Paniczna wyprzedaż tureckiej liry

Lira turecka w piątek wpadła w spiralę panicznej wyprzedaży, ciągnąc za sobą aktywa ryzykowne, ale też i euro. Rosną obawy, na ile kryzys zaufania wobec Turcji okaże się szkodliwy dla Europy i jej banków. Dziś turecki resort finansów ma przedstawić nowy model gospodarczy, który przy nierealnych założeniach tylko podsyci wyprzedaż. Inwestorzy uciekają w USD, a jeśli po południu mocno wypadnie CPI z USA, dolar będzie jeszcze bardziej przyciągał.

Dzień z silną przeceną liry tureckiej nie jest czymś nowym w 2018 roku, ale tym razem różnicą są poważne szoki wtórne dla innych aktywów. Przejęcie niemal autorytarnej władzy przez prezydenta Erdogana oraz spory dyplomatyczne z USA zdawały się być problemem zamkniętym w granicach Turcji. Sytuację zmienił dziś artykuł Financial Times, według którego europejski nadzór finansowy jest zaniepokojony ekspozycją europejskich banków na tureckie aktywa. Widać, że podobieństwa do Grecji nie ograniczają się do atrakcyjności śródziemnomorskich kurortów. Co więcej, lira cierpi z powodu wcześniejszej atrakcyjności dla japońskich klientów detalicznych kuszonych wysokim oprocentowaniem w TRY. Paniczny odwrót z tych inwestycji na niepłynnym wakacyjnym rynku i to jeszcze w godzinach, kiedy traderzy w europejskiej strefie czasowej nie zasiedli jeszcze do swoich komputerów, kończy się załamaniem kursu liry. USD/TRY rośnie dziś ponad 7 proc. (choć było już ponad 13 proc.), a od początku miesiąca uzbierało się 21 proc.

Czy najgorsze już minęło? Rozkręcenie handlu w Europie przynosi nieco stabilizacji, ale nerwowość nie znika. Prezydent Erdogan wydaje się nieugięty i dziś stwierdził, że „nawet jeśli oni mają dolary, my mamy naszych ludzi, naszego boga”. Osobiście wątpię, czy te dwa podmioty są w stanie stawić czoła inwestorom podchodzącym z coraz większym sceptycyzmem do tureckich aktywów. Ważnym testem będzie zaplanowana na 13:30 prezentacja nowego modelu gospodarczego przez Ministerstwo Finansów i Skarbu. Z przecieków wiemy, że cel dla wzrostu gospodarczego zostanie obniżony do 3-4 proc. z 5,5 proc., choć i to wydaje się ambitny plan. Gorzej sprawa ma się z inflacją, gdyż resort upiera się przy sprowadzeniu inflacji do jednocyfrowej wartości (w lipcu 15,9 proc.). Utrzymywanie tej iluzji będzie sugerować, że można zapomnieć o interwencji władz, w tym o koniecznych podwyżkach stóp procentowych. Niezależność banku centralnego już jest mocno kwestionowana i bierność teraz będzie dla TRY gwoździem do trumny.

Rynki finansowe weszły w tryb obaw o tzw. „efekt zarażenia”. Nie słyszeliśmy o tej frazie od czasu problemów zadłużenia krajów z południa Europy. Obawy są jednak rzeczywiste, za to płynność rynków – nieuchwytna. To może prowadzić do paskudnych reakcji, co z resztą było widać dziś wczesnym rankiem przy tąpnięciu EUR/USD pod 1,15. GBP i AUD są kolejnymi walutami w G10, które są wyraźnie wrażliwe na pogorszenie sentymentu. EUR/PLN podchodzący pod 4,30 potwierdza przykrą prawidłowość, że obecnie nie ma warunków dla utrzymania silnego złotego. Króluje USD (ale też JPY przez wracający kapitał z TRY/JPY). Dziś rynek będzie się musiał dodatkowo zmierzyć z danymi o inflacji z USA. Według konsensusu CPI pierwszy raz od 2011 r. ma sięgnąć 3 proc. r/r, choć wzrost miesięczny o 0,2 proc. sugeruje, że presja inflacyjna nie rozpędza się wyraźnie. Inflacja bazowa ma pozostać na 2,3 proc., czyli wystarczająco bezpiecznie powyżej celu Fed (2 proc.), aby wspierać strategię kolejnych podwyżek stóp procentowych w wrześniu i grudniu. A przypomnienie o jastrzębim nastawieniu Fed w obliczu problemów gospodarek emerging markets i na kilka godzin przed weekendową przerwą będzie wodą na młyn dla kupujących USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Bezpieczeństwo energetyczne – z jakimi wyzwaniami musi się zmierzyć Polska?

Bezpieczeństwo energetyczne ma swoje problemy. Głównym jest bariera wejścia. Do stworzenia nowego kierunku dostaw danego surowca, np. gazu, trzeba wybudować infrastrukturę. To proces kosztowny i długotrwały. Przez lata Polska była skazana na import z terenów Federacji Rosyjskiej, ponieważ nie było otwarcia na morze, gazoportu, a dopiero w planach był Baltic Pipe. W przestrzeni bezpieczeństwa energetycznego trzeba mieć możliwość produkowania większości energii elektrycznej w kraju. Problem polskiej elektroenergetyki stanowi to, że w 80 proc. napędzana jest węglem kamiennym i brunatnym. W ciepłownictwie mają one jeszcze większy udział. Ze względu na wyzwania górnictwa, wydobycie krajowe od lat bardzo mocno spada. Brakujące wolumeny bardzo często sprowadzane są z zagranicy – głównie z Rosji, ale także z terenów objętych wojną, jak np. Donbas. Zarówno jeśli chodzi o gaz, jak i węgiel – w przypadku którego Polska słynęła z samowystarczalności – zmieniły się kierunki importu, co powoduje kolejne problemy.

– Bezpieczeństwo energetyczne to decyzja między ceną, stabilnością i bezpieczeństwem systemu. Ważne od kogo i co importujemy, jak wytwarzamy energię, ale też jaki jest tego koszt – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes zarządu Instytutu Jagiellońskiego – Nasze górnictwo zostało zintegrowane z dużą energetyką – z wielką czwórką wytwarzającą głównie energię elektryczną, ale i ciepło. Problemy zostały więc rozłożone na cały sektor, szczególnie jeśli chodzi o węgiel energetyczny. Nie zmienia to faktu, że część kopalń została zamknięta i jest bardzo mało nowych inwestycji. W efekcie, paradoksalnie – kiedy cena węgla na rynkach światowych jest tak wysoka, jak dzisiaj, Polska produkuje go coraz mniej. Dodatkowo, wytwarzanie dużej ilości energii z węgla powoduje, że przez regulacje EU ETS jej cena mocno rośnie. Nie ma impulsu, który mógłby ten wzrost zahamować. Warto zaznaczyć, że na wszystkie elementy dotyczące polskiego miksu energetycznego bardzo mocno wpływają porozumienia międzynarodowe, szczególnie paryskie, ale także polityka klimatyczna Unii Europejskiej. Połączenia transgraniczne są korzystne, bo obniżają cenę w Polsce. Jednak jeśli nie będziemy mogli wytwarzać energii elektrycznej sami – można wyobrazić sobie sytuację, że nasz sąsiad z zupełnie inaczej skonstruowanym miksem energetycznym może uzależnić nas od taniego prądu, a potem, podnieść ceny. Na różnych płaszczyznach – bezpieczeństwa, stabilności i ceny – mamy wyzwania, z którymi Polska musi się zmierzyć – podsumował Roszkowski.

Chińska odpowiedź na nowe amerykańskie cła osłabia kurs złotego wobec euro i dolara

Pojawienie się deficytu budżetowego może ograniczać pole do spadku rentowności obligacji. Chińska odpowiedź na nowe amerykańskie cła osłabia złotego wobec euro i dolara.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Czwartek 9 sierpnia 2018 roku przyniósł zauważalny spadek euro wobec dolara (EUR/USD zszedł do 1,1450) oraz osłabienie złotego wobec euro i dolara (EUR/PLN wzrósł z około 4,26 do ok. 4,28, USD/PLN wzrósł z ok. 3,67 do ok. 3,73). Umocnienie dolara wobec walut rynków wschodzących związane jest z obawami o negatywny wpływ zamieszania na tureckim rynku finansowym. Z tego powodu osłabiło się również euro, gdyż według doniesień Financial Times EBC obawia się o wpływ spadku wartości tureckiej liry (około 13% od początku sierpnia) na stan niektórych europejskich banków.

W czwartek Główne wydarzenia dnia na rynku walutowym były związane przede wszystkich z Chinami. Lepsze od oczekiwań dane CPI za lipiec (2,1% vs. 1,9% poprzednio) były kolejnym odczytem, który potwierdził, że lipcowa eskalacja wojny handlowej na linii USA-Chiny nie miała, póki co, negatywnego wpływu na główne wskaźniki gospodarcze Państwa Środka. Nie poprawiło to jednak globalnego sentymentu inwestycyjnego wobec walut rynków wschodzących, w tym wobec złotego, gdyż Chiny zdecydowały się odpowiedzieć podobnymi cłami na zapowiedzianą poprzedniego dnia przez USA kolejną transzę 25% ceł na chiński import o wartości 16 mld dolarów (wejdzie ona w życie 23 sierpnia).

Sierpień przynosił jak na razie niewielką zmienność rentowności obligacji skarbowych, jednak w czwartek zauważalnie w dół przesunęła się amerykańska krzywa dochodowości. 10-letnie US Treausries są około 10pb niżej od szczytu z tego miesiąca. Za popytem na amerykańskiej aktywa przemawiały wspomniane obawy o sytuację na rynkach wschodzących oraz doniesienia z EBC. W piątek wśród kluczowych danych dla rynku dłużnego będzie publikacja CPI z USA, które mogło wzrosnąć w lipcu do 3% r/r.

Notowania papierów w Polsce pozostały jednak stabilne, a ich dotychczas relatywnie wysokie wyceny były wspierane przez dobrą sytuację budżetową. Jednak w kolejnych miesiącach, taki pozytywny efekt może już wygasać, na co wskazują ostatnie komentarze ze strony Ministerstwa Finansów. Minister Teresa Czerwińska informowała niedawno, że wynik budżetu po lipcu nie będzie tak optymistyczny (po czerwcu nadwyżka wyniosła 9,5mld PLN), natomiast wiceminister Leszek Skiba stwierdził, że po lipcu pojawi się na rachunku deficyt. Zniknięcie nadwyżki budżetowej może wynikać z przyspieszenia wydatków inwestycyjnych, co nie powinno prowadzić do silnej wyprzedaży obligacji skarbowych, jednak powinno ograniczać pole do spadku ich rentowności.

Zgodnie z oczekiwaniami CPI w Czechach spadło do 2,3% r/r w lipcu, jednak nadal utrzymuje się powyżej 2% celu. Takie dane wpisują się w retorykę CNB, który jest gotowy do kolejnych podwyżek stóp. Dalszy spadek różnicy stóp procentowych między Polską a Czechami (obecnie jedynie 25pb) może skutkować kontynuacją zawężenia spreadu obligacji, który w sektorze 2-lentim może zbiegać do zera.

Wykres dnia: Po lipcu prawdopodobnie znikła nadwyżka w budżecie, co oznacza, że w lipcu mógł pojawić się deficyt w wysokości około 10mld PLN.

Po lipcu prawdopodobnie znikła nadwyżka w budżecie, co oznacza, że w lipcu mógł pojawić się deficyt w wysokości około 10mld PLN
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Jarosław Kosaty, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Sierpień może zapoczątkować ochłodzenie gospodarcze

Skutki wojen handlowych były dotąd nieodczuwalne dla wielu krajów, a przykładem także Polska. Jednak to sierpień może się zakończyć gospodarczym ochłodzeniem i pogorszeniem koniunktury w kolejnych miesiącach.

– Publikowane ostatnio wyniki badań koniunktury w różnych krajach, przeprowadzone w lipcu, zapowiadają ochłodzenie gospodarcze – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

W Polsce PMI dotyczy tylko sektora przemysłowego, ale także lipcowe badania pokazały pogorszenie nastrojów wśród menedżerów.

Płace rosną najszybciej od dekady. Deficyt budżetowy po lipcu 2018 r.

Przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej wzrosło w 2q18 o 7,1% r/r, najsilniej od 3q 2008, a tempo wzrostu wynagrodzeń w gospodarce nie odbiega od obserwowanego w sektorze przedsiębiorstw (7,4% r/r). Presja płacowa w sektorze przedsiębiorstw ustabilizowała się ostatnio (z wyjątkiem budownictwa), a płace w sektorze publicznym są pod kontrolą.

Płace rosną najszybciej od dekady
Źródło: PKO Bank Polski

Wiceminister finansów Leszek Skiba powiedział, że po lipcu budżet państwa prawdopodobnie wykazał deficyt, wobec 9,5 mld PLN nadwyżki po czerwcu. Deficyt w wysokości ok. 10 mld PLN w samym lipcu odbiega od typowego wykonania w tym miesiącu, prawdopodobnie miał więc miejsce jednorazowy transfer, np. dotacja do FUS. Wiceminister ocenił, że nadwyżka w 1h była wynikiem dobrych dochodów oraz przesuwania wydatków, m. in. jeśli chodzi o programy współfinansowane ze środków europejskich. W jego ocenie deficyt w dalszej części roku będzie się pogłębiał i nie należy oczekiwać prognozowanego przez niektórych analityków (w tym PKO BP) niższego o 20 mld PLN od planu (41,5 mld PLN) deficytu na koniec roku. Wyższy niż zakładamy deficyt centralny nie oznaczałby jednak pogorszenia sytuacji fiskalnej, lecz przesunięcia pomiędzy podmiotami sektora fin. publicznych.

Autor/Źródło:PKO Bank Polski

PKN ORLEN oraz PGNiG odkryły nowe złoże gazu w Wielkopolsce

​PKN ORLEN oraz PGNiG odkryły nowe złoże gazu w Wielkopolsce. Wyniki testu produkcyjnego potwierdzają bardzo dobrą wydajność odwiertu. Możliwości produkcyjne złoża oszacowano na 50 mln m3 gazu rocznie.

Złoże położone jest na terenie wspólnego obszaru projektowego Płotki w Wielkopolsce na koncesji Śrem-Jarocin. Zostało ono odkryte odwiertem Chwalęcin-1K, którego głębokość końcowa osiągnęła 3050 m MD*. Prace prowadzone były od końca kwietnia br.

Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN
Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN

– Obszar Wielkopolski należy do jednych z najbardziej perspektywicznych regionów Polski pod kątem poszukiwań złóż gazu ziemnego. Pozytywny wynik uzyskany w trakcie testu potwierdza, że założona przez nas strategia w obszarze wydobycia sprawdza się. Sukcesywnie zwiększamy bazę zasobów w kraju, co korzystnie wpływa na bezpieczeństwo energetyczne Polski – powiedział Daniel Obajtek – Prezes Zarządu PKN ORLEN.

W najbliższych tygodniach PGNiG oraz ORLEN Upstream, z Grupy ORLEN będą realizować wspólnie wiercenie otworu Komorze-3H/S1. Ponadto obie spółki przygotowują się do zagospodarowania złoża Miłosław, które zostało odkryte w maju 2017 roku. Zakończenie inwestycji i rozpoczęcie wydobycia planowane jest na przełomie II i III kwartału 2019 roku. PGNiG, który jest operatorem na obszarze projektowym Płotki, posiada 51% udziałów. ORLEN Upstream, z pozostałą częścią udziałów, pełni funkcję partnera.

* MD (measured depth) – rzeczywista długość otworu mierzona od powierzchni ziemi do dna otworu, uwzględniająca krzywiznę odwiertu.

PLNOG21 – najważniejsza konferencja telekomunikacyjna już 1-2 października

Najbardziej rozpoznawalna polska konferencja telekomunikacyjna znów zawita tej jesieni do Krakowa. Tym razem motywem przewodnim atrakcji towarzyszących będzie świat podwodny, a wśród nowości zobaczymy m.in. debatę oksfordzką dotyczącą cyberbezpieczeństwa w Polsce oraz międzynarodową ścieżkę anglojęzyczną. Zgarnij zniżkę i dołącz do rekinów biznesu!

plnog1-2 października zapraszamy do Krakowa na PLNOG21 – jedno z największych i najważniejszych wydarzeń dotyczących rynku telco w Polsce. Uczestnikami konferencji są zarówno dostawcy internetowi oraz telekomunikacyjni, jak również przedstawiciele międzynarodowych organizacji i korporacji, które korzystają z ich usług. PLNOG to forum wymiany informacji dla tych, którzy tworzą i rozwijają infrastrukturę telekomunikacyjną oraz analizują i nadzorują rozwój sieci w naszym kraju.

Podczas najbliższej edycji wystąpią m.in.:

  • Ron Broersma – Bezpieczeństwo US Navy, IPv6
  • Michał Sajdak – Rekonesans sieciowy – pokaz live
  • Doug Madory – Analyzing an Volatile Internet
  • Piotr Gruszczyński – WiFi calling – architektura i ograniczenia
  • David Barroso – Global Routing as a Service
  • Piotr Strzyżewski – RIPE – Co i jak?
  • Agata Kołodziejczyk – Sztuczny habitat księżycowy
  • Piotr Okupski – Filtrowanie DDoS za pomocą Wanguard

Więcej ciekawych wykładów znajdziecie na: https://plnog.pl/pl/agenda/

Nie zabraknie praktycznych tematów z zakresu SDN, IoT, routingu i BGP, jak również Community Cornera, w którym będziemy dyskutować na tematy polskiej teleinformatyki w luźnej atmosferze. Na specjalne życzenie publiczności powróci także niezapomniany duet Andrzej Gab i Robert Woźny, którzy będą kontynuować kontrowersyjną historię fuckupów w polskiej branży telekomunikacyjnej.

plnogDołącz do grona uczestników ze zniżką!

Jak co roku PLNOG zapowiada się nie tylko jako konferencja, ale jako wydarzenie branżowe, które firmy telekomunikacyjne mają na stałe wpisane w swój kalendarz. Specjalnie dla naszych czytelników organizator przygotował kod promocyjny, który uprawnia do 15% zniżki – wystarczy podczas rejestracji podać kod – CEO.

Przygotuj się na przyszły tydzień [10.08.2018]

W przyszłym tygodni możemy jasno powiedzieć: wakacje – ciąg dalszy. Nie poznamy żadnych ważniejszych informacji mogących zmienić konsolidację dolara amerykańskiego w trend wzrostowy lub spadkowy. Jedyną walutą, która nadmiernie się osłabia jest funt brytyjski i tylko tam znajdziemy mocniejsze trend. W okresie wakacyjnym wszystkie systemy podążające za trendem mają pod górkę.

Powracając do kalendarza makroekonomicznego, w poniedziałek nie czekają na nas żadne ważniejsze dane makroekonomiczne. Za to we wtorek poznamy kilka figur, aczkolwiek również nie będą niosły za sobą długoterminowych konsekwencji dla rynku walutowego. W nocy o 3:30 zostanie opublikowana koniunktura w australijskim przemyśle wg. NAB. O godzinie 8:00 poznamy dane z niemieckiej gospodarki – wstępny odczyt PKB K/K. Niecałe trzy godziny później zostanie podana do wiadomości publicznej brytyjska stopa bezrobocia oraz zmiana liczba bezrobotnych otrzymujących zasiłek.

W tym samym dniu o 11:00 poznamy wzrost PKB w Strefie Euro, a także niemiecki indeks nastroju ekonomicznego. Następnego dnia, w środę po raz kolejny zostanie opublikowany australijski optymizm konsumentów, aczkolwiek tym razem według Westpac. Z kolei najważniejszą figurą dnia będzie brytyjska inflacja oraz obroty w amerykańskim handlu detalicznym handlu detalicznym. Pierwszą zmienną poznamy o godzinie 10:30, natomiast drugą cztery godziny później.

W czwartek czekają na nas trzy figury. Jako pierwszy zostanie opublikowany japoński bilans handlowy. Z kolei o 3:30 w nocy poznamy australijską zmianę zatrudnienia oraz stopę bezrobocia. Natomiast na sesji londyńskiej oraz nowojorskiej nie czekają na nas żadne ważniejsze publikacje.

W ostatni dzień sesji najważniejszą informację będzie inflacja z gospodarki Kanadyjskiej. Prognoza zakłada publikację na poziomie 2.4 procenta, natomiast poprzedni odczyt był o 0.1 proc. wyższy. W dalszym ciągu inflacja jest jedną z ważniejszych figur na rynku, zatem odczyt powyżej lub poniżej prognozy przełoży się na pary walutowe z dolarem kanadyjskim. Półtorej godziny po publikacji danych z Kanady poznamy amerykański indeks nastrojów konsumentów Uniwersytetu Michigan.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Instrument do obserwacji – AUDUSD

Po ostatnim wzroście rudy żelaza notowania dolar australijskiego prawdopodobnie wybiją się z górą z konsolidacji. Trend boczny na parze walutowej AUDUSD trwa już od połowy czerwca 2018 roku, najwyższa pora, aby zaszła zmiana. Wybicie góra mogłoby oznaczać długoterminowy wzrost notowań nawet w okolicę poziomu 0.768. Cel jest bardzo oddalony, ale po długiej konsolidacji przeważnie na rynek przychodził mocniejszy trend. Czy tym razem będzie tak samo?

Notowania AUDUSD, interwał dzienny

Przygotuj się na przyszły tydzień [10.08.2018] 1

Źródło: Admiral Markets

Przed pokonaniem górnej bandy konsolidacji strona kupująca musi się zmierzyć z linią trendu spadkowego. Jeżeli dojdzie do jej pokonania, to prawdopodobieństwo wybicia górą z konsolidacji będzie o wiele większe.

Niepokojącym sygnałem może być wczorajsza oraz dzisiejsza mocna wyprzedaż AUDUSD. Aczkolwiek wsparcie nie zostało jeszcze naruszone, zatem scenariusz wzrostowy jest jak najbardziej prawdopodobny.

