Praca w weekendy: popularne stawki godzinowe „na rękę”

Zarobki w Polsce, to ściśle tajna kwestia oficjalnie, pracodawcy niechętnie chwalą się tym ile płacą, ale nieoficjalnie mówią o nich otwarcie. Podobnie pracownicy. Jakie pieniądze pozwala zarobić praca w weekendy? Oto przegląd stawek.

Od kilkuset złotych do około 2 tys. zł – tyle można dorobić w miesiąc, pracując w każdy weekend. Pracowników, tylko na weekendy, rekrutują najczęściej branże: gastronomia, handel, ale też inne branże stricte usługowe. Chcąc znaleźć pracę jedynie na sobotę lub niedzielę, należy podążać właśnie tym tropem.

Pracodawcy często oferują pracę zmianową (rano, popołudnie) np. kasjerów. Inni szukają osób jedynie na nocne zmiany np. do pracy w piekarniach czy na magazynie. Zdarzają się oferty pracy, głównie do restauracji, gdzie trzeba liczyć się z pracą po 12 godzin, od rana do wieczora.

Praca w weekendy może być stałą, atrakcyjną formą zarobku. Oto popularne stawki na podstawie rozmów z pracownikami, pracodawcami i w oparciu o aktualne ogłoszenia.

Uwaga. Od 1 stycznia 2017 roku, stawki godzinowe nie mogą być niższe niż 13 zł. Wciąż jednak można natknąć się zarówno na oferty pracy poniżej średniej, jak i pracowników, którzy pracują za niższe pieniądze od ustawowych.

Praca w weekendy: popularne stawki godzinowe na rękę

od 9 zł (plus napiwki) – na tyle wyceniana jest praca w weekendy kelnera; ofert pracy będzie coraz więcej już od kwietnia, kiedy restauracje rozstawią ogródki;

od 9 zł – pomoc kuchenna w restauracji; praca w weekendy wiąże się tu z pracą od otwarcia do zamknięcia lokalu;

od 10 zł – osoba do roznoszenia ulotek;

od 10 zł – stawka dla recepcjonisty w hotelu w dużym mieście, praca zmianowa;

od 10 do 12 zł – stawka dla kasjera w butiku w centrum handlowym (praca w systemie porannym lub popołudniowym);

od 11 do 18 zł– stawka oferowana hostessom;

od 12 do 16 zł – pakowacz, magazynier; możliwe są zmiany nocne i te są wówczas lepiej płatne;

od 13 do 15 zł – tyle może zarobić pracownik call centre, odbierający połączenia przychodzące;

od 13 zł – pomocnik piekarza, nocna zmiana;

od 15 do 20 zł – praca na recepcji w SPA;

16 zł– praca w weekendy dla animatora imprez dziecięcych na sezon wiosenno-letni;

od 10 do 20 zł – płaca dla opiekunek, które opiekują się dziećmi kilka godzin w trakcie weekendu; na wyższą stawkę mogą liczyć osoby, których praca polega na wyjściu np. z dzieckiem na basen;

nawet 25 zł – tyle może zarobić sprzedawca stron www on-line (tak wysoka stawka jest możliwa jedynie dla efektywnych pracowników);

od 13 do 17 zł merchandiserzy, czyli osoby wystawiające towar na półkach w hipermarketach

od 25 zł  – kelner obsługujący wesela; takich osób poszukują sale weselne lub firmy, które współpracują z organizatorami wesel;

– Praca na weekend jest o tyle atrakcyjna, że można ją połączyć np. ze studiami dziennymi albo z inną dorywczą pracą – mówi Jolanta Mróz z Kredyt Inkaso – to dobry czas na poszukiwania, gdyż rozpoczynają się rekrutacje pracowników na sezon wiosenno-letni. W tym czasie wiele branż potrzebuje więcej osób do pracy…, zwłaszcza na weekendy.

Zmiana w podatkach spowoduje zwiększenie wynagrodzenia netto dla pracowników o 22 proc.

Celem nowego ładu podatkowego jest uwolnienie przedsiębiorczości od skomplikowanego i niestabilnego systemu podatkowego i dzięki temu pobudzenie społeczeństwa do rozwoju działalności gospodarczej – taki wniosek płynie z Raportu Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) „Płaca Plus Podatki Minus. Ustawa Dzierżawskiego”.

Ma temu służyć zmniejszenie kosztu nakładanego na pracę poprzez docelowe zwiększenie dochodu netto dla pracownika o 22 proc., a także wyrównanie warunków konkurencyjnych poprzez likwidację możliwości optymalizacji podatkowej przez podmioty globalne.

Według naszych wyliczeń proponowany nowy system podatkowy jest co najmniej neutralny z punktu widzenia budżetu państwa. Powinien on jednak doprowadzić do trwałego wzrostu gospodarczego na poziomie średnio 7-8 proc., wzrostu zamożności szerszego kręgu społeczeństwa, a w efekcie do poprawy stanu finansów publicznych – powiedział Mariusz Pawlak, główny ekonomista ZPP, autor publikacji.

Aktualnie obowiązujący system podatkowy jest nie tylko skomplikowany (w raporcie Paying Taxes Polska została sklasyfikowana na 87. miejscu), ale również niesprawiedliwy. Największe podatki nakładane są na pracę, co przekłada się na fakt, że różnica między tym co wypłaca pracodawca, a tym co otrzymuje pracownik, czyli tzw. klin podatkowy, dla średniego wynagrodzenia wynosi ponad 40 proc.

Koalicja „Polacy na rzecz sprawiedliwych podatków” postuluje wprowadzenie zupełnie nowego systemu podatkowego, który w radykalny sposób spowoduje poprawę warunków prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce i wpłynie na wzrost wynagrodzeń pracowników. Założenia projektu zostały zaprezentowane podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu na rzecz wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego w Sejmie RP. Projekt Płaca Plus Podatki Minus zakłada, że proponowany system podatkowy będzie przejrzysty i stabilny, podatek łatwy w naliczeniu i tani w poborze, a jego płatność nie do uniknięcia.

W konsekwencji administracja podatkowa zostanie skierowana do zajmowania się patologiami i przestępstwami podatkowymi o znacznym wymiarze dla wpływów budżetowych, tzw. karuzelami VAT, szacowanym na 3 proc. PKB, czyli około 50 mld zł. Planowany deficyt budżetowy w 2017 roku wyniesie prawie 60 mld zł.

Gospodarka to żywy organizm , który jest w stanie generować ponadprzeciętne dochody. Dzisiejszy system podatkowy zdecydowanie nie sprzyja rozwojowi gospodarczemu. Biorąc pod uwagę otaczające nas realia, można śmiało stwierdzić, że w takich warunkach przedsiębiorcy nie są w stanie podejmować odważnych decyzji. Boją się inwestować, co potwierdzają badania – powiedział Cezary Kaźmierczak, Prezes ZPP. – Potrzeba zdecydowanych działań, „kosmetyczne” poprawki niczego nie wniosą. Jeśli teraz rząd nie zdecyduje się na wdrożenie konkretnych zmian, to w przyszłości trzeba będzie je wprowadzać w obliczu krachu finansów publicznych – dodał Kaźmierczak.

Koncepcja nowego ładu podatkowego zakłada likwidację PIT, CIT, składek na NFZ, ZUS, Fundusz Pracy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Aktualnie wpływy budżetowe z tytułu wszystkich wymienionych danin wynoszą 334,1 mld zł. Oznacza to powstanie ubytku, który trzeba uzupełnić. W miejsce likwidowanych podatków i składek autorzy raportu proponują wprowadzenie podatku od Funduszu Płac, podatku przychodowego od działalności gospodarczej osób fizycznych, podatku przychodowego od przedsiębiorstw i banków, podatku od usług publicznych dla działalności gospodarczej osób fizycznych oraz przedsiębiorstw oraz podatku od dywidend. Ponadto nowy system zakłada unettowienie emerytur oraz rent, nierefundowanie składki OFE oraz wprowadzenie jednolitej stawki VAT na poziomie 16,25 proc.

Dodatkowe kwantyfikowalne rezerwy wpływów pochodzić będą z eliminacji patologii w podatku VAT w 10 proc. oraz wzrostu Funduszu Płac o 5 proc., przejścia z szarej strefy, co da łącznie 13,6 mld zł.

Dodatkowa baza do naliczenia podatków powstanie w wyniku wzrostu aktywności gospodarczej oraz konsumpcji prywatnej. Razem przychody budżetowe wyniosą 347,6 mld zł.

Z raportu wynika, że nowy system podatkowy:

  • jest prosty, przejrzysty i nie wymaga nieustannych nowelizacji,
  • jest szczelny, bo pole do unikania opodatkowania praktycznie nie istnieje,
  • jest tani w poborze i w naliczaniu,
  • oszczędza czas przedsiębiorcom, a aparat skarbowy skupia się jedynie na przestępstwach podatkowych mających istotne znaczenie dla wpływów budżetowych,
  • w początkowej fazie jest neutralny dla budżetu, a docelowo generuje większe wpływy budżetowe poprzez likwidacje patologii i wzrost aktywności gospodarczej,
  • praktycznie likwiduje szarą strefę zatrudnienia, gdyż obniża koszty pracy,
  • przekazuje pracownikom większy dochód netto, przez co wpływa na pobudzenie konsumpcji prywatnej.

Współautorzy raportu wskazują, że obecnie pozapłacowe koszty pracy wynoszą ponad 60 proc., co ogranicza wynagrodzenia pracowników. Dlatego Parlamentarny Zespół na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego i eksperci Koalicji „Polacy na rzecz sprawiedliwych podatków” proponują jeden podatek od funduszu płac w wysokości 27 proc.

Podatek przychodowy nie jest dobry dla tych, którzy dziś nie płacą podatku dochodowego, tylko dla tych którzy go płacą. Ci, którzy prowadzą działalność gospodarczą charytatywnie, bo ciągle mają straty, w dalszym ciągu będą mogli to robić – powiedział prof. Robert Gwiazdowski, Prezes Rady Fundacji Warsaw Enterprise Institute.

Trzeba mieć na uwadze, że zaproponowana przez nas zmiana nie zakłada podwyżek w innych obszarach podatkowych. Chcemy wprowadzić zasadę, w myśl której podatek będzie sprawiedliwy, równy i powszechny. Dzisiejsza sytuacja jest taka, że część przedsiębiorców płaci podatki. Dane pochodzące z Ministerstwa Finansów nie pozostawiają złudzeń – są to głównie małe i średnie firmy. Natomiast duże korporacje mają sposoby na to, żeby tego podatku unikać. Dziś do budżetu w ramach CIT wpływa 29 mld zł, więc jak porównamy to z obrotami tej części gospodarki, to okazuje się, że są to naprawdę niewielkie pieniądze. W przypadku wprowadzenia nowych rozwiązań, ta powszechność spowoduje, że te wpływy będą dużo większe – powiedział poseł Adam Abramowicz, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego. – Mamy nadzieję, że rząd potraktuje pracę Zespołu i Koalicji, jako pomoc w wyborze najlepszego wariantu. Nie ulega bowiem wątpliwości, że system podatkowy w Polsce jest nieefektywny, demotywuje do pracy, a przede wszystkim jest bardzo skomplikowany i im szybciej to zmienimy tym większa korzyść na obywateli i całego państwa – skonkludował poseł Adam Abramowicz.

Raport: Sytuacja mikro i małych firm w województwie małopolskim

Przedsiębiorcy z Małopolski to najwięksi optymiści w kraju – takie wnioski płyną z siódmego już „Raportu o sytuacji mikro i małych firm w roku 2016” Banku Pekao S.A. Małopolskie firmy najlepiej w kraju oceniają ogólną sytuację gospodarczą oraz sytuację branży. W 2016 roku wzrósł odsetek eksporterów – na prowadzenie wysunęli się przedsiębiorcy z podregionów: tarnowskiego i oświęcimskiego. Mikro i mali przedsiębiorcy wdrażają mniej innowacji niż ich koledzy z innych części kraju. Wzrosło znaczenie barier rozwoju biznesu tj. wysokość podatków, koszty pracy i niska rentowność działalności.

Średni Ogólny Wskaźnik Koniunktury[i] w województwie małopolskim wyniósł 98,48 pkt i był to najlepszy wynik w kraju. Mikro i mali przedsiębiorcy z Małopolski zdecydowanie lepiej niż średnio w kraju ocenili zarówno ubiegłe 12 miesięcy (96,8 pkt vs. 95,4 pkt) jak i perspektywy kolejnego roku (100,1 pkt vs 97,9 pkt). Najbardziej zadowoleni w województwie są przedsiębiorcy z podregionów: oświęcimskiego (Ogólny Wskaźnik Koniunktury wyniósł tu prawie 100 pkt i wzrósł o ok. 2 pp. w ujęciu rocznym), a następnie krakowskiego (99 pkt) i nowosądeckiego (99 pkt). To trzy najlepsze wyniki podregionalne w kraju. W Krakowie i podregionie tarnowskim Wskaźnik osiągnął wartość 97 pkt.

Wskaźnik Koniunktury to wypadkowa wyników badania dla 8 obszarów: oceny ogólnej sytuacji gospodarczej, sytuacji branży i firmy, przychodów i wyniku finansowego firmy, zatrudnienia, długości oczekiwania na zapłatę oraz dostępu do finasowania. Małopolscy przedsiębiorcy w zasadzie wszystkie z tych aspektów (poza zatrudnieniem, które zostało ocenione minimalnie gorzej niż średnio w kraju) oceniają wyżej niż ich koledzy z kraju. Najlepiej w Polsce ocenili ogólną sytuację gospodarczą oraz sytuację branży.

W Małopolsce wzrósł odsetek eksportujących firm. W 2016 roku eksportowało 17% firm, czyli o 3 pp. więcej niż rok wcześniej. Odsetek ten był jednak niższy niż średnio w kraju, gdzie eksportowało 18% firm. W porównaniu z 2015 r., największy wzrost odsetka eksportujących firm miał miejsce w podregionie oświęcimskim (18% w 2016 r. vs. 6% w 2015 r.) i podregionie tarnowskim (21% w 2016 r. vs. 15% w 2015 r.). Wysokim odsetkiem eksportujących może pochwalić się także Kraków – zagraniczną działalność prowadzi tu 20% firm. W podregionie krakowskim eksportowało 15% firm. Natomiast, największy spadek odsetka eksporterów miał miejsce w podregionie nowosądeckim (10% w 2016 . vs. 15% w 2015 r.). W 2017 roku odsetek eksporterów w Małopolsce spadnie do 16% (średnio w kraju odsetek ten ma wynieść 19%). W czołówce eksporterów mają znaleźć się podobnie jak w ubiegłym roku, przedsiębiorcy z podregionu tarnowskiego (21% planuje tu prowadzenie działalności eksportowej) oraz ci z podregionu oświęcimskiego (19%). Odsetek eksporterów nieco spadnie w Krakowie (do 16%) i w podregionie krakowskim (do 13%). W podregionie nowosądeckim odsetek eksportujących firm utrzyma się na poziomie z ubiegłego roku tj. 10%.

– Małopolscy przedsiębiorcy należą do najbardziej zadowolonych w kraju. Dobrą wiadomością jest wzrost odsetka eksportujących firm w ubiegłym roku. Tym bardziej, że firmy, które eksportują są bardziej zadowolone z wyników w porównaniu z tymi, które działają na lokalnym rynku. W przyszłości należałoby wzmacniać działalność eksportową, a także skupić się na wprowadzaniu innowacji, których to w małopolskich mikro i małych firmach jest mniej w porównaniu z innymi województwami w kraju – mówi Agnieszka Michalik, współautorka Raportu Banku Pekao S.A.

W tym roku tematem specjalnym siódmej edycji „Raportu o sytuacji mikro i małych firm” Banku Pekao SA są inwestycje w mikro i małych firmach. W Małopolsce w 2016 roku inwestowało 45% firm. To mniej niż rok wcześniej, kiedy to działalność inwestycyjną prowadziła co druga firma. Odsetek ten jest niższy niż średnio w kraju, gdzie w 2016 roku inwestowało 49% firm. W przyszłym roku, podobnie jak średnio w kraju, prowadzenie inwestycji deklaruje 39% firm. W Małopolsce wysokość nakładów przeznaczonych na inwestycje jest wyższa od średniej w kraju. Najlepsi pod tym względem są przedsiębiorcy z podregionów tarnowskiego i krakowskiego – w 2016 roku odpowiednio 55% i 54% mikro i małych firm prowadziło tam inwestycje. W przyszłym roku, najwięcej inwestycji zamierzają wdrożyć przedsiębiorcy z podregionu krakowskiego (48%), a kolejno z podregionu tarnowskiego (42%) i nowosądeckiego (40%).

W Małopolsce przedsiębiorcy realizują inwestycje, żeby poprawić efektywność (50%), dokonać wymiany środków trwałych (41%) oraz w odpowiedzi na popyt na produkty i usługi firmy na rynku krajowym (18%).

W tegorocznym badaniu autorzy zapytali także o inwestycje w kapitał ludzki. Przedsiębiorcy z Małopolski podnoszą swoje kwalifikacje przede wszystkim poprzez samokształcenie (52%) oraz kursy i szkolenia (41%). Właściciele firm chcą zwiększać swoje kwalifikacje – zwłaszcza w obszarze języków obcych (26%), specjalistycznej wiedzy związanej z prowadzoną działalnością gospodarczą (25%), marketingu i reklamy (24%).

W województwie małopolskim odsetek innowacyjnych firm jest nieco poniżej średniej krajowej. Natomiast, nakłady na innowacje są zbliżone do średniej. W województwie innowacje produktowe wdrożyło 23% firm (średnio w kraju 24%), a innowacje procesowe 16% (średnio w kraju 17%). Najwięcej innowacji produktowych wdrażają przedsiębiorcy z podregionu oświęcimskiego (29%), a procesowych z Krakowa (20%).

Przedsiębiorcy z Małopolski byli proszeni o skwantyfikowanie barier rozwoju biznesu. W porównaniu z rokiem 2015 wzrosło znaczenie następujących barier: wysokość podatków, koszty pracy i niska rentowność działalności.

Raport został przygotowany na podstawie wywiadów telefonicznych prowadzonych we wrześniu i październiku 2016 roku z właścicielami prawie 7 tysięcy mikro i małych firm (w tym 523 z województwa małopolskiego). Raport pokazuje wyniki badania na poziomie krajowym, regionalnym (16 województw) i lokalnym (66 podregionów).

Badanie Dell EMC: jedynie 5% działów IT dużych firm przeszło cyfrową transformację

71% firm nie będzie w stanie konkurować na rynku bez przeprowadzenia transformacji infrastruktury informatycznej – wynika z badania Enterprise Strategy Group, wykonanego na zlecenie Dell EMC. Transformacja infrastruktury IT staje się niezbędna do utrzymania konkurencyjności w coraz bardziej cyfrowym świecie.

Zjawisko transformacji cyfrowej nadało rozpędu transformacji infrastruktury IT. Jednocześnie w badaniu ESG 2017 IT Transformation Maturity Curve, przeprowadzonym na zlecenie Dell EMC, 95% respondentów przyznało, że ich przedsiębiorstwa czują zagrożenie ze strony mniejszych podmiotów, które przekształcają swoje infrastruktury informatyczne, procesy oraz metody dostarczania produktów i usług, w celu przyspieszenia transformacji cyfrowej swoich przedsiębiorstw. Wiele firm wciąż liczy cykle tworzenia aplikacji w miesiącach, a nawet latach, wykorzystuje infrastruktury składające się z odseparowanych od siebie elementów oraz stosuje sztywne, przestarzałe architektury. Wszystko to stanowi przeszkodę w skutecznej transformacji cyfrowej.

„Wyniki badania pokazują, że zdecydowana większość klientów potrzebuje zoptymalizować swoje dotychczasowe infrastruktury w celu wykorzystania możliwości, jakie daje era cyfrowa” ¾ powiedział David Goulden, prezes Dell EMC. „Z badania wynika również, że większość respondentów nie nadąża za swoimi najlepszymi konkurentami, którzy przeprowadzili transformację infrastruktury informatycznej i dzięki temu mogą skuteczniej konkurować na rynku. Inwestycja w transformację IT pozwoli przedsiębiorstwom wyeliminować rozdźwięk pomiędzy przestarzałymi systemami a cyfrowymi rozwiązaniami biznesowymi, co ułatwia realizację celów, przyspiesza wprowadzanie produktów na rynek oraz zwiększa konkurencyjność”.

Badanie ESG 2017 IT Transformation Maturity Curve zostało zaprojektowane z myślą o uświadomieniu roli, jaką odgrywa transformacja infrastruktury informatycznej dla firm chcących stać się przedsiębiorstwami cyfrowymi. Firma ESG przyjęła model oceny dojrzałości oparty na badaniach i danych. Celem było wskazanie różnych etapów transformacji infrastruktury informatycznej i ustalenie, w jakim stopniu globalne przedsiębiorstwa osiągnęły je w oparciu o ich odpowiedzi na pytania dotyczące lokalnej infrastruktury informatycznej, procesów i dostosowania struktury organizacyjnej.

W oparciu o wyniki globalnej ankiety 1000 respondentów zostało podzielonych na cztery etapy dojrzałości transformacji infrastruktury informatycznej:

  • Etap 1 – Zacofanie (12%): przedsiębiorstwo nie spełnia wielu lub wręcz żadnych kryteriów transformacji infrastruktury informatycznej określonych w badaniu ESG.
  • Etap 2 – Zalążek zmian (42%): przedsiębiorstwo czyni postępy w transformacji IT, ale jedynie w minimalnym stopniu wdrożyło nowoczesne rozwiązania w zakresie centrów danych.
  • Etap 3 – Ewolucja (41%): przedsiębiorstwo wykazuje zaangażowanie w transformację infrastruktury informatycznej i w umiarkowanym stopniu wdrożyło nowoczesne rozwiązania w zakresie centrów danych oraz metod świadczenia usług IT.
  • Etap 4 – Pełna transformacja (5%): przedsiębiorstwo przeprowadziło najdalej posuniętą transformację IT.

Większość respondentów (71%) zgadza się z twierdzeniem, że transformacja infrastruktury informatycznej jest niezbędna do utrzymania konkurencyjności na rynku. Spośród przedsiębiorstw, które osiągnęły etap czwarty, 85% deklaruje, że ma „bardzo mocną” lub „mocną” pozycję wyjściową do konkurowania i osiągania sukcesów na rynku w najbliższych kilku latach, w porównaniu z zaledwie 43% spośród firm, które osiągnęły etapy pierwszy lub drugi.

Przedsiębiorstwa, które osiągnęły ostatni etap, cechują się też największym stopniem wykorzystania zasobów IT w celu przyspieszenia tworzenia innowacyjnych produktów i wprowadzania ich na rynek, automatyzacji obsługi ręcznych procesów i zadań oraz przekształcenia działu informatycznego z centrum kosztów w centrum zysku. Przedsiębiorstwa te:

  • Przekroczyły w ubiegłym roku zakładane poziomy przychodów (96% z nich), czyli ponad dwa razy częściej niż przedsiębiorstwa na najniższym stopniu rozwoju cyfrowego.
  • Osiem razy częściej niż przedsiębiorstwa na najniższym stopniu rozwoju cyfrowego przyznają, że współpraca pomiędzy działem IT a pionami biznesowymi przebiega wzorowo.
  • Poczyniły „znaczne postępy” w przekształceniu działu informatycznego z centrum kosztów w centrum zysku (siedem razy częściej niż najmniej dojrzałe cyfrowo przedsiębiorstwa).
  • Siedem razy częściej niż najmniej dojrzałe cyfrowo przedsiębiorstwa postrzegają dział IT jako źródło uzyskania przewagi nad konkurencją.
  • Wykorzystują zasoby informatyczne do przyspieszenia tworzenia innowacyjnych produktów i wprowadzania ich na rynek (sześć razy częściej niż najmniej dojrzałe cyfrowo przedsiębiorstwa).

„Współczesne firmy coraz częściej liczą na to, że nowe technologie pomogą im w rozwoju wszystkich obszarów działalności biznesowej. Jednak jak wskazało badanie ESG, bardzo mały odsetek firm przeprowadził już pełną transformację swojej infrastruktury. Dobrą wiadomością jest natomiast to, że każdy krok w kierunku transformacji IT w firmie może przynieść ogromne korzyści” – twierdzi John McKnight, wiceprezes, Research and Analyst Services, Enterprise Strategy Group.

Według badania ESG wdrożenie nowoczesnych rozwiązań w zakresie centrów danych, takich jak skalowalne systemy pamięci masowej i infrastruktura konwergentna lub hiperkonwergentna, pozwala zwiększyć elastyczność udostępniania infrastruktury oraz usprawnić realizację projektów informatycznych i tworzenie aplikacji. Badanie pokazuje, że:

  • 54% organizacji, które wzięły udział w badaniu, korzysta z infrastruktury konwergentnej lub hiperkonwergentnej w celu obsługi aplikacji;
  • 58% organizacji, które wzięły udział w badaniu, wdrożyło w pewnym zakresie skalowalne systemy pamięci masowej;
  • około 50% respondentów jako długofalową strategię swojej organizacji wskazało wdrożenie technologii sterowanych programowo i zaczęło już planowanie, ocenę lub faktyczne wdrażanie takich technologii.

Wdrażanie nowoczesnych procesów informatycznych, takich jak samoobsługowa konfiguracja, infrastruktura IT działająca na zasadach podobnych do chmury publicznej oraz metodyka DevOps, to cechy przedsiębiorstw, które osiągnęły etap czwarty. Badania wskazało, że:

  • 26% respondentów ma „szerokie” lub „rozwinięte” możliwości samoobsługi;
  • 65% respondentów poczyniło „znaczne” lub „zadowalające” postępy w zakresie zapewnienia użytkownikom takiej samej możliwości udostępniania zasobów informatycznych, jaką zapewniają dostawcy usług chmury publicznej;
  • 43% respondentów twierdzi, że wdrożyło zasady i najlepsze praktyki DevOps w „szerokim” lub „zadowalającym” zakresie.

