Niewielki spadek kursu euro wobec dolara oraz mały wzrost kursu euro wobec złotego

Mocniejsze wzrost inflacji w pozostałych krajach regionu Europy Środkowo-Wschodniej prowadzi do mocniejszego wzrostu rentowności obligacji niż w Polsce. Wojna handlowa z USA na razie bez wpływu na chińską gospodarkę, ale juan i złoty lekko słabną.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Środa przywiosła niewielki spadek kursu euro wobec dolara (poniżej poziomu 1,16) oraz mały wzrost kursu euro wobec złotego (powyżej poziomu 4,26).

Głównym wydarzeniem dna na rynku walutowym była publikacja danych handlowych z Chin. W obliczu eskalacji wojny handlowej na linii USA-Chiny, rynki szukały w tych danych sygnałów ewentualnego spowolnienia gospodarczego. Dane pokazały, że chiński popyt wewnętrzny trzyma się mocno (w lipcu import liczony w CNY wzrósł o 20,9% w skali rok do roku, wobec 6% miesiąc wcześniej). Eksport wzrósł wolniej (6% wobec 3% poprzednio) przez co nadwyżka handlowa spadła z 261,88 mld do 176,96 mld CNY. Wartym odnotowania jest jednak fakt, że nadwyżka w handlu z USA spadła jedynie nieznacznie (z 28,9mld do 28,1 mld USD), co póki co wskazuje na mały wpływ wojny handlowej na przychody chińskich eksporterów. W środę USA podały, że 23 sierpnia wejdzie w życie zapowiadana wcześniej druga transza 25% ceł na import z Chin o wartości 16 mld dolarów (pierwsza obejmowała import o wartości 34 mld dolarów). W rezultacie chińska waluta uległa dalszej deprecjacji, co przełożyło się również na niewielkie osłabienie złotego wobec euro. Naszym zdaniem kurs EUR/PLN zakończył już fazę korekty spadkowej i kolejne dni i tygodnie przyniosą stopniowe osłabienie polskiej waluty zarówno wobec euro jak i dolara.

Ostatnia sesja przyniosła dalszą stabilizację rentowności obligacji na świecie, co wynikało z relatywnie pustego kalendarza publikacji makroekonomicznych. Zmiany cen papierów były niewielkie i nie stanowiły zmiany ostatnio obserwowanych trendów. Niewielki ruch w górę krzywej dochodowości w USA w ostatnich tygodniach odzwierciedla wzrost krótkiego pozycjonowania na amerykańskich obligacjach powodowaną zwiększoną emisją długu.

W regionie CEE najważniejszym wydarzeniem w tym tygodniu są publikacje danych inflacyjnych. Na Węgrzech inflacja w lipcu wzrosła o 3,4% r/r, okazując się wyższa od oczekiwań. Wzrost inflacji prowadzi do spadku wzrostu rentowności węgierskich obligacji, które w sektorze 10-letnim przesunęły się o ponad 100pb w górę od początku roku. Zdecydowanie wyższa inflacja na Węgrzech niż w Polsce (flash w lipcu: 2% r/r) zaczęła przyczyniać się do spadku spreadu polskich obligacji nad węgierskimi, który w sektorze 10-letnim obecnie znajduje się na ujemnych poziomach. Pomimo bardzo łagodnego nastawienia Narodowego Banku Węgier, taki ruch był możliwy, gdyż coraz mniejszą skutecznością charakteryzują się niekonwencjonalne działania w polityce monetarnej. Spread polskich papierów nad czeskimi może również kontynuować spadki, do czego mogą przyczynić się publikowane w czwartek dane. Narodowy Bank Czeski zapowiedział, że może kontynuować swój cykl podwyżek stóp procentowych, a utrzymywanie się inflacji powyżej celu może wspierać takie decyzje.

Wykres dnia: Mocniejszy wzrost inflacji na Węgrzech niż w Polsce przyczynił się do spadku spreadu obligacji 10-letnich poniżej zera, nawet pomimo bardziej łagodnej polityki monetarnej MNB niż NBP.

Mocniejszy wzrost inflacji na Węgrzech niż w Polsce przyczynił się do spadku spreadu obligacji 10-letnich poniżej zera
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Jarosław Kosaty, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Ropa i miedź z potencjałem do wzrostów – komentarz surowcowy Aforti Exchange

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI
Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Cena ropy idzie lekko w górę wskutek zmniejszenia wydobycia przez Arabię Saudyjską, która w lipcu 2018 roku obniżyła poziom produkcji do 10,3 mln b/d, co stanowi spadek o 189 tys. b/d względem czerwca 2018. Nie bez znaczenia dla wyceny ropy jest również wejście w życie pierwszej transzy amerykańskich sankcji na Iran.

Finalnie – notowania OIL.WTI sięgnęły ponad 69 USD za baryłkę, a wycena Brent wzrosła do ponad 74 USD za baryłkę. Według analityków Aforti Exchange – większych zmian na rynku ropy trzeba spodziewać się w ostatnim kwartale 2018 roku. Na listopad 2018 przewidziana bowiem została kolejna seria restrykcji, wymierzona przez USA w irański sektor naftowy i gazowy oraz w irański bank centralny.

Z kolei nerwowa sytuacja na rynku miedzi nieco się ustabilizowała po oddaleniu perspektywy miesięcznego strajku w największej na świecie, chilijskiej kopalni Escondida. Surowiec lekko tracił na wartości, ale cały czas broni kluczowego wsparcia, co skutkować może wzrostem cen
w kolejnych tygodniach.

Ropa w odwrocie – cena lekko w górę z potencjałem do dalszych wzrostów

Źródło: Aforti Exchange - notowania ropy  w układzie miesięcznym
Źródło: Aforti Exchange – notowania ropy
w układzie miesięcznym

Notowania ropy WTI wciąż dążą do testu lokalnego oporu w cenie 70.05 USD. Na przeszkodzie stoi jednak bariera 70 USD, która już drugi raz z rzędu spowodowała cofnięcie.

Dopóki jednak notowania pozostają powyżej naruszonego kanału spadkowego, oczekujemy kolejnych prób rozwinięcia wzrostów do bariery średnioterminowej w cenie 71.35 USD.

Miedź broni kluczowego wsparcia

Zgodnie z oczekiwaniami, lokalny szczyt poprzedniej struktury wzrostowej (a) w cenie 275.50 USD zatrzymał przecenę na rynku miedzi. W końcówce lipca i na początku sierpnia 2018 widoczne było również odreagowanie, które może okazać się początkiem ruchu w rejon 38.2-proc. zniesienia poprzedniej fali spadkowej, a więc realnym celem popytu może okazać się poziom 300 USD.

Warunkiem wzrostu cen miedzi jest oczywiście utrzymanie się strefy 275.50 – 277.20 USD w bieżącym tygodniu.

Aforti Exchange_notowania miedzi w układzie miesięcznym_lipiec 2018
Źródło: Aforti Exchange – notowania miedzi w układzie miesięcznym

Plaga niekontrolowanych odejść pracowników. Sposoby na opanowanie kryzysu personalnego

Odpowiedzi na pytanie, jak opanować kryzys personalny w firmie, skrywają bolączki pracowników. Znając prawdziwe przyczyny, dla których składają wypowiedzenia, można skutecznie ich zatrzymać.

Z „Badania satysfakcji i preferencji wynagrodzeń” przeprowadzonego przez Monster Polska wynika, że 65 proc. polskich pracowników przyznaje, że główną motywacją do zmiany firmy są pieniądze. Jednak lawinowych odejść trzeba upatrywać nie w tylko w wynagrodzeniach. To skrzyżowanie różnych czynników. 56 proc. badanych poszukuje nowego pracodawcy, bo chce pracować w dobrej atmosferze, 37 proc. – szuka rozwoju zawodowego, 25 proc. – pragnie interesującej pracy, 18 proc. – oczekuje wyzwań, po 15 proc. – chce mieć więcej czasu wolnego i krótszy dojazd do firmy.

Doceniony pracownik czuje się potrzebny

Powodem rezygnacji bywa także fakt, że pracownicy czują się niepotrzebni. Zdarza się, że mówią, „dla firmy się nie liczę”, „nie ja, to ktoś inny”, Poczucie niedocenienia sprawia, że pojawiają się myśli o odejściu. Negatywne emocje pogłębiają rozmowy z innymi pracownikami w podobnej sytuacji.

Antidotum na złe odczucia jest zainteresowanie się pracownikiem. Wzorcowo zrobił amerykański pracodawca, o którym niedawno rozpisywały się media na całym świecie. Otóż pracodawca zatrudnił 20-letniego studenta, któremu dzień przed rozpoczęciem pracy zepsuł się samochód. Młody pracownik postanowił więc wyruszyć do firmy na piechotę w środku nocy. Miał do przebycia 32 kilometry. Pod koniec drogi studentem zainteresował się przejeżdżający obok patrol policji. Funkcjonariusze zaoferowali mu podwiezienie. Kiedy szef firmy organizującej przeprowadzki, dowiedział się o determinacji nowego pracownika, był pod wrażeniem. Uznał, że to pracownik, który może odnieść sukces. W ramach nagrody za wysiłek sprezentował studentowi Forda Escape z 2014 r. Internauci komentowali: „W Ameryce to potrafią docenić pracownika”.

Zaplanowana rozmowa szefa firmy z zespołem

W momencie, w którym pracownicy składają wypowiedzenie jedno po drugim, trzeba działać. Lawinowe zwolnienia nigdy nie są przypadkowe. Oznaczają, że zespół od dłuższego czasu borykał się z problemami, omawiał je we własnym gronie i w końcu zaczął działać. Najlepiej zaprosić pracowników na spotkanie i przyznać, że zauważyliśmy problem. Zapytać członków zespołu co sprawia, że nie czują zadowolenia z pracy. W kolejnym kroku warto opowiedzieć o sytuacji w firmie, wyjaśnić strategię i powody braku podwyżek. Należy też przedstawić cele na przyszłość. Pracownicy lubią mieć pewność zatrudnienia i chcą wiedzieć, jakie firma ma plany.

Na spotkaniu warto także zaproponować rozwiązanie najpilniejszych problemów. Jeśli utrudnieniem dla zespołu jest fakt, że biuro działa punktualnie od 9, można zaproponować uelastycznienie godzin np. między 8 a 10.

Dobrze jest zakończyć spotkanie niespodzianką dla zespołu. Mogą być to vouchery dla dwóch na dowolny seans kinowy, które pozwolą na relaks po pracy. Ważne, aby mieć doskonale zaplanowany plan spotkania, aby kontrolować jego przebieg i doprowadzić do szczęśliwego finału.

Zadbanie o atmosferę

Jedna rozmowa nie wystarczy. Trzeba odbudować pozytywną atmosferę w pracy. Do tego potrzebny jest jednak czas i konsekwentne działanie. Atmosferę można budować na co dzień (miłą rozmową, zaangażowaniem pracowników we wspólne dziania charytatywne), ale także okazjonalnie (poprzez organizację firmowych świąt czy poprzez wyznaczenie nagrody miesiąca). Poza tym pracownicy dobrze czują się w firmie, w której szef nie robi problemów w momencie, gdy pracownik potrzebuje urlopu lub home office.

„Kiedy już atmosfera zacznie się poprawiać, a problemy zostaną wyjaśnione, warto zorganizować imprezę integracyjną. Firmowe spotkanie otworzy nowy, lepszy etap.” – radzi Aleksandra Pocheć, ekspertka serwisu rekrutacyjnego Monster Polska.

Wyniki finansowe Banku Pekao S.A po pierwszym półroczu 2018 roku

  • Skonsolidowany zysk netto Banku Pekao S.A. wyniósł w pierwszym półroczu 2018 r. 932,1 mln zł, co przełożyło się na wzrost o +7,3%[1] r/r i poprawę rentowności ‘RoE’ o 24bps r/r do poziomu 8,2%
  • Dochody z działalności banku komercyjnego2 wzrosły o 9% r/r
  • Wzrost wyniku odsetkowego do 2 441 mln zł, o +8,4% r/r przy ekspansji marży odsetkowej o +5bps r/r do 2,82%
  • Wzrost wolumenów kluczowych produktów kredytowych w bankowości detalicznej do 61 297 mln, o +14,1% r/r
  • Konsekwentny wzrost bazy aktywnych użytkowników bankowości mobilnej do 1 126 tys., o +44% r/r
  • Utrzymanie wiodącej na rynku pozycji kapitałowej – współczynnik wypłacalności ‘Total Capital’ wyniósł 17,4% a współczynnik Tier 1 16,3%
  • Bank pozostaje liderem w sektorze w zarządzaniu ryzykiem przy wskaźniku kosztów ryzyka na poziomie 35bps w 1H’18
  • Dzięki wprowadzanej inicjatywie Cyfrowej Transformacji Bankowości Detalicznej Pekao przyspiesza działania ukierunkowane na podnoszenie efektywności operacyjnej w kluczowych segmentach
Michał Krupiński
Michał Krupiński

 – Zgodnie z założonymi celami Strategii 2020, dynamicznie zmieniamy Bank Pekao S.A. w lepszą i bardziej efektywną organizację, co pokazały wyniki 2go kwartału i całej pierwszej połowy 2018 roku. Każdy kolejny kwartał to wdrażanie nowych inicjatyw produktowych oraz dalsze upraszczanie i ulepszanie procesów obsługi naszych klientów. Wzrost bazy klientów we wszystkich segmentach w pierwszej połowie roku jest najlepszym wyznacznikiem zmian, które realizujemy w Banku i miarą zaufania, jakim obdarzają nas klienci. Po sukcesie Konta Przekorzystnego, wprowadziliśmy Pakiet Świat Premium, dla zamożnych klientów oraz w ostatnim tygodniu czerwca Konto Przekorzystne Biznes dla mikro-firm. Nowa oferta pozwoliła na otworzenie do tej pory 200 tys. nowych rachunków i pozyskanie 1 mld zł depozytów. Oprócz zmian w ofercie, modernizujemy Bank od środka, aby nasze działania były efektywne. Dobrym przykładem takich rozwiązań jest uproszczona, zautomatyzowana ścieżka odnowień kredytów dla MŚP w rachunku bieżącym. Nowa firma z segmentu MŚP, oczekuje na decyzję kredytową maksymalnie 5 dni. Te działania spowodowały wzrost wolumenów kredytowych segmentu MŚP o +9% i co za tym idzie zwiększenie udziałów rynkowych. Będziemy kontynuować ten proces – powiedział Michał Krupiński, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.

Konsekwentna poprawa zysku netto pomimo kosztów jednorazowych. Bank Pekao S.A. zaraportował po pierwszym półroczu 2018 wzrost skonsolidowanego zysku netto 2,9% r/r do 932,1 mln zł (7,3% r/r po wyłączeniu kosztów jednorazowych3). Konsekwentna realizacja strategii umożliwiła poprawę o +6,6% zysku operacyjnego brutto. Dynamiczna poprawa zysku operacyjnego odzwierciedla wzrost o +5,8% r/r przychodów operacyjnych. Bank pokazał poprawę kluczowych wskaźników rentowności tj. marży odsetkowej o 5pb do 2,82%, wzrost wskaźnika ROE do 8,2% o +24 bp r/r. i poprawę pozycji kosztów do dochodów o 42pb do 45,1% po wyłączeniu kosztów jednorazowych3.

– Z kwartału na kwartał Bank poprawia osiągane wyniki finansowe. Co istotne, oprócz poprawy samego wyniku, jego struktura jest coraz lepsza. Pekao charakteryzuje się silną dynamiką dochodów z działalności komercyjnej, wszystkie linie biznesowe zanotowały poprawę dochodów i zysku operacyjnego. Bank utrzymał wysoką, ponad 8% dynamikę wzrostu wyniku odsetkowego. Dyscyplina cenowa i dobre wyniki sprzedażowe wyżej marżowych produktów detalicznych wspomogły dalszą poprawę marży odsetkowej. Cieszy nas, iż poprawiamy dynamiki sprzedaży i rentowności przy utrzymaniu siły kapitałowej i pozycji lidera w zarządzaniu ryzykiem – powiedział Tomasz Kubiak Wiceprezes Zarządu Banku, nadzorujący Pion Finansowy.

Kolejne rekordowe półrocze bankowości detalicznej.

Wysoka sprzedaż kluczowych kredytów. W pierwszym półroczu 2018 r. Bank kolejny raz osiągnął dwucyfrowy poziom wzrostu portfela kluczowych kredytów detalicznych, których wolumen w ujęciu rocznym wzrósł o +14,1% do 61,3 mld zł przy zachowaniu dyscypliny cenowej. Bank osiągnął najwyższy w historii wynik w sprzedaży kredytów hipotecznych, udzielając kredytów na kwotę blisko 5,3 mld zł, dynamika nowych kredytów utrzymała się na poziomie dwucyfrowym +10,2% w ujęciu rocznym, co przełożyło się na udziały rynkowe w nowej sprzedaży na poziomie ponad 20% i utrzymanie silnej pozycji drugiego kredytodawcy hipotecznego w Polsce. Bank zwiększył penetrację ubezpieczeń dla sprzedawanych kredytów  hipotecznych poprawiając swoją pozycję w segmencie bancassurance. W czerwcu ponad 40% klientów zdecydowało się na zakup ubezpieczenia CPI do kredytu hipotecznego w Banku w porównaniu do 9% w analogicznym okresie roku ubiegłego.

Nowa oferta rachunków doceniona przez klientów. Czerwiec był rekordowym miesiącem pod względem sprzedaży Kont Przekorzystnych, Bank otworzył ich ponad 32 tys. W I półroczu 2018 roku Bank otworzył 152 tys. nowych rachunków ROR, tj. o 32% więcej w porównaniu do I półrocza 2017 roku. W drugim półroczu przewidywane jest dalsze zwiększenie sprzedaży dzięki atrakcyjnej ofercie kont oszczędnościowych, konkurencyjnej ofercie dla młodych klientów i dedykowanej ofercie dla obywateli Ukrainy oraz ofercie dla klientów zamożnych z nowym pakietem Świat Premium. Pozytywne trendy odnotowano również w obszarze produktów inwestycyjnych, gdzie sprzedaż netto po I półroczu była 2,7x wyższa niż w analogicznym okresie poprzedniego roku

Lider bankowości mobilnej. Drugi kwartał 2018 roku to czas dużych zmian w aplikacji PeoPay. Aplikacja mobilna Banku Pekao S.A. została wzbogacona o kody Blik oraz możliwość dodawania wirtualnej karty do Apple Pay. To ostatnie rozwiązanie jest unikalne na polskim rynku. Do PeoPay został dodany również wirtualny kantor wymiany walut, a sama aplikacja dostępna jest także w języku ukraińskim. Bank kontynuował wzrost liczby aktywnych użytkowników bankowości mobilnej w tempie +44% r/r. Na koniec czerwca Pekao posiada 1 126 tys., aktywnych użytkowników bankowości mobilnej. Pekao może pochwalić się największą liczbą klientów płacących smartfonami zbliżeniowo, w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku liczba ta wzrosła o +38%, do 336 tys. Bank sukcesywnie zwiększa penetrację produktów kredytowych w bankowości mobilnej. W I półroczu 2018 roku Bank udzielił w ramach procesu „na klik” o +50% więcej pożyczek w porównaniu do I półrocza 2017 roku, blisko co trzecia pożyczka udzielona została w tym procesie.

Cyfrowa Transformacja Detalu – Flagowa inicjatywa strategiczna. Program cyfrowej transformacji bankowości detalicznej to 70 zaawansowanych technologicznie inicjatyw, których celem jest  rozwój sprzedaży i pozycja lidera jakości w kanałach zdalnych, dzięki wdrażaniu najnowocześniejszych usług cyfrowych i nowoczesnych metod płatności. Na uwagę zasługuje wdrożony front-end omnichannel dla różnych kanałów dzięki któremu możliwe jest otwarcie ROR w ciągu 10 minut wraz z szeroką paletą produktów (konto oszczędnościowe, karta wielowalutowa, konto walutowe, bankowość mobilna PeoPay) w pełni cyfrowym procesie.      

Inteligentny wzrost w bankowości korporacyjnej. Pekao konsekwentnie realizuję strategię dla bankowości korporacyjnej. Dochody z działalności komercyjnej rosły o 8,6% r/r przy selektywnej alokacji wolumenu kredytowego (wzrost 3,3% r/r) zorientowanego na dynamiczny wzrost w perspektywicznym segmencie MID (wzrost o 11,5% r/r). Segment konsekwentnie realizuje strategię uproduktowienia klientów korporacyjnych, dzięki rozbudowanej ofercie oraz silnym relacjom z klientami. Przekłada się to m.in. na dynamiczny wzrost w leasingu oraz factoringu o ~18% r/r i po raz kolejny wiodącej roli w najważniejszych transakcjach na rynku kapitałowym w Polsce.

Dalszy rozwój Bankowości MŚP. Utworzenie dedykowanego Pionu MŚP przynosi wymierne efekty biznesowe. Przychody z tego segmentu klientów wzrosły o +14,1% r/r do 231 mln zł. Sprzedaż produktów kredytowych wzrosła o 17,0% r/r, z czego dzięki zwiększeniu uproduktowienia klientów, wartość sprzedaży produktów leasingowych wzrosła o 48,6%.

Bankowość Prywatna. W I półroczu 2018 roku w Bankowości Prywatnej kontynuowano działania ukierunkowane na akwizycję nowych klientów oraz optymalizację w zakresie zarządzania aktywami. W efekcie tych działań blisko 170 nowych klientów objętych zostało obsługą w ramach Bankowości Prywatnej, a wartość nabycia produktów inwestycyjnych wyniosła około 700 mln zł.

[1] Dynamika liczona od zysku pro-forma za 2017, z wyłączeniem jednorazowego kosztu programu odejść emerytalnych, w kwocie blisko 50 mln zł

2 Segmenty komercyjne banku: Bankowość Detaliczna i Mikro, MŚP, Korporacyjna i Prywatna

3 PLN 49,8m koszt brutto w 1H’18 programu dobrowolnych odejść

BLIK po pierwszym półroczu 2018 roku

W drugim kwartale 2018 roku Polski Standard Płatności odnotował kolejne wzrosty liczby transakcji BLIKIEM we wszystkich kanałach. W tym czasie Polacy zrealizowali ich ponad 18,5 miliona. Oznacza to, że w sumie w pierwszym półroczu 2018 roku użyto BLIKA niemal 33 miliony razy – tyle samo, ile w całym 2017 roku.

BLIK zamyka drugi kwartał 2018 roku z kolejnymi rekordami. Z 18,5 mln transakcji najwięcej odnotowano płatności w internecie – 70 proc., czyli 12,9 mln. To o 23 proc. więcej niż w poprzednim kwartale. Rośnie także popularność pozostałych kanałów. W ciągu ostatnich trzech miesięcy Polacy zrealizowali 3,5 mln wpłat i wypłat BLIKIEM z bankomatów, czyli o 35 proc. więcej niż w pierwszym kwartale. Wypłaty stanowią 19 proc. wszystkich transakcji w okresie od kwietnia do czerwca.

Najdynamiczniej, bo prawie dwukrotnie w porównaniu z pierwszym kwartałem, wzrosła liczba płatności w sklepach stacjonarnych, których było ponad milion (6 proc. wszystkich transakcji). Pozostałe 5 proc. stanowiły przelewy na numer telefonu, których było aż 990 tysięcy, czyli o 32 proc. więcej niż w pierwszym kwartale 2018 roku.

Dariusz Mazurkiewicz
Dariusz Mazurkiewicz

– W ciągu sześciu miesięcy Polacy płacili, wypłacali i przelewali BLIKIEM niemal 33 miliony razy. Tempo wzrostu popularności BLIKA w Polsce jest cały czas wysokie. Polacy przekonali się do standardu BLIKA w aplikacjach swoich banków – mówi Dariusz Mazurkiewicz, prezes Polskiego Standardu Płatności, operatora BLIKA.

Porównując drugi kwartał 2018 r. z analogicznym okresem ubiegłego roku, liczba transakcji w internecie wzrosła trzykrotnie, podobnie jak liczba przelewów na numer telefonu. Płatności w sklepach stacjonarnych było 2,5 razy więcej, natomiast liczba wpłat i wypłat z bankomatów wzrosła o ponad 80 proc.

