Dolar znów zmierza ku 4 zł, ropa drożeje, a giełdy czekają na obniżki stóp procentowych

Po kilku słabszych dniach kurs dolara znów maszeruje w stronę poziomu 4 zł. Ostatni raz był tam przed niespodzianką w ramach danych o inflacji w USA.

Kolejny słaby dzień dolara

Piątek był kolejnym dniem słabszych danych zza oceanu. Gorzej od oczekiwań wypadł najpierw rynek nieruchomości. Zarówno pozwolenia na budowę domów, jak i rozpoczęte budowy domów okazały się wyraźnie słabsze od oczekiwań. Budów rozpoczęto prawie 9% mniej, niż przewidywano. Raport Uniwersytetu Michigan okazał się tylko symbolicznie słabszy od oczekiwań, ale przy jego zmienności te 0,4 pkt należy uznać za właściwie zgodny z oczekiwaniami. Do tego spada liczba wież wiertniczych na rynku ropy, co sugeruje, że oczekiwane jest mniejsze zainteresowanie tym surowcem ze strony przemysłu. Słabsze dane to z kolei znów dyskusja o terminie obniżek stóp procentowych. Szybsze oczekiwania obniżek to słabszy dolar, czyli coś, czego właśnie jesteśmy świadkami.

Ropa szuka szczytów

Na rynku dzieje się dość dziwny proces. Z jednej strony ceny ropy naftowej w ostatnich dniach znów zaatakowały kilkumiesięczne maksima z drugiej połowy listopada, od których już się kilkukrotnie kurs odbijał. Z drugiej strony jak już wspominaliśmy, spada liczba odwiertów ropy w USA. Rynek zatem równocześnie boi się o zapotrzebowanie na surowiec i zaczyna skupować ropę, podnosząc jej cenę. Tutaj mamy jednak jeszcze jeden parametr. Jest to branie pod uwagę sytuacji na Bliskim Wschodzie. Zdaniem wielu analityków powodem jest potencjalny konflikt pomiędzy Izraelem i bojówkami na terenie Libanu. To tłumaczy, dlaczego cena rośnie teraz mimo zmniejszania liczby punktów wydobycia.

Giełdy czekają na obniżki stóp procentowych

Patrząc na główne indeksy zachodnich parkietów akcyjnych widać, że inwestorzy wierzą w nadejście lepszych czasów. Tymi lepszymi czasami są najprawdopodobniej obniżki stóp procentowych. Tańszy kredyt powoduje bowiem dwie rzeczy. Z jednej strony firmy obniżą koszty finansowania, co powinno wpływać korzystnie na wyniki finansowe. Z drugiej strony atrakcyjność inwestycji opartych o stopę procentową powinno spadać, zatem nie powinien dziwić przepływ kapitału na giełdę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Szybkie przelewy w 2024 roku nie muszą być drogie – jak je realizować bez zbędnych kosztów?

Sprawnie zrealizowany przelew umożliwia przekazanie środków z konta nadawcy do odbiorcy w ciągu zaledwie kilku minut. Standardowy przekaz trwa z reguły nawet kilka dni roboczych. W związku ze specyfiką transakcji często wiąże się ona jednak z wysokimi kosztami. Okazuje się, że nie musi tak być. Można realizować szybkie przelewy tanio – jak to zrobić?

Szybkie przelewy w banku – bezpiecznie i z dbałością o formalności

Najczęściej odbiorcy wykonują szybkie przelewy w tradycyjnych bankach. Struktura ich działania zapewnia bezpieczeństwo, w tym ochronę danych osobowych i przekazywanych środków, a także przejrzysty charakter całej procedury. Z reguły wszystko to wymaga wypełnienia licznych formalności, co dla wielu osób może być uciążliwe. Jest tak zwłaszcza jeśli regularnie wykonujesz tego rodzaju transfery i za każdym razem musisz poświęcać kilkanaście minut na ich finalizację.

W banku możesz zrealizować szybkie przelewy krajowe i międzynarodowe. Te pierwsze nie wiążą się z reguły z wysokimi kosztami. Problem pojawia się jednak w przypadku drugich. Tutaj ponoszone wydatki mogą być naprawdę wysokie. Koszt szybkiego przelewu w banku może wynosić od kilkudziesięciu złotych wzwyż. Im większa będzie kwota transakcji, tym wyższe koszty będziesz musiał ponieść. 

Wszystko to sprawia, że coraz więcej klientów banków szuka alternatywnych rozwiązań w zakresie obsługi szybkich przelewów.

Szybkie przelewy ze sprawdzonym operatorem – bezpiecznie, bez zbędnych formalności i z niskimi opłatami

Opcją wartą zainteresowania jest skorzystanie z oferty operatora płatności. Jeśli wybierzesz zaufany podmiot, zapewni on bezpieczny przebieg całej procedury. Twoje dane osobowe będą wówczas odpowiednio zabezpieczone, a Ty otrzymasz gwarancję tego, że pieniądze dotrą do odbiorcy. Wszystko odbędzie się w ciągu zaledwie kilku minut. Procedura nie będzie też wymagała zbędnych formalności. Do jej finalizacji wystarczy rejestracja, wpłacenie środków na konto (przelewem albo płatnością online), wypełnienie danych i zatwierdzenie.

Najważniejszą zaletą tego rodzaju transakcji jest jednak jej koszt. Zaczyna się on od zaledwie kilku złotych w przypadku podmiotów z dobrą ofertą dla nowych i stałych użytkowników. To spora oszczędność w porównaniu z usługami bankowymi.

Jak wybrać platformę do realizacji szybkich przelewów krajowych i międzynarodowych? 

Wybierając platformę do realizacji szybkich przelewów, zwróć uwagę na to, jak działa. Sprawdź opinie użytkowników na jej temat, dowiedz się, ile lat funkcjonuje na rynku, jakie stosuje systemy zabezpieczeń i jaką ofertę przygotowała dla klientów. Możesz skorzystać np. z usług EasySend – ekspresowych przelewów zagranicznych i bezpiecznych rozwiązań. Otrzymasz wówczas gwarancję tego, że przekaz będzie naprawdę szybki. Dotrze on do odbiorcy w ciągu maksymalnie 10 minut, a samo jego nadanie zajmie Ci zaledwie kilka chwil.

Szybkie przelewy to sposób na sprawne przesyłanie pieniędzy. Mogą być one jednak kosztowne, dlatego warto poszukać alternatywnego, tańszego rozwiązania dla oferty banku, takiego jak np. EasySend. Dzięki platformie szybko, sprawnie i bezpiecznie prześlesz pieniądze do rodziny czy na konto sprzedawcy danej usługi.

Przed nami spokojny tydzień

Ten tydzień zapowiada się dość spokojnie. Dziś brakować będzie handlu w USA z okazji Dnia Prezydenta. W kolejnych dniach poznamy m.in. protokół z ostatniego posiedzenia FOMC a także wskaźniki PMI dla przemysłu oraz usług dla krajów europejskich ale także dla gospodarki Stanów Zjednoczonych. W piątek indeksy giełdowe z Wall Street zanotowały spadkową sesją odpadając od rekordowych poziomów. Inflacja PPI okazała się zdecydowanie wyższa od prognoz, co spowodowało, że rynek ponownie dostosował swoją wycenę przyszłej ścieżki stóp procentowych Fed.

Giełda na Wall Street jest dziś zamknięta ale za to Chiny wracają do normalnego trybu po święcie Księżycowego Nowego Roku. Lokalne raporty sugerują, że podróże i wydatki były w tym okresie wysokie, co może sugerować, że chińska konsumpcja jest gotowa do ponownego przyspieszenia. Jednak indeksy giełdowe zachowały się na dzisiejszej sesji w sposób mieszany. Benchmark CSI 300 zyskał dziś jedynie 0,6 proc. a Hang Seng indeks stracił 1,13 proc.

Piątkowy raport o inflacji producenckiej w USA zaskoczył rynki wysokimi wartościami. Styczniowy odczyt pokazał wzrost o 0,3 proc. m/m (w grudniu -0,1 proc.) oraz 0,9 proc. r/r (prognoza 0,6 proc.). Wyłączając żywność i energię, bazowy PPI wzrósł o 0,5 proc. m/m (konsensus 0,1%) wobec -0,1% w grudniu. Przełożyło się to na 2 proc. r/r (konsensus 1,6 proc.) wobec 1,7 proc. poprzednio. Nastroje konsumentów wg raportu Uniwersytetu Michigan osiągnęły wartość 79,6 pkt. co oznacza wzrost z 79 pkt. w grudniu ale jednocześnie niższą wartość od oczekiwanej (80 pkt.). Wyżej uplasowały się krótkoterminowe oczekiwania inflacyjne osiągając wartość 3 proc. a długoterminowe pozostały na poziomie 2,9 proc. Jeśli chodzi o inflację, rynki teraz będą wyczekiwać na preferowaną przez Fed miarę, czyli bazowy deflator PCE, który poznamy razem z całym raportem na temat wydatków Amerykanów 29 lutego.

Dolar na skutek danych o 14:30 (PPI) w pierwszej reakcji umocnił się ale dość szybko stracił, kiedy światło dzienne ujrzały dane z 16:00 (Michigan). Obecnie dla dolara będzie ważne to, aby inflacja pozostawała wysoka a inne dane opisujące stan gospodarki wypadały na solidnym poziomie. Wtedy będzie utrwalało się przekonanie o zasadności postawy Fedu, którą można w skrócie nazwać posługując się językiem angielskim: „high for longer”.
W ubiegły piątek kontrakty terminowe na stopę procentową Fed Funds wyceniały tylko 12 proc. szans na obniżkę stóp o 25 pb w marcu, 39 proc. do maja oraz niewiele ponad 62 proc. do czerwca. W całym 2024 r. rynek zakłada redukcję kosztu pieniądza w USA o 90 pb, w porównaniu ze 125 pb na początku lutego i 158 pb pod koniec 2023 r. Widać jak mocno optymistyczny scenraiusz musiał ulec modyfikacji na skutek poznanych w tym czasie danych makro.

W piątek głos zabrali poszczególni przedstawiciele Fed-u. Barkin z Fed Richmond powiedział, że najnowsze dane o inflacji podkreślają, dlaczego decydenci chcą zobaczyć więcej danych przed obniżką stóp procentowych. Bostic z Atlanty stwierdził, że jego perspektywą jest rozpoczęcie powrotu stóp procentowych „do bardziej neutralnego stanowiska w okresie letnim”. Powtórzył, że spodziewa się dwóch obniżek stóp procentowych w 2024 r., ale jeśli inflacja spadnie szybciej niż prognozowano, może dojść do trzech cięć. Mary Daly wskazała, że trzy obniżki stóp o 25 pb w tym roku to „rozsądny poziom bazowy”.

Kurs EUR/USD znalazł się w piątek w miejscu, gdzie przebiega linia trendu spadkowego, łącząca maksima z końca grudnia 2023 roku oraz początku lutego br. Układ świec na wykresie sugeruje odbicie. Na wykresie przedstawiającym „świece” 4-godzinowe widoczna jest formacja odwróconej głowy z ramionami. Spadki głównej pary walutowej, które trwałą ponad 1,5 miesiąca wyznaczyły minima w okolicy wsparcia horyzontalnego (1,0720) oraz w miejscu, gdzie wypada jedno z kluczowych zniesień wewnętrznych Fibonacciego (61,8 proc.).

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Prezes UODO zbada ujawnienia informacji, które doprowadziły do samobójstw

Dwie głośne sprawy, w których ujawnienie informacji na temat osób doprowadziło do samobójstw, wymagają dokładnego przyjrzenia się im – uznał Mirosław Wróblewski, Prezes UODO.

Upublicznienie zbyt wielu informacji może być tragiczne w skutkach. W jednym z głośnych przypadków media ujawniły zakres informacji, umożliwiający identyfikację dziecka, skrzywdzonego przez pedofila. Po tym chłopiec targnął się na swoje życie.

Prezes UODO postanowił zbadać tę sprawę. Zwrócił się do Prokuratury Okręgowej w Szczecinie o udzielenie informacji na temat ustaleń poczynionych przez nią w ramach postępowania podjętego w sprawie samobójczej śmierci chłopca.

Z kolei do jednej z rozgłośni radiowych Prezes UODO skierował pismo, w którym zwrócił się m.in. o informację o stosowanych przez tę stację rozwiązaniach służących zapewnieniu bezpieczeństwa przetwarzanych danych i zgodności procesu ich przetwarzania z wymogami RODO. W piśmie tym Prezes UODO zwrócił się także o informacje z ewentualnego wewnętrznego postępowania w radiu związanego z publikacją materiału, w którym ujawniono zbyt wiele szczegółów.

Prezes UODO postanowił również zbadać inną sprawę, w której doszło do ujawnienia w mediach społecznościowych danych księdza w związku z jego z zatrzymaniem za rzekomy czyn nieobyczajny. Osoba ta popełniła samobójstwo, co mogło być związane z jej identyfikacją.

W sprawie tej Prezes UODO zwrócił się do Prokuratury Okręgowej w Szczecinie o przedstawienie informacji o dokonanych ustaleniach w celu rozważenia podjęcia działań przez organ nadzorczy w związku z ochroną danych osobowych.

Zrównoważone zarządzanie zasobami ludzkimi kluczem do sukcesu. Wnioski z raportu Deloitte

Organizacje, które w zrównoważony sposób zarządzają zasobami ludzkimi, mają prawie dwukrotnie większe szanse na osiągnięcie pożądanych celów biznesowych, wynika z raportu 2024 Human Capital Trends przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. W obliczu ewolucji współczesnego trybu pracy, mniej niż jedna piąta liderów twierdzi, że ich firma wykorzystuje skuteczne metody pomiaru efektywności zatrudnionych. Naglącym wyzwaniem jest też deficyt wyobraźni pracowników w obliczu postępu technologicznego.

W dwunastej edycji przeprowadzonego przez Deloitte badania wzięło udział 14 tys. liderów działów HR oraz członków kadr zarządzających z 95 krajów, w tym z Polski. W celu wykazania różnicy między wizją liderów a rzeczywistością, analizę uzupełniono o ankiety uzupełniające skierowane do pracowników i kadr kierowniczych. Tegoroczne badanie pozwoliło wyróżnić szereg trendów powiązanych ze zrównoważonym zarządzaniem zasobami ludzkimi, wytwarzaniem nowych wskaźników produktywności oraz nadrabianiem deficytu wyobraźni w obliczu nowych możliwości współpracy ludzi z technologią. Przedsiębiorstwa, które dbają o te kluczowe kwestie, mają niemal dwukrotnie większe szanse na osiągnięcie pożądanych celów.

Zrównoważone zarządzanie zasobami ludzkimi

W związku z dynamicznymi przemianami społecznymi i biznesowymi, relacje między pracownikami a organizacjami stają się coraz bardziej napięte. Ponad połowa ankietowanych obawia się negatywnego wpływu stresu w pracy na ich zdrowie psychiczne. Niemal 30 proc. osób martwi się też, że postęp technologiczny doprowadzi do utraty miejsc pracy. Jednocześnie mniej niż połowa (43 proc.) respondentów deklaruje, że jest obecnie w lepszej sytuacji niż na początku zatrudnienia i zawdzięcza to działaniom pracodawcy.

Przedsiębiorstwa zmagają się z wieloma wyzwaniami, jednak kwestią fundamentalną jest to, by w kontekście pracy priorytetem stał się człowiek. To ludzie, znacznie bardziej niż jakiekolwiek aktywa fizyczne, sprawiają, że biznes prosperuje. Relacje międzyludzkie napędzają wszystko, co ma wartość dla organizacji: przychody, innowacje, wydajność, znaczenie marki, produktywność i wiele innych czynników. Dlatego należy mniej skupiać się na tym, ile korzyści ludzie przynoszą firmie, a bardziej na tym, ile korzyści firma zapewnia swoim pracownikom – mówi John Guziak, lider zespołu ds. kapitału ludzkiego w Polsce, Deloitte.

Zaproponowana przez Deloitte koncepcja zrównoważonego zarządzania zasobami ludzkimi opisuje stopień, w jakim organizacja stwarza wartość dla pracowników w wymiarze ludzkim, zapewniając im tym samym lepsze zdrowie i dobre samopoczucie, rozwój umiejętności i większe szanse na zatrudnienie, atrakcyjne miejsca pracy, możliwości awansu, równość oraz zwiększone poczucie przynależności i celu.  Takie podejście pozwala na synergiczne polepszenie wyników finansowych organizacji i wyników indywidualnych jej pracowników. Podczas gdy ponad trzy czwarte ankietowanych zdaje sobie sprawę ze znaczenia zrównoważonego zarządzania, mniej niż połowa (46 proc.) podejmuje jakiekolwiek działania w celu wprowadzenia znaczących zmian. Tylko 10 proc. organizacji z powodzeniem zajmuje się tą kwestią. Warto zauważyć znaczną dysproporcję w postrzeganiu zjawiska przez kadry kierownicze i pracowników. Prawie wszyscy (89 proc.) liderzy twierdzą, że ich organizacja w jakimś stopniu kształtuje zrównoważony rozwój, ale zgadza się z nimi zaledwie 41 proc. zatrudnionych.

Więcej niż produktywność

Praca w coraz większym stopniu opiera się na współpracy i wykorzystaniu złożonych, ale trudno mierzalnych umiejętności. W związku z tym tradycyjne wskaźniki produktywności, takie jak przepracowane godziny i czas poświęcony na wykonanie zadań, okazują się coraz mniej skuteczne. W obliczu tych zmian, trzy czwarte liderów dostrzega potrzebę wytworzenia nowych wskaźników wydajności. Niestety, często nie przekłada się to na działanie. Tylko 40 proc. ankietowanych uważa, że ich organizacje podejmują działania w kierunku wypracowania nowych kryteriów. Większość firm nadal skupia się na śledzeniu działań i wyników, a nie rezultatów. Zaledwie 17 proc. respondentów twierdzi, że pomiary wartości wytwarzanej przez pracowników są w ich organizacjach bardzo skuteczne. Tymczasem dostęp do danych, które mogą pomóc w zrozumieniu ludzkiej produktywności, jest większy niż kiedykolwiek.

Jesteśmy świadkami wykładniczego wzrostu możliwości gromadzenia danych. Wiąże się to zarówno z szansami, jak i zagrożeniami – „więcej” w wypadku danych nie musi bowiem oznaczać „lepiej”, zwłaszcza, gdy ilość przewyższa możliwości analityczne. Organizacje powinny zadawać sobie pytania o to, jakie dane powinny gromadzić, jak zadbać o ich jakość i w jaki sposób łatwo zamienić je na wskaźniki pozwalające podejmować lepsze decyzje. Biznes odchodzi stopniowo od mierzenia dla samego mierzenia na rzecz dogłębnych analiz ludzkiej efektywności w różnych wymiarach mówi Zbigniew Łobocki, starszy menadżer, Human Capital, Deloitte.

Nieco ponad połowa (53 proc.) ankietowanych zadeklarowała, że ich organizacja jest na wczesnym etapie identyfikowania lepszych sposobów mierzenia wydajności pracowników. Zgodnie z analizą Deloitte, aby przestawić się na bardziej ludzkie wskaźniki wydajności, organizacje powinny: zapewniać pracownikom możliwość wyrażania własnych opinii, pracować nad ustaleniem równowagi między wynikami biznesowymi i ludzkimi oraz ustanowić praktyki uwzględniające kwestie prywatności danych. W kontekście gromadzenia danych kluczowy jest element zaufania. Pracownicy i liderzy są co do tego zgodni, ale ci pierwsi są mniej pewni tego, że ich dane wykorzystywane są odpowiedzialnie. Istotne jest zatem skuteczne informowanie o przyczynach gromadzenia danych i ich sposobach wykorzystania oraz zapewnienie pracownikom możliwości podejmowania decyzji o zbieraniu informacji.

Walka z deficytem wyobraźni

Przełom technologiczny wyprzedza zdolność wielu organizacji i pracowników do wyobrażania sobie nowych sposobów pracy, które pozwolą w pełni wykorzystać zarówno możliwości ludzi, jak i technologię.

Niemal trzy czwarte respondentów przyznaje, że ważne jest, aby ludzka wyobraźnia nadążała za innowacjami technologicznymi. Jednak zaledwie 9 proc. organizacji skutecznie działa w tym zakresie.

Ścisła współpraca ludzi i technologii na tak wielką skalę to nowe wyzwanie dla przedsiębiorstw. Firmy, które przecierają szlaki na tym polu, zachęcają swoich pracowników do postawy ciekawości i kreatywności. Jeśli pozwolimy pracownikom eksperymentować z nowymi narzędziami i odkrywać, w jaki sposób nowe technologie mogą wzbogacić ich pracę, możemy szybciej osiągać lepsze wyniki w biznesie. Ta dynamika popchnie firmy i ich pracowników w stronę przyszłości opartej na innowacjach technologicznych – dodaje John Guziak.

Rozwój generatywnej sztucznej inteligencji zwraca uwagę zarówno na niedostrzegane dotąd korzyści płynące z ludzkich zdolności, jak i potencjalne ryzyko związane z zaniedbaniem ich rozwoju. Pomimo wykazanego znaczenia zdolności takich jak ciekawość i kreatywność, pozostają one słabo rozwinięte. Chociaż pracownicy martwią się, że technologia może zastąpić ich pracę, oczekują również, że generatywna AI pozwoli im skupić się na bardziej kreatywnych zadaniach. Według badania Deloitte, 71 proc. kadry kierowniczej twierdzi, że ich organizacja planuje wykorzystać generatywną sztuczną inteligencję do rozwoju możliwości pracowników.

Przykładem wykorzystania technologii do zwiększania ludzkiego potencjału jest tworzenie tak zwanych cyfrowych placów zabaw, czyli bezpiecznych przestrzeni, które zachęcają do celowej zabawy i eksploracji. Cyfrowy plac zabaw nie jest pojedynczą przestrzenią ani wirtualną platformą. Jest to raczej sposób myślenia i podejście, w którym technologie są dobierane świadomie, a możliwości ich wykorzystania są demokratyzowane, dając pracownikom możliwość i bezpieczeństwo psychologiczne do eksperymentowania, współpracy i odkrywania wielu możliwych wariantów przyszłości opartej na nowych technologiach. Chociaż 65 proc. respondentów zdaje sobie sprawę ze znaczenia cyfrowych rozwiązań, tylko 41 proc. organizacji rozwija się w tym kierunku. Ponadto 76 proc. pracowników twierdzi, że ważne jest, aby ich organizacja pomagała im wyobrazić sobie, jak ich praca może zmienić się w przyszłości, ale jedynie 43 proc. deklaruje, że pracodawca zapewnia im obecnie takie wsparcie.

O badaniu

W badaniu Deloitte wzięło udział 14 tys. szefów firm i działów HR z wielu branż. Uczestniczyło w nim 95 krajów, w tym Polska. W tym roku, oprócz szeroko zakrojonego globalnego badania, firma Deloitte przeprowadziła uzupełniające ankiety osobno wśród pracowników i wśród kadry kierowniczej, aby przedstawić też perspektywę pracowniczą i wykazać rozbieżności między wizjami szefów firm a rzeczywistą sytuacją. Dane z badania uzupełniono informacjami zebranymi w toku kilkunastu wywiadów z szefami niektórych czołowych firm z różnych krajów.

Kuehne+Nagel otwiera nowe centrum logistyki drogowo-morskiej w Gdańsku

Kuehne+Nagel otworzyło nowe centrum przeładunkowe w pobliżu terminalu kontenerowego DCT w Gdańsku, jednego z najszybciej rozwijających się terminali w Polsce. Nowe centrum dedykowane operacjom morskim i drogowym zaspokaja rosnące zapotrzebowanie na rozwiązania transportowe w regionie, wspierając klientów Kuehne+Nagel multi-modalnymi serwisami do krajów bałtyckich.

Obiekt ma powierzchnię ponad 3 300 mkw. oraz dodatkowe 200 mkw. powierzchni biurowej. Cross-dock obsługuje towary przypływające do Polski za pośrednictwem największych statków oceanicznych z całego świata, w tym z głównych portów Dalekiego Wschodu w regularnym, cotygodniowym serwisie Kuehne+Nagel. Obiekt jest zintegrowany z europejską siecią drobnicową Kuehne+Nagel, aby zapewnić codzienną dystrybucję towarów do lokalnych i europejskich hubów. Lokalizacja magazynu między Gdańskiem a Gdynią w bezpośredniej bliskości trójmiejskiej obwodnicy zapewnia sprawną obsługę towarów na trasie port-magazyn. Ponadto bliskość lotniska w Gdańsku może znacznie ułatwić dostawy towarów na płytę lotniska, usprawniając dalsze etapy łańcucha dostaw.

Zespół pracujący w magazynie jest odpowiedzialny zarówno za obsługę towarów, które kończą swoją podróż w Polsce, oferując możliwość krótkoterminowego składowania, jak i tych, które są wyłącznie przeładowywane z kontenerów morskich i przygotowywane do dalszego transportu. Usługi dodatkowe takie jak m.in. paletowanie, etykietowanie i sortowanie są oferowane dla ładunków, będących pod dozorem celnym, a także przesyłek krajowych i unijnych.

„Uruchomienie obiektu logistyki morskiej i drogowej stanowi strategiczny krok w kierunku zwiększenia wydajności i odporności łańcuchów dostaw naszych klientów – zarówno eksporterów, jak i importerów. Nowe centrum w Gdańsku, położone w pobliżu jednego z najważniejszych terminali kontenerowych w Polsce, pozwoli wzmocnić potencjał logistyczny w regionie, wspierając wymianę handlową Polski z innymi krajami świata oraz ekspansję naszych klientów na nowe rynki zagraniczne. Potwierdza również zaangażowanie Kuehne+Nagel w budowanie stabilnych i sprawnych łańcuchów dostaw, zapewniając usługi wspierające rozwój naszych partnerów” – skomentował Jacek Liszewski, dyrektor logistyki morskiej w Kuehne+Nagel.

Jak stabilne są prognozy dla sektora TSL w 2024 roku?

PROGNOZOWANA DYNAMIKA WZROSTU WYBRANYCH RYNKÓW TSL W 2024 ROKU

Dane z dwóch niezalenych źródeł wskazują na wyraźne ożywienie, zarówno na globalnym, jak i europejskim rynku logistyki kontraktowej. Poprawa po spadkach w 2023 r. ma być widoczna również w światowej spedycji morskiej i lotniczej oraz w europejskim transporcie drogowym. Ostatecznie o kondycji sektora TSL zdecydują najważniejsze czynniki wzrostu, m.in. dynamika PKB, inflacja, ceny paliw, dostęp do finansowania i sytuacja w przemyśle, a na końcu wielka niewiadoma, czyli rozwój wydarzeń na Morzu Czerwonym.

Idzie ku lepszemu, ale bardzo wolno

Prognozowana poprawa globalnych warunków gospodarczych zwiastuje w tym roku odbicie we wszystkich głównych obszarach sektora logistycznego. Pomimo faktu, że początek roku został naznaczony poważnymi zakłóceniami przepływów towarowych i gwałtownym wzrostem stawek frachtowych, wynikających z sytuacji ma Morzu Czerwonym, dotychczasowe estymacje dotyczące globalnego PKB i handlu wciąż wyglądają względnie optymistycznie, nawet w obliczu licznych zagrożeń i czynników hamujących.

W styczniu Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) w zaktualizowanej prognozie ekonomicznej szacował tegoroczny wzrost globalnego PKB na poziomie 3,1% i 3,2% w 2025 r. Choć to poprawa o 0,2% w względem październikowej prognozy na 2024 r., to wciąż poniżej historycznej średniej 3,8% z lat 2000-2019. Wśród głównych czynników ryzyka MFW wymienia kryzys przewozowy na Morzu Czerwonym, spowalniający globalny łańcuch zaopatrzenia towarów i surowców energetycznych. Przy utrzymujących się atakach na flotę handlową może to wpłynąć na wyniki globalnego handlu, którego wzrost oszacowano na 3,3% w 2024 r. i 3,6% w 2025 r. W obu przypadkach to wskaźniki poniżej historycznej średniej wynoszącej 4,9%, choć w perspektywie wychodzenia ze spowolnienia, a jedocześnie coraz surowszego globalnego reżimu sankcyjnego ciążącego na przepływach handlowych, to i tak bardzo dobra wiadomość. Wzrost handlu wygląda nieźle nawet w kontekście danych gromadzonych przez Global Trade Alert, z których wynika, że tylko w latach 2022 – 2023 r. kraje nałożyły na siebie ok. 6 200 restrykcji handlowych. W 2019 r. było ich ok. 1 100.

