Polacy pracowici i zestresowani. Ponad 40 proc. odreagowuje stres na bliskich

Polacy pracowici i ze<a title=stresowani. Ponad 40 proc. odreagowuje stres na bliskich" title="Polacy pracowici i zestresowani. Ponad 40 proc. odreagowuje stres na bliskich" />

Grupa Ergis po I kwartale 2016 roku

Grupa ERGIS, zanotowała po I kwartale 2016 roku przychody ze sprzedaży w wysokości 172,6 mln zł (czyli o 4,6% wyższe niż rok wcześniej), zysk operacyjny  na poziomie 10,3 mln zł (o 4,0% niższy niż w ujęciu roku do roku) oraz zysk netto na poziomie 8,8 mln zł (spadek o 11,7% w porównaniu z 2015 rokiem). Zysk EBITDA osiągnął  16,6 mln zł, czyli był o 0,2% wyższy od wypracowanego w analogicznym okresie minionego roku.

Tadeusz Nowicki, Prezes Zarządu ERGIS SA.
Tadeusz Nowicki, Prezes Zarządu ERGIS SA.
Foto: Tomek Pikula

Wzrost przychodów wynikał przede wszystkim ze znaczącego zwiększenia wartości sprzedaży opakowań przemysłowych, w tym innowacyjnej i bardzo dobrze przyjmowanej przez rynek folii nanoErgis. Wzrosła również wartość sprzedaży miękkich folii PVC.

Wyniki te wypracowano, mimo niezbyt korzystnej sytuacji surowcowej – kilkunastoprocentowego wzrostu cen LLDPE i PVC w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego.

W dniu 22 lutego 2016 roku odbyło się Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Ergis S.A., podczas którego akcjonariusze wyrazili zgodę na nabycie do 5% akcji własnych.

Zgodnie z przyjętą Polityką Dywidendową, Zarząd zamierza rekomendować Walnemu Zgromadzeniu wypłatę dywidendy za rok 2015 w wysokości 0,16 zł na akcję, czyli najwyższej w historii Grupy.

WYNIKI FINANSOWE – SZCZEGÓŁY

Wyniki finansowe Grupy ERGIS po I kwartale 2016 roku przedstawia poniższa tabela:

 

w tys. PLN

I kw. 2016 I kw. 2015 Zmiana
Przychody ze sprzedaży 172 579 164 994 +4,6%
Zysk operacyjny 10 315 10 746 – 4,0%
Zysk brutto 8 812 10 092 -12,7%
EBITDA 16 569 16 534 +0,2%
Zysk netto 6 902 7 816 -11,7%

W I kwartale 2016 roku sytuacja surowcowa w ocenie Grupy była gorsza niż w analogicznym kwartale ubiegłego roku, ze względu na istotnie wyższe ceny LLDPE oraz PVC – materiałów istotnych z punktu widzenia profilu produkcyjnego Spółki.

Grupa zanotowała wyraźny wzrost sprzedaży opakowań przemysłowych (o 15,7% w stosunku do I kwartału 2015 r.), co jest efektem przeprowadzonej w ostatnich latach wymiany parku maszynowego w fabryce w Oławie i uruchomienia tam produkcji folii nanoErgis. Udział wartości sprzedaży opakowań przemysłowych w przychodach ogółem wzrósł w I kwartale bieżącego roku do 43,0% w porównaniu z 38,9% rok wcześniej.

W ujęciu rok do roku o 4,9% zwiększyła się również wartość sprzedaży folii miękkich PVC.

Niewielki spadek (o 2,7%) w grupie twardych folii opakowaniowych wynika z faktu, że z powodu niekorzystnej sytuacji na rynku surowcowym, Grupa ograniczała sprzedaż produktów o niższej rentowności.

Osiągnięty zysk EBITDA oraz wartość zrealizowanej sprzedaży sprawiają, że uważamy wyniki pierwszego kwartału za satysfakcjonujące. Cieszy nas dynamiczny wzrost sprzedaży w segmencie opakowań przemysłowych. Zbieramy owoce wysiłku poniesionego na prace badawczo-rozwojowe i inwestycje, które pozwoliły na osiągnięcie przewagi konkurencyjnej w tym segmencie. Sukces ten kompensuje niższą rentowność sprzedaży opakowań do żywności. Należy jednak zauważyć, że wyniki II kwartału 2015 roku, znacznie wykraczające poza średnią kwartalną, tworzą „efekt bazy”, wskazujący, że jest mało prawdopodobne powtórzenie ich w II kwartale 2016 roku. Jednocześnie, biorąc pod uwagę wyniki III kwartału 2015, powyższy fakt nie może być traktowany jako prognoza niższego wyniku za rok 2016, niż wynik zrealizowany w 2015 roku – powiedział Tadeusz Nowicki, Prezes Zarządu ERGIS SA.

Jak mądrze wydać pieniądze z 500+

Kto i w jaki sposób może skorzystać z programu?

Szacuje się, że z programu 500+ skorzysta 2,7 mln rodzin, a wsparciem będzie objętych 3,7 mln dzieci. Wniosek o świadczenie można składać od chwili startu programu, czyli od 1 kwietnia 2016 r., w gminie, w której mieszkamy lub przez Internet.

Niektóre ze współpracujących z nami banków umożliwiły składanie wniosku przez bankowość elektroniczną – tłumaczy Tomasz Kromolicki, Dyrektor Biura Bancassurance Concordii Ubezpieczenia. – Jest to duże ułatwienie dla rodziców, którzy zamiast stać w kolejkach w urzędzie, będą mogli załatwić wszystko za pomocą swojego konta bankowego.

Ustawa wprowadzająca program „Rodzina 500+” przewiduje, że każda rodzina będzie mogła otrzymać świadczenie wychowawcze w wysokości 500 zł na drugie i kolejne dziecko, bez względu na dochody. W przypadku rodzin z jednym potomkiem, niezbędnym będzie spełnienie kryterium dochodowego, czyli maksymalnie 800 zł na osobę lub 1200 zł w przypadku dzieci z niepełnosprawnością. Również rodziny wielodzietne, które spełniają kryterium dochodowe, otrzymają pieniądze na każde dziecko. Dzięki dodatkowemu 500 zł miesięcznie, przez 18 lat, rodzina z dwójką dzieci otrzymująca dofinansowanie na jedno z nich, może uzyskać kwotę w wysokości 108 tys. zł.

Nie przejedz wszystkich pieniędzy

Właśnie otrzymaliśmy zastrzyk gotówki, jak ją dobrze wykorzystać? Dodatkowy pieniądze bardzo łatwo wydać na zachcianki i bieżące potrzeby, jednak warto pomyśleć, w co zainwestować, aby zaprocentowało w przyszłości.

Rozsądnym pomysłem na 500+ jest przeznaczenie części środków na ochronę życia i zdrowia swojego dziecka.

Mamy do wyboru dwa warianty, dzięki którym zapewnimy rodzinom finansowy spokój w razie wystąpienia niespodziewanych i negatywnych zdarzeń w ich życiu – tłumaczy dr Filip Przydróżny, Dyrektor Biura Ubezpieczeń Osobowych Concordii Ubezpieczenia. – Pierwszy z nich polega na ubezpieczeniu życia rodziców, aby w razie śmierci zapewnić dzieciom środki finansowe na przykład na zdobycie wykształcenia. Drugi sposób, to ubezpieczenie dziecka od następstw nieszczęśliwych wypadków, co pozwoli na pokrycie kosztów leczenia czy rehabilitacji – dodaje dr Filip Przydróżny.

Od początku kwietnia możemy składać wnioski o pomoc finansową z programu 500+. Część z tych środków przeznaczymy zapewne na bieżące wydatki. Warto jednak pomyśleć, w jaki sposób zainwestować resztę funduszy, aby jak najlepiej zapewnić bezpieczeństwo i przyszłość dzieciom.

Małgorzata Zawadewicz nowym managerem dywizji Softlines Agito.pl

Małgorzata Zawadewicz Agito
Małgorzata Zawadewicz została managerem nowo utworzonej dywizji Softlines działu handlowego Agito.pl, jednego z pionierów rynku online w Polsce. To nowe stanowisko w strukturach firmy, Małgorzata dołącza do Tomasza Fuksa, prowadzącego dywizję Hardlines (m.in. elektronika, produkty RTV/AGD, komputery, akcesoria).

Wchodząca w skład grupy eMAG firma Agito.pl, jeden z pionierów biznesu online w Polsce, ma nowego managera produktów Softlines w dziale handlowym. Została nim Małgorzata Zawadewicz, która dołącza do Tomasza Fuksa prowadzącego dywizję Hardlines. Podział działu handlowego na dwie części ma na celu polepszenie komunikacji z partnerami i dostawcami oraz ułatwić budowanie wartości dodanej i pozytywnych doświadczeń klientów w poszczególnych kategoriach produktowych.

„Cieszę się, że do naszego zespołu dołączył kolejny tak doświadczony manager. Małgorzata pomoże nam dokończyć pozytywne zmiany zachodzące w dziale handlowym oraz zbudować jeszcze lepsze relacje z partnerami w wymagających kategoriach, takich jak produkty dla dzieci, DIY, kosmetyki czy elementy wyposażenia i dekoracji domu. Jej głównym zadaniem na najbliższe miesiące jest wypracowanie procesów współpracy z naszymi parterami handlowymi, zwiększenie liczby oferowanych produktów oraz przygotowanie spójnej i skalowalnej polityki sprzedażowej dla całej dywizji Softlines” – powiedział Remigiusz Chrzanowski, Dyrektor Zarządzający Agito.pl

Małgorzata Zawadewicz posiada wieloletnie doświadczenie w zarządzaniu procesami zakupów w znanych na rynku firmach i międzynarodowych korporacjach. Przed dołączeniem do Agito.pl pracowała w firmach takich jak Avon, Oriflame czy Smyk. Wprowadzała też program wparcia planowania zakupów w dużej firmie z branży farmaceutycznej. W trakcie dotychczasowej kariery zarządzała wielomilionowymi budżetami zakupowymi w Polsce oraz na innych rykach europejskich.

Macrologic doradzi przedsiębiorstwom komunikacji miejskiej w zarządzaniu

Polski dostawca systemów do zarządzania klasy ERP, spółka Macrologic, doradzi uczestnikom Krajowego Zjazdu Komunikacji Miejskiej w Łodzi, jak efektywnie zarządzać tego typu  przedsiębiorstwem. Doświadczenie w tym zakresie firma zdobywała, wprowadzając rozwiązania informatyczne do zarządzania m.in. w MZK w Grudziądzu.

– Już od kilku lat wspieramy właścicieli firm z branży transportowej,  w optymalizowaniu procesów zarządczych w ich organizacjach. Z wykorzystaniem oferowanych przez nas systemów informatycznych klasy ERP przedsiębiorstwa te są zarządzane bardziej efektywnie. Z tego względu nie mogło nas zabraknąć na Krajowym Zjeździe Komunikacji Miejskiej w Łodzi – mówi Jarosław Witwicki, członek zarządu oraz dyrektor ds. sprzedaży Macrologic SA.

W tym roku spotkanie przedsiębiorstw komunikacji miejskiej z całego kraju odbywa się w dniach  12–13 maja br. w Łodzi i jest jednym z najważniejszych wydarzeń organizowanych przez Krajową Izbę Gospodarczą Komunikacji Miejskiej.

Jak zaznacza Jarosław Witwicki, Macrologic posiada duże doświadczenie w zakresie wdrażania systemów klasy ERP w firmach transportowych. Spółka w zeszłym roku zakończyła implementację takich rozwiązań m.in. w Miejskim Zakładzie Komunikacji w Grudziądzu, gdzie zostały wdrożone aplikacje autorstwa Macrologic w zakresie finansów i księgowości wraz z bankowością elektroniczną, majątku trwałego, controllingu z budżetowaniem oraz kadr i płac. Firma była również odpowiedzialna za dostarczenie rozwiązań ułatwiających rozliczanie czasu pracy, gospodarki magazynowej, zarządzania wyposażeniem, sprzedaży i zakupów, gospodarki warsztatowej, a także obiegu informacji.

Wcześniej MZK w Grudziądzu pracował na systemach, które nie były ze sobą kompatybilne. Istnienie wielu źródeł informacji skutkowało problemami w prawidłowym rozliczaniu kosztów oraz niską wiarygodnością prowadzonych analiz. To przekładało się na trudność podejmowania trafnych decyzji zarządczych. Zbieranie informacji, ich scalanie i przeliczanie wykonywano „ręcznie”. Z tego względu analiza kosztów oraz przetwarzanie danych potrzebnych do opracowania raportów były procesami skomplikowanymi oraz czasochłonnymi.

W celu bardziej efektywnego zarządzania spółką zdecydowaliśmy się na wprowadzenie w 2014 roku jednego zintegrowanego systemu do zarządzania (klasy ERP), obejmującego także rozwiązanie do controllingu. Potrzebowaliśmy inteligentnego narzędzia, które przyczyni się do poprawy jakości danych oraz optymalizacji procesów poprzez ich automatyzację — mówi Paweł Maniszewski, prezes zarządu w Miejskim Zakładzie Komunikacji Sp. z o.o. w Grudziądzu.

Rozwiązania Macrologic pomogły usprawnić procesy związane z gospodarką warsztatową spółki, zwłaszcza w zakresie zarządzania wyposażeniem taboru, kontrolowania przeglądów okresowych wraz ze szczegółowym rozliczeniem kosztów wykonanych remontów i zleceń.

— Wdrożenie zintegrowanego systemu zarządzania procesami zachodzącymi w MZK w Grudziądzu okazało się niezwykle ważną inwestycją, która aktualnie przekłada się na wzrost wydajności oraz przejrzystości naszych działań — zapewnia Paweł Maniszewski.

Złoty czeka na „wielki” piątek trzynastego

Marcin Kiepas, dyrektor działu analiz Admiral Markets
Marcin Kiepas, dyrektor działu analiz Admiral Markets

Na dzień przed decyzją Moody’s złoty traci na wartości. Zmiany są jednak ograniczone i tak naprawdę to dominuje wyczekiwanie. Zaplanowana na dziś publikacja przez GUS kwietniowych danych inflacyjnych nie powinna tej atmosfery zburzyć.

O godzinie 10:20 kurs EUR/PLN testował poziom 4,4290 zł, USD/PLN 3,8815 zł, a CHF/PLN 4 zł. Za te trzy waluty trzeba zapłacić wprawdzie nieco więcej niż wczoraj na koniec dnia, ale wciąż są to podobne poziomy do tych z ostatnich kilku dniach. Na rodzimym rynku walutowym dominuje atmosfera wyczekiwania na jutrzejszą decyzję agencji Moody’s ws. ratingu Polski. Jak się powszechnie oczekuje, prawdopodobnie obniży ona swą ocenę wiarygodności kredytowej Polski. Inwestorzy różnią się jedynie w ocenach, czy Moody’s zetnie sam rating, czy tylko jego perspektywę.

Ewentualne cięcie ratingu będzie negatywną wiadomością i mocnym ostrzeżeniem wysłanym w kierunku inwestorów zagranicznych. Szczególnie, że na przestrzeni 5 miesięcy będzie to już drugi taki przypadek. Niemniej jednak w krótkim terminie taka decyzja powinna być już niemal całkowicie zdyskontowana. Stąd też, nie tylko nie musi ona wywołać przeceny złotego, ale paradoksalnie może nawet prowadzić do jego umocnienia na fali realizacji zysków z wcześniejszej gry przeciwko polskiej walucie.

Obserwowanej obecnie atmosfery wyczekiwania nie są w stanie popsuć publikowane dziś po południ inflacyjne dane z polskiej gospodarki, które z dużym prawdopodobieństwem przyniosą potwierdzenie wstępnego odczytu tych danych (CPI -1,1% R/R).

W piątek uwaga rodzimych graczy będzie się koncentrować nie tylko na ratingu, ale też na publikowanych tego dnia danych o PKB Polski za I kwartał 2016 roku (prognoza: 3,4% R/R), bilansie płatniczym (prognoza: 334 mln EUR) i inflacji bazowej (prognoza: -0,2% R/R). Ich uzupełnieniem zaś będą przyszłotygodniowe dane o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej w Polsce w kwietniu. Dane te pozwolą odpowiedzieć na pytanie, czy marcowe załamanie obu tych „figur” (nota bene podobne załamanie w produkcji było obserwowane w całym regionie) było tylko wypadkiem przy pracy, czy jednak trwalszą tendencją? Losy złotego w drugiej połowie maja będą w dużej mierze uzależnione od decyzji Moody’s (ale tylko wtedy, gdy agencja zaskoczy) i danych płynących z polskiej gospodarki.

Komentarz przygotował:

Marcin Kiepas
Główny Analityk
Admiral Markets AS Oddział w Polsce

O co warto pytać pracowników, by stać się lepszym liderem

Jak pracodawcy mogą uniknąć negatywnych komentarzy na swój temat? Jak wynika z doświadczeń portalu opinii GoWork.pl, wystarczy odpowiednia komunikacja. Zamiast obrażać się na pracowników za to że nie zgadzają się z każdą naszą decyzją, należy zacząć słuchać tego co mają do powiedzenia i zadawać odpowiednie pytania. Opanowanie tej sztuki stanowi esencję sprawnego zarządzania. O co pytać? Oto kilka przykładów:

Jakim typem lidera jestem?

Członkowie zespołu podążają za pewnymi siebie, sprawnymi przywódcami. Za tymi skupionymi na własnym sukcesie – niekoniecznie. Prawdziwy przywódca nie kontroluje pracowników na każdym kroku, nie ogranicza ich kreatywności. Jego zadanie polega na  inspirowaniu podwładnych, by jak najlepiej wykorzystywali swoje umiejętności i przyczyniali się do realizacji wizji firmy.

Czy wiesz jaki potencjał w tobie widzę?