– Na popularność BLIKA wpływa jego wygoda, bezpieczeństwo i szybkość, a także poszerzająca się nieustannie sieć akceptacji i banków, które udostępniają usługę. W ostatnim półroczu do banków, które posiadają BLIKA w swoich aplikacjach mobilnych dołączyły trzy nowe: Raiffeisen Polbank, Credit Agricole oraz Bank Pekao S.A. BLIKIEM zapłacimy już w całym polskim e-commerce, a także w 290 tys. terminali płatniczych oraz wypłacimy lub wpłacimy gotówkę w 19 tys. bankomatów. Wszystkie te elementy sprawiają, że BLIK już jest dla wielu Polaków pierwszym płatniczym wyborem – podkreśla Dariusz Mazurkiewicz.

W drugim kwartale Polacy wykonywali średnio 203 tys. transakcji BLIKIEM dziennie. Było to średnio 142 tys. płatności w internecie, 38 tys. transakcji w bankomatach, 12 tys. płatności w terminalach płatniczych i 11 tys. natychmiastowych przelewów na telefon. Dzienny rekord transakcji BLIKIEM łącznie wyniósł aż 271 tys., a w samym internecie 191 tysięcy.

Dzięki BLIKOWI miliony Polaków mogą bezpiecznie i wygodnie, korzystając ze smartfona, płacić w internecie i tradycyjnych sklepach, wypłacać i wpłacać gotówkę z bankomatów oraz przelewać natychmiastowo pieniądze innym użytkownikom na numer telefonu bez znajomości ich rachunku bankowego. BLIK to jedna z najszybszych metod płatności w sklepach internetowych oraz mobilnych.

BLIK stanowi ogólnokrajowy, powszechny standard płatności, który wykorzystuje najnowocześniejsze technologie informatyczne. Możliwość skorzystania z BLIKA w aplikacjach bankowości mobilnej ma obecnie ok. 90 proc. wszystkich klientów krajowych instytucji finansowych. Za rozwój systemu odpowiada spółka Polski Standard Płatności (PSP). PSP stale rozwija możliwości BLIKA tak, aby system był jak najbardziej funkcjonalny dla jego użytkowników.

Udziałowcami spółki PSP jest sześć polskich banków: Alior Bank, Bank Millennium, Bank Zachodni WBK, ING Bank Śląski, mBank, PKO Bank Polski. Z BLIKA mogą korzystać również klienci Getin Banku, BGŻ BNP Paribas, Raiffeisen Polbanku, Credit Agricole, Pekao SA, Inteligo, Orange Finanse i T-Mobile Usługi Finansowe.

Dolar nowozelandzki ponosi ciężkie straty i to raczej nie koniec

Gołębi wydźwięk posiedzenia RBNZ był ożywczym wydarzeniem ostatnich 24 godzin z geopolitycznymi przebłyskami tu i ówdzie. NZD ponosi ciężkie straty i to raczej nie koniec. Reszta przestrzeni FX jest w miarę stabilna w obliczu kalendarza zdominowanego przez drugorzędne dane.

NZD/USD jest najniżej od marca 2016 r. i RBNZ wczoraj dał wyraźne uzasadnienie dla takiej reakcji. Dostaliśmy rewizję w dół prognozy wzrostu, obniżoną ścieżkę dla stopy OCR (prognoza podwyżki odsunięta o pół roku na III kw. 2020 r.), a scenariusz w przypadku materializacji negatywnych ryzyk zakłada teraz obniżkę nie o 50 pb, a o 100 pb. Innymi słowy bank widzi, że w gospodarce jest nieco gorzej, co wiąże mu ręce na dłużej, a jeśli będzie jeszcze gorzej, to będzie trzeba zrobić więcej w stronę luzowania. A w obliczu globalnych napięć handlowych poprzeczka do negatywnej rewizji perspektyw wzrostu nie jest zawieszona wysoko. Późniejsza konferencja prasowa prezesa Orra była bardziej wyważona (dwustronne ryzyka dla wzrostu), choć z podkreśleniem świadomości zagrożeń. Ogólnie w szufladkowaniu głównych banków centralnych na gołębie lub jastrzębie RBNZ wyraźnie wysyła się do pierwszego obozu. Będzie to istotne w kolejnych miesiącach, kiedy zmienność się ożywi, rynek zapomni o wojnach handlowych i skupi na fundamentach. Presja na NZD pozostanie, gdyż nie ma obecnie powodu, by spodziewać się jastrzębiej zmiany nastawienia RBNZ. Ponadto na pozbawionym w ostatnich dniach emocji rynku inwestorzy wreszcie otrzymali „soczysty” kąsek i łatwo go nie oddadzą.

USD/CAD ma za sobą rollercoaster za sprawą ropy naftowej, Arabii Saudyjskiej i przecieków z negocjacji NAFTA. Sporego zamieszania narobiła informacja, że w wyniku sporu dyplomatycznego między Kanadą i Arabią Saudyjską (premier Trudeau skrytykował aresztowanie saudyjskiej aktywistki), Rijad nakazał bankowi centralnemu i krajowym funduszom wyprzedaż kanadyjskich aktywów. Kwota wchodząca w grę nie jest duża i nie powinna mieć wyraźnego wpływu na CAD, ale informacja stała się pretekstem do ruchu podsycanego przeceną ropy naftowej. Jak jednak niestabilny jest rynek CAD pokazał dynamiczny odwrót do spadków USD/CAD po doniesieniach, że USA i Meksyk porozumiały się w sprawie wymiany handlowej samochodów, co otwiera drogę do dalszych negocjacji porozumienia NAFTA. Nie sądzę, aby „czynnik saudyjski” miał się utrzymać na dłużej, a oczekiwania wobec NAFTA (i implikacje dla zacieśniania polityki BoC) w dłuższym horyzoncie powinny odgrywać większą rolę. Dziś uwaga na dane o rozpoczętych budowach domów.

Poza tym EUR/USD nie oddala się od 1,16, a USD/JPY od 111. Na krajowym podwórku EUR/PLN wrócił ponad 4,27, ale jeśli charakter handlu z ostatnich dni czegoś uczy, to po południu powinniśmy widzieć powrót do 4,26. W kalendarzu oprócz wcześniej wspomnianych danych z Kanady, mamy drugorzędne dane o wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych, PPI i zapasy hurtowników z USA. Rynek czeka na jutrzejszy odczyt CPI, ale jeśli dziś PPI zaskoczy wyższym wskazaniem, podsyci to spekulacje przed piątkiem (bezpodstawnie, ale taki schemat jest powielany niemal każdego miesiąca).

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Deloitte: Globalne przychody branży obronnej i lotniczej w 2017 roku wyniosły 685,6 mld dolarów

W 2017 roku globalne przychody przemysłu lotniczego i obronnego (A&D) wzrosły o 2,7 proc. w ujęciu rocznym, czyli o 18,3 mld dolarów. Sektor wzrost ten zawdzięcza przede wszystkim rozwojowi lotnictwa cywilnego i zwiększeniu wydatków na obronność w Europie. Jak wynika z corocznego raportu „Global aerospace and defense industry financial performance study”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, producenci oryginalnego sprzętu (Original Equipment Manufacturer) i elektroniki zwiększyli swoje przychody w 2017 roku odpowiednio o 5,6 i 4,7 mld dolarów. Największy wzrost przychodów w sektorze A&D – o 42,3 proc. – odnotowała turecka firma Aselsan A.S.

Raport Deloitte powstał na podstawie analizy wyników stu największych firm z branży lotniczej i obronnej. Przychody każdej z nich sięgnęły ponad 500 mln dolarów. W 2017 roku globalny sektor lotniczy i obronny rósł szybciej niż rok wcześniej – o 2,7 proc wobec 2,4 proc. w roku 2016. Było to jednak nieco poniżej tempa wzrostu globalnego produktu krajowego brutto, wynoszącego 3,1 proc., głównie z powodu spowolnienia wzrostu przemysłu lotniczego, który w 2017 roku wyniósł jedynie 1,2 proc.

Przychody analizowanych firm zwiększyły się o 18,3 mld dolarów i osiągnęły poziom 685,6 mld dolarów. – To zasługa głównie przemysłu obronnego, którego przychody wzrosły o 3,9 proc. W przypadku lotnictwa cywilnego w omawianym okresie na rynek trafiła rekordowa liczba 1481 nowych samolotów – mówi Piotr Świętochowski, Partner w Dziale Audit & Assurance Deloitte, ekspert ds. przemysłu obronnego.

W ubiegłym roku europejskie firmy z sektora A&D zanotowały wzrost przychodów o 3,2 proc., a amerykańskie o 3,4 proc. Rentowność sprzedaży w branży, w skali globalnej wzrosła o 10,8 proc.

Sektor obronny rośnie coraz szybciej, lotnictwo spowalnia

W 2017 roku globalne przychody producentów samolotów oraz sprzętu lotniczego rosły ponad dwukrotnie wolniej niż rok wcześniej – o 1,2 proc. do 323,1 mld dolarów, wobec 2,7 proc. w 2016 roku. Spadek przychodów był w dużej mierze spowodowany spowolnieniem dostaw samolotów szerokokadłubowych w Stanach Zjednoczonych. Europejski sektor lotniczy mógł się pochwalić zwiększeniem przychodów o 3,7 proc., podczas gdy amerykański zanotował tylko nieznaczny wzrost o 1,3 proc. Liczba zamówień na nowe samoloty w 2017 roku wyniosła 14 215 sztuk, podczas gdy rok wcześniej było to 13 687. Według szacunków do 2036 roku wyprodukowane zostanie około 36,8 tys. nowych samolotów.

Przychody w globalnym przemyśle obronnym w 2017 roku wzrosły o 3,9 proc. do 361,5 mld dolarów. Odwrotnie niż w lotnictwie cywilnym motorem wzrostu w przemyśle zbrojeniowym jest jego amerykańska część, której przychody wzrosły o 4,5 proc. Niemniej jednak, tempo wzrostu w Europie zwiększyło się z 0,6 proc. aż do 2,6 proc., co wynikało głównie z rosnącej presji na zwiększenie wydatków wojskowych do 2 proc. PKB ze strony amerykańskiego rządu na państwa członkowskie NATO.

Wydatki obronne w 2018 roku w Polsce odzwierciedlają pozytywny trend rozwojowy, który oznacza ich coroczny wzrost proporcjonalny do wzrostu PKB. Co więcej, wydatki obronne Polski w przeliczeniu na jednego żołnierza kształtują się na poziomie 96 tys. dolarów, w porównaniu do 143 tys. dolarów w europejskich krajach NATO (przy poziomie 308 tys. dolarów we wszystkich krajach NATO) oraz 537 tys. dolarów w Stanach Zjednoczonych.[1]

Na podium niezmiennie Boeing, Airbus i Lockheed Martin

Podobnie jak rok wcześniej, dynamika przychodów w przemyśle A&D była spowodowana przede wszystkim przyrostem przychodów wśród producentów oryginalnego sprzętu (OEM) oraz w segmencie elektroniki odpowiednio o 5,6 i 4,7 mld dolarów. Wzrost obszaru OEM związany jest ze znacznym wzrostem przychodów w 2017 roku w spółce Lockheed Martin, który wyniósł 8 proc., czyli 3,8 mld dolarów. Z kolei wśród producentów elektroniki największym wzrostem przychodów o 29,7 proc. pochwalić się może firma Rockwell Collins.

W ubiegłym roku nie zmienił się znacząco układ sił wśród producentów samolotów i sprzętu wojskowego. Nadal pierwszeństwo należy do koncernu The Boeing Company, choć warto zaznaczyć, że w 2017 roku firma zanotowała spadek przychodów o 1,2 proc do 93,4 mld dolarów. Na drugim miejscu pod względem wielkości przychodów pozostaje Airbus Group (75,3 mld dolarów), który w zeszłym roku dostarczył 718 samolotów, tym samym notując wzrost w produkcji maszyn o 4,4 proc. rok do roku. Trzecie miejsce, podobnie jak rok wcześniej, przysługuje firmie Lockheed Martin, która w 2017 roku uzyskała przychody w wysokości 51,1 mld dolarów. Największy jednak wzrost przychodów w ubiegłym roku zanotowała spółka Aselsan A.S – 42 3 proc. Spośród 100 analizowanych firm 32 zanotowały spadek przychodów. Największy z nich należał do firmy Korea Aerospace Industries, której wyniki spadły aż o 29,7 proc. (774 mln dolarów).

W tym roku i w latach kolejnych należy się spodziewać dalszego wzrostu w światowym sektorze obronnym, ponieważ kraje stale zwiększają wydatki na wojskowość, aby przeciwdziałać potencjalnym zagrożeniom. Portfel zamówień na samoloty sięgający już ponad 14 tys. sztuk spowoduje, że również branża lotnicza będzie osiągać stabilne wyniki finansowe – podsumowuje Piotr Świętochowski.

[1] Według raportu MON; Warszawa, styczeń 2018; Podstawowe informacje o budżecie resort obrony narodowej na 2018 r. dostępnego na stronie: http://www.mon.gov.pl/d/pliki/dokumenty/rozne/2018/02/budzet2018.pdf

Naukowcy wyhodowali sztuczne mięso w laboratorium. Trwają prace także nad innowacyjnymi zamiennikami wina czy czekolady

Naukowcy wyhodowali sztuczne mięso w laboratorium. Trwają prace także nad innowacyjnymi zamiennikami wina czy czekolady 1

Rewolucja technologiczna dotarła także do produkcji żywności. Firmy chcą zastąpić surowce z tradycyjnych gospodarstw rolno-hodowlanych wyrobami wytworzonymi dzięki zdobyczom nauki. Obok mięsa produkowanego w laboratorium, pojawiają się nowe rozwiązania, np. laboratoryjnie wytwarzane wino czy czekolada. Sztucznie produkowana żywność może w przyszłości rozwiązać problem głodu. Już w 2050 roku potrzeba będzie nawet dwukrotnie więcej żywności, by zaspokoić potrzeby 10 mld ludzi.

– Strawa Naukowa jest niszowym, ale bardzo rozwojowym konceptem w branży spożywczej, która może korzystać z dobytku technologicznego w procesie projektowania żywności. Bazuje przede wszystkim na laboratoryjnie hodowanym mięsie, to jest kluczowy przykład jeżeli chodzi o ten trend – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Honorata Jarocka z firmy Mintel.

Strawa Naukowa to według firmy Mintel jeden z pięciu najważniejszych trendów na rynku spożywczym i duży krok w przyszłość. Za pomocą najnowszych osiągnięć technologii będzie można wyprodukować żywność i napoje w laboratorium. Firmy pracują nad rozwiązaniami, które pozwolą zastąpić surowce pochodzące z tradycyjnych gospodarstw rolno-hodowlanych produktami wytworzonymi dzięki najnowszym zdobyczom technologii.

Jednym z elementów postępującej rewolucji technologicznej jest laboratoryjnie hodowane mięso. Do jego produkcji potrzebne są komórki macierzyste ze świeżego mięsa lub od zwierząt. Pionierzy wykorzystują też do produkcji żywności druk 3D. Wyhodowane mięso jest na razie bardzo drogie, ale coraz więcej firm produkuje roślinne wyroby do złudzenia przypominające mięso.

– Firmy takie jak Beyond Meat czy Impossible Foods oferują produkty, które nie tylko wyglądają jak mięso, lecz także zachowują się jak mięso. Przy krojeniu zobaczymy taką samą strukturę jak w mięsie, mają także taką samą kolorystykę, czyli konsumenci, którzy są przyzwyczajeni do smaku mięsa, nie powinni być rozczarowani – ocenia Honorata Jarocka.

Amerykańska firma Impossible Foods opracowała roślinnego burgera, który pachnie dokładnie tak jak burger z prawdziwego mięsa. Ma także podobną konsystencję. Beyond Meat ma na swoim koncie już bezmięsne kawałki kurczaka i roślinne burgery, które mają więcej białka, żelaza i wartości odżywczych niż tradycyjne burgery. Zdaniem ekspertki to jednak dopiero początek.

– Pojawiają się nowe rozwiązania w nowych kategoriach, np. laboratoryjnie wytwarzane wino czy czekolada. To są rzeczy na razie na etapie start-upów, ale widzimy, że duże firmy także inwestują w tego rodzaju biznesy, czyli potencjał i zwrot z inwestycji musi być z tego duży – przekonuje ekspertka.

Z raportu firmy Mintel „Trendy na globalnym rynku żywności i napojów” wynika, że w produkcji roślinnych burgerów wykorzystuje się o 95 proc. mniej gruntów i o 74 proc. mniej wody oraz emituje o 87 proc. mniej gazów cieplarnianych niż firmy zajmujące się obecnie tradycyjnymi dostawami i przetwórstwem mięsa. Sztucznie produkowana żywność mogłaby też pomóc rozwiązać problem braku żywności. Do 2050 roku ludzi może być już 10 mld. Szacunki mówią, że potrzeba będzie wówczas nawet dwukrotnie więcej żywności niż obecnie.

– Rozwój tych technologii jest przede wszystkim wynikiem odpowiedzialności i przyszłościowego podejścia do rosnącej populacji. Chcemy znaleźć coś, co pozwoli nam się uchronić przed potencjalnym brakiem żywności czy obciążeniem środowiska. Tego typu produkty będą oferowały większą transparentność, będziemy wiedzieli, skąd te składniki pochodzą – tłumaczy Honorata Jarocka.

Według raportu MarketsandMarkets globalny rynek substytutów mięsa ma osiągnąć wartość niemal 6,5 mld dol. w 2023 roku. Z prognoz Allied Market Research wynika, że w ciągu najbliższych 7 lat rynek ten będzie rósł w tempie 7,7 proc. średniorocznie.

Algorytmy rafinacji informacji uporządkują i przeanalizują dane ukryte w internecie. W Google jest tylko 10 proc. wszystkich informacji

Algorytmy rafinacji informacji uporządkują i przeanalizują dane ukryte w internecie. W Google jest tylko 10 proc. wszystkich informacji 2

Internet to potężny zbiór informacji, z którego tylko ok. 10 proc. jest zaindeksowana w wyszukiwarce Google. Do pozostałych starają się dotrzeć badacze z Centrum Rafinacji Informacji, którzy dzięki opracowanej technologii są w stanie zebrać, oczyścić i przeanalizować dane z wielu cyfrowych źródeł. Zebrane informacje pozwalają im nie tylko określić zachodzące aktualnie procesy, lecz także prognozować np. preferencje wyborcze, zmiany gospodarcze czy nastroje społeczne.

Internet rozrósł się do takich rozmiarów, że bez pomocy zaawansowanych programów rafinacyjnych przeprowadzenie miarodajnej analizy jest niemożliwe. Do 2020 roku świat wyprodukuje 44 zettabajtów danych (1 zettabajt to bilion gigabajtów). Korzystanie z wyszukiwarki Google w celu monitorowania bieżących trendów w sieci nie wystarczy, aby przeprowadzić wiarygodne badania naukowe.

– Szukamy źródeł internetowych, szukamy różnego rodzaju repozytoriów, dostępu do bibliotek. W niektórych tematach możemy również posiłkować się mediami społecznościowymi, które są otwarte. Może się pojawić zarzut, dlaczego nie korzystamy z Google? W Google znajduje się nie więcej jak 10 proc. tej rzeczywistości wirtualnej, z którą mamy do czynienia, musimy do tych danych dotrzeć samodzielnie, próbujemy to robić i robimy to chyba dosyć skutecznie ­– mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Wiesław Cetera z Centrum Rafinacji Informacji.

W początkowej fazie każdego projektu roboty pobierają informacje z otwartych źródeł. Dane zbierane są w różnej postaci, a następnie sprowadzane są do postaci cyfrowej. W ten sposób powstają tzw. brudne dane. Po ich oczyszczeniu (rafinacji) przystępuje się do analizy poprzez wyszukiwanie najbardziej istotnych słów oraz powiązanych z nimi innych słów (sentymentów), mających wydźwięk pozytywny lub negatywny.

– Wyszukujemy terminy podstawowe, czyli słowa klucze, artefakty czy słowa słupy, następnie szukamy tego, co wokół nich się znajduje, nie przetwarzamy całości, ale szukamy tego co najważniejsze, i na tej podstawie jesteśmy w stanie określić, czy termin związany z tematem naszych badań zmienia się pozytywnie, negatywnie, rozwija się bądź po prostu zanika. Ta dokładność prognoz jest dosyć duża, bo w przeciwieństwie do badań ankietowych nie mamy do czynienia z populacją 200 czy 1000 badanych, ale przetwarzamy terabajty danych – mówi Wiesław Cetera.

W ramach projektu Culturnomics 2.0, naukowcy z Uniwersytetu Harvarda udowodnili, że algorytmy rafinacyjne sprawdzają się do identyfikacji i przewidywania procesów, które mają dopiero nastąpić. Badacze analizowali informacje upubliczniane przez media tradycyjne i cyfrowe w czasie rzeczywistym w celu określenia nadchodzących zmian społeczno-kulturalnych. Wykorzystując tę technologię, trafnie przewidziano m.in. wybuch rewolucji na Bliskim Wschodzie, ustąpienie prezydenta Egiptu Hosniego Mubaraka, a nawet przybliżone miejsce pobytu Osamy bin Ladena.

– Badania rafinacji informacji przede wszystkim można wykorzystać do identyfikowania różnego rodzaju procesów, które zachodzą w przestrzeni gospodarczej i społecznej. To preferencje wyborcze, trendy gospodarcze, udziały w rynku, pomiary marki itd., ale możemy też spróbować odpowiedzieć na pytanie: jak będzie? Jeżeli znajdziemy jakiś odnośnik czy proces, który toczy się obiektywnie, który jest mierzalny i znajdziemy relację między światem wirtualnym a danymi rzeczywistymi, to możemy poprzez po pierwsze korelacje, po drugie analizę regresji, starać się przewidzieć, co będzie w przyszłości – przekonuje ekspert.

Analitycy Research Cosmos szacują, że wartość narzędzi analitycznych Big Data ma sięgnąć 9 mld dol. w 2023 roku, przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 21,15 proc. Według szacunków Cisco w 2017 roku użytkownicy internetu przesyłali każdego miesiąca 94,55 eksabajty danych, a do 2021 roku wartość ta ma wzrosnąć do 235,66 eksabajtów.

Podróżnicy udzielający się w mediach społecznościowych mają coraz większy potencjał reklamowy. Liderem rankingu Martyna Wojciechowska

Podróżnicy udzielający się w mediach społecznościowych mają coraz większy potencjał reklamowy. Liderem rankingu Martyna Wojciechowska 3

Martyna Wojciechowska pozostaje największym autorytetem z dziedziny podróży w polskich mediach. Renomę zaczynają jednak zdobywać również inni użytkownicy mediów społecznościowych, a oferowane przez nich treści przenikają do mediów tradycyjnych. Do najbardziej opiniotwórczych autorów należą twórcy profili Pozdro z Korei Płn. oraz Krytyka kulinarna. Wartość ekwiwalentu reklamowego drugiego z nich wynosi prawie 8 mln zł. 

Jak pokazuje „Medialny ranking podróżników aktywnych w social media” Martyna Wojciechowska zajmuje niekwestionowaną pozycję największego autorytetu w zakresie podróży w polskich mediach. Na przestrzeni ostatniego roku ukazało się ponad 127 tys. publikacji w związku z jej działalnością, głównie w mediach społecznościowych, serwisach internetowych o tematyce podróżniczej oraz prasie. Potencjał reklamowy szefowej Travel Channel szacowany jest na ponad 106 mln zł. Coraz większą renomę zdobywają także mniej znani podróżnicy udzielający się w mediach społecznościowych. Ranking ujmuje piętnaścioro internautów, których treści wychodzą poza social media i przenikają do prasy, radia i telewizji.

 Najczęściej cytowane w różnych innych mediach było Pozdro z Korei Płn., natomiast najbardziej wartościowy przekaz w rozumieniu takim, że miał on największy zasięg i wartość w przestrzeni medialnej, w której się o danym profilu podróżniczym mówiło, to był profil Krytyka kulinarna – mówi agencji informacyjnej Newseria Sebastian Bykowski, dyrektor generalny PRESS-SERVICE Monitoring Mediów.

