozwiązania stosowane u nas w bankowości elektronicznej, wsparcie sprzedaży w postaci chat botów czy też narzędzia do pracy zdalnej w biznesie, są wzorem dla wielu rozwiniętych rynków na świecie. Rodzima struktura rynku IT i rozwiązań dedykowanych przedsiębiorcom stawia na technologie wspierające administrację, marketing i sprzedaż. Chętnie wdrażamy AI, NLP i machine learning, ale w obszarach, w których firmy mogą czerpać zysk już w krótkim terminie. Przedsiębiorcy najczęściej wybierają rozwiązania IT w dziedzinach dość oczywistych, jak np. oprogramowanie dla wsparcia sprzedaży czy ogólnie rozumianego obrotu dokumentów” – mówi Maciej Wójcicki IT Solutions Architect w ITBoom Sp. z o.o.

Ciekawym przykładem często wykorzystywanych rozwiązań, który podaje Jacek Wołczuk, IT Solution Architect / Support Team Manager w ITBoom Sp. z o.o. są autorskie rozwiązania opracowane przez ITBoom – m.in. elektroniczne wnioski urlopowe, obieg dokumentów, system rezerwacji sal konferencyjnych i parkingów – są z powodzeniem wdrażane i chętnie wykorzystywane w organizacjach o różnej strukturze i skali działania zarówno w sektorze prywatnym jak i państwowym.

– „Kluczowe atuty tego rodzaju rozwiązań to szybki i sprawny proces analizy oraz wdrożenia, a także możliwość daleko idącej customizacji zgodnie ze zmieniającymi się potrzebami klienta. Dzięki otwartej architekturze systemów nasze rozwiązania mogą być integrowane z popularnymi narzędziami HR, takimi jak Sage Symfonia, Teta HR czy Enova365” – wyjaśnia Jacek Wołczuk.

Eksperci wskazują, że wciąż jest duża bariera psychologiczna, jeśli chodzi o wdrażanie wszelkich innowacyjnych rozwiązań.

– „Nadal   wiele   firm   nie   jest   jednak jeszcze   mentalnie   gotowych na proces transformacji cyfrowej. Przy sceptycznym podejściu pracowników czy zarządu, wprowadzenie zmian   a   nawet   zasugerowanie   nowych   rozwiązań   nie   jest   łatwym   zadaniem. Jednak nasze doświadczenie pokazuje, że firmy, które zdecydowały się przeprowadzić proces cyfryzacji są z jego efektów zadowolone. Zarówno menedżerowie, jak i pracownicy liniowi doceniają fakt digitalizacji, który poprawił efektywność ich pracy. Chętnie stawiają na rozwój i przydzielają budżety na transformację cyfrową swoich organizacji. Pieniądze idą szczególnie w takie obszary, które umożliwią organizację biznesu bardziej online i w efekcie dużo sprawniejsze działanie. Księgowość, HR i logistyka są w tym zakresie najlepiej rozwinięte” – wymienia Maciej Wójcicki.

Warto też pamiętać, że transformacja cyfrowa to nie tylko ułatwienie codziennej pracy, ale też element, który jest pomocny w kontekście wymagań prawa (RODO, EZD). Automatyzacja tych procesów przekłada się na oszczędność czasu, redukcję błędów oraz większą przejrzystość i dostępność danych kadrowych – co ma ogromne znaczenie również w sektorze publicznym.

– „Transformacja cyfrowa w Polsce może znacznie przyspieszyć, także dzięki szerszej implementacji usług chmurowych. To one​ w ostatnich latach przekonują najbardziej biznes w Polsce do inwestycji w IT. Chmura jest po prostu wygodna, prosta, nie wymaga zbyt dużych inwestycji w infrastrukturę IT, utrzymanie i serwis. Jestem przekonany, że przyszłość Polskich firm jest mocno osadzona w chmurze” – podsumowuje Maciej Wójcicki.

Bank Millennium z zyskiem 511 mln zł w I półroczu 2025. Wzrost o 43% r/r mimo presji kosztów

Grupa Kapitałowa Banku Millennium S.A. wypracowała w drugim kwartale 2025 r. zysk netto w wysokości 331 mln zł oraz 511 mln zł w pierwszej połowie 2025 r. (wzrost o 43% r/r). 2kw25 charakteryzował się relatywnie istotnym wpływem zarówno pozytywnych, jak i negatywnych zdarzeń jednorazowych oraz nadal podwyższonym poziomem kosztów związanych z portfelem kredytów hipotecznych walutowych.

Podstawowa działalność operacyjna pozostała solidna i stanowiła główne źródło dobrego wyniku kwartalnego. Wzrost portfela kredytowego był umiarkowany (bez zmian kw/kw), dynamika w segmencie korporacyjnym wyraźnie przyspieszyła (+3% kw/kw, +6% r/r), przy czym szczególnie silny wzrost odnotowano w segmencie małych firm. Dla kontrastu, portfel detaliczny wykazał ujemną dynamikę kw/kw i r/r, co było efektem szybkiego spadku portfela kredytów hipotecznych walutowych oraz niskiej sprzedaży nowych kredytów hipotecznych w PLN, która nie zdołała zrównoważyć solidnej sprzedaży kredytów konsumpcyjnych. Nadwyżka płynności dalej rosła (depozyty +2% kw/kw i +4% r/r), a wskaźnik kredyty/depozyty osiągnął nowe minimum na poziomie 61%. Liczba aktywnych klientów detalicznych kontynuowała trend wzrostowy (3,193 mln, +4% r/r), a wartość produktów inwestycyjnych wzrosła o 9% kw/kw, przekraczając 13,0 mld zł.

Jestem zadowolony z osiągniętych wyników, zysku netto w wysokości 331 mln zł w 2Q25 oraz 511 mln zł w I półroczu 2025 roku, pomimo utrzymujących się wysokich kosztów portfela walutowych kredytów hipotecznych. Drugi kwartał i pierwsze półrocze 2025 roku przyniosły solidne rezultaty w obszarze bankowości detalicznej i korporacyjnej Banku. Chciałbym podkreślić wyniki w bankowości korporacyjnej, gdzie w I półroczu 2025 r. produkcja nowych kredytów wzrosła aż o 66% rok do roku, głównie za sprawą dynamicznego wzrostu w obszarze nowych kredytów inwestycyjnych. W raportowanym okresie dostarczyliśmy naszym klientom wiele nowych rozwiązań i produktów, na czym zawsze się skupiamy. Wszystko to osiągnęliśmy przy nieustannym stawianiu na jakość naszych usług i pozytywne doświadczenia klientów, za co zostaliśmy uhonorowani nagrodami branżowymi. ” – skomentował Joao Bras Jorge, Prezes Banku Millennium.

Z satysfakcją podkreślam, że po pierwszym półroczu 2025 roku jesteśmy na dobrej drodze do realizacji inicjatyw Strategii 2028: Wartość i Wzrost, a także aktywnie monitorowaliśmy kluczowe cele biznesowe i finansowe. Koncentrowaliśmy się na trwałym wzroście w segmencie detalicznym, umacnianiu pozycji Banku w segmencie średnich i dużych przedsiębiorstw oraz poprawie rentowności. Strategicznym priorytetem Banku była digitalizacja, rozbudowa oferty produktowej, w tym produktu inwestycyjnego i oszczędnościowego oraz ciągłe podnoszenie jakości obsługi klienta.” dodał prezes Joao Bras Jorge.

W ramach realizacji strategii w raportowanym okresie Bank Millennium wdrożył m.in. potwierdzenie tożsamości w aplikacji mObywatel w procesie otwierania konta online, a także wprowadził promocję EKO dla kredytu hipotecznego, dzięki której osoby kupujące nieruchomość z niskim zapotrzebowaniem na energię skorzystają z obniżonego oprocentowania.

Realizowano również działania mające na celu digitalizację procesów związanych z kartami płatniczymi i kredytami hipotecznymi, a także wdrożenia adresujące wymogi Ustawy o dostępności. W segmencie bankowości przedsiębiorstw, Millennium jako pierwszy bank na rynku, udostępnił klientom firmowym usługę Millenet Link Lite, która pozwala na automatyczną wymianę plików z bankiem za pośrednictwem chmury. Ponadto bank we współpracy z KUKE wprowadził ofertę zielonych gwarancji i rozpoczął pilotaż tzw. prostej pożyczki z nieokreślonym celem finansowania dla klientów segmentu przedsiębiorstw.

Rosnące wykorzystanie AI wpływa na sposób pracy, oczekiwania wobec pracodawców i decyzje zawodowe

Rosnąca presja technologiczna i niestabilność gospodarcza sprawiają, że wielu pracowników wstrzymuje się z decyzjami zawodowymi. Według raportu Michael Page Talent Trends 2025, liczba osób aktywnie poszukujących nowego miejsca zatrudnienia spadła względem ubiegłego roku aż o 14 punktów procentowych. Zmniejszyła się także liczba pracowników, którzy próbowali negocjować podwyżkę. Wśród zatrudnionych rosną też wątpliwości dotyczące transparentności firm. Wpływ na to ma także coraz większe znaczenie nowoczesnych technologii, w tym generatywnej sztucznej inteligencji, która coraz częściej staje się elementem codziennej pracy.

Mimo utrzymującej się niskiej stopy bezrobocia w Polsce, która według GUS[1] wynosi obecnie 5,2%, pracownicy wciąż odczuwają niepewność. Jak wynika z raportu Michael Page Talent Trends 2025[2], obecnie jedynie 34% zatrudnionych aktywnie poszukuje pracy, co oznacza spadek aż o 14 punktów procentowych. Nieznacznie zmalał także odsetek pracowników próbujących negocjować podwyżkę. Co istotne, tylko 19% z nich udało się ją uzyskać.

Wpływ na rosnące znaczenie zaufania ma także dynamicznie zmieniające się środowisko pracy. Dla wielu osób istotna jest dziś możliwość wykonywania obowiązków zdalnie, a aż 40% pracowników rozważyłoby zmianę miejsca zatrudnienia, jeśli wymagano by od nich częstszej obecności w biurze. Nieodłącznym elementem codziennej pracy stała się również generatywna sztuczna inteligencja, z której korzysta już 47% aktywnych zawodowo Polaków.

Obecnie możemy zaobserwować na rynku pracy dużą niepewność. Firmy podchodzą do nowych rekrutacji z większą ostrożnością, a pracownicy rzadziej decydują się na zmianę miejsca zatrudnienia lub próby negocjacji wynagrodzenia. W takich warunkach zaufanie staje się kluczowe dla budowania stabilnych i odpornych organizacji. To ono pozwala tworzyć zaangażowane zespoły, które lepiej radzą sobie z wyzwaniami i zmianami, co przekłada się na sukces firmy – tłumaczy Konrad Michałek, senior director i członek zarządu Michael Page Polska.

Zaufanie buduje zaangażowanie i sukcesy firm

W środowisku pełnym wyzwań to właśnie zaufanie wewnątrz organizacji buduje jej odporność. Tymczasem, jak pokazuje raport Michael Page Talent Trends 2025[3], aż 77% pracowników ma obawy, że ich aktywność może być monitorowana przez pracodawców, co może osłabiać poczucie bezpieczeństwa i wpływać na relacje w zespole. Równocześnie, wielu aktywnych zawodowo Polaków uważa, że ich firmy nie są w pełni transparentne. W tym aspekcie ankietowani najczęściej zwracają uwagę na niewystarczającą przejrzystość w takich kwestiach jak: podejmowanie trudnych decyzji w organizacji (57%), reagowanie na opinie pracowników (52%), komunikowanie wyzwań (47%) oraz udostępnianie informacji finansowych (45%). Tymczasem zaufanie buduje silniejsze relacje, zwiększa zaangażowanie i pomaga zespołom lepiej reagować na zmiany. Dbanie o przejrzystą komunikację i jasne zasady staje się zatem realnym wyróżnikiem pracodawcy.

Zaufanie to fundament każdej silnej organizacji oraz źródło zaangażowania i motywacji w zespołach, które potrafią skutecznie mierzyć się z wyzwaniami. To ono pozwala nie tylko budować trwałe relacje wewnątrz firmy, ale także przyciągać i zatrzymywać najlepsze talenty na konkurencyjnym rynku pracy. W czasach wyzwań gospodarczych i szybkich zmian w biznesie otwarta komunikacja wewnętrzna może budować odporność organizacyjną, pomagając w realizacji ich celów – wyjaśnia Konrad Michałek.

[1] Bezrobotni zarejestrowani i stopa bezrobocia. Stan w końcu czerwca 2025 r., GUS, 23.07.2025, https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rynek-pracy/bezrobocie-rejestrowane/bezrobotni-zarejestrowani-i-stopa-bezrobocia-stan-w-koncu-czerwca-2025-r-,2,155.html, dostęp 24.07.2025

[2] Talent Trends 2025, Michael Page, czerwiec 2025, https://www.michaelpage.pl/en/talent-trends, dostęp 24.07.2025.

[3] Talent Trends 2025, Michael Page, czerwiec 2025, https://www.michaelpage.pl/en/talent-trends, dostęp 24.07.2025.

SAS: rośnie liczba prób oszustw i wyłudzeń w sektorze finansowym

Postęp technologiczny sprawia, że oszustwa i próby wyłudzenia stają się coraz bardziej wyrafinowane i wyglądają coraz bardziej autentycznie. Tymczasem konsekwencje finansowe tego typu działań są ogromne. Według ostatniego raportu Nasdaq, globalny sektor bankowy traci w wyniku oszustw prawie 500 miliardów dolarów rocznie. Na znaczące straty narażone są inne gałęzie gospodarki oraz konsumenci. Ci ostatni muszą zachować szczególną ostrożność w trwającym sezonie letnim – pośpiech związany z wyjazdami to dla przestępców motywacja do nasilenia oszustw i ataków.

Według danych opublikowanych przez Agencję Unii Europejskiej ds. Cyberbezpieczeństwa (ENISA), w latach 2023-2024 prawie połowa zgłoszonych w Europie cyberataków wymierzona była w banki. Konsumenci byli w tym okresie celem co dziesiątego ataku. Chociaż ekosystem cyberprzestępczości zmienia się dynamicznie wraz z ewolucją oprogramowania, banki prawdopodobnie pozostaną w jego centrum. Wolumeny przetwarzanych transakcji, dostęp do środków finansowych i wrażliwych danych sprawiają, że pomimo wdrażania zaawansowanych narzędzi bezpieczeństwa banki stanowią szczególny obiekt zainteresowania cyberprzestępców – zarówno od strony korporacyjnej, jak i konsumenckiej.

Rozwój platform do płatności natychmiastowych, cyfryzacja usług finansowych, zwiększenie liczby dostawców technologii – to wszystko czynniki, które utrudniają jednoznaczne zweryfikowanie, czy dany proces płatniczy jest podejrzany, czy związany np. ze zmianą interfejsu lub modelu świadczenia usług – mówi Marta Prus–Wójciuk, Head of Fraud Practice, SAS Central Europe. – Pojawianie się nowych systemów, zwykle projektowanych z myślą o wygodzie i elastyczności, wymaga od użytkowników stałego monitorowania czynników ryzyka – dodaje.

Współcześnie zarówno osoby niezwiązane z sektorami szczególnie narażonymi na nowoczesne oszustwa, jak i pracownicy przedsiębiorstw powinni być szczególnie wyczuleni na wysoce realistyczne próby wymuszenia przelewów czy dostępów do kont. Zjawisko upowszechniania się niskokosztowych generatywnych narzędzi do manipulacji niekiedy określane jest jako „demokratyzacja wyłudzeń”. Eksperci wskazują, że na tzw. czarnym rynku przestępczym ceny gotowych pakietów skonfigurowanego oprogramowania do generowania deepfake’ów zaczynają się już od niecałych 100 PLN. Co więcej, algorytmy cały czas się uczą, co w praktyce oznacza, że z czasem zyskują zdolność coraz lepszego omijania detektorów. To jak wyścig zbrojeń, w którym nielegalna technologia próbuje prześcignąć zabezpieczenia oraz ludzką uważność.

700% wzrostu

Według szacunków Deloitte, w ostatnich latach liczba odnotowanych przypadków wykorzystania deepfake’ów przy próbach wyłudzeń wymierzonych w firmy sektora finansowego zwiększyła się ośmiokrotnie. Takie tempo wzrostu pokazuje nie tylko, że generatywne narzędzia wspomagające oszustwa stają się coraz łatwiej dostępne, ale też że w świecie przestępczym uchodzą za wysoce skuteczne. Jakość wygenerowanego cyfrowo głosu, mimiki twarzy czy struktury dokumentów sprawia, że coraz potrzebniejsza staje się szczegółowa, wieloetapowa weryfikacja wszystkich rozmówców, z którymi nie mamy bezpośredniego kontaktu.

Zaawansowanych technologicznie metod wyłudzeń jest wiele i są nam one coraz lepiej znane, natomiast podczas pierwszego kontaktu z nimi czujność bywa uśpiona. Często konsumenci zwyczajnie nie biorą pod uwagę, że komunikat na danym kanale może nie pochodzić z zaufanego źródła – mówi Marta Prus – Wójciuk. – Obok deepfake’ów stale rośnie także popularność np. spersonalizowanego i zautomatyzowanego, szeroko dystrybuowanego phishingu mejlowego czy SMS-owego (smishingu), który sam w sobie generuje miliardowe straty dla przedsiębiorstw na całym świecie – dodaje.

Należy chronić się aktywnie

W raporcie z tegorocznego badania SAS i Economist Impact Future of Intelligent Banking: AI, Risk and Innovation in 2025 wskazano, że 80% dyrektorów zatrudnionych w sektorze finansowym spodziewa się znaczącego wpływu cyberataków, oszustw i przestępstw finansowych na działalność operacyjną ich instytucji w nadchodzącej dekadzie. Dla wielu decydentów odpowiedzią na to wyzwanie mogą być transformacja cyfrowa i odpowiednie wdrożenia AI, które umożliwią bankom zwiększenie sprawności operacji i szeroko rozumianej odporności na ataki.

Powinniśmy pamiętać, że kompetencje cyfrowe to cenny zasób w kontekście chronienia się przed utratą pieniędzy. – mówi Marta Prus – Wójciuk. – Instytucje finansowe stale dostosowują rozwiązania wykorzystujące AI, żeby skutecznie wykorzystywać je do zwiększenia wykrywalności oszustw czy przyspieszenia analizowania i modelowania ryzyka. Tymczasem dostępne narzędzia mogą wspierać nas również w jednostkowej analizie mniejszych ataków, choćby poprzez weryfikację adresów mejlowych, tożsamości rozmówców czy zakresu kompetencji osób podających się za pracowników instytucji – dodaje.

Raport Intelligent Banking: The Future Ahead, oparty na odpowiedziach 1700 członków kadry kierowniczej wyższego szczebla z sektora bankowego i finteCh, jest kontynuacją badania Banking in 2035, opublikowanego po raz pierwszy przez Economist Impact i SAS w 2022 roku.

Amerykański renesans przemysłowy wokół AI – strategia Trumpa zmienia rynek i priorytety inwestorów

  • Plan działania Trumpa w obszarze AI oznacza przejście od innowacji do wdrożeń przemysłowych, koncentrując się na chipach, energetyce, infrastrukturze i chmurze.
  • Największe szanse mogą pojawić się poza Big Tech – w fizycznych i cyfrowych fundamentach, które umożliwiają skalowanie AI.
  • W obliczu zbieżności polityki i kapitału inwestorzy potrzebują strategii obejmującej cały łańcuch wartości AI, nie tylko modele front-endowe.

Jak podsumowuje Charu Chanana, Główna Strateg Inwestycyjna w Saxo,  plan działania Trumpa w zakresie AI nabiera tempa. W ubiegłym tygodniu administracja przeszła od ogólnej wizji do realizacji, podpisując trzy rozporządzenia wykonawcze dotyczące przyspieszenia infrastruktury, promocji eksportu i neutralności ideologicznej. Razem sygnalizują one, że USA przechodzą od wdrażania AI do jej przemysłowego zastosowania na dużą skalę.

Cele rozporządzeń:

  • Promowanie eksportu AI poprzez wsparcie amerykańskich firm w sprzedaży pełnych pakietów AI – obejmujących chipy, chmurę, cyberbezpieczeństwo i oprogramowanie – na rynki globalne, szczególnie w konkurencji z Chinami.
  • Przyspieszenie rozbudowy infrastruktury poprzez ułatwienie budowy centrów danych i systemów energetycznych, nawet jeśli oznacza to złagodzenie niektórych przepisów środowiskowych.
  • Dążenie do neutralności ideologicznej w narzędziach AI wykorzystywanych przez rząd – posunięcie prawdopodobnie skierowane do politycznej bazy Trumpa, koncentrujące się na sposobie działania i trenowania AI.

Razem te działania przywracają znany amerykański model: ograniczenie biurokracji, stymulowanie wzrostu i umożliwienie szybkiego skalowania przez firmy prywatne przy wsparciu państwa. Zmienia to również sposób, w jaki inwestorzy mogą postrzegać ekspozycję na AI – uwaga przesuwa się z modeli front-endowych na warstwy fundamentów: chipy, moc obliczeniową, energię, chmurę i cyberbezpieczeństwo.

Strategia inwestycyjna w zmieniającym się łańcuchu wartości AI

  1. Produkcja chipów – mózg sztucznej inteligencji. Chip to podstawowe narzędzie w „gorączce AI”. Od procesorów graficznych i pamięci po układy logiczne i połączenia międzykomponentowe – półprzewodniki są fundamentem każdego przełomu w AI. Strategia eksportowa Trumpa promuje pełne pakiety AI, co sprzyja firmom posiadającym zarówno projektowanie, jak i produkcję chipów. Strategicznie ta warstwa znajduje się na styku polityki przemysłowej, bezpieczeństwa łańcucha dostaw i handlu międzynarodowego. To sprawia, że jest to temat inwestycyjny o długim horyzoncie, wspierany zarówno przez krajową rozbudowę infrastruktury, jak i zagraniczny popyt.

Kluczowi gracze do śledzenia: NVIDIA, AMD, ARM, Intel, Micron, TSMC. Dostawcy sprzętu: ASML, Lam Research, Applied Materials.

  1. Sieci i łączność – skalowanie zaplecza. W miarę rozwoju AI dane muszą być przesyłane szybciej i sprawniej. Sieci stają się kluczową infrastrukturą umożliwiającą niskie opóźnienia w treningu, inferencji i wdrażaniu modeli. Ta warstwa rzadko przyciąga uwagę, ale zyskuje na znaczeniu inwestycyjnym, ponieważ najwięksi dostawcy chmury, sektor prywatny i projekty rządowe potrzebują sieci o dużej przepustowości i niskich opóźnieniach.

Kluczowi gracze do śledzenia: Broadcom, Marvell, Cisco, Arista Networks.

  1. Energia i zasilanie – paliwo dla AI. Wzrost zapotrzebowania na centra danych już obciąża sieci energetyczne, a obciążenia AI są coraz bardziej energochłonne. Trump stawia na niezależność energetyczną, co może skierować kapitał do nowych źródeł energii i stabilnych dostawców. Energetyka jądrowa, szczególnie w formie małych reaktorów modułowych (SMR), oferuje długoterminowe rozwiązanie zapewniające czystą energię dostępną 24/7 – coś, co najwięksi dostawcy chmury coraz częściej rozważają.

Warto śledzić dwa obszary: energetykę konwencjonalną: Vistra, Constellation Energy, Talen Energy oraz energetykę jądrową: Oklo, GE Vernova, BWX Technologies, NuScale.

  1. Infrastruktura chmurowa AI – warstwa platformowa. Chmura to kręgosłup dystrybucji AI – miejsce treningu modeli, przechowywania danych i ich dostarczania na dużą skalę. Strategia eksportowa Trumpa wspiera integrację całego stosu AI – od chipów po chmurę. To również obszar, w którym możemy zobaczyć przekształcone finansowanie na wzór ustawy CHIPS, przekierowane na politycznie korzystne cele, takie jak partnerstwa publiczno-prywatne w zakresie suwerennej mocy obliczeniowej.

Kluczowi gracze do śledzenia: Amazon (AWS), Microsoft (Azure), Google Cloud. Dostawcy infrastruktury: Vertiv, DigitalOcean, Nabors Industries.

  1. Oprogramowanie, dane i cyberbezpieczeństwo – warstwa inteligencji. Front-end AI to miejsce, gdzie realizowana jest wartość. W kontekście nacisku na „neutralność ideologiczną” w zamówieniach rządowych, platformy oferujące przejrzystość, możliwość audytu i bezpieczeństwo mogą zyskać przewagę. Ta warstwa generuje powtarzalne przychody i znajduje się najbliżej użytkownika – korzysta zarówno z politycznego wsparcia na szczeblu federalnym, jak i z rosnącego zapotrzebowania na bezpieczne, zgodne z regulacjami środowiska pracy zintegrowane z AI.

Kluczowi gracze do śledzenia: Palantir, Oracle, ServiceNow, IBM. Cyberbezpieczeństwo: CrowdStrike, Palo Alto Networks, Zscaler, Cloudflare. Dane i analityka: Snowflake, MongoDB.

Inwestowanie w cały łańcuch wartości AI

Plan Trumpa wpisuje się w klasyczny cykl amerykańskiego wzrostu przemysłowego – napędzanego deregulacją, finansowaniem publicznym i rywalizacją geopolityczną. Dla inwestorów oznacza to przesunięcie narracji z zastosowań AI na jego zdolności operacyjne. Długoterminowa strategia może obejmować dywersyfikację w obszarach:

  • Kapitałochłonna infrastruktura: chipy, energia, infrastruktura.
  • Oprogramowanie i usługi z powtarzalnymi przychodami: chmura, AI korporacyjne, cyberbezpieczeństwo.
  • Wsparcie polityczne: produkcja, czysta energia, technologie obronne.

To przejście od „szumu wokół AI” do jej infrastruktury – i to tam może kryć się trwała wartość.