Dział Analiz Admiral Markets

Kilkaset milionów złotych trafiło na powstanie międzynarodowych ośrodków badawczych. Trwa konkurs na kolejne

Kilkaset milionów złotych trafiło na powstanie międzynarodowych ośrodków badawczych. Trwa konkurs na kolejne 2

Już kilkaset milionów złotych przeznaczono na innowacyjne międzynarodowe badania w Polsce. Do tej pory finansowanie w programie Międzynarodowe Agendy Badawcze (MAB) Fundacji na rzecz Nauki Polskiej zyskało siedem projektów, a trwa właśnie konkurs na kolejne. W ten sposób w Polsce powstają nowoczesne jednostki badawcze, w których realizowane są nowatorskie programy badawczo-rozwojowe. Trwają już m.in. badania nad szczepionką na raka, nowymi lekami na choroby neurodegeneracyjne i nowotworowe. Wkrótce powstaną dwa centra, w których prowadzone będą badania nad plastycznością mózgu czy promieniowaniem elektromagnetycznym.

– Mamy nadzieję, że rola nowych instytutów dla polskiego środowiska naukowego będzie bardzo znacząca. Jednym z celów programu MAB jest zmiana standardów i sposobu, w jaki robimy naukę w Polsce – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Maria Pawłowska, koordynator programu MAB, Fundacja na rzecz Nauki Polskiej.

Program Międzynarodowe Agendy Badawcze ma umożliwić powstanie w Polsce wyspecjalizowanych ośrodków naukowych, prowadzących konkurencyjne w skali światowej badania naukowe. Program jest realizowany przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej już od 2015 roku, a łącznie na projekty ma trafić 530 mln zł.

– Chcemy dać możliwość, by najlepsi ludzie pracowali w świetnych warunkach, w międzynarodowym środowisku, w sposób, który promuje najlepszą naukę – mówi Maria Pawłowska. – Dochodzą już do nas sygnały na temat tego, jak te projekty zmieniają lokalne środowisko naukowe na lepsze, jak procedury wprowadzone w ramach MAB, międzynarodowe rekrutacje, wprowadzanie seminariów po angielsku i najlepszych standardów od zagranicznych partnerów pozwala zmieniać klimat.

Już wkrótce powstaną dwa nowe centra naukowe – w Instytucie Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego PAN prowadzone będą prace nad plastycznością mózgu, a w Instytucie Wysokich Ciśnień PAN nad promieniowaniem elektromagnetycznym. W ramach rozstrzygniętego czwartego ogólnopolskiego konkursu FNP na MAB na centra trafi 73 mln zł.

W poprzednich edycjach konkursu finansowanie w programie MAB zdobyło siedem projektów.

 Mamy bardzo ciekawy i szeroki przekrój. Wśród projektów są nauki biomedyczne, np. na UW w CENT prof. Chacińska i prof. Konarska mają instytut ReMedy, który zajmuje się neurodegeneracyjnymi i innymi degeneracyjnymi schorzeniami, ale na poziomie dużo bardziej molekularnym. Razem z Uniwersytetem w Getyndze, jako ich międzynarodowym partnerem, patrzą na komórkowe podstawy tego, co dzieje się w naszym organizmie, co może pójść źle i jak to leczyć – wskazuje ekspertka Fundacji.

W Centrum Nowych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego zlokalizowany jest też projekt Centrum Optycznych Technologii Kwantowych prof. Konrada Banaszka. W Gdańsku działa Międzynarodowe Centrum Badań nad Szczepionkami Przeciwnowotworowymi czy ośrodek naukowy specjalizujący się w badaniach nad anomaliami genetycznymi nabytymi w ciągu życia jako czynnikami ryzyka nowotworów i innych chorób. Prowadzone są też dwa projekty kwantowe – w Międzynarodowym Centrum Teorii Technologii Kwantowych i na UW.

 Fizyka kwantowa i komputery kwantowe są tematem absolutnie topowym. UE wyznaczyła to jako jeden z najważniejszych tematów naukowych dla europejskiej grupy naukowców – wskazuje koordynator programu MAB. – Mamy nadzieję, że te dwa projekty pozwolą dokonać ważnych kroków w zastosowaniu fizyki kwantowej. To są odkrycia robione z dnia na dzień, jak możemy znaleźć zastosowania dla tego w gospodarce i dla nas jako zwykłych ludzi.

Do 14 września naukowcy mogą z kolei składać wnioski do kolejnego konkursu w MAB na projekty realizowane na terytorium Polski z wyłączeniem województwa mazowieckiego.

– Wyniki mamy nadzieję ogłosić jeszcze pod koniec tego roku bądź na początku przyszłego. Wtedy będziemy już znali wszystkich laureatów programu – zapowiada Maria Pawłowska.

Blockchain może zrewolucjonizować transakcje na rynku nieruchomości. Polska firma wykorzystuje tę technologię do zawierania umów najmu

Blockchain może zrewolucjonizować transakcje na rynku nieruchomości. Polska firma wykorzystuje tę technologię do zawierania umów najmu 3

Technologia blockchain znajduje coraz więcej zastosowań, również poza sektorem finansów. Polski start-up ShareSpace stworzył opartą na tej technologii platformę, za pośrednictwem której firmy i freelancerzy mogą szybko wyszukać i wynająć dla siebie biuro lub przestrzeń coworkingową. Cały proces jest w pełni zautomatyzowany, a blockchain gwarantuje jego bezpieczeństwo. Technologia rewolucjonizuje proces wynajmu powierzchni biurowych.

– Na rynku nieruchomości mamy już pierwsze zastosowania technologii blockchain. Jednym z nich jest narzędzie do uwiarygadniania transakcji oraz zawierania umów najmu online. Widzimy też inne możliwości, takie jak tokenizacja całych budynków czy umów najmu – mówi agencji Newseria Biznes Robert Chmielewski, współzałożyciel platformy ShareSpace. – Dzięki temu mogłyby się one stać swoistą walutą wymienialną pomiędzy użytkownikami. To dawałoby dostęp do rynku nieruchomości nie tylko inwestorom instytucjonalnym czy funduszom, lecz także osobom prywatnym, które mogłyby kupić odsetek takiego tokena i mieć swoją część, swoją własność w takiej nieruchomości – dodaje.

Start-up ShareSpace dostarcza najemcom i wynajmującym rozwiązania technologiczne z zakresu szybkiego dostępu i zarządzania wynajmem biur serwisowanych i coworkingowych w całym kraju. Użytkownikami platformy są zarówno freelancerzy, start-upy, małe i średnie przedsiębiorstwa, jak i duże korporacje oraz operatorzy przestrzeni coworkingowych i biur serwisowanych. Zaletą wykorzystania blockchain w procesie najmu jest nie tylko bezpieczeństwo transakcji. Cały proces jest zautomatyzowany, więc operator odciąża swój zespół od długotrwałych negocjacji, oszczędzając czas i pieniądze. Z kolei najemca jest w stanie znaleźć odpowiednią dla siebie przestrzeń i zawrzeć transakcję w ciągu kilkunastu minut.

W sierpniu ShareSpace – za pośrednictwem stworzonej przez siebie platformy marketplace&HASH39;owej – przeprowadził pierwszą w Polsce transakcję najmu na rynku biurowym opartą na technologii blockchain. Stronami transakcji były Business Link – największy w Polsce operator przestrzeni coworkingowych, oferujący dostęp do społeczności biznesowej start-upów i korporacji, oraz firma Ricoh, która za pośrednictwem platformy wyszukała dla siebie odpowiednie biuro i dokonała transakcji najmu w niespełna 10 minut.

– Większość umów najmu na rynku nieruchomości jest zawieranych w formie tradycyjnej, czyli papierowej. Do tej pory strony wymieniały się skanami podpisanych dokumentów, nie widząc siebie nawzajem i w żaden sposób się nie uwiarygadniając. To oznacza, że de facto umowa mogłaby się stać niezasadna w przypadku, gdyby któraś ze stron okazała się fałszywa. Natomiast my bardzo wierzymy w formę dokumentową, tym bardziej zabezpieczoną technologią blockchain, ponieważ pozwala ona na pełną weryfikację obu stron transakcji – mówi Robert Chmielewski.

Technologia blockchain pozwala skrócić proces wynajmu do absolutnego minimum, gwarantując przy tym integralność warunków prawnych i komercyjnych. Dostęp i weryfikacja dokumentów oraz ustaleń komercyjnych odbywa się za pośrednictwem zdecentralizowanej platformy. To znacznie skraca czas negocjacji, a jednocześnie zapewnia bezpieczeństwo całego procesu online – nawet przy zaangażowaniu wielu podmiotów. Wzór umowy pomiędzy stronami transakcji również powstał w oparciu o technologię blockchain.

 Wyzwaniem wszystkich marketplace’owych portali online jest brak zaufania, ponieważ żadna ze stron nie jest w stanie sobie do końca zaufać. Rozwiązujemy to, używając technologii blockchain. Dzięki niej możemy zagwarantować integralność danych i wszystkich plików wysyłanych za pośrednictwem platformy, ponieważ po dodaniu ich do łańcucha blockchain nie można ich już usunąć ani zmienić. Obydwie strony transakcji mogą się do danego dokumentu odnieść z wiedzą, że jest on oryginalny i nienaruszony – mówi Marcin Dyszyński, współzałożyciel platformy ShareSpace.

Blockchain to technologia służąca do przeprowadzania transakcji bezpośrednich (peer to peer) w internecie. To rozproszona baza danych oparta na algorytmach matematycznych i kryptografii. Podstawowym elementem blockchain jest blok danych, który zawiera pakiet zaszyfrowanych informacji o przeprowadzanych transakcjach. Poszczególne bloki danych są ze sobą chronologicznie połączone i tworzą nierozerwalny łańcuch. Informacje w blockchainie są zapisane nieodwracalnie i nie da się ich sfałszować ani usunąć bez autoryzacji, bo zamiast jednego bloku należałoby zmienić cały łańcuch.

Blockchain został stworzony w 2008 roku jako fundamentalny element kryptowaluty bitcoin. Obecnie prace nad zastosowaniem tej technologii prowadzi już większość banków i dużych instytucji finansowych. Ocenia się, że w przyszłości blockchain mógłby być fundamentem nowego, globalnego systemu finansowego. Trwają również prace nad znalezieniem zastosowań dla tej technologii w wielu innych branżach i gałęziach gospodarki.

Według analityków Research and Markets globalny rynek technologii blockchain w najbliższych latach będzie rósł w tempie blisko 60 proc. średniorocznie, by osiągnąć w 2024 roku wartość 8,7 mld dol.

Inteligentne specjalizacje to szansa dla regionów. Lotnictwo, informatyka, motoryzacja oraz jakość życia napędzają rozwój Podkarpacia

Inteligentne specjalizacje to szansa dla regionów. Lotnictwo, informatyka, motoryzacja oraz jakość życia napędzają rozwój Podkarpacia 4

Lotnictwo i kosmonautyka, informatyka oraz motoryzacja to trzy z czterech inteligentnych specjalizacji, które napędzają rozwój Podkarpacia. Wizytówką regionu jest przede wszystkim przemysł lotniczy. To właśnie tu znajduje się najważniejszy klaster lotniczy w Europie Środkowo-Wschodniej, który odpowiada nawet za 90 proc. krajowej produkcji w tej branży. Inteligentne specjalizacje to szansa dla regionów. Mogą zapewnić wzrost konkurencyjności, a w konsekwencji szybszy rozwój – przekonuje Adam Hamryszczak, podsekretarz stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju.

 Inteligentne specjalizacje przede wszystkim poprawiają konkurencyjność gospodarki danego regionu. Zwiększają przewagi konkurencyjne i powodują, że wiele aktorów życia społeczno-gospodarczego jest w to zaangażowanych. Mówię tutaj o administracji publicznej, uczelniach i przedsiębiorcach. W ten sposób nawiązuje się odpowiednia współpraca, która tworzy wartość dodaną – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Adam Hamryszczak, podsekretarz stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju.

Krajowe inteligentne specjalizacje (KIS) stanowią obszary badawczo-rozwojowe i innowacyjne o największym potencjale rozwojowym dla polskiej gospodarki i społeczeństwa. Rząd wyznaczył ich siedemnaście. Wśród nich są procesy i produkty sektora rolno-spożywczego i leśno-drzewnego, inteligentne i energooszczędne budownictwo, rozwiązania transportowe przyjazne środowisku czy innowacyjne technologie morskie. Wsparcie finansowe na ich rozwój przewidziane jest w głównej mierze z programu operacyjnego Inteligentny Rozwój. Dodatkowo każdy polski region zidentyfikował i rozwija w perspektywie do 2020 roku inteligentne specjalizacje dopasowane do lokalnej specyfiki. Część regionalnych inteligentnych specjalizacji jest tożsama z krajowymi i te mogą liczyć na finansowanie z poziomu krajowego.

– W 2019 roku będzie dokonywany przegląd przez Komisję Europejską poszczególnych regionalnych programów operacyjnych. Myślę, że to będzie czas, żeby zastanowić się nad tym, w jaki sposób inteligentne specjalizacje wybrane przez poszczególne władze samorządowe w konsultacjach społecznych już wpłynęły na rozwój gospodarki danego regionu – mówi Adam Hamryszczak.

Województwo podkarpackie w Regionalnej Strategii Innowacji stawia na lotnictwo i kosmonautykę, motoryzację, informatykę i telekomunikację oraz jakość życia. Jako jedyne w kraju określiło branżę lotniczą jako swoją inteligentną specjalizację.

– Podkarpacie słynie z lotnictwa. Wpisane jest ono w nasz kod genetyczny. Rozwój gospodarczy zależy od tego, ile środków zainwestujemy w innowacje, w postęp, nowoczesne rozwiązania technologiczne, ale także w ludzi – wskazuje Władysław Ortyl, marszałek województwa podkarpackiego.

To właśnie tutaj znajduje się Dolina Lotnicza. Na Podkarpaciu powstaje nawet 90 proc. krajowej produkcji przemysłu lotniczego.

– Przemysł lotniczy czy aerokosmiczny przez swoją definicję już jest innowacyjny. To najnowocześniejsze technologie, a także wiedza oraz koncentracja 30 tys. pracowników, bardzo dobrze wykształconych, dobrze zmotywowanych, z dostępem do najnowszych technologii – mówi Marek Darecki, prezes zarządu Pratt & Whitney Rzeszów i prezes klastra Dolina Lotnicza.

Coraz więcej zagranicznych inwestorów patrzy na Podkarpacie jako jeden z najważniejszych ośrodków dla przemysłu lotniczego w Europie. Region wyróżnia dostęp do najnowszych technologii i wysoko wykwalifikowana kadra.

 Ryzyka byłyby, gdyby wystąpiła jakaś niestabilność polityczna, bo ten biznes nie lubi niestabilności. Martwiliśmy się, że kiedy będziemy coraz więcej zarabiać, inwestorzy odejdą. Jednak w dobie czwartej rewolucji przemysłowej niskie koszty pracy w ogóle przestają się liczyć. Inwestorzy przychodzą do nas, bo tutaj są utalentowani ludzie, świetna infrastruktura i dobre środowisko biznesowe – podkreśla Darecki.

Analiza SWOT, przygotowana przez Wyższą Szkołę Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, jako silne strony klastra wskazuje dużą koncentrację firm branży lotniczej na relatywnie niewielkim obszarze, zaplecze naukowe i produkcyjne, bliską współpracę z sektorem naukowo-badawczym i wysoki poziom kadr. Obecnie Dolina Lotnicza to 160 przedsiębiorstw, które zatrudniają blisko 30 tys. osób, a sprzedaży sięga 3 mld dolarów. W ciągu 15 lat sprzedaż wzrosła jedenastokrotnie.

– Ważne, żebyśmy nie byli tylko fabryką dla innych. Musimy wyjść poza fabrykę, produkcję, potrzebne są biura konstrukcyjne, a także business development, marketing, zarządzanie projektami. To jest to, co nasz czeka. Wprawdzie to bardzo trudny krok do wykonania, ale za 15 lat będziemy na zupełnie innej pozycji – przekonuje Marek Darecki.

Województwo podkarpackie właśnie ruszyło z kampanią promującą gospodarczy potencjał regionu. Jej hasło to: „Podkarpackie. Wyższy poziom innowacji”, który będzie widoczny w największych mediach, na billboardach i w internecie. Kampania ma wzmocnić wizerunek Podkarpacia jako regionu nie tylko atrakcyjnego turystycznie, lecz także rozwijającego się pod względem gospodarczym, wdrażającego innowacje i rozwijającego nowoczesne technologie. Jej autorzy liczą na to, że przyciągnie ona zarówno krajowych, jak i zagranicznych inwestorów.

Nietolerancja glutenu i laktozy dotyka coraz większej liczby Polaków. Naukowcy opracowali urządzenie wykrywające obecność alergenów w żywności

Nietolerancja glutenu i laktozy dotyka coraz większej liczby Polaków. Naukowcy opracowali urządzenie wykrywające obecność alergenów w żywności 5

Żywienie poza domem, np. podczas wakacyjnego wyjazdu, to spory problem dla alergików i osób cierpiących na nietolerancje pokarmowe. Zjedzenie posiłku w nieznanym miejscu może wywołać poważne konsekwencje zdrowotne. Naukowcy opracowali przenośne urządzenie, które pozwala szybko i prosto wykryć obecność alergenów w posiłku. Wynik można otrzymać na telefon komórkowy w ciągu kilku minut. Producent przewiduje rozszerzenie zastosowania urządzenia na alergeny występujące w rybach.

– Nasza technologia pozwala wykrywać różnego rodzaju markery bardzo szybko i tanio, stąd też zaczęliśmy opracowywać testy dla ludzi, którzy niekoniecznie są chorzy, ale muszą zbadać otoczenie wokół siebie, w tym przypadku to, czy dana żywność zawiera alergeny – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Tomasz Gondek, prezes zarządu SensDX.

Nauka i nowoczesne technologie wychodzą na przeciw potrzebom alergików i osób cierpiących z powodu nietolerancji pokarmowych, tworząc rozwiązania ułatwiające im codzienne funkcjonowanie. Jednym z nich jest przenośne urządzenie do wykrywania obecności glutenu lub laktozy w żywności. Alergen SenseDX to urządzenie pozwalające szybko sprawdzić stopień bezpieczeństwa żywności, a także pomóc lekarzowi w zdiagnozowaniu problemu. Jego użycie jest szybkie i proste, a wynik badania otrzymuje się w ciągu kilku minut na telefon komórkowy.

– Siedzimy w restauracji, bierzemy kawałek posiłku, wkładamy w próbówkę, chwilę czekamy, aż się rozpuści, wtedy zakraplamy z tej próbówki elektrodę, która jest połączona z urządzeniem i na komórce wyświetla się, czy żywność jest bezpieczna czy nie, czy zawiera gluten, laktozę, ewentualnie alergeny związane z rybami. To powoduje, że możemy bezpiecznie zjeść posiłek – mówi Tomasz Gondek.

Obecnie za pomocą urządzenia Alergen SensDX możliwe jest zbadanie żywności pod kątem obecności laktozy i glutenu, firma pracuje już jednak nad rozszerzeniem jego zastosowania. W planach jest umożliwienie alergikom wykrywanie czynników uczulających obecnych w rybach oraz innego rodzaju patogenów występujących w środowisku, np. listerii. Bakteria ta może być obecna nie tylko w żywności, w tym mrożonej, lecz także w klimatyzacji.

– W tej chwili to już jest technologicznie gotowe do produkcji, powinniśmy wprowadzić ten produkt na koniec roku. Badanie może przeprowadzić każdy, koszt urządzenia wielorazowego użytku to około 200–300 zł, koszt jednorazowego testu będzie wynosił około 15–20 zł, oczywiście ten koszt będzie spadał w miarę użytkowania tego urządzenia i coraz większej produkcji – mówi Tomasz Gondek.

Na całym świecie, zarówno w krajach rozwiniętych, jak i rozwijających się, gwałtownie rośnie liczba osób borykających się z alergią. Według Światowej Organizacji Alergii co najmniej jedno schorzenie alergiczne występuje już u 30–40 proc. populacji. Coraz częściej dochodzi ponadto do rozwoju chorób złożonych z uczuleniem na kilka alergenów i zajęciem więcej niż jednego narządu. Jak pokazuje badanie Epidemiologia Chorób Alergicznych w Polsce, alergia występuje u co drugiego Polaka. Eksperci nie mają wątpliwości, że problem ten będzie narastać wraz z postępującym zanieczyszczeniem środowiska naturalnego i rozwojem konsumpcyjnego stylu życia.

– To, że coraz więcej ludzi cierpi na alergie, jest spowodowane cywilizacją, większym przetworzeniem żywności, coraz większym zanieczyszczeniem środowiska i naszym stylem życia. Trudno temu przeciwdziałać, trzeba umieć to zdefiniować i zdiagnozować – twierdzi ekspert.

Oprócz alergii wziewnych, kontaktowych i pokarmowych rosnącym problemem są także nietolerancje pokarmowe. Nieoficjalne statystyki mówią, że na nietolerancję laktozy cierpieć może nawet 70 proc. populacji świata oraz blisko 40 proc. Polaków. Niewiele mniejszy odsetek boryka się natomiast z problemem nietolerancji glutenu.

Alergie i nietolerancje pokarmowe nie tylko wpływają na stan zdrowia organizmu, lecz także destabilizują codzienne życie. Problemem jest nie tylko jedzenie posiłków poza domem, lecz także kupowanie niespożywanych wcześniej produktów.

– Z naszych wywiadów i badań osób, które mają alergie pokarmowe, wynika, że one bardzo często zjedzą coś na mieście i cierpią, puchną w sytuacjach, w których by się nie spodziewali. To zwykle moment, w którym są gdzieś i nie wiedzą, co zjeść. Nie wiedzą, czy zjedzą żywność, która jest przetworzona i generuje dla nich szereg ryzyk – konkluduje Tomasz Gondek.

Producent nie wyklucza wprowadzenia urządzenia na rynki krajów trzeciego świata, w których brakuje szybkiej i taniej diagnostyki w zakresie bezpieczeństwa żywności.

Według analityków MarketsandMarkets rynek systemów do diagnostyki żywności będzie wart w 2019 r. 10 mld dol.