Dobre wieści dla globalnego sektora logistycznego

Według MFW w 2024 r. średnie ceny ropy mają spaść o 2,4%, a surowców innych niż paliwa o 0,9%. Odpuszczać będzie także inflacja, która w 2024 r. spadnie do 5,8%, a w kolejnym roku do 4,4%. W 2023 r. wynosiła średnio 6,8%. Przynajmniej do drugiej połowy bieżącego roku na dotychczasowym poziomie pozostaną stopy procentowe kontrolowane przez FED, EBC i Bank Anglii, ale będą obniżane w miarę słabnącej inflacji.

Z wielu ważnych dla kondycji logistyki czynników, nieco bliższych polskiej gospodarce warto wskazać, że w prognozie MFW z dna ma się podnosić PKB strefy euro. O ile szacunki dotyczące 2023 r. mówią o wzroście na poziomie 0,5%, to w tym roku ma to być 0,9%, a w 2025 r. 1,7%. Regeneracja gospodarki eurolandu będzie pompowana przede wszystkim przez silną konsumpcję gospodarstw domowych, ustępujący szok cenowy na rynku energii oraz spadającą inflację. Ożywi się także gospodarka naszego kraju, również z powodu zwiększonej konsumpcji. Fundusz szacuje tegoroczny wzrost gospodarscy nad Wisłą na 0,9%, a w 2025 r. na 3,2%. Szacunek za 2023 r. zatrzymał się póki co na poziomie 0,6%, choć znacznie gorzej zeszłoroczną kondycję polskiej gospodarki oceniał niedawno Główny Urząd Statystyczny. Wg wstępnych danych GUS krajowy PKB urósł o zaledwie 0,2% w 2023 r., z czego najbardziej znaczący spadek zanotował popyt krajowy (‑ 4,1%). Zdecydowanie lepiej ma być w tym roku. Z szacunków PIE (Polski Instytut Ekonomiczny) wynika, że konsensus rynkowy dla wzrostu polskiej gospodarki w bieżącym roku oscyluje wokół 2,8% i 3,3 – 3,4% w 2025 r.

Jak prognozy wpływają na globalną, europejską i polską logistykę kontraktową

Jeśli chodzi o tegoroczny rynek logistyki kontraktowej, to o bieżące prognozy pokusili się zarówno analitycy Transport Intelligence, jak i Statista Market Insights. Według tych pierwszych (prognoza z grudnia) globalny rynek logistyki kontraktowej zanotował w 2023 r. najniższy roczny wzrost od 2016 r. Rynek urósł o 2,4%, ale w tym roku ma przyspieszyć o 3,7%. Będzie to najszybsze tempo wzrostu od 2021 r. Jeśli chodzi o średnioroczną dynamikę od 2022 do 2027, to wyniesie ona 3,8%.  Na koniec prognozowanego okresu światowa logistyka kontraktowa będzie warta ponad 329,5 mld euro, natomiast w tym roku będzie to 290,9 mld euro. Decydującymi czynnikami wzrostu będą wyniki gospodarcze, w tym przede wszystkim PKB, inflacja, stopy procentowe oraz standardowo sytuacja geopolityczna, czyli pełen pakiet założeń prognostycznych opublikowanych w styczniu przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Gdzie oczekiwać największych wzrostów?

Regionalna dynamika sektora wskazuje na zdecydowane prowadzenie Azji i Pacyfiku. Gospodarki tej części świata, z Chinami na czele, będą motorem napędowym globalnej logistyki kontraktowej. Tegoroczna wartość usług realizowanych przez dalekowschodnich operatorów osiągnie blisko 119 mld euro i wzrost 6,5%. Daleko za nią znajdzie się Europa z ponad 81,8 mld euro przychodów i wzrostem 1,4% oraz Ameryka Płn. (na czele z USA), która wypracuje 72,2 mln euro przychodu i wzrost o 1,9%. Układ podium nie zmieni się do 2027 r. z tą jedną uwagą, że Azja i Pacyfik zwiększy przewagę nad pozostałymi regionami, a struktura przychodów będzie kształtować się w następujący sposób: Azja i Pacyfik 146,6 mld euro, Europa 86,6 mld euro i 77 mld euro Ameryka Płn.

Warto także dodać, że jeśli chodzi o zeszły rok, to spośród trzech głównych rynków, wzrost utrzymała tylko Azja i Pacyfik (6,1% rdr.) Z wyliczeń Ti wynika, że zarówno w Europie, jaki w Ameryce Płn. rynek skurczył się o odpowiednio 0,3% i 0,2% rdr.

Tak jak w latach poprzednich, również w tym roku największy kawałek europejskiego tortu logistyki kontraktowej, mimo bardzo słabych wyników gospodarczych, będzie należał do Niemiec. Wartość usług realizowanych przez naszego zachodniego sąsiada osiągnie niecałe 18,9 mld z ponad 81,8 mld euro, czyli 23% całego rynku. Na dalszych miejscach w 2024 r. znajdą się odpowiednio: Wielka Brytania 18,4 mld (22,5% rynku), Francja 10,9 mld (13,2%), Holandia 6,9 mld (8,4%) i Włochy 5,5 mld (6,8%), oraz Belgia, Hiszpania i inne kraje.

Pomimo spadku dynamiki globalnych przychodów, a nawet skurczenia się europejskiego rynku kontraktowego nie wszyscy gracze narzekali na nadmiar wolnego czasu i mocy przerobowych. Niektórzy operatorzy na Starym Kontynencie, pomimo spowolniania, widocznego zwłaszcza w drugiej połowie roku, poradzili sobie całkiem nieźle.

– Ostatni kwartał roku zamykaliśmy wzrostem przychodów na poziomie 14,5% i 11,9% w ujęciu LFL (ang. like-for-like), tj. przy tej samej bazie wyjściowej, bez przejęć, połączeń lub uruchamiania nowych obiektów w ciągu roku. Ostatecznie przełożyło się to na całoroczny wzrost przychodów sięgający 10,7%. Biorąc pod uwagę nie najlepszą kondycję gospodarczą Europy, gdzie znajduje się 10 międzynarodowych oddziałów naszej grupy, to rezultat wyraźnie wyróżniający się na osłabionym rynku kontraktowym. Zasługą tak dobrych wyników, oprócz udanych ostatnich miesięcy 2023 r., było również uruchomienie 22 nowych obiektów, z czego większość z nich znajdowała się w Europie. Spośród europejskich rynków na szczególną uwagę zasługuje zwłaszcza Polska, Włochy i Wielka Brytania, dzięki którym w IV kw. udało się osiągnąć 10,5% wzrostu LFL. Nie bez znaczenia dla końcowych przychodów było także utrzymanie strategii rozwojowej w modelu asset light oraz realizacja kontraktów dla dużych graczy, niekwestionowanych liderów w swoich branżach. Sprawność operacyjna połączona z obsługą handlu detalicznego, e‑commerce, rynku mody, dóbr konsumpcyjnych i luksusowych przyniosła pożądane efekty nawet w trudnych czasach. Jesteśmy przekonani, że przy poprawiającej się sile nabywczej europejskich konsumentów, obrane specjalizacje będą ważnymi czynnikami wzrostu także w bieżącym roku. Zdajemy sobie jednocześnie sprawę, że sytuacja w europejskiej logistyce się komplikuje i nie obędzie się bez wyzwań, którym bacznie się przyglądamy od początku 2024 roku i na które jesteśmy przygotowani – mówi Carlos Tavares, Dyrektor Finansowy (CFO) w spółce ID Logistics Polska – świadczącej kompleksowe rozwiązania logistyczne i transportowe, obsługę e‑commerce oraz zarządzanie łańcuchem dostaw w 18 krajach.

W innych prognozach także widać wzrost wartości rynku

Dynamice na rynku kontraktowym przyglądają się także analitycy Statista Market Insights. Według danych opublikowanych w grudniu 2023 r. światowy rynek usług logistycznych realizowanych przez zewnętrznych operatorów, czyli tzw. strony trzecie (ang. Third Party Logistics, 3PL), będzie wart w tym roku 1,31 bln dol., co stanowi wzrost o 3,6% względem 2023 r. Badacze Statista zeszłoroczny wzrost oszacowali na 2,6%, należy jednak zaznaczyć, że analizie poddano wyłącznie wyspecjalizowanych operatorów świadczących wszystkie lub przynajmniej jedną z następujących operacji: transport, magazynowanie, zarządzanie zapasami, pakowanie. Choć w analizie pomięto szereg modeli usługowych, m.in. 4PL i 5PL, to i tak uzyskano zbliżoną dynamikę wzrostu co w badaniu Ti (tj. 2,4% w 2023 r. i 3,7% w 2024 r.) Z opublikowanych przez Statista danych wynika, że w perspektywie czterech najbliższych lat sektor osiągnie średnioroczne tempo wzrostu na poziomie 2,39% i w 2028 r. będzie wart 1,44 bln dol.

Rozpatrując pojedynczych graczy, bezkonkurencyjne, jeśli chodzi o tegoroczne przychody, będą Chiny. Wartość tamtejszego rynku wyniesie 328,8 mld dol.  Na drugim miejscu, z wynikiem 294,5 mld dol. znajdą się Stany Zjednoczone. W 2028 r. układ na dwóch najwyższych miejscach podium nie ulegnie zmianie. Jeśli zaś chodzi o rynek europejski szacunki są znacznie skromniejsze. Cały tegoroczny rynek wygeneruje 279,8 mld dol. i będzie to wzrost o 3,3%. Średnioroczny wzrost do 2028 r. wyniesie 2,61%, a sam rynek zanotuje 310,2 mld dol. przychodu.

Ponownie, pomimo kłopotów, zdecydowanym europejskim liderem są i pozostaną Niemcy, gdzie rynek 3PL osiągnie w tym roku przychody rzędu 41,01 mld dol. To 14,66% całego europejskiego rynku. Do 2028 r. szacowny średnioroczny wzrost wyniesie 2,22%, a za 4 lata niemieccy operatorzy osiągną przychody w wysokości 44,77 bln dol. co będzie stanowić 14,43% całego sektora w Europie.

Pomimo dynamicznego rozwoju usług logistycznych w Polsce, przy naszych zachodnich sąsiadach wciąż wypadamy słabo. Choć średniookresowe tempo wzrostu jest u nas niemal dwukrotnie wyższe (4,17%), to w tym roku rodzimy rynek 3PL osiągnie przychody na poziomie zaledwie 7,72 mld dol. W 2028 r. będzie to 9,09 mld dol. Cały polski 3PL to więc niecałe 19% rynku niemieckiego i zaledwie 2,76% europejskiego.

Ożywienie w Europie nadchodzi, ale najpierw będzie gorzej

W drugiej połowie stycznia analitycy z ING prognozowali, że w 2024 r. europejski sektor transportu i logistyki czeka względna normalizacja ze strony popytu, choć ze względu na sytuację na Morzu Czerwonym początek roku nie uniknie turbulencji. Zwłaszcza słaba kondycja niemieckiej gospodarki i przemysłu wciąż wpływają na zapotrzebowanie na dobra przemysłowe, których dla wzrostu potrzebują operatorzy logistyczni. Warto przy tym podkreślić, że sektor przemysłowy jest jednym z najważniejszych czynników wzrostu dla całego sektora TSL.

Na początku lutego wróżba ING zyskała potwierdzenie w odczytach PMI, nie tylko dla Niemiec, ale także dla strefy euro i Polski. Dla przypomnienia Wskaźnik Managerów Logistyki (PMI) jest indeksem złożonym opierającym się na pięciu pojedynczych wskaźnikach obejmujących: nowe zamówienia, produkcję, zatrudnienie, prędkość dostaw oraz zakupione zapasy. Wartość PMI powyżej 50 oznacza wzrost, natomiast poniżej 50 spadek aktywności przemysłowej.

Jeśli chodzi o Polskę wskaźnik wyniósł w styczniu 47,1 pkt i jest to spadek z 47,4 pkt w grudniu. To najgwałtowniejsza obniżka od października 2023 r. i potwierdzenie erodujących warunków biznesowych w polskim sektorze przemysłowym na otwarciu roku. Wartość przemysłowego PMI utrzymuje się w strefie negatywnej już 21 miesięcy z rzędu i jest to druga najdłuższa negatywna sekwencja w historii badania, tj. od 1998 r. W styczniu spadła liczba nowych zamówień i wielkość produkcji.  Aktywność zakupowa także osłabła, na domiar złego, kryzys na Morzu Czerwonym spowodował największe wydłużenie czasu dostaw od sierpnia 2022 r. Na pocieszenie odnotowano jedynie niewielki spadek zatrudniania i zapasów, a przewidywania dotyczące najbliższych 12 miesiącach były najlepsze od lutego 2022 r.

W styczniu głównym źródłem słabości eksportowej w krajowych ankietach był kierunek niemiecki, jednak wstępny odczyt PMI dla tamtejszego przemysłu wyniósł 45,5 pkt i jest najlepszy od 11 miesięcy, co może wskazywać, że najgorsze już za niemieckimi producentami. Jeśli trend będzie kontynuowany, poprawią się również warunki polskich producentów, a w dalszej kolejności sektora logistycznego. Tak samo jak w reszcie Europy, w styczniu producenci z Niemiec raportowali opóźnienia dostaw z Azji. W szerszym ujęciu przemysłowy PMI urósł także w strefie euro, z 44,4 pkt w grudniu do 46,6 pkt w styczniu, jednak czas dostawy wydłużył się po raz pierwszy od roku.

Co z innymi obszarami rynku TSL w bieżącym roku?

Według listopadowych kalkulacji Ti globalny sektor spedycyjny w 2023 r. skurczył się aż o 5% względem 2022 r. Głównym winowajcą tak dużych spadków była spedycja morka, która zanotowała spadek o 5,3%. Niewiele lepiej wypadła spedycja lotnicza (-4,5%). Mniejszy popyt, spowolnienie gospodarce i te same czynniki, które spowalniały całą globalna logistykę ujawniły się również w tym obszarze.

Sytuacja ma się poprawić w bieżącym roku, a globalna spedycja, w obliczu spadającej inflacji, lepszych prognoz gospodarczych i zanikającej perspektywy poważnej recesji ma osiągnąć niewielki wzrost na poziomie 0,3%. Rynek przewozów morskich ma się powiększyć o 0,4%, a lotniczych o 0,2%. Mało imponujący, ale zawsze wzrost, spodziewany jest także w perspektywie średnioterminowej. W latach 2023 – 2027 cały globalny rynek ma osiągnąć średnioroczne tempo wzrostu na poziomie 1,5% i wartość ponad 399 mld euro. Spedycja morska do 2027 r. urośnie średnio o 1,2% rocznie, natomiast lotnicza o 1,8%.

Transport drogowy także bez szalonych wzrostów

Spektakularne wzrosty nie są zapowiadane również w transporcie drogowym, zwłaszcza w Europie, w której spowolnienie gospodarcze było bardziej dotkliwe niż w regionie Azji i Pacyfiku i Ameryce Płn. Tegoroczny realny wzrost sektora przewozów drogowych na Starym Kontynencie został oszacowany przez Transport Intelligence na 1,7%, a jego wartość na koniec roku ma osiągnąć ponad 456,1 mld euro, z czego przewozy krajowe mają urosnąć o 1,1% (do 313,5 mld euro), natomiast międzynarodowe o 2,9% (do 142,6 mld euro).

Także w perspektywie średnioterminowej regeneracja po spowolnieniu będzie przebiegać relatywnie wolno. Średni wzrost na poziomie 1,7% ma poskutkować wartością europejskiego rynku przewozów drogowych na poziomie 490,5 mld euro w 2027 r. Analogicznie do bieżących estymacji przewozy międzynarodowe będą rozwijać się nieco szybciej, bo w tempie średnio 2,2%. Transport krajowy rozpędzi się do 1,5% średniorocznie.

Nie zabraknie barier rozwojowych dla polskich firm

Na początku lutego Narodowy Bank Polski poinformował, że na I kw. br. banki zapowiadają zaostrzenie kryteriów dla kredytowania krótko- i długoterminowego dla dużych przedsiębiorstw, a przy okazji surowsze warunki dla długoterminowych pożyczek dla MSP oraz kredytów konsumpcyjnych. NBP podał także, że banki oczekują wzrostu popytu na wszystkie rodzaje kredytów dla przedsiębiorstw.

Taka zapowiedź nie wygląda zbyt zachęcająco w świetle bieżących analiz GUS, z których wynika, że wyższy koszt pozyskania finasowania jest jednym z głównych czynników, który będzie wpływał na całkowite koszty funkcjonowania firm sektora transportu i gospodarki magazynowej w Polsce. W styczniowym badaniu koniunktury na bezpośrednią negatywną korelację wzrostu kosztów finansowania z ogólnym wzrostem kosztów działania firmy w okresie najbliższego kwartału wskazywało 44,4% podmiotów. W perspektywie 12 najbliższych miesięcy bardziej restrykcyjne warunki finansowania wpłyną także na: odłożenie decyzji inwestycyjnych (dla 26,4% podmiotów), spadek sprzedaży usług (16,9%) oraz ograniczenie zatrudnienia, na które wskazało 23,9%, badanych przedsiębiorstw.

Jeśli zapowiedzi banków się zmaterializują, to dodatkowe problemy w powrocie na ścieżkę dynamicznego wzrostu będzie może mieć nie tylko sektor TSL, ale także inne duże i średnie przedsiębiorstwa w Polsce.

Eskalacja na Morzu Czerwonym może wyhamować odbicie gospodarcze

Komplikacje na szlaku żeglugowym prowadzącym przez Kanał Sueski doprowadziły już do opóźnień dostaw z Dalekiego Wschodu, konieczności zmiany tras i harmonogramów zawinięć, radykalnego wzrostu stawek ubezpieczeniowych i frachtowych w przewozach morskich oraz roszad w strukturze wykorzystywanych modeli transportu. Ruch na tym szlaku co prawda nie ustał, ale obecnie tylko 39,7% globalnych spedytorów nie wprowadziło żadnych zmian w dotychczasowym schemacie realizacji operacji na tej trasie. Tak istotna zmiana na autostradzie morskiej, którą podróżuje 12-15% światowego handlu, z tym nawet 25-30% kontenerów, nie może przejść niezauważona, jeśli chodzi o wpływ na globalną strukturę przepływów towarowych, w tym także surowców energetycznych.

Konferencja Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD) uważa na przykład, że połączone wydarzenia w Kanale Panamskim i Sueskim dały początek złożonemu kryzysowi oddziaływującego na kluczowe szlaki handlowe na świecie. Organizacja wylicza, że tylko w ciągu grudnia i stycznia obsługiwany wolumen towarowy w Kanale Sueskim spadł o 42%. Chodzi nie tylko o kontenerowce, których tygodniowy tranzyt spadł o 67%, ale także o handel ropą i zbożami. Jednocześnie w styczniu, z powodu braku wody do napełniania śluz, Kanał Panamski zmniejszył tranzyt o 36%. UNCTAD uważa, że długofalowe utrudnienia obiją się w końcu na globalnych łańcuchach dostaw, podniosą ryzyko opóźnień i wyższych kosztów transportu oraz rozregulowania rynku gazu i żywności.

Turbulencje odczuje zwłaszcza Unia Europejska

Na zagrożenia dla unijnej gospodarki zwracał uwagę niedawno Valdis Dombrovskis – wiceprzewodniczący wykonawczy Komisji Europejskiej odpowiedzialny za gospodarkę i komisarz ds. handlu. Dombrovskis wskazywał m.in., że w związku z sytuacją na Morzu Czerwonym UE stoi w obliczu ryzyka wzrostu cen konsumpcyjnych, spowolnienia wzrostu gospodarczego i niższego tempa wychodzenia z kryzysu inflacyjnego. Póki co wzrosty kosztów dotykają tylko stawek frachtowych, ale mogą dotyczyć także energii i cen towarów na półkach, co jest jednym z czynników ryzyka dla europejskiego odbicia gospodarczego. Unijny komisarz zaznaczał przy tym, że potencjał oddziaływania na europejską gospodarkę zależy w dużej mierze od długości trwania zakłóceń, ale kryzys przewozowy może być jednym z czynników wpływających na aktualizację zimowej prognozy gospodarczej KE.

Tak też się stało.  Prognoza z lutego br. zakłada wzrost unijnego PKB na poziomie 0,9%, a w strefie euro 0,8%. Jesienią 2023 r. było to odpowiednio 1,3% i 1,2%. W najnowszym dokumencie KE zwraca ponadto uwagę, że narastające napięcia geopolityczne i konflikt w obrębie Morza Czerwonego coraz bardziej przechlają szalę ryzyka w stronę niekorzystnych scenariuszy, a kolejne zakłócenia w handlu mogą obciążać łańcuchy dostaw, utrudniać produkcję i zwiększać presję cenową. Sprawa traktowana jest bardzo poważnie, co potwierdzają przytoczone dane dotyczące importu. Wynika z nich, że w 2022 r. ok. 23% całego importu towarowego Unii pochodziło ze statków płynących z Azji, z których większość podróżowała przez Morze Czerwone. Także zeszłoroczne wyliczenia Eurostatu nie pozostawiają złudzeń, co do kluczowej roli tego szlaku. Warto choćby wspomnieć, że w III kw. 2023 r. z samych tylko Chin pochodziło 20% unijnego importu towarowego. Komisja nie ma wątpliwości, że utrzymująca się konieczność opływania Afryki oraz wszystkie związane z tym koszty zostaną w końcu przeniesione na konsumentów indywidulanych.

Będzie to o tyle istotne dla sektora logistycznego i handlowego, że zapowiadane odbicie gospodarki polskiej, ale także niemieckiej, ma być właśnie zasługą ożywienia konsumpcji indywidulanej. Urzędnicy uspokajają jednak, że bezpośredni wpływ na inflację w Unii będzie stosunkowo niewielki, tj. 0,2-0,3 pp. Z drugiej strony zespół J.P. Morgan Research oszacował niedawno, że jeśli kryzys żeglugowy nie zostanie zażegnany, może to poskutkować dodaniem 0,7 pp. do globalnej inflacji bazowej towarów i 0,3 pp. do ogólnej inflacji bazowej w pierwszej połowie 2024 r. Pomimo uspokajającego tonu w kwestii inflacji, w unijnej prognozie wyraźnie wybrzmiewa ostrzeżenie, że dalsza eskalacja stanowi poważne ryzyko dla perspektyw gospodarczych, w szczególności, jeśli konflikt zakłóci dostawy surowców energetycznych, powodując gwałtowny wzrost cen ropy i gazu.

Na ewentualne niepożądane konsekwencje wskazuje również Światowa Organizacja Handlu (WTO), zaznaczając, że w związku z załamaniem się przewozów na Morzu Czerwonym tegoroczne estymacje odnośnie handlu towarowego mają ulec zmianie, niestety na gorsze. W październiku prognozy zakładały wzrost na poziomie 0,8% w 2023 r. i 3,3% w 2024 r. Główny ekonomista WTO Ralph Ossa mówił jednak pod koniec stycznia, że obecnie te szacunki wydają się przesadnie optymistycznie. Handel towarowy spadł o 1,4% rdr po trzech kwartałach 2023 r. i pomimo faktu, że ostatnie trzy miesiące wypadły nieco lepiej, to zdaniem Ossy nie przełoży się to na końcowy wzrost 0,8%. Dodatkowo wzrost w Europie nie spełnił oczekiwań, a ożywienie w Chinach nie było tak silne jak zapowiadano. Handel towarowy w 2024 r. ma jednak wypaść lepiej niż w 2023 r., zwłaszcza że łańcuchy dostaw, mimo licznych przeciwności, wykazały niezwykle dużą odporność.

Krzysztof Oflakowski

Waloryzacja czynszów w 2024 r. – wskażnik waloryzacyjny GUS wynosi 11,4%

Do umów najmu zawieranych na dłużej niż rok właściciele mieszkań wpisują tzw. klauzulę waloryzacyjną. Portal GetHome.pl sprawdził, z jaką podwyżką muszą się w tym roku liczyć najemcy.

Niestety nie mamy dobrej wiadomości dla osób najmujących mieszkanie na podstawie kilkuletniej umowy. W tym roku muszą się oni liczyć z 11,4% podwyżką czynszu – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl. I wyjaśnia, że ustawa o ochronie praw lokatorów pozwala właścicielom mieszkań podwyższyć czynsz o „średnioroczny wskaźnik wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych ogółem w poprzednim roku kalendarzowym”. Taki inflacyjny wskaźnik ogłasza w styczniu prezes GUS. Najnowszy wynosi 11,4%, co oznacza, że z taką podwyżką czynszu muszą się w tym roku liczyć najemcy długoterminowi. W przypadku czynszu w wysokości 3 tys. zł podwyżka może wynieść 342 zł.

Oczywiście można poprosić wynajmującego, żeby zrezygnował z inflacyjnej podwyżki lub zgodził się na mniejszą – mówi Marek Wielgo.Waloryzacja czynszu w 2024

Zwraca on również uwagę na to, że w praktyce długoterminowe umowy najmu są wciąż rzadkością w naszym kraju. Zwykle są one zawierane na rok z możliwością wydłużenia. Dla wielu wynajmujących zakończenie umowy najmu jest więc okazją do tego, aby podnieść czynsz. Oczywiście o ile warunki rynkowe na to pozwalają. Zwykle taki sposób „waloryzacji” był dla najemców mniej korzystny od inflacyjnego. Zmieniło się to w ubiegłym roku. Właściciele mogli podnieść czynsz swoim wieloletnim najemcom o 14,4%. Nie ma w tym przypadku znaczenia lokalizacja, powierzchnia czy standard mieszkania. Natomiast rynkowe czynsze (opłaty na rzecz właścicieli) wzrosły średnio o 11,5% w porównaniu z 2022 r.Waloryzacja czynszu w 2024 czynsz

Prawdopodobnie analogicznie będzie także i w tym roku. Inflacyjny wskaźnik służący do waloryzacji czynszu jest bowiem bardzo wysoki. Jest zaś raczej mało prawdopodobne, by rynkowe czynsze aż tak mocno poszły w górę. Jak wynika z danych serwisu Unirepo.pl, który analizuje oferty w 37 portalach ogłoszeniowych, sytuacja na rynku najmu jest obecnie o wiele lepsza niż po agresji Rosji na Ukrainę w 2022 r. Na skutek napływu ukraińskich uchodźców liczba mieszkań na wynajem dramatycznie się wówczas skurczyła. W grudniu ubiegłego roku na rynku było dostępne 72 tys. lokali, czyli o blisko jedną piątą więcej niż rok wcześniej.

Ekspert GetHome.pl podkreśla, że poza czynszem wynajmujący pobierają również opłaty, których wysokość od nich nie zależy, np. za wodę i odbiór ścieków czy śmieci. Niestety, utrzymanie mieszkania jest najszybciej rosnącą pozycją w budżetach domowych wielu polskich rodzin. GUS podał, że w 2023 r. opłaty za mieszkanie, w tym opłaty za media były o ponad 14% wyższe niż w 2022 r. Tempo wzrostu było więc szybsze od wskaźnika inflacji, który GUS oszacował na 11,4%. Najbardziej dotkliwe dla kieszeni właścicieli mieszkań i najemców były w ubiegłym roku podwyżki nośników energii. Np. energia cieplna podrożała średnio o 33,3%, prąd – o 21,4%, a gaz – o 15,9%.Waloryzacja czynszu w 2024 opłaty

Kolejny rok z rzędu rosły opłaty za ścieki i wywóz śmieci – tym razem średnio odpowiednio o 9,4% i 7,9%.  Akurat te podwyżki były niższe od wskaźnika inflacji.

Rynek inwestycyjny nieruchomości komercyjnych w Polsce – raport za 2023 r.

Po wybuchu pandemii Covid-19 na początku 2020 r. polski rynek inwestycyjny konsekwentnie radził sobie z jej reperkusjami, by następnie zmierzyć się z nowymi wyzwaniami związanymi z wojną na Ukrainie, rosnącymi stopami procentowymi czy inflacją. Pomimo utrzymania stabilnego wolumenu inwestycji przez trzy trudne lata, w 2023 r. nastąpiło nieuchronne i spodziewane spowolnienie.

