Analiza techniczna rynków finansowych – GBPUSD i USDX

W kwietniu 2018 roku notowania GBPUSD notowały coraz to nowsze szczyty, nikt nie spodziewał się, że zamiast korekty pojawi się bardzo mocny trend spadkowy. Od wspomnianego szczytu minęło już kilka miesięcy, a notowania GBPUSD w dalszym ciągu znajdują się pod presją podaży.

Wskaźniki analizy technicznej podążające za trendem są zgodne, trend spadkowy powinien być kontynuowany. Wskaźnik Symbol Info Admiral Markets na interwale tygodniowym oraz dziennym wskazuje na mocny trend spadkowy (wszystkie kropki świecą się na czerwono). 55-okresowa średnia krocząca również mówi o trendzie spadkowym.

Notowania GBPUSD, interwał dzienny

Analiza techniczna rynków finansowych - GBPUSD i USDX 1

Źródło: Admiral Markets

Jedynym wskaźnikiem, który wskazuje na możliwość odbicia notowań jest oscylator stochastyczny. Bowiem na interwale dziennym znalazł się poniżej poziomu 20, co informuje o bardzo mocnym wyprzedaniu instrumentu.

Zatem jaką strategię możemy przyjąć? Po pierwszy po tak dużej wyprzedaży możemy poczekać na korektę na niższym interwale czasowym. Korekta zostałaby zobrazowana przez zmianę trendu na interwale czterogodzinowym ze spadkowego na wzrostowy.

Jak to rozpoznać? Wystarczy poczekać aż kropki na interwale czterogodzinowym zmienią się z koloru czerwonego na niebieski. Przy tym scenariuszu dostalibyśmy informację o korekcie. Natomiast jej zakończenie oznaczałoby ponowną zmianę kropek wskaźnika symbol info na czerwone.

Przechodząc na wykres niższego interwału czasowego mamy spore szansę na korektę. Co prawda notowania przerwały ostatnie wsparcie, ale oscylator stochastyczny wskazuje na negatywną dywergencję.

Notowania GBPUSD, interwał czterogodzinny

Notowania GBPUSD, interwał czterogodzinny

Źródło: Admiral Markets

USDX – analiza techniczna

Spoglądając na tygodniowy wykres indeksu dolara wiemy, że kilka następnych tygodni może okazać się bardzo ciekawe. Indeks dolara zaczął zwyżkować w kwietniu 2018 roku, przez ten czas raz kolejny stał się królem. Po dotarciu do mocnego oporu w okolicy 94-95 punktów rajd został zatrzymany, ale czy to wystarczy?

Tygodniowe świece oraz powstające Pin Bary sugerują walkę. Oscylator stochastyczny mówi o dużym prawdopodobieństwie powrotu do wyprzedaży, bowiem notowania USDX rosły, a oscylator stochastyczny nie.

Notowania USDX, interwał tygodniowy

Analiza techniczna rynków finansowych - GBPUSD i USDX 2

Źródło: Admiral Markets

Aktualnie notowania próbują pokonać poziom 95.40. Jeżeli stronie kupującej udałoby się pokonać tą barierę, to celem stałby się poziom 97.58 punktów. Natomiast patrząc z perspektywy interwału dziennego aktualnym celem kupujących prawdopodobnie jest górna banda kanału wzrostowego.

Notowania USDX, interwał dzienny

Notowania USDX, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Jedyną przeszkodą do dalszych wzrostów indeksu jest oscylator stochastyczny, który znalazł się w rejonie mocnego wykupienia. Z kolei gdyby doszło do korekty, to celem sprzedających byłaby dolna banda kanału wzrostowego.

Dział Analiz Admiral Markets

Zmiany klimatu mogą doprowadzić do ekstremalnych anomalii pogodowych w Polsce. Szansą są energetyczne innowacje jak dach solarny

Zmiany klimatu mogą doprowadzić do ekstremalnych anomalii pogodowych w Polsce. Szansą są energetyczne innowacje jak dach solarny 3

Zacierające się pory roku i ekstremalnie gorące lata to tylko część symptomów globalnego ocieplenia. Jeśli nie uda się ograniczyć zmian klimatycznych, Polskę mogą dotknąć ekstremalne anomalie pogodowe takie jak trąby powietrzne, długotrwałe susze czy gwałtowne ulewy prowadzące do powodzi. Globalne ocieplenie może doprowadzić do kolosalnych strat w rolnictwie i budownictwie, a także odbić się na stawkach ubezpieczeń od ochrony domów i zabudowań gospodarczych. Powstaje coraz więcej innowacyjnych technologii pozwalających na zapobieganie zmianom klimatycznym.

– Dzisiaj 99 proc. naukowców mówi, że zmiana klimatu jest faktem, ludzie tego nie kwestionują. Teraz trzeba mówić o tym, co zrobić, żeby te zmiany ograniczyć. To jest decyzja 7 mld ludzi na Ziemi, żeby zacząć od siebie. To są też decyzje, które zostaną podjęte na poziomie rządów, czyli porozumienia klimatyczne wdrażane faktycznie, czy narzędzia, które pozwolą wyegzekwować porozumienie z Paryża. My, jako wyborcy, musimy naciskać na polityków, żeby oni do tego poważnie podeszli i wprowadzili takie zmiany w legislacji, które wymuszą je na biznesie, po części także na nas, konsumentach – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Katarzyna Karpa-Świderek z WWF Polska.

Kraje wysoko rozwinięte coraz częściej mówią o konieczności całkowitego zreformowania branży energetycznej i porzucenia konwencjonalnych elektrowni na rzecz alternatywnych źródeł energii. W 2011 roku niemiecki rząd poinformował, że blisko 20 proc. krajowej energii pochodzi ze źródeł odnawialnych, a w 2016 roku wskaźnik ten wzrósł do niemal 34 proc. Szacuje się, że dzięki temu do 2017 roku udało się zredukować o 28 proc. emisję gazów cieplarnianych w porównaniu do poziomu z 1990 roku. Z kolei 1 maja tego roku po raz pierwszy w historii Niemiec elektrownie bazujące na alternatywnych źródłach energii przez dwie godziny dostarczały 100 proc. zapotrzebowania całego kraju na energię elektryczną.

Do wyeliminowania paliw kopalnych może się przyczynić także wzrost zainteresowania fotowoltaiką, po którą w Polsce wciąż sięgają wyłącznie nieliczni przedsiębiorcy oraz prywatni użytkownicy. Gdyby udało się spopularyzować panele słoneczne w takie słoneczne dni, z jakimi mamy ostatnio do czynienia, udałoby się pozyskać znaczny procent energii elektrycznej potrzebny do zaspokojenia potrzeb Polaków. Dobrze rozwinięta sieć fotowoltaiczna pozwoliłaby także czasowo wyłączać elektrownie konwencjonalne, a co za tym idzie – zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych do atmosfery.

– To, czego nam brakuje jeszcze w energetyce odnawialnej, to baterie, które pozwolą energię akumulować. To bardzo ważne, żeby takie baterie były efektywne. Panele fotowoltaiczne mogłyby być w Polsce produkowane z perowskitów. To bardzo fajny materiał – jest lekki, giętki, można nim przykryć praktycznie każdą powierzchnię i być może jest to jeden z elementów, który przyspieszy rozwój energetyki odnawialnej – mówi ekspertka.

Produkować panele fotowoltaiczne z perowskitów chce polska firma Saule Technologies. Na początku tego roku firma podpisała umowę z deweloperem Skanska, na mocy której powstać ma biurowiec z panelami zbudowanymi z tych specjalnych minerałów. Saule przekonuje, że do końca 2018 roku będzie w stanie dostarczyć prototypową linię produkcyjną nowych paneli.

Głównym czynnikiem hamującym rozwój elektrowni słonecznych, zarówno tych produkujących energię na masową skalę, jak i przydomowych paneli fotowoltaicznych służących do zasilania jednego domu, jest zbyt wolny rozwój technologii bateryjnych. Amerykański wynalazca Elon Musk w 2015 roku zaprezentował baterie Powerwall służące do magazynowania niewykorzystanej energii elektrycznej przez gospodarstwa domowe, a dwa lata później zaprojektował hybrydowe pokrycie dachowe Tesla Solar Roof, które składało się z dachówek ze zintegrowanymi panelami fotowoltaicznymi. Instalację dachu Tesli można zamawiać już także w Polsce. Ceny zależą od wielkości dachu i procentu pokrycia go panelami słonecznymi.

Osoby korzystające z energii odnawialnej mogą także liczyć na to, że elektrownie odkupią od nich nadwyżki mocy, dzięki czemu klienci indywidualni nie muszą się martwić o to, że niewykorzystana przez nich energia zmarnuje się.

– To, co trzeba zrobić, aby dać impuls dla rozwoju nowych technologii, to rozpropagować chęć posiadania paneli fotowoltaicznych. Do tego potrzebne są też zmiany w prawie, które sprawią, że ktoś, kto energię produkuje i jednocześnie zużywa, będzie miał opłacalne możliwości działania w naszym kraju. Z tym jest ciągle jeszcze trudno, ale miejmy nadzieję, że wrócimy do tego pomysłu, który już po części w Polsce miał okazję zaistnieć – podsumowuje Katarzyna Karpa-Świderek.

Według analityków Allied Market Research wartość rynku paneli fotowoltaicznych w 2022 roku wyniesie 422 mld dol. i wykaże średnioroczny wskaźnik wzrostu na poziomie 24,2 proc.

Prezes UOKiK: Pomimo kar Komisji Europejskiej, monopoliści nadal mogą wykorzystywać przewagę na rynku technologicznym

Prezes UOKiK: Pomimo kar Komisji Europejskiej, monopoliści nadal mogą wykorzystywać przewagę na rynku technologicznym 4

Komisja Europejska ukarała Google 4,3 mld euro kary za stosowanie praktyk nieuczciwej konkurencji. Najwyższa w historii europejskiego urzędu grzywna to efekt wykorzystywania dominującej pozycji systemu Android w celu promowania swojej wyszukiwarki i przeglądarki. Według prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów taka kara nie musi spowodować zaprzestania tego typu praktyk. Urzędy często nie nadążają za bardzo dynamicznym rozwojem sektora technologicznego, co sprzyja nieuczciwym działaniom. Problem wykorzystywania swojej pozycji na rynku dotyczy także Polski.

– Google został ukarany przez Komisję Europejską karą ponad 4 mld euro tak naprawdę za to, że wykorzystywał swoją mocną pozycję na rynku systemów operacyjnych. Oprócz świata Apple, to jest ten drugi świat, w którym jest tylko Android. Komisja po zbadaniu stwierdziła, że firma utrudnia działania innym – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Marek Niechciał, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Kara, jaką Komisja Europejska nałożyła pod koniec lipca na Google, jest najwyższą w historii unijnego urzędu. Za praktyki monopolistyczne i wykorzystywanie swojej dominującej pozycji na rynku systemów operacyjnych (jest zainstalowany na ponad 80 proc. smartfonów na całym świecie), KE ukarała amerykańską firmę grzywną w wysokości 4,3 mld euro, co stanowi ekwiwalent ok. 40 proc. zysku Google za 2017 rok (12,6 mld dol.). Choć kara wydaje się dotkliwa, nie musi oznaczać końca stosowania takich praktyk.

– Świat technologii bardzo szybko się zmienia i jest problem, żeby urzędy na tyle szybko działały, dopóki ten rynek jest jeszcze możliwy do zmiany czy naprawy. Jak już ktoś rynek opanuje, to pomimo takich kar jest na tyle mocny i silny, że nadal być może będzie wykorzystywał swoją przewagę wynikającą z technologii czy miejsca na rynku wobec tych słabych – twierdzi Marek Niechciał.

Firma Google nie po raz pierwszy starła się z unijnymi urzędnikami. W zeszłym roku Komisja skrytykowała wykorzystywanie przez nią swojej dominującej pozycji na rynku wyszukiwarek internetowych do promowania własnej porównywarki cenowej. Google uruchomił usługę Froggle już w 2004 roku, jednak w pierwszych latach jej funkcjonowania nie przynosiła spodziewanych zysków. W 2008 roku porównywarka trafiła na samą górę wyników wyszukiwania w wyszukiwarce Google, a konkurencyjne strony zostały zepchnięte na dalsze pozycje. Za takie praktyki Google zostało ukarane przez KE grzywną w wysokości 2,42 mld dol.

– To jest problem dotyczący firm, które są duże na danym rynku czy w ogóle są w pewnym sensie ekoświatem danego rynku. One powinny uważać na to, jak działają, bo mogą naruszać prawa tych mniejszych, utrudniając im wejście na rynek. Podobne postępowanie było kiedyś wobec Microsoftu – każdy komputer miał zainstalowaną przeglądarkę Microsoftu, więc producenci innych przeglądarek musieli się przebić, żeby użytkownik mógł je zainstalować – przypomina ekspert.

Niedawno pod lupą polskiego urzędu antymonopolowego znalazła się Poczta Polska, którą podejrzewa się o wykorzystywanie swojej dominującej pozycji na rynku do utrudniania pracy bezpośredniej konkurencji. Państwowe przedsiębiorstwo pocztowe ma wyłączność na doręczanie m.in. przesyłek, których waga nie przekracza 2 kg, w innych sektorach tej branży musi rywalizować z konkurencją. Ta jednak nie ma dostępu do tak rozbudowanej infrastruktury, jaką może się pochwalić państwowy monopolista, dlatego ustalono, że prywatne firmy mogą korzystać z infrastruktury Poczty Polskiej. Ale według UOKiK-u warunki tej współpracy mogą łamać zasady uczciwej konkurencji.

Poczta Polska w zamian za udostępnienie skrzynek domaga się bowiem przedstawienia informacji o klientach, z którymi współpracują niepubliczni dostawcy. Ponadto firmy zobowiązane są do dostarczenia minimalnej liczby paczek w danym okresie rozliczeniowym, a jeśli nie wypełnią tego wymogu, muszą się liczyć ze znacznie wyższymi opłatami. Takie regulacje mają zniechęcać do współpracy z Pocztą Polską i mogą prowadzić do nieuczciwego przejęcia klientów przez państwowego monopolistę.

– My też mamy polskie case’y związane z firmami, które są dominujące na jakimś fragmencie rynku, np. w sprzedaży. Jest pytanie: na ile one wykorzystują swoją pozycję? Jest tak, że zabicie tych małych może powodować, że konkurencja nam umrze i to będzie ze szkodą dla wszystkich – przestrzega prezes UOKiK.

Komisja Unii Europejskiej w postanowieniu ogłoszonym 18 lipca dała Google 90 dni na zaprzestanie wykorzystywania swojej dominującej pozycji na rynku mobilnym. Jeśli w tym czasie nie zaprzestanie stosowania praktyk monopolistycznych, musi się liczyć z nałożeniem kary w wysokości 5 proc. uśrednionego dziennego obrotu Alphabet, spółki matki Google.

W drugim kwartale 2018 roku wartość biznesu reklamowego Google wzrosła o 24 proc., co pozwoliło Alphabet wypracować przychody na poziomie 26,24 mld dol.

Blog z pasji może przekształcić się w dobry biznes. Najlepszą opcją zarabiania na nim jest sprzedawanie swoich towarów i usług

Blog z pasji może przekształcić się w dobry biznes. Najlepszą opcją zarabiania na nim jest sprzedawanie swoich towarów i usług 5

Blogerzy zwykle zaczynają od dzielenia się swoją wiedzą, ale z czasem wielu z nich udaje się zarabiać na dostarczanych treściach. Blog musi być jednak prowadzony systematycznie, z pasją i zaangażowaniem. Dostarczając treści na wysokim poziomie merytorycznym, można zbudować stałą bazę odbiorców. Ta z kolei jest świetnym punktem wyjścia do sprzedaży produktów i usług, które są spójne z treściami. To najlepsza forma zarabiania na blogu.

Każdy, kto zabiera się za blogowanie na poważnie, w pewnym momencie się orientuje, że własna strona w sieci daje wiele możliwości.

– Blog jest zdecydowanie rewelacyjnym sposobem na życie, na to, żeby robić to, co się naprawdę lubi, i żeby dzielić się tym, co jest dla nas ważne. Jeśli dzielimy się naszymi talentami, pasją i robimy to z sercem, to znajdują się na to odbiorcy. Oni najpierw odwdzięczają się dobrym słowem, a po pewnym czasie zaufaniem i ono z czasem owocuje gotowością do zakupu produktów. Jak najbardziej jest to sposób na to, żeby utrzymywać się z pasji – mówi agencji informacyjnej Newseria Agnieszka Żłobińska, współautorka bloga salaterka.pl.

Na prowadzeniu bloga da się zarabiać, pod warunkiem że jest się konsekwentnym w swoich działaniach. Nowe wpisy nie mogą się pojawiać tylko raz na jakiś czas, ale regularnie. Muszą być ciekawe dla odbiorców, zachęcać ich do dyskusji i do powrotu na stronę. Niezwykle ważne jest również utrzymywanie kontaktu z followersami.

Trzeba pytać systematycznie odbiorców, czego potrzebują, nawiązywać z nimi dialog. W ten sposób jesteśmy w stanie zbudować naprawdę fajnie działający model biznesowy – mówi Agnieszka Żłobińska.

Jak podkreśla, do zarabiania na blogu potrzebna jest właściwa strategia. Generalnie są dwa modele pozyskiwania dochodów – pierwszy, w stadium początkowym, polega na współpracy z firmami i umieszczaniu wpisów sponsorowanych.

To jest patronat bloga. To jest bardzo fajna opcja dla początkujących blogerów, natomiast wiąże się z pewnym zagrożeniem. W przypadku tej opcji nasz blog może się stać tablicą reklamową, a tego odbiorcy nie lubią. Trzeba uważać, żeby nie było tego za dużo – mówi Agnieszka Żłobińska.

Drugi model to sprzedaż produktów i usług za pośrednictwem bloga.

W momencie, kiedy budujemy naszą pozycję eksperta w danej dziedzinie, nasi odbiorcy są gotowi do tego, żeby korzystać z naszych produktów i płacić za korzystanie z naszej wiedzy i produktów – mówi współautorka bloga salaterka.pl.

Wtedy więc można prowadzić konsultacje, organizować warsztaty itd., jednak w pewnym momencie może się okazać, że na to wszystko zaczyna brakować czasu.

Naszym zdaniem najlepszym sposobem na to, żeby zarabiać na blogu, jest wydawanie książek (self-publishing) i kursów online. W przypadku kursów online nie mamy wyzwań, które są związane z produkcją książki, drukiem, dystrybucją, wysyłkami. Tworzymy raz jeden produkt, ewentualnie go dopracowujemy w międzyczasie, a później zajmujemy się tylko jego promocją. Z tego jednego produktu mamy przychody i możemy dalej budować wartościowe treści dla naszych odbiorców – tłumaczy Agnieszka Żłobińska.

Blogi zyskują na znaczeniu, a firmy coraz częściej wykorzystują potencjał marketingowy tego sposobu komunikacji.

Marketing idzie w takim kierunku, żeby być jak najbliżej odbiorców. Również duże marki tworzą swoje własne blogi i są skłonne do tego, żeby współpracować z blogerami. To jest teraz jeden z najbardziej wiarygodnych sposobów dotarcia do odbiorców. W momencie, kiedy bloger ma swoich fanów, którzy wierzą w jego rekomendacje i rekomenduje daną markę, to jest najlepszy sposób promocji – mówi Agnieszka Żłobińska.

Agnieszka Żłobińska od 2015 roku współtowrzy wspólnie z bratem bloga salaterka.pl dotyczącego tematu prostego zdrowego odżywiania.

Blog został zapoczątkowany przez mojego brata Mateusza, który postanowił dzielić się swoją wiedzą. To był jego cel. Nie myślał wtedy o tym, żeby zarabiać na tym pieniądze, dzielił się wiedzą związaną z wartościami odżywczymi. Po pewnym czasie liczba odbiorców i zainteresowanie tematem zaczęły rosnąć. Mateusz wydał pierwszą książkę. Ja zaczęłam dostarczać treści praktyczne, więc teraz Mateusz dostarcza wiedzę, konkretne wartości odżywcze, wyliczenia, a ja zajmuję się gotowaniem, również współpracą z innymi influencerami – wyjaśnia Agnieszka Żłobińska.

W tym momencie salaterka.pl miesięcznie ma około 85 tys. wejść i około 13 tys. fanów na Facebooku.

To cały czas rośnie. Im więcej dajemy treści, wartości, im więcej dajemy od siebie, tym więcej do nas wraca i tym większa jest nasza społeczność. To są ludzie zainteresowani zdrowym stylem życia, dietą roślinną, zdrowym odżywianiem w biegu, bo to jest bardzo ważne, żeby nie spędzać w kuchni całego życia, nikt na to nie ma czasu w obecnych czasach. Oferujemy takie rozwiązania, które rzeczywiście pozwalają na to, żeby odżywiać się zdrowo, szybko i mieć energię do działania – podkreśla Agnieszka Żłobińska.

Polacy przestawiają się na produkty roślinne. Przybywa sklepów i restauracji dla wegetarian

Polacy przestawiają się na produkty roślinne. Przybywa sklepów i restauracji dla wegetarian 6

Już ponad połowa społeczeństwa deklaruje zmniejszenie spożycia produktów pochodzenia zwierzęcego na rzecz roślinnych. W Europie co dziesiąty produkt wprowadzany na rynek jest wegetariański. Choć Polacy to mięsożercy, stopniowo rośnie zapotrzebowanie na roślinne produkty i dania – zarówno w sklepach, jak i w restauracjach. Dlatego coraz więcej rodzimych producentów stawia na produkty wege i wegetariańskie. Rośnie też liczba zielonych restauracji.

Z danych GUS wynika, że statystyczny Polak zjada w ciągu roku ok. 70 kg mięsa. Choć większość osób nie wyobraża sobie obiadu bez kotleta, rośnie liczba wegetarian – szacunki mówią, że już kilka procent Polaków całkowicie zrezygnowało w swojej diecie z mięsa. Według badań firmy Mintel, wegetarian jest 8 proc., a wegan – 7 proc. Dużo osób świadomie rezygnuje z codziennego spożywania mięsa i robi 1–2 zielone dni w tygodniu. To zaś wymusza zmiany w handlu i gastronomii.

– Jest całkiem sporo restauracji stricte wegetariańskich. Przoduje Warszawa i inne duże miasta w Polsce, jak Kraków, Poznań czy Rzeszów. Jeśli chodzi o producentów żywności, to już od parunastu lat mamy kilka firm w Polsce, które skupiają się w swojej ofercie na produktach roślinnych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Maciej Otrębski, przedstawiciel kampanii RoślinnieJemy.

Przybywa też restauracji, w których roślinożercy mogą znaleźć coś dla siebie. Amerykański portal HappyCow podaje, że tylko w Warszawie działa 158 wegańskich i wegetariańskich restauracji. Dużo jest ich też w Krakowie (98), Wrocławiu (76), Poznaniu (53), Gdańsku (47) czy Katowicach (38).

– Ciekawym spostrzeżeniem jest to, że coraz więcej firm, dla których produkty roślinne nie są w głównym obszarze zainteresowań, kieruje na nie swoją uwagę. Świetnym przykładem jest Sokołów, jedna z większych firm z branży mięsnej, która wprowadziła opcję roślinną, czyli całą linię produktów skierowanych do osób, które chcą jeść bardziej roślinnie – mówi Maciej Otrębski.

Z danych portalu RoślinnieJemy wynika, że już nawet połowa Polaków deklaruje zmniejszenie spożycia produktów pochodzenia zwierzęcego na rzecz produktów roślinnych. Tym samym rośnie zapotrzebowanie na wegetariańskie produkty. Firma Mintel w raporcie „Innowacyjność vs. zdrowie. Szanse dla marek spożywczych” wskazuje, że w Europie co dziesiąty produkt wprowadzany na rynek jest oznaczany jako wegetariański, w Niemczech – nawet 14 proc.

– U nas jeszcze jest daleko do tak dobrej statystyki, natomiast dostrzegamy pewne ruchy w tym kierunku. Nowi producenci chcą wprowadzać produkty stricte roślinne. Pojawiają się też osoby, które chcą zza granicy importować produkty skierowane do wegan i wegetarian. Warto zaznaczyć, że mówimy tutaj nie tylko o wąskim segmencie konsumentów, do których kierowane są te produkty, lecz także o osobach, które chcą ograniczać spożycie mięsa – zaznacza przedstawiciel kampanii RoślinnieJemy.

Produkty wegetariańskie można kupić nie tylko w sklepach ekologicznych. Także supermarkety i dyskonty wprowadzają je do swojej oferty, a ich sprzedaż systematycznie rośnie. Tym bardziej że coraz rzadziej trafiają na półki zdrowej żywności. Badania London School of Economics pokazują, że produkty oznaczone symbolem vegan przeniesione z działu z produktami dla wegetarian do głównego działu z żywnością zwiększyły swą sprzedaż ponad dwukrotnie.

– Biedronka, Lidl, Netto, Auchan mają coraz szerszą gamę tych produktów. To już nie są produkty lądujące na półce eko, zdrowa żywność, tylko stają się mainstreamowe i trafiają do szerszej grupy konsumentów. Myślę, że przykładowy hummus spotkamy w każdej większej sieci czy nawet w naszym osiedlowym sklepie – mówi Maciej Otrębski.

