Polscy inżynierowie przygotowują urządzenie badawcze do nowej misji NASA na Marsie

Najbliższe okno startowe na Marsa – występujące co 26 miesięcy – to maj 2018 roku. Właśnie wtedy wyruszy kolejna misja NASA o nazwie „InSight”, mająca na celu jeszcze dokładniejsze zbadanie Czerwonej Planety. Weźmie w niej udział „Kret”, czyli specjalne urządzenie badawcze przygotowane przez polską firmę Astronika.

„Kret” wyróżnia się nie tylko swojsko brzmiącą nazwą. Żadne inne urządzenie na żadnej planecie lub planetoidzie nie wbiło się do tej pory tak głęboko pod powierzchnię, jak uczyni to próbnik przygotowany przez polskiego producenta.

– Kret poleci na misję „InSight” NASA na Marsa w przyszłym roku. Jest to urządzenie, które używamy do tego, żeby wbić się na głębokość 5 metrów w Marsa. Jeszcze nigdy żaden penetrator, żadne inne urządzenie nie wbiło się tak głęboko w powierzchnię Marsa, a nawet żadnej innej planety czy planetoidy. Dlatego jest to innowacyjny mechanizm, jest też bardzo efektywny, bardzo szybko się wbija w różnego rodzaju grunty, więc jest to coś, czym możemy się pochwalić. – opowiada agencji informacyjnej Newseria Innowacje Ewelina Ryszawa, inżynier z firmy Astronika.

Polska firma zajęła się przygotowaniem próbnika na prośbę Niemieckiej Agencji Kosmicznej. Niemcy nie byli bowiem w stanie przygotować takiego urządzenia samodzielnie.

– To rozwiązanie było wstępnie zaprezentowane przez Niemiecką Agencję Kosmiczną, niestety ich rozwiązanie nie było do końca tak efektywne jak to sobie zaplanowali. Poprosili właśnie tutaj naszego kolegę Jurka Grygorczuka o pomoc w rozwiązaniu kilku problemów. Po tych właśnie konsultacjach udało mu się ten projekt sprowadzić do Polski, do firmy Astronika. Ten projekt jest tak naprawdę rozwinięciem projektu niemieckiego i w znaczącym stopniu ulepszeniem tego projektu. – dodaje Ewelina Ryszawa.

Urządzenie jest już w pełni sprawne i gotowe do wysłania na Marsa. To już siódmy mechanizm, jaki zbudowała firma Astronika na misję NASA InSight. Poprzednie służyły do różnego rodzaju testów, zaś pierwotny plan zakładał też, że nowa sonda badawcza zostanie wystrzelona jeszcze w 2016 roku. Jej celem była realizacja kilku odrębnych projektów badawczych, np. sejsmograficznego, przygotowywanego przez ekipę francuską.

– Niestety francuski eksperyment nie zdążył, nie udał się, dlatego zdecydowano się przedłużyć tę misję o kolejne 2 lata tak, żeby właśnie ten francuski eksperyment poprawić. W tym momencie DLR poprosił nas o kolejne dwa mechanizmy. W takich przypadkach robi się głównie mechanizmy w parach, ponieważ chcemy mieć mechanizm kwalifikacyjny, na którym robimy wysokie testy, testy, które wymagają dużego obciążenia, testy wibracyjne, testy tzw. lifetesty, czyli maksymalna ilość uderzeń, w tym przypadku, ile to jest możliwe, prawie do śmierci mechanizmu. Natomiast mechanizm lotny nie może być w stu procentach tak testowany, ponieważ nie może być też aż tak obciążony, on ma działać na Marsie, a nie tutaj na Ziemi. – opowiada Ewelina Ryszawa.

Sam próbnik wygląda dość niepozornie, ale jego zaprojektowanie i wykonanie to bardzo czasochłonny i niezwykle zaawansowany technicznie proces.

– Pracowało nad tym bardzo dużo ludzi, jeżeli chodzi o samą integrację, to jest co najmniej kilkanaście osób. Ale oczywiście nie tylko chodzi o integrację, samo wytworzenie tych części to jest praca kilkunastu osób, a nawet kilkudziesięciu. Jest tu dużo różnych procesów, są procesy spawania, procesy nakładania specjalistycznych powłok. Samo nawet wytworzenie tych części to nie jest prosta sprawa. Są tutaj takie materiały jak np. wolfram, który bardzo trudno się obrabia. W cały ten projekt było zaangażowanych naprawdę wiele ludzi, co najmniej kilkadziesiąt, myślę, że nawet powyżej setki ze strony polskiej oczywiście. – zdradza Ewelina Ryszawa.

Teraz pozostaje zatem spokojnie dokończyć wszelkie testy i czekać na wystrzelenie sondy w maju przyszłego roku.

– Już wiemy, że francuski eksperyment jest gotowy, nasz eksperyment również jest gotowy, dlatego można powiedzieć praktycznie ze stuprocentową pewnością, że ta misja poleci. Szacuje się, że w okolicach końca listopada powinna wylądować na Marsie. – podsumowuje Ewelina Ryszawa 

Automatyzacja i narzędzia chmurowe przyszłością marketingu. Polska firma stworzyła innowacyjną platformę ułatwiającą takie działania

Zintegrowanie różnych kanałów i źródeł informacji o klientach pozwala tworzyć spersonalizowane kampanie marketingowe, a dzięki temu optymalizować sprzedaż i przychody. To tzw. marketing automation, najważniejszy obecnie trend w branży marketingowej. Wpisuje się w niego krakowska spółka Synerise, która stworzyła innowacyjną platformę marketingu wielokanałowego. W ciągu czterech lat jej wycena sięgnęła 50 mln zł, a wśród partnerów firmy wymienić warto Microsoft i Deloitte. 

– W ciągu kilku kolejnych lat marketing cloud i marketing z wykorzystaniem danych będzie jedną z najszybciej rozwijających się gałęzi. Ten rynek jest otwarty, wciąż sporo jest na nim do zrobienia. Z naszej perspektywy możemy powiedzieć, że zainteresowanie jest bardzo duże – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jarosław Królewski, dyrektor generalny Synerise.

Pochodząca z Krakowa technologiczna spółka jest właścicielem wielokanałowej platformy, która umożliwia wdrożenie działań z zakresu zautomatyzowanego marketingu i przetwarzania danych. System zbiera i analizuje informacje o klientach z różnych kanałów, zarówno online (kampanie e-mail i SMS), jak i offline (wi-fi, sklepy stacjonarne).

Dzięki zintegrowaniu różnych źródeł wiedzy o klientach i ich lojalności wobec marki ułatwione zostało podejmowanie strategicznych decyzji, optymalizowanie sprzedaży i tworzenie efektywnych, personalizowanych kampanii marketingowych. Narzędzie dla marketingu i sprzedaży (Marketing & Sales Cloud) zyskuje na popularności, a w portfolio klientów Synerise znajdują się już topowe marki, zarówno polskie, jak i zagraniczne.

– Zaczęliśmy od dużych korporacji, a obecnie schodzimy szczebel niżej, do poziomu średnich firm, które coraz szerzej i coraz wyraźniej widzą konieczność automatyzacji marketingu i przewidywania pewnych aspektów swojej działalności – mówi Jarosław Królewski.

Jesienią ubiegłego roku w drodze niepublicznej, otwartej emisji spółka pozyskała kapitał na rozwój nowych produktów i wprowadzenie platformy do segmentu średnich przedsiębiorstw. Założony zaledwie cztery lata temu start-up jest już wyceniany na ponad 50 mln zł. Jego partnerem jest są największy polski telekom Orange, globalna firma doradcza Deloitte oraz Microsoft.

– Współpracujemy z Microsoftem i jesteśmy bardzo zadowoleni z tej współpracy, zarówno w kraju, jak i w wymiarze globalnym – dopowiada Jarosław Królewski.

Zdaniem dyrektora generalnego Synerise demokratyzacja w dostępie do najnowszych technologii sprawia, że przyszłość biznesową mają przed sobą nie tylko duże korporacje, lecz także mniejsze firmy. Narzędzia typu Marketing & Sales Cloud są w małych przedsiębiorstwach szczególnie potrzebne, bo umożliwiają rozwinięcie działalności bez wielkich nakładów finansowych na marketing i IT.

– Dzięki naszym dużym partnerom jesteśmy w stanie zagwarantować, że platforma zwraca się w czasie 6–12 miesięcy. Według szacunków zastosowanie marketing cloud, jeśli chodzi o segmentację, marketing automation oraz inne kwestie dotyczące sztucznej inteligencji, ma się przekładać na minimalnie 20 proc. revenue konwersji w ciągu roku – mówi Jarosław Królewski.

Synerise wpisuje się w trend tzw. marketing automation, który jest w tej chwili najważniejszą zmianą zachodzącą w branży. Dzięki specjalistycznemu oprogramowaniu firmy i przedsiębiorcy mogą gromadzić duże ilości danych o indywidualnych klientach (np. wiek, płeć, miejsce zamieszkania, aktywność w internecie). Analiza tych danych i wykorzystanie ich w marketingu pozwala zwiększyć jego efektywność. W efekcie marketing z działu typowo kosztowego zaczyna generować przychody, a jego znaczenie w strukturze firmy wzrasta.

Z globalnego badania przeprowadzonego w 2015 roku przez Ascend2 i Marketo wynika, że 91 proc. marketerów osiągających najlepsze wyniki uważa automatyzację za kluczowe narzędzie. 63 proc. firm, które efektywnie wdrożyły marketing automation, zamierza podnieść swój budżet na wydatki marketingowe.

– Budujemy wielokanałowe, omnichannelowe rozwiązania. Jesteśmy podpięci do POS-ów (point of sale wsparcie sprzedaży – przyp. red.), do sklepów e-commerce’owych i śledzimy custom of journey klienta na każdym możliwym etapie. Korzystamy też ze złożonych narzędzi, takich jak analizy predyktywne, które pozwalają przewidywać, co klient zrobi i jak zachowa się w przyszłości – mówi Jarosław Królewski.

Zdaniem dyrektora generalnego Synerise największym wyzwaniem jest konieczność zintegrowania różnego rodzaju platform i źródeł informacji, tak aby móc wprowadzić do firmy narzędzia analityczne, które będą działać już od pierwszego dnia, bez dokonywania rewolucji w strukturze i systemach informatycznych. Natomiast jedynym, a zarazem największym zagrożeniem działań związanym z marketing cloud są kwestie związane z prywatnością i ochroną danych.

– Trzeba odpowiadać na coraz wyższe wymagania w zakresie bezpieczeństwa. Z naszej perspektywy wydaje się, że partnerzy są naprawdę bardzo responsywni w tych tematach i śledzą rynek. Na pewno dobro użytkownika jest na najważniejszym miejscu i trzeba o nie zadbać – podsumowuje Jarosław Królewski.

Blinkee wypełnia rynkową lukę. Pierwsza wypożyczalnia skuterów elektrycznych w Polsce rozwija się bardzo dynamicznie

Blinkee wypełnia rynkową lukę. Pierwsza wypożyczalnia skuterów elektrycznych w Polsce rozwija się bardzo dynamicznie 1

Skutery elektryczne podbijają Warszawę. Blinkee to pierwsza tego typu wypożyczalnia w Polsce, a liczba zarejestrowanych użytkowników przekroczyła już 1000. Do czerwca 2017 roku wypożyczalnia będzie mieć w swojej flocie ponad 120 skuterów, a w przyszłości planuje rozpoczęcie działalności we wszystkich dużych miastach w Polsce.​

Jazda na skuterze elektrycznym, podobnie jak na większości innych jednośladów, jest bardzo ekonomiczna. Na jednym ładowaniu – zależnie od warunków pogodowych oraz stylu jazdy – można przejechać od 70 do 90 km. Prędkość maksymalna skuterów elektrycznych to 45 km/godz. zaś pełne ładowanie pojazdu zajmuje niespełna 4 godziny. Warto dodać, że wypożyczenie nie jest drogie – koszt usługi oferowanej przez Blinkee to zaledwie 69 groszy za minutę.

– Wiemy, że skuter elektryczny to nisza, która idealnie wpasowuje się w potrzeby zarówno warszawiaków, jak i mamy nadzieję w przyszłości pozostałych mieszkańców większych miast Polski. Sami jesteśmy aktywnymi użytkownikami tych dróg, jeździmy na jednośladach i wiemy, jak to jest przydatne. Wiemy, ile czasu oszczędzamy, wiemy, jaka to oszczędność kosztów, i w końcu wiemy, że umożliwienie takiego sposobu przemieszczania się po Warszawie dla każdego mieszkańca okaże się wartościowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Paweł Maliszewski, współzałożyciel Blinkee.

Aby skorzystać ze skutera elektrycznego, na początku należy się zarejestrować za pośrednictwem serwisu blinkee.pl, następnie przedstawić dokument identyfikacyjny – dowód osobisty lub prawo jazdy. Jeżeli klient ukończył 18 lat przed 2013 rokiem, wystarczy jedynie dowód osobisty. Po dopełnieniu wszelkich formalności pozostaje odebrać skuter i przygotować się do jazdy.

– Na skuterze elektrycznym zmieszczą się dwie dorosłe osoby. Pojazdy są homologowane do jazdy w takich warunkach, przy czym rekomendujemy jazdę w jedną osobę. W zestawie udostępniamy również jeden kask, który zapewni wygodę i należyte  bezpieczeństwo – przekonuje Paweł Maliszewski.

Sieć wypożyczalni ma objąć prawie całą Warszawę.

– Wstępnie planowaliśmy centrum Warszawy oraz dzielnice ościenne, ale już teraz wiemy, że rozszerzymy ten zakres i będzie to prawie cała Warszawa. Przy czym obszar Warszawy nie oznacza, że nie możemy wyjechać poza nią. Jest taka możliwość, ale należy pamiętać, że zakończenie użytkowania skutera musi się odbyć w wyznaczonej strefie – dodaje Paweł Maliszewski.

Co ciekawe, Blinkee nie działa jak typowa wypożyczalnia pojazdów, takich jak samochody czy rowery. Najważniejsza różnica polega na tym, że klienci mogą zostawić skuter niemal w każdym miejscu w mieście.

– Klienci mogą zostawić skuter naprawdę w dowolnym miejscu, oczywiście, jeżeli nie jest to teren zamknięty lub prywatny. Jeżeli chodzi o kwestie logistyczne, jak ładowanie tych pojazdów, to wszystko jest po naszej stronie. Widzimy, gdzie są dane skutery i jaki jest poziom naładowania baterii. Jeżeli ten poziom spada do zasięgu np. rzędu 12–13 km, to nasz pracownik jedzie, wymienia baterie, skuter na ten czas znika z mapy, tak więc nie istnieje nawet ryzyko, że ktoś go wypożyczy – mówi Paweł Maliszewski.

Aktualnie zarejestrowanych użytkowników jest już ponad 1000, a liczba ta wciąż rośnie. Do czerwca 2017 roku wypożyczalnia będzie mieć w swojej flocie ponad 120 skuterów elektrycznych. Pojazdy naszpikowane są nowymi technologiami, co zabezpiecza je przed kradzieżą.

– Dokładnie wiemy, gdzie są i z jaką prędkością się poruszają. Poza tym mamy również dokładną historię umiejscowienia w danym czasie. Kolejna sprawa to to, że kradzież takiego skutera nie będzie dla nikogo przydatna z tego względu, że są to urządzenia, które muszą być ładowane w specyficznych warunkach. Więc jeżeli nawet by to ktoś ukradł, to nic z tym w domu nie zrobi, co najwyżej zniszczy to urządzenie. Każdy z tych pojazdów jest wyposażony w nadajnik GPS oraz szereg dodatkowych urządzeń, które nie tylko monitorują, lecz także pozwalają nam na zdalne i pełne zarządzanie tymi urządzeniami – twierdzi Paweł Maliszewski.

Pełne ładowanie skutera trwa 4 godziny. Pojazdy są zasilane za pomocą specjalnych ładowarek, które znajdują się w biurze.

– W chwili, kiedy bateria jest już na wyczerpaniu, nasz pracownik przyjeżdża ją podmienić. W związku z tym dany skuter jest niedostępny w ciągu 10–15 minut na czas czynności serwisowych – mówi Paweł Maliszewski.

Pojazdy można wypożyczać do końca października, a sezon będzie rozpoczynał się każdego roku od 1 marca.

– Koszt usługi to 69 groszy za minutę, przy czym pierwsze dwie minuty są za darmo, abyśmy mogli się swobodnie przygotować do podróży. Również w ciągu dnia nie przekroczymy kwoty większej niż 69 zł. Jest to górny limit, po jego osiągnięciu użytkownik nie będzie miał naliczonej dodatkowej opłaty. Docelowo również w dłuższej perspektywie planujemy wprowadzenie dodatkowych pakietów i abonamentów – podsumowuje Paweł Maliszewski.

Rusza wielka modernizacja ogólnopolskiej sieci światłowodowej. Prace obejmą 4 tys. km połączeń

Rusza wielka modernizacja ogólnopolskiej sieci światłowodowej. Prace obejmą 4 tys. km połączeń 2

Trwają prace nad wdrożeniem systemu Dense Wavelength Division Multiplexing zakupionego przez HAWE Telekom w lutym tego roku od koncernu Huawei za kwotę 2,4 mln dolarów. Prace modernizacyjne obejmą 4 tys. km ogólnopolskiej sieci światłowodowej, zwiększając przepustowość sieci do 8 Tb/s. System zapewni również stabilniejsze łącze i praktycznie nieograniczone możliwości zestawienia usług, a co za tym idzie – przyciągnie wielu nowych klientów.

System Dense Wavelength Division Multiplexing polega na umieszczeniu wielu sygnałów optycznych w jednym łączu. Podobne rozwiązania zostały wcześniej wdrożone m.in. w USA, Chinach, Japonii, Wielkiej Brytanii i Norwegii.

– DWDM to system, który pozwala dokonywać transmisji w naszej sieci światłowodowej. Innymi słowy, aby za pomocą światłowodów móc przesyłać jakiekolwiek dane, potrzebny jest system transmisyjny. DWDM to narzędzie, które wykorzystywane jest przez dużych operatorów telekomunikacyjnych. To stosunkowo duże i drogie urządzenie, natomiast ma ono ogromne możliwości – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Dominik Drozdowski, wiceprezes zarządu HAWE Telekom Sp. z o.o. w restrukturyzacji.

Modernizacja obejmie 4 tys. km ogólnopolskiej sieci światłowodowej należącej do HAWE Telekom. Wdrożenie rozpoczęło się od odcinków Poznań–Wrocław oraz Warszawa–Poznań. HAWE Telekom wybuduje również system DWDM na nowych relacjach takich jak Wrocław–Poznań, Warszawa–Biała Podlaska oraz Wrocław–Warszawa.

– System Huawei OSN 8800, który będziemy instalowali na naszej sieci, pozwala na transmisję nawet ponad 8 Tb/s na jednej parze włókien światłowodowych. To są naprawdę ogromne ilości danych, które pozwalają przesyłać zasadniczą część ruchu dużego operatora telekomunikacyjnego. System DWDM daje nam możliwość świadczenia praktycznie wszystkich oferowanych przez telekomy usług dla operatorów telekomunikacyjnych – twierdzi Dominik Drozdowski.

Wartość kontraktu to blisko 2,4 mln dolarów. System DWDM oferuje dodatkowe zalety, które dla klientów są niezwykle istotne. Pozwala lepiej monitorować i nadzorować naszą sieć pasywną, czyli te światłowody, które mamy. Tym samym, kiedy następuje awaria, jesteśmy w stanie dokładnie określić, w którym miejscu naszej sieci dokładnie wystąpiła. Dzięki temu jej usunięcie jest dużo szybsze.

Ponadto HAWE Telekom inwestuje w rozwój sieci światłowodowych w całym kraju, zwiększając ich dostępność m.in. dla operatorów lokalnych. Poprzez atrakcyjną ofertę i szersze możliwości techniczne dąży do powiększenia aktualnej bazy klientów.

– DWDM to system, który daje nam bardzo duże możliwości pozyskiwania nowych klientów. W tej chwili nie mamy praktycznie żadnego ograniczenia co do zakresu świadczonych usług i przepustowości – podsumowuje Dominik Drozdowski.

Czy powróci temat budowy jedwabnego szlaku z Chin pod Łódź?

Chińczycy coraz bardziej interesują się wejściem na polski rynek. Chcą też kupować polskie firmy. Czy powróci pomysł budowy tzw. jedwabnego szlaku, czyli linii kolejowej do centrum logistycznego, które miałoby powstać w okolicy Łodzi?

-Taki przeładunkowy hub na Europę dla Chin, to bardzo pożądana inwestycja – mówi w rozmowie z MarketNews24 Rafał Zięba, partner zarządzający w kancelarii prawniczej Kochański Zięba i Partnerzy (KZP).

Skąd taka ocena? To dlatego, że z KZP rozmawiają potencjalni chińscy inwestorzy. Więcej na ten temat w materiale wideo.

Świetne dane z polskiej gospodarki nie pomogły złotemu i giełdzie

Marzec przyniósł silne przyspieszenie polskiej gospodarki. Ruszyły przede wszystkim unijne inwestycje. Nie jest wykluczone, że w I kwartale wzrost PKB sięgnie 4 proc. Te optymistyczne sygnały jednak nie znalazły pozytywnego przełożenia na złotego i ceny akcji na warszawskiej giełdzie.

Polska gospodarka wrzuciła kolejny bieg. W marcu, jak wynika z opublikowanych dziś danych przez Główny Urząd Statystyczny (GUS), roczna dynamika produkcji przemysłowej ukształtowała się na poziomie 11,1 proc. wobec zaledwie 1,2 proc. w lutym. To najwyższy wynik od ponad 6 lat. Sprzedaż detaliczna zaś wzrosła o 9,7 proc., po tym jak miesiąc wcześniej zanotowała skok o 7,3 proc. To natomiast trzeci najwyższy wynik na przestrzeni ostatnich 5 lat.

Dane pozytywnie zaskoczyły, znacznie przekraczając, i tak już optymistyczne, rynkowe oczekiwania (odpowiednio 7,15 proc. i 8,2 proc.). W przypadku produkcji motorem napędowym była produkcja budowlano-montażowa. W marcu wzrosła ona aż o 17,2 proc. w relacji rocznej, co jest najwyższym wynikiem od 3 lat. Ten mocny skok to efekt rozkręcania się inwestycji finansowanych ze środków unijnych, co jest dobrą prognozą na przyszłość. Wynik sprzedaży detalicznej zaś podkręciły m.in. zakupy mebli, RTV, odzieży i obuwia. Kwiecień pod tym względem, z uwagi na Święta Wielkanocne i wciąż utrzymujący się efekt bazy (rok wcześniej sprzedaż wzrosła o 3,2 proc.), ponownie będzie dobrym miesiącem.

