Rotterdam na szczycie rankingu inwestycji w logistykę portową

Według najnowszych danych firmy doradczej Savills, Rotterdam jest najbardziej atrakcyjnym portem w Europie dla inwestycji logistycznych, wyprzedzając Barcelonę, Walencję, Antwerpię i Hamburg. Gdańsk, największy port morski w Polsce i jeden z kluczowych terminali kontenerowych na Morzu Bałtyckim, może stać się wkrótce również jednym z najnowocześniejszych w całej Europie, dzięki planowanej budowie Portu Centralnego.

Rotterdam, który zajął pierwsze miejsce w rankingu Savills EPLOI (European Port Logistics Opportunity Index), jest jedną z kluczowych bram, przez którą towary trafiają do Europy kontynentalnej, co rodzi duże zapotrzebowanie na nowoczesną powierzchnię magazynową. Niedobór terenów pod nowe projekty oraz zaostrzone ograniczenia dotyczące wydawania pozwoleń na budowę spowoduje presję na dalszy wzrost kosztów najmu oraz spadek poziomu pustostanów w obiektach logistycznych. Atutami Rotterdamu są również korzystne połączenia kolejowe i morskie z resztą Europy.

Wzrost handlu międzynarodowego zwiększył przepustowość portu w Barcelonie o 70% w ciągu ostatnich pięciu lat, co jest najszybszym wzrostem spośród pięciu największych rynków. W rezultacie stolica Katalonii zajmuje drugie miejsce w rankingu Savills EPLOI z wynikiem 94,33. Trzecia jest Walencja z wynikiem 89,93, gdzie czynsze za najlepsze nieruchomości logistyczne w wyniku wzrostu o 13% w ciągu ostatnich trzech lat wynoszą obecnie 54 euro za m kw., czyli nadal mniej niż w Barcelonie. Względnie niska płaca minimalna w Hiszpanii zapewnią operatorom logistycznym bardziej korzystne warunki do rozwoju, biorąc pod uwagę wysoką dostępność pracowników na lokalnym rynku pracy.

Marcus de Minckwitz, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego w regionie EMEA w Savills, komentuje: „Zgodnie ze wskaźnikiem Savills EPLOI, Rotterdam, Barcelona, Walencja, Antwerpia i Hamburg znajdują się w czołówce europejskich rankingów najbardziej atrakcyjnych portów dla inwestycji logistycznych. Połączenie malejącej dostępności powierzchni i rosnącego popytu skutkuje na tych rynkach wzrostami czynszów.”

„Aktywa logistyczne w korytarzach łączących te lokalizacje będą szczególnie atrakcyjne dla inwestorów. Zidentyfikowaliśmy cztery kluczowe korytarze obejmujące kraje skandynawskie, Półwysep Iberyjski, Europę Zachodnią oraz kraje bałtyckie i region Europy Środkowo-Wschodniej. Przykładem dynamicznego rozwoju portów jest Hamburg, gdzie w 2018 roku przeładowano 46,8 mln ton towarów, co jest rekordowym wynikiem dla kolejowego transportu towarowego, o 2,7% lepszym niż w roku poprzednim” – dodaje.

Mike Barnes, Associate, dział badań rynków europejskich w Savills, dodaje: „Analiza wzrostu ruchu kontenerowego w europejskich portach, rozwój infrastruktury oraz zmiany demograficzne pozwalają nam przewidzieć, gdzie pojawią się nowe korytarze handlowe i gdzie rósł będzie popyt na powierzchnię logistyczną w ciągu następnych dziesięciu lat.”

„Jedną z największych zmian w tym zakresie jest projekt Nowego Jedwabnego Szlaku (Belt and Road Initiative), którego celem jest poprawa połączeń handlowych z Europą. Chiny zdobyły już przyczółek w trzech największych portach Europy: Euromax w Rotterdamie, gdzie posiadają 35% udziałów; Antwerpii, 20% udziałów; i Hamburgu, gdzie zamierzają wybudować nowy terminal” – dodaje.

John Palmer, dyrektor zespołu doradztwa inwestycyjnego w sektorze nieruchomości magazynowych i przemysłowych w Savills Polska, dodaje: „Gdańsk i Gdynia służą jako węzeł portowy dla całej Europy Środkowo-Wschodniej. DCT Gdańsk to największy i najszybciej rozwijający się port kontenerowy w Polsce oraz jedyny terminal głębokowodny w regionie Morza Bałtyckiego, do którego bezpośrednio trafiają dostawy z Dalekiego Wschodu. Terminal w Gdańsku jest w stanie przyjąć nawet największe statki towarowe na świecie.”

„Wzrost handlu międzynarodowego i oczekiwany wzrost gospodarczy w Europie Środkowo-Wschodniej mogą przełożyć się na coraz większe zapotrzebowanie na logistykę morską z wykorzystaniem kontenerów. Aby zaspokoić przyszłe zapotrzebowanie, Zarząd Morskiego Portu Gdańsk planuje projekt budowy Portu Centralnego, który może stać się jednym z największych i najnowocześniejszych portów morskich w Europie. Port Centralny obejmie około 1400 ha wód oraz obszar sztucznego lądu o powierzchni około 410 ha. Będzie składał się z dziewięciu terminali, czterech obrotnic i trzech torów podejściowych. Pierwsze terminale w ramach tego projektu mogą być gotowe już w 2029 roku” – dodaje.

Konsekwencje prawne uczestnictwa w nielegalnych grach hazardowych przez internet

W dobie internetu i globalizacji powszechne jest oferowanie przez dostawców gier hazardowych z różnych państw swoich usług praktycznie na całym świecie, umożliwiając dostęp do prowadzonych platform gier użytkownikom internetu w większości krajów świata. W związku z tym istotne pozostają m.in. kwestie, jak polski system prawny reguluje rynek hazardu, w tym monopol państwa w tym zakresie, a także dopuszczalności i legalności uczestniczenia z terytorium Polski w grach hazardowych organizowanych na terytorium innych państw, ale oferowanych wszystkim użytkownikom, w tym obywatelom Polski, za pośrednictwem internetu.

Zakazane internetowe gry hazardowe

Zgodnie z ustawą o grach hazardowych (dalej „ugh”) urządzanie gier hazardowych przez internet, z wyjątkiem zakładów wzajemnych i loterii promocyjnych, jest objęte monopolem państwa.

Przez gry hazardowe rozumieć należy gry losowe, zakłady wzajemne, gry w karty oraz gry na automatach, przy czym poszczególne rodzaje gier również są zdefiniowane w ustawie.

Z powyższego jednoznacznie wynika, że na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej organizowanie gier hazardowych w internecie, z wyjątkiem zakładów wzajemnych i loterii promocyjnych, jest objęte monopolem Państwa i w związku z tym zajmować się tym mogą wyłącznie podmioty wykonujące monopol Państwa w tym zakresie.

A contrario organizowanie gier hazardowych w internecie, z ww. wyjątkami, przez inne podmioty niż wykonujące monopol Państwa, jest zakazane.

Administracyjny zakaz uczestniczenia w zakazanych grach hazardowych

W związku z ustanowieniem monopolu Państwa w zakresie internetowych gier hazardowych zgodnie z art. 29a ust. 2 ugh zakazane jest także uczestniczenie w grach hazardowych urządzanych przez internet przez podmioty niewykonujące monopolu Państwa w tym zakresie, które urządzają gry hazardowe przez internet bez wymaganego zezwolenia.

Uczestnictwo w nielegalnych grach hazardowych stanowi delikt administracyjny, którego sprawca, tj. uczestnik gry hazardowej urządzanej bez koncesji, bez zezwolenia lub bez zgłoszenia, zgodnie z art. 89 ust. 1 pkt 6 ugh w zw. z art. 89 ust. 4 pkt 5 ugh, podlega karze pieniężnej w wysokości 100% uzyskanej wygranej niepomniejszonej o kwoty wpłaconych stawek.

Uczestniczenie w nielegalnych grach hazardowych za pośrednictwem internetu w przypadku uzyskania wygranej może więc skutkować orzeczeniem kary pieniężnej w wysokości równej wygranej.

Uczestniczenie w nielegalnych grach hazardowych online jako czyn zabroniony

Mając na uwadze aktualne orzecznictwo sądów administracyjnych (zob. wyrok NSA z dnia 20 września 2019 r., II GSK 812/17; wyrok NSA z dnia 26 lutego 2019 r., II GSK 5584/16; wyrok NSA z dnia 19 czerwca 2018 r., II GSK 2067/16; wyrok NSA z dnia 26 lipca 2018 r., II GSK 5630/16; wyrok WSA w Olsztynie z dnia 8 listopada 2018 r., I SA/Ol 454/18; wyrok NSA z dnia 11 grudnia 2018 r., II GSK 4185/16; wyrok WSA w Krakowie z dnia 25 stycznia 2018 r., III SA/Kr 1361/17), a także orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego (zob. wyrok TK z dnia 21 października 2015 r., P 32/12), uznać należy, że podstawa odpowiedzialności karnej przewidziana w art. 107 Kodeksu karnego skarbowego (dalej: „kks”) i podstawa odpowiedzialności administracyjnej przewidziana w art. 89 ugh są niezależne względem siebie i dlatego dopuszczalne jest wymierzenie, niezależnie od siebie, sankcji karnej i sankcji administracyjnej, a więc można jednocześnie ponosić odpowiedzialność administracyjną oraz karną (karnoskarbową) za to samo naruszenie prawa.

Może przy tym dojść np. do sytuacji stwierdzenia naruszenia prawa i wymierzenia kary w oparciu o ustawę o grach hazardowych, a jednocześnie uniewinnienia oskarżonego od zarzucanego mu czynu na gruncie Kodeksu karnego skarbowego.

Jak wskazuje się w orzecznictwie, odpowiedzialność karnoskarbowa oparta jest na zasadzie winy, podczas gdy odpowiedzialność administracyjna oparta jest już na przesłance obiektywnego naruszenia prawa, bez ustalania winy.

Ponadto zwrócić należy uwagę, że sankcja w postaci kary pieniężnej wynikająca z art. 89 ugh nie stanowi sankcji karnej, lecz jest karą administracyjną, która realizuje cel restytucyjny (należności i podatków od korzyści uzyskanych z uczestnictwa w nielegalnych grach hazardowych) i prewencyjny, natomiast kara grzywny orzekana na podstawie art. 107 kks realizować ma cel represyjny.

Mając na uwadze powyższe, podkreślić należy, że uczestniczenie na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej w zagranicznej grze hazardowej stanowi, zgodnie z art. 107 § 2 kks, przestępstwo skarbowe zagrożone karą grzywny do 120 stawek dziennych.

Przez zagraniczną grę hazardową rozumieć należy grę organizowaną poza granicami Rzeczypospolitej Polskiej, jednakże w celu ustalenia, czy mamy do czynienia z grą hazardową w rozumieniu art. 107 § 2 kks, niezbędne jest dokonanie oceny jej rzeczywistego charakteru zgodnie z prawem polskim, a więc przede wszystkim z regulacjami ustawy o grach hazardowych.

Jeśli chodzi o dolegliwość finansową kary grzywny, to stawka dzienna grzywny nie może być niższa od jednej trzydziestej części minimalnego wynagrodzenia ani też przekraczać jej czterystukrotności. W związku z powyższym w roku 2020 stawka dzienna waha się w granicach od 86,67 zł do 34 668 zł, natomiast kara grzywny w przypadku analizowanego przestępstwa może wahać się od 886,70 zł do 4 160 160 zł.

Czyn z art. 107 § 2 kks w razie przyjęcia wypadku mniejszej wagi może być jednakże zakwalifikowany jako wykroczenie skarbowe zagrożone karą grzywny w wysokości od jednej dziesiątej do dwudziestokrotnej wysokości minimalnego wynagrodzenia. W tym przypadku grzywna minimalna wynosi 260 zł, natomiast grzywna maksymalna 52 000 zł.

Jako konsekwencję prawnokarną związaną z dopuszczeniem się przestępstwa określonego w art. 107 § 2 kks i tylko w przypadku uzyskania wygranej z nielegalnych gier hazardowych, o których mowa w tym przepisie, wskazać należy także na obligatoryjny przepadek takich wygranych na rzecz Skarbu Państwa.

Na marginesie zwrócić należy także uwagę, że w związku z tym, iż dochód w postaci ewentualnej wygranej uzyskiwany jest z nielegalnego źródła, brak jest możliwości zalegalizowania takiego dochodu.

Złagodzenie lub wyłączenie odpowiedzialności karnoskarbowej

Możliwością złagodzenia grożącej odpowiedzialności karnoskarbowej może być przyjęcie przez sąd, z uwagi na okoliczności wskazane w art. 53 § 8 kks, wypadku mniejszej wagi i w konsekwencji zakwalifikowanie czynu jako wykroczenia skarbowego z art. 107 § 4 kks, co wiąże się z niższym zagrożeniem karą grzywny.

Ponadto zwrócić należy uwagę, że czyn z art. 107 § 2 kks i w konsekwencji także z art. 107 § 4 kks można popełnić jedynie umyślnie. To oznacza, iż sprawca musi mieć zamiar jego popełnienia, chociażby ewentualny. Zgodnie natomiast z treścią art. 10 § 4 kks nie popełnia przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego ten, kto dopuszcza się czynu zabronionego w usprawiedliwionej nieświadomości jego karalności.

W pewnych okolicznościach stanu faktycznego może więc dojść do uznania, że sprawca działał w usprawiedliwionej nieświadomości jego karalności, co skutkować będzie uniewinnieniem oskarżonego od zarzucanego mu czynu. Nie jest możliwe szczegółowe wskazanie takich okoliczności, a każdy przypadek wymaga odrębnej analizy i oceny pod kątem możliwości wystąpienia usprawiedliwionej nieświadomości karalności czynu.

Dla sprawcy analizowanego przestępstwa lub wykroczenia korzystne może być nawet uznanie, że błąd sprawcy opisany w art. 10 § 4 kks jest nieusprawiedliwiony, gdyż w takiej sytuacji sąd orzekający w sprawie może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a jeżeli czyn zabroniony jest wykroczeniem skarbowym, sąd może nawet odstąpić od wymierzenia kary lub środka karnego.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Odwrót na giełdach

Europejskie parkiety tracą już w ciągu tygodnia 10% i nie wygląda to, jakby spadek miał się zatrzymać. Analitycy wskazują jako winnego strach przed przypadkami koronawirusa w Europie.

Giełdy dalej w odwrocie

W ciągu tygodnia europejskie parkiety, w tym polski WIG, spadły o około 10%. Jest to siła strachu przed eskalacją sytuacji z koronawirusem. Patrząc na skalę spadków można mieć wątpliwości, gdzie to wszystko zmierza. Na razie mamy jednak bardzo silne emocje, a te sprzyjają gwałtownym spadkom. Z drugiej strony niskie stopy procentowe zachęcają do inwestycji ryzykownych, a po 10% przecenie akcje są jeszcze tańsze.

Węgrzy nie zmieniają stóp procentowych

Pomimo istotnego wzrostu inflacji Węgrzy nie podnoszą stóp procentowych. Powodem, dla którego część analityków przewidywała podwyżkę, był gwałtowny wzrost inflacji w ostatnich miesiącach. Warto jednak przypomnieć, że wysoka inflacja na Węgrzech gościła już w zeszłym roku, kiedy to w kwietniu i maju sięgnęła 3,9%. Obecne 4,7% nie jest zatem aż takim zaskoczeniem jak polskie 4,4%. Nie zmienia to faktu, że obecnie banki centralne bardziej zajmują się próbami niewywoływania spowolnienia w gospodarce niż dbaniem o stabilną wartość pieniądza. Forint (w reakcji na brak podwyżki stóp) tracił na wartości względem euro i innych głównych walut.

Euro wraca do łask

W ciągu tygodnia dolar stracił 1% na wartości względem euro. Jest to największa korekta w ruchu spadkowym trwającym od początku stycznia, kiedy to dolar zyskał na wartości 4%. 1% korekta nie jest zatem czymś nadzwyczajnym. Jest to jednak duża ulga dla osób muszących kupić dolary. Przy w miarę stabilnej cenie euro oznacza to, że dolar potaniał około 4 grosze. Dolar nie stracił aż tak dużo, kosztuje obecnie około 3,95 zł. Ruch ten pokrywał się bowiem w czasie z osłabieniem się złotego względem głównych walut.

Dzisiaj dzień w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Komisja Europejska ostrzega – polskie finanse zagrożone

Komisja Europejska jest zaniepokojona omijaniem przez Polskę Stabilizującej Reguły Wydatkowej (SRW) – wynika z opublikowanego w środę raportu o stanie polskiej polityki gospodarczej i fiskalnej (Country Report Poland 2020). Komisja wskazuje w nim, że wydatki oraz deficyt strukturalny Polski urosły w 2019 roku ponad poziom rekomendowany przez KE – są to wnioski analogiczne do stanowiska Pracodawców RP w tej kwestii.

Wspomniany raport to coroczna ocena realizacji rekomendacji KE z poprzedniego roku oraz diagnoza obecnej sytuacji społeczno-gospodarczej. Takim raportem jest obejmowany każdy kraj członkowski Unii Europejskiej. – Według mojej opinii, konkluzja raportu w aspekcie fiskalnym jest jednoznaczna – sytuacja fiskalna Polski w 2019 roku uległa pogorszeniu – uważa główny ekonomista Pracodawców RP dr Sławomir Dudek – Deficyt strukturalny wzrósł na tyle, że grozi nam uruchomienie tzw. procedury nadmiernego odchylenia.

Dr Sławomir Dudek - główny ekonomista Pracodawców RP
Dr Sławomir Dudek – główny ekonomista Pracodawców RP

Taka procedura jest rozpoczynana, kiedy dany kraj członkowski nie stosuje się do rekomendacji Komisji Europejskiej w zakresie dostosowania deficytu strukturalnego i odpowiedniego do tego wzrostu wydatków. Zdaniem dr. Dudka, Komisja dostrzegła m.in. „wypychanie” wydatków budżetowych do Funduszu Solidarnościowego. Komisja oceniła, że Polska wykazuje ograniczony progres w zakresie rekomendacji dotyczącej ścieżki wzrostu wydatków. – Takie całościowe spojrzenie na wydatki i przychody to prawidłowy i obiektywny miernik stanu finansów publicznych. Jeśli będziemy musieli wdrożyć procedurę nadmiernego odchylenia, trafimy na „czarną listę” – obok Rumunii i Węgier – wyjaśnia główny ekonomista Pracodawców RP. – Istotne jest moim zdaniem, że KE dostrzega, iż Polska kreatywnie omija regułę wydatkową. Ta reguła na pewno będzie pod szczególnym nadzorem i obserwacją Komisji. Można więc powiedzieć, że sygnał z tego dokumentu jest następujący – jeżeli w Polsce zostaną podjęte próby rozluźnienia reguły wydatkowej, to Komisja uważnie będzie się temu przyglądać w kontekście implementacji dyrektywy – dodaje ekspert.

Komisja Europejska prognozuje też wysoki deficyt strukturalny Polski i przewiduje, że pozostanie on na wysokim poziomie także w 2020 roku. Jak czytamy w raporcie, pojawiają się też nowe trwałe wydatki, które strukturalnie pogorszą sytuację fiskalną polskich finansów publicznych, a na pewno jej nie poprawią. Komisja dostrzega też, że uszczelnianie VAT jest coraz trudniejsze.

W opinii dr. Sławomira Dudka, prace nad budżetem na rok 2021 będą się odbywać w niezwykle trudnych warunkach, na które wpływają:

  • spowolnienie gospodarcze,
  • duża inflacja,
  • brak dochodów jednorazowych,
  • wygasające efekty uszczelniania VAT,
  • ryzyko objęcia Polski procedurą nadmiernego odchylenia przez KE,
  • ryzyko zmniejszenia dochodów podatkowych,
  • wymóg spełnienia reguły wydatkowej (SRW).

Przy tych uwarunkowaniach na 2021 rok nie ma szans, aby utrzymać 14., i być może też 13. emeryturę, o nowych tego typu propozycjach nie wspominając. Nie da się też obejść i zawiesić SRW, bo Komisja Europejska już jest zaniepokojona sytuacją. Będziemy też musieli jesienią tego roku przedstawić KE plan działań obniżających deficyt strukturalny – wyjaśnia główny ekonomista Pracodawców RP – Budżet 2021 będzie prawdziwym wyzwaniem.

Pracodawca kontra koronawirus

Pojawienie się w Polsce przypadków zarażenia koronawirusem jest kwestią czasu – pracodawcy nie są jednak bezbronni wobec takiej sytuacji. Mogą, a nawet mają obowiązek działać w przypadku, gdy podejrzewają chorobę zakaźną u swojego pracownika. 

Pracodawca nie jest bezbronny wobec zagrożenia koronawirusem, czy inną choroba zakaźną. Prawo wręcz nakłada na niego obowiązek zadbania o zdrowie swoich pracowników – tłumaczy Katarzyna Siemienkiewicz, ekspert ds. prawa pracy Pracodawców RP. Wypełniając ten obowiązek, pracodawca ma do wykonania ciąg przewidzianych prawem działań. Zwłaszcza, jeśli ma uzasadnione podejrzenia, że pracownik jest chory. W ten sposób już na pierwszym etapie doprowadzi do zabezpieczenia zdrowia ogółu pracowników. Następnym efektem będzie wyjaśnienie stanu zdrowia tego pracownika, który może być chory.

Działając w ramach tych przepisów pracodawca może zachęcać pracownika, by ten nie pojawiał się w miejscu pracy oraz aby udał się do lekarza. W przypadku odmowy skorzystania z porady lekarskiej przez takiego pracownika, pracodawca może nie dopuścić go do pracy – zaznacza ekspertka Pracodawców RP.Pracodawca kontra koronawirus

Media społecznościowe są od 4 do 8 razy efektywniejsze niż call center

Relacje firm z klientami przenoszą się do mediów społecznościowych – wynika z badań przeprowadzonych przez firmę Salesforce. Social media stają się ulubionym kanałem do komunikowania się z klientami również w segmencie B2B. Dlaczego? Bo zapewniają wyższą skuteczność i efektywność niż obsługa przez telefon.

Spośród firm, które do interakcji z klientami wykorzystują media społecznościowe, aż 66% ceni je bardziej od call center. Social media umożliwiają dotarcie w czasie rzeczywistym i w atrakcyjny dla odbiorcy sposób do ogromnej liczby potencjalnych i obecnych klientów. W opinii specjalistów zajmujących się komunikacją z klientami, media społecznościowe pozwalają obsłużyć od 4 do 8 razy więcej interakcji w porównaniu do możliwości, jakie daje call center. Dlatego dobrze zdefiniowana strategia działania w mediach społecznościowych może przynieść firmom wymierne, finansowe rezultaty. Dla przykładu: aż 87% użytkowników serwisu Pinterest zakupiło produkt dzięki działaniom marek podejmowanym na tej platformie.

Social media nie tylko mają moc zaangażowania uczestników w czasie rzeczywistym, ale też stanowią ogromną bazę danych, które można wykorzystać do personalizowania komunikacji – w procesach marketingu, sprzedaży i obsługi po sprzedaży. Profile użytkowników zawierają takie dane jak nazwiska, wiek, lokalizację i preferencje. Z kolei analiza komentarzy, w odróżnieniu od badań rynku czy grup fokusowych, daje znacznie wyraźniejszy obraz trendów i upodobań konsumentów.

Obecnie najczęściej wykorzystywane przez marketing platformy społecznościowe to Facebook, Twitter, Instagram, LinkedIn, Snapchat i Pinterest. Coraz więcej użytkowników można też znaleźć na platformach o mniejszym zasięgu, takich jak: Kik, WhatsApp czy Periscope.

Co mówią badania przeprowadzone przez Salesforce?

  • 66% czasu spędzanego w Internecie wiąże się z aktywnością w serwisach społecznościowych.
  • 66% marek, które wykorzystują social media do obsługi klienta, wolą je od call center.
  • Pracownicy obsługi klienta poprzez media społecznościowe w tym samym czasie obsługują od 4 do 8 razy więcej spraw niż pracownicy zatrudnieni w obsłudze telefonicznej.
  • Facebook w ciągu miesiąca odwiedza ponad 2 mld użytkowników, z czego 1,66 mld wykorzystuje do tego smartfon.
  • Facebook jest najczęściej używanym serwisem społecznościowym wśród wszystkich grup wiekowych.
  • 54% użytkowników ankietowanych przez serwis Twitter potwierdziło, iż podjęło działania wobec marki, po tym jak została ona wymieniona w tweetach (np. odwiedzili stronę internetową marki, wyszukiwali produkty lub retweetowali treści).
  • 75% użytkowników Instagrama po obejrzeniu postu reklamowego podejmuje działania związane z marką (odwiedza strony www, zapisuje się na newsletter, rozważa lub robi zakupy).
  • 94% zespołów marketingu w firmach B2B korzysta z usług oferowanych przez serwis LinkedIn do rozpowszechniania własnych treści.
  • 87% użytkowników Pinterest choć raz dokonało zakupu dzięki informacjom pozyskanym w serwisie.

