Nowa polityka zakupowa państwa. Więcej szans dla MŚP, ale też większe wymagania

0

Rynek zamówień publicznych w Polsce jest dziś wart około 587 mld zł rocznie, jednak zdecydowana większość przedsiębiorców wciąż z niego nie korzysta. Jak wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Miliardy na stole”, aż siedem na dziesięć prywatnych firm nigdy nie złożyło oferty w przetargu publicznym i nawet nie rozważa takiego kroku. Rząd chce to zmienić. Przyjęta Polityka zakupowa państwa na lata 2026-2029 zakłada większe wsparcie dla sektora MŚP, uproszczenie procedur oraz odejście od myślenia o zamówieniach publicznych wyłącznie przez pryzmat najniższej ceny.

Miliardy są dostępne, ale firmy nie chcą po nie sięgać

Skala niewykorzystanego potencjału jest ogromna. Z danych PIE wynika, że tylko 13 proc. przedsiębiorstw podjęło w 2025 roku próbę udziału w postępowaniu przetargowym. Dla wielu firm rynek zamówień publicznych pozostaje zbyt skomplikowany, zbyt sformalizowany i obarczony dużym ryzykiem proceduralnym.

Nowa polityka zakupowa ma to zmienić. Rząd zapowiada m.in. szersze stosowanie zaliczek, szybsze płatności, prostszy język dokumentacji oraz większy dialog z przedsiębiorcami jeszcze przed ogłoszeniem postępowania.

– W dalszym ciągu duża część przedsiębiorców z sektora MŚP nie jest aktywna na rynku zamówień publicznych. Jeżeli nowe rozwiązania rzeczywiście ograniczą bariery wejścia, może to być jedna z najważniejszych zmian dla sektora MŚP od lat – mówi mec. Michał Liżewski, partner kancelarii LEGALLY.SMART, specjalista z zakresu prawa zamówień publicznych.

Koniec ery „najniższej ceny”?

Eksperci zwracają uwagę, że nowa polityka zakupowa oznacza również zmianę filozofii państwa wobec zamówień publicznych. Coraz większą rolę mają odgrywać bezpieczeństwo dostaw, innowacyjność oraz rozwój krajowego potencjału gospodarczego.

W praktyce oznacza to odejście od podejścia, w którym o wyniku przetargu decyduje przede wszystkim cena.

Zamówienia publiczne – zwłaszcza w sektorach o znaczeniu strategicznym – przestają być wyłącznie procedurą zakupową. Państwo coraz częściej traktuje je jako narzędzie wzmacniania bezpieczeństwa gospodarczego czy zwiększania innowacyjności w sektorze publicznym – podkreśla mec. Liżewski.

Nowe szanse dla MŚP, ale też nowe wymagania

Eksperci wskazują, że większe otwarcie rynku dla mniejszych firm będzie wymagało również większej profesjonalizacji po stronie wykonawców. Rosnąć będzie znaczenie transparentności, zarządzania ryzykiem, jakości dokumentacji i zdolności do spełniania coraz bardziej złożonych wymagań zamawiających.

Przedsiębiorcy, którzy wcześniej przygotują swoje organizacje do funkcjonowania na rynku publicznym, mogą zyskać przewagę nad konkurencją.

– Dla wielu firm najbliższe lata będą okresem uczenia się nowego rynku. Ci, którzy odpowiednio wcześnie zbudują kompetencje związane z zamówieniami publicznymi, mogą znaleźć się w gronie największych beneficjentów zmian – ocenia mec. Michał Liżewski.

Zdaniem eksperta przyjęta polityka zakupowa pokazuje, że publiczne wielomiliardowe środki mają w coraz większym stopniu wspierać nie tylko realizację inwestycji, ale również rozwój krajowej gospodarki i wzmacnianie pozycji polskich przedsiębiorstw.

Geopolityczna ulga na rynkach. Ceny ropy reagują na sygnały z USA i Iranu

Wstępne porozumienie USA i Iranu w sprawie ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz zostało przez rynki odebrane jako sygnał spadku ryzyka geopolitycznego, ale nie oznacza jeszcze trwałej stabilizacji ani szybkiego powrotu do normalnego handlu ropą i gazem. To raczej pierwszy etap procesu, w którym decyzja polityczna musi zostać przełożona na realne bezpieczeństwo żeglugi, odbudowę zaufania armatorów i ubezpieczycieli oraz rozwiązanie najtrudniejszych kwestii dyplomatycznych: irańskiego programu nuklearnego, sankcji, zamrożonych aktywów i ewentualnych zachęt gospodarczych dla Teheranu.

Znaczenie porozumienia jest istotne, ponieważ Cieśnina Ormuz pozostaje jednym z najważniejszych punktów światowej gospodarki. Przez ten wąski szlak morski przechodzi około jedna piąta globalnych przepływów ropy i LNG, a korzystają z niego najważniejsi eksporterzy energii z Zatoki Perskiej. Jej blokada uderzyła więc nie tylko w rynek surowców, ale także w transport morski, koszty ubezpieczeń, logistykę przemysłową i oczekiwania inflacyjne. Przez Ormuz transportowane są również inne towary, w tym produkty rafineryjne, nawozy, aluminium czy hel, dlatego zakłócenia w tym miejscu mogą rozlewać się na wiele sektorów gospodarki.

Reakcja rynku była zgodna z logiką obniżenia premii za ryzyko: ceny ropy spadły, a nastroje na giełdach poprawiły się. Inwestorzy uznali, że porozumienie zmniejsza prawdopodobieństwo gwałtownego niedoboru ropy i gazu oraz kolejnej fali wzrostu cen energii. Z punktu widzenia banków centralnych może to ograniczać presję inflacyjną i wzmacniać argumenty za ostrożniejszą polityką pieniężną. Ten pozytywny efekt może być jednak stopniowy i nietrwały, ponieważ wysokie ceny energii z poprzednich miesięcy już obciążyły przedsiębiorstwa, konsumentów i budżety państw importujących surowce.

Najważniejszym ograniczeniem porozumienia jest jego tymczasowy charakter. Formalne otwarcie cieśniny nie wystarczy, aby handel natychmiast wrócił do poziomów sprzed konfliktu. Konieczne będzie usunięcie zagrożeń, w tym min, przywrócenie pełnej przepustowości portów, obniżenie kosztów ubezpieczenia oraz przekonanie armatorów, że trasa jest bezpieczna. W praktyce rynek często reaguje szybko na polityczne deklaracje, ale fizyczne przepływy surowców i zaufanie uczestników handlu odbudowują się znacznie wolniej.

Dodatkowym źródłem niepewności są rozbieżne interpretacje samego porozumienia. USA przedstawiają je jako sukces dyplomatyczny i krok w stronę stabilizacji regionu, natomiast irańskie media państwowe opisują je jako wymuszenie na USA i Izraelu zakończenia wojny. Taka różnica narracji pokazuje, że obie strony już na starcie próbują wykorzystać porozumienie politycznie. Może to utrudnić dalsze rozmowy, zwłaszcza jeśli pojawi się spór o kontrolę nad żeglugą przez Cieśninę Ormuz, zakres znoszenia sankcji lub skalę finansowych korzyści dla Iranu.

Ryzykiem pozostaje również Izrael, którego działania wojskowe mogą komplikować wdrażanie ustaleń. Jeżeli napięcia regionalne ponownie wzrosną, armatorzy i ubezpieczyciele mogą utrzymać ostrożne podejście, nawet jeśli formalnie cieśnina będzie otwarta. W takim scenariuszu ceny ropy mogłyby ponownie wzrosnąć, szczególnie jeśli popyt pozostanie silny, a odbudowa podaży okaże się wolniejsza od oczekiwań. Dodatkowo część państw może chcieć odbudować strategiczne rezerwy paliw, co ograniczyłoby skalę spadku cen w krótkim terminie.

Kryzys wokół Cieśniny Ormuz może mieć także długofalowe konsekwencje. Importerzy energii prawdopodobnie będą mocniej dywersyfikować dostawców, trasy transportowe i zaplecze logistyczne, aby zmniejszyć zależność od jednego strategicznego szlaku. Oznacza to, że nawet po uspokojeniu sytuacji część zmian w globalnym handlu surowcami może się utrwalić. Rynek otrzymał więc dobrą wiadomość, ale nie powrót do dawnego status quo. Oficjalne podpisania porozumienia między USA a Iranem ma nastąpić w Szwajcarii w piątek. Lipcowe kontrakty na ropę WTI na giełdzie NYMEX tracą w poniedziałek rano ponad 5,3% i wyceniane są na 80,33 USD.

Rolników w KRD jest mniej, ale średnie zadłużenie rośnie

Według danych KRD, na koniec I kwartału br. liczba rolników w tym rejestrze spadła o blisko 6% w porównaniu z analogicznym okresem 2025 roku. Z kolei kwota całkowitego zadłużenia tej grupy zmniejszyła się rdr. o prawie 4%, do 239,9 mln zł. Widać też, że najwięcej, bo 5,6 mln zł, miał do uregulowania dłużnik z województwa mazowieckiego. Z kolei średnie zadłużenie wyniosło blisko 69 tys. zł, a więc o przeszło 1,4 tys. więcej niż rok wcześniej. Z kolei statystyczny rolnik zalegał ze spłatą zobowiązań prawie 2 lata.

Z danych Krajowego Rejestru Długów (KRD) wynika, że na koniec I kw. br. w tym rejestrze znajdowało się 3481 rolników (zajmujących się uprawą roli i hodowlą zwierząt), w tym 548 z woj. mazowieckiego i 509 – z wielkopolskiego. To o 5,9% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 3699. Jak przekonuje Sławomir Izdebski, przewodniczący OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych, skala problemu jest większa. Sporo rolników, którzy zalegają z płatnościami, np. wobec producentów pasz czy dostawców nawozów, nie trafia od razu do KRD. Zdaniem eksperta, przedstawione dane to maksymalnie 40-50% stanu faktycznego.

– Spadek rdr. liczby rolników figurujących w tym rejestrze należy ocenić jako umiarkowanie pozytywny sygnał. Jednak nie można go automatycznie utożsamiać z trwałą poprawą kondycji finansowej całego sektora rolnego. Część gospodarstw zdołała uregulować zaległości lub ograniczyć skalę problemów płatniczych, ale jednocześnie nadal mamy do czynienia z grupą blisko 3,5 tys. rolników posiadających przeterminowane zobowiązania – komentuje Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Z kolei Sławomir Izdebski zaznacza, że część rolników rezygnuje z prowadzenia gospodarstw rolnych. Zdarza się, że zamożniejsi pomagają spłacać im zobowiązania, przejmują ich tereny na określonych warunkach. Według eksperta, to mogło wpłynąć na ww. spadek rdr. Przewodniczący OPZZ RiOR podkreśla również, że problemy finansowe dotyczą przede wszystkim hodowców trzody chlewnej i producentów zbóż. I dodaje, że do tej poprawy w KRD mogła przyczynić się też koniunktura. Przez 2-3 lata było w miarę dobrze w hodowli bydła i produkcji mleka.

– Na zmianę rdr. liczby zadłużonych rolników mogło wpłynąć kilka czynników. Po pierwsze, w części sektorów rolnictwa w 2024 roku doszło do stabilizacji kosztów produkcji po okresie gwałtownych wzrostów cen energii, paliw i nawozów obserwowanych po wybuchu wojny w Ukrainie. Po drugie, część gospodarstw mogła poprawić płynność dzięki dopłatom bezpośrednim, środkom unijnym czy restrukturyzacji zadłużenia. Nie można również wykluczyć, że część najbardziej zadłużonych podmiotów zakończyła działalność lub całkowicie zmieniła formę funkcjonowania – stwierdza radca prawny Adrian Parol.

Na koniec I kw. br. całkowite zadłużenie rolników w KRD wyniosło 239,9 mln zł. To o 3,9% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy mowa była o kwocie 249,5 mln zł. Jak przekonuje Sławomir Izdebski, podana różnica rdr. nie jest duża. Natomiast dane te nie są adekwatne do rzeczywistości. OPZZ RiOR szacuje, że rolnicy są zadłużeni łącznie na ok. 500 mln zł. Według eksperta, to nie jest wielka kwota, biorąc pod uwagę, że w Polsce czynnie pracuje 500-600 tys. gospodarstw rolnych.

– Tempo spadku kwoty zadłużenia rdr. jest niższe niż tempo spadku liczby zadłużonych rolników. Oznacza to, że z rejestru ubywa część dłużników posiadających relatywnie niższe zaległości, natomiast pozostają osoby mające większe problemy finansowe. Nie jest to więc sytuacja, w której cały sektor szybko wychodzi z zadłużenia. Bardziej prawdopodobny jest scenariusz stopniowego oczyszczania się grupy dłużników z mniejszymi zaległościami przy jednoczesnym utrzymywaniu się problemów wśród najbardziej zadłużonych gospodarstw – analizuje Adrian Parol.

Według stanu na 31 marca br. maksymalne zadłużenie rolnika w KRD wyniosło 5,6 mln zł (dłużnik z woj. mazowieckiego). Natomiast rok wcześniej niechlubny rekordzista miał do uregulowania 3,3 mln zł (również z woj. mazowieckiego).

– Choć ogólna liczba zadłużonych maleje, to skala problemów w pojedynczych przypadkach może być coraz większa. Tak wysokie zobowiązania dotyczą raczej dużych podmiotów prowadzących działalność na dużą skalę. One przeważnie korzystają z kredytów inwestycyjnych, leasingu maszyn, finansowania zakupów środków produkcji czy rozbudowy infrastruktury, gdzie dużo łatwej – przy niesprzyjających warunkach – wpaść w kłopoty – dodaje Adrian Parol.

Na koniec I kwartału br. średnie zadłużenie rolnika w KRD wyniosło 68 906 zł. To o 2,1% więcej niż rok wcześniej, kiedy było to 67 464 zł. Sławomir Izdebski zaznacza, że niewiele się tutaj zmieniło rdr. i prawdopodobnie w najbliższych latach będzie podobnie. Choć można się spodziewać, że na pewno część gospodarstw rolnych upadnie. Rolnicy już sygnalizują problemy związane z hodowlą trzody chlewnej i zaczynają od niej stopniowo odchodzić. Według przewodniczącego OPZZ RiOR, to jest ogromne zagrożenie, bo w to miejsce wchodzi chów przemysłowy.

– Maleje liczba zadłużonych rolników i spada całkowita wartość zadłużenia, a mimo to przeciętna kwota przypadająca na jednego dłużnika rośnie. Oznacza to, że w rejestrze pozostają osoby mające relatywnie większe problemy finansowe. Taki obraz często pojawia się w okresach przejściowej poprawy sytuacji gospodarczej. Dla przeciętnego rolnika zadłużenie na poziomie ok. 69 tys. zł może oznaczać nie tylko ograniczony dostęp do finansowania zewnętrznego. To także trudności z zakupem bieżących środków produkcji na kredyt kupiecki, większe koszty działalności oraz mniejsza zdolność do inwestowania w rozwój gospodarstwa – zaznacza Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny z kancelarii prawa gospodarczego GKPG.

Ponadto według danych KRD, na koniec I kwartału br. statystyczny rolnik z tego rejestru zalegał ze spłatą zobowiązań 704 dni, a w województwie świętokrzyskim – 975 dni. Rok wcześniej było to 748 dni, a w woj. małopolskim – 1402 dni. Sławomir Izdebski potwierdza, że rolnicy mają problemy ze spłatą należności. Ekspert dodaje, że zdaniem wielu przedsiębiorców, jest to najbardziej uczciwa i najlepiej zorganizowana grupa społeczna w kwestii płatności. Zazwyczaj im mniejsze gospodarstwo, tym lepiej to wygląda.

– Spadek średniego czasu zalegania ze spłatą zobowiązań można uznać za sygnał umiarkowanej poprawy, jednak trudno mówić o jakimś przełomie. Nadal mamy bowiem do czynienia z okresem przekraczającym 23 miesiące, a więc niemal dwa lata. Tak długie opóźnienia wskazują, że część gospodarstw od dawna nie jest w stanie uregulować swoich zobowiązań. W praktyce oznacza to, że problemy mają charakter strukturalny, a nie wyłącznie sezonowy. Natomiast pozytywne jest to, że średni czas zaległości maleje – podsumowuje Łukasz Goszczyński.

Efektywność kontra bezpieczeństwo. AI w firmach wymyka się spod kontroli

0

Sztuczna inteligencja stała się stałym elementem codziennej pracy w polskich firmach, jednak organizacje wyraźnie nie nadążają za tempem jej adopcji. Z najnowszej edycji raportu „Cyberportret polskiego biznesu 2026”, przygotowanego przez ESET i DAGMA Bezpieczeństwo IT, wynika, że 62% pracowników korzysta już z narzędzi AI w obowiązkach służbowych, a co trzeci użytkownik przyznaje wprost, że próbowałby obejść firmowe blokady, gdyby pracodawca ograniczył mu dostęp do ulubionych narzędzi. Dążenie do maksymalnej efektywności zaczyna brać górę nad bezpieczeństwem danych, a zjawisko Shadow AI może być ogromnym zagrożeniem dla wielu biznesów.

Najważniejsze informacje:

  • 62% polskich pracowników korzysta z narzędzi AI w codziennej pracy służbowej
  • 35% użytkowników AI przyznaje, że próbowałoby obejść firmowe blokady, gdyby pracodawca ograniczył dostęp do ulubionych narzędzi
  • Tylko 27% firm posiada spisaną politykę korzystania z narzędzi AI
  • 10% pracowników wprost przyznaje, że udostępnia otwartym modelom AI wrażliwe dane firmowe

Jak powszechne jest używanie AI w polskich firmach?

W polskich firmach AI często weszła przez tylne drzwi i zdążyła się już zadomowić. Z danych raportu wynika, że 62% pracowników (którzy pracują z komputerem min. 3 dni w tygodniu) korzysta z narzędzi AI w codziennych obowiązkach służbowych, a niemal co piąty deklaruje, że opiera się  na pomocy autonomicznych agentów. Skala adopcji jest więc znacząca.

Problem w tym, że firmy wyraźnie nie dotrzymują jej kroku. Większość pracowników porusza się w organizacyjnej szarej strefie, a konsekwencje są już widoczne: 10% pracowników wprost przyznaje, że udostępnia otwartym modelom AI wrażliwe dane firmowe. To właśnie istota zjawiska określanego jako Shadow AI, czyli używania sztucznej inteligencji wewnątrz organizacji bez oficjalnej zgody i nadzoru. Tylko 27% firm posiada dziś spisaną politykę regulującą korzystanie z AI, co oznacza, że zdecydowana większość pracowników nie ma żadnych firmowych drogowskazów w tym obszarze.

Dlaczego pracownicy omijają firmowe zasady dotyczące AI?

Narzędzia AI realnie przyspieszają i ułatwiają pracę, co przynosi wymierne korzyści zarówno pracownikom, jak i pracodawcom. Raport ESET i DAGMA Bezpieczeństwo IT pokazuje jednak, że często spotykana w biznesie presja efektywności ma swoją ciemną stronę: 35% użytkowników AI przyznaje, że próbowałoby obejść firmowe blokady, gdyby pracodawca ograniczył im dostęp do ulubionych narzędzi. Co więcej, 26% deklaruje, że w takiej sytuacji wygenerowałoby potrzebne treści na prywatnym sprzęcie i przesłało je na służbową pocztę.

Warto podkreślić, że gotowość do obchodzenia zasad nie musi wynikać z lekceważenia bezpieczeństwa. Pracownicy często po prostu nie wiedzą, jakie ryzyko niesie korzystanie z publicznych modeli językowych, i nie mają dostępu do bezpiecznych alternatyw. To właśnie brak jasnych zasad i odpowiednich narzędzi sprawia, że granica między efektywną a ryzykowną pracą z AI staje się coraz trudniejsza do wytyczenia. Dla organizacji to sygnał, że sama polityka zakazów nie wystarczy.

Jakie ryzyko dla firmy niesie Shadow AI?

Korzystanie z niezatwierdzonych narzędzi AI to nie tylko kwestia naruszenia firmowych procedur. To realne ryzyko utraty kontroli nad danymi. Pracownicy, którzy wklejają służbowe dokumenty czy dane klientów do publicznych modeli językowych, często nie zdają sobie sprawy z konsekwencji. Informacje te mogą trafiać na serwery poza Unią Europejską, być wykorzystywane do trenowania algorytmów lub stać się dostępne dla podmiotów zewnętrznych. Tymczasem tylko 38% firm zainwestowało w korporacyjne licencje AI, które gwarantują, że wprowadzane dane nie trafią do baz treningowych zewnętrznych modeli.

Konsekwencje mogą być poważne: od wycieków danych i naruszenia tajemnicy handlowej, po kary wynikające z RODO. W świecie, w którym dane są jednym z najcenniejszych zasobów firmy, brak polityki AI to nie tylko luka organizacyjna, ale realne zagrożenie biznesowe. Tymczasem zaledwie 25% firm wdrożyło systemy klasy DLP lub CASB, pozwalające monitorować ruch sieciowy pod kątem zapobiegania wyciekom danych do AI.

– Punktem wyjścia powinno być zrozumienie skali zjawiska, a następnie wprowadzenie jasnych zasad – co wolno, czego nie wolno i przede wszystkim dlaczego. Bez wyjaśnienia powodów trudno oczekiwać, że pracownik zrozumie, iż wklejenie firmowych danych do publicznego modelu językowego może zagrozić bezpieczeństwu całej organizacji. Warto też zadbać o dostęp do bezpiecznych, zatwierdzonych narzędzi – wtedy pracownicy nie będą musieli sięgać po prywatne konta. Właśnie brak takich zasad napędza Shadow AI. Największym ryzykiem jest wyciek danych do chmury, nad którą organizacja nie ma kontroli. Odpowiedzią nie jest zakaz, lecz wyjaśnienie ryzyka i wskazanie bezpiecznych alternatyw – mówi Dawid Koziorowski, Offensive Cybersecurity Team Leader, DAGMA Bezpieczeństwo IT.

Jak firmy mogą skutecznie zarządzać AI i chronić swoje dane?

Rosnąca skala zjawiska Shadow AI nie oznacza, że firmy są bezradne. Kluczem nie jest samo blokowanie narzędzi, lecz budowanie środowiska, w którym pracownicy mogą korzystać z AI w sposób bezpieczny i zgodny z firmowymi zasadami. Punktem wyjścia powinna być jasna polityka AI, która określa które narzędzia są dozwolone, jakie dane można przetwarzać i dlaczego określone zachowania są ryzykowne. Sama świadomość zagrożeń znacząco zmniejsza prawdopodobieństwo nieświadomych naruszeń.

Równie ważne jest zapewnienie pracownikom bezpiecznych alternatyw. Firmy, które inwestują w korporacyjne licencje AI i zatwierdzają konkretne narzędzia, eliminują główny powód, dla którego pracownicy sięgają po rozwiązania z szarej strefy. Uzupełnieniem całości powinny być systemy monitorowania przepływu danych, które pozwalają na bieżąco kontrolować, jakie informacje opuszczają organizację. To nie technologia jest tu największym wyzwaniem, lecz wyprzedzenie jej odpowiednimi zasadami.

—————

O raporcie: Trzecia edycja raportu „Cyberportret polskiego biznesu 2026” powstała na podstawie badania ilościowego zrealizowanego w marcu 2026 roku przez instytut ARC Rynek i Opinia na próbie 1026 Polaków pracujących przy komputerze co najmniej 3 dni w tygodniu (w tym ekspertów ds. cybersecurity z firm zatrudniających min. 10 osób). Badanie przeprowadzono techniką CAWI.

UOKiK sprawdza Easy Payment i Fincard. Chodzi o ukryte koszty kart kredytowych

0

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadzi postępowania przeciwko spółkom Easy Payment oraz Fincard. Sprawa dotyczy sposobu naliczania opłat przy kartach kredytowych oferowanych konsumentom na polskim rynku. Według UOKiK dodatkowe opłaty i prowizje stosowane przez te firmy mogły w praktyce działać jak ukryte odsetki kapitałowe, a tym samym prowadzić do obchodzenia przepisów o maksymalnym oprocentowaniu kredytu konsumenckiego.

Easy Payment to bułgarska spółka finansowa oferująca w Polsce karty kredytowe Axi Card. Fincard wydaje natomiast karty kredytowe pod markami Net Credit oraz Halvo. W obu przypadkach urząd analizuje, czy przedsiębiorcy nie naruszali zbiorowych interesów konsumentów, pobierając opłaty zależne od wysokości wykorzystanego limitu kredytowego.

Karta kredytowa to forma kredytu konsumenckiego

Choć karta kredytowa bywa postrzegana jako wygodne narzędzie płatnicze, z prawnego i ekonomicznego punktu widzenia jest formą kredytu konsumenckiego. Konsument korzysta z pieniędzy udostępnionych przez instytucję finansową, a następnie musi je zwrócić na określonych warunkach.

Kosztem takiego finansowania mogą być przede wszystkim odsetki kapitałowe, czyli wynagrodzenie instytucji finansowej za udostępnienie pieniędzy. Ich wysokość zależy od kwoty wykorzystanego limitu oraz czasu, przez jaki konsument korzysta z pożyczonych środków. Polskie przepisy określają jednak maksymalny poziom odsetek, którego przedsiębiorcy nie mogą przekraczać.

Oprócz odsetek konsument może być obciążany również różnego rodzaju opłatami, prowizjami lub kosztami dodatkowymi. Problem pojawia się wtedy, gdy takie opłaty nie mają charakteru stałego ani nie są związane z konkretną usługą, lecz są naliczane podobnie jak odsetki — regularnie i proporcjonalnie do kwoty wykorzystanego limitu.

Opłaty, które mogły działać jak dodatkowe odsetki

Zarzuty Prezesa UOKiK dotyczą między innymi pobierania opłat za korzystanie z kart kredytowych jako procentu od wykorzystanego limitu kredytowego. Urząd wskazuje również na możliwość wprowadzania konsumentów w błąd co do rzeczywistego kosztu kredytu.

W przypadku Easy Payment spółka miała pobierać odsetki od zadłużenia w maksymalnej dopuszczalnej wysokości, a oprócz tego naliczać dodatkowe opłaty. Chodzi między innymi o opłaty za obsługę karty, udzielenie limitu kredytowego czy udostępnienie limitu płatniczego.

Fincard z kolei miał pobierać prowizję za korzystanie z limitu kredytowego. Według ustaleń UOKiK również ta opłata była powiązana z wysokością wykorzystanych środków.

W ocenie urzędu w obu przypadkach opłaty były naliczane regularnie i zależały od kwoty zadłużenia konsumenta. To oznacza, że mogły pełnić funkcję zbliżoną do odsetek kapitałowych, mimo że formalnie nie były ujmowane w oprocentowaniu kredytu.

Konsument mógł nie znać rzeczywistego kosztu kredytu

Zdaniem UOKiK taki mechanizm mógł utrudniać konsumentom ocenę rzeczywistych kosztów korzystania z kart kredytowych. Jeżeli przedsiębiorca pobiera maksymalne dopuszczalne odsetki, a dodatkowo nalicza opłaty zależne od wysokości wykorzystanego limitu, całkowity koszt finansowania może być wyższy, niż wynikałoby to z samego oprocentowania.

W praktyce oznacza to, że im więcej pieniędzy konsument pożyczył, tym wyższe były nie tylko odsetki, lecz także dodatkowe opłaty. Według UOKiK takie rozwiązanie może prowadzić do obejścia przepisów, które mają chronić konsumentów przed nadmiernymi kosztami kredytu.

– Sposób naliczania opłat za korzystanie z kart kredytowych stosowany przez obu przedsiębiorców w praktyce oznaczał, że im więcej pieniędzy konsument pożyczył, tym wyższa była nie tylko kwota odsetek, ale również dodatkowych opłat. Tymczasem opłaty i prowizje mają co do zasady stałą wysokość albo są związane z konkretną usługą. W tym przypadku działały one tak jak odsetki od pożyczki, zwiększając koszt kredytu ponad dozwolony prawnie limit – mówi Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

UOKiK: dodatkowe koszty nie mogą służyć obchodzeniu prawa

Sprawa Easy Payment i Fincard wpisuje się w szerszy problem przejrzystości kosztów usług finansowych. Konsument, decydując się na kartę kredytową, powinien wiedzieć, ile faktycznie zapłaci za korzystanie z udostępnionego limitu. Informacje o oprocentowaniu, prowizjach i innych kosztach muszą być przedstawione w sposób jasny i niewprowadzający w błąd.

Jeżeli dodatkowe opłaty są naliczane w sposób podobny do odsetek, mogą zniekształcać obraz rzeczywistego kosztu kredytu. Konsument widzi określone oprocentowanie, ale faktyczne obciążenie finansowe może być wyższe z powodu opłat, które formalnie nie są prezentowane jako odsetki.

UOKiK wskazuje, że opłaty i prowizje powinny co do zasady mieć stałą wysokość albo być związane z konkretną usługą. Jeżeli natomiast są uzależnione od kwoty wykorzystanego limitu i naliczane regularnie, mogą w praktyce stanowić dodatkowe wynagrodzenie za korzystanie z pieniędzy, czyli pełnić funkcję odsetek.

Firmom grożą wysokie kary

Postępowania prowadzone przez Prezesa UOKiK mogą zakończyć się nałożeniem kar finansowych. Za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów przedsiębiorcom grozi kara do 10 proc. obrotu.

Na tym etapie sprawa dotyczy zarzutów stawianych przez urząd. Ostateczne rozstrzygnięcie będzie zależało od wyników prowadzonych postępowań. Jeżeli UOKiK potwierdzi naruszenia, Easy Payment i Fincard mogą ponieść konsekwencje finansowe oraz zostać zobowiązane do zmiany praktyk stosowanych wobec konsumentów.

Co zrobić z nadwyżką gotówki? Jak przedsiębiorcy i Polacy chronią pieniądze przed inflacją

Rosnące koszty prowadzenia działalności, inflacja i niepewność gospodarcza sprawiają, że coraz więcej przedsiębiorców oraz osób prywatnych zadaje sobie podobne pytanie: jak chronić wartość zgromadzonych pieniędzy? Dziś bezpieczeństwo finansowe nie oznacza już wyłącznie trzymania środków na rachunku bankowym. Coraz częściej kluczowe staje się rozsądne rozłożenie kapitału pomiędzy różne rozwiązania, które mogą ograniczać wpływ inflacji i zwiększać odporność majątku na zmieniające się warunki gospodarcze.

Jeszcze kilka lat temu lokaty bankowe były dla wielu osób naturalnym miejscem przechowywania oszczędności. Dziś zarówno właściciele firm, jak i osoby prywatne coraz częściej szukają alternatyw pozwalających nie tylko przechować kapitał, ale również zachować jego siłę nabywczą w dłuższym terminie.

Nie oznacza to rezygnacji z tradycyjnych instrumentów finansowych. Zmienia się jednak sposób myślenia o zarządzaniu majątkiem. Coraz więcej osób odchodzi od poszukiwania jednego idealnego rozwiązania na rzecz budowania zdywersyfikowanego portfela aktywów.

Dlaczego pieniądze pozostawione na koncie tracą wartość?

Inflacja nie zawsze jest odczuwalna z miesiąca na miesiąc, jednak w dłuższym okresie znacząco wpływa na realną wartość oszczędności. Nawet jeśli nominalnie na rachunku znajduje się ta sama kwota, jej siła nabywcza może być niższa niż kilka lat wcześniej.

Z tego powodu przedsiębiorcy coraz częściej analizują nie tylko bieżącą płynność finansową firmy, ale również sposoby zabezpieczenia części wypracowanego kapitału. Podobne podejście obserwujemy wśród osób prywatnych, które budują poduszkę finansową lub odkładają środki na przyszłość.

Jakie rozwiązania najczęściej wybierają osoby chcące chronić oszczędności?

Najczęściej wykorzystywane instrumenty obejmują konta oszczędnościowe, lokaty, obligacje skarbowe, nieruchomości, fundusze inwestycyjne oraz metale szlachetne.

Każde z tych rozwiązań ma własne zalety i ograniczenia. Lokaty zapewniają wysoką płynność, obligacje dają przewidywalność, nieruchomości pozwalają budować majątek w długim terminie, natomiast metale szlachetne są często wykorzystywane jako element dywersyfikacji.

W praktyce coraz rzadziej mówi się o wyborze jednego aktywa. Znacznie częściej eksperci podkreślają znaczenie odpowiedniego rozłożenia środków pomiędzy różne klasy aktywów, tak aby ograniczyć ryzyko związane z pojedynczym rynkiem lub scenariuszem gospodarczym.

Dlaczego przedsiębiorcy interesują się dziś złotem i srebrem?

Metale szlachetne od wielu lat są wykorzystywane jako element ochrony majątku. W okresach zwiększonej niepewności gospodarczej zainteresowanie nimi zwykle rośnie, ponieważ stanowią aktywa o globalnym charakterze i nie są bezpośrednio powiązane z wynikami konkretnych spółek czy sektorów gospodarki.

Coraz częściej uwagę przedsiębiorców zwraca również srebro. Oprócz funkcji związanej z dywersyfikacją majątku pojawia się tutaj także aspekt podatkowy, który odróżnia je od złota inwestycyjnego.

Złoto a srebro – najważniejsze różnice z perspektywy firmy

Jedną z kluczowych różnic pomiędzy tymi metalami są zasady opodatkowania. Złoto inwestycyjne spełniające warunki określone w przepisach korzysta ze zwolnienia z podatku VAT. W przypadku srebra sytuacja wygląda inaczej – obrót srebrem co do zasady objęty jest podatkiem VAT.

To właśnie dlatego przedsiębiorcy często analizują srebro nie tylko jako aktywo materialne, ale również w kontekście zasad rozliczeń podatkowych związanych z działalnością firmy. Każda sytuacja wymaga jednak indywidualnej oceny księgowej i podatkowej, uwzględniającej sposób wykorzystania zakupionych aktywów oraz charakter prowadzonej działalności.

GoldPlan Mennica Mazovia

Coraz większe znaczenie mają rozwiązania długoterminowe

Zmienia się również sposób nabywania metali szlachetnych. Obok jednorazowych zakupów coraz większą popularnością cieszą się programy umożliwiające regularne budowanie oszczędności poprzez systematyczne zakupy mniejszych ilości złota lub srebra.

Takie rozwiązania pozwalają rozłożyć zakupy w czasie i stopniowo budować ekspozycję na wybraną klasę aktywów. Na polskim rynku funkcjonują między innymi programy takie jak GoldPlan, a osoby zainteresowane metalami inwestycyjnymi mogą korzystać z oferty wyspecjalizowanych podmiotów działających w tym obszarze, takich jak Mennica Mazovia.

Co zrobić z nadwyżką gotówki? Jak przedsiębiorcy i Polacy chronią pieniądze przed inflacją 1

Dywersyfikacja zamiast przewidywania przyszłości

Jednym z najważniejszych trendów widocznych zarówno wśród przedsiębiorców, jak i osób prywatnych jest odejście od prób przewidywania kolejnych kryzysów, decyzji banków centralnych czy zachowań rynków finansowych.

