Jerzy Martini: Trzeba zmienić podejście urzędników do przedsiębiorców

Jerzy Martini, doradca podatkowy, członek prezydium Rady Podatkowej PKPP Lewiatan
Jerzy Martini, doradca podatkowy, członek prezydium Rady Podatkowej PKPP Lewiatan

Trzeba zmienić podejście urzędników do przedsiębiorców. Zamiast nakładania kar często lepszy skutek przyniosłyby porady nt. unikania błędów. Dotyczy to wszystkich spraw, które nie niosą skutków finansowych. Nowe ustawy przydadzą się w przypadku leciwych regulacji dotyczących CIT i PIT, a także ordynacji podatkowej. Prace nad nimi trwają. Nie należy jednak tworzyć od nowa ustawy o VAT. To zajęłoby kilka lat, a przedsiębiorcy ponieśliby wysokie koszty wdrożenia przepisów. I nie wiadomo, czy efekty uzasadniłyby te nakłady. O bolączkach związanych z daninami i o możliwych rozwiązaniach mówi Jerzy Martini, doradca podatkowy, członek prezydium Rady Podatkowej PKPP Lewiatan.

Często pojawiają się opinie, że obowiązujące ustawy podatkowe trzeba „odświeżyć”. Rosnący gąszcz przepisów komplikuje przedsiębiorcom rozliczenia. Trudności sprawiają także liczne i czasem sprzeczne interpretacje. Jak ocenia Pan konieczność stworzenia regulacji od nowa?

Jerzy Martini: Ministerstwo Finansów zapowiada, że podejmie prace nad przygotowaniem nowych ustaw dotyczących podatków dochodowych. Dla przykładu, zasady opodatkowania działalności gospodarczej mają być uwzględnione w jednej ustawie, a nie tak jak obecnie w PIT dla osób fizycznych i CIT dla osób prawnych. I to jest ruch w dobrym kierunku. Natomiast najbardziej skomplikowana jest ustawa o VAT, więc nie należy jej pisać od nowa.

Dlaczego Pan tak sądzi?

Jerzy Martini: Ta koncepcja pisania nowych ustaw podatkowych wiąże się z przekonaniem, że dzięki temu regulacje będą proste. Nie wierzę w takie rozwiązanie, siłą rzeczy to bardzo złożona materia. Pewne zapisy można wygładzić, ale to nie sama ustawa jest źródłem kłopotów. Po prostu VAT jest trudny. Jego problemem nie do końca są przepisy, ale raczej ich stosowanie przez organy podatkowe. A to przede wszystkim kwestie kadrowe. Narracja o konieczności pisania nowej ustawy to zwykła demagogia. Mam wrażenie, że jej źródłem są podmioty, które liczą na takie zlecenie. Przedsiębiorcy raczej na tym stracą niż zyskają.

Jednak przedsiębiorcy mają kłopot z istniejącą ustawą? Może jednak dałoby się w tej materii coś zmienić?

Jerzy Martini: Jeżeli spojrzymy, ile problemów niesie interpretacja przepisów dyrektywy o VAT, ile orzeczeń w tej dziedzinie wydaje Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, zobaczymy jak krzywe są fundamenty, na których musimy tworzyć nasz system podatkowy. Tych kwestii nie przeskoczymy. To problem całej wspólnoty, a nie tylko Polski. Podatników może natomiast wesprzeć państwo.

W jaki sposób?

Jerzy Martini: Mamy dobry przykład Wielkiej Brytanii, gdzie państwo tworzy jasne instrukcje dla przedsiębiorców i wręcz prowadzi ich za rękę. Widać zatem, że to nie problem przepisów, ale właśnie zarządzania organami skarbowymi. Uważam, że można to robić znacznie lepiej. Sytuacja podatników w Polsce jest niełatwa, a poprawi ją zmiana organizacji pracy skarbówki, a nie regulacje prawne.

Jak wygląda sytuacja w krajach unijnych?

Jerzy Martini: Pamiętajmy, że inne państwa UE też borykają się z VAT-em. W pewnych obszarach nasze przepisy są prostsze, np. w kwestiach dotyczących biurokracji. W Polsce procedur administracyjnych i regulacji jest mniej niż np. we Francji i są też znacznie prostsze. A odchodząc na chwilę od VAT, w USA poziom złożoności systemu podatkowego i obszerność aktów prawnych są znacznie wyższe. Wiele zależy od kultury prawnej, jak we wspomnianej Wielkiej Brytanii, gdzie organy skarbowe są przyjazne podatnikom. Dotyczy to choćby tolerancji błędów, które nie mają skutków finansowych.

Jak w Polsce wyglądają te relacje?

Jerzy Martini: U nas, niestety, jest odwrotnie. Każdą pomyłkę podatnika usiłuje się „zmonetyzować”. A one były i będą, są także wpisane w tak trudny podatek. Jeżeli już, to reforma powinna polegać na zmianie metody działania i zachowania urzędników skarbowych. Nie chodzi o to, by skarbówka była nastawiona na maksymalną eksploatację podatników i wręcz zastawianie na nich pułapek. Pracownicy urzędów skarbowych wiedzą, gdzie są słabe punkty i wchodzą w wybrane grupy podatników, towarów czy transakcji. To powinno się zmienić. Należy łapać oszustów, ale jednocześnie nie gnębić przedsiębiorców działających uczciwie. Generalnie nie powinno się karać za błędy, które nie uszczuplają dochodów fiskusa. A jeśli już, to adekwatnie do wagi czynu. Z tym też mamy poważny problem, bo przy trudnych i kontrowersyjnych kwestiach podatkowych fiskus wyciąga nieproporcjonalnie duże konsekwencje wobec podatnika. Brakuje zdroworozsądkowej zasady, jeśli państwo nie traci w wyniku pomyłek przedsiębiorców, to należy dać im żyć.

Może pomogłoby np. stworzenie megaustawy łączącej wszystkie daniny?

Jerzy Martini: Nie da się połączyć wszystkich ustaw w jedną. Każda danina ma odmienną konstrukcję. Jedynie podatki dochodowe od osób fizycznych i prawnych są podobne i tu możliwa jest unifikacja. Jednak próba wrzucenia ich do jednego worka wraz z akcyzą i VAT-em byłaby koszmarem.

A poza VAT-em, czy jakieś inne regulacje należy zmienić?

Jerzy Martini: Mocno zestarzały się ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych i od osób prawnych. Wiekowa jest też ordynacja podatkowa. W obu przypadkach trwają prace nad nowymi wersjami. Do zmiany nadaje się też ustawa o podatkach i opłatach lokalnych, w szczególności od nieruchomości. Jej zasadniczym grzechem jest odwołanie się do całkowicie odmiennego prawa budowlanego. Na tym tle dochodzi do wielu problemów i sporów wśród podatników. Co więcej, każda gmina może mieć inny wzór formularza podatkowego. To bezsens. Taki dokument powinien być ujednolicony.

Gdyby jednak doszło do tworzenia nowego prawa od podstaw? Jak długo by to trwało?

Jerzy Martini: Jeżeli ktoś uznałby, że takie rozwiązanie ma sens, prace musiałyby być rozłożone na wiele lat. Jak wiadomo, przepisy można tworzyć albo szybko albo dobrze. Trzeba uwzględnić długi czas na konsultacje i taki okres vacatio legis, by podatnicy zdążyli się przystosować. Sądzę, że potrzebne by było przynajmniej pięć lat. Dodatkowo przedsiębiorcy ponieśliby poważne koszty wdrożenia stworzonych od podstaw regulacji. Nie wiadomo, czy te nakłady zostałyby zrównoważone benefitem w postaci faktycznie lepszych przepisów. Problemem przy takiej rewolucji byłoby też zgranie tych ustaw ze sobą. Byłaby to operacja na żywym organizmie. Z pełnym przekonaniem zniechęcałbym do takiego rozwiązania. Mogłoby to zachwiać stabilnością biznesu już przystosowanego do istniejącego otoczenia prawnego. Zmian należy dokonywać ewolucyjnie.

Diners Club Polska: Ponad 82 proc. MŚP pozytywnie ocenia ostatnie 12 miesięcy

2018 r. był dla małych i średnich firm udany – uważają przedsiębiorcy. 82,5 proc. przedstawicieli sektora oceniła ostatni rok jako dobry lub raczej dobry. Niezadowolonych jest 16,9 proc. Ostatnie 12 miesięcy najlepiej oceniają firmy z branży usługowej – wynika z badania Diners Club Polska. W 2019 r. MŚP planują przede wszystkim pozyskać nowych klientów.

To był dobry rok dla polskich mikro, małych i średnich przedsiębiorstw. Co trzeci badany z tego sektora ocenił ostatnie 12 miesięcy jako dobre dla swojej firmy, a co drugi jako raczej dobre. Negatywnie ten okres podsumowuje 16,9 proc. – wynika z badania Diners Club Polska „Kondycja polskich MŚP”.

– Porównując dane za 2017 r. widać niewielki spadek, jeśli chodzi o ocenę sytuacji, jednak wynik nadal jest bardzo dobry. Jest też zdecydowanie lepszy niż za 2016 r., z którego niezadowolonych było aż 45 proc. przedsiębiorców. To pokazuje, że koniunktura w polskich MŚP jest dobra. Z naszego badania wynika jednak, że w 2019 r. możemy się spodziewać niewielkiego spowolnienia. Niemniej wyniki powinny być nadal na wysokim poziomie – mówi Paweł Kałudow z Diners Club Polska.

Ostatni rok najlepszy był dla firm z branży usługowej. Ponad 37 proc. z nich określiło go jako dobry, a 47,2 proc. jako raczej dobry. Ostatnie 12 miesięcy pozytywnie podsumowują także firmy przemysłowe. Dla prawie 28 proc. był to pozytywny okres, a dla 56,2 proc. raczej pozytywny. Najwięcej niezadowolonych z ostatniego roku było w branży rolniczej – 40,3 proc. badanych.

Nie do końca zrealizowane plany

Mimo dobrej oceny ostatniego roku nie wszystkim przedsiębiorcom udało się spełnić założone cele. Planów nie zrealizowało co trzecie przedsiębiorstwo z branży rolniczej. Nie spełniła ich także co czwarta firma handlowa. Największy odsetek przedsiębiorstw, którym udało się zrealizować plany, to firmy z branży usługowej.

– Niezrealizowane cele dotyczą przede wszystkim zwiększenia zatrudnienia. W minionym roku planowało powiększyć personel ponad 40 proc. badanych. Ze względu na m.in. rekordowo niskie bezrobocie i rynek pracownika, udało się to tylko połowie z nich – mówi Paweł Kałudow z Diners Club Polska.

2019 r. zapowiada się dobrze

Jak wynika z badania Diners Club Polska, najważniejszym celem na najbliższy rok dla firm z branży usługowej (43 proc.), handlowej (39,8 proc.) i przemysłowej (38,4 proc.) jest pozyskanie nowych klientów. Inne plany mają tylko firmy rolnicze – 40,3 proc. z nich chce skupić się na utrzymaniu obecnych klientów. Co ciekawe, drugim najważniejszym obszarem dla tej branży są inwestycje pozwalające na zwiększenie skali działania – stawia na nie co trzecie przedsiębiorstwo.

Lepszej kondycji finansowej w 2019 r. spodziewa się 28,5 proc. przedsiębiorców z całego sektora MŚP. Pogorszenie sytuacji przewiduje 11 proc. ankietowanych Najlepiej będzie w branży przemysłowej – poprawę zapowiada ponad 35 proc. badanych. Z kolei najczęściej pesymistycznie patrzą w przyszłość firmy z branży rolniczej – 38,4 proc. z nich.
Nota metodologiczna:

Badanie zostało zrealizowane przez Instytut Badań i Raportów Społecznych (IBRIS) we wrześniu 2018 r. na podstawie wywiadów z 500. właścicielami mikro, małych i średnich przedsiębiorstw z całej Polski. Wykorzystano metodę telefonicznych standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI). Błąd oszacowania = 4 proc., poziom ufności 0,95.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – grudzień 2018 r.

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 9,7% rdr do 14,8 mld zł w grudniu 2018 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu kontraktami terminowymi o 34,9% rdr do poziomu 840,5 tys. szt. w grudniu 2018 r.
  • Wzrost łącznej wartości obrotu akcjami na rynku NewConnect o 7,0% rdr do poziomu 85,4 mln zł
  • Wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 51,9 % rdr do 95,0 mln zł w grudniu 2018 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 15,9% do poziomu 15,4 TWh w grudniu 2018 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym r. o 52,1% rdr do 11,5 TWh w grudniu 2018 r.
  • Spadek wolumenu obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia[2] na rynku spot o 28,9% do 3,7 TWh w grudniu 2018 r.

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 15,1 mld zł w grudniu 2018 r., czyli o 15,1% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła w grudniu 2018 r. o 9,7% rdr do poziomu 14,8 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła w grudniu 2018 r. 872,0 mln zł, o 0,9% więcej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec grudnia 2018 r. wyniosła 57 690,50 pkt i była o 9,5% niższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w grudniu 2018 r. odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 7,0% rdr do poziomu 85,4 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect w grudniu wzrosła o 8,4% rdr i wyniosła 77,4 mln zł.

W grudniu 2018 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 840,5 tys. szt., o 34,9% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na waluty wzrósł o 169,9% do poziomu 238,7 tys. szt. Kontrakty na indeksy – wolumen wzrósł o 17,8% rdr do poziomu 472,1 tys. szt. Opcje – wolumen wzrósł o 11,8% rdr do poziomu 19,3 tys. sztuk.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła 86,6 mld zł na koniec grudnia 2018 r. wobec 74,2 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku[3]. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła w grudniu 2018 r. o 42,7% rdr do poziomu 138,4 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP sięgnęła w grudniu 2018 roku 20,3 mld zł i była o 6,1 % niższa niż rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w grudniu 2018 r. wyniósł 15,4 TWh, co oznacza wzrost o 15,9% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku forward wzrósł o 18,0% rdr do poziomu 12,7 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł w grudniu 2018 r. 11,5 TWh, o 52,1% więcej niż rok wcześniej. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 19,2% do poziomu 2,6 TWh. Na rynku terminowym odnotowano wzrost o 65,0% do poziomu 8,9 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[4], na rynku spot wyniósł w grudniu 2018 r. 3,7 TWh, co oznacza spadek o 28,9% rdr. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 45,2 % rdr osiągając w grudniu 2018 r. poziom 30,5 ktoe[5].

W grudniu 2018 r. na GPW odbyło się 17 sesji giełdowych, w porównaniu do 19 sesji rok wcześniej.

Kapitalizacja 414 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku wyniosła na koniec grudnia 2018 r. 615,51 mld zł (143,24 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 465 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła na koniec grudnia 2018 roku 1 165,07 mld zł (271,14 mld EUR).

Na NewConnect w grudniu 2018 r. zadebiutowały spółki Pure Biologics (oferta prywatna o wartości 2,85 mln zł) oraz Movie Games (oferta prywatna o wartości 1,95 mln zł).

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)

[3] Od 3 stycznia 2018 r. w związku z wejściem MiFID 2 obligacje Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) są kwalifikowane jako obligacje skarbowe, a obligacje EBI jako obligacje komunalne. W związku z tym dane o wartości emisji obligacji nieskarbowych z poprzednich komunikatów obrotowych są nieporównywalne z danymi prezentowanymi w tym komunikacie.

[4] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[5] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Nie opłaca się tankować w Polsce. Taniej zatankujesz w Niemczech, Austrii czy Hiszpanii

Utrzymywanie przez krajowych detalistów nienaturalnie wysokich cen paliw powoduje, że tankowanie w strefie euro zaczyna być tańsze niż w Polsce. Niższe ceny zobaczymy tuż za niemiecką granicą i w austriackich Alpach. W Barcelonie olej napędowy bez większych problemów znajdziemy poniżej 4,50 zł/litr, czyli o ponad 50 gr taniej niż przeciętnie w Polsce pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

1,26 zł – tyle kosztował litr benzyny bezołowiowej na europejskim rynku hurtowym w ostatni dzień ub.r. To najmniej od sierpnia 2016 r. oraz o 75 gr netto poniżej średniej ceny z okresu od połowy maja do początku października.

Diesel z kolei jest wyceniany na rynku ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia) na poziomie 1,65 zł. To o 60 gr netto mniej, niż wynosiła przeciętna cena tego paliwa od połowy sierpnia do początku listopada 2018 r.

Mimo olbrzymich spadków cen hurtowych koszty tankowania dla polskich kierowców spadają niezwykle powoli. A to powoduje, że mimo znacznie niższych niż w strefie euro podatków jest coraz więcej miejsc w Niemczech, Austrii czy Hiszpanii, gdzie paliwa, a szczególnie diesel, są znacznie tańsze niż w Polsce.

Diesel w Berlinie poniżej 5 zł /litr. Przy granicy z Polską jeszcze taniej

W związku ze świętami Komisja Europejska nie opublikowała jeszcze cotygodniowych odczytów cen paliw w Unii Europejskiej, dlatego tym razem posługujemy się danymi „FuelFlash”. Serwis aktualizuje ceny praktycznie na żywo, a dodatkowo ma ponad milion pobrań.

Pokazuje on m.in., że litr diesla na regularnych stacjach (wyłączając te należące do marketów) może kosztować w Berlinie jedynie 1,14 eurocenta (czyli 4,90 zł). To nie jest żaden błąd, gdyż przynajmniej na 14 stacjach stolicy Niemiec diesel kosztuje poniżej poziomu 1,16 euro (czyli 5,00 zł). Co ciekawe, w grupie tych stacji z najtańszym paliwem jest kilka placówek należących do największej firmy naftowej w Polsce.

Jeszcze taniej jest przy granicy z Polską (np. we Frankfurcie nad Odrą). Zaledwie 2,5 km od przejścia granicznego w Słubicach na stacji francuskiego koncernu paliwowego zatankujemy olej napędowy w cenie 1,11 euro (4,77 zł). Na stacjach zlokalizowanych blisko supermarketów możemy nawet kupić diesla po 1,09 euro, czyli poniżej 4,70 zł – według danych FuelFlash.

Po tańsze paliwo w austriackie Alpy i do Barcelony

Wybierając się autem na zimowe szaleństwo do Austrii, trzeba się dobrze zastanowić, czy warto tankować do pełna jeszcze w Polsce. Dotyczy to szczególnie posiadaczy samochodów z silnikiem Diesla.

W Salzburgu na większości klasycznych stacji olej napędowy kosztuje 1,11-1,15 euro (4,78-4,94 zł). Przy supermarkecie zatankujemy diesla nawet za 1,10 euro, czyli 4,73 zł. W przypadku benzyny bezołowiowej można ocenić, że ceny są podobne jak w Polsce. W okolicach Salzburga kształtują się one w większości pomiędzy 1,10 a 1,15 euro (4,73-4,94 zł).

Analogicznie do cen w Salzburgu kształtują się także te w Innsbrucku czy w Grazu, czyli diesel jest wyraźnie tańszy niż w Polsce, a benzyna kosztuje niemal tyle samo.

Gdy zamiast w góry wolimy wybrać się w nieco cieplejsze rejony, na pewno nie przestraszą nas ceny paliw w Hiszpanii. W Barcelonie, według danych FuelFlash, olej napędowy możemy zatankować nawet po 1,02 euro (4,38 zł). Kilkanaście stacji stolicy Katalonii oferuje to paliwo w przedziale 1,02-1,06 euro (4,38-4,55 zł). Realnie jednak można się spodziewać, że tankowanie w tym mieście oleju napędowego (widoczny jest spory rozrzut cen) to koszt w okolicach 1,10 euro (4,73 zł). To, zresztą tak jak w Austrii, znacznie taniej niż nad Wisłą.

Pomiary smogowe konieczne w dużych aglomeracjach. W walkę z problemem muszą także włączyć się mieszkańcy

Pomiary smogowe konieczne w dużych aglomeracjach. W walkę z problemem muszą także włączyć się mieszkańcy 1

Zanieczyszczenie pyłem PM10 jest spowodowane przede wszystkim niską emisją z ogrzewania gospodarstw domowych. To główna przyczyna smogu. Monitorowanie zanieczyszczeń powietrza jest istotne szczególnie dla mieszkańców dużych miast, którzy powinni unikać aktywności na zewnątrz albo wyposażyć się w maski antysmogowe, kiedy stężenie szkodliwych pyłów jest zbyt wysokie. Nowoczesne sieci pomiarowe są wyposażone w sensory, które pozwalają na pomiary praktycznie w każdym miejscu – tak działa właśnie obywatelska sieć pomiarowa stworzona w Gdańsku.

PM10 to pewna frakcja pyłu o średnicy 10 mikrometrów, zawieszonym w powietrzu. Występuje w sąsiedztwie zakładów przemysłowych, dużych ośrodków. Przedostaje się do środowiska i jest bardzo niekorzystny z punktu widzenia naszego zdrowia, jest powodem występowania wielu chorób. Dysponujemy znakomitymi urządzeniami pomiarowymi, które pozwalają mierzyć poziom tego pyłu nie tylko w wybranych stacjach, ale praktycznie w każdym miejscu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Cezary Orłowski, kierownik Katedry Zastosowań Informatyki w Zarządzaniu w Wyższej Szkole Bankowej w Gdańsku.

Zanieczyszczenie pyłem PM10, który zawiera substancje toksyczne oraz przenika do płuc i górnych dróg oddechowych, jest spowodowane głównie niską emisją z ogrzewania gospodarstw domowych. To główna przyczyna smogu, z którym borykają się polskie miasta. Na opublikowanej przez WHO liście 50 europejskich aglomeracji z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem aż 36 znajduje się w Polsce.

Pył PM10 emitują zakłady przemysłowe, które nie mają odpowiednich filtrów, ale przede wszystkim kotły. Ten problem występuje głównie w Krakowie. Stąd też działania na rzecz wymiany pieców na bezpieczniejsze dla środowiska i przeznaczone na inny rodzaj opału. Dziś problemem – zarówno społecznym, jak i politycznym – jest kwestia spalania węgla. Węgiel jest ważnym składnikiem naszego budżetu i eksportu, ale powinniśmy zastanowić się nad celowością jego wykorzystania, dlatego że emituje bardzo dużo pyłu do atmosfery – podkreśla prof. Cezary Orłowski.

Według danych ONZ dopuszczalny poziom stężenia szkodliwego pyłu PM10 i rakotwórczego benzo(a)pirenu jest przekroczony w większości obszarów, a szkodliwe substancje na co dzień wdycha 90 proc. mieszkańców Polski. Co roku z powodu chorób wywołanych zanieczyszczeniem powietrza – takich jak astma, obturacyjne zapalenie płuc, niewydolność oddechowa czy choroby układu krążenia – umiera w Polsce około 45 tys. ludzi.

