W pierwszym tygodniu nowego roku w pierwszej kolejności będą poszukiwane odpowiedzi na pytania: kiedy w USA zakończy się „government shutdown” oraz czy rynki akcji stać na wypracowanie trwalszego odbicia? Dane znajdą się na drugim planie i choć pozytywne zaskoczenia w odczytach indeksów PMI/ISM z pewnością złagodziłyby obawy o globalne spowolnienie, szanse na to są minimalne. Na koniec tygodnia uwagę przykuje raport z rynku pracy USA.
Przyszły tydzień: NFP, ISM dla przemysłu, Powell z Fed, PMI z Europy, CPI z Polski, rynek pracy z Kanady
Nie zanosi się, aby w ciągu najbliższych kilku dni government shutdown w USA miał być zażegnany, choć po rynku nie widać, aby na aktywach USA i dolarze ciążyła z tego tytułu istotna premia. Przeciąganie paraliżu administracji publicznej będzie skutkować odroczeniem niektórych publikacji, ale kluczowe w przyszłym tygodniu odczyty ISM dla przemysłu (czw) i raport z rynku pracy (pt) nie są zagrożone. Podwyższony poziom ISM z listopada (59,3) będzie trudny od utrzymania w obliczu rosnących obaw o spowolnienie globalnego ożywienia i obawy o eskalację sporu handlowego z Chinami. Mimo to dane z sektora wciąż są zadowalające dzięki solidnemu popytowi wewnętrznemu, więc korekta indeksu nie powinna być duża. W raporcie NFP po względnie słabym wyniku listopadowym (155 tys.) spodziewane jest odbicie (prog. 180 tys.) spójne z innymi miarami zatrudnienia. Po dynamice płacy oczekuje się solidnego wzrostu o 0,3 proc. m/m przy utrzymaniu stopy bezrobocia na 3,7 proc. USD będzie bardziej wrażliwy na gorsze od prognoz wartości, szczególnie po stronie płac, gdyż zostaną odebrane jako hamulec dla restrykcyjnej polityki Fed. Prezes Fed Powell będzie przemawiał w piątek i jego komentarze do obecnej sytuacji rynkowej będą uważnie analizowane.
Finalne odczyty PMI z Eurolandu (śr-pt) schodzą na dalszy plan, gdyż pierwsze (fatalne) wrażanie zdążyły zrobić wyniki wstępne dwa tygodnie temu. Poznamy za to szybki szacunek inflacji HICP (pt) z prognozą spadku w grudniu do 1,8 proc. r/r z 2 proc. miesiąc wcześniej głównie z powodu spadku cen ropy naftowej. Większa uwaga będzie dotyczyć inflacji bazowej, gdzie niewykluczony jest wzrost do 1,1 proc. z 1 proc. EBC z pewnością znajdzie tutaj fundament dla swoich optymistycznych prognoz, jednak raczej jeszcze za wcześnie na przekuwanie tego w umocnienie EUR. EUR/USD pozostaje przede wszystkim wyrazem sentymentu wobec dolara, jednocześnie po inwestorach nie widać chęci, by wyrwać kurs z wielotygodniowej konsolidacji.
W Wielkiej Brytanii ryzykiem jest niepodtrzymanie przez wskaźnik PMI dla przemysłu (śr) listopadowego odbicia i poddanie się generalnemu pogorszeniu aktywności na całym Starym Kontynencie. Indeks dla usług (pt) już w listopadzie rozczarował i jest niedaleko bariery 50 pkt., więc kolejny spadek nie zostanie przeoczony. Po świętach prawdopodobnie na nowo rozgorzeje dyskusja o przyszłości brexitu, ale z głosowanie w parlamencie zaplanowanym na połowę stycznia, w najbliższych dniach raczej nie poznamy konkretów. Inwestorzy w większości trzymają się z daleka od handlowania funtem, nawet jeśli asymetria ryzyk przemawia za większym potencjałem do wzrostów.
Z Polski otrzymamy grudniowy odczyt PMI dla przemysłu (śr), ale przy rozczarowujących wynikach wstępnych z Eurolandu trudno liczyć na pozytywną niespodziankę. Kolejny odczyt poniżej 50 pkt. będzie zapalał światło ostrzegawcze i implikował hamowanie sektora na koniec roku. Inflacja CPI (pt) obniży się z 1,3 proc. r/r w listopadzie do 1,1 proc. r/r przez negatywne efekty bazy oraz presję z tytułu spadających cen paliw. Oba odczyty wysyłają negatywne sygnały dla złotego w kontekście oceny perspektyw polityki pieniężnej NBP. Przy niestabilnej sytuacji na rynkach zewnętrznych nie buduje to warunków dla umocnienia złotego w krótkim terminie.
W Japonii PMI dla przemysłu (pt) tradycyjnie przejdzie bez echa. JPY jest w nietypowej sytuacji, gdyż nawet pomimo odbicia na giełdach pod koniec mijającego tygodnia, nie słabnie napływa kapitału do bezpiecznego jena i na krajowy rynek długu, przez co rentowności 10-letnich obligacji po raz pierwszy od września 2017 r. spadły poniżej 0 proc. Przy utrzymaniu niepewności na rynkach JPY powinien pozostawać w czołówce kupowanych walut.
Przyszły tydzień nie oferuje żadnych istotnych publikacji z Antypodów, więc zachowanie AUD i NZD będzie wypadkową kształtowania się apetytu na ryzyko i postrzegania Chin w kontekście wojny handlowej z USA. Próby wypracowania świeżego startu na początku nowego roku bez wątpienia pozwoliłyby aussie i kiwi wyciągnąć się z dwumiesięcznych dołków. Z drugiej strony doniesienia z Waszyngtonu sugerują, że Biały Dom szykuje nowe restrykcje wobec chińskich firm Huawei i ZTE, co będzie psuć sentyment. Bez jasnych dowodów odwilży w sporze, AUD i NZD nie są dobrym typem do wzrostów.
W Kanadzie kalendarz oferuje raport z rynku pracy za grudzień (pt). Oczekiwania dla zmiany zatrudnienia są niskie (10 tys.), co jednak związane jest z fantastycznym wynikiem za listopad (94,1 tys.). Czynniki jednorazowe mogły zaważyć na statystykach i grudniowy raport może przynieść korektę, więc ryzyka wokół odczytu przeważają po negatywnej stronie. Obecnie CAD cierpi przede wszystkim przez spadające ceny ropy naftowej, a ponieważ rynek już całkowicie wyzerował oczekiwania na styczniową podwyżkę stopy procentowej, trend dla waluty pozostanie silnie skorelowany z kierunkiem ceny surowca. Oczekujemy odbicia po przesadnej wyprzedaży, ale raczej nie będzie to jednostajny ruch.
Pomimo gorszych od oczekiwań danych makro jen nie ucierpiał. W USA coraz większym problemem są kredyty studenckie. Słabszy od oczekiwań indeks zaufania konsumentów.
Słabsze dane z Japonii
W nocy poznaliśmy dane z Japonii. Produkcja przemysłowa wzrosła w ujęciu rocznym podobnie jak sprzedaż detaliczna o 1,4%. Są to dane słabsze od oczekiwań. Dane te nie przeszkodziły jednak japońskiemu jenowi rosnąć. Inwestorzy dosyć specyficznie reagują na odczyty z Japonii. Parametry takie jak produkcja przemysłowa czy sprzedaż detaliczna często pokazują odczyty ujemne. W rezultacie niewykluczone, że kilku dużych inwestorów spodziewało się znacznie gorszych danych stąd wzrosty.
Kolejna bańka?
Analitycy zwracają uwagę, na pewną bardzo ryzykowną tendencję. W USA wyraźnie rośnie zadłużenie z tytułu pożyczek studenckich, będących bardzo popularną formą finansowania edukacji. Niepokój może budzić nie tylko podwojenie kwoty kredytów w ciągu dekady. Pomimo bardzo dobrej koniunktury aż 10% zobowiązań nie jest spłacanych w terminie. Jeżeli dojdzie do pogorszenia sytuacji na rynku pracy może to oznaczać poważne problemy finansowe w tej grupie, a dotyczy to mniej więcej co 7 obywatela.
Dane z USA
Wczorajsze dane z USA wbrew oczekiwaniom miały spory wpływ na rynki walutowe. O ile liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych okazała się z grubsza zgodna z oczekiwaniami, o tyle indeks zaufania konsumentów był niemiłą niespodzianką. Wyniósł o 128,1 pkt wobec oczekiwanych 133,7 pkt. Oznacza to, że optymizm Amerykanów spada. Wciąż pozostaje jednak na relatywnie wysokim poziomie. Dane te również przełożyły się negatywnie na giełdę. Parkiet przed zamknięciem zdołał jednak odrobić straty i zakończyć dzień zyskiem. W przypadku waluty nie było już tak dobrze. Dolar tracił wczoraj względem pozostałych walut na wartości.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Kondycja poszczególnych branż pokazuje nie tylko, w których obszarach polskie firmy radzą sobie najlepiej, ale też gdzie zysku mogą szukać giełdowi inwestorzy. W 2018 r. najlepiej wypadł sektor paliwowy, ale już nad firmami energetycznymi gromadziły się czarne chmury, czego branżowy indeks giełdowy jest wymowną ilustracją. Najgorzej radziły sobie natomiast firmy budowlane.
– Rosnące koszty nie tylko pracy, niedobór pracowników i jednocześnie wieloletnie kontrakty, w których zawarte zostały wynegocjowane ceny, spowodowały, że sektor budowlany był najsłabszy w 2018 r. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią. – Inwestorzy stracili na swoich akcjach po 30 proc. W 2019 r. lepiej nie będzie.
W sektorze nieruchomości branżowy indeks WIG stracił ok. 10 proc. Ten sektor też odczuł wzrost kosztów ze względu na wyższe wynagrodzenia i droższe materiały. O ile łatwiej niż w budowlance firmy nieruchomościowe mogły dostosować swoje ceny do rosnących kosztów, o tyle ich wyniki finansowe też nie napawają optymizmem.
Z kolei kondycja sektora informatycznego była lepsza niż wcześniej wymienionych, pomimo olbrzymiej presji na wzrost wynagrodzeń. – Jednak spółkom udało się utrzymać marże, bo są w stanie przenieść rosnące koszty na klientów – ocenia ekspert z CMC Markets.
Najlepszy wśród branżowych WIG-ów z warszawskiej giełdy był sektor paliwowy, który przy dużej zmienności cen ropy naftowej na świecie w 2018 r. potrafił wykorzystywać zarówno obniżki, jak i podwyżki jej cen na światowych giełdach.
WIG-Energetyka, podobnie jak WIG-Paliwa, zdominowany jest przez spółki z udziałem Skarbu Państwa, ale ceny są tu regulowane przez państwo, czyli przez URE. Spór o ceny energii elektrycznej w 2019 r. tylko pogorszył nastroje inwestorów.
– Sektor energetyczny wypadł słabo i będzie nadal słaby. To jest kwestia rosnących kosztów i powiązania wyników finansowych spółek z polityką państwa – mówi Ł.Wardyn.
Dla polskich pracowników nie tylko wysokie wynagrodzenie czyni miejsce pracy atrakcyjnym. Zgodnie z rocznym podsumowaniem badania Confidence Index przeprowadzonym przez firmę rekrutacyjną Michael Page przedsiębiorstwa – aby utrzymać obecnych pracowników oraz przyciągnąć nowych – powinny m.in. zadbać o dobrą atmosferę oraz stworzyć możliwości do rozwoju. Ponadto, muszą one zwrócić uwagę na odpowiednie benefity – zarówno te standardowe, jak i zyskujące na popularności. Sytuację na rynku pracy w 2018 roku w tych obszarach podsumowuje Piotr Dziedzic, dyrektor w Michael Page i członek zarządu Polskiego Forum HR.
– Utrzymanie dobrych pracowników oraz przyciągnięcie do firm nowych kandydatów staje się coraz większym wyzwaniem dla działów HR. Sprzyja temu zarówno niska stopa bezrobocia – zgodnie z danymi GUS w październiku wyniosła ona 5,7 proc. Co ważne, zaoferowanie wyższej pensji może już nie wystarczyć, aby utrzymać i przyciągnąć do przedsiębiorstwa talenty. Jak wynika z rocznego podsumowania naszego badania Confidence Index, perspektywa lepszych zarobków jest ważna tylko dla 43 proc. ankietowanych w 2018 roku – zauważa Piotr Dziedzic.
„Miękkie” atuty pracy, na których powinni skupić się pracodawcy
Jak wynika z badania Michael Page, dobra atmosfera w pracy jest czynnikiem, który najbardziej wpływa na pozostanie pracownika w firmie. – Aż 97 proc. pracowników uznało relacje z przełożonym i współpracownikami za bardzo istotny aspekt życia zawodowego – mówi dyrektor w Michael Page.
Ponadto, dla respondentów ważne było także zachowanie work-life balance na co łącznie w ciągu roku wskazało 89 proc. badanych. – Polacy wg danych rynkowych spędzają tygodniowo średnio ok. 44 godz. w pracy. Ponadto, w ostatniej dekadzie technologia stała się coraz bardziej znaczącym elementem naszego życia zawodowego. Wielu pracowników w Polsce wykorzystuje narzędzia służbowe – tj. telefony i laptopy – także do celów osobistych poza godzinami pracy, co również sprawia, że granice pomiędzy życiem w pracy a czasem wolnym i rozrywką ulegają zatarciu – zwraca uwagę Piotr Dziedzic. – Jednym z elementów poprawy równowagi między życiem prywatnym i zawodowym może być więc np. wprowadzenie elastycznych godzin pracy, czym jest zainteresowanych 65 proc. badanych oraz umożliwienie pracownikom częściowej pracy zdalnej – 52 proc. wskazań – dodaje.
Co więcej, aż prawie 69 proc. ankietowanych przyznało, że zwraca uwagę na przestrzeganie przez firmę zasad społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR). Jednocześnie co trzeci badany, jako powód potencjalnej zmiany pracodawcy wskazał w bieżącym roku potrzebę pracy w bardziej etycznym przedsiębiorstwie. – Aktywne działania CSR wzmacniają wizerunek firmy nie tylko w oczach jej klientów, ale także pracowników. Budują zaufanie i lojalność, zwiększają inicjatywę i zaangażowanie i co ważne – integrują zespół – wskazuje Piotr Dziedzic.
Najbardziej popularne benefity
Badanie Confidence Index pokazuje, że polscy pracownicy wysoko cenią pozapłacowe benefity oferowane przez pracodawcę. Wśród nich najbardziej pożądany jest dostęp do szkoleń. Wskazywało na to w ciągu roku średnio aż 92 proc. respondentów. – Otwartość do zdobywania nowych umiejętności przez Polaków wynika z faktu, że jesteśmy bardzo ambitni – zgodnie z GUS tylko w 2017 roku dyplom ukończenia studiów wyższych odebrało 387,5 tys. absolwentów, czyli o 6,3 proc. więcej niż rok wcześniej. Widać więc, że zależy nam na stałym rozwoju, także w pracy. Chęć uczenia się jest szczególnie widoczna wśród młodszych pracowników i maleje w starszych grupach wiekowych. Skorelowane jest to zapewne z tym, iż młodsi kandydaci chcą zdobyć jak największe doświadczenie zawodowe, które pozwoli im osiągnąć lepszą pozycję na rynku – podkreśla ekspert.
Duże znaczenie dla pracowników i kandydatów ma także taki dodatek jak prywatna opieka zdrowotna (87 proc.) oraz ubezpieczenie na życie (72 proc.). – Są to benefity, które wzmacniają u pracownika poczucie bezpieczeństwa dla niego i jego rodziny. Taki dodatek ociepla też wizerunek pracodawcy, jako firmy dbającej o pracowników. Dla 62 proc. ankietowanych duże znaczenie ma dysponowanie służbowym laptopem lub telefonem. Ponad połowa (51 proc.) zwraca uwagę także na to, czy ma dostęp do samochodu służbowego. – Choć oferowanie podstawowych narzędzi służbowych wydaje się być standardową praktyką, to okazuje się, że pracownicy nadal przywiązują wagę do tego aspektu – zauważa ekspert. Dla kandydatów atrakcyjne są także karty sportowe – zainteresowanych nimi jest prawie połowa badanych (48 proc.).
– Nasze badanie wykazało, że oferta standardowych benefitów, jest bardzo szeroka i popularna wśród pracowników. Niemniej, jeśli firmy chcą się wyróżnić i zrobić na pracownikach oraz kandydatach większe wrażenie powinny postawić na mniej powszechne i rzadziej spotykane rozwiązania. W przyszłości będą one zyskiwać na popularności, z uwagi na rosnące nimi już teraz zainteresowanie. Warto tutaj wspomnieć np. o dodatkach urlopowych, czy programach oszczędnościowych, którymi w ciągu 2018 roku było zainteresowanych kolejno 43% i prawie 40 proc. badanych – wskazuje Piotr Dziedzic.
****
O badaniu Confidence Index
Confidence Index to cykliczny sondaż przeprowadzany przez Michael Page, który bada nastroje wśród osób poszukujących pracy w wybranych krajach w Europie, Ameryce Północnej, Ameryce Południowej, Azji oraz Australii. Badanie mierzy poziom optymizmu kandydatów na stanowiskach specjalistycznych i managerskich w odniesieniu do szans na znalezienie nowej pracy, przewidywanego czasu trwania poszukiwań, oczekiwań wobec własnej sytuacji zawodowej i sytuacji gospodarczej kraju oraz powodów, które skłoniły ich do zmiany miejsca zatrudnienia. Badanie jest prowadzone online wśród kandydatów, którzy aplikowali na ofertę pracy za pośrednictwem strony Michael Page.
Co piąta firma z branży produkcyjnej chce w ciągu najbliższych trzech miesięcy zatrudniać nowych pracowników. Produkcja przemysłowa to jednocześnie sektor, który w Polsce zgłosił największe zapotrzebowanie na ręce do pracy na okres od stycznia do marca 2019 roku. Początek nowego roku będzie zatem dobrym czasem dla osób poszukujących pracy w przemyśle. Dla pracodawców to kolejny kwartał, który upłynie pod znakiem poszukiwania nowych sposobów na przyciąganie i zatrzymywanie pracowników.
Pierwszy kwartał 2019 roku będzie sprzyjał osobom poszukującym zatrudnienia w produkcji przemysłowej, ponieważ w tym czasie aż 22% firm z branży chce zwiększyć liczbę pracowników. W 65% firm sytuacja dotycząca zatrudnienia będzie stabilna, a tylko 6% będzie redukować etaty – potwierdza raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” na pierwszy kwartał 2019 roku.
Prognoza netto zatrudnienia po korekcie sezonowej (wyrażona w procentach różnica pomiędzy firmami, które przewidują wzrost a tymi, które planują redukcję liczby zatrudnionych), wskazana przez pracodawców z branży produkcji przemysłowej, wynosi +21%. To najwyższy wynik, jaki odnotowano wśród 10 przeanalizowanych przez ManpowerGroup sektorów rynku. W stosunku do ubiegłego kwartału prognoza spadła o 4 punkty procentowe, w stosunku do analogicznego okresu w roku ubiegłym pozostaje bez zmian.
– Optymizm polskich przedsiębiorców nie jest zaskakujący. Pytanie tylko, czy to rzeczywiście optymizm czy raczej chłodna kalkulacja. Planowane nowe zatrudnienia to nie tylko efekt wciąż dobrych wskaźników gospodarczych, lecz także zabezpieczenie przed potencjalną rotacją, która zdecydowanie wzrosła. Pracownicy produkcyjni w większości regionów Polski mają znacząco większe niż przed laty możliwości. Chętniej też decydują się na zmianę pracodawcy, wybierając nie tylko tego, który płaci lepiej, lecz także zwyczajnie bardziej o nich dba – mówi Tomasz Walenczak, dyrektor Manpower. – Walka o pracownika trwa, w mniejszej mierze już w kwestii samych wynagrodzeń czy benefitów. Jak potwierdzają rozmowy z pracownikami bardzo istotną rolę odgrywają takie aspekty jak atmosfera w pracy i kultura, nie tylko organizacyjna, które zyskują na znaczeniu, w myśl zasady traktuj swojego pracownika, tak jak chciałbyś, by on traktował klienta. Przed nami kolejny okres, kiedy pracodawcy będą musieli walczyć o pracownika, ale w szerszym kontekście niż dotychczas. W innym przypadku będziemy jeszcze częściej słyszeć o sytuacjach, gdzie firmy nie będą w stanie realizować swoich zamówień z powodu braków kadrowych. Nie możemy też zapominać o potencjalnym odpływie części pracowników z Ukrainy, dla których otworzy się perspektywa pracy u naszych sąsiadów zza Odry. Nawet jeśli mówimy o grupie osób z określonymi kwalifikacjami, to z pewnością nasz rynek to odczuje. Stąd wiele firm tak mocno analizuje – i jak pokazują trafiające do nas zapytania – wdraża kierunek azjatycki. W tym przypadku jednak trzeba pamiętać o potrzebnym znacznie dłuższym czasie na pozyskanie pracownika oraz o wyższych kosztach – dodaje ekspert.
ManpowerGroup przeanalizował też prognozy dla sektora produkcji przemysłowej, wskazane przez pracodawców z 26 rynków regionu EMEA (Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki). Zestawienie krajów, gdzie w pierwszym kwartale 2019 roku najwięcej firm chce zatrudniać nowych pracowników otwierają Rumunia i Słowenia z wynikiem po +26%. Polska produkcja przemysłowa z wynikiem +21% jest na trzecim miejscu, ex aequo ze Słowacją. A co słuchać u naszych sąsiadów? W Niemczech prognoza zatrudnienia w produkcji przemysłowej wynosi +12%, w Czechach +6%.
– Wszyscy z uwagą śledzą sytuację w regionie, od którego przecież polska produkcja jest w ogromnym stopniu zależna. Zawsze jednak spowolnienie na zachodzie Europy swoje żniwa zbiera w Polsce z pewnym opóźnieniem. W przyszłym roku należy więc spodziewać się wyzwań z tym związanych. Konsumpcja wewnętrzna, która tak wzrosła w tym roku na dłuższą metę nie utrzyma obecnego trendu. Zasobniejsze portfele sprawiły, że wzrosła siła nabywcza, trudno jednak spodziewać się abyśmy na przykład decydowali się dalej na tak masowe zakupy sprzętu RTV i AGD, kiedy to świeżo zakupiony sprzęt będzie dobrze służył jeszcze przez kilka lat. Przyszły rok dla wielu przedsiębiorców może być jeszcze bardziej wymagający. Kluczowe będzie zadbanie o pracownika, którego już mamy. Szanujmy swoich pracowników, bo rynek niekoniecznie obfituje dziś nie tylko w lepszych, ale w ogóle, w innych – podsumowuje Tomasz Walenczak.
Na zachodzie Europy plany pracodawców nie są już tak korzystne dla pracowników – w Wielkiej Brytanii prognoza wynosi tylko +2%, w Austrii +3%, we Francji i Irlandii po +5% natomiast w Holandii aż -6%, co zapowiada znaczne redukcje etatów. Jednocześnie dla większości z tych rynków prognozy zatrudnienia pracodawców znacznie się pogorszyły, zarówno w ujęciu rocznym, jak i kwartalnym. Nieco lepiej sytuacja przedstawia się w Skandynawii – w Finlandii prognoza wynosi +16%, w Norwegii +10%, w Szwecji +7%.
Raport z badania jest bezpłatny i ogólnodostępny w wersji polskiej i angielskiej na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy. Wyniki dla wszystkich badanych 44 krajów i terytoriów, a także interaktywne narzędzie umożliwiające ich analizę, są dostępne na stronie: http://manpowergroup.com/meos.
W listopadzie 2018 r., w porównaniu z listopadem 2017 r. w ujęciu wartościowym, banki i SKOK-i udzieliły kredytów na wyższą kwotę w trzech z czterech grup produktowych. Najwyższy wzrost odnotowano w przypadku kart kredytowych. Przyznane limity na kartach kredytowych wzrosły o (+17,7%). Wysoką dynamikę odnotowały również kredyty mieszkaniowe (+17,5%). Wartość udzielonych kredytów konsumpcyjnych wzrosła o 6,1%. Ujemną dynamikę odnotowały natomiast limity w koncie (-0,7%).
W ujęciu liczbowym, w stosunku do listopada 2017 r. odnotowano wzrost sprzedaży we wszystkich czterech grupach produktowych: kredytach mieszkaniowych (+9,5%), kredytach konsumpcyjnych (+1,8%), limitach kartowych (18,1%) i limitach kredytowych (+6,5%). Należy pamiętać, że w listopadzie 2018 r. był dodatkowy wolny dzień – 12 listopada, co spowodowało, że dni roboczych było 20 w porównaniu do 21 w listopadzie 2017 r.
Analizując jedenaście miesięcy 2018 r. w porównaniu do analogicznego okresu sprzed roku widzimy, że najwyższe dynamiki zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym dotyczą kredytów mieszkaniowych odpowiednio: (+9,9%), (+19,7%). W okresie styczeń – listopad 2018 r. kredytobiorcy zaciągnęli również więcej kredytów konsumpcyjnych i na wyższe kwoty, odpowiednio: (+4,1%), (+7,4%). Negatywnie, jednak tylko w ujęciu liczbowym, w okresie pierwszych jedenastu miesięcy 2018 r. w porównaniu do tego samego okresu sprzed roku, sytuacja przedstawia się w kartach kredytowych. W okresie 01-11.2018/01-11.2017 przyznano o (-1,9%) mniej kart, ale na (+1,2%) wyższą wartość limitów.
Kredyty konsumpcyjne (kredyty gotówkowe i ratalne)
W listopadzie 2018 r. banki SKOK-i udzieliły łącznie 659,7 tys. kredytów konsumpcyjnych na łączną kwotę 7,145 mld zł. Stanowi to wzrost o 1,8% w ujęciu liczbowym oraz wzrost o 6,1% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do listopada 2017 r.
W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i udzieliły w pierwszych 11 miesiącach 2018 r. 6 756,2 tys. kredytów konsumpcyjnych (wzrost o 4,1%) na kwotę 77,573 mld zł, tj. o 7,4% wyższą niż w tym samym okresie 2017 r.
– W pierwszych jedenastu miesiącach 2018 r., podobnie jak w poprzednich miesiącach, dodatnie dynamiki liczby udzielonych kredytów konsumpcyjnych dotyczyły kredytów we wszystkich przedziałach kwotowych. Najniższą dynamikę miały kredyty w przedziale 1 do 2 tys. zł, (+1,0%). Drugą pod względem wartości dodatnią dynamikę (+6,9%) odnotowały kredyty niskokwotowe (w przedziale do 1 tys. zł), a najwyższa dodatnia dynamika wzrostu dotyczyła kredytów wysokokwotowych powyżej 20 tys. zł (+10,2%). Nadal więc za wzrosty liczby udzielanych kredytów konsumpcyjnych odpowiadają głównie kredyty nisko i wysokokwotowe. Można więc przyjąć, że zainteresowaniem cieszą się kredyty, które pokrywają braki w budżecie domowym (niskokwotowe) oraz kredyty finansujące konkretne potrzeby konsumpcyjne (kredyty wysokokwotowe), np. zakup dóbr konsumpcyjnych takich jak sprzęt AGD/RTV czy samochody.
Również w ujęciu wartościowym we wszystkich sześciu przedziałach kwotowych w okresie styczeń – listopad 2018 r. w porównaniu do okresu styczeń – listopad 2017 r. odnotowano wzrosty – najwyższy wśród kredytów > 20 tys. zł (+9,8%) oraz na kwoty z przedziału do 1 tys. zł – (+6,9%). Najniższą dynamiką na poziomie (+1,3%) charakteryzowały się w listopadzie kredyty w przedziale 1 – 2 tys. zł.
Waldemar Rogowski
Najwyższe dynamiki zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym należy wiązać z kilkoma czynnikami, które obecnie występują na rynku kredytów konsumpcyjnych: wzrost dochodów, historycznie niskie stopy procentowe oraz co dotyczy kredytów gotówkowych, wydłużanie okresu kredytowania – stwierdza prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.
– W dalszym ciągu dynamicznie rosnącej sprzedaży kredytów konsumpcyjnych nie towarzyszy wzrost ryzyka kredytowego, a wręcz przeciwnie w okresie ostatnich 12 miesięcy (listopada 2018 do listopada 2017 poziom ryzyka portfela spadł czyli polepszył się o (-0,33). Jakość portfela kredytowego od kilku lat utrzymuje się na bezpiecznym, stosunkowo niskim poziomie szkodowości, co potwierdzają miesięczne odczyty Indeksu Jakości portfela kredytów konsumpcyjnych. Jego bieżący (listopadowy) odczyt to 5,37%. Niemniej należy uważnie obserwować i analizować ewentualne zjawiska, które mogą pojawić się w przyszłości i negatywnie odbić się na szkodowości kredytów konsumpcyjnych, w tym pogorszenie sytuacji gospodarczej – dodaje prof. Rogowski.
Kredyty mieszkaniowe
W listopadzie 2018 r. banki udzieliły łącznie 17,4 tys. kredytów mieszkaniowych na łączną wartość 4,467 mld zł. Stanowi to wzrost o 9,5% w ujęciu liczbowym i wzrost o 17,5% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do listopada 2017 r. W pierwszych jedenastu miesiącach 2018 r. banki udzieliły łącznie 211,0 tys. kredytów mieszkaniowych na kwotę 51,95 mld zł. Oznacza to, że w porównaniu z analogicznym okresem 2017 r., banki udzieliły o 9,9% więcej kredytów mieszkaniowych i na kwotę o 19,7% wyższą.
– W listopadzie 2018 r. dobra koniunktura na rynku kredytów mieszkaniowych nadal jest kontynuowana. Spadek liczby i wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych w listopadzie 2018 r. w porównaniu do października 2018 r. wynika głównie z faktu, że w listopadzie mieliśmy o 3 dni mniej dni roboczych niż w październiku. Tak więc listopad jest już kolejnym rekordowym miesiącem dla kredytów mieszkaniowych. Wartość udzielonych kredytów w listopadzie 2018 r. w porównaniu z listopadem 2017 r. wzrosła o 9,5%, pomimo, że w listopadzie br. był o jeden dzień roboczy mniej. W okresie styczeń – listopad 2018 r. wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych wynosi już 51,95 mld zł. Tak więc rekord (najwyższa wartość od 2008 r.) na poziomie 56 mld zł w całym 2018 r. jest już bardzo realny. 2018 r. będzie więc trzecim najlepszym rokiem pod względem sprzedaży kredytów mieszkaniowych w całej historii. Obecnie rekord należy do 2008 r. i wynosi 65,36 mld zł. Drugie miejsce zajmuje 2007 r. z wynikiem 64,04 mld zł. Należy jednak zauważyć, że wysokiej dynamice wzrostu wartości udzielanych kredytów mieszkaniowych towarzyszy o połowę niższa dynamika wzrostu wolumenu udzielanych kredytów mieszkaniowych. Zjawisko to wynika głównie ze struktury udzielanych kredytów mieszkaniowych. 62% wartości wszystkich udzielonych w okresie styczeń – listopad 2018 r. kredytów mieszkaniowych przypada na kredyty powyżej 250 tys. zł. Dynamika udzielanych kredytów mieszkaniowych w poszczególnych przedziałach kwotowych jest ponadto zróżnicowana. W dwóch najniższych przedziałach kwotowych do 100 tys. zł oraz 100 – 150 tys. dynamika jedenastu pierwszych miesięcy 2018 r. w relacji do jedenastu miesięcy 2017 r. w ujęciu liczbowym jest ujemna, odpowiednio (-17,3%) oraz (-4,5%). Również w ujęciu wartościowym dynamika w tych przedziałach jest ujemna odpowiednio (-16,1%) oraz (-3,9%). Najwyższa dynamika zarówno wolumenu, jak i wartości dotyczy kredytów z przedziału > 350 tys. aż (+38,6%) liczbowo i (+37,5%) wartościowo, w porównaniu do jedenastu miesięcy 2017 r. Za boom na rynku kredytów mieszkaniowych odpowiadają więc głównie kredyty udzielane na kwotę powyżej 350 tys. zł. Wyższe kwoty kredytów mieszkaniowych udzielane są z dwóch powodów – wzrostu cen mieszkań i wzrostu zdolności kredytowej gospodarstw domowych (wzrostu dochodów przy niskich stopach procentowych) – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski z BIK.
Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w listopadzie 2018 r. wyniósł jedynie (0,72%), co potwierdza wieloletnią już obserwację dotyczącą niskiego poziomu ryzyka kredytowego związanego z udzielaniem kredytów mieszkaniowych. W ostatnich 12 miesiącach (listopad 2018 do listopada 2017) jakość portfela jeszcze się poprawiła, o czym świadczy spadek Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych o (-0,03%). Na razie nie widać istotnych zagrożeń, które w krótkim horyzoncie czasowym mogłyby istotnie wpłynąć na wzrost szkodowości tych kredytów a tym samym na wzrost poziomu ryzyka kredytowego. Musimy jednak pamiętać, że kredyty mieszkaniowe udzielane są na wiele lat, a co za tym idzie narażone są na ryzyko związane z cyklem gospodarczym. Ponadto są one udzielane praktycznie tylko na zmienną stopę procentową. Przy wzroście rynkowych stóp procentowych wzrośnie koszt obsługi tych kredytów – uzupełnia prof. Rogowski.
Karty kredytowe
W listopadzie 2018 r. banki wydały 96,7 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 549 mln zł. Stanowi to wzrost o 18,1% w ujęciu liczbowym i wzrost o 17,7% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do października 2017 r. Jednak analizując okres styczeń – listopad 2018 r. roku mamy nadal do czynienia z trendem negatywnym w aspekcie liczbowym. W porównaniu do okresu styczeń – listopad 2017 r. banki wydały bowiem o 1,9% mniej kart kredytowych. Porównując wartość przyznanych limitów kartowych w okresie styczeń- listopad 2018 r. vs styczeń – listopad 2017 r. wzrosła ona jedynie o 1,2%.
– W listopadzie 2018 r., podobnie jak w styczniu, czerwcu i październiku br. odnotowaliśmy poprawę sytuacji na rynku kart kredytowych. W ujęciu wolumenowym w listopadzie 2018 r. w porównaniu do listopada 2017 r. banki przyznały aż o 18,1% więcej kart, a w porównaniu do października 2018 r. o 15,3%. W listopadzie br. banki przyznały aż o 17,7% wyższą kwotę limitów niż w analogicznym miesiącu poprzedniego roku. Najwyższą ujemną dynamikę liczby przyznawanych limitów na kartach kredytowych, styczeń – listopad 2018 r. vs styczeń – listopad 2017 r., (-22,8%), odnotowaliśmy w przypadku kart o limicie od 2 do 3,5 tys. zł. Dodatnia dynamika wydawanych kart, dotyczyła kart z limitami w przedziale do
1 tys. zł (+8,7%), 1 – 2 tys. zł (+12,6%) oraz 4,5 do 10 tys. zł (+10,5%). Dodatnie dynamiki dotyczyły więc, podobnie jak w przypadku kredytów konsumpcyjnych, nisko i wysokokwotowych limitów. Jednak sprzedaż kart z najwyższymi limitami (ponad 10 tys. zł), również odnotowała ujemną dynamikę
(-4,4%) – dodaje Główny Analityk BIK.
Limity kredytowe w kontach osobistych
W listopadzie 2018 r. banki przyznały łącznie 56,7 tys. limitów kredytowych w kontach osobistych na łączną kwotę 228 mln zł. Stanowi to wzrost o 6,5% w ujęciu liczbowym i spadek o 0,7% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do listopada 2017 r. W całym okresie styczeń – listopad 2018 r. banki łącznie przyznały 626,9 tys. limitów kredytowych na łączną kwotę 2,645mld zł. W porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku oznacza to wzrost o 5,4% w ujęciu wolumenowym oraz 0,7% w ujęciu wartościowym.
– W listopadzie 2018 r. zaobserwowaliśmy dodatnią dynamikę liczby przyznanych limitów kredytowych w kontach osobistych (+6,5%) i ujemną wartościową (-0,7%) w porównaniu z listopadem ubiegłego roku. Jednak w całym okresie styczeń – listopad 2018 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2017 r. banki przyznały więcej limitów kredytowych, i na wyższe kwoty – odpowiednio: (+6,5%) i (+0,7%). Analizując przyznawane limity w określonych przedziałach kwotowych widzimy, że w okresie styczeń – listopad 2018 r. 62,3% wartości przyznanych limitów w kontach osobistych koncentrowało się w przedziale > 7 tys. zł. Limity te miały 17% udział w ogólnej liczbie przyznanych limitów kredytowych. Jednak najwyższą dodatnią dynamikę wzrostu liczby przyznawanych limitów kredytowych odnotowały limity z przedziału kwotowego 500 – 1 tys. zł. (+20,8%). W przypadku limitów w najwyższym przedziale kwotowym > 7 tys. zł. dynamika jedenastu miesięcy 2018 do jedenastu miesięcy 2017 wynosiła 3,0% – mówi prof. Waldemar Rogowski z BIK.
Ceny paliw w Polsce utrzymują się na bardzo wysokim poziomie w porównaniu do cen diesla czy benzyny bezołowiowej na europejskim rynku hurtowym. Różnice są na tyle duże, że nawet biorąc pod uwagę wszystkie elementy podtrzymujące ekstremalnie wysokie ceny w detalu, można spodziewać się gwałtownych spadków w najbliższych tygodniach — zapowiada Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.
Druga połowa grudnia przynosi kolejne spadki cen paliw w europejskim hurcie. Benzyna bezołowiowa w przedświątecznym tygodniu spadła do poziomu 1,27 zł za litr. To najniższe wartości od ponad dwóch lat. Jest to także o ok. 75 gr mniej, niż wynosiła średnia cena w okresie: maj-wrzesień.
Również cena oleju napędowego wyraźnie się obniża. Jest to widoczne w notowaniach ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia), które wyznaczają ceny rafineriom na Starym Kontynencie. Obecnie litr kosztuje 1,66 zł. To najmniej od marca br. oraz o ok. 40 gr poniżej średnich cen w okresie maj-sierpień. To także ponad 70 gr mniej niż wynosiły wieloletnie rekordy osiągnięte na początku października br.
Koniec z wymówkami
Wysokie ceny detaliczne paliw w październiku i listopadzie były w znacznej części uzasadnione. Uwzględniały one fakt niskich marż sprzedawców na przełomie lata i jesieni, kiedy hurtowe notowania znajdowały się wysoko, a detaliczne stosunkowo nisko.
Poważne problemy logistyczne na rynku paliw w Niemczech (niski poziom Renu, przestoje w rafineriach) także sprzyjały wyższym cenom na stacjach ze względu na braki tego surowca. Transportowe problemy dotyczyły także biopaliw (głównie tych dodawanych do diesla), co podniosło ceny oleju napędowego dla końcowego odbiorcy.
Prawdopodobnie również niska marża na dieslu była rekompensowana wyższą na benzynie, której to problemy rafinerii czy susza dotyczyły w mniejszym stopniu. Ogólnie jednak większość obserwowanych napięć z okresu: wrzesień-listopad zniknęła. Znikają więc również powody, dla których paliwa były tak drogie. Również domniemane wcześniejsze uwzględnienie opłaty emisyjnej (ok. 10 gr na litrze od stycznia 2019 r.) powinno ustąpić głębokim spadkom cen diesla czy benzyny bezołowiowej na rynku europejskim.
Jest bardzo drogo, ale musi być taniej
Notowania litra benzyny bezołowiowej na rynku ARA na poziomie zbliżonym do wartości 1,3 zł za litr w ostatnich latach oznaczały cenę dla polskiego konsumenta ok. 4,2-4,30 zł za litr. Według ostatnich danych Komisji Europejskiej z 17 grudnia detaliczny koszt benzyny bezołowiowej w Polsce wynosił 4,83 zł za litr.
Zakładając nawet chęć utrzymywania wyższych marż przez detalistów czy ryzyka związane z opłatą emisyjną, potencjał spadków ceny benzyny 95 wynosi 25-35 gr w ciągu najbliższych 3-4 tygodni. Litr popularnej bezołowiówki pod koniec stycznia nie powinien przekraczać poziomu 4,50-4,60 zł.
Analogicznie przedstawia się sytuacja na dieslu. Hurtowe notowania oleju napędowego na poziomie 1,66 zł za litr powinny odpowiadać cenie detalicznej na poziomie 4,50-4,60 zł za litr. Tymczasem według danych KE diesel w Polsce na początku drugiej połowy grudnia kosztował 5,10 zł.
W rezultacie już na początku stycznia olej napędowy powinien na coraz większej liczbie stacji kosztować poniżej 5 zł za litr, a w kolejnych tygodniach obniżyć się przynajmniej o kolejne 20-30 gr, nawet biorąc poprawkę na wszystkie czynniki podwyższające ceny paliw w minionych miesiącach.
Rok 2018 był dla Sokołowa czasem wyzwań, sukcesów i wytężonej pracy. Mimo wielu przeciwności, wspólnych dla branży mięsnej, udało się nam zachować dynamiczny rozwój firmy. Efektem zaangażowania naszych pracowników i menadżerów jest wzrost o 6,6% przychodów ze sprzedaży rok do roku, zysk operacyjny wyższy o 27,9% oraz umocnienie pozycji na rynku polskim i rynkach zagranicznych. Niewątpliwym sukcesem było również sfinalizowanie przejęcia Grupy Gzella, co znacząco zwiększy nasze zdolności produkcyjne i pozwoli lepiej odpowiedzieć na potrzeby konsumentów.
Pracownicy sercem Sokołowa
Bogusław Miszczuk – Prezes Sokołów
Nieustannie doświadczamy, że za sukcesem naszej firmy stoją Pracownicy. W pełni zaangażowani, eksperci w swoich dziedzinach – to oni są motorem napędowym Grupy Sokołów. Rok 2018, tak trudny dla całej branży mięsnej, pokazał naszą siłę. Wiedza i doświadczenie naszych Pracowników pozwoliły nam zachować najwyższe standardy pracy i utrzymać dynamiczny rozwój firmy. Dlatego po raz kolejny postanowiliśmy skupić się właśnie na nich. W mijającym roku wprowadziliśmy szereg rozwiązań, narzędzi i programów, których celem jest ich rozwój osobisty i zawodowy.
Sokołów wziął udział w międzynarodowym projekcie Graduate Programme, skierowanym do absolwentów szkół wyższych, którzy chcą rozpocząć karierę w naszej Grupie. Jest to Program, który daje ogromne możliwości młodym ludziom poznania całego łańcucha wartości firmy, sprawdzenia się w ambitnych projektach, uczestnictwa w licznych międzynarodowych szkoleniach, networkingu wśród absolwentów zagranicznych oraz zdobycia doświadczenia w jednostkach międzynarodowych po to, aby w przyszłości zostać kompetentnym menadżerem. W ramach Programu wyłoniliśmy jedną laureatkę, która rozpoczęła razem z nami tę fascynującą, zawodową podróż. W styczniu 2019 roku ogłosimy II edycję Programu do którego już teraz zapraszamy wszystkich ambitnych absolwentów gotowych na wyzwania zawodowe oraz rozwój.
W 2018 roku wdrożyliśmy zasady przywództwa, które są dla nas jasnym kierunkowskazem postępowania i działania oraz jeszcze bardziej wzmacniają kulturę efektywnego przywództwa w Sokołów S.A.. Kontynuacją tej drogi jest rozpoczęcie zakrojonego na szeroką skalę projektu leadershipu nastawionego na nieustanny rozwój menadżerów na każdym szczeblu organizacyjnym. Nie zapominamy również o nowoczesnych narzędziach wspomagających zarządzanie. Pilotażowo wdrożyliśmy narzędzie SuccessFactors do skutecznego ustalania celów, budowania kultury dialogu na linii menadżer pracownik oraz zespół, pozwalającego na ewaluację nie tylko wyników ale również zachowań i kompetencji, które chcemy w organizacji rozwijać. Kultura innowacyjności to jeden z czynników, na który kładziemy szczególny nacisk, dlatego wciąż poszerzamy grono pracowników zdobywających wiedzę i umiejętności w tym zakresie. Zorganizowaliśmy szereg warsztatów z wykorzystaniem metodyki design-thinking w interdyscyplinarnych zespołach, co dodatkowo podnosi poziom szerokiego rozumienia biznesowego, wzajemnego dzielenia się wiedzą oraz usprawnia komunikację i pracę zespołową. Wyzwania rynkowe i organizacyjne dla nas to również nieustanna współpraca międzynarodowa, dlatego zwiększyliśmy liczbę osób, które uczęszczają na darmowe lekcje języka angielskiego. Ponownie udostępniliśmy naszym Pracownikom platformę do szkoleń on-line, na której mogli odbywać szkolenia z wielu interesujących ich dziedzin – np. marketingu, sprzedaży, zarządzania, IT, finansów czy obsługi pakietu Office. Nasi pracownicy mogli również skorzystać z bezpłatnych badań w ramach prewencyjnych programów profilaktycznych.
Podjęte działania znalazły odzwierciedlenie w wynikach badania satysfakcji, motywacji i zaangażowania Pracowników – Check 2018. Frekwencja osiągnęła rekordowe 94%. Poziom satysfakcji i motywacji, jak również zaangażowania wzrósł w porównaniu do poprzedniego badania i jest duży wyższy jeśli odniesiemy się do benchmarkingu rynku w tym zakresie. To dla nas niezmiernie ważne, aby ludzie czuli się dobrze w pracy, bo tylko wtedy będą mogli w pełni wykorzystać swój potencjał oraz osiągać sukcesy – a sukces naszych pracowników jest sukcesem całej firmy.
Nasze starania zostały dostrzeżone przez podmioty zewnętrzne. Już drugi rok z rzędu Grupa Sokołów S.A. otrzymała prestiżowy tytuł „Solidnego Pracodawcy”. Wyróżnienie to jest dowodem skuteczności prowadzonej systematycznie od lat polityki personalnej, innowacyjnego podejścia oraz potwierdzeniem klarowności i rzetelności działania przedsiębiorstwa.
Sukcesy pomimo przeciwności
Mimo wielu niekorzystnych uwarunkowań w polskiej branży mięsnej, możemy nazwać rok 2018 – rokiem sukcesu. Głównymi problemami były niestabilna sytuacja na rynku surowcowym oraz rozprzestrzeniający się wirus ASF. Niełatwe warunki na rynku krajowym i zagranicznym nie przeszkodziły nam w osiągnięciu satysfakcjonujących wyników. Utrzymaliśmy dynamiczny rozwój, co zaowocowało 6,6% wzrostem przychodów ze sprzedaży rok do roku i zyskiem operacyjnym lepszym o 27,9%. Umocniliśmy pozycję na rynku krajowym. Wprowadziliśmy do sprzedaży 56 nowych produktów – w tym rozszerzyliśmy ofertę produktów bezmięsnych o Hummusy Premium. Nasze wyroby obecne są na niemal 40 rynkach na całym świecie. Wysyłamy przekąski do USA. Jesteśmy eksportowym liderem rynku produktów przetworzonych w WielkiejBrytanii. Rozwijamy ofertę dla kanału HoReCa we Francji.
Produkty Sokołowa są też obecne w bardziej egzotycznych miejscach, takich jak ZjednoczoneEmiratyArabskie, RepublikaKongo, Liban czy Hongkong. Europa Zachodnia pokochała naszą wołowinę. W niektórych krajach dynamika sprzedaży elementów wołowych wzrosła w ciągu ostatniego roku o ponad 200%.
Gzella częścią Sokołowa
Niewątpliwie jednym z najważniejszych wydarzeń dla Grupy Sokołów w 2018 roku było przejęcie Grupy Gzella. Zakład produkcyjny Gzella, zlokalizowany w miejscowości Osie, był dla nas doskonałą inwestycją. Dzięki naszemu know-how i relacjom biznesowym, jesteśmy w stanie w pełni wykorzystać potencjał zakładu, którego obecne zdolności produkcyjne pozwalają na produkcję ponad 6000 ton wyrobów miesięcznie. Gzella to również dobrze zorganizowana logistyka oraz sieć ponad 200 sklepów własnych. Już teraz korzystamy z tego, oferując klientom Delikatesów Mięsnych Gzella produkty Sokołowa, a klientom Delikatesów Mięsnych Sokołów – Wędliny z Borów. Z wielką satysfakcją powitaliśmy Pracowników, którzy do nas dołączyli. Niemal 1300 osób, które pracują w spółkach należących do Grupy Gzella to znakomici fachowcy. Nie mamy wątpliwości, że dzielenie się doświadczeniami może przynieść wyłącznie pozytywne efekty.
Rozwój i środowisko
Nie sposób dynamicznie rozwijać się bez modernizacji zakładów produkcyjnych. W ubiegłym roku przeznaczyliśmy na te działania ponad 118 mln złotych. Naszym celem jest nie tylko zwiększanie mocy produkcyjnych, ale także optymalizacja w zakresie gospodarowania wodą i energią elektryczną, dzięki czemu ograniczamy negatywny wpływ na środowisko. Wybudowana w Sokołowie Podlaskim kotłownia na gaz ziemny w zaledwie 2 lata pozwoliła ograniczyć emisję gazów o ponad 36 900 ton. Stopniowo przeprowadzamy termomodernizacje budynków we wszystkich zakładach produkcyjnych naszej Grupy. Odzyskujemy ciepło z urządzeń produkcyjnych i systemów chłodniczych. Staramy się coraz efektywniej gospodarować energią. Skutkiem tego jest chociażby wymiana tradycyjnego oświetlenia w zakładach na oświetlenie LEDowe.
Uroczysty jubileusz
Podczas corocznej imprezy Sokołów Cup obchodziliśmy jubileusz 25-lecia Oddziału Sokołów S.A. w Czyżewie, położonego w województwie podlaskim. Zakład w Czyżewie zatrudnia ponad 700 osób, specjalizuje się w produkcji parówek, pasztetów, przetwórstwie drobiu oraz produkcji past i pasztetów warzywnych. Wyroby, które tu powstają, są dostępne nie tylko w każdym zakątku Polski, ale również zagranicą.
Plany na kolejny rok
Rok 2018 postawił przed nami szczególnie wiele wyzwań. Z satysfakcją mogę stwierdzić, że sprostaliśmy im z sukcesem. Część z tych trudności będzie nam z pewnością towarzyszyła również w nadchodzącym roku. Stabilna i mocna pozycja firmy oraz przede wszystkim potencjał, który tkwi w naszych Pracownikach, utwierdzają mnie w przekonaniu, że cele, które są przed nami zrealizujemy i utrzymamy dynamiczny rozwoju Grupy Sokołów. Zapewniam, iż nadal będziemy intensywnie pracować nad poszerzaniem asortymentu, tak, aby w pełni usatysfakcjonować naszych Klientów, dostarczając im na co dzień najwyższej jakości produkty.
Condo- i aparthotele, które pozostawały nieco na marginesie całego rynku, uchodzące do niedawna za dość niszowe, kreują silne zainteresowanie inwestorów na rynku nieruchomości.
Inwestycje w mieszkania na wynajem – trudny biznes
Jakub Nieckarz, Prezes PVI – Property Value Investments Sp. z o.o. Sp. k.
W świadomości Polaków nieruchomości to jedna z najbardziej atrakcyjnych form lokowania kapitału, zarówno pod względem bezpieczeństwa, jak i zyskowności. Taki pogląd jest jak najbardziej uzasadniony, nie tylko względami psychologicznymi, ale także obserwacjami rozwoju sytuacji zarówno na rynku światowym, jak i rodzimym. Polscy inwestorzy podążają szlakiem przetartym już przez finansowych potentatów, dla których nieruchomości są jednym z głównych aktywów. W polskich warunkach dominującą formą inwestowania w nieruchomości jest kupno mieszkania i czerpanie przychodów z jego wynajmu. Ten najpopularniejszy nad Wisłą model opiera się jednak na samodzielnym zajmowaniu się wszystkimi czynnościami związanymi w wynajmem. Wymaga to dużego osobistego zaangażowania, a dodatkowo – zwłaszcza dla początkujących – skutkuje niezbyt wysoką efektywnością tego typu działalności.
Inwestorzy szukają dochodowej i wygodnej alternatywy
Na naszym rynku wciąż brakuje możliwości zorganizowanego inwestowania w nieruchomości. Można stwierdzić, że poprzedni boom z lat 2006-2009 trochę wszystkich zaskoczył, co sprawiło, że próby jego wykorzystania często kończyły się rozczarowaniem. Dotyczyło to zarówno decyzji indywidualnych zakupów mieszkań, jak i działalności funduszy inwestycyjnych, które starały się wykorzystać bardzo dobrą koniunkturę. Doświadczenia tamtego okresu nie zostały w pełni wykorzystane, choć widać pewne nowe tendencje. W obecnej fazie wzrostu rynku nieruchomości – wciąż przy dominacji inwestycji indywidualnych – pojawiają się też nowe formy, zmierzające do tworzenia produktów typowo inwestycyjnych, oferujących bezpieczeństwo kapitału i możliwość osiągania satysfakcjonujących zysków.
Condo- i aparthotele – rynek rośnie o blisko 75%!
Jedną nich są obiekty typu condo- i apartholetelowego, łączące indywidualną własność lokali ze zorganizowanym sposobem zarządzania nimi, zapewniającym wyższą efektywność oraz uwalniającym inwestora od ich bieżącej obsługi. Początkowo tego typu obiekty lokalizowane były niemal wyłącznie w najbardziej atrakcyjnych miejscowościach turystycznych. Od niedawna powstają one jednak również w dużych miastach, dających możliwość intratnego zagospodarowania zarówno ruchu turystycznego, jak i obsługi klientów biznesowych. To rynek wciąż młody, ale rozwijający się bardzo dynamicznie. Jak wynika z najnowszego raportu „Aparthotele/Condohotele w największych polskich miastach”, opracowanego przez portal inwestycjewkurortach.pl, od 2016 r. uruchomiono 29 projektów typu condo-, oferujących łącznie 6474 jednostek (apartamentów). Porównanie stanu ustaleń poprzednie edycji raportu sprzed dwóch lat, gdy w trakcie realizacji i w planach było 3713 jednostek, z obecnymi wynikami wskazuje na wzrost o 74 proc. Łączna liczba 10 187 jednostek zlokalizowanych w największych miastach obejmuje obiekty już eksploatowane, jak i będące w fazie realizacji oraz planowane. Tak duża dynamika wzrostu pokazuje skalę zainteresowania produktami typowo inwestycyjnymi na rynku nieruchomości. Ich rosnąca popularność wynika nie tylko z wyższych – w porównaniu z najmem indywidualnym – zysków, z reguły gwarantowanych przez operatorów przez kilka lat. Oprócz względnie wysokiej rentowności plusem takiej inwestycji jest przede wszystkim model biznesowy zakładający minimalne osobiste zaangażowanie się inwestora w obsługę.
Przykładem takiej właśnie inwestycji jest wrocławski hotel Best Western Premier, wybudowany naprzeciwko dworca kolejowego przy ul. Gwarnej, który pierwszych gości przyjmie w marcu. W ośmiokondygnacyjnym budynku znajdą się 64 pokoje, restauracja oraz zaplecze konferencyjne. Oferta dla inwestorów to w tym przypadku zarówno pokoje, jak i apartamenty, którymi w imieniu ich właścicieli będzie zarządzał wyspecjalizowany operator. Indywidualni inwestorzy, którzy zdecydują się na zakup mogą korzystać z formuły gwarantowanego najmu zapewniającego zwrot w wysokości 6,5% rocznie przez 3 pierwsze lata trwania umowy. Długofalowe korzyści z inwestycji będą wynikały ze stałego udziału w przychodach z wynajmu obiektu.
JAKUB NIECKARZ, PREZES PVI – PROPERTY VALUE INVESTMENTS
Po fatalnym 2016 roku i dobrym – zarówno pod względem notowań indeksów giełdowych, jak i wzrostu PKB – 2017 polska gospodarka ma za sobą kolejny dobry rok, giełda zaś nie najlepszy. Zdaniem Wiesława Rozłuckiego, pierwszego prezesa i współtwórcy polskiej Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, tendencje te mogą się pogłębiać w 2019 roku. Inwestorzy z obawą patrzą na sytuację w USA.
– Przyszły rok nadal będzie dobry. Liczę na tzw. miękkie lądowanie, jesteśmy na bardzo wysokim poziomie tempa wzrostu PKB. W przyszłym roku wszyscy oceniają, że będzie nieco niższe i to by nie było złym scenariuszem, jeżeli unikniemy tzw. twardego lądowania – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wiesław Rozłucki, były prezes GPW. – Jeśli chodzi natomiast o bliską mi giełdę warszawską, to tutaj dobrych czasów niestety nie ma, jakiekolwiek lądowanie, twarde czy miękkie, byłoby bardzo bolesne.
Polski produkt krajowy brutto rósł w trzech pierwszych kwartałach roku w tempie przekraczającym 5 proc., co jest jednym z najlepszych wyników w Europie. Także prognozy dotyczące ostatniego kwartału przewidują wzrost o 5,1 proc., a to oznacza, że całoroczne tempo rozwoju polskiej gospodarki na pewno tę granicę przekroczy. Również przewidywania przedsiębiorców dotyczące perspektyw przyszłego roku są pozytywne – według dorocznego badania Business Centre Club pomimo bardzo wielu uwag do polityki gospodarczej rządu 40 proc. firm przewiduje wzrost sprzedaży w 2019 roku w przedziale 5–10 proc.; 26,7 proc. – wzrost sprzedaży do 5 proc., a nieco ponad 22 proc. – wzrost powyżej 10 proc. Czterech na dziesięciu przedsiębiorców określa sytuację swojej firmy na koniec 2018 roku jako dobrą, a co trzeci jako bardzo dobrą. W gorszych nastrojach są inwestorzy giełdowi.
– Jest pewien niepokój ze strony inwestorów. To jest coś gorszego od ryzyka, bo ryzyko można zmierzyć, a niepokój właściwie mamy z tyłu głowy. Spodziewamy się, że 10-letnia hossa w USA może się skończyć. Jeśli znowu się skończy gwałtownie, to rynki na całym świecie odczują to bardzo mocno –przewiduje Wiesław Rozłucki. – Rynek amerykański daje wskazówki wszystkim pozostałym rynkom. Czasem w Polsce się mówi, że jeżeli tam będzie tąpnięcie, to część tych kapitałów, nawet niewielka część, przyjdzie do nas – nie robiłbym sobie nadziei. Jeżeli jest duży spadek, to wszystkie rynki tracą i dopiero po kilku miesiącach inwestorzy na całym świecie oceniają, gdzie nowe pieniądze trzeba zainwestować.
Amerykański indeks S&P 500 aż do drugiej połowy września rósł, bijąc kolejne rekordy. Potem zaczął jednak tracić na wartości, a wigilijna sesja była dla niego najgorszą w historii tego dnia. Od rekordu spadł już o 17 proc. Z kolei dla Dow Jones przedświąteczny tydzień był najbardziej spadkowy od czasu kryzysu finansowego sprzed dekady. O trzecim indeksie, technologicznym NASDAQ, mówi się, że wkroczył już w fazę recesji. Wszystko za sprawą wojny handlowej z Chinami, konfliktu Donalda Trumpa z senatorami w sprawie muru na granicy z Meksykiem i groźby nieprzedłużenia prowizorium budżetowego. Do tego dochodzą słabe dane z amerykańskiej gospodarki i kolejna, dziewiąta już w obecnym cyklu i czwarta w tym roku, podwyżka stóp procentowych.
– Również czynniki ryzyka politycznego są coraz istotniejsze i to dotyczące krajów wysoko rozwiniętych, czyli śledztwo w sprawie prezydenta Stanów Zjednoczonych, tendencje protekcjonistyczne – to wszystko na razie jest pod kontrolą, ale może w każdej chwili wybuchnąć – wyjaśnia Wiesław Rozłucki. –Podobne tendencje widzimy w Europie, gdzie praktycznie w każdym kraju powstają ruchy populistyczne kwestionujące UE i dotychczasowe elity. Zagadką jest to, jak to daleko pójdzie. Niektóre rzeczy zostały już objęte kontrolą, np. imigracja jest już w granicach umiarkowanych, nie znikło jeszcze to zjawisko, ale już nie ma porównania do tego, co było dwa lata temu, więc nie wszystkie sytuacje polityczne cały czas mają tą samą wagę.
W historii warszawskiej giełdy mijający rok nie zapisze się jako udany. Indeks szerokiego rynku WIG jest na poziomach o 10 proc. niższych niż na początku roku, kolejne spółki ogłaszają wezwania i zamiar zejścia z giełdy, a ich liczba spadła do 466 z 482 na koniec 2017 roku. Przy tym liczba spółek zagranicznych wzrosła o jedną, a polskich ubyło 17. Kapitalizacja na dzień 21 grudnia wynosiła niecały 1,3 mld zł i była o 80 mln zł niższa niż przed rokiem. WIG20 stracił od początku roku 8,5 proc. Liczący się w nim indeks spółek energetycznych spadł dwukrotnie mocniej niż cały rynek – o 20 proc.
– Również nasza polityka gospodarcza jest pełna zagadek dotyczących przyszłości, bo dopóki jest wzrost i dobre wpływy do budżetu, to niewiele nam grozi. Gdyby to się zmieniło, to obawiam się, że rządzący patrzą na giełdę jako na źródło potencjalnych podatków. Inwestorzy mogą się tego obawiać – tłumaczy były prezes GPW. – Dodatkowym czynnikiem jest np. polityka energetyczna w kontekście dużych spółek giełdowych wchodzących w skład indeksu WIG20. Ostatnie zawirowania dotyczące podwyżek cen energii i tego, jaki udział w kompensowaniu tych podwyżek będą miały spółki energetyczne, odbijają się na ich przyszłych zyskach.
Poleceniami posługują się głównie blogerzy i liderzy opinii zaangażowani na forach czy w grupach tematycznych. Większość Polaków nie ma jednak potrzeby dzielenia się swoimi rekomendacjami w internecie. Jeżeli już, to ograniczają się do słowa „polecam” i krótkich, zwięzłych wypowiedzi. Większe zaangażowanie konsumentów widać w negatywnych, krytycznych komentarzach i opiniach – wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie ING Banku Śląskiego.
– Polscy internauci nie dzielą się dobrymi opiniami w internecie. Przeanalizowaliśmy ponad 100 tys. wpisów i w zależności od branży, posty odnoszące się do polecania stanowią średnio od 3 do 11 proc. W sieci polecenia stosują głównie liderzy opinii i osoby, które udzielają się na forach internetowych lub grupach facebookowych. Jest to swego rodzaju dzielenie się wiedzą, system rekomendacji, a w wielu przypadkach po prostu reklama produktów sponsorowanych – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Matlak, Marketing Ekspert w ING Banku Śląskim.