W tym roku Chorwację odwiedzi ponad milion Polaków. Przyciąga ich nie tylko piękna pogoda i plaże, lecz także liczne zabytki i parki narodowe

W tym roku Chorwację odwiedzi ponad milion Polaków. Przyciąga ich nie tylko piękna pogoda i plaże, lecz także liczne zabytki i parki narodowe 6

W 2017 roku wakacje w Chorwacji spędziło blisko milion Polaków. W tym roku możemy przekroczyć tę liczbę. Chorwacja jest rogiem obfitości, jeśli chodzi o atrakcje turystyczne i ofertę noclegową – przekonuje Agnieszka Puszczewicz, dyrektor Przedstawicielstwa Chorwackiej Wspólnoty Turystycznej w Polsce. To nie tylko piękne plaże, dobra kuchnia i przyjaźni mieszkańcy, lecz także bogactwo historyczne, liczne zabytki i parki narodowe.

– Chorwacja od wielu lat jest absolutnym hitem wśród Polaków. Polacy kochają ją przede wszystkim za różnorodność i bogactwo oferty, która jest dostosowana do wymogów gości. Możemy się pochwalić tym, że w zeszłym roku zanotowaliśmy rekordowy sezon. Prawie milion Polaków odwiedziło Chorwację. Był to wzrost w stosunku do 2016 roku o ponad 23 proc. – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agnieszka Puszczewicz, dyrektor Przedstawicielstwa Chorwackiej Wspólnoty Turystycznej w Polsce.

Z badania „Plany wakacyjne Polaków” zrealizowanego przez Ipsos Polska dla Mondial Assistance wynika, że Chorwacja jest jednym z najchętniej wybieranych przez nas kierunków. W tym roku wakacje chce tam spędzić 12 proc. Polaków i wszystko wskazuje też na to, że padnie rekord pod względem liczby turystów. Jesteśmy już czwartą narodowością odwiedzającą Chorwację, po Niemcach, Słoweńcach i Austriakach.

– Kochamy Chorwację przede wszystkim za przepiękne morze, pewną pogodę i bogactwo zieleni, ale również za kulturę, pyszne jedzenie i dobre wina. Staramy się bardzo mocno promować, żeby Polacy dostrzegli w Chorwacji to, co trochę bardziej ukryte, przede wszystkim bogactwo tradycji i historii tego kraju – mówi Agnieszka Puszczewicz.

Jak pokazuje raport Nocleg.pl, najchętniej wyjeżdżamy z rodziną lub grupą przyjaciół, przede wszystkim w okolice Splitu i na Riwierę Makarską, czyli region na wybrzeżu Morza Adriatyckiego. Coraz częściej jeździmy na własną rękę i chętniej zapuszczamy się w głąb Chorwacji – nie tylko do Dubrownika, lecz także do starożytnej Puli czy miast w Północnej Dalmacji.

– W Chorwacji można znaleźć i przepiękne pałace, i unikatowe stare wioski, w których jest jeszcze bardzo stara zabudowa drewniana. Także miejsca, które słyną z dużej liczby bocianów, źródła termalne, przepiękne jaskinie, piękne rzeki, a także całą moc bogactwa historycznego, w postaci chociażby pałacu cesarza Dioklecjana w Splicie – wymienia Puszczewicz.

Polacy lubią Chorwatów, cenią ich za życzliwość i spontaniczne gesty. Media społecznościowe szybko obiegła też opowieść o chorwackiej parze bocianów, które połączyła miłość. Malena, która nie może latać, co roku kilka miesięcy czeka na Klepetana. Już od kilku lat partner do niej przylatuje po ok. 215 dniach rozłąki.

– Polacy bardzo lubią podróżować do Chorwacji samochodem, ale coraz częściej doceniają również samolot. Dzięki otwartym nowym połączeniom linii lotniczych LOT można dotrzeć już nie tylko do Zagrzebia, lecz także do Puli, Zadaru, Splitu i Dubrownika. Linia do Zagrzebia i Dubrownika będzie utrzymana również przez cały sezon zimowy, także Chorwacja otworzyła się już nie tylko na lato, lecz także na całą zimę. Mamy nadzieję, że goście zechcą z tej oferty skorzystać – podkreśla Agnieszka Puszczewicz.

Centralnego rejestru domen na razie nie będzie. Ministerstwo Cyfryzacji nie wyklucza powrotu do pomysłu w przyszłości

Centralnego rejestru domen na razie nie będzie. Ministerstwo Cyfryzacji nie wyklucza powrotu do pomysłu w przyszłości 7

Ministerstwo Cyfryzacji wycofało się z pomysłu stworzenia centralnego rejestru domen zakazanych, w którym miałyby się znaleźć witryny naruszające prawo. W założeniach rejestr miał ułatwić operatorom blokowanie stron internetowych, których działalność nie była zgodna z prawem. Obecnie taki rejestr prowadzony jest wyłącznie dla witryn podlegających pod ustawę hazardową. Jak podkreśla minister cyfryzacji, powrót do pomysłu stworzenia centralnego narzędzia ułatwiającego blokowanie innych witryn jest w przyszłości możliwy.

– Nie miało być centralnego rejestru w tym sensie, że to będzie rejestr, który będzie blokował sam z siebie strony. To miało być rozwiązanie techniczne, które zapobiegłoby takiej sytuacji wtedy, kiedy były dyskusje, a były jeszcze do niedawna dyskusje, także w ramach rządu, czy w ramach ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii nie wprowadzić mechanizmu blokowania stron oferujących dopalacze i narkotyki – mówi w wywiadzie z agencją informacyjną Newseria Innowacje minister cyfryzacji Marek Zagórski.

Centralny rejestr domen zakazanych miał ułatwić przedsiębiorcom z branży telekomunikacyjnej blokowanie stron promujących nielegalne treści oraz usługi. W założeniu funkcjonowałby podobnie do Rejestru Domen Służących do Oferowania Gier Hazardowych Niezgodnie z Ustawą, czyli zawierałby listę witryn, które łamią polskie prawo. O stworzenie takiego narzędzia ubiegali się sami przedsiębiorcy, licząc na to, że w ten sposób będą mogli zminimalizować koszty operacyjne.

Ujednolicona lista domen zakazanych miała być oparta o przepisy ustawy hazardowej. Oznaczałoby to, że gromadziłaby w jednym miejscu adresy wszystkich stron oferujących dostęp m.in. do dopalaczy, narkotyków oraz nielegalnych gier hazardowych, które dostawcy internetu są zobowiązani blokować. Narzędzie nie byłoby wyposażone w system automatycznego blokowania wskazanych adresów, o to wciąż mieli się troszczyć sami dostawcy. Dzięki takiemu rozwiązaniu przedsiębiorcy nie musieliby korzystać z kilku rejestrów. Ministerstwo wycofuje się jednak z pomysłu.

– Zaproponowaliśmy rozwiązanie, w którym nie będzie kilku rejestrów, tylko będzie jeden. Dzisiaj mamy jeden rejestr prowadzony przez ministra finansów – w ramach ustawy hazardowej są wskazywane strony, które operatorzy telekomunikacyjni powinni blokować, dlatego że oferują usługi nielegalne. Ale na tym etapie tematu już nie ma, my się z tego wycofaliśmy – przekonuje minister.

Ministerstwo Cyfryzacji nie wyklucza jednak, że temat centralnego rejestru domen zakazanych w przyszłości nie powróci.

– Jeżeli znowu by się pojawiła propozycja, żeby ewentualnie jakieś inne strony blokować, to być może wrócimy do mechanizmu technicznego, czyli tylko takiego, który pozwoliłby ułatwić realizację tego obowiązku przez operatorów telekomunikacyjnych, ale na tym etapie zostajemy z rejestrem prowadzonym przez ministra finansów – twierdzi Marek Zagórski.

Według raportu opracowanego przez ekspertów z Global Compact szara strefa w branży hazardowej stanowi aż 90 proc. rynku. Przed wprowadzeniem ustawy hazardowej budżet państwa tracił każdego roku co najmniej 552 mln zł z tytułu nieodprowadzonych podatków.

Dermokosmetyki i kosmeceutyki to najszybciej rozwijający się segment rynku kosmetycznego. Przyczynia się do tego m.in. rosnąca liczba alergików

Dermokosmetyki i kosmeceutyki to najszybciej rozwijający się segment rynku kosmetycznego. Przyczynia się do tego m.in. rosnąca liczba alergików 8

Rośnie popularność kosmeceutyków, czyli produktów z pogranicza kosmetologii i farmakologii. Obecnie cała kategoria dermokosmetyków jest  najszybciej rozwijającym się segmentem rynku kosmetycznego z rocznym wzrostem na poziomie 6 proc. Popyt na innowacyjne kosmeceutyki rośnie, bo przybywa alergików, a ta grupa produktów stanowi istotny element profilaktyki alergii kontaktowych oraz związanych z nimi schorzeń, m.in. zapalenia skóry. Choroba ta – według danych ZUS – stanowi przyczynę nawet 200 tys. zwolnień lekarskich rocznie.

Kosmeceutyki to produkty z pogranicza kosmetologii i farmakologii. Termin ten stosowany jest powszechnie przez przemysł kosmetyczny na całym świecie, mimo że oficjalna definicja kosmeceutyków nie została jeszcze wypracowana. Federalna ustawa o żywności, lekach i kosmetykach całkowicie odrzuca ten termin, uznając istnienie jedynie leków lub kosmetyków. Najbliższym rzeczywistości określeniem może być słowo dermokosmetyki – te produkty w krajach Unii Europejskiej mają oficjalną kategorię, a warunki, jakie muszą spełnić, wymienione są w dyrektywie 76/768/WE. Mimo braku jednolitej definicji kosmeceutyki stanowią najszybciej rozwijający się segment światowego rynku kosmetycznego.

 Rozwój sektora dermokosmetyków to 6 proc. więcej sprzedaży i wzrostu rynku każdego roku. Ten wzrost zaczął się w 2017 roku. Szacuje się, że to będzie minimum 6 proc. rocznie aż do 2021 roku, kiedy rynek dermokosmetyków powinien osiągnąć ok. 1,9 mld zł – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Izabela Zawisza, prezes zarządu KF Niccolum.

Kosmeceutyki to kosmetyki funkcyjne, które oprócz działania upiększającego, m.in. przeciwstarzeniowego i polepszającego wygląd skóry, zapewniają dodatkowe korzyści zdrowotne. Zgodnie z prawem europejskim nie mogą zostać uznane za leki, ponieważ nie leczą chorób ani nie zwalczają ich objawów. Produkty te zapobiegają wystąpieniu symptomów alergicznych, często poprzez tworzenie niewidocznej bariery między skórą a substancją uczulającą. Rosnąca popularność kosmeceutyków w Polsce to efekt stale wzrastającej liczby alergików. Jak pokazuje badanie „Epidemiologia Chorób Alergicznych w Polsce”, podatność na uczulenie występuje u co drugiego mieszkańca kraju.

– Coraz więcej Polaków ma objawy alergii, ale też większą świadomość na ten temat. Pragnąc chronić swoją skórę, stosują emolienty, kremy barierowe czy kosmetyki funkcyjne, które nie zawierają tylko pustej bariery, ale pełnią określoną funkcję, są aktywne, czyli kosmeceutyki – mówi dr Izabela Zawisza.

Rosnącym problemem w polskim społeczeństwie są nie tylko alergie wziewne i pokarmowe, lecz także kontaktowe. Spośród tych ostatnich najczęściej występuje uczulenie na nikiel – jak wynika z badań KF Niccolum, problem ten dotyka 15 proc. Polaków – oraz na chrom i kobalt. Alergia tego rodzaju może prowadzić do poważnych chorób skóry, które według danych Eurostatu stanowią drugie w kolejności choroby zawodowe – koszty przez nie powodowane wynoszą ok. 600 mln euro. W Polsce – według danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – choroby zawodowe skóry plasują się na 6. miejscu wśród wszystkich zachorowań na schorzenia zawodowe.

– Istotna jest prawidłowa diagnoza i świadomość na temat tego, skąd się biorą objawy. Równie ważna jest jednak wiedza, że wielu chorobom można zapobiegać, stosując profilaktykę. Alergie na metale to schorzenie nabyte, spowodowane wzmożoną ekspozycją najczęściej na nikiel, chrom i kobalt. Stosując preparaty zabezpieczające skórę, możemy zapobiec przyszłemu uczuleniu – mówi dr Izabela Zawisza.

Na alergię niklową najbardziej narażeni są przedstawiciele takich grup zawodowych, jak fryzjerzy, kosmetyczki, kasjerzy, pracownicy opieki zdrowotnej oraz niektórzy muzycy. Objawy uczulenia mogą wystąpić po zetknięciu z przedmiotami codziennego użytku, m.in. monetami, sztućcami czy oprawkami okularów. Obecnie nie ma możliwości leczenia alergii na nikiel, możliwe jest jedynie zapobieganie wystąpieniu uczulenia, głównie poprzez unikanie alergenu lub stosowanie kosmeceutyków. Polscy naukowcy opracowali innowacyjną cząsteczkę, która zastosowana w kremach tworzy niewidzialną tarczę przeciwko alergizującym jonom niklu.

 Wspomniane metale są wszechobecne, są w obudowach telefonów, laptopów, tabletów. Również wśród dzieci odsetek uczulonych stale narasta, bo codzienna ekspozycja na te czynniki uczulające sprawia, że gromadzą się one w organizmie i w końcu dochodzi do nabycia alergii – mówi dr Izabela Zawisza.

Nowoczesne kosmeceutyki mogą być stosowane nawet kilkakrotnie w ciągu dnia, kolejne warstwy nie powodują bowiem uczucia dyskomfortu. Nadają się również jako baza pod makijaż. Dostosowane są do potrzeb skóry bardzo wrażliwej oraz atopowej – alergia niklowa bardzo często współwystępuje z atopowym zapaleniem skóry.

Skriware pozyskał 4,5 mln zł na doskonalenie ekosystemu uczącego dzieci robotyki, programowania i druku 3D

0

Skriware, polski startup dostarczający autorskie rozwiązania edukacyjne oparte o technologię druku 3D, pozyskał 4,5 mln zł dofinansowania od Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR). Przyznane środki firma przeznaczy na udoskonalenie technologii druku 3D, rozbudowę Akademii Skriware, a także rozwój Skribotów – edukacyjnych robotów, które dzieci mogą samodzielnie budować i programować.

Grant przyznany przez NCBR w ramach tzw. “szybkiej ścieżki” Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój ma pomóc Skriware w rozbudowie systemu robotycznego opierającego się na autorskich modułach elektronicznych, a także umożliwić usprawnienie konstrukcji flagowego modelu drukarki 3D, wykorzystującego inteligentny system detekcji błędów wydruku. Obydwa produkty są częścią Akademii Skriware, opartego na STEAM[1] ekosystemu, którego treści edukacyjne powstały we współpracy z ekspertami z Dartmouth College, jednostki Astro Center z teksańskiego Uniwersytetu A&M oraz Harvard Graduate School of Education. Opracowana platforma pozwoli dzieciom zdobyć szerokie kompetencje, z naciskiem na wiedzę z dziedzin takich jak modelowanie 3D, programowanie czy robotyka.

– Rosnące zainteresowanie technologiami edukacyjnymi to jeden z najważniejszych motorów naszego wzrostu. Tylko w ostatnich 6 miesiącach podpisaliśmy kontrakty przekraczające 70 procent planu sprzedażowego na 2018 rok – komentuje Karol Górnowicz, prezes firmy Skriware. Naszą przewagą jest to, że oferujemy kompleksowe, oparte na STEAM usługi, które łączą świat online i offline. Dodatkowo współpracujemy z szeregiem instytucji edukacyjnych, a informacji zwrotnych na temat naszych produktów udzielają nam zarówno organizacje działające na terenie Polski, jak i zagranicą. To daje nam możliwość całościowego spojrzenia na to, jak pomóc młodym ludziom postawić pierwsze kroki w świecie nowych technologii i wyposażyć ich w umiejętności niezbędne na przyszłym rynku pracy – dodaje Górnowicz.

Technologia w edukacji zyskuje na popularności

Założona z końcem 2015 roku warszawska spółka Skriware konsekwentnie umacnia swoją pozycję na globalnym rynku technologii edukacyjnych. Jak pokazują dane z raportu Frost & Sullivan[2], w ubiegłym roku wartość branży EdTech[3] przekroczyła kwotę 17,7 mld amerykańskich dolarów, a estymacje pokazują, że do 2022 roku rynek ten będzie wart ponad 40 mld USD. Ten wzrostowy trend oznacza nowe perspektywy nie tylko dla sektora edukacji, ale także firm technologicznych, które coraz częściej tworzą dedykowane rozwiązania dopasowane do potrzeb współczesnych instytucji edukacyjnych.

Choć produkty Skriware dostępne są dla sektora edukacji od niespełna roku, startup może pochwalić się już wdrożeniami zarówno w Polsce jak i za granicą. Na terenie Polski rozwiązanie Skriware zostało zaimplementowane między innymi w American School of Warsaw, niepublicznym liceum Akademeia, Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych nr 5 w Krośnie, czy w 5 placówkach w województwie śląskim i pomorskim[4], które Jastrzębska Spółka Węglowa wyposażyła w produkty Skriware w ramach działań CSR. Poza tym, pracownie robotyczne Skriware można znaleźć w placówkach edukacyjnych z różnych zakątków świata, między innymi w indonezyjskim Koding Next czy dubajskim Repton School.

W biznesowym rekonesansie po Zjednoczonych Emiratach Arabskich firmę wsparło dubajskie biuro Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, która ułatwia polskim przedsiębiorcom komercjalizację produktów na całym świecie – mówi Wojciech Fedko, wiceprezes PAIH. PAIH pomaga Skriware przecierać szlaki w Stanach Zjednoczonych. – Wyselekcjonowaliśmy Skriware jako jeden z najbardziej obiecujących polskich startupów technologicznych i zabraliśmy go tej wiosny na Select USA, gdzie zapadają najważniejsze decyzje inwestycyjne w Stanach Zjednoczonych – dodaje Fedko, który o potencjale polskich firm rozmawiał w trakcie wydarzenia z Wilburnem Rossem, Sekretarzem Handlu USA, i gospodarzem szczytu.

[1] Nazwa STEAM to akronim angielskich słów: Science, Technology, Engineering, the Arts and Mathematics.

[2] https://store.frost.com/growth-opportunities-in-the-education-technology-market-forecast-to-2022.html

[3] Technologie Edukacyjne

[4] Placówki w Knurowie, Ornontowicach, Gdańsku i Jastrzębiu-Zdroju.

Rubel rosyjski traci z powodu kolejnych sankcji

Rosyjska waluta w ostatnich dniach była jedną z najgorzej radzących sobie walut świata. W rubla uderzyły informacje o kolejnych amerykańskich sankcjach na Rosję.

Waluta Rosji doświadczyła wyprzedaży w środę. Miało to miejsce po tym jak rosyjski dziennik „Kommiersant” opublikował listę planowanych sankcji na Rosję – były to sankcje zaproponowane wcześniej przez amerykańskich senatorów, które dotyczyły m.in. ograniczeń dla rosyjskich banków.

Później wyprzedaż rosyjskiej waluty przyspieszyła w nocy po tym, jak Stany Zjednoczone poinformowały o nałożeniu na Rosję sankcji uniemożliwiających amerykańskim firmom uzyskiwania zezwoleń na eksport niektórych produktów istotnych z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego (m.in. elektroniki, niektórych sprzętów). Sankcje, które wejdą w życie w okolicy 22 sierpnia są odpowiedzią na próbę otrucia byłego rosyjskiego szpiega, Sergieja Skripala, do którego doszło na początku marca bieżącego roku na terenie Wielkiej Brytanii.

Jeśli Rosja w ciągu 90 dni nie zapewni Stanom Zjednoczonym „dowodów” potwierdzających, iż już nie korzysta z broni biologicznej i chemicznej oraz nie wpuści delegacji ONZ w celu oceny, czy jest to zgodne z prawdą, USA nałożą kolejne sankcje.

Stany Zjednoczone sugerują, że wprowadzone sankcje będą miały znaczące konsekwencje, jednak prawdopodobnie taki komunikat jest przesadzony – prezydent Obama już wcześniej zakazał eksportu do Rosji praktycznie czegokolwiek, co mogłoby zostać użyte w celach militarnych.

W konsekwencji ostatnich informacji z USA na przestrzeni dwóch dni rosyjska waluta osłabiła się o ok. 4-5% procent w relacji do euro, dolara amerykańskiego i polskiego złotego. W relacji do euro i złotego rubel jest obecnie najtańszy od kwietnia bieżącego roku, w parze z dolarem amerykańskim waluta jest najsłabsza od ponad półtorej roku.

Kurs RUB/USD i RUB/PLN (03/08/18-09/08/18)

Kurs RUBUSD i RUBPLN
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 09.08.18

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek wzrósł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,25-4,26. Wspólna europejska waluta zyskiwała wczoraj w relacji do głównych walut, skala wahań głównej pary była jednak ograniczona.

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek spadł o 0,5%, wahając się w widełkach 4,73-4,75. Brytyjska waluta zakończyła wczorajszy dzień osłabiając się również w relacji do głównych walut. Funt brytyjski cały czas traci w związku z obawami o to, iż Wielkiej Brytanii nie uda się porozumieć z UE w kwestii Brexitu. Realizacja scenariusza wyjścia bez porozumienia (no-deal Brexit) zaczyna zawierać się w wycenie funta.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 3,66-3,68. Indeks dolarowy zakończył dzień na lekkim plusie, amerykańska waluta nieznacznie osłabiła się jednak w parze z euro.

Zgodnie z oczekiwaniami, Chiny potwierdziły wczoraj, że odpowiedzą na nowe cła wprowadzone przez Stany Zjednoczone. Chińskie cła na amerykańskie towary o wartości 16 mld USD wejdą w życie 23 sierpnia – wtedy, kiedy obowiązywać zaczną amerykańskie cła na chińskie towary.

Czwartek nie przyniósł żadnych istotnych informacji makro z USA. We wczorajszym przemówieniu Thomas Barkin z FED stwierdził, iż w jego ocenie poprawa warunków gospodarczych w USA uzasadnia podwyżki stóp procentowych ze strony Rezerwy Federalnej.