Coraz większą rolę odgrywa budowanie odporności finansowej. Odpowiednio zdywersyfikowany majątek może lepiej funkcjonować w różnych scenariuszach gospodarczych i ograniczać wpływ nieprzewidzianych wydarzeń na zgromadzony kapitał.

Dlatego współczesne zarządzanie pieniędzmi coraz rzadziej sprowadza się do pytania „jak najwięcej zarobić?”. Znacznie częściej dotyczy pytania, które dla wielu osób okazuje się ważniejsze: jak skutecznie zachować wartość oszczędności i zabezpieczyć przyszłość swoją, rodziny lub firmy w świecie, w którym zmienność stała się nową normą.

WAŻNE: Materiał ma charakter informacyjny i promocyjny. Nie stanowi porady inwestycyjnej, podatkowej, księgowej ani rekomendacji nabycia jakichkolwiek aktywów. Decyzje dotyczące lokowania kapitału, zakupu metali szlachetnych lub sposobu rozliczenia takich transakcji powinny być podejmowane po analizie indywidualnej sytuacji finansowej, podatkowej i prawnej oraz po konsultacji z doradcą podatkowym, księgowym lub doradcą inwestycyjnym.

Polacy wydadzą na wakacje średnio 5647 zł. Coraz częściej liczą na wsparcie pracodawców

Od kilkuset do nawet 3000 zł dopłaty do wypoczynku, świadczenia urlopowe wypłacane automatycznie, regionalne bony turystyczne, tańsze noclegi, vouchery podróżnicze czy dodatkowe dni wolne od pracodawców – możliwości obniżenia kosztów wakacji w 2026 roku nie brakuje, wynika z analiz Grupy Progres. To dobra wiadomość dla Polaków, którzy na tegoroczny urlop planują wydać średnio 5647 zł (badanie Holiday Barometer 2026). Choć aż 72 proc. wskazuje inflację i wysokie ceny jako główny czynnik wpływający na wakacyjne plany, większość nie zamierza rezygnować z wyjazdów. Coraz częściej pomagają w tym nie tylko programy publiczne, ale również wsparcie oferowane przez pracodawców.

Choć wakacje pozostają jednym z najważniejszych wydatków w domowych budżetach, Polacy planują tegoroczne wyjazdy ostrożniej niż rok temu. Z badania „Holiday Barometer 2026” przeprowadzonego przez Europ Assistance we współpracy z Ipsos wynika, że między czerwcem a wrześniem podróż zamierza odbyć 75 proc. Polaków, czyli o 7 pkt proc. mniej niż rok wcześniej. Jednocześnie aż 72 proc. respondentów wskazuje inflację i wysokie ceny jako główny czynnik wpływający na wakacyjne decyzje, a 65 proc. zwraca uwagę na skutki konfliktów zbrojnych przekładające się na wzrost kosztów podróży.

Mimo większej ostrożności finansowej Polacy nie zamierzają zamykać się w domach. Z badania wynika, że aż 32 proc. respondentów planuje więcej niż jeden wyjazd między czerwcem a wrześniem. Jednocześnie ponad połowa badanych (56 proc.) deklaruje, że przeznaczy na wakacje więcej pieniędzy niż rok wcześniej. Tyle samo co dotychczas zamierza wydać 23 proc. respondentów, a jedynie 13 proc. planuje ograniczyć wakacyjny budżet.

Jeszcze kilka lat temu głównym pytaniem było „dokąd pojechać?”. Dziś coraz częściej jest nim „na co mnie stać?”. Polacy szukają sposobów, by utrzymać swoje wakacyjne plany mimo rosnących kosztów życia. Widać to m.in. w rosnącym zainteresowaniu wszelkimi formami wsparcia finansowego – od świadczeń socjalnych po benefity oferowane przez pracodawców. Coraz częściej to właśnie pracownicy pytają o dostępne formy dofinansowania wypoczynku. Dla wielu rodzin nawet kilkaset złotych dodatkowego wsparcia, a czasem kilka tysięcy złotych, może przesądzić o tym, czy wyjazd dojdzie do skutku mówi Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres.

Wakacyjny budżet pod presją

Średni budżet, jaki Polacy planują przeznaczyć na wakacje w 2026 roku, wynosi 5647 zł. Rosnąca ostrożność nie oznacza jednak rezygnacji z wypoczynku. Polacy coraz dokładniej analizują koszty poszczególnych elementów wyjazdu. Dla 36 proc. kluczowym kryterium wyboru noclegu jest to, czy mieści się on w zaplanowanym budżecie. Z kolei 27 proc. zwraca szczególną uwagę na koszt transportu, a 19 proc. wybiera kierunek podróży przede wszystkim dlatego, że udało się znaleźć atrakcyjną cenowo ofertę (Holiday Barometer 2026). Finanse stają się więc jednym z najważniejszych filtrów decyzyjnych przy planowaniu urlopu.

Nawet kilka tysięcy złotych wsparcia

W 2026 roku część pracowników może liczyć na dodatkowe środki na wakacje. Najbardziej znanym rozwiązaniem pozostają tzw. „wczasy pod gruszą” finansowane z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. W zależności od regulaminu firmy i sytuacji materialnej pracownika dopłata może wynosić od kilkuset złotych do nawet około 3000 zł. Warunkiem jest zwykle wykorzystanie co najmniej 14 dni nieprzerwanego urlopu.

Automatyczne świadczenie urlopowe otrzymają także nauczyciele. W tym roku wynosi ono 2943,23 zł brutto i zgodnie z przepisami musi zostać wypłacone do końca sierpnia.

Na wsparcie mogą liczyć również rodzice. Część rodzin skorzysta z programu „Aktywne Wakacje 2026”, w ramach którego dofinansowanie (do 150 zł dziennie na obóz wyjazdowy lub do 250 zł w ośrodkach COS) trafia do organizatorów obozów sportowych, obniżając cenę pobytu dzieci. Dotyczy to organizatorów, którzy zdążyli złożyć wniosek przed 7 czerwca 2026 roku. Dodatkowo funkcjonują programy wspierające wypoczynek dzieci rolników ubezpieczonych w KRUS, dopłaty do kolonii przekraczają 1000 zł.

Niektóre województwa oferują również regionalne programy wsparcia turystyki. Przykładem jest Podlaski Bon Turystyczny zapewniający dopłaty do noclegów w wysokości 300 lub 400 zł.

Jeszcze kilka lat temu dopłaty do wypoczynku kojarzyły się głównie z dużymi zakładami pracy i świadczeniami socjalnymi. Dziś coraz częściej stają się elementem szerszej polityki benefitowej. Pracodawcy dostrzegają, że wypoczęty pracownik wraca do pracy z większą energią i motywacją, dlatego obok państwowych programów coraz chętniej angażują się we wsparcie wakacyjnych planów swoich zespołów. Dla wielu rodzin wyjazd jest finansowany nie z jednego, ale z kilku źródeł jednocześnie, co jeszcze kilka lat temu było znacznie rzadszym zjawiskiemmówi Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres.

Firmy coraz częściej finansują odpoczynek

Rosnące koszty życia i coraz wyższe wydatki związane z organizacją urlopu sprawiają, że do wakacyjnego budżetu pracowników coraz częściej dokładają się również pracodawcy. Jak wynika z analiz Grupy Progres, w ostatnich latach wyraźnie wzrosła liczba organizacji oferujących wsparcie związane z wypoczynkiem – zarówno w formie świadczeń finansowych, jak i dodatkowych benefitów pozwalających obniżyć koszty wyjazdu.

Choć nadal najpopularniejszym rozwiązaniem pozostają dopłaty do wypoczynku finansowane z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, coraz więcej firm rozszerza katalog dostępnych świadczeń. Pracownicy mogą liczyć m.in. na dofinansowanie rodzinnych wakacji, dopłaty do kolonii i obozów dla dzieci, letnie premie, specjalne budżety urlopowe czy vouchery podróżnicze umożliwiające opłacenie noclegów lub atrakcji turystycznych.

W wielu organizacjach rozwijane są również benefity, które jeszcze kilka lat temu były rzadkością. Dotyczy to m.in. możliwości korzystania z ośrodków wypoczynkowych należących do pracodawców, co nadal jest popularnym rozwiązaniem w części instytucji publicznych, spółek Skarbu Państwa czy dużych przedsiębiorstw przemysłowych. Coraz częściej pojawiają się także preferencyjne stawki w hotelach i apartamentach współpracujących z firmami w ramach programów partnerskich.

Na znaczeniu zyskują również benefity związane z transportem. Pracownicy niektórych branż mogą korzystać ze zniżek na bilety lotnicze, tańszych przejazdów kolejowych i autobusowych, a także pakietów obejmujących ubezpieczenia podróżne na preferencyjnych warunkach. Firmy oferują również refundację części kosztów transportu lub systemy cashbackowe pozwalające odzyskać część wydatków poniesionych podczas urlopu.

Dużą popularnością cieszą się także rozwiązania dostępne w systemach kafeteryjnych. Środki gromadzone na platformach benefitowych, takich jak MyBenefit czy Pluxee, pracownicy przeznaczają je właśnie na cele związane z wypoczynkiem – od noclegów i przejazdów po bilety do atrakcji turystycznych. W firmach funkcjonują również specjalne „holiday allowance”, czyli roczne budżety przeznaczone wyłącznie na cele urlopowe.

Coraz więcej pracodawców wspiera jednak nie tylko sam wyjazd, ale również możliwość rzeczywistego odpoczynku. Oprócz dodatkowych środków finansowych pracownicy otrzymują dodatkowe dni urlopu ponad ustawowy wymiar, wellbeing days przeznaczone na regenerację, dni wolne przyznawane za staż pracy czy możliwość skorzystania z workation, czyli połączenia pracy z pobytem w atrakcyjnej lokalizacji.

Wsparcie urlopowe coraz częściej staje się jednym z elementów wpływających na ocenę pracodawcy. Można spodziewać się, że firmy będą rozwijać tego typu rozwiązania, bo odpowiadają one na konkretną potrzebę zespołów i są jednym ze świadczeń najbardziej odczuwalnych w portfelach pracowników w pozytywny sposób mówi Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres. Jednocześnie wiele osób wciąż nie wykorzystuje wszystkich dostępnych form wsparcia, często dlatego, że nie wie o ich istnieniu lub nie sprawdza przysługujących mu świadczeń. Tymczasem przed planowaniem urlopu warto zweryfikować nie tylko oferty biur podróży i hoteli, ale również możliwości dofinansowania dostępne w miejscu pracy czy w ramach programów publicznych. W niektórych przypadkach może to oznaczać oszczędność sięgającą nawet kilku tysięcy złotychpodsumowuje ekspertka.

Akcje serii C MedTech Solutions zadebiutują na NewConnect 19 czerwca

MedTech Solutions S.A. – notowana na NewConnect spółka technologiczna tworząca rozwiązania AI dla ochrony zdrowia oraz dystrybutor wyrobów medycznych i zaawansowanych systemów robotycznych – poinformowała, że Zarząd warszawskiej Giełdy wyznaczył dzień 19 czerwca 2026 r. jako pierwszy dzień notowania akcji serii C w alternatywnym systemie obrotu. Dopuszczenie akcji do obrotu zamyka proces emisji przeprowadzonej w ubiegłym roku i otwiera kolejny etap rozwoju Spółki.

Emisja akcji serii C została przeprowadzona z zachowaniem prawa poboru i była jedną z największych tego typu ofert zrealizowanych na rynku NewConnect w ostatnich latach. Spółka zaoferowała wówczas do 60,4 mln akcji po cenie 0,10 zł za akcję, pozyskując ponad 6 mln zł. Proces spotkał się z istotnym zainteresowaniem inwestorów, a popyt znacząco przekroczył dostępną alokację, co przełożyło się na redukcję w transzy Zarządu na poziomie 9 proc. Stabilność struktury akcjonariatu po emisji wzmacnia dodatkowo zawarta w marcu br. umowa lock-up z głównym akcjonariuszem (Fundacją Rodzinną). Obejmuje ona 14 244 971 akcji, stanowiących 18,87 proc. kapitału zakładowego i głosów, i obowiązuje przez 6 miesięcy od dnia uchwały GPW o wprowadzeniu akcji serii C do obrotu. Porozumienie stanowi potwierdzenie długoterminowego zaangażowania kluczowego akcjonariusza oraz wspiera stabilność Spółki w okresie po debiucie nowych akcji.

Wyznaczenie pierwszego dnia notowań akcji serii C finalizuje proces emisji i pozwala nam w pełni skoncentrować się na realizacji strategii rozwoju oraz komercjalizacji naszych technologii. To również ważny krok porządkujący strukturę kapitałową Spółki i wzmacniający fundamenty jej dalszego wzrostu. Duże zainteresowanie ubiegłoroczną emisją oraz stabilizacja akcjonariatu poprzez umowy lock-up tworzą solidną bazę do realizacji naszych celów biznesowych. Konsekwentnie rozwijamy działalność operacyjną, a działania zrealizowane w ostatnich miesiącach – w tym akwizycja – przełożą się już w najbliższych kwartałach na wzrost skali działalności i poprawę wyników finansowych. Naszą ambicją jest również znaleźć się na głównym parkiecie i chcemy to przekuć w realny plan tak szybko jak to będzie możliwe i zasadne. – powiedział Jarosław Kaim, Prezes Zarządu MedTech Solutions S.A.

Zarząd spółki podkreśla również, że obecny moment stanowi istotny punkt zwrotny w jej rozwoju, zarówno z perspektywy kapitałowej, jak i operacyjnej. W ostatnich tygodniach MedTech Solutions S.A. intensyfikowała działania w kluczowych obszarach działalności, wzmacniając fundamenty dalszej ekspansji.

W ostatnich miesiącach MedTech Solutions S.A. konsekwentnie rozwijała projekty z obszaru sztucznej inteligencji (AI) i badań klinicznych. W kwietniu Spółka podpisała list intencyjny z Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej, obejmujący pilotażowe testy oraz potencjalne wdrożenie systemu Reffer AI. Ośrodek prowadzi ponad 50 aktywnych badań klinicznych, a planowana współpraca ma na celu zwiększenie efektywności procesów związanych z rekrutacją i zarządzaniem uczestnikami badań.

Równolegle MTS zawarło strategiczną umowę z ośrodkiem badań klinicznych Diabetika, rozpoczynając pierwszy etap komercyjnego wdrożenia systemu Reffer AI. Projekt stanowi istotny krok w przejściu rozwiązania z fazy rozwoju do praktycznego wykorzystania oraz potwierdza potencjał technologii w zwiększaniu dostępności pacjentów do badań klinicznych. W tym samym obszarze, tj. badań klinicznych, niezwykle ważna z punktu widzenia strategii spółki jest umowa z NZOZ Kraków Południe. Współpraca ta domyka ekosystem Reffer AI. Po sukcesach w obszarze ośrodków badań klinicznych MedTech pozyskał w ramach umowy komercyjnej klienta, dzięki któremu system Reffer AI obsługuje 200 tys. pacjentów.

Spółka rozszerza również działalność o nowe segmenty rynku medycznego. Na mocy umowy z Meril Life Sciences uzyskała wyłączność na sprzedaż systemu robotycznego MISSO w Polsce przez okres do pięciu lat, wchodząc tym samym na dynamicznie rozwijający się rynek robotyki chirurgicznej. Zarząd przewiduje, że już w III kwartale bieżącego roku realnym scenariuszem jest wdrożenie i testy pierwszego robota w Polsce.

Jednocześnie rozwijana jest działalność w obszarze diagnostyki obrazowej. Na początku czerwca br. Good For You Medical – podmiot przejmowany przez MedTech Solutions S.A. – zrealizował dostawę i wdrożenie systemu obrazowania śródoperacyjnego Phoenix 3000 w 10 Wojskowym Szpitalu Klinicznym w Bydgoszczy. Segment ten charakteryzuje się wysoką marżowością oraz potencjałem dalszej skalowalnej ekspansji w ramach Grupy.

Zarząd MTS podkreśla, że realizowane inicjatywy wpisują się w długoterminową strategię budowy zdywersyfikowanej Grupy MedTech, rozwijającej rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, automatyzacji procesów oraz nowoczesnych technologiach medycznych. Debiut akcji serii C w obrocie giełdowym oraz postępująca komercjalizacja projektów wyznaczają kolejny etap rozwoju Spółki, ukierunkowany na wzrost skali działalności i budowę wartości dla akcjonariuszy.

Koszty, hybryda i wykorzystanie przestrzeni. Tak polskie firmy patrzą na biura

  • Koszty przede wszystkim: 69% organizacji w Polsce stawia na optymalizację kosztów i efektywność jako główny priorytet w obszarze środowiska pracy na najbliższe 12 miesięcy (w Europie 61%).
  • Praca hybrydowa i wykorzystanie przestrzeni: w Polsce są szczególnie silnym czynnikiem zmian – uważa tak 33% firm. To wyraźnie więcej niż średnia europejska, która wynosi 20%.
  • Talenty w tle: przyciąganie pracowników jako impuls do zmian wskazuje tylko 29% respondentów w Polsce, podczas gdy w Europie jest to aż 41%.
  • Ocena AI: blisko połowa polskich firm (49%) widzi w cyfryzacji i AI silny impuls zmian dla obszaru FM – to wynik wyższy niż średnia europejska. Rośnie rola profesjonalnego partnera dostarczającego spójnych standardów i rekomendacji opartych na analizie danych.

Wnioski z Raportu ISS potwierdzają, że środowisko pracy jest dziś strategicznym narzędziem biznesowym, ale firmy wciąż mają problem z przełożeniem deklaracji na decyzje inwestycyjne w zakresie środowiska pracy.

– Analizując dane z raportu widać, że firmy coraz lepiej rozumieją wpływ środowiska pracy na wyniki biznesowe, co nie zawsze przekłada się na decyzje, inwestycje i wdrożenia. Określamy to „luką efektywności środowiska pracy”, czyli rozbieżnością między deklarowanym znaczeniem miejsca pracy a gotowością do działań, które pozwalają realnie wykorzystać jego potencjał – mówi Agnieszka Jagiełka, Chief Commercial Officer Poland & Baltics, ISS.

Środowisko pracy jest ważne, ale decyzje nadal wyznacza presja kosztowa

Z raportu ISS wynika, że 83% liderów biznesu na świecie uważa, że środowisko pracy ma istotny wpływ na wyniki organizacji. W Polsce ten odsetek jest nawet wyższy i wynosi 88%. Jednocześnie 69% badanych w Polsce wskazuje optymalizację kosztów i efektywność jako główny priorytet na najbliższy rok, wobec 61% w Europie.

To pokazuje, że polskie firmy rozumieją strategiczne znaczenie środowiska pracy, ale mocniej niż średnia europejska filtrują decyzje przez kryterium kosztów i efektywności operacyjnej. W praktyce luka efektywności nie wynika więc z braku świadomości, lecz z presji budżetowej i konieczności lepszego uzasadniania podejmowanych działań.

– Inwestycje w biura muszą odpowiadać na rzeczywiste potrzeby organizacji, a nie tylko na deklaratywne. Facility manager działa pod presją kosztów i oczekiwań różnych interesariuszy, dlatego wymaga realnego spojrzenia na faktyczne wykorzystanie przestrzeni. Jeśli organizacja oczekuje kilkuset stanowisk, a na co dzień zajęta jest tylko część z nich, trudno obronić taki model. Konieczna jest transparentna analiza danych i rozmowa z biznesem o kosztach – mówi Paweł Łagoda, Real Estate Director CE & CEE, Visa.

Polska wyróżnia się na tle Europy oceną pracy hybrydowej i wykorzystaniem przestrzeni

Jedna z najwyraźniejszych różnic między Polską a Europą dotyczy znaczenia przypisywanego pracy hybrydowej i wykorzystaniu przestrzeni. W Polsce te obszary są wskazywane znacznie częściej jako czynniki wpływające na zmiany w środowisku pracy niż przeciętnie w Europie – 33% wobec 20%. Nie oznacza to jednak wyłącznie koncentracji na samym modelu pracy, ale rosnącą potrzebę dostosowania biur do nowych sposobów współpracy.

Dla polskich organizacji wyzwaniem staje się więc nie tylko zachęcanie pracowników do częstszej obecności w biurze, ale przede wszystkim takie projektowanie i zarządzanie przestrzenią, aby odpowiadała na zmienny rytm pracy hybrydowej, różne potrzeby zespołów oraz rosnące oczekiwania wobec jakości doświadczenia biurowego. Coraz większego znaczenia nabierają funkcjonalność biura, komfort pracy, dostęp do odpowiednich technologii oraz przestrzenie wspierające zarówno koncentrację, jak i współpracę.

Pracownicy do częstszych powrotów oczekują od przestrzeni pracy konkretnych wartości: narzędzi wspierających produktywność czy komfortu psychofizycznego.

W Polsce przyciąganie talentów rzadziej napędza zmiany w środowisku pracy

Istotną różnicą jest także znaczenie przypisywane roli środowiska pracy w przyciąganiu i utrzymaniu talentów. W Polsce ten czynnik wskazuje 29% respondentów, podczas gdy średnia europejska wynosi 41%.

Nie oznacza to jednak, że potrzeby pracowników są pomijane. Polskie organizacje patrzą na środowisko pracy bardziej pragmatycznie – przez pryzmat efektywności kosztowej, wykorzystania przestrzeni, modelu hybrydowego i kontroli operacyjnej. Jednocześnie właśnie tutaj pojawia się przestrzeń do dalszego rozwoju: coraz więcej firm zaczyna dostrzegać, że dobrze zaprojektowane i zarządzane środowisko pracy może wspierać nie tylko efektywność biznesu, ale również atrakcyjność organizacji na rynku pracy, współpracę zespołów i długofalowe zaangażowanie pracowników.

– Po pandemii biuro musi dawać pracownikowi wartość, którą nie zawsze ma w pracy zdalnej – od jakości przestrzeni i komfortu, po doświadczenie sprzyjające integracji i współpracy. Traktujemy środowisko pracy jako element strategii pracowniczej, a nie wyłącznie koszt nieruchomościowy. Dlatego kluczowe jest słuchanie ludzi i projektowanie rozwiązań dopasowanych do realnego sposobu pracy zespołów. To wymaga nie tylko analizy przestrzeni, ale też dobrego zrozumienia zachowań użytkowników biura – dodaje Paweł Łagoda, Real Estate Director CE & CEE, Visa.

Zdrowie, bezpieczeństwo i dobrostan są ważne, ale w Polsce mają niższy priorytet niż w Europie

Zdrowie, bezpieczeństwo i dobrostan pozostają jednym z ważnych elementów nowoczesnego środowiska pracy. W Europie wskazuje je 47% liderów, w Polsce 39%.

To pokazuje, że w Polsce kwestie dobrostanu są częściej rozpatrywane razem z efektywnością, kosztami i wykorzystaniem przestrzeni. Nowoczesne biuro ma wspierać koncentrację, współpracę, relacje i komfort pracy, ale jednocześnie musi odpowiadać na konkretne cele biznesowe. Dlatego coraz ważniejsza staje się weryfikacja, jak podejmowane działania wpływają na produktywność, zaangażowanie pracowników i realne wykorzystanie biura.

Cyfryzacja i AI nie zawsze przekładają się na priorytety FM

Cyfryzacja i AI są jednym z najważniejszych trendów wpływających na sektor FM, ale raport uwidacznia lukę między świadomością a wdrożeniami. Globalnie 46% organizacji uznaje cyfryzację za wiodący czynnik zmian, ale tylko 20% nadaje jej priorytet w obszarze FM.

W Polsce cyfryzacja i AI są postrzegane jako czynnik zmian nawet częściej niż globalnie – wskazuje tak 49% badanych organizacji. Jednocześnie tylko 15% polskich respondentów uważa cyfryzację i inteligentne budynki za priorytet.

Problemem nie jest więc brak świadomości technologicznej, ale trudność w przełożeniu technologii na decyzje inwestycyjne, procesy i twarde wskaźniki biznesowe. W tym obszarze rośnie znaczenie partnera FM. Organizacje potrzebują nie tylko technologii, ale także danych, spójnych standardów i rekomendacji, które pomagają ocenić, gdzie warto inwestować, co można uprościć i które działania przynoszą największy efekt.

– Cyfryzacja w obszarze środowiska pracy ma największą wartość wtedy, gdy pomaga podejmować lepsze decyzje biznesowe. My wykorzystujemy dane m.in. do analizy tego, jak faktycznie używana jest przestrzeń biurowa – od stanowisk pracy, przez sale konferencyjne, po strefy wspólne. Informacje z sensorów zainstalowanych w naszych biurach pokazują, jak przestrzeń jest wypełniona i używana w różnych dniach tygodnia i porach dnia. Dzięki temu możemy lepiej planować inwestycje, upraszczać rozwiązania i optymalizować koszty, jednocześnie dbając o dobre doświadczenia pracowników – mówi Bartosz Barylski, Head of Workplace Management Poland, Nordea.

– Parametry i ich analiza wspierana przez AI pomagają nam lepiej rozumieć, jak w praktyce wykorzystywane są nie tylko biura, ale też infrastruktura otoczenia. Dobrym przykładem są miejsca parkingowe – dzięki aplikacji możemy zarządzać nimi tak, aby każde wolne miejsce wracało do puli i dzięki temu było wykorzystane przez możliwie jak najwięcej dni w tygodniu. Podobnie jest z salami konferencyjnymi: jeśli system pokazuje wysokie obłożenie, pozwala to zidentyfikować realną potrzebę zmiany sposobu wykorzystania przestrzeni albo zwiększenia dostępności sal. Dane wspierają też rozwiązania poprawiające komfort pracy, np. oświetlenie bioadaptacyjne – dodaje Magdalena Cudna, O&T Support Division Head, Bank Handlowy.

Luka efektywności to wyzwanie dla całego rynku biurowego

Rozmowa o biurach coraz częściej wychodzi poza metraż, czynsz i standard techniczny. Kluczowe staje się pytanie, jak przestrzeń wpływa na efektywność organizacji: czy wspiera produktywność, odpowiada na model hybrydowy, pozwala racjonalizować koszty i czy jej wpływ można mierzyć.

– Lokalnie mocniej widoczny jest jednak pragmatyzm decyzji – środowisko pracy oceniane jest przede wszystkim przez pryzmat kosztów, wykorzystania przestrzeni i mierzalnych efektów operacyjnych. To właśnie tutaj silniej niż w wielu krajach Europy ujawnia się napięcie między presją kosztową a oczekiwaniami wobec biura i jego wpływu na współpracę, dobrostan czy produktywność. Firmy chcą inwestować w lepsze środowisko pracy, ale jednocześnie oczekują bardzo konkretnego uzasadnienia biznesowego dla takich działań. To sprawia, że sektor FM coraz częściej staje się partnerem nie tylko operacyjnym, ale również doradczym i analitycznym – ocenia Agnieszka Jagiełka, Chief Commercial Officer Poland & Baltics, ISS.

Kluczowe staje się więc zamknięcie luki między deklaracją a wdrożeniem – czyli pokazanie, jak inwestycje w biuro, usługi FM, dobrostan, cyfryzację i AI przekładają się na konkretne wyniki biznesowe.

Raport ISS został opracowany na podstawie opinii 3 tys. liderów biznesu z 28 krajów i 24 branż.

Czeski fundusz Trigea inwestuje w Posnanię. Apsys pozostaje współwłaścicielem i zarządcą

Apsys poinformował o sprzedaży części udziałów w spółce będącej właścicielem Posnanii. Nabywcą udziałów jest Trigea, czeski fundusz inwestycyjny specjalizujący się w nieruchomościach komercyjnych.

Transakcja zgodna z długoterminową strategią Apsys

Transakcja stanowi element długoterminowej strategii Grupy Apsys, zakładającej pozyskiwanie partnerów kapitałowych do dojrzałych aktywów przy jednoczesnym zachowaniu aktywnego zaangażowania w ich dalszy rozwój. Stanowi również potwierdzenie zdolności Apsys do uwalniania wartości z dojrzałych aktywów, nawet w wymagającym otoczeniu rynkowym. Dzięki temu Grupa może finansować kolejne inwestycje i konsekwentnie realizować swoją strategię wzrostu.

W roku, w którym Apsys obchodzi 30-lecie działalności, Grupa prowadzi jeden z najbardziej dynamicznych programów rozwoju w swojej historii – zarówno we Francji, jak i w Polsce.

Od momentu otwarcia w 2016 roku Posnania konsekwentnie umacnia swoją pozycję jako jedna
z najważniejszych destynacji handlowo-rozrywkowych w Polsce. Dziś pozostaje jednym z liderów rynku pod względem odwiedzalności i wyników osiąganych przez najemców, przyciągając zarówno klientów, jak i najbardziej pożądane marki.

Potwierdzenie zaufania rynku do kompetencji Apsys

Wejście Trigea do grona udziałowców Posnanii stanowi naturalną konsekwencję dotychczasowego rozwoju projektu i potwierdzenie jego atrakcyjności w ocenie długoterminowych inwestorów instytucjonalnych. Dziś Posnania łączy silne wyniki operacyjne z potencjałem dalszego wzrostu, pozostając jednym z najbardziej atrakcyjnych aktywów handlowo-rozrywkowych na polskim rynku.

Sprzedaż części udziałów na rzecz Trigea została przeprowadzona w oparciu o wycenę zbliżoną do wartości określonej przez niezależnych rzeczoznawców. Potwierdza to wysoką jakość Posnanii oraz jej atrakcyjność zarówno w ocenie ekspertów rynku nieruchomości, jak i inwestorów.

Po finalizacji transakcji Apsys pozostaje współudziałowcem i współwłaścicielem Posnanii. Wraz z Trigea będzie pełnić funkcję asset managera, jednocześnie nadal odpowiadając za property management, leasing oraz działania marketingowe. Model zarządzania Posnanią pozostanie niezmieniony, a przyjęta strategia rozwoju będzie konsekwentnie realizowana.

W Polsce Apsys pozostaje liderem w zakresie zarządzania nieruchomościami handlowymi na rzecz podmiotów trzecich, z wieloletnim doświadczeniem w tworzeniu wartości i zarządzaniu złożonymi projektami handlowo-rozrywkowymi. Łącznie Grupa zarządza aktywami o wartości blisko 5 mld euro we Francji i Polsce.

Posnania – lider wśród destynacji handlowo-rozrywkowych w Polsce

W 2019 roku Apsys refinansował Posnanię kredytem senioralnym o wartości 300 mln euro i dziesięcioletnim terminie zapadalności. Był to wyraz zaufania do jakości projektu, który już trzy lata po otwarciu potwierdził swoją silną pozycję rynkową i potencjał dalszego wzrostu.

Od tego czasu Posnania konsekwentnie umacnia swoją pozycję jednego z liderów rynku. W 2025 roku centrum odnotowało roczną odwiedzalność na poziomie 14 mln klientów (+5,1% względem 2024 roku i +5,9% powyżej średniej rynkowej), a obroty najemców wzrosły o 6,5% (+4,4% powyżej rynku). O sile projektu świadczą również liczne debiuty marek oraz utrzymująca się atrakcyjność Posnanii zarówno dla klientów, jak i najemców.

Posnania skupia ponad 300 polskich i międzynarodowych marek, rozbudowaną ofertę gastronomiczną
i rozrywkową oraz bogaty program wydarzeń, tworząc miejsce, które wykracza poza tradycyjnie rozumianą funkcję centrum handlowego.

Przy transakcji Apsys korzystał ze wsparcia JLL Polska (doradca komercyjny), Dentons (doradca prawny), PwC (doradca finansowy) oraz Deloitte (doradca podatkowy). Doradcami Trigea byli CBRE (doradca komercyjny), Greenberg Traurig (doradca prawny) oraz Koda Advisory (doradca finansowy i podatkowy).

Maurice Bansay, Założyciel i Przewodniczący Rady Nadzorczej Apsys

„Ta transakcja jest najlepszym potwierdzeniem pracy wykonanej przez zespoły Apsys od momentu otwarcia Posnanii w 2016 roku. W ciągu niespełna dziesięciu lat Posnania stała się jednym z najbardziej udanych i atrakcyjnych projektów handlowo-rozrywkowych w Polsce. Dołączenie Trigea, długoterminowego inwestora instytucjonalnego, do grona udziałowców Posnanii stanowi wyraz zaufania zarówno do jakości i długoterminowego potencjału wzrostu Posnanii, jak i do kompetencji Apsys w zakresie tworzenia, rozwijania i zarządzania wyjątkowymi miejscami. Apsys pozostanie w pełni zaangażowany
w dalszy rozwój Posnanii wspólnie z Trigea. Transakcja daje również elastyczność finansową potrzebną do dalszej realizacji naszej ambitnej strategii rozwoju.”

Tomáš Trčka, Założyciel i Przewodniczący Rady Nadzorczej Trigea

„Trigea z satysfakcją obejmuje udziały w Posnanii, projekcie o ugruntowanej pozycji na polskim rynku, cenionym za swoją jakość i dynamiczny rozwój. Inwestycja ta jest zgodna z naszą strategią inwestowania w wysokiej jakości aktywa zlokalizowane w atrakcyjnych lokalizacjach, o ugruntowanej pozycji rynkowej, wysokim poziomie wynajęcia i stabilnych fundamentach biznesowych. Cieszymy się ze współpracy z Apsys, którego uznane kompetencje w zakresie zarządzania i rozwoju tego typu projektów stanowią istotny atut dla dalszego wzmacniania pozycji Posnanii.”

Złoto wraca do gry. Geopolityka, Fed i Bank Japonii mogą wstrząsnąć rynkami

Globalne rynki finansowe poruszają się w rytm bezprecedensowej huśtawki nastrojów, gdzie twarde dane makroekonomiczne ścierają się z nieprzewidywalną geopolityką. Podczas gdy uwaga opinii publicznej skupia się na inauguracji Mistrzostw Świata 2026 w piłce nożnej w USA, Kanadzie i Meksyku, w kuluarach toczy się brutalna gra o stabilizację cen energii i surowców energetycznych. Po niedawnym zerwaniu rozejmu i wymianie ciosów między Iranem a Izraelem, nowy tydzień rozpoczynamy informacją o porozumieniu Iranu z USA. Złoto już pod koniec tygodnia zaczęło odrabiać głębszą korektę, czy teraz rozpocznie marsz w górę?

Jak wskazuje Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver i Goldenmark, inwestorzy z dnia na dzień reagują na zmienne komunikaty Donalda Trumpa, podczas gdy nadchodzące decyzje prezesa Fed Kevina Warsha oraz Banku Japonii mogą trwale zredefiniować globalną architekturę finansową. Teraz, decyzje te będą podejmowane w obliczu informacji o możliwym zakończeniu wojny na Bliskim Wschodzie.