Szefowie dzielą się na tych, którzy zarządzają z przesadną dbałością o szczegóły i tych, którzy skupiają się na wyszukiwaniu talentów i aktywowaniu potencjału drzemiącego w każdym pracowniku. – Lider rozmawia z podwładnym, próbuje wychwycić jego mocne strony i wspólnie ustalają jakie korzyści może on przynieść firmie oraz jak dodatkowo wzmocnić te cechy, jakie szkolenia pozwolą na rozwój talentu – mówi Michał Środa z GoWork.pl.

Co o tym myślisz?

Dobry lider jest pewny siebie, ale także pokorny. Jest świadomy tego, że nie zna odpowiedzi na wszystkie pytania, a to z kolei oznacza, że przed podjęciem ostatecznej decyzji sięga po opinię swojego zespołu. Im więcej pomysłów i porad uzyska od pracowników, tym lepiej dla ogólnej idei.

W jaki inny sposób moglibyśmy rozwiązać ten problem?

Przeciętni liderzy unikają wyzwań i problemów. Najlepsi wręcz przeciwnie. Gdy okazuje się, że popełniono błąd, wkraczają do akcji i zamiast szukać winnych, szukają rozwiązań. – Próbując znaleźć rozwiązanie kryzysowej sytuacji, ważne jest by nie szukać winnych – zauważa przedstawiciel GoWork.pl. Nawet jeżeli uważamy, że należy zwrócić uwagę konkretnej osobie, należy to zrobić na osobności i bez agresji.

Jak mogę Ci pomóc? 

Prawdziwi liderzy wiedzą, że ich pozycja nie ogranicza się do sprawowania władzy nad innymi. Wiedzą, że ich rolą jest realizacja wyznaczonych celów i praca na rzecz całej firmy. W związku z tym, nie skupiają się wyłącznie na wydawaniu poleceń. Pytają jak mogą pomóc, czego inni oczekują od ich kierownictwa, jakie ich działania mogłyby wpłynąć na usprawnienie pracy zespołu.

Czy jest coś, co utrudnia wam pracę?

To pytanie może początkowo zaskoczyć członków zespołu, mimo to jest jednym z najlepszych pytań, jakie można zadać. Szef powinien uważnie wysłuchać odpowiedzi, dokładnie zastanowić się nad odpowiedzią i być gotowym na podjęcie odpowiednich działań – w innym przypadku, gdy ponownie zada to pytanie, nie otrzyma już prawdziwej odpowiedzi.

Gdzie chciałbyś zajść?

Nie należy obrażać się na pracowników, którzy postanowili rozwijać się w innej firmie. Warto jednak o nich walczyć, a najlepszym sposobem na zatrzymanie utalentowanych pracowników jest danie im swobody rozwoju. Dlatego tak ważne jest to pytanie – jaka jest twoja pasja? czego oczekujesz od swojej firmy? co chciałbyś robić? Znając oczekiwania pracowników, łatwiej im sprostać, a tym samym pozbawić motywu dla którego postanowią realizować się gdzie indziej.

Co szesnastej parze grozi rozstanie z powodu konfliktów o pieniądze

Wspólny budżet i niezgodność w podejściu do zarządzania finansami w związku potrafi dać się we znaki. Co piąta para w Polsce regularnie kłóci się o pieniądze. Co trzecia osoba po kolejnej awanturze zastanawia się nad rozstaniem – wynika z badania zrealizowanego na zlecenie BIG InfoMonitor i BIK.

Awantury o pieniądze Dla jednej piątej Polaków porozumienie się w sprawach finansowych stanowi istotny problem.  Być może właśnie z tego powodu 1/3 osób zdarzyło się ukrywać wydatki przed partnerem, a 12 proc.  zaciągnęło zobowiązanie finansowe bez wiedzy drugiej połówki – wynika z badania przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor i Biura Informacji Kredytowej. Instytut badawczy spytał o kwestie finansów osoby pozostające  w stałych formalnych i nieformalnych związkach. 64 proc. ankietowanych ma z partnerem wspólny budżet, pozostali dzielą się wydatkami.

Ponad połowa par nie kłóci się o pieniądze wcale, ale co piąta robi to regularnie

Niestety, tematy związane z budżetem są również powodem regularnych kłótni aż 21 proc. par. W nielicznych związkach budżet domowy jest na tyle popularnym wątkiem, że staje się powodem sprzeczki co najmniej klika razy w tygodniu – przyznało 3 proc. par. Raz w miesiącu i kilka razy w miesiącu kłóci się odpowiednio 10 proc. i 8 proc. Polaków. Kolejnym 22 proc. związków zdarza się spierać kilka razy do roku.

Polski rynek e-commerce na tle innych państw

Dagmara Kruszewska, Country Manager, SOFORT GmbH
Dagmara Kruszewska, Country Manager, SOFORT GmbH

Stało się faktem, że e-commerce stał się jednym z istotniejszych elementów napędzających gospodarki krajów UE. Z każdym rokiem coraz więcej firm i konsumentów wykorzystuje Internet do nabywania dóbr. Stanowi to naturalną ewolucję integracji europejskiej oraz wolnego rynku szukającego sposobów minimalizacji wszelkich barier i ograniczeń w handlu. Jest to także ogromna szansa dla polskich spółek do wyraźnego zaznaczenia swojej obecności w skali globalnej. Dlatego też, aby efektywnie konkurować na rynkach zagranicznych należy wpierw poznać ich charakterystyki i podstawowe fakty z nimi się wiążące.

Czechy i Słowacja

Nasi południowi sąsiedzi mają wiele podobnych atrybutów, ale również charakterystycznych dla siebie cech. Oba rynki, co oczywiste, są znacznie mniejsze od polskiego. Według danych Statista©[1] wartość przychodów czeskim e-commerce szacowana jest na 1,7 mld euro.
W przypadku Słowacji jest to 0,8 mld euro. Dla porównania wg Statista© w polskim e-commerce obraca się dobrami o wartości 7,8 mld euro. To pokazuje, że główną różnicę – skalę. Ale co ciekawe, a może zaskakujące, w porównywanych krajach istnieją znaczne różnice w penetracji e-commerce. Kiedy w Czechach tylko 52,7% (w 2020 roku spodziewane jest 58%) internautów kupuje za pośrednictwem Internetu, w Polsce odsetek ten wynosi 59,9% (64,2% w 2020 roku), a na Słowacji 71,4% (78,2% w 2020 roku). Dane te pokazuje na ile różne społeczeństwa są otwarte na innowacje w handlu detalicznym i zorientowane na e-commerce w ogóle.

Istnieją także pewne różnice w kategoriach produktów najczęściej kupowanych przez klientów w opisywanych krajach. Kiedy w Polsce najbardziej popularne są „Odzież i obuwie”, pierwsze miejsce zarówno w Słowacji i Czechach zajmuje „Elektronika i media”. Na drugim miejscu na Słowacji jest kategoria „hobby i zainteresowania” (obejmuje takie grupy produktów, jak zabawki, sport, sprzęt outdoor, ogród, dobra luksusowe etc.), odzież jest dopiero trzecia. Z kolei w Czechach drugie są ubrania, a „hobby i zainteresowania” trzecie. W Polsce po odzieży, na podium znajduje się „Elektronika i media”, a „hobby i zainteresowania” są trzecie. To pokazuje pewne różnice w tym, czego konsumenci w różnych krajach szukają i może być dobrą wskazówką dla specjalizujących się w określonej kategorii produktów sprzedawców.

Porównując poszczególne e-rynki warto także zwrócić uwagę na wskaźnik średnich przychodów na jednego klienta (average revenue per user – ARPU). Wartość ta bardzo dobrze ukazuje siłę danego rynku, a także pozwala dostrzec poziom dojrzałości e-commerce niwelując dysproporcje wynikające z wielkości oraz liczebności populacji badanego państwa. Statista© pokazuje, że w przypadku Polski wskaźnik ten wynosi 408 euro. Dla Czech oraz Słowacji jest to odpowiednio 356 i 244 euro.

Litwa, Łotwa i Estonia

Kraje bałtyckie także mogą być dobrym kierunkiem rozwijania działalności e-sklepu. Według danych Statista©, estymowane przychody dla tych rynków to kolejno: 0,7, 0,3 i 0,3 miliarda euro. Tempo rozwoju e-commerce we wszystkich wspomnianych 6 krajach jest podobne
i oscyluje wokół 10% rok do roku, lecz występują tu również pewne różnice w poziomie penetracji rynku. W przypadku Litwy obecnie jest to 66,7% (78,2% w 2020), Łotwy 51,2% (56,4 w 2020), a Estonii 57,4% (63,1% w 2020).

Wszyscy sprzedawcy, którzy chcą rozszerzyć swoja działalność a te rynki także powinni zwrócić uwagę na główne kategorie produktowe nabywane przez konsumentów w Internecie, gdyż
w tym przypadku też występują pewne różnice. Na Litwie najbardziej popularne są kategorie „Hobby i zainteresowania”, „Elektronika i media” oraz „Odzież i obuwie”. Na Łotwie z kolei „Elektronika i media” jest najpopularniejszą kategorią, podczas gdy „Hobby i zainteresowania” oraz „Odzież i obuwie” na bardzo zbliżonym poziomie zajmują miejsca dwa i trzy. W Estonii zdecydowanie dominują „Odzież i obuwie”, zaś „Elektronika i media” są na kolejnym miejscu.

Co jest jednakże najbardziej zaskakujące, to fakt, że zakupy przez Internet w tych trzech państwach są wykonywane przede wszystkim przez osoby młode. Jeśli na najbardziej rozwiniętych rynkach wiek nie stanowi charakterystycznej cechy klientów sklepów internetowych, w tych przypadkach jest to wyjątkowo wyraźne. To z pewnością informacja wyróżniająca i bardzo cenna dla firm planujących ekspansję w tym regionie.

ARPU w krajach bałtyckich obecnie plasuje się następująco: 336, 366 i 472 euro.

Tytani e-commerce – Wielka Brytania, Niemcy oraz Francja

Internet sprawia, że odległości w wymianie dóbr czy informacji nie stanowią obecnie żadnego problemu. Stąd też może warto rozważyć rozszerzenie działalności na największe i najbardziej rozwinięte rynki e-commerce? Niemcy to wyraźnie dobry kierunek, nie tylko dlatego, że to sąsiad Polski. W tym roku obroty na tym rynku szacowane są na wartość około 57 miliardów euro, co stanowi drugi wynik w Europie. Jest to jeden z najbardziej rozwiniętych rynków na świecie, gdzie zakupy internetowe są popularne wśród wszystkich grup wiekowych, niezależnie od dochodów, miejsca zamieszkania i poziomu wyksztalcenia – według danych Statista©, penetracja rynku jest obecnie na poziomie 73,2% (80,5% w 2020 roku). Warto również spojrzeć na średni przychód na użytkownika (ARPU). Jest to aktualnie około 1100 euro, co jest kilkakrotnie wyższą wartością w porównaniu do innych sąsiadów Polski. To pokazuje, że nie tylko większość Niemców kupuje przez Internet, ale także, że robią to systematycznie i stało się to typowym zachowaniem konsumenckim. W tym przypadku Niemcy jako najważniejszy partner gospodarczy Polski jest zdecydowanie oczywistym i naturalnym kierunkiem ekspansji polskich firm e-commerce.

Również ponieważ współczesna migracja oraz powiązania gospodarcze pomiędzy Polską
a Wielką Brytanią, ten największy europejski rynek e-commerce (ARPU jest na poziomie 1575 euro, przychody branży wynoszą 67,7 miliardów euro, a szacuje się, że w 2020 roku będą oscylować wokół 95,3 mld euro), jest także naturalnym kierunkiem rozwoju polskich sklepów.

E-commerce w Wielkiej Brytanii jest nawet jeszcze bardziej popularne niż w Niemczech – penetracja jest na poziomie 80,5%, a w 2020 roku ma wynosić nawet 89,5%. Jak w przypadku Niemiec jest to ogromna przestrzeń dla prowadzenia działalności praktycznie niezależnie od rodzaju oferowanych produktów. Co ciekawe oraz znaczące, na Wyspach zdecydowanie wyraźnie widać dominację kobiet (niezależnie od faktu, że generalnie w gospodarstwach domowych zwyczajowo już kobiety są decydentami w kwestii zakupów), które najczęściej dokonują zakupów przez Internet, nawet w porównaniu do innych rynków. To istotna informacja, szczególnie podczas tworzenia strategii marketingowych oraz planowania dotarcia z komunikatem do konsumentów.

Nie tak oczywistym dla polskich przedsiębiorców kierunkiem ekspansji jak Wielka Brytania czy Niemcy nadal pozostaje Francja. Jest to trzeci co do wielkości europejski rynek e-commerce, na którym obroty wyceniane są na 41,4 mld euro, lecz nie charakteryzuje się wysokim wskaźnikiem penetracji jak w przypadku pozostałych liderów. Dla Francji wskaźnik ten wynosi „jedynie” 63,5% (69,6% w 2020 roku). Wskaźnik ARPU jest jednak wyższy niż w Niemczech i wynosi 1190 euro, co łącznie pokazuje, że działalność na rynku francuskim może stanowić dużą szansę oraz wyzwanie w jednym.

Kraj, do którego Polska jest często porównywana – Hiszpania

Po akcesji Polski do UE nasz kraj bardzo często był porównywany do Hiszpanii. Działo się tak ze względu na zbliżoną wielkość populacji, powierzchnię oraz sytuację wyjściową. Porównania dotyczyły głównie efektywności wykorzystywania środków unijnych, rozbudowy infrastruktury czy generalnego rozwoju gospodarczego. Dlatego też warto spojrzeć na hiszpański rynek e-commerce – być może jest to cenna wskazówka mówiąca jak będzie wyglądała sytuacja w Polsce w przyszłości.

Obroty w handlu internetowym w Hiszpanii są szacowane na 19,3 mld euro (wg Statista©). Jest to ponad dwa razy więcej w porównaniu do naszego kraju, lecz może Polska będąca liderem wzrostów e-commerce w Europie w ciągu najbliższych lat osiągnie podobny wynik. Podobnie jak Polacy, Hiszpanie zdecydowanie preferują kupowanie przez Internet ubrań, a dopiero w dalszej kolejności jest elektronika oraz kategoria „hobby i zainteresowania”.

Co jest ciekawe, obecnie penetracja rynku w przypadku obu państw jest już na podobnym poziomie: w Polsce wynosi 59,9% (spodziewane 64,2% w 2020 roku), a w Hiszpanii 57% (68,5% w 2020 r.), lecz największą różnicę można znaleźć we wskaźniku ARPU. Dla Hiszpanii wynosi on 845 euro, dla Polski 408 (podobnie jak obroty całego rynku, dwa razy mniej).

Czy wszystkie te podobieństwa oznaczają, że polski rynek e-commerce w przeciągu 10-15 lat będzie tak duży jak hiszpański? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, lecz patrząc na tempo rozwoju branży oraz na ogólne zmiany w gospodarce, mamy nadzieję, że się to stanie. W naszej opinii dbałość o dobrą kondycję handlu internetowego powinien być priorytetem każdego rządu, gdyż obecnie jest to jeden z kluczowych elementów nowoczesnych, silnych, konkurencyjnych oraz efektywnych gospodarek. Stąd też wspieranie rozwoju e-commerce oraz dedykowanych temu rynkowi rozwiązaniom i pomysłów pozwoli Polsce szybciej dołączyć do grupy najbardziej rozwiniętych i najbogatszych krajów Unii Europejskiej.

Dagmara Kruszewska, Country Manager, SOFORT GmbH

[1] Źródło: www.statista.com

Polskie hity eksportowe, czyli wózki dziecięce, zabawki i gry

Polska eksportuje nie tylko żywność i samochody. Nasze największe hity eksportowe ubiegłego roku mogą zaskakiwać. Statystyki dotyczące wymiany handlowej z innymi krajami omawia Piotr Lonczak, analityk Cinkciarz.pl.

Piotr Lonczak
Piotr Lonczak, analityk Cinkciarz.pl

Ub. rok był kolejnym udanym okresem dla polskich eksporterów. Według danych GUS za 2015 r., wartość sprzedaży za granicę wzrosła o 7.8 proc. Sukces został osiągnięty mimo nieprzychylnej atmosfery w światowej gospodarce, zmagającej się ze spowolnieniem krajów rozwijających się oraz załamaniem cen surowców. Również strefa euro, najważniejszy partner handlowy Polski (56.4 proc. eksportu w ub.r.), wciąż notuje niskie tempo wzrostu PKB. Niemniej, przeciwności nie zdołały zniechęcić polskich firm do ekspansji na nowe rynki.

Nie tylko żywność

Zwykle polski sukces eksportowy jest kojarzony z handlem żywnością. O ile sprzedaż produktów z tej kategorii rosła bardzo dynamicznie zaraz po przystąpieniu naszego kraju do Unii Europejskiej, o tyle obecnie zwiększa się wolniej niż całkowity eksport. W rezultacie udział produktów spożywczych w eksporcie zmalał do 10.7 proc. w 2015 r. wobec 11 proc. i 10.9 proc. w latach 2013-14.

Ograniczenie udziału żywności w eksporcie było co prawda stosunkowo nieduże, lecz jednocześnie mamy do czynienia ze wzrostem znaczenia sprzedaży produktów z kategorii maszyny i urządzenia transportowe. W 2015 r. było to odpowiednio 38.6 proc. w eksporcie wobec 37.6 proc. i 37.8 proc. w latach 2013-14. Warto jednak pamiętać, że ponad pięć lat temu udział tej kategorii przekraczał wyraźnie 40 proc.

Obserwujemy zatem stopniową zmianę struktury polskiego eksportu od produktów nisko przetworzonych do produktów bardziej zaawansowanych. Utrzymanie takiej tendencji w długim terminie będzie prowadziło do wzrostu efektywności pracy oraz w rezultacie wyższych wynagrodzeń.

