Trudno liczyć na jesienny wysyp debiutów na GPW. Na koniec lipca liczba wycofań przewyższała liczbę nowych spółek

Trudno liczyć na jesienny wysyp debiutów na GPW. Na koniec lipca liczba wycofań przewyższała liczbę nowych spółek 1
Główny rynek GPW ulega dalszej marginalizacji zapoczątkowanej przez reformę OFE z lat 2011–2014 i wspartej przez zawieruchę polityczną ostatnich kilkunastu miesięcy. Do końca lipca z głównego parkietu polskiej giełdy zniknęło 14 spółek, debiutów było zaś 9. Zdaniem Bartosza Krzesiaka z DM Navigator oprócz ogólnej koniunktury i minorowych nastrojów kroplą, która przelała czarę goryczy, było wprowadzenie nowych obowiązków informacyjnych.

– W najbliższym czasie będziemy mieli sporo do czynienia z delistingiem – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Bartosz Krzesiak, dyrektor w Domu Maklerskim Navigator. – O ile wcześniej niektóre spółki mogły rozważać zamiar wyjścia z giełdy, np. dlatego że struktura akcjonariatu podpowiadała ruch w tę stronę lub spółki po prostu nie planowały w najbliższym czasie pozyskania kapitału przez giełdę, chociażby z powodu niskich wycen albo w ogóle kondycji rynku, to ostatnio nastąpiły dodatkowo pewnego rodzaju zmiany regulacyjne. Głównie myślę o zmianach w zakresie obowiązków informacyjnych, które spowodowały, że to może być dodatkowy bodziec do wyjścia z rynku.

Od 3 lipca obowiązuje unijne rozporządzenie MAR, na nowo definiujące obowiązki informacyjne spółek. W miejsce dotychczas obowiązującego katalogu sytuacji, w których spółka jest zobowiązana do publikacji raportu bieżącego, weszło w życie ujednolicone pojęcie informacji poufnej. Teraz każdorazowo zarząd spółki ma decydować, czy informacja spełnia te kryteria, czy nie, co zwiększa odpowiedzialność władz spółki.

– To czynnik niedecydujący, ale przeważający szalę w drugą stronę, powodujący, że na górze zapada decyzja o wycofaniu spółki z giełdy. I rzeczywiście wydaje się, że sporo takich procesów się otwiera. To są procesy dosyć długoterminowe, bo trwają przynajmniej kilka miesięcy, myślę, że potrzeba czterech–pięciu, żeby spółkę wyprowadzić z giełdy – zauważa Krzesiak.

Statystyki giełdowe na lipiec pokazują, że wycofań z rynku głównego było 14, zaś nowych debiutów dziewięć. W sierpniu zadebiutował jeszcze Medicap, natomiast podobnie jak w przypadku trzech innych spółek było to przejście z rynku NewConnect. Natomiast decyzję o wycofaniu akcji z giełdy podjęło walne zgromadzenie spółki TelForceOne. Wcześniej zniknęły z niej m.in. Duon, Midas, eCard czy Pani Teresa Medica.

Do chwili obecnej na głównym rynku GPW zadebiutowało 10 spółek. W ubiegłym roku było ich w tym momencie roku trzynaście, a w 2014 roku siedemnaście.

– W okresie wakacyjnym i tuż przedwakacyjnym spółki się przygotowują do przeprowadzenia emisji czy do debiutów i zazwyczaj mamy do czynienia z wysypem tego typu transakcji w okresie wrzesień–październik – komentuje dyrektor DM Navigator. – Natomiast wydaje się, że mimo że to jest okres uśpiony, to rok do roku powiedziałbym, że dzieje się trochę mniej niż zazwyczaj. Widać to chociażby po liczbie wniosków, które zostały skierowane do Komisji Nadzoru Finansowego o zatwierdzenie prospektów.

Akademiki w polu zainteresowania inwestorów. Prywatne domy studenckie zyskują na popularności

Akademiki w polu zainteresowania inwestorów. Prywatne domy studenckie zyskują na popularności 2
Domy studenckie wracają do łask i coraz chętniej wybierane są przez studentów zamiast stancji, wynajmowanych pokoi czy mieszkań. Jak wynika z danych firmy Reas, publiczne akademiki mogą zaspokoić potrzeby mieszkaniowe tylko 9 proc. studentów, a w dodatku często są to budynki stare i nieremontowane. To otwiera nowe możliwości przed inwestorami, którzy stawiają na prywatne akademiki. Doświadczenia państw Europy Zachodniej pokazują, że na tym segmencie rynku można dobrze zarobić.

– Na Zachodzie już od dawna inwestują w akademiki. Zauważano tam już dużo wcześniej, że żak musi gdzieś mieszkać i jeżeli jakiś uniwersytet działa kilkaset lat w danym miejscu, to zapewne będzie tak przez kolejnych kilkaset. Coraz więcej studentów wybiera akademiki i nie chce wynajmować mieszkań – tak się dzieje również w Polsce. Bo jednak jest to specjalny czas w życiu i studenci wolą być razem ze sobą – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maja Biesiekierska, head of advisory and asset managements w Prelios Real Estate Advisory, firmie zajmującej się m.in. doradztwem inwestycyjnym na rynku nieruchomości.

Z takich prywatnych akademików na szeroką skalę korzystają m.in. studenci w krajach Europy Zachodniej. Segment ten – w opinii ekspertów firmy Reas – również w Polsce ma ogromny potencjał, ponieważ z populacją 1,5 mln studentów jesteśmy w czołówce Europy. Dodatkowo z roku na rok przybywa studentów zagranicznych.

Powstają w związku z tym bardzo nowoczesne akademiki budowane przez dużych inwestorów, którzy widzą w tym potencjał. Wszystkie prywatne akademiki, o których wiem, że radzą sobie doskonale i są w pełni wynajęte. Jest bardzo duże zapotrzebowanie na nowe grunty, na których można postawić takie obiekty dla studentów. Bardzo często są to lokalizacje blisko uczelni, co powoduje, że tworzą się uniwersyteckie kampusy z pełną infrastrukturą. Są to naprawdę bardzo dobre i przyjazne miejsce do studiowania – mówi Biesiekierska.

Przykładem może być inwestycja Griffin Group, która za 23 mln zł wykupiła od Grupy Hotelowej Orbis hotel Polonez w Poznaniu i przekształciła go w nowoczesny akademik. Firma ma domy studenckie również w Łodzi i Lublinie, a w ciągu kolejnych trzech lat liczba pokoi na wynajem zwiększy się z ponad tysiąca do nawet 7–8 tysięcy.

Według danych GUS na koniec 2014 roku w Polsce działały łącznie 504 domy studenckie dysponujące prawie 135,5 tys. miejscami. Zdecydowana większość (462) to placówki publiczne z ponad 130 tys. miejsc. Niepubliczne domy studenckie dysponowały niespełna 5 tys. miejsc.

W roku akademickim 2014/2015 wszystkie polskie uniwersytety oferowały swoim studentom 131 akademików z 41,2 tys. miejsc. Z kolei wyższe szkoły techniczne dysponowały 129 placówkami, w których mogło zamieszkać 45 tys. studentów. W poprzednim roku akademickim z tego typu placówek w Polsce korzystało ponad 108 tys. studentów, z czego 4 tys. zdecydowało się na wybór niepublicznych akademików.

Latem dostarczenie świeżej żywności do restauracji i sklepów jest dużym wyzwaniem. Firmy logistyczne inwestują w nowoczesne rozwiązania

Latem dostarczenie świeżej żywności do restauracji i sklepów jest dużym wyzwaniem. Firmy logistyczne inwestują w nowoczesne rozwiązania 3
Wysokie temperatury stanowią olbrzymie wyzwanie dla branży logistycznej – przekonuje Agnieszka Sałek, dyrektor ds. handlowych QSL Polska. Latem restauracje częściej składają zamówienia na świeże produkty, których nie da się długo magazynować. System dostaw one-stop shop przyspiesza czas dostaw, a stosowany we flocie system multi-temperature pozwala utrzymać odpowiednią temperaturę dla każdego rodzaju produktów.

– Najważniejszą kwestią jest zapewnienie właściwej temperatury wszystkim przewożonym produktom, zarówno chłodzonych, jak i mrożonych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agnieszka Sałek, dyrektor ds. handlowych QSL Polska, operatora logistycznego. – Musimy zapewnić naszym klientom pewność, że dostarczane jedzenie jest świeże.

Wiosną i latem restauracje częściej składają zamówienia na świeże produkty, których nie da się długo magazynować. Tym samym magazynowanie i transport żywności są bardziej wymagające. Aby zapewnić optymalne temperatury, QSL wykorzystuje flotę z systemem multi-temperature. Ciężarówki są podzielone na strefy, a każda utrzymuje temperaturę odpowiednią dla danych typów produktów, np. mrożonek i produktów świeżych.

– Nasza flota jest przystosowana do przewożenia towarów w zróżnicowanych temperaturach. Dodatkowo wykorzystujemy metodę one-stop delivery, czyli wszystko w jednej dostawie, bez wymogu kontroli dostarczonych produktów przez pracowników restauracji – mówi Sałek.

Dzięki takim rozwiązaniom można przewozić produkty w jednej dostawie w jak najlepszych warunkach, oszczędzając przy tym czas i obniżając koszty transportu. Dodatkową metodą wspierającą szybkie dostawy jest Drop & Go. Przed opuszczeniem magazynu produkty są pakowane w jedną paczkę i dokładnie fotografowane. Podczas odbioru dostawy pracownik lokalu gastronomicznego nie musi sprawdzać po kolei każdej pozycji z zamówienia, bo wszystko jest na zdjęciach. Dzięki temu odbiór dostawy trwa tylko 10–30 minut.

Jak przekonuje Sałek, wzmożony ruch i częstsze zamówienia nie mają wpływu na zachowanie norm bezpieczeństwa, które zwłaszcza przy transporcie świeżej żywności do lokali są mocno wyśrubowane.