6 kroków do stworzenia strategii obsługi klienta w social mediach

Powyższe dane wskazują, że warto wdrażać strategie działania w mediach społecznościowych pod kątem budowania relacji firmy z klientami. Salesforce poświęcił temu dwa poradniki adresowane do firm, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z serwisami społecznościowymi: „6 Steps to Trasformative Customer Service” oraz „The Complete Guide to Social Media for B2B Marketers”. Na co powinni zwrócić uwagę ludzie od marketingu budując strategię obsługi klienta w social mediach?

Krok 1: Definiuj założenia do strategii

Najpierw zrób rozpoznanie, odpowiedz na następujące pytania:

  • Które platformy będą najlepiej wspierały cele firmy?
  • Jakie wiadomości mają otrzymywać docelowi odbiorcy?
  • Jakie treści możesz dostarczać, aby ich edukować, bawić, włączać do działania?
  • Czy chcesz wykorzystywać konkretne aplikacje lub technologie do zarządzania doświadczeniami klientów?
  • Jakie zastosujesz wskaźniki do pomiaru efektywności swoich działań?
  • Kto konkretnie ma odpowiadać za generowanie postów na profilach, kto za interakcje, kto będzie dedykowany do obsługi konkretnych typów spraw?

Krok 2: Posłuchaj, o czym mówią użytkownicy serwisów

Twitter publikuje dziennie średnio pół miliarda tweetów, a na Facebooku zamieszczanych jest ponad pół miliarda komentarzy, aktualizowanych jest 293 tys. statusów, a co każdą minutę wgrywanych jest 136 tys. zdjęć. Aby się przebić w tym nawale treści i usłyszeć, co mówi się o Twojej marce i o branży, musisz określić słowa kluczowe (hashtagi), które pozwolą Ci filtrować treści pojawiające się w serwisie. Pamiętaj, że słowa kluczowe to także pseudonimy, skróty lub wyrazy z błędną pisownią. Uważnie śledź działania konkurencji (nazwy marek i produktów, szum wokół konkurencyjnych kampanii i promocji), szczególnie tej, która ma już większe doświadczenia w działaniach w social mediach.

Krok 3: Zbuduj wewnętrzną sieć ekspertów merytorycznych

Zarządzanie komunikacją to proces, w którym podobnie jak w innych procesach ważne jest redukowanie czasu poświęcanego na jego przebieg. W tym celu postaraj się stworzyć wewnętrzną społeczność ekspertów, będących bazą wiedzy i kompetencji. Taka baza wiedzy uzupełniona o łatwo dostępne zasoby cyfrowe umożliwi pracownikom obsługi klienta szybsze dzielenie się informacjami, poradami i pomysłami. Dobrze, aby sieć wewnętrzna miała swojego koordynatora.

Krok 4: Opracuj podręcznik zaangażowania

Celem zarządzania relacjami w mediach społecznościowych jest budowanie zaangażowania, dlatego warto opracować przewodnik, w którym zawrzesz informacje o tym:

  • jak dołączać do rozmowy,
  • na które kategorie zapytań czy zagadnienia można odpowiadać prywatnie, a na które publicznie,
  • jakie powinno się składać rekomendacje w często występujących sytuacjach / pytaniach,
  • w jaki sposób powinno się nadawać priorytety poszczególnym zdarzeniom czy informacjom oraz jak należy kierować użytkowników do dalszych działań, np. do kanałów samoobsługi, przesłania wiadomości e-mail lub do zatelefonowania do klienta.

Krok 5: Przeszkol zespoły w zakresie przydzielonych ról i obowiązków

W Twoim interesie jest, by wszyscy zaangażowani pracownicy w komunikację ze światem zewnętrznym posiadali odpowiednie kompetencję i wiedzę o możliwości przebiegu interakcji w mediach społecznościowych. Każdy powinien znać swoją rolę i miejsce. Dzięki temu zminimalizujesz ryzyko wystąpienia zdarzeń narażających Twój wizerunek, wywołujących sytuację kryzysową lub po prostu skutkujących zaniechaniami, które jak wiadomo prowadzą do utraconych szans biznesowych.

Krok 6: Opracuj odpowiednie wskaźniki pomiaru skuteczności działań

Wskaźniki powinny odwoływać się do jakości w obszarze obsługi klienta. Na tym polu ważne więc będą:

  • czas reakcji pracowników na aktywność klientów w social mediach,
  • liczba wpływających nowych spraw oraz spraw w toku, co pomoże określić obciążenie zespołu i pozwoli na optymalizację pracy,
  • czas zamykania spraw wygenerowanych w mediach społecznościowych. Dzięki temu będzie można opracowywać rozwiązania usprawniające procesy obsługi,
  • satysfakcja klienta lub wskaźnik Net Promoter Score (narzędzie oceny lojalności klientów NPS). Badanie satysfakcji poprzez otwarcie się na twórczą krytykę klientów można wykorzystać na kilka sposobów. Taki dialog może pozytywnie wpływać na doświadczenia klientów. Dzięki niemu uzyskasz wiedzę o ich oczekiwaniach. Jednocześnie możesz zebrać ciekawe pomysły i inspiracje, które pozwolą rozkręcić Twój biznes.

Social media także dla firm z sektora B2B

Salesforce podkreśla, że media społecznościowe to dobra przestrzeń do budowania relacji z klientami biznesowymi. W przewodniku „The Complete Guide to Social Media for B2B Marketers” znajdują się wskazówki dotyczące tworzenia efektywnych strategii B2B, z uwzględnieniem specyfiki każdego z serwisów społecznościowych.

  • Facebook – algorytmy Facebooka służące do dystrybucji treści bazują na ponad 100 tys. czynnikach odpowiedzialnych za jej rozprowadzanie. Jedynym sposobem, aby z nimi „wygrać”, jest generowanie ciekawych i wartościowych dla odbiorców treści. W budowaniu zasięgu pomocne też będą narzędzia, takie jak Facebook Insights, Facebook Audience Insights czy Salesforce Social Studio, które pozwolą np. określić najlepszy czas do publikowania postów. Firmy B2B mogą generować interesujące treści multimedialne pokazujące produkty, rozwiązania, zespół czy też firmę od środka.
  • Twitter jest dobrą opcją do zaprezentowania się w roli branżowego eksperta. Serwis można wykorzystać do komentowania bieżących wydarzeń branżowych, umieszczania linków do blogów, wydarzeń z życia firmy lub wspieranych przez nią działań, publikowania infografik, które wyróżniają się na osi czasowej Twittera i innych informacji pokazujących firmę jako lidera w branży.
  • Instagram – buduje zaangażowanie klientów poprzez obraz – rzeczywistość kreuje tu obraz i krótkie filmiki opatrzone krótkim komentarzem. Na Instagramie można podzielić się np. zakulisowym spojrzeniem na firmę, promować się przez ciekawostki, humor, opowiadanie o historiach klientów. Pomysły można mnożyć. Istotne jest, by angażować i doceciać klientów i fanów zamieszczających zdjęcia lub filmy dotyczące marki i za ich pozwoleniem przerzucać je na własną stronę internetową, tworząc tzw. usergenerated content (UGC – treści tworzone przez klientów).
  • LinkedIn to serwis angażujący przedsiębiorstwa i profesjonalistów, jest to więc interesująca przestrzeń zarówno dla marketingu B2B, jak i sprzedaży czy specjalistów zajmujących się rekrutacją. W serwisie publikuje się niemal wyłącznie biznesowe treści. Posty powinny wnosić wartość dodaną (wskazówki, porady), mogą informować o nowych produktach czy nawiązywać do wydarzeń organizowanych przez firmę.
  • Pinterest odwiedza co miesiąc 150 milionów osób, użytkownicy szukają tu pomysłów i inspiracji. Można wykorzystać tę stronę, by dotrzeć do bardzo specyficznej grupy odbiorców tworząc tablice, które inspirują, stawiają wyzwania i motywują. Jeśli firma używa Pinteresta musi upewnić się, że strona www ma przyjazne Pinterestowi posty i zdjęcia i dodać przycisk „pin it” do odpowiednich treści.
  • Snapchat obecnie używany jest głównie przez młodych ludzi (poniżej 25 lat). Jeśli jest to Twoja grupa docelowa, musisz tu być. Ważna dla rozwoju Snapchata stała się funkcja „My Story”, która pozwala na dodawanie zdjęć lub krótkich filmów. Można ją wykorzystać do publikowania interesujących historii związanych z marką. Zespoły marketingu B2B, którym zależy na relacjach z klientami młodszego pokolenia, powinny publikować relacje z wydarzeń, które organizują lub w których biorą udział. Udostępniane przez Snapchat geofiltry pozwalają optymalizować komunikację.

 

Warto pamiętać, że przestrzeń mediów społecznościowych jest bardzo dynamiczna. Profesjonalne podejście do tego kanału wymaga ciągłego monitorowania trendów i nowości udostępnianych przez poszczególne serwisy. Warto też śledzić nawyki i preferencje użytkowników. Może w tym pomóc przeglądanie publikacji branżowych takich jak Social Media Examiner, Mashable, Social Media Today, TechCrunch, Digiday, a w Polsce np. raporty PBI czy IAB Polska.

KPI w B2B nieco inne niż w B2C

Zespoły zajmujące się marketingiem B2B, podobnie jak w B2C powinny uważnie słuchać co społeczność mówi o firmie i marce. W tym celu można korzystać z powszechnie dostępnych funkcji wyszukiwania w samych serwisach oraz w Google. Istnieją również specjalnie narzędzia do identyfikowania źródeł konwersacji, takie jak Sprout Social, Hootsuite i TweetDeck.

Zawsze warto pamiętać, że media społecznościowe wymagają szybkiej reakcji. 42% użytkowników social mediów oczekuje odpowiedzi w ciągu godziny. Szybkość reakcji nabiera szczególnego znaczenia w sytuacjach kryzysowych, gdy po stronie klientów emocje mogą wziąć górę nad rozsądkiem. Dlatego warto opracować schematy postępowania w przypadku wystąpienia sytuacji kryzysowych. Efekty działań ukierunkowanych na klienta biznesowego również powinno się odpowiednio mierzyć. W przypadku B2B kluczowe wskaźniki są nieco inne niż w B2C. Są to głównie:

  • zaangażowanie – ilość działań podejmowanych przez kogoś, kto odwiedza lub widzi firmowy profil. To mogą być znaczniki z kategorii „lubię,” udostępnienia lub komentarze. Wskaźnik ten może również obejmować działania związane z polubieniem profilu lub wejściem na stronę internetową,
  • dotarcie – wskaźnik pokazujący liczbę osób, która zobaczyła opublikowaną treść i rozpowszechniła ją przez serwisy społecznościowe. Na Facebooku i Instagramie tzw. zasięg organiczny (generowany bez wykupywania narzędzi reklamowych) uwarunkowany jest złożonymi algorytmami. Twoje wpisy będą widoczne dla potencjalnie zainteresowanych użytkowników, ale w większości będzie to społeczność już skupiona wokół profilu. Platformy social media chcą zarabiać, dlatego sukcesywnie limitują zasięg organiczny. Co to oznacza? Jeśli chcesz dotrzeć do naprawdę dużej grupy, powinieneś wykorzystywać narzędzia reklamowe dostępne w serwisach. Są one bardzo elastyczne i pozwalają tworzyć naprawdę skuteczne kampanie reklamowe.
  • liczba fanów profilu – z uwagi na limitowanie zasięgu organicznego, dla zarządzającego profilem kluczowe jest zbudowanie odpowiednio dużej społeczności. Ważne, by fanami byli ludzie realnie zainteresowani Twoją firmą i produktami, a nie przypadkowe osoby!
  • przekierowanie na stronę internetową – to zdecydowanie jeden z najbardziej użytecznych wskaźników konwersji, ponieważ pokazuje liczbę osób, które odwiedziły serwis internetowy dzięki działaniom podjętym w serwisie społecznościowym.

2020 będzie rokiem chmury

Miniony rok to 12 miesięcy wytężonej pracy dla RamBase i naszych klientów.
Z obserwacji jakie mamy wynika jasno, że dzisiaj biznes oczekuje rozwiązań IT
w pełni elastycznych, mobilnych, nowoczesnych i przewidywalnych kosztowo. Systemy ERP oparte o chmurę są i w dalszym ciągu będą przyszłością rynku IT w Polsce. Naszym zdaniem wielki potencjał drzemie w takich sektorach jak produkcja, dystrybucja i logistyka. W tych obszarach dotychczasowe rozwiązania On-premise będą musiały ustąpić miejsca nowocześniejszym, tańszym, szybszym i o wiele wygodniejszym rozwiązaniom Cloud ERP. Według naszych prognoz, tego rodzaju rozwiązania w 2020 roku będą stanowiły 35 a może nawet 50 % całego rynku ERP w Polsce dla niektórych branż.

Taka optymistyczna prognoza wynika z konkretnych czynników. Czołowi dostawcy systemów ERP coraz przychylniej patrzą w stronę rozwiązań chmurowych. Badania IDG „Chmura publiczna w Polsce 2019” pokazują, że blisko jedna trzecia (31 proc.) wszystkich małych, 23 proc. średnich i 17 proc. dużych firm jest już dostarczana w modelu chmury obliczeniowej. Kolejne 20% deklaruje chęć przejścia na rozwiązania oparte o Cloud. Te wszystkie okoliczności pokazują, że możemy z optymizmem patrzeć na rozwój technologii chmurowej w systemach ERP. Z naszej perspektywy Polska to naprawdę ciekawy i perspektywiczny rynek. Szacujemy potencjał wdrożeń naszego rozwiązania w pierwszych latach będzie rósł bardzo dynamicznie, analogicznie jak w krajach Europy północnej.

Analitycy zajmujący się rynkiem IT przewidują, że chmura będzie liderem wśród wszystkich wdrożeń.  IDC przewidywało udział rozwiązań opartych o cloud na poziomie od 21% do 38%. Myślę, że śmiało możemy przyjąć te założenia, zwłaszcza, że dotychczasowe bariery dotyczące głównie kwestii bezpieczeństwa zostały zniesione. Kolejnym argumentem, który może przekonać do implementacji tych wdrożeń są oszczędności. Analitycy IDC szacują, że wdrożenia oparte o chmurę pozwalają zredukować od 30 do 40 % kosztów działania całego przedsiębiorstwa. Dla RamBase jest to nawet 77% TCO. Według wielu analiz i firm badawczych chmura obliczeniowa będzie wiodła prym we wszystkich wdrożeniach IT. Polskie firmy, jeśli nadal chcą dynamicznie się rozwijać muszą inwestować w profesjonalne rozwiązania ERP. Oceniamy, cały rynek IT w perspektywie najbliższych 5 lat czeka rozwój na szeroką skalę, głównie w obszarze ERP.

Autorem komentarza jest Jakub Polkowski Channel Executive Poland, RamBase – Jakob Hatteland Computer AS.

Hakerzy atakują polskie firmy z branży finansowej, energetyki i transportu

Co miesiąc światowi hakerzy atakują polskie firmy prawie 380 razy. Co dziesiąta polska firma padła ofiarą wirusa trojan – Emotet. Najbardziej narażone są firmy z sektora finansowego, energetycznego i transportowego. Niedawno grupa przestępcza powiązana z rosyjską agencją wywiadu GRU zaatakowała trzy, duże firmy z branży energetycznej i transportowej z Polski i Ukrainy, wykradając poufne dane pracowników (loginy) oraz hasła dostępu do firmowej sieci – ostrzegają eksperci Check Point Research w swoim raporcie Threat Intelligence Report poświęconym stanowi bezpieczeństwa sieciowego w Polsce.

W ciągu ostatnich 6 miesięcy ilość ataków na polskie firmy pozostawała na niższym poziomie od średniej światowej. Tymczasem nowy rok przyniósł niespodziewany wzrost zainteresowania naszym krajem wśród cyberprzestępców. Średni poziom ataków na polskie organizacje wzrósł do światowej średniej – 500 razy miesięcznie. Ciekawostką jest duże zainteresowanie branżą finansową i skuteczność ataków na polskie firmy – 9 proc. padło ofiarą ataku – znacznie powyżej średniej światowej.Hakerzy atakują polskie firmy z branży finansowej, energetyki i transportu

Najczęściej wykorzystywanymi złośliwymi zagrożeniami dla organizacji są nadal złośliwe oprogramowania, takie jak Emotet, XMRig i Trickbot, które łącznie uderzyły w ponad 30 proc. organizacji na całym świecie – komentuje Maya Horowitz, dyrektor Threat Intelligence & Research w Check Point.

Co ciekawe, w analiza przeprowadzona przez Check Point Research pokazała, że ponad 59 proc. malware’u dostała się do polskich sieci korporacyjnych za pośrednictwem wiadomości email. Hakerzy często korzystają z ciekawości użytkowników komputerów firmowych. Tak było w ostatnich dniach, kiedy przeprowadzili kampanię spamową, w której wirus przesłany jest w formie pliku DOC, jako rzekomy podręcznik sanitarny pozwalający uniknąć zakażenia koronawirusem.  Najczęstszym rodzajem wykorzystywania luk w zabezpieczeniach w Polsce jest nieświadome ujawnianie informacji przez pracowników – błąd występujący w 71 proc. przypadków w Polsce.Hakerzy atakują polskie firmy z branży finansowej, energetyki i transportu 2

Firmy muszą zadbać o to, aby ich pracownicy byli poinformowani o tym, jak identyfikować wiadomości e-mail w kampaniach spamowych, które są zwykle używane do rozprzestrzeniania wspomnianych zagrożeń oraz jak wdrażać zabezpieczenia, które zapobiegną infekowaniu sieci firmowych – dodaje Maya Horowitz.

Ataki na wybrane kraje mają różnorodny charakter i są wielowektorowe. Check Point Research wskazuje, że w okresie ostatnich 6 miesięcy m.in. w Polsce w sprzedaży pojawiły się 42 modele tanich telefonów smartfon, w których preinstalowane były trojany Triada. Modele popularne na takich rynkach jak Rosja, Polska, Czechy, Serbia, Meksyk, Chiny, mogą nieść realne zagrożenie dla użytkowników, wykradając im wiele poufnych informacji i ich kontach bankowych, loginach, prywatnych hasłach dostępu.

Skąd najczęściej kierowane są ataki na polskie przedsiębiorstwa? Lwią część ataków realizują hakerzy z USA (42 proc.), z Polski (16 proc.) Wielkiej Brytanii (13 proc.) i Holandii (11 proc.). Nie oznacza to, że Amerykanie są najbardziej zainteresowani sekretami polskich firm…. Informacje o źródle ataku wskazują na adres IP cyberprzestępców, którzy – bardzo często – starają się ukryć prawdziwe pochodzenie lub tożsamość – podkreślają autorzy raportu.

Hakerzy wykorzystują różne rożne rodzaje załączników, imitujących ważne dokumenty do pobrania. W Polsce najczęściej wykorzystywanym były pliki Excel, zawierające rzekomo istotne informacje finansowe i zestawienia (33,8 proc.), pliki RTF (19,7 proc.), arkusze kalkulacyjne XLSX (16,8 proc.).

Hakerzy atakują polskie firmy z branży finansowej, energetyki i transportu 3Do istotnych zagrożeń dla użytkowników w Polsce należy malware typu Trojan (Infostealer) – uważa Check Point Research. Trojany służą do kradzieży informacji i danych uwierzytelniających (nazwa użytkownika i hasło) z zainfekowanego komputera. Gdy atak się powiedzie, złośliwe oprogramowanie może wykonać np. zrzuty ekranu, kradzież informacji o systemie i logach, dane przeglądarki…

Ataki na polskie urządzenia mobile – choć częste – nadal pozostają poniżej światowej średniej. O ile na świecie w ciągu ostatnich 6 miesięcy skuteczność tego rodzaju przestępstw wyniosła średnio 8 proc. w Polsce wskaźnik ten był na poziomie 4 proc. – konkludują autorzy raportu Check Point Research.

Cyberspecgrupa wesprze rozwój polskiego przemysłu

Z inicjatywy Instytutu Kościuszki powstała specjalna grupa robocza #CyberMadeInPoland działająca przy Związku Cyfrowa Polska. Jej celem jest wspieranie rozwoju sektora cyberbezpieczeństwa w Polsce, a w jej skład wchodzą zarówno firmy wytwarzające produkty i usługi dla bezpieczeństwa cyfrowego, jak i organizacje otoczenia biznesu zajmujące się tą tematyką.

Głównym zadaniem zespołu jest zainteresowanie tematyką bezpieczeństwa cyfrowego zarówno firmy działające w Polsce, jak i samorządy oraz podmioty administracji publicznej. – W polskiej branży cyberbezpieczeństwa drzemie ogromny potencjał, który niestety często nie jest wykorzystywany. Chcemy wspólnie wypracować takie rozwiązania, także propozycje legislacyjne, które pozwolą polskim firmom konkurować w tej dziedzinie z zagranicznym biznesem – mówi Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.

– Inicjatywa wpisuje się w szerszy unijny kontekst dążenia do budowania „cyfrowej niezależności” Europy. Europy świadomej geopolitycznych zagrożeń, wśród których te związane z cyberzagrożeniami plasują się na samym szczycie. Oznacza to, że świadoma geopolitycznie i cyfrowo nowa Komisja Europejska będzie wspierała nie tylko w wymiarze unijnych polityk, ale także funduszy, rozwój europejskich rozwiązań technologicznych, w tym tych związanych z bezpieczeństwem sieci i systemów teleinformatycznych. Polscy decydenci muszą być świadomi tego kierunku zmian – dodaje Izabela Albrycht, prezes Instytutu Kościuszki.

Edukacja i budowanie świadomości zadaniem grupy

Jak zauważa prezes Cyfrowej Polski, samorządy często rezygnują z cyberbezpieczeństwa ze względu na koszty – narzędzia oferowane przez duże, zachodnie firmy są dla nich za drogie. – Brakuje wiedzy, że podobne rozwiązania można wprowadzić niższym kosztem korzystając z usług polskich, lokalnych firm. Niestety, przedstawiciele krajowych firm mają problem, by przebić ze swoją ofertą, często tańszą od konkurencji, ponieważ decydentom brakuje zaufania do mniejszych podmiotów. W związku z czym, czasem w ogóle nie decydują się na wdrożenie cyberbezpiecznych narzędzi, gdyż przewidziany na to budżet, jest niewystarczający – ocenia Michał Kanownik. Dlatego grupa #CyberMadeInPoland chce postawić m.in. na edukację i budowanie świadomości wśród organizacji i decydentów na temat nie tylko konsekwencji dla bezpieczeństwa państwa, ale także wiedzy w zakresie właściwego zabezpieczenia danych i urządzeń. Jej przedstawiciele podkreślają, że zwłaszcza samorządy powinny zrozumieć, że wydatki na cyberbezpieczeństwo to nie tylko koszt, ale przede wszystkim inwestycja.

Prace nad funduszem celowym dla polskiej branży cyberbezpieczeństwa

Grupa #CyberMadeInPoland będzie również pracować nad stworzeniem specjalnego funduszu celowego na ekspansję zagraniczną polskich firm z branży cyberbezpieczeństwa oraz nad przebudową oferty grantów badawczo-rozwojowych na takie, które będą realnie wspierać rozwój globalnie konkurencyjnych rozwiązań z zakresu cyberbezpieczeństwa nad Wisłą. – Cyberbezpieczeństwo to nie tylko wyzwanie. To także szansa dla tych firm i rynków, które dzięki wiedzy i odwadze innowatorów są̨ w stanie zmieniać́ reguły gry poprzez nowe spojrzenie na problemy IT security. Roczna wartość́ rynku cyberbezpieczeństwa na świecie szacowana była w roku 2019 na 115 do nawet 180 miliardów dolarów. Przykład startupów, MŚP czy dużych przedsiębiorstw z grupy #CyberMadeinPoland pokazuje, że firmy znad Wisły również̇ dysponują̨ potencjałem pozwalającym kształtować́ europejski, a nawet globalny rynek cyberbezpieczeństwa. Niezbędne jest jednak systemowe wsparcie – tłumaczy Robert Siudak, dyrektor ds. współpracy w Instytucie Kościuszki.