Serwis Pozdro z Korei Płn. od lipca 2017 roku do czerwca 2018 cytowany był blisko 82 tys. razy, głównie w mediach społecznościowych i portalach internetowych. Kilka wzmianek pojawiło się jednak również w prasie oraz radiu. Jego ekwiwalent reklamowy twórcy rankingu oszacowali na ponad 1 mln zł. W związku z Krytyką kulinarną pojawiło się ponad 69 tys. publikacji, ale potencjał tego serwisu oszacowano na ponad 7,7 mln zł.

Ekwiwalent reklamowy mówi nam o tym, jaką kwotę należałoby zainwestować, gdybyśmy chcieli wykupić reklamy, aby być w taki sam sposób obecni w mediach – wyjaśnia Sebastian Bykowski. – 8 mln zł to już jest naprawdę znacząca wartość. Dla niejednej marki byłaby pokaźną i znaczącą pozycją w budżecie, jeśli chodzi o ekspozycję w mediach.

O wartości medialnej danego serwisu świadczy bowiem nie tylko liczba publikacji, jeszcze większe znaczenie ma przestrzeń medialna, w której cytat się pojawia.

 Czy serwisy, które poruszają daną tematykę, mają również szeroką grupę odbiorców, czy informacje pomiędzy poszczególnymi mediami się przenikają, budując dodatkowy zasięg. To było dla nas dosyć istotne w tym badaniu i z niego wynikało, że Krytyka kulinarna jest serwisem o największym zasięgu i największej wartości medialnej – mówi Sebastian Bykowski.

Obecnie reklamodawcy dążą nie tylko do samej promocji marki, lecz także do budowania więzi z odbiorcą i potencjalnym klientem. Firmy starają się budować wspólne doświadczenia i przekonywać, że podzielają wartości wyznawane przez grupę docelowych odbiorców przekazu. W tym celu chętnie angażują się we współpracę ze znanymi, choćby tylko w konkretnym środowisku ludźmi interesującymi się podobnymi zagadnieniami.

Do budowania wizerunku marek wykorzystywane są różnego rodzaju serwisy i influencerzy, którzy je reprezentują. Ten ranking może być dla wielu marek bardzo interesującą informacją o tym, że są w przestrzeni medialnej serwisy, dzięki którym mogą one zaistnieć w świadomości określonej grupy odbiorców – mówi Sebastian Bykowski.

Na dalszych miejscach zestawienia PRESS-SERVICE znalazły się m.in. Tasteaway, Busem przez Świat, Szpilki w Plecku, Travelicious czy Banita Travel.„Medialny ranking podróżników aktywnych w social media” został opracowany na podstawie listy ujętej w „Top 50 najbardziej wpływowych podróżników w polskich mediach społecznościowych w 2017 roku”, przygotowanej przez serwis Zabakcylowani.pl.

Coraz popularniejsze stają się inwestycje w prywatne akademiki. Podstawą jest dobra lokalizacja

Coraz popularniejsze stają się inwestycje w prywatne akademiki. Podstawą jest dobra lokalizacja 4

Miejsce w akademiku lub wynajem pokoju – do tej pory osoby studiujące poza miejscem zamieszkania miały do wyboru głównie te dwie możliwości. W ostatnich latach w miastach akademickich pojawia się jednak coraz więcej prywatnych domów studenckich, oferujących pokoje w dobrym standardzie i miejsca wspólne sprzyjające integracji między studentami. Eksperci szacują, że zainteresowanie młodych ludzi takimi pokojami będzie rosło, więc segment ten przyciąga coraz więcej inwestorów. Kluczowa dla powodzenia inwestycji jest dobra lokalizacja – blisko szkół wyższych i dobre skomunikowanie z centrum.

– Żeby prywatny akademik był ciekawym produktem inwestycyjnym dla inwestora, przede wszystkim musi zapewnić wystarczające przychody, zatem kluczowe jest zainteresowanie ze strony studentów. Akademik powinien być dobrze zlokalizowany – w niedużej odległości od kampusu akademickiego i dobrze skomunikowany z centrum miasta, bo studenci to nie tylko szkoła, lecz także rozrywka – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mira Kantor-Pikus, partner, dyrektor ds. doradztwa kapitałowego, dłużnego i finansowania strukturyzowanego w Dziale Rynków Kapitałowych Cushman & Wakefield w Polsce. – Następnie bardzo ważną sprawą jest odpowiedni rozkład pomieszczeń i przygotowanie części wspólnych, które mają mieć za zadanie integrację studentów.

Istotnym aspektem są także dobrze skomponowane warunki umów najmu, w szczególności cena najmu, ponieważ ona jest kluczowa dla wynajmujących, oraz wymagane zabezpieczenia umowy najmu.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego na dzień 30 listopada 2017 roku w polskich szkołach wyższych kształciło się łącznie ok. 1,3 mln młodych ludzi, z tego blisko 900 tys. osób na studiach dziennych. Natomiast domy studenckie prowadzone przez uczelnie oferują około 120 tys. miejsc. Oznacza to, że zaledwie co dziesiąty student może na takie miejsce liczyć. Jednak nawet spośród tych, którzy mieliby szansę na jego otrzymanie, nie wszyscy są tym zainteresowani. Potrzebują lokum zapewniającego nie tylko towarzystwo innych młodych ludzi, lecz także odpowiednie warunki do nauki oraz komfort. Inwestorzy dostrzegli w tym szansę na biznes.

– Czynniki ryzyka, które inwestorzy powinni brać pod uwagę, to cykl koniunkturalny, czyli rozwój gospodarczy. Muszą wziąć pod uwagę konkurencję, to, czy w okolicy powstają osiedla mieszkaniowe, które mogą potencjalnie stanowić atrakcyjny produkt dla studentów, a także to, czy w związku z przewidywanym niżem demograficznym dana uczelnia wytrzyma próbę czasu i będzie w dalszym ciągu funkcjonować – zastrzega Mira Kantor-Pikus.

Kolejna ważna kwestia to dobór odpowiedniego operatora, który będzie potrafił profesjonalnie zarządzać akademikiem. Mimo tych wyzwań segment ten wydaje się atrakcyjny dla inwestorów. W dobie niskich stóp procentowych, a co za tym idzie – niskiego oprocentowania lokat oraz słabych stóp zwrotu na GPW, na której indeks szerokiego rynku WIG stracił od początku roku 5,7 proc., a indeks największych spółek WIG20 – 6,2 proc., inwestorzy poszukują nowych możliwości osiągania zysków ze swoich kapitałów. W przypadku inwestycji w nieruchomość zazwyczaj wymagają one jednak wspomożenia zewnętrznym źródłem finansowania. Nie jest to jednak łatwe.

 W Polsce w związku z tym, że nie mamy za dużo prywatnych akademików, jedynie kilka banków oferuje finansowanie, i to dla bardzo doświadczonych inwestorów – wyjaśnia partner Cushman & Wakefield w Polsce.

Poza finansowaniem bankowym inwestor ma jeszcze trzy inne możliwości zdobycia środków na tego typu inwestycję: forward funding, forward commitment albo joint venture.

– Joint venture to struktura finansowania, w której inwestor finalny będzie chciał stworzyć wspólne przedsięwzięcie z deweloperem w postaci spółki i na końcu na określonych warunkach przejmie gotowy produkt. Forward commitment to zobowiązanie do nabycia nieruchomości wybudowanej pod warunkiem  otrzymania pozwolenia na budowę, natomiast forward funding to zobowiązanie do nabycia gotowej nieruchomości, ale także finansowanie budowy w trakcie – wyjaśnia Mira Kantor-Pikus.

Jak przekonuje, to dobre rozwiązania dla inwestorów, ponieważ obecnie możliwe do osiągnięcia stopy zwrotu przy inwestycjach w akademiki nie są zbyt wysokie: w Niemczech to około 4 proc., we Francji 4,25 proc., a w Polsce 6–7 proc., co oznacza, że inwestor, uczestnicząc w procesie deweloperskim, może uzyskać stopy zwrotu zdecydowanie wyższe.

Inwestycje w prywatne akademiki prężnie rozwijają się w Niemczech, które mają największą populację studentów w Europie. W ostatnich dwóch latach zadebiutowało w tym segmencie wielu międzynarodowych inwestorów. Równie często wybierają oni Hiszpanię, gdzie w ubiegłym roku sfinalizowano transakcje o wartości ok. 600 mln euro.

Będą zmiany w przepisach o nieuczciwym wykorzystywaniu przewagi kontraktowej. O interwencję UOKIK będzie mógł poprosić nawet najmniejszy dostawca czy rolnik

Będą zmiany w przepisach o nieuczciwym wykorzystywaniu przewagi kontraktowej. O interwencję UOKIK będzie mógł poprosić nawet najmniejszy dostawca czy rolnik 5

Po roku działania ustawy o przewadze kontraktowej, która miała chronić rolników i drobnych przetwórców przed nadużywaniem pozycji dominującej przez większych kontrahentów, szykuje się jej nowelizacja. Projekt zmian w przepisach, który został już przyjęty przez rząd, zakłada przede wszystkim zniesienie obowiązujących do tej pory limitów obrotów, od których UOKiK mógł podjąć interwencję.

Prawo, które weszło w życie 12 lipca 2017 roku, zakłada, że Urząd może wszcząć postępowanie wyjaśniające wobec podmiotu, któremu dostawca zarzuca wykorzystywanie silniejszej pozycji biznesowej, tylko jeśli w danym roku lub jednym z dwóch ostatnich lat łączna wartość transakcji między obydwiema firmami przekroczyła 50 tys. zł, a odbiorca sam osiągał przynajmniej 100 mln zł przychodu ze sprzedaży.

Do tej pory firma o obrotach 90 mln zł mogła się wobec mniejszego kontrahenta zachowywać źle, a gdyby miała 100 mln zł obrotu, toby nie mogła, więc wydaje się, że zniesienie tego limitu jest bardzo ważne – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Niechciał, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. – Po drugie, osiągnięcie tych 50 tys. złotych limitu obrotu też może być kłopotliwe, bo jak będzie zły rok w znaczeniu cenowym, a rolnik i tak jest skazany na danego odbiorcę, to nie może się poskarżyć, a my nie możemy zainterweniować. Teraz te bariery znikają. Każdy rolnik, producent, przetwórca może się w każdym przypadku do nas zwrócić.

Niewielcy producenci często nie chcieli zgłaszać nadużyć większych partnerów biznesowych z obawy przed utratą jedynego bądź znaczącego w obrotach firmy kontrahenta. Nowy projekt expressis verbis zakazuje ujawniania danych autora zgłoszenia którejkolwiek ze stron postępowania na którymkolwiek jego etapie.

Już w dotychczasowej ustawie była anonimowość. To podkreślaliśmy w naszej decyzji o wszczęciu postępowania. Natomiast po kontaktach z branżami rolniczymi okazało się, że jednak obawy są – wyjaśnia prezes UOKiK-u. – Żeby zapewnić pewność drugiej stronie, że w żaden sposób dane osoby składającej skargę nie będą ujawnione, kwestia anonimowości została wyraźnie zapisana w ustawie. Chodziło o to, żeby ona była nie tylko domniemana, wynikała z przepisów, lecz także żeby każdy mógł przeczytać, że ma zapewnioną anonimowość.

Nowelizacja poszerza także krąg podmiotów, które mogą zgłaszać zawiadomienia o podejrzeniu nieuczciwych praktyk. Po wejściu w życie ustawy będzie mógł to zrobić nie tylko zainteresowany przedsiębiorca, lecz także ogół obywateli. Nie będzie też obowiązku zgłaszania na piśmie takiego zawiadomienia.

W ciągu roku obowiązywania ustawy Urząd otrzymał 38 zgłoszeń dotyczących wykorzystywania przewagi kontraktowej przez dużych odbiorców wobec mniejszych dostawców. W 23 przypadkach urzędnicy zdecydowali się na założenie postępowania. W większości dotyczyły one przetwórców płodów rolnych. Najnowszym takim przykładem jest firma T.B. Fruit Polska, drugi największy producent koncentratu z jabłek w Polsce i trzeci wytwórca zagęszczonego soku z tych owoców w Unii Europejskiej. Jego obroty przekraczają 200 mln zł. Sadownicy skarżyli się, że dostają zapłatę za swoje dostawy ze znaczącym opóźnieniem.

W ramach badania na potrzeby ustawy o przewadze kontraktowej pojawiła się kwestia opóźnień w płatnościach. Po pierwsze, są rozwiązania ustawowe, ale też są umowy, które przedstawiają przetwórcom, rolnikom czy dostawcom, w których często zapisane jest np. 30 dni terminu. Tak jak w przypadku firmy, wobec której wszczęliśmy postępowanie. Natomiast w praktyce ona nie płaciła po 30 dniach, tylko o wiele później, nawet po 200 dniach –  informuje Marek Niechciał. – To jest jednak niedopuszczalne przerzucanie ryzyka na drugą stronę.

Za wykorzystywanie przewagi kontraktowej UOKIK może nałożyć karę do 3 proc. obrotu firmy z poprzedniego roku. Urząd może zrezygnować z kary, jeśli przedsiębiorca dobrowolnie zaprzestanie niedozwolonych praktyk lub zobowiąże się do naprawienia ich skutków.

Trwa reorganizacja pogotowia ratunkowego. Resort zdrowia chce, aby działało jak w Europie Zachodniej

Trwa reorganizacja pogotowia ratunkowego. Resort zdrowia chce, aby działało jak w Europie Zachodniej 6

Zgodnie z planami resortu zdrowia w 2028 roku ma działać już tylko 18 głównych dyspozytorni medycznych – po jednej w każdym województwie i po dwie na Mazowszu oraz Śląsku. Aktualnie jest ich 42 – wszystkie działają w oparciu o nowy, informatyczny System Wspomagania Dowodzenia Państwowego Ratownictwa Medycznego, który ułatwia wymianę informacji pomiędzy służbami ratownictwa. Docelowo system 112 będzie obejmował wszystkie służby ratownicze – straż pożarną, pogotowie i policję, które będą mogły się pojawiać na miejscu wypadku w tym samym czasie.

– Pogotowie ratunkowe w tej chwili przechodzi reorganizację. Punkty główne, które będą koordynowały działanie pogotowia, mają być przeniesione do wojewodów. Przenosimy serwery z MSWiA do Ministerstwa Zdrowia, lokujemy je w Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym, aby docelowo system 112 obejmował wszystkie służby ratownicze – straż pożarną, pogotowie i policję. W ten sposób dyspozytor, który będzie u wojewody, będzie wiedział, którą służbę i gdzie posłać – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Szumowski, minister zdrowia.

W połowie kwietna br. do konsultacji społecznych trafił projekt rozporządzenia ministra zdrowia, który precyzuje zakres zadań wojewódzkiego koordynatora ratownictwa medycznego. Ma ono poprawić koordynowanie akcji ratowniczych. Zgodnie z projektem do obowiązków koordynatorów wojewódzkich należeć ma m.in. współpraca z głównym dyspozytorem medycznym, szpitalami i innymi jednostkami systemu oraz koordynatorami z innych województw.

Obecnie w całym kraju działają 42 dyspozytornie medyczne (z 226 stanowiskami), które zarządzają 1 516 zespołami ratownictwa medycznego. Resort zdrowia chce, aby docelowo w 2028 roku było ich już tylko 18.  Koncentracja i ujednolicenie mają usprawnić zarządzanie i ułatwić wymianę informacji pomiędzy służbami ratownictwa. W efekcie m.in. skróci się czas dojazdu karetki do osoby potrzebującej pomocy.

 Obserwujemy to w krajach zachodnich, gdzie straż pożarna, policja i karetka często jednocześnie przyjeżdżają na miejsce, gdzie akurat są potrzebne – mówi minister Łukasz Szumowski.

Wszystkie dyspozytornie działają już w oparciu o nowy, informatyczny System Wspomagania Dowodzenia Państwowego Ratownictwa Medycznego, którego wdrażanie rozpoczęło się rok temu. Jest on częścią większego Systemu Informatycznego Powiadamiania Ratunkowego (SIPR), jest również zintegrowany z informatycznymi systemami wspomagającymi działanie Policji i Państwowej Straży Pożarnej.

System SWD PRM znacząco usprawnia działanie służb ratowniczych. Umożliwia lokalizację zespołów ratownictwa medycznego i analizę czasów dotarcia do osób potrzebujących pomocy. W praktyce oznacza to, że dyspozytor przyjmujący zgłoszenie jeszcze w trakcie rozmowy może wysłać karetkę tam, gdzie jest potrzebna. Codziennie przez system przechodzi około 27 tys. zgłoszeń alarmowych, które są rejestrowane blisko co trzy sekundy. W tym roku planowana jest m.in. integracja systemu SWD PRM z Lotniczym Pogotowiem Ratunkowym i wdrożenie modułu sprawozdawczego dla NFZ.

Ponad połowa Polaków na remont decyduje się latem. Koszty pokrywamy z oszczędności

Ponad połowa Polaków na remont decyduje się latem. Koszty pokrywamy z oszczędności 7

Lato to nie tylko czas wypoczynku, lecz także remontów. Plany remontowe na najbliższy czas ma 1/3 Polaków, a ponad połowa jako najlepszy czas na zmiany wskazuje właśnie lato. Najczęściej decydujemy się na odświeżenie mieszkania – odmalowanie ścian czy wymianę mebli. Tylko 5 proc. planuje generalny remont. Najczęściej zamykamy się w kwocie 2–5 tys. zł, a koszty pokrywamy z oszczędności i bieżących dochodów – wynika z Barometru Providenta.

 Remonty przeprowadzamy średnio co kilka lat. Dużo zależy od zakresu modernizacji, jaki planujemy. Odświeżenie mieszkania, jak malowanie ścian, odświeżanie powierzchni domu czy mieszkania, to prace, które wykonujemy najczęściej. Aż 75 proc. naszych respondentów wskazało, że w najbliższym roku czeka ich taki remont – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Anna Karasińska, ekspert ds. badań rynkowych Provident Polska.

Z Barometru Providenta wynika, że gruntowne remonty zazwyczaj przeprowadzamy raz na kilka lat lub jeszcze rzadziej. Zdecydowanie częściej decydujemy się na kosmetyczne zmiany – odmalowanie ścian (75 proc.) wymianę mebli lub ich przestawienie (odpowiednio 27 i 22 proc.). W tym roku plany remontowe ma 1/3 Polaków, ale tylko kilka procent przeprowadzi kompleksowy remont pomieszczeń (7 proc.) lub całego domu (5 proc.).

 Najchętniej remonty estetyczne, kiedy mówimy o zmianie wystroju wnętrz, przestawieniu mebli czy udekorowaniu obecnego wystroju, przeprowadzają kobiety i mogą to robić nawet parę razy do roku – zaznacza Anna Karasińska. – Jesteśmy przyzwyczajeni do swojego miejsca, więc nie zawsze chcemy je zmieniać. Jeżeli zmieniamy, to zwykle kolor ścian, ewentualnie dodatki – dodaje Karolina Łuczak, kierownik bura prasowego i komunikacji wewnętrznej w Provident Polska.

Jeśli już decydujemy się na remont, to właśnie latem. Wakacje to dla ponad połowy Polaków najlepszy czas na dokonywanie zmian we wnętrzach.

– To okres, kiedy dysponujemy urlopami. Poza tym wszelkie materiały malarskie i remontowe szybciej schną, więc jest to czas bardziej sprzyjający remontom – przekonuje Anna Karasińska.

Na remont wiosną decyduje się 26 proc. badanych, a zimą – tylko 1 proc.

Przeznaczany na odświeżenie mieszkania budżet zwykle zamyka się w kwocie od 2 do 5 tys. zł (27 proc.) Obejmuje on niewielkie prace, czyli malowanie i odświeżenie wystroju. Osoby lepiej zarabiające (z dochodami 4–5 tys. netto na gospodarstwo domowe) wydają na ten cel zdecydowanie więcej – ok. 10 tys. zł.

– Zakres tych prac jest zdecydowanie szerszy. Te remonty bywają gruntowne, czyli nie tylko samo malowanie czy zmiana dekoracji, lecz także poprawa funkcjonalności domu czy mieszkania – mówi Anna Karasińska.

Co istotne, do decyzji o remoncie podchodzimy rozsądnie. Ponad 40 proc. osób finansuje remonty z bieżących dochodów. Im gorsza sytuacja materialna, tym częściej zapożyczamy się u rodziny i znajomych.

– 77 proc. osób deklaruje, że remonty przeprowadza z oszczędności. Przede wszystkim są to osoby zamożne, u których zakres prac remontowych jest zdecydowanie szerszy, więc remonty są również kosztowniejsze – podkreśla Karolina Łuczak.

Giełdowy Indeks Produkcji w ogonie GPW. Niewielki wzrost rozczarował inwestorów

W lipcu Giełdowy Indeks Produkcji wzrósł o 2.85% do poziomu 953.41 punktów. W tym czasie większość spółek notowanych na GPW osiągnęło dużo lepsze wyniki. Przyczyn takiego stanu rzeczy eksperci doszukują się w znacznym ochłodzeniu nastrojów, jakie zapanowały wśród menedżerów logistyki największych producentów. Spadek indeksu PMI zanotowała cała strefa euro.

Lipiec dla warszawskiego parkietu był tradycyjnie łaskawy, przynosząc wzrost indeksu szerokiego rynku WIG na poziomie 7.2%. Za sporą jego część odpowiadają największe spółki z indeksu WIG20, który w minionym miesiącu wzrósł o 7.8%. Znacznie gorzej poradziły sobie małe i średnie spółki, które stanowią najliczniejszą grupę firm w indeksie GIP60. Wzrosły one zaledwie o 2.8% m/m (sWIG80) i 2.9% m/m (mWIG40).

Znamienny wydaje się fakt, że pod koniec czerwca zanotowano rekordowo niski odczyt Indeksu Nastrojów Inwestorów (INI), kiedy odsetek pesymistycznych prognoz sięgnął 62.2%, a sam indeks liczony jako różnica pozytywnych i negatywnych prognoz wyniósł minus 42.1 punktów. –  Tak złych nastrojów nad Wisłą nie było od dawna, dlatego niesatysfakcjonujący wzrost Giełdowego Indeksu Produkcji nie powinien nikogo dziwić. Stara giełdowa maksyma mówi, że warto kupować strach i sprzedawać euforię. Po raz kolejny stosując się do niej można było osiągnąć realne zyski – zwraca uwagę Maciej Zaręba z firmy DSR.

Producenci niedoceniani

W tych niesprzyjających warunkach Giełdowy Indeks Produkcji, zrzeszający największe polskie spółki produkcyjne notowane na GPW, zanotował symboliczny wzrost o 2.85%. Ponad połowa spółek (31) w portfelu GIP60 zanotowała wzrost kapitalizacji rynkowej, z 25 spółek kapitał odpłynął, a 4 spółki zakończyły lipiec z identyczną wartością co czerwiec.

W przekroju branżowym najlepiej poradziły sobie producenci motoryzacji z medianą powyżej 10%, głównie za sprawą spółki URSUS, której wycena wzrosła w lipcu o ponad jedną piątą. Nieco gorzej wypadli projektanci i dystrybutorzy odzieży, dla których mediana lipcowych stóp zwrotu wyniosła 5.77% m/m. Dobrze pierwszy miesiąc wakacji powinni wspominać inwestorzy mający w portfelu akcje spółek farmaceutycznych (mediana równa 3.94%) i producentów tworzyw sztucznych (mediana 1.65%). Wzrosty dla pozostałych branż nie przekraczała 1%.  Dwie natomiast wypracowały medianę lipcowych stóp zwrotu poniżej zera, były to spółki z przemysłu lekkiego (-1.16%) oraz producenci wyrobów drewnianych (-2.84%).

BIOTON bije kolejne rekordy

Aby znaleźć się na podium lipcowego rankingu spółek z GIP60 należało zanotować ponad dwudziestoprocentowy wzrost wartości, ale zwycięstwo gwarantował dopiero wzrost wartości o prawie jedną trzecią.

Po czerwcowej mocnej przecenie na najwyższy stopień podium wraca BIOTON z miesięczną stopą zwrotu na poziomie 30.9%. Jest to już czwarte zwycięstwo BIOTONU w tym roku, który za sprawą silnych azjatyckich inwestorów strategicznych, po wielu latach marazmu, powrócił na ścieżkę wzrostu wartości.  Polskie przedsiębiorstwo biotechnologiczne produkujące leki zyskiwało głównie na początku miesiąca po serii pozytywnych komunikatów związanych z transakcją zbycia akcji singapurskiej spółki SciGen na rzecz chińskiej firmy farmaceutycznej Yifan International Pharmacetuical Co.