– Obowiązkiem operatorów logistycznych jest zadbanie, żeby do finalnego klienta docierały tylko świeże produkty. Monitorujemy daty przydatności i temperaturę składowania produktów od momentu przyjęcia towaru do jego dostawy. Tę informację udostępniamy również na żądanie klientom – wskazuje dyrektor handlowy QSL Polska.

Jakość i bezpieczeństwo dostaw monitorują globalne organizacje, m.in. GFSI (Global Food Standard Initiative). Oba centra logistyczne QSL Polska w Sosnowcu i Błoniu otrzymały certyfikaty International Highest Food Standard dla logistyki, przyznawane przez GFSI.

– Działalność operatorów logistycznych jest na bieżąco monitorowana zarówno przez audytorów wewnętrznych, jak i przez międzynarodowe firmy audytujące, np. International Food Standard – mówi Agnieszka Sałek.

Najbliższy tydzień powinien przynieść dalsze rekordy na Wall Street

Najbliższy tydzień powinien przynieść dalsze rekordy na Wall Street 4
Amerykańskie indeksy powróciły do wzrostów, w kilka tygodni uzyskując wysokie jednocyfrowe bądź nawet dwucyfrowe wyniki. Druga po tej z grudnia ubiegłego roku podwyżka stóp uważana jest za mało prawdopodobną już we wrześniu, a przed wystąpieniem szefowej Fed w Jackson Hole i danymi o PKB za II kwartał, które oczekiwane są w przyszły piątek, nie widać na horyzoncie wydarzeń, które mogłyby zagrozić bykom podczas kolejnych kilku sesji. Nowe rekordy za oceanem są więc prawdopodobne.

– Od czasu głosowania Brytyjczyków w sprawie wystąpienia z Unii Europejskiej na amerykańskiej giełdzie widzimy systematyczne wzrosty. Od tego czasu wszystkie indeksy wyszły na historyczne maksima, czy popatrzymy na S&P 500, czy na technologiczny NASDAQ, czy na Dow Jonesa – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Rafał Sadoch, analityk DM mBanku. – To ma związek z tym, że po brytyjskim referendum główne banki centralne będą prawdopodobnie przez dłuższy czas utrzymywały luźną politykę monetarną. Oznacza to, że koszt pieniądza będzie niski, a rynki finansowe z tego się cieszą.

Na wyniki brytyjskiego referendum z 23 czerwca, w którym Brytyjczycy opowiedzieli się za wystąpieniem z UE, amerykańskie indeksy zareagowały dwiema spadkowymi sesjami. Potem zaś zaczęły odrabiać straty, bijąc kolejne rekordy. W efekcie Dow Jones od 27 czerwca wzrósł o 8,5 proc. do niemal 18600 pkt, S&P500 poszedł w górę o 9,3 proc. do 2187 pkt, zaś NASDAQ, który we wcześniejszych tygodniach odstawał od pozostałych indeksów i swoje szczyty z połowy ubiegłego roku pobił dopiero na początku sierpnia, zdołał w tym czasie wspiąć się o 14 proc. do 5240 pkt.

Te wzrosty momentami bywają korygowane, jak miało to miejsce w połowie sierpnia, kiedy pojawiły się jastrzębie komentarze wskazujące, że być może już we wrześniu będzie miała miejsce podwyżka stóp procentowych – zwraca uwagę Sadoch. – Ale dzień później poznaliśmy protokół z posiedzenia Rezerwy Federalnej, które miało miejsce w ostatnich dniach lipca i okazało się, że tylko niewielka część członków komitetu spodziewa się podwyżki stóp procentowych, a większość zdecydowanie opowiada się za tym, aby poczekać jeszcze jakiś czas, upewnić się, że ożywienie gospodarcze, które ma miejsce w Stanach Zjednoczonych jest trwałe, że inflacja będzie wracać do celu i że generalnie nie należy się spodziewać tych szybkich podwyżek stóp, co oddziałuje w kierunku napływu kapitału na rynek akcyjny i wzrostu cen akcji.

O możliwej podwyżce we wrześniu wspomniał w swoim wystąpieniu Wiliam Dudley, szef Fed z Nowego Jorku, zaś jego odpowiednik z Atlanty, Dennis Lockhart wygłosił opinię, że podwyżka powinna nastąpić jeszcze w tym roku. Po tych wypowiedziach rynki wyceniały prawdopodobieństwo takowej na ponad połowę. Potem opublikowano jednak zapis z ostatniego posiedzenia Komitetu Otwartego Rynku, które miało gołębi wydźwięk. Okazało się też, że tylko jedna osoba głosowała w lipcu za podwyżką stóp. Następne posiedzenie, wsparte najnowszymi prognozami makroekonomicznymi, odbędzie się 20 i 21 września.

– Jeśli mówimy o S&P 500, to jesteśmy bardzo wysoko w tym momencie. Wydaje się realne, że poziom 2200 punktów mógłby być osiągnięty. W tym momencie jesteśmy na poziomie 2180, zatem widać, że ta przestrzeń do zwyżek jest już niewielka, ale nastroje na rynku akcyjnym są dość bycze i tutaj na takie kolejne szczyty mogą mieć miejsce –  przewiduje analityk mBanku.

Przez najbliższy tydzień niewiele może zagrozić kupującym akcje. Dopiero 25-26 sierpnia odbędzie się sympozjum w Jackson Hole, na którym spodziewane jest wystąpienie szefowej Fed Janet Yellen, mogące dać wskazówki odnośnie do dalszego kursu banku centralnego na pozostałych trzech tegorocznych posiedzeniach. Także w przyszły piątek opublikowane zostaną zrewidowane dane o amerykańskim PKB w II kwartale roku.

– Elementy, które mogły zmienić ten obraz, poznamy dopiero w końcówce sierpnia bądź we wrześniu. To przemówienie Janet Yellen, które będzie miało miejsce 26 sierpnia, może w jakimś sensie odmienić obraz rynków – wskazuje Rafał Sadoch. – Wydaje mi się, że momentem, który mógłby spowodować większą korektę, bo musimy mieć świadomość, że po tak solidnych wzrostach korekta jest czymś naturalnym, będzie wrześniowe posiedzenie Rezerwy Federalnej, na którym pewnie nie zobaczymy podwyżki stóp procentowych, ale już Rezerwa Federalna pewnie ustosunkuje się do tego, co może się dziać w dalszej części roku. Gdy popatrzymy na rynkową wycenę, to ona mniej więcej pół na pół w tym momencie ocenia szanse wzrostu stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych.

Digitalizacja wymusza na firmach inwestycje w IT. Bonair chce dalej rosnąć na tej fali

Digitalizacja wymusza na firmach inwestycje w IT. Bonair chce dalej rosnąć na tej fali 5
Bonair, polska firma IT, która od lat informatyzuje duże przedsiębiorstwa, nadal widzi znaczący potencjał rozwoju w tym segmencie. Inwestycje w cyfryzację wymuszają zmiany rynkowe, preferujące modele biznesowe sprzyjające wykorzystaniu technologii w niemal każdej dziedzinie działalności.

– Gospodarka coraz bardziej opiera się na cyfrowym zarządzaniu i technologiach. Nie uciekną od tego zarówno małe organizacje, jak i największe przedsiębiorstwa. Realizujemy projekty wśród dużych podmiotów i myślę, że w tym segmencie rynku pozostaniemy. Nie planujemy zmiany strategicznej – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor prezes zarządu Bonair, Andrzej Wach. – Musimy jednak uważnie przyglądać się całemu rynkowi. Zmiany w technologiach, oczekiwaniach, upodobaniach ludzi, cała warstwa mobilności, dostępu do danych firmowych z różnych platform to jest coś, co się dzieje i firmy takie jak Bonair muszą te zmiany adresować.

Z szacunków firmy analitycznej IDC wynika, że wartość polskiego rynku usług IT wzrosła w 2014 r. o 4,5 proc. i wyniosła 3,28 mld dolarów. Jednocześnie IDC oczekuje średniego wzrostu tego rynku rzędu 4 proc. w ciągu najbliższych pięciu lat, tak aby jego wartość przekroczyła 4 mld dol. w 2019 r. Według IDC większość kontraktów IT tradycyjnie pochodzi z branży finansowej oraz firm telekomunikacyjnych. Można jednak zaobserwować rosnące zainteresowanie usługami IT ze strony firm produkcyjnych i handlowych, a także znaczne ożywienie wśród firm kierujących ofertę do klienta detalicznego.

Bonair działa na rynku od ok. 25 lat, tworząc kompleksowe rozwiązania branżowe dla banków, instytucji finansowych, zakładów produkcyjnych i usługowych oraz administracji publicznej. Firma zatrudnia ponad 190 osób, w tym analityków, projektantów, konsultantów, programistów i inżynierów systemowych w biurach w Warszawie, Bydgoszczy, Krakowie, Szczecinie i Wrocławiu. Firma realizuje także projekty międzynarodowe.

– Największą dynamikę wzrostów w kategoriach ilościowych odnotowujemy w rozwiązaniach dla przemysłu. To dużo większy rynek z naszego punktu widzenia niż inne, na których działamy – wskazuje prezes Bonair. – Rynek instytucji finansowych jest dla nas również bardzo istotny, ponieważ oferujemy tu nasze własne produkty, a co za tym idzie – rentowność i know-how są dużo wyższe.

Rynek informatyczny podlega gwałtownym zmianom podyktowanym przez narastającą falę digitalizacji. W ocenie IDC zmiany widoczne na rynku usług IT wymuszają na firmach błyskawiczne decyzje i dopasowywanie oferty do dynamicznych oczekiwań klientów. Inwestycje w technologie tzw. trzeciej platformy (chmura, rozwiązania mobilne, analityka/big data i social media), mają być według IDC jedynym sposobem na to, by sprostać przyszłym wyzwaniom.