#CyberMadeInPoland ma zamiar również opracować i przedstawić polskiemu rządowi problemy i wyzwania, z jakimi zmaga się branża cyberbezpieczeństwa w Polsce. – Wśród priorytetów jest stworzenie rozwiązań, w tym finansowych, np. ulg podatkowych czy innych instrumentów okołopodatkowych, które będą stymulujące dla polskich firm. Chcemy rozmawiać m.in. z Ministerstwem Finansów i Ministerstwem Rozwoju o tym, co możemy wspólnie zrobić, by polska branża cyberbezpieczeństwa mogła szerzej zaistnieć – podkreśla Michał Kanownik.

Wypracowane propozycje #CyberMadeInPoland zostaną zaprezentowane m.in. podczas Europejskiego Forum Cyberbezpieczeństwa CYBERSEC CEE 2020, które odbędą się w listopadzie w Katowicach.

Hipoteka odwrócona. Wielka Brytania i Niemcy podsumowują rok 2019

Wielka Brytania to jeden z największych, obok Stanów Zjednoczonych, rynków hipoteki odwróconej na świecie. Z danych firmy doradczej Key Group[1] wynika, że w ubiegłym roku zawarto ponad 45 tys. umów, dzięki którym Brytyjczycy mogli sięgnąć do 3,4 miliardów funtów zamrożonych w swoich nieruchomościach. Dla porównania, w 2019 roku w Niemczech, podpisano łącznie 210 umów renty dożywotniej, co i tak oznacza wzrost na tym rynku o 100 proc. (rok do roku).[2]

Mimo, że w Wielkiej Brytanii panuje niepewność związana z Brexitem, brytyjscy seniorzy podpisali z profesjonalnymi instytucjami (tylko w 2019 roku) dokładnie 45 598 umów dotyczących różnych form hipoteki odwróconej. Na Wyspach nie brakuje ofert, bo tamtejsi emeryci mogą wybierać z ponad 300 profesjonalnych podmiotów oferujących tę usługę i zrzeszonych w ramach organizacji samorządowej (Equity Release Council). Hipoteka odwrócona jest tam dostępna dla osób 55+. W Wielkiej Brytanii żyje 24 miliony seniorów w tym wieku, więc baza potencjalnych klientów wciąż jest ogromna. W 2019 roku najwięcej umów podpisano w Walii, regionie Yorkshire & Humberside oraz West Midlands. Warto nadmienić, że od początku istnienia profesjonalnego rynku z usługi hipoteki odwróconej skorzystało już ponad pół miliona Brytyjczyków.

– Typowy Brytyjczyk, który zawiera umowę hipoteki odwróconej ma średnio 71 lat. Najwięcej osób podpisujących kontrakty znajduje się w przedziale wiekowym 70-74 lata (28 proc.) oraz 65-69 lat (23 proc.). Najczęściej umowy zawierają małżeństwa (60 proc.) lub samotne kobiety (26 proc.). Odsetek samotnych mężczyzn jest znacznie niższy i wynosi 14 proc. W Polsce hipoteka odwrócona istnieje od ponad 10 lat i na początku była oferowana osobom w wieku 65+. Rozwijający się rynek i coraz większe zainteresowanie ofertą spowodowało, że usługa jest również dostępna dla seniorów 55+. Co ciekawe, w Polsce wciąż mamy do czynienia z dwoma rodzajami hipoteki odwróconej: rentą dożywotnią oferowaną przez fundusze hipoteczne oraz odwróconym kredytem hipotecznym, który mogłyby zaoferować banki, gdyby chciały. Na razie żaden z nich nie zdecydował się na wprowadzenie tego rozwiązania, choć istnieje stosowna ustawa umożliwiająca bankom ten ruch – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

– Fakt, że na brytyjskim rynku istnieje ponad 300 profesjonalnych podmiotów jest wyrazem dojrzałości tej branży, która funkcjonuje w tej formie od blisko 30 lat. Przed Polską jeszcze długa droga, by osiągnąć podobny poziom, zarówno pod względem liczby podpisywanych umów jak i dostępnych rozwiązań – dodaje Robert Majkowski.

Brytyjski senior wydaje rentę dożywotnią na remont. A polski?

Z raportu firmy doradczej Key Group wynika, że brytyjscy seniorzy wydają środki pozyskane dzięki rencie dożywotniej przede wszystkim na remonty swoich nieruchomości – tak odpowiedziało 67 proc. respondentów. W większości przypadków, zdaniem Ekspertów, chodzi o dostosowanie domów do potrzeb mieszkalnych starzejących się właścicieli. Aż 34 proc. seniorów z Wielkiej Brytanii odpowiedziało, że wyda pieniądze na wakacje, a 29 proc. na spłatę długów, kart kredytowych, czy pożyczek. W następnej kolejności były osoby, które przeznaczą gotówkę na prezent dla rodziny lub przyjaciół (27 proc.), spłacą zadłużenie hipoteczne (19 proc.), będą wydawać na bieżące potrzeby i rachunki (11 proc.).

– Polscy seniorzy, z którymi rozmawiamy i którzy są respondentami w cyklicznych badaniach opinii podkreślają, że zazwyczaj decydują się na rentę dożywotnią, bo chcą spłacić długi. Tak odpowiada blisko 60 proc. respondentów biorących udział w naszych ankietach. Seniorzy, którzy już skorzystali z naszej oferty, pytani o to, na co wydają comiesięczne środki pozyskiwane z tytułu renty dożywotniej, twierdzą, że przede wszystkim na bieżące wydatki. Tak odpowiada 80 proc. osób starszych. Reszta, a więc co piąty senior przeznacza pieniądze na leki, pomoc bliskim lub odkłada na przyszłość, przy czym odsetek osób oszczędzających i odkładających to poniżej 5 proc. – tłumaczy Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

– To tylko pokazuje jak niskimi emeryturami dysponują polscy seniorzy. Oczywiście, że emerytury są waloryzowane. Oczywiście, że seniorzy kolejny rok z rzędu otrzymają trzynastą emeryturę. To są działania godne pochwały. Musimy jednak przyjrzeć się stopie zastąpienia, czyli współczynnikowi emerytury do ostatniej pensji seniora. Aktualnie w Polsce ten wskaźnik  nieznacznie przekracza 50 proc. i stale spada. Oznacza to, że w dniu przejścia na emeryturę z dnia na dzień dochód seniora spada o połowę. Prognozy ZUS przewidują, że w 2040 roku emeryt przechodzący na emeryturę otrzyma mniej niż 40 proc. swojego ostatniego wynagrodzenia, a w roku 2050 będzie to już niespełna 28 proc. ostatniej pensji. To zasmucające. Konieczne jest wdrożenie rozwiązań, które mogą poprawić poziom życia po zakończeniu aktywności zawodowej – dodaje Robert Majkowski.

Niemiecki rynek urósł o 100 proc.

Niemiecki rynek rośnie, ale w porównaniu z brytyjskim wciąż jest niewielki. Dane podsumowujące rok 2019 zostały opublikowane przez jedną z największych spółek, więc nie dotyczą całej branży. Jak podaje Deutsche Leibrenten Grundbesitz AG w ubiegłym roku podpisała z seniorami 210 umów renty dożywotniej i pozyskała nieruchomości o wartości 75 milionów Euro, co pozwoliło jej urosnąć o ponad 100 proc. rok do roku. Co ciekawe niemiecki rynek oferuje seniorom różne rodzaje renty dożywotniej – począwszy od tej wypłacanej w comiesięcznych transzach, poprzez usługę w formie jednorazowej dużej wypłaty aż po kombinację tych dwóch wariantów. Tam oferta jest kierowana do osób w wieku 70+. W Niemczech mieszka aktualnie ok. 5 mln osób, które mogą być adresatami tego rozwiązania. Kolejną ciekawostką jest fakt, że największe firmy oferujące hipotekę odwróconą m.in. Deutsche Leibrenten Grundbesitz AG wykorzystuje do pozyskiwania nowych klientów przede wszystkim agentów nieruchomości, agentów ubezpieczeniowych oraz banki. – W Polsce wciąż stawiamy na kontakt bezpośredni i pielęgnujemy relację z seniorem, także po podpisaniu umowy – podsumowuje Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

[1] Wszystkie informacje dotyczące rynku brytyjskiego na podstawie:  https://www.wearekeygroup.co.uk/impact-and-insight/thought-leadership/market-monitor-2019-full-year

[2] Na podstawie danych Deutsche Leibrenten Grundbesitz AG, https://deutsche-leibrenten.de/pressemeldung/deutsche-leibrenten-wachstum/

Badanie Ericsson: Polscy przedsiębiorcy otwarci na 5G

71,5% przedsiębiorców uważa, że technologia 5G zwiększy konkurencyjność polskiej gospodarki wobec innych krajów Unii Europejskie, a tylko 3% zdecydowanie wyklucza taką możliwość. Polskie firmy oczekują szybkiego wdrożenia technologii 5G i wykorzystania jej potencjału do rozwoju własnego biznesu i krajowej gospodarki – wynika z badania Ericsson Polska zrealizowanego
we współpracy z Łódzką Specjalną Strefą Ekonomiczną oraz Skandynawsko-Polską Izbą Gospodarczą.

Największe nadzieje na polepszenie koniunktury dzięki technologii 5G widzą managerowie średnich przedsiębiorstw (50-249 pracowników). 75,6% respondentów z tej grupy uważa, że sieć 5G zdecydowanie zwiększy lub będzie miała pozytywny wpływ na konkurencyjność polskiej gospodarki.

Uczestnicy badania Ericsson bardzo optymistycznie podchodzą do prognoz wprowadzenia technologii 5G na terenach miejskich i głównych szlakach transportowych w Polsce do 2025 roku. 62,3% jest przekonanych o realności wprowadzenia technologii 5G w Polsce w tym terminie, w tym 13% uznaje taki scenariusz za wielce prawdopodobny.

„Przejście z 4G na 5G przyniesie korzyści zarówno konsumentom, jak i wielu branżom. 5G zapewnia większą wydajność sieci, wychodząc naprzeciw potrzebom w zakresie większej przepustowości. Technologia ta umożliwi również rozwój nowych usług, ekosystemów i nowych źródeł przychodów dla polskich firm. Jednak wykorzystanie tego potencjału wymaga inwestycji w technologie, a także rozwoju przedsiębiorstw, wypracowania nowych modeli wprowadzania produktów i usług na rynek oraz dostosowań o charakterze organizacyjnym w skali infrastruktury krajowej” – mówi Martin Mellor, szef firmy Ericsson w Polsce.

Potrzeba współpracy oraz edukacji

Większość badanych managerów interesuje się nowymi technologami i potrafi wskazać wyzwania stojące przed wdrożeniem technologii 5G w Polsce. Ponad połowa (51,3%) średniej wielkości przedsiębiorstw jako główne bariery wskazała obawy związane z bezpieczeństwem i kontrolą danych. 46% ogółu respondentów główną barierę, która mogłaby opóźnić wprowadzenie technologii 5G w Polsce widzi w budowie infrastruktury sieci. Za równie problematyczne respondenci uznali obawy związane z negatywnym wpływem technologii 5G na zdrowie (42%). Tymczasem według Światowej Organizacji Zdrowia nie ma wystarczających dowodów potwierdzających szkodliwe oddziaływanie pola elektromagnetycznego o natężeniu wykorzystywanym w telekomunikacji
na ludzkie zdrowie.Badanie_Ericsson_infograf

„Wyniki te pokazują, że tylko ścisła współpraca na polu edukacji pomiędzy wszelkimi zaangażowanymi podmiotami na rynku, począwszy od instytucji unijnych, przez administracje lokalne, operatorów, przedsiębiorstwa czy organizacje pozarządowe może przyczynić się do uwolnienia realnego potencjału 5G” – mówi Carsten Nilsen, prezes Skandynawsko-Polska Izba Gospodarcza, partner badania Ericsson Polska.

Wyróżnikiem łączności 5G jest kilkudziesięciokrotnie wyższa szybkość transmisji danych w porównaniu do LTE oraz praktycznie brak opóźnień (0,1 ms). Dzięki temu przedsiębiorstwa inwestując w nowoczesne narzędzia np. łączące sztuczną inteligencję, analizę danych i 5G, będą w stanie realizować równolegle wiele procesów w czasie rzeczywistym, co pozwoli na zdobycie realnej przewagi konkurencyjnej w swojej branży.

„Polscy przedsiębiorcy mogą już testować swoje pomysły w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. W tym roku zainaugurowaliśmy pierwszy w kraju przemysłowy Akcelerator Technologii 5G, czyli program wspierający rozwój innowacyjnych rozwiązań wykorzystujących w sposób znaczący technologię 5G lub 5G ready (architekturę Non-Standalone 5G) w przedsiębiorstwach. Program stwarza startupom możliwość pracy
na żywym organizmie: instalowanie urządzeń przy liniach produkcyjnych, na pojazdach czy w halach magazynowych wybranych partnerów, pracę z realnymi danymi, a nawet działania z klientem końcowym” – komentuje Agnieszka Sygitowicz, Wiceprezes Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej S.A., partner badania Ericsson Polska.

Polska u progu technologii 5G

Technologia 5G jest już dostępna w Polsce, ale konieczne jest przydzielenie odpowiednich pasm i częstotliwości. Od 2015 r. Ericsson zainstalował niemal 5 mln stacji bazowych gotowych obsłużyć 5G, które czekają na zdalne uruchomienie. Spora część z tych stacji znajduje się w Polsce. Komisja Europejska oczekuje, że do 2025 r. kraje członkowskie będą posiadać szerokie pokrycie siecią 5G. Ericsson ogłosił uruchomienie komercyjnej sieci 5G z operatorem Polkomtel.  Wiosną planowane jest uruchomienie badawczej sieci 5G firmy Ericsson na Politechnice Łódzkiej. Ericsson prowadzi testy 5G z innymi operatorami i podmiotami w Polsce.

***

Badanie “Technologia 5G w polskich przedsiębiorstwach” zostało zrealizowane w terminie 11.2019-02.2020 na zlecenie Ericsson Polska przez agencję SW Research metodą wywiadów on-line (CAWI)na grupie 109 przedstawicieli wyższej kadry zarządzającej firm polskich lub posiadających przedstawicielstwo w Polsce.

Żadna przystań nie jest już bezpieczna

„Wtorek odwrotu” się nie powiódł i wczoraj kolejna silna wyprzedaż nawiedziła Wall Street po tym, jak Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom ostrzegło przed niemal pewnym rozprzestrzenianiem się wirusa w USA. Więcej przypadków zarażenia i zgonów w Korei Płd., Włoszech i Iranie podkreśla globalny zasięg choroby. Rynki weszły w pełny tryb paniki, gdzie żadna pozycja nie jest bezpieczna.

Załamanie rynku akcji jest oczywistym kierunkiem po tygodniach wzrostów przy bagatelizowaniu skutków wirusa. Ale już zachwianie wartości USD pokazuje, że rynek nie rozpatruje wszystkich aktywów pod kątem bezpieczne/niebezpieczne, ale zaczyna martwić się, czy każde silne ostatnio aktywa są narażone na presję związana z realizacją zysków. W dziwnym układzie za spadkami cen akcji podążyło złoto, choć jeszcze dobę wcześniej taki klimat inwestycyjny na rynku kapitałowym tylko zachęcał do wzrostów cen kruszcu. Czasami sztorm na środku morza wzbudza większe zaufanie niż towarzystwo innych marynarzy w bezpiecznej przystani.

Emocje przejęły kontrolę bez zważania na fundamentalne korelacje i najbliższe trzy dni (do zamknięcia miesiąca) mogą przynieść wszystko. Po wczoraj wiemy, że na rynku tli się nadziej na „dzień odwrotu” i stabilizację, ale równie silny jest strach przed kolejną falą wyprzedaży. Sądzę, że słabość USD jest zwodnicza i nie jest odzwierciedleniem załamania Wall Street czy wzrostu ryzyka epidemii w USA. Na koniec liczyć się będą ekonomiczne konsekwencje koronawirusa z największym uderzeniem w Chiny, a dalej w kraje najsilniej powiązane handlowo z Państwem Środka. Strefa euro, Australia i Nowa Zelandia są pierwsze w kolejności. USD są zdecydowanie bardziej zamknięte gospodarczo, więc efekt tutaj powinien być mniejszy. W efekcie USD urasta do roli dominującej na FX, niezależnie czy będzie panował risk-off czy wróci apetyt na ryzyko. Pozycja EUR staje się coraz trudniejsza, jeśli gasną wszelkie nadzieje na odbicie ożywienia. JPY przegra z USD na zwykłym porównaniu przewagi polityki Fed na BoJ. To są jednak temat na czas, kiedy wstępna panika wyparuje. Na razie górę bierze chęć domykania wszelkich pozycji, a na FX najwięcej jest tych długich w USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sejm uregulował konkurencję na polskich torach – kolej będzie tańsza i lepsza?

Przyjęty przez rząd pakiet ustaw, dotyczących otwarcia polskich torów dla komercyjnych przewoźników, przybliża nas do realizacji Unijnego IV Pakietu Kolejowego. Upłynie jeszcze sporo czasu, nim całkowicie uwspólnimy nasze prawo z prawem unijnym – ale niedawno przyjęte ustawy mocno nas do tego przybliżają. Nowe regulacje prawne nie rewolucjonizują sytuacji na polskich torach – komercyjni i zewnętrzni przewoźnicy już na nich jeżdżą. Jako przykład podać można czeski, komercyjny Leo Express – który realizuje m.in. linie Praga-Kraków i Praga-Wrocław. Ustawy uregulują prawnie działalność przewoźników i ich relacje z zarządcami torów. Ta liberalizacja prawa kolejowego wzbudziła jednak głosy protestu. Obywatele obawiają się wzrostu cen, wykluczenia transportowego i tego, że polskie spółki wpadną w tarapaty. Eksperci uspokajają jednak, że doświadczenie innych krajów wskazuje na zupełnie przeciwne skutki otwarcia rynku kolejowego na komercyjne linie.

– Wszędzie tam, gdzie konkurencja kolejowa pojawiła się w Europie, nie zabiła przewoźników państwowych. Wręcz przeciwnie: poszerzyła rynek, wniosła nowe standardy jakościowe i obniżyła ceny średnio o 40% – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, wiceprezes zespołu doradców gospodarczych TOR. – Główny problem polega na tym, że po większości polskich tras jeżdżą aktualnie pociągi z dopłatą publiczną. Do kursów dopłaca budżet państwa lub samorządy. Krytycy ustawy sugerują, że jeśli komercyjny przewoźnik wykasuje z rynku przewoźnika lokalnego – zmarnowane zostaną pieniądze publiczne. Tutaj jednak pojawia się pytanie, czy na wszystkich liniach te dopłaty powinny być lokowane. Jeśli nowy przewoźnik jest w stanie wypuścić na linię dobre pociągi i zaoferować korzystne ceny, może dopłaty państwowe nie są tam wcale potrzebne. Chociaż więc rzeczywistą transformację rynku kolejowego zobaczymy za 10 lat, gdyż tak długi okres przejściowy zaplanowała ustawa, możemy spodziewać się dobrych rezultatów – usprawnienia rynku, zmniejszenia wydatków państwowych na transport kolejowy i nową jakość komunikacyjną dla wszystkich Polaków – analizuje Furgalski.

Polska jest jednym z najszybciej rosnących rynków podcastowych. Nagrań audio słucha co czwarty internauta

Fenomen podcastów bazuje na pełnej dowolności w dostępie do nagrań audio – można ich słuchać w dogodnym czasie, nie odrywając się od innych czynności, a dodatkowo mamy do wyboru różnorodną tematykę. To główne powody, dla których forma ta z miesiąca na miesiąc zyskuje coraz więcej zwolenników. – Jest to atrakcyjne medium dla wymagających odbiorców, którzy szukają wartościowych konwersacji. Ambitny i dobrze zrealizowany podcast daje im poczucie, że spędzają czas z ludźmi, których cenią i których wybrali – przekonuje Maciej Małek z grupy LTTM.

– Wzrost popularności podcastów wiąże się z wynalezieniem i upowszechnieniem smartfonów, a w zasadzie iPhone’ów, które dały użytkownikom zupełnie nowe możliwości – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Małek, podcast manager w grupie LTTM (LifeTube, TalentMedia, Mellon Media). – Było to jeszcze w czasach, kiedy szerokopasmowy internet nie był dostępny w każdym telefonie. Dziś się to zmieniło i podcastów mogą słuchać niemal wszyscy, w każdej chwili, z wykorzystaniem mobilnego dostępu do internetu. To spowodowało, że popularność tego medium eksplodowała.

Popularyzacji podcastów sprzyja mniejsze zainteresowanie formatem wideo, obserwowane ostatnio w sieci. Internauci szukają medium, które może im towarzyszyć w momentach, kiedy nie mogą oglądać wideo, czytać artykułów lub grać w gry mobilne.

Według badań, które prowadziły m.in. Tandem Media i Storytel, około 20 proc. internautów, głównie osób między 19. a 45. rokiem życia, miało w 2019 roku stały kontakt z podcastami. Przy czym w ubiegłym roku ta grupa zwiększyła się o 60 proc. Z kolei Voxnest, firma zajmująca się popularyzacją podcastów i ich badaniem, podała, że Polska znajduje się w pierwszej dziesiątce najszybciej wzrastających rynków podcastowych – dodaje ekspert Grupy LTTM.

Z badania Tandem Media i Publicis Groupe wynika, że 27 proc. internautów słucha podcastów. Większość słucha ich co najmniej raz w miesiącu. Nowi słuchacze korzystają z podcastów częściej i w większej liczbie. 59 proc. badanych subskrybuje od dwóch do czterech audycji, a 12 proc. – pięć lub więcej. Ankietowani wskazują, że zwykle sięgają po podcasty dla rozrywki i relaksu, ale też po to, by dowiedzieć się czegoś o świecie. Co ważne, wiarygodność podcastów jest oceniana wyżej niż tradycyjnych mediów. Często są określane mianem eksperckich.

 Kołem zamachowym rynku podcastów w Polsce i na świecie są media i wydawcy, ponieważ stale konkurują o odbiorcę. Internauci są już zmęczeni bardzo powierzchownym stylem informacji obecnym w portalach informacyjnych czy nawet w bardziej opiniotwórczych magazynach. Wiele osób nie ogląda już tak chętnie wideo – przekonuje Maciej Małek.

Jego zdaniem jest to nowa szansa dla twórców wideo, szczególnie tych, którzy dopasują się do oczekiwań wymagających internautów, szczególnie osób między 19. a 29. rokiem życia, bo to oni najchętniej słuchają podcastów. Dla twórców jest to możliwość rozszerzenia swojego zasięgu i dotarcia do odbiorców w sytuacjach, w których wcześniej nie było to możliwe. Blisko połowa badanych przez Tandem Media i Publicis Groupe słucha podcastów podczas dojazdów, w samochodzie lub środkach komunikacji. 38 proc. robi to, wykonując różne obowiązki domowe. Kobiety najczęściej wybierają audycje na temat zdrowia, stylu życia, psychologii czy rozrywki, a mężczyźni lubią słuchać o technologiach, muzyce, rozrywce i polityce. Oferta podcastów stale się powiększa.

Wydawcy mają zaplecze techniczne, redakcje i procedury redakcyjne, więc mogą zapewnić systematyczność, profesjonalizm swoich twórców i wysoką jakość końcowego produktu. Kolejne bardzo duże podmioty rynku mediowego wchodzą w podcasty. To sprawia, że odbiorcy, którzy często nie słyszeli o nich wcześniej, dowiadują się, że jest w ogóle takie medium. To przekłada się na ogólny wzrost zainteresowania Polaków całą twórczością podcastową  – podkreśla ekspert LTTM.

Obecnie najlepiej rozwinięty jest rynek amerykański, a w zasadzie anglojęzyczny, co widać także w aktywności polskich internautów. W Polsce aż 20 proc. słuchanych podcastów to nagrania w języku angielskim. Według Tandem Media Amerykanie, którzy kiedykolwiek mieli kontakt z podcastem, to 44 proc. ogółu słuchaczy (2018 rok). Co ciekawe, wzrost konsumpcji podcastów jest tak dynamiczny, że jeszcze trzy lata temu co trzeci mieszkaniec USA w wieku 12+ ich słuchał, a dziś niemal co drugi.

– Interesujący jest rynek chiński, który jest najbardziej rentowny dla twórców podcastów na świecie, ponieważ tam słuchacze płacą podcasterom stałe wynagrodzenie – tłumaczy Maciej Małek. – W Chinach system płacenia za wiedzę jest ugruntowany kulturowo. W przeciwieństwie do rynków anglosaskich, gdzie ludzie bardzo chętnie słuchają podcastów, ale muszą być one finansowane z reklam. W Chinach podcasterzy są niezależni od rynku reklamowego i dzięki temu mogą tam funkcjonować nawet bardzo niszowi nadawcy.

