ASBIS po I kwartale 2016

ASBISc Enterprises Plc, dystrybutor IT, zanotował znaczącą poprawę wyników w porównaniu do I kw. 2015. Przy przychodach niższych o 11,61%, zysk brutto wzrósł o 93,17% w wyniku realizacji strategii koncentracji na marżach, wprowadzonej od III kw. 2015. Skutkowała ona solidną, znacznie wyższą marżą zysku brutto w wysokości 5,34%, co jest najlepszym wynikiem od kilku kwartałów.

Jednocześnie Spółka nadal zmniejszała koszty sprzedaży, ogólnego zarządu oraz koszty finansowe. Szczególnie istotny jest fakt, iż koszty sprzedaży zmniejszyły się o 38,18% w czasie gdy zysk brutto wzrósł o 93,17%.

W rezultacie wzrostu zysku brutto oraz spadku kosztów, rentowność wzrosła na wszystkich poziomach. EBITDA była dodatnia i wyniosła w I kw. 2016 3.802 mln USD w porównaniu do ujemnego wyniku EBITDA w wysokości 7.980 mln USD w I kw. 2015. Spółka wypracowała również zysk netto po opodatkowaniu w wysokości 401 tys. USD, co oznacza poprawę o 12.805 mln  USD w porównaniu do I kw. 2015.

Po zapoznaniu się z wynikami za I kw. 2016, Spółka podtrzymuje prognozę finansową na 2016 rok.

Siarhei Kostevitch, Dyrektor Generalny i Przewodniczący Rady Dyrektorów ASBISc Enterprises Plc, skomentował: I kw. 2016 był zgodny z naszym budżetem. Skutecznie realizowaliśmy nasze priorytety na 2016 rok. Marża zysku brutto wzrosła do 5,34% z 2,44% w I kw. 2015, znacząco także zredukowaliśmy koszty. Podczas gdy redukcja kosztów jest bezpośrednim rezultatem działań oszczędnościowych rozpoczętych w I kw. 2015, poprawa marży zysku brutto miała dwie przyczyny. Po pierwsze, skoncentrowaliśmy się na ulepszaniu naszego portfolio produktowego i realizowaliśmy sprzedaż tylko gdy marże były satysfakcjonujące – tak aby nie wchodzić w duże wojny cenowe i niekonieczną konkurencję. Po drugie, udało nam się zoptymalizować biznes marek własnych, który stanowi mniejszą część przychodów ogółem, ale daje nam znacznie lepszy zwrot z inwestycji. W rezultacie, wypracowaliśmy dodatni wynik netto, a  co ważniejsze, oczekujemy, że nasze wyniki będą ulegać dalszej poprawie w kolejnych kwartałach i pozwolą nam zrealizować naszą prognozę wyników finansowych”.

Przychody

249.095

281.809

-11,61%

Zysk brutto

13.302

6.886

+93,17%

Marża zysku brutto

5,34%

2,44%

+118,54%

Koszty ogólnego zarządu

(3.889)

(5.555)

-29,99%

Koszty sprzedaży

(6.145)

(9.940)

-38,18%

Zysk z działalności operacyjnej

3.269

(8.608)

N/A

EBITDA

3.802

(7.980)

N/A

Zysk po opodatkowaniu

401

(12.404)

N/A

W I kw. 2016 roku obserwowana była pewna poprawa w krajach byłego ZSRR (w szczególności na Ukrainie), które radziły sobie lepiej niż operacje Spółki w Europie Środkowo-Wschodniej. Przychody osiągnięte w regionie krajów byłego ZSRR w I kw. 2016 były o 8,17% niższe niż w I kw. 2015. Sprzedaż w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w I kw. 2016 zmniejszyła się o 23,25% w porównaniu do I kw. 2015.

Sprzedaż w Europie Zachodniej w I kw. 2016 zwiększyła się o 50,72% w porównaniu do I kw. 2015 w  wyniku mocnej sprzedaży komponentów w tym regionie. Sprzedaż w regionie Bliskiego Wschodu i Afryki zwiększyła się o 4,73% w porównaniu do I kw. 2015.

Analiza według krajów pokazuje poprawę działalności na Ukrainie, gdzie sprzedaż zwiększyła się o 154,05% w I kw. 2016 w porównaniu do I kw. 2015. Sprzedaż w Rosji zmniejszyła się o 5,07%. W regionie Europy Środkowo-Wschodniej, sprzedaż na Słowacji zmniejszyła się
o 13,30%, jednakże w tym samym czasie sprzedaż w Czechach zwiększyła się o 9,51%. W liczbach bezwzględnych, Słowacja nadal była liderem w portfolio krajów działalności Spółki, jednak kraje byłego ZSRR – po ostatniej poprawie – stają się znów mocniejsze.

tys.
USD

% przychodów ogółem

tys.
USD

% przychodów
ogółem

Europa Środkowo-Wschodnia

99.413

39,91%

129.524

45,96%

Kraje byłego ZSRR

73.926

29,68%

80.505

28,57%

Bliski Wschód i Afryka

43.871

17,61%

41.888

14,86%

Europa Zachodnia

22.768

9,14%

15.106

5,36%

Pozostałe

9.118

3,66%

14.785

5,25%

Ogółem

249.095

100%

281.809

100%

W I kw. 2016 Spółka powróciła do swoich tradycyjnych silnych stron. Sprzedaż procesorów była najmocniejsza w strukturze przychodów według głównych linii produktowych po zanotowaniu znacznego wzrostu o 22,38% rok do roku. Za nimi uplasował się segment smartfonów, który pozostaje duży, ale mniejszy niż rok temu ze względu na koncentrację Spółki na marżach. Spośród innych głównych linii produktowych, obserwowane było zmniejszenie przychodów z biznesu związanego z oprogramowaniem związane z mniejszym niż oczekiwany popytem na Windows 10 oraz dalsze zmniejszenie biznesu związanego z tabletami.

Spośród innych linii produktowych, w I kw. 2016 Spółka zanotowała pozytywny trend na płytach głównych i kartach graficznych (+78,54%), produktach do wyświetlania (+27,86%), modułach pamięci (+63,29%), serwerach i ich komponentach (+18,82%), napędach optycznych i stacjach dysków (+99,12%) oraz na produktach sieciowych (+16,44%). Udział czterech tradycyjnych linii produktowych (procesory, dyski twarde, laptopy i oprogramowanie) w przychodach ogółem wzrósł do 45,73% z 43,77% w I kw. 2015.

CEO Magazyn Polska

 

Tygodniowy przegląd rynku obligacji: zanim wzrosną stopy, spadnie śnieg

Michael Boye
Michael Boye, Saxo Bank
  • Czerwcowa podwyżka stóp nie wchodzi już w grę po rozczarowującym raporcie NFP
  • Najbardziej prawdopodobnym terminem kolejnej podwyżki w tym cyklu jest grudzień
  • Szanse na wcześniejszą decyzję spadają z uwagi na Brexit i wybory w Stanach Zjednoczonych w listopadzie

Ponieważ od dawna opowiadam się za defensywnym podejściem do podwyżek stóp procentowych przez Rezerwę Federalną (m.in. tutaj, tutaj i tutaj), nie będzie żadnym zaskoczeniem, że naszym zdaniem amerykański bank centralny (pomimo agresywnej retoryki) nie będzie się spieszyć z podwyższaniem stóp w tym roku. W istocie bardziej prawdopodobny jest scenariusz, w ramach którego wcześniej w Stanach Zjednoczonych spadnie śnieg, niż wzrosną stopy procentowe.

Oto analiza pozostałych posiedzeń FOMC przewidzianych na ten rok oraz czynników ryzyka, które mogłyby skłonić Rezerwę Federalną do opóźnienia decyzji.

15 czerwca (konferencja prasowa) obecnie prawdopodobieństwo podwyżki szacuje się na 8%

Opublikowany w ubiegłym tygodniu rozczarowujący raport w sprawie zatrudnienia w sektorze pozarolniczym wydaje się ostatnim gwoździem do trumny ewentualnej podwyżki w czerwcu, mimo iż naszym zdaniem podwyżka stóp w tym terminie już od dawna była mało prawdopodobna ze względu na możliwe (przynajmniej w ujęciu krótkoterminowym) trzęsienie ziemi w postaci wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej zaledwie tydzień po dacie posiedzenia (referendum odbędzie się 23 czerwca). Król Hiszpanii, Filip, również zapowiedział wybory powszechne na 26 czerwca, i mimo iż na peryferyjne regiony strefy euro nie jest wywierana szczególna presja, wyraźnie widać niepewność polityczną: Katalonia wydaje się gotowa ogłosić niepodległość widząc jakąkolwiek oznakę słabości znienawidzonego rządu w Madrycie.

27 lipca obecnie prawdopodobieństwo podwyżki szacuje się na 23% (łącznie)

Po lipcowym posiedzeniu nie przewidziano jakiejkolwiek konferencji prasowej, a mimo iż Janet Yellen zapewniła inwestorów, że posiedzenia bez konferencji prasowych są również istotne w kontekście podwyżek stóp, rynek wydaje się preferować terminy, w których takie konferencje już zostały przewidziane. Ponadto podwyżkę w tym terminie utrudnia (choć nie wyklucza) specyfika rynków finansowych w okresie wakacyjnym – rynki są wówczas zwykle mniej płynne, przez co są bardziej wrażliwe na ewentualne wstrząsy. Popularność Yellen wśród zarządzających środkami pieniężnymi raczej nie wzrośnie, jeżeli stopy zostaną podwyższone w okresie, gdy cała branża popija letnie koktajle nad basenem. Nie, żeby prezes Fed się tym przejmowała – bynajmniej. Bardziej może brać pod uwagę debatę w sprawie greckiego długu, która do tego czasu może ponownie się zaostrzyć, ponieważ obecnie rząd Grecji dąży do uzyskania ulgi w tym zakresie jeszcze przed terminem spłaty zadłużenia na rzecz Europejskiego Banku Centralnego, tj. przed 20 lipca.

21 września (konferencja prasowa) — obecnie prawdopodobieństwo podwyżki szacuje się na 35% (łącznie)

Biorąc pod uwagę, że rynki będą ponownie funkcjonowały pełną parą, a decyzja w sprawie Brexitu (oraz, być może, w sprawie kryzysu zadłużenia w Grecji, wersja nr 57) będzie już za nami, posiedzenie we wrześniu to naszym zdaniem pierwsza i najlepsza okazja do podwyżki stóp w tym roku. Zgodnie z powtarzaną przez Fed mantrą dotyczącą uzależnienia decyzji od danych, odczyty w Stanach Zjednoczonych będą miały kluczowe znaczenie, a uwzględniając ostatnie pogorszenie danych ekonomicznych, do ewentualnej decyzji o podwyżce konieczna będzie zmiana nastrojów w gospodarce. Ponadto, ze względu na kampanię prezydencką w Stanach Zjednoczonych przed wyborami 8 listopada, można z dużym prawdopodobieństwem zakładać, że dane dotyczące inwestycji będą ulegały sporym wahaniom, w szczególności w przypadku, gdy wyniki sondaży zaczną wskazywać na wyrównane poparcie.

2 listopada — obecnie prawdopodobieństwo podwyżki szacuje się na 38% (łącznie)

Jakakolwiek kontrowersyjna decyzja Rezerwy Federalnej na sześć dni przed wyborami prezydenckimi jest niemal nie do pomyślenia – w istocie, można się wręcz zastanawiać, czy w momencie planowania terminu posiedzenia nie zapomniano o tak ważnym wydarzeniu. Biorąc pod uwagę, że Yellen raczej nie utrzyma stanowiska, nieoczekiwana decyzja o podwyżce zaledwie na kilka dni przed wyborami nie przyczyniłaby się do poprawy sytuacji zawodowej pani prezes.

14 grudnia (konferencja prasowa) — obecnie prawdopodobieństwo podwyżki szacuje się na 53% (łącznie)

W ten sposób posiedzenie w grudniu to najbardziej oczywista data podwyżki. Po posiedzeniu przewidziano nawet konferencję prasową. Do tego czasu jednak nie wiadomo, jaka będzie kondycja światowej gospodarki, nie mówiąc już o gospodarce amerykańskiej. Chińska gospodarka już hamuje- co potwierdziły opublikowane w tym tygodniu dane handlowe, a europejski kryzys dotyczący uchodźców może, przynajmniej w perspektywie krótkoterminowej, istotnie pogorszyć stan finansów publicznych.

Wreszcie, biorąc pod uwagę, że pozostałe światowe banki centralne luzują politykę pieniężną, Rezerwa Federalna – w ujęciu względnym – powinna usztywniać swoją politykę – nie podejmując żadnych działań.

Michael Boye, Saxo Bank

Obligacje popularniejsze od lokat?

W ostatnich tygodniach mogliśmy obserwować rzadko spotykaną sytuację w polskim sektorze produktów inwestycyjnych. Obligacje, wyemitowane przez jeden z banków, cieszyły się tak dużym zainteresowaniem, że rozeszły się w ciągu kilku godzin. Michał Kwasek z ANG Spółdzielni Pośredników Ubezpieczeniowych wyjaśnia, jakie zagrożenia wiążą się z takim sposobem inwestowania.

W ciągu zaledwie kilku godzin, swoich właścicieli znalazły obligacje jednego z banków funkcjonujących na polskim rynku. W pogoni za popytem zazwyczaj podąża podaż, więc bank zdecydował się na kolejną emisję – w drugim podejściu wydłużono tylko czas wykupu. Pierwsza emisja to obligacje 6 – letnie, o wartości emisji 150 mln zł. Druga, to obligacje 8 – letnie o wartości 70 mln zł. Jednak to nie jedyny bank szukający kapitału z tego źródła. Pytanie, co kieruje ludźmi decydującymi się na taką inwestycję? Na ile ten zakup jest świadomy? O ile w przypadku papierów wartościowych, emitowanych przez tak duże instytucje, jak banki, inwestycja wydaje się bezpieczna, to jednak warto przypomnieć, że nie ma ona nic wspólnego z lokatą bankową.

Czym różni się obligacja od lokaty?          

Obligacje i lokaty bankowe to zupełnie różne instrumenty finansowe. Inne regulacje prawne, inna technika działania, inny właściciel pieniędzy w trakcie inwestycji. Właścicielem pieniędzy zainwestowanych w lokatę nadal jest klient. Natomiast właścicielem pieniędzy zainwestowanych w obligację jest podmiot, który ją emitował. Lokata jest instrumentem chronionym prawnie – zwrot lokaty do 100 tys. euro gwarantowany jest przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Żadna obligacja takiej gwarancji nie posiada. Te dwa instrumenty różni od siebie także horyzont inwestycyjny – lokaty to produkt krótkoterminowy, obligacje – średnioterminowy. Inaczej wygląda również ich płynność. Lokatę można zerwać praktycznie w każdej chwili. Papiery wartościowe ktoś musi chcieć i mieć za co odkupić. Diametralnie różny jest też poziom wiedzy potrzebnej do tego, aby nasze decyzje inwestycyjne były w pełni świadome. W tych dwóch ostatnich kwestiach obligacjom jest o wiele bliżej do akcji, czyli inwestowania na giełdzie, niż bezpiecznym lokatom bankowym.

Obligacja obligacji nie równa

Obligacje mogą się od siebie bardzo istotnie różnić. Warto nadmienić, że poziom ich bezpieczeństwa, uzależniony jest od wiarygodności emitenta. Najbezpieczniejszymi obligacjami, z którymi mieliśmy do tej pory największy kontakt, są te emitowane przez Skarb Państwa. Dlatego w tym przypadku można czuć się bezpiecznie – gwarantem ich wykupu jest właśnie Skarb Państwa. Ciężko sobie wyobrazić bankructwo państwa, tym bardziej w przypadku Polski. Innym typem są obligacje komunalne, emitowane przez państwowe jednostki administracyjne (samorządy terytorialne). Poziom bezpieczeństwa tej inwestycji uzależniony jest od wiarygodności danej gminy, ludzi nią rządzących, historii emisji, wykupu, itp. Mają one już inny (wyższy) poziom ryzyka niż obligacje skarbowe. Kolejną kategorią są obligacje korporacyjne, czyli przedsiębiorstw. Do nich należą wspomniane obligacje bankowe. Na każdym etapie działalności, przedsiębiorstwo ma prawo je wyemitować – oczywiście, jeżeli tylko znajdą się chętni na ich zakup. Obligacja to forma kredytu udzielanego przez osoby (bądź firmy) kupujące obligacje, podmiotowi, który je emituje. Przedsiębiorstwa emitują je w celu pozyskania kapitału na rozwój, nowy projekt, nową technologię, maszyny, przejęcia, restrukturyzację, projekt naprawczy, bądź ratunek przed upadłością. Wszystkie te cele mogą być finansowane właśnie w ten sposób. O ile pierwsza cześć potrzeb, to potrzeby z perspektywy inwestora pozytywne, bo mają na celu rozwój firmy, o tyle te ostatnie to już próba ratunku firmy przed zakończeniem jej działalności. W przypadku, w którym papiery wartościowe emitowane są w celu próby ratunku rozpadającego się przedsiębiorstwa, nazywane są one obligacjami śmieciowymi. Problem w tym, że bardzo często nie jest to informacja podawana do publicznej wiadomości. Może bowiem zdarzyć się sytuacja, w której podmiot, chcąc zachęcić potencjalnych nabywców, przygotuje atrakcyjne materiały marketingowe, uzbroi w nie skutecznego i wzbudzającego zaufanie handlowca i pod płaszczykiem inwestycyjnej okazji, sprzeda nam nic nie warty papier – zwany obligacją. Jej wartość jest na tyle znikoma, że w żadnym wypadku nie gwarantuje nam wykupu. Udzielony przez nas tej firmie kredyt, nigdy nie zostanie spłacony, a my nigdy nie odzyskamy naszych pieniędzy.

Obligacja to kredyt, a sprzedaż to opowieść

Warto zatem pamiętać, że obligacja to kredyt. Trzeba wiedzieć komu, na co i dlaczego chcemy go udzielić. W związku z tym, szanse na jej wykup, czyli zwrot zainwestowanych przez nas pieniędzy lub inaczej – spłata udzielonego przez nas kredytu, uzależniona jest od wiarygodności podmiotu, w który chcemy finansować. Przed zakupem jakiejkolwiek obligacji, należy zatem dokładnie poznać firmę, której chcemy pomóc. Jeżeli nie jesteśmy pewni, co do opłacalności takiej inwestycji, warto ją omówić z zaufanym doradcą. Grupa ANG zajmuje się doradztwem finansowym na kilku płaszczyznach. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy mogliśmy w Polsce obserwować wysyp podmiotów emitujących papiery wartościowe. Bardzo często są to firmy posiadające wirtualne biura, bez żadnej historii działalności, żadnej zbudowanej wartości, żadnej idei czy pomysłu. Mają natomiast rewelacyjnie przygotowane foldery, wydrukowane na papierze dobrej jakości, na którym profesjonalnym językiem roztaczają cudowne wizje. Te wizje bardzo często są zupełnie abstrakcyjne i nierealne, ale sprzedaż to opowieść. Im opowieść jest bardziej wciągająca, tym szanse na sprzedaż większe. Mieliśmy w Polsce już kilka przykładów produktów inwestycyjnych sprzedawanych na bardzo ciekawych opowiadaniach. Warto na spokojnie zastanowić się, czy opowiadanie, które słyszymy jest faktycznie realną wizją czy bajką.

  • Obligacja to nie lokata. To dwa zupełnie różne instrumenty finansowe.
  • Obligacje różnią się od lokat kilkoma ważnymi cechami – warto poznać te różnice.
  • Istnieje kilka rodzajów obligacji. Obligacje śmieciowe to większe ryzyko niż akcje.
  • Obligacja to kredyt. Warto wiedzieć, komu go udzielamy.
  • Firma z wirtualnym biurem, ale pięknymi materiałami marketingowymi może okazać się kiepskim pomysłem na inwestycje.

Moody’s podnosi rating Fiat Chrysler Automobiles N.V.

Fiat Chrysler Automobiles N.V.Agencja ratingowa Moody’s Investors Service poinformował dzisiaj, że podwyższyła z „B1” na „Ba3” Corporate Family Rating FCA N.V. i z „B2” na „B1” rating na obligacje wyemitowane lub gwarantowane przez FCA N.V..

Perspektywy są stabilne.

100% zamówionego oprogramowania na popularnym polskim portalu aukcyjnym okazała się nielegalna

Problem ryzyka zakupu nielegalnego oprogramowania online, w szczególności na aukcjach internetowych, dotyczył w ostatnich latach w znacznej mierze użytkowników prywatnych lub małych firm. Jednak według Związku Pracodawców Technologii Cyfrowych LEWIATAN, coraz więcej nielegalnego oprogramowania oferuje się w przetargach organizowanych przez instytucje publiczne. Można przypuszczać, że część tego oprogramowania pochodzi z aukcji internetowych.

Korzystanie z nielegalnego oprogramowania oznacza nie tylko ryzyko utraty bezpieczeństwa IT, ale też ryzyko odpowiedzialności karnej i cywilnej. W przypadku instytucji państwowych dochodzi jeszcze ryzyko nieprawidłowego wydatkowania środków publicznych, w tym środków z funduszy Unii Europejskiej oraz wspierania niezgodnej z prawem działalności. Urząd Zamówień Publicznych umieścił na swoich stronach rekomendacje dotyczące postępowania przetargowego instytucji publicznych w kontekście oprogramowania komputerowego – od oświadczenia dostawców o legalności oferowanego oprogramowania, po możliwość weryfikacji przez instytucje państwowe jego autentyczności u samych producentów.

Rekomendacje przygotowane przez Lewiatana wymieniają także najczęstsze, typowe scenariusze nieuczciwych praktyk ze strony dostawców w stosunku do instytucji publicznych: dostawa zamówionych komputerów z preinstalowanym, nielegalnym oprogramowaniem, dostawy nielegalnie zwielokrotnionych kopii oprogramowania, dostawy nieautoryzowanych kodów aktywacyjnych oprogramowania oraz dystrybucja podrobionych certyfikatów i licencji na oprogramowanie.