Jak wskazało badanie, transformacja infrastruktury IT często zależna jest od owocnej współpracy pomiędzy działem IT a pionami biznesowymi. Z badania wynika, że:

  • Efekty pracy 36% działów informatycznych są oceniane przez kierownictwo najwyższego szczebla co miesiąc, a 38% – co kwartał;
  • W przypadku 39% przedsiębiorstw najwyższy rangą ekspert ds. IT podlega bezpośrednio dyrektorowi generalnemu;
  • 61% najmniej dojrzałych cyfrowo przedsiębiorstw stwierdza, że interesariusze z działów biznesowych postrzegają dział IT jako „stabilnego dostawcę usług, lecz jednocześnie centrum kosztów”.

„Korzyści płynące z nowoczesnej infrastruktury informatycznej da się odczuć w każdym z działów biznesowych przedsiębiorstwa. Nowe technologie w znacznym stopniu zwiększają wydajność pracowników, pozwalają również skrócić czas wprowadzania na rynek nowych usług i podejmować decyzje biznesowe w oparciu o efektywną analizę wielkich zbiorów danych. Dlatego budżetu przeznaczanego na transformację IT nie należy traktować jako inwestycji wyłącznie w rozwiązania informatyczne” – zauważa Radomir Bordon, Dyrektor Technicznego Wsparcia Sprzedaży, Dell EMC.

Na konferencji Dell EMC World w maju 2017 eksperci będą dyskutować o transformacji infrastruktury IT i o tym, w jaki sposób umożliwia ona przedsiębiorstwom osiąganie celów w zakresie transformacji cyfrowej.

Informacje o badaniu Dell EMC IT Transformation Maturity Study

Sponsorowane przez Dell EMC badanie zostało przeprowadzone przez Enterprise Strategy Group pomiędzy 9 grudnia 2016 r. a 5 stycznia 2017 r. w formie ankiety internetowej, która objęła 1000 dyrektorów ds. IT, decydentów z pionów biznesowych i pracowników zaznajomionych z aktualnymi i przyszłymi wydatkami na IT oraz zaangażowanych w procesy zakupu infrastruktury. Respondenci pochodzili ze Stanów Zjednoczonych, Brazylii, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Chin, Japonii i Australii i reprezentowali przedsiębiorstwa z różnych branż.

Kurs funta zwyżkuje po wczorajszej decyzji brytyjskiego rządu

Jak na ten moment opinia publiczna w Wielkiej Brytanii popiera decyzję premier May dotyczącą rozpisania wyborów parlamentarnych na czerwiec. Można śmiało powiedzieć, iż wczorajsza decyzja umocniła brytyjskiego funta. Rynki w tym momencie dokonują wyceny najbardziej realnego scenariusza – jeszcze bardziej silniejszego gabinetu konserwatystów.

Kurs funta do dolara - sytuacja na rynku Para walutowa GPB/USD, która dużo wycierpiała w trakcie trwających od lipca 2016 roku, brexitowych batalii, odzyskuje pewność siebie. Z analizy platformy inwestycyjnej eToro, wynika, iż zarówno indywidualni inwestorzy jak i fundusze hedgingowe pozamykały krótkie pozycję, co jest odwrotnością trendu z wczorajszego wieczora. Aktualnie para walutowa GPB/USD znajduje się ponad jej średnim poziomem, co skutkuje bardzo wysokim sentymentem sprzedażowym w przypadku transakcji krótkoterminowych. Natomiast zupełnie inaczej niż brytyjska waluta prezentuje się indeks FTSE. Silniejsza waluta oznacza mniejsze zyski.

FTSEStraty na brytyjskiej giełdzie w połączeniu z trudnym do przewidzenia rezultatem wyborów we Francji pociągnęły ze sobą w dół wszystkie europejskie indeksy. Wall Street jest gotowa do korekty, przede wszystkim warto zwrócił uwagę na Bank of America, który ogłosił wzrost zysków o 40%, ale Goldman Sachs opublikował rozczarowujące wyniki za pierwszy kwartał tego roku. To było bardzo poważnym ciosem dla rynku, w związku z tym Dow Jones zakończył wczorajszą sesję z 113 punktowym spadkiem.

Dziś azjatyckie rynki notują spadki, indeks China 50 zniżkuje, podobnie jak hongkoński HKEX. Natomiast europejskie indeksy od rana są płaskie. Wielu inwestorów będzie chciało skorzystać na panujące obecnie zniżce, ich nastroje może jednak ostudzić niepewna sytuacja geopolityczna na świecie. Uwagę przykuje także kurs ropy naftowej, ponieważ dziś popołudniu zostaną opublikowane informację dotyczące zapasów w USA. Dalsze straty w sektorze energetycznym mogą się okazać fatalne w skutkach dla tego wysoce podatnego na wahania rynku.

Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Zastrzeżenie

Ta informacja służy jedynie celom informacyjnym i edukacyjnym. Nie powinna być traktowana jako porada albo rekomendacja inwestycyjna. Przeszłe wyniki nie dają gwarancji osiągnięcia rezultatów w przyszłości. Trading wiąże się z ryzykiem. Ryzykuj tylko kapitał, na którego stratę jesteś przygotowany.

Wszystkie dane, liczby i wykresy są aktualne na dzień 19 kwietnia.

Przełomowy moment dla funta?

Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl
Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl

Wczorajsze silne wzmocnienie funta i osiągniecie przez GBP/USD półrocznych szczytów w okolicach 1.2900, było wynikiem dość specyficznej sytuacji w Wielkiej Brytanii, a także jednostronnego pozycjonowania się inwestorów spekulacyjnych, według danych CFTC. Rzadko bowiem ogłoszenie przedterminowych wyborów w dość niestabilnym środowisku zewnętrznym i w przededniu kluczowych negocjacji handlowych z większością państw na świecie, jest pozytywne dla lokalnej waluty.

Głównym powodem, który stał za wzrostem szterlinga, jest hipotetyczne zdobycie przez konserwatystów zdecydowanie większej ilości miejsc w Izbie Gmin, niż podczas głosowania w 2015. Bieżące sondaże dają im około 15-20 pkt proc. przewagi nad laburzystami, co według wyliczeń Financial Times może im dać 387 miejsc w 650 miejscowej niższej izbie parlamentu. To o 56 więcej niż dwa lata temu.

Tak duże społeczne poparcie oraz przewaga w Izbie Gmin zmniejsza szanse, że część parlamentarzystów wnioskujących o twardy (czy nawet bardzo twardy) Brexit, będzie miała stosunkowo niewielką siłę przebicia i mogą być teoretycznie zdominowani przez bardziej pragmatyczną większość z Theresą May na czele.

Warto jednak zauważyć, że to tłumaczenie ma również słabe strony. Sondaże zmieniają się stosunkowo szybko, a temat Brexitu może być jednym z głównych argumentów decydujących o oddaniu głosu. Jeżeli wspomoże to liberalnych demokratów czy laburzystów, to finalny wynik wcale nie musi wyraźnie odbiegać od rezultatu z 2015 roku. Taki rozwój sytuacji mógłby z kolei osłabić brytyjską premier i spowodować kolejny wzrost niepewności na Wyspach

Pomijając więc kwestie polityczne, które w krótkim terminie mogą sprzyjać szterlingowi, wczorajszy ruch był prawdopodobnie spotęgowany przez konieczność zamykania pozycji przez inwestorów spekulacyjnych. Według danych CFTC, liczba kontraktów terminowych nastawionych na spadek funta przekraczała o ponad 100 tys. liczbę pozycji, zakładających wzrost brytyjskiej waluty. To oznaczało, że znaczna część rynku liczyła na dalsze spadki szterlinga.

Często jednak takie jednostronne zaangażowanie spekulantów prowokuje drugą stronę rynku do działania. Jeżeli bieżące notowania zaczynają poruszać się w przeciwnym kierunku (tutaj w górę), to kapitał nastawiony na spadki jest zmuszany do zamykania pozycji, a więc odkupu funta np. w relacji do dolara. Im bardziej gwałtowny jest ten ruch (w górę), tym większa jest szansa, że spowoduje to kapitulację pozycji nastawionych na spadki i konieczność ich zamknięcia. Kwestia wyborów została więc do tego wykorzystana, co jednak wcale w dłuższym terminie nie musi oznaczać wyjątkowo pozytywnych informacji dla szterlinga.

Niedoszacowane ryzyko we Francji

Zmiany na funcie spowodowały także daleko idące konsekwencje na innych klasach aktywów. Kupno szterlinga w relacji do dolara wywołało presję spadkową na USD. Słabszy dolar pomógł przebić się głównej parze walutowej przez poziom 1.0700. Prawdopodobnie również, że niższa wycena amerykańskiej waluty wywołała presję spadkową na rentowności obligacji skarbowych USA.

Paradoksalnie więc mamy do czynienia z wyższą wyceną europejskiej waluty, chociaż przez ostatnie dni wyraźnie wzrosło zagrożenie niekorzystnego dla rynku rozwoju sytuacji we francuskich wyborach. Opublikowany dziś sondaż dla Le Monde (próba ponad 11 tys. osób) pokazuje, że Jean-Luc Melenchon może zdobyć w niedzielę 19 proc. głosów. Znacznie zwiększa to ryzyko, że może on trafić do drugiej tury, gdyż jego dystans do prowadzącej wcześniej dwójki (Le Pen – 22.5 proc., Macron – 23 proc.) diametralnie się zmniejszył (szeroko opisywaliśmy tę kwestię wczoraj). Gdyby przedstawiciel skrajnej lewicy oraz Le Pen trafili do drugiej tury, to już w najbliższy poniedziałek moglibyśmy mieć do czynienia z bardzo poważnym wzrostem awersji do ryzyka, połączonym nawet z kilkuprocentowym osłabieniem europejskiej waluty.

Stabilizacja na złotym

Sytuacja na złotym nadal pozostaje względnie stabilna. Ruchy na PLN praktycznie tylko i wyłącznie były rezultatem przetasowań na funcie (umocnienie) oraz na dolarze (niższa wycena). Ogólnie sytuacja krajowej waluty pozostaje stabilna i prawdopodobnie nie wycenia ona negatywnego dla rynków wschodzących rozwoju sytuacji podczas francuskich wyborów.

Gdyby Melenchon oraz Le Pen trafili do drugiej tury, to inwestorzy prawdopodobnie nie czekaliby na wynik tego pojedynku. Ich poglądy gospodarcze są względnie zbliżone stąd rezultat finalnego pojedynku miałby już marginalne znaczenie. Taki rozwój sytuacji mógłby nie tylko zauważalnie osłabić globalną wycenę euro, ale również przecenić złotego o przynajmniej kilka groszy w relacji do europejskiej waluty i nawet kilkanaście w porównaniu do dolara czy franka, które szybko stałyby się synonimem bezpiecznej przystani.

Inwestycje zagraniczne na europejskim rynku nieruchomości komercyjnych spadły o 19%

Proces ożywienia gospodarczego w strefie euro nadal trwa. Pomimo spowolnienia w połowie roku PKB utrzymał na przestrzeni całego roku 2016 stałe tempo wzrostu na średnim poziomie 1,7%. Przewiduje się, iż w roku 2017 PKB doświadczy wzrostu na poziomie blisko 1,5%, co stanowić będzie niewielki spadek w porównaniu z rokiem 2016 wynikający z niepewnej sytuacji politycznej na szczeblach krajowych i pewnych mniej korzystnych kluczowych uwarunkowań gospodarczych (m.in. surowce, inflacja, ceny ropy oraz stopy procentowe).

Europa: Wolumen inwestycji zagranicznych w roku 2016 W roku 2016, po rekordowym roku 2015, europejski rynek inwestycyjny odnotował 10% spowolnienie z wynikiem 230 md euro, gdzie spadł również udział inwestycji transgranicznych. Etienne Prongue, Dyrektor, International Investment Group, BNP Paribas Real Estate, wyjaśnia: „Jedną z mocnych stron europejskiego rynku nieruchomości komercyjnych była zawsze ilość przepływającego pomiędzy rynkami oraz napływającego do Europy kapitału. Po osiągnięciu rekordowego poziomu w roku 2015 udział inwestycji transgranicznych w całkowitym wolumenie transakcji zawartych w roku 2016 spadł do poziomu 48%, jednakże wynik 110 mld euro jest nadal trzecim najwyższym wynikiem osiągniętym na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat”.

PO REKORDOWYM ROKU 2015 WOLUMEN INWESTYCJI ZAGRANICZNYCH W ROKU 2016 SPADŁ O 19%Wśród inwestorów zagranicznych najsilniej representowani byli inwestorzy europejscy (41%), gdzie wolumen zawartych przez nich transakcji osiągnął poziom 45,8 mld euro przy w miarę równomiernym rozłożeniu na inwestorów wywodzących się ze strefy euro (51%) oraz tych spoza niej (49%).

Wolumen transakcji zawartych przez inwestorów amerykańskich spadł aż o 37% i w roku 2016 osiągnął poziom niecałych 26 mld euro. Ich udział w całkowitym wolumenie zagranicznych transakcji inwestycyjnych zawartych na rynku europejskim wyniósł jedynie 24% (w porównaniu z 31% rok temu). Wysokie ceny i niepewna sytuacja ogólna  skierowały uwagę inwestorów na kraje z regionu Europy Środkowo-Wschodniej, w których wyniki utrzymały się na wysokim poziomie, natomiast na 3 najważniejszych rynkach europejskich spadły one o połowę.

Pomimo 12% spadku wolumenu inwestycji przeprowadzonych na europejskim rynku nieruchomości udział inwestorów azjatyckich w całkowitym wolumenie transgranicznych transakcji inwestycyjnych wzrósł do poziomu 11%. Są oni obecnie najważniejszymi inwestorami na rynku brytyjskim, gdzie na drugim miejscu uplasowali się inwestorzy amerykańscy.

Wolumen transakcji zawartych przez inwestorów zagranicznych„Pomimo spadku wolumenu dokonanych transakcji inwestycyjnych nie odnotowano zmian w zakresie samego uplasowania się kierunków lokowania kapitału zagranicznego” – komentuje Céline Cotasson-Fauvet, Dyrektor, Pan-European Research, BNP Paribas Real Estate. „Wielka Brytania nadal plasuje się na pierwszej pozycji wśród kierunków lokowania inwestycji zagranicznych na rynku europejskim, jednakże sam wolumen zawartych transakcji spadł o 30% ze względu na przyjętą przez większość inwestorów postawę ‘poczekamy – zobaczymy’. Rynek niemiecki ucierpiał z powodu trwającego nadal niedoboru podaży, co negatywnie wpłynęło na całkowitą wartość obrotów; wolumen inwestycji międzynarodowych spadł o 20% w porównaniu z rokiem 2015. Z kolei Francja, chociaż odnotowany tam wolumen transakcji zagranicznych był o 19% niższy w porównaniu z rokiem wcześniejszym, nadal ma 9% udział w całkowitym wolumenie europejskich inwestycji transgranicznych. Najwięcej zyskały Irlandia, Holandia oraz kraje z regionu Europy Środkowo-Wschodniej.Wolumen inwestycji zagranicznych w roku 2016

Spowolnienie w branży motoryzacyjnej

Niskie stopy procentowe oraz bardzo tania waluta sprzyjała branży motoryzacyjnej. Razem z podwyżką kosztu obsługi zadłużenia spółki motoryzacyjne dostały czkawki, ale jak to się wszystko zakończy?

Niepokojącym zjawiskiem jest czas, który dzieli wyprodukowany samochód od jego sprzedaży. Wymagany czas do sprzedaży wszystkich wyprodukowanych samochodów trwałby około 3.16 miesiąca. Reasumując, dealerzy pozbędą się dopiero swoich samochodów po ponad 3 miesiącach od wyprodukowania.

Wymagany czas do pozbycia się zapasów

Źródło: Bloomberg

Na powyższym wykresie zobrazowano czas wymagany do pozbycia się swoich zapasów. Od 2016 roku stabilnie rośnie. Dla porównania w 2009 roku podczas recesji gospodarczej wskaźnik ten powędrował w okolicę 5. Spowalniająca branża motoryzacyjna wcześniej czy później odbije się na pozostałych.

Spowolnienie branży widać także po marcowej sprzedaży. Analitycy spodziewali się sprzedaży na poziomi 17.3 miliona aut, natomiast sprzedano „jedyne” 16.53 miliona aut. Warto zauważyć, że przez trzy ostatnie miesiące zanotowano prawie 10 procentowy spadek sprzedaży aut.

Sprzedaż auto

Źródło: Bloomberg

Rosnące zapasy oraz spowolnienie w sprzedaży samochodów z pewnością odbije się na przyszłych wynikach gigantów motoryzacyjnych jak General Motors, BMW, Audi, Ford.

sprzedaż aut marzec usa

Źródło: zerohedge

Marcowa sprzedaż samochodów nie zachwyca. Ford sprzedał o 4 procent mniej samochodów niż rok wcześniej w tym samym miesiącu, natomiast Fiat o 10 procent. Samochody dostarczane przez BMW oraz Toyote również zanotowały spadek sprzedaży.

Wszystko to w najbliższej przyszłości powinno przełożyć się na gorsze wyniki branży motoryzacyjnej. Jeżeli spojrzymy na wykres BMW, to sytuacja nie jest tak klarowna, jak spowolnienie w branży.

wykres bmw tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Na wykresie tygodniowym notowania BMW nie dały rady wspinać się dalej po linii trendu wzrostowego, została przerwana. Pomimo tego nikt nie jest skłonny do sprzedaży akcji, niemniej jednak akcje jednego z najlepszych producentów aut na świecie mogą po raz kolejny spaść w okolicę poziomu 66 euro za akcje. Jednakże musimy wiedzieć, że zarabianie na spadkach podczas hossy na całym rynku jest bardzo trudne.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Routery i sieciowy sprzęt wideo najczęściej atakowanymi urządzeniami IoT

Rok 2016 był rekordowy pod względem liczby ataków na urządzenia Internetu rzeczy. Same routery znalazły się na celowniku cyberprzestępców ponad 25 miliardów razy. Na kolejnych miejscach znalazły się sieciowe nagrywarki wideo i kamery. Wszystko to przez poważne luki w zabezpieczeniach tych urządzeń, które do dziś nie zostały naprawione.

Internet rzeczy jest dziś jednym z najbardziej narażonych na cyberzagrożenia obszarów. Producenci tego typu rozwiązań często nie dbają o odpowiednie zabezpieczenia. Cyberprzestępcy są wyjątkowymi oportunistami i bezlitośnie wykorzystują każdą wykrytą podatność w urządzeniach IoT. Niestety ich producenci naprawiają je zbyt późno, przez co hakerzy mają sporo czasu na łowy. Nierzadko bywa też tak, że stworzenie i dostarczenie łatki jest ekstremalnie trudne, ponieważ urządzenia te nie mają automatycznych mechanizmów aktualizacji firmware’u.

W związku z tym obserwujemy nowe fale ataków na IoT. W zeszłym roku botnet o nazwie Mirai wykorzystał urządzenia IoT do przeprowadzenia jednego z największych w historii ataków DDoS. Ataki na sprzęt będący elementem systemów medycznych, przemysłowych czy infrastruktury krytycznej mogą mieć bardzo poważne konsekwencje. Zainfekowany Internet rzeczy może być użyty do szpiegowania, wyłudzania okupów ransomware, czy też posłużyć jako furtka do głębiej osadzonych zasobów sieciowych.

Domowe routery najczęstszym celem

Analitycy z zespołu FortiGuard Labs firmy Fortinet zebrali dane dotyczące ataków na Internet rzeczy z 2016 roku z podziałem na określone kategorie urządzeń.

Zestawienie najczęściej atakowanych urządzeń IoT w 2016 roku

Jak się okazało, w ubiegłym roku mieliśmy do czynienia z gwałtownym wzrostem liczby ataków na routery wykorzystywane zazwyczaj w domowych sieciach. Odnotowano ich ponad 25 miliardów w porównaniu do 820 tysięcy w 2015 r.

Ta ogromna liczba to wynik luki odkrytej w routerach Netcore/Netis. Luka ta polega na zamieszczeniu hasła dostępu do panelu zarządzania routerem w kodzie oprogramowania. Jak do tej pory nie opublikowano łatki na tę podatność i należy się spodziewać dalszych zmasowanych ataków na te urządzenia. W Polsce routery tego producenta nie należą do najpopularniejszych. Na nasz kraj z puli 25 miliardów ataków przypadło około 90 tysięcy.

Przejęcie dostępu do zarządzania routerem pozwala na przechwycenie ruchu pochodzącego ze wszystkich urządzeń podłączonych do domowej sieci.Porównanie liczby ataków na IoT w 2015 i 2016 roku

Hakerzy-podglądacze

Drugą najczęściej atakowaną w 2016 r. kategorią urządzeń IoT były sieciowe nagrywarki wideo (DVR/NVR). Wykorzystuje się je do przechowywania nagrań z monitoringu bazującego na kamerach IP. Analitycy Fortinet wykryli w minionym roku 1,5 miliona. ataków na tego typu urządzenia. W Polsce odnotowano ich około 1800. Za zdecydowaną większością tych naruszeń stoi odkryta w marcu ubiegłego roku podatność dotycząca urządzeń 79 różnych producentów nagrywarek. Również ten backdoor nie został do dziś naprawiony.

Na trzecim miejscu w zestawieniu znalazły się kamery IP. Za większość ubiegłorocznych ataków na te urządzenia odpowiada backdoor odkryty w kamerach firmy LinkSys. Trzeba jednak zwrócić uwagę na fakt, że w porównaniu do 2015 r. liczba ataków na kamery sieciowe spadła 10-krotnie.

Można to tłumaczyć faktem, że kamery coraz częściej wykorzystują do zdalnej kontroli rozwiązania chmurowe lub P2P, w którym komunikacja podlega zaszyfrowaniu. Najbardziej narażone na ataki są kamerki, nad którymi kontrola odbywa się bezpośrednio poprzez sieć Internet.

Na kolejnych miejscach zestawienia przygotowanego przez Fortinet znalazły się rozwiązania NAS, systemy telefoniczne (VoIP), telewizory Smart TV i drukarki sieciowe.

Jak bezpiecznie korzystać z Internetu rzeczy?

Dobierając urządzenia IoT, zwróćmy szczególną uwagę na to, jak do bezpieczeństwa podchodzi ich producent – czy stosuje jakiekolwiek mechanizmy ochronne oraz jak wygląda kwestia aktualizacji firmware’u.

Sprawdźmy również, czy dany sprzęt nie jest obarczony rozpoznaną luką bezpieczeństwa.

Wprowadzając rozwiązania Internetu rzeczy do sieci firmowej, najlepiej będzie skonsultować się ze specjalistą i upewnić, czy aktualnie stosowany system bezpieczeństwa IT jest w stanie objąć je skuteczną ochroną – może się okazać, że system będzie wymagał aktualizacji.

Zmieniają oblicze rynku sprzątania – historia posprzatajmi.pl

Żyjemy w dobie wszechobecnego pośpiechu, natłoku spraw do załatwienia, różnych aktywności i obowiązków. Często musimy przestawiać priorytety i przekładać coś „na później”, ponieważ codzienność boleśnie uświadamia nam, że doba ma tylko 24 godziny. Coraz częściej na sprzątanie nie mamy ani czasu, ani ochoty.

Wyobraź sobie sytuację, że chcesz zamówić dla siebie usługę sprzątania. Najpierw szukasz w Internecie ogłoszeń, pytasz znajomych o polecenia i zapisujesz sobie numery telefonów. Jest już zbyt późna pora, więc dopiero następnego dnia dzwonisz do osób wykonujących usługi sprzątania. Efekt jest następujący: pani Krystyna jednak dziś nie może, pani Danuta mieszka stanowczo za daleko, pani Barbara w ogóle nie odbiera telefonu, a pani Jadwiga mogłaby wykonać zlecenie, jednak jej stawka godzinowa jest dla Ciebie zbyt wysoka. Od wczoraj upłynęło już bezpowrotnie wiele czasu, a Ty nadal jesteś w punkcie wyjścia. A teraz wyobraź sobie, że wszystko może być o wiele szybsze i prostsze. Nie musisz na własną rękę szukać usługodawcy, dzwonić i pytać o dyspozycyjność, ani o ceny. Wystarczy kilka kliknięć o dowolnej dla Ciebie porze, a platforma posprzatajmi.pl zrobi to za Ciebie! Odpowiadając na potrzeby rynku, stworzono w Polsce serwis, którego pomysłodawca – Dawid Fabiś określa jako swoiste połączenie funkcjonalności Ubera i BlablaCar dla pomocy domowych. Zasadniczym celem portalu jest ułatwienie Ci życia, poprzez wyręczenie Cię w obowiązkach sprzątania, których nie chcesz lub nie możesz wykonywać oraz poprzez zaoszczędzenie Twojego czasu na poszukiwanie osób, które mogą Cię wyręczyć.

Na czym to polega?

Schemat działania jest bardzo prosty. Wchodzisz na portal posprzatajmi.pl, podajesz kilka niezbędnych informacji takich jak: Twoje miasto, dzielnica, powierzchnia mieszkania bądź biura, które ma być posprzątane i interesujący Cię termin wykonania zlecenia. To zajmuje tylko chwilę. Serwis następnie pokaże Tobie kto i za jaką kwotę może wykonać Twoje zlecenie. Teraz wystarczy, wysłać zlecenie, a portal odezwie się do wszystkich sprzątających w Twoim mieście, którzy w danym dniu pracują. Później wystarczy już czekać na potwierdzenie przyjecia zlecenia, a w dniu wykonania usługi udostępnić lokal i dokonać płatności na miejscu po wykonaniu usługi. Warto także wystawić ocenę osobie sprzątającej. Prawda, że proste?

