Nowy szef działu IM (IT&Mobile) w Samsung Electronics Polska

Od 1 lipca 2015 odwrócony VAT w obrocie elektroniką, paliwami i metalami

Ile Polacy zarabiają w Norwegii?

Norwegia na początku XXI wieku stała się nowym kierunkiem, który obierają emigranci zarobkowi z naszego kraju. Poza Wielką Brytanią to właśnie królestwo Haralda V zaczęło kusić naszych rodaków wysokimi zarobkami. Większość ofert pracy dotyczy Oslo, Bergen, Stavanger i Trondheim. Jak podaje OECD, średnie roczne wynagrodzenie w tym kraju było prawie 6 razy wyższe od naszego. Miesięczne zarobki przedstawione przez OECD obliczono dla 160 godzinnego etatu (bez uwzględnienia nadgodzin). Dodatkowo stawki zostały przedstawione w złotówkach przy średniorocznym kursie NOK/PLN w 2015 roku.

Nie tylko zarobki w Norwegii są wysokie, ale także koszty różnych produktów. Poniżej zestawione zostały ceny produktów, używek i usług w tym kraju i w Polsce. Aby ułatwić porównanie, dla 28 krajów Unii Europejskiej przyjęto wartość bazową równą 100. Okazuje się, że w Norwegii większość produktów jest prawie trzy razy droższa, niż w naszym kraju. Najmniejsze różnice wystąpiły w cenach ubrań i transportu, natomiast największe w cenach używek (alkohol i tytoń).

 

Tabela 1. Ceny żywności, napojów alkoholowych, wyrobów tytoniowych,
ubrań oraz transportu w Polsce i Norwegi w 2014 roku (w EUR, UE28=100)

produkt Norwegia Polska O ile % jest drożej w Norwegii
chleb i płatki śniadaniowe 168,6 58,8 186,73%
mięso 157,5 54 191,67%
ryby 133 66,1 101,21%
mleko, ser, jajka 187,5 62,6 199,52%
owoce, warzywa 162,9 55,9 191,41%
alkohol 266,8 92,9 187,19%
wyroby tytoniowe 242,7 61,6 293,99%
ubrania 127,3 83,8 51,91%
transport 144,3 70,4 104,97%

Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie EUROSTAT
Według danych z norweskiego urzędu statystycznego na początku bieżącego roku na terenie tego kraju przebywało prawie 670 tys. imigrantów – w tym ok. 100 tysięcy Polaków. Branżą, w której wielu naszych rodaków otrzymuje pracę, jest budownictwo. W ostatnich latach Norwedzy zaczęli bardzo doceniać i szanować naszych specjalistów. Polscy budowlańcy są uważani za znakomitych fachowców, pracowników którzy podchodzą do zleconej pracy bardzo starannie.

Pomimo tego, że w Norwegii nie ma centralnie ustalonej stawki minimalnej, to jednak w wielu branżach obowiązują tzw. minima branżowe. Jest tak z budownictwem, w którym wynoszą one:
• 79 PLN za godzinę – pracownik bez wykształcenia oraz doświadczenia,
• 82 PLN za godzinę – pracownik z minimum rocznym doświadczeniem,
• 53 PLN za godzinę – pracownik który nie ukończył 18 roku życia,
• 87 PLN za godzinę – pracownik wykwalifikowany (specjalista).

Natomiast jeśli chodzi o nadgodziny, to nie zostały odgórnie ustalone. Za taką pracę należy się 40% wynagrodzenia więcej.

Wykres 1. Maksymalne i minimalne zarobki Polaków na wybranych stanowiskach w branży budowlanej w Norwegii w 2015 roku (PLN)

 

Wykres 1. Maksymalne i minimalne zarobki Polaków  na wybranych stanowiskach w branży budowlanej w Norwegii w 2015 roku (PLN)

Dużo ofert pracy skierowanych do Polaków dotyczy przemysłu. Najwyższe stawki oferowano operatorom koparek, maksymalnie nawet ponad 19 tys. PLN miesięcznie, bez uwzględnienia nadgodzin. Spawaczom oferowano wynagrodzenie z przedziału 12 tys. PLN do 18 tys. PLN. Podobne wynagrodzenie otrzymywali też operatorzy CNC oraz wózków widłowych. Natomiast najmniej zarabiali wulkanizatorzy oraz lakiernicy (miedzy 10,5 tys. PLN, a 13 tys. PLN).

Schemat 1. Maksymalne i minimalne zarobki Polaków na wybranych stanowiskach przemysłowych w Norwegii w 2015 roku (PLN)

Maksymalne i minimalne zarobki Polaków  na wybranych stanowiskach przemysłowych w Norwegii w 2015 roku (PLN)
Źródło: Opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie portalu praca-norwegia24.pl

Mateusz Rachucki
wynagrodzenia.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 01.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 01.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

KGHM rozpoczyna komercyjną produkcję w Sierra Gorda

Zakład przeróbki miedzi w Sierra Gorda od ponad sześćdziesięciu dni osiąga 65 proc. docelowych możliwości przeróbczych. Poniesione zostały wszystkie główne koszty niezbędne do uruchomienia komercyjnej produkcji, a sam zakład został w pełni przekazany personelowi operacyjnemu. Wcześniej uruchomiony został magazyn koncentratu w porcie Antofagasta, dzięki czemu produkowana w kopalni miedź transportowana jest do portu wagonami kolejowymi, a następnie przechowywana i ładowana na statki. Ułatwia i skraca to proces transportu koncentratu, a także przyczynia się do rozwoju całej branży górniczej w Chile.

KGHM rozpoczyna komercyjną produkcję w Sierra Gorda

Herbert Wirth, prezes KGHM
Herbert Wirth, prezes KGHM

– Rozwój kopalni odbywa się zgodnie z ustalonymi planami. To ważne z punktu widzenia naszych akcjonariuszy, którzy dostrzegają wzrost wartości generowany przez komercyjny sukces Sierra Gorda, ale też kontrahentów, pracowników i społeczności lokalnych. Naszym celem jest realizacja zadeklarowanego wcześniej planu sprzedaży, jaki w Sierra Gorda został przyjęty na ten rok – powiedział Herbert Wirth, prezes KGHM.

Równolegle do rozpoczęcia komercyjnej produkcji miedzi, zakład przeróbki molibdenu wyprodukował koncentrat z minimum 40-proc. zawartością tego metalu. Koncentrat molibdenu dostarczany jest przez kopalnię Sierra Gorda do zakładów chilijskiej firmy Molymet, w których przetwarzany jest do postaci tlenku molibdenu w jakości technicznej, w formie proszku, brykietu i ferromolibdenu. Pierwszy transport tych produktów nastapi w lipcu.

Kredyt konsolidacyjny – kiedy warto sięgnąć po takie rozwiązanie?

Duża ilość mniejszych oraz większych zobowiązań kredytowych, o których należy pamiętać lub problem ze spłaceniem zaciągniętych długów – z tymi kłopotami boryka się wielu z nas. Najlepszym rozwiązaniem jest w takiej sytuacji skonsolidowanie swoich kredytów, czyli połączenie ich i spłacanie tylko jednej raty. Kamil Muskus, Dyrektor Badań i Rozwoju firmy Compass Money mówi, kiedy i dla kogo kredyt konsolidacyjny jest najbardziej opłacalny.

Kamil Muskus, Dyrektor Badań i Rozwoju firmy Compass Money
Kamil Muskus, Dyrektor Badań i Rozwoju firmy Compass Money

Skonsolidować można kredyty i pożyczki różnego rodzaju, które zostały udzielone na cele niezwiązane z działalnością gospodarczą. Połączeniu podlegają kredyty hipoteczne, samochodowe, ratalne, w rachunku bieżącym oraz karty kredytowe. Konsolidacja polega na spłacie poprzednio zaciągniętych zobowiązań finansowych przez bank udzielający kredytu konsolidacyjnego. W ten sposób zamiast kilku różnych opłat, kredytobiorca spłaca tylko jeden kredyt w jednym banku. Decydując się na kredyt konsolidacyjny, pieniądze nie są przelewane na nasz rachunek, ale automatycznie znajdują się na kontach wierzycieli, u których zaciągnęliśmy poprzednie długi. Istnieje możliwość dobrania środków do kredytu, które nie tylko uregulują nasze aktualne zobowiązania, lecz będziemy mogli przeznaczyć je na dowolny cel. Firma Compass Money oferuje swoim klientom kredyty konsolidacyjne oparte na najlepszych indywidualnych warunkach.

Dla kogo konsolidacja?

„Ten rodzaj kredytu przeznaczony jest w szczególności dla osób zadłużonych, które nie są w stanie poradzić sobie ze spłatą kolejnych rat zaciągniętych kredytów. Połączenie wszystkich zobowiązań w jeden skonsolidowany kredyt o znacznie obniżonej racie, przy jednoczesnym wydłużeniu czasu spłaty jest dla wielu osób wybawieniem, ponieważ pozwala na utrzymanie płynności i swobody finansowej” – mówi Kamil Muskus z firmy Compass Money, dodając, iż kredyt konsolidacyjny jest znakomitym rozwiązaniem dla osób, które mają przejściowe problemy finansowe, ponieważ redukuje on miesięczne koszty wszelkich zobowiązań. Dzięki mniejszej miesięcznej racie pozostałe pieniądze możemy przeznaczyć na dowolny cel.

Rodzaje kredytów konsolidacyjnych

Można wyróżnić dwa typy kredytów konsolidacyjnych: zabezpieczony oraz bez zabezpieczenia. Gdy decydujemy się na pierwszy rodzaj, kredyt zostaje zabezpieczony naszą hipoteką. Posiada on dużo niższe oprocentowanie, które jest zbliżone do tego przy pożyczkach hipotecznych. Jego górny limit uzależniony jest od wartości nieruchomości w stosunku na ogół nie przekraczającym 70-80%. Firma Compass Money oferuje swoim klientom ten rodzaj konsolidacji z możliwością zabezpieczenia kredytu na nieruchomości osoby trzeciej. „Indywidualni doradcy Compass Money dostosowują kredyt do możliwości i oczekiwań klientów, negocjując dla nich najlepsze warunki spłaty. Zajmujemy się wszelkimi formalnościami i dobieramy odpowiedni plan finansowy, który w rezultacie może obniżyć miesięczną ratę kredytu aż o 50%. Tym, co nas wyróżnia na tle konkurencji jest niepobieranie prowizji za udzielenie kredytu oraz zwiększenie stosunku konsolidacji z zabezpieczeniem hipotecznym aż do 90% wartości nieruchomości. Dodatkowo akceptujemy różnorodne źródła dochodów, dzięki czemu każdy klient może odetchnąć z ulgą i cieszyć się swobodą finansową” – dodaje Kamil Muskus z firmy Compass Money.

Kredyt konsolidacyjny bez zabezpieczenia jest podobny do kredytu gotówkowego. W Compass Money, aby go uzyskać, nie trzeba podawać we wniosku jego przeznaczenia. Jak mówi Kamil Muskus, kwota kredytu w całości wpłacana jest na wskazany przez klienta rachunek, a sam kredyt udzielany jest na niższe kwoty i w krótszym terminie spłaty niż kredyt konsolidacyjny hipoteczny.

Kredyt konsolidacyjny ma wiele zalet, które pomogą ustabilizować domowe finanse oraz wyjść ze spirali zadłużenia. Obniżenie miesięcznej raty odciąży nasz budżet, a możliwość dobrania dodatkowych środków pozwoli spełnić skryte marzenia dotyczące wakacji lub planowany od dawna remont domu. Firma Compass Money stawia na indywidualne podejście do klienta, które owocuje wieloletnią współpracą opartą na najlepszych warunkach. Zastanawiając się nad konsolidacją aktualnych zobowiązań, dobrym rozwiązaniem jest konsultacja z doradcami Compass Money, którzy dobiorą odpowiedni plan finansowy dla naszego portfela. Firma odznacza się na tle konkurencji wysoką dbałością o szczegóły i permanentny rozwój, który owocuje wysokiej jakości produktami i usługami. Wyróżnienia Solidnej Firmy, Lauru Zaufania czy Firmy Przyjaznej Klientowi świadczą o profesjonalizmie Compass Money. Wart podkreślenia jest fakt, że firma dysponuje wyłącznie polskim kapitałem, co w czasach dominacji globalnych podmiotów dumnie podkreśla wartości przedsiębiorstwa. W efekcie Compass Money pomaga klientom obrać właściwy kurs finansów.

Inżynier kontraktowy coraz popularniejszy

Aż 15-20% inżynierów to freelancerzy – wynika z szacunków firmy inżynierskiej i rekrutacyjnej Bergman Engineering. Wśród elastycznych form współpracy, szczególnie popularne stają się kontrakty.

Dawniej kontrakt bywał uważany za gorszą alternatywę umowy o pracę. Obecnie jednak postrzeganie takiej formy współpracy radykalnie się zmienia. Firma Bergman Engineering, która sama zatrudnia inżynierów oraz  świadczy usługi rekrutacyjne dla firm związanych m.in. z produkcją i nowymi technologiami, notuje coraz większe zainteresowanie polskich inżynierów pracą na kontrakcie.

W poszukiwaniu wyzwań

Kontrakt nie musi dotyczyć pracy w obecnym miejscu zamieszkania. Inżynierowie stają się coraz bardziej mobilni – dla rozwoju kariery i wyższych zarobków gotowi są zarówno na przeprowadzkę do innego województwa, jak i na migrację za granicę, szczególnie do Niemiec lub państw Skandynawii. Z badania Bergman Engineering opublikowanego jesienią 2014 roku wynika, że aż 75% inżynierów kontraktowych jest otwartych na propozycje zatrudnienia związane z relokacją.

Inżynierowie, którzy już wybrali pracę na kontrakcie podkreślają, że taka forma współpracy daje im większą niezależność. Kontrakt powoduje, że zarówno czas wykonywania pracy, jak i pozostałe warunki zatrudnienia są znacznie bardziej elastyczne niż w przypadku tradycyjnej umowy o pracę.

Kontrakty wiążą się z dużymi wyzwaniami dla inżynierów, ponieważ często kierowani są oni do specjalnych, unikalnych projektów wymagających uczestnictwa najlepszych specjalistów. Dzięki temu mogą oni sprawdzić się w różnorodnych i ambitnych przedsięwzięciach, co z kolei zapewnia pracę ciekawą i pozbawioną monotonii. Bogate doświadczenia można zdobyć szczególnie wówczas, gdy kontrakty wiążą inżynierów nie bezpośrednio ze zleceniodawcami, ale z firmą zajmującą się specjalistycznym leasingiem pracowniczym. Jeden specjalista może być wtedy delegowany do różnych klientów i rozmaitych projektów.

Inżynier kontraktowy coraz popularniejszy
Niewątpliwie argumentem, który często przechyla szalę korzyści na rzecz decyzji o podpisaniu kontraktu, jest kwestia wynagrodzenia.

– Inżynier kontraktowy zarabia średnio o 20-30% więcej niż gdyby pracował na etacie. Jeszcze większy wzrost wynagrodzenia możliwy jest wówczas, gdy polski specjalista podpisze kontrakt zagraniczny – mówi Tomasz Szpikowski, Prezes Bergman Engineering.

Z danych firmy wynika, że ten sam inżynier, który w Polsce na etacie mógłby zarobić od 3 do 9 tys. zł brutto (w zależności od posiadanego doświadczenia oraz miejsca pracy), w Norwegii mógłby liczyć nawet na 30-40 tys. zł miesięcznie. W Niemczech średnie zarobki inżyniera na kontrakcie wynoszą 18 tys. zł miesięcznie.

Sposób na najlepszych

Wzrost zainteresowania pracą w oparciu o kontrakt wynika również z faktu, że przedsiębiorstwa same coraz chętniej wychodzą z inicjatywą i proponują taką właśnie formę współpracy. Kontrakty opłacają się bowiem zarówno inżynierom, jak i pracodawcom.

– Firmy poszukują pracowników kontraktowych nie tylko dlatego, że formalnie wstrzymane zostały rekrutacje nowych pracowników albo trzeba znaleźć nową osobę do pracy w bardzo krótkim czasie. Podstawowym argumentem przemawiającym na rzecz kontraktów staje się chęć nawiązania współpracy z niezależnym, ale wysoko wykwalifikowanym specjalistą, a taki może nie być zainteresowany etatem – uważa Jarosław Adamkiewicz, Prezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia.

Dzięki kontraktom, przedsiębiorstwa mogą obniżać koszty zatrudnienia i elastyczniej dostosowywać liczbę współpracowników do aktualnego zapotrzebowania. Kontrakt, szczególnie gdy firma korzysta z usług wyspecjalizowanej agencji rekrutacyjnej, pozwala na pozyskanie wysokiej klasy specjalisty niemal „od ręki”.

Dotychczas do inżynierów kontraktowych najbardziej przekonali się pracodawcy z branży motoryzacyjnej, energetycznej, lotniczej, nowych technologii i IT. W tych obszarach można także liczyć na najbardziej mobilnych inżynierów. Na podobną elastyczność trzeba jeszcze poczekać w branży farmaceutycznej oraz w obszarach związanych z finansami i administracją.

Najbardziej poszukiwani na rynku są inżynierowie sprzedaży, którzy muszą łączyć wiedzę techniczną z doskonałymi umiejętnościami komunikacyjnymi, ale bardzo duże zapotrzebowanie dotyczy także inżynierów procesu oraz konstruktorów.

Inżynier na mocnej pozycji

Warto podkreślić, że zarówno krajowi, jak i zagraniczni przedsiębiorcy są bardzo pozytywnie nastawieni wobec polskich inżynierów. Absolwenci krajowych uczelni technicznych mają opinię specjalistów o dużej wiedzy teoretycznej. Jeśli do tego dodamy co najmniej kilkuletnie doświadczenie zawodowe, będziemy mieli do czynienia z pracownikiem szczególnie poszukiwanym na rynku pracy. Polscy inżynierowie cenieni są także za elastyczność oraz wielozadaniowość.