Ostatnie dni na rynkach finansowych upływają pod znakiem ekstremalnej zmienności. Inwestorzy musieli zmierzyć się z nagłym załamaniem kruchego rozejmu na Bliskim Wschodzie by teraz usłyszeć o możliwym trwałym końcu wojny. Choć jeszcze w czwartek rano prezydent USA Donald Trump zapowiadał zmasowane uderzenia, to już po południu ogłosił postępy w negocjacjach na najwyższym szczeblu, obiecując rychłe ogłoszenie porozumienia. Z niedzieli na poniedziałek fakt porozumienia potwierdził premier, mediującego między stronami, Pakistanu.

Sytuacja ta bezpośrednio uderza w rynki towarowe. Cena złota w rytm tych doniesień najpierw gwałtownie spadała o 3%, by po kilkunastu godzinach odrobić straty i wzrosnąć o kilka procent. Poniedziałek otwiera kolejnym wzrostem.

Mamy do czynienia z sytuacją absolutnie nieprzewidywalną, w której traderom niezwykle ciężko opierać swoje decyzje na chłodnej analizie czynników fundamentalnych. Rynek reaguje błyskawicznie i emocjonalnie na to, co Donald Trump wpisze na swoim profilu w Truth Social, co następnie powielane jest na platformie X. Warto zauważyć wymiar gospodarczy inauguracji mundialu 2026 w Ameryce Północnej – powszechnie oczekiwano, że administracji Trumpa będzie zależało na domknięciu porozumienia z Iranem jeszcze przed startem mistrzostw, co dziś, po wczorajszych komunikatach, znów wydaje się prawdopodobne. Jednak destabilizacja regionu zdążyła już przełożyć się na koszty energii i globalne wskaźniki cenowe. Z tego powodu Europejski Bank Centralny zdecydował się na podwyżkę stóp procentowych w strefie euro, aby wspomóc gospodarkę w walce z inflacją napędzaną cenami surowców energetycznych – komentuje Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver i Goldenmark.

Sytuację w segmencie metali szlachetnych skomplikowały dodatkowo potężne odczyty z amerykańskiego rynku pracy. Zamiast oczekiwanych 85 tysięcy, w USA powstało aż 172 tysiące nowych miejsc pracy, co przy inflacji CPI przekraczającej 4% zmusiło inwestorów do wycofania zakładów na obniżki stóp przez Fed. Co więcej, kapitał spekulacyjny zaczął masowo uciekać z przewartościowanego sektora spółek technologicznych zajmujących się sztuczną inteligencją (AI), a realizacja zysków dotknęła również metale fizyczne. W efekcie cena złota technicznie przebiła w dół swoją 200-dniową średnią kroczącą, co część giełdziarzy interpretuje jako otwarcie rynku niedźwiedzia.

Mimo chwilowego spadku optymizmu na wykresach, długoterminowe fundamenty kruszcu powrócą do głosu, gdy tylko sytuacja geopolityczna ulegnie stabilizacji. Prawdziwe karty zostaną jednak rozdane w nadchodzącym tygodniu. Czeka nas pierwsze posiedzenie Fed pod przewodnictwem nowego prezesa Kevina Warsha. Choć rynek nie spodziewa się natychmiastowego ruchu, to twarde dane o inflacji i silnym rynku pracy nie dają Warshowi przestrzeni na obniżki, na które naciska Biały Dom. Co niezwykle istotne, w tym samym czasie decyzję podejmie Bank Japonii, który może zdecydować się na kolejną podwyżkę stóp procentowych. Taki ruch może doprowadzić do pęknięcia słynnego carry trade na jenie i masowego odpływu japońskiego kapitału z amerykańskich obligacji i aktywów z powrotem do jena. Ewentualne osłabienie dolara w tym scenariuszu zadziała skrajnie byczo na wycenę fizycznego złota – wyjaśnia ekspert.

Tekliński przypomina, że jastrzębie zapędy Fed hamuje katastrofalna sytuacja finansowa amerykańskich gospodarstw domowych. Łączny dług konsumencki w USA przekroczył historyczną barierę 5 bilionów dolarów, z czego ponad 1,4 biliona przypada na karty kredytowe. W obliczu całkowicie wyczerpanych limitów na koncie, Amerykanie – a zwłaszcza młode pokolenie „Zetek” – masowo finansują codzienne zakupy spożywcze i paliwo za pomocą odroczonych płatności (BNPL), z czego blisko połowa spóźnia się z terminową spłatą.

Dla Kevina Warsha to patowa sytuacja. Z jednej strony obligatariusze i rynek długu żądają wyższych stóp w celu zduszenia „lepkiej” inflacji producenckiej, z drugiej strony kolejna podwyżka kosztu pieniądza uderzy prosto w spłukanych amerykańskich obywateli i doprowadzi do lawiny bankructw, co z pewnością zdeterminuje wynik nadchodzących wyborów prezydenckich. W tym klinczu monetarnym fizyczne złoto pozostaje najlepszą długoterminową formą ochrony kapitału – podsumowuje Michał Tekliński.

Idealne CV już nie wystarczy. Kompetencje stają się nową walutą rynku pracy

Idealnie dopasowane CV nie gwarantuje już przewagi na rynku pracy. Aż 41 proc. rekruterów ma trudności ze znalezieniem kandydatów z odpowiednimi kompetencjami, a 72 proc. uważa umiejętności za równie ważne jak doświadczenie i wykształcenie. W świecie przyspieszających zmian technologicznych firmy coraz częściej stawiają na potencjał, zdolność adaptacji i gotowość do rozwoju. Raport „Talent Trends” firmy Michael Page jasno pokazuje, że kompetencje stają się nową walutą rynku pracy.

Zmiany zachodzące na rynku pracy sprawiają, że firmy coraz ostrożniej podchodzą do tradycyjnych metod oceny kandydatów. Jak wynika z raportu „Talent Trends” firmy Michael Page, aż 41 proc. rekruterów wskazuje brak odpowiednich kompetencji jako jedno z największych wyzwań. Jednocześnie organizacje coraz częściej wdrażają model „skills first”, który koncentruje się na umiejętnościach i potencjale kandydatów. Według badania już 77 proc. firm deklaruje wykorzystywanie tego podejścia, a 39 proc. dostrzega wyraźne korzyści z jego wdrożenia. Najczęściej wskazywane to lepsza identyfikacja rzeczywistych umiejętności kandydatów (70 proc.) oraz łatwiejsze dopasowanie talentów do obecnych i przyszłych potrzeb organizacji (62 proc.).

Sylwia Podpłońska, senior manager w Michael Page
Sylwia Podpłońska, senior manager w Michael Page

Rynek pracy przechodzi obecnie przez fazę transformacji, której dynamika wynika przede wszystkim ze zmian biznesowych, technologicznych oraz rosnącej niepewności dotyczącej przyszłości organizacji. Coraz większe znaczenie ma więc podejście „skills first” mówi Sylwia Podpłońska, senior manager w Michael Page. Firmy często nie są w stanie jasno określić, jak dane stanowisko będzie wyglądało za kilka miesięcy, dlatego coraz rzadziej szukają kandydatów idealnie dopasowanych do konkretnej roli. Zamiast tego stawiają na osoby z potencjałem, które szybko się uczą, potrafią się dostosować i dobrze funkcjonują w zmieniającym się środowisku dodaje.

Z raportu „Talent Trends” wynika, że najbardziej pożądane obecnie kompetencje to umiejętność adaptacji (49 proc.), kompetencje interpersonalne (43 proc.), ciągły rozwój i gotowość do nauki (36 proc.) oraz skuteczna komunikacja (35 proc.). – Twarde kompetencje nadal pozostają ważne, jednak same w sobie przestają być gwarancją długoterminowego zatrudnienia – zaznacza Sylwia Podpłońska.

Kandydaci również zmieniają sposób myślenia

Transformacja rynku pracy jest zauważalna nie tylko po stronie pracodawców. Kandydaci coraz lepiej rozumieją, że organizacje poszukują dziś przede wszystkim kompetencji, a nie idealnie dopasowanych życiorysów. Jak pokazuje raport „Talent Trends”, 56 proc. specjalistów deklaruje, że chętniej aplikuje na stanowisko, jeśli ogłoszenie skupia się na wymaganych umiejętnościach zamiast na formalnych kryteriach dotyczących doświadczenia czy wykształcenia.

Oczekuje się od kandydatów nie tylko elastyczności i gotowości do zmiany, ale także umiejętności „sprzedawania” swoich kompetencji zamiast stanowisk czy lat doświadczenia. Jednocześnie rośnie znaczenie takich umiejętności jak myślenie krytyczne, zdolność uczenia się, odpowiedzialność czy kompetencje interpersonalne, czyli obszary, których nie da się łatwo zastąpić technologiąpodsumowuje Sylwia Podpłońska.

Majowa inflacja bez niespodzianki w finalnym odczycie. Ceny spadły względem kwietnia

Finalny odczyt inflacji konsumenckiej za maj potwierdził wcześniejsze szacunki. Ceny wzrosły o 3,1 proc. w ujęciu rocznym, natomiast w porównaniu z kwietniem spadły o 0,3 proc..

Majowe dane okazały się pozytywnym zaskoczeniem, szczególnie na tle wcześniejszych oczekiwań rynkowych na poziomie 3,7 proc. Oznacza to, że wpływ wzrostu napięć geopolitycznych na ceny konsumenckie jest jak dotąd wyraźnie słabszy, niż zakładała część uczestników rynku. W konsekwencji inwestorzy ponownie zrewidowali swoje oczekiwania dotyczące przyszłej ścieżki stóp procentowych. Więcej informacji na temat perspektyw inflacji powinna przynieść lipcowa projekcja Narodowego Banku Polskiego.

W ujęciu rocznym spadki cen odnotowano m.in. w kategoriach odzież i obuwie oraz wyposażenie mieszkania i prowadzenie gospodarstwa domowego. Z kolei najsilniej rosły ceny napojów alkoholowych i wyrobów tytoniowych oraz usług edukacyjnych.

Ostatnie wypowiedzi Prezesa NBP i członków Rady Polityki Pieniężnej, w połączeniu z napływającymi danymi makroekonomicznymi, wskazują obecnie na scenariusz stabilizacji stóp procentowych w najbliższych kwartałach.

Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

W dobie AI firmy liczą wyniki. Dobrostan pracowników schodzi na dalszy plan

0

Utrzymująca się presja rynkowa i szybkie tempo zmian, napędzanych m.in. przez rozwój sztucznej inteligencji i warunki gospodarcze, powodują, że firmy coraz częściej koncentrują się efektywności operacyjnej. Jednocześnie maleje uwaga poświęcana dobrostanowi pracowników oraz jakości relacji i kultury organizacyjnej. Jak zauważają profesjonaliści, na rynku można zauważyć wyraźny rozdźwięk pomiędzy tym, na czym zależy organizacjom, a realnymi możliwościami i potrzebami zespołów.

  • 56% specjalistów i menedżerów twierdzi, że największym priorytetem dla firm są teraz wyniki finansowe. Z kolei najmniej istotną dla pracodawców kwestią są zdaniem profesjonalistów relacje podwładnych z szefami.
  • Blisko 1/5 profesjonalistów zauważa, że w ostatnim czasie na znaczeniu stracił dobrostan pracowników. Słabnąć ma też rola relacji i kultury organizacyjnej.
  • Większość pracowników ma wątpliwości, czy oczekiwania organizacji są adekwatne do realnych zasobów zespołów. Tylko 37% respondentów uważa, że firmy odpowiednio dopasowują swoje aktualne priorytety do możliwości pracowników.

Jak zauważa Karolina Lis, Senior Director w Hays PolandW wymagającym otoczeniu rynkowym firmy coraz wyraźniej zawężają swoje priorytety, koncentrując się przede wszystkim na działaniach, które najszybciej przekładają się na konkretne, dobre wyniki. Wpływa to na sposób podejmowania decyzji oraz zmienia dynamikę pracy i oczekiwania stawiane zespołom. W procesie tym czasem brakuje jednak przejrzystej komunikacji i wzajemnego zrozumienia.

Rentowność na pierwszym planie

Pracownicy uważnie obserwują, w jakim kierunku podążają ich firmy, co jest premiowane i jaki jest tego efekt. Ich zdaniem ciężar działań organizacji coraz mocniej przesuwa się w stronę „twardych”, mierzalnych celów biznesowych. Potwierdzają to wyniki najnowszego badania agencji doradztwa personalnego Hays Poland, przeprowadzonego na przełomie maja i czerwca 2026 roku wśród blisko pół tysiąca profesjonalistów.

Ponad połowa specjalistów i menedżerów uważa bowiem, że aktualnymi priorytetami firm są przede wszystkim wyniki finansowe, rozwój biznesu i pozyskanie nowych klientów, a także wprowadzanie do organizacji innowacji, np. rozwiązań sztucznej inteligencji. Jednocześnie na dole listy celów są te związane z dobrostanem zatrudnionych, retencją pracowników oraz relacjami szefów z podwładnymi.

Jakie są Twoim zdaniem obecne, kluczowe priorytety firm?

56% Wyniki finansowe
46% Rozwój biznesu, nowi klienci
40% Wprowadzanie innowacji, np. AI
36% Redukcja kosztów
35% Wzrost produktywności
24% Rozwój kultury organizacyjnej
23% Dobrostan pracowników
14% Retencja pracowników
12% Relacje szefów z podwładnymi
1% Inne

Źródło: badanie Hays Poland, maj-czerwiec 2026.

Możliwe było zaznaczenie kilku odpowiedzi

Silna koncentracja na rentowności, konkurencyjności i innowacyjności firm przy jednoczesnym marginalizowaniu kwestii well-beingu oraz relacji może mieć negatywny wpływ na codzienne doświadczenia pracowników – dodaje Karolina Lis z Hays Poland. Szczególnie, że już teraz większość profesjonalistów zauważa, że w ostatnim czasie „miękkie” elementy straciły na znaczeniu w firmach.

Samopoczucie pracowników już nie takie ważne?

Sukcesy zespołów zbudowane są na zaangażowaniu, dobrym samopoczuciu, poczuciu przynależności i motywacji pracowników. Tymczasem zdaniem specjalistów to właśnie te obszary przestają być dla pracodawców ważne. Największa grupa respondentów badania Hays Poland przyznaje bowiem, że w ostatnim czasie firmy coraz mniej koncentrują się na dobrostanie zatrudnionych, relacjach i rozwoju kultury organizacyjnej, która przecież do dziś jest bardzo ważnym czynnikiem w retencji pracowników.

Co Twoim zdaniem ostatnio straciło na znaczeniu w firmach?

17% Dobrostan pracowników
16% Relacje szefów z podwładnymi
16% Rozwój kultury organizacyjnej

Trzy najczęściej wskazywane. Możliwe było zaznaczenie kilku odpowiedzi.

Źródło: badanie Hays Poland, maj-czerwiec 2026.

Odpowiedzi respondentów badania potwierdzają, że ich zdaniem to właśnie efektywność operacyjna napędza dziś firmy. Jednak jak zauważa Karolina Lis – Osiągnięcie założonych przez pracodawców celów – szczególnie w warunkach presji rynkowej – wymaga nie tylko sprawnej organizacji pracy, ale także otwartego dialogu, spójności działań i realnego wsparcia zespołów. Brak tych elementów przy jednoczesnym szybkim tempie pracy może nie tylko potęgować napięcia, ale też prowadzić do wypalenia pracowników.

Nie zawsze w tym samym kierunku

Zmiana priorytetów w organizacjach nie pozostaje bez wpływu na to, jak specjaliści i menedżerowie oceniają swoją codzienną rzeczywistość zawodową. Okazuje się bowiem, że kierunek obierany przez pracodawców nie zawsze w pełni koresponduje z perspektywą pracowników.

Większość respondentów nie jest w stanie jednoznacznie określić, czy obecne priorytety firm odpowiadają możliwościom i potrzebom zatrudnionych. 37% dostrzega między nimi zgodność. Chociaż jest to pozytywną przesłanką, to nie powinno jednak usypiać czujności pracodawców. Wciąż bowiem blisko 1/4 profesjonalistów twierdzi, że cele organizacji pozostają niedopasowane do zasobów zespołów.

Czy uważasz, że obecne priorytety firm są zgodne z możliwościami i potrzebami pracowników?

37% Tak
23% Nie
40% Trudno powiedzieć

Źródło: badanie Hays Poland, maj-czerwiec 2026.

Taki rozkład odpowiedzi może sugerować, że dla wielu pracowników kierunek, w którym podążają organizacje, nie jest do końca jasny lub odczuwają go jako nieadekwatny do realiów i warunków rynkowych. W konsekwencji może to oznaczać trudność w identyfikowaniu się z firmą, a także wyzwania w utrzymaniu poziomu zaangażowania i motywacji zatrudnionych.

Aby temu zapobiec, firmy powinny zadbać o regularną, transparentną komunikację, wspierającą perspektywę obu stron, wzmacniać rolę menedżerów jako łączników zarządu z zespołami oraz utrzymywać równowagę między efektywnością a well-beingiem pracowników. Dzięki temu krótkoterminowe wyniki nie odbiją się na długofalowym zaangażowaniu i satysfakcji zatrudnionych.

Pociągi wróciły do Łomży po ponad 30 latach. PKP zapowiada budowę nowego dworca

Po ponad 30 latach przerwy pociągi pasażerskie wróciły do Łomży, a Polskie Koleje Państwowe S.A. planują budowę nowego dworca kolejowego, który będzie częścią zmodernizowanej właśnie stacji. 8 czerwca br. spółka PKP ogłosiła przetarg na wykonanie projektu oraz wybudowanie zupełnie nowego obiektu do obsługi podróżnych.

13 czerwca w Łomży odbyło się wydarzenie inaugurujące powrót pociągów do miasta z udziałem premiera Donalda Tuska i już od następnego dnia zaplanowano regularne kursy pociągów PKP Intercity i POLREGIO m.in. do Białegostoku, Olsztyna, Ostrołęki, a dzięki dogodnym przesiadkom także do wielu innych polskich miast.

Przywrócenie połączeń kolejowych do Łomży było jednym z priorytetów rządu związanych z poprawą mobilności mieszkańców tej części Polski. Zgodnie z deklaracjami i w zapowiedzianym terminie pierwsze pociągi zatrzymają się na kompleksowo przebudowanej stacji. Inwestycje infrastrukturalne są jednym z kluczowych działań umożliwiających rozwój całego kraju i zaspokajanie potrzeb transportowych wszystkich Polaków, niezależnie od tego, czy mieszkają w największych aglomeracjach czy w mniejszych miejscowościach. Niedawno Łomża zyskała szybkie połączenie drogowe, a od dziś jest skomunikowana z resztą kraju także kolejowo – mówi Dariusz Klimczak, minister infrastruktury.

Reaktywację połączeń pasażerskich poprzedziły duże prace modernizacyjne PKP Polskich Linii Kolejowych S.A., w ramach których przebudowana została linia kolejowa prowadząca do Łomży i cała stacja, na której powstały m.in. nowoczesne perony. Inwestycja PKP S.A., w ramach której wybudowany zostanie zupełnie nowy budynek dworca, w naturalny sposób będzie uzupełniała wykonaną już modernizację infrastruktury.

– Inwestycje PKP S.A. wpisują się w większą całość budowania dostępności infrastruktury w Polsce i są istotną częścią zmiany, jaka w ostatnich latach zaczęła zachodzić na kolei. Nasz program Dworce Przyjazne Pasażerom uwzględnia m.in potrzeby mieszkańców, jak i plany przewoźników czy samorządów. Ujęte zostały w nim zarówno inwestycje na stacjach już dziś obsługujących wielu pasażerów, np. Łódź Widzew, Zawiercie czy Żywiec, jak i w miejscowościach, do których pociągi powróciły niedawno – jak w przypadku Ciechocinka czy właśnie Łomży – mówi Alan Beroud, prezes zarządu PKP S.A. i Grupy PKP.PKP S.A. wybuduje nowy dworzec kolejowy w Łomży 3 fot. PKP S.A.

Nowy dworzec i jego otoczenie, zmodernizowane tory, perony oraz wybudowane przez samorząd w sąsiedztwie stacji Miejskie Centrum Przesiadkowo-Komunikacyjne razem będą tworzyły nowoczesny węzeł integrujący różne środki transportu. W Łomży powstanie modułowy obiekt, w którym znajdą się wszystkie potrzebne elementy, by pasażerowie mogli zacząć podróż w komfortowych warunkach. Zagospodarowana zostanie także przestrzeń wokół – powstaną miejsca parkingowe, w tym dla osób z niepełnosprawnościami i dwa typu Kiss&Ride, elementy małej architektury, takie jak wiaty, ławki, kosze oraz nowe nasadzenia zieleni – podkreśla Paweł Lisiewicz, członek zarządu PKP S.A. ds. rozwoju i inwestycji.

Historyczny, wybudowany w latach 20. XX w. dworzec kolejowy nie przetrwał II wojny światowej, a obsługa pasażerów przez wiele lat była prowadzona w prowizorycznych budynkach. Nowy dworzec powstanie w ramach ogólnopolskiego programu PKP S.A. Dworce Przyjazne Pasażerom. Inwestycja ma na celu zwiększenie komfortu pasażerów stacji. Dzięki niej powstanie bezpieczny i dostępny dla wszystkich pasażerów, także dla osób o ograniczonych możliwościach poruszania się obiekt. Ogłoszone 8 czerwca br. postępowanie przetargowe obejmuje wybór wykonawcy prac projektowych oraz robót budowlanych w formule projektuj i buduj. Swoje oferty wykonawcy mogą składać do końca czerwca tego roku.

USA kolejny raz ograniczają wojskowe wsparcie dla NATO w Europie. Wschodnia flanka pod większą presją

Waszyngton przygotowuje głębokie cięcia w kontyngencie wojskowym przypisanym do struktur NATO w Europie. Jak ujawnił „New York Times”, Amerykanie zamierzają radykalnie uszczuplić liczbę samolotów bojowych, jednostek rozpoznawczych oraz okrętów wojennych, które do tej pory pozostawały do dyspozycji Sojuszu.

Z informacji, do których dotarli dziennikarze „New York Times”, wynika, że oficjalny plan redukcji sił trafił do europejskich sojuszników na początku czerwca. Szczegóły dokumentu potwierdziło dwóch wysokich rangą urzędników z Europy. Najważniejsze założenia Pentagonu przewidują spadek liczby myśliwców F-16 i F-15E dedykowanych do operacji NATO ze 150 do zaledwie 100 maszyn. Poważne ograniczenia dotkną również lotnictwo morskie – liczba samolotów rozpoznawczych ma zostać zredukowana z 26 do 15 sztuk.

Największe zaniepokojenie w kwaterze głównej NATO budzą jednak plany dotyczące logistyki powietrznej. Amerykanie zamierzają całkowicie wycofać z puli zasobów dostępnych dla Europy wszystkie osiem samolotów-cystern. Dla europejskich strategów to paraliżująca decyzja, ponieważ brak latających tankowców drastycznie ogranicza zasięg, mobilność i czas operowania myśliwców w powietrzu.

Redukcje uderzą rykoszetem również w potencjał morski Sojuszu. Plany Pentagonu zakładają wycofanie z europejskiego teatru działań okrętu podwodnego przenoszącego pociski rakietowe oraz całej lotniskowcowej grupy uderzeniowej. Taki krok automatycznie pozbawi Europę osłony ze strony stacjonujących na pokładzie okrętu dziesiątek myśliwców pokładowych. Pod znakiem zapytania staje także przyszłość sił odstraszania nuklearnego i konwencjonalnego – Amerykanie rozważają relokację jednej z dwóch grup bombowców strategicznych, które do tej pory były bezpośrednio przypisane do obrony Starego Kontynentu.

Realizacja tego scenariusza uderzy bezpośrednio w architekturę bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO, drastycznie ograniczając zdolności obronne Sojuszu w kluczowych obszarach operacyjnych. Redukcja amerykańskiego kontyngentu oznacza realne osłabienie potencjału militarnego w rejonach o najwyższym ryzyku geopolitycznym. Mowa tu przede wszystkim o zdolnościach do wykonywania uderzeń dalekiego zasięgu, prowadzenia misji tankowania w powietrzu oraz ciągłego monitorowania aktywności rosyjskiej floty podwodnej, które stanowią fundament każdego planu szybkiego reagowania w przypadku potencjalnego kryzysu.

Informacje o planowanych redukcjach krążyły w kuluarach od dłuższego czasu. W maju agencja Reuters donosiła, że administracja w Waszyngtonie pracuje nad nowym podziałem zasobów dla Sojuszu. Pierwsze konkretne ustalenia upublicznił jednak niemiecki „Spiegel”, opisując niejawne spotkanie w Brukseli. To tam amerykański wysłannik Alexander Velez-Green oficjalnie zakreślił sojusznikom kierunek nadchodzących zmian.

Rzeczniczka NATO Allison Hart oficjalnie potwierdziła, że plany modyfikacji wkładu wojskowego USA są faktem. Dowództwo Europejskie Stanów Zjednoczonych (EUCOM) określiło te działania jako „dostosowanie do właściwych rozmiarów”. Waszyngton tłumaczy swoją decyzję dążeniem do sprawiedliwszego podziału obciążeń finansowych i obronnych, co wpisuje się w założenia amerykańskiej Strategii Obrony Narodowej na 2026 rok oraz nową koncepcję „NATO 3.0”.

Biały Dom zapewnia, że decyzje te były konsultowane z dowództwem Sojuszu od wielu miesięcy, a ich nadrzędnym celem jest wymuszenie na Europie większych inwestycji we własny potencjał militarny. W praktyce oznacza to jednak gwałtowne przesunięcie ciężaru odpowiedzialności za bezpieczeństwo kontynentu na barki europejskich podatników.

Zapowiedziane uszczuplenie sił to bezpośrednia kontynuacja doktryny administracji Donalda Trumpa. Pod koniec kwietnia Pentagon zdecydował o wycofaniu około 5 tysięcy żołnierzy z Niemiec, a sam prezydent zapowiedział kolejne redukcje. Z ustaleń „Wall Street Journal” wynika, że Waszyngton poważnie rozważa zmniejszenie planowanej obecności wojskowej w Europie nawet o połowę.

Można więc powiedzieć przewrotnie: cieszymy się z polskich F-35, ale trudno udawać, że wszystko układa się idealnie. Nowoczesne myśliwce są ogromnym wzmocnieniem, jednak nie zastąpią amerykańskich samolotów-cystern, lotniskowcowych grup uderzeniowych, strategicznego rozpoznania ani całego zaplecza operacyjnego, na którym przez dekady opierała się obrona Europy. To dlatego entuzjazm po ceremonii w Łasku powinien iść w parze z chłodną oceną sytuacji: Polska robi coraz więcej, ale ciężar bezpieczeństwa wschodniej flanki rośnie szybciej niż liczba nowych maszyn w hangarach.

Trump znów rozhuśtał rynki. Nadzieje na porozumienie wspierają giełdy

Stopy procentowe w strefie euro są od wczoraj na poziomie 2,25%. Na Bliskim Wschodzie balansujemy pomiędzy możliwą eskalacją a porozumieniem, zgodnie z taktyką made by Trump. SpaceX debiutuje, a wpływ z IPO ma trzykrotnie przebić poprzedni rekord. 

EBC: działamy

Wczoraj EBC zdecydował się na zmiany po okresie rocznej stabilizacji. Koszt pieniądza poszedł w górę o 25 pkt bazowych, ale decyzja nie była zaskoczeniem. Trzeba przyznać, że tym razem komunikacja po stronie EBC nie zawiodła, a rynki spodziewały się takiego ruchu od dłuższego czasu. Mamy więc jasny sygnał, że bank centralny strefy euro nie będzie czekał, a z powodu wysokiej inflacji postanowił działać już teraz – i to mimo tego, że aktywność gospodarcza wcale nie wygląda najlepiej. Na konferencji prasowej zabrakło konkretów. Nie dowiedzieliśmy się, czy to początek nowego cyklu, czy tylko dostosowanie. Co istotne, w projekcjach EBC zarysowuje się kierunek w stronę bardziej stagflacyjnych rewirów (wyższa inflacja, niższy wzrost gospodarczy), ale o kolejnych decyzjach zapewne przesądzą dalsze losy konfliktu na Bliskim Wschodzie i czas trwania szoku energetycznego.

Kolejna nadzieja na pokój

Dla notowań EUR/USD sama decyzja EBC nie była przełomowa i tak naprawdę można ją traktować w kategoriach stabilizacyjnych. Wczorajszy dzień zdominowała jednak sytuacja na Bliskim Wschodzie i rollercoaster, który zafundował nam Donald Trump. W swoim stylu najpierw postraszył Iran nawet przejęciem wyspy Kharg, kluczowej dla irańskiego eksportu ropy naftowej (blisko 90%), i zapowiedzią ataków w nocy, by po krótkim czasie wszystko odwołać i zacząć mówić o „wielkim porozumieniu”. Jak wyliczyli statystycy, hasło to padło już po raz 39. w tym konflikcie z ust prezydenta USA, ale inwestorzy znów podłapali temat. Efekt był widoczny już wczoraj na Wall Street, gdzie obserwowaliśmy solidne wzrosty, ponad 1,5%, a fala optymizmu popłynęła dzisiaj również w stronę reszty świata. Wzrosty widać było w Japonii, na Tajwanie i w Europie – niemiecki DAX rośnie ponad 1,8%. Wrzucając kij w szprychy tego risk on można zacytować źródła irańskie, które twierdzą, że Teheran jeszcze nie zaakceptował tego porozumienia. Złośliwi mogą stwierdzić, że Trump znów zagrał na emocjach i zmienił retorykę, bo nie chciał psuć klimatu piłkarskiego święta, które zaczęło się m.in. w USA.

Historyczny debiut

Z drugiej strony mamy dzisiaj debiut SpaceX, który przyciągnął olbrzymie zainteresowanie. Zepsucie nastrojów w tym momencie mogłoby zniechęcić inwestorów, a nieudane IPO miałoby swoje rynkowe konsekwencje. A skoro już o spółce Elona Muska mowa, w jej wypadku wszystko wydaje się mieć komiczny wydźwięk: zaczynając od sektora działalności, przez wycenę na poziomie 1,77 bln USD, a kończąc na pozyskaniu z samego IPO niebagatelnych 75 mld USD. SpaceX już teraz należy więc do czołówki najdroższych firm świata, zaraz po gigantach technologicznych takich jak Nvidia (ok. 5 bln USD) czy Apple (4 bln USD). Schodząc jednak trochę na ziemię, warto wspomnieć, że spółka jak na razie opiera swój fenomen na… obietnicach. Są to choćby centra danych poza naszą planetą czy kolonizacja Marsa, a więc nie mówimy tutaj stricte o przepływach pieniężnych, przynajmniej nie w tym momencie. W tym całym otoczeniu zadziwia spokój na PLN, który – mimo tylu tematów – zachowuje się tak, jakby „grał w swojej grze”, EUR/PLN utrzymuje się tuż nad poziomem 4,24, a USD/PLN w okolicach 3,66.

Polski rynek aut rośnie szybciej niż unijny. Najmocniej zyskują hybrydy plug-in

Prawie 100-procentowy wzrost rejestracji hybryd plug-in w ciągu pierwszych 4 miesięcy tego roku Polsce to jeden z najbardziej zaskakujących trendów na europejskim rynku motoryzacyjnym. W czasie, gdy kierowcy w Niemczech, Francji czy krajach skandynawskich coraz częściej wybierają samochody w pełni elektryczne, Polacy stawiają na kompromis między nową a starą motoryzacją. Co ciekawe, dzieje się to mimo faktu, że ceny paliw w Polsce należą obecnie do najniższych w Unii Europejskiej, a wzrost ich cen po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie był mniej dotkliwy niż w wielu krajach Europy Zachodniej. Coraz więcej kierowców zdaje sobie jednak sprawę, że w świecie rosnących napięć geopolitycznych, na rynku energii i kolejnych zmian regulacyjnych koszty użytkowania samochodów spalinowych mogą w przyszłości dalej rosnąć. Auta elektryczne i hybrydy przestają być więc ciekawostką, a stają się sposobem na obniżenie codziennych wydatków i dają większą niezależność od wahań cen paliw. To właśnie ten segment odpowiada dziś za znaczną część wzrostu całego rynku nowych samochodów w Polsce.

W pierwszych czterech miesiącach 2026 roku w krajach Unii Europejskiej zarejestrowano 746 899 nowych samochodów elektrycznych zasilanych wyłącznie bateriami. Oznacza to wzrost o prawie 34 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Udział aut elektrycznych w rynku nowych samochodów wzrósł do 19,7 proc. W samym kwietniu zarejestrowano ponad 200 tys. nowych elektryków, co oznacza skok sprzedaży o blisko 38 proc. rok do roku. Największy wzrost popytu odnotowano na największych rynkach motoryzacyjnych Europy. Włochy zwiększyły liczbę rejestracji samochodów elektrycznych o 73,1 proc., Francja o 48,2 proc., a Niemcy o 41,3 proc.

Na tym tle ciekawie wygląda Polska. W pierwszych czterech miesiącach 2026 roku zarejestrowano u nas 11 414 nowych samochodów elektrycznych, co oznacza wzrost o 49 proc. rok do roku. To tempo wyższe od średniej dla całej Unii Europejskiej, gdzie sprzedaż elektryków, jak wspomnieliśmy, wzrosła o prawie 34 proc. Polska nie należy jeszcze do największych rynków elektromobilności, ale rozwija się szybciej niż wiele bogatszych państw Europy Zachodniej.

Polacy ciągle stawiają przede wszystkim na hybrydy niż na w pełni eklektyczne pojazdy. W całej Unii Europejskiej sprzedaż hybryd plug-in wzrosła od początku roku o 26 proc., a klasycznych hybryd o 12,6 proc., co pokazuje, że kierowcy szukają sposobów na ograniczenie kosztów użytkowania samochodu i ochronę domowych budżetów przed skutkami drogiego paliwa. W Polsce ten trend jest jeszcze wyraźniejszy. Liczba rejestracji hybryd plug-in wzrosła aż o 98,5 proc., do 16 737 samochodów, co jest jednym z najlepszych wyników w całej Unii Europejskiej. Można odnieść wrażenie, że wielu polskich kierowców wybiera dziś rozwiązanie pośrednie, samochód pozwalający poruszać się na prądzie podczas codziennych dojazdów, ale jednocześnie dający komfort długiej podróży bez konieczności planowania postoju przy ładowarce.

Jednocześnie sprzedaż aut z tradycyjnymi silnikami spalinowymi w Europie wyraźnie spada. W całej Unii Europejskiej rejestracje samochodów benzynowych zmniejszyły się o 17,7 proc., a diesli o 16,1 proc. Polska na tym tle pozostaje jednak krajem przejściowym między starą a nową motoryzacją. Sprzedaż samochodów benzynowych spadła od początku roku jedynie o 4,4 proc., czyli znacznie wolniej niż wynosi unijna średnia. Pokazuje to, że polscy kierowcy nadal ostrożniej podchodzą do elektromobilności niż mieszkańcy Europy Zachodniej, na co wpływają nie tylko ceny samochodów, ale także dostępność infrastruktury ładowania oraz duże znaczenie rynku aut używanych.

