Najciekawsze informacje na temat polskiego złotego

61 proc. dostępnych w Polsce banknotów to 100-złotówki – wynika z analizy BGŻOptima. Można byłoby za nie kupić 400 tys. mieszkań w Warszawie lub wybudować 2,5-3 tys. km autostrad. Choć coraz częściej Polacy wybierają płatności elektroniczne to warto pamiętać o najciekawszych informacjach na temat polskiego złotego.

500 zł pieniądze

Polski złoty jakiego dziś znamy to waluta relatywnie młoda. Wysoka inflacja z przełomu lat 80. i 90. doprowadziła do tego, iż Polacy zaczęli gubić się w rosnących cenach. Pojawił się pomysł denominacji, czyli reformy walutowej polegającej na wprowadzeniu nowej waluty. Stare złote przeliczono na nowe w relacji 1 nowy złoty za 10 tys. starych. Złoty otrzymał też nowy kod: PLN. Denominacja stała się faktem 1 stycznia 1995 r. i kosztowała 300 mln zł (nowych). Na rynek trafiły nowe monety i banknoty – w pierwszym rzucie najwyższym nominałem było 50 zł, ale jeszcze w tym samym roku doszły banknoty o wartości 100 i 200 zł. W 2017 r. wprowadzono nominał 500 zł. Stare pieniądze można było wymieniać na nowe do końca 2010 r.

Jak od linijki

Najmniejszy nominał – 10 zł, ma rozmiar 120 × 60 mm. Każdy kolejny banknot jest pochodną tego rozmiaru, gdyż zasada mówi, że krótszy bok kolejnego nominału jest dłuższy od poprzednika o 3 mm. Z kolei bok dłuższy to dokładnie dwukrotność krótszego. Zróżnicowanie rozmiarów banknotów ma ułatwić ich rozróżnianie.

W przypadku monet wygląda to trochę inaczej, różnią się one od siebie z jednej strony rozmiarem, a z drugiej stopem, z którego powstają. Najmniejszą obiegową monetą jest 1-groszówka (15,5 mm), a największą 5-złotówka (24 mm). Pomiędzy nimi kolejność rozmiarów jest już jednak zaburzona i na przykład 5 gr jest większe od 10 i 20 gr, a 1 zł większe od 2 zł.

monetyOprócz banknotów i monet obiegowych, Narodowy Bank Polski emituje jeszcze pieniądze kolekcjonerskie i okolicznościowe. Są one produkowane w ograniczonym wolumenie, ale warto wiedzieć, że stanowią pełnoprawny środek płatniczy. Jednak mając w portfelu monetę kolekcjonerską, lepiej się zastanowić, czy na pewno warto ją wydawać. 20-złotowa srebrna moneta z wizerunkiem wilka (z serii: zwierzęta świata) jest dziś na rynku numizmatów warta kilkaset złotych. Nie wszystkie monety kolekcjonerskie są jednak tak popularne, rynkowa wartość niektórych tylko nieznacznie przekracza tę nominalną.

EURion zatrzyma skaner lub działanie aplikacji

Odkąd istnieją pieniądze, próbowano je podrabiać. Od tysięcy lat trwa niekończący się pojedynek fałszerzy i emitentów walut, którzy robią wszystko, by tworzenie falsyfikatów było jak najtrudniejsze. Wszyscy wiemy, czym jest znak wodny, znamy działanie efektu kątowego na banknotach i rozpoznajemy elementy wykończone tak, by zmieniały kolor.
Istnieją jednak zabezpieczenia mniej znane. W połowie lat 90-tych stworzono system znacznie utrudniający kopiowanie banknotów EURion. Jest to rozwiązanie informatyczne, które blokuje możliwość skanowania, kopiowania i obrabiania banknotów. EURion to określony układ pięciu okręgów (w kolorze pomarańczowym, zielonym lub żółtym), który jest rozpoznawany przez sprzęt i aplikacje. Wzór może być bardziej lub mniej widoczny, np. na banknocie 20-funtowym jest zaszyty w postaci zapisu nutowego.

173 jednogroszówki na osobę

Ze statystyk Narodowego Banku Polskiego wynika, że najpopularniejszymi monetami w Polsce są te najdrobniejsze. W połowie 2018 r. w obiegu było 6,7 miliarda jednogroszówek. To oznacza, że średnio każdy z nas trzyma w domu 173 takie monety. Jednogroszówki stanowią 37,5 proc. wszystkich monet w obiegu, a popularne „miedziaki”, czyli monety od 1 do 5 gr, to ponad dwie trzecie wszystkich monet obiegowych w Polsce.

Gdyby jednak spojrzeć na wartość monet w obiegu, zdecydowanie przoduje pięciozłotówka. Wprawdzie jest ich „tylko” 330 mln, ale ze względu na nominał, daje to wartość 1,65 mld zł. Dla porównania jednogroszówki to tylko 66,6 mln zł. Łącznie w obiegu jest 17,7 mld monet o sumarycznej wartości 4,6 mld zł.

1,25 mld sztuk stuzłotówek

Jeśli chodzi o banknoty, to najwięcej wcale nie jest tych najdrobniejszych. – Zdecydowanie najpopularniejszym banknotem jest 100 zł z wizerunkiem króla Władysława II Jagiełły. Na rynku jest ich 1,25 mld, co stanowi ponad 61 proc. wszystkich banknotów – mówi Bartosz Kucharczyk, ekspert BGŻOptima. – Wartościowo to 125 mld zł, jest to kwota za którą można byłoby kupić 400 tys. mieszkań w Warszawie lub wybudować 2,5-3 tys. kilometrów autostrad – dodaje.

Najwyższy nominał banknotu obiegowego w Polsce to 500 zł z wizerunkiem króla Jana III Sobieskiego. Wprowadzono go do obiegu zaledwie półtora roku temu, do dziś na rynek trafiło ich zaledwie 10 mln sztuk. Łącznie na rynku jest nieco ponad 2 mld banknotów o wartości 202,8 mld zł, gdy zsumujemy to z monetami, otrzymamy 207,4 mld zł.

Podwoiła się liczba chętnych do Szkoły Orląt w Dęblinie. Przyszli piloci wojskowi szkolą się na najnowocześniejszym sprzęcie

Podwoiła się liczba chętnych do Szkoły Orląt w Dęblinie. Przyszli piloci wojskowi szkolą się na najnowocześniejszym sprzęcie 1

Słynna Szkoła Orląt w Dęblinie w tym roku przyjęła na studia wojskowe 110 kandydatów – prawie dwukrotnie więcej niż w poprzednich latach. Liczba zgłoszeń rośnie, a na jedno miejsce przypada kilku chętnych. Kandydaci muszą jednak sprostać wyśrubowanym wymogom. Wstępną kwalifikację lotniczo-medyczną przechodzi zaledwie ok. 15 proc. Ci odbywają najpierw długie i wymagające szkolenie, zanim przesiądą się na śmigłowce czy samoloty bojowe. Dęblińska Szkoła Orląt dysponuje jednymi z najnowocześniejszych samolotów szkoleniowych na świecie – kupionymi niedawno Masterami i śmigłowcami SW-4 Puszczyk.

– Maszyny szkoleniowe mają inne parametry niż te przeznaczone do misji bojowych. Takie maszyny mają innych użytkowników – są przeznaczone dla ludzi, którzy jeszcze nie osiągnęli doskonałości w pilotażu, a więc muszą być m.in bardziej ekonomiczne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Krystowski, wiceprezes spółki Leonardo Helicopters, do której należą zakłady śmigłowcowe PZL-Świdnik.

Kandydaci na pilotów w dęblińskiej Szkole Orląt szkolą się między innymi na produkowanych w Świdniku śmigłowcach SW-4 Puszczyk. To lekki śmigłowiec szkoleniowy, o nowoczesnej konstrukcji i niskich kosztach eksploatacji. Dęblińska Szkoła Orląt ma w sumie 24 takie maszyny, na których przyszli piloci uczą się latać w różnych warunkach. Łącznie w służbie Sił Zbrojnych RP jest w sumie ponad 160 śmigłowców wyprodukowanych w Świdniku – z tamtejszych zakładów pochodzi 80 proc. maszyn, które polska armia kupiła w ciągu ostatnich lat.

Jak podaje MON, obecnie w polskim lotnictwie wojskowym do szkolenia samolotowego i śmigłowcowego wykorzystuje się samoloty DA20 i DA42 oraz śmigłowce Guimbal Cabri G2 z Akademickiego Centrum Szkolenia Lotniczego (ACSL) w Dęblinie. Po pomyślnym zakończeniu szkolenia w ACSL piloci realizują szkolenie w 4. Skrzydle Szkolenia Lotniczego na turbośmigłowych samolotach PZL-130 TC-II Orlik i transportowych M-28B w Radomiu, odrzutowych samolotach TS-11 Iskra i M-346 Master oraz śmigłowcach Mi-2 i SW-4 Puszczyk w Dęblinie.

Na optymalizację szkolenia lotniczego przyszłych pilotów pozwoli kupiony w zeszłym roku Zintegrowany System Szkolenia Zaawansowanego AJT z samolotami M-346 Master. W ramach wartego ponad 1 mld zł kontraktu MON zakupił w sumie osiem takich maszyn (do 2020 roku do Polski trafią jeszcze cztery Bieliki w ramach prawa opcji), pakiet logistyczny i informatyczny oraz siedem symulatorów lotów, procedur awaryjnych i katapultowania.

– M-346 to jedna z naszych pereł w koronie. Zakontraktowaliśmy z polskim Ministerstwem Obrony Narodowej 12 takich samolotów szkolno-treningowych. Zgodnie z umową MON będzie mogło dokupić jeszcze 4 maszyny tego typu. Ich sprzedaż prowadzimy w wielu krajach, jest to bardzo perspektywiczny produkt. Stanowi jeden z głównych elementów naszej działalności. Ostatnio zaoferowaliśmy go także w przetargu na nowoczesne maszyny szkoleniowe dla Amerykańskich Sił Powietrznych. Współpracujemy w tym zakresie [w ramach M-346 – red.] również z PGZ, zwłaszcza w Dęblinie. W ramach tej współpracy dokonamy transferu know-how z Włoch do zakładów w Dęblinie. Dzięki temu na wiele lat powstaną tutaj nowe miejsca pracy – dodaje Marco Lupo, wiceprezes Leonardo na region Bałkanów i Europy Wschodniej.

Na odrzutowcach M-346 będą się szkolić przede wszystkim kandydaci na pilotów samolotów wielozadaniowych F-16 (do tej pory musieli przechodzić takie szkolenie w USA). Dzięki temu Siły Powietrzne RP zyskają samodzielność w procesie ich szkolenia.

– Samolot bądź śmigłowiec szkoleniowy powinien być dużo łatwiejszy od docelowej maszyny bojowej, taktycznej, ale jednocześnie wpajać właściwe nawyki, ukierunkowywać. To znaczy, że powinien mieć podobne rozłożenie przyrządów w kabinie, podobną filozofię obsługi podstawowych urządzeń. To, że samoloty szkolne są nieco prostsze, wcale nie jest przeszkodą. Ktoś, kto od razu wsiadłby do tak skomplikowanej maszyny jak samolot bojowy, absolutnie by sobie nie poradził. Zużyłby mnóstwo paliwa i nic by z tego nie było. Dlatego trzeba zaczynać od podstaw, od rzeczy najprostszych – mówi mjr rez. Michał Fiszer, pilot wojskowy.

Statki powietrzne wykorzystywane do szkolenia lotniczego charakteryzują się prostotą pilotażu, ale coraz częściej spotyka się maszyny wyposażone w awionikę typu Glass Cockpit, która pozwala się oswoić z architekturą awioniki stosowaną w większości nowych samolotów.

– Samoloty wykorzystywane w szkoleniu lotniczym powinny odpowiadać charakterystyką samolotom bojowym, na których piloci będą latać w przyszłości. Im bardziej te samoloty będą do siebie podobne, tym łatwiejsze będzie końcowe szkolenie, czyli przesiadka pilota na docelowy typ bojowy, aż uzyska status bojowy combat ready – mówi Jerzy Gruszczyński, redaktor naczelny pisma „Lotnictwo Aviation International”.

Jak podaje Ministerstwo Obrony Narodowej, co roku Siły Zbrojne RP potrzebują około 100 nowych pilotów. Proces ich szkolenia jest długi, wymaga dużych nakładów sił i środków finansowych. Dodatkowo przed kandydatami na pilotów wojskowych są stawiane wyśrubowane wymagania, dotyczące także stanu zdrowia. Tylko niewielki odsetek spełnia surowe kryteria naboru i kwalifikuje się do wymagającego szkolenia.

Sercem całego systemu szkoleniowego jest samolot bądź śmigłowiec szkolny. Natomiast pozostałe elementy w postaci symulatorów, trenażerów, pomocy szkoleniowych, wirtualnych podręczników czy wirtualnych narzędzi do egzaminowania i szukania słabych miejsc w wiedzy pilota – to również tworzy i wpływa na efektywność systemu szkolenia pilotów – mówi mjr rez. Michał Fiszer.

W tym roku słynna Szkoła Orląt w Dęblinie przyjęła na studia wojskowe 110 kandydatów, w 2017 roku było ich 122. To dwukrotnie więcej niż w poprzednich latach. Liczba podań od osób, które zgłaszają się do dęblińskiej Szkoły Orląt, wykazuje tendencję wzrostową. Największą popularnością cieszy się kierunek lotnictwo i kosmonautyka oraz prowadzone w ramach niego trzy specjalności: pilot samolotu odrzutowego, transportowego oraz śmigłowca (zaraz potem plasują się kierunki nawigacyjne ze specjalnością kontrolera ruchu lotniczego). Na jedno miejsce przypada tu kilku chętnych.

Program Karta Dużej Rodziny coraz większy. Od 2019 roku więcej osób będzie mogło skorzystać ze zniżek

Program Karta Dużej Rodziny coraz większy. Od 2019 roku więcej osób będzie mogło skorzystać ze zniżek 2

Z systemu ulg oraz zniżek Karty Dużej Rodziny korzysta obecnie 451,7 tys. rodzin wielodzietnych – wynika z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Stale przybywa zarówno rodzin zainteresowanych dołączeniem do programu, jak i partnerów biznesowych, którzy oferują im zniżki. Od 2019 roku nastąpią zmiany w przyznawaniu Kart. Będą mogli je otrzymać także rodzice, którzy kiedykolwiek w przeszłości mieli na wychowaniu co najmniej trójkę dzieci.

Uznaliśmy, że jest to w pewien sposób niesprawiedliwe, żeby rodziny, które kiedykolwiek wychowały troje dzieci, były wykluczone z tego projektu. Tym bardziej że Karta Dużej Rodziny przysługuje dożywotnio, czyli nie może zależeć od daty wejścia w życie uprawnienia takiego rodzica. Uznaliśmy, że osoby, które kiedykolwiek miały na wychowaniu co najmniej troje dzieci, nawet jeśli teraz mają powyżej 24 lat, również będą mogli się ubiegać o KDR. To rozwiązanie wchodzi w życie od 1 stycznia 2019 roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bartosz Marczuk, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej.

Otrzymanie Karty Dużej Rodziny jest niezależne od uzyskiwanych przez rodzinę dochodów. O Kartę mogą się ubiegać rodziny z co najmniej trójką dzieci, które nie przekroczyły 18 roku życia lub 25 roku życia w sytuacji, gdy dziecko kontynuuje naukę np. w szkole wyższej, a także bez ograniczeń wiekowych, gdy dziecko ma orzeczenie o umiarkowanym albo znacznym stopniu niepełnosprawności.

Kartę Dużej Rodziny mogą otrzymać także rodzinne domy dziecka oraz rodziny zastępcze. Prawo do jej posiadania przysługuje członkowi rodziny wielodzietnej, który jest obywatelem polskim, oraz cudzoziemcom mieszkającym na terenie Polski na podstawie zezwolenia na pobyt stały lub zezwolenia na pobyt rezydenta długoterminowego Unii Europejskiej.

Obecnie jest ponad 20 tysięcy punktów, które udzielają zniżek w ramach Karty Dużej Rodziny. Od firm, które oferują artykuły podstawowej potrzeby, przez firmy oferujące usługi zdrowotne, paliwa, aż po te, które oferują przeloty. Wystarczy w sklepach spojrzeć, czy są wywieszki informujące o honorowaniu karty. Najnowszą ofertą zgłoszoną przez partnera jest oferta 10-proc. zniżki w sklepach Lidl. Można obecnie otrzymać tam upust na cały asortyment szkolny – mówi Bartosz Marczuk.

Od 1 sierpnia do projektu przystąpiło PZU, w maju PGNiG. Wśród partnerów są także LOT, dający 10-proc. zniżki na loty, firmy Lotos i Orlen, dające rabat w wysokości 8 groszy na litrze.

Nieustannie nadzorujemy proces akwizycji partnerów biznesowych do programu. W ubiegłym roku podjęliiśmy decyzję, by to zadanie powierzyć organizacji pozarządowej, którą rozliczamy za efekty. Od tego momentu mamy o blisko 400 proc. więcej partnerów biznesowych w skali roku – podkreśla wiceminister. – Zainteresowanie partnerów jest duże i to cieszy. Z jednej strony dzięki temu rodziny wielodzietne mają lepiej i łatwiej, a z drugiej strony, to buduje dobry wizerunek biznesu.

Od 2018 roku Karta Dużej Rodziny jest bardziej atrakcyjna. Została dostosowana do najnowszych rozwiązań technologii cyfrowej. Chodzi o wprowadzenie dokumentu w formie aplikacji na urządzeniach mobilnych. Z elektronicznej wersji korzysta blisko 128 tys. osób.

Nie trzeba już mieć plastikowej karty, by korzystać ze zniżek. Można ją mieć w smartfonie. Dodatkowo jest to pierwszy w Polsce pełny e-dokument, który upoważnia nie tylko do zniżki w sklepie, lecz także można go okazać np. w urzędzie paszportowym, kiedy wyrabiamy dziecku paszport. W samej aplikacji są dwie inne użyteczności. Jest tam geolokalizacja miejsc, które dają zniżki, czyli możemy sprawdzić, czy w danej restauracji, hotelu oraz sklepie dostaniemy zniżkę. Poza tym w aplikacji są powiadomienia o nowej ofercie i nowych partnerach, którzy dołączają do Karty Dużej Rodziny – wymienia Bartosz Marczuk.

Karta Dużej Rodziny działa od 2014 roku. Do tej pory wydano ponad 2 mln kart, w tym 1,19 mln dla dzieci.

Co drugie przedsiębiorstwo ma problem z zatorami płatniczymi. Uporać się z tym pomaga im faktoring

Co drugie przedsiębiorstwo ma problem z zatorami płatniczymi. Uporać się z tym pomaga im faktoring 3

Średnio co drugie przedsiębiorstwo zgłasza problemy z terminowym uzyskiwaniem należności od swoich kontrahentów, a skala zatorów płatniczych sięga kwoty 26,6 mld zł – wynika z badania BIG InfoMonitor. W takich sytuacjach pomocny jest faktoring, w którym przedsiębiorca dostaje zaliczkę na poczet finansowanych należności. Z tej usługi korzystają przede wszystkim branże, w których zazwyczaj stosuje się wydłużone terminy płatności, takie jak handel, budownictwo, przemysł lekki czy górnictwo.

Jak wynika z badania BIG InfoMonitor z II kwartału br., problemy z uzyskiwaniem należności w ciągu sześciu minionych miesięcy zgłaszało 52 proc. małych i średnich przedsiębiorstw. To powoduje efekt domina – średnio co czwarta firma deklaruje, że na skutek nieuregulowanych należności ze strony kontrahentów sama zalega z płatnościami. Dane pokazują, że płatności przeterminowanych o minimum 30 dni, na kwotę co najmniej 500 zł jest już obecnie 26,5 mld zł, a zaległości dotyczą 227 350 firm. Na opóźnienia skarżą się zwłaszcza firmy handlowe. Faktoring jest rozwiązaniem finansowym, które zabezpiecza firmę prze utratą płynności i pozwala się uporać z problemem zatorów płatniczych.

– Faktoring cieszy się wśród firm coraz większą popularnością. Wzrosty na tym rynku są dwucyfrowe nieprzerwanie od ostatniej dekady. Natomiast wciąż korzysta z niego stosunkowo niewiele firm – jest to nieduży odsetek wszystkich podmiotów gospodarczych. Faktoring jest dostępny tylko dla firm, które mają kontrahentów biznesowych, bo tam występują faktury z odroczonym terminem płatności, ale nawet w tym segmencie penetracja jest stosunkowo niewielka. Jest więc potencjał do utrzymania tych wzrostów przez kolejne lata – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Ananicz, prezes zarządu Faktoramy. – Coraz większa jest też świadomość, czym jest faktoring – nie jest to windykacja ani usługa dostępna tylko dla największych podmiotów. To było chyba główną barierą wzrostu dla tej usługi wśród mikro- i małych firm.

W okresie pomiędzy wykonaniem zlecenia i wystawieniem faktury a otrzymaniem zapłaty firma musi utrzymać bieżącą płynność finansową, a nie każdą na to stać. Brakuje środków własnych, a dodatkowo małe i średnie przedsiębiorstwa często nie spełniają warunków do ubiegania się o kredyt w banku. W takich przypadkach pomocny jest faktoring. Po wystawieniu i zarejestrowaniu faktury przedsiębiorca dostaje zaliczkę na poczet finansowanych należności (nawet do 90 proc. wartości faktury). Po opłaceniu należności przez kontrahenta jest ona przekazywana na rachunek faktora.

– Są branże, które typowo korzystają z faktoringu. To przede wszystkim handel, budownictwo, przemysł lekki, górnictwo. Ich cechą charakterystyczną są długie terminy płatności. Poza tym także firmy, które potrzebują dużego finansowania, czyli mają duże obroty, ale relatywnie niewielkie marże, i które mają kontrahentów stosujących bardzo długie, np. 90-dniowe, terminy płatności. To jest zmorą np. firm usługowych, które nie mają aktywów trwałych w postaci fabryki i innych zabezpieczeń, żeby dostać klasyczny kredyt – mówi Jakub Ananicz.

Faktoring ma kilka przewag nad innymi formami finansowania. Najczęściej jest porównywany z leasingiem albo kredytem obrotowym. Istotne jest, że nie pogarsza on wskaźników zadłużenia firmy. Pieniądze zamrożone w fakturach z odroczonym terminem płatności wypłaca faktor, czyli instytucja, która finansuje fakturę. Nie jest to ujmowane w księgach jako wzrost zadłużenia, a po prostu szybsza spłata. Faktoring to nie jest pożyczka ani kredyt, co może być istotne dla podmiotów, które mają narzucone pewne wskaźniki zadłużenia.

– Faktor zwraca uwagę nie tylko na podmiot, który sprzedaje fakturę, lecz także na to, kto ją płaci. Jest to więc szansa dla wielu małych albo młodych firm, które same nie mają zdolności kredytowej – za to mają wiarygodnych, dużych odbiorców, narzucających długie terminy płatności. W sytuacji, kiedy mamy do czynienia z dużymi i wiarygodnymi odbiorcami, faktor chętnie da finansowanie, nawet jeśli bank odmówił wcześniej kredytu ze względu na zbyt krótką historię działalności czy brak zabezpieczeń – mówi prezes zarządu Faktoramy.

Cyberwojna trwa. Orężem są nie tylko wirusy i ataki hakerów, lecz także kampanie dezinformacyjne

Cyberwojna trwa. Orężem są nie tylko wirusy i ataki hakerów, lecz także kampanie dezinformacyjne 4

Propaganda oparta na dezinformacji prowadzona na portalach społecznościowych może sterować opinią publiczną i kreować wydarzenia. To staje się coraz częściej wykorzystywanym orężem w cyberwojnie. Jej celem może być uzyskanie dostępu do kluczowych danych i zablokowanie działalności firmy czy całego państwa. Zidentyfikowanie sprawców jest w praktyce niemożliwe – wykorzystują darknet, anonimowe sieci czy zainfekowane komputery.