W dniu dzisiejszym poznamy cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA i dane o amerykańskiej inflacji PPI w lipcu. Nieco później przemawiać będzie Charles Evans z FOMC.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA
  • 14:30 – inflacja PPI w USA w lipcu
  • 15:30 – przemawia Charles Evans z FOMC

Autor: Roman Ziruk, analityk Ebury Polska

Zapotrzebowanie na biura większe od podaży

W pierwszym półroczu tego roku na rynkach regionalnych wynajętych zostało tyle samo powierzchni biurowych, ile zostało oddanych. W Warszawie popyt znacznie przewyższył podaż.  

W pierwszych sześciu miesiącach bieżącego roku, jak podają analitycy Walter Herz, całkowity popyt na rynku biurowym w Polsce sięgnął 700 tys. mkw. Większość z tej powierzchni wynajęta została w Warszawie. Stolica przyciąga zdecydowanie najwięcej inwestorów, dystansując pod tym względem inne rynki biurowe razem wzięte. Pierwsza połowa br. z wynikiem niemal 440 tys. mkw. wynajętej powierzchni biurowej okazała się dla Warszawy najlepsza w historii.

Główne rynki regionalne, według obliczeń Walter Herz, miały w tym okresie prawie 40 procentowy, łączny udział w popycie, który przekroczył 260 tys. mkw. powierzchni. Największym wzięciem cieszyły się krakowskie biura, które wynajmowane są głównie przez firmy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu, IT oraz instytucje finansowe.

Coraz mniej wolnej powierzchni w Warszawie

– W Warszawie zmniejsza się ilość gotowych, wolnych biur, co potwierdza najniższy od pięciu lat współczynnik powierzchni niewynajętej, a zainteresowanie najmem nie słabnie. Dlatego najemcy, którzy planują ekspansję coraz częściej zmuszeni są do zawierania umów dotyczących biur, które są jeszcze w budowie. W pierwszym półroczu tego roku tego rodzaju umowy obejmowały prawie jedną czwartą powierzchni zakontraktowanej na warszawskim rynku – przyznaje Bartłomiej Zagrodnik, Prezes Zarządu Walter Herz.

Bartłomiej Zagrodnik zauważa, że ze względu na niską tegoroczną, nową podaż Warszawa staje się w coraz większym stopniu rynkiem wynajmującego. – Co więcej, wysoki popyt na warszawskie biura, który utrzymuje się od dawna sprawia, że czynsze w niektórych lokalizacjach zaczęły rosnąć. Poza firmami działającymi w obszarze IT i nowych technologii, a także w sektorze bankowym, finansowym, ubezpieczeniowym i inwestycyjnym, popyt generują w Warszawie także operatorzy biur serwisowanych i centrów co-workingowych, którzy regularnie powiększają zajmowane powierzchnie. W pierwszych sześciu miesiącach br. firmy oferujące powierzchnie współdzielone wynajęły około jednej piątej zakontraktowanej powierzchni zlokalizowanej w centrum miasta – informuje ekspert.

Rynek biurowy w rozbudowie

W największych miastach w kraju w budowie pozostaje ponad 1,8 mln mkw. powierzchni biurowej, oblicza Walter Herz. Z tego na Warszawę przypada niespełna 740 tys. mkw., a na rynki regionalne około 1,06 mln mkw. biur. W Polsce regionalnej buduje się i jest oddawane więcej biur niż w stolicy. Zdecydowana większość nowej powierzchni powstaje we Wrocławiu, Krakowie i Trójmieście.

W aglomeracji warszawskiej deweloperzy również inicjują wiele nowych projektów. W pierwszej połowie 2018 roku rozpoczęto budowę prawie 160 tys. mkw. biur w dziewięciu  inwestycjach. Najwięcej nowej powierzchni wejdzie na stołeczny rynek za dwa lata, kiedy kończyć się będzie budowa prowadzonych projektów o dużej skali, jak np. Varso (100 tys. mkw.), Warsaw Hub (80 tys. mkw.), Mennica Legacy Tower (60 tys. mkw.), Generation Park (84 tys. mkw.), czy Skyliner I (43 tys. mkw.). Do końca 2020 roku tylko strefa biznesowa na bliskiej Woli zyska ponad 400 tys. mkw., szacują specjaliści Walter Herz.

Rosną rynki regionalne

Dzięki dużej aktywności inwestorów, szczególnie widocznej poza Warszawą,  polski rynek biurowy dysponuje aktualnie zasobami przekraczającymi 10 mln mkw. powierzchni. Wrocław został w tym roku trzecim ośrodkiem biurowym, po Warszawie (5,4 mln mkw.) i Krakowie (1,1 mln mkw.), w którym podaż powierzchni biurowej przekroczyła 1 mln mkw. Te trzy rynki goni Trójmiasto, na które przypada ponad 40 proc. powierzchni biurowych oddanych w pierwszym półroczu br. w regionach.

Od stycznia do końca czerwca tego roku w największych ośrodkach biurowych w kraju, jak podaje Walter Herz, oddane zostało łącznie 430 tys. mkw. powierzchni biurowych. Z tego około 255 tys. mkw. biur weszło na rynki poza stolicą, co jest rezultatem o ponad jedną trzecią lepszym od wyniku zanotowanego rok wcześniej. W tym czasie podaż w Warszawie wzrosła o niespełna 175 tys. mkw.

Ponad 10 proc. wolnych biur

Wśród największych oddanych w pierwszym półroczu br. obiektów znalazła się m.in. trójmiejska wieża biurowa Olivia Star z ponad 45 tys. mkw. powierzchni, wrocławski Sagittarius Business House z około 25 tys. mkw. biur i warszawskie Proximo II z 20 tys. mkw., a także krakowskie kompleksy: High 5ive, w którym ukończone zostały dwa budynki z ponad 20 tys. mkw. biur i O3 Business Campus III z przeszło 19 tys. mkw. powierzchni. We Wrocławiu oddany został także Retro Office House z ponad 18 tys. mkw. powierzchni, a w Warszawie Equator IV z ponad 19 tys. mkw. i Koneser H&O&P z przeszło 17 tys. mkw. powierzchni.

Jak informują specjaliści Walter Herz, ponad 10 proc. istniejących w Polsce zasobów biurowych czeka na najemców. W Warszawie poziom pustostanów zmniejszył się do 11 proc., a w regionach wolnych biur jest średnio ponad 9 proc. Najmniejszy wybór powierzchni notowany jest w Trójmieście, w którym tylko 6,6 proc. powierzchni biurowych jest niewynajętych.

W centrum Warszawy stawki najmu wynoszą 17 – 24 euro / mkw. / m-c, a w pozostałych rejonach miasta 11 – 16,5 euro / mkw. / m-c. W Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu czynsze kształtują się w granicach 13,5 – 14,5 euro / mkw. / m-c.

Autor: Walter Herz

Raport Criteo: dlaczego marketerzy już powinni przygotowywać się do świąt Bożego Narodzenia?

Firma Criteo (NASDAQ: CRTO)  opublikowała raport, który pokazuje, jak ludzie robili świąteczne zakupy w 2017 r. i czego w związku z tym można się spodziewać w tym roku. Choć mówienie o świętach Bożego Narodzenia w środku sezonu wakacyjnego niektórym może wydawać się dziwne, z marketingowego punktu widzenia to najwyższy czas, aby sprzedawcy i marki przygotowali się na to, co się wydarzy. W ubiegłym roku w Stanach Zjednoczonych Czarny Piątek i Cyber Poniedziałek odnotowały rekordowe wyniki, stając się jedną z najbardziej dochodowych świątecznych pór roku w historii. Również w Europie, w tym w Polsce, konsumenci chętnie wydawali na zakupy, a sprzedawcy wykazali się ogromnym entuzjazmem. Criteo w swoim raporcie serwuje dawkę cennej wiedzy o zrachowaniach konsumentów i zwyczajach zakupowych, jakich możemy się spodziewać w nadchodzące święta.

Z roku na rok moment kupowania prezentu wymyka się z tradycyjnych ram czasowych, a atmosferę świąt w sklepach stacjonarnych można poczuć tuż po Halloween.  W ubiegłym roku statystyczny Polak wydał ponad 800 PLN więcej na prezenty niż rok wcześniej (2016), a około 23% z nich zostało kupionych w listopadzie, między innymi w Czarny piątek.[1] Criteo, w swoim raporcie „Festive Season” pokazuje globalne trendy zakupowe i zachowania konsumentów w 2017 roku i wskazuje, czego możemy się spodziewać w 2018 roku.

  1. Świąteczne przeglądanie stron zacznie się wcześniej niż kiedykolwiek

Media społecznościowe, pop kultura, a nawet dostęp do bieżących wiadomości, znacznie ułatwiły śledzenie trendów prezentowych i sprawiły, że świąteczne zakupy wykroczyły poza swoje tradycyjne i utarte ramy czasowe. W zeszłym roku w Wielkiej Brytanii John Lewis, Argos i wielu innych, zaczęli promować najlepsze oferty już na początku listopada zamiast poczekać na oficjalny Czarny Piątek. To spowodowało efekt kaskadowy, który z pewnością będzie kontynuowany w 2018 r. Kupujący będą szukać okazji już nie tylko w listopadzie, ale także w październiku.

  1. Telefon komórkowy staje się bezpośrednim kanałem zakupowym

W większości regionów świata, w przypadku sprzedawców oferujących aplikacje do robienia zakupów, ruch mobilny stanowi obecnie ponad 50% transakcji online, a sprzedaż w aplikacji jest najwyższa. Aplikacje zakupowe generują również wyższe współczynniki konwersji – w niektórych krajach od 3 do 5 razy wyższe niż w przypadku internetu mobilnego. Na całym świecie udział transakcji w aplikacji wzrósł z 31% w czwartym kwartale 2016 r. do 46% w czwartym kwartale 2017 r., co wskazuje na ogólny wzrost o 48% r / r.

Opierając się na bieżących trendach zaobserwowanych w 2018 roku, przewiduje się utrzymanie wzrostu udziału mobile, zwłaszcza transakcji dokonywanych z poziomu aplikacji.

W okresie od Cyber Tygodnia do Sylwestra handel mobilny osiąga szczyt w godzinach przed i po pracy. Kupujący mogą się budzić i przeglądać lub wracać do domu i kupować. W dzień pracy prym wiodą komputery stacjonarne. Mobilne zakupy nadal są domeną nocy i weekendów. 23 grudnia 2017 r. (tuż przed Wigilią i Bożym Narodzeniem) okazał się być historyczny dla handlu mobilnego w Stanach Zjednoczonych: 48% wszystkich zakupów online zrobiono z poziomu smartfonów.

  1. Dominują prezenty z listy TOP — i nie zawsze są to duzi gracze

W ubiegłym roku w okresie świątecznym zauważono trzy interesujące kategorie konsumenckie: oldschoolowe zabawki w nowej odsłonie, najnowsza elektronika użytkowa i produkty, które stały się znane dzięki YouTube. Czegoś podobnego można się spodziewać w tym roku. Formuła najgorętszych hitów prezentowych, które będą obowiązywać w tym sezonie, będzie najprawdopodobniej zbieżna z zeszłoroczną, inspirując do dawania więcej serduszek w mediach społecznościowych, dzielenia filmami pokazującymi radość i emocje związane z produktami typu cross-over.

  1. Czarny Piątek nadal będzie rósł w siłę i coraz więcej kupujących będzie korzystać z internetu, niż kiedykolwiek wcześniej

Czarny Piątek – wywodzący się z kultury amerykańskiej – na całym świecie stał się zjawiskiem, skalą przypominający Cyber Tydzień II (tydzień między Świętami Bożego Narodzenia a Sylwestrem), kiedy to kupujący są zobligowani do zakupów poprzez karty podarunkowe czy oferty trwające tylko do końca roku. Czarny Piątek będzie dalej rósł – zarówno w internecie, jak i poza nim – według danych z całej Europy w ubiegłym roku sprzedaż w tym dniu wzrosła o 371% . W Polsce, mimo że Czarny Piątek jest obecny od kilku lat, nie jest tak powszechny jak w innych krajach europejskich. Jednak jego popularność rośnie. W ubiegłym roku około 23% Polaków dokonało zakupów świątecznych dokładnie tego dnia, licząc na znaczną obniżkę cen.[2]

  1. Cyber Week II będzie najlepszą ukrytą szansą.

25 grudnia oznacza początek Cyber Week II, okresu w ciągu roku, kiedy to klienci zalewają rynek, aby skorzystać z ofert internetowych. Z kartą podarunkową w ręku, są gotowi by dogodzić sobie w okresie poprzedzającym Nowy Rok. W ubiegłym roku Wielka Brytania między 26 grudnia (Boxing Day) a 30 grudnia odnotowała wzrost AOV (średnia wartość zamówienia) na poziomie 28%. W Niemczech z kolei 29 grudnia odnotowano wzrost sprzedaży na poziomie 53%.

  1. Budowanie większej ilości danych oznacza silniejsze relacje z klientami

W zeszłym roku Criteo Shopper Story 2017 zwrócił uwagę, że w większości krajów kupujący cenią zarówno doświadczenia online, jak i detaliczne. 62% klientów przyznało się, że używa swoich telefonów, gdy są w sklepie. Ponieważ w sezonie świątecznym to mobile wiedzie prym, marketerzy muszą zastanowić się, jak lepiej dotrzeć i połączyć się z klientami, gdy przemieszczają się między urządzeniami i kanałami. Większość marketerów nie ma całkowitej pewności, że posiadają strategie poparte liczbami, które zapewnią wygraną pozycję – tylko 3 na 5 dyrektorów marketingu współpracuje przy udostępnianiu danych i jedynie 1,3% marketerów jest „bardzo pewnych siebie” w swoich strategiach dotyczących danych, dostarczonych przez analityków, pożądanych przez większość działów firm.

  1. Najlepsze strategie marketingowe będą oparte na chwilach

W trakcie świąt proces zakupu odbywa się błyskawicznie. Wszechogarniająca atmosfera obdarowywania i dzielenia się wspiera nas w myśleniu o innych. Ten szczególny czas jest tylko raz do roku, ale jego siła tkwi w najbardziej niezapomnianych chwilach. 5 sposobów na stworzenie najlepszych chwil dla klientów:

  • Opracuj stałą strategię dla handlu w dowolnym momencie
  • Optymalizuj pod kątem transakcji mobilnych i w aplikacji
  • Zachowaj silną strategię marketingową w trakcie Cyber Week II
  • Zdobadź dostęp do większej ilości danych
  • Stwórz więcej ważnych momentów

Niezależnie od tego, co sprzedawcy detaliczni planują na sezon świąteczny, to biorąc pod uwagę, że klienci zaczną szukać ofert świątecznych już na początku października, powinni oni przygotować strategie marketingowe i handlowe już teraz, w okresie wakacji, aby móc odpowiedzieć na  potrzeby swoich klientów i zarazem czerpać z tego maksymalne korzyści.

[1] Deloitte: Raport Zakupy Świąteczne 2017

[2] Deloitte: Świąteczny Barometr Cenowy

Samowola budowlana – cienka granica, która może kosztować krocie

  • Według danych Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego, z tytułu samowoli budowlanej w 2017 r. wydano 2 181 nakazów rozbiórki obiektów.
  • Oprócz nakazu rozbiórki, samowola budowlana może zakończyć się także grzywną w kwocie do 720 tys. zł, a nawet ograniczeniem lub pozbawieniem wolności do 2 lat.
  • Zalegalizowanie samowoli budowlanej jest możliwe, jeśli jest ona zgodna z przepisami techniczno-budowlanymi oraz o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, ale należy liczyć się z koniecznością wniesienia opłaty legalizacyjnej.

W Prawie budowlanym próżno szukać dokładnej definicji samowoli budowlanej. Przede wszystkim jednak z samowolą budowlaną mamy do czynienia, gdy roboty budowlane prowadzone są bez posiadania wymaganych zezwoleń, kiedy nie zostały one zgłoszone lub gdy są prowadzone pomimo sprzeciwu odpowiednich organów. Niewiedza na temat konieczności zgłoszenia budowy sprawia, że w 2017 r. z powodu stwierdzenia samowoli budowlanej wydano 2181 nakazów rozbiórki obiektów – to ponad połowa wszystkich tego typu nakazów wydanych w ubiegłym roku.

Co może być samowolą budowlaną – zmiany po 2017 r.

Roboty budowlane, które mogą zostać potraktowane jako samowola budowlana, to zarówno budowa nowego obiektu, jak i jego przebudowa, nadbudowa czy rozbudowa, czego wynikiem jest zmiana parametrów budynku. Granica jest dość cienka, dlatego może się zdarzyć, że do samowoli budowlanej dojdzie nawet pomimo dobrych zamiarów inwestora.

Roboty budowlane, które nie wymagają uzyskania zezwoleń oraz zgłoszenia, wyszczególnione są w art. 29, 30 i 31 Prawa budowlanego. Od 1 stycznia 2017 r. spis ten został poszerzony m.in. o wolno stojące altany o wielkości do 35m2, zjazdy z dróg krajowych i zatoki parkingowe na tych drogach czy tymczasowe obiekty budowlane, niepołączone trwale z gruntem i przewidziane do rozbiórki lub przeniesienia w inne miejsce. Przed rozpoczęciem każdej inwestycji należy więc zapoznać się z tym spisem i ustalić, czy planowane roboty budowlane nie wymagają pozwolenia lub zgłoszenia do odpowiedniego organu – mówi Jacek Kosiński z kancelarii Jacek Kosiński Adwokaci i Radcowie Prawni.

Rozbiórka, grzywna, a nawet ograniczenie lub pozbawienie wolności

Konsekwencje związane ze stwierdzeniem samowoli budowlanej reguluje art. 48 i nast. oraz 49b i nast. Prawa budowlanego. Organ nadzoru budowlanego może nakazać rozbiórkę obiektu lub jego nadbudowanej części na koszt inwestora lub gdy będzie on zwlekał z rozbiórką, zleci ją zewnętrznej firmie, obciążając kosztami inwestora. Kontynuowanie robót podlega grzywnie do 720 tys. zł, karze ograniczenia wolności od 1 do 12 miesięcy lub pozbawienia wolności do lat 2 – mówi o tym art. 90 Prawa budowlanego.

Rozbiórka może być bardziej opłacalna niż legalizacja

Jeżeli jednak budowa jest zgodna z przepisami o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz nie narusza przepisów, w tym techniczno-budowlanych, w zakresie uniemożliwiającym doprowadzenie obiektu budowlanego lub jego części do stanu zgodnego z prawem, organ nadzoru budowlanego wstrzymuje postanowieniem prowadzenie robót budowlanych do czasu dostarczenia w wyznaczonym terminie dokumentów do odpowiednich organów i uzyskania niezbędnych zezwoleń. Organ nadzoru budowlanego na podstawie przepisów Prawa budowlanego ustali wysokość opłaty legalizacyjnej. Jeżeli przeprowadzone roboty budowlane wymagały jedynie zgłoszenia, bez konieczności uzyskania zezwolenia, opłata wynosi od 2,5 do 5 tys. zł. W przypadku, gdy wymagały one pozwolenia na budowę, koszty równają się iloczynowi pięćdziesięciokrotności stawki 500 zł, współczynnika kategorii obiektu i współczynnika wielkości obiektu. Koszty mogą więc wynieść od 25 do nawet 900 tys. zł, w przypadku domu jednorodzinnego będzie to 50 tys. zł.

Problemy z interpretacją przepisów Prawa budowlanego

Niedawno zakończyła się ciekawa sprawa sporu dotyczącego budowy na jednym z warszawskich osiedli domów jednorodzinnych. Deweloper – zdaniem organów nadzoru budowlanego oraz sądów administracyjnych – pod pozorem budowy dwóch domów jednorodzinnych faktycznie wzniósł bloki mieszkalne. Nadzór budowlany przyznał im rację, uznano, że nastąpiła zmiana sposobu użytkowania budynku mieszkalnego jednorodzinnego, dwulokalowego na wielorodzinny. Jednym z głównych argumentów świadczących przeciwko deweloperowi było uzyskanie przez niego zaświadczenia Prezydenta Miasta o spełnianiu przez lokale warunków, jakim powinny odpowiadać samodzielne lokale mieszkalne. Zdaniem dewelopera, w jednym lokalu może mieszkać nie tylko jedna rodzina – co miałoby oznaczać, że w budynku nie doszło do wyodrębnienia więcej niż dwóch lokali. Poza tym prace budowlane zostały zrealizowane zgodnie z pozwoleniem na budowę, a stosowne organy wydały zgodę na użytkowanie spornego budynku. Deweloper podniósł także, że lokale zostały wyodrębnione na podstawie prawomocnego postanowienia sądu cywilnego o zniesieniu współwłasności.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z dnia 3 września 2016 roku, sygn. akt  VII SA/Wa 1087/15 stwierdził, że organy administracyjnie błędnie oceniły zmiany dokonane przez inwestora pomiędzy wydaniem pozwolenia na budowę a uzyskaniem pozwolenia na użytkowanie. Zdaniem sądu zmiany te w efekcie umożliwiły wyodrębnienie większej ilości lokali mieszkalnych, co w rzeczywistości spowodowało, że budynek stał się wielorodzinny. Warszawski WSA uznał, że organy administracji budowlanej nie dopełniły swoich obowiązków w zakresie oceny, czy zmiany te nie mają charakteru istotnego, a tym samym nie wymagają spełnienia dodatkowych warunków w zakresie zmiany pozwolenia na budowę – dodaje Jacek Kosiński.

Deweloper lokale wyodrębnione powyżej limitu będzie musiał zlikwidować, jednak problem w tym, że zdążył je już sprzedać. Stawia to w trudnej sytuacji zarówno jego, jak i właścicieli mieszkań. Co prawda deweloper odpowiada za wady prawne i fizyczne inwestycji, a więc ci którzy kupili mieszkania mogą domagać się np. odszkodowania czy dostarczenia innego lokalu, jednak tego typu sprawy pokazują przede wszystkim bardzo poważne problemy polskiego rynku budowlanego.