–  Dobry inżynier nigdy nie miał problemu ze znalezieniem zatrudnienia, ale obecnie rynek jeszcze bardziej zmienia się na korzyść kandydata – wyjaśnia Tomasz Szpikowski, Prezes Bergman Engineering. – Pracodawcy powinni wiedzieć, że dziś najzdolniejsi inżynierowie mogą przebierać w wielu ofertach, związanych nie tylko z propozycjami pracy na etacie, ale także z umowami kontraktowymi w Polsce i na świecie – dodaje.

Do ideału brakuje jedynie lepszej znajomości języków obcych oraz wyższego poziomu kompetencji miękkich (np. zdolności komunikacyjnych i umiejętności związanych ze współpracą w zespole). Inżynierowie chętnie jednak chłoną nową wiedzę, dlatego i pod tym względem z pewnością szybko dogonią swoich zagranicznych kolegów. Najważniejsze, że pod względem wiedzy technicznej, nie mają powodów do kompleksów.

Ilona Dzierżanowska z ING Banku Śląskiego w Zarządzie ING we Francji

0

Ilona Dzierżanowska obejmie stanowisko Chief Operating Officer w ING Bank France w Paryżu od 1 lipca 2015 roku. Będzie odpowiedzialna na tym stanowisku za Operacje, IT oraz Projekty.

Ilona Dzierżanowska rozpoczęła pracę w Grupie ING w 1998 roku w Nationale Nederlanden. W 2005 roku dołączyła do ING Banku Śląskiego jako Dyrektor ds. Rozwoju Biznesu dla Klienta Korporacyjnego, a od 2008 przejęła zarządzanie Departamentem Wsparcia Klienta Korporacyjnego w Pionie Operacji. Od grudnia 2009 na stanowisku Dyrektora Banku nadzorowała Pion Usług ING Banku Śląskiego.

Ilona Dzierżanowska ukończyła Szkołę Główną Handlową w Warszawie.

ING jest obecne na rynku francuskim od 2000 roku. Jako ING Bank France obsługuje blisko 1 mln klientów, w tym klientów detalicznych oraz korporacyjnych.

Jeszcze 447 mln złotych do wydania na „Mieszkanie dla młodych”

Po zmianach w programie „Mieszkanie dla młodych” wyraźnie wzrośnie popularność kredytów z dopłatą. W drugim półroczu wciąż jest do wydania 447 milionów złotych, więc ryzyko, że pod koniec roku środków zabraknie jest niewielkie. Problem pojawić się może jednak za rok.

Bartosz Turek, Lion's Bank
Bartosz Turek, Lion’s Bank

Do końca czerwca br. z pieniędzy przewidzianych na dopłaty w programie „Mieszkanie dla młodych” w 2015 roku wydano 268,4 mln złotych (37,5% z zaplanowanej kwoty 715 mln zł). To niewiele biorąc pod uwagę, że z pieniędzy zarezerwowanych na dopłaty w tegorocznym budżecie można też było korzystać w 2014 roku. Przyspieszenie tempa wydawania pieniędzy mogło być jednym z celów jaki przyświecał ustawodawcy podczas tworzenia zmian programu przyjętych przez Sejm 25 czerwca br. Teraz zostaje już czekać tylko na podpis prezydenta pod ustawą, opublikowanie jej w dzienniku ustaw i wejście w życie. Faktycznie nowelizacja może więc zacząć działać już w sierpniu – szczególnie jeśli na złożenie podpisu zdecyduje się jeszcze urzędujący prezydent.

Dopłaty już nie tylko dla nielicznych

Tak czy inaczej zmiany w programie „Mieszkanie dla młodych” w końcu pozwolą większej części społeczeństwa na korzystanie z dopłat. Nowelizacja wprowadza bowiem możliwość zakupu ze wsparciem mieszkania używanego. W efekcie na pieniądze mogą liczyć już nie tylko nabywcy z 20 największych miast Polski. Tak powinno być od początku działania wsparcia, ponieważ na fundusz dopłat „składają się” wszyscy podatnicy. I choć trzeba przyznać, że w nowelizacji można znaleźć zmiany „na plus”, to często tylko maskują spore niedociągnięcia pierwotnej wersji ustawy.

Używane tak, ale znacznie tańsze

I tak na przykład z jednej strony ustawodawca zezwala na zakup mieszkań używanych na kredyt z dopłatą, ale wciąż wyraźnie faworyzuje lokale deweloperskie. W efekcie w miejscowościach, w których nie działają deweloperzy, pojawi się możliwości skorzystania z dopłat, ale tam gdzie program do tej pory działał, wciąż preferowane będą lokale nowe. Dla przykładu w Warszawie chcąc kupić na kredyt z dopłatą mieszkanie od dewelopera można na metr wydać maksymalnie 6588 zł, a w przypadku lokalu z drugiej ręki jest to tylko 5390 zł za m kw. Problem w tym, że ofert z taką ceną prawie nie ma.

Inną zmianą jest podniesienie kwoty dopłaty dla rodziny z przynajmniej trójką dzieci aż o 160% względem pierwotnej wersji ustawy. Efekt będzie taki, że będzie można pokazać, że ta grupa docelowa faktycznie korzysta ze wsparcia. Przez 12 miesięcy kredyt z dopłatą wzięło bowiem jedynie 37 rodzin z trójką dzieci (0,3% wszystkich beneficjentów). Nie należy przy tym nadmiernie się łudzić, że pieniądze trafią do biednych rodzin wielodzietnych, bo tych często nie stać na opłacanie rat kredytowych.

Nowelizacja ułatwia też dostęp do kredytów z dopłatą przy zakupie mieszkań od spółdzielni. Te są często tańsze niż deweloperskie. Ustawa w poprzedniej wersji była tak napisana, że tylko w wybranych przypadkach można było liczyć na dofinansowanie przy zakupie nowego lokum od spółdzielni. Teraz będzie łatwiej. Nie zmieniono natomiast regulacji dotyczących zakupu domów. Te są na tyle restrykcyjne, że przez 15 miesięcy działania programu jedynie 438 domów zostało kupionych na kredyt z dopłatą (2,4% umów z dopłatą).

Zasady działania programu „Mieszkanie dla młodych” po zmianach:

Jest to mechanizm pozwalający uzyskać dopłatę do zakupu mieszkania na kredyt. Dedykowany jest on do osób w wieku do 35 lat (w wypadku małżeństw wystarczy, że jedno z małżonków ma maksymalnie 35 lat, a w rodzinach z przynajmniej trójką dzieci obostrzenie nie obowiązuje) otrzymać ze środków publicznych substytut wkładu własnego. Nieruchomość musi być nabywana na kredyt, może pochodzić od dewelopera, spółdzielni lub z drugiej ręki. Beneficjentami co do zasady mogą być jedynie osoby, które nigdy wcześniej nie posiadały nieruchomości mieszkalnej. To ograniczenie także nie dotyczy rodzin wielodzietnych. Dopłata może wynieść:

  1. 10% wartości odtworzeniowej kupowanej nieruchomości – dla singli i rodzin bezdzietnych,
  2. 15% wartości odtworzeniowej kupowanej nieruchomości – dla rodzin z jednym dzieckiem,
  3. 20% wartości odtworzeniowej kupowanej nieruchomości – dla rodzin z dwójką dzieci,
  4. 30% wartości odtworzeniowej kupowanej nieruchomości – dla rodzin z przynajmniej trójką dzieci,
  5. dodatkowe 5% wartości odtworzeniowej kupowanej nieruchomości, jeśli w ciągu pięciu lat od nabycia nieruchomości urodzi się w rodzinie przynajmniej trzecie dziecko.

W wypadku mieszkania metraż nie może być większy niż 75 m kw. (dla rodzin z trójką dzieci 85 mkw.), a w wypadku domu 100 m kw. (dla rodzin z trójką dzieci 110 m kw.). Dopłata liczona jest jednak tylko do 50 mkw. nabywanej nieruchomości (dla rodzin wielodzietnych 65 m kw.). Zakwalifikować się do dopłat mogą mieszkania i domy, w wypadku których cena metra kwadratowego nie przekracza limitu – ten okresowo będzie publikowany przez BGK i wynosić będzie:

  • na rynku pierwotnym 110% średniego wskaźnika, który odzwierciedla koszt odtworzenia metra kwadratowego mieszkania na danym terenie (w Warszawie to prawie 6,6 tys. zł za m kw.).
  • na rynku wtórnym 90% średniego wskaźnika, który odzwierciedla koszt odtworzenia metra kwadratowego mieszkania na danym terenie (w Warszawie byłoby to dziś niecałe 5,4 tys. zł za m kw.).

Kto „bogatemu” zabroni?

Gdyby nie nowelizacja programu w 2015 roku pieniędzy na „Mieszkanie dla młodych” nie mogłoby zabraknąć. Po nowelizacji nie jest to wcale takie oczywiste, choć trzeba podkreślić, że ryzyko, że w bieżącym roku banki odprawią klientów z kwitkiem wciąż jest niewielkie. Jeśli bowiem przyjąć, że nowelizacja ustawy wejdzie w życie w sierpniu, to popularność dopłat musiałaby wzrosnąć aż trzykrotnie, aby faktycznie budżet na 2015 rok został wykorzystany do cna. Gorzej będzie już w przyszłym roku, kiedy zliberalizowana wersja ustawy będzie działała przez 12, a nie 5 miesięcy roku.

Tak czy inaczej trzeba podkreślić, że pieniądze publiczne nie powinny jednak być wydawane szybko, lecz z głową. Dość powiedzieć, że za 3,6 mld zł (tyle do 2018 roku zaplanowano do wydania w ramach „MdM”) można było stworzyć program, który pozwoliłby wesprzeć w drodze do własnych czterech kątów kilka a nawet kilkanaście razy więcej rodzin niż „MDM”. Wystarczy wzorować się na rozwiązaniach brytyjskich, duńskich, francuskich, czy niemieckich. Tam dzięki pożyczkom, gwarancjom i długoterminowemu oszczędzaniu, publiczne pieniądze są wydawane efektywniej niż w Polsce, pomagając za te same pieniądze znacznie większej grupie obywateli.

Nie można też zapomnieć o fakcie, że program „Mieszkanie dla młodych” wpływa na rynek nieruchomości. Do tej pory częściowo dzięki niemu, a częściowo dzięki niskim stopom procentowym deweloperzy nie mieli problemów ze sprzedaniem mieszkań. W związku z tym ich optymizm był tak wielki, że przez pierwsze 5 miesięcy br. zaczęli budowy tak dużej liczby mieszkań jak jeszcze nigdy w historii. Z punktu widzenia firm budujących mieszkania, problem w tym, że zbliżające się podwyżki stóp procentowych w ogóle mogą obniżyć popyt na mieszkania, a rozszerzenie programu „Mieszkanie dla młodych” z dużym prawdopodobieństwem spowoduje, przesunięcie części popytu z rynku pierwotnego na wtórny. W efekcie spodziewane zmiany mogą utrudnić sprzedaż w tak lawinowo rozpoczynanych nowych inwestycjach. Zyskać może za to rynek wtórny, na który bez wątpienia trafi spora część dofinansowania.

Bartosz Turek, Lion’s Bank

Maciej Kossowski dołącza do Grupy Wirtualna Polska

0

Maciej Kossowski dołączył do Zespołu Zarządzającego Grupy Wirtualna Polska. Jako VP Sales Strategy, wspólnie z Joanną Pawlak – VP Sales Key Clients, będzie kierował działem sprzedaży Grupy WP, raportując bezpośrednio do prezesa, Jacka Świderskiego. Do jego obowiązków należeć będzie m.in. rozwój oferty reklamowej oraz zarządzanie nowymi kanałami sprzedaży.

– Znakomite rezultaty przychodowe z ostatniego roku są zasługą zespołu kierowanego przez Joannę Pawlak – mówi Jacek Świderski, Prezes Zarządu Grupy Wirtualna Polska. – Za nami już osiem akwizycji, które wzbogaciły nasze portfolio produktów dla użytkowników i reklamodawców, a przed nami kolejne transakcje. Nowa osoba w Zespole Zarządzającym pozwoli nie tylko odzyskać pełną atencję Joanny dla bieżącej ofensywy sprzedażowej, ale również przyczyni się do długoterminowego rozwoju produktów reklamowych konsekwentnie budowanej przez nas nowej Grupy Wirtualna Polska.

Maciej Kossowski dołączył do Zespołu Zarządzającego Grupy Wirtualna Polska
Maciej Kossowski dołączył do Zespołu Zarządzającego Grupy Wirtualna Polska

Maciej Kossowski w latach 2000-2014 związany był z Grupą Onet.pl S.A. Pracę rozpoczął na stanowisku Key Account Managera, następnie pełnił funkcje kierownicze w sprzedaży, a od czerwca 2011 do grudnia 2013 – jako Dyrektor Sprzedaży i Członek Zarządu Grupy Onet.pl S.A. – odpowiadał za przychody reklamowe firmy. Współpracę z Onetem zakończył jako Wiceprezes Zarządu Media Impact Polska, spółki odpowiedzialnej za sprzedaż serwisów Grupy Onet oraz tytułów prasowych i serwisów Ringier Axel Springer Polska.

Od lat zaangażowany jest też w prace polskiego oddziału IAB. Ostatnio pełnił funkcję Przewodniczącego Rady Nadzorczej IAB Polska. Wcześniej pracował dla JMG Sport Publishing, wydawcy „Przeglądu Sportowego”, „Tempa” i „Sportu”. Jest absolwentem Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Jakie mieszkania są już dla nas za drogie?

Jaką kwotę może wydać większość kupujących mieszkania w inwestycjach, które powstają w największych aglomeracjach? O możliwości nabywcze osób decydujących się na zakup nowych mieszkań zapytali deweloperów analitycy portalu nieruchomości Dompress.pl.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp

Granicę całkowitego wydatku na zakup mieszkania wyznacza cel zakupu i możliwości finansowe nabywców. Osoby podejmujące decyzję o zakupie inwestycyjnym kierują się zakładaną stopą zwrotu, a nie ceną. Natomiast klienci poszukujący lokalu dla rodziny, w którym planują mieszkać przynajmniej kilka lat, najczęściej podejmują decyzje w oparciu o swoją zdolność kredytową, a ta warunkowana jest w dużej mierze aktualnymi stopami procentowymi. Ich niski poziom w ostatnich kwartałach miał istotny wpływ na wzrost siły nabywczej Polaków kupujących mieszkania, czego odzwierciedleniem jest duża popularność mieszkań 3 i 4 pokojowych w ostatnim czasie. Na rynku warszawskim lokale trzypokojowe w tzw. segmencie popularnym dostępne są w inwestycjach Mała Praga, Osiedle Promenady czy Osiedle na Woli, gdzie ich ceny kształtują się na poziomie 380 – 430 tys. zł. Oceniamy, że barierę psychologiczną wyznacza konieczność wydania kwoty około 450 tys. zł. Dla porównania, we Wrocławiu na popularnym i atrakcyjnym Osiedlu Graniczna klienci chętnie kupują mieszkania trzypokojowe o powierzchni 60-65 m kw. w cenach do 350 tys. zł, a barierę psychologiczną wyznacza kwota 400 tys. zł. W Krakowie jest podobnie.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Ceny lokali możliwe do zaakceptowania przez nabywców w Warszawie są bardzo różne w zależności od lokalizacji i standardu budynku. Naszym głównym zadaniem jako dewelopera w procesie przygotowania i analizy projektu jest właśnie dopasowanie inwestycji, a co za tym idzie cen ofertowych do potrzeb i siły nabywczej naszych klientów. W segmencie popularnym najwięcej poszukiwanych mieszkań mieści się w budżecie do 350 tys. zł, natomiast w średniej i średniej-wyższej półce cenowej są to już kwoty plasujące się powyżej 500 tys. zł, które znacząco różnią się w zależności od charakteru inwestycji i jej lokalizacji.

Tomasz Sznajder, wiceprezes zarządu Polnord

W Warszawie klienci najchętniej kupują mieszkania w cenie do 350 tys. zł. Oczywiście w innych miastach limity są zdecydowanie niższe i nabywcy interesują się lokalami w cenach do 250 tys. zł. Liczba zawieranych transakcji zdecydowanie spada, jeśli przekraczają te kwoty.

Karolina Guzik, koordynator sprzedaży Skanska Residential Development Poland

Coraz częściej zauważamy, że bardziej od ceny dla klienta istotny jest wysoki standard wykonania inwestycji oraz jej położenie. Atrakcyjna przestrzeń wspólna, wysokiej jakości materiały użyte przy budowie oraz gwarancja jakości w postaci np. certyfikatu to także wartości dodane, na które klienci coraz częściej zwracają uwagę. Pierwszym osiedlem w Polsce, które otrzyma certyfikat środowiskowy BREEAM jest nasza najnowsza inwestycja – Osiedle Mickiewicza w Warszawie. To znane na świecie oznaczenie wysokiej jakości budynków, które spełniają precyzyjnie określone kryteria zdrowotne, środowiskowe oraz wysokie standardy bezpieczeństwa, a także przekładają się na realne oszczędności w budżecie domowym.

Anna Sitnik, dyrektor sprzedaży Dolcan

Większość kupujących decyduje się na lokale w kwocie do 400 tys. złotych o metrażu do 60 m kw. Dotyczy to naszych inwestycji we wszystkich lokalizacjach. Klienci najczęściej korzystają z kredytów. Osoby decydujące się na zakup za gotówkę, zwykle wybierają wyżej wycenione mieszkania i lokale z segmentu premium, np. w warszawskich inwestycjach Wellhome Zacisze i Osiedle Magenta.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Klienci szukają nieruchomości typowych, które są łatwo zbywalne. Cena zakupu graniczna dla Krakowa to ok. 5 600 zł/m kw., dla Warszawy w okolicach 10 000 zł/m kw. Jak wynika z danych rynkowych za 2014 rok, większość zawieranych transakcji dotyczy zakupu mieszkań w cenie do 300 tys. zł.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Możliwości nabywcze klientów w stolicy są nieco wyższe niż w innych miastach. Największą popularnością we wszystkich miastach cieszą się mieszkania w cenie do 300 tys. zł, które posiadamy we wszystkich inwestycjach. W takiej kwocie można nabyć wygodnie mieszkanie dwupokojowe z dostępem do dobrej infrastruktury, a nawet małą trójkę. Dodatkowym wsparciem dla młodych ludzi jest oczywiście także program MdM. W prestiżowych inwestycjach, takich jak Bliska Wola przy ulicy Kasprzaka, czy Rezydencja Redłowo w Gdyni, ceny są nieco wyższe, ale inna jest także grupa docelowa, do której kierujemy ofertę. W Bliskiej Woli, zlokalizowanej blisko centrum Warszawy, mieszkania szybko znajdują nabywców, ceny lokali zaczynają się od 230 tys. zł.