W zakresie piractwa komputerowego przez ostatnie lata zdążyliśmy się przyzwyczaić, że ryzyko sprzedaży podrobionego oprogramowania online, głównie poprzez aukcje internetowe, dotyczy jedynie użytkowników prywatnych lub małych firm. W obu przypadkach, najczęstszym powodem decyzji o zakupie oprogramowania była jego atrakcyjnie niska cena. Tymczasem okazuje się, że ryzyko nakłaniania do zakupu nielegalnego oprogramowania dotyczy także instytucji państwowych. To bardzo niepokojące. Dobrze się zatem stało, że Urząd Zamówień Publicznych opublikował list w tej sprawie otrzymany od prezesa Związku Pracodawców Technologii Cyfrowych Lewiatan. To pierwszy właściwy krok. Następnym winno być wypracowanie i wprowadzenie rozwiązań prawnych, które będą chronić administrację publiczną przed poważnym ryzykiem prawnym, zagrożeniem bezpieczeństwa IT, finansowym i wizerunkowym, związanymi z korzystaniem z nielegalnego oprogramowania – powiedział Bartłomiej Witucki, przedstawiciel BSA | The Software Alliance w Polsce.

Duża ilość oferowanego online nielegalnego oprogramowania, w szczególności na aukcjach internetowych, nadal jest w Polsce poważnym problemem. Pod koniec marca media informowały o zlikwidowaniu przez Policjantów z Wydziału dw. z Cyberprzestępczością Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie rodzinnego biznesu2, którego członkowie handlowali na najpopularniejszym polskim portalu aukcyjnym podrobionym oprogramowaniem. Jego całkowita wartość została wstępnie oszacowana na blisko 3 mln złotych. W wyniku policyjnych przeszukań, w trzech miejscach na Warmii i Mazurach policjanci zabezpieczyli wart kilkanaście tysięcy złotych duplikator płyt, setki podrobionych etykiet Certyfikatów Autentyczności (COA) i nośników DVD, tysiące kopert i opakowań, dokumentację księgową firmy, dokumentację dotyczącą nadawanych przesyłek, telefony komórkowe, laptopy, pendrive’y, a także blisko 300 tys. złotych w gotówce. Przez tych nieuczciwych sprzedawców oszukanych zostało tysiące klientów.

Także pod koniec marca, Polska Agencja Prasowa informowała3 o krokach podjętych pod koniec 2015 roku przez firmę będącą członkiem BSA, aby oszacować skalę dostępności nielegalnego oprogramowania tej firmy, oferowanego na popularnym polskim portalu aukcyjnym. W tym celu firma dokonała stu zakupów testowych. Wyniki okazały się porażające – 100% zamówionego w ramach akcji oprogramowania okazała się nielegalna. Ponadto, większość sprzedających, od których firma kupiła oprogramowanie, oferowała nie pojedyncze sztuki a kilkaset produktów w ramach jednej oferty.

Ile kosztuje nowa kawalerka?

 

Lokum di TreviMirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp

W każdym z naszych projektów można znaleźć mieszkania jednopokojowe. Powierzchnia tego typu lokali zaczyna się od 25 mkw. Oferujemy także kompaktowe mieszkania dwupokojowe liczące 34 mkw. Ich udział w strukturze inwestycji zależy od lokalizacji. W projektach znajdujących się w centrum miast zdecydowanie przeważają małe mieszkania, szczególnie poszukiwane przez klientów zainteresowanych zakupem inwestycyjnym. Na obrzeżach miast, gdzie nabywcy zaspokajają własne potrzeby mieszkaniowe udział tzw. kawalerek jest marginalny.  Ceny są uzależnione od lokalizacji inwestycji, piętra, na którym znajduje się mieszkanie, a także jego układu. W nasze ofercie ceny takich lokali zaczynają się od 5 tys. zł/mkw.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Jednopokojowe mieszkania mamy w ofercie we wrocławskiej inwestycji Siena (Śródmieście). Kawalerki o metrażu do 34 mkw. cieszą się popularnością wśród klientów kupujących nieruchomości w celach inwestycyjnych. Cena za metr kwadratowy w przypadku mieszkań jednopokojowych to ok. 6400 zł.

Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord

Dostosowując się do potrzeb naszych klientów w każdej inwestycji przygotowujemy ofertę ustawnych, kompaktowych mieszkań jednopokojowych. Kawalerki cieszą się powodzeniem wśród osób młodych, a także inwestorów, którzy kupują mieszkanie z myślą o wynajmie i często decydują się też na wykończenie pod klucz. Obecnie mieszkania jednopokojowe oferujemy w Warszawie (osiedle Brzozowy Zakątek), podwarszawskich Ząbkach (Neptun II), Łodzi (City Park), Szczecinie (Ku Słońcu) oraz Olsztynie (Tęczowy Las). Przykładowo kawalerkę o powierzchni 30 mkw. z balkonem w urokliwym olsztyńskim Tęczowym Lesie można nabyć w cenie od 4570 zł za mkw. Osiedle sąsiaduje z jeziorem Bartąg. Mieszkańcy mają jednocześnie dostęp do rozległych terenów rekreacyjnych i lokalnej infrastruktury, a dojazd do centrum Olsztyna zajmuje tylko chwilę.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

W zasadzie we wszystkich warszawskich inwestycjach mamy w ofercie kawalerki. Jedynym wyjątkiem jest projekt Apartamenty Marymont, gdzie najmniejsze zaprojektowane mieszkania to lokale dwupokojowe. Jeśli chodzi o aktualną ofertę mieszkań jednopokojowych to warto zwrócić uwagę na szeroką gamę takich lokali w inwestycji Kolska od Nowa. Oferujemy tam kawalerki w zróżnicowanych metrażach od 33 do 43 mkw. Są to, zarówno lokale z wydzielona kuchnią, jak również z aneksem kuchennym.

Lidia Fedorczuk, manager sprzedaży w Atlas Estates

W ofercie drugiego etapu inwestycji Apartamenty Krasińskiego, zlokalizowanej w zacisznym zakątku zielonego warszawskiego Żoliborza, u zbiegu ulic Krasińskiego i Przasnyskiej posiadamy kilka mieszkań jednopokojowych o powierzchni od 33 mkw. Mieszkania wyróżniają się dużymi przeszkleniami, a ich układ funkcjonalny daje możliwość zaaranżowania przestrzeni z wydzielonym aneksem sypialnianym. Ich ceny zaczynają się od 310 tys. zł.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic

W każdej inwestycji projekt przewiduje mieszkania jednopokojowe. Największym zainteresowaniem cieszą się najmniejsze mieszkania, o powierzchni do 30 mkw. Przy minimalnie większym metrażu 32-34 mkw. klienci oczekują już mieszkań dwupokojowych.

Marcin Mielcarz, wiceprezes zarządu Grupy Inwest

Mieszkania jednopokojowe o powierzchni od 27 mkw. do 32 mkw. posiadamy obecnie w kilku warszawskich inwestycjach, m.in. w projekcie przy ulicy Szklanych Domów (w rejonie ulicy Szaserów), przy ulicy Kałuszyńskiej na Kamionku oraz w inwestycji Garibaldiego przy Rondzie Wiatraczna. Tego typu mieszkania są dostępne w cenie 7800 zł/mkw. i cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem klientów.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Aktualnie oferujemy mieszkania jednopokojowe na warszawskich Bielanach w inwestycji Na Sokratesa. Metraże tego typu lokali zaczynają się od ponad 29 mkw. Najtańsze kawalerki można kupić w cenie od ponad 215 tys. zł brutto. Z kolei w naszym, najnowszym projekcie, inwestycji Monte Verdi zlokalizowanej w warszawskiej dzielnicy Włochy najmniejsze mieszkania jednopokojowe mają powierzchnię niespełna 30 mkw., a ich ceny zaczynają się od ponad 212 zł brutto.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Największą popularnością wśród klientów cieszą się mieszkania kompaktowe, dlatego stanową nawet do 70 proc. lokali w realizowanych przez nas inwestycjach. Jednopokojowe mieszkania można kupić w takich inwestycjach, jak Zielona Dolina II i III,  Willa ONE  i Bliska Wola w Warszawie, a także Nowe Tysiąclecie w Katowicach, Bernadowo Park w Gdyni i Centrum III w Łodzi. Kawalerkę o powierzchni 21 mkw. można nabyć w cenie od 160 tys. zł.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

W tej chwili nie dysponujemy już mieszkaniami jednopokojowymi w żadnej z prowadzonych inwestycji. Tego typu lokale cieszą się dużym zainteresowaniem, dlatego zawsze sprzedają się jako pierwsze. Kawalerki kupowane są przede wszystkim przez ludzi młodych i rentierów. Ceny 30-metrowych mieszkań jednopokojowych w Krakowie zaczynają się od 150 tys. zł.

Katarzyna Pietrzak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Victoria Dom S.A.

Mieszkania jednopokojowe o metrażu 28 mkw. i 29 mkw. w cenie 6500 zł/mkw. kupić można w naszej, nowej inwestycji Osiedle Bravo zlokalizowanej na warszawskiej Woli. Są to lokale zaprojektowane w bardzo przemyślany sposób. Inwestycja mieści się przy ul. Jana Kazimierza 51, posiada podziemny parking, a także komórki lokatorskie przypisane do prawie każdego mieszkania. Klienci, którzy chcieliby odebrać klucze jeszcze w tym roku mogą wybrać jedno z mieszkań jednopokojowych, które oferujemy w kameralnym osiedlu Viva Garden 2 przy ulicy Białołęckiej na warszawskiej Białołęce. W tej inwestycji oferujemy kawalerki o powierzchni 32 mkw. w cenie 5650zł/mkw.

Teresa Witkowska, dyrektor sprzedaży Red Real Estate Development

Jednopokojowe mieszkania cieszą się dużym zainteresowaniem klientów, dlatego oferujemy je we wszystkich naszych inwestycjach. Ceny kawalerek na ekologicznym osiedlu Alpha Park zaczynają się od 220 tys. zł (metraże od 33 mkw.). W Poznaniu proponujemy kawalerki w wysokiej jakości 13-piętrowym wieżowcu. Ich ceny zaczynają się od 223,8 tys. zł, a metraże od 35 mkw. Z kolei we Wrocławiu oferujemy soft lofty i penthouse’y, które powstaną w sąsiedztwie loftów w zrewitalizowanej XIX wiecznej fabryce papieru. Mieszkania o powierzchni od 28 mkw. można kupić w cenie od 293 tys. zł.

Piotr Soja, reprezentujący firmę Galinvest

W każdej z naszych, krakowskich inwestycji zaprojektowane zostały mieszkania jednopokojowe o metrażu od 25 mkw. do ok. 31 mkw. W Osiedlu Riverside i Polonijna takie lokale już się sprzedały. Kawalerki oferujemy obecnie jedynie w inwestycji Zielony Most, zlokalizowanej w popularnej dzielnicy Krowodrza. Ich cena nie przekracza 200 tys. zł.

Aneta Zdulska, dyrektor ds. sprzedaży w WAN S.A.

Jednopokojowe mieszkania dostępne są w drugim etapie inwestycji Apartamenty Wielicka w Krakowie. Kawalerki o metrażach od 27 mkw. do ponad 33 mkw. można kupić w cenach od 6000 zł/mkw. do 6900 zł/mkw.

Maria Doerre, dyrektor sprzedaży i marketingu Activ Investment

Mieszkania jednopokojowe stanowią 25 proc. oferty mieszkaniowej w każdej z naszych inwestycji, które prowadzimy w Krakowie, Katowicach i Wrocławiu. Ich metraż zaczyna się do 29 mkw. W zależności od inwestycji ceny wahają się od 140 tys. zł (5400 zł/mkw.) do 222 tys. zł (7200 zł/mkw.).

Opracowanie: Kamil Niedźwiedzki

O tym kto kupi grunty rolne decydować będą urzędnicy ANR

0

Nowe przywileje dla rolników są dość iluzoryczne. Nowa ustawa nie wyklucza kupowania ziemi przez inne osoby. Bardzo wiele będzie zależeć od urzędników Agencji Nieruchomości Rolnych.
Nowa ustawa dotycząca obrotu gruntami rolnymi teoretycznie uprzywilejowuje rolników. Teoretycznie, bo ziemię mogą kupować ci rolnicy, którzy co najmniej pięć lat mieszkają na terenie danej gminy.
Jednak ustawa nie wyklucza kupowania gruntów rolnych przez osoby, które nie są rolnikami. – Trzeba o zgodę pytać lokalne Agencje Własności Rolnej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Marek Klamut z TREENEO.

Brexit: Londyn coraz bardziej nerwowy

Kalendarz gospodarczy jest dziś skromny, ale dzień i tak zapowiada się bardzo ciekawie. Londyn staje się coraz bardziej nerwowy przez czerwcowym referendum w sprawie Breksitu, politycy nie przebierają w słowach, a funt przechyla się raz w jedną, raz w drugą stronę. Według Borisa Johnsona, byłego mera Londynu, grożenie III wojną światową i dżumą, która opanuje Europę po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE, to bezsensowne sianie paniki.  Dzisiejsze dane o produkcji przemysłowej raczej nie zrobią na funcie większego wrażenia, ale ciekawe, jak zareaguje szterling na popołudniowe wystąpienie kanclerza skarbu George’a Osborna przed Izbą Gmin. Osborne będzie mówił o kosztach i zaletach członkostwa Wielkiej Brytanii w UE. Wystąpienie zacznie się o 14.00 londyńskiego czasu. 

Londyn będzie dzisiaj interesujący z jeszcze jednego powodu: po południu Rada Gubernatorów wybierze nowego prezesa Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. Kandydatów jest dwóch:  dotychczasowy szef EBOR, Brytyjczyk Sum Chakrabarti oraz prezes NBP Marek Belka. Obaj mają mocne poparcie, choć większe szanse ma podobno Sum Chakrabarti. Dla rynków wybory nie będą miały większego znaczenia, choć w świetle zbliżającej się decyzji Moody’s w sprawie ratingu dla Polski, ewentualne zwycięstwo Marka Belki może być korzystne. Jego diagnozy dotyczące złotego, a także opinie o nowym składzie RPP były pozytywne, i z Londynu mogą zostać lepiej usłyszane niż z Warszawy.

Poważne implikacje dla Ameryki Południowej może mieć dzisiejsza decyzja w sprawie prezydent Brazylii, Dilmy Rousseff. Jeżeli zostanie postawiona przed sądem, jej obowiązki będzie sprawował wiceprezydent Michel Temer. Trudno sobie wyobrazić, by real brazylijski pozostał obojętny na tak potężne trzęsienie ziemi, zwłaszcza, że los Dilmy Rousseff wcale nie jest przesądzony. Kontynent amerykański będzie dzisiaj interesujący jeszcze z innego powodu: po południu pojawią się rządowe dane o zapasach paliw. Po wczorajszych danych API spodziewany jest ich wzrost, co oczywiście nie jest dobrą informacją dla tego rynku.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Dynamiczny wzrost podaży powierzchni biurowej w Warszawie

Rynek powierzchni biurowych w Warszawie

Według najnowszego raportu At a Glance Rynek powierzchni biurowych w Warszawie, I kw. 2016 r. przygotowanego przez ekspertów z BNP Paribas Real Estate Poland, po ukończeniu i oddaniu do użytku około 100,000 m kw w w pierwszych trzech miesiącach roku, całkowita podaż powierzchni biurowych na koniec 1 kwartału 2016 roku osiągnęła poziom 4,8 milionów m kw. Wolumen powierzchni będących w budowie, których oddanie do użytku planowane jest do końca roku przyczyni się do zwiększenia całkowitej podaży do poziomu około 5,2 mln m kw.

Wolumen planowanych obiektów nadal znajdujących się w fazie projektowania to około 1,1 mln m kw. I pomimo faktu, iż na chwilę obecną nie jest znany dokładny czas ich realizacji, świadczy to o tym, iż Warszawa jest wciąż coraz bardziej atrakcyjnym miejscem dla najemców korporacyjnych. – mówi Anna Staniszewska, Dyrektor, Dział Analiz Rynkowych i Doradztwa, BNP Paribas Real Estate, Europa Środkowo – Wschodnia.

Poziom powierzchni wynajętych (włączając w to nowe transakcje, umowy przednajmu oraz ekspansje) w pierwszych trzech miesiącach 2016 roku wyniósł około 110 000 m kw. Dalsze 40 000 m kw zostało dodanych do całkowitego odnotowanego wolumenu popytu w wyniku renegocjacji.

W odróżnieniu od kilku ostatnich lat większość nowych powierzchni zlokalizowana będzie w rejonach centralnych. Linie metra to teraz bardzo silny magnes przyciągający najemców, którzy poszukują powierzchni w północnych i zachodnich strefach miasta (w szczególności w okolicach Dworca Gdańskiego i Ronda Daszyńskiego).

Zgodnie z prognozami z 2015 roku wskaźnik powierzchni niewynajętych na warszawskim rynku powierzchni biurowych kontynuował swój trend wzrostowy i na koniec pierwszego kwartału bieżącego roku osiągnął poziom 14,5% (wzrost o 2 punkty procentowe w porównaniu z IV kw. 2015 r.). Tendencja ta była wynikiem szeregu czynników: nieco słabszego niż w poprzednich kwartałach popytu, a także dużego wolumenu nowych powierzchni oddanych do użytku. Ze względu na dużą podaż powierzchni w budowie eksperci z BNP Paribas Real Estate szacują, że stopa pustostanów wzrośnie do końca 2016 roku do poziomu 16-18%. Jednakże należy zaznaczyć, że występować będą duże różnice tego wskaźnika ze względu na lokalizację i wiek oferowanych powierzchni.

Nie licząc niewielkiej ilości najlepszych aktywów, ogromna większość istniejących i będących w przygotowaniu obiektów biurowych stoi w obliczu silnej presji pod względem poziomu czynszów.

Na przestrzeni ostatnich sześciu miesięcy poziom czynszów wywoławczych dla najwyższej jakości aktywów w centrum miasta spadł o około 0,5 – 0,75 euro za m kw i wynosi obecnie pomiędzy €20,00 a €22,00 za m kw za miesiąc. W porównaniu do poprzednich kwartałów średni czynszu spadł o €1-2 za m kw do poziomu €16,00-18,00 za m kw za miesiąc.

Zgodnie z prognozami wskaźnik powierzchni niewynajętych będzie wzrastał w średnim horyzoncie czasowym, najemcy będą mogli wykorzystać niezwykle silną konkurencję wśród wynajmujących i rozważyć przeniesienie biura do nowej siedziby lub negocjowanie atrakcyjniejszych warunków. Wynajmujący przyciągają najemców oferując im wyszukane i wielowymiarowe pakiety zachęt. W przypadku dużych najemców podpisujących długoterminowe umowy najmu (5+ lat) może doprowadzić to do powiększenia rozdźwięku pomiędzy czynszami wywoławczymi i umownymi o nawet 20-30%. – mówi Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektor, Dział Powierzchni Biurowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Wakacje bez biura podróży – jak nie przepłacić?

Samodzielne zaplanowanie podróży czy wyjazdu urlopowego nie wymaga zmysłu organizacyjnego. Nie jest czasochłonne i przede wszystkim jest bezpieczne oraz pozwala zaoszczędzić nawet połowę kosztów, które poniesiemy wybierając się na wakacje z biurem podróży. Ekspert FRU.PL radzi jak nie przepłacić, wybrać najlepszą opcję i móc w pełni cieszyć się z wyjazdu.

Wiosna to dobry moment by pomyśleć o wakacyjnej podróży, niezależnie od terminu wyjazdu. Planując wakacje marzymy o odpoczynku, prywatności, spokoju i swobodzie. Decydując się na samodzielną organizację wycieczki zyskujemy pewność, że wymarzony urlop nie będzie udręką. Nie musimy także obawiać się bankructwa touroperatora. Nie jesteśmy przywiązani do jednego miejsca, przez co możemy zwiedzić więcej ciekawych miejsc. Ponadto, jeśli zorganizujemy wycieczkę na własną rękę, zamiast korzystać z oferty biur podróży, zyskamy pewność, że wakacje odbędą się i będą dokładnie takie jak chcemy.

– Jest dostatecznie wcześnie, aby znaleźć atrakcyjne cenowo loty oraz odpowiadające naszym gustom zakwaterowanie. Obecnie ceny biletów lotniczych w wyszukiwarce FRU.PL zaczynają się już od kilkunastu złotych za przelot. Warto też na bieżąco śledzić wyszukiwarkę oferującą dogodne połączenia w ofercie Smart Connection, czyli z przesiadką w innym mieście, lub Sun Break, będące tanimi pakietami wakacyjnymi, które obejmują przelot i zakwaterowanie. Wyselekcjonowane destynacje typu Sun Break obejmują miejsca, które sprzyjają nie tylko wypoczynkowi nad brzegiem basenu, ale także wielu innym aktywnościom. Są ciekawe pod względem kulturowym lub historycznym, albo świetnie nadają się dla miłośników sportów – mówi Maciej Knopa, Travel Manager FRU.PL. – Wyjazd na własną rękę jest też mniej ryzykowny, niż ten z przypadkowym touroperatorem.

Wiele linii lotniczych oferuje tanie loty w okresie wakacji. Korzystając z ofert biur podróży musimy liczyć się z tym ,że cena za przelot często stanowi ponad połowę kosztów całego wyjazdu. Za parodniową wycieczkę z oferty biura podróży na dowolną śródziemnomorską wyspę zapłacimy kilka tysięcy złotych, a organizując taki sam wyjazd samodzielnie możemy kilkakrotnie zmniejszyć koszty.

Wybranie na wakacyjny wypoczynek śródziemnomorskiej wyspy to doskonała alternatywa dla osób z ograniczonym budżetem. Opcja lotów łączonych z przesiadką – Smart Connection, pozwala na przelot tańszy nawet o 90 procent. Smart Connection to także minimalizacja ryzyka opóźnienia lub odwołania lotu, ponieważ usługa obejmuje połączenia o statystycznie największej punktualności. Bonusem takiej podróży jest także wizyta w dodatkowym mieście, w którym zaplanowana jest przesiadka.

To z pewnością uatrakcyjni wakacje i pozwoli czerpać dodatkową radość z wakacji. W ten sposób za mniejsze pieniądze zwiedzamy więcej – podkreśla ekspert FRU.PL.

Egzotyczne podróże kojarzą się przeważnie z ogromnymi wydatkami, jednak ceny w wielu miejscach w Azji są zdecydowanie niższe od polskich czy nawet europejskich. Podróże na własną rękę okazują się bardzo korzystne cenowo gdy chcemy odwiedzić kraje Azji oraz Ameryki Północnej i Południowej. Największy koszt takiej podróży to bilety lotnicze – ale jeżeli zarezerwujemy je z kilkunastotygodniowym wyprzedzeniem, uda się sporo zaoszczędzić, a łączny wydatek będzie porównywalny nawet z tym, co trzeba wydać na urlop nad polskim wybrzeżem.