– Elementy cyberwojny już mamy, ponieważ czy to za pomocą kampanii dezinformacyjnych, czy za pomocą portali społecznościowych pewnego rodzaju akcje są prowadzone. Najbardziej aktywnymi państwami w tym zakresie są Rosja, USA, Chiny, Izrael, ale też Korea – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Nowodworski, architekt bezpieczeństwa, współwłaściciel Immunity Systems.

Niedawno największe media społecznościowe usunęły setki fałszywych kont mające dezinformować użytkowników za pomocą fake newsów. Facebook znalazł 652 takie konta o zasięgu miliona osób, Twitter usunął ich 284. Wszystkie miały tematykę antyizraelską bądź antysaudyjską, stał za nimi głównie Iran i Rosja. Z kolei Microsoft ogłosił, że kilka stron podszywa się pod strony m.in. amerykańskiego Senatu.

– Mamy dwa cele cyberwojny. Pierwszym, podstawowym, jest pozyskanie dostępów do kluczowych zasobów danego państwa i zabezpieczenie sobie tych dostępów na wypadek eskalacji konfliktu. Drugim jest wojna informacyjna czy dezinformacyjna, gdzie próbujemy sterować opinią publiczną w taki sposób, jaki jest nam potrzebny czy dla nas wygodny – mówi Andrzej Nowodworski. – W kontekście ostatnich wyborów w USA i głośnej sprawy, czy Rosjanie mieli wpływ na wyniki wyborów czy nie, nigdy nie będziemy mieli stuprocentowych dowodów, ponieważ zebranie takich dowodów jest niezwykle trudne, a hakerzy dysponują różnymi technikami ukrywania źródła swojej działalności.

Rosja jest oskarżana o próbę wpływania na wyniki wyborów prezydenckich w USA w 2016 roku – poprzez prowadzenie akcji dezinformacyjnych w mediach społecznościowych. Choć prowadzone konta i fanpage nie zachęcały do głosowania na konkretnych kandydatów, umiejętnie podsycały nieporozumienia między konserwatystami i liberałami.

– Doskonałym przykładem jest Cambridge Analytica, firma, która zajmowała się profilowaniem użytkowników Facebooka, wykorzystując dostępne mechanizmy. Opracowany przez nich algorytm tak dobrze profilował, że dobierał specjalnie przygotowaną pod daną grupę reklamę wyborczą. Było to możliwe poprzez wykorzystanie zaawansowanych metod tzw. machine learning czy sztucznej inteligencji, które na podstawie lajków postów z Facebooka są w stanie określić człowieka lepiej, niż on sam siebie zna – tłumaczy ekspert.

Cyberwojna to nie tylko dezinformacja, lecz także ataki hakerów na osoby prywatne, firmy czy systemy państwa. Hakerzy stale udoskonalają metody ataków: wysyłają zainfekowane informacje, podszywają się pod użytkownika sieci, wyłudzając w ten sposób dane lub pieniądze. Tworzą imitację stron internetowych, blokują sieci i obciążają serwery. W ten sposób mogą całkowicie sparaliżować państwo. Przykładem może być atak malware Stuxnet z 2010 roku, który zainfekował maszyny w ośrodku odpowiedzialnym za irańskie testy nuklearne. W efekcie cały irański proces badań nad technologią rozbijania atomu znacznie spowolnił. Pod koniec czerwca 2017 roku z kolei hakerzy włamali się do komputerów w elektrowniach atomowych w Stanach Zjednoczonych.

– Nawet w Polsce w zeszłym roku mieliśmy głośną sprawę ransomware – wirusy Petya i NotPetya. Najbardziej medialnym przykładem była firma Inter Cars, która straciła na kilka dni możliwość sprzedaży części samochodowych. Kampania była wycelowana w Ukrainę, a ponieważ Inter Cars ma swoje oddziały na Ukrainie, to dotknęło także i ich – wskazuje Andrzej Nowodworski. – Analiza tego ransomware wykazała, że intencją było zniszczenie tych danych, zablokowanie firmom i instytucjom dostępu do nich.

W 2017 roku setki tysięcy komputerów na całym świecie zostały zarażone oprogramowaniem WannaCry. Jeszcze groźniejszy okazał się wirus Petya, który blokował komputer, żądając okupu za przywrócenie dostępu. Choć atak pierwotnie był wymierzony w ukraińskie firmy, uderzył w wiele przedsiębiorstw na całym świecie i przyniósł olbrzymie straty finansowe. Maersk, największy na świecie operator morskiego transportu kontenerowego, poinformował, że atak kosztował go ok. 300 mln dol.

– Znajdowanie sprawców cyberataków jest niezwykle skomplikowane, ponieważ atakujący przeważnie dysponują infrastrukturą, która zaciera ślady. Mamy np. sieć Tor, która daje poczucie anonimowości, mamy botnety i poszczególne komputery z tych botnetów są wynajmowane, by były źródłem ataku. Jest szereg mechanizmów, które ukrywają atakującego. Z drugiej strony dysponujemy coraz większą mocą obliczeniową i jesteśmy w stanie analizować coraz więcej danych w krótkim czasie, więc pewne dowody poszlakowe możemy uzyskać – ocenia Andrzej Nowodworski.

Polacy robią zakupy z głową. Na transakcjach w internecie potrafią oszczędzić nawet do kilku tysięcy złotych rocznie

Polacy robią zakupy z głową. Na transakcjach w internecie potrafią oszczędzić nawet do kilku tysięcy złotych rocznie 5

Prawie połowa Polaków robi zakupy rozsądnie, aktywnie szukając i korzystając z różnego rodzaju promocji – wynika z badań AdRetail „Smart Okazje. Zwyczaje zakupowe Polaków”. Coraz popularniejszą alternatywą dla tradycyjnych rabatów czy kart lojalnościowych jest moneyback, czyli zwrot części wartości dokonanych zakupów. Klienci, którzy kupują online, mogą dzięki niemu zaoszczędzić nawet do kilku tysięcy złotych w skali roku.

 Moneyback, czyli zwrot części pieniędzy za zakupy online, to internetowa magia, perpetuum mobile smart shoppingu – mówi agencji Newseria Biznes Jan Sikora, założyciel platformy Planet Plus. – Smart shopping dopiero się u nas zakorzenia i Polacy zaczynają dostrzegać, że podobnie jak w przypadku kodów rabatowych, promocji czy zniżek mogą otrzymać dodatkowy zwrot pieniędzy w postaci moneybacku. Jest naprawdę spora grupa osób, które szukają okazji, aby kupować taniej.

Moneyback to zwrot części wydatków za zakupy w sklepach internetowych. Jest atrakcyjną i coraz popularniejszą alternatywą dla zniżek czy programów lojalnościowych. Kiedy użytkownik zrobi zakupy, część wartości transakcji jest zwracana na jego kartę płatniczą lub konto PayPal. Zazwyczaj jest to od jednego do kilkunastu procent wartości zakupu. Forma płatności nie ma tu znaczenia – zwrot jest realizowany zarówno od płatności kartą, jak i od płatności gotówką przy odbiorze.

 Korzyści jest wiele, zarówno dla e-sklepów, jak i dla użytkowników. Sklep ma gwarancję, że dany produkt z półki bądź z magazynu zostanie sprzedany w odpowiedniej cenie. My odpowiadamy za to, żeby zapewnić tę sprzedaż. Sklep płaci nam za to prowizję, którą dzielimy się z użytkownikami w formie moneybacku. Użytkownik jest zadowolony, że produkt, którego szuka, może kupić taniej i na dodatek z częściowym zwrotem pieniędzy. Jesteśmy w sytuacji potrójnego win-win-win – mówi Jan Sikora.

Planet Plus jest modelem biznesowym dobrze znanym w Europie i popularnym choćby w Niemczech czy Wielkiej Brytanii, natomiast w Polsce pojawił się stosunkowo niedawno. Platforma, która działa blisko trzy lata, ma już ponad 600 tys. użytkowników i współpracuje z ponad tysiącem sklepów online, wśród których są e-commerce’owi liderzy (m.in. Allegro, Empik, Answear, Frisco.pl, Pyszne.pl, Douglas, MediaMarkt, Grupon, Eobuwie.pl czy AliExpress).

 Jesteśmy w tej chwili największą firmą w Europie Środkowo-Wschodniej, która oferuje moneyback, natomiast widzimy, że pojawiają się inne, które naśladują to, co robimy. To tylko pokazuje, jak bardzo ten rynek jest jeszcze niezagospodarowany. W Wielkiej Brytanii jest pięć takich dużych firm. Dwie największe to Quidco i Top Cashback, które współpracują z ponad 3 tys. retailerów i de facto to one dyktują warunki na rynku moneyback w tym regionie. W Polsce jesteśmy dopiero na początku tej drogi – mówi Jan Sikora.

Hasłem Planet Plus jest „Nagradzanie za kupowanie”. Po bezpłatnej rejestracji i zalogowaniu się na platformie użytkownik musi wyszukać interesujący go sklep online, do którego zostanie przekierowany za pomocą linku. Po zrobieniu zakupów i dokonaniu płatności zwrot części transakcji automatycznie pojawi się na jego koncie w ciągu 24 godzin. Po uzbieraniu minimum 20 zł można je wypłacić na wskazane konto bankowe lub konto PayPal.

Za pośrednictwem platformy można zrobić zakupy m.in. w sklepach z branży odzieżowej, kosmetycznej, AGD i RTV, skorzystać z usług branży ubezpieczeń, bankowości i finansów, a nawet zrobić zakupy spożywcze. Informacje o historii zakupów, ilości zaoszczędzonych pieniędzy, ofertach dnia i specjalnych promocjach, które łączą się z moneybackiem są dobrze widoczne w panelu klienta, po zalogowaniu.

Model biznesowy Planet Plus korzysta na rosnącej popularności zakupów w sieci. Jak wynika z danych Gemiusa, przez internet kupuje już co drugi konsument (56 proc.), a Polska jest jednym z najprężniej rozwijających się rynków e-commerce w Europie.

 Oferujemy moneyback w ponad tysiącu sklepów, z którymi współpracujemy. Są to marki rozpoznawalne, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Najlepszą formą reklamy jest internet i nieinwazyjne reklamy targetowane dla osób, które naprawdę szukają promocji i będą z nich korzystać, a nie zakładać kolejne puste konto. Klienci mają świadomość, jak duża jest wartość procentowa moneybacku, który mogą uzyskać – mówi założyciel Planet Plus.

Smart shopping, czyli sprytne i przemyślane zakupy, to trend, który wśród polskich konsumentów zyskuje dużą popularność. Jak wynika z badania AdRetail „Smart Okazje. Zwyczaje zakupowe Polaków”, już prawie połowa (43 proc.) deklaruje, że regularnie korzysta z różnego rodzaju promocji i aktywnie ich poszukuje. Natomiast 23 proc. korzysta z serwisów i aplikacji z kuponami rabatowymi. Według badań przeprowadzonych przez GfK Polonia smart shopping uprawia blisko 50 proc. Polaków.

W Polsce trwają prace nad w pełni autonomicznymi jachtami. Coraz więcej pojawia się też łodzi o napędzie solarnym czy elektrycznym

W Polsce trwają prace nad w pełni autonomicznymi jachtami. Coraz więcej pojawia się też łodzi o napędzie solarnym czy elektrycznym 6

Już wkrótce mogą pojawić się w pełni autonomiczne łodzie. Istnieją już jachty, które samodzielnie cumują. Trwają prace nad stworzeniem bezzałogowych łodzi, które mogłyby przewozić ludzi po amsterdamskich kanałach. Pierwsze autonomiczne łodzie mogą powstać w Polsce. Rodzimy przemysł jachtowy należy do najnowocześniejszych na świecie. Zaawansowane są prace nad napędem elektrycznym czy solarnym jachtów. Do produkcji wykorzystywane są superlekkie materiały, dzięki którym łodzie poruszają się znacznie szybciej.

– Polskie firmy są w czołówce światowego przemysłu pod względem prac nad napędem jachtów, zarówno żaglowych, jak i motorowych. Mowa o tradycyjnych napędach, jak również o coraz bardziej popularnych napędach elektrycznych i solarnych. Mamy wszystkie najnowocześniejsze technologie, jak technologia infuzji, worka próżniowego czy stosowanie włókna węglowego. Eksperymenty już mamy za sobą i w najbliższych latach polski przemysł jachtowy będzie chciał zaskoczyć światowy rynek w tym zakresie – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Michał Bąk, sekretarz generalny Polskiej Izby Przemysłu Jachtowego i Sportów Wodnych.

Polska należy do czołówki pod względem produkcji nowoczesnych i innowacyjnych łodzi. Były one wielokrotnie nominowane i nagradzane w najbardziej prestiżowych konkursach na świecie. Na rynku łodzi pojawiają się jachty motorowe napędzane energią słoneczną, hybrydy, czy jachty o napędzie elektrycznym. Mazurskie testy przeszedł już np. jacht motorowy „Solarny Podróżnik”, czyli Calipso 23, gdzie dach nad kokpitem został pokryty fotowoltaicznymi panelami, a silnik spalinowy został zastąpiony elektrycznym. Takich łodzi będzie przybywać.

– Przede wszystkim nacisk jest kładziony na to, żeby nowoczesne napędy były przyjazne środowisku, dlatego wiele pracy w tej chwili pochłaniają eksperymenty nad różnego rodzaju napędem elektrycznym, również różnego rodzaju hybrydy, które są stosowane na istniejących napędach spalinowych, ale pozwalających przełożyć pracę również na tę część elektryczną – mówi Michał Bąk.

Nowoczesne łodzie są też znacznie bardziej wytrzymałe, a jednocześnie lżejsze niż jeszcze kilka lat temu. Pozwala na to zastosowanie nowych materiałów do produkcji. Choć wciąż jeszcze dominuje laminat, polskie stocznie chętnie eksperymentują.

– Mamy stocznie, które produkują kadłuby z włókna węglowego, a żagle z najnowocześniejszych materiałów, które pozwalają jachtom żaglowym płynąć jeszcze szybciej. Te technologie w dzisiejszym świecie są bardzo mocno związane z ochroną środowiska, także pod względem warunków pracy. Zastosowanie nowych technologii, chociażby infuzji, pozwala zredukować dostęp do szkodliwych substancji wytwarzających się podczas procesu produkcyjnego – wskazuje sekretarz Polboat.

Materiały używane przy produkcji sprawiają, że jachty są coraz lżejsze. Nowe technologie pozwalają też śmielej myśleć o w pełni autonomicznych łodziach. Prace nad ich stworzeniem trwają, w Polsce – według nieoficjalnych wskazań – są już nawet na bardzo zaawansowanym etapie.

– Próbujemy uruchomić program budowy łodzi autonomicznych przy współpracy placówek naukowych, jednostek administracji rządowej i oczywiście polskiego przemysłu jachtowego, który tak naprawdę ma wszystko, żeby te łodzie autonomiczne jako pierwsi na świecie zrobić. Trzymamy kciuki, aby tak się stało – mówi Michał Bąk.

Na świecie pojawiają się już pierwsze jachty, które do niektórych manewrów nie potrzebują nadzoru człowieka. Nowy jacht Volvo ma np. funkcję automatycznego cumowania. Wystarczy aktywować system. Z kolei Amsterdam Institute for Metropolitan Solutions chce sprawdzić możliwości wykorzystania w mieście autonomicznych jednostek pływających. Takie łodzie mogłyby nie tylko przewozić ludzi po miejskich kanałach, lecz na ich bazie można byłoby też tworzyć tymczasową infrastrukturę.

– Idea łodzi autonomicznych łączy się z promocją wodniactwa. Wiele osób, które nigdy nie miały możliwości żeby spróbować swoich sił na wodzie, nie wie czy będzie to dla nich przyjemność, czy będzie to dla nich wyzwanie, któremu nie będą mogły sprostać. Jeżeli chodzi o łodzie autonomiczne, tak jak w samochodach autonomicznych, które już istnieją, ten element ryzyka, że nie damy rady tą łodzią sterować, gdzieś odchodzi na dalszy plan i zostaje już czysta przyjemność z żeglowania – podkreśla ekspert.

Z szacunków Grand View Research wynika, że globalny rynek łodzi rekreacyjnych osiągnie w 2025 roku wartość 51,5 mld dol.

E-handel staje się coraz bardziej smart. Przyszłością są zakupy dokonywane za pomocą poleceń głosowych

E-handel staje się coraz bardziej smart. Przyszłością są zakupy dokonywane za pomocą poleceń głosowych 7

Sztuczna inteligencja coraz szerzej wkracza do internetowego handlu. Sam e-commerce przekształca się już w smart-commerce. Wykorzystanie sztucznej inteligencji oraz stosowanie wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości pozwala na dokładne dopasowanie oferty do potrzeb klienta. Nowe technologie mogą pomóc zbudować przywiązanie do marki, sztuczna inteligencja podpowie produkty, a asystent głosowy pozwoli robić zakupy bez użycia rąk.

– Smart commerce to ewolucja e-commerce, czyli technologii, które pomagają sprzedawać w internecie. Sklepy internetowe wiedzą już, że handel w internecie nie polega już tylko na wystawianiu produktu do sklepu, lecz także na wdrożeniu wielu dodatkowych elementów, które pomagają w tej sprzedaży, czy to poprzez przyciąganie ruchu do tej strony, personalizację informacji na temat produktu na stronie, czy to dostępności sklepu w kanale v-commerce – interakcji z e-sklepem opartym na głosie. To cała otoczka, która sprzyja temu, żeby klient był cały czas w kontakcie ze sklepem – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Tomasz Gibas, prezes Kogifi.

Wykorzystywanie najnowszych narzędzi technologicznych, takich jak sztuczna inteligencja czy rozszerzona i wirtualna rzeczywistość, jeszcze do niedawna było domeną największych graczy na rynku e-commerce. Obecnie jednak zdecydowana większość sklepów online korzysta z rozwiązań nowych technologii. To konieczne, by utrzymać i przyciągnąć klientów.

– Jednym z elementów, które mają zapewnić technologii element inteligencji („smart”), to oczywiście rozszerzenie jej o sztuczną inteligencję opartą na głębokim uczeniu maszynowym po to, żeby informacje, jakie są wyświetlane klientowi, były jak najbardziej dopasowane do jego preferencji i potrzeb. Dodatkowo jej połączenie z elementami internetu rzeczy pozwala na tworzenie interakcji w świecie realnym, np. pomaga odnaleźć drogę w galeriach handlowych, czy już w sklepie doprowadza do interesujących nas produktów. Zastosowań jest mnóstwo – przekonuje Tomasz Gibas.

Uczenie maszynowe czy rozszerzona rzeczywistość to jedne z najważniejszych obszarów w e-handlu. Bazują na algorytmach, pozwalają na rekomendację produktów, dostosowanie wyników wyszukiwania czy prognozowanie cen. Rozwiązania IoT są coraz szerzej wykorzystywane nie tylko w e-commerce. Testowane są już rozwiązania, które śledzą drogę klienta w centrach handlowych i sprawdzają, jakie produkty oglądają najczęściej. Nowe technologie wykorzystywane są też w inteligentnych lustrach – przymierzając ubranie, klientowi wyświetlane są inne produkty, które mogą go zainteresować.

– W smart commerce istotną rolę gra rozszerzona rzeczywistość oraz rzeczywistość wirtualna, która pozwala klientowi dokładnie zapoznać się z oferowanymi produktami. W ten sposób można zobaczyć produkty nie tylko na monitorze, ale bezpośrednio na biurku lub przez telefon komórkowy w rzeczywistości rozszerzonej czy po założenia hełmu – w rzeczywistości wirtualnej – wskazuje ekspert.

Zakupy w internecie stają się coraz szybsze, a obsługa klienta jest tam często znacznie lepsza niż w tradycyjnych sklepach. To możliwe dzięki np. chat botom, które pomagają w zakupach, doradzając np. powiązane produkty. Według Gemiusa ponad połowa Polaków robi już zakupy w internecie, a według badania „Zakupy Polaków w internecie”, przygotowanego na zlecenie Trusted Shops, aż 93 proc. polskich internautów kupuje online. Przy dużej konkurencji e-sklepów wybiorą ten, który w możliwie największy sposób ułatwi im zakupy.

– Produktów są setki, jeżeli nie tysiące, i trudno czasami jest wyszukać konkretny model czy rodzaj produktu, odpowiadający naszym potrzebom. Sztuczna inteligencja jest w stanie po zebraniu kilku informacji na temat poszukiwanej rzeczy podpowiedzieć coś, co będzie nam odpowiadać, robiąc to w mgnieniu oka – tłumaczy prezes Kogifi.

Zakupy można też zrobić poprzez polecenia głosowe. Voice Commerce to stosunkowo młody trend, pozwala na zakupy dokonywane za pomocą głosu. Takie rozwiązanie sprawdza się już na całym świecie, dzięki smart głośnikom Google Home z Asystentem Google czy Amazon Echo dostarczanym przez Amazona, które zawierają rozwiązanie asystenta głosowego Alexa.

–Technologicznych trendów jest mnóstwo, sam e-commerce mocno ewoluuje i ten proces będzie tylko przyspieszał. Do jego tradycyjnych elementów dołączają te związane ze sztuczną inteligencją, internetem rzeczy, rozszerzoną rzeczywistością, ale także z voice commerce, czyli dodatkowym kanałem interakcji opartym na komendach głosowych. Wydaje mi się, że jest to obecnie jeden z najbardziej obiecujących interfejsów do obsługi zakupów, pozwalający na szybki dostęp do e-sklepu i usprawnienie całego procesu sprzedaży, przy okazji pozwalając zachować użytkownikowi wolne ręce – przekonuje Tomasz Gibas.

W Stanach Zjednoczonych już 57 proc. osób mających smart speaker dokonało za jego pośrednictwem transakcji w internecie (dane Edison Research). W Polsce voice commerce jest jeszcze mało popularny, bo brakuje polskich wersji asystentów głosowych.

Według firmy badawczej eMarketer, globalny rynek e-commerce w 2020 roku będzie wart 4 bln dol.

Fakty i mity na temat działalności firm pożyczkowych online

Fakty i mity na temat działalności firm pożyczkowych onlineFirmy pożyczkowe działające w sieci wzbudzają szereg przeróżnych emocji. Z pewnością jednak wiele z nich odniosło sukces i pomogło klientom na terenie całej Polski. Dobrze jest więc wiedzieć, co jest faktem, a co mitem na temat szybko rozwijającej się branży pożyczek internetowych.

Świadomość klientów rośnie – fakt

Choć pożyczki internetowe same w sobie wzbudzają dużo emocji, coraz więcej klientów podejmuje swe decyzje na podstawie niezbitych faktów. Z tego powodu rosnącą popularnością cieszą się profesjonalne porównywarki, dzięki którym znacznie szybciej i prościej można podjąć optymalną decyzją.

Dobrym przykładem jest Matchbanker.pl, czyli cyklicznie aktualizowana porównywarka, która zdążyła już osiągnąć spory sukces na polskim rynku. Korzystanie z takich porównywarek jest popularne w wielu europejskich krajach, czego przykładem może być portal Matchbanker.no, który wspiera Norwegów w podejmowaniu decyzji pożyczkowych.

Parabank to synonim firmy pożyczkowej – mit

Wielu ludzi nie odróżnia instytucji pożyczkowych od parabanków, co bywa szkodliwe dla tych pierwszych. Parabanki to podmioty, które imitują banki. Zajmują się między innymi zbieraniem depozytów od klientów, celem ich pomnażania. Ich działalność czasem wzbudza jednak kontrowersje, szczególnie wtedy, gdy klienci tracą zainwestowane pieniądze.

Firmy pożyczkowe online zaś zajmują się wyłącznie pożyczaniem środków. Oznacza to, że nie można korzystać z ich usług celem pomnażania majątku. Nierozważne korzystanie z usług tych firm może jednak powodować kłopoty finansowe, związane z narastającym zadłużeniem. Natomiast jeśli z usług firm pożyczkowych korzysta się odpowiedzialnie, jest to bezpieczne.

Założenie firmy pożyczkowej to gwarancja sukcesu – mit

Wielu przedsiębiorców zastanawia się nad inwestycją w biznes związany z pożyczaniem pieniędzy przez Internet. Rzeczywiście kilka firm osiągnęło wielki sukces w tej branży. Cały czas pojawiają się nowe podmioty, które także chcą wykorzystać rosnący popyt na pożyczki online.