– Na pewno trendem, który widzimy od lat, jest wszystko co popularnie funkcjonuje pod nazwą cloud computing. To niewątpliwie coś, co jest napędzane przez technologię i zmieni model biznesowy wielu organizacji. Pozostaje pytanie, czy odbiorcy są na to gotowi – stwierdza Wach. – Rynek amerykański trochę inaczej na to reaguje. Za oceanem otwartość na zmiany i nowe podejście do modeli biznesowych jest dużo wyższa niż w Europie.

Prezes Bonair podkreśla, że w Europie istnieją ograniczenia nie tylko kulturowe, lecz także prawne, które np. wymagają lokalizacji danych w konkretnych regionach geograficznych. Niemniej jednak ocenia, że zmiany które się dokonują będą nieodwracalne. – Cloud jako koncepcja jest dosyć nośna medialnie, ale jako idea przetwarzania i dostępu do danych jest technologicznie dzisiaj już praktycznie wszędzie. Nieraz niektórzy nawet nie wiedzą, że już w tych technologiach pracują – ocenia prezes Bonair.

Wśród barier rozwoju usług IT w Polsce Wach wymienia małą stabilność przepisów, która wymusza ciągłą pogoń firm za zamianami. Tymczasem jako szans dalszego rozwoju upatruje we wzrostowym rodzimym rynku oraz w ciągłej woli przedsiębiorców do inwestowania w podnoszenie efektywności.

Tymczasem w ujęciu globalnym Wach zwraca uwagę na dynamicznie rosnący rynek aplikacji, na którym dominuje darmowa dystrybucja. Tylko w Polsce mamy dostęp do ok. 4 mln darmowych aplikacji mobilnych.

– Darmowe aplikacje to zły trend. Aplikacje to efekt wiedzy ludzi, a ta kosztuje. Z jednej strony pracownicy IT oczekują coraz wyższych wynagrodzeń. Z drugiej klienci chcieliby mieć coraz wyższą jakość usług czy wiedzy eksperckiej za coraz niższą cenę – zauważa szef Bonair. – Myślę, że równowaga tych oczekiwań istnieje, tylko że musi się przesunąć w kierunku wyższych cen przy jednocześnie coraz większej wiedzy eksperckiej i coraz wyższej jakości dostarczanej w czasie wdrożenia.

20 proc. Polaków obawia się ataku terrorystycznego lub zamachu podczas podróży za granicę. Ubezpieczyciele proponują specjalne polisy

20 proc. Polaków obawia się ataku terrorystycznego lub zamachu podczas podróży za granicę. Ubezpieczyciele proponują specjalne polisy 6
Z badań IMAS przeprowadzonych dla Towarzystwa Ubezpieczeń Europa wynika, że blisko co piąty Polak obawia się ataku terrorystycznego lub zamachu podczas podróży za granicę. Jeśli do takiego zdarzenia dojdzie, przydatne mogą być specjalne polisy ubezpieczeniowe. Firmy deklarują, że poniosą odpowiedzialność za szkody będące skutkiem następstw takich wydarzeń, jednak nie dłużej niż kilka dni. W tym czasie klient ma zagwarantowaną pomoc medyczną, pokrycie kosztów leczenia i transport do Polski.

Lista państw zagrożonych zamachami stale się wydłuża. Nie dziwi więc niepokój turystów, bo nawet kurorty, które do tej pory były uważane za bezpieczne, nie gwarantują już beztroskiego wypoczynku.

 Kupując polisy turystyczne przed wyjazdem za granicę, klienci pytają o to, czy ta polisa będzie ich chronić w momencie, gdy w miejscu ich wypoczynku dojdzie do aktu terroru czy nagłego wybuchu wojny. Są to klienci świadomi, którzy znają ryzyko istniejące w kraju, do którego się wybierają, ale chcą mieć pewność, że nawet w takich przypadkach polisa będzie ich chroniła – mówi agencji informacyjnej Newseria Piotr Łoza, dyrektor departamentu ubezpieczeń majątkowych i komunikacyjnych w Generali.

Niektóre firmy ubezpieczeniowe proponują specjalną ochronę ubezpieczeniową. Warto ją kupić w przypadku wyjazdu do „niespokojnego” państwa, w którym co jakiś czas dochodzi do stanów wyjątkowych, zamieszek, czy do takich, w których ryzyko aktów terroru jest wyjątkowo wysokie.

– Zazwyczaj polisy turystyczne działają przez kilka dni od momentu, gdy w miejscu, w którym będziemy przebywali, dojdzie do niespodziewanego ataku bądź wybuchu wojny. W przypadku Generali jest to 7 dni. Wtedy jest uruchamiana specjalna klauzula. Gwarantuje pomoc w przypadku odniesienia przez klienta ran, pokrywamy koszty leczenia, organizujemy pomoc medyczną i transport do Polski. W przeciągu 7 dni powinniśmy opuścić miejsce, w którym doszło do niespodziewanego aktu terroru czy wybuchu wojny – mówi Piotr Łoza.

Co ważne, ubezpieczyciel może odmówić wypłaty odszkodowania, jeśli Ministerstwo Spraw Zagranicznych odradza wyjazd do danego państwa. W ostatnich dniach resort wydał ostrzeżenia przed podróżowaniem do pewnych regionów Etiopii i Armenii.

Ubezpieczenie turystyczne warto wykupić niezależnie od celu, miejsca podróży i okoliczności. Czy to w przypadku dwutygodniowych rodzinnych wakacji, czy kilkudniowego wyjazdu ze znajomymi za granicę ewentualne koszty leczenia mogą być dużo wyższe niż w Polsce. Wybierając polisę turystyczną, Polacy najczęściej korzystają z czterech głównych opcji.

– Pierwsze to jest ubezpieczenie kosztów leczenia. We wszelkich przypadkach, kiedy doznamy urazu, uprawiając sporty bądź w innej sytuacji, z danej polisy zostanie zorganizowana pomoc i będą pokryte koszty leczenia, pobytu w szpitalu, transportu medycznego. To jest najbardziej potrzebna część polisy turystycznej za granicą – tłumaczy Piotr Łoza.

Inną częścią takiej polisy jest pakiet usług assistance. Decydując się na taki pakiet, mamy pewność, że centrum pomocy będzie nam świadczyć usługi w każdym zakresie 24 godziny na dobę.

 Ważne jest również ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej. Możemy niechcący zrobić szkodę w hotelu czy restauracji, a  w ramach tej polisy szkody zostaną pokryte. Czwartą, niemniej ważną częścią polisy turystycznej jest ubezpieczenie NNW. Polisa ta zagwarantuje nam środki na późniejszą ewentualną rehabilitację – dodaje Piotr Łoza.

Ubezpieczenie podróży zagranicznych ochroną może obejmować także sprzęt sportowy i bagaż podróżny. Zapewni również pokrycie kosztów związanych z odwołaniem uczestnictwa w imprezie turystycznej, anulowaniem biletu podróżnego i noclegu.

Udany sezon dla producentów sprzętu ogrodniczego. Klienci przekonują się do nowinek technologicznych

Udany sezon dla producentów sprzętu ogrodniczego. Klienci przekonują się do nowinek technologicznych 7
Nowoczesne technologie coraz śmielej wkraczają w sprzęt ogrodniczy – przekonuje Maciej Konieczny z Husqvarna Polska. Przyszłością branży są inteligentne maszyny, które bezobsługowo zajmą się ogrodem. Już dziś klienci częściej wybierają lepiej wyposażony sprzęt, który ułatwi i przyspieszy ich pracę.

–  Z roku na rok widzimy rosnące zainteresowanie klientów maszynami z coraz lepszym wyposażeniem. Jeszcze kilka lat temu maszyny z napędem takie jak kosiarki były rzadkością, dzisiaj są podstawą sprzedaży – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Konieczny, dyrektor sprzedaży i marketingu w firmie Husqvarna Polska.

Rynek sprzętu ogrodniczego się rozwija. Coraz więcej ludzi przeprowadza się do domów jednorodzinnych i dba o przydomowe ogródki. Ważnym segmentem klientów są także działkowicze – pod względem wielkości ogrodów działkowych Polska jest w czołówce europejskiej. Choć wydatki Polaków na zieleń są wciąż niższe niż w krajach europejskich, to systematycznie rosną. Klienci mają też coraz większe wymagania – szukają maszyn, które ułatwią im pracę i ją znacznie przyspieszą.

Kiedyś najpopularniejsze były kosiarki pchane, ręczne, dzisiaj klienci chętniej wybierają kosiarki z napędem, elektrycznym rozrusznikiem czy maszyny, które pozwalają im zupełnie bezobsługowo opiekować się ogrodem. Przewiduję, że takie trendy będą również widoczne w przyszłości – ocenia ekspert.

Przyszłością branży są inteligentne maszyny, które zwiększają efektywność pracy i pozwalają ją zaplanować. Dodatkowo poinformują o konieczności naprawy i przypomną o konserwacji.

Jesteśmy dumni z kosiarek automatycznych, które dzięki specjalnej aplikacji pozwalają na sterowanie ich pracą za pomocą telefonu lub inteligentnego zegarka. Użytkownik jest w stanie zaprogramować czas pracy, wysokość koszenia i szereg dodatkowych funkcji , a także nadzorować pracę, obserwując na mapie, gdzie akurat maszyna się znajduje – tłumaczy Konieczny.

Nowoczesne technologie umożliwiają maszynom komunikacje między sobą i przesyłanie danych w czasie rzeczywistym. Jak podkreśla Konieczny, to rozwiązanie szczególnie przydatne profesjonalistom, czyli firmom zajmującym się architekturą krajobrazu.

Dzięki danym przesłanym do chmury właściciel firmy ma możliwość obserwowania, jak maszyna się sprawowała. Technologię „connectivity” polecamy przede wszystkim użytkownikom profesjonalnym, którzy mają większą liczbę sprzętu. Takie informacje statystyczne są dla nich cenne, ponieważ mogą optymalizować sposób pracy maszyn oraz nadzorować, jak te prace przebiegały – wyjaśnia dyrektor w Husqvarna.

