Zmiany w branży HR – Karolina Serwańska z agencji Polski HR

HR jest branżą, na która wpływ mają liczne czynniki zewnętrzne, rozrój technologii, sytuacja polityczna, gospodarcza i społeczna. Co ciekawe, to co dzieje się w krajach ościennym również wpływa na rynek pracy.

Karolina Serwańska z agencji Polski HR
Karolina Serwańska z agencji Polski HR

Pierwszym obszarem mającym spory wpływ na HR jest rozwój technologii. Zwiększona automatyzacja poprawia skuteczność procesu rekrutacyjnego i pozwala na bardziej trafny wybór pracownika. Duży wkład w branże HR mają także social media. Z punktu widzenia pracodawcy czy osoby rekrutującej to skarbnica wiedzy, ale też alternatywne miejsce, jeżeli chodzi o poszukiwanie potencjalnych pracowników. Tu w moim przekonaniu już następuje duża zmiana, jeżeli chodzi o headhunting. Zwiększona automatyzacja wpływa też na system wynagradzania pracowników i rozwiązania motywacyjne. Dzięki informatycznym technikom i aplikacjom zdecydowanie łatwiej pozyskać informacje z rynku względem obowiązujących trendów w tych aspektach. Dostrzegam również zmiany, które bywają problematyczne. Chodzi głównie o nowe przepisy dotyczące RODO. Utrudniają one, a czasem wręcz uniemożliwiają zbieranie referencji i ich weryfikację u poprzednich pracodawców. Przepisy wprowadzone po 25 maja generują również więcej tzw. pracy papierkowej, której i tak w branży HR nie brakuje. Wszystkie te zmiany wymagają od osób pracujących w branży HR dużych kompetencji i znajomości środowiska w jakim pracują. Stwarza to konieczność ciągłej nauki, bycia na bieżąco z licznymi zmianami w prawie.

Kolejna kwestia jaka warto poruszyć w kontekście zmian w branży HR jest sprawa niedoboru pracowników. Według różnych badań, w Polsce brakuje ponad 120 tys. pracowników, a nawet ok. 60% pracodawców ma problem ze znalezieniem osoby z odpowiednimi kwalifikacjami. Jeżeli chodzi o pracowników z Ukrainy, niestabilna sytuacja w ich kraju zachęca do wyjazdu w poszukiwaniu pracy. Naturalnym celem jest sąsiadująca Polska. Warto też zauważyć co dzieje się z tymi, którzy już pracują w naszym kraju. Ci, którzy sami przyjechali do Polski w poszukiwaniu pracy, coraz częściej deklarują chęć wyjazdu dalej na Zachód – do Niemiec czy Anglii. W pewnym momencie zaplecze pracowników z Ukrainy może się wyczerpać, już pojawiają się pierwsze oznaki tego zjawiska. Pracodawcy w związku z tym sięgają po siłę roboczą z dalszych rynków, Gruzji, czy nawet Azji.  Tu jednak problemem są wysokie koszty sprowadzenia takiego pracownika, dużo większa bariera językowa, a czasem również kulturowa.

Ograniczona liczba pracowników to jeden z powodów podwyżek. Pracodawca w ten sposób zachęca nowe osoby i stara się zatrzymać te już pracujące. Jeżeli chodzi o wzrost wynagrodzeń warto poruszyć dwie kwestie. Po pierwsze od 1 stycznia wzrasta płaca minimalna i minimalna stawka godzinowa. To odpowiednio 2225 zł i 14,70 zł brutto. Jeżeli chodzi o deklaracje pracodawców, owszem planują podwyżki, jednak nie w tak dynamicznym stopniu. Według raportu Korn Ferry Hay Group (KFHG) 2018 roku pensje podwyższało około 96% pracodawców, w przyszłym deklaruje je 93%.  Dla coraz większej liczby pracowników wszelkiego rodzaju benefity są równie ważne co samo wynagrodzenie. W moim przekonaniu to dodatek, na który pracodawcy powinni zwrócić uwagę chcąc przyciągać do siebie wykfalifikowanych pracowników. Może być to dobra alternatywa dla podwyżek.

Przegląd wydarzeń tygodnia

Rynki pozostają w trybie podwyższonej zmienności z bagażem rozterek o globalne ożywienie i ryzyka geopolityczne. W bieżącym tygodniu powrót do pełnej płynności powinien przynieść częściowe uspokojenie i przerzucić uwagę na wydarzenia makro. Przy gorącej debacie wokół przyszłej polityki Fed ważne będą ISM dla usług i CPI z USA oraz protokół z posiedzenia Fed. W środku tygodnia decyzje w sprawie stóp procentowych będą podejmowane w Polsce i Kanadzie, ale zmiany nie są przewidywane.

W tym tygodniu: ISM dla usług, CPI z USD, minutki FOMC, dane z przemysłu Niemiec, PKB z Wielkiej Brytanii, RPP, BoC

Trwający częściowy government shutdown w USA może opóźnić publikacje danych o zamówieniach (pon) i handlu (wt), ale większym zainteresowaniem będą cieszyć się ISM dla usług (pon) i CPI (pt). Silny spadek wskaźnik aktywności w przemyśle ustawia oczekiwania przed odczytem z sektora usługowego, a biorąc pod uwagę, że usługi stanowią dominujący segment gospodarki USA, znaczenie odczytu będzie większe. Sądzimy jednak, że odczyty ISM cierpią z powodu zbyt długiego utrzymywania wygórowanych oczekiwań przedsiębiorców, które zderzyły się z pogorszeniem sentymentu, a kondycja gospodarki pozostaje dobra. Inflacja CPI powinna spaść przez zniżki cen energii, co sprowadzi wskaźnik roczny poniżej 2 proc. Rynek większą uwagę przywiąże do inflacji bazowej, gdzie płaski lub ujemny odczyt będzie podkopywał zaufanie w skłonność Fed do dalszych podwyżek stóp procentowych. W przyszłym tygodniu analizie poddane zostaną minutki z grudniowego posiedzenia FOMC (śr), gdzie interesujące będzie, jak Fed ocenia sytuację na rynkach finansowych i wpływ zawirowań na nastroje konsumentów i biznesu. USD pozostanie wrażliwy na gołębie wzmianki, ale bez tego powinien pozostać reaktywnie odporny na wahania sentymentu.

Sprzedaż detaliczna z Eurolandu (pon) powinna przejść bez echa, za to interesujące będzie, czy po danych z niemieckiego przemysłu (pon, wt) będzie w końcu widać odrabianie strat po przestojach w sektorze motoryzacyjnym wywołanych zmianami regulacji w sprawie emisji spalin? Potencjalny wzrost zamówień będzie sugerował, że na początku produkcja rozkręci się. Czwarty kwartał może być stracony, ale oznacza to też niższą bazę dla odbicia w I kwartale tego roku. Mimo to jedne dobry odczyt to za mało, by budować pozytywne zaplecze dla EUR.

Kalendarz z Wielkiej Brytanii oferuje dane o handlu, produkcji przemysłowej i PKB (wszystko w piątek). Przemysł powinien odnotować niewielkie odreagowanie po październikowym spadku, a po PKB oczekuje się kolejnego miesiąca pełzającego wzrostu o 0,1 proc. m/m. Poza tym na wyższy bieg powinna wskoczyć debata nad projektem brexitu wraz z rozpoczęciem prac brytyjskiego parlamentu. Sądzimy, że wachlarz opcji zawiera tylko trzy scenariusze (porozumienie May, no-deal, odwołanie brexitu) i z perspektywy wyceny GBP akceptacja porozumienia zdaje się niedoszacowana. Problem w tym, że zanim uzyskamy konkretne przekonanie, że sprawy pójdą w dobrą stronę, politycy są w stanie jeszcze raz wprowadzić zamęt.

W Polsce Rada Polityki Pieniężnej ma ponownie łatwe zadanie utrzymania stóp procentowych bez zmian (śr). Rozczarowujący spadek indeksu PMI dla przemysłu oraz niskie odczyty inflacji oddalające ja od celu NBP są wodą na młyn dla zwolenników neutralnego/gołębiego podejścia. Nie oczekujemy niczego interesującego po konferencji NBP i rynek racje też nie. Złoty pozostaje mało wrażliwy na wahania na rynkach zewnętrznych, co powinno sprzyjać stabilizacji EUR/PLN blisko 4,30.

Po ostatnich zawirowaniach na rynku walutowym JPY jest w centrum uwagi wszystkich, ale to zainteresowanie nie przełoży się na publikacje makro. Zbyt silny jen to problem dla Banku Japonii (przy obawach o spowolnienie w Azji, niskie ceny paliw), który może przerodzić się w werbalną interwencję. Na tak rozchwianym rynku komentarze z BoJ mogą łatwo przynieść silny impuls do sprzedaży JPY, a bez tego rynek wciąż upatruje w jenie bezpiecznej przystani w czasie awersji do ryzyka generowanej przez załamanie rynku akcji.

Bilans handlowy (wt), pozwolenia na budowę domów (śr) i sprzedaż detaliczna (pt) są pozycjami w australijskim kalendarzu. W jeden tydzień dostaniemy informacje o skutkach spowolnienia Chin, sytuacji na rynku nieruchomości i sile konsumentów. Z każdego obszaru ryzyka czają się po negatywnej stronie, ale ostatni flash crash na AUD oczyścił rynek z długich pozycji, więc zmalało prawdopodobieństwo ucieczki inwestorów po rozczarowujących danych. Odbudowanie długich pozycji potrzebuje jednak trwałości poprawy sentymentu. W Nowej Zelandii pozwolenia na budowę domów (czw) będą miały tylko przejściowy wpływ na NZD i większe znaczenie będzie miał generalny apetyt na ryzyko.

Po gołębim wydźwięku grudniowego posiedzenia Banku Kanady rynek całkowicie usunął z wyceny szanse na podwyżkę stopy overnight w styczniu (śr). Przy niskich cenach ropy naftowej, które wyraźnie zaniżają przyszłą ścieżkę inflacji, a także w związku z obawami o globalne spowolnienie BoC prawdopodobnie przyjmie stanowisko wait-and-see. Pod koniec roku CAD znalazł się pod dużą presją wyprzedaży, ale w ostatnich dniach rynek zaczął zawracać. Gołębi BoC może ten proces zatrzymać.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Fundusz MCI sfinalizował transakcję sprzedaży Dotpay/eCard

  • Wszystkie wymagane organy regulacyjne zatwierdziły nabycie przez Nets spółki Dotpay/eCard od Funduszu MCI.EuroVentures.
  • Wejście Nets na polski rynek, szósty pod względem wielkości kraj w UE o wysokim wzroście płatności cyfrowych, wzmacnia obecność Grupy w Europie i otwiera nowe możliwości rozwoju.
  • Klienci Dotpay/eCard skorzystają z szerszego portfolio najnowocześniejszych rozwiązań
    e-commerce i zwiększonego poziomu innowacyjności.

Nets, lider rynku w branży płatności online, oraz Fundusz MCI.EuroVentures, ogłosili dzisiaj zamknięcie transakcji przejęcia Dotpay/eCard. Prezesem spółki pozostanie Andrzej Budzik, a marki Dotpay i eCard pozostaną na polskim rynku.

Dzięki przejęciu Nets uzyska dostęp do szóstego pod względem liczebności mieszkańców kraju UE, a tym samym rynku o stale rosnącej gospodarce, stabilnym wzroście wolumenu handlu elektronicznego i wysokim potencjale rozwoju płatności online, wspieranym przez inicjatywy rządowe.

CEO firmy Nets, Bo Nilsson, powiedział: Dzięki przejęciu Dotpay/eCard rozszerzamy naszą obecność w Europie i uzyskujemy dostęp do nowych możliwości w Polsce, która jest rynkiem szybko rozwijającym się, szczególnie w obszarze handlu elektronicznego. Naszym celem jest kontynuacja i wzmocnienie silnej pozycji, jaką zdobył  Dotpay/eCard w ostatnich latach – zarówno poprzez inwestycje w rozwój organiczny, jak i poprzez dalszą konsolidację.

Dotychczasowa oferta produktowa Nets i Dotpay/eCard gwarantuje strategiczne dopasowanie obu podmiotów. Co więcej firmy będą korzystać z większej skali działalności i synergii dzięki wspólnym innowacjom.

Z niecierpliwością czekamy na rozpoczęcie współpracy i dalsze wzmacnianie oferty usług dla naszych merchantów. W ramach Grupy Nets przyśpieszymy wprowadzanie na rynek najnowocześniejszych rozwiązań, podkreślając dodatkowo naszą ambicję bycia liderem innowacji – skomentował Andrzej Budzik, prezes Dotpay/eCard.

Bardzo cieszymy się z finalizacji transakcji. Dotpay/eCard niewyobrażalnie rozwinął się w ostatnich latach, a teraz, z Nets będącym strategicznym inwestorem, ich przyszłość wygląda jeszcze bardziej obiecująco. Dla MCI inwestycja okazała się wielkim sukcesem, generując wyniki na poziomie 3.0 CoC i niemal 40% IRR w okresie inwestycyjnym trwającym trzy lata. Nieustannie poszukujemy dynamicznie rozwijających się spółek z obszaru digital economy. Szczególne podziękowanie należy się Zarządowi za owocną współpracę. Jednocześnie życzę Dotpay/eCard i Nets wielu sukcesów w przyszłości – dodaje Łukasz Wierdak, Investment Partner w MCI.

Dotpay/eCard zatrudnia około 80 osób. W 2017 roku odnotował dochody brutto w wysokości ponad 12 milionów EUR.

Rynek wymusi rozejm w wojnie handlowej

Globalne spowolnienie gospodarcze, strach na rynkach i obawy przedsiębiorców mogą przyczynić się do jednego pozytywnego wydarzenia. Pekin i Waszyngton zdecydują się na rozejm w wojnie handlowej – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Mija miesiąc od szeroko komentowanego spotkania prezydentów USA i Chin w Argentynie. Po nim doszło jeszcze do rozmowy telefonicznej Donalda Trumpa i Xi Jinpinga. Pierwszym owocem wznowionych kontaktów było wstrzymanie zaplanowanych przez Amerykanów nowych ceł na chińskie towary. Z kolei Pekin zdecydował się zmniejszyć cła na importowane przez Państwo Środka samochody.

Rok 2019 ma sentymentalne znaczenie, równo 40 lat temu doszło bowiem do nawiązania kontaktów dyplomatycznych między mocarstwami. Zgodnie z komunikatem Ministerstwa Spraw Zagranicznych Chin, w 1979 r. odbyło się ledwie kilka tys. wizyt pomiędzy krajami, tymczasem obecnie jest ich ok. 5,3 mln rocznie. Wymiana handlowa sprzed czterech dekad wynosiła 2,5 mld dol., dziś sięga 580 mld USD. W komunikacie chińskiego MSZ czytamy jeszcze, że Chiny są gotowe pracować ze Stanami Zjednoczonymi w celu wprowadzenia ważnego konsensusu osiągniętego przez prezydentów Xi Jinpinga oraz Donalda Trumpa w Argentynie.

Rynek wymusi porozumienie

Poza dyplomatycznymi zapewnieniami i wzajemnym szacunkiem przywódców jest jednak inny poważniejszy argument sprzyjający wypracowaniu nowych relacji Pekinu z Waszyngtonem. Chodzi mianowicie o gospodarkę i rynki finansowe.

Rok 2018 był najgorszy dla amerykańskiej giełdy od dekady. Grudniowy odczyt wskaźnika ISM z przemysłu obniżył się w porównaniu z listopadem najbardziej od kryzysu w 2008 r. W wielu wypowiedziach przedsiębiorcy zwracali uwagę na niepewność związaną ze sporem handlowym.

Z kolei w Chinach przemysłowy PMI spadł poniżej 50 pkt, sugerując kurczenie się całego sektora. Aby stymulować gospodarkę i sprzyjać wzrostowi kredytu, Pekin zdecydował się na obniżenie stopy rezerw obowiązkowych.

Obecnie więc polityczne tarcia i powiązane z nimi argumenty mogą odejść na dalszy plan. Zarówno oficjele w Chinach, jak i w USA postarają się łagodzić zatarg, by to nie na nich spadła odpowiedzialność za pogorszenie koniunktury w globalnej gospodarce. W sposób szczególny dotyczy to Stanów Zjednoczonych, gdzie już w trzecim roku kadencji prezydenta rozpoczyna się kampania przed kolejnymi wyborami.

Zapomnijmy o zachowaniu twarzy

W poniedziałek rozpocznie się pierwsza tura oficjalnych rozmów negocjatorów z Chin i USA. Dojdzie do spotkań na średnim szczeblu – z udziałem wiceministrów, a według doniesień agencji Bloomberg będą one miały charakter raczej techniczny.

Z kolei „Financial Times” zwraca uwagę, że Jeffrey Gerrish, zastępca amerykańskiego sekretarza handlu, ma – podobnie jak jego przełożony Robert Lighthizer – jastrzębie poglądy w stosunku do Chin. Wydaje się jednak, że taki skład delegacji i „techniczny” wymiar zaplanowanych rozmów może być zamierzony.

W oczekiwaniach co do przełomu w nadchodzących dniach taktycznie dominuje ostrożność, by następnie bardziej spektakularne wrażenie zrobił zaskakująco duży postęp w rozmowach oraz perspektywa na kolejne udane negocjacje.

Ten progres nie będzie zresztą udawany. Ryzyko dalszego pogorszenia koniunktury w związku z zaostrzeniem się wojny celnej jest zbyt duże. Nawet jeżeli zwolennicy konfrontacyjnego podejścia zarzucą przywódcom utratę twarzy, to alternatywa wyłania się znacznie gorsza. Jest nią kryzys gospodarczy. Z takim rozwiązaniem nie będzie chciał się zmierzyć ani liczący na reelekcję Donald Trump, ani funkcjonujący w systemie jednopartyjnym Xi Jinping.

BioMaxima S.A. zgłosiła analizator biochemiczny BM 300 w URPL

BioMaxima S.A., notowany na NewConnect polski producent podłoży mikrobiologicznych, systemów do oznaczania lekowrażliwości, a także szerokiej gamy odczynników oraz sprzętu do diagnostyki in vitro, dokonała zgłoszenia analizatora biochemicznego BM 300 w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych w Polsce. Przy braku zastrzeżeń ze strony Urzędu Spółka będzie mogła zacząć wprowadzać ten aparat do obrotu na rynku polskim oraz europejskim.

W dniu 31.12.2018 r. Emitent dokonał zgłoszenia analizatora biochemicznego BM 300 w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych w Polsce. Spółka zakończyła już prace projektowe i wdrożeniowe nad tym urządzeniem, dlatego postanowiła zgłosić je do URPL. Po 14 dniach od dokonania zgłoszenia, jeśli nie będzie żadnych zastrzeżeń ze strony URPL, BioMaxima S.A. będzie mogła wprowadzać analizator BM 300 do obrotu na rynku polskim oraz europejskim, a także rozpocząć procedurę zgłoszeniową lub rejestracyjną w krajach, w których jest to wymagane. Zarząd Spółki jest przekonany, że urządzenie ma szansę odnieść sukces rynkowy.