Jak powstał portal, czyli „potrzeba matką wynalazków”

Skoro wiadomo już jak działa posprzatajmi.pl, nasuwa się pytanie: jak doszło do jego powstania? Otóż założyciel opisywanego portalu – Dawid Fabiś – także poszukiwał kogoś, kto mógłby zająć się sprzątaniem jego mieszkania: „Potrzebowałem kogoś zaufanego, godnego polecenia, kto mógłby posprzątać moje mieszkanie. Niestety, nie miałem do nikogo takiego kontaktu, więc postanowiłem zamówić usługę przez firmę sprzątającą. Okazało się, że na stronach internetowych nie ma informacji o osobach wykonujących zlecenia, o jakości ich pracy, jednak mimo wszystko zdecydowałem się na zamówienie usługi. Kiedy umówionego dnia czekałem już na przyjście fachowca z firmy sprzątającej, dostałem informację na pół godziny przed rozpoczęciem zlecenia, że osoba sprzątająca dedykowana do mojego zlecenia jednak nie może przyjechać i niestety nie ma też nikogo innego, kto mógłby ją teraz zastąpić”. To doświadczenie sprawiło, że Dawid zaczął analizować funkcjonowanie firm świadczących usługi sprzątania. Zauważył niuanse, które wymagały zmiany modelu funkcjonowania. W międzyczasie śledził też trendy ekonomiczne na rynkach polskim i światowym, takie jak collaborative economy, sharing economy, czy peer-to-peer economy. Poświęcił dużo czasu na poznanie tego tematu „od podszewki” – można się o tym przekonać, gdy zafascynowany opowiada: „Żyjemy w czasach rynku e-commerce, przez Internet kupujemy wszelkiego rodzaju produkty, zamawiamy jedzenie oraz usługi i nikogo to już nie dziwi. Funkcjonujemy też jako społeczność globalna, w modelach sharing economy i peer-to-peer economy. Potwierdza to ogromna popularność platform takich jak Uber, BlaBlaCar czy AirBnB”. W taki oto sposób, z połączenia potrzeby i rozczarowującego doświadczenia, obserwacji i szczerej fascynacji aktualnymi trendami powstał pomysł na posprzatajmi.pl.

Jeśli się wzorować, to tylko na najlepszych

Portal funkcjonuje w oparciu o model peer-to-peer, który można określić jako „ludzie dla ludzi”. Według Dawida Fabisia, posprzatajmi.pl jest pokrewne w działaniu do Ubera, ponieważ działa wg zasady „tu i teraz”. Wystarczy kilka kliknięć, aby zamówić usługę. Posiada również wspólne cechy z BlaBlaCar – każdy użytkownik ma wybór w zakresie jakości i ceny, a usługi świadczone są bezpośrednio przez ludzi dla ludzi. W wyborze pomagają rankingi osób sprzątających, wystawiane przez innych usługobiorców.

Co z tym zaufaniem?

Dla portalu posprzatajmi.pl zaufanie jest ważnym czynnikiem, którego nie można pominąć. Dlaczego? Ponieważ w przeważającej części przypadków usługodawca i usługobiorca się nie znają. Z drugiej jednak strony, czy to tak duży problem? Jak wynika z niedawnych badań (raport „Ekonomia Współpracy w Polsce 2016”), internauci w Polsce mają skłonność do wykazywania większego zaufania wobec innych, nieznanych sobie internautów, aniżeli wobec sąsiadów. To właśnie internaucie wolimy zlecić posprzątanie naszego mieszkania, a nie sąsiadowi. Ciekawe, prawda? Wniosek nasuwa się sam.

Jaka jest misja i kierunek rozwoju?

Dawid Fabiś zapytany o kierunek rozwoju i misję jaką ma spełniać serwis odpowiada: „Jak zaczynaliśmy tworzyć posprzatajmi.pl cel był jeden – ułatwić sobie i internautom znalezienie osoby sprzątającej w okolicy. Dzisiaj, gdy patrzymy na rynek usług sprzątania, po jego analizie widzimy też inny aspekt społeczny – odczarowanie zawodu osób sprzątających. Wiemy, że wkładamy kij w mrowisko tej branży, ale platformy peer-to-peer mocno skracają „łańcuch dostaw”, tym samym eliminują zbędnych, z punktu widzenia klienta pośredników (będących częścią ceny), z korzyścią dla świadczącego usługę oraz dla klienta. Gdy czytam analizy o średnich zarobkach osób sprzątających w Polsce i patrzę na ceny tych usług to wiem, że nasza platforma idealnie odpowiada na potrzeby obu grup docelowych tej usługi. Dziś celem staje się nowoczesna platforma, w dużej mierze zautomatyzowana, do zarządzania zleceniami. Z drugiej strony widzę osoby sprzątające, pracujące za „normalne” stawki, dzięki temu angażujące się w swoją pracę, wykonując ją najlepiej jak potrafią, aby zdobyć jak najlepsze opinie klientów. Patrząc przez pryzmat planów dalszego rozwoju, priorytetem jest aktywowanie platformy w jak największej liczbie miast Polski. Z serwisu można korzystać już w 18 największych miastach, co stawia nas na pozycji lidera. Będziemy ten zasięg sukcesywnie zwiększać. Pracujemy również nad rozwojem platformy poza naszym granicami, otwierając się na rynki w Europie, a także poza nią.

Polski „Uber”?

Co raz częściej mówi się o zjawisku „uberyzacji” rynku, czyli wykorzystaniu różnego rodzaju platformy łączących klientów bezpośrednio z usługodawcami, które ułatwiają, przyspieszają i upraszczają proces zakupowy. Być może właśnie w Polsce powstaje kolejny „Uber”, który tym razem pomoże zadbać o porządek w mieszkaniu, domu czy biurze i rozwinie skrzydła nie tylko w naszym kraju.

Przywództwo poprzez służenie – na czym polega i czy może się przydać w twojej firmie?

Choć służebne przywództwo dla niektórych brzmi jak oksymoron, menedżerowie coraz częściej dostrzegają zalety zarządzania w myśl tej idei. Co w praktyce oznacza ona dla pracodawców oraz pracowników i jak przekłada się na funkcjonowanie całej firmy?

Dobry lider kojarzy się ze stanowczością, zdecydowaniem oraz sprawnym kierowaniem pracą innych. Niektórzy mylą to jednak z zarządzaniem poprzez kontrolowanie oraz budowanie autorytetu opartego na strachu i dystansie. Istnieją alternatywy dla takiego stylu pracy – jedną z nich jest przywództwo poprzez służenie. – W myśl tej koncepcji menedżerowie nie koncentrują się na nadzorowaniu pracowników, a zachęcają ich do brania odpowiedzialności za swoje działania. Równocześnie zapewniają im swoją pomoc w rozwoju – wyjaśnia Marek Małkowicz Prezes Zarządu z firmy szkoleniowo-doradczej Integra Consulting Poland. – Takie osoby w pierwszej kolejności chcą służyć innym – swoją radą i wsparciem, a dopiero w dalszej kierować ich pracą – dodaje. Jak wcielić w życie ten model i co może zyskać dzięki temu zespół i cała firma?

Słuchaj i obserwuj

Żeby komuś zaproponować swoją pomoc, trzeba mieć świadomość, że jej potrzebuje. Trudno dowiedzieć się o tym bez uważnego słuchania i obserwowania. Dlatego liderzy, którzy służą innym, cenią sobie stały kontakt z członkami swojego zespołu. Dobrym pomysłem na jego utrzymanie są, poza codzienną wymianą informacji dotyczących bieżących spraw zawodowych, krótkie rozmowy z zatrudnionymi osobami, skupiające się na ich celach i zainteresowaniach. Dzięki nim pracownicy mają szansę na doprecyzowanie swoich planów i pomysłów, a firma – na dostrzeżenie potencjalnych możliwości rozwoju i wprowadzania innowacji, również w wymiarze całej organizacji.

Wzrastaj, pomagając wzrastać innym

„Służący” przywódca potrafi wydobyć ze swoich podwładnych to, co najlepsze. Zmiany, które pomaga im wypracowywać i wdrażać, są dla niego bardzo ważnym osiągnięciem. – Warto pamiętać, że to proces długofalowy i nastawiony na dojrzewanie. Menedżer niejako usuwa się na drugi plan, ale nie przestaje pomagać nie tylko w codziennych zadaniach, ale i odkrywaniu talentów. Dzięki temu pracownicy wiedzą, że zawsze mogą na niego liczyć i że w każdym momencie jest gotowy, aby wyciągnąć pomocną dłoń i udzielić cennej rady – mówi Marek Małkowicz z Integra Consulting Poland. – Taka postawa kierującego zespołem nie oznacza jednak, że zapomina on o realizacji celów firmy – dodaje. Choć niektórzy liderzy koncentrują się tylko na osiąganiu targetów, eksperci zwracają uwagę, że taki model nie zawsze się sprawdza, a pożądane wyniki można uzyskać skutecznie również w inny sposób.

Zachęcaj do samodzielności i odpowiedzialności

Poczucie, że ktoś, kogo się szanuje – na przykład szef – obdarzył nas swoim zaufaniem, zachęca do zwiększania zaangażowania. Pracodawca, który wierzy w możliwości i umiejętności swojego zespołu, ufa jego członkom i docenia ich wkład. Nie narzuca im swojego zdania, a liczy się ze wszystkimi opiniami i daje możliwość wyboru. Wie bowiem, że jest to dobra droga do osiągnięcia przez nich samodzielności i odpowiedzialności zarówno za swoje zadania, jak i całą organizację. Przywódca może wspierać ten proces również dzieląc się z pracownikami sprawami ważnymi dla firmy. Identyfikacja z wizją i misją organizacji może pozytywnie wpływać na motywację zatrudnionych w niej osób, do tego ma jeszcze jedną bardzo praktyczną zaletę – dla firmy oznacza również między innymi zmniejszenie kosztów związanych z rotacją personelu.

Pozwalaj na popełnianie błędów

Dla pracowników istotne jest także to, jak ich szef reaguje na problemy. „Służący” lider dobrze wie o tym, że „błądzić jest rzeczą ludzką”, dlatego nie wymaga ani od innych, ani od siebie bycia idealnym. Jeśli ktoś popełni błąd, dokładnie omawia z nim sytuację i plan działania. – Z punktu widzenia rozwoju pracownika kluczowe jest wówczas udzielanie mu informacji zwrotnych oraz mentoring przełożonego, które pomogą w wyciągnięciu odpowiednich wniosków – mówi Marek Małkowicz z Integra Consulting Poland. – Przeprowadzenie rozmowy wymaga wówczas od pracodawców sporo taktu, jeśli ma wzmocnić wzajemną relację, a zarazem nie zniechęcić podwładnego do wykazywania inicjatywy i nie zachwiać jego poczucia własnej wartości. Zadaniem lidera nie jest bowiem krytykowanie, rozkazywanie i karanie, a wskazywanie właściwego kierunku, wspieranie w realizacji planów i pomaganie w znalezieniu rozwiązań, również w problematycznych sytuacjach – dodaje.

Promuj kulturę szacunku i zaufania

Postawa przywódcy ma wpływ na funkcjonowanie zespołu i jego poszczególnych członków, a także atmosferę w miejscu pracy. Według teorii społecznego uczenia się Alberta Bandury jednym z mechanizmów nabywania nowych zachowań jest modelowanie – ludzie decydują się na wypróbowanie danego postępowania po obserwacji działań innych osób oraz ich skutków. Lider może więc być wzorem do naśladowania, jeśli sam wciela w życie swoje przekonania, jest wiarygodny i wzbudza zaufanie. Gdy podopieczni na co dzień widzą, że jego priorytetem jest zarządzanie poprzez służenie, szanuje innych, pomaga im oraz dotrzymuje słowa, chętniej sami zachowują się podobnie wobec pozostałych członków zespołu. Takie „naśladownictwo” pomaga w tworzeniu kultury organizacji, której przedstawiciele chętnie się uczą, stanowią wsparcie dla siebie nawzajem, a w połączeniu z wiedzą i umiejętnościami praktycznymi taka atmosfera przyczynia się do długofalowego rozwoju firmy.

Problemy Greckich przedsiębiorstw, Białoruś wychodzi z recesji, wybory w Wielkiej Brytanii

Na wczorajszej konferencji prasowej premier Theresa May zapowiedziała przedterminowe wybory. W Grecji rząd chce ułatwić firmom pozasądowe odzyskiwanie należności. Wzrost PKB na Białorusi.

Wybory na wyspach jeszcze w czerwcu

Wczoraj na konferencji prasowej premier Wielkiej Brytanii Pani Theresa May zapowiedziała przyspieszone wybory. Biorąc pod uwagę, że wniosek popierają wszystkie największe partie głosowanie w parlamencie powinno okazać się tylko formalnością. Powodem tego zagrania zdaniem komentatorów jest chęć wykorzystania obecnej dobrej sytuacji gospodarczej by umocnić swoją pozycję polityczną. Gdyby do tego doszło konserwatyści mogliby pozwolić sobie na więcej w negocjacjach brexitowych, a tym samym zapewne uzyskać lepsze warunki współpracy z Unią Europejską. Jak zareagowały rynki? Do momentu kiedy nie było wiadomo w jakim celu organizowana jest nagle konferencja prasowa funt staniał z okolic 5,01 zł do 4,98 zł. Gdy jednak okazało się, że tematem są wcześniejsze wybory rozpoczął się ruch w górę. Do końca dnia funt wspiął się do okolic 5,07 zł. Od rana funt utrzymuje ten poziom.

Problemy Grecji

W Grecji czekają na zmianę prawa dotyczącego regulacji zadłużenia. Problemem ma podobno dotyczyć nawet 200 000 przedsiębiorstw. Ze względu na nieuregulowane zobowiązania grozi im bankructwo. Istotnym problemem, z którym ma walczyć zapowiadana jeszcze na kwiecień ustawa, jest możliwość zawierania umów pozasądowych. To konieczność sądowego dochodzenia roszczeń powoduje, że są one tak ciężko egzekwowane.

Białoruś powoli wychodzi z recesji

Według danych lokalnego urzędu statystycznego PKB Białorusi w pierwszym kwartale 2017 roku po raz pierwszy od 2 lat wzrosło. Prognozy na cały 2017 rok pokazują, że optymizm lokalny nie jest podzielany przez międzynarodowe instytucje. O ile rząd zapowiada wzrost o 1,7%, o tyle instytucje międzynarodowe szacują spadek PKB o 0,2% do 1%. W ostatnich dwóch latach PKB Białorusi skurczył się odpowiednio o 3,8% i 2,6%. Waluta Białorusi znajduje się obecnie na najwyższych poziomach od końca 2015 roku. Z drugiej strony jeszcze 2,5 roku temu była warta 50% więcej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – przeciętne zatrudnienie i wynagrodzenie,
  • 16:30 – USA – Tygodniowa zmiana zapasów paliw,
  • 20:00 – USA – beżowa księga – zapiski z posiedzenia FED.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Apple użyje Lexusów RX 450h w badaniach nad pojazdami autonomicznymi

Dziennikarze Automotive News dotarli do oficjalnych informacji, potwierdzających zamiar wejścia technologicznego giganta z Kalifornii w branżę motoryzacyjną. Wynika z nich, że platformą dla prób prowadzonych przez Apple będzie hybrydowy Lexus RX 450h.

Władze stanu Kalifornia wydały firmie Apple pozwolenie na testowanie pojazdów autonomicznych na drogach publicznych i tym samym spółka z Cupertino dołączyła do 29 innych podmiotów, mogących prowadzić tam swoje próby. W pozwoleniu zapisano, że w testach będą uczestniczyć trzy samochody Lexus RX 450h i sześciu kierowców. Oznacza to, że Apple pracuje przede wszystkim nad oprogramowaniem do automatycznego prowadzenia pojazdów, nie wyklucza jednak możliwości stworzenia w przyszłości przez firmę spod znaku nadgryzionego jabłka własnego samochodu.

Apple nie jest pierwszą firmą, wykorzystującą w próbach hybrydowe Lexusy RX – od wielu lat stanowią one trzon floty pojazdów testowych firmy Google, która prowadzi szeroko zakrojone badania nad technologiami automatycznego prowadzenia z użyciem ponad 20 takich aut.

Powodem, dla którego jako platformy testowe dla systemów automatycznego prowadzenia pojazdów używane są auta hybrydowe jest fakt, że samochody z napędem konwencjonalnym nie są w stanie zapewnić wystarczającej ilości prądu do zasilania rozbudowanego systemu czujników i komputerów. Hybrydy mają prądu pod dostatkiem.

Nieodkryty potencjał Big Data. Rynek na drodze do 203 mld USD

Globalny rynek danych i analityki biznesowej, jest obecnie wyceniany na 130 mld dolarów i będzie rósł w kolejnych latach w dwucyfrowym tempie. Przewiduje się, że w 2020 roku przekroczy już próg 203 mld dolarów. Technologie Big Data rozwijają się sześciokrotnie szybciej niż pozostałe segmenty sektora IT. Tymczasem polski biznes wydaje się być wciąż nieświadomy wyścigu, w którym uczestniczy. Wygrają w nim te firmy, które będą mieć dostęp do odpowiednich danych i zrobią z nich jak najlepszy pożytek.

Według IDG Enterprise 2016 Data & Analytics Research, 78% przedstawicieli przedsiębiorstw uważa, że zbieranie i analizowanie danych może zainicjować fundamentalną zmianę sposobu prowadzenia ich biznesu w ciągu najwyżej trzech lat. Polska wpisuje się w ten światowy trend. Rodzimi przedsiębiorcy podchodzą jednak do Big Data z daleko idącą ostrożnością – tylko 5,9% polskich firm korzysta z rozwiązań do analizy dużych zbiorów danych.

– Polacy, podchodzą z dystansem do technologicznych nowinek. Świadczy o tym dalekie, 23. miejsce wśród zaawansowanych cyfrowo państw Unii Europejskiej według analiz KE. Jednak w przypadku Big Data perspektywy są optymistyczne. Aż 8 do 10 polskich menedżerów IT jest zdania, że analityka wielkich zbiorów danych będzie stanowić podstawę strategii biznesowych dla ich firm w przeciągu najbliższych 5 lat. Natomiast w ciągu najbliższych dwóch aż siedem na dziesięć przedsiębiorstw planuje zwiększenie wydatków na analizę dużych zbiorów danych Bogdan Brzozowski, IT Consultant w Capgemini

Zamienić dane na pieniądze

2016 rok stanowił przełom dla wielu firm powiązanych z segmentem Big Data. Według Deloitte kluczowym trendem w tym okresie była monetyzacja danych. W oparciu o Big Data coraz częściej podejmuje się ważne decyzje biznesowe dotyczące rozwoju, strategii czy kampanii marketingowych. Dlaczego? Osoby zarządzające przedsiębiorstwami zakładają, że wraz z zaawansowanymi analizami pozyskają nowy, głębszy wgląd w informacje, które dają możliwość wzrostu dla swojego biznesu. Według IDG Enterprise 2016 Data & Analytics Research firmy inwestowały do tej pory w narzędzia do analityki danych głównie z myślą o dwóch celach biznesowych: poprawie jakości systemów CRM  oraz poszukiwaniu w danych możliwości ich wymiernego wykorzystania w przedsiębiorstwie  (tzw. data – driven business).

– Przewiduje się, że do 2020 roku analityka predyktywna i preskryptywna przyciągnie około 40% nowych inwestycji w Business Intelligence. Pierwsza służy przewidywaniu przyszłych scenariuszy rozwoju rynku oraz zachowań klientów i konkurencji. Druga dostarcza wiedzy, jak te zachowania można modelować i wpływać aktywnie na postawy korzystne z punktu widzenia firmy. Przedsiębiorstwa coraz bardziej koncentrują się na analizie zachowań klientów. W ten sposób poszukują szansy na wejście na nowe rynki, kreowanie nowych modeli biznesowych oraz chcą poprawiać swoją operacyjność. Inwestycje w analitykę, Big Data oraz BI wychodzą tym celom naprzeciw – tłumaczy dalej Bogdan Brzozowski

Skala możliwości zastosowania rozwiązań Big Data jest w dużej mierze zależna od branży. Przede wszystkim korzystają z nich firmy z sektora usług finansowych. W ich wypadku Big Data służy m.in. do oceny ryzyka kredytowego lub selekcji klientów, którym zostanie przedstawiona oferta konkretnego produktu bankowego. Dzięki zaawansowanym algorytmom takie procesy są realizowane w czasie rzeczywistym. Jeszcze niedawno zajmowały nawet do kilku dni. Kolejnym sektorem świadomym użyteczności Big Data jest handel i telekomunikacja. Do tego grona zaliczają się również firmy produkcyjne, które dzięki analityce mogą obniżać koszty operacyjne nawet o 20% i liczyć na 30% wzrost zysków. Na ten efekt, a więc wymierne pójście w górę słupka przychodu, liczą wszyscy menedżerowie wprowadzający do firm projekty BI. I oczekują wykazania ich skuteczności.

Główne wyzwania dla biznesu: jakość i dostępność danych

Monetyzacja danych wiąże się jednak z pewnymi wyzwaniami. Głównym problemem jest dokładna ocena przydatności i wiarygodności zasobów danych. Także tych pochodzących ze źródeł zewnętrznych, których do tej pory przedsiębiorstwa w ogóle nie brały pod uwagę, a będą wykorzystywane coraz częściej. Zasilanie systemów firmowych danymi zewnętrznymi to działanie określane jako „data enrichment”. Dzięki niemu firma zyskuje możliwość przetestowania skuteczności zebranych przez siebie informacji. Ze względu na to, biznes będzie przywiązywał coraz większą wagę do jakości danych, zasilając nimi wewnętrzne systemy BI. W tej sytuacji kluczowa staje się aktualność tego typu treści. Dane muszą być regularnie odświeżane i aktualizowane, ponieważ coraz więcej parametrów (np. intencja zakupowa klienta) ma charakter krótkoterminowy. Do tego dochodzi kwestia utrzymywania w bazie pewnego porządku, mająca na celu chociażby uniknięcie mnożenia się kosztów np. związanych z utrzymaniem serwerów. Bogdan Brzozowski,  podaje przykład takiej sytuacji:

– Olbrzymia ilość danych utrudnia ich analizę oraz utrzymanie spójności przechowywanej informacji. 33 proc. zbieranych przez firmy danych klasyfikuje się jako zbędne, przestarzałe lub nieistotne, czyli ROT (Redundant, Obsolete or Trivial).Typowym przykładem są zduplikowane rekordy, które bardzo często pojawiają się podczas wprowadzania danych adresowych podmiotów prawnych lub osób fizycznych. Tradycyjne metody wyszukiwania były niewystarczające w identyfikacji takich przypadków. W odpowiedzi na ten problem wykorzystaliśmy rozwiązanie nazwane „fuzzy search”, będące nowym podejściem do przeszukiwania i analizy tekstów w relacyjnych bazach danych – komentuje Bogdan Brzozowski.

Drugim istotnym zagadnieniem, zaraz po jakości danych, jest ich dostępność oraz łatwość zarządzania nimi. Firmy chcą analizować treści w czasie rzeczywistym i sprawnie dostosowywać swoje oprogramowanie w zależności od bieżących potrzeb. Takie możliwości otwierają przed nimi usługi chmurowe – czyli w skrócie model usług przetwarzania danych oparty na zewnętrznej infrastrukturze dostawcy. Według analiz Gartnera do ich zalet należą m.in. elastyczność, skalowalność, obniżka kosztów, innowacyjność i wsparcie wzrostu biznesu.

Usługi w modelu cloud dają użytkownikom szansę sprawnego funkcjonowania w świecie Big Data bez zbędnych inwestycji np. w drogi sprzęt czy serwery, przy zachowaniu pełnej sprawności działania. Umożliwiają też pracę z dowolnego miejsca. Równie ważny jest fakt, że dzięki funkcjonowaniu „na zewnątrz” produkty cloudowe mogą być szybko aktualizowane i dostosowywane do zmian zachodzących na rynku. Trudno się więc dziwić, że zyskują na popularności. Jak przewiduje Gartner, do 2020 roku aż 50 proc. usług w zakresie tzw. outsourcingu IT będzie związanych z strategiami wdrożenia usług chmurowych. Duże zainteresowanie firm w tym zakresie odczuwamy także na przykładzie własnych doświadczeń z projektami cloud realizowanymi przy użyciu technologii przetwarzania in-memory SAP HANA. Tylko w 2016 roku liczba subskrybentów usług SAP w tym modelu sięgnęła aż 110 mln, a poziom przychodów firmy z tego tytułu wyniósł 3 mld dolarów – mówi Tomasz Niebylski, dyrektor ds. wsparcia sprzedaży w SAP Polska.

Karol Wyka nowym dyrektorem ds. wynajmu HB Reavis w Polsce

Karol Wyka objął nowe stanowisko Country Leasing Director w warszawskim oddziale firmy deweloperskiej HB Reavis. Od kwietnia tego roku odpowiada za komercjalizację wszystkich jej budynków w Polsce, zarządzanie 11-osobowym zespołem najmu oraz wzmacnianie relacji z obecnymi i potencjalnymi klientami.

Karol Wyka jest związany z HB Reavis od 2013 roku. Dotychczas odpowiadał m.in. za wdrażanie strategii wynajmu dla poszczególnych budynków oraz negocjowanie warunków umów z klientami. Pracował przy podpisaniu umów z wieloma renomowanymi firmami, które z powodzeniem działają lub wkrótce przeniosą swoje siedziby do biurowców HB Reavis, w tym m.in. Diebold Nixdorf (ponad 9 700 mkw.) oraz KMD (niemal 6 200 mkw.).