Magdalena Rurarz, dyrektor działu sprzedaży i marketingu Victoria Dom

W inwestycjach dedykowanych młodym rodzinom, które bardzo często chcą skorzystać z dopłat w programie Mieszkanie dla młodych, akceptowalną dla większości klientów granicę ceny wyznaczają limity przyjęte w MdM. O cenie decyduje najczęściej lokalizacja. Niemal każda warszawska dzielnica ma inny poziom cenowy akceptowalny przez większość nabywców.

Katarzyna Żarska z firmy Marvipol

To, jaka cena jest do zaakceptowania dla kupującego mieszkanie w Warszawie w dużej mierze zależy od indywidualnych możliwości nabywczych, zdolności kredytowej i wyboru dzielnicy, w której chciałby zamieszkać. Większość kupujących w Central Park Ursynów, przy ul. Kłobuckiej akceptuje cenę 300 tys. zł za dwupokojowe mieszkanie o powierzchni ok. 50 m kw. Klienci szukający mieszkań w bardziej atrakcyjnych lokalizacjach, jak na przykład w inwestycji Bielany Residence, czy Rezydencji Arteco na Żoliborzu za dwupokojowe mieszkanie o powierzchni ok. 50 m kw. są gotowi zapłacić do 400 tys. zł, a w dzielnicy Włochy w Osiedlu Zielona Italia w granicach 300 tys. zł. Górna granica ceny dwupokojowych mieszkań, akceptowana przez kupującego, waha się od ok. 6000 do 8000 zł/m kw.

Wojciech Stisz z firmy Barc Warszawa

Klienci, kupujący mieszkania w zlokalizowanym na warszawskiej Białołęce osiedlu Tarasy Dionizosa, wybierają najczęściej lokale w cenie do 350 tys. zł, ale największym zainteresowaniem cieszą się najmniejsze mieszkania dwupokojowe w kwocie ok. 200 tys. zł.

Zuzanna Kordzi dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic

W inwestycji Hubertus w Warszawie najwięcej transakcji opiewa na kwotę 500 – 600 tys. zł, mniej klientów decyduje się na zakup mieszkań w cenie powyżej 700 tys. Inaczej jest w Wolnym Mieście w Gdańsku, gdzie największa ilość transakcji mieści się w przedziale 250 – 300 tys., a niewiele jest tych powyżej 400 tys. zł. O możliwościach zakupu decyduje przede wszystkim zdolność kredytowa, a z racji wysokości zarobków, w Warszawie jest ona największa.

Jarosław Jankowski, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Specyfika poszczególnych inwestycji mieszkaniowych oraz złożoność sposobów finansowania zakupu lokalu uniemożliwiają precyzyjne określenie łącznej kwoty, przy której kończą się możliwości nabywcze większości klientów. Całkowita cena mieszkania uzależniona jest od wielu czynników, wśród których możemy wymienić: charakterystykę danego mieszkania, jak i całej inwestycji, zakres usług deweloperskich, z których korzysta nabywca oraz przede wszystkim mechanizm finansowania zakupu. Możliwości negocjacji ceny także różnią się w przypadku zakupu gotówkowego i finansowania zewnętrznego. W naszych, warszawskich inwestycjach Stacja Kazimierz i Miasto Wola średnie ceny mieszkań oscylują wokół 350 – 400 tys. zł dla lokali dwu lub trzypokojowych. Na tę kwotę składa się wiele elementów, włącznie z wykończeniem mieszkania pod klucz wliczonym w cenę. W obu naszych projektach dużym zainteresowaniem cieszą się również lokale o powierzchni ok. 100 m kw.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w firmie Home Invest

Najwięcej osób kupujących mieszkania w naszych warszawskich inwestycjach jest zainteresowanych ofertami w cenie do 300 tys. zł, ale bardzo szybko przybywa chętnych, którzy decydują się na zakup mieszkania do 400 tys. zł. Taką kwotę klienci są w stanie przeznaczyć na mieszkania dwu i trzypokojowe. Kredyty na wyższą sumę są zaciągane rzadko, chociaż zależy to od możliwości finansowych kredytobiorcy. W inwestycji Monte Verdi zlokalizowanej w dzielnicy Włochy przewidujemy, że klienci będą mogli skorzystać z oferty mieszkań z dopłatą rządową w programie MdM.

Monika Kudełko z firmy Activ Investment

Na podstawie sprzedaży mieszkań w prowadzonych przez nas inwestycjach w Krakowie i Katowicach możemy stwierdzić, że w tych miastach najchętniej kupowane są lokale w cenie do 250 tys. zł. Takich mieszkań mamy w ofercie najwięcej. Droższe lokale dłużej oczekują na nabywców.

Autor: Kamil Niedźwiedzki

Zysk z wynajmu mieszkania wyższy niż z lokaty

4,21 proc. netto w skali roku wynosi oczekiwana rentowność inwestycji w mieszkanie na wynajem w największych miastach – wynika z najnowszego raportu Domiporta.pl oraz Home Brokera. Z siedmiu badanych miast najlepiej wypada Gdańsk, gdzie oczekiwana stopa zwrotu wynosi 5,21 proc. Wartość ta jest zależna głównie od ceny zapłaconej za mieszkanie oraz stawki najmu uzgodnionej z najemcą. Nie należy jednak zapominać o innych czynnikach, takich jak stawka czynszu, nakłady poniesione na przygotowanie nieruchomości oraz czas potrzebny na znalezienie najemcy.

Przeciętna rentowność najmu netto w okresie maj 2010 – maj 2015

Przeciętna rentowność najmu netto w okresie maj 2010 - maj 2015
Źródło: ceny transakcyjne Home Broker i Open Finance z maja 2015 r.; oferty najmu z serwisu Domiporta.pl z maja 2015 r. obniżone o 5 proc.

Zyskowny Gdańsk

W najnowszym raporcie Gdańsk pozostaje jedynym badanym miastem, w którym przeciętna oczekiwana rentowność najmu przekracza 5 proc. netto. Przeciętnie za metr kwadratowy mieszkania w tym mieście należy zapłacić 5 242 zł, zaś mediana stawki najmu to 34,64 zł za mkw. Po uwzględnieniu czynszu, podatków i faktu, że 100-proc. obłożenie mieszkania jest mało prawdopodobne, oczekiwana rentowność takiej inwestycji to 5,21 proc. netto w ujęciu rocznym. To oznacza, że nieruchomość zwróci się po 19 latach i 2 miesiącach. Ale Gdańsk to bardzo zróżnicowany rynek nieruchomości. Lokale w prestiżowej okolicy (Starówka) czy nad morzem kosztują krocie (często ponad 10 tys. zł za mkw.), a jednocześnie mieszkania przeznaczone do remontu zlokalizowane w mniej atrakcyjnej okolicy to czasami wydatek poniżej 3 tys. zł za mkw.

26 lat oczekiwania na zwrot z inwestycji

Na przeciwny biegunie rentowności są Kraków, Gdynia i Poznań, gdzie oczekiwana stopa zwrotu wynosi 3,7-3,8 proc. w skali roku. To oznacza, że zwrot z inwestycji nastąpi po 26-27 latach. Należy jednak pamiętać, że zakup mieszkania na wynajem może procentować nie tylko poprzez zarobek od najemcy, uwzględnić należy także możliwy wzrost wartości samej nieruchomości. Tu oczywiście trudno przewidywać, jak zachowywać się będą ceny na przestrzeni kilkunastu czy kilkudziesięciu lat, aczkolwiek obserwacje dojrzałych rynków pokazują, że w długim terminie ceny mieszkań rosną 1-2 punkty procentowe ponad inflację. Przy czym znaczenie ma oczywiście fakt, w jakim momencie koniunktury nieruchomość zostanie nabyta. Zakup na szczycie hossy sprawi, że samo odrobienie strat zajmie wiele lat.

Warszawa, największy i najbardziej dynamiczny rynek nieruchomości w kraju, niezmiennie przyciąga inwestorów. Ostatnie wzrosty cen (przeciętna cena transakcyjna metra kwadratowego wzrosła od początku roku z 7,1 do ponad 7,4 tys. zł) obniżyły jednak nieco średnią rentowność inwestycji w lokal na wynajem. Kilka miesięcy temu było to ponad 4,8 proc. rocznie, dziś stawka ta wynosi 4,35 proc. Podobnie jest w Łodzi, gdzie od początku roku wzrost cen przekroczył 15 proc. (to efekt m.in. niskiej bazy), co doprowadziło do spadku rentowności najmu z 5 do niewiele ponad 4 proc. rocznie.

Rentowność najmu mieszkań w poszczególnych miastach w maju 2015 roku

Miasto Średnia cena
zakupu mkw.
Średnia stawka najmu (za mkw.) Rentowność brutto Rentowność netto
Gdańsk 5 242 zł 34,64 zł 5,80% 5,21%
Gdynia 5 212 zł 27,27 zł 4,34% 3,88%
Kraków 6 280 zł 31,67 zł 4,15% 3,70%
Łódź 4 134 zł 23,75 zł 4,58% 4,07%
Poznań 5 107 zł 26,60 zł 4,29% 3,83%
Warszawa 7 445 zł 42,47 zł 4,86% 4,35%
Wrocław 5 722 zł 33,93 zł 4,97% 4,44%

Źródło: ceny transakcyjne Home Broker i Open Finance z maja 2015 r.; oferty najmu z serwisu Domiporta.pl z maja 2015 r. obniżone o 5 proc.

Nie każdy zarobi tyle samo

Badanie rentowności najmu opiera się na medianach cen transakcyjnych oraz stawek ofertowych najmu pomniejszonych o 5 proc. Oczywiście nie każdy zarobi tyle co rynkowa średnia. Wśród mieszkań na wynajem są bardziej i mniej zyskowne.

Najlepiej oprocentowana lokata roczna na wyższą kwotę (np. 100 tys. zł – to wyklucza promocje, które często dotyczą maksymalnie kilku tys. zł) to obecnie niespełna 2,3 proc. netto. Jakby na to nie patrzeć, nawet najlepsza lokata daje dziś znacznie niższy zysk niż mieszkanie na wynajem w każdym z badanych miast. Należy jednak pamiętać, że nieruchomość taka to więcej zachodu niż założenie depozytu, które można załatwić w kilka minut, nie odchodząc od komputera. Na dodatek w lokacie od razu wiadomo ile wyniesie zysk, podczas gdy z mieszkaniem na wynajem sytuacja jest bardziej skomplikowana i nieprzewidywalna. Rynkowe średnie dają jednak podstawy by wierzyć, że jest to korzystne rozwiązanie.

Rośnie zainteresowanie najmem

– Z analizy danych popytowych w naszym serwisie wynika, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy odnotowaliśmy 8-proc. wzrost liczby zapytań o mieszkania na wynajem w siedmiu badanych lokalizacjach – zauważa Maciej Górka z Domiporta.pl. – Stanowią one prawie 23 proc wszystkich zapytań o najem w skali całego kraju – dodaje. Oznacza to, że rośnie zainteresowanie najmem, na co wpływ ma m.in. rosnąca mobilność młodych osób migrujących po kraju za pracą. Obszary aglomeracyjne absorbują coraz większą liczbę ludności poprzez generowanie i udostępnianie nowych miejsc pracy. – Jednocześnie obserwujemy znaczny, bo prawie 12-proc. spadek zainteresowania mieszkaniami do sprzedaży, co może wynikać z początku wzrostu cen w ostatnich miesiącach – komentuje ekspert z Domiporta.pl. Według analiz portalu największym zainteresowaniem cieszą się mieszkania 2-pokojowe w przedziale cenowym 1,7 -2,0 tys. zł za miesiąc, które stanowią 37 proc wszystkich zapytań.

Jak liczona jest rentowność najmu?

Oczekiwana rentowność z inwestycji w mieszkanie na wynajem liczona jest na podstawie cen transakcyjnych mieszkań (z transakcji dokonanych przez klientów Home Broker i Open Finance) oraz ofert na wynajem zamieszczonych na stronach portalu Domiporta.pl. Stawki ofertowe najmu zostały do obliczeń obniżone o 5 proc. W wyliczeniach uwzględniano dane z siedmiu rynków nieruchomości: Gdańska, Gdyni, Krakowa, Łodzi, Poznania, Warszawy i Wrocławia. Pod uwagę bierzemy medianę, która urealnia dane zmniejszając wagę ofert znacząco odstających od przeciętnych.

Rentowność netto uwzględnia 10,5-miesięczny okres wynajmu mieszkania, 5 PLN za metr miesięcznego czynszu dla administracji płaconego przez właściciela (6 PLN w Krakowie i Wrocławiu oraz 7 PLN w Warszawie) oraz podatek ryczałtowy od przychodów z wynajmu w wysokości 8,5 proc.

Marcin Krasoń, Home Broker
Maciej Górka, Domiporta.pl
Źródło: home broker

Niemal jeden na trzech klientów chwilówek czuje się oszukany ofertą za 0 zł

Firmy chwilówkowe reklamują coraz większe kwoty, które można według nich pożyczyć za 0 zł. Doświadczenia klientów, którzy uwierzyli zachętom i skusili się na taką ofertę, pokazują jak szybko darmowa pierwsza pożyczka okazała się bardzo kosztowna. 

Jak wynika z badania Provident Polska przeprowadzonego przez Millward Brown przeciętny konsument oferty chwilówkowej (szybkich pożyczek branych na okres do 30 dni, które trzeba spłacić w całości) w okresie ostatnich 12 miesięcy zaciągnął ponad dwie i pół pożyczki. Z tego 43 proc. badanych skorzystało z co najmniej jednej pożyczki krótkoterminowej w ofercie za 0 zł. To pokazuje jak bardzo ten rodzaj promocji działa na klientów, co cieszy firmy chwilówkowe. Innego zdania są jednak konsumenci, którzy ulegli złudnej magii darmowej pożyczki.

Przemysław Kasza

Chcieliśmy poznać opinię naszych klientów, którzy obecnie korzystają z oferty pożyczki konsolidacyjnej, a wcześniej skusili się na chwilówki za 0 zł. Wyniki były zatrważające. Prawie 33 proc. badanych użytkowników chwilówek uważa, że oferta za 0 zł skłania do zadłużania się, pomimo braku pilnej potrzeby. Oznacza to, że ich działania były impulsywne i do końca nie przemyśleli swojej decyzji. Niemal co trzeci badany użytkownik chwilówek uznał także, że firma chwilówkowa oszukała ich ofertą za 0 zł komentuje Przemysław Kasza z działu badań Provident Polska SA.

Badania wykazały, że aż 49 proc. pożyczek udzielonych w ofercie za 0 zł zostało spłaconych z dodatkowym kosztem, wynikającym z opóźnienia spłaty. Przeciętna osoba, która zetknęła się z tym problemem musiała: spłacić dwie takie pożyczki, ponieść koszt ok. 41 proc. wartości każdej z nich (przykładowo pożyczając 1000 zł za 0 zł oddała w sumie 1410 zł). Uwagę zwraca także czas średnia długość przeterminowania pożyczki wynosi 2 miesiące.

To dodatkowe argumenty, który pokazują jak ważna i potrzebna jest w Polsce ustawa regulująca rynek pożyczek pozabankowych. Przygotowane przez rząd przepisy na pewno zwiększą transparentność sektora. Proponowana ustawa pomoże także oczyścić go z firm, które teraz działają w sposób sprzeczny z etyką mówi Roman Jamiołkowski, rzecznik prasowy Provident Polska.

Nowa regulacja z pewnością poprawi też pozycję konsumentów. To wszystko powinno wpłynąć na zwiększanie zaufania do sektora, na czym powinno zależeć wszystkim firmom pożyczkowym dodaje.

Badanie zostało zrealizowane w dniach 22-23.06.2015 w studio CATI Millward Brown SA i pod jej wyłącznym nadzorem. W badaniu udział wzięła losowa próba konsumentów, którzy korzystali z ofert pożyczek krótkoterminowych (od 7 dni do 2 miesięcy) w okresie ostatnich 12 miesięcy.

Niewyspany jak Polak?

Aby odnieść sukces zawodowy, trzeba czasami zrezygnować z wielu godzin snu – takiego zdania jest aż 57 proc. freelancerów, managerów, pracowników korporacji i przedsiębiorców. Zdecydowana większość z nich przesypia w tygodniu maksymalnie tylko 6 godzin na dobę. Jest to spowodowane zbyt dużą ilością obowiązków na głowie, ale także różnymi zaburzeniami snu wywołanymi przez stres, problemy zdrowotne i niekomfortowe warunki spania. Te i inne wnioski płyną z badania TNS Polska „Jak śpią Polacy” przeprowadzonego na zlecenie marki Dormeo – producenta materacy.
W badaniu „Jak śpią Polacy” szczegółowo przebadano grupę managerów, pracowników korporacji, młodych przedsiębiorców oraz przedstawicieli wolnych zawodów. Grupa ta powszechnie kojarzy się z pracoholikami, pochłoniętymi swoją pracą, nastawionymi na cele i sukces. A jak to jest w rzeczywistości?
Aż 51% ankietowanych wskazało, że ludzie z ich otoczenia zawodowego często zawalają noce i niedosypiają z powodu obowiązków służbowych, a 27% wprost przyznało, że ważniejsza jest dla nich kariera, niż to żeby się wyspać. Potwierdzają to dane na temat długości snu. Aż 49 % przeznacza na niego w trakcie tygodnia maksymalnie 6 godzin na dobę. Brakujące godziny są chętnie odbierane podczas weekendów. 82% badanych pozwala sobie wtedy na dłuższy, ponad 7 godzinny sen. Mimo iż większość przedsiębiorców i pracowników w badanej grupie (74 %) przyznaje, że sen jest dla nich cenny i każdą jego godzinę starają się wykorzystać jak najlepiej okazuje się, że prawie połowa z nich, rzadko lub bardzo rzadko jest zadowolona z jakości swojego snu. W konsekwencji często czują się zmęczeni i niewyspani zaraz po przebudzeniu (44 %), a w ciągu dnia odczuwają znużenie i senność (55%). Do tego dochodzą problemy z zaśnięciem, budzenie się w środku nocy i brak komfortu podczas snu. Ogólnie, do różnych problemów (częstych lub sporadycznych) ze snem przyznaje się 74 % badanych.