Nowe otwarcie rządu Tuska, stare problemy gospodarki – analiza prof. Gomułki

Zmiany polityczne i gospodarcze ostatnich tygodni mogą mieć dalekosiężne konsekwencje dla kondycji finansów publicznych i stabilności makroekonomicznej Polski – ocenia prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC. W swoim komentarzu wskazuje na rosnące ryzyka związane z kurczącą się podażą pracy, spowolnieniem wzrostu PKB i rosnącymi wydatkami publicznymi, a także dostrzega szanse na pozytywne reformy, m.in. w energetyce, nadzorze właścicielskim i wymiarze sprawiedliwości.

Dwa główne wydarzenia ostatniego miesiąca to:

  1. Reorganizacja rządu Donalda Tuska, pojawienie się nowego prezydenta RP oraz perspektywa wyborów parlamentarnych w roku 2027 z konsekwencjami dla polityki makroekonomicznej Polski w roku 2025 oraz w latach 1926-2027;
  2. Silny wzrost ryzyk dla stabilności finansów publicznych w reakcji na oczekiwany spadek tempa wzrostu polskiego PKB i spadek podaży pracowników oraz silne wzrosty wydatków publicznych na zdrowie, transfery socjalne i wydatki wojskowe.

Kilka zmian w składzie Rady Ministrów może mieć poważne konsekwencje pozytywne. Jedna z nich to obniżenie cen energii przez przyspieszenie transformacji energetycznej na rzecz wiatru i paneli fotowoltaicznych oraz zamykanie elektrowni węglowych. Druga to zapowiedziane odpolitycznienie rad nadzorczych i zarządów w Spółkach Skarbu Państwa. Trzecia ważna zmiana na lepsze to zapowiedziana przez nowego ministra sprawiedliwości reforma w obszarze wymiaru sprawiedliwości.

Stabilność wzrostu gospodarczego zależy w dużym stopniu od uniknięcia problemów w systemie finansów publicznych. W porównaniu z większością krajów na świecie, dług publiczny w relacji do PKB jest w Polsce umiarkowanie wysoki, ale bankructwo w latach 80 ubiegłego wieku, bardzo niski poziom nagromadzonego bogactwa na mieszkańca oraz niejasna perspektywa wejścia Polski do strefy euro podtrzymują ryzyko niewypłacalności, co podnosi wymagane przez inwestorów rentowności skarbowych papierów wartościowych. W tej nowej sytuacji wynik sektora finansów publicznych powinien być w Polsce w przedziale od nadwyżki około 0-2% PKB w okresie dobrej koniunktury do deficytu 2-4% PKB w okresie recesji. Oznacza to konieczność zbudowania trwałej poprawy średniorocznego wyniku o około 3pp. PKB z poziomu około 4% deficytu do około1% deficytu. Prawdopodobnie potrzebne będzie zwiększenie dochodów z podatku VAT.

W rolnictwie mamy dużą rezerwę zatrudnienia, aby ją uaktywnić potrzebne będą większe inwestycji w obszarze szkolnictwa zawodowego i mieszkań publicznych. Obecny rząd jest świadom konieczności takich działań.

Warszawski rynek biurowy w I połowie 2025: stabilizacja, selektywna aktywność i koncentracja na centrum

0

W pierwszej połowie 2025 roku warszawski rynek biurowy potwierdził swoją odporność i zdolność do adaptacji w zmieniających się warunkach gospodarczych. Obserwujemy umiarkowaną aktywność najemców (300 tys. mkw.), przy braku bardziej spektakularnych transakcji. Na stołecznym rynku przybyło 85 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni, z czego aż 93% trafiło do stref centralnych głównie za sprawą prestiżowych projektów takich jak The Bridge (51 800 mkw.) i Office House (27 800 mkw.). Jednocześnie wskaźnik pustostanów wciąż pozostaje stabilny (10,8%), a w budowie na koniec czerwca 2025 roku znajdowało się 140 000 mkw. Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO prezentuje najnowszy raport pt. „Rynek biurowy w Warszawie w I połowie 2025 roku”.

Popyt – stabilizacja i ostrożna ekspansja

Całkowity popyt brutto w pierwszej połowie roku wyniósł około 300 000 mkw., wynik był nieznacznie niższy niż w analogicznych okresach 2024 roku i 2023 roku, o odpowiednio 5% i 6%. W strukturze transakcji dominowały nowe umowy i ekspansje, które stanowiły 57% całkowitej aktywności najemców, podczas gdy przedłużenia dotychczasowych umów i renegocjacje sięgnęły 43%. Centralny Obszar Biznesu oraz strefa Centrum odpowiadały łącznie za 55% całkowitej aktywności najemców na warszawskim rynku biurowym. Z  kolei Służewiec był najbardziej aktywną strefą poza centrum, odpowiadając za 24% całkowitego popytu w Warszawie. Podczas gdy w lokalizacjach centralnych dominowały nowe umowy najmu i ekspansje (58%), w przypadku Służewca większość transakcji stanowiły przedłużenia i renegocjacje (53%). Największą dynamikę na warszawskim rynku biurowym w I połowie 2025 roku wykazywały firmy z branż finansowej, technologicznej, produkcyjnej oraz usług dla biznesu. Poszukiwały one biur, które umożliwiają jednocześnie efektywne zarządzanie kosztami i oferują nowoczesne, komfortowe warunki pracy.

Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Badań i Analiz Rynkowych, AXI IMMO, wskazuje: „W pierwszej połowie roku obserwowaliśmy dalszą koncentrację aktywności najemców w centralnych lokalizacjach, gdzie przypadło aż 55% całkowitego popytu. Średnia wielkość nowej transakcji najmu w I połowie 2025 roku wyniosła 600 mkw., podczas gdy średnia wielkość transakcji dotyczącej przedłużenia dotychczasowej umowy najmu oscylowała wokół 1 500 mkw. Na tym tle należy wyróżnić Służewiec, który mimo nadal wysokiego wskaźnika pustostanów, odnotował 24% udziału w popycie, co pokazuje, że niektóre lokalizacje pozacentralne w dalszym ciągu są cenione przez najemców, głównie w formule renegocjacji”.

Nowa podaż i powierzchnia w budowie – koncentracja na centralnych lokalizacjach

W I połowie 2025 roku oddano do użytku 85 000 mkw. nowej powierzchni biurowej, niemal w całości skoncentrowanej w strefach centralnych. Największe realizacje to The Bridge (51 800 mkw.) oraz Office House (27 800 mkw.). Jednocześnie zauważalny jest wyraźny spadek wolumenu inwestycji w budowie, obecnie trwają prace nad 140 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, co oznacza spadek o 48% r/r. Największymi nowo powstającymi biurowcami są Upper One (35 900 mkw., Strabag), V Tower (32 700 mkw., Cornerstone), Studio A (26 600 mkw., Skanska), Skyliner II (24 000 mkw., Karimpol). Deweloperzy koncentrują się niemal wyłącznie na projektach zlokalizowanych w Śródmieściu i jego bezpośrednim otoczeniu w dzielnicy Wola.

Pustostany – stabilizacja z trendem spadkowym w centrum

Na koniec czerwca 2025 roku wskaźnik pustostanów dla całej Warszawy wyniósł 10,8%, utrzymując się na podobnym poziomie jak kwartał wcześniej. W centrum miasta odnotowano wzrost współczynnika pustostanów o 0,4 p.p. w relacji do poprzedniego kwartału i jednocześnie spadek o 1,3 p.p. w ujęciu rocznym. W rezultacie wskaźnik pustostanów w strefach centralnych wyniósł 7,8% na koniec czerwca 2025 roku. Najemcy konsekwentnie preferują lokalizacje centralne, dobrze skomunikowane i z dostępem do pełnej infrastruktury miejskiej. W starszych strefach biurowych, jak Służewiec, Żwirki i Wigury czy Aleje Jerozolimskie, współczynniki pustostanów utrzymują się na wyższych poziomach, co powoduje większą presję na właścicieli w zakresie modernizacji lub przekształceń funkcjonalnych budynków.

Jakub Potocki, Associate Director, Dział Powierzchni Biurrowych, AXI IMMO, komentuje: „Rynek biurowy wyraźnie się dziś polaryzuje. Z jednej strony mamy nowoczesne projekty biurowe w centrum jak np. The Bridge czy Office House, które przyciągają firmy szukające prestiżu i nowej jakości. Z drugiej strony, widzimy rosnące zainteresowanie najemców gotowymi powierzchniami podnajmowanymi na elastycznych warunkach. To efekt wysokich kosztów wykończenia i potrzeby szybkiego startu operacyjnego. Firmy coraz ostrożniej podchodzą do relokacji, a wiele transakcji dotyczy dziś przedłużeń w dotychczasowych lokalizacjach.”

Czynsze – stabilizacja z presją wzrostową w centrum

W I połowie 2025 roku stawki czynszów bazowych utrzymały się na stabilnym poziomie. W najlepszych lokalizacjach strefy centralnej odnotowano przedziały między 19 a 26,5 EUR/mkw./miesiąc, a w przypadku najbardziej prestiżowych projektów nawet powyżej 30 EUR/mkw./miesiąc. Dla porównania, w lokalizacjach poza centrum najemcy mogli liczyć na stawki od 9,50 EUR/mkw./miesiąc.

Polskie firmy liderem wdrażania AI w regionie Europy Środkowo-Wschodniej

Tylko 18% badanych przedsiębiorców w Polsce nie inwestuje w sztuczną inteligencję, wykazując się największą otwartością na AI w regionie Europy Środkowej, Wschodniej i Południowo-Wschodniej, gdzie ten odsetek wynosi 43%.

Tempo inwestycji jest definiowane przez niepewność gospodarczą. Jednak w Polsce jest ona znacznie niższa (46%) niż w regionie (58%).
Rośnie obawa co do stabilności legislacyjnej – brak jasnych regulacji obejmujących AI sugerowało 37% respondentów.

Badanie EY – Barometr Przedsiębiorczości 2025 – to efekt rozmów z przedsiębiorcami z 16 krajów Europy Środkowej, Wschodniej i Południowo-Wschodniej, w tym z Polski. Celem była próba oceny stanu przedsiębiorczości w regionie, również w zakresie innowacyjności. Okazało się, że polscy przedsiębiorcy są liderami w korzystaniu z cyfrowych narzędzi, w tym z obszaru sztucznej inteligencji.

Innowacyjność wspierana AI polegała przede wszystkim na zmianie lub ulepszaniu produktów i usług. Prawie połowa respondentów uważała, że cyfryzacja pozwoli poprawić bieżące funkcjonowanie organizacji. Jednocześnie nasz kraj zdecydowanie przoduje w regionie, jeśli chodzi o otwartość na tę technologię. Podczas gdy 56% przedsiębiorców w Polsce zainwestowało do 100 tys. dolarów w AI, w pozostałych krajach badanej części Europy 43% nie podjęło żadnych działań obejmujących sztuczną inteligencję. Dla porównania w Polsce ten odsetek wynosi tylko 18%.

Tempo inwestycji było spowalniane przez ryzyko gospodarcze i niepewność. W tym zakresie Polska okazała jednak stabilniejsza (46% wskazań) niż reszta regionu (58%). Respondenci narzekali przede wszystkim na wysokie stopy procentowe i niekorzystne warunki kredytowe (36% w Polsce i 24% regionalnych). Badana część Europy miała większe niż Polacy problemy z dostępem do funduszy (41% vs. 28%), a bezpieczeństwo finansowe stało się poważnym wyzwaniem przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.

Polacy najczęściej korzystali z AI do analizowania danych (44%), a niemal połowa respondentów (46%) spodziewała się znacznej poprawy wydajności i produktywności dzięki zastosowaniu AI. Dodatkowo Polacy zdecydowanie częściej niż reszta regionu inwestowali w usprawnienia działań marketingowych czy sprzedaży online (63% vs 52%).

„Mniejsze przedsiębiorstwa często mają ograniczone zasoby, więc tworzenie aplikacji AI we własnym zakresie sprawia im trudności, także z powodu koniecznych inwestycji w infrastrukturę i zespoły. Mogą jednak dostosowywać do swoich wymagań już dostępne rozwiązania i platformy, co znacząco skraca czas i zmniejsza początkowe nakłady. Niezależnie od przyjętego rozwiązania zawsze ze szczególna uwagą należy traktować kwestie ochroną danych firmy, gdyż stosowanie rozwiązań AI otwiera nowe obszary podatności na cyberataki.”– uważa Bartosz Pacuszka, Partner EY Polska, Lider Zespołu AI Technology.

Przedsiębiorcy wskazywali, że sztuczna inteligencja niesie za sobą ryzyko związane z ochroną prywatności (41%), a brak jasnych regulacji obejmujących AI sugerowało 37% respondentów. Zdaniem polskich firm potrzebne są ramy prawne, które dadzą im poczucie bezpieczeństwa i zapewnią wprowadzanie odpowiedzialnego AI do operacji biznesowych.

– Wdrożenie sztucznej inteligencji w organizacji to nie tylko wyzwanie technologiczne, ale także prawne. Debata na temat zmian legislacyjnych na poziomie krajowym i europejskim, w tym regulacji związanych z AI ACT, rozwija się równie dynamicznie, jak prace nad nowymi innowacjami. Mimo to, technologia wciąż wyprzedza regulacje, co stawia przed działami prawnymi istotną odpowiedzialność. Już teraz muszą one rekomendować wprowadzenie wewnętrznych rozwiązań w przedsiębiorstwach, podczas gdy dyskusje na ten temat dopiero się toczą. W kontekście AI ACT, organizacje powinny być proaktywne w dostosowywaniu swoich strategii do nadchodzących regulacji, aby zapewnić zgodność i minimalizować ryzyko prawne – dodaje Justyna Wilczyńska-Baraniak, Partnerka EY, Liderka Zespołu Prawa Własności Intelektualnej, Technologii i Danych Osobowych w Kancelarii EY Law.

O badaniu
Barometr Przedsiębiorczości 2025 został przeprowadzony w lutym i marcu 2025 roku w 16 krajach regionu: Bułgarii, Chorwacji, na Cyprze, w Czechach, Estonii, Grecji, na Węgrzech, Łotwie, Litwie, Malcie, w Polsce, Rumunii, Serbii, Słowacji, Słowenii i Turcji. Przebadano 1031 przedsiębiorstw, w tym 179 w Polsce.

Wśród polskich respondentów największą grupą były firmy przemysłowe i z sektorów: energetycznego, konsumenckiego oraz ochrony zdrowia. Polskie firmy wciąż są stosunkowo młode – tylko 30% istnieje ponad 20 lat. Zdecydowana większość ankietowanych przedsiębiorców albo samodzielnie stworzyła firmę, albo z partnerami. Tylko 11% respondentów odziedziczyło biznes. Ponad jedna trzecia organizacji to firmy rodzinne i większość z nich (75%) nie jest notowana na żadnej giełdzie papierów wartościowych. Prawie jedna trzecia badanych organizacji osiągała przychody poniżej 10 mln USD rocznie. Drugie tyle miało przychody sięgające 49 mln USD. Średnie zatrudnienie w 42% badanych firm wynosiło między 50 a 250 pracowników.

Warszawa liderem rynku biurowego w Polsce. 44% całkowitej aktywności najemców w kraju

W pierwszej połowie 2025 roku warszawski rynek biurowy potwierdził swoją dominującą pozycję w kraju. Do użytku oddano ponad 85 000 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej, a całkowity wolumen najmu osiągnął 301 000 m kw., co stanowiło 44% całkowitej aktywności najemców w Polsce. Pomimo ograniczonej liczby nowych inwestycji, rynek pozostaje stabilny. Czynsze utrzymują się na stałym poziomie, a najemcy koncentrują się na zrównoważonych i doskonale zlokalizowanych obiektach.

Warszawski rynek biurowy utrzymuje pozycję lidera w kraju zarówno pod względem wielkości zasobów, jak i aktywności najemców. Na koniec czerwca 2025 roku całkowita powierzchnia biurowa w stolicy wyniosła 6,33 mln m kw., co stanowiło niemal połowę wszystkich zasobów biurowych w Polsce. W pierwszej połowie 2025 roku oddano do użytku ponad 85 000 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej, z czego aż 80 000 m kw. przypadło na drugi kwartał, co było najwyższym kwartalnym wynikiem od trzech lat.

„Oddanie do użytku największej realizacji w pierwszym półroczu – biurowca The Bridge (Ghelamco) o powierzchni 47 000 m kw., to ważny punkt na mapie stołecznych inwestycji biurowych. Mimo tej spektakularnej realizacji, skala nowej podaży pozostaje ograniczona. Aktualnie w budowie znajduje się zaledwie 130 000 m kw. powierzchni, z czego większość powstaje w centralnych lokalizacjach, co potwierdza koncentrację nowych projektów w najbardziej prestiżowych częściach miasta,” komentuje Michał Kusy, analityk w dziale badań rynku w Knight Frank.

Popyt najemców utrzymuje się na wysokim poziomie. W I połowie 2025 roku wynajęto łącznie 301 000 m kw. powierzchni biurowej, co odpowiada 44% całkowitego wolumenu transakcji w Polsce. W strukturze najmu dominowały renegocjacje (43%) oraz nowe umowy (ponad 40%), natomiast ekspansje firm stanowiły 8% całkowitej aktywności.

„Widzimy wyraźną polaryzację rynku – najemcy coraz częściej wybierają biura oferujące najwyższy standard techniczny, środowiskowy i lokalizacyjny. To właśnie w centralnych lokalizacjach stolicy odnotowaliśmy wzrost popytu aż o 32% w porównaniu z rokiem ubiegłym,” – dodaje Mariusz Dąbkowski, starszy negocjator w Knight Frank

Dodatkowo, coraz większe znaczenie w decyzjach najemców odgrywają kwestie związane
ze zrównoważonym rozwojem. W I połowie roku aż 71% wynajętej powierzchni przypadało na budynki z zielonymi certyfikatami środowiskowymi, a niemal połowa (48%) na obiekty o najwyższych klasach certyfikacji, takich jak BREEAM Excellent, Outstanding czy LEED Platinum.

Pomimo stosunkowo wysokiej nowej podaży, poziom pustostanów w Warszawie wzrósł tylko nieznacznie. W II kwartale 2025 roku wyniósł 10,8%, co oznacza wzrost o 0,3 pp. w porównaniu do poprzedniego kwartału. W centralnych strefach miasta (COB, Centrum, Rondo Daszyńskiego) poziom ten jest istotnie niższy i wynosi zaledwie 7,8%, podczas gdy w strefach pozacentralnych sięga 13,3%. Najniższy wskaźnik pustostanów odnotowano na Mokotowie – 5,4%, z wyłączeniem Służewca, gdzie nadal utrzymuje się on na najwyższym poziomie – 21,1%.

Czynsze wywoławcze w II kwartale 2025 roku pozostały stabilne. W lokalizacjach centralnych mieściły się zazwyczaj w przedziale od 18 do 28 EUR/m kw./miesiąc, przy czym w najbardziej prestiżowych projektach przekraczały tę wartość. Poza centrum stawki wynosiły od 10 do 17 EUR/m kw./miesiąc. Opłaty eksploatacyjne również nie uległy zmianie i utrzymują się w zakresie od 18 do 38 PLN/m kw./miesiąc.

Czy transparentność płac zmieni rynek pracy? Specjaliści mówią „tak”

7 czerwca 2026 roku przypada termin wdrożenia przepisów bazujących na dyrektywie Unii Europejskiej o równości i jawności wynagrodzeń. Pierwszym krokiem w tym kierunku było uchwalenie w maju br. nowelizacji Kodeksu pracy, nakładającej na pracodawców nowe obowiązki, m.in. związane z informowaniem kandydatów o przewidzianym wynagrodzeniu. Jak wynika z najnowszego badania Hays Poland, pracownicy przyjmują te zmiany z optymizmem. Zdecydowana większość specjalistów i menedżerów liczy bowiem na to, że dzięki nowym przepisom, informacje o zarobkach przestaną być utajniane.

  • 65 proc. specjalistów i menedżerów uważa, że nowelizacja Kodeksu pracy o przepisy dot. jawności płac faktycznie zwiększy dostęp do tej informacji w procesach rekrutacyjnych.

  • Już w 2024 roku 79 proc. pracowników i 67 proc. pracodawców twierdziło, że ujawnianie płac ma sens, choć firmy, które były gotowe na nadchodzące zmiany, stanowiły mniejszość.
  • Rynek potrzebuje równych i transparentnych rekrutacji, a profesjonaliści pokładają w nowych przepisach duże nadzieje. Entuzjazm ten powoduje, że mogą przyglądać się działaniom pracodawców jeszcze dokładniej.

Polski rynek pracy jest coraz bliżej wdrożenia zmian mających na celu wyrównanie płac i zwiększenie przejrzystości procesów rekrutacyjnych. Choć zgodnie z nowymi przepisami pracodawcy nadal nie będą zobligowani do podawania informacji o wynagrodzeniu w ofertach pracy, to kandydaci patrzą w przyszłość z entuzjazmem.

Specjaliści pokładają w nowych przepisach duże nadzieje

Pieniądze były od lat tematem tabu – zarówno dla profesjonalistów, jak i firm. Tak wynika z badania opisanego na łamach raportu agencji doradztwa personalnego Hays Poland i kancelarii Baker McKenzie „Wynagrodzenia – największe tabu polskiego rynku pracy?” z 2024 roku. Nie dość, że tylko 15 proc. specjalistów przyznało wówczas, że znane są im wynagrodzenia kolegów i koleżanek z zespołu, to w dodatku aż 77 proc. organizacji zadeklarowało brak transparentności płac w organizacji. Obie strony były jednak zgodne: jawność ma sens.

Ponad rok od premiery raportu, po pracach nad zmianami w Kodeksie pracy, specjaliści nadal wykazują się dużym entuzjazmem względem jawności płac. Potwierdzają to wyniki najnowszego badania Hays przeprowadzonego w okresie od czerwca do lipca 2025 roku wśród ponad 800 specjalistów i menedżerów. Aż 65 proc. profesjonalistów zgadza się ze stwierdzeniem, iż nowe przepisy faktycznie zwiększą jawność wynagrodzeń w rekrutacji. Zaledwie 13 proc. uważa, że nowe przepisy nie wpłyną na praktyki pracodawców.

Czy uważasz, że nowe przepisy o transparentności płac realnie zwiększą jawność wynagrodzeń w rekrutacji?

Zdecydowanie tak 41%
Raczej tak 24%
Trudno powiedzieć 22%
Raczej nie 8%
Zdecydowanie nie 5%

Źródło: badanie Hays Poland, czerwiec-lipiec 2025

Brak transparentności firm stwarza warunki sprzyjające powstawaniu nieuzasadnionych dysproporcji wynagrodzeń, utrzymywaniu luki płacowej pomiędzy kobietami i mężczyznami oraz niepotrzebnemu wydłużaniu procesów rekrutacyjnych. Specjaliści są już tym zmęczeni i pokładają duże nadzieje w odgórnych zmianach przepisów. Ich niezadowolenie z obecnych praktyk przejawia się również w decyzjach, jakie podejmują. Nasze poprzednie badanie wykazało bowiem, że 36 proc. kandydatów zazwyczaj rezygnuje z aplikowania na ofertę pracy, jeśli brakuje w niej kluczowych elementów. A większość z nich uznaje za taki informację o oferowanym wynagrodzeniu.” – komentuje Agnieszka Czarnecka, Head of HR Consultancy na Europę Środkowo-Wschodnią w Hays.

To, jak w praktyce firma podejdzie do nowych zasad, może mieć duży wpływ na jej wizerunek oraz konkurencyjność na rynku.

Oczekiwania kontra rzeczywistość: czy zmiana w rekrutacjach faktycznie nadejdzie?

Ze znowelizowanych przepisów wynika m.in., że pracodawcy zobowiązani są do podania informacji o wynagrodzeniu w treści ogłoszenia rekrutacyjnego, przed rozmową kwalifikacyjną lub nawiązaniem stosunku pracy. W rzeczywistości może się zatem okazać, że dotychczasowe praktyki firm nie ulegną zmianie. Skąd zatem tak duży optymizm kandydatów?

Jak zauważa Agnieszka Czarnecka: „Rosnąca liczba pracodawców i kandydatów przekonuje się o tym, że dzięki ujawnianiu informacji o oferowanym wynagrodzeniu – już na wczesnym etapie rekrutacji – procesy stają się szybsze, efektywniejsze i tym samym tańsze. Stąd też, nawet jeżeli nie z chęci skrupulatnego wypełnienia obowiązków wynikających z prawa, to chociażby dla samej przewagi nad innymi rekrutującymi firmami, organizacje nie powinny zwlekać z ujawnianiem informacji o przewidzianym wynagrodzeniu.”

Pozytywna ocena wpływu nowych przepisów na praktyki stosowane na polskim rynku pracy może również wynikać z rosnącej dojrzałości i świadomości jego uczestników. Pracownicy coraz więcej mówią o potrzebie zmian w zakresie transparentności wynagrodzeń, a firmy nie pozostają głuche na ich potrzeby. Potwierdzają to wyniki badania opisane w raporcie Hays i Baker McKenzie – aż 65 proc. pracodawców uważa, że wykazywanie się transparentnością w kontekście wynagrodzeń wiąże się przede wszystkim ze zwiększeniem efektywności i czasu trwania rekrutacji. Kolejne 32 proc. przyznaje, że działa to pozytywnie na wizerunek firmy.

Jak zrobić to dobrze?

Niezależnie od preferencji firm czy pracowników, zmiany będą musiały nastąpić. W perspektywie długofalowej, jawność to przede wszystkim korzyści, jednak należy się do niej solidnie przygotować.

O czym należy pamiętać z punktu widzenia HR? „Kluczowe są trzy działania: uporządkowanie i ustandaryzowanie procesu ustanawiania wysokości wynagrodzeń, wartościowanie stanowisk oraz regularne przeglądy siatki płac. W kontekście procesu zwiększania jawności wynagrodzeń w organizacjach będzie to miało pozytywny wpływ nie tylko na zatrzymywanie i pozyskiwanie talentów, ale również relacje pomiędzy pracownikami, współpracę i spadek liczby konfliktów. Już teraz potwierdzają to firmy, które zdecydowały się ujawnić płace nawet w ograniczonym zakresie.” – podkreśla Agnieszka Czarnecka z Hays.