W ramach nowych obowiązków, Karol Wyka koordynuje działania zespołu odpowiedzialnego za wynajem powierzchni biurowych i handlowo-usługowych we wszystkich budynkach HB Reavis w Warszawie, w tym m.in. Varso, Gdański Business Center, West Station, Postępu 14 oraz planowanej inwestycji przy ulicy Burakowskiej.

– Doświadczenie we współpracy z kluczowymi klientami i umiejętność budowania trwałych relacji to bezcenne kompetencje, które Karol wykorzysta teraz, kierując zespołem odpowiedzialnym za komercjalizację naszych budynków. Jesteśmy przekonani, że przysłuży się to dalszemu rozwojowi HB Reavis w Polsce, a także zapewni jeszcze większą satysfakcję klientów, dla których tworzymy nowoczesne i zdrowe środowisko pracy – mówi Stanislav Frnka, prezes zarządu HB Reavis Poland.

Karol Wyka, Country Leasing Director w HB Reavis Poland
Karol Wyka, Country Leasing Director w HB Reavis Poland

– Jestem dumny, że jestem częścią tak innowacyjnej organizacji jak HB Reavis i mogłem uczestniczyć w wielu z najbardziej znaczących transakcjach biurowych ostatnich lat. Jestem pewien, że pozyskana w ten sposób wiedza pomoże mi w nowej roli. Mam nadzieję z powodzeniem zarządzać niezwykle profesjonalnym zespołem oraz realizować wszystkie postawione przede mną cele, wzmacniając pozycję HB Reavis jako jednego z liderów polskiego rynku nieruchomości komercyjnych – komentuje Karol Wyka, Country Leasing Director w HB Reavis Poland.

Karol Wyka posiada ponad siedmioletnie doświadczenie w dziedzinie wynajmu powierzchni biurowych. Przed dołączeniem do zespołu HB Reavis pracował jako Senior Property Broker w firmie doradczej Nuvalu Polska. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz stypendystą Uniwersytetu Otago w Nowej Zelandii.

Członkiem zarządu i dyrektorem handlowym HB Reavis Poland jest Grzegorz Strutyński, który nadzoruje pracę działów wynajmu, marketingu, PR i space planningu, jak również działalność firmy w zakresie tzw. workspace solutions oraz nowych projektów coworkingowych.

Erkan Soy dyrektorem zarządzającym Criteo w krajach Europy Środkowo-Wschodniej

– Criteo (NASDAQ: CRTO), firma technologiczna zajmująca się marketingiem efektywnościowym, ogłosiła powołanie Erkana Soya na stanowisko dyrektora zarządzającego w krajach Europy Środkowo – Wschodniej. Erkan Soy będzie zarządzał oddziałami firmy w Polsce, Czechach oraz w regionie CEE.

Erkan Soy jest doświadczonym menedżerem z udokumentowanym dorobkiem. Po zbudowaniu oddziału – biura oraz zespołu – Criteo w Turcji, Soy będzie wspierał rozwój firmy w wyróżniających się wysokim potencjałem krajach Europy Środkowo-Wschodniej.

Erkan Soy, dyrektor zarządzający CEE w Criteo
Erkan Soy, dyrektor zarządzający CEE w Criteo

„Cieszę się z  podjęcia nowej roli w czasie, gdy rynki CEE podlegają znaczącym zmianom. Udział transakcji cross-device w Polsce wynosi obecnie 40%, czyli więcej niż w Stanach Zjednoczonych (31%). Ta tendencja przynosi ze sobą wyzwania, ale także nowe możliwości dla reklamodawców. Criteo chce zapewnić im najlepsze wsparcie przy użyciu naszych zaawansowanych rozwiązań” – mówi Erkan Soy, dyrektor zarządzający CEE w Criteo.

W 2011 roku Erkan Soy wspierał wejście Criteo na rynek w Turcji, Rosji i Polsce, po czym skoncentrował się na budowaniu silnego tureckiego oddziału firmy z wyspecjalizowanym zespołem w Stambule. Tym samym udowodnił, że potrafi wspierać rynki we wchodzeniu w nowy etap i wzmacniać rozwój, co jest kluczowym oczekiwaniem dla Polski.

„Wraz z rozwojem biznesu Criteo w regionie Europy Środkowo-Wschodniej znacznie przekraczającym średnią, rynki CEE  mają dla nas coraz większe znaczenie. Poprzez utworzenie nowego stanowiska, odpowiadamy na ten  pozytywny trend i dążymy do wykorzystania nowych możliwości. Wraz ze swoim zespołem Erkan odegra ważną rolę w umacnianiu naszego sukcesu w Polsce i całej Europie Środkowo-Wschodniej, co pozwoli Criteo na pozostanie wiodącą marką” – mówi Alexander Gösswein, dyrektor zarządzający na Europę Centralną w Criteo.

Samouczący się algorytm Criteo analizuje miliardy transakcji online w celu przewidywania zachowań użytkowników, przeglądających produkty w sklepach online. Tym samym umożliwia sprzedawcom dotarcie do odbiorców w czasie rzeczywistym za pomocą spersonalizowanych komunikatów w różnych kanałach i na różnych urządzeniach, m.in. na Facebooku, poprzez in-app. Wykorzystując bezpośrednie relacje z tysiącami wydawców na całym świecie, Criteo dociera do 1,2 miliarda użytkowników internetu (dane Comscore, styczeń 2016). Criteo obsługuje ponad 14 000 klientów na całym świecie, w tym firmy z Polski i regionu Europy Środkowo-Wschodniej, takie jak Allegro, Bonami, Itaka, Invia czy Orsay.

Kompap: wzrost sprzedaży do 65,11 mln zł w 2016

Grupa Kompap SA, do której należą dwie wiodące drukarnie dziełowe w Polsce – BZGraf i OZGraf, w 2016 roku zwiększyła o 4% przychody ze sprzedaży do 65,11 mln zł wobec 62,55 mln zł w 2015 r. Jednocześnie zysk z działalności operacyjnej sięgnął  5,17 mln zł w porównaniu do 6,91 mln zł przed rokiem. W związku z zakończeniem rozliczania strat z lat poprzednich grupa zapłaciła w 2016 podatek dochodowy i na koniec roku zarobiła na czysto 2,70 mln zł. Rok wcześniej skonsolidowany zysk netto wyniósł 4,73 mln zł.

W 2016 roku sprzedaliśmy ze stratą nieruchomość inwestycyjną w Otoczynie i  zapłaciliśmy podatek dochodowy, co znalazło swoje odzwierciedlenie w wynikach. Najistotniejsze jest jednak to, że po raz kolejny dzięki wytężonej pracy osiągnęliśmy satysfakcjonujące wyniki sprzedażowe, generując z nich zyski i to pomimo relatywnie trudnej sytuacji na rynku poligrafii. Rokrocznie już w Kompapie zwiększamy sprzedaż, umacniając się zarówno w Polsce, jak i za granicą. Co więcej z myślą o dalszym rozwoju poczyniliśmy też w 2016 roku duże inwestycje w maszyny introligatorskie, dzięki którym możemy znacznie zwiększać potencjał produkcyjny w naszych zakładach – mówi Waldemar Lipka, prezes zarządu Kompap SA.

Kompap specjalizuje się w druku dziełowym, a najważniejszą pozycję w asortymencie zajmują  książki, w tym albumy i wydawnictwa encyklopedyczne. W 2016 roku przychody z tytułu sprzedaży książek zwiększyły się o 9% r/r, generując 83% przychodów grupy. Oferta grupy obejmuje też składankę komputerową, wyroby samoprzylepne, czasopisma, gazety, katalogi, a także kalendarze i rolki.

Odbiorcami produktów Kompapu są przede wszystkim wydawnictwa krajowe i zagraniczne. W 2016 roku grupa po raz kolejny zwiększyła eksport – do poziomu 14,11 mln zł, co oznacza wzrost o ponad 12% r/r. Tym samym sprzedaż zagraniczna odpowiadała już za 22% skonsolidowanych przychodów. Równolegle Kompap umocnił się też na rynku krajowym. Przychody z tego tytułu wzrosły w 2016 roku do 51,01 mln zł wobec 50,00 mln zł rok wcześniej. Grupa sprzedaje swoje produkty do kilkunastu krajów europejskich. Poza Polską obecna jest m.in. na rynkach skandynawskich, w Holandii, Wielkiej Brytanii czy w Niemczech.

W 2017 roku będziemy kontynuować działania mające na celu dalszy wzrost sprzedaży w ramach grupy. Mamy w portfelu renomowane drukarnie, cenione za wysoką jakość przez klientów nie tylko w kraju, ale też za granicą. Dobrym przykładem jest chociażby OZGraf, który w 2016 roku zanotował najwyższe od siedmiu lat przychody z eksportu. Zamierzamy wykorzystać tę dobrą pozycję, jaką cieszą się dziś nasze zakłady i sukcesywnie zwiększać swoją obecność w Polsce i w Europie. Pomogą nam w tym dalsze inwestycje, dzięki którym możemy obsłużyć zwiększone zamówienia – przyznaje Waldemar Lipka. – W samym Kompapie z kolei chcemy rozwijać dystrybucję produktów papierniczych głównie poprzez kanał hurtowy i umacniać się na rynku dostawców w zakresie paper & packaging. Mamy więc przed sobą pozytywne perspektywy, które pozwalają z optymizmem patrzeć na rozwój całej grupy i budować wartości dla akcjonariuszy – podsumowuje prezes Kompapu.

Marcin Kiepas: Kurs funta może poszybować do 5,30 zł.

W środę złoty może korygować wczorajsze umocnienia do euro, dolara i szwajcarskiego franka, jednocześnie dalej tracąc w relacji do brytyjskiego funta.

Wczorajszy dzień dość nieoczekiwanie „skradła” brytyjska premier Theresa May, zapowiadając na 8 czerwca przedterminowe wybory parlamentarne na Wyspach. Jakkolwiek inwestorzy giełdowi odebrali to jako jeszcze jeden czynnik ryzyka, to rynek walutowy ocenił całą sytuację z nieco dalszej perspektywy i uznał, że ostatecznie wybory zmniejszą ryzyko polityczne związane z BREXIT-em. W efekcie umocnił się nie tylko funt, ale do koszyka głównych walut zaczął też zyskiwać m.in. złoty i węgierski forint. W umocnieniu złotemu pomogło również oczekiwanie na publikowaną w tym tygodniu serię, jak się zakłada, pozytywnych danych makroekonomicznych z Polski, a także wyraźny wzrost notowań EUR/USD.

Powody, które wczoraj stały za umocnieniem funta, dziś wciąż pozostaną aktualne. Stąd też notowania GBP/PLN mają szansę kontynuować ruch w górę. Taki scenariusz wspiera analiza sytuacji na wykresie dziennym tej pary, gdzie po powrocie powyżej psychologicznej bariery 5 zł i przełamaniu oporu na 5,0360 zł, otwarta została droga do strefy podażowej 5,1070-5,1370 zł. I to wcale nie musi być koniec zwyżek. Potencjalne przełamanie 5,1370 zł powinno skutkować ruchem w okolice 5,24 zł. A może nawet i do 5,30 zł.

O ile GBP/PLN może dziś kontynuować ruch z wczoraj, to w przypadku pozostałych polskich par, raczej należy nastawić się na korektę ich wtorkowego spadku. Za takim scenariuszem przemawia nie tylko obserwowana rano realizacja zysków na EUR/USD, ale też brak perspektyw na wyraźną poprawę nastrojów na rynkach globalnych, przy jednoczesnym możliwym narastaniu obaw przed niedzielnymi wyborami prezydenckimi we Francji, co będzie biło w złotego i inne aktywa traktowane jako ryzykowne.

Dziś startuje maraton publikacji makroekonomicznych z rodzimej gospodarki. O godzinie 14:00 Główny Urząd Statystyczny (GUS) opublikuje marcowe dane nt. przeciętnego wynagrodzenia i zatrudnienia w polskim sektorze przedsiębiorstw. Oczekuje się, że roczna dynamika płac przyspieszyła do 4,25 proc. z 4 proc. w lutym, a zatrudnienia pozostała na poziomie 4,6 proc. Dane te mogą okazać się nieco lepsze od prognoz, ale będą miały umiarkowany wpływ na notowania złotego.

W czwartek inwestorzy poznają, najważniejsze z całej grupy, dane o produkcji przemysłowej (prognoza: 7,15 proc. R/R) i sprzedaży detalicznej (prognoza: 8,2 proc.) w marcu, a także marcowy raport o cenach produkcji sprzedanej przemysłu (prognoza: 4,65 proc. R/R) i kwietniowy raport o koniunkturze konsumenckiej.

W piątek zostaną opublikowane dane nt. koniunktury gospodarczej w Polsce w kwietniu, a także protokół z ostatniego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Tego samego dnia również agencja S&P dokona aktualizacji oceny wiarygodności kredytowej Polski. W tym ostatnim przypadku nie należy spodziewać się, ani zmiany ratingu, ani też jego perspektywy. Stąd też decyzja Nie wpłynie na złotego. Temat ratingu zacznie rozgrzewać emocje dopiero w okolicach 12 maja, gdy będzie o nim decydowała agencja Moody’s.

Wspomniana wcześniej publikacja danych o płacach i zatrudnieniu w Polsce będzie mieć najwyżej umiarkowany wpływ na notowania złotego, które pozostaną dziś pod głównym wpływem czynników globalnych. To oznacza, że głównym tematem rynkowym będą dziś wybory we Francji i Wielkiej Brytanii, dane inflacyjne ze Strefy Euro, nastroje na giełdach i sytuacja na rynku surowcowym.

O godzinie 08:42 kurs EUR/PLN testował poziom 4,2380 zł, USD/PLN 3,9535 zł, CHF/PLN 3,9640 zł, a GBP/PLN 5,0665 zł.

Aktualna sytuacja na wykresach polskich par sugeruje, że pod koniec marca wyczerpał się potencjał aprecjacyjny złotego. Jako, że obecnie brakuje nowego paliwa do trwałego umocnienia złotego, a jednocześnie na horyzoncie czai się kilka potencjalnych ryzyk (np. wybory we Francji, geopolityka), to w najbliższych tygodnia bardziej prawdopodobne jest osłabienie niż umocnienie polskiej waluty.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Sprzedaż samochodów osobowych: najlepszy marzec w XXI wieku

Europejskie Stowarzyszenie Producentów Pojazdów ACEA podało, że z polskich salonów w marcu br. wyjechało ponad 49 tys. nowych samochodów osobowych, o 26% więcej niż rok temu (24. miesiąc wzrostu z rzędu). Od początku roku zarejestrowano prawie 126 tys. osobówek, czyli aż o jedną piątą więcej niż w I kwartale ubiegłego roku. Dobra passa nie omija także Unii Europejskiej, gdzie w marcu zarejestrowano o ponad 11% nowych aut więcej niż rok temu. Eksperci Exact Systems, firmy kontrolującej części samochodowe, zwracają uwagę, że choć tempo wzrostu rynku dyktują marki popularne, to ponadrynkową dynamiką może pochwalić się segment premium.

– Idziemy na kolejny rekord – tak zarówno marcowy jak i kwartalny wynik komentuje Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems. – Ubiegły rok zakończyliśmy wynikiem stulecia, a wewnętrzny popyt na nowe samochody w ciągu pierwszych trzech miesięcy pozwala nam sądzić, że w całym 2017 roku przekroczymy kolejną granicę wyznaczoną w 2000 roku, kiedy w Polsce w sumie zostało sprzedanych 479 tys. nowych osobówek. Znaczący udział w tym nadal będą mieć firmy, które kupują dwa razy więcej aut niż klienci indywidualni. Ponadto, dużo mocniej niż cały rynek rośnie segment premium. W marcu zanotowaliśmy wzrost aż o 37% w porównaniu do wyniku sprzed roku. Oba trendy naszym zdaniem powinny utrzymać się w kolejnych miesiącach – mówi Paweł Gos.

Najlepszy marzec w XXI wieku

W marcu br. w Centralnej Ewidencji Pojazdów pojawiło się 49 429 sztuk nowych samochodów osobowych, czyli aż o 26% więcej niż w tym samym miesiącu 2016 r.[1] Jest to najwyższy marcowy wynik od początku wieku. W strukturze kupujących zdecydowaną większość stanowią firmy (69% udział), klienci indywidualni to zaledwie niecała jedna trzecia rynku. W marcu br. najchętniej kupowaną marką samochodową w segmencie osobówek w Polsce była Skoda. Druga na liście uplasowała się Toyota, na najniższym miejscu podium znalazł się Volkswagen.

Od początku roku, w ciągu trzech miesięcy zarejestrowano w Polsce 125 932 nowe samochody osobowe, czyli o 20,3% więcej rok do roku.

Europejski rynek również ma się dobrze

Dobra passa utrzymuje się nie tylko w Polsce, ale w prawie całej Europie. Z danych ACEA wynika, że w marcu br. Europejczycy kupili niemal 1,9 mln nowych osobówek (+11,2% r/r). W trzecim miesiącu tego roku na zielono możemy zaznaczyć właściwie wszystkie największe rynki europejskie takie jak Niemcy (+11,4% r/r), Francja (+7% r/r), Wielka Brytania (+8,4% r/r) czy Włochy (+18,2% r/r). Pozycją nr 1 w całej Unii Europejskiej ze wzrostem na poziomie ponad 4% r/r może pochwalić się marka Volkswagen.

– Prognozując wynik całoroczny, uważamy, że w zasięgu ręki jest wypracowanie zdecydowanie lepszego wyniku niż w 2016 roku na poziomie 15-20% r/r. Uzyskaniu takiej dynamiki powinny sprzyjać niskie bezrobocie oraz rosnący popyt konsumpcyjny, wzmacniany od niemal roku programem rządowym 500+ – mówi Paweł Gos z Exact Systems.

[1] http://www.pzpm.org.pl/Rynek-motoryzacyjny/Rejestracje-samochody-osobowe-i-dostawcze/Marzec-2017r

Podróż dookoła świata czy przejażdżka Ferrari – pracodawcy prześcigają się w pomysłach nagród za polecenie kandydata do pracy

Pieniądze są najchętniej wybieraną przez pracodawców formą nagrody za polecenie kandydata do pracy. Z wewnętrznych danych ShareHire wynika, że najczęstsza kwota wypłacana polecającym wynosi 1000 zł. Jednak pracodawcy decydują się również na pozafinansowe sposoby wynagradzania. Firma doradcza EY za polecenia oferuje przejażdżkę Ferrari czy obiad z wybranym pracownikiem firmy. Wśród unikalnych nagród przedsiębiorstwa oferują m.in. drony czy wycieczki w ciekawe miejsca, a czasami umożliwiają przekazanie części otrzymanych środków na cel charytatywny.  

– Utrudniony dostęp do kadry to wyzwanie dla rekruterów, którzy szukają nowych, skutecznych rozwiązań, takich jak programy poleceń rekrutacyjnych. Pozwalają one sprawniej i często taniej odnaleźć pożądanych pracowników. Jednym z ważniejszych elementów programu poleceń rekrutacyjnych są nagrody. Najczęściej wypłaca się po prostu pieniądze lub wręcza bilety do kina. Jednak przykład zachodnich krajów pokazuje, że im ciekawsza zachęta, tym większe powodzenie programu. Czasami wystarczy nieoczekiwana forma, jak choćby dodatkowy dzień wolny od pracy. Oryginalne pomysły pojawiają się już w polskich firmach i według nas ten trend będzie się pogłębiał, bo to się pracodawcom po prostu opłaca – mówi Łukasz Małecki, prezes zarządu ShareHire, pierwszej firmy w Polsce zajmującej się outsourcingiem programów poleceń rekrutacyjnych.

Polecenie warte więcej niż zł…oto

Firmy, które wdrażają u siebie program poleceń pracowniczych, najczęściej decydują się na wypłacanie nagród finansowych za udaną rekomendację. To prosty sposób, aby docenić zaangażowanie w życie firmy. Wysokość nagrody zależy głównie od stanowiska, na które poszukiwana jest osoba. Zasada jest prosta – im wyższa specjalizacja, tym wyższa nagroda. Stąd współpracujący z ShareHire klienci z branży IT, m.in. Billennium, za polecenie specjalisty płacą nawet 8 tys. zł. Natomiast firmy z branży logistycznej, poszukujące pracowników niższego szczebla, średnio wypłacają nagrodę w wysokości 350-500 zł. W obu przypadkach nagroda za polecenie jest nawet kilkukrotnie niższa niż wynagrodzenie agencji zatrudnienia. Najczęstsza wartość nagrody w firmach, których programy poleceń obsługuje ShareHire wynosi 1000 zł, wypłacane w dwóch ratach po 500 zł, oddzielonych trzymiesięcznym okresem próbnym.

Bon na zakupy lub wyjście do kina, czyli nagrody rzeczowe za polecenia

Drugą, dosyć liczną grupą nagród za polecenia pracownicze, są nagrody rzeczowe. Mogą to być zarówno drobne upominki,  bilety do kina czy teatru. Nagroda musi być jednak na tyle uniwersalna, aby zadowolić osoby w różnym wieku i różnej płci. Z tego powodu firmy często zamiast na konkretne rzeczy, decydują się na bony zakupowe, które pozwalają nagradzanemu zdecydować, co chciałby kupić w danym miejscu. Co ważne, ten typ nagrody pozwala łączyć model biznesowy z programem referencyjnym. Korzystają z tego często sieci dyskontowe, które proponują polecającym bony na zakupy do swoich sklepów. Zdecydował się na to m.in. australijski jednego ze znanych portali internetowych, który oferował pracownikom kupony o wartości 10 dolarów do zrealizowania na stronie firmy.

Wsparcie fundacji, czyli nagrody z misją

Angażując się w polecenia, pracownicy firmy mogą wesprzeć nie tylko znajomych szukających pracy, ale także ważną inicjatywę społeczną. Przykładem takiego rozwiązania jest Bank Ochrony Środowiska, który połączył platformę poleceń rekrutacyjnych z programem CSR. Każdy polecający część kwoty, którą otrzymuje za udaną rekomendację, może przekazać na fundację Banku Ochrony Środowiska. Inny przykład to globalny dostawca oprogramowania, który zakomunikował pracownikom, że jeśli założoną konto na platformie poleceń i zarekomendują nie mniej niż 3 osoby, firma wpłaci określoną kwotę na osoby poszkodowane w wyniku huraganu na Filipinach. Nie miało przy tym znaczenia, czy poleceni zostali zaproszeni na rozmowy lub podjęli pracę. Liczyło się zaangażowanie.

Przejażdżka Ferrari, dron, czyli o nagrodach wyjątkowych

Najciekawszą grupę nagród za polecenia stanowią niestandardowe propozycje. Tutaj ograniczeniem tak naprawdę jest tylko wyobraźnia przedsiębiorcy. Może być to np. lot helikopterem, dron czy skok ze spadochronu.

W naszej firmie zaproponowaliśmy pracownikom unikalny program poleceń w ramach którego, oprócz nagród finansowych, wygrać można m.in. przejażdżkę Ferrari czy obiad z wybranym pracownikiem EY. Takie niestandardowe podejście spowodowało, że program cieszy się dużą popularnością. Pracownicy chętniej polecają, a my dzięki temu poszerzamy naszą sieć kandydatów z polecenia, którzy są często idealnie dopasowani do profilu poszukiwanej osoby – mówi Anna Woźniak, Starszy Menedżer ds. Rekrutacji z EY.

Nutkę pikanterii może dodać nie tylko sama nagroda, ale również jej forma. W amerykańskiej firmie IT dział HR prowadził ranking, w ramach którego pracownicy rywalizowali o pierwszeństwo w skutecznych poleceniach. Co tydzień załoga otrzymywała informację dotyczące miejsca, jakie zajmuje oraz ile brakuje jej do lidera. Zwycięzca otrzymał w nagrodę możliwość odbycia podróży, na koszt firmy, w dowolne miejsce na świecie. ShareHire zrealizowało podobny projekt grywalizacyjny, w ramach którego najlepsi polecający otrzymywali vouchery na podróże. Jego odbiorcą była jedna z wiodących firm w branży finansowej. Inne podejście zaproponował wiodący amerykański koncern z branży FMCG, który zdecydował się na mieszany model gratyfikowania pracowników. Z jednej strony, dość standardowo, firma oferuje 500 dolarów za skuteczne polecenie. Z drugiej strony, raz na kwartał organizowano losowanie, którego zwycięzca otrzymywał dodatkowy dzień wolny od pracy.

Nagroda za polecenie, bez względu na formę, ma jeden cel. Docenić tych, którzy angażują się w życie firmy i przyczyniają się do budowania jej pozytywnego wizerunku. W końcu pracodawca „godny polecenia” to najlepsza wizytówka.

Toyota opracowała robotyczną ortezę nogi do rehabilitacji

W ubiegłym tygodniu Toyota zademonstrowała na specjalnym pokazie w Tokio nowe urządzenie do precyzyjnej rehabilitacji osób dotkniętych paraliżem, wykorzystujące technologię robotyczną.

Welwalk WW-1000 (2)Welwalk WW-1000 służy do ćwiczenia chodzenia przez chorych ze sparaliżowaną jedną stroną ciała, na przykład po udarze. Uzbrojona w czujniki i silniczki orteza optymalnie dobiera stopień wsparcia pacjenta w chodzeniu, skracając czas rekonwalescencji. Chory porusza się po skoordynowanej z urządzeniem bieżni, na której jest podtrzymywany za pomocą uprzęży. Chód chorego jest monitorowany przez czujniki i na tej podstawie komputer reguluje działanie silniczków zginających i prostujących kolano. Do kontrolowania ustawień urządzenia służy ekran dotykowy.