W Polsce czterech na pięciu badanych korzysta z darmowych aplikacji do słuchania podcastów, ale 28 proc. jest skłonnych zapłacić za taką możliwość. Jak wynika z szacunków Ovum „Podcast Market Forecast 2019–2024”, za cztery lata na całym świecie będzie nawet 2,2 mld słuchaczy.

Branżę kosmetyczną czeka rewolucja opakowaniowa. Producenci będą odchodzić od plastiku

Producenci kosmetyków stopniowo zmieniają swoje podejście do opakowań. Coraz częściej zamieniają stosowany plastik na w pełni przetwarzalny lub na tekturę, drewno lub szkło. Starają się „odchudzać” opakowania, żeby były mniej kłopotliwe w transporcie. Takie działania to przede wszystkim efekt troski o środowisko, ale wymuszają je także unijne zmiany prawne oraz proekologiczne oczekiwania konsumentów. Zdecydowana większość z nich, kupując kosmetyki, zwraca uwagę na to, czy opakowanie jest przyjazne dla środowiska – wynika z raportu „Strategia Plastikowa i Kosmetyki” przygotowanego przez Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego i Deloitte Advisory.

– Branża kosmetyczna chce być ekologiczna i stale szuka rozwiązań przyjaznych dla środowiska. Niektórzy z polskich przedsiębiorców odznaczają się już ekologicznym podejściem, są do tego przygotowani, mają potrzebne zespoły i finanse, jednak mamy również wielu mniejszych przedsiębiorców, którzy nie wiedzą, jak poradzić sobie z nowymi wymogami. Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego chce im pomóc – mówi agencji Newseria Biznes Blanka Chmurzyńska-Brown, dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego.

Redukcja zużycia plastiku i zwiększenie recyklingu to jedne z podstawowych założeń Strategii Plastikowej ustanowionej przez Komisję Europejską. Dotknie ona w pewnym stopniu również sektor kosmetyczny, który wykorzystuje plastik do pakowania swoich produktów. Jak wynika z raportu Deloitte i Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego „Strategia Plastikowa i Kosmetyki”, branża wprowadza do obrotu jedynie 5 proc. całej masy opakowań w Polsce (278 tys. z 5,5 mln ton). Za znacznie większy odsetek odpowiadają branże spożywcza czy chemiczna. Opakowania z tworzyw sztucznych w sektorze kosmetycznym stanowią za to 26 proc. ogółu, czyli ok. 70 tys. ton, z czego do konsumentów trafia 50 tys. ton. Stanowi to ok. 7 proc. całkowitej masy opakowań plastikowych wykorzystywanych w gospodarstwach domowych. Znacznie częściej producenci kosmetyków sięgają po papier i tekturę (39 proc.), a podobny odsetek co tworzywa sztuczne stanowi także drewno (24 proc.).

– Producent może zastanowić się nad zamienieniem plastikowego opakowania na inne, nad tym, czy jego opakowanie nie jest zbyt duże i ciężkie i czy w transporcie nie generuje zanieczyszczeń. Warto, by przeanalizował, czy jego produkt w ogóle wymaga opakowania, bo np. mydło można zawiesić na sznurku konopnym. Może należałoby pomyśleć o zastosowaniu refilli, czyli pojemników wielokrotnego użytku, które konsument może ponownie napełniać produktem. Część przedsiębiorców stosuje już takie praktyki, inni nie wiedzą, jak je wprowadzić. Jednak za moment będzie to wyzwanie regulacyjne i musimy być na nie gotowi – tłumaczy Blanka Chmurzyńska-Brown.

Wśród planowanych na poziomie UE zmian są m.in. wprowadzenie restrykcji dotyczących wykorzystania mikroplastików (w kosmetyce stosowane są m.in. w peelingach), zakaz sprzedaży niektórych produktów jednorazowego użytku, np. słomek, wprowadzenie rozszerzonej odpowiedzialności producenta (za opakowanie) czy zwiększenie poziomów recyklingu odpadów opakowaniowych z tworzyw sztucznych. Wszystkie one wejdą w życie w ciągu najbliższej dekady.

– Musimy umieć zarządzać plastikiem w nowy, bardziej zrównoważony sposób – dodaje dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego. – Większym wyzwaniem jest stworzenie ekologicznego opakowania niż produktu. Do tej pory producenci twierdzili, że ich zadanie kończy się w momencie, kiedy produkt trafia na półkę sklepową i zostaje zakupiony przez konsumenta. Teraz biznes musi zacząć zwracać uwagę także na to, co się dzieje w tzw. postconsumer use. To duża rewolucja w myśleniu.

Ta rewolucja wiąże się na pewno z wyższymi kosztami, które w pewien sposób dotkną również konsumentów. Ci jednak są coraz bardziej świadomi konieczności ograniczania obecności plastiku w naszym życiu. 69 proc. badanych przez Deloitte i PZPK konsumentów stwierdziło, że zawsze lub często zwraca uwagę na to, czy opakowanie jest przyjazne środowisku, kupując kosmetyki. Tylko 2 proc. stwierdziło, że nigdy tego nie robi.

Polski konsument jest gotowy na zmianę. Wie, że ochrona środowiska będzie kosztować. Jest wprawdzie bardzo wrażliwy na cenę, ale będzie się zastanawiał nad tym, że może warto dopłacić parę złotych, żeby ten produkt był inaczej zapakowany i pozwalał na łatwy recykling – mówi Blanka Chmurzyńska-Brown. – Jednocześnie, co trudne dla producentów kosmetyków, polski konsument nie chce kompromisu, czyli nie chce słabszego, inaczej podanego kosmetyku, do którego przywykł, on chce, żeby wszystkie elementy: bezpieczeństwo, skuteczność, cena i ekologiczne opakowanie szły w parze.

Coraz większa świadomość konsumentów dotyczy nie tylko opakowań. Zwracamy uwagę m.in. na to, czy produkty są testowane na zwierzętach, czy w składzie mają niezdrowe związki chemiczne.

 Branża dojrzewa wraz z konsumentem. Jeszcze 10 lat temu produkty ekologiczne były bardzo wąskim fragmentem rynku, teraz ich znaczenie sukcesywnie rośnie, z roku na rok o około 4 do 6 proc. Niebawem mogą stanowić nawet 10 proc. rynku – zwraca uwagę Blanka Chmurzyńska-Brown.

Jak podaje najnowszy raport PMR „Rynek żywności BIO i kosmetyków naturalnych w Polsce 2019. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2019–2024”, kosmetyki naturalne stanowią obecnie prawie 4 proc. wartości całego rynku kosmetycznego.

15 tys. hoteli na świecie i 600 w Polsce. Następca Neckermann Polska startuje z ofertą wyjazdową

Na polskim rynku rozpoczyna działalność Nekera, nowy touroperator, który jest niejako następcą Neckermanna, bo tworzony przez ten sam zespół. –  Upadek polskiego oddziału nie miał nic wspólnego z jego kondycją ekonomiczną, był to efekt bankructwa całej grupy Thomas Cook – mówi założyciel nowego biura Maciej Nykiel. Nekera startuje z ofertą wyjazdową do 15 tys. hoteli na całym świecie, zarówno w najpopularniejszych kurortach, jak i egzotycznych krajach. Będzie też mocno rozwijać wycieczki z dojazdem własnym oraz turystykę krajową. W ofercie ma ponad 600 hoteli w Polsce.

 W ostatnich latach polski rynek turystyczny rozwijał się bardzo dynamicznie. Wraz ze wzrostem konsumpcji i dobrymi danymi makroekonomicznymi z polskiej gospodarki zaczęliśmy chętniej, więcej, częściej i coraz dalej podróżować. Stąd też pomysł na Nekerę, nowego touroperatora, który na pewno znajdzie swoje miejsce na polskim rynku turystycznym – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Maciej Nykiel, prezes biura podróży Nekera.

W ewidencji Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego widnieje 4754 przedsiębiorców turystycznych, a ich liczba stale rośnie. Jeszcze na początku 2019 roku na polskim rynku było ich nieco ponad 4,3 tys. Od początku 2020 roku działalność rozpoczęło prawie 60 nowych podmiotów, w tym Nekera, biuro podróży założone przez byłego szefa i pracowników Neckermann Polska.

– Wywodzimy się z Neckermanna, mówimy o tym otwarcie i jesteśmy dumni z prawie 25-letniego dziedzictwa tej firmy na polskim rynku. Podkreślamy, że jej upadek nie miał nic wspólnego z sytuacją ekonomiczną. Byliśmy zdrowym podmiotem, działaliśmy normalnie, padliśmy ofiarą szerszego bankructwa całej Grupy Thomas Cook – wyjaśnia Maciej Nykiel. – W ciągu dwóch tygodni w całej Europie zamknęło się prawie 140 firm należących do Thomasa Cooka, jedną z nich był polski Neckermann. Jednak żaden polski klient naszego biura podróży, a było ich 16 tys., nie został przez to poszkodowany.

Nekera ma w swojej ofercie wyjazdy do najpopularniejszych wśród Polaków wakacyjnych destynacji, m.in. Turcji, Grecji czy Hiszpanii. Nie brakuje też wycieczek w bardziej egzotyczne kierunki, np. na Karaiby, do Afryki czy Azji Południowej. Biuro oferuje też wycieczki do stosunkowo mało odkrytych jeszcze przez masową turystykę krajów – Jordanii czy Gruzji.

 Nekera to 15 tys. hoteli na całym świecie. Koncentrujemy się w szeroko rozumianym Basenie Morza Śródziemnego, gdzie polscy klienci wypoczywają i wyjeżdżają najchętniej. Najwięcej ofert mamy na południe Europy, do tradycyjnych letnich destynacji, takich jak Grecja, Hiszpania, Włochy, Chorwacja, Bułgaria, ale też azjatycka i północnoafrykańska część Basenu Morza Śródziemnego – wymienia prezes Nekery.

Klienci mogą rezerwować w biurze podróży same noclegi z dojazdem własnym albo łączyć je z biletami na samoloty.

 Zawsze byliśmy znani na rynku z oferty z dojazdem własnym. Latem zapraszamy do Chorwacji, Włoch, Bułgarii, ale też Grecji, na Węgry. Mamy też mało oczywiste propozycje, np. Szkocję czy Łotwę – wskazuje Maciej Nykiel.

W marcu będzie można też kupić wyjazdy na narty do znanych ośrodków narciarskich na przyszły sezon.

 Mamy fantastyczne możliwości podróżowania zimowego w Alpy Austriackie oraz w Dolomity, ale też do Czech, Słowacji, Słowenii, Francji czy Szwajcarii, czyli wszystkich najbardziej znanych europejskich kurortów narciarskich – mówi prezes biura Nekera.

To, co ma wyróżniać nowe biuro podróży, to bogata oferta hoteli w Polsce dostępna przez cały rok, w dodatku, jak zapowiadają jego założyciele, konkurencyjna cenowo. Zapewniają, że ani w samym hotelu, ani na popularnych serwisach rezerwacyjnych nie będzie taniej niż u nich.

 Nekera jako pierwszy podmiot na rynku wśród touroperatorów zaoferuje Polakom dostęp do 600 polskich hoteli od Bałtyku aż po Tatry, zarówno na weekendy, jak i na dłuższe wakacje – wymienia Maciej Nykiel.

Oferta Nekery będzie dystrybuowana poprzez sieć agencyjną, a nie własne biura sprzedaży. Jej strategicznym partnerem jest właściciel platformy sprzedaży miejsc hotelowych Triverna.pl, a całą grupę wspierają polskie fundusze inwestycyjne Xevin Investments oraz IQ Pomerania.

Nad firmami z branży utrzymania czystości zbierają się czarne chmury. Rosną koszty działalności i brakuje rąk do pracy

0

Brak pracowników oraz dobrze przygotowanych do pracy zespołów – to najpoważniejsze wyzwania, które stoją przed branżą utrzymania czystości. Dziś zatrudnia ona ok. 700 tys. osób, również takich, które do tej pory z różnych względów nie pracowały. Rozwiązanie tych bolączek umożliwiłoby przyjmowanie większej liczby zleceń i dalszy dynamiczny rozwój sektora. Jednym z pomysłów jest włączenie do Zintegrowanego Systemu Kwalifikacji certyfikatu dla osób sprzątających.

Polska Izba Gospodarcza Czystości stworzyła zintegrowany system kwalifikacji mający ocenić kompetencje pracowników liniowych i wyższego szczebla. Startujemy z tym projektem na przełomie lutego i marca. To powinno podnieść kwalifikacje na rynku – mówi agencji Newseria Biznes Marek Krzemieniewski, prezes Polskiej Izby Gospodarczej Czystości. – Ten biznes to już jest klasyczny „excel”, nie ma miejsca na błędy i pomyłki. Tylko firmy, które będą w stanie sprostać tego typu wymaganiom, będą rozwijały się dynamicznie.

Teraz będzie można przystąpić do egzaminu i otrzymać certyfikat potwierdzający kwalifikację „Planowanie i realizowanie procesu profesjonalnego utrzymania czystości”. Będzie on wydawany przez PIGC i potwierdzony przez instytucję publiczną. Jak podkreśla prezes Izby, chodzi o to, by usługi sprzątania były wykonywane w sposób ustandaryzowany na najwyższym poziomie. Uzyskanie certyfikatu zwiększy konkurencyjność poszczególnych pracowników, a to powinno pozytywnie przełożyć się na rynek.

Branża utrzymania czystości rozwija się nadal bardzo dynamicznie. Ten rynek wart jest około 17 mld i pracuje na nim około 700 tys. ludzi. Jeżeli odniesiemy się do Europy, te liczby podwoiły się: w 1996 roku pracowało w niej około 2 mln pracowników, dzisiaj zatrudnionych jest ponad 4 mln – mówi Marek Krzemieniewski.

Specyfika tej branży pozwala zaktywizować osoby, które do tej pory nie mogły lub nie chciały pracować. System certyfikacji może ich zachęcić do podnoszenia kwalifikacji, dzięki czemu staną się bardzo pożądanymi na rynku pracownikami.

– Ten sektor gospodarki rozwija się nadal bardzo dynamicznie. Największym problemem jest czynnik ludzki i jeżeli w najbliższym czasie sytuacja na rynku pracy się nie poprawi, to rynek będzie szedł w kierunku robotyzacji, automatyzacji i nowych technologii. Innej drogi nie mamy – mówi prezes PIGC.

Średnia efektywność pracownika z branży czystości na całym świecie wynosiła w 2016 roku 27,4 tys. euro, czyli w ciągu dwóch dekad wzrosła o 69 proc. Rosnące koszty pracy stają się jednak poważnym wyzwaniem dla firm z sektora.

Rozwój został nieco zahamowany przez ozusowanie umów-zleceń, podniesienie najniższego wynagrodzenia i mniejsze dotacje z budżetu państwa. Dzisiaj stoimy przed dużym dylematem, jak sprostać tej sytuacji na rynku – mówi Marek Krzemieniewski. – Czynnikiem, który może dalej hamować rozwój, jest zapowiedziane przez rząd na kolejne lata podniesienie płacy minimalnej, co będzie generować dość duże koszty dla właścicieli biznesu i powodować przeniesienie ich na klienta końcowego, który niekoniecznie może być zadowolony z podwyżek.

Przewozy w regionach wracają na właściwe tory. W tym roku spółka Polregio zamierza rozpocząć unowocześnianie pociągów i przewieźć 91 mln pasażerów

Komisja Europejska wciąż prowadzi formalne postępowanie dotyczące pomocy publicznej dla spółki Przewozy Regionalne, która od miesiąca funkcjonuje pod nazwą Polregio. To oznacza, że przewoźnik wciąż nie może korzystać z unijnych grantów, ale realizuje plany inwestycyjne we własnym zakresie. W tym roku rozpocznie obliczony na kilka lat program modernizacji swojego taboru. Czteroletnia restrukturyzacja spółki zaowocowała też systematycznym przyrostem liczby pasażerów – na koniec tego roku Polregio chce ich mieć już ponad 91 mln.

Polregio to nazwa, pod którą od 23 stycznia br. funkcjonuje spółka Przewozy Regionalne. Decyzja o zmianie została podjęta w celu ujednolicenia nazwy firmy z logo i marką handlową pociągów Polregio.

Chcemy unowocześnić swój tabor, ale ciągle jeszcze nie mamy decyzji Komisji Europejskiej, w związku z czym nie możemy sięgnąć po środki unijne, a to jest bardzo duży zasób w strukturze finansowania. Poza tym, sięgając po unijne środki, nie chcemy być już podmiotem zagrożonym. Jednak na tę chwilę, zgodnie z wytycznymi Komisji Europejskiej z 2014 roku, wciąż nim jesteśmy – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Zgorzelski, prezes zarządu Polregio.

Przewoźnik, który powstał w 2001 roku, niemal od początku borykał się z problemami finansowymi i organizacyjnymi. W 2015 roku został przyjęty plan restrukturyzacji spółki, a Agencja Rozwoju Przemysłu dokapitalizowała ją kwotą 770 mln zł i objęła większościowy pakiet udziałów jako inwestor strategiczny. Ten krok zakwestionowała jednak Komisja Europejska, wszczynając formalne postępowanie sprawdzające, czy nie doszło do naruszenia zasad pomocy publicznej. Dopóki jest w toku, przewoźnik nie może starać się o unijne granty, ale nie rezygnuje z planów inwestycyjnych we własnym zakresie.

Porządkujemy strukturę kapitałową i w tym roku chcemy to zakończyć. Myślimy już też o przyszłej perspektywie. Chcemy unowocześnić tabor, kupując nowy albo modernizując posiadany. Jeszcze w tym roku uruchamiamy retrofit eksploatowanych przez nas pojazdów, co znacząco poprawią komfort podróżowania – zapowiada Krzysztof Zgorzelski.

W kolejnej perspektywie unijnej – oprócz modernizacji już posiadanych składów – spółka będzie kupować też nowe, kierując się przy tym ekologią, wymogami pasażerów i rynkowymi trendami.

– Będziemy współpracować z różnymi instytutami – trochę po to, aby robić predykcję przyszłości, wiedzieć, co się może zmienić i czy to, co teraz zaproponujemy pasażerom, za dwa–trzy lata nie będzie już oldschoolowe – mówi Krzysztof Zgorzelski. – Trudno przewidzieć, w którą stronę pójdzie technologia: czy to będzie LNG, wodór czy może baterie. Szukamy różnego rodzaju rozwiązań, które będą niskoemisyjne. Rozpoczęliśmy już współpracę z firmą Gaz-System, która ma kompetencje w zakresie technologii gazowej LNG. Trzymamy też kciuki za rozwiązania oparte stricte na wodorze, ale to jeszcze na razie pieśń odległej przyszłości.

W ubiegłym roku regionalny przewoźnik obsłużył blisko 88,9 mln pasażerów, co stanowiło wzrost o 9,4 proc.

Po ubiegłorocznym rekordzie w tym roku nie spodziewamy się już takiego piku. Będzie to raczej wzrost w granicach 3 mln, ale i tak chcemy przekroczyć na koniec tego roku liczbę 91 mln przewiezionych pasażerów – zapowiada Krzysztof Zgorzelski. – Chcemy się rozwijać, poprawiać naszą ofertę – zarówno w zakresie częstotliwości połączeń, jak i jakości taboru, współpracując w tym zakresie z 15 urzędami marszałkowskimi.

Prezes Polregio podkreśla też fakt, że spółka odgrywa ważną rolę w walce z wykluczeniem transportowym słabiej rozwiniętych regionów Polski.

Problem tzw. wykluczenia transportowego ciągle istnieje i wynika zarówno z ograniczonej dostępności kolei, bo wiele linii na przestrzeni ostatnich 30 lat zostało zamkniętych bądź zlikwidowanych, jak i rozwoju transportu kołowego. Dzięki rządowemu programowi Kolej+ linie mają być odtwarzane. Co istotne, zawsze głównym przewoźnikiem kolejowym jest ten, który jest w stanie obsłużyć największe potoki pasażerów przy najmniejszym marginalnym koszcie krańcowym. My – jako największy przewoźnik pasażerski – doskonale zdajemy sobie z tego sprawę i dlatego już od 2016 roku zaczęliśmy budować ofertę zintegrowaną razem z PKS-ami – podkreśla Krzysztof Zgorzelski.

Jak wynika z ubiegłorocznego raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego, na przestrzeni ostatnich 10 lat w Polsce zlikwidowanych zostało 588 km szlaków kolejowych (najwięcej na Śląsku – 208 km oraz na Warmii i Mazurach – 125 km) oraz 40 proc. kursów komunikacji autobusowej poza miastami. Bez inwestycji w tym obszarze nie będzie możliwy dalszy wzrost i przeciwdziałanie wykluczeniu społecznemu („Transport inkluzywny. Rola polityki transportowej w kształtowaniu zrównoważonego rozwoju kraju”).

Rusza pierwsza trasa koncertowa z hologramowym artystą. Po VR sięgają także teatry i Hollywood

Nowe technologie pomogą stworzyć nowe doświadczenia. Wirtualna rzeczywistość sprawia, że treść wydarzenia staje się bardziej interesująca i lepiej zaspokaja potrzeby współczesnego stylu życia ludzi. Dlatego też po innowacyjne rozwiązania chętnie sięga świat sztuki. Okulary wirtualnej rzeczywistości sprawdzają się w teatrze, po wirtualną rzeczywistość chętnie sięga też Hollywood. Rusza również pierwsza trasa koncertowa, na której zamiast żywej piosenkarki wystąpi hologram. – Powstaje zupełnie nowe medium, ale VR pozwala też przybliżyć  tradycyjne formy sztuki – mówi Jacek Nagłowski, autor adaptacji spektaklu „Biesy” do wirtualnej rzeczywistości.

– Wirtualna rzeczywistość to przede wszystkim przyszłość naszego sposobu interakcji z rzeczywistością cyfrową – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jacek Nagłowski, autor adaptacji spektaklu „Biesy” do wirtualnej rzeczywistości. – Powstaje nowe medium, dedykowane do bardzo różnych rzeczy, ale i kultura, sztuka i rozrywka będą miały w nim swoje miejsce. To nie konkurencja dla tradycyjnych mediów, ale zupełnie nowy obszar.

Rozrywka i sztuka coraz chętniej sięgają po nowe technologie. Kathryn Bigelow, zdobywczyni Oscara, stworzyła w technologii VR w 2017 roku dokument „The Protectors” sprzeciwiający się kłusownictwu. Alejandro G. Iñárritu zdobył Oscara za instalację VR „Carne y Arena”. Także Ridley Scott i Robert Rodriguez prowadzą własne projekty związane z VR w filmie. Z kolei Alon Benari, Tal Zubalsky, Alex Vlack w projekcie „Broken Night” opowiadają historię małżeństwa, które po powrocie do domu znajduje intruza, przy czym widz może oglądać sceny z różnych perspektyw i wybierać narrację w kilku punktach filmu.

Także teatr wykorzystuje VR w przedstawieniach. Steven Spielberg był jednym z wielu inwestorów, którzy poparli Dreamscape Immersive, czyli oparty na doświadczeniach teatr VR. W Polsce zaś można obejrzeć „Biesy” zaadaptowane do wirtualnej rzeczywistości, które dają widzom wybór co do konstrukcji fabuły i sceny.

–Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy VR pojawi się w kinach na dobre, czy pojawi się w teatrze. Język tego medium jest na tyle odrębny, że wykształca własną dziedzinę kultury i własną dziedzinę sztuki. Jesteśmy zupełnie na początku tego zjawiska, natomiast w miarę, jak sama wirtualna rzeczywistość będzie się popularyzować i rozwijać, to również i język, który jest związany z wypowiedziami artystycznymi, będzie się rozwijał i chcielibyśmy być tego częścią – ocenia Jacek Nagłowski.

Nowe technologie mogą uatrakcyjnić rozrywkę, ale też zadbać o komfort publiczności. Uczenie maszynowe wykorzystuje się do obserwowania zachowań odbiorców, aby scena mogła odpowiedzieć na ich potrzeby. Urządzenie może więc uchwycić zmęczenie publiczności np. podczas koncertów i podpowiedzieć wykonawcom, by przeszli do wolniejszej muzyki. Koncert może być mieszaną kombinacją artystów w świecie rzeczywistym i wirtualnym, a dzięki technologii AR można ożywić zmarłych artystów, organizując koncert hologramowy. 25 lutego ruszyła pierwsza tego typu trasa koncertowa, na której hologram Whitney Houston zaśpiewa w Europie i Ameryce Północnej.