Spółka zapłaci VAT rozliczając się z udziałowcem – Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej rozstrzygnął sprawę

Spółki przez wiele lat toczyły dyskusje z fiskusem, czy przekazując odchodzącemu udziałowcowi nieruchomość w zamian za jego umorzone akcje muszą odprowadzić podatek VAT z tego tytułu. Spór zakończył w 2015 r. Naczelny Sąd Administracyjny uznając, że czynność ta podlega opodatkowaniu. Takie niekorzystne dla podatników stanowisko zajął również niedawno Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Temida ślepa, ale i niezdecydowana

Kwestia, czy przekazując akcjonariuszowi nieruchomość w zamian za jego umorzone akcje spółka akcyjna dokonuje transakcji podlegającej opodatkowaniu VAT była oceniana bardzo rozbieżnie, nie tylko – co akurat oczywiste – przez organy podatkowe, ale również przez Naczelny Sąd Administracyjny. Przez lata składy orzekające wypracowały dwa odmienne stanowiska. Jedno z nich wyrażone w orzeczeniu z 2011 r. zakładało, że takie przekazanie, przenoszące prawo do rozporządzania rzeczą, stanowi w istocie dostawę, zatem VAT się należy. Z kolei w 2012 r. Sąd uznał, iż przekazanie nieruchomości nie będzie w tym przypadku opodatkowane, gdyż związane jest nieodłącznie z czynnością, która VAT nie podlega. Rozbieżności w orzecznictwie zdecydował się w 2015 r. rozstrzygnąć skład siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Problem rozwiązany – podatnicy niezadowoleni

Uchwałą podjętą w dniu 16 listopada 2015 r. sygn. I FPS 6/15 Sąd przychylił się do pierwszego poglądu i uznał, że transakcja będzie opodatkowana VAT. Zdaniem Sądu nabycie przez spółkę akcji, które mają określoną wartość, odbywa się na podstawie umowy sprzedaży, a w zamian za nie spółka przenosi na akcjonariusza prawo do rozporządzania nieruchomością, czyli dokonuje dostawy towaru. Jednocześnie Sąd zwrócił uwagę, że wniesienie do spółki wkładu niepieniężnego podlega opodatkowaniu VAT. Nie ma podstaw, aby sytuację odwrotną, w której to spółka przekazuje nieruchomość w zamian za udziały, traktować inaczej tylko dlatego, że przekazanie to odbywa się w celu ich umorzenia. Spór wydawał się więc definitywnie zakończony po myśli fiskusa. Wobec konieczności poniesienia ciężaru VAT w związku z dokonywanymi transakcjami na udziałach i akcjach, spółki znalazły się w dosyć niekorzystnym położeniu. Jednak już zaledwie dwa lata później, za sprawą Naczelnego Sądu Administracyjnego, podatnicy na nowo ujrzeli światło w tunelu.

Sytuacja przedsiębiorców ciągle niekorzystna

Rozpoznając skargę kasacyjną w podobnej do wyżej cytowanych sprawie, skład orzekający nabrał wątpliwości, czy kierunek zaproponowany w 2015 r. jest słuszny. Sąd zauważył, iż nabycie akcji odbywa się w celu ich umorzenia (unicestwienia). W rezultacie trudno mówić tu o transakcji gospodarczej, skoro spółka niczego nie zyska, a jedynym efektem całej operacji będzie obniżenie jej kapitału zakładowego. Uznanie, że podlega ona VAT, kłóciłoby się także z założeniem, iż koszt podatku ostatecznie ponosi konsument płacąc go w cenie towaru. Otrzymując nieruchomość za wydanie akcji, akcjonariusz w istocie nie płaci, a tym samym ciężar podatku obciążałby spółkę. Mając na uwadze powyższe wątpliwości, Naczelny Sąd Administracyjny postanowił skierować zagadnienie do rozstrzygnięcia przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w trybie tzw. pytania prejudycjalnego. Ten zaś rozstrzygnął, że transakcja będzie opodatkowana VAT, jeśli nieruchomość związana jest z działalnością gospodarczą spółki i w ramach takiej działalności się odbywa. Trybunał uznał, że przekazanie nieruchomości w zamian za umarzane akcje i udziały nie oznacza, iż taka transakcja wyłączona jest od opodatkowania, gdyż przekazujący i otrzymujący nieruchomość w dalszym ciągu działają jak dostawca i nabywca w rozumieniu przepisów o VAT. Powyższy wyrok z pewnością negatywnie wpłynie na ekonomiczną opłacalność planowanych transakcji. Definitywnie zamyka też drogę do ubiegania się przez podatników o zwrot nadpłaconego podatku z tytułu takich operacji.

Omawiana sprawa wyraźnie pokazuje, że orzecznictwo w obszarze podatku od towarów i usług zdecydowanie nie należy do stabilnych i przewidywalnych. Nieustanne zmiany przepisów oraz ich interpretacja wymagają ciągłego uaktualniania wiedzy, jak również umiejętnego przekładania jej na praktykę. Każda sprawa podatkowa ma indywidualny charakter i niejednokrotnie drobne niuanse mogą skutkować odmiennymi konsekwencjami, przechylając szalę na korzyść podatnika. Podejmując dyskusję z fiskusem warto skorzystać z pomocy doświadczonego doradcy, który w trudnej sytuacji nie tylko wskaże właściwe rozwiązania, ale również fachowo poprowadzi przez labirynt przepisów.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Nowe kompetencje szefa – zmiana modelu przywództwa w polskim biznesie

Bartosz Rusek – Trener i Członek Zarządu – Dyrektor Sprzedaży Brainstorm Group Sp. z o.o.
Bartosz Rusek – Trener i Członek Zarządu – Dyrektor Sprzedaży
Brainstorm Group Sp. z o.o.

Jak wiemy (ponieważ nagłaśniają to wszelkie media i mówią o tym wszyscy znajomi) firmy zmagają się obecnie z wieloma nowymi trudnościami do pokonania. Wyzwaniami są: niedobór pracowników, niskie kwalifikacje tych, których już znajdziemy, wysoka rotacja tych, których zatrudniliśmy, rosnące oczekiwania tych, którzy już pracowali.

Ta sytuacja wymaga od szefów nowego podejścia i nowych kompetencji. Firmy coraz częściej wymagają od swoich menedżerów nowego podejścia do swojej dotychczasowej roli: zmiany nawyków  i zdobycia nowych umiejętności pozwalających skuteczniej radzić sobie z powyższymi wyzwaniami. Sytuacja, w której menedżer skupiał się głównie na wyznaczaniu celów, ich egzekwowaniu, ewentualnie rozwiązywaniu problemów technicznych i doradztwie eksperckim przestaje być wystarczająca.

Kiedyś jeden z uczestników mojego szkolenia zdefiniował koncepcje kija i marchewki jako sytuację, w której „należy prać pracowników kijem do momentu kiedy się złamie, a wtedy zostaje jeszcze marchewka, którą też można walić po głowie…”. Jestem przekonany, że wtedy – a było to około 7 lat temu  – wyrażał on tym stwierdzeniem opinię większości menedżerów w firmach produkcyjnych.

Na szczęście obecnie coraz większa liczba uczestników szkoleń menedżerskich oraz studiów podyplomowych deklaruje, że „stare metody” (już nawet nie nazywają je „dobrymi metodami”) już nie działają. Firmy zaczęły mierzyć straty związane z niedoskonałym zarządzaniem ludźmi, w szczególności z tym, że menedżerowie źle postrzegają swoją funkcję. Niegdysiejsza obiekcja szefa: „To co? Ja mam być teraz jakimś psychologiem?” zamienia się obecnie na konkretne oczekiwanie: „nauczcie mnie, jak być tym psychologiem! – nauczcie mnie, jak być, jak skuteczniej docierać do ludzi!”

Ta nowa rola to mocniejsze niż do tej pory skupienie się na relacjach w zespole i poza nim, atmosferze pracy  i komunikacji z pracownikami. Szef ma być „łącznikiem” ludzi w zespole i zespołu z Zarządem.

Atmosfera pracy i komunikacja istotna jest zwłaszcza dla najmłodszych pracowników. To nowe pokolenie informacji zwrotnej (czyli komunikacji) potrzebuje jak powietrza i jednocześnie za nic ma autorytet „wielu lat doświadczenia w firmie”. To się zmieniło – teraz dla młodego pracownika szef, który nie potrafi prosto i skutecznie wytłumaczyć mu, co ma zrobić, i jak to zrobić bardzo szybko traci autorytet. I to niezależnie od swojego wieku i doświadczenia. Tak już po prostu jest. Warto dodać, że brak informacji zwrotnej dotyczącej wykonywanej pracy stanowi jeden z kluczowych czynników wskazywanych jako powód odejścia z firmy młodych pracowników.

Ludzie z którymi pracowaliśmy 10 lat temu byli zazwyczaj zmotywowani i nawet jeżeli nie mieli odpowiednich kompetencji, to bardzo dobrze to ukrywali, by zdobyć a następnie utrzymać zatrudnienie. Obecnie to co stanowi wyzwanie dla menadżera, to wejście w rolę nauczyciela zawodu a właściwie nauczyciela zadań, ponieważ zawód jako taki przestaje powoli istnieć. Coraz częściej od kierownika nie wymaga się wcale, aby był najlepszym ekspertem (co swoją drogą w teorii zarządzania jest dużym błędem), ale przede wszystkim wymaga się, aby potrafił zbudować zespół, w którym ludzie czują się dobrze i osiągają optymalną efektywność.

W czasach, w których motywacja staje się czymś tak ulotnym i zmiennym szef musi skupić się nie na rozwiązywaniu problemów technicznych, ale na ciągłej analizie zadań: ich trudności, złożoności, atrakcyjności i jednocześnie łączyć to z motywacją i kompetencjami  poszczególnych pracowników.

Ta zmiana wydaje się być czymś, co tak naprawdę powinno być oczywistością (gdyż tak piszą najlepsi eksperci od zarządzania), lecz jednak tak to już jest, że dopiero potrzeba i nieuchronność zmiany powoduje jej zaistnienie i dopiero teraz następuje ona w polskich firmach.

Zarządy firm zastanawiają się jak pomóc swoim menedżerom dostosować się do zmieniającego się otoczenia, aby nie wymarli jak dinozaury.

Kim jest szef? Czemu ludzie potrzebują szefa? Jak budować autorytet szefa? Co ma robić szef? –  to pytania, z którymi coraz częściej zmagamy się w naszej codziennej pracy jako trenerzy i konsultanci. Jednak to dobrze, że te pytania padają – bo kto pyta nie błądzi.

Bartosz Rusek – Trener i Członek Zarządu – Dyrektor Sprzedaży
Brainstorm Group Sp. z o.o.

Ekspert w dziedzinie zarządzania i sprzedaży. Jest praktykiem biznesu – wiedzę zdobywał pracując i szkoląc się w firmach w Polsce i za granicą. Posiada 16 lat doświadczenia zawodowego, w tym także 8 lat jako trener i konsultant, ma za sobą ponad 850 dni szkoleniowych. Prowadzi projekty szkoleniowo – doradcze.

www.brainstorm.biz.pl

Niezła kondycja polskich targowisk i bazarów

Zakaz handlu w niedzielę, wymierzony przede wszystkim w sklepy wielkopowierzchniowe i galerie handlowe, nie dotyczy targowisk, czy osiedlowych bazarków, które nadal mogą działać na bardzo liberalnych zasadach i skrajnie uproszczonych regułach. Zgodnie z prawem, właściciel stoiska handlowego na targowisku może bez przeszkód prowadzić działalność, także w niedzielę. Kupowanie na bazarze staje się trendem, nie tylko wśród osób starszych, kojarzonych do niedawna z tego typu zakupami, ale również wśród młodszych, „hipsterskich” klientów, którzy szukają tam zdrowej, nieprzetworzonej żywności. Jak wynika z danych BIG InfoMonitor i BIK sytuacja finansowa w tym segmencie handlu jest całkiem dobra – na czerwiec 2018 r. tylko co 50 firma targowa (2,3 proc.) ma zaległe zobowiązania kredytowe i pozakredytowe na kwotę powyżej 500 zł opóźnione o co najmniej 30 dni, a łączna wartość niespłaconych długów sięga 52,40 mln zł.

Przemiany w polskiej gospodarce i handlu wielu Polakom kojarzą się z bazarami, na których z łóżek polowych oraz tzw. „szczęk” można było kupić niemal wszystko. Dziś polskie targowiska i bazary wyglądają już inaczej, ale wciąż chętnie robimy tam zakupy. Z rozlicznych badań ankietowych wynika, że regularnie odwiedza je około 15 proc. konsumentów.

Zaległości ma co 50-ta firma targowa

Jak pokazują dane z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy BIK, przedsiębiorcy z targowisk są raczej solidnymi płatnikami. Na 122 319 aktywnych i wyrejestrowanych już firm zajmujących się detalicznym handlem straganowym (uwzględniamy tu wyłącznie jednoosobowe działalności gospodarcze, które są przede wszystkim obecne na targowiskach), jedynie 2 856 posiada opóźnione powyżej 30 dni i na kwotę powyżej 500 zł zobowiązania kredytowe i pozakredytowe. Jest to więc zaledwie 2,3 proc. tych firm. Zaległe zobowiązania kredytowe firm targowych wynoszą 24,4 mln zł, a pozakredytowe 28,0 mln zł. Średnie przeterminowane zadłużenie kredytowe przypadające na jedną firmę z tego typu zaległościami wynosi 49 473 zł, a średnie nieopłacone zobowiązania pozakredytowe to 11 854 zł.

Ta solidność targowych handlarzy nie oznacza jednak wcale, że handel ten jest obarczony znacząco niższym poziomem ryzyka, niż inne gałęzie handlu. Ogólnie dla całego handlu, opóźnione powyżej 500 zł i 30 dni zobowiązania pozakredytowe miało 3,5 proc. mikroprzedsiębiorstw, a kredytowe 1,5 proc.– mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

  Liczba firm w bazie Saldo zadłużenia Opóźnienia> 30 dni i kwotę 500 zł
  jednoosobowe działalności gospodarcze BIG InfoMonitor

Opóźnienia > 30 dni i kwotę 500 zł

BIK

Opóźnienia > 30 dni i kwotę 500 zł

BIG InfoMonitor BIK
4781Z Sprzedaż detaliczna żywności, napojów i wyrobów tytoniowych prowadzona na straganach i targowiskach 29 915 659 146 9 284 945 8 431 667
4782Z Sprzedaż detaliczna wyrobów tekstylnych, odzieży i obuwia prowadzona na straganach i targowiskach 60 419 1088 202 11 190 151 7 628 144
4789Z Sprzedaż detaliczna pozostałych wyrobów prowadzona na straganach i targowiskach 31 985 616 145 7 536 771 8 330 450
Ogółem 122 319 2 363 493 28 011 867 24 390 261

Źródło: CEIDG, BIK i BIG InfoMonitor

Mazowsze i Śląsk na czele pod kątem liczby niesolidnych dłużników

Najwięcej firm wpisanych do baz BIG InfoMonitor i BIK prowadzi swoją działalność w województwie mazowieckim (456) oraz w śląskim (440). Na trzecim miejscu plasuje się województwo dolnośląskie z liczbą 262 takich firm.

Liczba firm z przeterminowanym zadłużeniem Saldo przeterminowanego zadłużenia
  BIG InfoMonitor BIK BIG InfoMonitor BIK
DOLNOŚLĄSKIE 217 45 3 444 522,80 1 288 267,76
KUJAWSKO-POMORSKIE 119 26 1 375 286,36 2 908 481,87
LUBELSKIE 118 17 1 152 281,90 1 075 072,82
LUBUSKIE 72 22 515 447,56 1 371 860,09
ŁÓDZKIE 200 50 3 399 006,87 3 107 912,74
MAŁOPOLSKIE 190 45 2 349 623,04 1 304 923,22
MAZOWIECKIE 387 69 3 785 756,28 4 171 543,72
OPOLSKIE 44 10 368 547,39 360 358,16
PODKARPACKIE 62 18 574 297,10 481 696,71
PODLASKIE 37 8 582 430,63 642 107,50
POMORSKIE 126 23 2 328 634,65 1 436 536,61
ŚLĄSKIE 367 73 3 203 970,35 2 444 517,10
ŚWIĘTOKRZYSKIE 88 20 989 031,15 486 032,27
WARMIŃSKO-MAZURSKIE 49 9 277 278,04 148 409,49
WIELKOPOLSKIE 179 35 2 550 845,98 1 882 743,87
ZACHODNIOPOMORSKIE 108 23 1 114 906,72 1 279 796,58
Suma końcowa 2363 493 28 011 866,82 24 390 260,50

Źródło: BIK i BIG InfoMonitor

Problem przeterminowanych zaległości najrzadziej występuje w województwach: warmińsko-mazurskim, podkarpackim, opolskim oraz na Podlasiu, gdzie podmiotów wpisanych do bazy BIG InfoMonitor oraz takich, których zaległości kredytowe w bankach zostały odnotowane w bazie BIK jest najmniej. Również pod kątem wartości, najmniejsze zaległości w obu bazach odnotowano w woj. podlaskim.

Prawie 100 tys. punktów działa na targowiskach

Targowiska to wyodrębnione tereny i budowle (place, ulice, hale targowe) ze stałymi lub sezonowymi punktami sprzedaży drobnodetalicznej lub urządzeniami przeznaczonymi do prowadzenia handlu w wyznaczone dni tygodnia lub codziennie[1]. Z danych GUS wynika, że w 2016 r. zarejestrowanych było 2 199 stałych targowisk (w tym 2 112 targowisk z przewagą sprzedaży drobnodetalicznej). Na ich terenie działało ok. 96,5 tys. stałych punktów sprzedaży drobnodetalicznej, wśród których 56,3 tys. było otwartych codziennie. Uzupełnieniem stałej sieci targowiskowej były targowiska sezonowe, których w 2016 r. odnotowano 6 938. Roczne wpływy z opłaty targowej były niższe w ujęciu r/r o blisko 7,5 proc.[2]

Z badań przeprowadzonych w Katedrze Ekonomiki Rolnictwa i Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych SGGW wynika, że udział handlu targowiskowego w detalicznym obrocie artykułami FMCG wynosi 5-7 proc. i dotyczy przede wszystkim produktów rolno-spożywczych, a w mniejszym stopniu także odzieży i obuwia. W handlu targowiskowym uczestniczą głównie małe, rodzinne gospodarstwa rolne. Należy jednak pamiętać, że znaczący, choć trudny do oszacowania udział w obrocie targowiskowym i bazarowym mają także osoby handlujące towarami przez siebie nie wyprodukowanymi lecz kupowanymi od kogoś innego.

Mimo, że targowiska mogą liczyć na lojalną grupę klientów, to ich powierzchnia z roku na rok zmniejsza się. Badania przeprowadzone w SGGW wskazują, że w latach 1999-2014 skurczyła się ona o około 9 proc. Badania SGGW wskazują też na prawidłowość polegającą na pozytywnym stymulującym wpływie koniunktury gospodarczej (dynamiki PKB) i inflacji na wzrost powierzchni bazarów i targowisk. We wszystkich opracowaniach zwraca się uwagę na zjawisko wypierania handlu targowiskowego przez rozwój sklepów wielkopowierzchniowych, choć handel targowiskowy traci wobec nich stosunkowo mniej niż na przykład sklepy lokalne, czy osiedlowe.

Handel bazarowy – schyłek czy rozkwit

Jeśli zakaz handlu w niedziele będzie utrzymany i wdrażany zgodnie z harmonogramem, oznacza to, że od 2020 r. w sklepach nie zrobimy zakupów już w żadną niedzielę. To szansa dla handlujących na bazarach i targowiskach na dodatkowy zarobek, skoro będą mogli nadal swobodnie handlować w ustawowe dni wolne. Dodatkowo, warto też pamiętać o pewnych trendach cywilizacyjnych, które w Polsce mają szansę na popularyzację. Polacy w coraz większym stopniu zwracają uwagę na pochodzenie i jakość produktów spożywczych. A to właśnie bazar staje się synonimem dobrej, nieprzetworzonej i zdrowej żywności. Zagrożeniem dla targowisk jest z kolei utrzymujący się wymóg płacenia gotówką, co będzie stanowiło problem dla rosnącej grupy klientów, którzy w coraz większym stopniu preferują płatności bezgotówkowe – czy to kartą, czy telefonem.

Handel na straganach w Polsce od strony formalnej

Stragan może być prowadzony w formie jednoosobowej działalności gospodarczej oraz w formie spółki osobowej lub kapitałowej. Sprzedaż na rzecz osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej wiąże się z obowiązkiem ewidencjonowania na kasie fiskalnej. Istnieje jednak możliwość zwolnienia przedsiębiorcy z konieczności prowadzenia kasy fiskalnej, jeżeli obrót na rzecz osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej nie przekroczy w proporcji okresu wykonywania tych czynności w danym roku, kwoty 20 tys. zł, a rodzaj sprzedawanych produktów nie jest wymieniony w katalogu towarów, które bezwzględnie powinny być ewidencjonowane na kasie. Zasada ta nie oznacza jednak, że właściciel sklepu jest całkowicie zwolniony z obowiązku dokumentowania sprzedaży. Konieczna jest wówczas ewidencja sprzedaży, w której każdorazowo należy zapisywać transakcje na rzecz osób prywatnych i rolników ryczałtowych. Należy jeszcze pamiętać o ponoszeniu opłaty targowej od sprzedaży prowadzonej poza budynkami na rzecz Gminy, na obszarze której prowadzony jest handel na straganach. Opłatę targową pobiera się niezależnie od należności za korzystanie z targowiska.

[1] [Rocznik Statystyczny Województw, 2015, s. 552].

[2]https://stat.gov.pl/files/gfx/portalinformacyjny/pl/defaultaktualnosci/5466/7/22/1/rynek_wewnetrzny_w_2016.pdf

Brak wykwalifikowanych pracowników i rosnące koszty działalności mogą doprowadzić do nowego kryzysu w branży budowlanej

W ciągu następnych czterech lat wzrost firm budowlanych w regionie północnej i południowej Europy wyniesie średnio 2,5 proc. rocznie. W przypadku firm z Europy Wschodniej i Środkowej będzie to 4,4 proc. Mimo tej dobrej sytuacji niewykluczone jest, że firmy budowlane czeka kolejny kryzys.