Łukasz Urban, prezes zarządu BioMaxima SA
Łukasz Urban, prezes zarządu BioMaxima SA

„Docelowy rynek dla tego urządzenia zdefiniowaliśmy jako kilkadziesiąt rynków eksportowych, w tym odbiorcy OEM, oraz kilkaset laboratoriów w Polsce, zarówno publicznych, jak i prywatnych.” – wyjaśnia Łukasz Urban, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

Premiera w pełni funkcjonalnej wersji analizatora biochemicznego BM 300 dla dystrybutorów zagranicznych miała miejsce w trakcie międzynarodowej wystawy Medica w Niemczech, która odbyła się w listopadzie 2018 r. w Dusseldorfie. Aparat wzbudził duże zainteresowanie, gdyż na tle konkurencji wyróżniał się nowoczesnym designem. Przedstawiciele Spółki odbyli wiele rozmów handlowych, podczas których potencjalnym odbiorcom analizatora BM 300 proponowano go również w systemie OEM, co może przełożyć się na wzrost produkcji i w przyszłości również na korzyści skali – dla analizatorów oraz produkowanych przez Spółkę odczynników.

Analizator biochemiczny BM 300 oferuje wyższą wydajność niż aparat BM 200, a także dysponuje stacją do mycia kuwet. Analizator BM 300 jest systemem zamkniętym, a jego planowany termin wdrożenia do produkcji został przewidziany na 1 kw. 2019 roku.

„Aparaty BM 200 i BM 300 to bardzo „elastyczne” produkty, które mogą znaleźć odbiorców w małych i średnich laboratoriach, a także w tych większych jako backup, ponieważ posiadają wszystkie zalety dużych aparatów m.in. random access, chłodzony pokład odczynnikowy, małe zużycie odczynników oraz opcjonalne zastosowanie modułu ISE. Do głównych zalet naszych nowych urządzeń zaliczamy szeroki panel wykonywanych badań, niskie koszty eksploatacji, możliwość podłączenia do systemu LIS, a także ergonomiczny układ wykorzystujący niewielką powierzchnię roboczą, której w laboratoriach często brakuje.” – dodaje Prezes Urban.

Przyszli polscy naukowcy zaczynają kariery już w liceum. Najlepsi mogą liczyć na obozy naukowe i stypendia w wysokości 40 tys. zł

Przyszli polscy naukowcy zaczynają kariery już w liceum. Najlepsi mogą liczyć na obozy naukowe i stypendia w wysokości 40 tys. zł 1

Gra alternatywnej rzeczywistości z zagadkami z biologii czy astrofizyki to pierwszy etap rekrutacji do programu stypendialnego ADAMED SmartUP. Zgłosić się można jeszcze tylko do połowy stycznia. Na najlepszych czekają indywidualne konsultacje naukowe oraz stypendium w wysokości 40 tys. zł. W ten sposób fundacja jednej z największych polskich firm medyczno-biotechnologicznych wyłania i wspiera przyszłą czołówkę polskiej nauki.

 Program jest skierowany do uczniów w wieku 15–19 lat, którzy interesują się naukami przyrodniczymi i ścisłymi oraz mają już za sobą pierwsze doświadczenia i pomysły, co chcieliby dalej z tym zrobić. Kierujemy go do tych najzdolniejszych, którzy chcą się rozwijać – mówi agencji Newseria Biznes Martyna Strupczewska, kierownik programu ADAMED SmartUP.

Program stypendialny, który organizuje Fundacja Grupy Adamed, ma wyłuskać i wesprzeć największe młode talenty w dziedzinie nauk ścisłych i przyrodniczych. Główną, ale nie jedyną nagrodą jest stypendium w wysokości 40 tys. zł.

Rekrutacja do 5. edycji programu ADAMED SmartUP jest otwarta i potrwa jeszcze do 15 stycznia. Aby wziąć w niej udział, należy się zarejestrować na stronie programu i spróbować swoich sił w specjalnie zaprojektowanej grze alternatywnej rzeczywistości. Uczestnicy zmierzą się tam z zadaniami z zakresu biologii, chemii, astrofizyki i informatyki w czterech laboratoriach naukowych.

Gra pozwala nam zweryfikować wiedzę i kreatywność w rozwiązywaniu naukowych problemów. Uczniów, którzy najlepiej sobie poradzą z naszymi zagadkami, zapraszamy później do kolejnych etapów – mówi Martyna Strupczewska.

Inspiracją do innowacyjnego, wirtualnego sposobu rekrutacji były najlepsze programy rekrutacyjne na świecie np. Centrali Łączności Rządowej w Wielkiej Brytanii. W trakcie gry uczestnik dostaje zaszyfrowane wskazówki i zagadki o zwiększającym się poziomie trudności. Na wynik nie wpływa szybkość odpowiedzi, lecz umiejętność wykorzystywania informacji z różnych źródeł i kreatywne podejście do rozwiązania problemów. Gra ma wyłonić zwycięzców cechujących się wysokim ilorazem inteligencji, zdolnością myślenia „out of the box” i szybkiego łączenia faktów.

Uczestnicy, którzy najlepiej poradzą sobie w tym etapie, zostaną poproszeni o przesłanie aplikacji ze swoimi osiągnięciami. Spośród nich, 50 uczestników otrzyma zaproszenie na letni obóz naukowy, w trakcie którego będą mogli rozwijać swoje zainteresowania pod okiem praktyków i naukowców.

– Sam obóz jest niesamowitą przygodą – to dwa tygodnie wypełnione zajęciami praktycznymi i teoretycznymi. To szansa na spotkanie z rówieśnikami, którzy mają takie same zainteresowania, możliwość wymiany doświadczeń i pomysłów. Jest to również szansa na spotkanie się z młodymi naukowcami, którzy potrafią ciekawie przekazywać wiedzę i inspirować do rozwoju – mówi Martyna Strupczewska.

Dziesiątka najlepszych uczestników obozu ma szansę na 10-miesięczne, indywidualne konsultacje naukowe z profesjonalistami, szyte na miarę każdego z nich. Natomiast trójka najlepszych otrzyma stypendium naukowe, które wynosi 40 tys. zł.

Do tej pory w czterech takich obozach udział wzięło 200 uczniów w wieku 15–19 lat, z których 40 zostało laureatami nagrody głównej, a 9 otrzymało stypendia naukowe.

– Możemy się już pochwalić naprawdę dużą rzeszą uczniów, którzy próbowali swoich sił. Do dotychczasowych edycji zarejestrowało się ponad 25 tys. uczestników. Zainteresowanie stale rośnie – mówi Martyna Strupczewska.

Jak podkreśla, ADAMED uważnie śledzi dokonania swoich stypendystów. Większość z nich studiuje już na najbardziej prestiżowych polskich i zagranicznych uczelniach, część prowadzi pierwsze, własne projekty naukowe.

– Wyedukowana młodzież jest siłą napędową i ma wpływ na wszystko, co się wydarzy w przyszłości, kształtuje tę przyszłość. Wiemy, że odpowiednie wsparcie, w dobrym momencie, kiedy młodzi ludzie stoją przed wyborami, zastanawiają się, jakie decyzje podjąć, jest kluczowe. Stąd pomysł na promowanie nauki i wspieranie tych najzdolniejszych, żeby mieli odpowiedni kapitał, aby móc rozpocząć naprawdę ciekawą karierę naukową – mówi kierownik programu ADAMED SmartUP.

2,5 mln użytkowników wieczystych stało się właścicielami gruntów. W najbliższych miesiącach otrzymają urzędowe poświadczenie

0

2,5 mln użytkowników wieczystych stało się właścicielami gruntów. W najbliższych miesiącach otrzymają urzędowe poświadczenie 2

Od 1 stycznia br. użytkowanie wieczyste gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe automatycznie przekształciło się we własność. Ok. 2,5 mln właścicieli domów jednorodzinnych i mieszkań, którzy byli użytkownikami wieczystymi, z mocy prawa uwłaszczyło się na gruncie, na którym znajduje się ich nieruchomość. Maksymalnie w ciągu roku powinni otrzymać urzędowe poświadczenie przekształcenia. Płaconą dotychczas opłatę za użytkowanie wieczyste zastąpi tzw. opłata przekształceniowa, odprowadzana w 20 rocznych ratach. W przypadku jednorazowej spłaty można skorzystać z dużej ulgi.

– Użytkowanie wieczyste przechodzi do historii. To relikt PRL-u, nieprzystający do gospodarki rynkowej. Użytkowanie wieczyste było ustanawiane pod budownictwo mieszkaniowe w okresie PRL-u, kiedy nikt nie miał wyodrębnionych mieszkań, nikt nie był właścicielem mieszkania, bo własności była kolektywna, stąd i grunt był w użytkowaniu wieczystym. Obecnie zaś mamy kuriozalną sytuację, w której jesteśmy właścicielem mieszkania czy domu, ale nie jesteśmy właścicielem gruntu – i z tym raz na zawsze kończymy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Soboń, sekretarz stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju.

Zgodnie z ustawą, która weszła w życie 5 października 2018 roku, z początkiem stycznia użytkowanie wieczyste gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe automatycznie przekształciło się we własność. To oznacza, że właściciele domów jednorodzinnych i mieszkań, którzy byli użytkownikami wieczystymi, automatycznie uwłaszczyli się na gruncie, na którym znajduje się ich nieruchomość. Według danych Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju, nowe przepisy obejmą ok. 2,5 mln osób, które dotychczas co roku płaciły opłatę za użytkowanie wieczyste gruntu w wysokości 1 proc. jego wartości.

 Po 1 stycznia żaden Polak nie musi się już zastanawiać, co by było, gdyby umowa użytkowania wieczystego wygasła, bo automatycznie staje się właścicielem. Ta własność jest związana z odpłatnością, aby to rozwiązanie było w pełni zgodne z Konstytucją i zasadami państwa prawa. Jednak płatność jest ograniczona w czasie – jest to 20 opłat rocznych, przy których można skorzystać z bonifikat – mówi Artur Soboń.

Zgodnie z ustawą dotychczasowi użytkownicy wieczyści stają się właścicielami (bądź współwłaścicielami) gruntów z automatu i nie muszą robić w zasadzie nic. Płaconą do tej pory opłatę za użytkowanie wieczyste zastąpi tzw. opłata przekształceniowa. Będzie odprowadzana w 20 rocznych ratach. Ich wysokość równa się opłacie rocznej z tytułu użytkowania wieczystego, która obowiązywałaby w dniu przekształcenia, czyli 1 stycznia 2019 roku.

W przypadku jednorazowej spłaty ustawa zakłada bonifikaty dla właścicieli domów i mieszkań. W przypadku państwowych gruntów jej wysokość sięga 60 proc., natomiast samorządy mają możliwość samodzielnego określenia wysokości takiej ulgi.

– Jedno jest pewne – po likwidacji użytkowania wieczystego żaden użytkownik wieczysty nie dostanie już z urzędu miasta informacji, że jego stawka opłaty wzrosła np. o 500 proc. – podkreśla Artur Soboń.

W ciągu 12 miesięcy dotychczasowi użytkownicy wieczyści powinni otrzymać urzędowe zaświadczenie, które będzie potwierdzać przekształcenie użytkowania wieczystego we własność. Zostanie wysłane na adres wskazany w ewidencji gruntów i budynków. Zaświadczenia z urzędu otrzymają sądy rejonowe, które na tej podstawie będą musiały dokonać odpowiednich wpisów w księgach wieczystych.

– W tym zaświadczeniu właściciele mieszkań i domów, którzy uwłaszczyli się na danym gruncie, otrzymają informacje o wysokości opłaty za przekształcenie. Ona nie będzie ani o złotówkę wyższa niż ta, którą płacili za użytkowanie wieczyste. Nie ma mowy o żadnych dodatkowych opłatach. Ci, którzy będą mogli i chcieli skorzystać z bonifikaty, po otrzymaniu zaświadczenia składają odpowiedni wniosek i wówczas Urząd Miasta wyliczy im kwotę, którą powinni zapłacić, a sprawa będzie załatwiona raz na zawsze – mówi sekretarz stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju.

Ok. 2,5 mln użytkowników wieczystych stało się właścicielami gruntów. W najbliższych miesiącach otrzymają urzędowe poświadczenie

Ok. 2,5 mln użytkowników wieczystych stało się właścicielami gruntów. W najbliższych miesiącach otrzymają urzędowe poświadczenie 3

Od 1 stycznia br. użytkowanie wieczyste gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe automatycznie przekształciło się we własność. Ok. 2,5 mln właścicieli domów jednorodzinnych i mieszkań, którzy byli użytkownikami wieczystymi, z mocy prawa uwłaszczyło się na gruncie, na którym znajduje się ich nieruchomość. Maksymalnie w ciągu roku powinni otrzymać urzędowe poświadczenie przekształcenia. Płaconą dotychczas opłatę za użytkowanie wieczyste zastąpi tzw. opłata przekształceniowa, odprowadzana w 20 rocznych ratach. W przypadku jednorazowej spłaty można skorzystać z dużej ulgi.

– Użytkowanie wieczyste przechodzi do historii. To relikt PRL-u, nieprzystający do gospodarki rynkowej. Użytkowanie wieczyste było ustanawiane pod budownictwo mieszkaniowe w okresie PRL-u, kiedy nikt nie miał wyodrębnionych mieszkań, nikt nie był właścicielem mieszkania, bo własności była kolektywna, stąd i grunt był w użytkowaniu wieczystym. Obecnie zaś mamy kuriozalną sytuację, w której jesteśmy właścicielem mieszkania czy domu, ale nie jesteśmy właścicielem gruntu – i z tym raz na zawsze kończymy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Soboń, sekretarz stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju.

Zgodnie z ustawą, która weszła w życie 5 października 2018 roku, z początkiem stycznia użytkowanie wieczyste gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe automatycznie przekształciło się we własność. To oznacza, że właściciele domów jednorodzinnych i mieszkań, którzy byli użytkownikami wieczystymi, automatycznie uwłaszczyli się na gruncie, na którym znajduje się ich nieruchomość. Według danych Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju, nowe przepisy obejmą ok. 2,5 mln osób, które dotychczas co roku płaciły opłatę za użytkowanie wieczyste gruntu w wysokości 1 proc. jego wartości.

 Po 1 stycznia żaden Polak nie musi się już zastanawiać, co by było, gdyby umowa użytkowania wieczystego wygasła, bo automatycznie staje się właścicielem. Ta własność jest związana z odpłatnością, aby to rozwiązanie było w pełni zgodne z Konstytucją i zasadami państwa prawa. Jednak płatność jest ograniczona w czasie – jest to 20 opłat rocznych, przy których można skorzystać z bonifikat – mówi Artur Soboń.

Zgodnie z ustawą dotychczasowi użytkownicy wieczyści stają się właścicielami (bądź współwłaścicielami) gruntów z automatu i nie muszą robić w zasadzie nic. Płaconą do tej pory opłatę za użytkowanie wieczyste zastąpi tzw. opłata przekształceniowa. Będzie odprowadzana w 20 rocznych ratach. Ich wysokość równa się opłacie rocznej z tytułu użytkowania wieczystego, która obowiązywałaby w dniu przekształcenia, czyli 1 stycznia 2019 roku.

W przypadku jednorazowej spłaty ustawa zakłada bonifikaty dla właścicieli domów i mieszkań. W przypadku państwowych gruntów jej wysokość sięga 60 proc., natomiast samorządy mają możliwość samodzielnego określenia wysokości takiej ulgi.

– Jedno jest pewne – po likwidacji użytkowania wieczystego żaden użytkownik wieczysty nie dostanie już z urzędu miasta informacji, że jego stawka opłaty wzrosła np. o 500 proc. – podkreśla Artur Soboń.

W ciągu 12 miesięcy dotychczasowi użytkownicy wieczyści powinni otrzymać urzędowe zaświadczenie, które będzie potwierdzać przekształcenie użytkowania wieczystego we własność. Zostanie wysłane na adres wskazany w ewidencji gruntów i budynków. Zaświadczenia z urzędu otrzymają sądy rejonowe, które na tej podstawie będą musiały dokonać odpowiednich wpisów w księgach wieczystych.

– W tym zaświadczeniu właściciele mieszkań i domów, którzy uwłaszczyli się na danym gruncie, otrzymają informacje o wysokości opłaty za przekształcenie. Ona nie będzie ani o złotówkę wyższa niż ta, którą płacili za użytkowanie wieczyste. Nie ma mowy o żadnych dodatkowych opłatach. Ci, którzy będą mogli i chcieli skorzystać z bonifikaty, po otrzymaniu zaświadczenia składają odpowiedni wniosek i wówczas Urząd Miasta wyliczy im kwotę, którą powinni zapłacić, a sprawa będzie załatwiona raz na zawsze – mówi sekretarz stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju.

Zażegnanie wojny handlowej najważniejsze dla światowych gospodarek. To może być recepta na pogarszającą się koniunkturę

Zażegnanie wojny handlowej najważniejsze dla światowych gospodarek. To może być recepta na pogarszającą się koniunkturę 4

Po ostatnich rozmowach Donalda Trumpa z Xi Jinpingiem świat nabrał nadziei na zakończenie walki na cła między Waszyngtonem a Pekinem, pod znakiem której stał ubiegły rok. Tymczasem kolejne organizacje zdążyły obniżyć prognozy wzrostu gospodarczego dla większości krajów, a informacje z polskiego przemysłu zaczynają niepokoić ekonomistów. Zdaniem przedstawiciela OECD Rafała Kierzenkowskiego wolny handel to jeden z warunków dalszego rozwoju ekonomicznego na świecie.

Główne wyzwanie jest takie, żeby postarać się utrzymać światowy wzrost gospodarczy, pomimo pojawiających się trendów pewnego spowolnienia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Kierzenkowski, starszy doradca w gabinecie sekretarza generalnego OECD. – Ważne jest, żeby motorem tego wzrostu były bardziej inwestycje, ponieważ one tworzą element trwałości wzrostu gospodarczego, są kluczowym warunkiem. Większe inwestycje spowodują wzrost wydajności pracy, z czym wiąże się też wzrost płac.

W listopadzie 2018 roku OECD ponownie obniżyło swoje prognozy wzrostu zarówno dla większości gospodarek świata, jak i globalnego PKB. Ten ostatni ma spaść w 2019 roku do 3,5 proc. z 3,7 proc. Jeszcze we wrześniu organizacja przekonana była, że ubiegłoroczny wynik uda się powtórzyć, a w maju ub.r. przewidywała wzrost na poziomie 3,9 proc. Gospodarki strefy euro mają urosnąć średnio o 1,8 proc. (prognoza z września to 1,9 proc.). Obniżone prognozy na 2019 rok odzwierciedlają pogarszające się perspektywy głównie dla rynków wschodzących, takich jak Turcja, Argentyna i Brazylia. Dalsze spowolnienie w 2020 roku spowodowane będzie bardziej zmianami w gospodarkach rozwiniętych ze względu na spadek wolumenu wymiany międzynarodowej, który będzie wywołany wzrostem ceł na skutek wojny handlowej USA z Chinami, a także wycofywaniem się banków centralnych ze wsparcia monetarnego i fiskalnego.

