Ekonomiści policzyli, ile kosztuje wychowanie dzieci w Polsce

Koszty wychowania dzieci w Polsce utrzymują się na bardzo wysokim poziomie. Według raportu Centrum im. Adama Smitha są one w tym roku wyższe, niż w roku ubiegłym i plasują się na poziomie od 200 do 250 tysięcy złotych. Tyle średnio kosztuje wychowanie jednego dziecka – aż do czasu, gdy skończy 18 lat. W swoim raporcie eksperci podsumowują także badania, jak Polacy sami szacują tę kwotę i czy uważają, że dzieci są warte wydawania takich pieniędzy. Okazuje się, że chociaż podejście do kosztu wychowania dzieci mamy w Polsce bardzo realistyczne, doceniamy posiadanie potomstwa.

– Niezależnie od tego, czy respondenci byli rodzicami, czy nie, czy byli wyborcami tej partii czy innej – wszyscy oceniali, że koszty wychowania dzieci są wysokie lub bardzo wysokie – powiedziała serwisowi eNewsroom Anna Głębocka ekspertka Centrum im. Adama Smitha. – Polacy bardzo racjonalnie oszacowali koszty, podając kwotę bardzo bliską do rzeczywistych wyników, jakie pokazał raport. Okazało się jednak, że chociaż Polacy zdają sobie sprawę z wysokich kosztów wychowania dzieci – to jednocześnie uważają, że absolutnie warto je ponieść – podsumuje raport Głębocka.

Kredyty na mieszkanie są o 1/3 większe niż sześć lat temu

Wzrost cen mieszkań wpływa także na przeciętną wartość nowych kredytów mieszkaniowych. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl zauważyli, że w 2018 r. średnia kwota pożyczana na mieszkanie rosła bardzo szybko.  

Dane statystyczne (publikowane m.in. przez GUS oraz NBP) wskazują, że szybki wzrost cen mieszkań jest widoczny nie tylko na terenie kilku największych rynków. Drożeją również działki budowlane i materiały potrzebne do budowy domów oraz wykończenia pomieszczeń. Właśnie dlatego nie można się dziwić, że systematycznie rośnie średnia wartość nowych kredytów na cele mieszkaniowe. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili przeanalizować taką przeciętną kwotę nowej „hipoteki” w ujęciu długookresowym.

Informacje o średniej wartości udzielanych kredytów mieszkaniowych, można znaleźć w różnych źródłach. Jak wskazuje RynekPierwotny.pl jednym z nich jest Biuro Informacji Kredytowej. Wspomniana instytucja w swoim raporcie Kredyt Trendy podsumowującym 2018 rok, przedstawiła dane o przeciętnej wartości nowych „hipotek” z lat 2006 – 2018. Ten przedział czasowy uwzględnia dwa boomy mieszkaniowe i okres gorszej koniunktury rynkowej. Według obliczeń BIK-u, w analizowanych latach średnia wartość nowej „hipoteki” wyglądała następująco:

  • 2006 r. – 148 tys. zł
  • 2007 r. – 199 tys. zł
  • 2008 r. – 217 tys. zł
  • 2009 r. – 218 tys. zł
  • 2010 r. – 219 tys. zł
  • 2011 r. – 216 tys. zł
  • 2012 r. – 185 tys. zł
  • 2013 r. – 192 tys. zł
  • 2014 r. – 200 tys. zł
  • 2015 r. – 205 tys. zł
  • 2016 r. – 215 tys. zł
  • 2017 r. – 227 tys. zł
  • 2018 r. – 247 tys. zł

Dane Biura Informacji Kredytowej wskazują, że pomiędzy 2012 r. oraz 2018 r. średnia wartość nowej „hipoteki” wzrosła aż o 34%. Ten wynik nie uwzględnia zmian wartości pieniądza związanych z inflacją. Warto również dodać, że wzrost przeciętnej wartości nowego kredytu mieszkaniowego wyniósł w 2018 r. aż 9% i był o połowę szybszy niż rok wcześniej. Można oczekiwać, że w 2019 r. Polacy na mieszkanie średnio będą pożyczać około 265 tys. zł – 270 tys. zł.Kredyty na mieszkanie są większe niż sześć lat temu

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

iFun4All podpisał umowę z Legendary Television Productions

iFun4all ma umowę z Legendary Television Productions. Dotyczy ona prawa opcji, na mocy którego producent dokonał rezerwacji prawa do ekranizacji gry Serial Cleaner.

Podpisanie umowy z Legendary to kolejny krok w kierunku wyprodukowania serialu telewizyjnego na podstawie gry Serial Cleaner.  Zgodnie z umową, hollywoodzkiemu producentowi wyłączne prawo opcji przysługiwać będzie za jednorazową opłatą przez okres 12 miesięcy, z możliwością przedłużenia go o kolejne 12 miesięcy za dodatkową opłatą. Po skorzystaniu z prawa opcji, wytwórnia nabędzie prawa autorskie do skradanki z wyłączeniem zachowanych przez spółkę praw do dalszej dystrybucji i sprzedaży, promowania i reklamowania, oraz wydania, sprzedaży i dystrybucji dalszych wersji (sequeli i prequeli). Za sprzedaż praw autorskich do gry iFun4all otrzyma jednorazowe wynagrodzenie oraz wynagrodzenie w postaci tantiem z dochodów pochodzących z wykorzystania gry przez Legendary.

Współpraca z APA okazała się strzałem w dziesiątkę. Dzięki ich doświadczeniu w branży oraz profesjonalnym negocjacjom udało się nam podpisać umowę z tak renomowanym producentem jak Legendary. W wyniku jej zawarcia jako pierwsza spółka w Polsce mamy szansę na ekranizację naszej gry. Jest to niebywałe osiągnięcie, które potwierdza, że nasze dotychczasowe kroki były słuszne, a sam Serial Cleaner może okazać się czymś więcej niż tylko wysoko ocenianą grą – komentuje Mielcarek. – To kolejna umowa ze znaczącym, globalnym partnerem, którą udało się nam się podpisać w ostatnim czasie.

Legendary Television Productions to spółka-córka jednej z największych wytwórni kinowych Legendary Entertaiment, odpowiedzialnej za takie tytuły jak trylogia Mroczny Rycerz Christophera Nolana, Jurassic World, 300, czy nadchodzący Detektyw Pikachu. Legendary Television Productions specjalizuje się w produkcji seriali telewizyjnych zgodnych z jakością i filozofią całej grupy kapitałowej. Ma na swoim koncie realizacje zarówno dla amerykańskiej telewizji (Colony) jak i platform dystrybucyjnych takich jak Netflix (Love) i Amazon (The Expanse).

Przypominamy, że przed iFun4all czas intensywnej pracy.  Już wkrótce, bo 20 czerwca, będzie miała miejsce premiera gry Serial Cleaner na platformie iOS. Ponadto w połowie maja spółka wydała w wersji early access grę Ritual Crown of Horns i pracuje obecnie nad udoskonalaniem jej przed premierą pełnej wersji, która ma odbyć się jeszcze w tym roku. Gamedeveloper niedawno podpisał też umowę z Paradox Interactive, na mocy której stworzy grę osadzoną w uniwersum Vampire: The Mascarade. Jednocześnie trwa kampania crowdfundingowa planszowej wersji Halls of Horror, podczas której dotychczas udało się zebrać 34% celu.

329 osób wsparło nasz projekt, a prawie 1500 go obserwuje. Liczymy, że najwięcej będzie się działo pod koniec. Mamy jeszcze kilka asów w rękawie – zapewnia prezes.

Wojna handlowa na linii USA – Chiny przyniosła przeceny na rynkach akcji

Marek Straszak, zarządzający portfelami inwestycyjnymi Union Investment TFI
Marek Straszak, zarządzający portfelami inwestycyjnymi Union Investment TFI

Globalne rynki akcji zdominował temat wojny handlowej pomiędzy Washingtonem a Pekinem. Już na początku miesiąca rozpoczęła się niewielka przecena wynikająca m. in.  z działań prezydenta Trumpa, ale i z naturalnej korekty trwającej ponad 10 lat koniunktury wzrostu. Decyzja prezydenta USA o wzroście ceł na części importu z Chin (z 10 do 25 proc.) i zablokowanie współpracy amerykańskich podmiotów z chińskimi przedsiębiorcami zachwiały giełdami, rynek odebrał bowiem negatywnie kolejne przesunięcie rozmów. Teraz rynki czekają na kolejny etap rozmów zapowiedzianych na koniec czerwca. Wszyscy z uwagą śledzą tweety Donalda Trumpa, które potrafią wywołać spadki lub wzrosty akcji.  Trudno jednak  o optymizm i pozytywny scenariusz.

Czas na jastrzębią politykę NBP

  • Odreagowanie rentowności na amerykańskich dziesięciolatkach
  • PKB w Polsce wciąż powyżej 4 proc.
  • Inflacja może przekroczyć 3 proc.
Krzysztof Izdebski, Zarządzający funduszami dłużnymi w Union Investment TFI
Krzysztof Izdebski, Zarządzający funduszami dłużnymi w Union Investment TFI

GUS podał w czwartek 23 maja informację, że nakłady inwestycyjne w I kwartale br. wzrosły o 21,7 proc. r/r i osiągnęły poziom 28,1 mld zł. Musimy jednak pamiętać, że taki wzrost nakładów na inwestycję związany jest z niską bazą. Polskie spółki nie inwestowały bazując na niskich kosztach pracowniczych. Proces taki trwał przez kilka kwartałów. Widoczny wzrost nakładów jest raczej związany z inflacją i wzrostem kosztów pracy niż rzeczywistymi inwestycjami firm.

Dobre wiadomości dla Polski płyną też z Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), która w ostatnim raporcie podwyższyła prognozę wzrostu PKB w Polsce z 4,0 do 4,2 proc., jednocześnie rekomendując zacieśnienie polityki fiskalnej w Polsce.

Zaskakująco wysokie są jednak odczyty inflacji, która przyśpieszyła i jest teraz na poziomie 2,2 proc. w ujęciu r/r. Tym samym wartość́ inflacji była wyższa niż najwyższe prognozowane wartości GUS zakładające wzrost inflacji do poziomu 2,1 proc.  Rynki już zmieniają swoje prognozy dotyczące inflacji przewidując, że pod koniec roku może ona wynieść 3,0 proc.  Dodatkowo inflację podbijają rosnące ceny żywności, na które wpływ mają słabe uprawy spowodowane suszą.

Po ostatnim szoku związanym z odczytem inflacji obserwujemy odreagowanie rentowności. Początkowo przeceny rentowności wzrosły do 3,05 na 10 letnich obligacjach, by następnie spaść do 2,85. Mocny wzrost i spadek odbywa się przy naprawdę niewielkich obrotach.

Nie przewidujemy korekty budżetu czy zmiany stóp procentowych. Prezes NBP Adam Glapiński powiedział, że do końca przyszłego roku nie przewiduje zmiany stóp procentowych.

Ranking kredytów gotówkowych ratalnych dla małych i młodych firm

Finfinder.pl – wyszukiwarka ofert finansowania dla firm – sprawdził, które polskie banki oferują najlepszą ofertę kredytu gotówkowego ratalnego dla małych firm. Kredyt ma być przeznaczony dla stosunkowo młodych przedsiębiorstw, na  dowolny cel (np. bieżącą działalność) i dotyczy kwoty do 500 tys. złotych.

Mali i średni przedsiębiorcy pożyczają w bankach coraz więcej. Już ponad 40 procent z nich szuka zewnętrznego finansowania swojej bieżącej działalności. Kredyty gotówkowe wspierają rozwój firmy w postaci np. inwestycji w lepszy sprzęt, oprogramowanie, czy też materiały. Nierzadko tak pożyczone pieniądze mają na celu regulację zobowiązań wobec partnerów biznesowych.

Eksperci wyszukiwarki Finfinder.pl wybrali sześć polskich banków (BNP Paribas, Santander, ING, Nest Bank, Idea Bank, mBank), które ich zdaniem mają najlepszą ofertę kredytu gotówkowego ratalnego dla małych i młodych firm. Ranking tych najlepszych banków związany jest z kilkoma parametrami: staż prowadzonej działalności, marża, okres kredytowania, prowizje, prowadzenie konta, ubezpieczenie, koszty dodatkowe, czas procedowania, liczba placówek.

  1. Staż prowadzonej działalności vs. okres kredytowania

Im młodsza firma, tym potrzeby inwestycyjne (finansowe) większe. Nie wszystkie duże banki w Polsce chętnie udzielają kredytów gotówkowych młodym firmom (6-12 miesięcy stażu). A jeśli to już robią, to na bardzo kiepskich warunkach. Młodzi przedsiębiorcy potrzebują zwykle dłuższego czasu spłaty kredytu gotówkowego, co związane jest oczywiście ze skromnym zapleczem finansowym. Jeśli klient ma krótki staż działalności gospodarczej, ale spełni warunki przyznania gwarancji de minimis PLD, to w naszym rankingu wygrywa zdecydowanie mBank. Przy 6 miesiącach stażu oferuje 84 miesiące okresu kredytowania. Drugą, silną pozycję zajął Nest Bank. Klienci z 12 -miesięcznym stażem biznesowym mogą tu otrzymać kredyt gotówkowy nawet na 144 miesiące (12 lat).Ranking Finfinder – kredyty gotówkowe ratalne (2)

  1. Okres kredytowania vs. marża podstawowa vs. prowizja za przyznanie

Zdecydowanie bardziej emocjonujące niż czas kredytowania są koszty, które temu towarzyszą – marża i prowizja za przyznanie. Marża to koszt w kredycie, który jest czystym zyskiem banku (dowolnie ustalanym przez bank), a więc jest punktem obowiązkowym. Istotne, że wartość procentowa marży nie zmieni się do końca spłaty. Z kolei prowizja jest opłatą jednorazową (wyrażoną w procentach), ale nie zawsze towarzyszy kredytowi. W tym rankingu najlepiej wypadają Nest Bank i ING. Pierwszy z nich wygrywa najdłuższym okresem kredytowania (144 miesiące). A jeśli klient będzie miał tu możliwość skorzystania z gwarancji PLD/COSME, to i wysokość marży oraz prowizji będzie istotnym walorem. Brak propozycji kredytu z gwarancją w Nest Banku można zastąpić dobrymi warunkami, jakie oferuje ING (marża 5,90% i prowizja 0%).Ranking Finfinder – kredyty gotówkowe ratalne (3)

  1. Prowizja za przyznanie vs. prowizja za wcześniejszą spłatę

W tym rankingu przyjrzymy się najkorzystniejszej relacji prowizji za przyznanie i za wcześniejszą spłatę kredytu. Ten drugi koszt jest swoistym zabezpieczeniem banku dla swoich zysków. Dochody z kredytu są kalkulowane przez bank na konkretny okres czasu. Prowizja za wcześniejszą spłatę ma być rekompensatą utraconych zysków. W tej kategorii rankingu mamy dosyć szeroki wachlarz procentowy, od 0% do 5,99%. Ale lider jest tylko jeden – ING. Obie prowizje wynoszą tu 0%. Drugie miejsce możemy przyznać mBankowi (0% i 2%).Ranking Finfinder – kredyty gotówkowe ratalne (1)

  1. Prowadzenie konta ROR

Otwarcie konta ROR w każdym z sześciu banków jest bezpłatne. Prowadzenie konta jest bezpłatne w Nest Banku i mBanku. W pozostałych bankach trzeba spełnić pewne warunki (np. jeśli wykonamy przelew do ZUS/US lub zrobimy kilka transakcji kartą, to konto staje się bezpłatne). Jeśli robimy przelewy w ODDZIALE, to koszt przelewu waha się od około 5 zł (Idea Bank i Nest Bank), poprzez 10 zł (ING/mBank) i pozostałe banki powyżej 10 zł. Internetowe przelewy są bezpłatne. Korzystanie z wpłat i wypłat – najtaniej można te czynności wykonywać w Nest Banku (0,15% min. 5 zł). Jedną z niższych opłat ma też BNP Paribas (uzależnione od wpływów, 0,15% – 0,35%). Najdroższy jest Santander (0,65% min. 10 zł). Prowadzenie konta kredytowego wszędzie za 0 zł.

  1. Ubezpieczenie

Praktycznie w każdym banku dobrowolne. W ING skorzystanie z ubezpieczenia powoduje obniżkę marży o 0,5%, a w Nest Banku może być czynnikiem wyższej kwoty kredytu.

  1. Koszty dodatkowe

Kosztów dodatkowych, które miałyby wpłynąć na atrakcyjność kredytu bądź konta, nie znajdziemy w ofercie ING i mBanku. W pozostałych bankach możemy się spotkać z: 0,2% prowizji od zaangażowania (BNP Paribas), 0,065% prowizji za zarządzanie (Santander), pakiet elastyczny 0,11% – 0,2% miesięcznie (Nest Bank), kaucja – 10% kwoty kredytu netto na okres 12 mc i monit za niespełnienie warunków każdorazowo 200 zł (Idea Bank).

  1. Czas procesowania

Jeśli chodzi o czas oczekiwania na decyzję kredytową, to liderem rankingu jest Nest Bank. Decyzję banku poznamy tu maksymalnie w 3 dni robocze (niekiedy jest to nawet kilka godzin). Kredyty gotówkowe w ING cieszą się dużą popularnością i dlatego czas procesowania zwiększył się tu ostatnio z 5 do 7 dni. Ale jak twierdzą użytkownicy Finfindera, warto poczekać. Pozostałe banki procesują decyzję standardowo 7-8 dni, jednak nie dłużej niż 10.

  1. Liczba placówek

Z placówek bankowych korzystamy coraz mniej. Coraz więcej znika ich z naszych ulic. Podobno za 16 lat nie będzie ich w ogóle. Póki co, sprawdźmy jak wygląda sytuacja na dzisiaj. Najwięcej placówek (wg PRNews.pl, z dnia 25.03.2019) posiadają: Santander (781), BNP Paribas (674) i ING (337). Najmniej Idea Bank (32). Mniejsza ilość placówek Nest Banku (248) i mBanku (181) nie powoduje mniejszej ich atrakcyjności. Jest to kwestia rozwoju i ewentualnego łączenia się banków, jakie miało miejsce w ostatnim czasie.

Sfinks poprawia rentowność sprzedaży mimo niehandlowych niedziel

Sfinks Polska, spółka zarządzająca sieciami takimi jak Sphinx, Piwiarnia Warki, Chłopskie Jadło czy Fabryka Pizzy, wypracowała w I kw. 2019 r. przychody w wysokości 37,67 mln zł w porównaniu do 40,34 mln zł rok wcześniej. Jednocześnie zysk brutto na sprzedaży wyniósł 6,04 mln zł (poprawa o 1,15 mln r/r), a zysk operacyjny 0,48 mln zł (poprawa o 0,80 mln zł r/r). Z kolei EBITDA na koniec marca br. uplasowała się na poziomie 9,03 mln zł (poprawa o 7,23 mln zł). Jednostkowy wynik netto wyniósł -2,91 mln zł (przy -1,37 mln zł rok wcześniej). Na taki obraz wyników kluczowy wpływ miały zmiany prawa dotyczące zasad rachunkowości. Po oczyszczeniu z tego wpływu widać, że spółka podniosła rentowność na sprzedaży (z 12,1% w I kw. 2018 do 12,8% w I kw. 2019) w warunkach mniejszych obrotów wynikających z niehandlowych niedziel.

Sylwester Cacek
Sylwester Cacek

– Pierwszy kwartał 2019 roku to kolejny okres, w którym zmiany prawa znacząco wpływają na prezentowany wynik. W szczególności bardzo duży wpływ miały zmiany przepisów w zakresie międzynarodowych standardów sprawozdawczości finansowej, tzw. przepisów MSSF 16 i MSSF 9, a także ustawa o zakazie handlu w niedzielę, obowiązująca w rozszerzonym zakresie. Jeżeli dodamy wpływ realizacji strategii spółki związany z przekształceniami sieci do modelu franczyzowego, w wyniku którego nie konsolidujemy sprzedaży przekształconych restauracji, gdyż księgujemy jedynie opłaty franczyzowe, to obserwujemy spadek obrotów i wyniku netto przy jednoczesnym gwałtownym wzroście EBITDA oraz sumie bilansowej wyższej o 186 mln zł r/r. Jeżeli jednak spojrzymy na dane oczyszczone z wpływu MSSF 16, to widać, że miniony kwartał pod względem wyniku brutto na sprzedaży czy EBITDA jest na zbliżonym poziomie do ubiegłorocznego, a nawet w przypadku wskaźnika rentowności na sprzedaży notujemy pewien wzrost – mówi Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

Jednostkowy zysk brutto na sprzedaży liczony bez uwzględnienia MSSF 16 to 4,83 mln zł w I kw. 2019 r. w porównaniu z 4,9 mln zł rok wcześniej. Z kolei EBITDA obliczona bez wpływu zasad MSSF 16 wyniosłaby w I kw. 2019 r. 1,62 mln zł wobec 1,80 mln zł w analogicznym kwartale 2018 r.

– Należy też zauważyć, że w I kwartale tego roku było aż o 7 niedziel więcej z zakazem handlu w stosunku do I kwartału roku ubiegłego. Mimo to każda sieć osiągnęła wyższą sprzedaż gastronomiczną, tj. uwzględniającą sprzedaż franczyzobiorców, z wyłączeniem Piwiarni, niż w porównywalnym okresie roku ubiegłego, co w tym kontekście uznaję za satysfakcjonujące osiągnięcie – komentuje prezes Sfinksa.Sfinks – sprzedaz gastronomiczna

– Dane operacyjne pokazują, że działania, które podjęliśmy w drugiej połowie 2016 roku, by dostosować się do coraz trudniejszej sytuacji na rynku pracy oraz działania późniejsze, związane z zakazem handlu, okazały się skuteczne. Nasze dalsze plany to przede wszystkim konsekwentna realizacja strategii, a w efekcie rozwój sieci, wzrost sprzedaży i znaczna poprawa porównywalnych wyników – podsumowuje Sylwester Cacek.

W okresie od stycznia do marca 2019 r. w grupie Sfinks przybyło pięć lokali, w tym trzy Fabryki Pizzy (w Skierniewicach, Katowicach i w Warszawie), a także nowy Sphinx w centrum Warszawy oraz Piwiarnia Warki w Krakowie. Tuż po zakończeniu I kwartału – na początku kwietnia br. – Sfinks przejął prawa do marek Meta Seta Galareta i Meta Disco oraz trzy lokale działające pod tymi szyldami.