Trzeba jednak pamiętać, że otworzenie firmy pożyczkowej wiąże się ze sporymi kosztami i ryzykiem. Założenie tego biznesu i odpowiednia reklama mogą pochłonąć setki tysięcy, a nawet miliony złotych. Nie ma też żadnej gwarancji, że osiągnie się sukces, ponieważ konkurencja rynkowa jest silna, a w dodatku otoczenie prawne jest dość niestabilne.

Rynek pożyczkowy będzie się rozwijał – fakt

Przewidywanie przyszłości i zachowania rynków bywa trudne. W przypadku branży pożyczek online wiele jest jednak przesłanek, które wskazują na to, że ten rynek będzie daje się rozwijał. W większości przypadków firmy pożyczkowe generują duże zyski, a klienci są zadowoleni z ich usług, ponieważ umożliwiają one pożyczanie pieniędzy znacznie prościej niż banki.

Wielu analityków przewiduje zaś, że najszybciej będzie się rozwijał segment pożyczek społecznościowych, czyli takich, w których zarówno pożyczkodawcą, jak i pożyczkobiorcą są osoby prywatne.

Oprocentowanie pożyczek online jest horrendalne -mit

Przyglądając się RRSO ofert internetowych instytucji pożyczkowych, można się zdziwić, albowiem czasami jest ono ogromne, zaś w innych przypadkach jego wysokość jest równa zeru procentom.

Przepisy regulujące działalność instytucji pożyczkowych są dość restrykcyjne, a duże znaczenie ma np. tzw. ustawa antylichwiarska. Zgodnie z prawem w każdej ofercie musi być podana przykład reprezentatywny z razem z wysokością RRSO. Daje to klientom możliwość dogłębnego zrozumienia kosztów, jakim będą obarczeni po zaciągnięciu danej pożyczki.

Gospodarka pędzi, ale inwestycje kuleją

W drugim kwartale br. PKB wzrósł o 5,1 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku – podał GUS we wstępnym szacunku.

Gospodarka pracuje na najwyższych obrotach. W drugim kwartale żaden kraj w Unii Europejskiej nie rozwijał się w takim tempie. Ale tak wysokiego tempa wzrostu PKB w kolejnych kwartałach już nie zobaczymy.
Motorem napędowym wzrostu gospodarczego był popyt krajowy, który wzrósł w drugim kwartale o 4,8 proc., ale był niższy niż w pierwszym kwartale br. Szybciej rosło spożycie ogółem. W drugim kwartale zwiększyło się o 4,8 proc. (wobec 4,5 proc. w pierwszym kwartale).

Konsumpcja będzie w tym roku dalej napędzała gospodarkę. Polacy nie boją się utraty pracy, popyt na pracowników ze strony firm jest ogromny. Szybko rosną wynagrodzenia. Gospodarstwa domowe optymistycznie oceniają swoją kondycję finansową, nie boją się wydawać pieniędzy. Konsumpcji sprzyjają transfery socjalne, czyli m.in. program „Rodzina 500 plus”, wyprawka szkolna 300 plus. oraz niskie stopy procentowe, które raczej skłaniają do wydawania pieniędzy a nie oszczędzania.

W drugim kwartale rozczarowały jednak inwestycje. W pierwszym powiększyły się w ujęciu rocznym o 8,1 proc., w drugim, zamiast przyspieszyć, spowolniły do 4,5 proc. Prywatne polskie firmy wręcz zmniejszają nakłady inwestycyjne. Gdyby nie inwestycje publiczne, głównie samorządów, wzrost mógłby być jeszcze niższy.

Na osłabienie skłonności firm do inwestowania mogą wpływać coraz większe problemy z zatrudnianiem nowych pracowników. Niedobór pracowników może hamować rozwój przedsiębiorstw i całych branż, np. budownictwa. Już teraz przyczynia się do przyspieszenia wzrostu płac, ograniczania przez firmy przyjmowania nowych zleceń, rezygnowania przez nie z udziału w przetargach, odkładania na później decyzji o nowych inwestycjach.

Na pewno inwestycjom nie sprzyjają zapowiedzi wprowadzenia kolejnych obciążeń, które zwiększą koszty działalności gospodarczej. Od nowego roku ma być wprowadzony m.in. exit tax, zmienią się zasady rozliczania samochodów zakupionych w leasingu, zniesiony ma być limit odpowiadający 30-krotności średniego wynagrodzenia, powyżej którego najlepiej zarabiający nie płacą składek na ubezpieczenie emerytalno-rentowe, ruszy program pracowniczych planów kapitałowych. Przedsiębiorcy zaczynają żyć w atmosferze niepewności i zagrożenia.

Wydawało się, że negatywny wpływ na tempo wzrostu PKB będzie miało saldo handlu zagranicznego. W pierwszym kwartale, eksport netto pomniejszył PKB o 1,2 pkt proc. Tymczasem w drugim kwartale saldo handlu zagranicznego powiększyło PKB o 0,5 pkt proc. Jeśli w kolejnych miesiącach przyspieszy gospodarka Niemiec, gdzie trafia już prawie 28 proc. naszego eksportu, to eksporterzy na tym zyskają.

W drugiej połowie roku trudno będzie utrzymać 5 proc. wzrostu PKB. Jeszcze w trzecim kwartale tempo wzrostu gospodarczego może zbliżyć się do tego poziomu, ale w czwartym kwartale będzie już wyraźnie niższe.

Autor komentarza: Zbigniew Maciąg, ekspert ekonomiczny Konfederacji Lewiatan

Amica S.A. po II kw. 2018 r.

Amica, największy polski producent dużego AGD, ma za sobą kolejny okres sprawozdawczy z rosnącą skalą działalności, która przekłada się na rekordowe 2.774,4 mln PLN skonsolidowanych przychodów za ostatnie cztery kwartały. W samej pierwszej połowie bieżącego roku Grupa Amica zaksięgowała 1.319,3 mln PLN przychodów, co oznacza wzrost o 10% w ujęciu rok do roku.

Wojciech Kocikowski, Wiceprezes Zarządu ds. Finansowych w Amica S.A.
Wojciech Kocikowski, Wiceprezes Zarządu ds. Finansowych w Amica S.A.

– Jest to efekt konsekwentnej ekspansji geograficznej i produktowej Grupy Amica, które przełożyły się na wzrost sprzedaży we wszystkich regionach, szczególnie w Europie Zachodniej i na południu kontynentu. W szczególności w ujęciu rok do roku pozytywnie na przychody wpłynęło konsolidowanie od II kw. 2017 roku francuskiej spółki dystrybucyjnej Sideme, której przejęcie sfinalizowaliśmy pod koniec marca zeszłego roku – komentuje Wojciech Kocikowski, Wiceprezes Zarządu ds. Finansowych w Amica S.A.

Niestety, marże znalazły się kolejny kwartał pod presją. To efekt m.in. konsolidowania kosztów przejętej spółki Sideme, wzrostu cen nabywanych towarów i kosztów ich transportu, a także wzrostu kosztów produkcji, w tym wynagrodzeń. Co więcej, negatywnie na marże wpłynął również wzrost udziału towarów w miksie produktowym, które z zasady charakteryzują się niższymi marżami. Jednocześnie przed rokiem wsparciem dla wykazanej rentowności było jednorazowe przeszacowanie wartości zapasów produktów. W rezultacie w całym pierwszym półroczu Grupa Amica wypracowała 367,2 mln PLN zysku brutto na sprzedaży (+1% rdr), co oznacza spadek marży na tym poziomie o 2 pkt. proc., do 27,8%. Wynik EBITDA zniżył się o 17% rdr, do 84,0 mln PLN, co oznacza spadek marży na tym poziomie o 2 pkt. proc. do 6,4%. W tym samym tempie zniżyła się marża zysku operacyjnego – do 4,4%, 578 mln PLN. Wypracowany zysk brutto spadł o 18% rdr, do 52,2 mln PLN.

– Cieszą nas efekty oszczędnościowe zautomatyzowanego magazynu wysokiego składowania przy fabryce we Wronkach, jak również pozytywnie oceniamy efekty uruchomionych inicjatyw proefektywnościowych i prowadzonej polityki cenowej. Niemniej, w minionym półroczu przeważyły czynniki o charakterze negatywnym, a wypracowane wyniki znalazły się poniżej naszych oczekiwań – mówi Wiceprezes Wojciech Kocikowski.

Warto zauważyć, że Grupa Amica, realizując ekspansję sprzedażową oraz prowadząc znaczne inwestycje we wzrost mocy produkcyjnych, stabilnie utrzymuje bezpieczne wskaźniki zadłużenia i płynności. Na koniec marca posiadała blisko 45 mln PLN gotówki i jej ekwiwalentów, a wskaźnik zadłużenia netto wobec EBITDA LTM pomimo przejściowego wzrostu długu po przejęciu Sideme i spadku wyniku EBITDA znajduje się na bezpiecznym poziomie – poniżej 1,4x.

Kontynuacja spadku PMI

Sierpniowy odczyt PMI nie dość, że okazał się niższy o 1,6 pkt. od oczekiwań rynkowych, to wyniósł „zaledwie” 51,4 pkt., tj. najmniej od października 2016 r. Zwracamy jednak uwagę, że odczyt ten nadal wskazuje na wzrost produkcji i wydłuża bieżącą tendencję wzrostową w przemyśle do 47 miesięcy z rzędu.

Na słabszą produkcję wpływ miała m.in. mniejsza liczba nowych zamówień, których tempo wzrostu było najniższe od 22 miesięcy. Uwzględniając wyłącznie nowe zamówienia eksportowe, mamy do czynienia z dynamiką najgorszą od lipca 2014 r.

W sierpniu producenci kontynuowali zwiększanie zatrudnienia, którego tempo było najniższe od 9 miesięcy. Wynikiem gorszych zamówień i wzrostu zatrudnienia było zmniejszenie się zaległości produkcyjnych.

Zdaniem IHS Markit presje cenowe pozostawały dalej silne i przedsiębiorcy nadal zwracali uwagę na wyższe ceny stali.

W raporcie PMI wskazano na „dobre” prognozy na najbliższe 12 miesięcy dla polskiego sektora przemysłowego, co wynika z nowych produktów i inwestycji w maszyny. Niemniej jednak poziom optymizmu był drugim najniższym od 21 miesięcy.

Sierpniowy odczyt PMI wpisuje się w nasze poglądy na polski przemysł. Naszym zdaniem trudno będzie utrzymać silne wzrosty w produkcji, ale z drugiej strony nie oczekujemy gwałtownego załamania.

Piotr Ludwiczak, Zarządzający funduszem, Michael/Ström Dom Maklerski

Rośnie popularność pracy projektowej i kontraktowej

Zmiana jest coraz mocnej wpisana w życie zawodowe, niezależnie od stanowiska czy obszaru specjalizacji. Model jednej pracy na całe życie raczej należy już do poprzedniej dekady. Nowe pokolenie często i chętnie zmienia stanowiska i firmy.

Długi staż pracy w jednej firmie, a nawet wiązanie się z pracodawcą na całe zawodowe życie kiedyś stanowiło normę, a obecnie coraz częściej traktowane jest jako zagrożenie dla kariery zawodowej. Zmiany pracy pomagają uniknąć rutyny i wypalenia zawodowego. Krótszy czas pracy w jednej firmie jest również konsekwencją rosnącej popularności pracy projektowej i kontraktowej, dzięki której specjaliści są angażowani do pracy przy konkretnym zadaniu.

Pozostawanie przez wiele lat w jednej firmie może ograniczać dostęp do różnorodnych możliwości. Pracownicy przez lata zajmujący to samo stanowisko albo pełniący jedną rolę w organizacji przez dłuższy czas, są również coraz mniej atrakcyjni dla pracodawców. Zwłaszcza w branżach charakteryzujących się wysoką częstotliwością i zakresem zmian, gdzie od kandydatów oczekuje się zdolności adaptacyjnych oraz aktualnej wiedzy specjalistycznej.

Pracodawcy coraz częściej chętni są, żeby zatrudniać osoby, które niekoniecznie spełniają wszystkie kryteria, ale są gotowe do tego, żeby się wyszkolić. Z kolei osoby młodsze, mniej doświadczone coraz częściej zwracają uwagę na to jakimi projektami mają się zajmować, z jakimi osobami będą pracować, w jakim otoczeniu, w jakim biurze. – mówi Marta Aserigadu, ekspert Hays Poland.

Dla firm, które nie chcą lub nie mogą borykać się z dużą rotacją, niezmienne dobrym sposobem jest zatrudnianie absolwentów i zapewnienie im dalszego rozwoju w strukturze organizacji. Dzięki temu wraz z wydłużeniem stażu pracy oraz nabywaniem nowych kompetencji, zatrudnieni zmieniają stanowiska i zakres swoich obowiązków. Pracownik może poznać firmę i sprawdzić się w różnych obszarach działalności organizacji, dzięki czemu zdobywa różnorodne doświadczenie, umiejętności i kompetencje – cenne również dla pracodawcy. Od firny wymaga to jednak odpowiedniej struktury – dającej możliwości awansu oraz zapewnienia ciągłego rozwoju, wyzwań, a także atrakcyjnego wynagrodzenia i oferty świadczeń dodatkowych. Koniecznością staje się także zapewnienie pracownikom elastycznego i komfortowego środowiska pracy, indywidualnego traktowania oraz dostępu do zaawansowanych technologicznie narzędzi pracy. Warto też wziąć pod uwagę czynniki najważniejsze dla specjalistów rozważających zmianę pracy.

Również sami pracownicy coraz chętniej decydują się na zmianę pracodawcy. Chcą, żeby wykonywana praca miała sens, poczucie wspólnoty oraz przekonanie, że realizowane zadania przyczyniają się do czegoś ważnego. Istotny jest przełożony i zespół, z przynależności do którego możemy być dumni. Na znaczeniu zyskują też świadczenia dodatkowe oraz czynniki wpływające na jakość pracy i życia. Ważna jest równowaga pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym, elastyczność oraz możliwości awansu, kariery oraz szkoleń i rozwoju. Ambitni pracownicy chcą zdobywać wiedzę i doświadczenia, które pozwolą im awansować i pozyskiwać kolejne kompetencje.

Argentyna, Turcja, Włochy – kto następny do listy problemów?

Złoty ma pod górkę. Z jednej strony czynniki wewnętrzne, a więc słaby PMI dla przemysłu, z drugiej kumulacja niekorzystnych czynników na rynkach światowych. CHF umacnia się na szerokim rynku w związku z obawami dotyczącymi Włoch. Italia jest bliska spadku ratingu do poziomu śmieciowego w związku z brakiem reform fiskalnych. Wrzesień może należeć do dolara jeśli napięcie na szerokim rynku się utrzyma. Inwestorzy boją się wprowadzenia kolejnych ceł przez USA tym razem na kwotę 200 mld USD. PMI i słowa Barniera dołują funta.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 03.08.2017-03.09.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2530 3,6770 3,6353 4,6990
Maksimum 4,3340 3,8500 3,8300 4,8580

Kurs euro EUR/PLN

Kurs euro EUR/PLNEUR/PLN testował dzisiaj psychologiczny opór na poziomie 4.30. Próba jednak zakończyła się fiaskiem i doszło do korekcyjnego cofnięcia. Słabszy moment krajowej waluty dzisiaj to pokłosie słabych danych PMI. Odczyt dla przemysłu wyniósł zaledwie 51,4 pkt, przy prognozie ponad 53. Wynik był najniższy od prawie 22 miesięcy. Co może martwić? To, że nie jest to jednorazowy spadek, bo również poprzedni wynik mocno rozczarował. Pogłębienie spadku więc powoli zaczyna wyglądać dość niepokojąco. Patrząc szerzej widać, że spowolnienie w strefie euro zaczyna także docierać i do nas. Może to spowodować wyhamowanie wzrostu PKB nawet jeszcze w 2018 roku. Jest to póki co jednak temat na później. Teraz o kształcie złotego decydują czynniki zewnętrzne. Problemy Argentyny czy Turcji powodują napięcie na rynkach i dodają siły dolarowi. Co w efekcie przekłada się na słabszego złotego. Jeśli dołożymy do tego możliwość wprowadzenia ceł przez USA na Chiny w kwocie 200 mld USD to niestety mamy za dużo argumentów przeciwko ewentualnemu odreagowaniu złotego. Stąd możemy oczekiwać rozszerzenia konsolidacji na EUR/PLN gdzieś do przedziału 4,25-4,35.

Kurs franka CHF/PLN

Kurs franka CHF/PLNCHF/PLN znajduje się dość wysoko patrząc na ostatnie dni. Dzisiaj został przebity poziom 3,80 i wcale nie powiedziane, że to koniec tego ruchu wzrostowego. W obliczu całej masy zagrożeń na świecie frank szwajcarski jako bezpieczna przystań zyskuje. EUR/CHF znalazł się już dzisiaj w pobliżu 1,1250 więc poziomach niewidzianych od ponad roku. Głównej przyczyny takiej sytuacji należy szukać nie w Turcji czy Argentynie ale na Półwyspie Apenińskim. W weekend Fitch obniżył perspektywę ratingu Włoch do poziomu BBB z dalszym kierunkiem negatywnym to raptem dwa poziomy powyżej poziomu śmieciowego. Do tego dzisiejszy PMI dla Italii wypadł na poziomie 50,1 a więc praktycznie na granicy między wzrostem a recesją w gospodarce. To, że dość egzotyczna koalicja przysporzy kłopotów strefie euro wiedzieli wszyscy i nieco zamiatali to pod dywan. Brak reform fiskalnych i znikomy wzrost gospodarczy spowoduje, że Włochy stają się najsłabszym ogniwem strefy euro. A oczywiście nowy rząd o oszczędzaniu nie chce słyszeć więc w niedalekiej przyszłości konflikt z UE jest niemal pewny. A stąd jak wiemy niedaleka droga do tematu opuszczenia Italii eurozony. I patrząc na kurs EUR/CHF widac ten strach inwestorów. Stąd oczekujemy dalszej presji wzrostowej na parze CHF/PLN i testu ostatnich maksimów.

Kurs dolara USD/PLN

Kurs dolara USD/PLNMożna powiedzieć, że dolar w najbliższym czasie tańszy już nie będzie. Wydawało się, że ruch korekcyjny w górę na parze EUR/USD potrwa nieco dłużej i pociągnie w dół tym samym USD/PLN, ale czynniki globalne zrobiły swoje. Nieco gołębi Fed tylko na chwilę okazał się wsparciem dla sprzedających dolara. Problemy Turcji i Argentyny, do tego obawa o nowe cła dla Chin w pokaźnej kwocie 200 mld USD zrobiły swoje i pokierowały kurs głównej pary do poziomów bliskich wsparciu a więc 1,15. Można wiele mówić na temat Trumpa ale swoje sukcesy w wojnie handlowej ma. Ostatnio do takich należy choćby korzystniejsze porozumienie z Meksykiem i pewnie niebawem z Kanadą. Turcja również ma o wiele słabsze karty co pokazuje choćby słabnąca nadal lira do dolara. Praktycznie USA tylko z jednym światowym graczem mają problem, a więc Chinami. Wydaje się jednak, że i tutaj azjatycki kraj w końcu ustąpi pola. Efekt polityki to również wzrost nieufności do krajów rozwijających się a więc Argentyny, Brazylii czy RPA. Wrzesień powinien więc należeć do amerykańskiej waluty, inflacja stopniowo rośnie do tego Fed w spokojnym tempie zaostrza politykę monetarną. A Europa ma swoje problemy, które jasno pokazują dzisiejsze kiepskie PMI. Wydaje się więc, że USD/PLN powinien w tym otoczeniu prodolarowym podążać w kierunku maxa z połowy sierpnia.

Kurs funta GBP/PLN

Kurs funta GBPPLN..H4Złotówka osłabiła się do większości głównych walut z wyjątkiem funta. Brytyjska waluta znów pozostaje pod sporą presją spadkową. Zdecydowały dwa tematy. Po pierwsze weekendowe wypowiedzi Michaela Barniera członka Komisji Europejskiej o tym, że nie zgadza się na propozycje Theresy May w kwestii przyszłej polityki handlowej. Do tego widać wewnętrzne tarcia w Wielkiej Brytanii na temat przyszłych stosunków handlowych. Po drugie fatalnie wypadły dzisiejsze dane o PMI dla przemysłu, które są na poziomie najniższym od dwóch lat. Obie wiadomości to oczywiście spory argument za sprzedażą funta. Generalnie można więc powiedzieć, że złoty w relacji do funta ma szansę kontynuować ruch spadkowy. Ale jest jedno ale dla takiego scenariusza. A mianowicie wprowadzenie ceł przez USA na kwotę 200 mld wymierzonych w Chiny spowoduje wzrost napięcia na rynkach i tym samym ucieczkę od kapitału z rynków wschodzących a w tym wypadku złoty straci na całej linii także do funta.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Osłabienie koniunktury. ExMetrix prognozuje PKB na poziomie 3.9%

Pojawia się coraz więcej prognoz PKB dla Polski na rok 2019. Mają one w zasadzie jedną wspólną cechę: sugerują, że będzie gorzej niż obecnie. Ale jak bardzo? Poniżej prezentujemy wstępną predykcję z modelu ExMetrix prognozującego na trzy półrocza w przód. Obejmuje ona zatem rok 2019. Z prognozy tej wynika zmniejszenie dynamiki PKB do 3.9%. To scenariusz bardziej optymistyczny nie tylko od przyjętego w założeniach do budżetu na rok 2019 (3.8%), ale i od prognoz generowanych obecnie przez wiele instytucji:PKB dla Polski na rok 2019

Dynamika PKB w kolejnych trzech półroczach według najnowszego modelu ExMetrix (aktualne dane wejściowe, reestymowane parametry strukturalne) wygląda następująco:Dynamika PKB w kolejnych trzech półroczach według najnowszego modelu ExMetrix

Z odczytów z tego modelu możemy ustalić również spodziewany w tej chwili poziom PKB dla Polski w roku 2018, który jest nieco wyższy niż szacowany i opublikowany przez nas w grudniu 2017 (4.4%) – wynosi 4.65%

Poniżej przypominamy nasze dotychczasowe publikacje oszacowań PKB, także na tle oszacowań publikowanych w tych samych okresach przez inne podmioty.

Prognoza obejmująca pierwsze półrocze 2019. Publikacja – maj 2018.Prognoza obejmująca pierwsze półrocze 2019. Publikacja – maj 2018.

Prognoza na rok 2018 opublikowana w grudniu 2017 r. Dla porównania – prognozy innych podmiotów publikowane w listopadzie i grudniu 2017 r.Prognoza na rok 2018 opublikowana w grudniu 2017 r

Oczekiwana dynamika PKB z modelu prognozującego na trzy półrocza w przód – publikowana w grudniu 2017 r.Oczekiwana dynamika PKB

Na koniec porównanie naszych prognoz na lata wcześniejsze z innymi oszacowaniami:prognoza pkb 2017prognoza pkb 2016

Osłabienie peso argentyńskiego i liry tureckiej uderzyło w złotego

W minionym tygodniu wśród inwestorów ponownie pojawiły się obawy przed rozprzestrzenianiem się kryzysu walutowego. Po dość długim okresie przerwy, tureckie rynki zostały ponownie otwarte, po czym lira znów poszybowała w dół.

W środku tygodnia znacznemu osłabieniu uległo peso argentyńskie. Waluta Argentyny doświadczyła gwałtownych spadków po tym jak kraj zwrócił się do Międzynarodowego Funduszu Walutowego z prośbą o przyspieszenie wypłaty programu pomocowego. Najbardziej sytuację tę odczuły waluty krajów latynoamerykańskich. Wyprzedaży doświadczyła większość z nich. Pewnym wyjątkiem był real brazylijski, który wprawdzie osłabił się, jednak odrobił większość strat po interwencji banku centralnego.

Waluty krajów G10 pozostały względnie stabilne w obliczu rosnącej niepewności. Wyjątkiem były: frank szwajcarski – umocnił się dzięki inwestorom szukającym mniejszego ryzyka, oraz dolar australijski, który osłabił się na wieść o podwyższeniu przez krajowe banki oprocentowania hipotek.