– Możliwość rozwiązania napięć w handlu międzynarodowym spowoduje większy wzrost zaufania, a to będzie też powodować, że wzrost gospodarczy poprzez inwestycje i konsumpcję będzie mógł się utrzymać – uważa Rafał Kierzenkowski. – Korzyści płynące z handlu międzynarodowego są rozdzielane pomiędzy wszystkich uczestników tego handlu. Polegają one na pewnej specjalizacji międzynarodowej. Chodzi o to też, żeby tym grupom zawodowym, które muszą przejść do innych sektorów, państwa jak najbardziej pomogły.

Jak podaje Eurostat, w 2017 roku wartość prowadzonego przez 28 państw Unii Europejskiej międzynarodowego handlu towarami z zagranicą (suma zewnętrznego eksportu i importu) wyceniono na 3,735 bln euro. Zarówno import, jak i eksport przekraczały poziomy z 2016 roku, przy czym wzrost wielkości eksportu (134 mld euro) był nieco mniejszy niż wzrost importu (143 mld euro). W efekcie utrzymano nadwyżkę handlową UE-28, jednak zmniejszyła się ona z 32 mld euro w 2016 roku do 23 mld euro w 2017 roku.

– Unia Europejska bardzo aktywnie rozwija umowy handlowe z państwami trzecimi. Rozwój tych układów handlowych, ostatnio z Japonią, otwiera nowe rynki dla firm europejskich i to jest jak najbardziej korzystny trend dla firm europejskich. Pewne napięcia w stosunkach handlowych, nawet jeśli następują one między krajami spoza UE, dotykają też firmy europejskie, dlatego że łańcuchy globalnych wartości powodują, że wszystkie firmy teraz są bardzo mocno ze sobą powiązane – tłumaczy doradca sekretarza generalnego OECD. – Chodzi o to, żeby Europa była bardzo aktywnym partnerem w tych dyskusjach, tak żeby firmy europejskie też mogły skorzystać na poprawie sytuacji handlowej.

We wrześniu 2018 roku Światowa Organizacja Handlu (WTO) obniżyła swoje prognozy wzrostu światowego handlu do 3,9 proc. Jak wskazano, przyczyną wolniejszego niż prognozowany tempa, z jakim będzie się rozwijał światowy handel, jest właśnie zwiększenie napięć handlowych między największymi gospodarkami i wzrost niepewności na głównych rynkach kredytowych. Z kolei w 2019 roku nastąpić ma dalsze spowolnienie tempa wzrostu do 3,7 proc. Jednak zawieszenie broni między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, mające trwać od początku grudnia przez 90 dni, o ile zakończy się porozumieniem, może ten spadek zahamować.

Dla Polski głównym partnerem handlowym są inne kraje UE, przede wszystkim Niemcy. Między styczniem a październikiem 2018 roku eksport Polski wzrósł o 6,5 proc. do 183 mld euro, zaś import zwiększył się o 9,5 proc. do 186,2 mld euro. Kraje rozwinięte odpowiadały za 87 proc. polskiego eksportu, w tym UE za 80,2 proc., a Niemcy za 28 proc. Wszystkie te udziały wzrosły w stosunku do takiego samego okresu rok wcześniej.

– Polscy producenci, jeżeli popatrzymy na relacje handlowe w ramach UE, są bardzo mocno powiązani z partnerami niemieckimi. Wiemy, że Niemcy z kolei grają rolę eksportera na rynki światowe, więc to, co się dzieje na rynkach światowych, dotyka pośrednio polskich producentów polskich – wyjaśnia przedstawiciel OECD.

Jak ważna dla polskiej gospodarki jest kondycja partnera zza Odry i Nysy pokazał ostatni odczyt PMI za grudzień 2018 roku. Przez spadek zamówień z Niemiec wskaźnik nastrojów menadżerów zajmujących się zakupami w firmach przemysłowych spadł do poziomu najniższego od 2009 roku i już drugi miesiąc z rzędu utrzymuje się poniżej granicy 50 pkt, co oznacza pogorszenie warunków w sektorze producenckim.

– Przed kryzysem finansowym handel światowy rósł w dwukrotnie szybszym tempie aniżeli gospodarka światowa – przypomina Rafał Kierzenkowski. – Po kryzysie finansowym, na przestrzeni ostatnich 10 lat handel rozwija się w tym samym tempie co gospodarka światowa. Nastąpiło podzielenie przez dwa tego wzrostu handlu światowego, więc jeżeli uda się rozładować te napięcia handlowe, wówczas powinien być to dobry rok.

W tym roku do użytku zostanie oddanych niemal 500 kilometrów nowych dróg. Kończymy budowę szkieletu autostrad i dróg ekspresowych

W tym roku do użytku zostanie oddanych niemal 500 kilometrów nowych dróg. Kończymy budowę szkieletu autostrad i dróg ekspresowych 5

W 2018 roku w Polsce przybyło ponad 321 km nowych dróg, a w realizacji było łącznie 113 inwestycji o długości ponad 1,4 tys. km. Na ukończeniu jest już cały szkielet budowy dróg krajowych i autostrad. Także w najbliższych latach oddane do użytku zostaną m.in. ostatnie fragmenty autostrady A1 i A2 oraz ciągi dróg ekspresowych na wschodzie kraju. Obecnie najważniejsze dokończenie S7 wraz z obwodnicą Krakowa i Warszawy oraz budowa Via Carpatia – mówi Jarosław Wielopolski z Multiconsult Polska.

– Rok 2018 był okresem prawdziwego boomu inwestycyjnego, wreszcie mamy do czynienia z prawdziwymi inwestycjami drogowymi. To drugi rok prawdziwego działania. Pierwsze przygotowania w latach 2015–2016 to była budowa rzędu kilkudziesięciu kilometrów dróg krajowych i autostrad, w 2017 roku – 360 km i 320 km w 2018 roku. To już są godne poziomy, a firmy stają w obliczu prawdziwych wyzwań inwestycyjnych i organizacyjnych – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jarosław Wielopolski, prezes Multiconsult Polska.

Obecnie w Polsce sieć dróg szybkiego ruchu liczy 3 730,7 km, w tym 1 638,5 km autostrad i 2 092,2 km dróg ekspresowych. W 2018 roku oddano do użytku 320 km nowych tras. Najdłuższą udostępnioną drogą jest S3, dzięki której połączono niemal północ z południem kraju. W ubiegłym roku powstało też 87 km trasy S7 i 38 km S5. W 2019 roku ma zostać otwartych 390 km nowych dróg ekspresowych – S5 oraz S7 oraz S6. Gotowa ma być także autostrada A1 – uruchomione zostaną trzy kolejne odcinki między Częstochową a Katowicami (Blachownia–Zawodzie, Woźniki–Pyrzowice oraz Zawodzie–Woźniki).

– Zamówiono też dla autostrady A2 ostatni odcinek koncepcji programowej od Mińska przez Siedlce, Białą Podlaską, aż do granicy państwa. Kiedy będzie gotowy projekt, będzie można przystąpić do postępowań przetargowych na budowę ostatniego odcinka autostrady A2. Będziemy mieli wówczas kompletną oś autostrad, autostrada A2 wschód – zachód, autostrada A4 wschód – zachód i kończymy autostradę A1 – wskazuje Jarosław Wielopolski.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zapowiada, że w 2019 roku dokończonych ma być 36 inwestycji. W pierwszej połowie roku ma to być m.in. 9 km drogi ekspresowej S51 wokół Olsztyna, obwodnica Suwałk w ciągu drogi S61, odcinek S8 od Radziejowic do Przeszkody oraz pierwsze kilometry trasy S6. Nieco później gotowe będą dwa odcinki S17 Warszawa–Lublin, część S3, S5, S7 i S10. W czwartym kwartale oddanych ma być łącznie blisko 240 km. Łącznie w 2019 roku kierowcy mają mieć do dyspozycji niemal pół tysiąca kilometrów nowych dróg.

– Front robót już jest na tyle rozbudowany, że powinno się to udać. To jest poziom, który osiągnęliśmy już w poprzedniej perspektywie, więc specjalnych zagrożeń dla tych inwestycji nie widzę – ocenia Wielopolski.

Jak podkreśla ekspert, oprócz gotowego szkieletu autostrad (po ukończeniu A1 i A2) gotowe będą też drogi krajowe, które połączą największe miasta.

– Najważniejsze jest dokończenie S7, czyli od Gdańska poprzez Warszawę do Krakowa, wraz z całą obwodnicą Krakowa i Warszawy. To także połączenie S8, zakończenie odcinka obwodnicy warszawskiej, który jest na pewno najbardziej skomplikowany – mówi prezes Multiconsult Polska.

Priorytetową inwestycją dla rządu jest budowa Via Carpatia, czyli międzynarodowego szlaku od Litwy, przez Białystok, Lublin, Rzeszów, słowackie Koszyce, węgierski Debreczyn do Rumunii, Bułgarii i Grecji.

– Bardzo cenna jest budowa Via Carpatia, czyli S19 od granicy państwa, Barwinek – Dukla, aż do granic północnych. Myślę, że cały region zachodni będzie miał dokończoną S5, dzięki czemu będzie połączony autostradami i drogami szybkiego ruchu. Te podstawowe drogi zapewnią nam pełną komunikację całego kraju – przekonuje Jarosław Wielopolski.

Polska gospodarka nie jest gotowa na rezygnację z węgla. Walkę ze smogiem musi zacząć od poprawienia systemów monitoringu jakości powietrza

Polska gospodarka nie jest gotowa na rezygnację z węgla. Walkę ze smogiem musi zacząć od poprawienia systemów monitoringu jakości powietrza 6

Smog staje się coraz większym problemem naszego kraju. Wygaszenie elektrowni węglowych mogłoby ograniczyć emisję trujących substancji do atmosfery, lecz sektor energetyczny jest wciąż zbyt mocno uzależniony od paliw kopalnych. Budowa elektrowni atomowej pomogłaby odciąć się od węgla, jednak jej powstanie to długotrwały, kosztowny proces. W okresie przejściowym w walce ze szkodliwymi skutkami smogu pomogłoby stworzenie gęstej sieci czujników jakości powietrza, które ostrzegałyby obywateli o lokalnym przekroczeniu poziomu norm zanieczyszczenia.

– W Polsce jest to problem numer jeden, ponieważ dopiero teraz pokazujemy ludziom, czym tak naprawdę jest smog i jak z nim walczyć. Powodów, dla których opieramy gospodarkę na węglu i będziemy dalej opierać, jest wiele. W kopalniach zatrudnionych jest około 100 tys. osób, a udział węgla w wytwarzaniu energii w Polsce wynosi około 80 proc. Przeliczając górników, ich rodziny, osoby zaangażowane w handel węglem, robi się całkiem spora liczba wyborców, którym polityka wygaszania kopalni na pewno się nie spodoba – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Patryk Brzozowski z Syngeos Global Innovative Solutions.

W najbliższych latach całkowita rezygnacja z elektrowni węglowych, a co za tym idzie – z wydobycia tego surowca, nie jest możliwa. Problem stanowi nie tylko wielkość samej branży, lecz także brak stosownej alternatywy dla paliw kopalnych – budowa pierwszej polskiej elektrowni atomowej opóźnia się, a udział energii odnawialnej w całkowitym zużyciu energii wynosi zaledwie 11 proc. To nie wystarczy do szybkiego uniezależnienia Polski od węgla oraz zauważalnego zredukowania poziomu zanieczyszczenia powietrza.

Na problem smogu coraz częściej zwracają uwagę lokalne samorządy, które inwestują w czujniki jakości powietrza. Dzięki nim mieszkańcy wiedzą, kiedy warto korzystać z masek antysmogowych albo unikać wychodzenia z domów. Pod koniec roku Urząd Miejski w Mielcu zamontował na budynku Domu Kultury wyświetlacze pokazujące aktualny poziom zanieczyszczenia powietrza. Z kolei przedstawiciele opolskiego urzędu marszałkowskiego opracowali projekt zintegrowanego systemu zarządzania ochroną powietrza obejmujący 30 gmin.

Samo wdrożenie odpowiednich programów ochronnych nie wystarczy. Trzeba opracować czujniki, które zapewnią wiarygodne odczyty. Firma Syngeos zaprojektowała certyfikowaną stację pomiarową, która sprawdzi się w takich zintegrowanych systemach pomiarowych. Urządzenie mierzy poziom pyłów zawieszonych PM2,5 i PM10, ciśnienie, wilgotność oraz temperaturę powietrza. Stację wyposażono w czujniki laserowe oraz zintegrowano z aplikacją mobilną.

– Naszym największym wyzwaniem było stworzenie jednolitego pomiaru i maksymalnego zbliżenia naszych wyników do referencyjnych stacji WIOŚ i GIOŚ. Rozwiązaliśmy ten problem, tworząc certyfikowaną stację pomiarową. Stworzone przez nas urządzenie to coś więcej niż zwykły czujnik, to prawdziwa stacja pomiarowa dokonująca pomiarów w czasie rzeczywistym, wspomagająca bardzo dziurawy jeszcze system państwowych stacji pomiarowych oraz eliminująca bardzo dużą liczbę urządzeń, które wprowadzają mieszkańców oraz ludzi korzystających z różnych typów aplikacji w błąd – tłumaczy ekspert.

Zanieczyszczenia występują nie tylko w powietrzu, wnikają także do gleb oraz wód. Kolejnym krokiem firm opracowujących czujniki jakości powietrza, będzie stworzenie urządzeń pomiarowych, które pozwolą zbadać jednocześnie zanieczyszczenie w powietrzu, wodzie oraz ziemi. Dzięki nim samorządy mogłyby w sposób kompleksowy zadbać o zdrowie swoich mieszkańców.

Dopełnieniem rozbudowanej sieci informacji o zanieczyszczeniach są także systemy oczyszczania powietrza, które coraz częściej pojawiają się w polskich miejscowościach.

– Inicjatywa budowy sieci monitorującej jakość powietrza w Polsce wychodzi od dwóch miast: Katowic oraz Poznania. Serca Śląska i Wielkopolski podjęły się przedsięwzięcia stworzenia zintegrowanej sieci sensorów jakości powietrza, łącznie obie aglomeracje zamontują ponad 300 czujników. Patrzymy z nadzieją w przyszłość, że tego typu działania będą sygnałem dla kolejnych miast i w najbliższych perspektywach zbudujemy solidną sieć monitoringu naszego kraju – mówi Patryk Brzozowski.

Według szacunków firmy badawczej Market Research Engine wartość rynku urządzeń do pomiaru jakości powietrza w ciągu najbliższych lat będzie rosła w tempie 8,5 proc., a do 2022 roku przekroczy wartość 6,1 mld dol.

Polska wśród największych producentów gęsiny w Europie. Coraz większe ilości trafiają do konsumpcji w kraju

Polska wśród największych producentów gęsiny w Europie. Coraz większe ilości trafiają do konsumpcji w kraju 7

Polska to jeden z największych producentów i eksporterów gęsiny. Produkujemy blisko 8 mln sztuk gęsi, czyli 45 tys. ton. Zdecydowana większość trafia na eksport. Od lat największymi odbiorcami mięsa gęsiego produkowanego w Polsce byli Niemcy i Francuzi. W 2018 roku największym importerem stał się Hongkong. Rośnie też krajowa konsumpcja. Jeszcze kilka lat temu statystyczny Polak zjadał zaledwie 17 gramów gęsiny – obecnie to już prawie 20-krotnie więcej.

– Produkcja mięsa gęsiego w Polsce w ostatnich latach wzrasta. Aby się utrzymać w naszych gospodarstwach, musimy zwiększać naszą produkcję, podobnie jest z gęsiną. Produkujemy jej około 45 tys. ton w tej chwili, co stanowi około 8 mln sztuk. Gospodarstwa, w których hodowane są gęsi, zwiększają też ich liczbę. Kiedyś to było 5 tys. średnio w jednym gospodarstwie, dzisiaj już nawet do 30 tys. gęsi – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krystyna Ziejewska, prezes Iławskiego Stowarzyszenia Producentów Gęsi.

Polska należy do największych producentów gęsiny w Europie. Zdecydowana większość tego mięsa trafia na eksport. Przez lata największymi odbiorcami mięsa gęsiego produkowanego w Polsce byli Niemcy i Francuzi – w 2017 roku wartość eksportu gęsiny z Polski wyniosła 90,4 mln euro, przy czym za 75 mln euro odpowiadał rynek niemiecki. Dane z 2018 roku wskazują, że obecnie największym wartościowo importerem polskiej gęsiny stał się Hongkong. Krajowa Izba Producentów Drobiu i Pasz podaje, że tylko przez pierwsze siedem miesięcy 2018 roku udział gęsiny w eksporcie drobiu do Hongkongu stanowił ponad 8 proc. W wywozie drobiu ogółem do wszystkich odbiorców zagranicznych wynosił zaś ok. 0,5 proc.

– Rok 2017 w eksporcie był nieco słabszy ze względu na ptasią grypę, ale w 2018 roku ta liczba się odbudowała, w 2019 roku planujemy kolejne zwiększenie – ocenia Krystyna Ziejewska. – Z danych szacunkowych wynika, że około 10 tys. ton spożywamy w kraju.

Spożycie gęsiny w Polsce stopniowo rośnie. Choć w porównaniu do innych mięs drobiowych to wciąż niewiele, to ostatnie dane pokazują ok. 20-krotny wzrost spożycia. Iławskie Stowarzyszenie Producentów Gęsi ocenia, że jeszcze kilkanaście lat temu było to 17 gramów, a obecnie już ponad 300 gramów rocznie na osobę.

 Mamy modę na dobre, funkcjonalne żywienie, a tutaj gęś jak najbardziej znajduje swoje miejsce. Przede wszystkim jest to bardzo zdrowe mięso, o czym decyduje sposób żywienia tych zwierząt – gęś nie potrzebuje żadnych dodatków, żadnych stymulatorów wzrostu – przekonuje Krystyna Ziejewska.

Dodatkowo fakt, że przez ostatnie tygodnie gęś żywiona jest owsem, sprawia, że jej mięso ma specyficzne właściwości. Zawiera dużo białka, składników mineralnych, witaminy A, z grupy B i E, charakteryzuje się też niską zawartością tłuszczu i cholesterolu. Dzięki kwasom CLA poprawia przemianę materii.

 Oprócz dużej zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych w tłuszczu gęsim, dużo jest też cynku, krzemu, co stanowi, że mięso jest naprawdę zdrowe i polecane w niektórych chorobach takich jak Alzheimer, czy dla osób chorych na cukrzycę. Z racji żywienia zielonką tych gęsi wynika jeszcze jedna, dosyć specyficzna cecha, o której nie wszyscy wiedzą: wątróbka gęsia zawiera najwięcej witaminy K2 spośród wszystkich dostępnych na naszym rynku produktów – wskazuje Krystyna Ziejewska.

Akumulatory pojazdów elektrycznych i urządzeń mobilnych posłużą jako magazyny energii. Świat szykuje się do transformacji energetycznej

Akumulatory pojazdów elektrycznych i urządzeń mobilnych posłużą jako magazyny energii. Świat szykuje się do transformacji energetycznej 8

Z powodu zanieczyszczeń powietrza na świecie umiera 7 mln osób rocznie. Za zdecydowaną większość emisji dwutlenku węgla odpowiada produkcja energii. Stopniowo jednak coraz więcej krajów przechodzi na energię z odnawialnych źródeł energii. Problemem jednak jest jej gromadzenie. Akumulatory litowe, znacznie bardziej żywotne i wydajne niż klasyczne, mogłyby napędzić rozwój elektromobilności. Nawet przy wykorzystaniu w samochodach mogłyby służyć jako magazyny energii, a poddane recyclingowi – być źródłem metali ziem rzadkich.