Welwalk WW-1000 (1)Urządzenie zostało opracowane przez Toyotę we współpracy z Uniwersytetem Medycznym Fujita. Eiichi Saito, lekarz i wicedyrektor szpitala, zwrócił uwagę, że w starzejącym się japońskim społeczeństwie częściowy paraliż z powodu udaru jest bardzo częsty, a z Welwalk WW-1000 pacjenci będą wracali do sprawności szybciej, ponieważ korzystający z technologii robotycznej system wspomaga pacjenta skuteczniej niż rehabilitant. Czujniki pozwalają dobrać właściwy poziom wsparcia, gdyż za duża pomoc może spowolnić proces zdrowienia w takim samym stopniu jak zbyt mała.

Toyota dostarczy japońskim szpitalom 100 zestawów Welwalk WW-1000 w ramach rocznej umowy wynajmu. Jedno takie urządzenie, składające się ze specjalnej bieżni i ortezy, to koszt 9000 dolarów oraz 3200 dolarów miesięcznego czynszu.

Toyota zajmuje się robotyką od lat 70., kiedy zaczęła instalować roboty na liniach produkcyjnych w swoich fabrykach. W 2000 roku firma uruchomiła program Partner Robot, w ramach którego rozpoczęła prace nad robotami towarzyszącymi ludziom. Program obejmuje robotyczne narzędzia rehabilitacyjne, roboty pomagające ludziom z ograniczeniami ruchu w codziennych czynnościach oraz w poruszaniu się, roboty do pomocy w pracach domowych oraz systemy produkcyjne wykorzystywanych w fabrykach. W ubiegłym roku Toyota rozpoczęła sprzedaż na japońskim rynku niewielkiego robota Kirobo, zdolnego do prowadzenia inteligentnej rozmowy z człowiekiem.

Krakowski rynek mieszkaniowy – gdzie najdrożej a gdzie najtaniej?

Według informacji przedstawionych w najnowszym raporcie E-VALUER INDEX 2017, opracowanym przez firmę Emmerson Evaluation, mieszkania na krakowskim rynku pierwotnym zdrożały w ubiegłym roku o 5%. To największy wzrost odnotowany dla miast wojewódzkich. W bieżącym roku można oczekiwać rekordowej podaży, co sprawi, że ceny nowych i używanych mieszkań będą stabilne i pozostaną na obecnym poziomie.

E-VALUER INDEX 2017 to już czwarta edycja kompleksowego raportu na temat rynku mieszkaniowego w Polsce, przygotowywanego przez ekspertów od wyceny nieruchomości z Emmerson Evaluation. Raport obejmuje mediany[1] cen transakcyjnych mieszkań na rynku pierwotnym i wtórnym oraz stawek czynszu w największych miastach Polski.

Jak wynika z raportu, w 2016 roku ceny krakowskich mieszkań z rynku pierwotnego były na tle innych dużych ośrodków w Polsce jednymi z najmocniej drożejących lokali. Podobne wzrosty cen nowych mieszkań (o 5%) miały miejsce jedynie w Lublinie i Opolu. O wiele mniejszą dynamikę podwyżek eksperci Emmerson Evaluation zanotowali natomiast dla krakowskiego rynku mieszkań używanych, tutaj ceny podniosły się jedynie o 1%.

Nowe mieszkania najbardziej rozchwytywane

Według prognoz Emmerson Evaluation, w 2017 roku krakowski rynek mieszkaniowy czeka jednak stabilizacja. Zanotowana w raporcie E-VALUER INDEX 2017 dla rynku pierwotnego mediana cen transakcyjnych za 1 mkw. w Krakowie wynosiła w 2016 roku 6563 zł dla rynku pierwotnego i 5988 zł dla wtórnego. Podobnie jak w wielu innych lokalizacjach, również w stolicy Małopolski, rynek nowych mieszkań najmocniej przyciąga kupujących.  – Duży popyt jest jednak coraz skuteczniej zaspokajany przez ofertę deweloperów. W 2016 roku liczba zezwoleń na budowę wydana w Krakowie była najwyższa od 6 lat i wyniosła wg danych GUS 9 649, w tym ponad 9 tysięcy stanowiły pozwolenia na budowę uzyskane właśnie przez deweloperów. Na krakowskim rynku pierwotnym możemy zatem spodziewać się w najbliższych latach  rekordowej podaży mieszkań – mówi Magdalena Kliś-Suwała, dyrektor regionalny krakowskiego oddziału Emmerson Evaluation. – Rosnąca podaż nowych mieszkań powinna też już w bieżącym roku ustabilizować ceny na obecnym poziomie – prognozuje Kliś-Suwała.

Gdzie najdrożej a gdzie najtaniej?

Co ciekawe, jeśli spojrzymy na dane dotyczące dzielnic Krakowa, to trend zwyżkowy dla rynku pierwotnego nie potwierdza się w przypadku Śródmieścia. W tej części miasta ceny nowych mieszkań spadły o 4%, podczas gdy ceny używanych lokali wzrosły o 4% – zauważa Magdalena Kliś-Suwała. W pozostałych krakowskich dzielnicach trendy były już zbliżone i rynek pierwotny zyskiwał w porównaniu do wtórnego. Śródmieście pozostało jednak najdroższą krakowską dzielnicą z medianą cen za 1 mkw. nowego lokalu w wysokości 6711 zł, a używanego 6650 zł. Z kolei poszukujący najtańszych mieszkań, powinni rozejrzeć się za czterema kątami na rynku wtórnym w Nowej Hucie, gdzie mediana ceny za 1 mkw nie przekraczała 5 tysięcy zł (4 812 zł). Również w granicach tej dzielnicy można szukać najniższych cen w ofercie deweloperów, mediana cen nowych mieszkań wyniosła tu 5 316 zł/mkw.

krakowski rynek nieruchomości

Wynajem dobrą inwestycją

Popularność nowych mieszkań deweloperskich to również wynik atrakcyjności inwestycji w nieruchomości pod wynajem, zwracają uwagę eksperci Emmerson Evaluation. – Do inwestycji w ten segment rynku zachęca Polaków wysoka rentowność oraz bezpieczeństwo tej formy lokowania kapitału. W przypadku rynku krakowskiego, raport E-VALUER INDEX 2017 wskazuje, że dla mieszkań niedawno zakupionych, które zostały wybudowane w latach 2014-2016 stopa zwrotu z najmu wynosi już od 4,3 do nawet 5,8%. To blisko dwa czy nawet trzy razy więcej niż można uzyskać na lokacie w banku – komentuje ekspertka Emmerson Evaluation.

[1] Mediana (tzw. wartość środkowa, dzieląca zbiór na dwie równe części) lepiej odzwierciedla informację na temat cen nieruchomości niż średnia, ponieważ na jej wynik, nie wpływają pojedyncze wartości znacznie odchylające się od większości transakcji typowych w całym zbiorze (takie jak np. zakup jednej nieruchomości luksusowej).

Spółka MBR Finance SA zakończyła emisję obligacji serii I

Spółka MBR Finance SA zakończyła emisję obligacji serii I. Firma przydzieliła 3 000 sztuk obligacji o łącznej wartości emisyjnej 3 000 000 zł. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na dalszy rozwój firmy.

MBR Finance oferowała osiemnastomiesięczne obligacje serii I, o wartości nominalnej 1000 zł każda, z oprocentowaniem stałym wynoszącym 9,5% i dwumiesięcznym okresem odsetkowym, za wyjątkiem okresu zerowego. Przewidywany termin wykupu zaplanowany jest na 26 września 2018 r.

To już kolejna emisja obligacji, jaką zakończyliśmy z dużym sukcesem. W ciągu czterech tygodni pozyskaliśmy rekordową jak dotąd ilość, 53 inwestorów. Jesteśmy obecnie na etapie intensywnego rozwoju naszych produktów, a dzięki pozyskanemu finansowaniu możemy ten proces jeszcze przyspieszyć – komentuje Roman Wyszomirski, Prezes Zarządu MBR Finance.

Celem emisji obligacji serii I jest pozyskanie środków pieniężnych na rozszerzenie akcji pożyczkowej MBR Finance, głównie w ramach produktu Motopożyczka. Dodatkowo Spółka rozważa przeznaczenie części pozyskanych środków na produkty Hipopożyczka lub Bizpożyczka.

Motopożyczka jest naszym autorskim produktem refinansującym koszty zakupu samochodu, do 100% wartości pojazdu. Ze względu na nasze elastyczne podejście do oceny kredytowej klienta i umożliwienie skorzystania z naszych usług klientom posiadającym negatywną historię kredytową, popyt na ten produkt stale rośnie. Dlatego też zależy nam na jego dalszym rozwijaniu – dodaje Roman Wyszomirski, Prezes Zarządu MBR Finance.

W 2016 roku Grupa MBR Finance odnotowała wzrost obrotów (liczby udzielonych pożyczek) o prawie 65%, w stosunku do 2015 roku. Znaczącej poprawie uległ także kapitał własny Spółki, który w stosunku do 2015 roku wzrósł o prawie 120%. Również nieaudytowany zysk netto powiększył się o ponad 180% w stosunku do zysku, jaki Spółka wypracowała w 2015 roku.

Polski rynek IT – co, dla kogo, kto i gdzie?

Branża IT, to temat rzeka. Niemal codziennie słyszymy o niej w kontekście niedoborów kadrowych, dynamicznego rozwoju nowych technologii oraz robotyki i automatyki, które zaczynają coraz mocniej wkraczać w nasze codzienne życie i odbierać pracę ludziom. W przeddzień konferencji z cyklu The BSS Tour, Fundacja Pro Progressio rozkłada na czynniki pierwsze trendy i wyzwania na polskim rynku usług IT.

Co i dla kogo robi branża IT?

Podczas wielu wydarzeń, konferencji i spotkań o tematyce IT, ICT i ITO dużo mówi się o najnowszych usługach i procesach oraz trendach, którymi kieruje się branża informatyczna i teleinformatyczna. Wśród nich najczęściej pojawiają się zagadnienia z zakresu Big Data, Sztucznej Inteligencji, Robotyki, Automatyzacji, Cyberbezpieczeństwa. Głównymi odbiorcami i zarazem grupą docelową branży IT są obecnie farmacja, medycyna, finanse, ubezpieczenia, energetyka, telekomunikacja i bankowość. Jak podkreśla prezes Fundacji Pro Progressio, rozwiązania IT są jednak w obecnych czasach kierowane do każdego. Nie jest odkryciem fakt, że na co dzień prywatnie korzystamy z setek rozwiązań IT, którymi dysponujemy w domach, samochodach i urządzeniach mobilnych. W pracy korzystamy z setek różnego typu oprogramowania, a chodząc do sklepów i punktów medycznych czy usługowych stykamy się z kolejnymi tysiącami programów, aplikacji i systemów, dzięki którym możemy funkcjonować w otaczającej nas rzeczywistości – mówi Wiktor Doktór.

Kto zasili polski rynek IT?

Fakt deficytów kadrowych w branży IT znany jest od wielu lat i wygląda na to, że świat nie potrafi znaleźć na tę sytuację odpowiedniego rozwiązania. W Polsce słyszymy, że będziemy rekrutować kadrę na Ukrainie lub u innych wschodnich i południowych sąsiadów. Pomysł dobry, ale nie do końca sprawdzony. Jeśli dobrze się przyjrzymy trendom rynkowym, to zauważymy, że fala pracowników ze Wschodu wcale nie nadciąga jak tsunami, ale ma swoje przypływy i odpływy – mówi prezes Fundacji Pro Progressio. Powód tej sytuacji jest bardzo prosty – wyzwania z zatrudnieniem i utrzymaniem kadry informatycznej są takie same niemal w całej Europie, a to oznacza podobne wynagrodzenia i inne czynniki motywujące do pracy. Jeśli do tego dołożymy obciążenia wizowe, podatkowe i ubezpieczeniowe, to może się okazać, że zagraniczna rekrutacja jest znacznie większym wyzwaniem niż poszukiwanie krajowych rozwiązań.

Kolejnym, najbardziej oczywistym sposobem na pozyskanie wykwalifikowanych kadr IT jest edukacja. Na ogół większości z nas – biznesmenom, samorządom i do tego jeszcze szkolnictwu się wydaje, że studia informatyczne załatwią sprawę. Jak chyba większość z nas zdołała się już zorientować, nie jest to takie proste. Jeśli w nurt edukacji na studiach wyższych wpuścimy osoby, które dopiero zaczynają wdrażać się w świat programowania, to setki projektów informatycznych przepłyną nam obok nosa – ostrzega Wiktor Doktór. Kluczem do sukcesu nie jest edukacja informatyczna na studiach, ale już od wczesnych lat – w liceach, gimnazjach, szkołach podstawowych. W każdej z tych placówek edukacyjnych, nauka informatyki powinna być obligatoryjna i to nie na poziomie 1-2 godzin tygodniowo, ale dziennie, codziennie. Do tego rozbudowany powinien być poziom nauki kierunków matematycznych i to od wczesnych lat przedszkolnych. U podstaw świata IT leży matematyka i algorytmika i dopóki te umiejętności nie będą rozwijane u młodych ludzi, dopóty o brakach kadrowych będziemy mówić i mówić – podkreśla prezes Fundacji Pro Progressio.

Gdzie lokują się projekty IT?

Firmy, centra usług czy pojedyncze projekty IT wcale nie muszą być lokowane w dużych miastach. Patrząc tylko na Polskę, ani Warszawa, ani Wrocław, ani Kraków nie mają już wyłączności na usługi informatyczne. Nadal jest ich tam wiele i wciąż się rozwijają, lecz dojrzałość menedżerska wśród firm IT jest już na tyle duża, że spore znaczenie na polskiej mapie ośrodków IT zaczynają odgrywać miasta regionalne. Trójmiasto, Poznań, Łódź, Lublin, Opole, Szczecin czy Bydgoszcz, to miasta, w których rozwój firm IT nie dość, że jest zauważalny, to stanowi jeden z głównych czynników do rozwoju lokalnej przedsiębiorczości. To w tych miastach są przedstawicielstwa zagranicznych Klastrów IT – jak choćby w Lublinie, to tam przeprowadzają się i rozwijają się globalne marki, takie jak np. Intel, Atos, Nokia, Convergys, Fujitsu i wiele innych. To tu jest mniejsza konkurencja i niższa rotacja pracowników. W odpowiedzi na pytanie o braki kadrowe warto przyjrzeć się bliżej miastom regionalnym, ale nie po to aby stamtąd migrować pracowników, lecz po to, aby to właśnie tam rozwijać centra operacyjne lub pewnego rodzaju sieci i społeczności informatyczne, które mogą realizować globalne zlecenia ze świata IT – mówi Wiktor Doktór.

Miejsce pracy dla sektora IT

Jakiej infrastruktury poszukuje branża IT? Jedni wybierają biura w stylu Google, inni korzystają ze stref co-workingowych, jeszcze inni pracują w domach. Większość pracowników IT lokuje się jednak na jednym z dwóch biegunów. Albo grupują się w centrach operacyjnych (jednym lub wielu), albo pracują jako freelancerzy, którzy w milionach różnych lokalizacji pracują na rzecz wybranych przez siebie pracodawców. Jak wyglądają biura dla branży IT? Czy trendy zmierzają w stronę biur typu 360, a może w model Activity Based Working lub jeszcze inny układ przestrzenny i funkcjonalny biura, który zachęci ludzi do pracy i przede wszystkim w optymalny sposób dostosuje się do potrzeb operacyjnych firmy IT? Inaczej będą funkcjonować centra monitoringu i obsługi sieci, inaczej strefy programistów, inaczej firmy zajmujące się zabezpieczeniami systemów płatniczych, a jeszcze inaczej pierwsza, druga i trzecia linia wsparcia popularnych help-desków. Każde z biur potrzebuje indywidualnie dopasowanej przestrzeni, różnych funkcjonalności i ustawienia, a nawet zabezpieczeń. To firmy IT dyktują deweloperom i agencjom Real Estate swoje oczekiwania wobec przestrzeni biurowych i to w ten sposób powstają funkcjonalne miejsca pracy – mówi prezes Fundacji Pro Progressio. Istotną kwestią jest też lokalizacja biur – w centrum miast, na ich obrzeżach, przy głównych szlakach komunikacyjnych lub w parkach biznesowych – potrzeby są różne w zależności od upodobań każdej z firm i możliwości jakie oferują poszczególne miasta.

Kurs złotego w obliczu ważnych wydarzeń politycznych

Poświąteczny wtorek nie obfitował w kluczowe wydarzenia makroekonomiczne, jednakże splot wielu informacji spowodował znaczny wzrost zmienności. Sytuacja na półwyspie koreańskim oraz niepewność na bliskim wschodzie ciąży dolarowi.

Niepewność co do wyników wyborów we Francji, gdzie, aż 4 kandydatów ma duże szanse na wejście do 2 rundy wyborów, przy jednoczesnym spadku poparcia dla eurosceptyków, dodało siły euro. Wreszcie odważna Theresa May, która ogłosiła wcześniejsze wybory parlamentarne, by negocjacje w sprawie Brexitu były łatwiejsze i wsparły funta.

Na tle tak istotnych wydarzeń złotówka reaguje zgodnie z panującymi trendami. Wydaje się, że inwestorzy w ogóle nie wyceniają piątkowego ratingu dla Polski, który ma opublikować agencja ratingowa Standard & Poor’s. Choć agencje nie widzą ostatnio istotnych zagrożeń dla Polski, ale zapowiadane zmiany reform prorodzinnych oraz zapowiedzi, co do rozwiązań dotyczących kredytów frankowych i sytuacji z zadłużeniem, wpływają negatywnie na ten stosunkowo dobry obraz polskiej gospodarki.

Kurs dolara USDPLN

Kurs dolara do złotego USDPLN wykresZłoty znacznie się umocnił w stosunku do dolara i obecnie dąży do zniesienia 61,8% FIBO ostatniego impulsu spadkowego przy 3,9430. Jest to istotny poziom wybroniony już 21 marca, a następnie przebity 26 marca. W przypadku reakcji wzrostowej będzie można mówić o wyrysowaniu się formacji odwróconego RGR. W przypadku dalszych spadków wsparciem będzie poziom ostatniego dołka przy 3,89. Bardziej prawdopodobny jest jednak ruch w górę w ramach impulsu fali 3 struktury 5-cio falowej.

Kurs funta GBPPLN

Kurs funta do złotego GBPPLN wykresAmplituda zmian ceny we wtorek zaskoczyła nawet największych optymistów. Skok ceny o prawie 12 groszy w kilka godzin był spowodowany zapowiedziami o przedterminowych wyborach do parlamentu. Podaż uaktywniła się na poziomie głębokiego mierzenia 88,6% FIBO przy 5,09. W przypadku dalszych wzrostów oporem będzie poziom szczytów z końca lutego przy 5,11. W razie dalszej aktywności niedźwiedzi wsparciem pozostaje strefa ZZB, przy lokalnych dołkach na 4,9850.

Kurs euro EURPLN

Kurs euro EURPLN wykresEuro w dalszym ciągu w konsolidacji pomiędzy 4,26 a 4,21. Przynajmniej do końca tygodnia, do wyborów we Francji ciężko będzie liczyć na mocne euro, dlatego też uważamy, że byki będą liczyć na dobre zakupy w okolicach 4,21-4,22. W przypadku wzrostów oporem pozostaje poziom 4,26.

Komentarz walutowy nie jest rekomendacją w rozumieniu Rozporządzenia MF z 19 października 2005 roku. Został sporządzony w celach informacyjnych i nie powinien stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Goldem Sp. z o.o., właściciel marki ergokantor.pl i autor komentarza nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszym komentarzu.

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 19.04.2017

EUR/JPY – cisza przed burzą

Od trzech dni para walutowa EUR/JPY znajduje się w korekcie wzrostowej, ale może to być jedynie cisza przed burzą, dlaczego? Głównym powodem mogą być wybory we Francji. Traderzy oraz inwestorzy na rynku opcji zabezpieczają się oraz oczekują większego ruchu na tej parze jak za czasów BREXIT-u, gdzie zobaczyliśmy ponad 1000 pipsowy ruch w dół. Po ewentualnej wygranej Le Pen notowania z poziomu 116 mogą spaść w okolicę 104 (wygrana Le Pen w II turze). Oczywiście wszystko zależy od przewagi nad innymi kandydatami w pierwszej turze. Gdyby okazała się większa niż 5 procent skutkowałoby to po raz kolejny dużym zamieszaniem oraz zanikiem płynności na rynku. Jest się nad czym zastanawiać i przemyśleć ewentualne scenariusze do rozegrania pod wygraną Le Pen.

Notowania EUR/JPY, interwał dzienny

Notowania EUR/JPY, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Najbliższym oporem, który powinien powstrzymać korektę wzrostową jest poziom 118-20-118.70. Niemniej jednak cel do zakończenia korekty jest bardzo odległy i nie powinniśmy wyrobić się przed 23 kwietnia, czyli do dnia wyborów prezydenckich. Po weekendzie możemy oczekiwać sporej luki, dlatego należy mieć się na baczności.

GBP/USD – zaskoczeni?

Każdy przeciera oczy ze zdumienia, a co tu się stało?! Po raz kolejny mogliśmy zaobserwować bardzo duży ruch na GBP/USD, we wtorek funt szterling umocnił się do dolara amerykańskiego o 2,20 proc. Zjawiska takie powstają przez zbyt negatywne nastawienie do któregoś aktywa. Tym razem był to funt szterling. Większość inwestorów, funduszy oraz prywatnych Traderów pozycjonowało się na dalszą wyprzedaż GBP. Pozycje netto na kontraktach terminowych osiągnęły nowe rekordowe minimum.

Pozycje netto dużych graczy na kontraktach terminowych

Pozycje netto dużych graczy na kontraktach terminowych

Źródło: Bloomberg

Przy tak dużym pesymizmie wystarczyła krótka, pozytywna wiadomość oraz większy ruch, który zmusił sporą ilość graczy do pośpiesznego domykania krótkich pozycji. Wówczas nikt nie chciał ich odkupić, co skutkowało mniejsza płynnością oraz nagłym skokiem ceny.

Notowania GBP/USD, interwał dzienny

Notowania GBP/USD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Na wykresie tygodniowym doszliśmy w okolicę strefy 1.28-1.290. Do kontynuacji swoich wzrostów musi zostać pokonana. Ewentualne wybicie ponad ten poziom otworzy bykom drogę w okolicę poziomu 1.343-1.353.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Rynek usług w chmurze rozkwita dzięki maruderom – badanie

Przychody ze sprzętu, oprogramowania i usług świadczonych w chmurze, w domenie publicznej i prywatnej, wynoszą 180 mld dolarów, czyli 16 procent z wartego 1,1 biliona dolarów sektora IT przedsiębiorstw – wynika z najnowszego raportu „Zmieniające się oblicza chmury” przygotowanego przez  Bain & Company. W ciągu ostatnich 6 lat popyt na usługi w chmurze odnotował niespodziewaną i gwałtowną ewolucję.  

Badania Bain & Company z 2011 roku pokazywały, że firmy sprzedające produkty i usługi oparte na chmurze nie do końca potrafią określić, w jaki sposób będą zarabiać pieniądze. Niewiele osób potrafiło wtedy przewidzieć, jak szybko będzie ewoluował rynek usług w chmurze w ciągu najbliższych lat.

Dziś firma szacuje, że przychody ze sprzętu, oprogramowania i usług świadczonych w chmurze, w domenie publicznej i prywatnej, wynoszą 180 mld dolarów, czyli 16 procent z wartego 1,1 biliona dolarów sektora IT przedsiębiorstw. Rynek ten, niegdyś napędzany przez małe startupy i firmy średniej wielkości, obecnie jest zdominowany przez „maruderów”, którzy stanowią największy i najszybciej rosnący segment konsumentów usług w chmurze. Tak wynika z tegorocznej edycji badania przeprowadzonego przez Bain & Company.

Do pierwszych użytkowników, czyli tych którzy nadali rozpęd pierwszym falom przyswajania chmury (early adopters) dołączają więksi i bardziej mainstreamowi klienci, którzy do niedawna przyjmowali postawę „poczekamy, zobaczymy” – mówi Kazimierz Stańczak, partner w Bain & Company. – Menedżerowie muszą więc zrozumieć przemianę, jaką przechodzi rynek usług w chmurze i wprowadzić niezbędne zmiany do swoich ofert, strategii rynkowych i modeli operacyjnych, aby skutecznie obsługiwać pojawiających się nowych klientów, którzy do tej pory stali na uboczu. – dodaje.

Maruderzy chmury wchodzą do gry

W ciągu ostatnich lat, w miarę jak oferty usług w chmurze dojrzewały, a liczba klientów, którzy odnieśli sukces rosła, klienci „niespieszni i przezorni” – których Bain & Company definiuje jako zainteresowanych korzyściami z chmury obliczeniowej, ale bardzo ostrożnych, jeśli chodzi o ryzyko, przestali być najmniejszą grupą, stając się najszybciej rozwijającym się i potencjalnie największym segmentem tego rynku. W 2011 roku „ostrożni” klienci mieli średnio mniej niż 1 procent swoich aplikacji w chmurze. W 2013 roku było to zaledwie 4 proc., ale już w 2015 roku segment osiągnął punkt przegięcia i w chmurze było już 16 proc. aplikacji. Przewiduje się, że do 2018 roku odsetek ten sięgnie 30 procent.

Chociaż klienci z tej kategorii zdecydowanie wolą rozwiązania oparte na „chmurze prywatnej”, to nie czekają z migracją na atrakcyjne oferty od tradycyjnych dostawców. Zamiast tego zaczynają sprawdzać, co jeszcze jest dostępne na rynku, poza ofertą największych dostawców usług w chmurze, jak IBM czy Microsoft i przenoszą się do dostawców usług publicznych, a także mniejszych, nowych graczy.