Dzisiejsze, ale też i wcześniejsze marcowe raporty, mogą sugerować silne przyspieszenie dynamiki polskiego PKB w I kwartale br. Jest prawdopodobne, że wzrost sięgnie 4 proc. rok do roku wobec 2,7 proc. w ostatnich 3. miesiącach 2016 roku. Aktualny rynkowy konsensus to 3,5 proc. R/R. Takie przyspieszenie oznaczałoby najlepszy wynik od ostatniego kwartału 20151 roku, gdy polska gospodarka rosła w tempie 4,6 proc.

Dzisiejsze świetne dane nie zdołały wesprzeć złotego, który osłabił się do euro, szwajcarskiego franka oraz funta, zyskując tylko do dolara. Wprawdzie, bezpośrednie po komunikacie GUS-u, złoty umocnił się do tych walut, ale była to tylko reakcja chwilowa. W kolejnych godzinach już systematycznie tracił on na wartości.

O godzinie 17:09 kurs EUR/PLN testował poziom 4,27 zł (+1,3 gr), CHF/PLN 3,9860 zł (+0,5 gr), GBP/PLN 5,0910 zł (+1 gr), a USD/PLN 3,9660 zł (-0,9 gr). Zwraca uwagę, że popołudniowe osłabienie złotego miało miejsce pomimo poprawy klimatu inwestycyjnego na rynkach globalnych i wzrost notowań EUR/USD, czyli w warunkach, które powinny sprzyjać polskiej walucie. Trudno też jej osłabienie wiązać z narastającymi obawami przed niedzielnymi wyborami prezydenckimi we Francji, bo zachowanie rynków światowych, w tym przede wszystkim dzisiejszy wzrost francuskiego indeksu CAC40 aż o 1,74 proc., przeczy tezie o wzroście ryzyka politycznego. Wręcz przeciwnie. Paryska giełda zachowuje się tak, jakby to ryzyko gdzieś zniknęło.

Bardzo dobre wyniki produkcji i sprzedaży nie wsparły też cen akcji na warszawskiej giełdzie. Wprawdzie indeks WIG20 zakończył czwartkową sesję wzrostem o 0,5 proc. do 2285,8 pkt. Jednak z analizy przebiegu sesji wynika, że nie było bezpośredniej reakcji na dane. Sam indeks po przedpołudniowym wystrzale do 2291,55 pkt. w kolejnych godzinach systematycznie się osuwał, schodząc duz przed zakończeniem sesji poniżej środowego zamknięcia. Sam wzrost o 0,5 proc. był zaś efektem podciągnięcia kursów w końcówce notowań.

Podsumowując, krajowi inwestorzy mają świadomość, że polska gospodarka wrzuciła wyższy bieg. To jednak jest już w cenach, o czym świadczy dzisiejszy brak reakcji na świetne dane o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Tym samym, w kolejnych tygodniach koniunkturę na GPW oraz zachowanie złotego w głównej mierze będą kształtować czynniki globalne. Dane z rodzimej gospodarki będą zaś zauważane jedynie wtedy, gdy będą one istotnie gorsze od oczekiwań, co będzie burzyć ten optymistyczny obraz gospodarki jaki w głowach mają inwestorzy.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Nowe perspektywy dla sektora finansowego, czyli Spotkanie Liderów Bankowości i Ubezpieczeń 2017

12-13 kwietnia 2017 roku, w Hotelu Sheraton w Warszawie odbyło się Spotkanie Liderów Bankowości i Ubezpieczeń, składające się z: XIII Banking Forum, IX Insurance Forum oraz VI Wielkiej Gali Liderów Świata Bankowości i Ubezpieczeń. Jest to cykliczne wydarzenie organizowane przez MMC Polska, skupiające wszystkie najważniejsze osobistości i spółki reprezentujące polski sektor finansowy. Wydarzenie zgromadziło 645 uczestników, którzy mieli okazję wziąć udział w 11 panelach dyskusyjnych, czynnie realizowanych przez 79 prelegentów.

Pierwszy dzień spotkania rozpoczął się od części wspólnej dla XIII Banking Forum i IX Insurance Forum. Małgorzata Zaleska, Dyrektor Instytutu Bankowości, SGH, moderowała panel dyskusyjny „Regulacje w kontekście nowych technologii i podatków”. Rozmawiano w nim o skutkach dla gospodarki, sektora finansowego oraz klientów, szansach i wyzwaniach piaskownicy regulacyjnej, MIFID-ie a ryzyku systemowym, wpływu podatku od instytucji finansowych na rozwój banków i ubezpieczycieli oraz współpracy na linii biznes – administracja. Prelegentami bloku byli: Joao Bras Jorge (Prezes Zarządu, Bank Millennium), Krzysztof Kalicki (Prezes Zarządu, Deutsche Bank Polska), Prof. Konrad Raczkowski, Przewodniczący Rady Nadzorczej, DM BOŚ S.A), Andrzej Sieradz (Digital Advisor, Microsoft).

Drugi panel dyskusyjny „Finanse w dobie cyfryzacji” rozpoczął swoją prezentacją Dariusz Piotrowski, Członek Zarządu, Microsoft. Dyskutowano o tym, jak kreować nowe modele biznesowe i wyznaczać nowoczesne trendy rozwoju w oparciu o innowacyjne technologie, o tempie i kierunkach rozwoju technologii, zmianach wykorzystania technologii przez banki,  kosztach kierunków zmian technologicznych, oczekiwaniach klientów nowoczesnych (millenialsach), ekspresowej smartfonizacji społeczeństwa oraz sposobach dotarcia do klienta nietradycyjnego. Debatę moderował Dariusz Piotrowski (Członek Zarządu, Microsoft), a gronie prelegentów zasiedli m.in: Zbigniew Jagiełło (Prezes Zarządu, PKO Bank Polski), Piotr Czarnecki (Prezes Zarządu, Raiffeisen Polbank), Brunon Bartkiewicz (Prezes Zarządu, ING Bank Śląski), Małgorzata Szturmowicz (Członek Zarządu, Idea Bank), Daniel Arak (Członek Zarządu, ITMAGINATION), Norbert Biedrzycki (CEO Atos Polska, VP CEE System Intergation).

Następnie miały miejsce dwa symultanicznie odbywające się panele, jeden XIII Banking Forum: „Wpływ Regulacji na Strategie Banków”, drugi IX Insurance Forum: „Nowe ryzyka ubezpieczeniowe jako szansa na rozwój nowych produktów i branży ubezpieczeniowej”. Pierwszy poruszył tematy związane z kapitałem zaufania, ryzykiem conduct, MiFID II i RODO oraz nowymi regulacjami a ograniczeniami przyjętymi przez banki strategii biznesowych. Drugi natomiast zajął się przeglądem najbardziej interesujących branż jako inspiracji dla nowych produktów oraz miejscami, gdzie szukać nowych ryzyk ubezpieczeniowych, w jakich obszarach życia i branżach.

Drugi dzień Spotkania Liderów Bankowości i Ubezpieczeń został podzielony na dwa równolegle odbywające się spotkania. Pierwszy panel XIII Banking Forum „Trendy w płatnościach: Polska pod wieloma względami już jest liderem – jak możemy skorzystać z rozwoju płatności nowej generacji, przyśpieszyć ich wzrost i utrzymać pozycję lidera w tej sferze? Jakie zmiany czekają nas na rynku płatności?” moderował Paweł Widawski, Dyrektor Zespołu Systemów Płatniczych, Bankowości Elektronicznej i Bezpieczeństwa Banków, Związek Banków Polskich. Podczas bloku dyskutowano o przewidywanych/planowanych nowych rozwiązaniach, popularyzacji płatności elektronicznych oraz wpływowi rozwoju płatności bezgotówkowych na ściągalność podatków.

Kolejnym panelem był „Status adopcji chmury w sektorze bankowym”. Paneliści starali się odpowiedzieć na pytania: Gdzie dziś jesteśmy? Co się udało? Co jest jeszcze do zrobienia? Czy mamy już funkcjonujące wdrożenia rozwiązań chmurowych? W jakich obszarach? Jakie są ich efekty? Moderatorem był Andrzej Gibas (Dyrektor Sektora Finansowego, Microsoft), a swoimi opiniami dzielili się m.in.: Dorota Poniatowska-Mańczak (Chief Information Officer, Credit Agricole), Tomasz Motyl (Chief Innovation Officer, Alior Bank), Roman Szwed (Prezes Zarządu, Atende), Jarosław Wolak (Dyrektor Działu Prawnego, mBank), Agata   Szeliga (Partner, Radca Prawny, Kancelaria SKS), Marek Zamłyński (Dyrektor Zarządzający, IDC Poland)

Drugi dzień IX Insurance Forum rozpoczął panel „Nowe Pokolenie – wyzwania dla branży, produktów, kanałów dystrybucji”. Dyskutowano o pokoleniu Y i Z, nowych modelach biznesowych w ubezpieczeniach, pierwszej generacji, która wyrosła w świecie posiadającym szeroki dostęp do informacji z uwag na niespotykany wcześniej w dziejach ludzkości rozwój technologii oraz tym, jak konstruować produkty i procesy ubezpieczeniowe, aby zapewnić Millenialsom poczucie stałej opieki i feedbacku.  Uczestnicy mieli okazję wysłuchać też głosu panelistów w dyskusji na temat „Nowych modeli operacyjnych – cyfryzacji i robotyzacji w ubezpieczeniach”. Drugi dzień IX Insurance Forum zakończył panel „Przyszłość ubezpieczeń komunikacyjnych, w którym mówiono o roli ubezpieczeń komunikacyjnych w gospodarce oraz dla zakładów ubezpieczeń; warunkach, jakie powinny być spełnione aby ubezpieczyciele osiągali rentowność w ubezpieczeniach komunikacyjnych.  Panelistami tych paneli byli m.in.: Agnieszka Wrońska (Prezes Zarządu, Link4), Rafał Cegieła (Dyrektor Zarządzający ds. Produktów Majątkowych, PZU S.A.), Michał Gomowski (Prezes Zarządu, Benefia Ubezpieczenia), Radosław Kamiński (COO, Allianz), Rafał Stankiewicz (Wiceprezes Zarządu, Warta), Daniel Arak (Członek Zarządu, ITMAGINATION).

Zwieńczeniem pierwszego dnia wydarzenia była VI Wielka Gala Liderów Świata Bankowości i Ubezpieczeń, podczas której niezależna Kapituła Konkursowa, składająca się z uznanych autorytetów w branży, nagrodziła osoby, które przyczyniły się do rozwoju sektora bankowego i ubezpieczeniowego, jak też najlepszych instytucji i najciekawszych rozwiązań minionego roku, w następujących kategoriach:

  • Najlepszy bank – Alior Bank
  • Najciekawsza innowacja dla banku – Google za aplikację Android Pay
  • Najbardziej innowacyjny bank – mBank
  • Najbardziej przyjazny bank – ING Bank Śląski
  • Najlepsza firma ubezpieczeniowa – ERGO Hestia
  • Najciekawsza innowacja dla ubezpieczeń – Atena za Platformę Informatyczną dla Ubezpieczeń SPACE
  • Najbardziej przyjazny ubezpieczyciel – Ubezpieczenia Pocztowe
  • Najlepszy cyfrowy ubezpieczyciel – Compensa
  • Nagroda Specjalna od Kapituły Konkursowej – otrzymał Wojciech Kwaśniak

2049 złotych brutto – co najmniej tyle, od przyszłego roku, może wynosić płaca minimalna

2049 złotych brutto – co najmniej tyle, od przyszłego roku, może wynosić płaca minimalna. Stawka godzinowa może wzrosnąć zaś, co najmniej, do 13,30 złotych brutto za godzinę.

Tak wynika z najnowszych, rządowych prognoz makroekonomicznych oraz przepisów ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę, które zakładają automatyczny wzrost płacy minimalnej. Kwoty te będą stanowić punkt odniesienia w negocjacjach wysokości płacy minimalnej pomiędzy organizacjami pracodawców a związkami zawodowymi w ramach Rady Dialogu Społecznego.

Poznaliśmy prognozowane przez Ministerstwo Finansów wartości podstawowych wskaźników makroekonomicznych na kolejne lata, jakie znalazły się w najnowszej aktualizacji programu konwergencji oraz wieloletnim planie finansowym państwa. Zazwyczaj te same prognozy przedstawiane są później również w założeniach budżetu państwa na kolejny rok. A także stanowią podstawę do wyliczania minimalnego, dopuszczanego wzrostu płacy minimalnej.

Z uwagi na to, że prognoza inflacji na 2016 r. po raz kolejny została przestrzelona (w założeniach ustawy budżetowej zakładano średnioroczny wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych o 1,7% rok do roku, podczas gdy w rzeczywistości nastąpił ich spadek o 0,6% rok do roku), przewidziany w ustawie mechanizm tzw. wskaźnika weryfikacyjnego sprowadza w dół wysokość płacy minimalnej stanowiącej punkt wyjściowy do dalszych obliczeń. Prognozowany na 2018 r. relatywnie dynamiczny wzrost PKB (o 3,8%) oraz średnioroczny wskaźnik inflacji bliski celowi NBP (2,3%) przekładają się jednak na znacznie dalej idące podniesienie najniższego dopuszczalnego pułapu minimalnego wynagrodzenia. Oznacza to, że płaca minimalna musiałaby wynieść co najmniej 2049 zł brutto miesięcznie, a minimalna stawka godzinowa (zaokrąglana zgodnie z przepisami ustawy do pełnych dziesiątek groszy) – 13,30 zł brutto.

Oficjalnie informacja ta zostanie potwierdzona do 10 maja, bowiem w tym terminie strona rządowa jest zobowiązana do formalnego przedstawienia prognozowanych wielkości makroekonomicznych partnerom społecznym. Później pracodawcy i związki zawodowe podejmą prace zmierzające w kierunku wypracowania wspólnej propozycji m.in. w zakresie wysokości płacy minimalnej w 2018 r. Wymaga podkreślenia, iż na obecnym etapie, gdy nie zostały jeszcze wszczęte jakiekolwiek formalne procedury, Pracodawcy RP nie wyrażają stanowiska w kwestii proponowanej wysokości płacy minimalnej. Nasza propozycja będzie uwzględniać szereg czynników, w tym m.in. sytuację panującą na rynku pracy, jak również poziom płacy minimalnej w stosunku do średniego wynagrodzenia.

Łukasz Kozłowski, ekspert Pracodawców RP

Inwestycje w cieniu reflacji…

Analitycy Fidelity International w najnowszym raporcie prezentującym prognozy inwestycyjne na rok 2017 r zwracają uwagę na nową politykę fiskalną Donalda Trumpa oraz wpływ jaki może ona mieć na rynki akcji, obligacji oraz aktywów alternatywnych takich jak m.in. rynek nieruchomości oraz surowców. Analitycy Fidelity podkreślają, że rynki z dużą rezerwą podchodzą do zapowiadanej przez Trumpa presji inflacyjnej oraz reflacji.

Fidelity International diagnozuje także, że:  

  • Gospodarka światowa rośnie, a fundamenty przedsiębiorstw poprawiają się.
  • Hossa na rynkach trwa, ale jest na późnym etapie i będzie napędzana przez wzrost przychodów. W rezultacie wybór odpowiednich spółek odegra ważniejszą rolę niż wybór poszczególnych sektorów.
  • Ryzyko polityczne pozostaje nadal na podwyższonym poziomie.

Wg autorów raportu temat reflacji fiskalnej jest ciągle aktualny, ale zdaniem Fidelity International w tym roku mogą nadejść pewne zawirowania. Przede wszystkim ze względu na  utrzymywane zastygnięcie, a jednocześnie osłabienie wskaźników dotyczących wzrostu gospodarczego oraz inflacji. Ponadto inwestorzy cierpliwie czekają na szczegóły i konkretne działania dotyczące nowej polityki „pro-growth” Donalda Trumpa, a szczególnie te dotyczące ulg podatkowych i inwestycji infrastrukturalnych. Chociaż nowy prezydent Stanów Zjednoczonych wydaje się być zobowiązany do realizacji swoich obietnic, to rynki oczekują konkretnych działań i zmian.

W międzyczasie, zdaniem analityków keynesowska koncepcja stagnacji sekularnej oddaliła się. Pomimo tego, teoria która w ostatnich latach była podawana za przyczynę wolniejszego wzrostu i utrzymania niskich stóp procentowych, w dalszym ciągu ma swoich zwolenników. W raporcie zwrócono również uwagę na to, że nie obserwuje się szkodliwego „wielkiego” obrotu poza rynkami obligacji. Wysoki poziom zadłużenia, starzenie się społeczeństw oraz niska produktywność stanowią z kolei stale realny problem. Z pewnością zapowiadana trajektoria wzrostu, którą firmuje swoją polityką Donald Trump, ma przed sobą spore przeszkody.

Jeśli chodzi o rynek akcji, eksperci w dalszym ciągu uważają, że akcje będą „przeważać” nad obligacjami. Ewentualne postępy w zakresie pobudzenia fiskalnego i infrastrukturalnego w Stanach Zjednoczonych potwierdzą zapowiadany wzrost wynikający z reflacji, a także pozytywnie wpłyną na wzrost na rynkach akcji. Zdaniem autorów raportu, wchodzimy obecnie w późny etap szeroko zakrojonej hossy na rynku papierów wartościowych, gdzie przewodnictwo USA będzie coraz mniejsze.

Analitycy pozostają umiarkowanie pozytywnie nastawieni do surowców. Ostatnie przyspieszenie globalnego wzrostu ma znaczenie dla szczególnie wrażliwych, na zawirowania gospodarcze, zasobów, takich jak wyroby przemysłowe czy ropa. Pomimo ostatniego spadku cen ropy poniżej 50 dolarów za baryłkę, eksperci utrzymują pozytywne zdanie nt. rynku surowców energetycznych.

W swoim raporcie Fidelity International prezentuje najświeższe spostrzeżenia i prognozy dotyczące aktywów inwestycyjnych. Poglądy te opierają się na fundamentalnym badaniu, któremu poddawane są firmy, rządy, emitenci, rynek nieruchomości i najemcy. W oparciu o własne zagregowane prognozy wskazują konkretne regiony świata oraz najbardziej i najmniej atrakcyjne sektory, jeśli chodzi o potencjał wzrostu i zysku. Więcej w pełnej wersji raportu.

Ropa i kurs dolara zniżkują

  • Wybory we Francji ważniejsze dla rynków niż brytyjskie referendum czy wybory w USA
  • Ropa i dolar zniżkują
  • Kłopoty dwóch największych giełd kryptowalutowych

 ROPA 20 04 2017 wykres

Rynki wciąż próbują przetrawić szok, jaki doznały po deklaracji Theresy May o rozpisaniu wyborów parlamentarnych w czerwcu. Brytyjska premier niewątpliwie skradła uwagę światowych rynku Francuzom, ze względu na niedzielne wybory prezydenckie. Natomiast nad Sekwaną pojawiają się scenariusze przewidujące starcie w drugiej turze pomiędzy Marine Le Pen a Jean-Lucem Melenchonem, który traci już tylko 5 proc. do prowadzącego w sondażach Emmanuela Marcona. Francuskie wybory mają znacznie większy potencjał, jeśli chodzi o wpływ na światowe rynki finansowe niż ubiegłoroczne referendum w wielkiej Brytanii czy nawet wybory w USA. W przypadku zwycięstwa eurosceptycznej kandydatki Frontu Narodowego, rynki nie będą w stanie spokojnie znieść prawdopodobieństwo wyjścia z Unii kolejnego członka. Presja, z jaką wtedy będzie musiało się zmagać euro jest wręcz niewyobrażalna.

Indeksy w USA zaprezentowały się wczoraj słabo po ogłoszeniu przez Departament Engerii (DoE) spadku zapasów ropy w USA, co miało także wpływ na zniżkę cen ropy naftowej, która dziś rano utrzymywała się poziomie 51.2 USD. Także dolar amerykański dziś odnotowuje straty. US Dollar Index pikuje z poziomu 99,5 do 99.3.

Możliwe, że nie ma na to wpływu fakt, iż dwie największe giełdy kryptowalutowe Bitfinex oraz Poloniex ze względu na kwestie związane z regulacjami nie są w stanie przeprowadzać już transferów w walutach fiducjarnych. Aktualnie na klientów tych dwóch giełd padł blady strach. Ktokolwiek posiada dolary na rachunkach Bitfinekstu czy Polonieksu obecnie wymienia je na kryptowaluty i wycofuje środki. Także spread został w tym przypadku znacznie powiększony. Giełdy w celu zabezpieczenia się przed gwałtownym wycofaniem aktywów wyceniają bitcoina na poziomie 1260 USD, pomimo, iż jego obecny kurs wynosi 1215 USD. Obserwując kurs bitcoina z ostatnich 3 miesięcy, można się spodziewać nieuchronnego przełomu. Po otrzymaniu solidnego wsparcia na poziomie 950 USD pod koniec marca, kurs stale wzrasta.

Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Zastrzeżenie

Ta informacja służy jedynie celom informacyjnym i edukacyjnym. Nie powinna być traktowana jako porada albo rekomendacja inwestycyjna. Przeszłe wyniki nie dają gwarancji osiągnięcia rezultatów w przyszłości. Trading wiąże się z ryzykiem. Ryzykuj tylko kapitał, na którego stratę jesteś przygotowany.

Wszystkie dane, liczby i wykresy są aktualne na dzień 20 kwietnia.

Aby przetrwać polskie cementownie zmuszone są do kupowania uprawnień do emisji CO2 na giełdzie

W związku z rosnącymi nakładami inwestycyjnymi, rozwijającym się budownictwem mieszkaniowym i infrastrukturalnym, sprzedaż cementu w Polsce w 2017 roku wyniesie 16,1 mln ton (o 2,5% więcej niż w 2016 r.), a w 2018 roku sięgnie 17 mln ton – przewiduje Instytut Prognoz i Analiz Gospodarczych dla Stowarzyszenia Producentów Cementu. Dla przyszłości branży cementowej w Polsce ogromne znaczenie ma kształt Europejskiego Systemu Handlu Emisjami.