Samodzielny zakup biletu i rezerwacja hotelu zapewnia nie tylko swobodę, ale jest zdecydowanie tańsza niż wycieczka z biurem podróży. Oferta Smart Connection dostępna w serwisie FRU.PL to najtańsze loty z przesiadką nie tylko do miast do miast Europy, ale przede wszystkim do odległej Azji, Ameryki Południowej i Stanów Zjednoczonych – wyjaśnia Knopa.

Rezerwując przelot i noclegi na platformie do rezerwacji FRU.PL dostajemy ponadto gwarancję, że na wakacje pojedziemy. Nie ponosimy ryzyka, że rezerwacja nie dojdzie do skutku. Jest ona dokonywana w naszym imieniu, a nie w imieniu biura podróży.

Plusem samodzielnie zorganizowanego urlopu jest możliwość zwiedzania i poznawania codziennego życia mieszkańców. Możemy również korzystać z lokalnych środków komunikacji, pociągów i autobusów, którymi dojedziemy bardzo szybko w interesujące nas miejsce.

Poczucie większej swobody podczas urlopu zorganizowanego na własną rękę to dla wielu podróżujących pozostaje bezcenne. Polscy turyści coraz częściej szukają nowych doświadczeń i zamiast podążać utartymi szlakami, starają się odnaleźć duszę miast nierzadko kosztem rezygnacji z opieki rezydenta i hotelowych usług all inclusive. Dla coraz większej liczby turystów tylko samodzielna organizacja wakacji pozwala na pełne cieszenie się urlopem – podsumowuje przedstawiciel FRU.PL.

Uczciwość nisko ceniona w polskim biznesie

0

Zdolność komunikowania się i kreatywność to cechy menedżera, które stwarzają największe szanse na sukcesy firmy. Z badań firmy doradczej Grant Thornton wynika, że cechą, która jest nisko ceniona przez polskich menedżerów okazuje się uczciwość.
Badania przeprowadzono wśród 100 największych prywatnych polskich firm, a o ich wynikach mówi w rozmowie z MarketNews24 Jacek Kowalczyk z Grant Thornton.

Słabość GPW na tle rynków zachodnich

Konrad Mikołajko Head of Support Patron FX
Konrad Mikołajko
Head of Support
Patron FX

Notowania na większości rynków Starego Kontynentu we wtorek przebiegały w spokojnej atmosferze i zakończyły się wzrostami. Niemiecki DAX zyskał na koniec dnia 0,65%, francuski CAC 40 wzrósł o 0,36%, natomiast brytyjski FTSE 100 o 0,68%. Niestety, nie można podobnie powiedzieć o sesji na naszym rodzimym rynku.

WIG 20 tracił już drugą sesję z rzędu. Finalnie, zakończył dzień ze stratą o 1,26% przy obrotach dochodzących do 490 mln zł. Eksperci dopatrują się powodów takiego zachowania przede wszystkim w spodziewanej obniżce ratingu dla Polski przez agencję Moody’s. W sumie, trudno doszukać się innych przyczyn, a przypomnijmy, że rewizja ratingu ma nastąpić w najbliższy piątek. Co może dziwić w całej tej sytuacji, to fakt, że polski złoty w stosunku do dolara i euro nieznacznie się umocnił. Prawdopodobnie, polska waluta została przeceniona na tyle, że jeszcze przed piątkową rewizją zacznie zyskiwać.

Napływające we wtorek dane makroekonomiczne były raczej mieszane. Najpierw, poznaliśmy informacje o inflacji PPI z Chin, która w kwietniu wyniosła -3,4% w odniesieniu rok do roku (prognoza -3,8%). Martwić może natomiast produkcja przemysłowa w Niemczech. W marcu spadła o 1,3%, podczas gdy konsensus rynkowy oscylował przy poziomie -0,3%. Zdecydowanie lepiej wyglądają dane dotyczące handlu zagranicznego gospodarki niemieckiej, gdzie eksport wzrósł drugi miesiąc z rzędu o 1,9%. Wieczorem, poznaliśmy cotygodniową informację API (American Petroleum Institute) na temat akcji ropy naftowej w USA, która wzrosła bardziej niż oczekiwano. Zgodnie z raportem, wartość wskaźnika wzrosła do 3,400M z 1,265M w ubiegłym miesiącu. Analitycy oczekiwali podniesienie się poziomu o 0,300M.

Dzisiejszy kalendarz makroekonomiczny będzie ubogi w odczyty. Poznamy jedynie dane dotyczące produkcji przemysłowej w Wielkiej Brytanii, a po południu informacje o zapasach ropy naftowej w USA.

Sesja w USA:

Wtorek na nowojorskich giełdach należał w całości do strony popytowej. Wzrosty na głównych indeksach były najsilniejsze od dwóch miesięcy, między innymi dzięki rosnącym cenom ropy naftowej. Na koniec dnia, indeks Dow Jones Industrial Average wzrósł o 1,26%, S&P 500 zyskał 1,25%, a Nasdaq Composite 1,26%.

Waluty:

Kurs EURUSD dotarł na koniec wtorkowych notowań do poziomu 1,1374, tracąc 0,08%. Kurs EURGBP spadł o 0,38%, osiągając poziom 0,7871, natomiast EURJPY wzrósł o 0,73%, docierając do poziomu 124,21.

Polska waluta jest dziś rano wyceniana następująco: 4,4232 PLN wobec euro, 3,8835 PLN wobec dolara amerykańskiego, 3,9888 PLN wobec franka szwajcarskiego oraz 5,6023 PLN wobec funta szterlinga.

Surowce:

Złoto na koniec dnia wzrosło o 0,03%, osiągając poziom 1266 USD za uncję. Wartość srebra wzrosła o 0,24% do poziomu 17,13 USD za uncję.

Sesja dla ropy naftowej zakończyła się wzrostami. Odmiana WTI zyskała 2,85%, docierając do poziomu 44,68 USD za baryłkę, natomiast odmiana Brent zyskała 4,19%, osiągając tym samym poziom 45,46 USD za baryłkę.

Konrad Mikołajko

Head of Support

Patron FX

CFA czy MBA – co lepiej wpłynie na Twoją karierę w finansach?

Osoby rozważające karierę w finansach często stają przed wyborem: ukończenie MBA Finance czy zdobycie certyfikatu CFA (Chartered Financial Analyst). Obie możliwości mają swoje zalety, ale warto zastanowić się dłużej nad tym, która z nich zapewni większe szanse na wspięcie się po szczeblach kariery w obszarze finansów. Profesor Manfred Frühwirth, Academic Director Professional MBA Finance, wraz z dwójką swoich obecnych studentów – Alexandrem Ovchinnikovem, prezesem ALM w Raiffeisen Banku oraz Ivaylo Penevem, członkiem zarządu w ELANA Fund Management, rozmawiają o plusach i minusach obu ścieżek oraz przedstawiają swoje motywacje do zrealizowania zarówno CFA, jak i MBA. Wywiad może pomóc zdecydować, która ze ścieżek jest właściwa dla Ciebie.Prof. Manfred Frühwirth

  1. Wielu ekspertów rekomenduje ukończenie CFA na początku kariery, ponieważ MBA jest skierowane do profesjonalistów z dużym doświadczeniem. Podzielacie ich opinię?

Prof. Frühwirth: Zdecydowanie. Większość szkół wymaga 4 lub 5-letniego doświadczenia od kandydatów aplikujących na program MBA. Na ukończenie CFA zwykle decydują się osoby będące na wczesnym etapie kariery lub coraz częściej studenci kierunków finansowych.

  1. Jakie są główne różnice pomiędzy tymi dwoma programami?

Penev: Skupienie się na umiejętnościach miękkich oraz na innych obszarach niezwiązanych z finansami daje szersze spojrzenie na biznes i umożliwia poznanie go z zupełnie innej perspektywy niż liczby, bilanse i zestawienia. CFA to dobry wybór, aby szybko rozwinąć się w dziedzinie finansów, jednak zdobycie kolejnych stopni w karierze wymaga całościowej edukacji biznesowej. MBA ułatwia zbudowanie sieci kontaktów oraz zrozumienie różnych aspektów biznesu. Nowe perspektywy pokazane przez innych studentów i profesorów mają duży wpływ na podejmowane później decyzje.

  1. CFA skupia się na samodzielnej nauce, MBA z kolei głównie polega na pracy w grupach. Co to oznacza dla studentów?

Prof. Frühwirth: Zaletą programu MBA jest to, że zdobyta wiedza przydaje się nie tylko w świecie finansów, ale też w innych branżach. Studenci spoza finansowego środowiska wnoszą do zajęć świeże spojrzenie. Dzięki temu wszyscy uczą się od siebie oraz szlifują umiejętności zarządzania i komunikowania się. Dodatkowo podczas ćwiczeń w grupie czy wspólnym przygotowywaniu projektów studenci lepiej się poznają oraz budują szeroką sieć kontaktów.

Penev: Podstawowe moduły biznesowe na Finance MBA pomogły mi zobaczyć potencjalne słabości naszego modelu biznesowego i zainspirowały do wdrożenia nowych rozwiązań. Wymiana doświadczeń z grupą mądrych ludzi była bardzo pouczająca. Obecnie rozważam założenie biznesu razem z kolegą, którego poznałem na zajęciach.

Ovchinnikov: Uważam, że kontynuowanie nauki jest bardzo ważne, aby pozostać na czasie. Kiedy zapisałem się na program MBA miałem dwa cele: pogłębienie moich umiejętności zarządzania oraz czerpanie pomysłów ze spotkań z ludźmi z różnych branż. Obydwa cele osiągnąłem.

  1. Jeśli mieliby Panowie podsumować różnice między CFA a Finance MBA w 30 sekund, jak by ona brzmiała?

Prof. Frühwirth: MBA pozwala na elastyczność w karierze, ponieważ lepiej przygotowuje do odnalezienia się w różnych środowiskach pracy. CFA będzie dobrym wyborem dla kogoś, kto chce skupić się na świecie inwestycji, zapewni potrzebną wiedzę z zakresu analiz inwestycyjnych, strategii oraz alokacji aktywów.

Ovchinnikov: Zarówno CFA jak i MBA wymagają ciężkiej pracy, poświęcenia oraz dużych umiejętności. Obydwa programy z pewnością pomogą wyróżnić się na tle innych kandydatów na rynku pracy. Jednak różnią się od siebie – CFA zapewnia kwalifikacje dla osób specjalizujących się w rynku inwestycji, natomiast MBA sprawdza się lepiej w przypadku stanowisk menadżerskich, niekoniecznie w sektorze finansowym.

Penev: Mnie osobiście CFA pomogło na samym początku kariery. MBA było kolejnym krokiem w moim rozwoju, kiedy zdobywałem wyższe stanowiska menadżerskie w swojej firmie. Obydwa znalazły się w moim CV. Program CFA dostarczył mi wiedzy na temat finansów, natomiast MBA nauczyło mnie szerzej patrzeć na to, jak zarządza się biznesem i zasobami, a także pomogło zauważać i tworzyć nowe możliwości.

Rośnie poziom niepewności dyrektorów finansowych

Dyrektorzy finansowi (CFO) uważają, że polska gospodarka znajduje się w dobrej kondycji, ale widać wśród nich rosnące poczucie niepewności. Aż sześciu na dziesięciu badanych uważa, że mamy obecnie do czynienia z wysokim poziomem niepewności ekonomicznej. W Europie Zachodniej taką opinię wyraża aż 70 proc. CFO. Jak jednak zauważają eksperci firmy doradczej Deloitte, która przygotowała kolejną edycję międzynarodowego badania dyrektorów finansowych CFO Survey, w Polsce przyczyny tego pogorszenia nastrojów są nieco inne niż w pozostałych krajach europejskich i wynikają z obawy o spadek popytu krajowego, rosnącej presji cenowej oraz niepewności wynikającej z zapowiadanych zmian legislacyjnych.

Poprzednie edycje badania pokazały, że dyrektorzy finansowi wiarygodnie przewidują rozwój polskiej gospodarki. Ich wcześniejsze prognozy wzrostu PKB dla Polski na rok 2013 (około 1,5 proc PKB), rok 2014 (około 3 proc.) i rok 2015 (około 3 proc.) sprawdziły się.

Obecna edycja, która była przeprowadzona w kwietniu tego roku, pokazała, że europejscy CFO ponownie zwracają baczną uwagę na sytuację geopolityczną na świecie. Optymizm netto (różnica osób wskazujących na poprawę sytuacji ekonomicznej i odsetek mówiących o jej pogorszeniu) ważony skalą PKB poszczególnych państw wynosi dla krajów Unii Europejskiej zaledwie 3 proc. A jak jest w Polsce? „Wśród polskich CFO także zanotowaliśmy istotnie obniżenie poziomu optymizmu, choć jego poziom jest dużo wyższy niż w innych krajach unijnych. W obecnej fali badania poziom ten wynosi 21 proc., podczas gdy pół roku wcześniej było to 32 proc. Taki spadek nastrojów na tle historycznych wyników może wskazywać, że możemy się spodziewać obniżenia tempa wzrostu PKB w perspektywie 6-12 miesięcznej” – mówi Krzysztof Pniewski, Partner w Dziale Konsultingu Deloitte.

Opinie CFO co do wysokości wzrostu PKB Polski na rok 2016 pokazują, że przewidują oni nieco niższy wzrost niż ten zapisany w założeniach budżetowych, wynoszący 3,8 proc. Aż 51 proc. z nich uważa, że sięgnie on 2,6-3,5 proc., czyli ich prognozy są zbieżne raczej z przewidywaniami OECD. Tylko osiem procent respondentów uważa, że będzie on wyższy niż 3,5 proc. Aż 76 proc. CFO oczekuje inflacji poniżej 2 proc. a 8 proc. prognozuje nawet możliwość wystąpienia deflacji. Dyrektorzy nie zakładają więc impulsu inflacyjnego, który może pojawić się po wdrożeniu choćby części obietnic nowego rządu.

Zdaniem 44 proc. menedżerów odpowiedzialnych za finanse, bezrobocie będzie dalej się obniżać. Nie brakuje jednak opinii, że liczba bezrobotnych nieznacznie wzrośnie (20 proc. badanych). Prognozy kursu euro uległy niewielkiej zmianie w porównaniu z poprzednią falą badania – 79 proc. dyrektorów uważa, ż  będzie on się kształtował w przedziale 4,10-4,40 zł (5 proc. wyżej niż prognozy z zeszłego roku, które kształtowały się na poziomie 4,00 – 4,29 zł).

Poziom niepewności ekonomicznej w Polsce zwiększył się, wracając do poziomu z lat 2012-2013. A  sześciu na dziesięciu badanych uważa, że mamy do czynienia z wysokim poziomem niepewności.

Pół roku wcześniej było to 33 proc. Zaledwie 26 proc. uważa poziom niepewności za standardowy, podczas gdy w poprzedniej fali badania było to aż 56 proc. Również CFO z Europy Zachodniej odczuwają wysoki poziom niepewności – tam zdecydowana większość (około 70 proc.) dyrektorów odpowiedzialnych za finanse uważa, że obecnie niepewność jest wyższa niż przeciętnie – może być to spowodowane ryzykiem Brexitu, spowolnieniem w Chinach i wyzwaniami geopolitycznymi, w tym kryzysem migracyjnym i zagrożeniem terrorystycznym. „Wydaje się, że polscy CFO są bardziej przyzwyczajeni do niepewności i  inaczej oceniają jej poziom niż zachodni koledzy. Inne są też przyczyny, które wpłynęły na pogorszenie nastrojów. Źródłem niepewności w Polsce jest bardzo silna konkurencja na rynku lokalnym, w tym obawa o spadek popytu krajowego, którą wyraża 18 proc. CFO i rosnąca presja cenowa, na którą wskazało 16 proc. Istotnym źródłem niepewności jest również zmienne prawo gospodarcze, które w ciągu sześciu miesięcy wzrosło w naszym rankingu z 11 do 14 proc.” – mówi Robert Nowak, Dyrektor w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte. Nie dziwi więc fakt, że spadła liczba CFO którzy uważają, że obecnie jest dobry czas na podejmowanie ryzyka (22 proc., spadek o 16 pp. procentowych w porównaniu do poprzedniej edycji badania). W krajach strefy euro było to 32 proc., w państwach poza strefą 24 proc.

Z kolei 43 proc. dyrektorów finansowych uważa, że w porównaniu z sytuacją sprzed sześciu miesięcy perspektywy finansowe ich przedsiębiorstw w ciągu najbliższych miesięcy będą lepsze lub znacznie lepsze. W krajach strefy euro optymistycznie i raczej optymistycznie perspektywy dla swoich firm widzi jedynie 24 proc. ankietowanych, a poza strefą 26 proc. Na tle Europy dynamika przychodów, marż i inwestycji w polskich firmach jest również wyższa. Można jednak zauważyć, że coraz bardziej zbliża się ona do poziomu strefy euro. Pod względem przychodów, odsetek dyrektorów finansowych w Polsce liczących na wzrost jest najwyższy w Europie (76 proc.), z czego aż 21 proc. przewiduje, że wzrost ten będzie znaczący. W krajach strefy euro było to odpowiednio 66 i 9 proc.

Po pół roku przerwy na szczyt priorytetów polskich CFO powrócił wzrost przychodów. Dotychczasowy lider, czyli redukcja kosztów bezpośrednich spadła na trzecie miejsce. Ta zmiana priorytetów jest odpowiedzią na kluczowe wyzwania polskich przedsiębiorstw, które są związane z ryzykami spadku popytu i rosnącej presji cenowej.

Kredyt bankowy jest nadal zdecydowanie najatrakcyjniejszym źródłem finansowania. Łącznie 60 proc. badanych oceniło tę formę jako atrakcyjną (w tym 14 proc. jako bardzo atrakcyjną). Niemniej ocena atrakcyjności, jak i dostępności kredytów znacząco spadły w ciągu ostatniego półrocza, wracając do poziomów z roku 2014 i 2015. „Jest to związane z szeregiem zmian dotyczących sektora bankowego takich, jak podatek bankowy, potencjalne przewalutowanie kredytów frankowych oraz upadłość banków spółdzielczych. Te zdarzenia mogą mieć wpływ na zacieśnienie polityki kredytowej banków. W tej chwili czterech na dziesięciu menedżerów odpowiedzialnych za finanse uważa, że kredyty są łatwo dostępne. Pół roku wcześniej było to 62 proc.” – wyjaśnia Piotr Świętochowski, Dyrektor w Dziale Audytu Deloitte.

Aż 45 proc. badanych dyrektorów finansowych prognozuje wzrost poziomu transakcji M&A w Polsce. Charakter prognozy pozostaje stabilny od dłuższego czasu i oznacza, że rynek fuzji i przejęć będzie się rozwijał powoli.

Dyrektorzy finansowi byli pytani również o Umowę o Transatlantyckim Handlu i Partnerstwie Inwestycyjnym pomiędzy UE i USA. Ma ona ustandaryzować regulacje dotyczące własności intelektualnej, prawa pracy i ochrony środowiska. Zwolennicy tych regulacji uważają, że ułatwi ona wzajemną wymianę gospodarczą, co zwiększyłoby wzrost gospodarczy obu kontynentów. Przeciwnicy są zdania, że ograniczy ona wolność poszczególnych krajów w zakresie stanowienia prawa.

Największymi zwolennikami TTIP są CFO ze Szwecji, Belgii, Portugalii i Niemiec. Najmniej zainteresowani wydają się być CFO z Rosji (14 proc.) i Turcji (11 proc.) – krajów niepodlegających traktatowi. Ale większość CFO (73 proc.) uznała, że Umowa nie będzie miała wpływu na ich firmy. W Polsce taką opinię wyraziło 76 proc. menedżerów. Być może przedsiębiorstwa, w których pracują nie prowadzą stosunków handlowych z USA lub nie rozumieją wpływu tych regulacji na biznes w Europie.

„Polscy CFO nadal optymistycznie patrzą na rozwój polskiej gospodarki, a wahnięcia nastrojów i rosnący poziom niepewności ekonomicznej wiążą się z niewiadomą, która pojawia się zawsze, gdy sytuacja geopolityczna silnie się zmienia albo następuje zmiana rządów w kraju. Jest to tym bardziej naturalne, że jesteśmy obecnie świadkami wielu zapowiedzi zmian legislacyjnych, a te są zawsze dla gospodarki ryzykowne” – podsumowuje Krzysztof Pniewski.

Ochrona dla długodystansowca

jogging bieganie sportCo roku w Polsce organizowanych jest ponad 2 000 imprez biegowych. Biegi na 5 czy 10 kilometrów, jak również pół czy pełne maratony organizowane są praktycznie w każdym większym mieście. Najbardziej zahartowani zawodnicy coraz częściej decydują się również na udział w zagranicznych rywalizacjach. Nierzadko start w spotkaniach biegowych łączą z wyjazdem turystycznym. Biorąc udział  w zawodach w Londynie, Barcelonie czy Nowym Jorku warto poświęcić trochę czasu na zwiedzenie tych miast. Niezapomnianych wrażeń mogą dostarczyć również np. Półmaraton Nocy Polarnej organizowany w Norwegii, sztafeta między wybrzeżem Adriatyku, a Morzem Tyrreńskim czy pokonanie historycznej trasy Fejdippidesa – „pierwszego maratończyka”.

Sportowiec na wakacjach

Niezależnie od tego czy celem podróży jest uczestnictwo w zawodach, czy w trakcie urlopu pragniemy jedynie kontynuować cykl treningowy, powinniśmy pamiętać o odpowiednim zabezpieczeniu się na ewentualność kontuzji i konieczności skorzystania z pomocy medycznej. Wyrobienie karty EKUZ przed wyjazdem za granicę weszło już Polakom w nawyk, jednak szczególnie sportowcy nie mogą zapomnieć o wykupieniu dodatkowego ubezpieczenia, które gwarantuje szerszą ochronę.

– Biegacze powinni uważnie studiować zakres kupowanego ubezpieczenia turystycznego, szczególnie jeżeli planują start w zagranicznych zawodach. O ile organizatorzy zapewniają zaplecze medyczne na wypadek nieszczęśliwych zdarzeń, to urazy wymagające specjalistycznej pomocy i hospitalizacji obciążą wyłącznie naszą kieszeń. Udział w zawodach mieści się w kategorii wyczynowego uprawiania sportów, a trening w dniach je poprzedzających może być rozpatrywany jako amatorskie uprawianie sportów wysokiego ryzyka. Obie kategorie wymagają wykupienia odpowiednich zwyżek zakresu ochrony – wskazuje Piotr Ruszowski, dyrektor sprzedaży i marketingu w Mondial Assistance.