Drugie miejsce w lipcowym ranking GIP60 przypadło spółce APATOR, która wypracowała wzrost wartości o 26.1%. Znany w Polsce producent aparatury elektrycznej, pomiarowej i górniczej z siedzibą w Toruniu może poszczycić się historią działalności sięgającą jeszcze lat czterdziestych XX wieku. Jego imponujący wzrost to głównie zasługa kilku ostatnich notowań, które nastąpiły po ogłoszonych wstępnie wynikach finansowych z pierwszego półrocza tego roku. Z komunikatu spółki wynika, że przychody ze sprzedaży spadły do poziomu 396.1 mln zł (460 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku), ale zanotowano wzrost zysku netto do poziomu 36.7 mln zł (w pierwszym półroczy 2017 roku spółka zanotowała 29.4 mln zł zysku netto).

Na miejscu trzecim z 23.8% wzrostem wartości rynkowej uplasował się URSUS. Producent sprzętu rolniczego największą część wzrostu wartości zawdzięcza ogłoszonej w trzeciej dekadzie lipca wstępnej umowie z państwowym sudańskim bankiem Agricultural Bank of Sudan. Jest to porozumienie zmierzające do uruchomienia w Sudanie produkcji ciągników i maszyn rolniczych, a także sieci centrów serwisowych na terenie całego kraju.

Na przeciwległym biegunie lipcowego rankingu GIP60 znalazł się KOPEX, który stracił w lipcu ponad połowę swojej wartości. Stało się tak m.in. z powodu transakcji sprzedaży spółce JSW części biznesu skupiającej się na budowie szybów górniczych. W reakcji na tę transakcję inwestorzy zintensyfikowali wyprzedaż akcji KOPEX-u. Na uwagę zasługuje skuteczna obrona swoich akcji przez zarząd spółki, która przyniosła w ostatnich dniach znaczne odbicie ich ceny.

Nastroje w przemyśle chłodniejsze

W lipcu wśród menedżerów logistyki największych producentów zapanowało znaczne ochłodzenie nastrojów. Indeks PMI® nad Wisłą zaskoczył dużym spadkiem wartości do poziomu 52.9 pkt z 54.2 pkt. w czerwcu. To jednym z najdotkliwszych spadków wśród objętych badaniem krajów, a wynika on z osłabienia tempa wzrostu produkcji i wolniejszego wzrostu liczby nowych zamówień w polskim przemyśle. Spadła również dynamika wzrostu zatrudniania. Spadek indeksu PMI zanotowała też cała strefa euro, dla której indeks PMI® w lipcu wyniósł 54.3 pkt (54.9 w czerwcu).

Prognozując przyszłe ceny akcji polskich producentów warto zwrócić uwagę na wchodzący w życie we wrześniu awans naszego rynku kapitałowego do grona rynków rozwiniętych. Co prawda przetasowania międzynarodowych inwestorów instytucjonalnych, które muszą pilnować odpowiednich struktur swoich portfeli inwestycyjnych, trwają już od paru miesięcy, ale możliwe, że w sierpniu przybiorą one na sile.

Innym bardzo ważnym aspektem jest sytuacja geopolityczna na świecie. Obecnie nikt nie jest w stanie przewidzieć skali postępującej wojny handlowej prowokowanej przez USA, a sytuacja na Bliskim Wschodzie staje się coraz bardziej skomplikowana. Z pewnością zwiększa to ryzyko inwestycyjne i zniechęca do zwiększenia zaangażowania kapitału na takich rynkach jak warszawska GPW.

Nieoczywiste czynniki

Sezon ogórkowy trwa w najlepsze, nie będzie więc dużym nadużyciem, jeśli wskażemy dodatkowo kilka nieoczywistych czynników zwykle pomijanych w tego typu analizach, a które nieraz poprzedzały spore zawirowania gospodarcze. Drugiego dnia sierpnia Apple Inc. jako pierwsza spółka na świecie została wyceniona przez rynek powyżej niewyobrażalnej granicy 1 biliona USD. W tym samym czasie wycena wszystkich spółek notowanych na GPW stanowiła ok 33.4% wartości Apple. Przeważnie rekordy giełdowe tego pokroju zapowiadały przyszłe spadki napływu kapitału, który przepływa w kierunku inwestycji z wyższą oczekiwaną stopą zwrotu.

Innym ciekawym i zaskakująco skutecznym prognostykiem przyszłych zawirowań gospodarczych jest budowa rekordowo wysokich drapaczy chmur. Zazwyczaj oddanie do użytku najwyższego budynku świata zbiegało się w czasie z wybuchami globalnych kryzysów. A w tej chwili w Arabii Saudyjskiej trwa budowa Jeddah Tower – przyszłego najwyższego budynku na świecie, który po raz pierwszy w historii ma przekroczyć wysokość 1000 m. Według planu ma on zostać oddany do użytku już w przyszłym roku.

Oczywiście nie można wyciągać z powyższego zlepku kilku pozornie niezwiązanych ze sobą faktów zbyt daleko idących wniosków, ale myślę, że dobrym podsumowaniem wspomnianych zagrożeń będzie raport Instytutu Finansów Międzynarodowych (IIF), z którego wynika, że globalny dług jest już warto ćwierć biliarda dolarów amerykańskich, co stanowi już ponad 300% światowego PKB – zwraca uwagę Maciej Zaręba. Wielu specjalistów od dawna prognozuje, że przyszłe załamanie na globalnym rynku będzie wynikało ze zbyt dużego zadłużenia. Recesja, jeśli wystąpi, z pewnością odbije się na cenach polskich akcji, a więc także na akcjach polskich producentów.

Dlaczego sztuczna inteligencja podejmuje określone decyzje?

Aby móc naprawić pojazd, mechanicy samochodowi muszą zajrzeć pod maskę. Podobnie analitycy, aby móc wykorzystać potencjał algorytmów sztucznej inteligencji, muszą mieć możliwość sprawdzenia, w jaki sposób one działają i móc dostosowywać je do potrzeb organizacji. Nowe funkcjonalności platformy SAS Viya pozwalają odkrywać zawiłości analityki i sprawiają, że prezentowane wyniki są bardziej przejrzyste i zrozumiałe dla większej liczby osób w organizacji.

(8 sierpnia 2018 r.) – Rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji coraz śmielej wkraczają do biznesu i życia codziennego. Potwierdzają to dane IDC, według których globalne nakłady na systemy kognitywne i AI sięgną do końca tego roku 19,1 miliarda dolarów. Potencjał technologiczny sztucznej inteligencji jest ogromny, jednak dla wielu organizacji sposób jej działania to wciąż czarna magia.

Dlaczego AI odrzuciło Twój wniosek kredytowy?

Systemy analityczne wykorzystujące sztuczną inteligencję dają firmom możliwość tworzenia scenariuszy biznesowych, na podstawie których mogą one budować swoją strategię. Jednak, aby przewidywania te były w pełni wartościowe, niezwykle istotne jest zrozumienie, w jaki sposób system doszedł do konkretnych wniosków. Specjaliści SAS zwracają uwagę na fakt, że system może przedstawić błędne wnioski np. w sytuacji, gdy bazował na niewłaściwych, niekompletnych lub błędnych danych. Jeżeli instytucja finansowa wykorzystuje narzędzia wyposażone w algorytmy sztucznej inteligencji w procesie scoringu kredytowego, bardzo ważne jest zrozumienie dlaczego system rekomenduje zatwierdzenie lub odrzucenie konkretnego wniosku o kredyt. Podobnie w przypadku firmy HR-owej, gdzie system AI wspiera konsultantów w procesie selekcji Curriculum Vitae. Jeżeli na skutek błędu odrzucone zostanie CV perspektywicznego pracownika, może to wydłużyć proces poszukiwania odpowiedniej osoby na dane stanowisko. Możliwość kontroli i weryfikacji modeli analitycznych pozwala ustrzec się przed taką sytuacją.

Obecnie większość organizacji wykorzystuje deep learning i przetwarzanie języka naturalnego, co znacznie ułatwia rozwiązywanie problemów biznesowych. Niestety modele te stają się coraz bardziej skomplikowane. Niezwykle ważne jest, aby biznes ufał wykorzystywanym narzędziom analitycznym. Nowe funkcjonalności platformy SAS Viya umożliwiającą wgląd w modele analityczne i określenie, w jaki sposób one działają oraz ocenę ich skuteczności – mówi David Tareen, Global Product Marketing Manager ds. Sztucznej Inteligencji w SAS.

Bezpieczeństwo informacji w systemach AI

Wykorzystanie sztucznej inteligencji w systemach analitycznych przetwarzających dane osobowe wzbudza wątpliwości związane z prywatnością. Jest to szczególnie istotne w kontekście wejścia w życie w maju tego roku Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych. Tylko nieznacznie ponad jedna trzecia (35%) uczestników badania SAS AI Research, twierdzi, że ich dane osobowe wykorzystywane przez AI byłyby bezpiecznie przechowywane. SAS Viya umożliwia automatyczne lokalizowanie danych osobowych, takich jak wiek, adres czy informacje finansowe, co z kolei pozwala na lepsze zarządzanie nimi. Brak zrozumienia, w jaki sposób działa sztuczna inteligencja i dlaczego prezentuje określone wyniki analiz może być barierą we wdrażaniu tej technologii, w szczególności w obszarach takich jak ochrona zdrowia czy nauka, gdzie przetwarzane są dane wrażliwe.

Sztuczna inteligencja przyśpiesza wdrożenie analityki w biznesie

Wśród firm, które zaufały sztucznej inteligencji i zdecydowały się na wdrożenie platformy SAS Viya są przedstawiciele niemal każdej branży z całego świata m.in.:

  • AAA Northeast (USA) – pomoc drogowa,
  • Swiss Mobiliar (Szwajcaria) – ubezpieczenia,
  • Tieto-Tapiola Oy (Finlandia) – usługi IT.

Również instytucje finansowe wykorzystują potencjał danych oraz automatyzację przetwarzania informacji, którą umożliwia sztuczna inteligencja. Jedną z nich jest NH Bank, największy bank w Korei Południowej obsługujący ponad 20 milionów klientów. Dzięki narzędziom analitycznym SAS, firma jest w stanie zarządzać danymi i tworzyć kompletny obraz każdego klienta oraz przygotowywać spersonalizowane oferty produktów finansowych. Uczenie maszynowe pozwoliło zbudować do tego celu, w zaledwie 6 miesięcy, specjalny portal, z którego korzystają pracownicy NH Bank.

Źródło: Artificial Intelligence for Executives.

Złoty broni mocnych poziomów po 4,25 za euro

Administracja Trumpa przedstawiła listę kolejnych towarów z Chin, które zamierza w tym miesiącu objąć cłami. Nowy epizod wojen handlowych nie przynosi jednak reakcji rynku, który systematycznie uodparnia się na tego typu informacje. Wydaje się też, że inwestorom nie zależy na przerwaniu trwającej stabilizacji. Zanosi się na kolejny spokojny dzień.

Nowo zapowiedziana lista towarów wartych 16 mld USD jest uzupełnieniem do 34 mld USD, które zostały objęte cłami 6 lipca. Nowa paczka ma podlegać sankcjom od 23 sierpnia, ale ogólnie nie jest to nowa wiadomość i dlatego rynek przechodzi obok niej obojętnie. Szczególnie, że opublikowane dziś dane z chińskiego handlu sugerują ograniczony wpływ wojen handlowych. Eksport w lipcu wzrósł mocniej od prognoz (12,2 proc. r/r, prog. 10 proc.), choć sprzedaż bezpośrednio do USA osłabła. Dużym zaskoczeniem byłą dynamika importu (27,3 proc. r/r, prog. 16,5 proc.) pomimo oclenia importu towarów rolnych, gdyż obniżenie taryf na import samochodów zadziałało lepiej niż równoważąco. Potwierdza się zatem teza, że wojny handlowe są zagrożeniem przede wszystkim w głowach inwestorów, przedsiębiorców i konsumentów i jeśli twarde dane nie wskażą na załamanie, gospodarka globalna powinna mieć się dobrze.

Rynek FX nie wykazuje dużo życia i poza tym, że USD przez okazjonalne dostosowanie pozycji ma się słabiej (choć w bardzo ślimaczym tempie), nie widać, aby inwestorzy byli zainteresowani zmianą status quo. Po tym, jak EUR/USD poddał kolejną próbę wyrwania się dołem z konsolidacji 1,15-1,1750, kurs przeszedł w nudne brodzenie blisko 1,16. Dla USD/JPY punktem odniesienia stał się poziom 111, choć słabość dolara dziś zaznacza się tutaj najmocniej. Na rynku nie ma miłości dla GBP przy podniesionych obawach o brak porozumienia w sprawie Brexitu. I jakkolwiek jestem zdania, że do porozumienia dojdzie, to okres między dziś a październikiem to dla forexu wieczność i mało kto odważy się terasz kupić funta. W ogólnym marazmie dobrze ma się za to złoty, który broni mocnych poziomów po 4,25 za euro.

Dziś na pierwszym planie może być NZD, choć na właściwe rozstrzygnięcia będzie trzeba poczekać do wieczora. Nikt nie spodziewa się zmiany głównej stopy OCR (1,75 proc.), ale ciekawsze mogą być wystąpienie prezesa Orra i Raport Polityki Monetarnej. RBNZ obecnie prognozuje podwyżkę w I kw. 2020 r., co jest spójne z rynkową wyceną, więc modyfikacje w tym aspekcie będą istotne. Szanse na jastrzębie wzmianki są minimalne, biorąc pod uwagę słabość wskaźników zaufania konsumentów i aktywności biznesu, jak również spadek cen mleka o ponad 5 proc. od czasu poprzedniego posiedzenia. Ale też przed wyraźnie gołębim przekazem chroni solidna postawa rynku pracy oraz ekspansywna polityka fiskalna. W komentarzu prezesa Orra rynek będzie uważnie nasłuchiwał, czy powtórzona zostanie fraza, że „stopy mogą pójść zarówno w górę, jak i w dół”. Jeśli prezes podkreśli dwustronne perspektywy dla stóp procentowych lub wyrazi obawy o wpływ wojen handlowych, to może wystarczyć, by pchnąć NZD niżej.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Ronson Development z wyraźną poprawą wyników finansowych

  • Przychody Ronson Development rozpoznane w pierwszym półroczu 2018 r. przekroczyły 170 mln zł, czyli były o ponad 16% większe niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Uwzględniając wartość lokali przekazanych klientom w projekcie joint venture City Link I, całkowite przychody za sześć miesięcy tego roku sięgnęły 194 mln zł, co oznacza wzrost o 35% r/r.
    • W pierwszym półroczu br. Ronson przekazał klientom klucze łącznie do 517 lokali, o 39% więcej niż w analogicznym okresie 2017 r. (371 lokali).
    • 64 z 517 przekazanych lokali dotyczyło projektu City Link I, w którym Spółka ma 50-procentowy udział.
  • Skonsolidowany zysk brutto ze sprzedaży za pierwsze półrocze 2018 r. wyniósł 27,6 mln zł, czyli o około 12% więcej w porównaniu z 24,7 mln zł zysku brutto ze sprzedaży w pierwszej połowie 2017 r. Całkowity wynik ekonomiczny (uwzględniając 100% zysku brutto z projektu City Link I) wyniósł 33,6 mln zł.
    • Średnia marża brutto na inwestycjach mieszkaniowych przekazanych klientom w okresie od stycznia do czerwca br. (uwzględniając projekt City Link I) wyniosła 17,3% wobec 15% przed rokiem.
  • Zysk netto przypadający akcjonariuszom Ronson Development w pierwszym półroczu 2018 r. wyniósł 10,3 mln zł i był niemal 4-krotnie wyższy niż w tym samym okresie ubiegłego roku, kiedy wyniósł niespełna 2,7 mln zł.

Komentarz do wyników finansowych:

– Dzięki bardzo udanemu drugiemu kwartałowi, całe pierwsze półrocze 2018 r. zakończyliśmy z wyraźnie lepszymi niż przed rokiem wynikami finansowymi na każdym poziomie rachunku zysków i strat. Od początku tego roku przekazaliśmy klientom łącznie 571 lokali, czyli o 39% więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej, co przełożyło się na dynamiczny wzrost przychodów. Największy udział w rozpoznanych wynikach miał projekt Espresso na warszawskiej Woli, gdzie w pierwszym półroczu przekazaliśmy klientom 137 lokali o łącznej wartości ponad 56 mln zł i marży brutto na poziomie prawie 22%. W ukończonym w maju br. pierwszym etapie osiedla Miasto Moje na Białołęce w drugim kwartale zdążyliśmy przekazać 60 lokali o łącznej wartości prawie 17 mln zł z marżą brutto sięgającą niemal 25%. Dodatkowo, 134 lokale (o łącznej wartości 40 mln zł) w Miasto Moje I były już sprzedane na koniec czerwca i spodziewamy się, że zostaną one przekazane klientom i rozpoznane w rachunku wyników w trzecim kwartale tego roku – powiedział Rami Geris, członek zarządu i dyrektor finansowy Ronson Development. – W pierwszym półroczu przekazaliśmy również 24 lokale w projekcie Nova Królikarnia na Mokotowie. Są to głównie apartamenty o dużych metrażach i wysokiej średniej cenie jednostkowej – łączna wartość przekazanych lokali to blisko 19 mln zł, a marża brutto przekroczyła 12%. Warto tutaj wskazać, że łączne spodziewane przychody z całego projektu Nova Królikarnia (uwzględniając etapy objęte opcjami zakupu) wynoszą niemal 450 mln zł – dodał Rami Geris.

Wyniki sprzedaży w pierwszym półroczu br.

Pod względem bieżącej sprzedaży mieszkań, pierwsza połowa tego roku, a w szczególności drugi kwartał, również była udana dla Ronson Development. Od kwietnia do czerwca spółka zakontraktowała sprzedaż 248 lokali, czyli o 38% więcej niż przed rokiem. Narastająco od początku tego roku Ronson Development znalazł nabywców łącznie na 436 lokali.

– Bardzo dobre wyniki sprzedażowe notujemy zarówno w naszych warszawskich projektach: City Link oraz Miasto Moje, jak i w inwestycjach poza stolicą, m.in. w poznańskim projekcie Grunwald2, w szczecińskiej Panoramice oraz wrocławskiej Vitalii – podkreślił Andrzej Gutowski, członek zarządu, dyrektor sprzedaży i marketingu Ronson Development.

Na koniec czerwca br. w ofercie sprzedaży spółki znajdowało się łącznie 881 lokali. – Aby utrzymać tempo sprzedaży, niewątpliwie musimy w kolejnych miesiącach uzupełnić naszą ofertę. W drugim półroczu planujemy uruchomienie projektów obejmujących łącznie ponad 600 lokali. Będą to zarówno kontynuacje naszych dotychczasowych inwestycji: Miasto Moje i Nova Królikarnia w Warszawie oraz Vitalia we Wrocławiu, jak i projekty w zupełnie nowych lokalizacjach: na warszawskim Ursusie oraz na wrocławskim Jagodnie – zapowiedział Andrzej Gutowski.

Plany na pozostałą część 2018 r.

– Podtrzymujemy nasze plany, które zakładają przekazanie klientom w całym 2018 roku łącznie około 800 lokali. Spodziewamy się w związku z tym, że podobnie jak w pierwszym półroczu, pozwoli nam to osiągnąć satysfakcjonujące wyniki finansowe także w drugiej połowie roku. Zgodnie z zaprezentowaną niedawno polityką dywidendową, wypracowanymi zyskami zamierzamy regularnie dzielić się z naszymi akcjonariuszami, wypłacając co roku 50% zysku netto przypadającego akcjonariuszom jednostki dominującej, przy czym nie mniej niż 9,8 mln zł. To daje 0,06 zł na akcję przy obecnej liczbie akcji. Stabilna sytuacja finansowa spółki pozwala nam na wypłatę dywidendy w takiej wysokości jeszcze w tym roku. Przypomnę, że na 14 września br. zwołane zostało nadzwyczajne walne zgromadzenie akcjonariuszy Ronson Development, podczas którego głosowana będzie propozycja wypłaty 0,06 zł dywidendy na akcję z rezerwy utworzonej z zysków zatrzymanych. Spodziewamy się również, że w tym roku sfinalizujemy proces przeniesienia siedziby spółki do Polski, która jest naszym rodzimym rynkiem od początku działalności – wskazał Nir Netzer, prezes Ronson Development. 

Wybrane skonsolidowane wyniki finansowe Ronson Development (mln zł)

  2Q 2018 2Q 2017 Zmiana r/r 1H 2018 1H 2017 Zmiana r/r
Przychody ze sprzedaży 90,0 36,1 +149% 170,2 146,2 +16%
Zysk brutto ze sprzedaży 17,0 6,1 +179% 27,6 24,7 +12%
Zysk / strata netto 1) 6,4 -3,2 10,3 2,7 +281%

1) zysk netto przypadający akcjonariuszom podmiotu dominującego

Polki to menadżerki zdrowia w rodzinie. Ponad połowa decyduje o leczeniu dzieci i partnera

Polki to menadżerki zdrowia w rodzinie. Ponad połowa decyduje o leczeniu dzieci i partnera 8

W większości polskich rodzin to kobiety są odpowiedzialne za organizację życia zdrowotnego. 60 proc. Polek decyduje o formie leczenia nie tylko swoich dzieci, lecz także partnerów i mężów. W przypadku wystąpienia objawów wizyta u lekarza nie zawsze jest pierwszym wyborem. 41 proc. kobiet woli leczyć siebie i bliskich samodzielnie, 30 proc. konsultuje się ze znajomymi i rodziną. Polki, zwłaszcza te z młodszych pokoleń, są otwarte na korzystanie z porad medycznych na odległość.

Z badania przeprowadzonego na potrzeby portalu iWylecz24.pl wynika, że zdecydowana większość Polek bierze na siebie odpowiedzialność za zdrowie rodziny, nie tylko tej najbliższej. 96 proc. ankietowanych pań przyznało, że same umawiają dla siebie wizytę u lekarza, 80 proc. umawia dziecko, 60 proc. również męża lub partnera, a 13 proc. nawet rodziców i teściów. 44 proc. przebadanych mężczyzn zadeklarowało, że również bierze udział w procesie organizacji leczenia, natomiast tylko 20 proc. panów przyznało, że to na nich spoczywa ten obowiązek.

 Kobiety są bardziej odpowiedzialne w kontekście gospodarstwa domowego, czyli rodziny. To one biorą na siebie ciężar weryfikowania, jaki jest stan zdrowia najbliższych. Można z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że w Polsce menadżerkami leczenia są kobiety – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Grabowski z iWylecz24.pl.

W przypadku wystąpienia objawów choroby wizyta u lekarza nie zawsze jest jednak pierwszym wyborem. Badanie pokazuje, że tylko 24 proc. kobiet nie weryfikuje symptomów, tylko natychmiast decyduje się na konsultację z lekarzem. 41 proc. samodzielnie wybiera lekarstwa dla siebie lub bliskiej osoby, 37 proc. sprawdza informacje o objawach w internecie m.in. w popularnych wyszukiwarkach lub na portalach medycznych, 27 proc. natomiast konsultuje się z rodziną lub znajomymi. Polki cechuje dwojakie podejście do leczenia.

 Badaliśmy przedział wiekowy 25–55 lat i widzimy pewne różnice. Osoby młodsze z wyższym wykształceniem częściej np. korzystają z mieszanego modelu leczenia, czyli korzystają i z NFZ, i z prywatnej opieki zdrowotnej. Osoby 45+ korzystają przede wszystkich z NFZ, dużo rzadziej z prywatnej opieki zdrowotnej – mówi Marcin Grabowski.

Wyłącznie z usług NFZ korzysta tylko 36 proc. kobiet do 40. roku życia i 64 proc. pań powyżej tej granicy wiekowej. Na mieszany system opieki zdrowotnej, obejmujący NFZ, abonament medyczny lub usługi prywatne poza abonamentem częściej decydują się ponadto panie z wyższym wykształceniem oraz mieszkające w dużych ośrodkach miejskich. Wyłącznie publiczną opiekę zdrowotną wybiera tylko 42 proc. posiadaczek dyplomu ukończenia wyższej uczelni.