W ciągu ostatniego roku „maruderzy” wykonali ogromny skok naprzód, jeśli chodzi o korzystanie z usług w chmurze. Wchodzą teraz na ten rynek w rekordowej liczbie i – dość nieoczekiwanie – zaczynają korzystać z dostawców, o których nikt by wcześniej nie pomyślał – mówi Kazimierz Stańczak z Bain & Company. – To doprowadziło do przetasowań wśród dostawców technologii – dodaje.

Nie tylko walka cenowa

Można by sądzić, że za tym przyswajaniem chmury musi stać cena. Jednak, zgodnie z raportem Bain&Company z 2011 roku, możliwość poczynienia oszczędności nie zmieniła znacząco nastawienia większości klientów do chmury. Badanie przeprowadzone przez firmę pokazuje, że tylko około 10 procent przedsiębiorstw dokonuje zakupu, kierując się ceną. Pozostałe 90 proc. chce, żeby ich inwestycje w chmurze były obojętne kosztowo, ale za to ma motywacje pozakosztowe, takie jak czas dostępności usług, elastyczność, skalowalność, łatwość użytkowania i bezpieczeństwo.

Dostawcy usług w chmurze zdali sobie sprawę, że nie mogą konkurować tylko ceną – mówi Kazimierz Stańczak z Bain & Company. – W rezultacie dodali do swojej oferty usługi, dzięki którym ich platformy są bardziej wartościowe i łatwiejsze w użyciu, a klienci są skłonni zapłacić za te funkcje. To ta zmiana w myśleniu była głównym powodem ogromnego wzrostu na rynku usług opartych na chmurze w ciągu ostatnich kilku lat. – dodaje.

Kolejna fala rozwoju chmury

Przemysł „chmurowy” ciągle się rozwija, przy czym wśród dostawców technologii doszło do kilku głośnych wyjść i przedefiniowania modeli biznesowych. W nadchodzących latach popyt na usługi typu cloud będą coraz silniej napędzać nowi nabywcy, a nowe pola walki konkurencyjnej zastąpią dawne definicje rynkowe.

Ponieważ preferencje nowych klientów ciągle się zmieniają, eksperci Bain&Company uważają, że dostawcy technologii powinni skupić się na trzech kluczowych aspektach: wybrać kilka węższych obszarów, na których chcą konkurować, wybrać te segmenty klientów, które odpowiadają ich potencjałowi oraz przeprowadzić audyt swoich ofert, strategii rynkowej i systemów pod kątem kolejnej fali rozwoju chmury. Dostawcy technologii, którzy wcześnie zauważą te trendy i maksymalnie efektywnie dostosują do nich swoje oferty i modele operacyjne, zwyciężą.

Prowadzisz działalność gospodarczą w domu? Uważaj, nowa kontrola celno-skarbowa może prawie wszystko

Według ekspertów, urzędnicy skarbowi zyskali prawo do naruszania prywatności właścicieli firm, którzy prowadzą swój biznes w miejscu zamieszkania. Mogą ich wypraszać w trakcie prowadzonych czynności i sprawdzać dosłownie wszystkie pomieszczenia oraz dokumenty, w tym także rzeczy osobiste przedsiębiorcy i jego rodziny.

Art. 64 ustęp 1 pkt. 6 ustawy o krajowej administracji skarbowej uprawnia urzędnika skarbowego do przeszukania lokalu przedsiębiorcy w każdym przypadku, gdy zostaje wszczęta kontrola celno-skarbowa. Warto wiedzieć, że zastąpiła ona kontrolę skarbową i oprócz niej można też prowadzić zwykłą kontrolę podatkową. Jak potwierdza warszawski radca prawny z Ecovis Milczarek & Partners Law Firm, zgodnie z ww. podstawą prawną, inspektor może również wkroczyć i zrewidować mieszkanie lub dom prywatny, jeśli jest tam prowadzona działalność gospodarcza podatnika.

– Oczywiście, przedsiębiorca może powiedzieć, że pewna część lokalu czy domu jest wykorzystywana tylko dla celów prywatnych. Jednak kontrola celno-skarbowa ma na celu znalezienie dowodów w prowadzonej sprawie. Dlatego, zgodnie z art. 77 ustawy o krajowej administracji skarbowej, urzędnik ma prawo wejść do każdego pokoju, znajdującego się pod adresem zarejestrowanej firmy. I to on decyduje, które konkretnie pomieszczenia będzie przeszukiwał – zapewnia Marcin Milczarek.

Urzędnicy skarbowi mogą nie tylko naruszyć prywatność przedsiębiorcy, prowadzącego działalność gospodarczą w swoim domu. Mają również prawo przeprowadzić tę kontrolę z użyciem psów służbowych. Ilość osób, które mogłyby jednocześnie wkroczyć do lokalu, nie została natomiast określona w przepisach. Ekspert przewiduje, że nowe i nie do końca dobrze zdefiniowane uprawnienia, jakimi obecnie dysponują inspektorzy, wielokrotnie będą prowadziły do dramatycznych wręcz sytuacji dla domowników. Gdy wśród nich znajdą się dzieci, nagła wizyta i przeszukanie domu może mieć negatywne skutki psychologiczne i społeczne.

– Inspektor ma prawo przeszukiwać lokal bez nadzoru kontrolowanego. Oznacza to, że w trakcie prowadzonej rewizji, przedsiębiorca może zostać wyproszony ze swojego domu i dalsze czynności będą się odbywać bez jego obecności. Wówczas istnieje niebezpieczeństwo, że pewne dowody pojawią się lub zaginą. Ponadto, urzędnik ma otwartą drogę do przeglądania np. prywatnych dokumentów czy też rzeczy osobistych mieszkańców. Oczywiście wszystko zależy od tego, w jaki sposób są wykonywane konkretne działania służbowe – ostrzega Marcin Milczarek.

Ustawa o KAS mówi wyraźnie w art. 64 ust. 1 pkt 6, że w ramach kontroli przysługuje uprawnienie do przeszukiwania lokali mieszkalnych. W opinii radcy prawnego, siłą rzeczy musi to prowadzić do kontroli rzeczy prywatnych. Urzędnik zawsze może się bronić, twierdząc, że szukał ukrywanych dowodów. Zdaniem eksperta, oczywiście godzi to w podstawowe prawa człowieka, np. do godności osobistej. Jednak wiele norm, określonych w Konstytucji RP, można ograniczać ustawowo.

– Uchylona ustawa o kontroli skarbowej nakazywała poszanowanie godności człowieka, wolności obywatelskiej oraz respektowanie innych praw. Ponadto, czynności służbowe musiały być wykonywane w sposób możliwie najmniej naruszający dobra osobiste i majątkowe przedsiębiorców, których dotyczyły. Nowa ustawa o KAS nie zawiera takich sformułowań. Co więcej, wcześniej zastosowanie miały przepisy Ordynacji Podatkowej, nakładające na urzędników obowiązek przeprowadzenia kontroli w obecności objętej nią osoby – przypomina ekspert z Ecovis Milczarek & Partners Law Firm.

Jak podkreśla Marcin Milczarek, urzędnicy mają do wykonania plan kontroli i mogą być pod presją jego realizacji. Może tak być zwłaszcza w sytuacji, gdy sprawa ma szczególne znaczenie, np. medialne. Dla przykładu, trwałaby akcja związana z kontrolą transakcji prowadzonych z krajami azjatyckimi i inspektorzy musieliby się wykazać osiągniętymi wynikami. W ocenie radcy prawnego, w ogromnej większości przypadków nie dojedzie do takich zachowań. Jednak podatnik, jako strona słabsza w relacjach z państwem, powinien być chroniony w sposób szczególny.

– Myślę, że urzędnicy będą często korzystali z uprawnienia do prowadzenia czynności bez obecności kontrolowanego, ponieważ on zawsze utrudnia im swobodne zachowanie. Natomiast wyproszenie podatnika pozbawia go w pewnej części prawa do obrony. Nie może bowiem zakwestionować tego, co zostało znalezione, ani też zaprzeczyć, że znaleziony sprzęt lub dokument, np. paragon na paliwo, jest rzeczą prywatną i niezwiązaną z działalnością gospodarczą – wyjaśnia Marcin Milczarek.

Według radcy prawnego, przedsiębiorca ma więc bardzo ograniczone możliwości bronienia się przed urzędnikiem, który dysponuje szerokim zakresem decyzji, dotyczących sposobu prowadzonej inspekcji. Oczywiście z czynności kontrolnych jest sporządzany protokół. I można zaskarżyć zawarte w nim wnioski. Ale w trakcie przeszukania, tak naprawdę nie da się zakazać inspektorowi wejścia do jakiejkolwiek części lokalu, w którym jest prowadzona działalność. Jeżeli stwierdzi on, że w pokoju dziecka mogą znajdować się dowody w sprawie, wolno mu tam wtargnąć nawet w asyście psów.

– Urzędnicy mają prawo sprawdzać przedmioty nieobjęte kontrolą. To znaczy, mogą przeszukiwać np. dokumenty, zawierające tajemnice firmowe, w tym dotyczące klientów. Przedsiębiorca przestaje wówczas panować nad tym, jak te informacje zostaną w przyszłości wykorzystane i co się z nimi stanie. W mojej ocenie, podatnik powinien mieć możliwość asystowania we wszystkich czynnościach, prowadzonych przez funkcjonariuszy. I stanowczo uważam, że konieczna jest nowelizacja ustawy o krajowej administracji skarbowej – podkreśla Marcin Milczarek.

Z pewnością trzeba odczekać kilka miesięcy, aby zaobserwować, jak konkretnie będzie wyglądało wykonywanie przepisów w praktyce. Należy też pamiętać o tym, że nie ma jeszcze wielu rozporządzeń wykonawczych do tej ustawy. Jeden z nich dotyczy np. sposobu prowadzenia kontroli w stosunku do wyrobów akcyzowych. Marcin Milczarek postuluje więc uregulowanie w ustawie szeregu czynności inspektorów, które obecnie mogą oni wykonywać w dowolny sposób. Co do zasady, to ustawy nakładają na nas prawa i obowiązki, nie zaś rozporządzenia, które dotyczą tylko kwestii technicznych.

– Wszelkie ograniczenia mogą być regulowane tylko ustawowo, co wynika z najważniejszego aktu prawnego Rzeczypospolitej Polskiej. Przykładowo, art. 50 Konstytucji RP mówi o tym, że zapewnia się nienaruszalność mieszkania. Przeszukanie go lub pojazdu przedsiębiorcy powinno więc następować jedynie w przypadkach szczegółowo określonych w ustawie KAS, w sposób również w niej opisany – proponuje Marcin Milczarek.

Jak zaznacza ekspert z Ecovis Milczarek & Partners Law Firm, trzeba uregulować ww. kwestie jak najszybciej. W przeciwnym przypadku, należy spodziewać się fali pozwów żądających uznania dokonanej kontroli za nieważną lub też naruszenia praw człowieka. Marcin Milczarek przypomina, że po wyczerpaniu krajowej ścieżki prawnej, w zakresie ochrony praw osobistych, podatnik zawsze może odwołać się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Jego zdaniem, prawnicy będą podpowiadali klientom taką możliwość, więc stanie się to działaniem na szeroką skalę.

– Legislator powinien lepiej dbać o jakość aktów prawnych, regulujących tak ważne kwestie. Przestępstwa, w tym skarbowe, należy oczywiście ścigać. Pozostaje jednak kwestia proporcjonalności środków do ewentualnie popełnionych czynów. Uważam, że kontrolne restrykcje w dużej większości uderzą w naprawdę uczciwych podatników, którym zdarzają się przecież błędy. Ci, którzy z premedytacją oszukują Skarb Państwa, nie działają w domu. Wykorzystują podstawione osoby, fikcyjne adresy i faktury. Tylko wyłudzane przez nich pieniądze są prawdziwe – podsumowuje Marcin Milczarek.

Theresa May ożywiła rynki

Pierwszy pełny dzień handlu po świętach i od razu mamy ożywienie. Rynki walutowe prezentowały się wczoraj najlepiej ze wszystkich. Nieco słabiej wyglądała sytuacja na rynkach giełdowych.

Indeks SP500 po raz czwarty w ostatnich pięciu dniach odnotował spadki. Podobnie wyglądała sytuacja w Europie, gdzie indeksy giełdowe mieniły się na czerwono. Na tym tle dobrze wypadł rodzimy WIG20. Warszawski parkiet był jednym z kilku w Europie, gdzie odnotowano wzrosty. Jednak największe emocje towarzyszyły wczoraj rynkowi walutowemu, a szczególnie funtowi brytyjskiemu. Premier Theresa May ogłosiła przedterminowe wybory, mające odbyć się 8 czerwca. Informacja ta najpierw osłabiła funta, który następnie do końca dnia bardzo mocno zyskiwał na sile(2.2% dla GBP/USD).

Ożywienie na rynku funta siłą rzeczy rozlało się też po pozostałych rynkach. Dolar amerykański znajdował się więc w defensywie. Wczorajszy kalendarz makroekonomiczny był niemal pusty, więc żadne inne wydarzenie nie obchodziło we wtorek inwestorów. Dziś danych wcale nie będzie dużo więcej. Z tych wydarzeń jakie będą miały miejsce wyróżnić należy publikację „Beżowej księgi”, która będzie miała miejsce o godzinie 20:00 polskiego czasu.

gbpusd19042017r

Pokaźne wzrosty na GBP/USD wcale nie zmieniły diametralnie sytuacji na wykresie tej pary. Zbliżyliśmy pod przedział 1.29-1.30. Jeśli impet wzrostowy się utrzyma, możliwe będzie podejście na 1.34. Tam też biegnie górna linia kanału spadkowego, stanowiąc barierę oporu. Wsparcie mamy przy 1.26.

Sylwester Majewski


Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

Koszty ochrony danych osobowych dla administratorów budynków wzrosną

RODO jest rozporządzeniem zaostrzającym normy bezpieczeństwa baz danych na całym obszarze wspólnoty europejskiej. Mimo, że został wprowadzony w ubiegłym roku, to trwa obecnie okres dostosowawczy. Rozporządzenie wejdzie w życie 26 maja 2018 roku, a póki co prowadzone są prace przygotowawcze. Firmy informatyczne ciężko pracują nad RODO – zaostrzenie dotyczy przede wszystkim kwestii szyfrowania i pseudonimizacji danych. Lux Dom od dawna stara się być powyżej wszystkich standardów, więc można założyć spełnienie również tego wyśrubowanego standardu. Wprowadzenie tego rozporządzenia zwiększy koszty związane z bazami danych, które będą musiały pokryć firmy takie jak Lux Dom.

– Przy umowach z klientami i wspólnotami mieszkaniowymi zobowiązujemy się do prowadzenia bez danych oraz spełnienia wymogów narzuconych przez prawo państwowe – powiedział agencji eNewsroom.pl Marcin Celiński, wiceprezes Lux Dom – W tej chwili certyfikowanie baz danych oraz coroczne audyty mogą znacznie zwiększyć koszty. Czekamy na akt wykonawczy w prawie krajowym, który wskaże kto, w jaki sposób, w jakich okresach będzie wykonywał te kontrole. Z całą pewnością będą one płatne – przez co zwiększy to koszty. Kolejnym kosztem będzie oprogramowanie. Rozporządzenie uderzy najbardziej w mniejsze firmy, ze skromniejszymi środkami. Koszt startowy wdrożenia nowych rozwiązań będzie taki sam jak w przypadku dużych firm. Pewne jest, że RODO będzie uciążliwe dla małych firm, zwiększy koszty ich działania i spowoduje profesjonalizację obsługi informatycznej – co nie jest normą w małych firmach. Rynek zarządzania nieruchomościami jest tak konkurencyjny, że trudno sobie wyobrazić przerzucenie kosztów firmy na klientów. Małe firmy będą zmuszone do poszukania rozwiązań konsolidowania wspólnych zleceń albo nastąpi ruch rynkowy, który przekaże większą część tego tortu dużym firmom – podsumował Celiński

Studenci chcą większego zaangażowania uczelni i firm w ich proces edukacji. Ma to ułatwić im start na rynku pracy

Studenci chcą większego zaangażowania uczelni i firm w ich proces edukacji. Ma to ułatwić im start na rynku pracy

Zdaniem studentów brak doświadczenia zawodowego to największa bariera w zdobyciu pierwszej pracy. Tymczasem zarówno uczelnie wyższe, jak i firmy w niedostatecznym stopniu dbają o przygotowanie młodych ludzi do wykonywania zawodu. Brakuje przede wszystkim staży i opieki mentorskiej. Zdaniem 90 proc. pobierających naukę na studiach konieczna jest praktyczna współpraca nauki z biznesem.

– Najkorzystniejszym sposobem wsparcia młodych przygotowujących się do podjęcia pierwszej pracy jest współpraca uczelni z biznesem – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Karol Leszczyński, dyrektor programu „Start na rynku pracy” Fundacji Inicjatyw Młodzieżowych. – Najlepiej układa się ona na szczeblu lokalnym, gdy miejscowy ośrodek naukowy współpracuje z regionalnym pracodawcą.

Współpraca nauki z przedsiębiorstwami nie jest mocną stroną polskiej gospodarki. Jak wynika z badania „Start na rynku pracy” realizowanego przez Fundację Inicjatyw Młodzieżowych (FIM) i Parlament Studentów RP, przeszło 90 proc. osób pobierających naukę na uczelniach wyższych jest zdania, że należy rozwijać praktyczną współpracę pomiędzy takimi ośrodkami a przedsiębiorstwami.

Największą barierą w podjęciu zatrudnienia – według studentów – jest bowiem brak praktycznego przygotowania (74 proc.). Dopiero na kolejnych miejscach plasują się wysokie wymagania pracodawców (51 proc.) oraz brak wiedzy o zasadach funkcjonowania współczesnego rynku pracy (38 proc.).

– Młodzi ludzie dbają o to, by mieć jak największe doświadczenie, ale nie wszyscy wiedzą, jak to zrobić, brakuje im też często możliwości – komentuje Karol Leszczyński. – Praktyki podczas studiów powinny być wysokiej jakości, młodzi ludzie muszą być prowadzeni przez pracodawcę, a następnie otrzymać informację o tym, czy sobie poradzili, oraz wynagrodzenie za pracę. Gdy współpraca jest w taki sposób prowadzona, studenci osiągają najlepsze efekty. Pracodawcy z kolei mogą wykształcić pracowników, którzy później zasilą szeregi zatrudnionych. Jednak takich przedsięwzięć w skali kraju nie ma niestety wiele.

Z badania wynika, że jako największe ułatwienie w zdobyciu posady studenci postrzegają znajomości (71 proc.). W dalszej kolejności wymieniali także prestiż uczelni (37 proc.) oraz konkretne jej działania, w tym działalność biura karier (18 proc.). Dla pracodawcy sam dyplom często ma mniejsze znaczenie, a ważniejsze są kompetencje.

– Tymczasem z naszych badań wynika, że 40 proc. studentów nie wie nawet, gdzie na ich uczelni znajduje się biuro karier, więc trudno mówić o dobrym wsparciu w tym zakresie ze strony placówki naukowej – zauważa Karol Leszczyński. – Na taką sytuację składa się wiele czynników. Po pierwsze, nie odpowiedzieliśmy sobie do dzisiaj w Polsce na pytanie, czy uczelnia jest po to, żeby kształcić pracowników, czy po prostu ludzi na danych kierunkach. Nie wiemy, czy ważniejsze jest zdobycie wiedzy ogólnej, czy przygotowanie do zawodu. W wyniku tego programy często nie są dopasowane do żadnej z tych form działania, co utrudnia kształcenie.

Drugim czynnikiem – zdaniem Leszczyńskiego – jest zmieniający się w Polsce bardzo szybko rynek zatrudnienia.

– Wiele lat temu mieliśmy duże bezrobocie, rynek należał do pracodawcy, a obecnie wskaźnik ten systematycznie spada. Dodatkowo w kraju przebywa i pracuje prawie milion obywateli Ukrainy – przypomina Karol Leszczyński. – Zmiana programu studiów tymczasem zajmuje około 7–8 lat.

Z badania FIM i Parlamentu Studentów RP wynika to również z tego, że dotychczasowe dobre praktyki zarówno uczelni, jak i pracodawców zmierzające do ułatwienia studentom wejścia na rynek pracy charakteryzują się bardzo niskim poziomem znajomości.

– W nawiązywaniu kooperacji placówki naukowej z biznesem pole do popisu mają organizacje akademickie – zauważa Karol Leszczyński. – Powinny dawać one swoim członkom możliwość działania, ułatwiać zdobywanie kontaktów, wiedzy, kompetencji, których uczelnia nie daje.

Polacy przy budowie domów zwracają uwagę na jakość materiałów. Liczy się energooszczędność i trwałość

Polacy przy budowie domów zwracają uwagę na jakość materiałów. Liczy się energooszczędność i trwałość 1

Przy budowie domów koszty przestają mieć decydujące znaczenie. Liczą się terminowość, fachowy wykonawca i właściwy dobór materiałów, który gwarantuje trwałość inwestycji. Polacy mają też coraz większą wiedzę o materiałach budowlanych. Chętniej sięgają po ekologiczne rozwiązania i coraz więcej osób decyduje się na pozyskiwanie energii ze źródeł odnawialnych. Polacy wiedzą, że w dłuższej perspektywie użycie ekologicznych materiałów daje oszczędności w eksploatacji domów – ocenia Bartosz Pilch z firmy SIG.

– W dużym stopniu to, czy Polacy budują na własną rękę, czy wolą gotowe domy lub mieszkania, zależy od miejsca ich zamieszkania. W dużych miastach dominuje budownictwo deweloperskie wielorodzinne, w związku z tym mamy większy wybór gotowych domów i mieszkań. Natomiast na terenach wiejskich budujemy przeważnie na własną rękę, bo inwestycji deweloperskich tam raczej nie ma – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bartosz Pilch, dyrektor ds. marketingu i e-commerce w SIG, firmie dystrybuującej materiały i systemy budowlane.

Z „Raportu o budowie domów w Polsce” przygotowanego przez serwis Oferteo.pl wynika, że większość osób (59 proc.) decyduje się na budowę domu według kupionego i gotowego projektu. Pozostali decydują się na projekt indywidualny. Najwięcej domów powstaje już od lat na terenach wiejskich i w średnich miastach.

– Zdecydowanie częściej decydujemy się oddać budowę w ręce fachowców. Budowa metodami gospodarczymi jeszcze występuje, ale w coraz większym stopniu jest wypierana przez profesjonalne ekipy – wskazuje Pilch.

Najczęściej szukamy jednej ekipy do budowy domu w stanie surowym, do pozostałych prac wybieramy wyspecjalizowane grupy. Choć rzadko sami decydujemy się na budowę własnymi siłami, większość z nas sama wybiera materiały budowlane.

– Polacy mają ogólną wiedzę na tematy budowlane. Wiemy co nieco o procedurach, procesach, mamy ogólną wiedzę na tematy związane z materiałami budowlanymi. Ale gdy wejdziemy nieco głębiej, wiedza okazuje się dosyć powierzchowna, np. przy izolacjach budowlanych klienci zwracają uwagę na jej grubość, a nie współczynnik przenikania ciepła – mówi ekspert firmy SIG.

Jeszcze kilka lat temu najważniejsza przy budowie domu była jak najkrótsza realizacja inwestycji i niska cena. Obecnie liczy się jakość wykonania, tak by dom był możliwie trwały.

– Do kluczowych obszarów na pewno należy terminowość wykonania inwestycji, fachowość wykonawcy, dobór właściwych materiałów. Natomiast cena nie jest już dominującym kryterium – ocenia Bartosz Pilch.

Zaczynamy zwracać uwagę na pochodzenie materiałów oraz ich wpływ na środowisko. Wybieramy takie produkty, które gwarantują solidność wykonania i większą energooszczędność. Wiąże się to z rozporządzeniem ministra infrastruktury. Do końca 2020 roku zgodnie z dyrektywą w sprawie charakterystyki energetycznej budynków wszystkie powinny być budynkami o niemal zerowym zużyciu energii.

– Polacy mają coraz większą świadomość istotności i wpływu na środowisko tych produktów, których używają. Zdają sobie sprawę z tego, że w dłuższej perspektywie użycie lepszych materiałów powoduje oszczędności w eksploatacji domów – wskazuje dyrektor ds. marketingu i e-commerce w SIG.

Pomocni w wyborze materiałów są doradcy w sklepach budowlanych czy porady podczas targów budowlanych. Często korzystamy z opinii zamieszczonych w internecie i porównywarki cen.

– Zwracamy uwagę na pochodzenie materiałów, na ich jakość, choć czasem nie do końca jesteśmy w stanie jej właściwie ocenić. W tym wypadku pomocą służy nam internet, gdzie można znaleźć informacje o produktach, ich dane techniczne, porównać je, a nawet kupić – podkreśla Pilch.

Polacy są przywiązani do tradycyjnych materiałów budowlanych, także przy wyborze systemów ogrzewania kierujemy się sprawdzonymi rozwiązaniami. Najpopularniejsze są ogrzewanie gazowe i elektryczne (40 proc.), materiały opałowe – przede wszystkim ekogroszek (30 proc.) czy podłączenie do sieci miejskiej. Coraz więcej osób decyduje się na pozyskiwanie energii ze źródeł odnawialnych. Szacuje się, że 15 proc. wybiera pompę ciepłą, a 7 proc. kolektory słoneczne.