Najbliższy tydzień przyniesie serię istotnych danych makroekonomicznych dla Stanów Zjednoczonych. W piątek opublikowany zostanie raport o rynku pracy, na którym skupi się uwaga większości inwestorów. Istotne będą również nowe dane o deficycie handlowym oraz wskaźnik ISM dla sektora przemysłu. W tym tygodniu zostanie również opublikowany projekt włoskiego budżetu. Pozwoli on oszacować, w jakim stopniu koalicja rządowa będzie skłonna do konfrontacji z instytucjami Unii Europejskiej.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł osłabienie polskiego złotego. Polska waluta największe spadki odnotowała w relacji do franka szwajcarskiego i funta brytyjskiego. Złotemu w minionym tygodniu nie sprzyjał m.in. powrót obaw o sytuację w krajach EM (w szczególności w Argentynie i Turcji), wyprzedaż argentyńskiego peso i liry tureckiej, jak i słabość wspólnej europejskiej waluty. Kurs GBP/PLN istotnie zyskiwał również ze względu na wewnętrzną siłę funta, którego wspierał nieco większy optymizm strony europejskiej związany z informacjami, że Wielkiej Brytanii ostatecznie może udać się osiągnąć porozumienie z UE przed końcem roku.

Ubiegły tydzień przyniósł dane o inflacji w Polsce w sierpniu. Podobnie jak miesiąc wcześniej, dynamika cen wyniosła 2% w ujęciu rocznym i była w pełni zgodna z oczekiwaniami. Ciekawsza od danych o inflacji była rewizja szacunku ekspansji polskiej gospodarki w drugim kwartale br. Nowy szacunek był zbliżony do wstępnych danych, polska gospodarka na przestrzeni trzech miesięcy wzrosła realnie o 5,1% w ujęciu rocznym. Głównym silnikiem polskiej gospodarki pozostaje konsumpcja, której dynamika lekko pozytywnie zaskoczyła, wynosząc 4,9% r/r. Mocno rozczarował natomiast wzrost inwestycji, który wyniósł 4,5% r/r i był o połowę niższy od szacunków konsensusu ekonomistów.

Najważniejszym odczytem z Polski z tego tygodnia jest dzisiejszy indeks PMI dla przemysłu w sierpniu, którego publikacja rozczarowała. Aktywność w polskim przemyśle jest najniższa od końcówki 2016 r. W tym tygodniu warto zwrócić uwagę również na spotkanie Rady Polityki Pieniężnej, które odbędzie się w środę. Ważniejsza od samej decyzji RPP będzie oczywiście konferencja prasowa po spotkaniu.

GBP

W zeszłą środę główny negocjator ws. Brexitu ze strony Unii Europejskiej, Michel Barnier, obiecał Wielkiej Brytanii „niespotykane dotychczas partnerstwo”. Tym samym funt brytyjski otrzymał paliwo do umocnienia, które naszym zdaniem powinno doprowadzić do zamykania krótkich pozycji na brytyjskiej walucie, co docelowo powinno wesprzeć funta. W tym tygodniu brytyjski parlament ponownie rozpocznie dyskusję w kwestii Brexitu. Jakiekolwiek pozytywne wieści o stanie negocjacji w połączeniu z dobrymi odczytami wskaźników aktywności biznesowej (które zostaną opublikowane w pierwszej części tygodnia) mogą wpłynąć na wyraźne umocnienie szterlinga. Obecny poziom kursu waluty sugeruje bowiem, że rynki spodziewają się czegoś zbliżonego do tzw. “twardego” Brexitu.

EUR

Dane ekonomiczne dla strefy euro publikowane w ubiegłym tygodniu były dość mieszane. Ankiety Ifo, przeprowadzane wśród niemieckich inwestorów wskazały na poprawę sentymentu, w rezultacie umacniając wspólną europejską walutę. Niedługo potem jednak publikacja danych o inflacji rozczarowała, nie sprzyjając euro. Jeżeli nie zobaczymy wyraźnego trendu wzrostowego dynamiki cen zmierzającej w kierunku celu inflacyjnego EBC, bank centralny może zwlekać z podwyżkami stóp procentowych.

W oczekiwaniu na wrześniowe spotkanie EBC planujemy przyjrzeć się pierwszej propozycji budżetu włoskiej koalicji rządowej. W momencie pisania tego komentarza, istnieją pewne sygnały sugerujące, że planowany deficyt nie powinien przekroczyć 3-procentowego limitu, wyznaczonego przez UE. Jeśli tak rzeczywiście będzie, może to wesprzeć wspólną europejską walutę.

USD

W obliczu niewielu wieści gospodarczych jak i politycznych, dolar amerykański reagował na rosnącą awersję do ryzyka. Osłabienie liry tureckiej oraz silne spadki peso argentyńskiego skłoniły inwestorów do zakupu walut uznawanych za bezpieczne. Tym samym USD umocnił się względem walut gospodarek wschodzących – natomiast patrząc na waluty G10, dolar amerykański wypadł mniej więcej pośrodku stawki. Najbliższy tydzień powinien zapewnić Rezerwie Federalnej sporo informacji istotnych z perspektywy polityki monetarnej. Szczególnie wartościową publikacją będzie wspomniany wyżej raport o rynku pracy. Konsensus ekonomistów zakłada, że wzrost wynagrodzeń trzeci miesiąc z rzędu wyniesie 2,7% w ujęciu rocznym. Pozytywna niespodzianka w tej kwestii powinna wesprzeć dolara amerykańskiego.

Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Zbyt długa droga do konsultanta. Przedsiębiorcy tracą cierpliwość. MS: Pracujemy nad rozwiązaniem

Zamiast szybkiego załatwienia sprawy jest długie oczekiwanie na połączenie z konsultantem. Niejednokrotnie zajmuje ono nawet po 2 godziny i więcej. To scenariusz znany wielu przedsiębiorcom, którzy w ostatnich tygodniach zamierzali skorzystać z telefonicznego Centrum Pomocy Systemów Informatycznych Sądów Powszechnych. Ministerstwo Sprawiedliwości, odpowiedzialne za nadzór, tłumaczy się, że stopień skomplikowania udzielanych porad wydłuża czas rozmów. Średnio trwają ponad 35 minut, co ma wpływ na tworzące się zatory. Problem dostrzegają też pracownicy infolinii, którzy regularnie informują o tym przełożonych. Według ekspertów, nie ma wyjścia, infolinia musi działać sprawniej i mieć więcej pracowników. Zwracają też uwagę na to, że obecnie na jednego pracownika przypada ponad 50 tys. podmiotów. Resort słucha tych opinii i dokonuje zmian. Do obsługi interesantów przydzielił 6 dodatkowych etatów, które obecnie czekają na obsadzenie. Ponadto plany zakładają szerszą centralizację zasobów IT, co powinno skutecznie zniwelować trudności.

Problemy z obsługą

Z myślą o przedsiębiorcach powstało Centrum Wsparcia. Z założenia jego pracownicy mają udzielać pomocy technicznej przy obsłudze portalu S24. Umożliwia on składanie przez Internet wniosków zmianowych dla spółek z o.o., jawnych i komandytowych zarejestrowanych drogą elektroniczną. Ponadto pozwala na złożenie sprawozdań finansowych. Infolinia działa od poniedziałku do piątku w godzinach 7:30-15:30. Liczne przykłady z końcówki lipca oraz pierwszej połowy sierpnia świadczą o tym, że konieczne są zmiany w jej funkcjonowaniu. Dzwoniący wówczas pod numer telefonu (71) 748 96 00 musieli długo oczekiwać na rozmowę z konsultantem, czasem nawet ponad 2 godziny. Kolejka liczyła bowiem kilkanaście, a niekiedy kilkadziesiąt osób.

– Podjęliśmy już działania, aby wyeliminować problemy dotyczące zbyt długiego czasu oczekiwania na połączenie z konsultantem. Do obsługi infolinii przydzielonych zostało 6 dodatkowych etatów. Obecnie trwają nabory na te stanowiska, co powinno znacznie przyspieszyć pozyskiwanie informacji przez interesantów. Zwracamy przy tym uwagę na to, że stopień skomplikowania udzielanych konsultacji powoduje, iż jedna taka rozmowa telefoniczna trwa średnio ponad 35 minut – informuje Jan Kanthak, rzecznik prasowy Ministra Sprawiedliwości.

Z kolei adwokat Jakub Bartosiak podkreśla, że czas przedsiębiorcy jest cenny. Trudno nic nie robić przez godzinę lub dłużej i czekać na połączenie z konsultantem. Oczywiście, można się czymś zająć, ale to mocno dekoncentruje. Ciągle trzeba być w oczekiwaniu i mieć ułożone w głowie, o co zapytać, kiedy nagle rozpocznie się rozmowa. Ekspert zakłada, że pewne informacje są potrzebne tu i teraz, a nie np. za tydzień. Ponadto, jeśli sprawa dotyczy złożenia sprawozdania finansowego, to nikt nie może tego zrobić w imieniu właściciela firmy, nawet wyznaczeni pełnomocnicy. Kiedyś to było możliwe, ale zmieniono przepisy.

– Nie wyobrażam sobie, żebym jako przedsiębiorca czekała na połączenie dłużej niż 10 minut, bo po prostu nie mam na to czasu. Jeżeli znalazłabym się w takiej sytuacji, to z pewnością szukałabym pomocy w firmach doradztwa podatkowego czy kancelariach prawnych. Podobnie postąpiliby moi partnerzy biznesowi. Przy tak długiej kolejce nie nazwałabym infolinii Centrum Wsparcia – mówi dr Grażyna Majcher-Magdziak, jedna z założycielek Business Center Club.

Natomiast Krzysztof Michrowski, wspólnik w Michrowski Bartosiak Family Office, stwierdza, że ten kanał komunikacji nie funkcjonuje sprawnie z kilku powodów. Prawdopodobnie jedną z przyczyn jest bardzo duża liczba interesantów dzwoniących po wsparcie merytoryczne. Infolinia nie służy jednak do tego, żeby uzyskiwać pomoc prawną, tylko zgłaszać sprawy związane z problemami technicznymi. Ekspert zauważa także, że wszyscy interesanci dzwonią pod jeden zbiorczy numer telefonu oczekując w kolejce bez względu na zgłaszany problem. Należałoby więc już na wstępie umożliwić wskazanie tematyki poprzez tonowe wybranie numeru wewnętrznego. W praktyce zdarzało się też, że po długim oczekiwaniu, kiedy przedsiębiorca był już pierwszy lub drugi w kolejce, następowało zerwanie połączenia.

– Przedsiębiorca, który nie mógł uzyskać potrzebnych informacji, powinien sporządzić notatkę urzędową. Należy opisać próbę dodzwonienia się, wskazując datę i godzinę, a także napotkane problemy, np. rozłączenie. Wówczas dana osoba jest w stanie to wyjaśnić w przypadku kontroli czy zastrzeżeń urzędu, dlaczego popełniła wykazany błąd. Ale może też natrafić na bardzo nieprzyjemnego urzędnika, który powie, że trzeba było zająć się sprawą wcześniej i wziąć pod uwagę ewentualność nieprawidłowego działania takiego czy innego centrum pomocy – ostrzega adwokat Bartosiak.

Będzie lepiej?

Resort zapowiada wdrożenie zmian. Potwierdza to Jan Kanthak i jednocześnie zapewnia, że w celu usprawnienia działania infolinii prowadzone są również przygotowania do szerszej centralizacji zasobów IT. Obejmują one świadczenie pomocy telefonicznej. Kroki te, wraz ze zmianą sposobu zarządzania procesem wsparcia, umożliwią dostosowanie jakości, zakresu oraz czasu świadczenia usługi do rzeczywistych potrzeb przedsiębiorców.

– Warto ustalić, z jakiego rodzaju sprawami dzwonią przedsiębiorcy. Jeżeli wiele osób kontaktuje się z tym samym problemem, to można coś czytelniej opisać, zamieścić tutorial np. na YouTube, zmienić formularz czy zmodyfikować jakąś instrukcję postępowania. Resort powinien pomyśleć o prostszym rozwiązaniu, żeby za każdym razem pracownik infolinii nie prowadził rozmowy przez pół godziny, bo często to strata czasu dla obu stron. W 5 czy 10 minut można przedstawić proces działania, co zainteresowany powinien zrobić, ewentualnie jakie dokumenty złożyć w danym przypadku – dodaje Jakub Bartosiak.

Według dr Majcher-Magdziak, nie ma znaczenia, czy resort utworzy 5 razy więcej stanowisk dla konsultantów, czy też wydłuży godziny pracy infolinii. Liczy się efekt końcowy, czyli zapewnienie przedsiębiorcom sprawnej obsługi. Biorąc pod uwagę, że na jednego pracownika infolinii przypada obecnie aż 50 tys. firm, zmiany w organizacji muszą być poważne.

– Obecny rząd stawia na małych i średnich przedsiębiorców. Działanie portalu eKRS jest niewątpliwie ukłonem w ich stronę. Ma przyspieszyć procesy zakładania spółek, składania sprawozdań finansowych i obsługi administracyjnej. Sądzę, że w tym kontekście możemy oczekiwać poprawy funkcjonowania portalu i infolinii wsparcia technicznego, a problemy z jego działaniem zostaną ostatecznie rozwiązane, m.in. ze względu na naciski przedsiębiorców i nagłośnienie sprawy przez media – podsumowuje Krzysztof Michrowski.

Samochody klasy A – przegląd rynku

Najmniejsze miejskie samochody mają na naszym rynku ustabilizowaną pozycję – przede wszystkim ze względu na swoją cenę, która rzadko przekracza kwotę 40 tys. zł. Co więcej, producenci coraz lepiej wyposażają już podstawowe odmiany tych modeli – na liście akcesoriów niewymagających dopłaty często można znaleźć klimatyzację, system audio czy światła w technologii LED.

Toyota Aygo

Toyota Aygo
Toyota Aygo

Toyota Aygo to najpopularniejszy samochód segmentu A nie tylko w Europie, ale również w

Polsce. Zwinny „japończyk” wyprzedza swoich konkurentów i ma w naszym kraju 30-procentowy udział w rynku małych modeli. Ceny debiutującej w tym roku najnowszej odmiany tego modelu zaczynają się od 36 900 zł. Pod maską znajduje się 1-litrowa jednostka o powiększonej do 72 KM mocy. Współpracuje ona z 5-biegową manualną skrzynią biegów lub ze zautomatyzowaną przekładnią x-shift. Średnie spalanie wynosi od 4,1 litra na 100 km.

Na liście wyposażenia najtańszej odmiany znalazł się między innymi niewymagający dopłaty pakiet Comfort, w skład którego wchodzi manualna klimatyzacja oraz system audio z AUX, USB i 2 głośnikami. Dopłaty nie wymagają również światła do jazdy dziennej i tylne światła pozycyjne LED, a także światła główne w technologii projektorowej.

Suzuki Celerio

Suzuki Celerio
Suzuki Celerio

Ceny tego modelu zaczynają się od 39 900 zł. W tym przypadku pod maską samochodu znajduje się silnik o pojemności jednego litra, a napęd przekazywany jest za pomocą 5-biegowej manualnej skrzyni biegów. Zgodnie ze specyfikacją średnie spalanie w cyklu mieszanym to 4,3 litra na 100 km.

Na liście wyposażenia niewymagającego dopłaty znajdują się między innymi światła do jazdy dziennej, wspomaganie ruszania na wzniesieniu, manualna klimatyzacja oraz radio CD z MP3, dwoma głośnikami i Bluetooth.

Citroen C1

Citroen C1Najtańsza odmiana tego modelu kosztuje od 36 650 zł. Samochód ten oferowany jest z silnikiem benzynowym o pojemności 1 litra (72 KM) oraz z manualną skrzynią biegów o 5 przełożeniach. W ofercie występuje również automat. Oficjalne dane mówią o zużyciu paliwa w cyklu mieszanym na poziomie 4,1 l/100 km.

Zgodnie z cennikiem najtańsza odmiana tego modelu wymaga dopłaty na poziomie 800 zł za montaż radia MP3 z 2 głośnikami, a manualna klimatyzacja to koszt 3 200 zł.

Fiat Panda

Fiat PandaWłoski maluch startuje od 34 600 zł. Pod maską najtańszej odmiany znajduje się jednostka benzynowa o pojemności 1,2 litra i mocy 69 KM. Napęd przekazywany jest na koła przednie poprzez manualną skrzynię biegów o 5 przełożeniach. W ofercie nie występuje automatyczna skrzynia biegów. Średnie spalanie w cyklu mieszanym to 5,2 l/100 km.

W przypadku bazowej wersji przystosowanie do montażu radia to koszt na poziomie 450 zł, a system audio CD/MP3 kosztuje 1 000 zł. Manualna klimatyzacja z filtrem pyłkowym jest dostępna za 4 000 zł.

Hyundai i10

Hyundai i10
Hyundai i10

Najmniejszy „koreańczyk” kosztuje zgodnie z cennikiem podstawowym od 40 200 zł. Najtańsza wersja wyposażeniowa tego modelu ma pod maską silnik benzynowy o pojemności 1 litra i mocy 66 KM. Średnie spalanie tej jednostki to 5,1 l/100 km. W ofercie znajduje się manualna skrzynia biegów o 5 przełożeniach oraz 4-biegowy automat.

W podstawowej odmianie nie występuje klimatyzacja ani system audio. Cennik przewiduje jednak pakiet specjalny za 3 900 zł – na jego liście znajduje się manualna klimatyzacja, radio, regulacja wysokości fotela kierowcy oraz lusterka i klamki w kolorze nadwozia.

Kia Picanto

Kia Picanto
Kia Picanto

Drugi na liście koreański model zaczyna się zgodnie ze standardowym cennikiem od kwoty 39 900 zł. Samochód napędza benzynowa jednostka o pojemności jednego litra i mocy 67 KM. W tym przypadku napęd przekazywany jest za pomocą 5-biegowej manualnej skrzyni biegów. Zgodnie z oficjalnymi danymi średnie spalanie w cyklu mieszanym to 4,9 litra na 100 km.

Standardowe wyposażenie najtańszej odmiany obejmuje między innymi manualną klimatyzację i audio MP3 z 2 głośnikami, a także Bluetooth z zestawem głośnomówiącym do telefonu.

Opel Adam

Opel Adam
Opel Adam

Ceny tego modelu zaczynają się od 43 500 zł. Pod maską samochodu znajduje się silnik o pojemności 1 litra i mocy 90 KM. Napęd przekazywany jest poprzez manualną skrzynię biegów o 6 przełożeniach. Średnie spalanie wynosi wg oficjalnych danych 4,3 litra na 100 km.

Na liście wyposażenia podstawowej odmiany znajduje się radio z 4 głośnikami i złączem AUX. Klimatyzacja manualna występuje w wyższej wersji wyposażeniowej – w tym przypadku system audio ma również złącze USB i Bluetooth.

Renault Twingo

Renault Twingo
Renault Twingo

Samochód startuje zgodnie z cennikiem standardowym od kwoty 36 600 zł. Najtańsza odmiana wyposażona jest w silnik benzynowy o pojemności 1 litra i mocy 70 KM. Średnie spalanie w cyklu mieszanym wynosi 5,5 litra na 100 km. Napęd przekazywany jest za pomocą manualnej skrzyni biegów o 5 przełożeniach.

Producent wyposażył samochód w instalacje do montażu radia, a za 3 000 zł można doposażyć samochód w manualną klimatyzację i radioodtwarzacz z pilotem.

Skoda Citigo

Skoda Citigo
Skoda Citigo

Najtańsza pięciodrzwiowa odmiana tego modelu zaczyna się zgodnie z cennikiem od 38 400 zł. Samochód napędza jednolitrowa jednostka benzynowa o mocy 60 KM, a napęd przekazywany jest za pomocą 5-biegowej skrzyni manualnej. Zgodnie z oficjalnymi danymi średnie spalanie to 4,5 litra na 100 km.

W przypadku tej odmiany dopłaty nie wymaga manualna klimatyzacja, a na liście znalazło się radio CD, MP3 z wejściem USB i 2 głośnikami. Auto zostało również wyposażone w światła do jazdy dziennej LED.

VW up!

VW up!
VW up!

Najmniejszy niemiecki model zaczyna się zgodnie ze standardowym cennikiem od 39 040 zł. Samochód pod maską ma silnik benzynowy o pojemności 1 litra i mocy 60 KM. Napęd przekazuje 5-biegowa skrzynia przekładniowa.

Samochód został wyposażony między innymi w światła do jazdy dziennej LED. Dopłaty wymaga klimatyzacja i system audio. Ta pierwsza została wyceniona na 1 540 zł, a radio z 2 głośnikami na 1 440 zł.

Indeks PMI dla Polski negatywnie zaskoczył rynki. Problemy Włoch

Jedna z trzech największych agencji ratingowych świata obniża perspektywę kredytową Włoch. Indeks PMI dla Polski niespodziewanie negatywnie zaskoczył rynki.

Spada perspektywa ratingu Włoch

Agencja ratingowa Fitch obniżyła perspektywę kredytową Włoch. Jest to jedna z trzech największych takich organizacji na świecie. Rynki zareagowały na razie dość spokojnie, gdyż była to obniżka perspektywy a nie ratingu. W obecnej sytuacji jednak można się na kolejnym przeglądzie spodziewać obniżki ratingu. Co spowodowało, że agencja patrzy nieprzychylnie na Włochy? Po pierwsze dług publiczny do PKB wynosi 132% i jest jednym z najwyższych wskaźników na świecie, w Europie ustępuje jedynie Grecji. Po drugie nowa koalicja wcale nie daje gwarancji, że nie zwiększy zadłużenia. Co więcej mówi się o zwiększeniu świadczeń socjalnych. Już teraz rating Włoch wg. agencji Fitch jest o dwa poziomy niższy niż Polski. Ważniejsze jest jednak to, że jeżeli spadnie o jeszcze dwa poziomy straci kategorię inwestycyjną. Gdyby do tego doszło można spodziewać się spadków euro a co za tym idzie złotego. Najwięcej w takim scenariuszu powinien tracić do franka szwajcarskiego.

Perspektywy polskiej gospodarki słabną

Indeks PMI dla przemysłu jest najniższy od niemal dwóch lat. Jest to wskaźnik wyznaczany na podstawie badań ankietowych pokazujący poziom optymizmu wśród menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia. Im mniej optymistycznie patrzą w przyszłość tym niższy odczyt. Wynik 51,4 punktu jest na szczęście powyżej kluczowej granicy 50 punktów. To ona rozdziela większość odpowiedzi pozytywnych od negatywnych dzieląc tym samym oczekiwania rozwoju od recesji. Złotówka nie reagowała na te dane, ale należy zwrócić, że polska waluta jest po kilku dniach istotnych spadków. Dane dla Unii Europejskiej okazały się z kolei dokładnie zgodne z oczekiwaniami.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych ważne dane z Europy podawane były rano, z kolei w USA i Kanadzie mamy dzisiaj święto pracy będące dniem wolnym w obydwóch państwach.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Województwa o największym potencjale innowacyjności

Nie ma uniwersalnego przepisu na rozwój innowacyjności dla wszystkich regionów. Głównym czynnikiem rozwoju jest wprawdzie ich potencjał gospodarczy, na który składa się wiele czynników, m.in.: stopień rozwoju przemysłu, dostępność zaplecza edukacyjnego i kapitału ludzkiego czy udział kapitału zagranicznego. Według rankingu „Indeks Millennium – Potencjał Innowacyjności Regionów”, w czołówce województw o największym potencjale innowacyjności utrzymują się: mazowieckie, małopolskie oraz pomorskie.

– Raport „Index Millenium” przygotowujemy już od trzech lat. Badamy w nim potencjał regionów pod względem innowacyjności w oparciu o sześć zmiennych. Liderami innowacyjności są regiony będące dużym ośrodkiem miejskim i biznesowym. Na pierwszych dwóch miejscach znalazło się województwo mazowieckie oraz małopolskie – mówi Grzegorz Maliszewski, Główny Ekonomista Banku Millennium.