Zapytaliśmy także, jakie są zdaniem ankietowanych najczęstsze przyczyny zaburzeń snu. Na pierwszym miejscu wskazywany był wysoki poziom stresu w pracy (57%). Na drugim problemy zdrowotne, a na trzecim niekomfortowe warunki spania (niewygodny materac lub łóżko). Niestety jak pokazują kolejne dane, zaburzenia snu przekładają się bezpośrednio na jakość i efektywność pracy. 58 % wskazało, że po źle przespanej nocy jest gorzej zorganizowana i ma problemy, by poradzić sobie ze wszystkim zadaniami w ciągu dnia.

Niewyspany jak Polak? Jak śpią Polacy?

Z laptopem w łóżku?

Każdemu zdarza się zostawać w pracy po godzinach czy nawet „zabierać pracę” do domu. Jak się okazuje, pracy nie zabieramy tylko do domu, ale także do własnego łóżka. Według badania „Jak śpią Polacy”, przeprowadzonego przez TNS Polska na zlecenie Dormeo, do częstej lub bardzo częstej pracy w łóżku przyznaje się co piąty ankietowany. Aż połowie, zdarza się po powrocie do domu pracować jeszcze do późnych godzin nocnych. Ma to niekorzystny wpływ na sen, ponieważ, sztuczne światła emitowane przez monitory laptopów oraz smartfonów sprawiają, że nasz umysł automatycznie przestawia się na tryb pracy, utrudniając relaks przed snem i zaśnięcie.

Kiedy sen jest luksusem…

Według badania 20% managerów, pracowników korporacji, młodych przedsiębiorców oraz przedstawicieli wolnych zawodów, przyznaje, że sen jest dla nich luksusem, na który często nie mogą sobie pozwolić. I, jak się okazuje, nie tylko dla nich… Amerykański miliarder, Donald Trump, sypia od czterech do pięciu godzin. Ciężko mu sobie wyobrazić, jak osoba, która sypia 12-14 godzin na dobę, może osiągnąć sukces w biznesie w porównaniu z osobą, która sypia trzy albo cztery. Natomiast Jack Dorsey, założyciel Twittera, pracuje dziennie od 16 do 20 godzin! I wciąż znajduje czas, aby każdego ranka wstać o 5:30 i pobiegać. Jak zatem sprawić, aby pomimo niewielkiej ilości czasu na sen, móc pracować na pełnych obrotach przez cały dzień?

Efektywność nie tylko przy realizacji planów

O efektywności w życiu zawodowym mówi się bardzo wiele. Firmy organizują specjalne szkolenia, ucząc swoich pracowników, jak mądrze zarządzać swoim czasem i zadaniami. Dostępna jest ogromna ilość aplikacji na smartfony, które w tym pomagają. Dlaczego zapominamy o tej zasadzie w życiu prywatnym? Obok zdrowego, rozsądnego odżywiania mądry sen jest podstawą poprawnego funkcjonowania w ciągu dnia. Pozwala dobrze się czuć, mieć otwarty umysł i pozytywny nastrój.
Ludzie szczególnie zabiegani, którzy spędzają w pracy większość swojego dnia, a bardzo często także wieczór, powinni rozpocząć analizę swojego środowiska snu od najważniejszego elementu, czyli materaca. Należy zwrócić uwagę na to, czy materac dopasowuje się do naszego ciała podczas snu, zapewniając idealne podparcie. Właściwości te posiada materac Dormeo z linii Air Comfort, w którym zastosowano technologię sprężyn Octaspring®. Zwróćmy także uwagę na zachowanie się powierzchni materaca – musimy mieć pewność, że powraca do swojej pierwotnej postaci, niezależnie od nacisku poszczególnych części ciała. Taki materac pozwala na o wiele szybszą regenerację, a także bardzo dobrze wpływa na jakość naszego snu – radzi Szczepan Figat, fizjoterapeuta z kliniki Fizjoperfekt, ekspert firmy Dormeo.

Pracowałeś za granicą? Sprawdź, czy należy ci się emerytura

Osoby pracujące w krajach Unii Europejskiej, Norwegii, Islandii, Liechtensteinie i Szwajcarii mogą ubiegać się o przyznanie zagranicznego świadczenia emerytalnego. Trzeba jedynie złożyć wniosek.

Kraje mają określone zasady nabywania prawa do emerytury. Jednym z warunków może być np. czas wykonywania pracy. Jeśli osoba spełnia ustalone kryteria, powinna ubiegać się o świadczenie emerytalne z danego państwa.

Jak mówi serwisowi infoWire.pl Radosław Milczarski z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS): „Kiedy chcemy uzyskać prawo do zagranicznej emerytury, składamy wniosek w ZUS lub – jeżeli mieszkamy poza Polską – analogicznej instytucji w danym kraju”. Jeśli złożyliśmy pismo w ZUS, sprawdzi on zawarte w dokumencie informacje o naszym zatrudnieniu i przekaże do określonego urzędu zagranicznego, a ten wyliczy nam świadczenie emerytalne.

Gdy wyjeżdżamy do pracy za granicę, powinniśmy sprawdzić przepisy obowiązujące w danym kraju, które określają, jakie warunki musimy spełnić, aby otrzymać prawo do np. emerytury bądź renty. Wszelkie informacje na temat nabywania świadczeń i ich koordynacji znajdziemy na stronie ZUS – www.zus.pl.

Nowi partnerzy EY Polska

0

Maja Mandela jest partnerem w Grupie Rynków Finansowych, zajmującym się głównie tematyką ubezpieczeniową. Posiada bogate doświadczenie w zakresie audytów firm z branży finansowej, transakcji na rynku ubezpieczeniowym i bankowym, doradztwie z zakresu rachunkowości, a także w doradztwie biznesowym w procesach transformacji IT. Zdobyła je w trakcie współpracy z wiodącymi polskimi i zagranicznymi zakładami ubezpieczeń, bankami i firmami z sektora asset management. Jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej, gdzie specjalizowała się w ubezpieczeniach i metodach aktuarialnych, a także biegłym rewidentem, autorką artykułów o tematyce ubezpieczeniowej oraz prelegentką na konferencjach dotyczących rynków finansowych.

Łukasz Jeśkiewicz jest partnerem w Dziale Doradztwa Podatkowego, zajmującym się tematyką fuzji i przejęć. Posiada doświadczenie w zakresie międzynarodowego prawa podatkowego, międzynarodowych standardów rachunkowości i rachunkowości zarządczej, a także w zakresie fuzji i przejęć, które zdobył doradzając w biurach EY w Warszawie i Londynie przy wykupach lewarowanych, projektach due diligence, strukturyzacjach dezinwestycji, integracji potransakcyjnej oraz doradztwie w zakresie umów nabycia aktywów. Jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz Centrum Prawa Brytyjskiego i Europejskiego, a także licencjonowanym doradcą podatkowym i członkiem ACCA. Współtworzył książkę ,,Międzynarodowe Planowanie Podatkowe”. Był autorem artykułów o tematyce podatkowej.

Jakub Kraszkiewicz jest partnerem w Zespole Zarządzania Ryzykiem Nadużyć, odpowiedzialnym za nadzór audytów dochodzeniowych i śledczych oraz projekty wdrażania narzędzi minimalizujących ryzyko nadużyć. Specjalizuje się w prowadzeniu dochodzeń i audytów śledczych, analizie procesów gospodarczych i ocenie systemów kontroli wewnętrznej. Jest absolwentem Finansów i Bankowości na Uniwersytecie Łódzkim. Studiował także na University of Tampere w Finlandii. Skończył podyplomowo Zarządzanie Ryzykiem Nadużyć na Nottingham Business School. Dyplomowany Audytor Wewnętrzny (CIA); Certyfikowany Menedżer Projektów (PMP) i Biegły ds. Wykrywania Oszustw i Nadużyć Gospodarczych (CFE). Posiada też certyfikat Certified Anti-Money Laundering Specialist (CAMS). Wspólnie z Akademią Leona Koźmińskiego w Warszawie opracował program studiów „Compliance – teoria i praktyka”. Jest wykładowcą z zakresu compliance w Szkole Głównej Handlowej oraz na Uniwersytecie Viadrina we Frankfurcie.

Zbigniew Liptak jest partnerem w Dziale Doradztwa Podatkowego, specjalizującym się w doradztwie regulacyjnym oraz w opodatkowaniu obrotu towarowego (VAT, akcyza, opłaty środowiskowe i celne). Jest liderem zespołu Center for Tax Policy. Pracuje dla klientów z przemysłu ciężkiego oraz FMCG. Występował jako pełnomocnik w postępowaniach podatkowych i celnych m.in. przed Naczelnym Sądem Administracyjnym i Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości. Studiował na Wydziale Ekonomii Akademii Ekonomicznej w Krakowie; na Wydziale Ekonomii Wyższej Szkoły Technicznej w Bielefeld w Niemczech oraz w Szkole Biznesu Uniwersytetu Sztokholmskiego w Szwecji. Jest licencjonowanym doradcą podatkowym. W 2008 roku został nagrodzony Złotym Paragrafem „Gazety Prawnej” w kategorii „Najlepszy doradca podatkowy”. Jest współautorem czterech komentarzy do przepisów VAT i akcyzowych, a także autorem kilkuset artykułów podatkowych w pismach branżowych i prasie ekonomicznej.

 

Jazda na podwójnym gazie – 90% informacji docierających do kierowcy to informacje wzrokowe

Każda ilość spożytego alkoholu wpływa na funkcjonowanie organizmu człowieka. Prowadzenie pojazdu wymaga przede wszystkim świetnej koordynacji wzrokowo – ruchowej, ponieważ 90% informacji docierających do kierowcy to informacje wzrokowe. Te alkohol zaburza najszybciej. Picie alkoholu przez kierowcę uniemożliwia bezpieczną jazdę samochodem.

W zależności od stężenia alkoholu, reakcja organizmu na bodźce zewnętrzne zostaje zaburzona. Przy stężeniu alkoholu we krwi w ilości:

  • 0,3 – 0,5 promila następuje upośledzenie reakcji wzrokowo-ruchowej,
  • 0,5 – 0,7 promila następuje obniżenie samokontroli (błędna ocena własnych możliwości)
  • 0,7 – 2,0 promila ma miejsce zaburzenie równowagi
  • 2,0 – 3,0 promila następuje zaburzenie mowy i wzmaga się senność
  • 3,0 – 4,0 promila spada ciśnienie krwi, rozpoczyna się zanik naturalnych odruchów
  • powyżej 4,0 promili może dojść do śpiączki a nawet śmierci

Kraje członkowskie Unii Europejskiej dostosowują kodyfikacje do możliwości współczesnej technologii. Nie muszą już być odbierane uprawnienia za jazdę pod wpływem, by wyeliminować pijaństwo za kółkiem.

– „Osoba wsiadająca do pojazdu poddaje się próbie na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu. Jeżeli urządzenie wykaże przekroczenie dozwolonej wartości wówczas nie będzie można uruchomić pojazdu. W Europie prym wiodą państwa skandynawskie. Urządzenia te są już bardzo szeroko stosowane. Niektóre kraje z zastosowaniem alkolocków poszły o krok dalej. W Szwecji wszystkie samochody wyprodukowane po 2014 roku muszą być wyposażone w blokady antyalkoholowe.” – mówi Bartłomiej Czernecki, dyrektor zarządzający Noidss Sp. z o.o.

Noidss stworzył system blokady alkoholowej - alkolock
Noidss stworzył system blokady alkoholowej – alkolock, czyli tester z ustnikiem, który zintegrowany jest z modułem sterującym urządzenia. Po analizie stężenia alkoholu w wydychanym powietrzu pozwala on lub uniemożliwia uruchomienie auta. W przypadku stwierdzenia przekroczenia dopuszczalnej w danym kraju normy alkoholu we krwi zapala się czerwone światło Led  i słyszalny jest potrójny sygnał dźwiękowy. Źródło: Noidss Sp. Z o.o. www.noidss.com

To było el dorado Europy – benefity po grecku

Grecka sielanka trwała długo, jednak obecnie Grecy muszą zacisnąć pasa. Nad byłą Helladą nieubłaganie wisi groźba bankructwa.. Od poniedziałku (29 czerwca 2015 roku) na tydzień zamknięto banki, wprowadzono też dzienny limit wypłat z bankomatów w wysokości 60 EUR, który nie dotyczy obcokrajowców, posiadających środki na zagranicznych kontach bankowych.

Między innymi brak reform oraz niezwykle niska skuteczność ściągania podatków doprowadziły do kryzysu. Trzeba przyznać, że Grecy to wyjątkowo oryginalny naród. „Niedokończone”, ale zamieszkałe domy, za które nie odprowadzają podatków to tylko kropla w morzu oszustw. Na 39-tysięcznej wyspie Zakinthos 700 osób pobierało zasiłek dla niewidomych. Nieco mniej nieuczciwych obywateli było na Kalymnos, gdzie okazało się, że na 152 osoby które otrzymywały zasiłek, aż 100 niewidomych nagle zostało „cudownie uzdrowionych” po przeprowadzeniu kontroli. W 2013 roku pod lupę wzięto również przedsiębiorstwa. Kontrola skarbowa, która odbyła się w 1 465 firmach wykazała nieprawidłowości w 731 z nich.

Pomysłowości nie można odmówić Grekom przede wszystkim w kwestii wynagrodzeń i benefitów. Tamtejszy rząd notorycznie przekraczał limity wydatków, a ich ogromna część była przeznaczona na transfery socjalne i wynagrodzenia w sektorze publicznym. Pracownicy otrzymywali trzynastą pensję na Boże Narodzenie a czternastą na Wielkanoc. Grecką fantazję dobrze ilustrują uzyskiwane przez Greków benefity. Premie mogły tam stanowić od 5 do 1 300 EUR miesięcznie. Leśnicy otrzymywali premię za pracę na zewnątrz, niektórzy urzędnicy dostawali dodatki za pracę przy komputerze, nie mówiąc już o wysokich gratyfikacjach za znajomość języków obcych. Tygodnik Ateński opublikował listę najciekawszych benefitów. Urzędnicy państwowi za doręczenie kopert do rąk własnych mogli otrzymać nawet 290 EUR miesięcznie. W jednym z przedsiębiorstw sfery budżetowej oferowano dodatek za mycie rąk (420 EUR miesięcznie). Pracownicy innej państwowej firmy otrzymywali 600 EUR miesięcznie za niespóźnianie się do pracy. Aby zachęcić do korzystania z darmowej stołówki pracowniczej, osobom które zdecydowały się na obiady w pracy dopłacano 120 EUR miesięcznie do pensji. Pracownikom administracyjnym płacono również 870 EUR miesięcznie za wysyłanie faksów, a wymiaru sprawiedliwości 595 EUR miesięcznie za skuteczne prowadzenie spraw. Na atrakcyjne premie mogli liczyć również kierowcy. Za rozgrzanie silnika samochodu dostawali 69 EUR miesięcznie, za punktualne przyjazdy na miejsce mogli otrzymać 310 EUR miesięcznie, a za przejmowanie i zdawanie samochodów 450 EUR miesięcznie. W wielu przypadkach dodatki stanowiły 50% wartości pensji.

Również greckie prawo pracy było przyjazne dla pracowników. Część Greków mogła przejść na emeryturę po ukończeniu 53 roku życia, a osoby utrzymujące się z turystyki pracowały przez 4-5 miesięcy w roku. W pozostałych miesiącach otrzymywały zasiłek, który pozwalał na dostatnie życie.

Greccy pracownicy otrzymywali też szereg dodatków ustawowych:

  • Za wysługę lat, np. dla urzędników, którzy po przepracowaniu 3 lat otrzymywali 10% dodatku do wynagrodzenia.
  • Rodzinny dla małżeństw – każdy z małżonków uzyskiwał 10% do podstawy wynagrodzenia i 5-procenowy dodatek na każde dziecko.
  • Za znajomość języka obcego, w wysokości 10%, nawet jeśli nie była ona udokumentowana.
  • Za uciążliwe warunki pracy ,w wysokości 15% podstawy wynagrodzenia. W tej grupie znalazły się między innymi sprzątaczki.
  • Naukowy, przysługujący za każdy tok nauki po szkole średniej, w wysokości 5% wynagrodzenia.
  • Komputerowy, w wysokości 15% wynagrodzenia podstawowego, dla pracowników, którzy cały dzień pracują przy komputerze.
  • Świąteczny. Z okazji Bożego Narodzenia dodatek w wysokości miesięcznej pensji, na Wielkanoc ½ wysokości wynagrodzenia.
  • Urlopowy, dla pracowników, którzy u jednego pracodawcy przepracowali przynajmniej 10 miesięcy – w wysokości połowy miesięcznego wynagrodzenia.

Ewelina Jurczak
Sedlak & Sedlak
 Ogólnopolskie Badania Wynagrodzeń

Wielton SA wypłaci dywidendę za rok 2014 w wysokości 14 490 OOO zł

0

Zarząd Wielton SA poinformował, że w dniu 29 czerwca 2015 r. Zwyczajne Walne Zgromadzenie Spółki podjęło decyzję o wypłacie dywidendy z zysku netto spółki Wielton, który w roku obrotowym 2014 wyniósł 30 356 894,36 zł. Na wypłatę dywidendy przeznaczona została kwota 14 490 OOO zł, tj. 0,24 zł na akcję. Pozostały zysk netto w wysokości 15 866 894,36 zł przeznaczono na kapitał zapasowy. Dzień dywidendy ustalono na 31 lipca 2015 roku. Dywidenda zostanie wypłacona w dwóch transzach. Pierwsza transza w wysokości 6 037 500 zł, tj. 1 O groszy na akcję, trafi do akcjonariuszy 21 sierpnia 2015 roku. Druga transza – 8 452 500 zł, tj. 14 groszy na akcję – zostanie wypłacona 10 grudnia 2015 roku.