Ponadto, w kontekście nowych rekrutacji, warto dokonać bilansu potencjalnego ryzyka i korzyści. Może bowiem okazać się, że zalet tego rozwiązania będzie więcej niż wad. Praktyka pokazuje, że ogłoszenie zawierające szczegółową informację o wynagrodzeniu jest w stanie przyciągnięć większą liczbę odpowiednich i bardziej zdecydowanych kandydatów. Dzięki temu proces jest szybszy i prostszy.

Decyzja Fed w cieniu ceł i politycznej presji. Dolar może zyskać

Fed ponownie oprze się presji ze strony prezydenta Trumpa i w środę piąty raz z rzędu utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie.

Kluczowe punkty:

  • Fed po raz piąty z rzędu utrzyma stopy na niezmiennych poziomach.
  • Amerykański rynek pracy radzi sobie dobrze, inflacja rośnie.
  • Dwoje członków FOMC może zagłosować za cięciem.
  • Powell ma pozytywnie wypowiadać się odnośnie gospodarki, przyjąć postawę wait-and-see.
  • Nie będzie dot plotu i nowych projekcji gospodarczych.
  • Rynki wyceniają prawdopodobieństwo cięcia we wrześniu na 2/3.

Po ogłoszeniu 2 kwietnia ceł przez Donalda Trumpa rynki szybko zaczęły wyceniać bardziej agresywne tempo obniżek stóp procentowych Fedu w 2025 r. ze względu na spekulacje, że restrykcje handlowe wywołają spowolnienie w największej gospodarce świata. Obecnie nie tylko rozpoczęło się podpisywanie porozumień (z których za najistotniejsze uznajemy te z Unią Europejską i Japonią), ale też nie widać oznak spowolnienia. Wydaje się, że w II kwartale PKB USA doświadczy odbicia, po tym jak w I nieznacznie się skurczył. Wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej rosną, konsumenci okazują się odporni, a na rynku pracy w dobrym tempie przybywa miejsc. Jednocześnie inflacja w czerwcu ponownie wzrosła, do najwyższego od czterech miesięcy poziomu 2,7%.

Wykres 1: Dynamika miejsc pracy w sektorach pozarolniczych (2023 – 2025)

Wszystko to oznacza, że Fed w tym tygodniu niemal na pewno ponownie utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie – wyceny kontraktów futures sugerują, że prawdopodobieństwo cięcia jest bliskie zeru. Prezes Jerome Powell wielokrotnie powtarzał, że bank czeka, aż uzyska większą klarowność w kontekście postępów w negocjacjach handlowych i wpływu ceł na amerykańską gospodarkę – tak zrobi zapewne również podczas środowej konferencji. Cła prawdopodobnie będą miały negatywny wpływ na wzrost gospodarczy w USA, a do tego oczekuje się, że będą oddziaływać w kierunku wyższej inflacji, choćby tymczasowo. Oznacza to, że bez kolejnych odczytów nie da się dokładnie określić dalszego harmonogramu ani tempa cięć stóp procentowych.

Możliwe jednak, że głosowanie nie będzie jednomyślne – Christopher Waller i Michelle Bowman (oboje powołani przez Trumpa podczas jego pierwszej kadencji w Białym Domu) opowiadali się za ich obniżką już w lipcu. Choć zdarza się, że oficjele Fedu się wyłamują, nie dochodzi do tego często. Zgodnie z naszymi wyliczeniami ok. 85% głosowań FOMC od początku 2020 r. było jednomyślne, do wyłamania się dwojga prezesów poszczególnych banków systemu (a nie tylko głosujących członków) podczas jednego posiedzenia doszło zaś po raz ostatni ponad 30 lat temu w 1993 r. Interesującym wątkiem jest to, że Waller jest jedną z osób, które mogą zastąpić Powella na stanowisku prezesa Fedu, a jego opowiedzenie się za obniżką bez wątpienia spotkałoby się z uznaniem prezydenta.

Inwestorzy będą również uważnie śledzić konferencję prasową Powella, wypatrując wskazówek na temat możliwości cięcia we wrześniu, które pozostaje bazowym scenariuszem rynkowym (wyceniane w kontraktach futures na 66%). Sądzimy, że Powell ponownie będzie wypowiadał się z optymizmem o warunkach na rynku pracy, który prawdopodobnie raz jeszcze określi jako „solidny”. Może również ponownie ostrzec, że Fed spodziewa się latem wyższej inflacji w wyniku ceł. Spodziewamy się ponownego stwierdzenia, że Fed otrzyma w trakcie lata wiele nowych informacji, raczej jednak nie posunie się do wspomnienia w tym kontekście o wrześniowym posiedzeniu.

Sytuacja Fedu jest obecnie dość trudna. Można by argumentować, że ryzyka dla wzrostu stwarzane przez zwiększoną niepewność handlową powinny uzasadniać silniejsze rozluźnianie polityki monetarnej. Ostatnie dane gospodarcze są jednak dość dobre, a implikacje inflacyjne ceł nie uległy jeszcze pełnej materializacji. Uważamy więc, że decydenci nie są w odpowiednim miejscu, by obniżyć stopy procentowe lub choćby zasygnalizować, że są tego bliscy. Utrzymanie ostrożnej postawy wait-and-see pozwala naszym zdaniem pozostawić otwartą furtkę dla wrześniowego cięcia bez zobowiązywania się do takiego działania.

Wykres 2: Oczekiwania inflacyjne wg Uniwersytetu Michigan (2015 – 2025)

Jeśli chodzi o reakcję rynku walutowego, komentarze podkreślające siłę rynku pracy w USA i wyrażające jednocześnie obawy o podwyższoną inflację prawdopodobnie wesprą dolara, szczególnie biorąc pod uwagę skalę jego deprecjacji od początku roku. Wyprzedaży amerykańskiej waluty możemy się zaś spodziewać, jeśli Powell wyrazi przekonanie, że spowodowany cłami skok inflacji jest tymczasowy, a przy tym wprost stwierdzi, że do wrześniowego posiedzenia Fed będzie wiedział znacznie więcej.

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (30.07) o godz. 20:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

Autor: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury

Transformacja sektora obronnego przyspiesza. Polska z szansą na silniejszą pozycję

Rosnąca niestabilność geopolityczna, przyspieszona cyfryzacja oraz zmiana podejścia do odporności łańcuchów dostaw – to tylko niektóre z czynników wpływających na przyszłość sektora lotnictwa i obronności. Z raportu KPMG „Emerging Trends in Aerospace and Defense 2025” wynika, że światowi liderzy firm z tych branż koncentrują się dziś na inwestycjach w innowacje, reorganizacji struktur operacyjnych oraz budowie elastycznych partnerstw sprzyjających skalowaniu rozwiązań.

Wśród najważniejszych trendów zidentyfikowanych przez ekspertów KPMG znalazła się m.in. inżynieria modelowa i wykorzystanie danych w czasie rzeczywistym. Przemysł w coraz większym zakresie wdraża technologie cyfrowe umożliwiające testowanie i optymalizację systemów bez konieczności ich fizycznego prototypowania. Rośnie także nacisk na działania uodparniające łańcuchy dostaw firmy z sektora lotnictwa i obronności przechodzą do podejścia skoncentrowanego na niezawodności dostaw, lokalizacji produkcji (ang. nearshoring) i dywersyfikacji źródeł komponentów. Ponadto na znaczeniu operacyjnym zyskuje cyberbezpieczeństwo, co podyktowane jest m.in. wzrostem liczby połączonych systemów, w tym w infrastrukturze krytycznej.

Dla Polski obecna sytuacja to moment strategicznej szansy. Po latach ograniczonego udziału w globalnym przemyśle obronnym możemy realnie wzmocnić swoją pozycję jako partner technologiczny i produkcyjny w ramach struktur NATO i UE. Konflikt w Ukrainie uświadomił krajom Europy, jak ważna jest regionalna zdolność do szybkiego reagowania – zarówno pod względem produkcji, jak i kompetencji inżynieryjnych. Jednocześnie wciąż mamy wiele do nadrobienia w zakresie współpracy między sektorem publicznym a prywatnym oraz lepszego wykorzystania potencjału naszych ośrodków badawczo-rozwojowych. Jeśli chcemy odegrać większą rolę w europejskim ekosystemie lotnictwa i obronności, potrzebujemy bardziej konsekwentnej polityki przemysłowej i inwestycji w wyspecjalizowane kompetencje. Mamy ku temu podstawy – teraz kluczowe będzie ich skoordynowane uruchomienie – komentuje Iwona Sprycha, Partner, Deal Advisory, KPMG w Polsce.

Raport KPMG zwraca uwagę również na znaczenie transformacji organizacyjnej – firmy z branży lotniczej i obronnej odchodzą od hierarchicznych modeli zarządzania na rzecz bardziej zwinnych struktur, opartych na zespołach międzyfunkcyjnych i krótszych cyklach decyzyjnych. Zmienia się też podejście do innowacji – priorytetem staje się szybkie wdrażanie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, automatyzacji i inżynierii cyfrowej. Jednocześnie inwestycje w rozwój kompetencji – zarówno technicznych, jak i przywódczych – stają się nieodzownym elementem budowania przewagi konkurencyjnej.

O raporcie:

Raport „Emerging Trends in Aerospace and Defense 2025” powstał na podstawie pogłębionych rozmów z liderami branży lotnictwa i obronności z całego świata – przedstawicielami producentów, dostawców, instytucji publicznych i firm technologicznych. Eksperci KPMG przeanalizowali zarówno bieżące wyzwania operacyjne, jak i długofalowe strategie firm, uwzględniając wpływ czynników geopolitycznych, technologicznych i regulacyjnych. Publikacja opiera się na autorskiej analizie dziesięciu kluczowych trendów, które kształtują przyszłość sektora.

Wydatki publiczne przekroczyły 1,8 bln zł, czyli 49,4% PKB i nadal rosną szybciej niż gospodarka

W 2024 roku wydatki publiczne w Polsce wyniosły 1,8 biliona złotych, czyli 49,4% PKB – więcej niż średnia w Unii Europejskiej. W przeliczeniu na jednego mieszkańca to blisko 48 tys. zł, a na jednego pracującego – ponad 103 tys. zł. Dane pochodzą z najnowszej, czternastej edycji raportu „Rachunek od państwa” przygotowanego przez Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR).

Raport pokazuje, jak rosnące wydatki publiczne przekładają się na wyższe podatki dziś lub w przyszłości. Jak przypomniano w opracowaniu, wydatki państwa finansowane są wyłącznie z dwóch źródeł – z podatków oraz z długu publicznego, który w kolejnych latach skutkuje dodatkowymi kosztami dla obywateli.

„Nie ma czegoś takiego jak pieniądze publiczne, są tylko pieniądze podatników” – przypomina FOR, cytując Margaret Thatcher.

Wydatki rosną szybciej niż gospodarka

Od 2015 roku udział wydatków publicznych w PKB wzrósł o 7,9 punktu procentowego – najszybciej w całej Unii Europejskiej. W 2025 roku mogą one przekroczyć 50% PKB.
FOR wskazuje trzy główne przyczyny tej sytuacji:

  1. Relatywnie szybki wzrost gospodarczy – wspierany m.in. przez napływ pracowników z Ukrainy, maskował rosnące problemy strukturalne.
  2. Wzrost obciążeń fiskalnych – w latach 2015–2024 podatki i składki zwiększyły się o 4,4% PKB, co daje Polsce trzecie miejsce w regionie pod względem ich wysokości (po Słowenii i Chorwacji).
  3. Rosnące zadłużenie sektora publicznego – dług wzrósł w tym okresie o 118%, czyli o ponad 21 tys. zł na mieszkańca.

Emerytury i renty największym wydatkiem państwa

Największą kategorią wydatków pozostają świadczenia emerytalne i rentowe – w przeliczeniu na jednego mieszkańca wyniosły 13 369 zł, czyli więcej niż łącznie na ochronę zdrowia (5 762 zł) i edukację (5 076 zł).

Według FOR, utrzymanie wysokich wydatków emerytalnych bez reform grozi dalszym obciążeniem budżetu i spowolnieniem rozwoju gospodarki. Organizacja od lat postuluje m.in.:

  • stopniowe podnoszenie wieku emerytalnego,
  • włączenie rolników, sędziów, prokuratorów i służb mundurowych do powszechnego systemu,
  • likwidację przywilejów wcześniejszych emerytur,
  • rezygnację z dodatkowych świadczeń, takich jak „trzynastki” i „czternastki”.

W latach 2015–2024 wydatki socjalne wzrosły realnie o 62%, co było czwartym najwyższym wynikiem w UE. W relacji do PKB wzrosły o 2,8 punktu procentowego – najszybciej spośród wszystkich państw członkowskich.

Odsetki od długu coraz większym obciążeniem

Po latach stabilnych kosztów obsługi długu, wzrost stóp procentowych od 2021 roku spowodował gwałtowne zwiększenie wydatków na odsetki.

W 2024 roku Polacy zapłacili w przeliczeniu na mieszkańca 225 zł więcej niż rok wcześniej – łącznie około 2 400 zł.

W 2025 roku koszt obsługi długu ma przekroczyć 2 600 zł na osobę, co oznacza, że Polska znajdzie się w czołówce państw UE pod względem kosztów zadłużenia – ustępując jedynie Węgrom i Rumunii.

Dla porównania, koszt programu „800+” to ok. 1 705 zł na mieszkańca.

Wydatki na obronność: rekordowe, ale nie decydują o deficycie

Wydatki na armię w 2024 roku wyniosły 3,8% PKB, co plasuje Polskę na pierwszym miejscu w NATO (przy średniej 2,7%).

Od 2015 roku nakłady na obronę wzrosły o 1,6 punktu procentowego PKB, jednak – jak zauważa FOR – nie tłumaczy to całości wzrostu wydatków publicznych.

W przeliczeniu na mieszkańca oznacza to wzrost z 803 zł w 2015 roku do 3 585 zł w 2024 roku.

Jednocześnie całkowite wydatki państwa zwiększyły się o ponad 17 tys. zł na mieszkańca – a wydatki wojskowe odpowiadają za ok. 14% tego wzrostu.

Deficyt i dług publiczny: Polska pod unijną kontrolą

W 2024 roku deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniósł 6,6% PKB – drugi najwyższy w UE.

Komisja Europejska prognozuje, że w 2025 roku spadnie jedynie do 6,1% PKB, a Międzynarodowy Fundusz Walutowy przewiduje, że deficyt przekroczy 3% PKB aż do 2030 roku.

Od 2024 roku Polska jest ponownie objęta procedurą nadmiernego deficytu, zawieszoną wcześniej w czasie pandemii i wojny w Ukrainie.

Choć w ramach programu ReArm Europe możliwe jest zwiększenie wydatków obronnych o 1,5% PKB, FOR podkreśla, że to nie wydatki wojskowe są główną przyczyną deficytu, lecz nadmierne wydatki socjalne i strukturalny wzrost kosztów państwa.

Struktura sektora finansów publicznych

Raport zwraca uwagę, że wydatki publiczne nie ograniczają się do budżetu centralnego.
System obejmuje ponad 61 tysięcy jednostek, w tym szkoły, uczelnie, szpitale, samorządy, fundusze celowe (ZUS, NFZ, KRUS), a także liczne instytucje państwowe i spółki, takie jak zarządy cmentarzy komunalnych, parki miejskie czy studia filmowe „TOR”, „Zebra”, „Kadr”.

Wnioski

Wydatki publiczne w Polsce osiągnęły rekordowy poziom – 1,8 bln zł – i nadal rosną szybciej niż gospodarka. Coraz większe transfery socjalne i koszt obsługi długu ograniczają możliwości inwestycyjne państwa, a utrzymanie wysokiego poziomu wydatków bez reform grozi dalszym zadłużaniem i wyższymi podatkami w przyszłości.

FOR apeluje o powrót do odpowiedzialnej polityki fiskalnej, która ograniczy tempo wzrostu wydatków, a środki publiczne skieruje w stronę działań sprzyjających rozwojowi i trwałemu wzrostowi gospodarczemu.

Kurs dolara górą, bo Trump znów ugrał swoje. Co dalej ze złotym?

Informacje o porozumieniu handlowym USA z UE wyrwały złotego z wakacyjnego letargu, para EUR/PLN wciąż pozostaje jednak w ciasnym przedziale. Wyprzedaż euro sugeruje, że inwestorzy odbierają porozumienie jako silnie niezrównoważone, na czym zyskuje dolar. Niepewność związana ze zbliżającym się terminem wprowadzenia ceł (01.08) maleje, kalendarz makroekonomiczny na nadchodzące dni jest jednak wyjątkowo intensywny.

Kluczowe punkty:

  • UE i Japonia zawarły porozumienia handlowe z USA.
  • Amerykańska gospodarka pozostaje silna.
  • Poniedziałkowe umocnienie USD ciąży PLN.
  • EBC utrzymał stopy procentowe i zasugerował koniec rozluźniania.
  • GBP traci przez słabsze odczyty gospodarcze z Wlk. Brytanii.

Postępy w negocjacjach handlowych po „dniu wyzwolenia” były ślamazarne, w końcu widzimy jednak ich namacalne efekty. Nieco optymizmu wlało w serca inwestorów już środowe porozumienie na linii USA–Japonia, które dało nadzieję na to, że Stany skłonne będą do kompromisów. W weekend ogłoszono zaś ramową umowę z Unią Europejską, zgodnie z którą na większość eksportowanych ze wspólnoty dóbr zostaną nałożone cła w wysokości 15%, co kończy miesiące gorączkowych spekulacji i ogromnej niepewności.

Zwłaszcza to drugie jest dla rynków wyjątkowo dobrą wiadomością, co widać zarówno na giełdach amerykańskich, jak i europejskich. Inwestorzy przygotowywali się na możliwość znacznie wyższych ceł po obu stronach Atlantyku, co prawdopodobnie miałoby ogromny wpływ na globalną gospodarkę. Choć wiele szczegółów porozumienia musi zostać jeszcze doprecyzowane, a same cła bez wątpienia będą miały negatywny wpływa na wzrost gospodarczy, inwestorzy i tak mogą odetchnąć z ulgą, nie spełnił się bowiem najgorszy scenariusz.

Ruchy na rynku walutowym będą w tym tygodniu podyktowane konsekwencjami zawartych w ostatnich dniach porozumień handlowych i wszelkimi informacjami dotyczącymi prowadzonych w ostatniej chwili negocjacji z innymi krajami. Dodatkowo dotrą do nas dane z USA i strefy euro dotyczące PKB w II kwartale (środa 30.07) oraz odczyty inflacyjne z Polski i Wspólnoty (czwartek 31.07 i piątek 01.08), a w środę (30.07) FOMC podejmie decyzję w sprawie stóp procentowych.

PLN

Słabe twarde dane ekonomiczne za czerwiec i oporny wzrost płac (9%), mogący podtrzymywać presję inflacyjną na dłużej, nie wpłynęły istotnie na złotego. W zakresie krajowych odczytów szansę na to mają kluczowe dane inflacyjne za lipiec (czwartek 31.07). Przypomnijmy, że podczas ostatniej konferencji prasowej prezes NBP Adam Glapiński zaznaczył, że powinna znaleźć się ona w zakresie celu banku, a to oznaczałoby spadek do wartości nieprzekraczającej 3,5% i sięgnięcie najniższych poziomów od przeszło roku. Dane te są tym istotniejsze, że będą mieć bezpośredni wpływ na skalę cięć stóp procentowych w tym roku. Jeżeli nie przyniosą one podwyższonej zmienności, złoty pozostanie zależny od czynników zewnętrznych zapewne aż do ostatnich dni sierpnia, kiedy rozpocząć mogą się spekulacje na temat decyzji Rady.

Na arenie międzynarodowej zaś coraz mniej niewiadomych, niedziela przyniosła bowiem porozumienie handlowe na linii USA–UE. W ramach ustaleń eksport większości towarów z Unii Europejskiej do Stanów Zjednoczonych objęty zostanie stawką 15% bez ceł w drugą stronę. Ponadto Unia zobowiązuje się do zakupu energii z USA za 750 mld USD, inwestycji 600 mld USD w amerykańską gospodarkę oraz znacznych ilości amerykańskiego sprzętu wojskowego. Istotnie asymetryczny układ można uznać za swego rodzaju porażkę europejskich negocjatorów. O ile podkreślany wielokrotnie przez prezydenta Trumpa deficyt USA w handlu towarami z UE rzeczywiście jest zauważalny, o tyle równie widoczny jest surplus w zakresie usług, a groźby dodatkowych obciążeń dla amerykańskich spółek technologicznych miały stanowić kluczową kartę przetargową.

W obliczu malejącej niepewności oraz świetnych danych makroekonomicznych z ostatnich tygodni zyskuje dolar. Do wczesnych godzin popołudniowych jego umocnienie względem euro sięgnęło już blisko 0,7%. Traci na tym złoty, który został wyrwany z wakacyjnego letargu. Skala osłabienia jest jednak relatywnie niewielka – kurs EUR/PLN odnotował wzrost o zaledwie 0,3% i raczej nie wyjdzie poza bardzo wąski przedział, w którym porusza się od kwietniowego „dnia wyzwolenia”.

EUR

Doniesienia, że Unia Europejska jest bliska zawarcia ramowego porozumienia z USA, oraz względnie jastrzębi ton prezeski Lagarde podczas wieńczącej lipcowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego konferencji prasowej wspierały w ubiegłym tygodniu euro. Choć samo posiedzenie nie przyniosło rewelacji – utrzymano stopy procentowe na niezmienionym poziomie i powtórzono, że polityka monetarna jest w „dobrym miejscu” – to komunikaty prezeski Christine Lagarde można uznać za nieco zaskakujące. Wyraziła ona dużą pewność w kontekście inflacji i nie próbowała obniżać wyceny euro, co wsparło nieznacznie wspólną walutę. W obliczu nowych informacji dotyczących polityki handlowej spodziewamy się, że EBC na kilku kolejnych posiedzeniach nie zmieni swojej polityki monetarnej. Nie można też wykluczyć, że dokonał już ostatniej obniżki stóp procentowych w obecnym cyklu.

W środę (30.07) opublikowane zostaną wstępne dane o PKB w II kwartale, a w piątek (01.08) wstępny odczyt inflacji w lipcu, przy czym na euro największy wpływ będą miały zapewne skutki porozumienia handlowego. Rynki akcji jak dotąd pozytywnie reagują na wiadomość o nim, euro doświadcza jednak wyprzedaży, co może sugerować, że ostateczny kształt ugody nieco odbiega od tego, co było wyceniane.

USD

Amerykańska gospodarka wciąż nie zwalnia. Firmy wydają się w dużej mierze odporne na niepewność spowodowaną cłami Trumpa – tak przynajmniej pozwala sądzić zbiorczy PMI od S&P za lipiec, który wzrósł do najwyższego od grudnia poziomu 54,6. Nie widać również oznak masowych zwolnień, a ubiegłotygodniowa liczba nowych deklaracji bezrobotnych była najniższa od kwietnia. Nieco zaskakuje, że ostatnia siła amerykańskiej gospodarki nie znalazła dotąd odzwierciedlenia w kursie dolara, może to jednak wynikać z utrzymujących się obaw przed piątkowym (01.08) terminem wprowadzenia ceł.

Poza rozwojem sytuacji handlowej istotna dla rynków będzie decyzja FOMC (środa 30.07). Choć nie spodziewamy się zmiany stóp procentowych, możliwe, że dojdzie do nieczęstej sytuacji, w której kilkoro członków się wyłamie i opowie się za ich obniżką. Prezes Jerome Powell prawdopodobnie odroczy jednak decyzję, podkreślając ponownie, że aby Fed miał lepszy ogląd sytuacji, potrzeba więcej danych dotyczących ekonomicznych implikacji ceł, a na potencjalne cięcia Komitet może zdecydować się dopiero na jesieni.

GBP

Kolejna porcja rozczarowujących danych ekonomicznych z ubiegłego tygodnia zwiększyła obawy dotyczące kondycji brytyjskiej gospodarki, przez co funt w dalszym ciągu radził sobie gorzej niż większość pozostałych walut G10. Sprzedaż detaliczna w czerwcu i zbiorczy PMI za lipiec zaskoczyły w dół i były spójne z narracją o stagnacji. Informacje, że brytyjski rząd zapożyczył się w czerwcu na większą skalę, niż oczekiwano, również nie zmniejszyły presji na kanclerz Rachel Reeves, która jesienią niemal na pewno będzie musiała ponownie podnieść podatki, by uniknąć fiskalnej katastrofy.

Szybko postępujące pogorszenie się sytuacji gospodarczej jest problematyczne dla Banku Anglii i rodzi pytanie, czy Komitet uzna za priorytet wsparcie wzrostu i rynku pracy, czy utrzymanie stabilnych cen. Wciąż uważamy, że obniżka stóp procentowych o 25 pb. w sierpniu jest wysoce prawdopodobna, obawy dotyczące inflacji mogą jednak sprawić, że późniejsze cięcia będą przeprowadzane co najwyżej w stopniowym tempie.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan i Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

UODO: Polityka rozwoju sztucznej inteligencji powinna silniej chronić prywatność obywateli

Polityka rozwoju sztucznej inteligencji w Polsce do 2030 roku wymaga zdecydowanego wzmocnienia w zakresie ochrony danych osobowych i prawa do prywatności – uważa Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski. W przesłanych Ministerstwu Cyfryzacji uwagach do projektu dokumentu wskazuje na szereg braków i konieczność pogłębienia przepisów w duchu konstytucyjnych gwarancji oraz unijnych regulacji.