Warto jednak zauważyć, że krajowy rynek motoryzacyjny rozwija się szybciej niż przeciętnie w Europie. W pierwszych czterech miesiącach roku liczba nowych rejestracji samochodów wzrosła w Polsce o 7,6 proc., podczas gdy średnia dla całej Unii Europejskiej wyniosła 4,2 proc. Co szczególnie istotne, auta ładowane z gniazdka, czyli samochody elektryczne i hybrydy plug-in, odpowiadały za około 84 proc. całego wzrostu rynku. To wyraźny sygnał, że elektromobilność przestaje być w Polsce niszowym segmentem i zaczyna mieć realny wpływ na kierunek rozwoju całej branży motoryzacyjnej.

Tymczasem sytuacja w USA wygląda inaczej niż w Europie. Wysokie ceny nowych samochodów elektrycznych oraz ograniczenie części programów wsparcia sprawiły, że sprzedaż nowych elektryków spadła od początku roku o niemal 27 proc., podczas gdy cały rynek nowych samochodów skurczył się o 7 proc. Amerykanie nie rezygnują jednak z elektromobilności całkowicie. Coraz większą popularnością cieszą się używane samochody elektryczne, których sprzedaż wzrosła w pierwszych czterech miesiącach roku o 17 proc., a ich udział w rynku osiągnął rekordowy poziom 2,8 proc.

Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej konflikt na Bliskim Wschodzie może ograniczać ogólną sprzedaż samochodów, jednak jednocześnie wysokie ceny paliw przyspieszają przechodzenie na napędy elektryczne. Globalna sprzedaż samochodów elektrycznych ma wzrosnąć w 2026 roku do 23 mln sztuk i odpowiadać za 28 proc. wszystkich sprzedawanych aut. Największy wzrost spodziewany jest w Europie, gdzie już co trzeci nowy samochód ma być elektryczny. Także nasz kraj wpisuje się w ten trend, choć wobec Europy Zachodniej odróżnia nas silny wzrost popularności samochodów hybrydowych. Obserwowane zmiany są czymś więcej niż reakcją na chwilowy wzrost cen paliw. Coraz częściej mamy do czynienia z trwałą zmianą nawyków zakupowych, która może przyspieszyć przejście na samochody elektryczne.

Backlog Scanway przekroczył 120 mln zł. Spółka planuje zwiększyć skalę produkcji. W tle możliwe pozyskanie kapitału

Scanway S.A. korzysta z rosnącego popytu na zaawansowane instrumenty optyczne dla globalnego sektora New Space i spodziewa się dalszego wzrostu portfela zamówień. Spółka wskazuje, że coraz większa liczba projektów konstelacyjnych oraz zapytań dotyczących obszarów Data-as-a-Service i świadomości sytuacyjnej w przestrzeni kosmicznej (SSA) powinna przełożyć się na nowe kontrakty w kolejnych okresach. W związku z tym Scanway planuje upoważnienie Zarządu do podwyższania kapitału zakładowego w ramach kapitału docelowego, a rozszerzony projekt uchwały w tej sprawie został ujęty w porządku obrad Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia. Rozwiązanie to zwiększy elastyczność Spółki w zakresie ewentualnego pozyskania finansowania na dalsze skalowanie działalności oraz sprawniejszego reagowania na pojawiające się szanse rynkowe.

  • Popyt na zaawansowane instrumenty optyczne Scanway rośnie szybciej niż zakładała strategia Spółki na lata 2026–2028, m.in. w związku z większą liczbą projektów konstelacyjnych oraz zainteresowaniem nowym obszarem Data-as-a-Service
  • Spółka będzie rozwijała nową generację instrumentów VHR (Very High Resolution) oraz swoje kompetencje technologiczne w zakresie rozwiązań adaptive optics. Pozwoli jej to wejść do nowego, wysoce specjalistycznego segmentu rynku, obsługiwanego przez wąskie grono globalnych dostawców zaawansowanych instrumentów optycznych, w którym wartość pojedynczego instrumentu, wg szacunków Spółki, plasuje się w przedziale 5–20 mln euro
  • Backlog Scanway (podpisane i realizowane kontrakty) na 28 maja 2026 roku wynosił 53,5 mln zł, a łącznie z kontraktami oczekującymi na formalizację (o których Spółka informowała w komunikatach giełdowych) przekroczył 120 mln zł. Równolegle Spółka identyfikuje na ten moment pipeline potencjalnych projektów w perspektywie najbliższych 4 lat o wartości 500–700 mln zł[1]
  • Akcjonariusze będą głosować nad utworzeniem kapitału docelowego podczas Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia zwołanego na 29 czerwca 2026 roku, a proponowane rozwiązanie zwiększy elastyczność finansowania dalszego rozwoju Spółki

[1] Wartość zapytań, ofert i postępowań przetargowych na różnych etapach poprzedzających zawarcie kontraktu. Ostateczna wartość ekonomiczna zostanie rozpoznana po podpisaniu umów.

Przed nami Walne Zgromadzenie, podczas którego akcjonariusze będą głosować nad udzieleniem Zarządowi upoważnienia do emisji akcji w ramach kapitału docelowego. Traktujemy to rozwiązanie jako narzędzie, które pomoże nam zwiększyć elastyczność Scanway w finansowaniu dalszego rozwoju. Widzimy wyraźnie rosnący popyt na nasze rozwiązania, wyższy niż zakładaliśmy podczas publikacji strategii we wrześniu 2025 roku. Liczba projektów konstelacyjnych i zapytań ofertowych od klientów międzynarodowych potwierdza, że rynek New Space się skaluje, a zapotrzebowanie na zaawansowane instrumenty optyczne rośnie. Nasz backlog łącznie z kontraktami oczekującymi na formalizację przekroczył już 120 mln zł, a zidentyfikowany pipeline jest kilkukrotnie wyższy, dlatego chcemy mieć możliwość przeprowadzenia sprawnego procesu pozyskania kapitału, jeśli pojawią się szanse rynkowe wymagające szybszego zwiększenia skali działalności – komentuje Jędrzej Kowalewski, CEO Scanway S.A.

Strategia Scanway na lata 2026–2028 zakładała systematyczny wzrost portfela zamówień, jednak popyt na produkty i usługi Spółki rośnie szybciej od przyjętych założeń. Backlog Scanway, łącznie z kontraktami oczekującymi na formalizację przekroczył 120 mln zł. Równolegle Spółka obserwuje wzrost zainteresowania obszarem Data-as-a-Service oraz świadomości sytuacyjnej w przestrzeni kosmicznej (SSA), które w momencie ogłaszania Strategii pozostawały na wcześniejszym etapie komercjalizacji. W ocenie Scanway dalszy wzrost portfela zamówień może wymagać większej elastyczności w zakresie pozyskania finansowania dalszego rozwoju, szczególnie w obszarach związanych ze skalowaniem zaplecza produkcyjnego, operacyjnego i równoległą realizacją większej liczby projektów.

Kapitał docelowy jest rozwiązaniem, które pozwala Zarządowi na podwyższenie kapitału zakładowego w granicach określonych przez Walne Zgromadzenie. W przypadku Scanway proponowany mechanizm ma zapewnić elastyczność działania w sytuacji, gdy pojawią się uzasadnione dodatkowe potrzeby finansowe związane z dalszym rozwojem działalności. Spółka chce zabezpieczyć sobie możliwość szybszego reagowania (w zakresie pozyskania finansowania) na możliwości rynkowe, bez konieczności każdorazowego uruchamiania pełnej procedury związanej ze zwołaniem Walnego Zgromadzenia.

Naszym priorytetem pozostaje sprawna realizacja obecnego portfela zamówień i przygotowanie organizacji do obsługi większej liczby projektów prowadzonych równolegle. W ostatnich kwartałach zwiększaliśmy możliwości produkcyjne i operacyjne, m.in. poprzez rozwój zaplecza laboratoryjnego i clean roomu oraz rozbudowę zespołu. To istotne przy projektach o rosnącej złożoności, w których coraz większe znaczenie ma nie tylko pozyskiwanie nowych kontraktów, ale również zdolność do ich terminowej realizacji i skalowania produkcji w powtarzalnym modelu z zachowaniem najwyższych standardów jakości. To kierunek, który ma nam utorować drogę w perspektywie do końca 2028 r. do osiągnięcia pozycji jednego z największych integratorów ładunków optycznych w Europie tłumaczy Jędrzej Kowalewski.

Przyspieszenie transformacji w seryjnego dostawcę ładunków optycznych dla globalnego sektora New Space pozostaje jednym z kluczowych kierunków rozwoju Scanway. Spółka chce zwiększać skalę dostaw dla klientów konstelacyjnych, rozwijać kolejne generacje instrumentów optycznych VHR (Very High Resolutions), w tym zdolnych do obrazowania na poziomie 50 cm/piksel z orbity LEO (Low Earth Orbit; rozdzielczość do osiągnięcia po 2028 r.)  wzmacniać kompetencje technologiczne w zakresie rozwiązań adaptive optics. Potwierdza to rosnący udział projektów międzynarodowych – w 2025 roku eksport technologii kosmicznych odpowiadał za 88% przychodów segmentu Space, a rozwiązania trafiały do klientów z Azji, USA i Europy.

Scanway coraz mocniej łączy rozwój hardware’u z warstwą software’ową i analityką danych, rozwijaną od dekady m.in. w segmencie Industry. Przykładem tych kompetencji jest HYDRA, autorskie rozwiązanie wykorzystywane w obszarze przetwarzania danych wizyjnych. Kierunek ten wspiera dążenie do pokrywania pełnego łańcucha wartości danych optycznych – od akwizycji, przez przetwarzanie i analizę, aż po predykcję zdarzeń, zgodnie z modelem APAP. Dzięki temu Spółka chce dostarczać klientom nie tylko instrumenty i zobrazowania, ale również gotowe informacje wspierające procesy decyzyjne.

Jednym z przykładów tego kierunku jest umowa zawarta w I kwartale 2026 roku z klientem z USA, dotycząca opracowania i dostarczenia nowej klasy instrumentów optycznych do obserwacji Ziemi dla budowanej konstelacji satelitów. Jej przewidywana wartość może sięgnąć ok. 4,3 mln USD za pierwszy instrument optyczny, a projekt obejmuje również możliwość komercjalizacji danych satelitarnych w modelu Data-as-a-Service. W kolejnych okresach portfel zamówień mogą zasilić także inne projekty, w tym m.in. drugi instrument dla Intuitive Machines oraz kolejne fazy projektu księżycowego Mani.

Matexi Polska z sukcesem wyemitowało obligacje o wartości 105 mln zł

Matexi Polska Holding & Finance S.A. (Matexi Polska) z powodzeniem przeprowadziło emisję czteroletnich obligacji korporacyjnych serii D o łącznej wartości 105 mln zł. To ważny krok w realizacji długoterminowej strategii rozwoju spółki oraz pierwsza w jej historii emisja papierów dłużnych, która została przeprowadzona z założeniem wprowadzenia ich do obrotu na rynku Catalyst. Duże zainteresowanie ofertą ze strony inwestorów potwierdza zaufanie rynku do stabilnej pozycji finansowej spółki oraz perspektyw dalszego wzrostu na polskim rynku mieszkaniowym. Rolę oferującego pełnił Michael / Ström Dom Maklerski.

Matexi Polska zakończyło proces emisji niezabezpieczonych obligacji korporacyjnych serii D o wartości 105 mln zł. Obligacje zostały wyemitowane na okres czterech lat, a ich oprocentowanie zostało ustalone na poziomie WIBOR 6M + 4 p.p. w skali roku. Odsetki będą wypłacane inwestorom w cyklach półrocznych.

Przeprowadzona emisja stanowi istotny element strategii dywersyfikacji źródeł finansowania działalności Grupy oraz wzmacniania jej pozycji kapitałowej. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na refinansowanie obecnego zadłużenia oraz dalszy rozwój działalności Matexi Polska, w tym realizację kolejnych inwestycji mieszkaniowych na kluczowych rynkach w kraju.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z dużego zainteresowania inwestorów naszą ofertą. Emisja spotkała się z pozytywnym odbiorem rynku, a wśród inwestorów znaleźli się również nowi partnerzy finansowi, którzy obdarzyli Matexi Polska zaufaniem. Obligacje stanowią istotne źródło finansowania naszej działalności i wspierają realizację planów rozwojowych na polskim rynku. Przeprowadziliśmy pierwszą w naszej historii emisję niezabezpieczonych obligacji z założeniem notowania na rynku Catalyst. To ważny krok nie tylko z perspektywy dalszego rozwoju działalności deweloperskiej, ale również budowania silnej pozycji Grupy w obszarze finansowym. Sukces emisji potwierdza wiarygodność naszej strategii, stabilność biznesu oraz rosnące zaufanie inwestorów do naszej marki na polskim rynku”podkreśla Zofia Szymońska, Dyrektorka Finansowa, Członkini Zarządu, Matexi Polska Holding & Finance S.A.

Rolę oferującego oraz Agenta Emisji pełnił Michael / Ström Dom Maklerski, który wspierał spółkę w procesie przygotowania i przeprowadzenia transakcji. Emisja obligacji serii D została zrealizowana w ramach szerszego programu emisji obligacji ustanowionego wspólnie z Michael / Ström Dom Maklerski. Program przewiduje możliwość pozyskania finansowania do maksymalnej kwoty 300 mln zł w okresie dwóch lat, tj. do końca czerwca 2028 roku.

Pierwsza emisja obligacji Matexi Polska planowana do notowania na rynku Catalyst otwiera nowy rozdział w historii spółki. Obecność na rynku publicznym zwiększy transparentność działalności, poszerzy dostęp do kapitału oraz umożliwi budowanie długoterminowych relacji z inwestorami instytucjonalnymi i indywidualnymi.

Czy AI staje się naszym największym wrogiem? Krytyczna podatność w LangGraph może prowadzić do przejęcia infrastruktury AI

Coraz więcej organizacji wdraża autonomicznych agentów AI wspierających obsługę klienta, zarządzanie procesami biznesowymi czy analizę danych. Rozwiązania te często posiadają dostęp do systemów CRM, baz danych oraz innych kluczowych zasobów przedsiębiorstwa. Specjaliści Check Point Research – powołując się na swoje ostatnie badanie – ostrzegają, że błędy bezpieczeństwa w platformach wykorzystywanych do budowy takich systemów mogą prowadzić do poważnych konsekwencji dla organizacji.

Eksperci Check Point Research odkryli krytyczny łańcuch podatności w LangGraph – popularnym frameworku open source rozwijanym przez twórców LangChain. Narzędzie, pobierane średnio około 46,5 miliona razy miesięcznie, jest wykorzystywane do tworzenia zaawansowanych, opartych na dużych modelach językowych (LLM) agentów AI, którzy potrafią przechowywać stan, podejmować decyzje i realizować wieloetapowe zadania.

Jak jeden błąd rodzi katastrofę?

Badania wykazały, że połączenie dwóch odrębnych luk bezpieczeństwa może umożliwić przejęcie kontroli nad serwerem obsługującym środowisko LangGraph. Pierwsza z nich dotyczy podatności typu SQL Injection w funkcji get_state_history(), która odpowiada za pobieranie historii działania agentów AI. Umożliwia ona manipulowanie zapytaniami kierowanymi do baz danych SQLite lub Redis. Druga luka związana jest z niebezpiecznym procesem deserializacji danych przy użyciu mechanizmu msgpack. W odpowiednich warunkach pozwala to na wykonanie złośliwego kodu bezpośrednio na serwerze.

Połączenie obu podatności może prowadzić do zdalnego wykonania kodu (Remote Code Execution – RCE), co w praktyce oznacza możliwość przejęcia pełnej kontroli nad środowiskiem, w którym działa agent AI.

Zagrożenie inne niż wszystkie

Znaczenie tej podatności wykracza poza typowe zagrożenia związane z chatbotami czy manipulacją promptami. Agenci AI często posiadają dostęp do szerokiego zakresu zasobów organizacji, dlatego naruszenie serwera LangGraph może skutkować ujawnieniem kluczy API wykorzystywanych do komunikacji z modelami językowymi, historii konwersacji, danych klientów, rekordów CRM, zgłoszeń helpdeskowych oraz innych informacji przetwarzanych przez agenta. Dodatkowo przejęty serwer może stać się punktem wejścia do dalszych ataków na wewnętrzną infrastrukturę przedsiębiorstwa.

Jak podkreślają badacze Check Point Research, jest to sytuacja jakościowo odmienna od klasycznych ataków typu prompt injection. W tym przypadku zagrożone jest nie pojedyncze zapytanie czy sesja użytkownika, lecz całe środowisko wykonawcze agenta AI wraz z wszystkimi danymi i uprawnieniami, którymi dysponuje.

Podatność dotyczy wdrożeń self-hosted wykorzystujących mechanizmy przechowywania stanu oparte na SQLite lub Redis oraz aplikacji udostępniających funkcję get_state_history() z parametrami kontrolowanymi przez użytkownika. Problem nie wpływa natomiast na zarządzaną platformę LangSmith Deployment, która korzysta z innej architektury przechowywania danych.

Co istotne, w ramach procesu odpowiedzialnego ujawniania podatności Check Point Research współpracował z zespołem LangChain nad przygotowaniem i weryfikacją poprawek. Wszystkie zidentyfikowane luki zostały już usunięte. Jednocześnie, organizacje korzystające z podatnych wersji powinny niezwłocznie przeprowadzić aktualizację do bezpiecznych wydań, w tym między innymi do langgraph 1.0.10 oraz langgraph-checkpoint-sqlite 3.0.1 lub nowszych.

Zdaniem badaczy odkrycie to pokazuje szerszy problem związany z bezpieczeństwem systemów agentowych. Klasyczne podatności, takie jak SQL Injection, mogą mieć znacznie poważniejsze konsekwencje w środowiskach AI, ponieważ działające tam agenty dysponują szerokimi uprawnieniami i dostępem do wrażliwych danych. Dlatego organizacje rozwijające rozwiązania oparte na agentach AI powinny regularnie przeprowadzać testy bezpieczeństwa oraz działania AI Red Teaming, które pozwalają identyfikować złożone scenariusze ataków jeszcze przed ich wykorzystaniem przez cyberprzestępców.

Rynki założyły różowe okulary. Trump mówi o porozumieniu, ropa traci, giełdy zyskują

Notowania ropy naftowej są na najniższych poziomach od dwóch miesięcy. Czy „wielkie porozumienie” Trumpa tym razem się uda? Historyczny debiut SpaceX na giełdzie reprezentuje nie tylko kosmiczny przemysł, ale też kosmiczną wycenę na poziomie 1,77 bln USD i rekordowe IPO rzędu 75 mld USD. 

Euforia na rynkach

Wczorajszy dzień doskonale pokazał, z jak przewrotną sytuacją mamy do czynienia w kontekście Bliskiego Wschodu. Jeszcze przed południem „grana” była eskalacja, a prezydent USA groził zajęciem wyspy Kharg, kluczowej dla irańskiego eksportu (według szacunków tą drogą przepływa 90% handlu ropą naftową). Do tego znów zapowiadał uderzenie na Teheran z dużą siłą. I gdy już wszystko wydawało się przesądzone, a inwestorzy wycenili strach i kolejną falę napięcia w regionie, nastąpił nieoczekiwany zwrot. Trump po raz kolejny zaszokował rynki: nie tylko odwołał zmasowane ataki, ale zapowiedział, w swoim stylu, kolejne „wielkie porozumienie” z Persami. Inwestorzy zostali zaczarowani wizją zakończenia wojny i założyli „różowe okulary”, co poskutkowało falą optymizmu. Giełda amerykańska wystrzeliła, S&P zyskał ponad 1,7%, a Nasdaq aż 2,5%. Euforia rozlała się na cały świat, a piątkowy handel przynosi spore wzrosty choćby w Japonii (blisko 3%) czy na Tajwanie (ponad 2%). Również w Europie zapowiada się mocny start, niemiecki DAX w kontraktach przedsesyjnych pokazuje +1,5%.

Ropa najniżej od dwóch miesięcy

Na notowaniach ropy naftowej doskonale widać, z jak gwałtownym zwrotem akcji mieliśmy do czynienia. WTI po informacjach o możliwym zajęciu wyspy Kharg skoczyło w okolice 92 USD za baryłkę, by po kilkunastu godzinach zawrócić i znaleźć się na poziomach niewidzianych od dwóch miesięcy, w okolicach 86 USD za baryłkę. Mamy więc wyraźny odwrót od szczytów na poziomie 100 USD z końcówki maja. Silna reakcja notowań ropy naftowej to efekt zapisków potencjalnego porozumienia, w których mowa o otwarciu Cieśniny Ormuz i przywróceniu pełnej żeglugi. Powrót do podaży surowca sprzed konfliktu wymaga czasu, ale taki rozwój wydarzeń miałby przełożenie na ceny ropy naftowej, która powinna wejść w powolny trend spadkowy. Trzeba być jednak ostrożnym, ten konflikt pokazał wielokrotnie, że sytuacja zmienia się diametralnie, a o „wielkich porozumieniach” czytaliśmy już nie raz. Trzeba poczekać na reakcję strony irańskiej i ewentualne doniesienia o podpisaniu dokumentu przez obie strony.

Wzrostowa rakieta?

Wczorajszy handel na Wall Street był również napędzany debiutem spółki SpaceX. Z racji prowadzonej działalności nie mogło być inaczej – w grę wchodziły tylko kosmiczne wartości wycen i wpływów z emisji publicznej akcji. Spółka Elona Muska została wyceniona na poziomie 1,77 bln USD, a z samego IPO pozyskano niebagatelne 75 mld USD. Żeby zdać sobie sprawę o jak bardzo „kosmicznych” wartościach mówimy, warto przypomnieć poprzedni rekord z IPO, który wynosił raptem 25,6 mld USD i należał do spółki Saudi Aramco, giganta na rynku ropy naftowej. SpaceX już teraz należy więc do czołówki najdroższych firm świata, zaraz po gigantach technologicznych takich jak Nvidia (ok 5 bln USD) czy Apple (4 bln USD). Schodząc jednak trochę na ziemię, warto wspomnieć, że spółka jak na razie opiera swój fenomen na… obietnicach. Są to choćby centra danych poza naszą planetą czy kolonizacja Marsa, a więc nie mówimy tutaj stricte o przepływach pieniężnych, przynajmniej nie w tym momencie. Dla rynków istotna jest informacja, czy taki debiut może pozyskać nowy kapitał, czy dojdzie np. do relokacji z już posiadanych aktywów. Wtedy możemy być świadkami dość mocnych ruchów, mówi się, że rykoszetem oberwie np. rynek kryptoaktywów.

Cyfryzacja tak, ale nie kosztem najmniejszych firm. Rada Naukowa przy Rzeczniku MŚP o JPK-CIT

Rozszerzanie obowiązków raportowych na najmniejsze firmy może prowadzić do wzrostu kosztów prowadzenia działalności, pogłębiania barier administracyjnych oraz ograniczania konkurencyjności sektora MŚP – alarmują członkowie Rady Naukowej przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców. W stanowisku dotyczącym JPK-CIT wskazują, że cyfryzacja administracji jest potrzebna, jednak nie może odbywać się kosztem mikroprzedsiębiorców, którzy często nie dysponują odpowiednim zapleczem organizacyjnym, finansowym i technologicznym. Stanowisko zostało przekazane Ministrowi Finansów i Gospodarki po analizie skutków rozszerzenia obowiązków raportowych związanych z JPK-CIT dla mikro, małych i średnich przedsiębiorców.

Przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców działa Rada Naukowa skupiająca uznanych przedstawicieli świata nauki, prawa i gospodarki. Jej zadaniem jest identyfikowanie barier utrudniających prowadzenie działalności gospodarczej oraz opracowywanie rekomendacji wspierających tworzenie bardziej przyjaznych warunków dla przedsiębiorców.

Jednym z największych atutów Biura Rzecznika MŚP jest możliwość korzystania z wiedzy i doświadczenia wybitnych ekspertów skupionych w Radzie Naukowej. To autorytety reprezentujące różne dziedziny nauki i praktyki gospodarczej, które pomagają nam identyfikować zagrożenia dla przedsiębiorców oraz formułować rozwiązania oparte na rzetelnych analizach i danych. Dzięki temu głos przedsiębiorców jest wzmacniany przez ekspercką wiedzę i merytoryczne argumentymówi Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Eksperci zwracają uwagę, że kumulacja obowiązków wynikających z JPK, KSeF oraz innych systemów raportowych coraz mocniej obciąża najmniejsze podmioty gospodarcze. W opinii Rady Naukowej nowe regulacje powinny uwzględniać realne możliwości organizacyjne i finansowe mikroprzedsiębiorców, którzy często nie dysponują wyspecjalizowanym zapleczem administracyjnym.

Zdaniem przedstawicieli Rady Naukowej kolejne obowiązki sprawozdawcze oznaczają dla wielu firm konieczność ponoszenia dodatkowych kosztów związanych z obsługą księgową, zakupem specjalistycznego oprogramowania oraz dostosowaniem procesów wewnętrznych do nowych wymagań. W konsekwencji może to prowadzić do ograniczenia aktywności gospodarczej części najmniejszych przedsiębiorców.

W przekazanych rekomendacjach podkreślono również konieczność zachowania odpowiednich gwarancji ochrony praw przedsiębiorców w sytuacji coraz szerszego wykorzystywania przez administrację narzędzi opartych na algorytmach i sztucznej inteligencji. Zdaniem ekspertów cyfryzacja jest kierunkiem nieuniknionym i potrzebnym, jednak musi być wdrażana z poszanowaniem zasad proporcjonalności, przejrzystości oraz prawa do skutecznej obrony.

Cyfryzacja państwa jest potrzebna i może przynosić korzyści zarówno administracji, jak i przedsiębiorcom. Nie może jednak prowadzić do sytuacji, w której prowadzenie niewielkiej firmy wymaga poruszania się w coraz bardziej skomplikowanych systemach i procedurach. Rolą państwa powinno być upraszczanie obowiązków, a nie ich mnożeniepodkreśla Agnieszka Majewska.

Rada Naukowa postuluje m.in. objęcie mikroprzedsiębiorców szerszymi wyłączeniami z obowiązków raportowych, uproszczenie języka instrukcji i systemów cyfrowych, zapewnienie odpowiedniego czasu na wdrażanie nowych rozwiązań oraz stosowanie zasady proporcjonalności przy nakładaniu obowiązków sprawozdawczych.

Rzecznik MŚP zapowiada dalsze wykorzystywanie rekomendacji Rady Naukowej w działaniach na rzecz poprawy warunków prowadzenia działalności gospodarczej oraz wzmacniania konkurencyjności sektora MŚP.

Rynek biurowy w regionach zwalnia. Pustostany rosną, a deweloperzy stawiają na mniejsze projekty

Rynek biurowy poza Warszawą wszedł w 2026 rok z ograniczoną aktywnością deweloperską oraz wyraźnym przesunięciem nowej podaży w stronę mniejszych projektów. Największym zainteresowaniem najemców nadal cieszą się nowoczesne projekty w kluczowych miastach regionalnych, podczas gdy właściciele starszych obiektów coraz częściej wprowadzają pakiety zachęt dla najemców – wynika z raportu BNP Paribas Real Estate Poland „Review. Rynek biurowy w regionach” za I kwartał 2026 roku.

Mało nowych obiektów

Deweloperzy wyraźnie ograniczyli swoją aktywność na regionalnym rynku biurowym. Od początku roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w największych miastach poza Warszawą zwiększyły się o 47,2 tys. m kw., co oznacza wzrost zarówno względem poprzedniego kwartału, jak i analogicznego okresu ubiegłego roku. Analitycy BNP Paribas Real Estate prognozują jednak, że w kolejnych kwartałach podaż pozostanie na ograniczonym poziomie.

Roczna podaż najprawdopodobniej pozostanie na poziomie poniżej 100 tys. m kw., co będzie jednym najsłabszych wyników od 2006 r. Jej struktura przesuwa się w stronę mniejszych projektów, z ograniczoną liczbą realizacji powyżej 10 tys. m kw. – ocenia Ewa Nicewicz, Starsza Konsultantka, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych BNP Paribas Real Estate Poland.

Nowa podaż na regionalnym rynku biurowym ogranicza się obecnie do pojedynczych inwestycji. Do największych obiektów oddanych do użytkowania w I kwartale 2026 roku należy Swobodna SPOT we Wrocławiu (14,6 tys. m kw.) realizowany przez Echo Investments, .PUNKT w Gdańsku (12,7 tys. m kw.) od Torus, The Park Wrocław II (9,5 tys. m kw.), za który odpowiada Projektmanagement Polska oraz Fabryczna Office Park B7 w Krakowie (8,4 tys. m kw.) od Inter-Bud.

Na koniec marca w budowie pozostawało niespełna 190 tys. m kw., co oznacza spadek w ujęciu kwartalnym (18%), jak i rocznym (46%). Nowe inwestycje, których oddanie planowane jest do końca 2027 roku, skupiają się w kluczowych ośrodkach – aż 65% wolumenu znajduje się w Krakowie i Poznaniu.

Obecnie największe zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej koncentrują się w Krakowie (27% rynku), we Wrocławiu (20%) oraz w Trójmieście (16%).

Wyhamowanie nowych transakcji

Wyniki za I kwartał 2026 roku wskazują na osłabienie aktywności najemców. Po mocnej końcówce roku, wolumen transakcji najmu w okresie od stycznia do końca marca wyniósł ok. 121,5 tys. m kw., co jest wynikiem o 51% niższym względem ubiegłego kwartału oraz prawie o 30% niższym względem analogicznego kwartału w 2025 roku. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy na rynku odnotowano transakcje obejmujące niemal 718 tys. m kw. powierzchni, co oznacza wynik nieznacznie niższy niż zanotowany dla analogicznego okresu w pierwszym kwartale ubiegłego roku (spadek o 2,5%).

W pierwszym kwartale 2026 roku największy udział w wolumenie transakcji najmu przypadł na Trójmiasto, które odpowiadało za 41% wszystkich zawartych umów. Do największych transakcji w regionie należały przedłużenie najmu przez Adtran w budynku Tensor Y na 6,8 tys. m kw. oraz nowa umowa podpisana przez poufnego najemcę na 6,1 tys. m kw. powierzchni w Alchemia IV Neon Business Park II.

Wrocław odpowiadał za 21% zawartych transakcji, a największą z nich było przedłużenie umowy przez poufnego najemcę na 13 tys. m kw. w kompleksie Business Garden Wrocław. Z kolei Kraków, z udziałem na poziomie 14%, odnotował m.in. renegocjację umowy najmu przez PepsiCo, obejmującą 5,4 tys. m kw. powierzchni w obiekcie Brain Park A.

W strukturze popytu na początku roku dominowały nowe umowy, które stanowiły 51% całego wolumenu transakcji. Znaczące miejsce zajęły także umowy renegocjacji (37%), co może oznaczać, że firmy czasowo preferują pozostać w dotychczasowych lokalizacjach, a w przypadku zmiany wybierają najnowsze inwestycje. Biorąc pod uwagę wyniki z czterech ostatnich kwartałów, przedłużenia odpowiadają za ponad połowę zawieranych umów.

Wzrost współczynnika pustostanów

Na koniec marca 2026 roku na ośmiu głównych rynkach regionalnych do wynajęcia od zaraz było dostępne 1,18 mln m kw. powierzchni biurowej, co odpowiada współczynnikowi pustostanów na poziomie 17,4% – to wzrost o 0,5 p.p. w porównaniu do poprzedniego kwartału. Analitycy BNP Paribas Real Estate wskazują, że pomimo relatywnie wysokiego poziomu pustostanów, ograniczona nowa podaż oraz utrzymujące się czynniki wzrostu rynku powierzchni biurowych powinny sprzyjać stopniowemu ograniczaniu wolnych zasobów w kolejnych kwartałach.

Wskaźnik pustostanów pozostaje zróżnicowany w zależności od miasta. Na początku 2026 roku najniższy poziom niewynajętej powierzchni odnotowano w Szczecinie (7,9%), natomiast najwyższy w Katowicach (22,1%) oraz we Wrocławiu (22%). Pod względem wolumenu dostępnej powierzchni liderem pozostaje Kraków, gdzie na najemców czekało 341 tys. m kw. biur.

Rywalizacja o najemców

Rynek regionalny znajduje się w fazie stabilizacji, co przekłada się na poziom obecnych czynszów. Czynsze typu „Prime” za najlepsze powierzchnie biurowe w miastach regionalnych utrzymują się na poziomie 16,00–18,00 EUR/m kw./miesiąc, odzwierciedlając równowagę popytu i ograniczonej nowej podaży. Właściciele obiektów biurowych oferują również pakiety zachęt.

– Spada dostępność dużych modułów powyżej 3-5 tys. m kw., co wynika z niewielkiej aktywności deweloperskiej i postępującej absorpcji istniejącej powierzchni. Z uwagi na wysoki współczynnik pustostanów na rynkach regionalnych panuje duża rywalizacja o najemcę. Wynajmujący chcąc utrzymać wysokie stawki bazowe oferują bardzo atrakcyjne pakiety zachęt czynszowych w postaci wakacji czy budżetu na aranżację. W średnim terminie można oczekiwać również presji wzrostowej na czynsze Prime w projektach najwyższej klasy – podkreśla Wiktoria Weilandt, Associate Director, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych BNP Paribas Real Estate Poland.

EBC podnosi stopy procentowe po raz pierwszy od dwóch lat

Europejski Bank Centralny podczas czerwcowego posiedzenia zdecydował o podniesieniu stóp procentowych.

Główna stopa refinansowa wzrosła do poziomu 2,40 proc. Decyzja była zgodna z oczekiwaniami rynku i jednocześnie stanowi pierwszą podwyżkę stóp procentowych w strefie euro od dwóch lat.

Za decyzją EBC stoi przede wszystkim ponowny wzrost presji inflacyjnej. W maju inflacja w strefie euro przyspieszyła do 3,2 proc. rok do roku, pozostając wyraźnie powyżej celu banku centralnego wynoszącego 2 proc. Jednym z czynników wpływających na wzrost cen są napięcia geopolityczne i konflikt na Bliskim Wschodzie, które przekładają się m.in. na wyższe koszty energii i transportu.

Choć sam ruch był powszechnie oczekiwany, uwaga inwestorów koncentruje się obecnie na kolejnych decyzjach EBC. Utrzymująca się presja cenowa sprawia, że rynek coraz częściej zakłada możliwość dalszego zacieśniania polityki pieniężnej w nadchodzących kwartałach.