Szybko przybywa zamówień na nowe drzwi. To wymusza duże inwestycje na producentach

Szybko przybywa zamówień na nowe drzwi. To wymusza duże inwestycje na producentach 7

5 proc. – na tyle Porta, jeden z największych w Europie producentów drzwi, szacuje tegoroczną dynamikę wzrostu rynku. Spółka liczy na to, że jej wynik będzie znacznie lepszy, a to dzięki planom inwestycyjnym na kolejne miesiące. Inwestycje są konieczne, bo zamówień – zarówno w segmencie drzwi wewnątrzlokalowych, jak i drzwi technicznych, do budynków użyteczności publicznej – szybko przybywa, a klienci oczekują krótkich terminów realizacji.

 Prognozy są bardzo optymistyczne. Pierwsze półrocze jest o wiele lepsze niż w zeszłym roku. W niektórych kategoriach produktów, jak np. inwestycje, mamy o 100 proc. większe obłożenie maszyn, więc mamy trudności, żeby zaspokoić potrzeby rynku. Dzisiaj sen z powiek spędza nam możliwość obsłużenia zwiększonego zainteresowania. Na podstawie pierwszego półrocza i planów inwestycyjnych sądzimy, że uda nam się osiągnąć wynik dwucyfrowy na koniec tego roku. Jednocześnie szacujemy, że cały rynek urośnie w tym roku o ok. 5 proc. – mówi Artur Pęksyk, dyrektor ds. marketingu Porta KMI Poland.

Polska od trzech lat pozostaje liderem produkcji i eksportu stolarki otworowej w Europie. W ubiegłym roku polskie fabryki wyprodukowały w sumie 23,4 mln sztuk okien i drzwi, co stanowiło blisko 6-proc. wzrost w porównaniu z rokiem poprzednim. Natomiast w ciągu ostatnich czterech lat produkcja stolarki otworowej w polskich zakładach wzrosła w sumie o jedną czwartą. Polscy producenci sprzedali w ubiegłym roku za granicę 10,4 mln sztuk okien i drzwi o wartości 1,7 mld euro – to oznacza, że na eksport trafiło 45 proc. całej produkcji.

 Rynek drzwi podzielony jest na segmenty produktów i dla nas najbardziej atrakcyjne są dwa nurty: detal w wymiarze skrzydeł wewnątrzlokalowych – dla osób, które wykańczają mieszkanie w środku, i drzwi techniczne, inwestycyjne, kontraktowe, czyli do hoteli czy budynków użyteczności publicznej. Widzimy, że ta druga kategoria notuje ogromną dynamikę, bo rok do roku w tym sektorze mieliśmy 30-proc. wzrosty. W niektórych miesiącach notujemy nawet o 100 proc. więcej zamówień w wymiarze drzwi technicznych. Widać, że rynek inwestycyjny szybko rośnie – mówi Artur Pęksyk.

Do 2019 roku Porta planuje przeznaczyć na inwestycje kwotę 163 mln zł. Tylko w tym roku 40 mln zł przeznaczy na inwestycje w fabryce wyrobów metalowych PortaSteel oraz TechnoPorta, która obsłuży przede wszystkim produkty techniczne. Natomiast w przyszłym roku zakończy się budowa magazynu centralnego w Nidzicy, który ma usprawnić współpracę z dystrybutorami.

 Porta jest producentem, współpracuje z siecią dystrybucji, z firmami dilerskimi, które prężnie zajmują się sprzedażą tych produktów w Polsce i za granicą. Budowa magazynu ułatwi im obsługę zamówień, które do nich spływają, i usprawni proces dostarczania produktów. Ze wszystkich naszych pięciu fabryk, które są umiejscowione w różnych częściach Polski oraz w Rumunii, pozwoli sprowadzić produkty do jednego magazynu centralnego i w komplecie przekazywać je do naszych dystrybutorów, aby później w krótkim czasie trafiły do klientów – mówi Artur Pęksyk.

Jak podkreśla dyrektor ds. marketingu Porta KMI Poland, spółka na bieżąco aktualizuje portfolio produktów, dopasowując modele do trendów kolorystycznych bądź wzorniczych. W tym roku będzie promować kategorie metalowych drzwi wejściowych, które powstają z wykorzystaniem nowego parku maszynowego PortaSteel.

Fabryka w Ełku produkuje skrzydła i ościeżnice ze stali, a jej uruchomienie przełożyło się na 20-proc. wzrost produkcji tego asortymentu. PortaSteel to jeden z najnowocześniejszych zakładów produkcyjnych w Europie, z całkowicie zautomatyzowaną linią produkcyjną o długości 210 metrów, na której jedno skrzydło drzwiowe powstaje w ciągu dwóch minut.

– Przygotowujemy się także do promocji oferty drzwi kontraktowych, technicznych, inwestycyjnych, bo kończymy w tym roku jedną z dużych inwestycji, TechnoPorta, gdzie będziemy wykonywać drzwi dla naprawdę wymagających klientów. Zakładamy, że to pozwoli nam zdobyć kolejny przyczółek na rynku i utrzymać pozycję lidera – mówi Artur Pęksyk.

Polscy naukowcy wraz z globalnym koncernem pracują nad dokładnym poznaniem funkcji mózgu. Może to zrewolucjonizować diagnostykę i leczenie wielu chorób

Polscy naukowcy wraz z globalnym koncernem pracują nad dokładnym poznaniem funkcji mózgu. Może to zrewolucjonizować diagnostykę i leczenie wielu chorób 8

Naukowcy w Instytucie Nenckiego Polskiej Akademii Nauk prowadzą badania nad neuroplastycznością, czyli zdolnością mózgu do reorganizacji, która jest kluczowa m.in. dla procesów uczenia się, zapamiętywania czy regeneracji. Mogą one doprowadzić do przełomu w diagnostyce i wsparcia w leczeniu takich zaburzeń i chorób jak choroba Parkinsona, Alzheimera, depresja i schizofrenia. Do końca przyszłej dekady choroby te będą jednym z najczęstszych i największych zagrożeń zdrowotnych. Współpraca Instytutu Nenckiego z Siemens Healthcare zapewni naukowcom dostęp do nowych narzędzi i najnowocześniejszego sprzętu, a w przyszłości umożliwi szybką komercjalizację wyników badań.

– W obszarze naszych zainteresowań są głównie choroby cywilizacyjne, włączając w to choroby związane z zaburzeniami funkcjonowania mózgu, depresję, schizofrenię czy chorobę Alzheimera. Jedną z ważniejszych pracowni w Instytucie Nenckiego, zajmujących się zaburzeniami funkcjonowania mózgu człowieka, jest Pracownia Obrazowania Mózgu. Jej głównym narzędziem badawczym jest skaner Rezonansu Magnetycznego, dzięki któremu przeprowadzamy badania obrazowe mózgu w różnych kontekstach. Te badania dotyczą zarówno stanu fizjologicznego, np. procesu uczenia się, jak i całego spektrum zaburzeń – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. Agnieszka Dobrzyń, dyrektor Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN.

Do chorób mózgu zalicza się zarówno te o podłożu neurologicznym, jak stwardnienie rozsiane, choroba Parkinsona, Alzheimera, stwardnienie zanikowe boczne, demencja i padaczka, jak i te o podłożu psychicznym (m.in. depresja, schizofrenia, bezsenność, zaburzenia lękowe). Według prognoz WHO do 2030 roku choroby mózgu będą już jednym z największych zagrożeń zdrowotnych. European Brain Council szacuje, że średnio co trzeci Europejczyk jest lub w przyszłości będzie dotknięty chorobą mózgu (w latach 2005–2010 podwoiła się liczba pacjentów leczonych z ich powodu).

Natomiast Fundacja NeuroPozytywni podaje, że już w tej chwili co trzecia osoba w Polsce cierpi na chorobę mózgu albo ma kogoś bliskiego z takim schorzeniem. Roczny koszt leczenia takich chorób w Europie sięga ok. 800 mld euro (według licznika na stronie EBC od stycznia tego roku przekroczył już 466 mld euro), co oznacza, że są wyższe niż koszty leczenia cukrzycy, chorób nowotworowych i sercowo-naczyniowych razem wziętych.

Instytut Nenckiego prowadzi m.in. badania nad neuroplastycznością, czyli zdolnością mózgu do reorganizacji. To funkcja kluczowa dla procesów uczenia się, zapamiętywania i regeneracji. Badania mogą doprowadzić do przełomu w profilaktyce, diagnostyce i leczeniu chorób mózgu.

Próbujemy odpowiedzieć na pytanie, jak funkcjonuje ludzki mózg w różnym spektrum zachowań. Wykorzystując funkcjonalny rezonans magnetyczny możemy zobrazować mechanizmy neuronalne w czasie, kiedy osoba badana wykonuje określone zadanie. Wyobraźmy sobie unikatową sytuację eksperymentalną – prosimy osobę badaną o przeczytanie fragmentu tekstu albo wykonywanie innego zadania. W tym czasie możemy nieinwazyjnie obserwować co dzieje się w żywym mózgu. Taka wiedza może być wykorzystana między innymi, aby zrozumieć działanie mózgu osób z różnego rodzaju zaburzeniami i żeby skutecznie je leczyć – wyjaśnia dr hab. Artur Marchewka, prof. IBD PAN, kierownik Pracowni Obrazowania Mózgu w Instytucie Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN.

Głównym narzędziem badawczym, które pozwala obserwować aktywność mózgu podczas rożnych aktywności, jest metoda funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI). To tzw. funkcjonalny rezonans magnetyczny, który wychwytuje zmiany poziomu utlenowania krwi i na tej podstawie tworzy mapę aktywacji obszarów mózgu.

 Wykorzystanie metod obrazowania mózgu umożliwia nam obserwowanie, jak zmienia się zarówno struktura jak i funkcja naszego mózgu. W naszych najnowszych badaniach zapraszamy osoby na kilkumiesięczny trening, w trakcie którego uczą się na przykład języka migowego. Patrzymy, co dzieje się w mózgu danej osoby w momencie, kiedy obserwuje znaki, których nie zna, a po kilkunastu tygodniach – kiedy już je rozpoznaje. Kolejnym przykładem są kursy Braille’a, czyli alfabetu którym posługują się osoby niewidome. W trakcie kursu obrazujemy strukturę i funkcję mózgu, aby zrozumieć mechanizmy neuroplastyczności. Nasze najnowsze wyniki wskazują, że reorganizacja mózgu odbywa się już po kilku tygodniach uczenia się nowej umiejętności – dr hab. Artur Marchewka, prof. IBD PAN.

 Nasi współpracownicy z licznych ośrodków akademickich przychodzą z coraz bardziej złożonymi problemami i konkretnymi pytaniami, na które chcą znaleźć odpowiedź. Aby ich udzielić, musimy zwiększać ilość danych zbieranych w trakcie badania, czyli zwiększać rozdzielczość przestrzenną i czasową. W obrazowaniu funkcjonalnym mózgu, zbieramy te dane dwa razy szybciej i z dwukrotnie większą rozdzielczością przestrzenną dzięki współpracy z Siemens – dodaje Bartosz Kossowski, inżynier rezonansu magnetycznego.

Siemens Healthcare jest jednym z liderów innowacyjności w segmencie diagnostyki medycznej. Firma podpisała z Instytutem Nenckiego Umowę Ramową o Współpracy Naukowej (Master Research Agreement – MRA), która ustala szczegóły dotyczące współpracy, przepływu pomysłów, nowoczesnych technologii i wiedzy pomiędzy obydwoma podmiotami.

– To przyniesie nam obopólne korzyści. Siemens Healthineers jest w stanie wspierać prace badawcze Instytutu poprzez przekazywanie mu know-how i doświadczenia działów badawczo-naukowych. Natomiast własność intelektualna Instytutu może zostać włączona w nasze produkty i skomercjalizowana, tak aby stał się on beneficjentem rozwiązań – zapowiada dr Kamil Gorczewski, menadżer współpracy naukowej i klinicznej w Siemens Healthineers.

Siemens Healthcare ściśle współpracuje ze środowiskiem naukowym na całym świecie. Wspiera ponad 800 ośrodków naukowych na całym świecie, a około 80 proc. innowacyjnych technologii, na których bazują produkty firmy, pochodzi bezpośrednio lub pośrednio ze współpracy naukowej i klinicznej z najlepszymi badaczami.

Chcemy wspierać działalność badawczą Instytutu Nenckiego poprzez przekazywanie jeszcze nieskomercjalizowanych wersji sekwencji i oprogramowania, aby mogły zostać przetestowane, ale też chcemy wypracowywać wspólnie z Instytutem nowe technologie, sposoby analizy danych przy użyciu rezonansu magnetycznego, tak aby można było je w przyszłości skomercjalizować przy obopólnej korzyści – podkreśla dr Kamil Gorczewski.

Instytut Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN istnieje od stu lat. To jedno z największych, nieuniwersyteckich centrów badań biologicznych. Poziom prac eksperymentalnych i publikacji, liczba pozyskanych grantów i silne związki z nauką światową plasują Instytut Nenckiego w europejskiej czołówce. Obecnie to jedyna w Polsce placówka naukowa, gdzie badania w dziedzinie neurobiologii prowadzi się na wszystkich poziomach, od molekularnego po systemowy.

 Gdy patrzymy na to, jak wiele projektów i publikacji naukowych powstaje w oparciu o nasze wyniki, jak dużo prac klinicznych, które mamy nadzieję, że szybko przełożą się na faktyczne korzyści dla pacjentów chorych na zaburzenia funkcjonowania układu nerwowego, to jest coś, co wysoko pozycjonuje Instytut Nenckiego na arenie zarówno Europy, jak i całego świata w kontekście obrazowania mózgu – mówi dyrektor Instytutu Nenckiego PAN, prof. dr hab. Agnieszka Dobrzyń.

W ubiegłym miesiącu Instytut Nenckiego otrzymał grant w wysokości 39 mln zł z programu Międzynarodowe Agendy Badawcze (MAB) Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. Z tych środków zostanie utworzone w Instytucie Nenckiego centrum naukowe BrainCity, prowadzące badania nad złożonymi mechanizmami plastyczności ludzkiego mózgu. Pokierują nim wybitni polscy badacze o uznanym na świecie dorobku naukowym, prof. dr hab. Leszek Kaczmarek oraz dr hab. Ewelina Knapska, prof. IBD PAN a międzynarodowym partnerem strategicznym BrainCity będzie Europejskie Laboratorium Biologii Molekularnej (EMBL).

Zbyt późne dostarczenie L4 pracodawcy to niższy zasiłek. Elektroniczne zwolnienia pozwolą tego uniknąć

Zbyt późne dostarczenie L4 pracodawcy to niższy zasiłek. Elektroniczne zwolnienia pozwolą tego uniknąć 9

Mniej biurokracji i papierowej roboty, za to większa kontrola zwolnień lekarskich – to korzyści z wprowadzenia elektronicznych zwolnień. Każdy pracodawca, który ma profil na Platformie Usług Elektronicznych ZUS, otrzymuje natychmiast wiadomość o wystawieniu jego pracownikowi elektronicznego zwolnienia lekarskiego. Jednocześnie drogą cyfrową dokument trafia do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, co odciąża pracodawcę i lekarza od dodatkowych obowiązków. Zyskują też pacjenci, którzy nie muszą pamiętać o terminowym dostarczeniu zwolnienia pracodawcy.

– Pracodawcy popierają wprowadzenie elektronicznych zwolnień lekarskich. Po pierwsze, zmniejsza to biurokrację, prowadzenie dokumentacji papierowej. Z minuty na minutę będziemy widzieli pojawiające się w systemie ZUS-owskim e-zwolnienie. To będzie miało pozytywne skutki, większy będzie monitoring wystawianych zwolnień lekarskich – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Robert Lisicki, ekspert prawa pracy z Konfederacji Lewiatan.

Jeżeli lekarz wystawi e-ZLA pracownikowi, jego pracodawca, o ile ma założony profil na Platformie Usług Elektronicznych ZUS, dostaje niemal natychmiastowo o tym informację. E-zwolnienia pozwalają też na sprawniejszą kontrolę poprawności wykorzystania zwolnienia. Tylko w 2017 roku Polacy spędzili na zwolnieniach rekordowe 229 mln dni. Dla ZUS-u i pracodawców to koszty liczone w miliardach złotych.

– W 2017 roku ZUS przeprowadził blisko 0,5 mln kontroli, w których zakwestionował ponad 25 tys. zwolnień. To dotyczy już nie tylko pracodawców, lecz także wszystkich ubezpieczonych, którzy płacą składki, a z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych idą wypłaty zasiłków – mówi Robert Lisicki.

W ubiegłym roku w wyniku kontroli wstrzymano wypłatę zasiłków o łącznej wysokości ponad 23,2 mln zł. W I kwartale 2018 roku ZUS przeprowadził ponad 125 tys. kontroli i wydał 7 tys. decyzji o wstrzymaniu dalszej wypłaty zasiłków w wysokości 5,47 mln zł.

– Elektroniczne zwolnienia to mniej papierkowej pracy, mniej niejasności z oczekiwaniem na to, że pracownik nam przyniesie te zwolnienie. Tym bardziej że nie zawsze są one terminowo dostarczane. Większa przejrzystość i szybkość w działaniu jest gwarantowana zarówno małym, jak i dużym pracodawcom –przekonuje Robert Lisicki.

E-ZLA będzie mógł wystawić każdy lekarz, który ma decyzję ZUS-u upoważniającą do wystawiania zaświadczeń lekarskich i ma dostęp do odpowiedniego oprogramowania.

– Rozwiązanie to bardzo usprawnia codzienną pracę lekarza. Dzięki temu czas, który poświęcamy na wizytę, znacznie się skraca – podkreśla Marcin Broda, laryngolog z Centrum Medycznego MML.

Elektroniczne zwolnienia to także korzyść dla pracownika, który nie musi pamiętać o terminowym dostarczeniu zwolnienia papierowego do pracodawcy. W przypadku niedopełnienia obowiązku dostarczenia płatnikowi zaświadczenia lekarskiego w ciągu siedmiu dni od daty jego otrzymania, wysokość zasiłku jest obniżana o 25 proc. W I kwartale obniżono zasiłki blisko 18 tys. osób.

– Ideą tego systemu jest to, żeby pacjenta w ogóle uwolnić od tego przymusu zanoszenia do kadr zwolnień lekarskich. Czasami pacjenci proszą o kopię, być może jeszcze dany zakład pracy nie jest zaznajomiony z tym systemem. Nie ma jednak z tym żadnego problemu – można wydrukować taką kopię zaświadczenia na specjalnym druku z poświadczeniem pieczątką lekarską, i to niezależnie od tego, kiedy pacjent się po nią zgłosi – wskazuje Marcin Broda.

Trump w dalszym ciągu straszy rynki

Dane napływające w minionym tygodniu ze Stanów Zjednoczonych nie zaskoczyły inwestorów. Zarówno posiedzenie FOMC, jak i dane o bezrobociu za oceanem nie wniosły nic nowego w kwestii oceny sytuacji na rynkach. Nerwowość natomiast pojawiła się wraz z napływającymi na rynek informacjami, że w związku z wyraźnym osłabieniem chińskiego Juana administracja Trumpa skłania się do zwiększenia poziomu ceł z 10% do 25%. Wszelkie oznaki zaostrzenia retoryki między USA, a Chinami przekładają się na podwyższoną zmienność na rynkach, ponieważ inwestorzy obawiają się eskalacji wojny handlowej i jej wpływu na globalny wzrost gospodarczy.

Polski rynek akcji zachowywał się stabilnie i po wcześniejszych silnych wzrostach WIG pozostawał płasko, kończąc tydzień na poziomie -0,08%. W minionym tygodniu sukcesywnie drożały polskie obligacje skarbowe, co w połączeniu z umacniającym się polskim złotym, wyraźnie wskazuje na napływ kapitału zagranicznego.

W bieżącym tygodniu kalendarz makroekonomiczny jest skromny. Jedyne dane warte odnotowania to piątkowe CPI ze Stanów Zjednoczonych, które w przypadku zaskakującego odczytu mogą znacząco wpłynąć na rynkowe oczekiwania, co do dalszej ścieżki podnoszenia stóp procentowych za oceanem.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA

Innowacje zamiast etatów – potrzebne dobre praktyki w zamówieniach publicznych

Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii przedstawiło projekt ustawy o zamówieniach publicznych. To bardzo długo wyczekiwany akt. Przygotowanie proponowanych założeń trwało prawie rok. Zdecydowanie wyszło to jednak na korzyść tego projektu. Propozycje zostały pozytywnie przyjęte przez środowisko. FPP zachęca resorty oraz Urząd Zamówień Publicznych do propagowania idei, która będzie polegała na wdrażaniu innowacji.

– Należy zwrócić uwagę, że nawet najlepszy projekt nie rozwiąże problemów zamówień publicznych, jeżeli zmiany nie zaczną następować oddolnie, czyli od wprowadzenia dobrych praktyk – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) – Obecnie problemem jest to, że urzędnicy nadal nie umieją kupować usług. Chcą nabywać etaty do ich wykonania, a nie usługę w sensie samej jej realizacji. Przedsiębiorcy nie mają jak konkurować. Przetargi w praktyce ograniczają się do ceny, co odbywa się kosztem pracownika. To z kolei może prowadzić do patologii. FPP zwraca uwagę, że jest to działanie antyinnowacyjne. W Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju Premiera Morawieckiego mówi się przecież o innowacjach, a takie działania zamykają do nich drogę. Kolejnym problemem na rynku jest brak rąk do pracy. Według danych FPP w branży ochrony i sprzątania innowacyjne rozwiązania wprowadziłyby ponownie na rynek ok. 30 proc. zatrudnionych. W sektorach tych pracuje obecnie ok.  600 tys. ludzi. Oznaczałoby to 180 tys. pracowników, którzy mogliby wrócić na rynek pracy i zasilić branże mające problem ze znalezieniem kandydatów. FPP zachęca resorty oraz Urząd Zamówień Publicznych do propagowania idei, która nie będzie polegała na kupowania etatów, ale wdrażaniu innowacji – podkreślił Kowalski.

Ramon Laguarta dyrektorem generalnym PepsiCo

Firma PepsiCo, Inc. (NASDAQ: PEP) („PepsiCo”) podała dziś informację o jednogłośnym wyborze przez Radę Dyrektorów spółki Ramona Laguarty (54 lata) na następcę Indry K. Nooyi (62 lata) na stanowisku Dyrektora Generalnego. Swoją funkcję Nooyi sprawować będzie do 3 października br., ustępując po 24 latach pracy w koncernie, w tym po 12 latach na stanowisku Dyrektor Generalnej. Funkcję Prezesa sprawować będzie do początku 2019 r., co zagwarantuje płynne objęcie sterów firmy  przez nowego szefa. Ramon Laguarta zostanie ponadto członkiem Rady Dyrektorów, ze skutkiem na  3 października 2018 r..

Pod przewodnictwem Indry K. Nooyi firma PepsiCo osiągnęła  wymierne wyniki finansowe:

  • Od 31 grudnia 2006 r. do 31 grudnia 2017 r. całkowita stopa zwrotu dla akcjonariuszy wyniosła 162%;
  • Od początku roku 2006 do końca roku 2017 całkowita stopa zwrotu środków pieniężnych dla akcjonariuszy wypłacana za pośrednictwem dywidend lub odkupu akcji wyniosła 79,4 mld USD;
  • Niemal potrojona została wartość dywidendy na akcję, która wzrosła z 1,16 USD w roku 2006 do 3,17 USD w roku 2017, przy skumulowanym rocznym wskaźniku wzrostu na poziomie prawie 10%;
  • Przychody netto koncernu wzrosły z 35 mld USD w roku 2006 do 63,5 mld USD w roku 2017, przy skumulowanym rocznym wskaźniku wzrostu na poziomie 5,5%.
Indra K. Nooyi - PepsiCo
Indra K. Nooyi – PepsiCo

Kierowanie PepsiCo to z pewnością największy zaszczyt, jaki mi przypadł w udziale w całym moim życiu. Jestem niezmiernie dumna ze wszystkiego, co osiągnęliśmy w minionych 12 latach, wzmocnić pozycje PepsiCo nie tylko wśród akcjonariuszy, ale wśród  wszystkich interesariuszy w społecznościach w których działamy ,– powiedziała Indra Nooyi. „Dorastając w Indiach nigdy nie myślałam że kiedyś będę miała okazję stać u steru tak niezwykłej spółki. Kierując się naszą filozofią „Działanie ze świadomością celu” (Performance with Purpose), czyli dostarczając zrównoważone wyniki poprzez tworzenie bardziej odżywczych produktów, ograniczając nasz wpływ na środowisko i wspierając społeczności, w których działamy – byliśmy w stanie uzyskać bardziej znaczący wpływ na życie ludzi, niż kiedykolwiek wydawało mi się to możliwe. Dziś PepsiCo zajmuje niezwykle silną pozycję, zapewniającą dalszy trwały rozwój. Najlepsze dni koncernu dopiero nadchodzą”.