WIELTON STAWIA NA INNOWACYJNOŚĆ I ROZWÓJ ZAGRANICZNY

29 czerwca 2015 roku Zwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Wielton SA powołało do Rady Nadzorczej Waldemara Frąckowiaka oraz Tadeusza Uhla. Nowi członkowie Rady Nadzorczej będą wspierać Zarząd w rozwoju innowacyjności oraz ekspansji zagranicznej.

W skład 8-osobowej Rady Nadzorczej spółki Wielton wchodzą ponadto: Przewodniczący Rady Nadzorczej Paweł Szataniak, Wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej Ryszard Prozner, Sekretarz Rady Nadzorczej Krzysztof Półgrabia, Członkowie Rady Nadzorczej Mariusz Szataniak, Krzysztof Tylkowski, Członek Niezależny Piotr Kamiński. Ze składu Rady Nadzorczej został odwołany Andrzej Podsiadło.

Tadeusz Uhl – profesor zwyczajny Akademii Górniczo-Hutniczej, założyciel i Prezes spółki EC Grupa – grupy 14 firm z obszaru R&D, w Radzie Nadzorczej Wieltonu będzie doradzał w obszarze dalszego rozwoju innowacyjności. Prof. Tadeusz Uhl jest kierownikiem Katedry Robotyki i Mechatroniki Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Ma na swoim koncie ponad 600 publikacji naukowych oraz kilkadziesiąt patentów krajowych i międzynarodowych. Członek Amerykańskiego Stowarzyszenia Inżynierów Mechaników, Towarzystwa Mechaniki Eksperymentalnej (SEM) oraz przewodniczący Polskiego Towarzystwa Diagnostyki Technicznej.

Prof. dr hab. Waldemar Frąckowiak, ekspert w obszarze fuzji, przejęć oraz międzynarodowych projektów inwestycyjnych, będzie wspierał rozwój grupy Wielton na rynkach zagranicznych. Waldemar Frąckowiak, profesor zwyczajny Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, jest pomysłodawcą, założycielem i kierownikiem Katedry Inwestycji i Rynków Kapitałowych na tej uczelni. Waldemar Frąckowiak jest również założycielem i partnerem zarządzającym spółki Grant Thornton. W minionych latach pełnił funkcję prezesa oraz członka zarządu bez uprawnień wykonawczych w takich spółkach, jak KGHM Polska Miedź SA, BZ WBK Bank SA oraz Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie. Autor ponad 300 publikacji naukowych i prasowych. Alumn Harvard Business School, członek European Capital Market Institute w Madrycie, Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego oraz Kapituły Fundacji Rozwoju Rachunkowości przy GPW w Warszawie SA.

Polska gospodarka znów rośnie

Dobre dane z Polski zawsze cieszą. Rosnące indeksy PMI często wyprzedzają dobre informacje z gospodarki. Grecy zgodnie z zapowiedziami nie spłacili kolejnej raty zadłużenia, natomiast wystąpili o wydłużenie terminu spłat. W Chinach powstała przeciwwaga dla MFW.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Dobre wiadomości z polskiej gospodarki. Indeks PMI dla przemysłu wzrósł do 54,3 pkt, to ponad 2 pkt powyżej oczekiwań. Świadczy to o tym, że pomimo zawirowań na rynkach menażerowie są spokojni i optymistycznie patrzą w przyszłość. Wzrosty tego indeksu często wyprzedzają wzrosty PKB. W nocy poznaliśmy odczyty z Azji. Japoński odpowiednik PMI – Tankan – wzrósł o 3 pkt, z kolei chiński PMI wbrew oczekiwaniom pozostał bez zmian, rynki oczekiwały wzrostu o 0,3 pkt.

Po wczorajszym niezapłaceniu kwoty 1,55 mld euro Grecja objęła mało zaszczytny tytuł jedynego kraju rozwiniętego, który zalega z płatnościami wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Grecja co prawda poprosiła o wydłużenie terminu spłaty, jednakże Rada Wykonawcza MFW jeszcze nie zdążyła się zebrać by rozpatrzyć wniosek. Pozytywna decyzja jest niewykluczona, gdyż suma rat w lipcu jest relatywnie niska i wynosi “zaledwie” 0,3 mld euro. Nie wykluczone zatem, że jeszcze ten miesiąc będziemy obserwować zmagania Greków. Obecnie Ateny dołączyły do mało prestiżowej grupy niewypłacalnych państw, będąc tam w towarzystwie Zimbabwe, Sudanu i Somalii.

W Chinach powstał AIIB (Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych). Założycielami Banku jest 57 państw, z czego 50 już podpisało się pod aktem założycielskim. W Polsce procedura się wydłużyła i prawdopodobnie w ciągu 1-2 miesięcy przyłączymy się do tej inicjatywy. Polska, o ile dojdzie do podpisu i ratyfikacji umowy, co w roku wyborczym nigdy nie jest 100% pewne obejmie około 0,85% udziałów w nowej organizacji. Co ciekawe do inicjatywy przystąpiło również wiele państw zachodnich. Brakuje tylko USA i Japonii, które boją się przeciwwagi, jaką może być ta instytucja dla MFW.

Kolejna agencja ratingowa obniża ocenę wiarygodności kredytowej Grecji. Tym razem Fitch obniżył z CCC do CC. Złośliwi mogliby zauważyć, że teraz to już mleko się rozlało i jest to ruch po fakcie. Z drugiej strony oceny zaczynające się od C nie mówią o papierach inwestycyjnych a spekulacyjnych, w przypadku których mówi się nie o ryzyku opóźnień, ale o realnej niewypłacalności. W dalszym ciągu nie można powiedzieć, że Ateny na pewno bankrutują, gdyż istnieje coś takiego jak wola polityczna i niewykluczone, że ktoś w końcu znajdzie porozumienie na podstawie, którego ktoś za te długi zapłaci.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane makroekonomiczne:

  • 10:30 – Wielka Brytania – indeks PMI dla przemysłu,
  • 14:15 – USA – Raport ADP o zatrudnieniu,
  • 15:45 – USA – Indeks PMI dla przemysłu.

EUR/PLNKomentarz walutowy 01.07.2015 Maciej Przygórzewski - główny analityk walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 01.04.2015 do 01.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2000, a po jego przebiciu górne ograniczenie kanału na 4,2500. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 4,1650.

CHF/PLNKomentarz walutowy 01.07.2015 Maciej Przygórzewski - główny analityk walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 01.04.2015 do 01.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy. Dotychczas okolice 4zł były skutecznym oporem dla dalszych wzrostów kursów, jednakże problemy Grecji spowodowały, że poziom ten został wyraźnie przekroczony. Oporem dla dalszych wzrostów jest górne ograniczenie kanału przebiegające w okolicach 4,1000. Poziom ten spędza sen z powiek kredytobiorcom frankowym. Wsparciem jest dolne ograniczenie formacji na znacznie sympatyczniej wyglądającym poziomie 3,9800.

USD/PLNKomentarz walutowy 01.07.2015 Maciej Przygórzewski - główny analityk walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 01.04.2015 do 01.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie majowe maksimum na poziomie 3,8200. W przypadku ruchu w dół wsparciem będzie najpierw linia łącząca minima ostatnich tygodni w okolicach 3,6800 a następnie minima ostatnich tygodni na 3,6500.

GBP/PLNKomentarz walutowy 01.07.2015 Maciej Przygórzewski - główny analityk walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 01.04.2015 do 01.07.2015

Kurs GBP/PLN znajduje się w szerokim kanale wzrostowym. Wewnątrz tej formacji utworzył się krótkoterminiowy bardziej stromy trend wzrostowy z którego doszło do wybicia górą. Paliwem dla tego ruchu były wydarzenia polityczne i można mieć nadzieję, że w razie uspokojenia nastrojów kurs powróci przynajmniej do wspomnianej formacji. W przypadku ruchu w dół wsparciem jest dolne ograniczenie formacji wzrostowej na 5,8650. Dla ruchu w górę oporem jest wczorajsze maksimum na 5,9400 a następnie psychologiczna bariera 6,0000.

Maciej Przygórzewski – główny analityk walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Kryzys w Grecji nie wpłynął na optymizm dyrektorów finansowych w Polsce

Zdaniem dyrektorów finansowych (CFO) polska gospodarka weszła w fazę stabilnego rozwoju. Aż 58 proc. z nich uważa, że perspektywy finansowe ich przedsiębiorstw w najbliższych miesiącach będą „lepsze” lub „znacznie lepsze”. Na wzrost pozytywnych nastrojów menedżerów odpowiedzialnych za finanse, którzy wykazują coraz większy apetyt na ryzyko i myślą o nowych inwestycjach, na razie kryzys grecki nie wpływa. Mają oni za to duże oczekiwania wobec polskiego rządu, który powstanie po październikowych wyborach.

Najważniejszymi priorytetami są według CFO znaczące zmiany przepisów podatkowych i usprawnienie administracji podległej Ministerstwu Finansów. To najważniejsze wnioski z ósmej edycji badania „Deloitte CFO Survey 2015 H1”, przeprowadzonego wśród dyrektorów finansowych w Polsce.

Poprzednie edycje badania pokazały, że dyrektorzy finansowi wiarygodnie przewidują rozwój polskiej gospodarki. Ich zdaniem gospodarka weszła obecnie w fazę rozwoju. Stąd 51 proc. z nich prognozuje wzrost PKB na poziomie powyżej 2,6 proc., z czego zdaniem 15 proc. ankietowanych wzrost ten sięgnie ponad 3,5 proc. Z kolei 61 proc. badanych spodziewa się spadku bezrobocia, a 81 proc. dyrektorów finansowych prognozuje wzrost cen na poziomie poniżej 2 proc., co oznacza, że oczekiwania inflacyjne są najniższe od trzech lat.

CFO wiarygodnie przewidują rzeczywistość gospodarczą polskiej gospodarki. Ich historyczna prognoza wzrostu PKB Polski na poziomie ok. 1,5% PKB w roku 2013 sprawdziła się. Na rok 2014 przewidywali wzrost PKB na poziomie około 3%.

Prognozy dyrektorów finansowych uwzględniają ich ocenę kryzysu greckiego – badanie realizowane było na przełomie maja i czerwca 2015 roku. Na tym tle pojawiają się różnice oceny poziomu niepewności gospodarczej. O ile 63% dyrektorów uważa, że jest ona niska lub przeciętna to aż 37% uważa, że jest wysoka lub bardzo wysoka.

Wskaźnik optymizmu netto (rozumiany jako odsetek osób wskazujących, że perspektywy finansowe ich firm są lepsze w porównaniu z sytuacją sprzed 6 m-cy, pomniejszony o odsetek wskazujących na pogorszenie sytuacji) odrobił straty i powrócił do poziomu +40 (pół roku temu było to +20).

Jednak 18 proc. CFO ocenia perspektywy finansowe swoich firm bardziej pesymistycznie w porównaniu do sytuacji sprzed sześciu miesięcy. Polaryzacji uległa również ocena stabilności gospodarczej: 63 proc. CFO uważa, że poziom niepewności ekonomicznej jest niski (13 proc.) lub przeciętny (50 proc.). Jednocześnie co dziesiąty badany uważa, że jest on bardzo wysoki. „Już samo zróżnicowanie odpowiedzi może wskazywać na wzrost niepewności. Bardziej niż ze zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi w Polsce wiązałbym to zjawisko z zagrożeniem ze strony kryzysu w Grecji” – mówi Krzysztof Pniewski, Partner w Dziale Konsultingu Deloitte, Lider Programu CFO w Polsce. „Jednocześnie napięta sytuacja w strefie Euro nie wpływa na razie na optymistyczne nastroje polskich CFO, których pytaliśmy o zdanie w maju i czerwcu br. Należy jednak pamiętać, że sytuacja jest bardzo dynamiczna, a skutki najczarniejszego scenariusza mogą być dotkliwe dla całej Unii Europejskiej” – dodaje ekspert. Jak pokazało badanie, 58 proc. dyrektorów finansowych przewiduje utrzymanie obecnego kursu EUR/PLN (przedział 4,00 – 4,19 zł). Na prognozy te może jednak wpłynąć rozstrzygnięcie kwestii pozostania lub wyjścia Grecji ze strefy Euro.

Priorytety i ryzyka CFO

Podobnie jak w ostatnich edycjach, również i w tym badaniu, CFO jako biznesowy priorytet wskazują wzrost przychodów na aktualnych rynkach (67 proc.). Warto zauważyć, że rośnie znaczenie inwestycji, które są priorytetem dla 61 proc. badanych (pół roku wcześniej 44 proc.). Trend ten idący w parze z apetytem na ryzyko, zadeklarowany przez 58 proc. respondentów (w poprzedniej edycji badania 47 proc.), wyraźnie wskazuje na poprawę koniunktury w Polsce. Jednocześnie nie przekłada się to na razie na dynamikę zmian na rynku fuzji i przejęć. Niespełna połowa badanych dyrektorów finansowych prognozuje jedynie nieznaczny wzrost poziomu transakcji M&A w Polsce. Charakter prognozy pozostaje stabilny od dłuższego czasu i oznacza, że rynek M&A będzie się w Polsce rozwijał powoli.

Podobnie do poprzedniej edycji badania najważniejszym ryzykiem pozostaje presja cenowa. Obecnie wskazuje na nią 26 proc. respondentów. Istotnym ryzykiem z punktu widzenia menedżerów odpowiedzialnych za finanse pozostaje także obawa o spadek popytu (wskazało na nią również 26 proc. badanych CFO). Duże wzrosty zanotowały dwie inne kategorie ryzyka (po 15 proc. wskazań): problemy z płynnością oraz zmienne prawo podatkowe i gospodarcze.

W tej edycji badania dyrektorzy finansowi byli pytani także o dyrektywę 2014/95/UE, która rozszerza sprawozdawczość firm o obowiązek ujawnienia danych pozafinansowych oraz informacji dot. różnorodności. Od 2017 r. obowiązek ten będzie dotyczył m.in. spółek giełdowych, banków oraz funduszy inwestycyjnych, które zatrudniają ponad 500 osób i mają sumę bilansową powyżej 20 mln EUR lub obroty netto powyżej 40 mln EUR. Jak się okazuje sama świadomość zmian nie jest powszechna, gdyż ponad 45 proc. dyrektorów finansowych nie zna nowych wymogów. Jedynie niespełna 15 proc. firm jest w trakcie wdrażania wymagań, które niesie za sobą nowa dyrektywa. – „Mały poziom świadomości firm co do nowych wymagań niepokoi. Polskie firmy powinny wykorzystać dyrektywę jako szansę na usprawnienie i transformację biznesu, a nie przymus. Raportowanie pozafinansowe może przynieść firmom wiele korzyści, m.in. większe zaufanie ze strony inwestorów, lepsze zrozumienie modelu biznesowego, strategii i ryzyk oraz identyfikację nowych szans biznesowych.” – podkreśla Irena Pichola, Partner, Lider zespołu Sustainability Consulting Central Europe Deloitte.

Finansowanie

Rynek finansowania kredytem jest oceniany najlepiej od kilku lat. Kredyt jako źródło finansowania jest atrakcyjny dla aż 64 proc. badanych CFO, co stanowi istotny wzrost w porównaniu do poprzedniej edycji badania, kiedy to 45 proc. osób było tego zdania.

Kredyty są łatwo dostępne dla 37 proc. CFO, a pozostają trudno dostępne dla niewielkiej liczby podmiotów (jedynie 5 proc.). W ostatnich kwartałach stale poprawia się dostępność zewnętrznego finansowania dla przedsiębiorstw. Liczba CFO przewidujących wzrost poziomu zadłużenia jest dwukrotnie większa niż tych, którzy spodziewają się obniżenia tego poziomu. Maleje liczba CFO spodziewających się kolejnych obniżek kosztów finansowania (18 proc.), a więcej niż połowa CFO (53 proc.) przewiduje stabilizację kosztów finansowania na aktualnym poziomie. „Może to wskazywać, że respondenci nie spodziewają się już dalszej obniżki stóp procentowych. Należy przy tym zwrócić uwagę, że z kolei emisje akcji nadal nie stanową atrakcyjnego źródła finansowania i są stosowane dosyć rzadko. Wybrało je jedynie 16 proc. respondentów” – mówi Krzysztof Pniewski.

Rynek pracy

Z punktu widzenia dyrektorów finansowych sytuacja na rynku pracy staje się coraz bardziej skomplikowana. Rośnie bowiem liczba firm odczuwających trudności ze znalezieniem właściwych pracowników (z 26 proc. rok temu do 39 proc. obecnie). Wśród poszukiwanych finansistów największy deficyt odczuwany jest niezmiennie na poziomie specjalistów średniego szczebla (na braki w tym obszarze kompetencyjnym wskazuje 41 proc. CFO). Jednocześnie pogłębia się niedostępność pracowników na stanowiskach niższego szczebla (w drugim półroczu 2014 roku 23 proc. CFO widziało trudność w rekrutacji w tym obszarze, a w pierwszym półroczu bieżącego roku 29 proc.) oraz absolwentów (analogicznie wzrost z 8 do 19 proc.).

Perspektywa długoterminowa

3-letnie perspektywy dla sytuacji finansowej polskich przedsiębiorstw są nadal bardzo dobre, choć należy zaznaczyć, że nastroje odnoszące się do dalszej poprawy lekko się obniżają. Liczba CFO, którzy uważają, że możliwość obsługi zadłużenia ich przedsiębiorstw poprawi się, spadła w ciągu pół roku z 57 proc. do 48 proc.