Stopy procentowe w strefie euro w górę. Rynki czekają na sygnały z EBC

Czwartkowa sesja przynosi przede wszystkim decyzję EBC w sprawie stóp procentowych. Wybrzmiewają też echa wczorajszego odczytu inflacyjnego w Stanach. Cały czas nad rynkami wisi również widmo konfliktu na Bliskim Wschodzie. 

Stopy w górę

Europejski Bank Centralny zgodnie z oczekiwaniami podniósł dziś stopy procentowe o 25 pb, wskazując na utrzymującą się presję inflacyjną oraz rosnącą niepewność związaną z sytuacją na rynku energii. Sama decyzja nie była dla inwestorów zaskoczeniem, rynek od dawna wierzył w ten scenariusz i analitycy byli raczej zgodni w swoich predykcjach. Dlatego też sama decyzja nie wpłynęła drastycznie na wyceny walut, choć obserwujemy pewne osłabienie euro. Ważniejsze, jak to zwykle bywa, będzie wystąpienie szefowej EBC oraz potencjalne sugestie co do przyszłych podwyżek. Wydaje się, że nie jest to ostatni taki ruch w tym cyklu, choć wiele zapewne zależy od tego, jak długo będzie się tlił konflikt na Bliskim Wschodzie. Referencyjna stopa w strefie euro od dzisiaj wynosi 2,4%, przy inflacji na poziomie 3,2%.

Inflacja w górę

Na rynkach nie milkną echa wczorajszego odczytu inflacji ze Stanów Zjednoczonych. Ten teoretycznie nie powinien aż tak podnosić temperatury publicznego dyskursu, zwłaszcza że rezultat okazał się zgodny z oczekiwaniami analityków. I choć niespodzianki nie było, to jednak trudno przejść obojętnie obok tego odczytu. Przede wszystkim dlatego, że notujemy obecnie w USA najwyższą dynamikę cen od trzech lat. Dodatkowo znajdujemy się wyraźnie powyżej celu, jak i akceptowalnych poziomów. Rezultat na poziomie 4,2% sugeruje, że problem z nakręcającą się spiralą inflacji zaczyna być coraz poważniejszy. Szczególnie niepokoić może perspektywa miesięczna – ceny w maju urosły o 0,5%. Tak wysoki wynik może budzić dodatkową obawę, bo średnie ceny ropy w maju były niższe niż w kwietniu. Wczorajszy odczyt jest kolejnym już argumentem za bardziej jastrzębią polityką Rezerwy Federalnej. Za wyższymi stopami przemawia także miejscowy rynek pracy, który ostatnio ma się całkiem nieźle.

Ryzyko w górę

Ostatnie dni znowu przyniosły eskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie. Nie do końca wiadomo czy zawieszenie broni cały czas jest w mocy, zwłaszcza że liczba rakiet i dronów w powietrzu wskazuje bardziej na regularną wojnę niż „chęć porozumienia”. Ostrzał trwa także w social mediach, gdzie prezydent USA raczy nas co chwilę kolejnymi epitetami pod adresem Iranu, tamtejszej armii czy władzy. Jednocześnie utrzymywana jest narracja, że porozumienie wisi w powietrzu, a obie strony chcą się dogadać. Co ciekawe, rynek jest mocno zdeterminowany, by nie dostrzegać tu sprzeczności. Ropa po wczorajszym (nomen omen) wystrzale w górę dziś oddaje większość ruchu i powraca poniżej pułapu 90$ (dla odmiany WTI).

Przewoźnicy nadal płacą za niepewność na rynku paliw

Choć ceny diesla w Polsce spadły do poziomów niewidzianych od połowy marca, branża transportowa nadal funkcjonuje w warunkach wysokiej niepewności. Globalne firmy logistyczne utrzymują dodatkowe opłaty paliwowe doliczane do usług transportowych, sięgające nawet 20 proc. wartości przewozu, a polski rząd przedłużył do 15 czerwca mechanizmy osłonowe obejmujące m.in. obniżony VAT i akcyzę na paliwa. Jednocześnie decyzja OPEC+ o zwiększeniu limitów wydobycia od lipca nie gwarantuje faktycznego wzrostu podaży ropy, co pokazuje, że rynek wciąż daleki jest od stabilizacji.

Ceny paliw w Polsce zmieniły się w ubiegłym tygodniu: benzyna Pb95 potaniała o 12 groszy na litrze, natomiast olej napędowy potaniał o 16 groszy na litrze, osiągając poziom cen notowany ostatnio w połowie marca.

Zapasy topnieją. Brent poniżej 100 dolarów nie oznacza spokoju

Ropa Brent rozpoczęła analizowany okres w poniedziałek 1 czerwca na poziomie 94,98 USD za baryłkę. W trakcie sesji wzrosła powyżej 97 USD, następnie w czwartek spadła w okolice 93 USD po doniesieniach o możliwej deeskalacji konfliktu. W poniedziałek ponownie wzrosła po kolejnej wymianie rakietowej między Iranem a Izraelem, a obecnie utrzymuje się w pobliżu 93 USD za baryłkę. Na wykresie wygląda to jak zwykła zmienność cen. W rzeczywistości każdy zwrot odzwierciedlał całkowitą zmianę wyceny ryzyka związanego z konfliktem.

Rynek ropy obecnie nie podąża za wyraźnym trendem, lecz nieustannie przelicza prawdopodobieństwo różnych scenariuszy. Każdy gest dyplomatyczny obniża premię za ryzyko, a każde wydarzenie militarne przywraca ją na wcześniejszy poziom. Dla przewoźników jest to trudniejsze otoczenie niż zwykły wzrost cen paliw. Problem nie polega wyłącznie na tym, że diesel jest drogi, problemem jest to, że kalkulacje kosztów mogą stać się nieaktualne już po dwóch tygodniach. To jeden z powodów dla których w pierwszym tygodniu czerwca część operatorów logistycznych zaktualizowała obowiązujące dopłaty paliwowe doliczane do kosztów transportu. Mimo spadków cen diesla firmy nadal utrzymują je na relatywnie wysokim poziomie, wskazując na utrzymującą się zmienność rynku energii i niepewność dotyczącą przyszłych kosztów paliwa.

Tymczasem fizyczna równowaga rynku pogarsza się w sposób, który wykres cen odzwierciedla z opóźnieniem. Analityk Kurt Cobb na łamach OilPrice zwraca uwagę, że komercyjne zapasy ropy na całym świecie są szybko uszczuplane, a rynek stopniowo zbliża się do poziomów, przy których rezerwy przestają pełnić funkcję bufora bezpieczeństwa. Scenariusza Cobba nie należy traktować jako najbardziej prawdopodobnej prognozy, ale trafnie wskazuje on główne napięcie na rynku: im bliżej system znajduje się minimalnych poziomów operacyjnych zapasów, tym bardziej staje się wrażliwy na każdą nową negatywną informację. To nie tylko teoretyczne rozważania. Podczas konferencji dla inwestorów wysoki przedstawiciel ExxonMobil stwierdził, że poziom zapasów zbliża się do wartości nienotowanych wcześniej we współczesnej historii rynku.

Właśnie tutaj pojawia się rozbieżność między wykresem cen a rzeczywistością, z którą mierzy się branża logistyczna. Brent może spaść o dwa dolary w ciągu jednego popołudnia po informacji o zawieszeniu broni. Nie oznacza to jednak, że na rynek trafiają dodatkowe baryłki ropy ani że automatycznie spadają ceny oleju napędowego. Marże rafineryjne dla średnich destylatów reagują przede wszystkim na dostępność produktów, a nie wyłącznie na cenę surowca. Jeśli zapasy pozostają niskie, ceny diesla mogą utrzymywać się na wysokim poziomie nawet wtedy, gdy cena ropy Brent spada.

Do tego doszła decyzja OPEC+ z 7 czerwca. Siedem państw członkowskich zatwierdziło czwarty z rzędu miesięczny wzrost limitów wydobycia o 188 tys. baryłek dziennie od lipca. Na papierze jest to sygnał uspokajający, jednak w praktyce jego znaczenie jest ograniczone. Limit produkcyjny nie oznacza jeszcze rzeczywistej dostawy ropy. Bloomberg określił tę decyzję jako w dużej mierze symboliczną, co dobrze oddaje sytuację: producenci utrzymują swoje stanowiska, oczekując na przywrócenie normalnego funkcjonowania szlaków dostaw. Dopóki to nie nastąpi, liczby zapisane w dokumentach nie zwiększają realnej podaży na rynku.

Do wszystkich tych czynników dochodzi ryzyko, które jeszcze niedawno pozostawało na marginesie, a dziś przesuwa się do centrum uwagi — informacja. Rynek ropy nie czeka na potwierdzenie prawdy. Reaguje na pierwszą wiadomość, która wydaje się wystarczająco wiarygodna. W ostatnich tygodniach szeroko rozpowszechniano nagrania rzekomych ataków, które później okazywały się materiałami pochodzącymi z wojskowych gier symulacyjnych. Ceny reagowały jednak zanim pojawiły się sprostowania. Krótkoterminowy wzrost notowań może dziś zostać wywołany wydarzeniem, które nigdy nie miało miejsca, a jego skutki mogą być odczuwalne w kosztach zakupu paliwa. Dla przewoźników jest to jeszcze trudniejsze środowisko niż zwykły wzrost cen. Problem nie polega wyłącznie na wysokiej cenie diesla, ale na tym, że kalkulacje kosztów mogą przestać być aktualne już po dwóch tygodniach.

Perspektywa na najbliższe dwa tygodnie

Cena ropy Brent może łatwo spaść po każdej informacji o zawieszeniu broni. Równie szybko może jednak wrócić do wcześniejszych poziomów, jeśli okres spokoju okaże się krótkotrwały. Sam spadek cen ropy nie oznacza jeszcze ulgi dla przewoźników. Kluczowe znaczenie mają zapasy, ceny oleju napędowego oraz sytuacja na szlakach dostaw. A w tych obszarach każdy kolejny tydzień przynosi jak dotąd więcej pytań niż odpowiedzi.

Biogazownia w Dzierżkach zwiększa moc do 1,498 MWe. PGB zakończyła rozbudowę instalacji

Biogazownia w Dzierżkach po rozbudowie. Polska Grupa Biogazowa zwiększa moce instalacji o dodatkowe 0,5 MW.

Polska Grupa Biogazowa (PGB) zakończyła rozbudowę biogazowni w Dzierżkach o dodatkowy moduł kogeneracyjny o mocy 0,5 MW. Inwestycja zwiększy możliwości produkcji energii elektrycznej i ciepła, a także rozbuduje lokalną infrastrukturę technologiczną i energetyczną.

11 czerwca 2026 r. PGB zakończyła rozbudowę i modernizację biogazowni w Dzierżkach, obejmującą instalację dodatkowego modułu kogeneracyjnego o mocy 0,5 MW.

Jak podkreśla Patryk Jóźwiak, Członek Zarządu i Dyrektor Operacyjny w PGB, inwestycja stanowi kolejny etap rozwoju nowoczesnej infrastruktury biogazowej oraz zwiększania efektywności istniejących instalacji.

– Rozbudowa biogazowni w Dzierżkach pozwoli zwiększyć możliwości produkcji energii elektrycznej i ciepła, a także rozwinąć infrastrukturę technologiczną obiektu. Konsekwentnie inwestujemy w rozwiązania wspierające rozwój odnawialnych źródeł energii oraz lokalnej infrastruktury energetycznej – wskazał Patryk Jóźwiak.

–  Projekt rozbudowy biogazowni w Dzierżkach doskonale wpisuje się w ideę energetyki rozproszonej, wzmacniając odporność mieszkańców na sytuacje kryzysowe. To niezwykle istotne dla rozwoju bezpieczeństwa energetycznego lokalnej społeczności oraz całego regionu województwa podlaskiego – mówi Michał Gąsowski, Wicewojewoda Podlaski.

Zakres inwestycji objął szeroki pakiet prac infrastrukturalnych i technologicznych. W ramach rozbudowy powstał nowy moduł CHP o mocy 0,5 MW, rozbudowano stację uzdatniania biogazu oraz maszynownię wyposażoną w pompy pofermentu i rurowy wymiennik ciepła. Powstała również nowa pochodnia biogazu o zwiększonej wydajności, zbiornik retencyjny na cele przeciwpożarowe, droga techniczna oraz place manewrowe.

– Bardzo ważna była dla nas dobra współpraca z lokalnymi władzami i społecznością. Od początku inwestycji prowadziliśmy otwarty dialog z samorządem oraz mieszkańcami, co pozwoliło sprawnie realizować kolejne etapy projektu i budować wzajemne zaufanie. Tego typu inwestycje najlepiej rozwijają się tam, gdzie są prowadzone w partnerstwie z lokalnym otoczeniem i odpowiadają na realne potrzeby regionu. Nie bez znaczenia miała też praca zespołowa – mówi Mariusz Hryc, Regionalny Kierownik Biogazowni w PGB.

Po zakończeniu rozbudowy biogazownia w Dzierżkach będzie dysponować łączną mocą elektryczną na poziomie 1,498 MWe oraz mocą cieplną 1,621 MWt. Planowana roczna produkcja energii elektrycznej wyniesie 12 466 MWh, wobec wcześniejszych 8 314 MWh rocznie. Produkcja ciepła wzrośnie natomiast do 13 489 MWhth rocznie, czyli 48 559 GJ, wobec wcześniejszych 8 996 MWhth, czyli 32 384 GJ rocznie.

Istotnym elementem projektu jest również budowa przyłącza cieplnego do pobliskiego hodowcy trzody chlewnej. Zgodnie z założeniami będzie on odbierał do 3 500 GJ ciepła rocznie. Jednym z kluczowych elementów inwestycji jest nowy zbiornik na poferment o objętości użytkowej 13 500 m³. Monolityczny zbiornik żelbetowy z dachem membranowym należy do największych tego typu obiektów w Polsce.

Modernizacji poddano również zbiornik substratów płynnych oraz zbiorniki, w których wykonano nowe dachy membranowe, a także przeprowadzono czyszczenie i przegląd techniczny. Powstały również trzy zjazdy z drogi gminnej – dwa dla nowej części rozbudowywanej instalacji oraz jeden zmodernizowany przy nowej hali z węzłem ciepła. Inwestycja stanowi ważny element rozwoju lokalnej infrastruktury energetycznej oraz współpracy z lokalną społecznością.

– Bardzo cieszy mnie każda inwestycja realizowana na terenie gminy Poświętne, a szczególnie przedsięwzięcia związane z odnawialnymi źródłami energii. Rozbudowa wpisuje się w rolniczy charakter gminy, tworząc naturalną synergię pomiędzy lokalnym rolnictwem a nowoczesną energetyką. Istotne znaczenie ma również poferment, który jest ceniony i wykorzystywany przez rolników. Dla samorządu istotne jest też bezpieczeństwo energetyczne. Rozproszone źródła energii, takie jak biogazownie, zwiększają odporność lokalnych społeczności i wzmacniają stabilność systemu energetycznego. To także dowód na to, że polska wieś może nie tylko produkować żywność, ale również aktywnie uczestniczyć w transformacji energetycznej – mówi Mariusz Gołaszewski, wójt gminy Poświętne.

Rozbudowa biogazowni w Dzierżkach zwiększa możliwości produkcyjne instalacji oraz wzmacnia lokalną infrastrukturę energetyczną. Inwestycja wpisuje się w działania Polskiej Grupy Biogazowej związane z rozwojem nowoczesnych źródeł energii odnawialnej oraz zwiększaniem efektywności istniejących instalacji biogazowych.

Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2026 dadzą Ameryce Północnej impuls wart ponad 9 mld USD

  • Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2026 będą największym turniejem w historii piłki nożnej – szacunków w ciągu sześciu tygodni turniej przyciągnie około 6,5 mln widzów na stadionach, w tym 2,6 mln gości zagranicznych, generując szacunkowo 9 mld USD PKB w Ameryce Północnej w okresie od czerwca do lipca 2026 r. Dla porównania, trasa koncertowa Taylor Swift „Eras Tour” oraz światowa trasa Beyoncé „Renaissance World Tour”, obejmujące odpowiednio 149 i 56 koncertów, przyniosły przychody w wysokości około 2,1 mld USD i 579 mln USD. FIFA prognozuje rekordowe przychody komercyjne w wysokości 13 mld USD w ciągu lat 2023–2026 (dwukrotnie więcej niż analogicznie wodniesieniu do poprzednich Mistrzostw w Katarze), ale wpływ makroekonomiczny pozostaje bardziej skoncentrowany niż transformacyjny, a dominującym źródłem są wydatki związane z turystyką (a nie np. wydatki na nowe inwestycje).
  • Jedną z najbardziej charakterystycznych cech turnieju FIFA 2026 jest to, że żadne z trzech krajów gospodarzy nie musiało budować od podstaw nowej generacji stadionów mistrzostw świata. W przeciwieństwie do ostatnich turniejów, które wymagały ogromnych początkowych inwestycji w infrastrukturę, Ameryka Północna w dużej mierze wykorzystuje istniejące zasoby.Mistrzostwa Świata FIFA 2026 są jednymi z najbardziej efektywnych kapitałowo w historii współczesnej.
  • Głównym wyzwaniem nie jest więc gotowość stadionów, ale logistyka transportu i obsługi gości. Kluczowym ryzykiem związanym z realizacją jest zdolność lotnisk, hoteli, sieci transportowych i służb granicznych do obsługi milionów gości przemieszczających się między 16 miastami.
  • Oczekiwany podział widzów: około 40% gości zagranicznych i 60% uczestników krajowych, z których każdy przebywa średnio 6–10 dni i wydaje od 180 do 350 USD dziennie w zależności od kraju gospodarza. Podróże lotnicze przynoszą dodatkowe 1,0 mld USD przychodów dla linii lotniczych, co podkreśla znaczenie sektorów związanych z mobilnością w ogólnym tworzeniu wartości. Wydatki na działania związane z bezpieczeństwem zwiększą o 1 mld USD impuls gospodarczy. Większość tych wydatków stanowi konsumpcja rządowa.
  • Chociaż Stany Zjednoczone są głównym globalnym centrum turystycznym – zajmując trzecie miejsce na świecie pod względem liczby przyjazdów zagranicznych z prawie 70 mln odwiedzających w 2025 r. – i będą gospodarzem największej liczby meczów podczas tych mistrzostw świata, wzrost turystyki przyjazdowej do USA prawdopodobnie nie będzie w tym roku tak silny, jak można by się spodziewać.
  • W opinii Allianz Trade jedno z najbardziej niedocenianych zagrożeń związanych z turniejem dotyczy polityki imigracyjnej i wizowej. Jedenaście z 16 miast gospodarzy znajduje się w Stanach Zjednoczonych, podczas gdy Kanada i Meksyk będą gospodarzami odpowiednio w dwóch i trzech miastach. Stany Zjednoczone będą gospodarzem 78 ze 104 meczów turnieju (w tym finału w Nowym Jorku), co sprawia, że większość aktywności gospodarczej w naturalny sposób skupi się w amerykańskich miastach. Jednak rozłożenie geograficzne wprowadza również złożoność, której nie obserwowano podczas poprzednich turniejów. Kibice śledzący swoje reprezentacje w wielu miejscach mogą być zmuszeni do odbycia kilku lotów krajowych, przekraczania granic międzynarodowych i poruszania się po znacznie różniących się systemach imigracyjnych. Wyzwanie operacyjne stojące przed FIFA jest zatem znacznie większe niż w przypadku Kataru 2022, gdzie wszystkie mecze odbywały się na stosunkowo niewielkim obszarze geograficznym. Sukces będzie zależał nie tylko od funkcjonowania stadionów, ale także od sprawnego działania lotnisk… i służb kontroli granicznej.
  • W przeciwieństwie do poprzednich mistrzostw świata, podczas których procedury wjazdowe były często uproszczone lub częściowo zawieszone dla posiadaczy biletów, turniej w 2026 r. odbędzie się w okresie wzmożonej kontroli mobilności międzynarodowej. Kanada i Meksyk generalnie utrzymują stosunkowo dostępne systemy wiz turystycznych dla wielu narodowości. Stany Zjednoczone przedstawiają jednak bardziej skomplikowany obraz. Skutkiem tego może nie być całkowity brak gości z zagranicy, ale raczej przeniesienie popytu w kierunku Kanady i Meksyku. Chociaż czynniki te mogą wydawać się drugorzędne z perspektywy sportowej, są one bardzo istotne z ekonomicznego punktu widzenia, ponieważ międzynarodowa frekwencja pozostaje jednym z głównych czynników napędzających wzrost wydatków turystycznych
  • Ogólnie rzecz biorąc, w opinii Allianz Trade oczekiwać można, że Mistrzostwa Świata wygenerują znaczący impuls dla szeroko pojętego sektora turystycznego w 2026 r. Jednak część wzrostu r/r – szczególnie w USA – odzwierciedla również niską bazę w 2025 r., kiedy to zaufanie podróżnych osłabło w obliczu niepewności związanej z polityką zakazu podróżowania z czasów prezydenta Trumpa. Rzeczywiście, podczas gdy w 2025 r. liczba przyjazdów zagranicznych wzrosła o +6,2% r/r w Meksyku, w Stanach Zjednoczonych spadła o -5,5% (patrz rysunek 4), a w Kanadzie pozostała na niezmienionym poziomie. W tym kontekście wydarzenie to może przynieść pewną ulgę amerykańskiemu sektorowi turystycznemu w obliczu niedawnego i wciąż trwającego spowolnienia
  • Rozkład zysków będzie bardzo nierównomierny w poszczególnych sektorach i regionach geograficznych. Największymi zwycięzcami okazują się branża hotelarska i linie lotnicze, wspierane przez szczytowe wskaźniki obłożenia hoteli na poziomie 90–95%, przy czym ceny pokoi wzrosną nawet o 15–20% w wybranych miastach gospodarzy po zakończeniu faz losowania. Linie lotnicze skorzystają na strukturalnie ograniczonym wzroście przepustowości, wynoszącym od +0,4% do +2,1% w II kwartale 2026 r., co zapewni im silną pozycję cenową na kluczowych trasach krajowych i międzynarodowych. Tymczasem branże gastronomiczna, detaliczna i rozrywkowa również mogą znacznie zyskać na zwiększonej konsumpcji w dni meczowe, szczególnie w Meksyku, gdzie wydatki społeczne związane z piłką nożną są głęboko zakorzenione w zachowaniach konsumentów.
  • Jednak wpływ makroekonomiczny pozostaje skromny w stosunku do wielkości gospodarek gospodarzy, co przekłada się na wzrost PKB o około 6,1 mld USD w Stanach Zjednoczonych (+0,1 pp wzrostu kwartalnego), 1,7 mld USD w Meksyku (+0,3 pp) i 1,3 mld USD w Kanadzie (+0,2 pp). Wydarzenie to można zatem najlepiej scharakteryzować jako intensywny, krótkotrwały szok popytowy, a nie strukturalny czynnik wzrostu, przy czym korzyści koncentrują się w sektorach wrażliwych na turystykę i są ograniczone przez efekty substytucji, wąskie gardła w zakresie zdolności produkcyjnych oraz tarcia regulacyjne. Ostatecznie Mistrzostwa Świata w 2026 r. wyłonią wyraźnych zwycięzców sektorowych – hotele, linie lotnicze i ekosystemy turystyki miejskiej – jednocześnie podkreślając znaczenie realizacji, infrastruktury mobilnościowej i koordynacji transgranicznej w kształtowaniu ostatecznych wyników gospodarczych.

Mistrzostwa większe i lepsze? Turniej, który wykroczył poza granice

Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2026 mają stać się największym turniejem piłkarskim, jaki kiedykolwiek zorganizowano, i prawdopodobnie najbardziej ambitnym wydarzeniem sportowym w historii współczesnej. Ale czy ostatecznie doprowadzi to do większych korzyści gospodarczych? Po raz pierwszy FIFA rozszerzyła rozgrywki z 32 do 48 drużyn narodowych, zwiększając liczbę meczów z 64 do 104 i rozszerzając turniej na trzy kraje gospodarzy: Stany Zjednoczone, Kanadę i Meksyk. Rozgrywki, które rozpoczną się w czerwcu 2026 r. i zakończą w lipcu, stanowią strukturalne odejście od poprzednich mistrzostw świata. Zamiast skupiać działania w jednym kraju gospodarzu, FIFA stworzyła wydarzenie o zasięgu kontynentalnym, obejmujące Amerykę Północną, 16 miast gospodarzy, tysiące kilometrów korytarzy transportowych i wiele jurysdykcji regulacyjnych. Z ekonomicznego punktu widzenia turniej ten należy postrzegać nie tyle jako wydarzenie sportowe, co raczej jako sześciotygodniowy impuls dla turystyki oraz platformę konsumpcyjną i medialną, zdolną do zmobilizowania 6,5 mln uczestników (w tym 2,6 mln gości zagranicznych) i wygenerowania w okresie czerwiec–lipiec PKB w wysokości 9,1 mld USD w trzech krajach.

Skala tego turnieju jest bezprecedensowa. Poprzednie mistrzostwa świata przyciągały zazwyczaj od 3,0 do 3,4 mln widzów na stadionach. Dzięki 104 meczom i znacznie większej łącznej pojemności obiektów (średnio 67 000 osób na stadion), FIFA 2026 może stać się pierwszym turniejem w historii, który potencjalnie przekroczy 7 mln łącznej liczby widzów (jeśli wszystkie bilety zostaną sprzedane), skutecznie podwajając skalę udziału kibiców obserwowaną w ostatnich edycjach (wykres 1). Sama FIFA opublikowała prognozę całkowitych potencjalnych przychodów na lata 2023–2026 w wysokości 13 mld USD (w porównaniu z 6,4 mld USD dla Kataru), co stanowi wzrost o 6,6 mld USD w porównaniu z poprzednim cyklem 2019–2022, wynikający głównie z wyższych dochodów z praw do transmisji telewizyjnych (łącznie 4,3 mld USD, +964 mln USD w porównaniu z Katarem), sprzedaży biletów i praw do usług hotelarskich (łącznie 3,1 mld USD, +2,6 mld USD) oraz praw marketingowych (łącznie 2,7 mld USD, +927 mln USD), przy dodatkowych mniejszych zyskach z licencji i innych źródeł przychodów, co odzwierciedla silną dynamikę komercyjną przed rozszerzonym turniejem.

Wykres 1: Zasięg Mistrzostw Świata FIFA w poprzednich turniejach w porównaniu z oczekiwaniami na rok 2026

Wykres 1: Zasięg Mistrzostw Świata FIFA w poprzednich turniejach w porównaniu z oczekiwaniami na rok 2026

Źródła: Reuters LSEG, ONZ, FIFA, Allianz Trade Research. Uwaga: Osoby oglądające co najmniej 20 minut meczu w telewizji

Jednak zdecentralizowany charakter tych mistrzostw świata – obejmujących wiele krajów – stwarza zarówno szanse, jak i wyzwania, przy czym wyraźnie widać, kto na tym zyska, a kto straci. O podziale korzyści ekonomicznych zadecyduje nie tylko to, dokąd podróżni zdecydują się pojechać, ale także stopień przygotowania poszczególnych krajów, ich infrastruktura oraz zdolność do skutecznego przyjęcia gości. Jedną z najbardziej charakterystycznych cech FIFA 2026 jest to, że żadne z trzech krajów gospodarzy nie musiało budować od podstaw nowej generacji stadionów mistrzostw świata. W przeciwieństwie do ostatnich turniejów, które wymagały ogromnych początkowych inwestycji w infrastrukturę, Ameryka Północna w dużej mierze wykorzystuje istniejące zasoby. Natomiast Katar zainwestował przed poprzednimi mistrzostwami świata około 220 mld USD, głównie w długoterminowe projekty infrastrukturalne, z czego 7–10 mld USD przeznaczono na budowę stadionów. Tym razem wszystkie 16 obiektów było gotowych do użytku przed turniejem i wymagało głównie renowacji, zwiększenia pojemności oraz modernizacji operacyjnej zgodnej z wymogami FIFA, na co wydano około 2–2,5 mld USD.

To sprawia, że Mistrzostwa Świata FIFA 2026 są jednymi z najbardziej efektywnych kapitałowo w historii współczesnej. Jednak głównym wyzwaniem nie jest gotowość stadionów, ale logistyka transportu i obsługi gości. Kluczowym ryzykiem związanym z realizacją nie jest gotowość stadionów, ale zdolność lotnisk, hoteli, sieci transportowych i służb granicznych do obsługi milionów gości przemieszczających się między 16 miastami. Miasta takie jak Nowy Jork, Los Angeles, Dallas, San Francisco i Miami posiadają dojrzałe ekosystemy turystyczne, bogatą ofertę hotelową oraz światowej klasy infrastrukturę lotniskową. Ryzyko związane z zatłoczeniem pozostaje jednak znaczne. Lotniska w kilku miastach gospodarzy już teraz działają na granicy swoich możliwości w szczytowych okresach podróżniczych, a mistrzostwa świata prawdopodobnie spowodują tymczasowy wzrost liczby pasażerów, co będzie sprawdzianem dla odporności sieci transportowych.

Przygotowania Kanady skupiały się w większym stopniu na zakwaterowaniu i mobilności miejskiej. Toronto i Vancouver to wysoko rozwinięte aglomeracje z dobrze rozwiniętym transportem publicznym i doskonałą reputacją w zakresie organizacji wydarzeń. Jednak oba miasta prawdopodobnie staną w obliczu presji związanej z zakwaterowaniem. Jak pokazuje tabela 1, Vancouver (gospodarz siedmiu meczów) ma najniższą pojemność hotelową spośród wszystkich miast gospodarzy, podczas gdy Toronto będzie gospodarzem sześciu meczów i dysponuje prawie trzykrotnie większą bazą noclegową. Ta nierównowaga sugeruje, że w Vancouver mogą wystąpić trudniejsze warunki zakwaterowania i większa presja na wzrost cen pokoi podczas imprezy. Rzeczywiście, obecne ceny hoteli już odzwierciedlają ograniczoną podaż miejsc noclegowych w Vancouver. Spośród wszystkich miast Vancouver ma najwyższe koszty zakwaterowania podczas turnieju, a ceny są dwukrotnie wyższe niż w połowie miast gospodarzy z listy. Natomiast Toronto korzysta ze znacznie większej liczby miejsc hotelowych i rozbudowanej infrastruktury transportowej, co powinno zapewnić większą zdolność do zaspokojenia popytu odwiedzających, chociaż nadal spodziewana jest znaczna presja cenowa.

Tabela 1: Porównanie możliwości zakwaterowania w miastach gospodarzy Mistrzostw Świata 2026

Tabela 1: Porównanie możliwości zakwaterowania w miastach gospodarzy Mistrzostw Świata 2026

Źródła: FIFA, Kick off adventures, Allianz Trade Research

Strategia przygotowań Meksyku odzwierciedla inny zestaw priorytetów. Znaczące inwestycje zostały skierowane na modernizację lotnisk, ulepszenia transportu miejskiego oraz renowację stadionów. Wydatki publiczne i prywatne związane z turniejem szacuje się na około 1,5–2,0 mld USD, wliczając w to modernizację trzech obiektów gospodarzy – Estadio Azteca w Meksyku, Estadio BBVA w Monterrey i Estadio Akron w Guadalajarze – a także inwestycje w lotniska, drogi, systemy transportu publicznego i otaczającą infrastrukturę miejską. Chociaż jakość infrastruktury pozostaje mniej jednolita niż w Stanach Zjednoczonych, Meksyk przystępuje do turnieju z istotną przewagą konkurencyjną: przystępnością cenową dla międzynarodowych gości. Dla wielu kibiców piłkarskich udział w meczach w Meksyku jest znacznie tańszy niż udział w podobnych meczach w dużych miastach amerykańskich. Ta przystępność cenowa wykracza poza koszty zakwaterowania i obejmuje wydatki na wyżywienie, transport i rozrywkę, co potencjalnie pozycjonuje Meksyk jako najbardziej atrakcyjny kierunek dla międzynarodowych kibiców dysponujących ograniczonym budżetem.

Jednak same niższe koszty nie gwarantują proporcjonalnie większych korzyści gospodarczych. Część wydatków generowanych przez turniej prawdopodobnie skoncentruje się w ograniczonej liczbie miast gospodarzy i sektorów, podczas gdy wycieki importowe, repatriacja zysków przez międzynarodowych operatorów oraz efekty substytucji mogą zmniejszyć wpływ netto na gospodarkę krajową. Ponadto problemy z zakwaterowaniem, obawy dotyczące bezpieczeństwa i zatory komunikacyjne mogą ograniczyć wydatki odwiedzających i stopień, w jakim popyt turystyczny przekłada się na szerszą aktywność gospodarczą. Jak zaobserwowano w poprzednich krajach gospodarzy, ogólne dane dotyczące liczby odwiedzających i szacunki wydatków często zawyżają ostateczny wkład w wzrost gospodarczy po uwzględnieniu tych czynników kompensujących.

Przełamując granice na boisku, wzmacniając je przy bramkach

Chociaż Stany Zjednoczone są głównym globalnym centrum turystycznym – zajmując trzecie miejsce na świecie pod względem liczby przyjazdów zagranicznych z prawie 70 mln odwiedzających w 2025 r. – i będą gospodarzem największej liczby meczów podczas tych mistrzostw świata, wzrost turystyki przyjazdowej prawdopodobnie nie będzie w tym roku tak silny, jak można by się spodziewać. Wyjaśniają to trzy czynniki: (1) rozszerzający się zakaz podróżowania wprowadzony przez Biały Dom, (2) różnice w kulturze piłkarskiej w trzech krajach gospodarzy oraz (3) dynamika kursów walutowych między krajami.

Jedno z najbardziej niedocenianych zagrożeń związanych z turniejem dotyczy polityki imigracyjnej i wizowej. Jedenaście z 16 miast gospodarzy znajduje się w Stanach Zjednoczonych, podczas gdy Kanada i Meksyk będą gospodarzami odpowiednio w dwóch i trzech miastach. Stany Zjednoczone będą gospodarzem 78 ze 104 meczów turnieju (w tym finału w Nowym Jorku), co sprawia, że większość aktywności gospodarczej w naturalny sposób skupi się w amerykańskich miastach. Jednak rozłożenie geograficzne wprowadza również złożoność, której nie obserwowano podczas poprzednich turniejów. Kibice śledzący swoje reprezentacje w wielu miejscach mogą być zmuszeni do odbycia kilku lotów krajowych, przekraczania granic międzynarodowych i poruszania się po znacznie różniących się systemach imigracyjnych. Wyzwanie operacyjne stojące przed FIFA jest zatem znacznie większe niż w przypadku Kataru 2022, gdzie wszystkie mecze odbywały się na stosunkowo niewielkim obszarze geograficznym. Sukces będzie zależał nie tylko od funkcjonowania stadionów, ale także od sprawnego działania lotnisk i służb kontroli granicznej.