Przy łącznym wolumenie inwestycyjnym nieznacznie przekraczającym 2 mld euro, wyniki w 2023 r. spadły o dwie trzecie w porównaniu do wolumenów z poprzednich trzech lat. W Polsce tylko 3 z 85 zamkniętych transakcji przekroczyły próg 100 mln euro, przy czym największą z nich była fuzja i przejęcie akcji 7R przez NREP. Transakcji portfelowych było tylko 6, z czego 4 dotyczyły mniejszych formatów handlowych. Tak więc pomimo umiarkowanej płynności, ostateczny wolumen inwestycji jest najniższy od 2010 roku. Eksperci Avison Young spodziewają się jednak, że w tym roku sytuacja powinna się ustabilizować, a aktywność inwestorów ożywić na przestrzeni całego 2024 roku.

Główne dane:

  • 2,1 miliarda euro – całkowity wolumen inwestycyjny w 2023
  • 85 transakcji
  • Tylko 3 transakcje powyżej 100 milionów euro
  • 46 aktywnych, ujawnionych inwestorów

Sektor magazynowy

Lider na dobre i na złe

Sektor magazynowy dominował na polskim rynku inwestycyjnym w 2023 r. i odpowiadał za prawie połowę całkowitego wolumenu, co wskazuje na jego odporność, nawet w obliczu trudnych warunków gospodarczych.

Jednak wolumen inwestycyjny w wysokości 966 mln euro zbudowany został głównie w oparciu o  mniejsze projekty. Spowodowało to spadek średniego wolumenu transakcji o 25% w porównaniu z 2022 i 2021 rokiem. Warto zauważyć, że tylko dwie transakcje przekroczyły próg 100 mln euro: pozyskanie przez NREP 80% udziałów w 7R oraz transakcja Campus 39 we Wrocławiu. Aktywa w zachodniej Polsce cieszyły się największym zainteresowaniem – ponad 70% wolumenu inwestycyjnego w 2023 r. skoncentrowało się w pięciu głównych ośrodkach, z czego większość w regionie Wrocławia. Odnotowaliśmy tylko 2 transakcje portfelowe, gdzie nabywcą był EQT Exeter i P3.

W minionym roku, z wyłączeniem przejęcia 7R, ponad 80% nieruchomości magazynowych zostało sprzedanych na rynku pierwotnym. Panattoni sprzedał 12 aktywów o łącznej wartości ponad 520 mln euro, co stanowi ponad połowę całkowitego wolumenu sektora. Spodziewamy się, że zainteresowanie magazynami w 2024 r. nie osłabnie, szczególnie w przypadku transakcji typu sale & leaseback a także pozyskiwania obiektów już istniejących.

Główne dane:

  • 966 milionów euro – całkowity wolumen inwestycyjny sektora w 2023
  • 2/27 – udział transakcji portfelowych
  • Największa transakcja – przejęcie udziałów w 7R przez NREP

Sektor handlowy

Era parków handlowych

Rynek nieruchomości handlowych w Polsce wzbudza zainteresowanie inwestorów różnymi formatami i typami aktywów, znajdującymi się zarówno w większych jak i mniejszych miejscowościach. Dostępne na rynku produkty umożliwiają także zakupy oportunistyczne i związane z przebudową. W najbliższym czasie nie przewidujemy transakcji najlepszymi centrami handlowymi, gdyż rozbieżności pomiędzy oczekiwaniami cenowymi sprzedających i kupujących jeszcze stoją na drodze finalizacji transakcji.

Sektor handlowy zakończył 2023 r. z łącznym wolumenem 430 mln euro. Najbardziej znaczącą transakcją był debiut FREY. Francuski inwestor sfinalizował w trzecim kwartale przejęcie Parku Handlowego Matarnia w Gdańsku za ponad 100 mln euro. Inny debiutant, austriacki family office wprowadzony na rynek przez zespół Avison Young, zainwestował w 2 obiekty typu convenience w województwie śląskim. Spodziewamy się, że w najbliższych miesiącach rynek nieruchomości handlowych w Polsce będzie zdominowany głównie przez aktywa oportunistyczne i typu value-add. Niemniej jednak, mamy coraz większą liczbę nowych obiektów typu convenience i parków handlowych w budowie, dlatego tego typu formaty będą również interesujące dla inwestorów poszukujących stabilnych produktów inwestycyjnych o długim WAULT.

Parki handlowe stanowią niezmiennie wiarygodną i bezpieczną opcję inwestycyjną. W 2023 roku parki handlowe i obiekty typu convenience stanowiły 56% całkowitego wolumenu inwestycyjnego w sektorze a także odpowiadały za ok. połowę liczby zrealizowanych transakcji. W 2023 roku utrzymywał się również popyt na regionalne galerie handlowe i obiekty przeznaczone do przebudowy.

W nadchodzących kwartałach sektor handlowy niezmiennie będzie przyciągał inwestorów parkami handlowymi i aktywami typu convenience, które pozostają bezpiecznym rodzajem inwestycji. Z drugiej strony inwestorzy zainteresowani wyższymi zwrotami będą nadal poszukiwać atrakcyjnych cenowo centrów handlowych w mniejszych miastach, a także aktywów oportunistycznych z planami przebudowy. Konkurencyjne ceny i atrakcyjne lokalizacje starszych centrów handlowych sprawiają, że stanowią one ciekawą alternatywę o wyższym zwrocie z inwestycji.

Główne dane:

  • 430 milionów euro – całkowity wolumen sektora w 2023
  • 13/27 transakcji parkami handlowymi i obiektami typu convenience
  • 2 nowych graczy na rynku, przyciągniętych atrakcyjnością parków handlowych

Sektor biurowy

Testowanie elastyczności inwestorów

W 2023 roku nastąpił zauważalny wzrost zainteresowania inwestorów starszymi budynkami biurowymi typu value-add i oportunistycznymi. Ponad 60% wolumenu transakcji na polskim rynku inwestycji biurowych dotyczyło właśnie tego typu nieruchomości, z których wiele było przeznaczonych do przebudowy. Trend ten wynika po części z niedoboru gruntów pod zabudowę. W związku z tym rozważa się wyburzenie takich budynków lub zmianę ich funkcji, np. przekształcenie w PRS, mieszkania studenckie lub inne alternatywne przeznaczenie. Inwestycje te są szczególnie poszukiwane przez inwestorów, którzy koncentrują się na osiąganiu wysokich zwrotów.

W ubiegłym roku te klasy aktywów stanowiły dwie trzecie sfinalizowanych transakcji, co oznacza znaczny wzrost w porównaniu z rokiem 2022, w którym dominowały transakcje typu core i core+. Zespół Avison Young odegrał kluczową rolę w kształtowaniu krajobrazu inwestycji biurowych, pośrednicząc w prawie jednej trzeciej rynku pod względem wolumenu. W przeciwieństwie do poprzedniego roku, regionalne budynki biurowe stanowiły zaledwie 2 z 18 zawartych transakcji biurowych.

Warszawa odpowiada za 97% całkowitego wolumenu sektora, przy czym znaczące 76% transakcji miało miejsce w obszarach biurowych poza centrum miasta. Trend ten jest ściśle powiązany z charakterem nabywanych nieruchomości. I jest mało prawdopodobne, aby zmieniło się to w najbliższej przyszłości. Chociaż obserwujemy zainteresowania inwestorów głównymi aktywami w najlepszych lokalizacjach, takich jak warszawskie CBD i nowoczesne budynki w centrach miast regionalnych, to wysoki wolumen transakcji nadal stanowi wyzwanie. Oczekuje się, że ten scenariusz doprowadzi do bardziej zniuansowanego i ustrukturyzowanego podejścia w procesie nabywania nieruchomości.

Główne dane:

  • 429 milionów euro – całkowity wolumen inwestycyjny sektora w 2023
  • 16 / 18 transakcji zrealizowanych w Warszawie
  • Gwałtowny wzrost liczby transakcji oportunistycznych w 2023

PRS

10-ta rocznica

Pomimo spowolnienia aktywności zakupowej w sektorze PRS, inwestorzy aktywnie monitorują rynek. Dostępność produktu jest jednak ograniczona ze względu na obecne warunki panujące na rynku mieszkaniowym. Deweloperzy często wolą sprzedawać mieszkania bezpośrednio klientom indywidualnym niż całe nieruchomości funduszom inwestycyjnym.

W 2023 roku wartość zamkniętych transakcji mieszkaniowych wyniosła około 150 mln euro. Dynamikę sektora hamuje ograniczona dostępność gruntów pod nowe projekty oraz wysokie koszty budowy. W związku z tym, że nabywanie gruntów coraz częściej przypomina „konkursy piękności”, inwestorzy są bardziej otwarci na rozważanie zakupu starszych budynków biurowych, z możliwością ich wyburzenia lub przekształcenia na funkcję PRS. Znamiennym przykładem tego trendu jest sprzedaż biurowca Obrzeżna Center w Warszawie, w której pośredniczył zespół Avison Young, przeznaczonego pod zabudowę mieszkaniową.

W 2024 roku polski rynek PRS będzie obchodził dziesięciolecie od inauguracyjnej transakcji w 2014 r., zainicjowanej przez Fundusz Mieszkań na Wynajem w Poznaniu. Choć w porównaniu do swoich zachodnioeuropejskich odpowiedników, rynek ten wciąż znajduje się na wczesnym etapie rozwoju, wykazuje on znaczną dynamikę. Jeśli wszystkie projekty zaplanowane do ukończenia w 2024 roku zostaną sfinalizowane zgodnie z planem, rynek doświadczy pięciokrotnego wzrostu w ciągu pięciu lat. Wiodącym graczem w polskim krajobrazie PRS jest Resi 4 Rent, który może pochwalić się ponad 4000 działających lokali, a dodatkowe 4300 jest obecnie w budowie.

Spodziewamy się, że polski rynek przyciągnie zarówno lokalnych, jak i zagranicznych inwestorów, którzy mogą uzyskać wyższe zwroty z inwestycji w tym sektorze niż na rynkach Europy Zachodniej. Biorąc pod uwagę rozwój sektora PRS, wydaje się, że rok 2024 może przynieść powstanie kolejnych platform, tworzonych w układzie deweloper-inwestor, co docelowo zwiększy bazę produktową do zakupu przez obecne i napływające do Polski fundusze inwestycyjne.

Gotowi na 2024?

Obecnie rynek jest eksplorowany głównie przez inwestorów poszukujących okazji. Sytuacja ta raczej nie ulegnie zmianie w najbliższym czasie. Niepewność geopolityczna i okazje na lokalnych rynkach powstrzymują zachodnioeuropejskie fundusze instytucjonalne przed inwestowaniem w Polsce na większą skalę. Nowi zagraniczni gracze, którzy nie są jeszcze obecni na polskim rynku, ale analizowali potencjalne projekty w przeszłości, również czekają. Mogą jednak rozważyć niektóre klasy aktywów, jeśli chodzi o większe platformy lub bardziej skomplikowane struktury.

Stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości wykazują tendencję do stabilizacji we wszystkich sektorach rynku. Chociaż banki nadal uważnie przyglądają się projektom, które mają sfinansować, przewiduje się spadek stóp procentowych w pewnym momencie w tym roku. Sytuacja ta może zatem przyspieszyć działania inwestycyjne, na początku głównie wśród oportunistycznych nabywców. Ponadto spodziewamy się wzrostu aktywności w zakresie refinansowania i renegocjacji istniejących warunków finansowania, szczególnie pięcioletnich kredytów udzielonych na ogromne kwoty w rekordowym wolumenowo 2019 r. Może to zmusić niektórych właścicieli do zbycia swoich aktywów lub poszukiwania alternatywnych sposobów wyjścia z inwestycji. Z tego powodu niektóre duże transakcje, których nie doświadczyliśmy w 2023 roku, mogą się w końcu pojawić.

Kwestie związane z ESG, które są coraz częściej uwzględniane w strategiach inwestycyjnych funduszy, w szczególności instytucjonalnych, pozostaną również ważnym czynnikiem wpływającym na zakup nieruchomości. Aspekt ten będzie również kluczowym elementem w pozyskiwaniu finansowania z banków.

Czy będzie to lepszy czy gorszy rok? Wydaje się, że rok 2024 będzie na pewno ciekawy. Zmniejszy się różnica w oczekiwaniach cenowych pomiędzy sprzedającymi a kupującymi, co z kolei przełoży się na zwiększoną aktywność inwestorów we wszystkich sektorach rynku i – oby! – wyższy wolumen inwestycyjny. Wiemy o dziesiątkach transakcji, które są w toku i powinny zostać sfinalizowane jeszcze w tym roku.

Autor: Paulina Brzeszkiewicz-Kuczyńska, Research and Data Manager w Avison Young

Akt o Usługach Cyfrowych – „Konstytucja Internetu” wchodzi w życie

17 lutego 2024 r. wchodzi w życie Akt o Usługach Cyfrowych, często nazywany „Konstytucją Internetu”, który wprowadza nowe obowiązki dla przedsiębiorców działających w sieci. Uwaga firm i mediów skupiła się przede wszystkim na nowych zasadach dotyczących wyświetlania reklam. Jeszcze większe zmiany czekają nas jednak w obszarze moderacji treści i ochrony użytkowników przed szkodliwymi treściami mówi Jakub Pietrasik, counsel kierujący praktyką IP & TMT w warszawskim biurze kancelarii Wolf Theiss.

Akt o Usługach Cyfrowych, tj. Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie jednolitego rynku usług cyfrowych („AUC„), wprowadza zestaw przepisów dotyczących prowadzenia działalności online, których głównym celem jest ograniczenie szkód, przeciwdziałanie zagrożeniom i zapewnienie nowych środków zapewniających ochronę użytkowników.

Podczas gdy nowe zasady mają już zastosowanie do globalnych graczy technologicznych, od teraz mniejsze, lokalne podmioty również muszą zapewnić zgodność z nowymi przepisami, mówi Jakub Pietrasik

Przepisy te wiążą się z szeregiem dodatkowych obowiązków, m.in. dla platform internetowych zdefiniowanych jako usługi pośrednie, które publicznie rozpowszechniają informacje o użytkownikach. Obejmuje to nie tylko platformy mediów społecznościowych, ale także na przykład platformy handlowe, portale porównawcze oraz fora z komentarzami i ocenami.

AUC nakłada na platformy internetowe obowiązek moderowania treści, które są niezgodne zarówno z prawem unijnym, jak i krajowym – co dotyczy nie tylko samych treści, ale również treści związanych z konkretnymi produktami lub usługami. Brak reakcji będzie równoznaczny z odpowiedzialnością za ich rozpowszechnianie i będzie podlegał karze. Zgodnie z AUC, górna granica takich kar została ustalona na poziomie 6% rocznego światowego obrotu dostawcy usług pośrednich, za poprzedni rok obrotowy.

Zgodnie z prawem UE nielegalne treści obejmują podżeganie do terroryzmu, materiały dyskryminujące, promowanie rasizmu i ksenofobii lub naruszanie praw własności intelektualnej. Zgodnie z prawem krajowym definicja ta obejmuje też materiały sprzeczne z kodeksem karnym i cywilnym.

Katalog nielegalnych treści jest bardzo szeroki i obejmuje m.in. zdjęcia, które mogą być utożsamiane z reklamą alkoholu, komentarze nawołujące do popełnienia przestępstwa czy wpisy zawierające groźby karalne. Kolejną obszerną kategorią są linki do pirackich kopii filmów czy muzyki, a także grafiki naruszające prawo własności intelektualnej – wyjaśnia Kinga Kluszczyńska z kancelarii Wolf Theiss.

Moderowanie nielegalnych treści oznacza wdrożenie przez platformy internetowe środków mających na celu uniemożliwienie lub ograniczenie użytkownikom dostępu do nich, co może obejmować ich usunięcie. Zgodnie z AUC, dostawcy platform internetowych są zobowiązani do ustanowienia mechanizmów (np. specjalnych formularzy lub procedur) umożliwiających użytkownikom zgłaszanie obecności nielegalnych treści. Oprócz usuwania, publikowanie nielegalnych treści jest również sankcjonowane poprzez ich demonetyzację lub depozycjonowanie w celu ograniczenia ich widoczności. Celem działań moderujących mogą być także objęte konta odbiorców promujących zakazane treści. Jednocześnie użytkownicy otrzymają narzędzia do odwołania się od decyzji platformy – za pośrednictwem dedykowanego kanału, jak i poprzez drogę sądową.

Osobnymi kategoriami treści, wprowadzonymi przez AUC, są te związane z warunkami świadczenia usług oraz tzw. treści szkodliwe, do których zalicza się również dezinformację. Od kwietnia 2023 r. zarówno bardzo duże platformy internetowe jak i wyszukiwarki internetowe są obowiązane do prowadzenia działań ograniczających ryzyka związane z takimi treściami, do których zalicza się np. działania zmierzające do tego, aby informacje łudząco przypominające prawdziwe lub autentyczne treści – były odpowiednio oznaczane i identyfikowane.

Jeśli chodzi o treści naruszające warunki korzystania z usługi, przepisy skłaniają się na korzyść użytkowników i nakazują stronom internetowym i dostawcom usług, aby ich zasady moderacji były przejrzyste i łatwo dostępne. W przypadku moderowania treści nakładają one jednak obowiązek należytej staranności, obiektywizmu i proporcjonalności.

Z jednej strony AUC daje portalom internetowym dużą swobodę w kształtowaniu ich regulaminów i tworzeniu katalogów treści niepożądanych, z drugiej zaś wprowadza szereg wytycznych mających na celu zabezpieczenie interesów użytkowników. Wydaje się, że intencją jest znalezienie równowagi pomiędzy administratorami a użytkownikami, promowanie swobody wypowiedzi przy jednoczesnym zachowaniu uniwersalnych zasad, takich jak zasady współżycia społecznego – dodaje Kinga Kluszczyńska.

Jedną z najistotniejszych zmian wprowadzonych przez AUC dla dostawców usług jest wymóg zorganizowania dedykowanych kanałów lub rozwiązań technologicznych umożliwiających każdej osobie lub podmiotowi zgłaszanie nieodpowiednich treści. Wiąże się to z koniecznością wyznaczenia tzw. trusted flaggers, którzy mają pierwszeństwo w obsłudze takich zgłoszeń. Oczekuje się, że podmioty te będą niezależne od dostawców Internetu i będą posiadać specjalistyczną wiedzę i kompetencje w zakresie wykrywania, identyfikowania i zgłaszania nielegalnych treści. Ponadto podmioty te będą publikować roczne raporty podsumowujące dokonane zgłoszenia.

Mimo wyzwań, firmy w Europie Środkowej planują wzrost i zwiększają inwestycje

Środkowoeuropejskie firmy przyzwyczaiły się do funkcjonowania w trudnych warunkach gospodarczych, twierdzą dyrektorzy finansowi (CFO) z krajów Europy Środkowej. Chociaż ponad połowa badanych nadal przewiduje wzrost inflacji, to jednocześnie coraz więcej firm zakłada zwiększenie wydatków na inwestycje, wynika z raportu „2024 Central Europe CFO Survey,”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Wśród ankietowanych odnotowano spadek odczuwanej niepewności, ale poczucie to nadal towarzyszy ponad połowie badanych.

W szesnastej edycji badania 2024 Central Europe CFO Survey uczestniczyło 544 dyrektorów finansowych pochodzących z 15 krajów Europy Środkowej. Między październikiem a grudniem 2023 roku wzięli oni udział w ankiecie, której wyniki pozwoliły ocenić nastroje panujące wśród przedstawicieli kadry zarządzającej działami finansowymi firm z regionu. Badani podzielili się także swoimi prognozami dotyczącymi najbliższych 12 miesięcy.

Odzwierciedleniem zgromadzonych odpowiedzi jest wskaźnik CE CFO Confidence Index, który składa się z trzech subindeksów. Każdy z nich odzwierciedla spojrzenie dyrektorów finansowych na kwestię otoczenia biznesowego (Business Environment Confidence Index), procesów gospodarczych (Economy Confidence Index) oraz perspektyw wyników spółek reprezentowanych przez badanych (Company Perspective Confidence Index).

Rosnący optymizm CFO

Najnowszy odczyt głównego indeksu wskazuje na znaczną poprawę nastrojów wśród ankietowanych CFO. Wartość Confidence Index na 2024 r. wyniosła 17 punktów. To nie tylko blisko dwukrotnie wyższy wynik niż w roku poprzednim, ale również najwyższy poziom wskaźnika od czasów sprzed pandemii COVID-19.

Rezultaty ostatniej edycji badania stanowią dowód na to, że biznes dostosowuje się do nowych, trudniejszych warunków. Chociaż nadal mamy do czynienia z brakiem stabilności – wojna w Ukrainie trwa, napięcia w światowej gospodarce tylko nieznacznie spadły, jest to jednak poprawa w porównaniu do sytuacji sprzed roku. Globalne łańcuchy dostaw działają sprawniej, ceny surowców też się normalizują. Nauczeni doświadczeniem ostatnich lat CFO widzą tę poprawę w swoim otoczeniu i mimo wielu licznych wyzwań z optymizmem patrzą na perspektywy wzrostu – mówi Julia Patorska, partnerka, liderka zespołu ds. analiz ekonomicznych, Deloitte.

Rezultat ten osiągnięto przede wszystkim dzięki znacznej poprawie oczekiwań względem otoczenia biznesowego. Najnowszy wyniki subindeksu monitorującego ten obszar wyniósł bowiem 31 punktów, co oznacza zmianę aż o 77 punktów w porównaniu z ubiegłoroczną edycją badania. Jest ona spowodowana m.in. spadkiem o 10 p.p. odsetka badanych deklarujących wysoką niepewność. Jednocześnie takiej odpowiedzi nadal udziela 51 proc. ankietowanych.

– Na początku 2023 r. większość dyrektorów finansowych spoglądała w najbliższą przyszłość z dużym pesymizmem. Dziś wiemy, że większość branż poradziła sobie z różnego rodzaju trudnościami, co z kolei sprawia, że obecne nastroje i perspektywy na najbliższe dwanaście miesięcy są dużo bardziej optymistyczne. Ogólną atmosferę panującą wśród przedstawicieli różnych branż możemy określić jako ostrożnie optymistyczną. Mimo utrzymujących się wyzwań menadżerowie zdają się zakładać, że reprezentowane przez nich organizacje będą w tym roku podążać ścieżką wzrostu – mówi dr hab. Eliza Przeździecka, starsza ekonomistka w zespole ds. analiz ekonomicznych, Deloitte.

Gospodarczy realizm

Chociaż tegoroczny wynik Economy Index był najniższy ze wszystkich subindeksów, to w porównaniu z poprzednim rokiem badani wyrażają większy optymizm w kwestii czynników gospodarczych. Na pytanie dotyczące przewidywanego wzrostu PKB krajów Europy Środkowej w 2024 roku najczęściej wskazywaną odpowiedzią było 1,1 proc. Rok wcześniej najwięcej odpowiedzi wskazywało na trzykrotnie niższe tempo rozwoju. O 30 p.p. do poziomu 38 proc. spadł z kolei odsetek CFO przewidujących wyższe bezrobocie w trakcie najbliższych kilkunastu miesięcy. Coraz mniej menedżerów zakłada także wzrost tempa inflacji: 57 proc. vs. 70 proc. rok wcześniej. Ankietowani podzielili się także swoją opinią w kwestii prognozowanego tempa wzrostu cen w swoim kraju i w całej strefie Euro. Średnia przewidywana inflacja w pierwszej z kategorii wyniosła 6,1 proc., natomiast dla strefy euro było to 4,1 proc. Największe różnice widać w predykcjach dotyczących m.in. Polski – 7,5 vs. 4,3 proc.

W wynikach obecnego badania zauważam dużą ostrożność CFO. Ankietowani widzą poprawę otoczenia biznesowego i optymistyczniej też oceniają perspektywy swojej firmy. Jednocześnie jednak nie dowierzają, że sytuacja poprawia się także szerzej, w całej gospodarce. Dobrze to widać na przykładzie Polski – 57 proc. ankietowanych ocenia, że wzrost PKB nie przekroczy 1,5 proc. w tym roku, a tylko 8 proc. spodziewa się wzrostu powyżej 2,6 proc. Tymczasem połowa ekonomistów ankietowanych przez NBP spodziewa się, że wzrost PKB wyniesie 3 proc. i więcej. Jest więc pole do pozytywnego zaskoczenia – mówi dr Aleksander Łaszek, senior manager w zespole ds. analiz ekonomicznych, Deloitte.

Inwestycje w górę

Uczestnicy badania bardziej pozytywnie patrzą na perspektywy rozwoju reprezentowanych przez siebie firm. Świadczy o tym najnowszy odczyt subindeksu Company Perspective Confidence Index, który był o 11 punktów wyższy niż 12 miesięcy temu. Do poziomu 36 proc. wzrósł z kolei odsetek CFO deklarujących większy optymizm w tym obszarze, ale nadal jest to mniej niż w 2021 czy 2022 roku.

Zmiana podejścia jest związana ze zmieniającymi się oczekiwaniami w stosunku do prognozowanych przychodów spółek. I tak 61 proc. respondentów oczekuje większych wpływów w 2024 r., co oznacza wzrost o 3 p.p. w stosunku do roku poprzedniego. Nie bez znaczenia jest także zmiana nastrojów w zakresie marż operacyjnych – 35 proc. ankietowanych spodziewa się ich wzrostu, o 10 p.p. więcej niż rok wcześniej. Coraz więcej podmiotów zamierza także zwiększać nakłady na inwestycje (39 proc. vs. 36 proc. rok wcześniej) oraz planuje wzrost zatrudnienia (32 proc., czyli o 2 p.p. więcej niż na koniec 2022 r.).

– Podejście dyrektorów finansowych do perspektywy ożywienia gospodarczego regionu cechuje realizm. Chociaż znaczna część badanych przewiduje możliwość realizacji pozytywnego scenariusza, to rozkład odpowiedzi wskazuje, że większość respondentów ostrożnie podchodzi do tej kwestii. Z drugiej strony wygląda na to, że firmy nauczyły się funkcjonować w warunkach dużej niestabilności. Większa pewność skłania je z kolei do podejmowani działań prorozwojowych, o czym świadczy m.in. deklarowany wzrost nakładów na inwestycje – mówi Robert Nowak, CFO Programme Lead, partner w dziale Doradztwa Podatkowego, Deloitte.

Jednolity System Antyplagiatowy wykryje teraz także prace napisane przez sztuczną inteligencję

W związku z szybko rosnącą popularnością narzędzia ChatGPT i wzrostem ryzyka wykorzystywania go przez studentów w trakcie pisania prac dyplomowych, eksperci z Ośrodka Przetwarzania Informacji (OPI) postanowili pomóc wszystkim promotorom w kraju – dodali nową funkcję do Jednolitego Systemu Antyplagiatowego (JSA). Już od lutego 2024 roku każda jednostka prowadząca studia wyższe lub szkołę doktorską może całkowicie bezpłatnie zbadać, czy dana praca dyplomowa została napisana z użyciem sztucznej inteligencji. Niewątpliwie nowe rozwiązanie OPI pozwoli jeszcze skuteczniej walczyć z plagiatami na wszystkich poziomach studiów.

Sztuczna inteligencja pisze prace za studentów?

Narzędzia do automatycznego generowania tekstu są coraz bardziej popularne ze względu na łatwość w obsłudze i możliwości, które oferują użytkownikom. Korzystanie z pomocy „maszyn” przy pisaniu tekstów, w szczególności jako wsparcie przy poprawie jakości i poprawności treści, zwiększa zapotrzebowanie na takie programy. Tworzenie tekstów przez narzędzia sztucznej inteligencji może zwiększać produktywność i kreatywność użytkowników. Zdarzają się jednak próby generowania całości lub znacznej części tekstu i podpisywania go swoim nazwiskiem. Takie działania wzbudzają uzasadnione kontrowersje.

Narzędzia takie jak ChatGPT są popularne także wśród studentów, jednak nie istnieją jeszcze dane na temat skali tego zjawiska. Nauczyciele akademiccy zgłaszali zapotrzebowanie na narzędzie, które pozwoliłoby im sprawdzić, czy student korzystał z pomocy sztucznej inteligencji przy pisaniu pracy. W tym celu właśnie eksperci Ośrodka Przetwarzania Informacji rozbudowali Jednolity System Antyplagiatowy.