– Wymaga to jeszcze czasu, zanim ten język, który jest zupełnie inny od innych mediów, okrzepnie, zanim zostaną wybudowane konwencje związane z nim i zanim będziemy mogli porównywać utwory wirtualnej rzeczywistości do utworów realizowanych w innych mediach. Pewne hybrydy pomiędzy starymi formami artystycznymi a wirtualną rzeczywistością są w stanie nam to przybliżyć – podkreśla reżyser.

Wirtualny Nauczyciel udzieli korepetycji z matematyki. Dzięki machine learning rozpozna słabe strony ucznia i sam dobierze odpowiednie zadania

Już co trzecie polskie dziecko korzysta z korepetycji. O ile jeszcze kilka lat temu były to dodatkowe zajęcia z języków obcych, to obecnie coraz częściej korepetycje mają uzupełniać braki w nauczaniu. Przeciętnie na dodatkowe zajęcia rodzice wydają ponad 400 zł miesięcznie. Rozwiązaniem może okazać się Wirtualny Nauczyciel, czyli asystent do nauki matematyki dla uczniów od 7. klasy szkoły podstawowej do poziomu rozszerzonej matury. Przy nauce wykorzystuje model Sokratesa, czyli system zadawania szczegółowych pytań tak, aby uczeń sam doszedł do odpowiedzi. Wykorzystuje przy tym uczenie maszynowe.

Najnowsze technologie coraz częściej są wykorzystywane w edukacji. O ile w Polsce sięga po takie rozwiązania niewielki odsetek szkół, to w USA czy Japonii są już stosowane powszechnie. Sztuczna inteligencja jest wykorzystywana w szkołach do automatyzacji kluczowych działań, takich jak ocenianie przedmiotów i przekazywanie informacji zwrotnych na temat obszarów wymagających poprawy. Służy również do zindywidualizowanego uczenia się wśród uczniów, zwłaszcza tych o specjalnych potrzebach.

– Wirtualny Nauczyciel jest pierwszą aplikacją na świecie, która sprawdza rozwiązanie ucznia krok po kroku. W sytuacji, kiedy uczeń nie będzie wiedział, co zrobić, system będzie zadawał mu pytania zgodnie z metodą Sokratesa. Polega ona na tym, żeby nie dawać pełnej odpowiedzi, tylko zadawać coraz bardziej szczegółowe pytania tak, żeby uczeń sam wymyślił, jak rozwiązać dany problem – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Marek Wójcik, prezes Wirtualnego Nauczyciela.

Na rynku nie brakuje  narzędzi edukacyjnych, które wspierają nauczycieli i pomagają uczniom.  Kahoot umożliwia nauczycielom i uczniom tworzenie zabawnych gier w celu sprawdzenia wiedzy i zaangażowania całej klasy. Edmodo pozwala nauczycielom tworzyć grupy, quizy, przypisywać referaty, zarządzać postępami uczniów. ClassMarker pozwala nauczycielom na utworzenie testu online, który jest natychmiast oceniany. Google Classroom umożliwia z kolei organizowanie zajęć, interakcję z uczniami, ocenianie ich pracy i sprawdzanie postępów

Polska aplikacja idzie jednak o krok dalej i pozwala niemal zastąpić dodatkowe lekcje z matematyki. Wirtualny Nauczyciel wykorzystuje machine learning – aplikacja zauważa, z jakimi zagadnieniami dany uczeń ma problem i do tego dopasowuje zadania. Co więcej rozpoznaje też kształty pisane ręcznie, nie tylko teksty pisane na klawiaturze. Dzięki temu może być stosowany na zwykłym tablecie, niekoniecznie podłączonym do komputera.

– Prototyp, który w tej chwili można zobaczyć na stronie Virtualteacher.online jest rozwiązaniem na rynek międzynarodowy. Znajdują się tam sprawdzone zadania, np. równania czy wyrażenia algebraiczne. Docelowa wersja systemu będzie też zawierała pełny kurs, tzn. wideo instruktażowe przedstawiające, jak rozwiązać dane zadanie i bazę zadań, które będą tworzyły kurs krok po kroku w logicznej kolejności, w taki sposób, że z kolejnego zadania wynikają następne – mówi Marek Wójcik.

Obecnie w Polsce, jak wynika z badania opinii publicznej przeprowadzonego przez CBOS na zlecenie Fundacji im. Stefana Batorego, już 32 proc. uczniów korzysta z korepetycji. Rodzice na ten cel wydają średnio 420 zł miesięcznie. Wirtualny Nauczyciel pozwala zautomatyzować korepetycje, a przy tym sporo zaoszczędzić.

– Okazało się, że przy zastosowaniu Wirtualnego Nauczyciela możemy zmniejszyć ilość indywidualnej pracy z nauczycielem z 8 do 2 godzin w miesiącu, jeśli te 2 godziny w miesiącu są powiększone o pracę z automatem, z Wirtualnym Nauczycielem. Efekty są nawet wyższe, jeśli uczeń pracuje z Wirtualnym Nauczycielem jeszcze częściej – przekonuje Marek Wójcik.

Pełna wersja kursu powinna ukazać się pod koniec 2020 roku.

Kadrowo-płacowe oprogramowanie dla banków – czy podlega szczególnym regułom?

Pomimo unikalnego charakteru wykonywanej pracy, banki funkcjonują w sposób identyczny jak inne przedsiębiorstwa. W zależności od sytuacji, pracownicy banków są zatrudnieni w oparciu o umowę o pracę bądź umowę cywilnoprawną, dodatkowo obowiązują ich rozmaite klauzule poufności. W społeczeństwie banki pełnią szczególną rolę – powinny stanowić gwarant stabilności finansowej i dokładać wszelkich starań, aby pieniądze ich interesantów były bezpieczne. Czy specyfika ich pracy powoduje, że oprogramowanie dla banków powinno odznaczać się cechami szczególnymi?

Nie tylko oprogramowanie dla banków powinno być bezpieczne

O ile oprogramowanie dla banków powinno cechować się zgodnością z wszystkimi, nawet najbardziej zaostrzonymi, standardami bezpieczeństwa, warto pamiętać, że podobne warunki powinno spełniać też oprogramowanie w innych firmach. Każdy nabywca oprogramowania ma prawo oczekiwać najwyższych standardów bezpieczeństwa, szczególnie tam, gdzie obsługiwane są dane osobowe i finansowe.

Oprogramowanie dla banków w zakresie HR & Payroll

Systemy informatyczne dla firm, program do zarządzania Unit4

Systemy informatyczne dla firm, program do zarządzania Unit4.

Najważniejszym elementem, jakim powinno charakteryzować się kadrowo-płacowe oprogramowanie dla banków, jest bezpieczeństwo danych. Można zadbać o nie na dwa sposoby – decydując się na opracowanie autorskich narzędzi bądź kupując gotowy produkt od posiadających niezbędną wiedzę specjalistów. Oba rozwiązania mają zalety. Napisany od zera program można w pełni dopasować do specyfiki pracy danej instytucji, a umieszczenie oprogramowania w sieci wewnętrznej czyni ją niezależną od zewnętrznych wykonawców.

Jednakże, odpowiednio dobrane zewnętrzne oprogramowanie dla banków zbudowane jest w oparciu o wieloletnie doświadczenie – czerpie wiedzę z wykonanych wcześniej realizacji, oferując szereg funkcji niezbędnych w każdym dziale HR & Payroll: wyliczanie urlopów, wynagrodzeń oraz nadgodzin, komunikacji z urzędem skarbowym oraz ZUS czy zarządzanie zagadnieniami, związanymi z rekrutacją i przedłużaniem umów. Bezpieczeństwo idzie wówczas w parze z kompleksowym prowadzeniem niezbędnych procesów, stanowiąc fundament sprawnej, bezawaryjnej pracy.

Postaw na UNIT4 – oprogramowanie dla banków, które zadba o kapitał ludzki

System kadrowo-płacowy do UNIT4 spełnia wszystkie powyższe oczekiwania. Łączy on pieczołowitą troskę o bezpieczeństwo informacji z wygodą obsługi oraz wysoce rozbudowaną funkcjonalnością. To właśnie połączenie wygody użytkowania oraz ochrony danych czyni z systemu UNIT4 interesujący wybór w zakresie oprogramowania HR & Payroll, który sprawdzi się nie tylko w bankach. Już dziś odwiedź stronę internetową firmy UNIT4 i sprawdź, dlaczego coraz więcej firm decyduje się na proponowane przez nią rozwiązania.

Znajdziesz nas pod adresem: ul. Powstańców  Śląskich  7a, 53-332 Wrocław

lub na naszej stronie: www.Unit4.com

Źródło: Systemy informatyczne dla firm, program do zarządzania Unit4

Bezrobocie wzrosło. W tym roku nie będzie już tak łatwo znaleźć pracę

W ubiegłym roku, wobec braków pracowników, pracodawcy, byli skłonni zatrudniać osoby bez koniecznych kwalifikacji i doszkalać ich na własny koszt. W tym roku to zjawisko może zostać ograniczone.

Według danych GUS bezrobocie w styczniu 2020 roku wyniosło 5,5% i wzrosło w porównaniu z grudniem 2019 roku o 0,3 pkt proc. Poziom wzrostu bezrobocia na przełomie roku jest typowy dla tego okresu. W stosunku do stycznia 2019 roku jest to mniej o 0,6 pkt proc. Rok wcześniej stopa bezrobocia rejestrowanego wynosiła 6,1%.

Liczba osób zarejestrowanych jako bezrobotne wyniosła w końcu stycznia 2020 r. 922,2 tys., w stosunku do grudnia liczba bezrobotnych zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy wzrosła o 55,8 tys., co może mieć związek z zakończeniem programów aktywizacyjnych finansowanych ze środków Funduszu Pracy. W stosunku do roku ubiegłego liczba osób zarejestrowanych jako bezrobotne w styczniu tego roku jest mniejsza o 100,9 tys.

Stopa bezrobocia jest niższa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, co oznacza że rok 2019 był korzystny dla osób, które poszukiwały pracy. Wobec istotnych braków pracowników odczuwanych przez pracodawców, byli oni skłonni zatrudniać osoby bez koniecznych kwalifikacji i doszkalać ich na własnych koszt. Obecnie tendencja ta może zostać częściowo ograniczona w wyniku znacznego podniesienia płacy minimalnej i przyspieszenia procesów automatyzacji w polskich przedsiębiorstwach. Te dwa procesy mogą wypychać z rynku pracy osoby o nieaktualnych kwalifikacjach lub bez kwalifikacji zawodowych.

Najbliższe miesiące będą wskaźnikiem tego na ile możemy się spodziewać odwrócenia trendów na rynku pracy. Z uwagi na sytuację demograficzną Polski raczej nie grozi nam scenariusz powrotu do dwucyfrowego bezrobocia, ale osiągnięcie zakładanej w projekcie budżetu stopy bezrobocia na koniec 2020 na poziomie 5,1% może wymagać dodatkowych działań aktywizacyjnych, bardziej kompleksowych od dotychczas stosowanych przez powiatowe urzędy pracy.

Komentarz Moniki Fedorczuk, ekspertki Konfederacji Lewiatan

W 2019 roku leasing pojazdów na minusie, dostawczaki zieloną wyspą

W 2019 roku finansowanie pojazdów przez firmy leasingowe zmniejszyło się o prawie 10 proc. r/r. Leasing osobówek odnotował 14,5 proc. spadek r/r, a ciężarówek o dopuszczalnej masie całkowitej (DMC) pow. 3,5 t – 5,5 proc. spadek r/r. Na tym tle pozytywnie wyróżniły się samochody dostawcze, które jako jedyne w segmencie pojazdów zanotowały wzrost – o 5,1 proc. r/r. Zdecydowanie lepiej poradził sobie EFL, który w ubiegłym roku sfinansował lekkie pojazdy użytkowe o łącznej wartości blisko 668 mln zł, co oznacza ponadrynkową dynamikę na poziomie 16,2 proc. r/r.

– Zmiany fiskalne w rozliczaniu umów leasingu na samochody osobowe obowiązujące od początku 2019 roku, wdrażane przez Unię Europejską niekorzystne dla polskich firm transportowych zmiany prawne, niski wzrost gospodarczy w strefie euro – to najważniejsze czynniki, które przełożyły się na istotny spadek finansowania pojazdów przez firmy leasingowe w ubiegłym roku. W szczególności ubiegły rok był słabszy dla samochodów osobowych i ciężkich, natomiast lepiej poradziły sobie auta dostawcze – mówi Radosław Woźniak, prezes EFL. – Liczymy, że 2020 powinien być rokiem odbicia dla całej branży leasingowej, w tym na rynku pojazdów. Dobre perspektywy rysują się przed osobówkami oraz dostawczakami, natomiast wciąż pod presją unijnych zmian prawnych pozostanie sektor finansowania pojazdów ciężarowych. Nowe regulacje będą ograniczać popyt na nowe pojazdy ciężarowe – dodaje prezes EFL.

Dostawczaki zieloną wyspą na mapie leasingu pojazdów

Z najnowszych danych Związku Polskiego Leasingu wynika, że łączna wartość leasingu pojazdów w 2019 roku wyniosła prawie 53 mld zł, co oznacza 10 proc. spadek w porównaniu do 2018 roku. W związku ze słabszym wynikiem, zmniejszył się udział pojazdów w całym rynku leasingu – z 71,6 proc. w 2018 roku do 68,4 proc. w 2019 roku. O 14,5 proc. zmniejszyło się finansowanie aut osobowych (z 34,3 mld zł w 2018 do 29,3 mld zł w 2019), a o 5,5 proc. finansowanie pojazdów ciężkich (z 18 mld zł w 2018 do 17 mld zł w 2019). Jedyną grupą pojazdów, która zakończyła ubiegły rok na plusie, były samochody dostawcze o DMC do 3,5 t. Łączna wartość ich leasingu wyniosła 5,9 mld zł, co oznacza 5,1 proc. wzrost r/r.

Co dziewiąte auto dostawcze jeździ w leasingu EFL

Swoją pozycję na rynku finansowania samochodów dostawczych do 3,5 t umacnia EFL. W 2019 roku wyleasingował aktywa z tej grupy o łącznej wartości 668 mln zł, czyli o ponad 16 proc. więcej niż rok wcześniej. Dzięki dobremu wynikowi, udział leasingodawcy w tym segmencie zwiększył się do 11,2 proc. (w 2018 roku było to 10,2 proc.).

Lepiej niż rynek EFL zakończył ubiegły rok również na rynku finansowania autobusów. Firma w 2019 roku wyleasingowała w tym segmencie aktywa o łącznej wartości 23,5 mln zł i tym samym wypracowała 8,7 proc. wzrost r/r. W tym samym czasie rynek odnotował prawie 22 proc. spadek r/r.

Własna siedziba czy wirtualne biuro? Co wybrać?

Dla wielu przedsiębiorców posiadanie stacjonarnej siedziby firmy jest zbędnym luksusem i niepotrzebnym wydatkiem. Na szczęście istnieje alternatywne rozwiązanie, czyli możliwość prowadzenia własnej działalności gospodarczej pod wirtualnym adresem. Korzystanie z usług wirtualnego biura jest legalne, co więcej staje się popularną praktyką wśród freelancerów, start-upów czy przedsiębiorców zajmujących się sprzedażą w sieci. Wyjaśniamy, jak profesjonalnie podejść do tematu.

Wirtualne biuro – co to jest?

Usługa, która polega na pełnym outsourcingu obsługi biurowej to wirtualne biuro. Jak to działa w praktyce? Oprócz uzyskania fizycznego adresu firmy przedsiębiorca zyskuje szereg udogodnień, takich jak: odbiór czy wysyłka skanów korespondencji, obsługa poczty elektronicznej, przekierowywanie telefonów i faksów, archiwizacja dokumentów oraz wynajem sal konferencyjnych na spotkania biznesowe oraz przestrzeni coworkingowej do pracy. W wielu przypadkach wirtualne biura oferują także usługi księgowe i prawne, a także pomoc w skompletowaniu całej dokumentacji. E-biuro to cały pakiet korzyści, które ułatwiają start i dalsze funkcjonowanie naszego biznesu. Nie należy też zapominać o kwestiach wizerunkowych, jakie płyną z posiadania prestiżowego adresu w samym centrum miasta. Wiele takich miejsc zlokalizowanych jest w nowoczesnych biurowcach w dobrze skomunikowanej okolicy.

Wirtualne biuro – kiedy będzie lepsze niż własna siedziba firmy?

Innowacyjna metoda najmu wirtualnego biura przywędrowała do nas ze Stanów Zjednoczonych i cieszy się dużym zainteresowaniem w Polsce, zwłaszcza wśród początkujących ludzi biznesu. Pozytywnego obrazu firmy nie można przecenić! Pewnie wiele osób zastanawia się nad tym, co daje wirtualne biuro? Po co i komu dedykowana jest oferta? Dość często to optymalne rozwiązanie dla właścicieli, których miejsce zamieszkania nie nadaje się na siedzibę firmy. Taka idea sprawdzi się zwłaszcza w przypadku jednoosobowych działalności gospodarczych. Przedsiębiorcy pracujący zdalnie lub w terenie także mogą pomyśleć o wirtualnym biurze. Fizyczny adres do zarejestrowania firmy i korespondencji przyda się wszystkim osobom, które chcą zaoszczędzić na wynajmie stacjonarnej powierzchni biurowej czy profesjonalnej obsłudze pracowników sekretariatu.

Gdzie wybrać wirtualne biuro?

Odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta! Oczywiście w reprezentatywnym miejscu, warto zatem wziąć pod uwagę dogodną lokalizację oraz ekskluzywny wystrój biurowca. Pod takim adresem nie tylko zostanie zarejestrowana nasza firma, ale też możemy się nim posłużyć w materiałach reklamowych czy wizytówkach. Ważny aspekt stanowi także wyposażenie, jakim dysponuje wirtualne biuro, gdzie odbędzie się większość naszych rozmów z kontrahentami. Przestrzeń biurowa przyda się również podczas organizowanych szkoleń i konferencji oraz negocjacji biznesowych. Wirtualny adres w Warszawie to idealna propozycja dla przedsiębiorców, którzy chcą zwiększyć zasięg działalności oraz pozyskać nowych partnerów do współpracy.

Jak założyć wirtualne biuro?

W pierwszej kolejności warto poszukać sprawdzonego miejsca, czyli kompetentnego podmiotu świadczącego zakres usług znanych pod nazwą „wirtualne biuro”. Jak założyć firmę bez wynajmu stacjonarnej powierzchni? Prostym rozwiązaniem jest zdecydowanie się na ofertę, która najbardziej spełnia nasze oczekiwania. Wybór optymalnego biura ułatwi współpracę z organami podatkowymi. Z tego względu należy przybliżyć się do placówek, które znajdują się w centrum dużego miasta. Przedsiębiorcy powinni się upewnić, że będą mieć dostęp do wybranego Urzędu Skarbowego i sprawdzić godziny pracy biurowca. Poza tym muszą mieć się pewność, że jakość obsługi jest na najwyższym poziomie, w tym kompetencje czy kultura osobista recepcjonistek. W celu zapoznania się ze szczegółami oferty, warto umówić się na spotkanie w wirtualnym biurze!

Ile kosztuje wirtualne biuro? Przykładowa Oferta z Warszawy – Vimar Office

Ceny rozpoczynają się od kwoty kilkudziesięciu złotych. Vimar Office prezentuje dokładny cennik usług znanych jako wirtualne biuro. Ile kosztuje prestiżowy adres w Warszawie? Firma oferuje następujące pakiety korzyści:

  • „wirtualny adres” za 70 lub 79 złotych + VAT za miesiąc;
  • „wirtualny adres+” w cenie 80 bądź 89 złotych netto miesięcznie;
  • „wirtualne biuro” za 125 lub 135 zł + VAT;
  • „wirtualne biuro+” w cenie 240 zł/ 259 złotych netto.

Dokładną ofertę i cennik znajdziemy na stronie internetowej Biura Vimar Office

Podsumujmy najważniejsze informacje na temat usług wirtualnego biura w kilku zdaniach. Dla kogo dedykowana jest taka oferta? Przede wszystkim dla osób wykonujących wolny zawód, przedsiębiorców stawiających pierwsze kroki w biznesie, a także dla obcokrajowców. Ile kosztuje wynajem samego adresu do rejestracji i korespondencji? W Warszawie cena jest uwarunkowana od lokalizacji firmy oraz podpisania umowy o współpracy na dłuższy okres. Wirtualne biuro to zazwyczaj nie tylko prestiżowa lokalizacja, ale też doskonała alternatywa dla ludzi, którym znudziła się praca w domu.

Ponad 33 miliony z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju na projekt pierwszej polskiej konstelacji satelitów

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przyznało środki w ramach konkursu „Szybka ścieżka – Technologie kosmiczne”. Największe dofinansowanie dla projektu, ponad 33 miliony złotych, przypadło konsorcjum spółki SatRevolution i Politechniki Wrocławskiej. Środki zostaną przeznaczone na opracowanie rewolucyjnej usługi obrazowania Ziemi przy użyciu satelitarnej konstelacji REC (Real-time Earth-observation Constellation). Rozwiązanie ma znaleźć zastosowanie m.in. w ocenie szkód wyrządzonych przez klęski żywiołowe, rolnictwie precyzyjnym, geodezji i kartografii czy monitorowaniu miast na potrzeby Smart City.

Zgodnie z planem, w 2023 operacyjna będzie już pierwsza partia konstelacji złożona z 8 satelitów ScopeSat. Na przestrzeni kolejnych kilku lat planujemy skalować projekt umieszczając na orbicie ponad pięćdziesiąt jednostek obserwacyjnych, a docelowo konstelacja REC na urosnąć do ponad tysiąca satelitów. Wybrane elementy naszego rozwiązania przeszły już pierwsze testy orbitalne – zapowiada Grzegorz Zwoliński, prezes zarządu SatRevolution.

SatRevolution zapowiada, że docelowa konstelacja nanosatelitów, tworzonych na bazie autorskiej platformy NanoBus, umożliwili obrazowanie Ziemi w czasie rzeczywistym (odświeżanie obrazu nawet co 30 minut) w jakości obrazowania odpowiadającej 10-krotnie cięższym satelitom przy jednoczesnej znacznej (nawet 10-krotnej) redukcji kosztów. Podstawową jednostką konstelacji będzie wspomniany satelita obserwacyjny ScopeSat, w którym funkcję instrumentu pełnić będzie modułowy teleskop optyczny DeploScope. To właśnie on ma umożliwić osiągnięcie rozdzielczości obrazowania poniżej 1 m. Zastosowany układ optyczny pozwoli również znacząco zmniejszyć rozmiar i masę satelity – do pełnych wymiarów satelita zostanie rozłożony dopiero po dotarciu na orbitę. Grzegorz Zwoliński zwraca również uwagę na to, że satelity SatRevolution zdeorbitują po 5 latach, nie zaśmiecając przestrzeni kosmicznej.

SatRevolution, spółka specjalizująca się w projektowaniu i produkcji nanosatelitów o globalnym zasięgu, działa na rynku od 2016 roku. Do jej sukcesów należą między innymi zbudowanie i wyniesienie Światowida – pierwszego polskiego satelity obserwacyjnego. Demonstracja technologii tego satelity zakończyła pierwszą fazę projektu REC. Niezależnie od rozwoju konstelacji REC, w tym roku SatRevolution planuje wyniesienie czterech kolejnych satelitów, w tym dwóch komercyjnych oraz dwóch badawczo – rozwojowych.

Środki w konkursie „Szybka ścieżka – Technologie kosmiczne” pochodzą z programu operacyjnego Inteligentny Rozwój. Program w całości jest realizowany w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. W konkursie łączne dofinansowanie niemal 144 miliony złotych otrzymało 15 projektów, wybranych spośród 33 nadesłanych zgłoszeń. Inni beneficjenci konkursu mają takie plany jak stworzenie suborbitalnego systemu rakietowego wynoszenia czy innowacyjnego detektora promieniowania podczerwonego.

Jak zmienić leada w płacącego klienta?

Współczesny marketing kładzie duży nacisk na generowanie nowych leadów online, z wykorzystaniem dostępnych narzędzi. Efektywność kampanii bardzo często mierzy się poprzez liczbę pozyskanych kontaktów do potencjalnych klientów.

Warto jednak zdać sobie sprawę, że samo generowanie leadów nie pozwoli osiągnąć sukcesu. Równie istotne jak wygenerowanie leada jest zarządzanie nim. Nie każdy jest bowiem gotowy do zakupu w danym momencie.

Koncentrując się wyłącznie na generowaniu szans sprzedażowych, możemy łatwo wpaść w pułapkę – pozyskać tysiące leadów, których nigdy nie zamienimy w klientów. Dlaczego? Ponieważ nie przygotujemy się na dalszy proces. Zanim rozpoczniemy, musimy zatem rozważyć kilka kwestii.