Eksportowe niespodzianki

Wśród produktów, których sprzedaż wzrosła najmocniej w 2015 r., uwagę zwraca sprzedaż broni i amunicji. Wartość eksportu wyniosła blisko 110 mln euro wobec 54 mln euro rok wcześniej. To oznacza wzrost o 102 proc. W ostatnich pięciu latach eksport tej kategorii był wyższy aż o 313 proc. Wartość tego rynku w stosunku do całego eksportu ma niewielkie znaczenie (0.6 proc.), lecz bardzo dobrze odzwierciedla poprawę skuteczności wchodzenia na nowe rynki. Największym odbiorcą sprzętu był Irak.

Kolejnym przykładem są ciągniki. Sprzedaż tych maszyn rolniczych urosła o 100 proc. (do blisko 120 mln euro z niespełna 60 mln euro w 2014 r.). W stosunku do 2011 r. sprzedaż była wyższa o prawie 200 proc. Największym odbiorcą ciągników była Belgia, a zaraz potem Etiopia. Sprzęt był sprzedawany także do takich krajów, jak Iran, Kazachstan czy Jordania.

Następną mało znaną kategorią eksportu są wózki dziecięce, zabawki i gry. Tylko w 2015 r. sprzedaż tych towarów wzrosła o niemal 50 proc., do 1.2 mld euro. Przez ostatnie pięć lat eksport tych towarów wzrósł o ponad 200 proc. Największym odbiorcą były Czechy, gdzie w ub.r. sprzedano towary za niemal 80 mln euro. W czołówce są przede wszystkim kraje europejskie – Francja, Belgia i Holandia. Uwagę zwraca wysoka pozycja Białorusi.

Wśród produktów, które zanotowały ponad 100 proc. wzrost, były między innymi instrumenty muzyczne, zegary i zegarki oraz artykuły podróżne i torebki. O ile znaczenie tych kategorii jest stosunkowo nieduże, o tyle największa pozycja eksportowa – maszyny i urządzenia transportowe – urosła o 10.1 proc. a żywności o 6.6 proc. To dobrze obrazuje sektory, które są w miarę dojrzałe oraz te, które przeżywają dynamiczny rozwój.

Uwolnienie potencjału

Struktura eksportu odzwierciedla obraz polskiej gospodarki. Widać wyraźnie, że źródłem sukcesu ostatnich lat były małe i średnie przedsiębiorstwa, potrafiące skutecznie odpowiadać na potrzeby klienta nawet w odległej Afryce czy Azji. Produkcja żywności, chociaż ma jeszcze pewien potencjał, od dłuższego czasu nie jest już głównym motorem wzrostu eksportu i nie da nam eksportowego sukcesu na miarę Niemiec.

Jak złoty zareaguje na decyzję Moody’s?

Od czasu styczniowej redukcji wiarygodności kredytowej Polski przez Standard & Poor’s, rynek spekuluje na temat podobnych kroków kolejnych agencji. W piątek poznamy decyzję agencji Moody’s. Czy cięcie ratingu jest rzeczywiście przesądzone i jaki będzie miało wpływ na złotego? Wyjaśnia Marcin Lipka, analityk Cinkciarz.pl.

 

Marcin LipkaSytuacja związana z polskim ratingiem jest dominującym tematem na rynku finansowym. Dodatkowo im bliżej decyzji agencji ratingowej Moody’s tym napięcie wzrasta zwłaszcza, że cięcie przez Standard & Poor’s w połowie stycznia w znacznym stopniu było podyktowane oceną instytucjonalną, co wzbudziło dyskusje bardziej politycznie niż ekonomiczne.

Starając się ocenić, jaką decyzję podejmie agencja w piątek, warto wrócić do komunikatu sprzed roku. Tam czytamy, że ocena wiarygodności kredytowej Polski może być pod presją, „jeżeli rząd znacznie odejdzie od celów konsolidacji i jeśli to doprowadzi do pogorszenia się dynamiki długu. Ponadto będziemy negatywnie oceniać znaczny wzrost zewnętrznych i finansowych słabości lub malejący potencjał wzrostu”.

Można uznać, że wymieniony warunek przynajmniej częściowo się materializuje, gdyż jeszcze w ubiegłorocznym Programie Konwergencji deficyt sektora finansów publicznych miał wynieść w 2017 roku 1.8 proc. PKB, a w kolejnym – jedynie 1.3 proc. PKB. Te szacunki po kwietniowej rewizji wynoszą odpowiednio 2.9 proc. i 2.0 proc., czyli wyraźnie więcej i to przy neutralnym środowisku zewnętrznym.

Agencje pomiędzy publikacją raportów często wysyłają również sygnały uczestnikom rynku poprzez wypowiedzi swoich przedstawicieli. W ostatnich miesiącach nie były one jednak zbyt optymistyczne. W październiku Marco Zaninelli analityk Moody’s twierdził, że wyniki wyborów „zmniejsza przewidywalność polityki” gospodarczej i mogą zagrozić odbiorowi Polski jako „regionalnej bezpiecznej przystani”. Zaninelli zwracał między innymi uwagę na modyfikację reguły wydatkowej, czy rezygnację z podwyższenia wieku emerytalnego. Zaznaczał, również że czynniki te mogą „znacznie wpłynąć na stabilność fiskalną w średnim terminie”.

W tym samym komunikacie Zaninelli wymieniał kwestię przewalutowań kredytów frankowych, która mogłyby zagrozić „stabilności polskiego systemu bankowego oraz jego możliwościom do finansowania gospodarki”. Przedstawiciel agencji sygnalizował także , że integracja polskich firm użyteczności publicznej z kopalniami może być „negatywna dla oceny kredytowej”.

Pod koniec stycznia, już po decyzji Standard & Poor’s, analitycy Moody’s pisali, że widzą ryzyka związane z dalszym poluźnieniem fiskalnym w 2017 r. w związku z „silnym zobowiązaniem rządu do spełnienia wyborczych obietnic”. Zwracano również uwagę na zagrożenia związane ze stroną przychodową budżetu w przyszłym roku w „konsekwencji zmian instytucjonalnych i prawnych pogarszających nastroje przedsiębiorstw oraz klimat inwestycyjny”.

Po kolejnych dwóch tygodniach przedstawiciele Moody’s odnieśli się do planu przewalutowania kredytów frankowych przedstawionej przez Kancelarię Prezydenta. Simone Zampa oraz Arif Bekiroglu pisali, że koszt operacji wygeneruje straty w wysokości 36 mld zł, a także będzie „negatywny dla wiarygodności kredytowej” Polski. Na początku kwietnia agencja Bloomberg natomiast cytowała analityków „Moody’s, którzy twierdzili, że „polski kryzys konstytucyjny jest negatywny dla wiarygodności kredytowej”.

Z komunikatów agencji wyłania się więc obraz wielu nowych zagrożeń dla ratingu Polski w porównaniu do tego, jak Moody’s widziała sytuacją gospodarczą naszego kraju jeszcze rok temu. W rezultacie można z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że piątkowa decyzją będzie negatywna dla Polski. Znakiem zapytania pozostaje jednak skala zmiany oceny.

 

Hipotetyczny wpływ na złotego

 

Są cztery podstawowe scenariusze dla piątkowej decyzji Moody’s. Agencja może pozostawić rating bez zmian, zredukować jego perspektywę, obciąć wiarygodność kredytową lub, jak zrobił to Standard & Poor’s, obniżkę ratingu połączyć z negatywną perspektywą.

Utrzymanie ratingu na niezmienionym poziomie wydaje się mało prawdopodobne, choć takiego scenariusza nie można zupełnie wykluczyć. Moody’s jest często odbierana jako instytucja, która spokojniej reaguje na bieżące wydarzenia. Warto przy tym zauważyć, że wiarygodność Polski nie była rewidowana od ponad 13 lat, a jeszcze dwa lata temu spekulowano o podwyżce ratingu. Gdyby ten scenariusz się zrealizował, to można oczekiwać spadku euro, dolara euro czy franka w przedziale od 5 do 10 gr.

Optymistyczny, a jednocześnie względnie realny rozwój sytuacji to redukcja samej perspektywy wiarygodności kredytowej z neutralnej na negatywną. Rynek powinien wtedy zareagować pozytywnie, pozwalając złotemu wzmocnić się do głównych walut o około 1-1.5 proc. Również niektórzy inwestorzy zagraniczni mogliby odebrać styczniową decyzję Standard & Poor’s jako zbyt pesymistyczną, co prawdopodobnie spowodowałoby powrót części kapitału do krajowych aktywów.

Scenariusz bazowy to redukcja ratingu o jeden poziom z A2 do A3. Ta decyzja będzie łatwa do uzasadnienia pomijając już nawet wymieniane przez Standard & Poor’s kwestie instytucjonalne. Moody’s będzie prawdopodobnie zwracać uwagę na nowe zobowiązania wydatkowe administracji rządowej, do których należy zaliczyć program 500+, zapowiadane obniżenie podatków czy powrót do poprzedniego limitu wieku emerytalnego.

Z kolei wpływy z zapowiadanych podatków nie pokrywają nowych zobowiązań państwa. W zaktualizowanym w kwietniu 2016 r. Programie Konwergencji Ministerstwo Finansów oczekuje wzrostu deficytu w przyszłym roku do 2.9 proc. PKB mimo podniesienia perspektywy rozwoju gospodarczego do +3.9 proc. r/r oraz inflacji do +1.3 proc. r/r. Oznacza to, że mimo wzrostu na poziomie zgodnym z potencjałem stosunek długu do PKB podwyższy się z obecnego poziomu 51.3 proc. do 52.5 proc. W obecnym cyklu koniunkturalnym dług powinien spadać przynajmniej o 1-2 punkty procentowe.

Jeżeli zaś chodzi o wpływ tej decyzji na złotego, to może ona nie wywołać większych zmian, gdyż ostatnio krajowa waluta zauważalnie traciła nie tylko do euro, czy dolara, ale również do węgierskiego forinta i w znacznym stopniu scenariusz bazowym powinien być wkalkulowany w ceny. W dłuższym okresie jednak jest to zła wiadomość. Potwierdzi ona tak naprawdę styczniowe podejście Standard & Poor’s, a rynek przed kolejnym rewizjami ratingu trzech głównych agencji będzie spekulować o dalszych cięciach. To może wywoływać utrzymującą się presję spadkową na złotego.

Najbardziej pesymistyczny rozwój sytuacji to redukcja ratingu o jeden szczebel, połączona z negatywną perspektywą. Zwiększone ryzyko kolejnej obniżki może spowodować zauważalną presję spadkową na złotego i niewykluczone, że euro będzie kosztowało ok. 4.5 zł a dolar 4 zł.

Powyższa decyzja mogłaby znacznie pogorszyć ogólny odbiór wiarygodności kredytowej Polski. Dwa cięcia oraz dwie negatywne perspektywy od początku roku to wyraźne ostrzeżenie dla zagranicznego kapitału o zauważalnym pogorszeniu się perspektyw finansowych naszego kraju. Dodatkowo znacznie zwiększyłoby to obawy przed zaplanowaną na 15 lipca decyzją Fitch Ratings, co przedłużałoby negatywną presję na złotego. Nasza waluta byłaby również zdecydowanie bardziej wrażliwa na jakiekolwiek zaburzenia zewnętrzne.

Podsumowując, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest obniżenie ratingu przez agencję Moody’s o jeden szczebel. W znacznym stopniu ta decyzja powinna być już wkalkulowana w ceny i prawdopodobnie nie zmieni wyraźnie krótkookresowej sytuacji na złotym. W dłuższym terminie jednak rynek coraz bardziej będzie obawiał się kolejnych cięć zwłaszcza, jeżeli pojawi się ryzyko, że wzrost gospodarczy w nadchodzących kwartałach będzie niższy od prognozowanego. To może utrzymywać presję spadkową na złotego, a średni kurs euro prawdopodobnie będzie wyższy i narażony na większe zmiany niż miało to miejsce w poprzednich latach.

Jak radzić sobie z trudnymi klientami?

Jedno jest pewne – trudny klient to ten, którego nie lubi nikt, kto w jakikolwiek sposób zajmuje się obsługą klienta. Czy istnieje jednak jakaś jedna, uniwersalna definicja trudnego klienta? I czy dla dwóch różnych sprzedawców ten sam klient zawsze będzie równie trudny?

Prawie każdy, kto zajmuje się obsługą klienta przyzna, że ktoś taki jak trudny klient faktycznie istnieje. Zazwyczaj określa się tym mianem osoby roszczeniowe, które zgłaszają pretensje lub żądania, ale nie wykazują intencji porozumienia. To często także osoby porwane przez trudne emocje, eksponujące swoje poczucie krzywdy, do którego – w ich ocenie – przyczyniła się dana firma.

Ale taką definicję bardzo łatwo rozszerzyć o wszystkie osoby, które zgłaszają jakiekolwiek uwagi, oczekują szacunku i wysokiej jakości usług. W skrajnej sytuacji za trudnego klienta sprzedawca może uważać każdego, kto nie jest uległy, ma własne zdanie i sprecyzowane oczekiwania.

– Możliwy jest także inny punkt widzenia. Trudny klient stanowi wyzwanie dla pracownika, ponieważ wymaga uruchomienia wyższego poziomu obsługi, dodatkowych umiejętności i pełnego profesjonalizmu – mówi Ilona Rajchel, która przygotowuje i prowadzi szkolenia z obsługi klienta w firmie Effect Group. – To dzięki takim klientom firmy rozwijają się – podkreśla.

Dobre nastawienie to podstawa

Nie zawsze klient, który uchodzi za trudnego w oczach jednego pracownika, będzie takim również w ocenie innego. Osoba ze słabszym przygotowaniem i mniejszym doświadczeniem, zazwyczaj będzie miała większe trudności w kontaktach z klientami niż pracownik, który ukończył odpowiednie szkolenia i nie raz przećwiczył zdobyte umiejętności w praktyce.

Aby ułatwić sobie kontakty z klientami, których się obawiamy, warto wziąć pod uwagę, że najtrudniejsze są dla nas relacje z tymi osobami, które bardzo się od nas różnią, przez co trudno nam znaleźć z nimi płaszczyznę porozumienia.

Ale to działa także w drugą stronę. Gdy klient dostrzega w pracowniku osobę o skrajnie odmiennym sposobie bycia, temperamencie, a nawet stroju, może czuć się niepewnie i z góry zakładać, że na pewno nie zostanie dobrze zrozumiany i odpowiednio potraktowany. A negatywne nastawienie obydwu stron sprzyja nieporozumieniom i konfliktom.

– Najmniej trudnych sytuacji mają ci pracownicy, którzy ich nie oczekują – mówi trenerka Effect Group. – Ich postawa wobec klienta (zarówno ta wyrażana słowami, jak i niewerbalna) mówi: jestem tu dla ciebie, szanuję cię, twoje potrzeby są dla mnie ważne, szukam rozwiązań typu „win-win”, tzn. satysfakcjonujących zarówno dla ciebie, jak i dla firmy, którą reprezentuję – wyjaśnia.

Nie należy też zapominać o kwestiach zupełnie podstawowych, takich jak cel komunikacji. Warto, aby sprzedawca od czasu do czasu zadawał sobie pytanie o powód, dla którego kontaktuje się z klientem. Jeśli obydwie strony skoncentrują się na celu, który chcą osiągnąć (np. na znalezieniu rozwiązania trudnej sytuacji), wówczas emocje będą odgrywały mniejszą rolę.

Uczciwie trzeba jednak przyznać, że nie każdy, nawet po dogłębnym przeszkoleniu, sprawdzi się w roli pracownika obsługi klienta. Do tego typu pracy konieczne są odpowiednie predyspozycje. W roli sprzedawców i konsultantów najefektywniejsi są pracownicy, którzy lubią ludzi, są z natury empatyczni i wyrozumiali, a dopiero w dalszej kolejności profesjonalni i odpowiednio wyszkoleni.

Złote zasady kontaktu z klientem

Istnieje kilka złotych zasad, dzięki którym kontakt z każdym klientem, w tym także z tym, który uchodzi za trudnego, będzie łatwiejszy. Warto wziąć je pod uwagę.

  1. Emocje to fakty, a z faktami się nie dyskutuje

Pracownicy obsługi bardzo często nie wiedzą jak powinni zareagować, gdy klient zachowuje się emocjonalnie. Sprzedawca lub konsultant zazwyczaj chce doprowadzić do rzeczowego wyjaśnienia sytuacji, a agresja słowna ze strony klienta wydaje się przeszkodą, która uniemożliwia osiągnięcie tego celu. Jednak używanie sformułowań typu „niech pan nie krzyczy”, „niech się pani uspokoi”, mogą przynosić efekty przeciwne od zamierzonych.

Znacznie lepiej będzie, jeśli pracownik przyzna klientowi prawo do odczuwania silnych emocji. Te emocje są dla klienta ważne, dlatego nie należy ich ignorować. Zamiast tego lepiej wyrazić empatię, np. mówiąc: „rozumiem, że to było dla pana trudne” albo „ja też zdenerwowałabym się na pana miejscu”. Jeśli klient poczuje, że jego emocje są akceptowane, łatwiej mu będzie przejść do kolejnego etapu, a więc do poszukiwania rozwiązania problemu.

  1. Klient wie, co o nim myślisz

Mowa ciała wyraża więcej, niż słowa. Klient odczytuje w głównej mierze postawę, gesty, i mimikę sprzedawcy i na tej podstawie go ocenia. Jeśli więc dostrzeże on – nawet nieświadomie – niechęć, opór, zdenerwowanie, wówczas również odpowie negatywnym nastawieniem.

– Jeśli klient ma dobry dzień, dobry nastrój i generalnie dystans do siebie, to brak sympatii ze strony sprzedawcy nie wpłynie na jego samoocenę. Jeśli jednak ma gorszy nastrój lub mały dystans do siebie, to sprzedawca, stając mu na drodze, stanie się kolejną przeszkodą, którą trzeba pokonać – tłumaczy Ilona Rajchel.