Badanie przeprowadzone przez Kantar TNS na zlecenie banku objęło pięć rynków – mody, mebli, gastronomii, turystyki i kosmetyków. Wyniki pokazują, że w segmencie modowym najwięcej poleceń jest na fanpage’ach, które są związane z odsprzedażą bądź zamianą ubrań i dodatków. Polecenie występuje jednak raczej jako zachęta do kupna, pojawiając się obok opisu stanu i rozmiaru sprzedawanych produktów. Podobnie jest w przypadku branży meblowej, gdzie wpisy dotyczące rekomendacji stanowią 5 proc. wszystkich opinii i komentarzy. W segmencie gastronomii, gdzie polecenia stanowią 1 proc. wpisów, widać większe zaangażowanie komentatorów w pisane opinie. Z kolei w przypadku kosmetyków polecenie często jest elementem researchu rynkowego i ma charakter pytający. Tutaj stosunek postów polecających do wszystkich komentarzy jest najwyższy i sięga 11 proc.
– W zależności od branży polecający wybierali odmienne kanały, w których komunikowali swoją opinię. Dla branży meblarskiej, modowej i turystycznej był to Facebook. Branża gastronomiczna wykształciła własne portale opiniotwórcze. Natomiast branża kosmetyczna musi zwracać szczególną uwagę na Instagram. Okazuje się więc, że wbrew obiegowej opinii nie każdy kanał komunikacji jest właściwy do wyrażenia opinii na dany temat – mówi Krzysztof Matlak.
Badanie dla ING Banku Śląskiego pokazało też znaczące różnice pomiędzy wpisami pozytywnymi a negatywnymi. Wpisy pozytywne są z reguły krótsze i mają bardziej neutralny charakter. Natomiast wpisy negatywne są o wiele bardziej rozbudowane i mają duże zabarwienie emocjonalne. To pokazuje, że klient, który decyduje się podzielić negatywną opinią, chce ją w jakiś sposób umotywować. Krytyczne, negatywne oceny to pewnego rodzaju ostateczność – wymagają przy tym więcej wysiłku, żeby usprawiedliwić pejoratywny komentarz.
– Firmy z reguły starają się spełnić nasze oczekiwania i zapewnić nam towar najwyższej jakości. Jednak w internecie brakuje spontanicznych reakcji internautów, polecających firmy po zakupie czy skorzystaniu z usługi – mówi Krzysztof Matlak.
Jak podkreśla, pozytywne opinie dotyczące marek, produktów i usług w internecie są ważne z dwóch powodów. Z jednej strony kształtują wizerunek firm, szczególnie tych małych. Z drugiej strony cały system rekomendacji w internecie opiera się właśnie na opiniach, czyli każda pozytywna opinia to potencjalnie nowy klient i szansa na rozwój dla firmy.
– W naszej akcji zachęcaliśmy Polaków do dzielenia się pozytywnymi opiniami o firmach. Na stronie www.glosdlafirm.pl internauci zostawiali dobre opinie na temat różnych firm, których wielkość, pochodzenie, branża, w jakiej działają, i liczba sukcesów na koncie nie mają żadnego znaczenia. Ważne było to, że ich klienci chcą przekazać swój dobry głos, swojej ulubionej firmie i podziękować jej w ten sposób za dobry produkt lub usługę – mówi Marketing Ekspert w ING Banku Śląskim.
70 najciekawszych opinii zostało wybranych i nagranych przez Melę Koteluk i Pawła Domagałę, a następnie umieszczonych na stronie akcji oraz serwisach społecznościowych i na YouTube. Filmy były też przekazywane firmom, których dotyczyły.
– Akcja cieszyła się w internecie dużą popularnością, zebraliśmy ponad 1 400 opinii, mnóstwo komentarzy i dobrych słów dla firm. Firmy, które nie doczekały się nagrania wideo, zachęcały swoich klientów do wzięcia udziału w akcji i wysyłania opinie, aby te mogły być przedstawione w formie piosenki. Zachęcamy klientów, aby dawali opinie firmom, bo wierzymy, że przynosi to korzyść każdej ze stron. Firmy wiedzą, jak ulepszać swoje usługi i dzięki temu mają więcej klientów, a ci z kolei dostają lepszy i bardziej dopasowany produkt – mówi Krzysztof Matlak.
Ceny mieszkań na początku 2019 roku będą rosnąć, a od mniej więcej połowy roku można się spodziewać delikatnych spadków – oceniają analitycy Home Broker. Dużo będzie jednak zależeć od cen materiałów budowlanych i nowych przepisów. Wprowadzenie funduszu gwarancyjnego dla deweloperów może oznaczać, że w skali roku deweloperzy będą musieli zapłacić ok. 2 mld zł. Dodatkowymi kosztami obarczą najprawdopodobniej klientów, co przynieść może dalszy spadek popytu na nowe lokale. Już dziś widoczny jest spadek sprzedawanych mieszkań i liczby rozpoczynanych inwestycji. To może oznaczać koniec boomu mieszkaniowego na rynku.
– Myślę, że najbliższe miesiące przyniosą nam odpowiedź na pytanie: czy to już koniec wzrostu cen mieszkań. Temat boomu można analizować wielotorowo. Po pierwsze, jest kwestia tego, czy dużo mieszkań się sprzedaje. U deweloperów spadki sprzedaży nastąpiły już w II i III kwartale 2018 roku, czyli szczyt sprzedażowy mamy za sobą, aczkolwiek nadal sprzedaje się dużo mieszkań. Kolejna rzecz to statystyki GUS, wskazujące na to, ile się buduje nowych mieszkań. Pod koniec roku doszło do zatrzymania, czyli rynek przestał się już rozpędzać – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Krasoń, analityk rynku nieruchomości w Home Broker.
Raport REAS „Rynek mieszkaniowy w Polsce” wskazuje, że deweloperzy działający na sześciu największych rynkach w Polsce zakończyli III kwartał z wynikiem 14,2 tys. sprzedanych mieszkań. To trzeci z rzędu kwartał spadków sprzedaży – o 9 proc. w stosunku do ostatniego kwartału i blisko 19 proc. w skali roku. Według GUS w listopadzie deweloperzy oddali do użytku blisko 11 tys. mieszkań. Skumulowana 12-miesięczna liczba lokali mieszkalnych oddawanych do użytkowania wynosi 108,8 tys. i od kilku miesięcy nie rośnie. To w połączeniu z niższą sprzedażą może syngalizować koniec boomu na polskim rynku nieruchomości.
– Nastąpi okres stabilizacji, siłą rozpędu jeszcze nadal będzie się budować dużo mieszkań, a potem rozpocznie się spadek – analizuje Marcin Krasoń.
Jego zdaniem 2019 rok przyniesie spadek liczby budowanych mieszkań. Już teraz liczba pozwoleń na budowę jest zaledwie kilka procent większa niż rok wcześniej. Ponadto ze względu na rosnące koszty budowy część inwestycji została zahamowana.
– Z drugiej jednak strony spodziewamy się rozwoju sprawy z ustawą o REIT-ach, czyli FINN-ach, funduszach inwestycyjnych, które będą inwestować w nieruchomości. To może być dodatkowym stymulantem dla rynku najmu, który też moim zdaniem będzie się w Polsce dalej rozwijał. Cały czas obserwujemy też, co się dzieje z programem Mieszkanie Plus – wymienia Marcin Krasoń.
Sytuacja nie pozostanie bez wpływu na poziom cen.
– W ostatnim roku ceny rosły bardzo dynamicznie, od początku roku nawet o 10–13 proc., podczas gdy przez ostatnie 8–10 lat wzrosty cen, jeżeli następowały, były dużo niższe, maksymalnie kilkuprocentowe. Dlatego raczej prędzej niż później nastąpi koniec tych wzrostów – podkreśla Krasoń.
Obecnie stawki za metr kwadratowy mieszkania w największych miastach Polski są dziś o 10,7 proc. droższe niż rok temu. Z analizy Home Broker i Open Finance wynika, że ceny najbardziej wzrosły w Lublinie (21,7 proc.), Szczecinie (19,7 proc.), Białymstoku (19,5 proc.) i Gdańsku (18,2 proc.). W Warszawie ceny rosną o 11,5 proc.
– Ostatnie kwartały to był czas wzrostów cen materiałów budowlanych, a także problemów z osobami do pracy. To oczywiście wpływa na to, jak się buduje i za ile, bo jeżeli trzeba płacić więcej robotnikom i za materiały budowlane, a o robotników jest trudniej, to się trudniej i drożej buduje. Wtedy część klientów rezygnuje z zakupu mieszkania – ocenia ekspert Home Broker.
Ostatnie dane pokazują delikatny spadek cen – w ciągu miesiąca o 1,59 proc., eksperci są jednak ostrożni w przewidywaniach, czy będzie to stały trend.
– Spodziewam się, że w 2019 roku maksymalnie przez parę miesięcy ceny jeszcze będą rosnąć, potem zaczną spadać, aczkolwiek moim zdaniem te spadki będą raczej spokojne. Wzrosty miały inne podłoże niż w latach 2004–2008. Wydaje mi się, że za rok możemy mieć do czynienia z cenami na podobnym poziomie co dziś, ale z jeszcze jakimś małym wzrostem po drodze – mówi Marcin Krasoń.
Na ceny mieszkań duży wpływ mogą mieć zmiany w prawie. Propozycja UOKiK utworzenia Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego, gdzie składki będą wpłacać deweloperzy (1–5 proc. wartości nieruchomości), może się przełożyć na dalszy wzrost cen, nawet kilkuprocentowy. Polski Związek Firm Deweloperskich wylicza, że deweloperzy zapłacą w skali roku 2 mld zł.
– Wystarczy zobaczyć, co się stało z podatkiem bankowym, który niejako automatycznie został przerzucony na klientów. Spodziewamy się, że deweloperzy zrobią podobny krok i to niestety przyczyni się do podniesienia cen i jeszcze bardziej obniży popyt – prognozuje analityk.
Nawet trzy czwarte światowej emisji dwutlenku węgla pochodzi z produkcji energii. Dlatego nadchodzi transformacja energetyczna. Na świecie stopniowo odchodzi się od paliw kopalnych na rzecz odnawialnych źródeł energii. Już w 2017 roku na rynku przybyło więcej gigawatów energii ze źródeł odnawialnych niż pochodzących z kopalnych surowców energetycznych. Zmiany są konieczne, problemem jednak jest ich tempo. Pomóc mogą najnowsze technologie i sztuczna inteligencja, która może lepiej zarządzać energią odnawialną.
– Transformacja energetyczna jest najczęściej postrzegana jako przejście z paliw kopalnych na niekopalne, a w szczególności odejście od rzeczywistości, w której spalamy ropę naftową, gaz i węgiel. Konsekwencją tego jest emisja dwutlenku węgla do atmosfery, będąca z kolei głównym czynnikiem przyczyniającym się do globalnego ocieplenia. Trzy czwarte światowej emisji dwutlenku węgla, która ma wpływ na klimat, pochodzi z produkcji energii – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Bent Erik Bakken z DNV GL.
Z raportu sieci REN21 wynika, że już w 2017 roku ekspansja odnawialnych źródeł energii w sektorze energetycznym była największa w historii. Na świecie blisko 70 proc. oddanych do użytku nowych mocy wytwórczych stanowiły źródła odnawialne. Przybyło ich 178 gigawatów, co jest rekordowym wynikiem. Najwięcej, bo prawie 100 GW, przybyło fotowoltaicznych (PV) mocy wytwórczych. To wzrost o prawie 30 proc. niż rok wcześniej. Wyzwaniem transformacji energetycznej są jednak duże koszty i zatrudnienie.
– Wyzwań związanych z procesem transformacji energetycznej jest wiele. Miliony osób pracujących w kopalniach, na polach naftowych i gazowych będą potrzebować nowych miejsc pracy. Niektóre elektrownie zasilane węglem lub gazem oraz niektóre pola naftowe będą musiały zostać zamknięte przed wyczerpaniem się zasobów ropy naftowej i węgla, więc będą musiały powstać nowe elektrownie słoneczne i wiatrowe, które są kosztowne, stąd potrzeba wsparcia inwestycji. Transformacja energetyczna będzie kosztowna, ale w zasięgu naszych możliwości finansowych – przekonuje Bent Erik Bakken.
Tylko poprzez zamianę światowych źródeł energii pierwotnej z paliw kopalnych na źródła odnawialne, takie jak wiatr, energia słoneczna, wodna, geotermalna, oceaniczna, biomasa oraz energię atomową, można utrzymać globalne ocieplenie na poziomie znacznie poniżej 2 stopni Celsjusza. Bez tego konsekwencje dla całej planety mogą być katastrofalne.
Aby transformacja energetyczna miała szanse się powieść, konieczne są systemowe zmiany. Tych jednak wciąż brakuje, a Europie daleko do np. Chin, gdzie zbudowano sieć przesyłową opartą na technologii przesyłu o ultrawysokim napięciu (UHV), sterowaną przez sztuczną inteligencję. Dzięki temu energia odnawialna wytwarzana jest w sposób przerywany, poprzez połączenie nieregularnie działających źródeł.
– Chiny produkują większość pojazdów elektrycznych dostępnych na świecie, także 90 proc. paneli słonecznych. Dominują również na rynku akumulatorów. W europejskim przemyśle motoryzacyjnym panuje pełna świadomość nadchodzących zmian – ostatnio firma Volkswagen ogłosiła, że już w 2028 r. 40 proc. produkowanych przez nią samochodów będzie miała napęd elektryczny. W sensie politycznym nie radzimy sobie jednak tak dobrze jak Chińczycy. Oni nie muszą tak bardzo przejmować się opinią publiczną – tłumaczy ekspert DNV GL.
W Europie wciąż jeszcze większość budynków ogrzewana jest tradycyjnymi paliwami, a choć rośnie liczba samochodów hybrydowych i elektrycznych, dominują te napędzane ropą. Wyzwaniem są inwestycje w nowe elektrownie i przebranżowienie osób pracujących np. w kopalniach. Przyszłością jest ekologiczny transport morski. Z raportu DNV GL wynika, że inwestycje w efektywność energetyczną i zmniejszenie śladu węglowego może zwiększyć handel morski o 32 proc. do 2030 roku.
– Zmiany są konieczne, ale problemem pozostaje ich tempo. W sektorze energii odnawialnej istnieją setki tysięcy miejsc pracy, które zastąpią miejsca pracy w górnictwie. Oczywiście nie będą one równoważne, ponieważ w tej pierwszej branży potrzeba innego zakresu i wyższego poziomu umiejętności. Potrzebne są zmiany w zakresie kompetencji europejskich pracowników – twierdzi Bent Erik Bakken.
Taktyczne strategie oparte na aktywach mieszanych odpowiadające na desynchronizację wzrostu gospodarczego na świecie, zmienność pod koniec cyklu gospodarczego i rynkowe rozbieżności.
PROGNOZY NA 2019 R.: „Nasze ogólne prognozy rynkowe są optymistyczne, przede wszystkim w związku z korzystnymi fundamentami spółek, głównie ze Stanów Zjednoczonych. Podczas gdy niepewność związana z przyszłym kierunkiem zmian stóp procentowych oraz desynchronizacją globalnej dynamiki gospodarczej przyczynia się do wzrostu rynkowej zmienności, my wciąż preferujemy idiosynkratyczne czynniki ryzyka, co znajduje odzwierciedlenie w skoncentrowanych pozycjach opartych na pomysłach inwestycyjnych, których potencjał wydaje nam się najpewniejszy”.
Uważamy, że światowa gospodarka ma potencjał, by utrzymać solidną dynamikę w 2019 r., oparty na mocnych fundamentach spółek amerykańskich i dużym popycie. 2018 r. przyniósł powrót zmienności na światowe rynki finansowe, gdy narracja dotycząca zsynchronizowanego globalnego wzrostu stała się bardziej pesymistyczna. Trendy wzrostowe wciąż są jednak generalnie korzystne, a desynchronizacja nie musi okazać się tak poważnym problemem, jak czasami obawiają się rynki. Będziemy się uważnie przyglądać kierunkowi, w jakim ostatecznie pójdzie zróżnicowanie pomiędzy gospodarkami poszczególnych krajów oraz prowadzoną przez te kraje polityką, biorąc pod uwagę jego możliwy wpływ na handel, waluty i normalizację polityki pieniężnej w świecie rozwiniętym.
Na razie nie dostrzegamy zbyt wielu oznak wpływu zmienności na rynkach wschodzących na inne rynki i uważamy, że coraz większe rozproszenie wyników względnych pomiędzy rynkami, jakie obserwowaliśmy przez większą część 2018 r., może utrzymać się także w przyszłości. Nie dostrzegamy zatem powodów, dla których wiodące banki centralne miałyby znacząco odchodzić od dotychczasowej trajektorii polityki pieniężnej. W Stanach Zjednoczonych obecna kombinacja ponadprzeciętnego wzrostu, umiarkowanej inflacji i niemal pełnego zatrudnienia może się, według nas, utrzymać jeszcze przez pewien czas. Sądzimy, że od recesji w Stanach Zjednoczonych wciąż dzieli nas jeszcze kilka kwartałów.
Niepokój na rynkach akcji w schyłkowej fazie cyklu
Solidne dane o produkcji i wzroście zysków, w połączeniu z wyższymi krótkoterminowymi stopami procentowymi, odzwierciedlają dobrą kondycję gospodarki, ale jednocześnie mogą skłaniać inwestorów do przekonania, że lepiej już być nie może. Dynamika rynkowa, podkreślana przez najniższą korelację pomiędzy akcjami od dwóch dziesięcioleci (i znacznie niższą od średniej 10-letniej), nadal sprzyja aktywnemu zarządzaniu, a utrzymanie skrajnie niskiej korelacji staje się mniej prawdopodobnym scenariuszem.
Kierujemy się optymistycznym, ale bardzo selektywnym podejściem do rynków akcji opartym na analizie fundamentalnej, mając na uwadze prawdopodobieństwo zaostrzania polityki pieniężnej przez bank centralny zarówno w 2019 r., jak i w dalszej przyszłości. Rosnące zyski i marże spółek sprzyjają wycenom akcji, choć uważnie monitorujemy wskaźniki inflacji oraz potencjał wzmożonej zmienności rynkowej.
Problemy związane z handlem i cłami mogą przyczyniać się do destabilizacji rynków, jednak prawdopodobnie już zostały uwzględnione w wycenach spółek. Niezmiennie oczekujemy, że Stany Zjednoczone i Chiny wyjdą obronną ręką z konfliktu handlowego i ostatecznie osiągną porozumienie, szczególnie, gdy rozwiązane zostaną kluczowe problemy związane z polityką ochrony własności intelektualnej.
Pomimo niespokojnej sytuacji geopolitycznej i napięć handlowych, fundamenty wzrostu w Stanach Zjednoczonych pod koniec 2018 r. wydawały się solidne, a rynek wciąż oferuje atrakcyjne możliwości, jednak są one mniej liczne niż w latach ubiegłych. Uważamy, że selektywne podejście do ekspozycji na ryzyko nabiera coraz większego znaczenia, a szeroki wskaźnik beta wiąże się z większym kosztem niż w przeszłości. Stany Zjednoczone wciąż są siłą napędową globalnego wzrostu, ale mniej dynamiczny wzrost międzynarodowy oraz problemy polityczne na rynkach zagranicznych mogą być rekompensowane przez bardziej atrakcyjne wyceny poza rynkiem amerykańskim. Jeżeli chodzi o rynki wschodzące, sądzimy, że większe możliwości inwestycyjne prawdopodobnie można znaleźć na rynkach, gdzie perspektywy wzrostowe oparte są w dużej mierze na czynnikach krajowych, które wykazały się odpornością na wpływ rosnących kosztów handlu. W przypadku portfeli aktywów mieszanych może to wymagać indywidualnego podejścia do idiosynkratycznych możliwości selekcjonowanych na poziomie krajowym. Analizy nabierają coraz większego znaczenia dla naszego zespołu wraz z upływem kolejnych etapów cyklu rynkowego i spodziewamy się, że ten trend utrzyma się także w przyszłości.
Zmiany na rynku obligacji wymagają czujności i selektywnego podejścia
Zważywszy na umiarkowane tempo wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych, nie postrzegamy wzrostu rentowności amerykańskich papierów skarbowych jako zapowiedzi poważniejszej wyprzedaży na rynkach obligacji, choć zmniejszanie bilansu przez Rezerwę Federalną USA (Fed) prawdopodobnie będzie nadal wywierać presję na wzrost rentowności. Utrzymanie stabilnego wzrostu światowej gospodarki oraz ryzyko wzrostu inflacji skłaniają nas do preferencji dla krótkoterminowych obligacji rządowych (których rentowność wzrosła) pozwalających obniżyć ryzyko ekspozycji na czas trwania. Selektywne pozycjonowanie na instrumenty o stałym dochodzie będzie miało jeszcze większe znaczenie na rynkach wschodzących, ponieważ niektóre kraje mają większą ekspozycję na ryzyko wzrostu kosztów kapitału niż inne.
Przedłużający się okres rekordowo niskich stóp procentowych umożliwia spółkom z całego świata zaciąganie taniego zadłużenia. Utrzymujący się wpływ działań w obszarze polityki budżetowej jest korzystny dla obligacji korporacyjnych, a względnie niskie oprocentowanie zaciąganego zadłużenia sprzyja większym emisjom papierów dłużnych. Kredyty bankowe wciąż wydają nam się względnie atrakcyjne na rynku korporacyjnych instrumentów dłużnych, zważywszy na wzrost wartości płaconych odsetek i mniejsze ryzyko czasu trwania, ale ta klasa aktywów jest wrażliwa na ryzyko złagodzenia warunków spłaty zobowiązań. W ostatnim czasie popyt na kredyty bankowe przewyższa podaż, a coraz więcej inwestorów rezygnuje z kontroli nad warunkami spłaty kredytów. W takich warunkach konieczna jest większa czujność pozwalająca identyfikować kredyty bez odpowiedniego zabezpieczenia interesów wierzycieli.
Wciąż niskie, choć rosnące długoterminowe stopy procentowe nadal skłaniają wielu inwestorów do większego zainteresowania wysokodochodowymi segmentami rynków instrumentów o stałym dochodzie, a wąskie spready pozostawiają niewielki bufor, który mógłby wchłonąć potencjalny nagły wzrost zmienności. Przedsiębiorstwa generalnie zrobiły bardzo wiele, by utrzymać solidne bilanse i zrównoważyć swoje sprawozdania finansowe w ciągu ostatnich kilku lat, co potwierdzają nadal niskie wskaźniki zadłużenia do zysków i wskaźniki niewypłacalności, które pod koniec 2018 r. były poniżej średnich historycznych. Jeżeli chodzi o poszczególne klasy obligacji, korporacyjne papiery dłużne o wysokim dochodzie korzystały ze sprzyjających warunków fundamentalnych w 2018 r. i mogą utrzymać dobrą passę także w 2019 r., ponieważ niższa jakość kredytowa przekłada się na mniejszą wrażliwość na zmiany stóp procentowych w warunkach rosnących stóp bazowych. Choć znacznie większy segment wyższej jakości obligacji przedsiębiorstw o ratingu inwestycyjnym jest bardziej wrażliwy na wpływ podwyższania stóp przez Fed, konsekwentny wzrost gospodarczy może pomóc zmniejszyć różnice oprocentowania (spready) w stosunku do papierów skarbowych, co sugerowałoby wiarę inwestorów w zdolność emitentów do obsługi zaciągniętego zadłużenia. Blisko 50% instrumentów tworzących spektrum inwestycyjne obligacji o ratingu inwestycyjnym miało rating BBB (najniższy możliwy rating inwestycyjny) na koniec października, w porównaniu z ok. 25% udziału papierów o ratingu BBB w tym segmencie na początku lat 90. ubiegłego wieku.1 Jako długoterminowi inwestorzy uważamy, że nasze analizy pomagają nam w odróżnianiu nadmiernie lewarowanych spółek od przedsiębiorstw, które mają zrównoważone zadłużenie i solidne modele biznesowe w segmencie instrumentów o wyższej jakości. Zważywszy na oczekiwane przez nas dalsze zmiany krzywej dochodowości, uważamy, że inwestorzy mogą potencjalnie skorzystać na zwiększeniu ekspozycji swoich portfeli na bardziej aktywne strategie.
Pęczniejące zadłużenie, ryzyko inflacji i alternatywne aktywa
U progu 2019 r. dostrzegamy wyceny zbliżone do rzeczywistej wartości w niektórych obszarach rynków akcji i instrumentów o stałym dochodzie i choć spółki wciąż mają korzystne fundamenty, my stajemy się coraz ostrożniejsi. Coraz bardziej niepokoją nas podwyższone poziomy zadłużenia rządowego (przede wszystkim w niektórych dużych gospodarkach strefy euro, Japonii, Stanach Zjednoczonych, Chinach i innych rynkach wschodzących). Inflacja nadal jest umiarkowana na całym świecie, jednak mamy świadomość ryzyka przyspieszenia wzrostu cen. Dlatego choć nasze portfele aktywów mieszanych wciąż zwykle mają największą ekspozycję na akcje i instrumenty o stałym dochodzie, interesujemy się także rzeczywistymi aktywami, takimi jak surowce. Preferujemy aktywa, które zwykle radzą sobie dobrze na późniejszych etapach cyklu biznesowego lub oferują zabezpieczenie przed inflacją, takie jak obligacje powiązane ze stopą inflacji. Alternatywne aktywa mogą także zapewniać dywersyfikację na wypadek potencjalnych spadków kursów akcji i obligacji po nieoczekiwanym wzroście inflacji.
Źródło: Bloomberg. Dane na dzień 31 października 2018 r. Na podstawie indeksu Bloomberg Barclays US Corporate Bond Index. Indeksy nie są zarządzane, a bezpośrednia inwestycja w indeks nie jest możliwa. Indeksy nie uwzględniają żadnych opłat, kosztów ani obciążeń naliczanych przy sprzedaży. Wyniki historyczne nie gwarantują wyników przyszłych. Ważne uwagi i warunki dotyczące podmiotów dostarczających dane można znaleźć na stronie www.franklintempletondatasources.com.
CFA® i Chartered Financial Analyst® to zastrzeżone znaki handlowe stanowiące własność CFA Institute.
Edward D. Perks, CFA
Wiceprezes wykonawczy, CIO, Franklin Templeton Multi-Asset Solutions
Kiedy zarząd firmy wyznacza nowe kierunki działania lub dokonuje innych zmian o znaczeniu strategicznym, autorom nowych rozwiązań zazwyczaj towarzyszy duży optymizm. Ale czy podzielą go również menedżerowie i pracownicy niższych szczebli? To już nie jest pewne, a zależy przede wszystkim od sposobu, w jaki zmiany zostaną przeprowadzone.
Pracownicy przeważnie nie lubią zmian – i to nawet wtedy, jeśli mają one usprawnić organizację i w konsekwencji ułatwić ich pracę. Ten wewnętrzny opór przed tym co nowe i nieznane wynika wprost z ludzkiej natury. Oto bowiem znów musimy nauczyć się czegoś nowego, dostosować się, wyjść poza strefę komfortu. A tego przeważnie nie lubimy, o ile nie jesteśmy naprawdę przekonani, że nowy cel faktycznie wart jest zwiększonego wysiłku.
I tutaj dochodzimy do sedna – aby zmiany mogły zostać wprowadzone z sukcesem, niezwykle istotna jest zarówno właściwa komunikacja, jak i odpowiedni sposób przeprowadzenia procesu zmian. Nawet najdoskonalszy projekt okaże się bezużyteczny, jeśli będzie mu towarzyszył opór ze strony osób, które mają go zrealizować.
Kiedy zmiana jest strategiczna?
Kiedy przedsiębiorstwo wprowadza zupełnie nową strategię biznesową, wówczas z całą pewnością możemy mówić o strategicznej zmianie. Ale ze zmianą o charakterze strategicznym mamy do czynienia także w wielu innych sytuacjach.
Właściwie zawsze, gdy wdrażane są nowe procesy, zmiany organizacyjne lub wyznaczane są nowe kierunki działania – mamy do czynienia z nowymi wyzwaniami o charakterze strategicznym, a ich efekty będą uzależnione od zaangażowania poszczególnych pracowników.
Najtrudniejsze będą zapewne zmiany związane z przejęciami, fuzjami, czy restrukturyzacjami, warto jednak mieć świadomość, że nie tylko tak radykalne procesy wymagają zwrócenia dużej uwagi na sposób, w jaki zostaną przedstawione pracownikom.
Iwona Wencel, mentor, prezes w firmie doradczej WNCL
– Zmiana strategiczna wymaga przetłumaczenia strategii wyznaczonej przez zarząd na język, który będzie zrozumiały dla wszystkich pracowników – mówi Iwona Wencel, prezes firmy doradczej WNCL. – Pokazując korzyści z przeprowadzanych zmian na przyszłość, wyzwalamy zaangażowanie, a następnie z większą łatwością wdrażamy nową strategię. A każdy prawidłowo zrealizowany etap udowadnia pracownikom, że „nie taki diabeł straszny, jak go malują” – podkreśla.
Zmiany krok po kroku
Tłumaczenie strategii na język pracowników wymaga do pewnego stopnia rozłożenia jej na części pierwsze. Zmiany powinny zostać podzielone na poszczególne etapy, etapy zaś na kroki odpowiadające poszczególnym działaniom. Niezwykle istotne jest także wpisanie poszczególnych zmian w harmonogram, a więc określenie, kiedy określone etapy powinny zostać zrealizowane. To właśnie konsekwencja okazuje się najważniejszym kluczem do sukcesu. Ale nie jedynym!
Druga ważna sprawa to komunikacja, a z tą bywa trudno. Przede wszystkim osoby odpowiedzialne za wdrażanie zmian strategicznych w poszczególnych działach muszą mieć przychylność i wsparcie zarządu. Z jednej strony chodzi o to, aby sami menedżerowie czuli się pewniej wiedząc, że działają przy pełnej aprobacie zarządu i w razie problemów mogą liczyć na odpowiednią pomoc. Z drugiej – ważny jest wyraźny sygnał dla pracowników, że wprowadzane zmiany nie są „wymysłem” jednego menedżera, ale stanowią efekt uzgodnionych na najwyższym szczeblu i dobrze przemyślanych rozwiązań.
Im poważniejsze są zmiany, tym bardziej potrzebna jest wizja, z którą pracownicy będą mogli się utożsamić. Dobrze więc, jeśli ambasadorem zmian będzie charyzmatyczny lider, który wyjaśni sens zmian i sprawi, że pracownicy zaangażują się w osiąganie nowych celów.
Nie do uniknięcia są jednak obiekcje części pracowników i nimi również należy się zająć. Po pierwsze – ważne, aby mogły one w ogóle wybrzmieć, a więc aby zostały wypowiedziane na głos. Po drugie – istotne, aby zostały potraktowane poważnie, tak aby antagoniści nie poczuli się zignorowani. Liderzy zmian powinni pochylić się nad zgłaszanymi wątpliwościami i przedyskutować je z pracownikami, wykazując przy tym otwartość na rozmaite argumenty.