  • Jak będziemy budować dalszą komunikację?
  • W jaki sposób podzielimy klientów na segmenty?
  • W jaki sposób będziemy podgrzewać zainteresowanie niegotowych leadów.

W tym artykule przedstawię, kilka istotnych kroków na drodze do zmiany leada w klienta.

1. Skuteczne zarządzanie wszystkimi pozyskanymi leadami

Prowadząc działania marketingowe nakierowane na pozyskiwanie leadów, niezwykle istotne jest, aby zbierać je w jednym miejscu. Do tego zadania świetnie służą systemy zarządzania relacjami z klientem – CRM. W przypadku, gdy takiego systemu w firmie nie ma, można wykorzystać Excel.

Ważne jest, aby do systemu trafiły wszelkie informacje o osobach, które miały styczność z firmą. Niezależnie czy jest to zapytanie z Facebooka, mail, telefon, chat czy formularz ze strony www. Wykorzystując narzędzia do automatyzacji, możemy oczywiście sprawić, że część z tych kontaktów trafi do systemu automatycznie, jednak niektóre musimy uzupełnić ręcznie.

Regularnie i skrupulatnie prowadzona baza leadów to ważne narzędzie, które pozwala osiągnąć przewagę nad konkurencją.

2. Odpowiednia klasyfikacja pozyskanych leadów

Pozyskując leady dla naszego biznesu, musimy liczyć się z tym, że niektóre będą gotowe do zakupu, inne nie. Niezależnie od tego, w której grupie znajduje się lead, należy traktować je tak samo, czyli jako potencjalnie sprzedażowe.

Brak klasyfikacji leadów stanowi poważny błąd. Bez tego nie możemy bowiem określić na jakim etapie znajduje się on obecnie. Możemy źle dobrać kolejne działania marketingowe i w ostateczności stracić szansę na transakcję. Niegotowy na zakup lead nie może być przez nas „bombardowany” komunikatami marketingowymi, a stopniowo edukowany i dogrzewany.

Zalecam rozpoczęcie procesu klasyfikacji leadów od zadania kilku pytań.

  • Czy istnieje szansa na sprzedaż?
  • Czy sprzedaż jest możliwa w krótkim czy długim okresie czasu?
  • Czy pozyskany lead jest gotowy zapłacić taką cenę?

Dochodzimy do momentu, w którym lead zmienia się w prospekt. Prospekt, czyli sklasyfikowana osoba, która nawiązała interakcję z naszą firmą i przygotowuje się do zakupu.

Klasyfikacja leada powinna kończyć się przydzieleniem go do konkretnego segmentu, który określi dalsze działania i komunikację.

Warto dodać, że klasyfikacja leadów pozwala efektywniej zarządzać czasem, gdyż nie musimy zajmować się wszystkimi jednocześnie.

3. Nieustanne „podgrzewanie” leadów

Wiemy już, że nie każdy potencjalny klient, który wypełni formularz, jest gotowy na zakup. Bardzo często zdarza się tak, że klient dopiero bada rynek produktów lub usług. Jednak już sam fakt, że osoba wykonała działanie to dowód, że wykazuje zainteresowanie, które firma powinna wykorzystać.

Nie gotowym na zakup leadom możemy zaproponować dodanie do listy mailingowej lub bezpłatne zaproszenie na szkolenie online. Takie działania sprawią, że lead trafi na ścieżkę dogrzewania (lead nurtingu).  Lead Nurturing to nowe pojęcie marketingowe związane z prowadzeniem programów marketingowych, których zadaniem jest przygotowanie potencjalnego klienta do dokonania zakupu. Działania lead nurturingowe to kluczowy proces dla utrzymania wzrostu Twojego biznesu.

Klasyczny Lead Nurturing to rozmowy, kolejne spotkania, przedstawianie kolejnych wariantów ofert, edukacja o produkcie, rynku, sprawdzanie możliwości decyzyjnych itd.  Mamy dovzynienia z przeprowadzaniem potencjalnego klienta przez etapy tzw. „dojrzewania”, czyli od odkrycia potrzeb przez poznanie możliwości zaspokojenia po wybór najlepszego wariantu i zakup.

Utrzymanie kontaktu przez dłuższy okres czasu znacznie zwiększa szansę, na sprzedaż w przyszłości, gdy lead dojrzeje, tzn. będzie gotowy na zakup.

4. Szybki kontakt z potencjalnymi klientami.

Planując działania marketingowe, których celem jest pozyskanie leadów, musimy upewnić się, że posiadamy zasoby, które umożliwią szybką reakcję i kontakt z potencjalnym klientem. Często zdarza się bowiem tak, że dział marketingu prowadzi kampanię i pozyskuje setki leadów, a dział sprzedaży nie posiada wolnych zasobów, aby w ciągu maksymalnie 24h skontaktować się z tymi leadami.

Warto zrozumieć, że po drugiej stronie znajduje się człowiek, którego zainteresowania spada z upływem czasu. Otrzymując telefon po kilku dniach już często nie pamięta, że wypełnił formularz i czym wyróżniała się oferta Twojej firmy, że się na ten krok zdecydował.

Nie zapominajmy, że w tym samym czasie mogła dotrzeć oferta konkurencji i jeśli, skontaktują się przed Tobą, możesz bezpowrotnie stracić szansę na sprzedaż.

Większość firm ma tak skonfigurowane kampanie, że gdy tylko zaczniesz czegoś szukać pojawią Ci się oferty konkurencji. Ostatnio chcąc ubezpieczyć samochód, skorzystałam z jednej popularnej porównywarki ubezpieczeń. Godzinne później tablica na Facebooku wypełniła się reklamami ubezpieczycieli. W momencie, gdy pierwsza firma nie zareaguje błyskawicznie na moje zapytanie, zadzwonią z innej.

Potraktuj pozyskane leady, jakby każdy z nich był zgłoszeniem do działu pomocy klienta – tam zawsze liczy się czas, w którym udzielisz odpowiedzi. Dział sprzedaży powinien pracować na podobnych zasadach.

5. Bezwzględny monitoring leadów na każdym etapie lejka sprzedaży

Lejek sprzedażowy to tak naprawdę szeroko ujęty proces sprzedaży podzielony na kilka etapów. Dostarcza wartościową wiedzę o tym jak zachowują się leady, na którymi pracujesz. W celu monitorowania kolejnych etapów należy zaopatrzyć się w narzędzia, dzięki którym możliwe będzie łatwiejsze monitorowanie i analizowanie szans sprzedaży. Najlepszym sposobem na osiągnięcie tych celów jest lejek sprzedaży w systemie CRM.

W początkowej fazie lejek sprzedaży w systemie CRM jest najszerszy, bowiem określa wszystkich potencjalnych klientów, którzy mogą być zainteresowani naszą ofertą, np. otworzyli mailing.

Obowiązkowe powinno być regularne monitorowanie leadów na każdym etapie. Tą czynność może wykonać każdy pracownik, odpowiedzialny za prowadzenie procesu sprzedaży. Ważne jest, aby osiągane wyniki omawiać na spotkaniach zespołu i wyznaczać miejsca, nad którymi powinniśmy popracować.

Istotne jest również, aby dostęp do bieżącego monitorowania lejka posiadał nie tylko dział sprzedaży, ale również dział marketingu. Marketing i sprzedaż wspólnie pracują na końcowy sukces.

6. Zaangażowanie w proces dojrzewania leadów z wyczuciem

Ustaliliśmy już, że pozyskany lead nie zawsze oznacza natychmiastową sprzedaż. Często potrzeba wielotygodniowej, a nawet wielomiesięcznej pracy, aby potencjalny klient stał się klientem płacącym.

Odpowiednie przygotowanie całego procesu dojrzewania i zarządzania ledami wymaga nakładu pracy i czasu. Nie można jednak pomiąć tego etapu, ponieważ wówczas energia poświęcona na zdobycie leada zostanie zaprzepaszczona.

Pracując z leadami musimy pamiętać jednak o prostej zasadzie: „co za dużo to niezdrowo”. Możemy dogrzewać leady, wysyłać spersonalizowane wiadomości, ale koniecznie zachować przy tym umiar.

Pamiętaj, że osoba, która zgodziła się na kontakt ze Twojej strony w każdej chwili może tą zgodę cofnąć, a Ty musisz to uszanować. Nachalne komunikaty, wysyłane z dużą częstotliwością mogą wywołać odmienny skutek od zamierzonego i sprawić, że potencjalny klient będzie miał negatywne skojarzenia z Twoją firmą.

Agnieszka Szklarczyk, CEO Agencji Marketingowej IAM

Obowiązki ewidencyjne w podatku akcyzowym w procedurze zawieszenia poboru akcyzy

Procedura zawieszenia poboru akcyzy pozwala na odsunięcie w czasie zobowiązania podatkowego w zakresie podatku akcyzowego. Przedsiębiorcy korzystający z tej możliwości muszą jednak dopełnić licznych formalności, również ewidencyjnych, związanych z wyrobami akcyzowymi objętymi zawieszeniem poboru podatku. Konsekwencje nieprawidłowego prowadzenia dokumentacji mogą być bowiem bardzo kosztowne i dotkliwe.

Procedura zawieszenia poboru akcyzy w praktyce

Do czasu zakończenia procedury zawieszenia poboru akcyzy obowiązek podatkowy dotyczący objętych nią wyrobów akcyzowych nie może przekształcić się w zobowiązanie podatkowe, a tym samym podatnik w okresie jej stosowania nie jest zobowiązany do zapłaty należnego od tych wyrobów podatku akcyzowego. Przepisy ustawy z dnia 6 grudnia 2008 r. o podatku akcyzowym (Dz.U. z 2019 r. poz. 864 ze zm.) oraz rozporządzenia Ministra Finansów w sprawie ewidencji i innych dokumentacji dotyczących wyrobów akcyzowych i znaków akcyzy (Dz.U. z 2019 r. poz. 2534) szczegółowo określają przypadki, w których omawiana procedura może znaleźć zastosowanie, jak również niezbędne do korzystania z niej wymogi dokumentacyjne. W praktyce procedura ta ma kluczowe znaczenie dla podmiotów zaangażowanych w produkcję i obrót wyrobami akcyzowymi, działających w ramach tzw. składu podatkowego, czyli miejsca, gdzie dane wyroby objęte podatkiem akcyzowym są w procedurze zawieszenia poboru akcyzy produkowane, magazynowane, przeładowywane lub do którego wyroby te są wprowadzane, lub z którego są wyprowadzane. Znajduje ona również zastosowanie w przypadku przemieszczania wyrobów akcyzowych, zarówno w obrocie międzynarodowym (import, transakcje wewnątrzwspólnotowe), jak i krajowym (np. między dwoma składami podatkowymi). Korzystają z niej także podmioty, które w ramach prowadzonej działalności gospodarczej otrzymały zezwolenie na wysyłanie wyrobów akcyzowych z miejsca ich importu (zarejestrowani wysyłający) lub na wewnątrzwspólnotowe nabywanie albo na jednorazowe nabycie wewnątrzwspólnotowe wyrobów akcyzowych wysłanych w ramach omawianej procedury (zarejestrowani odbiorcy).

Obowiązki ewidencyjne w zakresie procedury zawieszenia poboru akcyzy

Podmioty prowadzące skład podatkowy, jak i zarejestrowani wysyłający zobowiązani są do prowadzenia ewidencji wyrobów akcyzowych zawierającej informacje wymienione w rozporządzeniu MF z uwzględnieniem wyrobów objętych procedurą zawieszenia poboru akcyzy. Dokumentacja musi być prowadzona w sposób ciągły, tak aby możliwa była identyfikacja zarówno rodzajów wyrobów objętych akcyzą, jak i czynności lub stanów faktycznych związanych z takimi wyrobami, znakami akcyzy lub dokumentami towarzyszącymi przemieszczaniu wyrobów. Wpisów do ewidencji należy dokonywać niezwłocznie po zakończeniu czynności lub wystąpieniu stanu faktycznego objętych obowiązkiem wpisu, jednak nie później niż w następnym dniu roboczym.

Od dnia 1 stycznia 2020 r. wszystkie ewidencje dotyczące wyrobów akcyzowych, a zatem również dokumentacja dotycząca wyrobów objętych procedurą zawieszenia poboru akcyzy, muszą być co do zasady obowiązkowo prowadzone w formie elektronicznej. Jedynie w okresie przejściowym, tj. do dnia 31 grudnia 2020 r. dla małych i średnich przedsiębiorców oraz do 31 grudnia 2021 r. dla mikroprzedsiębiorców, możliwe jest prowadzenie ewidencji w wersji papierowej. Podmioty zaangażowane w obrót wyrobami akcyzowymi muszą zadbać zatem również nie tylko o rzetelne i terminowe prowadzenie ewidencji, ale również o to, aby wykorzystywane w tym celu oprogramowanie zapewniało bezpieczeństwo i trwałość dokonanych wpisów, umożliwiając ich wydruk, a jednocześnie chroniąc je przed utratą lub usunięciem.

Przedsiębiorcy decydujący się na kontynuowanie ewidencji w formie papierowej muszą natomiast pamiętać, iż dokumentacja sporządzana w tej formie wymaga oplombowania i podpisu właściwego naczelnika urzędu celno-skarbowego.

Przepisy rozporządzenia MF szczegółowo określają zakres informacji, które muszą znaleźć się w prowadzonych ewidencjach wyrobów akcyzowych. Z perspektywy podmiotów prowadzących skład podatkowy istotne jest, aby dokumentacja umożliwiała wyodrębnienie wyrobów objętych procedurą zawieszenia poboru akcyzy, w tym takich, których wyprowadzenie ze składu skutkuje zakończeniem procedury i obowiązkiem zapłaty podatku. Z kolei ewidencja prowadzona przez zarejestrowanych wysyłających musi umożliwić przede wszystkim identyfikację wyrobów objętych procedurą, jak również podmiotów, do których są one wysyłane oraz kwotę podatku akcyzowego przypadającego do zapłaty od tych wyrobów.

Niezależnie od powyższych obowiązków ewidencyjnych, przemieszczanie wyrobów akcyzowych w ramach procedury zawieszenia poboru akcyzy musi obowiązkowo odbywać się z zastosowaniem systemu EMCS (ang. Excise Movement and Control System) służącego do nadzoru i kontroli wyrobów przemieszczanych w tej procedurze – z wykorzystaniem dokumentu eAD. Przepisy ustawy o podatku akcyzowym w części dotyczącej procedury zawieszenia poboru akcyzy szczegółowo określają zasady przemieszczania wyrobów akcyzowych z wykorzystaniem EMCS.

Konsekwencje podatkowe i karnoskarbowe

Należy pamiętać, że w przypadku zakończenia procedury zawieszenia poboru akcyzy wskutek naruszenia warunków jej stosowania, właściwy urząd skarbowy pobierze podatek obliczany według stawki obowiązującej w dniu, w którym do takiego naruszenia doszło, a jeśli nie można ustalić takiego dnia – według stawki z dnia, w którym takie naruszenie stwierdzono. W konsekwencji przedsiębiorcy mogą być zobowiązani do uiszczenia podatku akcyzowego od wyrobów, wobec których naruszone zostały warunki zawieszenia poboru akcyzy. Warto również podkreślić, iż naruszenie przepisów dotyczących obrotu wyrobami akcyzowymi w wielu przypadkach może stanowić przestępstwo bądź wykroczenie skarbowe zagrożone karą grzywny lub pozbawienia wolności.

Nie ulega wątpliwości, że podatnicy muszą zadbać o to, aby rzetelnie wypełnić ustawowe, w tym również ewidencyjne, wymogi stosowania procedury zawieszenia poboru akcyzy. Mając na uwadze, że obrót wyrobami akcyzowymi w dalszym ciągu stanowi dla resortu finansów obszar „podwyższonego ryzyka”, kontrolerzy skarbowi z pewnością będą się wnikliwie przyglądać przedsiębiorcom działającym w tej branży i rozliczać ich z obowiązków dokumentacyjnych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Frank znów zyskuje

Fala strachu mocno pcha w górę walutę Szwajcarii. O ile może to cieszyć inwestorów, którzy chcieli bezpiecznie zainwestować, o tyle jest to wyraźnym problemem dla tamtejszej gospodarki. 

Niemcy uciekły spod noża

Kolejny kwartał bez recesji w Niemczech. O recesji mówimy wtedy, gdy dwa kwartały z rzędu zanotujemy ujemny wzrost PKB. W ciągu ostatniego roku u naszego zachodniego sąsiada ujemny wzrost mieliśmy dwa razy, ale nie następowały one po sobie bezpośrednio. Obecnie pomimo negatywnych oczekiwań wynik wyniósł 0%. W rezultacie najszybciej zobaczymy techniczną recesję aż pół roku. Warto zwrócić uwagę, że w ujęciu rocznym PKB rośnie już o zaledwie 0,3% i tempo to spada, zatem ryzyko pojawienia się dwóch ujemnych odczytów pod rząd wyraźnie wzrasta. Nie może zatem dziwić, że europejska waluta jest pod silną presją. Wczoraj oglądaliśmy najsłabsze euro względem franka od 2015 roku i pamiętnego “uwolnienia kursu franka”.

Czy Szwajcarzy zainterweniują

Od początku roku frank umocnił się już 10% względem złotego, niedużo mniej zyskał względem euro. Tak silne umocnienie nie pomaga tamtejszej gospodarce. Gwałtownie zyskująca na wartości waluta szkodzi eksportowi i powoduje, że import staje się istotnie tańszy. Przy wielkości kraju i dobrych drogach szybko okazuje się, że zakupy można robić taniej za granicą. Nie mogą zatem dziwić słabsze dane makroekonomiczne. W rezultacie wraca temat interwencji walutowych mających osłabić szwajcarską walutę. Nie wiadomo jednak, ile musiałby Bank Szwajcarii rzucić na rynek, by przezwyciężyć obecny strach przed koronawirusem. 

Giełdy w odwrocie

Europejskie parkiety wyraźnie tracą po doniesieniach z Włoch. Na poniedziałkowym otwarciu mieliśmy dużą lukę i indeksy traciły ponad 2% od razu. Ruch ten jednak jest kontynuowany. DAX, główny niemiecki index, spadł od wczoraj już niemal 5%. Okazuje się, że giełdy były spokojne tylko tak długo, jak wirus był z dala od Europy.

Dzisiaj dzień w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Delegowanie pracowników do Holandii? Teraz obowiązek notyfikacji pracowników delegowanych wprowadziła także Holandia

Wielu polskich pracowników zatrudnionych przez pracodawców w Polsce jest delegowanych do Holandii.  Na przykład, są zatrudnieni tymczasowo przy projekcie w budownictwie w Holandii lub przy projekcie IT. Są także pracownicy samozatrudnieni, którzy prowadzą własny biznes zarejestrowany w Polsce, ale wykonują prace dla usługobiorców w Holandii. Od dn. 1 marca br. wejdzie w życie nowy obowiązek, którego muszą przestrzegać.

Podobnie jak wiele krajów Unii Europejskiej, teraz Holandia wprowadza obowiązek notyfikacji pracowników delegowanych. Pracodawcy zagraniczni z krajów Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG: krajów członkowskich Unii Europejskiej, Norwegii, Lichtensteinu i Islandii) oraz Szwajcarii, którzy tymczasowo delegują swoich pracowników, a także osoby samozatrudnione, muszą spełnić ten obowiązek od dnia 1 marca br. Obowiązek ten dotyczy prac wykonywanych w tym dniu i po tej dacie.

Więcej szczegółów jest dostępne na holenderskiej stronie www.postedworkers.nl opracowanej przez Ministerstwo Spraw Społecznych i Zatrudnienia (SZW), a także na portalu informacyjnym www.wHolandii.pl prowadzonym przez Ambasadę Królestwa Niderlandów w Warszawie (strona w j.polskim). Logowanie do portalu notyfikacyjnego dostępnego online jest możliwe przez stronę www.postedworkers.nl od dn. 1 marca br.

Kogo dotyczy obowiązek?

Obowiązek dotyczy dwóch grup: pracodawców zagranicznych oraz osób samozatrudnionych pracujących w wybranych sektorach.

Pracodawcy zagraniczni to pracodawcy za granicą, którzy:

  • Przyjeżdżają do Holandii tymczasowo z własnymi pracownikami w celu wykonania pracy;
  • Delegują tymczasowo pracowników z międzynarodowej firmy w Polsce do jej oddziału
    w Holandii; lub
  • Jako polska agencja pracy tymczasowej udostępniają na określony czas pracowników tymczasowych w Holandii.

Osoby samozatrudnione, których dotyczy obowiązek notyfikacji, to osoby, które zwyczajowo pracują w Polsce, prowadzą działalność gospodarczą zarejestrowaną w Polsce, zaś tymczasowo pracują w Holandii.

Wyjątki od konieczności dokonania notyfikacji

Co do zasady, pracodawcy z krajów spoza EOG i Szwajcarii muszą dokonać wcześniejszej notyfikacji, jeśli przyjeżdżają do Holandii ze swoimi pracownikami w celu dostarczenia usług w Holandii.

W niektórych przypadkach notyfikacja nie jest konieczna. Ten wyjątek dotyczy
tzw. prac o charakterze incydentalnym, np. udziału w spotkaniach biznesowych, konferencjach, czy konieczności wykonania nagłych prac konserwacyjnych.

Co więcej, większość usług transportowych jest wyłączona z obowiązku notyfikacji. Tylko towarowy transport drogowy (z załadunkiem i rozładunkiem w Holandii) podlega obowiązkowi notyfikacji i często może być zgłoszony tzw. notyfikacją roczną.

Osoby samozatrudnione dokonują notyfikacji tylko, gdy pracują w określonych sektorach

Osoby samozatrudnione w określonych sektorach mają obowiązek dokonania notyfikacji. Prace, które zawsze trzeba notyfikować dotyczą m.in. takich sektorów, jak: budownictwo, sprzątanie, przetwórstwo przemysłowe, mycie okien, przetwórstwo spożywcze, rolnictwo i ogrodnictwo. Pełna lista sektorów dostępna jest na stronie: postedworkers.nl oraz wHolandii.pl.

Jak to działa w praktyce?

System jest podobny do tych, które już istnieją w innych krajach Unii Europejskiej.

Pracodawca zagraniczny musi zgłosić pracownika w portalu notyfikacyjnym dostępnym przez stronę postedworkers.nl. Należy wprowadzić dane dotyczące, m.in. czasu delegowania, ale także rodzaju pracy, faktu dysponowania formularzem A1, dane dotyczące firmy delegującej/agencji pracy tymczasowej, dane usługobiorcy w Holandii, a także dane pracowników delegowanych do Holandii. Osoba samozatrudniona musi dokonać notyfikacji swoich danych samodzielnie.

Notyfikacja musi zostać dokonania przed podjęciem pracy przez pracownika.

Po wprowadzeniu danych, zgłoszenie musi zostać potwierdzone przez usługobiorcę (klienta). Tylko wówczas notyfikacja jest ważna.

Pracownik ma prawo wiedzieć

Pracownik delegowany ma prawo wiedzieć, jakie informacje zostały zgłoszone przez jego pracodawcę. Jeśli zgłoszone dane nie są prawidłowe, pracownik powinien w pierwszej kolejności zwrócić się do swojego pracodawcy o dokonanie korekty zgłoszenia.
Jeśli pracodawca odmówi dokonania korekty, wówczas pracownik ma prawo złożenia uzasadnionego wniosku do Ministerstwa SZW z prośbą o korektę danych. Wniosek można złożyć również w celu uzyskania informacji na temat zgłoszonych danych.

Korzyści dla pracownika?

Zapytaliśmy o to Panią Urszulę Kozłowską, Doradcę ds. Polityki Migracyjnej i Spraw Społecznych w Ambasadzie Królestwa Niderlandów w Warszawie. Jej zdaniem, „obowiązek notyfikacji jest nowym wymogiem dla polskich pracodawców, którzy delegują pracowników do Holandii. Ale każdy mechanizm mający na celu kontrolę przepisów – w tym przypadku przepisów dotyczących delegowania pracowników – zapobiega nieuczciwej konkurencji wśród firm i faworyzuje te, które przestrzegają zasad i chronią pracowników przyjeżdżających, by pracować w Holandii”.

Równie ważne jest, aby pracownicy byli świadomi swoich praw. Dlatego informacja na temat delegowania pracowników do Holandii jest teraz dostępna na portalu wHolandii.pl.

Oparte na prawie UE

Delegowanie pracowników jest uregulowane przepisami prawa Unii Europejskiej. Prawo to reguluje warunki zatrudnienia pracowników delegowanych, którzy przez określony czas wykonują prace
na terytorium Państwa Członkowskiego innego niż państwo, w którym zwyczajowo pracują.