Bariery wizowe różnią się znacznie w poszczególnych krajach. Po pierwsze, zauważalna jest różnica w kosztach wiz turystycznych. Największe utrudnienia występują w Stanach Zjednoczonych, gdzie standardowa opłata za wizę B1/B2 wynosi 185 USD dla większości podróżnych nieobjętych programem zniesienia wiz, a ponadto obowiązują surowsze wymogi weryfikacyjne. Kanada oferuje tańszy i bardziej uproszczony proces, a większość odwiedzających płaci około 100 CAD (72 USD) za wizę turystyczną lub tylko minimalną opłatę w ramach systemu eTA dla kwalifikujących się narodowości. Natomiast Meksyk ma najniższe bariery, a wjazd turystyczny jest zazwyczaj bezpłatny lub wliczony w cenę biletu lotniczego dla osób podróżujących samolotem. Oprócz ceny, procedury wjazdowe również znacznie się różnią. W przeciwieństwie do poprzednich mistrzostw świata, podczas których procedury wjazdowe były często uproszczone lub częściowo zawieszone dla posiadaczy biletów, turniej w 2026 r. odbędzie się w okresie wzmożonej kontroli mobilności międzynarodowej. Kanada i Meksyk generalnie utrzymują stosunkowo dostępne systemy wiz turystycznych dla wielu narodowości. Stany Zjednoczone przedstawiają jednak bardziej skomplikowany obraz. Czas oczekiwania na wizę pozostaje długi w kilku krajach, wskaźniki zatwierdzeń różnią się znacznie w zależności od narodowości, a procedury graniczne stały się coraz bardziej rygorystyczne pod rządami nowej administracji Trumpa. Jak pokazano na rysunku 2, dane Departamentu Stanu USA wskazują, że wnioskodawcy z 11 z 48 krajów zakwalifikowanych do mistrzostw świata mają wskaźniki odmowy wydania wizy przekraczające 40%. Chociaż czynniki te mogą wydawać się drugorzędne z perspektywy sportowej, są one bardzo istotne z ekonomicznego punktu widzenia, ponieważ międzynarodowa frekwencja pozostaje jednym z głównych czynników napędzających wzrost wydatków turystycznych.

Wykres 2: Odsetek odmów wydania wizy amerykańskiej dla turystów i osób podróżujących służbowo (tylko wizy typu B) według narodowości w 2025 r.

Wykres 2: Odsetek odmów wydania wizy amerykańskiej dla turystów i osób podróżujących służbowo (tylko wizy typu B) według narodowości w 2025 r.

Źródła: Departament Stanu USA, Allianz Trade Research. Uwaga: z wyłączeniem 16 europejskich krajów, które zakwalifikowały się do mistrzostw

Kwestia ta nabiera jeszcze większego znaczenia, gdy spojrzy się na nią przez pryzmat geopolityczny. Najszybciej rosnące rzesze fanów piłki nożnej znajdują się coraz częściej na Bliskim Wschodzie, w Afryce, Azji Środkowej i niektórych regionach Ameryki Łacińskiej, ale osoby z tych regionów mogą postrzegać podróż do Stanów Zjednoczonych jako uciążliwą pod względem administracyjnym lub niepewną pod względem politycznym. W niektórych przypadkach obywatele określonych krajów podlegają znacznym ograniczeniom w podróżowaniu lub wzmożonej kontroli podczas rozpatrywania wniosków wizowych. Chociaż administracja Trumpa ogłosiła niedawno, że kibice piłkarscy z 50 krajów, którzy pierwotnie podlegali wymogowi wpłacenia kaucji wizowej w wysokości 15 000 USD (depozytu), zostaną zwolnieni z tego wymogu – pod warunkiem, że wykażą, iż podróżują do Stanów Zjednoczonych na mistrzostwa świata z ważnymi biletami na mecze – obywatele Iranu i Haiti nadal podlegają ograniczeniom wjazdu. Ponadto podróżni z Wybrzeża Kości Słoniowej i Senegalu podlegają częściowym ograniczeniom w ramach rozszerzonego zakresu zakazu podróżowania. Skutkiem tego może nie być całkowity brak gości z zagranicy, ale raczej przeniesienie popytu w kierunku Kanady i Meksyku.

Kultura piłkarska oraz sposób, w jaki ten sport jest przeżywany i konsumowany, również znacznie różnią się w poszczególnych krajach gospodarzy. Cechą charakterystyczną Mistrzostw Świata FIFA 2026 jest wyraźny kontrast między gospodarzami. Meksyk pozostaje krajem najbardziej skoncentrowanym na piłce nożnej, gdzie sport ten jest głęboko zakorzeniony w tożsamości narodowej i życiu kulturalnym. Oczekuje się, że lokalny popyt na mecze będzie wyjątkowo silny, a atmosfera na stadionach w Meksyku, Guadalajarze i Monterrey prawdopodobnie będzie należała do najbardziej żywych podczas turnieju. Stany Zjednoczone prezentują inny profil. Chociaż piłka nożna, jak nazywa się ją w USA, odnotowała znaczny wzrost popularności w ciągu ostatnich dwóch dekad, pod względem znaczenia kulturowego i zainteresowania mediów pozostaje w cieniu NFL, NBA i sportów uniwersyteckich. Kanada zajmuje pozycję pośrednią, gdzie piłka nożna zyskała na popularności wśród społeczności imigrantów i młodszych grup demograficznych, ale nadal brakuje jej historycznego kontekstu obserwowanego w Ameryce Łacińskiej i Europie. Dostępne zasoby biletów sugerują, że frekwencja na stadionach prawdopodobnie nie osiągnie 100% podczas wszystkich meczów w Stanach Zjednoczonych. Pozostałe bilety wydają się być skoncentrowane na wybranych meczach fazy grupowej, szczególnie w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, podczas gdy popyt na mecze rozgrywane w Meksyku pozostaje stosunkowo większy.

Trzy kraje, trzy waluty. Kursy walutowe mają oczywiście również znaczący wpływ na preferencje podróżnych. Zmiany kursów walutowych prawdopodobnie odgrywają istotną rolę w kształtowaniu popytu na podróże, przepływów turystycznych i wzorców wydatków. W ostatnich latach dolar amerykański utrzymywał się na stosunkowo wysokim poziomie w stosunku do większości walut głównych i rynków wschodzących, co podniosło ogólne koszty podróży do amerykańskich miast docelowych i mogło zniechęcić wrażliwych na ceny turystów zagranicznych. Natomiast dolar kanadyjski był notowany poniżej kursu dolara amerykańskiego, co zwiększyło atrakcyjność Kanady dla międzynarodowych turystów poszukujących podobnych wrażeń z podróży po Ameryce Północnej przy niższych kosztach efektywnych. Tymczasem peso meksykańskie, pomimo okresów znacznej siły wynikającej z solidnych fundamentów gospodarczych i przepływów inwestycyjnych w ramach nearshoringu, nadal oferuje znacznie niższe ceny zakwaterowania, wyżywienia, transportu i rozrywki w porównaniu z wieloma destynacjami na północy.

Podążaj za pieniędzmi: Zwycięzcy netto

Sektor zakwaterowania ma szansę znaleźć się wśród najbardziej oczywistych beneficjentów turnieju, chociaż wyniki będą się znacznie różnić w zależności od miasta. Nowy Jork, Miami, Los Angeles, Dallas i San Francisco dysponują bogatą ofertą hotelową i znacznym doświadczeniem w organizacji dużych międzynarodowych wydarzeń. Miasta te prawdopodobnie stosunkowo skutecznie zaspokoją popyt, choć przy podwyższonych stawkach za pokoje. Natomiast miasta takie jak Seattle i Vancouver borykają się z bardziej znaczącymi ograniczeniami pod względem dostępności miejsc. Ograniczona podaż pokoi powoduje znaczny wzrost cen w okresach szczytu, co przynosi korzyści operatorom hoteli, ale może zniechęcać niektórych gości. Jak pokazano na wykresie 3, ceny pokoi hotelowych wzrosły o około 15% po losowaniu fazy grupowej, przy czym trzy meksykańskie miasta gospodarzy odnotowały najbardziej wyraźne wzrosty (wszystkie przekraczające +20%). Szczególnie silny popyt odnotowano w Guadalajarze, co odzwierciedla jej historyczną pozycję jako najtańszego rynku zakwaterowania spośród trzech meksykańskich miast. Ponieważ ostatnie etapy turnieju odbędą się poza Meksykiem, a półfinały będą gościły Dallas i Atlanta, ceny pokoi hotelowych w nich wzrosły średnio o 11% po losowaniu fazy pucharowej.

Wykres 3: Obserwowane zmiany cen pokoi hotelowych po losowaniu meczy

Wykres 3: Obserwowane zmiany cen pokoi hotelowych po losowaniu meczy

Źródła: Lighthouse, Allianz Trade Research.

Ogólnie rzecz biorąc, oczekiwać można, że Mistrzostwa Świata wygenerują znaczący impuls dla szeroko pojętego sektora turystycznego w 2026 r. Jednak część wzrostu r/r – szczególnie w USA – odzwierciedla również niską bazę w 2025 r., kiedy to zaufanie podróżnych osłabło w obliczu niepewności związanej z polityką zakazu podróżowania z czasów prezydenta Trumpa. Rzeczywiście, podczas gdy w 2025 r. liczba przyjazdów zagranicznych wzrosła o +6,2% r/r w Meksyku, w Stanach Zjednoczonych spadła o -5,5% (patrz rysunek 4), a w Kanadzie pozostała na niezmienionym poziomie. W tym kontekście wydarzenie to może przynieść pewną ulgę amerykańskiemu sektorowi turystycznemu w obliczu niedawnego i wciąż trwającego spowolnienia, przy czym w pierwszym kwartale tego roku liczba turystów zagranicznych ponownie spadła o -1,7% r/r. Mistrzostwa Świata mogłyby zatem zwiększyć liczbę przyjazdów zagranicznych do USA w 2026 r. do około 72–74 mln turystów, co oznaczałoby wzrost netto o 3% do 6% w porównaniu z normalnym rokiem bazowym, pozwalając krajowi zebrać około 215 mld USD wpływów z turystyki w całym roku.

Wykres 4: Ewolucja turystyki w poszczególnych krajach: liczba turystów zagranicznych (w mln osób) oraz przewidywane wpływy z turystyki w roku finansowym 2026 w USD (niebieskie pola)

Wykres 4: Ewolucja turystyki w poszczególnych krajach: liczba turystów zagranicznych (w mln osób) oraz przewidywane wpływy z turystyki w roku finansowym 2026 w USD (niebieskie pola)

Źródła:  UN Tourism, Allianz Trade Research.

Branża gastronomiczna powinna odnotować równoległy znaczący wzrost, ale ogólnie największymi beneficjentami pozostają firmy medialne i nadawcze. Konsumpcja na stadionach, festiwale kibiców, restauracje i bary zazwyczaj generują silny wzrost sprzedaży podczas dużych wydarzeń sportowych. Efekt ten może być szczególnie wyraźny w Meksyku, gdzie wzorce konsumpcji związane z piłką nożną są ściśle powiązane ze spotkaniami towarzyskim i zakupem napojów. Niemniej jednak największa wartość ekonomiczna mistrzostw świata zawsze wynikała z globalnej widowni korzystającej z usług „ ”, a nie z osobistej obecności na stadionach. Przychody z reklam, umowy sponsorskie, subskrypcje serwisów streamingowych i prawa do transmisji stanowią łącznie znaczną część ekosystemu komercyjnego FIFA. Natomiast firmy budowlane prawdopodobnie odnotują jedynie niewielki wzrost zysków, ponieważ większość wydatków na infrastrukturę została już poniesiona w fazie przygotowań.

Oprócz podmiotów zajmujących się turystyką naziemną, linie lotnicze również wyróżniają się jako jedni z najbardziej bezpośrednich beneficjentów Mistrzostw, wykorzystując ten okres jako okazję do poprawy marż po czterech miesiącach wyjątkowo wysokich cen paliwa lotniczego. Zasięg geograficzny turnieju praktycznie gwarantuje zwiększony popyt zarówno na loty międzynarodowe, jak i krajowe, zwłaszcza że kibice muszą przemieszczać się między miastami-gospodarzami oddalonymi od siebie o wiele kilometrów. Najwyraźniej linie lotnicze – obok hoteli – są pozycjonowane jako dwa sektory o największej sile cenowej podczas turnieju, napędzane ograniczonymi możliwościami substytucji i rosnącym popytem. Jest to szczególnie widoczne na długodystansowych trasach krajowych, takich jak Seattle–Miami, Los Angeles–Nowy Jork, oraz międzynarodowych, takich jak Meksyk–Vancouver, gdzie czas lotu przekracza pięć godzin, a alternatywne środki transportu są praktycznie niewykonalne. Od początku konfliktu w Cieśninie Ormuz ceny paliwa lotniczego są średnio około dwukrotnie wyższe od średniego poziomu z 2025 r. Dlatego też mistrzostwa świata prawdopodobnie zapewnią liniom lotniczym tymczasową okazję do zwiększenia przychodów i marż poprzez dynamiczne ustalanie cen, optymalizację zdolności przewozowych i wyższe przychody z usług dodatkowych. Jednakże, choć wydarzenie to powinno napędzać silny popyt na wybranych trasach, szacuje się, że jego wpływ na ogólną rentowność branży przewozów lotniczych będzie raczej taktyczny niż transformacyjny. Oprócz oligopolistycznego charakteru branży, przepustowość sektora może nie być na idealnym poziomie. Według IATA w drugim kwartale 2026 r. planowana przepustowość miejsc pasażerskich wzrośnie zaledwie o +1,0% w Stanach Zjednoczonych i +0,4% w Meksyku (wykres 5), co sugeruje, że linie lotnicze wkroczą w okres mistrzostw świata z relatywnie ograniczoną podażą. W rezultacie turniej będzie prawdopodobnie charakteryzował się silną siłą cenową, a nie znacznym wzrostem zdolności przewozowej, co sprzyja wyższym cenom biletów i lepszym zyskom. Chociaż wzrost zdolności przewozowej w Kanadzie prognozowany jest na wyższy poziom 2,1%, jej mniejszy i bardziej skoncentrowany rynek lotniczy może nadal borykać się z wąskimi gardłami w szczytowych okresach turnieju. Ogólnie rzecz biorąc, dane wskazują na środowisko napędzane popytem, w którym linie lotnicze mają lepszą pozycję do maksymalizacji rentowności poprzez zarządzanie przychodami i optymalizację sieci niż poprzez wzrost wolumenu.

Wykres 5: Planowana zdolność przewozowa w Ameryce w II kwartale 2026 r. według krajów, wskaźnik wzrostu r/r

Wykres 5: Planowana zdolność przewozowa w Ameryce w II kwartale 2026 r. według krajów, wskaźnik wzrostu r/r

Źródła:  IATA, Allianz Trade Research

Pozytywny, ale umiarkowany wzrost PKB o 9,1 mld USD w całej Ameryce Północnej

Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej będą stanowić pozytywny, choć umiarkowany impuls popytowy w całej Ameryce Północnej w okresie od czerwca do lipca 2026 r., przy czym najważniejszym kanałem będą wydatki turystów zagranicznych. Z makroekonomicznego punktu widzenia wydarzenia sportowe wiążą się z czterema rodzajami wydatków, które mają wpływ na wzrost PKB gospodarki krajowej: wydatki turystów zagranicznych, w tym na podróże lotnicze (ujęte w rachunkach narodowych jako eksport usług); wydatki na turystykę krajową (ujęte jako konsumpcja usług przez gospodarstwa domowe); wydatki na bezpieczeństwo/administrację publiczną (głównie konsumpcja rządowa) oraz wydatki na infrastrukturę (inwestycje). Literatura ekonomiczna dotycząca wydarzeń sportowych wskazuje na efekt wypierania w branży turystycznej, który częściowo równoważy pozytywny impuls wydatkowy: niektórzy stali turyści zazwyczaj unikają miast gospodarzy, podczas gdy niektórzy mieszkańcy wolą pozostać w domu. Ten efekt substytucji jest zazwyczaj znaczny w przypadku wydatków na turystykę krajową. Poprzednie mistrzostwa świata wydają się to potwierdzać: w RPA zidentyfikowano jedynie około 310 000 turystów zagranicznych, którzy przybyli specjalnie na mistrzostwa świata (w porównaniu z roczną liczbą bazową wynoszącą około 8 mln odwiedzających). Rosja 2018 r. przedstawia podobny obraz: całkowita liczba turystów była zbliżona do poziomu z poprzedniego roku. Turniej spowodował przesunięcie struktury odwiedzających z krajów sąsiednich w kierunku bardziej odległych miejsc pochodzenia; nie zwiększył on jednak całkowitej liczby odwiedzających. Wydatki „operacyjne” (zarządzanie obiektami, wsparcie transmisji, usługi hotelarskie, pracownicy tymczasowi itp.) nie stanowią odrębnego składnika PKB: ostatecznie wpływają one na wydatki odwiedzających (a zatem są uwzględnione w konsumpcji gospodarstw domowych i eksporcie usług), bezpieczeństwo i usługi publiczne (część konsumpcji rządowej) oraz usługi nadawcze (eksport usług). Nie uwzględniamy wydatków na infrastrukturę, które już miały miejsce i zostały uwzględnione w PKB głównie w poprzednich kwartałach i latach, ponieważ skupiamy się na okresie czerwiec–lipiec[1] . Prawa marketingowe/transmisyjne oraz zakupione bilety, z których dochody przypadają szwajcarskiej FIFA, nie wpłyną na PKB krajów gospodarzy, ale transfer dochodów do Szwajcarii będzie miał negatywny wpływ na rachunek bieżący krajów gospodarzy i spowoduje rozbieżność między PKB (całkowite wydatki w gospodarce krajowej) a DNB (dochód narodowy brutto, tj. PKB skorygowany o przepływy dochodów z zagranicą).

Oczekujemy więc, że same wydatki turystyczne wzrosną w Ameryce Północnej o 8 mld USD, z czego 5,4 mld USD przypadnie na Stany Zjednoczone, 1,4 mld USD na Meksyk, a 1,2 mld USD na Kanadę, przy czym dominującą rolę odgrywają tu wydatki turystów zagranicznych. Wydatki turystyczne są iloczynem liczby odwiedzających, średniej długości ich pobytu oraz dziennych wydatków (na wyżywienie, transport lokalny, zakwaterowanie, zakupy detaliczne itp.). Bezprecedensowa skala Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w 2026 r. powinna przyczynić się do wzrostu liczby odwiedzających i/lub wydłużenia średniej długości pobytu. Tabele 2A i 2B przedstawiają prognozy Allianz Trade dotyczące wydatków turystycznych turystów zagranicznych i krajowych w tych trzech krajach – gospodarzach Turnieju, uwzględniając założenia Allianz Trade dotyczące liczby odwiedzających, średniej długości pobytu, dziennych wydatków, kosztów podróży lotniczych (przypisanych lokalnym liniom lotniczym) oraz turystyki zastępczej. Średnio spodziewamy się, że zagraniczni goście wydadzą 350 USD dziennie w USA, 280 USD w Kanadzie i 180 USD w Meksyku, przy czym dzienne wydatki lokalnych turystów będą niższe. Przewiduje się, że średni czas pobytu wyniesie 8–10 dni dla turystów zagranicznych i 3–4 dni dla turystów krajowych. Przewozy lotnicze przypisane przewoźnikom krajowym (zaliczane do eksportu usług) szacuje się na 0,8 mld USD dla linii lotniczych w USA oraz 0,2 mld USD dla linii lotniczych w Meksyku i Kanadzie. Najnowsze szacunki wskazują, że sześciotygodniowy turniej przyciągnie około 6,5 mln gości w trakcie rozgrywek (w tym 3,8 mln w USA), z czego 4 mln to uczestnicy lokalni, a 2,6 mln to goście zagraniczni. W sumie łączne wydatki turystyczne (międzynarodowe + krajowe) wyniosłyby 8 mld USD w całej Ameryce Północnej, z czego 6,8 mld USD stanowiłby eksport usług turystycznych (wydatki turystów zagranicznych), a 1,2 mld USD – konsumpcja gospodarstw domowych (wydatki turystów krajowych). Liczby te nie uwzględniają wypartych wydatków turystycznych (efekt wypierania), które są znaczne w przypadku turystyki krajowej. W samych Stanach Zjednoczonych oczekuje się, że łączny wzrost wydatków netto wyniesie 5,4 mld USD (4,6 mld USD w turystyce zagranicznej i 0,8 mld USD w turystyce krajowej), w porównaniu z 1,4 mld USD w Meksyku i 1,2 mld USD w Kanadzie.

Tabela 2A: Prognozy wydatków turystów zagranicznych i krajowych

Kraj Turyści zagraniczni (mln) Średni czas pobytu (dni) Dzienne wydatki (USD) Międzynarodowy transport lotniczy (mld USD) Wydatki zagraniczne brutto (mld USD) Turystyka zastępcza (mld USD) Zysk netto z eksportu turystycznego (mld USD)
USA 1,5 10 350  

0,8

6,0 -1,4 4,6
Meksyk 0,7 9 180 0,2 1,3 -0,1 1,2
Kanada 0,4 8 280 0,2 1,1 -0,1 1,0
Razem 2,6   8,4 -1,6 6,8

Tabela 2B: Wydatki na turystykę krajową i prognozy dotyczące wydatków na turystykę krajową

Kraj Liczba turystów krajowych (mln) Średni czas pobytu (dni) Dzienne wydatki ($) Wydatki krajowe brutto (mld USD) Substytucja / wyciek (mld USD) Wpływ netto na PKB (mld USD)
USA 2,3 4 250 2,3 -1,5 0,8
Meksyk 1,0 3 120 0,4 -0,2 0,2
Kanada 0,7 3 180 0,4 -0,2 0,2
Razem 4,0 3,1 -1,9 1,2

Źródła:  FIFA, Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Turystyki, różne źródła, Allianz Trade Research

Wydatki na działania związane z bezpieczeństwem przyczynią się do ożywienia gospodarczego. Rządy zwiększą nakłady na nadgodziny policji, kontrolę granic, działania wywiadowcze, cyberbezpieczeństwo, ratownictwo medyczne oraz ochronę obiektów. Większość tych wydatków stanowi konsumpcję publiczną. Łącznie, według przybliżonych szacunków, wynoszą one 0,7 mld USD w Stanach Zjednoczonych, 0,3 mld USD w Meksyku i 0,1 mld USD w Kanadzie – uwzględniając jedynie wydatki w okresie czerwiec-lipiec (wcześniejsze wydatki na przygotowania mogą zwiększyć te kwoty o 20–30%).

Ogółem oczekuje się, że Mistrzostwa Świata FIFA przyczynią się do wzrostu PKB w okresie czerwiec–lipiec o 6,1 mld USD w Stanach Zjednoczonych (+0,1 p.p. wzrostu kwartalnego), 1,7 mld USD w Meksyku (+0,3 p.p.) oraz 1,3 mld USD w Kanadzie (+0,2 p.p.). Tabela 3 podsumowuje kanały oddziaływania oraz łączny wpływ na PKB w trzech krajach gospodarzy w okresie czerwiec–lipiec. Kanał turystyki zagranicznej jest zdecydowanie największy i wynosi 6,8 mld USD, przy czym turystyka krajowa (1,2 mld USD) i wydatki na bezpieczeństwo (1,1 mld USD) są zbliżone do siebie. Łącznie oczekuje się, że PKB Stanów Zjednoczonych wzrośnie o 6,1 mld USD w okresie czerwiec–lipiec, Meksyku o 1,7 mld USD, a Kanady o 1,3 mld USD. Jeśli chodzi o kwartalny wzrost PKB bez uwzględnienia efektu rocznego (głównie w III kwartale), oznacza to wzrost o +0,1 pp (+0,4 pp w ujęciu rocznym) w porównaniu ze scenariuszem alternatywnym bez Mistrzostw Świata FIFA w USA, +0,3 pp (+1,2 pp w ujęciu rocznym) w Meksyku i +0,2 pp (+0,8 pp w ujęciu rocznym) w Kanadzie.

Tabela 3: Podsumowanie kanałów oddziaływania Mistrzostw Świata FIFA na PKB w okresie czerwiec–lipiec 2026 r.

Kraj Turystyka zagraniczna netto (mld USD) Turystyka krajowa netto (mld USD) Wydatki na bezpieczeństwo (mld USD) Łączny wpływ turnieju na PKB w czerwcu i lipcu (mld USD) Kwartalny wpływ na wzrost PKB (p.p.)
USA 4,6 0,8 0,7 6,1 0,1
Meksyk 1,2 0,2 0,3 1,7 0,3
Kanada 1,0 0,2 0,1 1,3 0,2
Razem 6,8 1,2 1,1 9,1  

Źródła: FIFA, różne, Allianz Trade Research

Oczekuje się, że Stany Zjednoczone odniosą większość korzyści ekonomicznych po prostu dlatego, że są gospodarzem większości meczów, choć w stosunku do wielkości ich gospodarki efekt ten będzie niewielki. Największe zyski prawdopodobnie skoncentrują się w sektorach transportu, hotelarstwa, gastronomii, rozrywki i handlu detalicznego. Miasta takie jak Nowy Jork, Los Angeles, Dallas i Miami mają szczególnie dobrą pozycję dzięki połączeniu międzynarodowej dostępności, dużej podaży hoteli i ugruntowanych ekosystemów turystycznych. Oczekuje się również, że dużą rolę odegra gościnność korporacyjna, szczególnie w przypadku meczów fazy pucharowej, gdzie miejsca premium i pakiety sponsorskie osiągają wysokie ceny.

Łączny wpływ gospodarczy na Meksyk będzie mniejszy w ujęciu bezwzględnym, ale bardziej znaczący w stosunku do wielkości jego gospodarki i sektora turystycznego. W 2025 r. liczba zagranicznych turystów którzy nocują osiągnęła prawie 48 mln, co stanowi wzrost o 6% w porównaniu z 2024 r. Wskaźniki z początku 2026 r. również wskazują na utrzymującą się dobrą koniunkturę, przy czym liczba przyjazdów zagranicznych w pierwszym kwartale wzrosła w podobnym tempie w ujęciu rok do roku, a ruch lotniczy z USA i Kanady utrzymał tendencję wzrostową. Biorąc pod uwagę bliskie położenie trzech krajów gospodarzy, turniej może również zachęcić do znacznej liczby podróży typu „nearcation”, w ramach których kibice będą wybierać krótsze wycieczki w obrębie Ameryki Północnej zamiast dalekich destynacji ze względu na utrzymujące się napięcia geopolityczne, zakłócenia na kluczowych międzynarodowych szlakach transportowych, wyższe koszty transportu oraz obawy dotyczące bezpieczeństwa w niektórych odległych miejscach. Z makroekonomicznego punktu widzenia turniej prawdopodobnie nie będzie miał przełomowego wpływu na wzrost gospodarczy, biorąc pod uwagę wielkość gospodarki meksykańskiej i tymczasowy charakter wydarzenia. Może jednak przyczynić się do wzrostu PKB w 2026 r. o około 0,1–0,3 punktu procentowego (tj. od 2 do 6 mld USD) dzięki wyższym przychodom z turystyki, większej konsumpcji prywatnej i inwestycjom związanym z wydarzeniem.

Zyski Kanady prawdopodobnie będą plasować się pomiędzy zyskami Stanów Zjednoczonych a Meksyku w przeliczeniu na jednego gościa, ale w ujęciu zbiorczym pozostaną niewielkie ze względu na ograniczoną liczbę miast gospodarzy. Dysponując jednym z najmniejszych stadionów (BMO Field w Toronto), w Kanadzie odbędzie się tylko 13 z 104 meczów, a Toronto i Vancouver będą jedynymi miastami gospodarzy turnieju w tym kraju. Siła tego kraju polega na przyciąganiu stosunkowo zamożnych turystów, gotowych zapłacić wyższe ceny za zakwaterowanie, transport i usługi hotelarskie. W związku z tym, mimo że Kanada jest gospodarzem zaledwie 13% meczów, wydatki na jednego gościa mogą wypadać korzystnie w porównaniu z innymi rynkami.

[1] Natomiast wydatki na usługi, takie jak zakup biletów lotniczych, są uwzględniane w PKB w momencie odbycia lotu, a nie w momencie zakupu biletu. Wpływ wydatków na infrastrukturę na PKB jest ponadto trudniejszy do oszacowania ze względu na potencjalne pozytywne efekty zewnętrzne, które wzmacniają początkowy wpływ (mnożnik fiskalny powyżej 1).

Quiet quitting to nie przyczyna, ale efekt. Co sprawia, że pracownicy przestają angażować się w swoją pracę?

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda dobrze. Pracownicy przychodzą do pracy, uczestniczą w spotkaniach i realizują powierzone im zadania. Są bezkonfliktowi i nie składają wypowiedzeń. A jednak coś się zmienia… Choć są obecni w firmie fizycznie, to emocjonalnie i mentalnie coraz bardziej się od niej oddalają. Zjawisko to określa się mianem quiet quitting (cichego odchodzenia) i dotyczy ono pracowników, którzy wykonują swoje obowiązki, ale angażują się w działania firmy tylko na tyle, na ile wymaga tego zakres ich stanowiska. Skąd bierze się takie zachowanie i o czym naprawdę świadczy?

Choć o quiet quitting mówi się coraz częściej, samo zjawisko jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. To sygnał wskazujący na prawdziwy problem, z którym mierzą się współczesne organizacje. Jak pokazuje raport State of the Global Workplace 2026, w 2025 roku poziom zaangażowania pracowników spadł do 20%. Ostatnim razem wskaźnik ten był tak niski w pandemicznym roku 2020[1]. Spadek motywacji i zaangażowania, często niedostrzegany przez długi czas, wpływa nie tylko na jakość codziennej pracy w firmie, ale przede wszystkim na jej wyniki biznesowe oraz pozycję na rynku. Niestety, wielu pracodawców koncentruje się dziś na samym cichym odchodzeniu, zamiast walczyć z jego przyczynami.

Zaangażowanie nie znika z dnia na dzień

Jednym z największych błędów współczesnych organizacji jest przekonanie, że pracownik pewnego dnia po prostu przestaje się angażować. W rzeczywistości jest to jednak złożony proces, który – niezauważony w porę – skutkuje wycofaniem się danej osoby z życia firmy, jej ograniczeniem się jedynie do podstawowych obowiązków i spadkiem efektywności. Właśnie dlatego tak ważne jest, by dostrzec pierwsze sygnały świadczące o tym, że pracownik traci zaangażowanie.

– Wiele organizacji dostrzega problem dopiero wtedy, gdy zaczynają spadać wyniki, rośnie rotacja albo pojawia się wypalenie. Tymczasem zaangażowanie nie znika nagle – mówi Aga Olszewska, mentorka liderów, autorka podcastu Lider(ka) na dywaniku i właścicielka firmy LeadAsU. – Pierwszym symptomem jest zwykle utrata ciekawości – pracownik przestaje zgłaszać swoje pomysły, coraz rzadziej proponuje usprawnienia i rezygnuje z wychodzenia poza utarte schematy. Później stopniowo ogranicza swoją inicjatywę, a następnie unika brania na siebie odpowiedzialności. Na końcu zostaje już tylko wykonywanie obowiązków. Jeśli lider zauważa problem dopiero na tym etapie, to najczęściej oznacza to, że przeoczył lub zignorował wcześniejsze sygnały.

Nowoczesne narzędzia nie wystarczą

Organizacje, które próbują poprawić poziom zaangażowania pracowników, często sięgają po coraz bardziej zaawansowane rozwiązania. Inwestują w kolejne szkolenia, programy rozwojowe, platformy wellbeingowe, aplikacje wspierające komunikację czy nowe systemy motywacyjne. Choć wiele z tych działań może być wartościowych, często nie docierają one do źródła problemu.

Paradoks polega na tym, że jedne z najskuteczniejszych narzędzi budowania zaangażowania są jednocześnie najprostsze, najtańsze i dostępne na co dzień. Zainteresowanie drugim człowiekiem, umiejętność uważnego słuchania, regularna rozmowa i zadawanie pytań, takich jak: „Jak się dzisiaj czujesz?” czy „W czym mogę ci pomóc?”, to podstawa w budowaniu zdrowej relacji między liderem a pracownikiem. Takie zachowania budują poczucie bezpieczeństwa, wpływu i przynależności, co ma ogromne znaczenie dla poziomu zaangażowania zespołu. Nie zapominajmy o podstawowych potrzebach ludzkich i pamiętajmy, że pracownicy chcą przede wszystkim czuć się zauważani, słuchani i traktowani po partnersku.

Liderze, doceniaj!

Jednym z najczęściej pomijanych elementów budowania zaangażowania jest docenianie. W wielu organizacjach liderzy zakładają, że skoro pracownik otrzymuje wynagrodzenie za swoją pracę, dodatkowe uznanie nie jest już potrzebne. W praktyce okazuje się jednak, że brak informacji zwrotnej bardzo często prowadzi do stopniowej utraty zaangażowania. Nie chodzi tutaj o automatyczne pochwały ani rzucane między spotkaniami słowa „dobra robota”. Prawdziwe docenienie polega na zauważeniu konkretnego wysiłku, zachowania lub rezultatu i pokazaniu pracownikowi, jaki wpływ jego działanie ma na organizację czy na pracę zespołu.

– Wbrew pozorom ludzie rzadko tracą zaangażowanie dlatego, że nagle przestają lubić swoją pracę. Znacznie częściej przestają wierzyć, że ich wysiłek czy dodatkowe starania mają jakiekolwiek znaczenie. Jeśli przez dłuższy czas nie czują się zauważani i doceniani, ich naturalną reakcją jest ograniczenie aktywności do niezbędnego minimum – mówi Aga Olszewska. – Pracownicy chcą wiedzieć, że ktoś dostrzega ich wkład, zaangażowanie i wysiłek – dodaje ekspertka.

Na braku zaangażowania tracą wszyscy

Quiet quitting często przedstawiany jest jako problem organizacji. W rzeczywistości jego konsekwencje są znacznie poważniejsze. Tracą firmy, ponieważ nie wykorzystują pełnego potencjału swoich pracowników. Tracą liderzy, którzy zarządzają zespołami pozbawionymi energii, inicjatywy i poczucia odpowiedzialności. Tracą również sami pracownicy.

Osoba, która przez wiele miesięcy funkcjonuje wyłącznie w trybie „od zadania do zadania”, ma coraz mniejsze poczucie sensu, satysfakcji i wpływu. Praca staje się dla niej wyłącznie obowiązkiem, a nie okazją do rozwoju czy realizacji ambicji. Z czasem pojawia się frustracja, zniechęcenie i emocjonalne oddalenie od organizacji.

Gdy człowiek spotyka się z człowiekiem

Choć współczesne organizacje dysponują coraz większą liczbą narzędzi wspierających zarządzanie, fundamentem skutecznego przywództwa nadal pozostają relacje. Zaangażowanie rodzi się wtedy, gdy człowiek czuje się ważny i ma poczucie wpływu. Gdy wie, że jego praca ma znaczenie dla zespołu i organizacji. Gdy lider znajduje czas, by naprawdę wysłuchać pracownika i docenić jego wysiłek.