– Wiemy, jak negatywnie pył PM10 wpływa na układ oddechowy, w jaki sposób dostaje się do krwi. Im mniejsza frakcja, tzn. im mniejsza średnica pyłu, tym bardziej są one niebezpieczne dla naszego zdrowia. Powodują choroby związane głównie z układem oddechowym. Oznacza to, że powinniśmy wystrzegać się miejsc, w których stężenie pyłu jest wysokie – mówi prof. Cezary Orłowski.

Jak podkreśla, monitorowanie pyłu PM10 w powietrzu ma duże znaczenie zwłaszcza dla mieszkańców dużych miast, którzy powinni unikać uprawiania sportu, aktywności na zewnątrz albo wyposażyć się w maski antysmogowe, kiedy jego stężenie jest zbyt wysokie. W takich pomiarach jeszcze do niedawna stosowano metody bazujące na stacjach automatycznych, których liczba była niewielka. Na podstawie danych z kilku stacji, szacowano przybliżone stężenie pyłu w całej aglomeracji. Z kolei teraz, współczesne sieci pomiarowe są wyposażone w sensory pozwalające na pomiary pyłu praktycznie w każdym miejscu. Tak działa właśnie obywatelska siec pomiarowa stworzona w Gdańsku.

– Obywatelska sieć pomiarowa to inicjatywa kierowana przez Forum Rozwoju Aglomeracji Gdańskiej. Składa się z czterech dużych sieci pomiarowych integrujących różne sensory. Mam tu na myśli głównie sieć Urzędu Miasta, sieci firm Airly i Luftdaten oraz kilku czujników pomiarowych, które dostarczyła WSB w Gdańsku. Badając w ten sposób pył, wiemy, jakie są mechanizmy jego powstawania i co się dalej z nim dzieje – mówi prof. Cezary Orłowski.

Ekspert gdańskiej WSB podkreśla, że każdy na własną rękę może podejmować pewne działania, aby zniwelować skutki smogu. Poza unikaniem miejsc, w których stężenie pyłu PM10 jest zbyt wysokie, należy – jeżeli jest taka potrzeba – wymienić swój domowy piec, zwracać uwagę na to, jak i czym palą sąsiedzi.

Trzeba używać opału, który nie generuje znacznej liczby zanieczyszczeń. Powinniśmy też zwracać uwagę na to, co się dzieje wokół nas, czym palą sąsiedzi, w jaki sposób funkcjonują zakłady przemysłowe i czy nie generują znaczącej ilości tego pyłu. Potrzebne są działania obywatelskie, chociażby kontakt ze strażą miejską. Należy także pamiętać o tym, że obywatelska sieć pomiarowa jest siecią informacyjną – dostarczamy informacje, natomiast nie generujemy jakichkolwiek podstaw do rozwiązań prawnych – podkreśla prof. Cezary Orłowski.

Leasing w Polsce dynamicznie się rozwija. Dla wielu firm to jedyna możliwość inwestowania

Leasing w Polsce dynamicznie się rozwija. Dla wielu firm to jedyna możliwość inwestowania 2

Przedsiębiorcy coraz częściej traktują leasing jako źródło dostępu do nowego samochodu lub innych niezbędnych do rozwoju firmy urządzeń. Wybierają go przede wszystkim ze względu na wygodę i kompleksowość usługi, lecz także jej dostępność. W przypadku niektórych przedsiębiorstw, szczególnie tych, które dopiero rozpoczynają działalność, jest to jedyny możliwy sposób inwestowania i wspierania rozwoju biznesu. Szczególnie prężnie leasing rozwija się wśród małych i średnich firm.

Leasing się zmienia dynamicznie w ostatnich paru latach. Wcześniej był bliższy zakupowi, klient spłacał cały leasing, 1 proc. wartości wykupu, dzisiaj leasing idzie w kierunku wysokich wartości końcowych. Klient chce płacić jak najmniejszą ratę i po paru latach zwrócić auto i jeździć nowym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Czerny, prezes zarządu Noble Finance. – Poza tym wcześniej leasing był usługą zarezerwowaną prawie wyłącznie dla flot i dużych podmiotów. Dzisiaj może z niego korzystać każdy drobny przedsiębiorca, nawet ten, który wczoraj otworzył działalność gospodarczą.

W ciągu trzech pierwszych kwartałów 2018 roku polska branża leasingowa podpisała umowy na kwotę 58,2 mld zł, co oznacza rozwój rok do roku w tempie 18,7 proc. – wynika z danych Związku Polskiego Leasingu. Co więcej, w IV kwartale branża spodziewała się zwiększenia liczby podpisywanych umów oraz ich wartości. Dla porównania europejska branża leasingowa w I półroczu odnotowała wzrost o 7,8 proc.

W Polsce z leasingu korzystają głównie przedsiębiorcy, także drobni. Leasing konsumencki na razie rozwija się powoli, bo konsumenci wolą czuć się właścicielami auta.

Klienci cenią sobie szybkość podejmowania decyzji. Podczas jednej wizyty w salonie klient potrafi otrzymać decyzję, podpisać umowę o finansowanie i w niektórych naszych produktach tego samego dnia wyjechać samochodem do domu – wyjaśnia Michał Czerny. – Alternatywą dla niego jest kredyt samochodowy w banku –przyniesienie dodatkowych dokumentów, analiza zdolności to jest proces decyzyjnym który trwa tydzień albo dwa. Dziś klient oczekuje kompleksowej obsługi, czyli nie chce się przejmować ubezpieczeniem, serwisem, oponami, rejestracją, chce mieć to wszystko w jednej cenie.

Niezmiennie najczęstszym przedmiotem leasingu pozostają samochody osobowe i dostawcze do 3,5 tony: od stycznia do września odpowiadały one za 45,9 proc. rynku, a wartość zakontraktowanych aut osobowych rosła w tempie niemal 24-proc. Drugim najpopularniejszym segmentem rynku są maszyny i urządzenia (w tym IT) z 27-proc. udziałem w rynku, a trzecie miejsce, z udziałem na poziomie 25,6 proc., zajęły środki transportu ciężkiego. Od wszystkich tych sprzętów zależy działanie firmy, stąd przedsiębiorcy chętnie wybierają sposób finansowania, który pozwala im na niemal natychmiastowy dostęp do środków transportu czy maszyn. Jest to szczególnie popularne wśród mniejszych firm. Mikro- i małe przedsiębiorstwa stanowią prawie 3/4 wszystkich klientów firm leasingowych. 7 na 10 przedsiębiorców korzystających z leasingu twierdzi, że jest to tańszy i bardziej elastyczny sposób finansowania niż kredyt bankowy.

– Staramy się, żeby cały proces był jak najszybszy. Udostępniamy dealerom narzędzia, dzięki którym wpisując NIP klienta zaciągają wszystkie jego dane z baz, nie trzeba wypełniać skomplikowanych tabel w systemie. To powoduje, że mamy prosty, intuicyjny program, działający na zasadzie automatów decyzyjnych, czyli nikt nie musi tego z drugiej strony rozpatrywać – mówi prezes Noble Leasing. – Chcemy, żeby klient przede wszystkim miał z tego taką wartość, że nie musi kilka razy chodzić i załatwiać sprawy.

Internet rzeczy z liczbą 20 mld podłączonych urządzeń już za rok. IoT oraz sztuczna inteligencja zrewolucjonizują niemal każdą dziedzinę życia

Internet rzeczy z liczbą 20 mld podłączonych urządzeń już za rok. IoT oraz sztuczna inteligencja zrewolucjonizują niemal każdą dziedzinę życia 3

Jeszcze przed rozpoczęciem kolejnej dekady liczba urządzeń wykorzystujących internet rzeczy sięgnie 20 mld. Do zapewnienia dalszego rozwoju IoT niezbędny jest edge computing, czyli przetwarzanie rozproszone, gdzie dane są przechowywane i analizowane bezpośrednio w urządzeniach końcowych. Dzięki temu do centralnych serwerów chmurowych trafiają tylko najważniejsze informacje. Działanie w oparciu o dane uzyskane w czasie rzeczywistym pozwoli zaś np. na rozwój pojazdów autonomicznych – nie tylko samochodów, lecz także kontenerowców.

– Internet rzeczy polega na tym, że mamy postęp w zakresie różnego rodzaju czujników, jesteśmy w stanie mierzyć cały szereg wartości fizycznych. Te czujniki stają się tańsze, wobec tego wbudowujemy je w cały szereg urządzeń i mierząc te wartości fizyczne mamy cały szereg informacji – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jacek Łukaszewski, prezes Schneider Electric Polska.

Gartner szacuje, że do 2020 roku na świecie będzie nawet 20 mld urządzeń internetu rzeczy. Z kolei Ericsson ocenia, że w 2021 roku na 28 mld urządzeń podłączonych do internetu ponad połowę, czyli 16 mld, będą stanowiły urządzenia IoT. Dla porównania liczba inteligentnych przedmiotów podłączonych do sieci w 2013 roku sięgała 3 mld, a w 2015 roku – ok. 5 mld.

Coraz większa liczba urządzeń IoT połączonych ze sobą wymaga nowych technik gromadzenia i przetwarzania danych, odpowiedniej przepustowości łączy i czasu. To zaś umożliwia technologia edge computing.

– Edge computing, tzw. przetwarzanie na obrzeżach, to urządzenia przetwarzające informacje. Mogą to być telefony komórkowe, różnego rodzaju sterowniki, procesory, które na podstawie informacji z tych czujników są w stanie automatycznie prowadzić określone procesy – tłumaczy Jacek Łukaszewski.

IDC w raporcie „FutureScape Worldwide IoT 2017 Predictions” ocenia, że do 2019 roku przetwarzanych na obrzeżach będzie nawet 40 proc. danych generowanych przez urządzenia IoT. Dzięki edge computing dane są przechowywane i przetwarzane w sieci mikrocentrów danych, a stamtąd przesyłane do centralnej bazy danych działającej w chmurze. Dane przetwarzane są w pobliżu źródła ich pochodzenia, np. przez system urządzeń, które tworzą spójną całość, a do sieci trafiają tylko kluczowe informacje. W ten sposób można zaoszczędzić miejsce na serwerach i odciążyć łącza.

Edge computing w połączeniu z coraz większymi możliwościami, jakie daje internet, powoduje, że cały system może działać w oparciu o dane pozyskiwane w czasie rzeczywistym. To zaś jest niezbędne do rozwoju np. autonomicznych pojazdów – informacje pozyskane przez autonomiczny pojazd są przez niego analizowane, sam na nie reaguje. Do sieci przesyła zaś te informacje, które będą przydatne innym pojazdom.

– Technologie sieciowe, łatwość i dostępność komunikacji, postęp internetu, który przyrasta geometrycznie, postęp w zakresie możliwości technicznych, ale też kosztu powoduje, że te informacje bardzo łatwo przesyłać dalej – wskazuje ekspert.

Wszystkie te najnowsze rozwiązania w zakresie zbierania i analizy danych wykorzystuje największy europejski port w Rotterdamie, który ma swoją wierną cyfrową kopię. Zastosowanie technologii edge computing pozwala na gromadzenie na centralnej platformie najważniejszych, już wstępnie opracowanych danych. Systemy sztucznej inteligencji je przetwarzają, a chmura umożliwia sprawdzanie wcześniejszych rozwiązań, czy możliwie jak najbardziej efektywnych rozwiązań.

– Z jednej strony chmura zapewnia bardzo efektywne kosztowo przechowywanie informacji. Wszystkie te informacje zebrane z ogromnej liczby czujników rozsianych w coraz większej liczbie urządzeń jesteśmy w stanie gromadzić. Nie tylko informacje w czasie rzeczywistym, lecz także informacje historyczne. Przez uczenie maszynowe, technologie związane ze sztuczną inteligencją, mając te ogromne ilości informacji, jesteśmy w stanie budować jeszcze większą efektywność procesów – podkreśla Jacek Łukaszewski.

Władze rotterdamskiego portu wraz z firmami Cisco i IBM szacują, że właśnie dzięki połączeniu w jednym miejscu nowych zdobyczy technologii możliwy będzie na tyle szybki rozwój autonomicznych pojazdów, że do 2030 roku do portu w Rotterdamie wpłynie pierwszy autonomiczny kontenerowiec.

Odmowa szczepień oznacza ryzyko powrotu chorób zakaźnych. Już za kilka lat najprostsze infekcje mogą prowadzić do śmierci

Odmowa szczepień oznacza ryzyko powrotu chorób zakaźnych. Już za kilka lat najprostsze infekcje mogą prowadzić do śmierci 4

Tylko w tym roku z powodu chorób zakaźnych zmarło ponad 12 mln ludzi. Choć o wielu groźnych chorobach świat zdążył już zapomnieć, choroby zakaźne nie dają za wygraną. Ruchy antyszczepionkowe sprawiają, że część chorób wraca, a antybiotykooporność może doprowadzić do tego, że już za kilka lat najprostsze infekcje mogą prowadzić do śmierci. Zdaniem ekspertów konieczna jest bardzo racjonalna polityka antybiotykowa i zwiększanie świadomości ludzi. Dzisiejsze problemy w wielkim stopniu zależą od zachowań ludzkich – ocenia prof. Andrzej Zieliński, epidemiolog z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego.

– Sytuacja chorób zakaźnych w ciągu ostatniego stulecia bardzo się zmieniła. Odgrywają znacznie mniejszą rolę jeśli chodzi o przyczyny zgonów, niż miało to miejsce na początku stulecia, a nawet zaraz po II wojnie światowej, natomiast są nowe wyzwania, które w wielkim stopniu zależą od zachowań ludzi, ich zwyczajów oraz technologii, również w obsłudze pacjentów szpitalnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Andrzej Zieliński, epidemiolog z Zakładu Epidemiologii Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego.

Według statystyk Worldometers od początku 2018 roku na choroby zakaźne zmarło blisko 12,1 mln osób. Ponad 1,5 mln osób zmarło z powodu zakażenia wirusem HIV i na AIDS. Na wirusowe zapalenie wątroby typu B i C na świecie choruje nawet 325 mln osób. W Polsce blisko 0,5 mln osób jest nosicielami wirusa wywołującego wirusowe zapalenie wątroby typu B. Problemem są placówki niemedyczne – w niektórych salonach tatuaży czy salonach kosmetycznych nie stosuje się jednorazowych, wysterylizowanych narzędzi.

– Mamy ciągle rosnącą liczbę zakażeń HIV. To jest związane z tym, że ludzie przestali się tego bać w związku ze skuteczną terapią i są mniej ostrożni, również w kontaktach seksualnych, co powoduje ciągły wzrost zakażeń. One są leczone, jest mniej zgonów z powodu AIDS, ludzie lepiej znoszą tę chorobę, ale liczba zakażeń nie maleje i to jest bardzo niepokojące – ocenia prof. Andrzej Zieliński.

Problemem są także ruchy antyszczepionkowe. W Polsce wskaźnik wyszczepialności dzieci i młodzieży utrzymuje się na stosunkowo wysokim poziomie, pod tym względem jesteśmy w europejskiej czołówce. Rośnie jednak odsetek rodziców, którzy w obawie przed skutkami ubocznymi rezygnują ze szczepień dzieci. Raport NIK wskazuje, że w 2017 roku zanotowano ok. 30 tys. odmów szczepień. W 2018 roku będzie ich prawdopodobnie jeszcze więcej. Skutki już są widoczne. Jeszcze w 2017 roku zanotowano blisko 60 zachorowań na odrę. W tym roku już w październiku było to ok. 130.

– Mamy doświadczenie z wielu krajów, gdzie zaniedbanie szczepień spowodowało nawrót bardzo ciężkich chorób, jak polio w Tadżykistanie czy krztusiec w Anglii, w Szwecji, w Japonii w latach 90. Jeśli przerwiemy szczepienia lub jeśli liczbę szczepień obniżymy poniżej progu odporności zbiorowiskowej, czyli takiego, który wygasza epidemię, to te choroby wrócą. To był wielki sukces, że myśmy się pozbyli przynajmniej zgonów z powodu wielu chorób, a niektórych chorób całkowicie pozbyliśmy się w naszej części Europy. Ich powrót byłby dla nas bardzo niekorzystnym zjawiskiem zdrowotnym – podkreśla epidemiolog.

Współczesna medycyna zmaga się z problemem antybiotykooporności. W efekcie już za kilka lat proste infekcje bakteryjne mogą stać się chorobami zagrażającymi życiu pacjentów. Coraz więcej infekcji, takich jak zapalenie płuc, gruźlica czy salmonella, jest trudnych w leczeniu, ponieważ bakterie stały się odporne na działanie dotychczas stosowanych leków. Z raportu „Monitorowanie zużycia antybiotyków – aktualne dane europejskie” tworzonego w ramach Narodowego Programu Ochrony Antybiotyków wynika, że Polska znajduje się na 10. miejscu w Europie pod względem zażycia tej grupy leków w oparciu o wskaźnik dawek dobowych definiowanych na tysiąc mieszkańców.

Nowych antybiotyków przybywa bardzo niewiele, przybywają bardzo powoli, a właściwie każdy dotychczas wprowadzony antybiotyk po krótszym lub dłuższym czasie znajduje właśnie szczepy oporne, przeciw którym został wprowadzony. To jest ciągły wyścig, którego niestety medycyna nie wygrywa – przekonuje Andrzej Zieliński.

Zdaniem eksperta problemem jest przekonanie, że część chorób, które jeszcze niedawno zbierały śmiertelne żniwo, udało się opanować, np. ospę prawdziwą, którą wyeliminowano w 1979 roku. W Europie zapomniano też o takich chorobach, jak cholera, dżuma, czy trąd, w innych częściach świata notuje się jednak zachorowania. Kilka lat temu jedno chore dziecko zaraziło w Disneylandzie w Kalifornii na odrę ok. 150 osób.

Przede wszystkim konieczna jest bardzo racjonalna polityka antybiotykowa i trafianie do ludzi. Dzisiejsze problemy w wielkim stopniu zależą od zachowań ludzkich. Tak jak w kardiologii, największy postęp będzie można uzyskać, jak ludzie będą rejestrować swoje ciśnienie, zgłaszać się z tym do lekarza i przestaną palić papierosy – wskazuje prof. Andrzej Zieliński.

Wartość przedmiotu sporu w kredytach frankowych

Wyliczenie tzw. wartości przedmiotu sporu w przypadku kredytów walutowych wymaga znajomości podstaw inżynierii finansowej. Niezbędna jest też wiedza z zakresu bankowości i prawa bankowego. Dotyczy to obliczania rat kredytowych, przy uwzględnieniu zmian oprocentowania czy kosztów i skutków podpisanych aneksów do umowy. Trzeba przy tym wziąć pod uwagę ewentualną karencję w spłacie rat kapitałowych. W praktyce przydatne okazuje się doświadczenie w zakresie polityki bankowej. Przeważająca większość kredytobiorców nie łączy tych wszystkich kompetencji i potrzebuje profesjonalnej pomocy. Największą szkodę może przynieść dłużnikowi źle uzasadniony pozew. Najmniejszy błąd naraża go na zaniżenie kwoty roszczenia lub uznanie jej jedynie w części.

Od czego zacząć?

Przede wszystkim trzeba określić, które postanowienia umowy kredytowej kwestionujemy. W wyniku tego powstaje roszczenie wobec banku. Podstawowym spornym elementem umownym są klauzule dotyczące waloryzacji, tj. indeksowania lub denominowania złotego do franka szwajcarskiego lub innej obcej waluty. Wartość przedmiotu sporu, w przypadku najczęściej występującego kredytu frankowego, wynikać więc będzie z nadpłaty historycznych rat kredytu zaciągniętego w CHF ponad hipotetyczną ratę, wyrażoną w PLN, wyliczoną po wykreśleniu z umowy niedozwolonych klauzul waloryzacyjnych.

Częste błędy

Najczęściej popełnianym błędem w tego typu obliczeniach jest nieprawidłowe wyliczenie raty hipotetycznego kredytu będącego wynikiem wykreślenia z umowy klauzul waloryzacyjnych. Przeważnie powodem tego jest stosowanie niewłaściwej stawki bazowej (LIBOR/WIBOR/EURIBOR) przy obliczaniu oprocentowania. Kredytobiorcy z tym właśnie elementem mają z reguły duży problem. Czasami mniej doświadczeni specjaliści również mylą się w tym zakresie.

Bardzo częstą pomyłką jest także nieuwzględnianie kosztów aneksów kredytowych. Zdarza się też pomijanie faktu, że pieniądze zostały wypłacone w transzach, a bank stosował karencję w spłacie rat kapitałowych. Z doświadczenia wynika, że wiele kłopotów przysparza biegłym aneks do umowy kredytowej pozwalający kredytobiorcy spłacać zobowiązanie bezpośrednio w walucie kredytu lub po kursie średnim NBP. Jest to jednym z powodów błędnego wyliczenia wartości przedmiotu sporu.

Wyliczając WPS, należy podać dokładną kwotę roszczenia wraz ze szczegółową argumentacją, z czego ona wynika. Pozwany bank będzie wnioskował o powołanie biegłego w celu wydania opinii, czy podana kwota WPS jest wyliczona poprawnie. W przypadku błędu kredytobiorca naraża się na zaniżenie kwoty roszczenia lub uznania jej jedynie w części.

Sąd może zasądzić kwotę wskazaną przez powołanego biegłego. Jeśli będzie ona niższa od wskazanej przez kredytobiorcę i wyniesie np. 95 tys. zł zamiast 100 tys. zł, to wówczas może on wygrać sprawę w 95% i przegrać w 5%. Odpowiednio do tego zostaną rozłożone koszty procesu. W sytuacji odwrotnej dłużnik naraża się na zaniżenie kwoty roszczenia. Jeśli ustali za niską wartość, straci nawet w przypadku wygranej, bowiem sąd nie będzie mógł zasądzić więcej niż zażąda strona. W przypadku niewielkiej różnicy sędzia może także uznać, że jest ona nieistotna.

Samodzielne obliczenia

Gdyby jednak kredytobiorca sam zdecydował się dokonać obliczeń, to w praktyce może przyjąć, że są dwie główne metody ustalania ww. wartości. W przypadku pierwszej z nich, czyli pozwu o unieważnienie umowy kredytowej, WPS należy wyliczyć poprzez zsumowanie wszystkich wpłaconych bankowi do tej pory kwot, w tym rat kapitałowych, odsetkowych i tzw. opłat okołokredytowych.