Tzw. Dyrektywa wdrożeniowa 2014/67/EU z dnia 15 maja 2014 r.[1] w sprawie egzekwowania dyrektywy 96/71/WE dotyczącej delegowania pracowników daje Państwom Członkowskim możliwość wprowadzenia „wymogu w stosunku do usługodawcy prowadzącego działalność w innym państwie członkowskim dotycząc[ego] złożenia odpowiedzialnym właściwym organom krajowym zwykłego oświadczenia, najpóźniej w momencie rozpoczęcia świadczenia usług (…), zawierającego istotne informacje niezbędne w celu umożliwienia przeprowadzenia kontroli sytuacji faktycznej
w miejscu pracy
”.

Dyrektywa wdrożeniowa zawiera także przepisy mające na celu wzmocnienie współpracy transgranicznej w zakresie egzekwowania i monitorowania przepisów dotyczących delegowania pracowników.

W Holandii obowiązek ten został wprowadzony w ramach Ustawy o warunkach zatrudnienia pracowników delegowanych w Unii Europejskiej (WagwEU), która weszła w życie dn. 16 czerwca 2016 r. Obowiązek notyfikacji wchodzi w życie z dniem 1 marca 2020 r.

[1] https://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/HTML/?uri=CELEX:32014L0067&from=EN

Systemy CAD/CAM – co to takiego?

CAD to skrót od wyrażenia Computer Aided Design, który w tłumaczeniu z języka angielskiego oznacza projektowanie techniczne wspomagane komputerowo. Oprogramowanie CAD jest bardzo popularnym narzędziem wspierającym w pracach inżynierskich i służy projektowaniu modeli maszyn czy urządzeń w formacie 3D, a także przygotowywaniu rysunków kreślarskich 2D. Natomiast Computer Aided Manufacturing, czyli w skrócie system komputerowy CAM wspiera integrację fazy projektowania oraz wytwarzania.

O systemie CAD

Oprogramowanie CAD odpowiada za cyfrowe modelowanie geometryczne poprzez określenie postaci konstrukcyjnej wyrobu i zazwyczaj wspomaga inżynierów w pracy. To niezwykle przydatne narzędzie, które bierze udział w tworzeniu wirtualnych prototypów i prezentacji ofertowych. System CAD pozwala także wyeliminować potencjalne błędy w projekcie. Specjalistyczny program służy wzornictwu mechatroniki, obliczeniom CAE, projektowaniu form, elektrod i wielu innych elementów. Opracowanie zapisu dokumentacji technicznej odbywa się za pomocą zbioru trzech informacji – geometrycznej, dynamicznej, technologicznej, czyli materiałowej. Polecanym dystrybutorem tego oprogramowania w Polsce jest firma CAMdivision, która jako jedyna zdobyła prestiżowy tytuł w dziedzinie NX CAD/CAM.

O systemie CAM

Komputerowe wspomaganie wytwarzania CAM obejmuje etapy, takie jak: tworzenie bieżących programów obróbczych, programowanie adaptacyjne, robotów i kontrolę jakości CMM itp. System CAM służy przede wszystkim sterowaniu obrabiarek, oraz centr obróbczych, jak również wpływa na skrócenie czasu pracy oraz zredukowanie odpadów. Projektowanie CAM umożliwia także wygenerowanie dokumentacji technologicznej. Program tego typu posiada biblioteki narzędzi wspomagające procesy technologiczne.

System CAD i systemy CAD/ CAM

Pakiet NX CAD/CAM jest oferowany przez polską firmę CAMdivision. System CAD i systemy CAD/CAM to innowacyjne oprogramowania, których rozwój następuje w dynamicznym tempie. Nowe możliwości w tym obszarze stanowią fundament procesów produkcyjnych przyszłości. Oba systemy są w pełni kompatybilne, to znaczy CAM może być w pełni zintegrowany z NX CAD lub działać jako niezależny program. Więcej szczegółów na temat NX CAD/CAM znajduje się na stronie internetowej www.camdivision.pl. Zachęcamy do zapoznania się ze szczegółami oferty!

Sztuka współczesna sprzedaje się w Polsce najlepiej i za najwyższe ceny

Sztuka współczesna na polskim rynku sztuki już drugi rok z rzędu dzierży pozycję lidera. Dotychczas rekordy aukcyjne notowali tzw. old masters. Obecnie obiektów sztuki współczesnej sprzedaje się w Polsce najwięcej w historii i za najwyższe ceny. W 2019 roku blisko połowa obrotów aukcyjnych została wygenerowana właśnie przez dzieła sztuki współczesnej. Najdroższym z nich była praca Magdaleny Abakanowicz, za którą zapłacono ponad 8 mln zł. W marcu w DESA Unicum zaprezentowana zostanie kolejna odsłona aukcji Sztuka Współczesna. Pojawią się na niej prace najciekawszych artystów i dzieła bijących rekordy twórców jak m.in. Erny Rosenstein, której wartość prac wzrosła w ciągu roku ponad 6-krotnie czy Victora Vasarely’ego.

Erna Rosenstein
Erna Rosenstein
Ryszard Winiarski
Ryszard Winiarski
Tadasuke Kuwayama
Tadasuke Kuwayama
Victor Vasarely
Victor Vasarely

Na aukcji zaprezentowane zostaną również m.in. prace Ryszarda Winiarskiego – jednego z najbardziej charakterystycznych polskich artystów. Pierwszy rekord na pracy tego awangardzisty padł w 2012 roku, kiedy to dzieło „Obszar 163” sprzedano za 72 tysiące złotych. W 2017 roku za inną pracę Winiarskiego „Gra” zapłacono już ponad milion złotych, czyli blisko 14 razy więcej niż zaledwie 5 lat wcześniej. To pokazuje, w jak gwałtownym tempie rosną ceny na sztuce współczesnej. Na marcowej aukcji zaprezentowany zostanie m.in. dyptyk „Sto zdarzeń losowych 8 x 8” Winiarskiego. W jego skład wchodzą dwie charakterystyczne dla stylu tego twórcy czarno-białe minimalistyczne kompozycje o geometrycznym charakterze. Analogiczna praca znajduje się w kolekcji warszawskiej Zachęty. Górna estymacja dzieła wynosi 800 tys. złotych.

 

Notującą wysokie wzrosty artystką jest również Erna Rosenstein. W zaledwie rok wartość jej prac wzrosła z 70 tysięcy do prawie pół miliona złotych. Dzieło „Don Kichot Mrozu”, zakupione zostało na zeszłorocznej, listopadowej aukcji za 495,6 tys.złotych. To również rekord światowy na pracy artystki. Na marcowej aukcji pojawi się z kolei obraz „3 godzina rano” z 1974 roku, którego estymacja wynosi od 260 do 300 tys. złotych. Na aukcji pojawią się również prace Victora Vasarely’ego, uznawanego za jednego z ojców „op-artu”. Najdroższe dzieło tego artysty sprzedano w londyńskim Sotheby’s za ponad 643 tys. euro. W Polsce rekord ten należy do pracy „Nebulus’ sprzedanej w 2018 roku za ponad 2,3 mln zł. Prace tego węgierskiego twórcy od 2016 roku notują stabilny wzrost cen. Na marcowej aukcji pojawi się obraz „Firaxo”, którego wartość szacowana jest na około pół miliona złotych. Ciekawą pozycję na polskim rynku sztuki ma też inny zagraniczny artysta – Tadasuke Kuwayama. Jego prace w Polsce cieszą się od kilku lat dużą popularnością i to właśnie u nas biją rekordy cenowe. W 2017 roku jeden z obrazów  Kuwayamy sprzedał się  za ponad 224 tysiące złotych.

5 marca na aukcji w DESA Unicum zaprezentowanych zostanie ponad 80 dzieł sztuki współczesnej. Pojawią się prace również takich artystów jak m.in. Edward Krasiński, Tadeusz Kantor, Wojciech Fangor czy Tomasz Tatarczyk. Wszystkie obiekty oglądać można na wystawie przedaukcyjnej.

Wystawa Sztuka Współczesna. Klasycy Awangardy: 24 lutego – 5 marca 2019, godz. 11-19 (poniedziałek-piątek) i godz. 11-16 (sobota), Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa, wstęp wolny

Aukcja Sztuka Współczesna. Klasycy Awangardy: 5  marca 2019, godz. 19, Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa, wstęp wolny

https://desa.pl/pl/aukcje/sztuka-wspolczesna-klasycy-awangardy-po-1945-cbft/

Disney i Alphabet z wyższymi cenami docelowymi na Wall Street

We wtorek notowania kontraktów terminowych na amerykańskie indeksy wskazują na wyższe otwarcie w relacji do poniedziałkowego zamknięcia. Kontrakt na S&P 500 zyskuje prawie 0,6 proc., podobnie jak Dow Jones Industrial Average, a futures na Nasdaq rośnie o 0,9 proc. Inwestorzy na Wall Street, jak widać, wykorzystali wczorajszą przecenę do tego, aby kupić akcje taniej.

Z takim scenariuszem mieliśmy do czynienia już wielokrotnie, zwłaszcza że notowania amerykańskich indeksów obroniły wsparcia wyznaczone przez styczniową korektę, która również została zapoczątkowana wzrostem obaw o wybuch epidemii koronawirusa i jej wpływ na spowolnienie światowego wzrostu gospodarczego, co z kolei może przełożyć się na wyniki spółek. Tego jednak dowiemy się dopiero na wiosnę, gdy poznamy wyniki za pierwszy kwartał 2020 roku.

Na nowojorskiej giełdzie nie brakuje spółek, które w obecnym otoczeniu otrzymują pozytywne rekomendacje. Jedną z nich jest Disney, który rośnie w handlu przed sesją o 0,7 proc. Spółka otrzymała od Deutsche Bank nowy wyższy poziom ceny docelowej, który wynosi obecnie 147 USD. Wcześniej poziom ceny docelowej znajdował się na 139 USD. W relacji do wczorajszej ceny zamknięcia DIS ma szanse, zdaniem banku, na wzrost o 11 proc. Wśród analityków z Wall Street Disney ma średni poziom ceny docelowej na 162 USD i 26 rekomendacji kupna, 8 trzymaj i tylko 1 sprzedawaj.

Również podniesiony został poziom docelowy dla spółki Alphabet, właściciela Google. Analitycy banku Morgan Stanley wyznaczyli nową cenę na poziomie 1650 USD. Poprzednio było to 1560 USD. W relacji do poniedziałkowego zamknięcia implikuje to cenę o 16 proc. wyższą od rynkowej. Na Wall Street GOOGL ma 40 rekomendacji kupna, 5 trzymaj i 0 sprzedawaj.

W handlu przed sesją o ponad 3 proc. drożeją akcje Home Depot, spółki należącej do indeksu Dow Jones. Sieć marketów budowlanych pozytywnie zaskoczyła, bijąc szacunki dotyczące sprzedaży oraz zysków. Spółka z Atlanty posiadająca ponad 2000 sklepów podała dziś, że odnotowała zysk netto w wysokości 2,48 mld USD, czyli 2,28 USD na akcję, w porównaniu z 2,34 mld USD, czyli 2,09 USD na akcję, w porównywalnym kwartale przed rokiem. Konsensus zakładał 2,10 USD na akcję.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Rekordowa kwota €281 mld zainwestowana na rynku nieruchomości komercyjnych i najem powierzchni biurowych w najważniejszych rynkach europejskich w 2019 roku

Inwestycje na rynku nieruchomości komercyjnych: wyjątkowy ostatni kwartał 2019 roku przyczynił się do ustanowienia nowego rekordu w sektorze inwestycyjnym w Europie.Wolumen transakcji inwestycyjnych na poziomie €100 mld zawartych w 4 kw. stanowił ponad jedną trzecią całkowitej kwoty €281 mld zainwestowanych w całym 2019 roku, co jest wynikiem o 3% wyższym od tego osiągniętego we wcześniejszym rekordowym 2018 r. Jest to kwota tym bardziej imponująca, że największy historycznie rynek, tzn. Wielka Brytania, już drugi rok z rzędu doświadczył wyhamowania (-18%) wynikającego z wątpliwości co do jego dalszej współpracy z krajami Unii Europejskiej. Holandia (czwarty rynek europejski) również odnotowała spadek (-28%). Jednak wyniki dwóch pozostałych głównych rynków, a mianowicie Niemiec (+19%) oraz Francji (+19%), a także pozostałych rynków wiodących, takich jak Szwecja (+44%), Włochy (+41%) oraz Irlandia (+84%), przeważyły nad spadkami i w efekcie wynik za 2019 rok przekroczył wielkość wolumenu inwestycyjnego osiągniętego rok wcześniej.

Udział Niemiec w tym wzroście wyniósł €12 mld. Tym samym rynek ten ustanowił nowy rekord, przekraczając swój dotychczasowy najwyższy wynik z roku 2007. Zarówno w Berlinie jak i w Monachium w 2019 r. sfinalizowano transakcje inwestycyjne o wartości ponad €10 mld.

2019 był rokiem rekordowym również dla Francji, gdzie wartość dokonanych inwestycji po raz pierwszy przekroczyła poziom €40 mld – do takiego wyniku przyczyniły się transakcje zawarte we wszystkich klasach aktywów i we wszystkich regionach kraju.

Powierzchnie biurowe pozostają najważniejszą kategorią aktywów na poziomie europejskim, stanowiąc 47% wszystkich inwestycji (+6%). Około 20 zawartych transakcji osiągnęło w sumie całkowitą wartość €20 mld. W szczególności właścicieli zmieniły trzy francuskie i niemieckie portfele o znaczącej wielkości, a także wiele pojedynczych budynków w tych dwóch krajach, jak również w Wielkiej Brytanii i Irlandii. W skali europejskiej nieruchomości handlowe ucierpiały z powodu utraty zaufania inwestorów, kontynuując w ten sposób trend spadkowy, który rozpoczął się w 2016 roku i będzie trwał w najbliższej przyszłości. Wśród największych transakcji zawartych w ubiegłym roku znalazło się kilka portfeli, na czele z dwoma niemieckimi o wartości ponad € 1 mld. Wydaje się, że po nagłym wzroście w 2017 roku sektor logistyczny ustabilizował się, przyciągając od tego czasu inwestycje w wysokości około €38 mld rocznie. W 2019 roku odnotowano 17 transakcji o jednostkowej wartości ponad €200 mln, z czego 14 było transakcjami portfelowymi zawartymi głównie we Francji, Szwecji, Niemczech oraz Wielkiej Brytanii.

Ożywienie w sektorze inwestycji zagranicznych na europejskim rynku w 2019 roku

W porównaniu z 2018 r. inwestycje zagraniczne na rynku europejskim w roku 2019 nabrały tempa (+10%). Napływ kapitału zagranicznego stanowiły połowę inwestycji dokonanych w ciągu całego roku, tj. €141 mld. Wartość inwestycji po stronie inwestorów europejskich (+ 13%) to również nowy rekord (€61,7 mld), stanowiący 44% wartości wszystkich transakcji. Kraje, które w największym stopniu skorzystały na tym wzroście to Niemcy (€14 mld), Holandia (€6 mld) oraz Włochy (€4 mld).

Inwestorzy koreańscy odegrali ważną rolę w 2019 r. na rynku europejskim. Na przykład we Francji zainwestowali oni bezprecedensową kwotę €4,3 mld. Pomimo dużego zaangażowania kapitału z Korei Południowej, w ujęciu ogólnym poziom inwestycji azjatyckich na szczeblu europejskim znacznie spadł w porównaniu z 2018 r., głównie ze względu na sytuację w Wielkiej Brytanii. W 2017 i 2018 roku wartość inwestycji azjatyckich była ogromna, a ich przedmiotem były głównie prestiżowe aktywa w Londynie. W 2019 roku inwestorzy z Azji byli już mniej aktywni (-50% w porównaniu z 2018 rokiem), co doprowadziło do niedoboru na poziomie ponad €6 mld. Wartość inwestycji dokonanych przez nich w Niemczech też spadła (-30%) – Larry Young, Dyrektor Międzynarodowej Grupy Inwestycyjnej (International Investment Group) BNP Paribas Real Estate.

Po dramatycznym spadku w 2016 roku, poziom kapitału zainwestowanego na rynku europejskim przez podmioty z USA obecnie stopniowo wzrasta. W 2019 roku nabrał on rozpędu (+38%), co było drugim najwyższym wynikiem od 2015 roku, w którym odnotowano €43,5 mld. Inwestorzy ze Stanów Zjednoczonych poszli pod prąd ogólnego trendu, więcej niż podwajając wartość swoich inwestycji w Wielkiej Brytanii i prawie ją podwajając w Niemczech. Inwestycje z Bliskiego Wschodu nieznacznie wzrosły w porównaniu z 2018 rokiem (+14%). Od 2016 roku mieszczą się one w przedziale od €6,5 mld do €8 mld. W 2019 roku gracze z Bliskiego Wschodu zwiększyli poziom swoich inwestycji w Niemczech i we Włoszech, a utrzymali je na stabilnym poziomie w Wielkiej Brytanii.

Popyt na powierzchnie biurowe na 15 głównych rynkach europejskich utrzymuje się na wysokim poziomie

W 2019 roku na 15 głównych rynkach europejskich odnotowano niewielki spadek liczby transakcji najmu powierzchni biurowych. Poziom najmu osiągnął wielkość 9.6 mln m kw., co stanowiło spadek o 4% w porównaniu z rokiem 2018. To jednak nadal wysokie wyniki pozostające znacznie powyżej średniej długoterminowej.

Co więcej, za tą ogólną wartością kryją się bardzo zróżnicowane sytuacje na poszczególnych rynkach. Niektóre z nich wykazują wyraźne oznaki spowolnienia, podczas gdy inne nadal kwitną. Berlin ponownie pobił wszystkie swoje wcześniejsze rekordy. Poziom najmu wzrósł o 22% w porównaniu z rokiem 2018 i po raz pierwszy przekroczył próg miliona m kw., i to pomimo niedoboru podaży. To samo dotyczy Mediolanu, w którym odnotowano wzrost o 25% w stosunku do najwyższego poziomu najmu w historii. Wreszcie Madryt (+16%) i Bruksela (+42%) odnotowały najwyższe wzrosty popytu od 2007 roku, a wielkość powierzchni wynajętej w Luksemburgu przyrosła o 5%. Pomimo spadków wielkości popytu netto odnotowanych w Centralnym Paryżu (-6% na skutek braku podaży), Warszawie, Lizbonie (obydwa rynki odnotowały spadki na poziomie -8%) oraz Dublinie (-17%), poziom najmu pozostaje wysoki i porównywalny ze średnimi długoterminowymi, a nawet wyższy. Będąc w niepewnej sytuacji politycznej, rynek w Centralnym Londynie odnotował niezłe wyniki pomimo gwałtownego spadku wolumenu o 19% w porównaniu ze znakomitym rokiem 2018.

Wolumen transakcji na europejskim rynku powierzchni biurowych wzrasta nieprzerwanie od kilku lat. W związku z tym wiele rynków notuje bardzo niski wskaźnik pustostanów, zwłaszcza w dzielnicach biznesowych o najbardziej ugruntowanej sytuacji, czego efektem są rosnące stawki czynszów we wszystkich największych miastach Europy – Lou Cellier, Zastępca Dyrektora Działu Advisory & Alliances w BNP Paribas Real Estate

W rezultacie średni wskaźnik pustostanów liczony dla 15 głównych rynków w Europie spadł do 5,2%, przy czym znacznie niższy poziom wakatów odnotowano w Berlinie (1,5%) i Monachium (2,4%). Największe spadki wskaźnika powierzchni niewynajętej odnotowano w Madrycie (-140 pb), Warszawie (-120 pb), Amsterdamie oraz Lizbonie (-100 pb). Równocześnie czynsze dla najatrakcyjniejszych nieruchomości na wszystkich rynkach europejskich utrzymały się na stabilnym poziomie lub wzrosły. Największy wzrost czynszów odnotowano w Lizbonie (+19%, €300/m kw./rok). Poza tym znaczące wzrosty odnotowano w Berlinie (+11%), Amsterdamie (+8%), Hamburgu oraz Warszawie (+7%).

Dobry początek 2020 roku

Chociaż poziom wzrostu gospodarczego w Europie w 2019 roku nie spełnił wszystkich oczekiwań, co było spowodowane napięciami handlowymi pomiędzy USA a Chinami oraz Brexitem, najnowsze analizy gospodarcze sugerują pozytywne nastroje na 2020 rok.

Podpisanie pierwszego porozumienia handlowego pomiędzy USA a Chinami oraz rozpoczęcie negocjacji między Unią Europejską a Wielką Brytanią, w połączeniu z pozytywnymi nastrojami rynkowymi sugerują, że poziom wzrostu gospodarczego powinien ustabilizować się lub nawet poprawić w 2020 roku – Richard Malle, Global Head of Research w BNP Paribas Real Estate

Inflacja w strefie euro jest nadal niska, a polityka pieniężna prawdopodobnie pozostanie niezmieniona. Zgodnie z ostatnimi deklaracjami EBC nie przewiduje się podwyżki kluczowych stóp procentowych do 2022 roku.

W ciągu najbliższych trzech lat spodziewany jest w Europie napływ kapitału, co wynika z bliskich terminów zapadalności obligacji skarbowych o ogromnej wartości, a także kontynuacji ekspansywnej polityki pieniężnej przez niektóre z banków centralnych. W kontekście utrzymujących się niskich stóp procentowych, sektor nieruchomości może stanowić atrakcyjną alternatywę dla inwestorów poszukujących zwrotów przy stosunkowo umiarkowanym ryzyku – Richard Malle, Global Head of Research w BNP Paribas Real Estate

Czy sztuczna inteligencja może pokonać koronawirusa?

Jak wynika z najnowszych informacji podawanych przez chińskie służby medyczne, łączna liczba zarażonych koronawirusem na świecie wynosi ponad 80 000. Do tej pory spowodował on śmierć ponad 2 600 osób. Chcąc skutecznie walczyć z wirusem rządy, służba zdrowia i organizacje międzynarodowe wykorzystują dostępne technologie, w tym sztuczną inteligencję i systemy analityczne.

Analityka i sztuczna inteligencja pozwalają wykryć pierwsze symptomy, wskazujące na to, że w danym regionie rozwijają się nowe ogniska epidemii. Analizowane są dane kliniczne oraz historyczne dotyczące innych wirusów, w tym H1N1, SARS czy Ebola, a także treści postów zamieszczanych w mediach społecznościowych. Informacje pochodzą ze szpitali, lotnisk i innych miejsc publicznych, takich jak szkoły, gdzie sprawdza się liczbę nieobecnych dzieci, co umożliwia ocenę prędkości rozprzestrzeniania się wirusa. Analizowane są również dane z aptek dotyczące sprzedaży leków na obniżenie gorączki. Pozwala to wskazać regiony, gdzie istnieje ryzyko pojawienia się wirusa, na wiele tygodni zanim zostanie ogłoszony oficjalny alarm. Dzięki temu szpitale mogą przygotować odpowiednią przestrzeń dla osób, które muszą zostać objęte kwarantanną czy zapewnić wystarczającą ilość leków przeciwwirusowych.

Analityka pozwala walczyć z dezinformacją

Poza walką z koronawirusem, niezwykle istotne jest również zapobieganie panice spowodowanej nieprawdziwymi informacjami dotyczącymi 2019-nCoV. Specjaliści SAS przekonują, że wykorzystanie systemów analitycznych i podejmowanie decyzji w oparciu o dane zwiększa zaufanie społeczeństwa do decyzji rządów i służby zdrowia.

Podobnie jak w przypadku innych epidemii, na temat koronawirusa pojawia się wiele nieprawdziwych informacji. Wykorzystanie systemów analitycznych, w tym rozwiązań SAS, pozawala uargumentować konkretne decyzje dotyczące walki z wirusem. Analizy danych pochodzących z wielu źródeł dają poczucie, że osoby decyzyjne mają pełen obraz zagrożenia, panują nad sytuacją i kontrolują, jak rozprzestrzenia się wirus tłumaczy Radosław Pidzik, Head of Customer Advisory Central Europe w SAS.

 AI może pomóc stworzyć szczepionkę na koronawirusa

Sztuczna inteligencja i analityka są wykorzystywane na każdym etapie opracowywania, produkcji i dystrybucji szczepionek. Dzięki analizie danych pochodzących z badań klinicznych możliwe jest stwierdzenie, czy są one bezpieczne i odpowiadają określonym normom medycznym. Sztuczna inteligencja umożliwia również monitorowanie występowania niepożądanych skutków ubocznych. Gdy szczepionki trafią do placówek medycznych, analityka pozwala zarządzać ich terminami ważności oraz dystrybucją. Szacuje się, że tylko u 1 na 20 zainfekowanych pacjentów zostaje zdiagnozowany koronowirus 2019–nCoV. Oznacza to, że najtrudniejszy etap walki z wirusem wciąż jest jeszcze przed nami. Niezbędne będzie stworzenie skutecznej szczepionki, która przyczyni się do zmniejszenia liczby zakażeń.