Nie tylko dla biegaczy

Amatorzy biegania nie są jednak jedynymi, którzy przed wyjazdem wnikliwie powinni zapoznać się z dostępnymi na rynku ubezpieczeniami turystycznymi. W końcu większości z nas urlop kojarzy się z różnego rodzaju aktywnościami fizycznymi i lubimy w jego trakcie rekreacyjnie uprawiać sport. Niektóre dostępne na rynku produkty już w ramach standardowego zakresu zapewniają ochronę od następstwa nieszczęśliwych wypadków podczas najpopularniejszych z nich. Obejmują ona zazwyczaj m.in. wypoczynkową jazdę na rowerze, grę w piłkę nożną, koszykówkę bądź siatkówkę czy rolkarstwo, tenis i pływanie. W przypadku bardziej wyczynowych form, jak np. nurkowanie, trzeba zadbać o rozszerzenie polisy.

– Osoby zamierzające aktywnie spędzić wypoczynek zagraniczny mogą skorzystać z dedykowanych tym celom produktów. Oferują one szerokie możliwości ochrony w trakcie wykonywania różnych czynności od gry w badmintona poczynając na spadochroniarstwie lub wspinaczce wysokogórskiej kończąc. Co więcej, polisy turystyczne, oprócz NNW i ubezpieczenia kosztów leczenia gwarantują ochronę bagażu podręcznego i sprzętu sportowego oraz OC – dodaje Piotr Ruszowski.

Bądź ostrożny

Sport to zdrowie, jednak nie możemy zapominać, że równocześnie jest jedną z najczęstszych przyczyn kontuzji. W związku z tym, zwłaszcza w trakcie zagranicznego urlopu, powinniśmy zachować szczególną ostrożność. Niefortunne zdarzenie, którego będziemy ofiarą może wyniknąć w okolicznościach, które spowodują, że ubezpieczyciel odmówi pokrycia kosztów pomocy. Do najpopularniejszych wyłączeń należą szkody powstałe m.in.: w wyniku spożycia alkoholu lub substancji psychoaktywnych czy w wyniku uprawiania sportów w miejscach do tego nieprzeznaczonych oraz nierespektowania ogólnie uznanych zasad bezpieczeństwa.

Popularne urlopowe aktywności, które mogą wymagać wykupienia zwyżki:

  • jazda konna
  • jazda quadem
  • jazda skuterem wodnym
  • wakeboarding
  • skoki na bungee
  • wspinaczka (w tym na ściance w zamkniętym pomieszczeniu)

Już co 5. Polak regularnie biega[1]. Część osób nie poprzestaje na rywalizacji w krajowych zawodach. Planując udział w zagranicznej imprezie trzeba pamiętać o odpowiedniej ochronie.

Rynki żyją piątkową decyzją o zmianie ratingu

W tematyce walutowej mamy obecnie jeden ważny temat. Jest to potencjalna obniżka ratingu. Przewijają się dwa wątki – dlaczego dojdzie do obniżki i kto jest jej winien. Jak to często bywa, w dyskusji obu stronom brakuje merytorycznych argumentów.

W mediach pojawiają się symulacje co stanie się po obniżce ratingu Polski. Dobrym przykładem jest tutaj prognoza Artura Maliszewskiego z DMK. Stwierdził on, że po pierwsze Moody’s na 99,9% obniży rating. Z drugiej strony prognozuje on, że pomimo tego złoty nie przebije poziomu 4,51zł. Większość analityków uważa, że decyzja agencji jest już w cenach i sama obniżka ratingu będzie zaledwie wykonaniem wyroku, który dawno zapadł. Co ciekawe, w tych samych prognozach na wypadek nieobniżenia ratingu przewidywany jest niewielki ruch w dół. Patrząc na te prognozy można odnieść wrażenie, że ta decyzja jednak, wbrew zapowiedziom, nie jest najważniejszym wydarzeniem maja dla złotówki, gdyż niezależnie od wyniku nic wielkiego się nie stanie.

Same prognozy na temat szans na obniżkę opierają się niemal wyłącznie na czynnikach politycznych. Jako ważny element podaje się list ministra finansów Pawła Szałamachy do prezesa Trybunału Konstytucyjnego Andrzeja Rzeplińskiego. Zupełnie w tych rozważaniach pomijane jest to, co jest istotą pracy agencji ratingowych, czyli długoterminowe perspektywy gospodarki. W końcu rating wydawany jest nie na dzisiejsze spłaty, a na wieloletnie obligacje. Zapowiedziane pakiety socjalne jasno wskazują, że dobre wyniki makroekonomiczne, które udało nam się wypracować w poprzednich latach, mogą nie zostać utrzymane. I to właśnie ta obawa, wbrew temu co stara nam się wmówić w mediach, jest głównym paliwem dla decyzji agencji ratingowych. Podatek bankowy nie pokrywa programu 500+, w przyszły roku nie ma częstotliwości na sprzedaż, a w kolejce czeka obniżka wieku emerytalnego i VAT. Oczywiście, klimat w około jest nieciekawy, co pewnie może skutkować przeszacowaniem czynników politycznych. Problemem natomiast są prognozy co do dochodów i wydatków budżetu, bo to z niego spłacane są zobowiązania.

Kolejnym czynnikiem, który jest silnie brany pod uwagę, jest kondycja sektora finansowego. Z jednej strony piszemy pisma do przeciwników politycznych, a z drugiej ogłaszamy na kilka dni przed decyzją zawieszenie działalności kolejnego SKOK-u. Zarząd komisaryczny w Arce, bo o niej mowa, działał już od połowy zeszłego roku. Obecnie strata SKOK-u przekracza 25% depozytów, co i tak jest absurdalnym parametrem. Braki zostaną uzupełnione z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, czyli zapłacą za to banki. Kwota 25 milionów złotych nie zabije tego sektora, ale to kolejny cios.

Co Polacy myślą o finansowaniu i oszczędzaniu – wyniki najnowszego raportu

W tarapaty finansowe może wpaść każdy i to szybciej niż się nam wydaje. Czasem wystarczy tylko brak oszczędności i niezaplanowany wydatek, by nasz budżet został zachwiany. Czy w związku z tym, jesteśmy bardziej przezorni i odkładamy pieniądze na tzw. „czarną godzinę”? Firma Lindorff SA w najnowszym badaniu „Finansowe zwyczaje Polaków”[1] sprawdziła, czy Polacy mają „poduszkę finansową” i jakie działania podejmują, by uniknąć problemów finansowych.

Jesteśmy rozsądni?

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez firmę Lindorff SA – przynajmniej w teorii – jesteśmy rozważni. Aż 83% ankietowanych zgodziło się ze stwierdzeniem, że powinno się regularnie płacić bieżące zobowiązania i nie dopuszczać do sytuacji, w której pojawią się zaległości. Badani deklarowali także, że niechętnie korzystają z możliwości zaciągania kredytu, czy pożyczki – 70% respondentów woli radzić sobie w inny sposób. Natomiast 82% ankietowanych stwierdziło, że aby wyjść z zadłużenia należy zrezygnować ze zbędnych wydatków.

Ponadto, posiadany już kredyt lub pożyczka powstrzymuje ponad połowę badanych (54%) przed wydawaniem pieniędzy na drobne przyjemności. Z drugiej strony dla ponad 1/3 respondentów (35%) zaciągnięte zobowiązanie nadal nie jest powodem do rezygnacji z wydatków na rozrywki i inne niekonieczne wydatki. Jeśli natomiast pojawią się zaległości w regularnym spłacaniu zaciągniętego zobowiązania to ponad połowę respondentów (52%) powstrzymają one przed dalszym zaciąganiem kredytów/pożyczek, a co trzeciego ankietowanego nie.

Warto oszczędzać, ale…

Mimo że ankietowani twierdzą, że warto oszczędzać (82%), to aż połowa z nich wydaje cały dochód na bieżąco, uważając, że nie stać ich na oszczędzanie. Ponadto, biorąc pod uwagę wyniki raportu, można wnioskować, że większość nie wie, jak może dobrze zainwestować swoje oszczędności – blisko 70% ankietowanych deklaruje, że robiliby to częściej, gdyby znali na to sposób. Wskazuje to na dużą potrzebę edukacji u ankietowanych – specjaliści twierdzą, że tylko część osób deklarujących „nie stać mnie na oszczędzanie” rzeczywiście nie ma z czego odkładać. Reszta po prostu nigdy nie wypracowała w sobie nawyku systematycznego odkładania kilku procent dochodów.

[1] Raport „Finansowe zwyczaje Polaków”, zrealizowany na zlecenie firmy Lindorff SA, kwiecień 2016 r. Ogólnopolskie badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród  członków społeczności badawczej Zymetrii, N=458, osoby w wieku 25-50 lat.Raport: Co Polacy myślą o finansach

Czy myślimy przyszłościowo?

Tylko co piąty ankietowany nie zgadza się ze stwierdzeniem, że powinno się odkładać pieniądze na emeryturę inaczej, niż jedynie poprzez odprowadzanie składek emerytalnych. Zdecydowana większość – aż 60% – uważa tę tezę  za słuszną. Przy czym – w praktyce – tyle samo badanych w planowaniu wydatków nie wybiega poza horyzont miesiąca.

Deklaratywne zachowania Polaków zamykają się w 3 tezach, z którymi godzi się 4/5 pytanych: „warto oszczędzać”, „powinno się odkładać pieniądze na przyszłą emeryturę inaczej niż tylko poprzez obowiązkowe składki emerytalne” oraz „należy regularnie regulować swoje zobowiązania i nie dopuszczać do zaległości w płatnościach”. Jednocześnie te zasady, słuszne dla ponad 80% ankietowanych, nie pokrywają się z zachowaniami faktycznymi. Aż 50% ankietowanych przyznało, że cały dochód przeznaczają na bieżące potrzeby i nie stać ich na oszczędzanie, a zaległości w spłatach nie powstrzymują przed zaciągnięciem kolejnego kredytu aż 33% badanych.

Leasing czy kredyt? „Za” i „przeciw”

Kupując maszyny lub samochody do firmy, przedsiębiorcy często stają przed trudnym wyborem – leasing czy kredyt? Przedstawiamy 5 kwestii, na które warto zwrócić uwagę decydując o sposobie finansowania. 

  1. Wybieraj z korzyścią dla swoich podatków

Polskie firmy są szczególnie obciążone przez fiskusa, dlatego większość przedsiębiorców stara się w jak największym stopniu korzystać z dostępnych ulg. Już na etapie wyboru finansowania nowych inwestycji dla działalności gospodarczej, należy dowiedzieć się, który sposób pozwoli nam zaoszczędzić na podatkach. W przypadku zakupu np. samochodu w leasing, całość opłat – czyli opłatę wstępną, miesięczne raty leasingowe, itp., możemy zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu. Kredyt nie daje takiej możliwości.  Tu kosztem są odpisy amortyzacyjne. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, okres amortyzacji nowego samochodu wynosi 5 lat i przez taki czas możemy proporcjonalnie obniżać podstawę opodatkowania, nawet gdy umowa kredytowa trwa np. 3 lata. Dodatkowo, w przypadku samochodów osobowych, których wartość przekracza 20 tys. euro, amortyzacja powyżej tej kwoty nie jest kosztem uzyskania przychodu.

– Załóżmy, że chcemy nabyć samochód za 150 tys. zł, a ustawowe 20 tys. euro to 80 tys. zł – tłumaczy Paweł Mazur z ANG Biznes – Wtedy tylko 80 tys. zł może być kosztem uzyskania przychodu w przypadku tego samochodu, dodatkowo rozłożone na 5 lat (po 20% rocznie). Pozostała część, czyli aż 70 tys. zł, to odpisy amortyzacyjne, których nie możemy zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu. Leasing nie ma takich ograniczeń, kosztem będzie całe 150.000 zł.

  1. BIK i zdolność kredytowa

Firmy leasingowe nie raportują umów do bazy BIK. W związku z tym ich obsługa nie wpływa na ocenę zdolności kredytowej. Zobowiązanie, które nie jest widoczne w BIK, często nie jest brane pod uwagę przy wyliczaniu zdolności przez automatyczne systemy oceny klienta, podczas gdy kredyt może tę zdolność obniżyć. Niektóre banki nawet wiedząc o umowie leasingu, nie biorą jej pod uwagę przy wyliczaniu zdolności kredytowej, traktując ten koszt, jak np. koszt wynajmu lokalu.

  1. Procedury

Powiedzenie „czas to pieniądz”, idealnie pasuje do porównania procesu uzyskania leasingu lub kredytu inwestycyjnego. W przypadku samochodów lub nowych, niezbyt skomplikowanych maszyn – biurokracja nie jest aż tak skomplikowana. Problem pojawia się, gdy maszyna jest specjalistyczna lub przedstawia dużą wartość.

Banki, w przeciwieństwie do firm leasingowych, nie specjalizują się w ocenie zbywalności takich przedmiotów – wyjaśnia Paweł Mazur. –  Chcąc kupić taką maszynę, musimy przedstawić dodatkowe zabezpieczenie, np. nieruchomość. Firmy leasingowe, ze względu na wyspecjalizowanie właśnie w tej dziedzinie, potrafią ocenić rynek wtórny i płynność, a co za tym idzie taki przedmiot może stanowić jedyne zabezpieczenie. Dzięki temu klientowi łatwiej jest przebrnąć przez formalności.

  1. Forma własności

Przy kredycie, właścicielem środka trwałego jest firma, a bank – czyli finansujący, zabezpiecza się korzystając z przewłaszczenia, bądź np. zastawu rejestrowego. W przypadku samochodów, to firma widnieje w dowodzie rejestracyjnym jako właściciel.

W leasingu, przez cały okres finansowania właścicielem jest firma leasingowa, a klient jest tzw. korzystającym i opłaca czynsz za korzystanie, a po zakończeniu okresu trwania umowy, może wykupić przedmiot za umówioną wcześniej kwotę.

Zdaniem ekspertów, konsumenci coraz chętniej sięgają po usługi leasingowe.

Zwiększone zainteresowanie usługami leasingowymi obserwujemy w miesiącach wiosennych oraz jesienią, przed końcem roku. Aczkolwiek miniony rok pokazał, że równie wysoki sezon możemy odnotowywać w okresie wakacyjnym. Przykładowo w lipcu 2015 dostarczyliśmy naszym klientom prawie ponad 1 tys. samochodów, czyli porównywalnie do najlepszych miesięcy w roku. Firmy, wybierając leasing, optymalizują koszty prowadzenia działalności. Najbardziej popularnym produktem wśród przedsiębiorców jest leasing z serwisem i usługami dodanymi w pakiecie – tłumaczy Konrad Karpowicz z Masterlease.

  1. Okres umowy i łatwość cesji

W kwestii długości okresu umowy, kredyt jest bardziej elastyczny – dostępne są zarówno krótkie umowy, jak i długie np. na 120 czy 180 miesięcy. W leasingu, okresy często determinowane są stawką amortyzacji i są ściśle związane z ustawą o rachunkowości. Jeśli zaś chodzi o cesję, jest to łatwiejsze w leasingu, gdzie zmiany korzystającego są bardzo popularne. Jeśli firma chce przenieść prawa i obowiązki korzystającego na inną firmę, potrzebna jest tylko zgoda leasingodawcy i podpisanie nowej umowy. Z kredytem jest to zdecydowanie bardziej problematyczne. Chcąc sprzedać dany przedmiot, musimy najpierw spłacić kredyt, aby bank zwolnił zabezpieczenie – dopiero wtedy możliwa jest  zmiana właściciela.

Znakomite otwarcie roku pod względem popytu na magazyny – aż 680 000 mkw. wynajęto w I kw. 2016 r.

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na rynku powierzchni magazynowych w Polsce na koniec I kw. 2016 r.

Tomasz Mika, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo – Przemysłowych w Polsce, JLL, informuje: „To było bardzo mocne otwarcie roku na polskim rynku magazynowym. W I kw. 2016 r. podpisano umowy najmu na łącznie 680 000 mkw. To najlepszy wynik zarejestrowany w pierwszym kwartale w ostatnim dziesięcioleciu i bardzo dobry prognostyk na pozostałą część roku. Co więcej, w I kw. łączne zasoby powierzchni magazynowej w Polsce przekroczyły 10 milionów mkw., co umocniło ją na dziewiątym miejscu w Europie pod względem podaży”.

Najwięcej powierzchni magazynowej w I kw. wynajęto w Okolicach Warszawy (184 000 mkw.), na Górnym Śląsku (142 000 mkw.) oraz w Poznaniu (123 500 mkw.). Największą umowę najmu podpisał Kaufland (45 000 mkw. w Panattoni Park Bydgoszcz).

Największe umowy najmu w I kw. 2016 r.

Najemca Park Rodzaj umowy Powierzchnia (mkw.)
Kaufland Panattoni Park Bydgoszcz Nowa umowa 45 000
CLIP Logistic CLIP Poznań Nowa umowa 25 000
Avon Panattoni Park Garwolin Odnowienie 25 000
Saint Gobain Panattoni Park Sosnowiec II Rozszerzenie 22 400

Źródło: JLL, magazyny.pl, I kw. 2016 r.

Podaż

Łączne zasoby powierzchni magazynowo – przemysłowej w Polsce wyniosły ok. 10,37 mln mkw. na koniec I kw. 2016. W pierwszych trzech miesiącach roku do użytku oddano aż 418 000 mkw. nowych magazynów. Większość nowych projektów ukończono w Okolicach Warszawy (137 000 mkw.), Górnym Śląsku (87 000 mkw.) i Polsce Centralnej (85 000 mkw.).

„Deweloperzy pozostają bardzo aktywni. W budowie jest obecnie 640 000 mkw. powierzchni magazynowo – przemysłowej, co plasuje sektor magazynowy za biurowym, ale przed segmentem centrów handlowych. Najwięcej magazynów powstaje w Poznaniu – 160 000 mkw., Okolicach Warszawy – 108 000 mkw. oraz Polsce Centralnej – 106 000 mkw.”, wylicza Przemysław Ciupek, Starszy Analityk Rynku, JLL.

Coraz więcej powierzchni budowane jest spekulacyjnie.

„Aż 54% powstającej obecnie powierzchni magazynowej realizowane jest na zasadach spekulacyjnych, czyli bez wiążących umów najmu. Dla porównania, na koniec I kw. 2014 r. było to jedynie 5,5%. To jasno pokazuje, że deweloperzy darzą polski rynek dużym zaufaniem i widzą dalszy potencjał jego wzrostu”, dodaje Tomasz Mika.

Pustostany

Na koniec I kw. wskaźnik pustostanów wynosił 6,7%, nieznacznie wzrastając wobec rekordowo niskiego stanu z końca 2015 r. (6,2%). Najwięcej wolnej powierzchni jest w Okolicach Warszawy (11,8% ogólnych zasobów). Małe rynki takie jak Szczecin czy Opole charakteryzują się zerowym poziomem dostępnej powierzchni.

Powierzchnia istniejąca i w budowie (mkw.) vs pustostany (%)
Powierzchnia istniejąca i w budowie (mkw.) vs pustostany (%).
Źródło: JLL, magazyny.pl, I kw. 2016 r.

Czynsze

Jak podaje portal magazyny.pl, w I kw. czynsze bazowe pozostały na niezmienionym poziomie i nadal są najwyższe w Warszawie Mieście (4,1 – 5,3 euro za mkw. miesięcznie) i Krakowie (3,8 – 4,5 euro za mkw. miesięcznie). Najniższe stawki za obiekty typu Big Box są w Polsce Centralnej (2,6 – 3,2 euro za mkw. miesięcznie). Należy jednak zauważyć, że powyższe czynsze nie uwzględniają oferowanych przed deweloperów zachęt i zniżek stanowiąc tym samym stawkę wyjściową do dalszych negocjacji.

Alior Leasing oraz Leasing Polski członkami Związku Polskiego Leasingu

ZPLZwiązek Polskiego Leasingu, organizacja reprezentująca polski sektor przedsiębiorstw leasingowych podała, że do grona firm członkowskich przystąpiły dwa podmioty: Alior Leasing oraz Leasing Polski. Spółki będą raportować wyniki na poczet przygotowywanych przez ZPL analiz rynkowych oraz podejmą współpracę z innymi przedstawicielami branży w ramach działających zespołów i grup roboczych ZPL. Alior Leasing działalność operacyjną rozpoczął w IV kw. 2015r., natomiast początki Leasingu Polskiego sięgają 1996 roku (pierwotnie pod nazwą Generalne Towarzystwo Leasingowe).

Przystępując do Związku Polskiego Leasingu, liczymy na wsparcie i możliwość skorzystania z doświadczeń Związku w trzech podstawowych obszarach: współpracy z instytucjami europejskimi w zakresie implementacji rozwiązań prawnych w Polsce, współpracy z innymi firmami leasingowymi i instytucjami okołofinansowymi m.in. w zakresie działalności na rzecz wpierania rozwiązań pro biznesowych, pozyskiwania środków unijnych czy uczestnictwa w pracach grup roboczych i współpracy z PZWLP – powiedział Marek Lozia, Prezes Zarządu Alior Leasing Sp. z o.o.

Leasing Polski jest spółką stworzoną, aby wspierać swoją wiedzą polskich przedsiębiorców w ich działalności. Biorąc udział w pracach Związku Polskiego Leasingu możemy skorzystać także z doświadczeń innych firm działając na rzecz zapewnienia naszym klientom bezpieczeństwa w obrocie gospodarczym, a także w tworzeniu sprzyjających warunków w rozwoju ich biznesu – powiedział Paweł Gliniewicz, Prezes Leasing Polski Sp. z o.o.

Spółka Alior Leasing powstała w kwietniu 2015 r., natomiast działalność operacyjną prowadzi od października 2015 r. Udziałowcem Alior Leasing Sp. z o.o. jest Alior Bank SA (100% udziałów). Misją firmy jest dostarczanie najlepszych rozwiązań leasingowych, które stanowią odpowiedź na oczekiwania nowoczesnych firm poszukujących kompleksowej oferty leasingowej, dopasowanej do ich indywidualnych potrzeb.