Jeżeli roszczenie wobec banku powstaje w wyniku unieważnienia umowy kredytowej, strony powinny zwrócić sobie nawzajem to, co sobie świadczyły, zgodnie z art. 496 i 497 kc. Może zdarzyć się również tak, że wzrost wartości franka szwajcarskiego wobec złotego spowoduje nadpłatę ponad kwotę udzielonego kredytu, którą to bank będzie zobowiązany zwrócić kredytobiorcy. Chcąc określić kwotę WPS, należy zatem ustalić, ile pieniędzy wypłacono kredytobiorcy i jaka część długu została dotychczas spłacona.

W drugim przypadku potwierdzenie bezskuteczności tzw. klauzul waloryzacyjnych, na podstawie których bank określa kurs obcej waluty i wysokość raty wyrażonej w PLN, WPS oblicza się jako różnicę między wszystkimi faktycznie zapłaconymi ratami, a tymi, które kredytobiorca zapłaciłby, gdyby ww. warunek nie obowiązywał. Szczególną uwagę należy zwrócić na sposób wypłaty kredytu (jednorazowo lub w transzach), zmiany marży i stawki bazowej, karencję w spłacie rat kapitałowych, koszty aneksów kredytowych, opłaty okołokredytowe czy skutki spłaty zadłużenia w walucie waloryzacji.

Potwierdzając bezskuteczność klauzul waloryzacyjnych (indeksacyjnych lub denominacyjnych), wyliczone raty dla kredytu w PLN należy odjąć od rat kredytu walutowego. W obu przypadkach składową oprocentowania będzie stopa referencyjna z umowy kredytowej LIBOR/EURIBOR. Otrzymany wynik to szukana wartość przedmiotu sporu. Nie można zapominać o istotnej różnicy w saldzie na dzień sporządzenia opinii. Przy wzroście kursu CHF względem PLN saldo kredytu waloryzowanego do CHF również wzrasta. Po wykreśleniu z umowy klauzul niedozwolonych zobowiązanie wobec banku wyrażone będzie w złotym po przeliczeniu CHF na PLN po kursie z dnia uruchomienia kredytu.

Zdarza się, że po dziesięciu latach obsługi kredytu kredytobiorca ma do spłaty kwotę w PLN wyższą niż w dniu zaciągnięcia zadłużenia. Po usunięciu z umowy klauzul indeksacyjnych czy denominacyjnych dłużnik od początku spłaca zobowiązanie w złotym. Nie interesują go wahania kursów walutowych, wpływające na saldo kredytu w obcej walucie. Wykreślenie klauzul waloryzacyjnych spowoduje zatem „aktualizację”, tj. znaczny spadek kwoty pozostającej do spłaty kredytu.

Przy kredycie indeksowanym lub denominowanym do waluty obcej, przy bezskuteczności klauzul waloryzacyjnych, raty powinny być wyliczane na podstawie pozostałych, niekwestionowanych postanowień umowy. Chodzi m.in. o wysokość oprocentowania, w tym marży i stawki bazowej, kwoty kredytu, rodzaju rat itp.

Autorem publikacji jest Krzysztof Michrowski,
Partner w Michrowski Bartosiak Family Office. Makler papierów wartościowych,
biegły sądowy z zakresu bankowości i inżynierii finansowej

Nierozstrzygnięte przetargi na inwestycje publiczne

W odniesieniu do branży budowlanej i inwestycji infrastrukturalnych kolejne rządy doprowadziły do przeregulowania rynku. Nie zrezygnowały z różnego rodzaju sztywnych zapisów w umowach, które nie dają przedsiębiorcy możliwości renegocjowania cen – kiedy koszty pracy i surowców podnoszą się nie z jego winy. Sądy nie działają tak, jak powinny przy rozstrzyganiu sporów – w przypadku największych, ale i mniejszych inwestycji infrastrukturalnych.

– Bardzo duża część przetargów publicznych została odwołana, bo przy proponowanych cenach i kosztorysach na podstawie historycznych już wartości nie udało się wyłonić żadnego wykonawcy – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha – To pokazuje, że trzeba przyjąć zupełnie inne rozwiązania. Te jednak nie zostały jeszcze wprowadzone. Dopiero one mogłyby spowodować, że rozpoczęłyby się Polsce inwestycje, zwłaszcza publiczne. Przy takich wahaniach cen pracy i surowców, jak dziś – nikt nie będzie ryzykować podpisywaniem wieloletnich kontraktów na budowę czegokolwiek w naszym kraju – dodał Sadowski.

Najważniejsze zmiany w taryfikatorze dla polskich przewoźników

Miniony rok upłynął pod znakiem nowych regulacji w polskim prawie drogowym. Nowości uwzględniają między innymi wysokie kary, ale także możliwość utraty licencji czy przepisy dotyczące pracy w godzinach nocnych. Nie wszystkie zapisy są jasne i jednoznaczne dla kierowców oraz przedsiębiorców. Na co warto zwrócić uwagę? Eksperci podsumowują i komentują najważniejsze zmiany dla polskiego transportu.

Od 3 września 2018 roku w Polsce obowiązuje zmieniona wersja taryfikatora stanowiącego element ustawy o transporcie drogowym. Nowe regulacje dotyczą zarówno kierowców, zarządzających transportem, właścicieli firm, jak i służb kontrolnych. Celem ustawodawcy jest między innymi poprawa bezpieczeństwa, wykluczenie nieuczciwych przewoźników z rynku oraz dostosowanie się do unijnych przepisów, w szczególności Rozporządzenia Komisji Europejskiej 2016/403, które wprowadza klasyfikację wykroczeń. Wdrożenie nowych przepisów zwiększa ryzyko odebrania przewoźnikowi dobrej reputacji w przypadku popełniania najpoważniejszych naruszeń (NN) lub wielokrotnego popełniania poważnych naruszeń (BPN, PN). Warto zwrócić uwagę na liczby wskazywane przez Wydział ds. Krajowego Rejestru Elektronicznego Przedsiębiorców Transportu Drogowego (KREPTD). Według najnowszych danych w 2018 roku wszczęto aż 185 postępowań w przedmiocie spełniania wymogu dobrej reputacji, z czego 13 przewoźników straciło ten status.

Właściciele polskich firm transportowych oraz kierowcy powinni zwrócić szczególną uwagę na nowe przepisy. Poważne konsekwencje za niedostosowanie się do tych regulacji obowiązują już od czterech miesięcy i w nowym roku ich przestrzeganie będzie sprawdzane równie skrupulatnie przez wszystkie służby kontrolne. Pamiętajmy, że warunkiem koniecznym do wykonywania zawodu przewoźnika jest posiadanie dobrej reputacji. Odebranie jej przez starostę (powiatu, w którym znajduje się siedziba firmy) lub Główny Inspektorat Transportu Drogowego jest równoznaczne z brakiem zezwolenia na wykonywanie zawodu przewoźnika drogowego – wyjaśnia Mateusz Włoch, ekspert firmy INELO.

Tego wcześniej nie było

Nowością jest wprowadzenie klasyfikacji naruszeń do polskich przepisów, z podziałem na:

  • Najpoważniejsze Naruszenia (NN),
  • Bardzo Poważne Naruszenia (BPN),
  • Poważne Naruszenia (PN),

Każdemu z poziomów przyporządkowano konkretne wykroczenia, które uwzględnia polski taryfikator. Na przykład manipulacja zapisem tachografu jest zaklasyfikowana jako NN, podobnie jak nieposiadanie aktualnego badania technicznego pojazdu, natomiast niespełnienie wymogu ręcznego wprowadzenia danych na wykresówkę lub kartę kierowcy to BPN. Podział ten to doskonałe narzędzie, w które ustawodawca wyposażył służby kontrolne. Ułatwia bowiem wykluczenie z rynku nieuczciwych przewoźników, którzy stosują nielegalne i niebezpieczne praktyki. – Wszystkie naruszenia wykryte podczas kontroli są wprowadzane do systemu KREPTD, a następnie trafiają do jego europejskiego odpowiednika ERRU, czyli do Europejskiego Rejestru Przedsiębiorstw Transportu Drogowego. Od momentu pojawienia się wpisu o chociaż jednym najpoważniejszym naruszeniu ITD ma rok na wszczęcie postępowania w sprawie oceny dobrej reputacji i ewentualnego zawieszenia licencji – tłumaczy ekspert INELO.

Za co zapłacimy więcej?

Nowe przepisy są zdecydowanie bardziej restrykcyjne i przewidują nakładanie wyższych niż do tej pory sankcji finansowych. Dla przykładu kara za brak licencji lub zezwolenia wzrosła o 4 000 PLN i wynosi obecnie 12 000 PLN. Odmówienie kontroli lub jej utrudnianie może zakończyć się dla przewoźnika sankcją w wysokości również 12 000 PLN, dotychczas za to przewinienie należało zapłacić o 2 000 PLN mniej. Walka z manipulacjami tachografu także odcisnęła swoje piętno w nowym taryfikatorze. Korzystanie z urządzeń ingerujących w działanie tacho najczęściej grozi karą w wysokości 10 000 PLN dla przewoźnika oraz po 2 000 PLN dla kierowcy i zarządzającego transportem.

Nocną porą

Łukasz Włoch OCRK
Łukasz Włoch, ekspert OCRK

Sporo zamieszania wzbudziło wprowadzenie sankcji za przekroczenie limitu czasu pracy, jeśli wystąpiła ona w nocy. O ile kara przewidziana dla przewoźnika wydaje się dość niewielka – od 50 do kilkuset złotych, to zrozumienie przepisu jest nie lada wyzwaniem. – Obowiązkiem przewoźnika jest wyznaczenie dwóch pór nocnych oraz poinformowanie o tych ustaleniach swoich pracowników. Pierwsza z pór wynika z ustawy o czasie pracy kierowcy – są to cztery godziny pomiędzy 0:00 a 7:00. Tutaj należy zwrócić szczególną uwagę na to, że nawet  minuta pracy w ustalonym czasie powoduje objęcie kierowcy limitem 10 godzin – komentuje  Łukasz Włoch, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców (OCRK).

Jak zauważa ekspert OCRK, częstym błędem popełnianym przez kierowców jest wliczanie do obowiązującego limitu 10 godzin wszystkich czynności. Tymczasem liczą się jedynie zdarzenia jazdy oraz innej pracy, które zostały zarejestrowane przez tachograf.

Druga z pór nocnych to osiem godzin pomiędzy 21:00 a 7:00, co wynika z Kodeksu Pracy. Jeśli kierowca będzie wykonywał obowiązki w okresie trwania tej pory nocnej, trzeba pamiętać o innej zasadzie naliczania płacy – do każdej godziny należy się dodatek 2,28 – 2,76 zł.

Warto zauważyć, że przekroczenie czasu pracy w porze nocnej, jak i m.in. dodatkowe sankcje związane z przeważeniami, czy też przejazdami w trakcie trwania zakazów ruchu dla pojazdów ciężarowych, to elementy, które dotychczas nie były uwzględnione w taryfikatorze. Weszły w życie dopiero we wrześniu minionego roku.

SENT

2018 rok to także nowe przepisy dotyczące przewozu towarów wrażliwych. 1 października zaczęła obowiązywać nowelizacja przepisów SENT. W tym momencie wzmożono nacisk na monitorowanie drogowego przewożenia towarów określanych jako wrażliwe. Pojazd musi być wyposażony w lokalizator, czyli telekomunikacyjne urządzenie wykorzystujące technologię pozycjonowania satelitarnego i transmisji danych. Innymi słowy przedsiębiorca ma wysyłać dane o położeniu pojazdu (GPS) co minutę, do odpowiednich służb. Może to zrealizować za pomocą aplikacji na smartfon – SENT GEO lub zewnętrznego systemu lokalizacji (ZSL).

Korzystniejszym rozwiązaniem są sprawdzone zewnętrzne systemy telematyczne. Przede wszystkim kierowca nie musi wtedy obsługiwać aplikacji na telefonie. Tak zaawansowane narzędzia telematyczne minimalizują możliwość popełnienia błędu, ponieważ wszelkie dane wprowadzane są automatycznie, a co za tym idzie, zabezpieczają przed nałożeniem wielu z kar na przewoźników – tłumaczy Mateusz Włoch. – W przypadku tej ustawy mówimy o bardzo wysokich karach. Od stycznia 2019 obowiązują np. nowe kary za brak przesyłania danych lokalizacyjnych lub błędy z tym związane – dla przewoźnika to każdorazowo aż 10 000 zł. – dodaje ekspert INELO.

– Nowe przepisy z pewnością wpłyną na zmniejszenie ilości naruszeń, co przekłada się na  poprawę bezpieczeństwa na drogach. Przewoźnicy w obawie przed  wprowadzoną klasyfikacją naruszeń zdecydowanie bardziej przyłożą się do respektowania nowych i dotychczasowych przepisów – podsumowuje Łukasz Włoch z OCRK.

Słabe odczyty makro nie tylko dla złotówki

Od rana poznaliśmy wyniki odczytów indeksu PMI. Optymizm wyraźnie opuszcza Polskę. Słabe dane pokazali również Chińczycy, Czesi, Włosi i Francuzi.

Gdzie zmierza polski przemysł

Nowy rok rozpoczął się od słabych danych z polskiego przemysłu. Indeks PMI, bo o nim mowa wyniósł zaledwie 47,6 punktów. Są to badania ankietowe pokazujące optymizm wśród menedżerów odpowiadających za zamówienia. Wynik poniżej 50 punktów oznacza przewagę złych nastrojów. Widać zatem, że pesymiści uzyskują coraz wyraźniejszą przewagę. Jeżeli w tej grupie widać czarnowidztwo to znaczy, że zamówienia mogą spadać. Skoro spadać będą zamówienia może to szybko spowodować przełożenie na twarde dane makroekonomiczne. O tym jak ważny jest ten indeks dla gospodarki świadczy reakcja rynków walutowych. Od razu po decyzji złoty tracił po około pół grosza do głównych walut i drugie tyle w ciągu następnego pół godziny.

Indeksy PMI ze świata

Nie tylko dane z Polski pokazują negatywną tendencję. Indeks PMI dla przemysłu wypadł poniżej 50 punktów również w Chinach. Wynik 49,7 punktu jest jednak znacząco lepszy i bliższy neutralności. Poniżej wypadały również Czechy, Włochy i Francja. W tym gronie niespodzianką dla analityków są właściwie tylko Czesi. Łączny indeks dla strefy euro wypadł na 51,4 punktu. Słabsze odczyty Paryża i Rzymu zostały przykryte lepszymi nastrojami w innych państwach.

Jaki był 2018 dla złotówki?

Patrząc na zmiany kursów walut w minionym roku złoty był zdecydowanym odwrocie. Euro podrożało o ponad 11 groszy. Dolar podrożał o 26 groszy. Tak duża zmiana wynikała z silnego umocnienia się dolara względem innych głównych walut. Skoro dolar podrożał względem euro a euro drożało względem złotego ta sytuacja nie powinna dziwić. Frank również ku rozpaczy kredytobiorców walutowych szedł znacznie w górę o ok 23 grosze. Tutaj zadziałał podobny mechanizm. Mniej stracił złoty względem funta, zaledwie 7 groszy. Tutaj winny jest głównie brexit i związany z nim niepokój inwestorów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Fracht FWO Polska podsumowuje miniony rok i przedstawia plany rozwoju w 2019

Fracht FWO Polska, globalny operator logistyczny dla przemysłu, podsumował swoją działalność w 2018 roku. W tym czasie firma odnotowała dynamiczny wzrost w segmencie usług project cargo, rozszerzyła ofertę w zakresie organizacji dostaw ekspresowych, obsługi transportów kolejowych na Wschód, a także frachtu morskiego i dostaw na rynek amerykański. W 2019 roku Fracht FWO stawia na rozwój usług frachtowych i rozszerzenie oferty dla przemysłu.

Fracht FWO transport_drogowy2018 rok był kolejnym okresem dynamicznego rozwoju Fracht FWO na polskim rynku usług logistycznych. Firma, podobnie jak w ubiegłym roku, odnotowała bardzo dobre wyniki i osiągnęła dwucyfrowe wzrosty w takich obszarach działalności jak: project cargo, fracht lotniczy i spedycji drogowej, a także w dostawach ekspresowych.

W mijającym roku, jednym z kluczowych kierunków rozwoju dla Fracht FWO była obsługa dostaw do Stanów Zjednoczonych, zarówno w imporcie jak i eksporcie (fracht morski i lotniczy). Za zaangażowanie w rozwój relacji polsko-amerykańskich operator został uhonorowany w 2018 roku Nagrodą Uznania przez Konsula Handlowego Rzeczypospolitej Polskiej w Nowym Jorku. Ważnym kierunkiem rozwoju Fracht FWO był też Wschód i obsługa krajów położonych wzdłuż Nowego Jedwabnego Szlaku. Firma wzmocniła ofertę w zakresie transportów kolejowych i drogowych głównie do/z Chin i Rosji.

W 2018 roku Fracht FWO odnotował także dynamiczny rozwój usług z zakresu project cargo – ładunków ponadgabarytowych i specjalnych, głównie dla firm z branży przemysłowej i energetycznej. Na przykład dla światowego lidera w branży przemysłowej operator organizował regularne dostawy transformatorów  do USA i krajów europejskich. Wśród innych zrealizowanych projektów wymienić można transport drogowo-morski  sprzętu górniczego z Polski do Ameryki Łacińskiej, transport multimodalny (kolejowy, śródlądowy, morski, drogowy) ponad 100-tonowych transformatorów do USA, czy ekspresową dostawę drogową ładunku ponadnormatywnego w postaci 10 kombajnów zbożowych do Danii. Ciekawym przykładem jest też transport drogowy 220 tonowego zbiornika wody z Opola do Jaworzna, co ze względu na rozmiar i wagę ładunku, wiązało się z podniesieniem trakcji kolejowej oraz linii telekomunikacyjnej i energetycznej.

W 2018 roku Grupa Fracht wzmocniła też pozycję w Afryce, dzięki przejęciu firmy Polytra, specjalizującej się w obsłudze tego rynku. Globalna sieć logistyczna Grupy Fracht rozszerzyła się o Kongo, Tanzanię, Zambię oraz RPA, a także biuro w porcie w Antwerpii, jednym z największych na świecie centrów kontenerowych i największym w Europie miejscem obsługi ładunków typu break-bulk. Obecnie Grupa Fracht posiada 98 oddziałów na 6 kontynentach. Fracht FWO Polska obsługuje takie branże jak: energetyczna, przemysł ciężki, chemiczna, automotive oraz FMCG i farmaceutyczna.

Plany Fracht FWO Polska na 2019 rok

W 2019 roku Fracht FWO Polska planuje utrzymanie dynamicznego tempa rozwoju na poziomie dwucyfrowym.

– Z pewnością będziemy wzmacniać nasze usługi w zakresie frachtu lotniczego, morskiego, drogowego i kolejowego. Jeśli chodzi o project cargo, to w 2019 roku stawiamy na dywersyfikację branżową, co oznacza, że będziemy rozwijać swoją ofertę nie tylko w zakresie obsługi projektów w sektorze energetycznym, przemysłowym i chemicznym, ale także petrochemicznym, infrastrukturze i budownictwie hydrotechnicznym oraz konstrukcji stalowych. Duże nadzieje wiążemy też z rozwojem projektów logistycznych na rynku agro. Oczywiście będziemy wzmacniać naszą współpracę z dotychczasowymi partnerami. Podpisaliśmy już nowe kontrakty z klientami z branży przemysłowej, które teraz przygotowujemy do realizacji w 2019 roku – zapowiada Jarosław Jankowski, business development manager, Fracht FWO Polska.

Dane PMI w centrum uwagi inwestorów, odczyt dla Polski mocno w dół

Większość danych gospodarczych z Polski w ostatnim czasie była względnie dobra. Dzisiejsze dane o aktywności w przemyśle pokazały jednak drastyczny spadek, wywołując obawy o perspektywy ekspansji gospodarczej w 2019 r.

Dzisiejsze dane o aktywności w polskim przemyśle mocno rozczarowały. Indeks PMI spadł z poziomu 49,5 notowanego w listopadzie do 47,6 w grudniu, sugerując wyraźne pogorszenie sytuacji w sektorze. Wskaźnik znalazł się na najniższym poziomie od ponad pięciu lat – dokładnie od kwietnia 2013 r. Niepokoi zachowanie niektórych z pięciu subindeksów, które składają się na finalny odczyt. Szczególnie rozczarowały indeks nowych zamówień oraz indeks wielkości produkcji. Znalazły się one na najniższym poziomie od połowy 2009 r.

Wskaźnik zamówień eksportowych sugeruje, że przemysłowi w ostatnim czasie w istotnym stopniu szkodził niższy popyt zewnętrzny, co nie jest większym zaskoczeniem, zwracając uwagę na niższą ekspansję w strefie euro. W obecnej chwili najistotniejszym pytaniem pozostaje to, do jakiego stopnia gwałtowny spadek indeksu PMI przełoży się na dynamikę produkcji przemysłowej i w konsekwencji, również na dynamikę PKB w Polsce. Korelacja między danymi o aktywności w sektorze, a tymi o wzroście gospodarczym w ostatnim czasie była niższa niż zazwyczaj, jednak trudno wyobrazić sobie, żebyśmy przy tak silnym spadku indeksu nie dostrzegli zmian we wzroście.

Nieco paradoksalnie, krajowe dane nieczęsto mają wpływ na zachowanie polskiej waluty. Dziś jednak złoty wyraźnie traci, co można częściowo powiązać z gorszym odczytem. Istotne znaczenie dla złotego ma jednak również słabość pary EUR/USD związana z dzisiejszym odbiciem dolara amerykańskiego.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek wyraźnie spadł, dziś jednak odrabia straty. Dzisiejsza rewizja wskaźnika PMI dla przemysłu strefy euro w grudniu nie przyniosła istotnych zmian. Indeks w ostatnim miesiącu ubiegłego roku pokazał odczyt na poziomie 51,4 wskazując na niższą ekspansję sektora w końcówce roku.

GBP

Mimo podwyższonej zmienności w poniedziałek, kurs GBP/PLN w momencie przygotowywania komentarza znajduje się w okolicy poziomów notowanych na początku tygodnia.

W przeciwieństwie do odczytów dla Polski i strefy euro, opublikowany dziś wskaźnik PMI dla przemysłu Wielkiej Brytanii zaskoczył mocno na plus. Konsensus zakładał, że aktywność sektora w grudniu będzie niższa niż miesiąc temu, wskaźnik miał pokazać poziom 52,6. Ku zaskoczeniu konsensusu ekonomistów aktywność wzrosła, a wskaźnik wyniósł 54,2. W górę o 0,5 pkt. poszedł również szacunek z poprzedniego miesiąca (z 53,1 do 53,6).