Regiony, w których ulokowanych jest wiele zakładów produkcyjnych, muszą inwestować w innowacyjne rozwiązania, aby utrzymać swoją konkurencyjność. Duża liczba uczelni wyższych oznacza natomiast dostęp do wykwalifikowanych kadr. Aby utrzymać dobrych pracowników region musi z kolei oferować dostęp do atrakcyjnej i dobrze płatnej pracy, dobrą infrastrukturę i zaplecze mieszkaniowe.

Dla rozwoju innowacyjności znaczenie ma również polityka regionalna – dostęp do dotacji, stwarzanie możliwości współpracy biznesu i nauki, finansowanie działalności badawczo-rozwojowej i innowacyjnej oraz ulgi podatkowe dla firm podejmujących taką działalność.

Wiele województw wspiera rozwój tzw. inteligentnych specjalizacji czyli regionalnych sektorów gospodarki, które mają potencjał rozwojowy. Są to w zależności od województwa np. energia zrównoważona, technologie informacyjne, elektrotechnika, ale również turystyka i przemysł maszynowy, a także przemysły kreatywne oraz czasu wolnego.

– Ciekawą informacją z tegorocznej edycji badania jest awans województwa pomorskiego do ścisłej czołówki, zajmuje trzecie miejsce. Uwagę zwraca wyraźnie awans województwa opolskiego, które w zestawieniu awansowało o trzy lokaty oraz województwa łódzkiego, które poprawiło pozycję o dwa oczka – komentuje Grzegorz Maliszewski.

Wiele z czynników wpływających na wzrost innowacyjności regionu to jednak czynniki lokalne. Niektóre regiony mają lepsze położenie geograficzne niż inne (np. z dostępem do dużych dróg lub tras międzynarodowych), na ich terenie znajduje się większa liczba uczelni wyższych, dominuje w nich przemysł albo rolnictwo. Biorąc pod uwagę te uwarunkowania, każde z województw musi opracować „przepis na innowacyjność” samodzielnie – uwzględniając lokalną specyfikę i dostępne środki do rozwoju innowacyjności.

Najniższy potencjał innowacyjności mają województwa warmińsko-mazurskie, lubuskie oraz świętokrzyskie. W dużym stopniu jest to związane z faktem, że są to małe ośrodki akademickie i biznesowe, w związku z tym trudniej jest im ten potencjał budować.

Wyższe kary dla firm – 30 mln zł i likwidacja przedsiębiorstwa

Ministerstwo Sprawiedliwości ujawniło nowy projekt ustawy nakładający na podmioty zbiorowe surowe kary za przestępstwa lub przestępstwa skarbowe. Wykrycie nieprawidłowości w przedsiębiorstwie może wkrótce skutkować nie tylko wysokimi karami finansowymi, ale także jego likwidacją oraz przepadkiem mienia na rzecz Skarbu Państwa – czyli nacjonalizacją.

Celem nowelizacji ustawy z dnia 25 maja 2018 r. o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary i zmianie niektórych ustaw jest – zgodnie z jej uzasadnieniem – zwiększenie skuteczności karania podmiotów zbiorowych, zwłaszcza w zakresie walki z przestępczością gospodarczą i skarbową. Ustawa ma odnosić się przede wszystkim do przedsiębiorców i zastąpić aktualnie obowiązującą ustawę (źródło: Rządowe Centrum Legislacji).

Za mało karania

W uzasadnieniu zmian Ministerstwo Sprawiedliwości argumentuje, że prowadzi się zbyt mało spraw wobec podmiotów zbiorowych. W 2013 r. złożono ich w sądach 26, rok później 31, a w 2015 r. już tylko 14. Według analiz Ministerstwa, o nieefektywności obowiązującej ustawy decyduje również wysokość nakładanych kar.

Wina anonimowa

Na drodze do częstszego karania przedsiębiorstw stoi tzw. prejudykat. Do przypisania odpowiedzialności podmiotowi zbiorowemu za czyn zabroniony konieczne jest najpierw uzyskanie wyroku skazującego za przestępstwo osobę fizyczną, której działanie lub zaniechanie zrodziło odpowiedzialność podmiotu zbiorowego. Ministerstwo chce to zmienić, wprowadzając zasadę winy anonimowej. Zakłada ona, że do przypisania odpowiedzialności podmiotowi zbiorowemu wystarczy wykazanie w toku postępowania, że nastąpiło popełnienie czynu zabronionego, bez wskazywania konkretnego sprawcy, będącego osobą fizyczną.

Wyższe kary

Obowiązująca ustawa z dnia 28 października 2002 r. o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary, wskutek ograniczenia zawartego w art. 7, dopuszcza wymierzenie podmiotowi zbiorowemu kary finansowej w granicach od 1 tys. do 5 mln zł, „nie wyższą jednak niż 3% przychodu osiągniętego w roku obrotowym, w którym popełniono czyn zabroniony będący podstawą odpowiedzialności podmiotu zbiorowego” (Dz.U. z 2002, nr 197, poz. 1661). Właśnie to procentowe ograniczenie, zdaniem pomysłodawców projektu, należy znieść w pierwszej kolejności. Ministerstwo podnosi, że uzależnianie wymiaru kary od wysokości przychodów deprecjonuje jej walor represyjny w sytuacji niewykazania przez podmiot przychodów lub wykazania ich małej wielkości, podczas gdy w rzeczywistości poziom jego aktywów pozostaje wysoki. Nowelizacja ustawy ma zabezpieczyć faktyczne nakładanie wysokich kar nie tylko poprzez zniesienie limitu procentowego przychodów. Projekt zakłada wprost, zmianę dolnej i górnej granicy orzekanych kar finansowych, i to zdecydowanie. Pierwszą podnosi aż 30-krotnie, z 1 tys. do 30 tys. zł, drugą, górną, do kwoty 30 mln zł.

Likwidacja przedsiębiorstwa i jego nacjonalizacja

Kara finansowa od 30 tys. zł do 30 mln zł to tylko jedna z sankcji, jaka ma być orzekana wobec podmiotu zbiorowego. W projektowanym art. 16 ww. ustawy obok kary finansowej znajdują się bowiem jeszcze kary rozwiązania lub likwidacji podmiotu. W art. 17 zawarto katalog środków karnych. Pośród takich represji jak: zakaz promocji lub reklamy prowadzonej działalności, zakaz ubiegania się o zamówienia publiczne czy obowiązek naprawienia szkody lub zadośćuczynienia za doznaną krzywdę, znajdują się również: zakaz prowadzenia działalności gospodarczej określonego rodzaju, a przede wszystkim przepadek mienia lub korzyści majątkowych albo ich równowartości. Ten ostatni środek karny przypomina w swej konstrukcji sankcje, jakie przewidywała ustawa nacjonalizacyjna, czyli ustawa z dnia 3 stycznia 1946 r. o przejęciu na własność Państwa podstawowych gałęzi gospodarki narodowej (Dz.U. 1946, nr 3, poz. 17). Zgodnie z art. 15 projektowanej ustawy sąd, decydując o odpowiedzialności podmiotu zbiorowego, będzie mógł orzec jeden lub więcej wymienionych w art. 17 środków nie łącznie, lecz zamiast kar wymienionych w art. 16.

Zastosowanie ustawy

Nowelizowana ustawa obejmie swoimi regulacjami zarówno podmioty mające siedzibę na terytorium RP, jak i poza nim, ale prowadzące tutaj choć częściowo działalność. W kręgu jej zainteresowań znajdują się przestępstwa podmiotów zbiorowych, w wyniku których uzyskały one korzyść majątkową. Art. 4 projektu przewiduje, że odpowiedzialność ustawowa nie powinna wyłączać odpowiedzialności podmiotu na innej drodze, zwłaszcza cywilnej. Z odpowiedzialności nie zwolni nawet śmierć osoby fizycznej, będącej sprawcą czynu zabronionego. „Najważniejszą przesłankę wyłączającą odpowiedzialność podmiotu zbiorowego wskazuje art. 6 ust. 3. Jest nią należyta staranność w organizacji działalności tego podmiotu oraz w nadzorze nad tą działalnością”.

Pokrzywdzony a Skarb Państwa

Mogą zaistnieć sytuacje, w których popełnienie czynu zabronionego przez podmiot zbiorowy nastąpi z pokrzywdzeniem innych podmiotów. Zgodnie z art. 20 przepadku mienia lub korzyści nie orzeka się wówczas na rzecz Skarbu Państwa, a właśnie na rzecz pokrzywdzonych tym czynem lub w inny sposób do tego uprawnionych. Uzasadnienie projektu ustawy nie precyzuje jednak na kim głównie i w jakim zakresie spoczywać będzie ciężar udowodnienia tego pokrzywdzenia. Przedsiębiorcy mogą wchodzić w skład zarządu podmiotu zbiorowego i dopuścić się czynu zabronionego, ale równie dobrze mogą być tylko inwestorami, nieświadomymi zamiaru popełnienia tego czynu przez zatrudnionego managera czy dyrektora. Chcąc uchronić przed nacjonalizacją cokolwiek z majątku likwidowanego podmiotu, będą musieli nie tylko udowodnić swoje prawa do jego składników, ale m.in. dochować należytej staranności w wyborze osób, które faktycznie dopuściły się przestępstw przy zarządzaniu podmiotem zbiorowym. W tym układzie pokrzywdzony przedsiębiorca ma sporą szansę stania się podejrzanym, tak jak ma to miejsce w przypadku podejrzenia o udział w karuzelach VAT-owskich, podczas starań o zwrot VAT.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Najbardziej innowacyjne regiony w Polsce

Od kilku lat cztery województwa są niezmiennie liderami innowacyjności. Według rankingu „Indeks Millennium 2018 – Potencjał Innowacyjności Regionów” są to: mazowieckie, małopolskie, pomorskie oraz dolnośląskie. Zaskoczeniem są wyniki mniejszych województw. Największy wzrost innowacyjności osiągnęły województwa opolskie (awans aż o 3 pozycje) i łódzkie (2 pozycje w górę). Czy mają specjalny przepis na rozwój innowacyjności?

Pierwsza piątka najbardziej innowacyjnych województw w Polsce pozostaje niezmieniona od trzech lat. To województwa – mazowieckie, małopolskie, pomorskie, dolnośląskie oraz lubelskie. W tegorocznej edycji rankingu przygotowanego przez ekspertów Banku Millennium zaszła jednak zmiana. Na podium najbardziej innowacyjnych województw pojawiło się województwo pomorskie, które w poprzednich trzech latach zajmowało czwartą pozycję.

– Awans pomorskiego to w głównej mierze efekt konsekwentnie rozwijanej aktywności naukowo-badawczej. Widać to we wzroście nakładów na „badania i rozwój” oraz rosnącej zwiększeniu liczby pracowników zajmujących się badaniami, co przekłada się na rosnącą liczbę uzyskanych patentów. W przypadku Mazowsza i Małopolski – województw z dużymi aglomeracjami miejskimi (warszawską i krakowską), rozbudowaną bazą naukową i rozwiniętym biznesem – można mówić o uzyskaniu przez nie efektu synergii. Jest on widoczny w rozwoju innowacyjnych usług i przemysłu, m.in. w sektorze nowoczesnego wsparcia dla biznesu w obszarze IT i działów zakupów, a w branży motoryzacyjnej i biotechnologicznej w obszarze „badań i rozwoju”. Warto dodać, że województwa z czołówki „Indeksu Millennium” są najbardziej atrakcyjne dla inwestorów. Wspieranie rozwoju innowacyjności w mniej rozwiniętych regionach może być więc szansą na przypływ kapitału inwestycyjnego, a tym samym przyśpieszenie ich wzrostu gospodarczego – mówi Grzegorz Maliszewski, Główny Ekonomista Banku Millennium, jeden z autorów raportu.

Zaskoczenia tegorocznego rankingu

W tegorocznej edycji „Indeksu Millennium” zwraca uwagę powiększający się dystans województw do lidera oraz wzrost dysproporcji między regionami. W poprzednich latach większość regionów zbliżała się do czołówki zestawienia, natomiast w tym roku aż dziewięć z nich wykonało ruch w odwrotnym kierunku. Tylko sześć województw zmniejszyło dystans do podium. Wśród nich na wyróżnienie zasługują łódzkie, warmińsko-mazurskie, śląskie oraz opolskie. Największy postęp we wzroście innowacyjności osiągnęło województwo opolskie (awans aż o 3 pozycje) i łódzkie (2 oczka w górę). Oba regiony wyraźnie zwiększyły nakłady na działalność badawczo-rozwojową, a w konsekwencji poprawiły pozycję w kategorii uzyskanych patentów. Dodatkowo województwo łódzkie powróciło na pozycję lidera w kategorii „wartość dodana”, po tym jak w ubiegłorocznym rankingu spadło na jedenaste miejsce.

– Województwo opolskie stale awansuje w kategorii „wydajność pracy”, poprawiając ją głównie w przemyśle. Dodatkowo, w tegorocznej edycji badania, osiągnęło lepsze wyniki pod względem wydatków na „badania i rozwój” oraz liczbę uzyskanych patentów. Jest to o tyle ciekawy przypadek, że, o ile zostanie powielony w kolejnych latach, pokaże, że nawet małe regiony, bez rozbudowanej infrastruktury akademickiej i przemysłowej mogą skutecznie nadrabiać dystans do liderów – komentuje Grzegorz Maliszewski.

Spadki w zestawieniu

Na dole zestawienia znalazły się województwa świętokrzyskie, warmińsko-mazurskie i lubuskie. Wpłynęło na to relatywnie niskie uprzemysłowienie tych rejonów oraz slaby rozwój sektora usług i infrastruktury edukacyjnej. Znalazło to odbicie w małej aktywności naukowo-badawczej (niskie nakłady na „badania i rozwój” i porównywalnie niska liczba patentów), niewysokiej wydajności pracy i słabej „stopy wartości dodanej” generowanej przez lokalne firmy. Największe spadki w rankingu (o 2 pozycje) zanotowały województwa podkarpackie, podlaskie i zachodniopomorskie. Regiony te osiągnęły gorsze wyniki m.in. w kategoriach „nakłady na badania i rozwój”, „liczba uzyskanych patentów” oraz „wydajność pracy”.

Innowacyjność i atrakcyjność inwestycyjna idą w parze

„Indeks Millennium 2018” pokazał, że innowacyjność regionu powiązana jest z jego atrakcyjnością inwestycyjną. Województwa o dużym potencjale innowacyjnym, znajdujące się od kilku lat w czołówce rankingu (mazowieckie, małopolskie, dolnośląskie oraz pomorskie), są jednocześnie obszarami o największej atrakcyjności inwestycyjnej. W tym roku najatrakcyjniejszym województwem pod względem przedsięwzięć inwestycyjnych było Mazowsze, ale w czołówce znalazły się również dolnośląskie, śląskie, małopolskie i pomorskie.

– Wynik ten nie zaskakuje – dodaje Grzegorz Maliszewski. – Obecność ośrodków badawczych i jednostek naukowych w regionie jest dla potencjalnego inwestora wartością dodaną. Zwiększa prawdopodobieństwo wdrożenia innowacyjnych wyników badań i stwarza możliwość zatrudnienia wykwalifikowanej kadry. Współpraca z uczelniami daje natomiast możliwość rozwoju firmy pod kątem technologicznym oraz, dzięki wspólnemu uzgodnieniu kierunków kształcenia, jest źródłem absolwentów o najbardziej pożądanych kompetencjach.

Czy istnieje przepis na innowacyjność?

Z przygotowanego raportu wynika, że nie ma uniwersalnego przepisu dla wszystkich regionów. Głównym czynnikiem rozwoju innowacyjności na konkretnych obszarach jest ich potencjał gospodarczy (m.in.: stopień rozwoju przemysłu, dostępność zaplecza edukacyjnego, kapitału ludzkiego czy udział kapitału zagranicznego). Duże znaczenie ma również polityka regionalna – dostęp do dotacji, ułatwianie współpracy biznesu i nauki, finansowanie działalności badawczo-rozwojowej oraz ulgi podatkowe dla firm podejmujących taką działalność. Wiele z czynników stymulujących innowacyjność to jednak czynniki lokalne takie jak położenie geograficzne, dostęp do infrastruktury drogowej czy lokalizacja wyższych uczelni. Biorąc pod uwagę wszystkie uwarunkowania, władze każdego województwa powinny opracować swój własny, indywidualny „przepis na innowacyjność” uwzględniający lokalną specyfikę i dostępne środki. Na pewno warto zwrócić uwagę na:

wspieranie tzw. inteligentnych specjalizacji czyli regionalnych sektorów gospodarki z ponadprzeciętnym potencjałem rozwoju takich jak energia zrównoważona, technologie informacyjne, elektrotechnika, turystyka, przemysły kreatywne i czasu wolnego
dostosowanie profili kształcenia do potrzeb innowacyjnych firm w regionie
dbanie o bazę i jakość szkolnictwa wyższego, które dla pracodawców oferujących atrakcyjną i dobrze płatną pracę oznacza dostęp do wykwalifikowanych kadr
wspieranie przedsiębiorczości i oferowanie zachęt do tworzenia innowacyjnych firm (w tym startupów) takich jak inkubatory przedsiębiorczości, laboratoria badawcze, fundusze inwestycyjne czy fundusze pożyczkowe.

Tegoroczna edycja „Indeksu Millennium” została uzupełniona o komentarze ekspertów, którzy podają „przepis na innowacyjność” dla każdego z województw. Swój przepis na innowacyjność przestawiają m.in. dr Krzysztof Senger – Wiceprezes Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, Joanna Popiołek – analityk w Google Polska, marszałkowie województw, rektorzy uczelni, eksperci z agencji rozwoju regionalnego i szefowie innowacyjnych firm.

„Indeks Millennium 2018 – Potencjał Innowacyjności Regionów” jest autorskim badaniem opracowanym przez Bank Millennium z wykorzystaniem ostatnich dostępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego i bazy Pont Info. Wyniki rankingu powstały z sumowania wyników w 6 kategoriach, które według ekspertów Banku w największym stopniu wpływają na potencjał innowacyjności regionów. Są to: wydajność pracy, stopa wartości dodanej, wydatki na badania i rozwój (B+R), liczba studentów, liczba pracujących w B+R i liczba wydanych patentów.

Budżet na 2019 r. – administracja państwowa zaczyna na siebie wydawać coraz więcej

Pod koniec sierpnia rząd przyjął wstępny projekt ustawy budżetowej na 2019 r. – Założenia makroekonomiczne są dość ostrożne, ale widać wzrost wydatków na administrację oraz dopłaty do rent i emerytur – zauważa w rozmowie z MarketNews24 główny ekonomista XTB dr Przemysław Kwiecień.

Projekt budżetu przewiduje wzrost gospodarczy na poziomie 3,8 proc., inflację w wysokości 2,3 proc., oraz 28,5 mld zł deficytu.

Zdaniem głównego ekonomisty XTB prognozy dotyczące deficytu są ostrożne. – 28,5 mld zł to jest nadal sporo, ale dużo mniej niż było zapisane w ustawie na ten rok – tłumaczy Kwiecień. – Wydaje się, że założenia makroekonomiczne są oszacowane dość konserwatywnie. W moim przekonaniu wzrost może być nieco wyższy, a inflacja nieco niższa – dodaje.

Główny ekonomista XTB zwraca też uwagę na spodziewane zwiększenie dochodów z podatków. – Widzimy oczekiwanie wzrostu o prawie 20 mld zł – to wydaje się sporą kwotą, ale patrząc na wykonanie tegoroczne, jest do zrealizowania. Pamiętajmy, że cały czas poprawia się sytuacja na rynku pracy, a to sprawia, że z podatku dochodowego od osób fizycznych wpływy systematycznie rosną – mówi Kwiecień.

Ekonomista wskazuje także na problemy, z którymi borykają się finanse publiczne. – Mimo dobrej koniunktury, wydamy 70 mld zł na dopłacenie do rent i emerytur. W sytuacji, gdy mamy niską stopę bezrobocia, płaconych jest dużo składek, i tak musimy wydać gigantyczne pieniądze, żeby system w ogóle się domknął. (…) To moim zdaniem cały czas problem numer jeden – przekonuje Kwiecień.

– Widzimy też duży wzrost wydatków na organy administracji centralnej. Niektóre instytucje dostały budżety większe o kilkadziesiąt procent. To nie są ogromne kwoty, ale to pokazuje, że administracja zaczyna na siebie wydawać coraz więcej – dodaje.

Kurs dolara – prognoza długoterminowa Ebury

Ebury, firma oferująca rozliczanie transakcji walutowych, przedstawia aktualizację prognozy dla dolara amerykańskiego. Spodziewane kursy na koniec roku to: EUR/USD 1,16 oraz USD/PLN 3,60.

Od końca kwietnia dolar amerykański umacniał się względem każdej z pozostałych walut G10. Szereg pozytywnych informacji dotyczących sytuacji gospodarczej USA, jak i rosnące oczekiwania względem łącznie czterech podwyżek stóp procentowych ze strony Rezerwy Federalnej do których ma dojść w tym roku, to jedne z czynników odpowiedzialnych za wywindowanie USD do wartości najwyższej od ponad roku. Do walut powszechnie uznawanych za bezpieczne, takich jak dolar, inwestorów dodatkowo przyciągał kryzys w Turcji, jak i utrzymujące się obawy przed skutkami wojny handlowej. W konsekwencji wspomnianych czynników od początku drugiego kwartału, dolar zyskał około 7% względem ważonego koszyka walut.

Indeks USD & kurs USD/PLN (sierpień ’17-sierpień ’18)

Indeks USD & kurs USD PLNŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 31/08/2018

Spotkanie Rezerwy Federalnej z połowy czerwca okazało się bardziej jastrzębie niż zakładały rynki. FOMC zdecydował wtedy o natychmiastowym podniesieniu stóp procentowych o 25 punktów bazowych. Na czerwcowym spotkaniu istotne było sygnalizowanie przez bank centralny chęci przyspieszenia cyklu zacieśniania polityki monetarnej. W komunikatach FOMC w sierpniu decydenci ponownie wyrażali optymizm względem sytuacji w amerykańskiej gospodarce. Według członków komitetu gospodarka Stanów Zjednoczonych była „mocna”, a aktywność wewnętrzna rozwijała się „w szybkim tempie”.

Ile jeszcze podwyżek stóp procentowych?

Rezerwa Federalna podniosła prognozy wzrostu gospodarczego. Bank centralny oczekuje również, że inflacja w krótkim okresie może być nieco wyższa, co oznacza, że krótkookresowe stopy procentowe będą nieco wyższe niż te w długim okresie. Te wnioski płyną z odświeżonego „dot plot” FOMC, przedstawiającego indywidualne oczekiwania decydentów co do poziomu stóp procentowych w możliwej do przewidzenia przyszłości. Według mediany „dot plot” członkowie komitetu spodziewają się, że pod koniec bieżącego roku stopy procentowe znajdą się w okolicy poziomu 2,24%, w 2019 mają z kolei wzrosnąć do 2,96%. Oznacza to najprawdopodobniej łącznie 4 podwyżki stóp w 2018 r. oraz kolejne 3 podwyżki w 2019 r. To tempo szybsze od zakładanego przez rynki, które obecnie wyceniają prawdopodobieństwo jeszcze dwóch podwyżek stóp procentowych w bieżącym roku na ok. 60%.

Optymizm członków FOMC uzasadniają imponujące dane ekonomicznym dla Stanów Zjednoczonych. Po względnie dobrym pierwszym kwartale, gospodarka USA przyspieszyła i w drugim kwartale rosła w tempie najszybszym od czterech lat – na przestrzeni trzech miesięcy wzrost gospodarczy w ujęciu rocznym wyniósł 4,1%. Ekspansja gospodarcza opierała się m.in. na konsumpcji wewnętrznej, inwestycjach przedsiębiorstw oraz gwałtownym wzroście dochodów z eksportu.

Co istotne, sytuacja na rynku pracy pozostaje dynamiczna, i bardzo możliwe, że będzie wspierać aktywność wewnętrzną w kraju przez resztę 2018 roku. Prawdą jest, że w lipcu rynek pracy stworzył mniej nowych stanowisk niż zakładał konsensus ekonomistów, niemniej w wyniku rewizji raportu z czerwca dane z tamtego miesiące uległy podwyższeniu, co oznacza, że średnia krocząca z dwunastu ostatnich miesięcy wynosi ponad 200 tysięcy.