„Ramon Laguarta to właściwa osoba by  osiągać  kolejne sukcesy. To znakomity menedżer, dysponujący odpowiednio długim doświadczeniem w obszarze rozwoju przedsiębiorstw. Posiada doskonałą orientację w zakresie zmieniających się preferencji konsumentów oraz innych istotnych trendów, jakie mają miejsce na całym świecie – dowiódł, że znakomicie poradzi sobie z tymi zadaniami. W procesie zarządzania firmą Ramon był niezwykle ważną osobą – jestem przekonana, że pod jego przewodnictwem PepsiCo osiągnie kolejne szczyty ” – dodała Indra Nooyi .

Wypowiadając się w imieniu Rady Dyrektorów PepsiCo,  przewodniczący Rady Ian Cook powiedział: „Przez ostatnie 12 lat na stanowisku Dyrektor Generalnej i Prezes koncernu Indra dowiodła niezwykłych umiejętności przywódczych, służąc za przykład odpowiedzialnego zarządzania korporacyjnego w XXI wieku nie tylko w naszej branży, ale i poza nią”.

„Konsekwentnie realizowała ambitne cele finansowe, stosując zasadę zarządzania polegającą nie tylko na dbałości o efekty krótkoterminowe, ale i te bardziej odległe w czasie. Jako Dyrektor Generalna uzyskała wzrost przychodów o ponad 80%, osiągając tym samym efekty przewyższające wyniki realizowane przez osoby na podobnych stanowiskach, jednocześnie praktycznie co dwa lata dodając do naszego portfolio nową markę, z których każda warta była miliard dolarów. Zyskali na tym akcjonariusze: 1000 USD zainwestowanych w PepsiCo w roku 2006 jest obecnie warte ponad dwa i pół raza więcej”.

„Jednocześnie Indra inwestowała w przyszłość, w sposób wyraźny przewodząc działaniom w zakresie korporacyjnego zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialności, uwzględniając poczucie celu w każdym obszarze działalności firmy. Była jedną z pierwszych osób z listy Fortune 100 CEOs, która powiązała cele związane ze zrównoważonym rozwojem z działalnością biznesową, stając się tym samym pionierką wytyczającą szlak dla nowego pokolenia liderów, których celem jest 'osiągać dobre wyniki czyniąc dobro.’ Pod przywództwem Indry udział produktów PepsiCo z linii „Good for You” oraz „Better for You”  wzrósł z około 38% wartości przychodów w roku 2006 do około 50% w roku 2017, niemal potrojona została wartość inwestycji na działalność badawczo-rozwojową w zakresie poszerzania oferty bardziej odżywczych produktów przy jednoczesnym ograniczaniu negatywnego wpływu na środowisko, a działania w obszarze wspierania lokalnych społeczności na całym świecie zapewniły Indrze globalne uznanie”.

Ramon Laguarta - PepsiCo
Ramon Laguarta – PepsiCo

„Indra bezinteresownie wspierała innych pracowników organizacji jako mentorka, budując w ten sposób bliskie relacje z liderami na każdym z kluczowych rynków PepsiCo, dążąc przy tym do zapewnienia różnorodności i najwyższych standardów etycznego postępowania. Od czasu, gdy 12 lata temu stworzona została lista Najbardziej Etycznych Firm Świata, prowadzona przez Ethisphere, dzięki działaniom Indry PepsiCo była obecna na liście co roku”.

„Przywództwo Indry przyczyniło się do tego, że PepsiCo zajmuje aktualnie znakomitą pozycję do dalszego dynamicznego rozwoju koncernu. Ramon to doświadczony lider, posiadający rozległe doświadczenie na rynkach międzynarodowych – Rada jest przekonana, że jest on odpowiednią osobą, która wprowadzi PepsiCo w kolejny etap rozwoju”.

Komentując wybór na stanowisko szefa koncernu, Laguarta powiedział: „Nominacja na stanowisko Dyrektora Generalnego PepsiCo to niezwykły przywilej – chciałbym podziękować Radzie Dyrektorów za zaufanie, jakim mnie obdarzyli, podejmując swoją decyzję. Chciałbym jednocześnie podziękować Indrze za jej niewiarygodne wsparcie. Dzięki śmiałej wizji i wybitnemu przywództwu przekształciła ten koncern, a ja czuję się wyjątkowym szczęściarzem, ponieważ mam ją za mentorkę i przyjaciółkę. Jednocześnie chciałbym podziękować wszystkim moim współpracownikom, a także klientom, dostawcom, partnerom oraz inwestorom, którzy stanowią wielką rodzinę PepsiCo. Liczę na jeszcze bliższą współpracę z Wami wszystkimi w kolejnych miesiącach i latach, a także na dalszy i trwały rozwój tej niezwykłej firmy w przyszłości”.

Laguarta zostanie szóstym Dyrektorem Generalnym w 53-letniej historii PepsiCo. Wszyscy z nich wybrani zostali z wewnątrz organizacji, potwierdzając tym samym ogromne zaangażowanie PepsiCo w rozwój talentów i planowanie sukcesji.

W okresie 22 lat pracy w PepsiCo Laguarta zajmował liczne stanowiska wykonawcze i zarządu ogólnego. Od września 2017 roku Laguarta pełnił funkcję Prezesa PepsiCo, odpowiedzialnego za działalność na rynkach światowych, strategię korporacyjną, działania w sferze publicznej, a także relacje z jednostkami rządowymi. W przeszłości Laguarta pełnił funkcję Dyrektora Generalnego regionu Europy i Afryki Subsaharyjskiej, jednego z najbardziej złożonych obszarów działań PepsiCo, obejmujących teren trzech kontynentów, na który składają się rynki rozwinięte, rozwijające się i wschodzące. Wcześniej Laguarta pełnił funkcję Prezesa PepsiCo dla regionu Europy Wschodniej, wykonując liczne zadania na stanowiskach sprzedażowych, marketingowych i handlowych na terenie całej Europy.

Przed podjęciem pracy w PepsiCo Laguarta pracował dla Chupa Chups S.A., wiodącego producenta słodyczy z siedzibą w Hiszpanii, gdzie pełnił wiele różnych ról na poziomie międzynarodowym, zarówno w Europie, jak i USA. Laguarta uzyskał tytuł MBA w Szkole Biznesu ESADE w Hiszpanii, a także tytuł magistra w obszarze zarządzania na rynkach międzynarodowych (M&M) na uczelni Thunderbird School of Global Management w USA. Jako rodowity barcelończyk posługuje się wieloma językami, w tym angielskim, hiszpańskim, francuskim, niemieckim i greckim.

„Jednogłośny wybór Ramona Laguarty stanowi potwierdzenie dla systematycznego i kompleksowego programu sukcesji, obranego przez Radę Dyrektorów. Laguarta w takim samym stopniu reprezentuje ciągłość i elastyczność niezbędne do pracy dla PepsiCo” – powiedział Daniel Vasella, Przewodniczący Komisji Rady ds. Nominacji i Ładu Korporacyjnego. „Ramon to sprawdzony i doświadczony menadżer, mogący pochwalić się niebywałymi wręcz osiągnięciami w zakresie rozwoju największych i najbardziej istotnych obszarów działalności PepsiCo, zarówno w sposób organiczny, jak i poprzez przejęcia. Doskonale rozumie zmieniające się potrzeby konsumentów i klientów, a także trendy mające wpływ na naszą działalność na całym świecie. Obejmując stery zajmującej znakomitą pozycję rynkową firmy, w nowej roli z pewnością wykorzysta rozległe doświadczenie i innowacyjne sposoby myślenia, które stały się fundamentem jego poprzednich sukcesów. W swoim przywództwie Indra kierowała się wizjonerskim podejściem do działalności koncernu, co doprowadziło do jego transformacji, a w efekcie do bezprecedensowych sukcesów. Jej zdolności przywódcze, umiejętność strategicznego myślenia, oddanie i uczciwość okazały się elementami, bez których trwały sukces koncernu i rozwój najlepszych talentów nie byłby możliwy”.

Odejście Indry K. Nooyi nie wiąże się ze zmianami w składzie wyższego kierownictwa PepsiCo. Wśród bezpośrednich podwładnych Laguarty znajdą się: Hugh F. Johnston, Wiceprezes i Dyrektor Finansowy; Dr Mehmood Khan, Wiceprezes i Dyrektor ds. Badań i Rozwoju; Albert P. Carey, Dyrektor Generalny, PepsiCo Ameryka Północna; Vivek Sankaran, Prezes i Dyrektor Operacyjny, Frito-Lay Ameryka Północna; Kirk Tanner, Prezes i Dyrektor Operacyjny, Napoje Ameryka Północna; Laxman Narasimhan, Dyrektor Generalny, Ameryka Łacińska, Europa, Afryka Subsaharyjska; Silviu Popovici, Prezes, Europa, Afryka Subsaharyjska; Mike Spanos, Dyrektor Generalny, Azja, Bliski Wschód i Afryka Północna; Dave Yawman, Wiceprezes ds. Relacji z Rządem, Główny Prawnik i Sekretarz Korporacyjny; Jon Banner, Wiceprezes ds. Komunikacji Globalnej, a także Prezes Fundacji PepsiCo oraz Ruth Fattori, Wiceprezes i Dyrektor Generalna ds. Zasobów Ludzkich.

W dalszym ciągu podwładnymi Laguarty pozostaną Jim Andrew, Wiceprezes ds. Strategii i Zmian; Grace Puma, Wiceprezes ds. Operacji Globalnych, a także Eugene Willemsen, Wiceprezes ds. Kategorii Globalnych i Zarządzania Siecią Franczyzową.

Podsumowując zmiany, Indra K. Nooyi powiedziała: „Dzisiaj mam mieszane emocje. Ta firma była moim życiem przez prawie ćwierć wieku, i część mojego serca na zawsze tu pozostanie. Jednocześnie jestem dumna ze wszystkiego, co osiągnęliśmy, aby zapewnić PepsiCo odpowiednią pozycję do kontynuowania sukcesu. Jestem także przekonana, że Ramon wraz ze swoim zespołem w sposób rozważny będzie kontynuował działania równoważące cele krótkoterminowe i priorytety wybiegające w dalszą przyszłość. Z niecierpliwością czekam na wszystkie wspaniałe wydarzenia, jakie staną się udziałem tej firmy. Najlepsze dni PepsiCo dopiero nadchodzą”.

Portret kredytowy polskich mikro-przedsiębiorców

Polski mikroprzedsiębiorca jest lojalnym kredytobiorcą

Na 2,15 mln aktywnych mikroprzedsiębiorców, figurujących w bazie CEiDG, co 5 podmiot gospodarczy ma firmowy kredyt. Wśród nich aż 85% korzysta z kredytu, zaciągniętego tylko w jednym banku. Zazwyczaj nie jest to bank, z którym przedsiębiorca ma relacje jako osoba prywatna.

Liczba banków, z których korzysta mikroprzedsiębiorca przy finansowaniu swojej działalności biznesowej, w sposób istotny determinuje terminowość spłacalności posiadanych kredytów, a tym samym poziom jakości kredytów mikroprzedsiębiorstw. Wśród mikroprzedsiębiorców posiadających kredyt firmowy średnio 10,4% posiada zobowiązanie opóźnione w spłacie powyżej 90 dni.

Relacja liczby banków do jakości kredytów

Posiadając produkty kredytowe tylko w jednym banku, tylko 8,1% mikroprzedsiębiorców ma opóźnienie w spłacie zobowiązań pow. 90 dni. Gdy firma finansuje się w dwóch bankach, udział rośnie prawie dwukrotnie, do 16,7%. Zaś w przypadku korzystania z produktów kredytowych w czterech i więcej bankach, już co trzeci mikroprzedsiębiorca ma przynajmniej jedno zobowiązanie opóźnione pow. 90 dni.Relacja liczby banków do jakości kredytów

Przy ocenie ryzyka kredytowego jednoosobowej działalności gospodarczej kluczowe jest więc posiadanie pełnej i aktualnej informacji o aktywności kredytowej i lojalności mikroprzedsiębiorcy. Informację taką instytucjom finansowym zapewnia Biuro Informacji Kredytowej.

Kurs dolara, euro, funta i franka – Analiza techniczna 06.08.2018

Krzysztof Pawlak - dealer walutowy w Walutomat.pl
Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Walutomat.pl

Zamówienia z przemysłu z Niemiec znacznie przeceniają euro. EUR/USD już blisko granicy 1,15. Trump po raz kolejny fetuje swoje zwycięstwo i nie zamierza ustępować ze swojej drogi ograniczenia handlu na świecie. PMI sieją zamęt w tej kwestii i pokazują, jak duże mogą być koszty takiego podejścia, a więc ogólnego spowolnienia na świecie. Funt niezmiennie ma pod górkę.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 28.06.2017-06.08.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2530 3,6770 3,6453 4,7780
Maksimum 4,4000 3,8120 3,7920 4,9830

Kurs euro EUR/PLN

Kurs euro EUR/PLN - wykres

Początek tygodnia przynosi kontynuację scenariusza z końca ubiegłego tygodnia. Umacnia się więc dolar, a znacznie traci euro. Jeśli chodzi o EUR/PLN to drastycznych wzrostów nie widać, choć sytuacja nieco się pogorszyła, a złoty stracił kilka groszy. Nie jest to raczej odreagowanie techniczne, wynikające z ostatniej dość sporej fali umocnienia z rejonów 4,40 na 4,25. Sytuacja krajowej waluty kształtuje się w głównej mierze na bazie aktualnych sentymentów na rynkach światowych. A te znów nie są dobre. Mamy kolejny akt wojny handlowej. Tym razem Trump szczyci się swoimi sukcesami w tej kwestii. I widzi swoją znaczną przewagę nad Chinami. Najgorsze jest to, że oba kraje nie widzą ujemnych skutków tych zatargów. PMI pokazują pogarszanie się koniunktury gospodarczej niewidziane od 10 lat. I ten fakt coraz bardziej dociera do inwestorów, w efekcie wyprzedają oni aktywa krajów wschodzących. Stąd bardzo realny jest powrót EUR/PLN znów powyżej 4,30 i tym samym złamanie oporu w postaci górnego ograniczenia kanału.

Kurs franka CHF/PLN

Kurs franka CHF/PLN - wykresNa wykresie CHF/PLN widzimy wybicie z trójkąta górą stąd kilku groszowy ruch w górę. Wpływ na taki scenariusz miał znów pogarszający się klimat inwestycyjny na świecie. Jeśli tak się dzieje złotówka traci na wszystkich głównych parach. I CHF/PLN nie stanowi tu wyjątku. Nie można też nie zauważyć innego czynnika wzrostu wartości CHF. Po dzisiejszym fatalnym odczycie niemieckich zamówień w przemyśle doszło do solidnego osłabienia wspólnej waluty na szerokim rynku. Spowodowało to spory ruch w dół na parze EUR/CHF, który przekłada się niemal zawsze na wzrosty CHF/PLN. Nie można też wspomnieć o niepokojących doniesieniach z Włoch gdzie szef rządu powiedział, że nie zamierza spełniać kryteriów fiskalnych. Póki co to ogólniki ale jeśli okaże się, że Italia faktycznie nie zacznie zaciskać pasa to widmo bankructwa tego kraju może generować silne zwyżki franka szwajcarskiego. Wydaje się jednak, że temat ten póki zostanie zignorowany przez rynki. 

Kurs dolara USD/PLN

Kurs dolara USD/PLN - wykres

Na USD/PLN sytuacja techniczna jest dość klarowna doszło do przebicia oporu w postaci górnego ograniczenia kanału spadkowego. Wynika to bez wątpienia z faktu kontynuacji ruchu umacniającego dolara na szerokim rynku. Szczególnie po danych z rynku pracy z USA, które na pierwszy rzut oka były słabe ale jak dokładnie się przyjrzeć to już można było odnieść zupełnie inne wrażenie. Dane za dwa poprzednie miesiące zostały zrewidowane w górę a stopa bezrobocia spadła jeszcze niżej do poziomu 3,9%. Wszystkie dane bez dwóch zdań dają zielone światło amerykańskim władzom monetarnym na kontynuację cyklu zacieśniania monetarnego. Czy to koniec umocnienia dolara i czas na korektę? Absolutnie nic na to nie wskazuje Fed kontynuuje podwyżki stóp a w obliczu wojen handlowych i tym samym napięcia na rynkach waluta amerykańska jest najbardziej atrakcyjną okazją inwestycyjną. Do tego bliski poziom 1,15 na EUR/USD zawsze kusi inwestorów by go przetestować i wyczyścić choćby posiadaczy długich pozycji. Do tego euro ma swoje problemy stąd trudno o odreagowanie na jego korzyść. A szczególnie szanse dolara na dalsze wzrosty będę jeszcze większe jeśli Trump utrzyma swój buńczuczny ton i zacznie sypać dalszymi pomysłami nakładania ceł na Chiny.  Scenariusz mocnego dolara oczywiście nie jest korzystny dla złotego i straci on także w innych głównych relacjach. USD/PLN w tym momencie testuje poziom 3,70 ale wydaje się, że to nie jest koniec tego ruchu w górę. 

Kurs funta GBP/PLN

Kurs funta GBP/PLN - wykres

Na GBP/PLN również sytuacja dość jasna. Trend spadkowy ma się tutaj cały czas dobrze. Co rusz kurs ustanawia nowe minima. Nie pomogła nawet decyzja Banku Anglii o podwyżce stóp drugiej już w tym cyklu. Była to jednak decyzja tzw gołębia a więc podwyżka stóp z komentarzem szefa Banku Anglii o wątpliwościach kontynuowania zacieśnienia monetarnego. I plan Carneya tutaj sprawdził się idealnie gdyż funt pozostaje słaby mimo takiej decyzji. Nadal też nie docierają pozytywne informacje w sprawie Brexitu. Od rana szeroko jest komentowany wywiad z sekretarzem handlu Liamem Foxem, który stwierdził, że ryzyko twardego Brexitu wynosi 60-40. Fakt jest on zwolennikiem zerwania więzi z UE. Presja na funta więc pozostaje a jeśli na rynek trafią informacje np. o przedterminowych wyborach bądź kolejnych problemach z granicą z Irlandią to już może być solidna wyprzedaż. Technicznie więc próżno szukać wsparcia dla kursu GBP/PLN.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Żywność funkcjonalna napędza innowacje w branży spożywczej

Przebój na europejskich półkach sklepowych z jedzeniem? Żywność funkcjonalna, czyli wzbogacona o właściwości uwzględniające specyficzne potrzeby wybranych grup konsumentów. Jak wynika z raportu „Innowacyjność vs. zdrowie. Szanse dla marek spożywczych” opracowanego przez Mintel dla Banku Zachodniego WBK, w ciągu 5 lat[1] liczba produktów z oświadczeniami o funkcjonalności, wprowadzonych na rynek w Europie[2], wzrosła aż o 67%. Na Starym Kontynencie za blisko 2/3 konsumpcji żywności funkcjonalnej odpowiadają rynki Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji i Holandii.[3]

Wartość globalnego rynku żywności funkcjonalnej jest szacowana na 129 mld dolarów, a firma Adiuvo Investments prognozuje, że sprzedaż dla tej kategorii produktów spożywczych na całym świecie może w 2024 r. osiągnąć wartość aż 253 mld dolarów.

Funkcjonalność się opłaca

Według raportu „Innowacyjność vs. zdrowie. Szanse dla marek spożywczych” funkcjonalność jest obecnie jednym z kluczowych trendów na rynku spożywczym. Jak podkreśla Renata Dutkiewicz, dyrektor ds. Sektora Spożywczego i FMCG w Banku Zachodnim WBK, rozwinięcie tego typu produkcji daje firmom spożywczym możliwość osiągnięcia przewagi konkurencyjnej i ma potencjał eksportowy. Wyniki badania konsumenckiego Mintel potwierdzają możliwość osiągania wyższych zysków ze sprzedaży produktów funkcjonalnych – więcej niż co trzeci Włoch, Hiszpan i Polak i blisko co czwarty Francuz i Niemiec przyznaje, że jest skłonny zapłacić wyższą cenę za tego typu żywność.

W dobie globalizacji style życia i trendy żywieniowe unifikują się na poziomie międzynarodowym. Producenci żywności, którzy biorą pod uwagę rozwój linii produktów funkcjonalnych mogą myśleć o potencjalnych odbiorcach właśnie w takiej skali – zwraca uwagę Renata Dutkiewicz. To, jak zbliżone jest nastawienie do produktów funkcjonalnych wśród mieszkańców różnych krajów europejskich, pokazują dane raportu. Niemal połowa (46%) konsumentów w Niemczech oraz 42% we Włoszech, 41% w Hiszpanii, 40% we Francji i Polsce stwierdza, że żywność z dodanymi atrybutami funkcjonalnymi wspiera zdrowszy tryb życia.

Smaczna nisza dla eksportubenefity funkcjonalne napędzają innowacje w branży spożywczej

W okresie dwóch lat (do września 2017 r.) wśród oświadczeń o funkcjonalności najczęściej pojawiały się deklaracje związane z: odchudzaniem (28%), zdrowiem kości (12%) oraz wspieraniem odporności (12%). Nowości o charakterze funkcjonalnym wprowadzali najczęściej producenci produktów takich jak: herbata, zamienniki posiłków (w proszku i płynie), płatki śniadaniowe (do jedzenia na zimno), batony przekąskowe oraz soki. Według danych zebranych przez Mintel, w badanym okresie, najwięcej innowacji o charakterze funkcjonalnym pojawiło się na rynkach Wielkiej Brytanii (19%), Francji (11%) oraz Niemiec (11%).

Czy sport czy spokój ducha, musi być smacznie

Jedną z najbardziej dynamicznie rosnących kategorii produktów funkcjonalnych są te wspomagające kontrolę wagi oraz przyrost masy mięśniowej, skierowane przede wszystkim do osób aktywnie uprawiających sport. Autorzy raportu zwracają przy tym uwagę na ważną kwestię. Osoby wybierające produkty o takiej funkcjonalności liczą bowiem także na ich naturalność pod względem stosowanych składników oraz atrybuty związane ze smakiem. – Przykładowo, aż 63% konsumentów brytyjskich, którzy sięgają po produkty adresowane do sportowców, wymieniłoby swoją regularną przekąskę na funkcjonalną, gdyby tylko oba wyroby smakowały podobnie. Jeśli benefity funkcjonalne, to tylko smaczne – podkreśla Renata Dutkiewicz z Banku Zachodniego WBK.

Ciekawym przykładem pozycjonowania „funkcjonalnego” przywoływanego w raporcie „Innowacyjność vs. zdrowie. Szanse dla marek spożywczych” są też produkty zapewniające komfort i relaks. Ten rodzaj konceptu produktowego wykracza poza prozdrowotne właściwości żywności i napojów funkcjonalnych. Pomaga zachować nie tylko fizyczną, ale i duchową formę. – To nadal dość niszowa kategoria, ale doskonale wpisuje się w potrzeby współczesnego, zabieganego konsumenta. Właściwości relaksacyjne to funkcjonalność, której zaczyna poszukiwać coraz większa liczba osób, szczególnie pod koniec dnia, aby zapewnić sobie chwilę wytchnienia i odpoczynku – mówi Honorata Jarocka, Senior Food and Drink Analyst z firmy Mintel.

[1] Porównywano okres październik 2012 – wrzesień 2013 versus okres październik 2016 – wrzesień 2017.

[2] Analiza obejmowała 25 krajów europejskich.

[3] Żywność funkcjonalna odpowiedzią na światowe trendy na rynku ochrony zdrowia, http://biotechnologia.pl/biotechnologia/zywnosc-funkcjonalna-odpowiedzia-na-swiatowe-trendy-na-rynku-ochrony-zdrowia,17605.

Polacy potrzebują wsparcia prawnego, ale nie zawsze szukają go u prawników

W ciągu ostatnich dwóch lat 4 na 10 Polaków przynajmniej raz potrzebowało konsultacji z prawnikiem lub porady prawnej. Jednocześnie, aż 3/4 z nas przyznaje, że chętnie skorzystałaby z takiej pomocy przynajmniej raz w roku. Z kolei, w razie sporu prawnego mniej niż połowa osób zwróciłaby się w pierwszej kolejności do prawnika, wykazały wyniki raportu „Problemy prawne Polaków 2018” D.A.S. Towarzystwo Ubezpieczeń Ochrony Prawnej S.A.

Rezultaty ogólnopolskich badań przedstawionych w raporcie D.A.S.[1] pokazały, że Polacy często stykają się z problemami prawnymi oraz sytuacjami, w których potrzebują lub chętnie skorzystaliby z porady prawnika lub osoby z wykształceniem prawniczym. – Często jednak, nie do końca zasadnie, boimy się kosztów związanych z usługami adwokatów czy radców prawnych i ryzykujemy próbując się bez niego obyć. Niestety, czasem skutki takiej decyzji mogą być kosztowne i przysporzyć nam jeszcze więcej problemów – komentuje Janusz Zemła, Dyrektor Departamentu Likwidacji Szkód w D.A.S.