Dzisiejsze dane są dobre, jednak same w sobie nie oznaczają, że sytuacja w brytyjskiej gospodarce jest pozytywna. Listopad również przyniósł zaskoczenia na plus w kwestii aktywności w sektorze przemysłowym (oraz budowlanym), jednak solidnie rozczarowała aktywność w usługach, która znalazła się nieznacznie powyżej granicy 50, wyznaczającej ekspansję sektora. A to właśnie usługi, a nie przemysł mają największy udział w generowaniu brytyjskiego PKB. O tym, jak w końcówce roku kształtowała się aktywność w brytyjskim sektorze usług przekonamy się już w piątek. Konsensus spodziewa się niewielkiej poprawy wskaźnika w porównaniu do poprzedniego miesiąca.

USD

Kurs USD/PLN rozpoczął tydzień spadkami, jednak w momencie pisania komentarza złoty w parze z dolarem znajduje się na poziomie z poniedziałkowego rozpoczęcia.

Na przestrzeni ostatnich kilku dni dolar amerykański cechował się słabością. Walucie nie sprzyjał m.in. silny spadek rentowności amerykańskich obligacji, które – w przypadku papierów 10-letnich – obniżyły się z okolic 3% notowanych na początku ubiegłego miesiąca do poniżej 2,70% w momencie pisania. Niższe rentowności mają związek m.in. z obawami o spowolnienie globalnej gospodarki. Obawy te w ostatnim czasie otrzymały dodatkowe „paliwo” w postaci słabszych danych z Chin. Zarówno państwowy, jak i zewnętrzny indeks PMI opisujące aktywność w sektorze przemysłowym kraju w końcówce roku niespodziewanie spadły poniżej granicy ekspansji.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 15:45 – wskaźnik PMI dla przemysłu USA w grudniu

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Bank Pekao S.A. najlepszym bankiem korporacyjnym 2018 r. w Polsce wg Global Banking and Finance Review

Bank Pekao S.A. drugi rok z rzędu otrzymał tytuł Najlepszego Banku Korporacyjnego w Polsce (Best Corporate Bank in Poland 2018) przyznawany przez międzynarodowy magazyn Global Banking and Finance Review. Dla Banku Pekao S.A. to nagroda szczególnie cenna, ponieważ wysiłki bankowości korporacyjnej Pekao zostały dostrzeżone przez zagranicznych ekspertów.

Nagrody magazynu Global Banking and Finance Review są przyznawane firmom, które wyróżniają się w globalnej branży finansowej swoją innowacyjnością, wynikami czy strategią w kategoriach takich jak: bankowość, forex, fundusze hedgingowe, fundusze emerytalne, compliance.

– Rok 2018 był dla Banku Pekao S.A. bardzo udany w bankowości korporacyjnej pod względem wolumenu i wartości transakcji, finansowaliśmy fuzje i przejęcia, inwestycje infrastrukturalne i inne. Umocniliśmy pozycję lidera na rynku korporacji, gdzie co druga duża polska firma jest naszym klientem – mówi Tomasz Styczyński, Wiceprezes Zarządu Banku Pekao S.A. – Wyróżnienia i nagrody uważam zawsze za potwierdzenie, że nasze wysiłki mają duży sens i są pozytywnie odbierane przez klientów, ale także jako zobowiązanie do kontynuacji ciężkiej pracy i świadczenia usług na najwyższym światowym poziomie.

Global Banking & Finance Review to jeden z wiodących międzynarodowych magazynów dedykowanych tematyce finansowej. Jego nagrody, o których  decyduje grono międzynarodowych ekspertów są  przyznawane od 2011 roku. Magazyn wydawany online i w formie tradycyjnej skierowany jest do właścicieli firm, prezesów,  dyrektorów finansowych, kadry menedżerskiej, analityków. Ma odbiorców niemal na całym świecie.

Bank Pekao S.A. został założony w 1929 r. i obecnie jest jedną z największych instytucji finansowych Europy Środkowo-Wschodniej. To polski, międzynarodowy bank uniwersalny, największy bank korporacyjny i lider segmentu private banking w kraju. Pekao S.A. obsługuje ponad 5 milionów klientów, co druga polska firma jest klientem banku. Bank Pekao S.A. należy do grona najsilniejszych kapitałowo instytucji finansowych w Europie. W ramach grupy kapitałowej działa kilkanaście spółek należących do grona krajowych liderów w zakresie działalności maklerskiej, leasingu, faktoringu i inwestycji finansowych. Bank – zatrudniając ponad 15 000 osób – jest jednym z większych pracodawców w Polsce.

Historia Pekao S.A. to historia polskiej bankowości: jako pierwszy bank uruchomił w Polsce bankomat, wydał pierwszą kartę kredytową, uruchomił biuro maklerskie, zastosował w praktyce biometrię w bankowości. Od 1998 roku bank obecny jest na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie – notowany w ramach indeksu WIG20.

Guo Ping, Huawei: podsumowanie aktywności firmy w 2018 i plany na 2019 rok

Kończymy rok 2018 z bardzo dobrymi wynikami. Był to, mówiąc najprościej, rok pełen wrażeń. Nigdy nie przestaliśmy jednak iść naprzód, w związku z czym oczekuje się, że w 2018 r. przychody ze sprzedaży osiągną 108,5 miliarda dolarów amerykańskich, co oznacza wzrost o 21% w stosunku do roku poprzedniego – zwrócił uwagę Guo Ping, Rotating Chairman Huawei.

Podpisaliśmy 26 umów handlowych dla 5G z wiodącymi światowymi operatorami i wysłaliśmy już ponad 10.000 stacji bazowych 5G na rynki całego świata. Ponad 160 miast i 211 firm z listy Fortune Global 500 wybrało Huawei jako partnera w transformacji cyfrowej. Wysłaliśmy ponad 200 milionów smartfonów i dokonaliśmy znaczących przełomów zarówno w biznesie PC, jak i w ekosystemie IoT dla inteligentnych domów. Huawei Cloud uruchomił ponad 140 usług w chmurze w 18 kategoriach, a my współpracujemy z naszymi partnerami, aby obsługiwać globalnych klientów w 37 strefach dostępności w 22 regionach. W tym roku ogłosiliśmy również naszą strategię AI i uruchomiliśmy pełne portfolio rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji dla wszystkich scenariuszy. Portfolio to obejmuje pierwsze na świecie tak kompleksowe układy AI z naszej serii Ascend, jak również powiązane produkty i usługi w chmurze.

Nasze wyniki biznesowe są nadal bardzo dobre i jest to zdecydowanie najbardziej bezpośrednia forma weryfikacji, jaką możemy otrzymać od naszych klientów. Jest to również nasza najlepsza odpowiedź na oskarżenia i ograniczenia rynkowe. W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim naszym klientom i partnerom, jak również opinii publicznej, za zaufanie i wsparcie. Dziękujemy naszym pracownikom za niesamowitą, ciężką pracę. Będziemy utrzymywać naszą politykę w sposób spójny, zwłaszcza w odniesieniu do naszych dostawców z USA i ściśle z nimi współpracować w celu osiągnięcia wspólnego sukcesu.

W nadchodzącym roku będziemy świadkami nowych fal rozwoju digitalizacji oraz sztucznej inteligencji i możemy napotkać jeszcze większe trudności. W dzisiejszych czasach musimy przywołać naszą wewnętrzną siłę, poprawić jakość naszych działań, pobudzać pasję w całej organizacji i nadal rozwijać się, aby zaspokoić potrzeby klientów i osiągnąć jeszcze większą przewagę nad konkurencją.

W 2019 roku skoncentrujemy się na strategicznych przedsięwzięciach i  możliwościach oraz stworzymy bardziej elastyczną strukturę biznesową. Będziemy nadal optymalizować nasze portfolio inwestycji produktowych, aby osiągnąć pozycję lidera w dostarczaniu technologii end-to-end. W związku z tym musimy zachować produkty, które są konkurencyjne i atrakcyjne, a także stopniowo wycofywać starsze produkty.

W 2018 roku z sukcesem zoptymalizowaliśmy portfel inwestycyjny dla naszego działu Carrier Software & Core Network Business.

W 2019 roku w pełni zwiększymy nasze możliwości w zakresie inżynierii oprogramowania, aby budować wiarygodne, wysokiej jakości produkty. Nasze produkty i rozwiązania zdobyły zaufanie naszych klientów w ponad 170 krajach i regionach. Mamy bardzo duże doświadczenie w dziedzinie bezpieczeństwa cybernetycznego. Huawei nigdy nie stanowił i nie będzie stanowić zagrożenia dla bezpieczeństwa.

Dziś wiarygodność produktów ICT stała się głównym przedmiotem troski naszych klientów, a solidne możliwości i praktyki inżynierii oprogramowania są podstawą do budowania tego zaufania. Będziemy trzymać się najwyższych standardów, stawiając bezpieczeństwo cybernetyczne i ochronę prywatności na samym szczycie naszego programu. W ciągu najbliższych pięciu lat planujemy systematycznie zwiększać nasze możliwości inżynierii oprogramowania, budując zaufanie i wysoką jakość każdego z naszych produktów i rozwiązań.

Prognozy ekonomiczne na 2019 r. – Beata Kielan z GO TFI

Wskaźniki PMI do listopada 2018 roku obniżyły swoje wartości właściwie na całym świecie.  W niektórych krajach europejskich – Francji, Włoszech oraz w Polsce spadły poniżej 50. Czy to oznacza spowolnienie ?   

Pomimo silnego wzrostu widocznego np. w Polsce (wzrost PKB powyżej 5%), od kilku miesięcy coraz częściej mówi się o rosnącym ryzyku spowolnienia. Jak duże jest to zagrożenie? Wiele wskazuje na to, że nastroje rynkowe szybko zaznaczą się w inwestycjach giełdowych.

Wskaźniki wyprzedzające koniunktury w 2018 roku spadły w niektórych krajach poniżej 50 – co powszechnie uważa się za pierwszą oznakę spowolnienia.

|Polska: Indeks PMI przemysłu   49.50  -1.79%
|Germany: PMI Manufacturing   51.50  -0.58%
       
|Italy: PMI Manufacturing   48.60  -1.22%
|Eurozone: PMI Manufacturing   51.40  -0.77%
|China: PMI Manufacturing   50.20  +0.20%
|France: PMI Manufacturing   49.70  -2.17%
|Czech: PMI Manufacturing   51.80  -1.33%
|U.K.: PMI Manufacturing   53.10  +3.91%
|Japan: PMI Manufacturing   52.40  +0.38%

 

Widoczna już w 2018 roku awersja do rynku akcji, prawdopodobnie rozciągnie się jeszcze na 2019 r. Można spodziewać się raczej ostrożności wśród inwestorów, jeśli chodzi o zakup akcji.

W mojej opinii inwestorzy międzynarodowi mogą kierować swoją uwagę w kierunku surowców – ropy oraz złota. Większe zainteresowanie tymi produktami to oznaka rodzącego się spowolnienia. Ochłodzenie polskiej gospodarki, biorąc pod uwagę znaczny wzrost konsumpcji oraz liczne programy socjalne, nie będzie jednak gwałtowne. Pod tym względem polska giełda, a szczególnie sektor średnich spółek, może pozytywnie zaskoczyć. Oczywiście trzeba zdawać sobie sprawę, że nie będą to raczej wzrosty radykalne, a raczej stabilizacja – mówi Beata Kielan z GO TFI.

Gospodarka światowa wciąż rośnie, ale ze znacznie mniejszym impetem

Prognozy ekonomiczne 2019
Źródło: stooq

Średnie spadki indeksów giełdowych w 2018 roku to około 8%. Wielu ekspertów uznaje, że giełdy odzwierciedlają gospodarkę około 6-8 miesięcy wcześniej. I faktycznie, jeśli popatrzymy na gospodarkę globalną, to można spodziewać się dalszego wyhamowania w Europie i Chinach, co będzie skutkowało dalszym spadkiem globalnego PKB, ale nie będzie to spadek porównywalny z 2008 rokiem – nie więcej niż 0,2%. W Europie najbardziej znaczącym wydarzeniem jest Brexit i jego potencjalny wpływ, na dzisiaj mocno nieprzewidywalny, gdyż nadal nieznane są warunki wyjścia. Możliwe też jest, że cały proces rozciągnie się jeszcze na kilka lat.

Wciąż nie jesteśmy w stanie w sposób właściwy ocenić, jakie skutki przyniesie wyjście Wielkiej Brytanii ze struktur unijnych. No i oczywiście bardzo zadłużone Włochy, których sytuacja może znacząco zachwiać pozycją finansową całej Europy, a także Francja. W mojej opinii, to właśnie skutki związane z długami Włochów oraz ostatnie wydarzenia we Francji mogą bardziej dotkliwie odbić się na Europie niż Brexit – dodaje Beata Kielan z GO TFI.

Zaskoczenie ze strony Chin?

Rząd chiński obniżył prognozy PKB z 6,6% w 2018 r. do 6-6,5% na 2019 r. Jak wskazują dane ekonomiczne, chińska gospodarka w 2018 roku była dość odporna na ekonomiczne wichury. Czy będzie też w 2019 r.? Jeśli tak, może zahamować skutki ewentualnego spowolnienia reszty gospodarek. Warto zaznaczyć, że w trzecim kwartale 2018 r. wzrost chińskiego PKB spowolnił (z 6,7% do 6,5%). Wszystko przez niższą produkcję samochodów, a także nie najlepsze wyniki sektora budowlanego. Dobrą kondycję chińska gospodarka utrzymuje głównie dzięki dobrej pozycji sektora nieruchomości. Warto też pamiętać, że reformy podatkowe, głównie obniżenie podatku dochodowego od osób fizycznych, mogą wpływać na wzrost sprzedaży detalicznej. To dobry sposób na ograniczenie ryzyka spowolnienia. Oczywiście ważnym elementem jest rywalizacja na linii Chiny – USA. Od tego może zależeć kształt światowej ekonomii oraz główne ryzyka w 2019 roku.

USA wielka niewiadoma

W wyniku konfliktu z Chinami, a także jako rezultat podwyżek stóp procentowych – należy spodziewać się spadku ogólnego wzrostu PKB. Amerykanie jednak nie oddadzą łatwo pola, jeśli chodzi o światową pozycję w gospodarce. Zapowiadana obniżka podatków, może przyczynić się do znacznego wzrostu wydatków prywatnych, a to pozytywnie wpłynie na gospodarkę. Również amerykańskie przedsiębiorstwa wydają się najbardziej innowacyjne i najwięcej wydające na inwestycje, a to jest jeden z najważniejszych czynników wzrostu.

Dlatego też, jeśli inwestować na rynku międzynarodowym, to amerykańska giełda wydaje się najmniej ryzykowna.

Polska to przede wszystkim PPK

Perspektywa Polski to w dużej mierze wpływ PPK (Pracowniczych Programów Emerytalnych), które mogą pozytywnie wpływać na warszawski parkiet w długim okresie. Napływające pieniądze mogą spowodować wzrost cen akcji. Trzeba jednak pamiętać, że zarządzający tymi pieniędzmi będą inwestować je z perspektywą długoletnią, stąd interesujące będą dla nich przede wszystkim spółki duże i te wypłacające dywidendę.

Spore problemy wciąż będą mieć przedsiębiorcy w pracochłonnych sektorach, jak budowlanka. Wszystko przez bardzo niskie bezrobocie i brak pracowników. Ten stan rzeczy skutecznie ogranicza możliwość inwestycji.

Znaczącym ryzykiem może być inflacja. Pod koniec 2019 roku może ona przekroczyć 3 proc. Wszystko przez ceny ropy naftowej, które mogą wzrosnąć do 70 dolarów oraz pozostałych czynników energii.

Polskie Smart Cities – zrównoważone miasta rozwijają się dzięki danym

Nowoczesne technologie zapewniają zupełnie nowe możliwości w dziedzinie zarządzania miastami, wspierając ich zrównoważony rozwój. Smart cities, czyli inteligentne miasta, mogą wykorzystywać dane do usprawniania ruchu ulicznego  czy planowania zieleni.

Poznań w 3D

Miasto Poznań jako pierwsze w Polsce opracowało kompletną mapę miasta w 3D. Trójwymiarowy model obejmuje budynki, mosty czy wiadukty, uwzględnia też roślinność. Ma znaleźć szereg zastosowań w zakresie planowania i zagospodarowania przestrzennego, gospodarki nieruchomościami, bezpieczeństwa publicznego czy ochrony środowiska. W tej ostatniej dziedzinie model 3D umożliwia m.in. tworzenie analiz dotyczących rozprzestrzeniania się hałasu, fal elektromagnetycznych oraz zanieczyszczeń powietrza. To narzędzie wspiera również adaptację do zmian klimatu, ponieważ pozwala przeprowadzić symulację skutków klęsk żywiołowych.

Trójwymiarowa mapa jest ułatwieniem nie tylko dla urzędników zarządzających miastem, lecz także dla inwestorów i mieszkańców. Już teraz wersja beta została udostępniona w Internecie i pozwala m.in. na samodzielne rysowanie obiektów oraz prowadzenie analizy zacienienia. Model 3D może również znacznie usprawnić konsultacje społeczne planowanych przez miasto projektów, ponieważ przed wprowadzeniem konkretnych rozwiązań (np. w dziedzinie ruchu drogowego) można przeprowadzić symulację ich funkcjonowania oraz wykonać animacje i wizualizacje.

Wyjątkowa mapa drzew

Urząd m.st. Warszawy ogłosił, że jeszcze w tym roku ma zostać oddana do użytku pierwsza część Mapy Koron Drzew – na razie dla dwóch dzielnic: Śródmieścia i Mokotowa. Do 2020 r. ma powstać mapa dla całej stolicy. Mapa będzie przedstawiać stan warszawskich drzew oraz rozmieszczenie najpopularniejszych gatunków w mieście. Ułatwi ona dostęp do takich informacji jak zawartość wody w roślinach, stopień przebarwienia liści oraz ich procentowy ubytek, miasto będzie również dysponowało danymi na temat gatunków czy powierzchni koron.

Tak szczegółowe dane ułatwią ocenę stanu zdrowia poszczególnych drzew, a w konsekwencji – dbanie o miejską zieleń. Wpłyną też na pogłębienie wiedzy miejskich ogrodników w dziedzinie wpływu miejskiego klimatu na drzewa.

W dziedzinie nowoczesnych map działania prowadzi też m.in. Wrocław, który już w 2014 r. zaprezentował uproszczony model miasta w 3D.Wrocław 3d

Promowanie dobrych praktyk polskich miast w dziedzinie zrównoważonego rozwoju stanowi cel projektu ECO-MIASTO organizowanego przez Ambasadę Francji w Polsce oraz Centrum UNEP/GRID-Warszawa. ECO-MIASTO jest realizowane we współpracy z Renault Polska, SAUR Polska, Grupą Saint-Gobain, Ceetrus Polska, Dalkią i TIRU, a także WSPÓLNIE – Fundacją LafargeHolcim.

Spółka poniesie odpowiedzialność za zarząd

Zmiany w prawie uruchomią lawinę postępowań karnych przeciw firmom. Przy obowiązujących przepisach trzeba było najpierw skazania prezesa spółki czy też jej reprezentanta za przestępstwo, żeby było można pociągnąć spółkę do odpowiedzialności. Teraz, aby spółka ponosiła odpowiedzialność ma wystarczyć zaistnienie przesłanki o popełnieniu przestępstwa przez jej reprezentanta.

Postępowanie przeciw spółce może być bardzo dolegliwe. Nie tylko ze względu na ostateczny wymiar kary, ale także ze względu na środki, jakie będą mogły być użyte. W pewnym zakresie prawo będzie mogło działać wstecz.

– Spółka będzie odpowiadała za prezesa, jak rodzice za małoletnie dziecko, to obrazowe stwierdzenie, ale właśnie taki model odpowiedzialności za działania członków zarządu wprowadza przygotowywana ustawa o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Katarzyna Witkowska-Moździerz, adwokat z Crido Legal J.Ziółek i Wspólnicy sp. komandytowa. – Projekt zakłada całkowitą zmianę modelu i odwrócenie tego, co mieliśmy dotychczas.

Implant żebra wydrukowany na urządzeniu polskiej firmy 3DGence wszczepiony pacjentowi w Bułgarii

W klinice w Sofii kardiochirurdzy wszczepili pacjentowi wykonany w technologii druku 3D implant żebra. To pierwszy taki przypadek w Bułgarii i jeden z pierwszych na całym świecie. Implant został wydrukowany na urządzeniu wyprodukowanym przez polską firmę 3DGence.

Wydrukowany model żebra na drukarce 3DGenceChirurdzy z Tokuda Hospital zastosowali nowatorską metodę zastąpienia zmienionych nowotworowo kości w leczeniu 35-letniego pacjenta. Mężczyzna cierpiał na postępującą deformację w okolicy piątego prawego żebra, której towarzyszył obrzęk i ból. Badania wykazały, że najlepszym rozwiązaniem w tym przypadku będzie usunięcie kości i zastąpienie jej implantem. Lekarze zdecydowali się na druk 3D, ponieważ technologia ta gwarantuje idealne odwzorowanie kształtu oryginalnego żebra, i to tak pod względem jego grubości, jak i wygięcia. Implant został wykonany z elastycznego i wytrzymałego nylonu, certyfikowanego przez FDA (Amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków).

Praca nad implantem żebra rozpoczęła się od wstępnej wizualizacji 3D. Zespół diagnostyki obrazowej przygotował model cyfrowy tego elementu i następnie plik przeznaczony do druku trójwymiarowego. Sam implant został wydrukowany przez firmę 3Dbgprint na drukarce zaprojektowanej i wyprodukowanej przez polską spółkę 3DGence.
– Nasze drukarki 3D zapewniają wysoką precyzję wydruku, co okazało się kluczowe w tym konkretnym przypadku medycznym. Indywidualnie zaprojektowany model żebra i jego wierne odwzorowanie w druku pozwoliły na bardzo dokładną implementację elementu w miejscu usuniętej kości – tłumaczy Mateusz Sidorowicz, dyrektor marketingu w firmie 3DGence.

Przed implementacją model został odpowiednio wysterylizowany w tlenku etylenu. Poddano go też wyjaławianiu za pomocą promieniowania gamma oraz pary o temperaturze 140 stopni. Po operacji pacjent czuje się dobrze, a lekarze już planują kolejne projekty z wykorzystaniem implantów wydrukowanych w technologii 3D. Tym razem zamierzają stworzyć implant 3 żeber wraz z mostkiem.