  1. Dopasuj się do klienta

Człowiek najbezpieczniej czuje się wśród ludzi do niego podobnych. Odmienność jest odbierana jako zagrożenie. Ten naturalny mechanizm pojawia się również podczas kontaktu klienta z pracownikiem firmy.

Czy można coś na to poradzić? Tak, sprzedawca lub konsultant może pokazać, jak bardzo zależy mu na dobrej relacji z klientem. Przyjazne nastawienie, uśmiech, otwartość, próba odzwierciedlania niektórych gestów, zwiększają szansę, że klient polubi pracownika firmy. Wzajemna sympatia pozwoli natomiast uniknąć wielu problemów.

  1. Lepiej zapobiegać niż leczyć

O klienta należy dbać nie tylko wtedy, gdy zaczyna zachowywać się w sposób „trudny” – to właściwie podstawowa zasada profesjonalnej obsługi klienta.

– Często do firmy trafia klient o neutralnym nastawieniu, którego pracownicy dopiero czynią „potworem” – podkreśla trenerka Effect Group.

Czasem wynika to z działań konkretnego pracownika, innym razem z kultury organizacyjnej firmy. W każdym jednak przypadku ignorancja, informacyjny chaos, protekcjonalne traktowanie, czy choćby ciągłe zasłanianie się procedurami prowadzi wprost do trudności w relacjach z klientem.

Ważne więc, by obsługa klienta oznaczała dbałość o dobre relacje z nim na co dzień, a nie tylko „gaszenie pożarów” w sytuacjach kryzysowych.

Grupa Asseco po I kwartale 2016

Grupa Asseco opublikowała 12 maja 2016 roku wyniki finansowe za I kwartał 2016 roku. Przychody ze sprzedaży wyniosły 1,8 mld zł, co stanowi wzrost o 16% w stosunku do wyniku wypracowanego w analogicznym okresie 2015 roku. Przychody ze sprzedaży oprogramowania i usług własnych wzrosły o 13% do poziomu 1,5 mld zł w porównaniu do pierwszych trzech miesięcy 2015 roku. Zysk operacyjny wyniósł 186 mln zł, a zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej 66 mln zł.

Adam Góral - Prezes Zarządu Asseco Poland S.A.
Adam Góral – Prezes Zarządu Asseco Poland S.A.

Rosną przychody Grupy Asseco ze sprzedaży własnych rozwiązań informatycznych, które stanowiły w pierwszym kwartale 2016 roku 81% przychodów ogółem. W ujęciu sektorowym, struktura przychodów kształtuje się odpowiednio: przedsiębiorstwa – 40%, bankowość i finanse – 38%, instytucje publiczne – 22%. W pierwszych trzech miesiącach 2016 roku udział rynków zagranicznych w przychodach ogółem zwiększył się do 80% i wyniósł niemal 1,5 mld zł. W I kwartale 2016 roku Grupa Asseco podpisała 2 992 kontraktów.

W pierwszym kwartale 2016 roku Grupa Asseco miała duży wzrost przychodów, szczególnie na rynkach zagranicznych, na których uzyskaliśmy prawie 1,5 mld zł, co stanowi już 80% naszych całkowitych przychodów. To przekłada się również na wyższy udział spółek spoza Polski w całościowym zysku operacyjnym. Jeśli chodzi o zysk netto Grupy, to na jego wysokość miały wpływ dwa elementy – wyższe koszty finansowe w porównaniu z rokiem poprzednim oraz fakt, że rosnące zyski spółek zagranicznych nie w pełni się przekładają na wynik całej Grupy, ze względu na udział akcjonariuszy mniejszościowych – powiedział Rafał Kozłowski, Wiceprezes Zarządu Asseco Poland.

Na wzrost przychodów w I kwartale 2016 roku miały wpływ główne rynki, na których działają spółki z Grupy. W Polsce dobre wyniki osiągnęły Asseco Business Solutions i Asseco Data Systems. Ponadto, kontynuowano reorganizację struktury Grupy, a także współpracę z kluczowymi klientami. Istotną rolę w wynikach Grupy miały spółki izraelskie, które w I kwartale tego roku utrzymały wysoką dynamikę wzrostów sprzedaży (18% r/r). W pierwszych trzech miesiącach 2016 roku osiągnęły ponad 1 mld zł przychodów. W Europie Środkowej odnotowano pozytywny wpływ wcześniejszych akwizycji, poprawę sytuacji w Czechach, a także wzrost sprzedaży systemów ERP. Czynniki te przełożyły się na 48% wzrost sprzedaży w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Na rynku południowo-wschodniej Europy kontynuowano rozwój w obszarze płatności oraz istotnie zwiększono sprzedaż w segmencie infrastruktury. Rynek zachodnioeuropejski wzrósł o 13%. Na wynik ten pozytywnie wpłynęło przejęcie portugalskiej spółki Exictos oraz rozwój organiczny w Hiszpanii.

Jak eksperci tłumaczą większe zainteresowanie zakupem nieruchomości?

W 2015 roku banki udzieliły 181 tys. kredytów mieszkaniowych, których łączna wartość wynosiła blisko 40 mld zł – wynika z danych Związku Banków Polskich. To wzrost o odpowiednio 4,16% i 6,78% w stosunku do 2014 roku. Jak eksperci tłumaczą większe zainteresowanie zakupem nieruchomości?

Raz na kwartał Związek Banków Polskich prezentuje informacje o rozwoju rynku kredytów hipotecznych i nieruchomości mieszkaniowych w ramach raportu AMRON-SAFiN. Po mało optymistycznych wynikach za III kwartał, najnowsze dane okazały się zaskoczeniem dla ZBP
– liczba nowych kredytów była wyższa o 10,84% w ujęciu kwartalnym, a wartość o 9,03%. Publikacja danych za IV kwartał stwarza możliwość podsumowania 2015 roku.

Dobry rok

W skali 2015 roku banki udzieliły 181 325 nowych kredytów mieszkaniowych o wartości 39,3 mld zł. To odpowiednio o 4,16% i 6,78% więcej niż w 2014 roku. W efekcie miniony rok zamknął się wynikiem zbliżonym do uzyskanego w kryzysowym 2009 roku, w którym udzielonych zostało 189 tys. kredytów o wartości 38,7 mld zł. Według Związku Banków Polskich, kluczowym dla osiągnięcia tego stanu były wyniki odnotowane w czwartym kwartale 2015 roku i wyższa niż początkowo zakładano aktywność klientów.

Zdaniem Tomasza Wilczka, dyrektora generalnego RED Real Estate Development, powodów zwiększonego zainteresowania klientów jest kilka. – Średnia za metr kwadratowy jest bardzo atrakcyjna, deweloperzy mają różnorodną ofertę, a klienci duży wybór. Nie bez znaczenia pozostają niskie stopy procentowe, które skłaniają do zaciągania tanich kredytów – mówi Tomasz Wilczek.

Większy wkład własny

Źródła większego zainteresowania można się dopatrywać również w 15-procentowym wymogu w zakresie wkładu własnego, który obowiązuje od początku 2016 roku (w 2015 roku było to jeszcze 10%, a w 2014 roku 5%).

Nowa Papiernia Ultra Nova WroclawZmiany nie były tajemnicą, zostały ogłoszone o wiele wcześniej, dlatego wielu kredytobiorców zdążyło przygotować się zakupu nieruchomości. Jak pokazują badania, największy odsetek kupujących wpłaca wkład własny na poziomie powyżej 30% – mówi Ewa Skibińska, marketing manager Nowej Papierni Ultra Nova.

Słowa eksperta potwierdza raport TNS Polska. Wkład własny na poziomie powyżej 30% deklaruje 27% respondentów. 22% badanych podało, że wpłaca 11-20%. Z kolei 19% kupujących osiąga poziom 21-30%, a najmniejszą grupę – 13% – stanowią respondenci wpłacający do 10%.

MdM na finiszu

Red Park PoznańZdaniem Romy Peczyńskiej, marketing managera poznańskiego Red Parku, klientów mobilizowała perspektywa wyczerpania budżetu rządowego programu Mieszkanie dla Młodych na 2016 rok – środki zostały wykorzystane w zaledwie 3,5 miesiąca.

W ostatnim czasie odczuwaliśmy zwiększone zainteresowanie mieszkaniami dostępnymi
w MdM. Klienci zdają sobie sprawę, że program pozwala zaoszczędzić kilkadziesiąt tysięcy złotych
– mówi Roma Peczyńska.

Zdaniem eksperta zakończenie przyjmowania wniosków na 2016 rok doprowadziło do szybkiego przyrostu chętnych na lata 2017 i 2018.

Alpha Park Warszawa– Umożliwiają to założenia programu, według którego wypłacenie środków następuje na końcu transakcji, czyli w momencie oddania budynku do użytkowania – mówi Teresa Witkowska, dyrektor sprzedaży osiedla Alpha Park. – Po wyczerpaniu środków, firmy deweloperskie będą konkurować ofertą dodatkową, na przykład wykończeniem mieszkań lub bezpiecznym i wygodnym dla klientów systemem płatności 10/90 – dodaje.

Łączna wartość kredytów mieszkaniowych na koniec 2015 roku wyniosła nieco ponad 374 mld zł – wynika z danych bankowych gromadzonych w systemie SARFiN. Oznacza to wzrost całkowitego stanu zadłużenia z tytułu kredytów hipotecznych w polskich bankach o 6,77% (23,728 mld zł) wobec wyniku odnotowanego na koniec 2014 roku.

Wyścig wyborczy w USA znów emocjonujący

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Sondaże wyborcze w USA nie skreślają jednak Donalda Trumpa. Ropa naftowa odbiła już od swoich minimów o 75%. W górę idą waluty krajów produkujących czarne złoto. W sejmie trwa zaklinanie rzeczywistości i szukanie winnych
w sprawie ratingu.

Ostatnie sondaże z USA pokazują, że nuda, którą miało wiać z kampanii wyborczej po uzyskaniu nominacji przez Donalda Trumpa i Hillary Clinton, nie jest wcale pewna. Ostatni sondaż wcale nie daje miażdżącej przewagi Hillary Clinton. Wynik jest bardzo zbliżony. W badaniach opinii są oczywiście pewne błędy wynikające z metodologii. Wynik 41%-40% przy reszcie niezdecydowanej, o ile się potwierdzi w kolejnych sondażach, zapowiada emocjonującą kampanię. Dla przypomnienia, poprzednie badanie, zrobione jeszcze przed zdobyciem nominacji przez Donalda Trumpa, dawało wynik 48%-35%. Takie proporcje niemal odbierały nadzieję republikanom na zwycięstwo. Dla przypomnienia w takich badaniach przyjmuje się margines błędu około 3%.

Ropa kontynuuje odbicie z dołków, na które dotarła na początku tego roku. Rynek ustabilizował się, a cena wróciła już niemal do 50 USD. Powodem odbicia jest spadek zapasów ropy w USA. Analitycy spodziewali się, że rezerwy są większe. Spadające zapasy sugerują wzrost popytu. Nie bez znaczenia są zakłócenia w dostawach surowca z Nigerii oraz pożary w Kanadzie. Od dołka w lutym ropa zanotowała już imponujące 75% wzrostu. W rezultacie rosną waluty krajów produkujących ropę. W tym samym czasie rubel podrożał o grosz. W przypadku głównych walut nie jest to imponujący wynik, jednakże rubel podrożał z 5 do 6 groszy.

W Sejmie minister finansów Paweł Szałamacha starał się przekonywać, że rating Polski nie zostanie obniżony. Jest to odważna koncepcja. Oczywiście nie można się z nim nie zgodzić, że tu i teraz dane makroekonomiczne są dobre. Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju ogłosił wczoraj, że perspektywa wzrostu gospodarczego na ten rok w Polsce wynosi jednak 3,6%, a nie 3,3%. Wzrost gospodarczy przy agresywnych programach rozdawnictwa w początkowej fazie powinien rosnąć. Wątpliwości rynków budzi jednak nie ten parametr, a źródła finansowania wydatków. W dyskusji oczywiście dominował temat zastępczy – pisma do prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Zatrważające jest to, że politycy naprawdę starają nam się wmówić, że takie pisma decydują o ratingu kredytowym kraju w przypadku 10-letnich obligacji.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Polak na zakupach online – decyduje cena czy jakosc obslugi?

Z badań wynika, że z wyszukiwarek cenowych korzysta ok. 80% kupujących online. Nie tylko ze względu na pieniądze, ale także czas i nerwy. Jednak nawet 66% internautów co roku zmienia e-sklep z powodu słabej obsługi. Jak zatem wygrać w pojedynku cenowym?

Polacy na zakupach online przypominają łowców okazji: zwracają uwagę przede wszystkim na cenę. 80% kupujących porównuje ceny produktów, a łatwość porównywania ofert to dla nich jeden z najważniejszych atutów internetowych poszukiwań (badania Gemius, 2015). Potwierdzają to badania przeprowadzone przez firmę Tradedoubler (2013) na ośmiu największych europejskich rynkach, w tym w Polsce. Pokazują także, że pod względem popularności porównywarek zajmujemy pierwsze miejsce w Europie.

– Oszczędzanie pieniędzy to jeden z trzech powodów. Dla kupujących za pośrednictwem Internetu równie istotne są czas i nerwy. Porównywarki cenowe ułatwiają ocenę rozwiązań alternatywnych. Dobry serwis tego typu wymaga tylko kilku kliknięć, by doprowadzić do podjęcia decyzji o zakupie, a do wyboru mamy przecież ogromną liczbę ofert. Dlatego sprawdzona porównywarka to dzisiaj pierwszy przyjaciel polskiego klienta internetowego – komentuje Marek Zimnak z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu, zajmujący się m.in. badaniem zachowań konsumenckich w Internecie.

Największe porównywarki są w pierwszej dziesiątce najbardziej rozpoznawalnych polskich serwisów (związanych z zakupami). Stale powstają też nowe agregatory ofert, jak również coraz bardziej wyspecjalizowane aplikacje na urządzenia mobilne.

Cezary Małuj, prezes Focus Telecom Polska
Cezary Małuj, prezes Focus Telecom Polska

– Wraz z rozwojem technologii mobilnych znaczenie różnego rodzaju porównywarek cenowych będzie jeszcze rosnąć, co pokazują przykłady z bardziej dojrzałych rynków. Klienci otrzymują coraz bardziej zaawansowane i spersonalizowane narzędzia przeszukiwania ofert – mówi Cezary Małuj, prezes Focus Telecom Polska, lidera innowacyjnych rozwiązań it dla biznesu.
Na rynku amerykańskim są aplikacje działające jak osobisty doradca. Podpowiadają kiedy, gdzie i co kupić (na podstawie preferencji użytkownika). Są również takie, które eksploatują poszczególne segmenty rynku, na przykład stacje benzynowe czy apteki, ułatwiając użytkownikowi znalezienie najtańszej, aktualnej oferty w najbliższej okolicy. Kwestią czasu jest, gdy tego rodzaju aplikacje trafią również na polski rynek.

Jak sprawdzamy sklep?

Zanim Polacy podejmą decyzję o zakupie online, upewniają się o wiarygodności sklepu. Największą wagę przywiązują przy tym do opinii znajomych oraz na forach. Opinia o danym sklepie jest istotna dla 59% internautów (Gemius, 2015).

Wcześniejsze pozytywne doświadczenia również mają kluczowe znaczenie przy wyborze internetowego sklepu. Accenture (Global Consumer Pulse Survey, 2013) przebadało klientów z 33 krajów na całym świecie, w tym z Polski. Badania jasno wskazują, że klienci coraz bardziej cenią sobie jakość obsługi i ok. 66% z nich zmienia co roku dostawców właśnie z powodu swojego niezadowolenia w tym obszarze.

– Wynika z tego, że konkurowanie tylko i wyłącznie ceną, to jednak za mało, nawet biorąc pod uwagę popularność porównywarek cenowych. Do faktycznego dokonania zakupu potrzeba również odpowiedniej jakości obsługi, ponieważ to ona buduje zaufanie klienta. To jeden z najważniejszych elementów wizerunku internetowego sklepu i jednocześnie wyzwanie. Klienci oczekują obsługi szybkiej, kompetentnej, a na dodatek poprzez wybrany przez siebie kanał – podsumowuje Cezary Małuj.

Więcej informacji: http://focustelecom.pl/

Ofensywa Fed

Po niemrawej połowie tygodnia, rynek powoli zaczyna się rozpędzać. Dzisiaj będzie zdecydowanie ciekawiej, a jutro zapowiada się jeszcze lepiej. Swoją ocenę Polski zaprezentuje w piątek Moody’s (emocje rosną, mimo, że złoty już zdyskontował chyba wszystkie scenariusze), a w USA pojawią się dane o sprzedaży detalicznej. Ameryka nareszcie pokaże garść twardych wskaźników, bo po ubiegłotygodniowych danych z rynku pracy nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło.

USA do ataku rusza jednak już dzisiaj, choć na razie będzie to czysta retoryka. Jednak w wykonaniu nie byle kogo, bo głosujących członków Rezerwy Federalnej. Fed będzie próbował pewnie przekonać inwestorów, że jego możliwości działania są dużo większe niż wskazywałyby na to dane gospodarcze. Czy tak będzie, i czy rynek rzeczywiście zechce ich słuchać, przekonamy się już dzisiaj:  najpierw, podczas mitingu w Niemczech zabierze głos Loretta J. Mester z Fed z Cleveland (będzie mówiła o inflacji), po południu wystąpi szef Fed z Bostonu, Eric Rosengren, a wieczorem Esther George z Kansas City. W międzyczasie pojawi się cotygodniowy raport Departamentu Pracy na temat nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.