Jeśli tego zabraknie, istnieje duże ryzyko, że wdrażanie strategii będzie oddolnie hamowane przez nieprzekonane osoby. Wpływ „hamulcowych” poznać możemy np. po pojawiających się, ale nieuzasadnionych opóźnieniach, czy też po pogarszającej się atmosferze w zespole pracowników. Gdy pracownicy nie są przekonani do wprowadzanych zmian, nie dostrzeżemy u nich entuzjazmu, a zamiast niego często będziemy mieli do czynienia z tzw. biernym oporem. To sygnały, że nie wszystkie wątpliwości zostały wyjaśnione lub że zmiany są wprowadzane za szybko.
Pamiętajmy, że powodzenie zmian wymaga autentycznego zaangażowania pracowników, a więc to od tego, na ile staną się oni ambasadorami nowej strategii, będzie zależała w dużym stopniu jej skuteczność.
Samodzielnie lub z pomocą
Przedsiębiorstwa nie zawsze są w stanie przeprowadzić pożądane zmiany własnymi siłami. Szczególnie wtedy, gdy zmiany strategiczne dotyczą dużej firmy oraz szczególnie skomplikowanych procesów (np. fuzji czy też nowej struktury organizacyjnej), samodzielne przeprowadzanie całego procesu wiąże się z dużym ryzykiem. Bezpieczniej w takiej sytuacji zdecydować się na pomoc firmy zewnętrznej, wyspecjalizowanej w przeprowadzaniu zmian strategicznych. Jak może przebiegać taka współpraca?
– Na okres około 6 miesięcy wcielamy się w rolę Lidera Projektu Zmiany, często prowadząc Zespół Projektowy. Pracujemy wspólnie, łącząc naszą wiedzę z wiedzą członków zespołu na temat firmy. Wszystkie działania wspieramy skuteczną kampanią komunikacyjną – mówi Iwona Wencel.
Dzięki wspólnej pracy zewnętrznych i wewnętrznych ekspertów cały proces przeprowadzania zmian (od definiowania potrzeb, przez planowanie i wdrażanie zmian) odbywa się skuteczniej, a często też szybciej.
Taka współpraca opiera się na dostarczaniu pracownikom tzw. „quick wins” – szybkich rozwiązań, które pokazują, że nawet w dużych organizacjach da się działać sprawnie, elastycznie i skutecznie. Kiedy pracownicy uświadamiają sobie, jak korzystne są proponowane usprawnienia, wzrasta ich wiara w sens nowej strategii. A – jak już wspomnieliśmy – większe zaangażowanie pracowników, to w konsekwencji większe sukcesy całego przedsiębiorstwa.
Coraz więcej wiemy na temat smogu i jego szkodliwości dla ludzkiego zdrowia. W Polsce za smog odpowiadają przede wszystkim przestarzałe piece oraz wykorzystywanie paliw złej jakości, ale wciąż nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że szkodliwe może być też palenie w kominku, spalanie gałęzi i liści w ogrodzie czy pokaz fajerwerków.
Jeszcze kilkanaście lat temu niewiele osób zdawało sobie sprawę z tego, jak powszechny jest w Polsce problem smogu. Obecnie dysponujemy coraz większą ilością danych na temat skutków zanieczyszczenia powietrza – przykładowo w styczniu 2017 r., gdy zanieczyszczenie powietrza w Polsce osiągnęło rekordowy poziom, liczba zgonów wzrosła aż o 23,5% w stosunku do stycznia poprzedniego roku. Szacuje się, że co roku z powodu smogu przedwcześnie umiera 44 tys. Polaków.
Wzrost świadomości na temat konsekwencji występowania smogu nie zawsze przekłada się jednak na realne działania. Choć coraz więcej osób wie o szkodliwości wykorzystywania przestarzałych pieców, tzw. kopciuchów, to kwestia innych źródeł zanieczyszczenia powietrza nie jest już tak oczywista. Co jeszcze nas truje?
Kominek a zdrowie
Spokojny wieczór przy domowym kominku – dla wielu to wymarzony sposób na spędzanie wolnego czasu w okresie zimowym. Tak naprawdę jednak może to stanowić zagrożenie dla naszego zdrowia, ponieważ dym z kominka może być równie toksyczny jak ten powstający podczas spalania węgla kiepskiej jakości, jeśli nie będziemy przestrzegać pewnych zasad. Poza tym najlepiej w ogóle nie używać kominka, jeśli nie ma takiej potrzeby, tzn. wtedy, gdy nie stanowi on głównego źródła ciepła w naszym domu, a jest używany jedynie w celach rekreacyjnych.
Kominek powinien spełniać ekologiczne normy wynikające z prawa unijnego – chodzi między innymi o sposób budowy i testowania wkładów kominkowych oraz poziom emisji zanieczyszczeń. Bardzo ważny jest również zakup drewna o właściwym poziomie wilgotności (poniżej 20 proc.) oraz odpowiednia metoda palenia – najbardziej efektywne i czyste jest rozpalanie od góry. Nie jest też obojętne, jaką rozpałkę stosujemy, gdyż przy spalaniu kolorowych magazynów czy zadrukowanego kartonu uwalnia się wiele szkodliwych związków.
Miasta edukują i kontrolują
Jak samorządy mogą zadbać, by mieszkańcy stosowali się do tych zasad? Podstawą jest edukacja. Wiele miast organizuje specjalne pokazy, by wszyscy mogli przekonać się na własne oczy o tym, jak dużą różnicę robi odpowiednia metoda rozpalania w piecu. Zwykle pokazy przeprowadzają strażnicy miejscy – tak w tym roku działo się m.in. w Gdyni.
To właśnie strażnicy zajmują się również kontrolami i interwencjami w domach. Od listopada tego roku mają oni możliwość wystawienia mandatu, jeśli drewno spalane w kominku nie spełnia norm zapisanych w lokalnej uchwale antysmogowej. W związku z tym wiele miast wyposażyło straż miejską w odpowiedni sprzęt – w Warszawie jest to pięć laboratoriów mobilnych oraz higrometry pozwalające określić wilgotność drewna. Do sprawdzania poziomu szkodliwych substancji w powietrzu coraz częściej wykorzystuje się też drony – bezzałogowe statki powietrzne są wykorzystywane m.in. w Krakowie, Szczecinie i Warszawie.
Fajerwerki szkodzą nie tylko zwierzętom
Wiele osób nie wyobraża sobie obchodów Nowego Roku bez fajerwerków. Kolejne miasta w Polsce (m.in. Częstochowa, Gdańsk, Gdynia, Kraków, Warszawa, Wrocław i Zamość) ogłaszają jednak, że podczas miejskiej imprezy sylwestrowej nie odbędzie się pokaz sztucznych ogni. Popularną alternatywą są pokazy laserów czy tzw. mapping.
Zaletą takiej decyzji jest nie tylko dobro zwierząt. Fajerwerki są bowiem źródłem zanieczyszczenia powietrza. Powodują one m.in. zwiększone stężenie pyłów zawieszonych. Niestety, sam fakt, że miasto nie organizuje pokazu sztucznych ogni nie wystarczy w obliczu tego, że fajerwerki są przed sylwestrem łatwo dostępne i bardzo wiele osób odpala je samodzielnie. Być może jednak w przyszłości za przykładem samorządów pójdą także osoby prywatne i zrezygnują z takiej formy świętowania.
Spalanie odpadów zielonych
Większość osób etap jesiennych porządków na działce czy w ogrodzie ma już za sobą. Warto jednak przypomnieć, że na jakość powietrza negatywnie wpływa także spalanie odpadów zielonych. To wciąż popularny sposób na pozbycie się traw, liści czy gałęzi, które opadły z drzew. Podczas ich spalania powstaje duszący dym i może uwalniać się wiele toksycznych związków, dlatego odpady zielone powinny być kompostowane lub utylizowane we właściwym zakładzie.
W tej kwestii rolą miast jest zarówno edukacja mieszkańców, jak i odpowiednie ustalenie harmonogramu odbioru odpadów zielonych. Jeśli będzie się to odbywało ze zbyt małą częstotliwością, wzrasta prawdopodobieństwo, że właściciele ogrodów zdecydują się na rozwiązanie problemu w sposób szkodliwy dla ludzi i środowiska.
Wiele mogą zmienić działania prowadzone lokalnie – kontrole straży miejskiej czy edukacja mieszkańców miast. Promocja dobrych praktyk samorządów m.in. w zakresie jakości powietrza to cel projektu ECO-MIASTO. Organizatorami projektu są Ambasada Francji w Polsce i Centrum UNEP/GRID-Warszawa. ECO-MIASTO jest realizowane we współpracy z Renault Polska, SAUR Polska, Grupą Saint-Gobain, Ceetrus Polska, Dalkią i TIRU, a także WSPÓLNIE – Fundacją LafargeHolcim.
Kończący się rok spełnia wszelkie warunki, by zapisać się w historii rodzimego rynku nieruchomości mieszkaniowych nie tylko jako kolejny bardzo udany, ale także wyjątkowy, kto wie czy nie nawet w wymiarze historycznym. Co decyduje o takim stanie rzeczy i czy mieszkaniówkę czeka rewolucja już od początku nowego roku?
Rynek w drodze do normalności
Za nami pięcioletni okres sprzedażowo-inwestycyjnej prosperity na pierwotnym rynku mieszkaniowym, w czasie którego jego statystyki uległy co najmniej podwojeniu. Windowanie deweloperskich wyników sprzedaży mieszkań z roku na rok nawet o jedną piątą wydawało się jeszcze niedawno zjawiskiem na tyle powszednim, że nie budzącym już większych emocji. Tymczasem jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl dobiega końca rok 2018, który według wszelkiego prawdopodobieństwa przyniesie spadek sprzedaży lokali z pierwszej ręki rzędu kilkunastu procent. Oznacza to cofnięcie statystyk sprzedażowych pierwotnego segmentu mieszkaniówki do poziomów z 2016 roku.
Jednocześnie w ostatnich dwunastu miesiącach mocno przyspieszyły wzrosty cen. Średnia zwyżka stawek mkw. deweloperskiego lokum w największych krajowych aglomeracjach wyniesie w tym roku około 10 proc. Z jednej strony to sporo, z drugiej natomiast jest to oczekiwane i usprawiedliwione odreagowanie zastoju cenowego kilku lat poprzednich. Z kolei przyśpieszone wzrosty cen nowych mieszkań w korelacji ze spadkiem wolumenu ich sprzedaży, to podręcznikowe symptomy koniunkturalnego przesilenia, które zapowiada nadejście nieco spokojniejszych czasów dla uczestników rynku nieruchomości.
Wciąż nie widać natomiast żadnych sygnałów nadchodzącego uspokojenia w aktywności inwestycyjnej deweloperów mieszkaniowych. W br. oddadzą oni do użytkowania grubo ponad 100 tys. lokali, rozpoczną budowę kolejnych 140 tys., oraz uzyskają około 160 tys. nowych pozwoleń na budowę. Nie trzeba chyba dodawać, że są to absolutnie rekordowe statystyki w dziejach pierwotnego segmentu krajowej mieszkaniówki, o skali jeszcze kilka lat temu trudnej do wyobrażenia. Nie ma jednak większych wątpliwości, że i w kwestii nowych inwestycji nadchodzący rok powinien być okresem powrotu do normalności.
U deweloperów historyczne żniwa na spadkowej fali
Spółki deweloperskie o profilu mieszkaniowym, a zwłaszcza ich akcjonariusze, rok 2018 zapamiętają też jako rekordowo zyskowny. Wg portalu RynekPierwotny.pl blisko dwudziestka notowanych na giełdzie branżowych tuzów po raz pierwszy w historii zapewne przekroczy w br. w sumie okrągły miliard złotych skonsolidowanego zysku netto, na co jednoznacznie wskazują raporty finansowe za trzy pierwsze kwartały.
Będzie to wynik lepszy licząc rok do roku o co najmniej 20 proc. W związku z tym już w przyszłym roku w formie dywidendy ponownie popłyną na rachunki inwestycyjne akcjonariuszy deweloperów setki milionów złotych. Co więcej, krociowe profity powinny niezależnie od stanu bieżącej koniunktury zasilać bankowe konta deweloperów jeszcze przez co najmniej kilka kwartałów, co wynika z obowiązującej metodyki liczenia zysków z mieszkań przekazanych.
Wyk. 1 – Trend spadkowy indeksu WIG-Nieruchomości w 2018 roku.
Opracowanie: RynekPierwotny.pl wg. danych Stooq.pl
Niestety krociowe żniwa finansowe nie przełożyły się w tym roku na giełdową hossę spółek deweloperskich. Co gorsza, branżowy indeks WIG-Nieruchomości już od tegorocznego stycznia pozostaje w regularnym trendzie spadkowym, który obniży jego wartość w br. o blisko 20 proc. Rok 2018 będzie więc rokiem klasycznej bessy spółek nieruchomościowych. Dlaczego akcje wciąż świetnie prosperujących deweloperów są na GPW niczym gorący kartofel? Inwestorzy giełdowi najprawdopodobniej postanowili z odpowiednim wyprzedzeniem zdyskontować oczekiwane spowolnienie koniunktury w mieszkaniówce, nie oglądając się specjalnie na rosnące zyski przedsiębiorców ze sprzedaży mieszkań.
Legislacyjna rewolucja
Ale ten rok przejdzie do historii krajowego rynku mieszkaniowego także jako czas swoistej legislacyjnej rewolucji, wyznaczającej zupełnie nowe kategorie w obszarze jej ram prawnych. Chodzi o tzw. ustawę o dopłatach do czynszu, tzw. specustawę mieszkaniową, następnie ustawę o przekształceniu użytkowania wieczystego w prawo własności, i wreszcie wciąż oczekującą na uchwalenie ustawę o spółkach inwestujących w najem nieruchomości. Jeszcze nigdy dotąd w okresie jednego roku nie wprowadzono aż tylu tak ważnych nowych regulacji prawnych rynku nieruchomości. Co z tego wynika?
Nawiązując do licznych kontrowersji, jakie dość powszechnie budzą praktycznie wszystkie zadysponowane w 2018 roku przez ustawodawcę zmiany prawa, nietrudno jest przewidzieć, że misje nowych ustaw do najłatwiejszych należeć nie będą. Jednak od tego, czy spełnią pokładane w nich nadzieje i okażą się skutecznym stymulatorem rynku nieruchomości mieszkaniowych, w decydującym stopniu może zależeć kształtowanie warunków oraz wyznaczanie trendów i perspektyw zaspokajania potrzeb mieszkaniowych Polaków na bardzo długie lata.
Prognozy na 2019 r.: „Obserwując, jak spółki starają się opierać swoje relacje z klientami w większym stopniu na usługach i danych, dostrzegamy znaczące możliwości inwestycyjne wśród liderów transformacji elektronicznej, jak również wśród sprzedawców rozwiązań technologicznych umożliwiających klientom przeprowadzenie zmian i dostosowanie się do wymagań cyfryzacji. Sądzimy, że transformacja elektroniczna będzie przez wiele lat stymulować solidny wzrost przychodów i zysków w całym sektorze technologicznym”.
Spółki stojące za elektroniczną rewolucją zmuszają tradycyjne przedsiębiorstwa do zmian
Praktycznie wszystkie sektory przeobrażają swoje modele biznesowe z wykorzystaniem technologii informatycznych, by utrzymać konkurencyjność. Uważamy, że spółki skoncentrowane na rozwiązaniach elektronicznych oferują większą wartość w porównaniu z tradycyjnymi przedsiębiorstwami, ponieważ budują trwałe relacje z klientami oparte na usługach i wspomagane dobrze zorganizowanymi i zarządzanymi bazami danych. Pozostałe przedsiębiorstwa zaczynają zdawać sobie sprawę z zagrożenia ze strony spółek wprowadzających elektroniczną rewolucję i wiele z nich powoli wchodzi na ścieżkę zmian, wdrażając takie rozwiązania i narzędzia cyfrowe, jak sztuczna inteligencja, uczenie maszynowe, chmury obliczeniowe, analizy danych, modele SaaS („oprogramowanie jako usługa”), sprzedaż w sieci, produkty i usługi finansowe oparte na technologii, włącznie z płatnościami elektronicznymi, infrastruktura internetowa nowej generacji, nowe media, robotyka czy „Internet rzeczy”. W nieodległej przyszłości aplikacje i inteligentne urządzenia we wszystkich branżach będą w mniejszym lub większym stopniu oparte na sztucznej inteligencji.
Sądzimy, że transformacja elektroniczna i powiązane z nią tematy przez wiele lat będą umacniać zrównoważone sekularne trendy wzrostowe. Podsumowując, przedsiębiorstwa nie mogą sobie pozwolić na to, by w tej dziedzinie pozostać w tyle.
Oto kilka przykładów branż, w których zachodzą obecnie interesujące zmiany związane z transformacją elektroniczną:
Branża taksówek stara się konkurować z popularnymi serwisami kojarzącymi kierowców z pasażerami, wprowadzając własne aplikacje mobilne i oprogramowanie służące do zamawiania usług.
Tradycyjne sklepy wdrażają technologie związane z handlem w sieci, aby zapewniać lepszą obsługę, lepiej zrozumieć potrzeby klientów i bardziej efektywnie zarządzać zaopatrzeniem i dystrybucją.
Po latach oporu, branża muzyczna coraz szerzej otwiera się na serwisy udostępniające muzykę swoim abonentom.
Najważniejsze czynniki ryzyka wśród możliwości, które obserwujemy
Jednocześnie z ostrożnością podchodzimy do inwestowania w technologiczne branże cykliczne lub niedoskonałe pod względem strukturalnym, które w niektórych przypadkach odczuwają niekorzystny wpływ transformacji elektronicznej, takie jak tradycyjne usługi informatyczne, tradycyjne oprogramowanie, markowy sprzęt informatyczny czy też kilka segmentów rynku elektroniki użytkowej. Oprócz cyklu modernizacji sieci komunikacji bezprzewodowej poprzez wdrażanie technologii 5G, dostawcy sprzętu telekomunikacyjnego nie budzą naszego zainteresowania ze względu na trudności na rynkach końcowych, drastyczny wzrost konkurencji oraz słabą, w naszej ocenie, strukturę rynku.
Ogólnie rzecz biorąc, nasze prognozy dla sektora technologii informatycznych są niezmiennie optymistyczne. Po pierwsze, spółki już teraz całkiem sporo wydają na rozwiązania informatyczne. Ten trend powinien się, według nas, utrzymać przynajmniej do połowy 2019 r., czyli do końca pierwszego pełnego roku, w którym budżety są ustalane z uwzględnieniem solidnej dynamiki gospodarki i niedawnych cięć podatków w Stanach Zjednoczonych. Po drugie, wydatki konsumentów na technologie informatyczne wydają się stabilne w warunkach ekspansji usług, nowych mediów i gier, której towarzyszy raczej umiarkowany wzrost branży sprzętu informatycznego, takiego jak smartfony czy komputery osobiste. Po trzecie, wiele spośród największych i mających duże zasoby gotówki światowych spółek technologicznych ze Stanów Zjednoczonych dopiero zaczyna na coraz większą skalę dzielić się zyskami z akcjonariuszami w rezultacie reformy podatkowej w Stanach Zjednoczonych.
Uważnie obserwujemy także następujące obszary, wypatrując sygnałów, które mogłyby zapowiadać kłopoty:
Skala i tempo zmian stóp procentowych. Jeżeli Rezerwa Federalna Stanów Zjednoczonych będzie działać zbyt agresywnie, gospodarka może zwolnić lub wręcz stoczyć się w recesję. Byłoby to niekorzystne dla niemal wszystkich sektorów, włącznie z technologiami informatycznymi i komunikacją, jednak mniejsze ryzyko fundamentalne dostrzegamy wśród utrzymujących sekularny wzrost spółek technologicznych, które są powiązane ze wskazanymi przez nas elementami transformacji elektronicznej.
Wpływ wojny handlowej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Jeżeli problem się nasili, największe ryzyko będzie dotyczyło producentów sprzętu informatycznego, którzy wytwarzają swoje wyroby w Chinach i importują je do Ameryki. Sądzimy, że przedsiębiorstwa będą starały się przerzucić koszty ceł na użytkowników końcowych i przenieść produkcję sprzętu informatycznego z Chin na inne rynki.
Trudności gospodarki chińskiej, która najwyraźniej nieco zwalnia. Spadek dynamiki gospodarki Chin będzie niekorzystny dla krajowych chińskich spółek technologicznych i może być pewnym problemem dla globalnych dostawców technologii mających znaczącą ekspozycję na krajową konsumpcję w Chinach.
Cykliczność wydatków kapitałowych w segmencie chmur obliczeniowych. Nasze prognozy dla rynku chmur obliczeniowych wciąż są dość korzystne, jednak inwestycje kapitałowe w tej kategorii bywają silnie związane z cyklem rynkowym. Niepewnie wygląda przyszłość wybranych producentów sprzętu informatycznego, półprzewodników i komponentów dla innych przedsiębiorstw, po spadku wydatków na inwestycje kapitałowe w drugiej połowie 2018 r.
Zmiany warunków regulacyjnych dla dużych spółek internetowych posiadających potężne bazy danych klientów. Kluczowym elementem transformacji elektronicznej jest zdolność do gromadzenia i wykorzystywania dużych ilości danych w celu lepszego zrozumienia i obsługi klientów. W podzielonym Kongresie Stanów Zjednoczonych może być jednak trudniej o szerokie poparcie obydwu partii dla ustawy regulującej wykorzystywanie danych, szczególnie w zakresie, w jakim będzie związana z prywatnością użytkowników i udostępnianiem danych innym spółkom i organom rządowym. Dostrzegamy także bardzo niewielkie ryzyko dzielenia dużych koncernów technologicznych przez regulatorów.
Prognozy na 2019 r.: „Polityka wydaje się być najważniejszym czynnikiem mającym wpływ na europejskie rynki instrumentów o stałym dochodzie, a gospodarka strefy euro i polityka pieniężna EBC prawdopodobnie utrzymają dotychczasowy kurs”.
W 2019 r. najważniejszy wpływ na europejskie rynki instrumentów o stałym dochodzie będą miały, naszym zdaniem, krajowe wydarzenia polityczne. Sytuacja jest bardzo niepewna, a wśród potencjalnych czynników można wymienić rozwój wydarzeń politycznych w Niemczech i we Włoszech oraz zaplanowaną kulminację negocjacji warunków Brexitu. Zmienność będąca następstwem tych i innych problemów politycznych może nieść za sobą ciekawe możliwości dla aktywnych inwestorów. Perspektywy rysujące się przed gospodarką strefy euro na 12 najbliższych miesięcy wydają się jednak dość stabilne, a region powinien utrzymać względnie mocny wzrost gospodarczy. Choć realizowany przez Europejski Bank Centralny (EBC) program luzowania ilościowego ma zostać wygaszony z początkiem 2019 r., sądzimy, że autorzy polityki pieniężnej utrzymają „gołębie” podejście, by stworzyć warunki dla podtrzymania inflacji i jej powolnego wzrostu w kierunku docelowego poziomu EBC.
Osłabienie pozycji kanclerz Merkel, Brexit i sytuacja we Włoszech mogą nasilić zmienność rynkową
Wygląda na to, że jedyną bezpieczną prognozą dla europejskiej polityki na 2019 r. jest oczekiwanie dalszej, a może wręcz jeszcze większej niepewności. Słabnący autorytet niemieckiej kanclerz Angeli Merkel może potencjalnie przyczynić się do destabilizacji. Merkel od dawna jest niekwestionowaną przywódczynią swojego kraju i najpotężniejszą osobą w Unii Europejskiej (UE), ale po rezygnacji z kierowania Unią Chrześcijańsko-Demokratyczną (CDU) nie ma żadnej gwarancji, że dotrwa do końca kadencji kanclerz Niemiec trwającej do 2021 r. Koalicja rządowa w Niemczech wydaje się być coraz bardziej chwiejna, ponieważ wszystkie współtworzące ją ugrupowania zanotowały słabe wyniki w wyborach. Ustąpienie Merkel ze stanowiska przewodniczącej CDU tylko podsyciło wątpliwości, czy rząd ma szansę przetrwać w dotychczasowym kształcie.
Problemy kanclerz Merkel oznaczają również, że UE musi stawiać czoła trudnościom w sytuacji, w której pozycja jednej z najważniejszych przedstawicielek władz jest znacząco osłabiona. Wielka Brytania ma opuścić UE z końcem marca i choć obydwie strony wypracowały porozumienie w kwestii warunków Brexitu, brytyjska premier Theresa May stoi przed trudnym zadaniem, jakim będzie uzyskanie poparcia dla tego porozumienia w kraju. Ryzyko chaotycznego wyjścia ze wspólnoty bez żadnego porozumienia lub nowych wyborów w Wielkiej Brytanii wciąż istnieje, ale uważamy, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem będzie utrzymanie względnie bliskich stosunków z UE.
Zaraz po utworzeniu populistycznego rządu we Włoszech w czerwcu 2018 r. wydawało się prawdopodobne, że stosunki tego kraju z UE będą niełatwe i jak dotąd te przypuszczenia się potwierdzają. Propozycje zwiększenia włoskich wydatków publicznych powyżej poziomów dopuszczalnych przez obowiązujące w UE reguły budżetowe wzbudziły wśród inwestorów obawy przed destabilizacją finansów publicznych tego kraju, windując rentowność włoskich obligacji rządowych do najwyższych poziomów od wielu lat. Populistyczna koalicja trwa w swoim oporze wobec UE, zatem nie można wykluczyć dalszych wzrostów rentowności. Jeżeli natomiast rozpisane zostaną nowe wybory, może się okazać, że elektorat wyrazi większe poparcie dla eurosceptycznej polityki.
Ryzyko zmienności rynkowej zarówno we Włoszech, jak i w innych krajach wciąż jest wysokie, jednak niezmiennie wierzymy, że zostanie wypracowany pewien kompromis ograniczający ekspansję włoskiego długu publicznego, co pozwoliłoby uniknąć eskalacji kryzysu. Porozumienie zachęciłoby także pozostałe państwa członkowskie strefy euro do umiarkowanego rozluźniania polityki budżetowej. Kontrolowane złagodzenie polityki zaciskania pasa mogłoby pomóc europejskim rządom wzmocnić pozycję tradycyjnych partii politycznych i odzyskać wyborców, którzy w ostatnim czasie coraz częściej odwracali się w kierunku populizmu.
Generalnie stabilne warunki ekonomiczne i pieniężne pod koniec kadencji Draghiego
Na tle sytuacji politycznej, perspektywy ekonomiczne rysujące się przed Europą w 2019 r. raczej nie oferują porównywalnych szans na zaskoczenie, a przynajmniej nie takie, którego nie dałoby się przewidzieć. Niezmiennie solidny popyt krajowy w strefie euro powinien z nawiązką zrekompensować niedawne pogorszenie nastrojów wśród eksporterów pod wpływem trudnej sytuacji w handlu światowym. Kombinacja ponadprzeciętnego, ale nie nadzwyczajnie dynamicznego wzrostu ze słabą, ale powoli rosnącą inflacją prawdopodobnie utrzyma się także w przyszłości. EBC może zatem wstrzymać się od podnoszenia stóp procentowych, pomimo zakończenia skupu obligacji z początkiem 2019 r. Kadencja Mario Draghiego na stanowisku prezesa EBC kończy się w październiku 2019 r. i tematem, który wkrótce znajdzie się w centrum uwagi, będzie powołanie jego następcy i obsadzenie innych stanowisk na wyższych szczeblach struktury banku centralnego, a także potencjalne implikacje tych zmian dla przyszłego kierunku polityki EBC.
Czynniki zewnętrzne także mogą mieć wpływ na inwestorów weryfikujących swoją ekspozycję na europejskie rynki instrumentów o stałym dochodzie w 2019 r. Konsekwentny wzrost stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych w 2018 r. przełożył się na wyższe koszty hedgingu aktywów denominowanych w dolarach amerykańskich dla inwestorów europejskich, mniejszą atrakcyjność wysokodochodowych obligacji amerykańskich oraz skłonność do inwestowania bliżej rynków krajowych. W szerszym ujęciu, po raz pierwszy od czasu globalnego kryzysu finansowego skumulowany wpływ działań najważniejszych banków centralnych prawdopodobnie ograniczy płynność na rynkach finansowych, po wielu latach, które przyzwyczaiły inwestorów, że polityka banków centralnych tę płynność zwiększa. Wpływ tego potencjalnego zwrotu wektora polityki pieniężnej na świecie to bodaj największa niewiadoma dla inwestorów u progu 2019 r.
CFA® i Chartered Financial Analyst® to zastrzeżone znaki handlowe stanowiące własność CFA Institute.
David Zahn, CFA, FRM
Szef zespołu ds. europejskich instrumentów o stałym dochodzie
PROGNOZY NA 2019 R.: „Rynki wschodzące muszą stawić czoła pewnym krótkoterminowym wyzwaniom związanym z wycenami, które do listopada 2018 r. zbliżały się do poziomów kryzysowych, jednak dostrzegamy dojrzewające długoterminowe możliwości, zważywszy na niezmiennie solidne fundamenty.”
W 2018 r. gospodarka światowa (podobnie jak stosunki międzynarodowe) wpłynęła na nieznane wody, w warunkach narastającego ryzyka związanego z sytuacją geopolityczną i prowadzoną polityką. Globalne łańcuchy dostaw i relacje handlowe, które były integralnym elementem dobrej koniunktury na świecie, teraz znalazły się pod narastającą presją. Jak dotąd najbardziej dotkliwe konsekwencje odczuły rynki wschodzące wskutek asymetrycznej i — w naszej ocenie — przesadnej reakcji rynku, która do listopada 2018 r. sprowadziła wyceny do poziomów niemal kryzysowych. Te wyceny są jednak dla nas źródłem coraz atrakcyjniejszych okazji do zakupów z punktu widzenia analizy fundamentalnej.
Na co przygotowują się rynki?
W 2018 r. można było zauważyć znaczącą rozbieżność pomiędzy wynikami akcji spółek z rynków wschodzących i papierów przedsiębiorstw ze Stanów Zjednoczonych, której skala jest dla nas trudna do uzasadnienia. Stany Zjednoczone wprawdzie odczuły korzystny krótkoterminowy wpływ cięć podatków i sprowadzenia do kraju zysków wypracowanych na rynkach zagranicznych, ale ten efekt prawdopodobnie drastycznie osłabnie w perspektywie najbliższych dwóch lat, co powinno poprawić wyniki względne rynków wschodzących pod względem rozwoju gospodarczego i wzrostu zysków. Prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego przewidują stabilizację tempa wzrostu gospodarczego na rynkach wschodzących na poziomie 4,7% w 2019 r., natomiast wzrost gospodarek rozwiniętych ma zwolnić z 2,4% w 2018 r. do 2,1% w 2019 r. Co więcej, prognozowany wzrost zysków spółek z rynków wschodzących rzędu 10,5% w 2019 r. byłby wprawdzie niższy w porównaniu z szacowanym poziomem 15,4% w 2018 r., ale i tak wyglądałby dobrze na tle prognozowanego wzrostu zysków przedsiębiorstw amerykańskich na poziomie 9,5% w 2019 r. (który w 2018 r. wynosi 21,2%).1 Wybiegając myślami w przyszłość, uważamy, że aktualne wskaźniki fundamentalne nie uzasadniają spadków, jakie aktywa z rynków wschodzących notowały w 2018 r. Choć oczekiwania inwestorów mogą się pogarszać, sądzimy, że luka pomiędzy fundamentami a wycenami na rynkach wschodzących pozostawia sporą przestrzeń do poprawy wyników.