Dyrektorzy finansowi wskazują, że nowy rząd po wyborach powinien w pierwszej kolejności przystąpić do usprawnienia regulacji oraz działania administracji w obszarach kompetencji Ministerstwa Finansów (podatki VAT, CIT, Ordynacja), Ministerstwa Gospodarki, Ministerstwa Pracy (ubezpieczenia społeczne, kodeks pracy) i Ministerstwa Sprawiedliwości (postępowania sądowe).

Ostatnia edycja badania obejmowała także pytania dotyczące najważniejszych priorytetów i najważniejszych kierunków, na których powinien skoncentrować się nowoskonstruowany rząd po jesiennych wyborach parlamentarnych. Każdy z badanych mógł wskazać trzy najważniejsze z jego punktu widzenia obszary. „Z racji charakteru pracy CFO, naturalnie w przedmiocie ich zainteresowań pozostają głównie finanse oraz gospodarka. Ponad połowa badanych uważa, że rząd w roku 2016 powinien skoncentrować się na wprowadzeniu znaczących zmian przepisów i usprawnieniu działania administracji będących w zakresie kompetencji Ministerstwa Finansów. Prawie połowa wskazała również na potrzebę zmian w przepisach w zakresie kompetencji Ministerstwa Gospodarki. Najważniejsze obszary, które powinny ulec zmianom to VAT, CIT oraz ordynacja podatkowa. Polscy dyrektorzy finansowi wskazywali także m.in. na zagadnienia związane z Kodeksem Pracy czy ubezpieczeniami społecznymi” – mówi Krzysztof Pniewski.

Informacje o badaniu:

„Deloitte CFO Survey” to przeprowadzane cyklicznie przez Deloitte badanie opinii dyrektorów finansowych (CFO).  W Polsce badanie przeprowadzane jest dwa razy do roku. Najnowsza (VIII) edycja badania „Deloitte CFO Survey” zrealizowana została na przełomie maja i czerwca 2015 roku przy udziale ponad 60 CFO z Polski. Prognozy CFO dotyczą sytuacji makroekonomicznej oraz priorytetów i wyzwań firm w perspektywie najbliższego roku oraz trzech lat.

CI Games intensywnie inwestuje w nowe gry komputerowe. Na dywidendę inwestorzy muszą poczekać

CEO Magazyn Polska

CI Games jest na etapie dużych inwestycji, co wiąże się ze sporymi wydatkami i wyklucza wypłatę dywidendy. W efekcie mają powstać jednak nowe gry komputerowe, a te cieszą się rosnąca popularnością na międzynarodowych rynkach.

Spółka podkreśla, że cały czas inwestuje w swoje studia. Rekrutuje pracowników, a wraz z rozwojem zespołu rosną koszty działalności. Zwiększają się też wydatki związane z odbiorem prac zleconych firmom zewnętrznym, bo te są właśnie realizowane i trzeba za nie płacić.

– „Sniper Ghost Warrior 3”, tak jak to było w przypadku gry „Lords of the Fallen”, w dużej mierze powstaje w firmach outsourcingowych, głównie są to firmy w Azji, które budują dla nas ten wirtualny świat mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marek Tymiński, prezes CI Games. – W związku z tym koszty outsourcingowe są odpowiednio wysokie. Dzięki temu jesteśmy jednak w stanie efektywnie tworzyć te gry i jeśli gdzieś brakuje nam zasobów wewnątrz organizacji, to wtedy w bardzo sprawny sposób jesteśmy w stanie posiłkować się właśnie poprzez tych partnerów, których mamy już sprawdzonych po grze „Lords of the Fallen”.

W pierwszym kwartale przychody CI Games nie przekroczyły 4 mln zł i były o ponad 2,5 mln niższe niż rok wcześniej. Zysk netto spółki wyniósł 34 tys. zł przy niemal 1,5 mln zł strat w pierwszych miesiącach 2014 roku. W całym ubiegłym roku spółka miała 2 mln zł zysku. Jak jednak podkreśla Marek Tymiński, pieniądze na inwestycje są zabezpieczone. Na koniec I roku CI Games nie miało żadnego zadłużenia, środki finansowe na koncie spółki miały wartość blisko 16 mln zł, wysoki był też stan zobowiązań wobec spółki.

– Najwięcej pieniędzy spółka wydaje na produkcję, w tym momencie na „Sniper Ghost Warrior 3”. Natomiast mamy zapewnione finansowanie, bo spółka z jednej strony ma własne środki finansowe, pozyskane poprzez sprzedaż poprzednich produktów, a z drugiej strony zagwarantowała sobie umowę kredytową z Bankiem PKO BP. Dzięki temu mamy w tym momencie 15 mln zł, które gdybyśmy potrzebowali, czekają gotowe, bank udziela nam kredytu.

Z tego też powodu spółka nie zamierza na razie dzielić się zyskiem z akcjonariuszami, a ewentualne zmiany w polityce dywidendowej nastąpią dopiero po 2016 roku.

– W tym momencie za 2015 rok absolutnie nie przewidujemy wypłaty dywidendy i dzielenia się tym zyskiem z akcjonariuszami, dlatego że jesteśmy na etapie inwestycji i 2016 rok będzie dla nas okresem wyjątkowo istotnym, szczególnym zapowiada prezes Marek Tymiński, z CI Games. – Kiedy właśnie będziemy mieli tę największą premierę w historii spółki. Dopiero po tej premierze będę mógł coś więcej powiedzieć, w bardziej szczegółowy sposób nakreślić, jak może wyglądać przyszłość firmy.

Dla producenta gier komputerowych bardzo dobrą informacją jest dynamiczny rozwój handlu elektronicznego. Tego typu produkty sprzedają się bowiem w ten sposób coraz lepiej.

– W tym roku w Stanach Zjednoczonych kilka dużych tytułów podczas premiery miało około 40 proc. sprzedaży cyfrowej, 60 proc. sprzedaży pudełkowej – zwraca uwagę prezes CI Games. – Kanał cyfrowy bardzo się rozwija i jest to dobra wiadomość nie tylko dla nas, jako producenta i wydawcy gier wideo, lecz także dla innych producentów, bo marże osiągane w sprzedaży cyfrowej są przeważnie znacznie wyższe niż te osiągane w tradycyjnych kanałach sprzedaży.

Zatrudniasz nieletnich? Pamiętaj o ich prawach

W wakacje sporo dzieci szuka pracy, aby zdobyć pierwsze doświadczenie zawodowe i zarobić pieniądze, np. na kolonie. Pracodawcy chętnie przyjmują młodocianych pracowników, ponieważ pozwalają oni uzupełnić luki związane z wyjazdami na urlopy stałej kadry, a są tani. Czy wszyscy wiedzą jednak, na jakich zasadach można zatrudniać dzieci?

Według prawa pracy osoba młodociana (czyli mająca od 16 do 18 lat) może zostać zatrudniona jedynie w celu przygotowania zawodowego oraz – jeśli jest on inny – do prac lekkich. Musi mieć ponadto ukończone gimnazjum i przedstawić zaświadczenie lekarskie stwierdzające, że wykonywane obowiązki nie będą zagrażały jej zdrowiu.

Dzieci poniżej 16. roku życia w zasadzie zatrudniać nie wolno. Wyjątkowo mogą to robić podmioty prowadzące działalność kulturalną, artystyczną, sportową lub reklamową. Konieczne jest jednak uzyskanie zgody opiekuna dziecka oraz zezwolenia z inspekcji pracy.

„Osoby młodociane mają specjalne prawa w pracy” – przypomina w wywiadzie dla serwisu infoWire.pl Alicja Biernat z Kancelarii Adwokackiej EIR Legal Alicja Biernat. Przede wszystkim niepełnoletni nie mogą pracować dłużej niż 6 godz. na dobę. „Dodatkowo pracowników młodocianych nie można zatrudniać w nadgodzinach i porze nocnej. Mają oni również dłuższy odpoczynek dobowy (14 godz.) i dłuższy odpoczynek tygodniowy (48 godz.)” – informuje prawniczka.

Pracownicy młodociani podlegają badaniom wstępnym, okresowym oraz kontrolnym. Pracodawca ma obowiązek prowadzenia ewidencji tych osób.

Zmiany w Zarządzie ING Lease Polska

Oscar Swan został powołany przez Radę Nadzorczą ING Lease Polska na stanowisko Wiceprezesa Zarządu. Od 1 lipca 2015 roku będzie on odpowiedzialny za obszar ryzyka w spółce.

Oscar Swan pracował w ING Bank NV/Oddział w Warszawie, a następnie w ING Banku Śląskim w latach 1995 – 2002. Po kilkuletniej przerwie, podczas której pełnił funkcję dyrektora odpowiedzialnego za zarządzanie ryzykiem rynków finansowych w BZ WBK, powrócił do ING Banku Śląskiego i w 2004 roku objął funkcję dyrektora odpowiadającego za Zarządzanie Ryzykiem Rynkowym. W 2007 roku został powołany na stanowisko Wiceprezesa Zarządu ING Banku Śląskiego odpowiedzialnego za Pion Zarządzania Ryzykiem Kredytowym i Zarządzania Ryzykiem Rynkowym.

Tomasz Grzybowski, Wiceprezes Zarządu odpowiedzialny za obszar ryzyka w ING Lease Polska, został Dyrektorem Departamentu Ryzyka Kredytowego Centrali ING Banku Śląskiego. Na tym stanowisku będzie odpowiedzialny za obszar klientów strategicznych oraz finansowanie specjalistyczne klientów korporacyjnych.

W strukturze organizacyjnej spółki ING Lease Polska przestanie istnieć stanowisko Wiceprezesa Zarządu odpowiedzialnego za finanse i operacje. W związku z tym, Bogdan Przepiórka, dotychczasowy Wiceprezes Zarządu odpowiedzialny za finanse i administrację, będzie kontynuował karierę poza Grupą ING. Bogdan Przepiórka przez ponad 16 lat pracy w ING Lease koordynował kluczowe projekty biznesowe. Rada Nadzorcza wyraziła podziękowania za jego wieloletnie zaangażowanie, które przyczyniły się do rozwoju spółki i osiągnięcia jej obecnej pozycji.

 

Od 1 lipca łatwiej wybudujesz dom

Krajowa Izba Gospodarcza rekomenduje zmiany w sektorze pożyczek pozabankowych

Popołudniowy komentarz walutowy z 30.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 30.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Czy Grecja szykuje się do Grexitu?

Rząd grecki rzekomo powołał zespół, którego celem jest opracowanie sposobu powrotu do drachmy. Zaplecze polityczne Aleksisa Ciprasa zdementowało te doniesienia, ale nie ulega żadnym wątpliwościom, że scenariusz wyjścia Grecji ze strefy euro jest bardzo realny.

Sytuacja w Grecji jest nieciekawa. Banki w tym kraju będą zamknięte do 6 lipca. Nie działa też giełda w Atenach. Z bankomatów można wyciągnąć maksymalnie 60 euro dziennie na osobę. Jeżeli Grecy nie wpłacą dzisiaj do MFW 1,55 mld euro to kraj ten stanie się faktycznym bankrutem.

Chociaż oficjalne negocjacje pomiędzy rządem w Atenach i Komisją Europejską zostały przerwane, rozmowy wciąż się toczą. Jean-Claude Juncker, szef Komisji Europejskiej, podjął próbę przekonania Grecji do porozumienia z kredytodawcami. Jednak bez porozumienia w sprawie reform kraj ten nie otrzyma pieniędzy. Źródła unijne informują, że Juncker będzie naciskał na ministrów finansów państw strefy euro, by jednak wypłacono Atenom pomoc umożliwiając zrealizowanie zobowiązania wobec MFW.

Impas na Półwyspie Bałkańskim stanowi poważne zagrożenie dla polskich kredytobiorców walutowych. O możliwości wyjścia Grecji ze strefy euro mówią już nie tylko ekonomiści, ale i politycy oraz członkowie zarządu EBC. Niezależnie od scenariusza, najprawdopodobniej spekulanci walutowi będą grali na umocnienie franka, a to oznacza poważne kłopoty dla osób zadłużonych w helweckiej walucie. Analitycy przewidują, że czasowe osłabienie złotego należy rozpatrywać w krótkim terminie, ale nie podają dokładnych przedziałów czasowych.

– Po referendum w Grecji frank raczej zdrożeje, dlatego kredytobiorcy, którzy mają więcej oszczędności, powinni zabezpieczyć się przed wzrostem kursu i po prostu przezornie wymienić walutę wcześniej – stwierdza Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

 

Sejm uchwalił Ustawę o leczeniu niepłodności

A. Furgalski: LOT powinien mieć zyski na poziomie 150-200 mln zł. Przewoźnik potrzebuje inwestora, ale o branżowego będzie trudno

CEO Magazyn Polska

LOT zapowiada nowe połączenia – od stycznia przyszłego roku poleci do Tokio, a od jesieni do Seulu i Bangkoku. Tym samym przewoźnik rozpoczyna etap rozwoju po ograniczeniach związanych z restrukturyzacją. By zapewnić sobie stabilność, spółka musi jeszcze bardziej zwiększyć zyski i znaleźć inwestora, choć o branżowego będzie trudno.

LOT nie jest już w sytuacji, kiedy grozi mu utrata płynności. Może zacząć rozmawiać o rozwoju, zwłaszcza że za chwilę skończą się kagańce nałożone przez Unię Europejską w związku z pomocą publiczną. Drugi etap jest nawet trudniejszy, bo LOT po raz pierwszy będzie musiał wykazać, że w sprzedaży jest linią agresywną, bardzo elastycznie reagującą na rynek i na to, co proponuje konkurencja – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adrian Furgalski, wiceprezes zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Plany co do międzykontynentalnych czy nawet europejskich lotów, a przez to plany podwojenia liczby pasażerów, zwiększenia floty i liczby portów, w których LOT będzie obecny, są ambitne, ale wykonalne.

Polski przewoźnik ogłosił, że w przyszłym roku uruchomi łącznie 17 nowych tras. To trzy połączenia długodystansowe (Tokio, Bangkok i Seul) oraz 14 krótko- i średniodystansowych. Spośród tych drugich większość to powrót na trasy, które w związku z udzieloną pomocą publiczną LOT musiał zawiesić. Są też trzy nowe trasy: do Lublany, Klużu-Napoki i Wenecji.

Zapowiedziane trasy nie wyczerpują planów ekspansji LOT-u. Przewoźnik chce uruchomić jeszcze dwie kolejne linie długodystansowe w 2016 r. Dokładne kierunki ogłosi jednak jesienią.

Rozwój LOT-u od przyszłego roku będzie możliwy po dwóch latach wymuszonego ograniczania oferty. Ponieważ przewoźnik otrzymał 527 mln zł pomocy publicznej od grudnia 2013 r., Komisja Europejska nakazała mu oddać część rentownych tras, by inni, niewspierani przez państwo przewoźnicy mogli uruchomić te loty.

Furgalski podkreśla, że przejście z etapu restrukturyzacji do rozwoju będzie dla LOT-u dużym wyzwaniem.

Na pewno ta część, która jest już za LOT-em, była trudniejsza społecznie, ale stosunkowo prosta. Bo kiedy mówimy o cięciach, to łatwo jest znaleźć w firmie miejsca, gdzie można ciąć i gdzie można znaleźć oszczędności – tłumaczy ekspert. Zastrzega jednak: – Zyski, które LOT wykazał za rok ubiegły i które są większe od planu restrukturyzacji, to jednak wciąż za mało, żeby czuć się bezpiecznym.

Przewoźnik w 2014 r. zarobił na działalności podstawowej niemal 100 mln zł, aż o 30 mln zł więcej, niż zakładał plan. Furgalski szacuje jednak, że dla zapewnienia bezpiecznych podstaw finansowych do rozwoju potrzebne są nawet dwukrotnie większe zyski – na poziomie 150-200 mln zł.

Ekspert równocześnie pozytywnie ocenia decyzję o uruchomieniu lotów akurat do Tokio. Furgalski podkreśla, że za tym kierunkiem przemawia duża wymiana handlowa pomiędzy Polską a Japonią.

Wydaje mi się, że i zwiększenie częstotliwości lotów do portów, gdzie LOT jest już obecny w Stanach Zjednoczonych, i nowe kierunki, jak choćby Tokio, gdzie jest duża wymiana turystyczna i biznesowa, powinny być strzałem w dziesiątkę – ocenia Furgalski. – Na pewno w połączeniach międzykontynentalnych LOT ma dziś przewagę w postaci Dreamlinera, który jest samolotem tańszym w eksploatacji, a przy tym jest bardzo chwalony przez pasażerów jako wygodny, z ciekawym serwisem.

Jak podkreśla ekspert, nowe połączenia są potrzebne, by jak najefektywniej wykorzystać flotę samolotów boeing 787 Dreamliner. LOT posiada obecnie sześć takich maszyn, ale jedna została do wiosny wypożyczona linii Air Europa. Jesienią 2016 r. przewoźnik otrzyma siódmego Dreamlinera, a w 2017 r. ósmego.

Restrukturyzacja LOT-u ma doprowadzić do znalezienia inwestora. Furgalski chwali, że prezes LOT-u Sebastian Mikosz wspomina o tym w swoich planach. Zwraca jednak uwagę na to, że najlepszy okres do prywatyzacji przewoźnika był kilka lat temu, zanim popadł on w problemy finansowe. Teraz dużo trudniej będzie mu znaleźć inwestora. Szczególnie mało prawdopodobne zdaje się pozyskanie inwestora branżowego, czyli innej linii.

Dzisiaj trudno patrzeć po Europie i szukać linii, która byłaby chętna do zakupu LOT-u. Z kolei linie spoza Unii Europejskiej nie mogą być większościowym właścicielem LOT-u, a taki inwestor byłby najlepszy. Pewnie skończy się na jakimś inwestorze kapitałowym, może na częściowym wpuszczeniu LOT-u na giełdę – przewiduje Furgalski.

Monetia zapowiada intensywny rozwój na rynku przekazów międzynarodowych

CEO Magazyn Polska

Monetia planuje rozwój usługi przekazów międzynarodowych. Chce wprowadzić kolejne kierunki transferu pieniędzy – nie tylko do Polski, lecz także do innych państw europejskich oraz z Polski na Wschód, głównie na Ukrainę. Dzięki temu z platformy Monetia24.pl będą mogli korzystać zarówno Polacy, jak i obywatele innych państw.