Jak wynika z raportu „European Construction Monitor 2017–2018: A looming new construction crisis?” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, może on wynikać z coraz większej presji na marże związane z rosnącymi kosztami działalności i brakiem pracowników. Zdaniem ekspertów w najbliższych latach firmy budowlane w Europie będą inwestować w digitalizację, a także koncentrować się na rynku fuzji i przejęć. Przewidywania te dotyczą także Polski.

Branża budowalna była jedną z tych, które najmocniej odczuły skutki kryzysu finansowego z 2008 roku. Jednak od kilku lat firmy budowlane w Europie cieszą się dobrą kondycją Stabilny i wysoki wzrost jest widoczny przede wszystkim w krajach Europy Zachodniej oraz Północnej. Podobnie będzie w kolejnych latach. W przypadku krajów z północy i południa Europy w latach 2018-2022 będzie to średnio 2,5 proc. rocznie. Dla krajów Europy Środkowej i Wschodniej wynik ten sięgnie nawet 4,4 proc. rocznie. – Wzrost większości rynków budowlanych w Unii Europejskiej w dużej mierze zależny jest od inwestycji publicznych w znaczące projekty infrastrukturalne. Tak jest również w Polsce. Bardziej zindywidualizowany jest wzrost w sektorze mieszkaniowym i komercyjnym, który uzależniony jest przede wszystkim od lokalnych warunków w danym kraju – mówi Maciej Krasoń, Partner w Dziale Audit & Assurance, Lider sektora nieruchomości i budownictwa w Deloitte.

Na horyzoncie kolejny kryzys

Pomimo dobrej kondycji, przed firmami budowlanymi jest wiele wyzwań. Rosnące koszty działalności związane z coraz wyższymi cenami materiałów i oczekiwaniami płacowymi pracowników powodują, że są one pod dużą presją, jeżeli chodzi o marżę zysku.

Maciej Krasoń
Maciej Krasoń

Zwiększających się kosztów pracy nie równoważy coraz większa liczba realizowanych projektów. Dlatego zdaniem ekspertów Deloitte powszechne braki wykwalifikowanej siły roboczej hamują wzrost firm budowlanych. – W okresie spowolnienia gospodarczego pracownicy bankrutujących przedsiębiorstw budowlanych przekwalifikowali się, stąd obecny brak rąk do pracy. Jak wiadomo, problem ten dotyczy również Polski. Ponadto sektor budowlany ma duże trudności w przyciąganiu i utrzymaniu milenialsów, którzy postrzegają go jako przestarzały i zbyt mało innowacyjny – wyjaśnia Maciej Krasoń.

Eksperci Deloitte przestrzegają, że duża presja na marże, kłopoty z podwykonawcami i braki pracowników mogą doprowadzić do tego, że większość realizowanych projektów stanie się dla firm budowlanych nierentowna, czego skutkiem będą ich bankructwa i niewypłacalność. Pierwsze przykłady już widać.

Szansą na rozwój fuzje i przejęcia

Firmy budowlane stają się coraz bardziej świadome możliwości wynikających ze wzrostu gospodarczego na lokalnych rynkach, co znajduje odzwierciedlenie we większej liczbie fuzji i przejęć. W 2017 roku w Europie odnotowano łącznie 194 transakcje w porównaniu do 149 w 2016 roku. Ich liczba stale rośnie od 2013 roku. Średnia wartość transakcji w 2017 roku wyniosła 327 mln euro, w porównaniu do 203 mln w 2016 roku. Jest to najlepszy wynik od czterech lat. Jak zauważają eksperci Deloitte firmy budowlane cieszą się zainteresowaniem przede wszystkim inwestorów strategicznych, co może świadczyć o tym, że spółki z tej branży koncentrują się głównie na swojej podstawowej działalności. W 2017 roku było ich 150, podczas gdy w 2013 roku jedynie 81.

Z kolei drugi rok z rzędu udział transakcji transgranicznych nieznacznie spadł do poziomu 47,9 proc. w 2017 roku, w porównaniu do 54,9 proc. w 2015 roku. Jednak bezwzględna liczba transakcji transgranicznych wzrosła z 76 w 2016 roku do 93 rok później.

Warto zaznaczyć, że strategie firm budowlanych w Polsce zakładają raczej wzrost organiczny niż fuzje i przejęcia. Eksperci Deloitte patrzą na polski rynek budowlany optymistycznie i oczekują dobrych wyników z powodu stałego wzrostu PKB i dużych inwestycji infrastrukturalnych, finansowanych ze środków unijnych. – Pozytywne prognozy rynkowe mogłaby potencjalnie wspierać działalność M&A na polskim rynku budowlanym, choć obecnie ta aktywność jest niska. Jednak w najbliższych latach małe i średnie firmy, specjalizujące się w jednym segmencie, mogą stać się przedmiotem zainteresowania dużych graczy – mówi Paweł Sadowski, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego. – Do tego należy pamiętać, że część spółek budowlanych to firmy rodzinne, a ich właściciele zbliżają się do wieku emerytalnego, co może ich skłonić do poszukiwania inwestorów – dodaje.

Na agendzie cyfryzacja

Firmy budowlane, z racji specyfiki swojej podstawowej działalności, w powszechnej opinii nie kojarzą się z innowacyjnością i inwestycjami w nowoczesne technologie. Jednak zdaniem ekspertów Deloitte w najbliższych latach ulegnie to zmianie i przedsiębiorstwa będą dążyć do tego, by stać się liderami w tym zakresie. Technologie, które są już stosowane lub będą wykorzystywane, to przede wszystkim drony, druk 3D, Internet Rzeczy czy inteligentne materiały. Inwestycji na tym polu dokonują najwięksi gracze, tacy jak Skanska, ACS, Strabag czy Vinci. Ostatnia z wymienionych firm wyróżnia się również tym, że na skutek fuzji i przejęć, pozyskała już kilka podmiotów specjalizujących się w cyfrowych technologiach. Jak podkreślają autorzy raportu, nowoczesne technologie mogą być wykorzystywane na wszystkich etapach budowy, począwszy od projektu aż do jego finalizacji. Aby stać się cyfrowymi liderami firmy budowlane inwestują w wewnętrzne start-upy lub szukają partnerstwa z instytucjami, które mogą im umożliwić realizację tego celu. Autorzy raportu zauważają również odwrotne zjawisko, czyli zainteresowanie firm technologicznych rynkiem inwestycji budowlanych. Takie projekty mają na koncie m.in. Tesla i Google.

– Chcąc ustrzec się kolejnego kryzysu firmy budowlane muszą inwestować w swój rozwój, również technologiczny. Jest to dla nich niewątpliwie duże wyzwanie, bo wchodzą na nieznany sobie dotychczas teren. Jednak odwrotu nie ma. Cyfryzacja musi na dobre wpisać się w strategię firm budowalnych – mówi Maciej Krasoń.

Dariusz Zająkała nowym dyrektorem zarządzającym iSpot Apple Premium Reseller

Dariusz Zająkała
Dariusz Zająkała

Dariusz Zająkała objął stanowisko dyrektora zarządzającego w iSpot Apple Premium Reseller. Będzie zarządzał największą siecią salonów oferujących rozwiązania Apple w Polsce.

Dariusz Zająkała wnosi ponad 20 letnie doświadczenie w sprzedaży i budowaniu biznesów w branży retail. Przez ostatnie trzy lata rozwijał sieć Vision Express Polska, wcześniej zarządzał KappAhl Poland. Ma ogromne doświadczenie w pracy z zespołami, budowaniu marek, prowadzeniu firm w obszarze retail. Jest absolwentem Uniwersytetu Gdańskiego oraz programu MBA na Akademii im. Leona Koźmińskiego w Warszawie. Prywatnie jest fanem żużla, interesuje się również ekonomią.

„Dołączam do iSpot w niezwykle fascynującym momencie. Zarówno wewnętrznie – jesteśmy w okresie silnego wzmacniania organizacji i tworzenia nowej strategii; jak i zewnętrznie – całe otoczenie biznesowe, rola i postrzeganie centrów handlowych bardzo mocno się zmieniają. To moment, kiedy warto definiować priorytety i obszary rozwoju.” – mówi Dariusz Zająkała.

Dariusz Zająkała zastąpił na stanowisku dyrektora zarządzającego Eddy’ego Vermeir’a, który, po roku pracy w Polsce, przeszedł ponownie do korporacyjnych struktur Hili Ventures.

„Dziękuję Eddy’emu za bardzo intensywną pracę w budowaniu zarówno marki, jak i organizacji. Ogromnie cieszę się, że będę mógł kontynuować jego działania na rzecz dynamicznego rozwoju iSpot.” – dodaje Dariusz Zająkała.

Wpływy z opłaty paliwowej w 80% zasilają Krajowy Fundusz Drogowy

Opłata paliwowa obowiązywać będzie od stycznia. Kierowcy będą płacić więcej, ale zmieniają się wersje, kto dostanie więcej pieniędzy i na jaki cel?

– Kierowcy zapłacą o 10 gr więcej za litr paliwa, ale co ciekawe, nie wiadomo na co ostatecznie pieniądze od podatników będzie chciał przeznaczyć rząd – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl.

Zaskoczeniem było, że podwyżki cen paliw nie zostaną przeznaczine na elektromobilnosć, jak to początkowo zapowiadano. Pieniądze trafią do NFOŚiGW, ale nie ma pewności, na co zostaną wydane.

– Możliwe, że pieniądze rząd przeznaczy na walkę ze smogiem, czyli na wymianę pieców w gospodarstwach domowych – dodaje ekspert.

Joanna Kowalewska Dyrektorem Operacyjnym AXI IMMO

Z początkiem sierpnia na stanowisko Chief Operating Officer została nominowana Joanna Kowalewska związana z firmą niemal od jej początku. Joanna Kowalewska w firmie łączyła kompetencje prawne, transakcyjne i związane z zarządzeniem biurem, czego ukoronowaniem jest jej awans na Dyrektora Operacyjnego firmy AXI IMMO.

Joanna Kowalewska była jednym z pierwszych pracowników firmy AXI IMMO, która powstała w 2009 r. Joanna wspierała rozwój firmy świadcząc usługi prawne, ale też obsługując klientów korporacyjnych i zajmując się bieżącą obsługą biura. Na nowym stanowisku Dyrektor Operacyjnej będzie nadal brała udział w projektach dla kluczowych klientów firmy oraz odpowiadała za współpracę międzynarodową i przetargi, w którym bierze udział AXI IMMO. W zakresie kompetencji Joanny będzie również zarządzanie współpracą pomiędzy działami.

Joanna jest z nami od samego początku i stanowi ważny filar AXI IMMO. Jej wiedza, doświadczenie i zaangażowanie miały ogromny wpływ na sukces i dzisiejszą pozycję AXI IMMO na rynku. Nominacja na stanowisko Dyrektor Operacyjnej jest kolejnym krokiem w rozwoju kompetencji zespołu AXI IMMO – komentuje Renata Osiecka, założycielka i właścicielka AXI IMMO.

Joanna Kowalewska
Joanna Kowalewska

Awans na stanowisko Dyrektor Operacyjnej jest dla mnie wyróżnieniem i jednocześnie motywacją do dalszej pracy. Moim celem jest wzrost efektywności biznesowej poprzez usprawnienie mechanizmów organizacji i procesów operacyjnych w poszczególnych działach firmy – dodaje Joanna Kowalewska.

Nowa dyrektor z branżą nieruchomości związana jest blisko 12 lat. Przed dołączeniem do zespołu AXI IMMO pracowała w dziale finansowym firmy Panattoni Europe, gdzie odpowiadała za pozyskiwanie finansowania dla projektów deweloperskich. Joanna Kowalewska ukończyła wydział prawa na UKSW w Warszawie.

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Krzywa rentowności – nowy Święty Graal?

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

W ostatnich tygodniach najważniejszą kwestią zaprzątającą głowy inwestorów jest wojna handlowa USA z innymi państwami. Z punktu widzenia inwestora akcyjnego wciąż ważniejsze powinno jednak być poprawne ustalenie, w którym momencie cyklu gospodarczego się znajdujemy oraz na ile realne jest ryzyko spowolnienia gospodarczego bądź recesji. Tym samym warto na chwilę odstąpić od medialnego tematu napięć handlowych i skupić się na trendach gospodarczych. Spoglądając na nie uznać można, że na rynku panuje dość zaskakująca zgoda.

Otóż powszechnie przyjmuje się, że aktualnie znajdujemy się w późnym stadium cyklu gospodarczego, ale recesja w najbliższym czasie nam nie grozi. Oznacza to podwyższone ryzyko inwestycyjne, ale dopóki krzywa rentowości amerykańskich obligacji nie odwróci się, dla ryzykownych aktywów palić się będzie zielone światło.

Cofając się o ponad dekadę, można uznać, że taki pogląd jest niezwykle trafny. Przed kryzysem finansowym z 2008 roku, a przede wszystkim towarzyszącą mu recesją, skutecznie ostrzegła odwrócona wcześniej krzywa rentowności, ale czy w istocie jest to nowy inwestycyjny Święty Graal? Można mieć co do tego wątpliwości i to z kilku powodów.

Po pierwsze, nie od dziś wiadomo, że nie ma jednego wiarygodnego i 100-procentowo skutecznego wskaźnika ostrzegającego przez rynkową zawieruchą. Niejako więc z definicji nachylenie krzywej rentowości nie może być uznane za najważniejszy i jedyny parametr ostrzegający przed recesją i negatywnymi jej konsekwencjami. Może być on częścią szerszej analizy, która obejmować powinna również inne wskaźniki.

Po drugie, gdy spojrzymy na dane historyczne nieco szerzej, to okaże się, że krzywa rentowności nie była tak skutecznym wskaźnikiem, jak może nam się wydawać. Otóż odwróciła się ona zaledwie przed sześcioma z ostatnich 13 recesji w USA. Plasuje to jej skuteczność poniżej 50%. Jeżeli spojrzymy na szerszą listę krajów, która obejmuje także Wielką Brytanie, Japonię, Niemcy i Francję, to na postawie badania przeprowadzonego w 2005 roku można stwierdzić, że odwrócona krzywa ostrzegła przed recesją w 60% przypadków. Co ciekawe, zdarzały się przypadki, kiedy dawała ona błędne sygnały. Przykładowo w USA oraz Wielkiej Brytanii blisko 40% przypadków odwrócenia krzywej nie kończyło się recesją.

Ponadto stosowana w ostatnich latach ultrałagodna polityka monetarna może dodatkowo obniżać skuteczność tej metody. Przykładowo krzywa nie odwróciła się przy żadnej z ostatnich pięciu recesji w Japonii. Nie należy więc pokładać w nachyleniu krzywej rentowności zbyt wiele nadziei, gdyż wskaźnik ten może rozczarować swoją skutecznością. Warto o tym pamiętać szczególnie teraz, gdy tak wiele osób zaczęło się mu się bacznie przyglądać.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Pracownicze Plany Kapitałowe czyli nowe obowiązki dla firm

Trwają prace nad rządowym projektem ustawy o pracowniczych planach kapitałowych (PPK). PPK mają być zachętą do systematycznego gromadzenia oszczędności, z przeznaczeniem na wypłatę po osiągnięciu 60 roku życia.

– Aktualny projekt Ustawy o PPK nakłada na wszystkie podmioty zatrudniające, w tym w szczególności na pracodawców i zleceniodawców, obowiązek wyboru instytucji finansowej zarządzającej PPK oraz zawarcia z nią odpowiednich umów o zarządzanie i prowadzenie PPK – mówi w rozmowie z MarketNews24 Anna Gwiazda, Partner, Szef Praktyki Prawa Pracy w Kochański Zięba i Partnerzy. – Na PPK mieliby się składać zarówno pracodawcy, pracownicy, jak i budżet państwa.

Minimalna składka podstawowa opłacana przez pracodawcę wynosić będzie 1,5% wynagrodzenia, a opłacana ze środków pracownika 2 % wynagrodzenia. Pracodawca mógłby też dobrowolnie podwyższyć część składki o 2,5%, a pracownik o 2% wynagrodzenia.

Skarb Państwa dołoży do PPK dla każdego uczestnika programu tzw. składkę powitalną w wysokości 250 złotych oraz lojalnościową dopłatę roczną w wysokości 240 złotych za każdy rok obowiązywania PPK.

Ustawa o PPK ma obowiązywać od 1 stycznia 2019 r. Obowiązki związane z PPK mają być wprowadzane etapami, w zależności od wielkości podmiotu zatrudniającego. W pierwszej kolejności, od 1 lipca 2019 r. obowiązkiem utworzenia PPK zostaną objęci zatrudniający co najmniej 250 osób.

HORTICO S.A. ma umowę ze Ścinawą na rozwój terenów zieleni miejskiej

HORTICO S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się zaopatrzeniem ogrodnictwa, podpisała umowę z Gminą Ścinawa na roboty budowlane w formule zaprojektuj i wybuduj w ramach kontraktu rewitalizacji Ścinawy poprzez rozwój terenów zieleni miejskiej. Wartość zawartej umowy wynosi 18,43 mln zł brutto.

Przedmiotem zamówienia jest zagospodarowanie i rewaloryzacja układu zieleni miasta Ścinawa, w tym m.in. zwiększenie obszarów zieleni poprzez adaptacje obszarów zieleni niezagospodarowanej rekreacyjnie z małą ilością roślin, rekonstrukcje zabytkowych szpalerów drzew zielni przyulicznej oraz wykonanie pasów zieleni izolacyjnej wzdłuż dróg. Celem tego projektu jest polepszenie warunków środowiskowych, warunków życia mieszkańców Ścinawy poprzez zwiększenie powierzchni zieleni przyczyniającej się do poprawy jakości powietrza, chroniącej przed zanieczyszczeniami i hałasem. Duże znaczenie ma także ochrona dóbr kultury i przyrody, aspekty estetyczne oraz równie ważne aspekty społeczne, m.in. udostępnienie mieszkańcom miasta przestrzeni do wypoczynku, rekreacji i uprawiania sportów.

HORTICO S.A. posiada bardzo doświadczoną kadrę menadżerską oraz inżynierską dla realizacji tego zadania, a ponieważ kontrakt realizowany jest w formule „zaprojektuj i wybuduj” to Spółka zaangażowała także swój własny zespół projektantów. Zarząd HORTICO S.A. jest przekonany, że projekt w Ścinawie wpłynie pozytywnie na wyniki finansowe Spółki.

„Od dwóch lat konsekwentnie rozwijamy w Spółce Dział Budowy i Zagospodarowania Terenów Zielonych i realizujemy w tym obszarze coraz więcej projektów, posiadamy bowiem niezbędne kompetencje oraz zasoby. Dotychczas prowadziliśmy głównie projekty dla deweloperów. Umowa ze Ścinawą to pierwsze tak duże przedsięwzięcie, którego wartość przekracza 18 mln zł brutto. Zamierzamy w dalszym ciągu rozwijać ten obszar biznesowy i realizować coraz więcej tak znaczących projektów. W ten sposób będziemy mogli wypełniać założenia naszej strategii rozwoju i zwiększać wartość całej Grupy HORTICO S.A.” – komentuje Paweł Kolasa, Prezes Zarządu Spółki HORTICO S.A.

HORTICO S.A. będzie dążyło do tego, aby zostać znaczącym graczem w branży budowy terenów zieleni. W pierwszym etapie ma to nastąpić na Dolnym Śląsku z możliwością dalszego rozwoju o inne lokalizacje Grupy Kapitałowej w Polsce. Jest to bowiem bardzo perspektywiczny segment biznesowy, który może przyczynić się do dalszego wzrostu wartości całej Grupy.

W tym roku Spółka wypłaciła dywidendę z zysku za 2017 r. w wysokości 0,05 zł na akcję. W ten sposób Emitent podtrzymał dotychczasową politykę dywidendową, zakładającą coroczne dzielenie się wypracowanym zyskiem z Akcjonariuszami.

Biznesmenie, walutę kupuj w Internecie

pieniądze, euroProwadzenie biznesu z firmami z zagranicy nikogo w dzisiejszych czasach nie zaskakuje. Wielu Polaków rozlicza transakcje w euro, dolarach czy innych walutach, w zależności od kraju,
w którym znajduje się firma, z którą współpracują. Biznesmeni, rozliczający się w obcych walutach, muszą szukać jak najtańszych ich źródeł. A mają je pod nosem – w Internecie.

Wygoda, szybkość i kurs – to te elementy, na które zwracamy szczególną uwagę, szukając walut. Osoby prowadzące duże firmy wybierają te kantory, które pozwalają im szybko
i wygodnie zdobyć pieniądze po jak najlepszym kursie. Zazwyczaj decydują się na dobrze znany im kantor stacjonarny lub na ofertę jednego z banków. A przecież istnieje o wiele lepsze źródło waluty.

Tym źródłem są kantory internetowe, które od prawie dekady podbijają rynek w Polsce. Wymiana online jest prosta i szybka. Nie ma tu mowy o zbędnych formalnościach. Pieniądze po wymianie po bardzo atrakcyjnym kursie trafiają z powrotem na nasze konto walutowe i już możemy nimi dysponować. Nie ma tu mowy o wysiłku, problemach, czy stracie czasu. I co najważniejsze, nie musimy wychodzić z domu! Nie trzeba zawracać sobie głowy wizytą
w stacjonarnym kantorze czy oddziale banku, ponieważ biuro kantoru internetowego jest
w naszym komputerze czy telefonie.

O powodzeniu i zaufaniu, jakim cieszą się kantory online, świadczy najlepiej liczba osób, które korzystają z ich usług. Jednym z liderów rynku jest Internetowykantor.pl, któremu w ciągu ośmiu lat istnienia zaufało już 280 tysięcy osób. Tak ogromna liczba klientów nie może się mylić – szczególnie, że serwis może pochwalić się liczbą pozytywnych opinii w serwisie Opineo. Aż 700 tysięcy osób pozytywnie wyraziło się o usługach tego poznańskiego e-kantoru.