Leasing Polski jest częścią Grupy Kapitałowej GTL S.A, działającej aktywnie na krajowym rynku od 20 lat. Firma powstała w oparciu o polski kapitał, co zapewnia niezależność i stabilizację finansową. Duże doświadczenie w finansowaniu inwestycji pozwoliło wypracować jej skuteczne i szybkie metody działania, dostosowane do indywidualnych potrzeb klientów.

Związek Polskiego Leasingu (ZPL) to organizacja reprezentująca polski sektor przedsiębiorstw leasingowych, która zrzesza 29 firm leasingowych oraz Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów. ZPL jest członkiem Leaseurope – organizacji zrzeszającej 45 związków z 33 krajów Europy. ZPL uczestniczy w pracach grup i zespołów roboczych przygotowujących i opiniujących projekty regulacji prawnych dotyczących branży leasingowej. Przedstawiciele ZPL utrzymują bieżące kontakty z przedstawicielami administracji publicznej i parlamentarzystami.

ABS Investment S.A. z prognozami finansowymi na 2016 r.

ABS Investment S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od lutego 2011 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną oraz doradczą, zakończyła 1 kw. 2016 r. zyskiem netto w kwocie 91 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 296 tys. zł. Emitent przedstawił również prognozy finansowe na 2016 r.

ABS Investment S.A. prognozuje wypracowanie w 2016 r. zysku brutto na 1 akcję w przedziale 0,50 – 0,55 zł. Z kolei wartość aktywów Spółki (wraz z należnościami ze sprzedaży aktywów) na 1 akcję ma wynieść na koniec tego roku od 3,60 zł do 4,00 zł. Prognozy finansowe Emitenta zostały sporządzone w oparciu o zakładane przez Zarząd wyniki z działalności inwestycyjnej, otrzymane dywidendy od spółek portfelowych, prowadzone nowe inwestycje w spółki publiczne oraz zawarte umowy na świadczenie usług doradczych.

„Prognozujemy wypracowanie w tym roku zysku brutto w przedziale 0,50 – 0,55 zł na akcję oraz uzyskanie wartości aktywów na akcję na koniec roku w przedziale 3,60 – 4,00 zł. Traktujemy to jako duże wyzwanie i bardzo ambitny cel, lecz możliwy do zrealizowania.” – ocenia Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.

Spółka istotnie zwiększyła w 1 kw. br. poziom przychodów generowanych ze świadczenia usług doradczych, bowiem w analogicznym kwartale ub. roku ich wartość wyniosła 100 tys. zł. Ten segment biznesowy, a przede wszystkim wysokość osiąganych w nim przychodów, pozwala Emitentowi na zabezpieczenie bieżących kosztów funkcjonowania bez konieczności dokonywania transakcji finansowych. ABS Investment S.A. stale zwiększa portfel zawartych umów doradczych, co powinno pozytywnie wpłynąć na wyniki finansowe Spółki w kolejnych kwartałach. Warto również dodać, że 1 kw. 2016 r. był piątym kwartałem z rzędu, w którym Emitent zanotował dodatni wynik netto. Świadczy to o utrzymaniu trendu wzrostowego i to pomimo niekorzystnej sytuacji rynkowej.

„Działalność inwestycyjna i usługowa są ze sobą silnie skorelowane dlatego, że ABS świadczy usługi głównie dla spółek portfelowych. Czym szerszy i bardziej aktywny  portfel, tym i większe możliwości dla ABS w zakresie doradztwa. Szczególnie interesuje nas aktywność w zakresie przejęć i fuzji, budowania strategii oraz pozyskiwania partnerów handlowych i finansowych. W związku z tym zwiększenie liczby spółek w portfelu ABS sprzyja również wzrostowi przychodów z usług. Oczekujemy więc dobrych wyników finansowych w kolejnych kwartałach.” – dodaje Jarosz.

ABS Investment S.A. pozostaje aktywne w swoim głównym obszarze działalności, a więc inwestycjach kapitałowych. Wartość portfela inwestycyjnego Spółki na koniec 1 kw. 2016 r. wynosiła blisko 20 mln zł, z czego ok. 17,6 mln zł stanowiły podmioty notowane na rynku NewConnect oraz na rynku regulowanym GPW w Warszawie. Emitent cały czas poszukuje interesujących spółek, prowadząc ich wnikliwą selekcję oraz dobór w oparciu o bardzo rygorystyczne kryteria inwestycyjne. W ostatnim czasie do portfela inwestycyjnego ABS Investment S.A. włączone zostały innowacyjne i perspektywiczne podmioty, z którymi Zarząd Spółki wiąże bardzo duże nadzieje. Emitent liczy w tym roku także na uzyskanie wysokich przychodów z tytułu otrzymania dywidend ze spółek portfelowych.

„Portfel ABS jest obecnie starannie wyselekcjonowany. Bardzo wysoko oceniam jakość spółek oraz ich potencjał wzrostu. Potwierdzeniem tego jest fakt, że spodziewam się, iż ok. 10 spółek z portfela wypłaci dywidendę – 5 z nich to już zadeklarowało. Będzie to istotny dodatek do działalności inwestycyjno-usługowej w tym roku. Obecnie mam duży komfort w wyborze spółek do portfela, bo wpływa do nas kwartalnie ok. 100 propozycji inwestycyjnych. Naszymi podstawowymi kryteriami inwestycyjnymi jest cena transakcji, forma płatności, perspektywy rozwoju spółki oraz pakiet usług dla ABS. Ostatnio pojawiło się 6 nowych pozycji w portfelu, a aktualnie pracujemy nad 3-4 kolejnymi projektami. W tym roku na NewConnect powinna zadebiutować spółka portfelowa Outdoorzy S.A.” – zakończył Prezes Jarosz.

ABS Investment S.A. opublikuje raport roczny za 2015 r. w dniu 18.05.2016 r. Notowane na rynku Catalyst obligacje Spółki cały czas utrzymują się powyżej poziomu 100% ich wartości nominalnej. Emitent realizuje również dwa programy skupu akcji własnych – skup A prowadzony poprzez transakcje sesyjne na rynku NewConnect oraz skup B prowadzony w ramach umów cywilnoprawnych poza rynkiem. Wskaźnik C/Z ABS Investment S.A. uwzględniając wyniki finansowe za 1 kw. 2016 r. wynosi aktualnie 5,4. Natomiast wartość wskaźnika C/WK Emitenta kształtuje się na poziomie 0,7.

ABS Investment S.A. jest spółką notowaną na rynku NewConnect od lutego 2011 r., która prowadzi działalność w dwóch obszarach: inwestycji kapitałowych oraz doradztwa finansowego. We wrześniu 2014 r. jej obligacje zadebiutowały również na rynku Catalyst. ABS Investment S.A. specjalizuje się w inwestycjach w firmy działające w niszowych branżach, mające już rozwinięty biznes o ponadprzeciętnej oczekiwanej stopie zwrotu. Od grudnia 2015 r. Spółka znajduje się w składzie portfela indeksu NCIndex30, który grupuje trzydzieści najbardziej płynnych spółek z rynku NewConnect.

Minorowe nastroje wśród CFO

Z niepokojem czyta się wyniki badań wśród CFO przeprowadzone w Europie przez Deloitte. Aż 70 proc. menedżerów finansowych najwyższego stopnia uważa, że istnieje wysokie ryzyko niepewności ekonomicznej. Ma ono źródło w wielu miejscach, jak problemy strefy euro, w tym niemrawy wzrost gospodarczy czy niewypłacalność Grecji. Istnieje wysokie prawdopodobieństwo Brexitu. Na to nakłada się kryzys imigracyjny, którego końca nie widać, a na pomysł jego rozwiązania nikt do tej pory nie wpadł. Stosowane półśrodki są bezskuteczne.

Nieco lepsze nastroje panują wśród polskich dyrektorów finansowych. Jednak są one znacząco gorsze niż pół roku temu, kiedy tylko co trzeci badany był pesymistą. Dziś, podobnie jak w latach 2012-2013, aż 60 proc. spośród CFO uważa, że poziom niepewności ekonomicznej jest wysoki. Dlaczego, skoro kondycja polskiej gospodarki jest całkiem dobra?

Dyrektorzy finansowi myślą perspektywicznie. Przyczyn pogorszenia nastrojów upatrywać należy w oddziaływaniu czynników zewnętrznych. Martwi ich słaba forma gospodarki Unii Europejskiej, szczególnie niektórych krajów strefy euro, zadyszka gospodarki Chin, niepewność polityczna za naszą wschodnią granicą i w innych regionach świata. Do czynników wewnętrznych należy zaliczyć niekończące się spory polityczne oraz niepewność prawa, a w zasadzie możliwe zmiany legislacyjne, które miałyby negatywny wpływ na gospodarkę rynkową i sektor finansów publicznych. Kielicha goryczy dopełnia spodziewana obniżka ratingu Polski przez agencję ratingową Moody’s. Politycy winni wsłuchać się więc w opinie CFO, którzy mają najbliższy kontakt z realną gospodarką i są w stanie najtrafniej i najszybciej zdiagnozować źródła problemów.

Jan Mazurek, ekspert Domu Maklerskiego Michael / Ström

Obligacje vs. kredyt – odpowiada Piotr Jankowski (Michael/Ström)

Piotr Jankowski, wiceprezes Zarządu Michael/StrömWypowiedź: Piotr Jankowski, wiceprezes Zarządu Michael/Ström.

W Polsce wartość obligacji nieskarbowych, tj. wyemitowanych przez przedsiębiorstwa, banki i jednostki samorządu terytorialnego w relacji do PKB stanowi około 6 proc. W Niemczech wskaźnik ten wynosi 100%, USA 150% a w Holandii 250%. Obecnie coraz więcej przedsiębiorców rezygnuje z dotychczasowych form finansowania na rzecz emisji dłużnych papierów wartościowych. Kiedy bardziej opłacalny jest kredyt, a kiedy emisja obligacji?

– Obligacje nie są wprost konkurencją dla kredytu bankowego. Bardzo często są one wykorzystywane przez przedsiębiorców wraz z kredytem bankowym a nie zamiast niego. Są to instrumenty, które kierujemy do innych inwestorów np. funduszy inwestycyjnych. Z reguły w kredytach finansowane są konkretne przedsięwzięcia a w obligacjach całe przedsiębiorstwa – mówi newsrm.tv Piotr Jankowski, wiceprezes Zarządu Michael/Ström.

Na rozwiniętych rynkach duży udział w finansowaniu przedsiębiorstw mają emisje obligacji. Rynek kapitałowy jest miejscem, gdzie przepływają ogromne strumienie pieniędzy od osób, które mają nadwyżki do podmiotów, którym są one potrzebne. W Polsce przez wiele lat ta forma finansowania nie była skutecznie wykorzystywana, a na emisje dłużnych papierów wartościowych decydowały się tylko nieliczne, zazwyczaj duże podmioty. W ostatnich latach nastąpiło pewne ożywienie, jednak do poziomu krajów rozwiniętych jest nam daleko.

Inwestowanie w obligacje wiąże się z ryzykiem. Należy je więc oszacować na podstawie analizy sprawozdań finansowych emitenta, raportów bieżących, informacji prasowych, sytuacji branży a także ogólnej sytuacji na rynku finansowym i w gospodarce. Jedną z miar ryzyka kredytowego emitentów dłużnych papierów wartościowych jest rating. Ocenę ratingową danego podmiotu wydają agencje ratingowe. Są to specjalistyczne instytucje, które przeprowadzają jakościową klasyfikację dłużnych papierów wartościowych pod kątem wiarygodności finansowej ich emitentów oraz warunków rynkowych. Ocena ratingowa jest ważnym elementem uwzględnianym przez inwestorów przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych, ponieważ analiza prowadzona przez agencje obejmuje szerszy zakres badań, niż tradycyjna analiza finansowa. W rezultacie, odsetki, czyli cena, jaką płaci emitent obligacji za pożyczane na rynku pieniądze, zależy w znacznej mierze od jego ratingu. Agencja wydająca ocenę na bieżąco monitoruje nadany przez siebie rating do momentu wykupu papierów dłużnych. W każdej chwili, jeżeli zaistnieją uzasadnione przesłanki, ocena ratingowa może być zweryfikowana i zmieniona. Do wiodących agencji ratingowych należą Standard&Poor’s, Moody’s oraz Fitch. Usługi tych agencji są jednak drogie i mogą sobie na nie pozwolić tylko duże, zamożne firmy. Problemem polskiego rynku jest brak krajowej agencji ratingowej, odpowiedniej dla mniejszych przedsiębiorstw, których nie stać na kosztowaną międzynarodową agencję. Jest jednak szansa na zmianę tej sytuacji. W trakcie organizacji jest Instytut Analiz i Ratingu, którego założycielem jest Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie SA. Będzie to krajowa agencja ratingowa, która ma zająć się głównie wydawaniem ocen dla obligacji notowanych na Catalyst

Wielu przedsiębiorców w dalszym ciągu nie docenia korzyści z emisji obligacji, gdzie to oni decydują o warunkach zaciągnięcia długu ustalając oprocentowanie, terminy spłaty i zabezpieczenia. Nie bez znaczenia dla finansów przedsiębiorstwa emitującego obligacje jest korzystny cash flow, bowiem w większości przypadków najpierw spłacane są odsetki a kapitał na końcu. Jednak praktyka pokazuje, że koszt pozyskania kapitału poprzez emisje obligacji jest zazwyczaj wyższy niż kredyt bankowy. Często ten czynnik ma wpływ na decyzje przedsiębiorstwa. Czy jednak zawsze koszt kapitału powinien decydować o wyborze źródła finansowania przedsiębiorstwa? Jakie pozafinansowe czynniki należy jeszcze uwzględnić poszukując optymalnego źródła finansowania? Aby odpowiedzieć na to pytanie potrzebna jest gruntowna analiza wartości dodanej, jaką niesie emisja obligacji, szczególnie wtedy, gdy są one notowane na rynku regulowanym lub w alternatywnym systemie obrotu. W pierwszej kolejności należałoby wskazać na korzyści marketingowe i reputacyjne. Spółka, której obligacje są notowane na Catalyst korzysta z bezpłatnej promocji swej marki, pojawiającej się regularnie w serwisie giełdowym, internetowych i gazetowych serwisach informacyjnych oraz komentarzach analityków. Dzięki transparentności łatwiej spółce nawiązać kontakty biznesowe, a także pozyskać kolejne transze finansowania dłużnego czy przeprowadzić publiczną emisję akcji. Instytucje finansowe, jak banki czy firmy faktoringowe, chętnie współpracują z takimi podmiotami, bowiem dzięki realizowanym publicznie obowiązkom informacyjnym mają ciągły monitoring sytuacji ekonomicznej danego podmiotu.

Obligacje vs. kredyt

Obligacje Kredyt
Większa elastyczność w wykorzystaniu środków pozyskanych z emisji obligacji, co często pomaga w szybszej i bardziej efektywnej realizacji projektu inwestycyjnego. Bank najczęściej dość rygorystycznie kontroluje wykorzystanie środków z kredytu, a wypłata kredytu najczęściej odbywa się w transzach.
Zakres celów inwestycyjnych możliwych do sfinansowania dzięki emisji obligacji jest bardzo szeroki. Na niektóre cele inwestycyjne banki nie udzielają finansowania.
Wielu dawców kapitału, których udziały tworzą w sumie wysokie kwoty. Emitent unika skomplikowanych procedur bankowych. Emitent zmniejsza stopień uzależnienia od zmian polityki kredytowej banków. Jest to szczególnie istotne w przypadku spółek współpracujących z niewielką liczbą banków, z których pozyskały znaczącą część swojego finansowania. Jeden pożyczkodawca. Limity zaangażowania banku mogą ograniczyć wielkość kredytu. Skomplikowane procedury bankowe.
W wielu przypadkach zabezpieczenie emisji nie jest wymagane, zwłaszcza gdy emitentami są podmioty publiczne o
bardzo dobrej kondycji finansowej. Spektrum aktywów mogących stanowić zabezpieczenie jest szersze niż w przypadku kredytu bankowego.
Bank decyduje o rodzaju zabezpieczenia i jego wielkości. Z reguły banki wymagają wyższej relacji wartości zabezpieczenia do wysokości kredytu. Niektóre grupy aktywów w ogóle nie są akceptowane przez banki jako zabezpieczenie.
W większości przypadków Emitent najpierw spłaca odsetki a kapitał w dniu wykupu bligacji. Obciążenia przez okres trwania finansowania są niskie. Spłata zobowiązania odbywa się regularnie w okresie kredytowania w formie rat kapitałowo-odsetkowych.
Emitent ma większy wpływ na wysokość oprocentowania obligacji i długość okresów odsetkowych. Wysokość oprocentowania, sposób jego ustalania i harmonogram spłat rat określa bank.
Koszt kapitału z obligacji wyższy od kosztu kredytu. Koszt kredytu niższy niż koszt finansowania obligacjami.
Przekazywanie informacji o sytuacji finansowej jest sformalizowane, gdy obligacje są notowane, ale nawet w tym przypadku ogranicza się do informowania o istotnych dla emitenta wydarzeniach oraz przekazywania rocznych
i półrocznych sprawozdań finansowych.
Bank w dowolnym momencie może żądać informacji o aktualnej sytuacji firmy.
Publiczna promocja emitenta, jeżeli obligacje są notowane na Catalyst. Brak publicznej promocji kredytobiorcy.
Rating publiczny uwiarygadnia emitenta. Wewnętrzna analiza banku nie jest znana publicznie.

 

Polski rynek call center rośnie w tempie jednocyfrowym

Polski rynek call center rośnie w tempie jednocyfrowym. Jednym z kluczowych trendów widocznych w ostatnim czasie jest konsolidacja sektora. Swoją pozycję na rynku właśnie poprzez przejęcia innych podmiotów z branży, umocniły ostatnio Arteria i CCIG.

Z najnowszej edycji raportu PMR „Rynek call center i contact center w Polsce” szacunkowe przychody blisko 160 podmiotów działających w branży w 2015 r. przekroczyły już wyraźnie 1 mld zł, a wzrost rok do roku wyniósł 7,5%, co oznacza wynik o pół punktu procentowego lepszy niż rok wcześniej. Trzeba podkreślić dwa fakty. Po pierwsze, o ile nawet w przypadku największych firm jest dostęp do całkowitych przychodów, o tyle dane na temat ich struktury są mocno ograniczone. Powoduje to konieczność dokonywania założeń i estymacji, opierających się między innymi na posiadanej bazie obiektów i stanowisk oraz danych z innych rynków. Druga sprawa to fakt, że wartości te odnoszą się jedynie do tzw. outsourcingu call i contact center, podczas gdy większość, szczególnie dużych przedsiębiorstw, posiada również własne, prywatne centra, i tak zdefiniowany rynek byłby kilkukrotnie większy. Wynika to z faktu, że model korzystania z zasobów własnych jest nieporównywalnie bardziej rozpowszechniony w firmach niż outsourcing.

Jeśli chodzi o kluczowe trendy, to ostatnie 12 miesięcy dla polskiej branży call center upłynęło pod hasłem ruchów konsolidacyjnych i porządkowania działających grup kapitałowych. Rynek – zgodnie z naszymi zeszłorocznymi prognozami – był w stanie rozwijać się również organicznie. W opinii przedstawicieli dostawców 2015 rok był okresem względnej stabilizacji. Dominowały działania optymalizacyjne, mające na celu poprawę marżowości, a niekoniecznie jak najwyższej sprzedaży. Niektórzy z dostawców dodają, że udało im się wypracować zyski, bądź wyraźnie poprawić wyniki, po bardziej wymagających latach 2012-2014.

Sektor komercyjnych usług call i contact center w Polsce charakteryzuje stabilny wzrost, choć dynamika utrzymuje się na jednocyfrowym poziomie. O ile branża usług call center w 2008 roku w czasie pierwszego spowolnienia gospodarczego, nie odczuła znacząco skutków kryzysu, obecnie uczestnicy rynku nie mogą najczęściej mówić o dynamicznym rozwoju. Nadal podobnie jak w latach poprzednich, nie należą do rzadkości problemy z płynnością, regulowaniem zobowiązań, redukcje zatrudnienia, zamknięcia obiektów czy przetasowania mające na celu łączenie podmiotów.call i contact center w Polsce

Liderami polskiego rynku komercyjnych usług call center, uwzględniając ostatnie przejęcia, są Arteria, CCIG i arvato Polska. Wśród 90 największych zmapowanych przez nas komercyjnych call center przeważają jednak firmy średniej wielkości, posiadające od 51 do 200 stanowisk telemarketerskich. Stanowią one dokładnie dwie trzecie z badanej grupy. Z kolei, na firmy większe przypada jedna czwarta rynku – największe z ponad 500 stanowiskami stanowią 4%, a najmniejsze, gdzie liczba miejsc dla telemarketerów nie przekracza 50, odpowiadają za ok. 9%. Udziały te dotyczą 90 obiektów. W przypadku uwzględnienia większej ich liczby, w całkowitej liczbie stanowisk skokowo wzrośnie udział przede wszystkim obiektów małych i bardzo małych.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Rynek call center i contact center w Polsce 2016.

Autor raportu:
Paweł Olszynka

Mieszkania w Trójmieście i Warszawie na celowniku inwestorów

Inwestorzy chętnie lokują swój kapitał na rynku nieruchomości – od wielu miesięcy ich udział w transakcjach zawieranych na rynku nowych mieszkań kształtuje się na poziomie ok. 30 – 40 proc.

Na wysokie stopy zwrotu z najmu lokali można dziś liczyć w Trójmieście z Gdańskiem na czele oraz oczywiście w Warszawie. – Mieszkania uchodzą za jedną z najbardziej bezpiecznych lokat kapitału, zapewniając aktualnie 4-5-proc. roczną stopę zwrotu z najmu, czyli niemal dwa razy więcej niż stawki, jakie można otrzymać na lokacie bankowej – zauważa Dariusz Krawczyk, Prezes Zarządu Polnord S.A.

Droższe lokale w Trójmieście

Zainteresowanie rynkiem nowych mieszkań w głównych polskich aglomeracjach nie słabnie – w I kw. br. deweloperzy giełdowi zakontraktowali ponad 5 tys. lokali, prawie o 20 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2015 r. Gros transakcji to efekt zakupów inwestycyjnych. – Trudno znaleźć bezpieczną inwestycję, która pozwoli zarobić więcej niż 2-3 proc. w skali roku – zauważa Bartosz Turek, analityk rynku nieruchomości Lion’s Bank.