Uwagi Prezesa UODO zostały wypracowane po przeprowadzeniu wewnętrznych konsultacji z ekspertami urzędu oraz Społecznego Zespołu Ekspertów ds. sztucznej inteligencji. Główna konkluzja? Projekt polityki AI przedstawia zbyt ogólne podejście do kwestii bezpieczeństwa danych, pomijając sektorowe różnice oraz konkretne zagrożenia wynikające z wykorzystywania AI w administracji, ochronie zdrowia czy sądownictwie.

Ochrona danych osobowych jako zasada horyzontalna

Prezes Wróblewski podkreśla, że ochrona prywatności i danych osobowych powinna być traktowana jako zasada horyzontalna – obowiązująca niezależnie od sektora: czy to infrastruktura, zdrowie, edukacja, administracja publiczna, innowacje, czy otwarte dane.

– Wdrażanie sztucznej inteligencji w działaniach państwa wymaga najpierw przeglądu obowiązujących przepisów oraz stworzenia przejrzystych podstaw prawnych, zgodnych z konstytucyjną zasadą praworządności – wskazuje Prezes UODO.

W jego ocenie szczególnie wrażliwe są te obszary, które wiążą się z przetwarzaniem danych biometrycznych, zdrowotnych, genetycznych czy dotyczących karalności – np. w systemach stosowanych przez sądy czy szpitale.

Obowiązek oceny skutków dla praw podstawowych

Prezes UODO zaznacza, że każde działanie legislacyjne dotyczące AI powinno być poprzedzone rzetelną oceną wpływu na prawa podstawowe obywateli. Jego zdaniem obecna wersja „Polityki AI” nie przewiduje takiej praktyki w wystarczającym zakresie, co grozi wprowadzeniem rozwiązań zagrażających prywatności i autonomii jednostki.

Zwraca również uwagę na konieczność stworzenia publicznego rejestru systemów sztucznej inteligencji wykorzystywanych przez administrację publiczną – wraz z opisem ich funkcji, podstaw prawnych działania, celów i skutków zastosowania.

Potrzeba jasnych ram regulacyjnych

Wśród postulatów Prezesa UODO znalazły się m.in.:

  • doprecyzowanie roli Prezesa UODO jako niezależnego organu nadzorującego ochronę danych w kontekście AI,
  • uzupełnienie polityki AI o obowiązek zgodności z RODO, unijnym AI Act oraz Konwencją 108+,
  • klasyfikacja danych przetwarzanych w Polsce według stopnia ich wrażliwości,
  • określenie zasad przetwarzania danych krytycznych w infrastrukturze krajowej,
  • wskazanie ryzyk związanych z pseudonimizacją i wykorzystaniem danych otwartych.

W ocenie UODO to właśnie brak regulacji dotyczących pseudonimizacji i otwartych danych może prowadzić do pozornego zapewnienia anonimowości przy jednoczesnej możliwości ponownej identyfikacji obywatela.

Edukacja cyfrowa kluczowa dla odpowiedzialnego rozwoju AI

Urząd podkreśla również znaczenie działań edukacyjnych. W ocenie Prezesa Wróblewskiego konieczne jest wzmocnienie kompetencji cyfrowych obywateli – niezależnie od tego, z jakimi technologiami i platformami mają kontakt. Tylko świadomi użytkownicy są w stanie realnie korzystać z przysługujących im praw i rozpoznawać potencjalne zagrożenia wynikające z rozwoju AI.

Uwagi Prezesa UODO są jednoznaczne: bez systemowego podejścia do ochrony prywatności, Polska nie będzie w stanie zbudować zaufania obywateli do systemów sztucznej inteligencji. W jego ocenie obecna wersja „Polityki AI” stanowi krok w dobrym kierunku, ale wymaga istotnych uzupełnień, aby odpowiadała na realne wyzwania w zakresie prawa do prywatności i danych osobowych.

Bliskość na życzenie – gdy AI zastępuje ludzi w relacjach

Dziś ludzie z przypadłościami takimi jak dysleksja,czy problemy z liczeniem w pamięci mogą skutecznie zarządzać firmami realizującymi projekty dla banków, administracji publicznej czy agencji kosmicznych. Jeszcze 30 lat temu nie byłoby to możliwe, ale Excel, automatyczna korekta błędów w Wordzie czy swobodny dostęp do wiedzy, jaki zapewnia technologia rozwiązują ten problem. To dzięki niej ograniczenia, które kiedyś skreślały ludzi – takie jak deficyty edukacyjne, problemy zdrowotne czy kiepski start – dziś stały się drugorzędne. Obecnie stoimy u progu rewolucji AI i czujemy, że świat znów ruszy mocno do przodu. Ale każda rewolucja ma swoją cenę i swoje ofiary.

Ciemna strona sztucznej inteligencji

AI coraz częściej zastępuje użytkownikom terapeutów, przyjaciół, a nawet partnerów. Narzędzia takie jak Replika czy Character.ai wręcz celują w symulowanie relacji romantycznych i erotycznych. Coraz trudniej odróżnić, gdzie kończy się interakcja z programem, a zaczyna więź emocjonalna.

Popularne chatboty, takie jak ChatGPT czy Claude, mimo że teoretycznie neutralne, również pełnią funkcję emocjonalnych powierników. Firma Anthropic przyznaje, że już teraz 2,9% interakcji z Claude’em dotyczy potrzeb emocjonalnych. To sporo, biorąc pod uwagę skalę użytkowania.

Jako przykład może posłużyć historia Ayring – 28-letniej studentki pielęgniarstwa, która zakochała się w stworzonym przez siebie wirtualnym partnerze o imieniu Leo. Nadała mu dominujący charakter, zmysłowość i zdolność wyrażania emocji. Związek z Leo pochłaniał jej ponad 20 godzin tygodniowo. Kiedy bot staje się kimś ważniejszym niż ludzie z krwi i kości, warto zadać sobie pytanie – czy to jeszcze relacja, czy już obsesja? To nie jest tania sensacja — to sygnał ostrzegawczy.

Osobowość na zamówienie

Intensywne korzystanie ze sztucznej inteligencji sprawia, że AI zna nas lepiej niż niejeden współpracownik czy nawet kolega. Wie, jak formułujemy myśli, jaki mamy styl zarządzania, z kim pracujemy i w jakim kontekście. Tworzy nasz profil komunikacyjny, który później wykorzystuje do precyzyjnego dopasowania odpowiedzi na nasze zapytania, wykorzystując tzw. „alignment layer” – warstwy dopasowania, w której, zanim wygenerują finalną odpowiedź, zadają sobie pytanie: „Jak pytający chciałby, abym odpowiedział?”

Odpowiedzi są filtrowane między innymi przez styl zapytań, rolę, jaką pełnimy zawodowo lub prywatnie, kontekst, w którym zadajemy pytanie, poziom techniczny – czyli jak nasz prompt jest skomplikowany, ale też naszą postawę czy chociażby sposób pracy.

W efekcie ChatGPT mówi dokładnie to, co chcemy usłyszeć — w formie, która pasuje jak rękawiczka. Ani za dużo, ani za mało. Ani emocjonalnie, ani chłodno. Idealnie dobrane. To brzmi jak spełnienie marzeń, ale tylko na początku.

People pleaser 2.0 — kiedy algorytm staje się lustrem

Odpowiedzi AI są tak perfekcyjnie spersonalizowane, że czasem sam zaczynam się łapać na myśli czy może faktycznie nikt nie zna mnie lepiej niż algorytm? Może właśnie dlatego coraz więcej osób rozmawia z AI zamiast z ludźmi? Może to ten subtelny komfort sprawia, że przestajemy szukać zewnętrznej konfrontacji?

To nie jest technologia. To lustro, które zamiast zadawać pytania, potwierdza. Zamiast weryfikować, wspiera. Zamiast rozwijać, ugładza. A jeśli w tym lustrze widzimy tylko siebie — to znaczy, że przestaliśmy się konfrontować, rozwijać, sięgać po coś nowego. Ten związek z algorytmem jest wygodny, ale kosztowny.

AI nie tylko wspiera użytkownika, ale go „rozumie” — w cudzysłowie. Bo to rozumienie algorytmiczne, oparte na wzorcach językowych i analizie behawioralnej, nie na empatii. Ale skutki są prawdziwe: zaspokojone potrzeby, poczucie bliskości, uzależnienie emocjonalne.

Każdy przełom ma swoją cenę

Nie chodzi o to, żeby bać się AI, ale też nie warto się oszukiwać: jeśli codziennie rozmawiamy z narzędziem, które zawsze mówi to, co chcemy usłyszeć – to nie mamy do czynienia z technologiąm, tylko z lustrem, w którym widzimy . tylko potakiwanie, potwierdzenie, komfort.  – to znaczy, że możemy stracić poczucie rzeczywistości.

Autorem artykułu jest Bartosz Szkudlarek, CEO Eversis, ekspert z 25-letnim doświadczeniem w tworzeniu oprogramowania dla biznesu.

Silny dolar, słaby złoty. Rynki reagują na porozumienie handlowe z UE

Prezydent USA po raz kolejny pokazał swoją sprawczość. Tym razem osiągnął korzystne dla swojego kraju (przynajmniej na pierwszy rzut oka) porozumienie handlowe z UE. Umowa między dwiema strefami, odpowiedzialnymi za ok. ⅓ światowego handlu, to także w teorii świetna informacja dla większości rynków finansowych. A to dopiero początek naładowanego impulsami tygodnia.

Umówieni?

Miesiące negocjacji, przeciągania liny, niejednokrotnie ostrych słów z obu stron. Unijni urzędnicy przez długi czas przekonywali, że będą w stanie zawrzeć ugodę o wręcz bezcłowej strefie handlu między transatlantyckim sojusznikami. Ostatecznie zwycięsko (jeżeli w rozgrywkach celnych można kogoś uznać za wygranego) z tej batalii wychodzi USA, które na papierze ugrało dobre warunki. Produkty importowane z UE mają być objęte 15% cłami (z wyłączeniem globalnej stawki 50% na stal i aluminium), z uwzględnieniem rynku motoryzacyjnego, który przez długi czas był zagrożony wyższymi opłatami. Zresztą KE też próbuje przedstawić umowę jako swój sukces, skoro prezydent Donald Trump planował wprowadzenie nawet 30% stawek na europejskie produkty. Jednak pozostałe aspekty umowy, czyli głównie zobowiązanie Unii do zakupu amerykańskich surowców i sprzętu wojskowego za setki miliardy dolarów (a także do europejskich inwestycji w USA) trudno interpretować inaczej, niż jako sukces amerykańskiej administracji. Właśnie, interpretacja. Na ten moment nie znamy wszystkich szczegółów porozumienia, ale – podobnie jak w przypadku umowy USA-Japonia – również układ USA-UE jest publicznie różnie opisywany przez obie strony. Za główne sprzeczne punkty można uznać podejście do produktów farmaceutycznych, czy do wspomnianych już surowców (aluminium i stal), a wreszcie do importu amerykańskich produktów (a możliwe, że nawet usług) na teren Unii. To raczej wątpliwe, aby te nieporozumienia wykoleiły zawarte porozumienie, ale mogą one wprowadzać resztki niepewności do rynkowej rozgrywki.

Rynek premiuje USD

Pierwsze rynkowe reakcje na umowę USA-UE wyglądały na poprawę sentymentu, związaną ze zmniejszeniem ryzyka na polu napięć handlowych między kluczowymi graczami. Jednak kolejne przedpołudniowe godziny handlu to już studzenie pozytywnych nastrojów na europejskich aktywach. Z jednej strony można to uznać za klasyczne zachowanie, w myśl rynkowego hasła: kupuj plotki, sprzedawaj fakty. Z drugiej strony nie należy wykluczać, że wraz z upływającymi godzinami inwestorzy starają się spojrzeć bardziej chłodnym okiem na zawarte porozumienie. A takie spojrzenie coraz bardziej premiuje w tej grze Amerykanów. Unia może i uniknie najgorszego dla siebie scenariusza, ale to i tak jej producenci znajdą się pod większą presją, a unijny wzrost gospodarczy może być zauważalnie wolniejszy. Po godz. 10 całkiem przyzwoite wzrosty utrzymują się jeszcze na większości parkietów giełdowych Starego Kontynentu, ale niepokojące oznaki stają się powoli zauważalne na indeksach rynków wschodzących, niestety ze szczególnym uwzględnieniem Warszawy (WIG20 -1%). Jednak najmocniej reaguje rynek walutowy, który w miarę postępu poniedziałkowej sesji coraz bardziej premiuje dolara. W ten sposób kurs EUR/USD po raz pierwszy od tygodnia spadł poniżej 1,17 $. Taki układ na głównej parze globu przekłada się na presję na waluty EM, a zwłaszcza na nasz region, co znacząco osłabia polskiego złotego. Kurs USD/PLN sięgnął prawie 3,65 zł, czyli figury widzianej ostatnio 10 dni temu. Natomiast kurs EUR/PLN zbliżył się do 4,26 zł.

Tydzień pełen impulsów

Poniedziałkowy kalendarz makro jest wręcz ekstremalnie pusty, co utrudnia rynkom szukanie impulsów poza umową USA-UE. Jednak kolejne dni mogą ich nam przynieść aż w nadmiarze. Lokalnie kluczowy będzie czwartkowy odczyt dynamiki cen z naszego kraju. Według oczekiwań analityków lipcowy CPI w ujęciu rocznym może spaść nawet poniżej 3% i utrzymywać się w celu inflacyjnym NBP (2,5% +/- 1%) przez kolejne miesiące. Taki układ byłby zgodny z przewidywaniami samego banku centralnego, który ostatnio w Sejmie mówił (ustami wiceprezes Marty Kightley) o spodziewanym utrzymywaniu się inflacji w celu w średnim terminie. Taki scenariusz będzie premiował dalsze, możliwe, że szybsze i głębsze obniżki stóp ze strony RPP (kolejne decyzyjne posiedzenie we wrześniu). Globalnie oczy inwestorów zwrócą się na Waszyngton, gdzie decyzję monetarną ogłosi tamtejszy FOMC. Konsensus zakłada utrzymanie kosztu kredytu na tym samym poziomie w związku z niepewnością, jak duży wpływ na amerykańską gospodarkę mogą mieć podwyższone cła. Dlatego jeszcze więcej wagi przykładać się będzie do słów szefa Fed Jerome’a Powella, na którego nieustanne naciski (w celu obniżek stóp) wywiera prezydent Trump i jego administracja. Na poprawę nastrojów mogą wpłynąć wyniki kwartalne amerykańskich gigantów giełdowych (Meta, Microsoft, Amazon i Apple), którzy rzadko zawodzą oczekiwania.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak istotnych odczytów.

Autor: Adam Fuchsanalityk w InternetowyKantor.pl

Spółdzielnie bez prawa wykupu mieszkań? Eksperci ostrzegają przed skutkami zmian

Z zaniepokojeniem obserwujemy, że obecnie wprowadzane zmiany w ustawie o społecznych formach rozwoju mieszkalnictwa nie przewidują możliwości przekształcenia w pełną własność mieszkań budowanych przez spółdzielnie mieszkaniowe w kredycie preferencyjnym. Pozostawia to spółdzielnie, budujące mieszkania tańsze w spłacie, poza systemem sprawiedliwej transformacji mieszkania lokatorskiego we własność. W naszej ocenie jest to niekonstytucyjne działanie, gdyż lokator spłaca 100% wartości mieszkania, a jest pozbawiony prawa do własności rzeczy, za której wytworzenie w całości zapłacił (wpłacając wkład własny, następnie przez 30 lat spłacając kredyt, bez żadnych grantów bezzwrotnych, bezpłatnie przekazywanych gruntów pod budowę i innej pomocy państwa).

Już do tej pory zasady udzielania kredytu preferencyjnego dla spółdzielni były tak restrykcyjne (np. konieczność posiadania pozwolenia na budowę przy składaniu wniosku), że spółdzielnie miały ogromny problem z pozyskaniem takiego finansowania. Poza spółdzielniami współpracującymi z programem „Mieszkania lokatorskie”, żadne inne nie dostały go w ciągu ostatnich kilku lat. Natomiast od momentu ogłoszenia planowanych zmian dotyczących przyszłych edycji programu SBC, wiążących się z brakiem własności mieszkania po jego spłacie,  żadna istniejąca spółdzielnia nie złożyła nawet wniosku o taki kredyt. Brak perspektywy dojścia do własności odbiera spółdzielniom motywację do budowy nowych zasobów — obarczenie prywatnych, dobrowolnych zrzeszeń, jakimi są spółdzielnie mieszkaniowe, zarządzaniem quazi wspólnym zasobem w najmie na zawsze czy brak możliwości jego sprzedaży na rynku np. w przypadku kłopotów ze spłatą czynszu przez lokatora skutecznie zniechęcają do starania się o budowę takich mieszkań.

Tym samym ustawodawca zamyka spółdzielniom drogę do budowy mieszkań lokatorskich w kredycie preferencyjnym, pozostawiając jedyną obecnie możliwość – droższy kredyt budowlany. To rozwiązanie sprawdzi się w dużych ośrodkach miejskich, gdzie zarobki są wyższe, migracje częstsze, a osób chętnych na mieszkanie lokatorskie z dojściem do własności więcej. Natomiast w małych ośrodkach, gdzie ludzie żyją stabilniej, migrują rzadziej, zarabiają mniej, a wybór mieszkań jest bardzo ograniczony – bardziej sprawdziłby się kredyt preferencyjny. Bez dojścia do własności przestaje jednak być możliwy do realizacji przez spółdzielnie.

Brak możliwości wykupu lokalu negatywnie wpływa na poczucie życiowego bezpieczeństwa. Osoba spłacająca przez lata czynsz zostaje na starość bez majątku, który mogłaby przekazać dzieciom lub sprzedać w razie potrzeby. Biuro Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji Kancelarii Sejmu trafnie zauważa ryzyko, że osoby pozostające przez całe życie w najmie mogą nie być w stanie opłacać czynszu po przejściu na emeryturę, co grozi ich eksmisją z mieszkań, które wcześniej finansowały.

Czekamy na dalsze propozycje rządowe dotyczące kolejnych części zapowiadanego programu „Pierwsze klucze”, według którego to spółdzielnie miały być podmiotem budującym na rynku pierwotnym. Mamy nadzieję na ułatwienia, a nie utrudnienia, takie jak utrata możliwości budowania mieszkań z dojściem do własności w tańszym preferencyjnym kredycie przez spółdzielnie, szczególnie w mniejszych miastach — tam, gdzie kryzys mieszkaniowy najbardziej doskwiera, a alternatyw po prostu nie ma.

Autorką komentarza jest Monika Chełstowska, dyrektor zarządzająca programu „Mieszkania lokatorskie”.

Polska logistyka potrzebuje impulsu. Czy CPK jest na to odpowiedzią?

Branża transportu, spedycji i logistyki (TSL) w Polsce znajduje się na zakręcie. Niestabilność globalnych szlaków handlowych, napięcia geopolityczne i rosnące koszty operacyjne odbijają się na kondycji sektora. W ciągu ostatniego roku z rynku zniknęło ponad 120 firm transportowych, a zadłużenie branży przekroczyło 1,4 mld złotych – wynika z danych Komitetu Obrony Przewoźników i Pracodawców Transportu oraz Krajowego Rejestru Długów.

– Branża TSL potrzebuje nowego kierunku rozwoju. Strategiczny hub przeładunkowy może stać się kluczem do odzyskania konkurencyjności i niezależności logistycznej kraju – przekonuje Joanna Porath, właścicielka agencji celnej AC Porath.

Świat VUCA i upadek dotychczasowych modeli

Wojna na Ukrainie, kryzys na Morzu Czerwonym i zmieniająca się polityka handlowa USA pod rządami Donalda Trumpa radykalnie zmieniły warunki funkcjonowania światowego handlu. Niestabilność dotychczasowych korytarzy transportowych, takich jak kolejowy Jedwabny Szlak, sprawia, że polskie firmy TSL ponoszą coraz większe koszty, tracąc konkurencyjność i płynność finansową.

Joanna Porath podkreśla, że rok 2025 nie przyniósł poprawy sytuacji: – Niestabilność szlaków transportowych bez przerwy wpływa na czas dostaw i dramatycznie podnosi koszty operacyjne. Polska potrzebuje alternatyw i realnej zmiany pozycji w łańcuchach dostaw.

Polska tylko podwykonawcą

Jak zauważa raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Branża TSL w obliczu autonomizacji i wojny”, fundamentalnym problemem jest to, że Polska nie dysponuje międzynarodowej rangi hubem logistycznym. – Jesteśmy często tylko podwykonawcami w łańcuchu dostaw zdominowanym przez duże europejskie podmioty. Nie mamy własnych hubów logistycznych o znaczeniu międzynarodowym – mówi Porath.

To właśnie tu upatruje się szansy dla Centralnego Portu Komunikacyjnego, który mógłby stać się nie tylko lotniskiem, ale i strategicznym hubem przeładunkowym, obsługującym ruch intermodalny i kierującym potokami towarów między Europą a Azją.

CPK z potencjałem, ale też z barierami

CPK, jako centralny punkt łączący transport lotniczy, kolejowy i drogowy, ma szansę na zmianę pozycji Polski w międzynarodowej logistyce. – Gdy kraj posiada własny strategiczny hub przeładunkowy, zyskuje kontrolę nad potokami transportowymi i może łagodzić niespodziewane kryzysy – zaznacza Porath.

Jak podkreśla Sebastian Wróbel, założyciel FreightTech.org, istotne będzie wzmocnienie transportu intermodalnego. Wskazuje on jednak na istotne ograniczenia infrastrukturalne: przepustowość linii kolejowych, brak terminali zdolnych do obsługi pełnych składów, a także zbyt niską prędkość przewozów.

– W Niemczech terminali intermodalnych jest ponad 160, a w Polsce o 3/4 mniej – zauważa Wróbel.

Główna bariera: prawo celno-podatkowe

Choć infrastruktura jest ważna, eksperci zgodnie podkreślają, że bez zmian legislacyjnych Polska nie będzie atrakcyjnym partnerem dla międzynarodowych operatorów logistycznych. Kluczowe problemy to brak odprawy fiskalnej w modelu odroczonego VAT, nadmierna odpowiedzialność agencji celnych oraz niski stopień digitalizacji procesów.

– Bez zmiany prawa celno-podatkowego nie przyciągniemy importerów. Możemy zbudować ogromne lotnisko i kolej szybkich prędkości, a i tak nie będziemy konkurencyjni – ostrzega Joanna Porath.

Kompleksowe podejście potrzebne od zaraz

Eksperci podkreślają, że sukces CPK jako hubu logistycznego nie zależy tylko od infrastruktury. Konieczne są zmiany systemowe, przyciągnięcie zagranicznych inwestorów i operatorów oraz pełna integracja procesów logistycznych. W przeciwnym razie Polska pozostanie peryferyjnym wykonawcą, a nie kluczowym graczem na rynku transportowym Europy Środkowo-Wschodniej.

– Jeśli chcemy, aby CPK rzeczywiście funkcjonował jako hub dla regionu, musimy już teraz rozpocząć prace nad dostosowaniem naszego systemu prawno-celnego do najlepszych europejskich standardów. Sama infrastruktura to za mało – podsumowuje Joanna Porath.

Brak współpracy z UODO zakończył się karą finansową dla przedsiębiorcy z branży gastronomicznej

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski nałożył karę administracyjną w wysokości 18 941 zł na przedsiębiorcę prowadzącego działalność gastronomiczną. Decyzja ta jest wynikiem uporczywego uchylania się firmy od współpracy z organem nadzorczym i braku udzielenia wymaganych informacji w toku postępowania skargowego dotyczącego przetwarzania danych biometrycznych.

Sprawa sięga 2021 roku, kiedy to do UODO wpłynęła skarga od osoby fizycznej, wskazująca na nieprawidłowości związane z przetwarzaniem jej danych osobowych przez hotelarza z miejscowości T. Jak wynika z ustaleń urzędu, pracodawca miał wykorzystywać dane biometryczne – najprawdopodobniej odciski palców – swoich pracowników, w tym skarżącej.

Prezes UODO wielokrotnie wzywał przedsiębiorcę do złożenia wyjaśnień, w tym do przedstawienia podstawy prawnej przetwarzania danych biometrycznych, wskazania okresu ich przechowywania, celu ich gromadzenia oraz sposobu spełnienia obowiązku informacyjnego wobec osób, których dane były przetwarzane. Mimo licznych prób kontaktu – ostatniego w maju 2024 roku – urząd nie otrzymał żadnej odpowiedzi.

Pomimo ostrzeżeń, że dalsze ignorowanie wezwań może skutkować karą, przedsiębiorca nie podjął żadnych działań. W związku z tym, w styczniu 2025 roku UODO wszczął z urzędu postępowanie w sprawie naruszenia przepisów RODO, konkretnie art. 58 ust. 1 lit. a) i e). Ponownie wezwano przedsiębiorcę do przedstawienia informacji istotnych dla wymiaru kary oraz umożliwiono mu odniesienie się do zarzutów.

Brak jakiejkolwiek reakcji również na tym etapie postępowania doprowadził do uznania, że doszło do celowego i świadomego unikania współpracy z organem nadzorczym. Jak wskazano w uzasadnieniu decyzji, taka postawa stanowiła istotną przeszkodę w rzetelnym i kompleksowym rozpoznaniu sprawy oraz przyczyniła się do przedłużenia postępowania skargowego.

Zdaniem Prezesa UODO, działanie przedsiębiorcy miało charakter rażący i nosiło znamiona lekceważenia obowiązków wynikających z przepisów o ochronie danych osobowych. Kara została więc wymierzona nie tylko za konkretne naruszenie obowiązków informacyjnych, ale także za brak należytej współpracy z organem nadzorczym, co – zgodnie z art. 83 ust. 5 lit. e RODO – podlega sankcjom finansowym.

Czy Polska stanie się hubem suwerennej infrastruktury cyfrowej?