– Grupa młodsza, lepiej wykształcona, żyjąca w większych miastach, nie ma czasu, żeby sprawdzać, co się dzieje w publicznej służbie zdrowia. Kojarzą ją z kolejkami i długim czasem oczekiwania. Często nie mają też rodzin na miejscu, nie mają z kim się skonsultować, nie mają tak rozwiniętej siatki bardzo bliskich znajomych – mówi Marcin Grabowski.

Skłonność do korzystania z porady medycznej na odległość w nagłych sytuacjach zadeklarowało 56 proc. respondentek. 51 proc. stwierdziło, że mogłyby się na to zdecydować, gdyby konsultowały się z odpowiednią osobą, czyli lekarzem. 43 proc. nie wykluczyło natomiast możliwości zasięgnięcia takiej porady w trakcie leczenia jako dodatkowej konsultacji. Jedynie 15 proc. ankietowanych kategorycznie uznało, że nie skorzystałoby z telemedycyny w żadnym przypadku.

– Z tej perspektywy proces organizacji leczenia wsparty telemedycyną to jest kierunek, w którym będziemy na pewno szli, a kobiety są naszą główną grupą odbiorczą. Rozwijając nasze narzędzia, skupiamy się przede wszystkim na menadżerkach leczenia, którymi są Polki, i na pewno w tym dialogu będziemy chcieli jak najczęściej uczestniczyć i tego typu funkcjonalności rozwijać – mówi Marcin Grabowski.

iWylecz24.pl to platforma, która pozwala odszukać specjalistę i umówić się na wizytę. Dzięki testerowi objawów opartemu na sztucznej inteligencji i machine learning pacjenci mogą samodzielnie zweryfikować objawy i uzyskać wstępne rozpoznanie. Mogą się także skontaktować z pielęgniarką lub ratownikiem czy skorzystać z wideowizyty u lekarza.

Upalne temperatury wpływają na rynek reklamy. Firmy farmaceutyczne promują suplementy przydatne latem

Upalne temperatury wpływają na rynek reklamy. Firmy farmaceutyczne promują suplementy przydatne latem 9

Elektrolity, suplementy przeciw nadmiernemu poceniu i wspomagające odchudzanie – te produkty, na które jest zwiększone zapotrzebowanie latem, są najczęściej promowane w mediach przez firmy farmaceutyczne. Branża wydała w lipcu na reklamę ponad 227 mln zł. To trzykrotnie więcej niż sektor finansowy czy telekomunikacyjny. Liderem wydatków jest jednak branża handlowa z budżetem o wysokości ponad 231 mln zł.

– Doskwierające nam upały możemy nie tylko odczuć, lecz także zobaczyć w reklamach branży farmaceutycznej, które ostatnio zmonitorowaliśmy w naszym raporcie badającym reklamy w mediach tradycyjnych – mówi agencji Newseria Biznes Joanna Górska z Instytutu Monitorowania Mediów. – W lipcu dominowały reklamy leków wspomagających przy utracie elektrolitów w czasie upałów, a także blokujących pocenie oraz suplementów diety wspomagających odchudzanie.

Jak wynika z raportu IMM „Wydatki reklamowe w lipcu 2018”, branża farmaceutyczna wydała w ubiegłym miesiącu na reklamę 227,5 mln zł (czyli ponad 1/4 spośród pięciu badanych branż). Największe wydatki w wysokości ponad 6 mln zł wygenerowała marka Litorsal Zdrovit (uzupełnienie elektrolitów). Na kolejnych pozycjach w zestawieniu znalazły się Steper (preparat przeciwgrzybiczny) i Perspiblock (preparat blokujący pocenie się), a także Hepaslimin (wspomaganie odchudzania).

Biorąc pod uwagę łączny udział poszczególnych kategorii w budżetach reklamowych, pozycję lidera zajmują środki przeciwbólowe (17 proc.) i suplementy diety (13 proc.). Produkty wspomagające trawienie odpowiadały za 6 proc. wydatków, pielęgnujące urodę – za 5 proc., a po 4 proc. przypadło na kategorie preparatów wspomagających wątrobę i blokujących nadmierne pocenie.

– Polacy coraz bardziej dbają o swoje zdrowie, a producenci reklam odpowiadają na tę potrzebę – mówi Joanna Górska.

Liderem wydatków w lipcu była branża handlowa, która na reklamę przeznaczyła 231,4 mln zł. Największy budżet promocyjny miał w ubiegłym miesiącu Lidl (ponad 33,5 mln zł), a jego największy konkurent – sieć Biedronka – znalazł się na piątym miejscu zestawienia (z budżetem ok. 15 mln zł). Dyskonty odpowiadały w sumie za 26 proc. reklam branży handlowej. Trzy środkowe miejsca TOP5 należały do sieci z elektroniką i sprzętem AGD: Media Expert (ponad 25 mln zł), Euro RTV AGD (ok. 23 mln zł) i Neonet (ok. 16 mln zł). Łącznie ich udział w wydatkach reklamowych wyniósł 34 proc. Swoją pozycję wśród kategorii reklamowanych produktów umocniły także sklepy meblowe, sieci budowlane i hipermarkety.

Branże handlowa i farmaceutyczna pod względem wydatków na promocję zdecydowanie wyprzedziły kolejne w zestawieniu sektory. Telekomunikacja przeznaczyła w lipcu na ten cel blisko 82,9 mln zł. Liderem wydatków był Plus (blisko 25 mln zł), na drugiej pozycji znalazł się Cyfrowy Polsat (ok. 18 mln zł). Najczęściej lipcowe reklamy dotyczyły oferty na kartę.

– Jeśli chodzi o wydatki reklamowe w branży finansowej, to w lipcu zmonitorowaliśmy budżet o wysokości ponad 70 mln zł – wyjaśnia Magdalena Pawłowska z Instytutu Monitorowania Mediów.

Jak co miesiąc, w tym zestawieniu przodowały banki i firmy pożyczkowe. Lider tego zestawienia – mBank – wydał w lipcu na reklamę ponad 8 mln zł, a ostatni w TOP5 Provident mniej więcej połowę tej kwoty.

 W lipcu w pierwszej piątce mamy mBank, Raiffeisen Polbank, ING Bank Śląski oraz Provident. Nowością na drugim miejscu jest BLIK z budżetem w wysokości ponad 6 mln zł. BLIK jest to system płatności mobilnych, który został stworzony przez Polski Standard Płatności. Tę wysoką pozycję system zawdzięcza kampanii reklamowej z udziałem MC Silk, czyli najszybszego rapera w Polsce, a także może na świecie, który w tym przypadku promuje w radiu i telewizji szybkie płatności mobilne – mówi Magdalena Pawłowska.

Branża motoryzacyjna przeznaczyła na promocję w ubiegłym miesiącu niecałe 65 mln zł. Największy budżet miała Skoda (ponad 7 mln zł), a tuż za nią – Opel, Audi, Toyota i Nissan (między 4 a 6 mln zł).

Tradycyjnie największe kwoty przeznaczane były na reklamy telewizyjne (po 40 proc. w każdej branży). Handel jednak najchętniej inwestuje w promocję w radiu (54 proc. budżetu).

Dynamicznie rośnie liczba ataków na urządzenia internetu rzeczy. Wciąż popularne są blokady komputerów z żądaniem okupu

Dynamicznie rośnie liczba ataków na urządzenia internetu rzeczy. Wciąż popularne są blokady komputerów z żądaniem okupu 10

W ubiegłym roku mniej niż 1 proc. wszystkich globalnych cyberataków miał miejsce w Polsce. Pod względem aktywności cyberprzestępców plasujemy się na 10. miejscu w Europie i 26. na świecie – wynika z raportu firmy Symantec. Choć prym nadal wiodą popularne ataki złośliwym oprogramowaniem czy dla okupu, to dynamicznie przybywa nowych, bardziej wyrafinowanych. Ich celem coraz częściej stają się urządzenia internetu rzeczy i mobilne.

W ostatnim czasie obserwujemy znaczący wzrost ataków cryptojackingowych [wykorzystujących cudze komputery do kopania kryptowalut – red.], ale wciąż duże znaczenie mają dobrze znane ataki typu ransomware czy malware, w których hakerzy blokują czyjś komputer i żądają zapłacenia okupu za jego odblokowanie – mówi agencji Newseria Biznes Jarosław Ancuta, country manager Norton by Symantec.

Najczęściej pojawiającym się zagrożeniem był phishing (1,1 proc. przestępstw na świecie i 4,5 proc. w Europie). W ubiegłym roku infrastruktura Trend Micro zablokowała ponad 66 mld zagrożeń, z czego 85 proc. stanowiły wiadomości e-mail zawierające szkodliwą zawartość. Specjaliści Trend Micro szacują, że w tym roku straty z tytułu naruszenia firmowych systemów poczty elektronicznej mogą przekroczyć nawet 9 mld dol. w globalnej skali.

Następny na liście jest cryptojacking (1,8 proc. globalnych i 4,1 proc. europejskich). To stosunkowo nowy typ ataków – pojawił się w drugiej połowie zeszłego roku wraz z nową technologią do kopania kryptowaluty Monero w przeglądarkach internetowych. Liczba takich ataków rośnie lawinowo. W ubiegłym roku eksperci Norton by Symantec odnotowali wzrost sięgający 8,5 tys. proc.

– Obserwujemy też stały wzrost ataków na urządzenia mobilne, co wiąże się z faktem, że coraz częściej są one używane w bankowości internetowej i zawierają wrażliwe informacje – wyjaśnia Jarosław Ancuta.

Jak wynika z „Internet Security Threat Report” firmy Symantec, takie urządzenia często nie posiadają właściwego oprogramowania antywirusowego i pracują w oparciu o stare wersje systemów operacyjnych.

– Trzeba wspomnieć o niewielkiej ostrożności użytkowników, na przykład przy ściąganiu aplikacji ze źródeł innych niż oficjalne appstore’y – mówi Jarosław Ancuta.

Również urządzenia internetu rzeczy cieszą się coraz większą popularnością wśród cyberprzestępców.

W 2017 roku zaobserwowaliśmy wzrost ataków na urządzenia IoT, takich jak telewizory, lodówki, kamery internetowe, na poziomie 600 proc. Wiąże się to z faktem, że takie urządzenia mają albo bardzo słabe, albo wcale nie mają haseł dostępowych i są niepoprawnie skonfigurowane. To czyni je łatwą zdobyczą dla cyberprzestępców, stosunkowo łatwo mogą zostać wykorzystywane do ataków globalnych. Nie zabezpieczając swoich urządzeń mobilnych czy urządzeń IoT, możemy paść ofiarą różnych zagrożeń, poczynając od cryptojackingu po kradzież tożsamości – podkreśla country manager Norton by Symantec.

Jak wynika z raportu „Internet Security Threat Report 2018” firmy Symantec, w ubiegłym roku w Polsce odnotowano 0,86 proc. wszystkich ataków w globalnej skali. Pod względem aktywności cyberprzestępców daje to 10. pozycję w Europie i 26. na świecie.

– W Polsce obserwujemy w ostatnim czasie lekki wzrost ataków typu ransomware, podczas gdy ich liczba w innych regionach świata maleje. Wynika to z faktu, że cyberprzestępcy wciąż poszukują dla siebie nowych możliwości. Jeżeli na tym rynku robi się ciasno, maleje rentowność, zmienia się sposób reakcji ofiar na atak, np. zmniejsza bądź zwiększa się gotowość do płacenia okupu, powoduje to zmianę zachowań cyberprzestępców, którzy szukają nowych możliwości i przenoszą się w inne rejony – mówi Ancuta.

Ze styczniowego raportu KPMG „Barometr cyberbezpieczeństwa: cyberatak zjawiskiem powszechnym” wynika, że w ubiegłym roku aż 82 proc. działających w Polsce przedsiębiorstw odnotowało przyjemniej jeden cyberincydent. Natomiast 37 proc. zauważyło wzrost liczby cyberataków na przestrzeni ostatniego roku.

Polskie stocznie pilnie potrzebują kontraktów. Reanimacja przemysłu stoczniowego będzie wymagać miliardowych nakładów na infrastrukturę

Polskie stocznie pilnie potrzebują kontraktów. Reanimacja przemysłu stoczniowego będzie wymagać miliardowych nakładów na infrastrukturę 11

MGMiŻŚ rozpoczęło proces konsolidacji państwowych stoczni, co ma dać impuls do rozwoju przemysłu stoczniowego i ułatwić im starania o duże, zagraniczne kontrakty. Rząd zapowiada, że chce odbudować przemysł stoczniowy, który ma w Polsce duży potencjał. Eksperci wskazują jednak, że infrastruktura stoczniowa wymaga miliardowych inwestycji, a polskie stocznie – obok długofalowej strategii – pilnie potrzebują nowych zleceń. Szansą może być program modernizacji Marynarki Wojennej, który zapewni transfer technologii i know-how.

– Polskie stocznie są rozdrobnione i zbyt małe, żeby spełniać rolę generalnego wykonawcy dużych, nowoczesnych jednostek. Wymagają konsolidacji i ten projekt ma być realizowany. Liczą się nie tylko programy i koncepcje, lecz przede wszystkim realne zamówienia. One są potrzebne już dziś. Kondycja polskich stoczni nie jest najlepsza. Ominął je ten boom, którego doświadczają stocznie europejskie. Każde z długofalowych rozwiązań wymaga określonej perspektywy czasowej, a polskie stocznie kontraktów potrzebują już dziś – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Słupski, konsultant ds. stoczniowych InvRest PS.

W połowie czerwca br. Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej przejęło nadzór nad Stocznią Szczecińską i Stocznią Remontową „Gryfia”, które dotychczas były pod zarządem MON. Docelowo pod nadzór właścicielski MGMiŻŚ mają przejść wszystkie państwowe stocznie – w tym Stocznia Nauta, Stocznia Marynarki Wojennej oraz producent elementów do morskich elektrowni wiatrowych ST3 Offshore. Konsolidacja tych podmiotów ma dać impuls do rozwoju polskiego przemysłu stoczniowego i umożliwić starania o duże zagraniczne kontrakty.

– Nowoczesne stocznie działają w formie dużych grup kapitałowych, po konsolidacjach i przejęciach na rynku. Największą grupą stoczniową w Europie jest Fincantieri, składająca się z ponad 20 przedsiębiorstw. W ostatnim czasie zapoczątkowana została fuzja z inną dużą grupą stoczniową, francuską Naval Group. Te stocznie są zdywersyfikowane rynkowo, działają w różnych segmentach rynku, budują okręty wojenne, a więc ich klientem są marynarki wojenne. Jednak istotną część portfela ich klientów stanowią armatorzy wysokospecjalistycznych promów i wycieczkowców, ale również z segmentu offshore – mówi Piotr Słupski.

Ekspert InvRest PS ocenia, że polska infrastruktura stoczniowa wymaga znaczących inwestycji, przekraczających nawet 1 mld zł. Pierwsze zostały już poczynione. Przykładem jest m.in. budowa dużej fabryki morskich fundamentów wiatrowych w Szczecinie ST3 Offshore, w którą w latach 2012–2015 zainwestowano prawie 500 mln zł. Także w Gdyni na terenach po byłej Stoczni Gdynia inwestowane są środki publiczne i prywatne, ale żeby umożliwić budowę wycieczkowców czy promów pasażerskich, potrzebne są znacznie większe nakłady na infrastrukturę stoczniową.

 Potencjał polskich stoczni do realizacji zaawansowanych technologicznie, specjalistycznych jednostek jest, ale w rozumieniu klasycznej infrastruktury stoczniowej, czyli doków, pochylni, hal produkcyjnych. Jesteśmy natomiast zapóźnieni pod względem linii produkcyjnych i unowocześnień z tym związane, jak chociażby duże roboty, automaty spawalnicze – mówi ekspert ds. stoczni.

Jak ocenia, szansą dla polskich stoczni jest realizacja programu modernizacji Marynarki Wojennej i rzeczywiste zakontraktowanie przy udziale partnerów zagranicznych, którzy dostarczą technologie, rozwiązania z zakresu zarządzania i know-how niezbędne dla rozwoju przemysłu stoczniowego w Polsce.

W końcówce maja, podczas Konwentu Morskiego w Gdyni premier Mateusz Morawiecki stwierdził, że Polska ma ogromny potencjał w przemyśle stoczniowym, brakuje jednak dobrej organizacji i przełamania niemocy po poprzednikach. Dodał też, że szansą dla polskich stoczni jest specjalizacja, podając za przykład budowę pierwszego na świecie statku pasażerskiego z napędem elektrycznym w gdańskiej stoczni Aluship.

Auta sterowane joystickiem, a w przyszłości głosem pomogą niepełnosprawnym, nawet z paraliżem rąk i nóg

Auta sterowane joystickiem, a w przyszłości głosem pomogą niepełnosprawnym, nawet z paraliżem rąk i nóg 12

To rewolucja dla osób niepełnosprawnych. Głosowa obsługa gazu, hamulca, obrotu kierownicy czy specjalne joysticki umożliwią prowadzenie samochodu osobom z niedowładem i porażeniem kończyn. Urządzenie, które pozwala przetwarzać głos instruktora w czasie prowadzenia szkolenia na obraz, oznacza zaś duże ułatwienie dla osób niesłyszących. W Stanach Zjednoczonych zrobienie prawa jazdy jest jednym z obowiązkowych elementów rehabilitacji. W Polsce z takiej możliwości korzysta jeszcze niewielki odsetek niepełnosprawnych, ale dzięki nowym technologiom może się to zmienić.

Dzięki nowym technologiom osoby niepełnosprawne stają coraz bardziej mobilne i niezależne. Podnośnik do przesiadania się z wózka na fotel kierowcy,  czy dźwignia do chowania wózka na dachu pojazdu są już stosowane w większości samochodów dostosowanych do potrzeb osób z ograniczeniami ruchu. Już wkrótce na szeroką skalę pojawią się też rozwiązania, które umożliwią prowadzenie pojazdu osobom z niedowładem, porażeniem kończyn, a nawet osobom urodzonym bez kończyn.

– Bardzo szybki rozwój innowacyjnych rozwiązań technicznych pozwala osobom niepełnosprawnym ruchowo, które chcą prowadzić samochód, używać urządzeń zastępujących ich fizyczne możliwości. Już nie potrzebujemy obracać ręką kierownicy, możemy stosować joystick elektroniczny taki jak w grach komputerowych, możemy również zastosować przyciski i z przycisków przejść na sterowanie głosem – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Zbigniew Zawada z Przemysłowego Instytutu Motoryzacji (PIMOT).

Prowadzenie, a właściwie sterowanie samochodem, umożliwia urządzenie Joysteer, czyli elektroniczny, modułowy system prowadzenia pojazdu za pomocą wielofunkcyjnego joysticka. Technologia drive-by-wire jest wykorzystywana m.in. w samolotach – nie ma fizycznego połączenia kierownicy z kołami samochodu, a układy sterowania są zastąpione elektromechanicznymi siłownikami. Joystick pozwala kontrolować wszystkie układy i podobnie jak kierownica przekazuje sygnały płynące z samochodu.

Trwają prace, by samochód móc również kierować głosem, wydając jasne polecenia. W przyszłości możliwe może być także sterowanie pojazdem za pomocą fal mózgowych, które odczyta samochód.

– Najnowszą zdobyczą techniki jest sterowanie głosem, urządzenie GRASER pozwala przetwarzać głos instruktora w czasie prowadzenia szkolenia na obraz. To zazwyczaj ma zastosowanie w przypadku osób niesłyszących, gdzie nie ma możliwości migania i komunikowania się z osobą niesłyszącą w czasie prowadzenia szkolenia. To urządzenie, gdzie kursant ma możliwość zerknięcia kątem oka na szybę i wyświetlacz, np. nawigacji, gdzie pokazuje się piktogram, który pokazuje, jakie polecenie ma aktualnie wykonać na drodze – tłumaczy Zbigniew Zawada.

Jak przekonuje ekspert, obok rozwiązań technologicznych, konieczne jest też wsparcie systemowe. Osoby niepełnosprawne często nie wiedzą, że niedowład czy nawet brak kończyn nie jest już przeszkodą w uzyskaniu prawa jazdy. Wskazują na to statystyki. W Stanach Zjednoczonych prawo jazdy jest elementem terapii i rehabilitacji. W Polsce pieniądze na wspieranie mobilności osób z niepełnosprawnością przekazuje Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Od 2007 roku z pomocy skorzystało zaledwie nieco ponad 3,8 tys. osób, a w 2016 roku – 410 osób.

– Prawo polskie, z narzuceniem przez prawo europejskie, pozwala i dopuszcza lekarzom orzecznikom coraz większą gamę osób z orzeczeniami niepełnosprawności dopuszczać do kursu na prawo jazdy kategorii B. Kiedyś padaczka czy cukrzyca to były bardzo duże ograniczenia, w tej chwili należy być tylko pod stała kontrolą lekarza orzecznika, który co roku przeprowadza badania i to nie dyskwalifikuje z możliwości prowadzenia samochodu – zaznacza przedstawiciel PIMOT.

O mobilność osoby z niepełnosprawnością, zbadanie jej potrzeb i możliwości, zdobywanie wsparcia finansowego, rehabilitację i zaopatrzenie ortopedyczne, naukę jazdy, pomoc w zakupie auta i jego adaptację ma zadbać KOMON, czyli Krajowy Ośrodek Mobilności Osób Niepełnosprawnych.

– Cena kursu na takie prawo jazdy to ok. 2 tys. zł. Jest to zawsze 200–300 zł droższe od standardowego kursu dla osoby sprawnej, z uwagi na fakt dostosowania samochodu do potrzeb klienta. Do każdego klienta podchodzimy indywidualnie, trzeba dostosować samochód, przerobić fotel, dostosować gaz, hamulec czy dostosować poduszki, przełączniki kierunkowskazów na drugą rękę – mówi Zbigniew Zawada.

W przyszłości pomocą dla osób niepełnosprawnych mogą być także w pełni autonomiczne samochody, które potrafią dojechać w wyznaczone miejsce bez pomocy człowieka.

Według Research and Markets globalny rynek pojazdów przystosowanych dla niepełnosprawnych był wyceniany w 2016 r. na 6,16 mld dol. W najbliższych latach ma rosnąć w tempie 5,7 proc. średniorocznie.

Pierwszy mDokument niedługo wejdzie do obiegu. Mobilny dowód pozwoli zweryfikować tożsamość na siłowni albo w przypadku stłuczki

Pierwszy mDokument niedługo wejdzie do obiegu. Mobilny dowód pozwoli zweryfikować tożsamość na siłowni albo w przypadku stłuczki 13

mTożsamość, czyli dane z dowodu osobistego w smartfonie, to pierwsza funkcjonalność rządowej aplikacji mObywatel, którą można bezpłatnie pobrać z Google Play i App Store. Nie zastąpi to tradycyjnego dokumentu, ale pozwoli zweryfikować tożsamość drugiej osoby i wymienić się danymi bez spisywania, skanowania czy fotografowania dowodu. Ta funkcjonalność jest przydatna na przykład przy podpisywaniu umowy po stłuczce samochodowej, w siłowni czy bibliotece. Resort cyfryzacji będzie rozwijać aplikację mObywatel i poszerzać katalog dokumentów, które będą dostępne w wersji mobilnej m.in. o prawo jazdy, dowód rejestracyjny, dokumenty OC, a nawet kartę miejską.

– Mobilny dowód osobisty wejdzie w życie za około miesiąc wraz z ustawą o usługach zaufania i identyfikacji elektronicznej. Zawarte jest w niej umocowanie prawne dla rządowej aplikacji, która się nazywa mDokumenty i pozwala na odwzorowanie danych zawartych w dowodzie osobistym. Nie jest to dowód osobisty, bo ten mamy tylko jeden. Natomiast jest to narzędzie, które pozwoli na weryfikację tożsamości obywatela. Będzie to pomocne chociażby w przypadku zatrzymania przez policję, na poczcie czy w wypożyczalni sprzętu sportowego – mówi agencji Newseria Biznes Marek Zagórski, minister cyfryzacji.