Wzrost zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w USA (2013-2018)

Wzrost zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w USAŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 23/08/2018

Niespodziewany wzrost bezrobocia w czerwcu okazał się krótkotrwały i nie był nacechowany negatywnie – już w lipcu stopa bezrobocia ponownie spadła do 3,9%, a obecnie jest najniższa od 18 lat. Jeżeli reforma podatkowa Donalda Trumpa skłoni przedsiębiorstwa do zwiększenia zatrudnienia i wzrostu nakładów inwestycyjnych, wskaźnik ten może jeszcze spaść w najbliższych miesiącach. W lipcu zaczął również hamować wzrost wynagrodzeń, niemniej średnia krocząca wzrostu płac z 12 ostatnich miesięcy jest obecnie najwyższa od stycznia 2010 roku. Te imponujące dane sugerują dobrą kondycję rynku pracy, co dodatkowo powinno umożliwić nieco bardziej agresywne tempo zacieśniania polityki monetarnej w 2018 roku.

Od początku bieżącego roku największym wyzwaniem dla Rezerwy Federalnej jest gwałtowny wzrost inflacji – zwłaszcza, że teoretycznie ostatnio wprowadzone cła powinny doprowadzić do jeszcze szybszego wzrostu cen w najbliższych kwartałach. W lipcu dynamika cen przekroczyła poziom 2,9% w ujęciu rocznym, tym samym osiągając najwyższą wartość od sześciu lat. W tym samym czasie inflacja bazowa wyniosła 2,4%, co jest najwyższym poziomem wskaźnika od dekady.

Silny rynek pracy, imponujący wzrost gospodarczy oraz groźba wyższych cen dóbr importowanych (na skutek protekcjonistycznej polityki Donalda Trumpa) mogą spowodować, że w 2019 roku dynamika cen w Stanach Zjednoczonych przyspieszy jeszcze bardziej. Taki obrót sytuacji poddałby Rezerwę Federalną presji na szybszy wzrost stóp procentowych.

Inflacja w USA (2010-2018)

inflacja w usaŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 31/08/2018

Dolar amerykański był wyjątkowo odporny na utrzymujące się od kilku miesięcy zagrożenie wojną handlową, które dominowało w mediach finansowych. Jeszcze w marcu prezydent Trump ogłosił w dość kontrowersyjny sposób nałożenie ceł na import stali oraz aluminium, w wysokości odpowiednio 25% i 10%. O ile pierwsze cła były dość symboliczne, kolejne decyzje i groźby prezydenta Trumpa sugerujące potencjalne oclenie całości importu z Chin są już bardziej istotne, i podobnie jak miało to miejsce do tej pory, w przypadku realizacji z pewnością będą się wiązały z odwetem ze strony Chin.

Paradoksalnie, jednym z większych wygranych w globalnym konflikcie handlowym był właśnie dolar. W obliczu niepewności, inwestorzy porzucali ryzykowne waluty gospodarek wschodzących na rzecz bezpieczniejszego USD. Na rynkach pojawiło się również przekonanie, że skoro Stany Zjednoczone nie są uzależnione od eksportu w takim stopniu jak ich partnerzy handlowi, to wydaje się, że polityka protekcjonizmu nie będzie miała aż tak dużego wpływu na amerykańską gospodarkę.

Prognozy kursu dolara Ebury

Po ostatniej podwyżce stóp procentowych Rezerwy Federalnej w czerwcu wierzymy, że kolejne decyzje o zacieśnianiu polityki monetarnej zostaną podjęte jeszcze dwukrotnie, najpewniej podczas spotkań we wrześniu i grudniu. Rynki nadal wyceniają prawdopodobieństwo czterech podwyżek w tym roku na 60%, stąd sądzimy, że dolar może nieznacznie umocnić się względem euro do końca roku. W parze ze złotym spodziewamy się lekkiego osłabienia dolara amerykańskiego, jednak wyłącznie z uwagi na oczekiwany przez nas spadek kursu EUR/PLN. Nasze prognozy na koniec roku: EUR/USD 1,16 oraz USD/PLN 3,60.

Analitycy Ebury: Matthew Ryan, Enrique Diaz-Alvarez, Roman Ziruk

Przemysł nie słucha wskazań PMI

Sierpień przyniósł dalsze wyraźne pogorszenie się nastrojów przedsiębiorców. Wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu wciąż sygnalizuje dobrą sytuację, ale od początku roku osiąga coraz niższe wartości, sugerując wolniejsze tempo wzrostu produkcji. Produkcja jednak nie zwalnia.

W sierpniu wartość wskaźnika PMI wyniosła 51,4 punktu, a więc była wyraźnie niższa niż miesiąc wcześniej i najniższa od października 2016 r., a więc od prawie dwóch lat, gdy osiągnęła poziom 50,2 punktu. Analitycy spodziewali się jego niewielkiego wzrostu do 53 punktów, mamy więc kolejne, po lipcowym, negatywne zaskoczenie. Według ankietowanych managerów, pogłębiły się sygnalizowane już w lipcu negatywne tendencje w postaci spowolnienia tempa wzrostu produkcji przemysłowej, które w sierpniu było najniższe od prawie dwóch lat, a zamówienia, w tym eksportowe, zmniejszyły się najmocniej od lipca 2014 r. Prognozy na najbliższych dwanaście miesięcy były najsłabsze od listopada 2016 r. Co gorsza, po raz pierwszy od dłuższego czasu obniżyła się liczba zaległości produkcyjnych, a tym samym zwiększyły się zapasy, co może odbić się niekorzystnie na wynikach firm.

Na razie jednak ten słabnący optymizm przedsiębiorców zdecydowanie kontrastuje z rzeczywistymi wynikami, osiąganymi przez firmy. Produkcja przemysłowa w lipcu była o 10,3 proc. wyższa niż rok wcześniej i był to jeden z najlepszych rezultatów w ciągu ostatnich siedmiu lat. Mimo typowych wahań w poszczególnych miesiącach, wynikających głównie z różnic w liczbie dni roboczych, wzrostowa tendencja produkcji przemysłowej utrzymuje się nieprzerwanie od dwóch lat i nic nie zapowiada, by miało się to zmienić, przynajmniej w najbliższych miesiącach. Niewielkiego spowolnienia można spodziewać się w przyszłym roku. Wiele będzie w tym zakresie zależało od sytuacji u naszych największych partnerów, a więc przede wszystkim w Niemczech, jednak duży rynek wewnętrzny z wysoką konsumpcją i rosnącymi inwestycjami, głównie publicznymi, powinien amortyzować ewentualne pogorszenie się koniunktury w otoczeniu. Obniżająca się wartość PMI sugeruje jednak, że nie należy spodziewać się boomu w inwestycjach firm. Największe zagrożenia dla tego optymistycznego scenariusza to konsekwencje zaostrzenia wojny handlowej między USA a Chinami, poważniejszy kryzys na rynkach wschodzących oraz trudności w osiągnięciu porozumienia w sprawie Brexitu (warto przypomnieć, że termin opuszczenia Unii przez Wielką Brytanię mija w marcu przyszłego roku, a więc już za siedem miesięcy).

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Trwa hossa na rynku magazynów. W niektórych regionach Polski brakuje wolnych powierzchni do wynajęcia

Trwa hossa na rynku magazynów. W niektórych regionach Polski brakuje wolnych powierzchni do wynajęcia 8

Pierwsze półrocze tego roku było rekordowe dla rynku powierzchni magazynowych. Aktywni byli zarówno deweloperzy, którzy oddali do użytku ponad 740 tys. mkw. nowych magazynów, jak i najemcy – tradycyjnie z sektora logistycznego oraz e-commerce. W niektórych regionach Polski wskaźnik wolnych magazynów do wynajęcia nie przekroczył 1 proc. Nadchodzące kwartały będą równie udane – już w tej chwili w budowie znajduje się 2,2 mln mkw. nowych magazynów. Eksperci Colliers oceniają, że na znaczeniu będą zyskiwać rynki regionalne. Najemcy mogą się też spodziewać podwyżek czynszów. 

Analizując I półrocze 2018 roku, napotykamy prawie same dobre informacje. Odnotowaliśmy rekordową aktywność deweloperów. W pierwszym półroczu wybudowali oni 740 tys. mkw., z czego najwięcej w centralnej Polsce – ok. 260 tys. mkw. Również aktywność najemców w tym okresie była rekordowa – wynajęli oni 2,2 mln mkw. powierzchni magazynowej w ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Kasperowicz, senior partner, dyrektor działu powierzchni logistycznych i przemysłowych w Colliers International.

Jak wynika z ostatniego raportu „Market Insights”, opracowanego przez specjalizującą się w nieruchomościach firmę doradczą Colliers International, na koniec czerwca bieżącego roku całkowite zasoby powierzchni magazynowej w Polsce osiągnęły poziom 14,4 mln mkw. W I półroczu największą aktywność deweloperów odnotowano w Warszawie (strefa II) i na Górnym Śląsku, gdzie na rynek trafiło kolejno 122 oraz 130 tys. mkw. powierzchni magazynowej. Największe obiekty magazynowe ukończone w minionym półroczu to m.in. Central European Logistics Hub (79 tys. mkw.) i BTS dla firmy OBI (50,7 tys. mkw.) – oba w Łodzi, Panattoni Park Warszawa Konotopa II (42 tys. mkw.) oraz kolejna faza P3 Błonie (33,1 tys. mkw.).

W I półroczu br. rekordowo aktywni byli także najemcy – wolumen transakcji sięgnął 2,2 mln mkw., co stanowi 16-proc. wzrost względem analogicznego okresu w ubiegłym roku (1,9 mln mkw.). Nowe umowy stanowiły prawie 76 proc., natomiast 24 proc. to renegocjacje. W efekcie na rekordowo niskim poziomie ukształtował się wskaźnik pustostanów, który był o 1,7 pkt proc. niższy niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. W Szczecinie poziom pustostanów był zerowy, a w warszawskiej III strefie, w Polsce Centralnej, Trójmieście oraz w regionie Torunia i Bydgoszczy dostępność powierzchni magazynowych nie przekroczyła 1 proc.

Wskaźnik pustostanów na rynku powierzchni magazynowych jest obecnie na rekordowo niskim poziomie 4,3 proc. Nigdy w historii polskiego rynku magazynowego nie osiągnął tak niskiej wartości. Najwyższe poziomy pustostanów odnotowujemy w strefie I w Warszawie – jest to około 13 proc., natomiast w wielu regionach Polski wolnych powierzchni nie ma w ogóle – mówi Tomasz Kasperowicz.

W minionym półroczu najwięcej powierzchni magazynowych (418 tys. mkw.) zostało wynajętych w regionie Polski Centralnej. W Warszawie podpisano umowy na 404 tys. mkw. (z czego 74 proc. w strefie II). Równie wysoki popyt odnotowano na Górnym Śląsku (243 tys. mkw.) i we Wrocławiu (213,5 tys. mkw.). Ze statystyk wynika, że w tym okresie największy, 27-proc. udział w całkowitym popycie miał sektor logistyczny.

Tradycyjnie największy popyt na powierzchnie magazynowe wykazują operatorzy logistyczni, firmy handlowe i dystrybucyjne. Ekspansję kontynuuje też sektor e-commerce, a co najciekawsze i najważniejsze z punktu widzenia gospodarki, firmy produkcyjne, które z reguły lokują się na bardzo długie okresy –mówi Tomasz Kasperowicz.

Według prognoz Colliers International rynek powierzchni magazynowych w kolejnych kwartałach będzie nadal notować dobrą passę. Zarówno popyt, jak i podaż utrzymają się na wysokim poziomie. Dużą aktywność deweloperów widać już w tej chwili – w budowie znajduje się ponad 2,2 mln mkw. powierzchni magazynowej, z czego prawie jedna czwarta przypada na Polskę Centralną. Rośnie jednak zainteresowanie lokalizacjami na wschodzie kraju – eksperci Colliers prognozują, że na atrakcyjności będą zyskiwać zwłaszcza okolice Lublina, Rzeszowa czy Białegostoku.

Gospodarka pędzi, bezrobocie maleje, siła nabywcza rośnie, a obrót towarem wzrasta. W oczywisty sposób napędza to rynek magazynowy. Przewidujemy, że w II połowie 2018 roku w kraju pojawią się kolejni inwestorzy instytucjonalni, którzy kupią istniejące budynki, przyczyniając się do dywersyfikacji bazy właścicieli obiektów i pogłębienia rynku – prognozuje Tomasz Kasperowicz.

W kolejnych okresach na znaczeniu będzie zyskiwać również trend budowania magazynów w formule BTS (build-to-suit), projektowanych pod konkretnego najemcę.

– Niestety dla najemców, a szczęśliwie dla właścicieli obiektów, czynsze wzrosną. Wynika to przede wszystkim ze wzrostu kosztów budowy – zarówno materiałów, jak i robocizny, oraz ze wzrostu cen gruntów, których liczba maleje – mówi ekspert Colliers International.

Milionowe inwestycje Grupy Azoty. Jesienią ruszy nowe centrum badawcze w Tarnowie

0

Milionowe inwestycje Grupy Azoty. Jesienią ruszy nowe centrum badawcze w Tarnowie 9

Do końca tego roku nakłady inwestycyjne Grupy Azoty sięgną w sumie 1,6 mld zł – z czego blisko 445 mln zł zostało już wydane w pierwszym półroczu tego roku. Wydatki w przyszłym roku mają ukształtować się na takim samym poziomie. Największa część środków w tym roku trafi do Puław, na terenie puławskich zakładów azotowych Grupa realizuje szereg inwestycji, w tym budowę elektrowni zasilanej węglem. Jesienią ruszy także nowe centrum badawczo-rozwojowe Grupy w Tarnowie. Z kolei w przyszłym roku ma rozpocząć się projekt budowy fabryki Polimery Police.

Na przełomie października i listopada planujemy uruchomienie centrum badawczo-rozwojowego w Tarnowie. W tej chwili kończymy tę inwestycję, wyposażamy ją. To będzie najnowocześniejsze centrum w Polsce. Będziemy tam testować nasze pomysły, badać ciekawe rozwiązania – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Łapiński, wiceprezes zarządu Grupy Azoty. – W segmencie tworzyw sztucznych chcemy wydłużyć łańcuch wartości – wybudowaliśmy instalację do poliamidów, która wydłużyła łańcuch po kaprolaktamie. Następnym krokiem jest budowa instalacji do compoundingu, czyli do preparowania tworzyw o innych właściwościach fizykochemicznych, które są bardzo poszukiwane na rynku. Planujemy zwiększyć moce pięciokrotnie w tym segmencie produktowym.

Jak ocenia, długoterminowe perspektywy dla tego rynku są bardzo dobre, ponieważ popyt na produkty z tworzyw sztucznych rośnie nieprzerwanie. Według danych GUS branża tworzyw sztucznych od kilku lat utrzymuje wysokie tempo wzrostu, przekraczające tempo wzrostu PKB i całego przemysłu. Polska pod względem zapotrzebowania na tworzywa sztuczne zajmuje szóste miejsce w Europie. Szacuje się, że w ubiegłym roku polski przemysł przetwórstwa tworzyw sztucznych zużył ok. 3,5 mln różnych tworzyw polimerowych, co oznacza wzrost o ok. 9 proc. w stosunku do 2016 roku. (dane fundacji PlasticEurope).

Podaż na ten moment jest w miarę stabilna, nie słyszymy o budowie żadnych nowych instalacji, więc wydaje się, że ten kierunek jest dobry. Warto też zwrócić uwagę na stronę sprzedażową, czyli bardzo duży rozwój segmentów automotive, białego AGD, elektryki, które generują popyt na nasze produkty. Kiedy te branże się rozwijają, to widzimy pozytywne perspektywy – mówi Paweł Łapiński.

Największy na tę chwilę projekt inwestycyjny Grupy Azoty to budowa fabryki propylenu i polipropylenu Polimery Police, która ma kosztować w sumie ponad 5 mld zł i wystartować pod koniec przyszłego roku. Na konferencji wynikowej spółka poinformowała, że w okolicach II kwartału przyszłego roku może zostać wybrana grupa banków, które sfinansują przedsięwzięcie. Natomiast w tym roku największa część środków przeznaczonych na inwestycje trafi do Puław. Na terenie tamtejszych zakładów azotowych Grupa realizuje szereg inwestycji, w tym budowę elektrowni zasilanej węglem.

– Projekt elektrowni w Puławach idzie zgodnie z harmonogramem. Wszystko odbywa się w zaplanowanym terminie. Ta inwestycja w energetykę jest istotna z dwóch powodów. Po pierwsze, zabezpiecza parę dla naszej fabryki, bo obecne instalacje to ponad 50-letnie kotły i trzeba je wymienić. Druga kwestia to produkcja energii elektrycznej – zawsze produkcja własna jest tańsza niż kupowana, więc będziemy mieli znaczny efekt ekonomiczny – mówi Paweł Łapiński.

Azoty poinformowały również, że trwają rozmowy z trzema podmiotami zagranicznymi na temat możliwych przejęć, jednak szczegóły planowanych transakcji nie są na razie znane. W ubiegłym tygodniu grupa zaprezentowała swoje wyniki finansowe za I półrocze br. Przychody ukształtowały się na poziomie zbliżonym do ubiegłego roku, natomiast wynik EBITDA jest niższy o około 200 mln zł. Jest to spowodowane trudną sytuacją w segmencie nawozowym, wywołaną m.in. czynnikami pogodowymi. Ataki mrozów w marcu spowodowały ograniczenie aplikacji przez rolników, co z kolei wywołało wyższe stany magazynowe i nadpodaż produktów na rynku. Równolegle wzrosły ceny gazu i, inaczej niż zwykle, nie skorygowały się w sezonie letnim.

– Rynek próbuje wrócić do równowagi. Prawdopodobnie jeszcze w III kwartale nie zostanie to osiągnięte, ale spodziewamy się, że do końca roku sytuacja powinna być już zrównoważona. Pozytywnie wpłynął na nią wzrost kursu dolara. Wygenerowaliśmy bardzo dobre wyniki na Siarkopolu, bo tam zadziałały dwa czynniki – wzrost kursu dolara i wzrost benchmarków rynkowych – mówi Paweł Łapiński.

Szybki internet napędza rozwój e-sportu. Prędkość 1 Gb/s może zrewolucjonizować tę branżę

Szybki internet napędza rozwój e-sportu. Prędkość 1 Gb/s może zrewolucjonizować tę branżę 10

Ponad 900 mln dol. – tyle według serwisu Newzoo ma być wart w tym roku światowy rynek e-sportu. To wzrost o blisko 40-proc. w skali roku. W Polsce wirtualne rozgrywki także dynamicznie zyskują na popularności – zawodowo gra już ponad 1 tys. osób, a prawie 3 mln to wierni fani. Coraz częściej mówi się nawet o wprowadzeniu e-sportu na igrzyska olimpijskie. Tak dynamiczny rozwój jest możliwy dzięki coraz szybszemu internetowi domowemu, osiągającemu prędkość 1 Gb/s. Takie łącze oferuje już np. Orange Polska.

E-sport i gaming już kilka lat temu przestały być niszowe. Raport „Global Esports Market Report 2018” wskazuje, że na świecie wartość e-sportu przekroczy 906 mln dol. Trzy czwarte z tego stanowią inwestycje sponsorów (blisko 700 mln dol.), a do 2021 roku odsetek ten wzrośnie do 84 proc. (1,4 mld dol.)

– Śledzę to od początku rozwoju sceny e-sportowej. Widzę, jak gry się cały czas rozwijają i jestem pod wrażeniem postępu. Wiele dużych firm zaczyna inwestować w to pieniądze, także uważam, że e-sport będzie naprawdę bardzo duży za jakiś czas – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Grzegorz „Szpero” Dziamałek, zawodnik e-sportowy, profesjonalny gracz Counter Strike: Global Offensive, czterokrotny mistrz Polski i wicemistrz świata.

Według raportu PayPal i SuperData Polska jest w europejskiej czołówce pod względem popularności e-sportu. Rynek szacowany jest na 10 mln dol., co pozwoliło nam wyprzedzić Holandię, Hiszpanię czy Włochy. W tym roku wartość tego rynku może wzrosnąć o 1/5. Z raportu Newzoo i Esports Bar wynika, że w Polsce jest ponad 1 086 zawodników i 2,8 mln fanów e-sportu. Do końca 2019 roku liczba e-graczy ma wzrosnąć o 56 proc. w porównaniu z 2017 rokiem – wskazuje raport PayPal i SuperData.

– Rozwój szybkiego internetu pozwala się rozwijać branży e-sportowej. Jeszcze kilka lat temu, kiedy był słaby internet, było wiele problemów z graniem, przez co wiele ludzi nie mogło grać. Teraz cały czas oferta się rozwija. Im szybszy internet, tym większy komfort dla graczy i to po prostu widać – podkreśla Grzegorz „Szpero” Dziamałek.

Dla osób zajmujących się profesjonalnie e-sportem przepustowość łącza i jego niezawodność są kluczowe. Dlatego – jak podkreśla – miłośnicy e-sportowych rozgrywek mogą się zainteresować ofertą światłowodowego internetu domowego o prędkości do 1 Gb/s , jaką w ubiegłym tygodniu wprowadził na rynek Orange Polska. Dostęp do najszybszego internetu od pomarańczowego operatora ma już 1,7 mln gospodarstw domowych w całym kraju. Bez szybkiego szerokopasmowego internetu nie będzie możliwy zarówno dalszy prężny rozwój e-sportu, jak i jego wprowadzenie do grona dyscyplin olimpijskich, o czym coraz częściej się mówi.

– Jestem ciekawy, czy e-sport wejdzie na igrzyska olimpijskie. Własne turnieje, igrzyska już mamy i sam jestem ciekawy, jak to wyglądałoby w połączeniu z tym tradycyjnym sportem. Wielu ludzi może się z tym nie zgadzać, ale uważam, że mogłoby to być fajnym widowiskiem. Mam nadzieję, że do tego dojdzie – mówi Grzegorz „Szpero” Dziamałek.

W Katowicach od kilku lat rozgrywane są finały jednego z najważniejszych e-sportowych turniejów na świecie – Intel Extreme Masters. Tegoroczną edycję w Spodku oglądało na żywo 169 tys. osób, ale w sieci śledziło ją miliony widzów.

 Mamy w Polsce wiele turniejów, takie jak mistrzostwa Polski, także wiele turniejów zagranicznych. Praktycznie co tydzień jest jakiś turniej, mamy też takie największe, tzw. majory, podobnej rangi jak igrzyska olimpijskie, organizowane raz albo dwa razy w roku, na które się bardzo trudno dostać. To cały czas się rozwija – przekonuje zawodnik CS:GO.

W 2017 roku polscy e-sportowcy zarobili ponad 23 mln zł. Najlepsi dzięki rozgrywkom stają się milionerami. Serwis Sport Earnings, który publikuje zarobki światowej czołówki, podaje, że liderem zestawienia jest niemiecki gracz KuroKy, który zarobił już blisko 4,1 mld dolarów.

Z badania ARC Rynek i Opinia przygotowanego we współpracy z Gameset „Polski odbiorca e-sportu” wynika, że choć rozgrywki przyciągają coraz więcej widzów i graczy, a liczba zawodów rośnie, to w Polsce wciąż jest to obszar niezagospodarowany marketingowo.

 Polski e-sport potrzebuje jeszcze większych marek, czyli wielkich firm, które wejdą w ten rynek, ponieważ cały czas to się rozwija. Potrzebujemy największych potęg, aby mogło to się stać tak samo popularne jak tradycyjny sport. Wydaje mi się, że wszystko idzie w dobrym kierunku – ocenia Grzegorz „Szpero” Dziamałek.