Suwerenność cyfrowa to możliwość samodzielnego kształtowania i używania infrastruktury cyfrowej do wewnętrznych celów kraju. Abyśmy mogli mówić o suwerenności cyfrowej, Polska musi kontrolować przede wszystkim infrastrukturę sieciową i samodzielnie produkować jej komponenty. W dzisiejszym świecie niemal każde działanie wymaga skorzystania z infrastruktury technologicznej, dlatego nasz kraj nie powinien zaniedbywać tego obszaru na rzecz cyfrowych gigantów z innych państw. Nie jesteśmy na przegranej pozycji, ale mamy potencjał do zdobywania technologicznej niezależności znacznie szybciej. Z jakich działań możemy być dumni, a w jakich obszarach wiele nam brakuje do bardziej zaawansowanych technologicznie krajów?

Polskie inwestycje w cyfrową suwerenność

Polskie i europejskie inwestycje w cyfrową suwerenność koncentrują się na budowie i rozwoju lokalnej infrastruktury przetwarzania danych. Dzięki nim państwo może realnie kontrolować przepływ i bezpieczeństwo informacji obywateli i instytucji. Centra danych spełniające restrykcyjne normy (np. NIS2, DORA, ISO 27001) są istotnym elementem tej strategii. Ich rozwój to konkretne inwestycje polskich firm w technologie, miejsca pracy i kompetencje.

Warto wiedzieć:

Jak podaje Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu 2024:

Usługi chmurowe są kluczowym elementem transformacji cyfrowej w Polsce. Oznacza to, że ponad 70% firm przeniosło swoje dane do chmury.

Kto sprawuje nadzór nad danymi?

Kto sprawuje nadzór nad danymi?

Dane mają zawsze fizyczną lokalizację, dlatego właściciel informacji powinien wiedzieć, gdzie są przechowywane i móc o tym decydować. Zlokalizowane w Europie serwery zapewniają stabilność działania i wysoką wydajność. Firmy w Europie, w tym w Polsce wybierają dostawców chmury zgodnych z RODO, którzy gwarantują wysokie standardy bezpieczeństwa.

Czy należy bać się europejskich chmur? Oczywiście, że nie! Przykładem jest tutaj Play we współpracy ze Scaleway. Połączenie kompetencji tych firm pozwala wdrożyć sztuczną inteligencję z suwerenną, europejską chmurą.

Scaleway to europejski dostawa usług chmurowych oferujący polskim firmom wiele możliwości. Serwery znajdują się m.in. w Polsce, Francji i Holandii. Scaleway zapewnia zgodność z RODO i ISO 27001, szyfrowanie danych i całodobowy monitoring. Dodatkowo działania wspierane są przez sztuczną inteligencję. To technologie, które pozwalają maszynom na wykonywanie zadań, które wymagają ludzkiego rozumowania, uczenia, planowania i podejmowania decyzji. AI bazuje na algorytmach, co pozwala zautomatyzować działanie w różnych środowiskach.

Globalny kapitał czy lokalne interesy?

Wejście do Polski takich gigantów, jak Google, Microsoft czy Amazon, stawia nas przed poważnym dylematem: jak pogodzić dynamiczny rozwój infrastruktury cyfrowej z potrzebą zachowania suwerenności cyfrowej i ochrony lokalnych interesów w ramach Unii Europejskiej? Z jednej strony, inwestycje tych firm w centra danych na polskim terytorium są szansą na wzmocnienie bezpieczeństwa danych oraz przyciągnięcie kolejnych inwestycji. Z drugiej strony, zacieśnianie współpracy z globalnymi dostawcami budzi obawy o nadmierne uprzywilejowanie zagranicznych podmiotów kosztem polskich firm.

Możemy utracić kontrolę nad strategiczną infrastrukturą cyfrową i suwerennością danych, a to będzie mieć konsekwencje nie tylko dla gospodarki, ale i dla bezpieczeństwa narodowego. Dlatego zadaniem polskich władz jest wypracowanie modelu, który pozwoli korzystać z mocy obliczeniowej globalnych gigantów, jednocześnie wzmacniając krajowych i europejskich dostawców.

Technologie przyszłości na polskiej ziemi

Nasz kraj dynamicznie wkracza w przyszłość technologii. Stawiamy na rozwój kwantowych systemów bezpieczeństwa, sztucznej inteligencji, blockchain oraz półprzewodników. Polska zbudowała największą w Europie sieć światłowodową do kwantowej wymiany kluczy, a jej zaangażowanie w europejskie inicjatywy, takie jak EuroQCI i EuroHPC, podkreśla pozycję kraju jako aktywnego gracza na arenie high-tech.

Jednocześnie w naszym kraju rozwijamy kompetencje w obszarze AI. Polskie centra superkomputerowe wspierają badania i tworzenie krajowych modeli (Bielik). Także blockchain zyskuje na znaczeniu jako fundament nowoczesnej, zdecentralizowanej gospodarki cyfrowej.

Oprócz tego coraz więcej inwestujemy w sektor półprzewodników, wspierając europejskie regulacje i budując infrastrukturę z udziałem globalnych graczy. Wszystko to wpisuje się w strategiczną politykę cyfrowej suwerenności i wzmacniania pozycji technologicznej kraju na mapie Europy.

Wąskie gardła polskiego rozwoju technologicznego

Mimo upływu terminu wdrożenia europejskich regulacji do prawa krajowego, prawo w Polsce wciąż nie zostało dostosowane, co z kolei hamuje rozwój infrastruktury cyfrowej i sieci 5G. W rozwoju technologii 5G Polska pozostaje w tyle za średnią UE. Według danych NASK jedynie 63% gospodarstw domowych ma dostęp do sieci 5G, a aukcje na priorytetowe pasma częstotliwości rozpoczęły się dopiero w 2023 roku.

Rosnące ryzyko dominacji dużych platform cyfrowych stwarza wyzwania dla suwerenności cyfrowej Polski i wymaga silniejszych działań wspierających lokalne przedsiębiorstwa oraz rozwój krajowej infrastruktury cyfrowej. Bardzo ograniczeniem są braki kompetencyjne w obszarze edukacji cyfrowej — zarówno na poziomie kształcenia formalnego, jak i wśród nauczycieli czy pracowników administracji. Aby nadrobić te zaległości, w Polsce musi przyspieszyć wiele procesów, które będą wspierać rozwój umiejętności cyfrowych na wszystkich poziomach.

Jaką rolę w budowaniu cyfrowej suwerenności mają operatorzy telekomunikacyjni?

Jaką rolę w budowaniu cyfrowej suwerenności mają operatorzy telekomunikacyjni?

Operatorzy telekomunikacyjni są naturalnymi sojusznikami w rozwijaniu krajowej infrastruktury cyfrowej. Inwestycje w sieci światłowodowe, maszty telekomunikacyjne oraz eliminacja tzw. białych plam są fundamentami, na których opiera się dostęp do nowoczesnych usług cyfrowych.

W Polsce funkcjonują już dostawcy europejskich usług chmurowych. Jednym z nich jest Scaleway, który działa we współpracy z marką Play Rozwiązania dla Biznesu. To nowoczesne projekty wzmacniające lokalny ekosystem, oferując chmurę publiczną i prywatną oraz rozwiązania oparte na AI dostosowane do potrzeb administracji i biznesu.

Play – lider usług telekomunikacyjnych i cyfrowych w Polsce

Telekomy to nie tylko dostawcy internetu, ale również potencjalni partnerzy państwa w budowie bezpiecznej, niezależnej infrastruktury cyfrowej. Pokazują to liczne inwestycje w światłowody, rozwój sieci 5G, a także wsparcie dla europejskich projektów cyfryzacji.

Play jest częścią grupy Iliad — dynamicznie rozwijającej się europejskiej grupy telekomunikacyjnej dostępnej m.in. we Francji i Włoszech.

Play wraz ze Scaleway oferuje usługi chmurowe na podstawie europejskich standardów ochrony danych. Dzięki temu rozwiązaniu Polska ma szansę nie tylko nadążyć za cyfrową transformacją, ale też realnie wytyczać jej kierunek.

GPS dla firm – nie tylko dla branży transportowej. Kto jeszcze powinien rozważyć inwestycję?

Systemy GPS przez lata kojarzone były przede wszystkim z firmami transportowymi i spedycyjnymi, które zarządzają dużymi flotami pojazdów poruszających się po całej Europie. Dziś jednak technologia monitoringu flotowego jest znacznie bardziej uniwersalna – a jej potencjał coraz częściej dostrzegają również firmy z innych branż. Kto jeszcze może realnie zyskać na wdrożeniu systemu GPS? I jakie konkretne korzyści wiążą się z taką inwestycją?

Usługi serwisowe i techniczne w terenie

Firmy zajmujące się montażami, naprawami, przeglądami instalacji czy obsługą awaryjną – zarówno w sektorze B2B, jak i B2C – codziennie wysyłają swoich pracowników w teren. Posiadanie systemu monitorującego pojazdy pozwala nie tylko śledzić trasę i czas pracy ekip, ale też sprawnie reagować na zmieniające się zlecenia. To również sposób na ograniczenie zbędnych przejazdów i efektywniejsze planowanie harmonogramu.

W praktyce oznacza to większą punktualność, lepszą obsługę klienta i niższe koszty paliwa. Dodatkowo monitoring GPS może pomóc w rozliczaniu czasu pracy i weryfikacji realizacji zadań – co ma ważne znaczenie przy umowach serwisowych.

Handel i dystrybucja lokalna

Firmy handlowe i dystrybucyjne obsługujące dany region – np. hurtownie, firmy cateringowe, dostawcy produktów FMCG – coraz częściej zarządzają kilkunastoma lub kilkudziesięcioma pojazdami. Nawet jeśli nie są to klasyczne ciężarówki, lecz busy i samochody osobowe, zastosowanie systemu GPS przekłada się na większą kontrolę nad procesem dostaw.

System GPS dla firm ułatwia identyfikowanie opóźnień, analizowanie przestojów oraz kontrolowanie tras – co ma bezpośredni wpływ na jakość obsługi klienta. Nowoczesna aplikacja pozwala także automatycznie generować raporty z wykonanych dostaw i czasów realizacji tras.

Budownictwo i firmy wykonawcze

W firmach budowlanych, instalacyjnych czy zajmujących się infrastrukturą techniczną, flota pojazdów to nie tylko auta dostawcze, ale również maszyny i sprzęt przemieszczający się między placami budowy. W takich przypadkach monitoring GPS staje się narzędziem nie tylko do kontroli lokalizacji, ale również do zabezpieczenia sprzętu i ograniczenia ryzyka nadużyć.

Zintegrowane rozwiązania umożliwiają także kontrolę eksploatacji maszyn, przypomnienia serwisowe czy analizę wykorzystania zasobów. Przekłada się to na dłuższą żywotność sprzętu, niższe koszty operacyjne i lepsze zarządzanie zasobami w czasie rzeczywistym.

Administracja, instytucje i organizacje społeczne

GPS dla firm może przynieść wymierne efekty również w sektorze publicznym. Samorządy, organizacje pozarządowe, spółki komunalne czy instytucje państwowe dysponują flotami, które realizują codzienne zadania – od przewozów, przez kontrolę terenową, po działania interwencyjne.

System GPS wspiera przejrzystość i efektywność pracy, co z punktu widzenia instytucji publicznych ma ogromne znaczenie. Dzięki nowoczesnym rozwiązaniom możliwe jest także prowadzenie raportów zgodnych z wymogami sprawozdawczymi, rozliczanie czasu pracy i tworzenie audytowalnych ścieżek przebiegu pojazdów.

Firmy usługowe z flotą osobową

Warto pamiętać, że systemy zarządzania flotą znajdują zastosowanie również tam, gdzie używa się aut osobowych – np. w firmach ubezpieczeniowych, doradczych, farmaceutycznych czy windykacyjnych. Kontrola nad sposobem wykorzystania pojazdów służbowych, ich lokalizacją i efektywnością przemieszczania się to realne narzędzie do optymalizacji kosztów i ułatwienie pracy działu administracyjnego.

Oprogramowanie flotowe umożliwia także integrację z kartami paliwowymi czy harmonogramami serwisów, co w przypadku większych zespołów mobilnych znacznie upraszcza codzienne zarządzanie.

Główne funkcje systemów do zarządzania flotą

Flotman to system telematyczny zaprojektowany z myślą o różnych modelach działalności – od firm transportowych, przez serwisowe, po administrację publiczną. Oferuje szereg funkcjonalności, a najważniejsze z nich to:

  • Monitoring GPS w czasie rzeczywistym – precyzyjne dane o lokalizacji pojazdów z możliwością podglądu tras i postojów.
  • Raporty zużycia paliwa – identyfikacja nieekonomicznej jazdy, nadmiernych postojów i zużycia paliwa.
  • Panel KPI i dashboardy – gotowe wskaźniki efektywności (np. czas pracy kierowców, wykorzystanie floty, przekroczenia prędkości).
  • Zarządzanie harmonogramami i serwisami – przypomnienia o przeglądach, ubezpieczeniach, wymianie opon i innych obowiązkach.
  • Moduł do rozliczania czasu pracy – wsparcie dla działu kadr i administracji.
  • Alerty operacyjne – powiadomienia o nieautoryzowanych postojach, przekroczeniach prędkości czy opuszczeniu strefy geograficznej.

System jest dostępny z poziomu przeglądarki i urządzeń mobilnych, co umożliwia zarządzanie flotą z dowolnego miejsca.

Rozwiązania takie jak Flotman odpowiadają na potrzeby nie tylko dużych przewoźników, ale też mniejszych firm usługowych i instytucji publicznych. Warto spojrzeć na GPS szerzej – jako inwestycję, która przynosi realne efekty także poza branżą TSL.

Już 30 tys. firm w Polsce z ukraińskim kapitałem. Połowa powstała po wybuchu wojny

0

Na początku lipca 2025 roku w Krajowym Rejestrze Sądowym odnotowano około 30 000 firm, których ostatecznymi beneficjentami są obywatele Ukrainy. Ponad połowa z tych przedsiębiorstw została założona po rozpoczęciu pełnoskalowej rosyjskiej wojny. Spośród 29 044 firm, których właścicielami są Ukraińcy, 13 014 biznesów (czyli prawie połowa) zostało otwartych po lutym 2022 roku.

Centrum Analityczne Gremi Personal podkreśla, że około 6% wszystkich nowych firm zarejestrowanych w Polsce w ciągu ostatnich 3,5 lat należy do Ukraińców – w tym czasie powstało łącznie 208 251 nowych podmiotów. Najczęściej wybieraną formą prawną przez ukraińskich przedsiębiorców jest spółka z ograniczoną odpowiedzialnością (sp. z o.o.) – takich firm jest aż 27 656, czyli 95% wszystkich ukraińskich spółek w Polsce.

Najwięcej ukraińskich firm zarejestrowano w następujących województwach:

  • mazowieckie (w tym Warszawa) – 11 568 firm,
  • małopolskie (Kraków i okolice) – 3 200,
  • dolnośląskie (Wrocław i region) – 3 019.

Wśród przedsiębiorstw założonych przez Ukraińców po 2022 r. ponad 75% to firmy z kapitałem zakładowym poniżej 10 tys. zł, a tylko 133 firmy mają kapitał powyżej 500 tys. zł. Łączny kapitał wszystkich ukraińskich firm w rejestrze przekracza 7,34 mld zł, z czego 533 mln zł przypada na firmy utworzone po wybuchu wojny.

W 2024 roku ukraińscy przedsiębiorcy i pracownicy wpłacili do budżetu Polski prawie 1,65 mld zł w formie podatków dochodowych i CIT. Mimo że 45% firm zostało założonych po rozpoczęciu wojny, ich łączny kapitał jest 12 razy mniejszy, niż kapitał przedsiębiorstw utworzonych wcześniej.

Te dane wskazują na to, że Ukraińcy w Polsce wzmacniają gospodarkę i pozytywnie wpływają na jej rozwój poprzez swój niebagatelny wkład w formie podatków, ale też codziennej konsumpcji. I nie zabierają pracę, tylko ją dają innym, co również wpływa na jakość usług i konkurencję w biznesie. Oczywiście prowadząc biznes w Polsce powinni dostosowywać się do zasad panujących w naszej gospodarce i biznesie i jeżeli chcą się dalej rozwijać to muszą to robić na zasadach panujących tu i w Unii Europejskiej. I to może być dla niektórych z nich wyzwanie, gdyż prowadzenie biznesu w Ukrainie różni się w wielu „aspektach” od prowadzenia biznesu w Polsce. – komentuje Damian Guzman, zastępca dyrektora generalnego Gremi Personal.

Grillowanie, palenie i przechowywanie. Nowe przepisy ograniczą swobodę użytkowania balkonów i tarasów

Grillowanie na balkonach i tarasach to jedna ze spotykanych praktyk towarzysząca okresom wiosennym i letnim. Choć skala tego zjawiska jest marginalna, mamy uchwalone we wspólnotach jasne i precyzyjne regulaminy, w których albo całkowicie zabraniamy tego procederu, albo przyzwalamy wyłącznie na użycie elektrycznych urządzeń do przygotowywania posiłków. Najczęściej jednak grillowanie ma miejsce w obrębie ogródków na częściach parterowych budynków, gdzie właściciele bądź najemcy traktują tę przestrzeń niemal jak ROD.

Po wprowadzeniu nowych przepisów i zmianach ustawowych konieczna będzie aktualizacja wszystkich obowiązujących regulaminów. Będziemy w nich precyzowali kwestie grillowania, ale także np. limity maksymalnego obciążenia barier balkonowych i tarasowych. Trzeba przyznać, że obecnie wieszanie kwietników czy innych form obciążających konstrukcje zewnętrzne i stanowiących wyraźne zagrożenie to margines i sporadyczne przypadki. W nowym budownictwie deweloperzy, już na etapie projektu, potrafią wydzielić i przygotować miejsce do sadzenia roślin na balkonach i tarasach, w taki sposób, aby było to bezpieczne dla jego mieszkańców.

Nowa ustawa reguluje również kwestie ubezpieczeń OC na wypadek sytuacji uszkodzeń i zdarzeń z udziałem niewłaściwie przechowywanych przedmiotów na balkonach i tarasach.

Trzeba zaznaczyć, że obowiązek takiego rozbudowanego ubezpieczenia przejdzie na mieszkańców. Sądzę, że to kwestia czasu, a takie zapisy o odpowiedzialności cywilnej w związku z bezpieczeństwem przedmiotów przechowywanych na balkonach i tarasach, będą uwzględniane w ofertach standardowych ubezpieczeń mieszkań do kredytów hipotecznych.

Dodatkowe obowiązki wynikające ze zmian ustawowych na pewno zwiększą koszty zarządzania nieruchomościami. Trudno określić pełen zakres takich inspekcji, jak i to czy będą one przeprowadzane regularnie i grupowo. Jeśli będzie to się odbywać, podobnie jak np. przegląd wentylacji popularnie zwanym „kominiarskim”, to nie będzie to miało znaczącego wpływu na koszt czynszu i utrzymania nieruchomości.

Warto podkreślić, przy tej okazji, że najczęściej zarówno balkon, jak i taras, są częściami wspólnymi nieruchomości, jedynie oddanymi do wyłącznego użytkowania przez konkretnych nabywców w aktach notarialnych. To użytkownik balkonu ponosi koszty, jego utrzymania i konserwacji. Odpowiada również formalnie za wszelkie szkody powstałe w wyniku jego złego użytkowania bądź skutków złego przechowywania na nim przedmiotów. Już dzisiaj każdy mieszkaniec nieruchomości odpowiada za ww. szkody w ramach przepisów objętych w kodeksie prawa cywilnego.

Odpowiedzialność, jak i możliwości egzekwowania przez Zarządców nowych przepisów jest zdecydowanie symboliczna. Zarządcy Nieruchomości nie mają żadnych możliwości nakładania sankcji i fizycznego pilnowania przestrzegania regulaminów, jak i obowiązujących przepisów. Doskonałym przykładem na typową niemoc sprawczą jest kwestia pozostawienia przedmiotów w ciągach komunikacyjnych czy halach garażowych, gdzie jedyne organy uprawnione do karania to Sądy Powszechne lub np. Straż Pożarna w trakcie prowadzonej kontroli. Oczywiście Zarządcy Nieruchomości starają się regulować te kwestie poprzez odpowiednie regulaminy, ale oprócz tego nie posiadamy prawnych możliwości nałożenia jakichkolwiek sankcji na mieszkańców.

Mieliśmy taki przykład w ostatnich latach, gdzie na jednej nieruchomości uprzątnęliśmy garaż w porozumieniu z Zarządem Wspólnoty. Mieszkańcy zgłosili te sprawę na policję, oskarżając nas o przywłaszczenie mienia i wiązało się to ze sporymi nieprzyjemnościami. Oczywiście pozostaje Zarządom i Zarządcom droga sądowa, ale w praktyce jest ona długa i dość mało efektywna.

Dzisiaj dużo większym problemem niż grillowanie, czy obciążanie balustrad, jest wciąż palenie wyrobów tytoniowych na balkonach lub tarasach. Myślę, że zmiany przepisów i wprowadzenie jakiegoś rodzaju sankcji za ten rodzaj uciążliwej aktywności sąsiadów byłby przyjęty z dużo większym entuzjazmem.

W mojej opinii ustawodawca powinien pozwolić Zarządcy Nieruchomości na możliwość nakładania nawet minimalnych sankcji, tak aby nasze interwencje i czuwanie nad przestrzeganiem regulaminów było bardziej efektywne. Gdyby takie przepisy się pojawiły w Polskim prawie, skutkowałoby to podniesieniem bezpieczeństwa i lepszym komfortem życia mieszkańców.

Komentarz Mariusza Łubińskiego, Prezesa Zarządu Admus Sp. z o.o., firmy wyspecjalizowanej w zarządzaniu nieruchomościami, dotyczący zmiany przepisów w zakresie użytkowania balkonów i tarasów.

Druga połowa 2025 przyniesie ożywienie na rynku nieruchomości. Kapitał znów płynie do magazynów i parków handlowych

Obniżone stopy procentowe w strefie euro i luzowanie polityki pieniężnej w Polsce pozwolą ożywić inwestycje na rynku nieruchomości. Wyraźny wzrost wartości transakcji inwestycyjnych w sektorze prognozowany jest jeszcze w tym roku.  

Konsekwentne cięcie stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny oraz początek obniżek stóp w Polsce i regionie CEE są pozytywnym impulsem dla rozwoju nowych inwestycji i transakcji realizowanych w sektorze nieruchomości komercyjnych. Niższe koszty finansowania mają wpływ na optymalizację wycen i poprawę rentowności projektów, co podbija konkurencyjność nieruchomości jako klasy aktywów inwestycyjnych. Rynek spodziewa się wyraźnego wzrostu wartości wolumenu transakcyjnego w Europie w drugiej połowie roku oraz większej aktywności inwestorów w Polsce w miarę łagodzenia polityki pieniężnej.

W wyniku serii obniżek stóp procentowych wprowadzonych przez Europejski Bank Centralny stopa refinansowa w strefie euro spadła do 2,15 proc., a prognozowana po wakacjach kolejna obniżka może zbić ją do poziomu 1,75 proc. Cięcie stóp procentowych prze EBC przyniosło już efekty, w drugim kwartale br. wartość wolumenu inwestycyjnego była wyższa niż transakcji sfinalizowanych w analogicznym okresie rok wcześniej.

W Polsce po kilkunastu miesiącach utrzymywania stopy referencyjnej na poziomie 5,75 proc. i obniżkach w maju i lipcu br. jej poziom wynosi obecnie 5 proc. Dalsze cięcie stóp spodziewane jest we wrześniu. O kolejnych redukcjach mówi sama RPP, która biorąc pod uwagę efektywne schodzenie do celu inflacyjnego, jeszcze w tym roku widzi przestrzeń do obniżenia stóp od 25 pb do 50 pb do wysokości 4,50 proc. Poza stabilizacją inflacji, za taką decyzją przemawiają dobre perspektywy makroekonomiczne, jak i zakładany tegoroczny wzrost PKB do poziomu 3,4 proc. Według analiz ekonomistów w Polsce jest przestrzeń do obniżenia stóp procentowych do 3,5 proc. do końca 2026 roku.

W cenie inwestycje z potencjałem wzrostu

Obniżki stóp procentowych pozwalają zwiększyć dostępność finansowania i zredukować jego koszt. Już pierwsza obniżka stóp przyczyniła się do widocznego wzrostu wartości wolumenu inwestycyjnego wygenerowanego w Polsce w drugim kwartale br. w porównaniu z pierwszym. Duża ilość transakcji, która rejestrowana jest na naszym rynku świadczy o wyjątkowej intensywności działań inwestorów, ale poziom przepływu inwestycyjnego pokazuje mocny spadek średniej wartości transakcji.

Kapitał poszukuje przede wszystkim stabilnych aktywów w długim przedziale czasu. Jednocześnie rośnie zainteresowanie nieruchomościami z potencjałem do wzrostu wartości, projektami do przebudowy, jak również inwestycjami z perspektywami zmiany funkcji i przeznaczonymi do repozycjonowania.

Inwestorzy wybiórczo podchodzą do rynku i skrupulatnie analizują swoje wybory. Największym powodzeniem w Polsce cieszą się tym roku na powrót nieruchomości magazynowe i aktywa z sektora logistyki i produkcji, w przypadku których stopy kapitalizacji kształtują się na poziomie 6,25–6,50 proc.

W pierwszym półroczu br. rynek inwestycyjny w naszym kraju odnotował mniejsze zainteresowanie nieruchomościami biurowymi i handlowymi, bo w tych sektorach oczekiwania cenowe kupujących i właścicieli obiektów nadal się różnią. W segmencie retail akwizycje dotyczą głównie parków handlowych, które dają u nas rocznie 7-8 proc. zwrotu.