– Chcemy ograniczyć emisję dwutlenku węgla, przechodząc na czystą energię wodną czy wiatrową. Zasadnicza różnica polega na tym, że w przypadku ropy naftowej, węgla i gazu energia jest kumulowana i wykorzystywana wtedy, gdy jest potrzebna. W przypadku czystej energii słońce wytwarza ją, gdy świeci, a wiatr – gdy wieje, a kiedy ich nie ma, nie ma też energii. Aby transformacja była możliwa, trzeba gromadzić energię. W tym celu dobrą alternatywą są akumulatory litowe – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Kees Koolen, prezes Lithium Werks.

Zły stan ekosystemu wymusza zmiany na globalnym rynku energii, te jednak następują zbyt wolno. Aby utrzymać globalne ocieplenie na poziomie poniżej 2 stopni Celsjusza, konieczne jest stopniowe odejście od paliw kopalnianych na odnawialne źródła energii. Choć w 2017 roku, jak wynika z raportu sieci REN21, niemal 70 proc. oddanych do użytku nowych mocy wytwórczych stanowiły źródła odnawialne, to wciąż jeszcze dominują tradycyjne źródła energii.

Ogniwa litowo-jonowe, które wykorzystywane są m.in. w smartfonach, elektronarzędziach, rowerach elektrycznych, pojazdach użytkowych czy nawet statkach, mogą też znaleźć zastosowanie jako magazyny energii. Coraz częściej mówi się również o wykorzystaniu akumulatorów wodorowych. Zainteresowaniem naukowców cieszą się również akumulatory przepływowe czy superkondensatory, które przechowują energię za pomocą zjawiska elektrostatycznego, a nie elektrochemicznego.

– Myślę, że za 30 lat nie powinniśmy już spalać paliw kopalnych, a jeśli mielibyśmy nadal z nich korzystać, to na pewno w dużo mniejszym stopniu niż dzisiaj. Już 10 lat temu pojawił się trend w kierunku korzystania z energii słonecznej, wiatrowej i wodnej. Aby odpowiednio wykorzystywać energię, będziemy ją przechowywać w akumulatorach, ogniwach wodorowych, w wodzie. Będziemy np. używać energii z wody do ogrzewania domu, energii z akumulatorów do jego oświetlania. Ten nowy świat będzie wyglądał zupełnie inaczej – podkreśla ekspert.

Z danych WHO wynika, że co roku z powodu zanieczyszczeń powietrza na świecie umiera 7 mln osób. Pył PM2,5 tylko w Unii Europejskiej przyczynia się do 470 tys. zgonów, z czego ok. 10 proc. z nich – w Polsce. Dla porównania, nowotwory, które są drugim zabójcą w naszym kraju, odpowiadają za ok. 100 tys. zgonów. Dzięki nowoczesnym sposobom magazynowania zielonej energii, może udać się zniwelować emisję zanieczyszczeń. To jednak długotrwały proces.

– Transformacje zawsze zajmują dużo czasu. Weźmy np. samochody elektryczne – na drogach jest ich dzisiaj tylko kilka procent. W zeszłym roku samochody elektryczne stanowiły tylko 1 proc. rynku. Jeśli chodzi o magazynowanie energii i transformację energetyczną, to dopiero początek i jeszcze wiele przed nami. Transformacje najczęściej trwają dekady – 20, 30 czy 40 lat – ocenia Kees Koolen.

Carbon Tracker przewiduje, że do 2035 roku co trzeci pojazd może być już zasilany energią elektryczną, a do 2050 roku udział pojazdów elektrycznych w rynku globalnym przekroczy 60 proc. Raport CEC 2015 „Bezpieczne dla środowiska zarządzanie bateriami wycofanymi z eksploatacji od pojazdów z napędem elektrycznym w Ameryce Północnej” wskazuje zaś, że do 2030 r. będzie prawie 1,5 mln zużytych akumulatorów z pojazdów elektrycznych, a ich bazę będzie w połowie stanowił lit.

Inflacja w Polsce ponownie spada. Złoty nieco słabszy

Polacy na lokatach realnie zarobią więcej. Nie jest to jednak pozytywna informacja dla złotego.

Najnowszy szybki szacunek GUS pokazał, że dynamika cen w Polsce w grudniu wyniosła 1,1% w ujęciu rocznym, w porównaniu z odczytem 1,3% r/r odnotowanym w listopadzie. Tym samym inflacja CPI spadła jeszcze głębiej poniżej granicy wyznaczonej przez dolne widełki celu inflacyjnego NBP (2,5% z odchyleniami +/- 1 p.p.).

Nie powinno to jednak wpłynąć na istotne zmiany w retoryce Rady Polityki Pieniężnej. Może jedynie utwierdzić decydentów, że obecne stanowisko „wait-and-see” jest właściwe. Mimo, że inflacja jest wyraźnie niższa od celu inflacyjnego, trudno sobie obecnie wyobrazić obniżki stóp procentowych. Ostatnie, silne spadki dynamiki CPI nie są w większości związane ze słabnięciem wewnętrznej presji cenowej, a ze zmianami cen żywności i energii, zależnymi w znacznym stopniu od czynników zewnętrznych i obserwowanymi również w innych krajach.

Dziś złoty jest nieco słabszy. Częściowo tę słabość powiązać można właśnie z odczytem niskiej inflacji, która nie sprzyja rychłym podwyżkom stóp procentowych ze strony RPP.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek spadł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,28-4,31. Złoty w parze ze wspólną europejską walutą cały czas nie charakteryzuje się zbyt wysoką zmiennością. Co tyczy się pary EUR/USD: euro wczoraj zyskało w parze z dolarem amerykańskim, odrabiając część ostatnich strat.

Euro obecnie radzi sobie względnie dobrze, chociaż dziś skala umocnienia waluty do dolara wyraźnie spadła. Co więcej, euro rano zyskiwało do amerykańskiej waluty przede wszystkim dlatego, że poranne spadki USD były silniejsze niż spadki EUR. Brak impulsu do wzrostu nie powinien dziwić – rozczarowują kolejne dane ze strefy euro.

Dzisiejsza rewizja grudniowego szacunku PMI dla usług nie przyniosła pozytywnych zaskoczeń, indeks znalazł się na nieznacznie niższym niż wcześniej szacowany poziomie 51,2. Zgodnie z tą miarą aktywność w sektorze w strefie euro była w grudniu najniższa od czterech lat. Dziś rozczarowuje również inflacja – ceny we wspólnym bloku rosły w grudniu o 1,6% rocznie wobec wzrostu 1,9% notowanego miesiąc wcześniej. Konsensus rynkowy zakładał wzrost rzędu 1,8% rocznie. Stabilna z kolei pozostaje inflacja bazowa, która od wielu lat ma istotny problem ze wzrostem i oscyluje w okolicy 1% w ujęciu rocznym – właśnie taką dynamikę zarejestrowała w grudniu.

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek wzrósł o 0,5%, wahając się w widełkach 4,73-4,77. Wczoraj brytyjska waluta radziła sobie względnie dobrze i zyskiwała również w relacji do głównych walut. Funt odrabiał straty po ostatniej wyprzedaży związanej z odwrotem od ryzyka, która wzmacniała waluty „safe-haven”, takie jak dolar amerykański, czy jen japoński.

Wczorajsze dane PMI dla sektora budowlanego w Wielkiej Brytanii były bardzo zbliżone do oczekiwań i sugerują umiarkowane tempo ekspansji sektora. Dzisiejszy indeks PMI dla najważniejszego sektora tego kraju, czyli usług, zaskoczył na lekki plus i wyniósł 51,2 wobec oczekiwanego poziomu 50,7 i 50,4 notowanego miesiąc wcześniej. Dane są lepsze od oczekiwań, jednak niekoniecznie dobre – sugerują jedynie bardzo ograniczone tempo ekspansji sektora.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek spadł o 0,5%, wahając się w widełkach 3,76-3,80.  Wczorajsze dane z amerykańskiego rynku pracy były mieszane: z jednej strony dane ADP o zmianie zatrudnienia w sektorze prywatnym w grudniu były wyraźnie lepsze od oczekiwań (271 tys. wobec 179 tys. oczekiwanych i 157 tys. zrewidowanych w dół z 179 tys.), z drugiej negatywnie zaskoczyły cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA (231 tys. wobec 220 tys. oczekiwanych i 221 tys. zrewidowanych w górę z 216 tys.).

Jednoznacznie negatywnie wczoraj zaskoczyły natomiast szacunki aktywności. Rozczarowały dane ISM dla przemysłu USA w grudniu. Indeks w ostatnim miesiącu ubiegłego roku znalazł się na poziomie 54,1, zaliczając spadek z poziomu 57,9, notowanego miesiąc wcześniej. Indeks wskazał odczyt 54,1, notując znaczny spadek z poziomu 57,9, który osiągnął w poprzednim miesiącu. Tym samym spadł do najniższego poziomu od ponad dwóch lat.

Zmiany te są znaczące. Wygląda na to, że problemy globalnego przemysłu, które dotychczas były widoczne chociażby w strefie euro czy niektórych gospodarkach rozwiniętych ostatecznie zaczynają przekładać się na sytuację w USA. Nie jest to pierwszy sygnał – dzień wcześniej spadek do najniższego poziomu od ponad roku pokazał grudniowy odczyt indeksu PMI dla sektora USA.

Dziś uwaga inwestorów skupi się na raporcie NFP z amerykańskiego rynku pracy. Nastroje wokół niego są dość dobre, zwłaszcza, po wczorajszych świetnych danych ADP. Dziś przemawia również wielu członków FOMC, m.in. prezes Fed Jerome Powell, Raphael Bostic, Thomas Barkin oraz James Bullard.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – raport NFP z amerykańskiego rynku pracy w grudniu
  • 15:45 – wskaźnik PMI dla usług USA w grudniu
  • 16:15 – przemawia prezes Fed, Jerome Powell
  • 16:15 – przemawia Raphael Bostic z FOMC
  • 19:30 – przemawia Thomas Barkin z FOMC
  • 19:30 – przemawia James Bullard z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Pogarszają się nastroje w europejskim sektorze produkcyjnym

Przez ostatnie dwa tygodnie nie pojawiło się wiele znaczących danych makroekonomicznych. Warto jednak wspomnieć o niezbyt optymistycznym wyniku indeksu PMI. W strefie euro indeks ten zanotował spadek do poziomu 51,4 pkt., co sugeruje spowolnienie wzrostu gospodarczego. W Polsce znalazł się na poziomie 47,6 pkt. i jest to najgorszy wynik od 2013 r.

Na sytuację w całej gospodarce europejskiej składają się ryzyka lokalne – we Francji protesty tzw. żółtych kamizelek, w Niemczech nowe regulacje ekonomiczne, w Wielkiej Brytanii utrzymująca się niepewność związana z Brexitem, a we Włoszech długoterminowy niestabilny rozwój gospodarczy i polityczny. Polska jest silnie związana gospodarczo z Europą, więc pozostaje pod wpływem negatywnego sentymentu na Starym Kontynencie. Jednak trzeba podkreślić, że w Europie na razie doszło tylko do spowolnienia wzrostu gospodarczego, ale nie do jego zahamowania. Oszacowanie przyszłego rozwoju gospodarczego jest obecnie bardzo ciężkie, ponieważ wiele kluczowych dla niego decyzji pozostaje w rękach polityków. Ich decyzje mogą być zaskakujące i nie do przewidzenia. Z drugiej strony, jeśli pojawiające się problemy zostaną rozwiązane w sposób konstruktywny, to pozytywnie odzwierciedli się to we wskaźnikach, takich jak np. PMI.

W tym tygodniu złoty stosunkowo się umocnił i w piątek rano jego kurs notowany był na poziomie 4,29 EUR/PLN. Eurodolar wynosił 1,14 EUR/USD.

AKCENTA CZ a.s.

Huawei zaprezentował domowe 5G

Huawei i operator komórkowy Three UK zaprezentowały w Londynie domową łączność szerokopasmową 5G z wykorzystaniem pasma C-Band o częstotliwości 100 MHz. Dzięki temu możliwa stała się transformacja usług 5G.

Na konferencji zademonstrowano działanie najnowszych routerów szerokopasmowych Huawei – pierwsze tego typu komercyjne rozwiązanie 5G na świecie – aby umożliwić uczestnikom forum korzystanie z bardzo wymagających usług opartych na 5G, takich jak gry w chmurze i streamowanie wideo w jakości 4K.

Oczekuje się, że usługa zapewni maksymalną prędkość pobierania na poziomie 2 Gb/s, przy średniej prędkości 1 Gb/s dla pojedynczego użytkownika. Jest to następstwem udanych testów sieci, które Huawei i Three UK przeprowadziły na początku tego roku.

Huawei będzie kontynuował współpracę z firmą Three UK w celu przeprowadzenia dalszych testów usług 5G w Wielkiej Brytanii. Rozwiązania mają służyć w gęsto zaludnionych obszarach miejskich i na stacjach kolejowych, otwierając drogę do pełnego komercyjnego wykorzystania sieci 5G w 2019 roku.

Próby 5G, które dziś przeprowadziliśmy, pokazują szansę, jaką technologia ta daje rodzimemu rynkowi szerokopasmowego dostępu do Internetu. Huawei będzie kontynuował współpracę z firmą Three UK, aby zapewnić klientom więcej wiodących na rynku aplikacji komercyjnych 5G – powiedział Yang Chaobin, prezes Huawei 5G Product Line.

Co w 2019 czeka polskich przewoźników

Pakiet Mobilności wydaje się być najgorętszym tematem dyskusji wśród kierowców ciężarówek i właścicieli firm transportowych. Tymczasem nic jeszcze nie jest pewne i na wieści z Parlamentu Europejskiego trzeba będzie chwilę poczekać. Podobnie jak w przypadku nowych pomysłów dotyczących tachografów. Podczas, gdy jeden przepis nie wszedł jeszcze w życie, urzędnicy już mają kolejne rewolucyjne propozycje. Co więc zmieni się na pewno, a co może stać się nieodległą i niepokojącą przyszłością? Komentują eksperci Inelo i Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców.

Pewniaki 2019

Mateusz Włoch, ekspert firmy INELO
Mateusz Włoch, ekspert firmy INELO

Mateusz Włoch, ekspert Inelo, które dostarcza kierowcom i przewoźnikom nowoczesne rozwiązania IT zwiększające bezpieczeństwo na drodze i jakość pracy truckerów:

Pamiętajmy, że od stycznia 2019 roku zaczynają obowiązywać nowe sankcje wynikające z ustawy dotyczącej SENT, czyli obowiązkowego przekazywania informacji o przewożeniu towarów wrażliwych. Dane lokalizacyjne należy przesyłać na bieżąco, co minutę. Za naruszenie tego zapisu grożą naprawdę wysokie kary. Sankcji z tego tytułu nie uniknie kierowca – może on zapłacić od 5 do 7,5 tysiąca PLN w przypadku niedostosowania się do wymogu. Przedsiębiorca zaś może zostać obciążony aż 10 tysiącami PLN.

Pewniakiem jest też tak zwany inteligentny tachograf, który obligatoryjnie będzie montowany w nowych ciężarówkach od 15 czerwca 2019 roku. Polscy przewoźnicy dysponują jedną z najnowocześniejszych flot w Europie. Ci, którzy nabędą nowe pojazdy w drugiej połowie roku, muszą liczyć się z tym, że na ich pokładzie zamontowane będą już urządzenia nowej generacji, co może wpłynąć na większy koszt pojazdu. Nowy tachograf ma służyć nie tylko do rejestrowania czasu pracy kierowcy. Wyposażony będzie także w automatyczny zapis lokalizacji przy rozpoczęciu, zakończeniu pracy oraz co trzy godziny jazdy. Inspektorzy będą mogli również zdalnie, bez zatrzymywania pojazdu do kontroli, mieć wgląd w dane, które mogą sugerować manipulacje. Służby kontrolne zatrzymają więc konkretne, podejrzane ciężarówki. Takie działanie usprawni pracę  kontrolerów i poprawi efektywność wykrywania nielegalnych praktyk oraz zdecydowanie podniesie bezpieczeństwo na drodze.

Mariusz Skurzyński, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców w zakresie PIP:

Od nowego roku w wielu krajach UE wzrosła kwota płacy minimalnej. W Polsce wynagrodzenie to zwiększyło się o 150 PLN brutto. To istotne, gdyż płacę minimalną na umowie posiada większość pracujących za kółkiem, resztą wypłaty są dodatki z tytułu na przykład wyrównania za pracę w innych krajach lub zwrot kosztów podróży służbowej, w tym diety czy ryczałty za nocleg. Zmienia się też prawo pracy w zakresie przekazywania pensji – w pierwszej kolejności będzie ona przelewana na konto, chyba że pracownik złoży wniosek o otrzymywanie zarobionych pieniędzy do rąk własnych. Ważną informacją dla kierowców jest również fakt, że od stycznia należności z tytułu podróży służbowych mogą podlegać potrąceniom alimentacyjnym.

O tym się mówi

Łukasz Włoch, główny ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców:

Łukasz Włoch OCRK
Łukasz Włoch, ekspert OCRK

Polskich przewoźników najbardziej interesują obecnie dalsze prace Parlamentu Europejskiego nad tak zwanym Pakietem Mobilności. W przypadku końcowego przyjęcia nowych regulacji w obecnym kształcie, czyli tzw. podejścia ogólnego Rady Unii Europejskiej, w 2019 roku mogą ruszyć intensywne kontrole płacy minimalnej. Obecnie na poziomie europejskim są wątpliwości, w jaki sposób oraz w przypadku jakich rodzajów transportu, służby, które kontrolują ten zakres wynagrodzenia kierowców wedle obowiązującej dyrektywy, mają prawo nakładać kary na przedsiębiorców. Pakiet Mobilności ma jednoznacznie rozwiązać ten problem. Wprawdzie kraje UE będą miały rok lub dwa na oswojenie się i wdrożenie przepisów w życie, jednak należy podkreślić, że Francja i Niemcy już teraz są w pełni przygotowane do egzekwowania nowych norm.