Nowelizacja ustawy o usługach zaufania i identyfikacji elektronicznej została podpisana przez prezydenta 25 lipca 2018 roku. Wprowadza ona przepisy ułatwiające obywatelom potwierdzanie swojej tożsamości w publicznych usługach online oraz umocowania prawne dla elektronicznego systemu identyfikacji obywateli. mTożsamość, czyli dane z dowodu osobistego w smartfonie, to pierwsza funkcjonalność darmowej, rządowej aplikacji mObywatel. Jej pilotaż zakończył się 30 marca br., obecnie w sklepach Google Play i App Store dostępna jest oficjalna wersja. Aby aktywować aplikację, niezbędny jest Profil Zaufany.

mTożsamość korzysta z aktualnych danych tożsamości, które znajdują się w rejestrach państwowych, takich jak imię, nazwisko, data urodzenia, numer PESEL, zdjęcie, numer i seria oraz data ważności dowodu osobistego. Usługa pozwala wyświetlić te informacje na ekranie smartfona, zweryfikować tożsamość drugiej osoby i wymienić się danymi bez spisywania, skanowania czy fotografowania dowodu osobistego. Jest przydatna na przykład przy podpisywaniu umowy po stłuczce samochodowej, w siłowni, bibliotece albo w sklepach i punktach usługowych, które posługują się mWeryfikatorem. W tym przypadku obsługa sklepu może wyłącznie pobrać i sprawdzić dane, ale nie może ich zapisać ani zrobić zrzutu ekranu.

Dane zapisane w telefonie są całkowicie bezpieczne – zaszyfrowane i podpisane certyfikatem wydanym przez Ministerstwo Cyfryzacji. Certyfikat potwierdza również autentyczność danych. Usługa mTożsamość nie zastąpi jednak prawdziwego, plastikowego dowodu osobistego w banku, urzędzie albo przy przekraczaniu granicy.

Mając przy sobie smartfon, w zasadzie mamy przy sobie wszystko, co nam jest niezbędne do bieżącego funkcjonowania. Stąd ta możliwość weryfikacji tożsamości jest bardzo ważna – mówi Marek Zagórski. – Oprócz tego będziemy oferować mobilne wersje innych dokumentów elektronicznych. Pracujemy nad legitymacją szkolną, studencką – wszystko to w tym roku. Pojawią się także wersje elektroniczne dowodu rejestracyjnego i poświadczającego OC. Nie trzeba będzie wozić tych dokumentów w wersji papierowej, co będzie ułatwieniem w razie ewentualnej kontroli i znacznie ją przyspieszy.

Jak informuje, w przyszłości resort zamierza rozwijać aplikację mObywatel i poszerzać katalog dokumentów, które będą dostępne w wersji mobilnej, m.in. o prawo jazdy. W tej chwili trwają zaawansowane prace nad uruchomieniem mobilnej, dostępnej w smartfonie karty miejskiej.

– Prowadzimy rozmowy z niektórymi miastami, aby móc przetestować to rozwiązanie. W przyszłości chcemy, żeby nie tylko państwowe dokumenty mogły znaleźć się w tym koszyku. Rozmawiamy z różnymi dostawcami popularnych świadczeń, np. sieciami klubów fitness. To już kwestia wyobraźni, bo gdyby Polski Związek Wędkarski chciał, toby i karta wędkarska w smartfonie się zmieści – mówi minister cyfryzacji.

W Polsce powstają dwa ośrodki naukowe o światowym potencjale. Poprowadzą badania nad Alzheimerem i falami elektromagnetycznymi

W Polsce powstają dwa ośrodki naukowe o światowym potencjale. Poprowadzą badania nad Alzheimerem i falami elektromagnetycznymi 14

W Warszawie powstaną dwa centra naukowe o międzynarodowym znaczeniu. Pierwsze poprowadzi badania nad neuroplastycznością mózgu, które mogą znaleźć zastosowanie w leczeniu takich chorób jak Alzheimer, Parkinson czy depresja. Naukowcy będą badać tzw. organoidy, czyli miniaturowe struktury mózgowe wyhodowane w laboratorium z komórek macierzystych. Drugie centrum zajmie się badaniami nad zapomnianym pasmem, czyli promieniowaniem terahercowym, które może mieć szereg zastosowań w gospodarce.

Braincity powstanie w Instytucie Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego PAN i będzie prowadzić badania nad mechanizmami plastyczności ludzkiego mózgu. Instytut prowadzi m.in. badania nad neuroplastycznością, czyli zdolnością mózgu do reorganizacji. To funkcja kluczowa dla procesów uczenia się, zapamiętywania i regeneracji. Badania mogą doprowadzić do przełomu w profilaktyce, diagnostyce i leczeniu chorób mózgu takich jak choroba Parkinsona, Alzheimera, depresja i schizofrenia.

Do końca przyszłej dekady te choroby będą jednym z najczęstszych i największych zagrożeń zdrowotnych, a koszty ich leczenia już teraz sięgają ok. 800 mld euro rocznie. Naukowcy liczą, że zrozumienie i wykorzystanie plastyczności mózgu przyczyni się do opracowania nowych terapii.

– Braincity będzie prowadzone razem z EMBL – European Molecular Biology Laboratory, które jest jedną z najbardziej prestiżowych organizacji naukowych na naszym kontynencie. Poprowadzi projekty z neurobiologii, w tym również nakierowane na leczenie chorób neurodegeneracyjnych, takich jak Alzheimer albo Parkinson. Naukowcy mają nadzieję, że te badania będą mieć zastosowanie w leczeniu ludzi – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr Maria Pawłowska, koordynator programu MAB w Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.

Na stworzenie Braincity instytut pozyskał grant w wysokości 39 mln zł. W centrum pracować będzie sześć zespołów badawczych, których liderzy będą mogli swobodnie pracować nad własnymi projektami naukowymi, zgodnie z międzynarodowymi standardami badawczym. Pracami pokierują uznani polscy naukowcy: prof. dr. hab. Leszek Kaczmarek i dr hab. Ewelina Knapska. Dzięki współpracy z EMBL, centrum uzyska dostęp m.in. do najnowocześniejszych technologii inżynierii genetycznej, technologii edycji genomu oraz bioinformatycznych baz danych.

– Będą tam prowadzone również badania na tzw. organoidach, czyli tworzonych w laboratorium małych mózgach wyhodowanych z komórek, na których można eksperymentować. Wydaje się to bardzo ekscytujące, ponieważ nadal bardzo niewiele wiemy o mózgu. Niektórzy uważają, że o powierzchni Księżyca wiemy więcej niż o własnym mózgu, więc jest to niesamowicie ciekawy temat pod kątem rzeczywistych problemów, z którymi światowe społeczeństwo się teraz zderza. Na szczęście żyjemy coraz dłużej, ale choroby neurodegeneracyjne są coraz większym problemem i mamy nadzieję, że Braincity będzie cegiełką, która pomoże w jego rozwiązaniu – mówi dr Maria Pawłowska.

Drugie nowe centrum badawcze, które powstaje przy udziale funduszy z konkursu Międzynarodowe Agendy Badawcze, to Centrum Badań i Zastosowań Technologii Terahercowych. Będzie prowadzone przez Instytut Wysokich Ciśnień PAN w Warszawie, a pokierują nim wybitni polscy fizycy: profesorowie Wojciech Knap i Thomas Skotnicki. Ośrodek będzie prowadzić badania nad zapomnianym pasmem czy inaczej luką terahercową.

– Polska ma co najmniej dziesięcioletnią historię tych badań, prof. Knap jest absolutnie światowym ekspertem w tej dziedzinie i mamy nadzieję, że jego zespół znajdzie nowe zastosowania dla teraherców. Potencjalnie jest ich bardzo wiele. Problem dotyczy tego, jak wdrożyć je w gospodarce, jak wykorzystać tę długość fali w sposób pożyteczny dla ludzi. Prof. Knap postawił przed sobą zadanie znalezienia rozwiązania tego problemu i bardzo się cieszymy, że będzie robił to w ramach programu MAB – mówi ekspertka.

Zagranicznymi partnerami ośrodka Centra będą Uniwersytet Goethego we Frankfurcie oraz Instytut Elektroniki, Mikroelektroniki i Nanotechnologii w Lille. Projekt uzyskał finansowanie z konkursu MAB w wysokości 34 mln zł.

Jak wyjaśnia FNP, promieniowanie terahercowe to rodzaj promieniowania elektromagnetycznego (pasmo leżące pomiędzy podczerwienią a mikrofalami). W przeciwieństwie do promieniowania rentgenowskiego i ultrafioletowego nie jest szkodliwe dla ludzi ani zwierząt. Mimo że jest znane już od dawna, dotychczas nie znalazło zastosowania na szeroką skalę, dlatego właśnie nazywane jest zapomnianym pasmem albo luką terahercową.

– Promieniowanie terahercowe może być użyte w przeróżnych gałęziach przemysłu, począwszy od czysto mechanicznych zastosowań, np. przy lądowaniu helikopterów. W momencie, kiedy helikopter próbuje wylądować w ciężkich warunkach i pilot nie ma kontaktu wzrokowego z podłożem, wtedy częstotliwości terahercowe są w stanie zobrazować powierzchnię na tyle, żeby umożliwić bezpieczne lądowanie. Z kolei w rolnictwie badanie terahercami pozwala stwierdzić, ile wody jest w liściu. W obliczu zmian klimatycznych informacja o tym, jak i ile podlewać dane rośliny, będzie bardzo pożyteczna i do tego właśnie możemy wykorzystać teraherce – mówi koordynator programu MAB w Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.

Na finansowanie obu projektów Fundacja na rzecz Nauki Polskiej przekazała 73 mln zł. Środki pochodzą z rozstrzygniętego w lipcu konkursu na Międzynarodowe Agendy Badawcze (MAB). Jego celem jest stworzenie w Polsce wiodących ośrodków naukowych o światowej renomie. Konkurs finansowany jest z unijnego Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój.

Z danych portalu danepubliczne.gov.pl wynika, że w Polsce działa trzydzieści pięć centrów badawczych (dane z grudnia 2017 r.).

Mariusz Szpikowski (Porty Lotnicze): Porty regionalne nie ucierpią na powstaniu CPK

Według wszelkich prognoz dostarczanych przez IATA, Urząd Lotnictwa Cywilnego, a także realizowanych na zlecenie PPL-u widać wyraźnie, że zapowiada się duża tendencja wzrostowa polskiego ruchu lotniczego.Zakłada się, że w samym regionie Mazowsza – Warszawy i okolicznych lotnisk – będzie on na tyle duży, że przekroczy 40 milionów pasażerów rocznie. Obsłużyć go nie będzie w stanie Lotnisko Chopina. W zależności od rozwoju ruchu zabraknie tam możliwości przyjęcia przewidywanych od 9 do 15 milionów pasażerów, nawet pomimo rozbudowy portu. Siłą portów regionalnych jest zaś siła samych obsługujących je regionów. Chodzi tu głównie o atrakcyjność turystyczną. Z drugiej strony jest to okno na świat dla ich mieszkańców. Powstanie CPK spowoduje – szczególnie przez rozbudowę modułu kolejowego – skomunikowanie głównych skupisk ludności z portem, jak i ze sobą w krótszym czasie niż obecnie. Część pasażerów, którzy dziś dolatują z portów regionalnych i latają przez huby ościenne, wybierze połączenie kolejowe z własnego regionu do CPK, skąd uda się w dalszą podróż. Ruch ten przeniesie się na transport kolejowy, który jest bardziej ekonomiczny i ekologiczny. Rozwój ruchu lotniczego w Polsce należy więc rozpatrywać w dwóch perspektywach.

– Dotyczą one okresu przed powstaniem Centralnego Portu Komunikacyjnego oraz po jego uruchomieniu. Planując wszelkie działania należy patrzeć długoterminowo i obejmować obie perspektywy – powiedział serwisowi eNewsroom Mariusz Szpikowski, prezes Przedsiębiorstwa Państwowego „Porty Lotnicze” – Lotnisko Chopina jest obecnie jedynym portem przesiadkowym w Polsce. Ma ono swoją poważną misję, m.in. musi zbudować masę krytyczną ruchu przesiadkowego, który zostanie później przeniesiony do CPK. Oznacza to konieczność modernizacji i rozbudowania go do granic możliwości tak, aby był w stanie obsłużyć jak najwięcej pasażerów. Mimo zmian Lotnisko Chopina nie będzie mogło obsłużyć prognozowanej liczby pasażerów. W końcu zaistnieje potrzeba podjęcia próby przeniesienia części ruchu – w tym lowcostowego czy czarterowego – na inne porty. Porty regionalne powinny na tym zyskać. W obecnej perspektywie wzrost mobilności Polaków (czyli liczby podróży przypadającej na mieszkańca, która wynosi w Polsce 1, a dla przykładu w Niemczech 4 rocznie), w miarę wzrostu PKB i zamożności społeczeństwa będzie także rosnąć. Jeśli powstanie taka luka, to zostanie skompensowana przez tego rodzaju ruch – podsumował Szpikowski.

Rekordowe przychody ŠKODA AUTO w pierwszym półroczu 2018 roku

Wzrost przychodów ze sprzedaży o 5,1 proc. i po raz pierwszy w historii przekroczenie wartości 9 mld euro w pierwszym półroczu – z takimi wynikami sześć miesięcy 2018 roku kończy ŠKODA AUTO. Zysk operacyjny producenta utrzymał się na wysokim poziomie i wyniósł 821 mln euro. Od stycznia do czerwca dostawy do klientów wzrosły o 11,6 proc., osiągając rekordowy wynik 652 700 pojazdów. Sukces marki to wynik prowadzonej ofensywy modelowej.

Bernhard Maier, CEO ŠKODA AUTO
Bernhard Maier, CEO ŠKODA AUTO

– Wyniki pierwszego półrocza pokazują, że realizowana przez nas strategia prowadzi do osiągnięcia wyznaczonych celów. Oferta ŠKODA AUTO została bardzo dobrze przyjęta przez naszych klientów. W drugiej połowie roku będziemy kontynuować prowadzoną strategię, na rynku pojawią się nowe modele ŠKODA FABIA i ŠKODA KODIAQ RS – mówi Bernhard Maier, CEO ŠKODA AUTO.

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy roku przychody ŠKODA AUTO wzrosły o 5,1 proc. do 9 161 mld euro (8 720 mld euro w 2017 roku). W tym samym okresie zysk operacyjny spadł o 4,5 proc., utrzymując wciąż wysoki wynik 821 mln euro (860 mln euro w 2017 roku). Zwrot ze sprzedaży wyniósł 9,0 proc. (9,9 proc. w 2017 roku). Przepływ gotówki netto wyniósł 980 mln euro (152 mld euro w 2017 roku).

Klaus-Dieter Schürmann, Członek Zarządu ds. Finansów i IT w ŠKODA AUTO
Klaus-Dieter Schürmann, Członek Zarządu ds. Finansów i IT w ŠKODA AUTO

– Duży wpływ na obecne wyniki ma nasze aktywne zarządzanie w ramach pozytywnego rozwoju wolumenu sprzedaży i kosztów – mówi Klaus-Dieter Schürmann, Członek Zarządu ds. Finansów i IT w ŠKODA AUTO. – Wprowadzone przepisy dotyczące emisji zanieczyszczeń i CO2 stawiają coraz większe wyzwania przed całym przemysłem motoryzacyjnym. W osiąganych wynikach coraz bardziej widać również wpływ inwestycji w nowe technologie i produkty, a także ujemne różnice kursowe i rosnące koszty utrzymania pracowników, wynikające z nowej umowy płacowej – dodaje.

ŠKODA AUTO kontynuuje realizację ambitnej Strategii 2025. Do końca 2020 roku producent samochodów zamierza wprowadzić 19 nowych modeli i poczynić znaczne inwestycje w zakresie innowacji technologicznych, takich jak digitalizacja i elektromobilność.

Konferencja Data Center Trends już 27 września w Warszawie

DATA CENTER TRENDSNadchodzące wyzwania centrów danych!
Zapraszamy do rejestracji!

data center trends

Data Center jest coraz bardziej istotnym elementem dla przyszłego sukcesu firmy oraz jej prawidłowego funkcjonowania.

Od e-commerce, poprzez przechowywanie informacji, logistykę, komunikację z klientami – Centrum Danych stało się biciem serca globalnego biznesu. To krytyczny punkt w całym procesie operacyjnym firmy. Konferencja Data Center Trends zgromadzi czołowych ekspertów i praktyków, którzy podzielą się swoją rozległą wiedzą oraz omówią nadchodzące wyzwania i problemy związane z funkcjonowaniem centrów danych. Liderzy technologii będą rozmawiać o najnowszych trendach w zakresie udoskonalania technologii gwarantujących bezpieczną infrastrukturę Data Center. Przedstawione zostaną również rozwiązania zapewniające wysoką dostępność oraz systemy operacyjne wspomagające całość procesu. Tematyka spotkania skoncentruje się również na aspektach prawnych oraz normalizacjach data center, w standardach europejskich.

odbędzie się 27 WRZEŚNIA  2018 roku w Warszawie

W programie wydarzenia m.in.:

  • Zarządzanie incydentami bezpieczeństwa
    Rafał Gołębiowski, BGŻ BNP Paribas
  • Obowiązki administratora danych osobowych zgodnie z RODO
    Artur Piechocki, APLaw
  • Skoro mam własne DC to po co mi chmura?
    Daniel Polek-Pawlak, Interia.pl
  • Czy zewnętrzne data center jest bezpieczniejsze niż moja serwerownia? Gdzie szukać ryzyka?
    Grzegorz Bernatek, Audytel S.A.
  • Infrastruktura i wyposażenie data center klasy dostępności wg normy prEN 50600 ed.2
    Krzysztof Szczygieł, Polski Instytut Data Center

FORMULARZ REJESTRACYJNY – KLIKNIJ!

Udział bezpłatny. Decyduje kolejność zgłoszeń.

Rekordowe 767 000 PLN – tyle zebrali uczestnicy IX Charytatywnego Turnieju Siatkówki Plażowej Branży Nieruchomości Komercyjnych

767 000 PLN to rezultat tegorocznego Charytatywnego Turnieju Siatkówki Plażowej Branży Nieruchomości Komercyjnych i to absolutny rekord wszystkich dziewięciu edycji imprezy. Wydarzenie odbyło się 2 sierpnia w warszawskim klubie La Playa Music Bar. Łącznie zagrało 56 drużyn i 392 zawodników, a w całym turnieju wzięło udział 2 000 osób. Na podium stanęły zespoły DEKADA S.A./ BOIG, PZU oraz MLP GROUP S.A., a patronat honorowy nad imprezą objął Polski Związek Piłki Siatkowej. Jak podsumowuje JLL, w ciągu dziewięciu lat udało się zebrać ponad 2,3 mln PLN.

Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce
Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce

„Rezultat tegorocznego wydarzenia przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Spodziewaliśmy się, że 9. edycja turnieju przyciągnie jeszcze więcej uczestników i pozwoli na zebranie rekordowej kwoty, jednak wynik przewyższający ubiegły rok o blisko 388 000 PLN absolutnie nas zaskoczył. W tym roku aukcji towarzyszyły ogromne emocje, które w mistrzowski sposób napędzali licytujący. Gorąco dziękuję wszystkim zawodnikom, uczestnikom, sponsorom i patronom za aktywną partycypację i wielkie serca, a przedstawicielom Panattoni, Globalworth, Gleeds, BNP Paribas Real Estate i JLL za ich ogromny osobisty wkład. To fantastyczne uczucie widzieć, jak każdego roku cała branża nieruchomości jednoczy się i sportowo rywalizuje w tak szczytnym celu, jak pomoc najmłodszym.”, komentuje Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce.

Wpłaty na kwotę 667 000 zł, zebrane z rejestracji drużyn, aukcji, datków, powiększone następnie o kontrybucję – 100 000 PLN – od Globalworth – trafiły do Stowarzyszenia Rodziców i Przyjaciół Dzieci Niewidomych i Słabowidzących „Tęcza” na rzecz modernizacji centrum, budowy Ogrodu Terapeutycznego wokół placówki i zakupu okulistycznego sprzętu diagnostycznego.

W tym roku w wydarzeniu rywalizowało 56 zespołów: Adgar Poland, Allen & Overy, Atrium, AXI Immo, Baker & McKenzie, Bank Zachodni WBK, Bird & Bird, BNP Paribas, BSC Real Estate Advisors, Cavatina, CBRE, Colliers, Cresa, Cromwell Property Group, Cushman & Wakefield, Dekada/BOIG, Dentons, Echo Investment, EPP, Ghelamco, Gleeds, Globalworth, Go4Energy, Greenberg Traurig, Griffin, GTC, HB Reavis, Heitman, ING, JLL, Knight Frank, Kucharski & Partners, Linkcity Poland, Linklaters, Magnusson, Metro Properties, MLP Group, MyHive, Neinver, Nepi Rockcastle, Nuvalu, Octava Property Trust, Panattoni Europe, Polski Holding Nieruchomości S.A., Prologis/Logicor, PZU, Savills, SEGRO, Skanska, Strabag, Torus, TPA Poland, TriGranit, Unibail-Rodamco-Westfield, White Star Real Estate oraz Xcity Investment.

Sponsorami IX Charytatywnego Turnieju Siatkówki Plażowej Branży Nieruchomości Komercyjnych byli: AGIS Nieruchomości, Berlin Hyp, Drukarnia Grasp, GOART Pracownia Reklamy, House of Tudor, La Playa Music Bar, Medicover, Mellov, Przedszkole Pomarańczowa Ciuchcia, Salwasport, Stewart Title Limited, STIXX Bar & Grill, Top Event, TopWoman.

Patronat medialny nad wydarzeniem objęli: Bazabiur.pl, EurobuildCEE, EuropaProperty, Magazyny.pl, Outsourcing and More, Outsourcing Portal, Poland Today, Polska Rada Centrów Handlowych, Property Design, Propertynews.pl, Retailnet.pl, Shopping Center Poland Magazine, The City, Warsaw Business Journal.

Novaturas zanotował 36-proc. wzrost EBITDA w I półroczu 2018 r.

Grupa Novaturas, której akcje od marca tego roku notowane są na GPW w Warszawie oraz Nasdaq w Wilnie, w pierwszym półroczu 2018 r. odnotowała wzrost przychodów o 43% r/r, do 80,2 mln EUR, umacniając pozycję największego operatora turystycznego w krajach bałtyckich. Wypracowana przez Grupę EBITDA za sześć miesięcy br. sięgnęła prawie 5,9 mln EUR i była niemal 36% wyższa niż rok wcześniej, a zysk netto przekroczył 4,4 mln EUR, co oznacza wzrost o 24% w porównaniu z tym samym okresem 2017 r.

W pierwszym półroczu 2018 r. na wakacje z największym operatorem turystycznym w krajach bałtyckich wyjechało 134,5 tys. osób. W samym drugim kwartale br. z usług Grupy Novaturas skorzystało blisko 97 tys. osób, czyli o 39% więcej niż w analogicznym okresie 2017 r.

W pierwszym półroczu br. Novaturas zanotował istotny wzrost klientów na wszystkich trzech głównych rynkach działalności: na Litwie i Łotwie z jego usług skorzystało o 43% pasażerów więcej niż przed rokiem, a w Estonii wzrost sięgnął 38%. Grupa Novaturas oferuje swoje produkty również na Białorusi, gdzie w pierwszym półroczu br. liczba klientów wzrosła o blisko 86%.

Linas Aldonis, dyrektor generalny Novaturas
Linas Aldonis, dyrektor generalny Novaturas

– Po bardzo dobrych wynikach finansowych pierwszego kwartału tego roku, wyniki drugiego kwartału były również lepsze w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Popyt na nasze produkty utrzymuje się na wysokim poziomie, co przekłada się na znaczny wzrost przychodów Grupy, a jednocześnie kontrolujemy koszty operacyjne. W efekcie, zanotowaliśmy poprawę na każdym poziomie rachunku wyników – powiedział Linas Aldonis, dyrektor generalny Grupy Novaturas.

Największą popularnością wśród klientów Grupy Novaturas niezmiennie cieszą się zorganizowane wyloty wypoczynkowe. Ulubionym kierunkiem w sezonie letnim jest Turcja, którą w ostatnim półroczu odwiedziło o 34% więcej naszych klientów niż rok temu, podczas gdy w sezonie zimowym najczęściej wybierają Egipt. Mieszkańcy krajów bałtyckich bardzo chętnie wypoczywają również w Grecji, Bułgarii i Hiszpanii. W sumie oferujemy 34 kierunki podróży w ramach wczasów zorganizowanych, a także 84 objazdowych wycieczek autokarem i 40 samolotem. Nasi klienci szczególnie cenią wysoką jakość za przystępną cenę, a takie właśnie są wakacje w najchętniej wybieranych destynacjach – podsumował Linas Aldonis.