– Wciąż najczęściej stosowanym typem ogrzewania jest ogrzewanie gazowe. Stosujemy również ogrzewanie np. na pelet oraz ogrzewanie elektryczne. Często łączymy to z pompami ciepła oraz coraz częściej z rekuperacją, która nie tylko pozwala nam odzyskiwać ciepło z wywietrzonego powietrza, lecz także zachować jego lepszą jakość wewnątrz domu – przekonuje Bartosz Pilch.

Tradycyjne zakupy odchodzą do lamusa. Sklepy inwestują w różne kanały sprzedaży i łączą je dzięki nowym technologiom

Tradycyjne zakupy odchodzą do lamusa. Sklepy inwestują w różne kanały sprzedaży i łączą je dzięki nowym technologiom 2

Czynnikiem decydującym o wyniku sprzedaży są wrażenia klientów towarzyszące zakupom. Tylko pod warunkiem że proces zakupowy będzie wygodny, szybki i bezpieczny, klient zdecyduje się na ponowną transakcję. To wymaga od firm przede wszystkim inwestycji w wielokanałowość i sprawną wymianę informacji między poszczególnymi kanałami dystrybucji. Do tego konieczna jest ścisła współpraca pomiędzy poszczególnymi działami w organizacji, w tym szczególnie marketingu, sprzedaży i działu technologicznego.

W typowym procesie sprzedażowym technologia odpowiada już za 70–80 proc. całego cyklu zakupowego. Dziś nie sposób robić zakupy bez wsparcia technologii. Cały marketing i proces sprzedaży – szczególnie tam, gdzie one są zautomatyzowane – bazują na technologii, na zbieraniu i przetwarzaniu ogromnych ilości danych, które są następnie udostępniane pracownikom firmy po to, by dostarczyć komfortową, bezpieczną i szybką obsługę klienta – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Gembalczyk, regional manager SAP Hybris w Europie Środkowo-Wschodniej.

Technologiczna rewolucja i media społecznościowe wykreowały nowy typ konsumentów, którzy inaczej podchodzą do zakupów. Jak podaje Deloitte, 60 proc. podejmuje decyzje zakupowe na podstawie opinii rodziny lub znajomych, a połowa opiera się na recenzjach w internecie. Zaufanie do firm i marek nie przekracza 7 proc.

Zmienił się nie tylko sposób podejmowania decyzji, lecz także zwyczaje konsumentów. Z badań przeprowadzonych przez BigCommerce w USA wynika, że 43 proc. Amerykanów robi zakupy w łóżku, co czwarty będąc w pracy, a co piąty – w łazience albo samochodzie. To efekt popularności urządzeń mobilnych. Według globalnej firmy doradczej Deloitte w ubiegłym roku po raz pierwszy w historii więcej Brytyjczyków zrobiło zakupy online niż w sklepach stacjonarnych (48 vs. 45 proc.). Z kolei w Polsce e-zakupy robi regularnie ponad połowa internautów (55 proc.).

Współczesny klient ma takie same oczekiwania jak wcześniej. Szuka produktów, które są dostępne i właściwie wycenione, czyli mają dobrą relację wartości do ceny. Zmieniły się za to oczekiwania dotyczące samego procesu zakupowego – komentuje Wojciech Gembalczyk.

Konsumenci chcą dokonywać zakupów w różnych kanałach: w sklepach stacjonarnych, online albo w kanale mobilnym. Internet, blogi i fora stały się dla nich podstawowym źródłem informacji o markach i produktach. Ich opinię o danym brandzie kształtują interakcje w mediach społecznościowych. Dlatego na znaczeniu zyskał marketing, który spaja wszystkie te kanały, mając za cel zapewnienie klientom jak najlepszych doświadczeń zakupowych.

Marketing omnichanel (wielokanałowy) stał się niezbędny dla firm, które chcą utrzymać swoją konkurencyjność. Badanie przeprowadzone w 2015 roku przez GfK pokazało, że konsumenci oczekują coraz większej synergii pomiędzy kanałami online a offline. 40 proc. klientów łączy różne kanały zakupowe, a 23 proc. zapoznaje się z ofertą w sklepie stacjonarnym, a następnie kupuje w sieci. Niemal wszyscy klienci (96 proc.) chcieliby mieć możliwość sprawdzenia przez internet dostępności produktów w konkretnym sklepie stacjonarnym, a 90 proc. chce robić zakupy online i odbierać je osobiście w sklepie.

Skuteczność wielokanałowego marketingu potwierdza przeprowadzona przez odzieżowego giganta akcja „C&A Fashion like”. Marka umieściła ubrania ze swojej kolekcji na interaktywnych wieszakach, połączonych z Facebookiem, które w czasie rzeczywistym reagowały i wyświetlały liczbę lajków dla danego modelu, angażując klientów we wspieranie ulubionych projektów. Kampania okazała się marketingowym sukcesem, docierając do przeszło 8,8 mln osób i angażując co godzinę 1 tys. nowych fanów odzieżowej marki. Przełożyła się też na wyniki sprzedażowe: większość kolekcji została sprzedana w ciągu jednego dnia.

Jak zauważają eksperci, w marketingu cały czas pojawiają się nowe trendy, które mają zwiększyć jego efektywność. W jednym szeregu z omnichannel wymienia się obecnie widok konsumenta 360 stopni, konieczność angażowania klienta w dobrowolną promocję marki oraz marketing 1:1, czyli budowanie relacji z konsumentami opartej na spersonalizowanych interakcjach.

Głównym celem marketingu stało się jednak wzmacnianie pozytywnych emocji wokół marki w różnych kanałach kontaktu z klientem, ponieważ wrażenia towarzyszące zakupom to dziś kluczowy czynnik decydujący o wyniku sprzedaży. Dlatego też firmy muszą zaprojektować procesy marketingowe i sprzedażowe tak, by zapewnić klientowi maksimum komfortu, szybkości i bezpieczeństwa.

Trzeba właściwie rozpoznać klienta i zaoferować mu to, czego potrzebuje, umożliwić mu komfortowe dokonanie transakcji i nie gubić informacji o nim pomiędzy różnymi kanałami sprzedaży. Szybkość oznacza, że firma musi udostępnić informację o tym, co jest dostępne i na kiedy, oraz być wiarygodna – jeżeli obiecuje, że coś będzie za 2 godziny, to musi się z tego wywiązać. Bezpiecznie – to znaczy z jednej strony pozwolić klientowi opierać się na rekomendacjach, czyli na poleceniach innych osób, a z drugiej strony umożliwiać klientowi wycofanie się z transakcji albo zwrot towaru – wyjaśnia Wojciech Gembalczyk.

O tym, jak omnichannel marketing zmienia naturę relacji firm i konsumentów dyskutowali w tym tygodniu eksperci – specjaliści marketingu, sprzedaży, e-handlu i technologii, zgromadzeni w Warszawie na konferencji SAP Hybris Day Poland.

Polski rynek nieruchomości biurowych rośnie w siłę. Napędza go rozwój sektora usług dla biznesu

Polski rynek nieruchomości biurowych rośnie w siłę. Napędza go rozwój sektora usług dla biznesu 3

Polski rynek nieruchomości biurowych rośnie najszybciej w Europie. Odnotowane w ubiegłym roku popyt i podaż nowych biur były rekordowe, podobnie jak wolumen transakcji inwestycyjnych. Motorem rozwoju biurowego rynku jest sektor nowoczesnych usług dla biznesu, który w Polsce rozwija się bardzo dynamicznie. Brexit może ten wzrost dodatkowo przyspieszyć. Eksperci zgadzają się co do pozytywnych prognoz dla rynku biurowego na nadchodzące lata.

– Rynek biurowy ma w Polsce bardzo dobre prognozy, które są podyktowane rozwojem sektora nowoczesnych usług dla biznesu. Wiele firm ogłasza plany stworzenia nowych miejsc pracy, zarówno w Warszawie, jak i w miastach regionalnych. To główny bodziec do rozwoju rynku biurowego. Polska jest w tej branży europejskim i światowym liderem, dlatego prognozujemy, że rynek biurowy w Polsce będzie dalej stabilnie się rozwijał – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dorota Wysokińska-Kuzdra, prezes zarządu Griffin Premium RE.

Jak wynika z podsumowania firmy doradczej JLL, ubiegły rok był rekordowy dla polskiego rynku nieruchomości biurowych. Do użytku oddano prawie 900 tys. mkw. nowych biur, najwięcej w historii. Tym samym łączne zasoby nowoczesnych powierzchni biurowych przekroczyły 9 mln mkw. Firmy podpisały umowy najmu na 1,34 mln mkw. powierzchni biurowej – to z kolei drugi najlepszy wynik w dotychczasowej historii polskiego rynku biurowego. Jak zauważa JLL, dużą część tego popytu wygenerowały firmy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu.

– Dzisiaj ten sektor gospodarki, którym są nowoczesne usługi dla biznesu, zatrudnia ponad 200 tys. osób. Według prognoz na przestrzeni kolejnych 2–3 lat to zatrudnienie wzrośnie o około 100 tys. osób. Licząc średnio 10 mkw. na pojedynczego pracownika, można wywnioskować, że w takim razie potrzeba będzie około 1 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Oczywiście można dyskutować o konkretnej liczbie, ale ten przykład dobrze obrazuje skalę i perspektywy polskiego rynku biurowego – mówi Dorota Wysokińska-Kuzdra.

Z danych branżowego stowarzyszenia ABSL, które zrzesza globalnych inwestorów z sektora usług biznesowych, wynika, że w ubiegłym roku w Polsce funkcjonowało 936 centrów usługowych (z czego 676 zagranicznych), które zatrudniały łącznie ponad 212 pracowników. W okresie I kwartał 2015 – I kwartał 2016 r. zatrudnienie w centrach zagranicznych ulokowanych w Polsce wzrosło o 25 proc. Według prognoz do 2020 roku w sektorze nowoczesnych usług dla biznesu będzie pracować już ponad 300 tys. osób.

ABSL zauważa w ubiegłorocznym raporcie („Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce 2016”), że Polska jest obecnie najszybciej rozwijającym się rynkiem biurowym w Europie Środkowo-Wschodniej. Na tle innych państw regionu wyróżnia ją znacząca liczba dobrze rozwiniętych lokalizacji biurowych, z bogatą ofertą najmu w ramach nowoczesnych projektów.

Poza Warszawą, w której podaż biur przekracza 5 mln mkw., szybko rozwijają się również Kraków, Wrocław, Katowice, Poznań i inne miasta regionalne. Jak podaje JLL, w ubiegłym roku sektor nowoczesnych usług dla biznesu wygenerował na lokalnych rynkach 59 proc. popytu na nieruchomości biurowe.

– Niewątpliwie nowoczesne usługi dla biznesu, czyli potocznie mówiąc nowoczesny outsourcing, jest dzisiaj motorem napędowym rynku biurowego w Polsce. Firmy się rozwijają, powiększają swoje siedziby i potrzebują więcej przestrzeni. Są to działy R&D, zaawansowane technologie IT oraz usługi finansowe i księgowe, które w tej chwili są relokowane również z Londynu, w czym paradoksalnie pomógł nam brexit – mówi Dorota Wysokińska-Kuzdra.

W 2017 roku podaż nowych biur może przekroczyć 800 tys. mkw., jeżeli deweloperzy terminowo zrealizują swoje plany. Na wysokim poziomie utrzymuje się też aktywność budowlana – obecnie w budowie znajduje się ponad 1,5 mln mkw. nowych biur, z czego 675 tys. mkw. w samej Warszawie.

Zdaniem prezes spółki Griffin Premium RE, która w ubiegłym tygodniu zadebiutowała na warszawskiej giełdzie, choć poziom wydawanych pozwoleń na budowę jest zbliżony do tego sprzed krachu, to Polsce nie grozi raczej zapaść na nieruchomościowym rynku.

– Dobrym regulatorem rynku w Polsce są banki. Nieruchomości komercyjne są finansowane przy użyciu finansowania zewnętrznego. Banki, które je zapewniają, wymagają odpowiedniego poziomu przednajmu. Poza tym dobrze, że są pozwolenia, że rynek się rozwija i jest podaż, ponieważ utrzymuje się też spory popyt na biura. Byłoby żal nie wykorzystać tego popytu i zainteresowania Polską, szczególnie w ramach sektora nowoczesnych usług dla biznesu – mówi Dorota Wysokińska-Kuzdra.

Szybki rozwój rynku biurowego sprawia, że na Polskę przychylnym okiem patrzą zagraniczni inwestorzy. Z danych JLL wynika, że w ubiegłym roku wartość transakcji w nieruchomościach komercyjnych sięgnęła blisko 4,6 mld euro, z czego 39 proc. (ok. 1,8 mld euro) tej kwoty przypadło na projekty biurowe. Polska zajęła pierwsze miejsce na liście najbardziej najatrakcyjniejszych lokalizacji dla inwestycji w nieruchomości (przed Czechami i Węgrami).

Zdaniem ekspertów w tym roku pozytywny trend się utrzyma, o ile podaż atrakcyjnych projektów biurowych na polskim rynku będzie w stanie dorównać zainteresowaniu inwestorów. Zdaniem prezes Griffin Premium RE jest ono spowodowane między innymi faktem, że Polska jako jedyne europejskie państwo nie borykała się z dużą recesją, notując przez cały czas wzrost gospodarczy.

– Ceny w Polsce wciąż są atrakcyjne w stosunku do Europy Zachodniej, więc można kupić bardzo dobre aktywa z długoletnimi umowami najmu, a nawet całkiem nowe aktywa. Polski rynek nieruchomości jest relatywnie młody w stosunku do zachodnioeuropejskich. To powoduje, że inwestorzy chętnie przyjeżdżają do Polski. Oczywiście jest to też kwestia dywersyfikacji ryzyka. Generalnie jednak Polska na światowej mapie rynku nieruchomościowego jest bardzo dobrze postrzegana – mówi Dorota Wysokińska-Kuzdra.

Inwestycje w farmy wiatrowe na Bałtyku mogą wynieść kilkadziesiąt miliardów złotych. Branża czeka na przejrzyste regulacje

Inwestycje w farmy wiatrowe na Bałtyku mogą wynieść kilkadziesiąt miliardów złotych. Branża czeka na przejrzyste regulacje 4

Aukcje energii to szansa dla technologi, które nie mogły rozwinąć się w poprzednim systemie opartym na zielonych certyfikatach. Jedną z nich jest morska energetyka wiatrowa, która jest relatywnie stabilnym źródłem zielonej energii. Inwestycje w ten sektor wymagają jednak czasu i kapitału. Branża czeka na przejrzyste deklaracje rządzących dotyczące morskiej energetyki wiatrowej. Ekonomiści szacują, że ulokowanie 6 GW energii w farmach wiatrowych na Bałtyku przełożyłoby się na inwestycje warte około 60 mld zł.

– Nowy system wsparcia dla energetyki odnawialnej, w którym rząd dyktuje wolumeny i kierunki rozwoju, daje szansę na rozwój technologii, które do tej pory nie były aż tak konkurencyjne i które nie broniły się finansowo przy założeniach systemu wsparcia obowiązującego wcześniej, opartego na zielonych certyfikatach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Puacz, radca prawny w Kancelarii Clifford Chance, zajmujący się praktyką energetyczną i prawem ochrony środowiska.

Poprzedni system wsparcia produkcji zielonej energii oparty był na tzw. zielonych certyfikatach, czyli świadectwach potwierdzających pochodzenie energii ze źródeł odnawialnych, wprowadzonych ustawą z 1997 roku. W czerwcu ubiegłego roku Sejm przyjął nową ustawę o odnawialnych źródłach energii, która wprowadziła model aukcyjny. Prezes Urzędu Regulacji Energetyki wyłania w nich przedsiębiorców, którzy zaoferują określoną ilość zielonej energii po najniższej cenie. Aukcje, z których pierwsza odbyła się w grudniu, mają być przeprowadzane co najmniej raz do roku.

– System aukcyjny, który zakłada, że podmioty wiedzą, kiedy, o co i na jakich zasadach będą rywalizować, pozwala realizować im takie projekty, które są dużo bardziej kapitałochłonne, zdecydowanie większe i bazują na technologii, która wymaga dłuższego okresu przygotowania – ocenia Paweł Puacz.

Zdaniem radcy prawnego z kancelarii Clifford Chance w obecnym systemie wiele projektów energetyki wiatrowej na lądzie zostanie prawdopodobnie zablokowanych. Pojawiła się jednak szansa, aby ta moc została uruchomiona i przeznaczona na projekty energetyki morskiej, której jednocześnie oferują większą przewidywalność i stabilność dla systemu energetycznego.

– To jest jedną z największych bolączek ministra energii i operatorów systemowych. Polskiej energetyce odnawialnej wytyka się, że jest niestabilna i rozregulowuje cały system. Morska energetyka wiatrowa, mówiąc wprost, kręci się dłużej i jest bardziej przewidywalną technologią, co jest bardziej korzystne z punktu widzenia tego systemu – mówi Paweł Puacz.

Problemem, który utrudnia rozwój morskiej energetyki wiatrowej, pozostaje brak jasnych regulacji i odgórnych deklaracji co do zmian ukierunkowanych na wsparcie tego sektora.

– Sektor jest gotowy, aby inwestować i wchodzić w kolejne projekty, natomiast na tę chwilę nie ma wyraźniej deklaracji rządu, czy będzie wspierał tę technologię i jakie ewentualne zmiany prawne zostaną wprowadzone, aby poprawić tych kilka mankamentów regulacyjnych, z którymi borykają się obecnie deweloperzy i inwestorzy – mówi Paweł Puacz.

Jednym z głównych oczekiwań dotyczących morskiej energetyki wiatrowej jest zwiększenie przewidywalności dla tego sektora i wyznaczenie ram czasowych, w których konkretne projekty mogłyby wystartować po wsparcie i je uzyskać. W obecnym modelu z roku na rok wiadomo, kiedy będzie organizowana aukcja i  jaki wolumen energii będzie zaoferowany w ramach danej aukcji. Tym samym wiadomo również, jakie projekty mają szansę realizacji i będą mogły startować po wsparcie. Projekty związane z morską energetyką wiatrową wymagają natomiast dłuższej perspektywy czasowej i dłuższych przygotowań.

– Inwestorzy mają problem z wydaniem dziesiątek milionów złotych na proces deweloperski i zdobycie odpowiednich pozwoleń, nie mając perspektywy i nie wiedząc de facto, kiedy te projekty będą mogły uzyskać wsparcie umożliwiające ich realizację – mówi Paweł Puacz.

– Widzimy wielu nowych inwestorów i instytucji angażujących się w morską energetykę wiatrową. W przeszłości tym segmentem interesowały się głównie podmioty państwowe, teraz częściej angażują się inwestorzy instytucjonalni, fundusze emerytalne i towarzystwa ubezpieczeniowe. Jest również duże zainteresowanie ze strony instytucji finansowych. W ostatnich 10 latach dokonaliśmy dużego postępu, a przyszłość też wygląda obiecująco – mówi dr Florian Mahler, partner w kancelarii Clifford Chance.

Jak wynika z szacunków McKinsey & Company, potencjał morskiej energetyki wiatrowej w Polsce sięga około 6 GW mocy.

– Ekonomiści wyliczają, że zrealizowanie ambitnego planu, który zakłada 6 GW energii w projektach na morzu w ciągu nadchodzących 15 lat, oznacza, że poziom inwestycji w tym sektorze może osiągnąć kwotę 60 mld zł. Faktycznie są to inwestycje kapitałochłonne, oparte na bardzo nowoczesnej technologii. Na tym sektorze mogliby zarabiać zarówno producenci stali, dostawcy usług, serwisanci, jak i właściciele know-how oraz technologii – mówi Paweł Puacz.

– Polska ma wielki potencjał. Macie dostęp do europejskiego know-how w tym zakresie. Jesteście blisko Niemiec, Wielkiej Brytanii, Holandii, Danii i z ich doświadczeń możecie korzystać, by stworzyć odpowiednie warunki  prawne, które będą przyciągać inwestorów, a także zagwarantują, że polska gospodarka skorzysta na rozwoju morskich farm wiatrowych. To będzie największe wyzwanie – mówi  dr Florian Mahler.

Zdaniem branżowych ekspertów rozwój energetyki wiatrowej na Bałtyku stworzyłby szansę rozwoju dla mniejszych portów położonych na wybrzeżu oraz przemysłu stoczniowego. Obecnie w tym sektorze prowadzi już działalność kilkanaście polskich firm, które z braku popytu na krajowym rynku współpracują głównie z zagranicznymi partnerami i eksportują większość swoich produktów i usług. Rozwój morskiej energetyki w Polsce mógłby odwrócić sytuację.

– Przemysł stoczniowy jest wskazywany jako ten, który potencjalnie mógłby najbardziej skorzystać na rozwoju morskiej energetyki wiatrowej. Mówi się, że ten sektor może się rozwijać u nas, lokalnie. Jest gros polskich firm, które już teraz żyją z tego sektora, ich fabryki i montownie są w Polsce, ale na tą chwilę eksportują większość swoich usług za granicę – mówi Paweł Puacz.

Polskie słodycze hitem eksportowym. Najpopularniejszymi kierunkami państwa UE, Daleki i Bliski Wschód

Polskie słodycze hitem eksportowym. Najpopularniejszymi kierunkami państwa UE, Daleki i Bliski Wschód 5

Polska jest w pierwszej dziesiątce największych w Unii Europejskiej producentów słodyczy. Jednak ze względu na stagnację na polskim rynku, dominującą pozycję sieci handlowych oraz rosnącą konkurencję ze strony producentów z Ukrainy krajowi wytwórcy rozwijają eksport słodyczy na rynki zagraniczne. Głównymi odbiorcami są państwa Wspólnoty, jednak rozwijają się też rynki trzecie, przede wszystkim blisko- i dalekowschodnie. Eksport polskich słodyczy rósł w ostatnich latach w tempie sięgającym 10–15 proc. rocznie.

– Polska stała się w ostatnich latach szóstym co do wielkości producentem słodyczy w Europie. W tej chwili mamy jednak na polskim rynku stagnację, jeśli chodzi o sprzedaż słodyczy, więc to eksport pozwala firmom z branży dynamicznie się rozwijać – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Sławomir Pawłowski, prezes Cukierniczej Spółdzielni Inwalidów „Słowianka” oraz członek zarządu Stowarzyszenia Polskich Producentów Wyrobów Czekoladowych i Cukierniczych POLBISCO.

Polska wyrosła w ostatnich latach na jedną z europejskich potęg cukierniczych. Wartość krajowego rynku słodyczy szacowana jest blisko na 13 mld zł, z czego połowę stanowią wyroby czekoladowe. Według danych GUS w I półroczu ubiegłego roku produkcja wyrobów czekoladowych wzrosła o 5,7 proc. i przekroczyła 180 tys. ton.

Jak wynika z ubiegłorocznego raportu „Zmiany preferencji Polaków w zakresie konsumpcji żywności” przygotowanego przez Bank BGŻ BNP Paribas i firmę badawczą GfK, spożycie czekolady i wyrobów cukierniczych w latach 2005–2014 zwiększyło się o 36 proc. (do 4,5 kg na osobę rocznie). Polacy podczas zakupów częściej zwracają uwagę na kwestie zdrowotne, wybierając czekoladę z wysoką zawartością kakao czy batony z ziarnami zbóż. Konsumpcja słodyczy rośnie też wraz ze wzrostem dochodów konsumentów.

Na tle innych państw europejskich w Polsce spożycie słodyczy wciąż jest jednak relatywnie niewielkie. Statystyczny Niemiec zjada rocznie około 9 kg słodyczy. Dodatkowo producenci muszą pilnować niższych cen ze względu na politykę sieci handlowych oraz nasilającą się konkurencję tańszych dostawców ze Wschodu, głównie z Ukrainy. Ze względu na niższe ceny cukru i koszty siły roboczej tamtejsze wyroby są tańsze średnio o jedną trzecią. Dlatego szansą dla polskich producentów słodyczy jest eksport na rynki zagraniczne.

– Potencjał sprzedaży słodyczy na rynkach międzynarodowych jest nieograniczony. Polska sprzedaje ich ciągle stosunkowo niewiele, ale widać wzrost sprzedaży słodyczy na rynku eksportowym, który sięga 10–15 proc. – mówi Sławomir Pawłowski.

Wartość polskiego eksportu słodyczy jest szacowana na około 6 mld zł rocznie, z czego większość trafia na rynki Unii Europejskiej. Głównymi odbiorcami polskich rodzimych wyrobów są Niemcy i Wielka Brytania. W ostatnich latach branża rozwija również sprzedaż na rynki trzecie.

 Sprzedajemy nasze produkty do Chin, Wietnamu czy Korei, czyli na rynki dalekowschodnie, ale również bliskowschodnie, czyli do Emiratów Arabskich oraz do Afryki Północnej i Południowej. Eksportujemy również do Stanów Zjednoczonych i Kanady, także praktycznie cały świat objęty jest sprzedażą polskich słodyczy – mówi Sławomir Pawłowski.

Prezes Cukierniczej Spółdzielni Inwalidów „Słowianka” zwraca uwagę na to, że lwią część eksportu polskich słodyczy stanowią wyroby czekoladowe.

– Największe przyrosty sprzedaży eksportowej notowane są w czekoladzie. Wyroby czekoladowe są kategorią produktów, których sprzedajemy najwięcej. Jest to związane z tym, że szczególnie na rynkach trzecich, dalekowschodnich, spożycie czekolady jest ciągle na minimalnym poziomie, dużo mniejszym niż w Europie. To powoduje, że wejście z naszymi wyrobami na te rynki jest łatwiejsze – mówi Sławomir Pawłowski.

Problemem rodzimych eksporterów słodyczy jest brak możliwości odpowiedniego wypromowania swoich produktów za granicą. Zagraniczni konsumenci nie kojarzą polskich słodyczy, a wielu krajowych producentów sprzedaje na rynkach zagranicznych produkty pod marką zagranicznych sieci. Na promocję polskich słodyczy producenci najczęściej nie mają wystarczających środków finansowych.