– Chcemy stworzyć usługę, która pozwoli na wysyłanie pieniędzy z Polski na Ukrainę oraz do innych krajów – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Wojciech Jóźwiak, prezes Monetii. – Planujemy ją rozwinąć tak, by możliwe było wysyłanie pieniędzy z Wielkiej Brytanii do innych państw europejskich, czyli np. do Bułgarii, Rumunii itd.

Prezes Monetii zwraca uwagę na to, że na samą Ukrainę wysyłane jest co roku ok. 7 mld zł. Z drugiej strony do Polski co roku trafia w formie przekazów pieniężnych 30 mld zł od Polaków mieszkających za granicą, głównie z Niemiec, Wielkiej Brytanii oraz Stanów Zjednoczonych.

– Chcemy, by z Monetia24.pl mogło korzystać więcej osób  deklaruje prezes Wojciech Jóźwiak.  Nie tylko Polacy, lecz także obcokrajowcy pracujący w innych państwach, którzy chcą przesłać pieniądze na rachunek w swoim kraju. Jesteśmy instytucją płatniczą, dzięki czemu poprzez paszportowanie możemy w każdym kraju Unii Europejskiej świadczyć tę usługę.

Monetia24.pl to platforma, która została uruchomiona w październiku ub.r. i która umożliwia realizację przekazów z zagranicy do Polski.

Spółka zapowiada także dywersyfikację źródeł przychodów. Obecnie większość przychodów stanowi obsługa płatności gotówkowych. Jednak za 2-3 lata połowa ma być generowana przez nowo wprowadzoną ofertę, np. z obsługi punktów kasowych samorządów, gdzie Monetia zwiększa swój udział w rynku.

– W zakresie outsourcingu obsługi kasowej współpracujemy z wieloma bankami, których klientami są jednostki samorządu terytorialnego, czyli urzędy miast i gmin. – mówi Wojciech Jóźwiak. – Rozwijamy współpracę z naszymi partnerami korporacyjnymi, a także tymi z sektora publicznego, jak urzędy skarbowe. Tutaj jesteśmy liderem rynku. Mamy 12 proc. udziału w obsłudze kasowej wszystkich urzędów skarbowych i dalej będziemy go zwiększać.

W 2014 roku Monetia uzyskała od Komisji Nadzoru Finansowego licencję Krajowej Instytucji Płatniczej. W zeszłym roku otworzyła w Polsce ponad 70 nowych oddziałów i obecnie ma w kraju 623 placówki. Obsługuje w nich ponad pół miliona klientów. Jest spółką rentowną i nie potrzebuje zewnętrznych źródeł finansowania dla inwestycji.

W placówkach Monetia można nie tylko dokonać płatności, lecz także kupić produkty finansowe.

– W 150 placówkach wdrożyliśmy dystrybucję produktów pożyczkowych informuje Wojciech Jóźwiak. – W najbliższym czasie będziemy wdrażać kredyty bankowe, wprowadzając jednocześnie tę ofertę do kolejnych placówek.

J.Piechociński: Produkcja cydru rozwiązała częściowo problem polskich sadowników po wprowadzeniu embarga rosyjskiego. Jego sprzedaż dynamicznie rośnie

CEO Magazyn Polska

Rośnie spożycie cydru w Polsce. W ubiegłym roku konsumenci wypili ponad 9 mln litrów, w 2013 roku były to zaledwie 2 mln. W tym roku branża spodziewa się jeszcze większej dynamiki wzrostu. To szansa dla polskich sadowników, którzy ucierpieli na rosyjskim embargu. Eksperci zwracają jednak uwagę, że konieczne są zmiany w ustawie winiarskiej, a produkcja i sprzedaż cydru powinna być silnie powiązana z polskimi jabłkami, a napój powinien powstawać bezpośrednio z soku z jabłek, a nie przemysłowego koncentratu.

Poprzez upłynnienie jabłek na napoje, w tym także na cydr, w znacznej mierze rozwiązaliśmy kłopot związany z dramatem polskiego sadownictwa w związku z embargiem na polskie owoce i warzywa na rynek rosyjski. Przypomnę, że 54 proc. eksportu polskiego jabłka z 3,5 mln ton zbiorów w 2013 roku trafiło właśnie do Rosji – mówi agencji Newseria Biznes Janusz Piechociński, wicepremier i minister gospodarki.

W 2013 roku do Rosji trafiło 677 tys. ton polskich jabłek, ponad połowa całego eksportu tych owoców. W 2014 było to dwie trzecie tej ilości. Przeznaczenie owoców na inne rynki oraz do przetwarzania na nowe produkty, takie jak cydr, pozwoliło ograniczyć straty sadowników pomimo embarga. Jednak brak w ustawie winiarskiej precyzyjnych zapisów dotyczących produkcji cydru, analogicznych do produkcji wina powoduje, że produkt ten musi konkurować z tańszymi wyrobami z koncentratu, a nie ze świeżych jabłek.

Polacy w ostatnich latach polubili smak cydru. W 2013 roku spożycie wyniosło 2 mln litrów, w ubiegłym roku było to już przeszło 9 mln. Jeszcze lepiej może być w tym roku. W ocenie branży można spodziewać się podwojenia wyników sprzedaży, a w ciągu 5 lat rynek cydru może sięgnąć 80 mln litrów. Polska jest jedną ze światowych potęg pod względem produkcji jabłek. Ponad 3 mln ton to tyle, ile wynoszą zbiory winogron w Hiszpanii. Zostało jednak sporo do zrobienia, bo konsumpcja cydru per capita wynosi w Polsce jedynie 0,25 l, podczas gdy dla porównania w Litwie to 5,7 l, a w Anglii ponad 20 litrów.

Mamy sporo europejskiego cydru, który już od lat jest na rynku, ma duży potencjał zbytu i produkcji. Polski cydr jest dopiero na początku tej drogi. Istotna jest także technologia opakowań, uruchamianie cydru w puszkach, po stronie przedsiębiorców jest jeszcze wiele do zrobienia. Ale jestem przekonany, że w najbliższych latach polski cydr będzie zwiększał swój potencjał wytwórczy i będą to nie kilku, ale kilkudziesięcioprocentowe zmiany – ocenia Piechociński.

Dlatego sadownicy i producenci cydru postulują, by powiązać w ustawie jego produkcję z polskimi sadownikami i owocami. Wówczas polski cydr może stać się także towarem eksportowym. Istotne jednak, by napój był produkowany w sposób naturalny, tak by każdy region, z którego pochodzi dany owoc, charakteryzował się innym smakiem. Tylko w ten sposób, jak przekonują autorzy pomysłu, polscy sadownicy mogą zaistnieć na międzynarodowym rynku.

Najlepszym przykładem są wina. To produkt, w którym z definicji prawa międzynarodowego dopuszczana jest jedynie produkcja bezpośrednio ze świeżo wyciśniętego soku ze świeżych winogron. To wpływa na różnorodność oraz wyjątkowość tego napoju, jego nieprzemysłowość. I właśnie w tym pojęciu i w tych warunkach nieprzemysłowości cydru tkwi pierwszy warunek realizacji wizji polskiego cydru – przekonuje Robert Ogór, prezes Ambry, producenta Cydru Lubelskiego.

Przekonuje, że będzie to możliwe dopiero wówczas, gdy zmieniona zostanie ustawa winiarska. Powinien w niej znaleźć się zapis nakazujący produkcję w sposób naturalny. W przypadku winiarskich potęg wino zostało ustawowo powiązane z surowcem, a to pozwala chronić uprawy i całą infrastrukturę.

Wspieramy tę ideę polskiego cydru, apelując o zmianę ustawy winiarskiej. Cydr jest produktem winiarskim, pochodzi z fermentacji jabłek i soków jabłkowych i na wzór wina cydr powinien być powiązany, również ilościowo z jabłkiem. Mam na myśli przede wszystkim ograniczenie wpływu na polski rynek cydrów produkowanych z koncentratów – tłumaczy Ogór.

Przekonuje, że wyniki badań konsumenckich Ambry pokazują, że dla konsumentów najważniejszy jest naturalny, owocowy smak i polskie pochodzenie produktu. Według niego warto wykorzystać ten trend, a w ustawie zamieścić takie zapisy, które wzmocnią rodzimą produkcję.

Symbioza i równanie: tyle cydru, ile jabłek, funkcjonuje wtedy, kiedy produkujemy cydr ze świeżych soków – wskazuje prezes. – Jeżeli nie będzie w ustawie zbudowanej definicji cydru, który ma szansę stać się produktem regionalnym, charakterystycznym dla określonych walorów naszego bogactwa narodowego, jakim jest jabłko, to oczywiście też nie będzie produktu, z którym będziemy mogli wyjść na zewnątrz – podkreśla.                                   

Sejm pracuje nad regulacjami rynku pożyczkowego. KIG: to lepsza ochrona konsumentów i dostęp do finansowania dla małych firm

CEO Magazyn Polska

Jutro sejmowa podkomisja nadzwyczajna ma zająć się projektem przepisów regulujących rynek pożyczkowy. Możliwe, że prace w Sejmie zakończą się jeszcze przed wakacjami. Przedstawiciele branży i eksperci oceniają, że nowe regulacje pozwolą lepiej chronić konsumentów, eliminując nieetyczne praktyki. W opinii Krajowej Izby Gospodarczej mogą one także ułatwić pozyskanie finansowania małym firmom i start-upom. KIG popiera rozwiązania proponowane przez rząd, bo regulują one rynek według wzorów europejskich.

Krajowa Izba Gospodarcza pozytywnie ocenia propozycję regulatora. Bardzo zależy nam na tym, aby pojawił się rejestr firm pożyczkowych i żeby pojawiły się wymogi kapitałowe dotyczące tych firm. Powinno to wzmocnić ochronę konsumenta – mówi agencji Newseria Biznes Agnieszka Durlik-Khouri, ekspertka Krajowej Izby Gospodarczej.

Trwające od kilku lat prace nad regulacjami rynku pożyczkowego powoli dobiegają końca. Pracuje nad nimi nadzwyczajna podkomisja, która została powołana właśnie w celu rozpatrzenia rządowego projektu.

W Polsce praktycznie nie ma żadnych szczególnych regulacji dotyczących do firm pożyczkowych. Jest to zwykły rodzaj działalności gospodarczej. Jedyne, co te firmy obowiązuje, to ustawa o kredycie konsumenckim, która warunkuje to, jakie mają być koszty kredytu dla konsumenta. Muszą też informować konsumenta o tym, jakie będą koszty udzielanej mu pożyczki. Natomiast nie ma rejestrów firm pożyczkowych czy udzielania licencji. Nie są one także obwarowane dodatkowymi wymogami, np. kapitałowymi – mówi Agnieszka Durlik-Khouri.

Sama branża i eksperci podkreślają, że nowe przepisy są potrzebne, bo zwiększą przejrzystość rynku i wyeliminują z niego nieuczciwe firmy. Tym samym zwiększy się ochrona konsumentów. Propozycja resortu finansów – w ocenie ekspertów Krajowej Izby Gospodarczej – jest rozsądnym kompromisem. Z jednej strony nie jest ona nadmiernie restrykcyjna dla graczy rynkowych, z drugiej – zwiększa bezpieczeństwo ich klientów.

Bez regulacji dotyczących wyłącznie rynku pożyczkowego może dojść do sytuacji, w której konsumenci zadłużą się nadmiernie bądź koszty pożyczek będą tak wysokie, że konsumenci nie będą w stanie ich udźwignąć. Regulator nie tylko nadzoruje same firmy, patrząc na umowy czy koszty, lecz także chroni konsumenta przed nieświadomym, zbyt wysokim zadłużaniem się – mówi Durlik-Khouri.

Na regulacji rynku pożyczkowego skorzystać mogą również firmy, szczególnie najmniejsze i start-upy. Ich właściciele często finansują lub współfinansują swoją działalność, pożyczając jako klienci indywidualni, także na rynku pozabankowym. Nowe przepisy powinny sprawić, że będzie to tańsze i bezpieczniejsze.

W wielu krajach unijnych podobne regulacje już istnieją. W niektórych są one znacznie bardziej restrykcyjne niż te proponowane przez polski resort finansów.

W części krajów nadzór jest taki sam jak nad sektorem bankowym. W innych nadzór nad firmami pożyczkowymi sprawują odpowiedniki Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Są jeszcze regulacje wymagające rejestracji w różnego typu regionalnych organach. Ale jest też kraj, w którym bank centralny nadzoruje rynek pożyczkowy. Możliwych rozwiązań jest bardzo dużo i polski rząd mógłby przyjąć jedno z nich. Ważne jest, aby przyjął je jak najszybciej – mówi ekspertka Krajowej Izby Gospodarczej.

Brak nadzoru i regulacji tego sektora widoczny jest tylko w dwóch europejskich krajach – w Polsce i Czechach. W większości państw regulowane są także limity kosztów pożyczek pozabankowych.

Rynki finansowe czekają na wynik greckiego referendum. Niewypłacalność Grecji mogłaby osłabić złotego

CEO Magazyn Polska

Niepewność związana z przyszłością Grecji powoduje, że polskie obligacje tanieją. Decyzja o przeprowadzeniu referendum w sprawie przyjęcia warunków programu pomocowego wpłynęła także na wzrost rentowności obligacji peryferyjnych krajów Unii, takich jak Portugalia, Hiszpania czy Włochy. Przyjęcie programu ratunkowego uspokoiłoby sytuację na rynkach. Choć spadła wartość złotego, to utrzymuje się na stabilnym poziomie. W dłuższej perspektywie na złotego większy wpływ mogą mieć jesienne wybory parlamentarne.

Efekt Grecji był widoczny już od kilku tygodni, ponieważ były obawy, że porozumienie może nie zostać zawarte i to powodowało wzrosty rentowności również polskich obligacji. Kiedy okazało się, że program pomocowy nie będzie przedłużany i że w niedzielę zostanie przeprowadzone referendum w Grecji, wzrosty rentowności były kontynuowane nie tylko w Polsce, lecz także w krajach peryferyjnych strefy euro, czyli Hiszpanii, Portugalii i we Włoszech – mówi agencji Newseria Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.

Od soboty rentowność 10-letnich obligacji Włoch wzrosła o 9 proc. do 2,3 proc., Hiszpanii o przeszło 8 proc. do niemal 2,3 proc., a Portugalii o 9,5 proc. do 3 proc. Choć niepewność na rynkach się utrzymuje, to zdaniem ekspertki sytuacja powoli się uspokaja, a we wtorek wyglądała już nieco lepiej. Dużo będzie zależeć jednak od samego wyniku referendum.

Jest jeszcze nadzieja na rynkach finansowych, że negocjacje zostaną wznowione albo Grecy opowiedzą się w niedzielę za programem pomocowym. Wówczas nastąpiłby też powrót do negocjacji albo rozpoczęcie negocjacji przez nowy rząd. To powoduje, że obecnie emocje są nieco mniejsze – ocenia Kurtek.

Ewentualna niewypłacalność Grecji mogłaby osłabić złotego. Już groźba wyjścia Grecji ze strefy euro wpłynęła na kursy. Za euro trzeba zapłacić 4,19 zł, przy 4,16 kilka dni wcześniej. Powyżej 4 zł utrzymuje się również kurs franka. Ewentualne opowiedzenie się Greków za programem pomocy umożliwi spłatę zaległej raty zadłużenia wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego (1,6 mld euro) oraz wykup greckich obligacji z Europejskiego Banku Centralnego (3,5 mld euro). W konsekwencji umocni się złoty, wzrośnie też popyt na polski dług. Zdaniem Moniki Kurtek w dłuższym terminie złoty ma szanse na umocnienie.

W dłuższej perspektywie, nawet jeśli faktycznie nastąpi wyjście Grecji ze strefy euro, złoty ma szanse się umacniać, ponieważ fundamenty polskiej gospodarki są całkiem dobre. Oczywiście, ważne będą też wybory parlamentarne, na co również zwracają uwagę rynki finansowe – podkreśla główna ekonomistka Banku Pocztowego.

Philipiak Milano chce podbić rynek amerykański i azjatycki. Polsko-włoska firma planuje być wiodącą marką naczyń do zdrowego gotowania w USA

3

CEO Magazyn Polska

Philipiak Milano od czasu wejścia na rynek amerykański notuje co miesiąc wzrosty sprzedaży sięgające 200 proc., a docelowo chce stać się na tym rynku wiodącą marką naczyń do zdrowego gotowania. Amerykanie są coraz bardziej świadomi zasad zdrowego odżywiania, mieszkańcom Chin natomiast bardziej zależy na prestiżu i jakości wykonania. 

Jesteśmy obecni już na kilkudziesięciu rynkach na świecie. Kluczowy, poza polskim, włoskim, rosyjskim i ukraińskim, jest przede wszystkim rynek amerykański, na którym debiutujemy. Pod marką własną naszych dystrybutorów lokalnych prowadzimy też sprzedaż w Chinach, Korei Południowej czy Australii – mówi agencji Newseria Tomasz Lis, rzecznik prasowy fabryki naczyń Philipiak Milano.

Wciąż najwięcej naczyń sprzedawanych jest w Europie i Chinach, choć zwłaszcza na rynku azjatyckim potencjał jest znacznie większy. Chiny należą do czołówki pod względem sprzedaży dóbr luksusowych, dlatego firma liczy na wyraźny wzrost sprzedaży. Istotnym rynkiem mogą być jednak przede wszystkim Stany Zjednoczone, gdzie firma zadebiutowała w kwietniu, a obecnie co miesiąc notuje ok. 200-proc. wzrost.

W perspektywie najbliższych 5 lat chcielibyśmy stać się wiodącą marką naczyń do zdrowego gotowania. To nasz cel i myślę, że w modelu opartym o telemarketing jest to możliwe. Mamy też doświadczenie z innych rynków, gdzie w ciągu 2-3 lat od debiutu byliśmy w stanie uplasować się w czołówce producentów i dystrybutorów – podkreśla rzecznik prasowy.