Nauczycielom coraz trudniej budować swój autorytet. Nie pomaga w tym przestarzały system edukacji i podejście rodziców

Nauczycielom coraz trudniej budować swój autorytet. Nie pomaga w tym przestarzały system edukacji i podejście rodziców 11

Nauczyciele tracą uznanie i autorytet w oczach swoich wychowanków – uważa Michał Zawadka, autor książek motywacyjnych. Przyczyniają się do tego nowe technologie i brak chęci rozwoju wśród samych nauczycieli. W świecie internetu, telewizji i idoli kreowanych przez social media pedagodzy ze swoimi przestarzałymi metodami nauczania nie są w stanie dotrzeć do uczniów i zaszczepić w nich pasji do nauki. Nie pomagają również rodzice, którzy przy dzieciach podważają autorytet nauczycieli.

Nauczyciel dzisiaj nie ma monopolu na wiedzę. Bardzo często jest tak, że młody człowiek przychodzi do nauczyciela, wiedząc dużo więcej od niego, bo np. podróżował od dziecka z rodzicami, a nauczyciel nigdy nie wyjechał za granicę. I on ma go uczyć o świecie? Młody człowiek widział te miejsca na własne oczy, a nauczyciel widział je tylko na mapie, zdjęciach czy filmach w internecie. Dzisiaj nauczyciel stoi przed ogromnym wyzwaniem, jak tę wiedzę przekazać – mówi agencji informacyjnej Newseria Michał Zawadka, autor książek motywacyjnych.

W dynamicznie zmieniającej się mentalności młodego pokolenia, kształtowanej przez internetową kulturę, nauczycielowi nie jest łatwo budować swój autorytet wśród uczniów i zdobyć ich uznanie. Często jednak sam sobie jest winny.

Upadek autorytetu jest spowodowany także przez to, że nauczyciele nie rozwijają się, a wymagają od młodzieży dostosowania się do starych czasów. Tu jest dysonans i konflikt pokoleniowy z powodu brak umiejętności zainteresowania się tym, jak wygląda świat młodzi ludzi. Przez to, że nauczyciele często są przeciwko uczniom, a nie razem z nimi, nie ciągną ich za sobą. Potrzebne jest przede wszystkim inne podejście nauczyciela do wiedzy: cały czas się rozwijam, patrzę, w jakim kierunku idą młodzi ludzie, i jestem ich przewodnikiem, pokazuję im wartości i drogę, a nie mówię, jak mają zrobić – mówi Michał Zawadka.

Zawadka podkreśla, że wiele razy zetknął się z sytuacją, kiedy nauczyciele są zamknięci na wszelkie nowości i nie chcą się rozwijać.

– Toczący się kamień nie obrasta mchem. Ci, którzy przysiadają i mówią „nie da się”, obrosną mchem i ominą ich uczniowie, powiedzą: nie chcę iść za tym człowiekiem, on dla mnie nie jest ciekawy, ja mogę sobie sprawdzić dużo więcej w sieci – mówi Michał Zawadka. – Trzeba zmieniać system edukacji, a nie dostosowywać dzisiejsze pokolenie, by pracowało w realiach sprzed kilku dekad.

Zdaniem Michała Zawadki, polska szkoła jest archaiczna, a system edukacji – mocno przestarzały. Zwraca też uwagę na problem obniżania się prestiżu instytucji szkoły. Z jednej strony jest to skutek coraz bardziej powszechnego wśród uczniów przekonania, że teoretyczna wiedza jest mało przydatna, z drugiej – kolejne reformy szkolnictwa skutkują obniżeniem wymagań wobec młodych ludzi.

– System edukacji moim zdaniem, po pierwsze, powinien iść w kierunku doświadczania, a po drugie, nie udowadniać młodemu człowiekowi, czego on nie umie, ale pokazać mu to i zaszczepić chęć do odkrywania tego – mówi Michał Zawadka.

Ekspert podkreśla, że autorytet nauczyciela buduje wiele czynników, przede wszystkim charakter i osobowość pedagoga, jego predyspozycje, wiedza oraz umiejętność stworzenia relacji społecznych, czyli rola, jaką nauczyciel pełni w grupie uczniów. Może być więc słabo przygotowanym, niewzbudzającym szacunku swoją postawą belfrem albo liderem potrafiącym wymagać i egzekwować realizowanie wydawanych poleceń.

– Autorytet nauczyciela bardzo mocno jest atakowany przez rodziców. Oni zaczynają być bardzo roszczeniowi tylko dlatego, że to jest ich dziecko. Nie oddają kompetencji, nie delegują zadania: jesteś nauczycielem, więc pracuj z moim dzieckiem, ja będę z tobą się komunikował, informował i rozliczał, ale nie będę ci mówił, jak masz pracować, bo to ty jesteś nauczycielem – podkreśla Zawadka. – Oczywiście, są nauczyciele, którzy nie chcą się rozwijać, i wtedy ingerencja rodziców jest potrzebna. Ale nauczyciel powinien umieć im powiedzieć: jestem autorytetem, w taki sposób pracuję z waszymi młodymi dziećmi i zaufajcie mi.

Polacy wymieniają telewizor średnio co sześć lat. Kupują coraz większe i droższe

Polacy wymieniają telewizor średnio co sześć lat. Kupują coraz większe i droższe 12

W Polsce co roku sprzedaje się blisko 2,2 mln telewizorów, a statystyczne gospodarstwo domowe wymienia odbiornik po około sześciu latach – mówi Marek Maciejewski z TCL Europe. Na taki zakup Polacy przeznaczają średnio 1,9 tys. zł, ale ta kwota rośnie. Podobnie jak wymagania konsumentów – obecnie chętnie wybierane są urządzenia w jakości Ultra HD, o przekątnej 55 cali lub większej. 

– Klienci oczekują w telewizorze treści i jakości, stąd 2/3 sprzedawanych telewizorów to Smart TV, a 50 proc. stanowią odbiorniki Ultra HD. Trzecia bardzo ważna rzecz to cena. Widzimy, że średnia cena telewizora rośnie i dzisiaj osiąga poziom około 1,9 tys. zł. Klienci kupują coraz większe przekątne, ale szukają też telewizorów lepiej wyposażonych, zarówno z wyższą jakością obrazu, funkcjami HDR, jak i telewizorów z Quantum Dot – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Maciejewski, dyrektor ds. rozwoju produktu TCL w Europie.

Co roku na polskim rynku sprzedaje się średnio 2,2 mln telewizorów. Statystyczne gospodarstwo domowe wymienia odbiornik po około sześciu latach. Połowa obecnie sprzedawanych telewizorów to odbiorniki Ultra HD, które – poza doskonałą jakością obrazu – zapewniają dostęp do usług zarówno polskich, jak i zagranicznych dostawców treści. Serwisy VOD oferujące filmy i seriale w rozdzielczości Ultra HD oraz filmy na nośnikach Blue-Ray UHD przyczyniają się do ich coraz większej popularności.

– Kolejną kwestią jest to, że bardzo szybko zyskują duże przekątne. 55 cali powoli staje się normą. Patrząc na spadek cen telewizorów, niebawem w naszych salonach będą już królować odbiorniki 65-calowe – mówi Marek Maciejewski.

W Polsce ponad połowa rynku dużych telewizorów należy do Samsunga. Z danych marki wynika, że jeszcze w 2013 roku telewizory o przekątnej 55 cali i większe stanowiły w Polsce 3 proc. rynku, natomiast w ubiegłym roku ich rynkowy udział wzrósł do 17 proc. Według badań GfK i NPD w okresie od stycznia do sierpnia ubiegłego roku ponad 40 proc. przychodów ze sprzedaży telewizorów na świecie pochodziło ze sprzedaży odbiorników o przekątnej 55 cali i większych.

W ostatnich latach o ponad 30 proc. wzrosła również sprzedaż telewizorów 65‑calowych i większych. Z danych IHS Market przytaczanych przez Samsunga wynika, że ich globalna sprzedaż w 2016 roku osiągnęła poziom 8 mln sztuk i 11,4 mln rok później. W tym roku prognozowana sprzedaż ma już sięgnąć ok. 16 mln urządzeń.

Biorąc pod uwagę ponad 38 mln konsumentów, Polska jest wciąż relatywnie niewielkim rynkiem. Dla porównania w Europie co roku sprzedaje się około 37 mln telewizorów, w samych Niemczech – ok. 6,5 mln, we Francji – ok. 4,5 mln odbiorników rocznie. Mimo to polscy klienci, wchodząc do sklepu, zwłaszcza dużego salonu z RTV i AGD, mają w tej chwili do wyboru ponad 100 różnych modeli i marek telewizorów.

– Może być problem z dokonaniem wyboru. My ze swojej strony staramy się pomóc klientom, proponując rozwiązania zarówno dostarczające wysoką jakość obrazu, dźwięku, jak i system Android TV – dyrektor ds. rozwoju produktu TCL w Europie.

Na rosnącej sprzedaży telewizorów chce skorzystać marka TCL. Trzeci największy producent telewizorów LCD na świecie zatrudnia ponad 75 tys. pracowników, z czego 0,5 tys. w Polsce.

– W Polsce TCL jest obecny od 2007 roku, a telewizory na polskim rynku sprzedajemy od 2009 roku. Tutaj mamy zarówno biuro sprzedaży, jak i fabrykę zlokalizowaną w Żyrardowie, która corocznie produkuje kilka milionów telewizorów – zarówno pod marką TCL, jak i pod innymi markami, które są dostępne w sklepach w Polsce i za granicą. Rynek rozwija się szybko, naszym celem jest bycie numerem trzy w jak najkrótszym okresie – zapowiada Marek Maciejewski.

Inaczej niż w przypadku sprzedaży pod względem produkcji Polska przoduje – jest największym producentem na Starym Kontynencie i trzecim na świecie. Produkcja sięga ok. 20 mln sztuk rocznie, z czego 90 proc. trafia na eksport.

– Lokując fabrykę w Polsce, mamy bardzo łatwy i szybki dostęp między innymi do rynku niemieckiego i do innych dużych rynków, jak Wielka Brytania, Francja czy Włochy, które są kluczowe pod względem wielkości sprzedaży. Wiele marek tak robi. W Polsce, biorąc pod uwagę prawie 40 mln konsumentów, można zakładać, że ten rynek mógłby trochę wzrosnąć – mówi Marek Maciejewski.

3 września koncern uruchamia centrum badawczo-rozwojowe, które będzie pracować m.in. nad rozwojem sztucznej inteligencji. Będzie to największy tego typu ośrodek poza Chinami.

Baterie litowo-jonowe w autach elektrycznych są coraz wydajniejsze, ale wciąż zbyt wolno się ładują. Przyszłością ogniwa z grafenu i nanowłókien

Baterie litowo-jonowe w autach elektrycznych są coraz wydajniejsze, ale wciąż zbyt wolno się ładują. Przyszłością ogniwa z grafenu i nanowłókien 13

Najpóźniej za 10 lat samochody elektryczne osiągną zasięg równy ze spalinowymi, a ładowanie baterii potrwa zaledwie kilka minut – twierdzą przedstawiciele branży. Nad takimi rozwiązaniami pracują również polscy inżynierowie. Już dziś można osiągnąć bardzo krótki czas ładowania lub bardzo mały rozmiar baterii. Wyzwaniem dla naukowców jest jednak połączenie obu tych cech w jednym urządzeniu. Obecnie stosowaną technologią akumulowania energii są baterie litowo-jonowe. Znane z laptopów i smartfonów, teraz znajdują zastosowanie także w pojazdach elektrycznych. Przyszłością branży transportowej mogą być jednak opracowywane ogniwa litowo-magnezowe, ogniwa z nanowłókien lub z grafenu.

– W tej chwili baterie litowo-jonowe bardzo szeroko wchodzą do transportu, mówimy o samochodach elektrycznych, o autobusach elektrycznych oraz wszelkich pojazdach transportowych, przemysłowych, które za chwilę wszystkie będą zasilane bateriami. Nowoczesne baterie litowo-jonowe to ultragęste, małe urządzenia, które dają nam zasilanie laptopów, telefonów komórkowych oraz potrafią zasilić samochód elektryczny zasięgami już dzisiaj dochodzącymi do kilkuset kilometrów w najbardziej nowoczesnych rozwiązaniach – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Bartłomiej Kras z Impact Clean Power Technology.

Inżynierowie pracują nad bateriami o jak największej pojemności, jak najmniejszej wadze i z technologią bardzo szybkiego ładowania. Połączenie tych wszystkich cen w jednym produkcie stanowi największe wyzwanie dla naukowców z całego świata. Badacze z Uniwersytetu Kalifornijskiego pracują nad bateriami wykonanymi ze złotych nanowłókien w żelowym elektrolicie. Prototypowy akumulator poddany 3-miesięcznym testom przeszedł 200 tys. cykli ładowania i rozładowania. Nie wykazywał po tym czasie niemal żadnych cech degradacji. Dla porównania, standardowe akumulatory litowo-jonowe przeżywają 30-krotnie mniej.

– Obecnie stosujemy najnowsze rozwiązania, które pozwalają naładować cały autobus elektryczny z naszą baterią poniżej 10 minut. Drugi trend to zwiększanie gęstości energii, czyli sprawianie, że te baterie są lżejsze, czyli na dany pojazd można ich włożyć więcej w tej samej masie i w tej samej objętości, co przekłada nam się albo na zwiększenie zasięgu pojazdu, albo na zwiększenie pracy na jakimś urządzeniu mobilnym – twierdzi Bartłomiej Kras.

Nadzieją branży motoryzacyjnej mogą być z kolei baterie oparte na grafenie. Są one zdolne do ładowania i rozładowywania się ponad 30-krotnie szybciej niż tradycyjne ogniwa litowo-jonowe. Szybkie rozładowywanie ma kluczowe znaczenie właśnie przy zastosowaniu w motoryzacji. Ruszający samochód wykazuje ogromny chwilowy pobór energii, którą bateria musi być w stanie mu zapewnić. Naukowcy pracują również nad ogniwami litowo-magnezowymi, bateriami strukturą przypominającymi papier, a także wykonanymi z miedzianej pianki.

Zdaniem specjalistów, takie technologie zostaną dopracowane i staną się dostępne najwcześniej w ciągu najbliższych 5-8 lat. Zapotrzebowanie na nie płynie przede wszystkim z transportu, który obecnie bardzo mocno stawia na elektromobilność.

– Możemy się spodziewać w horyzoncie 10-letnim samochodu elektrycznego, który będzie przejeżdżał dokładnie tyle, ile samochód spalinowy na jednym ładowaniu i to ładowanie będzie trwało kilka minut na stacji ładowania elektrycznego. Wprowadzamy nowinki właściwie co roku, ale nie ma gwałtownych przełomów. To jest lekka zmiana chemii ogniw, zmiana pierwiastków, która pozwala nam albo zwiększyć ilość cykli, albo sprawić że ta bateria jest trochę lżejsza, co poprawia zasięg lub czas życia danego mobilnego urządzenia. To są dzisiaj zmiany, które są kilkunastoprocentowe maksymalnie w ciągu roku – informuje Bartłomiej Kras.

Obecnie dostępne samochody elektryczne mogą cechować się już w miarę zadowalającym zasięgiem, ale bardzo długo trwa naładowanie baterii. Przykładowo, Tesla model S może na jednym ładowaniu przejechać około 500 km. Czas ładowania baterii wynosi jednak aż 8,5 godziny w przypadku ładowarki o mocy 10 kW lub 4 godziny dwukrotnie mocniejszą ładowarką. Ładowanie do pełna szybką zewnętrzną ładowarką trwa natomiast 45 minut. Trwa to więc wciąż wielokrotnie dłużej, niż tankowanie samochodu spalinowego.

Według analityków z Grand View Research światowy rynek ogniw litowo-jonowych był w 2016 roku wyceniany na 22,8 mld dolarów. Popyt na systemy magazynowania energii ma rosnąć do 2025 roku w średniorocznym tempie na poziomie 21 proc.

IX Międzynarodowy Kongres Faktoringu 20 września 2018 r.

Kongres Faktoringu to jedno z najważniejszych wydarzeń w kalendarzu spotkań menedżerów i praktyków faktoringu i finansów w Polsce. Udział w nim biorą uznani eksperci z całego świata. Omawiane są tu najważniejsze problemy przedsiębiorców i wyzwania stojące przed dostawcami usług faktoringowych zarówno w Polsce, jak i na innych rynkach.

IX Międzynarodowy Kongres FaktoringuJuż po raz dziewiąty eksperci w dziedzinie zarządzania płynnością spotykają się na największym wydarzeniu poświęconym finansowaniu firm w Polsce. Międzynarodowy Kongres Faktoringu na mapie konferencji branży finansowej wypracował sobie silną pozycję i uznanie. Przez lata przyciągnął wielkie grono wiernych słuchaczy i uczestników zarówno z Polski, jak i ze świata.

Tegoroczna edycja odbędzie się 20 września w warszawskim hotelu Westin i poświęcona będzie m.in. wykorzystaniu nowych technologii w biznesie, finansach i faktoringu. Ocenie zostaną poddane szanse dla branży w kontekście rozwoju fintechów. Eksperci analizować będą także zmiany zachodzące w otoczeniu ekonomicznym i prawnym.

– Kongres Faktoringu to wydarzenie o szczególnym znaczeniu dla prezesów firm, dyrektorów departamentów finansowych, przedstawicieli środowiska naukowego oraz firm rozwijających infrastrukturę do współpracy z branżą faktoringową. Już dziś serdecznie zapraszamy – mówi Sebastian Grabek, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego Polskiego Związku Faktorów.

Nie zabraknie też prawdziwej gratki dla poszukiwaczy motywacji w codziennej pracy. Gościem specjalnym Kongresu będzie Jerzy Owsiak, Prezes Zarządu Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, który w milionach Polaków obudził chęć do wspólnego działania. Jego wykład będzie z pewnością wartościową inspiracją dla każdego.

W programie m.in. wystąpienia:

Działaj i idź naprzód!

– Jerzy Owsiak (Prezes Zarządu Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy),

Faktoring na świecie i w Polsce w 2018 r.

– Sebastian Grabek (Przewodniczący Komitetu Wykonawczego Polskiego Związku Faktorów)

Panel dyskusyjny: Nowe technologie i spółki z sektora fintech na rynku faktoringu,

– Moderator: Michał Pawlik (Prezes Zarządu SMEO),

Ogłoszenie wyników konkursu „Złote Pióro PZF”

Panel dyskusyjny: Klienci o faktoringu

– Moderator: Małgorzata Szymańska (Dyrektor Departamentu Faktoringu Banku Ochrony Środowiska),

Panel dyskusyjny: Zmiany w prawie – wpływ na przyszłość branży

– Ewa Guzowska (Radca Prawny, KGK Kancelaria Radcowska E.Guzowska i S-ka)

Na kongres zaprasza Polski Związek Faktorów we współpracy z Novabase – sponsorem głównym, Lendscape – sponsorem, FCI – partnerem merytorycznym, a także partnerami medialnymi: Dziennikiem Gazetą Prawną, magazynami: Bank, Nowoczesny Bank Spółdzielczy, My Company Polska, Life and More, Outsourcing and More, Gazeta MSP, Europejska Firma oraz portalami: Fintek.pl, AleBank.pl, CEO.com.pl, OutsourcingPortal.pl, MSPortal.pl, Biznes2Biznes.com, BCRpub.com i TRFNews.

Więcej informacji na: kongresfaktoringu.pl

Panorama Firm uruchomiła listę z wykazem miejsc, w których można złożyć wniosek 300+

Od sierpnia wnioski w programie „Dobry Start” można również składać osobiście m.in. w urzędach miast, gmin czy ośrodkach pomocy społecznej. Aby wesprzeć rodziców i opiekunów, wyszukiwarka lokalna panoramafirm.pl uruchomiła listę z wykazem miejsc, w których można osobiście złożyć wniosek o jednorazowe wsparcie dla ucznia rozpoczynającego rok szkolny.

Program „Dobry Start” rozpoczął się w lipcu, a początkowo wnioski można było składać wyłącznie online lub za pośrednictwem bankowości elektronicznej. Od 1 sierpnia br. można zrobić to również osobiście w wybranych punktach.

Wyszukiwarka lokalna panoramafirm.pl przygotowała specjalnie dla użytkowników listę miejsc, w których można osobiście składać wnioski o tak zwane „piórnikowe”. Aby skorzystać z funkcjonalności, wystarczy odwiedzić stronę wyszukiwarki. Po wpisaniu słów kluczowych takich jak „dobry start”, „dobry start+”, „dobry start dla ucznia”, „300+” czy „piórnikowe” i wskazaniu lokalizacji, wyszukiwarka pokazuje listę punktów przyjmujących zgłoszenia w danej okolicy. Każdy punkt zawiera pełne dane teleadresowe oraz jest zlokalizowany na mapie, daje możliwość wyznaczenia najkrótszej trasy dojazdu do wybranego miejsca. Obecnie w serwisie znajduje się 2489 punktów z całej Polski.

Adrian Hinc, Kierownik Produktu w Eniro Polska
Adrian Hinc, Kierownik Produktu w Eniro Polska

Do tej pory złożono prawie 850 tysięcy wniosków drogą elektroniczną, ale podobnie jak w przypadku programu „500+”, zapewne większość uprawnionych osób zechce złożyć wnioski osobiście. Chcemy ułatwić ten proces, dlatego w Panoramie Firm pokazujemy listę punktów przyjmujących wnioski. – mówi Adrian Hinc, Kierownik Produktu w Eniro Polska. Dzięki tej funkcji można szybko namierzyć najbliższy punkt przyjmujący zgłoszenia, sprawdzić jego położenie na mapie, wyznaczyć trasę dojazdu. Obecnie baza punktów obsługujących program „Dobry Start” liczy blisko 2,5 tysiąca miejsc, ale na bieżąco aktualizujemy i rozbudowujemy tę listę. – dodaje Adrian Hinc.

Wyprawka 300 plus to świadczenie w ramach programu „Dobry Start”. Umożliwia on jednorazową wypłatę 300 zł na ucznia w związku z rozpoczęciem nowego roku szkolnego, pod warunkiem, że mieszka on oraz uczy się na terenie Polski. Świadczenie to przysługuje rodzicom na dziecko uczące się, aż do ukończenia 20. roku życia lub 24. roku życia w przypadku dzieci niepełnosprawnych. Pieniądze są przyznawane niezależnie od dochodu rodziny.

Osoby, które złożyły już wnioski w lipcu lub złożą w sierpniu otrzymają wypłatę świadczenia do końca września. Pozostałe osoby, którym nie uda się złożyć wniosku w wakacje, w ciągu dwóch miesięcy od dnia złożenia wniosku. Należy jednak pamiętać, że na złożenie dokumentów jest czas jedynie do 30 listopada.

Z myślą o rodzicach i opiekunach poszukujących punktów do złożenia wniosku o dofinansowanie z programu „Dobry Start”, wyszukiwarka lokalna panoramafirm.pl z początkiem sierpnia udostępniła dedykowaną funkcjonalność w serwisie. Pomaga ona odnaleźć odpowiedni urząd lub placówkę oraz pokazuje jak do niej najszybciej dotrzeć. Użytkownicy mogą z niej skorzystać zarówno w mobilnej jak i desktopowej wersji serwisu.

Eniro Polska rozwija proces wewnętrznej certyfikacji pracowników

Stała edukacja pracowników to jedno z najważniejszych zadań wpisanych w misję każdej firmy. Eniro Polska, dostawca rozwiązań marketingu internetowego dla małych i średnich firm z powodzeniem rozwija proces wewnętrznej certyfikacji pracowników. Bodźcem do tego projektu był szybki rozwój portfolio produktów oraz rosnące potrzeby przedsiębiorców wymagają nieustannego rozwoju kwalifikacji.

Głównym produktem firmy jest wyszukiwarka lokalna Panorama Firm, ale ofertę dla biznesu uzupełnia szeroki wachlarz produktów marketingu internetowego: strony www, SEO, Remarketing, wideo, baza danych, reklama w Gmail czy najnowszy system do zarządzania obecnością firmy w sieci NETskaner.