Z prawem mamy do czynienia na każdym kroku

Ryzyko związane z wystąpieniem problemu prawnego lub uczestnictwa w procesie sądowym jest uniwersalne i nawet przy największym stopniu ostrożności nie da się go wyeliminować. – Sytuacji, w których możemy napotkać problemy prawne jest mnóstwo. Codziennie, bowiem uczestniczymy w różnych zdarzeniach, które reguluje prawo – np. zawieramy umowę kupna towarów lub wykonania usług, stosujemy się do przepisów ruchu drogowego jadąc samochodem czy przechodząc przez jezdnię. Nie możemy do końca wyeliminować ryzyka, że ktoś nie dotrzyma warunków zawartej umowy czy nie zastosuje się do przepisów albo, że my sami np. nieumyślnie naruszymy prawo – tłumaczy Janusz Zemła.

Częstotliwość występowania w naszym codziennym życiu sytuacji, w których chcielibyśmy się poradzić prawnika, pokazują także wyniki badania D.A.S. W ciągu 2 lat 39% respondentów wskazało, że zdarzyła się im przynajmniej jedna sytuacja, w której potrzebowali takiej konsultacji, w tym 14,5% osobom nawet więcej niż raz.

Co więcej, Polacy często chcieliby móc skorzystać z wsparcia i porady prawnika. Najwięcej osób oszacowało, że taka pomoc przydałoby im się raz w roku (38%). Jednak już więcej niż co piąty Polak (21,5%) ocenia, że takie wsparcie byłoby przydatne częściej, ok. 2 razy w roku, 12,7% sądzi, że nawet kilka razy w roku. 2,8% osób chciałoby móc z niego skorzystać przynajmniej raz w miesiącu. W sumie aż 75,3% Polaków ocenia, że pomoc prawnika przydałaby się im przynajmniej raz w roku.

1/4 Polaków internet zastępuje prawnika

Jednocześnie, mimo dużej potrzeby konsultacji z prawnikiem, tylko 45,7% z nas w razie sporu prawnego w pierwszej kolejności zwróci się o pomoc do specjalisty. Aż 22% Polaków zamiast skorzystać z profesjonalnego wsparcia poszuka informacji w internecie, a 17,9% zwróci się do rodziny lub znajomych. Do organizacji lub instytucji udzielającej pomocy prawnej zgłosi się 14,1% ankietowanych – Bazując na informacjach samodzielnie znalezionych w internecie lub opiniach osób nie posiadających wykształcenia prawniczego sporo ryzykujemy. Trzeba pamiętać, że analiza prawna musi uwzględniać konkretny stan faktyczny w danej sprawie, co często wychodzi poza zakres przytoczenia danego przepisu prawa – podkreśla Janusz Zemła z D.A.S.

Prawnika można mieć w ubezpieczeniu

Badania D.A.S. wykazały także, że w ciągu ostatnich 5 lat blisko co piątemu Polakowi (21%) zdarzył się w tym czasie problem prawny. – Być może części z nich Polacy mogliby uniknąć, gdyby skonsultowali się we właściwym momencie z prawnikiem – wskazuje Janusz Zemła z D.A.S. Jednocześnie, 6% badanych zadeklarowało, że posiada ubezpieczenie ochrony prawnej, które zapewnia i finansuje dostęp do profesjonalnych porad prawnych, szeregu usług prawnych na etapie pozasądowym oraz finansuje koszty ewentualnego procesu sądowego w wielu sytuacjach życiowych. W Europie Zachodniej, to bardzo popularne rozwiązanie, które w niektórych krajach ma już większość obywateli. – W Polsce zapotrzebowanie na zapewnienie sobie stałego dostępu do finansowania kosztów procesu i innych wydatków prawnych stale rośnie. Coraz bardziej uświadamiamy sobie, że takie wsparcie jest przydatne i to nie tylko w sprawach sądowych, ale też także na etapie podejmowania decyzji, które mają skutki prawne – dodaje ekspert D.A.S.

[1] Raport „Problemy prawne Polaków 2018”, https://das.pl/wp-content/uploads/2018/07/Raport-Problemy-prawne-Polak%C3%B3w-2018.pdf, został opracowany na podstawie dwóch tur badań omnibusowych zrealizowanych w dniach 19.03-21.03.2018 r. i 16-18.04.2018 r. przez agencję SW Research dla D.A.S. Towarzystwo Ubezpieczeń Ochrony Prawnej S.A. metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel. W I turze badania przeprowadzono 1085, a w ramach drugiej tury 1025 ankiet z osobami powyżej 18. roku życia, które nie posiadają wykształcenia prawniczego.

Podstawowy rachunek płatniczy kontra darmowe konto

Agnieszka Porębska-Kość - Nest Banku
Agnieszka Porębska-Kość – Nest Bank

Już od 8 sierpnia 2018 roku każdy bank w Polsce będzie musiał oferować tzw. podstawowy rachunek płatniczy, czyli bezpłatne konto dla każdego, kto do tej pory nie posiadał rachunku w banku lub SKOKU. Czy faktycznie oznacza to rewolucję na rynku bankowym? Czy taki rachunek jest konkurencją dla dotychczasowych produktów bankowych? – komentarz Agnieszki Porębskiej-Kość z Nest Banku.

Według badań NBP w 2017 roku 17% Polaków nie posiadało konta osobistego*. Właśnie z myślą o tej grupie powstał podstawowy rachunek płatniczy. Obowiązek jego oferowania będą miały wszystkie banki oraz SKOKi w Polsce. Z założenia prowadzenie tego rachunku  oraz limitowana ilość podstawowych usług płatniczych musi być całkowicie darmowa – Zgodnie z Ustawą o usługach płatniczych, podstawowy rachunek płatniczy będzie mógł założyć każdy Polak, pod warunkiem, że nie posiada innego konta osobistego w polskiej walucie. Jego otwarcie nie będzie mogło się wiązać z żadnymi opłatami. Co więcej, banki nie będą mogły warunkować dostępu do niego skorzystaniem z innych usług – wyjaśnia Agnieszka Porębska-Kość z Nest Banku
Co ważne założenie podstawowego rachunku płatniczego może nie być  tak proste, jak zwyczajnego konta – Aby założyć podstawowy rachunek płatniczy klient będzie musiał złożyć oświadczenie o braku rachunku płatniczego w innym banku/SKOKU. Bank przez otwarciem podstawowego rachunku płatniczego powinien zweryfikować to oświadczenie poprzez międzybankowe zapytanie, co może potrwać kilka dni – tłumaczy Agnieszka Porębska-Kość z Nest Banku
– Warto także pamiętać, że zgodnie z ustawą, rachunek ten nie będzie posiadał wszystkich funkcjonalności np. nie będzie można skorzystać z kredytu w rachunku (debetu). Jak sama nazwa wskazuje, podstawowy rachunek płatniczy jest uproszczoną formą konta osobistego. Jego celem jest zapewnienie dostępu do bankowości tym, którzy do tej pory z niej nie korzystali. Zdecydowanie nie jest to propozycja, dla stałych użytkowników nowoczesnych kont osobistych dodaje ekspert.
Główną zaletą podstawowego rachunku płatniczego jest brak opłat za założenie, korzystanie z karty czy wykonywanie przelewów standardowych. Jednak okazuje się, że na polskim rynku nie jest to nic nowego – Z badania przeprowadzonego na zlecenie Nest Banku wynika, że 15% użytkowników kont osobistych korzysta z nich za bezwarunkowe 0zł, a 35% nie ponosi opłat jeżeli spełni warunki określone przez bank.  Polacy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że obecnie mogą korzystać z darmowych produktów bankowych, które w pełni odpowiadają na ich oczekiwania. Bezwarunkowo bezpłatne konto jest od dawna dostępne w ofercie Nest Banku i cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem klientów. Jest to rachunek, który pozwala na znacznie więcej niż dokonywanie podstawowych transakcji. Dzięki niemu klient zapłaci  zarówno Apple Pay, jak i Google Pay, założy lokatę czy otworzy konto oszczędnościowe  wyjaśnia Agnieszka Porębska-Kość z Nest Banku

 

* Na podstawie raportu NBP: Postawy Polaków wobec obrotu bezgotówkowego luty 2017 ** Na podstawie badania opinii Indeks Bezpieczeństwa Finansowego zrealizowanego na reprezentatywnej grupie Polaków przez Instytut Kantar Millward Brown, w dniach 06 czerwca 2018 – 13 czerwca 2018 r. Materiał nie stanowi oferty handlowej w rozumieniu art. 66 Kodeksu cywilnego.

Raport Meetrics: W II kwartale br. Polska na końcu europejskiej stawki pod względem widoczności reklam online

Firma Meetrics opublikowała kwartalny raport „Viewability Benchmark Report” dotyczący widoczności reklam na poszczególnych rynkach europejskich, w tym w Polsce. Nasz kraj uplasował się w II kwartale br. na ostatnim miejscu europejskiej stawki (zamieniając się miejscami z ostatnią do tej pory Szwajcarią), z wynikiem Viewability na poziomie 50 proc. Oznacza to, że dokładnie połowa reklam emitowanych w zasobach polskiego internetu jest niewidoczna dla odbiorców. Średnia dla wszystkich badanych rynków w Europie była sporo wyższa od wyniku polskiego i wyniosła 61 proc.

Meetrics jest dostawcą rozwiązań do weryfikacji i poprawy widoczności, jakości oraz skuteczności kampanii reklamowych. Firma publikuje swoje raporty dotyczące wybranych krajów europejskich od 2016 roku, polski rynek jest w nich uwzględniany od II kwartału 2017 r., kiedy to firma zadebiutowała w Polsce.

Jak wynika z raportu “Meetrics Benchmark Report Q2/2018” w drugim kwartale br. odsetek wyświetlonych banerów reklamowych spełniających minimalne wytyczne dotyczące widoczności spadł na polskim rynku do 50 proc. (wobec 52 proc. w I kwartale), co plasuje Polskę na samym dole tabeli jeśli chodzi o porównania międzynarodowe.

Średni czas kontaktu z reklamą display (Viewable Viewtime) również nieco spadł, wynosząc w II kwartale 2018 r. 19,1 sekundy (wobec 20,6 sekundy w I kwartale).

Nieznacznie wzrosło w Polsce natomiast Viewability reklam wideo – do 51 proc. w II kwartale (podczas gdy w I kwartale wyniosło 49 proc.); z kolei średni czas kontaktu z reklamą wideo wyniósł 14 sekund (wobec 14,9 sekundy kwartał wcześniej).

Najlepsze wskaźniki wśród formatów reklamowych jeśli chodzi o średnią widoczność osiągnęły na polskim rynku w II kwartale br.: Halfpage (67 proc. i 35,3 sek.) oraz Skyscraper (59 proc. i 24,8 sek.).

W podsumowaniu europejskim kolejność czołówki jeśli chodzi o formaty reklamowe jest inna: najlepszy wynik odnotowuje Sitebar (Viewability – 81 proc., Viewtime – 41,2 sek.), za nim plasuje się Skyscraper (75 proc. i 29,6 sek.) oraz Halfpage (71 proc. i 31,6 sek.).

Ogólnie Polska, z wynikiem na poziomie 50 proc., znalazła się na końcu europejskiej stawki jeśli chodzi o wskaźnik Viewability dla reklam display. Przykładowo w Niemczech ten wskaźnik wyniósł 62 proc., we Francji 63 proc., w Wielkiej Brytanii 58 proc., we Włoszech 56 proc., w Szwecji 64 proc., w Szwajcarii 52 proc. (tym samym Szwajcaria wyprzedziła Polskę, w stosunku do wyników z ubiegłego kwartału). Najlepszy wynik ponownie odnotowano w Austrii – 73 proc.

Średnia europejska wyniosła w II kwartale 61 proc. (Viewability) i 21,3 sekundy (czas kontaktu z reklamą). W I kwartale było to odpowiednio 62 proc. (a więc widać minimalny spadek kwartał do kwartału) i 21,1 sekundy (minimalny wzrost).

Mija właśnie rok od kiedy Meetrics zadebiutowało z biurem w Polsce i objęło swoim raportem także polski rynek, możemy się więc także pokusić o pewne roczne podsumowania. Jeśli chodzi o Viewability, polski rynek startował rok temu z poziomu średniej europejskiej, z wynikiem 57 proc. Minął rok i niestety nie widać poprawy, a wręcz odwrotnie, obecnie plasujemy się mocno poniżej tej średniej – mówi Tomasz Piątkowski, Country Manager, Meetrics Polska – Trudno więc mówić o pozytywnym trendzie. Potrzebna jest praca u podstaw, nad wydajnością wszystkich formatów reklamowych i wszystkim poważnym uczestnikom rynku powinno zależeć na tych zmianach, by podnieść Viewability do przekonującego poziomu, a co za tym idzie ROI związany z kampaniami internetowymi. Sytuacja, w której dokładnie połowa serwowanych reklam nie jest widoczna, daleka jest od komfortowej, przede wszystkim z punktu widzenia reklamodawców.

Widoczność reklam wideo w Polsce jest również poniżej średniej międzynarodowej, choć różnica ta nie jest aż tak duża. Polski rynek osiąga tu wskaźnik 51 proc., podczas gdy międzynarodowa średnia to 53 proc. (zaś średni czas Viewability reklam wideo w Polsce to 14 sekund, przy średniej dla badanych rynków europejskich na poziomie 14,6 sekundy).

Pełny raport za II kwartał 2018 r. można ściągnąć ze strony www firny Meetrics: https://www.meetrics.com/en/benchmark-reports/

Meetrics w swoich badaniach opiera się na definicji Viewability rekomendowanej przez IAB i Media Rating Council. Reklama jest uważana za widoczną jeśli co najmniej 50 proc. jej powierzchni jest widoczna na ekranie przez co najmniej sekundę (dla reklam wideo – przez co najmniej 2 sekundy).

Meetrics zadebiutowała na polskim rynku w czerwcu ub.r. Firma jest dostawcą rozwiązań do weryfikacji i poprawy widoczności, jakości oraz skuteczności kampanii reklamowych. Biurem firmy w Polsce kieruje – na stanowisku Country Managera – Tomasz Piątkowski, wcześniej członek zarządu i Chief Digital Officer GroupM.

Poznaj pozycjonowanie funduszy lewarowanych na rynku

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnienie. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku walutowy

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku walutowy

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających na rynku surowcowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających na rynku surowcowym

Źródło: Opracowanie własne

Strzałka zielona – na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Strzałka czerwona-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

W poprzednim tygodniu duzi gracze po raz kolejny powiększyli swoje zaangażowanie po długiej stronie rynku w srebrze oraz dolarze kanadyjskim, dlatego warto zainteresować się tymi aktywami finansowymi.

Silver – lekkie odbicie pozycji długich

Ostatnie tygodnie, a nawet miesiące dla rynku srebra oraz pozostałych metali szlachetnych nie są zbyt łaskawe. Od czerwca bieżącego roku kalendarzowego na srebrze zarządzający na rynku kontraktów terminowych powiększali swoje zaangażowanie po krótkiej stronie rynku. Linia netto swobodnie opadała aż do teraz, kiedy pierwszy raz od kilku tygodni zobaczyliśmy jej wzrost. Spadek linii netto spowodowany był zmniejszeniem zaangażowania funduszy po długiej stronie rynku oraz zwiększeniem po krótkiej.

Aczkolwiek wydaje się, że sytuacja uległa zmianie. Bowiem od dwóch tygodni na rynku kontraktów terminowych wśród badanej grupy fundusze zaczęły dobierać coraz więcej pozycji długich. Co więcej ostatni tydzień wskazał na redukcję krótkich pozycji o 1 024 kontrakty. Natomiast pozycje długie wzrosły o ponad 3 000 kontrakty.

Pozycje zarządzających na rynku kontraktów terminowych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje zarządzających na rynku kontraktów terminowych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Oprócz tego warto zwrócić uwagę na ilość pozycji krótkich względem długich, która znalazła się na wyższym poziomie. Jeżeli na metalach szlachetnych dochodziło do takiego zjawiska, to przeważnie mieliśmy minimum na tym rynku. Czy tym razem będzie tak samo? Spójrzmy na analizę techniczną.

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Ze strony technicznej mamy trend spadkowy, nic nie wskazuje na możliwość odbicia. Aktualny opór znajduje się na poziomie 15.623. Powstał po pokonaniu przez sprzedających dolnej bandy konsolidacji. Gdyby miało dojść do kontynuacji obecnego trendu, to celem sprzedających jest poziom 14.621.

Z drugiej strony powrót ponad wcześniej wspomniany opór otworzyłoby drogę kupującym w okolicę 16.36 USD, co pozostanie bazowym scenariuszem.

CAD – coraz więcej byków

Sytuacja na dolarze kanadyjskim jest bardzo zbliżona do sytuacji na rynku srebra. Po mocnym wyprzedaży CADUSD fundusze zaczęły realizować zysk z krótkich pozycji (długich na USDCAD). Co więcej poprzedni tydzień przyniósł wzrost pozycji długich o 1 295 kontraktów terminowych.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Admiral Markets

Natomiast same pozycje krótkie zmalały czwarty tydzień z rzędu, co daje większe prawdopodobieństwo umocnienia dolara kanadyjskiego w stosunku do dolara amerykańskiego.

Od strony technicznej w dalszym ciągu mamy do czynienia z trendem wzrostowym. Notowania USDCAD na interwale tygodniowym od lutego bieżącego roku znajdują się w mocnym trendzie wzrostowym. Aktualnie spoczęły tuż nad dolną bandą kanału wzrostowego.

Notowania USDCAD, interwał dzienny

Notowania USDCAD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Oprócz tego tuż pod aktualnym kursem znajduje się mocne wsparcie 1.290. Jego pokonanie może sprawdzić niedźwiedziom nie lada wyzwanie, aczkolwiek fundusze lewarowane sprzyjają jego pokonaniu. Gdyby do tego doszło, to celem sprzedających będzie poziom 1.275.

Dział Analiz Admiral Markets

Start-upy w formie prostych spółek akcyjnych. Kapitał za złotówkę i wkład intelektualny

Ministerstwo Rozwoju pracuje nad projektem zmian Kodeksu spółek handlowych. Jedną z zasadniczych modyfikacji ma być wprowadzenie prostej spółki akcyjnej (PSA) dedykowanej start-upom. Czy zaproponowane rozwiązanie rzeczywiście stworzy odpowiednie warunki prawne do rozwoju innowacyjnych projektów w Polsce?

Ku potrzebom start-upów

Przedsięwzięcia realizowane głównie w branży nowoczesnych technologii, będące początkowo na etapie poszukiwania właściwego modelu biznesowego i wiążące się z dużym ryzykiem niepowodzenia, nie mają obecnie możliwości wyboru formy działalności, która gwarantowałaby im pełną elastyczność i swobodę działania. Innowacyjne projekty, które chcą poszukiwać inwestorów na swój rozwój, mogą być obecnie realizowane bądź jako spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, bądź też jako spółka akcyjna. Pierwsza z nich nie gwarantuje prostych i zróżnicowanych form inwestowania w realizowane przedsięwzięcie. Natomiast w przypadku spółek akcyjnych istotną barierą jest wysokość kapitału zakładowego w wysokości 100 tys. zł. PSA ma być remedium na powyższe trudności, a tym samym ułatwić rozwój innowacyjnych przedsięwzięć.

Nowoczesny wymiar spółki

Uproszczony model spółki kapitałowej ma łączyć w sobie poszczególne cechy spółki akcyjnej i spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Projekt proponuje szereg ułatwień dotyczących, nie tylko zakładania i likwidacji spółki, ale również pozyskiwania kapitału, czy możliwości inwestowania w przedsięwzięcie. Dużym udogodnieniem miałoby być także wykorzystanie mediów elektronicznych w działalności spółki. Za ich pośrednictwem możliwa byłaby, nie tylko jej rejestracja, ale również organizacja Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy (w postaci wideokonferencji), czy podejmowania uchwał (drogą korespondencyjną).

Rejestracja tradycyjna i elektroniczna

PSA będzie mogła zostać zarejestrowana w sposób tradycyjny poprzez złożenie właściwych dokumentów i papierowych wniosków w sądzie. Jednak w tym zakresie Ministerstwo Rozwoju również proponuje niewielkie zmiany. Miałyby one dotyczyć możliwości przesyłania przez notariuszy statusu spółki i innych wymaganych przez KRS dokumentów drogą elektroniczną, co usprawniłoby proces powoływania spółki.

Założyciele, którym szczególnie zależy na szybkiej rejestracji PSA, mogliby jej dokonać w procedurze S24, w której wykorzystywany jest elektroniczny wzorzec umowy. Ograniczyłoby to, nie tylko koszty związane z dopełnianiem wszelkich formalności, ale również czas, w jakim PSA zostanie zarejestrowana. Spółka rejestrowana jest z reguły w ciągu doby.

Spółka z jednym organem

W przypadku PSA organem działającym ma być przede wszystkim zarząd. Dobrowolne byłoby natomiast działanie rady nadzorczej. Zaproponowane zmiany przewidują również możliwość powołania wyłącznie jednego organu – Rady Dyrektorów. Tworzyliby ją managerowie, dyrektorzy wykonawczy i dyrektorzy niezarządzający.

Kapitał za złotówkę i wkład intelektualny

Jedną z najważniejszych – z punktu widzenia start-upów – zmian są propozycje dotyczące wysokości kapitału zakładowego PSA. Według przedstawionego projektu jego minimalna wysokość byłaby równa symbolicznej złotówce. Natomiast minimalne wartości udziałów mogłyby wynosić 1 grosz. Tak niskie progi kwotowe mają dać start-upom możliwość sformalizowania swojej działalności. Jednak w przypadku innowacyjnych, niesprawdzonych na rynku przedsięwzięć, zasadniczą barierą jest brak odpowiedniego kapitału. PSA ma być nie tylko rozwiązaniem tego problemu, ale również wsparciem w rozwoju biznesowych wizji oraz poszukiwaniu odpowiednich inwestorów. Tym bardziej, że istotnym wkładem w rozwój spółki ma być również potencjał twórczy jej założycieli, a nie tylko ulokowany przez nich kapitał.

Zróżnicowane akcje

Akcje PSA ze względu na rygorystyczne wymogi formalne giełdowej spółki akcyjnej – nie mogłyby być dopuszczone do obrotu giełdowego, ale mogłyby być zdematerializowane. Ministerstwo przedstawia w swoim projekcie kilka typów akcji, wśród których można znaleźć akcje inwentorskie, inwestorskie czy pracownicze. Co ważne, część z nich mogłaby być nabywana w zamian za zaangażowanie, pracę i wkład intelektualny w realizację przedsięwzięcia.

Rozwiązanie idealne?

Propozycja wprowadzenia PSA ma wiele zalet. Do najważniejszych należą uproszczone procedury zakładania i prowadzenia spółki, jej elastyczność, docenienie wkładu intelektualnego zespołu realizującego przedsięwzięcie. Powyższe cechy z pewnością ułatwią start-upom pozyskiwanie inwestorów i weryfikowanie biznesowych pomysłów.

Z drugiej strony niektóre założenia projektu budzą poważne obawy. Zastrzeżenia dotyczą przede wszystkim wymagalnej wysokości kapitału zakładowego. Wielu specjalistów z branży twierdzi, że jest on zbyt niski w kontekście ochrony interesów wierzycieli. I chociaż projekt przewiduje kilka mechanizmów ochrony (np. testy wypłacalności spółki, rezerwy na pokrycie potencjalnych strat, kontrolowanie transakcji realizowanych między akcjonariuszami, a spółką), to w opinii środowiska start-upowego mogą one stanowić poważne utrudnienie dla realizacji innowacyjnych przedsięwzięć. Poza tym niski kapitał zakładowy niesie wysokie ryzyko utraty wiarygodności spółki. Dlatego też padają propozycje zwiększenia minimalnej kwoty kapitału zakładowego do 1000 bądź 5000 zł. Obecnie projekt jest na etapie konsultacji i opiniowania. Ewentualne zmiany mogą obowiązywać od 2019 r.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Samochody jak smartfony – Toyota wprowadza nowe technologie telekomunikacyjne do motoryzacji

Branża motoryzacyjna znajduje się w fazie głębokiej transformacji. Zaawansowane oprogramowanie i przetwarzanie big data z samochodów połączonych w chmurze stanowią równie ważny kierunek rozwoju samochodów jak nowe napędy. W odpowiedzi na te zmiany Toyota prowadzi od 2015 roku głęboką restrukturyzację, powołując do życia nowe firmy badawcze, specjalizujące się w opracowywaniu i wdrażaniu do motoryzacji najnowszych technologii informacyjnych.

Toyota od dawna pracuje nad zaawansowanymi technologiami informacyjnymi, czego najlepszym przykładem są powszechnie stosowane w samochodach koncernu systemy bezpieczeństwa czynnego Toyota Safety Sense i Lexus Safety System. W 2015 roku jako pierwszy producent w świecie, Toyota wprowadziła w Japonii do swoich wybranych modeli system ITS Connect. Dzięki komunikacji między samochodami oraz między pojazdami a infrastrukturą drogową umożliwia on automatyczne przekazywanie pojazdom informacji o sytuacji drogowej, dzięki którym pojazd może automatycznie zareagować na niebezpieczną sytuację bez udziału kierowcy.

toyota_20151222_02_02_3W utrzymaniu tempa rozwoju nowych technologii cyfrowych wspierają Toyotę powołane w ostatnich latach firmy badawcze, takie jak Toyota Research Institute, Toyota Connected, Toyota Research Institute-Advanced Development czy Toyota AI Ventures.