Co trzeba zrobić, aby wymienić walutę w Internecie? Obsługa panelu użytkownika
w Internetowykantor.pl jest bardzo intuicyjna. Wystarczy zarejestrować się w serwisie, zakładając Profil użytkownika, i wpłacić odpowiednią sumę pieniędzy. Po wymianie, trafią one na nasze konto walutowe i już możemy rozpocząć transakcje z naszymi kontrahentami.

Dla tych, którzy prowadzą interesy zagraniczne, takie serwisy jak Internetoykantor.pl mają jeszcze jedną zaletę – przelewy międzynarodowe. Klient, który wymieni pieniądze
w Internetowykantor.pl, może po transakcji przelać je bezpośrednio na konto swojego współpracownika za granicą, nie martwiąc się żmudnym procesem, na który wystawione są osoby korzystające z tradycyjnych form przesyłania pieniędzy.

Jakie dochody są akceptowane przez pożyczkodawców?

Jakie dochody są akceptowane przez pożyczkodawców?Źródło dochodów jest podstawowym kryterium zdolności kredytowej. A jego brak uniemożliwia uzyskanie pożyczki. Dochód jest bowiem niezbędnym zabezpieczeniem tego, że zostanie ona spłacona. I z reguły związany jest on z pracą zarobkową, chociaż często nie jest ona jedynym źródłem środków finansowych, jakimi dysponujemy. Jakie są inne źródła dochodu, które pożyczkodawca akceptuje i na ich podstawie udziela kredytu?

Pożyczki pozabankowe, pomimo tego, że są łatwiejsze w uzyskaniu niż pożyczki bankowe, nie mogą być przyznane osobom, które nie posiadają żadnych dochodów. Nie jest to jednak równoznaczne z koniecznością posiadania stałej pracy, ponieważ źródła dochodu mogą być różne. Jakie?

Rodzaje dochodów akceptowanych przez firmy pożyczkowe

Na początku warto zaznaczyć, że różne firmy pożyczkowe stosują odmienne kryteria dochodowe. I to, że w jednej instytucji akceptowane są dane źródła dochodów, wcale nie oznacza, że w drugiej będzie tak samo. Z tego powodu warto sprawdzać na stronach internetowych pożyczkodawców, jakie warunki oferują w tej kwestii.

Natomiast ogólnie za źródło dochodu można uznać:

  • każdy rodzaj zatrudnienia (w tym umowa zlecenie, umowa o dzieło oraz własna działalność gospodarcza)
  • emeryturę
  • rentę
  • środki uzyskane z tytułu wynajmu nieruchomości
  • stypendia naukowe

To jednak nie wszystko. Istnieją bowiem firmy pożyczkowe, które nie wnikają w to, jakie jest źródło dochodów, ważne jednak, aby były one regularne. W ten sposób każde wpływy na konto bankowe traktowane są jako potwierdzenie dochodu. Na tej zasadzie dostępna jest pożyczka dla bezrobotnych, gdzie np. rodzice czy bliska rodzina wspiera kogoś finansowo i przelewa systematycznie na jego konto określone kwoty pieniędzy itd.

W tym przypadku istotne są wpływy na konto, które w oczach firmy pożyczkowej potwierdzają zdolność kredytową klienta do spłaty zobowiązania. Pamiętajmy o tym, że zgodnie z prawem alimenty, renty socjalne czy świadczenia typu 500 plus nie zaliczają się do dochodów. Z pewnością jednak pozyskiwane w ten sposób środki nie zaszkodzą naszej zdolności kredytowej.

Pożyczki dla bezrobotnych – jak sprawdzane są dochody?

Procedura weryfikacji dochodów pożyczkobiorcy również przebiega inaczej w zależności od konkretnej firmy. Czasami konieczne jest przesłanie skanów odpowiednich dokumentów potwierdzających istnienie dochodu np. umowy o dzieło czy druku RMUA, który potwierdza otrzymywanie renty lub emerytury.

Niektóre placówki, takie jak Freezl.pl, które udzielają pożyczek online, oferują szybsze i wygodniejsze rozwiązania. Są nimi weryfikacja konta bankowego poprzez zalogowanie się na nie za pomocą specjalnej aplikacji albo w innych przypadkach okazanie wyciągu bankowego wykazującego wpływy środków na konto z ostatnich kilku miesięcy.

Niekiedy firmie wystarczy deklaracja klienta o dochodach, jednak w takiej sytuacji przydatna jest pozytywna historia kredytowa. Co istotne, w wielu sytuacjach ocena zdolności kredytowej klienta jest całkowicie indywidualna i składa się na nią wiele czynników. Prawda jest jednak taka, że sami pożyczkobiorcy powinni mieć świadomość tego, że bez dochodów trudno będzie im spłacić pożyczkę, która nie jest pomocą charytatywną, a usługą finansową i trzeba będzie ją zwrócić.

Polska na 20. miejscu na świecie pod względem transparentności rynku nieruchomości

JLL i LaSalle Investment Management opublikowały najnowszą edycję Globalnego Indeksu Transparentności Rynku Nieruchomości (Global Real Estate Transparency Index – GRETI). Najbardziej transparentne rynki świata to Wielka Brytania, Australia, Stany Zjednoczone, Francja, Kanada, Holandia, Nowa Zelandia, Niemcy, Irlandia, Szwecja i Finlandia.

„Kwestia przejrzystości jest coraz bardziej ważna dla inwestorów lokujących swój kapitał na rynku nieruchomości komercyjnych. Dostępność i jakość informacji – od cen do własności – ma kluczowe znaczenie przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych, zwłaszcza na nowych rynkach”, informuje Jeremy Kelly, Dyrektor Globalnych Programów Badawczych w JLL.

Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa w JLL
Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa w JLL

W tegorocznym rankingu Polska została zakwalifikowana na 20 miejscu, wyprzedzając wszystkie pozostałe kraje Europy Środkowo – Wschodniej, w tym Czechy (23 pozycja), Słowację (27 – w gronie dziesięciu krajów, które odnotowały największy skok w rankingu), Węgry (28) i Rumunię (29). Według Mateusza Polkowskiego, Dyrektora Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL, mocna pozycja Polski jest wypadkową kilku czynników, takich jak wzrost podaży, dostęp do sprawdzonych danych rynkowych i transakcyjnych oraz profesjonalnych wycen i analiz. Istotne jest również to, że rozwój dotyczy nie tylko stołecznego rynku, ale wielu innych lokalizacji na terenie kraju.

„Polska to nadal najbardziej atrakcyjna lokalizacja biznesowa w regionie CEE, o czym świadczą mocne wyniki inwestycyjne oraz wysoki potencjał wzrostu sektora w kolejnych latach. Nie oznacza to jednak, że nie mamy pola do poprawy. Istotną kwestią jest poprawienie transparentności kwestii legislacyjnych, takich jak zmiana rozliczania podatku od transakcji na nieruchomościach komercyjnych czy wprowadzenie nowego podatku od nieruchomości. Konieczna jest na pewno bliska współpraca strony rządzącej z inwestorami w postaci, np. zaproszenia ich do konsultacji projektów ustaw i w końcu – wprowadzanie przemyślanych zmian prawnych stopniowo. Taka jakościowa zmiana w podejściu do inwestorów lokujących swój kapitał na polskim rynku, będzie na pewno służyć umacnianiu naszej pozycji jako lidera na rynku nieruchomości komercyjnych w tej części Europy”, komentuje Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL.

Wnioski z tegorocznego raportu:

  • Po raz kolejny kategorię najbardziej transparentnych rynków zdominowały kraje anglosaskie – Wielka Brytania, Australia i Stany Zjednoczone, które stanęły na podium zestawienia. Jednak, co ważne niektóre z bardziej zaawansowanych technologicznie rynków w Europie kontynentalnej nadrabiają zaległości. Holandia ugruntowała swoją pozycję w czołówce i znalazła się w gronie dziesięciu krajów/rynków, które odnotowały największy skok w raporcie, podczas gdy Szwecja zadebiutowała w kategorii „Highly transparent” (wysoce transparentnych).
  • Wśród rynków transparentnych, dominują kraje azjatyckie i europejskie, w tym pięć państw z regionu CEE – Polska, Czechy, Słowacja, Węgry i Rumunia. W tym roku w tej grupie zadebiutowała Korea Południowa, z kolei Singapur, Hong Kong i Japonia są o krok awansu do grona krajów wysoce transparentnych.
  • W dalszej części globalnego rankingu wiele najbardziej rozwijających się gospodarek na świecie, w tym Chiny, Indie, Indonezja, Brazylia, Rosja, Meksyk, Turcja i Tajlandia, są blisko awansu do grupy rynków transparentnych. Tych osiem krajów (tzw. „Wielka 8”) poczyniło znaczne, choć niejednolite, postępy w ostatnich badaniach. Jednak do ostatecznego awansu kluczowe będą znaczące reformy prawne. Co ważne, dynamiczny rozwój rozwiązań z obszaru PropTech (zwłaszcza w Chinach) okaże się krytyczny na tych rynkach, na których brakuje tradycyjnych źródeł danych oraz informacji.
  • Najmniej transparentnym krajem na świecie jest Wenezuela, która „wyprzedziła” pod tym względem szereg krajów z Afryki, Ameryki Łacińskiej, a także Azji.

Co w przyszłości?

Jak wynika z raportu JLL, w kolejnych latach uwaga inwestorów coraz mocniej zacznie skupiać się na cyberbezpieczeństwie i ochronie danych, a także środowisku pracy.

Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce
Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce

„Rosnące znaczenie kwestii związanych z samym miejscem pracy, a więc takimi czynnikami, jak jakość powietrza w budynkach, komfort pracowników i projektowanie przestrzeni w oparciu o potrzeby najemców, to świetna wiadomość dla polskiego sektora nieruchomości. Widać to na przykładzie sektora biurowego, gdzie liczba innowacyjnych projektów rośnie z roku na rok, co konsekwentnie poprawia percepcję naszego rynku w oczach zagranicznych inwestorów. Z pewnością w zwiększaniu atrakcyjności i transparentności branży nieruchomościowej w Polsce będzie również służyć większa implementacja rozwiązań z obszaru PropTech. Jest to bowiem jeden z kluczowych czynników, dzięki którym Polska będzie mogła rywalizować z krajami Europy Zachodniej”, podsumowuje Tomasz Trzósło.

***

Globalny Indeks Transparentności Rynku Nieruchomości, wydawany co dwa lata i opublikowany po raz dziesiąty, oparty jest na danych rynkowych i informacjach zebranych podczas badania firm z globalnej sieci biznesowej JLL i LaSalle Investment Management. W tegorocznej edycji oceniono 100 rynków. Pod uwagę brano aż 186 czynników, które zostały podzielone na sześć obszarów, którymi są wskaźniki efektywności (odpowiadają za 28,5% całościowej oceny), fundamenty rynku (16,5%), nadzór nad podmiotami notowanymi na rynkach zorganizowanych (10%), warunki prawne i ustawodawstwo (25%), jakość procesów transakcyjnych (15%) oraz zrównoważony rozwój (5%).

W oparciu o badane wskaźniki kraje są przypisywane kategorii: wysoce transparentnych (highly transparent), transparentnych (transparent), półtransparentnych (semi-transparent), o niskiej transparentności (low transparency) i nieprzejrzystych (opaque). Indeks jest narzędziem zarządzania ryzykiem dla inwestorów. Zapewnia porównywalne dane dla wielu lokalizacji geograficznych, jest wsparciem przy tworzeniu strategii inwestycyjnych i modelu alokacji środków dla poszczególnych krajów. Pomaga najemcom korporacyjnym ocenić lokalizacje na całym świecie. Wyniki raportu stanowią narzędzie również dla instytucji publicznych, podejmujących działania na rzecz poprawy transparentności gospodarki.

ING Commercial Finance po drugim kwartale 2018 roku

0

Ropa ciągnie w dół rubla. Sankcje na Rosję

Ruble traci podwójnie. Po pierwsze ropa ciągnie go w dół za sobą. Po drugie amerykańskie sankcje na Rosję dodatkowo odstraszają inwestorów. Po rekordowej nadwyżce budżetowej z czerwca nie ma już śladu.

Reperkusje wojny handlowej na ropie

Wczorajsze informacje o zaostrzeniu wojny handlowej między USA a Chinami nie pozostała obojętna dla rynku ropy. W szczytowym momencie czarne złoto taniało o ponad 3 dolary za baryłkę. Pomimo krótkiego odbicia wciąż znajdujemy się o 2 dolary poniżej wczorajszych poziomów. Powodem tej zmiany jest strach przed spowolnieniem w globalnej gospodarce. Gdyby do niego doszło można spodziewać się spadku popytu na ropę naftowę. Ropa naftowa ma duży wpływ na waluty państw eksporterów. Dobrym przykładem jest rosyjski rubel. Jeszcze na początku tygodnia za rubla płacono 5,8 grosza. Dzisiaj rano jest tańszy niż 5,6 grosza. To procentowo taka sama zmiana, jakby nagle euro podrożało prawie z dnia na dzień o 25 groszy do złotego.

Sankcje przeciw Rosji

Rublowi ciąży nie tylko spadek na ropie naftowej. Amerykanie nakładają na ten kraj nowe sankcje. Powodem jest atak na byłego rosyjskiego agenta i jego córkę, który odbył się w Wielkiej Brytanii. Podobno podczas ataku użyto broni chemicznej lub biologicznej. Pierwsza seria sankcji ma wejść w życie już 22 sierpnia i dotyczy dóbr o szczególnym znaczeniu dla bezpieczeństwa narodowego. Druga seria jest zależna od zgody na kontrolę ONZ. Druga partia sankcji będzie z pewnością bardziej dotkliwa.

Koniec nadwyżki w budżecie?

Jeszcze w czerwcu chwaliliśmy się nadwyżką budżetową na poziomie 9,5 miliarda złotych. W lipcu według słów wiceministra finansów Leszka Skiby mamy już deficyt. Jak do tego doszło? Sztuczki księgowe i przesuwanie wydatków w czasie mają takie efekty. Prawdopodobnie wynika to z zaksięgowania inwestycji infrastrukturalnych oraz tzw. wyprawek. Dla rynków nie jest to niespodzianka. To co jest najważniejsze to fakt, że pomimo gwałtownego zwiększenia wydatków tegoroczny deficyt nie jest zagrożony.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA  – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wzrost EBITDA i zysku netto Grupy Energa w I półroczu 2018 roku

Grupa Energa odnotowała w pierwszym półroczu tego roku wzrost zysku netto do 557 mln zł oraz wzrost EBITDA do 1 161 mln zł. Oba kluczowe wskaźniki rozwoju Grupy były wyższe w porównaniu do pierwszego półrocza 2017 roku. Niezmiennie motorem rozwoju Grupy Energa pozostaje Linia Biznesowa Dystrybucji. Przychody Grupy w pierwszym półroczu były na podobnym poziomie jak rok wcześniej.

W pierwszej połowie roku Grupa Energa wypracowała zysk netto w wysokości 557 mln zł. Jest on o 14 procent wyższy od uzyskanego wyniku w tym samym okresie w ubiegłym roku. Po 6 miesiącach br. EBITDA wyniosła 1 161 mln zł i była o 18 mln zł wyższa niż w 2017 roku. Grupa osiągnęła 5 034 mln zł przychodów – o 3 proc. mniej niż rok wcześniej. Energa odnotowała w pierwszej połowie roku wzrost wyniku EBITDA w Linii Biznesowej Dystrybucji i Linii Biznesowej Sprzedaż. Natomiast spadek odnotowano w Linii Biznesowej Wytwarzanie.

W pierwszym półroczu 2018 roku Grupa Energa zrealizowała inwestycje na poziomie 624 mln zł, z czego 524 mln zł w Linii Biznesowej Dystrybucji. Od stycznia do czerwca tego roku w efekcie konsekwentnie prowadzonego planu inwestycyjnego w Grupie Energa przyłączono 20,6 tysiące nowych klientów, wybudowano i zmodernizowano 1 949 km linii wysokiego, średniego oraz niskiego napięcia oraz przyłączono do sieci 15,4 MW nowych źródeł OZE.

W pierwszym półroczu tego roku były prowadzone działania organizacyjno-prawne mające na celu finalizację procesu rozpoczęcia inwestycji Ostrołęka C. Działania te doprowadziły do podpisania na początku lipca przez spółkę celową Elektrownia Ostrołęka umowy z Generalnym Wykonawcą, konsorcjum GE Power i Alstom Power Systems, na budowę nowego bloku energetycznego o mocy ok. 1000 MW. Oferta konsorcjum o wartości 5,05 mld zł netto, czyli 6,023 mld zł brutto, została w kwietniu br. wybrana w przetargu ogłoszonym przez Elektrownię Ostrołęka. Realizacja tej inwestycji poprawi bezpieczeństwo energetyczne kraju.

– Dane ekonomiczne pierwszego półrocza pokazują, że mimo pojawienia się szeregu negatywnych czynników zewnętrznych wypracowujemy solidne wyniki, co daje nam pewność planowej realizacji zawartych w strategii projektów. W strukturze Grupy Energa systematycznie i konsekwentnie prowadzone są działania optymalizujące efektywność procesów zarządzania i racjonalizujące koszty. Mając odpowiednie dochody z działalności operacyjnej, co potwierdzają wyniki pierwszego półrocza, możemy bezpiecznie prowadzić projekty budujące nasze przewagi, szczególnie w Linii Biznesowej Dystrybucji oraz realizować projekty wzmacniające naszą pozycję na rynku w wytwarzaniu energii. Realizacja projektu nowoczesnej elektrowni konwencjonalnej o mocy 1000 MW jest ważna zarówno dla rozwoju naszych aktywów wytwórczych, jak i strategicznie jest istotna dla wzmocnienia bezpieczeństwa krajowego systemu energetycznego – mówi Alicja Barbara Klimiuk, p.o. prezesa Zarządu Energa SA.

Zarząd Grupy Energa konsekwentnie dąży do uregulowania kwestii spornych w relacjach z niektórymi kontrahentami z obszaru farm wiatrowych. W efekcie prowadzonych rzeczowych rozmów z kontrahentami spółka Energa Obrót, należąca do Grupy Energa, zawarła kilka, satysfakcjonujących dla obu stron ugód. Łączna moc obiektów, z którymi zawarto dotychczas ugody stanowi już ponad 31 proc. łącznej mocy zainstalowanej we wszystkich pozwanych farmach wiatrowych.

– Wyniki pierwszego półrocza pokazują, że właściwie podchodzimy do sprawy zapewnienia stabilności i przewidywalności we wszystkich obszarach naszej działalności. Z uwagą obserwujemy sytuację na rynku i analizujemy czynniki, które mają lub będą mieć wpływ na wyniki w długiej perspektywie. Podejmujemy na bieżąco odpowiednie działania, aby przeciwdziałać potencjalnym skutkom. Już obserwujemy, że energetyka odczuwa wzrost cen uprawnień do emisji CO2 w połączeniu z malejącą pulą darmowych uprawnień. Dodatkowo, widzimy wyraźny wzrost cen energii elektrycznej na rynku, co będzie wpływać na wyniki spółek energetycznych w kolejnych kwartałach. Dlatego priorytetem dla nas jest konsekwentna realizacja strategii, stała poprawa efektywności oraz utrzymanie bezpiecznych wskaźników finansowych i kowenantów. Dzięki temu jesteśmy wiarygodnym partnerem dla rynku oraz instytucji finansowych wspierających realizację naszej strategii – podkreśla Jacek Kościelniak, wiceprezes ds. finansowych Energa SA.

Wyniki Linii Biznesowych w I półroczu 2018 roku

Linia Biznesowa Dystrybucji ma niezmiennie najwyższy udział w rozwoju Grupy Energa. W pierwszym półroczu wypracowała wynik EBITDA w wysokości 990 mln zł, wobec 931 mln zł rok wcześniej. W II kwartale br. EBITDA wyniosła 481 mln zł i było to 90% kwartalnej EBITDA Grupy. Na solidny, pozytywny wynik tej Linii Biznesowej kluczowy wpływ, zwłaszcza w II kw. br., miała wyraźnie wyższa marża na dystrybucji. Na ostateczny wynik tej Linii Biznesowej wpływ miał także spadek przychodów z przyłączy, wzrost kosztów podatku od nieruchomości oraz wyższy niż w roku poprzednim poziom kosztów OPEX.

Linia Biznesowa Wytwarzanie osiągnęła w I półroczu br. 168 mln zł, o 9 mln zł mniej niż rok wcześniej. Udział tej Linii w EBITDA Grupy wyniósł w II kw. br. 12%. Spadek EBITDA, w relacji do pierwszego półrocza 2017 roku, nie jest zaskoczeniem, ponieważ wynika głównie z obserwowanego od pierwszego kwartału br. wyraźnego wzrostu rynkowych cen uprawnień do emisji CO2 oraz mniejszej puli darmowych uprawnień do produkcji na rok 2018. Na ostateczny wynik EBITDA Linii Wytwarzanie w I półroczu br. wpłynęły, obok wyższych kosztów zakupu uprawnień do emisji, także niższe przychody ze sprzedaży ciepła. Te czynniki zostały częściowo skompensowane wyższymi przychodami ze sprzedaży energii elektrycznej oraz wyższym przychodem ze sprzedaży „zielonych” praw majątkowych.

Linia Biznesowa Sprzedaż miała w całym I półroczu br. 57 mln zł EBITDA, dla porównania rok temu było to 11 mln zł. W II kwartale tego roku wynik EBITDA wyniósł 4 mln zł. Na wynik EBITDA tego okresu negatywnie oddziaływały efekty wysokich cen energii na rynku oraz decyzji arbitrażowych i ugód. W I półroczu nastąpiło istotne ograniczenie funkcji Sprzedawcy Zobowiązanego, co wiązało się ze znacząco niższym obowiązkiem zakupu energii od farm wiatrowych zlokalizowanych na terenie Grupy Energa. Te obciążenia prawno- umowne wpłynęły w konsekwencji na wyższą marżę na sprzedaży energii elektrycznej. W efekcie wszystkich czynników wynik po 6 miesiącach br. tej Linii Biznesowej był zdecydowanie wyższy niż w tym samy okresie rok wcześniej.