W dobie postępu technologicznego, gdy coraz więcej firm dysponuje podobnymi rozwiązaniami, istotną kwestią jest budowanie przewagi konkurencyjnej w oparciu o kapitał ludzki. Certyfikacja pracowników jest szansą dla organizacji na wprowadzenie jeszcze lepszych standardów obsługi Klienta i rozwijania modelu organizacji uczącej się. W przypadku firmy Eniro Polska, certyfikacja jest wspólnym projektem Działu HR i Sprzedaży, który uzupełnia program edukacyjny Akademia Sprzedaży Eniro. W Dziale Sprzedaży certyfikat oznacza awans na stanowisko Specjalisty Sprzedaży lub Telesprzedaży ds. Marketingu Internetowego. W programie przewidziane są także kolejne stopnie certyfikacji. Certyfikacja potwierdza zdobycie nowych umiejętności i zachęca pozostałych do zdobywania pożądanych przez organizację kompetencji.

Joanna Hampel, Dyrektor Sprzedaży w Eniro Polska
Joanna Hampel, Dyrektor Sprzedaży w Eniro Polska

– Polskie małe i średnie firmy w szybkim tempie muszą dostosować się do wymagań tzw. rewolucji 4.0. To czwarta rewolucja przemysłowa, w której najważniejsze jest zastosowanie technologii i narzędzi cyfrowych w codziennym prowadzeniu biznesu. Nie każdy przedsiębiorca ma czas i środki na samodzielne zdobywanie wiedzy. Wielu z nich potrzebuje wsparcia w zakresie marketingu internetowego. Certyfikowany konsultant to pewność, że mamy do czynienia z ekspertem, profesjonalnym doradcą, który analizuje sytuację firmy (audyt obecności w sieci), sygnalizuje problemy i dobiera optymalne rozwiązania. Większa wiedza pozwala mu na lepsze zarządzanie relacjami z klientami i wzrost ich satysfakcji. W organizacji sprzedażowej, zarówno w Telesprzedaży, jak i Sprzedaży Bezpośredniej, posiadam obecnie 101 osób z certyfikatami, a kolejne 146 jest bliskie spełnienia warunków. Są to najbardziej aktywne i zaangażowane osoby w zespole, dla których nowa wiedza i budowanie marki osobistej to filary rozwoju personalnego. – mówi Joanna Hampel, Dyrektor Sprzedaży w Eniro Polska.

Każdy uczestnik programu otrzymuje na bieżąco indywidualną informację o wyniku, a w procesie dodatkowo wspiera go przełożony, zainteresowany wzrostem kompetencji i zaangażowania w swoim zespole.

Anna Strutyńska, Dyrektor HR w Eniro Polska
Anna Strutyńska, Dyrektor HR w Eniro Polska

– Badania wskazują, że możliwości rozwoju kompetencji i stania się ekspertem w swojej dziedzinie to obecnie istotny obszar dla motywacji i satysfakcji pracowników. Element ten zyskuje na znaczeniu dla młodszych pokoleń. Program certyfikacji kompetencji cyfrowych w Eniro Polska odpowiada na tę potrzebę, ponieważ pozwala naszym pracownikom uzyskać ekspercką wiedzę i dzielić się nią z klientami, budując w ten sposób wizerunek własny oraz wizerunek firmy. Warunkiem uzyskania certyfikatu jest więc nie tylko uczestnictwo w sesjach szkoleniowych i rozwiązanie obszernego testu wiedzy, ale też sprzedaż różnych produktów na założonym poziomie. Umiejętne połączenie teorii z praktyką gwarantuje, że nasz specjalista jest dobrze przygotowany do wspierania właścicieli małych i średnich firm w obszarze marketingu internetowego. Jesteśmy postrzegani jako firma, która dobrze szkoli siły sprzedaży, a sukces programu certyfikacji potwierdza tę opinię. – mówi Anna Strutyńska, Dyrektor HR w Eniro Polska.

Powodzenie projektu w Dziale Sprzedaży sprawiło, że firma rozszerza certyfikację na pozostałych pracowników, dostosowując ją do potrzeb innych działów. Firmy certyfikujące swoich pracowników zyskują w perspektywie czasu wyższą jakość świadczonych usług, co pozytywnie przekłada się na proces współpracy z Klientami.

– Kolejnym krokiem jest certyfikowanie pracowników Działu Operacyjnego, którzy odpowiadają za realizację kampanii reklamowych dla klientów Eniro. Ostatnio wręczyliśmy w tym dziale dyplomy 24 osobom. W tym przypadku kryterium jest wiedza na temat naszych produktów oraz marketingu internetowego. – dodaje Anna Strutyńska, Dyrektor HR w Eniro Polska.

Certyfikacja pracowników sprzyja podnoszeniu efektywności całej organizacji. Proces certyfikacji pozwala firmie uzyskać informacje na temat umiejętności zatrudnionych w organizacji osób oraz lepiej zarządzać polityką szkoleniową. Dla pracowników jest to szansa na potwierdzenie własnych kompetencji i podniesienie samooceny. Dowiedz się więcej: http://praca.eniro.pl/

Zaangażowanie w NATO i UE – jak Polska może zapewnić sobie bezpieczeństwo?

W polityce międzynarodowej nigdy nie ma próżni. Jeżeli jakiś układ sił wzajemnie się znosi, ale w pewnym momencie jeden z elementów zaczyna korodować – na jego miejsce wchodzą nowe czynniki. Nie można na stałe zapewnić sobie bezpieczeństwa będąc członkiem takich organizacji, jak Unia Europejska czy NATO. Niestety sytuacja pozostaje dynamiczna, a one same się zmieniają. Należy mieć społeczną świadomość fizycznej obrony terytorialnej. W tym przypadku liczy się zaangażowanie w sojuszach obronnych, czyli NATO oraz aktywny udział w misjach, czasami daleko poza Polską. Ważne jest, aby wspólnota, jaką tworzą państwa członkowskie, działała prawidłowo. NATO wyraźnie widzi zagrożenia wschodnie podczas, gdy UE przestała je dostrzegać.

– Patrząc szerzej, po erozji podziału na blok sowiecki i NATO, końcu historii i przekonaniu elit zachodnich o nastaniu docelowego modelu świata – okazało się, że istotną rolę zaczynają odgrywać w nim Chińczycy. Nagle kraje pacyficzne i azjatyckie stały się szczególnym obiektem zainteresowania – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes zarządu Instytutu Jagiellońskiego – Amerykańscy sojusznicy w regionie są tym o wiele bardziej zaniepokojeni, niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Sytuacja jest dynamiczna, a zagwarantowanie bezpieczeństwa to proces, który stale należy umacniać. Solidarność jest tutaj bardzo istotna. Ważne jest także przełamywanie wyrywania bilateralnych relacji, jak np. niemiecko-rosyjskich oraz przeciwdziałanie tym sytuacjom w strukturach Unii Europejskiej. Zapewne będzie ona przeżywała pewien kryzys, bo interesy państw środkowo- i wschodnioeuropejskich zaczynają być rozbieżne z tym, co dzieje się w zachodniej części kontynentu – jeśli chodzi o postrzeganie bezpieczeństwa czy suwerenności – ocenił Roszkowski.

Ponad 22 tysiące fanów, 260 twórców na szóstej edycji MeetUp® 2018

1 września w Tauron Arena w Krakowie odbył się szósty MeetUp®, czyli spotkanie twórców internetowych z fanami. Wydarzenie wywołało ogromne zainteresowanie młodych ludzi, na miejscu było ponad 22 tysięcy uczestników. Organizatorami edycji była agencja kreatywna GetHero oraz Miasto Kraków.

MeetUp® jest doskonałą okazją do spotkania gwiazd Internetu. Tysiące widzów przez cały rok czekało na możliwość rozmowy, autograf, czy wspólne selfie z vlogerami, muserami i gamerami. Tauron Arena wybrano na miejsce organizacji po raz drugi.

Po sukcesie zeszłorocznej edycji wybór miejsca był oczywisty. Kraków jest polską stolicą YouTube’a. Cieszymy się, ze Miasto Kraków kolejny raz wsparło nasze działania, z organizatorów MeetUpu®
— powiedział Tobiasz Wybraniec, prezes zarządu GetHero, agencji organizującej wydarzenie.

Ambasadorami wydarzenia byli ReZigiusz, Izak i Friz, którzy przyciągali tysiące fanów, zarówno w strefie spotkań premium, jak i na scenie głównej. Każdy z nich był dostępny także w meeting boxach, czyli specjalnie przygotowanych miejscach do robienia zdjęć i przeprowadzenia krótkiej rozmowy z fanami.

W MeetUp® 2018 wzięło udział ponad 260 twórców z kanałów lifestyle’owych, muzycznych, gamingowych, motoryzacyjnych, beauty, fashion, rozrywkowych i fit. Uczestnicy wydarzenia mieli okazję spędzić ze swoimi idolami choćby chwilę, co dla wielu z nich było wymarzonym sposobem na pożegnanie wakacji. Przez kilka godzin trwania imprezy ponad 22 tysiące odwiedzających mogło okazać swoją sympatię i uznanie ulubieńcom.

Warto podkreślić, że tegoroczny MeetUp® w dużej mierze był poświęcony muzyce, na głównej scenie wystąpił m.in. Multi, który powiedział, że to jest jego ostatni udział w wydarzeniu, bowiem skupia się na koncertowaniu. Ogromne zainteresowanie uczestników wzbudziły także koncerty Magdy Beredy z zespołem, Roksany Węgiel i Zuzy Jabłońskiej. W tegorocznej edycji nie mogło zabraknąć czołówki polskich twórców z aplikacji TikTok (dawniej Musical.ly), z Kingą Sawczuk, Dominikiem Rupińskim i Julką Kosterą na czele. Młodzi artyści angażują na swoich kanałach w aplikacji kilkumilionową publiczność, publikując  własne teledyski i covery do znanych utworów.

Szósta edycja MeetUp® przyciągnęła także uwagę partnerów, którzy aktywnie włączyli się w wydarzenie, poprzez oddanie dla uczestników interaktywnych stoisk. Partnerami imprezy byli: Miasto Kraków, Małopolska, Zott, Wawel, Garnier, Coca–Cola, Starlink, Pizza Guseppe, X-KOM, LG, Tauron Arena Kraków, Radio Eska i portal ApyNews.pl.

Szczególne podziękowania należą się Rafałowi Sonikowi, dzięki któremu MeetUp® został przeniesiony z Wrocławia do Krakowa w 2017 roku.

Plast-Box opublikował wyniki po I połowie 2018 roku

Plast-Box, znany producent opakowań z tworzyw sztucznych, w I połowie 2018 roku podniósł skonsolidowane przychody do 84,6 mln zł, osiągając tym samym wzrost sprzedaży w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego o 4,7%. Po sześciu miesiącach br. grupa uzyskała wynik EBITDA sięgający blisko 7,1 mln zł oraz wypracował zysk netto na poziomie 2,3 mln zł.

Grzegorz Pawlak PTS Plast-Box S.A.
Grzegorz Pawlak Prezes Zarządu Plast-Box S.A.

Ten rok nie jest łatwy dla całej naszej branży, ze względu na wysokie ceny surowca i wzrost kosztów zatrudnienia. Plast-Box nie jest tu wyjątkiem. Odnotowujemy wzrost przychodów, jednocześnie raportujemy spadek wartości EBITDA oraz zysku netto w porównaniu do półrocza ubiegłego roku. – mówi Grzegorz Pawlak, prezes zarządu Plast-Box S.A.

Po II kwartałach br. jednostkowe przychody ze sprzedaży spółki matki Plast-Box S.A. w Słupsku wspięły się do 72,4 mln zł i były wyższe o 2,5% r/r. Przy takim poziomie przychodów słupska spółka matka wypracowała EBITDA o wartości 4,3 mln zł.

W ubiegłym roku ponieśliśmy nakłady na inwestycje w wysokości 16 mln zł., przedefiniowaliśmy większość procedur w firmie, dokonaliśmy istotnych zmian w organizacji, które przyczynią się do zwiększenia efektywności, i które umożliwiły uzyskanie certyfikatu BRC, przyznawanego firmom o najwyższych standardach w produkcji dla branży spożywczej   – wyjaśnia prezes Pawlak.  

Ukraińska spółka Plast-Box w tym samym czasie przyniosła blisko 168,9 mln UAH przychodów ze sprzedaży, 19,9 mln UAH EBITDA oraz 17,1 mln UAH zysku netto. Osiągnęła wyrażony w hrywnach 16,9% wzrost sprzedaży, a także 55,2% wzrost zysku netto.

–  Sytuacja ekonomiczna na Ukrainie, gdzie mamy drugą fabrykę, zmierza  w dobrym kierunku. Ukraina odnosi duże sukcesy jako dostawca produktów spożywczych na rynki europejskie, co dla producenta opakowań dla branży spożywczej jest bardzo dobrą wiadomością. Jesteśmy beneficjentem stabilizacji i rozwoju ekonomicznego w tym kraju – mówi Krzysztof Pióro, wiceprezes zarządu Plast-Box S.A.

Po 6 miesiącach br. Plast-Box zwiększył sprzedaż na rynek w Polsce do poziomu 33,0 mln zł, generując w ten sposób 39% obrotów grupy. Udział eksportu w skonsolidowanych przychodach po pierwszym półroczu 2018 stanowił zatem 61% całkowitej sprzedaży. Od stycznia do czerwca br. grupa zwiększyła sprzedaż eksportową na rynkach Unii Europejskiej o 2,7% do 30,3 mln zł oraz w Europie Wschodniej o 1,4% do 20,9 mln zł.

Przed nami duże możliwości, bowiem wciąż nasze udziały w rynku europejskim są małe, a rynek opakowań z tworzyw sztucznych cieszy się dobrymi perspektywami  – podsumowuje K.Pióro.

Grupa Plast-Box jest znaczącym wytwórcą opakowań plastikowych rozpoznawalnym niemal na całym kontynencie. Posiada 2 zakłady produkcyjne zlokalizowane w Polsce i na Ukrainie. Specjalizuje się w produkcji zaawansowanych technologicznie wiader, których sprzedaż w I półroczu 2018 roku wzrosła o 3,2% r/r do 66,3 mln zł. Grupa produkuje również skrzynki dla branży spożywczej i produkty użytkowe, sprzedawane w sieciach handlowych. Akcje spółki są notowane od 2004 roku na GPW.

Gomułka: Należy utrzymać Okęcie i rozbudować Modlin. Budowa CPK jest potrzebna

Wydatek rzędu 30-40 miliardów złotych na Centralny Port Komunikacyjny należy rozpatrywać w szerszej perspektywie. Łączne roczne wydatki inwestycyjne w Polsce wynoszą ok. 350 miliardów złotych. Tymczasem budowa CPK będzie trwała przez szereg lat. Tego kosztu nie należy traktować jako wydatek, którego nie da się udźwignąć. Inwestycja jest sensowna, ale czy będzie odpowiednio zyskowna?

– Lotnisko Chopina jest w pobliżu maksymalnych możliwości sprostania potrzebom, które w Polsce nadal rosną – powiedział serwisowi eNewsroom Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club – Okęcie powinno być nadal utrzymane i błędem byłoby zamknięcie go. Należy zastanowić się nad rozbudową pozostałych obiektów lub budową nowych, aby stworzyć możliwość obsługi pasażerów na większą skalę, niż obecnie. Jednym z rozwiązań jest rozbudowa portu w Modlinie, a innym budowa CPK. CPK dodatkowo powinien przejąć ruch poza pasażerski – np. przewozy towarów. W planach są 4 terminale – 2 do obsługi pasażerów, a 2 do obsługi towarów – CPK powinien zacząć działalność od ruchu cargo. Wraz z zapotrzebowaniem na obsługę pasażerów, port lotniczy należałoby rozbudowywać o kolejne terminale. Cały projekt można dostosować do potrzeb i rozłożyć w czasie – wskazał Gomułka.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W tym tygodniu nie zabraknie kluczowych danych w otoczeniu dyskusji o przyszłości wojen handlowych. Nowa runda ceł nałożonych przez USA na chińskie towary może pogorszyć nastroje na rynkach. Poza tym pod lupą będą wskaźniki PMI/ISM pozwalające ocenić kondycję globalnej gospodarki. Tradycyjnie na początku miesiąca mamy raport z rynku pracy USA. Posiedzenia odbędą banki centralne w Australii, Polsce, Kanadzie i Szwecji.

Przyszły tydzień: NFP, PMI z Wlk. Brytanii, Riksbank, RPP, RBA, BoC, rynek pracy w Kanadzie

USA

USA zaczynają tydzień z opóźnieniem w związku ze Świętem Pracy w poniedziałek. Na pierwszym planie może być dyskusja dotycząca szans zaimplementowania nowych ceł importowych na dobra z Chin. Uważamy, że lista towarów prędzej posłuży jako karta przy stole negocjacyjnym, choć ryzyko jej wdrożenia może być czynnikiem psującym rynkowy sentyment pchającym kapitał w stronę USD i innych bezpiecznych przystani (JPY, CHF). Od strony danych mamy ISM (wt, czw) i NFP (pt). Wskaźniki ISM mogą wskazać na pogorszenie względem poprzedniego miesiąca, ale odczyty na poziomie 56-57 wciąż informują o silnej kondycji gospodarki. Rynek pracy powinien ponownie pokazać mocne wartości z wysokim przyrostem zatrudnienia (prog. 180 tys.) i spadkiem stopy bezrobocia do 3,8 proc. Zbliżony do trendu wzrost płac o 0,2-0,3 proc. przypieczętuje wrześniową podwyżkę stóp procentowych Fed.

Strefa euro

W strefie euro rewizja PMI (pon, śr) raczej przejdzie bez echa, potwierdzając, że okres spowolnienia już minął, ale nie widać silnych oznak odbicia. Jak badania aktywności biznesu przekładają się na twarde dane, będzie można więcej powiedzieć po niemieckiej produkcji przemysłowej (pt). Dobre dane wydają się warunkiem koniecznym, by wyrwać EUR wyżej, w przeciwnym razie będziemy dalej obserwować nudną konsolidację.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii warte odnotowania są jedynie indeksy PMI (pon-śr). Lipcowe dane wskazały na pogorszenie koniunktury, choć odczyty blisko 54 nie są złe. Opublikowane już wstępne wskazania z Eurolandu nie dają podstaw do optymizmu dla wskaźnika z przemysłu, ale już sektor usługowy może liczyć na wzrost. Ponieważ dla Wielkiej Brytanii większe znaczenie ma ten drugi, dane ostatecznie mogą wspierać GBP. Będzie to jednak możliwe pod warunkiem, jeśli otoczka informacyjna wokół negocjacji Brexitu pozostanie pozytywna. Wszelkie wzmianki podnoszące na powrót ryzyko braku porozumienia z UE zgładzą próby odreagowania ostatniej słabości.

Szwecja

Biorąc pod uwagę, że lipcowy CPI w Szwecji wypadł powyżej prognoz (2,1 proc. r/r vs. 2 proc.), a inflacja bazowa CPIF zgodnie z oczekiwaniami, jest mało prawdopodobne, aby Riksbank (czw) wycofał przekaz, że podwyżka stopy procentowej może nastąpić „bliżej końca roku”. Także wyjątkowa słabość korony przemawia za tym, aby bank nie dorzucał gołębich komentarzy. Rynek może ustawiać się pod konstruktywny wydźwięk komunikatu, ale nie można zapominać, że SEK jest walutą silnie wrażliwą na globalny sentyment, który nie był dla niej ostatnio łaskawy i presja może szybko wrócić.

Polska

Wrześniowe posiedzenie RPP (wt-śr) nie powinno się różnić od poprzednich. Inflacja ustabilizowała się na 2 proc. (tj. poniżej celu NBP), a wzrost gospodarczy pozostaje dużo ponad wzrostem potencjalnym, stąd nie ma impulsów do zmiany nastawienia. Zakładamy, że podtrzymana zostanie retoryka braku konieczności zmiany poziomu stóp procentowych w 2019 r. i w 2020 r. Indeks PMI dla przemysłu (pon) powinien pokazać wzrost na lepszych perspektywach sprzedaży i zamówień, gdyż przez większą część sierpnia obawy o wojny handlowe utrzymywały się nisko. Mimo to temat ten w ostatnich dniach zyskuje na uwadze i poprzez kanał presji na waluty rynków wschodzących może hamować aprecjację złotego. Ruch w bok na EUR/PLN wydaje się najbardziej prawdopodobny.

Australia

W Australii uwaga skupi się na posiedzeniu RBA (wt) i PKB (śr). Przez ostatni miesiąc Australia zmierzyła się z zamieszaniem politycznym (zmiana premiera) oraz wzrostem obaw o kondycję sektora nieruchomości i zadłużenia prywatnego w dobie podwyżek kosztu kredytów. W efekcie komunikat RBA będzie analizowany pod kątem zwiększonej gołębiości, która może uderzyć w AUD. Po odczycie PKB za II kw. oczekuje się wartości zbliżonych do 3 proc., ale fatalne dane o CAPEX w tym tygodniu podnoszą ryzyko niższego wyniku. Przy rozbudzonych niepokojach o wojny handlowe AUD może być łatwym chłopcem do bicia.

Kanada

Bank Kanady (śr) prawdopodobnie utrzyma stopę overnight bez zmian. Odczyt PKB za II kw. w mijającym tygodniu wypadł słabiej od prognoz, co ucina spekulacje o podwyżce i rynek utrzyma oczekiwania na październik. Jako że szanse są wycenione wysoko (75 proc.), nawet potwierdzenie jastrzębich oczekiwań przez bank nie będzie wielkim zaskoczeniem. Na piątek przewidziano publikację raportu z rynku pracy, gdzie ryzyka są symetryczne, a do tego czasu przyszłość CAD będzie zależeć od tego, jak (i czy jeśli) zakończą się dziś negocjacje NAFTA.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Pracownicy z Azji zastąpią Ukraińców

W Polsce brakuje rąk do pracy, sytuacja demograficzna jest dramatyczna. Czy import pracowników z Dalekiego Wschodu rozwiąże problem? Rząd prowadzi rozmowy z władzami Filipin odnośnie ustalenia zasad współpracy w sprowadzaniu pracowników z tego kraju do Polski. Brakuje pracowników z Ukrainy, którzy wybierają pracę w innych krajach Europy Zachodniej.

– Z naszych badań wynika, że 37 proc. pracowników z Ukrainy rozważa pracę w innym kraju niż Polska. Najczęściej wskazywane są Niemcy, Wielka Brytania, Holandia czy Norwegia. Tylko 7 proc. planuje taki wyjazd w ciągu najbliższego roku, a 56 proc. osób nie jest w stanie określić kiedy chciałoby podjąć tego typu działania – mówi newsrm.tv Tomasz Dudek, dyrektor operacyjny OTTO Work Force.

Ankietowani wskazali wyższe zarobki (62%) jako decydujący powód ich wyjazdu. Destynacje, które biorą pod uwagę to głównie Niemcy (40%), Wielka Brytania (15%), Holandia (14%), Norwegia (13%), Włochy (9%) i Francja (8%).

– Jest to problem dla naszej gospodarki, dla wielu firm, których działania są oparte na pracy pracowników ze wschodu. Nie przewiduję jakichś masowych wyjazdów, to zawsze jest bardziej proces niż masowy wyjazd. Ogólnie brakuje nam bardzo dużo osób na rynku, brakuje nam siły roboczej. Musimy myśleć w perspektywie – co dalej – komentuje Dudek.

Z jednej strony Polska wprowadziła ruch bezwizowy dla Ukraińców, z drugiej coraz większa liczba państw wprowadza ułatwienia w legalnym podejmowaniu przez nich pracy np. Czechy. Dlatego też Polska zmuszona jest do coraz większego konkurowania z innymi państwami w pozyskiwaniu i zatrzymaniu pracowników. Jest to główny powód, dla którego przedsiębiorstwa rekrutujące pracowników rozszerzają poszukiwania o coraz dalej położone rynki jak: Indie, Nepal, Wietnam, czy na Filipiny.

Strategia ściągania pracowników z Azji jest jedyną opcją, która podtrzyma naszą gospodarkę, kiedy zabraknie nam siły roboczej z Europy. Dodatkowo, według pracodawców, pracownicy z dalekiego Wschodu łatwo aklimatyzują się w Polsce. Statystyki mówią, że obecnie w Polsce jest około 30 tysięcy pracowników z Azji.