Jednolity System Antyplagiatowy (JSA) to nowoczesne narzędzie, które powstało w odpowiedzi na  oczekiwania polskiej kadry akademickiej i uporządkowało rynek antyplagiatowy w Polsce. Wcześniej istniało wiele programów, opartych na różnych algorytmach i referencyjnych bazach danych. Dzięki oddaniu JSA do dyspozycji promotorów w 2019 roku, wszystkie prace inżynierskie, licencjackie, magisterskie i doktorskie są analizowane za pomocą tego samego narzędzia – mówi dr  inż. Jarosław Protasiewicz, dyrektor Ośrodka Przetwarzania Informacji – Dzięki wprowadzeniu JSA, zapewniliśmy większą niż w latach wcześniejszych porównywalność wyników weryfikacji oryginalności prac dyplomowych pomiędzy wszystkimi ośrodkami z całej Polski. Niedawno jednak pojawiło się nowe wyzwanie, jakim jest wzrastająca popularność narzędzi do automatycznego generowania treści. Dlatego niezwłocznie przystąpiliśmy do pracy, aby dodać do JSA funkcję, która pomoże promotorom w identyfikacji, czy dana praca dyplomowa została napisana przy pomocy narzędzi takich jak choćby popularny ChatGPT – dodaje dyrektor OPI.

Należy podkreślić, że wprowadzenie Jednolitego Systemu Antyplagiatowego okazało się dużym sukcesem. Jeszcze w  2016 roku zaledwie 30-40 proc. prac dyplomowych było analizowanych pod kątem plagiatu. Od  2019 roku takim obowiązkiem objęte są wszystkie prace. System stale jest rozwijany przez ekspertów OPI, którzy pracują nad jego rozbudową i modernizacją. Dodanie modułu, który pomaga w tekście wykryć fragmenty napisane przy pomocy sztucznej inteligencji jest niewątpliwie ważnym osiągnięciem w walce z plagiatami.

Jak JSA wykrywa zastosowanie sztucznej inteligencji?

Nie jest to ostatnie słowo ekspertów z OPI odpowiedzialnych za JSA. Cały czas rozwijają oni narzędzia do detekcji tekstu napisanego przez AI. Wraz z rozwojem nowych możliwości zastosowania sztucznej inteligencji do opracowywania różnych treści i analiz, będą pojawiać się również nowsze rozwiązania do ich wykrywania. Eksperci OPI trzymają cały czas rękę na pulsie i udoskonalają system – wdrażając zarówno gotowe rozwiązania, jak i narzędzia opracowane w OPI. Obecnie trwa zbierania informacji od użytkowników JSA z całej Polski na temat nowego rozwiązania. Takie badanie pomoże ekspertom OPI wprowadzić nowe funkcje w JSA, które jeszcze efektywniej będą wspierać pracę promotorów.

Metoda detekcji wdrożona do systemu JSA opiera się na hipotezie, że im większa regularność w tekście, tym jest większe prawdopodobieństwo, że został on wytworzony przez model językowy. Założenie takie ma swoje źródło w zastosowanym algorytmie, który jest w stanie wygenerować tekst regularny i przewidywalny.

Model zastosowany w JSA został przeszkolony na dużym zbiorze danych tekstowych. Jego działanie najprościej wytłumaczyć stosując miarę Perplexity. Zgodnie z naszymi założeniami, tekst wytworzony przez losowy dobór słów powinien charakteryzować się wysoką wartością Perplexity, natomiast tekst bardzo szablonowy i przewidywalny niską wartością Perplexity. W przypadku tego ostatniego właśnie istnieje zasadne podejrzenie, że powstał on przy użyciu sztucznej inteligencji – mówi Małgorzata Wartacz, kierowniczka projektu JSA w OPI, który odpowiada za rozwój systemu. – Stale rozwijamy nasz system i słuchamy głosów ze środowiska akademickiego. Poszerzamy liczbę baz referencyjnych i zapewniamy większe umiędzynarodowienie naszego narzędzia. Oczywiście JSA nie daje stuprocentowej pewności, że tekst jest plagiatem lub został napisany przez sztuczną inteligencję – określa wyłącznie prawdopodobieństwo. Dlatego zawsze ostateczna decyzja należy do promotora. To on weryfikuje raport otrzymany z JSA i stwierdza, czy dana praca dyplomowa jest oryginalna – dodaje kierowniczka OPI.

Warto podkreślić, że na razie na rynku nie istnieje żadne rozwiązanie, które lepiej pomogłoby udzielić odpowiedzi na pytanie – czy tekst został napisany przez sztuczną inteligencję? Nawet twórcy technologii ChatGPT nie mają takiego narzędzia, które byłoby w stanie dokładnie ocenić czy praca została napisana przez bota, czy przez człowieka.

JSA – ponad 400 instytucji i 100 000 użytkowników

Rola jaką pełni JSA w szkolnictwie wyższym jest niezwykle istotna. Narzędzie OPI dostępne jest w każdej instytucji w Polsce uprawnionej do nadawania tytułu zawodowego lub stopnia naukowego. W ciągu czterech lat od uruchomienia JSA w styczniu 2019 roku za pomocą systemu przebadano już około 1,5 mln prac dyplomowych. Średnio na jednego promotora przypada 12 takich prac. Ponad 440 instytucji używało JSA od momentu uruchomienia systemu i ma on już ponad 100 000 użytkowników. System OPI stanowi realne wsparcie dla pracy każdego promotora w Polsce. O znaczeniu wpływu JSA na cały system szkolnictwa wyższego najlepiej świadczą dotychczasowe statystyki. Dotychczas ponad 320 000 prac, które zostały uznane przez system za potencjalne plagiaty, nie zostało zaakceptowanych przez promotorów. Oznacza to, że JSA pomógł zapobiec ponad 320 000 nadużyć, polegającym na nieprzestrzeganiu prawa autorskiego.

Ważne jest, aby studenci zdawali sobie sprawę z powagi oszustwa, jakim jest plagiat i respektowali zasady etyczne obowiązujące na uczelniach. Instytucje edukacyjne natomiast muszą być konsekwentne w egzekwowaniu regulaminów, aby zagwarantować uczciwość akademicką. Plagiat na studiach jest poważnym naruszeniem zasad etycznych i regulaminów akademickich. Jego skutki mogą pociągać za sobą poważne konsekwencje dla studenta, łącznie z wydaleniem ze studiów i niedopuszczeniem do obrony. Plagiat z użyciem sztucznej inteligencji jest trudniejszy do wykrycia i prowadzi do utraty indywidualności oraz oryginalności prac dyplomowych. Może on przyczyniać się do rozprzestrzeniania fałszywych lub niezweryfikowanych informacji oraz wyciągania wniosków naukowych w oparciu o nieprawdziwe dane. Dodanie przez ekspertów OPI nowej funkcji w JSA, która pozwala stwierdzić, że dany tekst prawdopodobnie został napisany przy pomocy sztucznej inteligencji, jest bezsprzecznie ważnym etapem w walce z plagiatami.

Banki stawiają na GenAI: 45% już inwestuje, 52% planuje

Wyniki badania – Generatywna AI w bankowości – wskazują, że sektor bankowy pozostaje daleki od obojętności w zakresie rozwoju nowych cyfrowych narzędzi. 45% badanych instytucji finansowych już inwestuje w rozwiązania oparte o GenAI, a 52% planuje ten krok. Głównymi motywatorami są poprawa produktywności (78%) i jakości obsługi klienta (60%), natomiast największy wpływ oczekiwany jest w obszarze sprzedaży w związku z automatyzacją procesów ofertowania (66%). Co ciekawie jedynie 13% badanych wskazuje na możliwy spadek interakcji międzyludzkich (13%). Banki najchętniej wprowadzają narzędzia wspierające działania marketingowe (69%), poprawiające działanie chatbotów (68%) lub wspierające wykrywanie prania brudnych pieniędzy (57%). Efekty podejmowanych działań będą jednak rozciągnięte w czasie – 64% firm przewiduje że ich narzędzia wykorzystujące GenAI pojawią się w 2024 roku, a 9% nawet 12 miesięcy później.

Badanie EY-Parthenon jasno wskazuje, że generatywna sztuczna inteligencja na dobre zagościła już w sektorze bankowym. Już 45% instytucji finansowych zainwestowało w rozwiązania oparte o GenAI, a 52% to planuje lub jest bardzo zainteresowane aby dowiedzieć się więcej na temat tej technologii. Prym wiodą największe banki – w przypadku grupy o wysokości depozytów powyżej 500 miliardów dolarów odsetek podmiotów, które dokonały już inwestycji wynosi 60%. Dla porównania wśród banków dysponujących depozytami w wysokości poniżej 50 miliardów dolarów ten wskaźnik jest ponad dwukrotnie mniejszy (28%). Każda tak poważna decyzja zaczyna się od zebrania odpowiednich pracowników, nie może więc dziwić że dedykowane zespołu utworzono już w 81% banków.

– Największym aktywem banków są oczywiście pieniądze, ale drugie w kolejce są dane. Naturalne jest więc ogromne zainteresowanie technologiami zwiększającymi efektywność analizy informacji. Zwłaszcza, gdy chodzi o rozwiązanie które równocześnie może być wsparciem dla zespołu sprzedaży, obsługi klienta czy przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy. Jej stopniowe wprowadzanie przez banki jest w pełni uzasadnione. Potencjalne korzyści są znaczące, jednak jeszcze większe mogą być straty. Efektywność sztucznej inteligencji opiera się na jakości dostarczonych danych. Stąd tak ważne jest zapewnienie ich bezpieczeństwa, a to sprawia że cała procedura wymaga czasu – mówi Marcin Pisarski, Partner EY Polska, Lider Data Technology.

Wsparcie sprzedaży przed redukcją kosztów

Podstawowymi motywatorami do wprowadzenia narzędzi bazujących na generatywnej sztucznej inteligencji jest zwiększenie produktywności (78%), poprawa doświadczeń konsumentów (60%), redukcja kosztów (59%) oraz wyróżnienie się na tle konkurencji (51%). Równocześnie to właśnie poprawa efektywności pracy doradców bankowych poprzez automatyzację procesów tworzenia dedykowanych prospektów sprzedażowych (66%) znalazła się na czele obszarów, w których zdaniem ankietowanych GenAI może mieć największy wpływ na sposób wykonywania obowiązków. Co warte podkreślenie, jedynie 13% badanych ekspertów uważa że ta technologia obniży interakcje interpersonalne.

Priorytetyzacja wykorzystania generatywnej sztucznej inteligencji w obszarze sprzedaży znajduje swoje odzwierciedlenie w inwestycjach w konkretne rozwiązania realizowane przez banki. W 69% instytucji skupiają się one na marketingu, w 68% na nadanie chatbotom bardziej „ludzkiego” charakteru, a w 57% na usprawnieniu procesu onboardingu oraz wsparciu procesów AML. Dalsze pozycję zajęły analizy prognostyczne (55%) i wykrywania prób oszust w czasie rzeczywistym (54%).

Równocześnie, jedynie 63% banków twierdzi że jest wystarczająco przygotowana w zakresie technologii, standardów bezpieczeństwa i zasobów ludzkich do implementacji narzędzi GenAI. Nie może więc dziwić, że w obszarze barier to właśnie obawy dotyczące bezpieczeństwa i prywatności danych zajmują pierwsze miejsce. W efekcie banki do wprowadzania dedykowanych narzędzi GenAI podchodzą z dużą ostrożnością. Jedynie 27% wprowadziło je w 2023 r., kolejne 64% zrobi to w 2024 r., a 9% dopiero w 2025 roku.

– Wprowadzanie rozwiązań opartych o generatywną sztuczną inteligencję, banki rozpoczęły od eksploracji wyjściowych zastosowań do jakich bazowe modele AI najlepiej są predestynowane. Niski próg wejścia do rozwiązań takich jak ChatGPT pozwala organizacjom na automatyzację pracy z tekstem i realizacji prostych zadań, wprowadzanie chatbotów czy zarządzanie wiedzą. Jednak osiągnięcie pełnej wartości płynącej z tej rewolucji będzie wymagało opracowania strategii AI dopasowanej do długoterminowych celów danego banku. Nowe podejście powinno uwzględniać nie tylko zaawansowane scenariusze użycia, ale także wzrost sprawności w modyfikowaniu komercyjnych modeli bazowych a może nawet tworzenia własnych rozwiązań opartych na modelach Open-Source. To w konsekwencji prowadzić będzie do rosnącej presji na wykorzystanie posiadanych i zbieranych przez banki danych – dodaje Arkadiusz Piotrak, Dyrektor w Dziale Strategii i Transakcji, odpowiedzialny za obszar rozwiązań Data i AI, EY Polska.

Wpływ na pracowników – chwilowo ograniczony

Wyniki badania wskazują, że na tym etapie implementacji, wpływ GenAI na pracowników będzie ograniczony. Ponad 53% badanych wskazuje, że w obszarze front office’u bezpośrednio dotkniętych będzie mniej niż 20% zatrudnionych osób. W przypadku back office’u analogiczny wskaźnik wynosi 34%. Zaangażowanie ponad 60% pracowników deklaruje odpowiednio 5% (front office) i 9% (back office) organizacji.

W zakresie potencjalnego wpływu na oszczędność czasu i kosztów w zadaniach realizowanych przez front office najwięcej wskazań zyskały obszary obsługi klienta (64%) i onboardingu (49%), a najmniej rozwoju produktu (28%). W przypadku back office’u są to zdaniem ankietowanych działy zarządzanie ryzykiem (66%) i operacyjny (62%). Na przeciwległym krańcu skali znalazły się finanse (17%) i HR (10%).

O badaniu
Badanie – Generatywna AI w bankowości – zostało wykonane przez ekspertów z EY-Parthenon w drugim kwartale 2023 roku na grupie 151 liderów kompetencyjnych z sektora bankowego w obszarze technologii, obsługi klienta, marketingu, strategii produktu i HR. W 55% reprezentowali oni instytucje z obu Ameryk, 28% z regionu Azji-Pacyfiku, 13% – Europy, a 4% – innych regionów świata.

Efekt jojo – czy po tak gwałtownym spadku inflacji ceny nie zaczną znów gwałtownie rosnąć?

Wygląda na to, że dużymi krokami wracamy blisko celu inflacyjnego. Pytanie, czy po tak silnym spadku nie złapie nas efekt jojo. Inflacja na szczęście to nie odchudzanie.

Inflacja 3,9%

Wszyscy wiedzieliśmy, że inflacja w Polsce za styczeń powinna wyraźnie spaść. Pewnym problemem w prognozowaniu była jednoczesna coroczna zmiana koszyka. Wynik 3,9% to oczywiście bardzo dobry rezultat. Jest on jednak wbrew pozorom relatywnie niedaleko prognozowanych 4,1%. To właśnie dlatego na rynku walutowym nie było widać nadmiernych reakcji. Kurs złotego niemal nie drgnął. Jest to jednak bardzo ważny odczyt na przyszłość. Z pewnością będzie on konfrontowany z ostatnimi wypowiedziami prezesa NBP na temat braku obniżek stóp procentowych. Warto jednak pamiętać, że jeszcze w lutym będziemy odnosić się w ujęciu rocznym do szczytów, więc lutowy odczyt będzie prawdopodobnie niższy. Potem jednak punktem odniesienia będą coraz niższe poziomy, co też powinno wpłynąć na zmianę roczną.

Dane z USA

Wczorajsze dane mocno przeszkodziły dolarowi. Zaczęło się mocnym uderzeniem w postaci spadku sprzedaży detalicznej w ujęciu miesięcznym aż o 0,8%. Potem te dane stonował trochę indeks NY Empire State, który okazał się mniej zły od oczekiwań. Do tego doszły lepsze od oczekiwań wnioski o zasiłek dla bezrobotnych. To z kolei zostało przykryte przez słabszą od oczekiwań produkcję przemysłową. W rezultacie kurs dolara znów tracił względem euro. W ten sposób w ciągu dwóch dni główna para walutowa wróciła w okolice punktu, w którym zaczynała przed publikacją danych o inflacji z USA, które gwałtownie umocniły dolara.

Inflacja w Europie

Wczorajszy dzień to nie tylko dane z Polski. Opublikowano również odczyty w Czechach Słowacji i Hiszpanii. Cały nasz region jest obecnie w trendzie silnego spadku tempa wzrostu cen. W Czechach inflacja spadła z 6,9% na 2,3% i podobnie jak w Polsce był to spadek silniejszy od oczekiwań. Podobnie jednak jak w Polsce nie miało to większego wpływu na rynki walutowe. Na Słowacji z kolei spadek był z poziomu 5,9% na 3,9%. Sporym kontrastem jest tutaj Hiszpania. Inflacja w tym kraju nie tylko nie spadła wyraźnie, ale wzrosła z 3,1% na 3,4%, co było zgodne z oczekiwaniami analityków.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Ceny wciąż rosną, ale wolniej. W sklepach jest drożej średnio o blisko 5 proc.

Według najnowszego raportu, pochodzącego z monitoringu ponad 25 tys. sklepów detalicznych w całej Polsce, w styczniu br. codzienne zakupy zdrożały średnio o 4,8% rdr. I jest to kolejny miesiąc z rzędu z malejącą dynamiką wzrostu cen. Na 17 analizowanych kategorii 8 wykazało jednocyfrową podwyżkę, 5 zaliczyło dwucyfrowe skoki, a 4 zanotowały spadek. Początek roku przyniósł też duże zmiany wśród „liderów drożyzny”. Tym razem rdr. najmocniej podrożały słodycze i desery, bo o 14,3%. Na drugie miejsce w rankingu wskoczyły napoje bezalkoholowe – 13,8% rdr. A na trzeciej pozycji znalazły się dodatki spożywcze – 12,8% rdr. W TOP5 widać też chemię gospodarczą i warzywa – odpowiednio 10,9% i 10,5% rdr. Z kolei na największym minusie są art. tłuszczowe – 21,7% rdr. W relacji rocznej spadły też ceny karm dla zwierząt – 9,4%, nabiału – 5,1%, a także owoców – 1% rdr.

Wzrost cen nieco odpuszcza, ale nadal jest drożej niż przed rokiem, kiedy podwyżki były już na rekordowo wysokim poziomie. Z najnowszej edycji raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, wynika, że w styczniu br. codzienne zakupy podrożały średnio o 4,8% rdr. Analizą objęto blisko 100 najczęściej kupowanych przez konsumentów produktów. Łącznie zestawiono ze sobą 55,2 tys. cen detalicznych z 25,4 tys. sklepów należących do 56 sieci handlowych. Badano wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry. Dla porównania, w grudniu wzrost cen rdr. (obliczony wg tej samej metody) wyniósł 5,6%, w listopadzie – 6,7%, a w październiku – 8,1%.

– Osłabienie dynamiki wzrostu cen może być interpretowane jako pozytywny sygnał, sugerujący możliwą stabilizację. Dalsza sytuacja będzie zależna od decyzji nowego rządu oraz działań producentów i sprzedawców. Przypomnijmy, że przedłużenie zerowej stawki VAT na żywność obowiązuje do końca marca. Działania osłonowe mogą zostać zatrzymane lub przedłużone o kolejne trzy miesiące – stwierdza dr Joanna Wieprow z Uniwersytetu WSB Merito we Wrocławiu.

Z zebranych danych wynika również, że w styczniu br. na 17 monitorowanych kategorii 8 wykazało jednocyfrowy wzrost (w grudniu – 5). Ponadto 5 grup produktów zdrożało dwucyfrowo (w grudniu – 7). Natomiast 4 kategorie były na minusie (poprzednio – 5).

– W styczniu br. mniej kategorii niż w grudniu ub.r. potaniało rdr. Powodem tego był wzrost płacy minimalnej. Wraz z nią przedsiębiorców czeka podwyżka składki ZUS. Ponadto zdrożała opłata paliwowa. To wszystko przełożyło się na podwyżki średnich cen niektórych kategorii – komentuje dr Justyna Rybacka z Uniwersytetu WSB Merito Gdynia. – Wprawdzie mamy teraz mniej dwucyfrowych wzrostów niż poprzednio, ale to wynika z tego, że odnosimy się do rekordowych skoków cen ze stycznia 2023 roku. Dlatego obecnie nawet jednocyfrowe podwyżki mogą być solidnie odczuwalne dla polskich rodzin – dodaje dr Rybacka.

Raport wykazał, że po kilku miesiącach nastąpiła zmiana na pozycji „lidera podwyżek cen”. Wcześniej na pierwszym miejscu były dodatki spożywcze, a tym razem rdr. najmocniej podrożały słodycze i desery – o 14,3%. W grudniu ub.r. zamykały zestawienie TOP5 najbardziej drożejących kategorii.

– Na podwyżki cen tej kategorii, szczególnie dotyczące wyrobów czekoladowych, wpłynęło drożejące kakao. Z uwagi na światowy deficyt, ceny tego surowca osiągnęły w styczniu br. historycznie wysoki poziom. Przełożyło się to silnie na wzrosty kosztów produkcji słodyczy, mimo że ceny cukru, również istotnego składnika kosztowego, zaczęły maleć. Co więcej, obserwowane podwyżki cen kakao na początku lutego br. mogą sugerować utrzymywanie się rocznej dynamiki wzrostu cen słodyczy na poziomie wyraźnie przekraczającym wskaźnik inflacji dla całej żywności – mówi dr Mariusz Dziwulski, analityk z PKO BP.

Nowym „wiceliderem” wzrostów cen są napoje bezalkoholowe ze średnią podwyżką o 13,8% rdr. – Zeszłoroczna susza w Polsce miała wpływ na obniżenie podaży owoców, przez co soki mogą być nieco droższe. Tendencja wzrostowa w tej kategorii może się utrzymywać – ostrzega ekonomista Marcin Luziński z Santander Bank Polska.

Na trzeciej pozycji znalazły się dodatki spożywcze (tj. ketchupy, majonezy, musztardy, przyprawy), które rdr. zdrożały o 12,8%. – Spadek po kilku miesiącach z miejsca pierwszego na trzecie mógł być wynikiem osłabienia dynamiki wzrostu cen. Wcześniej dodatki spożywcze zaliczały większe wzrosty rdr. Mimo tego, kategoria ta nadal należy do czołówki najbardziej drożejących. Wpływają na to m.in. zmiany w kosztach produkcji i konkurencji na rynku czy strategie cenowe producentów – wyjaśnia dr Joanna Wieprow.

Czwarte miejsce w rankingu zajęła chemia gospodarcza ze średnim wzrostem rdr. o 10,9%. W grudniu ub.r. była na drugim miejscu. – Na wciąż wysokie podwyżki w tej kategorii wpływają takie czynniki, jak dostępność surowców, cena energii i koszty pracy. Choć obecnie specjalistyczne urządzenia ograniczają zużycie poszczególnych składników, prądu oraz wody, to jednak nadal energia elektryczna zdaje się być kluczowa w całym procesie zautomatyzowanej produkcji. Do tego wzrost kosztów pracy powoduje, że na większe wyhamowanie podwyżek cen w tej kategorii nie mamy co liczyć. Spadek z drugiego miejsca na czwarte w zestawieniu niczego tu nie zmienia – przekonuje ekspertka z WSB Merito Gdynia.

Zestawienie TOP5 zamykają warzywa ze średnim wzrostem rdr. na poziomie 10,5%. – W tym przypadku coraz mocniej widoczne są efekty zeszłorocznej suszy, która wpłynęła na niższe krajowe zbiory. W związku z tym ceny warzyw będą utrzymywać się na podwyższonym poziomie przez najbliższe miesiące – zapowiada ekspert z Santander Bank Polska.

Kolejne w rankingu podwyżek cen są ryby, które zdrożały o 9,3% rdr. Dalej widać art. dla dzieci ze średnim wzrostem rdr. na poziomie 7,1%, wędliny – 4%, pieczywo – 3,4%, mięso – 3,1%, środki higieny osobistej – 2,7%, produkty sypkie – 2,4%, a także używki – 2,4%.

– Ceny mąk, tj. produktów sypkich, sprzedawanych przez młyny do przetwórstwa, spadły w styczniu o ok. 1/3 rdr. Jednak jak na razie spadki cen tego najważniejszego dla branży surowca nie zostały odzwierciedlone w niższych cenach pieczywa. Mąka to tylko część kosztów piekarni czy cukierni – mówi Weronika Szymańska, analityczka Sektora Rolno-Spożywczego w Banku BNP Paribas. W ocenie ekspertki, coraz niższe ceny zbóż powinny w najbliższym czasie przełożyć się na lekkie spadki cen produktów zbożowych, szczególnie tych sprzedawanych w dyskontach. Tańsze ziarno to również niższe ceny pasz, które są jednym z kluczowych kosztów w produkcji mięsa, mleka czy jaj.

– Roczna dynamika cen mięsa pozostała dodatnia, choć jej poziom był dużo mniejszy niż jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Przyczyną jest ustępująca presja w zakresie kosztów produkcji żywca, która znajduje odzwierciedlenie w niższych cenach skupu. Najwyraźniej widać to w przypadku drobiu, którego ceny w styczniu na poziomie producenta były niższe niż rok wcześniej o ok. 1/5 – tłumaczy dr Dziwulski.

Z kolei najmocniejsze spadki cen rdr. zanotowały art. tłuszczowe – o 21,7%, a także karmy dla zwierząt – o 9,4%. Do tego nabiał potaniał rdr. o 5,1%. Za owoce konsumenci płacili o 1% mniej niż przed rokiem.

– Oleje i tłuszcze stanowią główną kategorię o tendencji spadkowej, co jest zjawiskiem globalnym, wpływającym także na rynek polski. Ta grupa żywności zanotowała największe spadki cen po osiągnięciu historycznych szczytów, po wybuchu wojny w Ukrainie. Decydującym czynnikiem dla cen żywności będą warunki pogodowe. Obecnie na rynek istotnie wpływają ekstremalne zjawiska klimatyczne, które mogą znacząco oddziaływać na globalną produkcję rolno-spożywczą – podsumowuje dr Joanna Wieprow.

Grupa Mercor: Przychody spadają, ale zysk netto rośnie o 25%

Grupa „MERCOR” S.A., należąca do liderów europejskiego rynku zabezpieczeń przeciwpożarowych, po dziewięciu miesiącach roku obrotowego 2023/2024 (1 kwietnia-31 grudnia 2023 r.) odnotowała przychody ze sprzedaży na poziomie 446,3 mln zł (-4,9% r/r). W tym samym okresie EBIT wyniósł 48,1 mln zł, a EBITDA osiągnęła poziom 62,4 mln zł. Z kolei zysk netto był większy rok do roku aż o 24,9% i wyniósł blisko 46 mln zł. Dynamikę wzrostu zysku netto wsparło otrzymanie przez Spółkę zwrotu zapłaconego podatku dochodowego z odsetkami w wysokości 10,5 mln zł, które miało miejsce w II kwartale.

W samym III kwartale roku obrotowego 2023/24 przychody Grupy wyniosły 145,4 mln zł (-13,1%), a zysk netto był na poziomie blisko 14 mln zł (+2,7%).

Jesteśmy zadowoleni z naszych wyników finansowych po dziewięciu miesiącach roku obrotowego 2023/2024. Co ważne, utrzymaliśmy wysokie przychody. W konsekwencji podjętych przez nas działań, nasz zysk netto w III kwartale był wyższy rok do roku o 2,8%. Skumulowany zysk netto po trzech kwartałach roku także był lepszy w porównaniu do analogicznego okresu w minionym roku. Należy przypomnieć o zdarzeniu jednorazowym
z II kwartału, kiedy to w wyniku zakończonych postępowań otrzymaliśmy zwrot zapłaconego podatku dochodowego z odsetkami, co zwiększyło zysk netto Grupy o ok. 10,5 mln zł –
mówi Krzysztof Krempeć, Prezes Zarządu „MERCOR” S.A.

Po trzech kwartałach roku obrotowego 2023/24 Grupa wygenerowała przychody z rynku krajowego na poziomie 51,6% przychodów, czyli blisko 230,2 mln zł. Z kolei 48,4% sprzedaży, czyli 216,1 mln zł, pochodziła z rynków zagranicznych.

W III kwartale, jak i po dziewięciu miesiącach roku obrotowego 2023/2024 odnotowaliśmy nieznacznie lepszą sprzedaż na rynku polskim niż na rynkach zagranicznych. Jednocześnie są rynki, na których w ostatnim czasie odnotowaliśmy istotne wzrosty. Należy tu wymienić przede wszystkim rynek brytyjski, na którym po trzech kwartałach roku obrotowego urośliśmy o blisko 68%, a także rynek rumuński, gdzie w tym samym okresie zwiększyliśmy nasze przychody o ponad 60%. Niezmiennie intensywnie pracujemy nad naszym rozwojem poza granicami Polski, przede wszystkim mocno stawiając na innowacyjność Grupy, a także elastyczne i indywidualne podejście do potrzeb klientów. Przykładem naszego innowacyjnego działania jest rozwój mcr Tech Lab, czyli spółki z Grupy, która pracuje nad rozwiązaniami z obszaru przemysłu 4.0 – zaznacza Krzysztof Krempeć, Prezes Zarządu „MERCOR” S.A.