Lokalny kapitał źródłem inwestycji

Na rynku transakcji inwestycyjnych dominują inwestorzy z obszaru CEE, których udział w akwizycjach w Polsce sięga już niemal 40 proc. Poza podmiotami inwestycyjnymi z regionu, duży – 30 proc. udział w wolumenie inwestycyjnym ma obecnie kapitał z USA. Kraje Europy Zachodniej plasują się na kolejnej pozycji wśród inwestorów aktywnych w naszym kraju, a ich zaangażowanie w zakupy wynosi 20 proc.

W transakcjach na rynku nieruchomości regularnie zwiększa się też udział polskiego kapitału. W pierwszej połowie 2025 roku rodzimi inwestorzy odpowiedzialni byli za ponad 14 proc. zrealizowanego wolumenu inwestycyjnego.

Rynek transakcyjny, zarówno w Polsce, jak i Europie nadal cechuje niewielka aktywność inwestorów instytucjonalnych, którzy są bardzo wymagający, szczególnie po spadku wycen posiadanych aktywów. Po obniżkach stóp kapitał będzie jednak intensywniej poszukiwał alternatywy dla niżej oprocentowanych obligacji i depozytów, a nieruchomości jako źródło stabilnych dochodów będą odzyskiwać swoją dawną pozycję inwestycyjną.

Obniżone koszty inwestycji, dzięki niższym stopom procentowym pozwalają zniwelować różnicę pomiędzy oczekiwaniami sprzedających i kupujących, co przełożyć się może w najbliższym czasie na większą ilość transakcji o większym nominale. Niższy koszt pieniądza będzie także działał stymulująco, jeśli chodzi o realizację nowych projektów deweloperskich i komercyjnych. Ich skala, ze względu na utrzymujące się wciąż napięcia geopolityczne jest jednak trudna do przewidzenia. Niemniej, spodziewamy się, że druga połowa 2025 roku przyniesie zauważalne ożywienie w inwestycjach na naszym rynku.

Autor: Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner, CEO w Walter Herz

Polsko-niemiecki spór o terminal w Świnoujściu

– Ewidentnie potrzeba nam gospodarczego resetu w relacjach polsko-niemieckich – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Jesteśmy na bardzo trudnym etapie relacji, gdy z jednej strony Niemcy są dla nas nadal bardzo silnym partnerem wymiany handlowej, a jednocześnie poszczególne elementy naszych aspiracji rozwojowych wywołują u naszych sąsiadów frustrację, której nie rozumiem i która jest dla nas niepokojąca. Mamy silny port, mamy potencjał rozwoju na naszym obszarze basenu Morza Bałtyckiego, potrzebujemy terminala kontenerowego w Świnoujściu i pogłębienia Odry w celach tranzytowych. Oprotestowanie tych inwestycji ze strony Niemieckiej nie powinno mieć miejsca – mówi Hanna Mojsiuk.

Szanujemy stronę niemiecką, ale próba blokady polskich inwestycji to skandal

Przedsiębiorcy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie pozytywnie więc odpowiadają na stanowisko wiceministra infrastruktury Arkadiusza Marchewki, który zapowiada walkę o realizację terminala kontenerowego w Świnoujściu oraz braku odstąpienia ani o krok w planach realizacji zadania. Terminal kontenerowy nie podoba się stronie niemieckiej. Do sądu inwestycja zaskarżona została przez niemieckie organizację ekologiczne.

Inicjatywa obywatelska Lebensraum Vorpommern z wyspy Uznam złożyła skargę na decyzję środowiskową dot. budowy głębokowodnego terminala kontenerowego w Świnoujściu. Do czasu rozstrzygnięć międzynarodowych Wojewódzki Sąd Administracyjny wydał decyzję zawieszającą realizację zadania.

– Nie zgadzamy się z tym, by strona niemiecka kwestionowała zasadność inwestycji gospodarczych w Polsce. Działanie mające zablokowanie budowy głębokowodnego terminala przeładunkowego w Świnoujściu uznajemy za skandaliczne. Szanujemy stronę niemiecką, jako organizacja otoczenia biznesu zawsze zabieramy głos w sprawach transgranicznych apelując o porozumienie, dialog i wypracowywanie rozwiązań, które będą godzić tak ważne, wspólne interesy. Od jakiegoś czasu widzimy jednak, że ten dialog jest bardzo trudny – przyznaje Hanna Mojsiuk.

– Terminal jest ważny dla rozwoju portu Szczecin – Świnoujście i wzmocnienia naszej pozycji inwestycyjnej dla sektora offshrore, onshore i ogólnie w kontekście polskiej, gospodarczej racji stanu. Wszelkie wątpliwości strony niemieckiej były wyjaśniane, a niestety nie udało się znaleźć porozumienia. Uważamy, że inwestycja ja powinna być zrealizowana – mówi Hanna Mojsiuk.

Prezes Północnej Izby Gospodarczej zwraca uwagę na jeszcze jeden kontrowersyjny temat – kontrole na granicy polsko-niemieckiej trwają po stronie niemieckiej od jesieni 2023 roku. Strona naszych sąsiadów oburzyła się jednak w momencie, gdy to polska strona wprowadziła analogiczne kontrole.

– Oczekujemy partnerstwa – dodaje Hanna Mojsiuk.

Świnoujście może być gigantem

Eksperci sektora TSL działający w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie zwracają uwagę na to, że Świnoujście ma potencjał, by być najważniejszym miastem w tej części kraju.

– To nieliczne miasto, które jest w stanie połączyć potencjał turystyki i przemysłu. Musimy dbać o te proporcje. Jeżeli nam się to uda, to będziemy mieć kurort, który będzie przyciągać turystów z całego świata oraz inwestorów – mówi prezes Północnej Izby Gospodarczej w Świnoujściu Kamil Pyclik.

Dla transportu, spedycji i logistyki wszelkie inwestycje związane z terminalem kontenerowym, sektorem offshore i portem są bardzo ważne.

– Świnoujście już jest gigantem, a mamy regionalne aspiracje, by iść jeszcze wyżej. Terminal kontenerowy to szansa na pozyskiwanie nowych inwestorów i transportów z odległych części świata. To sprawi wzrost popytu na spedycję morską w tej części kraju, to także bodziec rozwoju sektora intermodalnego, gdy okaże się, że transporty drogą morską przypłyną do Świnoujścia, a następnie koleją rozjadą się do innych części Polski. Musimy dbać o gospodarczy rozwój tej części Polski, bo wzrost konkurencyjności w tym przypadku jest wzmocnieniem dla naszego sektora TSL – mówi Laura Hołowacz, prezes zarządu Grupy CSL.

Lipiec rozczarował nadmorską turystykę – mniej turystów niż w czerwcu

Turystów nie brakuje, ale ich liczba byłaby zdecydowanie większa, gdyby nie kapryśna pogoda. Aura sprawia, że wiele osób rezygnuje z wakacji nad morzem, przenosi je na sierpień lub decyduje się na wyjazd zagranicę. – Widzimy, że obłożenie w hotelach waha się od 60 do 80%. Turyści decydujący się na wyjazd nad morze w tym sezonie zdecydowanie preferują takie miejsca, gdzie można ciekawie wypoczywać bez gwarancji pogody. Są takie dni, gdy spotkamy więcej osób przy hotelowym basenie niż na plaży – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Brzydka aura zaprasza turystów do biur podróży”

Lipiec dla zachodniopomorskiej turystyki jest trudnym miesiącem, co wynika przede wszystkim z nieprzewidywalnej i kapryśnej pogody. Od wielu hoteli i obiektów turystycznych otrzymujemy informacje, że czerwiec, a nawet maj były lepsze jeżeli chodzi o obłożenie, a w wielu przypadkach hotele i pensjonaty odnotowują wiadomości i telefony z prośbą o anulowanie rezerwacji lub przeniesienie jej na sierpień.

– Pogoda jest zawsze głównym czynnikiem determinującym zainteresowanie turystów naszymi kurortami. W latach 2023-2024 odsetek turystów planujących urlop w Polsce wynosił zwykle ok. 55% – spodziewamy się, że w tym roku może spaść nawet do 45% – pogoda będzie czynnikiem zapraszającym nas do biur podróży. To dla naszej krajowej turystyki zła wiadomość – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Jako Północna Izba Gospodarcza zawsze zachęcamy turystów do spędzania czasu w Polsce. Zachodniopomorskie ma do zaoferowania wiele atrakcji – od szerokiego pasa nadmorskiego, przez wysokiej jakości hotele czy infrastrukturę, która poprawia się z sezonu na sezon. Pomijając niepewną pogodę, tak naprawdę naszym kurortom nie brakuje niczego do plasowania ich w czołówce tych, które są najpopularniejsze i cieszące się największym zainteresowaniem w skali europejskiej.  Co pociesza – wiele hoteli ma 100% obłożenie na sierpień. To dałoby im zasłużone odbicie po trudnym lipcu. Zauważamy także, że zainteresowanie Świnoujściem, Międzyzdrojami i Kołobrzegiem turystów z zagranicy pozostaje bardzo wysokie niezależnie od pogody – dodaje Hanna Mojsiuk.

Hotele nie narzekają, ale nadmorska aura nie napawa także entuzjazmem

Obiekty turystyczne zauważają, że sytuacja gospodarcza i niesprzyjająca pogoda przekładają się na sytuację turystyczną w województwie zachodniopomorskim. Przykłady? Więcej turystów krajowych, a mniejszy udział zagranicznych w strukturze turystycznej.

– Niemiecki kryzys gospodarczy jest faktem. To wciąż najliczniejsza grupa turystów nad polskim morzem, gdy mówimy o turystach zagranicznych, ale nie da się ukryć, że bywały lata, gdy było ich więcej. Polski turysta nadal uważa krajowy wypoczynek za atrakcyjny i cieszy nas, że wypoczywający nie rezygnują z rezerwacji w hotelu, gdy jest brzydka pogoda, a szukają alternatywnych terminów lub przyjeżdżają korzystać z hotelu – mówi Grzegorz Dobosz, właściciel hotelu Hamilton w Świnoujściu.

– Mimo komunikatów płynących odnośnie złej pogody w Polsce goście chętnie wybierają się nad polskie morze. Jeżeli w hotelu jest dużo atrakcji, goście mają opcję na spędzenie czasu zarówno w trakcie dni słonecznych, jak i tych pozwalających złapać oddech. Widzimy spore zainteresowanie przyjazdami oraz gotowość do spontanicznych rezerwacji. Mamy większość gości krajowych, głównie: zachodniopomorskie, lubuskie, wielkopolskie, dolnośląskie – zauważalna jest również małopolska i mazowieckie. Zagranica to głównie Niemcy. Zauważalni są równie Czesi, tych rok do roku jest coraz więcej – dodaje Piotr Gontarz z hotelu Linea Mare w Pobierowie.

Apartamenty na wynajem w najgorszej sytuacji

Jak wygląda sytuacja w apartamentach nadmorskich? Tutaj problem zdaje się być jeszcze większy niż w hotelach. Zauważalne jest, że turyści preferują wynajem hotelu, gdy liczą na atrakcje inne niż nocleg. Apartamenty na wynajem zwykle wybierane są przez osoby liczące na tańszy pobyt, ale szerszą eksplorację atrakcji danej miejscowości.

– Spadek rok do roku jest zauważalny. To przede wszystkim kwestia pogody oraz wzrostu podaży apartamentów na rynku turystycznym. Jeżeli mamy mniej atrakcyjną aurę, to naturalne jest, że turyści decydują się na wynajem hotelu, nawet jeżeli ten jest droższy. Ceny apartamentów wzrosły, ale wielu właścicieli zdecydowało się na korektę w lipcu, gdy okazało się, że głównym problemem jest właśnie kapryśna aura. Wiele apartamentów podczas wynajmowania „z dnia na dzień” można znaleźć w naprawdę atrakcyjnych, często wręcz posezonowych cenach – mówi ekspert rynku nieruchomości Mirosław Król.

Największym zainteresowaniem turystów tradycyjnie cieszy się Świnoujście, Międzyzdroje oraz Kołobrzeg. Podczas mniej atrakcyjnej aury turyści rzadziej wybierają mniejsze i bardziej kameralne miejscowości nadmorskie.

8 ważnych zmian w przepisach dla prowadzących biznes, w drugim kwartale 2025 r.

Osiem ważnych zmian w przepisach, w tym osiem pozytywnych i dwie wśród nich, które mogą być również postrzegane jako wyzwanie dla biznesu, to bilans drugiego kwartału tego roku według autorów Polskiego Barometru TMF Group.

TMF Group to globalna firma specjalizująca się w świadczeniu usług zgodności i administracyjnych ze 125 biurami w 87 jurysdykcjach podatkowych, w tym z dwoma biurami w Polsce. To właśnie eksperci firmy pracujący na co dzień w biurach w Katowicach i w Warszawie opracowują Polski Barometr TMF Group, czyli raport zawierający istotne dla prowadzenia biznesu w Polsce zmiany księgowe i podatkowe oraz administracyjne.

Jak wskazują autorzy barometru to pierwszy raz w ponad półtorarocznej historii opracowania, kiedy liczba zmian pozytywnych dla biznesu jest znacząco większa od negatywnych.

Pozytywne zmiany dla biznesu

Jedną z kluczowych zmian, które znalazły się w opracowaniu, jest decyzja Rady Ministrów o odroczeniu obowiązku raportowania ESG dla firm objętych dyrektywą o sprawozdawczości w zakresie zrównoważonego rozwoju. W praktyce oznacza to, że duże przedsiębiorstwa po raz pierwszy będą musiały raportować dane niefinansowe dopiero w 2028 roku, a małe i średnie spółki giełdowe – w 2029 roku. Zdaniem ekspertów TMF Group, to rozsądny krok, który daje firmom więcej czasu na przygotowanie się do nowych obowiązków i budowę odpowiednich struktur.

„Decyzja o odroczeniu obowiązku raportowania ESG to rozsądny krok w kierunku bardziej zrównoważonego wdrażania regulacji. Dla wielu firm, szczególnie tych średnich i mniejszych, oznacza to więcej czasu na przygotowanie się do nowych wymagań, budowę kompetencji i wdrożenie odpowiednich systemów raportowania” – tłumaczy Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

Kolejną korzystną dla przedsiębiorców zmianą jest podniesienie limitu sprzedaży uprawniającego do zwolnienia z VAT. Od początku 2026 roku przedsiębiorcy, którzy osiągną roczny obrót nieprzekraczający 240 tys. złotych, będą mogli korzystać ze zwolnienia z podatku VAT. Wcześniej takie zwolnienie możliwe było w przypadku przedsiębiorców, których roczny obrót nie przekraczał 200 tys. złotych. Ekspert TMF Group, Mikołaj Ślusarek, zwraca uwagę, że choć to pozytywna zmiana, warto pamiętać, że wielu klientów oczekuje faktur z VAT, co może ograniczyć realny wpływ nowelizacji na rynek. Jak podkreśla, nowelizacja tworzy warunki do wyboru, ale nie zawsze przełoży się na masowe korzystanie ze zwolnienia.

Wśród istotnych deregulacji znalazło się także zniesienie obowiązku publikowania strategii podatkowej przez największe firmy. Do tej pory przedsiębiorcy byli zobowiązani do przygotowywania i publicznego udostępniania takich dokumentów, co wiązało się z dodatkowymi kosztami i obowiązkami formalnymi. Nowelizacja ustawy o CIT, która weszła w życie w czerwcu, zlikwidowała ten wymóg.

Eksperci TMF Group podkreślają, że jest to wyraźny sygnał upraszczania przepisów i lepszego wyważenia między przejrzystością a efektywnością. Współautorka barometru Magdalena Grzegorczyk oceniła tę zmianę jako racjonalny krok deregulacyjny, który ogranicza kosztowne i często nieefektywne obowiązki informacyjne.

Kolejną zmianą zauważoną przez ekspertów TMF Group są coraz częściej pojawiające się interpretacje podatkowe, według których udostępnienie danych osobowych w zamian za dostęp do usług może być traktowane jako forma zapłaty, a co za tym idzie – podlegać opodatkowaniu podatkiem VAT. Oznacza to, że dane osobowe, jako forma wynagrodzenia, mogą stanowić podstawę do nałożenia podatku, co wpisuje się w realia gospodarki cyfrowej, w której transakcje niepieniężne stają się coraz powszechniejsze.

W barometrze uwzględniono również zmiany w przepisach o zatrudnianiu cudzoziemców. Nowe regulacje wprowadzone w czerwcu zmierzają w kierunku cyfryzacji i większej przejrzystości, ale jednocześnie nakładają na pracodawców liczne obowiązki dokumentacyjne oraz nowe ograniczenia, między innymi w zakresie outsourcingu.

„Zmiany idące w kierunku cyfryzacji i przejrzystości zatrudniania cudzoziemców to krok w stronę nowoczesnego rynku pracy. Firmy zyskają jasne reguły, a państwo skuteczniejsze narzędzia do przeciwdziałania nadużyciom” – ocenia Anna Jendo, ekspert TMF Group.

Regulacyjne wyzwania dla biznesu

Mimo zalet opisanych wcześniej, ta sama regulacja wprowadza szereg nowych obowiązków biurokratycznych dla pracodawców. Nie tylko komplikuje się proces zatrudniania pracowników z zagranicy, ale także zwiększa ryzyko poważnych zakłóceń w funkcjonowaniu łańcuchów dostaw. Firmy zobowiązane są m.in. do przechowywania dokumentacji przez dwa lata, zapewniania tłumaczenia umów oraz dokładnej weryfikacji podstaw pobytu kandydatów. Dodatkowo, ograniczenia dotyczące outsourcingu pracy szczególnie dotykają agencje pracy tymczasowej, co może skutkować poważnymi brakami kadrowymi w sektorach takich jak logistyka, rolnictwo czy przemysł.

Eksperci TMF Group ostrzegają, że wzrost obowiązków administracyjnych oraz ryzyko kar finansowych – sięgających nawet 50 tys. zł – mogą znacząco obciążyć zwłaszcza małe i średnie przedsiębiorstwa. Pracodawcy alarmują, że nawet drobne błędy w dokumentacji mogą skutkować dotkliwymi sankcjami, co stawia pod znakiem zapytania sensowność i czas wprowadzenia tej regulacji.

Druga regulacja stanowiąca wyzwania dla biznesu dotyczy firm oferujących darmowy dostęp do treści lub usług tzw. freemium. Eksperci TMF Group zwracają uwagę na pojawiające się ryzyka regulacyjne, w tym związane z interpretacją przepisów podatkowych w kontekście danych osobowych. Coraz więcej wskazuje na to, że fiskus może traktować dane osobowe jako formę zapłaty, a tym samym podstawę do naliczenia VAT.

„Przedsiębiorcy mieliby obowiązek wyceny danych osobowych, określenia ich wartości rynkowej i odprowadzenia podatku – mimo że nie otrzymują za nie realnej zapłaty” – mówi Mikołaj Ślusarek, ekspert TMF Group.

Deweloperzy z GPW radzą sobie lepiej niż reszta rynku – sprzedaż wyższa niż średnia

W drugim kwartale br. statystyki kontraktacji deweloperów mieszkaniowych notowanych na rynku podstawowym i Catalyst warszawskiej GPW komunikują pewną stabilizację sprzedaży nowych lokali zarówno w relacji rok do roku jak i kwartał do kwartału mimo, że szeroki rynek odnotował gorsze wyniki.

Notowana na warszawskiej GPW stawka 15-tu deweloperów mieszkaniowych, w okresie kwiecień-czerwiec br. znalazła nabywców na 5108 lokali. Oznacza to symboliczny 1-procentowy regres w relacji rok do roku, z kolei kwartał do kwartału zanotowano wzrost rzędu niemal 5 proc. To lepsze wyniki niż szeroki rynek na 7 największych miastach ogółem, który odnotował spadek odpowiednio rok do roku na poziomie 4% i kwartał do kwartału 5%. Tymczasem wynik za pierwsze półrocze na poziomie 10052 jednostek jest wyraźnie słabszy w relacji rok do roku, notując 9-procentowy spadek, podczas gdy rynek – spadł o 12%. Tego typu statystyki oznaczają, że rynek próbuje poddać się sprzedażowej stabilizacji, z której duzi deweloperzy wychodzą z lepszymi wynikami niż mniejsze podmioty.

Tym razem połowa stawki prezentowanych firm znalazła się w minionym kwartale „pod kreską”, a ich średni regres sprzedaży rdr wyniósł 8 proc, czyli znacznie mniej niż przed rokiem, kiedy wyniósł prawie pięciokrotnie więcej. W sumie rynek mieszkań deweloperskich w Polsce w II kw. 2025 utrzymał się na poziomie zbliżonym do ubiegłego roku.

Tymczasem, jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl, rynkowi liderzy (Dom Development, Murapol, Grupa Archicom, Robyg) wciąż utrzymują relatywnie wysoką sprzedaż, co świadczy o ich stabilnej pozycji, atrakcyjnej ofercie i elastyczności. Co jednak dosyć niepokojące, widoczne są jednak istotne różnice w dynamice sprzedaży pomiędzy poszczególnymi spółkami – część deweloperów notuje mocne wzrosty, a inni wyraźne spadki. Dane pokazują, że pomimo nadal trudnego otoczenia gospodarczego (np. wysokie stopy procentowe, niska dostępność kredytów) sprzedaż wciąż jest relatywnie wysoka, zwłaszcza w przypadku dużych, znanych marek, choć tym razem także mniejsze podmioty (Wikana, Dekpol) pokazały wyniki godne uznania.

Najprawdopodobniej skutkiem słabnącej sprzedaży nowych mieszkań wśród części graczy jest wyraźne hamowanie aktywności inwestycyjnej deweloperów. Niestety, rynek budownictwa mieszkaniowego w Polsce coraz wyraźniej zwalnia. W maju i czerwcu zanotowano istotne statystycznie spadki w oddawanych i rozpoczynanych lokalach, podczas gdy liczba mieszkań w realizacji rośnie. To sygnał, że deweloperzy działają ostrożniej i wolniej niż rok wcześniej. W kolejnych miesiącach warto obserwować, czy dynamika się unormuje, szczególnie w odpowiedzi na ewentualne kolejne obniżki stóp procentowych, czy stabilizację kosztów materiałów.

Tab.1 - Sprzedaż deweloperów giełdowych
Następstwem tego typu sytuacji jest wciąż rosnąca oferta mieszkaniowego rynku pierwotnego, która na koniec półrocza przekroczyła na 7 największych rynkach poziom 77 tys. lokali, o blisko jedną trzecią więcej w relacji rok do roku.

Niezbyt optymistyczną sytuacją sprzedażową spółek deweloperskich najmniej zdają się przejmować inwestorzy giełdowi, którzy swoimi zleceniami ponownie wywindowali indeks WIG-Nieruchomości na maksima już ponad 13-letniej hossy. Od lat ich niezachwiana wiara w siłę deweloperki mieszkaniowej robi wrażenie, wobec czego bardzo trudno jest przewidzieć, kiedy zostanie wystawiona na poważniejszą próbę. Wynika to najprawdopodobniej z faktu dobrych lub bardzo dobrych wyników sprzedaży w latach 2023-2024 głównych branżowych tuzów notowanych na GPW, za którymi z opóźnieniem podążają wyniki finansowe i kolejne profity dywidendowe (zgodnie z Polskimi Standardami Rachunkowości przychód i zysk ze sprzedaży mieszkań jest rozpoznawany dopiero po wydaniu gotowego lokalu nabywcy).

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Asymetryczny kompromis czy sukces dyplomacji? Polityczne i gospodarcze echa nowej umowy USA-UE

Stany Zjednoczone i Unia Europejska ogłosiły osiągnięcie długo oczekiwanego porozumienia handlowego, które – choć zawarte w formule ustnej – ma szansę znacząco wpłynąć na relacje transatlantyckie i kierunek globalnej polityki gospodarczej. Umowa została zaprezentowana jako kompromis, mający z jednej strony ograniczyć ryzyko eskalacji wojny celnej, a z drugiej otworzyć nowe perspektywy współpracy handlowej, inwestycyjnej i technologicznej między dwiema największymi gospodarkami świata.

Kluczowe ustalenia zakładają wprowadzenie od 1 sierpnia 2025 r. 15-procentowego cła na większość towarów eksportowanych z UE do Stanów Zjednoczonych. Nowe stawki obejmą m.in. samochody, farmaceutyki oraz komponenty elektroniczne, takie jak półprzewodniki. Cła te mają zastąpić wcześniej zapowiadane, znacznie wyższe taryfy, sięgające nawet 50%. W zamian Unia Europejska zobowiązała się do zakupu amerykańskiej energii o wartości 750 mld USD, zwiększenia inwestycji w USA o dodatkowe 600 mld USD oraz dokonania wielomiliardowych zakupów amerykańskiego sprzętu wojskowego. Strony uzgodniły również dostęp bezcłowy dla towarów z USA na rynek unijny, co ma wzmocnić eksport amerykańskich produktów do Europy.

Choć umowa została ogłoszona jako sukces obu stron, zawiera wiele spornych kwestii i niejasności. Prezydent Donald Trump poinformował, że leki oraz metale zostały całkowicie wyłączone z porozumienia. Jednak przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen skorygowała tę informację, wskazując, że farmaceutyki objęto jednak 15-procentową stawką celną, a dla metali ma zostać wprowadzony system kwotowy. Dodatkowo, porozumienie nie zostało sformalizowane w formie pisemnej — jego warunki ustalono ustnie, co rodzi pytania o trwałość i jednoznaczność zobowiązań.

Reakcje polityczne w Europie są podzielone. Donald Trump określił porozumienie mianem „największej umowy handlowej w historii USA z UE”, podkreślając jego znaczenie dla amerykańskiego rolnictwa, przemysłu i sektora energetycznego. Ursula von der Leyen mówiła o „stabilności” i „przewidywalności” w relacjach handlowych. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz oraz premier Włoch Giorgia Meloni ocenili umowę jako „zrównoważoną” i „korzystną” dla obydwu stron. W odmiennym tonie wypowiedziały się rządy Francji i Holandii, które skrytykowały porozumienie jako „asymetryczne” i „niekorzystne” z perspektywy interesów europejskich eksporterów. Niemieckie lobby przemysłowe ostrzegło z kolei, że umowa może wysłać „zły sygnał” dla przyszłości transatlantyckiej współpracy gospodarczej.