Jak podają eksperci Home Broker, rentowność inwestycji w mieszkanie na wynajem w Gdańsku wynosi ponad 5,5 proc. netto w skali roku. Pod tym względem Gdańsk pozostaje zdecydowanym liderem na polskim rynku. Według szacunków REAS w Trójmieście aż 22 proc. spośród mieszkań sprzedanych w 2015 r. zostało nabytych przez inwestorów.

– Perspektywy wzrostu transakcji o charakterze inwestycyjnym są ściśle związane z poziomem stóp procentowych – niskie oprocentowanie depozytów, a jednocześnie niskie koszty finansowania inwestycji zwiększają atrakcyjność zwrotów z inwestycji w mieszkania na wynajem. Trudno jednak dzisiaj przewidywać, jakie będą nieodległe decyzje Rady Polityki Pieniężnej – opowiada Paweł Sztejter, Partner Zarządzający i Wiceprezes Zarządu REAS.

Trójmiasto ma niekwestionowaną przewagę nad innymi aglomeracjami w postaci dostępu do Zatoki Gdańskiej. Perełką jest Sopot, o statusie uzdrowiska, idealne miejsce do kupna nieruchomości na wynajem turystyczny. – Ciekawym rozwiązaniem może być też zakup mieszkania z widokiem na wodę i wynajem lokalu studentom w trakcie roku akademickiego. W odróżnieniu od właścicieli podobnych nieruchomości w innych aglomeracjach, inwestor z Trójmiasta będzie się cieszył, gdy jego lokal opustoszeje na czas wakacji. Może bowiem wtedy oddać swoje „M” na wynajem dla turystów. To rozwiązanie jest dziś „na czasie” skoro coraz głośniej mówi się o zagrożeniu terrorystycznym w popularnych do tej pory kurortach wakacyjnych. Zatem prawdopodobne Bałtyk będzie w tym roku przeżywał większe oblężenie niż zwykle – prognozuje Bartosz Turek.

Jak dodaje Jarosław Jędrzyński, analityk portalu RynekPierwotny.pl, w 2015 r. po raz trzeci Gdynia zajęła pierwsze miejsce w rankingu najlepszych polskich miast do zamieszkania, przygotowywanym przez Radę Monitoringu Społecznego. – To może być jednym z powodów, choć na pewno nie jedynym, rosnącego powodzenia Trójmiasta pośród młodych Polaków poszukujących swojego miejsca do życia – mówi Jędrzyński. Zwraca uwagę, że od początku boomu, czyli od połowy 2013 r., ceny mieszkań od deweloperów pozostają stabilne mimo ogromnego popytu. Wyjątek stanowi właśnie Trójmiasto, gdzie stawki za nowe „M” poszły w górę z niespełna 6 tys. zł w II kw. 2013 r. do prawie 6,6 tys. zł za mkw. obecnie. – To jest najlepszy dowód atrakcyjności inwestycyjnej Trójmiasta. Inwestorzy zarabiają tu bowiem nie tylko na wynajmie lokali mieszkalnych, ale także na wzroście ich wartości w czasie – zapewnia Jarosław Jędrzyński. Jednocześnie, jak zauważają przedstawiciele REAS, w ostatnich kwartałach na trójmiejskim rynku nowych mieszkań wobec szybkiego wzrostu popytu skraca się okres potrzebny do wyprzedaży pozostających w ofercie mieszkań. – Dzisiaj wynosi on niewiele ponad trzy kwartały, co jest oznaką wyraźnej przewagi popytu nad podażą – zaznacza Paweł Sztejter.

Z kolei warszawskie mieszkania oferują przeciętny zysk netto ok. 5,3 proc. Ten wynik plasuje stolicę na drugim miejscu za Gdańskiem.

Kawalerki i większe apartamenty

Niesłabnącym powodzeniem cieszą się kawalerki – najtańsze w zakupie i wynajmie, a także ewentualnej późniejszej sprzedaży. – Im mniejsze lokum, tym stopa zwrotu z wynajmu większa. To dlatego rosnącą popularnością cieszą się u krajowych inwestorów tzw. mikroapartamenty, które w Polsce bardzo dobrze sprawdziły się jako mieszkaniowy produkt inwestycyjny – mówi Jarosław Jędrzyński.

Obok kawalerek, przedmiotem transakcji inwestycyjnych są „dwójki” o niewielkim metrażu. – Wśród inwestorów szukających mieszkań „pod studentów” zainteresowaniem cieszą się też lokale o większej liczbie pokoi, ale o jak najmniejszej powierzchni. Takie podejście pozwala osiągnąć wyższą rentowność wynajmu – sugeruje Bartosz Turek.

Dariusz Krawczyk zapewnia, że inwestorzy chętnie wchodzą również w projekty droższe, o wyższym standardzie. – Takie mieszkania wynajmują się szczególnie dobrze w turystycznych kurortach. Klienci, świadomi przyszłych zysków, są w stanie wydać na nie 400 – 500 tys. zł – zauważa Dariusz Krawczyk. Lokale tego typu są dostępne np. w Osiedlu Brama Sopocka, realizowanym w Gdyni przez Polnord.

– W naszym kraju inwestorzy indywidualni wykazują się coraz większym doświadczeniem i fachowością – wybierają lokale po wnikliwej analizie wszystkich parametrów, które mogą wpłynąć na ich najem. Zwracają uwagę nie tylko na główny czynnik na rynku nieruchomości – czyli lokalizację, lecz także na obecną i przyszłą infrastrukturę wokół osiedla, standard i funkcjonalność mieszkań, a także markę dewelopera – wylicza Dariusz Krawczyk.

Norweski holding Kongsberg Automotive inwestuje w Polsce

2500 m kw i praca dla nawet 250 osób w 2019 roku. To efekt rozbudowy fabryki Kongsberg Automotive Pruszków. Powiększenie podwarszawskiego zakładu to zielone światło dla planów na nowe inwestycje i najnowsze technologie, a  także kolejne miejsca pracy.

– Powiększenie fabryki w Pruszkowie to bardzo dobra informacja dla mieszkańców miasta. Przynosi nadzieję na wzrost produkcji a przez to liczby miejsc pracy – mówi newsrm.tv Jan Starzyński, prezydent Pruszkowa.

Firma zainwestowała 3 miliony PLN w nową część zakładu, o łącznej powierzchni 2500 m kw. Dla polskiego oddziału w Pruszkowie, rozbudowa oznacza wyposażenie zakładu w kolejne linie najnowszych technologii szycia. Planowane są również zatrudnienia, nawet 250 osób w 2019 roku.

Powiększenie zakładu związane jest również z nowymi kontraktami, które firma pozyskała w ostatnim czasie. Zakład w Pruszkowie wygrał m.in. globalny przetarg na produkcję mat grzewczych do aut segmentu premium, znanego niemieckiego producenta. Wartość kontraktu to blisko 230 milionów PLN w przeciągu 8 lat, a uruchomienie produkcji zaplanowano na 2017 rok.  Bogate zaplecze techniczne oraz doświadczenie i dotychczasowa współpraca ze znaczącymi globalnymi klientami, zaowocowały kolejnym kontraktem – na produkcję mat grzewczych do podłokietników i paneli bocznych drzwi do samochodów terenowych marki premium. Jego wartość to kolejne 120 milionów PLN.

– Postanowiliśmy powiększyć zakład w Pruszkowie w celu utworzenia i zwolnienia, rozbudowy obszarów na potrzeby produkcji oraz nowych projektów, a co za tym idzie, uruchomień nowych linii produkcyjnych. Taka inwestycja daje nam wzrost produkcji na poziomie 40 mln Euro. Skalę inwestycji natomiast planujemy na poziomie 17 mln Euro w 2016 roku – tłumaczy Krzysztof Hauk, General Manager Kongsberg Automotive Pruszków.

Outdoorzy S.A. chcą wejść na rynek NewConnect

Outdoorzy S.A., Spółka zajmująca się sprzedażą odzieży oraz sprzętu sportowego za pośrednictwem własnego sklepu internetowego, chce zadebiutować na przełomie 2 i 3 kw. 2016 r. na rynku NewConnect. Emitent zakończył już emisję akcji serii C, z której pozyskał łącznie 625 tys. zł.

Spółka działa w branży e-commerce i prowadzi działalność handlową obejmującą sprzedaż odzieży oraz sprzętu sportowo-turystycznego w formie sklepu internetowego outdoorzy.pl. Powstał on w 2008 r. i od tamtego czasu notuje coroczny wzrost przychodów ze sprzedaży. Outdoorzy S.A. z przeprowadzonej emisji akcji serii C pozyskali środki w wysokości 625 tys. zł, sprzedając 250 tys. szt. akcji po cenie emisyjnej wynoszącej 2,50 zł za akcję. Kapitał zostanie przeznaczony przez Emitenta na zwiększenie zapasów magazynowych, co pozwoli na wzrost obrotów oraz osiąganie wyższych rentowności.

„Pozyskane środki z emisji akcji chcemy przeznaczyć na zwiększenie naszego magazynu, co pozwoli na wzrost średniej ilości zamówień realizowanych przez sklep. Mamy także zamiar zintensyfikować działania marketingowe, głównie inwestując w reklamę internetową. Będziemy nadal poszerzali oferowany przez nas asortyment, m.in. o sprzęt rowerowy oraz artykuły związane z bieganiem. Wejście na rynek NewConnect otwiera Spółce dostęp do rynku kapitałowego oraz inwestorów, z których współudziałem zamierzamy zostać liderem w naszej branży.” – ocenia Paweł Miśkiewicz, Członek Zarządu Spółki Outdoorzy S.A.

Outdoorzy S.A. posiada bardzo duże doświadczenie w handlu e-commerce oraz zespół, który jest w stanie skutecznie realizować założenia przyjętej strategii rozwoju Spółki. Wdrożony przez Emitenta system pracy jest przygotowany do obsłużenia większej liczby zleceń. Sklep internetowy outdoorzy.pl ma w swojej ofercie głównie takie produkty jak odzież, obuwie, akcesoria turystyczne i wspinaczkowe oraz artykuły związane ze sportami zimowymi. Jego klienci mogą znaleźć w jednym miejscu asortyment uznanych marek oraz uzyskać pomoc i doradztwo w zakresie doboru odpowiedniego sprzętu.

„Naszymi głównymi przewagami konkurencyjnymi są przede wszystkim szerokie kontakty z dostawcami oraz ogromna znajomość rynku. Posiadamy dużą wiarygodność finansową i umiejętność długoterminowego planowania, co w naszej branży jest niezwykle istotne. Spółka ma ściśle określone cele, które zamierza realizować po wejściu na alternatywny rynek, a nasza elastyczna struktura organizacyjna stwarza nam możliwości szybkiej adaptacji do zmieniających się warunków rynkowych. Jestem przekonany, że upublicznienie na rynku NewConnect pozwoli nam stale zwiększać przychody oraz nasz udział w rynku, co w długoterminowej perspektywie przełoży się także na wzrost zysków.” – dodaje Miśkiewicz.

Outdoorzy S.A. jest podmiotem, który powstał w 2013 r. z przekształcenia spółki cywilnej Outdoorzy Spółka Cywilna Paweł Miśkiewicz Łukasz Golonka. Głównymi Akcjonariuszami Spółki są ABS Investment S.A. oraz Robinson Europe S.A.

Zmiany prowadzenia podatkowej księgi przychodów i rozchodów w 2016 roku

W kwietniu tego roku zaczęło obowiązywać rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 31 marca 2016 r., które w znaczący sposób zmieniło zapisy rozporządzenia w sprawie prowadzenia podatkowej księgi przychodów i rozchodów. Jedną ze zmian jest wprowadzenie nowego wzoru KPiR, które wynika z wejścia w życie nowych przepisów o rozliczaniu kosztów działalności badawczo-rozwojowej. Został też zniesiony obowiązek sporządzania spisu z natury na dzień 1 stycznia oraz drukowania księgi prowadzonej w formie elektronicznej. Jak obecnie wygląda księga?

Księga przychodów i rozchodów – nowy wzór 

Jak wspomniano już wyżej, konieczność stworzenia nowego wzoru KPiR jest spowodowana dodaniem do niej nowej kolumny, w której podatnik może ujmować koszty z działalności badawczo-rozwojowej.

KPiR założona przed 8 kwietnia 2016 roku

Przedsiębiorcy, którzy rozpoczęli prowadzenie księgi przed wspomnianą datą wejścia w życie nowych przepisów, nie muszą korzystać z nowego wzoru i mogą nadal posługiwać się KPiR z 16 kolumnami. Minusem takiego rozwiązania jest brak wydzielonego miejsca na koszty działalności badawczo-rozwojowej. Podatnik, który zdecyduje się na prowadzenie księgi według starego wzoru, a który ponosi koszty na działalność badawczo-rozwojową, powinien:

  • ewidencjonować je według zasad przyjętych przez siebie przed dniem wejścia w życie nowelizacji;
  • wpisywać je w pełnej wysokości, niezależnie od tego, jaka ich część będzie odliczona od podstawy opodatkowania;
  • sumować je po zakończeniu roku podatkowego.

KPiR założona po 8 kwietnia 2016 roku włącznie

Każdy, kto rozpocznie prowadzenie działalności po 8 kwietnia 2016 roku włącznie, ma obowiązek prowadzić księgę przychodów i rozchodów według nowego wzoru. W kolumnie przeznaczonej do ujmowania kosztów działalności badawczo-rozwojowej, określanej przez art. 26e ustawy o PIT, należy wskazać  wszystkie koszty działalności badawczo-rozwojowej, niezależnie od tego, jaka ich część będzie odliczona od podstawy opodatkowania. Jeśli konkretne wydatki nie są kosztami podatkowymi, powinno się je ująć w osobnej kolumnie zgodnie z ich kwalifikacją.

Nowy wzór księgi przychodów i rozchodów prezentuje się w ten sposób:

Korekta kosztów a księga przychodów i rozchodów

Podatnicy, którzy przed 1 stycznia 2016 r. dokonali korekty kosztów w sposób wskazany w art. 24d ustawy o PIT, w zakresie zwiększenia kosztów uzyskania przychodów stosują przepisy obowiązujące w chwili dokonywania korekty. Dotyczy to przede wszystkim tworzenia dokumentów określających zwiększenie kosztów uzyskania przychodów na podstawie art. 24d ustawy o podatku dochodowym, których zakres był regulowany również przepisami kpir.

Księga przychodów i rozchodów a zmiany w spisach z natury

Od czasu wejścia w życie nowelizacji rozporządzenia w sprawie KPiR  spis z natury trzeba przygotować także na okoliczność utraty w ciągu roku podatkowego prawa do zryczałtowanego opodatkowania podatkiem dochodowym. Takie rozwiązanie jest nowością i nie było dotychczas stosowane.

Dokładniejszy opis znajdziemy w § 27 ust. 1 rozporządzenia w sprawie KPiR. Mówi ono, że Podatnicy są obowiązani do sporządzenia i wpisania do księgi spisu z natury towarów handlowych, materiałów (surowców) podstawowych i pomocniczych, półwyrobów, produkcji w toku, wyrobów gotowych, braków i odpadów, zwanego dalej „spisem z natury”, na dzień 1 stycznia, na koniec każdego roku podatkowego, na dzień rozpoczęcia działalności w ciągu roku podatkowego, a także w razie utraty w ciągu roku podatkowego prawa do zryczałtowanego opodatkowania podatkiem dochodowym, zmiany wspólnika, zmiany proporcji udziałów wspólników lub likwidacji działalności.

Podatnicy, którzy sporządzili spis z natury na dzień 31 grudnia, nie mają obowiązku dokonywać go jeszcze raz, 1 stycznia 2016 r. W spisie z natury nie musimy już ponadto uwzględniać zmniejszenia kosztów, którego dokonaliśmy w trakcie korekty kosztów.

KPiR prowadzona elektronicznie – drukowanie

Podatnicy nie muszą również drukować elektronicznej księgi przychodów i rozchodów na koniec miesiąca – nowe przepisy anulowały ten obowiązek.

Księga przychodów i rozchodów prowadzona elektronicznie jest prawidłowa, jeżeli podatnik:

  • przedstawił na piśmie szczegółową instrukcję obsługi programu komputerowego, z której korzysta przy prowadzeniu księgi;
  • stosuje program komputerowy zapewniający szybki i prosty wgląd w treść dokonywanych zapisów oraz umożliwiający drukowanie wszystkich danych w porządku chronologicznym, zgodnie ze wzorem księgi;
  • przechowuje zapisane dane na informatycznych nośnikach danych w sposób chroniący je przed zniszczeniem lub zniekształceniem, naruszeniem ustalonych zasad ich przetwarzania lub ich modyfikacją w sposób nieuprawniony.

Nowe przepisy w sprawie prowadzenia KPiR przyniosły wiele zmian. Z całą pewnością najistotniejsza jest dodanie do księgi kolumny, w której podatnik może rozliczać koszty działalności badawczo-rozwojowej. Pozostałe, choć mniej istotne, również warto znać – podatnik nie musi już drukować księgi prowadzonej elektronicznie i dokonywać spisu z natury 1 stycznia.

Angelika Borowska, specjalista ds. księgowości wfirma.pl

Ronson sfinalizował zakup działki na Żeraniu pod budowę 1500 mieszkań

Ronson sfinalizował zakup działki przy ulicy Marywilskiej na Żeraniu, gdzie planuje wybudować największe w swojej historii osiedle na ok. 1500 mieszkań. W pierwszym etapie inwestycji, która trafi do sprzedaży w połowie roku, znajdą się 233 lokale o powierzchni od 28 do 100 m2.

– Osiedle przy ul. Marywilskiej ze względu na swoją wielkość będzie największym wyzwaniem w historii Ronsona. Projekt cenowo będzie wpisywał się w ekonomiczny segment rynku, nie zapominamy jednak o elementach typowych dla inwestycji Ronsona, takich jak wysoka jakość mieszkań, dbałość o części wspólne oraz benefity dla mieszkańców. Z kolei położony niedaleko osiedla przystanek kolejki miejskiej Warszawa Żerań zapewni dobre połączenie z centrum Warszawy mówi Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Ronson Development.

W listopadzie 2015 r. Ronson informował o zawarciu umowy przedwstępnej zakupu działki na Żeraniu. Wartość transakcji wyniosła blisko 36 mln zł. Dzięki finalizacji transakcji bank ziemi Ronsona powiększył się do ponad 5100 lokali, z czego 3000 przypada na rynek warszawski.

Premie za długie czekanie na mieszkanie

0

Urlop w egzotycznym kraju, samochód do jeżdżenia przez rok, albo wykończenie mieszkania przez dewelopera, to promocje, którymi kuszą klientów firmy budowlane. Najbardziej cenioną formą przez klientów są upusty cenowe.
Firmy deweloperskie wprowadzają bardzo różne promocje dla klientów, którzy na kupione mieszkanie będą musieli poczekać rok czy dwa lata. Kupują dziurę w ziemii, ale deweloperzy oferują w promocji urlop w egzotycznym kraju, wykończenie mieszkania na koszt firmy do kwoty 20 tys. zł.
– Najbardziej cenione przez klientów są upusty cenowe – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jarosław M.Skoczeń z Grupy Emmerson. – Choćby z tego względu, że przy niższej cenie metra kwadratowego łatwiej uzyskać kredyt.

Faktoring zyskuje w oczach polskich przedsiębiorców

Grupa Emirates odnotowuje największy zysk w swojej historii

  • Grupa odnotowuje zyski 28. rok z rzędu, w tym roku w rekordowej wysokości 8,2 mld AED (2,2 mld USD);
  • Stabilny rozwój działalności w miarę wzrostu zdolności przewozowej, znaczne inwestycje w rozwój działalności – 17,3 mld AED (4,7 mld USD);
  • Grupa ustaliła dywidendę Investment Corporation of Dubai na poziomie 2,5 mld AED (681 mln USD).
  • Emirates odnotowuje najwyższy zysk w swojej historii – 7,1 mld AED (1,9 mld USD);
  • Oferowanie linii przekracza poziom 56 mld tonokilometrów (ATKM) dzięki powiększeniu floty o 29 nowych samolotów;
  • Spadek przychodu o 4% do 85,0 mld AED (23,2 mld USD) po stracie 6,0 mld AED (1,6 mld USD) w wyniku niekorzystnego kursu walutowego.
  • Rekordowy zysk dnata – po raz pierwszy powyżej poziomu 1 mld AED (287 mln USD);
  • Przychód na poziomie 10,6 mld AED (2,9 mld USD) odzwierciedleniem dalszego rozwoju spółki – ponad 64% przychodu z działalności międzynarodowej.

Grupa Emirates poinformowała, że 28. rok z rzędu odnotowała zysk i stabilny rozwój firmy, kończąc rok z rekordowymi zyskami i umacniając swoją pozycję mimo wyzwań związanych z sytuacją na świecie i działalnością firmy w tym okresie.

W roku podatkowym 2015-16 zarówno linie Emirates, jak i dnata osiągnęły rekordową zdolność przewozową i najwyższe zyski w historii, co łączy się z rozwojem Grupy na całym świecie, a także odnotowały wzrost dzięki strategicznym inwestycjom.

W opublikowanym dziś sprawozdaniu rocznym za 2015-16 r. Grupa Emirates wykazała zysk w wysokości 8,2 mld AED (2,2 mld USD) za rok podatkowy trwający do 31 marca 2016 r., co stanowi wzrost aż o 50% w stosunku do zeszłego roku. Przychody Grupy wyniosły 93 mld AED (25,3 mld USD), o 3% mniej w stosunku do wyników z zeszłego roku, a stan środków pieniężnych Grupy znacząco wzrósł do poziomu 23,5 mld AED (6,4 mld USD).

Jego Wysokość Szejk Ahmed bin Saeed Al Maktoum, prezes zarządu Grupy Emirates, powiedział: – Emirates i dnata osiągnęły rekordowe zyski i bardzo dobre wyniki biznesowe, kontynuując rozwój przez cały rok 2015-16. Znakomite wyniki Grupy mimo niekorzystnej sytuacji na rynku walutowym, która uszczupliła nasze przychody i zyski, zmiennych warunków gospodarczych na świecie przy chwiejnych nastrojach konsumentów i inwestorów oraz braku stabilizacji społeczno-politycznej w wielu regionach świata świadczą o skuteczności naszego modelu biznesowego i naszych strategii.