Stabilny poziom zamówień

Poziom zamówień w ramach Grupy jest zgodny z naszymi oczekiwaniami. Oceniamy, że wartość pozyskiwanych zleceń w pierwszym kwartale roku kalendarzowego 2024 będzie niższa niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Jest to związane z mniejszą liczbą budów w końcowej fazie wykończenia (czyli okresu naszej pracy), w związku z opóźnieniami wywołanymi zimą (pogoda uniemożliwiła pracę na dachach) oraz bardzo wysoką bazą z ubiegłego roku z powodu kilku wyjątkowych zamówień w tamtym okresie. Spodziewamy się ożywienia na rynku w drugiej połowie roku, bazując na relacjach i planach naszych partnerów, firm projektowych i budowlanych. Powinno dać to efekt powrotu do wyższych poziomów zamówień podaje Krzysztof Krempeć Prezes Zarządu „Mercor” S.A.

WYNIKI GRUPY „MERCOR” PO III KWARTALE 2023/24

w tys. zł 1-3Q 2023/24 1-3Q 2022/23 Zmiana 3Q 2023/24 3Q 2022/23 Zmiana
Przychody ze sprzedaży 446 271 469 276 -4,90% 145 412 167 286 -13,08%
Sprzedaż zagraniczna 216 121 233 963 -7,63% 68 875 88 771 -22,41%
Sprzedaż w Polsce 230 150 235 313 -2,19% 76 537 78 515 -2,52%
Zysk brutto ze sprzedaży 118 943 121 362 -1,99% 42 398 43 254 -1,98%
Marża brutto na sprzedaży (%) 26,65% 25,86% 0,79 p.p. 29,16% 25,86% 3,30 p.p.
EBITDA 62 416 68 542 -8,94% 20 708 24 640 -15,96%
Marża EBITDA 13,99% 14,61% -0,62 p.p. 14,24% 14,73% -0,49 p.p.
EBIT 48 082 54 940 -12,48% 15 804 19 915 -20,64%
Marża EBIT (%) 10,77% 11,71% -0,94 p.p. 10,87% 11,90% -1,03 p.p.
Zysk netto 45 980* 36 827 24,85% 13 991 13 615 2,76%
Zysk netto przypadający akcjonariuszom podmiotu dominującego 43 115 32 480 32,74% 13 088 11 586 12,96%
Marża netto  (%)             10,30% 7,85% 2,45 p.p. 9,62% 8,14% 1,48 p.p.

*Wpływ na wynik netto miał zwrot podatku z odsetkami, który wyniósł ok. 10,5 mln zł i miał miejsce w II kwartale roku obrotowego 2023/2024.

ChatGPT zaatakowany przez Anonymous Sudan i SkyNet

Grupy hakerskie Anonymous Sudan i SkyNet przeprowadziły cyberatak na OpenAI, giganta generatywnej sztucznej inteligencji, powodując zakłócenia w ChatGPT. Cyberatak przeprowadzony metodą DDoS, spowodował awarię usługi – ogłosił Anonymous Sudan na swoim kanale Telegram.

W opublikowanym poście organizacja skrytykowała środki bezpieczeństwa OpenAI, zarzucając słabą ochronę i przypisując rzekomy atak wadom usług bezpieczeństwa Cloudflare. Tak wynika z informacji „oficjalnego rzecznika” Anonymous Sudan, występującego pod pseudonimem Crush.

Cyberatak na ChatGPT nie jest przypadkowym aktem cyberagresji. U jego podłoża leżą motywacje polityczne – Anonymous Sudan uzasadnił obranie za cel OpenAI, wskazując na wsparcie firmy dla Izraela w obliczu trwającego konfliktu między Izraelem a Hamasem.

Haktywiści często szukają głośnych celów, które mogliby zaatakować, aby zwrócić na siebie uwagę. W tym przypadku Crush twierdzi, że grupy zaatakowały OpenAI ze względu na wsparcie firmy dla Izraela — mówi Oded Vanunu, dyrektor działu podatności produktów w firmie Check Point Software.

Operacja grup wykraczają poza cyberwojnę, gdyż żądają one od OpenAI konkretnych działań, w tym usunięcia menedżera Tala Brody, który pełni funkcję szefa platformy badawczej ChatGPT. – Ataki będą kontynuowane, jeśli powyższe problemy nie zostaną rozwiązane, a zwłaszcza zwolnienie Tala Brody – oznajmił w poście Anonymous Sudan. Grupa potępiła współpracę OpenAI z Izraelem, podkreślając zainteresowanie Sama Altmana inwestycjami w kraju oraz jego spotkania z izraelskimi urzędnikami, w tym z premierem Benjaminem Netanjahu.

PZPO: Czwarty kwartał przyniósł nadzieję na rynku sprzedaży opon. Rok 2023 trudny w Polsce i Europie

W czwartym kwartale 2023 roku zwiększyła się sprzedaż opon na rynek do dystrybutorów w największym segmencie opon do samochodów osobowych (+3%). W pozostałych segmentach sprzedaż nadal spadała, choć dynamika spadków była mniejsza – poza segmentami wyraźnie sezonowymi: opony do SUV -15%, dostawcze -37%, ciężarowe -39%, rolnicze -50%, motocyklowe -29,5%, a przemysłowe -8%.

W całym 2023 roku sprzedaż opon spadała we wszystkich segmentach z wyjątkiem motocykli. W przypadku opon do samochodów poniżej 3,5 T DMC sprzedaż spadła o -14%, w tym do osobowych -13%, SUV -13%, dostawczych -28%. W segmencie maszyn rolniczych spadki wyniosły aż -47%, przemysłowych -28%, a do samochodów ciężarowych -36%. Tylko sprzedaż opon motocyklowych pozostała bez zmian (0%). Na rynkach europejskich także notowano negatywne trendy we wszystkich segmentach.

W 2023 roku mocno spadła sprzedaż opon letnich (-24,3%) oraz zimowych (-11,9%), niewielki wzrost notowano w segmencie opon całorocznych (+1,8%).

– Rok 2023 był bardzo trudny, na szczęście czwarty kwartał przyniósł nadzieję na odbicie. W największym wolumenowo segmencie opon do samochodów osobowych zanotowaliśmy wzrost o 3%. Mniejsze spadki widzieliśmy też w segmencie opon dostawczych i przemysłowych. W całym 2023 roku sprzedaż opon była istotnie niższa w porównaniu do 2022 roku, co również było związane z wysoką inflacją oraz słabnącym popytem i PKB zarówno w Polsce, jak i w Europie. To bardzo trudne dla nas, producentów opon – mamy fabryki i biura w Polsce, gdzie zatrudniamy ponad 11.000 pracowników. Nawet w tak niekorzystnych warunkach nadal inwestowaliśmy w rozwój i jakość naszych produktów – bo wierzymy, że kolejne lata zmienią te negatywne trendy. Utrzymaliśmy też nasze działania edukacyjne w ramach PZPO, jak i działalność charytatywną – przekazując ponownie opony dla karetek Centrum Zdrowia Dziecka podkreśla Anna Burakowska, prezes zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO).

Członkowie PZPO są przedstawicielami największych w Polsce i na świecie producentów opon. Codziennie z ich fabryk w naszym kraju wyjeżdża ponad 140 tys. opon z napisem „made in Poland” do samochodów osobowych, ciężarowych, autobusów czy maszyn rolniczych i przemysłowych.

– Mamy nadzieję, że rok 2024 przyniesie odbicie na rynku i dalsze zwiększenie świadomości u kierowców odnośnie inwestycji w porządne opony, zapewniające więcej bezpieczeństwa i dłuższy czas ich eksploatacji. Bo opony sprawdzonych producentów to inwestycja, a nie koszt. Wiedzą to bardzo dobrze np. menedżerowie flot i dlatego przykładają szczególną wagę do wyboru opon – co pozwala ograniczyć wydatki na paliwo i na same opony w dłuższym horyzoncie dodaje Piotr Sarnecki, dyrektor generalny PZPO.POLSKA 2023 POLSKA SEZONOWE 2023 POLSKA Q4 2023

Europejski rynek opon

Europejskie Stowarzyszenie Producentów Opon i Gumy (ETRMA) wskazała, że sprzedaż opon w Europie spadła we wszystkich segmentach rynku – z wyjątkiem opon konsumenckich, gdzie zimowe warunki pogodowe zwiększyły sprzedaż opon całorocznych i zimowych. W 2023 roku każda kategoria produktów odnotowała negatywny trend w porównaniu z rokiem 2022. Najbardziej dotknięte segmenty to zamienne opony rolnicze (-30%), opony do samochodów ciężarowych i autobusów (-17%), motocyklowe (-11%) i konsumenckie (-8%).

– Dane potwierdzają negatywne trendy obserwowane od czerwca 2022 roku. Wyniki te są efektem spadku popytu, napędzanego inflacyjnymi kosztami surowców, energii i płac, a także z redukcji zapasów w kanałach dystrybucji – powiedział Adam McCarthy, sekretarz generalny Europejskiego Związku Producentów Opon i Gumy (ETRMA).EUROPA SEZONOWE Q4 2023 EUROPA SEZONOWE 2023 EUROPA Q4 2023 EUROPA 2023

Czym jest software house?

Jak sugeruje sama nazwa, software house, to instytucje zajmujące się profesjonalnym tworzeniem oprogramowania na zamówienie. Stanowią one swoiste ogniwo między niewielkimi start-upami a gigantycznymi korporacjami, oferując swoje usługi na rynku oprogramowania. Czym się wyróżniają takie podmioty? Zobacz, jakie usługi świadczy software house.

Średni rozmiar, duże możliwości

Software house to podmiot średniego rozmiaru, który specjalizuje się w projektowaniu, tworzeniu i wdrażaniu dedykowanych rozwiązań informatycznych. Zajmuje się on głównie oprogramowaniem, które spełnia konkretne potrzeby klientów. Oferuje szeroki zakres usług, obejmujący różnorodne gałęzie branżowe, takie jak finanse, medycyna, edukacja czy logistyka.

To dynamiczne przedsiębiorstwa, które dostosowują się do zmieniających się trendów technologicznych. W skład software house wchodzą profesjonaliści z różnych dziedzin, tworząc zespół zróżnicowany pod względem umiejętności i doświadczenia.

Jak działa software house? 

Centralnym elementem software house jest zespół, który skupia się na tworzeniu oprogramowania. Programiści stanowią serce organizacji, ale to nie tylko oni wpływają na sukces projektu. W skład zespołu wchodzą również scrum masterzy, czyli specjaliści od metodyki zwinnej, menedżerowie projektów IT, którzy nadzorują cały proces, a także testerzy, odpowiedzialni za kontrolę jakości stworzonego oprogramowania.

Współpraca między różnymi specjalistami jest kluczowym elementem sukcesu każdego projektu. Stawiając na software house Develos zyskujesz zrozumienie swoich wymagań jako klienta, efektywną komunikację oraz elastyczność w podejściu do zmian rynkowych i nie tylko. 

Postaw na zespół z wizją

Jak już wspomnieliśmy, przykładem software house, który wyróżnia się na rynku, jest Develos. To firma, która może poszczycić się zróżnicowanym i rozbudowanym zespołem. Develos specjalizuje się w obszarze tworzenia oprogramowania na miarę, angażując się w projekty o różnym stopniu złożoności.

Działający tam eksperci potrafią sprostać nawet najbardziej wymagającym zadaniom. Scrum masterzy doskonale zarządzają procesami, programiści wnoszą swoją wiedzę i kreatywność, a testerzy dbają o najwyższą jakość finalnego produktu.

Czym wyróżnia się branża software house?

Branża software house stoi przed różnorodnymi wyzwaniami. Tempo zmian technologicznych, rosnące oczekiwania klientów oraz konkurencja wymagają nieustannej adaptacji i rozwoju. Jednak to także branża pełna perspektyw. W miarę rozwoju sztucznej inteligencji, Internetu rzeczy czy blockchain, software house mają przed sobą mnóstwo możliwości do eksploracji i wykorzystania.

Jak więc widzisz, software house to nie tylko miejsce tworzenia kodu. To kompleksowa jednostka, w której różnorodność umiejętności, skoordynowane działania zespołu i innowacyjne podejście sprawiają, że stają się kluczowym partnerem dla firm, poszukujących spersonalizowanych i efektywnych rozwiązań informatycznych. Jeśli więc zastanawiasz się, jak usprawnić procesy informatyczne w firmie, to postaw na współpracę ze sprawdzonym software housem.

Dolar traci siłę po danych o sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej

Siła dolara, którą widzieliśmy po wtorkowym raporcie inflacyjnym, w kolejnych dwóch dniach została wymazana. Waluta straciła głównie wczoraj na skutek gorszych danych o sprzedaży detalicznej oraz produkcji przemysłowej. Regionalne wskaźniki koniunktury urosły a tygodniowe dane z rynku pracy nie wygenerowały żadnego większego, negatywnego sygnału. Kurs EUR/USD ponownie zbliżył się do 1,08, choć w piątek rano notowania są przy 1,0760. Wall Street świeciła wczoraj ponownie kolorem zielonym. Zyskała ropa naftowa a także złoto. Z Polski otrzymaliśmy odczyt CPI za styczeń.

Gorsza sprzedaż detaliczna w pewnym stopniu spowodowała, że rynkowe nadzieje na rychłe obniżki stóp w USA ponownie zostały wzmocnione, choć nie widać tego w wycenie kontraktów terminowych. W przypadku tych danych otrzymaliśmy spadek o 0,8 proc. m/m, co jest wynikiem sporo gorszym od szacunków Bloomberga. Wynik styczniowy jest najgorszy od niespełna roku. Gorzej wypadła m.in. sprzedaż aut, spadł również popyt na artykuły sklepów budowlanych. Można to tłumaczyć po części gorszą pogodą. Rozczarował również wynik nie uwzględniający samochodów. Tu widzimy spadek o 0,6 proc. m/m. Słaby okazał się także wynik sprzedaży w okrojonej wersji, która to jest wykorzystywana do przygotowywania szacunków PKB. Styczeń wskazał tu na spadek o 0,4 proc. Negatywny obraz amerykańskiej gospodarki wzmocniła produkcja przemysłowa, która skurczyła się o 0,1 proc. m/m. Tygodniowe dane z rynku pracy stanowiły tło a wynik na poziomie 212 tys. nowych zasiłków dla bezrobotnych nie wzbudził żadnych emocji.

Wczorajsza sesja na Wall Street była pozytywna, gorsze dane okazały się po raz kolejny tymi lepszymi dla rynku, który wciąż „gra” pod obniżki stóp procentowych przez Fed. Co prawda ani Nasdaq Composite ani Dow Jones czy SP500 nie wyznaczyły nowych historycznych rekordów, ale zdecydowanie zbliżyły się ponownie do tego newralgicznego obszaru. W nieodkryte tereny wkroczył po raz kolejny niemiecki DAX, który dziś o poranku ponownie zyskuje i „dotyka” poziomu 17 200 pkt.

Słabszy dolar spowodował, że kurs EUR/USD ponownie zbliżył się do 1,08. Moim zdaniem to właśnie ten poziom jest w krótkim terminie kluczowy. Przebiega tu horyzontalny opór a także linia trendu spadkowego. Słabość USD została wykorzystana przez złoto, które ponownie znajduje się powyżej psychologicznej bariery 2000 USD/oz.

Z danych krajowych na uwagę zasługuje inflacja CPI za styczeń, która wykazała silniejszy spadek niż sugerowały to prognozy. Dynamika na poziomie 3,9 proc. r/r jest najniższa od marca 2021 roku. Na tak mocny spadek z poziomu 6,2 proc. r/r w grudniu w dużej mierze wpływ miały ceny nośników energii, które urosły znacznie mniej w porównaniu do stycznia 2023 roku. Mamy tutaj do czynienia z wysoką bazą, stąd też tak duża skala zmiany. Komponenty „core” obniżyły inflację ale w zdecydowanie mniejszym stopniu.

Obniżka stóp procentowych w marcu przez RPP jest moim zdaniem mało prawdopodobna. Za ostrożnościowym podejściem banku centralnego będzie przemawiać możliwe podbicie inflacji w II połowie roku, dlatego w Radzie powinno dominować przekonanie o pozostaniu na restrykcyjnej ścieżce.

Złoty w tym tygodniu jest słabszy (względem euro oraz USD) głównie za sprawą wtorkowych danych o inflacji z USA. Względem dolara PLN nieco zyskał w ostatnich dwóch dniach a kurs USD/PLN wskazuje okolice 4,03. Notowania EUR/PLN to obecnie 4,34

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

InPost Abonamenty dla Firm: Wiodący Partner w Zarządzaniu Logistyką i Ekologią w E-Biznesie

Zarządzanie logistyką w dynamicznie rozwijającym się świecie e-commerce to skomplikowane i często stresujące zadanie. Rozwiązanie logistyczne, które wybierzesz dla swojej firmy, ma bezpośredni wpływ na zadowolenie klientów, a tym samym na reputację Twojego biznesu. InPost, z siecią ponad 21 tysięcy automatów Paczkomat na terenie całego kraju i 95% przesyłek dostarczanych już na następny dzień po nadaniu, to solidny partner, na którym możesz polegać.

Zarządzanie logistyką w dynamicznie rozwijającym się świecie e-commerce to skomplikowane i często stresujące zadanie. Rozwiązanie logistyczne, które wybierzesz dla swojej firmy, ma bezpośredni wpływ na zadowolenie klientów, a tym samym na reputację Twojego biznesu. InPost, z siecią ponad 21 tysięcy automatów Paczkomat na terenie całego kraju i 95% przesyłek dostarczanych już na następny dzień po nadaniu, to solidny partner, na którym możesz polegać.

Rozwiązania InPost: Automatyzacja Procesów Wysyłkowych dla Efektywnego Zarządzania Twoim Biznesem

Żyjemy w erze cyfryzacji, gdzie automatyzacja procesów jest kluczem do efektywnego zarządzania biznesem. Procesy związane z wysyłką towarów nie są wyjątkiem. InPost oferuje rozwiązania, które pomagają w automatyzacji tych procesów, co przekłada się na niższe koszty, a także gwarancję rzetelności i renomy. InPost to nie tylko dostawca usług kurierskich, ale partner, który pomaga Ci zoptymalizować procesy logistyczne, dając Ci więcej czasu na rozwijanie kluczowych aspektów Twojego biznesu.

Kurier dla Firm: InPost Abonamenty – Twoje Zrównoważone Rozwiązanie

InPost Abonamenty https://inpost.pl/abonamenty-dla-firm to usługa, która gwarantuje stałą cenę przez cały okres umowy. Zawarcie umowy odbywa się online, bez zbędnych formalności, co jest istotne dla szybko rozwijających się firm e-commerce. Pakiet usług obejmuje wysyłkę paczkami kurierskimi i przez Paczkomat, bezpłatny podjazd kuriera, opiekę konsultanta, brak dodatkowych opłat paliwowych i możliwość zwiększenia abonamentu.

Eko-Pakowanie: Wykorzystanie Ekologicznych Wypełniaczy w Przesyłkach

Rozwój biznesu online nie musi oznaczać niekorzystnego wpływu na środowisko. InPost, jako firma odpowiedzialna społecznie, promuje korzystanie z ekologicznych wypełniaczy do pakowania przesyłek. Te w pełni biodegradowalne produkty nie tylko skutecznie chronią zawartość przesyłek, ale także przyczyniają się do ochrony naszej planety.

InPost Abonamenty: Kontrola nad Budżetem i Oszczędność Czasu

Dzięki usłudze InPost Abonamenty, nie musisz tracić cennego czasu na nadawanie przesyłek w automatach Paczkomat. Kurier przyjedzie po paczki bezpośrednio do Twojego biura lub domu, a stałe koszty abonamentu eliminują ryzyko niespodzianek w postaci dodatkowych opłat. Płacisz stałą miesięczną opłatę i korzystasz z usług bez limitu, co daje Ci pełną kontrolę nad wydatkami na logistykę.

InPost Abonamenty: Idealne Rozwiązanie dla Twojego Sklepu Internetowego

Jeśli prowadzisz sklep internetowy, InPost Abonamenty to idealne rozwiązanie dla Ciebie. Dzięki szybkości i niezawodności dostaw, Twoje przesyłki docierają do klientów na czas, co przekłada się na ich zadowolenie i pozytywne opinie o Twoim sklepie.

InPost Abonamenty: Komfort, Wygoda i Oszczędność dla Twojego Biznesu

InPost Abonamenty to wybór komfortu, wygody i oszczędności czasu i pieniędzy. Dzięki tej usłudze, możesz skoncentrować się na rozwijaniu swojego biznesu, podczas gdy logistyką przesyłek zajmuje się InPost. Wybierz InPost Abonamenty i zyskaj przewagę nad konkurencją. InPost to nie tylko dostawca usług kurierskich, to partner, który wspiera Twój biznes, pomagając Ci skupić się na tym, co najważniejsze – zadowoleniu Twoich klientów i sukcesie Twojej firmy.

Branża bukmacherska potrzebuje zmian. Podatek od zysków może uratować operatorów i zmniejszyć straty dla budżetu

Polski rynek bukmacherski boryka się z nie lada problemami. Według szacunków, już 60 proc. rynku należy do firm działających w szarej strefie, czyli poza kontrolą. Przyczyną jest przestarzałe prawodawstwo sprzed 31 lat. Efekt? Tylko w 2022 r. polski budżet stracił 560 mln zł z utraconych wpływów podatkowych*.

Co prawda – jak przyznaje Adam Lamentowicz, prezes Polskiej Izby Gospodarczej Branży Rozrywkowej i Bukmacherskiej – szara strefa została nieco przyhamowana w wyniku poprawek przyjętych w 2017 roku, jednak w ostatnich latach pozytywna tendencja znacznie wyhamowała, a legalny rynek przestał rosnąć. Eksperci firmy H2Gambling szacują, że ponad 1,2 miliona Polaków regularnie korzysta z oferty nielegalnych operatorów w Polsce. Tymczasem odpływy z budżetu państwa są coraz większe, tj. o 69,6 proc większe niż w 2021 r., kiedy to ich szacowana wielkość́ wyniosła 329 mln PLN – wynika z raportu Totalizatora Sportowego z września 2023 r.

Problem tkwi w bardzo wysokim podatku obrotowym nałożonym na legalnie działających operatorów, na poziomie 12 proc. – To najwyższe obciążenie podatkowe dla branży zakładów bukmacherskich w Europie – podkreśla Paweł Majewski, prezes firmy forBET, jednego z największych pod względem obrotów gracza na polskim rynku.

Gdy wprowadzany był podatek obrotowy 12% biznes zakładów wzajemnych online w zasadzie nie istniał. Gracz obstawiał kupon i od wpłaconej stawki pobierany był podatek. Dzisiaj w momencie, gdy zdecydowana większość biznesu odbywa się w internecie, mamy do czynienia z sytuacjami absurdalnymi. Gracz wpłaca 100 PLN, obstawia pierwszy kupon i wygrywa, pieniędzy nie wypłaca i obstawia dalej, łącznie obstawi kuponów za 1000 PLN i ostatecznie przegra. W efekcie gracz przegrał 100 PLN wpłacone wcześniej, a firma odprowadza od wniesionych stawek 120 PLN podatku, czyli gracz przegrał, a jedynym zarobionym jest budżet. W ten sposób nie da się prowadzić biznesu. Warto też podkreślić, że podatek obrotowy odprowadza się także od środków bonusowych, co jest ewenementem w skali europejskiej.

Przepisy podatkowe, nieprzystające do dzisiejszej rzeczywistości, nie pozwalają rozwijać się firmom z branży. W Europie tylko 6 krajów ma podatek od zakładów bukmacherskich w oparciu o przychód – Polska 12 proc, Portugalia 8 proc., Niemcy 5 proc., Chorwacja 5 proc., Austria 2 proc. i Irlandia 2 proc.

Wprowadzenie podatku GGR uporządkuje rynek….

Przedstawiciele branży wzywają rząd do zmian i wprowadzenia rozwiązań podatkowych stosowanych w innych państwach UE, gdzie obowiązuje podatek GGR (Gross Gambling Revenue – różnicę przychodów ze sprzedaży gier i wypłaconych wygranych) na poziomie 20-30%. – Takie rozwiązanie może być gwarantem ograniczenia szarej strefy, większego bezpieczeństwa dla graczy i otwarcia rynku na realną konkurencję operatorów legalnych z nielegalnymi, których usługi nadal dostępne są na polskim rynku – podkreślają eksperci.

Jak pokazały doświadczenia innych państw, innym – bardzo istotnym – skutkiem wprowadzenia takiego rozwiązania jest możliwość rozwoju legalnych firm operatorskich, zrównania konkurencyjności oraz większego zaangażowania w sponsoring sportowy – jedynego obszaru, na którym (zgodnie z ustawą hazardową) firmy branży bukmacherskiej mogą ze sobą konkurować marketingowo. W Szwecji zmiana podatku na system GGR (stawka podatku 18 proc.), spowodowała 3-krotny wzrost wpływów podatkowych do budżetu w ciągu 3 lat.

Ograniczenia i problemy podatkowe to dla branży nie nowość. Branża potrzebuje radykalnych zmian i impulsu do dalszego rozwoju. Specyfika rynku oraz uregulowania podatkowe powodują, że zdecydowana większość spółek działa przynosząc straty. Oprócz liderów rynku STS i Fortuny tylko forBET w ciągu ostatnich 3 lat dwukrotnie kończył rok z zyskiem (2,1 mln w 2020 r. i 3,4 mln w 2021 r.).  Sytuacja się zmieniła od 2022 roku, gdy – w związku z rosnącymi kosztami rozwoju sieci oraz inwestycjami (otwarcie działalności na czeskim rynku), spółka zamknęła stratą 8 mln zł. Ostatni rok – 2023 – spółka zakończy wynikiem na minusie. – Wpływ na to miały dwa miesiące ub.r. wrzesień i październik, kiedy gracze wygrywali zdecydowanie więcej niż można się było spodziewać. Pomimo tego dzięki podjęciu działań restrukturyzacyjnych polegających na optymalizacji kosztów inwestycyjnych i marketingowych udało się znacząco zmniejszyć stratę – ujawnia prezes firmy. Od końca 2023 roku forBET prowadzi zaplanowane działania restrukturyzacyjne, które objęły cięcie kosztów i optymalizację zatrudnienia. Ma to pozwolić firmie na zakończenie bieżącego roku 2024 zyskiem.  – Prowadzimy analizy finansowe i prognozujemy powrót na ścieżkę dodatnich wyników finansowych na koniec roku 2024. Wiele zależy jednak od rynku i zachowań graczy. Im mniej ich będzie uciekać do szarej strefy, tym większe szanse na dobry wynik legalnych operatorów – dodaje Paweł Majewski z ForBET.

Obecnie wiele podmiotów, głównie zarejestrowanych za granicą, oferuje polskim graczom obstawianie zakładów wzajemnych, w szczególności wyników wydarzeń sportowych, bez niezbędnego zezwolenia. Firmy te nie odprowadzają w Polsce podatków!!!

…i pozwoli na rozwój konkurencyjności branży

Wprowadzenie postulowanych zmian (podatku GGR) poprawi perspektywę wpływów podatkowych do budżetu państwa oraz pozytywnie wpłynie na dodatkowe finansowanie polskiego sportu. Dziś czołowe dyscypliny polskiego sportu zawodowego finansowane są przez firmy w branży bukmacherskiej. Sponsorem polskich drużyn ligowych Ekstraklasy: ŁKS Łódź i Arki Gdynia jest forBET. Ten sam, który angażował się w ostatnich latach w pomoc finansową dla Polskiego Związku Tenisa, koszykówki, siatkówki czy żużlu. – W ciągu ostatnich 7 lat wsparcie finansowe od forBET dla polskiego sportu to dziesiątki milionów złotych – podkreśla Paweł Majewski, prezes forBET. W okresie tym ambasadorami forBET byli znani sportowcy, w tym Artur Boruc, Karolina Kowalkiewicz, Bożydar Iwanow, Andrzej Fonfara. Aktualnie ambasadorem marki jest dziennikarz sportowy, twórca programu Turbokozak Bartosz Ignacik.