Lis wskazuje również na to, że sprzedaż naczyń do zdrowego gotowania jest inna w zależności od rynku. Amerykanie coraz chętniej sięgają po ekologiczne produkty i stawiają na gotowanie na parze zamiast na smażenie. To wszystko przekłada się na większe zainteresowanie produktami, które umożliwiają zdrowe odżywianie.

Ważne było też, w jakiej kondycji jest amerykańska gospodarka. Patrząc globalnie, to jeden z najbardziej perspektywicznych rynków. Zakończyła się recesja, widać ożywienie gospodarcze, a nastroje konsumentów są bardzo pozytywne. Amerykanie wydają dużo na te rzeczy, które są dla nich ważne, a zdrowie jest jednym z bardziej istotnych elementów, dlatego uznaliśmy, że warto tam wejść – wskazuje przedstawiciel Philipiak Milano.

Dla Chińczyków zdrowe odżywianie nie jest priorytetem. Sięgają po produkty firmy przede wszystkim ze względu na jakość. Badanie KPMG „Globalny zasięg chińskiego luksusu” wskazuje, że 88 proc. mieszkańców Chin jest w stanie przeznaczyć więcej pieniędzy na dobra luksusowe, a 80 proc. przywiązuje wagę do ekskluzywności produktu.

W Chinach sięgają po nasz produkt, bo chcą mieć w kuchni prestiżowe naczynia. Patrzą na kraj pochodzenia, jakość wykonania i design. Zdrowe odżywianie jest na dalszym planie. Myślę jednak, że ten rynek będzie rósł, bo wzrośnie świadomość odnośnie zdrowego gotowania – przekonuje Lis.

Rzecznik Philipiak Milano podkreśla również, że zainteresowaniem cieszą się też droższe komplety garnków, np. wykonane ze złota, które robią furorę w Rosji i Dubaju, teraz również w USA.

Do Dubaju eksportujemy ok. 40 kompletów, to nie są dobra masowe, ale za to znacznie droższe, bo kosztują kilkanaście tysięcy dolarów – mówi Lis.

Na stabilnym poziomie utrzymuje się też sprzedaż w Polsce, choć obecnie firma notuje niewielką tendencję wzrostową. Jeszcze niedawno wysokiej jakości garnki do gotowania były kupowane ze względu na chęć podniesienia poziomu życia. Obecnie jest to związane z trybem życia i preferowanym zdrowym odżywianiem. Badanie TNS Polska i Philipiak Milano wskazują, że blisko połowa Polaków (45 proc.) sięga po ekologiczne produkty, coraz więcej osób jest też świadomych, że tradycyjne gotowanie pozbawia produkty składników odżywczych.

Trafiają do nas klienci młodzi, którzy skupiają się na diecie, bo żyją aktywie, trenują. Wiedzą też od trenerów, że ok. 70 proc. ich wysiłku to tak naprawdę dieta. Zainteresowane są też osoby po 50. roku życia, które od lekarza albo ze względu na schorzenia autoimmunologiczne muszą zwracać większą uwagę na swoją dietę – podkreśla przedstawiciel Philipiak Milano.

Od dzisiaj zmiany w prawie alimentacyjnym. Nowe regulacje utrudnią życie zalegającym z alimentami

0

CEO Magazyn Polska

Od 1 lipca dane o dłużnikach, których wyręcza fundusz alimentacyjny, będą trafiać do wszystkich rejestrów dłużników prowadzonych przez biura informacji gospodarczych. Szerszy dostęp do informacji o zaległościach alimentacyjnych sprawi, że dłużnikom trudniej będzie zaciągnąć kredyt czy kupić coś na raty. Zyskają także gminy, bo obecnie blisko 329 tys. dzieci alimenty zamiast od rodzica dostaje od państwa. Największe zaległości mają dłużnicy z województwa mazowieckiego, gdzie 18 tys. osób nie płaci alimentów.

1 lipca wchodzi w życie nowelizacja kodeksu karnego oraz niektórych innych ustaw, która zmienia m.in. ustawę o udostępnianiu informacji gospodarczych oraz wymianie danych gospodarczych. Wprowadza ona zmianę dotyczącą umieszczania dłużników alimentacyjnych w biurach informacji gospodarczych – mówi agencji Newseria Biznes Katarzyna Ostaszewska z Kancelarii Radców Prawnych Baurska, Senkowska, Szczęsna i Partnerzy.

Gminy będą miały obowiązek umieszczać informacje o dłużnikach we wszystkich czterech działających w Polsce rejestrów. Taki obowiązek został wprowadzony już w 2008 roku, ale dotychczas wystarczało zgłoszenie dłużnika tylko do jednego rejestru. Zmiana znacznie utrudni życie tym, których wyręcza fundusz alimentacyjny.

W przypadku chęci zaciągnięcia przez takie osoby kredytu, pożyczki czy kupienia czegoś na raty, instytucje, które zajmują się finansowaniem takich świadczeń, skorzystają z informacji zawartych w biurach informacji gospodarczych. Częstotliwość i prawdopodobieństwo, że przyszły kredytodawca dowie się o tym, że jego potencjalny kredytobiorca zalega z alimentami na rzecz dzieci, będzie teraz większa niż w dotychczas funkcjonującym prawie – przekonuje Katarzyna Ostaszewska.

To może spowodować, że zalegający z alimentami będą chcieli to zmienić. Na tym z kolei skorzystają również gminy, które wyręczały dłużników i sięgały po pieniądze z funduszu alimentacyjnego. Z danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wynika, że w 2013 roku alimenty od państwa zamiast od rodzica dostało blisko 329 tys. dzieci, a gminy domagały się zwrotu od 243 tys osób. W ubiegłym roku udało się odzyskać zaledwie 13,9 proc. wartości kwoty dłużników. W podawanych przez BIG InfoMonitor szacunkach Centrum Praw Kobiet, uwzględniających zarówno alimenty z funduszu, jak i pozostałe, ściągalność jest nieco wyższa, na poziomie 16-17 proc. Należy pamiętać o tym, że koniecznym do spełnienia warunkiem, aby sięgnąć po pomoc do funduszu alimentacyjnego, jest dochód nieprzekraczający 725 zł na osobę.

Jak wynika z danych BIG InfoMonitor, największe zadłużenie alimentacyjne jest w województwie mazowieckim (18 tys. osób i 507,4 mln zł).

Na Mazowsze przypada około 12 proc. całkowitej wartości długów alimentacyjnych. Następne są województwo śląskie (15 tys. osób i 355 mln zł zaległości) i łódzkie (14 tys. osób i 391 mln zł) – wskazuje Ostaszewska.

Po zmianach prostsze ma być również zarządzanie bazą danych. Dotychczas, aby móc zamieścić informacje o dłużnikach w danym biurze, należało mieć z nim podpisaną umowę. Teraz nie będzie ona konieczna, a wszystkie wcześniej umowy zawarte między gminami a biurami informacji wygasną z końcem lipca, czyli 30 dni od wejścia w życie nowelizacji.

Minister gospodarki zamieści w Biuletynie Informacji Publicznej wykaz wszystkich istniejących na terenie Polski biur informacji gospodarczej. Będzie miał też obowiązek aktualizacji biur tak, żeby każdy z potencjalnych wierzycieli miał wiedzę, na jaki adres należy to zgłaszać. Należy jednak pamiętać o tym, że dotyczy to wyłącznie dłużników alimentacyjnych. W przypadku innych dłużników zostanie zachowana taka sama procedura, jaka obowiązywała dotychczas – tłumaczy ekspertka.

Saturn rusza do walki o sprzedaż produktów Apple w Polsce. W Krakowie uruchomił specjalistyczny punkt z ofertą producenta

CEO Magazyn Polska

Sieć marketów Saturn uruchomiła kolejny Apple Shop. Decyzja o otwarciu sklepu w Galerii Krakowskiej wiąże się z rosnącym zainteresowaniem konsumentów zaawansowanymi rozwiązaniami technologicznymi. Klienci mogą tam nie tylko znaleźć innowacyjne produkty, lecz także poznać ich funkcjonalność i możliwości, jakie oferują w codziennym życiu. Saturn zapowiada, że to właśnie tu będą miały premierę nowości wypuszczane przez Apple na rynek.   

Otwarcie Apple Shop w Saturnie w Galerii Krakowskiej było odpowiedzią na rosnące potrzeby i zainteresowanie klientów najwyższymi technologiami. Rozwiązania, zwłaszcza te łączące ludzi, czyli tzw. connectivity, cieszą się coraz większą popularnością, dlatego stworzyliśmy miejsce, które gromadzi entuzjastów oraz osoby potrzebujące doradztwa, a przede wszystkim miejsce przeglądu najnowszych rozwiązań na rynku – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Bieńkowski, dyrektor marketu Saturn w Galerii Krakowskiej.

W sklepie można znaleźć wszystkie produkty Apple&HASH39;a dostępne na polskim rynku, także nowości, m.in. iPhone 6 i iPhone 6 Plus, iPad Air 2, iPad mini 3 z czytnikiem linii papilarnych Touch ID, nowy MacBook Pro, iMac z wyświetlaczem Retina 5K. Przy zakupie każdego urządzenia Mac czy iOS można też bezpłatnie pobrać aplikację iWork czy iLife.

Nie ma w zasadzie takiego rozwiązania technologicznego, z którym nasi klienci nie mogliby się zapoznać i na temat którego nie mogliby uzyskać kompetentnej wiedzy na temat funkcjonalności, zalet i szczegółów technologicznych. Jesteśmy sklepem premium, dbamy o to, by wszelkiego rodzaju nowości pojawiały się w pierwszej kolejności u nas. Mogę zagwarantować, że wszelkie premiery powinny pojawiać się w tym miejscu – mówi Bieńkowski.

Dyrektor Saturna w Galerii Krakowskiej przekonuje, że w sklepie duży nacisk kładziony jest na jakość obsługi. Pracownicy mają nie tylko wiedzę, to również pasjonaci, którzy potrafią przedstawić wszystkie możliwości danego urządzenia

To osoby, które z autopsji mogą powiedzieć, w jaki sposób dana technologia może pomagać w codziennym życiu. Nie tylko w sferze komunikacji, lecz także dostępu do informacji. Nie można również zapominać o wszelkiego rodzaju hobbystycznych aplikacjach. Nasi pracownicy potrafią doradzić i zademonstrować, w jaki sposób można z tych urządzeń korzystać – podkreśla Bieńkowski.

Polacy chętnie przyswajają nowe trendy, coraz częściej korzystają też z nowoczesnych urządzeń technologicznych. Raport „Polska jest mobi 2015” wskazuje, że smartfony posiada 58 proc. osób, co piąta ma tablet. Większa jest także świadomość, w jaki sposób używać urządzeń oraz jakie są ich możliwości. Dlatego otwarcie sklepu 27 czerwca przyciągnęło klientów, Saturn liczy też na dobre wyniki w najbliższym czasie.

Pierwsze godziny były bardzo gorące. Był nawet mały wyścig po towary promocyjne. To także święto naszych klientów, jesteśmy naprawdę zadowoleni z tych pierwszych chwil – ocenia dyrektor Saturna.

Apple Shop w Galerii Krakowskiej to drugi tego typu punkt w sieci Saturn. Pierwszy sieć otworzyła w Warszawie.

Spotkanie ministrów rolnictwa 16 państw Europy Środkowo-Wschodniej i Chin

Podsekretarz Stanu Zofia Szalczyk wzięła udział w spotkaniu ministrów rolnictwa 16 państw Europy Środkowo-Wschodniej i Chin, które odbyło się w Sofii.

Fot. Wiceminister Zofia Szalczyk podczas spotkania ministrów rolnictwa w Sofii
Fot. Wiceminister Zofia Szalczyk podczas spotkania ministrów rolnictwa w Sofii

Program wizyty obejmował ponadto inaugurację Stowarzyszenia na rzecz Wspierania Współpracy Rolnej między Chinami a krajami Europy Środkowo-Wschodniej (poprzez podpisanie Podstawowych zasad ustanowienia i działania Stowarzyszania na rzecz promocji współpracy w dziedzinie rolnictwa między Chinami i EŚW) oraz udział w obradach Forum Rolnego i Inwestycyjnego.

Podczas spotkania ministrów podsekretarz stanu Z. Szalczyk wyraziła oczekiwanie, że działalność Stowarzyszenia przyczyni się do wzrostu wymiany handlowej, na miarę potrzeb, możliwości i oczekiwań wszystkich 17 krajów biorących udział w inicjatywie. Podkreśliła, że kluczowe znaczenie ma identyfikacja barier w handlu i współpraca w ich eliminowaniu. Polska, która ma bardzo duży potencjał produkcyjny sektora rolno-spożywczego przy rozbudowanym, stale doskonalonym systemie kontroli jakości, oferując żywność bardzo wysokiej jakości, jest zainteresowana zwiększeniem eksportu na rynek chiński, a co za tym idzie – zmniejszeniem dysproporcji w bilansie handlowym z Chinami.

Wiceminister Szalczyk kontynuowała wypowiedź dotyczącą możliwości zwiększenia eksportu rolno-spożywczego na rynek chiński podczas Forum Rolnego i Inwestycyjnego. Po pierwsze, podkreśliła znaczenie równowagi w wymianie handlowej i zainteresowanie strony polskiej zwiększeniem eksportu na rynek chiński, charakteryzując polski potencjał eksportowy pod względem asortymentu i jakości. Po drugie, skupiła się na uwarunkowaniach wymiany, tj. jakości produktów, usuwaniu barier administracyjnych, znajomości potrzeb partnerów oraz promocji. W tym kontekście szczególne  istotne jest zakończenie procedur dotyczących dostępu do rynku chińskiego oraz promocja europejskiej marki na rynku chińskim.

Alior Bank połączył się z Meritum Bankiem

30 czerwca 2015 r. nastąpiła fuzja prawna Alior Banku i Meritum Banku, potwierdzona sądowym wpisem w Krajowym Rejestrze Sądowym. Do połączenia banków doszło w zaledwie 5 miesięcy od sfinalizowania transakcji nabycia akcji Meritum Banku, co oznacza, że jest to bez wątpienia jeden z najszybciej i najsprawniej realizowanych procesów integracji w polskim sektorze bankowym.

W wyniku fuzji, Alior Bank, wykorzystując najlepsze praktyki i rozwiązania, a także potencjał technologiczny obu organizacji i ich pracowników, wzmocni swoje przewagi konkurencyjne oraz ugruntuje pozycję lidera innowacyjności.

W wyniku połączenia, Alior Bank stał się następcą prawnym i wstąpił we wszystkie prawa
i obowiązki Meritum Banku. Połączony bank będzie działać pod nazwą prawną Alior Bank SA, ale nadal zachowana zostanie marka handlowa: Meritum Bank. Połączenie nie wymaga od klientów podejmowania żadnych działań. Wszystkie dotychczasowe umowy pozostają w mocy. Numery rachunków bankowych nie ulegają zmianie, aktywne pozostają karty płatnicze i numery PIN. Nie zmieniają się numery Infolinii Meritum Banku oraz hasła i loginy do bankowości elektronicznej.

Wojciech Sobieraj – Prezes Zarządu Alior Banku
Wojciech Sobieraj – Prezes Zarządu Alior Banku

Jako jeden bank chcemy zapewnić klientom kompleksową i szeroko dostępną ofertę produktów finansowych oraz obsługę na najwyższym poziomie” – powiedział Wojciech Sobieraj, prezes Alior Banku. „Tempo połączenia z Meritum Bankiem dowodzi, że połączony Alior Bank dysponuje zarówno kadrą menedżerską z bogatym doświadczeniem w procesach fuzji, jak i nowoczesną architekturą informatyczną. Ze wsparciem ze strony nowego inwestora strategicznego spełniamy wszystkie warunki, aby odegrać znaczącą rolę w dalszej konsolidacji sektora bankowego –dodał Wojciech Sobieraj.

Proces integracji zakończy fuzja operacyjna, w ramach której dojdzie do pełnego ujednolicenia procesów, systemów i infrastruktury IT obu instytucji oraz przygotowania jednolitej oferty produktów i usług. Zgodnie z harmonogramem, połączenie operacyjne nastąpi do końca 2015 r.

Departamenty Centrali Alior Banku są obecnie zlokalizowane w Gdańsku, Krakowie i Warszawie. Nowa struktura organizacyjna w optymalny sposób wykorzystuje potencjał wniesiony przez połączone banki oraz ich pracowników oraz stanowi podstawę do dynamicznego rozwoju i realizacji celów biznesowych. Synergie kosztowe i przychodowe wynikające z integracji Alior Banku z Meritum Bankiem wyniosą 198 mln zł do 2017 r., zaś szacowane koszty połączenia to 50 mln zł.

Alior Bank jest jednym z najdynamiczniej rozwijających się banków w Polsce. W wyniku fuzji aktywa Alior Banku wzrosły do poziomu 34,9 mld zł, co plasuje go obecnie na 13. miejscu wśród największych banków w Polsce pod względem sumy bilansowej. Bank zwiększył też udziały rynkowe do poziomu przekraczającego 3 proc. Alior Bank obsługuje łącznie blisko 3 mln klientów. Ich sprawną obsługę zapewnia czwarta co do wielkości bankowa sieć dystrybucji, która obejmuje ponad 1000 placówek. Ponadto wybrane produkty i usługi Alior Banku oferowane są w blisko 800 punktach T-Mobile, w ramach strategicznego partnerstwa obu firm.
Od 2014 r. akcje Alior Banku wchodzą w skład indeksu WIG20 skupiającego największe i najbardziej płynne spółki notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

Wyniki połączonego banku (źródło: skonsolidowane dane za I kw. 2015 r.)

Aktywa 34, 9 mld zł (3,2 mld zł)*
Depozyty 27,8 mld zł (3 mld zł)*
Kredyty 27,4 mld zł (2,8 mld zł)*
Koszty / Dochody (C/I) 49,6 proc.
Kredyty / Depozyty (L/D) 98,6 proc.
CAR 13 proc.
NIM 4,6 proc.

* wpływ Meritum Banku

Źródło: Alior Bank