Jak informuje Stowarzyszenie Producentów Cementu inwestycje przeprowadzone w przemyśle cementowym w ciągu ostatnich 20 lat wpłynęły na zdecydowaną poprawę oddziaływania zakładów na środowisko. Od lat cementownie nie tylko nie są już uciążliwe dla środowiska, ale wręcz pomagają w rozwiązywaniu problemów środowiskowych m.in. związanych z zagospodarowaniem odpadów. W piecach cementowych w Polsce, w bezodpadowym procesie spalania, można zagospodarować nawet 12% powstających w kraju odpadów komunalnych w postaci paliw alternatywnych. Cementownie są obecnie jedynym sektorem przemysłowym w Polsce wykorzystującym paliwa alternatywne na bazie odpadów komunalnych (tzw. RDF). Aktualnie branża cementowa zużywa ponad 1,4 mln ton paliw alternatywnych, w tym około 1 mln ton stanowią frakcje komunalne.

Dzięki wykorzystaniu paliw alternatywnych oszczędzane są paliwa kopalne. Według danych SPC średnio 60% ciepła pochodzącego z paliw kopalnych jest zastępowane przez ciepło powstające w wyniku spalania paliw alternatywnych. W dwóch cementowniach wskaźnik ten przekracza 80%.

Pod koniec 2016 roku i na początku 2017 toczyła się dyskusja nad przyszłymi zasadami funkcjonowania Europejskiego Systemu Handlu Emisjami, w której aktywny udział brali przedstawiciele SPC. W Parlamencie Europejskim w marcu 2017 r. odrzucono projekt dyskryminujący branżę cementową i wapienniczą, który zakładał kupowanie 100% pozwoleń na emisję CO2 od 2023 roku.

Jak informuje Stowarzyszenie Producentów Cementu przemysł cementowy musi pozostać na liście sektorów zagrożonych wyciekiem emisji tzw. carbon leakage a cementownie muszą mieć możliwość dostępu do bezpłatnych uprawnień, bez których produkcja cementu jest niemożliwa w warunkach zdrowej konkurencji (z producentami spoza granic UE, którzy nie są objęci EUETS). 63% emisji CO2 powstającej podczas produkcji klinkieru to emisja procesowa, będąca wynikiem rozkładu węglanu wapnia.

Zdaniem SPC należy myśleć o wyłącznie sharmonizowanych zasadach rekompensat dla sektorów narażonych na zwiększenie kosztów produkcji powodowanych przez EUETS.

Krzysztof Rewers członkiem zarządu Work Service S.A.

W dniu 20 kwietnia br. Rada Nadzorcza powołała Krzysztofa Rewersa w skład Zarządu Work Service S.A. Obejmie on funkcję Wiceprezesa odpowiedzialnego za nadzór nad polityką finansową i rachunkową Grupy oraz nadzór finansowy nad Spółkami zależnymi Grupy Kapitałowej Work Service.

Krzysztof Rewers posiada wieloletnie doświadczenie w zakresie finansów, rachunkowości i konsultingu. Z Work Service jest związany od sierpnia 2014, gdy objął stanowisko Dyrektora Finansowego. W ramach swoich obowiązków odpowiadał m.in. za pozyskiwanie finansowania dłużnego i kapitałowego na rozwój działalności Grupy, a także sprawował nadzór finansowy nad procesami M&A. Wcześniej przez 8 lat pracował w jednej z wiodących firm konsultingowych PwC, gdzie odpowiadał m.in. za nadzór nad prowadzeniem badań i przeglądów sprawozdań finansowych podmiotów należących do grup kapitałowych notowanych na giełdach zarówno w Polsce, jak i za granicą. Jest absolwentem Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Posiada uprawnienia Biegłego Rewidenta oraz jest członkiem Association of Chartered Certified Accountants  (ACCA).

Krzysztof Rewers obejmie funkcję Wiceprezesa Work Service S.A. z dniem 1 maja br.

Mobilne tajemnice gonią Wiedźmina

Hasło „Gry komputerowe – nasz towar eksportowy” obiega rodzime media od kilku lat. I choć CD Projekt RED i Techland zyskały na jego fali ogólnopolską rozpoznawalność i stały się są powodem narodowej dumy, to podstawą funkcjonowania tej branży są powszechnie nieznane studia działające w zupełnie innym modelu dystrybucji.

O cyklu „Wiedźmin” słyszała cała Polska. Istotne znaczenie dla jego popularności miały zarówno walory trzeciej części, jak i doskonałe wyczucie momentu zapotrzebowania na gatunek, który reprezentuje, oraz skuteczne zabiegi marketingowe (swego czasu premier naszego kraju podarował grę prezydentowi Stanów Zjednoczonych). Dość szeroką rozpoznawalnością cieszy się  także „Dying Light” – aplikacja firmy Techland eksploatującą modny ostatnio temat zombie. Tego rodzaju wielkobudżetowe produkcje są najbardziej spektakularnym i najchętniej poruszanym przez media tematem dotyczącym tego sektora gospodarki. Jednak w globalnej perspektywie najbardziej liczącym się segmentem rynku gier komputerowych są aplikacje na platformy mobilne. Według szacunków przedstawionych w raporcie firmy doradczo-konsultingowej Newzoo, transakcje z nimi związane miały w 2016 roku przynieść przychody na poziomie 36,9 miliardów dolarów. Nie tylko stanowią one 37% wartości światowej elektronicznej rozrywki, ale są także najszybciej rozwijającą się grupą produktową w jej obrębie. W porównaniu rok do roku sprzedaż gier na smartphony wzrosła o 23,7%, a na tablety – 6,4%. W tym samym czasie, dynamika obrotów aplikacji na konsole i komputery wyniosła odpowiednio 4,5% oraz 4,2%. Wiele wskazuje na to, że przyszłość branży stanowią producenci niewielkich, ale za to niezwykle popularnych programów. Wśród liczących się na światowym rynku graczy znajdują się także polskie firmy, a kolejne poszukują sposobów, by do nich dołączyć.

Konieczność „mobilizacji”

W ciągu ostatnich lat na polskim rynku aplikacji mobilnych miało miejsce kilka transakcji ukazujących potencjał ich producentów. Notowany na GPW fundusz MCI.TechVentures 1.0 zainwestował w Ganymede, „jedną z największych polskich spółek z branży gier komputerowych”, posiadającą w swoim portfelu kilkadziesiąt oferowanych w ponad stu krajach tytułów typu social casino. Według danych z 2015 roku, ten segment charakteryzował się dynamiką wzrostu przychodów na poziomie +50% rocznie. Finansowanie, którego wartość szacowano na 2,5 mln dolarów, przeznaczono na rozwój nowych gier tego gatunku na urządzenia mobilne, mających według zapowiedzi firmy stać się w przyszłości głównym obszarem jej działalności. Takie plany inwestycyjne znajdują głębokie uzasadnienie w danych „2016 Global Games Market Report”. Przychody witryn, na których z poziomu przeglądarki internetowej dostępne były proste gry, spadły rok do roku o 7,5%. Klienci wolą dziś grać w nie na platformach mobilnych. A że głównym kanałem dotarcia Ganymede do użytkowników był dotychczas portal GameDesire (po dofinansowaniu spółka przyjęła tę nazwę), naturalnym wydaje się położenie nacisku na produkcje przeznaczone na smartfony i tablety. Istnieją przesłanki, by sądzić, że nie jest to odosobniony przypadek i również inne polskie studia dążą do zagospodarowania właściwych sobie nisz na urządzeniach przenośnych.

Ukryty potencjał

W listopadzie 2016 roku na parkiet GPW weszło studio Artifex Mundi. Według informacji na swojej witrynie firma jest jednym z największych na świecie wydawców i producentów gier przygodowych. W jej portfolio dominują „HOPA” – Hidden Object Puzzle Adventure. Zadaniem użytkownika tego typu formatu jest odkrywanie ukrytych przedmiotów na kolejnych planszach, połączonych fabułą – często osadzoną w stylistyce fantasy, horroru lub detektywistycznej zagadki. Od swego powstania w 2006 roku studio wydało ponad 40 tytułów i obecnie z powodzeniem funkcjonuje na rynku międzynarodowym. Wkrótce po wejściu na giełdę, firma zapowiedziała, że w ciągu 2 miesięcy odbędzie się 6 kolejnych premier – zarówno na konsole domowe, Apple TV i Amazon Fire TV, PC, jak i urządzenia mobilne. Można więc odnieść wrażenie, że finansowanie uzyskane dzięki emisji akcji wykorzystano na przyspieszenie produkcji i przenoszenie tytułów na kolejne platformy. W ślady Artifex Mundi chce pójść nowopowstałe wrocławskie studio Splendid Stories. Jako niszę do zagospodarowania zidentyfikowali rynek gier typu Hidden Object dla najmłodszych.

Marek Guzowski, prezes Splendid Stories
Marek Guzowski, prezes Splendid Stories

Za zaadresowaniem tej grupy odbiorców przemówiła demografia. Amerykańska średnia wieku graczy to 35 lat. Statystycznie, pierwsze dziecko przychodzi w tej populacji na świat, gdy matka ma 26 lat – argumentuje Marek Guzowski, prezes Splendid Stories. – Wspólna gra z najmłodszymi członkami rodziny powinna być naturalnym sposobem spędzania czasu. Postanowiliśmy stworzyć aplikację, która bazuje na jednym z najpopularniejszych modeli rozrywki i – z jednej strony – pozwala zająć dziecko bezpieczną zabawą, a z drugiej – daje propozycje wspólnych aktywności w „prawdziwym świecie” – wyjaśnia producent gry „Detektyw Pozytywka Ulica Tajemnic”. Aplikacja bazuje na znanym polskiej publiczności cyklu wydawnictw z dedukcyjnymi zadaniami dla najmłodszych. Ich charakter odzwierciedlono poprzez poszukiwania ukrytych przedmiotów na planszach wyglądających jak książkowe ilustracje. Podobnie jak w produkcjach Artifex Mundi, są one połączone fabułą, w którą wplecione są kolejne zagadki. Inny jest jednak wiodący sposób dystrybucji. Zamiast niewielkich opłat za ściągnięcie, zastosowano tu znany z produkcji GameDesire system Free to Play. Sama gra jest darmowa, istnieje jednak możliwość wykupienia wewnątrz niej przedmiotów przyspieszających przechodzenie do kolejnych etapów. Pytanie, czy takie połączenie dwóch sprawnie funkcjonujących modeli odniesie sukces. Ciekawe jest również to, czy próby włączenia w grę całych rodzin spotkają się z zainteresowaniem użytkowników. Przekonamy się wkrótce, bo światowa premiera „Detektywa Pozytywki Ulicy Tajemnic” miała miejsce pod koniec marca 2017 roku

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Filary hossy upadają, a ona trwa

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Seria ostatnich wiadomości była dla inwestorów wyjątkowo niekorzystna. Zakwestionowane zostały praktycznie wszystkie filary hossy, a dodatkowo pojawiły się nowe problemy. Zaczynając od najbardziej nośnego tematu: nowego prezydenta USA, wydaje się, że obniżenie podatków, program deregulacji i odnowienia infrastruktury coraz bardziej się oddalają i szanse na pełne spełnienie nadziei inwestorów wydają się nadzwyczaj nikłe. Wyraźnie wytraciła tempo również „reflacja”, która szczególnie silne napędzała zakupy akcji spółek finansowych oraz po części również surowcowych. Ostatnie odczyty inflacji w USA i Europie wydają się iść po myśli bankierów centralnych, którzy wcześniejsze wyraźne przyspieszenie wzrostów cen odczytywali jako jednorazowy wyskok z uwagi na efekty bazowe. W konsekwencji banki, które po wyborach prezydenckich napędzały hossę na Wall Street, złapały zauważalną zadyszkę i gromadzący je indeks od szczytu ustanowionego na początku marca stracił już 8,5%, zbliżając się tym samym do psychologicznego poziomu 10%, stanowiącego w amerykańskim rozumieniu klasyczną korektę. Rozpoczęty w minionym tygodniu sezon wynikowy jak na razie nie przynosi poprawy sytuacji, mimo że spółki tradycyjnie w większości publikują lepsze od oczekiwań wyniki. Kolejnym i tak naprawdę najważniejszym motorem hossy była wiara w cykliczne ożywienie koniunktury. Ten element wraz z publikacją nieco gorszych danych z USA również ostatnio zawodzi. Tym samym utrzymują się bardzo duże różnice pomiędzy odczytami ankietowymi a tymi opisującym realną koniunkturę. Na dodatek pojawiły się problemy natury geopolitycznej z nowym ogniskiem zapalnym w postaci Korei Północnej. Nastrojów nie poprawił również protokół z ostatniego posiedzenia FOMC, zgodnie z którym Fed powinien w dalszej części tego roku podjąć kroki w celu rozpoczęcia redukcji sumy bilansowej wynoszącej 4,5 biliona dolarów. Na dodatek członkowie monetarnego gremium przeprowadzili dłuższą rozmowę na temat rynku akcji, w której część z nich wskazała na wysokie wyceny akcji w relacji do historycznej normy. Ostatnim straszakiem na byków są nieuchronnie zbliżające się wybory prezydenckie we Francji i duża doza niepewności związana z wynikiem zaplanowanej na najbliższą niedzielę pierwszej tury głosowania. Co jednak najciekawsze, mimo tych wszystkich przeciwności, indeksom giełdowym do tegorocznych szczytów brakuje naprawdę niewiele. W praktyce oznacza to, że rynki akcji pozostają silne, a podaż mimo wielu sprzyjających doniesień nie może zdobyć przewagi.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Po jakich studiach zarabiamy najlepiej?

Analizy danych serwisu zarobki.pracuj.pl wskazują, że istnieją specjalizacje, w których można liczyć na wysokie pensje na start. Największe szanse na przeciętne zarobki przekraczające 4 000 zł brutto tuż po zakończeniu studiów mają przede wszystkim absolwenci kierunków technicznych. Na drugim biegunie, znajdują się absolwenci kierunków humanistycznych i przyrodniczych – ich przeciętne zarobki nie przekraczają 3 000 zł brutto. Kto jeszcze może liczyć na wysokie zarobki tuż po studiach? Czyje pensje rosną najszybciej wraz z doświadczeniem? O tym, w najnowszym raporcie zarobki.pracuj.pl.

Kto po studiach pracuje w swoim zawodzie?

Większość osób, które ukończyły studia techniczne czy inżynierskie, rozpoczyna swoją karierę zawodową zgodnie z kierunkiem, w którym się kształciło. Według danych pozyskanych z ankiet wypełnionych na portalu zarobki.pracuj.pl praktycznie każdy absolwent kierunków informatycznych pracuje w obszarze bliskim swojemu wykształceniu. Również większość osób z wykształceniem budowlanym, bo aż 83%, tuż po studiach rozpoczyna pracę w budownictwie. Wśród kierunków spoza obszarów technicznych czy ścisłych, znaczna część prawników finansistów także podejmuje pierwszą pracę zgodną z profilem wykształcenia.

Odmiennie sytuacja kształtuje się w przypadku absolwentów kierunków humanistycznych. Wśród osób po pedagogice, niespełna 20% absolwentów pracuje w obszarze edukacja/szkolenia. Osoby kończące psychologię i socjologię chętnie podejmują pracę w HR. Niewiele pracowników po dziennikarstwie komunikacji społecznej rozpoczyna karierę w wyuczonym zawodzie – pracę w tym obszarze rozpoczyna zaledwie 13% absolwentów tego kierunku.

Wykształcenie techniczne czy humanistyczne – które zapewnia wysokie dochody?

Wraz z rozwojem kariery czynnikiem wpływających na wysokość wynagrodzenia, oprócz wybranej specjalizacji, jest doświadczenie. Studenci kierunków technicznych mogą liczyć na przeciętne wynagrodzenie w wysokości 4 800 brutto na start, ale już bardziej doświadczeni pracownicy (3-6 lat doświadczenia) zarabiają przeciętnie 6 000 brutto – komentuje dane Artur Kobyliński, ekspert ds. zarobków portalu zarobki.pracuj.pl.

Przeciętne zarobki brutto staż do 3 lat
Źródło: dane serwisu zarobki.pracuj.pl
Przeciętne zarobki brutto staż od 3 do 6 lat
Źródło: dane serwisu zarobki.pracuj.pl

Jak wskazują powyższe dane, osoby o dość ogólnym humanistycznym wykształceniu, nie tylko zarabiają najmniej na start, ale i wraz z upływem czasu, ich pensje nie zmieniają się w sposób znaczący.

Na jaki kierunek się zdecydować?

Jak wynika z danych portalu zarobki.pracuj.pl, nawet osoby z krótkim stażem pracy (nie przekraczającym 3 lat), mogą liczyć na zarobki powyżej 4 000 zł brutto. Kogo można znaleźć z tym gronie?

Przeciętne zarobki brutto staż do 3 lat
Źródło: dane serwisu zarobki.pracuj.pl

Najwyższe pensje na start osiągają absolwenci kierunku informatyka Warszawa. Przeciętne wynagrodzenie dla początkujących pracowników tej specjalizacji wynosi nieco powyżej 5 000 zł brutto. W grupie pracowników zarabiających powyżej 4 000 brutto na start znaleźli się także absolwenci kierunków: informatyka i ekonometria, elektronika i telekomunikacja, automatyka i robotyka. Jak widać z powyższej tabeli nie tylko wykształcenie techniczne gwarantuje przeciętne pensje powyżej 4 000 brutto. Mogą na nie liczyć również absolwenci zarządzania i marketingu oraz finansów i bankowości.

Wśród osób zarabiających przeciętnie powyżej 3 500 brutto na początku kariery zawodowej znajdują się absolwenci kierunków mechatronika, mechanika i budowa maszyn, matematyka oraz elektrotechnika. Także przeciętne zarobki specjalistów ds. finansów i rachunkowości przekraczające omawianą kwotę.

Przeciętne zarobki brutto staż do 3 lat
Źródło: dane serwisu zarobki.pracuj.pl

W gronie najsłabiej zarabiających absolwentów znajdują się osoby z dyplomem ukończenia kierunków przyrodniczych i humanistycznych. Dane serwisu pracuj.pl ujawniają, że wśród najgorzej wynagradzanych pracowników z najkrótszym stażem pracy znajdują się osoby po fizjoterapii, turystyce i rekreacji oraz pedagogice. 

Co później – czyli kto może liczyć na podwyżkę?

W oparciu o dane serwisu zarobki.pracuj.pl można wyróżnić kilka specjalizacji, które charakteryzują się znaczącym wzrostem przeciętnej pensji po trzech latach od rozpoczęcia pracy.

Przeciętne zarobki brutto staż od 3 do 6 lat
Źródło: dane serwisu zarobki.pracuj.pl

Dane Pracuj.pl wskazują, że w czołówce specjalizacji, w których wraz z doświadczeniem zasadniczo wzrasta pensja znajdują się przede wszystkim specjalizacje techniczne, takich jak elektronika i telekomunikacjabudownictwoautomatyka i robotyka. Na znaczny wzrost zarobków mogą liczyć również absolwenci psychologii i prawa.

Nieco niższe podwyżki – na poziomie ok. 1000 zł brutto – otrzymują absolwenci kierunków: finanse i rachunkowość, informatyka, informatyka i ekonometria, matematyka, mechatronika, mechanika i budowa maszynzarządzanie i inżynieria produkcji, inżynieria środowiskowa czy transport.

Przeciętny wzrost pensji staż od 3 do 6 lat
Źródło: dane serwisu zarobki.pracuj.pl

Wraz ze wzrostem doświadczenia najwolniej rosną pensje absolwentów kierunków: humanistycznych i przyrodniczych. Po trzech latach pracy mogą liczyć na podwyżki nie przekraczające 400 zł brutto. W gronie tym na najmniejszą podwyżkę powinni być przygotowani pracownicy po administracji – 200 zł brutto. W zestawieniu tym lepiej wypadają specjaliści, z co najmniej 3-letnim stażem, po kierunkach: rachunkowość, politologia oraz filologia polska, podwyżki im oferowane to przeciętnie 500 zł brutto.

###

Dane opracowane na podstawie 380 tysięcy kwestionariuszy wypełnionych przez użytkowników portalu zarobki.pracuj.pl od stycznia 2016 do grudnia 2016.

*Przedstawione wartości to mediany – czyli wartości przeciętne. Oznacza to, że w danym przekroju 50% respondentów wskazało na zarobki mniejsze od wskazanych, zaś pozostałe 50% zarabiało więcej. Kwoty w zestawieniu to płace całkowite – jest to suma pensji (zarobków stałych) oraz premii (zarobków zmiennych). Wszystkie pozycje sprowadzone do wartości brutto. Zarobki prezentowane są w ujęciu pełnoetatowym.

Chmura i duże firmy napędzają rekordowe wyniki Veeam w I kw. 2017 r.

Firma Veeam Software, odnotowała kolejny rekordowy kwartał, w którym osiągnęła znaczny wzrost przychodów z segmentu korporacyjnego i chmurowego. W pierwszym kwartale br. przychody Veeam z zamówień wzrosły o 33 proc. rok do roku, a sprzedaż nowych licencji z sektorze korporacyjnym wzrosła o 17 proc. w skali roku.

Dzięki współpracy z partnerami w ramach programu Veeam Cloud & Service Provider (VCSP) przychody firmy z segmentu chmurowego wzrosły o 59 proc. rok do roku. Wyniki Veeam świadczą o tym, że coraz więcej przedsiębiorstw stara się osiągnąć całodobową dostępność, której domagają się użytkownicy w dzisiejszym cyfrowym świecie.

Peter C. McKay - prezes i dyrektor operacyjny (COO) w Veeam Software
Peter C. McKay – prezes i dyrektor operacyjny (COO) w Veeam Software

„Dla firmy, której roczne przychody z zamówień przekraczają 600 mln dol., osiągnięcie 33-procentowego wzrostu rok do roku jest nie lada wyczynem, a ja jestem niezwykle dumny z całego zespołu” – powiedział Peter McKay, prezes i dyrektor ds. operacyjnych w firmie Veeam. – „W pozostałych miesiącach roku oczekujemy dalszych wzrostów za sprawą nowych wydań produktów Veeam, wspólnych ofert z naszymi strategicznymi partnerami, powiększającego się udziału w segmencie korporacyjnym oraz rozwiązań chmurowych wykorzystujących technologie Veeam”.

„Organizacje z całego świata uświadomiły sobie, że potrzebują dostępności przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku, którą skutecznie zapewnia Veeam. Aby zaspokoić ten popyt, powiększamy nasze zespoły zajmujące się sprzedażą do dużych przedsiębiorstw, zwłaszcza w Ameryce Północnej i regionie EMEA. Dzięki temu będziemy mogli lepiej wspierać strategiczne inicjatywy transformacji cyfrowej naszych klientów i partnerów” – powiedział McKay.