Realną zmianą zaproponowaną przez Radę UE są nowe, zaostrzone zasady kabotażu, czyli rodzaj przewozu towarów, którego polskie firmy transportowe wykonują bardzo dużo na terenie UE. Jeśli Pakiet zostanie przyjęty w obecnym brzmieniu, to przewoźnik będzie mógł nadal wykonać trzy kabotaże w ciągu siedmiu dni, ale po nich nastąpi pięciodniowy zakaz wykonywania takich przejazdów na terenie tego samego kraju. Przestrzeganie nowych zasad będzie podlegało znacznie bardziej restrykcyjnej kontroli, gdyż inteligentne tachografy ułatwią służbom sczytywanie danych wskazujących orientacyjny czas przekraczania granic. Dodatkowo zmienią się normy odpoczynków tygodniowych, tj. przewoźnik będzie musiał organizować pracę kierowcy w taki sposób, by ten mógł wrócić do domu przynajmniej raz na cztery tygodnie lub, jeśli pracownik zdecyduje się na dwa skrócone odpoczynki tygodniowe (co najmniej 24 godziny), będzie zobligowany wrócić do domu po trzech tygodniach. Pamiętajmy jednak, aby zapewnić odpowiednie warunki pracy dla kierowcy. Regularny tygodniowy odpoczynek (co najmniej 45 godzin) już praktycznie w każdym kraju UE musi być spędzony poza kabiną tira. To ważna norma prawna, która ostatnio szczególnie skrupulatnie przestrzegana jest przez służby kontrolne. Funkcjonariusze mają prawo sprawdzić odbieranie przerw i odpoczynków na 28 dni wstecz, a rozważana jest też propozycja, która miałaby wydłużyć ten czas do 56 dni.

Europejscy przewoźnicy czekają również na kolejne wiążące informacje dotyczące porozumienia na linii Unia i Wielka Brytania. Brexit może wprowadzić spory chaos na rynku transportowym, m.in. bardzo długie kolejki na granicy, zwiększenie wymogów formalnych, wzrost cen towarów. Tym samym zmniejszy się liczba zleceń przewozowych z i do krajów Zjednoczonego Królestwa. Temat ten, jak i Pakiet Mobilności to największe niewiadome 2019 roku, które należy uważnie śledzić.  

Matusz Włoch, ekspert ds. rozwoju i szkoleń Inelo:

Egzekwowanie przestrzegania wszelkich dyrektyw unijnych będzie w przyszłości jeszcze prostsze. Dzięki kolejnej edycji tachografów nowej generacji zapisy pokażą dokładnie, nie tylko kiedy, ale też gdzie kierowca wykonywał pracę oraz przekraczał granice państw. Ponadto jest już projekt powiększenia rejestru przewoźników i naruszeń (KREPTD) o nowe obszary, to znaczy na przykład o numery rejestracyjne pojazdów oraz dodatkowe powiązania z rejestrami w innych krajach. To główna zmiana w przyjętym przez Radę Ministrów projekcie nowelizacji ustawy o transporcie drogowym. W praktyce może wpłynąć na skuteczność zawieszania wypisów z licencji oraz utratę dobrej reputacji (w przypadku wielokrotnego popełniania bardzo poważnych naruszeń). Dla przypomnienia – dwa BPN średnio na kierowcę w ostatnim roku mogą skutkować zawieszeniem nawet 20% wypisów z licencji na trzy miesiące (w zależności od ilości pojazdów), a trzy skutkują wszczęciem procedury oceniającej, czy przewoźnik dalej może wykonywać transport. Początkowo modyfikacja była zaplanowana na 30 stycznia 2019 roku, jednak w Sejmie nadal trwają prace nad ustawą. Ze względu na konieczność dostosowania systemu informatycznego ma wejść ona w życie po upływie trzech miesięcy od dnia ogłoszenia.

Rok 2018 w branży budowlanej z perspektywy Jacka Staniszewskiego, Dyrektora Zarządzającego Algeco Polska

Branża budowlana przeżywa prawdziwy boom. Od początku roku odnotowywane są wzrosty wartości produkcji budowlanej. Ceny robót budowlanych rosną, lecz zaczyna brakować rąk do pracy. „Miniony rok można uznać za udany z punktu widzenia Algeco Polska: zamykamy go z 10% wzrostem zysku netto i 10% wzrostem sprzedaży” – mówi Jacek Staniszewski, Dyrektor Zarządzający Algeco Polska. I dodaje: „Budownictwo modułowe Algeco może być remedium na kryzys podsycany zarówno wysokimi cenami materiałów budowlanych, jak i coraz wyższymi wymaganiami pracowników”.

Czy nadchodzi kryzys w budownictwie?

Branża budowlana mierzy się z nawet 30 proc. wzrostem kosztów materiałów budowlanych. Kolejny problem, to brak rąk do pracy. Wg raportu KPMG z sierpnia 2018 r., 40 proc. polskich firm ma problemy z rekrutacją pracowników. Eksperci rynku budowlanego podkreślają, że w budowlance procent ten jest znacznie wyższy. Firmy budowlane w coraz większym stopniu zmagają się z rosnącym zjawiskiem niekontrolowanych odejść pracowników, a przecież od zapewnienia odpowiednich zasobów ludzkich zależy w istocie być albo nie być większości firm budowlanych.

Sposoby na utrzymanie specjalistów

Firmy, którym zależy na utrzymaniu pracowników, coraz powszechniej wdrażają strategię opartą na kreowaniu pozytywnego doświadczenia pracowników, czyli employee experience. Jak ta strategia może przełożyć się na utrzymanie cennych pracowników przez firmy budowlane? Okazuje się, że kartą przetargową w walce o pracownika budowlanego coraz częściej bywa oferowany przez pracodawcę komfort pracy oraz pozapłacowe benefity. Komfort polegający na zapewnieniu odpowiedniego standardu pracy i warunków socjalno-bytowych. Benefity czyli np. opieka medyczna, karty sportowe, ale też np. dofinansowanie posiłków w stołówce pracowniczej, miejsca relaksu czy odpoczynku. W jaki sposób sprostać tym oczekiwaniom?

Rozwiązania modułowe Algeco w budownictwie

Algeco od lat zapewnia firmom budowlanym mobilne i w pełni bezpieczne moduły kontenerowe. Aby sprostać coraz wyższym wymaganiom branży budowlanej nasze rozwiązania nie ograniczają się tylko do dostarczenia naszych rozwiązań, ale ich kompletnego wyposażenia – mówi Jacek Staniszewski, Dyrektor Zarządzający Algeco Polska. I dodaje: Wiemy jak optymalnie wykorzystać przestrzeń naszych modułów, dlatego oferujemy funkcjonalnie wyposażone, komfortowe przestrzenie, które zaspokoją potrzeby pracowników budowlanych, umożliwiając im wygodny odpoczynek i regenerację, w tym pomieszczeń biurowych, kuchni, jadalni, szatni czy sanitariatów. Nasza infrastruktura modułowa staje się nieodzownym elementem każdej budowy.
Walka o pracownika w branży budowlanej zdecydowanie wymaga zmiany podejścia do kwestii związanych z pozapłacowymi benefitami pracowników. Standardy, które na budowie były akceptowalne jeszcze kilka lat temu, obecnie stają się przeszłością. Budownictwo modułowe, to już nie tylko kontener. To przede wszystkim w pełni wyposażone zaplecze logistyczne, o komforcie równoważnym z nowoczesnymi obiektami biurowymi. To właśnie takich rozwiązań coraz częściej poszukują firmy, które chcą utrzymać pracowników. Wygląda na to, że wkrótce trzeba będzie zweryfikować stereotypowe wyobrażenia odnośnie tego, jak wygląda praca na placu budowy.

Inwestycje w nieruchomości komercyjnych w Polsce w 2018 roku

Wartość transakcji zakupu nieruchomości komercyjnych w Polsce w 2018 roku była najwyższa w historii rynku.

Bartłomiej Zagrodnik - Walter Herz.
Bartłomiej Zagrodnik – Walter Herz

Polska należy do nielicznych krajów w Europie, w których aktywność inwestycyjna w segmencie nieruchomości komercyjnych rośnie. Dobra pozycja gospodarcza państwa, w tym wskaźniki dotyczące wynajmu powierzchni komercyjnych stwarzają sprzyjające warunki do inwestowania. Specjaliści Walter Herz obliczają, że wartość inwestycji w nieruchomości komercyjne w Polsce w 2018 roku  przekroczyła 6 mld euro. Wśród zawartych umów dominowały kontrakty dotyczące kupna/sprzedaży nieruchomości handlowych, które objęły około 42 proc. ogólnego wolumenu inwestycji. Nieco miej, przeszło 40 proc. wartości wszystkich inwestycji wiązanych było ze zmianami własnościowymi nieruchomości z segmentu biurowego. Inwestycje w obiekty magazynowe stanowiły około 16  proc., a w hotele 1,5 proc.

Inwestorzy z Azji, Afryki i Ameryki Północnej

Od trzech lat Polska jest wiodącym rynkiem inwestycyjnym w regionie. Firmy inwestujące w naszym kraju wciąż mogą liczyć na wyższy poziom zwrotu z inwestycji w porównaniu z największymi rynkami europejskimi. Kapitał zagraniczny napływa do nas głównie z RPA, Korei Południowej, Singapuru i USA.

Jednym z głównych graczy na naszym rynku inwestycyjnym, podobnie jak w regionie Europy Środkowo-Wschodniej są od dawna fundusze niemieckie i austriackie. Przez ostatnie lata zbudowały w Polsce duże portfele nieruchomości i wciąż są aktywne na polskim rynku, szczególnie jeśli chodzi o topowe nieruchomości biurowe, choć w ostatnim czasie ich udział w wolumenie transakcji spada.

– Zainteresowanie inwestorów niemieckich polskim rynkiem nieruchomości przede wszystkim z segmentu biurowego i logistycznego utrzymuje się wciąż na wysokim poziomie, co można było zauważyć w ubiegłym roku. Niemniej silną konkurencją dla funduszy niemieckich są dziś inwestorzy z Azji, Południowej Afryki i Ameryki Północnej – przyznaje Bartłomiej Zagrodnik, Partner Zarządzający i Prezes Zarządu Walter Herz.

Segment handlowy czy biurowy

Najwyższy udział w wolumenie transakcyjnym w 2018 roku odnotował sektor nieruchomości handlowych. Największą transakcją w tym segmencie była sprzedaż przez ARES/AXA/Apollo Rida na rzecz Chariot Top Group portfela 28 nieruchomości handlowych za łączną kwotę około 1 miliarda euro. Fundusz EPP sfinalizował zaś pierwszy etap transakcji zakupu centrów handlowych M1, przejmując za około 360 mln euro centra w Czeladzi, Krakowie, Zabrzu i Łodzi. Malezyjski fundusz EPF kupił natomiast Galerię Katowicką za 300 mln euro.

Popyt na obiekty handlowe zaczyna jednak maleć. Zdaniem Bartłomieja Zagrodnika, w najbliższym czasie preferowane przez inwestorów będą bardziej nieruchomości biurowe i logistyczne.  – Największą trudnością dla kupujących jest deficyt produktów inwestycyjnych. Niewielka nowa podaż w segmencie biurowym, z jaką należy się liczyć w tym i przyszłym roku, wobec utrzymującego się, wysokiego popytu zgłaszanego na nieruchomości biurowe przyniesie wzrost konkurencyjności w tym segmencie rynku. Tym bardziej, że warszawskie obiekty biurowe są coraz bardziej atrakcyjne rynkowo ze względu na tendencję wzrostową czynszów na wynajem powierzchni i niskie stopy pustostanów w aglomeracji – wyjaśnia ekspert.

Według danych Walter Herz, wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku biurowym w 2018 roku w Warszawie przekroczył 1,5 mld euro. Był dwukrotnie wyższy niż w całym 2017 roku, w którym wartość sprzedaży wyniosła 600 mln euro. Analitycy przewidują, że mimo obserwowanej kompresji stóp kapitalizacji w całym regionie EMEA, nieruchomości biurowe pozostają najchętniej wybieraną przez inwestorów klasą aktywów.

Przybywa nowych transakcji

W minionym roku widać było rosnącą ilość transakcji w segmencie nieruchomości biurowych. W trzecim kwartale br. największą transakcją na rynku biurowym w Warszawie była sprzedaż dwóch budynków kompleksu Gdański Business Center za 200 mln euro. Właściciela zmienił też biurowiec Spektrum Tower, który został przejęty przez Globalworth za 101 mln euro. Globalworth Poland Real Estate zawarł także z Unibail-Rodamco-Westfield umowę na zakup za 190 mln euro dwóch warszawskich biurowców Lumen i Skylight o łącznej powierzchni 45 tys. mkw., które są częścią wielofunkcyjnego kompleksu Złote Tarasy zlokalizowanego w sąsiedztwie Dworca Centralnego.

Skanska w tym czasie sprzedała pierwszy biurowiec w stołecznej inwestycji Generation Park za 83 mln euro. Deweloper zawarł również transakcję sprzedaży dotyczącą budynków C i D kompleksu biurowego Silesia Business Park w Katowicach, które za 59 mln euro nabyła grupa inwestycyjnej ISOC Group z siedzibą w Manili na Filipinach.

Ponadto wśród zeszłorocznych transakcji znalazł się biurowiec Biura przy Bramie, wchodzący w skład projektu Browary Warszawskie firmy Echo Investment, który zostanie zakupiony przez fundusz zarządzany przez firmę GLL Real Estate Partners za 76,5 mln euro po uzyskaniu pozwolenia na użytkowanie.

White Stone Development planuje zaś zakup dwóch budynków biurowych położonych w Warszawie przy ulicy Cybernetyki 7 i 7a oferujących łącznie około 15 tys. mkw. powierzchni najmu. Singapurski fundusz Cromwell European REIT planuje z kolei przejąć od spółki Artemis Acquisition Poland warszawskie biurowce Riverside Park i Grójecka 5 oraz biurowiec Arkońska Business Park w Gdańsku za ponad 72 mln euro.

Poczucie bezpieczeństwa czy zachcianki – na co oszczędzają Polacy?

  • 63 proc. Polaków deklaruje, że posiada oszczędności, a ich wysokość jest zwykle mniejsza niż półroczne dochody – tak wynika z badań przeprowadzonych na potrzeby Konferencji Nienieodpowiedzialni.
  • Dla większości osób motywacją do odkładania pieniędzy jest raczej poczucie bezpieczeństwa niż spełnianie marzeń czy zachcianek zakupowych.
  • Aż 1/5 z nas przyznaje, że nie potrafi oszczędzać, tyle samo z tego rezygnuje, ponieważ czerpie radość z wydawania pieniędzy.

Styczeń to dla większości czas podsumowań, postanowień noworocznych, ale i planowania budżetu na kolejne miesiące. Początek roku jest więc dobrym momentem, aby zdecydować, co zrobić z ewentualnymi wolnymi środkami, jakie pozostały nam z poprzedniego roku lub jakie podjąć działania, żeby kolejny rok zakończyć „nad kreską”. Dla większości Polaków posiadanie oszczędności jest bowiem bardzo ważne, aby czuć się bezpiecznie.

Tylko nieco ponad połowa Polaków lubi oszczędzać

Z badania „Chciwy, zachłanny czy zagubiony” przeprowadzonego na potrzeby Konferencji Nienieodpowiedzialni przez butik badawczy Maison&Partners wynika, że tylko 57 proc. Polaków lubi regularnie odkładać pieniądze, a 63 proc. posiada jakiekolwiek wolne środki- tak przynajmniej można wywnioskować z naszych deklaracji. Dla większości (21 proc.) są to oszczędności w wysokości trzymiesięcznych dochodów, a tylko 17 proc. badanych deklaruje posiadanie odłożonych pieniędzy w wysokości przekraczającej półroczne zarobki. 14 proc. posiada fundusze nie większe niż miesięczny dochód.

Dla niektórych osób możliwość oszczędzania jest wciąż luksusem, na który nie może sobie pozwolić. Jednak z badania wynika, że dla części z nas problemem nie jest sama możliwość odkładania środków, ale stosunek do tego. 20 proc. respondentów odpowiedziało np., że wydawanie pieniędzy sprawia im radość, dlatego nie chcą ich gromadzić. Są to jednak przede wszystkim osoby o wysokim stopniu materializmu. Tacy ludzie z reguły rzadziej oszczędzają pieniądze, mają też większą skłonność do zadłużania się. Nie zmienia to faktu, że potrzeba większego nacisku na edukację Polaków w kwestii oszczędzania i inwestowania pieniędzy. Z badania wynika bowiem, że nadal mamy niewystarczającą wiedzę na temat inwestycji i podchodzimy do nich raczej niechętnie – jedynie 15 proc. respondentów ulokowałoby wolne środki na lokacie, w akcjach czy obligacjach – mówi Magdalena Mitraszewska z ANG Spółdzielni – pomysłodawcy projektu Nienieodpowiedzialni.

Wydawanie pieniędzy powoduje u nas poczucie winy, a oszczędzamy „na wszelki wypadek”

Na pytanie, na co najczęściej odkładamy pieniądze, 41 proc. respondentów odpowiedziało, że „na wszelki wypadek/na zapas”. Wynika to z faktu, że dla ponad połowy z nas główną zaletą oszczędzania jest większe poczucie bezpieczeństwa. Znacznie mniej osób wskazywało na inne cele – na drugim miejscu znalazła się realizacja własnych marzeń (16 proc.), dalej podróże (15 proc.), remont mieszkania czy zakup samochodu (po 11 proc.). Co ciekawe, aż u 30 proc. respondentów wydawanie wolnych środków wywołuje poczucie winy. Z drugiej strony 1/5 badanych przyznała, że nie potrafi odkładać, a wszystkie pieniądze im się „rozchodzą”.

Z badania płynie także inny, ciekawy wniosek. Deklarujemy, że cele niematerialistyczne – mądrość, życie w zgodzie z naturą, szacunek innych osób mają dla nas większe znaczenie niż cele materialistyczne, np. sukces finansowy czy posiadanie wielu drogich rzeczy. Jednak nie zawsze przekłada się to na nasze czyny. Choć 56 proc. respondentów mówiło o konieczności pomocy innym, tylko 24 proc. z nich faktycznie to robiło, np. w ramach wolontariatu. Życzę sobie i wszystkim, żeby w tym roku nasze deklaracje miały odzwierciedlenie w czynach – niech to będzie pierwsze postanowienie noworoczne – dodaje Magdalena Mitraszewska.

Terminy zapłaty w zamówieniach publicznych – czy są przestrzegane?

Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii przedstawiło Zieloną Księgę dotyczącą zatorów płatniczych. Znajduje się w niej wiele istotnych propozycji. Według Federacji Przedsiębiorców Polskich powinny one zmierzać do zaostrzenia dyscypliny finansowej. Obowiązujące dziś przepisy są dość elastyczne i pozwalają bezkarnie wydłużać terminy zapłaty. Potrzebne są rozwiązania, które się sprawdzą w praktyce. Sytuację nadmiernie wydłużanych terminów zapłaty pogarsza dodatkowo brak możliwości cesji wierzytelności.

– Same zapisy ustawy nie zmienią całokształtu sytuacji, warto jednak podjąć próbę jej poprawy. Należy poważnie rozważyć, a docelowo wprowadzić w pewnej formie przepisy, które skutecznie ustanowią maksymalne terminy zapłaty – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Lang, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) – Dzisiaj sztywne terminy obowiązują w prawie zamówień publicznych, choć w wielu sektorach nie są przestrzegane. W regulacjach umów pomiędzy zamawiającymi a wykonawcami ustawa przewiduje w sektorze ochrony zdrowia 60 dni na zapłatę, jednak w praktyce płatności są realizowane średnio po 285 dniach. Sytuację nadmiernie wydłużanych terminów zapłaty pogarsza dodatkowo brak możliwości cesji wierzytelności. Przedsiębiorca, który nie uzyska zapłaty na czas, nie może nic zrobić z taką wierzytelnością. Niemożliwe jest przeniesienie jej w drodze cesji tak, aby poprawić swoją bieżącą płynność finansową. Pole do nowych regulacji jest duże. FPP aktywnie uczestniczy w pracach i liczy na to, że nowe ramy prawne choć trochę poprawią obecną sytuację – wyjaśnił Lang.