Napięcia handlowe były jednym z najważniejszych czynników wywołujących spadki kursów akcji spółek z rynków wschodzących, a choć eksport wciąż jest kluczową siłą napędową wzrostu gospodarek rozwijających się, jest on w coraz większym stopniu kierowany na inne rynki wschodzące, a względne znaczenie rynków rozwiniętych w tym kontekście zmalało. Coraz ważniejsza stała się także rola konsumpcji i technologii w generowaniu wzrostu gospodarczego; rynki wschodzące są w coraz większym stopniu oparte na czynnikach krajowych. Nowe cła pojawiły się w niewątpliwie trudnym okresie dla Chin, które starają się delewarować swoją gospodarkę, ale ich wpływ będzie także odczuwalny w innych częściach świata, co potwierdzają niedawno opublikowane dane o zyskach spółek ze Stanów Zjednoczonych oraz utrzymująca się zmienność na rynkach akcji. Politycy mogą wreszcie dojść do wniosku, że trudno wyjść zwycięsko z wojny handlowej.
Odporność na efekt domina i wstrząsy finansowe
Wpływ na nastroje na rynkach wschodzących i wyniki akcji spółek z tych rynków mają także coraz powszechniejsze oczekiwania kryzysu podsycane przez niepokój wokół szeroko omawianych w mediach problemów mniejszych państw. Uważamy, że osłabienie takich rynków, jak Turcja czy Argentyna nie powinno wywołać szerszego makroekonomicznego efektu domina, biorąc pod uwagę jak bardzo te kraje odstają od innych pod względem zapotrzebowania na finansowanie czy nieortodoksyjnej polityki, choć wpływ ich problemów na nastroje niewątpliwie znalazł odzwierciedlenie na rynkach akcji. Co więcej, rynki te stanowią zaledwie niewielką część spektrum rynków wschodzących i nowych rynków wschodzących; w październiku 2018 r. w indeksie MSCI Emerging Markets Index było ok. 20 spółek, które miały osobno większy udział w indeksie niż cały rynek turecki, a wpływ Argentyny na indeks jest jeszcze mniejszy.
Kolejnym czynnikiem stojącym za słabszą koniunkturą na rynkach wschodzących w 2018 r. była aprecjacja dolara amerykańskiego (USD). Tymczasowa stymulacja wzrostu produktu krajowego brutto w Stanach Zjednoczonych ze strony cięć podatków wywarła presję na wzrost stóp, natomiast sprowadzenie kapitału do kraju w konsekwencji zmian regulacyjnych zwiększyło popyt na aktywa denominowane w USD. Choć zatem spółki z rynków wschodzących zanotowały dwucyfrowe wzrosty zysków w walutach lokalnych, wyniki te były znacznie słabsze po przeliczeniu na USD.
Wprawdzie wzrosty stóp procentowych co do zasady wywierają presję na wzrost i oczekiwania inflacyjne, ale nie dotyczy to wyłącznie rynków wschodzących, a wskaźniki zadłużenia są w większości przypadków znacznie wyższe w świecie rozwiniętym. Rynki wschodzące w ujęciu łącznym wypracowują nadwyżki na rachunkach obrotów bieżących, mają zmienne kursy walut i są coraz mniej uzależnione od dolarowego finansowania. Niemniej jednak rozwijające się gospodarki (i tamtejsze spółki), które prowadziły mniej rozważną politykę, zostały surowo ukarane przez rynki finansowe. Inwestorzy zaczynają coraz częściej dzielić spółki na zwycięzców i przegranych, co oznacza możliwości dla aktywnych zarządzających.
Technologie i rosnący dobrobyt
Krótkoterminowe wyzwania i słabe nastroje wokół aktywów z rynków wschodzących przysłaniają, naszym zdaniem, perspektywy długoterminowe, czyli transformację polegającą na zmniejszaniu zależności od eksportu, surowców i spółek skarbu państwa na korzyść rosnącego znaczenia bardziej odpornych na wpływ czynników zewnętrznych źródeł wzrostu. Technologie stały się jednym z najważniejszych czynników napędzających zwroty na rynkach wschodzących, co znajduje odzwierciedlenie we wiodącej na świecie produkcji półprzewodników, branży gier online czy bankowości internetowej, natomiast rozwój platform handlu elektronicznego sprzyja wzrostowi konsumpcji. Niezmiennie wierzymy w stabilną zdolność wielu spółek technologicznych z rynków wschodzących do generowania zysków, pomimo pewnych mocnych korekt cen w 2018 r.
Konsumpcja na rynkach wschodzących opiera się nie tylko na korzystnych warunkach demograficznych i rosnącej penetracji rynków. Coraz większa populacja klasy średniej oraz rosnący poziom zamożności powinny nadal napędzać trend w kierunku podnoszenia jakości konsumpcji i stymulować popyt na produkty z wyższej półki na rynkach wschodzących. Uważamy, że spółki mające marki o solidnej pozycji w segmencie premium oraz produkty wysokiej jakości powinny notować zrównoważony i ponadprzeciętny wzrost w nadchodzących latach.
Nie zmarnuj okazji, jaką jest kryzys
Wyceny na rynkach wschodzących zbliżają się do poziomów kryzysowych pod wpływem znaczącego osłabienia nastrojów (i wyników), choć przepływy pieniężne i zyski generalnie wciąż są solidne. W połączeniu z poprawą ładu korporacyjnego, włącznie z wypłatą dywidend i wykupem akcji, takie warunki stanowią dla nas źródło coraz atrakcyjniejszych w długiej perspektywie okazji do zakupów. Kursy wielu walut są zaniżone, a my, jako długoterminowi inwestorzy skoncentrowani na wartości, nadal inwestujemy w spółki wyróżniające się stabilnym potencjałem do generowania zysków i wyceną zaniżoną zarówno w stosunku do ich rzeczywistej wartości, jak i do innych inwestycji dostępnych na rynku.
Źródła: FactSet, MSCI i Standard & Poor’s. Dane na dzień 31 października 2018 r. Dane na podstawie szacowanego wzrostu wskaźników zysków na akcję dla indeksów MSCI Emerging Markets Index i S&P 500 Index. Realizacja jakichkolwiek prognoz lub szacunków nie jest w żaden sposób gwarantowana. MSCI nie udziela żadnych gwarancji ani nie ponosi żadnej odpowiedzialności w związku z przedstawionymi danymi MSCI. Dalsze rozpowszechnianie lub wykorzystywanie jest zabronione. Niniejszy raport nie został zatwierdzony ani opracowany przez MSCI. Indeksy nie są zarządzane, a bezpośrednia inwestycja w indeks nie jest możliwa. Indeksy nie uwzględniają żadnych opłat, kosztów ani obciążeń naliczanych przy sprzedaży. Ważne uwagi i warunki dotyczące podmiotów dostarczających dane można znaleźć na stronie www.franklintempletondatasources.com.
CFA® i Chartered Financial Analyst® to zastrzeżone znaki handlowe stanowiące własność CFA Institute.
Chetan Sehgal, CFA
Starszy dyrektor zarządzający, dyrektor ds. zarządzania portfelami inwestycyjnymi
PROGNOZY NA 2019 R.: „Inwestorzy, którzy nie są przygotowani na równoczesne korekty cen papierów skarbowych ze Stanów Zjednoczonych i innych klas aktywów w 2019 r. mogą być narażeni na niepożądane ryzyko”.
Po upływie dekady od szczytowego momentu globalnego kryzysu finansowego w 2008 r., rynki finansowe dopiero zaczęły korygować dysproporcje cenowe będące konsekwencją potężnego programu luzowania ilościowego realizowanego przez Rezerwę Federalną Stanów Zjednoczonych (Fed). Luzowanie ilościowe w zamierzeniu miało ustabilizować rynki finansowe w czasie kryzysu, jednak zamiast pozostać wyłącznie ograniczonym działaniem interwencyjnym mającym w ciągu kilku lat przywrócić rynkową równowagę, przybrało większą skalę i stało się programem długofalowym. Luzowanie ilościowe skutecznie obniżyło rentowność i wypchnęło w górę ceny aktywów, skłaniając wielu inwestorów do wybierania aktywów o większym ryzyku, przy jednoczesnym utrzymywaniu sztucznie zaniżonych kosztów kapitału. Długofalowy charakter programu przełożył się jednak na zaburzenia cen obligacji i akcji, sprzyjając lewarowaniu i wynagradzając inwestorów, którzy uznali zaniżoną rentowność obligacji oraz przyjętą przez Fed rolę rezerwowego kupującego za sytuację trwałą.
Te warunki natomiast nie są, według nas, ani normalne ani trwałe, a odwrócenie wektora luzowania ilościowego może mieć znaczący wpływ na rynki obligacji i akcji w nadchodzącym roku. Jeszcze jesienią bieżącego roku (w październiku 2018 r.) obserwowaliśmy skoordynowane spadki na rynkach obligacji i akcji wraz ze wzrostem stóp procentowych. Może to wyglądać jak anomalia, jednak ponieważ interwencja Fedu stymulowała wzrosty zarówno obligacji, jak i akcji, obydwie kategorie instrumentów są jednakowo narażone na konsekwencje wstrzymania tej stymulacji przez Fed. Tego typu korekt wyceny spodziewamy się wraz z zanikiem sztucznego wpływu przedłużającego się poluzowania polityki pieniężnej. Inwestorzy, którzy nie są przygotowani na równoczesne korekty cen papierów skarbowych ze Stanów Zjednoczonych i innych klas aktywów w 2019 r. mogą być narażeni na niepożądane ryzyko.
Burza nadciągająca na rynek papierów skarbowych w Stanach Zjednoczonych wraz ze wzrostem stóp procentowych
Są trzy kluczowe czynniki, które, w naszej ocenie, stymulują wzrost rentowności papierów skarbowych ze Stanów Zjednoczonych: rosnące potrzeby rządu Stanów Zjednoczonych wymagające finansowania, spadek ilości papierów skupowanych przez Fed i rządy zagraniczne oraz narastająca presja inflacyjna. Pierwsza chmura burzowa na horyzoncie to rosnący deficyt budżetowy. Większe wydatki administracji Trumpa, w połączeniu z cięciami podatków i stałymi obowiązkowymi wydatkami mogą, według naszych analiz, pogłębić deficyt budżetowy do poziomu bliskiego 5% PKB (produktu krajowego brutto), co zwiększyłoby i tak wysokie zapotrzebowanie rządu na finansowanie. Drugą chmurą burzową jest mniejszy popyt na papiery skarbowe ze strony inwestorów instytucjonalnych, w tym zarówno wygaszającego luzowanie ilościowe Fedu, jak i rządów zagranicznych. Oznacza to dużą lukę w finansowaniu, która będzie musiała zostać wypełniona przez wrażliwych na ceny inwestorów, a ci z kolei musieliby potroić skalę swoich dotychczasowych zakupów, by zrekompensować niedobór popytu. Mniejszy wolumen zakupów i większy wolumen podaży oznaczają, że stopy będą musiały wzrosnąć, by na rynku zapanowała równowaga.
Same te dwa trendy prawdopodobnie wystarczyłyby do wywindowania rentowności papierów skarbowych w górę. Nadciąga jednak także trzecia chmura burzowa, jaką jest rosnąca inflacja. Presja na wzrost płac na rynku pracy w Stanach Zjednoczonych rośnie wyjątkowo dynamicznie w warunkach niedoboru wykwalifikowanej i niewykwalifikowanej siły roboczej w niektórych sektorach. Zasoby siły roboczej dodatkowo skurczyły się pod wpływem ograniczenia zarówno legalnej, jak i nielegalnej imigracji przez administrację Trumpa. Co więcej, stymulacja budżetowa, deregulacja i cięcia podatkowe pod koniec cyklu gospodarczego zapewniły i tak już prężnej gospodarce dodatkowy zastrzyk paliwa. Nowe cła w niektórych sektorach również prawdopodobnie przełożą się na większe koszty po stronie konsumentów. Każdy z tych czynników ma, naszym zdaniem, swój wkład we wzrost inflacji. W tych warunkach oczekujemy, że w 2019 r. Fed będzie nadal podnosił stopy procentowe w kierunku neutralnych poziomów. Wszystkie czynniki, o których mowa powyżej, łącznie generują potężną presję na wzrost stóp, która w nadchodzącym roku będzie, naszym zdaniem, windować w górę rentowność papierów skarbowych w Stanach Zjednoczonych.
Europa wciąż zagrożona wzrostem populizmu i ryzyka strukturalnego
Kolejną kategorią ryzyka, którą inwestorzy mogą przeoczyć, jest rosnące ryzyko polityczne i strukturalne w całej Europie. Pięć lat temu europejscy wyborcy koncentrowali się na tradycyjnych problemach, takich jak gospodarka, wydatki budżetowe i bezrobocie. Według wyników badań przeprowadzonych przez Komisję Europejską, obecnie większy niepokój wśród elektoratu budzą takie kwestie, jak imigracja czy terroryzm. Ta zmiana perspektywy znajduje odzwierciedlenie w krajobrazie politycznym. Poparcie dla skrajnie prawicowych partii nacjonalistycznych rośnie w kilku państwach członkowskich strefy euro, takich jak, między innymi, Francja, Niemcy, Włochy czy Austria. Poza eurolandem, takie kraje, jak Węgry, Polska czy Czechy stoczyły się jeszcze głębiej w kierunku protekcjonizmu i skrajnie prawicowego nacjonalizmu, budując bariery i coraz bardziej naśladując rosyjskie podejście do rządzenia, pozostające w kontraście do wzorców Unii Europejskiej (UE). To niepokojący trend w kontekście integracji europejskiej, ponieważ rządy skupione przede wszystkim na sytuacji wewnętrznej są mniej skłonne do współpracy w czasach kryzysu.
Ryzyko polityczne i strukturalne w Europie jest dziś najlepiej widoczne we Włoszech, gdzie różniące się od siebie ugrupowania tworzące koalicję rządową łączy eurosceptycyzm, protekcjonizm i postulat zwiększania wydatków budżetowych. Dla Europy źródłem poważnych obaw jest ryzyko, że Włosi nie będą w stanie regulować swojego zadłużenia przy 10-letnich stopach procentowych na poziomie ok. 3,6%. Kryzys wprawdzie nie jest nieuchronny, ale prawdopodobieństwo, że UE wspólnie zorganizuje pomoc finansową dla Włoch, jak miało to miejsce w przypadku Grecji w 2011 r., wydaje się dziś znacznie mniejsze. W 2011 r. politycznej spójności z ledwością wystarczało na utrzymanie wspólnoty w dotychczasowym kształcie, jednak ówcześni przywódcy dostrzegli wyższy cel wspólnego działania. Obecnie mniej osób wśród rządzących prezentuje taki sposób myślenia. Ogólnie rzecz biorąc sądzimy, że inwestorzy mogą wciąż nie doceniać rzeczywistej skali potencjalnego ryzyka w Europie. W nadchodzącym roku euro wciąż będzie, naszym zdaniem, podatne na ryzyko wynikające z nierozwiązanych problemów strukturalnych i politycznych.
Niektóre rynki wschodzące są lepiej przygotowane, by wchłonąć wzrosty stóp
W naszej ocenie, instrumenty z rynków wschodzących denominowane w walutach lokalnych są najbardziej niedoszacowane na światowych rynkach instrumentów o stałym dochodzie ogółem. Należy jednak pamiętać, że ta klasa aktywów nie jest jednorodna. Sytuacja w poszczególnych krajach znacząco różni się od warunków sprzed kilku dziesięcioleci. Niektóre kraje zdywersyfikowały swoje gospodarki, znacząco rozszerzyły rynki papierów dłużnych denominowanych w walutach lokalnych, powiększyły bazy inwestorów krajowych i uodporniły się na wpływ wstrząsów zewnętrznych. Inne z kolei nadal zmagają się ze strukturalnymi dysproporcjami, niewiarygodnością instytucji i wrażliwością swoich gospodarek. Precyzyjne zidentyfikowanie tych różnic to umiejętność o kluczowym znaczeniu. W 2019 r. jeszcze ważniejsza będzie zdolność do identyfikowania tych krajów, które oferują wartość opartą na czynnikach idiosynkratycznych i są w mniejszym stopniu skorelowane z ogólnymi wskaźnikami beta (ryzykiem rynkowym), ponieważ rosnące stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych będą miały bardzo zróżnicowany wpływ na poszczególne rynki. Kraje o niskich stopach, dużych dysproporcjach strukturalnych i licznych „czułych punktach” gospodarczych mogą być bardziej wrażliwe na wpływ wstrząsów zewnętrznych. Z kolei silniejsze gospodarki o zrównoważonych saldach obrotów bieżących i względnie wysokiej rentowności powinny być lepiej przygotowane na zmiany stóp procentowych o 100 lub więcej punktów bazowych.
Obligacje i akcje mogą wykazywać dodatnią korelację wraz ze wzrostem stóp
Ogólnie rzecz biorąc, należy, naszym zdaniem, pamiętać, że światowa równowaga, do jakiej inwestorzy przyzwyczaili się przez ostatnią dekadę nie będzie trwać wiecznie. W 2019 r. spodziewamy się wzrostu rentowności papierów skarbowych ze Stanów Zjednoczonych i korekt cen różnych klas aktywów wraz z wygaszaniem stymulacji pieniężnej. Wyzwaniem dla inwestorów będzie fakt, że tradycyjna rozbieżność pomiędzy obligacjami i akcjami może być nieaktualna na etapie wzrostu rentowności papierów skarbowych z USA. W 2018 r. zdarzały się już okresy, w których aktywa o wyższym ryzyku szły w dół, a tzw. instrumenty „wolne od ryzyka” (obligacje skarbowe ze Stanów Zjednoczonych) notowały wzrosty. Można spodziewać się jednoczesnych spadków cen obligacji, akcji i światowych aktywów o wyższym ryzyku, gdy czas bezprecedensowych przesunięć na rynkach finansowych będzie dobiegać końca. Właśnie na tego typu ryzyko i możliwości powinni się przygotować inwestorzy działający na światowych rynkach o stałym dochodzie w 2019 r., nie tylko aby zabezpieczyć się przed bieżącym ryzykiem związanym z różnymi klasami aktywów, ale także aby znaleźć sposoby na potencjalne wykorzystanie wzrostów stóp.
PROGNOZY NA 2019 R.: „Stymulacja w Stanach Zjednoczonych słabnie, a amerykańskim spółkom trudno będzie powtórzyć wzrost zysków z 2018 r. Niemniej jednak, w warunkach wzrostu stóp procentowych i utrzymujących się trudności politycznych, coraz ważniejszym czynnikiem z inwestycyjnego punktu widzenia będzie, oprócz wyceny, także jakość zysków”.
Wygląda na to, że nadchodzący rok będzie okresem nieco stłumionych wyników światowych rynków akcji. Gdy korzyści płynące ze znaczącej stymulacji budżetowej w postaci cięć podatków i większych wydatków publicznych w Stanach Zjednoczonych będą słabnąć, zyskom spółek amerykańskich oraz światowej gospodarce w szerokim ujęciu trudno będzie utrzymać tempo z 2018 r. Dostrzegamy jednak pewne możliwości poza Stanami Zjednoczonymi, zważywszy na zawężanie się rozbieżności danych o zyskach i dynamice gospodarczej w stosunku do USA. Ponadto uważamy, że wyceny na rynkach poza Stanami Zjednoczonymi są wciąż atrakcyjne w porównaniu z kursami akcji spółek amerykańskich. Przewidujemy, że spółki o niskim zadłużeniu i zdolności do generowania solidnych przepływów pieniężnych będą radzić sobie dobrze w warunkach bardziej umiarkowanego wzrostu gospodarczego i wzrostu zysków.
Powrót do poziomów średnich
Amerykańskie spółki generowały solidne zyski i wzrost przychodów w 2018 r., a wyniki generalnie przyniosły duże pozytywne zaskoczenie. Kontynuacja tak dobrej passy także w 2019 r. wydaje się mało prawdopodobna, a przedsiębiorstwa już sygnalizują, że nie będą w stanie utrzymać ubiegłorocznej dynamiki.
Wśród przeszkód należy wymienić zarówno spadek tempa rozwoju gospodarczego, jak i większe koszty wejściowe. Stopa wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych prawdopodobnie spadnie, wraz z osłabieniem korzystnego wpływu cięć podatków i większych wydatków publicznych na szeroką gospodarkę. Wzrost wciąż jest jednak względnie solidny, a warunki dla biznesu powinny nadal być sprzyjające, po części dzięki konsekwentnym działaniom na rzecz eliminowania uciążliwych regulacji oraz ogólnym korzyściom płynącym z boomu łupkowego w Stanach Zjednoczonych.
Jednocześnie koszty wejściowe, w tym koszty robocizny i materiałów, idą w górę. Podniesienie marż zysków z już i tak wysokich poziomów wymagałoby znaczącego zwiększenia wydajności produkcji. Technologia może wprawdzie pomóc na tym polu, ale trudno spodziewać się znaczącego wzrostu produktywności w najbliższej przyszłości.
Ogólnie rzecz biorąc, zyski spółek w Stanach Zjednoczonych i stopy wzrostu gospodarczego powinny spaść z powrotem do poziomów notowanych na innych rynkach regionalnych w 2019 r. Prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) przewidują spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych z szacowanego poziomu 2,9% w 2018 r. do 2,5% w 2019 r., natomiast wzrost w Europie ma utrzymać się w okolicach 2% w 2018 r. i 2019 r. Według prognoz MFW, globalny wzrost gospodarczy ogółem ma utrzymać się na stabilnym poziomie 3,7% w 2018 r. i 2019 r.
Mniejsza rozbieżność pomiędzy stopami wzrostu zysków spółek ze Stanów Zjednoczonych i z innych części świata może zwiększyć zainteresowanie inwestorów akcjami przedsiębiorstw spoza USA w 2019 r. Przez kilka ostatnich lat wiele rynków poza Stanami Zjednoczonymi było, w naszej ocenie, niedoszacowanych w porównaniu z rynkiem w USA, w związku z solidnymi zyskami generowanymi przez amerykańskie przedsiębiorstwa. Z kolei, przykładowo, w Europie zyski nie rosły aż tak dynamicznie, dzięki czemu europejskie spółki mają niżej zawieszoną poprzeczkę w 2019 r. Rynek w Japonii, gdzie zyski rosły w przyzwoitym tempie, może natomiast skorzystać na wszelkich sygnałach zapowiadających trwałe ożywienie inflacji.
Rosnące znaczenie czynników politycznych
Najważniejszym wyzwaniem dla rynków europejskich może okazać się większa niepewność polityczna w 2019 r. Populizm i ekonomiczny nacjonalizm wciąż rosną w siłę. Pomimo listopadowego przełomu w negocjacjach warunków Brexitu pomiędzy Wielką Brytanią a Unią Europejską, sytuacja wciąż jest bardzo niepewna. Z kolei Niemcy stoją przed poważnymi zmianami politycznymi w nadchodzących latach, jakie nastąpią wraz z końcem ery rządów kanclerz Angeli Merkel.
Sądzimy, że niesłabnący wzrost populizmu, nie tylko w Europie, ale na całym świecie, stopniowo kruszy fundamenty niektórych instytucji ekonomicznych i politycznych, na których opartych jest wiele gospodarek rynkowych. Uważamy również, że wzrost ekonomicznego nacjonalizmu wymaga uważnego obserwowania. Jeżeli kraje zaczną coraz bardziej koncentrować się na sytuacji wewnętrznej, może to oznaczać lepsze warunki dla spółek prowadzących przede wszystkim działalność krajową, w odróżnieniu od większych koncernów międzynarodowych.
W kontekście wojny handlowej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami mniejszą rolę odgrywa ekonomiczna strona wymiany handlowej, natomiast ważniejsze jest rosnące znaczenie geopolityczne Chin. Te problemy mogą okazać się, według nas, znacznie trudniejsze do rozwiązania w najbliższej przyszłości, co może wywoływać większą niepewność.
Potencjalna zmiana liderów
Jeżeli chodzi o sytuację na rynkach akcji, kursy papierów powinny nadal dostosowywać się do zmian warunków związanych ze stopami procentowymi. Skrajnie niskie stopy procentowe w okresie po globalnym kryzysie finansowym spowodowały, że większą wartość przypisywano spółkom o znaczącym potencjale długoterminowym, a spodziewane przyszłe zyski były wyżej wyceniane w obecnych kursach papierów. Wzrost stóp oznacza, że te przyszłe zyski mają mniejszą wartość niż w sytuacji, gdyby stopy były w okolicach poziomu zerowego. Nie bylibyśmy zatem zaskoczeni, gdyby nastąpiła zmiana liderów wśród instrumentów finansowych polegająca na wysunięciu się akcji o bardziej stabilnym profilu wzrostowym na pierwszy plan.
Nie oznacza to, że akcje spółek technologicznych czy papiery przedsiębiorstw wykorzystujących technologie do przeobrażania swoich branż przestaną notować wzrost. Wiele spośród nich powinno wciąż rosnąć. Rynki będą teraz musiały poradzić sobie z zadaniem polegającym na oszacowaniu wartości tych spółek w warunkach dalszego wzrostu stóp procentowych i wycofanej stymulacji pieniężnej.
W dłuższej perspektywie wciąż dostrzegamy ogromne możliwości związane ze spółkami inicjującymi transformację na rynkach. Duże amerykańskie i chińskie przedsiębiorstwa technologiczne wprowadzają innowacje i stają się coraz ważniejszą częścią globalnego krajobrazu ekonomicznego i politycznego. W tej sytuacji inwestorzy powinni zastanowić się jak dużą wartość można przypisać temu wzrostowi.
Nowe możliwości
Nowe możliwości zaczynają się także pojawiać w wielu omijanych dotychczas obszarach światowych rynków akcji. Choć medialna debata na temat wpływu wojny handlowej na chińską gospodarkę sprawiła, że wielu inwestorów zaczęło z rezerwą podchodzić do akcji chińskich spółek, my uważamy, że krajowa konsumpcja ma obecnie większy wpływ na wzrost w Chinach niż handel. Sytuacja na rynku nieruchomości mieszkaniowych budzi wprawdzie pewne obawy, a tempo wzrostu gospodarczego spada, jednak nie widzimy ryzyka „twardego lądowania”. Sądzimy, że długoterminowe możliwości można znaleźć w tych sektorach chińskiej gospodarki, które są w większym stopniu skoncentrowane na rynku krajowym.
Obiecujące możliwości oferuje także Ameryka Łacińska. Wybór Jaira Bolsonaro na nowego prezydenta Brazylii zapowiada, według nas, powrót do bardziej ortodoksyjnej polityki gospodarczej, pomimo pewnych elementów skrajnej retoryki politycznej. Powrót do lepszej polityki ekonomicznej w ostatnich latach dostrzegamy także w Argentynie. Choć to dopiero początek poprawy sytuacji, zważywszy na wyzwania polityczne i ekonomiczne, z jakimi wciąż zmagają się obydwa kraje, sądzimy, że okres wyjątkowo szkodliwej polityki gospodarczej w Brazylii i Argentynie może dobiegać końca. Ogólnie rzecz biorąc, fundamenty rynków wschodzących wyglądają korzystnie, a wyceny spadły do poziomów, które w przeszłości okazywały się atrakcyjne.
Choć trudno wciąż liczyć na łatwe zyski z akcji światowych, zważywszy na bardziej umiarkowany wzrost w Stanach Zjednoczonych oraz utrzymujące się problemy geopolityczne i handlowe, wzrost stóp procentowych może doprowadzić do zmian wśród instrumentów osiągających najlepsze wyniki, gdy akcje i regiony, które były dotychczas omijane przez inwestorów, zaczną ponownie budzić zainteresowanie.
CFA® i Chartered Financial Analyst® to zastrzeżone znaki handlowe stanowiące własność CFA Institute.
Stephen H. Dover, CFA
Wiceprezes wykonawczy, szef zespołu ds. akcji Franklin Templeton Investments
PROGNOZY NA 2019 R.: „Europejskie rynki akcji wydają się być lepiej przygotowane na 2019 r. — spółki finansowe i przedsiębiorstwa surowcowe korzystają na ciągłym wzroście rentowności obligacji i ożywieniu inflacji”.
Rok 2018 okazał się pod każdym względem rozczarowujący dla europejskich rynków akcji. Długo oczekiwane odbicie na rynkach regionalnych w schyłkowej fazie cyklu cały czas się spóźniało, a wielu inwestorów preferowało szybciej rosnące przedsiębiorstwa ze Stanów Zjednoczonych, z zaniepokojeniem przyglądając się sytuacji politycznej w Europie. Fundamenty rynkowe wciąż jednak sygnalizują potencjał do odbicia w najbliższej przyszłości. Zyski spółek i poziomy wyceny w Europie mają, w naszej ocenie, sporą przestrzeń do wzrostu wraz z dojrzewaniem cyklu rynkowego i ekonomicznego.
Warunki rynkowe w schyłkowej fazie cyklu
Przewidujemy, że trendy, którym akcje spółek ze Stanów Zjednoczonych zawdzięczają lepsze wyniki na tle instrumentów europejskich w ostatnich latach, zaczną się odwracać. Lata skrajnie niskich stóp procentowych i skupu obligacji przez bank centralny wypaczyły sytuację na rynkach, sprzyjając akcjom spółek o dużym potencjale wzrostowym i zaniżając wyceny papierów przedsiębiorstw o mniejszych szansach na dynamiczny wzrost. Akcje dużych przedsiębiorstw technologicznych ze Stanów Zjednoczonych należały do największych beneficjentów tego trendu w ostatnich latach. Co więcej, pasywne inwestowanie wzmocniło trend przepływu pieniędzy w kierunku rynkowych liderów oraz odpływu kapitału ze zniżkujących instrumentów. Uważamy, że ten proces nie ma związku z wpływem na ceny czy poziomami wyceny papierów, ale jest przede wszystkim wynikiem bieżącej dynamiki i podążania za trendem.
Sądzimy, że te trendy wkrótce wygasną, gdy stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych pójdą w górę, a banki centralne zaczną zmniejszać skalę nadzwyczajnych działań stymulacyjnych. Wraz z konsekwentnym wycofywaniem płynności, rynki powinny ponownie zacząć koncentrować się na zyskach i wycenach. Jest mało prawdopodobne, by wzrost zysków w Stanach Zjednoczonych utrzymał dotychczasowe tempo w 2019 r., zatem mocno rosnące zyski spółek w Europie powinny skupiać na sobie coraz więcej uwagi.
W odróżnieniu od Stanów Zjednoczonych, na rynkach europejskich jest więcej spółek, których zyski są wrażliwe na wpływ stóp procentowych i wzrostów cen, takich jak banki czy producenci surowców. Przykładowo, umiarkowane wzrosty stóp procentowych mogą mieć korzystny wpływ na zyski banków, natomiast przedsiębiorstwa naftowe zaczynają dostrzegać w swoich wynikach finansowych korzyści płynące z wyższych cen ropy naftowej. Wysokie ceny metali również mogą sprzyjać europejskim przedsiębiorstwom wydobywczym, a także rozmaitym spółkom dostarczającym im sprzęt i usługi.
Co więcej, wyceny w Europie są wciąż znacznie bardziej atrakcyjne w porównaniu z kursami akcji w Stanach Zjednoczonych. Papiery spółek z tego regionu są wyceniane z rekordowo wysoką zniżką w stosunku do akcji porównywalnych przedsiębiorstw amerykańskich. Przykładowo, w ciągu ostatnich dwóch lat wskaźniki cen do zysków w Europie spadły o połowę, pomimo dwucyfrowego wzrostu zysków na akcję.