– To nowa era w rekonstrukcji ścian klatki piersiowej u pacjentów z guzami wymagającymi cięcia struktur kostnych. Użyty materiał okazał się kompatybilny z tkankami, a dokładność reprodukcji pozwala na duże resekcje i zastępowanie usuniętych kości za pomocą indywidualnie zaprojektowanych implantów – podkreśla prof. Minchev z kliniki w Sofii.

Katarzyna Cymerman nowym dyrektorem ds. HR w polskim oddziale Microsoft

Od 1 stycznia 2019 r. Katarzyna Cymerman dołączyła do ścisłego kierownictwa Microsoft w Polsce, odpowiadając za politykę HR w polskim oddziale firmy. Jest związana z firmą od ponad 7 lat. Wcześniej zarządzała obszarem spraw personalnych między innymi w dziale Marketing & Operations oraz w dziale Consumer & Device Sales na region Europy Środkowo-Wschodniej. Na nowym stanowisku zastąpi Darię Gostkowską, która będzie odpowiadać za projekty związane z transformacją kulturową w strukturach HR regionu CEE.

Katarzyna Cymerman - dyrektor ds. HR w polskim oddziale Microsoft
Katarzyna Cymerman – dyrektor ds. HR w polskim oddziale Microsoft

Katarzyna Cymerman posiada bogate doświadczenie w budowaniu strategii dotyczącej zasobów ludzkich i wdrażaniu jej w całej organizacji, w tym w obszarze rekrutacji i planów sukcescji kadr kierowniczych, mentoringu oraz programów rozwoju i oceny kompetencji talentów. Posiada wieloletnie doświadczenie w zarządzaniu zmianą i transformacji kulturowej nastawionej na budowanie zaangażowanych zespołów osiągających długofalowe sukcesy.

Jej poprzednie role w Microsoft były związane z rekrutacją i rozwojem talentów w regionie CEE oraz transformacją i wdrożeniem nowego modelu ich pozyskiwania w całej Europie. Przed dołączeniem do Microsoft w 2011 roku, zajmowała różne stanowiska w działach personalnych, a także pełniła role doradcze w firmach z obszaru Executive Search.

„Bardzo się cieszę, mogąc kontynuować pracę z zespołem HR w tak wyjątkowym czasie dla naszej organizacji. Chcę wykorzystać swoje doświadczenie, by móc budować silne zespoły, łącząc ludzi i priorytety biznesowe, aby osiągać jeszcze lepsze wyniki i jednocześnie tworząc wspaniałe miejsce pracy. Cieszę się także na nowe wyzwania i doświadczenia, które ta rola z pewnością przyniesie” – podkreśla nowa dyrektor HR.

Katarzyna Cymerman jest absolwentką Psychologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Prywatnie uwielbia podróżować i spędzać aktywnie czas ze swoją rodziną.

Umowa przez telefon – nie czytałeś, nie podpisuj!

19 mln zł – to kwota, którą przestępcy w 2017 r. wyłudzili od seniorów m.in. przez telefon, podając się za pracowników firm pożyczkowych i operatorów telekomunikacyjnych. Tylko w I kw. 2018 r. w wyniku tego typu oszustw starsze osoby utraciły 4,3 mln zł[1]. W trakcie rozmowy telefonicznej można nie tylko paść ofiarą przestępstwa, np. gdy oszust podaje się za pracownika banku w celu wyłudzenia danych osobowych, ale także zawrzeć niekorzystną umowę, co z całą pewnością dotkliwie odczuje nasz domowy budżet. Przykładem jest przedłużanie umowy abonamentowej – pośpiesznie i bezrefleksyjne wyrażanie zgody na wszystkie proponowane warunki, których nie widzimy na papierze, może spowodować, że będziemy płacić rachunek nawet czterokrotnie wyższy, niż to wynikało z rozmowy z konsultantem. Warto zatem wiedzieć, jak uniknąć podejmowania takich błędnych decyzji i jak bezpiecznie zawierać umowy na odległość, by te nie stały się źródłem poważnych problemów finansowych.  

Operatorzy sieci komórkowych, firmy ubezpieczeniowe, parabanki i sieci handlowe powszechnie wykorzystują telemarketing i sprzedaż swoich produktów oraz usług przez telefon. Choć jest to rozwiązanie wygodne dla konsumentów, którzy nie muszą odwiedzać osobiście punktów obsługi klienta, by np. przedłużyć abonament na telefon, to nieznajomość prawa i przede wszystkim niedokładne zapoznanie się z proponowanymi warunkami, co niestety towarzyszy zawieraniu umów na odległość, może być opłakane w skutkach. Taka możliwość nabywania produktów i usług, to również świetna okazja dla oszustów, którzy, podszywając się pod przedstawicieli różnych firm i instytucji, chcą wyłudzić nasze dane osobowe. – Następstwem takich przestępstw i nie do końca świadomego zawarcia umowy przez telefon, mogą być poważne problemy finansowe. Przykładem może być zaciągnięcie pożyczki na niekorzystnych warunkach, o których nie usłyszeliśmy podczas rozmowy z konsultantem czy wybór drogiego abonamentu, który trzeba będzie opłacać przez kilka lat. Wbrew pozorom, takie ryzyko nie dotyczy tylko osób w podeszłym wieku, które nierzadko ulegają presji sprzedawców i nie mają w zwyczaju porównywania cen produktów oferowanych w Internecie, ale każdego z nas, ponieważ w natłoku codziennych obowiązków, nietrudno o podjęcie niewłaściwej decyzji w trakcie rozmowy telefonicznej – komentuje Marcin Dynak, ekspert Intrum.

Umowa na odległość tylko z potwierdzeniem

Przykłady fatalnego finału zawarcia umowy przez telefon mnożą się na internetowych forach. Poszkodowani skarżą się m.in. na niekorzystne oferty utrzymania domen stron www. Podczas rozmów z konsultantami byli oni przekonani, że abonament za kilka wybranych domen wyniesie 299 zł za cały okres trwania umowy. W rzeczywistości jednak konsultant podawał cenę wyłącznie za rok utrzymania jednej domeny, więc przy wykupieniu kilku adresów stron www i podpisaniu umowy na 2 lata, kwota okazywała się wyższa nawet o ponad tysiąc złotych rocznie. Podobne sytuacje dotyczą wykupienia usług telekomunikacyjnych, w tym również Internetu mobilnego. Klienci przekonani o tym, że zamówili tanią usługę, otrzymują faktury czterokrotnie wyższe, niż zostało im to przedstawione przez telefon. Należy zwracać także uwagę na przedłużanie umowy z operatorem sieci komórkowej. Choć w takiej sytuacji najczęściej zawieramy aneks do istniejącej już umowy, to może on zawierać niekorzystne zmiany, o czym nierzadko dowiadujemy się dopiero przy otrzymaniu faktury do zapłaty. Marcin Dynak, ekspert Intrum radzi co zrobić, by uniknąć takich problemów:

– Kiedy zawieramy umowę na odległość, czyli przez telefon, jest ona ważna tylko pod kilkoma warunkami. Gdy sprzedawca zaprezentuje nam ofertę, a my ją przyjmiemy, to nasze ustalenia muszą być potwierdzone pisemnie lub na innym nośniku trwałym. W praktyce oznacza to przesłanie umowy kurierem lub e-mailem. Jeżeli jej nie podpiszemy (lub nie wyślemy potwierdzającej wiadomości), umowa jest nieważna. Niektóre nierzetelne firmy pomijają jednak ten obowiązek, zakładając, że klient nie ma odpowiedniej wiedzy o swoich prawach i uznaje, że zawarł wiążącą umowę przez telefon. Co ważne, nawet gdy podpisaliśmy przesłane dokumenty, mamy prawo do odstąpienia od zawartej transakcji. Możemy zerwać umowę w ciągu 14 dni od daty jej zawarcia i to bez podawania przyczyny naszej decyzji. W przypadku zamówienia produktów, czas ten liczy się od dnia otrzymania przesyłki z towarem – tłumaczy Marcin Dynak.

Ważne, aby dokładnie zapoznać się z proponowanymi warunkami nie tylko podczas rozmowy z konsultantem czy sprzedawcą, ale także na spokojnie w domu, gdy już otrzymamy dokument „do ręki”. Może bowiem zdarzyć się, że np. w przypadku przedłużenia umowy z operatorem telefonii komórkowej, atrakcyjna cena abonamentu wiąże się z rabatem udzielonym czasowo, np. przez okres 3 miesięcy, a zawarta przez nas umowa będzie trwała rok lub dwa lata. Przedstawiciel firmy, który do nas dzwoni, ma obowiązek dokładnego poinformowania nas o wszystkich istotnych elementach danej oferty, ale niestety, firmy stosują różne, wątpliwe etycznie praktyki, aby tylko zwiększyć sprzedaż. Nie złapiemy się na nie i nie popadniemy w kłopoty finansowe, jeżeli będziemy znali swoje prawa i rozumieli każdy zapis umowy, którą chcemy podpisać.

Uwaga na „wrażliwe dane”

Zawierając umowę przez telefon, trzeba zachowywać ostrożność i pamiętać o tym, że po drugiej stronie słuchawki może znajdować się nie tylko przedstawiciel firmy, ale i potencjalny oszust. Jeśli uda mu się wyłudzić od nas dane, takie jak: numer PESEL, numer dowodu osobistego, hasła abonenckie dla klientów telefonii czy do bankowości elektronicznej, może on usiłować posłużyć się naszą tożsamością do popełnienia przestępstwa. Jak wynika z raportu InfoDok, tylko w samym III kw. 2018 r. oszuści próbowali wyłudzić 120,5 mln zł, posługując się cudzą tożsamością. Statystycznie, każdego dnia dochodzi do prób wyłudzeń wartych łącznie 1,3 mln zł[2]. Suma ta dotyczy tylko zgłoszonych przypadków, więc można przypuszczać, że rzeczywista skala tego procederu jest znacznie większa. Oszustwa te dotyczą prób zaciągania pożyczek przy użyciu zarówno skradzionych dokumentów, jak i wyłudzonych danych osobowych. Niestety, poszkodowana osoba najczęściej dowiaduje się o tym, że zaciągnięto kredyt lub pożyczkę na jej dane, dopiero wtedy, gdy otrzymuje wezwanie do zapłaty z banku lub gdy, z powodu braku regulowania należności, sprawą zaczyna interesować się firma windykacyjna, a w przypadku najczarniejszego scenariusza – komornik.

– Udowodnienie, że to nie my zaciągnęliśmy pożyczkę, często zajmuje dużo czasu, kosztuje też wiele nerwów i pieniędzy. By uniknąć takich kłopotów, nie podawajmy osobom trzecim danych jednoznacznie nas identyfikujących, jeżeli nie mamy pewności, że dzwoni do nas „znajomy” konsultant z sieci komórkowej lub pracownik banku, z którego oferty już wcześniej korzystaliśmy. Jeżeli chcemy zawrzeć umowę przez telefon, co będzie wymagać od nas podania takich danych, upewnijmy się, z jakiej firmy dzwoni nasz rozmówca i ustalmy jego personalia. W innym przypadku nie ufajmy takim osobom i pod żadnym pozorem nie podawajmy danych, które mogą posłużyć do zawarcia jakiejkolwiek umowy. W praktyce, by zaciągnąć pożyczkę przez telefon, wystarczy często tylko imię, nazwisko i numer PESEL. Przestępcy doskonale wiedzą, jak podszyć się pod pracowników telekomów, banków czy nawet dostawców prądu. Jeśli padniemy ofiarą przestępstwa, powinniśmy od razu zgłosić sprawę na policję. Tak samo powinniśmy postąpić w momencie, gdy zgubiliśmy lub ktoś ukradł nam portfel, w którym znajdował się dokument tożsamości. Kradzież kart płatniczych zgłośmy niezwłocznie w banku. W ten sposób ograniczamy ryzyko, że nasze dane osobowe zostaną wykorzystane przez złodziei – radzi Marcin Dynakekspert Intrum.

Pamiętajmy, że potencjalnych kłopotów wynikających z zawarcia umowy na odległość można uniknąć. Wystarczy tylko dokładnie zapoznać się z jej warunkami oraz w razie potrzeby wyjaśnić z konsultantem wszystkie niejasności. I najważniejsze – chrońmy nasze dane osobowe. Nie podawajmy ich „podejrzanym” osobom. Numery telefonów, z których regularnie otrzymujemy „wątpliwe” oferty, możemy zablokować. W ostateczności można także zastrzec własny numer telefonu komórkowego, by był niedostępny dla przypadkowych osób.

[1] Dane ZBP i System Dokumenty Zastrzeżone, kampania „Seniorze nie daj się” http://dokumentyzastrzezone.pl/seniorze-nie-daj-sie/
[2] Raport o dokumentach infoDOK III kwartał 2018 r.

Ustawa o podatku akcyzowym groźna dla rynku energii

• Zmiany w ustawie o podatku akcyzowym spowodują ograniczenie konkurencji na rynku sprzedaży energii elektrycznej. 
• Są sprzeczne z obowiązującymi regulacjami europejskimi i polskim prawem. 
• Zaproponowane rozwiązania są też niewspółmierne do wzrostu kosztów dla gospodarki na skutek przeniesienia 32% wzrostu płatności z tytułu sprzedaży i dostarczenia energii elektrycznej – w przypadku wszystkich branż przemysłu koszty energii stanowiły w 2017 roku 1,44% kosztów – uważa Związek Pracodawców Prywatnych Energetyki, członek Konfederacji Lewiatan.

Od kilku miesięcy w Polsce trwa dyskusja na temat skokowego wzrostu hurtowych cen energii elektrycznej. Wzrost poziomu cen rynku hurtowego o +/- 65% według uzasadnienia ustawy – skutkuje wzrostem płatności za sprzedaż i dostawę energii elektrycznej w wysokości około 32%. Ponadto wzrost ten wynika niemal wyłącznie ze wzrostu praw do emisji CO2, które są w 100% dochodami budżetu państwa.

Rząd w ostatnich tygodniach przedstawiał kilka propozycji uregulowania tematu wzrostu cen energii – w rozumieniu całości rachunku za sprzedaż i jej dostawę. 21 grudnia 2018 roku zaprezentował projekt obniżenia akcyzy i opłaty przejściowej, który Związek Pracodawców Prywatnych Energetyki przyjął z satysfakcją jako neutralny dla gospodarstw domowych, w dużej części dla firm i odbiorców instytucjonalnych. Ponadto był to projekt niezaburzający dobrze funkcjonujący rynek energii w Polsce. 28 grudnia rząd niespodziewanie przedłożył parlamentowi daleko idącą autopoprawkę, która została zgłoszona i przegłosowana przez Sejm w ciągu jednego dnia i z pominięciem jakichkolwiek konsultacji społecznych.

Zdaniem Związku Pracodawców Prywatnych Energetyki, członka Konfederacji Lewiatan ustawa jest:

• sprzeczna z podstawowymi zasadami demokratycznego państwa prawnego, takimi jak:
(i) ochrona własności,
(ii) ochrona interesów w toku,
(iii) zakaz działania prawa wstecz,
(iv) nakaz odpowiedniego vacatio legis pozwalającego na dostosowanie się do zmienionej sytuacji, oraz
(v) zakaz ograniczania swobody działalności gospodarczej w aktach o randze niższej niż ustawa.

Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan
Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan

– Tak głęboka i przeprowadzona bez konsultacji publicznych ingerencja mogłaby być uzasadniona szczególnym interesem publicznym, np. koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób (art. 31 ust 3 Konstytucji RP). Interes publiczny nie jest jednak tożsamy z sumą wielu interesów indywidualnych (w tym przypadku odbiorców energii) – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

* przywraca urzędowy poziom cen energii elektrycznej, eliminując konkurencję na rynku obrotu energią elektryczną. Jest to sprzeczne z Trzecim Pakietem Energetycznym oraz z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, dopuszczających regulację cen energii elektrycznej jedynie w zakresie grupy tzw. odbiorców wrażliwych;

• narusza zapisy art. 42 dyrektywy 2009/73/WE, gdyż zawiesza stosowanie Trzeciego Pakietu, co jest możliwe jedynie w przypadku „nagłego kryzysu na rynku energetycznym lub zagrożenia dla bezpieczeństwa fizycznego lub bezpieczeństwa osób, urządzeń, instalacji lub integralności systemu” oraz „niezwłocznie powiadamia o tych środkach pozostałe państwa członkowskie oraz Komisję”. W ocenie ZPPE nie wystąpiły przesłanki w Polsce do realizacji przez rząd zawieszenia stosowania Trzeciego Pakietu.

• rekompensaty wypłacane przez Zarządcę Rozliczeń SA z Funduszu Wypłaty Różnicy Ceny przedsiębiorstwom energetycznym stanowić będą pomoc publiczną, a program takiej pomocy wymaga zatwierdzenia przez Komisję Europejską, podobnie jak to miało miejsce w przypadku wsparcia rynku mocy, czy rynku odnawialnych źródeł energii. Wypłata takich środków przed uzyskaniem zatwierdzenia Komisji Europejskiej naraża przedsiębiorstwa energetyczne na ryzyko obowiązku zwrotu tej pomocy. Należy także zwrócić uwagę na to, że taka pomoc nie mieści się w katalogu dopuszczalnej pomocy publicznej;

• sprzeczna z podstawową zasadą regulacji przedsiębiorstw sieciowych wynikającą zarówno z prawa europejskiego (Trzeci Pakiet Energetyczny, jak i z prawa polskiego pozwalającą na pokrycie w taryfach planowanych kosztów uzasadnionych działalności wraz z uzasadnionym zwrotem z kapitału, a dodatkowo przerzuca na przedsiębiorstwa sieciowe konsekwencje zmian cen energii elektrycznej wbrew zasadzie rozdziału działalności (unbundling);

• wprowadzone przepisy pozbawiają Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki jako niezależnego organu regulacyjnego uprawnienia do weryfikacji i zatwierdzania taryf przedsiębiorstw energetycznych w toku indywidualnego postępowania administracyjnego i jako takie są sprzeczne z dyrektywą o funkcjonowaniu rynku energii elektrycznej 2009/73/WE,

• ustawa jest niezgodna z dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady (UE).

Ponadto ZPPE pragnie zwrócić uwagę na skutki uchwalonych regulacji:

• zapisy ustawy wydają się być sprzeczne z deklarowanymi przyczynami jej uchwalenia: zatrzymania wzrostu cen energii dla odbiorców. Według zapisów ustawy rachunki w roku 2019 będą o ponad 4 miliardy złotych niższe niż w 2018 roku bowiem zapis art. 5 ustawy wskazuje, że zamrożone ceny z pierwszej połowy 2018 roku powinny zostać dodatkowo obniżone o spadek akcyzy i opłaty przejściowej. Zgodnie z deklaracjami rządu złożonymi 21 grudnia 2018 roku wymienione 4 miliardy złotych – wynikające z obniżki akcyzy i opłaty przejściowej – miały rekompensować wzrost cen sprzedaży energii elektrycznej (odpowiadający za 32% wzrost rachunków, jeśli ceny hurtowe wzrosły o 65%). Tymczasem według zapisów art. 5. ustawy żadnego wzrostu cen nie będzie, lecz ich obniżka,

• w takim przypadku pojawia się pytanie: w jakim celu minister energii planuje wypłacenie 4 miliardów złotych rekompensat sprzedawcom energii, jeśli kwoty obniżki akcyzy i opłaty przejściowej są dokładnie tej samej wysokości i wzajemnie się eliminują? W jakim celu tworzony jest system obniżek i rekompensat za pośrednictwem Zarządcy Rozliczeń?

• ponadto, z dużym prawdopodobieństwem ustawa będzie skutkowała obniżką cen energii elektrycznej dla odbiorców o wartości ponad dwukrotnie wyższej niż oszacowane w OSR ustawy 4 miliardy złotych, nie wliczając obniżki akcyzy i opłaty przejściowej o dodatkowej wartości 4 miliardów złotych. W konsekwencji budżet Funduszu Wypłaty Różnicy Ceny będzie niewystarczający do wypłaty należnych rekompensat lub obligatoryjna obniżka cen przełoży się na bezpośrednie straty sprzedawców energii. W obu przypadkach sprzedawcy energii nie otrzymają należnych im środków, których wartość, według wstępnych szacunków może przekroczyć 5 miliardów złotych powyżej przewidzianego na rekompensaty budżetu w wysokości 4 miliardów złotych.

• zarządca rozliczeń nie jest w chwili obecnej przygotowany do prowadzenia uchwalonej działalności w zakresie rekompensat. Ta sytuacja szybko się nie zmieni, gdyż nie jest znana treść rozporządzenia, na podstawie którego miałby kalkulować i wypłacać sprzedawcom rekompensaty. Istnieje poważna wątpliwość, że Zarządca Rozliczeń dokona jakiejkolwiek wypłaty w 2019 roku,

• ZPPE wyraża obawę, czy sprzedawcy przetrwają okres pomiędzy dokonywaniem sprzedaży poniżej kosztów zakupu energii elektrycznej a momentem wypłaty ewentualnej rekompensaty,

• ZPPE ponadto niepokoi zapis, że rekompensaty będą wyznaczane w stosunku do średnioważonej ceny energii elektrycznej na rynku hurtowym. Tymczasem spółka obrotu dokonuje zakupu energii w momencie zawarcia transakcji sprzedaży energii, cena zakupu jest ceną rynkową w momencie transakcji, nie zaś średnioważoną ceną rynku hurtowego z jakiegoś okresu. Dodatkowo ceny sprzedaży wiążące sprzedawców z odbiorcami to nie tylko koszt samej energii konwencjonalnej (wynikającej z transakcji zawieranych na rynku hurtowym), ale również koszty tzw. kolorów oraz marża na opłacenie kosztów wynagrodzeń i innych kosztów prowadzenia działalności,

• zamrożenie w 2019 roku cen sprzedaży energii na poziomie pierwszej połowy 2018 roku (czyli do 65% niższych) spowoduje, że bez zmiany poziomu cen hurtowych odbiorcy nie będą w stanie uzyskać ofert sprzedaży od sprzedawców po 1 stycznia 2019 roku. Oznacza to całkowite zamarcie rynku sprzedaży energii elektrycznej w Polsce, gdyż każdy sprzedawca musiałby dokonywać sprzedaży ze stratą,

• brak konkurencji na rynku sprzedaży energii elektrycznej najszybciej odczują klienci, którzy w ostatnich latach bardzo mocno wykorzystywali tę konkurencję obniżając koszty zakupu i zwiększając wymagania pod kątem rozwoju produktów i usług wobec sprzedawców,

• zaprzestanie działalności w zakresie sprzedaży energii elektrycznej w Polsce będzie miało ogromne skutki dla rynku pracy, gdyż przez lata zarówno istniejące jak i nowe podmioty rozwijały siły sprzedażowe, usługi pośrednictwa i rozwój oferty, stale zwiększając zatrudnienie.