Oto inne, warte odnotowania osiągnięcia firmy Veeam w pierwszym kwartale 2017 roku:

  • Wzrost sprzedaży usług chmurowych DRaaS i BaaS. Dział chmurowy firmy Veeam, który umożliwia dostawcom oferowanie klientom gotowych usług Disaster Recover-as-a-Service (DRaaS) i Backup-as-a-Service (BaaS), odnotował wzrost przychodów o 59 proc. rok do roku.
  • Dynamiczny rozwój na rynku korporacyjnym. Pod koniec pierwszego kwartału 2017 r. klientami Veeam było 74 proc. firm z listy Fortune 500 i 56 proc. firm z listy Global 2000. Sprzedaż nowych licencji z sektorze korporacyjnym wzrosła o 17 proc. w skali roku.
  • 242 tysiące klientów na całym świecie. W pierwszym kwartale 2017 r. Veeam zdobył niemal 12 tysięcy klientów płacących za jego rozwiązania, zgodnie z historyczną średnią, która wynosi około 4 tysiące nowych klientów miesięcznie.
  • 13,9 mln maszyn wirtualnych chronionych przez rozwiązania Veeam, w tym ponad milion maszyn wirtualnych zarządzanych przez partnerów Veeam Cloud & Service Provider (VCSP).
  • Rozwój sieci partnerskiej. Duży nacisk, jaki Veeam kładzie na kanały sprzedaży, przyciąga nowych resellerów. Obecnie na świecie jest 47 tys. członków sieci Veeam ProPartner oraz 15 tys. w programie VCSP.
  • Poszerzony zespół kierowniczy. Jeff Giannetti, do niedawna starszy wiceprezes ds. globalnej sprzedaży w Cleversafe, dołączył do Veeam jako wiceprezes ds. sprzedaży na Amerykę Północną. Wcześniej Jeff przez ponad 10 lat pracował w NetApp, gdzie był wiceprezesem ds. sprzedaży komercyjnej na Stany Zjednoczone.
  • Wzmocnione sojusze. Veeam przystąpił do programu Hewlett Packard Enterprise (HPE) Complete. W jego ramach rozwiązania Veeam dołączono do cennika HPE, dzięki czemu klienci mogą kupować kompletne rozwiązania HPE i Veeam bezpośrednio od firmy HPE i jej partnerów. Veeam wprowadził też jedyne w pełni zintegrowane rozwiązanie do ochrony danych dla Cisco HyperFlex, które jako pierwsze zapewnia bezpośrednią obsługę migawek pamięci masowej dla platformy infrastruktury hiperkonwergentnej Cisco.

Wybory we Francji już w weekend, a w Wlk. Brytanii 8 czerwca

Izba Gmin potwierdziła, że wybory na wyspach odbędą się już 8 czerwca. W weekend prezydenta wybiorą Francuzi. Wyścig jest wyjątkowo wyrównany. Wynagrodzenia i zatrudnienie w Polsce.

8 czerwca wybory w Wielkiej Brytanii

Formalnościom stało się zadość. Izba Gmin zgodnie z oczekiwaniami zatwierdziła przyspieszone wybory w Wielkiej Brytanii na 8 czerwca. Wniosek miał zaledwie 13 głosów sprzeciwu. Oznacza to, że relatywnie ładnie zapowiadający się na rynkach kwartał może być całkiem ciekawy. Drugi rok z rzędu czerwiec minie nam pod znakiem zmian na funcie. Rozwiązanie obecnego parlamentu nastąpi już w długi weekend majowy w nocy z 2 na 3 maja. Formalnym powodem rozwiązania jest chęć uniknięcia blokad parlamentarnych w procesie negocjacji warunków Brexitu. Pytanie czy proces, który już trwa nie zostanie utrudniony przez same wybory. Od czasu ogłoszenia decyzji funt cały czas się umacnia. Wczoraj wzmocnił się o kolejny grosz.

W ten weekend wybory we Francji

Końcówka wyścigu wyborczego okazuje się znacznie bardziej emocjonująca niż pierwotnie sądzono. W grze pozostaje realnie 3-4 kandydatów. Druga tura jest niemalże 100% pewna, o ile jest coś pewnego w przewidywaniu wyniku wyborów. Do drugiej tury największe szanse ma wejść Emmanuel Macron oraz Marine le Pen. Poparcie dla nich oscyluje w okolicach 20-25% z delikatną przewagą dla Macrona. Dalej za nimi znajduje się jeszcze dwóch kandydatów Francois Fillon oraz Jean Luc Melenchon. Dysponując oni poparciem delikatnie poniżej 20%. Przy dokładności sondaży wyborczych może się okazać, że któryś z nich znajdzie się w drugiej turze wyborów. Jak reagują rynki? Widać wyraźne umocnienie się euro. Zarówno względem dolara jak i franka. Żaden z kandydatów nie podoba się szczególnie branży finansowej, ale wcześniej oczekiwania były, że będzie jeszcze gorzej stąd najprawdopodobniej obecne umocnienie.

Dobre dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy dane na temat zatrudnienia i wynagrodzeń w Polsce. Przeciętne wynagrodzenie osiągnęło 4577 zł, a w branży przedsiębiorstw jest to już 5981 zł. W ciągu roku jest to wzrost o 5,2%, czyli o 1% więcej niż oczekiwali analitycy. Wraz z płacami rośnie też zatrudnienie. Przyrost o 4,6% było co prawda o 0,1% poniżej oczekiwań, ale to wciąż bardzo dobry wynik.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – produkcja przemysłowa,
  • 14:00 – Polska – sprzedaż detaliczna,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

“IT w Bankowości GigaCon” 22-go maja w Warszawie

22 maja (poniedziałek) odbędzie się kolejna edycja bezpłatnej  konferencji “IT w Bankowości GigaCon” w Warszawie (Hotel Courtyard, Żwirki i Wigury 1).

IT w Bankowości GigaConSerdecznie zapraszamy wszystkich przedstawicieli banków i instytucji finansowej na spotkanie, które będzie poświęcone informatyzacji sektora bankowego. Jak co roku firmy informatyczne przedstawią rozwiązania IT, które mają na celu usprawnić zarządzanie, podnieść efektywność pracy czy zoptymalizować koszty. Prelegenci opowiedzą o najnowszych trendach, przeprowadzonych wdrożeniach i swoich doświadczeniach związanych z informatyzacją instytucji finansowych.

W czasie konferencji poruszymy takie tematy m.in. jak:
– big data w  sektorze bankowym, w świetle przepisów sektorowych oraz nowego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (“RODO”),
– bezpieczeństwo danych bankowych – zasadność/opłacalność migracji danych do Cloud’a,
– wdrożenie MiFID II a bankowe IT – wymagania i perspektywy,
– zarządzanie i optymalizacja procesów wydruku w przedsiębiorstwach,
– Alfresco, Activiti w sektorze bankowym w Polsce i na świecie

Jedynym warunkiem uczestnictwa jest BEZPŁATNA rejestracja przez naszą stronę.
W agendzie pojawiły się już pierwsze tematy, zachęcamy zatem do odwiedzenia naszej strony, gdzie oprócz formularza rejestracyjnego znajdą Państwo więcej szczegółów dot. konferencji:

http://gigacon.org/event/it-bank-warszawa_17/

Sampling – mała, wielka siła marketingowych działań

Dynamika przemian na rynku marketingowym poddaje próbie dotychczasowe rozwiązania z zakresu promocji marek. Każdego roku pojawiają się nowe trendy i kanały komunikacji. A co z klasycznymi metodami wspierania sprzedaży? Albedo Marketing bierze na warsztat jedną z nich – sampling, analizując kiedy najlepiej się ona sprawdza (i to nie tylko w branży FMCG).

O uwagę konsumenta „konkurują” dziś setki komunikatów reklamowych dziennie – wyróżnić się na ich tle i dotrzeć do odbiorcy, to prawdziwa sztuka. Prowadzenie efektywnych działań marketingowych nie zawsze jednak oznacza sięganie po nowe, innowacyjne narzędzia promocji. Sampling, jako klasyczna metoda wsparcia sprzedaży, wydaje się współcześnie tym bardziej skuteczna, im większy natłok komunikatów wokół konsumenta (zjawisko clutteru komunikacyjnego). Należy jednak pamiętać o kilku warunkach. – Sampling nie może być traktowany po prostu jako rozdawnictwo, gdyż wtedy nie ma prawa przynieść zadowalających efektów sprzedażowych. Projektując działania, zawsze w centrum powinien być człowiek i dogłębne zrozumienie jego potrzeb. Dlatego sampling będzie skuteczny tylko wtedy, gdy wiemy do kogo chcemy dotrzeć, a w dalszej kolejności, w jaki sposób zamierzamy to zrobić. Dobrze sprofilowana grupa docelowa, dopasowany do produktu charakter działań i miejsce akcji, to klucz do sukcesu – mówi Małgorzata Megger, Field Marketing Manager z Albedo Marketing, agencji marketingu zintegrowanego.

Sampling, w porównaniu do innych metod wsparcia sprzedaży, posiada istotną przewagę – możliwość bezpośredniego dotarcia do konsumenta, czyli działanie precyzyjne, a nie masowe. Firma oddziałuje na zmysły klienta, który ma możliwość posmakować, dotknąć, doświadczyć czegoś na własnej skórze. Ta klasyczna metoda sprawdza się także w wielu branżach, nie tylko w tej najbardziej oczywistej, czyli FMCG. Jak zatem wykorzystać sampling, by przyniósł firmie najlepsze efekty?

  1. Nowości w portfolio, czyli marka przypomina o sobie

Sampling świetnie sprawdza się w przypadku launchu nowych smaków lub produktów firmy. Projektując akcję samplingową należy jednak dobrze określić jej cel – zwrócenie uwagi na nowość w portfolio produktowym marki, a dokładnie na fakt, że uległo ono poszerzeniu o nowy smak. Taki sampling przynosi nie tylko efekty „tu i teraz”, ale działa też długofalowo, dodatkowo budując wizerunek. W jaki sposób? Firma pokazuje, że się rozwija i dba o klienta, który nie musi zmieniać marki, jeśli chciałby wypróbować czegoś innego. Dodatkowo klient ten ma pewność, że nowość sygnowana jest tym samym logo, jak produkty, z których do tej pory korzystał. Przykład? Wprowadzenie na rynek kremów czekoladowych marki E. Wedel, która dotychczas nie była obecna w tej kategorii. Przeprowadzona akcja samplingowa, oprócz możliwości spróbowania, zwróciła uwagę konsumentów na to, że marka doskonale znana amatorom słodyczy, wchodzi właśnie na sklepowe półki z zupełnie nowym produktem.

  1. Wykreowanie nowych okazji do spożycia

W tym kontekście sampling jest pretekstem do zwrócenia uwagi konsumentów na daną markę, a przede wszystkim na zasugerowanie zupełnie nowego zastosowania promowanego produktu – takiego, którego do tej pory konsument mógł w ogóle nie rozważać. W ten sposób promowano m.in. produkty marki Serenada w ramach akcji „Nie tylko na kanapce”. Samplingi zrealizowano poza tradycyjnymi punktami sprzedaży, np. na uczelniach i w biurowcach, komunikując nowe, inne zastosowanie produktu, który kojarzył się dotychczas raczej jako klasyczny element kanapki. Konsumenci mieli możliwość przetestowania znanego im produktu, czyli sera żółtego salami, jako idealnej przekąski w pracy, szkole czy na pikniku.

  1. Spróbuj, to nic nie kosztuje!

Sampling to także nakłonienie konsumenta do wypróbowania danego produktu i danie mu czasu na to, by wyciągnął z tego testu własne wnioski – mówi Małgorzata Megger z Albedo Marketing. Przyzwyczajenia są naszą drugą naturą, a jako konsumenci posiadamy kilka ulubionych marek i najczęściej to właśnie spośród nich dokonujemy wyboru. Dlatego też wejście do osobistego portfolio konsumenta, to ogromne wyzwanie dla firm spoza tej „elitarnej” listy. Przykładem tak nieoczywistego wykorzystania samplingu są promocje inicjowane przez producentów sprzętu wspólnie z sieciami RTV/AGD, np. kupując telewizor, istnieje możliwość jego zwrotu w ciągu 30 dni. Jaki jest tego efekt? Klient ma świadomość, że może przetestować produkt bez jakichkolwiek konsekwencji – będzie zatem bardziej skłonny „dać się namówić” na zakup. Prawdopodobnie jednak przyzwyczai się do nowego sprzętu, a tym samym nie będzie miał ochoty demontować telewizora czy odłączać kina domowego i zwracać do sklepu.

  1. Brakujący element, czyli „coś więcej”

Akcje samplingowe przynoszą także świetne efekty, gdy mają na celu zasugerowanie konsumentowi określonego rozwiązania jego bieżących problemów. Łącząc sampling i metodę cross-promocji, firma może zaoferować klientowi produkt stricte komplementarny – zapas tabletek czyszczących w komplecie do zmywarki czy kapsułki z kawą do ekspresu. Na sukces tego rodzaju samplingu, „pracuje” doskonale rekomendacja silnej, zaufanej marki. Przykładem może być akcja Whirlpool i Fairy, promująca nowe tabletki do zmywania. Konsument dokonujący zakupu zmywarki marki Whirlpool, otrzymywał faktycznie produkt komplementarny – zmywarka wyposażona w komplet tabletek Fairy była od razu gotowa do działania. Nabywca nie musiał się już wówczas zastanawiać nad kolejnym nabytkiem, co mogło być dodatkowym kłopotem, szczególnie jeśli dopiero rozpoczynał swoją przygodę ze zmywarką.

  1. Wejdź na chwilę, zostań na zawsze

Zdarza się, że nie dajemy za darmo pełnowartościowego produktu, a czasem nawet nie dajemy go w ogóle. W tym kontekście sampling polega na możliwości wejścia do świata marki, posmakowania produktu, zaoferowania doświadczenia, a wszystko to ma na celu podkreślenie przyjemności obcowania z marką – mówi Mateusz Drążkiewicz, Strategy Planning Manager w Albedo Marketing. Tego typu akcje samplingowe często są inicjowane przez dealerów samochodowych, którzy oferują jazdę testową lub przekazują auto w ramach konkursu – nie na zawsze, ale np. na tydzień. Jeden z dealerów proponujących jazdę testową, oferował klientom opcję pozostawienia dotychczasowego samochodu w salonie. W czasie, gdy tymczasowy posiadacz nowego modelu testował auto pod kątem swoich oczekiwań, zespół dealera zapewnił serwis „starego” samochodu, myjąc go, sprzątając, wyposażając w upominki od firmy. Efekt? Wykreowanie w głowie konsumenta przekonania: „Wow! To tak dbają o klienta w serwisie!”.

  1. Sampling to świetna okazja do budowania dobrego PR

Sampling pozwala natychmiast poznać bliżej dany produkt, ale jako narzędzie spełnia też inne cele. Wielu klientów, którzy wypróbują daną markę zostaje przy niej lub chętnie po nią sięga przy następnej wizycie. To efekt w dłuższym horyzoncie czasowym, gdyż konsument potrzebuje czasu – często rozważa zakup przetestowanego produktu dopiero przy następnej wizycie w sklepie. Tak dzieje się w przypadku zakupów chemii gospodarczej i kosmetyków, gdyż według badań rynkowych, przeciętny Polak dokonuje zakupu tego typu asortymentu 2-3 razy w miesiącu, a więc tyle samo razy styka się z produktem, rozważając zakup. W tej sytuacji, sampling jest narzędziem, które może skutecznie zbudować odpowiedni wizerunek marki w oczach konsumenta. Aby działanie było skuteczne, istotne jest tzw. mapowanie pożądanego doświadczenia z marką, czyli efektowna i przemyślana oprawa akcji: miejsce, scenografia, komunikat, zachowanie hostess, wręczenie niezobowiązującego podarunku. Przykład? Akcja dla marki PERSIL, promująca nowy produkt z formułą ColdZyme, zorganizowana na lotnisku Okęcie. Grupą docelową były osoby powracające z wakacji, standardowo z walizkami wypełnionymi odzieżą wymagającą prania. Podróżni zdecydowanie zwrócili uwagę na hostessy w strojach stewardess, które wręczały im „rozwiązanie” problemu, czyli sample nowego produktu PERSIL.

Sampling niezmiennie może stanowić skuteczne narzędzie wsparcia sprzedaży. W porównaniu do innych klasycznych działań marketingowych, jak reklama outdoorowa czy telewizyjna, nadal łatwiej jest zaangażować konsumenta w kontakcie bezpośrednim – zyskując bowiem jego uwagę na chwilę, firma ma szansę na dłużej zagościć w „osobistym” portfolio preferowanych marek. Warunkiem uzyskania dobrych efektów działania jest jednak precyzyjne sprofilowanie grupy docelowej oraz zrozumienie jej potrzeb. Inaczej, sampling pozostanie tylko i wyłącznie rozdawnictwem.

Pracownik zamiast headhuntera. Polecenia najlepszą formą rekrutacji dla 48% firm

Według najnowszego międzynarodowego raportu LinkedIn „Global Recruiting Trends 2017”, polecenia pracownicze stanowią najlepsze źródło jakościowych rekrutacji dla aż 48% pracodawców. Jak dodaje Glassdoor, aż 70% takich kandydatur kończy się zatrudnieniem. Źródłem sukcesu tzw. programów referralowych jest połączenie interesów wielu stron. Pracodawcy zyskują dostęp do specjalistów, pracownicy – szansę na dodatkowe benefity, a kandydaci – potwierdzenie jakości miejsca pracy od znajomych. Również w Polsce firmy sięgają po coraz ciekawsze formy poleceń, a wynagrodzenia za rekomendację sięgają nawet kilkunastu tysięcy złotych.

Kiedyś mówiono o załatwianiu pracy po znajomości – dziś to jedna z uznanych metod rekrutacji, na których może zarobić sam pracownik. Firmy płacą za to nawet do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Tzw. programy poleceń są szczególnie popularne w branżach, które intensywnie rekrutują i charakteryzują się niedoborem talentów, np. IT, nowoczesnych usługach biznesowych czy konsultingu. Według zagranicznych badań osoby z polecenia są bardziej godne zaufania, osiągają lepsze wyniki i wiążą się na dłużej z pracodawcą.

Trudno się więc dziwić, że firmy rozbudowują swoje programy poleceń i sięgają po coraz bardziej różnorodne narzędzia rekrutacji poprzez tzw. referrale. Jak mówi Karolina Malicka, Recruitment Lead w Accenture Operations, osoby z polecenia stanowią aż 22% zatrudnionych przez jej firmę w ubiegłym roku. Rozwija ona intensywnie swoje centra w Warszawie i Krakowie, których zespół liczy łącznie ponad 2000 specjalistów.

– W 2016 roku w ramach programu referralowego spłynęło do nas około 3000 CV. Wspieramy zaangażowanie pracowników w nasz proces rekrutacyjny, przygotowując kampanie wewnętrzne promujące system poleceń nie tylko nagrodami finansowymi za polecenie. Wprowadzamy także mechanizmy grywalizacyjne, oferując dodatkowe wyróżnienia dla pracowników, którzy są najbardziej efektywni w procesie polecania znajomych. Do nagród zaliczają się zarówno drobne gadżety technologiczne czy karty upominkowe, jak i wycieczki zagraniczne – opowiada Karolina Malicka, Recruitment Lead w Accenture Operations.

Premia, która jest oszczędnością

Pracodawcy wprowadzają programy poleceń, bo przynoszą one efekty. Według JobVite, pracownicy z programów poleceń charakteryzują się najdłuższym średnim czasem pracy. Wyraźnie wyprzedzają pod tym względem osoby aplikujące przez strony kariery czy portale rekrutacyjne. Jak dodają badacze odpowiedzialni za raport LinkedIn, specjaliści pochodzący z programów poleceń osiągają najlepsze wyniki w pracy. W Stanach Zjednoczonych, gdzie tego typu programy są najbardziej popularne, w ubiegłym roku przeprowadzone zostały także badania Recruiter Nation. Przebadani rekruterzy nie pozostawiają wątpliwości. Polecenia za najlepszą formę rekrutacji uznaje co trzeci z nich (34%) – to najlepszy wynik tuż po wewnętrznych rekrutacjach. I choć większość firm płaci pracownikom za referrale (64%), a 45% z nich przyznaje, że budżet na ten cel ma jeszcze wzrosnąć, to wciąż programy referralowe dają ogromne oszczędności dla pracodawców. Związane z nimi koszty są bowiem w Polsce kilkakrotnie niższe, niż w wypadku współpracy z headhunterami, agencjami zatrudnienia czy przy kosztownych kampaniach na portalach pracy.

Tego typu projekty realizują w Polsce także np. Accenture, Allegro, Shell Business Operations, MakoLab czy Capgemini. Ostatnia z wymienionych firm zwraca szczególną uwagę na rywalizację o pracownika w branży IT. Tego typu programy są w niej na porządku dziennym, a kwoty sięgają coraz wyższych szczebli.

– W ramach naszego referral program pracownicy wrocławskiego centrum Capgemini otrzymują bonus, który może wynieść nawet 10 000 zł, w przypadku rekomendacji osoby z wieloletnim doświadczeniem. Wystarczy, że kandydat w przesłanych dokumentach zamieści imię i nazwisko pracownika polecającego. Rekomendować mogą zarówno pracownicy, jak i praktykanci oraz stażyści. Co ważne, pracownik nie odpowiada za weryfikację kompetencji osoby, która stara się o pracę. Z moich obserwacji wynika jednak, że zazwyczaj rekomendujemy tych ludzi, z którymi sami chcielibyśmy pracować i których umiejętności wysoko oceniamy – tłumaczy Anna Mikucka, Head of DCX w Capgemini Software Solutions Center we Wrocławiu.

Kwoty za polecenia są atrakcyjne i teoretycznie na wyciągnięcie ręki. Jak jednak podkreślają eksperci i uczestnicy programów, bardzo ważną rolę odgrywa odpowiednie podejście do rekomendacji i przemyślane działania w tym zakresie. Mają one bowiem wpływ nie tylko na powodzenie rekrutacji, ale także reputację polecającego.

Zaufać pracownikowi, uwierzyć pracodawcy

Jak podkreślają rekruterzy, kandydaci z polecenia są zazwyczaj bardziej dopasowani do ofert, na które aplikują. Taka sytuacja to efekt bardziej przemyślanych motywów stojących za aplikacją. Dbając o swoją reputację, skutecznie polecający sięgają po sprawdzone osoby, a także bardziej uważnie przyglądają się proponowanym specjalistom.