E-sport, zakłady sportowe, 5G – co wpłynie na sportowy biznes

W 2019 roku oczy kibiców wiele razy były skupione na sporcie w wydaniu kobiet. Telewizyjne relacje z Mistrzostw Świata kobiet w piłce nożnej oglądał rekordowy miliard widzów, pojawiło się wiele młodych gwiazd, ale dojrzali sportowcy, tacy jak Serena Williams, nadal byli inspiracją dla wielu osób. Jak przewidują w raporcie „2020 Sports industry outlook” eksperci firmy doradczej Deloitte, biznes zaczął postrzegać zawodowy sport kobiet jako potężną platformę różnorodności, integracji i szans na zysk.

Rozmach wokół rozgrywek kobiet w minionym roku otworzył nowe możliwości dla tworzenia lig zawodowych, franczyzy, sponsorów oraz wpłynął na wzrost sprzedaży biletów. Doskonale widać to na przykładzie rozgrywanych na francuskich stadionach meczów Mistrzostw Świata w piłce nożnej pań, gdzie jak podała FIFA w telewizji mecze obejrzało 1,12 miliarda widzów, bijąc tym samym rekord tej imprezy. Mecz finałowy obserwowało ponad 260 milionów osób.

Stare wyzwania

Rosnąca liczba fanów i coraz lepsze wyniki sportowe sprawiają, że kibice z coraz większym zainteresowaniem oglądają wyczyny sportsmenek. Mimo to kobiecy sport, szczególnie w dyscyplinach uznawanych dotąd za domenę mężczyzn, nadal mierzy się z pewnymi wyzwaniami. Dotyczy to szczególnie piłki nożnej, gdzie pule nagród są mniejsze, choć rosnąca, jednak wciąż niższa jest frekwencja na meczach, a czasy transmisji mniej atrakcyjne niż w przypadku męskich rozgrywek. To samo dotyczy sum, które wpływają na konta drużyn i lig od sponsorów. W opinii ekspertów Deloitte wpływ na zmianę tego stanu rzeczy mogą mieć nadawcy, sponsorzy oraz same organizacje sportowe.

– Świat sportu profesjonalnego, kręci się wokół pieniędzy. Organizacje sportowe i sponsorzy nie powinny dłużej czekać i jeszcze w tym roku rozważyć rzucenie mocniejszego światła na kobiece rozgrywki. Podwojenie inwestycji może być motorem wzrostu, który przyniesie korzyści nie tylko ligom i franczyzobiorcom, ale również samym kobietom decydującym się na sportowe zawodowstwo – mówi Przemysław Zawadzki, Partner Associate, lider Grupy Sportowej w Deloitte. Ekspert dodaje, że ruch jest także po stronie nadawców telewizyjnych, którzy poprzez lepszą ekspozycję sportu kobiet mogą zwiększyć zainteresowanie nim, a co za tym idzie przyczynić się do zwiększenia wartości transakcji.

Nowe możliwości

Zdaniem specjalistów z Deloitte rok 2020 przyniesie zawodniczkom wiele nowych możliwości. Producenci zainspirowani sukcesami takich sportsmenek jak Naomi Osaka (22 lata), sensacyjna triumfatorka wielkoszlemowego US Open czy złota medalistka olimpijska w snowboardzie Chloe Kim (19 lat) wprowadzą na rynek wiele produktów i usług dla młodych zawodniczek i amatorek.

Inna prognoza dotyczy większego wsparcia dla całorocznych sportów z udziałem pań, takich jak koszykówka i siatkówka czy piłka ręczna. Wzrośnie także liczba sponsorów na profesjonalnych imprezach sportowych, którzy będą zwiększać swoje wsparcie i zainteresowanie szczególnie lekką atletyką. Z kolei podczas finału Mistrzostw Świata w krykiecie może zostać pobity rekord frekwencji na kobiecej imprezie sportowej. Melbourne Cricket Ground ma ponad 100 tys. miejsc siedzących.

Dotąd kobiece ligi sportowe były wzorowane na męskich. Jak zauważają eksperci firmy doradczej istnieją jednak unikalne aspekty sportu kobiecego, które stwarzają zupełnie nowe możliwości. – W 2020 roku ligi i zespoły mogą nauczyć się czerpać z tych różnic, zaakceptować je i zaangażować kibiców w zupełnie nowy sposób. Pomóc w tym może większe skupienie się na integracyjnych strategiach zatrudniania w sporcie i to zarówno na stanowiskach biznesowych czy organizacyjnych jak i trenerskich – mówi Przemysław Zawadzki.

Rozgrywki piłki kobiecej w PZPN

Kobiety coraz śmielej zaznaczają swoją obecność w zdawałoby się męskim świecie futbolu. Doskonale widać to nad Wisłą, gdzie szczególnie wśród kobiet piłka zyskuje na popularności. Z przeprowadzonego w ubiegłym roku badania firmy Kantar Media na zlecenie UEFA wynika, że 63 proc. Polek interesuje się tym sportem i związanymi z nim wydarzeniami. To imponujący wynik przy 35 proc. średniej europejskiej. Mając to na uwadze, PZPN inwestuje w promocję oraz rozwój kobiecego futbolu. W ubiegłym roku zarząd federacji podjął decyzję, że począwszy od sezonu 2019/20 będzie przeznaczał kwotę ponad 7 mln na sezon na reorganizację systemu kobiecych rozgrywek, zarówno seniorskich jak i młodzieżowych oraz na plan rozwoju projektów związanych z kobiecą piłką, jak na przykład wdrożenie nowych programów organizacyjno-szkoleniowych. – Jedna z wprowadzonych zmian to zmniejszenie niemal o połowę, z 84 do 48, liczby klubów kobiecych na szczeblu centralnym. Chodziło o to, by zwiększyć poziom rywalizacji. Mieliśmy i nadal mamy jedną z najbardziej rozbudowanych struktur rozgrywek ligowych w Europie, nieadekwatną do liczby piłkarek. Dla porównania w Niemczech jest 21 klubów na szczeblu centralnym, a poziom gry zdecydowanie wyższy – mówi Maciej Sawicki, Sekretarz Generalny PZPN.

Od e-sportu do 5G

Zdaniem ekspertów Deloitte wzrost popularności kobiecych dyscyplin jest jednym z pięciu trendów jakie w 2020 roku wpłyną na sportowy ekosystem. W czołówce ponownie jest e-sport. Oczekuje się, że w ciągu tego roku światowy rynek sportów elektronicznych wygeneruje 1,5 miliarda dolarów przychodów, a widownia będzie liczyła 600 milionów fanów.

Odkąd w 2018 roku Sąd Najwyższy USA zniósł federalny zakaz zakładów sportowych, zalegalizowało je 14 stanów. Firmy widzą w hazardzie spore możliwości zarabiania, dlatego analityka sportowa i możliwości przechwytywania danych prawdopodobnie szybko się rozwiną, a strony bukmacherskie dadzą nowe pole dla lukratywnego sponsoringu w zakresie wykorzystania logo i danych ligi.

Decyzja amerykańskiego Narodowego Stowarzyszenia Sportów Akademickich, która pozwala sportowcom uniwersyteckim otrzymać odszkodowanie za używanie ich nazwiska oraz umożliwia graczom negocjowanie umów i zatrudnianie agentów przez California Fair Pay to Play Act może spowodować potrzebę wprowadzenia nowej formy agenta, specjalisty od reprezentowania talentów związanych z uczelniami.

– Trendem, który co roku pojawia się w naszych raportach jest rozwój technologii i jej wpływ na świat sportu. W 2020 roku wprowadzenie technologii bezprzewodowej 5G może zmniejszyć opóźnienia w transmisji dla kibiców zarówno w domu, jak i na stadionach – dodaje Przemysław Zawadzki.

Polski rząd kusi obligacjami

  • FED umiarkowanie pozytywny wobec światowego wzrostu PKB
  • Prawybory w Partii Demokratycznej w ocenie rynków finansowych
  • Kolejny udany przetarg zamiany Ministerstwa Finansów w tym roku
  • Mieszane sygnały polityki pieniężnej w gospodarkach wschodzących

Rynki finansowe uważnie przyglądają się wyborom prezydenckim w USA

W Stanach Zjednoczonych tematem numer jeden są zbliżające się wybory prezydenckie. Po stronie demokratów panuje zamieszanie. Największym poparciem elektoratu Partii Demokratycznej cieszy się Bernie Sanders. Zaskoczeniem jest wysokie poparcie dla Pete Buttigieg. Lidera wyścigu poznamy już 3 marca podczas „Super Wtorku”. Dla obligacji rynków wschodzących istotne znaczenie będzie miało to, kto zostanie przeciwnikiem Donalda Trumpa. Jeśli nominację otrzymają Michael Bloomberg lub Pete Buttiegieg, to wzrośnie skłonność do ryzyka. Pojawi się też jednak perspektywa nieznacznie mocniejszego dolara. Zwycięstwo urzędującego prezydenta to skierowanie się w stronę euroobligacji rynków wschodzących (czyli w twardej walucie) i silny dolar. Negatywnym scenariuszem dla obligacji emerging markets byłby wybór Elizabeth Warren lub Berniego Sandersa.

Widzimy dobre perspektyw dla polskich obligacji

W zeszłym roku w uniwersum emerging markets tylko trzy rynki zanotowały spadek zaangażowania inwestorów zagranicznych w lokalne obligacje skarbowe: Turcja, Sri Lanka i właśnie Polska (o ok. 35 mld PLN). W międzyczasie miecz Damoklesa w postaci orzeczenia TSUE w sprawie kredytów frankowych oraz wybory parlamentarne, które odbyły się bez istotnej licytacji na programy socjalne, zdematerializowały większość ryzyk tkwiących w segmencie polskich obligacji skarbowych. Zatem spread (różnica) rentowności do niemieckiego bunda w wysokości 2,5% jest atrakcyjna dla inwestorów zagranicznych. W świetle udanego przetargu zamiany i prefinansowania 73% potrzeb pożyczkowych państwa na 2020 rok utrzymujemy pozytywne nastawienie do polskich obligacji skarbowych. W segmencie obligacji o zmiennym kuponie szczególnie atrakcyjnie wyglądają obligacje z środka krzywej. Pewnym zaskoczeniem dla rynku było ujawnienie, że na ostatnim posiedzeniu RPP trzech członków głosowało za podwyżką stóp procentowych (Ł. Hardt, E. Gatnar i K. Zubelewicz). Znając jednak ultra-gołębie wypowiedzi pozostałych członków z ostatnich miesięcy, a nawet lat, ciężko znaleźć kogokolwiek kto mógłby do nich dołączyć. Scenariuszem bazowym jest utrzymanie poziomu stóp do końca 2022 roku.

Mieszane polityki pieniężne w gospodarkach wschodzących

Ujemna realna stopa procentowa na Węgrzech (odczyt inflacyjny za styczeń: 4,7%) spowodowała presję na forincie. Węgierski bank centralny, prowadzący ultra-gołębią politykę pieniężną, zareagował na rynku pieniężnym i fx-swapów. Dla rynków było oczywistym jastrzębim sygnałem – w ślad za tym rentowności obligacji węgierskich dramatycznie wzrosły (węgierska 10-latka w pewnym momencie aż o 40 punktów bazowych). Jednak gdy EURHUF spadł z poziomu 340 na 330 rynek obligacji uznał, że to wystarczająca aprecjacja, w ślad za czym rentowności spadły o 20 pkt bazowych w porównaniu do lutowego szczytu. Politykę pieniężną węgierskiego banku centralnego można podsumować cytatem z Seneki: „Temu kto nie wie do jakiego portu zmierza, nie sprzyja żaden wiatr”.

Z kolei w Tajlandii sytuacja zgoła inna: dodatnia realna stopa procentowa i zagrożenie koronawirusem (który już się odbił na turystyce tego kraju odpowiadającej za 20% jego PKB) sprawił, że tajski bank centralny obniżył stopę procentową z 1,25% do 1%. Spowodowało to spadek rentowności obligacji na całej tajskiej krzywej.

Adam Szymko, Zarządzający Funduszami Generali Investments TFI

Spółki gamingowe w centrum uwagi

  • Przewaga sWIG80 nad WIG20
  • PlayWay liderem wzrostu w spółkach gamingowych
  • Koronawirus odczuwalny w wynikach za 1Q

Małe spółki wracają do łask inwestorów. Od początku roku widać wzrost zainteresowania spółkami skupionymi w indeksie sWIG80. Przewaga indeksu małych i średnich spółek nad WIG20 jest co najmniej kilkupunktowa. Jest tak nawet pomimo kilku liderów z rewelacyjnymi wynikami jak na przykład CD Projekt czy Dino Polska. WIG20 traci jednak znacząco przez spadki spółek Skarbu Państwa i spółek energetycznych.

Negatywnie na sentyment do energetyki i spółek wydobywczych wpłynęło także ograniczenie wydobycia węgla kamiennego o 25% przez spółkę Lubelski Węgiel „Bogdanka”. To dość duże zaskoczenie, bo spółka nie ma problemów ze sprzedażą węgla ani dużych, zaległych zapasów. Decyzja była podyktowana chęcią wsparcia śląskich kopalni, które mają problem ze sprzedażą zalegającego u nich surowca.

Duże wzrosty od początku roku zanotowały spółki gamingowe, najszybciej rozwijający się sektor na polskiej giełdzie. Liderem wzrostów jest PlayWay, który od początku roku urósł o prawie 60%. Jest to w dużej mierze powiązane z zapowiedzią premiery ich nowej gry House Flipper. Zainteresowaniem inwestorów cieszą się też niezmiennie akcje CD Projektu.

Na rynek i decyzje inwestorów wpływają kolejne informacje związane z koronawirusem. W przypadku niektórych spółek zdecydowano się na delikatną korektę, zwłaszcza po dużych wzrostach. Jednak były one relatywnie krótkie i w wielu przypadkach spółki dosyć szybko odrobiły straty. Rynki traktują koronawirus jak okres przejściowy, którego skutki najmocniej odczujemy w wynikach pierwszego kwartału. Potwierdzają to także historyczne dane dotyczące podobnych epidemii.

Ryszard Rusak, Dyrektor Inwestycyjny ds. Akcji Generali Investments TFI

88% pracowników z Ukrainy pracuje poniżej swojego wykształcenia

Polski rynek pracy nadal nie wykorzystuje w pełni potencjału jaki stanowią pracownicy z Ukrainy. Według raportu OTTO Work Force Polska aż 95% badanych Ukraińców, zatrudnionych w Polsce, posiada wykształcenie średnie lub wyższe, a tylko 12% pracuje zgodnie ze swoim wykształceniem.

Pracownicy z Ukrainy od kilku lat wspierają polski rynek pracy, szczególnie w branży budowlanej, przemysłowej, logistyce i handlu. Bardzo duże zainteresowanie Ukraińcami widać wśród międzynarodowych firm, które mają doświadczenie w zarządzaniu wielokulturowym środowiskiem pracy. Mimo, że obywatele Ukrainy są cenieni na polskim rynku pracy to zdecydowana większość wykonuje prace poniżej swoich kompetencje, wymagające wykształcenia niższego niż posiadane. Poniżej swoich kwalifikacji pracuje aż 88% badanych Ukraińców. Oznacza to, że istnieje luka pomiędzy potencjalnymi umiejętnościami, jakie może zaoferować dany pracownik, a tymi rzeczywiście wykorzystywanymi.

Największa grupa osób, które wzięły udział w badaniu, posiada wykształcenie średnie (54%). Osób z wykształceniem wyższym było 41%, a podstawowym 5%. Mimo tego, że zdecydowana większość badanych posiada minimum średnie wykształcenie, to są oni zatrudniani przede wszystkich na najniższych stanowiskach i wykonują prace fizyczne.

Z raportu OTTO Work Force Polska wynika, że 51% badanych obywateli Ukrainy pracuje na stanowiskach w zakładach produkcyjnych, a 40% wykonuje inne prace fizyczne. Zatrudnienie na stanowisku kierowniczym zadeklarowało jedynie 2% badanych, a w charakterze pracownika administracyjnego 4%.

„Skala problemu związanego z pracą poniżej poziomu wykształcenia u pracowników ukraińskich jest bardzo duża. Wynika to przede wszystkim z sytuacji na polskim rynku pracy, który cierpi na niedobór pracowników przede wszystkim niższego szczebla i takich wakatów oferuje najwięcej. Ponadto bardzo dużą barierę stanowi niewystarczająca znajomość języka polskiego. W obliczu poprawiającej się sytuacji gospodarczej na Ukrainie i rosnących zarobków, możemy prognozować, że część pracowników wróci do kraju, by pracować tam na stanowiskach adekwatnych do wykształcenia” – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Polska.

***

Informacje pozyskane w badaniu pochodzą od 500 pracowników tymczasowych z Ukrainy, zatrudnionych poprzez OTTO Work Force Polska sp. z o.o. Wywiady zostały zrealizowane w listopadzie 2019 roku. Przekazane w nich opinie przeanalizowała i opracowała agencja badawcza PBS Sp. z o.o.

W ciągu dekady rynek pracy czeka rewolucja. Papieska inicjatywa pomoże liderom biznesu w tym wyzwaniu?

Ponad miliard osób będzie trzeba przekwalifikować w ciągu najbliższych 10 lat w związku z postępującą automatyzacją i robotyzacją na rynku pracy – to jeden z wniosków tegorocznego Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. Zdaniem ekspertów Personnel Service, liderzy biznesu z całego świata będą potrzebowali wiele wytrwałości, aby ten proces zakończył się sukcesem i dla nich, i dla pracowników. Pomóc może w tym inicjatywa Masterclass Leadership with the Pope.

Podczas styczniowego Światowego Forum Ekonomicznego przedstawiono dane z analiz Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), z których wynika, że w następnych 10 latach zmiany wywołane postępującą automatyzacją i robotyzacją dotkną ponad miliard miejsc pracy na całym świecie. Nie dla każdej osoby, która w wyniku tego procesu będzie musiała się przekwalifikować, zmiana będzie prosta. Zdaniem ekspertów Personnel Service, kluczowe w tym procesie będzie stawianie dobra pracowników na pierwszym miejscu. To zasada zgodna z inicjatywą Masterclass Leadership with the Pope. Przedsięwzięcie powstałe z inspiracji papieża Franciszka we współpracy z Papieską Radą Kultury od dwóch lat motywuje ludzi biznesu, świata nauki, kultury, sportu oraz organizacji non-profit do dzielenia się swoją wiedzą i doświadczeniem z młodym pokoleniem liderów.

Te wszystkie osoby biorą pod uwagę wiele kluczowych wartości, którymi warto kierować się w życiu i w pracy oraz tzw. „15 zasad przywództwa papieża Franciszka”. Jedną z tych zasad jest apel Ojca Świętego, by w biznesie nie tracić wrażliwości. Świat biznesu musi być świadomy, że już niedługo wiele osób może stracić zawód niemal z dnia na dzień. Nie wszyscy będą w stanie natychmiastowo zmienić swoje umiejętności czy posiadane kompetencje. Dlatego trzeba ich na to przygotować. W ramach programu Masterclass Leadership with the Pope naszym celem jest bezpłatne przeszkolenie miliona młodych liderów na całym świecie. Chcemy, by osoby decydujące o obliczu światowej gospodarki miały świadomość, że pieniądze nie są najważniejsze, a w nieuchronnych procesach automatyzacji i robotyzacji warto pamiętać o człowieku – mówi Marek Ratajczak, prezes polskiej Fundacji Twórczości Narodowej (CTN), jeden z pomysłodawców Masterclass Leadership with the Pope.

Wiedza od doświadczonych do młodych

Całodzienne wystąpienia, warsztaty i rozmowy z mentorami w 25 państwach świata – to tylko niektóre z elementów programu umożliwiające przepływ wiedzy między doświadczonymi a młodymi liderami w biznesie. Papież Franciszek jest mentorem programu. Wśród tzw. „Przewodników” w Polsce są m.in. aktor teatralny i filmowy Janusz Gajos, prezes zarządu Virgin Mobile Polska Grażyna Piotrowska-Oliwa czy znany przedsiębiorca Jarosław Królewski. W tym gronie znajduje się także Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service.

W naszej firmie, która zajmuje się pośrednictwem na rynku pracy, analizę pojawiających się trendów traktujemy jako kluczowy element pracy. Musimy wiedzieć jak np. nowoczesne technologie wpłyną na firmy i pracowników. Już teraz wiemy, że automatyzacja i robotyzacja znacząco zmienią rynek pracy. Robot będzie w stanie wykonywać za pracowników mozolne i czasochłonne zadania, dzięki temu zatrudnieni skupią się na bardziej angażujących i kreatywnych czynnościach. To oczywiście szansa, ale też wyzwanie, do którego pracowników należy przygotować. Pojawiają się też liczne pytania, np. czy roboty, które zastąpią ludzi na ich stanowiskach, będą opłacać składki ZUS? Brzmi to nieco dziwnie, ale takie rozmowy już się pojawiają, a przedsiębiorcy i rządzący, mając na uwadze dobro zatrudnianych osób, muszą takie problemy brać pod uwagę – zauważa Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service.

Więcej o inicjatywnie Masterclass Leadership with the Pope można się dowiedzieć na stronie internetowej popeleadership.org. Chętni przedsiębiorcy mogą dołączyć do projektu jako doświadczeni przewodnicy lub jako młodzi liderzy.

Szukanie powodów do odbicia

Wtorek rozpoczyna się od stabilizacji nastrojów po wczorajszym załamaniu, gdyż inwestorzy znajdują ukojenie w różnorodnych doniesieniach, które pozwoliły stonować strach. Ponieważ jednak ekonomiczny wpływ epidemii pozostaje trudny do oszacowania, zmienność i wrażliwość na negatywne informacje pozostaje duża.

Poniedziałkowe załamanie nastrojów związane z rozprzestrzenieniem się epidemii koronawirusa na Europe była potężne i unaoczniło, jak bardzo ryzyko było przez rynki niedoszacowane. Ale dziś przyszedł czas na wzięcie nowego oddechu i przenalizowanie informacji. Z Włoch docierają głosy, że nagły wzrost zgonów dotyczył osób starszych i chorych, tj. mniej odpornych na wirusa, a główne ognisko zakażeń dotyczy jednej placówki medycznej nieprzestrzegającej procedur izolowania przypadków zakażenia. Spowolnienie tempa wzrostu liczby nowych przypadków W Chinach i Korei Południowej pomogło uspokoić nastroje. Wall Street Journal donosi o pracach nad szczepionką, która jednak będzie gotowa dopiero na przyszłoroczny wybuch grypy. Wreszcie USA gotowe są przeznaczyć 2,5 mld USD na walkę z wirusem.

Spirala paniki została przerwana, ale pełne odreagowanie wydaje się mało prawdopodobne. Niepewność związana z gospodarczymi szkodami wyrządzonymi przez epidemię pozostanie duża na kilka tygodni, jeśli nie miesięcy. Dla inwestorów może być trudno dalej bagatelizować ryzyka i przyjmować, że aktywność ekonomiczna szybko wróci do stanu sprzed epidemii. Przedłużający się okres wstrzymywania dostaw towarów z Chin hamuje produkcję w gospodarkach rozwiniętych polegających na komponentach z Azji. Ponadto władze mogą podejmować drastycznych środki w celu powstrzymania epidemii, jak na przykład zakazy dla podróży i handlu nie tylko z Chinami, ale teraz także np. między USA a Europą. W efekcie rynki mogą dyskontować podwyższoną premię za ryzyko ekonomiczne, co podniesie zmienność aktywów i wzmocni odpływ w stronę bezpiecznych przystani.

Dziś rynki pozostają z otwartym pytaniem, jak daleko może zajść korekta wcześniejszego beztroskiego optymizmu. Testem sentymentu może być odczyt indeksu nastrojów konsumentów z USA. Z jednej strony solidny rynek pracy, mocny rynek akcji (w czasie przeprowadzania ankiety) i brak silniejszych skutków w gospodarce na tym etapie powinien skutkować obniżonym ryzykiem pogorszenia nastrojów gospodarstw domowych. Z drugiej strony piątkowy PMI z USA był pierwszym sygnałem ostrzegawczym, że obawy w gospodarce narastają. Inwestorzy z pewnością chcieliby się uczepić pozytywnego odczytu, by wymazać wczorajszą panikę. Ale też niewiele będzie trzeba, by rozczarowujące dane zanegowały całą stabilizację, która zawiązała się w ostatnich godzinach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.