Jego zdaniem ten sezon producenci sprzętu mogą zaliczyć do udanych.

W tym roku dobrze sprzedaje się praktycznie każdy asortyment. Zarówno maszyny kołowe i ręczne, jak i produkty akumulatorowe. Od kilku lat wkładamy dużo pracy, aby spopularyzować je na rynku i ten rok pokazał, że wysiłki przynoszą efekty. Dobre wyniki sprzedaży notujemy w sektorze ręcznych maszyn akumulatorowych i przede wszystkim – automatycznych kosiarek – wskazuje Konieczny. – Tegoroczną nowością są maszyny z elektrycznym rozrusznikiem InStart, które pozwalają uruchomić sprzęt nie za pomocą tradycyjnej linki, lecz za pomocą przycisku. To rozwiązanie bardzo się klientom spodobało.

Rośnie też świadomość klientów. Wiedzą, że do pielęgnacji trawnika potrzebny jest odpowiedni sprzęt. Niektóre kosiarki pozwalają odżywić trawnik i dostarczyć mu odpowiednich składników odżywczych dzięki funkcji drobnego mielenia skoszonych źdźbeł trawy – mulczowania. To naturalny sposób nawożenia gleby, który jednocześnie zapobiega odparowaniu wody z powierzchni.

Doskonałe wyniki sprzedaży mają maszyny kołowe, w naszej ofercie to maszyny typu Rider, z przednim układem tnącym. W Polsce wciąż preferowane jest tego typu sprzęt, który zbiera trawę, mieli ją i pozostawia jako nawóz, w ten sposób nie stwarzają dodatkowych problemów właścicielom ogrodów – podkreśla Konieczny.

Co trzeci Polak nie ma żadnych oszczędności. Połowa przyznaje, że nie stać ich na odkładanie nawet drobnej części dochodów

Krzysztof Różycki, dyrektor w firmie Lindorff
Łączne oszczędności Polaków wynoszą już przeszło 1,2 bln zł i rosną. Jak jednak wynika z badania firmy Lindorff co najmniej jedna trzecia społeczeństwa w ogóle nie ma odłożonych pieniędzy na przyszłość. Blisko 60 proc. w planowaniu wydatków nie wybiega poza horyzont miesiąca. Połowa badanych przyznaje, że na oszczędzanie nie pozwalają ich zarobki.

– Polacy na pewno chcieliby być oszczędni. Ich zdolność do odkładania pewnej części dochodów jest jednak ograniczana przez wysokość zarobków, a czasami też z powodu braku umiejętności – stwierdza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Różycki, dyrektor w firmie Lindorff, zajmującej się zarządzaniem wierzytelnościami.

Jak wynika ze zrealizowanego na zlecenie firmy Lindorff badania, o tym, że warto gromadzić oszczędności, jest przekonanych 82 proc. ankietowanych. Prawie połowie to się udaje. Znaczna część społeczeństwa, około jednej trzeciej, nie może się jednak pochwalić żadnymi odłożonymi pieniędzmi. Brak oszczędności w rzeczywistości może dotyczyć większej liczby osób, niż wynika z deklaracji. 19 proc. ankietowanych odmówiło bowiem odpowiedzi na pytanie o możliwość odkładania lub stwierdziło „trudno powiedzieć”. Blisko połowa cały dochód przeznacza na finansowanie bieżących potrzeb, a 57 proc. w planowaniu wydatków nie wybiega poza horyzont miesiąca.

– Na pytanie na co oszczędzamy, najczęściej padała odpowiedź: na czarną godzinę. Bez względu na grupę wiekową wszyscy oszczędzamy na przyszłość. Spośród oszczędzających aż połowa wskazała, że jest to główny powód oszczędzania. Kolejne wskazania zależą od grupy wiekowej – mówi Różycki.

Najmłodsza grupa wiekowa (25–32 lata) oszczędza na zakup własnego mieszkania (15 proc. wskazań). Wysoko jest także odkładanie na emeryturę (9 proc. wskazań). Co ciekawe, to właśnie młodzi mają najwięcej oszczędności ze wszystkich grup wiekowych. 18 proc. badanych z tej grupy wiekowej wskazuje, że ma oszczędności do 1 tys. zł, 14 proc. – do 5 tys. Na tym tle 10 proc. respondentów to prawdziwi krezusi – co dziesiąty ankietowany odłożył między 20 tys. a 50 tys. zł.

 Młode osoby nie mają jeszcze zobowiązań rodzinnych, nie myślą o utrzymaniu dzieci, domu, raczej gromadzą środki na zakup mieszkania. Im też jest coraz łatwiej je gromadzić, ponieważ w dużych miastach mają wybór pracy i możliwości, a to pozwala im te środki gromadzić szybciej – mówi Krzysztof Różycki.

Osoby w grupie 32–40 lat myślą głównie o zabezpieczeniu przyszłości rodziny i edukacji dzieci. Z kolei przedstawiciele starszych grup wiekowych częściej odkładają na przyjemności, np. wakacje, oraz poprawę komfortu życia, czyli np. na remont mieszkania.

Badanie Lindorff dowodzi, że znaczna część Polaków (78 proc.) nie odkłada pieniędzy z myślą o starości. Osoby, które w tym celu gromadzą oszczędności, robią to zazwyczaj w sposób najmniej ryzykowny, odkładając pieniądze na koncie oszczędnościowym lub lokacie bankowej (49 proc.). Jedynie 10 proc. gromadzi środki na emeryturę, kupując akcje czy obligacje, a tylko 4 proc. odkłada gotówkę do skarpety. Jeszcze mniej ankietowanych przyznało, że korzysta z instrumentów takich jak fundusze inwestycyjne i polisy emerytalne.

– Część respondentów uznała, że oszczędza na starość w ramach obowiązkowej składki w trzecim filarze – wyjaśnia Krzysztof Różycki. – Tylko 22 proc. społeczeństwa jednoznacznie wskazuje, że odkłada na emeryturę dodatkowe środki.

Wśród oszczędzających najwięcej respondentów przyznaje, że ma odłożone niewielkie środki do 1 tys. zł (13 proc.). Mniej więcej co dziesiąty zaoszczędził do 5 tys. zł, podobny odsetek ma oszczędności do 10 tys. zł. Znaczne kwoty ma 17 proc. ankietowanych, z czego 6 proc. powyżej 50 tys. zł.

 Pieniądze gromadzone są zazwyczaj nieregularnie. Raptem raz czy dwa razy w roku Polakom udaje się odłożyć jakieś pieniądze. Niewielka grupa oszczędza systematycznie  precyzuje Krzysztof Różycki.

Zdaniem eksperta niekoniecznie musi to wynikać ze względów ekonomicznych. Wielu Polaków nie wie bowiem o możliwych sposobach na oszczędzanie lub na inwestowanie swoich oszczędności. 70 proc. ankietowanych deklaruje, że robiłoby to częściej, gdyby znało na to sposób.

Jak wynika z danych Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami, oszczędności Polaków w 2015 roku wzrosły do rekordowego poziomu 1,2 bln zł. Gospodarstwa domowe na różnego rodzaju rachunkach odłożyły o przeszło 70 mld zł więcej niż rok wcześniej (wzrost o 6,6 proc.). Do gromadzenia wolnych środków od lat najczęściej wykorzystywane są depozyty złotowe i walutowe (57 proc. wszystkich oszczędności), które w 2015 roku zwiększyły się o 9,4 proc. Kwota ulokowana w detalicznych funduszach inwestycyjnych dla osób fizycznych zwiększyła się o 3,9 mld zł (4 proc. wzrostu).

Popołudniowy komentarz walutowy z 18.08.2016 Marcin Lipka, Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 18.08.2016 Marcin Lipka, Analityk Cinkciarz.pl

ID Logistics – wyniki za I półrocze 2016 r.

Grupa ID Logistics, międzynarodowy lider logistyki kontraktowej, odnotowała w drugim kwartale 2016 roku przychód w wysokości 239,4 mln EUR, osiągając wzrost 5.1% w stosunku do tego samego okresu z roku ubiegłego. Sumując przychody z pierwszego półrocza bieżącego roku, ich kwota przekroczyła już 460 mln EUR. Grupa ID Logistics, zdobywając nowe kontrakty we Francji i aktywnie rozwijając biznes w Belgii, w najbliższym czasie umocni też pozycję na Półwyspie Iberyjskim, finalizując kupno spółki Logiters w Hiszpanii i Portugalii.  

ID Logistics zaksięgował szczególnie dobry wynik w pierwszej połowie tego roku, osiągając przychód powyżej 460 mln EUR. Grupa kontynuowała organiczny wzrost w zrównoważonym tempie. Zdobyliśmy znaczącą liczbę nowych kontraktów w Europie, w szczególności we Francji. Nadal rozwijaliśmy się w różnych krajach wschodzących, gdzie jesteśmy aktywni, pomimo ujemnych różnic kursowych, spowodowanych przede wszystkim silną deprecjacją argentyńskiego peso, brazylijskiego reala i południowoafrykańskiego randa. Osiągnięte wyniki za pierwsze półrocze dobrze rokują na przyszłość, a to z dwóch powodów: wypracowaliśmy solidne przychody i jesteśmy bardzo blisko finalizacji zakupu Logiters, przed końcem lata, co zapewni nam wyjątkową pozycję strategiczną na Półwyspie Iberyjskim” skomentował Eric Hemar, CEO i Prezes ID Logistics.

We Francji przychody ID Logistics wyniosły 144,3 mln EUR, osiągając wzrost o 13.9% w porównaniu z 2. kwartałem 2015 roku. Tak solidne wyniki były efektem wielu nowych kontraktów uruchomionych na początku roku 2016. Niedawno ID Logistics został wybrany przez firmę Puma (grupa Kering) na operatora logistycznego we Francji do obsługi centrum dystrybucji o powierzchni 30 tys. m². Firma rozwija też współpracę z Nespresso w zakresie zarządzania zwrotami na rynku francuskim. ID Logistics został również wybrany na operatora pierwszej zewnętrznej platformy logistycznej firmy But, zlokalizowanej w Chatres en Brie, gdzie będzie zarządzać zasobami magazynowymi na powierzchni 30 tys. m².