– Nie potrzebujemy kolejnych innowacyjnych sposobów angażowania ludzi, tylko większej uważności na drugiego człowieka. Największą różnicę bardzo często robią najprostsze działania: rozmowa, docenienie czy okazanie wsparcia. Ludzie po latach rzadko pamiętają wszystkie projekty, które realizowali. Pamiętają za to, jak czuli się w pracy i we współpracy z liderem. Dlatego wszystko sprowadza się do relacji i do tego, by człowiek naprawdę spotkał się z człowiekiem – podsumowuje Aga Olszewska.

[1] State of the Global Workplace 2026, s. 5.

Podwyżki e-TOLL uderzają w transport. Rzecznik MŚP chce działań osłonowych

Kolejne podwyżki opłat za przejazdy drogami objętymi systemem e-TOLL, rosnące koszty prowadzenia działalności oraz coraz silniejsza konkurencja ze strony przewoźników spoza Unii Europejskiej stawiają wiele polskich firm transportowych w trudnej sytuacji. Minister Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców wystąpiła do Ministra Infrastruktury z apelem o podjęcie działań, które ograniczą presję kosztową i pomogą utrzymać konkurencyjność krajowych przedsiębiorców.

Transport drogowy jest jednym z filarów polskiej gospodarki. To branża, która odpowiada za sprawny przepływ towarów, funkcjonowanie łańcuchów dostaw i tysiące miejsc pracy w całym kraju. Tymczasem przedsiębiorcy mierzą się obecnie z kumulacją wyzwań – od wzrostu kosztów paliwa i wynagrodzeń, przez wysokie koszty finansowania działalności, po kolejne podwyżki opłat drogowych.

Polskie firmy transportowe od lat budują swoją pozycję na europejskim rynku dzięki przedsiębiorczości, jakości usług i ciężkiej pracy. Dziś jednak coraz częściej słyszymy od przedsiębiorców, że skala rosnących kosztów zaczyna przekraczać granice ich możliwości. Państwo powinno dostrzegać tę sytuację i reagować, zanim problemy pojedynczych firm przełożą się na osłabienie całego sektora – podkreśla Minister Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

W piśmie skierowanym do Ministra Infrastruktury Rzecznik MŚP wskazała, że najnowsze zmiany dotyczące systemu opłat drogowych oznaczają dla branży transportowej dodatkowe miliardowe obciążenia w kolejnych latach. Szczególnie dotkliwe skutki odczuwają mikro, mali i średni przedsiębiorcy, którzy dysponują ograniczonymi rezerwami finansowymi i mają mniejsze możliwości przenoszenia rosnących kosztów na klientów.

Minister Majewska zwróciła się o rozważenie rozwiązań, które mogłyby czasowo złagodzić skutki wzrostu kosztów działalności, w tym m.in. modyfikacji mechanizmu waloryzacji opłat drogowych, czasowego obniżenia stawek lub wdrożenia innych instrumentów wspierających przedsiębiorców z sektora MŚP.

Potrzebujemy rozwiązań, które będą uwzględniały faktyczną kondycję przedsiębiorców. Stabilne i przewidywalne warunki prowadzenia działalności gospodarczej są jednym z najważniejszych czynników wpływających na inwestycje, rozwój firm i utrzymanie miejsc pracy. W interesie państwa jest, aby polskie przedsiębiorstwa mogły skutecznie konkurować zarówno na rynku krajowym, jak i europejskim – dodaje Agnieszka Majewska.

Rzecznik MŚP podkreśla również potrzebę przeprowadzenia pogłębionej analizy wpływu kolejnych zmian w systemie opłat drogowych na konkurencyjność polskich przedsiębiorstw oraz sytuację całej branży transportowej.

Scanway dostarczy trzy teleskopy do obserwacji Ziemi dla EnduroSat

Scanway otrzymał zamówienie z EnduroSat EAD na dostarczenie trzech teleskopów do obserwacji Ziemi. Wartość umowy wynosi ok. 0,9 mln EUR, a jej realizacja potrwa do końca I kwartału 2027 roku. Zamówienie wspiera rozwój Scanway w kierunku seryjnego dostawcy instrumentów optycznych dla globalnego sektora New Space, zgodnie z realizowaną Strategią na lata 2026–2028.

  • Teleskopy dostarczane przez Scanway bazować będą na elementach rozwiniętych w ramach innych, podobnych z punktu technologicznego projektów Spółki, z możliwością integracji z najnowszą platformą satelitarną EnduroSat o nazwie FRAME-15
  • Kontrakt przewiduje dotychczas najkrótszy czas dostarczenia teleskopów – poniżej 12 miesięcy, co jest konsekwencją wdrażanych procesów Spółki nakierowanych na produkcję seryjną
  • Nowy partner, EnduroSat, to jeden z liderów europejskiego sektora małych i średnich satelitów, który wystrzelił w przestrzeń kosmiczną ponad 70 swoich satelitów i 3500 osobnych modułów kosmicznych i który operuje w globalnych projektach konstelacyjnych.

– Projekt konstelacyjny realizowany dla EnduroSat postrzegamy nie tylko jako istotny kontrakt zwiększający backlog Scanway, ale również jako szansę na rozszerzanie współpracy w kolejnych etapach rozwoju programów satelitarnych partnera. Równie ważny jest dla nas krótki czas realizacji zamówienia, czyli dostarczenie modeli lotnych teleskopów w okresie poniżej 12 miesięcy od jego rozpoczęcia. To potwierdzenie, że prowadzone przez nas inwestycje w zespół, infrastrukturę oraz procesy operacyjne przynoszą wymierne efekty i konsekwentnie przybliżają nas do realizacji Strategii zakładającej przejście od roli dostawcy pojedynczych instrumentów optycznych do pozycji seryjnego dostawcy rozwiązań optycznych dla globalnego sektora New Space – komentuje Mikołaj Podgórski, COO Scanway S.A.

Teleskopy dostarczane przez Scanway będą oparte na rozwiązaniach rozwiniętych w ramach wcześniejszych, zbliżonych technologicznie projektów Spółki. Pozyskanie zamówienia od EnduroSat, na kwotę 0,9 mln EUR, potwierdza wysokie kompetencje Scanway i stanowi ważny krok w rozwoju współpracy z jednym z czołowych europejskich podmiotów działających w segmencie małych i średnich satelitów, zaangażowanym w globalne projekty konstelacyjne.

EnduroSat to jeden z większych europejskich dostawców małych i średnich satelitów, który wystrzelił w przestrzeń kosmiczną ponad 70 swoich satelitów i 3500 osobnych modułów kosmicznych. Główna siedziba firmy mieści się w Sofia, Bułgaria, a dodatkowe biura posiada na całym świecie, w tym m.in. w Denver, Kolorado. Zatrudnia ponad 400 pracowników, a w 2025 roku zebrał ponad 150 milionów USD finansowania w kilku rundach inwestycyjnych, m.in. od Google Ventures.

Nowe zamówienie potwierdza, że Scanway jest dziś partnerem zdolnym sprawnie odpowiadać na potrzeby wymagających uczestników europejskiego rynku satelitarnego. Konsekwentnie budujemy pozycję Spółki, która nie tylko rozwija zaawansowane technologie optyczne, ale potrafi również skutecznie je komercjalizować w międzynarodowym ekosystemie New Space, w tym w projektach konstelacyjnych z coraz krótszym czasem dostarczenia oczekiwanym przez klientów. W naszej ocenie tego typu kontrakty będą w kolejnych latach coraz mocniej wspierały skalę działalności Scanway i umacniały naszą obecność w segmencie seryjnie wdrażanych instrumentów optycznych do obserwacji Ziemi z kosmosu mówi Mikołaj Podgórski.

Scanway S.A. od lat aktywnie wspiera rozwój ekonomii kosmicznej i obecnie jest wiodącym eksporterem technologii kosmicznych w Polsce. Spółka realizuje projekty konstelacyjne dla globalnych klientów o wartości kilkunastu milionów EUR, w tym m.in. dla Nara Space z Korei Południowej, Marble Imaging z Niemiec oraz klienta z Azji (wszystkie realizowane projekty mają potencjał do ich rozszerzenia w przyszłości). Spółka posiada również kompetencje w zakresie projektowania instrumentów optycznych przeznaczonych do misji w daleki kosmos, w tym na Księżyc. Jako pierwsza krajowa firma dostarczy instrumenty optyczne do komercyjnej misji lunarnej planowanej w drugiej połowie 2026 roku. Ponadto stworzy europejski system przetwarzania danych satelitarnych z Księżyca i może połączyć Europę z amerykańskim programem księżycowym Artemis, największym i najbardziej zaawansowanym na świecie.

Strategicznym, długofalowym dążeniem Scanway S.A. jest wejście do światowej czołówki największych komercyjnych integratorów ładunków optycznych. Kluczowym celem do końca 2028 roku jest osiągnięcie pozycji jednego z największych integratorów ładunków optycznych w Europie.

Magazyny w Polsce nadal na celowniku firm logistycznych mimo słabszych nastrojów

Firmy z sektora logistyki i łańcucha dostaw ostrożnie patrzą na najbliższe miesiące, jednak większość nadal zakłada wzrost zapotrzebowania na powierzchnię magazynową w Polsce. Największym wyzwaniem dla branży pozostają presja cenowa, obawy o słabnący popyt i dostępność pracowników – wskazuje najnowszy raport CBRE i P3 “Logistics and Supply Chain Confidence Index 2025/26”. Jednocześnie istotnie wzrosła atrakcyjności inwestycyjna Polski na tle innych krajów UE – połowa respondentów oceniła ją powyżej średniej europejskiej, podczas gdy rok temu była to mniej niż jedna trzecia badanych.

Z raportu CBRE i P3 wynika, że 58 proc. firm objętych badaniem przewiduje zwiększenie zapotrzebowania na powierzchnię magazynową w 2026 r. To lekki wzrost w porównaniu do poprzedniej edycji badania. Operatorzy logistyczni planujący ekspansję deklarują, że poszukują powierzchni magazynowej przede wszystkim w nowych obiektach.

Jakie wyzwania stoją przed branżą?

Jak wynika z badania, największym wyzwaniem dla sektora logistyki i łańcucha dostaw w perspektywie najbliższych 12 miesięcy pozostaje presja cenowa. Wskazuje na nią 88 proc. firm logistycznych oraz 53 proc. firm produkcyjnych i handlowych działających w Polsce. Respondenci obawiają się również osłabienia popytu i niższej aktywności na rynkach odbiorców końcowych. Niedobór wykwalifikowanej siły roboczej oraz wzrost kosztów pracy za wyzwanie uznaje 72 proc. operatorów logistycznych oraz 43 proc. firm produkcyjnych i handlowych.

Kontrola kosztów priorytetem

W ciągu najbliższych 12 miesięcy operatorzy logistyczni będą koncentrować się głównie na kontroli kosztów, utrzymaniu istniejącej bazy klientów oraz pozyskiwaniu nowych kontraktów. W przypadku firm produkcyjnych i handlowych od pięciu lat priorytetowe pozostają dwa obszary: kontrola kosztów oraz optymalizacja efektywności operacyjnej. Trzecim obszarem, na który firmy będą kłaść szczególny nacisk jest technologia. Zabezpieczenie dostaw surowców i materiałów również jest wysoko w hierarchii firmowych priorytetów wskutek niepewności geopolitycznej wpływającej na międzynarodowe przepływy towarów i strategie zakupowe.

Zrównoważony rozwój

Raport CBRE i P3 pokazuje również, że w logistyce na znaczeniu zyskuje zrównoważony rozwój. Prawie 70 proc. firm wdrożyło już rozwiązania oszczędzające energię w obiektach magazynowych, a blisko jedna trzecia badanych planuje to zrobić w najbliższej przyszłości. Jeśli chodzi o projekty planowane do wdrożenia do 2027 r., to rozszerzenie inicjatyw prośrodowiskowych na dostawców i podwykonawców zapowiada 45 proc. respondentów. Z kolei 43 proc. badanych uruchomi stacje ładowania pojazdów elektrycznych, a 41 proc. przewiduje wprowadzenie lub rozbudowę floty pojazdów napędzanych alternatywnymi źródłami energii.

Polska na tle UE

Przedstawiciele sektora logistyki i łańcucha dostaw uczestniczący w badaniu zostali także poproszeni o porównanie warunków prowadzenia działalności w Polsce na tle pozostałych państw Unii Europejskiej. Respondenci wyżej niż rok temu ocenili Polskę w większości kategorii na tle innych krajów europejskich. Najbardziej widoczna poprawa dotyczy atrakcyjności inwestycyjnej i jakości zaplecza logistycznego.

W tegorocznej edycji badania Polska odnotowała skokową poprawę oceny pod względem atrakcyjności inwestycyjnej. Odsetek ocen powyżej średniej europejskiej w tej kategorii wzrósł do 50 proc. z 28 proc. rok wcześniej. Respondenci lepiej niż przed rokiem ocenili również jakość i dostępność powierzchni logistycznej, koszty działalności łańcucha dostaw oraz efektywność procesów administracyjnych i legislacyjnych w Polsce. Z kolei proces uzyskiwania pozwoleń na budowę został uznany jako zgodny ze średnią dla krajów UE – mówi Michał Śniadała, dyrektor działu powierzchni magazynowych i przemysłowych w CBRE.

Spadek wskaźnika optymizmu dla Polski w tegorocznej edycji badania o 5,4 pkt. odzwierciedla tendencję, którą firma Analytiqa zaobserwowała na rynkach europejskich. Niepewność geopolityczna, stłumione oczekiwania dotyczące wzrostu i utrzymująca się presja kosztowa nadal ciążą na nastrojach przedsiębiorców w całej Europie. Firmy funkcjonują dziś w wymagającym otoczeniu, jednak szczególnie istotne w przypadku Polski jest to, jak na te wyzwania reagują łańcuchy dostaw. Pomimo ogólnego pogorszenia nastrojów, polscy operatorzy logistyczni, firmy produkcyjne i handlowe wykazują dużą odporność, utrzymując oczekiwania dotyczące rentowności mimo presji na marże. Połączenie ostrożnego podejścia i strategicznego zaangażowania wskazuje, że sektory te są w dobrej pozycji, by wykorzystać przyszłe możliwości wzrostu – mówi Mark O’Bornick, dyrektor w firmie Analytiqa.

Kurs na spedytora czym jest i co obejmuje

Co to jest kurs na spedytora?

Kurs na spedytora to dynamiczne szkolenie, które otwiera drzwi do kariery w branży TSL (Transport-Spedycja-Logistyka). Program trwa od kilkunastu do kilkudziesięciu godzin, co zazwyczaj przekłada się na około 3 tygodnie intensywnej nauki. Uczestnicy zdobywają zarówno teoretyczną wiedzę, jak i praktyczne umiejętności niezbędne do skutecznego zarządzania transportem towarów. Podczas kursu omawiane są kluczowe tematy, takie jak:

  • zawieranie umów,
  • organizacja przewozu,
  • obsługa dokumentacji,
  • wykorzystanie narzędzi wspierających pracę spedytora.

Po zakończeniu szkolenia uczestnik może otrzymać certyfikat lub zaświadczenie potwierdzające udział w kursie oraz zakres zdobytej wiedzy i umiejętności. Tego typu kursy stanowią doskonałą opcję dla osób pragnących szybko odnaleźć się w zawodzie spedytora i rozpocząć karierę w logistyce transportu.

Dla kogo jest kurs na spedytora?

Kurs na spedytora to doskonała opcja dla tych, którzy pragną stawić pierwsze kroki w fascynującym świecie branży TSL. Nie jest on przeznaczony wyłącznie dla nowicjuszy bez doświadczenia, ale również dla kierowców oraz przedsiębiorców transportowych, którzy chcą rozwinąć swoje umiejętności.

frr.pl to oficjalna domena Fundacji Rozwoju Rachunkowości.

Szkolenie dostarcza nie tylko kluczowej wiedzy teoretycznej, ale także praktycznych zdolności niezbędnych w codziennych obowiązkach spedytoradyspozytora czy specjalisty ds. transportu i logistyki. Program kursu obejmuje szereg interesujących tematów, w tym:

  • organizację transportu,
  • obsługę ważnych dokumentów,
  • efektywne wykorzystanie narzędzi wspierających pracę w tym zawodzie.

Udział w kursie może być szczególnie przydatny osobom, które planują pracę w firmach obsługujących transport krajowy lub międzynarodowy. Dzięki zdobytym umiejętnościom, uczestnicy kursu zwiększają swoje szanse na rynku pracy, co może prowadzić do atrakcyjniejszych ofert zawodowych.

Jakie formy i tryby realizacji kursu na spedytora są dostępne?

Kurs na spedytora oferuje różnorodne możliwości, co sprawia, że jest dostępny dla wielu zainteresowanych. Kurs na spedytora może być realizowany w różnych formach, m.in.:

  • online, z udziałem w zajęciach zdalnych lub dostępem do materiałów edukacyjnych,
  • stacjonarnie, w sali szkoleniowej i z bezpośrednim kontaktem z prowadzącym,
  • w trybie dziennym, wieczorowym lub weekendowym, w zależności od harmonogramu kursu.

Kursy online mogą być realizowane w dwóch głównych formach:

  • zajęcia na żywo,
  • kursy z dostępem do nagrań i materiałów edukacyjnych.

W przypadku kursów online na żywo uczestnicy biorą udział w zajęciach w określonych terminach, ale bez konieczności dojazdu do sali szkoleniowej. Taka forma pozwala na kontakt z prowadzącym, zadawanie pytań i omawianie praktycznych przykładów. Kursy z nagraniami dają natomiast większą elastyczność – uczestnik może wracać do materiałów w dogodnym dla siebie czasie i uczyć się we własnym tempie. W obu przypadkach ważnym wsparciem są materiały edukacyjne udostępniane przez organizatora kursu.

Z kolei kursy stacjonarne odbywają się w większych miastach Polski, zazwyczaj w weekendy. Ten format nauki pozwala na łatwe łączenie studiów z obowiązkami zawodowymi. Szkolenia stacjonarne zapewniają bezpośredni kontakt z wykładowcami oraz innymi uczestnikami, co sprzyja wymianie wiedzy i doświadczeń.

Dla osób pracujących w ciągu dnia, kursy wieczorowe stanowią świetną alternatywę. Umożliwiają one udział w zajęciach po pracy, co znacznie zwiększa ich dostępność.

Każda z opcji szkoleniowych ma swoje mocne strony i można je dostosować do indywidualnych potrzeb uczestników. Dzięki temu kursy na spedytora są atrakcyjne dla szerokiego grona odbiorców.

Jak długo trwa i ile kosztuje kurs na spedytora?

Czas trwania kursu przygotowującego do zawodu spedytora waha się od kilkunastu do kilkudziesięciu godzin, co zazwyczaj przekłada się na około trzy tygodnie intensywnego szkolenia. Koszt kursu zależy od liczby godzin, formy realizacji, zakresu programu oraz materiałów zapewnianych przez organizatora. Przed zapisem warto sprawdzić aktualną cenę, harmonogram zajęć, formę płatności oraz ewentualną możliwość skorzystania z dofinansowania lub płatności ratalnej.
Kursy spedytorskie online zyskują na znaczeniu. Taka forma nauki daje uczestnikom możliwość uczenia się w najbardziej dogodnym dla nich momencie oraz w komfortowym otoczeniu. Dodatkowo, mają oni stały dostęp do różnorodnych materiałów edukacyjnych, co sprzyja skutecznemu przyswajaniu wiedzy. Osoby z większym doświadczeniem mogą skorzystać z zaawansowanych kursów, które pomagają im poszerzyć specjalistyczne umiejętności i wiedzę. Inwestycja w kurs na spedytora przynosi wymierne korzyści. Umiejętności nabyte podczas szkoleń zwiększają konkurencyjność na rynku pracyCertyfikat ukończenia kursu stanowi potwierdzenie kompetencji.

Co obejmuje program kursu na spedytora?

Program kursu na spedytora obejmuje szereg istotnych zagadnień, które są niezbędne do efektywnego zarządzania procesami spedycyjnymi. Uczestnicy mają możliwość zgłębienia prawa przewozowego, które reguluje zasady transportu towarów zarówno w kraju, jak i za granicą. W ramach kursu omawiane są także międzynarodowe konwencje, między innymi konwencja CMR, a także wytyczne dotyczące przewozów kabotażowych. Kolejnym kluczowym elementem programu jest nauka o dokumentacji przewozowej. Uczestnicy poznają różne rodzaje listów przewozowych, które są niezbędne do legalnego transportu, a także uczą się, jak prowadzić postępowania reklamacyjne w sposób zgodny z obowiązującymi przepisami. Program kursu porusza również temat Incoterms 2020, czyli norm definiujących odpowiedzialność stron w międzynarodowym handlu. Uczestnicy dowiadują się, jak ważne są ubezpieczenia transportowe, które chronią towary w trakcie przewozu. Na dodatek, kurs koncentruje się na organizacji transportu oraz zarządzaniu logistyką w firmie. Uczestnicy rozwijają umiejętności niezbędne do planowania i koordynowania działań transportowych, co jest kluczowe w branży TSL.

Program obejmuje również przepisy ADR dotyczące transportu ładunków niebezpiecznych, faktury, dokumenty odpraw celnych i skarbowych oraz procedury reklamacyjne — wiedza fundamentalna dla bezpieczeństwa transportu.

Jakie praktyczne umiejętności zyskasz na kursie na spedytora?

Kurs na spedytora oferuje uczestnikom cenne umiejętności, które są niezbędne w codziennej pracy w branży transportu, spedycji i logistyki (TSL). Słuchacze uczą się, jak efektywnie organizować transport, co obejmuje zarówno planowanie przewozów, jak i zarządzanie flotą. Te umiejętności są kluczowe dla sprawnego funkcjonowania logistyki.

Kurs koncentruje się także na pozyskiwaniu zleceń. Uczestnicy rozwijają techniki prowadzenia rozmów z klientami i przewoźnikami, co pozwala im skutecznie negocjować warunki współpracy oraz budować trwałe relacje biznesowe. Wartością dodaną jest umiejętność kalkulacji transportowych; kursanci zdobywają wiedzę na temat obliczania kosztów przewozów oraz przewidywania budżetów.

Aby zrozumieć rynek, uczestnicy uczą się obsługi giełd transportowych, które pozwalają na wymianę zleceń i poszukiwanie przewoźników, czym zwiększają efektywność procesów logistycznych. Ponadto, zapoznają się z systemami TMS (Transport Management Systems), które wspierają zarządzanie transportem i poprawiają jego wydajność.

Nie można zapomnieć o rozwoju kompetencji miękkich, takich jak:

  • organizacja pracy,
  • umiejętności komunikacyjne,
  • zdolność podejmowania decyzji pod presją czasu.

Dzięki temu uczestnicy stają się lepiej przygotowani na zawodowe wyzwania, co znacząco zwiększa ich konkurencyjność na rynku pracy.

Jakie rodzaje transportu omawia kurs na spedytora?

Kurs na spedytora wprowadza uczestników w różnorodne formy transportu, co jest kluczowe dla ich edukacji w tej dziedzinie. Słuchacze zdobywają wiedzę na temat:

  • transportu drogowego, który jest najczęściej wykorzystywany do przewozu towarów w kraju,
  • transportu morskiego, który jest fundamentem międzynarodowych przesyłek,
  • transportu intermodalnego, który integruje różne środki transportu w celu optymalizacji efektywności przewozu.

Kurs obejmuje także zagadnienia związane z:

  • przewozami kabotażowymi, które dotyczą transportu towarów zrealizowanego przez przewoźników z innych krajów na terenie jednego państwa,
  • przewozem ładunków niebezpiecznych, który wymaga szczegółowej znajomości przepisów ADR.

Wiedza na temat różnych rodzajów transportu umożliwia spedytorom lepsze dopasowanie swoich usług do oczekiwań klientów.Ponadto trzymanie się regulacji prawnych jest fundamentalnym aspektem w branży TSL.

Jakie narzędzia i systemy poznasz na kursie na spedytora?

Kurs spedytora to doskonała okazja, by zgłębić tajniki nowoczesnych narzędzi i systemów kluczowych w organizacji przewozów. Uczestnicy mają szansę na poznanie giełd transportowych, takich jak platforma TIMOCOM, która oferuje nowe rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. Dzięki nim możliwe jest błyskawiczne publikowanie ofert transportowych, co znacznie ułatwia pracę.

W trakcie szkolenia poznają również systemy Transport Management Systems (TMS), które są fundamentem planowania, monitorowania i zarządzania transportem. Użycie tych narzędzi przyczynia się do:

  • zwiększenia efektywności spedytora,
  • optymalizacji procesów logistycznych,
  • zdobywania nowych zleceń.

Dodatkowo kurs koncentruje się na praktycznym wykorzystaniu narzędzi transportowych, co pozwala uczestnikom lepiej zrozumieć rynek oraz potrzeby klientów. Dzięki nabytym umiejętnościom osoby kończące kurs mają szansę stać się bardziej konkurencyjne na rynku pracy, co otwiera przed nimi drzwi do bardziej atrakcyjnych propozycji zawodowych.

Jak przebiega egzamin i jakie certyfikaty otrzymasz po kursie na spedytora?

Kurs na spedytora może kończyć się egzaminem wewnętrznym, którego forma zależy od organizatora szkolenia. Najczęściej służy on sprawdzeniu wiedzy i umiejętności zdobytych podczas kursu, np. z zakresu organizacji transportu, dokumentacji spedycyjnej czy obsługi klienta.

Warto odróżnić taki egzamin od państwowego egzaminu zawodowego, np. w kwalifikacji SPL.05 – Organizacja transportu oraz obsługa klientów i kontrahentów dla zawodu technik spedytor. Kurs może przygotowywać do tego egzaminu w całości lub w części, ale jego zdanie nie jest niezbędne, aby rozpocząć pracę jako spedytor. W praktyce dla pracodawców duże znaczenie mają przede wszystkim znajomość procesów transportowych, dokumentacji, narzędzi branżowych oraz gotowość do pracy z klientami i przewoźnikami.

Jak kurs na spedytora wpływa na rozwój kariery w branży TSL?

Ukończenie kursu na spedytora ma fundamentalne znaczenie dla kariery w obszarze transportu i logistyki. Zdecydowanie zwiększa szanse na uzyskanie satysfakcjonującej posady. To szkolenie dostarcza uczestnikom nie tylko niezbędnej wiedzy, ale także praktycznych umiejętności, które są wysoko cenione przez pracodawców w branży TSL. Kursy te umożliwiają zdobycie kompetencji w takich dziedzinach, jak:

  • organizacja transportu,
  • obsługa dokumentacji,
  • zarządzanie flotą.

Osoby, które ukończą takie kursy, stają się lepiej przygotowane do realizacji swoich obowiązków zawodowych. Wzrost efektywności oraz zwiększona pewność siebie często prowadzą do lepszych wyników oraz większych szans na awans. Po zakończeniu szkolenia uczestnicy otrzymują dokument potwierdzający udział w szkoleniu i zdobyte kompetencje.

Inwestycja w kurs spedytorski to świetna opcja dla tych, którzy myślą o szybkiej zmianie branży. Tego typu szkolenie otwiera drzwi do nowych możliwości zawodowych w sektorze TSL. Uczestnicy mogą liczyć na:

  • atrakcyjniejsze oferty pracy,
  • opcję rozpoczęcia własnej działalności spedycyjnej,
  • przestrzeganie przepisów unijnych.

Jak możesz finansować kurs na spedytora?

Finansowanie kursu na spedytora może odbywać się na różne sposoby, co czyni go dostępnym dla wielu osób pragnących rozwijać swoje umiejętności zawodowe. Wiele instytucji edukacyjnych umożliwia płatności ratalne, co znacznie ułatwia sfinansowanie szkolenia.

To rozwiązanie jest szczególnie korzystne dla tych, którzy chcą zainwestować w swoją karierę, ale nie są w stanie jednorazowo opłacić całej sumy. Warunki płatności ratalnej zależą od konkretnego organizatora – warto przed zapisem sprawdzić liczbę rat, ewentualne dodatkowe koszty oraz terminy płatności.

W przypadku osób pracujących i pracodawców warto sprawdzić również możliwość skorzystania z dofinansowania, np. w ramach Krajowego Funduszu Szkoleniowego lub usług dostępnych w Bazie Usług Rozwojowych. Dostępność środków, wysokość wsparcia i zasady udziału zależą od aktualnych naborów, regionu oraz konkretnego operatora programu.

Dzięki tak zróżnicowanym opcjom finansowania, uczestnicy kursu mogą skupić się na nauce i zdobywaniu niezbędnych umiejętności w branży TSL, bez obaw o stresujące kwestie związane z płatnościami. Kursy spedytorskie są bardziej przystępne dla różnych grup odbiorców, dlatego nie ma potrzeby obawiać się kosztów związanych ze szkoleniem.

Jak wybrać najlepszy kurs na spedytora?

Wybierając kurs przygotowujący do zawodu spedytora, istnieje kilka kluczowych aspektów, które należy uwzględnić. Te elementy mają istotny wpływ na jakość nauki oraz późniejsze wykorzystanie zdobytej wiedzy w branży. Warto sprawdzić, czy kurs jest opisany jako przygotowujący do pracy w zawodzie spedytora, np. w odniesieniu do kodu zawodu 333105. Istotne jest, aby kurs łączył teorię z praktycznymi umiejętnościami, takimi jak:

  • organizacja transportu,
  • współpraca z klientami,
  • zarządzanie dokumentacją transportową.

Ważnym krokiem jest również wybór uznanej placówki edukacyjnej.

Dodatkowo, dostęp do różnorodnych materiałów dydaktycznych, takich jak nagrania wideo czy interaktywne platformy online, jest bardzo istotny. Kursy online dają możliwość elastycznej nauki, co jest szczególnie korzystne dla osób, które łączą naukę z pracą zawodową.

Na zakończenie warto zwrócić uwagę na opinie osób, które już ukończyły dany kurs. Ich relacje mogą dostarczyć cennych wskazówek dotyczących jakości nauczania oraz praktycznych umiejętności, jakie można nabyć podczas szkolenia. Przy wyborze kursu spedytora kieruj się nie tylko jego jakością, ale także tym, jak dobrze odpowiada Twoim indywidualnym potrzebom oraz zawodowym aspiracjom.

Jakie szkolenia specjalistyczne warto rozważyć po kursie na spedytora?

Po ukończeniu kursu spedytora, warto rozważyć udział w specjalistycznych szkoleniach, które mogą znacznie wzbogacić Twoje umiejętności w branży transportu, spedycji i logistyki. Poniżej przedstawiam kilka istotnych propozycji:

  • kurs spedycji i logistyki w eksporcie: uczestnicy poznają szczegółowe aspekty związane z eksportem towarów, w tym procedury celne oraz niezbędną dokumentację, która umożliwia realizację międzynarodowych transakcji,
  • szkolenia ADR: koncentrują się na przewozie ładunków niebezpiecznych; udział w takim kursie jest kluczowy dla spedytorów, którzy pracują z substancjami chemicznymi lub innymi materiałami wymagającymi szczególnych środków ostrożności,
  • Program Lidera: zaawansowane szkolenie kładzie nacisk na techniki zarządzania, optymalizację procesów logistycznych oraz rozwój umiejętności przywódczych,
  • kurs zaawansowany dla spedytorów: programy te dostarczają głębszej wiedzy na temat skomplikowanych zagadnień związanych z logistyką, co może otworzyć drzwi do awansu na wyższe stanowiska w branży transportowej,
  • wybór odpowiednich szkoleń po kursie spedytora może zwiększyć Twoją konkurencyjność na rynku pracy.

Jakie materiały i platformy e-learningowe towarzyszą kursowi na spedytora?

Kursy dla przyszłych spedytorów często korzystają z nowoczesnych platform e-learningowych, które dostarczają różnorodnych materiałów, w tym nagrań wideo oraz interaktywnych wykładów online.

Program szkoleniowy obejmuje wiele zagadnień związanych z pracą spedytora, takich jak:

  • organizacja transportu,
  • zarządzanie dokumentacją,
  • podstawy prawa przewozowego.

Rosnąca popularność kursów online dla spedytorów wynika z ich łatwej dostępności oraz elastyczności w nauce. Uczestnicy mają do dyspozycji różne narzędzia wspierające ich rozwój zawodowy, co czyni te kursy atrakcyjną opcją dla osób pragnących rozpocząć swoją karierę w branży transportu i logistyki.

Jak sprawnie zorganizować zaopatrzenie biura? Poznaj najważniejsze zasady

Dobre zaopatrzenie biura gwarantuje sprawne działanie firmy bez przestojów, niepotrzebnych kosztów oraz nerwów. Aby uniknąć tych niedogodności, warto zgromadzić wszystkie potrzebne produkty u jednego dostawcy i zamawiać je z wyprzedzeniem. Dobrym rozwiązaniem jest internetowa hurtownia wielobranżowa, która pozwala zaopatrzyć firmę w papier, środki czystości, napoje oraz inne niezbędne towary podczas jednych zakupów. Dzięki temu ograniczasz liczbę faktur, oszczędzasz na dostawie i zyskujesz czas na rozwijanie biznesu.

Jakie artykuły biurowe do firmy są niezbędne?

Praca w nowoczesnej przestrzeni wymaga stałego dostępu do materiałów piśmienniczych, papieru oraz akcesoriów pomocniczych. Codzienne obowiązki opierają się na dokumentacji, notatkach i archiwizacji, dlatego brak podstawowych przyborów potrafi sparaliżować pracę całego zespołu. Tworząc listę artykułów biurowych niezbędnych do funkcjonowania firmy, warto podzielić asortyment na kilka głównych kategorii:

  • materiały do druku i notowania – papier ksero w różnych formatach (głównie A4 i A3), bloki do tablic, notesy samoprzylepne, kalendarze;
  • przybory do pisania – długopisy, ołówki, cienkopisy, markery do tablic suchościeralnych, zakreślacze tekstowe;
  • archiwizacja dokumentów – segregatory o różnych szerokościach grzbietu, teczki wiązane i z gumką, koszulki foliowe, pudła archiwizacyjne;
  • akcesoria biurkowe – zszywacze, dziurkacze, nożyczki, taśmy klejące, spinacze, dyspensery.

Warto stawiać na sprawdzone marki o dobrej relacji ceny do jakości. Tanie zamienniki papieru mogą pylić i niszczyć mechanizmy drukarek, co w dłuższej perspektywie może prowadzić do konieczności napraw sprzętu.

Gdzie najlepiej zamawiać artykuły biurowe i papiernicze? Hurtownia vs sklep detaliczny

Kupowanie wyposażenia w zwykłych sklepach papierniczych lub marketach to duża strata pieniędzy i czasu. Ceny detaliczne są często znacznie wyższe, a ograniczony asortyment zmusza do odwiedzania wielu punktów handlowych. Dla każdego przedsiębiorstwa godnym uwagi partnerem w zakupie artykułów biurowych i papierniczych jest hurtownia online, która zapewnia stałą dostępność towaru oraz elastyczne warunki współpracy.