I kw. 2019 r. notowania złotego powinny utrzymywać się relatywnie stabilnie

W 2019 roku na rynku długu źródłem niepewności pozostaje między innymi polityka EBC. W 1Q19 notowania złotego powinny utrzymywać się relatywnie stabilnie, nadal pozostając głównie pod wpływem czynników globalnych.

Rynek walutowy i stopy procentowej

W pierwszych dniach nowego roku rynki będą próbowały oszacować ryzyko gospodarczo-polityczne na najbliższe 12 miesięcy. W całym czwartym kwartale 2018 roku przeważały słabe nastroje i rosnąca niepewność, które ograniczały apetyt inwestorów na bardziej ryzykowne aktywa. W 2019 rok rynki wchodzą z wieloma pytaniami bez odpowiedzi. Istnieje spore ryzyko, że waluta amerykańska nie będzie w stanie utrzymać swojej siły, przynajmniej w pierwszej połowie roku, na co wpływ może mieć wywierana na Fed presja, by zmienić retorykę na jeszcze bardziej gołębią (D.Trump nieprzychylnie patrzy na politykę Powell’a i wielokrotnie dawał już temu wyraz), co powinno wspierać EM. Choć o recesji w USA w 2019 roku w ogóle się nie myśli, ale spowolnienie gospodarcze jest już wysoko wyceniane. Nie można więc wykluczyć, że w marcu Fed dokona gołębiej podwyżki stóp sugerując możliwą przerwę w zacieśnianiu polityki w 2Q19, co pozwoli EUR/USD utrzymywać okolice 1,15. Pozostający pod presją dolara wraz z oczekiwanym przynajmniej częściowym porozumieniem handlowym między USA a Chinami (w styczniu do Pekinu udaje się delegacja handlowa USA w celu prac nad potencjalną umową pojednawczą) powinny lekko poprawić globalne nastroje i pośrednio wspierać złotego wobec euro. W naszej ocenie kurs EUR/PLN 1Q19 powinien zakończyć w okolicach 4,29 czyli mniej więcej utrzymując obecne poziomy.

Na rynku długu końcówka 2018 r. przyniosła umocnienie wycen polskich obligacji skarbowych, na co wpływ wśród czynników lokalnych miały stabilna polityka RPP, spadek inflacji w 4Q18 oraz umiarkowana podaż obligacji na aukcjach MF. Podaż obligacji w pierwszym kwartale nowego roku, według naszych szacunków powinna wynieść około 30 mld PLN, co jest zbliżone do harmonogramu Resortu, zgodnie z którym na aukcjach regularnych sprzedane zostaną papiery za 20-30 mld PLN oraz możliwe są aukcje zamiany. Pomimo mniejszej wartości emisji niż w czwartym kwartale 2018 (37,5 mld PLN), w Q1 2019 większy udział będą miały regularne przetargi sprzedaży niż zamiany (tak jak miało to miejsce w Q4 2018). Ponadto łączna wartość wykupów papierów oraz wypłat odsetek w najbliższych trzech miesiącach to zaledwie 9,5 mld PLN, co oznacza, że będą to emisje dodatnie w ujęciu netto. Oczekujemy, że do końca kwartału rentowności 10-letnich papierów wzrosną w okolice 3,00%, 5-letnich do 2,40%, a 2-letnich do 1,50%. Za takim scenariuszem mogą przemawiać również uwarunkowania zagraniczne, gdzie źródłem niepewności pozostaje między innymi polityka EBC. Bank oficjalnie zakończył politykę skupu aktywów, jednak niepewny jest moment, w którym dojdzie do pierwszej podwyżki stóp procentowych, co może mieć również wpływ na kurs RPP.

Polskie władze utrzymują relatywnie gołębie nastawienie w polityce monetarnej biorąc pod uwagę kierunek, w którym zmierzają banki centralne w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Pomimo, że stan polskiej gospodarki pozostaje solidny (co pokazały publikowane pod koniec ub. roku dane) i jak do tej pory opiera się ona płynącym z zagranicy oznakom spowolnienia, jak na razie nie ma podstaw do myślenia o podwyżce stóp procentowych. Decyzje RPP pozostają i jeśli nie zmieni się postawa Rady będą pozostawać obojętne dla złotego, jednocześnie przekładając się na umiarkowaną presję na wzrost rentowności obligacji z krótkiego końca krzywej dochodowości w 2019r.

Wykres dnia: choć reguły polityki monetarnej dla polityki Fed-u nadal wskazują na konieczność dalszego podnoszenia stóp procentowych w USA, to jednak część z nich sugeruje możliwe potencjalne odwrócenie trendu, co może skutkować przynajmniej w pierwszej połowie 2019 roku większą ostrożnością Fed w kwestii dalszego podnoszenia stóp.

w pierwszej połowie 2019 roku większą ostrożnością Fed w kwestii dalszego podnoszenia stóp
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

PMI dla polskiego przemysłu obniżył się do 47,6 pkt.

Po listopadowym spadku PMI z 50,4 do 49,5 puntu, czyli do poziomu najniższego od września 2014 r., czyli od ponad czterech lat, grudzień przyniósł nasilenie się negatywnej tendencji.

Według IHS Markit, w grudniu wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu obniżył się do 47,6 punktu, a więc do poziomu najniższego od kwietnia 2013 r., a więc od prawie sześciu lat. To oznacza, że managerowie pesymistycznie oceniają zarówno stan, jak i perspektywy działalności swoich firm. Takie zachowanie wskaźnika sygnalizuje spowolnienie w całej gospodarce.

W grudniu, podobnie jak w poprzednich miesiącach, polscy przedsiębiorcy przede wszystkim zwracali uwagę na utrzymujący się spadek zamówień, w tym od kontrahentów zagranicznych. Całkowita liczba nowych zamówień zniżkowała najmocniej od połowy 2009 r. Zamówienia eksportowe zniżkowały piąty miesiąc z rzędu. Sygnalizowany jest równie silny spadek wielkości produkcji oraz obniżenie się stanu zapasów. Powstrzymana natomiast została dwumiesięczna tendencja spadku zatrudnienia. Nieznacznie poprawiły się prognozy dotyczące wielkości produkcji w perspektywie dwunastu miesięcy, ale wciąż pozostają one na poziomie najniższym od ponad pięciu i pół roku.

Spadkowa tendencja PMI utrzymuje się od początku 2018 r., który w tym czasie obniżył się z 55 punktów, powielając ścieżkę, jaką podążał analogiczny wskaźnik dla przemysłu niemieckiego, który jednak wysyła mniej pesymistyczne sygnały, zniżkując do poziomu najniższego od niecałych trzech lat i utrzymując się powyżej 50 punktów. Co ciekawe, mimo pesymizmu polskich przedsiębiorców, nasza gospodarka w ubiegłym roku notowała bardzo dobre realne wyniki, podczas gdy umiarkowanie słabym nastrojom niemieckich firm towarzyszyło bardzo zdecydowane spowolnienie tempa wzrostu PKB.

Warto zwrócić uwagę, że choć zejście wskaźnika PMI poniżej 50 punktów oznacza narastanie negatywnych zjawisk w przemyśle, to nie jest jednak tożsamy z wejściem głównych realnych parametrów w fazę spadkową, a wiąże się najczęściej jedynie z wolniejszym ich wzrostem. Z taką właśnie sytuacją będziemy mieć prawdopodobnie do czynienia w najbliższej przyszłości.

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Nowi klienci na rynku kredytowo-pożyczkowym

Co roku na rynek kredytowy wchodzi ponad 600 tys. nowych klientów, którzy nigdy wcześniej nie zaciągali kredytu bankowego. W latach 2015–2017 było to odpowiednio: 619 tys., 625 tys. i 625 tys. osób. Na rok 2018 prognozujemy 611 tys. nowych klientów. Jeżeli chodzi o rynek pożyczkowy to w okresie 2015–2017 r. nowych klientów było odpowiednio: 46 tys., 35 tys. i 45 tys. osób. Na 2018 r. prognozujemy, że na rynek pożyczkowy wejdzie 56 tys. nowych klientów.Nowi klienci na rynku kredytowo-pożyczkowym

W okresie 10.2017–09.2018 najwięcej nowych klientów zarówno kredytowych, jak i pożyczkowych było w wieku 20–27 lat. W sektorze bankowym nowych kredytobiorców w wieku 20–27 lat było łącznie 286,1 tys. osób (47%). Wśród nich najwięcej było 21-latków, stanowili oni 6,5% nowych klientów.

Na rynku pożyczkowym w okresie 10.2017–09.2018 pojawiło się 52 379 nowych pożyczkobiorców, wśród których najliczniejszą grupę stanowiły osoby w wieku 20–27 lat – 27 209 osób (52%). Najwięcej nowych pożyczkobiorców było w tym okresie w wieku 21 lat – 14% ogółu nowych pożyczkobiorców.

Dolar stracił swój blask i wsparcie w polityce monetarnej

Rozpoczynamy nowy rok, który z pewnością przyniesie sporo (pozytywnych miejmy nadzieję) niespodzianek, ale póki co musimy sobie poradzić z dotychczasowymi tematami, a te są niczym ból głowy po szalonej zabawie sylwestrowej. Powracają lęki związane z hamowaniem globalnego ożywienia przy akompaniamencie zmienności rynku akcji i ryzykach geopolitycznych w USA. Zły mix dla ryzyka, ale też nieprzychylny dla USD.

Obawy o spowolnienie gospodarcze nasiliły się po rozczarowujących danych z Chin, gdzie indeks Caixin PMI dla przemysłu spadł pod granicę 50 pkt. (do 49,7) i pierwszy raz od maja 2017 r. informuje o kurczeniu się sektora. W poniedziałek podobne sygnały wysłał rządowy wskaźnik aktywności biznesu. Dużym ciosem jest tąpnięcie pod 50 pkt. subindeksu nowych zamówień, potwierdzając, że wojna handlowa z USA mocno daje się we znaki. Gospodarka słabnie i potrzebuje reakcji rządu w Pekinie. Pozytywną stroną sytuacji jest to, że Chiny są gospodarką sterowaną i władze z pewnością prędko zareagują w formie bodźców fiskalnych. Zwiększa to też szanse na porozumienie handlowe z USA, gdyż Pekinowi wyraźnie kończy się czas na opieranie żądaniom USA. Fakt, że rynek akcji w Azji nie zamienił się w wodospad panicznie wyprzedawanych akcji (Shanghai Composite -1,1 proc.) także sugeruje, że inwestorzy nie doczytują sytuacji jako dramatycznej. Naturalnie wpierw zobaczymy jeszcze więcej słabych danych, zanim przyjdą pozytywne rozstrzygnięcia. Dla rynków oznacza to, że zanim przyjdzie lepsze, gorsze jeszcze trochę potrwa.

Nowością na starcie 2019 r. jest odrzucenie USD jako celu dla ucieczki kapitału poszukującego bezpieczeństwa. Obecnie jest za dużo niekorzystnego szumu wokół USA, aby traktować dolara jako bezpieczną przystań. Government shutdown obowiązuje już drugi tydzień, a sytuacji z pewnością nie poprawi przejęcie przez Demokratów kontroli w Izbie Reprezentantów i ich sprzeciw wobec zwiększenia do 5 mld USD finansowania na budowę muru na granicy z Meksykiem. Światełko nadziei zapala się w związku z zaproszeniem liderów obu partii przez Trumpa do Białego Domu na rozmowy w sprawie ochrony granicznej i deklarowana gotowość prezydenta do zawarcia porozumienia. Czy jednak rozmowy cokolwiek przyniosą? Uwierzę, jak zobaczę. Drugim problemem dolara jest dyskusja wobec polityki Fed i ostatniej podwyżki stóp procentowych, która w niektórych kręgach traktowana jest jako błąd. W obliczu negatywnych sygnałów z gospodarki i rynku akcji w nowy rok wchodzimy bez dyskontowania żadnej podwyżki do końca 2019 r. i stopniowym wzrostem wyceny obniżki w 2020 r. Dolar stracił swój blask i wsparcie w polityce monetarnej. Oddaje teraz pola jenowi i złotu.

Kalendarz publikacji makro na 2019 rok otwiera seria indeksów PMI dla sektora przemysłowego. Za nami już rozczarowanie danymi z Chin oraz Polski. Dane z Wielkiej Brytanii będą podane pierwszy raz, a raporty z Eurolandu (dane zagregowane) i USA są tylko rewizją. Odczyt z polskiego przemysłu na 47,6 znalazł się poniżej najgorszych (w tym naszej – 49) prognoz i cofa indeks do poziomów sprzed 6 lat. EUR/PLN wystrzelił do 4,30. Dane w połączeniu z niestabilną sytuacją na rynkach zewnętrznych nie buduje to warunków dla umocnienia złotego w krótkim terminie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Mieszkania na wynajem – ranking 30 najbardziej dochodowych dzielnic miast 2018 r.

Najwięcej zarobili właściciele mieszkań zlokalizowanych w dzielnicy Gdańsk Strzyża 8,87%, na warszawskiej Białołęce 8,26% oraz wrocławskiej Fabrycznej 8,04%. W pierwszej 30-stce najbardziej dochodowych dystryktów miast, blisko co drugi zlokalizowany jest w Warszawie, a co szósty w Gdańsku i Krakowie wynika z analizy blisko ćwierć miliona ogłoszeń internetowych. Które jeszcze dzielnice polskich miast pozwalają zarobić najwięcej na wynajmie mieszkań?  

Pierwszy w Polsce ranking najbardziej dochodowych dzielnic miast, przygotowany przez Rentier.io, zdominowały trzy miasta, z których Warszawa jest niepodważalnym hegemonem. W topowej trójce rankingu roczne zyski nie spadają poniżej 8,00% brutto, w pierwszej 10. poniżej 7,6%, a w najlepszej 20. poniżej 7,2%. Powyższe wyniki pokazują jednoznacznie, że w dalszym ciągu opłaca się inwestować w mieszkania na wynajmem. Widać wyraźnie, że za drożejącymi w szybkim tempie w 2018 roku mieszkaniami podążają, choć nieco wolniej, ceny najmu.

Platforma Rentier.io przeanalizowała blisko 0,25 mln ofert najmu mieszkań oraz zakupu lokali mieszkalnych oferowanych w sieci w mijającym roku. Na tej podstawie został wyliczony zwrot z inwestycji  (ang. Return on Investment (ROI)) w okresie 12 oraz 11 miesięcy najmu w ciągu roku i przygotowany pierwszy w Polsce ranking najbardziej dochodowych 125 dzielnic największych miast. Wyniki analiz Rentier.io mogą pomóc inwestorom i przyszłym właścicielom nieruchomości w podjęciu decyzji co do wyboru lokalizacji mieszkania, w które zamierzają zainwestować środki i dzięki temu jeszcze więcej zarobić na jego wynajmie.

Najlepsze miasta

Tegoroczne zestawienie zdominowała stolica. Blisko połowa pierwszej 30. najbardziej dochodowych dzielnic  zlokalizowana jest w Warszawie. Trzynaście  dystryktów znajduje się w stołecznym mieście, dzięki czemu to właśnie jemu przypadła palma pierwszeństwa w tegorocznym rankingu. Na drugim miejscu uplasował się Gdańsk z pięcioma dzielnicami, a na trzecim miejscu podium znalazł się Kraków, także z pięcioma. Choć liczba dystryktów w przypadku tych dwóch ostatnich miejscowości była taka sama, to o ostatecznej klasyfikacji na podium zdecydowały kolejność w zestawieniu końcowym poszczególnych dzielnic Gdańska i Krakowa, tj. w pierwszej 30. rankingu. Najlepszą piątkę miast dopełniają Wrocław z trzema dzielnicami oraz Łódź z dwoma.

Zestawienie ilości najbardziej dochodowych dzielnic największych polskich miast – pierwsza piątka

Miejsce w rankingu Miasto Liczba dzielnic w pierwszej 30. zestawienia
1 Warszawa 13
2 Gdańsk 5
3 Kraków 5
4 Wrocław 3
5 Łódź 2

Źródło: Rentier.io, dane I – XII 2018 r.

Najbardziej dochodowe dzielnice

Rozważając zakup mieszkania na wynajem bierze się zazwyczaj pod uwagę najlepsze dzielnice, tj. te zlokalizowane w centrum  lub najbardziej prestiżowe. Jednak jak uświadamia poniższy ranking, to w cale nie musi być najlepsza strategia, a na pewno nie jedyna pozwalająca odnieść sukces. W pierwszej dziesiątce najbardziej dochodowych dzielnic znalazło się bowiem tylko kilka, które spełniają powyższe kryteria. Wśród nich są Gdańsk Strzyża (8,87%), Łódź Śródmieście (8,04%) czy Katowice Śródmieście (7,69%), zajmując odpowiednio 1., 4. i 8. miejsce w zestawieniu Rentier.io.

W opozycji do powyższej strategii, tzn. te dzielnice, które zlokalizowane są poza centrum, raczej na obrzeżach miast lub uznawane za mniej prestiżowe znalazły się, m.in. Warszawa Białołęka (8,26%), Fabryczna we Wrocławiu (8,04%) czy Psie Pole także w stolicy Dolnego Śląska (7,75%),  zajmując odpowiednio 2.,3. i 6. miejsce w tegorocznym zestawieniu. Przyczyn takiego stanu rzeczy należy upatrywać przede wszystkim w korzystnej relacji kosztu zakupu mieszkania, wynikająca z mniejszej popularności – popytu tych obszarów wśród inwestorów, do cen najmu.

Ranking 30. najbardziej dochodowych dzielnic polskich miast

Miejsce w rankingu Miasto Dzielnica ROI

(wynajem przez 12 miesięcy w roku)

ROI

(wynajem przez 11 miesięcy w roku)

1 Gdańsk Strzyża 8,87% 8,13%
2 Warszawa Białołęka 8,26% 7,57%
3 Wrocław Fabryczna 8,04% 7,37%
4 Łódź Śródmieście 8,04% 7,37%
5 Łódź Widzew 7,90% 7,24%
6 Wrocław Psie Pole 7,75% 7,11%
7 Warszawa Wola 7,73% 7,09%
8 Katowice Śródmieście 7,69% 7,05%
9 Warszawa Mokotów 7,69% 7,05%
10 Gdańsk Wrzeszcz Dolny 7,67% 7,03%
11 Kraków Dzielnica XIII Podgórze 7,66% 7,02%
12 Warszawa Ursus 7,62% 6,98%
13 Warszawa Bielany 7,60% 6,97%
14 Warszawa Praga-Południe 7,52% 6,89%
15 Gdańsk Chełm 7,48% 6,85%
16 Gdańsk Śródmieście 7,46% 6,84%
17 Wrocław Krzyki 7,44% 6,82%
18 Warszawa Praga-Północ 7,42% 6,80%
19 Kraków Dzielnica XIV Czyżyny 7,30% 6,69%
20 Warszawa Targówek 7,25% 6,64%
21 Warszawa Ochota 6,95% 6,37%
22 Kraków Dzielnica III Prądnik Czerwony 6,92% 6,35%
23 Warszawa Żoliborz 6,92% 6,34%
24 Warszawa Bemowo 6,90% 6,33%
25 Poznań Nowe Miasto 6,85% 6,28%
26 Gdańsk Oliwa 6,81% 6,25%
27 Kraków Dzielnica II Grzegórzki 6,75% 6,19%
28 Warszawa Śródmieście 6,62% 6,07%
29 Warszawa Ursynów 6,60% 6,05%
30 Kraków Dzielnica VI Bronowice 6,59% 6,04%

Źródło: Rentier.io, dane I – XII 2018 r.

Jak powstał ranking?

Rentier.io opracował zestawienie najbardziej dochodowych dzielnic miast 2018 roku, na podstawie analizy 247 085 ofert, w tym 55 559 ogłoszeń cen najmu oraz 191 526 ogłoszeń cen zakupu mieszkań dostępnych w 125 dzielnicach ośmiu miast Polski: Warszawy, Krakowa, Gdańska, Wrocławia, Katowic, Poznania, Łodzi, Lublina. Stopy zwrotu z inwestycji, tzw. ROI, prezentowane w powyższym opracowaniu są wartościami brutto, tj. przed odliczeniem odpowiednich podatków oraz bez dodatkowych kosztów, z którymi wiąże się zakup mieszkania, m.in. kosztów umów notarialnych, opłat sądowych, prowizji i opłat dla pośredników. Powyższa analiza dotyczyła mieszkań o powierzchni 44-55 metrów kwadratowych, tj. lokali najczęściej występujących w ogłoszeniach internetowych z okresu od 01 I do 20 XII 2018 r.

Po jesiennych spadkach cen ropy paliwa na stacjach potaniały. Jednak w przyszłym roku można się spodziewać nawet 6 zł za litr

0

Po jesiennych spadkach cen ropy paliwa na stacjach potaniały. Jednak w przyszłym roku można się spodziewać nawet 6 zł za litr 5

Paliwa, które w grudniu potaniały, w 2019 roku znów będą droższe – uważa dr Rafał Parvi, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu. Powodem są zarówno globalne działania OPEC, próbującego ratować marże poprzez ograniczenie wydobycia, jak i lokalne czynniki, takie jak wejście w życie opłaty emisyjnej. W efekcie ceny na stacjach mogą powrócić w okolice 6 zł za 1 litr benzyny.

 Przede wszystkim możemy się spodziewać w przyszłym roku wzrostu cen paliw – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Rafał Parvi z Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu. – Po pierwsze, wchodzi opłata emisyjna, która będzie miała finansować rozwój samochodów elektrycznych i zmniejszenie emisji spalin, a która podniesie wartość paliwa o ok. 10 proc. Oprócz tego, jak widać na rynku, baryłka ropy jest w granicach 50 dolarów, natomiast wcześniej była 120 dolarów, a ceny paliw w Polsce z 6 zł na razie spadły i wahają się w granicach 5-5,50 zł. Tak wyraźnego spadku cen paliw nie ma, więc możemy się spodziewać w przyszłym roku nawet ok. 6 zł za litr paliwa.

W grudniu kierowcy odczuli spadek cen paliw na stacjach benzynowych. Według danych portalu e-petrol (z 19 grudnia) średnie ceny Pb 95 cofnęły się poniżej granicy 5 zł do 4,86 zł, za droższą Pb 98 trzeba było płacić nieco powyżej 5 zł, podobnie jak za litr oleju napędowego. Tendencja spadkowa jest efektem spadku cen ropy w październiku i listopadzie. Europejska ropa brent w ciągu trzech miesięcy staniała o ponad 36 proc., a teksańska WTI o ponad 39 proc.