Autonomiczne samochody coraz bliżej

toyota_managing_cities_with_aiSprawna komunikacja w chmurze jest warunkiem koniecznym do rozwijania technologii autonomicznego prowadzenia. Działający od 2015 roku Toyota Research Institute specjalizuje się w pracach nad systemami autonomicznej i półautonomicznej jazdy, robotyką i sztuczną inteligencją. Obecnie firma pracuje nad komercjalizacją systemów bezpieczeństwa czynnego nowej generacji – Guardian i Chauffeur. System Guardian wspomaga kierowcę w bezpiecznym prowadzeniu, interweniując w ryzykownych sytuacjach, aby uniknąć kolizji. Chauffeur to tryb jazdy w pełni zautomatyzowanej, podczas której użytkownik nie zajmuje się prowadzeniem auta. Równolegle z tymi technologiami Toyota Research Institute opracowuje kolejne generacje domowych robotów wspomagających osoby mające trudności z poruszaniem się oraz pracuje nad nowymi materiałami z wykorzystaniem sztucznej inteligencji i uczenia się maszyn. Firma wspiera także budowę systemu Car Learning to Act (CARLA), symulatora zautomatyzowanej jazdy z otwartym kodem źródłowym.

Samochody jak smartfony

toyota_prius__mar__04_2W 2016 roku powstała firma Toyota Connected, która zajmuje się prowadzeniem badań nad wykorzystaniem przetwarzania wielkich baz danych w samochodach osobowych. Spółka od razu nawiązała współpracę z Microsoftem, który udostępnił jej swoją technologię chmury Microsoft Azure. Efektem będą nowe rozwiązania w dziedzinie usług teleinformatycznych w samochodzie, w tym współpraca inteligentnego samochodu z inteligentnym domem i internetem przedmiotów, coraz bardziej spersonalizowane systemy multimedialne i nowe systemy bezpieczeństwa, a także integracja z systemami smart city. Najpilniejszym zadaniem stojącym przed Toyota Connected jest standaryzacja technologii łączności samochodów i bezproblemowe logowanie się w systemach telekomunikacyjnych w różnych regionach.

Pierwszy system połączonych samochodów Toyoty

toyota_20151222_02_04_3Toyota zajmuje się łączeniem samochodów od początku XXI wieku. W Japonii już od lat działa opracowany przez Toyotę system przetwarzania anonimowych danych przesyłanych przez auta tej marki. Wkrótce firma wprowadzi na rynek jego drugą generację opracowywaną wspólnie z japońską firmą telekomunikacyjną KDDI. Nowy system obejmie swoim zasięgiem Japonię i Stany Zjednoczone, a z czasem będzie wprowadzany do kolejnych regionów. Z usług tych będą korzystały wypożyczalnie samochodów, serwisy carsharingowe i ridesharingowe, korporacje taksówkowe czy firmy ubezpieczeniowe. Ogromnym ułatwieniem i źródłem oszczędności dla kierowców będzie możliwość korzystania z lokalnych sieci komórkowych bez roamingu.

Współpraca Toyoty z KDDI przyniosła pierwsze efekty już w kwietniu 2017 roku. Obie japońskie firmy wraz z Tokyo Hire-Taxi Association rozpoczęły testy systemu zbierania i przetwarzania danych, które posłużą do opracowania systemu usług taksówkarskich nowej generacji. Za pośrednictwem sieci komórkowej i modułu TransLog system będzie zbierał dane na temat samochodu i jego działania w czasie jazdy oraz nagrania z kamery zamontowanej na pokładzie. Posłużą one do tworzenia dynamicznych map i zaawansowanych usług mobilnych dla taksówkarzy.

Mobility Services Platform

toyota_20180711_01_01W 2016 roku Toyota wprowadziła na rynek w Japonii moduł DCM (Data Communication Module) instalowany w samochodach, który przekazuje dane z pojazdu do platformy Mobility Services Platform. Ta cyfrowa platforma służy do integracji usług mobilnych różnych firm i operatorów. Jednym z pierwszych zastosowań nowej platformy i modułu DCM jest system punktowy PHV Connected Power Service, który dostarcza nabywcom Toyoty Prius Plug-in Hybrid rozmaite korzyści uzależnione od dystansu przejechanego w trybie czysto elektrycznym (EV). Firmy energetyczne przyznają kierowcom Priusa punkty za jazdę w trybie EV, którymi klienci mogą płacić za zużytą energię lub wymieniać je na różne produkty.

Avis Budget Group wykorzystuje platformę Toyoty, aby dostarczyć użytkownikom bardziej zaawansowane funkcje i zwiększyć wydajność usług, m.in. skracając czas logowania do wynajmowanego samochodu. W ramach współpracy Toyota dostarczyła wypożyczalni Avis 10 000 samochodów połączonych w chmurze.

Platforma MSPF Toyoty jest już wykorzystywana przez wiele firm i systemów, takich jak programy carsharingowe, serwisy wyceniające koszty ubezpieczenia używanych samochodów czy serwisy obsługi flot, m.in. do identyfikacji i logowania użytkowników, pobierania opłat i zarządzania flotą. Na przykład firma Getaround z San Francisco, prowadząca system car-sharingu samochodów prywatnych właścicieli, oparła na MSPF swój system rezerwowania, lokalizacji i uruchamiania samochodów marki Toyota, których właściciele włączyli się do programu.

Najnowszym zastosowaniem Mobility Service Platform jest pierwszy system nadzorowania stanu dróg oparty na danych zbieranych z samochodów połączonych w chmurze, opracowany przez Toyotę we współpracy z władzami Toyota City. W sierpniu został uruchomiony etap testowy. System będzie automatycznie oceniał stopień zużycia nawierzchni na podstawie zachowania samochodu. W fazie testowej Toyota będzie porównywała dane rejestrowane przez samochody z zebranymi wcześniej informacjami o stanie dróg w mieście. System będzie wykorzystywany przez służby odpowiedzialne za utrzymanie dróg w Toyota City.

Toyota stawia na carsharing

Toyota nie tylko nawiązuje współpracę z firmami carsharingowymi i ridesharingowymi na całym świecie, ale uruchamia także własne programy tego rodzaju. Najnowsze przykłady to system YUKÕ w Dublinie, Forli i Wenecji, system Hui na Hawajach czy carsharing samochodów i elektrycznych jednośladów w Bengaluru w Indiach zbudowany przez Toyota Mobility Foundation. W Tokio, Toyota City i Grenoble działają zintegrowane z miejskim systemem komunikacji systemy wynajmu na minuty elektrycznych pojazdów i-Road i COMS.

Big Data w sportach motorowych

Technologia chmury i przetwarzanie dużych zbiorów danych znajduje zastosowanie także w sportach motorowych. Toyota wraz z Microsoftem współpracują przy platformie służącej do zbierania, wizualizacji i analizy danych dostarczanych przez Yarisy WRC podczas rajdów i testów. Platforma przyspiesza rozwój techniczny samochodów rajdowych oraz stanowi kolejne narzędzie doskonalenia techniki jazdy kierowców.

Samochody podłączone do sieci – wyzwania

toyota_its_connect__20150930_02_10Podłączenie samochodów do sieci telekomunikacyjnych wymaga skokowego rozwoju infrastruktury. Według szacunków w 2025 roku komunikacja internetowa między samochodami osiągnie poziom miliarda gigabajtów miesięcznie, czyli około 10 000 razy większy niż obecnie. Aby zapobiec przeciążeniu sieci Toyota wraz z partnerami zawiązała konsorcjum, które zbuduje adekwatną infrastrukturę oraz wypracuje standardy i najlepsze praktyki na poziomie krajowym i globalnym.

Wdrażanie nowych produktów i rozwiązań wymaga ich analizy z punktu widzenia doświadczenia użytkownika. Temu celowi służy program badawczy Next prowadzony od czerwca 2017 roku przez Collaborative Safety Research Center Toyoty. Projekt koncentruje się na zagadnieniach autonomicznego prowadzenia i samochodów połączonych w sieci od strony bezpieczeństwa ich użytkowania oraz user experience (UX).

Równolegle zespół skupia się także na systemach monitorowania stanu zdrowia kierowców ze stwierdzonymi poważnymi problemami zdrowotnymi. Projekt skierowany do centrów ratownictwa medycznego powstaje we współpracy z amerykańskimi uczelniami medycznymi.

Postęp wymaga nowych talentów

Dążąc do jak najszybszego rozwoju nowych technologii, Toyota stawia także na wspieranie start-upów. Dlatego w 2017 roku powstał fundusz venture capital Toyota AI Ventures. W przeciwieństwie do większości funduszy inwestujących w młode firmy, Toyota AI Ventures działa w modelu „call and response” – określa najważniejsze wyzwania badawcze i wspiera powstawanie oraz rozwój firm stawiających sobie za cel rozwiązanie tych właśnie problemów, oferując nie tylko kapitał, ale także pomoc merytoryczną i organizacyjną. W polu zainteresowań spółki znajdują się sztuczna inteligencja, robotyka, autonomiczne prowadzenie oraz przetwarzanie wielkich baz danych i technologie chmury.

Obrona juana. Słabsze perspektywy rynku pracy w USA

Narodowy Bank Chin przywraca regulacje oraz broni waluty. Dane z amerykańskiego rynku pracy pokazują, że dalsze spadki bezrobocia będą trudne. Amerykański bank rekomenduje inwestycje w koronę szwedzką.

Chińczycy bronią waluty

Narodowy Bank Chin broni juana. Oprócz inwestycji przywrócono regulacje mocno utrudniające inwestowanie w osłabienie chińskiej waluty. Dlaczego Chińczycy chcą mocniejszego juana? Wydaje się to bardzo nieracjonalne gdyż słabsza waluta wspomaga ich w wojnie handlowej z USA. Im słabsza waluta tym korzystniejszy eksport. Problemem jest jednak to, że osłabiający się juan powoduje pomysły kolejnych ceł po stronie amerykańskiej. W rezultacie władze wolą bronić waluty niż ryzykować kolejny pakiet ceł.

Amerykański rynek pracy nie taki dobry

Bezrobocie poniżej 4% w USA robi wrażenie. Problemem jednak były dane na temat zmiany zatrudnienia. Były ona zarówno w sektorze prywatnym jak i pozarolniczym niższe o około 10% od oczekiwań analityków. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że poprzednie dane były korygowane w górę i wynosiły 1,5 raza tyle co teraz. W rezultacie tych danych widzieliśmy krótkotrwałe wycofywanie się inwestorów z dolara. Nie przeszkodziło to jednak do końca dnia zakończyć dolarowi kolejnymi umocnieniami.

Banki inwestycyjne rekomendują Szwecje

Zdaniem Banku State Street pojawia się dobry moment do inwestowania w szwedzką walutę. Korona szwedzka jest zdaniem analityków tego banku istotnie niedowartościowana. Warto natomiast zwrócić uwagę, że rekomendacja mówi o relacji do dolara jak to często bywa w przypadku amerykańskich banków. Jak spojrzymy na notowania względem zarówno euro jak i złotego to korona szwedzka wcale nie jest obecnie w dołku. Około 4% słabsza była bowiem na początku maja tego roku. Od tego czasu jednak dolar istotnie zyskał na wartości co jest powodem tej rozbieżności. Dlaczego to dobry moment na inwestycje? Głównym powodem jest fakt, że w Szwecji nie stało się nic tak złego by uzasadnić tak głęboką przecenę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Andrew Hallissey nowym dyrektorem w Colliers International. Pokieruje działem Occupier Services w regionie EMEA

Andrew Hallissey - Colliers International
Andrew Hallissey – Colliers International

Colliers International wzmacnia swoją platformę usług dla najemców korporacyjnych w regionie EMEA, powołując Andrew Hallissey’a na stanowisko dyrektora zarządzającego w dziale Occupier Services w regionie EMEA. Zadaniem Andrew będzie opracowanie i realizacja strategii i usług dla klientów korporacyjnych oraz przyspieszenie rozwoju firmy w obszarze usług dla najemców w regionie.

– Pozyskanie tak wybitnego eksperta jak Andrew, jednego z najlepszych specjalistów w branży nieruchomości komercyjnych, to ważny krok w kierunku dalszego rozwoju naszej działalności w obszarze usług dla klientów korporacyjnych w regionie EMEA i poza nim” – komentuje Chris McLernon, dyrektor generalny Colliers w regionie EMEA. – Andrew posiada bogate międzynarodowe doświadczenie zdobyte przy współpracy z dziesiątkami przedsiębiorstw z całego świata, notowanych w rankingu Fortune 500, którym doradzał przy opracowywaniu rozwiązań w zakresie przekształceń dotyczących nieruchomości. Doświadczenie to pozwoli nam zapewnić wsparcie jeszcze większej liczbie ważnych najemców korporacyjnych poszukujących zaufanego doradcy, który zadba o to, by ich strategia dotycząca nieruchomości przyniosła wymierne korzyści oraz pomoże im wprowadzać innowacje w miejscu pracy.

Przed dołączeniem do Colliers Andrew Hallissey pracował w CBRE, gdzie zajmował wyższe stanowiska kierownicze w dziale Global Workplace Solutions w Chicago, Hong Kongu, Nowym Jorku i Londynie. Andrew posiada międzynarodowe doświadczenie, które zdobywał, pracując przez ostatnich 18 lat w różnych państwach regionu EMEA, w Ameryce Północnej oraz w regionie Azji i Pacyfiku, gdzie doradzał dużym przedsiębiorstwom w zakresie globalnej struktury i strategii nieruchomości. Obecnie Andrew zasiada również w globalnym zarządzie Corenet – czołowego międzynarodowego stowarzyszenia profesjonalistów z branży nieruchomości korporacyjnych.

Na nowym stanowisku Andrew będzie bezpośrednio podlegał Chrisowi McLernonowi, dyrektorowi generalnemu Colliers w regionie EMEA i będzie odpowiedzialny za nadzór nad ofertą zintegrowanych usług dla najemców korporacyjnych, ze szczególnym uwzględnieniem obsługi w zakresie nieruchomości korporacyjnych, strategii budowania portfela, zarządzania transakcjami, obsługi brokerskiej, administrowania umowami najmu, zarządzania projektami, optymalizacji wykorzystania przestrzeni biurowych oraz doradztwa w zakresie outsourcingu usług zarządzania obiektami w regionie EMEA.

Finansowy portret MŚP w III kwartale 2018

Podstawowym źródłem finansowania małych i średnich firm pozostają środki własne (94 proc. wskazań). Biorąc jednak pod uwagę tylko zewnętrzne narzędzia, po raz pierwszy w historii badania numerem jeden zostało ubezpieczenie majątku firmy. Na nie wskazało prawie 49 proc. przedsiębiorców biorących udział w najnowszym „Barometrze EFL” [1] na III kwartał. Niewiele mniej firm sięga po leasing (48 proc.), a podium domyka kredyt (42 proc.). Patrząc na branże, firmy transportowe, handlowe i budowlane najchętniej korzystają z leasingu, produkcyjne, HoReCa i usługowe z ubezpieczenia swojego majątku.

Radosław Kuczyński Prezes Zarządu EFL
Radosław Kuczyński Prezes Zarządu EFL

– Propozycji finansowych dla małych i średnich firm jest na rynku coraz więcej i coraz więcej firm zaczyna z tego korzystać. W latach 90-tych królował kredyt i powoli do świadomości przedsiębiorców zaczynał przedzierać się leasing. Na początku XXI wieku leasing coraz częściej jest wymieniany jako zewnętrzne narzędzie finansowe numer jeden. W najnowszym pomiarze naszego „Barometru EFL” po raz pierwszy spotkaliśmy się z sytuacją, że najchętniej wybieranym zewnętrznym instrumentem finansowym jest ubezpieczenie majątku firmy. To oznacza, że finansowa świadomość zarządzających MŚP jest coraz większa i w celu finansowania swoich inwestycji stawiają na dywersyfikację narzędzi – mówi Radosław Kuczyński, prezes EFL.

Nowy lider

Od początku realizacji badania „Barometr EFL” małe i średnie firmy najczęściej finansują swoją działalność środkami własnymi. Z taką sytuacją mamy do czynienia również w III kwartale br. – prawie 94 proc. przedsiębiorców zadeklarowało, że sięga do swoich portfeli, żeby inwestować. Biorąc pod uwagę finansowanie zewnętrzne, fotel lidera po raz pierwszy w historii badania zajęło ubezpieczenie majątku firmy, które wybiera prawie połowa zapytanych (49 proc.). Już kwartał temu zauważalne było większe zainteresowanie tym narzędziem (40,5 proc.), podczas gdy rok temu sięgało po nie tylko co szóste przedsiębiorstwo (16 proc.).

Na drugim miejscu uplasował się leasing z 48 proc., a na trzecim kredyt z 42 proc.Barometr EFL 2018 3 kwartał

Transportujemy, handlujemy i budujemy w leasingu

Jeśli spojrzymy na branże, część z nich najchętniej inwestuje przy pomocy leasingu, a część finansowo najczęściej zabezpiecza się ubezpieczeniem majątku. W pierwszej grupie mamy firmy transportowe, handlowe oraz budowlane, wśród których odpowiednio 57,5 proc., 52,5 proc. oraz 47 proc. przedstawicieli korzysta z leasingu. Ubezpieczenie majątku firmy jest natomiast zewnętrznym narzędziem finansowym numer jeden dla firm produkcyjnych, hoteli i restauracji oraz firm usługowych (odpowiednio 62 proc., 57 proc. i 41 proc.). Dla żadnej branży pierwszym wyborem finansowym nie jest kredyt.

W III kwartale br. ponownie zauważalna jest tendencja, zgodnie z którą, im firma zatrudnia więcej pracowników, tym częściej korzysta z leasingu. Podczas gdy wśród mikro firm 30,5 proc. zarządzających bazuje na tym produkcie, to wśród małych ten odsetek wynosi 55 proc., a wśród średnich podmiotów 63 proc. przedsiębiorców finansuje swoją działalność leasingiem. Z podobnym trendem mamy do czynienia w przypadku ubezpieczenia majątku firmy. Na nie wskazała co czwarta mikro firma, 48 proc. małych przedsiębiorców oraz 57 proc. średnich firm.

MŚP obawiają się spowolnienia

Główny odczyt Barometru EFL na III kwartał 2018 roku wyniósł 52,9 pkt., czyli był o 8,3 pkt. proc. niższy w porównaniu do II kwartału br. i o 6,4 pkt. niższy niż w analogicznym okresie 2017 roku. Jednocześnie, osiągnięty poziom jest najniższy od ponad 3 lat (pierwszy Barometr EFL realizowany był w I kwartale 2015 roku) i zbliżony do wyników pomiaru z I kwartału 2016 roku (53,1 pkt.). Eksperci EFL zwracają jednak uwagę, że odczyt wciąż znajduje się ponad progiem OR[2], co oznacza, że pomimo gorszych prognoz, mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa wciąż widzą szanse na rozwój w najbliższych miesiącach. Na tak wyraźny spadek nastrojów wpływ miał spadek odsetka optymistów, przy równoczesnym wzroście pesymistów w każdym z kryteriów. W szczególności widać to w przypadku prognoz sprzedaży i inwestycji.

Kurs euro spadł do 4,255 (najniżej od trzech miesięcy)

Słabsze dane z amerykańskiej gospodarki przyczyniają się do przesunięcia w dół krzywych dochodowości na świecie. Bank Chin nasilił apetyt na ryzyko zapewniając utrzymywanie stabilnego kursu juana. Pomimo spadku EURUSD do ok. 1,155 notowania EURPLN spadły do 4,255 (najniżej od trzech miesięcy).

Rynek walutowy i stopy procentowej

Okres wakacyjny to zwykle czas zmniejszonej aktywności na rynkach finansowych. Dlatego też, pomimo sporej dawki ważnych danych ekonomicznych zmiany kursów walutowych były umiarkowane. Niemniej, na przełomie ostatnich dni złoty umocnił się, w piątek spychając notowania euro poniżej 4,255 PLN, w czym nie przeszkadzał mu nawet rosnący w siłę dolar.

Temat wojen handlowych nadal pozostaje w centrum zainteresowania rynków i sprawia, że rośnie presja na aktywa ryzykowne. Jednak w tym tygodniu rynki pozytywnie zareagowały na doniesienia o chęci rozmów pomiędzy USA a UE dot. wolnego od ceł i taryf handlu. W piątek bank centralny Chin zapewnił, że będzie dążył do stabilizacji notowań juana, czym dodatkowo wsparł nastroje względem ryzykownych aktywów. PBoC zdecydował się, że instytucje finansowe sprzedające klientom dolary poprzez kontrakty terminowe będą musiały tworzyć rezerwę w wysokości 20% pozycji. Koszty utworzenia takiej rezerwy będą przenoszone na klientów, co podniesie cenę gry na osłabienie juana, a tym samym jej opłacalność. Reakcja na parze USDCNY była błyskawiczna – kurs spadł z 6,87. Zwiększony popyt na ryzykowne aktywa spowodował zaś, że kurs EURPLN spadł w piątek do poziomu najniższego od trzech miesięcy.

Raport NFP za lipiec rozczarował (157 tys. zamiast 190 tys. oczekiwanych), ale biorąc pod uwagę korektę w górę o 35 tys. danych za czerwiec widać, że sytuacja na rynku pracy pozostaje solida i nadal wspiera dalsze podwyżki stóp przez Fed. Gorsze od oczekiwań dane przyczyniły się do spadku rentowności obligacji w USA, co pociągnęło w dół również krzywe dochodowości w innych krajach. Oprócz słabszych NFP, również negatywne zaskoczenie przyniósł odczyt indeksu ISM dla sektora nieprzemysłowego, który spadł w lipcu do 55,7 z 59,1 w czerwcu. Wcześniej rozczarowujący okazał się również odczyt ISM dla przemysłu. Jednak pomimo słabszych danych prognozy dotyczące amerykańskiej gospodarki są wciąż pozytywne, model GDPNow (tworzony przez Atlanta Fed) zakłada wzrost PKB w Q3 zbliżony do 5%.

Rynki w Europie podążały za wydarzeniami w Stanach Zjednoczonych, a spadek rentowności bezpiecznych obligacji (m.in. niemieckich Bundów) był napędzany przez wznowione obawy we włoskiej polityce. W ciągu ostatnich dwóch dni rentowności krótkoterminowych włoskich papierów wzrosły o 25pb wraz z obawami dotyczącymi możliwości uchwalenia budżetu, który zakładałby zdecydowane zwiększenie wydatków fiskalnych.

Przy braku istotnych wydarzeń na polskim rynku zachowanie krzywej było podobne do USA czy Niemiec, w efekcie czego obserwowaliśmy spadki o około 2pb. W nadchodzącym tygodniu wciąż notowania polskich papierów powinny podążać za wydarzeniami zagranicznymi w obliczy braku istotniejszych publikacji z rodzimego rynku.

Wykres dnia: Dane z rynku pracy w USA nie zachwyciły, ale nadal wspierają podwyżki stóp zapowiedziane przez Fed.

Dane z rynku pracy w USA nie zachwyciły, ale nadal wspierają podwyżki stóp zapowiedziane przez Fed
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Min. Szumowski: do końca roku e-zwolnienie, w przyszłości telemedycyna i dostarczanie leków osobom niepełnosprawnym

Min. Szumowski: do końca roku e-zwolnienie, w przyszłości telemedycyna i dostarczanie leków osobom niepełnosprawnym 10

Od maja są już wystawiane pierwsze e-recepty, a w drugiej połowie roku ma wystartować pilotaż elektronicznych skierowań lekarskich. Z kolei od grudnia zaczną obowiązywać elektroniczne zwolnienia. W przyszłym roku rusza Internetowe Konto Pacjenta, czyli aplikacja umożliwiająca wgląd do wszystkich danych medycznych i historii choroby. Platforma P1, w ramach której zintegrowane zostaną wszystkie te usługi, ma zostać w pełni wdrożona do końca 2019 roku. Informatyzacja polskiej służby zdrowia nabrała rozpędu i jak zapowiada resort zdrowia – kolejnym krokiem będzie rozwój telemedycyny i dostarczanie leków osobom niepełnosprawnym. 

– W tym roku wystartował pilotaż e-recepty i rozszerzamy liczbę miast, które będzie obejmować. W grudniu wchodzi elektroniczne zwolnienie, a w przyszłym roku internetowe konto pacjenta. To domyka pewien obraz platformy P1, która była do tej pory nie do ruszenia. Tak jak powiedział premier Morawiecki – informatyzacja służby zdrowia jest dla nas niezwykle ważna i to właśnie robimy. Jeżeli dołożymy jeszcze telemedycynę i szansę na wysyłkowe dostarczenie leków z apteki osobom niepełnosprawnym, czyli tym najbardziej poszkodowanym – to system się domyka i pacjent wreszcie odczuje pozytywne efekty tej informatyzacji – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Łukasz Szumowski, minister zdrowia.

Podczas wizyty u lekarza szukanie historii choroby zajmuje średnio 3,86 min, wypisywanie recept – 4 min, wypisywanie zwolnień – 4,09 min, a uzupełnianie danych osobowych – 4,16 min. W efekcie podczas 20-minutowej wizyty u lekarza aż 16 minut pochłaniają sprawy organizacyjne, a na zbadanie pacjenta zostają mniej niż 4 minuty – wynika z ubiegłorocznego raportu „E-zdrowie oczami Polaków” opracowanego na zlecenie LekSeek. Aż 72 proc. Polaków uważa, że wypełnianie dokumentacji medycznej pochłania lekarzom zbyt dużo czasu.