„Mały ZUS” – preferencyjne składki dla przedsiębiorców

Od 1 stycznia 2019 roku osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą mogą skorzystać z wprowadzonej  ulgi w opłacaniu składek na ubezpieczenia społeczne. Preferencyjne stawki są wynikiem uchwalonej w lipcu 2018 roku przez Sejm ustawy.

Mniejsze składki na ubezpieczenia społeczne dotyczą osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą oraz firm działających na niewielką skalę, u których przeciętne miesięczne przychody nie przekroczyły 2,5-krotności płacy minimalnej, która w 2018 roku wyniosła 5 250 zł. Z ulgi mogą skorzystać przedsiębiorcy, którzy zgłoszą ten fakt do ZUS w terminie do 8 stycznia 2019 r. Należy w podanym terminie zarejestrować się w ZUS z nowym kodem ubezpieczeń (05 90, 05 92). Niedotrzymanie terminu spowoduje możliwość skorzystania z ulgi dopiero za rok.

Z ulgi nie skorzystają między innymi przedsiębiorcy, którzy prowadzili swoją działalność krócej niż 60 dni, rozliczali się w formie karty podatkowej, podlegali zwolnieniu sprzedaży od podatku VAT oraz ci, którzy podlegali ubezpieczeniom społecznym lub zdrowotnemu również z tytuły innej pozarolniczej działalności. Niższe składki dotyczą tylko ubezpieczenia społecznego, ulga nie obejmuje składki zdrowotnej, której kwota będzie wymagana
w całości.

Jeszcze do końca zeszłego roku jednoosobowy przedsiębiorca oraz firmy działające na małą skalę, niezależnie od wielkości przychodu, opłacały taką samą stawkę ZUS
w wysokości – 1232,16 zł. Obecna regulacja prawna jest istotnym udogodnieniem małych firm. Stanowi istotną szansę na ich przetrwanie na rynku oraz zmniejszenie dysproporcji między większymi przedsiębiorstwami a osobami prowadzącymi jednoosobową działalność gospodarczą, które często były zmuszane zamknąć działalność z powodu zbyt dużego obłożenia kosztami.

Wiktoria Wajda, Dział Usług Księgowych Mazars

Alain van Groenendael nowym Prezesem Arval

Alain Van Groenendael został nowym Prezesem Zarządu i Dyrektorem Generalnym Arval, firmy posiadającej 30-letnie doświadczenie w zakresie kompleksowej usługi leasingu pojazdów.

Alain van Groenendael - Prezes Arval
Alain van Groenendael – Prezes Arval

Alain Van Groenendael budował swoją karierę w Citibanku, gdzie przez wiele lat zdobywał doświadczenie na wielu różnych stanowiskach, m.in. pełnił funkcję CEO w Consumer Bank na Europę Zachodnią oraz członka Zarządu Citigroup. Zarządzał również działem kredytów i usług finansowych w Grupie PPR oraz firmą Finaref jako CEO.

W 2008 r. Alain Van Groenendael został mianowany członkiem zarządu i zastępcą dyrektora generalnego BNP Paribas Personal Finance. W 2015 roku objął stanowisko prezesa Personal Finance i członka Zarządu do spraw zarówno Międzynarodowych Usług Finansowych, jak i Bankowości Detalicznej w BNP Paribas Group. Van Groenendael odegrał wiodącą rolę w międzynarodowym rozwoju grupy, tworząc wiele strategicznych partnerstw w branży usług finansowych, motoryzacyjnej i dystrybucji, a także wspierając cyfrową transformację firmy.

Od listopada 2017 r. do czerwca 2018 r. był prezesem Opel Vauxhall Finance, równolegle piastując także stanowisko wiceprezesa ASF (Francuskiego Stowarzyszenia Specjalistycznych Firm Finansowych) i prezesa Eurofinas (Europejskiej Federacji Stowarzyszeń Domów Finansowych).

Z wielką dumą dołączam do zespołu Arval. Chciałbym wyrazić uznanie dla pracy mojego poprzednika Philippe’a Bismuta, który wykazał się odpowiedzialnością i odwagą podczas ośmiu lat na czele Arval. Moim zadaniem jest wspieranie dalszego rozwoju innowacji i nowoczesnych rozwiązań, w celu dostosowania naszej oferty do nieustannie zmieniających się potrzeb klientów w zakresie mobilności. Pracownicy Arval w 29 krajach na całym świecie mogą liczyć na moje całkowite zaangażowanie – mówi Groenendael.

Alain Van Groenendael jest absolwentem Szkoły Zarządzania ICHEC w Brukseli, a także Uniwersytetu Saint-Louis.

Jego nominacja na stanowisko Prezesa i Dyrektora Generalnego Arval weszła w życie 1 stycznia 2019 roku.

Wózki widłowe spalinowe czy elektryczne?

przemysł wózek widłowyWózki widłowe to jedyne maszyny, które gwarantują tak efektywną pracę w centrach logistycznych. Dzięki wózkom widłowym, możliwe jest komfortowe transportowanie różnego rodzaju towarów oraz jego magazynowanie. Czytaj dalej i sprawdź, na jakie wózki widłowe warto postawić: te z napędem elektrycznym , czy klasyczne maszyny z silnikami spalinowymi.

Wózki widłowe na dobre wpisały się w krajobraz niemal wszystkich fabryk, centrów logistycznych czy magazynów na całym świecie. Każdego dnia przewożą i magazynują niezliczoną ilość towarów. Dla firm, które zastanawiają się nad wyborem konkretnych wózków widłowych, pytanie wózki spalinowe, czy elektryczne wózki jest trudne do jednoznacznego rozstrzygnięcia. Podpowiadamy, na co postawić, aby cieszyć się z pracy tego rodzaju maszyn.

Wózki widłowe – rodzaje

Zanim przejdziemy do opisu poszczególnego modelu, warto zastanowić się, jakie rodzaje wózków widłowych można nabyć na rynku. Wózki widłowe od najlepszych, sprawdzonych producentów, to m.in. wózki elektryczne trójkołowe, wózki elektryczne z czterema kołami, wózki boczne, ciągniki, wózki gazowe, wózki spalinowe, wózki do komisjonowania, wózki wysokiego podnoszenia, wózki niskiego unoszenia, wózki techniki magazynowej czy ręczne wózki widłowe.

Spalinowe wózki widłowe – co warto wiedzieć?

Spalinowe wózki widłowe, bardzo często nazywane są klasycznymi wózkami widłowymi, ponieważ to właśnie pojazdy wyposażone w silniki benzynowe, lub jednostki napędowe diesla, były pierwszymi wózkami widłowymi, stosowanymi w transporcie bliskim oraz magazynowanie różnego rodzaju towarów.

Wózki widłowe spalinowe umożliwiają ciężka, ale komfortową pracę w niemal każdych warunkach. Spalinowe wózki widłowe dadzą radę z magazynowaniem najcięższego towaru, a wpływ na to ma fakt, stosunkowo dużej mocy, którą mogą pochwalić się tego typu pojazdy. Spalinowe wózki widłowe w logistyce magazynowej od lat są uznawane za niezawodne urządzenia.

Elektryczne wózki widłowe

Elektryczne wózki widłowe sprawdzą się idealnie tam, gdzie zachodzi konieczność zerowej lub niskiej emisji spalin, która dyskwalifikuje spalinowe wózki widłowe. Jezdniowe wózki podnośnikowe z napędem elektrycznym to dobre rozwiązanie w przypadku firm, gdzie konieczne jest utrzymanie zerowej lub minimalnej emisji hałasu. Z reguły elektryczne wózki widłowe są pojazdami używanymi do transportu towarów o małych, lub średnich gabarytach. Sprawdzą się idealnie wszędzie tam, gdzie wymagana jest kompaktowość oraz duża sterowność.

Zasób mieszkaniowy rośnie, a z nim zainteresowanie inwestycjami na wynajem

Pomiędzy 2012 a 2015 rokiem oddawano do użytku od 65 000 do 75 000 mieszkań. W roku 2017 zanotowano ponad 105 000 ukończonych lokali. Ten wynik prawdopodobnie zostanie pobity przez mijający 2018 rok.

Jak zauważają eksperci z portalu RynekPierwotny.pl – w 2017 roku liczba mieszkań przypadających na 1000 mieszkańców naszego kraju wzrosła najszybciej od 2008 roku. Natomiast wynik za rok 2018 może być zbliżony nawet do 110 000 ukończonych lokali. – Nie inaczej powinno być w 2019 roku. Ze względu na dwuletni cykl budowy możemy spodziewać się prawdziwego wysypu mieszkań budowanych pomiędzy styczniem a grudniem 2017 roku. Podobnie będzie w 2020 roku. Ostatnie lata to profuzja na runku mieszkań – podkreśla Rafał Malik, ekspert z Funduszu Mieszkań na Wynajem.

Prognozy pokazują, że jeśli w najbliższych latach takie tempo wzrostu się utrzyma, to do 2030 roku zostanie osiągnięty cel przewidziany w Narodowym Programie Mieszkaniowym – wzrost tego wskaźnika z poziomu 363 do 435 mieszkań na 1000 osób. – Nikogo nie dziwi, że liderem w budowie mieszkań jest Warszawa. Kolejne miejsca w czołówce zajmują Sopot i Łódź.  Inaczej jednak sytuacja wygląda z ich sprzedażą. To, co utrzymuje sprzedaż na względnie wysokim poziomie, to zakupy inwestycyjne pod wynajem – dodaje ekspert.

Z danych REAS JLL RA po III kwartale roku 2018 wynika, że we wszystkich największych polskich miastach sprzedaż nowych mieszkań spadła w stosunku do IV kwartału 2017 roku. Wyjątkiem jest Trójmiasto, gdzie pomiędzy II i III kwartałem 2018 roku wzrosła ona o 6,4 proc. Ogólnie, w ujęciu rok do roku, spadek sprzedaży nowych mieszkań wynosi w Trójmieście prawie 21 procent.

Jak podaje REAS JLL Residential Advisory wzrost cen mieszkań na rynku pierwotnym w Trójmieście wynosi w ujęciu rok do roku 7 procent. – Warto zaznaczyć, że jest to drugi najdroższy rynek po warszawskim. Od lat dużym zainteresowaniem cieszy się pas nadmorski, gdzie klienci kupują mieszkania, które będą zaspakajać ich potrzeby mieszkaniowe, ale również pod wynajem, głównie krótkoterminowy. W świadomości osób z całej Polski, które mają pieniądze na zakup mieszkania pod wynajem, Trójmiasto jest doskonałym miejscem do inwestowania ze względu na zielone tereny, nowoczesną infrastrukturę i czyste powietrze. Wcześniej czy później na zdecydowanie większe zakupy niż indywidualni inwestorzy ruszą fundusze, które budować będą masowy portfel mieszkań na wynajem – podkreśla Rafał Malik.

Wszystkie oczy na USA

Rynki nie zwalniają tempa i choć dziś z parkietów zdaje się bić mniejszy pesymizm, podwyższona zmienność nie jest gwarantem spokoju. Dziś ważny dzień nie tylko dla USD, ale dla szerszego spektrum aktywów, gdyż raport z rynku pracy USA oraz wystąpienie szefa Fed to wydarzenia na skalę globalną.

Jak co miesiąc raport z rynku pracy USA będzie na celowniku wszystkich inwestorów. Po względnie słabym wyniku listopadowym (155 tys.) spodziewane jest odbicie (prog. 184 tys.) spójne z innymi miarami zatrudnienia. Zaskakująco mocne wskazania raportu ADP w czwartek (271 tys., prog. 180 tys.) nieco podsyciły oczekiwania na dobry wynik dziś po południu, ale raczej niesłusznie, biorąc pod uwagę, jak ostatnio oba raporty rozmijały się w wynikach. Stopa bezrobocia ma pozostać na 3,7 proc., natomiast po dynamice płacy oczekuje się solidnego wzrostu o 0,3 proc. m/m, choć roczne tempo ma się obniżyć do 3 proc. Rynek będzie bardziej wrażliwy na słabsze dane, gdyż będą potwierdzeniem, że kłopoty z gospodarki globalnej przenikają na rynek krajowy. Problem jednak leży w ocenie słabości danych, wszak niższe tempo zatrudnienia (np. poniżej 150 tys.) może również oznaczać, że firmy mają problem ze znalezieniem nowych pracowników, co przy rekordowo niskim bezrobociu nie powinno dziwić. Byłby to też przyczynek do zakładania wyższej presji płacowej w kolejnych miesiącach. Stąd rozczarowanie po stronie wynagrodzeń może dziś być ważniejszym elementem raportu, choć i tak rynek może ociągać się z reakcją, czekając na łączny efekt raportu NFP i wystąpienia szefa Fed.

Drugim wydarzeniem dnia jest wystąpienie prezesa Fed J. Powella (16:15) na panelu w towarzystwie swoich poprzedników: J. Yellen i B. Bernanke. Rynek z niecierpliwością wyczekuje, co prezes ma do powiedzenia w kontekście strategii banku centralnego w dobie zawirowań na rynkach finansowych i pogorszenia wskaźników gospodarczych. Naturalnie nie można liczyć na konkretne deklaracje odnośnie terminu kolejnej podwyżki, ale inwestorzy będą chcieli ze strzępków informacji wydedukować, jak bardzo Powell jest skłonny (lub nie) forsować podwyżkę jeszcze w pierwszym półroczu. Osobiście spodziewam się wyważonego przekazu z podkreśleniem silnych stron gospodarki (inaczej Powell przyznałby się do błędu w postaci grudniowej podwyżki), ale jednoczenie prezes Fed zwróci uwagę na niepokojące sygnały z gospodarki globalnej i podwyższoną zmienność rynkową. Konkluzja powinna być warunkowa: jeśli rynki finansowe się nie uspokoją, a hamowanie globalnego ożywienia nie przystopuje, Fed dla ogólnego dobra wstrzyma cykl podwyżek. Z perspektywy rynku, który w ostatnich dniach przeszedł z wyceny podwyżek w 2019 r. do dyskontowania obniżki (ponad 40 proc.!), taki wydźwięk przemówienia Powella będzie odebrany jastrzębio. Może nie na tyle, by rozpędzić rajd USD i wywołać silną wyprzedaż obligacji w USA, ale powinno przynajmniej zatrzymać rozwój gołębich oczekiwań w stosunku do polityki Fed. Rynek przeszacowuje skłonność Fed do porzucenia strategii zacieśniania polityki, co w średnim horyzoncie może się zemścić, kiedy wyjdziemy z okresu kasandrycznych wizji globalnego ożywienia.

Przed południem sporo danych przyjdzie z Europy. Finalne szacunki PMI dla usług z Eurolandu dopełnią obrazu słabego finiszu 2018 r. Szybki szacunek inflacji HICP ma wskazać na spadek w grudniu do 1,8 proc. r/r z 2 proc. miesiąc wcześniej głównie z powodu spadku cen ropy naftowej. Większa uwaga będzie dotyczyć inflacji bazowej, gdzie niewykluczony jest wzrost do 1,1 proc. z 1 proc. EBC z pewnością znajdzie tutaj fundament dla swoich optymistycznych prognoz, jednak raczej jeszcze za wcześnie na przekuwanie tego w umocnienie EUR. Spadek cen paliw zaważy też na odczycie CPI z Polski, gdzie prognozowany jest spadek z 1,3 proc. r/r do 1,1 proc. Złoty tradycyjnie wykaże niewielką wrażliwość na dane i będzie bardziej skupiony na sentymencie kształtowanym na rynkach zewnętrznych. W ciągu dnia zakładamy utrzymywanie się EUR/PLN poniżej, ale blisko 4,30. Po południu na rynek trafi raport z rynku pracy Kanady. Oczekiwania dla zmiany zatrudnienia są niskie (10 tys.), co jednak związane jest z fantastycznym wynikiem za listopad (94,1 tys.). Czynniki jednorazowe mogły zaważyć na statystykach i grudniowy raport może przynieść korektę, więc ryzyka wokół odczytu przeważają po negatywnej stronie. Dane posłużą jako ostatni element układanki przed przyszłotygodniowym posiedzeniem Banku Kandy.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

G. Verheugen: Polska nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału w UE. Powodem brak zainteresowania polityków

G. Verheugen: Polska nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału w UE. Powodem brak zainteresowania polityków 9

Duże kraje członkowskie nie wykorzystują w pełni swojego potencjału wpływania na rozwój Unii Europejskiej – uważa Günter Verheugen, były komisarz ds. rozszerzenia UE. Włochom i Hiszpanom przeszkadzają w tym trudności gospodarcze, Brytyjczykom, Francuzom i Niemcom – sytuacja polityczna. W Polsce wpływa na to brak zainteresowania ze strony polityków. Günter ocenia, że Europa musi zmierzać do dalszej ściślejszej integracji, żeby skutecznie konkurować w czasach zglobalizowanej gospodarki i mieć silny głos na arenie międzynarodowej.

Polska jest jednym z największych państw członkowskich Unii Europejskiej. Jednak patrząc na większe kraje wspólnoty, okaże się że żaden z nich – z różnych powodów – nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału. W przypadku Włoch i Hiszpanii powodem są trudności gospodarcze, w Wielkiej Brytanii – nadchodzący brexit, we Francji – słaba pozycja prezydenta, a w Niemczech – niepewna przyszłość rządu. W przypadku Polski, moim zdaniem, problemem jest zwyczajny brak zainteresowania tworzeniem polityki na szczeblu europejskim – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Günter Verheugen, były komisarz ds. rozszerzenia UE.

Jak ocenia, Polska jest w najdogodniejszej sytuacji do tego, żeby wywierać realny wpływ na kształt europejskiej polityki. Nie jest to jednak priorytet polskich władz, które nie wykorzystują tego potencjału.

Wciąż mam jednak nadzieję, że polski rząd obierze inny kierunek i stanie się aktywnym, dynamicznym i pozytywnym partnerem i liderem Unii Europejskiej – mówi Günter Verheugen.

Były komisarz ds. rozszerzenia UE ocenia, że kraje Wspólnoty mają dziś do pokonania trzy kluczowe problemy. Pierwszy z nich dotyczy braku odpowiedniego przywództwa, drugi – braku spójności, a trzeci – braku dalekosiężnej strategii.

Szczególnie jeśli spojrzymy na stojące przed nami przyszłe wyzwania, potrzebujemy czegoś, co nazywam strategiczną autonomią. Oznacza to, że my, Europejczycy, powinniśmy na równych prawach brać udział w procesach decyzyjnych na szczeblu ogólnoświatowym – mówi Günter Verheugen.

Jak podkreśla, Unia Europejska zdążyła już osiągnąć wysoki poziom integracji, którego brakuje w innych regionach świata. Tę ideę wspólnoty należy wzmacniać, bo europejskie państwa narodowe samodzielnie nie są w stanie konkurować w ramach zglobalizowanej gospodarki jutra – ani w aspekcie ekonomicznym, ani politycznym. Powinny więc łączyć siły i – co ważniejsze – zadać sobie pytanie o kształt przyszłej europejskiej polityki.