– Podstawową barierą wejścia na rynki trzecie z wyrobami czekoladowymi i słodyczami jest brak możliwości promocji tych produktów. Tak naprawdę żadna z polskich firm, która produkuje słodycze, nie ma wystarczających zasobów finansowych, żeby promować swoje wyroby na rynkach trzecich – wyjaśnia Sławomir Pawłowski.

Carpooling – nowa era transportu pracowników w firmach

Oszczędność czasu i pieniędzy, ułatwienie dojazdu, mniej spóźnień i absencji pracowników czy obniżenie emisji spalin do środowiska – to tylko kilka z wielu korzyści jakie może przynieść zorganizowanie carpoolingu w dużych firmach. Czym jest carpooling i jakie są jego mocne strony?

Carpooling to udostępnienie, za niewielką opłatą, wolnych miejsc w samochodzie osobom, które zmierzają w tym samym kierunku co kierowca. Idea ta przywędrowała do Polski z Europy Zachodniej i jak się okazuje zakorzeniła się w życiu codziennym Polaków. Potwierdzają to chociażby dane raportu „Nasze życie w samochodzie” przeprowadzonego w sierpniu 2016r. przez CSA Research na zlecenie marki Citroën. Wynika z niego, że statystyczny Polak korzystał z carpoolingu 533 razy w swoim życiu. Dane przedstawiają się jeszcze ciekawiej, jeśli weźmiemy pod uwagę samych kierowców. Okazuje się, że Polacy posiadający auto korzystali ze wspólnych przejazdów 798 razy, natomiast spośród osób, które codziennie prowadzą auto aż 961 razy zabierało innych podróżnych.

Wspólne podróże niosą za sobą wiele korzyści: oszczędność na paliwie, komfort podróży a w wielu przypadkach szybsze dotarcie do celu. Nic więc dziwnego, że nowe podejście do podróżowania zostało dobrze przyjęte przez Polaków. Trend ten warto także wykorzystać w dużych firmach jako nowoczesną formę przewozu pracowników – komentuje Kornelia Maciesza, YanosikTLS. – Takie rozwiązanie generuje wiele pożytku zarówno dla pracowników, jak i przedsiębiorstw – dodaje. W jaki sposób carpooling może pozytywnie wpłynąć na rozwój firmy? Oto kilka przykładów.

CSR – społeczna odpowiedzialność biznesu

Carpooling wpisuje się w ideę CSR, czyli koncepcję, według której na etapie prowadzenia przedsiębiorstwa uwzględnia się interesy określonych grup społecznych i podejmuje działania mające na celu ochronę środowiska. Stworzenie w firmie rozwiązania umożliwiającego umawianie się pracowników na wspólne przejazdy do pracy wpływa na oszczędności związane z dojazdami osób zatrudnionych, a także na wizerunek firmy przyjaznej środowisku. Jak pokazują wyliczenia, 1 drzewo pochłania rocznie taką ilość CO2, jaką emituje auto po przejechaniu 8 km. Zmniejszenie liczby aut na drogach wpływa zatem na zmniejszenie emisji spalin, a co za tym idzie ochronę środowiska. Takie działanie rozwiązuje również problem z miejscami parkingowymi pod gmachem firmy.

Dobry wizerunek na rynku pracy – Employer Branding

Zapewnienie pracownikom odpowiednich warunków pracy i dodatkowych benefitów tworzy wizerunek firmy jako atrakcyjnego pracodawcy dla potencjalnych pracowników oraz zwiększa lojalność aktualnie zatrudnionych osób wobec przedsiębiorstwa. Wprowadzenie carpoolingu ma tutaj szczególne znaczenie, jeśli siedziba firmy znajduje się na obrzeżach miasta lub na terenach pozamiejskich. Stworzenie możliwości dzielenia się przejazdem pokazuje, że pracodawca nie jest obojętny na potrzeby pracowników. Takie działanie wzmacnia także więzi pomiędzy pracownikami, co wpływa również na lepszą atmosferę w pracy.

Jazda autem to mniejszy stres wśród pracowników

Jak wynika z badania „Commute survey” firmy rekrutacyjnej PageGroup, dojazd transportem publicznym wywołuje więcej stresu niż przyjazd do pracy autem. 35 proc. Polaków korzystających z transportu publicznego przyznaje się do stresu, natomiast mniejszą część pracowników, 23 proc. stresuje dotarcie do pracy autem. Wpływ na taki stan rzeczy ma głównie tłok w metrze, autobusach czy tramwajach. Niekiedy pracownicy muszą liczyć się z przesiadkami, co dodatkowo wydłuża czas dojazdu do miejsca zatrudnienia. Co ciekawe inne badania pokazują, że pracownicy, którzy dzielą się przejazdem są bardziej zadowoleni ze swojej pracy niż osoby docierające do pracy w pojedynkę.

– Wydłużony czas dojazdu do firmy wpływa na zachwianie tzw. work-life balance, czyli równowagi między życiem prywatnym a zawodowym. To z kolei oznacza, że pracownicy muszą wychodzić do pracy wcześniej i wracają później do domu. Odbija się to niestety na życiu osobistym zatrudnionych – komentuje Kornelia Maciesza, YanosikTLS. – Carpooling może być zatem dobrym rozwiązaniem dla obu stron. Kierowcy oszczędzają na paliwie a pasażerowie mogą liczyć na miejsce siedzące i komfort podczas podroży. Pracodawcy natomiast zyskują wypoczętych i bardziej efektywnych pracowników – dodaje.

Kurs funta rośnie po ogłoszeniu wcześniejszych wyborów parlamentarnych

Funt brytyjski umocnił się do najwyższego od lutego poziomu do koszyka głównych walut po tym jak premier Theresa May ogłosiła, iż rozpisze przedterminowe wybory parlamentarne na 8 czerwca 2017 roku.

Ruch ten ma na celu zyskanie poparcia społecznego dla „brexitowych” negocjacji które będą przeprowadzane za jej rządów. Obecnie sondaże przedwyborcze dają ponad 20% przewagę dla Partii Konserwatywnej nad głownymi opozycyjnymi partiami. Taki wynik w wyborach oznaczałby konsolidację władzy w rękach premier May.

Ogłoszenie daty wcześniejszych wyborów zostało pozytywnie odebrane przez rynki.

Koncentracja władzy w rękach konserwatywnego rządu może dać większą władzę i wpływ na wynik negocjacji w sprawie Brexitu. Para GBPUSD  rośnie obecnie aż 1,5% i handluje w pobliżu poziomu 1,2760, najwyżej od grudnia 2016 r. Para przebiła też górą linię 200 dniowej średniej ruchomej po raz pierwszy od referendum w sprawie Brexitu przeprowadzonego 23 czerwca ubiegłego roku.  Para EURGBP traci 1% i handluje w pobliżu poziomu 0,8380, również najniżej od grudnia 2016 r. Funt zyskuje również 0,7% do polskiej waluty i należy już płacić za niego ponad 5,04 zł.

Pomimo aktualnych wzrostów funt brytyjski jest wciąż tańszy o około 15% do koszyka głównych walut niż przed czerwcowym referendum.

Wcześniejsze wybory parlamentarne tworzą też kolejne ryzyko polityczne. Negatywnie na tę wiadomość zareagowały brytyjskie parkiety giełdowe, gdyż mocny funt zmniejsza zyski eksporterów. Mocno reprezentowany przez międzynarodowe koncerny indeks FTSE100 traci już ponad 2% i handluje w pobliżu poziomu 7100 punktów, najniżej od lutego. Pod czerwoną kreską handlują szczególnie spółki wydobywcze i banki.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Upraktycznianie kierunków studiów – sposób na pracownika idealnego?

Siłą dobrze prosperującego biznesu są ludzie. Z tego względu dostęp do odpowiednio wykwalifikowanych kadr jest kluczowy dla inwestorów stojących przed wyborem destynacji biznesowej.  Coraz więcej firm korzysta z możliwości wykształcenia sobie pracowników, nawiązując współpracę z lokalnymi uczelniami.

Praca czeka

Według ekspertów Fundacji Pro Progressio ostatnia dekada pokazuje otwartość szkół wyższych na poszerzanie oferty dydaktycznej i dostosowywanie jej do wymogów nakładanych przez świat biznesu. Jedną z branż, która najsilniej wpływa na zmiany w polskich uczelniach jest sektor outsourcingu i nowoczesnych usług dla biznesu, który notuje kilkunastoprocentowy wzrost rok do roku. W wyniku trójstronnej współpracy szkół wyższych, samorządów oraz prywatnych przedsiębiorstw, czyli tzw. „złotego trójkąta” powstają nowe specjalności i kierunki, a te już istniejące upraktyczniają się. Student opuszczający mury uczelni, oprócz dyplomu, posiada już cenne doświadczenie praktyczne i pełne przygotowanie do podjęcia pracy bezpośrednio po zakończeniu nauki. Co więcej, praca ta już na niego czeka – mówi Wiktor Doktór prezes Fundacji Pro Progressio. Korzyści jakie z tej kooperacji czerpie biznes, również są dość oczywiste. Firmy zyskują pracowników przygotowanych, znających realia rynku, a jednocześnie wzmacniają wizerunek pracodawców troszczących się o przyszłość i rozwój młodych ludzi.

Obszary współpracy

Współpraca między biznesem a szkolnictwem wyższym może przybierać różne formy, w zależności od branży, kierunku studiów i indywidualnych potrzeb danej firmy oraz wydziału. Niekiedy kooperacja ta skupia się na działaniach związanych z organizacją rynku pracy. Przedsiębiorstwa publikują oferty pracy w ramach uczelnianych Biur Karier, prezentują się jako pracodawcy podczas specjalnie organizowanych wykładów, współorganizują konferencje, sympozja czy targi pracy. Szkoły Wyższe z kolei, obejmują patronaty naukowe i opiekę merytoryczną nad konkursami rekrutacyjnymi.  Jeśli danej firmie zależy nie tylko na pozyskaniu do pracy absolwentów danej uczelni, ale wykształcenie sobie dedykowanych, „szytych na miarę” kadr, współpraca zaczyna się już na etapie kształcenia. Przedsiębiorcy organizują specjalnie przygotowane staże czy praktyki skierowane do studentów danego kierunku. Idąc o krok dalej, niektóre firmy współtworzą programy studiów dualnych, w trakcie których młodzi ludzie równocześnie zdobywają wiedzę akademicką i doświadczenie zawodowe, a także studiów podyplomowych czy kursów doszkalających. Najbardziej zaawansowaną formą współpracy są studia o profilu praktycznym, przystosowane do realiów współczesnego rynku pracy. Innym ciekawym obszarem współpracy na linii biznes – uczelnie są badania i rozwój. Polega ona zazwyczaj na realizowaniu wspólnych badań naukowych i publikacji, wdrożeń, aplikacji produktów. Szkoły Wyższe wystawiają niekiedy ekspertyzy i opinie o innowacyjności, świadczą usługi doradztwa, nadzoru badań laboratoryjnych czy szkoleń. Bywa, że dany uniwersytet występuje jako partner w innowacyjnych projektach, uwiarygodniając je od strony naukowo-merytorycznej.

Na różnych poziomach

Jak daleko może zabrnąć współpraca biznesu ze światem akademickim bez obaw o nadmierną ingerencję pomiotów zewnętrznych w niezależność uczelni? Ważne jest znalezienie złotego środka, tak, aby Uczelnia nie ograniczała się do kształcenia zawodowego na potrzeby tylko jednej firmy, w pewnym sensie zamykając swoim absolwentom możliwość znalezienia pracy w innych sektorach czy firmach. Jak wskazuje dr hab. Jarosław Krajka prof. UMCS, Zakład Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej wyznaczył sobie pięć poziomów współpracy kierunków studiów z sektorem BPO. Pierwszy z nich sprowadza się do delegowania uzgodnionej liczby studentów do odbywania praktyk w danej firmie. W ramach poziomu drugiego praktyki te poprzedzone są wcześniejszym wprowadzeniem treści przekazanych przez firmę w tok zajęć.  Poziom trzeci to realizacja prac licencjackich lub magisterskich na zamówienie firmy. Tematy prac są wtedy wyznaczane studentom zgodnie z potrzebami danego przedsiębiorstwa. Kolejny poziom to kooperacja w zakresie opracowania wspólnego programu studiów. Podmiot zewnętrzny może wówczas zasugerować przedmioty, efekty kształcenia, kompetencje, jakie powinien zyskać absolwent.  Najwyższy poziom integracji uczelni z przedsiębiorstwem to realizacja wspólnego programu studiów. W takim przypadku część zajęć jest prowadzona przez przedstawicieli danej firmy, a studenci są zobowiązani odbywać w niej praktyki studenckie.  Prof. Krajka wskazuje, że w przypadku studiów prowadzonych w Instytucie Germanistyki i Lingwistyki Stosowanej UMCS, takich jak germanistyka i lingwistyka stosowana, różne podmioty z rynku pracy w różnym stopniu współpracują z Uczelnią przy realizacji kształcenia, zarówno uczestnicząc w prowadzeniu wspólnego programu studiów (Convergys), oferując staże i praktyki (Orange) czy współpracując przy prowadzeniu studiów podyplomowych czy wspólnych projektów naukowych (Lubelski Klaster Medyczny).

Rynek spożywczy rośnie, ale część producentów narzeka. Pomogą nowe technologie?

Wartość polskiego rynku FMCG w 2016 roku wyniosła 255 mld PLN. Mimo wzrostu na poziomie 4,3 proc. r/r,  lokalnym producentom coraz trudniej utrzymać na nim pozycję, zwłaszcza w obliczu postępującej konsolidacji. Receptą na problemy mogą być inwestycje w nowe technologie i poprawa rentowności zakładów. Z danych GUS wynika, że znaczna część polskich producentów żywności jest informatycznie zacofana.

Rynek spożywczy w Polsce jest jednym z najszybciej rozwijających się sektorów produkcyjnych, posiadającym duży potencjał eksportowy. Pozytywną koniunkturę najlepiej oddają liczby. Według analityków Domu Maklerskiego PKO Banku Polskiego, w 2016 roku wartość rynku FMCG, zdominowanego przez 10 międzynarodowych koncernów do których należy większość popularnych marek, wyniosła 255 mld PLN, co oznacza wzrost na poziomie 4,3 proc. r/r. Z raportu Market Monitor wynika z kolei, że w bieżącym roku możemy spodziewać się wzrostu lokalnej sprzedaży w branży spożywczej o ponad 3 proc. Warto również zwrócić uwagę na eksport, który w 2016 roku wzrósł o prawie 6 proc. To bardzo optymistyczne wyniki.

Rynek pełen wyzwań

Mimo sprzyjającej koniunktury, nie wszystkim jednak graczom wiedzie się dobrze. Z danych Euler Hermes wynika, że rośnie liczba upadłości a przemysł jest tutaj jednym z liderów.  Wielu polskim firmom produkującym żywność trudno jest utrzymać się na rynku zdominowanym przez duże, dobrze zinformatyzowane przedsiębiorstwa i jeśli nie zoptymalizują one procesów wytwórczych, to grozi im upadłość lub przejęcie przez konkurencję. – Chyba dochodzimy do momentu, gdy konsolidacja będzie przyśpieszała, a powodów jest wiele: ewolucja handlu detalicznego w Polsce, zmiana preferencji zakupowych, rosnąca rola dyskontów na pewno wymuszą konsolidację sektora – twierdzi Paweł Stamburski, dyrektor departamentu sektorów strategicznych Banku Zachodniego WBK.

Zdaniem ekspertów, rynek spożywczy jest wyjątkowo wrażliwy na zmiany a to sprawia, że czynników, które należy wziąć pod uwagę przy produkcji, jest mnóstwo. Menedżerowie odpowiedzialni za zarządzanie w firmach z sektora spożywczego muszą sprostać takim wyzwaniom, jak m.in. fluktuacja cen surowców, kursów walut, a także pogoda czy nastroje konsumenckie. Planowanie produkcji jest bardzo często procesem złożonym, realizowanym w długiej perspektywie czasowej. Przykładem może być produkcja warzyw dla gastronomii, gdzie dla podstawowych linii produktów planowanie odbywa się z wyprzedzeniem ponad rocznym, w kilku przypadkach nawet dwuletnim. Wynika to z cyklu produkcyjnego (przetwarzanie warzyw, mrożenie, apertyzacja) i cyklu wegetacyjnego roślin oraz lokalizacji ich uprawy.Złożoność procesów produkcyjnych w naszym przypadku wynika z korelacji pomiędzy terminem zbioru plonów, a ich przetwarzaniem. Ważną rolę odgrywają tu takie czynniki jak lokalizacja fabryk, cykl ich pracy, czy też interakcje z częścią agrotechniczną. Plony często zbiera się zależnie od warunków wegetacyjnych czy pogodowych, a prace mogą przesunąć się nawet o kilka tygodni. Trzeba również wziąć pod uwagę specjalizację asortymentową poszczególnych fabryk i to, że stanowią one złożone środowiska produkcyjne, wymagające istotnego wsparcia narzędziowego – twierdzi Witold Kosmala z Bonduelle. To wszystko sprawia, że zarządzanie w branży spożywczej jest trudniejsze niż w wielu innych sektorach. Znajduje to odzwierciedlenie w sytuacji finansowej przedsiębiorstw.

Jak wynika z ubiegłorocznych danych Krajowego Rejestru Długów, zadłużenie firm spożywczych rośnie. Branża nie płaci bankom, firmom handlowym i sobie nawzajem. Na blisko 3,5 tys. firm z branży spożywczej, notowanych w bazie danych KRD BIG, łączne zadłużenie wyniosło 197 mln zł i wzrosło o 22 mln zł. Najgorzej radzą sobie firmy zajmujące się przetwarzaniem, konserwacją oraz produkcją wyrobów z mięsa – zalegają swoim wierzycielom na ponad 71 mln zł. Z kolei te, które zajmują się wyrobami piekarskimi i mącznymi mają długi w wysokości 45 mln zł. Kiepsko radzą sobie również producenci owoców i warzyw – mają do oddania łącznie ponad 35 mln zł – a w niewiele lepszej sytuacji są producenci napojów, którzy łącznie winni są wierzycielom ponad 14 mln zł.

Sektor spożywczy charakteryzuje się wyjątkową zmiennością otoczenia, co wynika zarówno z czynników makroekonomicznych, jak i przyzwyczajeń odbiorców oraz zmian na globalnych rynkach zbytu. Bardzo ważna jest tutaj możliwość prognozowania popytu, szybkiej reakcji na zmiany i przestawienia produkcji, gdy zachodzi taka potrzeba. Aby było to możliwe, konieczne jest zapewnienie szybkiej i precyzyjnej informacji o procesach zachodzących zarówno wewnątrz, jak i poza przedsiębiorstwem. Jeśli te warunki nie zostaną spełnione, to firmie trudno jest funkcjonować na bardzo konkurencyjnym i zmiennym rynku – tłumaczy Piotr Rojek, prezes zarządu firmy DSR, dostarczającej systemy wspierające zarządzanie produkcją.

Na cyfrowym dopingu

Słaba kondycja części firm to efekt braku inwestycji w rozwiązania informatyczne optymalizujące zarządzanie produkcją i przedsiębiorstwem. W Polsce krajobraz systemów ERP nie prezentuje się zbyt optymistycznie. W przypadku firm zajmujących się przetwórstwem przemysłowym, ponad 22 tysiące dużych przedsiębiorstw nie posiada żadnego narzędzia informatycznego, umożliwiającego lepsze zarządzanie i optymalizację kosztów produkcji, i to na podstawowym poziomie. W sektorze spożywczym informatyzacja przebiega jeszcze wolniej: zaledwie co czwarta firma produkująca żywność posiadał system ERP. To niemal dwa razy gorszy wskaźnik niż w sektorze chemicznym i farmaceutycznym, nie mówiąc o sektorze motoryzacyjnym czy elektronicznym, gdzie blisko 60% firm zadeklarowało posiadanie systemu wspierającego zarządzanie przedsiębiorstwem.

Według Witolda Kosmali z firmy Bonduelle Polska, technologie informatyczne są naturalnym krwiobiegiem i układem nerwowym organizacji. Są krytyczne dla utrzymania jej na wymaganym poziomie sprawności, a jednocześnie umożliwiają optymalizację procesów wpływających na efektywność firmy. – W mojej ocenie technologie informatyczne wspierające konkurencyjność to takie, które w sposób optymalny łączą efektywność przewidywań sprzedaży z produkcją i gospodarką magazynową. Wdrożenie systemu, który łączy te wszystkie aspekty skutkuje pełną dostępnością produktów przy dynamicznie zmieniającym się popycie i ograniczeniu kosztów do minimum – tłumaczy Witold Kosmala.

O znaczeniu rozwiązań IT dla producentów żywności przekonuje również Dariusz Wierzbicki, dyrektor IT w Farm Frites Poland, gdzie system ERP dostarczony przez QAD traktowany jest m.in. jako źródło wszelkich informacji dotyczących zdarzeń gospodarczych w firmie, umożliwiając rejestrację przychodów oraz śledzenie zobowiązań i należności. Zdaniem Dariusza Wierzbickiego, jeśli firma planuje rozwój, to po osiągnięciu pewnej skali działania musi zainwestować w system informatyczny, by móc maksymalnie wykorzystać zarówno posiadane zasoby, jak i możliwości oferowane przez rynek. – Producenci żywności z reguły pracują na niewielkiej marży, więc systemy klasy ERP umożliwiają im podwyższenie rentowności poprzez optymalizację wykorzystania zasobów i wskazanie obszarów, w których poprzez udoskonalenie procesów możliwa jest poprawa wyników – przekonuje Wierzbicki.

Wartość dodana

Dla mniejszych graczy to ważna informacja, zwłaszcza, że duże przedsiębiorstwa idą dalej i coraz częściej sięgają po rozwiązania uzupełniające klasyczny system wspierający zarządzanie. Przykładem może być Twinings AB Food, jeden z największych producentów wyrobów spożywczych w Europie, który stanął przed wyzwaniem związanym ze zmniejszeniem czasochłonności procesu układania harmonogramu produkcyjnego i eliminacją jego ręcznej obsługi. Twinings zdecydował się na wprowadzenie systemu do zaawansowanego planowania i harmonogramowania produkcji Preactor APS. –  W pewnym momencie stanęliśmy przed koniecznością usystematyzowania i usprawnienia systemu harmonogramowania produkcji. Przy tak dużej ilości marek nieodzowne stało się wprowadzenie narzędzia, które skróci czas ich tworzenia, a sam plan będzie bardziej dokładny. Dodatkowo pozwoli na uwzględnienie wszelkich czynników technologicznych, występujących w procesie produkcji – stwierdził Bartłomiej Stryczek, były szef informatyki w Twinings AB Food.-  Chcieliśmy, aby harmonogram był lepszy – nie generował błędów wynikających z ograniczonej dostępności ludzi oraz problemów, związanych nie tyle z nieznajomością technologii, ale z konieczności takiego ułożenia harmonogramu, aby czas między produkcją jednego rodzaju herbaty, a drugiej był jak najkrótszy. Eliminacja powyższych błędów wpływa na opłacalność całego procesu – dodaje Bartłomiej Stryczek.

Rozwiązanie uzupełniające system ERP wprowadził także Farm Frites, który przy wsparciu firmy DSR wdrożył RF Express, bezprzewodowe rozwiązanie informatyczne pracujące w czasie rzeczywistym w trybie online. Zostało ono zaprojektowane z myślą o integracji krytycznych funkcji automatycznego gromadzenia danych oraz kodów kreskowych z systemem ERP. – Dzięki użyciu terminali radiowych każdy element przekazywany do produkcji na linii płatków jest natychmiast rejestrowany w systemie w trybie on-line. Ma to tym większe znaczenie, że musimy dokładnie śledzić każdy komponent wykorzystany do produkcji, terminy przydatności oraz partię wyrobu gotowego. Dodatkowo, system umożliwia śledzenie kosztów przyporządkowanych do konkretnego zlecenia roboczego. W konsekwencji, mamy również możliwość zmniejszenia stanów magazynowych. Dysponujemy precyzyjną informacją, co i w jakim tempie schodzi z magazynu. Eliminuje to konieczność zamawiania nadmiarowych ilości materiałów – dodaje Dariusz Wierzbicki.

Quo Vadis branżo?

Czy szybka informatyzacja dużych zakładów oznaczać będzie konsolidację sektora i przejmowanie firm, które gorzej radzą sobie na rynku? Informatyzują się nie tylko duże zakłady produkcyjne, w IT inwestują również te mniejsze umacniając swoją pozycję na lokalnym rynku. Niestety nie wszystkie – jedną  z największych barier są obawy o koszty. Rośnie liczba dłużników, wejście w życie podatku od sieci handlowych sprawiło, że sieci handlowe przerzuciły część kosztów na producentów żywności. To utrudnia podejmowanie decyzji zwłaszcza przy niskiej marży.  Dariusz Wierzbicki podpowiada jednak rozwiązanie: chmura. Jego zdaniem, w dzisiejszych czasach nie trzeba już inwestować we własną, skomplikowaną infrastrukturę IT, by czerpać korzyści z systemów ERP. Można skorzystać z dużo tańszych rozwiązań „chmurowych”, oferowanych przez dostawców w modelu SaaS (Software-as-a-Service). W przypadku takiego wdrożenia firma może skupić się na zagadnieniach biznesowych, nie angażując się tak mocno w skomplikowane procesy informatyczne.

Warto także skorzystać z unijnego dofinansowania. Choć nie jest ono tak duże jak w poprzedniej perspektywie, to wciąż można dzięki nim sfinansować znaczną część wdrożenia.