Ryzyko polityczne wydaje się akceptowalne
Uważamy, że częścią winy za słabsze wyniki rynków europejskich należy obarczyć ryzyko polityczne związane z napięciami handlowymi, Brexitem i sytuacją we Włoszech. Ostatecznie jednak każdy z tych problemów powinien, według nas, zostać rozwiązany bez poważniejszego zakłócenia równowagi na światowych i europejskich rynkach finansowych.
Jeżeli chodzi o spór handlowy pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami, przewidujemy, że ostatecznie zwycięży pragmatyczne podejście. Choć obydwie strony najwyraźniej wiele dzieli, uważamy, że administracja Trumpa ostatecznie doprowadzi do osiągnięcia porozumienia. Rozwiązanie tego problemu ma duże znaczenie dla europejskich spółek, które eksportują zarówno do Stanów Zjednoczonych, jak i na rynki azjatyckie.
Choć w ostatnim czasie nastąpił przełom w negocjacjach warunków Brexitu pomiędzy Wielką Brytanią a Unią Europejską (UE), wciąż należy się liczyć z niepewnością. Dlatego zachowujemy ostrożność w stosunku do rynku brytyjskiego, a w szczególności do spółek koncentrujących się na rynku krajowym. Warunki rynkowe w trakcie trwającego procesu Brexitu postrzegamy jako „sytuację szczególną” oferującą potencjalne możliwości dla inwestorów mających odpowiednie podejście, tolerancję dla ryzyka i horyzont inwestycyjny.
Sytuacja we Włoszech jest potencjalnie trudniejsza, szczególnie biorąc pod uwagę niedawne negocjacje budżetu pomiędzy populistycznym rządem Włoch a UE. Proponowane przez Włochów zwiększenie wydatków pogłębiających deficyt w celu stymulacji wzrostu oznaczałoby naruszenie niektórych unijnych reguł budżetowych.
Pomimo dominującej ostatnio retoryki, nie dostrzegamy ryzyka zerwania relacji pomiędzy Włochami a Brukselą, biorąc pod uwagę niedawne sondaże, według których większość Włochów chce zostać w unii walutowej. Nie widzimy także większego ekonomicznego uzasadnienia dla takiego podziału, a wręcz przeciwnie: Włosi zawdzięczają nadwyżkę na rachunku obrotów bieżących i nadwyżkę handlową solidnemu wzrostowi eksportu pochodzącego z dominującego północnego sektora przemysłu, co sugeruje, że nie ma wielkiej potrzeby konkurencyjnego obniżania kursu waluty. Co więcej, członkostwo Włoch w strefie euro pomaga utrzymać koszty obsługi długu na znacznie niższym poziomie w porównaniu z tym, z jakim Włosi musieliby sobie poradzić będąc poza wspólnotą. Sytuacja polityczna we Włoszech wciąż jest skomplikowana, ale nie powinna, w naszej ocenie, wywołać poważnego kryzysu politycznego w Europie.
Gdy inwestorzy przestaną koncentrować się na politycznym zamieszaniu i niepewności wraz z dojrzewaniem cyklu rynkowego, fundamenty powinny, według nas, ponownie wysunąć się na pierwszy plan. Zważywszy na atrakcyjny wzrost zysków i wyceny rynkowe w Europie na tle innych regionów, dostrzegamy potencjał do odbicia w nadchodzącym roku.
Dylan Ball, (ACA)
Wiceprezes wykonawczy, szef zespołu ds. strategii inwestycyjnych skoncentrowanych na akcjach spółek europejskich
26 grudnia był dniem wolnym w Polsce, ale nie był dniem wolnym na rynkach. Nie miało to jednak większego wpływu na złotego. Ukraina skończyła 30 dniowy stan wojenny w części swojego terytorium.
Dni wolne
26 grudnia jest świętem w Polsce i większości dużych państw europejskich. Rynek walutowy jednak działał pomimo mniejszej ilości uczestników. Jak wyglądała sesja? Na parach złotowych wiało nudą. Jedyna istotna zmiana miała miejsce do dolara, gdzie polski złoty stracił około 2 groszy. Powodem była globalna słabość euro wobec dolara. To właśnie przez nią silnie powiązany z euro złoty stracił na wartości. Na uwagę zasługuje bardzo udana sesja na amerykańskiej giełdzie. Główny indeks poszedł w górę o niemal 5%. To właśnie ten ruch działał mocno na korzyść dolara. Wzrosty te przełożyły się również na azjatyckie parkiety. Europa nie załapała się na tą falę entuzjazmu, gdyż główne giełdy były pozamykane. Co nie zmienia faktu, że pootwierały się dzisiaj przeważnie powyżej ostatniego zamknięcia..
Koniec stanu wojennego na Ukrainie
Minęło już 30 dni od wydarzeń w Cieśninie Kerczeńskiej. Na szczęście oprócz tego jednego incydentu Rosja nie kontynuowała ataków, a strona ukraińska nie dała się dalej sprowokować. Dlaczego to takie ważne dla rynków? Inwestorzy lubią spokój, nie chcą by ich pieniądze nadmiernie ryzykowały. Dlatego właśnie tuż po ataku Rosjan hrywna była 5% tańsza niż obecnie. Nie jest to oczywiście jedyny powód umocnienia ukraińskiej waluty, ale to strach w sporej części stał za jej gwałtowną przeceną.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów Conference Board.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Nowe technologie, nowe zagrożenia: czy jesteśmy gotowi stawić czoła wyzwaniom bezpieczeństwa w roku 2019?
“Technologia to dziwna rzecz. Daje ci wspaniałe prezenty jedną ręką, a następnie wbija nóż w plecy drugą” pisał powieściopisarz i naukowiec C. P. Snow w New York Times w 1971 roku. To zdanie jest dziś ciągle aktualne. Każde nowe narzędzie czy technologia wprowadza nowe podatności, dając cyberprzestępcom możliwość wzbogacenia się, a grupom politycznym szpiegowania obywateli i siania zamętu wśród swoich przeciwników.
W roku 2018 na nagłówki gazet trafiło wiele incydentów bezpieczeństwa sieciowego na ogromną skalę, takich jak włamania do British Airways, Ticketmaster, Cathay Pacific i innych. Ale pojawiły się również inne trendy, które pokazują jak krajobraz zagrożeń sieciowych ewoluuje i jakich typów zagrożeń i ataków możemy spodziewać się w nadchodzącym roku. Co to za trendy?
Kopanie cyfrowego złota
W roku 2018 crypto-minery zdominowały rynek złośliwego oprogramowania, zastępując w ten sposób ransomware jako ulubiony sposób hakerów na nieuczciwe zarabianie pieniędzy. 42% firm na całym świecie zostało zarażonych złośliwym oprogramowaniem wydobywającym kryptowaluty w bieżącym roku – ponad dwa razy więcej niż 20.5% firm w drugiej połowie 2017 roku. Popularność tego typu ataków nie stanowi zaskoczenia, ponieważ są one łatwe do rozprzestrzeniania, trudne do wykrycia i mogą pozostać niewykryte przez wiele miesięcy, jednocześnie generując wpływy przy znacznie mniejszym ryzyku niż ransomware.
Okazały się one bardzo efektywne, dlatego spodziewamy się, że także w 2019 roku crypto-minery będą główną metodą ataku na firmy. Oprogramowanie wydobywające kryptowaluty zostanie też usprawnione, przez co dosięgnie skalowalne platformy chmurowe oraz urządzenia mobilne, w dalszym ciągu powiększając nielegalne zyski.
Platformy mobilne – ruchome cele
Zarówno służbowe jak i osobiste urządzenia mobilne stanowią bardzo częsty cel ataków na organizacje, lecz bezpieczeństwo mobilne cały czas jest kwestią marginalną. Dzieje się tak pomimo poważnych zagrożeń skierowanych na tego typu urządzenia. W ciągu 2018 roku jednym z trzech najpopularniejszych złośliwych aplikacji był Lokibot – bankowy trojan przeznaczony na urządzenia z systemem Android kradnący dane i pobierający dalsze złośliwe oprogramowanie. We wrześniu 2018 dostrzegliśmy również wzrost o ponad 400% w użyciu cryptominerów na iPhone’y i urządzenia z systemem iOS.
W związku z tym, spodziewamy się wzrostu złośliwego oprogramowania mobilnego w przyszłym roku i pojawienia się odmian “wszystko-w-jednym”, łączących trojany bankowe, keyloggery i ransomware, które dają atakującemu wiele sposobów na czerpanie korzyści z zarażonego urządzenia. Ponadto w dalszym ciągu będziemy odkrywać dziury w mobilnych systemach operacyjnych, które dają atakującym możliwość łatwego ataku na niezabezpieczone urządzenia – jak np. podatność Androida “man-in-the-disk”, pozwalająca aplikacjom na atak poprzez użycie pamięci zewnętrznej urządzenia.
Obawy o chmurę
Skalowalność i elastyczność systemów chmurowych pozwala organizacjom robić rzeczy, o których mogli jedynie pomarzyć, używając tradycyjnych centrów danych. Jednak poziom wiedzy o bezpieczeństwie tego typu rozwiązań wciąż pozostaje niski. W listopadzie 2018 Check Point odkrył podatności w chmurowych platformach najpopularniejszego na świecie producenta dronów biznesowych i prywatnych. Pozwalały one atakującym na kradzież zapisów lotów, fotografii, lokalizacji w czasie rzeczywistym oraz danych konta, takich jak dane użytkownika i dane karty kredytowej, podczas gdy użytkownik nic nie wiedział o włamaniu. Pomimo tego, że podatności te zostały załatane zanim mogły zostać wykorzystane, powyższy przykład pokazuje jak często o bezpieczeństwie myśli się dopiero po wdrożeniu technologii chmurowej, pozostawiając wrażliwe dane i aplikacje bez ochrony przed atakami hakerskimi.
Można przewidzieć, że próby hakowania i przejmowania kont chmurowych staną się częstsze w ciągu przyszłego roku, gdyż coraz więcej firm używa aplikacji SaaS i skrzynek pocztowych w chmurze (m.in. Office 365, GSuite i OneDrive), tak więc firmy powinny zapobiegać najczęściej spotykanym atakom na te platformy, np. próbom wyłudzania danych (phishing).
Rozwój uczenia maszynowego – na dobre i na złe
Technologie uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji dramatycznie przyspieszyły identyfikację i przeciwdziałanie nowym zagrożeniom przez ostatnie 18 miesięcy, pomagając zlikwidować nowe zagrożenia, zanim te były w stanie rozpowszechnić się na szeroką skalę. Jednakże popularyzacja i komercjalizacja technologii spowoduje, że cyberprzestępcy również zaczną ją wykorzystywać w celu badania sieci, znajdowania podatności i rozwijania trudniejszego do wykrycia złośliwego oprogramowania, które będzie miało większe szanse na pozostanie niezauważonym.
Obawy o bezpieczeństwo narodowe
W ostatnich latach rządy państw zaczęły przejmować się cyberzagrożeniami wymierzonymi w infrastrukturę, jak np. sieci elektryczne – oraz wysoką wrażliwością tego typu kluczowych sieci. Wiele krajów stworzyło odpowiednie organy mające na celu ochronę i przygotowanie się na ewentualne ataki tego typu.
W ostatnich latach zaobserwowaliśmy również ataki przygotowane przez rządy wymierzone we własnych obywateli, jak np. sponsorowany przez rząd Iranu atak nazwany “Domestic Kitten” (ang. kotek domowy).
Chociaż jeszcze nie widzieliśmy ataków osób prywatnych na krytyczną infrastrukturę w celu wywołania masowego zniszczenia, kraje będą w dalszym ciągu zwiększać swoje użycie cyber-wojennych technik. Szpiegostwo cyfrowe i prywatność obywateli pozostanie szczególnie gorącym tematem, zwłaszcza, że dowiedziono, że mają one wpływ na wynik wyborów.
Nanobezpieczeństwo na świecie
Firmy podłączają bardziej podatne na ataki urządzenia IoT do swoich sieci, jednocześnie zapominając o stosowaniu lepszych praktyk bezpieczeństwa w celu ochrony swoich sieci i urządzeń. Urządzenia IoT i ich łączność z siecią i platformami chmurowymi to nadal słabe ogniwo bezpieczeństwa. W ciągu następnych dwóch lat, fizyczna architektura będzie coraz szybciej przenosić się do chmury, co pozwala na lepszą skalowalność w zależności od potrzeb. Urządzenia takie jak smartfony, autonomiczne pojazdy, czujniki IoT, sprzęt medyczny i inne będą łączyły się z chmurą za pośrednictwem połączenia internetowego. Zapewnienie bezpieczeństwa w świecie połączonych ze sobą urządzeń, powstrzymanie nowych zagrożeń, które mogą się niezauważalnie rozprzestrzeniać, stanie się krytyczne. Spodziewamy się ujrzeć nową generację zabezpieczeń wykorzystujących nanoagentów bezpieczeństwa – niewielkie wtyczki, które będą mogły współpracować z dowolnym urządzeniem i systemem operacyjnym, w dowolnym środowisku, od kamer bezpieczeństwa, poprzez urządzenia IoT, do mikrousług w chmurze. Te nanoagenty będą w stanie kontrolować każdy parametr przekazywany do urządzenia i do chmury, dodatkowo łącząc się z jednym globalnym, inteligentnym i sterowanym przez SI, systemem bezpieczeństwa, zapewniającym nam ochronę i pozwalając podejmować dobre decyzje w czasie rzeczywistym.
Podczas gdy innowacje w dalszym ciągu będą przynosić nam nowe okazje do przyspieszenia i rozwoju biznesu, cyberprzestępcy będą szukać sposobów, by wykorzystać je dla własnych celów. Aby nadążyć za rozwojem wydarzeń, organizacje powinny aktywnie działać, nie pozostawiając żadnych elementów niechronionych i poza kontrolą. W przeciwnym wypadku mogą stać się kolejną ofiarą wysoce zaawansowanych, szczegółowo zaplanowanych mega-ataków.
W obliczu postępującej globalizacji, obywatele polscy, coraz częściej łączą się w pary z osobami pochodzącymi z innych, często odległych stron świata. Co wtedy, kiedy w związku kobiety i mężczyzny pojawia się problem transgraniczny i jedno z nich musi starać się o zapewnienie możliwości legalnego przebywania w Polsce – kraju swojego partnera?
Procedura legalizacji pobytu cudzoziemca, chcącego przebywać z zamieszkującym na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej obywatelem polskim, jest realizacją naturalnego prawa człowieka do zakładania rodziny i trwania w niej, bez względu na narodowość i ograniczenia wynikające z istnienia granic państwowych. Nawiązuje do tego już sam art. 18 Konstytucji, który mówi o tym, że rodzina i małżeństwo, jako związek kobiety i mężczyzny, znajdują się pod ścisłą ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej. Jest również realizacją prawa międzynarodowego, a dokładnie Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Jej zapisy wskazują m.in. na prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego. Mówi też o nierozerwalności życia rodzinnego, nazywając wszelką ingerencję władzy publicznej w korzystanie z tego prawa – niedopuszczalną.
Polskie ustawodawstwo, daje cudzoziemcowi będącemu w uznawanym przez polskie prawo związku małżeńskim, możliwości zalegalizowania swojego pobytu w Polsce, począwszy od rozwiązań tymczasowych, aż po nabycie obywatelstwa swojego małżonka i stanie się równoprawnym członkiem narodu polskiego.
Rejestracja pobytu obywatela UE
Cudzoziemcowi, będącemu obywatelem Unii Europejskiej, przysługuje prawo pobytu przez okres dłuższy niż 3 miesiące, w sytuacji gdy jest małżonkiem obywatela polskiego. Jednakże w takim wypadku, jest on zobowiązany zarejestrować swój pobyt. Rejestracja pobytu jest czynnością deklaratoryjną i kończy się wydaniem zaświadczenia o zarejestrowaniu pobytu obywatela UE. Należy jednak pamiętać, że przepisy wymagają, by dokonanie tej czynności poprzez złożenie odpowiedniego wniosku, nastąpiło niezwłocznie.
Po upływie 5 lat nieprzerwanego pobytu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, obywatel UE nabywa prawo stałego pobytu.
Zezwolenie na pobyt czasowy dla małżonka obywatela Polskiego
Jest to podstawowa forma zezwolenia dla cudzoziemców będących obywatelami państw trzecich (nie wchodzących w skład Unii Europejskiej). Udziela się go, tak jak większość zezwoleń na pobyt czasowy – na okres od 3 miesięcy, do 3 lat. Praktyka pokazuje jednak, że pierwsze zezwolenia, udzielane są zazwyczaj na rok i stanowią pewnego rodzaju próbę trwałości związku. Po tym okresie można starać się oczywiście o uzyskanie kolejnego zezwolenia.
Do wniosku o udzielenie zezwolenia na pobyt czasowy ze względu na małżeństwo z obywatelem RP, należy przede wszystkim załączyć dokument tożsamości małżonka będącego obywatelem polskim, akt małżeństwa w odpowiedniej formie, a także inne dokumenty potwierdzające okoliczności wskazane we wniosku. Uzyskanie zezwolenia na pobyt czasowy przez cudzoziemca na podstawie związku małżeńskiego z polskim obywatelem zwalnia go z obowiązku posiadania zezwolenia na pracę na terytorium RP.
Zezwolenie na pobyt stały dla małżonka obywatela polskiego
Jest to kolejna możliwość, otwierająca się jednak dopiero po uzyskaniu zezwolenia na pobyt czasowy. Warunkiem jego udzielenia jest pozostawanie w związku małżeńskim z obywatelem polskim przez co najmniej 3 lata, z których dwa ostanie należy spędzić nieprzerwanie na terytorium RP, przebywając na podstawie zezwolenia na pobyt czasowy w związku z tym małżeństwem lub w związku z uzyskaniem statusu uchodźcy, ochrony uzupełniającej lub zgody na pobyt ze względów humanitarnych. Ze względu na rangę oraz daleko idące przywileje, jakie daje zgoda na pobyt stały, formularz wniosku o udzielenie tego rodzaju zezwolenia, powinien zawierać staranne i precyzyjne uzasadnienie.
Nabycie obywatelstwa na podstawie małżeństwa z obywatelem polskim
Jest to jedna z dróg nabycia obywatelstwa przez cudzoziemca, poprzez uznanie go przez państwo polskie, za swojego obywatela. Może się o to starać cudzoziemiec, który przebywa w Polsce nieprzerwanie od co najmniej 2 lat na podstawie zezwolenia na pobyt stały lub zezwolenia na pobyt rezydenta długoterminowego UE i jednocześnie pozostaje od co najmniej 3 lat w związku małżeńskim zawartym z obywatelem polskim. Cudzoziemiec ubiegający się o obywatelstwo w tym trybie, musi wykazać się jednak dostateczną znajomością języka polskiego, co najmniej na poziomie B1.
Gdzie składa się wnioski i jaki jest ich koszt?
Cudzoziemiec ubiegający się o udzielenie zezwolenia, tudzież uznanie za obywatela, składa wniosek osobiście, do wojewody właściwego ze względu na miejsce pobytu. Osoba przebywająca za granicą, może tego dokonać za pośrednictwem konsula. Opłata skarbowa w przypadku wniosku o udzielenie zezwolenia na pobyt czasowy wynosi 340 zł, zezwolenia na pobyt stały 640 zł, a uznania za obywatela polskiego 219 zł. Wniosek o zarejestrowanie pobytu obywatela UE jest zwolniony od opłaty skarbowej.
Jak długo trwa postępowanie?
Opisane wyżej postępowania, w teorii i co do zasady – nie powinny przekroczyć dwóch miesięcy. Wyjątkiem jest postępowanie ws. udzielenia zezwolenia na pobyt stały, na przeprowadzenie którego, ustawodawca wyznaczył termin trzech miesięcy. W praktyce sprawy te trwają po kilka, a nawet kilkanaście miesięcy, w zależności od sprawności organów i współpracę samych wnioskodawców, albo ich przedstawicieli.
Należy mieć również na uwadze, że w postępowaniu w sprawie udzielenia zezwolenia, organ który prowadzi postępowanie, jest obowiązany ustalić, czy związek małżeński nie został zawarty w celu obejścia przepisów. Dlatego też, powszechnie przyjętą praktyką jest wzywanie cudzoziemca wraz z partnerem/ką na przesłuchanie, w celu złożenia zeznań potwierdzających okoliczności, o których mowa we wniosku oraz okoliczności dotyczących intencji zawartego przez nich małżeństwa.
Ubiegły rok nie był zbyt łaskawy dla wspólnej waluty. W przyszłym roku spodziewamy się względnej stabilizacji kursu EUR/USD w okolicy poziomu 1,15. Nie brakuje jednak ryzyk dla perspektyw głównej pary.
Dotychczas w 2018 r. euro ulegało dość znacznej deprecjacji względem dolara amerykańskiego. Kurs EUR/USD spadł o 10% w porównaniu do początku drugiego kwartału bieżącego roku.
Wspólna europejska waluta doświadczyła największych strat na przełomie kwietnia i maja, kiedy to rynki zaczęły w coraz mniejszym stopniu wyceniać perspektywę szybkiej normalizacji polityki pieniężnej w strefie euro (Wykres 1). Na przestrzeni ostatnich miesięcy euro doświadczyło kolejnej fali deprecjacji, którą spowodowały mniej więcej te same czynniki, co we wspomnianym wyżej okresie. W naszej opinii najważniejszymi czynnikami wpływającym na kurs pary EUR/USD były zmiany w polityce monetarnej po obu stronach Atlantyku i zmiana oczekiwań rynku względem perspektyw zmian w owej polityce – spodziewamy się, że w 2019 r. polityka monetarna pozostanie kluczowym czynnikiem wpływającym na główną parę.
Co jednak stało za wspomnianymi zmianami? I dlaczego mają one tak duże znaczenie? Aby odpowiedzieć na te pytania należy wpierw przyjrzeć się bliżej sytuacji gospodarczej w strefie euro.
Wzrost gospodarczy w strefie euro najsłabszy od czterech lat
W 2018 r. wskaźniki gospodarcze opisujące sytuację w bloku walutowym rozczarowywały. W trzecim kwartale bieżącego roku wzrost PKB w ujęciu rocznym wyniósł zaledwie 1,6% – w odpowiadającym kwartale w zeszłym roku odnotowano wzrost o 2,8%. Naszym zdaniem w kontekście ekspansji strefy euro dwoma najbardziej niepokojącymi kwestiami są: niski poziom wzrostu w ujęciu kwartalnym, jak i ograniczona ekspansja gospodarcza Niemiec. Sam spadek dynamiki wzrostu w ujęciu rocznym może wydawać się dość negatywnym zjawiskiem, niemniej należy pamiętać, że w okresie do którego porównywana jest ta wartość (trzeci kwartał 2017 r.) odnotowano bardzo wysoki poziom wzrostu gospodarczego. Mówiąc ogólnie, efekt bazowy, związany z metodą obliczania wskaźników “przeszkadzał” wyższej rocznej ekspansji strefy euro w 2018 r., a z kolei w 2017 r. działał raczej na korzyść wspomnianego wzrostu. Z tego względu, aby lepiej ocenić sytuację we wspólnym bloku walutowym należy również zwracać uwagę na szacunki dynamiki w ujęciu kwartalnym. Kwartalny wzrost gospodarek strefy euro w trzecim kwartale br. był o połowę niższy niż w poprzednim kwartale. Była to również wartość najniższa od czterech lat (Wykres 2).
Wykres 2: Wzrost PKB gospodarek strefy euro (2011-2018)
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 20/12/18
Podczas analizowania zmian sytuacji w strefie euro należy zwracać szczególną uwagę na kraje, których gospodarki są największe i tym samym mają największe znaczenie dla wspólnego bloku – czyli na Niemcy, Francję, Włochy i Hiszpanię. W trzecim kwartale 2018 r. niemiecka gospodarka skurczyła się o 0,2% w ujęciu kwartalnym, co miało związek m.in. ze słabszym eksportem, który można wiązać częściowo z niepewnością związaną z światowym handlem. Również wyniki gospodarcze Włoch nie napawały entuzjazmem – po raz pierwszy od 2014 r. w kraju zanotowano skurczenie się gospodarki, o 0,1% w ujęciu kwartalnym. Na pierwszy plan wysuwają się niepokojące informacje z Niemiec – kraju z którym w istotnym stopniu powiązane są wszystkie inne kraje bloku walutowego.
Spowolnienie ekspansji gospodarczej w strefie euro nie jest jednak spowodowane wyłącznie niepokojem związanym z międzynarodowymi stosunkami handlowymi. Indeksy aktywności biznesowej PMI, które są uznawane za dość dobry i aktualny wskaźnik sytuacji gospodarczej w strefie euro, kierują się na południe od początku bieżącego roku (Wykres 3). Spadały zarówno indeksy dotyczące sytuacji w sektorze usług jak i w przemyśle, co sugeruje, że problemy gospodarcze w bloku walutowym są w istotnym stopniu spowodowane wewnętrznymi ograniczeniami.
Wykres 3: Wskaźniki aktywności biznesowej PMI w strefie euro (2016 – 2018)
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 20/12/18
Prognoza wzrostu PKB w strefie euro w 2018 r. została lekko obniżona już podczas wrześniowego spotkania EBC – decydenci powoływali się wtedy na niższą kontrybucję z tytułu popytu zewnętrznego.
Podczas grudniowego spotkania bank po raz kolejny dokonał zmian w swoich prognozach – obecnie Rada Prezesów oczekuje, że w bieżącym roku blok walutowy doświadczy wzrostu o 1,9%, natomiast w następnym roku o zaledwie 1,7% rocznie.
EBC nie zmieni stóp procentowych w 2019 roku?
W obliczu słabnącego wzrostu gospodarczego w strefie euro można oczekiwać, że Europejski Bank Centralny zdecyduje się na odsunięcie w czasie planów związanych z podwyżkami stóp procentowych. Najistotniejszą przeszkodą, która ogranicza prawdopodobieństwo rychłego zacieśnienia polityki monetarnej w bloku walutowym pozostaje jednak brak jakichkolwiek zmian w dynamice inflacji bazowej w strefie euro.
O ile sam indeks cen konsumpcyjnych znajduje się w okolicy celu inflacyjnego EBC, który wynosi “w okolicy, ale poniżej 2%”, o tyle w listopadzie br. inflacja bazowa wyniosła zaledwie 1% w ujęciu rocznym (Wykres 4). Ten istotny wskaźnik nieuwzględniający zmian cen żywności i energii nieprzerwanie od pięciu lat utrzymuje się w okolicy poziomu 1% rocznie, i dotychczas nie wykazywał istotnego trendu wzrostowego w kierunku celu inflacyjnego EBC.
Jesteśmy zdania, że minie jeszcze trochę czasu, zanim poprawiające się warunki na rynku pracy przełożą się na przyspieszenie inflacji bazowej. Perspektywę zbliżenia się poziomu tego wskaźnika do okolic celu inflacyjnego oceniamy jako dość odległą.
Wykres 4: Inflacja w strefie euro (2013 – 2018)
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 20/12/18
Warto w tym miejscu podkreślić, że de facto jedynym celem Europejskiego Banku Centralnego jest utrzymywanie dynamiki cen na poziomie zbliżonym do celu inflacyjnego. Stąd decydenci najpewniej nawet nie zaczną rozważać podnoszenia stóp procentowych, jeżeli nie zaobserwują najpierw jakiegokolwiek dowodu na szybszy niż dotychczas wzrost cen. Obecnie coraz bardziej rośnie prawdopodobieństwo, że na pierwszą podwyżkę stóp od 2011 r. trzeba będzie poczekać do 2020 r., zakładając, że inflacja bazowa nadal będzie znajdowała się na poziomie odległym od celu inflacyjnego banku centralnego. Jesteśmy zdania, że w tym momencie najbardziej realistyczny scenariusz zakłada rozpoczęcie dyskusji o wyższych stopach procentowych EBC pod koniec 2019 r., natomiast sama decyzja członków banku naszym zdaniem może nadejść dopiero w 2020 r.
Rentowności obligacji skarbowych USA najwyższe od siedmiu lat
Siłę USD w ostatnim roku można przypisać w części wyższym rentownościom amerykańskich obligacji. Wzrost rentowności jest skutkiem wyższych stóp procentowych Rezerwy Federalnej, wyższych oczekiwań inflacyjnych, a także ogólnego poczucia optymizmu w kwestii perspektyw gospodarczych Stanów Zjednoczonych. Dość dobra sytuacja na amerykańskim rynku kusiła inwestorów – osiągali oni większy zwrot z aktywów ze Stanów Zjednoczonych w porównaniu z gospodarkami innych krajów rozwiniętych.
Rentowności amerykańskich obligacji rządowych wciąż istotnie przewyższają rentowności analogicznych obligacji niemieckich (Wykres 5), które stanowią punkt odniesienia dla całego rynku europejskiego. Wyraźna różnica w rentownościach może wspierać przepływ kapitału ze strefy euro do Stanów Zjednoczonych. W przypadku realizacji takiego scenariusza można spodziewać się ograniczenia potencjalnej aprecjacji euro w 2019 roku.
Wykres 5: Spread rentowności 10-letnich obligacji w USA i Niemiec (2013 – 2018)
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 20/12/18
Niepewność polityczna wspiera przepływy do tzw. walut safe haven
Wspominaliśmy już wcześniej, że najważniejszym czynnikiem mającym wpływ na kształtowanie się kursu pary EUR/USD w 2019 r. w naszej opinii powinny pozostać zmiany polityki monetarnej po obu stronach Atlantyku i oczekiwania względem tych zmian. Mając to na uwadze nie sposób jednocześnie nie przyznać, że krótkookresowe wahania kursu EUR/USD są również zależne od innych czynników, m.in. zmian w otoczeniu politycznym.
Podobnie jak jen japoński i frank szwajcarski, dolar amerykański jest uznawany za tzw. walutę „safe haven”. Oznacza to, że w obliczu wzrostu ryzyka postrzeganego przez inwestorów, często obserwuje się również umocnienie się USD (Wykres 6). Przez większość 2018 r. czynniki generujące ryzyko wpływały na rynki finansowe – nie bez znaczenia były między innymi lęk przed wojną handlową, niepewność związana z sytuacją gospodarczą istotnych systemowo gospodarek rynków wschodzących, globalne spowolnienie gospodarcze, jak i ogólna wyprzedaż na rynkach akcji. Jeżeli postrzegane ryzyko utrzyma się na podobnym poziomie w nadchodzącym roku, może to wspierać dolara amerykańskiego.
Dolar amerykański zazwyczaj korzysta na odwrocie od ryzyka, czasem nawet wewnętrznego. Podobnego trendu nie obserwujemy jednak w przypadku euro. Przez ostatnie dwa lata wspólna europejska waluta kilkukrotnie ulegała deprecjacji z uwagi na podwyższony stopień niepewności związany z sytuacją wewnętrzną. W upływającym roku najistotniejszymi wewnętrznymi kwestiami na Starym Kontynencie były: potyczka Włoch z Komisją Europejską na tle projektu budżetu rządu Conte, jak i wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Problem Włoch, naszym zdaniem, miał jednak dość ograniczony wpływ na kurs euro i nie powinien w stopniu istotnym wpływać na parę EUR/USD w 2019 r. W grudniu Komisja Europejska doszła bowiem do porozumienia z rządem Conte w sprawie deficytu budżetowego. Włochy ograniczą planowany deficyt z 2,4% do 2,04% PKB, co zdaniem wiceprzewodniczącego komisji, Vladisa Dombrowskisa, pozwoli „uniknąć wdrożenia procedury nadmiernego deficytu”.