ID Logistics na rynku międzynarodowym

Przychody wygenerowane z działalności międzynarodowej ID Logistics wyniosły prawie 40% łącznych przychodów Grupy. W ogólnym rozrachunku przychody międzynarodowe zmniejszyły się o -5.9% (do 95,1 mln EUR) w porównaniu z 2. kwartałem roku 2015. Wpływ na to miały niekorzystne różnice kursowe w tym okresie, spowodowane głównie deprecjacją argentyńskiego peso, brazylijskiego reala i południowoafrykańskiego randa. Jednakże biorąc pod uwagę stałe kursy wymiany, wzrost kwartalny wyniósłby 5.9%. ID Logistics rozpoczął realizację wielu nowych kontraktów podpisanych na początku roku 2016. Między innymi otworzył oddział w Belgii, rozpoczynając współpracę z firmą Maxeda, największym sprzedawcą towarów dla majsterkowiczów w regionie Beneluksu, który posiada 376 sklepów (ID Logistics zarządza platformą o powierzchni 96 tys. m² w rejonie Brukseli, obsługując cały łańcuch dostaw). Z kolei w Niemczech ID Logistics współpracuje z firmą IKEA, gdzie poza uruchomieniem i obsługą platformy e-commerce, zarządza centrum logistycznym w Salzgitter. Firma obsługuje magazyn IKEA o powierzchni 156 tys. m², z systemem automatycznego składowania i 220 tysiącami miejsc paletowych, dystrybuując towary na terenie Niemiec do 50 sklepów tej sieci handlowej. Również na wschodzie Europy, ID Logistics zdobywa coraz więcej klientów. W sierpniu rozpocznie w Moskwie (Rosja) realizację nowego kontraktu logistycznego dla Bacardi w magazynie o powierzchni 12,5 tys. m². To spore wyzwanie, gdyż firma musiała spełnić szereg specyficznych wymagań związanych z obsługą branży alkoholowej, która obejmuje odbiór zamówień od dużych sprzedawców i hurtowników (od pojedynczych butelek do kompletnych palet), aż po czynności co-packingowe.

Na polskim rynku, ID Logistics również zdobywa sukcesywnie nowych klientów i już wkrótce będziemy mogli pochwalić się kolejnymi kontraktami. Po podsumowaniu pierwszego półrocza, wyniki wskazują na wzrost przychodów. Przed nami okres jesienny, który generuje wyższe obroty z uwagi na wzmożony ruch w dystrybucji towarów związany z początkiem roku szkolnego, a później dostawami przedświątecznymi. Skupiamy się więc na optymalizacji procesów i przede wszystkim na utrzymaniu wysokiej jakości naszych usług” mówi Marzena Wal, Dyrektor Handlowy ID Logistics Polska.

Prognoza

Planując najbliższą przyszłość, Grupa ID Logistics zamierza utrzymać wysokie tempo wzrostu przychodów i dynamiczny rozwój na wszystkich rynkach. Grupa będzie zwracać szczególną uwagę na kontrolę kosztów, zwłaszcza w nowych obiektach, które zostały otwarte w roku 2016. Planuje też przed końcem lata finalizację umowy zakupu spółki Logiters, dzięki czemu może osiągnąć pozycję lidera na iberyjskim rynku usług logistycznych.

Po minutkach

Po minutkach 8

Z opublikowanego protokołu, że Federalny Komitet do spraw Operacji Otwartego Rynku (FOMC) w dalszym ciągu będzie kontynuował politykę „wait and see„, czyli oczekiwał na dane makroekonomiczne, które potwierdziłyby dobrą kondycję amerykańskiej gospodarki. Wczorajsza reakcja dolara amerykańskiego na publikacje protokołu była jednoznaczna, rynek oczekiwał na bardziej jastrzębie stanowisko władz monetarnych. Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych na wrześniowym posiedzeniu w dalszym ciągu wynosi 22%, ewentualne zaskoczenie rynku przełożyłoby się na nadmierną zmienność na całym rynku kapitałowym.

Poniżej przedstawiamy zmiany jakie zaszły w protokole FOMC od ostatniego posiedzenia:

Po minutkach 9

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Polskie miasta w social media. O czym ćwierkają samorządy?

Polskie miasta coraz odważniej sięgają po nowoczesne narzędzia komunikacji i promocji, a większość samorządów dostrzega potrzebę obecności w mediach społecznościowych. Według analizy Fundacji Pro Progressio  kanały social media  znacznie częściej służą miastom do promocji kulturalno-sportowej i turystycznej niż biznesowej. Które polskie miasta są najaktywniejsze na Facebooku i Twitterze?

 

Fundacja Pro Progressio przeprowadziła analizę aktywności w mediach społecznościowych 32 największych polskich miast w lipcu 2016. Większość spośród nich jest aktywna w social media: 29 prowadzi swoje profile na Facebooku, 25 posiada kanał na Twitterze. Do tej pory najwięcej postów na drugim z wymienionych serwisów zamieściły Gdańsk (29 500), Gdynia (23 700), Wrocław (20 800) i Warszawa (10 600). Podobnie kształtuje się czołówka miast posiadających najwięcej obserwatorów. Są to Warszawa (97 900), Wrocław (51 300), Gdańsk (11 000) oraz Gdynia (8 970). Na Facebooku najwięcej obserwujących ma Wrocław, Poznań oraz Gdańsk.

Z analizy treści na profilach polskich miast wynika, że miasta w lipcu publikowały przede wszystkim informacje i aktualności kulturalne (obecne na 21 kanałach na Twitterze i 27 profilach facebookowych) oraz sportowe (odpowiednio 18 i 25). Ponadto Twitter służył polskim miastom do promocji turystycznej oraz informacji pogodowej. Jedynie pięć kanałów zamieściło treści związane z edukacją, a tylko trzy biznesem oraz ofertami pracy. Nieco inaczej sytuacja wygląda na Facebooku. Tu informacja i promocja biznesowa znajduje się na czwartym miejscu – po kulturze, sporcie i turystyce. Tego typu treści zamieściło na swoich profilach 16 miast.

Media społecznościowe, takie jak analizowany przez nas Twitter i Facebook, ale także i inne, wśród których są LinkedIn, Instagram czy choćby Pinterest, to doskonałe narzędzia do promocji miast i samorządów. Są to narzędzia z jednej strony przydatne mieszkańcom i turystom, ale z drugiej szeroko-pojętemu biznesowi. Dobrze by było gdyby samorządy mocniej doceniały potencjał wirtualnego świata i wykorzystując jego możliwości zachęcały biznes do rozwoju w miastach i gminach – tak analizę badań Pro Progressio, podsumował jej prezes – Wiktor Doktór.

Rejestracja kart SIM a ochrona naszych danych

Ustawa o działaniach antyterrorystycznych nałożyła na operatorów telekomunikacyjnych obowiązek przypisywania do tzw. przedpłaconych kart SIM konkretnych osób fizycznych lub podmiotów. Dzięki czemu ma być możliwa jednoznaczna identyfikacja tego, kto korzysta z danego numeru telefonu. Proces rejestracji  kart rozpoczął się 25 lipca br. i potrwa do 1 lutego 2017 r. Dotyczy on zarówno nowych, jak i nabytych wcześniej kart. Mimo, że trwa on od niedawna to już budzi w społeczeństwie wiele kontrowersji. Najwięcej wątpliwości dotyczy prawa do prywatności.

Co powinniśmy o niej wiedzieć? Podpowiada ekspert ds. ochrony danych z ODO 24.

Po pierwsze rejestracja karty SIM u operatora telekomunikacyjnego jest bezpłatna. Ani my jako abonent nie musimy nic płacić, ani operator nie musi nic płacić nam za rejestrację karty SIM. Z drugiej strony konkurencja pomiędzy operatorami powoduje, że ten dostawca telefonii komórkowej, u którego zostanie zarejestrowany abonent, w praktyce pozyska nowego klienta oraz jego dane osobowe. Z tego też względu operatorzy prześcigają się w ofertach promocyjnych dla osób, które właśnie u nich dokonają obowiązkowej rejestracji karty SIM. – mówi Konrad Gałaj-Emiliańczyk, ekspert ds. ochrony danych z ODO 24.

Operatorzy telekomunikacyjni chcąc zwiększyć ofertę możliwości rejestracji karty SIM, korzystają z tzw. punktów rejestracji, takich jak np. kioski, czy sklepy. Jak zauważa ekspert ODO 24: –  Problem polega na tym, że punkty te nie są w żaden sposób nadzorowane przez operatorów telekomunikacyjnych. Co więcej osoby tam pracujące nie zostały zobowiązane do zachowania tzw. „tajemnicy telekomunikacyjnej”, która chroni dane abonentów, a już na pewno nie zostały odpowiednio przeszkolone by chronić nasze dane osobowe.

Jak taki proces rejestracji może wyglądać w praktyce? Oto przykład. Przychodzimy do kiosku kupujemy kartę SIM i chcemy ją od razu w nim zarejestrować. Sprzedawca prosi nas o okazanie dowodu osobistego. Przekazujemy go  i tracimy z zasięgu naszego wzroku, bo przecież sam proces wprowadzania danych on-line trwa. Po ok. 5 minutach otrzymujemy zarejestrowaną kartę SIM wraz z naszym dowodem osobistym. – W momencie, gdy stracimy z oczu nasz dowód osobisty, istnieje bardzo duże ryzyko, że dojdzie do wykonania jego fotokopii lub kserokopii, które mogą zostać wykorzystane w nielegalny sposób. – przestrzega Konrad Gałaj-Emiliańczyk i dodaje: – Ponadto niektórzy operatorzy wymagają od osób chcących zarejestrować kartę SIM przesłania skanu dokumentu tożsamości. Należy pamiętać, że nie jest to zgodne z przepisami prawa, ani wytycznymi  GIODO w tym zakresie. Operatorzy telekomunikacyjni nie mogą tego od nas żądać.

rejestracja sim

Cały proces rejestracji kart SIM stał się dla operatorów telekomunikacyjnych także okazją do pozyskiwania zgód na przetwarzanie danych osobowych w celach marketingowych lub przekazania danych innemu podmiotowi. – Powinniśmy zwracać uwagę na to, czy pracownicy salonów operatorów telekomunikacyjnych pytają nas o zgodę na przetwarzanie naszych danych w tych celach. Często zdarza się tak, że sami za nas, bez żadnego pytania, je zaznaczają. – mówi ekspert ODO 24.