W opinii ekspertów, dodatkowe utrudnienia w prowadzeniu działalności legalnych firm stwarza brak możliwości odliczania podatku VAT czy wysokie i nieuregulowane w ustawie opłaty za zgodę krajowego organizatora rozgrywek sportowych.

Problem dotyczy także rynku kasyn online. W Polsce, w odróżnieniu od większości krajów UE, firmy branży hazardowej nie mają możliwości oferowania kasyna online, które w Polsce objęte jest monopolem państwa wykonywanym przez Totalizator Sportowy. Podatek od GGR dla firm bukmacherskich w Polsce ograniczyłby szarą strefę zarówno dla firm bukmacherskich, jak i dla właścicieli marek loteryjnych. Produkt ten pozwoliłby na spokojniejsze i pewniejsze planowanie dochodów (niekoniecznie powiązane z wynikami sportowymi. Z pewnością to rozwiązanie przyczyniłoby się także do większych wpływów podatkowych do budżetu państwa – całościowo rynek kasyn online jest zdecydowanie większy niż rynek zakładów bukmacherskich.

Nie bez znaczenia jest również rozwój technologiczny branży. Ograniczona możliwość korzystania z produktów bankowych przez branżę (ograniczenie w dostępie do produktów bankowych tylko ze względu na przynależność do branży) nie może powstrzymać rozwoju nowych aplikacji. – Działając w środowisku online nasza firma kładzie olbrzymi nacisk na innowacje. Aplikacja forBET, opierająca się na filozofii „mobile first” zdobyła nagrodę za najlepszą aplikację branżową w 2019 roku. Rozwój technologii wymaga jednak wysokich nakładów, a w związku z ograniczonymi możliwościami finansowymi spowodowanymi nadmiernymi obciążeniami podatkowymi, firmy bukmacherskie obawiają się o rozwój produktów w takim zakresie, jak wymaga tego rynek – podkreśla Paweł Majewski, prezes firmy forBET.

Opinia Eksperta:

Wyniki autorskiego podejścia ekonometrycznego EY Polska do badania wielkości szarej strefy na rynku kasyn i zakładów bukmacherskich online pokazują, że o ile w ostatnich latach udział szarej strefy w internetowym rynku kasyn i zakładów bukmacherskich spada, to poziom szarej strefy w ujęciu nominalnym rośnie. Obserwowany spadek udziału szarej strefy w całkowitej wartości rynku kasyn i bukmacherów online nie wynika zatem z kurczenia się szarej strefy, a z szybszego wzrostu rynku legalnego. Analiza pokazuje, że sektor finansów publicznych, mimo nowelizacji prawa i wprowadzonych wraz z nią narzędzi przeciwdziałania szarej strefie na rynku hazardowym online, traci każdego roku setki milionów złotych z tytułu nieodprowadzonego podatku od gier, do których należałoby jeszcze dodać utracone dochody z CIT czy PITMarek Rozkrut, Partner i Główny Ekonomista EY na Unię Europejską i region CESA, współautor raportu EY o szarej strefie na rynku kasyn i zakładów wzajemnych online w Polsce.

Na podstawie: ISB Tech News

Wzrost PKB w 4. kwartale 2023 roku, ale cały rok bliski zeru

GUS podał dziś szybki szacunek PKB na ostatni kwartał 2023 roku.

W czwartym kwartale 2023 roku mamy faktycznie niewielki wzrost PKB, niemniej w skali całego roku jest on naprawdę nieznaczny – bliski zeru.
Ważnym czynnikiem dla wzrostu gospodarczego jest obecny wzrost popytu konsumpcyjnego, który rząd zakładał w ustawie budżetowej na rok bieżący.

Drugim czynnikiem pobudzającym gospodarkę jest duży napływ środków netto z Unii Europejskiej – na poziomie 2,7 proc. PKB w skali roku.
Należy jednak pamiętać, że z drugiej strony mamy zwiększone ryzyko dotyczące finansów publicznych.

Wzrost relacji długu publicznego z silne rosnącymi wydatkami pozabudżetowymi wynosił około 50 % w roku 2023 a w tym roku prawdopodobnie wzroście on do 54- 55 proc.

W kolejnych kwartałach 2024 oczekujemy rosnącego tempa wzrostu do poziomu ok 2,5 – 3 proc. w skali roku.

Stanisława Gomułka, główny ekonomista BCC

Tomasz Sójka rezygnuje z funkcji członka Rady Nadzorczej ORLENU

Tomasz Sójka złożył rezygnację z pełnienia funkcji członka Rady Nadzorczej. Decyzja wejdzie w życie z dniem 16 lutego.

– W nawiązaniu do artykułów medialnych na mój temat w związku z powołaniem mnie na członka Rady Nadzorczej ORLEN, zdecydowałem się na złożenie rezygnacji. Moje historyczne związki z kancelarią SMM, z której odszedłem w 2018 roku, jak również moja późniejsza działalność społeczna w ruchu Polska 2050 są publicznie znane. W styczniu tego roku Ministerstwo Aktywów Państwowych zwróciło się do mnie z propozycją kandydowania do Rady Nadzorczej. Jednocześnie podczas przesłuchania przez Radę ds. Spółek z udziałem Skarbu Państwa szczegółowo omówiłem moje kompetencje jako profesora prawa oraz wyjaśniłem naturę moich historycznych relacji z kancelarią SMM, której skutkiem było pozytywne zaopiniowanie mojej kandydatury do Rady Nadzorczej ORLEN oraz późniejsze wskazanie mnie jako kandydata do Rady Nadzorczej ORLEN przez Ministerstwo Aktywów Państwowych. W związku z pojawiającymi się w przestrzeni medialnej nieporozumieniami wokół mojej osoby postanowiłem złożyć rezygnację, gdyż wymaga tego dobro Spółki i jej interesariuszy. Moja rezygnacja staje się skuteczna z dniem 16 lutego z uwagi na konieczność uzupełnienia składu rady nadzorczej przez MAP i konieczność zapewnienia niezakłóconego funkcjonowania spółki – uzasadnił swoją decyzję Tomasz Sójka.

Tomasz Sójka to profesor nauk prawnych zatrudniony na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Specjalizuje się w prawie spółek, rynku kapitałowego i nowych technologii. Dorobek naukowy Tomasza Sójki obejmuje ponad sto publikacji w wyżej wymienionym zakresie. Jest autorem czterech monografii z zakresu prawa handlowego oraz redaktorem i współautorem wiodącego komentarza do prawa rynku kapitałowego. Uczestniczył także w procesie legislacyjnym wielu ustaw z zakresu prawa gospodarczego. Przez wiele lat pozostawał członkiem European Corporate Governance Institute w Brukseli. Był członkiem Rady Giełdy Papierów Wartościowych S.A. w Warszawie, gdzie uczestniczył w pracach nad Dobrymi Praktykami Spółek Notowanych na GPW.

Przez 15 lat był partnerem zarządzającym jednej z większych polskich kancelarii prawnych. W swojej praktyce świadczył usługi doradcze przy realizacji szeregu transakcji na rynku kapitałowym, w tym fuzji i przejęć (M&A). Doradzał w zakresie realizacji obowiązków informacyjnych oraz przestrzegania zasad corporate governance. Jego działalność doradcza skierowana była przede wszystkim do spółek publicznych, zwłaszcza z sektora energetycznego i finansowego. Uczestniczył także w wielu sporach sądowych i arbitrażowych związanych z konfliktami pomiędzy udziałowcami największych spółek kapitałowych, także w charakterze arbitra. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji UAM w Poznaniu. Był stypendystą Uniwersytetu Oxfordzkiego, De Paul University w Chicago, Instytutu TMC Assera w Hadze oraz Instytutu Маха Plancka w Hamburgu.

Import Control System 2 – nowe obowiązki dla firm transportowych

Unia Europejska przystępuje do wdrażania Import Control System (ICS2). Ma on służyć do przekazywania informacji o ładunkach między UE a krajami trzecimi.

– Zgodnie z nim wszystkie towary przychodzące z krajów trzecich muszą być zgłaszane do granicznych organów celnych w celu określenia ryzyka z tytułu ich wprowadzenia na obszar UE – mówi Joanna Porath, właścicielka agencji celnej AC Porath.

  • Polskie firmy transportowe muszą przygotować się do zmian, jakie wprowadza Import Control System 2;
  • Brak dopełnienia formalności może spowodować zatrzymanie towarów na granicy Unii Europejskiej;
  • Nowy system ma być wprowadzany stopniowo, jest już gotowy pełny harmonogram.

Wprowadzenie Import Control System 2 ma za zadanie uszczelnić handel z krajami spoza Unii Europejskiej. Dla przewoźników i spedytorów oznacza to jednak nowe obowiązki i większą odpowiedzialność.

Odpowiedzialność przewoźników

– Warto pamiętać, że Import Control System 2 określa rozszerzony zakres odpowiedzialności przewoźnika lub armatora z tytułu wprowadzenia towaru na obszar celny Unii Europejskiej. Jako strony odpowiedzialne za tę operację jasno są określone wszystkie podmioty wystawiające konosamenty spedytorskie, importerzy z terenu Unii Europejskiej, operatorzy pocztowi, kurierzy, a także operatorzy transportu kombinowanego – wyjaśnia Joanna Porath, właścicielka agencji celnej AC Porath.

Brak przygotowania pod kątem operacyjnym lub technicznym firm transportowych do nowej, rozszerzonej fazy systemu ICS2 może spowodować zatrzymanie towarów na granicy Unii Europejskiej. Może też dojść do zablokowania możliwości zgłoszenia towaru do procedury celnej przez funkcjonariuszy organów celno – skarbowych towarów, których będą obowiązywać podwyższone standardy z zakresu ryzyka celnego.

– Nieprawidłowo złożone lub niepełne przywozowe deklaracje skrócone będą odrzucane lub będą podlegały dodatkowej interwencji ze strony organów celno – skarbowych, skutkującej zastosowaniem ewentualnych sankcji krajowych lub kar finansowych z tytułu niezgodności – mówi Joanna Tymińska z Akademii Celnej AC Porath.

Zmiany będą wprowadzane stopniowo

Nowy system Import Control System 2, działający w modelu „jednego okna dostępu” (single access point) ma zastąpić zdecentralizowany system ICS1. Wprowadzanie zmian będzie się odbywało stopniowo. Pod koniec ubiegłego roku rozpoczęła się faza pełnego przejścia na ICS2 w transporcie lotniczym. Natomiast kolejnymi etapami wdrożenia systemu są:

  • od 03.06.2024 – rozpoczęcie okresu przejściowego dla transportu morskiego i żeglugi śródlądowej;
  • od 04.12.2024 – początek implementacji dla armatorów i przewoźników, a także rozpoczęcie okresu przejściowego dla spedytorów oraz wystawców konosamentów spedytorskich (HBL);
  • od 01.04.2025 – początek implementacji dla spedytorów oraz wystawców konosamentów spedytorskich (HBL), a także rozpoczęcie okresu przejściowego dla transportu drogowego oraz kolejowego;
  • od 01.09.2025 – początek implementacji dla transportu drogowego oraz kolejowego.

– Wprowadzanie systemu ICS2 jest rozłożone w czasie, ale już teraz firmy z branży TSL powinny się zacząć do tych zmian przygotowywać – dodaje Joanna Porath.

Rynek gruntów inwestycyjnych – ceny rosną, a popyt na atrakcyjne działki jest ogromny

Na rynku gruntów inwestycyjnych zachodzą ostatnio spore zmiany. Oczekiwania ze strony właścicieli działek nadal są wygórowane, ale teraz kupujący skłonni są zapłacić więcej za parcele, które przygotowane są pod budowę wielorodzinnych inwestycji mieszkaniowych. Kiedy do sprzedaży trafia atrakcyjna działka, jest na nią wielu chętnych. Deweloperzy intensywnie poszukują gruntów, bo popyt na mieszkania, stymulowany rządowymi dopalaczami, nie maleje, a rynkowa oferta nowych mieszkań jest coraz skromniejsza.

Jednocześnie, wyhamowanie sektora magazynowego powoduje, że ceny gruntów pod duże projekty logistyczne nie rosną tak dynamicznie, jak w przypadku mieszkaniówki. Mniejsza aktywność inwestorów w tym obszarze to efekt spadku popytu na powierzchnie oraz rezygnacja dużej liczby najemców z umów przedwstępnych, do finalizacji których nie doszło w zeszłym roku. Ilość nowych projektów magazynowych zmniejszyła się w ostatnim czasie o ponad połowę.

Realizacja inwestycji magazynowych i produkcyjnych uzależniona jest teraz ściśle od ilości zakontraktowanej powierzchni. Albo realizowane są dedykowane projekty build-to-suit, jak fabryka Intela w Miękini pod Wrocławiem. Zakład Integracji i Testowania Półprzewodników, który powstanie na terenie niemal 300 ha, to największa zagraniczna inwestycja w Polsce i w branży high-tech w tym regionie Europy.

Sojusze

Trzecim, ciekawym trendem, widocznym na rynku gruntów są innowacyjne formy rozliczeń, u podłoża których leżą dynamiczne zmiany gospodarcze. Wzrasta liczba alternatywnych form rozliczeń, jak wymiana barterowa, udziały w projektach deweloperskich czy wspólne przedsięwzięcia właścicieli gruntów i deweloperów. Pozwala to właścicielom uzyskać wyższe finalne wartości, a deweloperom umożliwia optymalizację kosztów obsługi długu, który nadal jest bardzo wysoki.

Przykładem takiego rozwiązania może być list intencyjny podpisany przez Develię z kontrolowaną przez fundusze emerytalne spółką w celu utworzenia podmiotu, który na działce w Gdyni wybuduje 90 tys. mkw. powierzchni mieszkaniowej i usługowej. Deweloper będzie miał większościowy udział w zamian za wkład pieniężny i odpowiadał będzie za zarządzanie oraz wykonawstwo. Zrealizuje projekt z partnerami, Grupą Semeko i funduszami inwestycyjnymi.

Ceny gruntów inwestycyjnych stymuluje bardzo ograniczona podaż ziemi przeznaczonej pod inwestycje w atrakcyjnych lokalizacjach największych aglomeracji w kraju. Po stabilizacji w 2022 roku, w zeszłym roku wyceny działek inwestycyjnych znów ostro wystrzeliły w górę. Powodem była gorączka zakupowa napędzona programem Bezpieczny kredyt 2 proc. W tym roku koniunktura w mieszkaniówce nadal się utrzymuje. Deweloperzy intensyfikują poszukiwania gruntów. Chcą sprostać bezprecedensowemu popytowi, którego ciągłość zapewnia kolejny, rządowy program wsparcia Mieszkanie na start.

Ziemia pod mieszkania

Najbardziej poszukiwane są grunty, na których szybko można rozpocząć budowę, usytuowane w miejscach z rozwiniętą infrastrukturą. Takie parcele zdarzają się już niezwykle rzadko. Jeśli pojawiają się na rynku oferta jest wielokrotnie przebijana. Niedawno działkę o powierzchni niespełna 5 tys. mkw. położoną przy ulicy Cynamonowej na warszawskim Ursynowie nabywca wylicytował za przeszło 82 mln zł. Zapłacił ponad dwa razy więcej niż wynosiła cena wywoławcza. W Warszawie notowane są transakcje zakupu działek o rekordowej wartości. Parcele kupowane są nawet po przeszło 150 mln zł. Dla przykładu, we Wrocławiu grunt o wielkości kilkunastu tys. mkw. został sprzedany za przeszło 50 mln zł.

Największe firmy deweloperskie w kraju mają zabezpieczoną ziemię pod budowę na następnych kilka lat. Wiodące firmy mogą na nich zrealizować kilkanaście, a nawet około 20 tys. mieszkań. Deweloperzy patrzą jednak długoterminowo i stale budują swój arsenał gruntów. Mniejsze podmioty również deklarują chęć zakupu ziemi, bo popyt na mieszkania znacznie przewyższa podaż.

Tymczasem, nowe przepisy budowlane, które mają wejść w życie w kwietniu br. jeszcze bardziej ograniczą dostępność odpowiednich gruntów pod budowę mieszkań. Zmiana warunków technicznych spowoduje, że parametry działek, na których inwestycja będzie możliwa do zrealizowania i opłacalna zmienią się na niekorzyść inwestorów, a część działek z banków deweloperów straci walory inwestycyjne. Ostatecznie skutkować to może dalszym wzrostem cen gruntów, odpowiednich pod kątem realizacji projektów na nowych zasadach.

Grunty pod handel i projekty mixed-use

Grunty poszukiwane są też pod projekty przeznaczone na wynajem instytucjonalny. W sektorze PRS nie obserwujemy spektakularnych transakcji, ale jego zasoby stale rosną. Swoje portfolia lokali sukcesywnie powiększają, zarówno podmioty inwestycyjne, jak i działający w na tym rynku deweloperzy, jak Echo Investment, Vantage, Develia, Murapol, czy Cavatina. Z zapowiedzi firm aktywnych w obszarze PRS wynika, że w ciągu najbliższych lat chcą zrealizować łącznie kilkadziesiąt tysięcy mieszkań na wynajem, mimo iż muszą sprostać podobnym wyzwaniom co deweloperzy budujący mieszkania do sprzedaży detalicznej. Liczba podmiotów realizujących projekty w tym sektorze rośnie, zainteresowanie współpracą deklarują kolejne podmioty.

Grunty inwestycyjne nadal poszukiwane są także pod parki handlowe, które wyrastają we wszystkich zakątkach Polski. Realizacja projektów w tym formacie przyciąga wysokimi stopami zwrotu. Retail parki cieszą się obecnie bardzo dużym zainteresowaniem przede wszystkim inwestorów prywatnych. Poza firmami deweloperskimi, które od lat rozwijają inwestycje w tym sektorze, w projekty handlowe inwestują przeważnie firmy rodzime i kapitał prywatny. Próg wejścia jest tu mniejszy, a budowa mniej czasochłonna. Tego typu obiekty powstają głównie w mniejszych miejscowościach, gdzie grunty są bardziej dostępne i nie tak drogie, jak w dużych aglomeracjach.

Na rynku rejestrowane są też pojedyncze transakcje gruntowe, które dotyczą zakupu działek pod inwestycje wielofunkcyjne. Pod projekt mixed-use hektarowy teren położony w centrum Warszawy przy ulicy Chmielnej za ponad 145 mln zł pod koniec 2023 roku zakupiła na przykład Cavatina.

Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner, CEO w Walter Herz

Bez obniżek stóp w tym roku?

Zgodnie z zapowiedziami większości analityków konferencja prezesa NBP okazała się istotna. Wymiana uprzejmości z rządem to nuda względem prognoz, jakie przedstawił Adam Glapiński.

Bardzo niskie szanse na obniżki stóp w 2024 roku

Konferencja prasowa prezesa NBP nie zawiodła fanów gatunku. Zaczęło się od pokaźnego fragmentu o… złocie. O ile owszem skład rezerw jest istotną kwestią, to konferencje po ważnych decyzjach zwyczajowo dotyczą raczej tych decyzji. Dowiedzieliśmy się również o dwóch projekcjach inflacji z zachowaniem tarcz i bez niej. W tej z tarczami okazuje się, że być może nawet już w marcu znajdziemy się poniżej 3% inflacji. To oznaczałoby, że w ciągu trzech miesięcy znajdziemy się z inflacją roczną ponad dwukrotnie niższą niż obecnie. Wydawać by się mogło, że skoro w ciągu kwartału dotrzemy do celu inflacyjnego, to można oczekiwać obniżek stóp procentowych. Tutaj niespodzianka, bo potwierdzono, że wysokie stopy procentowe mają mrożący wpływ na gospodarkę, ale również zapowiedziano, że szanse na obniżki w 2024 roku są bardzo niskie i najprawdopodobniej do końca roku pozostaniemy na tych samych poziomach. Rynki nie zignorowały słów prezesa zupełnie, bo złoty umocnił się około 1,5 grosza, ale jak na taką bombę to relatywnie niewiele.

Czesi przyspieszają obniżki stóp

Wczoraj w Czechach doszło do obniżki stóp procentowych. Jednakże wbrew pierwotnym oczekiwaniom stopy procentowe obniżono nie o 0,25% a od razu o 0,5%. Jest to drugie posiedzenie z rzędu z obniżką, na poprzednim obniżano o 0,25% i rynek spodziewał się właśnie spokojnego cyklu. Co ciekawe, obecnie stopa procentowa wynosi 6,25% a inflacja 6,9%. Czechy znajdują się zatem w sytuacji ujemnych realnych stóp procentowych. W tym kontekście tym bardziej zaskakujące było szybsze od oczekiwań obniżenie stóp procentowych. Z drugiej strony inflacja u naszego południowego sąsiada ma właśnie efekt  jojo. Trzy miesiące temu też wynosiła tyle samo, po czym niestety, dla portfeli Czechów, mieliśmy odbicie do 8,5%. O tym, jak dużą niespodzianką była ta decyzja, najlepiej świadczy fakt, że po samej publikacji korona czeska straciła 1,2% na wartości względem euro. To taka sama zmiana, jakby kurs euro względem złotego wzrósł nagle o 5,5 grosza.

Deflacja w Chinach

Państwo Środka ma swoje własne problemy. Są jednak one wyraźnie inne niż w naszej części świata. Najlepszym dowodem jest roczna deflacja cen konsumentów w wysokości 0,8% przy oczekiwanej 0,5%. Tak w Chinach nie spada poziom wzrostu cen, tylko spadają ceny – w sklepach robi się taniej. Spadek dotyczy również cen producentów. Tutaj jest on jeszcze większy, bo aż 2,5%. Kraj ten jednak nie zaangażował się w szaleństwo eksperymentu z rekordowo niskimi stopami procentowymi. Z drugiej strony to właśnie tam wiele firm, jak chociażby najbardziej znany ostatnio medialnie deweloper – Evergrande, mają olbrzymie problemy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Historyczny wzrost wpływów PIT do budżetu państwa

Po zmianach wynikających z Polskiego Ładu wpływy z PIT za 2022 r. spadły względem 2021 roku. Głównie wynikało to ze zwiększenia kwoty wolnej od podatku. Tendencja była jednak jednoroczna. W 2023 r. notujemy wzrost wpływów aż o 34,6%.

Kwota wolna a wpływy z PIT w 2022 roku

W 2022 r. kwota wolna od podatku została zwiększona do 30 000 zł. Zwiększył się także drugi próg podatkowy do 120 000 zł, a w pierwszym progu podatek został obniżony do 12%. Zmiany te miały wpływ na zasilenie budżetu państwa wpływami z PIT. W 2021 r. wyniosły 73,6 mld a w 2022 r. 68,1 mld. To o 5,5 mld, czyli o 7,5% mniej. Jednocześnie w 2022 r. wzrosły wpływy z CIT o około 5% względem 2021 r. To pierwsza taka sytuacja, kiedy wpływy z CIT przewyższyły te z PIT. Jednocześnie wzrost przychodów z CIT-u w 2022 r. był największym wśród wszystkich podatków.

Ponowny wzrost wpływów do budżetu państwa

Ministerstwo Finansów opublikowało szacunkowe wykonanie budżetu państwa w 2023 r., z którego wynika znaczny wzrost wpływów z PIT. Według szacunków tendencja uległa zmianie i wpływy z PIT były wyższe niż z CIT. Wpływy PIT wzrosły o 23,6 mld zł, czyli aż o 34,6%. W CIT obserwujemy sytuację odwrotną, wpływy zmalały o 2,3 mld zł tj. o 3,2%.

Zgodnie z założeniem ustawy budżetowej na 2023 r. wpływy z CIT miały wynieść 77,6 mld, co oznacza, że według szacunków będą niższe aż o 9,7 mld (12,5%). Z kolei wpływy z PIT będą wyższe od planowanych o 8,1 mld (9,7%).

Wzrost podatku PIT o ponad 34%, to efekt między innymi podwyżek wynagrodzeń, kompensujących skutki inflacji. Dla przykładu w 2022 r. pracownicy z wynagrodzeniem minimalnym nie zapłacili podatku, a w 2023 r. wynosił on już około 445 zł w stosunku rocznym. Szacuje się, że w 2023 r. liczba pracowników z minimalnym wynagrodzeniem przekroczyła 3,5 mln. Wynagrodzenia rosły również u pracowników z wyższym wynagrodzeniem. Przeciętne wynagrodzenie za 2022 r. wyniosło 6653,67 zł, a w 2023 r. było na poziomie 7444,39  zł, więc jest to blisko 12% wzrost. Zmiany te zdecydowanie przełożyły się na wzrost płaconego podatku.

Niższe wpływy z CIT

Z kolei niższe wpływy z CIT mogą być spowodowane kryzysem, który uderzył głównie w duże firmy. Skutkiem tego ich dochody zmalały. Z drugiej strony rośnie też popularność estońskiego CIT, charakteryzującego się tym, że dopóki ze spółki nie wypłacamy zysku, to nie płacimy również podatku. W 2022 r. z tego rozwiązania skorzystało ok. 9 tys. podatników, a w 2023 r. już blisko 14,5 tys. To znaczący wzrost, który mógł mieć również wpływ na CIT.Historyczny wzrost wpływów PIT do budżetu państwa

Jak będzie wyglądał 2024 rok?

Szacunkowe wykonaniu budżetu w 2023 r.  wyniosło 95,5% (574,1 mld), gdzie wpływy były planowane na poziomie 601,4 mld. Największy wartościowo niedoszacowany wpływ wystąpił w podatkach pośrednich tj. VAT i akcyza. Wpływy są mniejsze od szacowanych o około 27,7 mld. To z kolei może być efekt mniejszej konsumpcji oraz zerowej stawki na żywność.

Ustawa budżetowa na 2024 r. zakłada wpływy z podatków dochodowych na poziomie 70 mld z CIT i 109,2 mld z PIT. Oznacza to, że wpływy z PIT mógłyby wzrosnąć o około 19%. W mojej ocenie jest  bardzo realne, że nawet wpływy będą wyższe, zwłaszcza w kontekście wzrostu ubiegłorocznego – mówi Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy inFakt

Autor: Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy inFakt

Stopy procentowe w Polsce już bez zmian?

Pojawiła się perspektywa utrzymania stóp procentowych bez zmian. O tym dosyć wyraźnie komunikował wczoraj szef RPP, profesor Glapiński. Pomimo tego, że oczekuje on inflacji w celu w marcu, to podkreśla, że w drugiej połowie roku inflacja wyraźnie przyspieszy, co może dać podstawę do utrzymania stóp procentowych bez zmian. Jeśli jednak Fed zgodnie z zapowiedziami zacznie obniżać stopy procentowe w tym roku, czy może to otwierać drogę do znacznie mocniejszego złotego?

Już w tym momencie rynek znacznie zmniejszył swoje oczekiwania w stosunku do stóp procentowych w Polsce. W perspektywie 6 miesięcy widzi szansę na jedynie 1 obniżkę stóp procentowych. Z drugiej strony trudno oczekiwać, żeby RPP zdecydowała się na obniżkę w momencie, w którym prognozy mówią o tym, że inflacja może mocno przyspieszyć w drugiej połowie roku. W najgorszym scenariuszu związanym z cenami administrowanymi inflacja może wzrosnąć nawet do 8%! To oczywiście wymagałoby powrotu stawki VAT na żywność na poziomie 5% oraz odmrożenie cen energii. Chociaż scenariusz odbicia inflacji do 8% wydaje się ekstremalny, to jednak nieoderwany od rzeczywistości.

Wobec tego, jeśli stopy procentowe miałyby pozostać bez zmian (główna stopa na poziomie 5,75%), a w USA mielibyśmy doświadczyć 3 obniżek stóp procentowych (z obecnego poziomu 5,5% do 4,75%), potencjalnie otwiera się droga do dalszego wyraźnego umocnienia złotego. W takim wypadku w zasięgu byłyby średnie poziomy z lat 2016-2021, czyli okolice poziomu 3,70 zł za dolara! To ponad 30 gr mniej niż obecnie. Czy ten scenariusz jest jednak realny? Warto pamiętać, że nadmierna inflacja wcale nie jest dobra dla gospodarki i kursu walutowego. Wobec tego, jeśli inflacja w USA spadałaby dalej, a w Polsce rosła, to nawet przy dużej różnicy w stopach procentowych, kurs niekoniecznie mógłby zawędrować na 3 letnie minima. Po drugie, wysokie stopy procentowe powodują zmniejszenie konkurencyjności gospodarki i ograniczają sam wzrost gospodarczy. Polska gospodarka jest silna, ale znajduje się po bardzo słabym 2023 roku. Z drugiej strony cały czas mamy relatywnie mocne dane z USA, a perspektywa niższych stóp procentowych mogłaby otworzyć perspektywę wyraźnego ożywienia gospodarczego w tym kraju. Jak widać, perspektywa dalszego umocnienia złotego wcale nie jest taka jasna. Niemniej, jeśli aktywność gospodarcza w Polsce odbije, a inflacja ustabilizuje się w zakresie 4-6%, wtedy dalsze umocnienie naszej waluty wcale nie jest wykluczone.