Produkcja, sprzedaż i dystrybucja energii

Aktywa wytwórcze w Grupie w I półroczu 2018 wyprodukowały 1 888 GWh energii elektrycznej, o 8 % mniej niż w pierwszej połowie 2017 roku. Wpłynęły na to czynniki takie jak: mniejsza produkcja energii w Elektrowni Ostrołęka w tzw. wymuszeniu na rzecz Operatora Systemu Przesyłowego w Polsce, remont jednego z bloków w tym zakładzie prowadzony w II kwartale oraz nieznaczny spadek wytwarzania energii w aktywach wodnych i wiatrowych ze względu na warunki pogodowe w II kwartale tego roku.

Wzrósł natomiast w ciągu pierwszego półrocza br. łączny wolumen sprzedanej energii elektrycznej. Wyniósł 11 816 GWh, co oznacza wzrost o 113 GWh w porównaniu do 2017 roku.

Także wyższy był wolumen dystrybuowanej w pierwszej połowie br. energii elektrycznej. Był wyższy o 4 proc. niż w analogicznym okresie roku ubiegłego i wyniósł 11 440 GWh (11 019 GWh w I połowie 2017 roku).

W pierwszym półroczu 2018 roku nakłady inwestycyjne w Grupie Energa wyniosły 624 mln zł, z czego najwięcej pochłonęły inwestycje w Linii Biznesowej Dystrybucji, tj. 534 mln zł. Inwestycje w tej Linii Biznesowej obejmowały modernizację sieci elektroenergetycznej, której zadaniem jest poprawa niezawodności dostaw energii elektrycznej, a także rozbudowę sieci w celu przyłączania nowych odbiorców i wytwórców. Część nakładów została ponadto poniesiona na innowacyjne technologie i rozwiązania sieciowe. W Linii Biznesowej Wytwarzanie nakłady w I półroczu wyniosły 76 mln zł i związane były z dostosowaniem aktywów do wymogów środowiskowych oraz modernizacją w Elektrowni Ostrołęka B.

Cyberbezpieczeństwo – kluczowe zmiany w polskim prawie

Lada dzień wejdzie w życie ustawa o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa (KSCu), przyjęta przez polski parlament 5 lipca. Ustawa implementująca unijną dyrektywę „NIS” to – zaraz po RODO – kolejny krok, który ma szansę przyczynić się do zwiększenia poziom

Małgorzata Kurowska, Radca prawny Maruta Wachta
Małgorzata Kurowska, Radca prawny Maruta Wachta

u bezpieczeństwa informatycznego na obszarze Unii Europejskiej. Na jakie zmiany należy się przygotować? Czy słusznie nazywana jest ustawą uzupełniającą RODO?

  1. KSCu nie jest nowym RODO

Ustawa o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa obejmuje swym zasięgiem dość precyzyjnie określony krąg podmiotów. Są to przede wszystkim tzw. operatorzy usług kluczowych, wyznaczonych na podstawie decyzji właściwego ministra oraz dostawcy usług cyfrowych, świadczący m.in. usługi chmurowe, usługi dla przeglądarek internetowych czy internetowych platform handlowych. Jest to znacząca różnica w stosunku do RODO, które wprowadziło jednolity standard dla wszystkich podmiotów, przetwarzających dane osobowe w związku z działalnością w UE. Wykonywanie obowiązków określonych w KSCu może więc, choć nie musi, wiązać się z przetwarzaniem danych osobowych. Jeśli tak się stanie, podmiot zobowiązany musi zapewnić zgodność swojego działania nie tylko z przepisami w zakresie cyberbezpieczeństwa, ale również z RODO i właściwymi przepisami krajowymi w obszarze danych osobowych. Będzie to miało szczególne znaczenie w przypadku nakładania się na siebie regulacji dotyczących naruszeń bezpieczeństwa, dotykających danych osobowych i mogących powodować wysokie ryzyka dla osób fizycznych, których te dane dotyczą.

  1. Podejście oparte na ryzyku jest kluczem do KSCu

KSCu wprowadza konieczność prowadzenia analizy zagrożeń i podatności systemów informatycznych przez podmioty objęte działaniem ustawy. Muszą one również dostosować wdrażane przez siebie rozwiązania, zarówno techniczne, jak i organizacyjne, w sposób i w zakresie adekwatnym do zidentyfikowanych ryzyk (tzw. risk-based approach). W razie potrzeby na uczestniku Krajowego Systemu Bezpieczeństwa będzie ciążyć obowiązek wykazania, że przyjęte rozwiązania są odpowiednie i proporcjonalne dla stwierdzonych okoliczności. W praktyce oznacza to konieczność bardzo elastycznego podejścia do ustanowionych przepisów – podmioty objęte działaniem ustawy powinny posiadać zdolność sprawnego reagowania na zmieniające się uwarunkowania, a jednocześnie być w stanie uzasadnić i wykazać prawidłowość prowadzonych przez siebie działań. Część podmiotów, których dotyczy ustawa, może być już teraz dobrze przygotowana do wymagań KSCu, np. sektor finansowy lub energetyczny. Dla innych z kolei, np. niektórych dostawców usług cyfrowych, sprostanie wymogom KSCu może okazać się nie lada wyzwaniem i wymagać będzie częściowej zmiany kultury organizacyjnej.

Filozofia skoncentrowania działań organizacji na ocenie i analizie ryzyka stanowi także trzon RODO. Z tego względu doświadczenia nabyte w procesie wdrożenia rozporządzenia mogą być również przydatne w procesie implementacji wymogów KSCu w zobowiązanych do tego organizacjach.

  1. Zgłaszanie incydentów w terminie 24 godzin

KSCu przewiduje obowiązek zgłaszania incydentów właściwym organom, jednak różnicuje te obowiązki w zależności od rodzaju podmiotu i typu stwierdzonego incydentu. Jest to kolejny wymóg , który – choć na pierwszy rzut oka, przywodzi na myśl RODO – w rzeczywistości może stanowić kolejne, nowe i niełatwe wyzwanie dla podmiotów zobowiązanych do stosowania ustawy.

Jako incydent, zgodnie z art. 2 pkt 5 ustawy, zostało zdefiniowane każde zdarzenie, które ma lub może wpływać niekorzystnie na cyberbezpieczeństwo. Pojemna definicja obarcza zasadniczą odpowiedzialnością podmiot zobowiązany do stosowania ustawy. Zgodnie z zasadą risk-based approach będzie on zobowiązany nie tylko samodzielnie stwierdzić, czy ma do czynienia z incydentem, ale także zakwalifikować go do jednego z czterech rodzajów i podjąć stosowne działania. Definicje poszczególnych typów incydentów są skonstruowane w sposób, który może okazać się stosunkowo mało czytelny, co może komplikować proces wdrażania KSCu w codziennym stosowaniu.

  1. Wymogi dla dostawców usług

KSCu wprowadza również wymogi względem dostawców usług w zakresie cyberbezpieczeństwa. Choć tego typu usługodawcy nie są w sposób bezpośredni i całkowity objęci działaniem ustawy, to w przypadku świadczenia usług na rzecz operatorów usług kluczowych lub dostawców usług cyfrowych, będą musieli spełnić szereg wymogów w obszarze bezpieczeństwa informatycznego. Szczegółowo określone zostaną one w rozporządzeniu wykonawczym ministra ds. informatyzacji, który będzie również sprawować nadzór i kontrolę nad przedsiębiorcami.

Usługi w zakresie cyberbezpieczeństwa podlegają z reguły jednocześnie wymogom RODO. Z tego względu stosowanie ustawy w praktyce może skutkować kolejnym podwyższeniem standardów oczekiwanych od dostawców usług w zakresie szeroko rozumianego bezpieczeństwa informatycznego. Z drugiej strony, dostosowanie się do wymogów określonych na podstawie KSCu może zwiększyć przewagę konkurencyjną dostawców również w stosunku do zamawiających, niebędących zobowiązanymi do stosowania ustawy.

  1. Kary finansowe

Przewidziane w KSCu kary finansowe mogą zostać nałożone za szereg naruszeń, szczegółowo opisanych w ustawie. Za najpoważniejsze podmiot objęty ustawą może zapłacić karę nawet 200 000 zł. Z reguły jednak wysokość sankcji waha się od 15 do 50 tysięcy zł. Tylko w przypadku uporczywych naruszeń ustawy, właściwy organ może nałożyć karę w wysokości do 1 000 000 zł. Warto zwrócić uwagę również na fakt, że w pewnych przypadkach odpowiedzialność finansową za niedochowanie obowiązków ustawowych mogą ponieść także członkowie kadry zarządzającej. W takim przypadku odpowiedzialność kierownika jednostki organizacyjnej jest jednak ograniczona do wysokości 200% miesięcznego wynagrodzenia i zostanie nałożona jedynie w przypadku naruszenia zaledwie kilku, konkretnie wskazanych przepisów.

Autor: Małgorzata Kurowska, Kancelaria Maruta Wachta

Rozwój sztucznej inteligencji, czyli użyteczność kontra prywatność

Leszek Tasiemski – lider centrum cyberbezpieczeństwa F-Secure w Poznaniu
Leszek Tasiemski – lider centrum cyberbezpieczeństwa F-Secure w Poznaniu

Zobaczył ją w tramwaju, to była miłość od pierwszego wejrzenia. Wystarczyło jedno zdjęcie wykonane ukradkiem i system sztucznej inteligencji do rozpoznawania twarzy natychmiast odszukał jej nazwisko, profile na portalach społecznościowych i dane kontaktowe. Zarysowany scenariusz może być początkiem historii miłosnej lub wizją koszmaru związanego ze stalkingiem.

Chińska policja testuje okulary z wbudowaną kamerą, połączone z systemem AI (Artificial Intelligence) do rozpoznawania twarzy. Celem jest natychmiastowa identyfikacja osób poszukiwanych przez organy ścigania. Facebook niedawno wysłał do użytkowników zapytanie o zgodę na uruchomienie funkcji rozpoznawania twarzy. Rozwijanie tego typu technologii budzi sprzeciw nawet wśród tych, którzy je opracowują. Przykładowo, pracownicy firmy Amazon wyrazili protest wobec dostarczania algorytmów detekcji twarzy dla organów ścigania. Kilka tygodniu temu ponad stu pracowników Microsoftu wysłało list, w którym sprzeciwiali się, aby firma dostarczała usługi z zakresu przetwarzania w chmurze oraz sztucznej inteligencji dla amerykańskiej służby celnej i imigracyjnej.

Wydaje się, że znowu mamy do czynienia z sytuacją, kiedy postęp technologiczny i jego nagła adaptacja wyprzedza zdroworozsądkową ostrożność. Rozwój sztucznej inteligencji i prywatność nie idą w parze. Algorytmy będą w stanie bez najmniejszego problemu rozpoznać nasz wizerunek, a nawet głos, dopasować i połączyć dane zgromadzone na rozmaitych portalach społecznościowych (oraz randkowych), rozbijając ostatecznie iluzję anonimowości w sieci. Należy też pamiętać o ryzyku związanym z coraz bardziej powszechnymi asystentami głosowymi – najczęściej ceną wygody jest prywatność i postępujące cyfrowe obnażanie się.

Prawdopodobnie w najbliższych latach będziemy świadkami rozwoju metod manipulacji opartych na sztucznej inteligencji. Możliwe jest opracowanie algorytmów potrafiących perfekcyjnie udawać głos danej osoby (na podstawie kilkusekundowej próbki), a nawet generujących wideo osoby mówiącej swoim głosem i robiącej rzeczy, których nigdy nie zrobiła, ani nie powiedziała. To bardzo potężne narzędzia, które mogłyby trafić w ręce zarówno pospolitych oszustów, jak i agencji państwowych manipulujących opinią publiczną. Odróżnienie prawdy od fałszywej informacji (fake news) będzie coraz trudniejsze, może nawet niemożliwe.

Należy pamiętać, że twórcy rozwiązań wykorzystujących sztuczną inteligencję kierują się dobrymi intencjami, a ich motywacją jest zapewnienie wsparcia dla człowieka na różnych płaszczyznach życia. Możliwość podyktowania treści maila lub listy zakupów nawet w trakcie jazdy samochodem, zidentyfikowanie twarzy poszukiwanych przestępców dzięki inteligentnym systemom monitoringu czy odnalezienie starego przyjaciela – to tylko część funkcjonalności, które mają szansę poprawić naszą wydajność, bezpieczeństwo publiczne oraz kontakty międzyludzkie.

Zanim jednak inteligentne systemy staną się nieodzowną częścią naszego życia, warto rozważyć zarówno korzyści, jak i zagrożenia oraz upewnić się, że poświęcamy należytą uwagę środkom bezpieczeństwa. Obecnie większość technologii AI ma jedynie włącznik – używamy ich na sto procent albo wcale. Z czasem możemy się spodziewać rosnącej liczby ustawień pozwalających określić, jak dużo informacji o sobie chcemy udostępniać. Jako użytkownicy powinniśmy wymagać takiej możliwości od dostawców rozwiązań. Wtedy po dwóch stronach na szali stanie użyteczność oraz prywatność – istotne jest to, abyśmy sami mogli decydować o przechyleniu tej szali.

Employee relations, czyli jak zbudować efektywnie działający zespół

Jakub Kurzaj
Jakub Kurzaj

Klienci nie są najważniejsi. Pracownicy są najważniejsi. Jeśli zadbasz o swoich pracowników, oni zatroszczą się o klientów – twierdzi jeden z najpopularniejszych liderów biznesowych Richard Branson. Do zbliżonego wniosku dochodzi filozofia employee relations, która podobnie jak Branson zakłada, że motorem każdego biznesu są ludzie. Jak więc o nich zadbać, by stali się prawdziwym silnikiem odrzutowym firmy?

Pod pojęciem employee relations kryje się zarządzanie relacjami na linii pracodawca – pracownik. Dbanie o właściwą komunikację w firmie ma z jednej strony ograniczać nieporozumienia, z drugiej wpływać na efektywność zespołu i jego poszczególnych członków. Powszechnie wiadomo, że zadowolony pracownik to pracownik bardziej produktywny, lojalny i zaangażowany. Mniej powszechna jest wiedza na temat tego, co może zrobić firma, by pracownik był usatysfakcjonowany, a jego praca bardziej efektywna.

Jak podkopać morale i zepsuć relacje

Żeby zrozumieć dlaczego dbanie o employee relations jest tak ważne, dobrze wyobrazić sobie miejsce pracy, które jest dalekie od prawidłowego funkcjonowania. Jak pisze Daniel Goleman w swej książce „Inteligencja emocjonalna w praktyce. W jaki sposób inteligencja emocjonalna pomaga odnieść sukces zawodowy”, głównymi sposobami pozbawiania pracowników motywacji i osłabiania ich morale są: przeciążenie pracą, brak swobody, skąpe wynagrodzenie, zanik więzi międzyludzkich, niesprawiedliwość oraz konflikty wartości.

Łatwo się domyślić, że efektami tego będą mniejsza gotowość do wypełniania obowiązków i znoszenia trudów, jak również zmniejszające się poczucie odpowiedzialności i niewiara w sukces, czyli wszystko to, co powinno składać się na definicję morale. Toksyczne relacje w zespole przekładają się na jego niską efektywność, a ostatecznie brak właściwego funkcjonowania. Dla firmy oznacza to nie tylko realne starty finansowe, ale i upadek istotnej dla zarządzania kultury organizacyjnej.

Dobre praktyki skutecznego zespołu

Myśląc o zarządzaniu relacjami w firmie dobrze jest wziąć pod uwagę dwa podejścia do tej kwestii: formalne oraz to mniej oficjalne. Idąc pierwszym tropem można stworzyć specjalną funkcję konsultanta employee relations czy też dedykować osobę do wprowadzania i nadzorowania polityki w tym zakresie. Dobrze jest zastanowić się także nad spisanym dokumentem, w którym określone zostaną zasady mówiące o filozofii oraz procedurach firmy dotyczących stosunków na płaszczyźnie pracodawca – pracownik. Nie mniej istotne będą kwestie codziennej praktyki, które nie muszą być aż tak sformalizowane, ale mogą równie mocno wpływać na wewnątrzfirmowe relacje.

– Wiadomo, że zawodowe obowiązki są ważne, ale tak samo ważne są stosunki międzyludzkie w miejscu pracy. Często nie trzeba wiele, by o nie właściwie zadbać. Wspólne świętowanie sukcesów, małe firmowe uroczystości czy choćby chwila przerwy na posiłek i luźną rozmowę potrafią przynieść bardzo pozytywny efekt. Świetnym pomysłem może okazać się kolacja w ciemności, którą organizują wybrane restauracje w kilku miastach Polski. Przy dobrym posiłku, lampce wina, a do tego, w zapewniającym sporą anonimowość mroku, swobodniej rozmawia się nawet na trudniejsze tematy.

Dobrym sposobem na budowanie relacji w zespole może być również dostarczenie pracownikom dawki adrenaliny podczas wspólnego przeżycia takiego jak spływ pontonem czy wyścigi na gokartach – mówi Jakub Kurzaj z firmy Wyjątkowy Prezent.

Właściwa komunikacja i wewnętrzny PR

Podstawą odpowiedniego employee relations są relacje oparte na zaufaniu. Zaufanie buduje się  natomiast m.in. poprzez uczciwą i stałą komunikację. Chcąc liczyć na zaangażowanie pracownika trzeba zadbać o to, by wiedział on co dzieje się w firmie i nie był zaskakiwany nagłymi decyzjami, które mogą wpływać na jego pracę. Równie ważne jest to, by komunikacja przebiegała dwukierunkowo. Jeśli głos pracownika jest wysłuchany, rośnie w nim poczucie wpływu, a także przywiązanie i odpowiedzialność za miejsce pracy. Jest to istotne również z punktu widzenia wewnętrznego PR, poprzez który firma buduje swój pozytywny wizerunek w oczach pracowników.

Warto także zwrócić uwagę na to, że komunikacja w firmie odbywa się nie tylko na płaszczyźnie dwubiegunowej, lecz równie często w wielu kierunkach, na linii pracownik – pracownik. Nie chodzi tu jedynie o rozmowy przy kawie, ale codzienną komunikację między poszczególnymi działami czy osobami w zespole. Jeśli relacje między pracownikami będą zaburzone, podobnie stanie się z komunikacją między nimi, co z kolei przełoży się na zauważalny spadek efektywności. Budując właściwe relacje pracodawcy z pracownikami oraz wśród samych pracowników można uniknąć tego typu zagrożeń.

Zarządzanie różnorodnością, docenianie indywidualności

– Employee relations oznacza również zarządzanie różnorodnymi osobowościami, co często nie jest łatwe. Każdy człowiek jest inny, każdy ma swoje własne potrzeby, styl pracy, wrodzone zdolności, ale też czasem cechy, które okazują się problematyczne. Rolą managera jest umiejętnie je rozpoznać i tak skonstruować zespół, by każdy jego członek mógł w najlepszych dla siebie warunkach wykorzystywać pełnię swoich możliwości. Budując skuteczny zespół i właściwe relacje należy podążać za potrzebami grupy np. organizując spotkania integracyjne. Istotne jest również zwrócenie uwagi na każdego pracownika z osobna – umożliwiając realizację jego pasji, nawet tak oryginalnych jak spadochroniarstwo czy jazda czołgiem – dodaje Jakub Kurzaj z firmy Wyjątkowy Prezent.

Jedną z najbardziej efektywnych metod budujących wartościowe employee relations jest podejście, w którym pracownik traktowany jest, nie jak opłacany wykonawca pracy, lecz jak udziałowiec firmy. Dzięki temu jej sukces staje się sukcesem każdego z zatrudnionych i podobnie każdego z nich dotyka ewentualna porażka. Mając poczucie bycia wartościową częścią zespołu, pracownicy stają się bardziej zintegrowani, zaangażowani i odpowiedzialni za miejsce, w którym pracują. Jak mówi Richard Branson – Dobrzy ludzie nie tylko są kluczowi dla firmy, oni są firmą! Dbanie o dobre relacje z pracownikami oraz wychodzenie naprzeciw ich potrzebom oznacza więc realizację strategii HR, która przekłada się wprost na właściwe funkcjonowanie firmy i jej biznesowy sukces.

Rafał Benecki: Przedsiębiorstwa w Polsce nadal niechętnie inwestują

Sytuacja w polskiej polityce i gospodarce jest różnie odbierana przez inwestorów finansowych i przedsiębiorstwa. Pierwsi odbierają ją dosyć pozytywnie. Instytucje, które kupują polski dług, obligacje i pożyczają pieniądze od rządu patrzą na stan koniunktury i sytuację budżetu. Polskie PKB rośnie w tempie ponad 5 proc., deficyt spada i w tym roku wyniesie ok. 1,5 proc. Rząd emituje mniej długu niż planowano. W związku z tym pieniądze mogą być pożyczane taniej, niż jeszcze kilka miesięcy temu. Perspektywa, z jaką patrzą inwestorzy, to 1-2 lata. Sytuacja wygląda całkiem nieźle, a więc koszt pożyczek spada. Nie wszystko jednak wygląda aż tak dobrze w tzw. gospodarce realnej.

–  Firmy czują się niepewnie i nie chcą inwestować. Łączne inwestycje w całej gospodarce rosną w tempie 10 proc., ale to głównie zasługa 30-procentowego wzrostu inwestycji publicznych, współfinansowanych z środków unijnych – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, analityk ING Banku Śląskiego – Prywatne przedsiębiorstwa, spółki Skarbu Państwa inwestują dość niechętnie. W ubiegłym roku ich nakłady na ten cel nie zwiększały się, a w tym roku rosną w tempie 3-4 proc. Przy tak dobrym stanie koniunktury to bardzo słaby wynik i duża anomalia. Obecnie wzrost inwestycji powinien być przynajmniej dwucyfrowy. Firmy nie inwestują ze względu na niepewność związaną ze zmianami legislacyjnymi. Obawiają się bardzo rygorystycznej polityki podatkowej i pojawiających się nowych obciążeń. Klimat inwestycyjny nie sprzyja podejmowaniu prywatnych inwestycji. Percepcja przedsiębiorstw jest w tym zakresie dużo gorsza niż inwestorów finansowych – podsumował Benecki.