Grupa Novaturas – wybrane wyniki finansowe

(tys. EUR) II kw. 2018 II kw. 2017 Zmiana I pół. 2018 I pół. 2017 Zmiana
Przychody 54 394 38 886 +39,9% 80 239 56 194 +42,8%
Zysk brutto 9 312 7 508 +22,5% 14 113 10 392 +35,8%
EBITDA 4 588 4 144 +14,7% 5 875 4 478 +35,6%
Zysk netto 3 457 3 402 +1,6% 4 402 3 538 +24,4%

Trzy mity na temat bitcoina

Bitcoin – zdecentralizowana waluta cyfrowa, niezależna od banków i rządów, umożliwiająca transakcje peer-to-peer (z pominięciem podmiotów trzecich) pomiędzy użytkownikami indywidualnymi lub firmami – jest wśród Polaków coraz popularniejszy. Wiele osób wciąż ma jednak o nim pojęcie bardzo mylne. Oto trzy popularne mity.

Jednym z większych mitów jest to, że bitcoin jest niebezpieczny. To nie do końca prawda. Do jego używania – podobnie jak w przypadku tradycyjnych instrumentów finansowych – musimy być po prostu przygotowani, trzeba mieć pewną wiedzę. Przede wszystkim powinniśmy sprawdzać podmioty, z którymi chcemy współpracować, a także przechowywać w bezpiecznym miejscu nasze klucze prywatne oraz adres bitcoin i nie udostępniać ich niepowołanym.

Jak mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Magdalena Gołębiewska, country manager w firmie Luno: „Ciekawym mitem jest również to, że bitcoin to waluta przestępców. Prawdopodobnie stało się tak dlatego, że early adopters, którzy zaczęli używać bitcoina w roku 2009, kiedy pierwszy bitcoin został wykopany, korzystali z niego, żeby ukryć swoje środki bądź też nie płacić podatków […]. Natomiast myślę, że bitcoin już po blisko 10 latach wyrósł z tej choroby wieku dziecięcego, i dzisiaj wiemy także, w jaki sposób śledzić transakcje – bitcoin jest oparty na blockchainie, który jest całkowicie transparentny”.

System płatności oparty na bitcoinie jest skomplikowany – to z kolei trzeci mit. W rzeczywistości system ten jest prostszy niż tradycyjny, ponieważ w transakcjach bitcoinowych nie uczestniczą żadni pośrednicy, tacy jak banki – środki są przesyłane bezpośrednio do odbiorcy.

Budnex z dobrymi wynikami

0

Pierwsze półrocze dla gorzowskiego dewelopera było udane. Firma Budnex od początku 2018 roku sprzedała przeszło 400 mieszkań. To prawdopodobnie zapowiedź większego sukcesu bo aktualnie w realizacji jest ponad trzy razy tyle lokali.

Firma Budnex realizuje swoje inwestycje w Zielonej Górze, Poznaniu, Gorzowie i Szczecinie, a także w dwóch nadmorskich kurortach, czyli Dziwnówku i Kołobrzegu. Łącznie w tych wszystkich lokalizacjach deweloper w budowie ma ok 1500 mieszkań. – Zapotrzebowanie na nowe mieszkania jest ogromne. Zwłaszcza na najmniejsze metraże, które kupowane są inwestycyjnie. Klienci kupują je za gotówkę, choć na odbiór kluczy często trzeba czekać przeszło rok – mówi Monika Golec, Dyrektor ds. Marketingu i Sprzedaży Budnex. Najwięcej inwestycji deweloper realizuje w rodzinnym Gorzowie Wielkopolskim i Zielonej Górze, gdzie firma ma ugruntowaną pozycję i buduje od dawna. Tam też posiada swoich stałych klientów. Na kolejnych pozycjach w portfelu dewelopera plasuje się kompleks Porta Mare w Dziwnówku i Porta Mare Baltica w Kołobrzegu. Tylko w tych dwóch nadmorskich kompleksach wypoczynkowych w realizacji jest niespełna 400 apartamentów. Nadmorskie projekty zwłaszcza w letnim sezonie przyciągają klientów. Wśród nich nie brakuje tych z najgrubszymi portfelami, którzy za apartamenty z widokiem na morze w Port Mare Wellness & Spa są skłonni zapłacić nawet 20 tys. zł za mkw.

Warto dodać, że tylko w Zielonej Górze firma Budnex w tym roku wprowadziła do oferty trzy nowe inwestycje. Patrząc na liczbę realizacji, do końca roku deweloper planuje przekazać klucze do przeszło 450 nowych mieszkań i apartamentów w północnozachodniej Polsce.

Cisco ogłosiło chęć przejęcia firmy Duo Security

0

Cisco ogłosiło chęć przejęcia firmy Duo Security z siedzibą w Ann Arbor w stanie Michigan, USA. Przedsiębiorstwo jest czołowym dostawcą ujednoliconych rozwiązań dostępowych oraz wieloetapowego uwierzytelniania w chmurze. Narzędzia Duo Security umożliwiają potwierdzenie tożsamości użytkowników oraz określenie poziomu bezpieczeństwa urządzeń z których korzystają, zanim otrzymają one dostęp do aplikacji – chroniąc tym samym organizację przed cyberatakami. Integracja platform sieciowych i chmurowych oraz rozwiązań z zakresu cyberbezpieczeństwa z narzędziami Duo Security umożliwi klientom Cisco łatwe i bezpieczne przyłączanie użytkowników do dowolnej aplikacji lub urządzenia sieciowego.

Wartość transakcji wynosi 2,35 mld dolarów.

„Integracja platform sieciowych i chmurowych oraz rozwiązań z zakresu cyberbezpieczeństwa Cisco z polityką zerowego zaufania charakteryzującą produkty Duo Security do uwierzytelniania oraz przyznawania dostępu, umożliwi naszym klientom stawienie czoła wyzwaniom, które do tej pory wstrzymywały wdrożenia środowisk multicloud lub chmury hybrydowej” – mówi David Goeckeler, wiceprezes oraz dyrektor generalny ds. sieci i bezpieczeństwa w Cisco.

Obecnie zarówno klienci, partnerzy jak i pracownicy mają dostęp do krytycznych z perspektywy biznesu danych oraz aplikacji z licznych lokalizacji i sieci, zarówno tych zabezpieczonych jak i otwartych, korzystając z urządzeń służbowych i prywatnych. Cyberprzestępcy wiedzą, że najefektywniejszym sposobem na uzyskanie dostępu do systemów przedsiębiorstwa jest złamanie hasła użytkownika lub zainfekowanie urządzenia. Jak wynika z raportu 2017 Verizon Data Breach Report, większość cyberataków wiązała się z wykradaniem lub rozszyfrowaniem słabych haseł. Mając to na uwadze, Cisco i Duo Security łączą siły i wspólnie projektują infrastrukturę dla rozbudowanych organizacji, w których użytkownicy, urządzenia i aplikacje stanowią trzon nowoczesnej architektury cyberbezpieczeństwa.

Przejęcie Duo Security przez Cisco pozwoli na:

  • Rozszerzenie sieci intuicyjnej na środowiska multicloud. Firma Cisco zapewnia obecnie lokalną kontrolę dostępu do sieci za pośrednictwem swojego produktu Identity Services Engine (ISE). Oprogramowanie Duo jako model usługowy (SaaS) zostanie zintegrowane z Cisco ISE w celu rozszerzenia możliwości ISE o kontrolę dostępu do aplikacji w chmurze.
  • Uproszczenie polityki bezpieczeństwa w chmurze. Poprzez weryfikację poziomów zaufania użytkowników i urządzeń, Duo doda zaufaną tożsamość do bezpiecznej bramki internetowej Cisco (Secure Internet Gateway), technologii Cloud Access Security Broker, rozwiązań Enterprise Mobility Management oraz kilku innych produktów dostarczanych w chmurze.
  • Rozszerzenie zasięgu widoczności punktów końcowych. Szczegółowa widoczność ponad 180 milionów urządzeń zarządzanych przez Cisco zostanie dzięki możliwościom Duo rozszerzona na urządzenia mobilne i niezarządzane.

„Nasze partnerstwo jest owocem szybkiej ewolucji rynku IT oraz współczesnego stylu pracy, co całkowicie zmieniło sposób, w jaki organizacje muszą myśleć o bezpieczeństwie” – powiedział Dug Song, współzałożyciel i dyrektor generalny Duo Security. „Cisco stworzyło nowoczesną infrastrukturę informatyczną i wspólnie będziemy przyspieszać naszą misję zapewnienia dostępu wszystkim użytkownikom z dowolnymi urządzeniami, łączącymi się z różnymi aplikacjami i w dowolnej sieci. Łącząc siły z największą na świecie firmą zajmującą się tworzeniem i zabezpieczeniem sieci korporacyjnych, mamy wyjątkową okazję do napędzania zmian na masową skalę i przekształcenia branży”.

Oczekuje się, że przejęcie powinno zostać sfinalizowane w pierwszym kwartale roku fiskalnego 2019 firmy Cisco, z zastrzeżeniem zwyczajowych warunków zamknięcia i wymaganych zgód regulacyjnych. Na czele Duo Security nadal będzie stał Dug Song, natomiast firma dołączy do struktur działu Cisco Networking and Security prowadzonych przez Davida Goeckelera.

RTB i Programmatic — jak precyzyjnie dotrzeć do swoich klientów w Internecie?

BI.clickmeWydawcy reklamowi są coraz bardziej natarczywi. Chcąc uzyskać deklarowaną liczbę wyświetleń czy odpowiedni współczynnik klikalności (CTR), zasypują użytkowników coraz to bardziej inwazyjnymi formami reklamy. Dłużni nie pozostali jednak sami odbiorcy, którzy bronią się przed nimi przez programy blokujące. Na precyzyjne dotarcie do Klientów w internecie pozwala Programmatic.

Czym jest Programmatic?

Za Programmatic uważa się technologie oraz sposoby ich wykorzystania, które mają służyć automatyzacji sprzedaży przez Internet. Jest to rozwiązanie o tyle korzystne, że przy wykorzystaniu mieszanki technologii, machine learning oraz doświadczenia marketerów, Programmatic powala na docieranie do konkretnych użytkowników we właściwym czasie. Gwarantuje to stronie wysokiej jakości ruch od odbiorców, którzy wyrażają zainteresowanie danymi produktami lub usługami. Do najważniejszych elementów ekosystemu Programmatic zalicza się::

* Supply Side Platform (SSP), czyli technologię umożliwiającą wydawcy udostępnienie powierzchni reklamowej do sprzedaży
* Demand Side Platform (DSP), czyli technologię, której reklamodawcy używają do kupowania powierzchni reklamowej, np. DoubleClick Bid Manager
* Ad Exchange, czyli technologię będącą połączeniem SSP i DSP, która pośredniczy w realizowaniu transakcji zakupu powierzchni reklamowej
* Data Management Platform (DMP), czyli narzędzie do zbierania i zarządzania informacjami o użytkownikach

Główną korzyścią Programmatic jest spersonalizowany komunikat. W systemie tym reklamodawca kupuje użytkownika, a nie wydaje środków na samą powierzchnię reklamową. Pozwala to ograniczyć wydatki i nie kierować marketingowych treści w kierunku odbiorców, którzy danym dobrem nie wyrażają zainteresowania. Wszystko jest proste, szybkie i automatyczne.

W odróżnieniu od reklamy direct zakup Programmatic odbywa się odsłona po odsłonie. Taki model emisji pozwala decydować o jej zakupie w zależności od wieku i innych informacji o użytkowniku, któremu ma ona zostać zaprezentowana. Pierwszymi emitowanymi reklamami w tym modelu, były wyświetlane na komputerach reklamy display. Obecnie w tym kanale na popularności zyskuje jednak też reklama video oraz mobile. O tym, jak popularna staje się reklama Programmatic, najlepiej świadczą liczby. Tylko w zeszłym roku polscy reklamodawcy na ten kanał marketingowy wydali ponad pół miliarda złotych.

Programmatic a RTB

Programmatic często łączony jest z reklamą Real Time Bidding (RTB), która odpowiada aukcyjnemu modelowi zakupu reklam. W takim modelu reklamodawcy informują, ile skłonni są zapłacić za każdą pojedynczą odsłonę sprzedawaną reklamodawcy, który zaoferuje za nią najwięcej. Przy RTB transakcja realizowana jest przez systemy informatyczne, a akcje dzielą się w czasie rzeczywistym. Podobieństwo do kanału Programmatic wynika też ze zbliżonego ekosystemu. Składa się on z:

* platformy Supply Side Platform
* platformy Demand Side Platform
* platformy AdExchange
* platformy Data Management Platform
* trading desk, kiedy dział firmy lub całe przedsiębiorstwo zajmuje się zakupem i optymalizacją kampanii RTB

Za kanał RTB uznaje się więc część całej technologii Programmatic. Sam aukcyjny model RTB w reklamie sukcesu raczej by nie odniósł. Ważny jest bowiem dobór efektywnej kreacji, która charakteryzuje się największą skutecznością. Więcej o porównaniu obu modeli reklamy przeczytacie pod linkiem https://www.adpeak.pl/blog/programmatic-buying-rtb.

Jak wygląda dopasowanie reklamy do użytkownika?

Zbieraniem informacji o użytkownikach w formie tzw. ciasteczek, za wydawców i reklamodawców najczęściej zajmują się wyspecjalizowane firmy, choć zainteresowane podmioty gromadzić mogą je również osobiście. Analizę takich informacji, na których podstawie do użytkowników dopisywane są reklamy, wykonują z kolei algorytmy. Procesy analityczne zachodzą tu w czasie rzeczywistym, a przejaw zainteresowania użytkownika daną tematyką, automat dostrzega błyskawicznie. Ponadto systemy odpowiadające za analizę danych cały czas się uczą, co określa się mianem „machine learning”.

Mając na uwadze wszystkie powyższe informacje na pewno warto zainteresować się tym rodzajem reklamy, jeśli się tego jeszcze nie zrobiło. RTB i Programmatic to nie tylko buzzwordy, to naturalny kierunek ewolucji reklamy digital.

Fiskus nie umorzy zobowiązania pobitemu podatnikowi, bo to, że go napadli, to jego wina

Na podstawie art. 67a § 1 Ordynacji podatkowej organ podatkowy może z uwagi na ważny interes podatnika lub publiczny przyznać ulgę w spłacie zobowiązań. „Ważny interes podatnika to sytuacja, gdy z powodu nadzwyczajnych, losowych przypadków podatnik nie jest w stanie uregulować zaległości podatkowych” (wyrok NSA z 22.04.1999 r., SA/Sz 850/98). Jednak zdaniem fiskusa napaść, pobicie i wymuszenie, w wyniku których podatnik stał się niewypłacalny, nie spełniają przesłanki „losowości” czy „nadzwyczajności” do przyznania mu ulgi, bo sam jest winien temu, że go napadnięto (wyrok WSA w Szczecinie z 24.05.2018 r., I SA/Sz 508/17).

Ustalenie podatku po 8 latach

We wrześniu 2010 r. Naczelnik Urzędu Skarbowego (dalej: NUS) obciążył podatnika zobowiązaniem do uiszczenia zryczałtowanego podatku dochodowego od osób fizycznych za 2002 r. Wskutek odwołania organ odwoławczy zmienił w 2013 r. jego wysokość. Trzy lata później podatnik zwrócił się do NUS o umorzenie części zaległości podatkowej. Za podstawę wniosku przywołał napaść i pobicie, których padł ofiarą w maju 2010 r. W ich wyniku został na nim wymuszony podpis na wekslach, co doprowadziło go do poważnych kłopotów finansowych.

Elementy codziennej egzystencji

Pomimo faktu skazania w marcu 2014 r. winnych napadu, na skutek którego powstały istotne kłopoty zdrowotne i niemożność podjęcia pracy przez poszkodowanego, dwa organy fiskusa: najpierw NUS decyzją ze stycznia 2017 r., a następnie Dyrektor Izby Administracji Skarbowej (dalej: DIAS), utrzymując ją w mocy decyzją wydaną trzy miesiące później, odmówiły umorzenia zaległości w zryczałtowanym podatku dochodowym wnioskującemu o to podatnikowi.

Nie pomogło wykazanie jako jedynego źródła utrzymania zasiłku chorobowego ani też powołanie się na fakt, iż wydanie decyzji o obowiązku zapłaty podatku nastąpiło na podstawie przepisu, o którego niekonstytucyjności orzekł Trybunał Konstytucyjny. DIAS uznał, że: „…konieczność ponoszenia wydatków bytowych, problemy finansowe, zdrowotne strony, nie stanowią zdarzeń wyjątkowych, dotykających w jakiś szczególny sposób podatnika, bowiem są to elementy codziennej egzystencji i dotyczą ogółu społeczeństwa” (I SA/Sz 508/17).

Akt łaski

Oczywiste jest, że zawarta w Rozdziale 7a Ordynacji podatkowej (Dz.U. 1997, nr 137, poz. 926) instytucja ulgi w spłacie zobowiązań podatkowych ma charakter uznaniowy. Przesądził o tym ustawodawca, używając terminu „może” w zakresie kompetencji organu podatkowego do jej przyznawania. „Instytucja umorzenia zaległości podatkowej ma charakter uznaniowy (…). Stąd też w przypadku stwierdzenia, że w sprawie występuje którakolwiek z przesłanek określonych w art. 67a § 1 O.p. (ważny interes podatnika lub interes publiczny albo obie przesłanki łącznie) organ w sposób uznaniowy podejmuje decyzję o wyborze alternatywy czy przyznać podatnikowi ulgę w spłacie zobowiązań podatkowych, czy też nie” (wyrok NSA z 04.01.2017 r., II FSK 3615/14). Pogląd ugruntował się w orzecznictwie: wyrok WSA w Opolu z 22.10.2014 r., I SA/Op 778/13; wyrok WSA w Krakowie z 21.01.2015 r., I SA/Gd 47/15; wyrok WSA w Gdańsku z 09.03.2016 r, I SA/Gd 1743/15; wyrok NSA z 06.07.2017 r., II FSK 1710/15.

Jednak sądy przypominają organom, w kompetencji których leży przyznanie ulgi, o jednej ważnej rzeczy: „Uwzględnienie wniosku podatnika nie będzie więc żadnym „aktem łaski”, ale efektem rzetelnej oceny, co w ustalonych realiach stanu faktycznego będzie z punktu widzenia społecznego korzystniejsze: zastosowanie ulgi, czy też odmowa uwzględnienia żądania strony” (wyrok NSA z 10.02.2016 r., II FSK 3139/13, zob. także: wyrok WSA w Krakowie z 26.09.2013 r., I SA/Kr 1115/13; wyrok WSA w Łodzi z 24.02.2016 r., I SA/Łd 866/15; wyrok WSA w Szczecinie z 28.04.2016 r., I SA/Sz 194/16).

…bo to, że go napadli, to jego wina

Organy podatkowe, odrzucając wnioski o umorzenie zaległości, najczęściej uzasadniają swoją decyzję tym, iż przychylanie się do nich stanowiłoby wyraz dyskryminacji wobec osób, które pomimo niekorzystnej sytuacji ekonomicznej potrafią regulować ciążące na nich zobowiązania. Kolejnym z głównych argumentów fiskusa jest dbałość o zachowanie dyscypliny podatkowej społeczeństwa i zabezpieczenie interesu publicznego, a więc interesu ogółu społeczeństwa. Tak też organy argumentowały swą odmowną decyzję w niniejszej sprawie.

Jakkolwiek fiskus by nie uzasadniał odmowy przyznania ulgi w spłacie zobowiązań podatkowych, to argumentacja przedstawiona napadniętemu podatnikowi przekracza granice przyzwoitości:

„Organ odwoławczy nie kwestionował, że Strona w dniu 21 maja 2010 r. została napadnięta i pobita przez M. H. i A. K. oraz siłą została zmuszona do podpisania weksli na łączną kwotę […]zł, jednak zauważył, że zdarzenie to miało bezpośredni związek z niewywiązaniem się strony z zobowiązań, powstałych w związku z nabyciem od M. H., „[…]” S.A. we W.. Zatem nie było spowodowane działaniem czynników, na które Podatnik nie miał wpływu, gdyż było zależne od sposobu jego postępowania” (I SA/Sz 508/17).

Interes podatnika zbieżny z interesem publicznym

Przy rozpatrywaniu wniosku podatników, organy, mając na uwadze ważny interes podatnika, winny szczegółowo badać, czy jego sytuacja życiowa predestynuje go do udzielenia wnioskowanej ulgi. Powinny także rozważyć, czy przemawia za tym szeroko rozumiany interes publiczny (wyrok WSA w Łodzi z 24.02.2016 r., I SA/Łd 866/15). Co istotne, organy powinny kierować się aktualną sytuacją podatnika, w jakiej się znajduje w chwili podejmowania przez organ decyzji w sprawie przyznania ulgi (wyrok NSA z 27.04.1988 r., SA/Kr 289/88).

Powszechne zjawisko udzielania odmowy przyznania ulgi w spłacie zobowiązań podatkowych znalazło się w kręgu zainteresowania Rzecznika Praw Obywatelskich. Zarzucił on organom uwzględnianie wniosków tylko w sytuacji stwierdzenia przez nie wystąpienia zdarzeń nadzwyczajnych lub losowych:

„…organ powinien brać pod uwagę także uwarunkowania ekonomiczne i rodzinne. (…) Czy zasadna jest bowiem odmowa umorzenia zaległości podatkowej, która może pozbawić rodzinę środków niezbędnych do minimum egzystencji, a w konsekwencji – skutkować koniecznością uzyskania pomocy państwa w innej formie?” (RPO, sprawa nr V.511.922.2014).

Uzasadnienie odmowy powinno być przekonujące

Wyrokiem z 24.05.2018 r. WSA w Szczecinie uchylił zaskarżoną decyzję organu. Sąd potwierdził charakter uznaniowy instytucji ulgi w spłacie zobowiązań podatkowych. Organ, nawet mimo stwierdzenia zaistnienia przesłanek do umorzenia zaległości, może odmówić uwzględnienia wniosku. Jednakże taką negatywną dla podatnika decyzję powinien jasno, wyczerpująco i szczególnie przekonująco uzasadnić. „W celu prawidłowego rozstrzygnięcia sprawy organy miały obowiązek ustalenia rzeczywistej sytuacji w jakiej znalazł się Skarżący i czy ma ona wpływ na wykonanie obowiązku podatkowego w kontekście przesłanek ważnego interesu podatnika lub interesu społecznego. (…) W ocenie Sądu organ nie sprostał wymaganiom stawianym prawidłowo przeprowadzonemu postępowaniu…” (I SA/Sz 508/17).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Jak brak współodpowiedzialności zabija zespoły

Zespoły, aby mogły skutecznie działać, potrzebują kilku niezbędnych okoliczności i czynników. W ich ramach dużo mówi się o uzupełniających się umiejętnościach, identyfikacji członków zespołów z założonym celem czy otwartej komunikacji. Jest jeszcze jedne czynnik, który niesłusznie, często jest pomijany lub mylony z poziomem zaangażowaniem pracowników – WSPÓŁODPOWIEDZIALNOŚĆ.

Prześledźmy taką sytuację w zespole. Marek został poproszony o stworzenie tekstu informującego stałych klientów o promocji w sklepie. Grafik, którego zadaniem było wizualne zaprojektowanie maila zauważył, że w pierwszym akapicie jest literówka. Ale pomyślał, że znowu będzie musiał się konfrontować z Markiem, z którym mają różne punkty widzenia. W sumie, to jego zadaniem jest jedynie tworzenie grafik, a nie redagowanie tekstu, dlatego nie zareagował. Świetnie zaprojektowany mail został przesłany Kindze, której zadaniem jest rozesłanie go do klientów. Kinga również zauważyła błąd, jednak stwierdziła, że współpracownicy mieli jej przesłać wersję finalną i ona nie będzie za nich wykonywać pracy. Koniec końców – do klientów został rozesłany mail z błędem.