Mocne wejście mają znowu Brytyjczycy. To kolejny dzień, w którym Stary Kontynent uważnie spogląda na Londyn. Bank of England nie zmieni dziś swojej polityki monetarnej, ale jego kwartalny raport na temat  inflacji zapowiada się interesująco. Chwilę potem, o 13.45, wystąpi szef BoE, Mark Carney. Sygnały płynące z brytyjskiej gospodarki nie są ostatnio najlepsze, więc ciekawe, w jakim tonie będzie utrzymana jego wypowiedź. Wydaje się, że groźba Breksitu to nie jedyny problem Brytyjczyków.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Dobry system premiowania zapewnia niższe opodatkowanie

0

Skuteczny system premiowania pracowników powinien być powiązany z konkretnym instrumentem finansowym związanym z sukcesem biznesowym firmy. Taki system jest życzliwie traktowany przez fiskusa.
Polska jest w ogonie Europy pod względem wynagrodzeń pracowników. Jednak jeżeli wynagrodzenia mają być podwyższane, to powinno to się odbyć w taki sposób, aby nie uderzył w makroekonomiczne aspekty całej polskiej gospodarki.
– Skuteczny system powinien być oparty na konkretnym instrumencie finansowym związanym z realizacją biznesowego sukcesu firmy, a taki system jest łaskawiej traktowany przez fiskusa – mówi w rozmowie z MarketNews24 dyr. Marek Jarocki, Dział Doradztwa Podatkowego EY. – Obciążony jest 19 proc. liniowym podatkiem dochodowym i nie jest obciążony wpłatami na ZUS.

Polacy coraz więcej wydają na prywatną służbę zdrowia

Rynek polis komunikacyjnych – pomimo wzrostu poziomu cen w ubiegłym roku – ciągle jest dla towarzystw ubezpieczeniowych deficytowy (strata techniczna na OC ponad 1 mld zł w 2015r.), jasne jest więc, że pośrednicy nie tutaj mogą spodziewać się wysokich prowizji. To samo dotyczy rynku majątkowego, gdzie najwięksi ubezpieczyciele walczą ceną, a dane za cały 2015 rok pokazują ogromny spadek zysku bliski 30% rok do roku. To nie może pozostać bez wpływu na wielkość prowizji. W rozmowach z agentami i brokerami wyczuwa się obawę o to, jak zmiany przełożą się na sprzedaż i możliwości realizowania planów. Wiele osób funkcjonujących na rynku przewiduje, że regulacje  ustawowe, produktowe i rosnące wymagania coraz bardziej świadomych klientów, będą wymagały większej dywersyfikacji oferowanych produktów.

Polacy coraz więcej wydają na prywatną służbę zdrowia

Choć ostatnie kwartały były trudne dla ubezpieczeń grupowych ze względu na nowe regulacje, dane  pozwalają z optymizmem patrzeć na ten segment i możliwość zyskownej sprzedaży.

To przede wszystkim rosnące wydatki na ubezpieczenia zdrowotne poza publiczną służbą zdrowia (483 mln zł w 2015r., o 21% więcej niż rok wcześniej). Na prywatne leczenie w ciągu roku (nie licząc leków) statystyczny Polak wydaje 250-400 zł (Agora). To skłania go do zastanowienia się nad ponoszeniem stałych opłat w postaci prywatnych ubezpieczeń lub abonamentów. Niektórzy zadają sobie pytanie: Abonament czy polisa? Wielu z nich wybiera to drugie, po czym najpierw swe kroki kieruje do pracodawcy pytając, czy jest szansa na bonus w postaci polisy z ubezpieczeniem medycznym. Często takie oczekiwania pojawiają się także przy zmianie pracy, a sprzyja im rynek, który od 2015 roku w coraz większym stopniu staje się rynkiem pracownika. Pracodawcy od podnoszenia wynagrodzenia wolą zwiększać atrakcyjność stanowiska przez wykupywanie ubezpieczeń grupowych z pakietami medycznymi.

– Rzeczywiście widzimy rosnące zainteresowanie ubezpieczeniami zdrowotnymi w dużych firmach, ale coraz częściej także tych, z sektora MSP. Współpracujący z nami agenci i brokerzy często potwierdzają, że to produkt, który otwiera drzwi do przedsiębiorstw. Rynek zmusza pracodawców do oferowania pracownikom takich bonusów, żeby zatrzymać u siebie najbardziej wartościowych ludzi – mówi Jacek Jewuła, Kierownik Zespołu Marketingu z Saltus Ubezpieczenia specjalizującego się w ubezpieczeniach zdrowotnych.

Ubezpieczenia zdrowotne dają zarobić

Z danych zebranych przez Polską Izbę Ubezpieczeń wynika, że segment prywatnych polis  zdrowotnych – tak indywidualnych, jak i grupowych – rozwija się w szybkim tempie.

– Stabilny wzrost w segmencie grupowym o blisko 30 proc., zarówno wartościowy jak i ilościowy, pozwala stwierdzić, że istnieje rosnące zapotrzebowanie na tego typu ochronę – mówi Dorota M. Fal, doradca zarządu PIU ds. ubezpieczeń zdrowotnych.

Średnia składka za uczestnika w ubezpieczeniach grupowych to (wg KNF) 50-53 zł. Oczywiście nie każda polisa zdrowotna gwarantuje wysoką sprzedaż i zyski dla pośredników. W dobie porównywarek internetowych konsumenci mają duże możliwości weryfikacji produktów i ich cen, nawet tych skomplikowanych. Oczywiście kalkulacje dla firm są indywidualne, ale zakres oferty jest już dosyć łatwo sprawdzić.

– Choć ubezpieczenia zdrowotne są ciągle niszą, to jednak jej powiększanie się i potencjał stopniowo zachęca kolejnych graczy. My zauważamy, że jakość oferty i jej dostępność odgrywa kluczową rolę i mając produkt wysokiej klasy nie trzeba się martwić o wielkość sprzedaży i prowizje. Zainteresowanie jest duże, więc cały czas rozbudowujemy zespół agentów i brokerów z nami współpracujących – mówi Jacek Jewuła z Saltus Ubezpieczenia.

Polacy z pewnością oczekują szybkiego i skutecznego dostępu do lekarza specjalisty, który sprawnie zdiagnozuje ich chorobę. Obecna sytuacja w publicznym sektorze nie pozostawia złudzeń co do jej szybkiej poprawy, stąd wzrost zainteresowania ofertą komercyjnych dostawców tych usług. Pośrednicy, którzy będą mieć je w portfelu, będą pracować na wyższej zyskowności. Sprzedaż ubezpieczeń zdrowotnych ma swoją specyfikę, wymaga nie tylko fachowych szkoleń i przygotowania merytorycznego, ale też empatii i wyczucia. Ma jednak dobre perspektywy i szanse zyskowności. Szczególnie kiedy ma się dostęp do oferty wysokiej jakości z rozsądnie skalkulowaną ceną.

W 2015 r. Polacy na prywatne ubezpieczenia zdrowotne wydali 483 mln zł. To o 21 proc. więcej niż rok wcześniej. Po wycofaniu sprzedaży unit-linków w większości towarzystw ubezpieczeniowych, wobec niskiej marżowości majątku, pośrednicy ubezpieczeniowi coraz większe nadzieje pokładają właśnie w polisach grupowych. Motorem ich sprzedaży, jako alternatywą do małej wydolności państwowej służby zdrowia, stają się ubezpieczenia zdrowotne.

I kwartał 2016 na polskim rynku inwestycyjnym

Aleksander Mesjasz prezesem Elektrociepłowni Stalowa Wola

Grupa TAURON po I kwartale 2016

Grupa AWBUD po I kwartale 2016 r.

Grupa PZU po I kwartale 2016

Grupa Kapitałowa Banku BGŻ BNP Paribas po I kwartale 2016

Wyniki Alior Banku po I kwartale 2016 r.

  • Po wyłączeniu podatku od aktywów instytucji finansowych, skonsolidowany zysk netto Grupy Alior Banku w I kwartale 2016 r. wyniósł 101 mln zł, o 10 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Zysk netto Grupy po uwzględnieniu podatku od aktywów wyniósł 80 mln zł.
  • W pierwszych trzech miesiącach br. Grupa Alior Banku osiągnęła 579 mln zł przychodów netto z działalności operacyjnej, w tym 412 mln zł z tytułu odsetek i 87 mln zł z tytułu opłat i prowizji. Oznacza to 11-procentowy wzrost przychodów w porównaniu do I kwartału 2015 r.
  • Po raz pierwszy w historii banku wzrost wolumenu kredytów i pożyczek udzielonych w I kwartale b.r. był wyższy niż w IV kwartale roku poprzedzającego (o 20 proc.).
  • Na koniec marca 2016 r. łączna wartość kredytów udzielonych klientom przez Grupę Alior Banku wyniosła 32,7 mld zł, a wartość zgromadzonych depozytów 35,8 mld zł. To odpowiednio 19 proc. i 29 proc. więcej niż w porównywalnym okresie rok wcześniej. Współczynnik kredytów do depozytów ukształtował się na poziomie 91 proc.
  • Alior Bank systematycznie poprawia efektywność kosztową, jednocześnie zwiększając skalę prowadzonej działalności. Współczynnik kosztów do dochodów (C/I) w I kwartale 2016 r. wyniósł 47,8 proc.
  • Na koniec I kwartału b.r. wskaźniki wypłacalności CAR oraz Tier 1 wzrosły do odpowiednio 13,5 proc. i 10,6 proc.
  • 31 marca 2016 r. Alior Bank podpisał umowę z grupą GE Capital dotyczącą nabycia wydzielonej części Banku BPH, nie obejmującej portfela kredytów hipotecznych oraz BPH TFI. Transakcja, której zakończenie planowane jest przed końcem 2016 r., pozwoli uzyskać znaczące synergie oraz dalszy wzrost efektywności banku.
Wojciech Sobieraj – Prezes Zarządu Alior Banku
Wojciech Sobieraj – Prezes Zarządu Alior Banku

Dynamiczny przyrost wolumenów stanowi solidną podstawę dla wzrostu rentowności. – mówi Wojciech Sobieraj, prezes Zarządu Alior Banku. – W pierwszych trzech miesiącach roku skupiliśmy się na wzmacnianiu pozycji rynkowej, zwiększaniu efektywności oraz doprowadziliśmy do podpisania umowy nabycia wydzielonej części Banku BPH. Przewidujemy, że po uzyskaniu wszystkich wymaganych prawem zgód organów regulacyjnych transakcja zakończy się w IV kwartale br. – dodaje.  

Całkowite przychody Grupy Alior Banku z działalności operacyjnej osiągnęły w I kwartale 2016 r. 579 mln zł, tj. o 11 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. W efekcie rosnącego wolumenu udzielonych kredytów i pożyczek, wynik odsetkowy zwiększył się o 20 proc. osiągając 412 mln zł. Wynik z tytułu opłat i prowizji wyniósł 87 mln zł, a z działalności handlowej i pozostałej – 80 mln zł.

Przychody Grupy Alior Banku (w mln zł)

Skonsolidowane wyniki finansowe GK Alior Banku I kwartał 2016

Źródło: Skonsolidowane wyniki finansowe GK Alior Banku

Grupa systematycznie poprawia efektywność kosztową. Na koniec raportowanego okresu współczynnik kosztów do dochodów (C/I) ukształtował się na poziomie 47,8 proc. (o 1,9 p.p. mniej w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym).

Po raz pierwszy w historii Alior Banku wzrost wolumenu kredytów i pożyczek udzielonych w I kwartale roku był wyższy niż w IV kwartale roku poprzedzającego (o 20 proc.).

Wartość kredytów udzielonych klientom przez Grupę Alior Banku wzrosła o 19 proc. r/r, osiągając poziom 32,7 mld zł na koniec I kwartału 2016 r. W tym samym okresie saldo pozyskanych depozytów klientów wyniosło 35,8 mld zł, czyli o 29 proc. więcej niż rok wcześniej.

  Kredyty (mld zł)                              Depozyty (mld zł)

Skonsolidowane wyniki finansowe GK Alior Banku 2016Źródło: Skonsolidowane wyniki finansowe GK Alior Banku

Alior Bank wzmocnił swoją bazę kapitałową dzięki udzielonej 31 marca b.r. przez PZU gwarancji ubezpieczeniowej w odniesieniu do wyselekcjonowanego portfela wierzytelności kredytowych Banku oraz za sprawą dwóch, zakończonych powodzeniem, publicznych emisji obligacji podporządkowanych o łącznej wartości 220 mln zł.  Na koniec I kwartału b.r. wskaźniki wypłacalności CAR oraz Tier 1 wzrosły do odpowiednio 13,5 proc. i 10,6 proc.

31 marca 2016 r. Alior Bank zawarł umowę z grupą GE Capital dotyczącą nabycia wydzielonej części Banku BPH, bez portfela kredytów hipotecznych oraz BPH TFI. Środki na przejęcie Alior Bank zamierza pozyskać na drodze emisji akcji o wartości 2,2 mld zł z zachowaniem prawa poboru na rzecz obecnych akcjonariuszy. Prospekt emisyjny został już złożony do Komisji Nadzoru Finansowego, a Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy zatwierdziło program emisji akcji. Realizacja transakcji przejęcia podstawowej działalności Banku BPH uzależniona jest m.in. od uzyskania zgody właściwego organu antymonopolowego oraz właściwych zgód i decyzji Komisji Nadzoru Finansowego. Transakcja, której zakończenie planowane jest przed końcem 2016 r., pozwoli uzyskać znaczące synergie oraz dalszy wzrost efektywności Banku. Połączone aktywa Alior Banku i Banku BPH wyniosą około 55 mld zł, plasując Alior Bank na 9. miejscu w sektorze bankowym w Polsce, uwzględniając dane na dzień 31 grudnia 2015.

W I kwartale 2016 r., zaledwie pięć miesięcy od momentu podpisania umowy z rumuńskim operatorem telekomunikacyjnym Telekom Romania Mobile Communications z Grupy Deutsche Telekom, Narodowy Bank Rumunii zarejestrował oddział Alior Banku jako zagraniczną instytucję kredytową. To ważny etap dla dalszego rozwoju partnerstwa, a także pierwszy krok w kierunku ekspansji banku na rynki zagraniczne. Bank konsekwentnie buduje partnerstwo z T-Mobile także na rynku polskim.

Alior Bank jest jednym z najdynamiczniej rozwijających się banków w Polsce. Aktywa banku wynoszą 42 mld zł, co plasuje go na koniec 2015 r. na 11. miejscu wśród największych banków w Polsce pod względem sumy bilansowej. Sprawną obsługę prawie 3,1 mln klientów, w tym  ponad 130 tys. firm, zapewnia ponad 6500 pracowników oraz czwarta co do wielkości bankowa sieć dystrybucji, która obejmuje 831 placówek. Ponadto wybrane produkty i usługi Alior Banku oferowane są w 583 punktach T-Mobile, w ramach strategicznego partnerstwa obu firm i w 71 placówkach Tesco. Od 2014 r. akcje Alior Banku wchodzą w skład indeksu WIG20 skupiającego największe i najbardziej płynne spółki notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

Rynek LNG – najbliższe lata powinny sprzyjać kupującym

LNG GAZ Transport StatekIlość skroplonego gazu ziemnego (LNG) w światowym obrocie w ciągu ostatnich dwóch dekad wzrosła ponad czterokrotnie. W wyniku oddania do użytku kolejnych terminali eksportowych, przede wszystkim w USA i Australii, ilość ta w ciągu najbliższych 20 lat powinna się jeszcze podwoić. Jednak o ile w ostatnich kilkudziesięciu latach na rynku LNG warunki dyktowali sprzedający surowiec, o tyle najbliższe lata powinny sprzyjać konsumentom gazu. Jak informuje raport „LNG at the crossroads: Identifying key drivers and questions for an industry in flux”, przygotowany przez firmę doradczą Deloitte, nadpodaż gazu i szereg innych trendów powinny zmienić w najbliższych latach obraz globalnego rynku LNG. Prezentowane trendy powinny być także odczuwalne w Polsce.

LNG jest paliwem produkowanym z gazu ziemnego poprzez usuwanie zanieczyszczeń, a następnie zmianę stanu skupienia pod wpływem ciśnienia i bardzo niskiej temperatury – około minus 160°C. Po skropleniu gazu otrzymuje się czyste, bezbarwne i bezwonne paliwo, bez właściwości toksycznych i korozyjnych. Skroplony gaz ziemny ma objętość około 600 razy mniejszą niż w stanie gazowym, co czyni go bardziej ekonomicznym w transporcie i magazynowaniu. Po dostarczeniu na miejsce przeznaczenia LNG jest poddawany procesowi regazyfikacji, czyli ponownego przekształcenia.