Już od maja w Siedlcach i Skierniewicach wystawiane są pierwsze e-recepty. Na razie w ramach pilotażu, ale od stycznia 2020 roku elektroniczne recepty mają być już wystawiane we wszystkich gabinetach lekarskich w Polsce. To ułatwi pracę lekarzy i poprawi bezpieczeństwo pacjentów, ponieważ system automatycznie sprawdzi, czy np. pacjentowi nie przepisano leków, które mogą wchodzić w niebezpieczne dla zdrowia interakcje z innymi przyjmowanymi preparatami. W tej formie nie będzie też możliwości fałszowania recept, a NFZ będzie mógł lepiej kontrolować wydawanie leków refundowanych. Poza tym zniknąć mają kolejki do gabinetów lekarskich, w których pacjenci oczekują wyłącznie na przepisanie recepty.

W drugiej połowie roku ma wystartować pilotaż elektronicznych skierowań, które będą obowiązywać wyłącznie w tej formie od stycznia 2021 roku. Kolejny krok to elektroniczne zwolnienia lekarskie, które zaczną obowiązywać od 1 grudnia br., o czym w połowie maja zadecydował Sejm. Docelowo ZUS całkowicie wyeliminuje tradycyjne, papierowe zwolnienia lekarskie. Elektroniczne L4 usprawnią przepływ dokumentacji pomiędzy pracownikiem, przedsiębiorstwem i ZUS. Będą też znaczącym ułatwieniem dla pracowników. Według danych MRPiPS na koniec marca br. – elektroniczne zwolnienia wystawiało 25 proc. lekarzy, a prawie 17 proc. wszystkich zaświadczeń było wydawanych właśnie w tej formie.

Wdrożenie elektronicznych L4 opóźniło się m.in. z powodu protestów lekarzy, którzy argumentowali, że duża część gabinetów lekarskich nie jest nawet wyposażona w komputery. Dlatego w tym roku do NFZ ma trafić dodatkowe 50 mln zł na komputeryzację placówek, zakup oprogramowania i przeszkolenie pracowników i lekarzy.

Nie są to jedyne bariery na drodze do informatyzacji polskiej służby zdrowia. Jak wskazuje minister Łukasz Szumowski, część z nich jest stricte techniczna. Problemem jest m.in. ogromna liczba danych, które będą gromadzone i przesyłane pomiędzy szpitalami, placówkami medycznymi i NFZ, a po drugie – standard przesyłu tych danych.

– To są gigantyczne bazy danych. Połączenie różnych systemów to chyba jedno z najtrudniejszych wyzwań, co widzieliśmy przy okazji informatyzacji ochrony zdrowia w innych krajach, choćby w Wielkiej Brytanii, gdzie wiele miliardów funtów zostało utopionych w próbie integracji systemów z różnych jednostek. Staramy się, żeby te dane cyfrowe, zdjęcia, filmy, dane z zabiegów, choćby z USG czy tomografii, mogły być łatwo przesyłane pomiędzy jednostkami, ale jednocześnie trafiały w jedno miejsce, gdzie pacjent będzie mieć do nich dostęp – mówi minister Łukasz Szumowski.

Wszystkie e-rozwiązania w służbie zdrowia będą zintegrowane w ramach platformy P1, gdzie gromadzona będzie cała dokumentacja pacjentów w formie elektronicznej. W systemie P1 (Elektroniczna Platforma Gromadzenia, Analizy i Udostępniania Zasobów Cyfrowych o Zdarzeniach Medycznych) będą się znajdować dane medyczne wszystkich obywateli Polski, niezależnie od płatnika.

Budowa platformy informatycznej P1 pochłonęła już do tej pory ponad 700 mln zł, w tym unijne dotacje. System miał wystartować już w 2015 roku, ale okazało się że żaden z wykonawców nie był w stanie dotrzymać terminów. Pod koniec ubiegłego roku resort zdrowia rozpisał przetarg na nowego wykonawcę i zapowiada, że P1 ma zostać w pełni wdrożona do końca 2019 roku. Kontrakt na utrzymanie i rozwój P1 do 2020 roku, wart 26,8 mln zł brutto, został podpisany pomiędzy Centrum Systemów Informatycznych Ochrony Zdrowia a firmą Pentacomp, która uczestniczyła już w pracach nad e-receptą.

W ramach P1 udostępnione będą podsystemy oraz aplikacje, które usprawnią procesy związane z planowaniem i realizacją świadczeń zdrowotnych. Jedną z nich będzie Internetowe Konto Pacjenta – bezpłatna aplikacja internetowa, która umożliwi pacjentom wgląd we wszystkie dane medyczne, w tym wyniki badań, zaplanowane wizyty, historię leczenia i wystawione zwolnienia lekarskie. IKP ma – według zapowiedzi ministra Szumowskiego – wystartować w przyszłym roku, a dostęp do niego będzie możliwy za pośrednictwem Profilu Zaufanego, co zagwarantuje bezpieczeństwo logowania i wszystkich zgromadzonych w systemie danych.

– Bezpieczeństwo danych jest kluczowe, bo są to dane ultrawrażliwe. Muszą być zabezpieczone tak, aby nie było wątpliwości, że tylko osoba upoważniona może mieć do nich dostęp – mówi minister Łukasz Szumowski.

Samochody stają się coraz bardziej inteligentne. Potrafią rozpoznać kondycję kierowcy, już niebawem same poinformują warsztat o usterce, a służby o wypadku

Samochody stają się coraz bardziej inteligentne. Potrafią rozpoznać kondycję kierowcy, już niebawem same poinformują warsztat o usterce, a służby o wypadku 11

Ekologia, bezpieczeństwo i łatwość obsługi – to przyszłość branży automotive. Już teraz samochody są naszpikowane technologiami, które ułatwiają życie kierowcom. Kamery 360 stopni, termowizyjne i rozpoznające znaki drogowe są już na wyposażeniu nowoczesnych pojazdów. Już wkrótce dzięki systemom telematycznym samochód sam poinformuje o wypadku odpowiednie służby i wezwie pomoc. Trwają też prace nad technologią odczytywania fal mózgowych kierowcy i szybkiego identyfikowania jego zamiarów.

– Do najnowszych technologii obecnie montowanych w samochodach możemy zaliczyć np. zdalny dostęp do niektórych funkcji samochodu, takich jak otwieranie samochodu, uruchamianie silnika czy aktywowanie klimatyzacji, poprzez aplikację mobilną. Kolejną ciekawostką są różnego rodzaju kamery, np. kamery parkowania 360 stopni pozwalające kierowcy zobaczyć obraz dookoła samochodu, mamy też kamery rozpoznające znaki drogowe czy kamery termowizyjne, które są w stanie rozpoznawać ludzi i zwierzęta – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Patryk Matysiak, współzałożyciel BimmerTech.

Coraz popularniejsza jest integracja smartfona z systemem wyświetlaczy w samochodach. Nie tylko umożliwia obsługę telefonu bez spoglądania na niego czy odczytania wiadomości bezpośrednio na samochodowym wyświetlaczu. Zintegrowanie funkcji aplikacji z elementami sterowania umieszczonymi w kierownicy i systemami rozpoznawania głosu pozwalają korzystać z nawigacji czy rozmawiać przez telefon, nie spuszczając wzroku z drogi. Według prognoz firmy McKinsey, connected car ma być standardem na rynku samochodów już w 2020 roku.

– Jeżeli chodzi o integrację ze smartfonem, mówimy tu o technologiach takich jak CarPlay czy Android Auto. Są to dwa systemy oferowane przez Apple i Google, które pozwalają nam na dużo większą integrację naszego smartfonu z samochodem, mamy dostęp do aplikacji, które mamy zainstalowane na naszym telefonie bezpośrednio z systemu multimedialnego w samochodzie – tłumaczy Patryk Matysiak.

Pojawiają się już aplikacje, obecnie przeznaczone do firm transportowych, które monitorują zmęczenie kierowców, ich stan psychofizyczny i liczbę godzin spędzonych za kierownicą. Trwają też pracę nad technologią B2V, „brain to vehicle”, czyli „z mózgu do pojazdu”. Samochód ma przewidzieć zamiary kierowców dzięki odczytaniu fal mózgowych, w ten sposób może nawet 0,5 sekundy wcześniej wiedzieć o zamiarze skrętu kierownicą lub przyspieszenia.

– W obszarze bezpieczeństwa na pewno możemy się spodziewać bardzo rozbudowanych systemów monitorujących kondycję kierowcy i ostrzegających go o potencjalnym niebezpieczeństwie, czyli takie systemy, które będą w stanie wykryć nasze zmęczenie, nasz refleks i ogólną kondycję – wskazuje ekspert.

Na popularności zyskuje telematyka. Zamontowane czujniki określają lokalizację samochodu, zbierają informację o sposobie jazdy kierowcy. System telematyczny może też informować o stopniu zużycia paliwa, ogumienia czy części, co pozwala z wyprzedzeniem zaplanować prace naprawcze i konserwacyjne.

– Serwis może proaktywnie reagować na pewne wydarzenia w naszym samochodzie, może nas wezwać do serwisu, jeżeli wykryje, że coś dzieje się nie tak z naszym samochodem, może nam pomóc zdalnie zdiagnozować usterkę w samochodzie. Jeśli dochodzi do wypadku, samochód automatycznie jest w stanie wysłać swoją lokalizację do serwisu lub służb, może też wykonać połączenie alarmowe w celu powiadomienia o takim zdarzeniu – mówi Patryk Matysiak.

Przyszłość rynku automotive będzie stała pod znakiem trzech głównych trendów – ekologii, bezpieczeństwa i łatwości obsługi. Ekologia to przede wszystkim redukcja spalin. Już teraz, także w Polsce, coraz częściej stawia się na samochody z silnikami elektrycznymi.

– W przyszłości zobaczymy samochody w pełni autonomiczne, które przynajmniej w teorii powinny zapewnić nam dużo większe bezpieczeństwo niż samochody prowadzone przez ludzi. Jeżeli chodzi o komfort obsługi, to producenci na pewno będą starali się dostarczyć nam jeszcze więcej bogatszych funkcji i sposobów, żeby z nich korzystać, jak np. asystenci głosowi – prognozuje Patryk Matysiak.

Do 2030 roku 70 proc. wszystkich samochodów może być półautonomiczna, 15 proc. będzie jeździć po drogach zupełnie bez udziału kierowcy. Według szacunków firmy doradczej McKinsey branża automotive do 2030 roku ma osiągnąć wartość 6,7 bln dol.

Tak będzie wyglądał sklep w 2025 roku

Nowe technologie, w tym rozwiązania digital signage, zmienią sklepy i sposób robienia zakupów o 180 stopni. Kasy i stojący za nimi sprzedawcy czy papierowe etykiety znikną. Zastąpią je samoobsługowe kioski i elektroniczne ceny. Będziemy mogli też zapomnieć o kolejkach do przymierzalni, ponieważ większość ubrań będzie można mierzyć w wirtualnym lustrze. Firma M4B przygotowała zestawienie TOP5 technologii sklepowych, z których już korzystają lub niedługo będą korzystać klienci.

Prawie 80% sprzedawców uważa zintegrowanie sprzedaży i obsługi klienta w sklepie stacjonarnym ze sklepem internetowym za istotne dla rozwoju ich biznesu, wynika z raportu „Zebra 2017 Retail Vision Study”. Szybko bowiem okazało się, wbrew początkowym obawom, że oba kanały sprzedaży tzn. tradycyjny i online, mogą się świetnie uzupełniać, jeśli dba się o ich równomierny rozwój. Dlatego tak istotna jest cyfryzacja sklepów stacjonarnych i wprowadzanie rozwiązań technologicznych wspierających sprzedaż. Dzięki nim zyskują dwie strony – sprzedawcy zwiększają obroty oraz mogą lepiej poznać preferencje i zwyczaje zakupowe odbiorców ich produktów i usług. Klienci natomiast oszczędzają czas i otrzymują spersonalizowaną ofertę – mówi Jarosław Leśniewski, Prezes Zarządu M4B S.A.

TOP1: kioski samoobsługowe

Walory użytkowe i mnogość zastosowań sprawiają, iż jest to obecnie najbardziej praktyczna i najszybciej wdrażana technologia. Kioski to najczęściej ekrany dotykowe, pełniące jednocześnie rolę punktu informacyjnego i cyfrowego sprzedawcy. Są już stosowane w wybranych sieciach restauracyjnych, a za chwilę zobaczymy je między innymi w salonach odzieżowych. Dzięki nim klient może sprawdzić ceny oraz dostępność wybranego produktu, samodzielnie złożyć zamówienie i je bezgotówkowo opłacić. Kioski odciążają kolejki w godzinach szczytu i pozwalają na przyjęcie większej liczby zamówień, a długookresowo przyczyniają się do zmniejszenie kosztów. Klienci korzystający z tego rozwiązania oszczędzają czas i nie muszą czekać, aż ktoś z obsługi klienta będzie akurat wolny, żeby odpowiedzieć na ich pytania.

TOP2: elektroniczne etykiety

Etykieta elektroniczna to mały wyświetlacz, który na półce zastępuje tradycyjną metkę z ceną i kodem kreskowym. Jego zastosowanie ułatwia pracę sprzedawcom i zwiększa ich wydajność, ponieważ nie muszą tracić czasu na ręczne zmiany cen czy liczenie, ile produktów z danej serii pozostało na półce. Wszystko dzieje się automatycznie. Etykiety elektroniczne podnoszą także wiarygodność sklepu w oczach klientów, ponieważ chronią przed błędnym oznaczeniem cen lub ich brakiem.

TOP3: wirtualne przymierzalnie

Wirtualne przymierzalnie, znane także jako inteligentne lustra, mają uprościć i przyspieszyć proces zakupu ubrań. Klient stając przed takim lustrem zostaje zeskanowany pod kątem wzrostu, wymiarów i wyglądu. Po chwili na ekranie pojawia się gotowe, wirtualne odbicie jego postaci, które można dowolnie przebierać. Dzięki technologii Kinnect, klient ruchem dłoni zmienia ubrania, ich kolory czy rozmiary i tworzy własne stylizacje. Jeśli zdecyduje się na któreś z ubrań, lustro wskaże mu, w którym miejscu sklepu je znajdzie. Wówczas tylko od klienta zależy, czy zaufa w pełni wirtualnemu odbiciu i dokona zakupu od razu, czy najpierw uda się do tradycyjnej przymierzalni. Oprócz ubrań w ten sposób można testować również kosmetyki do makijażu, farby do włosów czy lakiery do paznokci.

Inteligentne lustro nie musi stać w butiku. Równie dobrze sprawdza się na korytarzu centrum handlowego w roli interaktywnego wabika, wyświetlającego najciekawsze produkty np. damskie okulary. Klientka, która zatrzyma się naprzeciw lustra może te okulary wirtualnie przymierzyć. Jeśli się jej spodobają, lustro pokaże jak dojść do tego salonu optycznego, zaoferuje rabat czy spyta o opinię na temat prezentowanej oferty.

TOP4: inteligentne koszyki

Smart carty, chociaż wyglądają jak tradycyjne wózki sklepowe, są odpowiednikami internetowych koszyków zakupowych. Każdy z nich wyposażony jest w wyświetlacz dotykowy, wagę i czytnik kodu kreskowego, zintegrowany z aplikacją mobilną. Nad prawidłowością procesu zakupowego czuwa kamera zamontowana w wózku. Wszystko dla wygody klienta, który już w trakcie chodzenia po sklepie będzie wiedzieć, ile wyda na produkty znajdujące się w koszyku. Po samodzielnym zeskanowaniu i zważeniu zakupów, konsument może wybrać, czy woli zapłacić za nie przy kasie czy przy pomocy aplikacji. Jest to kolejny sposób na odciążenie kolejek w godzinach szczytu, maksymalizację przepustowości sklepu i redukcję kosztów zatrudnienia. Pod koniec 2017 r. Carrefour zapowiedział, że system smart cart zostanie poddany testom w centrum handlowym na warszawskiej Białołęce oraz w futurystycznym Carrefour Pro w Promenadzie.

TOP5: wielkoformatowe ekrany

Coraz trudniej jest przykuć uwagę klienta statyczną reklamą, dlatego interaktywne wyświetlacze już niedługo staną się głównym atraktorem. Rosnąca liczba elektronicznych nośników informacji w sklepach będzie wymuszała szukanie oszczędności. A pod tym względem ekrany LED deklasują konkurencję – są tańsze, żywotniejsze, lepiej oddają kolory i zużywają mniej prądu. Można z nich tworzyć dowolne kształty o dowolnej wielkości. W dodatku są świetnie widoczne z dużych odległości.

W 2025 roku proces zakupowy będzie niemal w całości interaktywny i kompatybilny ze smartfonem klienta, począwszy od wjazdu na parking. Nie będzie trzeba krążyć w poszukiwaniu wolnych miejsc, ponieważ mapka z dostępnymi stanowiskami wyświetli się na ekranie komórki. Odpowiednia aplikacja zaplanuje również trasę i wyznaczy optymalną kolejność sklepów, które klient będzie chciał odwiedzić. Zbliżając się do np. sklepu obuwniczego, otrzyma wiadomość z kuponem rabatowym ważnym tylko dziś na model butów, który mierzył tydzień temu, ale ostatecznie nie zdecydował się ich kupić. W taki sposób sklepy stacjonarne, czerpiąc wzorce z praktyk e-commercowych, będą starały się odzyskiwać „utracone koszyki”. Stojąc przed witryną kolejnego sklepu będzie mógł na niej zagrać w Tetrisa i jeśli wygra otrzyma m.in. 15% zniżki na cały asortyment – podsumowuje Prezes M4B S.A.

Union Investment publikuje najnowszą edycję badania klimatu inwestycyjnego na europejskim rynku nieruchomości

  • Większość inwestorów ma zamiar utrzymać dotychczasową strategię dotyczącą ryzyka i zaakceptować niższe stopy zwrotu
  • Zdecydowanie wzrosła ostrożność wobec inwestycji w nieruchomości handlowe i hotelowe
  • Zapowiedź Brexitu znacząco wpłynęła na obniżenie chęci inwestowania w brytyjskie nieruchomości

To najważniejsze wnioski płynące z cyklicznego badania przeprowadzonego przez Union Investment wśród inwestorów z branży nieruchomości z Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii.

Inwestujący w nieruchomości uważają, że na europejskich rynkach wkrótce zostanie osiągnięty punkt zwrotny w cyklu koniunkturalnym. Wśród profesjonalistów z branży inwestycyjnej wzrasta więc obawa przed nietrafnym ulokowaniem środków. Docelowe poziomy rentowności są więc szacowane na nowo.

Najnowsze badanie klimatu inwestycyjnego pokazuje, że większość inwestujących w nieruchomości w Niemczech, Francji i Zjednoczonym Królestwie spodziewa się ponownego wzrostu wstępnej stopy zwrotu z nieruchomości w 2019 i 2020 roku. Tylko jedna czwarta decydentów z branży inwestycyjnej uważa, że koniunktura na rynku utrzyma się po 2021 roku. Zaledwie 28% ze 163 przebadanych przez Union Investment przedsiębiorstw stwierdziło, że jest gotowe bardziej ryzykować, by uzyskać tę sama stopę zwrotu. Większość inwestorów – 64% w porównaniu z 56% zimą 2017/2018 – ma zamiar utrzymać dotychczasową strategię dotyczącą ryzyka i zaakceptować niższe stopy zwrotu z tym związane.Climate Index_2018_1_UK

Wiarygodność kredytowa najemców i jakość wykonania nieruchomości wciąż mają największy wpływ na decyzje inwestycyjne. Reasumując, przewidywana zmiana stylu wśród europejskich inwestorów nie zmaterializowała się podczas tego niezwykle długiego cyklu rynkowego i nie powinniśmy oczekiwać jej w nowym cyklu – mówi Olaf Janßen, szef działu Rozeznania Rynku Nieruchomości Union Investment.

Pogląd ten pokrywa się z wynikami ankiety przeprowadzonej wśród inwestorów, co potwierdza, że profesjonaliści z branży inwestycyjnej koncentrują się na bezpieczeństwie. Prawie 30% badanych uznaje je za najważniejszy czynnik podczas podejmowania decyzji. Płynność jest priorytetem dla 9%, podczas gdy stopa zwrotu jest kluczowa dla 58%. W porównaniu z ankietą przeprowadzoną na przełomie 2017/2018 tylko we Francji odnotowano wzrost tolerancji dla podejmowania ryzyka.

Koncentracja na ryzku ogranicza możliwości inwestorów. Uderzający jest fakt, że inwestowanie w całe sektory rynku zostaje wykluczone na najbliższe miesiące – mówi Olaf Janßen.

Types of use_2018_ENNieruchomości handlowe omijane

Nieruchomości handlowe są obecnie najmniej pożądanym typem nieruchomości inwestycyjnych. 63% procent respondentów zamierza trzymać się z dala od takich inwestycji w okresie najbliższych 12 miesięcy. Ważnym czynnikiem jest tu niechęć brytyjskich inwestorów – 82% z nich zamierza krótkookresowo unikać tego segmentu. Podobnie wysoki wynik odnotowano we Francji. W Niemczech krajowy rynek nieruchomości handlowych wciąż obdarzany jest wysokim zaufaniem – tylko 40% inwestorów stroni od angażowania się w ten segment.

Do hoteli z ostrożnością

Badanie pokazuje, że przez najbliższy rok również inwestycje w hotele traktowane będą z ostrożnością. Jedna trzecia firm, które wzięły udział w ankiecie, zamierza unikać jakichkolwiek inwestycji w hotele, a 29% nie chce inwestować w nieruchomości logistyczne. Segmenty mieszkaniowy i biurowy zostały tymczasowo wykluczone przez 20% inwestorów.

Spadające zainteresowanie inwestycjami w Zjednoczonym Królestwie

Oczekiwania dotyczące rentowności inwestycji w nieruchomości w Zjednoczonym Królestwie są obecnie niższe niż na innych rynkach europejskich. Trzy czwarte inwestorów z Niemiec nie planuje obecnie inwestycji w brytyjskie nieruchomości. We francji brytyjski rynek jest obdarzany nieznacznie większym zaufaniem, bowiem inwestycje przez najbliższe 12 miesięcy planuje wstrzymać tam 55% ankietowanych.

Spojrzenie na rynek brytyjski od wewnątrz również nie nastraja pozytywnie. Niemal co trzeci brytyjski inwestor przewiduje pogorszenie warunków w ciągu najbliższych 12 miesięcy, a 56% nie oczekuje poprawy klimatu dla inwestycji przez co najmniej dwa lata. Szczególny pesymizm panuje na rynku nieruchomości handlowych – 56% brytyjskich inwestorów oczekuje pogorszenia warunków dla takich inwestycji, w porównaniu z zaledwie 14% w przypadku powierzchni biurowych.

Wskaźniki spadają na wszystkich rynkach

Analiza Wskaźnika Klimatu Inwestycyjnego pokazuje, że nastroje wśród brytyjskich inwestorów obniżyły się jeszcze bardziej w kontekście Brexitu – do poziomu 60,6 punktów (poprzednia ankieta: 63,6 punktów). Z wynikiem 67,7 punków nastroje we Francji są najlepsze spośród trzech największych gospodarek Europy, choć słabsze niż w  badaniu sprzed pół roku (69,1 punktów). Wskaźnik Klimatu Inwestycyjnego dla Niemiec również nieco obniżył swoją wartość, osiągając 65,2 punktów.

– Jeśli nastroje nie poprawią się wkrótce, zaczną one przekładać się na zmniejszającą się liczbę transakcji – stwierdza Olaf Janßen.

Informacje o badaniu Union Investment

Firma Union Investment zainaugurowała indeks nastrojów europejskich inwestorów nieruchomościowych w 2005 roku. Od wiosny 2008 roku badanie jest przeprowadzane co sześć miesięcy. Indeks jest oparty na czterech wskaźnikach: struktura rynku, ogólne otoczenie, czynniki dotyczące lokalizacji oraz oczekiwania, z których każdy ma wagę 25%. Instytut badawczy Ipsos przeprowadził w okresie od listopada 2017 do stycznia 2018 wywiady ze 151 firmami i inwestorami instytucjonalnymi na rynku nieruchomości w Niemczech (n=63), we Francji (n=62) i w Wielkiej Brytanii (n=26).

Połowa osób ze zdiagnozowanym alkoholizmem w pierwszym roku po terapii odwykowej wraca do picia. Aplikacje mobilne wspomagają proces leczenia

Połowa osób ze zdiagnozowanym alkoholizmem w pierwszym roku po terapii odwykowej wraca do picia. Aplikacje mobilne wspomagają proces leczenia 12

Ponad 3 mln Polaków spożywa nadmierne ilości alkoholu, a ok. 800 tys. osób ma zdiagnozowaną chorobę alkoholową. Co roku terapię odwykową kończy 150 tys. osób, jednak ponad połowa z nich łamie abstynencję – wynika z danych PARPA. Pracę terapeutów wspierają aplikacje mobilne, które pozwalają monitorować chorego i umożliwiają z nim stały kontakt. Dzięki dzienniczkom do samooceny pacjenci mogą sami się kontrolować i rozpoznawać sytuacje, w których sięgają po używki. To może pomóc unikać powrotów do nałogu.