Ponadto w związku z tym, że za niecałe 2 lata wejdzie w życie nowe unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych operatorzy telekomunikacyjni zaczynają pobierać zgody na takie działania, jak profilowanie abonentów w internecie, by uniknąć kosztów związanych z pozyskiwaniem takich zgód w przyszłości.

Cały proces rejestracji tzw. przedpłaconych kart SIM jest prowadzony chaotycznie i w pośpiechu, bardzo często z naruszeniem podstawowych zasad bezpieczeństwa oraz przepisów prawa telekomunikacyjnego, jak i ustawy o ochronie danych osobowych. Można powiedzieć, że są to „żniwa” dla działów marketingu operatorów telekomunikacyjnych. – podsumowuje Konrad Gałaj-Emiliańczyk. Powinniśmy pamiętać, że w dużej mierze nasze prawo do prywatności zależy od nas samych. Jeżeli chcemy zarejestrować kartę SIM, pamiętajmy by: nie tracić dokumentu tożsamości z oczu, nie pozwalać na jego kopiowanie, dokładnie czytać treść zgód, które zaznaczamy oraz upewniać się, że nie zostały zaznaczone za nas, a także rejestrować kartę tylko w siedzibie operatora, na którego usługi się zdecydowaliśmy.

PARP zaprasza na XVI Forum Małych i Średnich Przedsiębiorstw

Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości po raz szesnasty zaprasza na Forum Edukacyjne Małych i Średnich Przedsiębiorstw, które odbędzie się 14 i 15 września na stadionie PGE Narodowy w Warszawie. Pod adresem www.forummsp.parp.gov.pl  została uruchomiona rejestracja dla uczestników. Serdecznie zapraszamy przedsiębiorców, przedstawicieli startupów, ekspertów zarządzania zasobami ludzkimi, przedstawicieli działów HR oraz wszystkich zaangażowanych w rozwój firm z sektora MSP. Wydarzenie zostało objęte honorowym patronatem Ministerstwa Rozwoju.

Hasłem pierwszego dnia jest „Twój biznes, nasze wsparcie”. Dzięki prelekcjom i warsztatom uczestnicy pogłębią wiedzę na temat finansowania przedsiębiorstw, rozwoju startupów, promocji i ekspansji polskich marek za granicą. Dzień drugi pod hasłem „Stać się pracodawcą jutra” to czas na wystąpienia praktyków, dyskusje, rozmowy o kluczowych dla polskiej gospodarki kompetencjach oraz zajęcia praktyczne.

Wydarzenie zainauguruje panel dyskusyjny „Finansowanie MSP a Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju (SOR)” z udziałem przedstawicieli: Ministerstwa Rozwoju, Ministerstwa Rolnictwa, Polskiego Fundusz Rozwoju, Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, naukowców oraz organizacji branżowych.

Wśród prelegentów, którzy przez dwa dni będą dzielić się wiedzą, znaleźli się liderzy biznesu, czołowi pracodawcy, przedstawiciele parków naukowo-technologicznych, środowisk startupowych oraz administracji publicznej, zarówno z Polski jak i z innych krajów.

Zapraszamy do rejestracji na stronie www.forummsp.parp.gov.pl! Udział w wydarzeniu jest bezpłatny.

Sektor hotelarski w Polsce przeżywa obecnie swój najlepszy okres

Sektor hotelarski w Polsce przeżywa obecnie swój najlepszy okres. Wskazuje na to wyraźnie dynamika wzrostu wskaźników rynkowych. Inwestorzy związani z rynkiem intensyfikują swoje działania.    

Specjaliści z firmy Walter Herz uważają, że rozkwit rynku to przede wszystkim efekt zwiększającej się liczby przyjeżdżających do naszego kraju turystów zagranicznych, którzy dysponują zasobniejszym portfelem niż turyści krajowi. Nie mniej ważnym aspektem jest też rozwój podróży biznesowych, które zapewniają większe obłożenie hoteli w ciągu tygodnia. Firmy inwestujące w tym sektorze nieruchomości z pewnością nie mogą narzekać na brak popytu.

Według danych GUS, ciągu ostatnich dziewięciu lat ilość gości, korzystających z usług hotelowych w Polsce wzrosła o 86 proc. – Odwiedzają nas głównie osoby przyjeżdżające z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Ukrainy i Stanów Zjednoczonych. Silny jest także popyt wewnętrzny, dzięki któremu polski rynek nie odczuł tak mocno jak inne kraje spadku zainteresowania usługami w czasie globalnego kryzysu – podkreślają eksperci Walter Herz.

W 2012 roku sektor odnotował rekordowe wyniki, dzięki organizowanym w Polsce mistrzostwom Europy w piłce nożnej. Nie zaszkodziło mu też zagrożenie atakami terrorystycznymi, jakie obserwujemy w ostatnim czasie na naszym kontynencie. Podczas, gdy inne stolice europejskie zaliczają spadek dochodów, Warszawa notuje wzrost wskaźników rynkowych.  Ponadto, największe polskie miasta stają się coraz bardziej istotnymi destynacjami biznesowymi, pełniąc często rolę regionalnych centrów operacyjnych.

Wzrost liczby gości  i silny popyt krajowy

Dominik Sołtysik, członek zarządu Orbis S.A. zauważa, że pomimo globalnego otoczenia gospodarczego, które można by uznać za raczej niestabilne, w 2016 roku najważniejsze gospodarki Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polska, odnotowują, zgodnie z oczekiwaniami, silny wzrost. – Praktycznie wszystkie rynki, na których Orbis jest obecny należą do najszybciej rosnących gospodarek europejskich i wykazują wzrost liczby gości w hotelach. Ponadto rynki napędza również silniejszy popyt krajowy – zwraca uwagę Dominik Sołtysik. Podkreśla, że po ostatnich, tragicznych wydarzeniach w niektórych tradycyjnie turystycznych destynacjach Polska stała się atrakcyjnym miejscem wypoczynku dla wielu rodaków, którzy do tej pory wybierali takie kraje jak Turcja, Tunezja, czy francuska riwiera.

– W pierwszej połowie 2016 roku w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej obserwowaliśmy dalszy wzrost popytu w segmencie biznesowym i turystycznym. Ze względu na coraz większą liczbę imprez sportowych, kulturalnych i rozrywkowych rośnie liczba przyjeżdżających turystów. Odnotowaliśmy także znaczący wzrost liczby gości podczas weekendów – informuje Dominik Sołtysik, członek zarządu spółki Orbis S.A.

Małgorzata Łagodzińska, Development Project Manager w B&B Hotels Polska zauważa, że rozwój rynków hotelowych w największych miastach Polski jest naturalną konsekwencją rozwoju gospodarki polskiej i gospodarek lokalnych. – W poszczególnych przypadkach na rozwój rynku mają też mocny wpływ takie czynniki jak: aktywna polityka lokalnych władz i convention bureau, rozwój infrastruktury transportowej (drogi, połączenia kolejowe, lotniska) oraz infrastruktury MICE, rozwój bazy hotelowej o wysokim standardzie, czy pojawianie się w danej lokalizacji znaczących inwestycji. W niektórych przypadkach znaczenie ma również duża liczba studentów zagranicznych, czy różnego rodzaju imprezy kulturalne, rozrywkowe, sportowe – wskazuje Małgorzata Łagodzińska.

Zdaniem Michała Świgosta, dyrektora sprzedaży i marketingu w Satoria Group S.A., możliwości inwestycyjne na rynku hotelarskim w ujęciu długoterminowym kreowane są głównie przez rozwój infrastruktury drogowej oraz budowę hal widowiskowo-sportowych, które przyciągają duże koncerty i inne masowe wydarzenia. – Innym ważnym czynnikiem jest rozwój niskobudżetowych połączeń lotniczych, które zawsze są istotnym kołem napędowym rynku turystycznego, a rekordowe wyniki Modlina i Pyrzowic to potwierdzają. Nie należy również zapominać o efekcie perfekcyjnie przeprowadzonych zawodów piłkarskich Euro2012. Wielu fanów piłki nożnej wróciło do Polski z całymi rodzinami na wakacje lub `city-break` – wymienia Michał Świgost. W jego opinii, obserwowany wzrost podaży na polskim rynku związany jest także z niepokojami na świecie, co zdaje się potwierdzać mnogość inwestycji realizowanych nad Bałtykiem.

Coraz atrakcyjniejsza baza hotelowa  

Z roku na rok poprawia się kondycja polskiej bazy noclegowej. Na koniec 2015 roku w Polsce było 2316 hoteli, spośród których większość stanowiły obiekty trzygwiazdkowe, wynika z zestawień GUS. W ciągu zeszłego roku przybyło 66 placówek. Od niespełna dekady ilość powierzchni hotelowych zwiększyła się w naszym kraju niemal o 80 proc. Na rynku dominują obiekty klasy średniej i ekonomicznej. Reprezentacja luksusowych budynków jest wciąż niezbyt duża. Niedawno otwarty hotel, mieszczący się w Pałacu Prymasowskim na warszawskiej Starówce jest 13. hotelem pięciogwiazdkowym w Polsce.