Tylko w 2014 roku w obrocie znajdowało się ponad 241 milionów ton LNG. W tym roku będzie to już ponad 300 milionów ton, a w 2040 roku nawet około 700 milionów ton. „Rynek LNG jest dziś jednym z najprężniej rozwijających się rynków surowcowych na świecie. W ciągu ostatnich dwóch dekad udział LNG w rynku gazu ziemnego wzrósł z 5 do 10 proc. Najlepiej wzrost ten obrazuje fakt, iż główny producent LNG, czyli Katar eksportuje obecnie więcej tego surowca niż wszystkie razem wzięte kraje w 1995 roku” – mówi Marek Chlebus, szef Zespołu ds. Energii i Zasobów Naturalnych w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Eksperci Deloitte w swoim raporcie na temat globalnego rynku LNG przedstawiają 7 głównych trendów, które powinny zmieniać jego układ w najbliższych latach:

  • Wolniejszy wzrost gospodarczy na świecie – nadal słaby wzrost w Europie i hamowanie gospodarki w Chinach powinny ograniczać wzrost popytu na gaz na całym świecie.
  • Wyższa efektywność energetyczna – trend spadającej energochłonność światowej gospodarki powinien się utrzymać, jako pochodna wysokich cen energii w ostatnich latach oraz trendów środowiskowych.
  • Nadpodaż mocy eksportowych – podaż nowych mocy w Australii i USA ciąży już i tak mocno nasyconemu rynkowi LNG, dlatego też tylko 1 na każdy z 20 planowanych terminali eksportowych ma szanse na powstanie. Oczywiście największe szanse na pojawienie się mają terminale z najniższymi kosztami, bliskimi rynkami zbytu i z podpisanymi umowami długoterminowymi z odbiorcami.
  • Spadające koszty transportu – poszerzenie kanału Panamskiego, nowe formuły kontraktów oraz duża ilość oddawanych do użytku transportujących LNG metanowców powinny wpłynąć na dalszy spadek kosztów transportu LNG.
  • Otwarcie nowych rynków – dalszy wzrost handlu, szczególnie na rynkach na których do tej pory LNG był nieobecny, będzie wymagał budowy wielu nowych instalacji do regazyfikacji. Nowe terminale do regazyfikacji otwierane są właśnie lub będą wkrótce oddane do użytku m.in. w Polsce, Egipcie, Jordanii, Pakistanie i na Litwie.
  • Nowi odbiorcy końcowi– LNG powinien stawać się alternatywnym paliwem dla statków, pociągów, samochodów ciężarowych, jak i źródłem energii elektrycznej dla małych, oddalonych od dużych źródeł wytwórczych, sieci elektroenergetycznych.
  • Rosnąca płynność rynku – rosnące obroty gazem, nowe terminale, nowe pływające jednostki do skraplania i regazyfikacji LNG powinny sprzyjać rosnącej płynności rynku LNG, powstaniu giełdowych benchmarków dla cen oraz rozbudowie rynku spotowego.

Z polskiej perspektywy zmiany na globalnym rynku LNG dają nadzieję wielu dużym polskim konsumentom gazu na możliwość sprowadzenia taniego surowca, w elastycznej dla nich formule kontraktowej. Rynek dostaw spotowych do terminalu LNG w Świnoujściu ma pole do rozwoju głównie dzięki temu, że ok. 70 proc. mocy terminalu pozostaje cały czas niezagospodarowane żadną długoterminową umową. Biorąc pod uwagę rosnącą globalną nadpodaż LNG oraz jego coraz niższe ceny, gaz z terminalu w Świnoujściu dla części firm może być również znakomitą kartą przetargowa do renegocjacji starych umów lub uzyskania lepszych warunków w nowych umowach na dostawy paliwa gazowego.

„W dłuższym okresie, po zakończeniu rozbudowy interkonektorów gazowych z sąsiednimi krajami, gaz ze Świnoujścia może popłynąć także poza granice Polski. Dla czeskich czy też ukraińskich spółek, podobnie jak dla Polski, LNG może być bardzo dobrą alternatywą dla gazu z Rosji. To właśnie pojawienie się nowych klientów, jak i prezentowane powyżej trendy na globalnym rynku LNG mogą wpłynąć na przyspieszenie decyzji o rozbudowie terminalu w Świnoujściu o kolejne 2,5 mld m3.” – wyjaśnia Paweł Kordala Associate w Zespole ds. Energii i Zasobów Naturalnych, Dział Doradztwa Finansowego, Deloitte.

Saxo Bank udostępnia swoim klientom strategie inwestycyjne najlepszych traderów

Oferowane w ramach usługi SaxoSelect wyselekcjonowane strategie to kolejny krok Saxo w kierunku cyfrowej i zautomatyzowanej przestrzeni inwestycyjnej.

Saxo Bank, specjalista w zakresie transakcji i inwestycji online, oferujący dostęp do różnorodnych instrumentów finansowych, wprowadza Strategie Inwestycyjne SaxoSelect – usługę automatycznego zarządzania inwestycjami. Dzięki przejrzystości platformy transakcyjnej Saxo inwestorzy otrzymują teraz dostęp do wyselekcjonowanych strategii inwestycyjnych. Usługa została przedstawiona polskim inwestorom podczas seminarium w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym w Gdyni, w czasie którego dyskutowano o wykorzystywaniu nowoczesnych technologii w świecie finansów.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska
dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

– Dla części inwestorów główną przeszkodą w tworzeniu strategii inwestycyjnej jest czas i wiedza. Saxo Bank rozwiązał ten problem oferując szereg gotowych strategii, które pozwalają na szybkie i skuteczne rozszerzenie swojego portfela przy jednoczesnym zachowaniu pełnej przejrzystości, mówi Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska.

Strategie SaxoSelect to dostęp do wyników najlepszych traderów, wyselekcjonowanych ze względu na swoje dotychczasowe osiągnięcia i konsekwentnie dobre wyniki. To unikalna i w pełni przejrzysta oferta, która pozwala inwestorom zaangażować się w portfele oparte na różnych klasach aktywów, m.in. walutach, akcjach, papierach o stałym dochodzie czy surowcach.

Proces doboru przez Saxo poszczególnych portfeli poprzedza kompleksowy proces due dilligence, z naciskiem na takie elementy, jak wachlarz instrumentów, model i częstotliwość transakcji, lewarowanie, trwałość i zarządzanie ryzykiem, a w szczególności – osobowość traderów stojących za poszczególnymi strategiami. Inwestorzy mogą jednocześnie określić, jak środki mają zostać rozdzielone między poszczególne portfele.

SaxoSelect to w pełni cyfrowe rozwiązanie inwestycyjne, zintegrowane z platformą transakcyjną SaxoTraderGO, stworzoną przy wykorzystaniu interfejsu OpenAPI. Integracja systemów pozwala na pełną kontrolę nad inwestycjami – wszystkie transakcje można śledzić w czasie rzeczywistym, a także otrzymywać codzienne raporty podsumowujące wyniki poszczególnych portfeli.

– Jesteśmy przekonani, że świat inwestycji i zarządzania aktywami czeka prawdziwa rewolucja w związku z rozwojem sektora fintech. Uruchomienie Strategii SaxoSelect dowodzi rosnącego znaczenia Saxo na tym polu. Nasza platforma zapewnia spełniającym kryteria inwestorom dostęp do najlepszych, zautomatyzowanych portfeli opartych na różnorodnych aktywach. To również okazja dla aspirujących zarządców funduszy, aby pochwalić się swoimi dotychczasowymi wynikami, dodaje Maciej Jędrzejak.

Obecny na seminarium w Gdyni Didier Abbato, zarządzający SaxoSelect, dodał: – Technologia Saxo jest unikalna, ponieważ klienci SaxoSelect mogą powielać i skalować transakcje wykonywane przez zarządzającego daną strategią w czasie rzeczywistym i w oparciu o różne instrumenty. O ile wiemy, nie istnieje druga tego rodzaju automatyczna usługa, która umożliwiałaby inwestowanie drogą elektroniczną w czasie rzeczywistym i korzystanie ze strategii opartych na różnorodnych produktach i aktywach.

Więcej informacji dostępnych jest pod adresem: http://pl.saxobank.com/campaigns/trading-strategies

Wiosenne podróże po Europie

samolot 

Jak wynika z przeprowadzonego przez CBOS na początku roku badania, 43% osób planujących przynajmniej dwudniowy wypoczynek chciałoby się w tym roku udać za granicę[1]. O istotności posiadania ubezpieczenia turystycznego powinny przekonywać m.in. rekordowe wysokości pomocy medycznej udzielonej Polakom w 2015 r. Według danych Mondial Assistance potrafią one sięgać wysokości nawet kilkuset tysięcy złotych, jak to miało miejsce w przypadku osoby, która zasłabła w trakcie pływania w oceanie na wybrzeżu USA. Koszt udzielenia pomocy oraz transportu do Polski przekroczył 800 tys. złotych. Jak pokazuje powyższy wypadek, warto zabezpieczyć się przed wyjazdem zagranicznym. Niezależnie od jego długości.

Gdzie i kiedy potrzebujemy pomocy

Planując wiosenne wycieczki przede wszystkim koncentrujemy się na zwiedzaniu Europy. Jak wynika z danych Mondial Assistance, 85% interwencji w okresie kwiecień – czerwiec 2015 r. dotyczyło zdarzeń w państwach europejskich, przede wszystkim we Włoszech, Grecji i Francji. Tylko 15% przypadków miało miejsce na innych kontynentach, przy czym zajścia na terenie USA stanowiły prawie 5% ogółu przypadków.

– Nasze doświadczenia pokazują, że w trakcie urlopu najczęściej potrzebujemy pomocy w wyniku nagłego zachorowania. Działo się tak w 72% przypadków. Są to przede wszystkim przeziębienie czy zatrucie pokarmowe. Istotnie mniejszy odsetek, około 25%, stanowią interwencje będące rezultatem wypadków – mówi Piotr Ruszowski, dyrektor sprzedaży i marketingu w Mondial Assistance.

Do czego najczęściej za granicą przydaje się polisa?

Wydawać by się mogło, że skoro w większości przypadków wsparcia ubezpieczycieli potrzebujemy w związku z najpowszechniejszymi dolegliwościami to zakup dodatkowego ubezpieczenia może nie być koniecznym. W końcu znalezienie placówki medycznej i umówienie wizyty nie powinno być dużym wyzwaniem, zwłaszcza w Europie. Należy jednak pamiętać, że polisa i usługi assistance zapewniają nam nie tylko sprawniejszy dostęp do potrzebnej pomocy, ale przede wszystkim komfort finansowy w związku z zaistniałymi zdarzeniami. Po pierwsze nie musimy samodzielnie ponosić kosztów, a nawet jeżeli to uzyskamy pełną ich refundację. Koszt jednorazowej wizyty u lekarza internisty w państwach europejskich to wydatek rzędu kilkudziesięciu euro. Przy czym, np. w przypadku pomocy francuskiego internisty otrzymamy od kasy chorych jedynie refundację 70% poniesionych kosztów. Co więcej, jeżeli lekarz stosuje stawki wyższe niż przewidziane w regułach NFZ to różnicę pacjent musi pokryć we własnym zakresie.

– W okresie wiosennym ponad połowa osób potrzebujących pomocy assistance zwraca się do nas z prośbą o organizację wizyty lekarskiej. W 5% przypadków mamy do czynienia z koniecznością hospitalizacji. Średni koszt podstawowej pomocy ambulatoryjnej, który w przypadku braku polisy pacjent musiałby pokryć samodzielnie, w zależności od kraju, może wynieść 600-800 zł. Gdy pojawia się konieczność hospitalizacji, wówczas koszty wynoszą zwykle kilkadziesiąt tysięcy złotych na jedno zdarzenie – dodaje Piotr Ruszowski.

Warto więc poświęcić kilka chwil na zapoznanie się z dostępnymi na rynku ubezpieczeniami i zakupić odpowiednią polisę. Zwłaszcza, że ubezpieczenie na kilkudniowy wyjazd wiąże się z wydatkiem rozpoczynającym się od kilkunastu złotych za okres długiego weekendu majowego.

Podstawowe zasady wyboru ubezpieczenia

Decydując się na zakup ubezpieczenia turystycznego należy zwrócić uwagę na kilka podstawowych kwestii.

–         Wybór odpowiedniej sumy ubezpieczenia. Najtańsza polisa może mieć niewystarczającą sumę ubezpieczenia kosztów leczenia, w kraju do którego się udajemy.

–         Dostosowanie polisy do aktywności. Jeżeli planujemy uprawiać sporty w trakcie wyjazdu, należy wnikliwie zapoznać się z ustalonymi przez ubezpieczyciela kategoriami sportów, bo żagle czy nurkowanie mogą być potraktowane jako sporty wysokiego ryzyka, co oznacza konieczność zakupu stosownej zwyżki.

–         Opcje dodatkowe. Elementem, który również należy wziąć pod uwagę jest szereg opcji dodatkowych oferowanych w ramach ubezpieczeń podróżnych. Wśród nich znajdziemy ubezpieczenia OC, ubezpieczenie bagażu czy ubezpieczenie rezygnacji z wyjazdu.



[1] Badanie CBOS: Wyjazdy wypoczynkowe Polaków w 2015 roku i plany na rok 2016

Wiosną z reguły podróżujemy po Europie. Są to krótkie, kilkudniowe wypady. Jak pokazują dane Mondial Assistance 85% interwencji w okresie kwiecień – czerwiec 2015 r. dotyczyło zdarzeń w państwach europejskich. Zazwyczaj potrzebujemy odwiedzić internistę. Dlatego, planując wyjazdy poza granice Polski trzeba pamiętać o wykupieniu odpowiedniego ubezpieczenia.

Decyzje Moody’s i brexit kluczowe dla kursu złotego

CEO Magazyn Polska

W najbliższych tygodniach na kurs złotego duży wpływ będą miały decyzje agencji ratingowej Moody’s ws. Polski oraz sprawa brexitu. Ta druga szczególnie przełoży się na globalne rynki, w tym na główną światową parę euro-dolara – uważa Janusz Galas z Domu Maklerskiego Deutsche Banku. Jego zdaniem w drugiej połowie roku spodziewane jest m.in. umocnienie amerykańskiej waluty. Złoty natomiast powinien zakończyć rok na poziomie 4,25 wobec euro.

– Czynnikiem ryzyka jest brexit, a także decyzje agencji Moody’s, która już zweryfikuje rating Polski. Trzeba się liczyć z tym, że to mieć dosyć duży wpływ na złotego i nasze obligacje – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Janusz Galas, analityk Domu Maklerskiego Deutsche Banku.

Zdaniem analityka bardziej prawdopodobna jest zmiana perspektywy ratingu Polski niż jego obniżka. Dodaje przy tym, że jeśli zniknie widmo wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, to rynek walutowym pozostanie stabilny.

– Jeżeli te dwa czynniki ryzyka zniknęłyby, to uważamy, że złotówka powinna się utrzymywać na stabilnym poziomie. Nie zakładamy także większych zmian w polityce monetarnej naszego kraju. Spodziewamy się, że stopy procentowe powinny się utrzymywać na niezmienionym poziomie – mówi Galas.

Analityk DM Deutsche Banku zakłada jednak, że w drugiej połowie roku złoty może się osłabić w stosunku do dolara amerykańskiego. Z kolei euro na koniec roku nie powinno zaskoczyć inwestorów. Galas spodziewa się, że możemy wówczas zobaczyć poziom zbliżony do 4,25 zł za jedno euro.

Dodaje jednocześnie, że na euro-dolara największy wpływ będzie miała polityka banków centralnych – amerykańskiej Rezerwy Federalnej i Europejskiego Banku Centralnego.

Jeszcze niedawno rynek spodziewał się czterech podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Po marcowym posiedzeniu FED te zamiary zostały ograniczone do dwóch, a nawet jednej podwyżki. Z kolei EBC oprócz ostatnich, liberalnych decyzji dotyczących poluzowania polityki monetarnej sygnalizuje wyhamowanie cyklu obniżek

– Oczekujemy, że w tym roku dojdzie do jednej podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Nastąpi ona raczej w grudniu, już po wyborach prezydenckich. Rynek wycenia w tej chwili z takim największym 50-proc. prawdopodobieństwem najbliższą podwyżkę dopiero na I kw. przyszłego roku ­–mówi Galas.

OT Logistics planuje zdobyć połowę rynku przeładunków rolnych na Bałtyku. Za pięć lat chce osiągnąć 1 mld zł przychodów

Zbigniew Nowik, prezes Grupy OT Logistics

2015 rok był dla grupy OT Logistics słabszy od poprzedniego pod względem osiągniętych wyników finansowych. Już za pięć lat operator logistyczny chce jednak zwiększyć przychody o jedną trzecią, wzmocnić swoją pozycję na Bałtyku, zwłaszcza w segmencie przeładunków rolnych oraz stworzyć korytarz północ-południe od portów polskich do chorwackich. Liczy też na zyski z porozumienia o wolnym handlu między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi.

– W 2015 roku nasze wyniki były nieznacznie niższe niż w 2014 roku. Przychody przekroczyły 750 mln zł, EBITDA wyniosła 67 mln zł. Największy wpływ na te wyniki miała sytuacja rynkowa, głównie znane fakty dotyczące rynku węgla – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Zbigniew Nowik, prezes Grupy OT Logistics. – Rynek stali i hutnictwa też jeszcze nie nabrał takich rozmiarów, jakich się spodziewaliśmy. Były też pewne perturbacje w segmencie agro, w którym coraz silniej się rozwijamy. Wynikało to z suszy, która była w Polsce w środku lata. To też przyczyniło się do tego, że nasze barki mniej pływały po Niemczech, gdzie pływają często i dokładają się do tych wyników finansowych.

W 2015 r. specjalizująca się w usługach transportowych Grupa OT Logistics wypracowała 752,3 mln zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży, o 9,6 proc. mniej niż rok wcześniej. Jej zysk netto wyniósł 15,6 mln zł, o ponad połowę mniej niż w 2014 roku. Zysk operacyjny skurczył się o 34,5 proc., a EBITDA o ponad 17 proc.

– Najwyższa marżowość jest w portach. Kształtuje się z reguły powyżej 30 proc. W naszych portach ona jest niższa. W tej chwili robimy racjonalizację funkcjonowania portów. Sądzimy, że rentowność naszych portów powinna w przyszłości przekraczać 30 proc. – mówi prezes OT Logistics. – Jeśli chodzi o transport specjalistyczny on ma wyższe marże. Transport towarów typowych, jak węgiel czy ruda, ma trochę niższe marże, ale to jest poziom kilkunastu procent. W przypadku żeglugi może ona sięgać powyżej 30 proc. W spedycji, tam, gdzie jest największa konkurencja, te marże kształtują się od 5 do 10 proc.

Jak podaje spółka, obecnie w strukturze przychodów Grupy Kapitałowej OT Logistics największy udział mają usługi spedycji – 55 proc., przewozy i inne usługi transportowe – 30 proc., usługi portowe (przeładunki i składowanie) – 12 proc. Pozostałe usługi świadczone przez spółki Grupy generują 3 proc. przychodów OT Logistics. Sprzedaż krajowa stanowi 79 proc. przychodów, pozostałe 21 proc. to sprzedaż za granicą, m.in. w Niemczech, krajach Beneluksu, Czechach, Słowacji, krajach Skandynawii, krajach Półwyspu Bałkańskiego, Wielkiej Brytanii i w USA.