W ujęciu skonsolidowanym w I kwartale br. grupa Sfinks Polska osiągnęła przychody o wartości 39,11 mln zł (wobec 41,65 mln zł rok wcześniej), zysk operacyjny w wysokości 0,47 mln zł (wobec -0,47 mln zł) oraz wynik netto na poziomie -2,98 mln zł (wobec -1,53 mln zł). EBITDA grupy w I kw. 2019 r. to 9,13 mln zł (przy 1,74 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego).

Ważą się losy przyszłorocznej płacy minimalnej. Propozycja rządu nie podoba się ani pracodawcom, ani związkowcom

Ważą się losy przyszłorocznej płacy minimalnej. Propozycja rządu nie podoba się ani pracodawcom, ani związkowcom 1

Związki zawodowe, organizacje pracodawców i rząd proponują podniesienie płacy minimalnej. Minister Elżbieta Rafalska chciałaby, żeby w przyszłym roku najniższe wynagrodzenie wyniosło 2 450 zł brutto, o 200 zł więcej niż w 2019 roku. Związki zawodowe postulują podwyżkę o 70 zł wyższą, pracodawcy zaś – o 63 zł niższą. Według ekonomistki Anny Skórskiej obecnie coraz mniej osób jest skłonnych pracować za minimalną płacę, jednak trzeba brać pod uwagę możliwość nadejścia spowolnienia gospodarczego.

Zmiana wysokości wynagrodzenia minimalnego jest wypadkową wielu czynników, zarówno tych po stronie gospodarki, jak i tych po stronie społeczeństwa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr hab. inż. Anna Skórska, profesor Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. – Jest to wynagrodzenie, które ma gwarantować pracownikom pewien poziom bezpieczeństwa i jakości życia. Z jednej strony mamy tutaj to, co proponują związki zawodowe, dbając o interesy pracownika, a z drugiej strony pracodawców, którzy muszą brać pod uwagę swój interes ekonomiczny i możliwości, jakimi dysponują. Akurat w naszym kraju klin podatkowy jest dość wysoki, co stanowi ograniczenie dla podnoszenia w ogóle wynagrodzeń, nie tylko minimalnego.

W tym tygodniu minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska ujawniła, że rząd zaproponuje Radzie Dialogu Społecznego podniesienie płacy minimalnej na 2020 rok do 2 450 zł brutto dla zatrudnionych na etacie i 16 zł na godzinę dla pracujących na umowach cywilnoprawnych. W przypadku pensji to o 200 zł więcej niż obecnie, podczas gdy ustawa o wynagrodzeniu minimalnym zobowiązuje rząd do podwyżki o 95,60 zł oraz ustanowieniu stawki godzinowej na poziomie 15,30 zł z obecnych 14,70 zł. Wyższa propozycja ministerstwa to efekt niskiego bezrobocia i braku rąk do pracy w wielu branżach.

Zmieniła się przede wszystkim sytuacja na rynku pracy. Z jednej strony mamy do czynienia ze zmianami demograficznymi. Zasoby pracy w Polsce kurczą się i to w coraz większym stopniu, napływ imigrantów, szczególnie z Ukrainy, jest coraz mniejszy – argumentuje Anna Skórska. – Jeżeli do tego dołożymy jeszcze otwieranie się granicy niemieckiej na napływ imigrantów z Ukrainy, to może się okazać, że na polskim rynku pracy będzie brakowało coraz więcej rąk do pracy. Pracodawcy też zdają sobie sprawę z tego, że urealnienie wysokości wynagrodzenia minimalnego to jest przyczynek do tego, żebyśmy byli w stanie wypełnić braki na rynku pracy.

Jeśli propozycja rządu zostanie zrealizowana, a wszystko na to wskazuje, to pracownik na rękę nie będzie mógł dostać mniej niż prawie 1 634 zł, a to niemal dwa razy tyle co w 2008 roku. Jednocześnie oznaczałoby to wzrost minimalnego wynagrodzenia do poziomu 46,9 proc. średniej płacy, co przybliża pracowników do postulowanego przez związki zawodowe poziomu 50 proc. W kwietniu 2019 roku średnie wynagrodzenie w przedsiębiorstwach zatrudniających co najmniej 10 osób wyniosło 5 186,12 zł brutto. Od stycznia do kwietnia było ono średnio o 6,9 proc wyższe niż rok wcześniej.

Wszelkie wskazania pokazują, że najbliższy rok będzie w dalszym ciągu pozytywnie postrzegany przez pracobiorców, chociaż należy pamiętać, że wielu ekonomistów przygotowuje nas na pewne tąpnięcia i dekoniunkturę, a co za tym idzie – na możliwość pogorszenia się sytuacji na rynku pracy – zastrzega Anna Skórska. – Ekonomiści wspominają o tym, że czeka nas kolejny kryzys gospodarczy, choć może nie tak głęboki jak w latach 2008–2009.

KGHM obejmuje patronat nad Zamkiem Królewskim w Warszawie. Inauguruje to specjalna wystawa klejnotów

0

KGHM obejmuje patronat nad Zamkiem Królewskim w Warszawie. Inauguruje to specjalna wystawa klejnotów 2

KGHM Polska Miedź objął mecenat nad Zamkiem Królewskim w Warszawie. To kolejna inicjatywa, poprzez którą strategiczna spółka Skarbu Państwa wspiera polską kulturę. To też szczególny czas dla Zamku, który w tym roku obchodzi 400-lecie ukończenia przebudowy podjętej na zlecenie króla Zygmunta III Wazy. Współpracę inauguruje specjalna wystawa „Rządzić i olśniewać. Klejnoty i jubilerstwo w Polsce w XVI i XVII”. To pierwsza w historii polskiego muzealnictwa ekspozycja niemal 500 dzieł ze zbiorów rodzimych i zagranicznych.

– Mecenat nad Zamkiem Królewskim to element naszej społecznej odpowiedzialności. W pierwszej kolejności jesteśmy odpowiedzialni za wynik finansowy, interes inwestorów i pracowników, których mamy 34 tys. w całej grupie kapitałowej. Produkując i eksportując miedź, srebro i złoto, generujemy bardzo konkretny zysk, który zostaje w Polsce. Wspieranie elementów polskiej kultury to część naszej tożsamości, a Zamek Królewski w Warszawie jest symbolem ciągłości polskiej kultury, tradycji, ale też trwałości polskiej państwowości – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Chludziński, prezes KGHM Polska Miedź SA.

Spółka od lat jest sponsorem instytucji oraz wydarzeń z obszaru kultury i sztuki, zarówno na szczeblu krajowym, jak i międzynarodowym, dlatego mecenat nad Zamkiem Królewskim wpisuje się w ideę dbałości koncernu o pielęgnowanie wartości historycznych i polskiego dziedzictwa kulturowego.

– Dla Polaków, ale i odwiedzających nas obcokrajowców Zamek Królewski jest wizytówką polskiej kultury i tradycji. Jesteśmy firmą globalną, 80 proc. naszej produkcji sprzedajemy poza granicami kraju, więc ważne jest dla nas również to, żeby obcokrajowcy mieli styczność z polskim DNA, polską historią i kulturą. Takie miejsca jak Zamek Królewski są ich wizytówką. Jako firma globalna chcemy pomagać w promocji polskiej kultury, polskiej tożsamości również poza granicami kraju – mówi Marcin Chludziński.

Mecenat objęty został przez miedziowy koncern w szczególnym dla muzeum czasie. W 2019 roku Zamek Królewski w Warszawie obchodzi 400-lecie ukończenia przebudowy podjętej na zlecenie króla Zygmunta III Wazy. By uczcić tę rocznicę, dyrekcja Zamku przy wsparciu finansowym KGHM przygotowała bogaty program wydarzeń artystycznych, historycznych i naukowych.

– Mecenat KGHM-u jest dla nas niesłychanie ważny z dwóch powodów: po pierwsze, stanowi materialne wsparcie i pomoc finansową dla wzbogacania kolekcji zamkowej. Ambicją Zamku jest stworzenie kolekcji ważnej w skali międzynarodowej, nie tylko sztuki polskiej, lecz także europejskiej XVII i XVIII stulecia. Drugi powód jest bardziej ezoteryczny, dzięki mecenatowi możemy się czuć pewniej przy organizacji wystaw. To jest zaplecze finansowe, a każda wystawa – zwłaszcza jubilerska – dużo kosztuje. To zarówno ubezpieczenie, jak i transport czy zabezpieczenie samej ekspozycji. Bez mecenatu KGHM byłoby to niezwykle trudne, a nawet w niektórych przypadkach wręcz zupełnie niemożliwe – mówi profesor Wojciech Fałkowski, dyrektor Zamku Królewskiego w Warszawie.

Mecenat KGHM nad Zamkiem Królewskim w Warszawie inauguruje specjalna wystawa „Rządzić i olśniewać. Klejnoty i jubilerstwo w Polsce w XVI i XVII”. To pierwsza w historii polskiego muzealnictwa ekspozycja niemal 500 dzieł ze zbiorów rodzimych i zagranicznych, dokumentujących najwyższy kunszt jubilerski.

– Przede wszystkim są to klejnoty, ale również obrazy prezentujące dzieła jubilerstwa, sposób, w jaki noszono klejnoty, biżuterię czy to, jak była ona komponowana ze strojem w epoce XVI i XVII wieku. Będą również wzory graficzne, które dawniej wykorzystywali jubilerzy do tworzenia klejnotów, oraz kilka zaskakujących obiektów, np. klejnoty w formie trumienek – mówi Danuta Szewczyk-Prokurat, kurator wystawy.

Szansa na nowe leki dla pacjentów z nowotworami krwi. Mogą pojawić się na liście refundacyjnej już w lipcu

Szansa na nowe leki dla pacjentów z nowotworami krwi. Mogą pojawić się na liście refundacyjnej już w lipcu 3

Polskie standardy leczenia nawrotowych i opornych postaci nowotworów krwi wciąż znacznie odbiegają od tych europejskich. Toczące się w resorcie zdrowia negocjacje dają jednak nadzieję na szybkie wprowadzenie nowoczesnych leków, refundowanych już w większości państw europejskich. Od lipca dostęp do dwóch przełomowych terapii mogą otrzymać pacjenci ze szpiczakiem plazmocytowym. Lekarze mają też nadzieję, że w tym samym czasie na listę refundacyjną trafi innowacyjny lek dla chorych na ostrą białaczkę limfoblastyczną. 

Hematoonkologia to jedna z dziedzin medycyny, w której dokonuje się najszybszy postęp w zakresie diagnostyki i terapii. Nowoczesne leki i procedury medyczne pozwalają nie tylko znacznie przedłużyć życie pacjentów, sprawiając, że nowotwór staje się chorobą przewlekłą, lecz także doprowadzić do całkowitego wyleczenia. Polscy pacjenci mają jednak znacznie mniejsze szanse na przeżycie 5 lat z chorobą nowotworową w porównaniu z mieszkańcami innych państw europejskich. Dzieje się tak ze względu na wciąż ograniczoną dostępność do farmakoterapii onkologicznej. W szczególnie trudnej sytuacji znajdują się pacjenci z ostrą białaczką limfobastyczną, jednym z najbardziej agresywnych nowotworów.

– Ona się rozwija bardzo szybko i bez odpowiedniego leczenia doprowadza do śmierci w ciągu 2–3 miesięcy. Mówimy w większości o pacjentach młodych bądź o dzieciach, bądź o chorych w wieku 20, 30, 40 lat. Musimy zrobić wszystko, żeby doprowadzić do wyleczenia, bo z tą chorobą żyć się nie da – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Sebastian Giebel, Centrum Onkologii w Gliwicach.

Leczenie w pierwszej linii prowadzone jest w Polsce zgodnie z najlepszymi standardami europejskimi, problem dotyczy natomiast pacjentów z opornymi i nawrotowymi postaciami choroby. Szansa na wyleczenie tej grupy chorych wynosi mniej niż 10 proc. Na świecie od kilku lat dostępne są terapie dla tych pacjentów znacznie poprawiające niekorzystne rokowania, w Polsce jednak żadna z nich nie podlega refundacji. Lekarze mają nadzieję na wprowadzenie na listy refundacyjne nowych leków z zakresu immunoterapii celowanej. Jednym z nich jest blinatumomab, czyli przeciwciało bispecyficzne, pobudzające do pracy układ odpornościowy pacjenta.

Innym nowotworem krwi, w którym postęp medycyny również oferuje wachlarz innowacyjnych leków, jest szpiczak plazmocytowy. Jeszcze 20 lat temu mediana przeżyć wynosiła maksymalne 4 lata, obecnie zaś nawet 7 lat. Od 2013 roku w Europie i USA zatwierdzonych zostało sześć nowych leków o potwierdzonej skuteczności w leczeniu nawrotowego szpiczaka plazmocytowego, a więc pomalidomid, panobinostat, karfilzomib, daratumumab, elotuzumab oraz iksazomib. W 2018 roku polski resort zdrowia wprowadził na listy refundacyjne pomalidomid, nie rozwiązało to jednak problemów pacjentów ze szpiczakiem. Obecnie najpilniejsze potrzeby to daratumumab i karfilzonib. Każdy z nich to ratunek dla innej grupy pacjentów.

– Szpiczak jest chorobą, którą leczymy wyłącznie farmakologicznie. Jesteśmy uzależnieni od nowych leków, które muszą wejść na listę refundacyjną. Jesteśmy wdzięczni ministerstwu za zeszły rok, kiedy dostaliśmy nowej generacji lek immunomodulujący pomalidomid, natomiast nie załatwia to naszych problemów. Szpiczak charakteryzuje się bardzo dużą różnorodnością i lekarz musi mieć dostęp do róźnych leków – mówi Beata Białkowska-Cybula z Fundacji Carita im. Wiesławy Adamiec.

Zdaniem ekspertów w schematach leczenia powinien się znaleźć karfilzomib, czyli nowej generacji inhibitor proteasomu. Może być stosowany u pacjentów, którzy nie odpowiedzieli na terapię innymi dostępnymi środkami. Jego zadaniem jest przygotowanie pacjenta do przeszczepu, dzięki czemu można wprowadzić nowotwór w stan remisji, nawet do 4 lat. U pacjentów ze szpiczakiem plazmocytowym autologiczna transplantacja szpiku nadal jest bowiem optymalną opcją terapeutyczną. W Polsce przeprowadza się ją u ok. 30 proc. chorych.

– Wydaje się, że dojrzewamy do zakończenia tych negocjacji. Tu mówię o wszystkim, czyli my jako środowisko zdeterminowane, żeby była większa dostępność do leków, pacjenci oczekujący na leki i również decydent, który ma dwa leki w bardzo zaawansowanych procedurach refundacyjnych. Odnoszę wrażenie, że decyzje dotyczące daratumumabu i karfilzomibu zostaną podjęte i naprawdę szczerzę liczę, że od lipca pojawią się na listach refundacyjnych – mówi prof. Krzysztof Giannopoulos, kierownik Zakładu Hematoonkologii Doświadczalnej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Negocjacjom podlega schemat leczenia obejmujący daratumumab, bortezomib i deksametazon. Będzie on stosowany u szerokiej grupy pacjentów niezależnie od kwalifikacji do przeszczepienia. Karfilzomib ma być stosowany u chorych z opornością na bortezomib w schemacie trójlekowym, w połączeniu z lenalidomidem i deksametazonem. Badania kliniczne pokazały, że wprowadzenie takiego schematu leczenia znacznie wydłuża nie tylko czas przeżycia wolny od progresji choroby, lecz także całkowitego przeżycia. Eksperci podkreślają, że terapia ta obejmuje ograniczoną liczbę cykli, co jest istotne z ekonomicznego punktu widzenia.

– Nie jest to leczenie do progresji, które zawsze jest ogromnym wyzwaniem finansowym dla płatnika i również dotyczy chorych opornych na leczenie i kwalifikujących się do przeszczepienia. Ujmując to w liczby, 30 proc. pacjentów jest przeszczepianych, a oporność na leczenie, na bortezomib, ma tylko 10 proc., więc mówimy o niewielkich grupach pacjentów, dla których nie ma innej opcji terapeutycznej – mówi prof. Krzysztof Giannopoulos,

Od przyszłego roku nowe unijne przepisy na rynku dronów. Wprowadzą m.in. obowiązek certyfikacji i rejestracji

Od przyszłego roku nowe unijne przepisy na rynku dronów. Wprowadzą m.in. obowiązek certyfikacji i rejestracji 4

W pierwszej połowie przyszłego roku prawdopodobnie wejdą w życie unijne przepisy, które kompleksowo uregulują rynek dronów i ujednolicą zasady we wszystkich krajach członkowskich Unii Europejskiej – zapowiada Piotr Samson, prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Jedną z głównych zmian, które wprowadzi unijna reforma, będzie obowiązek certyfikacji i rejestracji operatorów dronów. Co istotne, Polska, która uczestniczy w pracach nad nowymi regulacjami, już teraz jest liderem legislacji dronowej w UE.

Komisja Europejska przewiduje, że do 2035 roku europejski sektor dronów będzie bezpośrednio zatrudniał ponad 100 tys. osób oraz miał oddziaływanie ekonomiczne rzędu ponad 10 mld euro rocznie, głównie w usługach. W ciągu najbliższych 20 lat unijny ruch powietrzny ma się zwiększyć o połowę, stąd potrzebne są kompleksowe przepisy regulujące rynek dronów.

Pracujemy nad regulacjami, które będą dostosowywać nasze przepisy do tworzącego się prawa unijnego. Aktywnie uczestniczymy też w pisaniu tych przepisów unijnych, które wejdą w życie prawdopodobnie w pierwszej połowie przyszłego roku. Będą dotyczyć głównie kwestii rejestracji dronów, samych statków powietrznych, ich właścicieli oraz certyfikacji, tzn. dopuszczania ich do lotów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Samson, prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego.

Podstawą dla unijnej reformy jest tzw. rozporządzenie bazowe, które weszło w życie we wrześniu ubiegłego roku, określające m.in. zasady odbywania lotów i certyfikacji dronów. Dokument ma charakter ramowy – trwają prace nad dwoma innymi rozporządzeniami (wykonawczym i delegowanym), które będą szczegółowo precyzować nowe przepisy. Jak podaje ULC, te będą mieć charakter przełomowy dla rynku bezzałogowych statków powietrznych, ponieważ po raz pierwszy ten obszar zostanie uregulowany na poziomie ponadnarodowym. Innymi słowy, ujednolici zasady wykorzystywania dronów we wszystkich krajach członkowskich UE.

Jedną z głównych zmian, które wprowadzi unijna reforma, będzie obowiązek rejestracji operatorów dronów. Obejmie on pilotów wykonujących loty bezzałogowymi statkami powietrznych o masie większej niż 250 g (każdemu operatorowi nadany zostanie unikalny numer rejestracyjny). Rejestracja będzie prowadzona w systemie elektronicznym, a zawarte w nim informacje – dostępne m.in. dla nadzoru lotniczego czy policji.

Jeśli chodzi o przygotowanie rejestru dronów, przede wszystkim potrzebujemy systemu informatycznego i prace nad nim są już bardzo zaawansowane. Staramy się, żeby był to jeden, zunifikowany system do kompleksowego zarządzania ruchem lotniczym dronów – mówi Piotr Samson.

Drugą ważną zmianą w unijnych przepisach będzie obowiązek certyfikacji dronów. Tej ma służyć utworzony w ubiegłym roku przez ULC Centralnoeuropejski Demonstrator Dronów, który umiejscowiony na Górnym Śląsku.

– Nasza idea jest taka, aby testy wymagane przy certyfikacji były wykonywane na Górnym Śląsku. Jesteśmy już bardzo blisko określenia fizycznej lokalizacji na Śląsku, gdzie zamontujemy wszystkie możliwe systemy do zarządzania ruchem lotniczym dronów tak, aby można było przeprowadzać testy. Prawdopodobnie na którymś z lotnisk w obrębie Górnego Śląska będziemy testować m.in. systemy do zabezpieczania przed wtargnięciem dronów czy unieszkodliwienia drona – mówi Piotr Samson.

Prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego podkreśla, że Polska już w tej chwili jest liderem legislacji dronowej w UE. To efekt wprowadzenia w styczniu tego roku przepisów, które między innymi określają zasady lotów dronów poza zasięgiem wzroku (BVLOS), dopuszczają loty automatyczne, zdecydowanie upraszczają zasady ich użytkowania i definiują granice pomiędzy lataniem hobbystycznym a komercyjnym. Zgodnie ze styczniową regulacją loty BVLOS są dopuszczone po poinformowaniu PAŻP (za pośrednictwem systemu teleinformatycznego) o zamiarze lotu co najmniej siedem dni przed jego wykonaniem, podczas gdy wcześniej wiązało się to z szeregiem formalności i trwało nawet kilka miesięcy.

Te regulacje wprowadzone 31 stycznia w dużej mierze wyprzedzają to, co dzieje się w innych krajach Unii Europejskiej, i ułatwiają wykonywanie tych lotów. Jesteśmy pod tym względem postrzegani jako liderzy – mówi Piotr Samson.

Z raportu opracowanego przez Polski Instytut Ekonomiczny we współpracy z Ministerstwem Infrastruktury wynika, że w polskiej przestrzeni powietrznej znajduje się w tej chwili około 100 tys. dronów, a wartość rynku wynosi ok. 150 mln zł. Już w tym roku przekroczy ona 190 mln zł, a do 2026 roku będzie rosła w tempie ok. 47 proc. Prognozowana wartość rynku (bez uwzględnienia dronów militarnych) w latach 2017–2026 to blisko 3,3 mld zł, co jest odpowiednikiem sześciokrotnych rocznych wydatków sektora rządowego na działalność B+R.

Koszt wychowania dzieci wzrósł o 10–20 tys. zł w porównaniu z ubiegłym rokiem. Na dzieci przeznaczanych jest od 15 do 30 proc. domowego budżetu

Koszt wychowania dzieci wzrósł o 10–20 tys. zł w porównaniu z ubiegłym rokiem. Na dzieci przeznaczanych jest od 15 do 30 proc. domowego budżetu 5

Opieka nad jednym dzieckiem do osiągnięcia przez nie pełnoletności kosztuje tyle, ile niewielkie mieszkanie w mieście średniej wielkości – wynika z raportu Centrum im. Adama Smitha i panelu badawczego Ariadna. Za wychowanie dwójki pociech trzeba zapłacić równowartość nowego mieszkania w Warszawie. Mimo to ogromna większość rodziców, już zdając sobie sprawę z tego wysiłku finansowego, ponownie zdecydowałaby się na posiadanie potomstwa.

W ósmym badaniu Centrum im. Adama Smitha okazało się, że koszty wychowania jednego dziecka do lat 18 w 2019 roku wynoszą między 200 a 225 tys. zł, natomiast dwójki dzieci już między 370 a 400 tys. zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Sadowski, prezes Centrum im. Adama Smitha.

Jeszcze w ubiegłorocznym badaniu kwoty te były o 10–20 tys. zł niższe. Dla rodziny z jednym dzieckiem kształtowały się w przedziale 190–210 tys. zł, zaś dla modelu dwa plus dwa – 350–385 tys. zł.

– Wzrost kosztów wychowania dziecka wynika też z ogólnego wzrostu kosztów życia w naszym kraju. Między 2015 a 2018 rokiem wzrosły one o około 61 proc. – podkreśla Andrzej Sadowski.

Generalnie na potrzeby najmłodszych gospodarstwa domowe przeznaczają od 15 do nawet 30 proc. swoich budżetów.

Rząd wprawdzie oferuje edukację jako rzekomo nieodpłatny serwis, ale rodzice z tytułu rzeczywistego wykształcenia swoich dzieci w szkołach podstawowych i średnich ponoszą dodatkowe koszty – tłumaczy Andrzej Sadowski. – Tak samo opieka medyczna – kiedy rodzice potrzebują skorzystać z lekarza, to udają się z dzieckiem do prywatnego gabinetu i płacą za to, co wcześniej mieli zaoferowane w serwisie państwowym.

Z badania wynika także, że tytułem podatku VAT od wszelkich produktów potrzebnych w procesie wychowania dzieci rodzice wpłacają do budżetu państwa rocznie 10,5 mld zł, czyli połowę tego, co rząd wypłacił w ubiegłym roku tytułem programu Rodzina 500+. W przypadku rodziny z dwójką dzieci, czyli takiej, która do tej pory otrzymywała pieniądze na jedno dziecko, a wydatki musiała pokryć w przypadku obydwojga, całość świadczenia pochłaniał VAT na artykuły dla dzieci. Ekonomiści przypominają przy okazji, że są kraje, w których VAT na produkty dziecięce wynosi 0 (np. Wielka Brytania) lub jest bardzo niski (np. w Luksemburgu to 3 proc.).

– Także koszty telekomunikacyjne stają się stałym elementem w życiu każdego dziecka. Przysłowiowa wyprawka w wysokości 300 zł de facto pokrywa koszty najtańszego abonamentu dla dziecka – podaje przykład kolejnego wydatku prezes think tanku.

Z badania rodziców wynikło także, że choć 54 proc. pytanych uważa, że zaspokoiło potrzeby swoich pociech należycie, to 29 proc. ma świadomość, że mimo starań nie udało im się tego dokonać. 17 proc. nie ma w tej kwestii pewności. Mimo to zdecydowana większość badanych rodziców jest zdania, że koszty są warte ponoszenia. Na pytanie, czy będąc świadomi trudów, ponownie zdecydowaliby się na dzieci, 86 proc. odpowiedziało twierdząco, przy czym aż 61 proc. udzieliło odpowiedzi „zdecydowanie tak”. Jedynie 7 proc. udzieliło przeciwnej odpowiedzi, a tylko 3 proc. zaprzeczyło w sposób kategoryczny.

Badania wskazały rzecz paradoksalną, bo z jednej strony osoby mające dzieci jasno mówią, że to są bardzo wysokie koszty i często trudno było im podołać tym wydatkom związanym z dziećmi – komentuje dr Tomasz Baran z Ogólnopolskiego Panelu Badawczego Ariadna i Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. – Jednocześnie zapytani, czy ponownie zdecydowaliby się na dzieci, gdyby cofnęli się w czasie ze świadomością tych kosztów, które mają ponieść, w zasadzie wszyscy mówią, że jak najbardziej ponownie podjęliby taką decyzję.

Infrastruktura smart city wspierana sztuczną inteligencją zmodernizuje wielkie aglomeracje. Systemy inteligentne w miastach rozładują korki, obniżą rachunki i zredukują smog

Infrastruktura smart city wspierana sztuczną inteligencją zmodernizuje wielkie aglomeracje. Systemy inteligentne w miastach rozładują korki, obniżą rachunki i zredukują smog 6

Powstają pierwsze zintegrowane systemy obsługi i kontroli rozwiązań z zakresu internetu rzeczy dla inteligentnych miast. Dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji i algorytmów do przetwarzania danych big data powstają rozwiązania infrastrukturalne zdolne do wprowadzenia zautomatyzowanej obsługi systemów miejskich. Platformy SI pozwolą wprowadzić na ulice autonomiczne samochody, prześledzą poziom zanieczyszczenia powietrza i ułatwią zarządzanie miejskim systemem oświetlenia.

Wraz z pojawieniem się pierwszych rozwiązań z zakresu smart city pojawiło się zapotrzebowanie na zintegrowane inteligentne platformy informatyczne, które umożliwiłyby zautomatyzowanie obsługi systemów miejskich. Jednym z pierwszych rozwiązań tego typu na polskim rynku jest projekt CityLab we Wrocławiu. Ma on stworzyć zaplecze intelektualne do testowania autorskich systemów inteligentnych, funkcjonujących w przestrzeni publicznej. Nadrzędnym celem tego przedsięwzięcia będzie opracowanie usług, które poprawią jakość życia mieszkańców Wrocławia przy wykorzystaniu technologii z zakresu smart city.

Prace zespołów badawczych funkcjonujących w ramach CityLab skupią się na kluczowych wyzwaniach, jakie stoją przed włodarzami Wrocławia. Powstanie m.in. system monitoringu jakości powietrza współpracujący z aplikacją mobilną, system zarządzania miejscami parkingowymi czy sieć słupów oświetleniowych wyposażonych w czujniki inteligentne.

Przykładów wdrożeń inteligentnych systemów w europejskich miastach jest znacznie więcej.

– W czeskiej Pradze mamy prawie 100 instalacji inteligentnych, które zarządzają oświetleniem, pomiarem zanieczyszczenia w mieście, przepływem ruchu czy danymi przesyłanymi do mieszkańców. Innym przykładem jest Berlin, gdzie zrobiliśmy retrofit starych lamp i dzięki temu zaoszczędzono 30 proc. energii, a także nawiązano kontakt z mieszkańcami poprzez informacje udostępniane przez Wi-Fi – opowiada agencji informacyjnej Newseria Innowacje Joanna Lewandowska partner ds. rozwoju ICE-Gateway.

W słowackim projekcie Galanta Smart City, ICE-Gateway przygotowało z kolei sieć 24 inteligentnych lamp LED, które mogą być sterowane zdalnie za pośrednictwem spersonalizowanego oprogramowania. Mierzą także natężenie ruchu na ulicach, automatycznie przystosowując tryb swojej pracy do bieżących potrzeb mieszkańców. Sprawdzają się również w roli systemu monitoringu jakości powietrza, który dostarcza kluczowe informacje o zanieczyszczeniu, a zintegrowane kamery bezpieczeństwa sprawdzają się w roli miejskiego systemu monitoringu.

– Jest to unikatowa, łatwo integrowalna infrastruktura, która zarządza praktycznie wszystkimi elementami, składającymi się na prawdziwe smart city. Zaletą jest łatwa integrowalność tej platformy, możliwość dokładania poszczególnych funkcji i rozwiązań w trakcie trwania projektu, skalowalność adresowana w zależności od potrzeb danego miasta, większego lub mniejszego. Platforma szyfruje przesyłane dane, które są bardzo bezpieczne. Do tego dochodzi możliwość dokoptowania do infrastruktury już istniejącej lub budowania jej od nowa – twierdzi ekspertka.

Swój wkład w rozwój idei smart city ma także firma Qualcomm Technologies, która pracuje nad platformą do kompleksowej obsługi inteligentnych miast. Qualcomm Smart Cities Accelerator Program będzie czymś w rodzaju cyfrowego sklepu dla urzędników opracowujących strukturę miejskich systemów informatycznych. Ułatwi zintegrowanie rozwiązań inteligentnych od różnych producentów: dostawców chmur obliczeniowych, producentów sprzętu czy programistów odpowiedzialnych za tworzenie aplikacji sterujących.

– Celem wdrożenia łatwo integrowalnych systemów smart city jest przede wszystkim ułatwienie życia. Przykładem może być informacja i zarządzanie ruchem miejskim, które spowoduje, że korki mogą być mniejsze lub mieszkańcy mogą podejmować decyzje, w jaki sposób się poruszają. Oszczędność energetyczna poprzez zarządzanie oświetleniem w sposób inteligentny. Wprowadzenie rozwiązań dotyczących bezpieczeństwa inteligentnego, czyli monitoring i komunikacja do mieszkańców. Oczywiście także pomiary zanieczyszczenia powietrza – wymienia Joanna Lewandowska.

Według analityków z firmy Verified Market Research, wartość globalnego rynku rozwiązań z zakresu infrastruktury inteligentnych miast w 2018 roku wyniosła 554 mld dol. Przewiduje się, że do 2026 roku wzrośnie ona do 1,93 bln dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie blisko 6,5 proc.

Polacy eksperymentują z ekologicznymi silnikami rakietowymi. Niedługo możemy być liderami w dziedzinie napędów kosmicznych

Polacy eksperymentują z ekologicznymi silnikami rakietowymi. Niedługo możemy być liderami w dziedzinie napędów kosmicznych 7

Polscy naukowcy pełnią rolę liderów w badaniach nad ekologicznymi napędami rakietowymi, które przyczynią się do ograniczenia emisji szkodliwych substancji do atmosfery w trakcie startu rakiety. Silniki napędzane paliwem płynnym zastępują konstrukcje z toksycznymi substancjami. Na świecie opracowywane są z kolei pojazdy kosmiczne, które byłyby zdolne do wytwarzania energii samodzielnie, umożliwiając jeszcze dalszą eksplorację kosmosu.

– Jesteśmy jednym z liderów w rozwoju ekologicznych napędów rakietowych wykorzystujących substancje napędowe, które nie są groźne dla środowiska i dla obsługi rakiet. Dotychczasowe napędy wykorzystywały czterotlenek azotu czy hydrazyny, które są toksyczne i niebezpieczne dla człowieka. Rozwijamy cały szereg silników rakietowych, które są wykorzystywane na razie w rakietach badawczych, ale mogą być z powodzeniem wykorzystywane w rakietach kosmicznych i powinny zastąpić te nieekologiczne napędy, które są dzisiaj wykorzystywane w wielu rakietach na świecie – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje prof. dr hab. inż. Piotr Wolański z Instytutu Lotnictwa w Warszawie.

Na rynku pojawiają się nowe technologie, które umożliwią wyniesienie ładunków w przestrzeń przy wykorzystaniu ekologicznych silników rakietowych. Przemysł kosmiczny od kilkudziesięciu lat bazuje na hydrazynowych silnikach rakietowych, które zapewniają wysoką wydajność, ale charakteryzują się dużą szkodliwością dla środowiska.

Nad jednym z nowych rozwiązań pracuje gdyńska firma Space Forest. Jej prototypowe silniki hybrydowe w roli źródła energii wykorzystują mieszankę podtlenku azotu oraz parafiny stałej. Dzięki temu w procesie spalania powstaje głównie woda, wodór, tlenek i dwutlenek węgla, a do atmosfery nie są wprowadzane żadne związki chlorów szkodliwe dla środowiska. Pierwszy w pełni funkcjonalny silnik od Space Forest ma powstać do końca roku i będzie zdolny wynieść ładunek na wysokość przeszło 100 km.

Instytut Lotnictwa w swoim Centrum Technologii Kosmicznych opracował z kolei rakietę ILR-33 „Bursztyn” z pierwszym na świecie silnikiem rakietowym, który w roli utleniacza wykorzystuje nadtlenek wodoru w 98-procentowym stężeniu. Za paliwo służy zaś polietylen, który może być pozyskiwany w procesie przetwarzania odpadów komunalnych.

– Zielone napędy, które opracowaliśmy w Instytucie Lotnictwa, wykorzystują 98-procentowy nadtlenek wodoru, który w czasie rozkładu wydziela parę wodną tlen i ciepło. To bardzo ekologiczna substancja. Mam nadzieję, że „Bursztyn” w tym roku przekroczy umowną granicę kosmosu, czyli poleci na wysokość ponad 100 km. Rozwijamy również małe silniki, które będą mogły być wykorzystywane w ostatnich stopniach małych rakiet kosmicznych czy do zmiany orbity sztucznych satelitów Ziemi – zapowiada ekspert.

Z kolei dr Philip Metzger z University of Central Florida zaproponował stworzenie pojazdu kosmicznego, który byłby w stanie sam wytwarzać paliwo rakietowe. We współpracy z firmą Honeybee Robotics opracował model statku World Is Not Enough, zaprojektowany z myślą o wykorzystaniu w branży górnictwa kosmicznego. WINE ma pobierać wodę z asteroid i wytwarzać parę, która umożliwi mu lot do kolejnych obiektów kosmicznych. Pierwsze prototypowe silniki parowe mają powstać w porozumieniu z Embry-Riddle Aeronautical University, a do przetworzenia wody na paliwo rakietowe wykorzystają panele słoneczne. Dzięki zastosowaniu takiego systemu w teorii będą miały nieograniczony zasięg oraz czas działania.

Z napędami spalającymi ciekły materiał pędny eksperymentuje także zespół AGH Space Systems, który opracował rakietę Turbulencja. Jej silnik w roli utleniacza wykorzystuje podtlenek azotu, który zapewnia wysoką efektywność układu napędowego oraz zwiększa bezpieczeństwo eksploatacji. Nad zbliżonym projektem pracują także członkowie Koła Naukowego Napędów MELprop Wydziału Mechanicznego Energetyki i Lotnictwa przy Politechnice Warszawskiej. Ich rakieta również wykorzystuje podtlenek azotu w roli utleniacza.

– Dzięki tym technologiom Polska w niedalekiej przyszłości będzie mogła zbudować rakietę, która będzie zdolna do wynoszenia małych sztucznych satelitów Ziemi. A jest w tej chwili bardzo duże nastawienie na budowę coraz większych konstelacji małych satelitów. I w tym aspekcie myślę, że moglibyśmy dołączyć do tej grupy, która ma takie środki wynoszenia już w świecie – twierdzi prof. Wolański.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku silników rakietowych w 2018 roku przekroczyła 4,2 mld dol. Przewiduje się, że do 2023 roku wzrośnie ona do ponad 6,3 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 8,5 proc.

O branży podroży służbowych na konferencji CORPORATE LODGING FORUM

Dzięki najnowszym technologiom umożliwiającym gromadzenie wartościowych danych i odpowiednie ich analizowanie, dostawcy usług branży turystycznej mogą zapewnić nie tylko prostszy proces nabywania usług, począwszy od etapu poszukiwania preferowanego hotelu w najlepszej cenie, poprzez dostosowanie podróży do zmieniających się warunków, ocenę satysfakcji, płatność i rozliczenie, aż po poprawę jakościową samego doświadczenia jakim jest podróż biznesowa.

Transformacja cyfrowa ma ogromny wpływ na branżę podróży służbowych, dlatego była jednym z głównych tematów konferencji Corporate Lodging Forum, która odbyła się w dniu 23 maja 2019 r. w Warszawie, w hotelu Renaissance Warsaw Airport Hotel. Corporate Lodging Forum to unikalna platforma do wymiany opinii i poglądów, debaty na temat podróży służbowych i organizacji wyjazdów grupowych i konferencji. Wydarzenie to jest dedykowane osobom odpowiedzialnym za organizację podróży służbowych w dużych firmach z Polski, Czech, Węgier, Rumunii, Rosji i całej Europy Środkowo-Wschodniej. Oprócz przedstawicieli firm w tym roku obecni byli także reprezentanci branży hotelowej, którzy coraz chętniej angażują się w poważną dyskusję z biznesem. Konferencja odbyła się w Warszawie już po raz czwarty.

ZDJĘCIA: „Corporate Lodging Forum, Warszawa. Fot. AKPA”

Jedno z ciekawszych wystąpień było poświęcone tematyce machine learning oraz sztucznej Inteligencji. Jacek Bisiński, ekspert w zakresie analizy danych w Google Poland, wyjaśnił jak wykorzystanie algorytmów, machine learning i big data prowadzi do tworzenia rozwiązań, które osiągają podobne wyniki do pracy ludzkiego mózgu. „Zbieranie danych w branży hotelowej jest bardzo ważne, głównym powodem jest dobieranie odpowiednich produktów czy usług dla użytkowników. W ten sposób jesteśmy w stanie oferować spersonalizowane wyniki, ograniczone tylko do tych, które faktycznie mogą zainteresować użytkownika”, mówił Jacek Bisiński podczas wykładu „Dane to potęga”.

Poza ogromnym wpływem rozwoju technologii na branżę podróży służbowych, bardzo istotna jest też komunikacja wewnętrzna w firmach, dlatego tematem przewodnim tegorocznej konferencji jest „Connect” – „połączenie” zarówno w sensie integracji narzędzi, nawiązania i budowania relacji między dostawcami usług a firmami, między hotelarzami i reprezentantami biznesu, jak i komunikacji wewnątrz firmy.

W celu sprawnego zarządzania podróżami służbowymi w firmach, kluczowe jest zaangażowanie odpowiednich działów – nie tylko działu zakupów. Osoba organizująca podróże znajduje się w centrum, pomiędzy różnymi interesariuszami, a jej rola polega na zestawieniu realiów (szczegółowych danych dotyczących podróży, kosztów, standardu, lokalizacji) z założeniami firmy (limity cenowe, preferowane lokalizacje, negocjowane ceny) i potrzebami pracowników (blisko, wygodnie, elastycznie) – dlatego bardzo ważne jest też zaangażowanie działu finansów, IT, HR, Bezpieczeństwa i komunikacji. O tym jak współpracować i dobrze zrozumieć oczekiwania poszczególne grupy interesariuszy w firmie dyskutowano podczas panelu poświęconemu optymalizacji kosztów dzięki odpowiedniej komunikacji w firmie.  Jak podkreślał Łukasz Ostrowski, Head of Global Mobility Purchasing, BSH Sprzęt Gospodarstwa Domowego Sp. z o.o, z punktu widzenia działu zakupów skuteczne zarządzanie wydatkami na podróże jest możliwe pod warunkiem bardzo bliskiej współpraca wielu działów wewnątrz firmy oraz przy wykorzystaniu odpowiednich kanałów komunikacji. Finalnie, osoba zarządzająca podróżami musi skonstruować wewnętrzną politykę podróży, a jest to często duże wyzwanie logistyczne, ponieważ musi ona jednocześnie opierać się na danych, zaspokajać potrzeby pracowników i spełniać założenia firmy.

Rezerwacje usług związanych z podróżami dokonywane za pośrednictwem internetu to już standard. Jednak warto pamiętać, że podróżujący pracownik nie jest stanie przeznaczyć na poszukiwania oferty spełniającej jego oczekiwania i będącej zgodnej z firmowymi wytycznymi w zakresie podróży, zbyt dużo czasu. W takiej sytuacji, jedynie technologia może pomóc zapewnić spersonalizowaną, zgodną z oczekiwaniami ofertę. Im więcej wiemy o podróżnych i ich zwyczajach, tym lepiej będziemy w stanie sprostać ich wymaganiom i wyeliminować wszelkie uciążliwości związane z planowaniem podróży.

Jakie będą główne oczekiwania, potrzeby osób podróżujących w przyszłości, w szczególności pokolenia millenialsów? Prostota, automatyzacja i szybkość obsługi procesów, z wykorzystaniem urządzeń mobilnych i nowych rozwiązań technologicznych. Podróżni cenią sobie nowoczesność i bezproblemowość w nabywaniu usług turystycznych. Nie chcą tracić czasu na długie poszukiwania, są często nawet chętni, aby system sam dopasował im hotel, zarezerwował pobyt i tylko wysłal potwierdzenie. Do tego potrzebna jest automatyzacja całego procesu podróży, która jest możliwa dzięki wykorzystaniu technologii API i integracji dostawców różnorodnych usług – transportu naziemnego (taksówki, pociągi), zakwaterowania, transportu lotniczego czy dodatkowych usług jak np. przewodnik wycieczki.

W celu spełnienia oczekiwań osób podróżujących, potrzebne są zintegrowane rozwiązania oparte na Sztucznej Inteligencji – np. towarzysz podróży (travel companion). Taki idealny towarzysz podróży rozumie cele danej podróży – wie nie tylko, z jakiego punktu A wyruszam i gdzie znajduje się docelowy punkt B, ale także zna terminy moich spotkań i wie z kim planujemy się spotkać. Oczywiście, aby taki towarzysz podróży był prawdziwą asystą, należy udostępnić mu odpowiednie dane. Dzięki temu, w przypadku wszelkich niespodziewanych utrudnień w podróży – np. opóźniony lot czy przedłużone spotkanie, będzie w stanie przedstawić alternatywy w moim harmonogramie podróży. Ostatecznie podróże będą przebiegały sprawniej i będą zgodne z polityką podróży w firmie, np. towarzysz podróży wiedząc o opóźnionym locie wybierze dla podróżującego pracownika odpowiedni hotel przy lotnisku, z uwzględnieniem prawidłowych stawek hotelowych i dodatkowo odwoła rezerwację na samochód, co pozwoli uniknąć dodatkowych kosztów.

Temat podróży służbowych jest bardzo złożony. Niektóre firmy biorą cały ciężar operacyjny w tym zakresie na własne barki, inne decydują się oddać część lub całość procesów na zewnątrz. Często spotkanie i wymiana doświadczeń pozwala firmom zrewidować własne standardy i procedury, daje inspiracje i otwiera perspektywę zmian i ulepszeń. Dlatego warto się spotykać, rozmawiać i dowiedzieć się, jak z tymi wyzwaniami radzą sobie inne firmy w naszym regionie.

Cykl konferencji Corporate Lodging Forum w 2019 roku odbywa się w 14 miastach na całym świecie: od Chicago, przez São Paulo, sześć największych miast Europejskich, po Shanghai, Tokio, New Delhi i Sydney. Konferencja umożliwia międzynarodowym i lokalnym firmom lepsze zrozumienie różnorodnych wyzwań związanych z podróżami służbowymi na każdym z rynków, dzięki czemu globalni nabywcy zapewnią swoim lokalnym zespołom dostęp do bogactwa treści i wyjątkowej platformy wymiany informacji.

W trakcie konferencji, licznie zgromadzeni goście wymieniali doświadczenia podczas sesji networkingowych, a także mieli okazję do zapoznania się z ofertą HRS bezpośrednio od przedstawicieli HRS Group.

Moderatorem konferencji był Tomasz Gorzycki – Dyrektor Zarządzający na Europę Wschodnią i Kraje Nordyckie, HRS”.

Konferencja Corporate Lodging Forum została zorganizowana we współpracy z firmą Amadeus Polska, stowarzyszeniem PSML, firmą Arval, Liniami Lotniczymi Qatar Airways oraz pod patronatem medialnym magazynu Hotelarz.

Na zakończenie ogłoszona została data kolejnej konferencji z cyklu Corporate Lodging Forum, która odbędzie się 28 maja 2020 r. w Warszawie.

Więcej informacji na temat konferencji, można znaleźć na stronie https://www.corporate-travel-forum.com/pl/poland

Innowacje-Technologie-Maszyny – Targi ITM Industry Europe 4-7 czerwca 2019

Sztuczna inteligencja pomaga w prewencyjnym leczeniu padaczki niemowląt i dzieci

Transition Technologies (TT) w międzynarodowym projekcie EPISTOP było odpowiedzialne za gromadzenie i czyszczenie danych oraz wyliczenia. Obok analizy statystycznej, TT opracowało łączoną analizę danych z wielu źródeł. Mowa o danych klinicznych o pacjencie, wynikach badań EEG, rezonansu magnetycznego, a także danych genomicznych, transkryptomicznych, proteomicznych i molekularnych. Dla uzyskania jak najdokładniejszych wyników, w badaniu przeanalizowano 33 terabajty danych[2].

Zebrane w projekcie dane posłużyły do zbudowania klasyfikatora, który na bardzo wczesnym etapie życia pacjenta przewiduje wystąpienie napadów padaczkowych. Dzięki temu możliwe jest prognozowanie, u kogo należy wdrożyć leczenie. Na sukces projektu złożyły się doświadczenia ekspertów spółki zebrane we współpracy z klinicystami i badaczami.

Konrad Świrski,
Prof. Konrad Świrski, Prezes Transition Technologies S.A.

Nasi specjaliści zaprogramowali możliwość diagnozy prognostycznej, czyli wyprzedzenia choroby, stłamszenia zalążków możliwości wystąpienia ataku. Dostaliśmy dane bardzo wysokiej jakości, a także naukowe wsparcie z weryfikacją działań na każdym etapie prac. Cieszymy się, że mogliśmy wziąć udział w tym projekcie – mówi Konrad Świrski, prof., prezes zarządu Transition Technologies S.A.

Projekt EPISTOP stawiał uczestnikom nie lada wyzwanie, bo jego ostatecznym celem, w uproszczeniu, było zapobieganie atakom padaczki u najmłodszych – niemowląt i dzieci, które nie są jeszcze zdolne komunikować się w sprawie swojego zdrowia. Ilość danych do przepracowania była ogromna. W czasie przeznaczonym na realizację projektu byłoby to nieosiągalne do obliczenia dla zespołu lekarzy. Specjaliści wypracowali i podyktowali nam procesy, przekazali dane, które ubraliśmy w algorytmy zdolne do znacznie szybszego stawiania wniosków – mówi Konrad Wojdan, dr inż., dyrektor działu badań i rozwoju w Transition Technologies.

W powyższym projekcie stworzono model do badań przypadków ze stwardnieniem guzowatym[3]. TT prowadzi także działania w badaniu EPIMARKER, którego celem jest zastosowanie nowych metod rozpoznawania i leczenia padaczki oraz zaburzeń neurorozwojowych u dzieci w oparciu o model kliniczny i komórkowy padaczki zależnej od szlaku mTOR. To kolejny projekt informatyczny TT na rynku medycznym, realizowany we współpracy z naukowcami.

[1] Takich, które widać – zapis EEG wskazuje na stan nieświadomości

[2] = 1 000 000 000 000

[3] Chorobę tę cechuje powstawanie niezłośliwych guzów w mózgu, sercu i innych narządach. Około 80% pacjentów dotkniętych tym schorzeniem rozwija padaczkę w pierwszym roku życia. Sprawia to, iż możliwe jest obserwowanie procesu rozwoju choroby.

Nowi ministrowie: rodziny, pracy i polityki społecznej oraz edukacji

W ciągu najbliższych godzin lub dni poznamy nazwiska nowych ministrów: rodziny, pracy i polityki społecznej oraz edukacji. Nieoficjalnie mówi się, że nastąpi też zmiana na stanowiskach ministra finansów i energii. Zdaniem Konfederacji Lewiatan przed nowymi szefami resortów staną duże wyzwania.

Minister finansów

– W Polsce mamy do czynienia z trwale niskim poziomem inwestycji i mało optymistycznymi prognozami, co do możliwości odwrócenia tego trendu w najbliższych latach. Kulejące inwestycje mogą osłabiać tempo wzrostu gospodarczego w dłuższej perspektywie. Dlatego priorytetem rządu i nowego ministra finansów powinno być zwiększenie inwestycji. Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju (SOR), przyjęta przez rząd, zakłada wysoką dynamikę nakładów inwestycyjnych w gospodarce. Do 2025 roku udział inwestycji w PKB ma osiągnąć 25 proc. Niestety, w ostatnich latach spadał i obecnie wynosi tylko ok. 18 proc. Zwiększenie wydatków socjalnych, które zapowiada rząd, pomoże w przyspieszeniu konsumpcji, co w krótkiej perspektywie może stymulować wzrost gospodarczy, ale bez pobudzenia inwestycji i poprawy ich struktury jesteśmy narażeni na regres i osłabianie gospodarczej pozycji Polski. Słabnąca gospodarka oznacza obniżanie siły nabywczej wynagrodzeń, mniejsze środki na realizację polityk publicznych np. polityki społecznej, ochronę środowiska, rozwój infrastruktury, ochronę zdrowia, czyli spadek poziomu dobrobytu – mówi Grzegorz Baczewski, dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan.

– Przed nowym ministrem finansów stoi wyzwanie. Niedopuszczenie do powiększenia deficytu finansów publicznych. Powinien twardo bronić i stać na straży budżetu. Hamować zapędy do wybujałych wydatków o charakterze konsumpcyjnym. Tym bardziej, że wiele pokus pojawi się jesienią, w okresie przedwyborczym. Wydatki zaś powinny w jak największym stopniu mieć charakter prorozwojowy i służyć pobudzeniu inwestycji przedsiębiorstw (zwłaszcza mniejszych). Przyspieszenie inwestycji pomoże generować w przyszłości większe przychody, a przez to utrzymać dynamiczny wzrost, nawet w obliczu globalnego spowolnienia. Na pewno istnieje potrzeba dalszego uszczelniania systemu podatkowego, ale nie może się to odbywać kosztem karania uczciwych przedsiębiorców. Mamy nadzieję, że nowy minister finansów definitywnie zrezygnuje z tzw. testu przedsiębiorcy – mówi Sonia Buchholtz, ekspertka ekonomiczna Konfederacji Lewiatan.

Zdaniem pracodawców nowy minister finansów powinien zastanowić się nad powołaniem komisji lub rady, której zadaniem byłby stały monitoring stosowania prawa podatkowego. Rekomendacje tej instytucji powinny być brane pod uwagę przy proponowaniu zmian. Istotne jest również, aby ograniczyć negatywny wpływ formy podatku i sposobu ustalania podstawy opodatkowania na decyzje inwestycyjne przedsiębiorstw oraz wprowadzić odpowiednio długie vacatio legis przy zmianach w podatkach.

Minister rodziny, pracy i polityki społecznej

Robert Lisicki, ekspert Konfederacji Lewiatan
Robert Lisicki, ekspert Konfederacji Lewiatan

– Przed nowym ministrem rodziny, pracy i polityki społecznej wciąż stają duże wyzwania dotyczące rynku pracy: niedobór pracowników, luka kompetencyjna, zmieniające się warunki zatrudnienia. Niskie wskaźniki bezrobocia nie oznaczają braku problemów. Przede wszystkim tematem są kwestie związane z kształtowaniem wielkości i jakości zasobów pracy. Szczególnie istotne stają się więc działania, które będą zmniejszały bierność zawodową. System świadczeń socjalnych powinien wspierać samodzielność poszczególnych osób i ułatwiać im powrót na rynek pracy. Konieczny jest dalszy rozwój sieci placówek opiekuńczych dla dzieci i poważne przyjrzenie się kwestiom opieki nad seniorami. Dla poprawy sytuacji na zróżnicowanych rynkach lokalnych, warto poszukać instrumentów, które ułatwiają zmianę miejsca zamieszkania w ramach kraju. Konieczne jest stworzenie stabilnego i przewidywanego systemu wspierania podnoszenia kompetencji pracowników tak, aby cały czas były one dostosowywane do zmieniających się potrzeb rynku – mówi Robert Lisicki, dyrektor departamentu pracy Konfederacji Lewiatan.

Możliwości rozwoju przedsiębiorstw i gospodarki są zależne od dostępności pracowników, w szczególności tych wykwalifikowanych. To wymaga poprawy efektywności i przejrzystości procedur związanych z zatrudnieniem cudzoziemców. Nie mniej ważne jest utrzymanie i tworzenie miejsc pracy o wysokiej jakości i wysoko wynagradzanych, co wymaga zaniechania zniesienia limitu składek na ZUS. Pracodawcom przyda się również chwila oddechu od nowych inicjatyw regulacyjnych oraz efektywne wsparcie we wdrażaniu ostatnio wprowadzonych rozwiązań.

Przed następcą minister Elżbiety Rafalskiej stoją również wyzwania na forum UE. To m.in. kwestia wdrożenie regulacji dotyczących delegowania pracowników, które wpłyną na funkcjonowanie rynku wewnętrznego, jak i powrotu do dyskusji nad zmianami w przepisach dot. koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego.

Minister edukacji

– Nowy minister edukacji powinien szybko zająć się rozwiązaniem licznych problemów związanych z wprowadzaną od 1 września reformą. Począwszy od podwyższenia uposażenia nauczycieli przez liczne problemy związane z organizacją roku szkolnego, a na zweryfikowaniu zgodnie z raportem NIK podstaw programowych skończywszy. Po zrealizowaniu tych wszystkich zadań oczekujemy, że w dobie 4 rewolucji przemysłowej czyli gospodarki opartej na wiedzy uruchomiona zostanie narodowa dyskusja nad nowym modelem systemu edukacji oraz jego finansowania. W perspektywie kilku lat szkoła, uczelnia powinny być nowoczesnym miejscem edukacyjnym, nauczyciele i wykładowcy być dobrze opłacaną kadrą profesjonalistów stale podnoszącą swoje kompetencje. Zaś absolwenci będą posiadali odpowiednią wiedzę, umiejętności praktyczne i kompetencje miękkie, ale przede wszystkim zdobędą umiejętność uczenia się i to przez całe życie. To wszystko powinno doprowadzić do tego, że edukacja będzie o krok przed gospodarką. Kraj nie będzie się rozwijał bez nowoczesnej edukacji –mówi Małgorzata Okońska-Zaremba, dyrektorka departamentu kompetencji Konfederacji Lewiatan.

Nowy minister powinien zabiegać o większy udział dorosłych we wszystkich formach uczenia się. W tym kontekście konieczna jest zmiana finansowania kształcenia dorosłych w środowisku pracy i poza nim. Wyzwaniem jest dostosowanie oferty kształcenia do indywidualnych potrzeb osób dorosłych oraz oczekiwań pracodawców.

Pracodawcy proponują także uruchomienie instytucji opiekuna MŚP w zakresie edukacji i przejęcie przez sektor publiczny obowiązków biurokratycznych oraz nadzorczych nad praktyczną nauką zawodu.

Minister energii

Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan
Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan

– Wśród priorytetów nowego ministra powinny się znaleźć: rozwiązanie problemu zamrożonych cen energii elektrycznej w tym roku, nowelizacja ustawy o odnawialnych źródłach energii, nowelizacja tzw. ustawy odległościowej i wycofanie przepisu wykluczającego możliwość lokalizacji farm wiatrowych w odległości bliższej niż 10h od zabudowań, rozwiązanie problemu szczytów letnich, przyspieszenie inwestycji fotowoltaicznych oraz inne mechanizmy (DSR – (umowy z odbiorcami). Ważna będzie też odbudowa konkurencyjnych rynków energii elektrycznej i gazu. Monopol, w tym przypadku państwowy, skutkuje nieefektywnym działaniem i przyczynia się do wzrostu cen energii. Niezwykle istotne będzie przyjęcie strategicznego dokumentu Polityka Energetyczna Polski 2050 – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

Po wyborach do Parlamentu Europejskiego brexit stał się jeszcze większą niewiadomą

W Wielkiej Brytanii zwyciężyła Partia Brexit, pomimo tego sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Zamieszanie powinno się pogłębiać, a jego kumulacja zapowiedziana jest na październik.

Eurowybory wygrała partia, która opowiada się za brexitem. Jednak, gdyby zsumować głosy oddane na zwolenników i przeciwników, to więcej zdobyli ci drudzy.

Jeszcze przed dwoma laty blisko 80 proc. głosów w wyborach do brytyjskiego parlamentu zdobyli Konserwatyści i Partia Pracy. Teraz obie partie należą do grona przegranych, czyli nie zagłosują za przedterminowym przeprowadzeniem wyborów. Także ogłoszenie ponownego referendum nt. brexitu stało się jeszcze mniej prawdopodobne.

– Wszystko wskazuje na to, że pod koniec października znajdziemy się w podobnej sytuacji, w jakiej byliśmy pod koniec marca, gdy kolejny termin wyjścia Wielkiej Brytanii z UE się zbliża, a w sprawie brexitu nadal nic nie wiemy – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Prawo ochrony danych osobowych podczas zbierania i przetwarzania danych pracowników i kandydatów

4 maja 2019 r. weszła w życie tzw. „ustawa sektorowa”, która zmienia 162 ustawy zawierające przepisy o ochronie danych osobowych, w tym przepisy Kodeksu pracy. Dla pracodawców wiąże się to z koniecznością wprowadzenia kolejnych zmian w procesach kadrowych

W praktyce konieczność stosowania nowych wymogów prawnych spadnie na pracowników działów HR oraz kadry kierowniczej uczestniczących w procesach kadrowych.

– Najważniejsze działania, jakie powinny zostać podjęte przez pracodawców w związku z uchwalonymi zmianami to po pierwsze weryfikacja zakresu danych osobowych, jakie żądane są od kandydatów i pracowników oraz aktualizacja treści kwestionariuszy osobowych służących do zbierania tych danych, jak również innych dokumentów przekazywanych pracownikom w związku z nawiązywaniem stosunku pracy – mówi w rozmowie z MarketNews24 Karolina Kulikowska, prawnik w Zięba&Partners. – Po drugie, pracodawcy powinni zaktualizować treść klauzuli informacyjnych zamieszczanych w ogłoszeniach rekrutacyjnych oraz nadać upoważnienia do przetwarzania danych osobowych pracownikom dopuszczonym do przetwarzania szczególnych kategorii danych osobowych, czyli tzw. „danych wrażliwych”.

Ponadto, pracodawcy, u których działa Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych powinni dostosować treść regulaminu przyznawania świadczeń z funduszu do nowych wymogów, zweryfikować treść wniosków o przyznanie świadczenia z funduszu oraz zakres danych pozyskiwanych od wnioskujących, jak również wdrożyć obowiązek dokonywania przeglądu danych osobowych nie rzadziej niż raz w roku kalendarzowym w celu ustalenia zasadności ich dalszego przechowywania.

Nowe przepisy oznaczają dla pracodawców również ograniczenie możliwości stosowania praktyki background screeningu, czyli pozyskiwania danych osobowych od osób trzecich (np. byłych pracodawców).

– Przykładowo, pracodawca będzie mógł poprosić kandydata o dostarczenie referencji od poprzedniego pracodawcy, ale nie będzie już mógł kontaktować się z takim byłym pracodawcą bez zgody i wiedzy kandydata – wyjaśnia K.Kulikowska z Zięba&Partners.

Ograniczona została również możliwość weryfikacji zaświadczeń o niekaralności kandydata lub pracownika. Na gruncie nowych przepisów pracodawca będzie mógł pozyskać dane dotyczące karalności wyłącznie wtedy, jeżeli wymóg niekaralności na danym stanowisku wynika z przepisów prawa. Przetwarzanie danych zawartych w zaświadczeniu o niekaralności nie jest już zatem dopuszczalne nawet za zgodą pracownika.

5 głównych korzyści z rejestracji znaku towarowego

Rejestracja znaku towarowego jest droga – z taką opinią przedsiębiorców spotykam się bardzo często. To prawda – jednorazowa opłata za zastrzeżenie znaku w Urzędzie Patentowym do najtańszych nie należy, ale realny koszt za miesiąc ochrony to tylko 8 zł! Wielu przedsiębiorców wiedząc, ilu problemów pozwala uniknąć rejestracja, z pewnością nie wahałoby się ani chwili. Niestety, niejeden uświadamia to sobie wtedy, gdy na rejestrację jest już za późno. Ale po kolei.

Paweł Głąb – radca prawny, wspólnik w Kancelarii Prawnej Kantorowski i Wspólnicy sp. k.
Paweł Głąb – radca prawny, wspólnik w Kancelarii Prawnej Kantorowski i Wspólnicy sp. k.

Czym tak naprawdę jest znak towarowy? W dużym uproszczeniu jest to każde oznaczenie, które pozwala odróżnić towary jednego przedsiębiorstwa od towarów innych firm. Jest to jednocześnie podstawowa funkcja znaku towarowego. Przedsiębiorcy najczęściej decydują się na rejestrację znaku słownego (nazwy) lub słowno-graficznego (logotypu). Po rejestracji znak chroniony jest przez 10 lat i okres ten może być przedłużany. Zalet rejestracji znaku towarowego jest naprawdę wiele. Przedstawiam pięć najważniejszych.

  1. Wyłączność na używaniu znaku na danym rynku

Jednym z głównych plusów rejestracji znaku towarowego jest to, że zastrzeżenie znaku zapewnia Ci wyłączność w zakresie posługiwania się danym oznaczeniem na określonym rynku. Dzięki rejestracji możesz mieć pewność, że nikt z tej samej branży nie będzie posługiwał się podobną nazwą, czy też logotypem, a przynajmniej będziesz mógł szybko zareagować, gdyby taka sytuacja miała miejsce. Z drugiej strony, po zarejestrowaniu znaku towarowego, możesz spokojnie rozwijać swoją markę, inwestując w to często spore środki, bez obaw, że pewnego dnia konkurencja będzie próbowała ją przejąć. Właściwe przeprowadzenie procesu rejestracji, połączone ze zbadaniem zdolności rejestrowej znaku, da Ci również gwarancję, że Twój znak nie narusza wcześniej zarejestrowanych znaków towarowych.

  1. Środek dowodowy

Po zarejestrowaniu znaku towarowego urząd wyda Ci świadectwo ochronne. To dokument, który stanowi urzędowe potwierdzenie, że jesteś właścicielem swojej marki. Wskazuje od kiedy przysługuje Ci ochrona i dla jakich towarów lub usług masz monopol. Dokument ten w przypadku jakiegokolwiek sporu dotyczącego Twojej marki w łatwy sposób pozwoli wykazać przysługujące Ci do niej prawa. Nie musisz udowadniać od kiedy używasz znaku towarowego i jakie towary lub usługi nim sygnujesz – wystarczy wydane przez urząd świadectwo ochronne, które możesz otrzymać wyłącznie po przeprowadzeniu procedury rejestracji znaku towarowego.

  1. Łatwy obrót znakiem towarowym

Rejestracja znacznie ułatwia obrót znakiem towarowym. Zarejestrowany znak możesz sprzedać lub też udzielić innemu przedsiębiorcy licencji na korzystanie z niego i – mówiąc wprost – daje możliwość by zarabiać na swojej marce. Znak towarowy możesz również wnieść jako aport do spółki. W wielu przypadkach jest to korzystny sposób na optymalizację podatkową, chociażby w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością, w której wspólnik będący właścicielem znaku towarowego wykorzystywanego przez spółkę może udzielić jej licencji na korzystanie z marki, otrzymując z tego tytułu wynagrodzenie.

  1. Sposób na walkę z nieuczciwą konkurencją

Zarejestrowany znak gwarantuje Ci nie tylko wyłączność na jego używanie, ale stanowi też bardzo skuteczne narzędzie do walki z nieuczciwą konkurencją. W każdym przypadku, gdy odkryjesz, że konkurent próbuje podszywać się pod Twoją markę możesz natychmiast zareagować. Bardzo często sprawę załatwia samo okazanie świadectwa ochronnego. Jeśli to nie wystarczy, dzięki rejestracji możesz, np. przed sądem, z łatwością wykazać swoje prawa do marki. Rejestrując znak towarowy nabywasz prawo zakazania konkurencji posługiwania się Twoim oznaczeniem.

  1. Blokowanie nieuczciwych działań konkurencji w Google i Allegro

Jeżeli prowadzisz działalność w Internecie doskonale zdajesz sobie sprawę, jak często nieczyste zagrywki stosowane są przez konkurencję w zakresie pozycjonowania, czy też kampanii Google Ads. Dzięki rejestracji słownego znaku towarowego możesz np. zablokować reklamy, które wykorzystują Twoją nazwę, wypełniając prosty formularz zgłoszeniowy udostępniany prze Google – reakcja jest więc natychmiastowa. Również w przypadku ofert na platformach sprzedażowych typu Allegro rejestracja znaku daje Ci możliwość blokowania ofert, które w bezprawny sposób wykorzystują Twoją nazwę.

A ile to kosztuje?

Za rejestrację znaku towarowego w Urzędzie Patentowym w jednej klasie towarowej/usługowej trzeba zapłacić 890 zł. Biorąc pod uwagę, że dzięki temu uzyskasz ochronę na 10 lat łatwo policzyć, że daje to miesięczny koszt w wysokości niecałych 8 złotych! Jeżeli zdecydujesz się na rejestrację za pośrednictwem rzecznika patentowego, radcy prawnego lub adwokata, (który oprócz sporządzenia podania przeprowadzi badanie zdolności rejestrowej znaku), to do opłat urzędowych musisz doliczyć jego wynagrodzenie. W dalszym ciągu są to jednak koszty, które warto ponieść, aby zagwarantować sobie ochronę marki. W postępowaniu przed Urzędem Patentowym obowiązuje zasada „kto pierwszy ten lepszy”, więc tym bardziej nie warto zwlekać, bo konkurencja nie śpi!

Paweł Głąb – radca prawny, wspólnik w Kancelarii Prawnej Kantorowski i Wspólnicy sp. k. Specjalizuje się m.in. w tematyce znaków towarowych. Posiada bogate doświadczenie w reprezentowaniu klientów w postępowaniach rejestracyjnych na terenie Polski oraz Unii Europejskiej.

Podatki w dół, najwyższy nominalny wzrost płacy minimalnej w historii

Otrzymaliśmy dwa sygnały z Polski. Pierwszym jest zapowiedź obniżki podatków dla najgorzej zarabiających, natomiast drugi dotyczy wzrostu płacy minimalnej. Jeżeli ktoś jeszcze nie miał pewności, jak będzie wyglądał rok wyborczy, to teraz nie powinien mieć już żadnych wątpliwości. O ile wzrost płacy minimalnej wydaje się w miarę bezpiecznym posunięciem, to na tę chwilę nie wiemy, w jaki sposób zostaną sfinansowane braki w budżecie, wynikające z obniżenia podatków.

Mniejsze obciążenia podatników

Według Dziennika Gazety Prawnej Jacek Sasin, pełniący funkcję szefa Komitetu Stałego Rady Ministrów, potwierdził kształt reformy podatkowej. Wskazał na wariant przedstawiony przez premiera, a nie ten forsowany przez Ministerstwo Finansów. Jest to bardzo dobra wiadomość dla większości obywateli, szczególnie dla gorzej zarabiających. Niestety jest też druga strona medalu, czyli sytuacja budżetowa państwa. Pieniądze na PIT, które pracownicy zatrzymują w portfelach, częściowo oczywiście wrócą do zasobów państwowych, chociażby w postaci podatków pośrednich, takich jak VAT czy akcyza, ale nie powinno się oczekiwać, że ta zmiana będzie całkowicie neutralna dla sytuacji finansowej Polski. Warto również przyjrzeć się aspektowi personalnemu. Jest to kolejny cios wymierzony w minister Teresę Czerwińską, który zwiększa prawdopodobieństwo jej dymisji w nadchodzącej rekonstrukcji rządu.

Rośnie płaca minimalna

Projekt Rady Ministrów zakłada wzrost płacy minimalnej z 2250 zł do 2450 zł (brutto). Będzie to najwyższy nominalny wzrost w historii. Co prawda w ujęciu procentowym najniższe wynagrodzenie rosło już korzystniej, chociażby w latach 2008 i 2009. Należy pamiętać, że minimalna pensja to nie tylko kwestia 13% pracujących, którzy otrzymują tę stawkę (lub mających ją na umowie), ale również inne opłaty oparte o ten wskaźnik. Warto w tym miejscu zauważyć, że 200 zł to szybszy wzrost niż ten zauważalny w przypadku średniej płacy. Jeżeli wynagrodzenie minimalne będzie rosło szybciej niż średnie, to może zacząć je otrzymywać coraz większa część społeczeństwa. Obecnie wynosi ono 47% średnich poborów.

Kanada nie zmienia stóp procentowych

Polityka banków centralnych znów staje się materią nie do końca przewidywalną. Niemniej wczorajsze posiedzenie Banku Kanady, zgodnie z oczekiwaniami, nie było przełomowe. Po ostatnich zmianach kierunku w USA stało się bardzo prawdopodobne, że podobnie zachowa się Kanada. Kraj ten ma bardzo silne połączenia gospodarcze ze swoim południowym sąsiadem. Dla rynków walutowych oznaczałoby to osłabienie dolara kanadyjskiego. Im niższe stopy procentowe, a tym samym niższa stopa zwrotu z inwestycji niskiego ryzyka, tym słabsza waluta.

Dzisiaj święto w Szwajcarii, Norwegii i Szwecji, a w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 14:30 – USA – rewizja danych – wzrost PKB.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Od porozumienia hurtowników do największej polskiej sieci franczyzowej. Obchody 25-lecia PSH Lewiatan

Polska Sieć Handlowa Lewiatan jest obecnie trzecią siecią detaliczną FMCG w Polsce pod względem osiąganych obrotów oraz największą polską siecią franczyzową. Celem, który od początku przyświecał jej założycielom było stworzenie organizacji chroniącej interesy polskich przedsiębiorców. Wraz z upływem lat, można stwierdzić, że plan ten jest z sukcesem realizowany, o czym franczyzobiorcy mieli okazję dyskutować podczas obchodów 25-lecia istnienia firmy.

25 maja 2019 r. w Hali EXPO XXI w Warszawie odbył się Zjazd Jubileuszowy Franczyzobiorców Lewiatana, w którym wzięło udział około 3 tysięcy uczestników, w tym pracownicy Spółek Regionalnych oraz sklepów, a także goście specjalni i partnerzy handlowi. Obchody podzielone były na część konferencyjną i wystawową.

Podczas wydarzenia przedstawiciele Sieci podsumowali dokonania ostatniego ćwierćwiecza oraz zaprezentowali kierunki rozwoju na kolejne lata. Dla gości Zjazdu przygotowano również prezentacje ekspertów z ośrodków badawczych Kantar TNS oraz GfK.  Natomiast motywacyjne prelekcje wygłosił Jacek Santorski oraz Robert Korzeniowski. W czasie Zjazdu Jubileuszowego rozstrzygnięty został także plebiscyt „Ikony Lewiatana”, w którym nagrodzonych zostało 25 wyróżniających się Franczyzobiorców z całej Polski.

Wydarzenie było okazją do poznania oferty 35 partnerów technologicznych zjazdu. Uczestnicy, w trzech strefach: Standardów, Innowacji oraz Technologii, mogli zapoznać się z prezentacjami rozwiązań technologicznych dla sklepów.

Jak rozpoczęła się historia?

Przełomowym wydarzeniem, które dało początek istnieniu Sieci było spotkanie dziesięciu hurtowników w listopadzie 1994 roku w miejscowości pod Włocławkiem. Stworzyli oni wtedy konsorcjum zakupowe Lewiatan. Nazwą nawiązali do działającej w okresie międzywojennym organizacji zrzeszeń gospodarczych – Centralnego Związku Polskiego Przemysłu, Górnictwa, Handlu i Finansów Lewiatan, która reprezentowała polski przemysł wobec władz państwowych i wniosła ogromny wkład w rozwój naszego kraju. Wraz z rozwojem konsorcjum pojawiła się potrzeba budowy wokół hurtowni struktur detalicznych. W celu ich wzmocnienia zaczęły powstawać regionalne stowarzyszenia, które pod koniec lat 90. przekształciły się w kapitałowe spółki działające na terenie całej Polski.

Jedną z ważniejszych decyzji w historii Sieci było wprowadzenie w 2001 roku pierwszych produktów marki własnej do stałej oferty. Obecnie klienci mogą wybierać spośród 450 artykułów własnych Lewiatana. Natomiast w 2006 roku w ogólnopolskim radio i telewizji pojawiły się pierwsze reklamy, dzięki którym sukcesywnie wzrastała rozpoznawalność marki.

PSH Lewiatan współcześnie

Polska Sieć Handlowa przez ćwierć wieku istnienia sukcesywnie osiąga coraz lepsze wyniki finansowe i poszerza sieć sklepów. Obecnie na terenie całej Polski funkcjonuje 16 Spółek Regionalnych Lewiatana, które zrzeszają ponad 3.200 placówek handlowych. Wśród nich jest 430 supermarketów, ponad 1.850 dużych sklepów, blisko 900 placówek średniej wielkości oraz około 30 małych sklepów. Łączne obroty, które w 2018 roku przekroczyły 12,5 mld zł, stawiają Sieć w ścisłej czołówce organizacji handlowych w Polsce. W ciągu 25-letniej działalności Lewiatan otrzymał wiele nagród, m.in. w 2018 roku podczas 11. edycji Kongresu Rynku FMCG został wyróżniony „Najlepszym konceptem franczyzowym”.

GPW wprowadza indeks WIGtech

  • 24 czerwca tego roku GPW rozpoczyna publikację indeksu WIGtech
  • Indeks obejmie spółki nowych technologii notowane na Głównym Rynku z takich sektorów jak: biotechnologia, gry, informatyka i telekomunikacja oraz nowe technologie
  • W przyszłości indeks będzie mógł stanowić punkt odniesienia dla różnych instrumentów finansowych, w tym kontraktów terminowych
  • 14 czerwca 2019 r. GPW opublikuje skład indeksu, a jego publikację rozpocznie 24 czerwca tego roku

24 czerwca tego roku Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie wprowadzi nowy indeks WIGtech. Zgodnie z założeniami, będzie on obejmował spółki znajdujące się w indeksie WIG, które uzyskują przychody z takich obszarów jak: medycyna, biotechnologia, programowanie, internet czy telefonia mobilna.

– Po wprowadzeniu indeksów markosektorowych podjęliśmy decyzję o rozpoczęciu obliczania i publikowania WIGtech dla spółek technologicznych. Nowy indeks to odpowiedź giełdy na trendy zachodzące w gospodarce, ale też na rynku kapitałowym. Spółki z sektorów nowoczesnych technologii odgrywają bowiem coraz większą rolę w gospodarce, ale także rośnie ich znaczenie na giełdzie. GPW umożliwia finansowanie rozwoju innowacyjnych spółek, bez których postęp technologiczny nie mógłby mieć miejsca. Giełdy, jako platformy obrotu, same są wysoce wyspecjalizowanymi przedsiębiorstwami, które wdrażają najnowocześniejsze rozwiązania podnoszące jakość oferowanych usług. W swoich założeniach strategicznych także GPW postawiła na rozwój technologiczny, który docelowo ma wzmocnić nasze przewagi konkurencyjne – mówi Izabela Olszewska, członek zarządu GPW.

Indeks WIGtech będzie obejmował zmienną liczbę spółek, a ich udział będzie, tak jak w przypadku innych indeksów, obliczany na podstawie liczby akcji w wolnym obrocie (free float). Udział największych spółek będzie ograniczony do 10 proc. WIGtech będzie należeć do indeksów cenowych, a jego wartość bazowa będzie ustalona na poziomie 10 tys. pkt. Wartości indeksu będą publikowane w sposób ciągły co minutę. Zmiany w indeksie będą dokonywane raz na kwartał razem ze zmianami pozostałych indeksów. Pierwszy skład portfela indeksu będzie opublikowany 14 czerwca tego roku.

– Naszą intencją jest, aby w niedalekiej przyszłości indeks WIGtech stał się instrumentem bazowym dla kontraktów terminowych lub innych instrumentów finansowych. Wierzymy, że nowy wskaźnik spotka się z zainteresowaniem ze strony inwestorów – dodaje Izabela Olszewska.  

Wprowadzenie instrumentów finansowych na indeks zostanie poprzedzone ewentualną zmianą metodyki indeksu, np. w zakresie kwalifikacji spółek do jego portfela, liczby uczestników czy zasad ważenia udziałów. Zmiany, które mają objąć metodykę jego obliczania oraz kwalifikacji spółek, będą przeprowadzone po konsultacjach z uczestnikami rynku.

Wykres 1. Struktura portfela WIGtech według sektorów (w proc.)

Wykres 2. Liczba spółek w portfelu WIGtech z poszczególnych sektorów
Źródło: GPW, symulacja wg stanu na 23.05.2019

Wykres 2. Liczba spółek w portfelu WIGtech z poszczególnych sektorów

Wykres 1. Struktura portfela WIGtech według sektorów
Źródło: GPW, symulacja wg stanu na 23.05.2019

Biała lista podatników – nowe regulacje i sankcje dla firm

Należyta staranność przy weryfikacji dostawców w przypadku podatku od towarów i usług ma bardzo istotne znaczenie. Zwracają na to uwagę sądy administracyjne, które wskazują, że podatnicy powinni przykładowo weryfikować płatność na rachunek bankowy, pozyskiwać informacje o statusie podatnika na podstawie art. 96 ust. 13 ustawy o VAT oraz sprawdzać miejsce, gdzie kontrahent ma siedzibę.

Stan faktyczny

W ustawie brak jakichkolwiek przepisów determinujących czynności, których podjęcie może świadczyć o dochowaniu należytej staranności. Ministerstwo Finansów dostrzegło tę problematykę i w związku z tym w dniu 14 lutego 2018 r. opublikowana została „Metodyka w zakresie oceny dochowania należytej staranności przez nabywców towarów w transakcjach krajowych”. Nie rozwiązuje to jednak całkowicie kwestii dochowania należytej staranności. Podnoszą się głosy, iż dokument ten ma walor dodatni jedynie dla urzędów kontrolujących, gdyż mogą one wykorzystywać go w trakcie weryfikacji podatników. W związku z powyższym Ministerstwo Finansów planuje wprowadzić zmiany ustawą z dnia 12 kwietnia 2019 r. o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw. Projekt został już przekazany do Senatu. Co do zasady ustawa ma wejść w życie z dniem 1 września 2019 r., z wyjątkiem przepisów dotyczących podatków dochodowych (od 2020 r.).

Zakres zmian

Głównym celem nowelizacji ustawy jest dalsze uszczelnianie systemu podatku od towarów i usług oraz zminimalizowanie ryzyka nieświadomego udziału podatników w karuzelach VAT. W związku z tym planowane jest połączenie w jeden oraz rozszerzenie dwóch wykazów: podatników, w odniesieniu do których naczelnik urzędu skarbowego nie dokonał rejestracji lub którzy zostali wykreśleni z rejestru, jako podatnicy VAT oraz podatników, których rejestracja jako podatników VAT została przywrócona. W ten sposób ułatwiony i przyśpieszony ma zostać proces wyszukiwania danych o podmiotach zawartych w tym wykazie przez zainteresowanych kontrahentów. Informacje zamieszczone w wykazie będzie można wyszukiwać według numeru NIP lub fragmentu nazwy (nazwiska) wyszukiwanego podmiotu. Wykaz będzie aktualizowany na bieżąco, tj. w każdy dzień roboczy, raz na dobę.

Nowelizacja ma jednak także ukryty cel, jakim jest karanie przedsiębiorców nie dochowujących należytej staranności przy weryfikacji swoich dostawców oraz płatności na ich rzecz. Z pewnością nowe regulacje będą przedmiotem licznych kontroli podatkowych oraz kwestionowania przez fiskusa kosztów podatkowych czy szerszego korzystania z regulacji odpowiedzialności solidarnej w VAT.

Odpowiedzialność solidarna

Nowelizacja przepisów przewiduje, że w przypadku gdy zapłata należności zostanie przekazana na rachunek inny niż rachunek zawarty na dzień zlecenia przelewu w wykazie, podatnik (nabywca) będzie odpowiedzialny solidarnie z dostawcą towaru lub usługi, całym majątkiem. Odpowiedzialność będzie miała charakter proporcjonalny do kwoty zapłaty. Oznacza to, że podatnik będzie odpowiadał solidarnie za zaległości podatkowe kontrahenta, ale tylko do kwoty podatku od towarów i usług związanego z konkretną dostawą towarów lub świadczeniem usług, za które płatność nie została dokonana na rachunek podatnika zawarty w wykazie.

Zmiany w podatku dochodowym

Powyższe zmiany pociągają za sobą także konsekwencje w zakresie podatku dochodowego. Otóż z nowelizacji ustawy wynika, że podatnicy nie zaliczą do kosztów uzyskania przychodów kosztu w tej części, w jakiej płatność dotycząca transakcji została dokonana na rachunek inny niż zawarty w wykazie podmiotów. Jeżeli natomiast kontrahent zrealizuje płatność w kilku transzach i płatność jedynie jednej transzy zostanie dokonana na inny rachunek niż wskazany w wykazie, zastosowanie znajdzie zasada proporcjonalności i ograniczenie będzie odnosiło się tylko do tej transzy. Dla weryfikacji, czy rachunek kontrahenta znajduje się w wykazie, decydujący będzie dzień zlecenia przelewu bankowi lub spółdzielczej kasie oszczędnościowo-kredytowej, a nie dzień obciążenia rachunku nabywcy bądź uznania rachunku sprzedawcy. Należy wskazać, że przepisy w zakresie podatków dochodowych mają obowiązywać dopiero od 2020 r.

Co przy kompensacie?

W przypadku kompensat wyrównywanie wzajemnych roszczeń i należności następuje w innej formie niż zapłata na rachunek bankowy. Tym samym do takich rozliczeń nie będą miały zastosowanie przepisy projektowanej ustawy. Podobnie wygląda kwestia w przypadku potrąceń, płatności kartą kredytową czy kartą płatniczą. Ustawa nie ma też zastosowania w przypadku transakcji barterowych. Jeżeli więc w pierwszym okresie funkcjonowania nowych regulacji okaże się, że występują problemy z potwierdzaniem rachunków bankowych, a banki nie wdrożyły żadnych rozwiązań, podatnicy będą mogli wybrać inną formę regulowania swoich zobowiązań niż zapłata na rachunek bankowy.

Co w przypadku pomyłki?

Ustawodawca przewidział sytuację, gdy podatnik pomyli się, dokonując przelewu na niewłaściwy (inny niż zawarty w wykazie) rachunek bankowy. W takim przypadku, gdy podatnik złoży zawiadomienie o zapłacie należności na ten rachunek do naczelnika urzędu skarbowego właściwego dla wystawcy faktury w terminie trzech dni od dnia zlecenia przelewu, sankcje związane z brakiem możliwości zaliczenia do kosztów nie będą miały zastosowania.

Co zrobić?

Nowe regulacje, choć dają podatnikowi narzędzie do weryfikacji kontrahentów, tak naprawdę nakładają liczne sankcje. W dalszym ciągu pozostają wątpliwości, czy podatnicy nie będą zwolnieni z konieczności dalszego dochowywania należytej staranności przy weryfikacji dostawcy i transakcji, nawet jeśli uprzednio skorzystają z narzędzia Ministerstwa. Tymczasem negatywne konsekwencje płatności na niewłaściwy rachunek będą obciążały podatników. Dlatego już teraz warto zastanowić się nad aktualizacją/wdrożeniem procedur dotyczących płatności. Można przypuszczać, że banki wprowadzą rozwiązania umożliwiające weryfikację rachunku bankowego z danymi w wykazie, niemniej dla dochowania należytej staranności warto wypracować procedurę, wdrożyć kontrole wewnętrzne i ukształtować procesy w firmie. W tym celu pożądane byłoby skontaktowanie się z doradcą podatkowym posiadającym odpowiednie doświadczenie.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Pracownicze Plany Kapitałowe a budżet pracodawców

Pracownicze Plany Kapitałowe to prywatny sposób oszczędzania zatrudnionego uwzględniający udział pracodawcy i państwa. Przy łącznej wpłacie 3,5%, pracodawcy i udziale państwa uczestnik przez okres 40 lat pracy może uzbierać około 100 000 PLN. Program wchodzi w życie 1 lipca tego roku i wymaga od pracodawców oprócz logistycznego wdrożenia planu również odpowiedniego zarządzenia budżetem. Jak zatem pracodawcy powinni przygotować się do tych zmian?  

Punktem wyjścia dla każdego pracodawcy będzie uwzględnienie wydatków na PPK w planie finansowym firmy na dany rok, a także wybór instytucji finansowej. Większość firm, które w pierwszej kolejności przystąpią do PPK utworzyło już odpowiednie rezerwy. Przygotowanie do Pracowniczych Planów Kapitałowych można podzielić na dwie fazy. Pierwsza z nich realizowana jest w porozumieniu z reprezentacją pracowników najpóźniej na jeden miesiąc przed terminem, w którym pracodawca jest zobligowany do zawarcia umowy o zarządzanie PPK. Końcową datą na zawarcie umowy na zarządzanie PPK jest 25 października 2019 r. Z kolei druga faza wykonywana jest jako autonomiczna decyzja pracodawcy o wyborze zarządzającego w przypadku braku porozumienia z pracownikami, która powinna zostać udokumentowana.

prof. Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami
prof. Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami

– W mojej opinii oprócz przygotowania budżetu dla realizacji programu PPK najważniejsze wyzwanie dla pracodawcy to przedstawienie pracownikom korzyści z takiego programu i wspólny wybór firmy zarządzającej. To pozwoli na szeroki udział zatrudnionych w danej firmie czy przedsiębiorstwie w PPK. Kolejnym zadaniem, które stoi przed pracodawcami będzie dostosowanie systemów kadrowo-płacowych oraz przypisanie pracowników do PPK w danej firmie. Właściciel firmy będzie musiał również informować pracowników o instytucji zarządzającej aktywami, udzielać informacji o PPK, a także finansować i ewidencjonować wpłaty do planu  – tłumaczy prof. Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami.

Pracownicze Plany Kapitałowe wiążą się także ze zmianami w działach HR, które przede wszystkim powinny objąć proces rekrutacji i wdrażania pracowników, zarządzanie zasobami ludzkimi, kompetencjami, formatem szkoleniowym. Pracodawcy powinni również zwrócić uwagę na problematykę rekrutacji pracowników innych narodowości oraz ponoszenie kosztów ich adaptacji w środowisku pracy. Analizy wymagać będzie również sytuacja pracowników 55+, pod kątem ich zachowań i funkcjonowania w warunkach wdrożenia nowego modelu oszczędzania.

Mimo, że PPK wymagają zgromadzenia odpowiedniego budżetu i przygotowania kadry, plan może umożliwić pracodawcom pozyskanie najlepszych pracowników, ale także zwiększenie lojalności już obecnych w firmie.

Pierwsze spadki cen nieruchomości od dwóch lat. Rynek najmu na fali

Do tych zaskakujących i niewątpliwe długo wyczekiwanych zmian doszło w ostatnich miesiącach. Jak wskazują eksperci portalu Morizon.pl  „Po raz pierwszy od blisko dwóch lat Indeks Cen Mieszkań  zanotował spadek. Według najnowszego odczytu jego wartość jest o 3,6 pkt. niższa niż przed miesiącem i wynosi 1080,1 pkt.” Zmiany te zaobserwowano w kwietniu tego roku. Czy to zapowiedź wyczekiwanej stabilizacji?

Pomimo pierwszego widocznego spadku od niemal 20 miesięcy, obecny wzrost liczony rok do roku wciąż utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie i wynosi ponad 10 proc.

Rafał Malik, Fundusz Mieszkań na Wynajem
Rafał Malik, Fundusz Mieszkań na Wynajem

– Największy wzrost cen mamy już za sobą. Pierwszy spadek od prawie dwóch lat to moment nie tyle przełomowy, co dobra perspektywa na przyszłość dla rynku mieszkaniowego. Może to przyczynić się do ustabilizowania rosnących w rekordowym tempie cen mieszkań, ale nie będziemy świadkami spektakularnych obniżek. Należy pamiętać o deficycie gruntów pod nieruchomości i nieustannie wzrastających kosztach materiałów budowlanych. Ten problem nie zniknie z dnia na dzień, ale rok 2019 bez wątpienia będzie ważny z punktu widzenia delikatnego spowolnienia dynamiki wzrostów, którą obserwujemy nieprzerwalnie od przeszło 5 lat. – zauważa Rafał Malik, dyrektor Biura Zarządzania Najmem w Funduszu Mieszkań na Wynajem.

Spadek w ostatnich miesiącach odnotowany został także w drugim wskaźniku – Indeksie Cen Mieszkań uwzględniającym inflację i wyniósł 6,3 pkt (łącznie 795,3 pkt.).

Deficyt mieszkań trzyma w garści ceny

Deficyt mieszkań w Polsce szacowany jest na ok. 2,5-3 mln lokali. Dlatego stymulatorem wysokich i zarazem stabilnych cen mieszkań jest ich brak. – Z powodu znacznego deficytu lokali w Polsce deweloperzy wciąż mogą być pewni sprzedaży swoich nieruchomości na naprawdę wysokim poziomie. Ponadto nasz zasób mieszkaniowy wciąż odstaje od europejskiej średniej, co jeszcze bardziej pobudza apetyt na oddawanie nowych inwestycji – podkreśla Rafał Malik.

Jak donosi RynekPierwotny.pl w Polsce na tysiąc mieszkańców przypada 376 mieszkań. Z kolei w Europie ta średnia wynosi 435 lokali.

– W Polsce, od okresu transformacji, regularnie następuje przyrost majątku mieszkaniowego i poprawiają się warunki lokalowe naszych rodaków. W roku 2018, tak jak prognozowano, pobity został rekord oddanych do użytku lokali – przekazano ich aż o 3,6 proc. więcej niż rok wcześniej. Więcej jest też wydawanych pozwoleń na budowy, co przekłada się na zwiększenie ogólnego zasobu. Jest to także szansa na pobudzenie rynku najmu, który w ostatnich latach zyskuje na znaczeniu. Pomimo regularnie oddawanych do użytku mieszkań, których z roku na rok jest coraz więcej, wciąż nie możemy dogonić naszych zachodnich sąsiadów – podkreśla Rafał Malik.

Rynek najmu na fali

Jak wynika z raportu Amron i Sarfin, od co najmniej pięciu lat obserwujemy wzrost cen nieruchomości. Dotyczy to zarówno lokali jakie kupujemy na własność, jak i tych na wynajem. Systematyczny wzrost cen przyczynił się do wzrostu rentowności nieruchomości. Zainteresowani zakupem mieszkań są nie tylko indywidualni inwestorzy. Coraz częściej rynek stymulują zakupy inwestycyjne mieszkań pod wynajem, które cieszą się dużym zainteresowaniem. Średnio czynsz w Polsce wzrósł o ok. 3 procent, a to znacznie mniej  niż wzrosty cen mieszkań. W rezultacie opłacalność inwestycji w mieszkanie do wynajęcia jest nadal na atrakcyjnym poziomie.

– Ceny mieszkań rosną znacznie szybciej niż czynsz, dlatego hossa na rynku nieruchomości na wynajem trwa. Przykładowo – dwa i pół roku temu, zaledwie kilka kilometrów od ścisłego centrum Warszawy, Fundusz Mieszkań na Wynajem w swojej pierwszej inwestycji w stolicy na ul. Przy Agorze udostępnił 227 mieszkań „pod klucz”. Zupełnie nowy standard przełożył się na duże zainteresowanie, co potwierdza obecnie aż 97 proc. wynajętych mieszkań w inwestycji – informuje Rafał Malik.

Przy Agorze to jedna z 4 inwestycji Funduszu w stolicy. Pozostałe 3 znajdują się odpowiednio – w samym sercu Mokotowa (ul. Samochodowa), na zielonym Żoliborzu (ul. Powązkowska i Ficowskiego) i bliskiej Pradze Południe (ul. Terespolska).

Komentarz giełdowy: Podsumowanie maja i perspektywy na czerwiec

Kto z końcem kwietnia zastosował strategię „sell in may and go away”, może z końcem maja otwierać szampana. Spadek rynkowych indeksów był więcej niż zauważalny i mocno uszczuplił portfele inwestorów. Nie można tutaj oczywiście mówić o skali obserwowanej w IV kwartale ubiegłego roku, ale słowo bessa i kres hossy ponownie zaczęły przewijać się w rynkowych komentarzach.

Osłabienie koniunktury na światowych giełdach można przypisywać różnym czynnikom

Na przykład eskalacji napięcia gospodarczego pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami i wprowadzaniem przez prezydenta Donalda Trumpa kolejnych ceł na chińskie towary, jednak podstawowa przyczyna jest dość prosta – amerykański rynek akcji ma za sobą bardzo długi okres wzrostów i naturalne jest pojawienie się nerwowości i zwiększonej zmienności. Ponadto, inwestorzy mogą już czuć na plecach oddech zbliżającej się zmiany trendu. Czy zmiana ta rzeczywiście nastąpi, tego nie wiemy, jednak obawy o to są coraz silniejsze, co przekłada się na zwiększoną nerwowość na rynkach akcji. A w takiej atmosferze dowolny pretekst może wywołać silniejszą korektę.

To właśnie uspokojenie kwestii wojny handlowej stało za odbiciem globalnych indeksów w 2019 roku

W tym świetle maj nie mógł zacząć się gorzej. Pierwsze tweety Donalda Trumpa o chęci nałożenia ceł na chińskie produkty pociągnęły za sobą szereg zdarzeń, których głównym skutkiem był wzrost globalnej awersji do ryzyka i spadek nadziei na szybkie rozwiązanie problemu. Istotną zmianą był natomiast sposób prowadzenia sporu. Do tej pory dotyczył on całej chińskiej gospodarki, teraz zaczął dotykać poszczególnych spółek. Pierwszą ofiarą został chiński gigant Huawei, który został wpisany na czarną listę. W efekcie kolejne amerykańskie i sprzyjające USA korporacje zaczęły odmawiać Chińczykom dalszej współpracy, co w przypadku takich firm jak Google nie pozostaje bez znaczenia. Taka sytuacja nie sprzyja globalnej wymianie handlowej. Część nieamerykańskich spółek już szuka sposobu, by powrócić do współpracy z chińskim gigantem. Ponadto, wg ostatnich badań skutki wojny celnej uderzą nie tylko w Państwo Środka, ale również w zwykłych obywateli amerykańskich, którzy średnio zapłacą ponad 800 dolarów rocznie za nową politykę amerykańskiego prezydenta. Warto też zaznaczyć, że strona chińska nie pozostawia zaistniałej sytuacji bez odpowiedzi, chociaż można odnieść wrażenie, że władze Chin w dalszym ciągu kalkulują, co im się bardziej opłaca, pozostawiając piłeczkę w rękach amerykanów. Na razie główną groźbą było możliwe embargo eksportu 17 metali ziem rzadkich, wykorzystywanych przede wszystkim w przemyśle zaawansowanych technologii. Jest to jednak broń obosieczna, gdyż trudno byłoby znaleźć dla tych towarów nowe rynki zbytu. Czerwiec przyniesie prawdopodobnie kontynuację i możliwe uspokojenie sytuacji, zaś każdy pozytywny news może skutkować silnym odbiciem na rynkach.

Europa Zachodnia ma również swoje demony

Do nierozwiązanego problemu Brexitu i zwalniającej gospodarki dołączyły ostatnie wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego, które wygrały ugrupowania skrajnie prawicowe i populistyczne, co budzi obawy w przypadku Francji i Włoch.

Również na GPW miesiąc mijał w cieniu geopolityki

Mało przydatne były rewelacyjne dane gospodarcze o wzroście inwestycji prywatnych i dobrej koniunkturze w sektorze przemysłowym i w sektorze sprzedaży detalicznej. Trwający sezon wyników nie zmienił ogólnego obrazu krajowej giełdy. W przypadku dużych spółek poza sektorem handlu detalicznego trudno było doszukiwać się znaczących, pozytywnych zaskoczeń. Czynnikiem ryzyka pozostaje reforma OFE i niewiadoma w postaci ilości osób, które będą skłonne przenieść się do ZUS, by uniknąć 15% opłaty przekształceniowej. Nad GPW wisi również temat zmian w indeksach MSCI EM, który powoduje nawis podażowy, częściowo już rozładowany z końcem maja. Sytuacji na GPW może pomóc rozwój sytuacji związanej z wojną handlową, gdyż część inwestorów może zdecydować się na przesunięcie części aktywów do Europy Środkowo – Wschodniej, która jest mniej dotknięta globalnymi perturbacjami.

Podsumowując, za nami bardzo ciekawy miesiąc

Biorąc pod uwagę sytuację techniczną niektórych indeksów, czerwiec przyniesie albo rozwinięcie majowego ruchu w dół, albo techniczne odbicie indeksów. W obecnej dojrzałej fazie hossy każda informacja może wywołać podwyższoną zmienność indeksów, o której w pierwszych miesiącach 2019 udało nam się skutecznie zapomnieć.

Autor: Kamil Hajdamowicz, zarządzający aktywami w Vienna Life TuŻ S.A Vienna Insurance Group.

14 najlepszych uczelni ekonomicznych z Europy Środkowo-Wschodniej przyjechało do Warszawy na zaproszenie MNiSW i CIMA

30 maja 2019 r. w siedzibie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW) odbyło się wydarzenie pt. „Konstytucja dla Nauki i nowe oblicze finansów w cyfrowym świecie: Zatrudnialność, Edukacja i Partnerstwo”. Wydarzenie zostało zorganizowane przez MNiSW i Instytut Rachunkowości Zarządczej CIMA (Chartered Institute of Management Accountants) – największą międzynarodową organizację zrzeszającą specjalistów z dziedziny rachunkowości zarządczej.

W spotkaniu wzięło udział osiem polskich uczelni ekonomicznych, w których uruchomiono Program CIMA na Uczelni oraz sześć najlepszych uczelni o takim profilu z krajów Europy Środkowo-Wschodniej: Ukrainy, Słowacji, Czech, Rumunii, Bułgarii i Węgier. Do uczestnictwa w tym wydarzeniu zaproszono również przedstawicieli globalnych firm, których siedziby znajdują się w województwach reprezentowanych przez poszczególne polskie uczelnie.

Wydarzenie miało na celu wypracowanie dobrych praktyk we współpracy środowiska akademickiego i biznesu. Jednym z głównych założeń było umożliwienie uczestnikom zdobycia najświeższych informacji na temat zmieniających się potrzeb pracodawców w zakresie wiedzy i umiejętności absolwentów kierunków ekonomicznych. Istotne było również pokazanie, przed jakimi wyzwaniami w czasach cyfrowej transformacji stoją uczelnie na świecie i jak sobie radzą tworząc nowoczesne programy studiów i wprowadzając nowe modele kształcenia.

Spotkanie rozpoczęło się od przemówienia Andrzeja Stanisławka, sekretarza stanu
w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, który opowiedział o reformie szkolnictwa wyższego w Polsce oraz wadze dostosowywania programów nauczania do potrzeb międzynarodowych pracodawców.

– Konstytucja dla Nauki zmienia system szkolnictwa wyższego gruntownie. Stawia na jakość kształcenia i badań naukowych, umiędzynarodowienie polskich uczelni, a także na większy stopień współpracy otoczenia społeczno-gospodarczego ze środowiskiem akademickim. Reforma wprowadza nowy doradczy organ w uczelniach. To rady uczelni, w których zasiadać mają także przedstawiciele otoczenia szkół wyższych. Przedsiębiorcy, eksperci, lokalni aktywiści będą mieć wpływ na strategię uczelni – stwierdza wiceminister nauki Andrzej Stanisławek.

– To jednak nie koniec przedsięwzięć ministerstwa łączących potrzeby pracodawców i biznesu z ofertą, jaką daje nauka i szkolnictwo wyższe. Wspieramy studia dualne, uruchomiliśmy nową formułę doktoratów wdrożeniowych. W planach mamy także uruchomienie platformy cyfrowej, która ułatwi kontakt nauki z biznesem. Dzięki temu umożliwiamy intensywną wymianę wiedzy i doświadczeń między badaczami, nauczycielami akademickimi i przedsiębiorcami – dodaje.

Kolejne przemówienia wygłosili przedstawiciele CIMA: Karen Phang CPA, FCMA, CGMA, Associate Director – Academic Engagement; Jakub Bejnarowicz, dyrektor regionalny na Europę; Shane Balzan FCMA, CGMA, Senior Director, Curriculum Development;
oraz Dr Yvonne Hinson CPA, CGMA, Academic in Residence.

Ostatnim punktem oficjalnej części wydarzenia był panel dyskusyjny z pracodawcami zatytułowany „Zatrudnialność, Edukacja i Partnerstwo”, moderowany przez Shane’a Balzana. Wzięli w nim udział specjaliści ds. finansów wysokiego szczebla i posiadacze tytułu CGMA (Chartered Global Management Accountant), którzy rozmawiali o profilu absolwentów kierunków ekonomicznych i umiejętnościach, jakie finansiści powinni posiadać w czasach robotyzacji
i automatyzacji.

– W myśl hasła „Zatrudnialność, Edukacja i Partnerstwo” udało nam się dziś stworzyć platformę do dyskusji pomiędzy Ministerstwem, środowiskiem akademickim i biznesem. Jesteśmy bardzo wdzięczni MNiSW za wspólną organizację tego wyjątkowego na skalę światową, prawdziwie międzynarodowego wydarzenia, podczas którego zaprezentowany został nie tylko głos uczelni z różnych krajów Europy Środkowo-Wschodniej oraz różne punkty widzenia globalnych firm, ale także nowe metody kształcenia i najlepsze praktyki z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Malezji – mówi Jakub Bejnarowicz, dyrektor regionalny na Europę, CIMA.

Jednym z przykładów unowocześnienia przez uczelnie swojej oferty jest dostosowywanie programów studiów do poziomu pozwalającego na uzyskanie profesjonalnych certyfikatów takich jak CIMA Diploma in Management Accounting w ramach Programu CIMA na Uczelni. Zapewnia to studentom możliwość uzyskania wiedzy, potwierdzonej globalnymi egzaminami CIMA, która w większym stopniu odpowiada na potrzeby międzynarodowych pracodawców. Część polskich uczelni jest właśnie na etapie powoływania dedykowanych zespołów ds. ujednolicenia swoich programów studiów z sylabusem CIMA.

Wydarzenia związane z tematyką współpracy środowiska akademickiego i biznesu zostały zorganizowane przez CIMA w ubiegłym roku w Johannesburgu, Deli, Dżakarcie i Lagos.
W Europie to Polska została wybrana spośród innych krajów, w których operuje CIMA ze względu na wzorcową współpracę polskich uczelni z globalnymi pracodawcami. Formuła spotkania w Warszawie została wzbogacona o nowy element: rozmowy przy okrągłym stole, podczas których przedstawiciele uczelni, biznesu i CIMA wzięli udział w profesjonalnej grze biznesowej. Na tej podstawie powstanie raport zatytułowany „Employability, Education & Partnership in CEE Region”, przygotowany przez prof. Bartłomieja Nita z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu oraz dr hab. Remigiusza Napiecka z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

Jakub Bejnarowicz, Associate Director, Central and Eastern Europe, Association of International Certified Professional Accountants
Jakub Bejnarowicz, Associate Director, Central and Eastern Europe, Association of International Certified Professional Accountants

Spotkanie z międzynarodowymi uczelniami w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego było także okazją do uczczenia 100-lecia istnienia CIMA. Założony w 1919 r. instytut obchodził swoje setne urodziny 8 marca br. – Czerpiąc ze 100-letniego dziedzictwa CIMA, przygotowujemy się jednocześnie na wyzwania przyszłości. Patrzymy w nią z pewnością siebie, bo wiemy, że tworzymy prawdziwie globalny standard – desygnację CGMA. Mamy też możliwości, by zaopatrzyć naszych studentów i członków w wiedzę, wgląd i umiejętność przewidywania, dzięki którym będą mogli sprostać wymaganiom szybko zmieniającego się świata dodaje Jakub Bejnarowicz.

W styczniu 2019 r. CIMA przedstawiła zaktualizowany sylabus Kwalifikacji Profesjonalnej CIMA dostosowany do wymogów przyszłości finansów, Ramy Kompetencyjne CGMA obejmujące tematykę m.in. umiejętności cyfrowych, technologii blockchain czy cyberbezpieczeństwa oraz kurs Digital Mindset, aby zaoferować specjalistom z dziedziny finansów, członkom i studentom CIMA narzędzia oraz zasoby, które pozwolą im rozwinąć skrzydła w erze cyfrowej. Ten udoskonalony zestaw kompetencji uznawany jest na całym świecie za najbardziej poszukiwany i aktualny w obszarze rachunkowości zarządczej, która jest jedną z dynamiczniej rozwijających się gałęzi doradztwa biznesowego i której specjaliści pełnią coraz ważniejsze funkcje w swoich organizacjach.

Dodatkowe informacje:

W wydarzeniu „Konstytucja dla Nauki i nowe oblicze finansów w cyfrowym świecie: Zatrudnialność, Edukacja i Partnerstwo” zorganizowanym przez MNiSW i CIMA wzięły udział następujące uczelnie oraz firmy:

– Szkoła Główna Handlowa w Warszawie
– Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach
– Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie
– Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu
– Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
– Akademia Leona Koźmińskiego
– Uniwersytet Łódzki
– Uniwersytet Gdański
– Uniwersytet Ekonomiczny w Bratysławie
– Uniwersytet Gospodarki Narodowej i Światowej w Sofii
– Budapest Metropolitan University
– Uniwersytet Narodowy im. Tarasa Szewczenko w Kijowie
– Bucharest University of Economic Studies
– Prague College
– Infosys BPM
– Mazars Polska
– Alexander Mann Solutions
– Hewlett Packard Enterprise
– Bridgestone
– DC Minerals part of Group De Cloedt

Kurs dolara umacnia się mimo oczekiwań obniżki stóp w USA

W środę podczas sesji europejskiej złoty tracił na wartości, EUR/PLN powrócił do 4,304 czemu towarzyszyło dalsze osłabienie euro do 1,115 USD. Za sprawą spadków EUR/USD mocniej w górę poszły notowania dolara do złotego. Kurs USD/PLN chwilowo powrócił powyżej 3,86. Po południu doszło do lekkiego odreagowania porannej przeceny, na EUR/PLN wsparcie przy 4,29 nie zostało jednak dotknięte.

Wciąż dominujący wpływ na rynek złotego ma sentyment inwestorów na globalnych rynkach, gdzie nastrojom nadal ciąży amerykańsko-chiński konflikt handlowy. Zamiast zbliżać się ku końcowi do inwestorów docierają nowe, niepokojące informacje. Chińskie agencje prasowe (powołując się m.in. na państwowy urząd planistyczny) poinformowały, że Pekin może zaostrzyć spór handlowy z USA wykorzystując monopolistyczną pozycję Chin na rynku metali ziem rzadkich. Jeśli zostałby ograniczony eksport substancji chemicznych, których produkcja ze względu na koszty i efekty środowiskowe ulokowana jest przede wszystkim w Chinach, a które są niezbędne do produkcji wielu dóbr elektronicznych, wówczas mocno ucierpieliby amerykańscy producenci nowych technologii. Jak ważne są to dla USA zasoby pokazuje chociażby fakt, że import tych surowców został wyłączony spod ceł. Szukanie nowej broni w wojnie handlowej to nie jest dobra wiadomość dla rynków, może bowiem wskazywać, że konflikt jeszcze długo nie zostanie zażegnany. Dolar jako bezpieczna waluty dostał więc „wiatru w skrzydła”, pomimo że inwestorzy spodziewają się obniżek stóp w USA w tym roku. Notowania kontraktów na stopę funduszy federalnych pokazują, możliwe trzy obniżki po 25 pb do końca przyszłego roku.

Jeśli chodzi o raporty makroekonomiczne, podczas środowej sesji nie było na czym zawiesić wzroku. Na temat polityki monetarnej wypowiadało się zaś kilku przedstawicieli EBC. Członek Rady Prezesów EBC O.Rehn poinformował, że bank centralny omówi opcje udzielenia dalszego wsparcia europejskiej gospodarce i przedstawi szczegóły nowego programu tanich pożyczek TLTRO na najbliższym posiedzeniu planowanym na 6.06. Wskazał, że EBC jest gotów dostosować i użyć dostępne narzędzia, jeśli będzie to konieczne. To zaś oznacza, że termin ewentualnej podwyżki stóp EBC odsunął się w czasie. Ponadto Rehn zwrócił uwagę na konieczność przeanalizowania strategii w zakresie polityki pieniężnej banku pod kątem „rozluźnienia definicji stabilności cen”.  Rada Prezesów EBC w 2003 r., poinformowała, że dążąc do stabilności cen, zamierza utrzymać stopę inflacji poniżej, ale blisko 2% w średnim okresie. Tymczasem, uporczywie niski ceny dały początek rozmów na temat polityki banków centralnych i ich skuteczności w zakresie osiągania ustalonych celów inflacyjnych. W ostatnim czasie, na budzące się obawy, co do wiarygodności celów inflacyjnych banków centralnych wskazywał H.Kuroda. Zdaniem prezesa Banku Japonii ze względu na czynniki związane z rozwojem technologicznym i globalizacją, które utrzymują presję na spadek cen, pojawia się obecnie konieczność bardziej elastycznego podejścia do tematu.

W czwartek poznamy minutes z majowego posiedzenia RPP. Nie oczekujemy jednak zmiany tonu przekazu. Chociaż większość członków RPP opowiada się za stabilizacją stóp procentowych w kolejnych latach, to jednak podczas dyskusji mogły pojawić się sugestie podwyżki stóp mając na uwadze solidne, i jak dotąd mało wrażliwe na spowalnianie strefy euro, dane krajowe. Protokół nie powinien mieć jednak większego wpływu na złotego, który nadal głównie pozostawać będzie pod wpływem czynników globalnych, z EUR/PLN w okolicach 4,29-4,30.

Wykres dnia: Chiny szykują odwet. Eskalacja wojny handlowej z USA uderza w juana, podtrzymując też presję na złotego.

Eskalacja wojny handlowej z USA uderza w juana, podtrzymując też presję na złotego
Źródło: Thomson Reuters

Autor: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

RSM Poland przejmuje Denzel Polska

RSM Poland, jedna z najszybciej rozwijających się firm audytorskich i doradczych w Polsce, finalizuje zakup Denzel Polska, biura rachunkowego o ugruntowanej pozycji na rynku w Katowicach.

W wyniku przejęcia i włączenia 20-osobowego Zespołu Denzel Polska w struktury RSM Poland, Zespół RSM liczyć będzie ponad 250 profesjonalnych pracowników. Doświadczeni doradcy podatkowi, biegli rewidenci, księgowi, specjaliści z zakresu kadr i płac, prawnicy oraz konsultanci IT świadczą dla Klientów pełen wachlarz usług doradczych, działając pod wspólną marką RSM z biur w Poznaniu, Warszawie, Szczecinie i Katowicach.

Obecna akwizycja to kolejny rozdział w historii dynamicznego rozwoju RSM Poland i kolejny krok  na drodze do objęcia pozycji jednej z największych w Polsce, niezależnych firm księgowych, audytorskich i doradczych. Po przejęciu szczecińskiej firmy Poncyljusz & Radź w roku 2017 oraz kolejnym okresie organicznego wzrostu, grupa spółek RSM Poland odnotowała rekordowe przychody za 2018 rok na poziomie 29,2 mln PLN. W wyniku obecnej transakcji przychody za 2019 rok mogą sięgać poziomu 34 mln PLN. W perspektywie najbliższych 2-3 lat RSM Poland planuje zwiększyć zatrudnienie do ponad 300 osób oraz zmienić lokalizację biur w Warszawie i Katowicach.

Dzięki włączeniu firmy Denzel Polska w struktury RSM Poland będziemy bliżej naszych Klientów ze Śląska, wykorzystamy także synergie i szanse, jakie pojawiają się na terenie Katowic oraz całej Polski. Jesteśmy przekonani, że połączenie sił, wiedzy i doświadczenia specjalistów RSM Poland oraz Denzel Polska, a także znaczące zwiększenie zatrudnienia w katowickim biurze dodatkowo wzmocni naszą obecność na rynku, co z kolei zaowocuje nowymi możliwościami zarówno dla naszych Klientów, jak i naszych obecnych i przyszłych pracowników – powiedział Bartosz MIŁASZEWSKI, Managing Partner w RSM Poland.

Pokolenie Z intensywnie korzysta z bankowości

Odpowiedzialność członka zarządu spółki z o.o. na gruncie art. 299 kodeksu spółek handlowych

Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością stanowi odrębny byt prawny względem jej właścicieli (udziałowców). Z uwagi na powyższe ewentualna odpowiedzialność za długi spoczywa w pierwszej kolejności na spółce. Niemniej istnieje ryzyko ponoszenia tejże odpowiedzialności przez osoby prowadzące sprawy spółki, czyli członków zarządu. Zasada ta wynika wprost z art. 299 kodeksu spółek handlowych.

Zgodnie z treścią wspomnianego przepisu, jeżeli egzekucja przeciwko spółce okaże się bezskuteczna, członkowie zarządu odpowiadają solidarnie za zobowiązania. Odpowiedzialność członka zarządu spółki z o.o. z art. 299 ksh może zostać jednak ograniczona. Dalsza treść niniejszego przepisu wskazuje na okoliczności, których wystąpienie uwalnia zarząd od spłaty długów spółki z majątku prywatnego. Jedną z możliwości jest upadłość spółki z o.o., a konkretnie terminowe złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości. Alternatywnie, okolicznością egzoneracyjną będzie wydanie postanowienia o otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego (np. sanacja firmy) w terminie przewidzianym do złożenia wniosku o upadłość albo zatwierdzenie układu w postępowaniu w przedmiocie zatwierdzenia układu.

W innym przypadku członek zarządu powinien wykazać, że:

  • niezgłoszenie wniosku o upadłość nastąpiło nie z jego winy albo
  • pomimo niezgłoszenia wniosku o upadłość oraz niewydania postanowienia o otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego albo niezatwierdzenia układu w postępowaniu w przedmiocie zatwierdzenia układu wierzyciel nie poniósł szkody.

Jakie zatem muszą występować okoliczności, aby niezaspokojony wierzyciel względem spółki mógł się domagać spełnienia roszczenia od członka zarządu?

Z pewnością muszą istnieć niezaspokojone przez spółkę zobowiązania. Dokumentem wypełniającym znamiona dowodu na potrzeby ewentualnego postępowania przeciwko członkowi zarządu na podstawie art. 299 ksh wskazującym na istnienie takiego zobowiązania może być tytuł egzekucyjny wydany przeciwko spółce. Możliwe jest również skorzystanie z innych środków dowodowych świadczącym o długu wobec spółki.

Kolejnym istotnym elementem w postępowaniu przeciwko członkowi zarządu będzie wykazanie bezskuteczności egzekucji z majątku spółki. Wspomniana bezskuteczność powinna mieć charakter subiektywny poświadczający brak jakiejkolwiek możliwości zaspokojenia zobowiązania z majątku spółki. Ma to o tyle istotne znaczenie, że w toku postępowań egzekucyjnych możliwe jest zaspokojenie części wierzycieli, a pominięcie innych. Co więcej, wierzyciel powinien wykazać, że egzekucja jest niemożliwa z całego majątku spółki, a nie tylko z części. Od tej reguły są przewidziane jednak pewne wyjątki. Mają one miejsce wtedy, gdy wierzyciel np. wykazał nierealność egzekucji wobec dłużnika. Dowodem wskazującym na bezskuteczność egzekucji może być m.in. oddalenie wniosku o ogłoszenie upadłości dłużnika z powodu ubóstwa masy upadłościowej.

Dzień dziecka… na giełdzie

Dzień dziecka to jedna z ulubionych dat nie tylko najmłodszych, ale także producentów zabawek. Choć branża ta w ubiegłym roku była warta blisko 25 mld USD, nawet liderzy nie mogą spać spokojnie z uwagi na rosnącą konkurencję. Dzieci coraz częściej zamiast zabawek, wybierają bowiem gry video. Czy to sygnał do zmian dla przemysłu zabawkowego?

Do 2021 roku prognozowana wartość rynku zabawek ma zwiększyć się do 26,9 mld USD, rosnąc średniorocznie o 2,4 proc. Taka dynamika rynku nie zapewnia jednak spółkom z branży spokojnego snu i stabilnego rozwoju. Czeka je bowiem wiele wyzwań i dostosowywania strategii do zmieniającego się otoczenia rynkowego.

Trzech głównych graczy

Każde dziecko zapytane o najpopularniejszą markę zabawek, z pewnością wymieni przynajmniej jeden produkt wiodących producentów: duńskiego Lego lub amerykańskich Mattel czy Hasbro. Lego AS jest producentem słynnych klocków, ale także operatorem parków zabaw dla dzieci. Mattel Inc. posiada marki takie jak: Barbie, Polly Pocket, Fisher-Price i Hot Wheels. Hasbro Inc. produkuje m.in. Play-Doh, Transformers czy My Little Pony. Poza zabawkami, jest również właścicielem wielu gier planszowych, w tym Scrabble i Monopoly.

Roczne przychody Lego AS przekraczają 5,7 mld USD, a jego amerykańscy konkurenci, generują przychody na poziomie 4,5 mld USD, tym samym zgarniając prawie 58 proc. tortu, jakim jest światowy rynek zabawek. Lego AS nie jest spółka publiczną, stąd brak jest rynkowej wyceny, natomiast amerykańscy konkurenci wypracowały dodatnie stopy zwrotu dla swoich akcjonariuszy. Od początku roku giełdowe wzrosty kursów akcji Hasbro i Mattela wyniosły odpowiednio +21 proc. i 10 proc.

Adam Korecki, makler z Domu Maklerskiego TMS Brokers
Adam Korecki, makler z Domu Maklerskiego TMS Brokers

– Takie zachowanie spółek jest naturalnym zjawiskiem w później fazie cyklu rozwoju światowej gospodarki. Niskie bezrobocie i rosnące płace napędzają wydatki konsumentów, co przekłada się na rosnące wyniki finansowe spółek i pozytywnie wpływa na ich rynkową wycenę. Nie inaczej było z wynikami finansowymi za 2018 rok, które były lepsze od oczekiwań rynkowych – podkreśla Adam Korecki, makler z Domu Maklerskiego TMS Brokers.

Video wyzwania

O ile spółki z branży zabawek potrafią generować dodatnie dynamiki zysków, o tyle ich główny problem leży w słabnącej lub nawet ujemnej dynamice przychodów. Zaledwie 2-procentowy potencjał wzrostu branży rok do roku wynika w dużej mierze ze zmian w preferencjach klientów. Ukierunkowują się oni przede wszystkim na cyfrową rozrywkę. Dzieci coraz chętniej chcą mieć swojego ulubionego bohatera w grze video, komputerze, tablecie czy smartfonie. Momentem zwrotnym dla branży było bankructwo spółki z 70-letnią tradycją –  Toys „R” Us w grudniu 2018 roku. Zarząd Toys „R” Us przyczynę niepowodzenia zidentyfikował w postępującej cyfryzacji, zmianie nawyków wśród dzieci oraz rosnącej konkurencji.

Długotrwałe zagrożenie ze strony gier wideo, w których występują postaci znane dotychczas z zabawek, stanowi przeszkodę w rozwoju biznesu tradycyjnych producentów, w tym Lego, Hasbro i Mattel. Rynek gier video jest obecnie wart ponad 33,5 mld USD, a prognoza na najbliższe 4 lata zakłada ponad dwukrotnie silniejszą dynamikę wzrostu niż na w przypadku zabawek. Zgodnie z szacunkami Euromonitora, w USA wzrost sprzedaży gier wideo będzie nadal silniejszy niż zabawek, rosnąc o 5 proc. r/r w porównaniu z walką tych ostatnich o utrzymanie 2 proc. dynamiki rocznego wzrostu.

Właśnie dlatego po okresie udostępniania swoich brandów producentom gier video i czerpania przychodów z tantiem, Lego, Hasbro i Mattel zmieniają strategię rozwoju własnego biznesu. Nowe podejście zakłada położenie nacisku na holistyczny rozwój produktów, zarówno w postaci fizycznej, jak i cyfrowej. Dużą uwagę spółki poświęcają także własnym grom video na urządzenia mobilne, których bohaterami są znane zabawki.

To, czy transformacja firm z branży zabawkowej powiedzie się, zależy od szeregu czynników. Najważniejszym będzie zapewne znalezienie zasobów na to aby konkurować z tak dużymi graczami, jak Activision Blizzard, Electronic Arts, Nintendo, Sony czy Microsoft.

– Z dużym prawdopodobieństwem, możemy stwierdzić, że gry wideo będą nadal wysysać sprzedaż z tortu producentów zabawek w coraz młodszych grupach wiekowych – podkreśla jednak Adam Korecki z TMS Brokers.

Ustawa antylichwiarska wymaga dalszych prac

Dziś pod obrady Komitetu Stałego Rady Ministrów trafi projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu przeciwdziałania lichwie. Projekt budzi jednak poważne zastrzeżenia natury legislacyjnej, dlatego niezbędne są dalsze prace nad jego treścią.

Opublikowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości projekt ma na celu walkę z nielegalną lichwą oraz nieuczciwymi pożyczkodawcami. Ta niewątpliwie słuszna idea nie może być jednak prawidłowo zrealizowana na gruncie wadliwych przepisów. W ramach konsultacji publicznych i opiniowania projekt był wnikliwie analizowany zarówno przez partnerów społecznych, jak i organy oraz instytucje państwa. Na stronach Rządowego Centrum Legislacji dostępnych jest 31 stanowisk, z których większość zawiera zasadnicze uwagi dotyczące proponowanych zmian oraz zgodności ich zapisów z zasadami prawidłowej legislacji.

Szczególną uwagę zwracają opinia Rady Legislacyjnej działającej przy Prezesie Rady Ministrów, w której stwierdzono m. in, iż cyt. „ należy mocno podkreślić, że Projekt zredagowany jest w sposób wymagający pilnej i daleko idącej korekty, a także zawiera propozycje przepisów, które – z uwagi na ich liczne wadliwości konstytucyjne, systemowe, merytoryczne i techniczno-legislacyjne – nie powinny znaleźć się w ostatecznej wersji Projektu i w przyszłej ustawie. Dlatego też w konkluzji należy stwierdzić, że opiniowany Projekt, aby mógł stanowić przedmiot dalszych prac legislacyjnych, wymaga gruntownej i starannej poprawy […]”. Uchwalenie przepisów w obecnym kształcie rodziłoby więc ryzyko powstania negatywnych skutków prawnych zarówno po stronie instytucji finansowych, jak i osób korzystających z usług pożyczkowych.

Ponadto należy podkreślić, że projekt zawiera propozycje zmian legislacyjnych dotyczących nie tylko regulacji typowo krajowych (jak np. zmiany przepisów kodeksu karnego), ale również przepisów prawa stanowiących implementację regulacji unijnych do polskiego porządku prawnego. Projekt wprowadza zmiany m. in. do ustawy o kredycie konsumenckim, stanowiącej implementację dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2008/48/WE w sprawie umów o kredyt konsumencki oraz uchylającą dyrektywę Rady 87/102/EWG. Zawiera także przepisy wprowadzające nadzór regulacyjny, system sankcji i komunikacji pomiędzy organami nadzoru w państwach członkowskich, w tym również komunikacji z Europejskim Urzędem Nadzoru Bankowego. Zakres projektu jest więc objęty prawem Unii Europejskiej i podlega obowiązkowi notyfikacji do Komisji Europejskiej. Z niezrozumiałych powodów projektodawca uznał jednak, iż notyfikacja nie jest wymagana.

Mając na względzie zasady prawidłowej legislacji oraz potrzebę zwiększania pewności prawa i uchwalania stabilnych przepisów, niezbędne jest skierowanie projektu do dalszych prac w celu wyeliminowania ryzyka wprowadzenia błędnych oraz szkodliwych przepisów. Wejście w życie projektowanych przepisów w obecnym kształcie wpłynie negatywnie na funkcjonowanie instytucji pożyczkowych i na dostęp do kredytowania. Ponadto, wbrew intencjom projektodawcy, wadliwe przepisy mogą zmniejszyć systemową ochronę konsumenta na rynku finansowym.

Arkadiusz Pączka, dyrektor Centrum Monitoringu Legislacji Pracodawców Rzeczypospolitej Polskiej

W Warszawie rośnie najwięcej wież w Europie

Biurowe wieże, które utworzą w Warszawie nowy hub biurowy są najtrudniejszymi z dotychczasowych realizacji deweloperów 

Rejon ronda Daszyńskiego i ulicy Towarowej to lokalizacja, która skupia najbardziej spektakularne projekty, które realizowane są dziś w Warszawie. To tu rośnie nowe, biznesowe zagłębie miasta. W perspektywie kilku najbliższych lat oddanych zostanie kilkanaście budynków wysokościowych, z których większość ulokowana jest w tej części miasta.

Bartłomiej Zagrodnik - Walter Herz.
Bartłomiej Zagrodnik – Walter Herz

– Znikoma podaż gruntów w centralnych obszarach Warszawy sprawia, że deweloperzy, którzy dysponują ziemią w najatrakcyjniejszych rejonach miasta decydują się na realizację bardzo złożonych projektów, w których powstają niezwykle trudne konstrukcyjnie obiekty wysokościowe. Takie budynki skupiają uwagę, zarówno inwestorów, jak i firm poszukujących powierzchni biurowych do wynajęcia. Ich lokalizacja oraz widowiskowa architektura przekłada się na szybką komercjalizację i gwarantuje stabilny zysk na dobrym poziomie. Stąd duże zainteresowanie inwestorów, o czym mogą świadczyć transakcje zawierane nierzadko tuż po zakończeniu budowy, jakie mogliśmy obserwować m.in. w przypadku Q22, Spark C, czy Browarów Warszawskich – wymienia Bartłomiej Zagrodnik, Partner Zarządzający w Walter Herz.

Ekspert przyznaje, że w centralnym obszarze aglomeracji skoncentrowanych jest większość realizowanych aktualnie w Warszawie dużych projektów, które w najbliższych latach dostarczą trzy czwarte nowej podaży w segmencie biurowym. – Najwięcej inwestycji prowadzonych jest w okolicy ronda Daszyńskiego. Ta lokalizacja już niedługo stanie się najciekawszym hubem biurowym Warszawy z licznymi obiektami wysokościowymi i miastotwórczymi kompleksami o charakterze wielofunkcyjnym – zauważa Bartłomiej Zagrodnik.

Las żurawi

W ciągu ostatnich trzech lat na tzw. bliskiej Woli, która zespoliła się już ze ścisłym centrum miasta, oferta biurowa wzrosła dwukrotnie. Motywacją do aktywności inwestycyjnej dla deweloperów było niewątpliwie uruchomienie drugiej linii metra. Liczne żurawie dźwigowe i inwestycje budowlane na różnym etapie zaawansowania są w tym rejonie od dawna stałym elementem krajobrazu.

Jesienią tego roku w pobliżu ronda Daszyńskiego do użytkowania oddana zostanie 130 metrowa Mennica Legacy Tower, realizowana przez Golub GetHouse i Mennica Polska S.A. Na powierzchni ponad 40 tys. mkw. swoją siedzibę w wieży będzie miał mBank, który wynajął w niej niemal całą powierzchnię. Będzie tam pracowało ponad 3 tys. osób.

W 2020 roku w panoramę Warszawy wpisze się też Skyliner firmy Karimpol o wysokości 195 metrów, który dostarczy łącznie prawie 44 tys. mkw. powierzchni najmu. Wysokościowiec powstający w otoczeniu ulic Prostej i Towarowej na 30 poziomach zaoferuje nowoczesne biura, a 4 przeznaczone będą na cele handlowo-usługowe. Na wysokości 165 metrów w wieżowcu zaprojektowany został dwupoziomowy Skybar, a w reprezentacyjnym, przeszklonym hallu o wysokości kilkunastu metrów „schody hiszpańskie”.

Największe projekty Ghelamco i Skanska

Na sąsiedniej działce rośnie natomiast kompleks The Warsaw Hub, który będzie miał bezpośrednie połączenie ze stacją metra rondo Daszyńskiego. Zakończenie prac budowlanych nad jego realizacją firma Ghelamco zapowiada na przełom 2019 i 2020 roku. Ten najbardziej zaawansowany technologicznie i największy projekt w historii firmy Ghelamco przyniesie Warszawie 113 tys. mkw. wielofunkcyjnej powierzchni. W skład inwestycji wchodzić będą trzy budynki, 86 metrowy obiekt hotelowy, gdzie ulokuje się hotel sieci Holiday Inn Express i pierwszy w Polsce Crowne Plaza oraz dwie 130 metrowe wieże biurowe. Wszystkie budynki połączy pięciokondygnacyjne podium, które stworzy wielkomiejską pierzeję ulicy Towarowej.

W pierwszym kwartale 2021 roku na mapie Warszawy pojawi się również wieżowiec, realizowany w projekcie Generation Park. Jesienią 2018 roku Skanska rozpoczęła budowę trzeciego, najwyższego, 38 piętrowego budynku w tej inwestycji. Wieża mierząca wraz z iglicą 180 metrów jest pierwszym tak wysokim obiektem realizowanym przez dewelopera w Polsce. Kompleks Generation Park, położony w kwartale pomiędzy ulicą Towarową, Prostą, Wronią i Łucką, jest też najwyższym budynkiem biurowym firmy Skanska w Europie Środkowo-Wschodniej. Kompleks składający się z trzech biurowców zaoferuje około 84 tys. mkw. powierzchni najmu.

Na początek 2021 roku także firma Ghelamco zapowiedziała ukończenie Warsaw Unit, swojego trzeciego projektu, który prowadzi przy rondzie Daszyńskiego. Po 220 metrowej wieży Warsaw Spire i The Warsaw HUB to kolejne przedsięwzięcie firmy, które zaowocuje spektakularnym obiektem wysokościowym. Wieża mierzyć będzie 180 metrów, a wraz z urządzeniami technicznymi 202 metry. Ulokowany pod prestiżowym adresem Rondo Daszyńskiego 1 biurowiec Warsaw Unit będzie miał kinetyczną fasadę typu „Dragon Skin”, złożoną z tysięcy ruchomych, aluminiowych płytek, które reagować będą  na wiatr i odbijać zmieniającą się barwę nieba.

Niebotyk przy Centralnym

Poza Generation Park firma Skanska kontynuuje też w rejonie ronda Daszyńskiego prace przy realizacji projektu Spark, w którym poza dwoma niższymi budynkami, które są już ukończone, powstaje 130 metrowa wieża. Wysokościowiec ma zostać oddany w 2021 roku. Kompleks położony przy ulicy Wolskiej, w pobliżu skrzyżowania ulicy Towarowej z aleją Solidarności, przyniesie Warszawie 70 tys. mkw. powierzchni biurowych.

W 2021 roku w inwestycji Varso Place, którą HB Reavis prowadzi w pobliżu warszawskiego Dworca Centralnego, ma natomiast zostać oddany największy budynek w Warszawie i w Unii Europejskiej. Niebotyk Varso Tower, mierzący z iglicą 310 metrów, zdeklasuje Pałac Kultury i Nauki (237 metrów z iglicą), który wciąż jest najwyższym budynkiem stolicy. Zlokalizowana przy ulicy Chmielnej, 53 piętrowa wieża zapewni mieszkańcom miasta taras widokowy położony na poziomie 230 metrów. Z Dworca Centralnego do Varso Tower będzie można przejść pasażem podziemnym. W ramach realizacji tego projektu, który dostarczy łącznie 144 tys. mkw. powierzchni najmu, powstaną też dwa niższe wieżowce o wysokości ponad 80 metrów i 90 metrów, których budowa ma zakończyć się na początku przyszłego roku. W jednym z nich otworzy się hotel NYX.

W 2020 roku będą też gotowe połączone częścią wspólną, bliźniacze wieże Widok Towers. 95 metrowy obiekt rośnie w miejscu wyburzonej Centrali Handlu Zagranicznego Universal, tuż za odnawianą właśnie Rotundą. Wysokościowiec dostarczy około 29 tys. mkw. powierzchni biurowych.

Obiekty w fazie projektowania

Ponadto, u zbiegu ulic Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej rusza właśnie budowa 93 metrowej wieży Central Point. 22 piętrowy biurowiec o powierzchni ponad 19 tys. mkw. zaoferuje dostęp do dwóch linii metra. Zakończenie budowy projektu firma Immobel planuje w drugim kwartale 2021 roku.

Jeszcze w pierwszej połowie tego roku na działce w kwartale ulic Świętokrzyskiej, Twardej, Mariańskiej i alei Jana Pawła II ma rozpocząć się również budowa PHN Tower. Kompleks biurowo-handlowy ma przynieść około 37 tys. mkw. powierzchni. Zakończenie budowy niższego budynku PHN przewidziane jest na 2021 rok, a oddanie 150 metrowego wieżowca na przełomie 2023 i 2024 roku.

Poza tym, Skanska przygotowuje do budowy biurowiec Warsaw One, który ma stanąć przy rondzie ONZ w miejscu obecnego budynku Ilmetu. Aranżowana wieża ma mieć wysokość 188 metrów. W warszawski skyline ma wpisać się też kilka obiektów, które są jeszcze w fazie projektowania, w tym m.in. Nowa Emilia przy ulicy E. Plater, czy inwestycja przy placu Grzybowskim.

Strategiczna współpraca Polpharmy i Microsoft nad wdrażaniem koncepcji Fabryki Przyszłości

Firmy Polpharma i Microsoft podpisały porozumienie, którego celem jest współpraca w zakresie wybranych projektów cyfrowej transformacji największej polskiej firmy farmaceutycznej. W ramach porozumienia firmy deklarują podjęcie działań w takich obszarach, jak: cyfryzacja procesów przemysłowych w całym łańcuchu wartości produkcji leków, zaawansowana analityka danych i wykorzystanie sztucznej inteligencji, oraz tworzenie cyfrowego miejsca pracy.

Mark Loughran, Dyrektor Generalny polskiego oddziału Microsoft, Markus Sieger, Prezes Grupy Polpharma
Od lewej: Markus Sieger, Prezes Grupy Polpharma.
Mark Loughran, Dyrektor Generalny polskiego oddziału Microsoft.

Strony deklarują gotowość do współpracy nad wdrażaniem koncepcji Fabryki Przyszłości, czyli cyfryzacji procesów przemysłowych w całym łańcuchu wartości produkcji leków, począwszy od laboratorium, poprzez planowanie i realizację cykli produkcyjnych, obsługę parku maszynowego i urządzeń, monitorowanie stanu i przewidywanie awarii, minimalizację przestojów, optymalizację procesów, kontrolę jakości i bezpieczeństwa, a także szkolenia i rozwój pracowników produkcji. Porozumienie przewiduje podjęcie przez Polpharmę działań wpisujących się w koncepcję Przemysłu 4.0. Wizja Microsoft Factory of the Future zakłada m.in. wykorzystanie takich technologii, jak Przemysłowy Internet Rzeczy, Automatyka Przemysłowa, Uczenie Maszynowe, Rozszerzona Rzeczywistość, Cyfrowy Bliźniak czy Blockchain do poprawy efektywności procesów biznesowych.

„Cyfryzacja jest istotnym elementem transformacji Grupy Polpharma. Z jednej strony pozwoli nam dostarczać wartościowe rozwiązania dla pacjentów, stanowiące połączenie farmaceutyków i nowych usług, z drugiej – umożliwi podniesienie elastyczności i zwinności biznesowej naszej organizacji. Technologie cyfrowe w procesie produkcji mają ogromny potencjał, ponieważ wpływają na efektywność wytwarzania, a co za tym idzie zwiększenie konkurencyjności Polpharmy jako największego producenta leków w Polsce” – Markus Sieger, Prezes Grupy Polpharma.

„Jesteśmy świadkami cyfrowej transformacji sektora opieki zdrowotnej, gdzie w centrum jest pacjent i jego potrzeby. Ta pozytywna zmiana jest możliwa, dzięki uwolnieniu potencjału danych przy zastosowaniu technologii przetwarzania w chmurze oraz sztucznej inteligencji. Łącząc siłę technologii Microsoft oraz innowacyjne rozwiązania naszych partnerów, wspieramy Grupę Polpharma w bardziej efektywnym wykorzystaniu zasobów oraz budowaniu nowych szans rynkowych w cyfrowych czasach” – podkreśla Mark Loughran, Dyrektor Generalny polskiego oddziału Microsoft.

Współpraca otwiera możliwość stworzenia centrów kompetencyjnych w obszarze zaawansowanej analityki dużych zbiorów danych, operacji predykcyjnych oraz usług kognitywnych. Zakłada również współpracę zespołu Polpharmy i Microsoft w obszarze analityki Big Data oraz sztucznej inteligencji.

Strony zamierzają również poszukiwać, testować i wdrażać cyfrowe rozwiązania w celu ciągłego doskonalenia i usprawniania całej organizacji Grupy Polpharma, jej procesów biznesowych, operacyjnych, jak i biurowych. Dotyczy to m.in. zastosowania technologii Robotic Process Automation.

„Już dziś koncentrujemy się na automatyzacji procesów, zastosowaniu robotyzacji w naszych zakładach, wsparciu organizacji dzięki zaawansowanej analityce danych. Jesteśmy na dobrej drodze, by stać się fabryką przyszłości. Nie zależy nam na posiadaniu gadżetów, ale użytecznych narzędzi, jak najbardziej dostosowanych do potrzeb naszego biznesu” – dodaje Markus Sieger.

Porozumienie przewiduje także podjęcie wspólnych działań na rzecz kreowania cyfrowego miejsca pracy przy wykorzystaniu Aplikacji i Usług Microsoft.

Union Investment TFI wpisane do ewidencji instytucji oferujących PPK

Union Investment TFI decyzją Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR) zostało wpisane do ewidencji instytucji, które mogą oferować Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK). Wpis do ewidencji prowadzonej przez PFR otwiera drogę do prowadzenia PPK.

Paweł Suwała, dyrektor działu klienta instytucjonalnego w Union Investment TFI
Paweł Suwała, dyrektor działu klienta instytucjonalnego w Union Investment TFI

– Rejestracja w ewidencji PFR to ostatni warunek, który musieliśmy spełnić, by móc oferować i wdrażać PPK w firmach. Im bliżej pierwszego obowiązkowego terminu, tym większe jest zainteresowanie przedsiębiorców warunkami oferty. Proponujemy naszym klientom wsparcie już na początkowym etapie komunikacji i wdrażania programu w firmie. Z myślą o potrzebach klientów i nałożonych na nich przez prawo obowiązkach, przygotowaliśmy narzędzie wspierające pracodawcę w obsłudze programu PPK. Jest to system, który będzie obsługiwał cały program i przejmie znaczną część obowiązków działu HR w zakresie PPK. Narzędzie to jest zintegrowane z popularnym systemem kadrowo-płacowym. Zapewniamy także bardzo kompleksowy system do obsługi PPK dla pracowników.  Pracownicze Plany Kapitałowe to dla wielu firm i ich pracowników swego rodzaju rewolucja, dlatego zapewniamy także powdrożeniowe wsparcie. Przygotowujemy akcje informacyjne dla pracowników, pomagamy pracodawcom w raportowaniu do instytucji nadzorujących  – mówi Paweł Suwała, Dyrektor Działu Klienta Instytucjonalnego, odpowiedzialny za PPK w Union Investment TFI.

Jak Europa poradzi sobie z niedoborem kierowców zawodowych?

Według Międzynarodowej Unii Transportu Drogowego (IRU) deficyt kierowców może sięgnąć nawet 40 proc., a 21 proc. stanowisk pracy w Europie jest nieobsadzonych.[1] Problem ten potwierdzają także wyniki najnowszego badania Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców. Ponad połowa respondentów ma problem ze znalezieniem rąk do pracy. Okazuje się, że dla rodzimych przewoźników stanowi to obecnie największe wyzwanie. Jeśli rocznie z zawodu odchodzi 25 tysięcy osób[2], a już teraz brakuje około 100 tysięcy fachowców, przyszłość transportu drogowego rysuje się w ciemnych barwach. Średni wiek kierowcy zawodowego to 42 lata[3], a młodych jest jak na lekarstwo. To nie jest bolączka tylko polskiej gospodarki, a problem międzynarodowy. Skoro 80 proc. transportu towarów odbywa się poprzez przewozy drogowe, to kto będzie jeździł w Europie za dziesięć lat?

Czarna dziura

Polska jest potentatem na rynkach europejskich w branży TSL. W 2016 roku rodzimi przewoźnicy osiągnęli 25 proc. udziału w obszarze przewozów między krajami europejskimi, zaś w samej Polsce transport międzynarodowy wygenerował ponad 5,1 proc. PKB.[4] Jednak tak korzystna sytuacja polskich firm transportowych nie jest równoznaczna z brakiem problemów w sektorze. Największym zagrożeniem dla tej branży jest niedobór wykwalifikowanych pracowników. Zgodnie z raportem PwC „Rynek pracy kierowców w Polsce” szacowany niedobór kierowców na rynku polskim w 2016 roku wynosił 100-110 tys. osób.[5] Dane wskazują, że rocznie z zawodu odchodzi ok. 25 tys. pracowników.

Kamil Wolański
Kamil Wolański

Kierowcy zawodowi są w deficycie, co potwierdzają liczne badania. W 99 proc. firm przewozowych brakuje przynajmniej jednego pracownika z uprawnieniami do prowadzenia pojazdu. 36 proc. truckerów potrzebuje maksymalnie tygodnia, by znaleźć nową pracę. Dokładnie tyle samo ankietowanych deklaruje, że otrzymuje propozycje pracy od konkurencji, zaś 46 proc. przewoźników znajduje pracownika w ciągu miesiąca, a aż 31 proc. pracodawców zajmuje to nawet kwartał.[6] [7] Także najnowszy Barometr Zawodów wskazuje na duże braki kierowców na terenie całej Polski, ze szczególnym uwzględnieniem zachodniej części kraju – zauważa Kamil Wolański, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców (OCRK).

Warto zwrócić uwagę na to, jakie straty ponosi przewoźnik w sytuacji, gdy nie ma kto jeździć – koszt nawet jednodniowego przestoju samochodu ciężarowego może sięgać 650 EUR.[8] 71 proc. ankietowanych firm transportowych w analizie „Dostępność, Stawki & Technologia: Europejskie Badanie Transportu Drogowego 2018” prognozowało wzrost cen za świadczone usługi. Dla 59 proc. respondentów determinantem podwyżki miał być brak kierowców.[9]

Polsko, nie jesteś sama

Zgodnie z danymi Generalnej Dyrekcji Ruchu Drogowego w Hiszpanii 72 proc. pracujących w charakterze zawodowego kierowcy ma więcej niż 50 lat! The Sun w styczniu 2018 alarmował swoich czytelników, że deficyt kierowców zawodowych w Wielkiej Brytanii zwiększa się aż o 50 osób dziennie.[10] Według najnowszego raportu Międzynarodowej Unii Transportu Drogowego (IRU) średni wiek pracowników tej grupy zawodowej w UE wynosi 44 lata. Brytyjscy truckerzy mają średnio 55 lat! Zaś w Niemczech w ciągu najbliższych pięciu lat z zawodu odejdzie aż 66 proc. kierowców. Obecnie brakuje tam około 45 000 pracowników z uprawnieniami do prowadzenia ciężarówki – dla określenia skali problemu warto również zwrócić uwagę, że takie dokumenty rocznie zyskuje tam ok. 2000 osób. [11] Ponadto Dania, Szwecja i Norwegia zgłaszają deficyty odpowiednio 2500, 5000, 3000 kierujących[12].

To absolutnie niepokojące dane, które wskazują, że kierowca to zawód starzejący się. Sytuacja jest bardzo podobna w większości państw europejskich. Z badań przeprowadzonych przez OCRK wynika, że średni wiek polskich kierowców wynosi 42 lata. Owszem, zachęca się młodych do pracy za kierownicą ciężarówki, prawie 95 proc. zatrudnionych jest w oparciu o umowę o pracę, a płaca w tym zawodzie jest wyższa niż  średnia krajowa i wynosi minimum około pięć tysięcy PLN netto. Jednak to wciąż za mało, by przyciągnąć młodszych pasjonatów transportu – mówi Kamil Wolański. – Skutki deficytu truckerów odczuwamy wszyscy, a wkrótce będą zauważalne jeszcze bardziej. Zmniejszająca się liczba kierowców powoduje wzrost cen przewozu towarów, które przekładają się na ogólne podwyżki cen produktów transportowanych ciężarówkami, w tym głównie żywności. Problemem są też opóźnienia w dostawach komentuje ekspert OCRK.

Środki zaradcze

Odpowiedzią na poszerzającą się liczbę wakatów w transporcie w Polsce i Europie jest napływ kierowców zza wschodniej granicy. Analizując dane Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego z ostatnich kilku lat, zauważalny jest wzrost ilości pracowników z krajów trzecich, którzy uzyskali świadectwa kierowców. W 2018 roku wydano 72 390 takich dokumentów, w tym ponad 56 tys. obywatelom Ukrainy, 13 622 Białorusinom, a 1075 Mołdawianinom. Dla porównania w 2017 wydano 46 178  świadectw, z czego 35 115 pracownikom z Ukrainy. Zaś pięć lat wcześniej – w 2014 roku GITD wydało zaledwie 6 809 dokumentów – analizuje ekspert OCRK. – Polska jest dobrym wyborem dla kierowców z Ukrainy czy Białorusi ze względu na stosunkowo niewielką odległość od rodzinnego domu, jednak rynki „starej Unii” kuszą pracowników ze Wschodu uproszczonymi przepisami i wyższymi zarobkami – dodaje.

Polska także zmienia przepisy, by zwiększyć ilość potencjalnych kandydatów do pracy za kółkiem.  Ważnym krokiem jest przywrócenie do szkół zawodowych kierunku kierowca-mechanik. W październiku ubiegłego roku wprowadzono zmianę ustawy o kierujących pojazdami, w myśl której całkowity lub częściowy ubytek słuchu nie jest przeciwwskazaniem do uzyskania uprawnień kierowania pojazdami.[13] Nieustannie trwają także prace nad poprawieniem bezpieczeństwa w branży. Pod koniec 2018 roku Unia Europejska zadeklarowała wielomilionowe inwestycje w infrastrukturę parkingową tak, by na terenie Wspólnoty powstało ok. 100 tys. nowych i przede wszystkim – bezpiecznych miejsc parkingowych dla ciężarówek.

Zmiany są widoczne, jednak ich rezultat będzie odczuwalny za kilka, a nawet kilkanaście lat. To, co możemy zrobić tu i teraz, to zapewnić kierowcom godne warunki pracy oparte na szacunku i wynagrodzeniu adekwatnym do wykonywanych obowiązków. Ważne są również wszelkie ułatwienia dla pracujących za kółkiem – od dobrze wyposażonego pojazdu i rozwiązań telematycznych, jak na przykład GBOX, ułatwiających pokonywanie trasy, po wsparcie ekspertów w sytuacjach kryzysowych. A są nimi między innymi kłopotliwe kontrole drogowe poza granicami kraju, konieczność kompletowania dokumentacji czy poprowadzenie komunikacji z inspekcjami z Francji, Niemiec czy Austrii, czyli w krajach, do których polscy kierowcy podróżują najczęściej – mówi Kamil Wolański, OCRK.

[1] https://www.iru.org/resources/newsroom/fifth-driver-positions-unfilled-european-road-transport-sector

[2] Rynek pracy kierowców zawodowych, PwC.

[3] Badanie Kim jest polski kierowca ciężarówki, Ogólnopolskie Centrum Rozliczania Kierowców, 2018.

[4] http://pitd.org.pl/wp-content/uploads/2018/01/raport_Styczen2018.pdf

[5] https://www.pwc.pl/pl/pdf/pwc-raport-rynek-pracy-kierowcow.pdf

[6] http://pitd.org.pl/wp-content/uploads/2018/01/raport_Styczen2018.pdf

[7] https://www.pwc.pl/pl/pdf/pwc-raport-rynek-pracy-kierowcow.pdf

[8] https://www.pwc.pl/pl/pdf/pwc-raport-rynek-pracy-kierowcow.pdf

[9]https://www.mercareon.com/fileadmin/Structure_images_TYPO3/files/Report/PL/Dostepnosc_Stawki_Technologia_Europejskie_Badanie_Transportu_Drogowego_2018_Raport_Transporeon.PDF

[10] https://www.thesun.co.uk/news/5335306/trucker-shortage-threatens-post-brexit-trade-boom-with-45000-jobs-to-fill/

[11] https://theloadstar.com/truck-driver-shortage-crisis-now-spreading-across-whole-europe/

[12] https://www.lloydsloadinglist.com/freight-directory/news/European-truck-driver-shortage-now-major-problem-for-shippers/74206.htm#.XOOzjcgzaM9

[13] Ustawa z dnia 12 kwietnia 2018 r.

Budowa domu z drewna kosztuje średnio 369 000 PLN. Raport Oferteo

Średnio 369 000 PLN za budowę domu z drewna. Raport Oferteo.pl_Polacy, którzy budują swój dom z drewna, rzadko decydują się na duży metraż, a szacunkowe koszty inwestycji w ich przypadku wynoszą średnio 369 tys. zł. W przeciwieństwie do wybierających tradycyjne technologie, chętniej decydują się na realizację według indywidualnego projektu architektonicznego (62%) niż na kupno gotowego – wynika z raportu opracowanego przez Oferteo.pl.

Powierzchnia domuPolacy nie budują dużych domów z drewna

Polacy, którzy wybrali drewno do budowy domu, stawiali w większości nieduże budynki. Połowa z nich miała metraż nieprzekraczający 100 m2. Nieco rzadziej, bo w 40% przypadków, nieruchomości miały od 101 do 150 m2. Duże domy z drewna nie cieszyły się popularnością wśród budujących. 8% respondentów wybrało taki o wielkości między 151 a 200 m2, a większy niż 201 m2 – tylko 2%.

369 000 zł za drewniany dom

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Oferteo.pl, największego polskiego serwisu łączącego poszukujących usług budowlanych z ich dostawcami, koszt budowy domu z drewna wyniósł inwestorów w 2018 roku średnio 369 tys. zł. Kwota ta jest stosunkowo niewielka, biorąc pod uwagę średnie koszty budowy domu w Polsce. Wpływ na nią ma jednak nie tylko technologia, ale też wielkość domu, a ta w przypadku budujących z drewna była zwykle nieduża.

Termin rozpoczęcia budowyRozpoczęcie prac w ciągu kilku miesięcy

Według badania Oferteo.pl osoby planujące budowę drewnianego domu najczęściej potrzebują kilku miesięcy na rozpoczęcie prac budowlanych. Prawie dwie trzecie z nich chce rozpocząć je w ciągu pół roku, a 34% – trzech miesięcy. Tylko 1% ankietowanych jest gotowych, aby przystąpić do prac już w przeciągu najbliższego miesiąca od złożenia zlecenia.

Poszukiwania odpowiedniej ekipy budowlanej do budowy domu z drewna to duże wyzwanie, bo zespołów specjalizujących się w tego typu budownictwie jest stosunkowo niewiele. Przede wszystkim należy zwracać uwagę na doświadczenie fachowców i opinie na temat interesującej nas ekipy. Warto także zainteresować się dofinansowaniami, które przyznawane są przez państwo na budowę domu energooszczędnego – radzi Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl.

Domy szkieletowe zdecydowanie najpopularniejsze

Wśród Polaków decydujących się na budowę domu z drewna w 2018 roku większą popularnością cieszyły się tańsze w budowie domy szkieletowe (kanadyjskie) – taką technologię wybrało aż 78% ankietowanych. Polega ona na wybudowaniu konstrukcji z belek połączonych gwoźdźmi i wypełnieniu jej materiałem termoizolacyjnym. Taki dom jest energooszczędny, a jego budowa może potrwać krócej niż domu stawianego w tradycyjnej technologii. Pozostałe 22% ankietowanych postawiło na domy z bali, których budowa jest droższa głównie ze względu na koszty litego drewna.

Oryginalne projekty częściej wybierane wśród budujących z drewna

Wyniki raportu Oferteo.pl, , wskazują, że Polacy budując dom z drewna, znacznie chętniej decydują się na zrealizowanie indywidualnego projektu. W 2018 roku aż 62% zleciło architektowi zaprojektowanie wyjątkowego domu tylko dla nich. 38% wybrało prostszą i zwykle tańszą opcję, jaką jest zakup w biurze architektonicznym gotowego projektu. To odwrotnie niż w przypadku osób, które budowały w tradycyjnych technologiach. Spośród nich 63% zdecydowało się na kupno gotowego planu, a jedynie 37% – na współpracę z architektem.

Najwięcej domów z drewna woj. śląskim i mazowieckim

W 2018 roku na budowę domu z drewna decydowali się najczęściej mieszkańcy województwa mazowieckiego i śląskiego. Pochodziło z nich prawie co czwarte zapytanie złożone w serwisie Oferteo.pl. Na kolejnym miejscu znalazło się województwo dolnośląskie z 10% udziałem i małopolskie (8%). Najrzadziej drewniany dom budowali mieszkańcy województw świętokrzyskiego i opolskiego – po 2%.

Metodologia badania

Przedstawione w „Raporcie o budowie domów w Polsce” dane pochodzą z analizy ponad 17 tysięcy zapytań ofertowych złożonych w 2018 roku w serwisie Oferteo.pl przez osoby poszukujące towarów i usług związanych z budową domów oraz z badania ankietowego przeprowadzonego w styczniu 2019 roku metodą CAWI na próbie 600 osób, które w 2018 roku budowały dom.