Współodpowiedzialność wpisana jest w definicję zespołu

W opisanym przypadku sprawa jest błaha i konsekwencje nie będą katastrofalne dla firmy. Ale co jeżeli jednak sprawa dotyczyłaby czegoś poważniejszego? Postawy pracowników bazujące na przekonaniach „po co mam się starać, i tak ktoś to po mnie poprawi”, „po co mam się starać, jak i tak reszta zrobi to kiepsko”, „po co mam się starać, skoro mój niski wkład i tak nie będzie ukarany”, „po co mam to robić, skoro inni też tego nie robią”, mogą mieć katastrofalne konsekwencje dla firmy.

Poszczególne projekty zbudowane są często w oparciu o kolejność wykonywania poszczególnych zadań. Gdy jedno nie zostanie dokończone, drugie nie może zostać rozpoczęte. Obszar ten, może zatem decydująco zaważyć na tym, czy dany projekt lub działanie zostanie wykonane. Niedotrzymanie słowa lub niewywiązanie się z obowiązku w określonym czasie przez jednego pracownika wpływa na resztę grupy. Dzięki budowaniu w członkach zespołu poczucia współodpowiedzialności za projekt i ukazaniu im ich realnego wpływu na innych członków grupy, pracownicy mogą utożsamiać się z celami firmy oraz widzą wyraźnie swój wkład w jej funkcjonowanie

Współodpowiedzialność wpisana jest w definicję zespołu. Zdecydowanie podnosi zaangażowanie i energię w grupie. Tworzy atmosferę wzajemnego szacunku, buduje poczucie sprawiedliwego traktowania. Ułatwia przekazywanie i odbieranie feedbacku na temat swojej pracy i starań. Wyzwaniem jest jak ją wytworzyć. – Podstawą do zbudowania kultury współodpowiedzialności jest pomoc ludziom w zrozumieniu, że jeśli nie zwracają sobie wzajemnie uwagi na to, co pomaga osiągać wspólne efekty, jak i na to, co przeszkadza we wzajemnej współpracy, to nie tylko szkodzą sobie osobiście i poszczególnym osobom w zespole, ale finalnie cierpi na tym zespół jako całość – podkreśla Agnieszka Dzienisiewicz, ekspert iniJOB.

Czwarta dysfunkcja pracy zespołowej wg Lencioni’ego

Patrick Lencioni, w swojej książce „Pięć dysfunkcji pracy zespołowej”, opisał unikanie odpowiedzialności jako czwartą dysfunkcję. Zdefiniował ją jako niechęć członków współpracującej grupy do zwracania innym uwagi w kwestii niedopełniania przez nich obowiązków oraz tendencji do unikania trudnych rozmów.

Według Lencioni’ego, pracownicy często nie wyrażają swojego sprzeciwu wobec niepoprawnych zachowań lub nie mówią otwarcie o błędach lub zagrożeniach, które dostrzegają. Dzieje się tak dlatego, że nie chcą oni odczuwać towarzyszącego temu dyskomfortu. W opisie dysfunkcji unikania odpowiedzialności w firmach, uwaga została zwrócona na stwarzanie atmosfery wzajemnych pretensji pomiędzy członkami zespołu, ze względu na przyjmowanie przez nich różnych standardów wykonywania działań. Przekłada się to często na osiąganie przez zespoły przeciętnych wyników.

Przykłady wielu zespołów pokazują, że pojawianie się tej dysfunkcji w zespole wynika z poczucia, że „przecież każdy powinien być odpowiedzialny za siebie i swoją pracę”, i że ”przecież pracuję z dorosłymi osobami, które powinny wiedzieć co mają robić i w jaki sposób”. Członkowie zespołów nie czują się upoważnieni do zwracania uwagi swoim współpracownikom. Tę rolę pracownicy postrzegają jako zarezerwowaną dla menedżera. Kiedy on zaś tego nie robi, to jest to sygnał dla zespołu, że może wszystko jest w porządku i być może taki stan jest akceptowalny. W takich sytuacjach z jednej strony w zespole może narastać frustracja związana z nieefektywnością podejmowanych działań i brakiem akceptacji dla zachowań współpracowników, z drugiej wzrasta niepewność co jest akceptowanym standardem współpracy.

– Praktyka pokazuje także, że niechęć do zwracania sobie na wzajem uwagi i brania na siebie odpowiedzialności za innych często wiąże się z obawą przed reakcją innych osób na informację zwrotną i tym, jak to może wpłynąć na wzajemne relacje (czasem wcale nie takie złe, a feedback mógłby to zmienić). Podstawą tej obawy często jest strach przed tym co i jak powiedzieć, aby to zostało dobrze przyjęte przez drugą osobę, jak i z jaką reakcją przyjdzie się zmierzyć, kiedy dostaniemy odpowiedź zwrotną. To może świadczyć o tym, że zespół nie jest jeszcze gotowy na to, aby zaufać sobie w pełni i przyjąć, że nawet mniej konstruktywna informacja zwrotna ma w swym założeniu pozytywne intencje– mówi Agnieszka Dzienisiewicz.

– Zespoły, które pracowały nad zbudowaniem współodpowiedzialności potrzebowały wsparcia i treningu w udzielaniu konstruktywnie informacji zwrotnej – pomocne przydawało się tu budowanie świadomości czym w ogóle jest konstruktywna informacja zwrotna – mówi Agnieszka Dzienisiewicz.

Jak podkreśla ekspert iniJOB, szczególnie ważne okazywały się ćwiczenia, które z jednej strony pozwalały trenować w praktyce umiejętność udzielania informacji zwrotnej, z drugiej skłaniały członków zespołu do spojrzenia na swoich współpracowników z perspektywy tego, co każdy z nich wnosi cennego do zespołu i gdzie inni widzą jego mocne strony oraz gdzie mógłby jeszcze popracować i zmienić swoje zachowania.

– Także praca z menedżerem w zakresie konstruktywnego feedbacku jest bardzo istotnym elementem radzenia sobie z czwartą dysfunkcją zespołu. – podsumowuje Agnieszka Dzienisiewicz

Jak wspierać współodpowiedzialność w zespołach?

  • * Wspieraj kompetencję kadry menadżerskiej, aby potrafiła skutecznie motywować, angażować i wzmacniać współodpowiedzialność w zespołach. Zgodnie z powiedzeniem „ryba psuje się od głowy”, zadbaj o to, aby menadżerowie zespołów czuli się odpowiedzialni za realizację celów firmy.
  • * Doceniaj, doceniaj i jeszcze raz doceniaj! Nie mówimy tu jedynie o efekta pracy całego zespołu i zrealizowanych celach. Chodzi także o poszczególne działania każdego z pracowników. Dziękuj im za osobisty wkład w realizację całego projektu. Pokaż im, że dostrzegasz ich osobiste dokonania.
  • * Stwórz przestrzeń do samodzielnego działania i podejmowania decyzji. To jedna z najskuteczniejszych metod angażowania pracowników. Informuj jednocześnie o oczekiwaniach jakie masz względem pracy danej osoby, deadlinach i tym, jaki wpływ na działanie całego zespołu ma terminowe i pozytywne zakończenie konkretnego zadania.

Słabe notowania EUR/USD szansą na wzrosty korony szwedzkiej

Niższa od prognozowanej sprzedaż detaliczna w strefie euro, słabe dane z Niemiec, wyprzedaż włoskiego długu oraz długotrwałe minima na hiszpańskich PMI z sektora usług sprawiają, że amerykańska waluta kontynuuje wzrosty. Mimo silnego dolara, złoty pozostaje stabilny, a na wartości zyskiwać będzie korona szwedzka, która – według ekspertów Banku State Street – jest istotnie niedowartościowana w relacji do dolara. Jednocześnie notowania EUR/USD osiągają poziom bliski wielomiesięcznych minimów. Wspólna waluta po silnym trendzie wzrostowym ma wyraźne problemy z rozpoczęciem odbicia oraz utrzymaniem strefy 1.1590 – 1.1660. Według analityków Aforti Exchange to mocny sygnał do zrewidowania prognoz dla rynku eurodolara i dobry moment do inwestowania w szwedzką walutę.

EUR/USD na fali spadków

Ostatnie tygodnie 2018 roku na kursie eurodolara przypominają to, co działo się na rynku
na początku 2017 roku. Wówczas, po kilkutygodniowej konsolidacji, rynek w końcu runął. Z podobną sytuacją możemy mieć do czynienia obecnie – presja na umocnienie USD jest duża, a do tego w strefie euro nie należy spodziewać się podwyżek stóp procentowych przez co najmniej rok. Co to oznacza? Każdy tydzień zbliża nas do rozstrzygnięcia, którego zasięg może doprowadzić do zanegowania głównej linii trendu wzrostowego i testu bariery 1.1.EUR/USD na fali spadków

Korona szwedzka zyskuje na wartości

Jednocześnie, zgodnie z oczekiwaniami rynku, notowania szwedzkiej waluty dotarły do głównej linii trendu wzrostowego, a więc przetestowały okolice poziomu 0.4120. Wspomniany poziom wywołał od początku nowego tygodnia znaczne odreagowanie, które spowodowało podejście szwedzkiej korony w rejon strefy oporu 0.4140 – 0.4145.

Korona szwedzka zyskuje na wartości
Źródło: Aforti Exchange – notowania SEK/PLN w układzie miesięcznym

Obecnie to silna bariera dla rynku i – jeżeli zostanie ponownie przekroczona w najbliższych dniach – oczekiwać będziemy silnego umocnienia korony szwedzkiej nawet w rejon górnego ograniczenia szerokiego kanału spadkowego, a więc obecnie w okolice poziomu 0.4235. Według analityków Aforti Exchange to dobry moment do inwestowania w szwedzką walutę.

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

5 mld dol na robotyzację w 2020 roku – czy to się opłaca?

A.T. Kearney prognozuje przyspieszenie wzrostu rynku robotyzacji procesów powyżej 50 proc. rocznie, kiedy osiągnie wartość 5 miliardów dolarów w 2020 roku. Aktualnie, rozwiązania wykorzystujące roboty wykorzystywane są głównie w branży finansowej i służbie zdrowia, które odpowiadają za 40 proc. rynku RPA (robotyzacji procesów). Najbardziej zaawansowany jest rynek Ameryki Północnej, gdzie 54 proc. firm już wykorzystuje roboty, podczas gdy w Europie wskaźnik ten wynosi 34 proc. Szacuje się, że w Polsce udział ten jest znacznie niższy, lecz zainteresowanie zastosowaniem RPA znacząco wzrasta. Co przejmą roboty, jak im to przekazać i dlaczego to się opłaca?

Zastosowanie technologii kognitywnych, w szczególności rozpoznawanie naturalnego języka i sztuczna inteligencja pozwala na poprawę efektywności rozwiązań automatyzacyjnych. Wiedzą o tym nowi gracze rynkowi, tacy jak BluePrism, Automation Anywhere, UIPath.

Co przejmą roboty i jakie są bariery w przekazaniu im obowiązków?

W związku z aktualnym rozwojem technologii jest wysoce prawdopodobne, że roboty w ciągu najbliższych kilku lat przejmą wszystkie powtarzalne czynności, łącznie z tymi wymagającymi podejmowania decyzji w oparciu o określone zestawy reguł.

W obszarze finansów roboty będą wykorzystywane w szczególności do zarządzania zamówieniami i należnościami, wsparcia przedsprzedażowego czy zarządzania ryzykiem, to roboty będą tworzyć raporty i walidować dane. Szacuje się, że w tych obszarach mogą one zastąpić do 40 proc. stanowisk pracy – ocenia Jarosław Gabryś, menedżer w warszawskim oddziale A.T. Kearney.

Wiele polskich banków stosuje już podstawowe rozwiązania oparte o RPA, najczęściej w funkcjach „back-office”, polegające na automatyzacji prostych zadań związanych z pobieraniem i wprowadzaniem danych do systemów. Aktualnie w mniejszym stopniu stosowane są rozwiązania RPA w obsłudze klienta, takie jak np. chatbot KrEdytka banku Credit Agricole, wykorzystywany w konwersacjach z klientem na platformie Facebook Messenger przy sprzedaży produktów kredytowych.

Z kolei w służbie zdrowia, poza salami operacyjnymi, roboty są coraz częściej wykorzystywane na przykład do przetwarzania roszczeń ubezpieczeniowych i pozyskiwania danych pacjenta z systemów w celu przyspieszania obsługi pacjentów i pozyskania szerszych informacji. Rozwiązania te stosują tacy giganci, jak NHS w Wielkiej Brytanii czy Ascension Health w USA.

W polskiej służbie zdrowia rozwiązania tego typu są mocno ograniczone. Niektóre prywatne firmy zaczynają testować rozwiązania oparte o boty w obsłudze klienta automatyzując pewne proste etapy interakcji z klientami. W przyszłości zastosowanie RPA przy wsparciu sztucznej inteligencji będzie znacznie szersze, między innymi przy interpretacji wyników badań, włącznie z analizą zdjęć rentgenowskich, tomografii komputerowej czy rezonansu magnetycznego. Wielce prawdopodobne jest również zastosowanie robotów we wsparciu lekarzy przy diagnozowaniu pacjentów.

Zastosowanie robotów znacząco wpływa na efektywność organizacji i jej konkurencyjność, co przenosi się na szybką adaptację rozwiązań. Równolegle głównymi barierami w zakresie rozwoju robotyzacji jest brak ekspertów w zakresie szeroko skalowalnych rozwiązań, w szczególności tych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Niedojrzałość kulturowa w zakresie adopcji innowacji i efektów społecznych oraz wyzwania związane z interoperacyjnością technologii.

A.T. Kearney wymienia szereg korzyści przy wdrażaniu automatyzacji procesów:

  • zwrot z inwestycji w robotyzację procesów w ciągu 1 roku, zwrot 3-letni na poziomie 300-100 proc.,
  • transparentność procesów, dokładność i szybkość – roboty wykonują czynności do 20 razy szybciej,
  • redukcja błędów przy zadaniach manualnych o 10 proc., na przykład poprzez udostępnianie informacji pracownikom w odpowiednim momencie,
  • wysoka skalowalność i uwolnienie zasobów na wykonywanie bardziej złożonych zadań.

Korzyści te można maksymalizować przy uwzględnieniu głównych czynników sukcesu. W przypadku wdrożenia automatyzacji procesów, warto uwzględnić optymalizację procesów przed automatyzacją, wczesne zaangażowanie interesariuszy, przeprowadzenie proof-of-concept, całościowe dostosowanie modelu operacyjnego z uwzględnieniem implikacji automatyzacji oraz zastosowanie zwinnego podejścia do wdrożenia i wczesne przygotowanie planu skalowania rozwiązań – mówi Gabryś.

Jeszcze lepsze efekty przy wdrażaniu rozwiązań robotyzacji procesów mogą zostać uzyskane przy szerszych programach optymalizacji procesów. Firmy zajmujące się outsourcingiem procesów rozwijają swoje usługi wykorzystując roboty i bazując na partnerstwach z dostawcami usług robotyzacji procesów (RPA), silnie rozwijając kompetencje w tym obszarze i to one będą odgrywały dużą rolę w rozprzestrzenianiu tego typu rozwiązań. Biorąc pod uwagę problemy z dostępnością pracowników na rynku pracy oraz kompetencje IT w Polsce, zastosowanie robotów będzie coraz ważniejsze także w naszym kraju.

Więcej o autorach:

Jarosław Gabryś – menedżer w warszawskim biurze A.T. Kearney odpowiedzialny za obszar Telekomunikacji, Mediów i Technologii

Trwa świetna passa na rynku magazynowym

Rynek magazynowo – logistyczny w Polsce przeżywa prawdziwy rozkwit. Dane z pierwszego półrocza 2018 r. pokazują, że po udanym ubiegłym roku, w którym całkowita wielkość nowoczesnej powierzchni magazynowej powiększyła się o 21%, rynek nie zwalnia tempa.

Kolejne rekordy

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2018 roku zasób nowoczesnych powierzchni przemysłowych powiększył się o kolejne 5,5%, osiągając wielkość 14,2 mln m kw. Stopa pustostanów ponownie osiągnęła na koniec obecnego półrocza historyczne minimum 4,0%, do czego przyczynił się rekordowo silny popyt najemców. Nie jest to jedyny rekord zanotowany w tym roku. Znakomita koniunktura zachęca do rozpoczynania kolejnych inwestycji, czego efektem jest przekraczający 2,2 mln m kw. wolumen powierzchni w budowie.

Polska Centralna rośnie najszybciej

W pierwszym półroczu zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej powiększyły się o
741 800 m kw. Prym wiódł region Polski Centralnej, gdzie oddano do użytku blisko 260 000 m kw. powierzchni, co stanowi 35% nowej podaży w całym kraju. To właśnie w tej części kraju oddano do użytku największe obiekty: magazyn typu built-to-suit (BTS) dedykowany firmie B/S/H (79 000 m kw.) oraz kolejną fazę projektu P3 Piotrków (60 200 m kw.). Największą powierzchnię magazynową, poza rejonem Polski Centralnej, oddano do użytkowania na Górnym Śląsku (124 700 m kw.) oraz w strefie Warszawa II (121 870 m kw.).

Polska Centralna notuje również największy wolumen powierzchni w budowie.

Patrycja Dzikowska, Dyrektor działu Analiz i Badań Rynkowych, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland
Patrycja Dzikowska, Dyrektor działu Analiz i Badań Rynkowych, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland

Deweloperzy są najbardziej aktywni w centralnej Polsce, gdzie odnotowano blisko 630 000 m kw. powierzchni na etapie konstrukcji. Tradycyjnie silna jest również pozycja kolejnego regionu czyli Górnego Śląska z blisko 320 000 m kw. w realizacji. Warto zaznaczyć niesłabnącą pozycję strefy wrocławskiej, oraz korytarza wzdłuż powstałej trasy S3, odpowiednio 217 000 m kw. i 183 000 m kw. w budowie.
-Patrycja Dzikowska, Dyrektor działu Analiz i Badań Rynkowych, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland

Wolne powierzchnie w stolicy

Podobnie jak w poprzednim kwartale, najwyższy wskaźnik powierzchni niewynajętej odnotowano w strefie Warszawa I, obejmującej nieruchomości magazynowo – logistyczne usytuowane w granicach administracyjnych stolicy. Na koniec pierwszego półrocza br. stopa pustostanów wyniosła tam 10,5%.

Najniższy wskaźnik pustostanów wśród głównych rynków magazynowych, wynoszący zaledwie 0,4%, zanotowano w regionie Polski Centralnej. Duży udział w zasobach rynku stanowią tam w całości wynajęte projekty typu BTS. Z podobnego powodu niewielka dostępność powierzchni występuje także na mniejszych rynkach. W regionach takich jak Trójmiasto, Bydgoszcz/Toruń, Szczecin czy Polska Zachodnia nie oferowano praktycznie żadnej wolnej powierzchni magazynowej w istniejących budynkach.

Czynsze i lokalizacja determinowane przez dostępność pracowników

Pomimo najwyższego wskaźnika niewynajętej powierzchni, to magazyny zlokalizowane na terenie Warszawy pozostają niezmiennie najdroższymi obiektami na rynku. Stawki czynszu sięgają tam od 3,70 do 5,35 euro miesięcznie za m kw., podczas gdy w pozostałych regionach nie przekraczają one  4 euro za metr kwadratowy.

Martyna Kajka, Konsultant, Dział Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Europa Środkowo – Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland
Martyna Kajka, Konsultant, Dział Powierzchni Przemysłowych
i Logistycznych, Europa Środkowo – Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland

Mimo silnej konkurencji pomiędzy czołowymi graczami na rynku, w ostatnich miesiącach obserwujemy presję na wzrost stawek czynszów. Trend ten jest spowodowany głównie przez zwiększenie kosztów budowy i ograniczoną dostępność siły roboczej. Należy pamiętać, że wysoka aktywność w sektorze budowlanym wiąże się z brakiem rąk do pracy, co ma wpływ na terminy dostarczania do użytkowania kolejnych obiektów. Generalni wykonawcy, motywowani presją płacową ze strony pracowników, niskim poziomem bezrobocia i kolejnymi podwyżkami kosztów materiałów, podnoszą też ceny swoich usług. Te finalnie znajdują odzwierciedlenie w stawkach czynszu najmu.
– Martyna Kajka, Konsultant, Dział Powierzchni Przemysłowych
i Logistycznych, Europa Środkowo – Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland

Deweloperzy decydują się na lokowanie swoich obiektów w regionach niekojarzonych dotąd z projektami magazynowymi. Wpływ na to ma dostępność siły roboczej w regionach i coraz większa trudność ze znalezieniem pracowników w sąsiedztwie dużych ośrodków miejskich. Kluczowa w wyborze lokalizacji jest również infrastruktura transportowa, czego przykładem jest wysoka dynamika rozwoju rynku w ciągu powstającej drogi ekspresowej S3.

Więcej szczegółów znaleźć można w raporcie: At a Glance, RYNEK POWIERZCHNI PRZEMYSŁOWYCH I MAGAZYNOWYCH W POLSCE Q2 2018

Dolar oddaje zyski

Określenie „wtorek odwrotu” nie wzięło się z niczego i choć nie zawsze ma miejsce, dziś zanosi się na potwierdzenie rynkowego powiedzenia. Co gorsza, może to być jedyny istotny motyw dla handlu. USD oddaje zyski po tym, jak w poniedziałek pokazał siłę, choć oba ruchy to zmiana 0,2-0,3 proc. Wakacyjny handle trwa nadal, a kalendarz makro nie sugeruje, aby prędko miało się to zmienić.

Tydzień po raporcie z rynku pracy USA zawsze jest tym wolniejszym okresem w miesiącu, ale jeśli weźmiemy poprawkę na sierpniowy marazm, jest tylko gorzej. Epizody, kiedy EUR/USD traci lub zyskuje 30 pipsów, trzeba traktować jako szum niezwiązany z żadnym trendem czy nową informacją. Jeśli na szczycie listy tematów do dyskusji są wojny handlowe, dobre dane z USA albo krzepiące komentarze z Fed – inwestorzy mają pretekst do kupowania USD. Ale jeśli taki ruch nie znajdzie dodatkowego paliwa w następnych godzinach, następuje przegrupowanie i redukcja pozycji. Naprawdę więcej nie jestem w stanie wyczytać z handlu z ostatniej doby. Już nie mogę doczekać się września.

Wydarzeniem dnia jest decyzja Banku Rezerwy Australii… która jest już za nami i praktycznie przeszła bez echa. RBA zgodnie z oczekiwaniami utrzymał stopę kasową na 1,50 proc., a w komunikacie brakowało niespodzianek, choć doszło do kilku zmian. Bank przestał już określać wzrost gospodarczy Chin jako „solidny”, a zwrócił uwagę na spowolnienie i aktywność władz na polu ekspansji fiskalnej i monetarnej. Choć RBA dalej oczkuje powolnego wzrostu inflacji, to zrewidowało w dół prognozę dla tegorocznej inflacji z „trochę ponad 2 proc.” do 1,75 proc. To tylko potwierdza niskie oczekiwania dotyczące podwyżki stóp procentowych, choć jeszcze nie podnosi ryzyka wyceny ewentualnej obniżki, a to byłby dotkliwy cios dla AUD. Mimo że komunikat nie dał powodów do ekscytacji, podwyższony alarm wokół AUD nie jest odwołany. Prezes Lowe będzie miał wystąpienie publiczne w środę, gdzie nie uniknie istotnych pytań o stan gospodarki. Na piątek zaplanowana jest też publikacja Raportu Polityki Monetarnej. Pozostajemy sceptycznie nastawieni do postawy AUD w kolejnych tygodniach, choć dla nadania pędu przydałby się bardziej zdecydowany rajd USD.

Reszta przestrzeni FX kontynuuje wakacyjny dryf. Sprzedającym EUR/USD brakuje odwagi do natarcia na 1,15 (po tym, jak w ostatnich tygodniach kilkukrotnie się sparzyli). Zjazd GBP/USD pod 1,30 to bardziej wina siły dolara niż pesymizmu wobec funta, choć weekendowe komentarze straszące brakiem porozumienia w sprawie Brexitu nie pomagają. Na lokalnym rynku EUR/PLN zaczepił się 4,25, a złoty może być beneficjentem ucieczki kapitału z tureckiego rynku. Wczoraj USD/TRY zaliczył największy dzienny wzrost od 2008 r. (6,6 proc.), zanim bank centralny nie rozpoczął prób stabilizowania sytuacji, uwalniając 2,2 mld USD płynności w sektorze bankowym. Zbyt mało, zbyt późno i raczej nie zdejmie to presji z waluty.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.