O ile zatem problem włoskiego deficytu nie jawi się istotnym dla pary EUR/USD w nadchodzącym roku, czynnikiem mogącym niekorzystnie wpływać na euro pozostaje całkiem prawdopodobny scenariusz Brexitu bez porozumienia z UE
(no-deal Brexit). Premier Wielkiej Brytanii zdecydowała się przesunąć w czasie głosowanie parlamentu nad obecnym tekstem umowy o wyjściu (Withdrawal Agreement) na 14 stycznia. Ponieważ jednak znaczna część posłów w Izbie Gmin wyraźnie sprzeciwia się założeniom porozumienia, przegłosowanie jego treści w parlamencie po nowym roku wydaje się raczej mało prawdopodobne.
W tym miejscu należy również zwrócić uwagę na to, że pod koniec maja 2019 r. odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego. Zważywszy na rosnące poparcie populistów w części krajów Unii Europejskiej, możemy spodziewać się, że ugrupowania o takim charakterze wzmocnią swoją pozycję w Parlamencie Europejskim. Ryzyko zmiany statusu quo w jednej z najistotniejszych instytucji Unii Europejskiej może stanowić nowe źródło niepokoju w strefie euro.
Jak powtarzaliśmy wielokrotnie, uważamy że najistotniejszym źródłem ryzyka dla kursu pary EUR/USD w 2019 r. są zmiany oczekiwań względem działań Europejskiego Banku Centralnego oraz Rezerwy Federalnej. Źródłem niepokoju dla euro, zwłaszcza w pierwszej części roku mogą być jednocześnie rozwój sytuacji ws. Brexitu oraz ryzyko niekorzystnych zmian w polityce krajów UE. Nagromadzenie tych czynników może przełożyć się na wyższą zmienność wspólnej europejskiej waluty w nadchodzącym roku.
W jaki sposób mogłoby wpłynąć to na złotego?
Ewentualne istotne osłabienie euro i umocnienie dolara amerykańskiego byłoby w naszej opinii zdecydowanie niekorzystne dla polskiej waluty. Z uwagi na wysoką korelację odwróconego kursu EUR/USD i USD/PLN, potencjalny spadek kursu EUR/USD odbiłby się w szczególności na wzroście kursu USD/PLN, jednak prawdopodobnie nie pozostałby również bez znaczenia dla kursu EUR/PLN, który w istotnym stopniu, zwłaszcza w krótkim terminie, reaguje na zmieniającą się sytuację zewnętrzną.
Autorzy: Analitycy Ebury – Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Ebury
30% wyższy popyt na leasing samochodów pod koniec br. odnotowuje Biuro Informacji Kredytowej, porównując do tego samego okresu sprzed roku. To nietypowe przesuniecie na rynku spowodowane jest gorączką transakcji zawieranych przez właścicieli małych i średnich firm z dilerami aut, zanim wejdą nowe zasady rozliczania leasingu, najmu i dzierżawy aut osobowych. Rośnie rynek leasingowy, rośnie liczba zapytań o wiarygodność klientów – a szanse na leasing rosną wraz z dobrą historią kredytową.
Rynek leasingowy z roku na rok rozwija się w Polsce w tempie dwucyfrowym, staje się też coraz bardziej konkurencyjny. Rośnie udział firm leasingowych w finansowaniu inwestycji, szczególnie inwestycji firm w ruchomości. W strukturze finansowania przedmiotów największy, bo ponad 45% udział, mają tzw. pojazdy lekkie, czyli samochody osobowe oraz użytkowe (dostawcze i ciężarowe) do 3,5t. W I połowie 2018 roku polska branża leasingowa sfinansowała pojazdy lekkie o łącznej wartości 17,8 mld zł, czyli o 21,2% więcej niż przed rokiem.
Wzmożony ruch na rynku leasingu samochodów osobowych widać również w liczbie zapytań składanych przez firmy leasingowe do baz Grupy BIK, czyli Biura Informacji Kredytowej i BIG InfoMonitor. Wzrost zapytań w październiku i listopadzie 2018 r. jest wyższy w obu bazach o 30% w porównaniu z zapytaniami z października i listopada 2017 r. Jest to związane ze zmianą zasad opodatkowania leasingu, nabycia i używania samochodów osobowych, które wejdą w życie od 1 stycznia 2019.
Zgodnie z dotychczasowym prawem podatkowym, koszty leasingu można było odliczać od dochodu bez limitów. Od stycznia 2019 r. leasing, najem i dzierżawa aut osobowych będą limitowane – w koszt podatkowy będzie można włączyć wartość rat leasingowych oraz wynajmu maksymalnie do kwoty 150 tys. zł. To oznacza, że leasing drogich aut będzie mniej opłacalny niż dzisiaj. Skwapliwie skorzystały z tego poszczególne marki i salony samochodowe, zachęcając reklamami, ofertami np. bez opłaty wstępnej, atrakcyjnymi pakietami serwisowymi, dodatkowym wyposażeniem itp. Wszyscy przedsiębiorcy, wykorzystujący w swojej działalności samochód osobowy, muszą się liczyć z tym, że kosztem uzyskania przychodu będzie tylko ta część czynszu inicjalnego i raty, która proporcjonalnie do ceny samochodu nie przekroczy 150 tys. zł.
– Miłośnicy droższych samochodów, przedsiębiorcy głównie z sektora MŚP, ruszyli spiesznie do swoich leasingodawców, bo od 1 stycznia 2019 r. większe limity do 225 tys. zł będą możliwe, ale tylko dla aut elektrycznych – mówi Małgorzata Kąkol, dyrektor Departamentu Rynku Korporacyjnego BIK.
Rozwój rynku leasingowego pociąga za sobą wzrost konkurencji, a co za tym idzie konieczność zdobywania przewagi rynkowej poprzez, z jednej strony – stworzenie atrakcyjnej oferty dla klientów, a z drugiej – zachowanie akceptowalnego poziomu ryzyka. Nad optymalizowaniem metod sprzedażowych czuwają analitycy firm leasingowych, którzy sięgają po różne źródła weryfikujące wiarygodność podmiotów wnioskujących o finansowanie. Stosują oni różnorodne metody, począwszy od ustalenia czy wnioskujący o finansowanie klient jest faktycznie istniejącym i funkcjonującym przedsiębiorcą. Sprawdzają zarówno bazy zewnętrzne, np. CEiDG, KRS, ale także stosują mniej jednoznaczne narzędzia. Sprawdzają stronę internetową swojego klienta, coraz częściej zaglądają na serwisy społecznościowe – wszystko po to, by zasięgnąć informacji uwiarygadniających przedsiębiorcę.
Nadal jednak oficjalnym źródłem weryfikacji wiarygodności kredytowej i płatniczej są bazy BIK i BIG-ów. Obecnie już blisko 85% firm z rynku leasingowego w Polsce współpracuje z Grupą BIK, na bieżąco sprawdzając wiarygodność klientów wnioskujących o leasing. Oznacza to, że każdorazowo przy rozpatrywaniu wniosku o leasing „odpytują” o historię kredytową bazy BIK (Biura Informacji Kredytowej) i BIG (Biura informacji Gospodarczej InfoMonitor).
– Po raz kolejny okazuje się więc, że dobrze zaplanowany i zautomatyzowany proces weryfikacji i oceny klienta pozwala przyspieszyć procesy decyzyjne i w takiej sytuacji, gdy jest to wyścig z czasem, poprawić pozycję konkurencyjną swojej firmy, a firmy współpracujące z Grupą BIK do takich właśnie należą – wyjaśnia Małgorzata Kąkol z BIK oraz dodaje:
– Na bieżąco możemy obserwować wzrost liczby pobranych raportów i transakcji leasingowych wśród firm leasingowych z nami współpracujących.
2019 r. jest przedostatnim z zakładanych sześciu lat, w których jednymi z największych beneficjentów funduszy unijnych będą małe i średnie przedsiębiorstwa.
W nadchodzącym roku tylko w Programie Polska Wschodnia dostępna będzie pula 800 mln zł dofinansowania dla MŚP.
Nowością od stycznia będzie zwiększenie dofinansowania na rozwój działalności firmy za granicą – przedsiębiorca może uzyskać na ten cel nawet 800 tys. zł.
Z tegorocznego raportu „Sukcesy i aspiracje. Co polskie firmy osiągnęły w globalnej ekspansji, a co jeszcze przed nimi”* wynika, że Polska jest europejskim liderem pod względem tempa ekspansji eksportowej firm. Od 2000 r. jej udział w światowym handlu wzrósł 2,5 krotnie, a co roku w kraju przybywa ok. 100 firm, które można nazwać firmami zglobalizowanymi – ponad połowa ich przychodów pochodzi z eksportu. Od stycznia rozwój firmy na rynkach zagranicznych może być łatwiejszy za sprawą przeznaczonych na ten cel środków unijnych.
Nadchodzi dobry rok dla firm z Polski Wschodniej
W 2019 r. sporo możliwości na uzyskanie finansowania z UE będą miały firmy inwestujące na wschodzie kraju. W Programie Polska Wschodnia czeka 800 mln zł dofinansowania zarówno dla tych firm, które chcą rozwinąć swoją działalność, jak i tych, które dopiero ją rozpoczynają. Program obejmuje 5 województw: lubelskie, podlaskie, podkarpackie, świętokrzyskie i warmińsko-mazurskie.
– Jednym z najciekawszych konkursów, w jakim będzie można wziąć udział w 2019 r. jest Internacjonalizacja MŚP. Dzięki niemu firma może uzyskać wsparcie na wprowadzenie swoich produktów lub usług na rynki zagraniczne. Pula środków w konkursie to 50 mln zł, a przedsiębiorca może liczyć nawet na 800 tys. zł dofinansowania. Wśród warunków, jakie należy spełnić jest m.in. prowadzenie działalności gospodarczej w Polsce Wschodniej co najmniej od roku oraz posiadanie choć jednego produktu, wyrobu lub usługi, posiadającej potencjał do internacjonalizacji na co najmniej jednym nowym rynku zagranicznym – mówi Paweł Mazur z ANG Biznes.
Środki z tego konkursu można przeznaczyć m.in. na pokrycie kosztów usług doradczych związanych z opracowaniem i przygotowaniem do wdrożenia nowego modelu, udziału w międzynarodowych targach, wystawach lub misjach gospodarczych oraz na koszty związane z nabyciem oprogramowania niezbędnego do automatyzacji procesów biznesowych, w związku z przygotowaniem do internacjonalizacji działalności. Za konkurs odpowiada Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości.
Nie tylko dotacje, ale i pożyczki na dobrych warunkach
Przedsiębiorcy w Polsce mogą ubiegać się o fundusze unijne w ramach Programów Regionalnych dla poszczególnych województw, z Programu Inteligentny Rozwój oraz Polska Wschodnia. Największe szanse na uzyskanie środków mają te firmy, które potrzebują funduszy na prowadzenie prac badawczych, wdrażanie innowacji, elektronizację przedsiębiorstwa czy zastosowanie w nim rozwiązań przyjaznych środowisku. Jeżeli przedsiębiorca potrzebuje pieniędzy na inne cele lub nie spełnia warunków stawianych w poszczególnych konkursach, może skorzystać z pożyczek unijnych. Tak zwana inicjatywa Jeremie to mechanizm pozadotacyjnego wsparcia mikro, małych i średnich przedsiębiorstw ze środków publicznych ustanowiony przez Komisję Europejską. Środki z inicjatywy przeznaczone są dla przedsiębiorców, którzy nie mogą uzyskać finansowania w banku komercyjnym, ze względu na brak historii czy też odpowiedniego zabezpieczenia. Warunki spłaty takiej pożyczki są często atrakcyjniejsze niż te, które firma otrzymałaby w banku. Co więcej, otrzymane fundusze same mogą stanowić zabezpieczenie, dzięki czemu przedsiębiorca może otrzymać kredyt lub leasing.
– Uzyskanie finansowania, odnalezienie się w sporej liczbie konkursów lub dopasowanie profilu firmy do odpowiedniego programu może być dla przedsiębiorcy bardzo trudne i zniechęcające. Pomocne może okazać się skorzystanie z pomocy ekspertów, którzy pomogą na każdym etapie pozyskiwania funduszy – od koncepcji, projektu, doradztwa aż po pomoc przy rozliczeniu. My również wspieramy firmy w pozyskiwaniu dofinansowania i zauważamy, że zainteresowanie taką możliwością w ostatnim czasie wzrasta. Zbliżamy się powoli do końca zakładanego na 6 lat programu finansowania, które w dużej mierze przyczyniło się do rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce. Warto poświęcić trochę czasu i energii, żeby jeszcze skorzystać z tego typu pomocy dla swojej firmy – mówi Paweł Mazur z ANG Biznes.
Facebook wprowadzi własną kryptowalutę. Może się to wydawać o tyle dziwne, że na początku roku gigant zakazał reklam powiązanych z kryptowalutami w swojej sieci. Czy teraz zmienia front? Niekoniecznie. Nie będzie to typowa kryptowaluta, tylko powiązany z dolarem tzw. stablecoin – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.
Gdy światowe giełdy akcji notują nowe dołki, kryptowaluty wyraźnie łapią drugi oddech. Jeszcze tydzień temu wartość jednego bitcoina wynosiła 3,2 tys. dolarów, tymczasem dzisiaj (24.12) wzrosła do blisko 4,4 tys. dol. Podwyżki nie dotyczą tylko największej z kryptowalut. Rośnie cały rynek. Niektóre z czołowych (pod względem kapitalizacji) kryptowalut zanotowały grubo ponad 100-procentowe zyski (np. bitcoin cash).
Ceny w górę. Jednego wyraźnego powodu brak
Choć wzrosty wydają się imponujące, do cen z połowy listopada br., którym przecież daleko było do rekordów, brakuje jeszcze dużo. Bitcoin musiałby zyskać jeszcze ok. 50 proc., by osiągnąć poziomy sprzed niespełna półtora miesiąca. Czy to możliwe? Na pewno po okresie stagnacji na rynek kryptowalut powróciła wysoka zmienność, czyli cecha, która praktycznie zawsze go charakteryzowała.
Bezpośrednich powodów bieżącego wzrostu jednak nie było. Część uczestników rynku mogła uznać, że ceny są już wystarczająco nisko, aby ponownie zwiększać swoje zaangażowanie w kryptowaluty. Było to szczególnie istotne dla firmy i osób trudniących się kopaniem kryptowalut. Bieżące ceny bitcoina są nadal dla znacznej części mniejszych podmiotów poniżej poziomu opłacalności.
Co planuje Facebook?
Jeszcze przed weekendem agencja informacyjna Bloomberg, powołując się na anonimowe źródła, doniosła, że Facebook pracuje nad własną kryptowalutą. Miałby być ona przeznaczona do płatności dla komunikatora WhatsApp. Nie będzie to jednak typowa kryptowaluta jak np. bitcoin, tylko tzw. stablecoin (pol. stabilna moneta), gdyż ma być powiązana z dolarem. Zmniejsza to drastycznie ryzyko nagłych zmian jej wartości.
Problemem większości stablecoinów jest jednak ich klasyfikacja. Są postrzegane jako instrumenty finansowe (nie jako waluty), co utrudnia obrót. Do tej pory w ich rozwój zaangażowane były relatywnie małe podmioty, a projekty kończyły się fiaskiem bądź bardzo mocno ograniczonym powodzeniem.
Istnieje jednak spora szansa, że takiemu gigantowi technologicznemu jak Facebook uda się wprowadzić własnego stablecoina w miriadzie regulacji, które niekoniecznie temu sprzyjają. Nawet jeśli tak się stanie, to w najbliższym czasie płatności nie zostaną uruchomione globalnie. Najpierw zostaną wprowadzone w Indiach. Nie jest to przypadkowy wybór. Chodzi tu nie tylko o ogromną bazę użytkowników, ale także o to, że transfery pieniężne do Indii są najwyższe ze wszystkich krajów na świecie. W 2017 r. wyniosły 69 mld dolarów. Ponad połowa z nich pochodziła tylko z trzech krajów: Zjednoczonych Emiratów Arabskich, USA i Arabii Saudyjskiej.
Dobra wiadomość z krótkim terminem przydatności
W bieżącym klimacie na rynku kryptowalut (dołki cenowe i ostatnie odreagowanie) zamysł Facebooka może być nawet pozytywną informacją, pokazującą, że giganci technologiczni interesują się wykorzystaniem technologii blockchain i kryptowalut. W szczególności, że Facebook na początku bieżącego roku wprowadził zakaz reklam powiązanych z kryptowalutami (ICO) w swojej sieci, co z kolei negatywnie wpłynęło cały rynek.
W dłuższej perspektywie jednak nie musi to być tak dobra informacja, raczej neutralna lub nawet mająca negatywne konotacje. Popyt z tego tytułu na inne kryptowaluty się nie zwiększy się. Może się nawet okazać, że największe firmy technologiczne będą bardziej skłonne tworzyć własne kryptowaluty niż wykorzystywać już istniejące. Utylizując swoją ogromną bazę użytkowników, rozwiązania, które zamierza wprowadzić Facebook (najpierw WhatsApp, później Messenger czy Instagram), mogą nawet przyczynić się do spadku zainteresowania częścią mniejszych kryptowalut.
Outdoorzy S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się sprzedażą odzieży oraz sprzętu sportowego za pośrednictwem własnego sklepu internetowego, miała ponad 182 tys. zł zysku netto w 4 kw. roku obrotowego 2017/2018, a jej przychody netto ze sprzedaży wyniosły 3.008 tys. zł. Był to zarazem najlepszy kwartał w całej historii Emitenta.
Spółka wypracowała w 4 kw. roku obrotowego 2017/2018 ponad 182 tys. zł zysk netto przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 3.008 tys. zł, podczas gdy w analogicznym okresie ub. roku zysk netto sięgnął blisko 127 tys. zł, a przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 2.443 tys. zł. W całym roku obrotowym 2017/2018 zysk netto Outdoorzy S.A. wyniósł 174 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży w wysokości 7.222 tys. zł. Rok wcześniej zysk netto Emitenta ukształtował się na poziomie 137 tys. zł, a przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 7.344 tys. zł. Miniony kwartał był historycznie rekordowy dla Spółki pod względem osiągniętych przychodów, które pierwszy raz przekroczyły wartość 3 mln zł. Wzrost sprzedaży ogółem oraz zwiększenie marżowości w handlu hurtowym pozwoliły Emitentowi zanotować wyraźną poprawę rentowności netto. Zarząd Outdoorzy S.A. ocenia osiągnięte wyniki finansowe jako duży sukces Spółki i chce utrzymać tendencję wzrostową w kolejnych latach.
„Jesteśmy zadowoleni z osiągniętego wyniku w 4 kw. roku obrotowego 2017/2018. Tak duży obrót nie jest przypadkiem, a efektem dobrze zaplanowanej strategii przewidzianej na cały rok obrotowy. W trakcie roku poświęciliśmy sporo czasu na przygotowaniu się do czwartego kwartału, który w branży handlowej daje największą szansę na zysk.”– wyjaśnia Paweł Miśkiewicz, Członek Zarządu Spółki Outdoorzy S.A.
Emitent nadal realizuje przyjęty plan wzrostu sprzedaży detalicznej i w minionym kwartale rozszerzył ofertę sklepu internetowego o kolejne marki m.in. Pepis (sprzęt przeciwlawinowy), Ecovessel (naczynia kempingowe) oraz Columbia (odzież turystyczna). Spółka bardzo mocno przygotowywała się do rozpoczęcia ważnego sezonu sprzedażowego, jakim jest okres świąteczno-zimowy. Outdoorzy S.A. pracowali również nad procesem składania zamówień sezonowych na wiosnę i lato przyszłego roku. Dla Zarządu Spółki bardzo ważne jest dalsze zmniejszanie czasu realizacji zamówień, co udało się zrealizować i w 4 kw. roku obrotowego 2017/2018 obniżając go o blisko 8% w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku obrotowego i to w dodatku przy wyższej liczbie zamówień detalicznych o ponad 67%.
„W tym roku nie dodaliśmy wielu nowych marek do oferty sklepu. Jednak te, które znalazły się w ofercie i są nowe, to w większości marki „premium”. Poświęciliśmy dużo naszej energii, aby zoptymalizować sprzedaż marek, które znajdują się przez cały czas w ofercie sklepu. Naszym celem było zwiększenie sprzedaży marek, w których widzimy potencjał, a z wielu powodów sprzedawały się dotychczas poniżej oczekiwań – proces ten cały czas trwa. Zwiększanie sprzedaży i marży w segmencie detalicznym to priorytet w obecnej chwili, jak również w kolejnych miesiącach.” – zakończył Miśkiewicz.
Outdoorzy S.A. w 4 kw. roku obrotowego 2017/2018 kontynuowali wraz z partnerami pracę nad nową platformą sklepu internetowego oraz dokonali inwestycji w rozwój bieżącego systemu sprzedaży. Zrealizowano także inwestycję w wymianę sprzętu komputerowego. Podjęta decyzja o przyśpieszeniu realizacji zaplanowanych inwestycji wpłynęła bezpośrednio na zmniejszenie osiągniętego wyniku finansowego, ale pozwoli za to zwiększyć jakość świadczonych usług i zaowocuje lepszymi wynikami w kolejnych kwartałach. Spółka osiągnęła w roku obrotowym 2017/2018 zysk brutto na poziomie 231 tys. zł wobec prognozowanych 300 tys. zł.
Eksperci firmy doradczej Deloitte przygotowali podsumowanie 2018 roku, przynoszące odpowiedź na pytanie, które technologie miały największy wpływ na rozwój biznesu. W ostatnich dwunastu miesiącach kluczowe zarówno dla firm w Polsce, jak na świecie były: robotyzacja, automatyzacja, transformacja roli działów IT oraz rozwiązania w chmurze. Nadal istotna jest również kwestia cyberbezpieczeństwa. Z kolei blockchain pozostaje technologią o której jest wciąż bardzo głośno, ale rzeczywista adopcja w produkcyjnych zastosowaniach jest marginalna.
Z badań Deloitte wynika, że aż 83 proc. polskich firm (według deklaracji dyrektorów IT) ma jasno zdefiniowane strategie cyfrowe, jeśli nie w całej organizacji, to w jej kluczowych obszarach. Ich priorytetem biznesowym jest dopasowanie do potrzeb klientów oraz rozwój innowacyjności. Aby to osiągnąć, firmy muszą przejść transformację cyfrową, która zapewni nie tylko efektywność operacyjną, ale także maksymalizację zwrotu wartości z inwestycji technologicznych oraz optymalizację procesów.
– W dobie transformacji cyfrowej technologia jest podstawą prowadzenia działalności biznesowej, motorem zmian, rozwoju i generowania przychodów. Najistotniejszym czynnikiem sukcesu jest konsekwentne podążanie za innowacyjnością, a nie jedynie myśl o zwiększaniu efektywności. Poszukiwanie strategicznej spójności wdrażanych rozwiązań z perspektywy całej organizacji, może przynieść sukces i realną zmianę – mówi Daniel Martyniuk, Partner, Lider doradztwa technologicznego, Deloitte. – W mijającym roku zauważyliśmy, że coraz więcej firm ma tego świadomość i zaczyna zmieniać swoje dotychczasowe modele zarządzania organizacją. Wprowadza nowe metody uczenia się, tworzy interdyscyplinarne zespoły, a co najważniejsze zaczyna uwzględniać ryzyka i wyciągać wnioski płynące z niepowodzeń. Tylko taka gruntowna zmiana sposobu myślenia i działania może doprowadzić organizacje do elastycznego sposobu działania, z wykorzystaniem takich metod jak Agile – dodaje.
API, czyli interfejs programistyczny aplikacji
Przedsiębiorstwa, które chcą zachować przewagę konkurencyjną muszą otwierać się na nowe technologie, ale także ściśle współpracować i szukać synergii z innymi podmiotami, tworząc wspólnie większą wartość dla klientów. Implikuje to konieczność szybszego przetwarzania informacji i agregowania coraz większej ilości danych, przy jednoczesnym świadczeniu usług w coraz to nowych obszarach. – Publiczne i prywatne API pozwala zaoferować więcej przy jednoczesnej redukcji kosztów. Dzięki temu usługi o nieosiągalnej dotychczas kompleksowości udostępniane są zarówno wewnętrznym systemom, jak i rozwiązaniom w chmurze czy mobilnym – wyjaśnia Wojciech Sygnowski, Partner, Lider obszaru integracji systemów, Deloitte.
Chmura to już standard
Rozwiązania w chmurze są jedną z tych technologii, o których jest głośno od kilku lat. W ocenie ekspertów Deloitte 2018 rok tylko wzmocnił to zjawisko. – O cloud nie mówi się już w kontekście „czy”, ale „kiedy”. Wydaje się, że powszechna adopcja rozwiązań w chmurze jest nieunikniona i dotyczy kilku różnych obszarów – mówi Jakub Garszyński, Dyrektor działu zarządzania ryzykiem, Lider usług Cloud, Deloitte. Należą do nich rozwiązania klasy digital workplace, czyli związane z edycją i wymianą dokumentów, komunikacją tekstową, głosową, video, a także współdzieleniem zasobów organizacji, jak również migracją systemów i aplikacji z własnej infrastruktury do chmury. Zdaniem Deloitte, firmy będą również decydować się na budowanie nowych rozwiązań i systemów w podejściu cloud native, czyli wykorzystując gotowe komponenty, platformy i technologie udostępniane przez dostawcę chmury, redukując dzięki temu czas, koszt i ryzyko wdrożenia.
Cyberbezpieczeństwo wciąż na topie
Rok 2018 w obszarze bezpieczeństwa przyniósł wiele istotnych wydarzeń, przede wszystkim w zakresie wymogów prawnych i regulacyjnych. – Najważniejszym z nich jest przyjęta w Polsce ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. Od maja dzięki rozporządzeniu RODO funkcjonujemy również w nowym reżimie ochrony danych osobowych, a sektor finansowy rozpoczął wdrażanie dyrektywy PSD2. Jednocześnie zmiany w organizacjach, z technologicznego punktu widzenia, były napędzane przez projekty transformacji do chmury. Firmy coraz liczniej zaczęły korzystać z umów współpracy z dostawcami usług cyberbezpieczeństwa w formie managed service, czyli powierzenia bieżącego nadzoru i reakcji na incydenty wyspecjalizowanym podmiotom, posiadającym niezbędną wiedzę, infrastrukturę oraz szybki dostęp do informacji o atakach i podatnościach systemów – mówi Marcin Ludwiszewski, Dyrektor, Lider ds. cyberbezpieczeństwa, Deloitte.
Elastyczność i synergia: Agile i DevOps
Niemal połowa badanych dyrektorów IT z Polski (47 proc.) uważa, że wdrożenie narzędzi i metod Agile i DevOps (połączenie zespołu rozwijającego oprogramowanie Dev, z zespołem operacji Ops – często włączając również bezpieczeństwo (DevSecOps)) pozwoli na lepsze dopasowanie technologii i biznesu w organizacji. – Podczas mijającego roku byliśmy świadkami istnego wybuchu inicjatyw związanych z implementacją filozofii DevOps w dużych organizacjach. Ta metodyka przestała być domeną akademicką i stała się niemal koniecznością w warunkach dynamicznie zmieniającego się rynku. Nie wszystkie wspomniane próby zakończyły się jednak powodzeniem. Badania rynkowe przeprowadzone przez serwis puppet.com potwierdzają hipotezę, że programy typu „top down”, bez wcześniejszej budowy kompetencji i akumulacji doświadczeń w ramach indywidualnych zespołów, nie dają optymalnych rezultatów – mówi Alan Pilawa, Menedżer w zespole doradztwa technologicznego, Deloitte. Stworzenie zespołom odpowiednich warunków do dzielenia się wiedzą okazuje się o wiele bardziej kluczowe w skalowaniu DevOps niż wyszukane struktury organizacyjne i procesy narzucone odgórnie. Te same badania pokazują zasadniczy rozdźwięk pomiędzy wyobrażeniem menedżerów wyższego szczebla o skali automatyzacji w swoich organizacjach, a realnymi doświadczeniami poszczególnych zespołów. Coraz wyraźniej widać również, że cele związane ze zwiększeniem zwinności organizacji są często nieosiągalne bez fundamentalnych zmian w samej architekturze IT, czego efektem jest coraz powszechniejsze stosowanie wzorca budowy aplikacji w oparciu o mikroserwisy zarządzane przez małe, interdyscyplinarne zespoły.
Robotyka i rozwiązania kognitywne wciąż w małej skali
Firmy zaczynają dostrzegać, że korzyści z robotyki i automatyzacji, to nie tylko oszczędności. Roboty, rozumiane jako programy automatyzujące czynności, coraz częściej uzupełniają pracę ludzi, odciążając ich od rutynowych zadań. – Zauważyliśmy , że firmy coraz częściej rozszerzają pracę robotów o rozwiązania kognitywne, które zwiększają możliwości automatyzacji tych procesów, które dotychczas były nieosiągalne dla samych robotów. W 2018 roku znacząco wzrosła grupa organizacji, które rozwinęły wykorzystanie robotów, natomiast wciąż mało jest firm, które mają ponad 50 procesów wspieranych przez roboty. Z naszej obserwacji wynika, że przy osiągnięciu dużej skali robotyzacji współpraca ludzie–roboty wymaga innego, dużo bardziej ustrukturyzowanego podejścia do zarządzania maszynami – komentuje Paweł Zarudzki, Dyrektor w zespole Robotic & Cognitive Automation, Deloitte.
Blockchain wciąż rokujący
Blockchain wciąż pozostaje technologią, o której dużo się mówi, ale rzeczywista adopcja w produkcyjnych zastosowaniach pozostaje marginalna. – Co prawda kolejne instytucje, w tym kilka wiodących polskich banków, wprowadzają rozwiązania oparte o blockchain, jednak droga do upowszechnienia się tej technologii pozostaje jeszcze długa i wyboista. Pomimo, że analitycy i firmy działające na tym rynku na każdym kroku podkreślają różnicę pomiędzy blockchain, czyli technologią a kryptowalutami, jako jedną z aplikacji, to zamieszanie na rynku tych ostatnich nie pomaga w budowaniu zaufania do rozwiązań opartych na łańcuchu bloków – ocenia Jakub Garszyński.
Na powitanie nowego roku Polacy wydadzą 219 zł. Najwięcej na jedzenie i alkohol – wynika z badania Barometr Providenta. Blisko 60 proc. spędzi sylwestra w domu, z rodziną lub znajomymi. Tylko niewielka część planuje huczne imprezy i zagraniczne wyjazdy. Większość sfinansuje zabawę z bieżących dochodów, a co trzecia osoba sięgnie po oszczędności. Wydatków i pokus w tym okresie jest bardzo wiele. Nie warto wydawać pieniędzy pod wpływem emocji, na nieprzemyślane i niezaplanowane wcześniej wydatki – przypominają eksperci.
– Znaczną część kwoty, którą przeznaczamy na sylwestra, wydajemy na jedzenie i alkohol. Jedzenie to kwota rzędu 80–90 zł, natomiast na alkohol wydamy około 50 zł. Reszta wydatków to z jednej strony bilety, wejściówki do jakiegoś klubu, a do tego ubranie – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Karolina Łuczak, kierownik ds. komunikacji w Provident Polska.