Czy chcielibyśmy zachować naszą demokrację liberalną, praworządność, niepodległość? Jeśli nam na tym zależy, to nie możemy pozwalać, aby inni decydowali o tym, co dzieje się w Europie. Potrzebne jest partnerstwo oparte na równych prawach, które obejmie swoim zasięgiem cały świat – mówi Günter Verheugen.

Polityk wskazuje, że globalizacja przyczyniła się do powstania ogromnych nierówności społecznych i problemów, których nie da się rozwiązać na szczeblu krajowym. Jedynym sposobem na osiągnięcie równowagi, która zagwarantuje pokojową przyszłość, jest koordynacja działań na poziomie globalnym i ogólnoświatowe partnerstwo.

Tutaj przechodzimy do drugiego pytania o rolę Europy. Kto, jeśli nie Europa, może dawać przykład w tym zakresie? – mówi Günter Verheugen.

Wyzwaniem dla integracji europejskiej będzie niewątpliwie brexit. Zdaniem byłego komisarza ds. rozszerzenia UE Europę czeka czarny, „twardy” wariant wystąpienia Wielkiej Brytanii z unijnych struktur, co osłabi obie strony nie tylko gospodarczo, ale także politycznie, podważając pozycję UE na arenie międzynarodowej.

W tej sytuacji nie ma zwycięzców i przegranych, są sami przegrani. Nie chodzi wyłącznie o daleko idące skutki gospodarcze i to, w jaki sposób cała ta sytuacja uderzy w obywateli, ale też o wiarygodność europejskich dążeń do bycia szanowanym, globalnym partnerem. Tracimy kraj o największych wpływach zagranicznych i największym doświadczeniu na arenie międzynarodowej. To dla nas ogromny cios – mówi Günter Verheugen.

J. Gowin: Uczelnie w 2019 roku mogą liczyć na rekordowe środki. Same zdecydują, na co je przeznaczą

J. Gowin: Uczelnie w 2019 roku mogą liczyć na rekordowe środki. Same zdecydują, na co je przeznaczą 10

Polskie uczelnie dostaną w 2019 roku blisko 5 mld zł. To największy wzrost nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe po 1989 roku – podkreśla Jarosław Gowin, wicepremier i minister nauki i szkolnictwa wyższego. Od stycznia dotacje zostały zastąpione subwencjami, którymi uczelnie będą samodzielnie dysponować. Dodatkowo szkoły wyższe mogą liczyć na dodatkowe wsparcie, takie jak prawie 300 mln w ramach konkursu Zintegrowane Programy Uczelni, których celem jest podniesienie jakości kształcenia.

– Od 1 stycznia br. obowiązują nowe zasady finansowania uczelni – dotacje zastępujemy subwencjami. To nie jest różnica pojęć, a różnica filozofii, dlatego że uczelnia sama decyduje o tym, w jaki sposób te środki wykorzystywać. Wcześniej uczelnie dostawały dotacje, tzn. ktoś tutaj w ministerstwie wymyślał, definiował cele, które miała realizować dana uczelnia i przeznaczał na to określone środki. Teraz kierujemy się filozofią zaufania do uczelni – mówi agencji Newseria Jarosław Gowin, wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego.

W 2019 roku wchodzi w życie większość przepisów dotyczących finansowania uczelni. Dzięki nowym przepisom to uczelnia będzie decydować, w jakich proporcjach podzieli środki na badania naukowe, dydaktykę, administrację, potrzeby wewnętrzne. Ministerstwo ma oceniać efekty działań, a nie sam podział środków.

 W tegorocznym budżecie rząd przeznaczył na rozwój nauki i szkolnictwa wyższego dodatkowe 2 mld zł. Oprócz tego obligacje skarbu państwa w łącznej wysokości 3 mld są rozdzielane między wszystkie uczelnie publiczne. 5 mld złotych to jest kwota, na którą w 2019 roku mogą liczyć polskie uczelnie. To jest zdecydowanie największy wzrost nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe po 1989 roku – podkreśla Jarosław Gowin.

Zgodnie z nowymi przepisami, na wsparcie może liczyć każdy typ uczelni, także te najmniejsze. Dodatkowo wprowadzono system szerokiego wsparcia dla uczelni o istotnym znaczeniu regionalnym. W październiku 2018 roku rozstrzygnięto pilotażowy konkurs w ramach programu Regionalna inicjatywa doskonałości – w efekcie 30 najlepszych uczelni akademickich otrzymało w sumie ponad 326 mln złotych. Uczelnie przydzielono do 12 makroregionów, a z programu wykluczono uczelnie, które chcą startować w programie na dofinansowanie uczelni badawczych.

Podobną zasadę, gdzie mały ośrodek nie musi konkurować z dużym o środki finansowe, zastosowano w konkursie NCBR Zintegrowane Programy Uczelni o łącznym budżecie sięgającym miliarda złotych.

 Podzieliliśmy uczelnie na trzy grupy w zależności od wielkości, tak żeby małe państwowe wyższe szkoły zawodowe nie rywalizowały z takimi gigantami jak Uniwersytet Jagielloński czy Politechnika Warszawska. Rozstrzygnęliśmy właśnie konkurs na 300 mln, adresowany do 10 największych polskich uczelni. To są te uczelnie, które powinny ścigać się ze światem, powinny pod względem poziomu nawiązywać rywalizację z dobrymi, a z czasem najlepszymi uczelniami europejskimi – wskazuje wicepremier.

Najlepszą ocenę w konkursie otrzymał projekt „Student’s Power – kompleksowy program rozwoju uczelni” złożony przez Uniwersytet Łódzki. Dofinansowania otrzymają także projekty Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie, Uniwersytetu Jagiellońskiego, Uniwersytetu Wrocławskiego, Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, Politechniki Warszawskiej, Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, Politechniki Wrocławskiej i Politechniki Śląskiej. Dwa pozostałe konkursy zostaną rozstrzygnięte w pierwszym kwartale 2019 roku.

 Co ważne, konkursów jest mniej. Każdy konkurs to jest duże przedsięwzięcie organizacyjne, biurokratyczne, na uczelniach zaabsorbowane są setki osób. Zamiast – jak działo się to w poprzednich kadencjach – organizować wiele konkursów na stosunkowo małe kwoty, organizujemy jeden konkurs na zintegrowany rozwój poszczególnych uczelni – podkreśla Jarosław Gowin.

Do 2022 roku 16,5 mln Europejczyków będzie korzystać z telemedycyny. Da ona też szansę na poprawę funkcjonowania systemu ochrony zdrowia w Polsce

Do 2022 roku 16,5 mln Europejczyków będzie korzystać z telemedycyny. Da ona też szansę na poprawę funkcjonowania systemu ochrony zdrowia w Polsce 11

Rozwiązania telemedyczne mogą znacząco skrócić czas dotarcia pacjenta do lekarza. Zarówno wstępna diagnoza, jak i pierwsze zalecenia pacjenci mogą otrzymać w bardzo krótkim czasie i wdrożyć je jeszcze przed dostaniem się do gabinetu lekarskiego. Na rynku pojawia się coraz więcej nowoczesnych rozwiązań telemedycznych, w tym pierwsza na świecie krajowa sieć teleaudiologii, która powstała w Polsce. Mimo tego firmy opracowujące rozwiązania telemedyczne działają na granicy progu rentowności i poszukują źródeł finansowania nie tylko, by się rozwijać, lecz także by się utrzymać na rynku.

– Powstaje bardzo dużo nowych, innowacyjnych firm, które szukają dogodnych rozwiązań praktycznie w każdym istotnym aspekcie diagnostyki medycznej, czy są to zdalne stetoskopy, aparaty do KTG czy choćby opaski telemedyczne. Ich producenci coraz bardziej udoskonalają te produkty i systemy służące do obsługi tych produktów – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Michał Pizon, współzałożyciel firmy SiDLY, polskiego start-upu medycznego.

W opracowywanie technologii dla telemedycyny aktywnie włączają się polskie przedsiębiorstwa. Nasz kraj jest też miejscem wdrożeń tych rozwiązań. W Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu w Nadarzynie została uruchomiona pierwsza na świecie krajowa sieć teleaudiologii, pozwalająca zbadać się na odległość. Dzięki niej lekarze mają możliwość monitorowania urządzeń wszczepianych pacjentom. Procedury z zakresu telemedycyny najczęściej nie trafiają jednak do koszyka świadczeń gwarantowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. NFZ refunduje tylko trzy takie usługi.

– Na tę chwilę NFZ refunduje aspekty związane np. z konsultacjami geriatrycznymi. Osoba, która potrzebuje szybkiej informacji na temat swojego zdrowia, może taką konsultację przeprowadzić i nie zapłacić za nią, ponieważ ona będzie refundowana – mówi Michał Pizon.

Z badania przeprowadzonego przez Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia wynika, że rozwiązania z zakresu telemedycyny stosuje tylko 8 proc. polskich szpitali czy przychodni. Przyrost w porównaniu z poprzednim rokiem wyniósł 1 proc. W Europie trend rozwoju telemedycyny jest dużo korzystniejszy. Według analityków z Berg Insight do 2022 roku liczba Europejczyków korzystających z niej sięgnie 16,5 mln, podczas gdy w 2016 roku było to 6 mln.

Niekorzystny trend w Polsce może się jednak odwrócić, ponieważ już nie tylko pacjenci, lecz przede wszystkim lekarze coraz chętniej otwierają się na rozwiązania z zakresu telemedycyny.

– Ideą telemedycyny nie jest zastąpić lekarza, ideą telemedycyny jest skrócić dystans między pacjentem a lekarzem i to się dzieje. Coraz więcej indywidualnych lekarzy i grup lekarzy widzi tę wartość dodaną w telemedycynie, zarówno dla siebie, jak i dla pacjenta. Istota telemedycyny nie opiera się tylko na urządzeniach, bo do telemedycyny służą całe systemy, które oprócz tego, że pozwalają bardzo szybko zdiagnozować pewne aspekty u pacjenta, pozwalają np. skrócić czas wypełnienia dokumentacji medycznej pacjenta bądź też przeprowadzić telekonsultację online z lekarzem – opowiada współzałożyciel firmy SiDLY.

Już dziś rodzice pacjentów Oddziału Intensywnej Terapii Noworodkowej (NICU) w York Hospital, dzięki platformie Angel Eye Camera Systems, mają możliwość całodobowej obserwacji dziecka i interakcji z nim poprzez strumieniowe przesyłanie obrazu i dźwięku. Do platformy można się logować za pomocą bezpiecznego konta z laptopa, tabletu czy smartfona. O krok dalej poszli inżynierowie z Innovator Health, którzy opracowali platformę komunikacyjną umożliwiającą lekarzowi bezpośredni kontakt wzrokowy z pacjentem oddalonym nawet o tysiące kilometrów.

Opracowany przez firmę Rounder system to medyczna stacja robocza przeznaczona do przeprowadzania wizyt lekarskich na odległość. Jest ona wyposażona w duży, 55-calowy wyświetlacz HD, dzięki czemu pacjent widzi pojawiającego się na ekranie lekarza niemal tak, jak przy bezpośrednim kontakcie. Poprzez urządzenie można przesyłać zdjęcia rentgenowskie, wyniki badań czy odczyty z urządzeń monitorujących funkcje życiowe. Takie rozwiązanie umożliwia dotarcie z pomocą lekarską do społeczności, w których taka opieka w standardowym podejściu byłaby bardzo mocno ograniczona chociażby z uwagi na czas potrzebny na podróż lekarza do miejsca pracy. To także rozwiązanie możliwe do wdrożenia w obszarze działań wojennych.

Urządzenia telemedyczne mogą w znaczący sposób pomóc w nakierowaniu lekarza na postawienie właściwej diagnozy. To również szansa na uzyskanie od lekarza online pierwszych zaleceń, których zastosowanie poprzedzi konieczną wizytę w gabinecie. Takie uzupełnienie systemu opieki zdrowotnej może pomóc w walce z problemem, jakim jest niedostateczna liczba specjalistów w Polsce.

– Aby telemedycyna była w Polsce powszechna, bez wątpienia potrzebne jest finansowanie projektów telemedycznych. My, jako start-up, zderzamy się z koniecznością ogromnych nakładów finansowych na kolejne prace badawczo-rozwojowe, żeby zapewnić jak najlepsze funkcjonalności produktów. Działamy od 4 lat na rynku, w tym roku zbliżamy się do break-even point, czyli nasze przychody zrównają się z naszymi kosztami. Podejrzewam, że niewiele jest firm z naszej branży, które mogą pochwalić się takim osiągnięciem – mówi Michał Pizon.

Z raportu „Health at a Glance 2018” wynika, że w Polsce na tysiąc mieszkańców przypada średnio 2,4 lekarza. Nasz kraj wyprzedza Rumunia i Wielka Brytania, a średnia europejska to 3,8.Co więcej, obciążenie lekarza pracą jest w naszym kraju wyższe o około tysiąc porad rocznie niż wynosi średnia dla Europy. Sytuuje to naszych lekarzy na trzeciej pozycji wśród najbardziej obłożonych pracą. Według raportu w Polsce brakuje około 30 tys. specjalistów.

Z danych opublikowanych przez Research and Markets rynek telemedycyny do 2025 r. ma osiągnąć wartość 78 mld dol.

Zrozumienie potrzeb klientów możliwe dzięki design thinking. To wspiera rozwój innowacji w firmach

Zrozumienie potrzeb klientów możliwe dzięki design thinking. To wspiera rozwój innowacji w firmach 12

Niewiele firm rozumie, w jaki sposób dochodzić do innowacji – mówi Martin Zalewski, ekspert innowacji. Ich podstawą powinna być koncepcja design thinking oparta na zrozumieniu potrzeb człowieka – potencjalnego odbiorcy produktu czy usługi. Design thinking opiera się na myśleniu projektowym i jest to na tyle uniwersalna metoda, że może być stosowana od start-upu po wielką korporację.

Design thinking to usystematyzowane podejście do procesu innowacji. Pierwszym krokiem jest zbudowanie interdyscyplinarnego zespołu, w skład którego wchodzą specjaliści, gwarantujący spojrzenia na dany problem z różnych perspektyw: inżynierowie, technolodzy, specjaliści od marketingu, projektowania, socjolodzy. Proces projektowy jest otwarty, przez co mogą się w niego zaangażować nawet te osoby, które na co dzień mają odmienne doświadczenia zawodowe.

Często rozmawiam o design thinking jako podstawie budowania innowacyjnych produktów i serwisów dla klientów. Z mojego doświadczenia wynika, że mało firm rozumie, w jaki sposób dojść do innowacji. Do tego trzeba konceptu, który się nazywa design thinking, który pozwala zbliżyć się do człowieka, nie do klienta, i zrozumieć tego człowieka, jego potrzeby, przez wysłuchanie i empatię – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Martin Zalewski, ekspert w dziedzinie rozwoju cyfryzacji i transformacji firm.

Innowacja zaczyna się od empatii. Pierwszym etapem design thinking jest głębokie zrozumienie potrzeb i problemów klientów. Kluczowe jest rozpoznanie ukrytych i intuicyjnych motywacji, które mają wpływ na ludzkie wybory i zachowania.

Empatia jest tutaj bardzo ważna, a rzadko kiedy firmy są empatyczne. Mają dużo superproduktów, ale nie rozumieją podstawowych potrzeb klienta – mówi Martin Zalewski.

Efektem design thinking są więc rozwiązania pożądane przez użytkowników, technologicznie wykonalne i ekonomicznie uzasadnione.

– Ktoś za innowację powinien zapłacić, bo ona nie jest tania. Jeżeli skupimy się na potrzebie klienta z odpowiedniej strony, to wtedy budowanie lojalności pomoże w naszym business case – mówi Martin Zalewski.

Eksperci przyznają, że ważna jest również kwestia, jakiego typu technologii użyć do wdrażania innowacji.

Ja jestem fanem AI, czyli sztucznej inteligencji, ale inteligentnej, gdzie robot za ciebie myśli, widzi ciebie i może ciebie skontekstować pod względem tego, jak się czujesz, jak odpowiednio podejść do klienta z odpowiedzią, żeby nie było to techniczne, a bardziej rozmyślne – mówi Martin Zalewski.

5/10 błędów w e-commerce, których możesz łatwo uniknąć

Z życia wzięte. Bo najważniejsze są fundamenty.

Pokażę Ci, na co powinieneś zwrócić szczególną uwagę przy wyborze hostingodawcy, aby uniknąć błędów, o których zapewne wcześniej nie myślałeś. Na konkretach, z życia wziętych, bez marketingowej ściemy. Dlaczego? Naszym zdaniem nie ma nic gorszego, niż wprowadzanie klienta w błąd i obiecywanie gruszek na wierzbie, byle tylko ‘złapać kolejny rekord w bazie’.

Przekonasz się, w jaki sposób nieuczciwi dostawcy wprowadzają Cię w błąd, gdzie i jak zakładają pułapki. Pokażę Ci również, jaki to może mieć wpływ na Twój sukces, bądź jego brak. I w końcu, podpowiem, jak ochronić swój e-commerce przed tymi zagrożeniami.

Usługi administracji serwerami świadczymy od wielu lat, więc hosting, serwery dedykowane i wirtualne (VPS), etc., nie mają przed nami tajemnic. Rozwiązujemy problemy, związane z wydajnością, optymalizacją, bezpieczeństwem i ogólnym doradztwem dla szeroko rozumianego e-biznesu. Dlatego doskonale wiemy, jak to wygląda od Twojej strony. Wiemy, gdzie tkwią haczyki i pomagamy naszym klientom ich unikać. Potrafimy więc podać bardzo konkretne przykłady.970×250 GIF

Na końcu znajdziesz również odnośnik do szerszej wersji artykułu, zawierającej opisy kolejnych 5 błędów, więcej szczegółów dla każdego z nich oraz bezpłatne narzędzie, dzięki któremu możesz łatwo zweryfikować każdą ofertę.

Wyobrażasz sobie udany e-biznes zbudowany na kiepskim hostingu?

Dobry hosting to fundament twojej strony wwwA wyobrażasz sobie udaną budowlę bez stabilnych fundamentów? Nieważne jak piękny będzie Twój budynek, z jak dobrych lub modnych materiałów go zbudujesz, ile włożysz w to zapału, energii i środków. Nieważne, czy będzie niewielki, czy ogromny. Cała praca pójdzie na marne, jeśli nie zapewnisz mu stabilnej podstawy. Dokładnie tak samo jest w przypadku każdego e-biznesu. Przecież traktujesz swoje plany poważnie, podejmujesz cały ten wysiłek, aby osiągnąć sukces. Każdy kolos na glinianych nogach w końcu się potknie, przecież wiesz.

Oczywiście bardzo ważne są takie elementy, jak sam produkt, szeroko rozumiany marketing, polityka sprzedaży i jeszcze setka innych rzeczy. Jednak to hosting jest jednym z najważniejszych rdzeni Twojego e-biznesu, bo chyba nie chcesz zderzyć się z którymś z problemów:

1. Potencjalni klienci rezygnują, bo strona działa za wolno, nawet okresowo.

Szybkość strony wprost przekłada się na Twój e-biznes. Internauci bowiem bardzo łatwo zrażają się, jeżeli muszą zbyt długo czekać na załadowanie kolejnych stron. Potencjalny klient musi być bardzo zdesperowany, aby zwyciężyła cierpliwość. W przeciwnym razie po prostu porzuca koszyk i odchodzi do konkurencji.