Rynki finansowe zareagowały optymistycznie. Kontrakty terminowe na amerykański indeks S&P 500 wzrosły o 0,4%, a europejskie indeksy giełdowe zanotowały wzrosty na początku sesji na poziomie około 1%. Jednakże w późniejszej fazie sesji większość indeksów europejskich (w tym także polski WIG20) odnotował spadki. Przed stronami umowy pozostaje jednak wiele do wyjaśnienia. Cła na stal i aluminium z UE wciąż utrzymują się na poziomie 50%, choć będą podlegać nowemu systemowi kwotowemu. W ciągu trzech tygodni ma również zakończyć się postępowanie w ramach sekcji 232 dotyczące ceł na farmaceutyki. UE zapowiedziała, że obecne porozumienie to jedynie etap w szerszym procesie negocjacyjnym, który ma prowadzić do dalszego wyrównania warunków handlowych i usunięcia barier strukturalnych.

Ekonomiści pozostają ostrożni w ocenach. Eksperci z Bloomberg Economics wskazują, że umowa daje Europie jedynie ograniczoną ulgę gospodarczą. W ich opinii, rzeczywiste obniżenie barier celnych jest symboliczne, a ryzyko regulacyjne dla sektora farmaceutycznego nie zostało w pełni zażegnane. Choć porozumienie może przynieść krótkoterminową stabilizację, jego długoterminowe skutki pozostają niepewne.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Nowa hierarchia wartości pracowników: atmosfera, równowaga, bezpieczeństwo

Wynagrodzenie nadal ma znaczenie, ale nie gra już pierwszych skrzypiec. Dzisiejsi pracownicy – szczególnie ci z młodszych pokoleń – szukają miejsc pracy, które nie tylko płacą dobrze, ale też szanują ich czas, potrzeby i emocje. Jak pokazuje najnowszy raport Randstad Employer Brand Research 2025, wyłania się nowa definicja atrakcyjnego pracodawcy. I nie chodzi już tylko o benefity czy modny open space.

Raport pokazuje, że aż 56% badanych za jeden z najważniejszych czynników przy wyborze miejsca pracy uznaje równowagę między życiem zawodowym a prywatnym. Elastyczność, zrozumienie i autonomia to wartości, które nabrały ogromnego znaczenia – szczególnie po doświadczeniach pandemii.

Pracownicy poszukują efektywnych sposobów na lepsze zarządzanie niezbędną równowagą między pracą a życiem osobistym” – mówi Dorota Pałysiewicz, Dyrektor HR w Brown-Forman Polska, odpowiedzialna za region Central and Eastern Europe. „Kolejne pokolenia coraz lepiej radzą sobie z organizacją życia zawodowego i innych sfer, takich jak rodzina, przyjaźnie, rozrywka czy pasje”.

To nie oznacza lenistwa. Wręcz przeciwnie – chodzi o lepsze zarządzanie własną energią i koncentracją. Pałysiewicz podkreśla, że kluczowe stają się: samoświadomość, dyscyplina i umiejętność skupienia się na najważniejszych zadaniach.

Nie można jednak ignorować podstaw. 71% respondentów nadal uważa, że atrakcyjne wynagrodzenie to warunek konieczny, by uznać pracodawcę za godnego uwagi. Pensja to nie tylko narzędzie przetrwania – to także wyraz szacunku i docenienia. Firmy, które płacą uczciwie, szybciej zdobywają lojalność pracowników.

Atmosfera robi różnicę

Na trzecim miejscu w hierarchii potrzeb znalazła się… atmosfera. To już nie tylko „miły dodatek”. 63% pracownikówdeklaruje, że właśnie klimat w pracy wpływa na ich decyzje zawodowe. Kiedy współpraca, szacunek i dobra komunikacja są codziennością – rośnie zaangażowanie i satysfakcja.

„Misja i kultura organizacyjna, w której szacunek dla pracownika stanowi fundament, mają ogromne znaczenie” – podkreśla Dorota Pałysiewicz. „Równouprawnienie niezależnie od wieku, płci czy stanowiska buduje zdrowe relacje w firmie”. W praktyce oznacza to mniej hierarchii, więcej współpracy i równe traktowanie wszystkich członków zespołu – od stażysty po dyrektora.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Po pandemicznych i gospodarczych turbulencjach pracownicy są wyczuleni na jedno: stabilność. 61% badanych jako jeden z kluczowych czynników wymienia pewność zatrudnienia. Nie chodzi tylko o formę umowy, ale o długofalową wizję i transparentność. Firmy, które jasno komunikują swoje cele, strategię i oczekiwania, budują zaufanie. Jak wynika z raportu Randstad: „W firmach, które oferują stabilne warunki oraz wspierające środowisko pracy, widać pozytywny wpływ na morale, motywację i realizację strategii”.

Walka o talenty trwa – i wygrają ją ci, którzy naprawdę słuchają swoich ludzi. Bo dzisiaj pracownicy nie szukają wyłącznie pracy. Szukają miejsca, w którym będą chcieli zostać.

Tesla traci tempo na rynku EV, ale liczy na autonomię i robotaksówki

  • Tesla odnotowała drugi z rzędu spadek przychodów rok do roku – przychody z segmentu motoryzacyjnego spadły o 16% r/r.
  • Kurs akcji spadł po publikacji wyników, gdy inwestorzy zaczęli na nowo oceniać zasadność optymistycznych założeń wobec spółki w obliczu trudnej pierwszej połowy 2025 roku.
  • Inwestorzy pokładają nadzieje w konferencji wynikowej z udziałem Elona Muska, licząc na aktualizacje dotyczące robotaksówek, nowych produktów i inicjatyw AI.
  • Elon Musk ostrzegł przed trudnościami, stwierdzając: „prawdopodobnie czeka nas jeszcze kilka trudnych kwartałów”.

Jak wyjaśnia Neil Wilson, Analityk strategii inwestycyjnych w Saxo Bank, dla inwestorów kwartalne wyniki Tesli od dawna stanowią okazję do odwrócenia uwagi od słabej sprzedaży pojazdów i skupienia się na pozytywnych aspektach działalności spółki. Tym razem jednak trudno wskazać, co dokładnie miałoby być tymi pozytywami.

Elon Musk był wyjątkowo otwarty w kwestii problemów sprzedażowych. Jak powiedział: „Możliwe, że przed nami kilka trudnych kwartałów. Nie twierdzę, że tak się stanie, ale istnieje taka możliwość – czwarty kwartał, pierwszy, może drugi. Jednak w momencie, gdy osiągniemy masową autonomię w drugiej połowie przyszłego roku, a najpóźniej do jego końca, będę zaskoczony, jeśli sytuacja finansowa Tesli nie będzie bardzo korzystna”.

Wyniki za II kwartał były umiarkowanie rozczarowujące, co nie było zaskoczeniem – spadek dostaw był widoczny jeszcze przed publikacją raportu. Na początku miesiąca Tesla poinformowała o 14-procentowym spadku dostaw pojazdów. Dziś rano opublikowano dane wskazujące na spadek sprzedaży w UE o jedną trzecią. Produkcja modeli 3/Y wzrosła o 3%, ale pozostałe modele zanotowały spadek aż o 45%. Brak jasnej strategii dotyczącej nowych modeli budzi niepokój w kontekście malejącego udziału w rynku i rosnącej konkurencji. Globalna sprzedaż pojazdów elektrycznych dynamicznie rośnie, a Tesla zaczyna tracić tempo.

Spółka praktycznie wycofała się z prognoz dotyczących sprzedaży, sygnalizując brak pewności co do powrotu na ścieżkę wzrostu. Po znaczącym spadku dostaw w I kwartale, Tesla zapowiadała aktualizację prognoz po II kwartale – do czego jednak nie doszło. Zrezygnowano również z narracji o „dwóch falach wzrostu sprzedaży”. Firma wskazała natomiast na wpływ ceł i zakłóceń w łańcuchach dostaw, które mogą ograniczyć dostawy w drugiej połowie roku.

W raporcie kwartalnym Tesla pisze: „Trudno jest ocenić wpływ zmieniającej się globalnej polityki handlowej i fiskalnej na łańcuchy dostaw w branży motoryzacyjnej i energetycznej, naszą strukturę kosztów oraz popyt na dobra trwałego użytku i związane z nimi usługi. Mimo że dokonujemy rozważnych inwestycji, które mają umożliwić wzrost w naszych segmentach pojazdów i energii, rzeczywiste rezultaty będą zależeć od różnych czynników, w tym od szerokiego otoczenia makroekonomicznego, tempa wzrostu naszych działań związanych z technologią autonomicznej jazdy oraz rozbudowy produkcji w naszych fabrykach.”

Całkowite przychody spadły o 12% r/r do poziomu 22,5 mld USD. Dochód operacyjny zmniejszył się o 42% do 900 mln USD, co przełożyło się na marżę operacyjną na poziomie 4,1%. Zysk na akcję (EPS) wyniósł 0,40 USD wobec oczekiwań na poziomie 0,42 USD. Marża brutto wyniosła 17,2%, przewyższając prognozy (16,5%), choć spadła z 18% rok wcześniej. Przychody z segmentu motoryzacyjnego spadły o 16% r/r, osiągając poziom 16,7 mld USD w drugim kwartale. W tym przychody ze sprzedaży kredytów regulacyjnych zmniejszyły się do 439 mln USD z 890 mln USD rok wcześniej.

Po ogłoszeniu wyników kurs akcji pozostał stabilny w handlu posesyjnym, jednak zaczął spadać, gdy CFO Vaibhav Taneja odniósł się do skutków ustawy „One Big Beautiful Bill”, która zniosła federalne dopłaty w wysokości 7500 USD do zakupu pojazdów elektrycznych.

Pojawia się jednak pytanie: czy dopłaty mają jeszcze znaczenie, skoro Tesla zamierza zdominować rynek AI i robotyki? Coraz częściej pojawia się właśnie taka, optymistyczna narracja.

W obliczu spadającej sprzedaży pojazdów Tesla stara się przekonać inwestorów, że przekształca się w firmę technologiczną z obszaru AI i robotyki. Przedstawiciele spółki określili II kwartał jako punkt zwrotny w przejściu od lidera rynku EV do lidera w dziedzinie sztucznej inteligencji i robotyki.

Ale czy na pewno?

Wpływowy analityk i długoletni entuzjasta Tesli, Dan Ives, określił Elona Muska mianem „CEO na czas wojny”, dodając, że wizja Tesli w zakresie autonomii i robotyki „zaczyna nabierać kształtów”. Podtrzymał pozytywną rekomendację dla akcji, wskazując Teslę i Nvidię jako „dwie najlepsze opcje inwestycyjne w obszarze fizycznego zastosowania AI na najbliższe lata”.

Ives prognozuje, że AI i robotyka mogą zwiększyć wartość Tesli do biliona dolarów – czyli poziomu zbliżonego do obecnej kapitalizacji rynkowej.

Musk zapowiedział, że usługa Tesla Robotaxi obejmie połowę populacji USA do końca roku. Biorąc pod uwagę, że obecnie jedyne wdrożenie funkcjonuje w ograniczonym zakresie w Austin, plan ten wydaje się mało realny. Oznaczałoby to konieczność pełnego wdrożenia technologii FSD w każdym większym mieście USA w ciągu pięciu miesięcy. Autonomiczna jazda była obiecywana od lat, ale nadal nie została w pełni zrealizowana – obecna usługa w Teksasie wymaga obecności pracownika Tesli w pojeździe. Waymo, należące do Alphabet, wydaje się być znacznie dalej w tym wyścigu.

Segment energii i usług

To jeden z nielicznych pozytywnych akcentów w kwartalnym raporcie. Zysk brutto z działalności związanej z produkcją i magazynowaniem energii wzrósł zarówno kwartał do kwartału, jak i rok do roku, osiągając rekordowe 846 mln USD – mimo że przychody z tego segmentu spadły o 7% r/r z powodu niższych średnich cen sprzedaży. Zysk brutto z usług i pozostałych segmentów wzrósł o 64% kw/kw i o 17% r/r, częściowo dzięki poprawie rentowności działalności Superchargerów, wynikającej z większego wolumenu. Tesla zwiększyła swoją sieć ładowarek o 18% r/r.

Uwaga na fałszywe maile z Microsoftu i Google – rośnie liczba oszustw

Użytkownicy popularnych usług takich jak Google, Microsoft czy Spotify powinni zachować szczególną ostrożność – w czasie wakacji nasilają się ataki phishingowe mające na celu kradzież danych osobowych i numerów kart kredytowych. Eksperci firmy Check Point alarmują, że letnie wakacje sprzyjają nasileniu tego typu oszustw.

Wielu ekspertów zwraca uwagę, że okres wakacyjny to czas, kiedy cyberprzestępcy szczególnie intensywnie wykorzystują okresy urlopowe i związane z nimi zmiany w zachowaniach konsumentów.  – Powrót Spotify i wzrost oszustw związanych z podróżami, szczególnie w związku z nadchodzącymi wakacjami i feriami szkolnymi, pokazują, jak ataki phishingowe dostosowują się do zachowań użytkowników i sezonowych trendów – zauważa Omer Dembinsky, ekspert firmy Check Point Software Technologies.

Główne cele: użytkownicy Microsoftu, Google’a i Spotify

Z danych Check Point Software wynika, że w drugim kwartale 2025 roku najczęściej wykorzystywanymi markami w kampaniach phishingowych były: Microsoft (25%), Google (11%) i Apple (9%). Spotify uplasowało się na czwartej pozycji z wynikiem 6%. Eksperci podkreślają, że popularność tych marek czyni je idealnym celem dla cyberprzestępców – zaufanie użytkowników ułatwia oszustom podszywanie się pod oficjalne serwisy.

Microsoft, Google i Apple to marki, na których codziennie polegają miliony ludzi. Niestety, są one również najczęściej wykorzystywane przez cyberprzestępców w swoich próbach wyłudzenia danych – wyjaśnia Omer Dembinsky. Użytkownicy tych platform, jak i wielu innych, są więc narażeni na działania oszustów, którzy potrafią perfekcyjnie imitować oficjalne strony internetowe.Microsoft, Google i Spotify na celowniku cyberprzestępców

Microsoft, Google i Spotify na celowniku cyberprzestępców

Najczęściej wykorzystywane marki w 2 kwartale 2025 roku to:

  1. Microsoft – 25%
    2. Google – 11%
    3. Apple – 9%
    4. Spotify – 6%
    5. Adobe – 4%
    6. LinkedIn – 3%
    7. Amazon – 2%
    8. Booking – 2%
    9. WhatsApp – 2%
    10. Facebook – 2%

Jak działają ataki phishingowe?

Phishing polega na podszywaniu się pod znane marki w celu wyłudzenia danych. Przestępcy rozsyłają fałszywe wiadomości e-mail, nakłaniając ofiary do kliknięcia w link prowadzący do spreparowanej strony logowania. Tak było m.in. w przypadku Spotify. Ofiary informowano o konieczności aktualizacji konta, co prowadziło do przejęcia ich danych, w tym podpiętych numerów kart kredytowych.

Phishing nadal jest potężnym narzędziem w arsenale cyberprzestępców. W drugim kwartale 2025 roku napastnicy podjęli intensyfikację działań, podszywając się pod najbardziej zaufane marki na świecie – mówi Check Point w swoim raporcie.

Eksperci podkreślają znaczenie podstawowych zasad bezpieczeństwa: sprawdzania adresów URL, ignorowania podejrzanych wiadomości, korzystania z uwierzytelniania dwuskładnikowego i aktualizowania oprogramowania. Kluczowe jest także zwiększanie świadomości użytkowników – to właśnie niewiedza bywa najsłabszym ogniwem.

Kurs dolara i euro w trendach bocznych – co dalej z USD/PLN i EUR/USD?

Rynkowe trendy w dalszym ciągu wydają się niezagrożone. Kurs EUR/USD zakotwiczył powyżej 1,17 $, ale brakuje mu impulsu do ataku na niedawne szczyty. Dolarowi nie odpuszcza też złoty, co utrudnia USD/PLN trwalsze odejście od 3,60 zł. Kurs EUR/PLN zawęża konsolidację, co dla optymistów może być wskazaniem zbliżającego się końca marazmu. Czy WIG20 stoi na progu wybicia kolejnego oporu?

Tabela. Maksima i minima głównych walut oraz notowania WIG20. Zakres: 21.07.2025 – 25.07.2025

Para walutowa EUR/USD EUR/PLN USD/PLN WIG20
Minimum 1,1617 4,2399 3,6088 2917,68
Maksimum 1,1787 4,2596 3,6530 2965,96

 

EUR/USD

Wykres kursu euro do dolara, interwał 4-godzinowy

Wykres kursu euro do dolara, interwał 4-godzinowy

Naszą rynkową opowieść zaczynamy od głównej pary globu. Kurs EUR/USD w lipcu próbował wygenerować korektę trwającego już pięć miesięcy trendu wzrostowego, ale została ona szybko zanegowana. Nie udało się jej trwale wybić poziomów, z których zaczął się atak na niedawne (i zarazem 4-letnie) szczyty powyżej 1,18 $. Taki układ handlu można uznać za mocny sygnał potwierdzający trwałość tendencji zwyżkowej. Dopiero realne wybicie linii trendu, potwierdzone naruszeniem rejonu wsparcia wyznaczonego przez ok. 1-centowy kanał powyżej 1,145 $, będzie silnym sygnałem sprzedaży EUR. Równocześnie wciąż brakuje impulsów do skutecznego ataku na wspomniane wcześniej maksima, ale to ten scenariusz należy w dalszym ciągu uznać za bardziej prawdopodobny. Wybicie tego oporu ostatecznie może zwiastować próbę dojścia nawet na szczyty z 2020 roku, znajdujące się przy 1,23 $.

USD/PLN

Wykres kursu dolara do złotego, interwał 4-godzinowy

Wykres kursu dolara do złotego, interwał 4-godzinowy

Jak to z reguły bywa, kurs USD/PLN jest prawie lustrzanym odbiciem kursu EUR/USD. Oznacza to, że lipcowa korekta tak naprawdę stała się potwierdzeniem trwającego trendu spadkowego. Także w tym przypadku powrotowi do tendencji zabrakło pary do ataku na niedawne kilkuletnie minima. Jeżeli w najbliższych tygodniach (bądź co bądź wakacyjnych, a więc niejednokrotnie związanych z mniejszą zmiennością) na rynek nie wpłyną silne impulsy, to złoty może mieć problem z wybiciem kluczowego teraz wsparcia przy 3,58 zł. Z drugiej strony bliskość tego poziomu sprawia, że w dalszym ciągu atak na niego to bliższy scenariusz, niż trwałe wyjście górą powyżej lokalnych szczytów w rejonie 3,68 zł. W przypadku złamania wspomnianych dołków otworzy się ścieżka dla kursu dolara na zejście w długim terminie nawet do minimów z 2018 roku przy 3,30 zł.

EUR/PLN

Wykres kursu euro do złotego, interwał 4-godzinowy

Wykres kursu euro do złotego, interwał 4-godzinowy

Skoro na szerokim rynku trudno dostrzec zmiany tendencji, to z pewnością nie znajdziemy ich na najważniejszej parze z perspektywy naszej gospodarki, czyli EUR/PLN. Kurs euro trwa w ulubionym dla siebie trendzie bocznym. Nadzieją dla oczekujących zwiększonej zmienności może być fakt, że konsolidacja sukcesywnie się zawęża, co w określonych sytuacjach może stanowić przedsmak wyjścia w którymś kierunku z obserwowanego korytarza bocznego. Ponieważ kurs euro ciąży w kierunku południowym to, mając na uwadze scenariusze bazowe dla wcześniej opisywanych par, można wysnuć wniosek, że w przypadku opuszczenia konsolidacji, będzie to oznaczało wyjście dołem. W takim przypadku trzeba zakładać atak na rejon wsparcia powyżej 4,20 zł, którego pokonanie będzie szansą zejścia o kolejne 5 groszy niżej. Jeżeli jednak rynek podda presji złotego, to dopiero trwałe wyjście powyżej oporu przy 4,31 zł ostatecznie zaneguje trwającą konsolidację. W takim wypadku trzeba będzie wziąć pod uwagę podejście pod szczyty z ostatniej jesieni w pobliżu 4,37 zł.

WIG20

Wykres notowań WIG20, interwał 1-godzinowy

Wykres notowań WIG20, interwał 1-godzinowy

Na koniec warto spojrzeć na wykres głównego indeksu warszawskiej giełdy. Chociaż ostatni tydzień nie był łatwy dla GPW, to już cały ostatni miesiąc można uznać za sukces naszych blue chipów. W kilka tygodni WIG20 poszedł w górę o blisko 300 pkt, co stanowi doskonały przykład przyciągania kapitału przez  największe rodzime spółki. Jak już wspomniałem aktualnie coraz trudniej generować wzrosty, ale warto brać pod uwagę, że ten indeks nie był tak wysoko od kilkunastu lat. W takim razie ostatnią korektę można uznać po prostu za część trwającego trendu wzrostowego. Niedźwiedzie musiałyby przebić linię wsparcia wyznaczoną przez początek ostatniego ruchu zwyżkowego, aby móc myśleć o przejęciu sentymentu. Natomiast byki mogą próbować dostrzec formację chorągiewki, a realizacja tego układu oznaczałaby kolejne, mocne wyjście do góry.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Trump vs Powell – polityczna gra o przyszłość dolara

Marazm na notowaniach EUR/USD, mimo jastrzębiego odbioru konferencji prasowej Lagarde. Po krytycznych słowach wobec szefa Fed, Trump postanawia iść krok dalej i wpada z wizytą do siedziby Rezerwy Federalnej. Srebro lśni mocniej od złota, cena blisko 40 USD, czyli najwyżej od 2011. 

Niepokój w EBC

Wczorajszy dzień mógł przynieść większą zmienność na rynkach za sprawą posiedzenia EBC, a szczególnie późniejszej konferencji prezes Lagarde. Brak zmiany kosztu pieniądza, a przede wszystkim nieco bardziej jastrzębi ton prezes EBC, nie wpłynęły jednak znacząco na perspektywy rynkowe. Stopy procentowe w strefie euro pozostały bez zmian, depozytowa na poziomie 2%, a refinansowa 2,15%. Spadek inflacji do zakładanego celu przekonał decydentów, że nie ma w tym momencie sensu działać. Rynek widzi obecnie niewielką przestrzeń do obniżki kosztu pieniądza w tym roku, ale oczywiście kluczową kwestią pozostanie wojna handlowa z USA i wysokość ceł. Nawet gdyby przed 1 sierpnia udało się zejść ze stawką z 25 do 15%, to i tak będzie to spore wyzwanie dla europejskich przedsiębiorców eksportujących towary do USA, szczególnie w przypadku motoryzacji. EUR/USD pozostaje w układzie wzrostowym, ale – jeśli początek sierpnia będzie coraz bliżej i ciągle nie będzie wtedy umowy handlowej między USA a UE – możemy się spodziewać zniecierpliwienia inwestorów, co zadziała na niekorzyść dla wspólnej waluty.

Trump z wizytą w FED

Prezydent USA, mimo że sam mianował prezesa Fed, nie szczędzi w ostatnich tygodniach krytycznych słów pod jego adresem. Po wielu nieeleganckich słowach Trump mimo wszystko stwierdził jednak, że Powell „zrobi to, co powinien”, więc nie ma potrzeby go zwalniać. Kością niezgody pozostaje wysokość stóp procentowych. Prezydent twierdzi, że powinny być one na poziomie 1% (byłoby miło, skoro koszty obsługi długu tak rosną w USA). Z kolei decydenci z Fed uważają, że trzeba poczekać i obserwować napływające dane, by móc ogłosić okiełznanie inflacji. Wczoraj wieczorem Trump „odwiedził” prezesa Fed w siedzibie Rezerwy Federalnej. To kolejny incydent, który podważa niezależność prezesa banku centralnego. Niemniej jednak media ogłosiły, że spotkanie przebiegło w przyjaznej atmosferze. Nie miało więc ono większego wpływu na waluty. Tym bardziej że nie znamy szczegółów spotkania i możemy się jedynie domyślać, że rozmowa dotyczyła polityki monetarnej i kwestii handlowych. Jak ostatnio zakomunikował Fed po posiedzeniu, czynnikiem hamującym obniżki są właśnie zawirowania w handlu, za które odpowiada prezydent USA. Nowy szef banku centralnego ma być ogłoszony w grudniu bądź styczniu. Tak wczesny wybór następcy to też pstryczek w ucho dla prezesa Powella, którego kadencja kończy się dopiero w maju.

Srebro nadal daleko od rekordów

W ostatnim czasie bardzo często można przeczytać o rekordach na cenach złota. Kurs oscyluje w granicach poziomu 3300-3400. I choć rekordy z kwietnia są ciągle maksymalnymi wartościami, to popyt na ten surowiec nie spada, zarówno po stronie banków centralnych, jak i inwestorów indywidualnych. Jednak w ostatnim czasie kurs srebra przyćmił zachowanie złota i kontynuuje wspinaczkę na okrągłą wartość 40 USD (w tym roku startował z poziomu 30 USD). Z czego wynika tak duży popyt? Tutaj sytuacja jest nieco inna niż w przypadku złota. Za spore zakupy odpowiada przemysł, w którym srebro jest wykorzystywane choćby przy produkcji paneli fotowoltaicznych, pojazdów elektrycznych i hybrydowych czy elektroniki. Co ciekawe kursowi srebra nadal daleko jednak do rekordowych poziomów z 1980 roku, kiedy widzieliśmy szczyt na poziomie 50 USD za uncję. Inna sprawa, że 45 lat temu siła nabywcza USD była o wiele większa i teraz srebro musiałoby kosztować 4 razy więcej, by odzwierciedlić ówczesną wartość.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

MCI sprzedaje Grupę IAI globalnemu funduszowi Montagu Private Equity

0

MCI Capital podpisał z Montagu Private Equity umowę sprzedaży wszystkich akcji w Grupie IAI, która jest liderem rynku oprogramowania dla e-commerce w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. To jeden z największych exitów w historii MCI i kolejne bardzo udane wyjście funduszu z inwestycji w sektorze spółek technologicznych.