Z badania Barometr Providenta wynika, że zdecydowana większość Polaków sylwestra spędzi w domu z partnerem lub rodziną i znajomymi – odpowiednio 37 i 20 proc. Na huczne imprezy i zagraniczne wyjazdy decyduje się niewielki odsetek, głównie ze względu na koszty. Przywitanie nowego roku na balu to koszt kilkuset złotych. Zagraniczne wyjazdy to jeszcze większe koszty. Przy zorganizowanej wycieczce za kilkudniowy wyjazd trzeba zapłacić blisko tysiąc złotych. Z danych portalu Kayak.pl wynika, że największym zainteresowaniem w tym okresie cieszy się włoska Sardynia, Maroko i Gruzja.
– Tylko ok. 6 proc. osób wyjedzie do innego miasta, by bawić się na ulicach, paradach, lub wyjedzie w góry, by skorzystać przy okazji z sezonu narciarskiego, odwiedzić znajomych czy rodzinę. Zaledwie 2 proc. badanych spędzi sylwestra za granicą. Jeżeli chodzi o bale, huczne imprezy, które kojarzą nam się z sylwestrową nocą, to jedynie kilka procent ankietowanych wskazało na taką aktywność – mówi Karolina Łuczak.
Domówki planują najczęściej młodzi ludzie – blisko połowa osób w wieku 15–24 lata spędzi sylwestra u znajomych. Osoby starsze raczej pozostaną w domu i spędzą ten wieczór same lub z partnerem.
12 proc. ankietowanych nie planuje żadnych wydatków związanych z przywitaniem nowego roku. Wiele osób rezygnuje z sylwestrowych planów właśnie ze względu na sytuację finansową. Tym bardziej że grudzień jest wyjątkowo trudnym miesiącem dla domowych budżetów.
– Mamy święta, sylwestra, zaraz potem rozpoczynają się wyprzedaże sezonowe, a następnie ferie, więc wydatków i pokus jest bardzo wiele. Warto więc rozłożyć wydatki w czasie, zaplanować je w skali roku i nie wydawać pieniędzy pod wpływem chwili na nieprzemyślane i niezaplanowane wcześniej wydatki – przypomina Karolina Łuczak.
Jak zauważa ekspertka Providenta, zdecydowana większość z nas sylwestra sfinansuje z bieżących dochodów – blisko 60 proc., a co trzecia osoba sięgnie po oszczędności. Na kredyty i pożyczki decyduje się niewielki odsetek – zaledwie 3 proc. chce pożyczyć od rodziny, a 1 proc. – w banku.
W Światowym Centrum Słuchu w Kajetanach wszczepiono pierwsze w Polsce implanty ślimakowe nowej generacji, które pozwalają wykonywać u pacjentów z nich korzystających badania przy użyciu rezonansu magnetycznego. Do tej pory pacjenci ci nie mogli korzystać z diagnostyki koniecznej przy leczeniu innych chorób lub dolegliwości często dotykających seniorów. Szacuje się, że nawet 75 proc. osób po 70 roku życia cierpi na niedosłuch, utrudniający bądź uniemożliwiający codzienną komunikację z otoczeniem. Postęp w technice oraz w chirurgii sprawiły, że można pomóc już niemal każdemu choremu, a pacjenci w Polsce są jednymi z pierwszych na świecie, którzy mają dostęp do tak nowoczesnych technologii.
18 grudnia w Światowym Centrum Słuchu specjaliści pod kierunkiem prof. Henryka Skarżyńskiego wykonali pierwsze wszczepienia implantów ślimakowych nowej generacji. Implant opracowany w technologii Hassle Free MRI Cochlear Implant Technology jest przeznaczony przede wszystkim dla seniorów.
– W przypadku potrzeby wykonania diagnostyki rezonansem magnetycznym u pacjentów mających wszczepione implanty starszego typu, mogłoby dojść do uszkodzenia skóry, w skrajnym przypadku implant taki mógłby zostać po prostu wyrwany w polu magnetycznym. Teraz pacjenci mają nieograniczone możliwości zastosowania takiej diagnostyki – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Piotr H. Skarżyński, zastępca kierownika Zakładu Teleaudiologii i Badań Przesiewowych w Światowym Centrum Słuchu.
Implant typu Hassle Free MRI składa się z czterech obrotowych cylindrycznych magnesów otoczonych obrotową tarczą, która pozwala na pracę z polem magnetycznym, stosowanym podczas badania rezonansem magnetycznym. To oznacza, że pacjenci ze wszczepionym implantem nowej generacji nie będą musieli się poddawać zabiegom chirurgicznym przed rezonansem magnetycznym.
– Dzięki wprowadzeniu nowego implantu zwiększona została dostępność leczenia niedosłuchu dla pacjentów, którzy często rezygnowali z implantu ślimakowego, bo wiedzieli, że będą wymagali kilku lub kilkunastu badań diagnostycznych z wykorzystaniem rezonansu magnetycznego w przyszłości. Są to np. osoby, u których prowadzony jest stały monitoring po leczeniu nowotworów, pacjenci z chorobami neurodegeneracyjnymi czy chorobami związanymi z ośrodkowym układem nerwowym. Tacy pacjenci z konieczności decydowali się gorzej słyszeć lub nie słyszeć wcale, by móc mieć prowadzoną zaawansowaną diagnostykę innych ważnych chorób – tłumaczy prof. Piotr H. Skarżyński.
Szacuje się, że wśród osób po 70 roku życia zdecydowana większość (nawet 75 proc.) cierpi na niedosłuch lub ma inne problemy ze słuchem. U osób z głębokim niedosłuchem kilkukrotnie wzrasta ryzyko depresji. Starsi ludzie czują się wykluczeni, sami rezygnują z kontaktu z innymi. Co więcej, stosunkowo rzadko decydują się na wizytę u lekarza.
– Od wielu lat seniorzy są bardzo aktywną grupą, która coraz częściej zgłasza się do nas z konkretnymi oczekiwaniami – zależy im na lepszym rozumieniu mowy. Takie osoby często jeszcze słyszą, ale mają problem ze rozumieniem mowy, a chcą być coraz dłużej aktywni w pracy zawodowej, towarzysko. Często mają już doświadczenia z różnymi rozwiązaniami wspomagającymi słyszenie, z których nie są zadowoleni i szukają czegoś nowego, co pomoże im lepiej słyszeć i być aktywnym – wskazuje prof. Piotr H. Skarżyński.
Z pomocą pacjentom przychodzi też dynamiczny rozwój telemedycyny w otolaryngologii i audiologii. Osoby ze wszczepionym implantem mogą skorzystać m.in. z telerehabilitacji. Innym rozwiązaniem jest telefitting pozwalający pacjentom na okresowe dostrajanie procesorów w ich implantach, bez konieczności bezpośredniego spotkania ze specjalistą. Wystarczy, że udadzą się do jednego z ośrodków należących do Krajowej Sieci Teleaudiologii i za pomocą łączy teleinformatycznych połączą się z ośrodkiem w Kajetanach. Rocznie z udogodnień takich rozwiązań telemedycznych korzysta kilka tysięcy pacjentów.
– Pacjenci coraz częściej doceniają możliwość rehabilitacji w domu. Możemy im pomagać w prowadzeniu rehabilitacji w sposób aktywny lub możemy monitorować terapię i wtedy specjalista, np. z Kajetan, analizuje, czy są właściwe postępy i może dokonywać pewnych poprawek. W zakresie dopasowania procesora mowy pacjenci już od dłuższego czasu nie muszą przyjeżdżać do Światowego Centrum Słuchu, w różnych ośrodkach mogą takie dopasowania mieć zdalne. To pozwala zaoszczędzić środki finansowe i czas – ocenia prof. Piotr H. Skarżyński.
Pod opieką Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu jest już ponad 8 tys. osób z różnymi rodzajami głuchoty, u których zastosowano implant ślimakowy. Rocznie specjaliści Instytutu przeprowadzają ok. 200 tys. konsultacji medycznych i wykonują blisko 20 tys. zabiegów chirurgicznych.
Nietrafiony prezent potrafi skutecznie popsuć święta. Choć większość Polaków źle dobrany prezent odstawia po prostu na półkę, część osób decyduje się go zwrócić do sklepu. O ile w sklepach stacjonarnych dużo zależy od dobrej woli sprzedawcy i od warunków, jakie określa sam sklep, o tyle w przypadku zakupów przez internet na zwrot towaru mamy 14 dni od momentu odbioru przesyłki. Zwracany towar nie powinien nosić śladów użytkowania, nie oddamy też prezentów robionych na zamówienie czy – w przypadku produktów spożywczych – z krótkim terminem przydatności – przypomina UOKiK.
– Jeżeli dostaliśmy prezent i nie jesteśmy z niego zadowoleni, to wszystko, co możemy z nim później zrobić, zależy od tego, gdzie kupował nasz święty Mikołaj. Jeżeli robił zakupy w internecie i nie minął czas na odstąpienie od umowy, to możemy oddać produkt, który po prostu nam się nie podoba, nie pasuje, nie odpowiada nam jego kolor. Na zwrot rzeczy kupionej przez internet mamy 14 dni od momentu odbioru przesyłki – mówi agencji Newseria Biznes Agnieszka Majchrzak z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Coraz więcej osób kupuje prezenty przez internet. To wygodne rozwiązanie nie tylko dla kupującego, lecz także dla osoby obdarowanej, zwłaszcza jeśli prezent nie trafił w jej gust. Towar kupiony w sieci można bezproblemowo zwrócić, o ile nie minął termin 14 dni i do towaru dołączymy oświadczenie o odstąpieniu od umowy.
– Jeżeli korzystamy z prawa do odstąpienia od umowy, nie musimy podawać żadnego powodu sprzedawcy, czyli odsyłamy towar w tym terminie, który jest przewidziany przez prawo. Pamiętajmy, żeby zawiadomić sprzedawcę o tym, że korzystamy z prawa do odstąpienia od umowy, odsyłamy taką rzecz na własny koszt – przypomina Agnieszka Majchrzak.
Zwracany towar nie powinien nosić śladów użytkowania. Można go sprawdzić tak jak w sklepie stacjonarnym, np. obejrzeć lub przymierzyć. Jeżeli jednak towar nosi widoczne znaki użytkowania, sprzedawca może nie zwrócić pełnej kwoty.
– Czyli jeżeli kupujemy odkurzacz, to możemy podłączyć go do prądu, ale nie odkurzamy przez 10 dni, a później próbujemy odstąpić od umowy. Jeżeli sprzedawca otrzyma taki towar i będzie widział ślady użytkowania, to musi przyjąć zwrot, ale może nas obciążyć kosztami za to, że np. zmniejszyła się wartość rzeczy. Nie otrzymamy pełnej kwoty, tylko jakiś określony procent, ponieważ później trudno takiemu sprzedawcy będzie sprzedać używany odkurzacz – tłumaczy ekspertka UOKiK.
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów przypomina jednak, że nie zawsze towar kupiony w internecie można zwrócić do sklepu. Dotyczy to przede wszystkim biletów na imprezy, do kina, teatru czy biletów lotniczych, także produktów spożywczych o krótkim terminie przydatności.
– To również produkty wykonane na nasze indywidualne zamówienie. Jeżeli zamawiamy firanki, które mają nietypowy rozmiar, to musimy mieć świadomość, że nie będziemy mogli ich oddać, bo po prostu sklep już takich firanek nie sprzeda – wskazuje Agnieszka Majchrzak.
Jeżeli prezent został kupiony w sklepie stacjonarnym, to sprawa nieco się komplikuje. Sprzedawca nie ma obowiązku przyjmowania zwrotu niewadliwego towaru tylko dlatego, że klient się rozmyślił. Może, ale nie musi przewidzieć w regulaminie sklepu możliwość zwrotu towaru w określonym terminie, pod określonymi warunkami, ale nie wynika to z przepisów prawa, a polityki konkretnego przedsiębiorcy.
– Jeżeli akceptuje zwroty, a wiele sklepów robi już taki ukłon w kierunku swoich klientów, to sam określa warunki takiego zwrotu, czyli np. może nas zobowiązać, że musimy tego zwrotu dokonać w ciągu 30, 60, ale także 2 dni. Musimy dostarczyć oryginalne opakowanie, metki. Może też się zdarzyć tak, że jeżeli chcemy zwrócić rzecz w sklepie stacjonarnym, sprzedawca się na to zgadza, to może nam nie oddać pieniędzy, ale np. dać nam kartę podarunkową na zakupy w tej samej sieci – mówi Agnieszka Majchrzak.
Według ekspertów problemy i wyzwania związane ze środowiskiem, takie jak zanieczyszczenie i zaleganie plastiku, globalne ocieplenie czy zwiększona emisja dwutlenku węgla, powinny być rozwiązane w ciągu najbliższej dekady. Pomóc mogą w tym najnowsze technologie, dzięki którym coraz więcej zużywanych materiałów można zawrócić do obiegu, tworząc gospodarkę obiegu zamkniętego. Wdrożenie jej w skali światowej może przynieść gospodarce zyski rzędu biliona dolarów. Niezbędna jest jednak szybsza komercjalizacja projektów związanych z ochroną środowiska.
– Dzisiaj ludzie i nasza cywilizacja musi się zmierzyć z bardzo wieloma problemami, takimi jak zanieczyszczenie środowiska, globalne ocieplenie, coraz większa emisja dwutlenku węgla do atmosfery czy zalegający właściwie wszędzie plastik. To są wyzwania, z którymi musimy sobie poradzić nie w perspektywie kolejnych stu lat, tylko w perspektywie kolejnej dekady, może nawet szybciej. Technologie są w stanie pomóc w tym, żeby świat był trochę mniej zanieczyszczony i żeby to myślenie proekologiczne było coraz bardziej stosowane i są takie projekty, także w Polsce – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Martyna Sztaba, współzałożycielka Syntoil.
Komercjalizacja nowych technologii związanych z recyklingiem czy wytwarzaniem lub wykorzystaniem ekologicznych materiałów jest bardzo istotna. W laboratoriach powstaje bardzo wiele projektów, ale na rynek wciąż trafia niewiele z nich. Polska firma Handerek Technologies opracowała metodę wytwarzania paliwa z plastikowych odpadów. Produkowane w ten sposób paliwo nie różni się pod względem jakości od zwykłej benzyny czy oleju napędowego. Na całym świecie powstaje coraz więcej projektów proekologicznych.
W Polsce i na świecie realizowanych jest też wiele projektów związanych z wytwarzaniem ekologicznych materiałów tekstylnych.
– W Orange Fibre produkują tkaninę ze zużytych łupinek, które zostają po produkcji soku pomarańczowego. Kolejny projekt, czyli Ubrania do oddania, to jest polski projekt, gdzie można oddać swoje ubrania. Twórcy współpracują z sortowniami, a ubrania są przerabiane na inne rzeczy, nazywamy to upcyklingiem. To jest dodawanie dodatkowej wartości do tego, co akurat recykling ujemy – tłumaczy Martyna Sztaba.
Polski start-up Bio2materials z kolei produkuje sztuczną skórę z wytłoczyn jabłek, które zostały po produkcji soku jabłkowego. Pomysł na wykorzystanie odpadów z jabłek zrodził się z faktu, że Polska jest bardzo dużym producentem zarówno jabłek, soku jabłkowego, jak i innych produktów z tych owoców.
– Tych projektów na świecie jest coraz więcej, sprzyja temu trend, który nazywa się circular economy, czyli gospodarka obiegu zamkniętego i coraz więcej projektów na całym świecie korzysta z tej drogi. To jest też jeden z trendów, który UE wskazała jako jeden, który jest nie do ominięcia, tzn. wszystkie projekty powoli będą się przestawiać na taki sposób myślenia – mówi ekspertka.
Z badania przeprowadzonego przez Ellen MacArthur Foundation z McKinsey & Co. wynika, że przejście na modele gospodarki o obiegu zamkniętym może spowodować uwolnienie biliona dolarów w globalnej gospodarce.
Według ONZ, jeżeli nie zmniejszy się ilość plastikowych odpadów trafiających do mórz i oceanów, to do 2050 roku masa plastiku przewyższy masę ryb żyjących w tych zbiornikach.
„Doceniamy praktyczne podejście czeskiego rządu” – powiedział James Li, prezydent Huawei Europe.
Rada Bezpieczeństwa Republiki Czeskiej omówiła sytuację spowodowaną wcześniejszym oświadczeniem Czeskiego Narodowego Urzędu Bezpieczeństwa Cybernetycznego i Informatycznego (NUKIB) i uznała, że ostrzeżenie wydane samodzielnie przez Urząd, bez udziału rządu, nie zostało oparte na ocenie technologicznej. Huawei cieszy się słysząc oświadczenie, że Republika Czeska chce pozostać otwarta na wszystkie zgodne z prawem inwestycje zagraniczne i że żaden oferent nie powinien być dyskryminowany w przetargach w obszarze ICT na krytyczną infrastrukturę państwa bez podania poważnych powodów. Huawei wierzy, że wszelka dyskryminacja ze względu na pochodzenie spółki będzie zwalczana w Republice Czeskiej.
„Na podstawie dzisiejszego oświadczenia czeskiego rządu, głęboko wierzymy, że współpraca z obecnymi i potencjalnymi klientami oraz partnerami w Czechach nie zostanie naruszona. Nasza globalna reputacja, operacje biznesowe i inwestycje nie powinny już nigdy więcej być naruszane w wyniku tego typu bezpodstawnych oskarżeń. Przez ostatnie 30 lat Huawei potwierdził swoje ogromne osiągnięcia w zakresie bezpieczeństwa, współpracując ze swoimi klientami z ponad 170 krajów na całym świecie. W dzisiejszym środowisku cyfrowym bezpieczeństwo cybernetyczne staje się ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej, a my rozumiemy wyzwania rządów w zakresie bezpieczeństwa cybernetycznego. Jako światowy lider w dziedzinie ICT, Huawei stworzył podlegający audytowi, zrównoważony i sprawdzony system zapewniający bezpieczeństwo cybernetyczne. Jesteśmy gotowi do współpracy z czeskim rządem i przemysłem, w celu wspólnego zmierzenia się z wyzwaniami w zakresie bezpieczeństwa cybernetycznego, które było i nadal pozostaje naszym priorytetem” – podsumował James Li, prezydent Huawei Europe.
Streszczenie oświadczenia, wydanego przez czeski rząd, korygującego błędną opinię Narodowego Urzędu Bezpieczeństwa Cybernetycznego i Informatycznego (NUKIB) ogłoszoną 17 grudnia 2018 roku. Cała treść oświadczenia czeskiego rządu znajduje się pod poniższym linkiem:
Czeski Narodowy Urząd Bezpieczeństwa Cybernetycznego i Informatycznego (NUKIB) jest niezależny od rządu, a jego opinia nie jest oparta na ocenie technicznej.
Zakaz wydany przez premiera w stosunku do Huawei Phone jest przedwczesny.
Ostrzeżenie NUKIB dotyczy jedynie systemów wchodzących w skład krytycznej infrastruktury informatycznej lub ważnych systemów informatycznych i w żadnym wypadku nie dotyczy użytkowników i urządzeń końcowych.
W interesie bezpieczeństwa narodowego zawsze konieczne jest zapewnienie bezpieczeństwa cybernetycznego.
NUKIB nie posiada kompetencji do oceny międzynarodowej sytuacji politycznej lub otoczenia prawnego i politycznego w innych państwach.
Żaden z oferentów nie powinien być dyskryminowany w procedurach przetargowych dotyczących systemów informatycznych wchodzących w skład krytycznej infrastruktury informatycznej lub głównych systemów informatycznych bez ważnych powodów dotyczących bezpieczeństwa narodowego.
Republika Czeska pozostaje otwarta na wszelkie zgodne z prawem inwestycje zagraniczne i będzie nadal gwarantować korzystne warunki ich prowadzenia.
Nie każdy kraj świętuje tak samo. W rezultacie gdy Polacy będą mieć wolne rynki już się otworzą. Donald Trump traci chęć współpracy z Jerome Powellem – szefem FED. Słabsze dane o zamówieniach na dobra.
Święta na rynkach
Boże Narodzenie jest różnie obchodzone w zależności od kraju. Wigilia w większości państw jest pracująca. Główne gospodarki mają tego dnia jednak skróconą sesję giełdową. Oznacza to, że inwestorzy szybciej opuszczą biura, a tym samym należy spodziewać się mniejszej zmienności na rynkach. 25 grudnia jest dniem wolnym w większości zachodnich państw. 26 grudnia jest również popularnym świętem, aczkolwiek nie jest dniem wolnym w USA. W rezultacie inwestorzy zza oceanu pod nieobecność większości europejskich kolegów będą działać na rynku. Bez obecności wszystkich graczy zmienność powinna być mniejsza, aczkolwiek jeżeli wydarzy się coś ważnego w święta na pewno będą reagować. Dni wolne to również opóźnienia w realizacji przelewów międzynarodowych.
Co dalej z FED?
Konflikt pomiędzy prezydentem USA Donaldem Trumpem a szefem FED jest coraz wyraźniejszy. Powodem jest polityka monetarna. Prezydent publicznie apelował o nie podnoszenie stóp procentowych. Rezerwa Federalna jednak stopy podniosła. Wiele źródeł mówi obecnie o sondowaniu możliwości zwolnienia Jerome’a Powella. Dlaczego konflikt tak się rozwija? FED działa w obrębie swojego mandatu i zajmuje się realizacją swoich celów, a nie doraźnych potrzeb politycznych. Z drugiej strony Donald Trump jest zainteresowany niższymi stopami procentowymi i pobudzaniem tanim pieniądzem gospodarki niezależnie od tworzenia potencjalnych baniek spekulacyjnych. To rosnąca gospodarka, niskie bezrobocie i hossa na giełdzie mogą zapewnić mu reelekcję. Historia pokazuje, że jest to słuszne podejście.
Słabsze dane z USA
W piątek poznaliśmy wartość zamówień na dobra trwałego użytku w USA. Analitycy spodziewali się wzrostu w ciągu roku o 1,6% podczas gdy dane pokazały wzrost o zaledwie 0,8%. W danych bez środków transportu pojawił się nawet delikatny spadek. Rynek nie reagował specjalnie na te dane. Dolar wciąż jest pod presją dalszych przewidywanych zmian stóp procentowych i zamieszania wokół FED. To właśnie spadek szans na dalsze wzrosty stóp powodował przecenę amerykańskiej waluty pod koniec minionego tygodnia.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Statystyczny Polak wyrzuca do kosza ok. 4 kg jedzenie miesięcznie. Przeciętna czteroosobowa rodzina traci na tym w miesiącu średnio 200 zł. W okresie świąt Bożego Narodzenia, kiedy kupujemy więcej jedzenia, te wartości rosną. Żeby nie marnować żywności, warto wcześniej sporządzić sobie listę świątecznych potraw, z którą wybieramy się na zakupy, i zrobić dodatkowe miejsce w zamrażarce, bo większość produktów i gotowych dań, które zostają po świętach, można zamrozić.
– Żeby nie marnować żywności, trzeba wcześniej rozplanować sobie świąteczne potrawy i zrobić zakupy z gotową listą. Dzięki temu zaoszczędzimy nie tylko czas, ale i pieniądze, bo przeciętna polska rodzina każdego roku wyrzuca do śmietnika prawie 3 tys. zł. Wynika to z faktu, że kupujemy za dużo, a potem nie wiemy, co z tą żywnością zrobić .Często też mija jej termin przydatności do spożycia – mówi agencji Newseria Sylwia Majcher, autorka książki „Gotuję, nie marnuję. Kuchnia zero waste po polsku”.
Jak podkreśla, w Polsce marnuje się średnio 9 mln ton żywności rocznie, z czego 2 mln ton wyrzucają do śmieci gospodarstwa domowe. Przeciętny Polak wyrzuca 4 kg jedzenia miesięcznie, w okolicach grudnia jest to 2–3 razy więcej. Dzieje się tak, ponieważ przed świętami Bożego Narodzenia najczęściej kupujemy za dużo jedzenia na zapas, nie planując, ile realnie będziemy potrzebować.
– Idziemy do sklepu i zapełniamy torby po brzegi, potem na pewno przynajmniej jedna z tych toreb trafi do śmietnika. Mając gotową listę świątecznych posiłków, trzeba przeliczyć ją na osoby, które zasiądą do stołu. Jeśli mamy 4-osobową rodzinę, to naprawdę nie trzeba robić 12 potraw, bo nikt nie będzie w stanie ich zjeść. Mając w rodzinie dzieci – nie liczmy też, że one zjedzą zupę grzybową albo karpia z ośćmi. Świąteczne menu trzeba dostosować niekoniecznie do tradycji, ale do gości, których będziemy mieć przy stole – mówi Sylwia Majcher.
Jeżeli po świętach zostanie jedzenie, najlepszym sposobem przedłużenia jego terminu przydatności jest mrożenie.
– Przed świętami opróżnijmy zamrażarkę, wykorzystajmy to, co w niej mamy do przygotowania świątecznych potraw – potem segregujmy i mroźmy to, co nam na stole zostało. Mięso w sosie może być zamrożone przez 3 miesiące, podobnie ryba, nawet ta usmażona. Ona trochę straci na jakości, bo już nie będzie taka chrupiąca, ale spokojnie będzie można ją później wykorzystać, np. do jakiejś potrawki – mówi Sylwia Majcher.
Mrozić można także warzywa, które posłużą później np. do przyrządzania zup, oraz niemal wszystkie owoce. Nie dotyczy to jednak cytrusów, ponieważ zawierają zbyt dużo wody. Po zamrożeniu wyglądają mało apetycznie i tracą walory smakowe. Jednak z cytrusów można przygotować np. konfiturę, która po zapasteryzowaniu przetrwa w spiżarni przez kolejnych kilka miesięcy.
– Sałatkę z jajkami i majonezem już niekoniecznie można mrozić, bo majonez i jajka się rozwarstwią w lodówce. Natomiast surowe jajka jak najbardziej, trzeba jedynie zamrozić osobno białka i osobno żółtka. Z odmrożonych białek potem pieczemy genialną bezę chociażby na Sylwestra czy imprezę karnawałową. Z samych żółtek można zrobić świetne kremy do ciast. Świąteczne ciasta – takie jak serniki, makowce i pierniki – też możemy mrozić, nie dotyczy to tylko ciast z kremami budyniowymi czy śmietanowymi, bo one będą się rozwarstwiały – mówi Sylwia Majcher.
Według statystyk ONZ, co roku w Europie marnuje się około 88 mln ton żywności, a straty z tego tytułu sięgają ok. 143 mld euro. Polska zajmuje pod tym względem niechlubne, piąte miejsce – każdego roku Polacy wrzucają do kosza średnio 9 mln ton żywności wartej ok. 14 mld euro. To blisko 250 kg w przeliczeniu na osobę. Do marnowania żywności przyznaje się średnio co trzeci Polak. Z badania SW Research dla Tesco wynika, że 10 proc., czyli nawet 4 mln osób, zdarza się to codziennie. Statystyczna czteroosobowa rodzina wyrzuca do kosza średnio 200 zł miesięcznie. Na śmietnik trafiają najczęściej pieczywo, wędliny, warzywa, owoce i jogurty – wynika z raportu Kantar Millward Brown dla Federacji Polskich Banków Żywności.
Polacy coraz chętniej sięgają po gęsinę – w ciągu ostatnich 15 lat spożycie tego mięsa wzrosło o ponad 300 g na jedną osobę. Pojawia się na polskich stołach m.in. przy okazji świąt Bożego Narodzenia czy 11 listopada, czyli dnia świętego Marcina. Gęsina jest dwukrotnie bardziej kaloryczna niż mięso indyka lub kurczaka, zawiera jednak zdrowe tłuszcze oraz kwasy tłuszczowe, niezbędne do prawidłowego działania organizmu. Jest także znacznie bogatsza w witaminy i składniki mineralne niż inne mięsa drobiowe.
W dawnej kuchni polskiej gęsina była jednym z podstawowych produktów – przepisy na dania z tego mięsa znalazły się już w najstarszej, bo pochodzącej z XVII wieku, rodzimej książce kucharskiej. Obecnie gęsina stosunkowo rzadko pojawia się na polskich stołach. Gęsina, choć zawiera więcej tłuszczu, jest jednak produktem znacznie zdrowszym, odznaczającym się ponadto lepszą jakością, docenianą także przez zagranicznych konsumentów. Polska od kilku lat znajduje się w czołówce eksporterów tego mięsa w Europie, a głównymi odbiorcami są Niemcy i Francja. W 2017 roku wartość tego rynku wyniosła ponad 90 mln euro.
– Gęsina to mięso należące do żywności markowej, świetnej jakości. Decyduje o tym sposób chowu gęsi – wychowywane są głównie na świeżym powietrzu, ostatnie 3 tygodnie żywione samym ziarnem owsa, co zapewnia jej naprawdę niepowtarzalne walory smakowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Krystyna Ziejewska, prezes Iławskiego Stowarzyszenia Producentów Gęsi.
Mięso gęsi jest bogate w tłuszcze, przede wszystkim jednak zdrowe tłuszcze jedno- i wielonienasycone. Obfituje ponadto w kwasy omega-3 i omega-6, które sprzyjają redukcji tzw. złego cholesterolu w organizmie i wspomagają pracę mózgu, pełnowartościowe białko, składniki mineralne (m.in. magnez, żelazo, potas, cynk), a także witaminy A i E oraz z grupy B. W rozsądnych ilościach gęsina jest więc wskazana, mimo że 100 g tego mięsa to ponad 300 kcal.
– Jeżeli sięgniemy po samo mięso z piersi gęsiej bez skóry, ma ono tylko 140 kcal i tylko 4 proc. tłuszczu, więc nie należy się bać tego mięsa – mówi Krystyna Ziejewska.
Choć gęsina wciąż nie jest tak popularna w polskiej kuchni jak inne mięsa drobiowe, jej spożycie sukcesywnie wzrasta. Według danych Iławskiego Stowarzyszenia Producentów Gęsi niespełna dwie dekady temu na jednego statystycznego Polaka przypadało zaledwie 17 g gęsiny, dziś jest to ponad 320 g na osobę. Polacy wciąż jednak decydują się podać mięso gęsi na stół przede wszystkim na wyjątkowe okazje, takie jak Boże Narodzenie i Dzień św. Marcina.
– Świetnie się stało, że nasze święto narodowe łączy się właśnie ze świętem Marcina i że Polacy zaczęli sięgać po gęsinę w tym momencie. Druga świetna okazja to na pewno Boże Narodzenie. Jednak znam wiele domów, gdzie gęsinę jada się na co dzień – mówi Krystyna Ziejewska.
Najpopularniejszym daniem pozostaje gęś pieczona. Polacy coraz chętniej próbują jednak także innych form serwowania tego mięsa. Należy do nich m.in. gęś konfitowana, czyli wolno gotowana w tłuszczu gęsim. Popularność zyskują także piersi gęsie w formie sous-vide, czyli zapakowane próżniowo i gotowane w niskiej temperaturze. W sklepach pojawia się ponadto coraz więcej wyrobów z gęsiny.
– Powróciły półgęski wędzone, stary, tradycyjny produkt, pasztety z gęsiny, mnóstwo kiełbas a także wyrobów w słoikach, np. smalec z mięsa gęsiego z mięsem gęsim, z cebulką, z dodatkiem jabłka, majeranku. To już kanon polskiej kuchni staropolskiej – mówi Krystyna Ziejewska.