 Terapie online potrafią być równie skuteczne, jak terapie stacjonarne. W aplikacji AlkyRecovery koncentrujemy się na uzależnieniach behawioralnych, jak hazard i zakupoholizm, oraz chemicznych – od alkoholu, narkotyków, leków. Wychodzimy od największego problemu, a więc uzależnienia od alkoholu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Brysiak, pomysłodawca aplikacji AlkyRecovery.

W Polsce nawet 800 tys. osób jest uzależnionych od alkoholu, ale ich liczba może być jednak znacznie większa, bo według Polskiej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych ponad 3 mln osób spożywa alkohol w nadmiernych ilościach. Według standardów WHO picie problemowe, czyli ryzykowne i szkodliwe, oznacza spożywanie regularnie powyżej 20 gramów czystego alkoholu dziennie przez kobiety oraz 40 gramów przez mężczyzn.

Co roku terapię odwykową kończy ok. 150 tys. osób, z czego jednak ponad połowa w ciągu roku po jej zakończeniu nie wytrzymuje w abstynencji. Pomóc w walce z nałogiem może aplikacja mobilna AlkyRecovery.

 Poprzez programy i funkcjonalności, które zamierzamy dodawać w aplikacji, chcemy przede wszystkim skoncentrować się na predykcji, czyli przewidywaniu nawrotów – tłumaczy Marcin Brysiak.

Aplikacje mobilne pomagają prowadzić dzienniczki do samooceny: zapisywać, w jakich sytuacjach narasta wewnętrzna chęć na alkohol oraz jakie uczucia i objawy temu towarzyszą. Na podstawie odczuwanych objawów można przeprowadzić analizę stanu psychofizycznego i rozpoznać, w jakich okolicznościach pojawia się głód alkoholowy.

– Dzienniczek głodu to jedno z narzędzi terapeutycznych obejmujące 21 objawów, które możemy zdiagnozować sami w momencie, kiedy faktycznie dzieje się coś niedobrego. Użytkownicy aplikacji, a mamy ich na tę chwilę ponad 9 tys., uzupełnili ten dzienniczek głodu ok. 195 tys. razy – mówi pomysłodawca aplikacji.

Z raportu „Sztuczna inteligencja w medycynie” zleconego przez addictions.ai wynika, że ważną potrzebą wskazywaną przez terapeutów jest stworzenie narzędzia, które wspierałoby terapię uzależnień w poszczególnych fazach leczenia. W tym zakresie zidentyfikowane zostały cztery główne potrzeby rynkowe dotyczące stworzenia, po pierwsze, narzędzi wspomagających samodiagnostykę i samokontrolę pacjenta w początkowej fazie terapii, po drugie, wspomagających komunikację z pacjentem w trakcie fazy rehabilitacji, po trzecie, motywujących do utrzymania wypracowanej w trakcie terapii zmiany w fazie postrehabilitacji i po czwarte umożliwiających skuteczną prewencję nawrotu w każdej z trzech faz wychodzenia z choroby.

Jak wyjaśnia Brysiak, aplikacja stanowi wsparcie pracy terapeutów. Oferuje bowiem możliwość stałego kontaktu z pacjentem. W połączeniu z odczytem najważniejszych danych o czynnościach życiowych i poziomie stresu (HRV) daje sygnał terapeucie o potencjalnej sytuacji zagrożenia.

AlkyRecovery umożliwia też prowadzenie dzienniczka uczuć, który został uzupełniony przez użytkowników aplikacji ponad 6 tys. razy. To o tyle istotne, że osoby uzależnione często mają problem z wyrażeniem emocji, blokują je, a dopiero substancja lub czynność, od której są uzależnieni, pomagają się z nimi uporać. Zapisywanie stanów emocjonalnych pomaga nazwać uczucia, dostrzec narastającą złość czy niepokój.

Aplikacja może być stosowana w większości uzależnień, zwłaszcza że wszystkie one działają podobnie na mózg. Określona czynność lub substancja wywołuje w chorym uczucie euforii, spowodowanej przez dopaminę. Mózg zostaje uwarunkowany do obsesyjnego poszukiwania impulsu dopaminy, zwłaszcza w sytuacji stresującej

 Uzależnienia chemiczne i behawioralne działają identycznie na mózg. Określone zachowanie kompulsywne jest stosowane w sytuacji, gdy nie potrafimy poradzić sobie z uczuciami i emocjami. Jest to dla nas jedyne lekarstwo na daną sytuację. Mózg dostaje dopaminę, czuje się dobrze – podkreśla Marcin Brysiak.

Prawie 2,5 mln Polaków skorzysta na likwidacji użytkowania wieczystego. Dzięki nowym przepisom sporo też zaoszczędzą

Prawie 2,5 mln Polaków skorzysta na likwidacji użytkowania wieczystego. Dzięki nowym przepisom sporo też zaoszczędzą 13

Od 2019 roku użytkownicy wieczyści staną się właścicielami działek, na których stoją ich domy lub bloki. Likwidacja tej instytucji oznacza znacznie mniejsze wydatki dla ok. 2,5 mln Polaków. Roczne opłaty za użytkowanie wieczyste, które może trwać nawet 99 lat, zostaną zastąpione roczną opłatą przekształceniową, która będzie pobierana przez 20 lat. Dodatkowo ktoś, kto zadeklaruję wniesienie całej opłaty jednorazowo, może liczyć na nawet 60-proc. zniżkę. Na nowych przepisach stracą jednak gminy.

– Przyjęta przez Senat ustawa o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe w prawo własności to bardzo dobra wiadomość dla wszystkich użytkowników wieczystych tego typu nieruchomości. Z dniem 1 stycznia 2019 roku dojdzie do przekształcenia prawa użytkowania wieczystego na własność. I choć w praktyce tego nie odczują, jest to dla nich bardzo dobre z uwagi na opłaty – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Kosiński, adwokat z Kancelarii Jacek Kosiński Adwokaci i Radcowie Prawni.

Zgodnie z ustawą, która czeka na podpis prezydenta, od 2019 roku prawo użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych budynkami mieszkalnymi przejdzie do historii. Zastąpi je prawo własności. Dla ponad 2,5 mln obywateli – użytkowników wieczystych zamieszkujących w budynkach mieszkalnych położonych na gruntach publicznych, będących własnością Skarbu Państwa i samorządu terytorialnego – oznacza to znacznie niższe opłaty.

– Przekształcenie będzie co prawda następowało odpłatnie, ale w tej chwili użytkownik wieczysty także ponosi opłaty roczne z tytułu użytkowania wieczystego. Ustawodawca zdecydował, że przekształcenie będzie następowało odpłatnie, ale wysokość tej opłaty będzie także roczna i w wysokości równej dotychczasowej opłacie z tytułu samego użytkowania wieczystego. Co więcej, opłata ta będzie uiszczana tylko przez okres 20 lat – mówi Kosiński.

Wysokość opłat za przekształcenie zostanie ustalona według stanu na 1 stycznia 2019 roku. Osoby, które uregulują opłaty wcześniej niż w ciągu 20 lat, mogą liczyć na bonifikaty. Ci, którzy zapłacą całą sumę jednorazowo w pierwszym roku, dostaną 60 proc. zniżki. W kolejnych latach bonifikata będzie obniżana o 10 proc. Będzie to jednak dotyczyć tylko przekształcenia gruntów należących do Skarbu Państwa. Dotychczas opłata roczna z tytułu użytkowania wieczystego mogła być waloryzowana co trzy lata.

– Z punktu widzenia gminy ewidentnie są pewne minusy, dlatego że w pewnym momencie straci ona źródło przychodu, które jest w tej chwili szacowane na około 1–2 proc. budżetu. Z punktu widzenia zwykłych mieszkańców są to jednak same plusy, bo ewidentnie co najmniej na dwóch poziomach mogą liczyć na zniżki tej opłaty – tłumaczy adwokat.

Jak podkreśla ekspert, przekształcenie użytkowania wieczystego w prawo własności następuje z mocy prawa, nie wymaga żadnych formalności, a zaświadczenie o przekształceniu wysyłane jest z urzędu.

– Zgodnie z wolą ustawodawcy wszystkie obciążenia, które w tej chwili są wpisane i obciążają prawo użytkowania wieczystego, z mocy prawa stają się obciążeniami prawa własności. Tutaj nie jest wymagana czynność ze strony użytkownika wieczystego. Należy pamiętać o spółdzielcach, co do zasady to spółdzielnia jest użytkownikiem wieczystym i teoretycznie wszystkie benefity związane z przekształceniem i potencjalnymi bonifikatami będą dotyczyły spółdzielni. Ustawodawca przewidział, że spółdzielnia musi się podzielić i proporcjonalnie korzyści muszą się przełożyć na obniżenie opłat dla spółdzielców – mówi Jacek Kosiński.

Obligacje korporacyjne kupują głównie inwestorzy instytucjonalni. To trudny rynek dla indywidualnych graczy

Obligacje korporacyjne kupują głównie inwestorzy instytucjonalni. To trudny rynek dla indywidualnych graczy 14

Obligacje korporacyjne cieszą się coraz większym zainteresowaniem – zarówno ze strony emitentów, bo skala finansowania za ich pośrednictwem rośnie z roku na rok, jak i ze strony inwestorów. Na rynku wśród tych ostatnich dominują inwestorzy instytucjonalni, bo dla tych indywidualnych może być to trudny rynek. Choć w razie powodzenia daje wyższe stopy zwrotu niż obligacje skarbowe czy lokaty bankowe, to nie da się uniknąć ryzyka strat.

Obligacje korporacyjne cieszą się w Polsce coraz większą popularnością. Skala finansowania za ich pośrednictwem z roku na rok rośnie. Ta dynamika nie jest już tak duża jak jeszcze kilka lat temu, kiedy osiągała kilkadziesiąt procent w skali roku, natomiast dzięki temu, że jest to już skala ponad 70 mld zł stało się to znaczącym źródłem finansowania dla wielu firm – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Lis, partner zarządzający CVI Domu Maklerskiego.

Od strony emitenta – choć to droższy sposób pozyskania finansowania niż kredyt bankowy – zaletą obligacji korporacyjnych jest możliwość pozyskania pieniędzy na elastyczniejszych warunkach niż w przypadku banku. Z reguły wymaganych jest mniej zabezpieczeń i mniej rygorystyczne określenie celu, na który wydane zostaną środki, co powoduje, że można nimi bardziej elastycznie dysponować. Z tego samego powodu ta forma inwestycji niesie ze sobą ryzyko niewypłacalności firmy. Choć stopy zwrotu dla inwestorów są atrakcyjne.

Dlatego na świecie rynek obligacji korporacyjnych, szczególnie tych bardziej ryzykownych, nie jest domeną inwestorów indywidualnych. Aczkolwiek biorąc pod uwagę to, że stopy zwrotu z tego typu inwestycji mogą być wysokie, inwestorzy chętnie inwestują w tę klasę aktywów. Nie bezpośrednio, ale za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych, które są w stanie to ryzyko odpowiednio oceniać i rozproszyć – wyjaśnia Rafał Lis.

Od lutego o ponad 1 mld zł spadła wartość aktywów w funduszach obligacji korporacyjnych, powracając tym samym do stanu z września 2017 roku. Choć to pokłosie sytuacji wokół GetBacku i nadszarpniętego zaufania inwestorów, to warto pamiętać, że pomimo wspomnianego spadku w ciągu roku wartość aktywów tych funduszy zwiększyła się o prawie 7 proc. do 17,6 mld zł.

Popularność funduszy obligacji korporacyjnych, czyli dedykowanych tej klasie aktywów, i które zdecydowaną większość środków lokują na rynku obligacji korporacyjnych, rokrocznie rośnie – mówi Rafał Lis. – W porównaniu do poziomu sprzed kliku lat jest to wzrost kilkukrotny. Obecnie skala takich funduszy w Polsce to prawie 18 mld zł. Wydaje się, że z perspektywy inwestora indywidualnego jest to najlepszy sposób dostępu do rynku obligacji korporacyjnych.

W pierwszej połowie roku fundusze obligacji korporacyjnych zanotowały stopę zwrotu z inwestycji rzędu 0,2 proc. i było to ponad siedmiokrotnie mniej niż rok wcześniej. Choć zysk może się wydawać niewielki, to jednak wynik jest dodatni, a w I półroczu br. tylko siedem z dwudziestu dwóch rodzajów funduszy wyróżnianych przez Analizy.pl mogło się pochwalić wynikiem powyżej zera. W skali roku inwestorzy zarobili na funduszach polskich papierów dłużnych korporacyjnych średnio 1,3 proc., ale w ciągu trzech lat było to już 6,3 proc., a pięciu lat – 13 proc.

Polacy rejestrują dwudziestokrotnie mniej samochodów elektrycznych niż Niemcy. Problemem brak infrastruktury i mała dostępność aut

Polacy rejestrują dwudziestokrotnie mniej samochodów elektrycznych niż Niemcy. Problemem brak infrastruktury i mała dostępność aut 15

W Polsce rejestruje się kilkukrotnie mniej samochodów elektrycznych niż w innych krajach Unii Europejskiej. Problemem jest ich dostępność, brak infrastruktury i świadomość samych kierowców, którzy miewają nierealne oczekiwania dotyczące baterii czy dystansu, który zamierzają pokonywać elektrycznym samochodem. Do końca przyszłej dekady większość barier dla elektryków powinna jednak zostać zlikwidowana, a ich upowszechnienie przyczyni się do odczuwalnej poprawy jakości powietrza.

Udział samochodów elektrycznych w polskim rynku wciąż jest znikomy i oscyluje wokół 0,1 proc. W ubiegłym roku zarejestrowano w Polsce nieco ponad tysiąc elektryków. Dla porównania w Austrii ta liczba była pięciokrotnie wyższa, a w Niemczech zarejestrowano ich aż dwudziestokrotnie więcej. Nasi zachodni sąsiedzi, podobnie jak Norwegia, planują całkowite wstrzymanie sprzedaży samochodów spalinowych w latach 2025–2030.

 Na tle całej Unii wypadamy w tej chwili nie najlepiej. Patrząc statystycznie, mieliśmy prawie osiem razy mniej rejestracji elektryków w I kwartale 2018, ale z drugiej strony, jesteśmy dopiero przed uruchomieniem Funduszu Niskoemisyjnego Transportu. Jeżeli po jego uruchomieniu będzie powstawać więcej infrastruktury, to ta liczba może zacząć dynamicznie wzrastać. Bez tego kierowcy niezbyt chętnie inwestują w te pojazdy. Z drugiej strony, z dostępnością samochodów też nie jest zbyt dobrze i każdy, kto próbuje w tej chwili dostać w salonie swój wymarzony pojazd elektryczny, wie, że nie jest tak łatwo jak w przypadku spalinowego. Czasami trzeba poczekać nawet kilka miesięcy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Detka, kierownik Zakładu Elektromobilności w Przemysłowym Instytucie Motoryzacji  (PIMOT).

Brak infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych jest obecnie jedną z głównych barier dla rozwoju tego rynku. Przyjęty niedawno rządowy Plan Rozwoju Elektromobilności jednak zakłada, że do 2020 roku ma powstać w Polsce około czterystu punktów szybkiego ładowania samochodów i ok. sześciu tysięcy publicznych punktów ładowania o normalnej mocy.

– Inną barierą jest problem świadomości, czyli wyobrażanie sobie pewnych zagrożeń związanych z bateriami czy z zasięgiem. Często wydaje nam się, że potrzebujemy przejechać dziennie więcej, niż realnie potrzebujemy. Badania pokazują, że dla warszawiaka jest to średnio niecałe 40 km dziennie. Oczywiście chcielibyśmy, żeby nasz samochód pokonywał 500 kilometrów, ale niekoniecznie jest nam to potrzebne – mówi Tomasz Detka.

Jak wynika z tegorocznego raportu „Samochody elektryczne. Którym pasem zamierzamy jechać?” firmy doradczej EY i ING Banku Śląskiego, najpóźniej do 2030 roku większość barier dla samochodów elektrycznych powinna już zostać zlikwidowana, a koszt zakupu elektryka będzie niższy niż samochodu spalinowego. Eksperci szacują, że za pięć lat auta elektryczne będą odpowiadać już za ok. 6 proc. ogółu sprzedaży.

Z raportu Cambridge Econometrics i Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych „Napędzamy polską przyszłość” wynika, że rozwój elektromobilności będzie kluczowy dla poprawy jakości powietrza w polskich miastach, które borykają się z problemem smogu. Najbardziej ambitne scenariusze rozwoju tego rynku pozwalają oszacować, że do 2050 roku emisja pyłów związana z użytkowaniem silnikowych samochodów osobowych mogłaby spaść o 90 proc., a emisja dwutlenku węgla zostałaby w znacznym stopniu zredukowana.

 Idealna sytuacja byłaby wtedy, gdybyśmy elektryka zasilali z odnawialnych źródeł energii, gdyby dało się to połączyć z energetyką rozproszoną. Wtedy w trakcie dnia, kiedy nie ma nas w domu, nasz domowy magazyn energii ładuje się na przykład z ogniw fotowoltaicznych. Jeśli mamy tam zaparkowane auto elektryczne, to jego bateria może się ładować w tym samym czasie. Takie rozwiązanie ma dużo więcej plusów, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo energetyczne, ale przede wszystkim w aspekcie ekologicznym, jeżeli mówimy o energetyce wiatrowej czy panelach fotowoltaicznych – mówi kierownik Zakładu Elektromobilności w PIMOT.

Eksperci krytykują plan zakupu 30-letnich fregat od Australijczyków. Nie mogą one zastąpić nowych okrętów

Eksperci krytykują plan zakupu 30-letnich fregat od Australijczyków. Nie mogą one zastąpić nowych okrętów 16

Zakup używanych, 30-letnich fregat Adelaide od Australii jest błędem – ocenia kmdr por. rez. Maksymilian Dura, ekspert portalu Defence24.pl. Jak podkreśla, te jednostki nie odpowiadają potrzebom nowoczesnych sił morskich i będą nieskuteczne w przypadku ewentualnych zagrożeń na Bałtyku. Drogie w pozyskaniu i kosztowne w eksploatacji całkowicie uzależnią też Marynarkę od zagranicznej pomocy technologicznej, bo do ich serwisowania i napraw trzeba będzie ściągać specjalistów z USA i Australii.

 Zakup fregat Adelaide od Australijczyków jest błędem. Przede wszystkim dlatego, że wypompuje z budżetu MON pieniądze, które miały być przeznaczone na nowe jednostki pływające. My tak naprawdę nie uzyskamy praktycznie nic: ani zdolności bojowych, ani nowych okrętów. Zyskamy tylko substytut, który pozwoli nam przeżyć następnych kilkanaście lat, a potem i tak będziemy musieli wydać pieniądze na nowe okręty podwodne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes kmdr por. rez. Maksymilian Dura, ekspert portalu Defence24.pl.

Modernizacja i zakup nowych okrętów dla Marynarki Wojennej to jedna z najbardziej palących potrzeb polskiej armii. Będące na jej wyposażeniu stare jednostki mają ponad 50 lat lub są niesprawne i powoli wycofywane. Dlatego w ramach programu Orka MON zamierzał kupić trzy do czterech okrętów podwodnych nowego typu, które miałyby trafić do Marynarki Wojennej począwszy od 2024 roku. Jednostki miały być wyposażone w rakiety manewrujące, zdolne razić cele w odległości wielu setek kilometrów i zapewnić polskiej flocie realną zdolność do odstraszania. W programie modernizacyjnym był również zakup nowych okrętów obrony wybrzeża Miecznik, ale wciąż nie wiadomo, kiedy zostanie uruchomiony.

Tymczasem w czerwcu ze służby został wycofany kolejny okręt podwodny typu Kobben, a na wyposażeniu Marynarki zostały dwa stare okręty liczące 50 lat i ORP Orzeł, wprowadzony do służby w połowie lat 80. Zarówno ORP Kaszub, jak i dwie fregaty typu Oliver Hazard Perry to okręty stare, które także powinny już zostać wymienione na nowsze.

W tej chwili mamy dwie fregaty typu Oliver Hazard Perry i prawdą jest, że fregaty Adelaide są od nich lepsze. Ale prawdą jest także, że te fregaty są gorsze od okrętów Miecznik, które mieliśmy budować. W związku z powyższym Marynarka Wojenna traci zdolności bojowe, a po drugie, straci pieniądze, które miały być przekazane na nowe okręty, bo fregaty Adelaide też będą nas kosztowały – mówi kmdr por. rez. Maksymilian Dura.

Według aktualnych doniesień MON rozważa zakup używanych, 30-letnich fregat rakietowych Adelaide, które zostały zbudowanie dla Australii w Stanach Zjednoczonych. Miałoby to być rozwiązanie tymczasowe, które umożliwi Marynarce zachowanie zdolności bojowych do czasu, aż w budżecie znajdą się pieniądze na zakupy nowego sprzętu.

Celem modernizacji technicznej MW miało być zyskanie nowych zdolności w warunkach współczesnego pola walki, czyli tego, co rzeczywiście okręty mogą napotkać, kiedy wybuchnie konflikt zbrojny. Te okręty tego nie zapewniają, one nadal cofają nas do lat 90., kiedy nie było takiego zagrożenia z powietrza jak w tej chwili – mówi kmdr por. rez. Maksymilian Dura.

Ekspert Defence24.pl wskazuje, że fregaty Adelaide są wielozadaniowe – mogą zwalczać okręty podwodne i nawodne oraz pełnić funkcje patrolowe, natomiast na Bałtyku ich najważniejszym zadaniem jest zdolność obrony przeciwlotniczej, przede wszystkim przed rakietami przeciwokrętowymi.

– Rosjanie mają dwa typy takich rakiet – rakiety, które latają z prędkością ponaddźwiękową i poddźwiękową. Jeżeli wyślą te rakiety na nas, te okręty nie mają szans  i trzeba o tym pamiętać. Te fregaty mają ograniczoną zdolność, mają bowiem dwa kanały ogniowe, które pozwalają jednocześnie zwalczać tylko dwa cele powietrzne. Dlatego jeżeli nadlecą trzy lub cztery takie cele, wtedy czas reakcji będzie o wiele dłuższy. Okrętowy system obrony przeciwlotniczej może tego nie wytrzymać. Te okręty w momencie zagrożenia będą narażone na uderzenie i straty – podkreśla kmdr por. rez. Maksymilian Dura.

Jak ocenia, sam pomysł kupienia fregat Adelaide nie jest zły, ponieważ mogłyby one wzmocnić Marynarkę Wojenną. Nie może się to jednak odbyć kosztem programów modernizacyjnych, czyli  kosztem budowy nowych okrętów.

 Nie będziemy mieli nowych okrętów przez kilkanaście lat ani nie zyskamy możliwości obrony przed najnowszymi środkami rażenia na Bałtyku. Jeżeli wybuchnie jakiś konflikt zbrojny, tutaj najważniejszym zagrożeniem jest Rosja, te fregaty znajdą się w ogniu rakiet przeciwokrętowych, które są na terenie obwodu kaliningradzkiego i w ciągu kilkudziesięciu minut zostaną zniszczone. Tak więc wartość tych okrętów jest tylko chwilowa, do momentu, gdy Rosjanie nie wystrzelą rakiet, potem nie będą one w stanie samodzielnie się obronić – mówi kmdr por. rez. Maksymilian Dura.

Ekspert Defence24.pl podkreśla również, że zakup fregat Adelaide od Australijczyków to wydatek, który pociągnie za sobą dalsze znaczące koszty związane m.in. z serwisowaniem i naprawianiem jednostek, do czego trzeba będzie ściągać specjalistów z zagranicy. Takie rozwiązanie całkowicie uzależni marynarkę od zagranicznej pomocy technicznej. Straci też polski przemysł stoczniowy, który nie otrzyma zapowiadanego transferu technologii.

– Rozwalamy przemysł stoczniowy, który miał zyskać technologie, zdolności budowy nowych jednostek pływających dla Marynarki Wojennej i ich późniejszego utrzymania. My takich zdolności razem z tymi fregatami nie otrzymamy. Fregaty Adelaide mają systemy zagraniczne, przede wszystkim australijskie i amerykańskie. Jeżeli będziemy chcieli je naprawiać, będziemy musieli ściągać specjalistów z USA i z Australii, co kosztuje kilkadziesiąt razy drożej. Tak naprawdę polskie stocznie będą miały możliwość tylko malowania kadłubów. Do tego dochodzą koszty obsługi, wyszkolenia załogi i serwisu – wylicza kmdr por. rez. Maksymilian Dura.

Co istotne, zakup fregat od Australijczyków będzie się wiązał z koniecznością szkolenia załóg na antypodach, co pociągnie za sobą kolejne wydatki.