MCI z sukcesem zrealizował strategię budowy wartości Grupy IAI w wymiarze produktowym i geograficznym. W ciągu siedmiu lat obecności funduszu, Grupa IAI, rozwijana wspólnie z jej założycielami – Pawłem Fornalskim i Sebastianem Mulińskim – zrealizowała szereg inwestycji, znacząco zwiększyła skalę działalności, wzmocniła struktury organizacyjne i ugruntowała pozycję lidera rozwiązań SaaS dla branży e-commerce w Polsce. Sukces IAI w skutecznej realizacji strategii wzrostu pozwolił na pozyskanie nowego, prestiżowego inwestora jakim jest Montagu Private Equity.

Zaangażowanie w Grupę IAI było dla nas doskonałym przykładem realizacji naszej strategii inwestycyjnej – poprzez aktywne wsparcie w rozwoju organicznym i akwizycjach udało się zbudować lidera rynku SaaS dla e-commerce w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. To udany przykład sukcesji właścicielskiej i dobrej współpracy funduszu z założycielami spółki w zakresie szybkiej budowy wartości, która została doceniona przez inwestorów – mówi Tomasz Czechowicz, założyciel i partner zarządzający MCI.

 – IAI to firma z ogromnym potencjałem, innowacyjną kulturą organizacyjną i wysoką jakością technologii, co w pełni potwierdziło podpisanie umowy sprzedaży z wysokiej jakości partnerem. Dziękujemy zespołowi IAI za udaną współpracę i życzymy dalszych sukcesów pod skrzydłami nowego inwestora – dodaje Filip Berkowski, starszy partner inwestycyjny w MCI Capital.

Od lokalnego lidera do regionalnego gracza

MCI zainwestowało w Grupę IAI w 2018 roku, gdyż dostrzegło wówczas potencjał rosnącego rynku e-commerce w Polsce i regionie CEE. Argumentem była także silna pozycja IAI jako dostawcy kompleksowego oprogramowania dla e-sklepów. Od początku współpracy plan rozwoju obejmował zarówno wzrost organiczny – poprzez budowę nowoczesnych i kompleksowych produktów odpowiadających na potrzeby dynamicznie rozwijającego się sektora e-commerce – jak i rozwój nieorganiczny poprzez akwizycje.

W 2021 roku Grupa IAI przejęła spółkę ShopRenter – lidera rynku na Węgrzech – co zapoczątkowało jej zagraniczną ekspansję. Dwa lata później, w 2023 roku, firma nabyła pakiet kontrolny spółki AtomStore – polskiego dostawcy rozwiązań dla większych sklepów internetowych. Pozwoliło to grupie zagospodarować segment klientów enterprise.

W efekcie tych działań Grupa IAI stała się największym w Polsce – pod względem GMV – dostawcą platform SaaS dla e-commerce, obsługując ponad 10% całego obrotu rynku e-commerce w Polsce.

Innowacja i skalowalność motorem wzrostu

Sercem oferty Grupy IAI pozostaje platforma IdoSell, skierowana do średnich i dużych sklepów (merchantów) realizujących tysiące transakcji miesięcznie. Firma zbudowała wokół niej kompleksowy ekosystem usług wspierających rozwój e-commerce – od płatności i logistyki, przez narzędzia marketingowe, po sprzedaż międzynarodową. Równolegle rozwijana jest również m.in. platforma IdoBooking, dedykowana branży apartamentowej, wspierająca obiekty w zarządzaniu sprzedażą online. Już dziś około 20% merchantów IAI prowadzi aktywną sprzedaż za granicą – m.in. w Niemczech, Czechach czy Francji.

Wspierając rozwój IAI, MCI konsekwentnie inwestowało w rozwój nowych funkcjonalności i produktów, które odpowiadają na rosnące oczekiwania rynku i umożliwiają skalowanie działalności klientów. Dzięki temu Grupa nie tylko zwiększyła swoją przewagę technologiczną, ale też stała się partnerem wzrostu dla profesjonalnych e-sklepów w Polsce i regionie.

Silne fundamenty finansowe i technologiczne

W okresie inwestycji MCI – Grupa IAI blisko 6-krotnie zwiększyła skalę swojej działalności i odnotowała znakomite wyniki finansowe – wartość transakcji obsługiwanych przez platformę (GMV) przekroczyła 20 mld zł w 2024 roku, a w bieżącym roku Grupa planuje osiągnąć około 300 mln zł przychodów. Spółka może też pochwalić się wyjątkowo dobrymi wskaźnikami charakterystycznymi dla dojrzałych firm SaaS: bardzo niskim wskaźnikiem churn, wysokim poziomem retencji klientów oraz spełnianiem tzw. Rule of 40.

Transakcja wyjścia

MCI wspólnie z doradcami – PwC, DJM, Deloitte i CMS – rozpoczął przygotowania spółki do startu procesu wyjścia z inwestycji we wrześniu 2025. Atrakcyjny model biznesu IAI jeszcze przed startem procesu przyciągnął zainteresowanie uznanych inwestorów, które doprowadziło do podpisania umowy inwestycyjnej z Montagu Private Equity. Warunkiem zamknięcia transakcji jest otrzymanie zgód regulacyjnych.

Hotel System Betasi – nowoczesne rozwiązanie, które porządkuje hotelową codzienność

Prowadzenie hotelu wypoczynkowego czy resortu to nie tylko goście i rezerwacje, ale cała skomplikowana logistyka działania obiektu, którą trzeba mieć pod kontrolą każdego dnia. W tej branży nie ma miejsca na błędy, dlatego coraz więcej świadomych właścicieli obiektów noclegowych sięga po profesjonalne systemy do zarządzania. Hotel System Betasi to narzędzie, które powstało właśnie z myślą o potrzebach Hotelarzy i w oparciu o doświadczenia zdobyte w największych polskich obiektach.

Rozwiązanie nie tylko dla dużych hoteli

Systemy hotelowe mają największy sens tam, gdzie codzienne operacje wykraczają daleko poza samą rezerwację noclegu. Hotele ze strefą spa, zapleczem konferencyjnym, kilkoma punktami gastronomicznymi, atrakcjami dodatkowymi czy indywidualną ofertą dla grup wymagają narzędzia, które porządkuje skomplikowaną logistykę działania.

Hotel System pozwala nie tylko zarządzać dostępnością pokoi, ale też sprawnie koordynować pracę różnych działów — od recepcji, przez gastronomię i housekeeping, aż po MICE czy wellness. To rozwiązanie dla tych, którzy potrzebują realnego wsparcia systemowego w zarządzaniu złożonymi usługami i dużą ilością zmiennych, a nie tylko prostego systemu do wprowadzania rezerwacji.

Wdrożenie może być elastyczne — funkcjonalności można rozbudowywać stopniowo, zgodnie z tempem rozwoju obiektu i konkretnymi potrzebami operacyjnymi.

Intuicyjna obsługa bez zbędnej komplikacji

W przypadku systemów dla rozbudowanych obiektów hotelowych prostota nie oznacza ograniczeń, a raczej czytelną organizację pracy i łatwość w obsłudze kluczowych funkcji. Choć system oferuje szeroki zakres możliwości – od zarządzania noclegami, przez obsługę gastronomii i spa, po organizację konferencji – jego obsługa pozostaje logiczna i spójna.

Układ interfejsu i logika działania zostały zaprojektowane z myślą o praktyce: najważniejsze operacje, takie jak tworzenie rezerwacji, wystawianie rachunków czy bieżące zarządzanie dostępnością, układają się naturalnie w rytm codziennej pracy, co pozwala szybko się wdrożyć. Nawet nowi członkowie zespołu bez trudu odnajdują się w systemie, a jego działanie wspiera sprawne funkcjonowanie obiektu od pierwszego dnia.

Funkcjonalności, które wspierają codzienną pracę

Hotel System dostarcza narzędzi niezbędnych do sprawnego zarządzania nowoczesnym i wielofunkcyjnym obiektem hotelowym. Moduły takie jak rezerwacje, meldunki, rozliczenia i raportowanie działają w jednym spójnym środowisku, co znacząco usprawnia pracę zespołów operacyjnych. System wspiera również sprzedaż usług dodatkowych – od pakietów spa po wydarzenia specjalne – umożliwiając pełną kontrolę nad ofertą i przychodami z różnych źródeł.

Integracja z systemami płatności i wewnętrznymi punktami sprzedaży pozwala na precyzyjne zarządzanie finansami oraz płynne prowadzenie obsługi gościa na każdym etapie jego kontaktu z obiektem — od pierwszej rezerwacji po końcowe rozliczenie.

Zgodność z przepisami i aktualizacje na bieżąco

W branży hotelarskiej zmiany w przepisach to codzienność — a ich niedopilnowanie może kosztować sporo nerwów i pieniędzy. Betasi regularnie aktualizuje swój system, zapewniając zgodność z obowiązującym prawem. Dzięki temu właściciele i managerowie mogą skupić się na prowadzeniu biznesu, bez obaw o formalności czy kontrole urzędowe.

Wsparcie techniczne, które naprawdę działa

Firma stawia na realną pomoc, więc za systemem stoi zespół, który zna jego działanie nie tylko od strony technicznej, ale także praktycznej – w kontekście codziennych wyzwań operacyjnych. Klienci mogą zawsze liczyć na dział wsparcia i szybki kontakt z osobą kompetentną, gotową rozwiązać konkretny problem lub doradzić w bardziej złożonej sytuacji. To wsparcie, które realnie odciąża zespół hotelowy i pozwala skupić się na gościach, nie na technologii.

Dlaczego warto wybrać Hotel System Betasi?

Hotel System to więcej niż narzędzie — to kompleksowe rozwiązanie stworzone z myślą o profesjonalnym zarządzaniu rozbudowanym obiektem hotelowym. System łączy elastyczność konfiguracji, wysoką funkcjonalność i przejrzystość obsługi z realnym, merytorycznym wsparciem technicznym. Betasi współpracuje z obiektami, które oczekują stabilnych rozwiązań, możliwości rozwoju i partnera rozumiejącego specyfikę branży.

Lagarde jastrzębia, ale euro bez reakcji. Polityczna presja na Fed rośnie

Wczorajszy dzień przyniósł szereg informacji ze świata polityki i gospodarki, jednak żadna z nich nie miała istotnego wpływu na rynek walutowy. Kurs EUR-USD zakończył dzień praktycznie bez zmian, co odzwierciedla brak realnego impulsu do zmiany wyceny wspólnej waluty względem dolara.

Uwagę rynku przyciągnęło przede wszystkim posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego, podczas którego stopy procentowe pozostały bez zmian, co było zgodne z oczekiwaniami. Prezes Christine Lagarde przyjęła nieco bardziej jastrzębie stanowisko niż wcześniej zakładano, jednak nie zmieniło to znacząco perspektyw rynkowych. Niemniej jednak rynek już wcześniej wyceniał jedynie niewielkie prawdopodobieństwo dalszego luzowania, więc wczorajsze wydarzenia nie wywarły istotnego wpływu na wycenę euro. Dla rynku stało się bowiem jasne, że cykl obniżek zakończy się najpóźniej we wrześniu, a zmiana stóp o 25 punktów bazowych nie ma obecnie dużego znaczenia dla kierunku notowań EUR.

Równolegle opublikowano wstępne indeksy PMI dla strefy euro i Stanów Zjednoczonych. W Europie wskaźniki okazały się nieco lepsze od prognoz i wykazały poprawę względem poprzedniego miesiąca. W USA ogólny indeks PMI również wypadł wyraźnie powyżej oczekiwań, jednak zaskoczeniem był spadek wskaźnika dla przemysłu poniżej granicy ekspansji (50 pkt), co może sygnalizować słabość tego sektora. Z drugiej strony, pozytywnie zaskoczyły dane z amerykańskiego rynku pracy – liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych spadła do najniższego poziomu od trzech miesięcy, co wskazuje na utrzymującą się siłę rynku pracy.

Wieczorem uwaga rynków skupiła się na medialnej wizycie Donalda Trumpa w Rezerwie Federalnej. Spotkanie to miało na celu publiczne podważenie pozycji przewodniczącego Fed Jerome’a Powella, jednak prezes banku centralnego wykazał się opanowaniem i był dobrze przygotowany na tę konfrontację. Choć wizyta nie przyniosła żadnych nowych informacji, ponownie unaoczniła trwającą presję polityczną wobec Fed. Trump dał do zrozumienia, że chętnie odwołałby Powella, ale wie, że rynki zareagowałyby na taki ruch negatywnie. W dłuższej perspektywie takie działania mogą naru­szać niezależność instytucji, nawet jeśli ich wpływ nie jest natychmiast widoczny w codziennej zmienności rynkowej.

W kontekście braku świeżych impulsów i neutralnej reakcji na ostatnie wydarzenia, inwestorzy z coraz większym zainteresowaniem wyczekują przyszłotygodniowego posiedzenia FOMC. Kluczowe pytanie dotyczy tego, czy presja polityczna i silne dane z rynku pracy znajdą odzwierciedlenie w głosowaniach członków Komitetu oraz w oficjalnej komunikacji Fed. To właśnie ten czynnik może stanowić potencjalny punkt zwrotny dla USD i rynku obligacji.

Autor: Łukasz Zembik, OANDA TMS Brokers

Wolniej, drożej, później – transport lotniczy w trudnej sytuacji i bez perspektywy na szybką poprawę

  • Transport lotniczy na zakręcie – rekordowe opóźnienia w dostawach samolotów i rosnące koszty
  • Lotniska i kontrola ruchu nie nadążają – opóźnienia lotów mogą wzrosnąć sześciokrotnie do 2035 r.
  • Popyt rośnie, podaż spada – lotnictwo walczy z wąskimi gardłami i brakami w produkcji
  • Globalna flota się starzeje – średni wiek samolotów osiągnął rekordowy poziom 14,8 lat

Branża lotnicza znajduje się w krytycznym momencie – problemem nie jest popyt na przewozy lotnicze, ale wąskie gardła i dramatycznie duże opóźnienia w dostawach nowych samolotów. Ich odrobienie przy obecnym tempie produkcji zajęłoby 14 lat! (tj. dwukrotnie więcej niż przed pandemią). Wolne tempo unowocześniania floty to także wyższe koszty dla linii lotniczych, stąd wyzwaniem dla nich jest równoważenie w kilkuletniej perspektywie zwiększania skali działalności operacyjnej z rentownością.

  • Wzrosła nierównowaga pomiędzy zwiększonym popytem a zmniejszoną podażą: zwiększył się popyt na przewozy i tym samym na samoloty, ich dostawy są z kolei mniejsze niż przed pandemią i nic nie wróży, aby miało się to szybko zmienić z powodu tarć handlowych – zakłóceń w dostawach surowców i komponentów do produkcji jak i zwrotu w kierunku zwiększenia produkcji na potrzeby wojskowe.
  • Zakłócenia w łańcuchu dostaw pozostają poważnym wąskim gardłem – w 2024 r. dostawy samolotów spadły o 31% w porównaniu z szczytowym poziomem osiągniętym przez branżę w 2018 r.
  • Historycznie wysoki poziom opóźnień w dostawach – przy obecnym tempie ich likwidacja zajęłaby 14 lat.
  • Kolejny rekord – średni wiek floty lotniczej w skali globalnej wzrósł do rekordowego poziomu 14,8 lat. Starzenie się floty obciąża zaś wyniki linii lotniczych – nie tylko zmniejsza ich potencjał wzrostu w odpowiedzi na zwiększone zapotrzebowanie na przewozy, ale także przyczynia się do zwiększenia kosztów zużycia paliwa (wespół z rosnącymi kosztami paliw oraz kosztami pracowniczymi).
  • Wyzwaniem będzie równoważenie wzrostu przewozów z ich rentownością – zaspokojenie popytu nie tylko nie będzie łatwe, ale także – opłacalne.
  • Ograniczona przepustowość lotnisk oraz wydolność systemu kontroli ruchu – już latem ubiegłego roku tylko 65% lotów przyleciało na czas, a prognozy wskazują, że opóźnienia będą rosnąć w kolejnych latach! Według Komisji Europejskiej opóźnienia w europejskiej przestrzeni powietrznej mogą wzrosnąć sześciokrotnie do 2035 r. Szczególnie zatłoczona jest przestrzeń powietrzna Europy Środkowej – może więc czas na powrót do projektu europejskiej przestrzeni powietrznej.
  • Produkcja lotnicza: większość innowacji będzie wymagała kolejnej dekady, aby osiągnąć fazę dojrzałości do wdrożenia na skalę produkcyjną, w międzyczasie trzeba rozsądnie równoważyć inwestycje w zwiększenie obecnej produkcji i w rozwój zdolności produkcyjnych nowych technologii.

Branża lotnicza znajduje się w krytycznym momencie, mierząc się z jednej strony z ożywieniem gospodarczym (popyt na loty związany także z odrodzoną turystyką) po pandemii, ale z drugiej strony będąc narażonym na napięcia geopolityczne, utrzymujące się ograniczenia w łańcuchach dostaw, a jednocześnie szybko przyspieszający w skali globalnej program działań na rzecz zrównoważonego rozwoju w lotnictwie. W sektorze produkcyjnym i transportu lotniczego w opinii Allianz Trade zakłócenia w łańcuchu dostaw pozostają poważnym wąskim gardłem. Producenci silników, dostawcy komponentów i producenci oryginalnego wyposażenia (OEM) mają trudności z przyspieszeniem produkcji w odpowiedzi na rosnący popyt. W rzeczywistości wąskie gardła w zakresie wykwalifikowanej siły roboczej, surowców i zdolności logistycznych nadal opóźniają dostawy samolotów na całym świecie, krzyżując plany linii lotniczych i wpływając na zwiększenie ich kosztów. Szacujemy, że w 2024 r. dostawy spadły o 31% w porównaniu z szczytowym poziomem osiągniętym przez branżę w 2018 r., kiedy to udało się dostarczyć około 1800 samolotów na całym świecie. Ubiegłoroczny wynik był również o 30% niższy od prognoz wytwórców (co pokazuje, iż nawet u źródła nie ma kontroli i pewności odnośnie scenariusza rozwoju sytuacji).

Z utrzymującą się dysproporcją pomiędzy popytem a podażą na nowe samoloty wiążą się dwa główne negatywne skutki:

  1. Popyt przewyższa dostawy = zaległości osiągają historyczny poziom: W świetle utrzymującego się silnego popytu na samoloty komercyjne, ale ograniczonych dostaw, zaległości osiągnęły pod koniec ubiegłego roku około 17 000 samolotów, co stanowi rekordowy poziom w branży. Z tego powodu, przy obecnym tempie dostaw, likwidacja obecnych zaległości zajęłaby prawie 14 lat, czyli dwukrotnie więcej niż średnia z 6 lat przed pandemią.
  2. Starzenie się floty = wysokie koszty i emisja dwutlenku węgla: Drugą poważną konsekwencją jest to, że w wyniku opóźnień w dostawach średni wiek globalnej floty wzrósł do rekordowego poziomu 14,8 lat, co stanowi znaczny wzrost w porównaniu ze średnią wynoszącą 13,6 lat w latach 1990-2024. W największym stopniu efekt tego odczuwają same linie lotnicze, ponieważ starsza flota oznacza wyższe koszty utrzymania i większe zużycie paliwa. Według IATA, gdyby nie spadek efektywności paliwowej branży (w następstwie postępującego starzenia się floty), linie lotnicze zużyłyby o 1,4 mld galonów mniej paliwa lotniczego, a emisja CO2 byłaby o 13,6 mln ton niższa.

Kontynuując temat środowiska, w opinii Allianz Trade potrzeba dekarbonizacji lotnictwa nie jest już długoterminową ambicją, ale raczej pilną koniecznością. Ramy regulacyjne, takie jak unijna inicjatywa „Fit for 55” czy wymogi dotyczące paliw lotniczych SAF (ekologiczne paliwa wytwarzane z alternatywnych źródeł a nie z surowców kopalnych) oraz globalne mechanizmy rozliczania emisji dwutlenku węgla zmuszają zarówno linie lotnicze, jak i producentów do przyspieszenia realizacji strategii zrównoważonego rozwoju, często przed osiągnięciem gotowości technologicznej  do wdrożenia nowych rozwiązań na skalę przemysłową. Rozbieżność ta będzie się utrzymywać i stanowić będzie coraz większe wyzwanie dla branży. Na przykład SAF jest obecnie poważnym problemem dla linii lotniczych, ponieważ kosztuje od 2 do 5 razy więcej niż konwencjonalne paliwo lotnicze, co wynika z ograniczonych mocy produkcyjnych, wysokich kosztów surowców i restrykcyjnych regulacji dotyczących łańcucha dostaw. Mimo tego wraz ze wzrostem wymogów dotyczących stosowania SAF popyt na to ekologiczne paliwo przewyższa podaż, co dodatkowo winduje wzrost jego cen. Jest to istotne obciążenie finansowe dla linii lotniczych (branży o relatywnie niskich marżach) i zagraża możliwości zwiększania skali działań na rzecz dekarbonizacji w najbliższej przyszłości.

W rzeczywistości w najbliższym okresie bezpośrednim wyzwaniem dla linii lotniczych w opinii Allianz Trade jest zrównoważenie przywrócenia (czy nawet zwiększenia) działalności operacyjnej z rentownością. Popyt na podróże lotnicze silnie wzrósł, co przyniosło szczególne korzyści sektorom związanym z turystyką i zwiększyło popyt na tanie linie lotnicze obsługujące trasy krótkodystansowe, ale jednocześnie presja kosztowa na linie lotnicze jest wysoka. Ceny paliwa lotniczego (biopaliw), niedobory siły roboczej i presja inflacyjna nadal skutkować mogą erozją marż, a konieczność ponownych inwestycji w odnowę floty i transformację cyfrową stanowi dodatkowe obciążenie dla przewoźników.

Oprócz dekarbonizacji i wyższych kosztów istnieje jeszcze jedna poważna przeszkoda: ograniczona przepustowość lotnisk, która uniemożliwia liniom lotniczym zaspokojenie rosnącego popytu. Oprócz opóźnień w dostawach samolotów, które powodują ograniczenia liczby miejsc w samolotach, przewoźnicy borykają się również z problemami związanymi z przestrzenią powietrzną, szczególnie w Europie. Według Komisji Europejskiej opóźnienia w europejskiej przestrzeni powietrznej mogą wzrosnąć sześciokrotnie do 2035 r., ponieważ oczekiwać można, że nawet 80% centrów kontroli ruchu lotniczego osiągnie kres swojej wydolności. Już latem 2024 r. tylko 65% lotów przyleciało na czas, a prognozy wskazują, że opóźnienia będą rosnąć w kolejnych latach. Komisja ostrzega, że wiele krajowych systemów kontroli ruchu lotniczego działa na granicy swoich możliwości lub przekracza je i bez pilnych reform nie będzie w stanie sprostać przyszłemu wzrostowi ruchu lotniczego. Aby temu zaradzić, Bruksela wzywa do podjęcia natychmiastowych działań politycznych i inwestycji w rekrutację, szkolenia i modernizację kontroli przestrzeni powietrznej. Apeluje ona o przyspieszenie w zatrudnianiu nowych kontrolerów, aby zaspokoić potrzeby przed 2030 r. a jednocześnie o ponowne przemyślenie przez kraje członkowskie projektu europejskiej przestrzeni powietrznej (szczególnie w zatłoczonej Europie Środkowej) oraz solidne finansowanie modernizacji technologicznej, w tym automatyzacji i systemów wspomaganych sztuczną inteligencją na lotniskach.

Z drugiej strony niestabilność geopolityczna, związana z napięciami handlowymi, konfliktami lub ograniczeniami przestrzeni powietrznej, również zmienia planowanie tras lotniczych, umowy leasingowe i priorytety obronne producentów OEM. Ponowne podwyższenie ceł przez prezydenta Trumpa rzuca nowe cienie na branżę lotniczą, grożąc zakłóceniem jej kruchego ożywienia po pandemii. Turystyka do Stanów Zjednoczonych, kluczowe źródło przychodów dla wielu (zwłaszcza europejskich) linii lotniczych słabnie, odnotowując w marcu spadek ruchu o 17% r/r z Europy Zachodniej, a wskaźnik obłożenia samolotów na początku I kw. spadł do 78% (z 84% wcześniej). Zmiana w polityce doprowadziła do bojkotu podróży przez Kanadyjczyków, którzy stanowią największą grupę turystów w USA, a w całej Europie narastają nastroje antyamerykańskie. Jednocześnie Airbnb, Booking.com i Expedia ostrzegły, że ich wyniki finansowe będą niższe od oczekiwań ze względu na słaby popyt w Stanach Zjednoczonych. Linie lotnicze z Ameryki Północnej prognozują obecnie najsłabszy  w skali globalnej wzrost przychodów w 2025 r. , odnotowując spadek przychodów w pierwszym kwartale o 10% w ujęciu kwartalnym.

Innowacje po stronie producentów: dla producentów samolotów pojawienie się nowych technologii, takich jak zaawansowana mobilność powietrzna (AAM), napęd wodorowy i operacje oparte na sztucznej inteligencji oznaczają w opinii Allianz Trade głębokie (by nie rzec przełomowe) zmiany, które zgodnie z oczekiwaniami staną się kluczowym obszarem działalności, ale… większość tych innowacji będzie wymagała kolejnej dekady, aby osiągnąć fazę dojrzałości do wdrożenia na skalę produkcyjną. W perspektywie krótko- i średnioterminowej wyzwaniem więc będzie dostosowanie zapotrzebowania (do obecnych możliwości produkcyjnych), zharmonizowanie inwestycji z poziomem gotowości technologicznej oraz zapewnienie bezpieczeństwa i zgodności z przepisami.