W lipcu 2015 roku OT Logistics kupił udziały w chorwackim porcie Rijeka i stał się jego największym branżowym akcjonariuszem oraz drugim w ogóle po państwie chorwackim. Grupa liczy na wzrost znaczenia tego portu po uruchomieniu drugiego Kanału Sueskiego.

– Chcemy rozwijać terminale rolne – agro w Gdańsku i Świnoujściu. To jest taki segment, w którym chcemy być najsilniejsi. Port w Rijece ma też duże zdolności magazynowania i przeładunku towarów rolnych. Dla naszych klientów, którzy są światowymi traderami, chcemy stworzyć prawdziwy korytarz żywnościowy północ-południe.

Korzystnym wydarzeniem z punktu widzenia OT Logistics byłoby podpisanie wciąż niepewnego porozumienia TIPP o wolnym handlu między USA a Europą. Spowodowałoby ono zintensyfikowanie wymiany handlowej między obu kontynentami i większy popyt na usługi Grupy.

– To na pewno będzie duży czynnik pozytywny dla nas. Zakładamy, że towary z północnego Atlantyku będą przepływały przez porty polskie na Bałtyku, natomiast towary z Azji, z Bliskiego Wschodu będą kierowane na port w Rijece i być może inne porty na Adriatyku, o których myślimy – informuje Zbigniew Nowik.

OT Logistics niedawno ogłosił nową strategię. Od 2021 roku chce osiągać ponad 1 mld zł przychodów rocznie. Chce mieć wówczas połowę udziałów w przeładunkach agro na Bałtyku (nie licząc udziału Rosji). Wkrótce rozpocznie prace przy budowie w Gdańsku największego po południowej stronie Bałtyku terminalu do przeładunku produktów rolnych. Chce też zwiększyć udziały w chorwackim porcie do 50 proc. i jednej akcji.

– Zagrożeniem rynkowymi jest niestabilność na rynku przewozów morskich. Frachty w tej chwili są bardzo niskie. Budujemy porty, które będą obsługiwały duże statki, w związku z tym zakładamy, że w tym transporcie morskim skala się liczy. To jest główne zagrożenie dla nas w tej chwili.

Na początku maja spółka C. Hartwig Gdynia SA, spółka zależna OT Logistics, zawarła warunkową umowę nabycia Sealand Logistics, z branży spedycji kontenerowej w Polsce. Łączna wartość transakcji wyniesie co najmniej 51 mln zł.

Południe Polski z sukcesem walczy o inwestycje. Przewagą m.in. dobra infrastruktura i kadra

CEO Magazyn Polska

Ponad jedna trzecia środków zainwestowanych w 2015 roku przez inwestorów zagranicznych trafiła do południowych województw Polski. Najwięcej przyciągnęły Opolszczyzna, Górny Śląsk i Dolny Śląsk. Największa liczba nowych miejsc pracy powstała dzięki tym inwestycjom w województwie dolnośląskim – 1585. To więcej niż na drugim pod tym względem Mazowszu, gdzie utworzono ich 1420.  

Aktywność inwestorów na południu Polski jest cały czas mniej więcej taka sama, z lekką tendencją wzrostową – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mariusz Jędrzejczyk, dyrektor Hochtief Polska Oddział w Krakowie – To jest jeden z najlepszych rynków oprócz rynku warszawskiego. Wzdłuż autostrady A4 jest mnóstwo terenów pod zabudowę przemysłową, logistyczną. Obserwujemy bardzo dobry wzrost na tym rynku.

W 2015 roku w całej Polsce zagraniczni inwestorzy zostawili niemal 660 mln euro. Zatrudnienie dzięki tym inwestycjom znalazło 8,5 tys. osób. Pięć województw z południa Polski: dolnośląskie, opolskie, śląskie, małopolskie i podkarpackie, przyciągnęło prawie 264 mln euro. Zdaniem Mariusza Jędrzejczyka jedną z zalet południa Polski jest dobra infrastruktura drogowa.

– Atutem południa Polski są przede wszystkim coraz lepsza infrastruktura drogowa oraz związana z tym korzystna lokalizacja inwestycji. Efektem tego jest zainteresowanie inwestorów  m.in.  Krakowem i Małopolską – podsumowuje Mariusz Jędrzejczyk.

Przez Małopolskę przebiega międzynarodowa trasa tranzytowa – Autostrada A4 łącząca Niemcy z Ukrainą (Drezno – Legnica – Wrocław – Opole – Gliwice – Katowice – Kraków – Tarnów – Rzeszów – Przemyśl – przejście graniczne Korczowa). Jest to paneuropejski korytarz tranzytowy TENT III, łączący Europę Zachodnią z Azją, którego osią na terenie Polski jest Autostrada A4.

Wśród innych zalet południa wymieniane są także duży potencjał badawczy uczelni oraz dostęp do wykształconej kadry. Duże znaczenie mają też zachęty inwestycyjne i preferencyjne warunki oferowane inwestorom na terenie Specjalnych Stref Ekonomicznych, m.in. w strefach katowickiej, krakowskiej, mieleckiej, starachowickiej, wałbrzyskiej czy legnickiej.

– W regionie jest dużo terenów objętych Specjalnymi Strefami Ekonomicznymi. To w połączeniu z dobrą logistyką i współpracą z samorządami sprzyja rozwojowi tego regionu – podkreśla Jędrzejczyk.

Jak zaznacza Jędrzejczyk, budowa m.in. projektów przemysłowych i logistycznych odgrywa bardzo ważną rolę w strategii krakowskiego oddziału Hochtief Polska. To właśnie z tymi segmentami rynku oraz planowanymi obiektami komercyjnymi i użyteczności publicznej firma wiąże plany dalszego rozwoju działalności oddziału w Krakowie.

W ostatnich latach krakowski oddział zaprojektował i wybudował obiekt Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej Uniwersytetu Jagiellońskiego, centrum handlowo-usługowe Supersam w Katowicach oraz fabrykę i centrum logistyczne dla firmy Sopem w Niepołomicach.

Budowa zakładów przemysłowych i hal magazynowych jest jednym z obszarów strategii rozwoju Hochtief Polska. W ostatnich latach zbudowaliśmy 44 zakłady przemysłowe i hale magazynowe. Dodając obiekty komercyjne i obiekty użyteczności publicznej, mamy bardzo dużą szansę na ciągły dynamiczny rozwój – podsumowuje dyrektor Hochtief Polska Oddział w Krakowie.

Hochtief Polska jest spółką należącą do Hochtief Solutions. Firma specjalizuje się w budownictwie obiektów kubaturowych i infrastrukturalnych. Oferta firmy obejmuje realizację głównie obiektów biurowych, mieszkaniowych, przemysłowych, użyteczności publicznej, handlowo-rozrywkowych, a także robót budowlanych lądowych i wodnych dla dużych projektów infrastrukturalnych, robót budowlanych w ramach realizacji instalacji termicznego przekształcania odpadów oraz projektów dla sektora energetyki zawodowej. Firma wraz z Hochtief PPP Solutions oferuje udział w realizacji projektów w modelu partnerstwa publiczno-prywatnego w sektorze infrastruktury socjalnej na rynku polskim. Hochtief Polska prowadzi działalność na terenie całego kraju poprzez swoje oddziały i przedstawicielstwa w Warszawie, Poznaniu, Krakowie i Katowicach.

Listy zastawne atrakcyjne dla inwestorów. Zainteresowanie emisją PKO Banku Hipotecznego ponad dwuipółkrotnie przekroczyło jej wartość

CEO Magazyn Polska

PKO Bank Hipoteczny w czerwcu planuje kolejną emisję listów zastawnych o wartości 500 mln zł. Kwietniowa emisja okazała się dużym sukcesem. Popyt inwestorów dwuipółkrotnie przekroczył wartość oferty. Listy zastawne mogą znacząco zmienić rynek kredytów hipotecznych – bankom zapewnią długoterminowe finansowanie, co wpłynie na stabilność sektora, a klientom przewidywalność wysokości rat kredytowych w dłuższym czasie.

Kolejną emisję planujemy na czerwiec tego roku. To będzie emisja o podobnej skali co pierwsza benchmarkowa emisja kwietniowa, czyli ok. 500 mln zł – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Rafał Kozłowski, prezes zarządu PKO Banku Hipotecznego. – Na przełom III i IV kwartału planujemy emisję na rynku europejskim. Uzależniamy ją od tego, czy będzie sprzyjający klimat w Europie. Gdyby natomiast okazało się, że jesteśmy w stanie te same środki pozyskać w Polsce, to bardzo chętnie te listy zastawne zaoferujemy polskim inwestorom.

Ze strony polskich inwestorów widać duże zainteresowanie nowym instrumentem na rynku hipotecznym. Potwierdzają to wyniki pierwszej emisji listów PKO Banku Hipotecznego, które 11 maja zadebiutowały na rynku Catalyst warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Wartość oferty to 500 mln zł, a okres od dnia emisji do wykupu listów zastawnych ustalony został na 5 lat plus 1 dzień. Podczas budowania księgi popytu deklaracje nabycia tych papierów na łączną kwotę ponad 1,2 mld zł złożyło 37 inwestorów. Wśród nich był Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju.

Inwestorzy upatrują w listach zastawnych papierów, które uzupełniają portfele papierów skarbowych. Dają one nieco więcej odsetek niż papiery skarbowe, czyli są bardziej dochodowe dla inwestorów, a jednocześnie ich wiarygodność kredytowa jest oceniana nawet wyżej od obligacji Skarbu Państwa – wyjaśnia Kozłowski.

Jak podkreśla, list zastawny jest obligacją zabezpieczoną wierzytelnościami z tytułu kredytów hipotecznych, dlatego jest jednym z bezpieczniejszy instrumentów finansowych na świecie.

Działa to na takiej zasadzie, że klient detaliczny spłaca kredyt do banku, a środki z tej spłaty w sytuacji problemów emitenta wędrują wprost do inwestora. Jest to instrument daleko bezpieczniejszy niż obligacje niezabezpieczone i z tego powodu cieszy się wysoką oceną wiarygodności kredytowej zarówno ze strony agencji ratingowych, jak i samych inwestorów – mówi prezes PKO Banku Hipotecznego.

Agencja Moody’s w grudniu 2015 roku nadała listom PKO Banku Hipotecznego rating na poziomie Aa3, czyli najwyższy możliwy do osiągnięcia przez polskie papiery wartościowe.

List zastawny PKO Banku Hipotecznego ze względu na swoje zabezpieczenie uzyskuje wyższą ocenę wiarygodności kredytowej niż obligacje Skarbu Państwa. W tej chwili to są dwa poziomy powyżej z racji tego, że rating obligacji skarbowych nadany przez agencję Moody’s wynosi A2 – wyjaśnia Rafał Kozłowski.

To pierwsze notowane na tym rynku papiery dłużne zabezpieczone wyłącznie złotowymi kredytami mieszkaniowymi udzielonymi klientom indywidualnym.

Listy zastawne mają zapewnić bankom długoterminowe środki, które będą przeznaczać na kredyty hipoteczne. Z jednej strony będzie to oznaczać, że te środki będą pozyskiwane po stałej stopie procentowej, w efekcie banki będą mogły zaoferować kredyty hipoteczne o stałym oprocentowaniu. Dzięki temu klient będzie w stanie przewidzieć wysokość raty kredytowej w horyzoncie np. 5 lat – mówi Rafał Kozłowski.

Z drugiej strony finansowanie poprzez listy zastawne uwolni depozyty krótkoterminowe, którymi dziś banki finansują kredyty mieszkaniowe. Środki te będą mogły przeznaczyć na większą akcję kredytową np. dla firm, w tym firm małych i średnich.

W związku z czym będziemy mieli dwa efekty: jeden dla rynku kredytów hipotecznych, a drugi dla rozwoju gospodarki – podkreśla prezes PKO Banku Hipotecznego.

Wyjaśnia, że środki te wpłyną na stabilizację systemu finansowego. Inwestor nie ma bowiem możliwości zbycia listu zastawnego przed terminem, chyba że nastąpi to na giełdzie. Wówczas jednak ten instrument przejmie inny inwestor.

Orange chce nauczyć milion Polaków bezpiecznego korzystania z internetu. Mocno stawia też na rozwój wolontariatu pracowniczego

CEO Magazyn Polska

Orange Polska coraz mocniej angażuje się w działania na rzecz społeczeństwa. Do 2018 r. chce nauczyć milion ludzi bezpiecznego korzystania z internetu i wprowadzić specjalne standardy obsługi dla seniorów. Zamierza też doprowadzić do recyklingu co dziesiątego aparatu telefonicznego. Kolejnym elementem strategii jest propagowanie wolontariatu. Orange chce, by za dwa lata 20 proc. pracowników było zaangażowanych w różne inicjatywy społeczne.

W myśleniu o społecznej odpowiedzialności biznesu mamy teraz do czynienia z poważnym przewartościowaniem. Idzie ono w kierunku bardziej jakościowego myślenia o tym, jaki jest całokształt zaangażowania danej firmy i jaki jest jej wpływ na różne dziedziny życia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Konrad Ciesiołkiewicz, dyrektor komunikacji korporacyjnej i CSR Orange Polska.

Jak podkreśla, chodzi o zmierzenie wpływu działania firmy na rzecz społeczeństwa, a następnie zminimalizowanie wpływu negatywnego i zmaksymalizowanie pozytywnego.

Nasza strategia składa się z ponad 70 celów. Opieramy się na ponad 140 wskaźnikach w oparciu o standardy międzynarodowe. Liczą się jednak konkrety, dlatego do 2018 roku chcemy się zobowiązać, że w poszczególnych elementach naszej strategii CSR dokonamy poważnego rozwoju. Przede wszystkim liczymy na to, że zyskamy większą satysfakcję ze strony naszych klientów, szczególnie, jeśli chodzi o grupę osób starszych – wyjaśnia Ciesiołkiewicz.

Horyzontem czasowym, w jakim Orange chce osiągnąć swoje cele prospołeczne, jest 2018 rok. Do tego czasu operator chce m.in. poprawić wskaźnik satysfakcji klientów po 70 roku życia o 10 pkt proc. Mają zostać wprowadzone nowe standardy obsługi seniorów na infolinii i we wszystkich salonach Orange. Firma chce w tym czasie doprowadzić również do zaangażowania co najmniej co piątego pracownika w prace w wolontariacie.

Orange Polska jest absolutnie w pierwszej lidze pod względem zaangażowania w wolontariat. Mamy ponad 3 tys. zaangażowanych pracowników. Ale mamy jeszcze większą ambicję. Chcemy, żeby co piąty pracownik Orange był wolontariuszem, a co najmniej 1/4 naszych pracowników angażowała się w wolontariat kompetencyjny – mówi Konrad Ciesiołkiewicz.

Chodzi przede wszystkim o wykorzystywanie przez pracowników swoich umiejętności zawodowych takich jak znajomość księgowości czy HR na rzecz organizacji pozarządowych.

 Osoby, które są społecznie zaangażowane, są również najczęściej pracownikami, którzy mają więcej energii, są bardziej usatysfakcjonowani, bardziej kreatywni, lepiej pracują w zespole, a dzisiaj bez pracy zespołowej nie ma możliwości pracy w dużej organizacji – podkreśla Ciesiołkiewicz.

Dyrektor CSR Orange Polska podkreśla, że firma już przy rekrutacji zwraca uwagę na zaangażowanie społeczne potencjalnego pracownika i przy równych kompetencjach zawodowych preferuje te osoby, które bardziej angażują się w działania na rzecz swojego otoczenia i środowiska.

Mamy również ambicje, żeby przeszkolić ponad milion dorosłych Polaków z zakresu bezpiecznego korzystania z internetu – mówi Ciesiołkiewicz. – To ważne wyzwanie, szczególnie w naszych czasach, gdzie poczucie bezpieczeństwa jest nie tylko dyskutowane, lecz także w zasadzie jest osłabiane. Mamy szereg inicjatyw i narzędzi do tego, żeby uczestniczyć w budowaniu poczucia bezpieczeństwa, również cyfrowego. Naszą ambicją jest także to, żeby ponad milion dorosłych Polaków zyskało nowe kompetencje w tym zakresie.

Czwartym celem operatora jest działanie na rzecz ochrony środowiska. W tym celu promuje wśród klientów oddawanie starych telefonów i innego sprzętu telekomunikacyjnego do recyklingu.

– Chcemy, żeby co najmniej 10 proc. urządzeń, które sprzedajemy na rynku, nasi klienci zwracali. Polska nie należy do krajów, które mają w tym zakresie duże osiągnięcia – ubolewa Konrad Ciesiołkiewicz.

Co czwarty Polak nie zwraca uwagi na wytyczne na metkach. 60 proc. przez błędy w praniu czy prasowaniu zniszczyło swoje ubrania

CEO Magazyn Polska

Polacy czytają metki, ale rzadko stosują się do wytycznych, które zawierają. Nie zawsze też dobrze odczytują zawarte na nich informacje. Kłopoty sprawiają zwłaszcza symbole niejednoznacznie obrazujące wytyczne związane z praniem odzieży. Co czwarty z nas w ogóle nie zwraca uwagi na informacje od producenta, zdając się jedynie na własne doświadczenie. Metek nie czyta zwykle młodsze pokolenie, które informacji woli szukać w internecie. 