Inwestycje w rozwój naszych pracowników i całej firmy umożliwiają nam szybką reakcję na nowe szanse i wyzwania, które przynosi każdy kolejny rok. W roku 2015-16 Grupa przeznaczyła łącznie ponad 17,3 mld AED (4,7 mld USD) na nowe samoloty i wyposażenie, przejęcia spółek, nowoczesną infrastrukturę, najnowsze technologie i inicjatywy na rzecz pracowników. Dzięki temu, opierając się na solidnych podstawach, zwiększymy przewagę nad konkurencją i przyspieszymy realizację naszych celów długoterminowych – dodał szejk Al Maktoum.

Liczba pracowników wzrosła o 13%, do ponad 95 000 przedstawicieli ponad 160 różnych narodowości w ponad 80 firmach i spółkach zależnych Grupy.

Emirates - Ahmed bin Saeed Al MaktoumSpodziewamy się, że w nadchodzącym roku niskie ceny ropy pozostaną swego rodzaju bronią obosieczną – błogosławieństwem z punktu widzenia naszych kosztów operacyjnych, ale i przekleństwem z uwagi na gospodarkę światową i zaufanie konsumentów. W przyszłości problemem może pozostawać silna pozycja dolara amerykańskiego względem głównych walut, a także powoli nadciągające zagrożenie protekcjonizmu w niektórych krajach. Mimo to wkraczamy w nowy rok obrotowy bez obaw, z dobrymi wynikami, zróżnicowanym globalnym portfolio i utalentowanymi pracownikami z całego świata. Będziemy nadal rozwijać naszą działalność w sposób rentowny i jeszcze bardziej starać się spełniać, a nawet przechodzić oczekiwania naszych klientów – powiedział szejk Al Maktoum.

Na podstawie całkowitych zysków Grupa ustaliła dywidendę Investment Corporation of Dubai na poziomie 2,5 mld AED (681 mln USD).

Linie Emirates – wyniki

Całkowite oferowanie połączeń pasażerskich i cargo Emirates przekroczyło poziom 56 mld ATKM, wynosząc na koniec roku obrotowego 56,4 mld ATKM, co umocniło pozycję Emirates jako największych linii lotniczych na świecie. Przewoźnik w ciągu roku zwiększył oferowanie o 5,5 mld ATKM, czyli o 11% w porównaniu z rokiem 2014-15.

W ciągu ostatniego roku Emirates otrzymały rekordową liczbę 29 nowych samolotów, w tym 16 Airbusów A380, 12 Boeingów 777-300ER i jednego Boeinga 777F, dzięki czemu na koniec marca stan floty przewoźnika wyniósł 251 maszyn. W tym samym okresie linie wycofały dziewięć maszyn, tym samym obniżając średni wiek floty do 74 miesięcy, czyli około połowy średniej w całej branży lotniczej, która wynosi 140 miesięcy. Linia pozostaje największym na świecie operatorem Boeinga 777 i A380 – oba samoloty są dziś jednymi z najbardziej nowoczesnych i wydajnych szerokokadłubowych maszyn tego typu.

Wraz z dostawą nowych samolotów Emirates otworzyły nowe kierunki dla pasażerów: Bali, Bolonię, Cebu, Clark, Stambuł (Sabiha Gökçen), Meszhed, Multan i Orlando, a także dwa nowe kierunki towarowe: Columbus i Ciudad del Este. Ponadto linie zwiększyły liczbę połączeń i oferowanie na 34 dotychczasowych trasach do miast w Afryce, Azji, Europie, na Bliskim Wschodzie i w Ameryce Północnej, zapewniając swoim klientom jeszcze większy wybór i lepszą komunikację.

W związku ze znaczną dewaluacją walut w stosunku do dolara amerykańskiego i korektami cen biletów po spadku cen paliw, przychody Emirates zmniejszyły się o 4% do 85 mld AED (23,2 mld USD).

Nieustanne umacnianie dolara amerykańskiego względem walut na większości spośród kluczowych rynków, na których działa przewoźnik, spowodowało zmniejszenie przychodu Emirates o 6,0 mld AED (1,6 mld USD) i obniżenie zysków o 4,2 mld AED (1,1 mld USD).

Z drugiej strony całkowite koszty operacyjne spadły o 8% w porównaniu z rokiem podatkowym 2014-15. Średnia cena paliwa lotniczego w ciągu roku zmniejszyła się, co przyczyniło się do wzrostu zysków linii. Wydatki Emirates na paliwo spadły w ciągu ostatniego roku o 31% do poziomu 19,7 mld AED (5,4 mld USD). Paliwo stanowi obecnie 26% kosztów operacyjnych (w roku 2014-15 było to 35%), jednak nadal ma kluczowy udział w wydatkach ponoszonych przez linie.

Emirates z powodzeniem wytrzymały rosnącą presję konkurencji na wszystkich rynkach odnotowując zysk w wysokości 7,1 mld AED (1,9 mld USD), co stanowi wzrost o 56% w stosunku do zeszłorocznych wyników, oraz marżę zysku w wysokości 8,4% – najlepszy rezultat od roku 2010-11.

Przewożąc rekordową liczbę 51,9 mln pasażerów (wzrost o 8%), linie Emirates przekroczyły barierę 50 mln pasażerów i uzyskały współczynnik wypełnienia miejsc (Passenger Seat Factor) na poziomie 76,5%. Spadek współczynnika wypełnienia miejsc w porównaniu z poprzednim rokiem (79,6%) nastąpił w wyniku istotnego zwiększenia liczby dostępnych miejsc przypadających na kilometr (ASKM) o 13%, a także częściowo w rezultacie utrzymującej się niepewności gospodarczej i silnej konkurencji na wielu rynkach.

Całkowity wzrost liczby pasażerów odzwierciedla zapotrzebowanie wśród pasażerów na loty supernowoczesnymi samolotami Emirates na dogodnych trasach przez port przesiadkowy w Dubaju. Współczynnik wypełnienia miejsc w klasach premium i ogółem dla flagowego samolotu Emirates – A380– okazał się najwyższy, co odzwierciedla popularność produktów premium i A380 wśród pasażerów. 31 marca br. linie Emirates dysponowały 75 Airbusami A380, które obsługiwały jedno na cztery połączenia pasażerskie przewoźnika.

Ze względu na osłabienie wszystkich głównych walut względem dolara, zysk z przewozu pasażerów spadł do 26,7 fils (7,3 centa amerykańskiego) na przychód z pasażerokilometra (Revenue Passenger Kilometres, RPKM).

Aby sfinansować rozwój floty, linie Emirates zebrały łącznie rekordową kwotę 26,9 mld AED (7,3 mld USD) za pomocą różnych struktur finansowania.

Wśród najważniejszych wydarzeń inwestycyjnych należy wymienić zawartą przez Emirates niezwykłą, hybrydową umowę leasingu operacyjnego na sfinansowanie samolotu A380, opartą na funduszach niemieckich banków i inwestorów instytucjonalnych oraz pożyczce według zasad Murabaha w systemie bankowości islamskiej.

W Azji linie podpisały na rynku japońskim umowę leasingu operacyjnego z opcją wykupu JOLCO (Japanese Operating Lease with a Call Option) na samoloty A380 i Boeing 777-300ER, które zostały dostarczone w minionym roku. Linie Emirates zawarły także pierwszą umowę leasingu operacyjnego na samolot A380 finansowany całkowicie z funduszy koreańskich nabywców instytucjonalnych poprzez oferty na rynku niepublicznym w grupie instytucji niebędących bankami.

Transakcje te odzwierciedlały strategię Emirates polegającą na dążeniu do dywersyfikacji źródeł finansowania i stanowią potwierdzenie dobrych wyników finansowych oraz wiarygodności modelu biznesowego linii w oczach inwestorów.

Emirates zamknęły rok finansowy na rekordowym poziomie 14,1 mld AED (3,8 mld USD) przepływów pieniężnych z działalności operacyjnej.

Przychody uzyskane z sześciu regionów Emirates pozostają zrównoważone, żaden region nie przynosi więcej niż 30% całkowitych przychodów. Regionem przynoszącym najwyższe przychody jest Europa – 24,0 mld AED (6,5 mld USD), o 5% mniej w porównaniu do roku 2014-15. Zaraz za nią znajduje się region Azji Wschodniej i Australazji, gdzie przychody spadły o 9% do 22,4 mld AED (6,1 mld USD). Region kontynentów amerykańskich odnotował wzrost przychodów o 9% do poziomu 12,0 mld AED (3,3 mld USD). Przychód w regionach Afryki oraz Zatoki Perskiej i Bliskiego Wschodu spadł o 3% do poziomu odpowiednio 9,1 mld AED (2,5 mld USD) i 8,4 mld AED (2,3 mld USD). Z kolei region Azji Zachodniej i Oceanu Indyjskiego odnotował 4-procentowy spadek przychodów, które wyniosły 7,6 mld AED (2,1 mld USD).

Wzbogacając swoją ofertę dla pasażerów, linie Emirates przeznaczyły w zeszłym roku ponad 80 mln AED (21,9 mln USD) na instalację i obsługę darmowej sieci bezprzewodowej w samolotach, która jest teraz dostępna na pokładach 70% z nich. Ponadto przewoźnik wprowadził nowe zestawy akcesoriów dla pasażerów klasy pierwszej i biznes, nową linię zabawek i zestawów podróżnika dla dzieci, udoskonalone siedzenia rozkładane do pozycji leżącej w klasie biznes na pokładzie samolotów Boeing 777-300ER, a także zaprezentował samolot A380 w konfiguracji dwuklasowej, w którym znajdują się największe indywidualne ekrany telewizyjne w klasie ekonomicznej. Linie Emirates otworzyły także nowe poczekalnie lotniskowe na lotniskach Tokio Narita i w Kapsztadzie, zwiększając ich liczbę do 39 na całym świecie. Od momentu powstania pierwszej poczekalni Emirates przewoźnik zainwestował w projekt ponad 352 mln USD.

Na rok 2016-17 linie zapowiedziały otwarcie nowych połączeń do Yinchuan i Zhengzhou w Chinach, Rangunu w Mjanmie i Hanoi w Wietnamie oraz zwiększenie oferowania na dotychczas obsługiwanych trasach.

Emirates SkyCargo nadal odgrywa ważną rolę w rozwoju działalności firmy, przynosząc 14% całkowitego przychodu linii z transportu.

Linie lotnicze cargo Emirates odnotowały przychód w wysokości 11,1 mld AED (3,0 mld USD), co stanowi 9-procentowy spadek w porównaniu z rokiem poprzednim. Natomiast pojemność samolotów przewoźnika wzrosła o 6% do poziomu 2,5 mln ton pomimo trudności na rynku i przy stale zmieniającym się zapotrzebowaniu na przewozy towarowe. W tym roku zysk z przewozu towarów w przeliczeniu na tonokilometr (FTKM) zmniejszył się gwałtownie o 16%, co wiązało się między innymi z osłabieniem kursów najważniejszych walut.

Oprócz usług cargo w nowo otwartych rejsach pasażerskich, linie Emirates SkyCargo zwiększyły liczbę lotów towarowych do Meksyku i wprowadził nowe połączenia towarowe do Ho Chi Minh (Wietnam), Ahmedabadu (Indie), Columbus (USA), Algieru (Algieria) i Ciudad del Este (Paragwaj).

W roku 2015-16 przewoźnik oficjalnie otworzył specjalny terminal cargo na lotnisku Al Maktoum International (DWC) i otrzymał nowy samolot Boeing 777F, dzięki czemu dysponuje obecnie flotą 15 maszyn: 13 Boeingów 777F i dwóch Boeingów 747-400F.

Hotele Emirates odnotowały przychód w wysokości 700 mln AED (191 mln USD), co stanowi wzrost o 1% w porównaniu z rokiem poprzednim.

dnatawyniki

Rok 2015-16 przyniósł dnata najwyższe zyski w całej 57-letniej historii firmy, które po raz pierwszy przekroczyły poziom 1 mld AED (287 mln USD). Przychody dnata wzrosły do poziomu 10,6 mld AED (2,9 mld USD), co stanowi kontynuację bardzo dobrych wyników z poprzedniego roku. Ponad 64% przychodu dnata stanowi teraz działalność międzynarodowa.

Firma osiągnęła znaczący wzrost przychodów o 16% dzięki polityce wzrostu organicznego, a do lepszych wyników przyczynił się także pierwszy pełny rok działalności Stella Group przejętej przez dnata Travel w październiku 2014 r., czyli jeszcze w poprzednim roku obrotowym, oraz dział obsługi lotniskowej należący dotąd w 50% do partnera joint venture Toll w Australii, którą spółka odkupiła w całości w marcu 2015 r.

Kontynuując rekordowe inwestycje z zeszłego roku dnata nadal tworzyła podstawy przyszłego wzrostu inwestując 585 mln AED (159 mln USD) w rozwój swoich pracowników, infrastruktury i technologii oraz nowe przejęcia.

Do najważniejszych wydarzeń roku podatkowego 2015-16 należało przejęcie nowych podmiotów międzynarodowych: działu cargo należącego do spółki Aviapartner na lotnisku Amsterdam-Schiphol, spółki Ground Handling SPA na dwóch lotniskach w Mediolanie oraz spółki RM Ground Services w Brazylii, dzięki czemu dnata po raz pierwszy pojawiła się na kontynencie amerykańskim.

Przychody dnata UAE Airport Operations, w tym obsługi samolotów i cargo, wzrosły o 13% do poziomu 2,9 mld AED (777 mln USD). Ów znaczący wzrost wiąże się z uprzednim zamknięciem pasów startowych na lotnisku w Dubaju (DXB) na 80 dni, co ograniczyło przychody w roku poprzednim.

W miarę wzrostu przychodów liczba samolotów obsługiwanych przez dnata w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wzrosła o 12% do 211 000, natomiast objętość obsłużonego cargo spadła o 6% do 689 000 ton, co stanowi odzwierciedlenie utrzymującej się słabości branży cargo. Dubai World Central stanowi obecnie 24% obsługi cargo dnata w Dubaju. W trakcie roku spółka rozpoczęła działalność w nowej hali przylotów D na lotnisku DXB, gdzie 3 000 wyszkolonych pracowników pomaga klientom przystosować się do nowego obiektu.

Przychody dnata International Airport Operations wzrosły znacznie o 32% do 2,1 mld AED (571 mln USD) dzięki zwiększeniu skali działalności firmy i przejęciu nowych spółek w Holandii i Brazylii. Liczba obsługiwanych samolotów wzrosła wyraźnie o 63% do 178 000, a ilość obsługiwanego ładunku zwiększyła się aż o 46% do 1,4 mln ton. Wyniki te stanowią potwierdzenie korzyści, jakie przyniosły zeszłoroczne inwestycje w nowoczesną infrastrukturę cargo na całym świecie, w szczególności w Wielkiej Brytanii.

Działalność gastronomiczna dnata przyniosła przychód w wysokości 1,9 mld AED (514 mln USD), o 7% mniej w porównaniu z poprzednim rokiem, co wiąże się głównie ze znaczącym osłabieniem głównych walut w stosunku do dolara amerykańskiego. Firma dostarczyła w ciągu roku ponad 57 mln posiłków, co stanowi minimalny spadek o 1% w związku z niższymi wynikami sprzedaży we Włoszech.

Przychody dnata Travel Services wzrosły gwałtownie, bo aż o 34%, do poziomu 3,3 mld AED (901 mln USD) – obecnie jest to największa firma należąca do dnata pod względem wielkości przychodów. Przyczynił się do tego głównie rozwój działalności firmy w Wielkiej Brytanii – pełny rok pracy Stella Group przejętej w październiku 2014 r. oraz integracji działalności działu Destination & Leisure Management należącego Grupy Emirates w Dubaju i dystrybutora usług turystycznych, firmy Emquest. Całkowita wartość transakcji sprzedaży usług turystycznych wzrosła znacząco o 20% do 11,7 mld AED (3,2 mld USD).

W roku obrotowym 2015-16 koszty operacyjne dnata wzrosły o 17% do 9,6 mld AED (2,6 mld USD), co odzwierciedla wpływ integracji nowo nabytych spółek, głównie w sektorze obsługi lotniskowej i usług turystycznych.

Rekordowe saldo gotówkowe dnata w wysokości 3,5 mld AED (944 mln USD) w ciągu ostatniego roku wzrosło znacząco dzięki pozyskaniu nowych spółek. Przepływy pieniężne z działalności dnata w roku 2015-16 osiągnęły poziom 1,4 mld AED (379 mln USD), co stanowi wzrost o 31% w porównaniu z rokiem poprzednim i nowy rekord firmy.

Liczba pracowników dnata wzrosła do ponad 34 000, czyli o 24%, z uwzględnieniem pracowników nowo nabytych spółek. W miarę rozwoju działalności firmy na arenie międzynarodowej udział pracowników dnata zatrudnionych w Zjednoczonych Emiratach Arabskich zmalał do 48%.

Pełny raport roczny 2015-16 Emirates Group – obejmujący dane dotyczące Emirates, dnata oraz ich spółek zależnych – dostępny jest na stronie: www.theemiratesgroup.com/annualreport

Grupa Energa po I kwartale 2016

Energa S.A.Pomimo zmieniających się warunków rynkowych Grupa Energa zanotowała stabilne wyniki finansowe. W I kwartale Grupa wypracowała 2 621 mln zł przychodów. EBITDA wyniosła 645 mln zł. Jednorazowe odpisy na kwotę 305 mln zł brutto miały wpływ na zysk netto, który wyniósł 11 mln zł. Przed odpisami wynik netto ukształtował się na poziomie 290 mln zł. 

Grupa Energa odnotowała w I kwartale 2016 roku przychody na poziomie 2 621 mln zł wobec 2 913 mln zł w analogicznym okresie ub. r. EBITDA wyniosła 645 mln zł i była niższa o 7 proc. w stosunku do wyniku sprzed roku. Na poziom zysku netto, który wyniósł 11 mln zł, wpływ miało rozpoznanie odpisów aktualizujących wartość niefinansowych aktywów trwałych. Zdarzenie, które jednorazowo obniżyło wynik operacyjny o 305 mln zł, a zysk netto o 279 mln zł netto, ma jedynie charakter księgowy i nie wpływa na sytuację finansową i płynność Grupy.

Zmieniające się warunki rynkowe, w tym związane z regulacjami prawnymi, stanowią wyzwanie dla całego sektora energetycznego. Tym bardziej cieszy nas stabilna sytuacja Grupy. Świadczą o tym nie tylko jej wyniki finansowe, lecz także odnotowany w minionym kwartale wzrost inwestycji o 42 procent, a także poprawa niezawodności dostaw energii, co znajduje potwierdzenie w skróceniu czasu awarii o ponad 70 procent, a ich liczby – o ponad połowę. Na uwagę zasługuje także wzrost wolumenu sprzedanej energii o 14 proc., a dystrybuowanej – o 3 procent – podkreśla Dariusz Kaśków, prezes zarządu Energa SA.

Wyniki w poszczególnych obszarach działalności:

Segment Dystrybucji – kluczowy dla Grupy obszar pomimo mniej sprzyjających warunków rynkowych i regulacyjnych w I kwartale utrzymał wynik EBITDA na zeszłorocznym poziomie 499 mln zł. Na rezultaty pozytywny wpływ miał wzrost wolumenu dystrybuowanej energii o 3 proc., przy jednoczesnym spadku średniej stawki sprzedaży usług dystrybucyjnych (efekt niższej taryfy obowiązującej w 2016 roku). Negatywny wpływ miały także niższe niż w poprzednim roku przychody z tytułu opłat przyłączeniowych.

Segment Sprzedaży – wypracował wynik EBITDA na poziomie 28 mln zł wobec 49 mln zł w tym samym okresie rok wcześniej. Główną przyczyną spadku jest niższa marża na energii elektrycznej, co jest przede wszystkim efektem nieujętych w procesie kontraktacji sprzedaży kosztów białych certyfikatów (obowiązek na 2016 rok został przedłużony dopiero pod koniec grudnia 2015 roku).  Jednocześnie Segment konsekwentnie rozwija działalność handlową w obszarze gazu. Nastąpił dziesięciokrotny wzrost wolumenu (z 67 GWh w I kwartale 2015 roku do 671 GWh w I kwartale bieżącego roku, co spowodowało wzrost marży na sprzedaży gazu o 6 mln zł w ujęciu rok do roku.

Segment Wytwarzania – EBITDA wyniosła 133 mln zł wobec 153 mln w I kwartale ub. r. Biorąc pod uwagę niższy o 0,2 TWh wolumen produkcji energii oraz redukcję wsparcia zielonymi certyfikatami dla EW Włocławek i współspalania biomasy są to solidne rezultaty. Odpowiedzią na niesprzyjające otoczenie było obniżenie kosztów paliw do produkcji – wydatki na węgiel i biomasę zostały zmniejszone o 50 mln zł wobec I kwartału 2015 roku co z jednej strony było efektem spadających wolumenów produkcji, zmiany miksu paliwowego (odejście od droższej biomasy), a zdrugiej niższych kosztów jednostkowych zakupu węgla.

Energa S.A. wyniki za I kwartał 2016
Wpływ odpisu aktualizującego wartość niefinansowych aktywów trwałych w wysokości 305 mln zł na zysk netto wyniósł 279 mln zł.

Więcej klientów biznesowych, więcej sprzedanej energii

Całkowita moc wytwórcza zainstalowana w Grupie Energa na koniec I kwartału 2016 roku wyniosła 1,31 GWe. Grupa wytworzyła 1,0 TWh energii elektrycznej brutto wobec 1,2 TWh w analogicznym okresie ub. r. Spadek wynika głównie z niższej produkcji opartej o węgiel w związku z mniejszym zapotrzebowaniem na pracę na rzecz Operatora Sieci Przesyłowej w Elektrowni w Ostrołęce oraz remontem kapitalnym jednego z bloków. Ze względu na ograniczone w ustawie o OZE wsparcie dla źródeł współspalających biomasę oraz trwające dostosowanie instalacji dedykowanej, w I kwartale br. Grupa nie produkowała energii z tego źródła. Dodatkowo ze względu na warunki pogodowe niższa była produkcja z farm wiatrowych.

W I kwartale 2016 roku wzrosła produkcja ciepła o ok. o 7%, co wynikało ze wzrostu zapotrzebowania na rynkach lokalnych.

O 3 proc. wzrósł wolumen energii elektrycznej dostarczonej przez Energa-Operator – wyniósł on 5,6 TWh, wobec 5,5 TWh energii przesłanej w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Sprzedaż energii elektrycznej do odbiorców końcowych wyniosła 4,9 TWh i była o 14 proc. wyższa niż w I kwartale ub. r. – to głównie efekt wzrostu sprzedaży detalicznej dzięki pozyskaniu szeregu nowych odbiorców w segmentach klientów strategicznych, biznesowych i instytucji publicznych. Natomiast w efekcie spadku sprzedaży energii na rynku hurtowym łączny wolumen sprzedanej energii w pierwszych 3-ech miesiącach roku był o 13 proc. niższy niż w tym samym okresie 2015 roku.