Państwa OPEC w celu ratowania cen postanowiły jednak o dalszym ograniczeniu wydobycia surowca o 1,2 mln baryłek dziennie, by ograniczyć spadki cen spowodowane nadmiernym wydobyciem. To przełoży się na wzrost cen ropy, a więc i paliw. Ponadto ceny może podbić ustanowiona w lipcu opłata emisyjna, którą zapłacą dystrybutorzy, a która wyniesie 80 zł od każdego tysiąca litrów paliwa. Wyższe koszty transportu odbiją się na cenach innych produktów.

– Będzie wzrost – on już jest odnotowywany – przede wszystkim cen artykułów spożywczych i szeregu innych, bo wszystko opiera się na wzroście paliw, a za tym idzie wzrost cen prądu. Za tonę węgla będziemy płacić więcej, a jak wiemy większość energii, jaką wytwarzamy w Polsce, opiera się na węglu – tłumaczy dr Rafał Parvi.

Ceny węgla w lipcu br. mocno przekroczyły granicę 100 dolarów za tonę i były najwyższe od 2011 roku. Mimo lekkich spadków w ostatnich miesiącach cena wciąż pozostaje wysoka. Żywność w pierwszych 10 miesiącach roku podrożała w ujęciu rocznym o 3 proc., podczas gdy ogólny wskaźnik to tylko 1,7 proc. Ceny paliw do prywatnych środków transportu poszły w górę w tym czasie średnio o 7,5 proc., a najmocniej podrożał olej napędowy – o 9,5 proc.

Zmiany klimatyczne przemodelują światową gospodarkę. Wpłyną na miejsce zamieszkania i sposób odżywiania

Zmiany klimatyczne przemodelują światową gospodarkę. Wpłyną na miejsce zamieszkania i sposób odżywiania 6

Ludzkość ma czas do 2030 roku, aby zahamować emisję gazów cieplarnianych i spowolnić globalne ocieplenie. W przeciwnym razie grozi nam globalna katastrofa – zgodnie alarmują naukowcy z Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) i amerykańskiego The National Climate Assessment. – Globalne zmiany klimatyczne są faktem – stwierdza prof. Stanisław Czaja z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. Ekspert podkreśla, że ocieplenie klimatu całkowicie przemodeluje światową gospodarkę, styl życia ludzi i sprawi, że wiele gatunków zniknie z powierzchni Ziemi. Ucierpią na tym jak zwykle najbiedniejsze, słabo rozwinięte rejony świata. 

– Zmiany klimatyczne są czymś oczywistym. One występują i nawet jeżeli do końca nie zdajemy sobie z tego sprawy, musimy mieć tego świadomość. Te zmiany widać, nawet obserwując pogodę, klimat w cyklu rocznym. Mamy więcej ekstremalnych zjawisk klimatycznych, czyli powodzi, burz, tajfunów, podwyższone średnie temperatury miesięczne i roczne. Granice pomiędzy porami roku się zacierają – na tej szerokości geograficznej, gdzie dotąd mieliśmy cztery pory roku, teraz zaczynają funkcjonować tylko dwie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Stanisław Czaja z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.

Jak podkreśla, zmiany klimatyczne będą mieć wpływ na przyszłe losy całej cywilizacji. Zmienią nie tylko światową gospodarkę, lecz także styl życia – zdeterminują to, gdzie będziemy mieszkać, jak będziemy się przemieszczać, a nawet co będziemy jeść.

– Już dzisiaj mamy sygnały, że będzie nam brakować kawy, bananów, kakao i różnego rodzaju przypraw. Zniknie wiele upraw – mówi prof. Stanisław Czaja.

W związku ze zmianami klimatycznymi pojawią się też nowe wyzwania, np. choroby znane dotąd tylko z regionów tropikalnych przeniosą się na średnie szerokości geograficzne.

– Klimat ma podstawowy wpływ na funkcjonowanie człowieka. Nie ma w zasadzie żadnej dziedziny aktywności człowieka, której nie dotknęłyby zmiany klimatyczne. Będziemy musieli się przyzwyczaić do wyższych temperatur, do większej liczby ekstremalnych zjawisk. Im szybciej sobie to uświadomimy, tym lepiej. Jak powiedział znakomity ekolog James Lovelock: „Przekroczyliśmy już wszelkie granice, teraz przyjdzie nam tylko zapłacić za to rachunki” – mówi prof. Stanisław Czaja.

Na różnych obszarach zmiany klimatyczne będą mieć inne konsekwencje. Niektóre pośrednio na nich skorzystają, bo np. Syberia czy Kanada staną się rejonami atrakcyjnymi rolniczo. Natomiast negatywne zjawiska pogodowe dotkną przede wszystkim obszary okołorównikowe i zwrotnikowe. Tam będą powiększać się tereny suche i pustynne, pojawią się duże dysproporcje opadów, susze na przemian z powodziami.

– Zmiana warunków klimatycznych pociągnie za sobą jeszcze jedno istotne zjawisko – spadek bioróżnorodności, czyli zmniejszenie liczby gatunków zwierząt i roślin. Już dzisiaj widać to bardzo wyraźnie. Proszę spróbować znaleźć dziką konwalię w lesie – nie będzie to łatwe. Te rośliny przestają istnieć, bo potrzebują zupełnie innych warunków. Dzisiaj już mało kto widział borsuka w plenerze, a nie w ZOO. Tymczasem jeszcze kilkanaście lat temu to zwierzę można było zaobserwować w naturze – mówi prof. Stanisław Czaja.

Ekspert podkreśla, że zmiany klimatyczne całkowicie przemodelują światową gospodarkę, ale najmocniej ucierpią na nich najbiedniejsze, słabo rozwinięte rejony świata. Państwa skandynawskie – Norwegia, Szwecja, Finlandia, państwa Europy Zachodniej oraz kraje na południu, takie jak Nowa Zelandia i Australia, będą radziły sobie z nimi lepiej.

– Zmiany dotkną praktycznie każdą gospodarkę, każde społeczeństwo. Ludzie, którzy już dzisiaj żyją w trudnych warunkach, będą w jeszcze gorszej sytuacji, bo dostęp do wielu produktów i surowców będzie utrudniony – mówi prof. Stanisław Czaja.

W raporcie Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) blisko setka naukowców z czterdziestu państw – którzy pracowali nad nim przez ostatnie trzy lata – podkreśla, że ludzkości grozi katastrofa klimatyczna na niespotykaną skalę, jeżeli globalne ocieplenie nie zostanie zahamowane. Konsekwencją będzie m.in. zalanie wysp na Oceanie Spokojnym i terenów zamieszkanych przez połowę ludności świata, 150 tys. zgonów rocznie z powodu upałów w samej Europie i setki miliony zgonów spowodowanych zanieczyszczeniem powietrza, rozprzestrzenianie się chorób tropikalnych, ograniczony dostęp do żywności i wody pitnej. Klęski żywiołowe – fale upałów, nawałnice, powodzie czy gwałtowne burze – odczuje na własnej skórze 2/3 Europejczyków. IPCC podkreśla, że do 2050 roku ludzkość musi całkowicie zrezygnować ze spalania węgla, a do 2030 roku globalna emisja dwutlenku węgla musi spaść o 45 proc., żeby zapobiec katastrofie.

Podobne wnioski płyną też z najnowszego raportu The National Climate Assessment opracowanego dla rządu USA (zgodnie z prawem taki raport musi powstawać co cztery lata). Pracowały nad nim m.in. Departament Obrony, NASA i zespół złożony z trzystu naukowców, którzy ostrzegają, że do 2030 roku globalne ocieplenie musi zostać zahamowane. W przeciwnym razie będzie powodować miliony zgonów i kolosalne straty rzędu 500 mld dol. rocznie, i to tylko dla amerykańskiej gospodarki.

Po lody coraz chętniej sięgamy zimą. Producenci notują rekordowe wzrosty sprzedaży w okresie jesienno-zimowym

Po lody coraz chętniej sięgamy zimą. Producenci notują rekordowe wzrosty sprzedaży w okresie jesienno-zimowym 7

Lody to już nie tylko typowo letni deser. Ponad 60 proc. Polaków sięga po nie również zimą. Sprzedaż lodów od października do stycznia dynamicznie rośnie, z danych PPL Koral wynika, że co roku nawet o 170 proc. Ci, którzy lodów zimą nie jedzą, najczęściej obawiają się choroby. Zdaniem ekspertów to jednak mit. Jedzenie lodów zimą hartuje organizm, wzmacnia układ odpornościowy, mniejsze jest też ryzyko infekcji gardła. Dodatkowo, lody wykonane z prawdziwych owoców dostarczają witamin, których zimą często brakuje.

Jeszcze do niedawna konsumpcja lodów w Polsce kojarzyła się bezpośrednio z okresem letnim, kiedy były upały sięgaliśmy po lody na patyku w celu ochłodzenia się. Dzisiaj możemy już mówić o trendzie jedzenia lodów również zimą, czyli tak naprawdę przez okrągły rok. Polacy pokochali lody zimą – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Olga Walentynowicz z PPL Koral.

Z badania „Czy jemy lody zimą?”przeprowadzonego przez nstytut Kantar Public na zlecenie marki Bracia Koral wskazuje, że 64 proc. Polaków sięga po lody także zimą. Większość (blisko 80 proc.) lubi ten deser niezależnie od pory roku. Dla innych to także dobry sposób ma poprawienie sobie nastroju.

Według danych PPL Koral, sprzedaż lodów zimą już od kilku lat bije rekordy. W marce Bracia Koral są to przyrosty co roku nawet do 170 proc. Jeżeli pod uwagę weźmiemy 2016 i 2017 rok, mówimy o wzroście blisko 300 proc. Dane już z listopada 2018 pozwalają prognozować, że padnie kolejny rekord jedzenia lodów zimą – ocenia Olga Walentynowicz.

Tylko w okresie jesienno-zimowym na przełomie 2016 i 2017 roku marka PPL Koral zanotowała wzrost o ponad 178 proc. rdr. W analogicznym okresie 2017 roku wzrosty sięgnęły niemal 300 proc. w stosunku do 2015 roku. Zima to dobry okres zwłaszcza dla lodów z segmentu familijnego premium i high premium.

Na popularność lodów zimą składa się wiele czynników. Jednym z nich jest ogromna rola polskich producentów lodów, którzy już od wielu lat dbają o to, żeby te lody w lodówkach były, szczególnie w małych sklepach. Wiele osób z nas miało okazję pójść do sklepu, małego, osiedlowego, z zamiarem kupienia lodów, a tam niestety w lodówce był tylko mrożony groszek. Teraz już taka sytuacja powoli się zmienia – tłumaczy ekspertka.

Choć coraz więcej osób sięga po lody zimą, część osób unika ich w obawie przed chorobą. Panuje mit, że lody przyczyniają się do zapalenia gardła czy anginy, zwłaszcza jeśli sięga się po nie w chłodniejszych miesiącach. Eksperci przekonują jednak, że lody zimą mogą mieć dobroczynny wpływ na zdrowie – hartują organizm, wzmacniają odporność, a produkowane z naturalnych składników i owoców mają dużo witamin.

Wciąż panuje mit anginy która może powodowana jest przez lody funkcjonuje w naszym społeczeństwie, ale jak mówią specjaliści, lody, szczególnie zimą w tych mniejszych różnicach temperatur, są bardzo bezpieczne, a wręcz wielu z nich poleca lody jako lek na anginę, lek po operacji migdałków, więc lodami możemy również leczyć – przekonuje Walentynowicz.

Spożycie lodów w Polsce systematycznie rośnie, wciąż jednak nam daleko do światowych potęg. Polacy zjadają rocznie niewiele ponad 4 litry lodów, podczas gdy np. w Skandynawii jest to kilkukrotnie więcej.

Najwięcej lodów jedzą Nowozelandczycy, ponad 20 litrów, Amerykanie do 20 litrów rocznie na głowę, a Szwedzi 12 litrów lodów na głowę rocznie. My staramy się tych ostatnich gonić i te pozytywne wyniki badań wskazują na to, że może niedługo uda nam się wyprzedzić Skandynawów – mówi Olga Walentynowicz.

Szkolenia w wirtualnej rzeczywistości będą alternatywą dla tradycyjnych metod nauczania. Są nawet o 500 proc. skuteczniejsze od materiałów wideo czy książek

Szkolenia w wirtualnej rzeczywistości będą alternatywą dla tradycyjnych metod nauczania. Są nawet o 500 proc. skuteczniejsze od materiałów wideo czy książek 8

Współczesna generacja gogli VR sprawdza się nie tylko w grach komputerowych. Coraz częściej po tę technologię sięgają firmy, które chcą wprowadzić nowe, innowacyjne metody nauczania. Przenosząc kursy i szkolenia do wirtualnej rzeczywistości zyskuje się nie tylko nowe środowisko pracy, ale i znacznie skuteczniejsze narzędzia, które zwiększają efektywność przyswajania nowych umiejętności. Według ekspertów, szkolenia oparte na wirtualnej rzeczywistości są nawet o 500 proc. skuteczniejsze od tradycyjnych metod, głównie dlatego, że bazują na emocjach.

– Tradycyjne szkolenia to materiały wideo, kartki papieru, książki. My to wszystko przenosimy w symulację komputerową, w związku z tym asymilowanie umiejętności jest nawet o 500 proc. skuteczniejsze. Wirtualna rzeczywistość potrafi stworzyć prawdziwe wspomnienia, dlatego że przeżywamy to wszystko, mamy prawdziwe emocje i w związku z tym zapamiętujemy to, czego mamy się nauczyć – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Maciej Buchowski, prezes MojoApps.

Przedstawiciele biznesu coraz chętniej wykorzystują narzędzia wirtualnej rzeczywistości, w których widzą innowacyjny, wysoce wydajny sposób na przekazywanie wiedzy. Firma MojoApps wyspecjalizowała się w tworzeniu spersonalizowanych szkoleń, operujących na rzeczywistościach wirtualnej i rozszerzonej. Dzięki nim klienci mogą odbywać szkolenia we własnym biurze w skutecznej formie. Obecnie trwają prace nad ich autorską platformą szkoleniową Mojo XR, która pozwoli na efektywne prowadzenie szkoleń i spotkań VR.

Na podobnej zasadzie funkcjonuje platforma Engage opracowana przez firmę VR Education we współpracy z Nokią. Narzędzie to skupia się na prowadzeniu szkoleń i kursów w branży edukacyjnej. System pracuje na większości popularnych gogli VR i pozwala łączyć wykładowców oraz kursantów m.in. z Uniwersytetów w Bristolu, Oxfordzie czy New Haven.

– W szkoleniach biznesowych możemy w praktyce trenować procedurę, czy wykonać operację medyczną w bezpiecznych warunkach. Jesteśmy w środowisku wirtualnym, nic nam się nie może stać, możemy ćwiczyć niczym w grze komputerowej poszczególne scenariusze tyle razy, aż nam się to uda – tłumaczy Maciej Buchowski.

Według badań naukowców z Uniwersytetu Columbia, wykorzystanie wirtualnej rzeczywistości w procesie edukacji poprawia zaangażowanie studentów w naukę, zachęca ich do współpracy poprzez umożliwienie własnoręcznego rozwiązywania realnych problemów i eksperymentowania z różnymi metodami dojścia do celu. Przy okazji zauważono, że narzędzie to najlepiej sprawdza się w rękach studentów o najmniejszym zasobie wiedzy, co jest najlepszym dowodem na skuteczność technologii VR w procesie nauczania.

– Widzimy, jak mocno rozwija się branża gier komputerowych i w ogóle branża rozrywkowa. VR jest trochę jak branża rozrywkowa, więc szkolimy się w sposób, w który lubimy. To jest interaktywne, mamy wpływ na to jak przebiegnie proces szkoleniowy, możemy tam dodać elementy śmieszne, zachęcające, nie tylko czysty merytoryczny materiał, ale też coś co spowoduje, że się angażujemy, że to nie jest nudne – mówi ekspert.

Po rozwiązania szkoleniowe z zakresu VR sięgają przedstawiciele niemal wszystkich branż. Marynarka wojenna Stanów Zjednoczonych korzysta z gogli wirtualnej rzeczywistości do nauczania postępowania w kryzysowych sytuacjach. Od grudnia działa platforma GIBLIB, za pomocą której lekarze mogą ćwiczyć przeprowadzanie operacji chirurgicznych. Z VR korzystają także sieci handlowe – Walmart przeszkolił w tym roku swoich pracowników przed szczytem świątecznych zakupów właśnie za pośrednictwem wirtualnej rzeczywistości.

Szkolenia VR stają się coraz popularniejsze jako narzędzie biznesowe. Eksperci oceniają, że w 2019 r. firmy z różnych branż będą sięgać coraz częściej po technologię wirtualnej rzeczywistości.

– Na pewno nadchodzący rok i najbliższa przyszłość to będą cały czas tradycyjne materiały szkoleniowe, a wirtualna rzeczywistość będzie je uzupełniać. Nie możemy w tej chwili liczyć na to, że wirtualna rzeczywistość zastąpi nam całkowicie szkolenia. Natomiast to wszystko w tym kierunku idzie, bo doświadczamy tego czego się uczymy – twierdzi prezes MojoApps.

Zgodnie z raportem opracowanym przez Allied Market Research branża wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości była warta w 2017 roku 11 mld dol. W najbliższych siedmiu latach ma rosnąć w tempie ponad 63 proc., by w 2025 r. osiągnąć wartość przeszło 571 mld dol.

Nowy budżet Włoch. Fatalny rok kryptowalut, trudny dla Ropy naftowej

Włosi zdążyli uchwalić budżet przed końcem roku. Rozpoczyna się czas podsumowań na rynkach.

Nowy budżet we Włoszech

Zamieszanie z budżetem nie ułatwiło rządowi w Rzymie przyjęcie budżetu na czas. W rezultacie rząd pominął debaty z opozycją czym oczywiście nie zyskał sobie jej sympatii. Ze względu na znaczną przewagę głosów udało się ustawę budżetową przegłosować. Prace trwały tak długo, ze względu na konflikt z Komisją Europejską i unikanie procedury nadmiernego deficytu.

Trudny rok dla Ropy naftowej

Rynek czarnego złota w tym roku można podzielić na dwa okresy. Pierwszy od stycznia do końca września, kiedy to surowiec w miarę stabilnie szedł w górę z poziomu około 65 dolarów do przeszło 85 dolarów. Mowa o ropie brent. Ostatnie trzy miesiące to z kolei gwałtowny spadek cen surowca do okolic 50 dolarów. Co takiego wydarzyło się na rynku, że ropa tak gwałtownie traciła na wartości? Sankcje nałożone na Iran przez USA miały gwałtownie zmniejszyć podaż surowca na rynku. Tak się jednak nie stało, gdyż wiele Państw otrzymało zezwolenia na import ropy od Ajatollahów. W rezultacie nadmiar surowca brutalnie skorygował poprzednie wzrosty.

Fatalny rok kryptowalut

Nie wiadomo co musiałoby się jeszcze dzisiaj wydarzyć by kryptowaluty zaliczyły ten rok do chociaż średnio udanych. Najpopularniejsza z nich bitcoin od początku roku została przeceniona przeszło czterokrotnie. Jest to zmiana cen, która na większości rynków byłaby nie do pomyślenia. Tutaj warto przypomnieć, że rok wcześniej poszedł w górę prawie piętnastokrotnie, zatem na tym rynku nie była to wcale niestandardowa zmienność.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów, a wiele państw ma skróconą sesję giełdową lub w ogóle wolne.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

W 2018 liczba upadłości i restrukturyzacji na poziomie 1100

Końcówka 2018 roku według danych KUKE jest zgodna z przewidywaniami. W listopadzie zmniejszyła liczba niewypłacalnych podmiotów gospodarczych i wyniosła 51 przedsiębiorstw. Oznacza to spadek o 24% wobec października i o 4% względem listopada 2017 roku. W ciągu ostatnich 12 miesięcy na skutek niewypłacalności działalność zakończyło 618 przedsiębiorstw, czyli o 5,6% więcej wobec 2017 roku. Na podstawie dotychczasowych danych i w odniesieniu do sytuacji gospodarczej KUKE podtrzymuje dotychczasową prognozę 1100 upadłości i restrukturyzacji w 2018 roku.

Tomasz Ślagórski, wiceprezes KUKE
Tomasz Ślagórski, wiceprezes KUKE

„Koniec 2018 roku pokazuje stabilizację gospodarczą, dlatego KUKE podtrzymuje prognozę, że liczba upadłości i restrukturyzacji w całym roku pozostanie na poziomie 1100 podmiotów. Również obserwowana przez nas branża budowlana – mimo, że utrzymuje wysoki poziom restrukturyzacji i upadłości – jest stabilna. Wynika to m.in. z tego, że po kryzysie 2012 roku branża nauczyła się ostrożnie podchodzić do sytuacji rynkowej i z wyprzedzeniem reagować na potencjalne zagrożenia. Jednocześnie uważnie obserwujemy sektor transportowy. Boryka się on obecnie z trudnościami – przede wszystkim brakami w kadrze wykwalifikowanych kierowców i wysokimi cenami paliw – które zmniejszają uzyskiwane marże. Tym samym – mimo dużego popytu na usługi transportowe – notujemy tendencje wzrostową upadłości i restrukturyzacji. Dodatkowo w połowie 2020 roku koszty działalności mogą wzrosnąć przez zmianę przepisów dotyczących pracowników delegowanych, co może jeszcze bardziej utrudnić funkcjonowanie sektora”  mówi Tomasz Ślagórski, wiceprezes zarządu KUKE S.A.

W listopadzie 2018 roku najwyższe natężenie upadłości i rozpoczętych restrukturyzacji wystąpiło w województwie lubelskim (1,83%), natomiast najniższe w województwie lubuskim (0,72%).

Średnie natężenie upadłości spółek prawa handlowego w Polsce po listopadzie wyniosło 0,87% – ogłoszono upadłość 42 spółek prawa handlowego.

Jednocześnie w listopadzie 9 osób zakończyło działalność ze względu na niewypłacalność – było to o 60,9% mniej niż w październiku (23 upadłości) i 55% mniej niż w listopadzie 2017 roku (20 upadłości).

Sławomir S. Sikora: Brak pracowników, zmiany w prawie i postęp technologiczny zmienią sektor bankowy

Konkurencja pomiędzy bankami będzie coraz większa, bo do rywalizacji dopuszczeni zostaną gracze, którzy nie mają pełnej licencji bankowej. Nasili się konkurencja nie tylko o klientów, ale także o najlepszych pracowników, którzy już teraz tradycyjne banki uważają za zbyt zbiurokratyzowane.