Według badań Glassdoor przeprowadzonych na podstawie 440 000 odpowiedzi na pytania dotyczące stanowisk pracy, programy poleceń przynoszą realne korzyści i o kilkanaście procent większy udział udanych rekrutacji w stosunku do innych źródeł aplikacji. Kluczem jest jednak oparcie się na rekomendacjach pracowników, którzy zapewnią firmie dobór odpowiednich kandydatów, a nie skupią się wyłącznie na otrzymaniu bonusu. Potwierdza to Karolina Malicka, która w Accenture Operations wraz z zespołem wprowadziła sieć ambasadorów regularnie konsultującą się z działem HR.

– Rozwijamy się intensywnie i rekrutujemy ogromną liczbę nowych osób. Obecnie na portalu referralowym Accenture można znaleźć kilkaset stanowisk w różnych miejscach Polski. W tej sytuacji oprócz dotychczasowych rozwiązań dodaliśmy jeszcze inne ciekawe rozwiązania. Rozwijamy w firmie sieć ambasadorów Social Butterflies. To osoby, które wspierają naszą rekrutację w kluczowych grupach docelowych, m.in. wśród lingwistów. Grupy Social Butterflies spotykają się co kilka tygodni z przedstawicielami działu HR i ustalają priorytety rekrutacyjne. Sami zyskują większe szanse na bonusy referralowe, a dla nas to bezcenne źródło nowych kandydatur – opowiada Karolina Malicka, Recruitment Lead w Accenture Operations.

Trafne polecenia mają często także bezpośredni wpływ na bonus finansowy. W większości firm nagrodę otrzymuje się po zakończeniu przez polecanego okresu próbnego, a w części z przedsiębiorstw – także w kolejnych odstępach czasowych. Na przykład, w agencji marketingowo technologicznej MakoLab nagrodę otrzymuje się dwukrotnie – po zatrudnieniu rekomendowanego oraz po przedłużeniu umowy próbnej, a wysokość jest wyznaczana przez 3 progi zależne od poziomu stanowiska.

Polecenia z pomysłem

Firmy, aby ułatwić polecenia i nadać im jeszcze większą przejrzystość, wychodzą także coraz częściej naprzeciw osobom spoza organizacji. Tak zrobiło Accenture Operations, które dodało do swoich ogłoszeń o pracę opcję „Siła rekomendacji”. Umożliwia ona znajomym pracowników z mediów społecznościowych (Facebook i LinkedIn) proszenie specjalistów Accenture o rekomendację. Dostęp do wielu ofert nagród za polecenia dla osób spoza firm oferuje z kolei polski portal ShareHire.

Dziś rozwija się nie tylko popularność programów poleceń, ale zmienia się także ich charakter. Firmy sięgają po dedykowane strony www, aplikacje mobline, organizują happeningi mające na celu promocję programów zatrudnienia. Po rekomendacje pracownicze sięgają także coraz częściej mniejsze firmy, nie kojarzone z tego typu inicjatywami. Pracodawcy dostrzegają bowiem potencjał wiedzy, jaką ma ich kadra o potencjalnych kandydatach. Warto się więc rozglądać za firmami, które doceniają wsparcie swoich pracowników – jest ich coraz więcej.

Rozmowa o pracę czy przesłuchanie, czyli jak lepiej poprowadzić spotkanie

Trzymanie się sztywno CV i listu motywacyjnego może przypominać przesłuchanie. Może więc lepiej czasem je odrzucić i skupić się na osobie, którą mamy przed sobą?

Kiedy w czasie rozmowy kwalifikacyjnej posiłkujemy się CV, daje to poczucie uporządkowania sytuacji. Nie zawsze jednak takie podejście jest skuteczne – zauważa Joanna Żukowska, ekspert serwisu rekrutacyjnego MonsterPolska.pl. Czasem lepiej odłożyć dokumenty rekrutacyjne i sięgnąć po wywiad behawioralny, czyli taki oparty na kompetencjach. Pozwoli to odbyć wartościową konwersację i lepiej poznać kandydata – dodaje ekspert.

Wyjaśnij swój wybór

Poprowadzenie rozmowy bez CV może być dla kandydata stresujące, jeśli nie zostanie o tym uprzedzony. Poszukujący pracy są przyzwyczajeni do tego, że ich dokumenty aplikacyjne są inspiracją dla rekrutera, i że to na nich opiera on kolejne punkty rozmowy. W pierwszej chwili może to nawet wyglądać tak, jakby zatrudniający nie był przygotowany do spotkania i improwizował. Warto więc wytłumaczyć kandydatowi, co robimy i dlaczego. Powiedzmy, że zależy nam na prawdziwej rozmowie.

Patrz do przodu, nie w tył

CV pozwala rekruterowi prześledzić zawodową drogę kandydata. Sprawia jednak, że skupiamy się na tym, co pracownik zrobił a nie na tym, jak będzie rozwiązywać konkretne problemy w przyszłości. Rekrutując, próbujemy zazwyczaj wypełnić luki w zespole. Szukamy kogoś, kto przejmie określone zadania. W tym kontekście mniej ważne wydaje się to, co kandydat robił w poprzedniej firmie.

Lepiej opisać konkretny problem albo wyzwanie, które stoi przed naszą firmą i poprosić o pomysły rozwiązań. Rekruterzy rzadko tak stawiają sprawę. Unikają konkretów typu: „to jest projekt, nad którym będzie pan pracował, zależy mi na takim wyniku”. A kiedy tak sformułujemy pytanie, dowiemy się, jak kandydat użyje swoich doświadczeń i umiejętności, by rozwiązać problem.

Jak zachowałby się kandydat, gdyby…

Behawioralne pytania pozwalają  skupić się na tym, jak kandydat ocenia konkretną sytuację. A to pozwala zebrać informacje, których nie da się wyczytać z CV.

Często zdarza się przecież, że zatrudniamy kogoś ze względu na jego kwalifikacje i umiejętności zapisane w dokumentach rekrutacyjnych, a potem zwalniamy za nieodpowiedni stosunek do pracy. Za pomocą odpowiednich pytań, możemy się dowiedzieć, co właściwie kandydat myśli i co jest dla niego ważne. Dzięki temu wybierzemy osobę, która wpisze się w kulturę firmy.

Podaż i popyt na wrocławskim rynku mieszkaniowym w dalszym ciągu na wysokim poziomie

Popyt na wrocławskim rynku pierwotnym utrzyma się na wysokim poziomie. Dzięki odpowiednio wysokiej podaży, ceny nowych mieszkań prawdopodobnie wzrosną tylko nieznacznie. Jeszcze lepsza wiadomość czeka na poszukujących mieszkań z drugiej ręki, bowiem ceny na rynku wtórnym powinny pozostać stabilne. To najważniejsze informacje i prognozy na temat rynku mieszkaniowego we Wrocławiu, zawarte w raporcie E-VALUER INDEX 2017.

E-VALUER INDEX 2017 to już czwarta edycja kompleksowego raportu na temat rynku mieszkaniowego w Polsce, przygotowywanego przez ekspertów od wyceny nieruchomości z Emmerson Evaluation. Raport obejmuje mediany[1] cen transakcyjnych mieszkań na rynku pierwotnym i wtórnym oraz stawek czynszu w największych miastach Polski.

We Wrocławiu mediany cen transakcyjnych w 2016 roku wyniosły 5776 zł/mkw. dla rynku pierwotnego i 5236 zł/mkw. dla lokali używanych. Co ciekawe, to właśnie mieszkania z rynku wtórnego drożały w ubiegłym roku mocniej (wzrost cen o 3%) niż te nowo wybudowane (1%). Prognozy Emmerson Evaluation wskazują jednak, że w tym roku sytuacja może się odwrócić. Wzrost cen na rynku pierwotnym nieco przyspieszy (maksimum 2-3% wzrostu), podczas gdy ceny na rynku wtórnym pozostaną na obecnym poziomie.

– Popyt na nowe mieszkania we Wrocławiu pozostanie w 2017 roku na wysokim poziomie. Przy ograniczonej podaży byłby to impuls do silnego wzrostu cen. Na szczęście dla kupujących wrocławscy deweloperzy stanęli na wysokości zadania i także w bieżącym roku zapewnią odpowiednio dużą podaż na rynku wrocławskim, co sprawi, że ceny pójdą w górę tylko nieznacznie – podsumowuje Piotr Basiak, dyrektor regionalny Emmerson Evaluation we Wrocławiu.

Gdzie szukać najtańszych mieszkań?

Wrocław wyróżnia się na tle innych największych metropolii dużym zróżnicowaniem cen nowych i używanych mieszkań ze względu na lokalizację. Nie ma tu jednoznacznie najtańszej dzielnicy dla całego rynku mieszkaniowego. – W przypadku rynku pierwotnego najniższą medianę ceny za mkw., wynoszącą 5092 zł, zanotowaliśmy w dzielnicy Fabryczna, z kolei dla rynku wtórnego było to Psie Pole, z medianą ceny na poziomie 4860 zł/mkw. – wskazuje Piotr Basiak. Najdroższymi dzielnicami pod względem cen zakupu nowych mieszkań były natomiast Śródmieście (5980 zł/mkw.) i Stare Miasto (5973 zł/mkw.), które również okazało się najdroższą lokalizacją dla kupujących we Wrocławiu mieszkania z drugiej ręki (5747 zł/mkw.).

mieszkania Wrocław

Co się najlepiej sprzedaje?

– Intersująca jest także struktura sprzedaży lokali mieszkalnych według ich powierzchni. Dane z raportu E-VALUER INDEX 2017 wskazują, że we Wrocławiu na rynku pierwotnym najbardziej popularne były nieduże mieszkania – dodaje ekspert Emmerson Evluation. W Starym Mieście najmniejsze lokale (poniżej 35 mkw.) stanowiły nawet 41% sprzedanych ofert. W innych dzielnicach dominowały transakcje zakupu mieszkań o powierzchni 35-50 mkw (Śródmieście, Psie Pole, Fabryczna) lub 50-70 mkw. (Krzyki). Na rynku wtórnym w większości dzielnic bardziej popularne były mieszkania średnie (50-70 mkw.), jedynie na Starym Mieście prawie połowę sprzedaży stanowiły lokale mierzące od 35 do 50 mkw.

Wynajem kwitnie w każdej dzielnicy

Co ciekawe, na tle innych największych miast Polski, Wrocław wyróżnia się równomiernym rozłożeniem ofert najmu w poszczególnych dzielnicach. Najwięcej ofert lokali mieszkalnych do wynajęcia można znaleźć w Śródmieściu (26%), prawie po równo oferta rozkłada się pomiędzy Stare Miasto, Fabryczną i Krzyki (po ok. 20%). Najmniej ofert zanotowano w dzielnicy Psie Pole (13%). Warto też zauważyć, że wynajem mieszkania we Wrocławiu zapewnia stosunkowo korzystną stopę zwrotu, szczególnie na tle innych dużych ośrodków. Według danych Emmerson Evaluation, stopa zwrotu z wynajmu mieszkania we Wrocławiu waha się od 4,7-5,8%, co czyni stolicę województwa dolnośląskiego jedną z najbardziej rentownych lokalizacji wśród największych polskich metropolii.

[1] Mediana (tzw. wartość środkowa, dzieląca zbiór na dwie równe części) lepiej odzwierciedla informację na temat cen nieruchomości niż średnia, ponieważ na jej wynik, nie wpływają pojedyncze wartości znacznie odchylające się od większości transakcji typowych w całym zbiorze (takie jak np. zakup jednej nieruchomości luksusowej).

Niemiec na wschodzie marzy o zarobkach Niemca na zachodzie

Polscy pracownicy tęsknie spoglądają na płace za zachodnią granicą naszego kraju, gdzie zarabia się średnio cztery razy więcej. Niemiecki rynek pracy nie jest jednak wolny od problemów. W niektórych sektorach różnice w zarobkach między nowymi a starymi landami sięgają niemal 50 procent – pisze Bartosz Grejner, analityk Cinkciarz.pl.

Przeciętne wynagrodzenie brutto w Polsce w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w lutym br. 4577,86 zł – podaje Główny Urząd Statystyczny. W województwie warmińsko-mazurskim, regionie o najniższych zarobkach, pracownicy zarabiali średnio o 38,5 proc. mniej niż w województwie mazowieckim, gdzie zarobki są najwyższe w Polsce. Średnią w istotny sposób zawyża jednak Warszawa. Gdyby porównać województwo warmińsko-mazurskie do drugiego pod względem zarobków województwa dolnośląskiego, różnica ta wynosi już tylko 24 proc. (najnowsze dane GUS dla województw dotyczą grudnia 2016 r.).

Dawną granicę między NRD i RFN wyznaczają dziś zarobki

W Niemczech przeciętne wynagrodzenie z pozoru wyglądało podobnie, tyle że było wyrażane w innej walucie i w analogicznym okresie wynosiło 3,7 tys. euro – podaje Destatis, Federalne Biuro Statystyczne. To ilustruje, jak ogromna przepaść dzieli Polskę i Niemcy w kwestii wynagrodzeń. Jednak różnice w wysokości płac, jakie występują pomiędzy landami byłego NRD i RFN, rzucają cień na obraz niemieckiego rynku pracy.

Ekonomiści spodziewali się, że po zjednoczeniu Niemiec i transformacji gospodarczej we wschodnich landach w szybkim tempie dogonią one landy zachodnie. W byłej NRD raptownie wzrosła produkcja oraz popyt ze strony sektora publicznego, przedsiębiorstw zarządzanych przez państwo i firm prywatnych. Wzrost nie rozkładał się jednak równomiernie na wszystkie sektory.

Według statystyk Niemieckiego Instytutu Badań Ekonomicznych (DIW) pracownicy ze wschodnich landów osiągają poziom 79 proc. produktywności pracowników landów byłego RFN. Gdy dodamy, że pracownicy z landów RFN średnio pracują dłużej, odsetek ten spada nawet do 74 proc. O niższej produktywności wschodnich Niemiec decydują m.in.: nierówny rozwój poszczególnych sektorów oraz mniejszą ilość miejsc pracy dla wykwalifikowanych specjalistów.

Na terenie byłego RFN średnie miesięczne wynagrodzenie jest o 29 proc. wyższe niż w nowych landach byłego NRD. O ile w sektorze wydobywczym różnica wynosi tylko 8 proc., to w budownictwie już 23 proc., a w branży informatycznej i komunikacji 40 proc. Z kolei w przetwórstwie przemysłowym różnica sięga aż 47 proc. na korzyść landów byłego RFN.

Kobietom przeprowadzka opłaca się mniej

Warto zwrócić też uwagę na dysproporcje pomiędzy zarobkami kobiet i mężczyzn na wschodzie i zachodzie Niemiec. Według ostatnich danych Destatis mężczyźni w landach byłego RFN zarabiali więcej od kobiet o 22 proc. (700 euro). Co ciekawe, różnica ta na obszarze byłego NRD wynosi tylko 4,4 proc. (120 euro). Panowie zarabiają w landach byłego RFN średnio 34 proc. więcej (1000 euro), panie tylko o 15 proc. (420 euro). Oznacza to, że kobietom w mniejszym stopniu niż mężczyznom opłaca się wyjeżdżać za pracą ze wschodnich do zachodnich landów.

Istotne różnice między wysokościami wynagrodzeń na wschodzie i zachodzie państwa nie zmieniają ogólnej opinii o niemieckim rynku pracy, bardzo atrakcyjnym pod względem płac i pakietu socjalnego. Według ostatniego raportu Eurostatu tylko cztery europejskie kraje – Luksemburg, Irlandia, Holandia i Belgia – gwarantują wyższą pensję minimalną niż Niemcy – 1498 euro.

Czy sztuczna inteligencja zdominuje biznes? FutureTech Congress już w maju w Warszawie!

FutureTech CongressFutureTech Congress to jeden z najważniejszych szczytów biznesowych w Europie Środkowo-Wschodniej dedykowany innowacyjnym branżom fintech, insurtech oraz big data. Pierwsza edycja kongresu organizowanego przez MMC Polska odbędzie się 24 i 25 maja w Warszawie. Podczas dwóch dni debat i wykładów, międzynarodowi eksperci będą rozmawiać o przyszłości polskiego biznesu i roli, jaką odegrają w niej sztuczna inteligencja oraz zaawansowane rozwiązania technologiczne. Honorowym przewodniczącym rady programowej jest Zbigniew Jagiełło, prezes zarządu PKO BP.

FutureTech Congress stanowi odpowiedź na zapotrzebowanie dynamicznie rozwijającego się rynku polskich innowacji. Jego idea zrodziła się na bazie dotychczasowych doświadczeń MMC Polska – organizatora konferencji BIG DATA: Think Big CEE Congress oraz FinTech Digital Congress. Celem twórców wydarzenia było stworzenie platformy spotkań i dyskusji dla dojrzałego sektora finansowego, startupów oraz instytucji finansowych. Jego głównym zadaniem jest konsolidacja środowiska biznesowego Europy Środkowo-Wschodniej. Patronat honorowy nad kongresem objęły m.in. Ministerstwo Cyfryzacji, GIODO, UKE, PIIT, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz Polska Agencja Inwestycji i Handlu.

Ogromny sukces ubiegłorocznej edycji FinTech Digital Congress oraz doświadczenia zebrane w trakcie pięciu edycji BIG DATA: Think Big CEE Congress zainspirowały nas do stworzenia kompleksowej i neutralnej platformy wymiany idei w zakresie nowych technologii w biznesie. O unikalnym charakterze FutureTech świadczą zarówno skala wydarzenia, jak i udział najważniejszych przedstawicieli trzech innowacyjnych obszarów biznesowych:  fintech, insurtech i big data – podkreśla Piotr Zesiuk, Prezes Zarządu MM Conferences SA, organizatora imprez pod marką MMC Polska. – Polska branża nowych technologii w biznesie jest jedną z najszybciej rozwijających się w Europie. Ma to swoje bardzo konkretne i pozytywne konsekwencje. Światowe centra biznesowe przenoszą się do Polski i właśnie tutaj szukają zdolnych pracowników. Rozwiązania projektowane przez polskie startupy są docenianie i aktywnie wdrażane poza granicami naszego kraju. Jednak  polska myśl technologiczna ma w dalszym ciągu ogromny potencjał eksportowy. Jej wspieranie jest jednym z głównych celów FutureTech Congress – dodaje Piotr Zesiuk.

FutureTech Congress składa się z trzech filarów: FinTech Digital Congress (technologie finansowe), InsurTech Digital Congress (technologie dla branży ubezpieczeń) oraz BIG DATA: Think Big CEE Congress (zarządzanie dużymi zasobami danych).

  • FinTech Digital Congress dedykowany jest nowym technologiom na rynku bankowym i finansowym. W ramach FinTech odbędą się wykłady i panele dyskusyjne poruszające tematykę szybko postępującej cyfryzacji biznesu, płatności e-commerce, tożsamości cyfrowej, rozwojowi kryptowalut oraz relacjom pomiędzy przedstawicielami startupów a inwestorami.
  • InsurTech Digital Congress poświęcony jest nowoczesnym kierunkom rozwoju europejskiej branży ubezpieczeń. Podczas dyskusji tematycznych zaprezentowane zostaną rewolucyjne technologie takie, jak blockchain, telematyka czy biometria. Eksperci skupią się także na problematyce potrzeb klienta wobec zmian na rynku ubezpieczeń oraz stosunku firm ubezpieczeniowych do innowatorów rynku i stosowania nowych technologii w praktyce.
  • BIG DATA: Think Big CEE Congress stanowić będzie przegląd zagadnień dotyczących operowania nowoczesnymi bazami danych. Cztery główne bloki programowe BIG DATA skupiają się na sztucznej inteligencji w biznesie, relacjach z klientami w branży retail, wyzwaniach stawianych przez unijne regulacje dotyczące danych osobowych oraz implementacji innowacyjnych rozwiązań big data. Wśród gospodarzy bloków znajdą się Ministerstwo Rozwoju, GIODO oraz IBM.

W radzie programowej FutureTech Congress zasiadają najważniejsi przedstawiciele polskiego sektora bankowego i technologicznego m.in. PKO BP, MCI Capital, mBank, ING Bank Śląski, ITmagination, Link4 czy Polkomtel oraz zagranicznych przedsiębiorstw działających na polskim rynku, m.in. Google, Microsoft, Asseco, T-Mobile, Samsung, Hitachi, Auchan, Alior Bank, IBM, IntelCapital czy PayPal.

Kongres realizowany jest w ramach działalności grupy MMC Polska, organizującej prestiżowe konferencje, warsztaty i szkolenia biznesowe w Polsce dedykowane specjalistom, kadrze menadżerskiej oraz zarządom firm.

Wszelkie informacje na temat FutureTech można uzyskać za pośrednictwem oficjalnej strony kongresu: www.ftcongress.com oraz profili społecznościowych na portalach Facebook oraz Twitter.

EUR/GBP przed widmem spadków

Po wystrzałowym wtorku, środa przyniosła nieco bardziej stonowane nastroje na rynku walutowym. Wyraźnie spadały ceny ropy naftowej. W dobrym świetle zaprezentował się polski parkiet giełdowy.

To już drugi dzień z rzędu kiedy to główny indeks giełdowy w Polsce wykazuje dużą siłę, względem otoczenia. Co prawda tym razem indeksy w Europie również rosły, aczkolwiek dużo mnie niż WIG20. Również i indeks SP500 nie wykazywał się wczoraj dużą dynamiką. Amerykańskie indeksy ciągnęła w dół spadająca cena akcji IBM. Na koniec dnia straty na tym rynku wyniosły 4.9%. Przyczyną były gorsze od oczekiwań wyniki finansowe spółki, co zdarzyło się pierwszy raz od pięciu kwartałów.

Doniesienia z rynku paliw zepchnęły ceny ropy mocno na południe. Baryłka ropy Brent była na koniec wczorajszego dnia tańsza o 3.14%. Publikowanych danych było wczoraj niewiele. Dowiedzieliśmy się z nich jednak, iż przeciętne miesięczne wynagrodzenie (brutto) w Polsce było wyższe o 5,2 proc. r/r i wyniosło 4577,86. Znaczące wzrosty płac, jeśli się utrzymają, mogą zacząć wywierać presję inflacyjną. Dziś natomiast poznamy dane o sprzedaży i produkcji przemysłowej w Polsce.

eurgbp20042017r

Na rynku EUR/GBP doszło do wyjścia dołem z konsolidacji mającej szansę na wzrosty. O ile nie jest to pułapka i nie nastąpi powrót, spadki mogą teraz sięgnąć nawet poziomu 0.80. Wskaźnik RSI jest po stronie grających na zniżkę. Aby ją zanegować ewentualny powrót musi doprowadzić rynek na wysokość powyżej 0.87. Pierwszym oporem jest już jednak poziom 0.85.

Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

VIAON – nowa marka na rynku TSL

Wraz z początkiem kwietnia br., na rynku TSL pojawił się nowy gracz –  VIAON. Jest to jedyny w Europie dystrybutor usług i produktów marek takich jak: INELO, OCRK i GBOX. Nowo powstała marka swoim zasięgiem obejmuje 14 krajów Starego Kontynentu, w których szacunkowa wartość rynku transportowego sięga ok. 700 miliardów euro.

VIAON powstał dzięki decyzji biznesowej firm  INELO oraz OCRK –  liderów rozwiązań dla branży TSL. W świetle zmian legislacyjnych oraz prowadzenia działalności w dynamicznym sektorze transportowym, VIAON stwarza nowe możliwości dla firm przewozowych, eliminując konieczność poszukiwania rozwiązań u kilku różnych dostawców. Utworzenie nowej marki ma na celu ułatwienie dostępu do nowoczesnych rozwiązań dla przedsiębiorstw związanych z transportem osób i towarów na terenie Europy.  „Decyzja o połączeniu potencjału INELO, OCRK i GBOX podyktowana była zmianami w branży transportowej. Dopasowujemy się do dynamicznego otoczenia TSL, zauważamy potrzeby firm transportowych, dlatego też zdecydowaliśmy o stworzeniu jednego dystrybutora usług i produktów, który spełni oczekiwania branży, dając jednocześnie możliwości wykraczające poza znane do tej pory standardy” – tłumaczy Bartosz Najman, Chief Excecutive Officer VIAON.

Synergia doświadczeń i energii trzech marek pozwoli maksymalnie wykorzystać potencjał płynący z dedykowanych rozwiązań dla firm transportowych oraz na skorzystanie z produktów i usług wszystkich marek, będących pod parasolem VIAON. Co więcej, dzięki integracji rozwiązań telematycznych oferowanych przez markę GBOX z usługą OCRK Premium będzie możliwość pełnej kontroli nad czasem pracy kierowcy. Jest to kluczowe, zwłaszcza w sytuacji oddelegowania kierowców do krajów objętych obowiązkowym wynagrodzeniem minimalnym.

„Przewidujemy, że powstanie marki VIAON wpłynie nie tylko na zwiększenie potencjału rynkowego INELO, OCRK oraz GBOX i pozwoli na konsolidację naszych działań na terenie Europy, ale przede wszystkim ułatwi przedsiębiorcom prowadzenie działalności transportowej” – ocenia Bartosz Najman.

Dostęp do pełnej oferty dystrybutora ułatwia zintegrowana sieć ponad dwudziestu profesjonalnych doradców na terenie kraju. VIAON posiada na chwilę obecną klientów w 14 krajach Europy, m.in. w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii, Holandii, Czechach oraz w Polsce. Szacunkowa wartość rynku transportowego w tych krajach w sumie może sięgać ok. 700 miliardów euro, stanowiąc tym samym jedną z największych gałęzi gospodarki Starego Kontynentu.

Z usług i produktów dystrybuowanych przez VIAON korzystają nie tylko firmy transportowe, ale również polskie instytucje państwowe, takie jak Inspekcja Transportu Drogowego, Izba Celna czy Policja, a także zagraniczne np. niemiecka BAG czy brytyjska DVA, DVSA (Driver & Vehicle Standards Agency).

Długoterminowe prognozy dla branży transportowej wskazują, że transport drogowy w Polsce i Europie nadal będzie dominował wśród pozostałych gałęzi transportu. Potencjalnie oznacza to dalszy rozwój branży i tym samym utrzymanie przez Polskę pozycji lidera. Taka sytuacja nie wyklucza w dalszej perspektywie ekspansji marki VIAON na kolejne kraje Europy” – komentuje Bartosz Najman.

CEO VIAON zapewnia, że powstanie dystrybutora otworzy nowe możliwości przed obecnymi i potencjalnymi klientami INELO, OCRK i GBOX.

Przetwarzanie danych osobowych w marketingu tylko za zgodą

Zbieranie zgód na przetwarzanie danych osobowych w celach marketingowych jest postrzegane przez wiele podmiotów jako zabezpieczenie na wypadek zarzutów nielegalnego ich wykorzystywania. Przedsiębiorcy i marketerzy często zapominają o tym, że taka zgoda może zostać odwołana w każdym momencie. Nie zmienia to jednak faktu, że zgodnie z obowiązującym prawem, takie zgody powinny zbierać wszystkie organizacje prowadzące działania marketingowe. Ekspert ODO 24 – firmy specjalizującej się w ochronie danych osobowych i bezpieczeństwie informacji radzi, jak je przygotować.

Odbieranie zgody na przetwarzanie danych osobowych od osoby, której dane dotyczą  najczęściej jest kojarzone z dwoma procesami w organizacji – rekrutacją oraz marketingiem. Do prowadzenia działań marketingowych, takich jak np. wysyłanie oferty  własnych produktów i usług drogą mailową lub telefoniczną, zawsze potrzebne są odpowiednie zgody.

Zgody są najczęściej wykorzystywanym narzędziem dającym podstawę prawną przetwarzania danych osobowych w celach marketingowych. Jeżeli podmiot chce prowadzić wysyłkę oferty handlowej drogą elektroniczną powinien posiadać zgodę odbiorcy takiej wiadomości – mówi Konrad Gałaj-Emiliańczyk, ekspert ds. ochrony danych, ODO 24.

Przykład: Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu otrzymywania informacji handlowych drogą elektroniczną wysyłanych przez (nazwa podmiotu).

Jeżeli działania marketingowe są prowadzone z wykorzystaniem połączeń telefonicznych to zgoda na nie musi zostać wyrażona osobno. Takie rozwiązanie zapobiega sytuacji, w której może powstać domniemanie zgody na przetwarzanie danych osobowych w innym celu niż ten, który wynika z treści oświadczenia woli.

Przykład: Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w postaci numeru telefonu w celu otrzymywania połączeń telefonicznych mających na celu przedstawienie informacji handlowej przez (nazwa podmiotu).

Warto zaznaczyć, że w procesie pobierania danych osobowych bezpośrednio od osoby, której dane dotyczą należy spełnić obowiązek informacyjny. W praktyce oznacza to, że istnieje konieczność poinformowania osoby, od której pobierana jest zgoda, o adresie siedziby i pełnej nazwie podmiotu, który to robi, celu zbierania danych, znanych mu lub przewidywanych odbiorcach lub kategoriach odbiorców danych, prawie dostępu do treści jego danych oraz ich poprawiania, dobrowolności albo obowiązku podania danych, a jeżeli taki obowiązek istnieje, o jego podstawie prawnej – zaznacza Konrad Gałaj-Emiliańczyk z ODO 24.

Osłabienie złotego w grze

W stosunku do głównych walut złoty w środę tracił. Globalne czynniki polityczne zwiększają awersję do ryzyka, przez co zmienia się także sentyment do złotego. Dodatkowo inwestorzy, mając na uwadze niewiadomą, związaną z wynikami wyborów we Francji, nie chcą narażać się na dodatkowe zagrożenia płynące z oceny ratingu dla Polski, który ma opublikować agencja Standard & Poor’s. W najbliższych dniach możemy być świadkami zwiększonej zmienności na parach z polskim złotym, a kierunek zmian zależny będzie od sytuacji na głównej parze walutowej oraz zmian na GBPUSD.

Zauważamy także fakt braku korelacji pomiędzy poszczególnymi głównymi parami walutowymi, a w szczególności z parami nominowanymi do jena. To właśnie jen i złoto są wygranymi ostatnich tygodni. Inwestorzy wybrali te aktywa jako przystań w tej niepewnej sytuacji rynkowej. Uważamy jednak, że pomimo pozycjonowania się klientów instytucjonalnych, wspierającego jena w najbliższym czasie będą oni wychodzić z tych inwestycji, oczekując sporych zysków i rozpoczną wycenianie kolejnych podwyżek stóp procentowych w USA, co dodatkowo może osłabić złotego w stosunku do dolara. Zauważyć też należy, że rynek obecnie nie do końca wycenia ryzyko związane z wyborami we Francji, co może prowadzić do gwałtownych ruchów w przypadku wygranej w pierwszej turze wyborów przez eurosceptyków.

Kurs dolara USDPLN

Kurs dolara USDPLN wykresPo przetestowaniu dołka z 21 marca przy 3,94 doszło do odbicia w górę na ponad 3 grosze. W przypadku trwałego wybicia poziomu 3,98 potwierdzi się zakończenie korekty mierzonej od 11 do 18 kwietnia w ramach fali 2 i rozpoczęcie fali 3. Zakładamy, że najdłuższa fala 3 przybierze formę 5-falową. Oporem dla wzrostów będzie poziom 4,01. Zanegowaniem scenariusza wzrostowego będzie zejście poniżej lokalnych dołków.

Kurs euro EURPLN

Kurs euro EURPLN wykresEuro po wzrostach, po raz kolejny zareagował na poziom 4,2570. W przypadku bazowego scenariusza wzrostowego zasięg ewentualnych szczytów można nakreślić na kilka sposobów. Cena dała kilka możliwości określenia zasięgu poprzez wyrysowanie formacji klina czy trójkąta zwyżkującego. Uważamy jednak, że do określenia zasięgu wzrostów posłużyć nam może zasięg równości ostatniego impulsu, gdyż dodatkowo jest on potwierdzony mierzeniem 50% Fibo ostatniego dużego impulsu spadkowego. Zatem oporem może być poziom 4,2815. Zanegowaniem scenariusza wzrostowego będzie zejście poniżej 4,2270.

Kurs funta GBPPLN

Kurs funta GBPPLN wykresFunt w dalszym ciągu odrabia straty. Ryzykowna zagrywka ze strony Premier May dodała sporo siły funtowi, a zmienność zrobiła swoje, windując cenę do poziomu 5,09. Wskazywaliśmy kilka dni temu, że funt ma sporo miejsca do wzrostów i ten pro wzrostowy scenariusz wypełnił się niemal w całości. Najbliższym oporem jest poziom 5,11, gdzie powinno dojść do lokalnej korekty. Zaksięgowanie tego poziomu może być zakończeniem fali 1 wielkiego impulsu w ramach fali III. W przypadku spadków wsparciem będzie poziom 5,02.

Komentarz walutowy nie jest rekomendacją w rozumieniu Rozporządzenia MF z 19 października 2005 roku. Został sporządzony w celach informacyjnych i nie powinien stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Goldem Sp. z o.o., właściciel marki ergokantor.pl i autor komentarza nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszym komentarzu.

Belka: REIT to atrakcyjny instrument dla funduszy inwestycyjnych i emerytalnych

Real Estate Investment Trust, czyli tzw. REIT, dają świetną możliwość inwestowania mało ryzykownego, a stosunkowo wysoko rentownego. Zwłaszcza, że instrumentów inwestycyjnych nie ma wiele.

– Są to instytucje dywidendowe – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Belka, profesor nauk ekonomicznych – To znaczy, że REIT wypłacają akcjonariuszom 95 procent swoich zysków z zarządzania nieruchomościami komercyjnymi. Jeżeli potrafią zarządzać tymi nieruchomościami, jeśli wybierają spośród nich te, które mają dobre perspektywy zwrotu, to jest to pewny i atrakcyjny instrument. Inwestować w niego mogliby nie tylko Polacy, ale np. fundusze inwestycyjne czy emerytalne – dodał Belka.

Deloitte: Polskie firmy nie radzą sobie ze skuteczną redukcją kosztów

W ciągu ostatnich dwóch lat 67 proc. dużych firm europejskich odnotowało wzrost przychodów, a 76 proc. przewiduje ich wzrost w ciągu najbliższych dwudziestu czterech miesięcy. W Polsce tak optymistycznie myśli ma aż 86 proc. przedsiębiorców. Jednak gospodarcza niepewność skłania firmy na Starym Kontynencie do koncentrowania się na redukcji kosztów. Jak wynika z badania firmy doradczej Deloitte „Thriving in uncertainty. Deloitte’s first biennial cost survey: Cost improvement practices and trends in Europe” jest ona dla polskich i europejskich firm sposobem na osiągnięcie wzrostu i poprawę wydajności. Jednak aż 57 proc. firm w Europie przyznaje, że nie są dostatecznie skuteczne w obniżaniu kosztów.

Badanie przeprowadzono w Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech, Hiszpanii, Włoszech, Belgii, Holandii, Norwegii, Danii oraz w Polsce wśród menedżerów wyższego szczebla w dużych firmach, osiągających przychody w wysokości co najmniej 100 mln euro rocznie.

Jako największe zewnętrzne ryzyko europejscy przedsiębiorcy postrzegają niepewność gospodarczą, na którą wskazało 34 proc. z nich. Największy odsetek odnotowano w Wielkiej Brytanii (52 proc.), co ma związek z Brexitem oraz w Polsce (71 proc.). – Na tak wysoki wynik wpływ mają niestabilny rynek, wzrost kosztów pracy oraz rosnące ceny surowców. Nie bez znaczenia jest również niepewność co do zmieniających się regulacji prawnych i podatkowych, na którą wskazało 57 proc. polskich respondentów. Średnia dla pozostałych badanych krajów wynosiła jedynie 16 proc. – wyjaśnia Jakub Rosiecki, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte. W porównaniu do innych krajów polscy menedżerowie wśród istotnych ryzyk wskazywali także cyfryzację, którą wymieniło 43 proc. badanych. Może się to wiązać z niskim poziomem wdrożenia technologii cyfrowych w polskich firmach i poczuciem braku przygotowania do zmian w tym obszarze.

Aż 83 proc. firm europejskich zadeklarowało, że w ciągu najbliższych 24 miesięcy rozpocznie proces redukcji kosztów. W Polsce takiej samej odpowiedzi udzieliła przeważająca większość ankietowanych przedsiębiorców. Dla europejskich menedżerów najważniejszym priorytetem na najbliższe dwa lata jest wzrost sprzedaży (30 proc.), rentowność oraz redukcja kosztów (po 28 proc.). W Polsce głosy te rozkładały się nieco inaczej. Jako najważniejszy priorytet polscy respondenci wskazywali rentowność (57 proc.), przed redukcją kosztów (43 proc.) oraz wzrostem sprzedaży (29 proc.). – Pytanie o najważniejsze priorytety, niezależnie od badanego kraju, pokazało jeden trend. Przedsiębiorcy zdają sobie sprawę, że by rosnąć, muszą oszczędzać. Polakom, ze względu na niestabilność waluty, rosnące koszty pracy oraz wysokie obciążenia fiskalne idea „save to grow” jest szczególnie bliska – tłumaczy Jakub Rosiecki.

O jakim poziomie oszczędności mowa? Ponad połowa (52 proc.) respondentów w europejskim badaniu deklaruje, że walczy o obniżenie kosztów na poziomie mniej niż 10 proc. W Polsce takiej odpowiedzi udzieliło 57 proc. badanych. Jednak aż 57 proc. firm w Europie, podobnie jak w Polsce, przyznaje jednocześnie, że osiągnięcie wyznaczonego celu nie udaje im się. Prawie połowa (48 proc.) respondentów uważa, że największą barierą jest implementacja przyjętych planów, a dla 32 proc. jest to brak zrozumienia tej strategii redukcji kosztów. W Polsce ten brak zrozumienia miał ponad dwa razy więcej wskazań (71 proc.). – Ponieważ pracownicy kojarzą zarządzanie kosztami ze zwolnieniami, menedżerowie są zazwyczaj ostrożni w komunikacji w tym obszarze. Często embargo na takie informacje jest zbyt duże, co wyraźnie sprawia, że konieczne zmiany są trudniejsze do wdrożenia – mówi Jakub Rosiecki.

Najważniejszą przyczyną, dla której firmy decydują się na redukcję kosztów jest uzyskanie przewagi konkurencyjnej (46 proc.) oraz inwestowanie we wzrost przedsiębiorstwa (36 proc.). W Polsce, w której presja cenowa ma większe znaczenie niż na innych rynkach, uzyskanie przewagi konkurencyjnej jest ważne aż dla 71 proc. respondentów.

W ciągu ostatnich 24 miesięcy badane firmy wdrożyły wiele narzędzi wspierania bardziej efektywnego zarządzania kosztami. Zarówno w Polsce, jak i reszcie badanych krajów są to przede wszystkim ulepszone procesy do prognozowania, budżetowania i raportowania (odpowiednio 86 i 47 proc.). Na drugim miejscu znalazła się konfiguracja systemów IT (odpowiednio 57 i 42 proc.). Wyższe odsetki odpowiedzi w Polsce niż w innych badanych krajach, mogą wskazywać na to, że polskie firmy miały w tym obszarze większe opóźnienia i zaniedbania.

Częściej niż ich koledzy z innych rynków, polscy menedżerowie twierdzili, że podejmowali oni w ciągu ostatnich dwóch lat próby w zarządzaniu kosztami. Większość respondentów zadeklarowała, że podjęła próbę implementacji szerokiego programu w celu restrukturyzacji i zarządzania kosztami w całych jednostkach (86 proc.), zmusiła je do redukcji ustalonego procentu ich kosztów (71 proc.) lub zainwestowała w inicjatywy mające na celu poprawę wydajności (71 proc.). – Teoretycznie polscy przedsiębiorcy powinni odnotowywać więc znaczne sukcesy w redukowaniu kosztów. Niestety, tak nie jest. Wydaje się jednak, że wyciągnęli odpowiednie lekcje z tych doświadczeń i zdają sobie sprawę, że najważniejsze jest wdrożenie odpowiedniej strategii i umiejętne zarządzanie zmianami – mówi Jakub Rosiecki.

W ciągu najbliższych 24 miesięcy aż 71 proc. polskich menedżerów planuje zarządzić redukcję kosztów we wszystkich działach w swojej firmie, a 57 proc. planuje intensyfikację istniejących programów poprawy wydajności. – Chociaż przyszłość gospodarcza i geopolityczna jest uważana za niepewną, przedsiębiorcy nie oczekują biernie na to, co się wokół nich stanie. Oprócz niepewności, największe trendy to wzrost konkurencyjności, rosnąca globalizacja i mnożenie regulacji. Polskie firmy, wraz z brytyjskimi, włoskimi, francuskimi, niemieckimi i hiszpańskimi, można zaliczyć do kategorii kwitnących w niepewności, a to oznacza, że są predestynowane do wzrostu i rozwoju – podsumowuje Jakub Rosiecki.

Piotr Karpiński z CBRE obejmuje stanowisko Senior Director, Head of Asset Services w regionie CEE

Piotr Karpiński, Senior Director, Head of Asset Services CEE, CBREAwans Piotra to dowód na uznanie jego ogromnego wkładu w rozwój linii biznesowej, Piotr dołączył do zespołu CBRE w 2013 roku i był współodpowiedzialny za rozwój działu Asset Services w sektorze nieruchomości handlowych. Piotr nadzoruje pracę ponad 150 specjalistów, którzy obsługują nieruchomości o wielkości ponad 1 milion mkw. GLA.

Andy Hay, Managing Director Asset Services w regionie EMEA komentuje: „Piotr odegrał kluczową rolę w rozwoju naszych możliwości rynkowych w Polsce, a jego awans wzmacnia nasze zaangażowanie na rzecz klientów, gdyż cały czas rozwijamy naszą działalność biznesową w zakresie zarządzania nieruchomościami w regionie Europy Środkowo-Wschodniej z najlepszymi na rynku profesjonalistami”.

Nowoczesny model pracy coraz popularniejszy w polskich firmach. Pracownicy cenią głównie elastyczne godziny pracy

Nowoczesny model pracy coraz popularniejszy w polskich firmach. Pracownicy cenią głównie elastyczne godziny pracy 3

Ponad 40 proc. Polaków to zwolennicy nowoczesnego modelu pracy. Cenią sobie elastyczne godziny pracy, sami chcą decydować, gdzie i ile pracować – wynika z raportu „Jak Polacy lubią pracować”. Więcej niż połowa osób zmieniłaby biuro, w którym pracuje. To przede wszystkim osoby młode, które cenią nowoczesne przestrzenie, inspirujące i pobudzające do działania, sprzyjające twórczej współpracy. 

 Z badań wynika, że 42 proc. Polaków chciałoby pracować w sposób nowoczesny, zgodnie z trendem, który przychodzi do nas z dużych światowych metropolii. Na potrzeby badania Kantar TNS zaproponował wskaźnik nowoczesnego modelu pracy. Zakwalifikował do tego wskaźnika wszystkie osoby, które deklarują, że są zwolennikami m.in. elastycznych form pracy i elastyczności w miejscu pracy. To są osoby, które poświęcają czas prywatny na potrzeby profesjonalne, a także w pracy załatwiają sprawy domowe. Okazuje się, że aż 2 na 5 Polaków deklaruje, że chciałoby pracować w sposób nowoczesny – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adam Lis z Brain Embassy.

Z badania przeprowadzonego przez Kantar TNS Polska na zlecenie Brain Embassy wynika, że Polacy są gotowi na zmiany miejsca pracy. Choć wciąż nieco więcej niż połowa osób (58 proc.) podchodzi tradycyjnie do czasu i miejsca pracy, coraz większa jest grupa zwolenników nowoczesnego modelu pracy.

 Najważniejsze dla Polaków w pracy są: ogólna atmosfera w miejscu pracy, ergonomia stanowisk i przestrzeni pracy, a także lokalizacja, czyli dojazd. Co istotne, młodzi deklarują ponadto bardzo wiele dodatkowych wymagań. Pośród nich jest m.in. możliwość znalezienia stref relaksu oraz stref pozwalających na dostosowywanie pracy i zadań, które realizują, do miejsca – wymienia Lis.

Ponad połowa Polaków deklaruje, że zmieniłaby przestrzeń, w jakiej pracuje. To przede wszystkim ludzie młodzi w wieku 25–40 lat są bardziej skłonni do zmian (64 proc.). Większość chciałaby mieć uporządkowane miejsce pracy (76 proc): własne biurko, laptop, ergonomiczne krzesło. Im młodsze osoby, tym większe wymagania, np. wygodny fotel z podnóżkiem.

– Aż 53 proc. osób zadeklarowało chęć zmiany biura. Świadczy to tylko o tym, że dzisiejsze biura nie są w stanie sprostać oczekiwaniom pracowników. Trend będzie rosnący, bo na rynek pracy wchodzą coraz młodsi pracownicy, którzy co pokazuje nasze badanie, mają dużo bardziej wyśrubowane wymagania – tłumaczy ekspert Brain Embassy.

Nowoczesne biura powinny sprzyjać pracy zespołowej i zachęcać do działania i kreatywności. Mają również być przestrzenią, która inspiruje, a jednocześnie gdzie łączą i przenikają się różne światy biznesowe. Takich miejsc – zdaniem Lisa – będzie przybywać.

 Najmłodsza grupa Polaków w wieku od 25 do 30 lat zdecydowanie zmieni preferencje po stronie podaży na rynku pracy i rynek przestrzeni biurowych będzie musiał wyjść im naprzeciw. Jednym ze sposobów jest stworzenie przestrzeni podobnych do Brain Embassy, gdzie spotykają się światy korporacji, start-upów, freelancerów, a przepływ informacji nie jest ograniczony ścianami jednej firmy i jednej kultury organizacyjnej – wskazuje Adam Lis.

Młodzi Polacy to także zwolennicy elastycznego czasu pracy, którzy sami decydują, w jakim przedziale godzin pracują. Coraz popularniejszą formą pracy staje się biuro w domu, czyli home office. Ponad 30 proc. pracowników przyznaje, że zdarza im się praca z domu, nieco więcej zaś w wolnym czasie zajmuje się obowiązkami zawodowymi. Wśród zwolenników nowoczesnego modelu pracy zaciera się granica między życiem prywatnym a zawodowym.

– Ponad 60 proc. Polaków chciałoby zaczynać pracę między 7 a 8 rano, co zupełnie podważa dzisiejszy tradycyjny model pracy od 9 do 17. Na dłuższą metę świadczy to o tym, że chcielibyśmy pracować bardziej elastycznie, żeby móc wygospodarować trochę czasu w późnych godzinach popołudniowych, ale jednocześnie chcielibyśmy zyskiwać więcej z dnia. Wyjątkiem są osoby pracujące z domu, które chciałyby zaczynać pracę raczej po godzinie 10 – zaznacza Lis.

Ponad połowa osób wskazuje też, że efektywnie pracuje średnio 4–6 godzin dziennie. Jednak u zwolenników nowoczesnego modelu pracy wzrasta liczba tych, którzy są w stanie pracować efektywnie ponad 8 godzin dziennie (3-krotnie więcej niż wśród tradycyjnych pracowników). Na efektywność pozytywnie wpływa sprecyzowane zadanie do wykonania (65 proc.), wyznaczanie samemu sobie tempa pracy (61 proc.) i praca w lubianym zespole (połowa badanych).

– Przeprowadziliśmy niedawno ankiety satysfakcji wśród członków społeczności Brain Embassy. Okazało się, że aż 60 proc. deklaruje zdecydowany wzrost kreatywności w miejscu pracy, czyli w naszej przestrzeni, a 75 proc. z nich – wzrost efektywności pracy w porównaniu do poprzedniego miejsca. Co więcej, ponad połowa z nich wykorzystała naszą przestrzeń do zawarcia nowych relacji biznesowych – podkreśla Adam Lis.

Rynek nieruchomości premium i luksusowych będzie rósł, ale dojrzałość osiągnie dopiero za dekadę

Rynek nieruchomości premium i luksusowych będzie rósł, ale dojrzałość osiągnie dopiero za dekadę 4

3,6 mld zł wydali w 2016 roku w Polsce nabywcy luksusowych apartamentów i rezydencji oraz tych z segmentu premium. Oznacza to niemal 2 tys. transakcji kupna–sprzedaży – wynika z raportu „Luxury Realty Map”. Rynek takich nieruchomości powinien dalej rozwijać się w szybkim tempie ze względu na rosnącą podaż i coraz większą siłę nabywczą Polaków. Wciąż jednak znajduje się w fazie wschodzącej.

– Mówimy o rynku premium i luksusowym łącznie. Jako próg tego rynku wyznaczyliśmy sobie milion złotych jako globalną cenę nieruchomości. 75 proc. tego rynku jest zlokalizowane w największych polskich miastach, czyli Warszawa, Trójmiasto, Poznań, Wrocław i Kraków – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Arkadiusz Wojciechowski, partner zarządzający Poland Sotheby’s International Realty. – Jeżeli chodzi o pozostałą część, to są to głównie nieruchomości zlokalizowane w miejscowościach wakacyjnych, na północy, na zachodnim wybrzeżu od Mielna przez Kołobrzeg, aż do Świnoujścia i polskie góry, gdzie prym wiedzie oczywiście Zakopane.

Z przygotowanego przez Poland Sotheby’s International Realty raportu „Luxury Realty Map” wynika, że za połowę dokonanych w 2016 roku transakcji na rynku premium odpowiada Warszawa. Po 7 proc. przypada na Trójmiasto i Wrocław, 5 proc. na Kraków, a 3 proc. na Poznań.

Autorzy raportu przyjęli różne progi cen za 1 mkw., by zakwalifikować transakcję do kategorii nabycia nieruchomości luksusowej. W stolicy próg ten wyniósł 14,7 tys. zł za 1 mkw., we Wrocławiu – 12,2 tys. zł, w Trójmieście – 12 tys. zł, w Krakowie – 11,43 tys. zł, a w Poznaniu – 10 tys. zł. Często jednak ceny mieszkań o podwyższonym standardzie zaczynają się poniżej tych limitów, np. w Warszawie już od 11 tys. zł.

– Nieruchomość może być zaliczana do nieruchomości premium i zarazem luksusowej, skoro ceny potrafią się na niższych piętrach zaczynać od 12–13 tys. zł za mkw., a ostatnie piętro kosztuje 25 tys. – wyjaśnia Wojciechowski. – Wiadomo, że w każdej nieruchomości piętro ostatnie jest tylko jedno, stąd też ten luksus często należy wyłącznie właśnie do tego, kto kupi apartament na samej górze. Natomiast ta granica jest dość płynna.

Podkreśla, że cena to niejedyny wyznacznik tego, czy nieruchomość zalicza się do kategorii premium lub luksusowej, czy nie. To wypadkowa różnych czynników, takich jak lokalizacja, sąsiedztwo, sam projekt, jego budulec i wykończenie, zastosowane technologie, czy – w przypadku apartamentowców – widok z okna lub punkty usługowe i rozrywkowe znajdujące się na miejscu w budynku: siłownia, basen itp.

– Toczą się spory, czy mieszkanie 40- czy 50-metrowe może być luksusowe. W Polsce tak, dlatego że sporo z tych transakcji, których globalna cena jest bardzo wysoka i cena za metr jest bardzo wysoka, to są właśnie nieruchomości poniżej 80 mkw. – wyjaśnia partner zarządzający Poland Sotheby’s International Realty. – Niektórzy za próg przyjmują właśnie 80 mkw., inni 100–120 mkw., a niektórzy mówią, że tylko 300 mkw. i więcej może być luksusem. Dlatego łączymy rynek premium i luksusu, bo nie jesteśmy Paryżem, Londynem ani Nowym Jorkiem, gdzie ten luksus można faktycznie odciąć i powiedzieć, co jest stricte luksusowe.

W 2016 roku wartość transakcji na tym rynku w Polsce wyniosła 3,6 mld zł, a ich liczba zbliżyła się do pułapu 2 tys. To nieco mniej niż przed rokiem, ale tylko z powodu wysokiej bazy: w 2015 roku miało miejsca aż 90 transakcji o wartości ponad 5 mln zł, co zdecydowanie podniosło poprzeczkę i wywindowało wartość rynku do 4,2 mld zł. Gdyby pominąć ten czynnik jednorazowy, rynek wciąż jest w trendzie wzrostowym. Względem 2012 roku jego wartość wzrosła o 40 proc. i zdaniem autorów Luxury Realty Map ma przed sobą dalsze perspektywy intensywnego rozwoju.

– Podaż jest spora, mamy 121 inwestycji zgromadzonych w pięciu miastach – zauważa Arkadiusz Wojciechowski. – Skądinąd wiemy, rozmawiając z inwestorami i deweloperami, że na kolejne lata sporo takich inwestycji jest już w planach, one będą jeszcze bardziej nowoczesne. Natomiast popyt stale rośnie ze względu na rosnącą liczbę zamożnych Polaków. Z roku na rok przybywa ich coraz więcej, mają swoje wymagania. To ludzie, którzy nic nie muszą, tylko mogą. Więc często jest tak, że mając określone wymagania, czekają i mogą czekać latami na to, co odpowiadać będzie ich preferencjom.

Jakich dodatkowych usług oczekują klienci hoteli?

Najlepsze hotele prześcigają się w ofertach, które mają zadowolić ich gości i sprawić, że będą chcieli do nich wrócić i polecić innym. Zdrowe przekąski w minibarze, asystent ds. zakupów czy fotograf na wycieczkach, to tylko niektóre z dodatkowych usług, które widzieliby klienci w pakiecie usług hotelowych.

Serwis do opiniowania obiektów noclegowych na całym świecie – HolidayCheck, przeprowadził badania klientów odwiedzających hotele na temat usług, które dodatkowo chcieliby znaleźć w ofertach hotelowych. Okazało się, że turyści widzą jeszcze sporo obszarów do zagospodarowania i wzbogacania oferty usługowej. Czego jeszcze w pakietach usług oczekują klienci odwiedzający hotele? Jakimi usługami raczej nie byliby zainteresowani goście?

Zdrowe przekąski

Powiedzenie, że odchudzanie zaczyna się od kolejnego poniedziałku albo po wakacjach, powoli staje się nieaktualne. Okazuje się, że dietę chcemy trzymać także na urlopach. Już co trzeci ankietowany zwraca uwagę na nawyki żywieniowe podczas wyjazdów poza miejsce zamieszkania. Badane osoby chętnie widziałby minibarek hotelowy ze zdrowymi przekąskami. Zamiast orzeszków, chipsów i alkoholu, wolałyby owoce, smoothie czy warzywa. Taka usługa spotkałaby się z dużym zainteresowaniem zwłaszcza wśród kobiet – aż 38 proc. pytanych pań byłoby zadowolonych z takiego rozwiązania. Również panowie coraz częściej dbają o zdrowie i 26 proc. z nich poparło ten pomysł.

Hotel od zaplecza

26 proc. ankietowanych turystów chciałoby spróbować gotowania lokalnych potraw. Zarówno pod okiem profesjonalnego kucharza, jak i w domu miejscowej rodziny – podróżnicy chętnie chcą poznawać kulinarne nowości i smaki z miejsc, które odwiedzają. Interesująca dla turystów byłaby wycieczka na zaplecze hotelowe i poznanie tajników takiej pracy. 23 proc. ankietowanych osób chętnie dowiedziałaby się jak wygląda zarządzanie obiektem hotelowym czy wydawanie posiłków na dużą skalę. Osoby starsze, powyżej 55 roku życia (27 proc.) szczególnie chciałyby zwiedzić hotelową pralnię, kuchnię czy piwnice.

Zakupowy asystent i wypożyczalnia ubrań

Osobisty asystent do spraw zakupów, znający najlepsze sklepy w mieście, tabele rozmiarów, najnowsze trendy mody – jest jak najbardziej pożądany. 21 proc. ankietowanych kobiet i 16 proc. mężczyzn chętnie skorzystałoby z pomocy takiego profesjonalnego doradcy przy urlopowych zakupach. Dla 9 proc. turystów, którzy nie lubią pakowania i noszenia bagaży, idealnym rozwiązaniem byłaby hotelowa wypożyczalnia ubrań. Stroje na wiele okazji: na plażę, wycieczki, wieczorne wyjścia, czy wizyty w restauracji – dzięki temu podróżni nie musieliby myśleć o pakowaniu i strojach na różne okazje.

Fotograf w cenie

Mimo, że smartfony z możliwością robienia dobrych zdjęć towarzyszą nam nieustannie, a selfie to praktycznie codzienność, jednak 17 proc. turystów chętnie widziałoby usługi fotograficzne w cenie hotelu lub zorganizowanej imprezy. 29 proc. podróżujących pomiędzy 18 a 24 rokiem życia, byłoby zainteresowanych obecnością fotografa na zorganizowanych wycieczkach.

Zabawki dla dorosłych

Obok karty dań z ofertą roomservice, ankietowani turyści widzieliby także katalog z erotycznymi zabawkami dostępnymi w hotelu. Pomysł ten najbardziej przypadł do gustu panom – 8 proc., panie chęć skorzystania z tego typu usługi potwierdziły jednie w 1 porc.

Pakowanie, pocztówki i kontrola trzeźwości

Mimo odpoczynku i błogiego lenistwa są sprawy, które urlopowicze wolą zrobić sami. Tylko 9 proc. badanych pozostawiłoby pakowanie po kończącym się urlopie pokojówce. Wypisywanie kartek pocztowych do najbliższych, podróżujący także wolą pozostawić sobie, niż zlecić pracownikowi hotelu – tylko 4 proc. turystów skorzystałoby z takiej możliwości. Najmniejszym zainteresowaniem, tylko 3 proc. ankietowanych, cieszyłaby się usługa polegająca na zaprzestaniu podawania alkoholu tym turystom, którzy po wypiciu wcześniej zadeklarowanej ilości drinków, mieliby dalej bawić się przy bezalkoholowych napojach.

Czy dodatkowe usługi znajdą się wkrótce w ofertach większości hoteli? Zobaczymy.

Samsung chce w ciągu kilku lat przeznaczyć miliard dolarów na rozwój internetu rzeczy. Koncern otworzył w Rzeszowie miejsce dla innowacyjnych firm

Samsung chce w ciągu kilku lat przeznaczyć miliard dolarów na rozwój internetu rzeczy. Koncern otworzył w Rzeszowie miejsce dla innowacyjnych firm 5

Samsung chce w ciągu kilku najbliższych lat przeznaczyć miliard dolarów na rozwój internetu rzeczy. Część z tych inwestycji będzie miała miejsce w Polsce, a jedną z nich jest otwarty w Rzeszowie inkubator dla start-upów, które tworzą rozwiązania właśnie w oparciu o internet rzeczy. We współpracy z tamtejszą politechniką i Doliną Lotniczą koncern będzie wspierać młode innowacyjne firmy w rozwijaniu ich produktów, stworzeniu modelu biznesowego i znalezieniu inwestora. To pierwsze takie przedsięwzięcie w Polsce.

– Samsung zdecydował się zainwestować ponad miliard dolarów w internet rzeczy (IoT) na przestrzeni kilku kolejnych lat. Część tych inwestycji odbywa się w Polsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Łęgiewicz, dyrektor public affairs w Samsung Electronics Polska. – Skupiliśmy się na internecie rzeczy, bo szalenie istotny jest dla nas przemysł 4.0. Poza inwestycją w centrum badawczo-rozwojowe, chcemy także wspierać inicjatywy od nas niezależne, dzięki którym internet rzeczy będzie powszechnie dostępny. Temu właśnie służy pomysł uruchomienia inkubatora.

We współpracy z Politechniką Rzeszowską i Doliną Lotniczą Samsung otworzył w środę 12 kwietnia inkubator dla start-upów, które tworzą rozwiązania z zakresu internetu rzeczy. Mogą się zgłaszać do niego zespoły albo indywidualne osoby, które mają już koncepcję biznesową albo gotowy prototyp swojego produktu. Przez trzy miesiące okresu inkubacyjnego będą się rozwijać, korzystając ze wsparcia merytorycznego Samsunga. Doświadczeni menadżerowie i inżynierowie z R&D Institute pomogą im zweryfikować rynkowe zapotrzebowanie na dany produkt, rozwinąć go i stworzyć odpowiedni model biznesowy. Udzielą też wsparcia w poszukiwaniach inwestorów i partnerów biznesowych.

– Otwieramy inkubator, żeby pomagać małym przedsiębiorcom, studentom i kreatywnym ludziom, którzy chcą rozpocząć własny biznes, opierając się na swoim pomyśle. Ważnym elementem tej inicjatywy będzie stałe wsparcie mentorów z naszego centrum badawczo-rozwojowego – mówi Jacek Łęgiewicz.

– Ta inicjatywa stwarza szansę na dostęp do wiedzy i olbrzymiego zaplecza Samsunga oraz możliwość wymiany informacji. Inkubator powstał po to, żeby rodziły się w nim nowe pomysły z pożytkiem dla całej gospodarki – dodaje Grzegorz Budzik, prorektor ds. nauki Politechniki Rzeszowskiej.

Młode i innowacyjne firmy, które zakwalifikują się do Inkubatora Samsunga, będą mogły korzystać z przystosowanej do ich potrzeb pracowni, wyposażonej w najnowocześniejszy sprzęt: od tabletów i smartfonów po monitory i elektroniczne tablice interaktywne. Do programu inkubacyjnego zostały już zakwalifikowane trzy pierwsze start-upy: Healmorn, Res Solution i Control Cold. Koncern prowadzi rekrutację, w której wyłoni kolejne przedsięwzięcia.

Inkubator będzie funkcjonował na terenie kampusu Politechniki Rzeszowskiej. Koreański koncern umyślnie zdecydował się otworzyć go we wschodniej części kraju, wychodząc poza biznesowe centrum, jakim jest Warszawa.

– Rzeszów, który kojarzy się przeważnie z Doliną Lotniczą, jest centrum przemysłu przyszłości. Dlatego zdecydowaliśmy się na to miejsce – uzasadnia Jacek Łęgiewicz.

– Dla naszych studentów i absolwentów inkubator Samsunga stwarza możliwość dostępu do światowych technologii. Jesteśmy uczelnią, która ma wieloletnie tradycje współpracy z przemysłem. Teraz włączamy się w nurt technologii, w którym bardzo skraca się czas od pomysłu do jego realizacji i powstania gotowego wyrobu. Ten nowy trend jest nazywany przemysłem 4.0 i włączenie się do niego jest olbrzymią szansą na rozwój – dodaje Grzegorz Budzik.

Dyrektor public affairs w Samsung Electronics podkreśla zaangażowanie technologicznego koncernu na polskim rynku. W Warszawie działa największe poza Azją centrum badawczo-rozwojowe, które zatrudnia kilkuset inżynierów. W Polsce powstaje oprogramowanie do wielu urządzeń Samsunga, które trafia następnie na globalny i europejski rynek. Według szacunków w około 70 proc. gospodarstw domowych w Europie jest przynajmniej jedno urządzenie koreańskiego giganta.

Jak podkreśla Łęgiewicz, Samsung Inkubator to część szerszego zaangażowania firmy w cyfryzację polskiego biznesu. Ma się przyczynić do rozwijania w Polsce projektów technologicznych. Podczas inauguracji działalności inkubatora obecny był wicepremier, minister rozwoju i finansów, Mateusz Morawiecki, który powiedział, że w perspektywie kolejnych kilku lat Polska ma ambicje, aby stać się europejskim hubem nowych technologii.

– Polska jest takim centrum europejskich start-upów. Tutaj powstaje szalenie dużo pomysłów na biznes. Polacy mają w sobie takiego ducha, który sprawia, że chcieliby pomysł przekuć od razu w sukces – podkreśla Jacek Łęgiewicz.

Najpóźniej we wrześniu pierwsze kontrole zużycia energii w firmach. Oszczędności w niektórych z nich mogą sięgać 26 proc.

Najpóźniej we wrześniu pierwsze kontrole zużycia energii w firmach. Oszczędności w niektórych z nich mogą sięgać 26 proc. 6

Dla dużych polskich przedsiębiorstw oszczędzanie energii nie jest już proekologicznym gestem, ale obowiązkiem. Wprowadzone w ubiegłym roku prawo nakłada na nie wymóg regularnego poddawania się audytom efektywności energetycznej. Na przeprowadzenie pierwszej kontroli firmy mają czas do końca września. Ten obowiązek może być szansą na osiągnięcie znacznych oszczędności. Jak szacuje Międzynarodowa Agencja Energii, dzięki nowoczesnym technologiom w gospodarce można podnieść efektywność energetyczną o jedną czwartą.

Ustawa o efektywności energetycznej, która weszła w życie z początkiem października ubiegłego roku, wprowadza do krajowego porządku prawnego regulacje Unii Europejskiej. Jednym z jej najważniejszych zapisów jest obowiązek przeprowadzania audytów efektywności energetycznej, którym co cztery lata muszą się poddawać duże przedsiębiorstwa.

– Tym obowiązkiem są objęte wszystkie firmy, które zatrudniają powyżej 250 osób i mają obrót roczny przewyższający 50 mln euro. Pierwsze audyty powinny zostać przeprowadzone w ciągu 12 miesięcy od momentu wejścia w życie nowej ustawy, a więc przedsiębiorstwa mają na to czas do 30 września 2017 roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Szczepański, wiceprezes ds. operacyjnych Atende SA.

Jak dodaje, audyt powinien być pierwszym krokiem do opracowania strategii nastawionej na oszczędności.

– Biorąc pod uwagę to, że audytem muszą być objęte urządzenia i instalacje, które odpowiadają za 90 proc. konsumpcji energii, to przedsiębiorstwo uzyskuje całkiem dobry obraz swojej efektywności energetycznej i podstawę do zdefiniowania dalszych działań – mówi Jacek Szczepański.

Szczególną uwagę należy przy tym zwrócić na infrastrukturę i systemy IT, które odpowiadają za duży procent zużycia energii w firmie.

Do monitorowania infrastruktury IT, zarówno tej biurowej, jak i w obszarze data center, służą systemy klasy EMS, czyli Energy Management System. Umożliwiają one nie tylko pomiar i bieżące monitorowanie zużycia energii, lecz także dają podstawy do proaktywnego działania. Dzięki systemom EMS można porównywać efektywność energetyczną poszczególnych urządzeń i symulować wdrożenie nowych polityk oszczędnościowych. Taką symulację można przeprowadzić jeszcze zanim firma dokona w tym obszarze jakichkolwiek inwestycji – mówi Jacek Szczepański.

Wyjątkowo energochłonne są centra danych. Systemy chłodzenia i zasilania data center to największe pole do szukania oszczędności energii. W źle zaprojektowanej serwerowni sprzęt IT pochłania tylko niewielki procent energii, a resztę zużywają systemy chłodzenia, klimatyzacja, wentylacja etc. Wdrożenie nowoczesnych rozwiązań może ograniczyć to zużycie nawet o jedną piątą.

Zastosowanie rozwiązań EMS nie musi się ograniczać tylko do monitorowania infrastruktury IT. Systemy te umożliwiają optymalizację zużycia energii w innych obszarach, jak klimatyzacja czy ogrzewanie, które zwykle odpowiadają za lwią część zużycia energii. Średnio szacuje się, że dzięki zastosowaniu rozwiązań IT można poprawić efektywność energetyczną przedsiębiorstw o około 15 proc. – mówi Jacek Szczepański.

Tego typu rozwiązania pozwalają przedsiębiorstwom również obniżyć koszty operacyjne. Dlatego od lat działania na rzecz efektywności energetycznej są w centrum strategii europejskich firm. Jak prognozuje Międzynarodowa Agencja Energii, wartość inwestycji w tym obszarze będzie stale wzrastać, a Unii Europejska będzie tu liderem. W ciągu kilku ostatnich lat korzyści z podnoszenia efektywności energetycznej dostrzegły również polskie przedsiębiorstwa i samorządy.

Widzimy coraz większe zainteresowanie tego rodzaju rozwiązaniami, a wdrożenie nowego prawa przyczyni się do podniesienia świadomości w zakresie efektywności energetycznej. Dzięki współpracy z firmą Cisco, naszym partnerem m.in. w zakresie rozwiązań służących poprawie efektywności energetycznej i informacjom o rynkach zagranicznych, wiemy, że w Polsce to zainteresowanie jest wciąż mniejsze niż w wysoko rozwiniętych krajach Unii Europejskiej – mówi wiceprezes ds. operacyjnych Atende.

Audyt efektywności energetycznej powinien zostać przeprowadzony przez niezależny podmiot, a jego wyniki będą wykorzystywane do analiz i kontroli. Przedsiębiorstwa muszą się liczyć z tym, że raport z audytu może zostać skontrolowany przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, który ma prawo wystąpić o jego udostępnienie.

Nowoczesne aplikacje ułatwiające zarządzanie zużyciem energii przez sprzęt IT zostaną przedstawione na webinarium organizowanym przez Atende 10 maja.

Wskaźnik wzrostu gospodarczego niewiele mówi o jakości życia w danym państwie. Kuwejt i Brunei, jedne z najbogatszych państw, na dalekich pozycjach w rankingach szczęścia

Wskaźnik wzrostu gospodarczego niewiele mówi o jakości życia w danym państwie. Kuwejt i Brunei, jedne z najbogatszych państw, na dalekich pozycjach w rankingach szczęścia 7

Wskaźniki ekonomiczne nie oddają w pełni obrazu tego, jak żyje się w poszczególnych krajach. Przykładem mogą być takie kraje jak Finlandia – dopiero na 27. miejscu pod względem PKB, a w czołówce w rankingach jakości życia i szczęścia. Z drugiej strony jedne z najbogatszych państw, jak Kuwejt, Katar i Brunei, zajmują odlegle pozycje w rankingach najlepszych miejsc do życia. Podobnie jest w biznesie – wyniki finansowe firm nie świadczą o ich wpływie na gospodarkę i lokalne społeczności. Przedsiębiorcy szukają więc nowych wskaźników, które pomogą im to zobrazować.

– W XX wieku wskaźnikiem, który najczęściej pokazywał jakość życia, był produkt krajowy brutto. Ale nie opisuje on całości życia, relacji społecznych, tego, w jaki sposób czerpiemy satysfakcję z życia społecznego. Dowodem są kraje, które pod względem PKB plasują się na samym szczycie, np. Kuwejt czy Brunei, przede wszystkim ze względu na złoża ropy naftowej. Jednocześnie, kiedy zwrócimy uwagę na jakościowe aspekty życia, te same kraje plasują się w trzeciej i czwartej dziesiątce – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Konrad Ciesiołkiewicz, ekspert Komitetu Dialogu Społecznego Krajowej Izby Gospodarczej.

PKB jest wciąż najczęściej stosowanym wskaźnikiem, który opisuje funkcjonowanie światowych gospodarek. Zarzuca się jednak, że pomija on aspekty związane z jakością życia, stąd pojawiają się rankingi, które biorą pod uwagę właśnie poziom zadowolenia mieszkańców.

– Istnieje bardzo silna potrzeba szukania nowych miar, które biorą pod uwagę system edukacji, zdrowia, zabezpieczeń społecznych, które pokazują innego rodzaju relacje niż tylko materialne. Jednym ze wskaźników jest World Happiness Report czy Social Progress Index, który niedawno został przyjęty przez Komisję Europejską jako uzupełniająca miara do PKB na poziomie regionów – tłumaczy Ciesiołkiewicz.

W najnowszym rankingu World Happiness Report, gdzie pod uwagę bierze się m.in. dostęp do opieki medycznej, bezpieczeństwo, stabilność zatrudnienia, poziom poszanowania dla praw i wolności obywatelskich czy poziom korupcji w kraju, na czele znalazły się kraje skandynawskie: Norwegia, Dania i Islandia.

– Bardzo dobrym przykładem, który pokazuje dobry balans między PKB a wskaźnikami jakości życia, jest choćby Finlandia [27. pod względem PKB, 5. w rankingu szczęścia i 1. w rankingu jakości życia – red.]. Najważniejszy wniosek z tego płynący jest taki, że rankingi PKB nie pokrywają się z rankingami satysfakcji z życia – wskazuje ekspert Komitetu Dialogu Społecznego KIG.

Polska pod względem PKB i szczęścia mieszkańców plasuje się na 45. miejscu. W indeksie SPI, który uwzględnia poziom rozwoju społeczeństw, dostępność edukacji, służby zdrowia, stan praw i wolności obywatelskich zajmujemy 30. pozycję (79,76 pkt przy światowej średniej 62,88).

Jak przekonuje Ciesiołkiewicz, takie indeksy potrzebne są nie tylko przy badaniu jakości życia w poszczególnych państwach, lecz także są istotne dla firm. Sucha informacja o obrotach, przychodach i zyskach to tylko skrawek rzeczywistości, który niewiele mówi o wpływie biznesu na rozwój gospodarki i poprawę jakości życia mieszkańców.

 Do tej pory mieliśmy do czynienia z dwoma etapami. W pierwszym duże przedsiębiorstwa przygotowywały tzw. raporty społeczne, które pokazywały inne poza finansowymi aspekty funkcjonowania firmy. Drugim etapem są tzw. zintegrowane raporty, które pokazują w jednym miejscu związek między wynikami finansowymi a jakościowymi miarami funkcjonowania przedsiębiorstwa. Trzecim etapem jest właśnie mierzenie wpływu przedsiębiorstw na cały ekosystem, w jakim funkcjonują, w tym na społeczność lokalną – tłumaczy Ciesiołkiewicz.

Jego zdaniem mierzenie wpływu przedsiębiorstw to bardzo ważny element odbudowywania zaufania klientów do biznesu. Został on nadszarpnięty blisko dekadę temu, podczas kryzysu finansowego. Z jego skutkami do dziś zmagają się chociażby instytucje finansowe. Rzetelne mierzenie wpływu wymaga jednak konsekwencji i metodycznego przygotowania.

– Każda decyzja biznesowa wywiera jakiś wpływ. Chodzi o to, żeby ten wpływ był jak najbardziej pozytywny, żeby wiedzieć, że nasze decyzje mają daleko idące konsekwencje w życiu społecznym. Mierzenie takiego wpływu ma ogromne znaczenie dla lepszych decyzji menadżerskich, które również przynoszą lepsze efekty dla całej społeczności. Budują również w pracownikach poczucie sprawstwa. Jest to więc niezwykle motywujące dla samych przedsiębiorstw – podkreśla Konrad Ciesiołkiewicz.

Przykładem wpływu biznesu na gospodarkę i życie lokalnych społeczności może być obszar nowych technologii. Szacuje się, że rozbudowa sieci szerokopasmowego internetu może zwiększyć PKB Polski o 1,5 proc. rocznie. Mniej abstrakcyjne wydają się dane o wpływie internetu na życie społeczeństwa. Dla przykładu, jak wynika z Diagnozy Społecznej, prawie 100 proc. uczniów deklaruje, że korzysta z sieci przy nauce, a dwie trzecie robi to przynajmniej raz w tygodniu. Zgodnie z wynikami badania Instytutu Badań Edukacyjnych młodzi ludzie, którzy korzystają z komputera od 2 do 4 godzin dziennie, osiągają najlepsze wyniki na teście PISA. Z kolei wśród seniorów internet pomaga w walce z wykluczeniem – osoby korzystające z niego częściej deklarują, że nie czują się samotne.

Rozwój nowych usług zamiast zwolnień. Dzięki nowej strategii Poczta Polska chce zwiększyć przychody do 7 mld zł

Rozwój nowych usług zamiast zwolnień. Dzięki nowej strategii Poczta Polska chce zwiększyć przychody do 7 mld zł 8

Do 2021 roku przychody Poczty Polskiej mają wzrosnąć z nieco ponad 5,3 mld do 7 mld zł. Spółka chce to osiągnąć nie przez cięcia kosztów i zwolnienia pracowników, ale przez rozwój istniejących i nowych segmentów działalności. Usługi cyfrowe i administracyjne, obsługa rynku e-commerce oraz logistyka dla handlu międzynarodowego to główne filary nowej strategii Poczty Polskiej. Spółka stawia na aktywne włączenie się w obsługę rządowych programów i chce się stać partnerem państwa przy cyfryzacji usług administracyjnych.

W krótkiej perspektywie plany związane z rozwojem Poczty Polskiej zmierzają do zatrzymania trendu zwijania poczty jako instytucji, czyli likwidacji placówek i zwalniania pracowników. Ubiegły rok był pierwszym, kiedy ten trend został zatrzymany. Zwiększamy liczbę placówek i pracowników, pojawiły się też pierwsze inwestycje w postaci np. możliwości płacenia karta bankomatową na poczcie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kazimierz Smoliński, wiceminister infrastruktury i budownictwa.

Nowa strategia Poczty Polskiej na lata 2017–2021 zakłada koniec polityki cięcia kosztów personalnych i zmniejszania zatrudnienia. Dotychczas ze względu na koszty, aby poprawić sytuację spółki zamykano urzędy pocztowe i zwalniano pracowników. Teraz ma się to zmienić – w nowej strategii istotna staje się dostępność terytorialna i dostosowanie czasu otwarcia placówek do potrzeb klientów.

– Naszym głównym założeniem jest odbudowa przychodów. W ostatnich 11 latach poczta utraciła 1,5 mld zł przychodów, naszym zadaniem jest ich odbudowanie. Musimy w perspektywie strategii, czyli do roku 2021, mieć 7 mld przychodów, a startujemy z punktu 5,3 mld zł – wskazuje Przemysław Sypniewski, prezes zarządu Poczty Polskiej. – Już w tym roku plany mamy bardzo ambitne, na poziomie dodatkowych kilkuset milionów złotych.

Poczta zapowiada pozyskiwanie nowych źródeł przychodów. Zmienić ma się struktura przychodów. Dotychczas ponad 60 proc. stanowiły przychody z obsługi korespondencji. Do 2021 roku najwięcej, bo ok. 40 proc., mają generować e-commerce i obsługa paczek.

Mamy trzy osie wzrostu, które są dla nas bardzo istotne: logistyka, usługi międzynarodowe, usługi dla administracji i cyfryzacja. Wszystko to oparte o założenia dla państwa, klientów i pracowników – podkreśla Wiesław Włodek, wiceprezes Poczty Polskiej.

Przesyłki kuriersko-pocztowe, obsługa rynku e-commerce oraz usługi międzynarodowe mają pozwolić na zwiększenie przychodów. Docelowo przychody z obszaru kuriersko-pocztowego mają się podwoić. Strategia zakłada też pięciokrotny wzrost przychodów z usług logistycznych, a ponaddwukrotnie większe mają być wpływy z usług międzynarodowych.

W dłuższej perspektywie chcemy, aby Poczta Polska była operatorem cyfrowym, żeby obywatel miał możliwość kontaktowania się z rządem poprzez skrzynkę elektroniczną. Tradycyjne usługi w postaci listów zanikają, chcemy zastąpić tę tradycyjną pocztę pocztą elektroniczną – zapowiada Kazimierz Smoliński.

Poczta Polska stawia na współpracę z państwem w obszarze cyfryzacji administracji publicznej. Integracja publicznych systemów informatycznych z pocztową platformą Envelo ma przyspieszyć załatwianie spraw urzędowych i sprawniejszy obieg dokumentów. Spółka chce także aktywnie włączyć się w obsługę rządowych programów, m.in. programu Rodzina 500 plus.

– Strategia już pracuje. W ubiegłym roku wypracowaliśmy jako Poczta Polska znacznie większe przychody niż przez kilkanaście ubiegłych lat. To jest sukces tej strategii przyjętej pod koniec 2016 roku przez zarząd – podkreśla Wiesław Włodek. – Inwestujemy z tego, co zarobimy, w nowe technologie, w nowe programy, systemy IT i oczywiście inwestujemy w pracowników.

Poczta chce rocznie na inwestycje związane z logistyką, IT oraz siecią placówek przeznaczyć 400 mln zł. Spółka wypłaciła już dodatkowe środki dla osób zatrudnionych na pełny etat. W ubiegłym roku po raz pierwszy od kilku lat podniesiono pensje. Obecnie najniższe wynagrodzenie to 2150 zł brutto. Docelowo w perspektywie najbliższych 5 lat średnia wynagrodzenia w Poczcie Polskiej ma być równa średniej krajowej.

– Poczta Polska chce inwestować w różne działania, które zniwelują dług technologiczny, ale przede wszystkim też chce podnosić uposażenie pracowników, żeby ono było dostosowane do wymogów rynkowych – wskazuje Wiesław Włodek.

OVH otworzy pierwsze centrum danych w Wielkiej Brytanii

OVH, europejski lider usług chmurowych, wybrał Londyn na lokalizację pierwszego z trzech centrów danych, które uruchomi w Wielkiej Brytanii. Londyńskie centrum danych będzie w stanie pomieścić 40 000 serwerów i osiągnie pełną zdolność operacyjną do końca maja 2017. 

Wrocław, 19 kwietnia 2017 Nowe centrum danych zapewni nieprzerwaną ciągłość usług dzięki globalnej sieci światłowodowej, którą grupa OVH rozwinęła celem minimalizacji opóźnień w przesyle danych. Z lokalnym punktem obecności (PoP) zostanie ono połączone za pomocą dwóch, niezależnych od siebie, światłowodów zapewniając tym samym wysoki poziom bezpieczeństwa usług. Centrum będzie korzystać z bezpośrednich połączeń z innymi lokalizacjami OVH m.in. w Amsterdamie, Montrealu i Nowym Jorku, a  czas transferu danych nie przekroczy pół milisekundy.

W pełni operacyjne centrum danych w pół roku

Centrum danych, którego łączna powierzchnia wynosi 4000 metrów kwadratowych, jest efektem  sześciu miesięcy intensywnych prac. W pierwszym etapie działania, centrum będzie realizować ofertę „Discover OVH”, a następnie świadczyć, poza kolokacją, pełen zakres usług.

Centra danych OVH na Wyspach

Kolejne centra w Wielkiej Brytanii będą odpowiedzialne za kopie zapasowe danych powierzanych przez klientów. Druga lokalizacja powstanie na peryferiach Londynu, a trzecia w odległości umożliwiającej jej pełnienie funkcji zapasowego centrum danych. Wszystkie trzy ośrodki, podobnie jak inne centra grupy OVH, będą ze sobą połączone za pomocą technologii vRack, prywatnej sieci stworzonej przez firmę, co ułatwi zarządzanie rozproszoną infrastrukturą serwerową.

„Dzięki kompetencjom specjalistów IT oraz swojej infrastrukturze, Londyn pozostaje w czołówce najatrakcyjniejszych destynacji dla europejskich firm technologicznych. Decyzja OVH, aby uruchomić londyńską lokalizację jest kolejnym dowodem na to, że miasto pozostaje niezmiennie otwarte na talenty, inwestycje i innowacje z całego świata. Mamy nadzieję, że kolejne innowacyjne firmy technologiczne, wzorem OVH, również wybiorą Londyn” – mówi Rajesh Agrawal, zastępca burmistrza Londynu ds. Biznesu.

OVH działa w Wielkiej Brytanii od 2007 roku. Biuro firmy znajduje się w Londynie, zaledwie parę kilometrów od przyszłego centrum danych. Filia obsługuje wielu brytyjskich klientów, w tym: startupy takie jak BulbThings, którego celem jest zrewolucjonizowanie zarządzania aktywami przy użyciu technologii eksploracji danych (data mining), duże przedsiębiorstwa takie jak Lineup Systems, specjalizujące się w produkcji narzędzi do reklamy on-line, czy XTM International, będący liderem w dziedzinie systemów zarządzania tłumaczeniami.

Sieć centrów w 11 krajach

OVH zamierza kontynuować inwestycje w Europie. W październiku zeszłego roku, firma ogłosiła otwarcie trzech centrów danych w Australii, Singapurze i Polsce. W 2016 roku firma pozyskała 250 milionów Euro z funduszy inwestycyjnych KKR oraz TowerBrook, co pozwoli zrealizować plan globalnej ekspansji. Ponadto OVH przedstawiło pięcioletni plan inwestycyjny o łącznej wartości 1,5 miliarda Euro. Środki pozwolą m.in. na sfinansowanie budowy centrów danych w Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Włoszech, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Holandii oraz Niemczech, gdzie OVH uruchomiło swoje pierwsze centrum niedaleko PoP we Frankfurcie.

Z chwilą stworzenia sieci centrów danych OVH, firma zaoferuje milionom swoich klientów usługi placówek zlokalizowanych w 11 krajach, znajdujących się na czterech kontynentach, połączonych własną siecią światłowodową o aktualnej przepustowości 10 Tbps.

Od ognia do ponownego otwarcia – czyli pożar w hotelu

Wiosna i lato to gorący okres w branży hotelarskiej, szczególnie wśród obiektów położonych w miejscowościach turystycznych. Rozpoczynający się właśnie sezon zaowocuje nie tylko wzrostem rezerwacji indywidualnych, ale również grupowych w kontekście organizacji uroczystości rodzinnych, spotkań biznesowych czy integracji firmowych. Niestety, proporcjonalnie do wzrostu obłożenia, rośnie również ryzyko wystąpienia niebezpiecznych zdarzeń, jak np. pożar czy zalanie obiektu, których konsekwencje – w sytuacji braku odpowiedniego zabezpieczenia – mogą być bardzo dotkliwe dla naszego biznesu.

Z konsekwencjami pożaru musiał zmierzyć się m.in. właściciel hotelu z województwa dolnośląskiego. W holu jego obiektu pod koniec 2016 roku został zaprószony ogień. Pomimo bezzwłocznego zgłoszenia zdarzenia straży pożarnej i sprawnej akcji ratunkowej, zniszczenia okazały się znacznie większe, niż wskazywała na to pierwotna analiza skutków pożaru.

– Zniszczenia powodowane przez ogień niestety w zasadzie zawsze niosą o wiele poważniejsze konsekwencje, niż mogłoby to wynikać z pierwotnej oceny sytuacji. Po pierwsze należy pamiętać, że powoduje je nie tylko ogień, ale również bardzo wysoka temperatura oraz sadza i dym. Nie da się również ukryć, że także konieczna akcja przeciwpożarowa, a w zasadzie takie jej elementy jak duże ilości wody czy specjalnych substancji gaszących płomienie, również powodują spore straty – tłumaczy Marcin Pabiś, Dyrektor Biura Ubezpieczeń Majątkowych Concordii Ubezpieczenia.

Z tego typu sytuacją spotkał się właśnie właściciel wspomnianego dolnośląskiego obiektu. Po dogłębnej ocenie zniszczeń okazało się, że chociaż konstrukcja budynku nie została uszkodzona, zniszczenia objęły nie tylko hol, w którym został zaprószony ogień. Całkowitego remontu wymagał także korytarz oraz przylegające do niego pokoje – m.in. podłogi, ściany oraz dekoracje znajdujące się we wnętrzach. Konieczna okazała się również wymiana instalacji – narażone na działanie skrajnie wysokich temperatur uległy całkowitemu zniszczeniu – zarówno sieć elektryczna i telewizyjna, jak również hydrauliczna. Łączny koszt szkód pozornie niegroźnego pożaru został oszacowany na 160 tys. zł.

Niestety tak rozległe uszkodzenia wymagały całkowitego zamknięcia obiektu na okres kilku miesięcy i przeprowadzenia generalnego remontu – Bezpośrednie zniszczenia i remonty to nie jedyne konsekwencje takich zdarzeń losowych, jak pożary. Nie można zapominać także o tym, że oznaczają one brak możliwości pracy przez dość długi czas, często nawet przez okres kilku miesięcy. Wiąże się z tym oczywiście konieczność odwołania zarówno pojedynczych rezerwacji, jak również rezerwacji całego hotelu w związku z organizacją np. wesela czy imprezy firmowej. Natomiast również przed takimi konsekwencjami uchroni właściciela obiektu odpowiednio przygotowania polisa – dodaje Marcin Pabiś.

Co ze zniszczeniami mienia gości hotelowych?

Wspomniany hotel w momencie wybuchu pożaru gościł około 60 osób. Niestety w czasie ewakuacji nie ma czasu na pakowanie, tak więc wszystkie rzeczy osobiste, które znalazły się w spalonych pokojach także uległy zniszczeniu. Jednak i w przypadku takiego scenariusza istnieje szansa zabezpieczenia. Wystarczy, że przy ubezpieczeniu firmy, właściciel hotelu rozszerzy polisę o szkody powstałe w mieniu należącym do osób trzecich (czyli gości hotelowych)_ oraz zadba o ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej za szkody w rzeczach wniesionych przez gości hotelowych – za które odpowiada zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego (art. 846 i następne).

Co jeszcze właściciel hotelu może ubezpieczyć?

Przygotowując się do zawarcia umowy ubezpieczenia, warto sięgnąć do spisu mienia ruchomego lub środków trwałych – znajdziemy tam takie rzeczy jak meble, sprzęt łazienkowy, kuchenny oraz biurowy. – Opierając się na tych dokumentach, zapewnimy możliwość prowadzenia działalności także w sytuacji, gdy padniemy ofiarą nie tylko nieszczęśliwego wypadku jak np. pożar, ale także wtedy gdy dotknie nas kradzież lub rabunek, np. komputerów, które pozwalają na prowadzenie działalności – podsumowuje Marcin Pabiś. W zakres ubezpieczenia majątku można również wpisać ryzyko utraty gotówki, także spowodowanej zdarzeniem losowym, np. zalaniem czy pożarem.