Inwestycje – znaczna poprawa niezawodności dostaw energii elektrycznej

Na koniec I kwartału br. wskaźniki ciągłości zasilania okazały się istotnie lepsze niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Średni czas awarii na odbiorcę (wskaźnik SAIDI) skrócił się o prawie 70 proc. (wyniósł 25,5 min. wobec 88,1 min. w analogicznym okresie ub. r.) Średnia częstotliwość przerw w dostawach prądu na odbiorcę (wskaźnik SAIFI) obniżyła się o ponad połowę z 0,9 do 0,4. Poprawa wynika zarówno z faktu, iż w I kwartale tego roku nie było awarii masowych, takich jak te spowodowane w analogicznym okresie ub. r. orkanem Feliks, jak również z konsekwentnej polityki inwestycyjnej w modernizację sieci. Poprawę niezawodności dostaw energii widać również na przestrzeni ostatnich kilku lat: w porównaniu do pierwszych 3 miesięcy 2013 roku, w minionym kwartale tego roku średni czas awarii na odbiorcę skrócił się o 14,2 min, czyli o 36 proc., natomiast średnia częstotliwość awarii na odbiorcę obniżyła się z poziomu 0,53 do 0,4.

W I kwartale łączne wydatki inwestycyjne Grupy wyniosły 381 mln zł i były o 42 proc. wyższe niż w pierwszych 3 miesiącach poprzedniego roku. Ponad 70 proc. tej kwoty, czyli 269 mln zł, to nakłady w Segmencie Dystrybucji. W ich wyniku:

  • przyłączono 7,4 tys. nowych klientów,
  • wybudowano i zmodernizowano 741 km linii średniego oraz niskiego napięcia,
  • przyłączono do sieci 55 MW nowych źródeł OZE.

W Segmencie Wytwarzanie kontynuowany był remont generalny i dostosowanie do wymogów środowiskowych kolejnego bloku w Elektrowni w Ostrołęce. Na końcowym etapie są prace związane z oddaniem do eksploatacji farmy wiatrowej Parsówek o mocy 26 MW – w I kwartale otrzymała ona koncesję Urzędu Regulacji Energetyki.

Konsekwencje obniżki ratingu Polski

Jeśli Moody’s obniży rating Polski, złoty przez kilka miesięcy może pozostać powyżej 4,50 za euro

CEO Magazyn Polska

W piątek 13 maja agencja ratingowa Moody&HASH39;s, jedna z trzech największych, zrewiduje bądź utrzyma rating Polski. Po kilku ostrzeżeniach związanych z nierozwiązanym wciąż konfliktem wokół Trybunału Konstytucyjnego rynek spodziewa się obniżki oceny kredytowej. To osłabi i tak niezbyt mocnego złotego.

– Obniżka ratingu w styczniu tego roku przez agencję S&P była pewnego rodzaju ostrzeżeniem, kolejna może już być bardzo bolesna dla rynku polskiego złotego przede wszystkim z perspektywy inwestorów zagranicznych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Maciej Leściorz, dyrektor ds. sprzedaży i edukacji CMC Markets. – Wiele firm inwestycyjnych nie może inwestować na rynku, którego rating został obniżony przez dwie najważniejsze agencje, czyli właśnie przez Moody’s i S&P. Dlatego to jest kluczowa kwestia. Poza tym samo otoczenie polityczne w dalszym ciągu nie jest w pełni klarowne, zatem to też odciąga od rynku polskiego.

Na rynku globalnym inwestorzy liczą się najbardziej ze zdaniem trzech największych agencji ratingowych, które wystawiają oceny państwom, samorządom  i przedsiębiorstwom. Na ich podstawie zagraniczni inwestorzy podejmują decyzje głównie dotyczące zakupu obligacji konkretnych krajów, choć także akcji największych spółek w nich funkcjonujących. W styczniu jedna z tej trójki, agencja Standard & Poor’s, obniżyła rating Polski do BBB+ z A-. Było to krokiem nieoczekiwanym, gdyż wcześniej perspektywa ratingu była pozytywna, co sugerowało możliwość podwyższenia oceny w kolejnych dwóch latach. Po tej decyzji złoty osłabił się do poziomu 4,50 za euro, najniższego od 2011 roku.

W najbliższy piątek swoją nową ocenę wiarygodności kredytowej Polski przedstawi druga z trzech wielkich agencji, Moody’s. Obecnie Polska ma u niej rating A2 z perspektywą stabilną. Ekonomiści spodziewają się jednak cięcia o jeden poziom. To w dalszym ciągu obligacje o umiarkowanym ryzyku, jednak inwestorzy otrzymają negatywny sygnał, zwłaszcza że z ich zainteresowaniem polskimi aktywami i tak od roku nie jest dobrze, nie tylko z powodu politycznych i budżetowych perturbacji.

– Polska znajduje się w koszyku państw wschodzących, rynków rozwijających się, zatem sam ten fakt już w sytuacji, kiedy na rynku pojawia się awersja do ryzyka, może od rynku polskiego nieco odciągać. Zatem te wszystkie kwestie nakładające się na siebie mogą powodować, że na rynku polskim, na rynku walutowym, względem złotego będzie dość silna presja podażowa, zatem na parach z euro możemy zobaczyć nawet powrót powyżej poziomu 4,50 w krótkim horyzoncie czasowym – ostrzega Leściorz.

W połowie stycznia złoty osłabił się do rekordowych od ponad czterech lat poziomów 4,50 za euro. Potem jednak, zarówno na skutek uspokojenia nastrojów, jak i działań EBC, osłabiających wspólną walutę, zszedł poniżej 4,25 na początku kwietnia. Potem jednak kurs zawrócił na północ i znów przekracza 4,40 zł. Negatywna dla Polski decyzja Moody’s może wesprzeć ten trend.

– Myślę o poziomach powyżej 4,50 raczej w szerszym horyzoncie czasowym. Natomiast na pewno do ogłoszenia decyzji przez Moody’s rynek walutowy będzie się bardzo wahał, będzie bardzo zmienny. Zatem tutaj jest zagrożenie takiej zmienności, natomiast przekroczenie tych poziomów może nastąpić dopiero po ewentualnej decyzji, jeżeli oczywiście się ona okaże negatywna dla Polski – przekonuje Leściorz. – Oczywiście od dłuższego czasu ta decyzja jest wyceniana przez rynek, zatem to nie jest tak, że w momencie ogłoszenia decyzji nagle nastąpi skok, to już od pewnego czasu następuje.

Osłabienie złotego nastąpi także na innych głównych walutach, w tym na dolarze.

– Poziomy 3,95, nawet podejście pod 4 zł, w krótkim horyzoncie czasowym jest możliwe. Pytanie, jak później rynek się zachowa, czy te bardzo istotne opory, które są ulokowane na tych poziomach, będą na tyle silne, aby powstrzymać przed dalszą deprecjacją złotego – zastanawia się przedstawiciel CMC Markets.

W przypadku utrzymania ratingu na obecnym poziomie nie należy oczekiwać gwałtownego umocnienia złotego, lecz raczej jego stabilizacji na obecnych lub nieco tylko wyższych poziomach. Polska waluta może też podlegać wahaniom w okolicach posiedzeń Rady Polityki Pieniężnej, choć ryzyko obniżki stóp nie jest wysokie. Ostatni szybki odczyt inflacji za kwiecień wskazał jednak na pogłębianie się deflacji rok do roku (ceny spadły o 1,1 proc., mocniej niż w którymkolwiek miesiącu I kw.), choć w ujęciu miesięcznym po raz drugi z rzędu lekko wzrosły. To może skłaniać Radę do gołębiego podejścia. Natomiast informacja o kandydaturze Adama Glapińskiego na prezesa NBP nie spowodowała na rynku żadnych negatywnych ruchów i jest jednoznacznie pozytywnie oceniana przez polityków, ekonomistów i rynek.

Banki liczą na ożywienie w kredytach konsumpcyjnych. Sektor może skorzystać na wyższych przychodach Polaków

CEO Magazyn Polska

Dzięki stabilnemu wzrostowi gospodarczemu i programowi „Rodzina 500 plus” konsumenci powinni masowo ruszyć na zakupy. Lider rynku sprzedaży ratalnej, Santander Consumer Bank, liczy na większy popyt na kredyty gotówkowe, zwłaszcza w kanale internetowym. Chce też skorzystać na wzroście zasobności portfeli Polaków i powiększyć sieć sklepów, z którymi współpracuje, oraz sieć salonów samochodowych, w których oferuje kredyty samochodowe.

Rozwój ekonomiczny w Polsce będzie kontynuowany w środowisku niskich stóp procentowych. To oznacza, że marże spadają, oferta dla klientów jest tańsza, lepsza, ale dochodowość biznesu będzie spadać. Dlatego kluczowy jest rozwój biznesu, przede wszystkim w tych segmentach, w których już działamy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Arkadiusz Przybył, prezes zarządu Santander Consumer Bank. – Współpracujemy z tysiącami sklepów, z blisko tysiącem dilerów samochodowych, prowadzimy również sprzedaż i obsługę klientów poprzez 300 naszych oddziałów i tę działalność chcielibyśmy rozszerzyć. Szczególny nacisk będzie położony na rozwój oferty w internecie.

Po I kwartale 2016 r. przychody banków z tytułu odsetek wyniosły 13,3 mld zł. To wprawdzie tylko nieznacznie mniej niż rok temu, gdy stopy procentowe były już niskie. W porównaniu z 2012 r., gdy referencyjna stopa procentowa była na trzykrotnie wyższym poziomie niż obecnie, wpływy z odsetek po marcu wynosiły jednak 18 mld zł. Tani kredyt oznacza jednak jego większą dostępność dla klientów.

Nasza oferta bardzo taniego kredytu dla nowych klientów już na poziomie 3,99 proc. trafiła do wielu klientów, którzy zdecydowali się rozpocząć z nami współpracę – mówi Przybył. – Przewidujemy dalszy rozwój sprzedaży ratalnej. Widzimy również potencjał dwucyfrowego rozwoju rynku leasingu, na którym również jesteśmy obecni. Tu także będziemy poszerzać ofertę produktową.

Santander Consumer Bank chwali się pozycją lidera rynku w sprzedaży ratalnej prowadzonej w sklepach. Udziela też kredytów samochodowych w alonach samochodowych i punktach dilerskich (łącznie ponad 1000 punktów). Zamierza rozwijać oba segmenty współpracy, licząc na zwiększoną konsumpcję dzięki, spadkowi bezrobocia, wzrostowi wynagrodzeń i ciągle niższym cenom. Wszystkie te czynniki sprawiają, że za równowartość zawartości swoich portfeli Polacy mogą kupić więcej.

Otoczenie makroekonomiczne jest pozytywne dlatego, że wzrost PKB jest kontynuowany. Widzimy również, że wdrożenie programu „Rodzina 500 plus” przełoży się pozytywnie na konsumpcję wśród tej części społeczeństwa, która skorzysta ze świadczenia. Oczekujemy, że to przyniesie wzrost popularności kredytów konsumenckich wśród klientów indywidualnych, a to jest właśnie ten rynek, na którym jesteśmy liderem – mówi Arkadiusz Przybył.

Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że w I kwartale wartość zapytań o kredyty konsumpcyjne była niższa niż przed rokiem o 4,8 proc. Aż 23 proc. Polaków zadeklarowało jednak zaciągnięcie w tym roku kredytu gotówkowego, przy czym głównym celem ma być remont mieszkania wykonywany zazwyczaj po I kwartale roku.

Będziemy kontynuować prace nad efektywnością operacyjną, co oznacza zarówno upraszczanie i cyfryzację procesów, jak i utrzymywanie odpowiedniej efektywności kosztowej, aby oferta dla klienta była jak najtańsza i jak najlepsza. W warunkach niskich stóp procentowych i dodatkowych obciążeń to jest jedyna droga do utrzymania dochodowego biznesu w banku – podkreśla Przybył.

Aktualnie Santander Consumer Bank jest w ścisłej czołówce najbardziej efektywnych banków w Polsce i regularnie plasuje się w trójce najlepszych pod względem ROE. Upraszczanie i cyfryzacja procesów oznaczać będą zwiększenie nacisku na kanał internetowy, który zarówno umożliwia łatwiejsze, szybsze i tańsze zaciągnięcie pożyczki, jak i zrównuje szanse banków w rywalizacji z firmami pożyczkowymi oferującymi pieniądze przez internet. Dlatego Santander Consumer Bank liczy na rozwój tego kanału sprzedaży.

W internecie usprawniamy zarówno proces sprzedaży, jak i obsługi klienta. Kredyt gotówkowy, który zaoferowaliśmy pod koniec ubiegłego roku, spotkał się z bardzo dobrym odbiorem klientów, dlatego tę ofertę będziemy poszerzać – zapowiada prezes Santander Consumer Banku. – W ramach kredytów ratalnych oczekujemy kontynuacji dużych wzrostów. Współpracujemy też z największymi sklepami oferującymi sprzedaż w sieci. Tu spodziewamy się również wzrostu do poziomu ponad 60 tys. kredytów ratalnych zawartych przez kanał internetowy w tym roku.

Rośnie konsumpcja w Europie Środkowo-Wschodniej. Wejście na rynek z nowymi produktami spożywczymi nie jest jednak proste

CEO Magazyn Polska

Grupa Maspex z Wadowic, jeden z największych polskich producentów branży spożywczej, obserwuje ożywienie zakupowe w krajach naszego regionu. Kluczem do sukcesu firmy jest szukanie nisz na poszczególnych rynkach i przejmowanie lokalnych producentów, bo mimo większego apetytu konsumentów na zakupy rynki są już dojrzałe i nie czekają na nowe produkty. Zwłaszcza że klienci są przywiązani do znanych sobie smaków i dość konserwatywni w wyborach.

– Mamy do czynienia z powrotem pewnego optymizmu konsumenckiego w regionie. Widzimy pozytywne trendy sprzedażowe nie tylko w Polsce, lecz i w Czechach, na Słowacji, na Węgrzech, w Rumunii i Bułgarii – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Pawiński, prezes Maspeksu Wadowice. – Dwa rynki – ukraiński i rosyjski – z kolei są cały czas pod presją. Tam siła nabywcza maleje ewidentnie, mamy więc do czynienia z reakcją odwrotną. Trudno tam mówić o optymizmie konsumenckim.

Produkty Grupy Maspex obecne są na 50 rynkach świata: w Europie, USA, Kanadzie, na Bliskim i Dalekim Wschodzie. Z zagranicy pochodzi więcej niż jedna trzecia przychodów Grupy, których rząd wielkości to 3,5–4 mld zł. Jak podaje Maspex, w Rumunii, Bułgarii, Czechach, na Słowacji, na Węgrzech, krajach bałtyckich czy na Bałkanach produkty Grupy zajmują czołowe pozycje na rynku.

– Nie ma rynków, na które się łatwo wchodzi, na których ktoś na nas czy na inne firmy z Polski czeka. To jest po prostu kwestia dobrego zdefiniowania naszych przewag, zrozumienia, w czym jesteśmy dobrzy, i próba dopasowania własnej oferty do wypatrzonej niszy rynkowej – mówi Pawiński. – To jest duża praca, żeby dostrzec tę maleńką lukę niezagospodarowaną przez ofertę konkurentów i spróbować w nią wejść, a później rozbudować ją w kategorię. Myślę, że na żadnym rynku w Europie nie mamy już do czynienia z taką dziewiczą przestrzenią, którą można zagospodarować bez ograniczeń.

Z tego względu Maspex wybrał strategię zdobywania rynków zagranicznych poprzez akwizycje obecnych już na nich lokalnych firm o dobrze rozpoznawalnych markach.

– To bardzo ważne i to jest jeden z elementów naszego DNA i pomysłów na to, jak funkcjonować na rynkach zewnętrznych. Przykładowo, na rynku czeskim czy słowackim numerem jeden w sokach jest nasz brand Relax, ale na rynku rumuńskim czy litewskim jest Tymbark. Umiejętność dobrania do swojego portfolio lokalnych specyfik brandowych też jest bardzo ważna – podkreśla Krzysztof Pawiński.

Maspex eksportuje głównie soki i napoje (Kubuś, Tymbark, Caprio), produkty instant, takie jak cappuccino i czekolada La Festa, zabielacze do kawy Coffeeta, herbatki Ekland, a także produkty przejęte od Agros Novy: Krakus i Łowicz.

Jak mówi prezes Grupy Maspex, konsumenci są w swoich wyborach spożywczych bardzo konserwatywni. Potrafią sięgnąć po nowości z ciekawości, jednak rzadko pozostają im wierni, w przeciwieństwie do smaków, które znają od lat.

– Mamy dział rozwoju produktów. Obserwujemy trendy i zmiany na rynku światowym, ale równocześnie dajemy upust swoim fantazjom i pomysłom na nowe produkty. Natomiast branża spożywcza ma to do siebie, że tylko drobna część z tych wariacji produktowych ma dobry odbiór u konsumentów – zauważa Krzysztof Pawiński. – Jesteśmy otwarci na zmianę naszych nawyków konsumenckich. Z chęcią eksperymentujemy, ale to jest tylko ozdobnik i dodatek do tych naszych głównych preferencji, i to jest dobre.

Wyjaśnia, że dzięki takiemu charakterowi tego rynku firmy spożywcze mogą zaplanować sprzedaż i stabilnie zwiększać przychody, unikając zarówno skokowych wzrostów, jak i spadków dochodów.

Przybywa urządzeń w sieci i gromadzonych w nich danych. Firmy inwestują w systemy analityczne

CEO Magazyn Polska

Na świecie pracuje kilka miliardów urządzeń połączonych, które przekazują do sieci zebrane informacje. W najbliższych latach ich liczba, a co za tym idzie – również ilość wytwarzanych danych będą dynamicznie rosły. To sprawia, że firmy coraz częściej inwestują w systemy analityczne. – Przedsiębiorstwa dostrzegają możliwość komercjalizowania informacji zaszytych w danych, których do tej pory nie analizowali – przekonuje dyrektor IBM Polska. Przyszłością rozwiązań IT jest ich spersonalizowanie i dostosowanie do potrzeb indywidualnego klienta.

– Wydajność obliczeniową rozwiązań IT, które dostarczaliśmy na rynek w latach 90., można określić wielkością dwóch telefonów typu iPhone, zarówno pod względem prędkości obliczeń, jak i pojemności pamięci. Jeżeli popatrzymy na zmiany technologiczne przez ten pryzmat, to obecnie możemy zrobić technologicznie praktycznie wszystko – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Pietrzak, dyrektor ds. technologicznych w IBM Polska.

Dużym wyzwaniem dla firm dzisiaj jest dynamicznie rosnąca ilość generowanych informacji. To sprawia, że firmy dostrzegają konieczność inwestowania w systemy analityczne, które nie tylko przetwarzają zgromadzone dane, lecz także pomagają wyciągnąć z nich odpowiednie wnioski, kluczowe dla biznesu.

IDC prognozuje, że w ciągu najbliższych dwóch lat liczba urządzeń podłączonych do sieci wykorzystujących technologię internetu rzeczy wzrośnie ponaddwukrotnie, do 22 mld. Niektóre instytucje mówią nawet o wzroście do kilkuset miliardów w ciągu kolejnych pięciu lat. To nie tylko komputery i smartfony, lecz także samochody, samoloty czy czujniki energii.

– Jesteśmy zalewani różnego rodzaju informacjami, coraz trudniej się je analizuje, a jeszcze trudniej wyciąga poprawne wnioski, również biznesowe, i podejmuje decyzje w oparciu o technologię. Stąd nasz pomysł i wyjście na rynek z rozwiązaniami poznawczymi takimi jak Watson – wskazuje Pietrzak.

Z danych IBM wynika, że w ostatnich kilku latach wygenerowanych zostało blisko 90 proc. wszystkich danych dostępnych obecnie na świecie, jednak ok. 80 proc. z nich nie zostało uporządkowanych. Superkomputer Watson daje większą możliwość wykorzystania potencjału zgromadzonych informacji i ich ustrukturyzowanie.

– Przedsiębiorstwa dostrzegają możliwość komercjalizowania informacji zaszytych w danych, których do tej pory nie analizowali. Dobrym przykładem jest zapis rozmów z call center, które dotychczas, jeżeli nie były podłączane pod systemy klasy CRM, były praktycznie niewidoczne dla firm. Obecnie można je analizować, żeby budować lepszy profil nabywcy danej usługi – tłumaczy Pietrzak.

Jak podkreśla Pietrzak, na znaczeniu w przedsiębiorstwach zyskują chmury obliczeniowe.

– Większość rozwiązań związanych z oprogramowaniem migruje powoli do chmury obliczeniowej, zwłaszcza funkcjonalności główne, rozpoznawanie obrazu, przetwarzanie dużych zbiorów danych jest udostępniane przez platformy, jak platformy usługowe dla twórców oprogramowania – przekonuje ekspert IBM.

Jak wynika z danych IDC, do 2020 roku globalne wydatki przedsiębiorstw na oprogramowanie, sprzęt, wdrożenia, serwis oraz zarządzanie usługami w chmurze wyniosą ponad 500 mld dolarów, czyli ponadtrzykrotnie więcej niż obecnie.

Jak wyjaśnia Pietrzak, przedsiębiorstwa oczekują oferty dostosowanej do ich potrzeb, spersonalizowanych technologii, które będą odpowiadać potrzebom danego biznesu.

– Żyjemy w świecie hiperspersonalizowanym. Każdy z nas oczekuje produktu szytego na miarę, nie chce otrzymywać zbędnych informacji. Tego rodzaju systemy mogą w tym pomóc – podkreśla dyrektor ds. technologicznych IBM.

Firmy zdają sobie sprawę z tego, że nowoczesne technologie pozwalają im budować przewagi konkurencyjne na rynku. W ocenie dyrektora IBM to nie zmieni się w najbliższym czasie, jednak technologia stanie się bardziej przezroczysta.

– Będziemy wykorzystywali technologie do budowy tej przewagi, natomiast nie będziemy się już zastanawiali nad tym, w jaki sposób ta technologia działa czy jak jest zbudowana. To pozostawimy dostawcom takim jak IBM – mówi Piotr Pietrzak.