Cecha Sklep detaliczny Hurtownia 
Ceny Wysokie (marża detaliczna) Niskie (rabaty ilościowe)
Wybór produktów Ograniczony do przestrzeni półkowej Pełen katalog producentów
Dostawa Brak lub wysoki koszt transportu Darmowa dostawa od określonego progu
Formalności Wiele pojedynczych paragonów Jedna zbiorcza faktura miesięczna

Współpraca z hurtowym dostawcą pozwala na negocjowanie indywidualnych stawek rabatowych przy dużych wolumenach zakupowych oraz daje dostęp do dedykowanego opiekuna klienta, który pomaga w doborze odpowiednich produktów.

Jakie artykuły higieniczne warto zamawiać hurtowo?

Czystość i higiena w miejscu pracy wpływają na zdrowie oraz samopoczucie pracowników. Przestrzenie wspólne, takie jak łazienki, kuchnie czy korytarze, wymagają stałego zaopatrzenia w profesjonalne środki czystości. Decydując się na zakup artykułów higienicznych w hurcie, zyskujesz dostęp do wydajnych opakowań przemysłowych, które wystarczają na znacznie dłużej niż produkty przeznaczone dla gospodarstw domowych.

Niezbędne wyposażenie zaplecza higienicznego obejmuje:

  1. Ręczniki papierowe i papier toaletowy – najlepiej sprawdza się papier w dużych rolkach (Jumbo) lub ręczniki składane typu ZZ, dopasowane do dozowników ściennych.
  2. Mydła i środki do dezynfekcji – zakup pięciolitrowych kanistrów z mydłem w płynie pozwala na oszczędne uzupełnianie dozowników.
  3. Środki czystości – specjalistyczne płyny do mycia podłóg, szyb, czyszczenia armatury oraz tabletki i sól do zmywarek biurowych.
  4. Worki na odpady – dopasowane litrażem do koszy pod biurkami oraz dużych pojemników do segregacji śmieci.

Hurtowy zakup chemii profesjonalnej zabezpiecza firmę przed nagłym brakiem podstawowych środków sanitarnych, co mogłoby negatywnie wpłynąć na wizerunek firmy przed kontrahentami.

Dlaczego wodę mineralną również warto kupować w hurtowni?

Zapewnienie dostępu do wody pitnej w miejscu pracy to stały obowiązek każdego pracodawcy. Kupowanie zgrzewek w marketach spożywczych wiąże się z problemami transportowymi i logistycznymi. Warto rozważyć zakup wody mineralnej w hurtowni, co gwarantuje dostawy bezpośrednio pod wskazany adres.

Przed wyborem dostawcy warto przeanalizować formaty opakowań:

  • 0,5 litra – niezastąpione podczas spotkań biznesowych, konferencji oraz dla pracowników realizujących zadania w terenie.
  • 1,5 litra – najbardziej ekonomiczne rozwiązanie do codziennego użytku przez pracowników stacjonarnych w aneksach kuchennych.
  • warianty szklane – przeznaczone do gabinetów kadry zarządzającej oraz na kluczowe negocjacje z partnerami handlowymi.

Właściwy podział zamówienia między wodę gazowaną i niegazowaną pozwala zaspokoić potrzeby wszystkich osób zatrudnionych w firmie.

Jak stworzyć skuteczny harmonogram zamówień biurowych?

Chaos w zaopatrzeniu najczęściej wynika z kupowania produktów w ostatniej chwili. Reagowanie dopiero wtedy, gdy skończy się papier w drukarce lub mydło w łazience, wywołuje niepotrzebny stres. Rozwiązaniem jest wdrożenie prostego systemu opartego na stanach minimalnych.

Proces ten można zamknąć w trzech prostych krokach:

  1. Analiza realnego zużycia

Przez miesiąc należy zapisywać, ile ryz papieru, kartonów kawy czy paczek ręczników papierowych zużywa biuro. Pozwala to określić realne zapotrzebowanie firmy.

  1. Wyznaczenie progu alarmowego

Dla każdego produktu należy ustalić ilość krytyczną, która sygnalizuje konieczność wysłania nowego zamówienia. Jeśli w magazynie zostają np. trzy ryzy papieru, osoba odpowiedzialna powinna od razu uzupełnić zapas, biorąc pod uwagę czas potrzebny na dostawę.

  1. Ustalenie stałych dni dostaw

Zamiast dokonywać drobnych zakupów co kilka dni, lepiej wyznaczyć jeden stały dzień w miesiącu na duże, zbiorcze zamówienie. Ułatwia to pracę działu księgowości, który otrzymuje jedną fakturę w miejsce kilkunastu mniejszych rachunków.

Jak kontrolować koszty zaopatrzenia?

Nadzór nad wydatkami na materiały eksploatacyjne wymaga centralizacji procesu zakupowego. Jeśli każdy dział zamawia artykuły samodzielnie, firma traci kontrolę nad budżetem i płaci więcej z powodu rozproszonych zamówień.

Wyznaczenie osoby odpowiedzialnej za kontakt z hurtowniami pozwala na wprowadzenie standaryzacji. Wybór jednego modelu długopisu, określonej gramatury papieru czy konkretnej marki środków czystości pozwala na zamawianie większych partii tego samego towaru. Dzięki temu zyskujesz silniejszą pozycję negocjacyjną i możesz ubiegać się o dodatkowe rabaty handlowe u swojego dostawcy. Regularne monitorowanie wydatków oraz zestawianie ich z liczbą pracowników pozwala szybko wykryć nieprawidłowości, a także zoptymalizować koszty.

Organizacja przestrzeni magazynowej w biurze

Nawet najlepszy plan zakupów nie zadziała, jeśli dostarczone towary będą składowane w przypadkowych miejscach. Odpowiednia organizacja szaf zaopatrzeniowych czy magazynków pozwala na szybką ocenę stanu zapasów i zapobiega niszczeniu materiałów.

Warto zastosować zasadę FIFO (First In, First Out) – produkty kupione wcześniej powinny być układane z przodu, aby zostały zużyte w pierwszej kolejności. Dotyczy to zwłaszcza artykułów spożywczych, napojów oraz chemii, która ma określone terminy przydatności. Ciężkie towary, takie jak zgrzewki wody czy kartony z papierem ksero, należy bezwzględnie przechowywać na najniższych półkach lub bezpośrednio na podłodze, aby zapobiec przeciążeniu regałów i zadbać o bezpieczeństwo pracowników.

Dlaczego internetowa hurtownia wielobranżowa usprawnia logistykę firmy?

Tradycyjny model zakupów, w którym osobno zamawia się chemię gospodarczą, papier czy napoje, może prowadzić do chaosu organizacyjnego. Oznacza to konieczność koordynowania kilku dostaw, kontaktu z wieloma kurierami i opłacania licznych faktur. Internetowa hurtownia wielobranżowa eliminuje te problemy, łącząc tysiące produktów z różnych kategorii w jednym miejscu.

Systemy zamówień online w takich hurtowniach pozwalają na tworzenie szablonów zakupowych i błyskawiczne odtwarzanie koszyka z poprzedniego miesiąca. Cały proces sprowadza się do kilku kliknięć na ekranie komputera lub smartfona. Dodatkowo, zrobienie wszystkich zakupów u jednego podmiotu pozwala na łatwiejsze osiągnięcie progów uprawniających do bezpłatnego transportu, co realnie zmniejsza koszty operacyjne przedsiębiorstwa.

Jakie korzyści przynosi automatyzacja zakupów firmowych?

Nowoczesne platformy sprzedażowe dla biznesu oferują szereg funkcji usprawniających codzienne zarządzanie dostawami. Korzystanie z kont biznesowych w hurtowniach internetowych pozwala na precyzyjne planowanie wydatków bez konieczności ręcznego wypisywania list produktów. Dzięki tym narzędziom proces zaopatrzeniowy staje się w pełni transparentny, a ryzyko dokonywania nieprzemyślanych zakupów zostaje zredukowane do minimum. Centralizacja, planowanie i wybór hurtowni wielobranżowej to sprawdzone sposoby na oszczędność czasu oraz pieniędzy w każdym przedsiębiorstwie.

Polska gospodarka ma wzrosnąć o 3,5% w 2026 roku. Firmy liczą na inwestycje i stabilny popyt

Polska gospodarka pozostaje na ścieżce stabilnego wzrostu, choć otoczenie, w którym funkcjonują przedsiębiorstwa, nadal charakteryzuje się podwyższoną niepewnością. Prognozy Biura Maklerskiego BNP Paribas zakładają, że w 2026 roku tempo wzrostu PKB wyniesie 3,5%, co oznacza jedynie nieznaczne spowolnienie względem poprzedniego roku. Jednocześnie inflacja ma obniżyć się do średnio 3,2%, pozostając bliżej celu Narodowego Banku Polskiego niż w ostatnich latach.

Dla przedsiębiorców oznacza to utrzymanie relatywnie korzystnych warunków prowadzenia działalności, jednak bez powrotu do pełnej przewidywalności, która przez lata była fundamentem planowania biznesowego. Wiele będzie zależeć od sytuacji geopolitycznej, w szczególności od rozwoju wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Bazowy scenariusz zakłada stopniową normalizację sytuacji oraz spadek cen surowców energetycznych. Ewentualna eskalacja konfliktu mogłaby jednak ponownie zwiększyć presję inflacyjną, wpływając zarówno na koszty działalności przedsiębiorstw, jak i na skłonność konsumentów do wydawania pieniędzy.

Impuls inwestycyjny

Jednym z najważniejszych czynników wspierających gospodarkę pozostają inwestycje. Rok 2026 może być okresem rekordowego napływu środków europejskich. Przy pełnym wykorzystaniu funduszy dostępnych w ramach Krajowego Planu Odbudowy do polskiej gospodarki może trafić około 210 mld zł. Tak silny impuls inwestycyjny będzie odczuwalny nie tylko w sektorze publicznym, ale również w wielu branżach współpracujących z administracją, samorządami oraz dużymi podmiotami realizującymi projekty infrastrukturalne.

Dla firm oznacza to szansę na zwiększenie skali działalności, ale jednocześnie konieczność odpowiedniego przygotowania organizacyjnego i finansowego. W okresach przyspieszenia inwestycji szczególnego znaczenia nabierają kwestie związane z płynnością finansową, terminowym finansowaniem kontraktów oraz zdolnością do obsługi rosnącej liczby zamówień. To właśnie sprawne zarządzanie kapitałem obrotowym często decyduje o tym, które przedsiębiorstwa są w stanie skutecznie wykorzystać pojawiające się możliwości rynkowe.

Kondycja konsumentów

Pozytywnym sygnałem dla biznesu pozostaje również utrzymująca się dobra kondycja konsumentów. Chociaż dynamika wzrostu wynagrodzeń będzie niższa niż w poprzednich latach, można przewidywać dalszy wzrost konsumpcji gospodarstw domowych na poziomie około 3,5%. Oznacza to utrzymanie relatywnie solidnego popytu wewnętrznego, który pozostaje jednym z głównych motorów wzrostu polskiej gospodarki.

Warto również zwrócić uwagę na sytuację na rynku finansowym. Prognozy wskazują, że stopy procentowe NBP powinny pozostać stabilne do końca roku, a kurs złotego względem euro utrzyma się w pobliżu obecnych poziomów. Taki scenariusz sprzyja planowaniu inwestycji i ogranicza ryzyko związane z kosztami finansowania oraz wahaniami kursowymi. Jednocześnie przedsiębiorcy nie mogą całkowicie wykluczyć alternatywnego scenariusza, w którym utrzymujące się napięcia geopolityczne wymuszą bardziej restrykcyjną politykę pieniężną.

Perspektywy dla polskiej gospodarki pozostają umiarkowanie optymistyczne. Przedsiębiorstwa działają w otoczeniu pełnym wyzwań, ale jednocześnie mają do dyspozycji silne impulsy rozwojowe w postaci inwestycji współfinansowanych ze środków unijnych, stabilnego rynku pracy oraz utrzymującego się popytu krajowego. W takich warunkach o przewadze konkurencyjnej decydują nie tylko jakość oferowanych produktów i usług, lecz także umiejętność szybkiego reagowania na zmieniające się warunki gospodarcze oraz efektywnego zarządzania finansami przedsiębiorstwa.

Rumunia staje się wschodzącą gwiazdą inwestycji w Europie Środkowo-Wschodniej

0

Rumunia coraz silniej przyciąga uwagę międzynarodowych inwestorów nie tylko jako efektywna kosztowo lokalizacja, ale także jako rynek o dynamicznie rozwijającej się bazie przemysłowej i logistycznej. Stabilny wzrost gospodarczy w połączeniu z ponadprzeciętnym poziomem samowystarczalności energetycznej oraz rosnącym popytem na nowoczesną infrastrukturę czyni z tego kraju jedno z najbardziej dynamicznych środowisk inwestycyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej. Jednocześnie same rumuńskie firmy rozwijają się w szybkim tempie i coraz częściej wychodzą na rynki międzynarodowe, co napędza zapotrzebowanie na bardziej zaawansowane łańcuchy dostaw oraz kompetencje w logistyce transgranicznej.

Jako jeden z liderów rozwoju gospodarczego w Europie od 1989 roku, Rumunia w ciągu ostatnich 20 lat osiągnęła najwyższy w całej Unii Europejskiej wzrost realnych dochodów gospodarstw domowych per capita sięgający aż 134%. Potencjał kraju jest wyraźnie dostrzegany przez międzynarodowy przemysł. Rumunia zbudowała już silną pozycję w kluczowych sektorach, takich jak motoryzacja, a także w branży stalowej i chemicznej. Jednocześnie obserwujemy obecnie rosnący popyt ze strony sektora energetycznego, w tym energetyki odnawialnej, ze szczególnie silnym wzrostem importu komponentów takich jak panele fotowoltaiczne.

Wzrost ten przekłada się bezpośrednio na rosnące zapotrzebowanie na zaawansowaną logistykę. Firmy działające w Rumunii poszukują nie tylko efektywnych rozwiązań transportowych, ale również kompleksowego wsparcia w zarządzaniu lokalnymi i globalnymi łańcuchami dostaw zapewniającego ciągłość, skalowalność i efektywność operacyjną.

Dzięki konkurencyjnym kosztom operacyjnym, dostępowi do jednolitego rynku UE oraz rozwijającej się infrastrukturze Rumunia staje się coraz bardziej atrakcyjną lokalizacją dla firm poszukujących alternatyw dla produkcji w Azji. Globalny trend nearshoringu stanowi dużą szansę dla rumuńskiej gospodarki. W 2025 roku, gdy liczba projektów inwestycyjnych w Europie spadła o 7%, Rumunia przyciągnęła ponad 100 projektów bezpośrednich inwestycji zagranicznych – o 16% więcej niż rok wcześniej. Towarzyszył temu wzrost liczby tworzonych miejsc pracy o 39%, podczas gdy średnia europejska w tym czasie spadła. Kraj awansował na 11. miejsce w europejskim rankingu atrakcyjności BIZ, utrzymując drugą pozycję w regionie CEE, a wśród najsilniejszych sektorów znalazły się maszyny i urządzenia, IT oraz transport i logistyka.

Jakie są gospodarcze atuty Rumunii?

Położenie Rumunii czyni z niej naturalny hub dystrybucyjny dla szerszego regionu – od Bałkanów po Europę Środkowo-Wschodnią. Jednocześnie kraj jest dobrze przygotowany, by odegrać kluczową rolę w przyszłej odbudowie Ukrainy, co wspierają inwestycje infrastrukturalne, bliskość geograficzna oraz rosnące doświadczenie w obsłudze przepływów tranzytowych.

Port w Konstancy to największy port morski Rumunii i jeden z najważniejszych nad Morzem Czarnym. Pełni on rolę strategicznego hubu dla Europy Środkowo-Wschodniej oraz kluczowego punktu w handlu z Azją. W 2025 roku port obsłużył około 67 mln ton ładunków, co potwierdza jego trwałe znaczenie dla regionalnych i globalnych łańcuchów dostaw. Po wybuchu wojny w Ukrainie Konstanca stała się jedynym portem w regionie utrzymującym regularne połączenia z Chinami.

Kraj intensywnie inwestuje również w modernizację infrastruktury transportowej. Budowa autostrady A7 łączącej Konstancę z granicą ukraińską, a także planowane nowe porty wzdłuż Kanału Dunaj-Morze Czarne to tylko niektóre z projektów, które wzmocnią pozycję Rumunii jako regionalnego lidera. Dunaj zapewnia unikalną przewagę w transporcie śródlądowym i intermodalnym, oferując efektywną kosztowo alternatywę dla transportu drogowego, szczególnie w przypadku ładunków ponadgabarytowych i przemysłowych, umożliwiając jednocześnie sprawne połączenia z rynkami takimi jak Węgry oraz dalej, wzdłuż korytarza dunajskiego, w kierunku Europy Środkowej.

Również wejście kraju do strefy Schengen w 2025 roku znacząco ułatwiło handel i logistykę, umożliwiając szybszy przepływ towarów, niższe koszty oraz większą przewidywalność łańcuchów dostaw. Zniesienie kontroli granicznych wyeliminowało opóźnienia sięgające wcześniej nierzadko ponad 20 godzin, istotnie poprawiając czasy tranzytu i efektywność operacyjną.

Jednocześnie Rumunia korzysta ze stosunkowo wysokiego poziomu samowystarczalności energetycznej, co wzmacnia jej konkurencyjność w kontekście wysokich cen energii i niepewności surowcowej w całej Europie, czyniąc ją coraz bardziej atrakcyjną lokalizacją dla inwestycji przemysłowych. Kraj przeżywa także odrodzenie w sektorze energii odnawialnej. W 2025 roku rynek energii słonecznej odnotował znaczący wzrost, dodając około 2,2 GW nowych mocy, co plasuje Rumunię wśród europejskich liderów w tej dziedzinie. Ten dynamiczny rozwój napędza import komponentów takich jak panele fotowoltaiczne, głównie z Azji, przy czym port w Konstancy staje się kluczowym hubem logistycznym, a sprawna obsługa celna zyskuje strategiczne znaczenie.

Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie przerobionych zdjęć 14-latki. UODO składa zażalenie

0

Prokuratura umorzyła śledztwo dotyczące opublikowania w mediach społecznościowych przerobionych zdjęć 14-letniej dziewczynki. Sprawa była wcześniej ponownie podjęta po interwencji Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosława Wróblewskiego u Prokuratora Generalnego Waldemara Żurka. Zdaniem UODO śledczy nie przeprowadzili jednak nowych istotnych czynności dowodowych, a decyzja o umorzeniu postępowania była przedwczesna.

Sprawa dotyczy wykorzystania wizerunku małoletniej, który miał zostać przerobiony przy użyciu narzędzi sztucznej inteligencji, a następnie opublikowany w mediach społecznościowych. Według informacji przekazanych przez UODO osoby odpowiedzialne za publikację nie tylko zamieściły zmodyfikowane zdjęcie, ale także zachęcały innych do „zamawiania” podobnych materiałów.

Sprawa trafiła na policję ponad rok temu

Postępowanie rozpoczęło się po zawiadomieniu złożonym przez rodzica pokrzywdzonej dziewczynki. Rodzic wskazywał na możliwość popełnienia przestępstwa polegającego na przerobieniu i rozpowszechnieniu wizerunku jego małoletniej córki. Zawiadomienia w tej sprawie złożyli również Prezes UODO oraz szkoła, do której uczęszcza pokrzywdzona.

Organy ścigania początkowo odmówiły wszczęcia postępowania. Prokuratura uznała, że czyn nie spowodował szkody oraz nie nosił znamion przestępstwa. Prezes UODO zaskarżył tę decyzję, a następnie skierował pismo do Prokuratora Generalnego Waldemara Żurka, wnosząc o wznowienie postępowania i podjęcie śledztwa.

Po tej interwencji prokuratura ponownie zajęła się sprawą. Jak jednak wskazuje UODO, zakończyło się to kolejnym umorzeniem.

UODO: nie było nowych ustaleń

W lutym 2026 r. prokurator wydał postanowienie o umorzeniu śledztwa. Z akt sprawy, na które powołuje się UODO, wynika, że po ponownym podjęciu postępowania nie przeprowadzono nowych czynności dowodowych, które mogłyby doprowadzić do istotnych ustaleń. Według organu nadzorczego dokonano jedynie ponownego przesłuchania ojca pokrzywdzonej.

Prezes UODO ocenia, że w takiej sytuacji decyzja o umorzeniu była przedwczesna. Urząd przypomina, że wcześniej Prokuratura Krajowa nakazała wznowienie postępowania, uznając, że poprzednia decyzja organów ścigania wymaga ponownej oceny. Skoro natomiast ustalenia faktyczne nie uległy zmianie, to — zdaniem UODO — także kolejna decyzja o umorzeniu budzi zastrzeżenia.

Spór o szkodę i charakter czynu

Jednym z kluczowych elementów sprawy jest ocena, czy opublikowanie przerobionego zdjęcia wyrządziło szkodę. Prokuratura miała uznać, że działanie to było jedynie formą nieudanego, nastoletniego żartu i nie spowodowało szkody po stronie pokrzywdzonej.

Z takim stanowiskiem nie zgadza się Prezes UODO. Urząd wskazuje, że ojciec dziewczynki wyraźnie podkreślał, iż zarówno on, jak i jego córka czują się pokrzywdzeni i nie wyrażają zgody na publikowanie tego rodzaju materiałów. W ocenie organu nadzorczego doszło więc do wyrządzenia krzywdy, która również może być traktowana jako postać szkody.

UODO zwraca także uwagę, że prokuratura nie podjęła działań zmierzających do ustalenia tożsamości sprawców. Zdaniem urzędu jest to szczególnie istotne w sprawach dotyczących małoletnich oraz wykorzystania ich wizerunku w internecie.

Kluczowy jest art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych

Najważniejszy zarzut Prezesa UODO dotyczy interpretacji art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych. Przepis ten penalizuje przetwarzanie danych osobowych bez podstawy prawnej.

Według UODO prokuratura błędnie przyjęła, że przerobienie zdjęcia w opisanych okolicznościach nie stanowi przetwarzania danych osobowych. Śledczy mieli również argumentować, że do przestępstwa nie doszło, ponieważ wizerunek małoletniej pochodził z materiałów ogólnodostępnych, a nie z „chronionego zbioru danych”.

Prezes UODO nie zgadza się z taką interpretacją. Urząd podkreśla, że z punktu widzenia ochrony danych osobowych wizerunek osoby możliwej do zidentyfikowania jest daną osobową. Jego modyfikacja, publikacja i dalsze rozpowszechnianie mogą więc stanowić przetwarzanie danych osobowych.

Zdaniem UODO nie ma przy tym znaczenia, czy pierwotne zdjęcie pochodziło z materiałów ogólnodostępnych. Istotne jest to, że fotografia dotyczyła konkretnej, możliwej do zidentyfikowania osoby. Organ nadzorczy zwraca również uwagę, że prokuratura nie wyjaśniła, czym miałby być wskazywany przez nią „chroniony zbiór danych” ani dlaczego jego istnienie miałoby być warunkiem odpowiedzialności z art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych.

UODO składa zażalenie do sądu

Prezes UODO złożył zażalenie na postanowienie o umorzeniu śledztwa. Organ nadzorczy stoi na stanowisku, że w sprawie doszło do przetwarzania danych osobowych małoletniej bez podstawy prawnej, a prokuratura bezzasadnie zakończyła postępowanie.

Sprawa ma znaczenie wykraczające poza jednostkowy przypadek. Dotyczy bowiem odpowiedzialności za wykorzystywanie wizerunku dzieci i nastolatków w internecie, w tym za materiały tworzone lub modyfikowane z użyciem sztucznej inteligencji. W ocenie UODO organy ścigania powinny traktować takie przypadki z należytą powagą, zwłaszcza gdy dotyczą osób małoletnich, których ochrona w środowisku cyfrowym wymaga szczególnej staranności.

Rozstrzygnięcie sądu może mieć znaczenie dla praktyki organów ścigania w podobnych sprawach. Chodzi przede wszystkim o to, czy przerobienie i publikacja wizerunku osoby małoletniej w internecie mogą być kwalifikowane jako bezprawne przetwarzanie danych osobowych, nawet jeśli pierwotne zdjęcie było wcześniej publicznie dostępne.

OC komunikacyjne tanieje, ale KNF wskazuje na rosnące koszty odszkodowań

0

W maju 2026 roku mediana ofert OC w Polsce wyniosła 641 zł – tak wynika z raportu Rankomat.pl. To o 11 zł mniej niż w kwietniu i jednocześnie najniższy poziom od maja 2024 roku. Dla kierowców to dobra wiadomość, ale najnowsze dane Komisji Nadzoru Finansowego pokazują, że dalsze obniżki mogą być trudne do utrzymania. Segment obowiązkowego OC komunikacyjnego po I kwartale 2026 roku ponownie znalazł się pod presją rosnących kosztów szkód.

Po marcowo-kwietniowym odbiciu ceny OC znów spadły. Ostatnio podobny poziom odnotowano w maju 2024 roku, kiedy mediana ofert wynosiła 643 zł. Rok później, w maju 2025 roku, było to 711 zł, czyli o 70 zł więcej niż obecnie.

Nie oznacza to jednak powrotu do bardzo taniego OC sprzed kilku lat. W maju 2023 roku mediana wynosiła 524 zł. Obecny poziom jest więc o 117 zł wyższy niż trzy lata temu. Rynek jest wyraźnie tańszy niż w szczycie podwyżek z 2025 roku, ale nadal znacząco droższy niż przed okresem dynamicznego wzrostu cen.raport maj

Rentowność OC pod presją

Na możliwe ograniczenie dalszych obniżek wskazują dane KNF po I kwartale 2026 roku. W grupie 10., czyli w obowiązkowym OC posiadaczy pojazdów mechanicznych, strata techniczna na działalności bezpośredniej wyniosła 19 mln zł. Rok wcześniej wynik był dodatni i wynosił 43,2 mln zł.

Ubezpieczyciele zebrali 4,8 mld zł składki, co oznacza wzrost o 3% rok do roku. Jednocześnie wypłacili o 9% więcej odszkodowań i świadczeń, a średnia wartość zlikwidowanej szkody wzrosła o 6%, do 11,6 tys. zł.

– Dane KNF pokazują, że sytuacja w komunikacyjnych polisach OC robi się coraz bardziej wymagająca dla ubezpieczycieli. Rynek jako całość pozostaje stabilny, ale rosnące koszty szkód i słabsza rentowność mogą ograniczać przestrzeń do dalszych obniżek cen. Firmy, które przez dłuższy czas sprzedają polisy poniżej kosztów, będą musiały skorygować swoją strategię. Dla kierowców oznacza to, że obecne, relatywnie niskie ceny OC mogą nie utrzymać się bez końca – komentuje Katarzyna Gaweł, ekspertka Rankomat.pl.

Komisja Nadzoru Finansowego zapowiada dalszy monitoring zakładów ubezpieczeń, które utrzymują nierentowne linie biznesowe. Z perspektywy rynku OC oznacza to, że presja na wynik techniczny może stać się jednym z czynników ograniczających agresywną konkurencję cenową.

Najdrożej w pomorskim, najtaniej w podkarpackim

Wśród województw najwyższą medianę ofert OC odnotowano w maju w województwie pomorskim. Wyniosła ona 718 zł, czyli o 77 zł więcej niż mediana krajowa. Drugie miejsce zajęło województwo dolnośląskie z medianą 698 zł, a kolejne mazowieckie – 676 zł oraz zachodniopomorskie – 674 zł.Ceny w województwach maj 26

Powyżej mediany krajowej znalazło się również województwo kujawsko-pomorskie, gdzie mediana wyniosła 643 zł. Pozostałe regiony były tańsze od wyniku ogólnopolskiego.

Najtańszym województwem było podkarpackie. Mediana ofert OC wyniosła tam 556 zł. Niewiele więcej płacili kierowcy w województwach świętokrzyskim – 557 zł, lubelskim – 569 zł oraz opolskim – 570 zł. Różnica między najdroższym województwem pomorskim a najtańszym podkarpackim wyniosła 162 zł.

W porównaniu z kwietniem ceny w najdroższych regionach spadły. W pomorskim mediana obniżyła się z 730 zł do 718 zł, w dolnośląskim z 703 zł do 698 zł, w mazowieckim z 691 zł do 676 zł, a w zachodniopomorskim z 685 zł do 674 zł. Wśród najtańszych województw podkarpackie utrzymało poziom z kwietnia, natomiast spadki odnotowano m.in. w świętokrzyskim, lubelskim i opolskim.

Wrocław i Gdańsk nadal najdroższe. Opole odzyskuje miano najtańszego wśród miast wojewódzkich

Różnice między miastami wojewódzkimi pozostają jeszcze większe niż między regionami. Najdroższym miastem w maju był Wrocław, gdzie mediana ofert OC wyniosła 850 zł. Niewiele mniej płacili kierowcy z Gdańska – 838 zł. Podium zamyka Poznań z medianą na poziomie 812 zł.Ceny w miastach maj 26

Wysokie ceny odnotowano także w Łodzi – 805 zł, Szczecinie – 782 zł, Warszawie – 762 zł oraz Bydgoszczy – 751 zł. Oznacza to, że w najdroższych miastach wojewódzkich mediana OC była o ponad 100 – 200 zł wyższa od mediany krajowej.

Najtańszym miastem wojewódzkim było Opole, gdzie mediana ofert OC wyniosła 634 zł. To jedyne miasto w zestawieniu z wynikiem niższym od mediany krajowej. Na kolejnych miejscach znalazły się Rzeszów – 650 zł, Lublin – 669 zł oraz Katowice – 678,50 zł.

W porównaniu z kwietniem uwagę zwracają spadki w miastach, które wcześniej należały do najdroższych. W Gdańsku mediana obniżyła się z 869 zł do 838 zł, czyli o 31 zł. We Wrocławiu spadła z 876 zł do 850 zł, a w Poznaniu z 826 zł do 812 zł.

Wyraźna zmiana nastąpiła też w Opolu. W kwietniu mediana wynosiła tam 666 zł, a w maju spadła do 634 zł. Dzięki temu Opole ponownie znalazło się na końcu zestawienia najdroższych miast wojewódzkich.

Co to oznacza dla kierowców?

Majowe dane pokazują, że kierowcy mogą obecnie znaleźć OC taniej niż w poprzednich miesiącach, ale sytuacja na rynku nie jest jednoznaczna. Z jednej strony mediana ofert spadła do najniższego poziomu od dwóch lat. Z drugiej strony ubezpieczyciele mierzą się z rosnącymi kosztami szkód i słabszą rentownością obowiązkowego OC.

Dla właścicieli samochodów oznacza to, że warto porównywać oferty szczególnie uważnie. Różnice między regionami sięgają ponad 160 zł, a między najdroższym i najtańszym miastem wojewódzkim ponad 200 zł. W praktyce cena polisy nadal w dużej mierze zależy od miejsca zamieszkania, historii ubezpieczenia, wieku kierowcy, parametrów samochodu i zakresu dostępnych ofert.

Rynki patrzą na banki centralne. Inflacja w USA rośnie, EBC może podnieść stopy

Ostatnie dni na rynkach dają nam chociaż trochę tematów innych niż wojna w Zatoce Perskiej. Z drugiej strony decyzje banków centralnych po trochu wynikają jednak z działań USA i Izraela w tym regionie. W USA rosną ceny, a Europa czeka na wzrost stóp.

Inflacja w USA

Amerykańska administracja wydaje się robić wiele rzeczy, by przegrać listopadowe wybory. Sondaże nadal jednak dają Republikanom szansę utrzymania większości, o ile wygrają kilka wahających się stanów. Ostatnie wybory pokazywały, że tego typu niespodzianki udawały im się wyjątkowo często. Obecnie jest jednak jeszcze jeden problem, czyli kondycja gospodarki. Obecna administracja doszła do władzy twierdząc, że Demokraci rujnują gospodarkę, a teraz wyniki jeszcze się pogarszają. Obecnie głównym problemem jest inflacja. Wczorajszy odczyt wyniósł 4,2% i był to wynik zgodny z oczekiwaniami, ale najwyższy od 2023 r. Wtedy jednak powodem takiej dynamiki wzrostu cen była pandemia koronawirusa, a teraz jest nim niezrozumiała dla wielu obserwatorów wojna w Iranie. Rosnąca inflacja przekłada się na umocnienie dolara względem głównych walut. Im wyższa inflacja, tym bardziej będą rosły stopy procentowe, a to – dzięki lepszym stopom zwrotu – będzie zachęcać inwestorów do trzymania środków w dolarze.

Sądny dzień euro

Wygląda na to, że wiadomością dnia będzie dzisiaj decyzja EBC. Wcześniej poznamy co prawda decyzję Banku Turcji, ale nad Bosforem nie powinniśmy oczekiwać niespodzianek. Chyba że ktoś nie śledzi sytuacji w tym kraju – wtedy stopy procentowe na poziomie 37% mogą być zaskoczeniem. Natomiast EBC powinien dzisiaj podnieść stopy z poziomu 2,15% na 2,4%. Choć rynek „mówi” znacznie więcej o podwyżkach w USA, to właśnie w Europie nadchodzą one dużo szybciej. Z drugiej strony w USA analitycy przewidują dwie rundy wzrostu stóp, więc docelowo nadwyżka oprocentowania za Oceanem względem Europy powinna wzrosnąć. Wzrost stóp procentowych najpewniej przełoży się na umocnienie euro względem innych walut, w tym przede wszystkim dolara.

Bank Kanady nie zmienia stóp

Na wczorajszym posiedzeniu Banku Kanady nie doszło do zmian stóp procentowych. Zostały one utrzymane na poziomie 2,25%, co było zgodne z oczekiwaniami analityków. Warto zwrócić uwagę, że stopy procentowe są tam obecnie wyraźnie niższe od inflacji. Mamy co prawda tylko dane za kwiecień, majowe poznamy za 1,5 tygodnia. Już jednak kwietniowe dane mówią o wskaźniku wzrostu cen na poziomie 2,8%, czyli ponad pół punktu procentowego powyżej stóp procentowych. W maju analitycy oczekują symbolicznego wzrostu do 2,9%, co – biorąc pod uwagę zamieszanie na rynku ropy – nie powinno dziwić. Niby pod koniec maja cena baryłki spadła już wyraźnie poniżej poziomu 100 dolarów, ale w maju ubiegłego roku baryłka ropy Brent kosztowała 60 dolarów. Tak duży wzrost cen musi przekładać się na inflację. Decyzja Banku Kanady była zgodna z oczekiwaniami, co spowodowało brak większych reakcji rynków.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – strefa euro – decyzja w sprawie stóp procentowych.