Jaki sektor bankowy chcieliby widzieć regulatorzy? W Europie: bardziej konkurencyjny. Już w III kw. 2019 r. konkurencja wzrośnie, przez dopuszczenie graczy, którzy nie mają pełnej licencji bankowej, a będzie to konsekwencja wprowadzenia dyrektywy unijnej.

– Dla bliskiej przyszłości sektora trzy wymiary są ważne, a zwiększenie konkurencyjności jest właśnie jednym z nich – mówi w rozmowie z MarketNews24 Sławomir S.Sikora, prezes zarządu Banku Handlowego w Warszawie SA.

W jego ocenie drugi wymiar związany jest z technologiami. Nowe technologie będą umożliwiać dostarczanie usług przy ich znacznie niższych kosztach niż to się dzieje w tradycyjnych bankach. – Bariery wejścia na rynek będą więc niższe, czyli sektor bankowy będzie bardziej dostępny – ocenia Sławomir Sikora.

Jednak to trzeci wymiar zmian jest często niedoceniany. A chodzi o rywalizację o najbardziej utalentowanych pracowników. Fintechy staną się większym zagrożeniem dla banków, ale w inny sposób niż to sobie wyobrażano przed kilku laty. Ich atrakcyjność będzie rosła, bo najbardziej utalentowane osoby uważają tradycyjne banki za zbyt zbiurokratyzowane, choć nie jest to wina samych banków, ale przede wszystkim nadmiernej regulacji sektora.

– Te trzy wymiary to jednocześnie zagrożenia, które będą powodować ewolucję sektora bankowego – komentuje prezes S.Sikora.

Czym zaskoczył nas świat handlu w 2018 roku?

Trendy branży retail w 2018 roku można podsumować jako swoistą hybrydę świata online i offline. Decyzje zakupowe konsumentów jasno pokazują, że preferują i cenią konkretne rozwiązania z obu światów i najchętniej chcieliby, aby uzupełniały się one w jednym, spójnym procesie zakupowym. Co ciekawe, doświadczenie pokazuje, że im więcej innowacji technologicznych jest wykorzystywanych w sprzedaży, tym silniejszą rolę odgrywa sam produkt. Piotr Witkowski, ekspert ds. innowacji ASM Sales Force Agency, należącej do ASM GROUP,  komentuje kluczowe wydarzenia w globalnym handlu w 2018 r.

Amazon otworzył pierwsze sklepy pop-up w Europie

Pomimo tego, że handel online kwitnie, to e-commerce’owi gracze nadal szukają  możliwości zwiększenia sprzedaży i wykorzystania potencjału tradycyjnej sprzedaży. Fenomenem tego roku jest wejście amerykańskiego giganta w segment handlu offline. Amazon uruchomił sześć sklepów pop-up pod szyldem „Loft for Xmas” w Amsterdamie, Berlinie, Londynie, Mediolanie i Paryżu. Branża e-commerce zdaje sobie sprawę, że customer service ze świata online pozostawia jeszcze wiele do życzenia i walczy, aby również i swoim klientom zapewnić niezapomniane doświadczenie zakupowe. Dzięki sklepom stacjonarnym, klienci nie tylko mogli kupić ubrania, ale także skorzystać z profesjonalnych porad stylistów, posłuchać muzyki na żywo, czy wziąć udział w warsztatach.

Sklepy typu Go, zapowiedź nowej ery

Dzięki technologiom i mobilnej aplikacji, zautomatyzowane sklepy odmienią przyszłość tradycyjnego handlu. W tym roku zapowiedziała to m.in francuska sieć sklepów Carrefour oraz Amazon. Jak mają działać sklepy bezobsługowe? Przede wszystkim, prosto. Cały proces opiera się na dedykowanej aplikacji. Klient będzie musiał jedynie zeskanować kod swojego koszyka przed wejściem do sklepu i samodzielnie zapakować do niego interesujące go produkty. Potem może najzwyczajniej ze sklepu wyjść. Bez stania w kolejce i z dużą ilością zaoszczędzonego czasu. Warto zwrócić uwagę, że minimalizując interakcję z drugim człowiekiem w sklepie, firmy będą musiały skoncentrować cały swój wysiłek na odpowiednio efektywnej ekspozycji produktów. To właśnie w merchandisingu będzie tkwił klucz do sukcesu sprzedaży w sklepach typu Go.

Coraz więcej AI w sprzedaży

Z roku na rok procent przedsiębiorstw deklarujących wdrożenie oprogramowania opartego o sztuczną inteligencję – AI w sprzedaży znacząco rośnie. Bezapelacyjnie jest to kolejne narzędzie wsparcia tradycyjnej sprzedaży, które otwiera przed sprzedawcami całkowicie nowe możliwości zwiększenia przychodów. Automatyzacja obsługi najczęstszych pytań i problemów klientów, pozwoli obniżyć koszty obsługi oraz wykorzystać czas sprzedawcy na finalizowanie sprzedaży. Jedną z bardziej interesujących możliwości zastosowania sztucznej inteligencji w sklepach stacjonarnych jest technologia rozpoznawania obrazu (image recognition) zwiększająca skuteczność kierowania procesami sprzedaży w terenie. Mobilna aplikacja jest w stanie dostarczyć kompletnej wiedzy na temat stanu ekspozycji w co najmniej 15 razy krótszym czasie w porównaniu do pracy człowieka. Co więcej jakość audytu jest lepsza, a zakres zbieranych informacji szerszy. Mając na uwadze, że prawidłowa ekspozycja może zwiększyć sprzedaż nawet o 30% warto nieustannie optymalizować narzędzia w walce o idealny wygląd półek.

Autonomiczne roboty w sklepach offline

Ciekawym wydarzeniem w świecie handlu jest startup Hease Robotics, który produkuje autonomiczne roboty obsługujące klientów w sklepach, muzeach, biurach i na lotniskach. Misją startupu jest wprowadzanie tego rodzaju urządzeń do przestrzeni publicznej, gdzie będą pomagały w sprzedaży oraz w rozwiązywaniu codziennych problemów. Nie zastępują one ludzi, lecz uwalniają część ich czasu wykonując prostą i powtarzalną pracę. Dzięki czemu pracownik sklepu będzie mógł skoncentrować się na bardziej skomplikowanych zadaniach lub rozwijać nowe kompetencje. Czy to przyszłość handlu? Trudno jeszcze jasno powiedzieć czy roboty staną na wysokości zadania, ale ten kierunek na pewno należy obserwować tj. jak technologia będzie wspierała prace człowieka w handlu.

Kończący się rok pokazał, że handel na dobre oduczył się pojęć „stabilizacja” i „nuda”. Cały rynek wzniósł się na nowy poziom. Czerpiąc ze wsparcia innowacji w tradycyjnym handlu, zanotował rekordowe poziomy sprzedaży. Technologia wraz z zaawansowaną analityką przyciągnęła Polaków do marketów, gdzie wciąż można dokonać najtańszych zakupów.

7 dużych zagrożeń dla rynków finansowych w 2019 roku

Łatwiejsza sukcesja firmy i nowe ulgi podatkowe. Przedsiębiorstwa w 2019 roku czeka szereg zmian w przepisach

Łatwiejsza sukcesja firmy i nowe ulgi podatkowe. Przedsiębiorstwa w 2019 roku czeka szereg zmian w przepisach 9

Ustawa o sukcesji firm rodzinnych i ulga podatkowa, tzw. Innovation Box – to jedne z najważniejszych zmian w przepisach, jakie czekają przedsiębiorstwa w nowym roku. Pierwsza pozwoli płynnie kontynuować jednoosobową działalność gospodarczą po śmierci przedsiębiorcy. Druga zapewni korzyści podatkowe wszystkim firmom, które wprowadzają na rynek i czerpią zyski ze sprzedaży opatentowanej własności intelektualnej.

– Wśród ułatwień dla przedsiębiorców w 2019 roku numerem jeden jest ustawa o zarządzie sukcesyjnym przedsiębiorstwem osoby fizycznej. Ona zapewnia ciągłość bytu jednoosobowej działalności gospodarczej. To ciekawa propozycja, mająca co prawda kilka wad, ale jestem przekonany, że ustawodawca wyeliminuje je w ramach funkcjonowania tej ustawy – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Podgórski, wiceprezes Ogólnopolskiej Federacji Przedsiębiorców i Pracodawców Przedsiębiorcy.pl.

Ustawa o sukcesji firm rodzinnych weszła w życie w końcówce listopada. Beneficjentem nowych przepisów jest ponad 2 mln przedsiębiorców zarejestrowanych w CEIDG, z których przeszło 230 tys. ukończyło już 65 lat. Dzięki nowym przepisom w przypadku śmierci właściciela jego przedsiębiorstwo będzie mogło dalej płynnie kontynuować działalność.

– Zanim ta ustawa weszła w życie, wraz ze śmiercią właściciela jego działalność gospodarcza przestawała zupełnie istnieć. Ginął NIP, unieważnione były wszystkie umowy, nie tylko z pracownikami, lecz także z kontrahentami. Najbliższa rodzina nie dość, że pozostawała w żałobie po stracie bliskiej osoby, to również pozostawała z gigantycznymi problemami. To było dla nich duże utrapienie – mówi Piotr Podgórski.

Do tej pory śmierć właściciela firmy oznaczała m.in. wygaszenie kontraktów handlowych czy umów cywilnoprawnych, co rodziło poważne problemy nie tylko dla przedsiębiorstwa, lecz także dla zatrudnionych w nim pracowników. Spadkobiercy mogli przejąć majątek zmarłego, ale bez elementów niezbędnych do dalszego funkcjonowania działalności gospodarczej, takich jak NIP czy decyzje administracyjne, zwłaszcza zezwolenia oraz koncesje.

Zgodnie z nowymi przepisami właściciel przedsiębiorstwa może bezpłatnie zarejestrować w CEIDG swojego zarządcę sukcesyjnego, który po jego śmierci pokieruje firmą aż do momentu zakończenia formalności spadkowych. Ustawa zakłada, że po śmierci przedsiębiorcy zostaną utrzymane w mocy kontrakty cywilnoprawne, umowy o pracę, pozwolenia, licencje czy koncesje, a sukcesor będzie uprawniony do posługiwania się numerem NIP zmarłego właściciela i korzystania z firmowego konta. Niezależnie od stopnia pokrewieństwa ze zmarłym przedsiębiorcą zostanie też zwolniony z podatku od spadków z tytułu nabycia przedsiębiorstwa.

– Apelujemy do wszystkich właścicieli jednoosobowych działalności gospodarczych. Podobnie jak spisujemy testament, kiedy jesteśmy w pełni władz umysłowych, tak samo kiedy jesteśmy w pełni sił, wyznaczamy zarządcę sukcesyjnego, bo to on jest pomostem od chwili naszej śmierci do wejścia następców prawnych. Jeżeli właściciel sam tego nie zrobi, zarządca może zostać ustanowiony w ciągu dwóch miesięcy przez najbliższą rodzinę, ale warto to zrobić za życia – podkreśla Piotr Podgórski.

Zarząd sukcesyjny może trwać maksymalnie 2 lata (w wyjątkowych przypadkach może zostać przedłużony do 5 lat) i w myśl nowych przepisów wygaśnie w momencie podziału spadku. Aby ustanowić zarządcę sukcesyjnego, potrzebna jest jego zgoda. Ustawa pozwala również, aby udzielona przez przedsiębiorcę prokura przekształciła się w uprawnienia zarządcy sukcesyjnego.

– Spółka z o.o. ma w Kodeksie spółek handlowych pewne uregulowania dotyczące tego, co następuje po śmierci prezesa, udziałowców czy innych osób zasiadających w zarządzie. Pomimo naszych apeli jako organizacji pracodawców jednoosobowa działalność gospodarcza dotychczas takich uregulowań nie miała. Na szczęście zmieniło to z dniem 25 listopada br., kiedy ta ustawa weszła w życie, a zacznie porządnie obowiązywać w przyszłym roku – mówi Piotr Podgórski.

Dla przedsiębiorców kolejna ważna zmiana w przyszłym troku to IP Box, inaczej Innovation Box. Jest to preferencja podatkowa w zakresie podatku dochodowego dla wszystkich firm, które generują dochód poprzez sprzedaż czy wprowadzanie na rynek tzw. kwalifikowanej własności intelektualnej. Są to m.in. wzory użytkowe, wzory przemysłowe, wynalazki czy programy komputerowe. Warunek jest taki, aby były one zarejestrowane lub w trakcie rejestracji w Urzędzie Patentowym.

– Jeżeli mam firmę produkującą kostkę brukową i postanawiam wprowadzić do katalogu na 2019 rok nowy kształt kostki brukowej, zlecam to swoim specjalistom, którzy tworzą rysunek, specjalistyczny opis i składam wniosek do Urzędu Patentowego, ażeby tę nową kostkę zarejestrować. Jeżeli później sprzedam tę kostkę, to dochód uzyskany ze sprzedaży podlega opodatkowaniu w wysokości 5 proc., a nie jak dotychczas np. 19 proc. Jest to zatem realna korzyść dla przedsiębiorstw – mówi wiceprezes Ogólnopolskiej Federacji Przedsiębiorców i Pracodawców Przedsiębiorcy.pl.

Polacy zaczynają produkować więcej wina. Mamy szansę być dobrym producentem białych i musujących win

Polacy zaczynają produkować więcej wina. Mamy szansę być dobrym producentem białych i musujących win 10

Choć na razie produkcja wina gronowego w Polsce to zaledwie ułamek procenta wszystkich wytwarzanych nad Wisłą win, producenci i dystrybutorzy wierzą w przyszłość tego segmentu rynku. Upatrują szansy we wzroście świadomości konsumentów i modzie na lekkie, ale bardziej eleganckie niż piwo trunki. Polskie winnice mają szansę stać się dobrym jakościowo producentem win białych i musujących – ocenia Polska Rada Winiarstwa.

Polacy piją specyficzne wina, 80 proc. rynku to wina półsłodkie i półwytrawne, 20 proc. rynku to dopiero są wina wytrawne, ale to jest rynek rozwijający się, perspektywiczny, chyba jeden z najbardziej perspektywicznych, bo zmienia się sposób konsumpcji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Nowak, wiceprzewodniczący Polskiej Rady Winiarstwa i prezes zarządu firmy Jantoń.

Światowe spożycie wina wzrosło w zeszłym roku o 0,8 proc. do 244 mln hektolitrów. I to w roku bardzo dla wina niefortunnym – chłodnym i deszczowym. Najwięcej wina wypijają Portugalczycy (średnio niemal 59 litrów na głowę rocznie), a za nimi są Francuzi (niemal 51 litrów) i Włosi (44 litry). Polacy ze spożyciem na poziomie 6 litrów pozostają daleko w tyle, choć jeszcze skromniejsze wyniki mają w tym zakresie Chińczycy (ok. 1,5 litra).

– Polski konsument cały czas się boi wina, nie ma na tyle wiedzy, żeby spokojnie po nie sięgać. My jesteśmy zwolennikami przekazywania tej wiedzy w sposób spokojny i językiem przystępnym dla ludzi – przekonuje Jakub Nowak.

Zdecydowana większość wytwarzanego w Polsce wina to napoje na bazie owoców. Jak podaje Polska Rada Winiarstwa, w 2016 roku fermentowanych wyrobów winiarskich powstało nad Wisłą 1 106,7 tys. hl, w tym 8,4 tys. hl miodów pitnych i jedynie 7 tys. hl win gronowych. Dla porównania wciąż relatywnie mało popularnych cydrów powstało 80 tys. hl, czyli ponad jedenaście razy więcej. Faktem jest jednak, że od 2011 roku, kiedy to Polska ponownie została uznana za kraj winiarski, z roku na rok powstaje coraz więcej winnic. Według Jakuba Nowaka jest ich już około pięciuset, a liczba ta rośnie w tempie dwucyfrowym.

Stwierdzenie, że stajemy się znaczącym producentem jest trochę na wyrost, ale wracamy do korzeni. W Polsce kiedyś produkowało się wina gronowe. Na razie jest to taka skala nieprzemysłowa, ale zaczynamy produkować dobre wina. Szczególnie białe są na polskie warunki klimatyczne preferowanymi winami i zaczyna się to bardzo mocno rozwijać – tłumaczy Jakub Nowak w rozmowie przeprowadzonej podczas Wine Expo Poland. – Na pewno mamy duże szanse, żeby rozwijała się polska enoturystyka, żeby powstawały winnice.

Choć ze względów klimatycznych Polska nie ma szans na rywalizowanie z największymi światowymi producentami, takimi jak Włochy, Francja czy Hiszpania, to jednak może się wyspecjalizować w produkcji win odmiennych od tych powstających w innych regionach Europy czy świata i z tego względu ciekawych dla koneserów tego trunku.

– Nigdy nie będziemy znaczącym krajem, jeśli chodzi o winiarstwo, dlatego że nie mamy odpowiedniego klimatu, ale będziemy mieli swoje pięć minut w tym zakresie, będziemy mieli swoje specyficzne, krajowe wina, których będą próbowali enolodzy z całego świata – przekonuje prezes firmy Jantoń. – Na pewno będziemy w stanie wytwarzać dobre wina musujące. Jeżeli uda nam się wyprodukować dobre czerwone wino, to znaczy, że będą perełki i gratuluję wszystkim winiarzom, którym się to uda.

Podsumowanie cen mieszkań w 2018 roku

W Sylwestra deweloperzy i właściciele nieruchomości będą mieć powody do świętowania. Jak wynika z danych najpopularniejszego serwisu nieruchomości – Otodom, ceny mieszkań w 2018 rosły we wszystkich największych miastach. Zarówno na rynku pierwotnym jak i wtórnym jest nawet o 15% drożej niż jeszcze w styczniu 2018.

Rynek pierwotny: +15% w Szczecinie

W 2018 roku deweloperzy nie tylko sprzedali rekordową liczbę mieszkań, ale i mogli zażądać za nie większych niż przed rokiem kwot. Najmniejsza podwyżka miała miejsce w jednym z droższych miast – Krakowie. W listopadzie średnia cena za metr kwadratowy nowego mieszkania wyniosła tam 7626 zł, o 5% więcej niż w styczniu. Poznań i Wrocław stał się od stycznia droższy o 10%, a rekordy padły w Gdańsku (14%) i Szczecinie (15%).

Jeszcze w styczniu stolica województwa zachodniopomorskiego była najtańszym miastem w tym zestawieniu, dziś ceny na rynku pierwotnym w Szczecinie są wyższe niż w Lublinie, Łodzi i Katowicach i wkrótce przebić mogą barierę 6000 zł za metr kwadratowy – zauważa Michał Szczudlak, analityk Otodom.

Nowe mieszkania najdroższe są wciąż w Warszawie, a od stycznia ich ceny ofertowe wzrosły o 8%. Dziś średnia cena w stolicy to prawie 8400 zł.

Średnia cena ofertowa metra kwadratowego mieszkania na rynku pierwotnym

Miasto Cena w styczniu 2018 Cena w listopadzie 2018 Zmiana
Gdańsk 6 497 7 425 14%
Katowice 5 475 5 825 6%
Kraków 7 230 7 626 5%
Lublin 5 428 5 785 7%
Łódź 5 202 5 575 7%
Poznań 6 461 7 083 10%
Szczecin 5 168 5 929 15%
Warszawa 7 754 8 393 8%
Wrocław 6 437 7 050 10%

źródło: dane Otodom

Rynek wtórny: +15% w Katowicach

Dane Otodom wskazują, że na rynku wtórnym rok 2018 przyniósł jeszcze większe wzrosty. Siedmioprocentowa podwyżka okazała się najmniej spektakularna i dotknęła Lublin, Poznań i Szczecin. Dwucyfrowe wyniki zanotowały Kraków, Łódź i Gdańsk, a rekord padł w Katowicach, gdzie metr kwadratowy mieszkania podrożał o 15% – z prawie 4600 zł w styczniu do niemal 5300 zł w listopadzie. Mimo znacznej podwyżki, stolica województwa śląskiego wciąż należy do najtańszych dużych miast – taniej jest tylko w Łodzi i Szczecinie.

Średnia cena ofertowa metra kwadratowego mieszkania na rynku wtórnym

Miasto Cena w styczniu 2018 Cena w listopadzie 2018 Zmiana
Gdańsk 8 261 9 259 12%
Katowice 4 597 5 291 15%
Kraków 7 952 8 746 10%
Lublin 5 266 5 610 7%
Łódź 4 283 4 766 11%
Poznań 6 358 6 815 7%
Szczecin 5 156 5 527 7%
Warszawa 9 164 9 889 8%
Wrocław 6 572 7 167 9%

źródło: dane Otodom

 

­Kawalerki nawet o 31% w górę

Interesująco wygląda także zestawienie średnich cen najtańszych mieszkań – kawalerek. W tej kategorii rekord padł w Gdańsku, gdzie jednopokojowe mieszkanie kosztuje aż o 31% więcej niż jeszcze w styczniu. Stolica województwa pomorskiego stała się tym samym jeszcze droższa od Warszawy, a średnie ceny kawalerek zbliżają się w niej do astronomicznego pułapu 400 000 zł.

Co ciekawe, w jednym mieście ceny ofertowe kawalerek są dziś niższe niż na początku roku. Mowa o Poznaniu, gdzie ceny spadły o 3%.

Średnia cena ofertowa kawalerki na rynku wtórnym

Miasto Cena w styczniu 2018 Cena w listopadzie 2018 Zmiana
Bydgoszcz 154 944 171 527 11%
Gdańsk 300 823 392 842 31%
Katowice 166 528 180 582 8%
Kraków 278 081 306 220 10%
Lublin 177 498 182 699 3%
Łódź 154 368 167 903 9%
Poznań 251 828 245 026 -3%
Szczecin 168 337 200 553 19%
Warszawa 316 500 337 520 7%
Wrocław 245 950 274 381 12%

źródło: dane Otodom

Więcej niż na lokacie

Powyższe dane wskazują, że majątek zainwestowany w zakup mieszkania w styczniu 2018, jeszcze przed końcem roku zwiększył wartość o kilka, kilkanaście, a nawet ponad trzydzieści procent. W najlepszej sytuacji są osoby, które zakupiły mieszkania na wynajem. Podsumowując rok mogą podliczyć nie tylko zainkasowany od lokatorów czynsz, ale i wzrost wartości mieszkań. Pamiętać należy jednak, że na realne pieniądze przełoży się on dopiero w momencie sprzedaży mieszkania.

Jarosław Krawczyk, Otodom