Duże zapotrzebowanie na usługi hotelowe w Polsce skłania inwestorów do działania. Obecne na naszym rynku marki systematycznie rozwijają sieć swoich placówek. Grupa Orbis, największy w Europie Środkowo-Wschodniej operator hotelowy, w drugiej połowie tego roku ma w planach otwarcie dwóch nowych obiektów. Do 114 hoteli, które znajdują się obecnie w portfolio grupy dołączy hotel Mercure Kraków Centrum i ibis Gdańsk Stare Miasto, które zaoferują łącznie 320 pokoi.

– W Polsce wytypowaliśmy 7 rynków, na których planujemy inwestować: Warszawa, Kraków, Szczecin, Poznań, Wrocław, Katowice i Trójmiasto. Wierzymy również, że taki rozwój czeka także Bułgarię i Rumunię, które mają potencjał rozwoju dla indywidualnych hoteli, jak również dla międzynarodowych sieci. Grupa Orbis ma obecnie zakontraktowane w formule franczyzy lub zarządzania około 30 hoteli, które zostaną otwarte w ciągu 30 miesięcy. Tym samym nasza sieć powiększy się o ok. 25 proc. – podaje Dominik Sołtysik, członek zarządu spółki Orbis S.A.

Nowe hotele w największych aglomeracjach

Kilka nowych hoteli zostanie również otwartych pod flagą marki Hilton. We Wrocławiu w kompleksie OVO Wrocław została właśnie zainaugurowana działalność hotelu DoubleTree by Hilton, w którym do dyspozycji gości jest 189 pokoi oraz apartamentów. Za rok planowane jest otwarcie Hampton by Hilton w Lublinie przy ulicy Północnej, który zaoferuje 123 pokoje.  Hotel Hampton by Hilton, w którym znajdzie się 149 pokoi, wejdzie także w skład wielofunkcyjnego kompleksu Piotrkowska 155 usytuowanego w centrum Łodzi, który ma być oddany w pierwszym kwartale 2018 roku. W połowie przyszłego roku planowane jest również otwarcie hotelu Hampton by Hilton ze 100 pokojami w Gdańsku przy al. Grunwaldzkiej. A kolejny Hampton by Hilton w tym mieście ma być zlokalizowany na gdańskiej Starówce, przy ulicy Długiej.

Jak deklaruje Michał Świgost, dyrektor sprzedaży i marketingu w Satoria Group S.A., w najbliższej perspektywie celem spółki jest rozpoczęcie zarządzania dwoma obiektami operującymi pod międzynarodową marką Hampton by Hilton, które powstają w Łodzi oraz w Gdańsku. – Te dwa świetnie zlokalizowane, 150 pokojowe hotele będą znaczącym rozwinięciem istniejącego portfolio spółki – przyznaje. Grupa Kapitałowa Satoria prowadzi obecnie 7 własnych hoteli w Warszawie i Krakowie oraz dwa centra konferencyjne w Warszawie i nad Zalewem Zegrzyńskim. Michał Świgost podkreśla, że trwają intensywne prace nad kolejnymi projektami, które Satoria zamierza zrealizować w dalszej perspektywie czasowej. Grupa dywersyfikuje portfel swoich inwestycji, rozwija także swoje portfolio projektów biurowych.

Ekspansja zachodnich sieci

Amerykańska korporacja Marriott International również zdecydowała się na firmowanie kolejnej inwestycji w naszym kraju. Podwójny hotel z 250 pokojami pod jej szyldem powstanie w Szczecinie. Inwestycja realizowana jest przez firmę Calbud w ramach przebudowy dawnego Domu Towarowego Posejdon przy Bramie Portowej. Poza hotelami, które w Posejdonie będą działały pod markami Courtyard by Marriott i Moxy, obiekt oferował będzie także lokale handlowe i biura oraz centrum konferencyjne. Zakończenie prac zaplanowano na połowę 2019 roku. To druga podwójna umowa firmy w naszym kraju, po podpisanym w ubiegłym roku kontrakcie na inwestycję przy Galerii Mokotów w Warszawie, gdzie staną obiekty Residence by Marriott i Moxy.

Austriacka sieć hotelowa Vienna House, która w Polsce dysponuje pięcioma hotelami, także planuje dalszą ekspansję w naszym rejonie Europy. W Polsce w ciągu najbliższych czterech lat chce poszerzyć portfolio o kolejne cztery obiekty.

Szerokie plany rozwoju w Polsce ma również sieć B&B Hotels. Operator posiada obecnie trzy hotele  w Warszawie, Toruniu i we Wrocławiu, a już we wrześniu otworzy dwa kolejne – w Katowicach i Łodzi. Hotel B&B Łódź Centrum, w którym znajdzie się 149 pokoi powstaje przy al. Kościuszki 16, w sąsiedztwie ulicy Piotrkowskiej. Hotel B&B Katowice Centrum ze 105 pokojami usytuowany jest przy ulicy Sokolskiej 4, przy budynku Filharmonii Śląskiej, w pobliżu katowickiego Dworca Głównego PKP. Jak deklaruje Małgorzata Łagodzińska, reprezentująca B&B Hotels Polska, dalsze plany rozwojowe firmy dotyczą większych miast w Polsce, m.in. Poznania, Trójmiasta, Krakowa, ale także Rzeszowa, Lublina, czy Białegostoku. – Poszukujemy również lokalizacji w mniejszych miastach regionalnych, jak Opole, czy Gliwice, w których nasze hotele będą wielkości ok. 100 – 120 pokoi. W przypadku większych rynków możemy mówić o obiektach oferujących ok. 150 pokoi i więcej. Sieć naszych hoteli rozwijamy, zarówno dzięki podpisywanym umowom najmu, jak i poprzez samodzielne inwestycje, czyli zakup działek i budowę – informuje Małgorzata Łagodzińska.

Hotele w kurortach

Amerykańska sieć Best Western także mocno koncentruje się na rozwoju polskiego oddziału. Po niedawnym otwarciu hotelu w Juracie, kolejne obiekty operator zamierza uruchomić w Sulejowie, Katowicach i Zakopanem.

Nowe hotele sieci Radisson należącej do Carlson Rezidor Hotel Group w ciągu dwóch najbliższych lat powstaną zaś w Poznaniu i Szklarskiej Porębie. Firma planuje wzmacniać portfel hoteli w Polsce, gdzie obecnie prowadzi 12 hoteli. Poznański hotel ze 166 pokojami, którego otwarcie planowane jest w drugim kwartale 2017 roku, będzie działał jako Park Inn by Radisson Poznań.  Drugi obiekt ze 180 pokojami – Radisson Blu Resort & Spa Szklarska Poręba operator uruchomi do końca 2018 roku.

Sektorowe aktywa pod lupą inwestorów 

Rosnący rynek hotelarski w Polsce przyciąga również coraz częściej uwagę inwestorów, poszukujących możliwości korzystnego lokowania kapitału, ponieważ gwarantuje wyższe stopy zwrotu niż rynki Europy Zachodniej. Eksperci Walter Herz przyznają, że inwestorzy zaczynają postrzegać zlokalizowane w naszym kraju duże obiekty hotelowe jako stabilne aktywa, stanowiące atrakcyjną alternatywę dla nieruchomości z segmentu biurowego i handlowego. – W Polsce poszukują hoteli przede wszystkim fundusze niemieckie, ale również pochodzące z Wielkiej Brytanii, Francji i USA – wskazują specjaliści.

Ze względu na wysokość przychodu, rosnący wskaźnik frekwencji i RevPar najbardziej interesujące inwestycyjnie są obiekty zlokalizowane na rynku warszawskim, krakowskim, trójmiejskim i wrocławskim – wyjaśniają przedstawiciele firmy doradczej Walter Herz.

Wśród największych transakcji, jakie zostały przeprowadzone w ostatnio w Polsce eksperci wymieniają kontrakty dotyczące Hotelu Holiday Inn Warsaw – City Centre, Radisson Blu we Wrocławiu i warszawskiego hotelu Sheraton.

Autor: Walter Herz

Kariera w IT nie tylko dla programistów – graficy, handlowcy a nawet… psychologowie mile widziani

Branża IT kojarzy nam się z wysokimi zarobkami, stabilną pracą i wieloma możliwościami rozwoju. Większości z nas wydaje się, że pracę mogą tam znaleźć jedynie osoby z wykształceniem informatycznym. Nic bardziej mylnego! Swoje miejsce mogą odnaleźć tam również graficy, handlowcy a nawet… psychologowie.

Co przyciąga ludzi do branży IT?

Praca w tym środowisku wiąże się ze sporymi zarobkami, stabilnym zatrudnieniem, dostępem do najlepszych sprzętów i programów. Ciekawa jest także możliwość współpracy z różnymi firmami – czasem są to koncerny międzynarodowe, czasem przedsiębiorstwa niszowe, ale równie interesujące. Pracownicy branży IT doceniają również dobrą atmosferę pracy i świadczenia dodatkowe, często dofinansowane w dużej mierze przez pracodawców. Nawet ci, którzy z tym środowiskiem mają niewiele wspólnego, jeśli chcą się uczyć mają szansę na karierę. – Dla osób spoza środowiska, branża IT przy bliższym poznaniu okazuje się niezwykle fascynującym zgromadzeniem ludzi o różnym wykształceniu i jeszcze bardziej zróżnicowanych pasjach. Dla mnie – osoby, która w branży IT jest tzw. „świeżakiem” jest to niezwykłe doświadczenie pozwalające na rozwój w wielu dziedzinach jednocześnie – mówi Karolina, tester bez wykształcenia informatycznego i bez wcześniejszego doświadczenia w branży.

Potrzebni nie tylko informatycy!