– Te systemy bojowe pozwalają zwalczać cele powietrzne w odległości nawet do 120 km. Nikt nie zgodzi się, żeby załoga bez odpowiednich certyfikatów wydanych przed dopuszczone do tego osoby, dotknęła się do czegokolwiek na takim okręcie. Załogi będą musiały jechać na przeszkolenie do Australii za pieniądze, które miały być przeznaczone na nowe okręty, a nie na remontowanie, modernizowanie tego, co i tak za kilkanaście lat trzeba będzie wycofać – podkreśla kmdr por. rez. Maksymilian Dura.

Arcona Capital wprowadza nową markę TUŻ TUŻ

TUŻ TUŻ to nowa marka obiektów handlowych, której powołanie jest kolejnym etapem rozwoju portfolio funduszu Arcona Capital w Polsce. Za stworzenie brandingu odpowiedzialna była firma Buller & Frye. Został on w pierwszej kolejności wdrożony w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie po rebrandingu na TUŻ TUŻ i częściowej wymianie najemców działalność wznowił właśnie obiekt handlowy przy Alei Wojska Polskiego.

Zapotrzebowanie na obiekty typu convenience ze strony klientów cały czas rośnie. To miejsca wpisujące się w rynkowe trendy, zgodne z potrzebami konsumentów, szczególnie tych zamieszkujących mniejsze miasta. Fundusz inwestycyjny Arcona Capital, odpowiadając na rosnący rynek nieruchomości handlowych w Polsce, powołał do życia nową markę TUŻ TUŻ. Proces jej tworzenia był w całości koordynowany przez warszawski oddział firmy.

TUŻ TUŻ Piotrków Trybunalski“Wykreowanie nowej marki było jednym z kluczowych założeń strategicznych, gdy nabywaliśmy nasz polski portfel handlowych nieruchomości. Chcemy nią podkreślać charakter naszych obiektów. Chcemy być dostępni, pod ręką – chcemy być tuż tuż” – mówi Mateusz Siejka, dyrektor zarządzający funduszu Arcona Capital. Założenia brandingu, za które odpowiada firma Buller & Frye, opierały się o koncept marki brzmiącej polsko, lokalnie. Niebiesko-zielona kolorystyka prezentuje się świeżo i optymistycznie.

TUŻ TUŻ Piotrków Trybunalski
TUŻ TUŻ Piotrków Trybunalski

Pierwszą lokalizacją TUŻ TUŻ został Piotrków Trybunalski. Położony wśród osiedli mieszkaniowych przy Alei Wojska Polskiego obiekt (o łącznej powierzchni ok. 2 500 m2 i blisko 100 miejscach parkingowych) ma stricte handlowy charakter. Mix najemców ma zaspokajać codzienne potrzeby zakupowe okolicznych mieszkańców. Jest sklep spożywczy – nowym operatorem została Biedronka, jest drogeria Rossman, a ponadto popularne Pepco, apteka, kwiaciarnia, jubiler, salonik prasowy Inmedio czy sklep zoologiczny. Nowym najemcą TUŻ TUŻ Piotrków Trybunalski został Madej Wróbel, sieć sklepów mięsno – wędliniarskich. Zarządcą obiektu jest firma Savills. Arcona planuje w ciągu najbliższych miesięcy przeprowadzić rebranding kolejnych swoich obiektów.

Gomułka: Cena ropy naftowej nie dojdzie do poziomów kryzysowych

Ostatnie miesiące to wzrost cen surowców energetycznych na rynkach światowych – zwłaszcza ropy naftowej. Jedną z przyczyn wzrostu cen było wycofanie się Stanów Zjednoczonych z porozumienia z Iranem.

– Istnieje możliwość, że Iran nie będzie dostarczał oczekiwanej ilości ropy naftowej – powiedział serwisowi eNewsroom Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club – Działania OPEC również zmniejszyły podaż ropy naftowej i spowodowały podwyższenie jej cen na światowych rynkach. Wzrost cen jest stosunkowo umiarkowany i nie dojdzie do poziomów kryzysowych. Odnoszę wrażenie, że zmierzamy w kierunku stabilizacji lub nawet obniżenia cen ropy naftowej. Nie oczekiwałbym drastycznej i kosztownej podwyżki cen – ocenił Gomułka.

Poręczyciele mają już 0,5 mld zł długów

Ponad 36 tys. osób prywatnych nie spłaca cudzych długów, wartych niemal 0,5 mld zł. Największe zobowiązanie wynikające z umowy poręczenia ma małżeństwo z Gliwic – 44-letnia kobieta i 48-letni mężczyzna – prawie 2,7 mln zł. Licznych niesolidnych dłużników-poręczycieli, inaczej zwanych żyrantami można też spotkać w Warszawie, Łodzi i Poznaniu.

Chociaż popularność kredytów z poręczeniem gwałtownie spada i w ostatnich czterech latach ich liczba zmniejszyła się o ponad połowę, to od początku tego roku obserwujemy w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor wzrost zaległości z tego tytułu. Znajduje się w nim obecnie ponad 36 tys. osób, które po tym jak zdecydowały się stać się poręczycielami, z czasem miały włączyć się do spłaty kredytu, ale tego nie zrobiły i w rezultacie trafiły do rejestru dłużników. Dziś mają ponad 483 mln zł zaległości z tytułu poręczania cudzego zobowiązania. Średnio na osobę wypada 13 404 zł.

Nawet jeśli solidnie obsługujemy swoje kredyty i rachunki, ale jesteśmy współodpowiedzialni za spłatę cudzych zobowiązań, których nie reguluje osoba, za którą poręczyliśmy, cierpi na tym nasza własna historia kredytowa i wizerunek solidnego płatnika. Warto zatem poważnie się zastanowić, zanim zdecydujemy się zostać poręczycielem, bo faktycznie może to oznaczać konieczność obsługi żyrowanego kredytu. Wypadki losowe mają to do siebie, że zdarzają się niespodziewanie, wtedy w rolę głównego dłużnika musi wejść poręczyciel i to mimo tego, że nie korzysta z dobrodziejstw kredytu.

– Jeśli żyrant nie spłaca rat, może trafić do rejestru dłużników, co zablokuje mu drogę do wielu niezbędnych w codziennym życiu usług, takich jak możliwość zakupów ratalnych, zaciąganie kredytów czy pożyczek – mówi w rozmowie z MarketNews24 Halina Kochalska, ekspert BIG InfoMonitor.

Poręczenie jest umową, w której poręczyciel zobowiązuje się spłacać zobowiązanie, gdy główny kredytobiorca tego nie robi. Poręczyciel, jako dłużnik solidarny, odpowiada za spłatę świadczenia głównego, a w przypadku opóźnień, również za odsetki karne i koszty związane z dochodzeniem roszczeń. Z chwilą, gdy dług staje się wymagalny, bank może żądać całości lub jego części zarówno łącznie od dłużnika głównego, jak i poręczyciela lub od każdego z nich z osobna. Zasada jest taka, że obaj dłużnicy pozostają zobowiązani do regulowania zaległości aż do momentu pełnej spłaty zobowiązania.

Najwięcej dłużników zmagających się z przykrymi konsekwencjami poręczenia zamieszkuje województwa śląskie i wielkopolskie, odpowiednio jest to 6 tys. i prawie 5,1 tys. osób. Jeśli chodzi o wartość zadłużenia, to największe zaległości mają Ślązacy – prawie 84,6 mln zł, następnie Mazowszanie – 63,8 mln zł oraz Wielkopolanie – 45,8 mln zł. Najwyższy średni dług z tytułu poręczenia przypada na mieszkańców Podkarpacia – 19 630 zł.

Jeśli chodzi o płeć i wiek osób, które decydują się żyrować komuś kredyt, a później wpadają z tego powodu w tarapaty, to zdecydowanie częściej są to mężczyźni – 58 proc. Przy czym przeważają panowie w wieku od 35 do 44 lat, stanowiący 18 proc. ogółu dłużników poręczycieli zgłoszonych do rejestru.

Miasta, w których zamieszkuje najwięcej osób posiadających zaległe zobowiązania z tytułu umowy poręczenia, według danych z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor to: Warszawa – 1 309 osób, Łódź – 1 192 osób oraz Poznań – 1 069 osób.

Największa kwota zaległości z tytułu umowy poręczenia należy do dwóch osób z województwa śląskiego – 44-letniej kobiety i 48-letniego mężczyzny, mieszkańców Gliwic, którzy mają wspólny dług wynoszący prawie 2,7 mln zł. Na drugim miejscu jest 57-letni mężczyzna z Gdyni z długiem na ponad 1,3 mln zł oraz 41-letnia kobieta z Gdańska, która w wyniku podpisanej umowy poręczenia została z zaległym zobowiązaniem na ponad 1,1 mln zł.

Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że w minionym roku poręczenia udzieliło 309 tys. osób. Podżyrowali oni 255 tys. kredytów. W grupie kredytów z poręczycielami 11,5 proc. spłacanych było z opóźnieniem przekraczającym 90 dni. To, czy główny kredytobiorca dobrze spłaca zobowiązanie, można sprawdzać w bazie BIK, pobierając z www.bik.pl kopię danych lub Raport BIK. Dokumenty te pozwalają sprawdzać, czy kredyt, który poręczyliśmy jest spłacany terminowo, a także kontrolować własną historię kredytową.

Zaczynał w garażu – teraz jest potentatem – Andrzej Wiśniowski

Andrzej Wiśniowski
Andrzej Wiśniowski

Wielkie fortuny kojarzą się ze spełnieniem amerykańskiego snu. Niczym w hollywoodzkim filmie ktoś ma ogromne szczęście i jego życie całkowicie się zmienia. Jednak aby osiągnąć sukces czasami wystarczy dobry pomysł, wytrwałość i umiejętność zbudowania imperium. Nie musimy szukać daleko, takie historie dzieją się w Polsce, a swój amerykański sen na Sądecczyźnie spełnił Andrzej Wiśniowski, największy w kraju producent bram garażowych, okien, drzwi i systemów ogrodzeniowych, który jak wielu amerykańskich milionerów zaczynał właśnie w garażu.

Otworzyć bramy sukcesu

Młody Andrzej zaczynał w przydomowym garażu. Wcześniej miał kontynuować rodzinną tradycję i hodować… ogórki. Stwierdził, że nie jest to jednak już dochodowe zajęcie i po krótkim epizodzie w branży transportowej, postanowił zająć się bramami. Dlaczego akurat bramy? Jego ojciec postawił trzy garaże i chciał, by bramy do nich były automatyczne, a ponad 30 lat temu takich rozwiązań w Polsce jeszcze nie było. Andrzej Wiśniowski postanowił więc samodzielnie stworzyć własną bramę. – Jedna z moich pierwszych bram napędzana była silniczkiem od wycieraczki z Fiata 126 p. Ale działała!
– wspomina Andrzej Wiśniowski. Na podstawie autorskiego projektu, własnymi rękami wykonał prototyp, a jego pierwszym klientem był brat. Okazało się, że automatyczne bramy otworzyły mu drogę z garażu na sam szczyt.

Z garażu na Polskę

Andrzej Wiśniowski przedsiębiorczość i konsekwentne dążenie do celu ma we krwi. Sam stworzył firmę od podstaw, jeżdżąc na targi i pokazując swój produkt. Automatyczne bramy, które nie tylko można pilotem otwierać, ale też zamykać, okazały się hitem, który pokochali Polacy. Następnym krokiem było zbudowanie sieci dystrybucji, inwestycje w najnowsze technologie oraz produkcja. Wiśniowski sprzedaje poprzez sieć partnerów handlowych w całym kraju. Obecnie firma jest liderem rynku, zatrudnia 1800 osób, a dzięki rozbudowie w niedalekiej przyszłości zajmie aż 23 ha powierzchni i zwiększy zatrudnienie. W tym roku WIŚNIOWSKI świętuje 30-lecie działalności, a firmą nie zarządza już Andrzej Wiśniowski osobiście, ale prezes Krystyna Baran.

Z Polski na świat

Andrzej Wiśniowski
Andrzej Wiśniowski

Myśląc o firmie WIŚNIOWSKI, nie mówimy tylko o polskim budownictwie. Rodzimy rynek to za mało. Jeśli w ofercie ma się tak nowoczesne rozwiązania, to warto wyjść z tym poza granice. Produkty WIŚNIOWSKI zyskują ogromną zagraniczną popularność, a firma udowadnia, że polskie produkty cechuje nie tylko dobra cena, ale i świetna jakość.

Naszym celem jest sprzedawanie na rynki zagraniczne większości naszych produktów, około 70%. Oczywiście nie mamy zamiaru wycofać się z Polski, wręcz przeciwnie, chcemy cały czas ten rynek rozwijać – dodaje Andrzej Wiśniowski.

Spada zaufanie młodych do biznesu

Wyniki badania Deloitte Millennial Survey pokazują, że według milenialsów, priorytetami biznesu powinny być kwestie takie jak tworzenie miejsc pracy, innowacje, poprawa jakości życia osobistego i zawodowego pracowników oraz wywieranie pozytywnego wpływu na społeczeństwo i środowisko. Mniej niż połowa przedstawicieli pokolenia Y uważa, że przedsiębiorstwa postępują etycznie, i że działają one na rzecz poprawy sytuacji społecznej.

Jak wynika z międzynarodowych badań firmy doradczej Deloitte, młodzi są bardzo wyczuleni na szeroko pojętą rolę biznesu w społeczeństwie. 83% milenialsów uznaje, że miara sukcesu przedsiębiorstwa powinna wykraczać poza wyniki finansowe.

Podczas gdy opinie milenialsów na temat przedsiębiorstw gwałtownie się pogorszyły, jeszcze bardziej spadło ich zaufanie do liderów politycznych. 44 procent milenialsów (37 proc w Polsce) uważa, że liderzy biznesu wywierają pozytywny wpływ na otoczenie (wobec 42 proc. (46 proc polskich) respondentów wystawiających ocenę negatywną). To spadek o ponad 17 proc. w porównaniu do poprzedniej edycji.

– Biznes, w tegorocznej edycji badania millenialsów, otrzymał żółtą kartkę. Druzgocące są wyniki, które pokazują, że ocena biznesu w ich oczach drastycznie spadła w tym roku – mówi w rozmowie z MarketNews24 Irena Pichola, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej, partner w Deloitte. – Biznes powinien pokazywać wartość, jaką kreuje swoimi produktami i usługami. Pokazywać, w jaki sposób wpływa na poprawianie dobrobytu społecznego.

W porównaniu z ubiegłorocznym raportem – nowa, siódma edycja „Deloitte Millenial Survey” skupia się na pogłębieniu tego, co badani postrzegają, jako szanse, a co jako zagrożenia we współczesnym, dynamicznie zmieniającym się świecie. Badanie objęło 10 455 przedstawicieli pokolenia Y (urodzonych w latach 1983-1999) z 36 krajów, w tym 303 z Polski.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Przyszły tydzień jest spokojniejszy pod kątem wydarzeń makro. Biorąc pod uwagę, że spory handlowe na linii USA-Chiny pozostają w centrum uwagi, dane z Chin będą uważniej śledzone. Z głównych gospodarek mamy PKB z Japonii i Wielkiej Brytanii oraz CPI z USA. Posiedzenia odbywają banki centralne w Australii i Nowej Zelandii.

Przyszły tydzień: CPI z USA, PKB z Wlk. Bryt./Japonii, dane z Chin, RBA, RBNZ, rynek pracy z Kanady

USA

W USA inflacja CPI (pt) pierwszy raz od 2011 r. ma sięgnąć 3 proc. r/r, choć wzrost miesięczny o 0,2 proc. sugeruje, że presja inflacyjna nie rozpędza się wyraźnie. Inflacja bazowa ma pozostać na 2,3 proc., czyli wystarczająco bezpiecznie powyżej celu Fed (2 proc.), aby wspierać strategię kolejnych podwyżek stóp procentowych w wrześniu i grudniu. Z perspektywy dolara dobre dane już są w cenach i to rozczarowania są wstanie wygenerować większą zmienność. Poza tym widzimy, że obawy o wojny handlowe, spowolnienie gospodarcze Chin i pasywność innych banków centralnych budują na rynku klimat, że kupowanie USD stało się strategią po linii najmniejszego oporu.

Strefa euro

Zapowiada się spokojny tydzień w kalendarzu z Eurolandu i jedyne ciekawe publikacje mogą pochodzić z niemieckiego przemysłu (pon, wt). Dane o produkcji i zamówieniach mocno wahały się w ostatnich miesiącach z przewagą silnych rozczarowań. Teraz będzie interesujące, czy obawy o konsekwencje wojen handlowych wpływają na gospodarkę (w szczególności na sektor motoryzacyjny). EUR, by przełamać dotychczasowy marazm, potrzebuje świeżego impulsu, najlepiej w postaci mocnych danych, które podsycą oczekiwania na przyspieszenie ożywienia i szybszą zmianę nastawienia banku centralnego. Póki co EBC nie zamierza podnosić stóp procentowych co najmniej jeszcze przez rok, co jest istotną kotwicą dla waluty.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii rynek będzie miał do dyspozycji czerwcowe dane o wzroście gospodarczym, które uzupełnią informacje o drugim kwartale. Wzrost kwartalny o 0,4 proc. wymazałby rozczarowanie słabym startem w tym roku (0,2 proc. w I kw.) i potwierdziłby konstruktywne stanowisko BoE. Mimo to polityk monetarna nie jest teraz głównym motorem napędowym funta, za to obawy o kształt Brexitu wciąż są przeszkodą. Przy utrzymującej się sile dolara, GBP/USD może mieć problemy z wyjściem ponad 1,31.

Japonia

Pierwszy szacunek PKB za II kw. z Japonii (pt) ma wskazać wzrost o 1,4 proc. (zannualizowany) po spadku o 0,6 proc. w I kw. W ujęciu kwartalnym wzrost wyniesie zaledwie 0,3 proc., co jest skromnym tempem z małym potencjałem na wsparcie presji inflacyjnej. Jednocześnie negatywne ryzyka z tytułu wojen handlowych nie znikają. Dane nie powinny przynieść nic krzepiącego dla BoJ, a zatem też i dla JPY.

Chiny

Przy ogniskowaniu uwagi rynków wokół Chin, dane z Państwa Środka zyskują na znaczeniu i mogą być motorem dla szerokiego sentymentu. Lipcowy bilans handlowy (śr) będzie interesujący pod kątem wpływu ceł importowych USA nałożonych na towary warte 34 mld USD. Na tym etapie skutek będzie raczej minimalny, ale może nakreślić trend. Dane o rezerwach walutowych banku centralnego (wt) powinny wskazać spadek i być dowodem aktywności banku na polu stabilizacji juana, ale im większy spadek, tym silniejsze obawy o kryzys zaufania.

Australia

W Australii tydzień przynosi decyzję RBA (wt) oraz publikację raportu nt. polityki monetarnej (pt). Stopa procentowa powinna pozostać bez zmian, ale komunikat może przyjąć bardziej łagodną formę, biorąc pod uwagę niepewność o perspektywy Chin i rozwój wojen handlowych – dwie kwestie bardzo istotne dla Australii. Zwrócenie uwagi na problemy z płynnością zadłużonych gospodarstw domowych jest dodatkowym źródłem gołębiego wydźwięku. Prezes Lowe będzie miał wystąpienie publiczne w środę, gdzie nie uniknie istotnych pytań o stan gospodarki. Ogólnie ryzyka przeważają po gołębiej stronie i podtrzymujemy negatywne nastawienie wobec AUD.

Nowa Zelandia

Podobnie w Nowej Zelandii sygnały słabnięcia ożywienia, choć przy powoli rosnącej inflacji, podnoszą zainteresowanie przed decyzją RBNZ (śr). Podkreślenie obaw o tempo ożywienia i/lub czynniki zewnętrzne będzie gołębie. Jeśli dodatkowo w prognozowanej ścieżce stopy procentowej podwyżka zostanie wypchnięta w przyszłość, NZD będzie tracił.

Kanada

W Kanadzie kluczową publikacją będzie raport z rynku pracy (pt). Dane z rynku pracy pozostają silne, a czerwcowy wzrost stopy bezrobocia z powrotem do 6 proc. wziął się z powrotu bezrobotnych do aktywnego poszukiwania pracy, co jest dobrym sygnałem. Jeśli lipcowe dane wskażą na mocny wzrost zatrudnienia przy utrzymaniu względnie wysokiej dynamiki płac (3,5 proc.), będzie eto podsycając spekulacje o przybliżeniu terminu podwyżki stóp procentowych z grudnia na wrzesień. To pomogłoby ugruntować pozycje CAD jako waluty o silnym zapleczu restrykcyjnej polityki monetarnej.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Specustawa Mieszkaniowa: Czy naprawdę będzie szybciej?

Maciej Krotoski Adwokat, Partner Kancelarii Krotoski
Maciej Krotoski – Adwokat, Partner Kancelarii Krotoski

Od dawna wyczekiwana specustawa mieszkaniowa w środę 1 sierpnia została podpisana przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę. Zdecydowana większość przepisów ustawy zacznie obowiązywać po upływie 14 dni od publikacji tekstu w Dzienniku Ustaw. Jakie naprawdę zmiany czekają inwestorów i deweloperów budownictwa mieszkaniowego – komentarza udziela adwokat Maciej Krotoski.

Ustawa obowiązuje do 2028 r.

Nowe przepisy, zgodnie z założeniem, obowiązywać mają przez okres 10 lat. Co istotne,
z dobrodziejstw Specustawy skorzystać mogą nie tylko podmioty publiczne, ale również prywatne.

Celem wprowadzenia nowych przepisów jest skrócenie czasu przygotowania i realizacji inwestycji z dotychczasowych ok. 5 lat do roku oraz wzrost liczby budowanych osiedli mieszkaniowych. W założeniu ma to pozwolić rządowi zrealizować Narodowy Program Mieszkaniowy i projekt Mieszkanie Plus poprzez doprowadzenie do powstania 2,5 miliona nowych mieszkań do 2030 r.

Dlaczego mieszkań buduje się mniej niż wynika to z potrzeby rynku?

Odpowiedzią jest ograniczona liczba gruntów przeznaczonych w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego pod budownictwo mieszkaniowe, zwłaszcza na terenach gmin miejskich. W tej chwili, podmiot, który planuje zrealizować inwestycję na obszarze o odmiennym przeznaczeniu przejść musi długą i żmudną procedurę zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Nie ma przy tym gwarancji, iż na jego wniosek właściwa rada gminy w ogóle podejmie w tym przedmiocie uchwałę, ponieważ wniosek inwestora w żaden sposób nie jest dla organów wiążący.

Procedura lokalizacji inwestycji

Sztandarowym założeniem Specustawy mieszkaniowej, mającym na celu rozwiązanie niniejszego problemu jest wprowadzenie procedury ustalenia lokalizacji inwestycji. Postępowanie w tym zakresie różni się od procedury uchwalenia lub zmiany planu zagospodarowania przestrzennego przede wszystkim tym, że większość obowiązków, polegających na sporządzeniu projektów, ustaleń i analiz, obciążających dotychczas finansowo i organizacyjnie radę gminy została przerzucona na inwestora. Wiąże się to oczywiście ze wzrostem kosztów ponoszonych przez tego ostatniego, ale również ze znacznym przyspieszeniem realizacji wymienionych czynności i tym samym ograniczeniem kosztów po stronie gminy.

Składany przez inwestora wniosek, zawierający odpowiednią dokumentację, przekazywany jest ostatecznie radzie gminy, która w tym przypadku musi terminie 60 dni w formie uchwały orzec o ustaleniu bądź odmowie ustalenia lokalizacji inwestycji.

Kontrowersje wokół Specustawy

Zapisem, który budzi w Specustawie największe kontrowersje jest ten, który stanowi, iż powyższa uchwała o ustaleniu lokalizacji inwestycji może zostać podjęta pomimo niezgodności zamiaru inwestycyjnego z zapisami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Jednakże, mimo wszystko co do zasady inwestycja nie może stać w sprzeczności z treścią studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego.

Pojawiły się zarzuty, iż ukrytym celem specustawy ma być nie obniżenie cen mieszkań i wzrost ich dostępności, jak to wskazuje treść uzasadnienia projektu, a maksymalizacja zysków deweloperów
i ułatwienie im lokalizacji inwestycji w dowolnie wybranych miejscach, co z kolei miałoby doprowadzić do chaosu w zagospodarowaniu przestrzennym.

Pozostają nadto wątpliwości co do tego, czy przyznany Radzie Gminy szeroki luz decyzyjny w kwestii możliwości wyrażenia zgody na realizację inwestycji lub jej odmowę nie doprowadzi do zachowań korupcyjnych.

A konstytucyjność?

Pojawiają się również poniekąd słuszne głosy, iż proponowane rozwiązanie jest niekonstytucyjne, gdyż godzi w hierarchię źródeł prawa. Miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego jest bowiem powszechnie obowiązującym aktem prawa miejscowego, odstępstwa od niego powinny być zatem dokonywane co najmniej aktem równorzędnym, nie zaś uchwałą podejmowaną w sprawie indywidualnej.

Na tę chwilę trudno ocenić jak nowe regulacje sprawdzać będą się w praktyce. Zależy to bowiem od podejścia organów samorządowych do kwestii związanych z realizacją inwestycji na terenach przewidzianych na inne cele. Ostateczna decyzja w tym zakresie należy bowiem każdorazowo do właściwej rady gminy.