Z raportu przygotowanego dla Leifheit Polska wynika, że 93 proc. Polaków robi pranie co najmniej raz w tygodniu, a ponad połowa nawet kilka razy w tygodniu. Większość z nas uważa, że wystarczająco dobrze dba o swoje ubrania, jednak aż 60 proc. zniszczyło jakąś część garderoby poprzez błędy w pielęgnacji. Raport „Jak Polacy dbają o ubrania” przeprowadzony przez ARC Rynek i Opinia, pokazuje, że trzech na czterech Polaków szuka informacji o sposobach pielęgnacji ubrań na metkach, jednak robimy to sporadycznie. W 27 proc. zdajemy się na intuicję i doświadczenie i nie zwracamy uwagi na wskazówki producenta.

Wydaje nam się, że wiemy, jak prasować i jak prać, ale metody, które stosujemy, nie są zawsze takie, jakie rekomendują nam producenci ubrań. Teoretycznie wiemy, jak czytać metki, ale nie zawsze potrafimy podać szczegóły – mówi agencji informacyjnej Newseria Łukasz Mańko, dyrektor zarządzający Leifheit Polska. – Myślę, że jest to element naszej kultury. Niemcy są bardzo ułożeni i jeśli im ktoś powie, jak trzeba coś robić, to oni tak zrobią. Polacy wybierają dowolność. Ktoś mi da wskazówki, ale ja i tak wiem lepiej i sam sobie poradzę.

Informacji na metkach nie czytają zwłaszcza młodzi dorośli. Uważają, że mają dostateczną wiedzę na temat pielęgnacji garderoby, a więc czytanie wytycznych producenta jest prawie pozbawione sensu. W razie konieczności informacji szukają w internecie. Osoby starsze natomiast najczęściej kierują się wytycznymi zawartymi na metkach. Raport pokazał, że istnieją różnice w podejściu do prania odzieży ze względu na płeć respondentów. Mężczyźni informacji szukają wśród znajomych i rodziny, przywiązują też mniejszą wagę do szczegółów.

Kobiety używają bardziej zaawansowanych akcesoriów do prania i prasowania, np. woreczków do prania bielizny. Mężczyźni pranie robią na zasadzie intuicji, wrzucając białe i kolorowe razem. Większość naszych respondentów twierdzi, że segregację kolorami stosuje, ale już bardziej zaawansowane czynności, np. segregowanie prania według temperatury, już niekoniecznie – mówi Anna Dąbrowska, koordynator badania ARC Rynek i Opinia.

Respondenci, którzy zwracają uwagę na instrukcje na metkach, stosują się do nich, ale wybiórczo. Przywiązują wagę przede wszystkim do informacji o temperaturze i metodzie prania. Najczęściej ignorowanymi wytycznymi są informacje dotyczące metod suszenia prania.

Aż 68 proc. Polaków deklaruje umiejętność prawidłowego odczytywania symboli z metek. W praktyce jednak nasz wiedza ogranicza się do symboli dokładnie obrazujących dane zalecenia, np. pranie w temperaturze 30 stopni. Te bardziej niejednoznaczne sprawiają już kłopot.

Miałam taką przykrą historię z kaszmirowym sweterkiem, który wydawało mi się, że mogę wyprać w 40 stopniach, ale wyjęłam go w rozmiarze dużego niemowlęcia. Bardzo tego żałowałam. Od tamtej pory rzeczywiście sprawdzam. Jeżeli nawet już wytnę metkę, to staram się raczej ustawiać na niższą temperaturę niż na wyższą – mówi Ula Chincz, dziennikarka i autorka bloga Ula Pedantula.

Moim zdaniem rolę edukacyjną powinien odgrywać handel, czyli ekspedientka powinna wiedzieć, z czego dana odzież jest wykonana i jak należy ją konserwować, a w przypadku bardziej wymagających struktur sygnalizować to klientom – dodaje dr inż. Marzanna Lesiakowska-Jabłońska, specjalistka ds. materiałoznawstwa, Via Moda.

Zdaniem ekspertów klienci popełniają także wiele błędów związanych z konserwacją ubrań. Dotyczy to zwłaszcza odzieży z materiałów szlachetnych, np. jedwabiu lub dzianin wykonanych ze szlachetnych wełen. Wymagają one bardzo starannego procesu konserwacji i suszenia.

Z pomocą przychodzą nam nowinki technologiczne. Dostępne na rynku pralki mają specjalne programy, które same dostosowują temperaturę i obroty do konkretnej tkaniny. Coraz częściej wybieramy też stacje parowe zamiast tradycyjnych żelazek.

Możemy ułatwić sobie pielęgnację przez odpowiednie produkty, które pomagają nam w procesach konserwacji. Inwestycja w dobre żelazko, w dobrą deskę do prasowania i we właściwą suszarkę może nam bardzo ograniczyć czas i koszty związane z koniecznością wymiany garderoby – mówi Lesiakowska-Jabłońska.

Z pomocą przychodzą także specjaliści, czyli pralnie chemiczne.

60 proc. badanych twierdzi, że zdarza im się oddawać rzeczy do pralni, ale dotyczy to wyłącznie bardzo „trudnych” rzeczy, czyli garniturów, żakietów czy eleganckich spódnic. Częściej robią to mieszkańcy dużych miast z racji dostępności tego typu punktów i ludzie o wyższych dochodach z racji kosztów, które się z tym wiążą – podkreśla Anna Dąbrowska.

Media społecznościowe ułatwiają poszukiwanie mieszkania. Od stycznia na temat wynajmu lub sprzedaży pojawiło się 11 tys. informacji

CEO Magazyn Polska

Od 1 stycznia do 20 kwietnia użytkownicy mediów społecznościowych ponad 11 tysięcy razy publicznie poruszyli temat nieruchomości. Najczęściej przy pomocy znajomych szukają nieruchomości na sprzedaż lub wynajem, z czego zdecydowaną większość stanowią zapytania o mieszkania. Oferują także wynajem swoich mieszkań lub szukają współlokatorów. Jedna piąta wszystkich interakcji to udostępnienia.

Wspólnie z firmą Freedom Nieruchomości zbadaliśmy internetową dyskusję Polaków na temat tego, w jaki sposób rozmawiają o nieruchomościach, mieszkaniach, domach w mediach społecznościowych, jakie problemy nękają ich najczęściej, gdzie taka dyskusja się odbywa i jakie ona tak właściwie ma znaczenie. Od początku tego roku w serwisach społecznościowych różnego rodzaju, na Facebooku czy na Twitterze, ukazało się ponad 11 tys. pytań Polaków dotyczących właśnie branży mieszkaniowej – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Łukasz Jadaś, starszy specjalista ds. badań i produktów w Instytucie Monitorowania Mediów.

Odzew innych użytkowników zwykle jest bardzo duży. Pokazuje to przykład Rafała Jonkisza, mistera Polski, na którego ogłoszenie o poszukiwaniu mieszkania do wynajęcia w Warszawie, zareagowało 5,5 tys. osób na Facebooku i 13 tys. na Instagramie.

Wpisy tego rodzaju spotykają się z wieloma interakcjami innych użytkowników, a co najważniejsze – ponad 20 proc. tych interakcji to udostępnienia, podania dalej. Dzięki temu zasięg takich próśb czy pytań się zwiększa, czyli informacja o tym, że poszukujemy mieszkania znacznie zwiększa krąg odbiorców. To może ułatwić nam wynajęcie lub zakup mieszkanie, a także znalezienie współlokatora – mówi Jadaś.

Odsetek udostępnień jest bardzo duży. Eksperci obserwują wyższy (ok. 50 proc.) w przypadku próśb związanych z działalnością charytatywną.

Najczęściej internauci rozmawiają o tym na Facebooku (90 proc. wpisów), głównie na osobistych profilach, ale także w grupach dyskusyjnych. W drugiej kolejności są fora dyskusyjne (5 proc.), a na trzecim Twitter (3,5 proc.).

Co ciekawe, coraz więcej tego rodzaju próśb zamieszcza się na Instagramie, zwłaszcza jeżeli chodzi o ofertę mieszkania bądź pokoju na wynajem. Wtedy osoba bądź firma zamieszcza taki wpis, dodaje do niego zdjęcie, dzięki czemu oferta jest znacznie atrakcyjniejsza i łatwiej znaleźć najemcę na taki lokal – podkreśla ekspert IMM.

W zadawanych pytaniach i prośbach słowo „dom” pada niespełna 900 razy, podczas gdy słowo „mieszkanie” blisko 8,5 tys.

Z monitoringu wynika też, że taką podstawową potrzebą formułowaną w social media w związku z rynkiem mieszkaniowym są prośby o wynajęcie pokoju bądź poszukiwanie współlokatora. Na drugim miejscu w mediach społecznościowych najczęściej formułujemy prośby o znalezienie mieszkania dwupokojowego do wynajęcia, dalej są kawalerki, a znacznie mniej popularne są domy jednorodzinne i mieszkania o większej liczbie pokoi – wymienia Łukasz Jadaś.

W badanym okresie frazy „szukam pokoju do wynajęcia” czy „szukam współlokatora” pojawiły się blisko 3 tys. razy.

Z monitoringu wynika także, że internauci rzadko korzystają z pomocy pośredników. Wzmianki na ich temat dotyczą 3,5 proc. przypadków.

Jednak jeżeli pod uwagę weźmiemy wpisy i komentarze, w których pada nazwa danej firmy, agencji czy pośrednika, to okaże się, że są one tematem około 100–200 dyskusji dziennie. To jest bardzo szerokie pole do popisu dla tychże agencji – podkreśla Łukasz Jadaś. – Dzięki monitorowaniu opinii bądź potrzeb użytkowników mediów społecznościowych mogą lepiej dostosować swoją ofertę pod kątem promocji, reklamy. Mogą też zwrócić się bezpośrednio do danej osoby z konkretną ofertą pomocy przy wynajmie bądź sprzedaży mieszkania.

Najwięcej wzmianek pojawia się na temat nieruchomości w Warszawie, ale po zsumowaniu publikacji dotyczących Gdańska, Gdyni i Sopotu okazuje się, że liderem jest Trójmiasto.

Czytelnictwo w Polsce znowu spada. Branża poligraficzna liczy jednak na dobre zyski

CEO Magazyn Polska

Ze wstępnych danych Biblioteki Narodowej wynika, że odsetek osób, które nie przeczytały ani jednej książki, wzrósł w 2015 roku do 63 proc. Mimo to drukarnie zajmujące się drukowaniem książek, czasopism i albumów liczą na kolejne zwyżki zysków. W 2015 roku przychody i zyski Kompapu, właściciela drukarń BZGraf i OZGraf w Olsztynie i Białymstoku, wzrosły dwucyfrowo.

­– Z jednej strony można powiedzieć, że nie jest łatwo, bo czytelnictwo spada, ale z drugiej strony branża ostatnio bardzo dużo zainwestowała, mówi się o kilkuset milionach euro – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Waldemar Lipka, prezes spółki Kompap. – Mówię o druku dziełowym, który jest naszą domeną. Na podstawie wyników, jakie uzyskujemy, można powiedzieć, że jest dobrze, aczkolwiek jest to rynek bardzo trudny i trzeba ciężko pracować.

Kompap w 2015 roku zwiększył przychody o ponad 11 proc. W I kwartale tego roku wzrost wyniósł 16 proc. O 5 proc. zwiększył się w tym czasie skonsolidowany zysk brutto ze sprzedaży.

– Optymistycznie patrzę na rynek, nawet jeśli chodzi o czytanie, ponieważ jest różnica między kupowaniem książek a ich czytaniem. Jak każdy by popatrzył na swoje zbiory, to okazałoby się, że 80 proc. z nich jest nieprzeczytanych. Ludzie kupują książki, ale nie zawsze je czytają. My jeszcze jesteśmy w bardzo newralgicznym segmencie, a mianowicie albumów i książek na prezenty – mówi Waldemar Lipka.

Ze wstępnych danych udostępnionych przez Bibliotekę Narodową wynika, że w 2015 roku czytelnictwo znowu spadło. 63 proc. Polaków nie przeczytało ani jednej książki; dwa lata wcześniej było to 58,3 proc. Polaków.

Mimo to wyniki Kompapu rosną. Nie tylko dlatego, że drukuje książki kupowane na prezenty, lecz także z powodu kontraktów zagranicznych. W I kwartale skonsolidowane przychody z działalności produkcyjnej, obejmującej sprzedaż gotowych książek, katalogów, czasopism i innych artykułów poligraficznych, przekroczyły 15 mln zł (rok wcześniej było to 13,1 mln zł). Sprzedaż zagraniczna do blisko 20 krajów europejskich na koniec ubiegłego roku odpowiadała za jedną piątą przychodów grupy.

Kompap zajmuje się także produkcją specjalistycznych artykułów papierniczych i biurowych, np. kopert utajnionych czy rolek do bankomatów z nadrukiem.

Nasza pozycja nie powinna być gorsza niż do tej pory. Jeśli popatrzymy na przychody, to jako dwie drukarnie przy ponad 60 mln zł przychodów plasujemy się w pierwszej dziesiątce. Jeśli popatrzymy na naszą ocenę wśród wydawców, to tutaj jest bardzo dobrze, bo jesteśmy od kilku lat w pierwszej trójce. To nie powinno się zmienić, będziemy nad tym pracowali – zapowiada prezes spółki.

Przyszłością rynku jest druk cyfrowy, jak jednak podkreśla Lipka, na razie branża skupia się na druku offsetowym. Grupa rozważa jednak zakup maszyn do druku cyfrowego w przyszłości.

Teraz branża drukuje przede wszystkim w systemie offsetowym, ale wiele mówi się o druku cyfrowym. Oczywiście jest to przyszłość, przyglądamy się, rozmawiamy ze wszystkimi graczami, zastanawiamy się nad zakupem systemu do druku cyfrowego. Niemniej jednak uważamy, że offset będzie najważniejszą metodą, jeśli chodzi o druk i technologię – ocenia Waldemar Lipka.

Ubezpieczyciel zapłaci za zapięte pasy

samochodPrzyzwyczailiśmy się już do tego, że zapłacimy niższą cenę za polisę komunikacyjną , jeśli mamy mniej kolizji i wypadków. Można więc założyć, że taka zależność sprawia, że jeździmy nieco ostrożniej. W ten sposób nie tylko nie przysparzamy kosztów ubezpieczycielowi, ale też jesteśmy bezpieczniejsi i nie stwarzamy zagrożenia na drodze.

Ten model jest także wdrażany przy innych rodzajach ubezpieczeń – ostatnio przy polisach życiowych. Jeden z ubezpieczycieli buduje w całej Polsce ścieżki z instalacjami do ćwiczeń fizycznych, zachęcając do uprawiania amatorskiego sportu i dbania o swoją kondycję fizyczną. Inny, opracowuje poradniki i edukuje z zasad profilaktyki zdrowotnej. Jeszcze inny promuje prospołeczne i altruistyczne postawy wpływające na bezpieczeństwo, nagradzając ludzi wykazujących się nimi w życiu codziennym. Coraz częściej ubezpieczyciele w swoim arsenale działań promocyjnych mają sponsoring biegów długodystansowych i innych imprez sportowych. Dzisiaj dbanie o zdrowie stało się swoistą modą z wymiernymi korzyściami nie tylko dla uprawiających sport, ale i dla ubezpieczycieli.

Lepiej zapobiegać i biegać

Zdrowy tryb życia i prozdrowotne nawyki mogą przekładać się nie tylko na niższą składkę płaconą przez cały okres ubezpieczenia, ale i dodatkowe świadczenia wypłacane w razie zdarzenia ubezpieczeniowego w sytuacji, kiedy poszkodowany może udokumentować np. regularną profilaktykę zdrowotną.

– Nasze polisy są tak skonstruowane, żeby w sytuacji udokumentowania profilaktyki zdrowotnej w okresie poprzedzającym chorobę, gwarantować dodatkowe wypłaty przy poważnym zachorowaniu. Takie sytuacje oceniane są indywidualnie, ale zazwyczaj wystarczy prowadzić udokumentowane badania lekarskie raz w roku, abyśmy mogli uruchomić dodatkowe świadczenie, w momencie zdiagnozowania choroby. Wszyscy staramy się żyć zdrowiej, uprawiać sport, przeprowadzać badania profilaktyczne, co ogranicza ryzyko wystąpienia chorób, w szczególności nowotworowych. My to doceniamy – mówi Filip Przydróżny, Dyrektor Biura Ubezpieczeń Osobowych Concordii Ubezpieczenia.

Zapnij pasy! To się opłaci

Zapięte pasy warto mieć zwłaszcza ze względów bezpieczeństwa, ale również dlatego, że niedopełnienie tej procedury i uczestnictwo w wypadku może powodować trudności w uzyskaniu odszkodowania w ramach NNW towarzyszącego polisie komunikacyjnej. Bezpieczną jazdę i sumienne stosowanie się do przepisów ruchu drogowego ubezpieczyciele od niedawna promują także przy polisach innych niż komunikacyjne.

– Wypłacamy dodatkowe świadczenia za zapinanie pasów. Jeśli poszkodowany w wypadku miał zapięte pasy, jego rodzina – poza kwotą wynikającą z sumy ubezpieczenia – otrzyma także dodatkowe świadczenie. Wypadek komunikacyjny obejmuje u nas również rowerzystów i  pieszych, którzy często wyłączeni są z ochrony w innych polisach życiowych – mówi Filip Przydróżny z Concordii Ubezpieczenia.

Niektórzy ubezpieczyciele wydają się darzyć większym zaufaniem swoich klientów, godząc się na zawarcie umowy na podstawie oświadczenia zdrowotnego, bez skierowania ich na badania. Na rynku pojawiają się też polisy, w których ochrona jest dostępna już od następnego dnia po zawarciu umowy, także w przypadku ryzyka śmierci. Warto więc przyglądać się zakresom i udogodnieniom oferowanym przez firmy ubezpieczeniowe.

Ubezpieczyciele coraz częściej promują i nagradzają zdrowy styl życia, profilaktykę zdrowotną, a nawet wzorcowe postawy w codziennym życiu. To opłaca się i towarzystwom i ubezpieczonym.