Na rynku obserwujemy stabilizację. Dolar nieco stracił w ostatnich sesjach, a indeksy giełdowe na Wall Street utrzymują się na historycznych szczytach. Chiny zaczynają obchody Nowego Chińskiego Roku, co może oznaczać zmniejszenie zmienności na rynkach, choć jednocześnie cały czas mamy do czynienia z niepewnością dotyczącą sytuacji na Bliskim Wschodzie.

Po godzinie 09:15 za dolara płacimy 4,0102 zł, z euro 4,3205 zł, za funta 5,0628 zł, za franka 4,5824 zł.

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Sygnał Glapińskiego dał złotemu impuls do umocnienia

Utrzymanie przez Radę Polityki Pieniężnej stóp procentowych na niezmienionym poziomie w trakcie posiedzenia w lutym nie stanowi żadnego zaskoczenia. Co więcej, komentarze prezesa Glapińskiego do decyzji nie sugerują, żeby w najbliższym czasie taki stan miał ulec zmianie. Jego wypowiedź dotycząca obniżek poruszyła kursem EUR/PLN.

W trakcie konferencji prasowej prezes NBP Adam Glapiński położył nacisk na niepewność w zakresie perspektyw, zwracając uwagę, że bank centralny pozostaje zależny od danych, podejmując decyzje z posiedzenia na posiedzenie. Podkreślił, że dla banku inflacja bazowa jest teraz kluczowa, choć jednocześnie dużą uwagę poświęcił cenom regulowanym. Skala ich zmian, jeszcze nieokreślona, stanowi bowiem jeden z kluczowym elementów determinujących inflacyjny krajobraz w drugiej części roku.

Podczas konferencji prasowej uwagę rynku najmocniej przyciągnęła ocena prezesa Glapińskiego, zgodnie z którą w tym roku w RPP nie zbierze się większość za obniżeniem stóp procentowych. Tonował później nieznacznie swoją wypowiedź, podkreślając, że to jego indywidualna opinia, zapytany zaś dodał, że nie przewiduje wzrostu stóp. Jego komentarz o obniżkach wybrzmiał jednak na rynku walutowym.

Kurs EUR/PLN, który rano kształtował się na poziomie 4,34, w trakcie konferencji prasowej spadł do 4,31, co szło w parze z ograniczaniem rynkowych wycen dotyczących obniżek stóp procentowych. Rynek widzi coraz mniejsze szanse na kilka cięć stóp w tym roku, co jest czynnikiem oddziałującym w kierunku umocnienia polskiej waluty. Nadal uważamy, że stopy na koniec 2024 r. mogą być nieco niższe, szanse na istotniejsze dostosowanie w zakresie kosztów pieniądza wydają się jednak coraz bardziej topnieć. To dobra wiadomość dla złotego.

Autor: Roman Ziruk – starszy analityk Ebury

Sytuacja w galeriach i centrach handlowych lekko się poprawia

W ub.r. ruch w galeriach i centrach handlowych zmalał o 1,5% rdr. Z analizy zachowań ponad 185 tys. konsumentów wynika, że liczba klientów ogólnie zmniejszyła się o 0,1% rdr. Oba ww. wskaźniki najbardziej wzrosły w Warszawie, a najmocniej spadły we Wrocławiu. W 2023 r. średni czas trwania wizyty wyniósł prawie 43 minuty i był o 11 sekund dłuższy niż w 2022 r. W ub.r. statystyczny shopper pojawił się w tego typu obiektach prawie 33 razy i odwiedził średnio 6 lokalizacji. W 2022 r. te liczby były podobne. Podsumowując raport, autorzy badania przypominają, że w czasie pandemii galerie i centra handlowe zaliczały nawet dwucyfrowe spadki. Widać zatem, że po tym ciężkim okresie sytuacja pomału się uspokaja. A zważywszy na wciąż wysoką inflację, wyniki mogą być zadowalające dla branży. Wciąż jednak trudno mówić o całkowitym odbiciu.

Z raportu firmy technologicznej Proxi.cloud wynika, że w 2023 roku ruch w galeriach handlowych w całej Polsce zmalał o 1,5% w porównaniu z 2022 rokiem. Dla autorów analizy wynik ten nie jest zaskoczeniem, ponieważ w handlu detalicznym (tj. w sklepach spożywczo-przemysłowych) również notowane były spadki ruchu, szczególnie pod koniec ub.r.

– Spadek jest niewielki, w związku z czym nie należy szukać bezpośrednich przyczyn, które mogłyby jednoznacznie wpłynąć na takie zjawisko. Najważniejsze jest to, że na przestrzeni całego roku galerie i centra handlowe ani nie zyskały, ani nie straciły. Moim zdaniem, biorąc pod uwagę rozwój informatyzacji i poszerzanie ofert sklepów internetowych, a także Mundial 2022, który mógł zwiększyć ruch ze względu na strefę kibica, brak znaczącego spadku w długim okresie jest dobrą informacją dla biznesu – komentuje Miłosz Sojka, jeden ze współautorów raportu z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Jak informują autorzy raportu, ruch był zróżnicowany w poszczególnych miastach. W 2023 roku najmocniej wzrósł rdr. w Warszawie (ponad 6%), Lublinie (blisko 4%), Bydgoszczy (ponad 1%), jak również w Szczecinie (0,2%). Z kolei najbardziej spadł rdr. we Wrocławiu (ponad 8%), w Poznaniu (4%), Krakowie (niecałe 3%), Łodzi (ponad 2%), Trójmieście (prawie 2%), a także w Białymstoku (blisko 2%).

– Takie różnice mogą być wynikiem nieco innej dynamiki konsumpcji oraz sytuacji gospodarczej na rynkach lokalnych, ale też bardziej prozaicznych wydarzeń, jak na przykład remonty okolic galerii lub infrastruktury dworcowej, przy której często zlokalizowane są takie obiekty. Do tego zauważamy, że część tych wahnięć jest bardzo niewielka. I może to być efektem zupełnie przypadkowej fluktuacji ruchu, którą trudno potraktować jako rezultat konkretnego zjawiska bądź zdarzenia – mówi dr Nikodem Sarna, drugi ze współautorów raportu z Proxi.cloud.

Według analizy, w 2023 roku liczba klientów badanych galerii handlowych zmniejszyła się o 0,1% w porównaniu z 2022 rokiem. – Zważywszy na to, że w analizach obejmujących końcówkę 2023 roku widać było wyraźne spadki, tendencja zniżkowa w ujęciu całorocznym nie powoduje zdziwienia. Do pewnego stopnia można było się jej spodziewać, choć sama wielkość oczekiwanych spadków była dość niepewna – stwierdza dr Nikodem Sarna.

Patrząc na poszczególne miasta, zmiany rdr. liczby klientów badanych galerii handlowych były zróżnicowane. Największe wzrosty widać w Warszawie (4,5%), Łodzi (blisko 3%), Bydgoszczy (prawie 2%), Lublinie (niecały 1%) i Szczecinie (0,4%). Z kolei najpoważniejsze spadki zanotowano we Wrocławiu (niespełna 9%), w Poznaniu (prawie 2%), Krakowie (blisko 2%), Białymstoku (prawie 1%), a także w Trójmieście (0,4%).

– Podobnie jak w przypadku liczby wizyt, trudno wskazać, z czego konkretnie wynikają takie zmiany i na ile są one istotne dla tego typu obiektów. Jeśli np. spadek był rezultatem remontu części galerii czy centrum handlowego, wówczas można podejrzewać, że po jego zakończeniu nastąpi odbicie. Jeżeli jednak jest to wypadkowa lokalnej dynamiki konsumpcji lub gorszej kondycji gospodarki w regionie, to można podejrzewać, że tendencja zniżkowa jeszcze przez jakiś czas się utrzyma, a być może nawet jeszcze pogłębi – tłumaczy dr Sarna.

W 2023 roku średni czas trwania wizyty w galerii handlowej wyniósł 42 minuty 55 sekund. To o 11 sekund dłużej niż w 2022 roku. Dane z 2023 roku z poszczególnych miast pokazują, że najwyższy wynik ma Łódź (53:50, rok wcześniej – 53:56), a najniższy – Trójmiasto (37:14, rok wcześniej – 37:06). Autorzy raportu podkreślają, że nastąpiło minimalne wydłużenie tego czasu. Natomiast nie brakuje opinii, że konsumenci będą dążyć do tego, aby skracać średni czas trwania wizyty w tego typu obiektach.

– 11 sekund to różnica pozwalająca co najwyżej zawiązać buty, więc można stwierdzić, że konsumenci nie zmienili swoich zachowań odnośnie przebywania w galeriach. Na długość średniego czasu pobytu w placówce mogą mieć wpływ takie czynniki, jak ilość pięter, rozpiętość galerii, liczba sieci wielkopowierzchniowych, kin lub oferta gastronomiczna wewnątrz. Zatem porównywanie wyników poszczególnych miast jest niemiarodajne. Najważniejszy wniosek w tym przypadku jest taki, że klienci co do zasady spędzają tyle samo czasu w galeriach co wcześniej – zaznacza Miłosz Sojka.

Raport wykazał również, że w 2023 roku średnia liczba wizyt w galeriach i centrach handlowych w przeliczeniu na jednego shoppera wyniosła prawie 33, a rok wcześniej – ponad 33. Z kolei w ub.r. ilość odwiedzonych obiektów przypadająca na osobę przekroczyła 6, podobnie jak w 2022 roku, ale była o 0,5 mniejsza niż poprzednio.

– Na pierwszy rzut oka ponad 30 wizyt w roku może wydawać się dużą liczbą. Należy jednak pamiętać, że Polacy chodzą do galerii i centrów handlowych w różnych celach – zarówno zakupowych, jak i rozrywkowych. Jeżeli wyruszają z konkretną listą zakupów, to nierzadko zdarza się tak, że są zmuszeni odwiedzić kilka obiektów, aby w pełni zrealizować swoje cele. Zatem odnotowane liczby nie są zaskakujące, a nieznaczne zmiany średnich wartości ponownie sugerują, że trudno zmienić nawyki konsumentów w długim okresie – przekonuje Miłosz Sojka.

Jak podsumowuje dr Nikodem Sarna, w badanym czasie rynek galerii i centrów handlowych charakteryzował się względną stabilnością. Nie oznacza to jednak, że sytuacja nie zmieni się w 2024 roku. Jeśli popularność e-commerce nadal będzie rosnąć, a do tego klienci chętniej będą korzystać z opcji zamawiania online, ale odbierania offline, wówczas tego typu biznes może ucierpieć. Należy jednak pamiętać, że na tym etapie są to jedynie spekulacje. Na koniec też warto dodać, że w czasie pandemii, a więc nie tak dawno temu, ww. obiekty zaliczały dwucyfrowe spadki ruchu i liczby klientów. Widać zatem, że sytuacja po ciężkim okresie dla handlu stacjonarnego, nawet pomimo wysokiej inflacji, pomału się stabilizuje, choć trudno jeszcze mówić o pełnym odbiciu.

Badanie zostało przeprowadzone przez firmę technologiczną Proxi.cloud, w oparciu o dane porównujące cały rok 2023 z odniesieniem do roku poprzedniego. Zbadano zachowania użytkowników odwiedzających galerie handlowe w badanych okresach z wykluczeniem świąt oraz niedziel niehandlowych. Próbę badawczą stanowili użytkownicy, którzy mieli zainstalowaną jedną z aplikacji partnerskich, wyrazili zgodę na dostęp aplikacji do lokalizacji urządzenia, udostępniali dane lokalizacyjne oraz odwiedzali badane placówki w obu porównywanych okresach. Wielkość próby wyniosła dokładnie 185125 unikalnych klientów ww. obiektów.

Polska liderem wydatków na zbrojenia w NATO

Polska niespodziewanie stała się liderem wśród krajów NATO, jeżeli chodzi o wydatki na armię. Zgodnie z szacunkami, w zeszłym roku wydatki na armię sięgnęły 3,9% polskiego PKB. I to jest najwyższy poziom spośród wszystkich krajów NATO. Nawet Stany Zjednoczone były za Polską – z poziomem 3,5%. W Niemczech poziom ten sięgnął po zaledwie 1,6%. A zalecanym przez NATO poziomem jest 2%, w związku z tym niemalże dwukrotnie przekroczyliśmy ten poziom. Ponad 50% były to wydatki na nowy sprzęt, co również daje Polsce pozycję lidera. Jednak analizując wydatki nominalne – polskie 29 miliardów dolarów stawia nas na 6. pozycji. Takie kraje, jak Włochy, Wielka Brytania, czy też Niemcy wydały 68 miliardów dolarów. Stany Zjednoczone wydały w 2023 roku aż 860 miliardów dolarów. Na szczęście wszystkie kraje przyfrontowe sąsiadujące z Ukrainą – nie tylko Polska, ale także kraje bałtyckie – aktywnie zwiększały wydatki na armię. Poziom bezpieczeństwa nadal będzie bardzo ważny dla wielu rządów.

–  Warto spojrzeć nie tylko na wydatki zbrojeniowe, ale także na potencjał polskiej gospodarki. Mamy fabrykę broni w Radomiu Łucznik, która bardzo aktywnie zwiększyła swoją produkcję, zwiększyła zatrudnienie, ma też możliwości eksportowe – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista COFACE w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. – Tu możemy upatrywać szans przemysłu zbrojeniowego. Natomiast pamiętajmy o ważnym czynniku – przemysł zbrojeniowy jest niewielką częścią gospodarki, nie jest dźwignią dla kondycji ekonomicznej. To bardzo wąska grupa podmiotów, która może być wsparciem np. dla branży transportowej, może budowlanej. Jednak przemysł zbrojeniowy aż tak nie przyczyni się do wzrostu wyników gospodarczych całej gospodarki, jak dzieje się to w przypadku wielu innych branż – wyjaśnia Sielewicz.

Czy istnieje prosty i dobry program do faktur?

Dla każdej firmy odpowiedni wybór oprogramowania do fakturowania jest ważny dla efektywnego zarządzania przedsiębiorstwem. Dobry i prosty program do faktur powinien spełniać szereg kryteriów, aby sprostać oczekiwaniom nawet najbardziej wymagających użytkowników.

Jaki powinien być dobry program do faktur?

Podstawą każdego dobrego programu do faktur jest jego użyteczność. Interfejs powinien być intuicyjny i prosty w obsłudze, nawet dla osób, które nie mają doświadczenia w pracy z podobnymi narzędziami. Czysty i przejrzysty układ, łatwo dostępne funkcje oraz intuicyjne menu to klucz do efektywnej pracy. Dobry program do wystawiania faktury VAT powinien umożliwiać szybkie wystawianie dokumentów, zmiany stawki VAT, oferując funkcje takie jak automatyczne wypełnianie danych odbiorcy czy produktu oraz szablony faktur, które można dostosować do indywidualnych potrzeb. Zarządzanie fakturami wiąże się z koniecznością przestrzegania obowiązujących przepisów podatkowych i księgowych. Prosty program powinien być zawsze aktualizowany o najnowsze zmiany w prawie, aby zapewnić użytkownikom spokój i bezpieczeństwo online podczas audytów i kontroli.

Program do wystawiania faktur z możliwością dostosowania

Każda firma jest inna, a co za tym idzie, różne są jej potrzeby. Dobry program do faktur powinien oferować możliwość wystawiania różnych dokumentów oraz ich personalizacji – od dostosowywania szablonów faktur, przez ustawienia dotyczące podatków, aż po opcje walutowe. Współczesne firmy korzystają z różnych systemów zarządzania – od księgowości po CRM. Integracja programu do faktur z innymi używanymi narzędziami jest niezbędna dla płynności pracy i ograniczenia ryzyka błędów i bardzo przyspiesza wystawianie faktur.

Bezpieczeństwo danych podczas wystawiania dokumentów sprzedażowych

Ochrona danych osobowych i firmowych jest bardzo ważna dla firm. Program do faktur powinien zapewniać wysoki poziom bezpieczeństwa, w tym regularne kopie zapasowe i szyfrowanie danych. Trzeba także pamiętać o tym, że Nawet najlepszy program może czasami sprawiać problemy. Dostępność wsparcia technicznego, które jest w stanie szybko i skutecznie rozwiązać ewentualne problemy, jest nieoceniona.

Wersja mobilna programu lub aplikacji do faktury VAT

Dziś, kiedy przedsiębiorcy i pracownicy są ciągle w ruchu, dostępność mobilnej wersji programu do faktur VAT staje się nie tyle dodatkową wartością, ile koniecznością. Aplikacja mobilna powinna zapewniać nie tylko wygodę, ale i pełną funkcjonalność, dostępną w wersji desktopowej. Mobilna aplikacja do faktur VAT umożliwia łatwy dostęp do systemu fakturowania w każdym miejscu i czasie, co jest szczególnie ważne dla osób, które dużo podróżują, pracują zdalnie i wystawiają faktury zagraniczne. Użytkownik powinien mieć możliwość szybkiego wystawiania, przeglądania i wysyłania faktur bezpośrednio z poziomu smartfona lub tabletu.

Nieodzownym aspektem każdej aplikacji mobilnej do faktur jest synchronizacja danych z wersją stacjonarną. Wszelkie zmiany dokonane w aplikacji mobilnej (np. wystawienie nowej faktury, aktualizacja danych klienta) powinny być automatycznie aktualizowane w systemie głównym, zapewniając spójność i aktualność danych. Interfejs użytkownika w aplikacji mobilnej do fa powinien być jeszcze bardziej uproszczony i dostosowany do mniejszych ekranów urządzeń mobilnych. Ważna jest tutaj klarowność i minimalizm, aby umożliwić szybką i efektywną obsługę nawet na mniejszym ekranie. Aplikacja mobilna do faktur VAT może zawierać funkcję skanowania dokumentów, co pozwala na szybkie przechwytywanie danych z papierowych faktur i ich cyfrowe przechowywanie. To nie tylko ułatwia zarządzanie dokumentacją, ale także przyczynia się do utrzymania porządku i redukcji papierowej dokumentacji.

 

Czy warto mieć IKE i IKZE?

Indywidualne Konto Emerytalne (IKE) i Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE) to konta emerytalne, które mają zarówno pewne podobieństwa, jak i różnice. Łączy je też wspólny cel, którym jest zgromadzenie dodatkowych pieniędzy na emeryturę. Jakie korzyści przewidział ustawodawca dla właścicieli konta IKE i IKZE? Czy warto mieć jedno i drugie konto emerytalne? Poznaj podobieństwa i różnice między IKE i IKZE.

IKE i IKZE – jakie są podobieństwa?

Jeden i drugi produkt emerytalny jest oferowany przez te same instytucje finansowe, którymi są:

  • Banki – w formie lokat i rachunków oszczędnościowych,
  • Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych (TFI) – w formie inwestycji w różnego rodzaju fundusze inwestycyjne,
  • Zakłady Ubezpieczeń – w formie polisy na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym,
  • Powszechne Towarzystwa Emerytalne – w formie inwestycji w dobrowolne fundusze emerytalne,
  • Domy maklerskie – w formie samodzielnego inwestowania np. w akcje, ETF-y, itd.

IKE i IKZE mogą założyć osoby, które ukończyły 16 lat, nie ma górnej granicy wiekowej na otwarcie konta.

IKE i IKZE – różnice

  1. IKE i IKZE to nie tylko inwestowanie w swoją przyszłą emeryturę, ale również określone korzyści podatkowe. Są one różne dla każdego produktu.

W przypadku IKE nie zapłacisz podatku od zysku kapitałowych na koniec inwestycji. Musisz tylko spełnić następujące warunki:

  • Wypłacisz środki po 60. roku życia lub po ukończeniu 55 lat, jeśli nabyłeś/-aś prawa emerytalne.
  • Pieniądze trafiały na konto co najmniej przez 5 lat kalendarzowych.
  • Co najmniej połowa środków została wpłacona na 5 lat przed złożeniem wniosku o wypłatę.

Jeśli zdecydujesz się na IKZE, to korzyści poczujesz od razu, ponieważ już po pierwszym roku lokowania pieniędzy możesz skorzystać z ulgi podatkowej. Polega ona na tym, że wpłaty dokonane w danym roku możesz odliczyć od podstawy opodatkowania w zeznaniu PIT.

Przykładowo:

  • Jeśli pracujesz na umowie o pracę, to Twoja ulga podatkowa za rok 2023 może wynieść nawet 2663 zł,
  • Jeśli prowadzisz działalność gospodarczą, to w zależności od wysokości wpłat i podatku, który płacisz, Twoja ulga podatkowa może wynieść nawet 3994 zł.

O konkretnej uldze podatkowej zawsze decyduje kwota wpłat i wysokość podatku, którym jesteś objęty (a dokładniej 32% – drugi próg podatkowy). W IKZE na koniec inwestycji również nie zapłacisz podatku od zysków kapitałowych (jak w przypadku IKE), ale za to będziesz musiał odprowadzić zryczałtowany podatek dochodowy od całości zgromadzonych środków w wysokości 10%. Korzyści i ulgi podatkowe IKZE będą możliwe, jeśli:

  • Wypłacisz środki po 65. roku życia,
  • Pieniądze trafiały na konto co najmniej przez 5 lat kalendarzowych.

Jeśli wypłacisz pieniądze wcześniej, to będziesz musiał/-a samodzielnie odprowadzić podatek dochodowy oraz zapłacić podatek Belki w wysokości 19%.

  1. Kolejna różnica dotyczy limitów:
  • w przypadku IKE jest to obecnie 20 805 zł. W 2024 r. limit wzrośnie do 23 472 zł.
  • w IKZE limity są dużo mniejsze, czyli 8 322 zł, a w przypadku osób prowadzących działalność gospodarczą – 12 483 zł. W 2024 limity wzrosną odpowiednio do 9388,80 zł i do 14 083,20 zł.
  1. Środki, które wpłacasz na IKE i IKZE należą do Ciebie i to Ty nimi zarządasz. Podlegają również dziedziczeniu, a spadkobiercy nie muszą odprowadzać podatku od spadków i darowizn. W przypadku IKZE osoby uposażone lub spadkobiercy muszą natomiast zapłacić zryczałtowany podatek dochodowy w wysokości 10%.

Podsumowanie IKE i IKZE

IKE i IKZE najlepiej traktować jako produkty, które się wzajemnie uzupełniają. W przypadku IKZE odczujesz korzyści od razu dzięki ulgom podatkowym. Jest to duży atut szczególnie dla osób o wyższych zarobkach i samozatrudnionych.

Z kolei w IKE masz szansę na zgromadzenie większego kapitału, ponieważ limity wpłat są dużo wyższe. Inwestycję możesz zakończyć wcześniej i po spełnieniu pewnych warunków nie zapłacisz żadnego podatku.

Jeżeli masz środki, które możesz zainwestować zarówno na IKE, jak i IKZE, możesz czerpać korzyści z dwóch programów emerytalnych.

 

Amerykanie wierzą w nieustającą hossę

W gospodarce USA nie ma śladu spowolnienia. Wstępny odczyt annualizowanego PKB pokazał, że w 4 kw. w USA wzrósł on o 3,3 proc. Dane z rynku pracy pokazywały, że sytuacja jest wręcz znakomita – oczekiwano stworzenia 180 tysięcy miejsc pracy, a było ich dwa razy więcej (353 tys.). Publikowane indeksy ISM (menedżerów logistyki) też były o wiele lepsze od oczekiwań. 

Pod koniec stycznia czekano przede wszystkim na ekscytujący przełom miesięcy. Ekscytujący, bo 30 stycznia raport kwartalny opublikowały spółki AMD, Alphabet (Google) i Microsoft, 1 lutego zakończyło się posiedzenie FOMC i odbyła się konferencja prasowa Jerome Powella, szefa Fed, a już następnego dnia raporty kwartalne opublikowały Apple, Amazon i Meta (Facebook). Kolejnego dnia, w piątek 2. lutego w USA opublikowano miesięczny raport z rynku pracy uznawany za „matkę wszystkich raportów”.

Zacznijmy od szefa Fed. FOMC oczywiście stóp procentowych nie zmienił i nikt tego nie oczekiwał. Spodziewano się, że Powell podczas swojej konferencji prasowej będzie nieco bardziej „jastrzębi” niż miało to miejsce w grudniu, ale nie oczekiwano niczego, co mogłoby inwestorów wystraszyć. A jednak szef Fed zaskoczył rynki. Powiedział, że nie wydaje mu się prawdopodobne, żeby FOMC obniżył stopy w marcu.

To się rynkowi akcji bardzo nie spodobało. Spadek indeksów wspomagany był tym, że dzień przed konferencją Powella słabe wyniki opublikowały AMD i Alphabet. Tylko wyniki Microsoft były bardzo dobre. Następnego dnia po konferencji Amazon i Meta zachwyciły wynikami i prognozami. To w umysłach graczy wymazało ostrzeżenie Powella i indeks S&P500 ruszył w górę, a potem ustanowił nowy rekord wszech czasów.

W niedzielę 4 lutego, czyli na zakończenie tego przełomu miesięcy w telewizji CBS w programie „60 minutes” Jerome Powell jeszcze raz potwierdził, że Amerykanie będą musieli dłużej poczekać na obniżkę stóp. Jastrzębia wypowiedź, ale w zasadzie jedynie potwierdzała to, co mówił po posiedzeniu FOMC. Nic więc dziwnego, że jedynie rynek obligacji i walutowy zareagowały.

Trudno się nawet dziwić rynkowi akcji, bo w gospodarce USA nie ma śladu spowolnienia, więc inwestorzy obstają przy scenariuszu „gospodarki Złotowłosej”, czyli najlepszym dla obozu byków scenariuszu – mocny wzrost gospodarczy z umiarkowaną inflacją. Jeśli chodzi o gospodarkę to dane makro zdają się potwierdzać tę tezę.

Wstępny odczyt annualizowanego PKB pokazał, że w 4 kw. w USA wzrósł on o 3,3 proc. (oczekiwano 2 proc.). Dane z rynku pracy pokazywały, że sytuacja jest wręcz znakomita – oczekiwano stworzenia 180 tysięcy miejsc pracy, a było ich dwa razy więcej (353 tys.). Publikowane indeksy ISM (menedżerów logistyki) też były o wiele lepsze od oczekiwań.

Na przykład indeks sektora usług (ponad 90 proc. gospodarki) pokazał wzrost z 50,5 do 53,4 (pokonanie poziomu 50 pokazuje, że sektor się rozwija). Indeksy ISM ostrzegały jednak (zarówno w sektorze usług, jak i przemysłowym), że gospodarka amerykańska ma do czynienia z dużymi wzrostami subindeksów cen płaconych. Może się więc okazać, że rację mają ci obserwatorzy gospodarki, którzy twierdzą, że nie realizuje ona scenariusza „soft landing” (bez dużej inflacji i bez recesji), ale „no landing” (owszem wzrost gospodarczy, ale przy stale wysokiej inflacji).

Na początku lutego widać było w zasadzie tylko trzy zagrożenia dla amerykańskiej, więc i globalnej hossy. Przede wszystkim martwi bardzo wąski rynek – dosłownie kilka dużych spółek odpowiada za wzrost indeksów. Po drugie zbyt dobre są nastroje inwestorów. Po trzecie wreszcie powrócił niepokój o stan regionalnych banków.

Potężne przeceny akcji  New York Community Bancorp, który przejął upadły Signature Bank, z powodu strat na kredytach w sektorze szybko taniejących nieruchomości komercyjnych, może być swoistym ekwiwalentem kanarka w kopalni (niewiadomą). Może (ale nie musi) ostrzegać przed „czarnym łabędziem”, który doprowadzi do tego, że ostatnie zwyżki indeksów były łabędzim śpiewem hossy przed ciągle przeze mnie oczekiwaną w pierwszym kwartale korektą na rynku akcji.

Piotr Kuczyński, Członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich, DI Xelion

Shape Robotics zwiększa oczekiwania dot. przychodów i wyniku EBITDA za 2023 r. i zapowiada ekspansję na polski rynek EdTech

Shape Robotics, duński lider sektora EdTech, poinformował o korekcie w górę swoich oczekiwań związanych z wynikami finansowymi za ub.r. do 22,8 mln EUR przychodów oraz skorygowanego wyniku EBITDA na poziomie 1,1 mln EUR. Wcześniejsze szacunki zakładały, że spółka osiągnie przychody rzędu 19,4-20,8 mln EUR, a jej skorygowana EBITDA wyniesie 0,5-0,8 mln EUR. W 2023 r. Shape Robotics weszło na główny parkiet NASDAQ w Kopenhadze i sfinalizowało transakcję przejęcia polskiej spółki Skriware. Obecnie koncentruje się na integracji firm oraz planach związanych z penetracją polskiego rynku EdTech, który może przerosnąć rynek rumuński, będący dotąd głównym rynkiem dla Shape Robotics. Spółka zapowiedziała ogłoszenie trzyletniej strategii rozwoju w I kwartale br.

W 2023 r. znaczenie duńskiej spółki na rynku rumuńskim istotnie wzrosło – zarówno pod względem szerokości, jak i głębokości. Na przestrzeni 12 miesięcy Shape Robotics pomyślnie realizowało strategię rozwoju opartą na partnerstwie, co zaowocowało pojawieniem się kluczowych zamówień oraz korektą prognoz finansowych w górę.

Choć przewiduje się, że w 2024 r. rynek rumuński będzie nadał rósł, Shape Robotics intensywnie pracuje nad szybką integracją Skriware, objęciem kolejnego dużego rynku (w Polsce) i stworzeniem przyszłego czynnika wzrostu. Duński lider sektora EdTech spodziewa się, że w 2024 r. obroty spółki wyniosą 40,2-43,6 mln EUR.

W ciągu nieco ponad 2 lat międzynarodowy zespół Shape Robotics z André Fehrnem na czele osiągnął długą listę kamieni milowych. Do najważniejszych należą: istotne partnerstwa – z NOD, Samsung, i3-Technologies i Lenovo, strategiczne przejęcia, nowe spółki zależne, wzmocnienie zarządu, wysoki wzrost wyników oraz uzyskanie licznych nagród, które przełożyły się na rosnące zaufanie ze strony rynku.

Realizacja celów oznaczała dla nas większą ekspozycję na arenie międzynarodowej i dalszą walidację Shape Robotics jako wiarygodnego partnera w procesie globalnej transformacji cyfrowej oraz edukacji dzieci i młodzieży w przedmiotach objętych nauczaniem STEAM. Dzięki zakończonemu już przejęciu Skriware zyskaliśmy nowy, potencjalnie główny rynek w Polsce, który pozostaje dla nas w dużym stopniu otwarty. Oba zespoły, które na przestrzeni ostatnich tygodni połączyły się w jeden team, reprezentują wspólne wartości i cele. Działalność dwudziestu dwóch pracowników z Polski przekłada się na pozytywny odbiór ze strony rynku oraz duże zasięgi. Okolicznościami sprzyjającymi naszemu rozwojowi są też wyraźny nacisk polityczny położony na sektor EdTech oraz miliardowe budżety związane z dążeniem Polski do stania się jednym z najsilniejszych społeczeństw technologicznych w Europie. To wszystko sprawia, że szacujemy, iż w niedługim czasie Polska może stać się dla nas nowym kluczowym rynkiem, na którym osiągniemy jeszcze lepsze wyniki niż w Rumunii – mówi André Fehrn, CEO duńskiej spółki.

Shape Robotics pełni istotną rolę na międzynarodowym rynku technologii edukacyjnych. Niedawno André Fehrn reprezentował spółkę przed ambasadorami i ministrami edukacji podczas otwarcia nowej ambasady Danii w Mołdawii, gdzie firma właśnie utworzyła swoją filię.

Jeszcze w I kwartale br. zarząd Shape Robotics planuje ogłosić nową, trzyletnią strategię rozwoju. Obejmie ona plany ekspansji i rozwoju nowych produktów wspólnie z partnerami oraz prognozowane cele finansowe. Z kolei 29 lutego br. Shape Robotics planuje złożyć sprawozdanie okresowe za 2023 r.

Choć branża IT spowolniła, nadal brakuje specjalistów

Specjaliści IT nie muszą martwić się o pracę. Na zatrudnienie mogą liczyć w pierwszej kolejności eksperci do spraw cyberbezpieczeństwa, Big Data, cloud computing oraz osoby doświadczone w obszarze sztucznej inteligencji. O takich kandydatów jest trudno. Jak wynika z raportu „IT Globalne Trendy HR” Gi Group Holding, w Polsce 37,6% firm zgłasza trudności w ich rekrutacji.

IT to najszybciej rozwijająca się branża na świecie, która postrzegana jest jednocześnie jako atrakcyjna ścieżka kariery. Choć aktualna sytuacja gospodarcza wywołała w ostatnim roku znaczące zmiany na rynku pracy, firmy wciąż zgłaszają zapotrzebowanie na specjalistów. Eksperci Gi Group Holding zwracają również uwagę na ewoluujące potrzeby pracowników, dla których niedoceniana wcześniej stabilność zatrudnienia stała się priorytetem.

Krajobraz po bitwie

Czwarty kwartał 2023 r. okazał się dla spółek IT trudniejszy niż oczekiwano, a cały rok zapisał – za wyjątkiem wybranych specjalizacji – jako okres spowolnienia w branży. To efekt kalibrancji rynku po wcześniejszej hossie, kiedy na skutek pandemii nastąpił przyspieszony rozwój technologiczny, zwiększenie nakładów na modernizację systemów komunikacji, procesów pracy oraz e-commerce. Inwestycje w duże rozwojowe projekty IT i dynamika rekrutacji osiągnęły niespotykaną dotąd skalę, a zdalny model pracy umożliwił specjalistom z Polski świadczenie usług dla podmiotów w każdym zakątku świata.

Już pod koniec 2022 roku część spółek w Polsce przeszła falę optymalizacji, która zaczęła się w USA. Doszło do zatrzymania licznych inwestycji, projektów rozwojowych i weryfikacji statusu projektów IT w wielu przedsiębiorstwach. Firmy technologiczne zwalniały pracowników, ponadto podmioty zlokalizowane poza Polską zaczęły pracować hybrydowo, co zamknęło rynek zdalnym specjalistom z Polski. Obecnie firmy znajdują się w procesie adaptacji do nowych reguł  – weryfikują plany rozwojowe i mają nadzieję na stabilne i bezpieczne inwestycje w rozwiązania umożliwiające rozwój biznesu – komentuje Daniel Piaszczyk, Senior Partner – Executive IT w Wyser. – Jestem ostrożnym, ale jednak optymistą. Już w drugim i trzecim kwartale 2024 roku kondycja sektora powinna się poprawić – plany rozwojowe zostały zweryfikowane i choć nadal z dużą dozą rozwagi, jest szansa na odbicie – dodaje.

Z obserwacji ekspertów Gi Group Holding wynika również, że polski rynek IT jest bardziej odporny na globalne zawirowania, a branża stanowi coraz ważniejszą gałąź rodzimej gospodarki.

Postęp technologiczny oraz stale zwiększające się potrzeby biznesowe przedsiębiorstw na świecie wciąż stymulują rynek IT, co daje nadzieję na poprawę sytuacji w niedalekiej przyszłości, prawdopodobnie jeszcze w tym roku. Będzie lepiej, ale szansa na powrót do hossy z lat 2021 i 2022, kiedy to specjaliści IT dostawali po kilka ofert pracy dziennie, wydaje się mało realna dodaje Agata Jemioła, Branch Manager, Grafton Recruitment.

Co kształtuje branżę?

Jak wynika z raportu “IT Globalne Trendy HR” Gi Group Holding, do najważniejszych czynników kształtujących jej rozwój należą: sztuczna inteligencja, Big Data, rozwiązania chmurowe, cyberbezpieczeństwo i technologia 5G.

Jesteśmy świadkami transformacji. Przedsiębiorstwa, niezależnie od rozmiaru i branży, mają świadomość, że bez narzędzi cyfrowych trudno będzie kontynuować rozwijanie swojej działalności.Obecność narzędzi takich jak Chat GPT sprawiła natomiast, że sztuczna inteligencja po raz pierwszy zaistniała w szerokiej świadomości, a coraz więcej firm dostrzega jej potencjał w zwiększaniu produktywności, rozwiązywaniu problemów i poprawy doświadczeń klientów – wyjaśnia Daniel Piaszczyk.

Konieczność dostosowania się do cyfrowej rzeczywistości warunkuje zapotrzebowanie na przechowywanie, analizę i przetwarzanie danych. Rozwój obszaru Big Data i rozwiązań chmurowych wymusza zaś na firmach inwestycję w cyberbezpieczeństwo. Na ataki przestępców, inaczej niż w przeszłości, narażone są obecnie również małe i średnie przedsiębiorstwa, z których tylko 18% podejmuje odpowiednie środki bezpieczeństwa.

Zapotrzebowanie na role

Przyśpieszony rozwój nowych technologii sprawia, że prawie połowa przedsiębiorstw mierzy się globalnie z trudnościami w rekrutacji osób o odpowiednich kompetencjach cyfrowych. Na to wyzwanie wskazało w Polsce 37,6% respondentów, przy czym 11,1% firm określiła je jako duże. Jednocześnie ponad 20% nie napotkało tego typu problemów.

–  Jednym z obszarów, w którym obserwuje się największą zmianę dynamiki procesów jest tworzenie oprogramowania. Ze względu na optymalizację kosztów i restrukturyzacje wiele firm zmniejszyło swoje zespoły deweloperskie i testerskie, a także ograniczyło lub wstrzymało rekrutacje do nich. Jednocześnie wzrost popytu na specjalistów odnotowuje się w innych dziedzinach tłumaczy Agata Jemioła, Branch Manager, Grafton Recruitment.

Jak wynika z raportu “IT Globalne Trendy HR” Gi Group Holding, technologie, które z największym prawdopodobieństwem zostaną wdrożone globalnie przez przedsiębiorstwa do 2027 r. to m.in. platformy i aplikacje cyfrowe, technologie edukacyjne, analiza Big Data, Internet rzeczy (IoT) oraz chmury obliczeniowe.

Na skutek zachodzących zmian w najbliższych latach prognozuje się wzrost zapotrzebowania na role takie jak: specjalista ds. AI i uczenia maszynowego, deweloper oprogramowania i aplikacji, analityk informacji bezpieczeństwa, analityk ds. danych, czy inżynier robotyki. Jak zapotrzebowanie na role kształtuje się w Polsce?

O ile w przypadku programistów i testerów możemy mówić o spadku zapotrzebowania, o tyle zauważyć można bardzo duży wzrost zainteresowania specjalistami do spraw bezpieczeństwa, Big Data, cloud computing oraz osób doświadczonych w obszarze sztucznej inteligencji. Prognozujemy, że właśnie te obszary zdominują rynek pracy w 2024-2025 – dodaje Agata Jemioła.Gi Group Holding_IT_technologie do 2027 r.

Jakich specjalistów IT brakuje? Jakie kompetencje w cenie?

Przedstawiciele wszystkich przedsiębiorstw zapytani o czynniki wpływające na trudności w pozyskaniu specjalistów wymienili m.in. niską liczbę aplikacji pomimo wysokiej liczby wyświetlonych ogłoszeń (21,3%), długi czas podejmowania decyzji (20,4%) i niedopasowanie kompetencji kandydatów (20,1%).

W polskich firmach największym problemem w procesie rekrutacji okazał się długi proces decyzyjny, w rezultacie którego kandydaci decydują się na inną ofertę. Na to wyzwanie wskazało aż 37% respondentów.

Kluczowymi powodami, dla których kandydaci  mają odrzucać oferty pracy są zaś niezadowolenie z proponowanego wynagrodzenia, nieadekwatność oczekiwań do roli i atrakcyjne oferty ze strony konkurencji. Eksperci Gi Group Holding zauważają również istotny wpływ potrzeby, niedocenionej wcześniej, stabilności zatrudnienia.

– Obserwujemy, że profesjonaliści, o których przedsiębiorcy toczyli w przeszłości zaciekłą walkę i którzy chętnie zmieniali pracę, szukając lepszych warunków finansowych, ostrożniej podchodzą do nowych propozycji. Widoczny jest również trend przechodzenia ze współpracy B2B na UoP, co najpewniej wiąże się z większym poczuciem stabilności oferowanym przez umowę o pracę – tłumaczy Agata Jemioła.

Eksperci tłumaczą również, że umiejętności techniczne nie są w 2023 roku jedynymi kryteriami zatrudnienia. Wraz z upowszechnieniem się pracy zdalnej i koncentracji na potrzebach użytkowników rośnie rola umiejętności poznawczych. Myślenie analityczne to najbardziej doceniana umiejętność miękka. Zaraz za nim znajduje się myślenie kreatywne, odporność, motywacja i ciekawość.Gi Group Holding_IT_Trudność w rekrutacji

Oczekiwania pracowników

Na szczycie listy priorytetów, podobnie jak w innych branżach, znalazła się wysokość wynagrodzenia, na którą globalnie wskazało 49% respondentów. Jednocześnie pracownicy sektora IT coraz częściej zwracają uwagę na czynniki takie jak równowaga pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym (31,2%), możliwość rozwoju kariery (25,3%) i elastyczność zatrudnienia (22,4%). Oczekiwania polskich respondentów były zbliżone do wyników globalnych, ale z kilkoma różnicami. Work-life balance okazał się dla nich jeszcze ważniejszy (42%), a relacje ze współpracownikami miały znaczenie aż dla 26% ankietowanych.

Choć praca zdalna jeszcze niedawno była standardem dla pracowników IT, globalnie tylko 15,8% z nich pracuje obecnie w pełni zdalnie. W Polsce ten odsetek jest jeszcze mniejszy – zaledwie 6,5% respondentów realizuje zadania poza biurem. Najczęściej polscy specjaliści pracują w trybie hybrydowym (65%), 29% w modelu stacjonarnym.Gi Group Holding_IT_Praca zdalna

Pracownicy IT zwracają również uwagę na negatywną rolę stresu i mają nadzieję zminimalizować go przy ewentualnym poszukiwaniu nowego stanowiska.

Link do pełnej wersji raportu: https://www.gigroupholding.com/polska/insights/branza-it-globalne-trendy-hr-2024/

B-Act S.A. ze wzrostem zysku netto o ponad 50 proc. w 2023 r.

B-Act S.A., spółka inżynieryjna specjalizująca się w doradztwie i nadzorze inwestycji budowlanych, osiągnęła w minionym roku 1,7 mln PLN zysku netto, co oznacza dynamikę wzrostu na poziomie 51 proc. rdr. Przychody ze sprzedaży spółki osiągnęły z kolei wartość 14,8 mln PLN, a zysk operacyjny (EBIT) 2,4 mln PLN, rosnąc tym samym kolejno o 7 i 53 proc. rdr. Spółka jest na ostatniej prostej przed debiutem na rynku NewConnect – chce pojawić się na „małym parkiecie” już w I półroczu 2024 roku.

B-Act w minionym roku zrealizował 7 projektów oraz podpisał kontrakty na realizację kolejnych 12, z czego 5 na Ukrainie. Obecnie spółka jest zaangażowana w 30 projektów w Polsce i za granicą, które są w różnych fazach realizacji, a także prowadzi negocjacje dotyczące podpisania kolejnych kontraktów.

Cieszymy się z osiągnięcia historycznych wyników finansowych. 2023 rok był okresem, w którym bardzo się rozwinęliśmy jako firma – podpisywaliśmy nowe kontrakty dotyczące m.in. rozbudowy infrastruktury wojskowej w naszym kraju, budowy nowych linii tramwajowych w Warszawie czy odbudowy Ukrainy, w której otworzyliśmy także kolejne dwa biura w Charkowie i Winnicy. Prowadzimy stale rozmowy odnośnie nowych kontraktów, o których mam nadzieję, że niedługo będziemy mogli poinformować – mówi Adam Białachowski, prezes zarządu B-Act S.A.

B-Act z dużym optymizmem patrzy na 2024 rok. Spółka upatruje swoich możliwości w związku z inwestycjami, które będą efektem zapowiadanego odblokowania środków z KPO (Krajowego Planu Odbudowy), funduszami przyznanymi przez Unię Europejską na odbudowę Ukrainy w latach 2024-2027 czy także z działaniami w ramach poszerzania obecności na innych rynkach zagranicznych. Co więcej, B-Act w styczniu złożył wniosek do GPW w sprawie wprowadzenia akcji do obrotu na rynku NewConnect i liczy, że zadebiutuje na giełdzie już w I półroczu br.

– W listopadzie ub. r. z sukcesem zakończyliśmy publiczną ofertę akcji, z której pozyskaliśmy od inwestorów 2,4 mln PLN. Kolejnym krokiem było złożenie wniosku do GPW w sprawie wprowadzenia akcji do obrotu na giełdzie. Liczymy, że upublicznienie naszej spółki zwróci uwagę szerokiego grona inwestorów, co przełoży się na naszą dalszą ekspansję i umocnienie pozycji rynkowej. Chcemy zadebiutować  na „małym parkiecie” już w I półroczu 2024 roku – dodaje Adam Białachowski.

SatRev podpisuje porozumienie w sprawie współpracy w Rwandzie

SatRev i Locus Dynamics z dumą ogłaszają podpisanie przełomowego protokołu ustaleń (MoU) podczas Szczytu Gospodarczego Polska – Rwanda, który odbył się w środę, 7 lutego 2024 r. w Kigali.

Umowa stanowi znaczący kamień milowy w dwustronnej współpracy i postępie technologicznym, prezentując zaangażowanie pomiędzy Polską oraz Rwandą w zakresie dostarczania kompleksowych rozwiązań satelitarnych służących do zbierania danych obserwacyjnych Ziemi w Afryce.

W ramach zawartej umowy Strony będą współpracować w zakresie projektowania, produkcji i obsługi mikrosatelitów oraz odpowiednich czujników o wysokiej rozdzielczości do różnych zastosowań, a także utworzą powiązaną infrastrukturę w Rwandzie, a mianowicie: satelitarną stację naziemną, centrum kontroli misji oraz udoskonalą możliwości analizy danych satelitarnych.

Obecnie obie firmy pracują nad projektem, który obejmie dostawę trzech mikrosatelitów i budowę w Rwandzie naziemnej stacji satelitarnej oraz centrum kontroli misji wraz z powiązanymi szkoleniami w zakresie obsługi satelitów i analizy danych.

Sponsorzy projektu będą dążyć do zabezpieczenia finansowania projektu przy wsparciu Unii Europejskiej w ramach gwarancji Europejskiego Funduszu na rzecz Zrównoważonego Rozwoju Plus (EFSD+). EFSD+ jest ramieniem finansowym Global Gateway, promującym zrównoważone inwestycje w krajach partnerskich UE. Strategia Global Gateway ma na celu zmobilizowanie do 300 miliardów euro w postaci połączonych inwestycji publicznych jak i prywatnych w latach 2021–2027. Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) zamierza wdrożyć gwarancję EFSD+ w celu wsparcia procesów cyfryzacji w krajach Afryki Subsaharyjskiej.

Grzegorz Zwoliński, Prezes SatRev, podkreślił znaczenie projektu, mówiąc: „To przełomowa inicjatywa, która wzmacnia współpracę gospodarczą i współgra z naszą strategią Soverign Space, zapewniając kompleksowe rozwiązania satelitarne do zbierania danych obserwacyjnych Ziemi w Afryce.

Inicjatywa współpracy z Rwandą współgra z flagowym produktem SatRev, Sovereign Space, zaprojektowanym do dostarczania kompleksowych rozwiązań satelitarnych dla rządów, w tym wdrożenia satelitów, budowy stacji naziemnych, prowadzenia misji i oraz budowania potencjału w zakresie dalszych działań.

Występując podczas ceremonii podpisania Memorandum o Porozumieniu, Wilson Kagabo, Dyrektor Zarządzający LD, zauważył: „Podpisanie tego Memorandum o Porozumieniu oznacza wizję LD jako istotnego uczestnika w Afrykańskiej Gospodarce Kosmicznej. Partnerstwo z SatRev rozszerzy jeszcze bardziej zdolności LD w technologiach satelitarnych, poprawi dostęp Rwandy do danych obserwacyjnych Ziemi z satelitów o wysokiej rozdzielczości i wykorzysta infrastrukturę LD do hostowania stacji naziemnych dla satelitów.

Podpisanie umowy zbiega się z wizytą Prezydenta RP, Andrzeja Dudy w Afryce Wschodniej, mającej na celu promowanie polskich interesów biznesowych i pogłębianie więzi gospodarczych z Afryką, która jest szybko rozwijającym się i perspektywicznym rynkiem. Wizyta podkreśla zaangażowanie Polski we współpracę w różnych sektorach, w tym rolnictwie, technologiach ekologicznych i eksploracji kosmosu.

Przedsiębiorstwa wielonarodowe obawiają się, że globalna reforma podatkowa doprowadzi do podwójnego opodatkowania

Ankietowane przez EY spółki przewidują, że wkraczamy w okres ważnych zmian podatkowych napędzanych takimi czynnikami, jak globalna reforma podatkowa, zmiany technologiczne i inflacja. Z międzynarodowego badania w obszarze Podatków i Cen Transferowych (The 2024 EY International Tax and Transfer Pricing Survey) wynika, że na ryzyko podwójnego opodatkowania wskazuje 84% respondentów, a 71% jest zdania, że globalne podatki minimalne wpłyną na politykę cen transferowych w ich firmach. Z kolei trzech na czterech ekspertów (75%) stwierdziło, że duże wyzwanie stanowi efektywniejsze wykorzystanie technologii. Zdaniem 73% ankietowanych inwestowanie w bardziej zaawansowane rozwiązania operacyjne w zakresie cen transferowych przyniosłoby poprawę w zarządzaniu ryzykiem.

Ceny transferowe to kluczowy obszar funkcji podatkowej, która nadzoruje transakcje wewnątrzgrupowe przedsiębiorstw wielonarodowych. Reforma międzynarodowego prawa podatkowego wywiera znaczący wpływ na wyzwania przedsiębiorstw w tym obszarze. Zdecydowana większość respondentów badania EY (84%) twierdzi, że stoi w obliczu znacznego lub umiarkowanego ryzyka podwójnego opodatkowania wynikającego z projektu OECD zmian globalnych przepisów podatkowych (ang. BEPS). Z kolei 71% uważa, że globalne podatki minimalne – powiązane ze wspomnianym projektem zmian przepisów – będą miały znaczący lub umiarkowany wpływ na politykę cen transferowych w ich firmach.

BEPS zwiększa zainteresowanie APA

Propozycja OECD wprowadza nowy, międzynarodowy podatek minimalny w wysokości co najmniej 15% dla przedsiębiorstw wielonarodowych. Ma to uniemożliwić erozję bazy podatkowej poprzez przenoszenie zysków do tzw. rajów podatkowych. Zgodnie z założeniami projekt obejmie tylko duże grupy kapitałowe, których skonsolidowane przychody będą wynosić co najmniej 750 mln euro.

– Nowe opodatkowanie jest ściśle powiązane z cenami transferowymi, a dla firm oznacza konieczność minimalizowania ryzyk. Można to osiągnąć m.in. poprzez większą przewidywalność kalkulacji wymaganych do zapewnienia zgodności z zasadami filaru drugiego BEPS. W globalnej praktyce EY widać wzrost zainteresowania instrumentami ograniczającymi ryzyko sporu z administracjami podatkowymi. Takie proaktywne podejście zapewnia większą pewność działań w przypadku potencjalnych sporów w obszarze cen transferowych oraz wdrażania filaru drugiego BEPS – tłumaczy Mariusz Kozłowski, Partner w Zespole Cen Transferowych EY Polska.

Z badania EY wynika, że coraz więcej przedsiębiorstw zwraca się ku uprzednim porozumieniom cenowym, aby negocjować warunki transakcji wewnątrzgrupowych z administracją skarbową. Dwustronne APA okażą się bardzo przydatne zdaniem 61% ankietowanych, zaś w przypadku wielostronnych porozumień odsetek odpowiedzi wyniósł 59%. Co ciekawe, w 2021 r. twierdziło tak odpowiednio 34% i 30% respondentów. Oznacza to wzrost na przestrzeni dwóch lat o około 30 punktów procentowych. Ponadto 59% przedstawicieli firm uważa, że jednostronne APA będą bardzo przydatne w zarządzaniu sporami w obszarze cen transferowych w ciągu najbliższych trzech lat, co stanowi niemal dwukrotny wzrost (29%) w porównaniu z rokiem 2021.

Rosnący wpływ czynników zewnętrznych

Kaskada rozmaitych uwarunkowań regulacyjnych i gospodarczych wpływa na podejmowane przez firmy decyzje biznesowe i komplikuje zadania liderów odpowiedzialnych za strategię cen transferowych. Zdaniem 77% z nich inflacja będzie miała znaczący lub umiarkowany wpływ na politykę cen transferowych w ciągu najbliższych trzech lat, zaś 51% twierdzi, że wyższe stopy procentowe odbiły się na średnio- i długoterminowej wycenie zadłużenia między spółkami.

Również obowiązek realizacji celów ESG oddziałuje na politykę cen transferowych. Dla 28% ankietowanych oznaczało to konieczność jej zmiany, by uwzględnić nowe wymagania. Z kolei 42% ekspertów przyznało, że ich organizacja przeniosła produkcję z jednej jurysdykcji do innej w ciągu ostatnich trzech lat z powodu kwestii geopolitycznych. Sześć na dziesięć firm (62%) przewiduje, że zmiany w łańcuchach dostaw będą miały umiarkowany lub znaczący wpływ na ich politykę cen transferowych w ciągu najbliższych trzech lat.

– W miarę jak organizacje dostosowują swoje strategie operacyjne, aby radzić sobie z ryzykiem związanym z łańcuchem dostaw i spełniać swoje cele klimatyczne, działy podatkowe będą również musiały zmieniać swoje podejście do cen transferowych, aby uzgodnić je z celami biznesowymi. Obecny krajobraz zmian regulacyjnych i podatkowych oznacza, że specjaliści od cen transferowych powinni przyjąć bardziej proaktywną rolę we współpracy z zarządem, aby odpowiednio wcześnie reagować na zakłócenia gospodarcze i geopolityczne – dodaje Mariusz Kozłowski.

Czas na nowe technologie

W nowej rzeczywistości, w której ryzyko podwójnego opodatkowania gwałtownie wzrosło, eksperci zajmujący się cenami transferowymi muszą bardziej polegać na technologiach, które wesprą ich w tradycyjnych operacjach. Dla 75% respondentów nieefektywne wykorzystanie technologii było ich pierwszym lub drugim największym wyzwaniem, natomiast 67% zmagało się z niską jakością danych. Co więcej, 73% przedstawicieli firm twierdzi, że inwestowanie w bardziej zaawansowaną technologię operacyjną w zakresie cen transferowych przyniosłoby umiarkowaną lub znaczącą poprawę w zarządzaniu ryzykiem. Zdecydowana większość respondentów (88%) zakłada, że technologia wpierająca obszar cen transferowych wygeneruje istotne oszczędności na poziomie przedsiębiorstwa w ciągu najbliższych trzech lat.

– Firmy stoją obecnie w obliczu wielu nowych i złożonych wymogów w zakresie sprawozdawczości podatkowej w skali globalnej. Nowe technologie, w tym generatywna sztuczna inteligencja, będą miały kluczowe znaczenie dla ułatwienia pracy specjalistom podatkowym w spełnieniu tych obowiązków. Wiele osób znajduje się jednak na bardzo wczesnym etapie uczenia się jak korzystać z tych narzędzi i potrzebuje większego wsparcia ze strony organizacji. Ważne jest, aby firmy umieściły obszar podatków wysoko na liście celów ich transformacji technologicznej. Możliwość agregowania i szybkiej analizy dużej ilości danych pozwoli zespołom podatkowym sprostać rosnącym wymaganiami w zakresie m.in. publicznej przejrzystości płatności podatkowych – zauważa Paulina Bzymek-Iwanowicz, Partnerka w Zespole Podatków Korporacyjnych i Cen Transferowych, EY Polska.

O badaniu
Międzynarodowe Badanie w obszarze Podatków i Cen Transferowych EY zostało przeprowadzone między wrześniem a październikiem 2023 roku. Wśród ankietowanych znalazło się 1000 członków kadry kierowniczej z dużych firm w 47 jurysdykcjach i 19 branżach, których zapytano o kwestie związane z podatkami międzynarodowymi i cenami transferowymi.