Branża IT rozwija się naprawdę szybko i potrzebuje pracowników praktycznie w każdej dziedzinie. W dziale sprzedaży w branży IT zatrudnienie mogą znaleźć handlowcy, którzy nie muszą posiadać wiedzy technicznej na bardzo zaawansowanym poziomie. Trzeba pamiętać, że to dział, który jest punktem łączności świata IT ze światem zewnętrznym. Handlowcy powinni więc znać produkty firmy, ale też mówić „językiem klienta”. Potrzebne są także osoby zajmujące się wyszukiwaniem w Internecie potencjalnych klientów, szans sprzedaży, zbieraniem zapytań. Na tym stanowisku nie jest wymagana wiedza techniczna. Kolejne osoby zajmują się obsługą leadów, weryfikacją potrzeb klienta, analizie technologii, budżetu i prowadzenia procesu sprzedaży, aż do momentu realizacji projektu. Za bieżącą obsługę klientów odpowiadają Account Managerowie. Jeśli chodzi o stanowisko Project Managera, to również osoba bez wykształcenia informatycznego może się na nim odnaleźć. Powinna mieć wysoko rozwinięte umiejętności interpersonalne, analityczne oraz przynajmniej trochę podstawowej wiedzy z zakresu informatyki. Wiedzę taką można zdobyć poprzez studia podyplomowe, czy kursy z zakresu programowania tak, aby zaznajomić się z językiem, jaki na co dzień spotykany jest w firmie IT.

– Project Manager w firmie takiej jak nasza bardzo często pracuje z różnymi programistami, co sprawia, że nie jest w stanie znać dobrze wszystkich technologii. Kluczowa jest tutaj osobowość, umiejętność pracy z ludźmi i czytania między zdaniami. Najważniejsza wiedza w zakresie programowania przychodzi tak naprawdę z doświadczeniem, które po każdym zrealizowanym projekcie daje umiejętność planowania zasobów na przyszłe projekty – mówi Robert Matyszewski, wiceprezes firmy SoftwareHut.

W branży IT zatrudnienie znajdują także marketingowcy, copywriterzy, księgowi dbający o finanse firmy, HR managerowie, którzy poszukują nowych pracowników i dbają o środowisko pracy, a także testerzy. Nie muszą oni koniecznie kończyć studiów informatycznych, zwłaszcza, gdy zaczynają pracę jako testerzy manualni – osoby, które sprawdzają działanie programów i aplikacji. W przypadku testów automatycznych, czyli pisania skryptów testowych, wiedza z zakresu IT jest niezbędna. Warto zaznaczyć, że działania, które mogłyby pomóc znaleźć pracę w branży IT trzeba rozpoczynać jak najwcześniej – podejmując praktyki i biorąc udział w różnych inicjatywach, czy to uczelnianych, czy organizowanych przez firmy IT, jeszcze w trakcie studiów.

Humaniści mile widziani

W branży IT zatrudnienie znajdują także socjologowie i psychologowie. Pracują oni głównie w działach HR i rekrutacji, czyli tam, gdzie liczy się podejście do ludzi i umiejętności miękkie. Co więcej, w ostatnim czasie istnieje rozwój dziedziny projektowania użytecznych aplikacji, potocznie zwany UX’em, który polega na zaawansowanym procesie analizy łatwości korzystania z tworzonego rozwiązania. To jest stosunkowo nowa dziedzina która doskonale wpisuje się w osoby z wykształceniem w zakresie psychologii czy socjologii. Nie ma jeszcze nawet kierunków studiów, które przygotowywały by do tego zawodu.

– Wiedzę można zdobyć z fachowej zagranicznej literatury, uczestnictwa w wydarzeniach np. UX Poland, czy poprzez staże w firmach IT. Powyższe kierunki to także dobre zaplecze do pracy w zakresie marketingu, czy analityki internetowej. Badanie, analizowanie i działania zmierzające do zwiększania ruchu na stronie www, to doskonałe miejsce do rozwoju dla osób z wykształceniem w zakresie psychologii, socjologii, czy tak naprawdę jakichkolwiek innych kierunków – podsumowuje Robert Matyszewski.

W czym tkwi skuteczność retargetingu?

Marketerzy coraz częściej przy wysyłce mailingów stosują retargeting. Spersonalizowane wysyłki osiągają bowiem nawet o kilkanaście procent wyższą dostarczalność od wiadomości masowych. Czym dokładnie jest retargeting i jakie korzyści płyną z jego zastosowania?

Masówka a personalizacja

Realizując wysyłkę masową kierujemy ją do całej bazy, jednak nie zawsze do tych, którzy faktycznie są zainteresowani danym tematem. Tym samym, wysyłając więcej wiadomości osiągamy niższą dostarczalność niż w przypadku wysyłek spersonalizowanych. Wykorzystując retargeting docieramy do tych, którzy potencjalnie są zainteresowani naszą ofertą. Co za tym idzie – osiągamy wyższą dostarczalność.
Jednak same spersonalizowane wysyłki to niejako produkt końcowy retargetingu. Użytkownik, który odwiedza stronę internetową, dzięki specjalnemu skryptowi na niej umieszczonemu, jest oznaczany przy pomocy ciasteczka. W ten sposób trafia on na listę remarketingową. Kolejno, dzięki narzędziu stosującemu retargeting (platforma RTB, Google AdWords czy inne), danemu użytkownikowi wyświetlają się reklamy, których celem jest ukończenie akcji rozpoczętej na stronie. Najpopularniejsze kanały wykorzystujące retargeting to display i platformy społecznościowe.

W przypadku mailingów użytkownik otrzymuje spersonalizowaną reklamę na swój adres e-mail. Najprościej mówiąc – dynamiczną kreację, która została dopasowana do użytkownika pod względem treści.

Skuteczność retargetingu

Jak podaje Remintrex – niemiecka firma specjalizująca się w retargetingu – metoda ta podnosi otwieralność i klikalność mailingów kilkukrotnie. Dowodzą tego badania przeprowadzone na przełomie stycznia i maja 2015 roku, przeprowadzone dla konkretnych branży:

  1. E-commerce – wskaźnik Open Rate ok. 10-krotnie wyższy niż w przypadku zwykłych mailingów; CTR ok. 38,5 razy wyższy od zwykłych mailingów;
  2. Finanse: Open Rate wyższy prawie 4-krotnie; CTR ok. 32 razy wyższy;
  3. Telekomunikacja: Open Rate wyższy prawie 3,5-krotnie, CTR ok. 10,14 razy wyższy.

Co więcej, retargetowane wysyłki charakteryzuje znacznie niższa liczba opt-outów, czyli tych, którzy wypisują się z baz. Według danych Remintrex szacuje się to następująco: 0,05 dla wysyłek retargetowanych vs 0,25 dla zwykłych mailingów. Jest to efekt precyzyjnego skierowania treści użytkownikom.

Co jeszcze wynika z tych danych? Omawiana metoda jest zgodna z zasadami permission marketingu – adresy pochodzą z własnych bądź zewnętrznych baz, jednak przy założeniu, że zbierający otrzymali dane za zgodą do wykorzystywania do celów reklamowych i handlowych.

Świadomość marketerów

Mimo, że potencjał pozyskiwania nowych klientów dzięki retargetingowi w e-mail marketingu został zauważony, to wciąż nie jest doceniany przez część marketerów. Ten model adresowania wiadomości  to skuteczny łącznik z potencjalnymi klientami. Jaki będzie jego kierunek rozwoju? Zdecydowanie powinien koncentrować się on na wzroście zasięgu z retargetingu, co z pewnością ucieszy wydawców. W najbliższym czasie działania te mogą zwiększyć swoją skalę i dobrze gdyby towarzyszyła temu również większa świadomość samych marketerów.

Źródło: Click Republic

GBP/USD – po danych

GBP/USD - po danych 10

Dzisiejszy poranek w Wielkiej Brytanii był bardzo emocjonujący. Poznaliśmy fenomenalne dane makroekonomiczne z brytyjskiej gospodarki. Odczyt sprzedaży detalicznej uplasował się na poziomie 1,4% w skali miesiąc do miesiąca, a tym samym pobił prognozę o 1,3%.

Sprzedaż detaliczna w Wielkiej Brytanii m/m

GBP/USD - po danych 11

Źródło: Bloomberg

Pierwszym czynnikiem decydującym o tak mocnym odczycie był efekt bazy. W czerwcu odczyt sprzedaży detalicznej wyniósł -0,9%, dlatego też łatwo było go pobić. Drugim czynnikiem był słoneczny lipiec, który sprzyjał nadmiernym zakupom, a dodatkowo był to też okres promocyjny. Warto również wspomnieć o dużej słabości funta szterlinga, co przekłada się na coraz częstsze wycieczki turystów do Wielkiej Brytanii, którzy skłonni są do pozostawienia swoich pieniędzy. Ostatnie odczyty danych makroekonomicznych z rynku pracy oraz sprzedaży detalicznej wskazują, że Brexit nie odcisną jeszcze piętna na gospodarce.

Wszystko to przełożyło się na kontynuacje wczorajszego odbicia na parze walutowej GBP/USD. Bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja tych wzrostów w okolicę poziomu 1.35.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Disney – co dalej?

Disney - co dalej? 12

9 sierpnia br. jedna z największych na świecie korporacji działających w obszarze produkcji filmowej i szeroko rozumianej rozrywki – The Walt Disney Company – opublikowała wyniki finansowe za III kwartał fiskalny 2016 roku (II kwartał kalendarzowy). Opublikowane wyniki są pozytywne. Zysk na akcję pobił oczekiwania o 0,01$, przychód firmy w III kwartale wzrósł o 9%, jednakże akcje i tak zanotowały spadek. Spowodowane jest to prognozowanymi przychodami w przyszłym kwartale. Według analityków zysk na akcję ma spaść do 1,18 USD, czyli o 0,02$ mniej niż w analogicznym kwartale 2015 roku.

Prognozy przekładają się na dużą presję sprzedających. Na wykresie miesięcznym kupujący walczą o utrzymanie kluczowego wsparcia 89,90-93,70. Wszystko wskazuje, że może im się to udać, jednak na początku muszą pokonać linię trendu korekty. Jeżeli ten wyczyn się powiedzie, to ponowne wzrosty w okolicę poziomu 120 są jak najbardziej prawdopodobne.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych