Nowe ramy ONZ dla zrównoważonego inwestowania w nieruchomości

Działająca w ramach inicjatywy finansowej programu środowiskowego ONZ (UNEP FI) grupa robocza ds. nieruchomości przygotowała wspólnie z partnerami praktyczne ramy dla nowego modelu finansowania inwestycji zorientowanych na realizację globalnych celów zrównoważonego rozwoju.

25 wiodących inwestorów instytucjonalnych oraz podmiotów zarządzających aktywami wchodzących w skład działającej w ramach UNEP FI grupy roboczej ds. nieruchomości opublikowało wspólnie z partnerami (RICS, PRI, IIGCC, AIGCC i IGCC[1]) nowe wytyczne w zakresie opracowania i wdrożenia opartego na rzeczywistym wpływie na środowisko podejścia w zakresie finansowania i zarządzania nieruchomościami. ‘Ramy dla inwestowania w nieruchomości z pozytywnym wpływem’ (Positive Impact Real Estate Investment Framework) są odpowiedzią na rosnące zainteresowanie sektora finansowego inwestycjami prowadzącymi do rozwoju bardziej produktywnych, sprawiedliwych, zdrowych i odpornych na wstrząsy gospodarek oraz społeczeństw.

W ‘Positive Impact’ wyraża się holistyczne podejście do finansowania nieruchomości, które wymaga przeprowadzenia analizy zarówno pozytywnych, jak i negatywnych skutków aktywów na środowisko; uwzględnienia trzech wymiarów danej inwestycji – gospodarczego, społecznego i środowiskowego; zapewnienia przejrzystości oraz oceny stosowanych metodologii i możliwych skutków na środowisko. ‘Ramy dla inwestowania w nieruchomości z pozytywnym wpływem’ oferują instytucjom narzędzie pozwalające zidentyfikować „obszary oddziaływania” oraz powiązane z nimi możliwości inwestycyjne, zmierzyć wpływ przed i po dokonaniu inwestycji oraz przeorientować możliwości instytucjonalne i kapitał pod kątem realizacji celów zbieżnych z celami zrównoważonego rozwoju. Ramy te czerpią z inicjatywy ONZ o nazwie ‘Impact Radar’ stanowiącej przełożenie celów zrównoważonego rozwoju na koncepcje o znaczeniu biznesowym oraz umożliwiającej ocenę wpływu finansowego inwestycji.

W ramach popularyzacji ‘Ram dla inwestowania w nieruchomości z pozytywnym wpływem dla środowiska’ UNEP FI oraz partnerzy współpracujący zorganizują w pierwszej połowie 2019 r. serię webinariów i wydarzeń dla inwestorów w nieruchomości w kilku regionach świata. W 2019 r. przewidziane jest także opublikowanie ‘zaproszenia do zgłaszania studiów przypadku’ dotyczących inwestycji, w odniesieniu do których zastosowano Ramy.

„Ramy dla inwestowania w nieruchomości to pozycja obowiązkowa dla osób działających na rynku najmu oraz inwestorów pragnących zwiększyć swój wpływ na środowisko. Są one także wyrazem skuteczności instytucji działających na rzecz zrównoważonego finansowania inwestycji w nieruchomości”, Eric Usher, kierownik, Inicjatywa Finansowa Programu Środowiskowego ONZ.

„Sektor nieruchomości i szerzej środowiska budowlanego zdecydowanie powinien wdrożyć cele zrównoważonego rozwoju ONZ. Osiągnięcie konkretnych efektów w tym zakresie możliwe będzie wyłącznie wtedy, gdy pomożemy profesjonalistom sektora w uczynieniu priorytetowym analizowanie inwestycji pod kątem zarówno pozytywnych, jak i negatywnych skutków dla środowiska. Inicjatywy takie, jak opracowanie Ram, to konkretny przykład wsparcia profesjonalistów działających w branży w tym właśnie kierunku”, Sean Tompkins, dyrektor generalny, RICS.

„Jako wieloletni członek działającej w ramach UNEP FI grupy roboczej ds. nieruchomości, PRI, miało swój rzeczywisty wkład w opracowanie niniejszego raportu. Publikacja zawiera przydatne wytyczne dla inwestorów w nieruchomości, którzy chcą wdrożyć strategię opartą na konkretnych efektach oddziaływania na środowisko”, Fiona Reynolds, dyrektor generalny, Principles for Responsible Investment.

„Z zadowoleniem przyjmujemy publikację wytycznych, które będą ważnym narzędziem dla inwestorów chcących zwiększyć swój wkład w realizację celów zrównoważonego rozwoju i przyczyniać się do tworzenia niskoemisyjnej przyszłości”, Stephanie Pfeifer, dyrektor generalny, Institutional Investors Group on Climate Change (IIGCC).

[1] United Nations Environment Program Finance Initiative (Inicjatywa Finansowa Programu Środowiskowego ONZ); Royal Institution of Chartered Surveyors (Królewskie Stowarzyszenie Dyplomowanych Rzeczoznawców); Principles for Responsible Investment (Organizacja ds. Zasad Odpowiedzialnego Inwestowania); Institutional Investors Group on Climate Change (Grpa Inwestorów Instytucjonalnych ds. Zmiany Klimatu); Asia Investor Group on Climate Change (Grupa Inwestorów w Azji ds. Zmiany Klimatu); Investor Group on Climate Change (Grupa Inwestorów ds. Zmiany Klimatu).

Vivid Games zwiększa skalę – w 2019 r. chce wydać kilkanaście nowych gier

Blisko 2,0 mln zł finansowania na rozwój portfolio oraz marketing i promocję nowych tytułów trafi do Vivid Games. Środki będą pochodziły ze sprzedaży na rzecz inwestora instytucjonalnego części akcji przez zarząd spółki. Celem bydgoskiej firmy na 2019 r. jest znaczne zwiększenie liczby pobrań i monetyzacji.

Sukcesywnie zwiększamy skalę działalności. W 2018 r. odbyły się 3 premiery, a gry pobrane zostały łącznie 22 miliony razy. W 2019 r. plany są dużo ambitniejsze. Skokowy wzrost przychodów możliwy będzie dzięki dużo większej liczbie premier, coraz bardziej wydajnej monetyzacji oraz nakładom na marketing bezpośredni. Bieżące potrzeby operacyjne finansujemy z wpływów ze sprzedaży, jednak skuteczne realizowanie nowej strategii wymaga  inwestycji. Uznaliśmy, że najszybszym sposobem na dokapitalizowanie firmy, będzie sprzedaż części naszych akcji i wprowadzenie pozyskanych środków do spółki – tłumaczy Remigiusz Kościelny, prezes Vivid Games.

Członkowie zarządu zbyli na rzecz inwestora instytucjonalnego łącznie 1 500 000 akcji. – Szczegółowe warunki finansowania określi Rada Nadzorcza, której posiedzenie odbędzie się w najwcześniejszym możliwym terminie- tłumaczy Kościelny.

Strategia Vivid Games zakłada publikację znacznej liczby gier hyper-casual, gier z segmentu mid-core oraz intensyfikację działań marketingowych. – Dodatkowe środki wykorzystamy głównie na inwestycje związane z pozyskiwaniem nowych gier oraz działania marketingowe. Zwiększą one również stabilność finansową spółki. Na bieżąco analizujemy nasze potrzeby versus możliwości pozyskania dodatkowego finansowania – podkreśla Remigiusz Kościelny.

W ubiegłym tygodniu na rynek trafiła pierwsza gra w programie wydawniczym tytułów hyper-casual Pocket Mini Golf, a 28 marca do dystrybucji trafi Endless Lake. Jednocześnie Vivid Games poinformował, że w tym tygodniu do fazy soft-launch trafią kolejne 3 tytuły – Skyward dash, Slider Road i Crash Drivers.  Pierwszą grą mid-core własnej produkcji zapowiedzianą na ten rok jest Zombie Blast Crew, której premiera zaplanowana jest na III kwartał.  – Dywersyfikacja segmentów gier oraz modelu biznesowego (mikropłatności i wyświetlanie reklam), jak również znacznie większa ilość wydawanych gier daje nam znacznie większą szansę na powodzenie przy minimalizacji ryzyka – kontynuuje Kościelny.

Trendy na rynku wody. Wartość rynku wody butelkowanej przekroczy 6 mld zł

W 2018 r. w Polsce wyprodukowano 46,4 mln hektolitrów wód mineralnych i gazowanych niesłodzonych i niearomatyzowanych, czyli o ponad 18% więcej niż rok wcześniej i produkcja ta stanowiła 61% w całkowitej produkcji wód (wzrost udziału o 13 p. p. w stosunku do roku poprzedniego). Jednocześnie zwiększyła się produkcja wód z dodatkiem cukru i innych substancji słodzących lub smakowych o prawie 9% do 36,7 mln hektolitrów – wynika z analizy ekspertów Banku BGŻ BNP Paribas na podstawie danych GUS. 99% polskiej produkcji wody kierowane jest na rynek krajowy.

Woda jest drugą największą kategorią tzw. dóbr szybko zbywalnych pod względem wartościowym. Tempo wzrostu jej sprzedaży jest szybsze niż napojów bezalkoholowych ogółem (całej kategorii). Poza niekwestionowaną wartością metaboliczną wody, kluczowym czynnikiem wzrostu, jest też trend zdrowego odżywiania charakteryzujący się kontrolą ilości cukru w żywności i napojach, skłaniający konsumentów do wyboru wody butelkowanej jako zdrowszej alternatywy wobec innych napoi bezalkoholowych.

22 marca obchodzony jest Światowy Dzień Wody, ustanowiony przez ONZ. Ma on na celu uświadomienie wpływu prawidłowej gospodarki wodnej na kondycję gospodarczą i społeczną.

Według danych Nilsen, w 2018 r., wielkość rynku detalicznego wody butelkowanej w Polsce wyniosła 4,02 mld litrów (wzrost o 4,4% r/r) i osiągnęła wartość 4,39 mld zł (wzrost o 2,6% r/r). Biorąc pod uwagę sprzedaż wody w innych kanałach tj. HoReCa, cały krajowy rynek wód butelkowych szacowany jest na  4,7 mld litrów (wzrost o 3,6% r/r). to oznacza, że sprzedaż detaliczna ma aż 84,6% udziału w całym rynku wody butelkowanej w Polsce.

– Woda niegazowana stanowi niemal połowę wartości sprzedaży detalicznej wody butelkowanej i jednocześnie odpowiada za 54% jej całkowitego wolumenu. Na przestrzeni ostatnich pięciu lat zarówno wartość, jak i wolumen sprzedaży wody niegazowanej stabilnie rosły w tempie podobnym do wzrostu całego segmentu wody butelkowanej. Drugą co do wielkości kategorią jest woda gazowana, która stanowi 30 proc. wartości sprzedaży detalicznej, a trzecią  są wody smakowe – mówi Karolina Załuska, ekspert ds. Analiz Sektorowych i Rynków Rolnych w Banku BGŻ BNP Paribas.

To co charakteryzuje ten sektor, to silna zależność popytu od warunków pogodowych i związana z tym sezonowość produkcji, która jest wyższa w miesiącach wiosenno-letnich. Dlatego też długie i gorące lato w 2018 r. oraz rosnący dochód gospodarstw domowych miały pozytywny wpływ na rynek wody w Polsce. Średnia cena jednostkowa rynku detalicznego wody wyniosła 1,09 zł/litr, co oznacza ponad 1% wzrost r/r. Konsumpcja wody butelkowanej była o 3,3% wyższa niż w roku poprzednim oraz o 13,5% wyższa od średniej pięcioletniej i wyniosła 105,2 litra/osobę. Nadal jednak poziom konsumpcji wody butelkowej w Polsce jest niższy niż w krajach Europy Zachodniej UE.

Sprzyjające uwarunkowania przełożyły się na dalszy wzrost wolumenu produkcji wody butelkowanej w kraju. Wg danych GUS, w zeszłym roku wyprodukowano 46,4 mln hektolitrów wód mineralnych i gazowanych niesłodzonych i niearomatyzowanych, czyli o ponad 18% więcej niż rok wcześniej i produkcja ta stanowiła 61% w całkowitej produkcji wód (wzrost udziału o 13 p. p. w stosunku do roku poprzedniego). Jednocześnie zwiększyła się produkcja wód z dodatkiem cukru i innych substancji słodzących lub smakowych o prawie 9% do 36,7 mln hektolitrów. Analizując dane handlowe należy stwierdzić, że prawie cała (99%) polska produkcja wody kierowana jest na rynek krajowy.

Trendy na rynku wody

Wzrost wartości rynku wód butelkowanych w Polsce jest spowodowany silną potrzebą konsumentów przestawiania się na wodę. Według danych firmy Mintel, 35% dorosłych Polaków wypiło więcej wody butelkowanej w 2018 r. niż rok wcześniej. Przy czym aż 91% tej grupy piło więcej wody, zastępując nią słodkie napoje typu cola, czy napoje na bazie soków. Podobnie 70% tej grupy Polaków, którzy wypili więcej wody butelkowanej, zastępowało nią napoje z kofeiną, tj. kawa czy herbata.

Kolejnym silnym trendem oddziałującym na rynek wody jest potrzeba zwiększonego nawodnienia, a co za tym idzie stopniowe zyskiwanie na znaczeniu wód smakowych i funkcjonalnych. Jak wynika z danych Mintel, Polska odpowiada za 10% wszystkich europejskich wód smakowych, co oznacza wzrost o 7% od 2017 r. Ponadto, 52% konsumentów wody butelkowanej w Polsce deklaruje, że chce kupować wodę z witaminami, 37% chce nabywać wodę butelkowaną ze składnikami zwiększającymi energię, a 10% chce dodatku białka do wody. Dlatego też, odpowiadając na  zainteresowanie konsumentów, na polskim rynku pojawia się coraz więcej wód butelkowanych z tego rodzaju deklaracjami na etykiecie.

Znaczącym trendem jest również  obawa dotycząca opakowań wody butelkowanej. W społeczeństwie rośnie świadomość negatywnego wpływu jednorazowych plastikowych opakowań wody butelkowanej na zanieczyszczenie środowiska. Wg badań firmy Mintel, 44% dorosłych Polaków używa butelki wielokrotnego użytku, natomiast w grupie 16-24-latków udział ten wzrasta do 56%. Ponadto, 45% polskich dorosłych podziela pogląd, że woda butelkowana bardziej przyczynia się do zanieczyszczenia tworzywami sztucznymi niż inne napoje. Umacnianie się trendu do ponownego napełniania butelek wielokrotnego użytku wodą z kranu, stanowi zagrożenie dla wody butelkowanej. Świadomi tego producenci wód butelkowanych angażują się w ambitne cele zrównoważonego rozwoju oraz pojawiają się próby wykorzystywania butelek wielokrotnego użytku w tym segmencie rynku.

Ponieważ na tym rynku dominujące znaczenie, poza dobrą pogodą, ma silna dodatnia korelacja poziomu spożycia wód butelkowanych z dochodami, to wzrost zamożności Polaków powinien pozytywnie przełożyć się na zużycie wody w Polsce. Istnieje zatem potencjał do dalszego wzrostu konsumpcji i rozwoju tej branży, a wartość sprzedaży detalicznej wody butelkowanej w Polsce  do 2020 r. zdaniem analityków Banku BGŻ BNP Paribas  może przekroczyć poziom 6 mld zł.

Nowe etykiety efektywności energetycznej

Bruksela uzgodniła nowe etykiety porównujące efektywność energetyczną podobnych produktów, tematem tym zajął się też polski rząd. Na nowej skali jasno zobaczymy, że większość kupowanych przez nas produktów znajduje się w dolnej części skali.

Nowe etykiety energetyczne początkowo będą miały zastosowanie do telewizorów, monitorów i wyświetlaczy, lodówek, pralek i suszarek, zmywarek oraz produktów oświetleniowych. Pojawią się w sklepach w marcu 2021 roku roku, około rok później niż początkowo planowano. Komisja Europejska właśnie uzgodniła ten termin i upubliczniła wzory etykiet. Według założeń, łatwiej rozpoznamy, jaki sprzęt opłaca się kupić.

Przede wszystkim skala będzie czytelniejsza, wróci do zakresu A-G. W nowym oznaczeniu znikną dotychczasowe plusy przy literze A. Obecne etykiety energetyczne z trudem oddają postęp technologiczny. Trzeba było wprowadzić plusy przy klasie A, co nie jest czytelne dla wielu kupujących. Kupując produkt klasy A+, mogą sądzić, że wybierają teraz jeden z najbardziej wydajnych produktów na rynku, podczas gdy w rzeczywistości jest odwrotnie.

Urządzenie o najwyższej obecnie klasie A+++ otrzymają w nowej skali etykietę C. Najmniej efektywne energetycznie urządzenia A+ zyskają oznaczenie F-G. Oznaczenia A i B, które zostają teraz puste, będą mogły w przyszłości uzyskać jeszcze bardziej wydajne lodówki, pralki, telewizory czy lampy.

– Polacy rzadko przy zakupach kierują się etykietą energetyczną. Kupują najczęściej teraz sprzęt klasy A+, który stanowił ponad 50 proc. wolumenu sprzedaży w 2018 r., jak szacuje związek pracodawców AGD Applia Polska. Co ważne, za dwa lata taki sprzęt oznaczony będzie literą G – na samym dole skali – mówi w rozmowie z MarketNews24 Magdalena Skłodowska, WysokieNapiecie.pl. – Sprzęt klasy A+++ (w nowym oznaczeniu C) stanowi teraz margines polskich zakupów, pomimo tego, że każdy dodatkowy plus na etykiecie daje 20-30 proc. oszczędności prądu. Dla konsumentów jest to najbardziej istotne w przypadku lodówek.

Złagodzono sankcję odebrania dofinansowania PFRON

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) pozytywnie ocenia najnowszą zmianę ustawową, dzięki której dofinansowanie PFRON nie będzie odbierane, jeżeli suma składek opóźnionych o 14 dni nie przekroczy 2% składek należnych w danym miesiącu. Nowe przepisy mają zastosowanie również do spraw rozstrzyganych w postępowaniach sądowych, które nie zostały zakończone do 1 stycznia 2019 r. To realizacja jednego z postulatów zgłoszonych przez serwis Głos Przedsiębiorcy.

Utrzymanie zatrudnienia osób niepełnosprawnych w dużej mierze zależy od wsparcia z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON). Stabilność tego wsparcia jest kluczowa z punktu widzenia zarówno osób niepełnosprawnych, jak i ich pracodawców. Uzyskanie dofinansowania zależne jest od sumiennego uiszczania składek na ubezpieczenie społeczne.

Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP)
Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP)

„Obowiązujące do końca 2018 roku przepisy powodowały, że nawet drobna korekta deklaracji dotyczącej składek powodowała całkowitą utratę dofinansowania za miesiąc, którego dotyczyła. Tym samym przepisy rodziły bardzo duże ryzyko utraty dofinansowania, gdy dojdzie do nawet drobnego błędu w obliczeniu i uiszczeniu składek na ubezpieczenie społeczne lub korekt wynikających przykładowo ze zwolnień chorobowych. Nie miało przy tym znaczenia, czy do uchybienia przyczynił się sam pracodawca, czy np. wynikało ono z pomyłki w oświadczeniu złożonym pracodawcy przez niepełnosprawnego pracownika. Margines błędu 2% jest bardzo mały, ale na pewno będzie pomocny i podniesie bezpieczeństwo zatrudnienia osób niepełnosprawnych. Przyjęty kierunek zmian jest korzystny dla pracowników i pracodawców” – mówi Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Głos Przedsiębiorcy to narzędzie Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii (MPiT) na portalu biznes.gov.pl, którego celem jest ułatwienie polskim przedsiębiorcom komunikacji z urzędnikami. Każdy może zgłosić propozycje zmian w przepisach, które mogą usprawnić funkcjonowanie biznesu w Polsce. Za pośrednictwem formularza online można zgłaszać swoje pomysły i inicjatywy ustawodawcze, które następnie są oceniane przez internautów. Najwyżej oceniane projekty trafiają do odpowiedniego urzędu, którego zadaniem jest sprawdzenie, czy i kiedy proponowane zmiany mogą wejść w życie.

Co zrobi FED?

Rezerwa Federalna w 2019 roku dokonała wyraźnego zwrotu w kierunku łagodniejszej polityki. Na marcowym posiedzeniu zostanie on sformalizowany poprzez ujęcie go ramy prognoz makro, a przede wszystkim projekcji optymalnego poziomu stóp procentowych.

Bartosz Sawicki, Dyrektor Departamentu Analiz w Domu Maklerskim TMS Brokers
Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz w TMS Brokers

Dwudniowe posiedzenie FOMC kończy się w środę decyzją, która zostanie przedstawiona o 19:00 polskiego czasu. Pół godziny później rozpocznie się konferencja prasowa Jerome Powella. Marcowemu posiedzeniu towarzyszy odświeżenie projekcji makro i stóp procentowych. Spodziewamy się utrzymania kosztu pieniądza w przedziale 2,25-2,50 proc. i obniżenia liczby zapowiadanych na 2019 rok podwyżek stóp procentowych (tzw. dot chart) z dwóch do jednej. Mamy jednak jednocześnie bardzo poważne wątpliwości, czy cykl będzie jeszcze w ogóle kontynuowany.

Uważamy, że Fed jasno zakomunikuje, że nie zamierza w najbliższym czasie dostosowywać poziomu stóp, ale jednocześnie podtrzyma gotowość do kontynuacji cyklu tak długo jak perspektywy gospodarki nie staną się jednoznacznie negatywne. Te dwie podwyżki, które prawdopodobnie pozostaną w projekcji, nie będą jednak dyskontowane przez rynek, który wie, że Rezerwa Federalna będzie wykazywać się cierpliwością przed kolejną zamianą kosztu pieniądza. Sporo w ostatnim czasie było przecież nawet głosów za redukcją stóp. Pokazuje to, że w FOMC niepodzielną przewagę posiadają zwolennicy łagodnej polityki. Jest to przecież zresztą tendencja globalna, dotycząca najważniejszych banków centralnych.

Jeśli chodzi o najważniejsze dla polityki Fed kwestie, to należy podzielić je na dwie kategorie. Czynniki krajowe zdają się faworyzować kontynuację normalizacji. Warunki finansowe uległy od początku roku wyraźnemu poluzowaniu, co jest ewidentne już po pierwszym spojrzeniu nawet na wartości amerykańskich indeksów giełdowych. Jednocześnie nastroje konsumenckie nie załamały się trwale pod wpływem paraliżu administracji (government shutdown) i czynników o globalnym charakterze. Najważniejsze miary (indeks Conference Board, czy wskaźnik Uniwersytetu Michigan) wciąż przybierają wartości bliskie cyklicznych maksimów. W ostatnim kwartale 2018 roku gospodarka wykazała więcej niż przyzwoitą, 2,6 – proc. dynamikę PKB. Co prawda, gorzej wypada seria odczytów z tego roku: sprzedaż detaliczna wypada mizernie, w styczniu produkcja przemysłowa spadła, a w lutym nie dodano w sektorze pozarolniczym właściwie żadnych etatów. W dużej mierze to jednak pokłosie czynników pogodowych i government shutdown. Nie ma ewidentnych oznak, że należy bić na alarm i wieścić recesję. Nie wolno też zapominać, że spowolnienie wcześniej było przez rynek antycypowane. Scenariuszem bazowym od dawna było wyhamowanie impetu pod wpływem wygasania efektów stymulacji fiskalnej oraz rosnącego ciężaru wyższych stóp procentowych.

Przechodząc do czynników globalnych: wciąż nie została rozwiązana kwestia wojen handlowych. Odsunięcie szczytu Trump – Xi pokazuje, że progres w negocjacjach nie jest zadowalający. Jednocześnie słabość wielu gospodarek, zwłaszcza europejskiej jest nierozwiązanym problemem i przekłada się do spółki z konfliktem handlowym na spadek wolumenu w handlu zagranicznym. Indeksy mierzące poziom zaskoczenia danymi makro w światowej gospodarce spadły w marcu na cykliczna minima i do wartości najniższych od 2013 roku.

Biorąc to wszystko pod uwagę i łącząc z brakiem zagrożenia silną presją inflacyjną, Fed uważa, że nie ma potrzeby zmiany strategii obranej zaledwie w styczniu i zamierza zaczekać na opadnięcie kurzu wojen handlowych i rozwianie wątpliwości dotyczących kondycji gospodarki USA. Dominujący wśród decydentów podgląd, że obecnie stopy są w dolnym zakresie szacunków stopy neutralnej wspiera takie podejście. Innymi słowy: kształt polityki jest niemal neutralny dla gospodarki, ani nie stymuluje wzrostu, ani nie chłodzi koniunktury. Pauza pozwolić może też na płynne przejście do polityki luzowania, jeśli dynamika PKB obniży się pod potencjalne tempo wzrostu amerykańskiej gospodarki lub wskaźniki inflacyjne zaczną nurkować.

Od grudnia 2015 stopy podniesiono dziewięć razy (o łącznie 225 pb), od półtora roku trwa też comiesięczne ograniczanie sumy bilansowej, którą z wykorzystaniem ilościowego luzowania i w odpowiedzi na globalny kryzys finansowy napompowano z niespełna 1 bln USD do około 4,5 bln USD. Rozpoczęty w październiku 2017 roku proces po roku, czyli zaledwie kilka miesięcy temu osiągnął docelowe tempo 50 mld USD na miesiąc. Jasnym stało się w ostatnich miesiącach, że instrument ten niebawem zostanie (przynajmniej przejściowo) odłożony na półkę. Oczywiście było to spore zaskoczenie, gdyż wcześniej Powell wskazywał, że redukcja bilansu nie podlega dyskusji i nie będzie żadnego dostrajania w tym zakresie. Zmiany w oddziaływaniu polityki miały wynikać ze zmian w tempie podnoszenia stóp. Jeśli Fed miałby odejść od polityki kurczenia bilansu już jesienią, to zrobiłby to z bilansem o wartości ponad 3,5 biliona USD. Wydaje się, że może być za wcześnie by ogłaszać wszystkie parametry przyszłego zwiększenia reinwestycji już teraz, ale Powell nie powie nic co mogłoby zachwiać przekonaniem, że losy programu redukcji bilansu są przesądzone.

Dolar ostatnio był w defensywie, ewidentnie widać budowanie gołębich oczekiwań względem zamierzeń Fed. Rentowność długu USA również pozostaje na niskich pułapach, w przypadku papierów dziesięcioletnich nie może odkleić się od 2,60 proc. Rynek obecnie nie wycenia, że w rok stopy wzrosną. Ba, w myśl różnych rynkowych miar można szacować, że w tym roku dojdzie do obniżki z prawdopodobieństwem 25-40 proc. Nie widzimy takiego zagrożenia, uważamy też, że nie dojdzie do kolejnego załagodzenia stanowiska. Powinno to zdjąć nieco presji z amerykańskiej waluty, zwłaszcza w krótkim terminie. Inwestorzy są jednak świadomi, że Rezerwa Federalna nie powróci do szybkiego zacieśniania, więc polityka Fed nie będzie w stanie wspierać dolara dopóki nie stanie się jasne, że inne banki centralne swoje stanowisko zmuszone są dostosować jeszcze mocniej.

Podsumowując:

Stopy pozostaną w przedziale 2,25 – 2,5 proc. Ich projekcje zostaną po raz kolejny obniżony, w rezultacie mediana oczekiwań decydentów będzie wskazywać na jedną podwyżkę w 2019 i jedną w 2020. Mamy poważne wątpliwości, czy Fed zdoła podnieść stopy w najbliższych kwartałach, rynek nie będzie się też spieszył z dyskontowaniem podwyżek pod wpływem prognoz. Obecnie zakłada wręcz ich obniżki. Gospodarka USA spowolniła, ale wieszczenie recesji jest nieuzasadnione. Fed (słusznie) uważa, że ma czas na spokojną analizę informacji ze sfery realnej. Warunki finansowe uległy poluzowaniu, nastroje na rynkach ryzykownych aktywów są jednoznacznie pozytywne, ale zewnętrzne czynniki zagrożenia dla wzrostu nie wygasły. Marcowe posiedzenie ma szansę umocnić dolara, gdyż rynek w wycenie amerykańskiej waluty uwzględnił już zbyt wiele negatywnych czynników.

  1. Projekcje optymalnego poziomu stóp z grudnia i września 2018 roku

Projekcje optymalnego poziomu stóp z grudnia i września 2018 roku

Warunki finansowe w USA i poziom zaskoczenia danymi makro dla globalnej gospodarki (załącznik 2)

Warunki finansowe w USA i poziom zaskoczenia danymi makro dla globalnej gospodarki

Parametry polityki Fed: suma bilansowa i poziom stóp (załącznik 3)

Parametry polityki Fed: suma bilansowa i poziom stóp

Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz w TMS Brokers

Digital tax, czyli nowy podatek od spółek cyfrowych

Rząd planuje dalsze kroki w ramach „uszczelniania” prawa podatkowego.

Krzysztof Borżoł, adwokat, Senior Associate w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie
Krzysztof Borżoł, adwokat, Senior Associate w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie

Premier Mateusz Morawiecki wskazał, że rocznie Polska traci około 1 mld złotych z potencjalnych zysków dla budżetu, w związku z tzw. obecnością cyfrową zagranicznych podmiotów w Polsce. Mowa tu przede wszystkim o zagranicznych spółkach działających w internecie lub za pośrednictwem aplikacji streamingowych, np. Netflix, Google, Spotify, Faceboook itp. Pomimo, że usługi nabywane są przez klientów w Polsce, zyski opodatkowane są w miejscu rejestracji spółki (przykładowo Facebook w Irlandii).

Nowa danina, tzw. digital tax, miałaby być podatkiem obrotowym, stanowiącym procent od przychodu osiąganego przez takie spółki na terytorium Polski. Należy zwrócić uwagę, że jeżeli opodatkowaniu będzie podlegał przychód (tj. bez uwzględnienia kosztów prowadzonej działalności), a w konsekwencji kwota tzw. digital tax, pomimo niskiej stawki (3%), w rzeczywistości stanowiłaby znaczące obciążenie dla takich spółek.

Nietrudno się domyślić, że koszty związane z digital tax, ponoszone przez ww. spółki obecne na rynku polskim, zostaną skompensowane podwyżką cen świadczonych usług. Jeżeli digital tax zostanie wprowadzony, sfinansują go sami użytkownicy Netflixa czy Spotify i de facto oni zapewnią wpływy z tego tytułu do budżetu.

Pomysł polskiego rządu nie jest jednak niczym nowym. Na forum UE konsultacje dotyczące digital tax rozpoczęły się już w 2018 r. W grudniu odbyło się ostatnie spotkanie mające na celu osiągnięcie kompromisu w zakresie nowego podatku. Niektóre kraje członkowskie już wprowadziły analogiczną daninę np. Francja.

Autor: Krzysztof Borżoł, adwokat, Senior Associate w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie

Artykuł jest sponsorowany przez Adwokat Jastrzębie-Zdrój

FPP: Rzecznik Praw Podatnika to zbędna instytucja

Ministerstwo Finansów zaproponowało utworzenie nowego urzędu – Rzecznika Praw Podatnika. W ocenie Federacji Przedsiębiorców Polskich tworzenie takiej instytucji jest zbędne. Obowiązki, także w zakresie podatkowym, pełni Rzecznik Praw Obywatelskich. Powstanie kolejnego stanowiska nie jest konieczne, gdyż przyczyniłoby się do rozbudowywania zbędnej biurokracji w naszym kraju.

– Ministerstwo Finansów – wychodząc z inicjatywą stworzenia kolejnej, nowej instytucji – posunęło się o krok za daleko. Należy pamiętać, że to powinien być odrębny organ, niepowiązanymi w żaden sposób z resortem – powiedział serwisowi eNewsroom Mariusz Korzeb, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich – Warto przypomnieć interwencję Rzecznika Praw Obywatelskich przy okazji jednej ze spraw dotyczących opodatkowania stawką VAT usług związanych z ochroną środowiska morskiego. Skutecznie włączył się on w pomoc przedsiębiorcom, którzy wiele lat spędzili w sporze z organami administracji skarbowej. Zasługą Rzecznika było zaangażowanie merytoryczne – podkreślił Korzeb.

Sztuczna inteligencja wesprze pracę lekarzy. Pomoże szybciej i trafniej postawić diagnozę oraz wybrać optymalne leczenie

Sztuczna inteligencja wesprze pracę lekarzy. Pomoże szybciej i trafniej postawić diagnozę oraz wybrać optymalne leczenie 1

Sztuczna inteligencja (AI – Artificial Intelligence) coraz powszechniej wkracza do medycyny. Według badań PwC 55 proc. pacjentów jest gotowych na badania albo drobne zabiegi wykonywane przez roboty wyposażone w AI. Sztuczna inteligencja może wesprzeć diagnostykę i leczenie, przy okazji znacznie obniżyć koszty oraz usprawnić pracę samych lekarzy. Takie rozwiązanie bazujące na AI opracował już Siemens Healthineers. Koncern stawia mocny akcent na wykorzystanie sztucznej inteligencji w medycynie precyzyjnej.

Uważam, że sztuczna inteligencja przyczyni się do znacznego postępu w opiece medycznej. Znaczna część potencjału AI na razie pozostaje niewykorzystana. Kiedy mówimy o poprawie jakości dokumentacji medycznej lub ograniczeniu czasu potrzebnego lekarzom na wykonanie określonych czynności, mamy do czynienia z potencjałem, który czeka na odkrycie – mówi agencji Newseria Biznes Marc Lauterbach, wiceprezes ds. marketingu w zakresie cyfryzacji opieki medycznej Siemens Healthineers.

Jak wynika z badań Deloitte („A journey towards smart health. The impact of digitalization on patient experience”), 74 proc. pacjentów deklaruje, że udziela różnym lekarzom tych samych informacji, a 60 proc. wielokrotnie wykonuje te same testy. Eksperci podkreślają, że w przyszłości nowe technologie mogą m.in. usprawnić zarządzanie dokumentacją i danymi pacjentów i zapewnić ich większe bezpieczeństwo. W ocenie Deloitte do 2022 roku cyfrowe technologie już niemal całkiem zrewolucjonizują sektor opieki medycznej.

W sektorze zdrowotnym mamy pacjentów, których dane podlegają szczególnej ochronie. Musimy przestrzegać określonych procedur bezpieczeństwa i zasad dotyczących poufności, które nie mają takiego znaczenia w innych sektorach. Dlatego cyfryzacja w opiece zdrowotnej będzie odgrywać dużo większą rolę – ocenia Marc Lauterbach.

Z badania PwC („Dlaczego sztuczna inteligencja i roboty na nowo zdefiniują opiekę zdrowotną”), w którym wzięło udział 11 tys. pacjentów z 12 państw, wynika, że już 55 proc. chciałaby korzystać z nowych technologii czy urządzeń wyposażonych w narzędzia sztucznej inteligencji, które mogłyby np. wykonywać badania, odpowiadać na pytania dotyczące zdrowia, stawiać diagnozę i zalecać leczenie. Z kolei 73 proc. preferowałaby wykonywanie drobnych zabiegów chirurgicznych przez roboty, a nie przez lekarzy. Choć zdaniem ekspertów od sztucznej inteligencji szybciej upowszechnia się telemedycyna, to rozwiązania oparte na AI w coraz większym stopniu wkraczają do ochrony zdrowia.

– Dobrym przykładem zastosowania sztucznej inteligencji jest nasza kamera 3D przeznaczona do tomografów komputerowych. Wykorzystuje ona AI w celu optymalizacji takich elementów, jak modulacja dawki promieniowania w zależności od obszaru skanowania. To dobry przykład specjalistycznego zastosowania, w którym AI może pomóc uzyskiwać spójne wyniki i poprawić jakość obrazu przy zachowaniu najniższej dawki promieniowania – mówi Marc Lauterbach.

– Zastosowaliśmy sztuczną inteligencję w zakresie systemów uczących się, w technologiach zapewniających integralność danych (np. blockchain) i technologiach wizualizacji – takie jak rzeczywistość mieszana, wirtualna i rozszerzona służące do opracowania jeszcze lepszych sposobów wizualnego przedstawiania wyników badań – dodaje Jörg Aumüller, wiceprezes ds. marketingu międzynarodowego w zakresie cyfryzacji opieki medycznej w Siemens Healthineers.

Jak podkreśla, zastosowania sztucznej inteligencji w praktyce medycznej nie są całkowicie nowym zagadnieniem, bo pierwsze opracowania na ten temat pochodzą jeszcze z lat 90. Jednak pojawienie się nowych technologii – takich jak sieci neuronowe – sprawiło, że wyzwaniem stało się gromadzenie i przetwarzanie ogromnej liczby danych. Do tego niezbędne są komputery o dużej mocy obliczeniowej oraz doświadczenie w modelowaniu sieci neuronowych, które pozwalają uzyskać dane bardziej precyzyjne niż w przypadku tradycyjnego uczenia maszynowego.

– Następnie takie rozwiązania trafiają do naszych produktów, jak w przypadku opracowanych przez nas dwóch cyfrowych asystentów. Mowa tu o automatycznym systemie oceny badań radiologicznych AI-Rad Companion i systemie wsparcia planowania ścieżki klinicznej pacjenta i podejmowania decyzji klinicznych AI-Pathway Companion. Opracowujemy też kolejne innowacje, badając zastosowanie sztucznej inteligencji, np. w budowaniu wirtualnych organów, które pomagają znacznie dokładniej przewidzieć efekty danego zabiegu jeszcze przed jego wykonaniem, tym samym zmniejszając ryzyko interwencji – mówi Jörg Aumüller.

AI-Pathway Companion to innowacja, która wspiera lekarza przy podejmowaniu decyzji dotyczącej ścieżki leczenia na podstawie informacji takich jak wyniki badań diagnostycznych i laboratoryjnych czy efekty badań klinicznych. Wszystkie te dane są gromadzone i analizowane przez jedno narzędzie bazujące na sztucznej inteligencji, które wspomaga lekarza w wyborze najlepszej metody leczenia danego pacjenta.

– AI-Rad Companion to z kolei rozwiązanie opracowane z myślą o radiologach. Pierwsza wersja ma zastosowanie w tomografii komputerowej klatki piersiowej. Ocenia pełny zakres organów i parametrów w ramach tego badania. Radiolog zwraca uwagę przede wszystkim na obecność guzów w płucach, jednak w obszarze klatki piersiowej są jeszcze serce, aorta, kręgosłup, żebra, czyli bardzo ważne obszary, które również mogą wymagać oceny. AI-Rad Companion pomaga radiologom w podejmowaniu właściwych decyzji w dużo krótszym czasie – mówi Marc Lauterbach.

Innowacje bazujące na nowych technologiach i sztucznej inteligencji Siemens Healthineers prezentował w trakcie tegorocznego, 25. Europejskiego Kongresu Radiologicznego w Wiedniu, który jest drugim największym tego typu wydarzeniem na świecie.

Banki spółdzielcze chcą nadrabiać technologiczne zaległości wobec dużych instytucji. Przeszkodą obciążenia regulacyjne i finansowe

Banki spółdzielcze chcą nadrabiać technologiczne zaległości wobec dużych instytucji. Przeszkodą obciążenia regulacyjne i finansowe 2

Choć banki spółdzielcze nie płacą podatku bankowego, ich sytuacja na rynku i tak jest trudniejsza niż dużych podmiotów. Działają na lokalnych rynkach, gdzie klient jest mniej zamożny, są rozdrobnione i mają stosunkowo niewielki kapitał. Wiele obciążeń regulacyjnych dotyczy ich jednak tak samo jak dużych banków, podobnie jak np. konieczność inwestowania w nowoczesne rozwiązania i usługi. Według Mirosława Skiby, prezesa zarządu SGB-Banku, tej części podmiotów pomogłyby regulacje pozwalające na powrót części podatków w postaci środków na inwestycje.

– W sektorze bankowości spółdzielczej dominują podmioty bardzo małe, są podmioty małe, średnie, ale generalnie nie ma jednego dominującego, wielkiego banku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mirosław Skiba, prezes SGB-Banku. – Tak jak w każdym sektorze są takie jednostki, które są wręcz gwiazdami, radzą sobie bardzo dobrze, mają doskonałe wskaźniki. To wynika zarówno z bardzo dobrego zarządzania, jak i z dobrego terenu, na którym funkcjonują. Są też banki małe, które mają bardzo ograniczony zakres działania, czasami nawet do jednego powiatu. I w naturalny sposób możliwości robienia biznesu są mniejsze.

Na koniec stycznia 2019 roku w Polsce działały – według danych Komisji Nadzoru Finansowego – 32 krajowe banki komercyjne (w tym 13 z przewagą kapitału polskiego i 19 z przewagą kapitału zagranicznego), 31 oddziałów instytucji kredytowych oraz 547 banków spółdzielczych. Przychody banków komercyjnych w 2018 roku wyniosły 57,3 mld zł, natomiast banków spółdzielczych – 4,9 mld zł. Wynik operacyjny tych pierwszych zamknął się kwotą 17,8 mld zł, podczas gdy małe banki osiągnęły w tym czasie zysk na poziomie 827 mln zł, zysk netto – odpowiednio 13,86 mld zł oraz 626,6 mln zł. Różnica jest dwudziestodwukrotna.

Obciążenia regulacyjne niestety dotyczą także tych banków małych i najmniejszych. Pomimo tego, że banki spółdzielcze nie płacą podatku bankowego, to ponoszą wszystkie inne koszty, również te związane z wdrażaniem nowoczesnych rozwiązań pozwalających zwiększyć ściągalność podatków – mówi Mirosław Skiba. – Chcemy to robić, robimy, ale to wszystko kosztuje. Nie ma zasady proporcjonalności w zależności od skali działania banku, co też wpływa negatywnie na osiągane wyniki.

Jak podkreśla, bankowość spółdzielcza jako sektor ma dużo do nadrobienia pod względem rozwiązań technologicznych. A to oznacza szereg inwestycji do zrealizowania. Do tego dochodzą obciążenia związane z Bankowym Funduszem Gwarancyjnym czy z utrzymywaniem systemów ochrony, a to ogranicza możliwości zarabiania przez małe podmioty finansowe. Dlatego według prezesa SGB-Banku niewielkie instytucje powinny otrzymywać zwrot części zapłaconych środków, by móc się rozwijać i dorównać poziomem technologicznym międzynarodowym standardom. Inaczej może je czekać koniec działalności.

Część z obciążeń, które banki ponoszą, mogłoby trafiać na rozwój chociażby technologii, czy wsparcie procesów migracji danych, platform informatycznych w tych najmniejszych instytucjach. Przecież nie chcemy, żeby w takim kraju jak Polska funkcjonowały wyłącznie dwa, trzy, czy nawet pięć największych banków, ale chcemy, żeby wszyscy mieli dostęp również do małych, lokalnych banków – argumentuje Mirosław Skiba. – To z powodzeniem funkcjonuje w Niemczech, Austrii czy we Francji. Europa bardzo dobrze potrafi wykorzystać potencjał małych banków spółdzielczych działających na rynkach lokalnych. Ale wymaga to innego traktowania niż dużych molochów, szczególnie tych ogromnych korporacji bardzo często o zasięgu międzynarodowym.

SGB-Bank to mające siedzibę w Poznaniu, drugie co do liczebności zrzeszenie banków spółdzielczych po warszawskiej grupie BPS. Skupia 196 banków spółdzielczych, które łącznie zatrudniają 12 tys. pracowników i mają ponad 1,5 mln klientów. Należy do nich ponad 1,5 tys. placówek i niemal 4 tys. bankomatów.

Banki spółdzielcze dzisiaj to jest 8 proc. rynku. To jest gigantyczna wartość, ponieważ one są tam, gdzie żyją ludzie, gdzie są małe i średnie firmy, gdzie jest krwiobieg gospodarki – przekonuje prezes SGB-Banku. – I to, jak się ma ten sektor, bardzo często przekłada się bezpośrednio na rozwój danego obszaru, powiatu czy gminy.

Nowoczesne i atrakcyjne biuro to często karta przetargowa pracodawcy. Może też zdecydować o zainteresowaniu klientów

0

Nowoczesne i atrakcyjne biuro to często karta przetargowa pracodawcy. Może też zdecydować o zainteresowaniu klientów 3

Tylko co trzecie biuro w Polsce wspiera kreatywność i pracę zespołową, a 7 proc. deklaruje korzystanie z modelu Activity-Based Working, precyzyjnie dopasowanego do pracowników i charakteru wykonywanych przez nich zadań. Tymczasem niemal 70 proc. pracowników ocenia, że praca w środowisku opartym na aktywności dodaje energii i pozwala osiągać lepsze efekty. – Nowoczesne i dobrze przystosowane biuro może być przewagą konkurencyjną firmy w walce o wysoko wykwalifikowanych pracowników – przekonuje Karina Kreja z firmy Kinnarps.

Nie ma wątpliwości, że nowoczesne biuro wspiera wzorce pracy, jakie dzisiaj chcemy uzyskać. Potrzebujemy pracowników dużo bardziej kreatywnych i przede wszystkim zadowolonych ze swojej pracy, ponieważ wielkim problemem jest to, że dzisiaj organizacje mają problem z utrzymaniem pracowników w biurze – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes  Karina Kreja, ekspert strategii środowiska pracy w firmie Kinnarps.

Zmiany na rynku pracy niosą za sobą nowe trendy w aranżacji biur. Wciąż jeszcze wiele powierzchni zorganizowanych jest zgodnie z koncepcjami wypracowanymi kilkanaście lat temu. Raport „Nie bój się Activity‑Based Working” opracowany przez Hays, Kinnarps oraz Skanska wskazuje, że w Polsce 72 proc. firm pracuje w biurach typu open space, wzbogaconych o pewne udogodnienia, co piąte korzysta z przestrzeni podzielonej na gabinety, a tylko 7 proc. wykorzystuje model Activity-Based Working, który w centrum zainteresowania stawia pracownika i jego potrzeby.

Nowoczesna przestrzeń pracy bardzo dobrze wpływa na pracowników i ich efektywność. Możemy to mierzyć deklaratywnie na podstawie tego, jak sami pracownicy określają swoje poczucie przed wejściem do nowego biura i po zamieszkaniu w nim. To zwykle bardzo zmienia się na korzyść nowej przestrzeni. Natomiast bardzo trudne jest określenie wzrostu efektywności ich pracy w nowej przestrzeni. Przestrzegamy jednak przed traktowaniem efektywności jako biznesowego celu samego w sobie – zaznacza Karina Kreja.

Blisko 70 proc. pracowników zauważyło, że praca w środowisku opartym na aktywności pozwala osiągać lepsze rezultaty i jest bardziej stymulująca (raport „Nie bój się Activity‑Based Working” na podstawie projektu Susan Smulders i Denise Clarijs z Kinnarps Polska). Obecnie tylko 30 proc. biur wspiera kreatywność i pracę zespołową. Najwięcej firm znajduje się w połowie drogi, a ich przestrzeń zawiera elementy wpisujące się w oczekiwane zachowania i wspierające postawy pożądane w miejscu pracy.

Zawsze we wszystkich badaniach to pensje pojawiają się na pierwszej pozycji stanowiącej wyróżnik pracodawcy. Natomiast wysoko wśród powodów, dla których pracownicy chcą zostać w danej organizacji, pojawiają się inne, znacznie mniej mierzalne współczynniki, jak atmosfera w pracy i – uwaga – właśnie biuro lub styl pracy – mówi ekspertka Kinnarps.

Nowoczesne i dobrze przystosowane biuro może być przewagą konkurencyjną firmy w walce o wysoko wykwalifikowanych pracowników. Przeciętnie w firmach koszty wynajmu biura stanowią ok. 10 proc. kosztów operacyjnych, a koszty zatrudnienia – ok. 70 proc.

Jest to jeden z głównych czynników employer brandingu, który daje jasny przekaz informacyjny na temat tego, jaki system wartości stosuje dana organizacja i jak pracuje. Dlatego bardzo ważne jest, żeby przestrzeń jak najlepiej odzwierciedlała nasz przekaz – przekonuje Karina Kreja.

Odpowiednie biuro może być decydujące także dla klientów firmy.

Klienci organizacji dobrze reagują na nowoczesną przestrzeń i przez ten pryzmat są w stanie ocenić jakość tej firmy, jej wiarygodność, ale przede wszystkim to, jak traktuje swoich pracowników – mówi Karina Kreja. – Dzisiaj w dobie rynku pracownika, kiedy najważniejsza jest długoterminowa relacja, jakość biura, którą oferuje pracodawca swojemu zespołowi jest jednym ze wskaźników, jak długo i jak dobrze ten zespół będzie razem pracował. A jak podejmujemy z kimś współpracę, chodzi nam o to, byśmy możliwie długo współpracowali z możliwie najlepszym zespołem.

W 2019 roku gry mobilne mogą zdominować rynek. Wirtualna rzeczywistość jeszcze nie zrewolucjonizuje branży

W 2019 roku gry mobilne mogą zdominować rynek. Wirtualna rzeczywistość jeszcze nie zrewolucjonizuje branży 4

Rynek gier przesuwa się na smartfony. W siłę rosną symulatory i rozgrywka sieciowa oraz tryb multiplayer. Gry umożliwiające rywalizację z innymi osobami cieszą się ogromną popularnością zarówno na konsolach, jak i pecetach. Wirtualna rzeczywistość to z kolei jeszcze przyszłość rynku gier, a nie teraźniejszość. Potrzebna jest większa dostępność i bardziej zaawansowane gry, aby VR mógł zrewolucjonizować branżę – przekonuje Mateusz Adamkiewicz, prezes Gaming Factory.

Rynek gier przesuwa się w stronę aplikacji mobilnych, na nasze smartfony. Bardzo dużo osób z tego korzysta w drodze do pracy czy szkoły – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mateusz Adamkiewicz, prezes Gaming Factory. – Tempo wzrostu kilkunastu procent rocznie bez wątpienia zostanie zachowane. W zeszłym roku mieliśmy „Red Dead Redemption 2”, tytuł, który zarobił w przeciągu jednego weekendu ponad 700 mln dolarów. Na razie na ten rok nie ma zaplanowanych takich premier, niemniej jednak, globalna sprzedaż gier zdecydowanie będzie rosła.

Według szacunków NewZoo wartość globalnego rynku gier komputerowych pod koniec ubiegłego roku sięgnęła 134,9 mld dol. i wzrosła o blisko 11 proc. w ciągu roku. Zdecydowanie największym segmentem rynku są gry mobilne – w 2018 roku stanowiły ok. 47 proc. wartości rynku gier.

Według danych serwisu App Annie w 2018 roku pobrano 194 mld aplikacji, w sklepach z aplikacjami konsumenci wydali 101 mld dol., a przeciętny użytkownik smartfona w Stanach Zjednoczonych spędzał w aplikacjach prawie 3 godziny dziennie, co oznacza 10 proc. wzrost rdr. Serwis ocenia, że w 2019 roku gry mobilne mogą już osiągnąć 60 proc. udziału w rynku wydatków na gry na wszystkich platformach.

Hitem sprzedażowym jest konsola Nintendo Switch. Tam też jest bardzo dobra sprzedaż poszczególnych tytułów: „Fortnite” to już jest fenomen społeczny, tryb „Battle Royale”, w którym gracze grają między sobą. Rozgrywka jest bezpłatna, ale często z możliwością dokupienia pewnych sprzętów czy udogodnień w grze. To główne trendy, które obowiązywały w zeszłym roku i nic nie wskazuje na to, żeby mogły ulec zmianie – zaznacza Adamkiewicz.

Na całym świecie liczba sprzedanych konsoli Nintendo Switch sięga 20 mln. Do 2020 roku liczba sztuk może przekroczyć barierę 40 mln. Rekordy popularności biją gry Pokemon Let’s Go, Pikachu! i Pokemon: Let’s Go, Eevee.

Rośnie popyt na symulatory, np. mobilna edycja gry „Car Mechanic Simulator”, która sprawdza poziom wiedzy technicznej gracza, została pobrana 12 mln razy.

– Coraz większego znaczenia nabiera rozgrywka sieciowa i tryb multiplayer. Ten element społeczności, rywalizacji z innymi graczami online jest bardzo pożądany wśród graczy. Myślę, że tego typu projekty będą odnosiły duże sukcesy – zauważa ekspert. – Cały czas stosunkowo dobrze sprzedają się gry symulacyjne, tutaj Polska akurat ma kilku mocnych przedstawicieli. Przede wszystkim Grupa PlayWay i poszczególne spółki z tej grupy, chociażby Ultimate Games, który sprzedaje w tej chwili najlepiej oceniany symulator wędkarski na portalu Steam.

Gry umożliwiające rywalizację z innymi osobami cieszą się ogromną popularnością, np. w World of Warcraft gra kilkanaście milionów osób. Przynosząca producentom ogromne dochody seria Call of Duty także opiera się głównie na rozgrywce multiplayer przez internet.

Zdaniem Adamkiewicza, to właśnie segment gier mobilnych, w tym symulacyjnych czy umożlwiających rywalizację z innymi graczami, stanowi o przyszłości rynku. Segment gier VR, jeszcze kilka lat temu określany jako rewolucja całego rynku, rozwija się wolniej, niż można było się spodziewać. Przede wszystkim ze względu na zbyt wysokie koszty samego sprzętu.

Sprzęt jest niewygodny w użyciu, drogi, w związku z czym ciężko go było spopularyzować wśród graczy. Natomiast myślę, że prędzej czy później VR będzie przyszłością gamingu, tylko po prostu musimy poczekać na sprzęt, który jest tańszy, prostszy w użytkowaniu i wygodniejszy dla gracza. Mała liczba gier na VR wynika z tego, że sprzęt nie został spopularyzowany, w związku z czym nie ma sensu inwestować w ich produkcję. Tym bardziej że to jest droższe, a mały jest na to rynek, w związku z czym nieliczni producenci decydują się na taki krok – ocenia Mateusz Adamkiewicz.

Warszawska Hala Koszyki stawia na gastronomię i kulturę. W ubiegłym roku przyciągnęła prawie 3 mln osób

Warszawska Hala Koszyki stawia na gastronomię i kulturę. W ubiegłym roku przyciągnęła prawie 3 mln osób 5

– Hala Koszyki jest pierwszą halą kulinarną w Polsce i – co widać po naszej frekwencji – istnieje bardzo duże zapotrzebowanie na miejsca tego typu – mówi jej menadżer Paweł Konarski. Zrewitalizowany obiekt historyczny szybko stał się kultowym miejscem na mapie Warszawy. W ubiegłym roku Halę Koszyki odwiedziło blisko 3 mln gości. Zarząd stawia na starannie dobraną ofertę gastronomiczną i wydarzenia kulturalne. Program imprez na nadchodzące lato jest na tyle bogaty, że w Hali Koszyki powstanie specjalna ramówka, podobnie jak w telewizji. 

– Ubiegły rok był rekordowy, odwiedziło nas 3 mln gości. Wiemy to dzięki specjalnym urządzeniom, kamerom, które zliczają dokładnie wejścia i wyjścia naszych klientów. Robimy wszystko, żeby gości było jak najwięcej, to jeden z wyznaczników naszej pracy, ale wyniki przerosły nasze oczekiwania – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Konarski, menadżer Hali Koszyki w Warszawie.

Ubiegły rok był drugim pełnym rokiem działalności Hali Koszyki. Zabytkowy obiekt, wzniesiony w latach 1906–1908, został zrewitalizowany i ponownie udostępniony warszawiakom w październiku 2016 roku. Kompleks obejmuje ponad 6,5 tys. mkw. powierzchni handlowej i dodatkowe 16 tys. mkw. biur. Właścicielem i zarządcą Hali Koszyki jest Globalworth Poland. Zrewitalizowany obiekt szybko stał się kultowym miejscem na mapie Warszawy. W ubiegłym roku największa liczba gości (ponad 25 tys.) odwiedziła Halę Koszyki podczas prywatki w stylu lat 50. zorganizowanej z okazji drugich urodzin obiektu. Inną popularną imprezą był Sylwester, na którym bawiło się prawie 13,5 tys. warszawiaków i turystów.

Największą siłą przyciągania Hali Koszyki są nasi najemcy, 20 różnych restauracji zebranych pod jednym dachem w warszawskim tyglu – mówi Paweł Konarski. – Hala Koszyki to miejsce spotkań, miejsce użyteczności publicznej, goście przychodzą do nas z różnych powodów. My ze swojej strony gwarantujemy ciekawe programy artystyczne. Mamy scenę, na której odbywają się cykliczne imprezy. Gramy na żywo, organizujemy wystawy, wernisaże, spektakle i kino letnie.

W zeszłym roku w Hali Koszyki zorganizowano łącznie ponad 300 wydarzeń, w tym 150 spotkań artystycznych. I na to też stawiają zarządcy. W końcówce lutego ruszył nowy cykl „Jazzowe Czwartki na Koszykach”, w ramach którego swoje umiejętności na scenie prezentują młodzi artyści. Piątki i soboty to dni z muzyką na żywo, z kolei w niedziele odbywają się koncerty muzyki klasycznej we współpracy z Julian Cochran Foundation. W cieplejszych miesiącach warszawiaków przyciąga m.in. kino letnie.

W Hali Koszyki biura mają m.in. Mindspace, Multimedia, Eneris. Natomiast w części handlowej znajdują się lokale gastronomiczne, usługowe oraz sklepy, a wśród nich restauracje Ćma by Mateusz Gessler, Semolino, ponadto Rossmann czy Duka. Menadżer kompleksu Paweł Konarski podkreśla jednak, że to przede wszystkim gastronomia jest mocnym punktem Koszyków.

Hala Koszyki jest pierwszą halą kulinarną w Polsce i – co widać po naszej doskonałej frekwencji – istnieje najwyraźniej bardzo duże zapotrzebowanie na miejsca tego typu – mówi Paweł Konarski.

Jak ocenia, wybór restauracji i starannie dobrani najemcy handlowo-usługowi powodują, że oferta Hali Koszyki jest różnorodna i przyciąga klientów, również w niehandlowe niedziele.

– Niehandlowe niedziele bardzo dobrze wpływają na koniunkturę w Hali Koszyki. Rodziny, które dotychczas spędzały czas w galeriach handlowych, przychodzą do nas na niedzielny obiad czy kolację. Możemy mówić o minimalnym wzroście frekwencji – zaznacza Paweł Konarski.

Menadżer warszawskiej Hali Koszyki podkreśla, że w zakresie frekwencji plany na ten rok są równie ambitne. Na nadchodzące lato została już przygotowana oferta imprez i wydarzeń kulturalnych, na tyle szeroka, że w Hali Koszyki będzie obowiązywać godzinowa ramówka, podobnie jak w telewizji.

Mamy w planach kilka rekomercjalizacji, być może w najbliższym czasie zmieni się jedno lub dwa miejsca gastronomiczne – mówi Paweł Konarski. – Mamy na lato bardzo bogaty program. Chcielibyśmy, żeby potencjalni goście przychodzili do nas, mówiąc kolokwialnie, „w ciemno” ze względu na codzienne atrakcje. W każdy dzień będą odbywać się wydarzenia muzyczne, filmowe i artystyczne. Będzie m.in. kino letnie, teatr improwizowany, koncerty, muzyka do tańca oraz wiele wystaw i wernisaży.

Meble coraz bardziej naszpikowane elektroniką. Sofa uzbrojona w zestaw głośników kina domowego i system drgań oraz szafa prasująca ubrania czekają na nabywców

Meble coraz bardziej naszpikowane elektroniką. Sofa uzbrojona w zestaw głośników kina domowego i system drgań oraz szafa prasująca ubrania czekają na nabywców 6

W ramach inteligentnego domu, oprócz sterowanych aplikacją żarówek, kontrolowanych głosem telewizorów, czy zamawiających jedzenie lodówek, coraz częściej znajdziemy także meble. Są one coraz częściej podłączane do internetu i zintegrowane z asystentami głosowymi, dzięki czemu można je obsługiwać za pomocą komend głosowych. Powstają sterowane aplikacją sofy ze zintegrowanymi głośnikami, systemem wibracji i bezprzewodową ładowarką, inteligentne szafy, które wyprasują za nas ubrania, a nawet łóżka poprawiające jakość naszego snu, które można kontrolować za pośrednictwem komend głosowych.

– Naszą inteligentną sofę wyposażyliśmy w system wibracji, głośniki i subwoofer, dzięki czemu gdy oglądasz film albo grasz na konsoli, możesz lepiej wczuć się w akcję i poczuć się jak na seansie 4D. Wibracje odzwierciedlają dźwięki z telewizora, a w podłokietniku zamknęliśmy systemy rozpoznawania mowy, dzięki czemu z pozycji kanapy możesz sterować każdym połączonym urządzeniem w domu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Lorraine Albanel z Miliboo Connected.

Dzięki rozwojowi internetu rzeczy, inteligentny dom to już nie tylko kontrolowane przez aplikację żarówki, reagujące na polecenia głosowe telewizory, czy zarządzane smartfonem urządzenia AGD. Inteligentne stają się także zwyczajne dotąd meble.

Pierwsza na świecie inteligentna sofa zaprojektowana została we Francji i już niebawem trafi na rynek. Wbudowany w nią system głośników ma zintensyfikować doznania audiowizualne, m.in. podczas oglądania filmów i grania w gry. Gdy sofa połączona jest z telewizorem, nie tylko odtwarza dźwięki, ale również uruchamia zsynchronizowane z dźwiękiem wibracje, co np. podczas oglądania filmu zwiększa odczucia i pozwala poczuć się w środku akcji, a w grach zwiększa immersyjność.

– Na sofie można oglądać wszelkiego rodzaju produkcje. Sofa doskonale nadaje się do filmów akcji i gier wideo. Kiedy drgania pod fotelem odpowiadają dźwiękom na ekranie, możesz poczuć się częścią oglądanych wydarzeń – przekonuje Lorraine Albanel.

Inteligentne stają się także inne elementy wyposażenia domu. Szafa Styler od LG wyposażona jest w system parowego odświeżania ubrań i łączność Wi-Fi, dzięki czemu użytkownik może zdalnie zlecić wyprasowanie ubrań za pośrednictwem aplikacji SmartThinQ. Sleep Number to inteligentne łózko z systemem zdalnej kontroli sprężystości, który można obsłużyć za pośrednictwem komend głosowych. Mebel współpracuje także z aplikacją mobilną, która pozwoli monitorować jakość naszego snu.

System modułowych segmentów wypoczynkowych Lift-Bit od Carlo Ratti Associati to z kolei sofa złożona z heksagonalnych modułów, które można łączyć ze sobą w dowolny sposób oraz kontrolować ich wysokość za pośrednictwem aplikacji mobilnej. Mebel może w ciągu kilkunastu sekund zmienić się z sofy w np. leżankę, przystosowaną do parametrów anatomicznych konkretnego użytkownika.

Według HTF Market Intelligence  globalny rynek inteligentnych mebli w najbliższych latach będzie rozwijał się w tempie 22 proc. w skali roku. Do 2025 roku wartość branży ma wzrosnąć do 670 mln dol.

Wielki Zderzacz Hadronów przechodzi ogromną modernizację. Zwiększona do maksimum moc ma pozwolić na potwierdzenie istnienia ciemnej materii

Wielki Zderzacz Hadronów przechodzi ogromną modernizację. Zwiększona do maksimum moc ma pozwolić na potwierdzenie istnienia ciemnej materii 7

Największy na świecie akcelerator cząstek umożliwił rewolucyjne odkrycia w świecie fizyki. Niedługo możliwości Wielkiego Zderzacza Hadronów będą jeszcze większe. Największy ośrodek badawczy na świecie jest właśnie w trakcie ogromnej modernizacji. Przez ostatnie lata LHC mogło zderzać protony z energią 13 TeV. Po 2-letniej modyfikacji, naukowcy będą w stanie zderzać jeszcze większe ilości cząstek przy jeszcze wyższych energiach. Zdaniem naukowców nowe urządzenie będzie w stanie potwierdzić istnienie ciemnej materii.

– Wielki Zderzacz Hadronów przez 3 lata zbiera dane, a po tym okresie akcelerator zwykle jest zatrzymywany na rok, do dwóch lat. W tym czasie dokonywana jest niekoniecznie przebudowa, ale usprawnienie przygotowania akceleratora do następnego etapu badań. Właśnie w tej chwili weszliśmy w tzw. Długi Shutdown 2, czyli drugi taki okres przygotowania i przystosowania urządzeń akceleratora do następnego etapu pracy – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Andrzej Siemko z CERN.

Wielki Zderzacz Hadronów (LHC) to największy i najpotężniejszy na świecie akcelerator cząstek.  Składa się z 27-kilometrowego pierścienia nadprzewodzących magnesów z szeregiem struktur przyspieszających, wszystko po to, by zwiększyć energię cząstek po drodze. Wewnątrz akceleratora wiązki cząstek zanim zostaną zderzone poruszają się z prędkością bliską prędkości światła. Cząstki są tak małe, że ich zderzenie jest podobne do wystrzelenia dwóch igieł w odległości 10 kilometrów od siebie z taką precyzją, że spotykają się w połowie drogi.

– Akcelerator działał bardzo dobrze do końca ubiegłego roku, niemniej jednak następny etap jego pracy będzie wymagał podwyższenia prawdopodobnie do maksymalnej energii, którą ten akcelerator potrafi wytworzyć w cząstkach i to będzie wymagało przygotowania pewnych systemów. Właśnie to będzie się odbywało w czasie najbliższych 2 lat – zapowiada Andrzej Siemko.

To właśnie dzięki LHC naukowcy odkryli bozon Higgsa, a w 2015 roku pentakwarki – nieobserwowany wcześniej rodzaj cząstek elementarnych, których poszukiwano przez 50 lat. Bozon Higgsa nazywany jest „boską cząstką”, ponieważ ma być odpowiedzialny za to, że wszystko co istnieje  posiada masę. Inni naukowcy określają go mianem „żywej skamieliny z początku Wszechświata”. Odkrycie bozonu było dla świata fizyki rewolucyjne, ponieważ potwierdziło wcześniejsze teorie. Poznanie własności pentakwarków może pomóc z kolei w zrozumieniu jak zbudowana jest zwykła materia.

Zwiększenie energii, a tym samym uzyskanie większej liczby zderzeń, może doprowadzić do kolejnych odkryć, w tym potwierdzenia istnienia i działania ciemnej materii.

– Jeżeli będzie to dużo więcej cząstek niż do tej pory, to oczywiście będziemy mieli więcej możliwości zderzeń takich cząstek. Jeżeli będziemy mieli większe energie i większe liczby zderzeń, zwiększa to prawdopodobieństwo również tego, że uda nam się znaleźć coś, co będzie wskazywało właśnie na istnienie ciemnej materii – mówi ekspert.

Uważa się, że ciemna materia stanowi ok. 27 proc. bilansu masy i energii otaczającego nas Wszechświata – obok zwykłej materii oraz ciemnej energii. Tylko 4- 5 proc. materii we Wszechświecie to ta, którą możemy zobaczyć. Obecność ciemnej materii została dotychczas wywnioskowana tylko z efektów grawitacyjnych na widocznych ciałach, takich jak gwiazdy, galaktyki i gromady galaktyk.

– Tak naprawdę ciemna materia jest do tej pory hipotezą fizyczną, fizycy głęboko wierzą w to, że ona istnieje. Gdyby istniała, to by wyjaśniała wiele anomalii, które są obserwowane głównie przez astronomów i astrofizyków. Zwiększenie energii i zwiększenie liczby zderzeń umożliwia zwiększenie prawdopodobieństwa tego, że uda nam się odkryć również aspekty związane z ciemną materią – zapowiada Andrzej Siemko.

Budowa akceleratora LHC kosztowała 4,6 mld franków szwajcarskich.

Jak się zdobywa unijne finansowanie? Zaproszenie na Dzień z Horyzontem 2020

Dzień z Horyzontem 2020

Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych Unii Europejskiej oraz Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego organizują „Dzień z Horyzontem 2020” – dzień informacyjny na temat unijnego programu finansowania badań naukowych i innowacji Horyzont 2020. Wydarzenie odbędzie się 4 kwietnia 2019 r. w Centrum Zarządzania Innowacjami i Transferem Technologii Politechniki Warszawskiej, ul. Rektorska 4 w Warszawie.

Wydarzenie jest adresowane do beneficjentów programów ramowych, ale przede wszystkim do nowych uczestników, których pragniemy zainteresować unijnymi grantami i zachęcić do udziału w Programie Ramowym UE Badań i Innowacji – Horyzont 2020 – mówi dr inż. Zygmunt Krasiński, dyrektor Krajowego Punktu Kontaktowego PB UE (KPK).

Do ubiegłego roku polskie organizacje pozyskały blisko 372 mln euro dofinansowania w ramach Horyzontu 2020. Największą pulę pieniędzy zdobył przemysł (blisko 105 mln euro), z czego aż 70 mln euro pozyskały polskie małe i średnie przedsiębiorstwa. Znacząco wzrosło również zaangażowanie uczelni i instytutów, które uzyskały blisko 203 mln euro dofinansowania z Komisji Europejskiej (ponad 99,3 mln euro same uczelnie).

– Horyzont 2020 to międzynarodowa „Liga Mistrzów” badań i innowacji. Oferta programu jest bardzo szeroka – od prestiżowych grantów European Research Council (ERC) i projektów stricte naukowych, poprzez projekty zachęcające do rozwoju kariery naukowej i mobilności (Działania Marii Skłodowskiej-Curie), projekty dla samorządów i NGO’sów, po ambitne projekty badawcze i wdrożeniowe dla firm. A dotychczasowy udział Polski w Horyzoncie 2020 nie odzwierciedla naszego potencjału – mówi dr inż. Zygmunt Krasiński, dyrektor KPK.

W ostatnich latach trwania programu Komisja Europejska ma do rozdysponowania jeszcze prawie 30 mld euro. Podczas „Dnia z Horyzontem 2020” eksperci KPK opowiedzą o tym, co program oferuje naukowcom, przedsiębiorcom i instytucjom w konkursach na lata 2019-2020.

 

– Granty europejskie mają opinię trudnych do zdobycia, chcemy przekonać, że nie taki diabeł straszny jak, go malują. Doświadczenia polskich laureatów pokażą, że uzyskanie grantów jest możliwe, a realizacja projektów jest doskonałą okazją do rozwoju kariery naukowej, a także budowania potencjału jednostek, w których są one realizowane – zachęca Magdalena Chomicka, ekspert Krajowego Punktu Kontaktowego Programów Badawczych UE.

O korzyściach, jakie daje udział w Horyzoncie 2020, będą przekonywać ci, którzy odnieśli w nim sukcesy. Wśród nich dr Piotr Nowak, który zdobył prestiżowy ERC Starting Grant – pierwszy matematyczny grant ERC w Polsce. Realizuje go w Instytucie Matematycznym PAN w Warszawie, ale prowadzi też szeroką współpracę międzynarodową.

Historię swojego sukcesu w Horyzoncie 2020 opowie również dr hab. inż. Aleksander Poreda, prof. UR – kierownik międzynarodowych studiów doktoranckich w zakresie słodownictwa i browarnictwa, realizowanych w ramach projektu European Joint Doctorate in Food Science na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie.

O tym, jak poziom konkurencyjności jednostki podnosi zatrudnianie w niej wybitnych badaczy z zagranicy powie prof. Robert Hołyst z Instytutu Chemii Fizycznej PAN – jednej z trzech polskich instytucji, które przyjęły najwięcej zagranicznych naukowców w ostatnich 10 latach. (CZYTAJ TAKŻE: 20-lecie MSCA:  niemieccy i hiszpańscy naukowcy wybrali Polskę)

– Zachęcamy naukowców i przedsiębiorców do aplikowania o granty w Horyzoncie, bo naprawdę warto. To nie tylko korzyści finansowe – wysoki poziom dofinansowania i kosztów pośrednich, ale przede wszystkim dostęp do wiedzy i nowych technologii, sieci kontaktów na najwyższym międzynarodowym poziomie, a także wzrost rozpoznawalności, budowa marki i prestiż – dodaje dyr. Krasiński.

Instytucje, które starają o się o wyższą kategorię naukową, bądź o utrzymanie dotychczasowej powinny pamiętać, że nowe kryteria ewaluacji wyraźnie zwiększają znaczenie unijnych grantów w ogólnej ocenie parametrycznej uczelni czy instytutu.

–  Dodatkową zachętą do udziału w wydarzeniu niech będzie fakt, że nowy system oceny działalności naukowej wysoko punktuje zaangażowanie uczelni i instytutów w realizację projektów w Horyzoncie 2020. W szczególności jest to istotne w przypadku przyznawania kategorii A+ – podkreśla dyrektor Krajowego Punkt Kontaktowego PB UE.

Zgodnie z nowymi zasadami dotyczącymi ewaluacji jednostek naukowych, punkty za udział
w projektach realizowanych w ramach Programów Ramowych UE liczy się podwójnie,
a w przypadku grantów ERC – poczwórnie.

Horyzont 2020 ma również szeroką ofertę dla firm, które chciałyby sfinansować działania B+R. Dotąd ponad 300 polskich przedsiębiorstw zdobyło w ramach tego programu blisko 105 mln euro. Swoimi doświadczeniami w staraniu się o unijne dofinansowanie podzieli się z uczestnikami „Dnia z Horyzontem 2020” Krzysztof Samp z firmy ITTI  (laureat Kryształowej Brukselki 2018) w kategorii małe i średnie przedsiębiorstwa.

W dalszej części wydarzenia uczestnicy będą mogli wziąć udział w sesjach równoległych prowadzonych przez ekspertów KPK na temat wybranych obszarów tematycznych w programie Horyzont 2020 i szczegółowych zasad aplikowania w otwartych konkursach.

Kwietniowe spotkanie w CZIiTT PW będzie doskonałą okazją do nawiązania kontaktów, które mogą w przyszłości zaowocować utworzeniem konsorcjum projektowego. Osoby i zespoły mające pomysł na projekt oraz przygotowujące wnioski mają także szanse na indywidualne konsultacje
z ekspertami KPK.

Partnerami „Dnia z Horyzontem 2020” są: Sieć KPK oraz Centrum Zarządzania Innowacjami i Transferem Technologii Politechniki Warszawskiej.

Program i rejestracja: http://www.kpk.gov.pl/?event=dzien-z-horyzontem-2020

Więcej informacji o KPK i Horyzoncie 2020: www.kpk.gov.pl

Wyższy niż prognozowany wzrost wynagrodzeń

Zatrudnienie i wynagrodzenia rosły w szybszym tempie niż przewidywali analitycy. W lutym przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było wyższe o 2,9% r/r i wyniosło 6378,0 tys. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto było wyższe o 7,6% r/r.

– Wzrost zatrudnienia jest miłą niespodzianką, zwłaszcza przy symptomach spowolnienia gospodarczego – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Wzrost wynagrodzeń też był wyższy niż w prognozach, tym bardziej ciekawe staje się czy ten wyższy wzrost będzie się nadal utrzymywał.

– Tempo wzrostu jest wyższe niż średnia z minionego roku i pozostanie na takim poziomie, a może nawet lekko przyspieszyć, co nie byłoby dobre dla gospodarki na dłuższą metę – ocenia dr P.Kwiecień.

Firmy nadal nie wyobrażają sobie biura bez drukarki

Drukarka i skaner są nadal koniecznymi elementami wyposażenia 99 proc. biur. Co więcej, ich eksploatacja rośnie z roku na rok, a blisko dwie trzecie firm twierdzi, że bez możliwości drukowania nie mieliby możliwości prowadzenia działalności.

Kiedy w latach 80. po raz pierwszy w biurach na szeroką skalę zaczęły się pojawiać ekrany, wielu ekspertów przewidywało szybki koniec papieru. 40 lat później widać, że nie mogli się bardziej mylić. Potwierdzają to badania przeprowadzone na 800 brytyjskich firmach, zlecone przez firmę Brother.[1]

Blisko 100 proc. małych i średnich przedsiębiorców posiada drukarkę, a 79 proc. skaner. Co więcej, są one bardziej intensywnie eksploatowane niż w poprzednich latach. 41 proc. badanych deklaruje, że drukuje więcej niż w ubiegłym roku, a 39 proc. taką samą ilość materiałów. Jedynie 14 proc. udało się zredukować liczbę wydruków.

Pracownicy nadal wolą pracować na papierowych dokumentach, 71 proc. z nich, gdy chce zwiększyć swoją wydajność drukuje materiały. Dla blisko 40 proc. w tej formie są one dla nich łatwiejsze do czytania i przyswojenia.

– Pomimo wszechobecnych ekranów jesteśmy wychowani w kulturze papieru – mówi Katarzyna Idzkiewicz, Marketing Coordinator w Brother Polska. – Wolimy dodawać na papierze notatki, podkreślać istotne informacje. Badania pokazują, że kiedy czytamy tekst na kartce więcej zapamiętujemy z lektury, niż z treści na ekranie komputera. Jeśli jednak firma chce być konkurencyjna w epoce gospodarki opartej na danych musi wykorzystać potencjał jaki niesie ze sobą digitalizacja treści. Dzisiejsze skanery potrafią bezbłędnie przekształcać obraz na tekst, tym samym pozwalając na jego edycję, kopiowanie czy przeszukiwanie.

Pracownicy dostrzegają te zalety. Aż 64 proc. z nich uważa, że dzięki skanowaniu mogą pracować wydajniej. Jako główne korzyści wskazują prostsze dzielenie się treściami z innymi członkami zespołu, a także łatwiejsze organizowanie dokumentów.

Istotnym trendem jest wprowadzanie kodeksów dobrych praktyk w zakresie druku, mających na celu zmniejszenie kosztów i oszczędność materiałów eksploatacyjnych. 70 proc. menedżerów planuje usprawnienie polityki druku, a 42 proc. już wdrożyło taki kodeks. Inną ważną kwestią jest dbałość o środowisko. Dla trzech czwartych pracowników ta kwestia ma duże znaczenie, ale jedynie 54 proc. stwierdza, że wpłynęło to na sposób w jaki drukują.

Brother kładzie coraz większy nacisk na kwestię ekologii. W ciągu 6 lat udało nam się zredukować zużycie energii odpowiednio o 29 proc. w przypadku naszych urządzeń drukujących w kolorze oraz o 10 proc. w przypadku modeli monochromatycznych. – mówi Katarzyna Idzkiewicz – Nowoczesne drukarki dają również możliwość kontrolowanie tego, kto, co, jak i ile drukuje w firmie dzięki uwierzytelnieniu  kodem PIN lub NFC. Oferujemy klientom także rozwiązania MPS (Managed Print Services), które pomagają istotnie zmniejszyć koszty druku w firmie. – podsumowuje Katarzyna Idzkiewicz.

https://www.brother.co.uk/-/media/pdf/buk/white-papers-and-infographics/brother-paperlite-report.ashx?la=en&hash=CAB5246B903DF36DCAA94F816D40FBAFEB5CA0DC

Co to jest inbound marketing

Współczesne realia funkcjonowania na konkurencyjnym rynku wymagają znacząco różnego podejścia do marketingu niż miało to miejsce zaledwie klika lat temu. Agresywne strategii marketingowe nie przynoszą już najlepszych rezultatów. Ich miejsce zajmuje podejście pozwalające Klientom samodzielnie odszukać tego czego szuka poprzez tworzenie pozytywnych i trwałych relacji. Takie podejście nazywa się inbound marketingiem (marketingiem przychodzącym).

Współczesne realia funkcjonowania na konkurencyjnym rynku wymagają znacząco różnego podejścia do marketingu niż miało to miejsce zaledwie klika lat temu. Agresywne strategii marketingowe nie przynoszą już najlepszych rezultatów. Ich miejsce zajmuje podejście pozwalające Klientom samodzielnie odszukać tego czego szuka poprzez tworzenie pozytywnych i trwałych relacji. Takie podejście nazywa się inbound marketingiem (marketingiem przychodzącym).

Czym jest inbound marketing?

Działania w ramach inbound marketingu polegają na działaniach skierowanych na Klienta, który wyraził na nie zgodę, a także (lub przede wszystkim) przekaz informacji w miejscu i czasie precyzyjnie dopasowanym do jego potrzeb. Inbound marketing jest zatem precyzyjną strategią działań promocyjnych, które przekazują Klientowi informacje wtedy, kiedy ich potrzebuje.

Jak prowadzić inbound marketing?

Działania w ramach inbound marketingu służą nawiązywaniu i utrzymywaniu jak najlepszych relacji z odbiorcą. Dlatego też techniki tej strategii powinno się wykorzystywać w możliwie najszerszym zakresie. Do najważniejszych elementów inbound marketingu z pewnością zaliczyć można:

  • Optymalizację strony www oraz pozycjonowania,
  • Prowadzenie strony i bloga firmowego,
  • Content marketing,
  • Aktywność w social media.

Nie można również zapominać o dodatkowych formach dotarcia do Klienta. Inbound marketing jest wyjątkowo szerokim pojęciem pozwalającym wykorzystać wszelkie możliwości dotarcia do odbiorcy. Niezależnie jednak od wykorzystywanych narzędzi, cel jest jeden – pozytywne relacje z Klientem, przyciągnięcie go do przekazu reklamowego i wpłynięcie na jego decyzję zakupową. Unikalne treści na odpowiednio zoptymalizowanej i pozycjonowanej stronie www, wspierane przez atrakcyjny content na blogu, aktywność w mediach społecznościowych, wtyczki sprzedażowe. To wszystko powoduje, że dostarczamy Klientom atrakcyjnych informacji, które w znaczącym stopniu wpływają na jego świadomość marki oraz decyzje zakupowe.

Korzyści inbound marketingu

Współczesny marketing oparty być musi na co najmniej dobrej znajomości zachowań Klientów. Dzięki tej wiedzy mamy możliwość:

  • Dotarcia do najbardziej zainteresowanych zakupem odbiorców,
  • Zaangażowania Klientów poprzez różnego rodzaju kampanie lub akcje w social media, co zwiększa szanse na zakup naszej marki,
  • Zbudowania świadomości marki,
  • Dopasowania przekazu i formy reklamy do Klienta.

Głównym celem inbound marketingu jest zaangażowanie Klienta i wpłynięcie na jego decyzje zakupowe. W tym celu wykorzystywać należy jak najszerzej możliwości, jakie dają współczesne kanały marketingowe – SEO, blogi, widgety sprzedażowe, precyzyjny przekaz reklamowy. Dzisiejszy marketing skupia się na przekazywaniu Klientom atrakcyjnych treści w miejscu i czasie, które są dla niego najlepsze. Dlatego musimy poznać dokładnie naszego odbiorcę i precyzyjnie dostosować do niego przekaz. Bardzo dobrym sposobem na zwiększenie oddziaływania na odbiorcę w ramach inbound marketingu jest zastosowanie widgetów sprzedażowych. Widget BUY.BOX to doskonały sposób na dodatkowe zachęcenie potencjalnych Klientów do wejścia na stronę naszego sklepu, możliwość uatrakcyjnienia bloga o konkretne treści sprzedażowe oraz doskonały sposób na monetyzację swojego contentu. Wypróbuj widget BUY.BOX  i sprawdź, co może Tobie przynieść.

Kto zostanie Mikroprzedsiębiorcą Roku 2018?

Już niebawem poznamy wyniki 14. edycji Konkursu Mikroprzedsiębiorca Roku. Na styczniowym posiedzeniu Kapituły Konkursu wybrano tegorocznych zwycięzców, którzy otrzymają prestiżowe wyróżnienia oraz nagrody finansowe. Uroczysta Gala Finałowa Konkursu, podczas której zostaną nagrodzeni czołowi polscy mikroprzedsiębiorcy, odbędzie się 28 marca 2019 roku na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Poznamy głównego laureata Konkursu oraz zwycięzców w czterech kategoriach (Start, Progres, Młody Biznes i Senior). Konkurs realizowany jest pod patronatem honorowym Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii.

Konkurs Mikroprzedsiębiorca Roku jest wyjątkową szansą dla najmniejszych firm, aby pochwalić się swoimi przedsięwzięciami oraz pokazać swoje osiągnięcia. Aby wziąć udziału w Konkursie należy spełniać dwa podstawowe kryteria – mniej niż 10 zatrudnionych pracowników oraz obrót roczny nieprzekraczający 2 mln euro. Najbardziej wyróżniająca się firma otrzyma znamienity tytuł „Mikroprzedsiębiorca Roku” oraz nagrodę pieniężną – 40 tys. złotych. Dodatkowo przyznawane są 4 nagrody (10 tys. złotych) w kategoriach Start (dla najmłodszych mikroprzedsiębiorstw), Progres (dla firm w „średnim wieku”), Senior (dla firm działających na rynku najdłużej) oraz Młody Biznes (dla mikroprzedsiębiorstw prowadzonych przez osoby poniżej 30. roku życia). Dodatkowo Kapituła Konkursu przygotowała 8 specjalnych wyróżnień dla najprężniej rozwijających się mikrofirm z całego kraju.

Zgłoszenia do 14. edycji Konkurs Mikroprzedsiębiorca Roku zbierano w listopadzie-grudniu 2018 roku, w tym czasie do udziału zgłosiło się 241 mikrofirm z całego kraju. Zespół organizacyjny Konkursu opracował wszystkie zgłoszenia oraz zakwalifikował 30 najlepszych firm, z którymi przeprowadzono pogłębione wywiady. Analiza zebranych informacji pozwoliła Kapitule Konkursu wybrać zwycięzców, którzy się najbardziej wyróżnili i zasłużyli na prestiżowe nagrody.

Z niecierpliwością czekamy, aby przedstawić tegorocznych zwycięzców naszego Konkursu. Są to naprawdę wyjątkowe firmy, niektóre także rodzinne, które wymyśliły i skutecznie realizują niezwykłe pomysły. Czujemy się zobowiązani do tego, aby pokazać światu czym się zajmują polscy przedsiębiorcy oraz jakie rezultaty udaje im się osiągnąć. W ten sposób także wspieramy i promujemy przedsiębiorczość w Polsce, gdyż wiemy, że to właśnie my jesteśmy trzonem gospodarki kraju. Jednocześnie cieszymy się, że z roku na rok coraz więcej mikrofirm zgłasza się do Konkursu – Ewa Sobkiewicz, Prezes Zarządu IFR.

Mikroprzedsiębiorca Roku 2019Konkurs Mikroprzedsiębiorca Roku jest organizowany cyklicznie od 2005 roku, a drugi rok z rzędu jego operatorem jest Stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych. Konkurs Mikroprzedsiębiorca Roku realizowany jest w partnerstwie z Citi Handlowy (partner strategiczny), Fundacją Kronenberga przy Citi Handlowy (partner merytoryczny) oraz finansowany ze środków Citi Foundation. Konkurs wspiera także Koalicja na rzecz mikroprzedsiębiorczości w skład której wchodzą renomowane instytucje i organizacje biznesowe. W celu wyłonienia zwycięzców powołano Kapitułę Konkursu, członkami której są znani polscy eksperci i przedsiębiorcy.

Gala Finałowa Konkursu odbędzie się 28 marca 2019 roku w Sali Notowań warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Szczegóły na: www.mikroprzedsiebiorcaroku.com

Senioralna kieszeń wciąż dziurawa

Z najnowszego badania BIG InfoMonitor wynika, że w 2018 roku wartość zaległych długów Polaków wzrosła do 74 mld zł. Niemal 9 na 100 rodaków nie radzi sobie z terminowym spłacaniem zobowiązań, a jedną z najbardziej zadłużonych grup społecznych wciąż pozostają seniorzy. Przeciętna polska emerytura oscyluje na poziomie 2150 zł brutto, a większość senioralnego budżetu jest przeznaczana na czynsz, bieżące opłaty i leczenie. Seniorzy nie mają też wielu oszczędności, choć – jak wskazują badania – Polacy przed przejściem na emeryturę doskonale zdają sobie sprawę, że ich świadczenia emerytalne będą stanowiły ok. 30-40 proc. wcześniejszych zarobków. Jak podreperować senioralny budżet? Oto kilka pomysłów.

Polskie emerytury są jednymi z najniższych w Europie, a świadczenia otrzymywane z ZUS-u stanowią ok. 30-40 proc. zarobków, które emeryci pobierali przed przejściem na emeryturę. Osoby starsze nie mają też wielu oszczędności, z których mogliby korzystać. Z badania przeprowadzonego na zlecenie Nationale-Nederlanden PTE wynika, że ludzie w wieku produkcyjnym są świadomi, iż na emeryturze może brakować im pieniędzy, a 40 proc. z nich deklaruje, że planuje podjąć dodatkową pracę, by móc się wtedy utrzymać. Oszczędności posiada zaledwie 30 proc. rodaków.

Robert Majkowski, prezes zarządu Funduszu Hipotecznego DOM
Robert Majkowski, prezes zarządu Funduszu Hipotecznego DOM
fot. Adam Cisowski

– Każde gospodarstwo domowe powinno dysponować minimalnymi oszczędnościami, które pozwolą zachować równowagę finansową, szczególnie przy spadku dochodów. Decyzję o oszczędzaniu powinniśmy podjąć z dużym wyprzedzeniem, a środki gromadzić w długiej perspektywie czasu. Doraźna i niewielka poduszka finansowa może podreperować senioralny budżet i uchronić przed trudnościami, które bez takiej poduszki mogą się nawarstwiać. Problem w tym, że finanse emeryta potrzebują nie tylko doraźnego zastrzyku, ale stałego, stabilnego dopływu – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. – Niestety wielu Polaków, bo ponad 40 proc. pokłada nadzieje na dobrą emeryturę tylko w składkach odprowadzanych do ZUS i KRUS. Pieniądze w banku odkłada tylko 26 proc. rodaków. Jeszcze mniej opłaca składki OFE lub decyduje się na polisę ubezpieczeniową – dodaje Robert Majkowski. Co zrobić, gdy nie mamy oszczędności, a pieniądze z emerytury nie wystarczają na pokrycie podstawowych potrzeb?

Kontrolowanie budżetu

Najlepszym sposobem na uniknięcie kłopotów finansowych i zadłużenia jest świadome kontrolowanie wydatków i planowanie budżetu. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Zwłaszcza, gdy budżet, którym zarządzamy nie jest wysoki. Na początek warto zacząć od audytu domowego, czyli obliczenia „swojej wartości netto”. Najpierw trzeba oszacować ile jest wart nasz majątek, w tym mieszkanie, jego wyposażenie, środki transportu itd. Później podsumować wszystkie zobowiązania takie jak kredyty, pożyczki, zadłużenie na karcie kredytowej. Następnie odjąć kwotę zobowiązań od sumy naszego majątku. Jeżeli otrzymana liczba będzie bliska zeru, lub na minusie, oznacza to, że już najprawdopodobniej jesteśmy w kłopotach finansowych, ponieważ nasz majątek (nawet ten niespieniężony) nie wystarcza na pokrycie wszystkich zobowiązań. Następny krok, to podsumowanie wpływów i wydatków miesięcznych – jeżeli wynik jest dodatni, mamy nadwyżkę finansową i nasza sytuacja może się stopniowo poprawiać. Gorzej, jeżeli mamy deficyt budżetu domowego.

– Mimo trudnej sytuacji finansowej i niewielkiego budżetu warto podjąć próby zwiększenia przychodów i ograniczenia kosztów – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. Jeżeli nie będziemy wiedzieć na co przeznaczamy pieniądze, trudno nam będzie ograniczyć wydatki. Warto zacząć od spisywania wszystkich ponoszonych kosztów i nadawania im kategorii: „stałe”, „elastyczne” itd. O ile ze stałych wydatków trudno zrezygnować, o tyle elastyczne można wykreślać lub przenosić na inny miesiąc. Dobra jest również metoda małych liczb. Odkładanie 5 zł dziennie przynosi 150 zł oszczędności w skali miesiąca. Takie działanie nie jest odczuwalne tak bardzo, niż gdybyśmy mieli odłożyć 150 zł od razu. Pożyczka bankowa, czy pogłębianie debetu na karcie powinny być ostatecznością, zwłaszcza, że suma zobowiązań będzie narastać, a ich niespłacanie może spowodować rozpoczęcie procesu windykacyjnego, a nawet prowadzić do egzekucji komorniczej. Nasi rodzice do kontrolowania budżetu wykorzystywali metodę tzw. kopert (dzielili pensje na koperty, z których każda służyła innemu celowi). Obecnie jest wiele aplikacji komputerowych dostępnych bezpłatnie również w ramach bankowości elektronicznej. Warto się z nimi zapoznać i z wybraną „polubić się” na stałe. Niektóre z nich automatycznie podliczają nasze wydatki, dzielą je na kategorie i ułatwiają zapanowanie nad budżetem.

Działania w krótkiej perspektywie czasu

Z badań Funduszu Hipotecznego DOM wynika, że największa część senioralnego budżetu jest przeznaczana m.in. na czynsz, rachunki za media, telefon, Internet, bieżące wydatki (m.in. spożywcze) oraz leczenie i leki. W pierwszej kolejności seniorzy ograniczają wydatki na konsumpcję bieżącą (np. kupują żywność gorszej jakości), następnie ograniczają wydatki na opiekę medyczną (np. nie wykupują wszystkich lekarstw), w ostateczności  rezygnują z płacenia za media i czynsz.

Z ociągającymi się z zapłatą lokatorami mają problemy nie tylko spółdzielnie mieszkaniowe, ale również zarządcy mieszkań komunalnych należących do gmin. Z najnowszego raportu KRD wynika, że w Polsce jest blisko 26,5 tys. dłużników czynszowych. Łącznie mają oni do zapłaty ponad 400 mln zaległości.[1] Najbardziej zadłużoną osobą w Polsce jest 79-letni mężczyzna z Opola, który jest winien spółdzielni mieszkaniowej ponad 500 tys. zł.

Jeżeli mamy problemy finansowe i nie możemy regulować opłat za czynsz, warto udać się do spółdzielni i zapytać, czy istnieje możliwość odpracowania długów. Wiele spółdzielni, zarządców i administratorów umożliwia odpracowanie długów osobom, które zalegają z czynszem. Podmioty te określają często z góry jaką maksymalną kwotę można odpracować (np. 25 tys. zł). Dłużnicy mogą zaangażować się w drobne remonty, dbać o tereny zielone, pomagać w biurze lub sprzątać w blokach. Zgoda na odpracowanie zaległości zależy od kilku czynników. Jednym z warunków jest powrót do regularnych opłat po umożliwieniu odpracowania zaległości.

Jednym z doraźnych działań służących podreperowaniu domowego budżetu jest wynajem pokoju. Zamieszkanie ze studentem lub inną osobą może dawać kilkaset złotych wpływu do domowego budżetu. Takie działanie nie wymaga zbyt wielkich nakładów finansowych, ani dodatkowej pracy. Dobrym sposobem na podreperowanie comiesięcznych finansów, a przede wszystkim na zaoszczędzenie na zakupach jest również kooperatywa sąsiedzka. O takich rozwiązaniach słyszy się coraz częściej. Jeżeli grupa sąsiedzka zdecyduje się na wspólne zakupy może zaoszczędzić ok. 20 proc. na codziennych produktach, zwłaszcza, jeśli – zamiast do osiedlowego sklepu – wybierze się do hurtowni, czy sklepu typu makro. Kooperacja sąsiedzka to często również wspólne obiady (każdy sąsiad gotuje dla pozostałych w wybranym dniu tygodnia), uprawianie wspólnego ogródka, wymiana świadczeń typu „usługa za usługę” itd. Takie działania, poza wymiarem finansowym, mają również wymiar społeczny i umożliwiają – zwłaszcza osobom samotnym – przebywanie w grupie, integrację, poznawanie innych ludzi.

Działania w dłuższej perspektywie czasu

Jednym ze sposobów podreperowania domowego budżetu jest dorabianie do emerytury. Dorabiać można zarówno pracując dla kogoś jak i na własny rachunek. W Polsce założenie jednoosobowej działalności zajmuje coraz mniej czasu, a seniorom coraz częściej nie brakuje energii i pomysłów na własny biznes. Dodatkowym atutem prowadzenia własnej firmy przez seniora jest zwolnienie ze składek ZUS – jedynym obciążeniem jest składka na ubezpieczenie zdrowotne. Warto natomiast pamiętać, że nie każdy senior może dorobić „krocie”. W przypadku seniorów, którzy przebywają na wcześniejszej emeryturze, przekroczenie pewnego pułapu przychodów, może skutkować obniżeniem świadczeń emerytalnych lub ich zawieszeniem. Jeżeli przychody takiego emeryta przekraczają 70 proc. przeciętnego wynagrodzenia krajowego miesięcznie (a to wynosi w Polsce ok. 4500 zł brutto), to świadczenie emerytalne zostaną zmniejszone. Jeżeli przychody przekraczają 130 proc. przeciętnego wynagrodzenia, to emerytura lub renta zostanie zawieszona.

Dobrym sposobem jest również podjęcie dorywczej pracy „u kogoś”. To może być opieka nad dzieckiem, pomaganie w domu, wykonywanie drobnych napraw, zajmowanie się rękodziełem, praca na recepcji, czy pomoc w pracach sezonowych.

 

Renta dożywotnia za mieszkanie

To rozwiązanie dla tych seniorów, którzy są właścicielami nieruchomości np. mieszkania lub domu. W zamian za przekazanie prawa własności do nieruchomości można otrzymywać comiesięczną rentę dożywotnią, a jednocześnie mieszkać w swoim, dotychczasowym mieszkaniu. Zamieszkiwanie w swoim lokum gwarantuje tzw. służebność osobista mieszkania lub prawo do korzystania, natomiast świadczenia pieniężne są regularnie, stale wpłacane, w ustalonej w umowie wysokości. Wielkość świadczeń jest szacowana na podstawie kilku czynników: między innymi wieku i płci seniora oraz parametrów dotyczących jego mieszkania (m.in. metrażu, lokalizacji etc.). Z danych Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych (KPF) wynika, że średnia renta dożywotnia w Polsce oscyluje na poziomie 1000 zł netto. W naszym kraju fundusze hipoteczne podpisały łącznie blisko 1000 umów renty dożywotniej. Za granicą liczba takich umów jest liczona w setkach tysięcy. Taka usługa jest bardzo popularna m.in. w USA, Wielkiej Brytanii, na Węgrzech, a ostatnio również we Włoszech, Hiszpanii czy Szwecji.

Niezależnie od tego jaki sposób podreperowania domowego budżetu wybierzemy, warto zacząć od rozwiązań, które nie wpędzą nas w spiralę zadłużenia. Najważniejsze jest znalezienie dodatkowego przychodu, a nie obciążanie budżetu dodatkowymi zobowiązaniami. Każda pożyczka, którą zaciągniemy wcześniej czy później będzie musiała być spłacona, a koszty nieregulowania zobowiązań w terminie mogą być znacznie wyższe niż przypuszczaliśmy.

[1] http://regiodom.pl/portal/wiadomosci/analizy-raporty/dluznicy-czynszowi-maja-nawet-ponad-500-tys-zlotych-zaleglosci-jak-sie-tr

Pensje w Polsce wciąż wyraźnie rosną. Problem Theresy May

Kolejna kłoda pod nogi premier Theresy May w sprawie Brexitu, tym razem przeszkoda przed ponownym głosowaniem. Dane z Niemieckiej gospodarki lepsze od oczekiwań. Pensje w Polsce wciąż wyraźnie rosną.

Problemy z głosowaniem w Wielkiej Brytanii

Okazuje się, że w brytyjskim podręczniku praktyki parlamentarnej z połowy XIX wieku znajduje się zapis o nie głosowaniu ponownie tych samych projektów. Co to oznacza w praktyce? Ponowne głosowanie umowy wynegocjowanej przez Theresę May byłoby zatem możliwe dopiero po wprowadzeniu do niej istotnych zmian. Na to się jednak nie zanosi. Z drugiej strony głosowanie projektu, któremu w obydwóch podejściach brakowało wyraźnie głosów nie wydaje się przełomowym rozwiązaniem problemu Brexitu. Funt przyjmuje na razie to wydarzenie w miarę neutralnie ale widać, że zwolennicy i przeciwnicy Brexitu będą się chwytać coraz bardziej wyszukanych sztuczek by postawić na swoim.

Mniej złe dane z Zachodu

Indeks instytutu ZEW okazał się lepszy od oczekiwań. Analitycy bardzo pesymistycznie patrzą ostatnio na dane z Niemiec stąd nawet wynik -3,6 punktu może pozytywnie zaskoczyć. Analitycy spodziewali się aż -11pkt, ale nastroje nie są aż takie złe. Jest to dobry sygnał dla europejskiej waluty, która od dłuższego czasu jest wyraźnie w odwrocie względem głównych światowych walut.

Zarobki wciąż rosną

Średnie wynagrodzenie według GUS rośnie w ciągu roku o 7,6%. To o 0,4% więcej od oczekiwań. Co ciekawe w dalszym ciągu wzrasta zatrudnienie, o 2,9% w skali roku. Oznacza to, że prawdopodobnie wraz z początkiem prac sezonowych możemy spodziewać się kolejnych rekordowo niskich poziomów bezrobocia. Są to obiektywnie dobre dane dla polskiego złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

15:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Ranking najaktywniejszych marek w telewizji w 2018 r.

W 2018 roku najaktywniejszą marką w telewizji był Lidl, który zaliczył spory, 21% wzrost zakupu GRP w porównaniu z rokiem ubiegłym. Na trzech kolejnych pozycjach uplasowały się Plus, Orange oraz T-Mobile i to właśnie branża telekomunikacyjna wygenerowała największy, bo aż 44%, udział w zestawieniu TOP10 – wynika z analizy domu mediowego Codemedia.

Pomimo wyraźnego wzrostu zanotowanego przez lidera, czołówka w rankingu najaktywniejszych marek w telewizji 2018 roku pozostaje bez zmian w stosunku do 2017. Spadek liczby GRP o 12% nie strącił Plusa z drugiej pozycji, a Orange obronił najniższe miejsce na podium powtarzając wynik z ubiegłego roku. Największy konkurent lidera – Biedronka, z 1% spadkiem, uplasowała się na 5. pozycji.

Do grona dziesięciu najbardziej aktywnych marek w telewizji dołączyły dwie, nieobecne w zestawieniu z 2017. Ibuprom – w ubiegłym roku dopiero na pozycji 13. – zwiększył swoją aktywność o 30% i znalazł się na miejscu 7. z liczbą 28 112 GRP. Marka Rossmann wskoczyła do grona TOP10, mimo że zanotowała spadek o 7% wygenerowanych punktów ratingowych. Wynika to z faktu, że zwiększyła się różnica między 1. a 10. miejscem i mniejsza liczba GRP nie wykluczyła zdobycia miejsca w czołówce.

W obecnym zestawieniu TOP10 zabrakło Tesco, które jednak nadal plasuje się blisko czołówki. Druga z marek, która wypadła z zestawienia – Neonet z wynikiem 14 953 GRP, co sprawiło, że z miejsca 10. w 2017 roku przesunęła się daleko poza czołową dziesiątkę.

Telewizja to nadal doskonałe medium do budowania zasięgu i najwięksi gracze na rynku nie rezygnują z tego kanału. Widać sporo nowych marek względem roku poprzedniego w kluczowej dziesiątce. Może być to spowodowane wieloma czynnikami, takimi jak np. zmiana strategii komunikacyjnej, która powoduje lokowanie budżetu w innych mediach. Za przykład posłużyć może 30% skok marki Ibuprom, którego producent, USP zdrowie, zwiększył budżet na reklamę w telewizji i w 2018 roku stanowił on aż 97% wszystkich wydatków reklamowych firmy – komentuje Marcin Hajdenrajch.

Mimo że ranking otwiera przedstawiciel sektora handlowego, większość udziału stanowią marki telekomunikacyjne (44%). Na 2. miejscu znalazł się handel (42%), na 3. farmacja (7%), a na pozycji 4. – FMCG (6%), reprezentowane przez markę Winiary. Co ciekawe, w zestawieniu TOP10 największych reklamodawców w 2018 roku, firmy z branży farmaceutycznej wygenerowały najwięcej, bo ponad połowę udziałów. Punkty GRP rozłożyły się jednak na znacznie większą, niż w przypadku innych sektorów, liczbę reklamowanych marek – komentuje Marcin Hajdenrajch, Media Manager w Codemedia.Ranking najaktywniejszych marek w telewizji w 2018 r.

Przedsiębiorcy z Mazowsza umiarkowanie optymistyczni

Polskie mikro, małe i średnie firmy uznały 2018 rok za wyjątkowo udany – wynika z dziewiątej odsłony raportu Banku Pekao S.A. na temat sytuacji tych przedsiębiorstw. Firmy umiarkowanie optymistycznie patrzą też w przyszłość. Na tym tle bardziej ostrożne są firmy z Mazowsza, a wskaźnik koniunktury dla mazowieckich firm plasuje się nieznacznie poniżej krajowej średniej.

Mazowsze to z punktu widzenia gospodarki jeden z najważniejszych regionów w kraju. Spośród prawie 7500 firm ankietowanych na potrzeby Raportu o Sytuacji Mikro, Małych i Średnich Firm Banku Pekao – 821 (blisko 11 proc.) jest zarejestrowanych na Mazowszu. W województwie zarejestrowanych jest 777 tys. mikrofirm, 26 tys. małych firm małych i ponad 5 tys. firm średnich.

Głównym miernikiem nastrojów przedsiębiorców, badanym w raporcie Banku Pekao, jest ogólny wskaźnik koniunktury firm, który stanowi średnią ocen ostatnich i kolejnych 12 miesięcy. Mierzony jest w skali od 50 do 150 punktów. Dla Mazowsza spadł on w ocenie firm o 2 punkty i wyniósł nieco ponad 99 wobec krajowej średniej na poziomie 100,4 punktu. Warto jednak dodać, że ogólnokrajowy wskaźnik był powyżej neutralnego poziomu dopiero po raz drugi w historii raportu – wskazując na bardzo dobry 2018 rok i dość pozytywne oceny kolejnych miesięcy.

Wśród przedsiębiorców z Mazowsza nastroje w porównaniu z poprzednim badaniem nieco się pogorszyły – wartość większości wskaźników spadła i znajduje się poniżej średniej krajowej. Znaczna ich część jest też poniżej neutralnego poziomu 100 punktów.

Największy spadek zaliczyła ocena sytuacji gospodarczej – o 5 punktów – do 95 (średnia krajowa 97). Podobny spadek zaliczyła ocena sytuacji branży (ze 100 na 96 wobec średniej krajowej 98).

Także wskaźniki, których ocena jest neutralna (100) lub umiarkowanie pozytywna (powyżej 100), obniżyły się rok do roku i w większości znajdują się poniżej średniej krajowej. Należą do nich: ocena sytuacji firmy (-3 punkty w porównaniu z 2017 rokiem do 101, wobec średniej krajowej 103), oceny przychodów (-3 punkty do 100, średnia 103) i oceny wyniku finansowego (-3 punkty do 100, średnia 102).

Jedynym wskaźnikiem, który nie uległ zmianie na Mazowszu, jest ocena długości oczekiwania na zapłatę za towary/usługi, która jest jednak umiarkowanie negatywna i wciąż wynosi 98, co jest wartością równą średniej krajowej. W porównaniu z rokiem 2017 wzrosła wartość wskaźnika oceny dostępności zewnętrznego finansowania dla firmy, która wynosi obecnie 101 (100 w 2017) i jest równa średniej krajowej.

Z kolei ocena zatrudnienia, mimo spadku (ze 103 na 102), jest jedynym wskaźnikiem na Mazowszu powyżej średniej krajowej (101). Najwyższe wyniki w odniesieniu do minionych jak i kolejnych 12 miesięcy odnotowywano najczęściej w podregionach ciechanowskim i mieście Warszawa.

Mazowsze odnotowało nieznacznie niższe niż średnia w kraju wskaźniki poszczególnych aspektów działalności wśród przedsiębiorców, jednak wciąż pozostają one na relatywnie wysokim poziomie. Choć przedsiębiorcy zdają sobie zapewne sprawę z nieco niższego w tym roku tempa wzrostu gospodarczego, to nie rezygnują z rozwoju. A my, stawiając mocno na sektor MŚP, będziemy mogli skutecznie i sprawnie ich w tym rozwoju wesprzeć  – komentuje Jakub Fulara dyrektor biura funduszy UE i programów publicznych Banku Pekao.

Mazowieckie firmy w zdecydowanej większości finansowały i planują dalej finansować działalność ze źródeł własnych (odpowiednio 81 proc. i 71 proc.). W kwestii firm inwestujących w 2018 roku średnia mazowiecka znajduje się poniżej średniej krajowej (36 proc. wobec 45 proc.), przy czym najczęściej inwestowały firmy z regionu ciechanowskiego (w 2018 roku inwestycje przeprowadziło 55 proc. z nich). W minionym roku najwięcej firm na Mazowszu inwestowało w wyposażenie – 65 proc. ogółem. Z kolei w odniesieniu do planów na kolejne 12 miesięcy zdecydowanie wybija się region warszawski zachodni, gdzie aż 68 proc. firm planuje zainwestować w środki transportu.

Eksport mazowieckich firm

Tematem specjalnym tegorocznego raportu Banku Pekao S.A. jest ekspansja zagraniczna firm sektora MŚP. W 12 miesiącach poprzedzających badanie eksportem na Mazowszu zajmowało się 11 proc. firm (średnia krajowa 13 proc.). Najwięcej w podregionie miasta Warszawa – 17 proc. W kolejnym roku eksport planuje 14 proc. mazowieckich przedsiębiorców. Aż 71 proc. firm eksportujących z Mazowsza planuje znaleźć nowych kontrahentów za granicą (wobec 51 proc. w całej Polsce).

Po rekordowym roku sieci handlowe z niepokojem patrzą w przyszłość

W ostatnim roku obrotowym przychody 250 największych detalistów na świecie wzrosły o blisko 6 proc. Niezagrożoną pozycję lidera zachował Walmart, a jego wzrost w przychodach ze sprzedaży detalicznej wyniósł 3 proc. W Polsce bezkonkurencyjny pozostaje Jeronimo Martins, który jednocześnie zajmuje 55 pozycję w globalnym rankingu. O sukcesie może mówić także Amazon, który osiągnął największy wśród czołowych graczy, ponad 25 proc. wzrost sprzedaży i Tesco, które po raz pierwszy dołączyło do dziesiątki najprężniej działających sprzedawców. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte sektor handlu detalicznego ma za sobą dobry rok. Autorzy 22 edycji raportu „Global Powers of Retailing 2019” prognozują jednak, że kończy się hossa, a zmiany w polityce monetarnej i fiskalnej wielu państw spowolnią wzrost gospodarczy.

W minionym roku obrotowym (kończącym się najpóźniej w czerwcu 2018 r.) stopa wzrostu przychodów największych detalistów wyniosła 5,7 proc., czyli znacznie więcej niż 4,1 proc. uzyskane rok wcześniej.  – W krótkim czasie zbiegło się parę pozytywnych trendów, które miały wpływ na taki wynik, tj. względnie silny, globalny wzrost gospodarczy, niska inflacja i koszty finansowania zewnętrznego, łagodna polityka pieniężna na głównych rynkach oraz rosnące ceny aktywów i ożywienie na raczej trudnych rynkach wschodzących – mówi Michał Pieprzny, Lider zespołu ds. sektora dóbr konsumenckich, Partner w Deloitte.

Aby znaleźć się w rankingu Top 250, firma musiała osiągnąć przychód o wartości co najmniej 3,7 mld dolarów, nieznacznie więcej niż rok wcześniej (3,6 mld dolarów). Zmiana ta wynikała częściowo ze zwiększonej aktywności w zakresie fuzji i przejęć, otwarcia nowych sklepów (zarówno na rynkach lokalnych, jak globalnych) oraz wzrostu sprzedaży spowodowanego konkurencyjnością cen. Łącznie przychody ze sprzedaży detalicznej dla 250 największych firm wyniosły 4,53 biliona dolarów, co w przybliżeniu oznacza średnio 18,1 mld dolarów na firmę. Sieci z rankingu Deloitte zanotowały marżę zysku netto na poziomie 2,3 proc., zatem niższą niż przed rokiem (3,2 proc.). Zwrot z aktywów wyniósł 5 proc., tj. więcej niż 3,3 proc. odnotowane rok wcześniej.

Detaliści z listy Top 250 byli skupieni głównie na poprawie efektu skali, wydajności operacyjnej i generowaniu przychodów z kanałów e-commerce. Około dwóch trzecich firm z listy (164) działało poza krajem ojczystym – średnio w 10 krajach, w których wygenerowali 23,6 proc. swoich przychodów. Natomiast 10 największych detalistów na świecie prowadziło działalność średnio w 13 krajach.

Gospodarka wciska hamulec

Eksperci Deloitte zauważają w raporcie, że w 2018 roku nastąpił szereg zmian, które bezpośrednio uderzają w sektor handlu detalicznego. Wzrost gospodarczy spowolnił w Europie, Chinach i Japonii. Z kolei na głównych rynkach przyspieszyła za to inflacja i wzrosły koszty finansowania zewnętrznego, ponieważ rządy niektórych państw zmieniły swoją politykę monetarną i fiskalną. Spadły też globalne ceny akcji i towarów, a główne rynki wschodzące odnotowały znaczną deprecjację waluty. – Wpływ na globalne zmiany miały decyzje rządu Stanów Zjednoczonych, który w celu zmniejszenia deficytu handlowego wycofał się z partnerstwa transpacyficznego i narzucił cła na import stali i aluminium z Unii Europejskiej, Kanady czy Meksyku oraz nałożył cła na import z Chin. Ponadto Stany Zjednoczone zagroziły nałożeniem ceł na cały import samochodów. Do końca 2018 roku opłaty nie obowiązywały wystarczająco długo, aby wpłynąć na wydatki, konsumenci jednak odczują to w niedalekiej przyszłości – mówi Anita Bielańska, Dyrektor w dziale konsultingu strategicznego Deloitte.

W Europie do spowolnienia przyczyniło się również połączenie wyższych cen energii, umocnienia euro i niepewności handlowej. Jest powszechna obawa, że globalny wzrost spowolni jeszcze bardziej w 2019 roku.

Na podium bez zmian

10 największych detalistów na świecie ma 31,6 proc. udziału w łącznych przychodach Top 250. To wzrost o 0,9 p.p. rok do roku. Trzej najlepsi sprzedawcy utrzymali swoje pozycje. Liderem, jak w poprzednich latach, jest Walmart. Jego przychody w minionym roku obrotowym wzrosły o 3 proc., to głównie za sprawą akwizycji w segmencie e-commerce. Pozycja lidera wydaje się być niezagrożona, bo największy konkurent Walmartu – Costco – choć poprawił wynik o 8,7 proc. w porównaniu z 2,2 proc. rok wcześniej, wciąż generuje czterokrotnie niższe przychody. Po połączeniu z Modern HC Holdings o 3,2 proc. wzrosły też przychody trzeciego na liście największych detalistów – Krogera.

Dwie pozycje wyżej, na czwarte miejsce, wysunął się Amazon. – Ikona e-handlu i największy dziś sprzedawca detaliczny online osiągnął najwyższy wzrost sprzedaży z pierwszej dziesiątki rankingu – 25,3 proc. Duży wpływ na taki wynik miał dynamiczny wzrost sprzedaży w Ameryce Północnej, dzięki wysiłkom Amazona w obniżaniu cen dla klientów oraz zwiększonej dostępności produktów – mówi.

Miejsca ustąpił Amazonowi właściciel sieci dyskontów Lidl i supermarketów Kaufland – Grupa Schwarz, która spadła na piątą pozycję, pomimo wzrostu sprzedaży detalicznej o 7,4 proc. The Home Depot uplasował się na szóstym miejscu. Gigant z siedzibą w Atlancie, dołączył do detalistów, których sprzedaż przekracza 100 mld dolarów (100,9 mld w minionym roku obrotowym). Rok do roku sprzedaż The Home Depot wzrosła 6,8 proc.

O dwa miejsca spadła sieć drogerii i aptek Walgreens Boots i jest siódmym pod względem wielkości detalistą na świecie. W pierwszej dziesiątce znaleźli się także Aldi, CVS Health Corporation i – po raz pierwszy w czołówce – Tesco. Brytyjski gigant handlowy odnotował wzrost przychodów o 2,8 proc. rok do roku. Powoli do góry pnie się także Jeronimo Martins. W tym roku właściciel sieci sklepów Biedronka znalazł się na 55. miejscu (rok wcześniej było to 56. miejsce).

Zaobserwowaliśmy, że pierwsza dziesiątka rosła szybciej niż wszystkie 250 firm. To odpowiednio 6,1 i 5,7 proc. Wpływ na to miał głównie duży wzrost przychodów Costco czy Amazona. Jednak marża zysku netto dla pierwszej dziesiątki była niższa niż dla Top 250. Gorzej też wypadła rok do roku. Jest to w dużej mierze spowodowane tym, że ośmiu z dziesięciu największych sprzedawców detalicznych działa w sektorze towarów konsumpcyjnych o niskich marżach – mówi Anita Bielańska.

Dziesięciu największych globalnych detalistów:

Miejsce
w rankingu
Nazwa spółki  Kraj
pochodzenia
Przychody ze sprzedaży
detalicznej w poprzednim roku
obrotowym (mld USD)
1 Wal-Mart Stores, Inc. USA 500,343
2 Costco Wholesale Corporation USA 118,573
3 The Kroger Co. USA 118,982
4 Amazon.com, Inc. USA 118,573
5 Schwarz Group Niemcy 111,766
6 The Home Depot, Inc. USA 100,904
7 Walgreens Boots Alliance, Inc. USA 99,115
8 Aldi Einkauf GmbH & Co. oHG Niemcy 98,287
9 CVS Health Corporation USA 79,398
10 Tesco PLC Wlk. Brytania 73,961

 

Najwięcej z 250 najlepszych sprzedawców ma swoją główną siedzibę w Europie – 87. Ich udział w przychodach Top 250 wyniósł 33,8 proc.

Sektor turystyczny i rekreacyjny wyprzedził inne sektory produktowe, osiągając 10,1 proc. wzrost sprzedaży detalicznej oraz wzrost przychodów o 6,8 proc. Sektor odzieży i dodatków odnotował drugi największy wzrost sprzedaży detalicznej o 7,1 proc. To znacznie więcej niż rok wcześniej – 4,4 proc. Kluczowy w rankingu jest natomiast sektor dóbr konsumpcyjnych (FMCG), do którego należy ponad połowa firm na liście Deloitte. Razem wygenerowały 66,2 proc. przychodów Top 250.

Polski rynek się konsoliduje

Zakaz handlu w niedzielę wpłynął na zmiany na polskim rynku handlowym, poprzez wzrost znaczenia e-commerce oraz sprzedaży na stacjach paliw. Lider na polskim rynku Jeronimo Martins, który regularnie zwiększa w nim udział i którego przychody w minionym roku obrotowym wyniosły 50 mld zł, dostosował się do zakazu, otwierając sklepy w okolicach dworców. Na drugim miejscu znajduje się Grupa Schwarz, w skład której wchodzące Lidl i Kaufland mają bardzo mocną pozycję na polskim rynku. W pierwszej piątce znajduje się także największa polska platforma transakcyjna online Allegro.pl.

– 30 proc. towarów spożywczych Polacy kupują w dyskontach, najczęściej w Biedronce i Lidlu, ale popularność zyskują też sklepy typu convenience, które sprzedają aż 22 proc. towarów spożywczych. Mamy coraz mniej czasu dlatego także na zakupach chcemy go zaoszczędzić. Polacy wolą zakupy szybkie i w sklepach, które mają po sąsiedzku. Dlatego też w ciągu ostatnich pięciu lat aż o 3,3 punkty procentowe spadł udział rynkowy hipermarketów – mówi Michał Pieprzny.
Eksperci Deloitte zauważają, że w Polsce maleje udział handlu tradycyjnego. W minionym roku jedynie 18 proc. artykułów spożywczych zostało kupionych w tradycyjnych sklepach.

Ostatnie lata to również bankructwa sieci Bomi, Marcpol i Alma oraz konsolidacja rynku przez największych graczy, takich jak przejęcie Piotra i Pawła przez Jeronimo Martins czy sieci mniejszych sklepów takich jak Lewiatan oraz Mila przez Eurocash.

– Fuzje i przejęcia to dla wielu firm atrakcyjna strategia wzrostu i budowy skali, które pomagają w negocjacjach z dostawcami. W przyszłości polski rynek może czekać dalsza konsolidacja. Udział w sprzedaży 7 największych sieci wynosił w minionym roku 63 proc. Dla porównania w Niemczech udziały te wynoszą 76 proc. – mówi Anita Bielańska.

Szansa HR – różnorodność zatrudnienia

Z raportu LinkedIn „Global Recruiting Trends 2018” wynika, że jednym z wyzwań, z jakimi w najbliższym czasie będą musieli poradzić sobie pracodawcy, będzie dywersyfikacja zatrudnienia.

O tym, na czym ona polega opowiada Paweł Wysocki, Prezes Zarządu firmy Quercus, specjalizującej się we wdrożeniach SAP w obszarze HR:

Pracodawcy, którzy w sposób analityczny podchodzą do kwestii zatrudnienia, już od pewnego czasu przygotowują się na konieczność dywersyfikacji. Przyczyny są różne i można je podzielić na globalne oraz wynikające ze specyfiki branży.

Myśląc o ogólnych czynnikach wiążących się z dywersyfikacją zatrudnienia, mam na myśli przede wszystkim mocne zróżnicowanie wiekowe osób aktywnych zawodowo. Zauważmy, że na rynku mamy obecnie przedstawicieli 4 generacji: baby boomers, pokolenia X, millenialsów oraz pokolenia Z. O ile formy komunikacji z pierwszymi dwiema grupami nie stanowią dla pracodawców wyzwania, o tyle w przypadku młodszych pokoleń sprawa jest bardziej złożona. Posługują się one bowiem innymi narzędziami, oczekują innych, mniej sformalizowanych form kontaktu, preferują komunikatory niż rozmowy telefoniczne, itp. Wszystko to trzeba uwzględnić, planując rekrutację, ale także strategię komunikacji na późniejszych etapach zatrudnienia.

Z kolei dywersyfikację związaną z branżą najłatwiej wyjaśnić na przykładzie naszej branży, czyli IT. Powszechnie wiadomo, że jest to sektor, w którym specjaliści nie narzekają na brak ofert pracy, zaś pracodawcy muszą proaktywnie poszukiwać kandydatów i „kusić” ich benefitami, często pozapłacowymi. Jeszcze kilka lat temu branża IT była mocno zmaskulinizowana, dziś to się zmienia i to w szybkim tempie. Panie coraz silniej zaznaczają swoją pozycję w IT i jest to zjawisko bardzo pozytywne. Od pracodawców ta zmiana wymaga jednak uważności, to znaczy szerszego spojrzenia na zakres oferowanych benefitów. Choć nie jest to regułą, może okazać się, że panie mają inne, dotychczas nie zidentyfikowane w firmie, oczekiwania, jak np. bardziej przyjazny wystrój biura, otwarcie żłobka w zakładzie pracy, możliwość pracy zdalnej w związku z chorobą dziecka itp.

Trzecia kwestia związana z dywersyfikacją mocno skorelowaną z branżą, choć dotyczy nie tylko IT, to zatrudnianie obcokrajowców. Pracodawcy muszą być gotowi na to, aby zatrudniać osoby z zagranicy. Dotyczy to zarówno przygotowania zespołu i stworzenia pozytywnej atmosfery oraz dodatkowego wsparcia podczas onboardingu, ale również wdrożenia odpowiednich rozwiązań systemowych, czyli np. technicznego rozliczania wynagrodzenia w zależności od tego, z jakiego kraju i na jakich warunkach jest zatrudniona dana osoba.

Jednak – podsumowując – największym wyzwaniem jest zróżnicowanie wiekowe. Warto przeanalizować, przedstawicieli jakich generacji zatrudniamy i dopasować np. benefity, formy komunikacji do ich preferencji i oczekiwań. Kluczem jest zrozumienie potrzeb konkretnego pokolenia. Im starsi pracownicy, tym bardziej cenią przyjazną atmosferę i stabilność zatrudnienia oraz wynagrodzenia, im młodsi, tym silniejsza potrzeba zbudowania harmonijnego balansu między pracą a czasem wolnym, potrzeba rozwoju (zawodowego i osobistego) oraz poczucia misji.

Wartość pracy własnej wspólnika spółki osobowej

W praktyce gospodarczej dosyć często spotykaną sytuacją jest świadczenie usług przez osobę fizyczną będącą przedsiębiorcą na rzecz spółki osobowej. Kolejnym elementem jest posiadanie przez tę osobę statusu wspólnika tej spółki. Zasadne staje się zatem postawienie pytania, czy wynagrodzenie wypłacane na rzecz takiego wspólnika może stanowić koszt uzyskania przychodu tego wspólnika, jak również pozostałych. Pytanie to jest o tyle istotne, iż w pewnym sensie kwota stanowiąca wynagrodzenie wspólnika staje się w określonej części jego kosztem uzyskania przychodów. Dzieje się tak z uwagi na brzmienie przepisów ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Zgodnie bowiem z art. 8 ust. 1 ustawy przychody z udziału w spółce niebędącej osobą prawną u każdego podatnika określa się proporcjonalnie do jego prawa do udziału w zysku. Zasadę tę stosuje się również do rozliczania kosztów uzyskania przychodów, wydatków niestanowiących kosztów uzyskania przychodów oraz strat (art. 8 ust. 2 pkt 1 ustawy).

Praca własna

Przepisy art. 23 ustawy PIT zawierają katalog wydatków niestanowiących kosztów uzyskania przychodów. Zgodnie z ust. 1 pkt 10 tego artykułu za koszty uzyskania przychodów nie uważa się wartości własnej pracy podatnika, jego małżonka i małoletnich dzieci, a w przypadku prowadzenia działalności w formie spółki niebędącej osobą prawną – także małżonków i małoletnich dzieci wspólników tej spółki.

Niestety prawodawca nie pokusił się o wprowadzenie do ustawy definicji legalnej pracy własnej. Stało się to przyczyną wątpliwości podatników co do tego, czy wynagrodzenie wspólnika świadczącego usługi w ramach prowadzonej działalności gospodarczej może stanowić jego koszt uzyskania przychodu.

W orzecznictwie organów podatkowych ugruntowane jest stanowisko, że pojęcie „praca własna” oznacza wartość wszelkiego rodzaju nakładów pracy świadczonej przez podmioty wymienione w omawianym przepisie, bez względu na to, czy jest ona wykonywana na podstawie umowy o pracę, umowy cywilnoprawnej mającej charakter umowy zlecenia lub umowy o dzieło, czy też bezumownie. Nie ma również znaczenia rodzaj i zakres podejmowanych czynności, w szczególności to, czy w przypadku pracy wspólnika na rzecz spółki wiążą się one z prowadzeniem spraw spółki.

Stanowisko organów

W obecnym stanie prawnym organy podatkowe prezentują korzystne dla podatników stanowisko. Za przykład może posłużyć jedna z najnowszych interpretacji podatkowych Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej nr 0112-KDIL3 3.4011.291.2018.2.MM. W jej stanie faktycznym zaprezentowano następujące okoliczności. Spółka doradztwa podatkowego (spółka osobowa) celem prowadzenia działalności gospodarczej nabywała profesjonalne usługi w zakresie doradztwa prawnego oraz podatkowego od kilkunastu prawników oraz doradców podatkowych, z którymi zawierała umowy o pracę lub cywilnoprawne umowy o świadczenie usług. Z kolei, komplementariusz tej spółki świadczył na jej rzecz – jako przedsiębiorca – usługi doradztwa podatkowego. Przedmiotem interpretacji było rozstrzygnięcie zagadnienia, czy wydatki na wypłatę wynagrodzenia z tytułu świadczonych usług udokumentowane fakturami VAT będą stanowiły dla komplementariusza koszt uzyskania przychodu z tytułu uczestnictwa w spółce.

Stanowisko organu wpisało się w ugruntowaną obecnie linię orzeczniczą. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej potwierdził, że skoro świadczenie usług nastąpi na podstawie stosunku prawnego (umowy cywilnoprawnej), łączącego dwa odrębne podmioty gospodarcze – osobę prowadzącą indywidualną działalność gospodarczą oraz spółkę – to wykonywanie tych usług w ramach tej działalności gospodarczej nie może być uznane za pracę własną.

Wobec powyższego zawarcie umowy ze spółką osobową w ramach indywidualnej działalności gospodarczej i wykonywanie w zw. z tym określonych usług nie kwalifikuje się do ograniczenia wynikającego z art. 23 ust. 1 pkt 10 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych.

Przedmiotowe obostrzenie nie będzie więc stosowane na linii przedsiębiorca – spółka osobowa.

Zmiana podejścia

Tak zwana zmiana podejścia podatkowego jest dość często używanym przez praktyków zwrotem w przypadku zmiany linii orzeczniczej fiskusa. Można ją zastosować również wobec omawianego zagadnienia, które w poprzednich latach było traktowane przez niektóre organy podatkowe zgoła odmiennie. W obrocie prawnym można było spotkać rozstrzygnięcia, na podstawie których wynagrodzenie wspólnika będącego przedsiębiorcą, nie mogło zostać zaliczone do kosztów uzyskania przychodów. Co równie istotne, taki pogląd znalazł akceptację w jednym z wyroków WSA we Wrocławiu o sygn. akt I SA/Wr 116/10.

Powyższe potwierdza zatem, że pomimo funkcjonowania jednolitego orzecznictwa organów podatkowych, podatnik nie zawsze może być pewien trafności decyzji podjętej w przedmiocie jego osobistych rozliczeń podatkowych. Bieżąca weryfikacja orzeczeń organów oraz judykatury wydaje się zatem nieodzowna przy deklarowaniu podstaw opodatkowania. Jest to również doniosłe z innego powodu. Zgodnie bowiem z Ordynacją podatkową zastosowanie się do orzeczeń podatkowych stanowiących utrwaloną praktykę interpretacyjną organów Krajowej Administracji Skarbowej powoduje objęcie podatnika ochroną wynikającą z zasady nieszkodzenia, a więc także zwolnieniem z obowiązku zapłaty podatku.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Marcin Nieplowicz, EFL: Prognoza dla rynku leasingu w Polsce 2019 r.

Marcin Nieplowicz
Marcin Nieplowicz

Szacujemy, że w 2019 roku wzrost wartości sfinansowanych przez firmy leasingowe aktywów wyniesie ok. 5,5 proc. r/r. Nastąpi wyhamowanie korzystnych i stabilnych trendów w polskiej gospodarce z lat 2017-2018, które będzie w dużej mierze amortyzowane masowym wykorzystaniem środków unijnych z perspektywy 2014-2020 do współfinansowania inwestycji publicznych i prywatnych oraz dodatkowymi programami socjalnymi zapowiedzianymi na drugą połowę roku. Dynamika rynku leasingu będzie jednak niższa niż wynikałoby to wprost z trendów w polskiej gospodarce. Głównym powodem jest wprowadzenie od początku tego roku górnego limitu wysokości rat leasingowych, które leasingobiorcy mogą zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów przy zakupie samochodu osobowego.

W minionym roku wypracowaliśmy nowy roczny rekord branży leasingowej. Z danych Związku Polskiego Leasingu wynika, że firmy leasingowe sfinansowały w 2018 roku aktywa o wartości 82,6 mld zł, czyli aż o 21,8 proc. więcej niż rok wcześniej. Mamy bezprecedensową sytuację, w której nasz rynek konsekwentnie rośnie od dziewięciu lat, w tym od sześciu lat rozwija się w tempie dwucyfrowym. Wszystko wskazuje na to, że 2019 będzie dziesiątym rokiem wzrostów, choć zakończymy go już z jednocyfrową dynamiką.

Popyt krajowy na plus

Głównym czynnikiem rozwoju gospodarczego Polski będzie w tym roku popyt krajowy, bazujący na dobrej sytuacji na rynku pracy. Przy bardzo niskiej stopie bezrobocia (3,5 proc. na koniec 2018 wg BAEL), bliskich rekordom nastrojach konsumenckich oraz utrzymującym się wzroście wynagrodzeń w firmach, wydatki konsumentów będą głównym motorem wzrostu popytu krajowego. Warto jednak podkreślić, że za sprawą coraz większych problemów firm ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników istotnie wyhamuje wzrost zatrudnienia w gospodarce. Z drugiej strony dynamikę konsumpcji prywatnej podbiją szacowane na ok. 20 mld PLN dodatkowe transfery socjalne w drugiej połowie roku.

Produkcja przemysłowa na plus

Polska gospodarka będzie się również rozwijała za sprawą utrzymania aktywności sektora przemysłowego. Zapowiada to wzrost nowych zamówień w przemyśle, głównie jednak z rynku krajowego. Dane GUS pokazały średni wzrost łącznych zamówień w przemyśle o 11 proc. r/r w IV kw. 2018. W rezultacie, wyrównana sezonowo produkcja przemysłowa wzrosła w styczniu 2019 o 6,1 proc. r/r, po wzroście o 3,1 proc. r/r w poprzednim miesiącu. W naszej ocenie odczyty PMI dla sektora wytwórczego w Polsce, które stoją obecnie w wyraźnej sprzeczności ze wskaźnikami koniunktury GUS, mocno przeszacowuje skalę spowolnienia produkcji przemysłowej. Ostatni, lutowy odczyt indeksu PMI w wysokości 47,6 punktu zapowiada wręcz na nadchodzącą recesję w przemyśle. Jest to reakcja na widoczne w Europie Zachodniej spowolnienie gospodarcze, w dużej mierze za sprawą przejściowych problemów branży motoryzacyjnej.

Eksport na plus

Jak na razie, pogarszające się otoczenie gospodarcze Polski nie ma jeszcze negatywnego wpływu na wyniki naszego handlu zagranicznego. Dane NBP za cały 2018 rok pokazały, że wyrażona w euro sprzedaż zagraniczna towarów z Polski rosła średnio o 6 proc. r/r. W 2019 roku utrzymany zostanie wzrost eksportu towarów, ale przy dynamice rocznej rzędu 4 proc. Widzimy bowiem wyraźne wyhamowanie dynamiki produkcji przemysłowej strefy euro w IV kw. 2018 roku. Niższa aktywność europejskiego wytwórstwa może utrzymać się jeszcze przez kilka miesięcy, ale od II kw. 2019 roku należy się spodziewać stopniowej poprawy koniunktury.

Inwestycje prywatne na plus

Prognozujemy, że łączna dynamika inwestycji w gospodarce nieznacznie wyhamuje w tym roku do ok. 6,4 proc. z 7,3 proc. uzyskanych w 2018 roku. Będzie to w dużej mierze spowodowane utrzymaniem się wzrostu inwestycji prywatnych. Dodatkowo, będziemy mieli już drugi rok wyraźnej absorpcji środków unijnych z perspektywy finansowej 2014-2020. Zawarte umowy o dofinansowanie z nowego budżetu UE stanowią już ponad 67 proc. łącznej puli Polski na politykę spójności.

Leasing aut osobowych na minus

Dynamika rynku leasingu będzie w 2019 roku niższa niż wynikałoby to wprost z trendów w polskiej gospodarce. Do obniżenia wzrostu wartości sfinansowanych aktywów do 5,5 proc. w 2019 roku z 21,8 proc. uzyskanych w ubiegłym roku przyczynią się nowe regulacje podatkowe. Od 1 stycznia tego roku ustawodawca wprowadził dla leasingu aut osobowych górne limity dla wysokości rat leasingowych, które leasingobiorca może zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów. W efekcie zapowiedzi przełożyło się to na boom na finansowanie aut osobowych klasy premium w IV kwartale 2018. Szacujemy, że obniży to wzrost wartości sfinansowanych pojazdów w całym 2019 roku, które stanowią największy segment rynku leasingowego w Polsce.

Marzec to idealny miesiąc na wynajem mieszkania

Zadań stojących przed inwestorami zainteresowanymi zakupem nieruchomości na wynajem jest naprawdę wiele. W przypadku kiedy inwestor nastawiony jest na szybkie zyski warto, aby zaczął interesować się nieruchomościami już teraz. Marzec to idealny miesiąc na rozpoczęcie takich działań. Dlaczego?

Wielu początkujących inwestorów nie zdaje sobie sprawy jak długo może trwać cały proces związany z nabyciem nieruchomości i przygotowaniem jej do wynajmu. Znalezienie odpowiedniego mieszkania, negocjacje, formalności prawno – notarialne, procedury około kredytowe – w przypadku korzystania z kredytu, remont, etc. To wszystko zajmuje dużo czasu i jeszcze więcej … pieniędzy. Dlaczego zatem najlepiej zacząć cały proces poszukiwania mieszkania na wynajem właśnie w miesiącu marcu?

Ofert sprzedaży mieszkań w sieci jest wiele, czy to z rynku pierwotnego czy wtórnego. Jak więc znaleźć tą najlepszą? Przede wszystkim należy zarezerwować odpowiednią ilość czasu na właściwe rozpoznanie rynku i rozpatrzenie ofert, które spełniają kryteria inwestora. W celu znalezienia takowych, warto zastosować zasadę 100/10/1. Oznacza ona, że inwestor powinien obejrzeć 100 ofert, wybrać 10 do przeanalizowania, aby kupić 1-dno mieszkanie. Na pierwszy rzut oka, zasada ta może wydawać się przesadą, jednak wiedza oraz doświadczenie, które inwestor zdobędzie będzie nie do przecenienia. Przyczyni się m.in. do lepszego rozeznania rynku nieruchomości, aktualnych trendów i cen. Dodatkowo, spotkania które inwestor odbędzie, przygotują go do negocjacji cenowych, ale także pokażą na co warto zwracać uwagę. Mieszkanie z potencjałem, ale wymagające remontu czy odświeżona kawalerka, ale z utrudnioną komunikacją? Przed inwestorem stoi wiele tego typu pytań, a są to ważne wybory pod kątem opłacalności inwestycji. Dodatkowo, kluczowe pytanie – gdzie znaleźć te naprawdę dobre oferty sprzedaży nieruchomości?

Z pomocą czy samemu?

Samo przeglądanie portali internetowych, ze względu na konkurencję ze strony innych inwestorów, jak i konieczność poświęcenie dużej ilości czasu, może okazać się niewystarczające. W odwodzie mamy zawsze profesjonalnych pośredników nieruchomości, którzy mogą pomóc w znalezieniu najlepszej inwestycji. Jeżeli jednak inwestor nie chce spędzać wielu godzin na ciągłym przeglądaniu internetowych ogłoszeń, ani współpracować z pośrednikiem, to może skorzystać ze zautomatyzowanych, internetowych narzędzi wyszukujących nieruchomości według określonych wymagań. Przeszukują one i analizują tysiące ofert ogłoszeniowych oraz rekomendują tylko takie, które spełniają wybrane przez inwestora kryteria, np. minimalne ROI na poziomie 5% lub miesięczny przychód z najmu wynoszący min. 3000 zł. Dzięki takiej pomocy, inwestor może skupić się na rozważeniu tylko kilku, najciekawszych ofert. Dodatkowym atutem korzystania z tego typu platform jest szybkość ich działania. Najlepsze oferty przestają być aktualnie w ciągu kilkunastu godzin – kilku dni od ich opublikowania na portalach ogłoszeniowych. Niestety, inwestor samodzielnie przeszukując tysiące ofert, często dociera do ciekawych dopiero wówczas kiedy są one już nieaktualne. Używając narzędzia automatyzującego poszukiwanie nieruchomości, przyszły właściciel otrzymuje informację w ciągu godziny i może od razu rozpocząć działania.

Dla przykładu, poniżej zostały zaprezentowane wybrane oferty pochodzące z platformy Rentier.io, wyselekcjonowane na podstawie następujących kryteriów potencjalnego inwestora poszukującego nieruchomości na wynajem: roczny zwrot z inwestycji (ROI) na poziomie większym niż 6,5% dla nieruchomości z min. 2 pokojami, ceną najmu powyżej 2 350 zł, przy kosztach miesięcznych opłat administracyjnych nie przekraczających 540 zł, zlokalizowanych w Warszawie.

          2019
  Lokalizacja metraż pokoje Opłaty administracyjne Cena najmu Cena zakupu ROI 12m ROI 11m
1 Warszawa, Wola, przy Cmentarzu Żydowskim 48 2 430 2 350 350 000 8,06% 7,26%
2 Warszawa, Wola, Szarych Szeregów 47 2 460 2 800 431 000 7,80% 7,04%
3 Warszawa, Praga Południe, Józefa Dwernickiego 58 3 460 2 450 429 000 6,85% 6,17%
4 Warszawa, Włochy, Park Kombatantów 60 2 540 2 500 460 000 6,52% 5,86%

Źródło: Rentier.io, dane z 18.03.2019 r.

Co ważne, platformy internetowe takie jak Rentier.io umożliwiają także sprawdzenie jak zwrot inwestycji, tj. ROI, kształtował się na przestrzeni ostatnich miesięcy czy lat. Poniżej dane dla nieruchomośc o takich samych kryteriach tylko w 2018 roku. Porównanie danych z obu  tabeli pozwala zauważyć, że rosnące ceny zakupu nieruchomości są w pewnym stopniu równoważone przez zwiększające się ceny najmu, co w konsekwencji przekłada się na niewielki spadek rentowności inwestycji.

          2018
  Lokalizacja Metraż pokoje Opłaty administracyjne Cena najmu Cena zakupu ROI 12m ROI 11m
1 Warszawa, Wola, przy Cmentarzu Żydowskim 48 2 430 2 250 325 000 8,31% 7,48%
2 Warszawa, Wola, Szarych Szeregów 47 2 460 2 620 400 000 7,86% 7,09%
3 Warszawa, Praga Południe, Józefa Dwernickiego 58 3 460 2 227 380 000 7,03% 6,33%
4 Warszawa, Włochy, Park Kombatantów 60 2 540 2 306 440 000 6,29% 5,64%

Źródło: Rentier.io, dane z 18.03.2019 r.

To tylko początek

Znalezienie odpowiedniej nieruchomości, wbrew temu co można sądzić, nie oznacza jeszcze końca pracy inwestora. Wielu początkujących zapomina o czasie, który potrzebny jest na załatwienia wszystkich formalności związanych z zakupem mieszkania, np. sprawdzeniem jego stanu technicznego, spraw formalno-prawnych nieruchomości, m.in. w księgach wieczystych; nie mówiąc już o przygotowaniu umowy zakupu lub sprawdzenia wraz z prawnikiem tej dostarczonej przez sprzedającego. Jeśli przyszły właściciel nieruchomości decyduje się na jej zakup na kredyt, dodatkowo wydłuży to czas związany z oczekiwaniem na decyzję banku oraz podpisaniem umowy. Cały etap, składający się z decyzji wstępnej i ostatecznej, teoretycznie powinien trwać od 4 do 6 tygodni. W ich trakcie badana jest zdolność kredytowa inwestora, a także oceniania jest sama wartość wybranej nieruchomości. Mimo wyznaczonych przez instytucję finansową ram czasowych, często procedury wydłużają się, m.in. ze względu na brak kompletu dokumentów od sprzedającego lub inwestora. To powoduje, że pierwotnie zaplanowany czas znacząco się wydłuża, nierzadko nawet dwukrotnie.

Ostatnia prosta

Zanim inwestor podpisze umowę najmu z przyszłymi najemcami, musi jeszcze dokonać niezbędnych drobnych napraw lub przeprowadzić poważniejszy remont. Bez względu na zakres prac, znalezienie dobrych fachowców, oferujących rozsądne i akceptowalne ceny, może potrwać. Co więcej, na tych naprawdę dobrych trzeba będzie poczekać kilka miesięcy, nierzadko pół roku lub więcej. Oczywiście, na rynku są także ekipy remontowe dostępne w ciągu kilku dni. Jednak duża ilość wolnego czasu, nie jest dla nich najlepszą rekomendacją. Dodatkowo, termin oddania mieszkania może przesunąć się w czasie. Oczekiwanie na potrzebne materiały, niespodziewane awarie czy nieprzewidziane nieobecności ekipy remontowej – to wszystko może oznaczać wydłużenie czasu prac.

Najlepszym momentem na rozpoczęcie wynajmu nieruchomości są miesiące sierpień i wrzesień. Wówczas inwestor może liczyć na duże zainteresowanie zarówno ze strony studentów, rozpoczynających rok akademicki, ale także tych, którzy już podjęli pracę. Ci ostatni niezbyt chętnie przeprowadzają się do nowych mieszkań w okresie zimowym czy letnim, który zarezerwowany jest przede wszystkim na odpoczynek. Cały proces od rozpoczęcia poszukiwań nieruchomości, poprzez załatwienie kredytu, a skończywszy na przeprowadzeniu remontu zazwyczaj trwa około pół roku. Zatem jeżeli inwestor chce zaoferować swoje mieszkanie na wynajem w optymalnym okresie warto, aby zaczął szukać nieruchomości już teraz. Sezon poszukiwań dobrych nieruchomości został rozpoczęty.

Transition Technologies podsumowuje wyniki za 2018 r.

Grupa Kapitałowa Transition Technologies (GK TT) – lider IT w obszarze energii, gazu, informatyki medycznej i przemysłu, podsumowuje wstępne wyniki 2018 i pomimo konserwatywnej oceny przyszłości rynku informatycznego, przedstawia optymistyczne prognozy na 2019 rok.

Transition Technologies po raz kolejny utrzymuje założony, silny trend wzrostowy. Spółki Grupy Kapitałowej TT osiągnęły w roku 2018, zgodnie z wcześniejszymi prognozami, globalne przychody na poziomie ponad 300 mln PLN, co stanowi ponad 15 proc. wzrostu sprzedaży w porównaniu do poprzedniego roku.

Przez cały 2018, spółka kontynuowała realizację kluczowych projektów w sektorze energetycznym i przemysłowym, notując dynamiczne zwiększanie sprzedaży w segmencie informatycznych usług outsourcingowych i Managed Services. W Polsce grupa staje się liderem usług outsourcingowych dla administracji publicznej i służby zdrowia. Coraz istotniejszą rolę odgrywają też segmenty IoT (Internet rzeczy), Virtual i Augmented Reality (wirtualna i rozszerzona rzeczywistość) oraz zastosowania nowych technologii w Medical Intelligence. Cała Grupa Kapitałowa TT SA  realizuje strategię rozwijania zaawansowanych technologicznie produktów oraz budowy kompetencji w najbardziej dynamicznie rosnących kierunkach światowej informatyki.

W 2018 r. GK TT umacniała swoją pozycję w sektorze ochrony zdrowia. TT kontynuowała współpracę z amerykańską spółką Public Health nad budową platformy wymiany danych pacjent-instytucja. Grupa realizowała także, dofinansowaną z NCBiR, grę mobilną Echo-Vis wspierającą naukę echolokacji dla osób z dysfunkcjami wzroku. TT przeprowadzała także w placówkach ochrony zdrowia kolejne wdrożenia innowacyjnego rozwiązania własnego klasy Business Intelligence – MedStream Designer.

Stabilna pozycja lidera w sektorze energetycznym i dynamicznie zwiększająca się sprzedaż informatycznych usług outsourcingowych w segmencie Managed Services w kraju i za granicą wzmocniły portfel stałych zamówień. Backlog TT już teraz stanowi 65% w koszyku przychodów Transition i pozwala na bezpieczne realizowanie działań B&R.

Konrad Świrski,
Prof. Konrad Świrski, Prezes Transition Technologies S.A.

– Decydując się w poprzednich latach na współpracę z gigantami technologicznymi oraz rozwój Managed Services zdobyliśmy kompetencje w wiodących technologiach. Obok wysokiego backlogu, oferowanie unikatowych kompetencji IT i opracowywanie naprawdę przydatnych dla przemysłu czy organizacji rozwiązań daje nam przewagę. Jesteśmy przekonani, że możemy zyskać na możliwym w 2019 roku spowolnieniu gospodarczym – mówi Konrad Świrski, prezes zarządu Transition Technologies SA.

GKTT ma rozproszoną strukturę zatrudnienia – w 2018 r. 19 lokalizacji biur i partnerstw w Europie, Azji, Ameryce Pn. – oraz zbudowała unikalne portfolio usługowo-produkcyjne. – Mamy silną pozycję, długoterminowe zamówienia, znajdujemy nisze, adaptujemy dostępne technologie do nowych zastosowań we własnych, kompleksowych wdrożeniach. Dlatego zakładamy 15 proc. wzrost w 2019 roku, czyli blisko 350 mln PLN przychodu, z liczbą zatrudnionych na poziomie 2 tysięcy osób, bez względu na koniunkturę – dodaje Konrad Świrski. Jeśli scenariusz kryzysowy się zrealizuje, a sporo na to wskazuje, nie wykluczamy akwizycji i nowych partnerstw. Na rynku powstaje kilka cennych dla gospodarki rozwiązań – podsumowuje prof. Świrski.

Co dalej z wojną handlową?

W ostatnich tygodniach zdecydowanie wzrósł optymizm odnośnie do perspektyw zawarcia przez Stany Zjednoczone umowy handlowej z Chinami.

W ubiegłym roku prezydent USA ogłosił szereg różnych opłat celnych na dobra importowe pochodzące z Chin, m.in. 10-procentowe cło na ekwiwalent 200 mld USD chińskich dóbr. Za działaniem Trumpa stała m.in. chęć zmniejszenia narastającego deficytu handlowego Stanów Zjednoczonych. W 2018 roku deficyt handlu zagranicznego USA był najwyższy od niemal dekady – wyniósł on wówczas 621 mld USD. Jednym z ważniejszych czynników odpowiedzialnych za tę sytuację była właśnie nierównowaga w handlu z Chinami, które zaspokajają około 22% całego popytu importowego Stanów Zjednoczonych (czyli ok. 477 mld USD). W ciągu ostatnich dziesięcioleci to właśnie deficyt z Chinami rósł najszybciej w porównaniu z innymi partnerami handlowymi USA.

Bilans handlowy USA i wybranych krajów [średnia krocząca z 12 miesięcy] (1990-2019)Bilans handlowy USA i wybranych krajów

Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 14/03/2019

Wielokrotnie wyrażaliśmy wątpliwość co do tego, jakoby administracja Trumpa miała zamiar w istotnym stopniu próbować zaburzyć międzynarodowy handel zagraniczny. Uważamy, że protekcjonistyczna retoryka i działania Donalda Trumpa stanowią w dużej mierzę technikę negocjacyjną. Nasz pogląd o prognozowanej deeskalacji napięcia na tle handlu, wyrażony m.in. przed szefa departamentu ryzyka Ebury, Enrique Diaza-Alvareza na początku grudnia w Bloomberg Daybreak Asia, był wówczas dość kontrariański w relacji do opinii rynkowego konsensusu. Wypowiedzi kilku wyższych urzędników z obu stron negocjacji głoszone w ostatnich tygodniach wydają się jednak wspierać głoszoną przez nas opinię.

Główny negocjator ze strony Stanów Zjednoczonych, Robert Lighthizer, stwierdził, że rozmowy z Chinami wchodzą w „ostatnie tygodnie”, a całkiem niedawno pozytywnie na temat umowy wypowiadał się sam prezydent Trump. W ubiegłym tygodniu prezydent USA twierdził, że istnieją „spore szanse” na to, że umowa dojdzie do skutku. Z kolei w ostatni czwartek podczas wypowiedzi w telewizji Trump podtrzymał ten pogląd, twierdząc, że rozmowy z Chinami przebiegają „bardzo dobrze”.

Również Gary Cohen, były przewodniczący National Economic Council (Krajowej Komisji ds. Gospodarki), a także bliski współpracownik Donalda Trumpa, sugerował w ubiegłym tygodniu możliwość zawarcia umowy handlowej między krajami. Podczas wywiadu radiowego Cohen ostro skrytykował nałożenie ceł na Chiny ze względu na ich negatywny wpływ na gospodarkę Stanów Zjednoczonych. Były współpracownik prezydenta stwierdził również, że Trump potrzebuje osiągnąć jakiekolwiek wizerunkowe „zwycięstwo” – rozstrzygnięcie długotrwałego konfliktu z Chinami mogłoby realizować ten cel.

Następne spotkanie Donalda Trumpa z przewodniczącym ChRL, Xi Jinpingiem było planowane na marzec, aczkolwiek bardzo prawdopodobne, że zostanie ono przełożone. Reporterzy związani z różnymi mediami donoszą, że prezydenci spotkają się najpewniej dopiero pod koniec przyszłego miesiąca.

Główną kwestią sporną pozostaje uwzględnienie w treści umowy handlowej praw własności intelektualnej. Mimo to z obu stron negocjacji dochodzą do nas pozytywne sygnały. Wydaje się, że chęć osiągnięcia umowy jest tak duża, że strony najpewniej będą wolały zgodzić się na zawarcie umowy nawet niespełniającej ich wszystkich wymagań, niż odroczyć z takich powodów jej podpisanie. Pozostajemy przekonani, że w niedalekiej przyszłości Chiny i Stany Zjednoczone podpiszą bilateralną umowę handlową. Możliwe, że już podczas spotkania Trumpa z Xi Jinpingiem pod koniec kwietnia.

Zagrożenie eskalacją konfliktu handlowego ograniczyło skłonność do ryzyka, co niekorzystnie wpłynęło na zainteresowanie aktywami gospodarek wschodzących oraz – na pozór nieco paradoksalnie – doprowadziło do szerokiego umocnienia dolara amerykańskiego. Aprecjacja USD wynikała z wizerunku dolara amerykańskiego, jako waluty „bezpiecznej” (tzw. safe haven), jak i z tego, że wzrost gospodarki Stanów Zjednoczonych napędzany jest przede wszystkim przez popyt wewnętrzny.

Rozwiązanie konfliktu handlowego poskutkuje zniesieniem jednego z głównych czynników ryzyka, które oddziaływały na rynek walutowy przez znaczną część ubiegłego roku. Tym samym w przypadku podpisania umowy handlowej spodziewamy się umocnienia walut rynków wschodzących, zwłaszcza krajów eksponowanych na popyt z Chin.

Autor: Analitycy Ebury – Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Co czwarta firma z branży produkcyjnej planuje zwiększyć zatrudnienie

Co czwarta firma z branży produkcyjnej planuje zwiększyć zatrudnienie w nadchodzącym kwartale. Produkcja przemysłowa już piąty kwartał z rzędu odnotowuje najwyższe zapotrzebowanie na pracowników wśród 10 przeanalizowanych przez ManpowerGroup sektorów rynku. Jednocześnie zajmuje trzecie miejsce w rankingu państw EMEA, gdzie najwięcej firm chce rekrutować nowych pracowników. Potwierdza to optymistyczną sytuację dla osób poszukujących pracy w tym obszarze i jest także wyzwaniem dla polskich przedsiębiorstw, by przyciągnąć i zatrzymać pożądanych kandydatów.

Pracodawcy w sektorze produkcji przemysłowej deklarują prognozę netto zatrudnienia (czyli wyrażoną w procentach różnicę pomiędzy firmami, które przewidują wzrost a tymi, które planują redukcję liczby zatrudnionych) po korekcie sezonowej na poziomie +22%. W ujęciu kwartalnym wskaźnik wzrósł o 1 punkt procentowy, a w ujęciu rocznym obniżył się o 3 punkty procentowe – potwierdza raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” przedstawiający plany pracodawców na drugi kwartał 2019 roku.

Dane wskazują, że 24% pracodawców zgłasza chęć powiększania swoich zespołów od kwietnia do czerwca bieżącego roku. 66% przebadanych firm nie przewiduje zmian w liczbie pracowników, a tylko 1% planuje redukcję etatów. Odsetek pracodawców, którzy planują zwiększyć zatrudnienie wzrósł o 2 punkty procentowe w ujęciu kwartalnym, natomiast w ujęciu rocznym obniżył się o 8 punktów procentowych. Stabilną sytuację w produkcji przemysłowej potwierdza również mniejszy odsetek firm, które planują redukcję zatrudnienia. Wskaźnik ten obniżył się o 5 punktów procentowych w porównaniu do ubiegłego kwartału i tego samego okresu w 2018 roku.

– Pracodawcy będą poszukiwać kandydatów nie tylko na stanowiska bezpośrednio związane z produkcją, lecz także na stanowiska techniczne związane z szeroko rozumianą automatyzacją. Coraz więcej firm podejmuje decyzje o automatyzacji procesów, w celu zwiększania wydajności produkcji i możliwości dynamicznego odpowiadania na wyzwania rynku pracy Poszukiwani będą operatorzy i mechanicy maszyn, automatycy, inżynierowie procesów. W firmach z sektora produkcji przemysłowej konieczne jest także zadbanie o obsługę magazynową i transport wewnętrzny stąd zwiększone zapotrzebowanie na operatorów wózków widłowych – mówi Kamil Sadowniczyk z Manpower. –  Największego zapotrzebowania na pracowników w obszarze produkcji przemysłowej można się spodziewać w regionach najbardziej uprzemysłowionych oraz charakteryzujących się znacznym napływem inwestycji, czyli na Śląsku i w Wielkopolsce. To te firmy będą musiały zmierzyć się z największymi wyzwaniami związanymi z pozyskaniem i zatrzymaniem pracowników. Jednocześnie obserwujemy tam trend polegający na coraz częstszym korzystaniu przez pracodawców z rozwiązań typu OnSite, mających na celu wsparcie w zarządzaniu pracownikami tymczasowymi poprzez zespół pracujący na rzecz klienta, co pomaga między innymi w zmniejszeniu rotacji pracowników – dodaje Kamil Sadowniczyk.

– Mimo wysokich prognoz zatrudnienia obserwujemy ostrożny optymizm ze strony pracodawców spowodowany między innymi niepewną sytuacją związaną z Brexitem. Z uwagą śledzimy również sytuację na rynku niemieckim, od którego nasza gospodarka jest w znacznym stopniu uzależniona. Obecnie nie ma powodów, by mówić o negatywnych zmianach na rynku, jednak nie możemy być pewni, że pozytywny trend utrzyma się do końca roku. Zależy to również od naszej wewnętrznej konsumpcji w Polsce. Na wyniki prognozy możemy też spojrzeć od strony pracodawców, którzy w wyniku niedoboru kandydatów nadal nie osiągnęli swojego docelowego poziomu zatrudnienia, dlatego od kilku kwartałów niezmiennie deklarują chęć pozyskiwania nowych pracowników – podsumowuje Kamil Sadowniczyk.

Polska produkcja przemysłowa uzyskała również wysokie trzecie miejsce w zestawieniu 26 analizowanych rynków regionu EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka). Polskę wyprzedziła Rumunia z prognozą wynoszącą +25% i Grecja, ze wskaźnikiem +23%. Tuż za podium znajduje się Słowacja (+20%), Słowenia (+19%) i Finlandia (+19%). Optymizm jest również zauważalny we Francji (+16%), a także w Niemczech (+14%) oraz Wielkiej Brytanii (+7%) i Austrii (+7%). Na przeciwległym biegunie znajdują się Czechy (-1%) i Hiszpania (0%).

Raport z badania jest bezpłatny i ogólnodostępny w wersji polskiej i angielskiej na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy. Wyniki dla wszystkich badanych 44 krajów i terytoriów, a także interaktywne narzędzie umożliwiające ich analizę, są dostępne na stronie: http://manpowergroup.com/meos.

60% przedsiębiorców przeciwnych zakazowi handlu w niedziele

Firma Maison & Partners przeprowadziła na zlecenie Związku Przedsiębiorców i Pracodawców badanie firm z sektora MSP dotyczące wpływu zakazu handlu w niedziele na gospodarkę.

Przedsiębiorcy z sektora MSP są mocno podzieleni w sprawie możliwych rozwiązań dot. handlu w niedziele. Co piąty badany popiera wprowadzenie całkowitego zakazu, tyle samo za najwłaściwsze uznaje wprowadzenie gwarancji dwóch wolnych niedziel dla każdego pracownika, zaś prawie 40% opowiada się za brakiem jakichkolwiek ograniczeń. Najmocniej za brakiem restrykcji opowiadają się mikroprzedsiębiorcy – taką opcję wybrało 43% respondentów z tej grupy.

Symptomatyczne jest, że mikroprzedsiębiorcy stanowią również tę grupę, która najgorzej ocenia efekty wprowadzonych regulacji ograniczających handel w niedziele. Tylko 38% z nich uważa, że sektor handlu na ograniczeniach nie ucierpiał, a dokładnie 40% twierdzi, że przepisy nie osiągnęły żadnego pozytywnego skutku, czyli że uderzyły w branżę, a pracownicy nie zostali odciążeni.

Cezary Kaźmierczak – Prezes ZPP
Cezary Kaźmierczak

Widzimy tutaj doskonale zależność, którą można było przewidzieć. O ile większe firmy sobie jakoś z zakazem radzą i dlatego łagodniej oceniają jego rezultaty, o tyle mikroprzedsiębiorcy bardziej radykalnie wskazują na negatywne skutki tej regulacji – twierdzi Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. – Możemy zauważyć również, że skutki ograniczeń bardzo krytycznie oceniają przedstawiciele branży usługowej, spośród których aż 66% uważa, że wskutek wejścia w życie regulacji sektor handlu ucierpiał.

Interesujące są wyniki w zakresie oceny wpływu ograniczeń na sytuację małych sklepów. Zdaniem ponad 60% respondentów, ograniczenie negatywnie wpływa na najmniejsze podmioty. Co ciekawe, największy odsetek ankietowanych wskazujących na pogorszenie sytuacji małych sklepów występuje wśród przedsiębiorców z sektora handlowego (64% wobec 61% badanych z sektora usług i 56% z sektora produkcji).

Dostrzegamy, że największy odsetek zdecydowanie zgadzających się z twierdzeniem, że ograniczenie handlu negatywnie wpływa na sytuację małych sklepów, odnotować można wśród średnich i dużych przedsiębiorców oraz mikroprzedsiębiorców: jest to odpowiednio 35% i 34% badanych. – wskazuje prof. Dominika Maison Jednocześnie, odsetek przedsiębiorców zdecydowanie nie zgadzających się z tym stwierdzeniem jest wszędzie podobny i wynosi 13% – 14%.

Z badania wynika, że sektor MSP generalnie nie popiera propozycji zaostrzania ograniczenia handlu, poprzez m.in. propozycję doprecyzowania pojęcia placówki pocztowej – przeciwko temu pomysłowi opowiada się 55% ankietowanych. Największy odsetek badanych będących przeciwko zaostrzeniu to mikroprzedsiębiorcy, spośród których aż 61% nie popiera tego postulatu, w tym 36% w sposób zdecydowany.

To badanie to kolejna nasza publikacja na temat wpływu tej szkodliwej regulacji na gospodarkę i sytuację małych firm. Pokazywaliśmy już, że społeczeństwo nie akceptuje coraz bardziej restrykcyjnych przepisów. W naszych raportach przedstawialiśmy statystyki świadczące o złych skutkach zakazu handlu. Teraz przyszedł czas na przedsiębiorców z sektora MSP – również ich zdaniem branża handlowa na ograniczeniu ucierpiała. Mamy nadzieję, że będzie to wystarczający sygnał do rządzących, który skłoni ich do uchylenia tej ustawy. – podsumowuje Cezary Kaźmierczak.

Oczywiście, że coś musiało pójść nie tak!

Już chyba nikogo nie powinno dziwić, jeśli sprawy związane z brexitem przybierają niespodziewany zwrot i to chyba najlepiej tłumaczy, dlaczego rynek funta zachowuje spokój. Strategia premier May trafiła na kolejną przeszkodę, gdyż zablokowane zostały jej plany ponownego poddania pod głosowanie jej własnej wersji umowy brexitu. Z ręki May została wytrącona ważna karta przetargowa przed rozmowami z UE o odroczenie brexitu, choć nikt się spodziewa, że strony dopuszczą do bezumownego brexitu. Inne opcje rozwoju wypadków tylko się mnożą.

Wczoraj szokiem (przynajmniej na chwilę) była informacja, że marszałek Izby Gmin zamierza odwołać się do przepisów sprzed ponad 400 lat, by efektywnie zablokować dążenia premier May do poddania po raz trzeci pod głosowanie planu porozumienia z UE ws. brexitu. W opinii marszałka ma on prawo nie zezwolić na głosowanie nad tym samym dokumentem bez fundamentalnych zmian w jego treści, tj. bez uzgodnienia z UE nowych warunków w niektórych kwestiach (jak backstop). Zaskakujące posunięcie powoduje, że May traci silny argument, by przekonać UE do „krótkiego technicznego” odroczenia brexitu do końca czerwca, a w zamian prawdopodobnie liderzy UE przyznają wielomiesięczne odroczenie na sporządzenie nowej wersji porozumienia.

Od jakiegoś czasu częściej towarzyszy mi rozbawienie niż zdziwienie rozwojem wypadków w brytyjskiej polityce. Wachlarz scenariuszy zaczyna się rozszerzać na tak wiele opcji, że trudno oceniać prawdopodobieństwo każdego z nich, w efekcie karkołomnym zadaniem jest oszacowanie faktycznej premii za ryzyko do ujęcia w wartości funta. To chyba najlepiej tłumaczy, dlaczego GBP/USD po wstępnym tąpnięciu wrócił do punktu wyjścia. Wygląda na to, że cokolwiek nastąpi, na pewno nie będzie to bezumowny brexit. Ale poza tym wciąż jest czas, by do końca marca w cudowny sposób parlament brytyjski zatwierdził plan May, by brexit miał miejsce w czerwcu na obecnie dyskutowanych warunkach. Albo nawet po decyzji o odsunięciu brexitu o 18 miesięcy ten sam projekt porozumienia zostanie zatwierdzony podczas nowej sesji obrad parlamentu po 23 kwietnia (wówczas prawo z 1604 r., na które powołał się marszałek, nie będzie obowiązywać), a potem rząd ustali z UE skrócenie okresu negocjacyjnego. Albo nastąpi coś zupełnie zaskakującego, czego nie potrafię sobie jeszcze wyobrazić. Jest tego po prostu za dużo i inwestorzy najwyraźniej uznali, że szkoda ich czasu i zdrowia, by z wyprzedzeniem angażować się w dyskontowanie niewiadomych. I to chroni funta przed głębszym załamaniem.

Reszta rynku pozostaje w uśpieniu w odliczaniu do decyzji FOMC. Po wczorajszym budowaniu oczekiwań na dalsze złagodzenie nastawienia Fed, dziś widać stabilizację, gdyż nikt nie zamierza grać va banque. Jestem zdania, że jakkolwiek Fed nie chce gasić rajdu ryzykownych aktywów (głównie Wall Street), również nie zamierza włączać turbo-gołębiego trybu w otoczce pesymistycznych wizji przyszłości. Niuanse najprawdopodobniej zaważą na finalnej interpretacji, a na razie przygotowania traderów na jutrzejszy wieczór zostały w większości dokonane.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Presja płacowa nie słabnie. Firmy szykują się na kolejne podwyżki

Luty przyniósł kontynuację dotychczasowych tendencji na rynku pracy, czyli umiarkowany wzrost zatrudnienia w firmach i wysoką dynamikę wzrostu wynagrodzeń.

Według danych GUS, w lutym przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw (obejmującym firmy zatrudniające powyżej 9 pracowników) wyniosło 4949,42 zł. Nadal więc pozostaje poniżej 5000 zł, który przejściowo przekroczyło grudniu ubiegłego roku, ale powoli się do niego zbliża. Nadal nie słabnie płacowa presja. Średnie wynagrodzenie wzrosło bowiem w porównaniu do lutego 2018 r. o 7,6 proc., a więc mocniej niż spodziewali się analitycy (liczyli oni na wzrost o 7,2 proc.). Pierwsze miesiące obecnego roku przynoszą więc kontynuację tendencji obserwowanej od kilkunastu miesięcy i utrzymywanie się dynamiki wzrostu płac powyżej 7 proc. W sumie po dwóch miesiącach jest ona wyższa niż w tym samym czasie przed rokiem o 7,5 proc. Na razie nie potwierdzają się więc prognozy zakładające stopniowe wyhamowanie presji płacowej, a spory odsetek firm nadal szykuje się na podwyżki.

Zgodnie z oczekiwaniami, o 2,9 proc. zwiększyło się w lutym zatrudnienie w firmach i wyniosło 6 mln 378 tys. osób. To o 181 tys. więcej niż rok wcześniej. W porównaniu do stycznia obecnego roku liczba zatrudnionych zwiększyła się o 9,6 tys. osób.

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Jak wykorzystać rozszerzoną rzeczywistość (AR) w e-commerce?

To nowoczesne technologie odpowiadają za to, że konsumenci, oprócz dokonywania zakupów w internecie, mogą także z fotograficzną dokładnością zobaczyć i zapoznać się z produktem online. W jaki sposób połączyć ze sobą funkcjonowanie w świecie wirtualnym i rzeczywistym, aby zwiększyć sprzedaż w e-sklepach?

Stale rosnąca popularność rozszerzonej (AR) i wirtualnej (VR) rzeczywistości sprawia, że stają się one nieocenionym narzędziem m.in. w marketingu, reklamie czy handlu internetowym. Według analityków firmy International Data Corporation (IDC) wartość rynkowa tych zaawansowanych technologicznie rozwiązań może osiągnąć nawet 162 mld dolarów do końca 2020 roku. Chcąc jednak w pełni wykorzystać potencjał sprzedażowy AR i VR trzeba najpierw zmierzyć się z pewnym wyzwaniem – konsumenci w dalszym ciągu preferują zakupy w sklepach stacjonarnych. Dlaczego? – Dominacja handlu tradycyjnego nad internetowym najbardziej przejawia się w odmiennych doświadczeniach zakupowych. Specjaliści muszą przede wszystkim przezwyciężyć barierę psychologiczną panującą w społeczeństwie. Jest ona bezpośrednio związana z brakiem możliwości rzeczywistego kontaktu z produktami i ich oceną chociażby pod względem realnych kształtów, kolorów, rozmiaru czy tekstury – mówi Izabela Kaczmarska, Strategic Planner w agencji reklamowej PA.

Naturalną konsekwencją globalnych trendów związanych z wirtualną i rozszerzoną rzeczywistością jest zdecydowana poprawa jakości w zakresie user experience. Połączenie cyfrowych informacji z fizycznym środowiskiem otwiera przed społeczeństwem nieznane dotąd doświadczenia konsumenckie. Wiele osób czuje się niepewnie w czasie zmiany, np. wyposażenia wnętrz, ponieważ boją się podjęcia złych decyzji, które negatywnie wpłyną na finalny efekt. Naprzeciw tym obawom powstała IKEA Place, aplikacja na smartfony
z zaimplementowaną technologią AR. Szwedzki gigant meblowy pozwala swoim użytkownikom na kontynuowanie zakupów na stronie producenta w zupełnie nowym kierunku i formie, a także umożliwia pokonanie im bariery pomiędzy wyobraźnią
a rzeczywistością. Platforma mobilna łączy obraz realnej przestrzeni z nałożonym na nią trójwymiarowym obrazem wirtualnym. Dzięki takiemu rozwiązaniu wszyscy zainteresowani
z łatwością mogą zmieniać style, eksperymentować z kolorami i aranżacjami, otrzymując jednocześnie szczegółową wizualizację tego, jak nowe elementy łączą się z tym, co
w danym pomieszczeniu się znajduje. Ogromną zaletą aplikacji jest jej niezwykła dokładność – nawet do 98% – jak i precyzyjność. Przejawia się ona w tym, że klienci mogą zobaczyć m.in. strukturę tekstyliów, a także dowiedzieć się, w jaki światła i cienie padają na meble już znajdujące się w pomieszczeniu.

Nowe zasady funkcjonowania w branży e-commerce wyznacza także polski start-up Delivr. Stworzył on aplikację AR Furniture, która wykorzystując technologię rozszerzonej rzeczywistości, umożliwia nie tylko dopasowanie mebli i akcesoriów do wnętrza, ale także pozwala na zakup produktów w sklepie internetowym.

Szeroki potencjał technologii AR

Rozszerzona rzeczywistość jest tak wszechstronna, że ​​może znaleźć zastosowanie
w każdej branży. Sieci restauracji nie są wyjątkiem. Pizza Hut znalazła kreatywny sposób na ulepszenie swojego menu dzięki technologii AR. Zaprojektowana w tym celu aplikacja została opracowana przez Engine Creative. Jej celem było sprawienie, aby ​​menu Pizza Hut stało się bardziej angażujące. Mechnika tego rozwiązania polega na tym, że użytkownicy
z użyciem aplikacji Ogle skanują obraz (np. ulotę) i zostają przeniesieni do wirtualnego świata, w którym czekają na nich ciekawe gry z wyzwaniami i możliwość wygrania jednodniowej wycieczki dla całej rodziny. Aplikacja umożliwia także przeglądanie menu
i bezpośrednie zamawianie z poziomu platformy mobilnej. Prezentacja posiłków w 3D dodatkowo pobudza chęć dokonywania zakupów.

Poprawa user experience dzięki zastosowaniu technologii AR

Obszarów, w których rozszerzona rzeczywistość wspiera e-commerce może być niezliczenie wiele. Trend ten dopiero się rozwija, jednak już teraz można wyróżnić kilka bardzo ważnych zalet tego typu rozwiązań. Jakie korzyści w e-commerce przynosi AR?

  • Pozwala klientowi zwizualizować doświadczenie związane z użytkowaniem produktu przed jego zakupem, dzięki czemu zostaje przełamana bariera braku fizycznego kontaktu z produktem. Wirtualna półka z różnorodnymi produktami, wyświetlana na ścianach salonu klienta to przyszłość e-commerce.
  • Daje możliwość zobaczenia innych wariantów produktu (kolor, rozmiar, tekstura etc.), porównania ich ze sobą (na tym oparła swój mechanizm popularna aplikacja AR Sephory), bez konieczności wizyty w sklepie stacjonarnym (który często posiada bardziej ograniczony, w stosunku do sklepu on-line, asortyment).
  • Ułatwia wybór produktu jednocześnie zmniejszając ryzyko związane
    z niezadowoleniem po zakupie (zwroty, wymiany, reklamacje). Możliwość obejrzenia produktu w warunkach zbliżonych do realnej wizyty w sklepie.
  • Umożliwia zamieszczenie dodatkowych informacji na temat produktu
    i bardziej precyzyjne ich przedstawienie. Sprzedający, dzięki technologii AR, może opisać przedmiot wykorzystując wirtualne, interaktywne teksty, grafiki, formaty wideo pojawiające się w momencie, kiedy klient skupi się na wybranym produkcie/części produktu.

Wykorzystanie rozszerzonej rzeczywistości pozwala zabrać konsumentów w nieznaną dotąd podróż po wirtualnej przestrzeni, która już teraz buduje emocjonalny stosunek do marki,
jak i zwiększa zaufanie społeczeństwa do zakupów w kanale online. Technologia idealnie wpisuje także w najnowsze trendy w dziedzinie designu czy user experience. Jednak tempo wprowadzania tych zmian w sprzedaży i komunikacji marketingowej z wykorzystaniem AR, zależy przede wszystkim od ekonomicznych możliwości marek i otwartości konsumentów na tego typu innowacje.

Lawina niewypłacalności firm w polskim handlu

    • W lutym 2019 opublikowano informację o 87 niewypłacalnych przedsiębiorstwach wobec 76 w lutym 2018 roku – wzrost o 14% w porównaniu r/r
    • Od początku roku liczba niewypłacalności wzrosła już o 17%, co w skali całego roku oznaczać może utrzymanie dynamiki wzrostu tej liczby na poziomie ubiegłorocznym (+10%), pomimo statystycznego efektu wysokiej już bazy w 2018 roku
    • Zamiana ról – bo o trendzie w skali miesiąca trudno jeszcze mówić: liczbę niewypłacalności zwiększał r/r w lutym przede wszystkim handel oraz usługi, zastępując w tej roli firmy produkcyjne i budowlane, mające liczne problemy w poprzednich miesiącach
    • Najwyższa liczba niewypłacalności miała miejsce w sektorze usług (28, wobec 23 w lutym 2018 roku). Kolejne pod względem skali niewypłacalności były w lutym: produkcja (18 firm, wobec 25 przed rokiem) i handel hurtowy (16 niewypłacalności wobec 6)
    • Główne przyczyny wzrostu niewypłacalności w handlu to spadek rentowności
    • Specyfika Podkarpacia – wciąż liczne niewypłacalności firm produkcyjnych oraz budowlanych

    Euler Hermes zbadał sytuację firm w Polsce pod względem niewypłacalności. W lutym 2019 roku w oficjalnych źródłach (Monitorach Sądowych i Gospodarczych) opublikowano informacje o 87 przypadkach niewypłacalności przedsiębiorstw wobec 76 w lutym 2018 roku i 77 w lutym 2017 roku. To oznacza aktualny wzrost ich liczby r/r o 14%.

    Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

    niewypłacalność firm luty 2019Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

    Dwucyfrowe tempo wzrostu liczby niewypłacalności

    Największy procentowo wzrost liczby niewypłacalności, jak również największa ich skala pod względem obrotu miała miejsce w sektorze handlu. Grupa tych firm jest dobrym przykładem problemów polskich przedsiębiorstw: ta część z nich, która zajmowała się dystrybucją żywności w ciągu 5 lat doświadczyła obniżenia rentowności sprzedaży o połowę, gdy poziom wyjściowy był już i tak niski, na poziomie kosztu pieniądza… Hurtownie dystrybuujące inne rodzaje dóbr: odzieży i obuwia czy ogólnie dóbr nazwijmy to szeroko konsumenckich miały nieznacznie wyższą wyjściowo rentowność (4-5%), aby w analogicznym okresie dojść nawet do ujemnych wskaźników rentowności sprzedaży. Skala tych zmian – spadku rentowności w czasie wspomnianych 5 ostatnich lat była największa w przypadku hurtu art. budowlanymi, elektroniką, a przede wszystkim – odpadami i złomem ( w tym przypadku na początku firmy te z każdej złotówki obrotu miały 20 i więcej groszy po odliczeniu podatków i kosztów, a na koniec okresu – analogiczne w swojej skali, a nawet większe straty).

    Rentowność sprzedaży powinna rosnąć (jako efekt optymalizacji działalności przedsiębiorstwa) lub przynajmniej utrzymywać się. Wahania, a mówiąc wprost – stopniowy i prawie gremialny spadek rentowności sprzedaży w tej grupie skłania do analizy, czy wpływ na to miał spadający zysk, czy raczej zmieniająca się wielkość sprzedaży – ocenia Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka. – Obserwacja pozostałych wskaźników wskazuje, iż generalnie w tym okresie nie udało się omawianej grupie firm podnieść zysku, a co więcej – aby go utrzymać wielkość sprzedaży zazwyczaj stopniowo rosła, ale efekt ten niweczyły rosnące koszty prowadzonej działalności oraz podatki. To właśnie doprowadziło do niskiej rentowności sprzedaży, a de facto strat na prowadzonej działalności.

    Wszystkim jest źle? Ponad 60% wzrost liczby niewypłacalności firm największych oraz najmniejszych (spółek akcyjnych oraz działalności prowadzonej przez osoby fizyczne)

    Wzrost liczby niewypłacalności firm handlu hurtowego i usługowych przekłada się także na wzrost tych zdarzeń w odniesieniu do spółek akcyjnych. W samym lutym opublikowano informacje o niewypłacalności 14 spółek akcyjnych (z czego 6 to firmy handlowe a 3 usługowe). Tyle przed rokiem było ich niewypłacalnych łącznie w ciągu dwóch pierwszych miesięcy (stąd wzrost o +63% za analogiczny okres r/r). Równie duży wzrost w okresie pierwszych dwóch miesięcy odnotować można w odniesieniu do liczby niewypłacalności osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą – było to +61% r/r (53 przypadki wobec 33 w tym samym okresie ub. roku). Widać więc wyraźnie, iż nadal w trudnym położeniu są firmy z sektora MSP, stanowiące gros niewypłacalności, ale niska rentowność i problemy handlu dotykają wszystkich, także firmy większych, działających w formie spółek akcyjnych.

    Sektor produkcyjny: wciąż widać pokłosie problemów z rentownością budownictwa oraz generalnie inwestycji. Podobnie – sektor mięsny

    Jak w ostatnich miesiącach największą grupę niewypłacalnych firm produkcyjnych (8 z 18) stanowili dostawcy dla budownictwa oraz producenci maszyn i urządzeń oraz firmy je instalujące, serwisujące etc.

    Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes
    Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes

    „Pomimo odpowiednio ponad 20% wzrostu w 2018r. rynku budowlanego oraz 10% wzrostu wartości inwestycji dostawcy dóbr wykorzystywanych w tych procesach nadal mieli problemy z rentownością – był to efekt niskiej rentowności firm je realizujących, czyli ich klientów – mówi Tomasz Starus. Niestety, spodziewane spadki tempa wzrostu w budownictwie (do kilku procent, a nawet w okolice zera na koniec roku) oraz inwestycji (ostrożnie zakładając – o połowę) nie będą służyć odwróceniu tego trendu, a wręcz odwrotnie, utrzymaniu ryzyka w tej grupie firm”

    Może mniej liczna, ale widoczna w lutym, jak i w poprzednich miesiącach jest grupa niewypłacalnych firm z sektora mięsnego – w poprzednim miesiącu były to 3 firmy, w tym jedna o obrotach przekraczających 0,5 mld złotych.

    Zazwyczaj wzrost niewypłacalności był za sprawą handlu i usług (m.in. dolnośląskie i wielkopolskie), trochę inaczej na Podkarpaciu (wciąż budownictwo i produkcja)

    W większości województw, gdzie obserwujemy wzrost liczby niewypłacalności, wynikał on w dużym stopniu z większej ich liczby w sektorach usług i handlu. Można wskazać dwa wyjątki, a raczej odrębne przypadki. Na Mazowszu generalnie zawsze dominują niewypłacalności firm produkcyjnych i usługowych – taka jest specyfika regionu, nie inaczej jest więc i tym razem, ale nie jest to efekt bieżących ogólnopolskiej koniunktury w tym względzie. Na drugim biegunie jest Podkarpacie: tutaj nie dość, że liczba niewypłacalności aktualnie rośnie, odmiennie niż w 2018 r., to nadal w lutym był to efekt niskiej rentowności w budownictwie oraz m.in. problemów z zamówieniami w przemyśle. Tutaj też można wskazać na specyfikę regionu: pomimo wybitnie turystycznego charakteru działa tutaj w określonych, historycznych skupiskach wiele przedsiębiorstw produkcyjnych, realizowane tu były także m.in. liczne inwestycje drogowe, stąd lokalna specyfika niewypłacalności.

    niewypłacalność firm luty 2019 regionyŹródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

    niewypłacalność firm luty 2019 sektoryŹródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Jak rozliczać kredyty indeksowane? Kurs średni NBP nie ma uzasadnienia

Dlaczego średni kurs NBP nie może być stosowany do rozliczenia kredytów frankowych? W kwestii prawnej i orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego sprawa wydaje się oczywista. Sytuację zdaje się tłumaczyć aspekt ekonomiczny. Bank pozyskiwał franki na rynku międzybankowym, a  następnie – w momencie uruchomienia kredytu – sprzedawał dla zrównoważenia własnej pozycji walutowej. Sprzedaż ta odbywała się po kursie kontrahenta banku. Inna instytucja finansowa nabywała więc franki od banku po kursie kupna tejże. Kiedy kredytobiorca spłaca kredyt, bank równoważąc pozycję walutową kupuje franki na rynku międzybankowym po kursie sprzedaży kontrahenta. Dokonuje zatem obrotu walutowego po kursie kupna lub sprzedaży obowiązującym na rynku międzybankowym. Co wynika z tego dla kredytów indeksowanych?

– Jeżeli banki wiążą waluty ze swoimi operacjami na rynku międzybankowym, oczywistym jest, że nie stosują do nich średniego kursu NBP. W związku z tym próba rozliczenia kredytu indeksowanego czy waloryzowanego po tym kursie nie ma żadnego uzasadnienia –  powiedziała agencji eNewsroom.pl Barbara Garlacz, radca prawny – Art. 56 Kodeksu Cywilnego mówi o tym, że umowa ma wywołać skutki zgodne z ustalonymi zwyczajami. Kredyty frankowe wiązane są z operacjami banku na rynku międzybankowym. W tym przypadku ustalonym zwyczajem do rozliczenia nie był średni kurs NBP, tylko kurs kupna i sprzedaży.Koncepcja wprowadzenie średniego kursu NBP nie ma więc żadnego uzasadnienia prawnego, a tym bardziej ekonomicznego. Obie strony sporu są jednogłośne co do tego, że takie rozwiązanie nie jest zgodne z kursem transakcyjnym, bo w istocie banki nie nabywały ani nie sprzedawał franków w ten sposób. Kurs średni NBP nie może być również wprowadzony do umów kredytowych. Na gruncie doktryny europejskiej i prawa wspólnotowego wykształciła się doktryna testu błękitnego ołówka. Polega ona wykreśleniu nieuczciwej części z danego postanowienia, czyli np. kursu bankowego – co powoduje, że sama dookreślana przez niego zasada indeksacji powinna upaść. Należy zaznaczyć, że w tym przypadku indeksacja sama w sobie jest nieuczciwa, co jest podnoszone jako argument w sądach. Jeżeli sąd wykreśli ten warunek z umowy, zostaje ona w złotówkach LIBOR i nie ma podstawy do tego, aby cokolwiek rozliczać po jakimkolwiek kursie – oceniła Garlacz.

Saga Brexitowa

W minionym tygodniu uwaga inwestorów skupiona była na wydarzeniach dotyczących wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. W brytyjskim parlamencie odbyły się aż trzy głosowania. Pierwsze dotyczące przyjęcia wynegocjowanej przez Theresę May umowy brexitowej zostało odrzucone. Kolejnego dnia politycy odrzucili również opcję twardego Brexitu, aby w czwartek zdecydować się na przedłużenie terminu wyjścia ze wspólnoty. Teraz na stole pozostają już tylko dwie opcje. Jeśli w tym tygodniu przy kolejnej próbie parlament w końcu przegłosuje proponowaną przez premier May umowę, Brexit za zgodą UE zostanie przesunięty o kilka miesięcy w celach technicznych. Jeśli jednak umowa zostanie odrzucona brytyjska premier zwróci się do pozostałych liderów UE o zaproponowanie kolejnego, odleglejszego, terminu Brexitu. Sytuacja jest dynamiczna, co przekłada się przede wszystkim na dużą zmienność brytyjskiego funta.

W minionym tygodniu mieliśmy również do czynienia z mocnym odbiciem i odreagowaniem przecen z poprzedniego tygodnia na rynkach akcyjnych. Zarówno indeksy za oceanem, jak i te na Starym Kontynencie zanotowały solidne wzrosty. Indeks S&P 500 zyskał 2,89%, niemiecki DAX 1,99%, a francuski CAC40 wzrósł o 3,33%.

Lepszy sentyment na rynkach przełożył się na wzrosty na polskiej giełdzie. Indeks szerokiego rynku WIG zyskał w skali całego tygodnia 2,14%, w czym największe spółki wzrosły o 2,06%, a indeksy mniejszych i średnich spółek sWIG80 i mWIG40 zakończyły tydzień z wynikami, odpowiednio, 1,04% oraz 2,91%.

W tym tygodniu czeka nas pełen kalendarz makroekonomiczny z krajowej gospodarki. We wtorek poznamy dane z rynku pracy, w środę produkcję przemysłową oraz inflację PPI, a w czwartek opublikowana zostanie sprzedaż detaliczna oraz protokół z posiedzenia RPP. Na rynkach globalnych uwaga inwestorów skupiona będzie na posiedzeniu Fed, które zakończy się w środę, oraz na piątkowych wstępnych odczytach PMI dla usług i przemysłu z USA i Europy za marzec.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Ministerstwo Cyfryzacji w ciągu czterech lat przeznaczy 9,5 mld zł na rozwój sztucznej inteligencji. Dzięki dofinansowaniu rozwiązania polskich firm mają szansę konkurować ze światowymi

Ministerstwo Cyfryzacji w ciągu czterech lat przeznaczy 9,5 mld zł na rozwój sztucznej inteligencji. Dzięki dofinansowaniu rozwiązania polskich firm mają szansę konkurować ze światowymi 8

W Polsce podejmowanych jest coraz więcej inicjatyw mających na celu szerzenie świadomości dotyczącej sztucznej inteligencji. Pod koniec 2018 roku Ministerstwo Cyfryzacji opublikowało „Założenia do strategii AI w Polsce” mające ułatwić programistom wdrażanie rozwiązań wykorzystujących sztuczną inteligencję, a na początku marca 2019 r. podpisano porozumienie na rzecz edukacji społeczeństwa w zakresie nowych technologii, w tym SI. Tymczasem już teraz na rynku dostępnych jest wiele polskich technologii, które odnoszą sukces na świecie. Polskie wózki autonomiczne pracują w zachodnich fabrykach, a systemy Customer Intelligence pozwalają zwiększyć zarobki firmom z branży e-commerce.

– Polska jest ciekawym rynkiem z punktu widzenia rozwoju sztucznej inteligencji. Z jednej strony mamy pewne deficyty, np. środków inwestycyjnych, które możemy przeznaczyć na te działania, z drugiej strony w Polsce mamy bardzo ciekawy, dobrze przygotowany do pracy kapitał intelektualny w tym obszarze informatyki – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Borys Stokalski, prezes zarządu Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.

Wdrożenie rządowej strategii rozwoju technologii wykorzystujących sztuczną inteligencję ma ułatwić polskim firmom zaistnienie na rynku globalnych rozwiązań z sektora sztucznej inteligencji. O wysokim potencjale polskich firm w tym obszarze może świadczyć fakt, że cieszą się one coraz większym zainteresowaniem wśród klientów zagranicznych. Ministerstwo Cyfryzacji w ramach realizacji założeń do strategii SI w Polsce planuje do 2023 roku przeznaczyć ok. 9,5 mld zł na inwestycje z sektora sztucznej inteligencji.

– Dzisiaj w polskiej strategii narodowej dotyczącej rozwoju sztucznej inteligencji mówi się o środkach rzędu 9 mld zł i wydaje się, że to są środki stosunkowo ubogie w perspektywie do tego, ile na rozwój tego typu zastosowań wydają Chiny czy Stany Zjednoczone. Myślę jednak, że w Polsce widać potencjał i widać też konkretne rozwiązania, które mają dzisiaj niewątpliwie rangę produktów world crowd, czyli są na poziomie zdolnym do konkurowania z podobnymi produktami tworzonymi gdziekolwiek indziej – twierdzi Borys Stokalski.

Gwałtowna automatyzacja i robotyzacja przemysłu są nieuniknione. Według badań przeprowadzonych przez Oxford Martin School technologia uczenia maszynowego oraz sztuczna inteligencja mogą doprowadzić do skomputeryzowania blisko połowy amerykańskich zawodów w ciągu najbliższych dwudziestu lat. Podobny los czeka polskie firmy, a rządowa strategia sztucznej inteligencji ma przygotować je na ten scenariusz i dać im odpowiednie warunki do rywalizowania w branży SI na arenie międzynarodowej.

Niektórym już to się udało. Firma Upsaily to producent rozwiązań e-commerce wykorzystujących technologię uczenia maszynowego do poprawy wskaźników sprzedażowych. Platforma bazuje na sztucznej inteligencji, która w czasie rzeczywistym analizuje poczynania klientów, ich preferencje zakupowe i automatyzuje proces tworzenia scenariuszy marketingowych. Z kolei firma Astor, zajmująca się produkcją maszyn przemysłowych, wdrożyła na rynek roboty z serii MiR, czyli wyspecjalizowane maszyny fabryczne przeznaczone do automatyzacji transportu wewnętrznego. Modułowa konstrukcja robotów umożliwia dostosowanie ich do indywidualnych zapotrzebowań klienta, a najwydajniejsze jednostki mogą unieść nawet do 500 kg ładunku i przemieszczać się z prędkością do 7,2 km/h.

– Polskie, autonomiczne wózki wykonują już pracę w fabrykach zachodnich koncernów motoryzacyjnych. I to jest świadomy wybór klientów, którzy widzą, że właśnie autonomia tych wózków, czyli ta ich zdolność do inteligentnego interpretowania otoczenia, do inteligentnego zachowywania się w warunkach rzeczywistej fabryki, jest właśnie najwyższej klasy. Myślę, że to jest dobry prognostyk, że mamy rzeczywiście na tym rynku szansę. Ale ważne jest, żeby nie tworzyć w związku z tym barier rozwojowych – zaznacza ekspert.

W trakcie 11 Forum Gospodarczego Time w Warszawie sześć organizacji podpisało porozumienie na rzecz edukacji społeczeństwa w zakresie cyfryzacji oraz nowoczesnych technologii. Celem porozumienia ma być wypracowanie rozwiązań, które pozwolą polskim firmom przyswoić koncepcję przemysłu 4.0, zapoznać się z możliwościami, jakie stwarza technologia uczenia maszynowego, oraz wykorzystać pozyskaną wiedzę do zwiększenia konkurencyjności na rynku globalnym.

Według firmy badawczej MarketsandMarkets w 2017 roku wartość globalnego rynku sztucznej inteligencji wynosiła 16,6 mld dol. Szacuje się, że do 2025 roku wzrośnie do 190,61 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie niemal 37 proc.