Niejedna firma hostingowa, w uproszczeniu działa na takiej zasadzie, że wrzuca na jeden fizyczny serwer tylu klientów, ilu tylko zmieści się na dyskach. Na zasadzie ‘wycisnąć z każdego sprzętu maksimum, liczy się kasa’. Konsekwencją takiego podejścia często jest sytuacja, w której część klientów generuje większy ruch, niż jest w stanie wytrzymać dana maszyna i/lub jej zaplecze. To z kolei wprost prowadzi do ‘pływającej’ wydajności danego serwera. Czasem śmiga, aż miło, innym razem wlecze się, niczym żółw. Wystarczy bowiem, że kilku użytkowników wygeneruje większy ruch w tym samym czasie i już zaczyna się problem.

Powinieneś pamiętać również o jeszcze jednej kwestii, a mianowicie wpływie szybkości na ocenę Twojej strony przez wyszukiwarki. Algorytmy Google chroni wiele tajemnic, ponadto często zmieniają się zasady ich działania. Jednak, kilka rzeczy jest pewnych. Jedną z nich jest fakt, że Google nagradza szybkie strony, a ‘karze’ te wolne.

Jak temu zaradzić? Wybrać usługę opartą na dedykowanych oraz gwarantowanych zasobach. Sprawdź, czy otrzymasz unikalny kontener z pełną izolacją. Sprawdź jakiej klasy jest to sprzęt, np., czy wszystkie jego podzespoły są klasy enterprise, czy może używa ‘domowych’ dysków SSD. Sprawdź, czy dostaniesz gwarancję na piśmie (np. w umowie), że otrzymasz wyłącznie dla siebie 100% zasobów, za które płacisz. To bardzo istotny aspekt, zwróć bowiem uwagę na pewien niuans: część dostawców chwali się, że zapewnia zasoby dedykowane i gwarantowane. Ale jakoś nigdzie nie znajdziesz gwarancji na piśmie. Dla nas np. określenie ‘gwarantowane’ oznacza również, że – co by się nie działo – zasoby, za które płacisz będą należały wyłącznie do Ciebie, a nie ‘statystycznie’, zamiennie z innymi użytkownikami. Co z tego, że dostawca ‘gwarantuje’, iż dany pakiet ma np. XYZ RAMu, łącza, etc., jeśli będziesz musiał dzielić się z setką innych klientów, nawet o tym nie wiedząc?

2. Otrzymujesz ogromną karę z tyt. zaniedbania RODO, a nawet nie wiedziałeś, że dane Twoich klientów były poza kontrolą.

Pewnie już wiesz co to RODO i co się z tym wiąże. Tutaj chciałbym zwrócić Twoją uwagę na pewien ‘niuans’, o którym raczej niewielu pisze, a przynajmniej nie wprost. Bo też niewielu zdaje sobie z tego sprawę, bądź woli to przemilczeć.

Wyobraź sobie następującą sytuację: otrzymujesz zarzut pokontrolny, że dane klientów Twojego e-sklepu nie były poprawnie przez Ciebie chronione. Że nie miałeś pełnej kontroli nad wszystkimi procesami ich przetwarzania. Jak mogło do tego dojść? Otóż, bardzo prosto. Powiem więcej: to nie taki rzadki przypadek. Mianowicie, spora część mniejszych, a nawet średnich firm hostingowych działa w oparciu o jeden ze scenariuszy:

  • nie kupują własnych maszyn, tylko wynajmują serwery dedykowane,
  • albo wręcz są jedynie pośrednikami, tzw. resellerami.

Jakie mogą być tego konsekwencje? Ano takie, że taki hostingodawca zazwyczaj nie ma zielonego pojęcia, co – tak naprawdę – dzieje się z tymi serwerami, kto ma do nich dostęp i na jakich zasadach. Oczywiście, zazwyczaj mają umowy ze swoim dostawcą, bo te kwestie można prawnie uregulować. Jednak, zazwyczaj te mniejsze firmy nie mają odpowiedniego wsparcia prawnego i polegają na szablonach dostawcy. Ergo: sami ryzykują (bądź nie zdają sobie sprawy) i nawet będą skłonni podjąć własne zobowiązania, podpisać z Tobą umowę, itd. Nie zmienia to więc faktu, że dziura w systemie bezpieczeństwa istnieje. Spora dziura. Lista zagrożeń jest długa, jak chociażby kwestia utylizacji wymienionego dysku, czynnik ludzki, itd.

Powiesz być może ‘Nie mój problem, mam umowę z hostingodawcą’. Niestety, nic bardziej mylnego – to Ty poniesiesz wszelkie konsekwencje, jako administrator danych. Finansowe, wizerunkowe, etc. A usługodawcę możesz, co najwyżej ciągać po sądach. To Twoje dane i Ty masz obowiązek je chronić.

Jak temu zaradzić? Zweryfikuj, czy Twój dostawca ma własny sprzęt, czy jedynie go wynajmuje lub odsprzedaje. Sprawdź jakiej klasy jest to sprzęt. Upewnij się, że dostawca ma własną, profesjonalnie przemyślaną politykę bezpieczeństwa, w której uregulował wszystkie ważne kwestie.

3. Po upływie ‘promocji’ otrzymujesz zaskakujące warunki, a przecież wcześniej już zaplanowałeś swój budżet.

W naszej branży często spotyka się promocje w rodzaju: ‘Hosting na rok za 1zł.’, ‘Domena za 0zł.’, itp. Oczywiście sami lubimy promocje, ale tylko te uczciwe! A, moim skromnym zdaniem, do takich nie należy promocja, która sugeruje, że za przysłowiową złotówkę otrzymasz pełnosprawny produkt. Gdzie zazwyczaj tkwi haczyk? Najczęściej w dwóch ‘ale’:

  • Ze szczegółów technicznych usługi (często ukrytych w opasłych regulaminach lub specyfikacjach technicznych) wprawny czytelnik wyczyta, że dana usługa obarczona jest wieloma ograniczeniami. Często dosyć przykrymi dla e-przedsiębiorcy, czasem już na początku, częściej w przyszłości. I/lub:
  • Po zakończeniu okresu promocyjnego, będziesz zobowiązany (pod groźbą kary) do przedłużenia usługi o kolejny okres. Tym razem jednak, już nie za złotówkę. I, pomijając problem uwiązania (potencjalnie problematyczny), sumaryczna opłata wcale nie będzie już tak atrakcyjna, a często nawet wyższa.

Dlaczego tak się dzieje? Bo część dostawców zakłada, że lepsza dla nich jest strategia ‘ilość, nie jakość’. Np. budują sobie bazę ‘klientów’ tylko po to, aby przyszła wycena ich przedsięwzięcia była atrakcyjniejsza dla inwestorów. Z naszych analiz wynika też, że co najmniej 70% klientów nie ma odpowiedniej wiedzy lub czasu, aby móc ocenić problem na tym etapie. Dużej części z nich też to nie przeszkadza, w końcu nie każdy klient hostingu buduje profesjonalny e-biznes. Np., dopóki e-sklep ma kilkudziesięciu użytkowników na dobę, serwis będzie działał i na laptopie. Otwierają im się oczy dopiero wtedy, gdy biznes zaczyna się kręcić i konsekwencje bezpośrednio ich dotykają. Wówczas często trafiają do nas z prośbą o pomoc. Oczywiście, wszystko można naprawić, ale utraconego czasu i środków już nie odzyskasz. Zakładam jednak, że należysz do pozostałych 30%, skoro dobrnąłeś do tego etapu lektury. Dlatego, bardzo Cię proszę: Nie wierz w cuda. W cenie podróbki nie otrzymasz oryginału, w cenie maluszka nie otrzymasz bolidu, itp. Nikt też nie dopłaci Ci do Twojego biznesu. Myślisz, że za przysłowiową złotówkę ktokolwiek zapewni Ci dobry hosting? W sytuacji, gdy za sam prąd płaci więcej…?!

Jak temu zaradzić? Przede wszystkim sprawdź dokładnie co kryje się w tzw. drobnym druczku regulaminów, umów i specyfikacji technicznych danej usługi. Na końcu zawsze to one mają decydujące znaczenie, nie tylko w sądach. Wiem, nie chce się, nie ma czasu, itd. Ale to dokładnie tak samo, jak podpisanie umowy kredytowej – naprawdę warto poświęcić trochę czasu, by nie być kolejnym ‘mądrym po szkodzie’. Przecież, w końcu budujesz/rozwijasz swój e-biznes i liczysz, że będzie przynosił Ci godziwe zyski.

4. Dałeś złapać się na okres testowy, jednak rzeczywista jakość okazała się zupełnie inna.

W wielu branżach przyjęło się, aby dostarczać potencjalnemu klientowi produkt testowy. Aby mógł sprawdzić, ‘dotknąć’ i przekonać się, że nie kupuje kota w worku. Być może sam pomyślałeś sobie ‘ok, zarejestruję konto testowe i sam sprawdzę ile dana usługa jest warta’. I całkiem słuszna idea. Problem w tym, że nie w branży hostingu, tutaj nie tylko nie sprawdza się takie podejście, ale wręcz przynosi realne szkody. Dlaczego?

Niestety, takie testy nigdy nie będą miarodajne, a już na pewno nie w 100%. Operator hostingu ma bowiem tylko dwie możliwości udostępnienia do testów tego typu usługi:

  • Odrębny, testowy serwer, który przecież nie jest porównywalny z docelową usługą. Dostajesz więc do testów coś innego, niż docelowo otrzymasz. A więc, może nieświadomie, ale właściwie jesteś wprowadzany w błąd.
  • Oczywiście można również udostępniać konta testowe na serwerach produkcyjnych. Niestety, zdecydowana większość tzw. kont testowych jest wykorzystywana do niekoniecznie uczciwych celów. Cierpią zatem pozostali klienci. Żaden szanujący klienta dostawca nie dopuści do takiej sytuacji, więc wracamy do poprzedniego punktu.

Błędne koło? Właśnie dlatego uważam, że nie istnieje coś takiego, jak uczciwie dostarczone konto testowe, w 100% odwzorowujące to, co docelowo otrzymasz. Więc co Ci przyjdzie z takich testów? To trochę tak, jakbyś jazdę testową wykonał najlepszą bryką w salonie, aby następnie kupić najskromniejszy model tej marki, w dodatku lekko przechodzony.

Jak temu zaradzić? Przede wszystkim, jeśli zobaczysz możliwość bezpłatnych testów, nie wierz, że w 100% odzwierciedlą one późniejszą rzeczywistość. Jedynym, naprawdę wiarygodnym sposobem jest test dokładnie tej usługi, z której masz docelowo korzystać. A co, jeśli usługa nie spełni Twoich oczekiwań? Rozwiązanie jest proste i uczciwe dla obu stron: gwarancja zwrotu pieniędzy i/lub satysfakcji. Jeśli usługa nie spełni Twoich oczekiwań, wówczas bez zbędnych pytań dostawca ma zwrócić 100% niewykorzystanej opłaty. Zastanów się, ile czasu potrzebujesz na prawdziwe testy? Kilku godzin, dni? Jeśli więc nie będziesz zadowolony, w rzeczywistości ryzykujesz drobną kwotą, w zamian otrzymując prawdziwy obraz sytuacji.

5. Miało być ‘bez limitów’, tymczasem otrzymujesz ostrzeżenie i warunki ‘nie do odrzucenia’.

Spotkałeś się z ofertą w rodzaju ‘u nas bez limitów!’, prawda? Kolejna ściema, a nawet mega ściema. Nota bene, w takich branżach, jak np. telekomunikacja, już karana. Jak ktoś może zapewniać Cię, że nie nałoży na Twoją usługę żadnych limitów, skoro on sam je ma? Czyli co, charytatywnie otrzymasz prezent w postaci dopłaty do łącza? Albo, dostawca potrafi naciągać parametry serwera? W przypadku każdej usługi hostingowej, na końcu zawsze jest konkretna, fizyczna maszyna, która ma swoje określone parametry i otoczenie, warunki. Łączna ilość dysków lub macierzy, RAM, moc procesorów, interfejsy sieciowe, łącza, itd. – to konkretne parametry, nie mające raczej tendencji do naciągania. A ich zwiększanie kosztuje, bardzo konkretne pieniądze. Również wszystkie ‘nienamacalne’ elementy mają swoje ograniczenia lub cenę. Dostawca sam płaci za łącza, za energię elektryczną, za ruch, itd. Albo więc oszukuje Cię, że on nie ma takich ograniczeń, więc i Ty ich nie będziesz mieć. Albo wciska Ci kit. Zazwyczaj liczy na to, że ‘ukryje’ to w ogólnym rozrachunku zużycia, a Ty nie zorientujesz się o co chodzi. Wspomaga się również statystyką, bowiem i tutaj ok. 70% klientów nie zorientuje się, bądź wręcz nie oczekuje tego w rzeczywistości. Pamiętasz jednak, że zakładam, iż Szanowny Czytelniku należysz do pozostałych 30%? 🙂

Jak temu zaradzić? Przede wszystkim, jeśli kolejny raz zobaczysz reklamę z rodzaju ‘bez limitów’, nie wierz w to. Sprawdź zapisy regulaminu (ogólnego lub danej promocji) i specyfikację techniczną. Bardzo często to właśnie tam znajdziesz ‘furtkę’, którą dostawca pozostawił sobie na wypadek wpadki. Każdy dostawca, który stara się uczciwie pokazać wszystkie szczegóły, nie będzie ukrywał informacji, że limity są. Zapoznaj się więc z nimi i podejmij świadomą decyzję. Twoje potrzeby zawsze można konkretnie nazwać, więc wystarczy jedynie sprawdzić, czy dane ograniczenia są dla Ciebie istotne, czy nie. To, co ważniejsze dla Ciebie – sprawdź, czy dostawca będzie w stanie zapewnić Ci większe zasoby oraz na jakich warunkach, jeśli Twój biznes wzrośnie. I, czy może to zrobić płynnie, bez zakłócania Twojego biznesu.

Podsumowując:

Artykuł wskazuje przykłady problemów, które pomogliśmy naszym Klientom rozwiązać. Teraz wiesz w jaki sposób nieuczciwi dostawcy hostingu mogą wprowadzić Cię w błąd, gdzie i jak zakładają pułapki. Już wiesz na co powinieneś zwrócić szczególną uwagę przy wyborze hostingodawcy, aby uniknąć błędów, o których zapewne wcześniej nie myślałeś. Błędów o tyle istotnych, że bezpośrednio wpływających na techniczny rdzeń każdego e-biznesu. Warto o nich pomyśleć już teraz, bo gdy Twój biznes zacznie wzrastać, naprawa ich nie będzie taka łatwa, szybka i tania.

stefan v2Polecam również szerszą wersję publikacji, zawierającą opisy kolejnych 5 błędów, więcej szczegółów dla każdego z nich oraz bezpłatne narzędzie, dzięki któremu możesz łatwo zweryfikować każdą ofertę:

https://blog.servizza.com/hosting-pro4pro-10-bledow-nieudanych-e-biznesow/

Życzę mądrych wyborów i do siego! 😉

Stefan & Servizza Team

Czy wirtualne biura w Polsce są legalne?

Dziś także w Polsce coraz więcej osób daje możliwość wynajęcia wirtualnego biura. Jednak nie każdy zdaje sobie sprawę, czym one tak naprawdę są i kiedy można z nich skorzystać. Sprawdź zatem, gdzie znaleźć wirtualne biuro dla swojej firmy, jakie korzyści daje to rozwiązanie i przede wszystkim, kiedy jest ono legalne.

Czym jest wirtualne biuro?

Wirtualne biura dają możliwość wynajęcia adresu firmy, dzięki czemu możliwe staje się zarejestrowanie oraz prowadzenie własnej działalności gospodarczej. Bez podania adresu wpisanie firmy do rejestru staje się niemożliwe, dlatego skorzystanie z tego rozwiązania daje nam szanse na spełnianie marzeń o własnej firmie. Najczęściej z tego rozwiązania korzystają freelancerzy, ale też inni przedsiębiorcy, np. posiadający start-upy. Poza tym małe przedsiębiorstwa, dla których nieopłacalne staje się wynajmowanie tradycyjnego biura, powinny zdecydować się również na to rozwiązanie.

Gdzie najlepiej znaleźć wirtualne biuro dla firmy?

Z roku na rok zwiększa się ilość wirtualnych biur w całej Polsce. Obecnie prym w tej dziedzinie wiedzie Warszawa. W stolicy można znaleźć dużą ilość firm, które udostępniają za określone wynagrodzenie wirtualny adres. Jednak najważniejsze jest to, aby zwrócić uwagę na ilość dostępnych usług w pakiecie, a dopiero później na cenę, którą trzeba co miesiąc uiścić za wirtualne biuro Warszawa. Trzeba podkreślić, że firmy, które oferują taką możliwość, sprawiają, że coraz więcej osób może stać się przedsiębiorcami i rozwijać swój wymarzony biznes. Warto też podkreślić, że wybierając wirtualne biuro w Warszawie, nie musimy tam mieszkać i w żaden sposób nie utrudni nam to pracy.

Czy wirtualny adres jest legalny?

Skoro wiemy już, czym wyróżnia się wirtualne biuro, to trzeba teraz zadać sobie podstawowe pytanie — czy to rozwiązanie jest na pewno legalne? Wbrew pozorom wiele osób posiada nieuzasadnione obawy związane z rejestracją firmy pod wirtualnym adresem, w którym w rzeczywistości nie pracuje. Największy strach pojawia się w kontekście Urzędu Skarbowego, któremu mówiąc kolokwialnie, nie chcemy podpaść. W rzeczywistości warto zdawać sobie sprawę z tego, że w 2014 roku Naczelny Sąd Administracyjny rozwiał wszelkie wątpliwości i dał gwarancję przedsiębiorcom, że wirtualne biura mogą być z powodzeniem wykorzystywane przez właścicieli firm.

Jak sprawdzić legalność firm wynajmujących wirtualne biura?

Najważniejsza staje się jednak czujność i wyzbycie się ślepej wiary bez poznania twardych dowodów. Aby upewnić się, że firma, od której chcemy wynająć wirtualny adres działa legalnie, musimy przede wszystkim sprawdzić, czy posiada ona zarejestrowaną działalność. Na przykład, kiedy chcemy wynająć wirtualne biuro w Warszawie, powinniśmy wybierać te, które od lat cieszy się największą renomą, przez to będziemy pewni, że nie padliśmy ofiarą oszustów. Ważne stają się zatem przede wszystkim opinie wcześniejszych klientów. Przy czym warto poszukać ich w różnych miejscach, np. portalach społecznościowych, blogach, forach, czy stronach opiniotwórczych.

480 nowych zagrożeń na minutę i 20% więcej naruszeń danych w sektorze finansowym. McAfee Labs podsumowuje III kwartał 2018

Wzrost liczby próbek złośliwego oprogramowania atakującego IoT w III kwartale 2018 roku o 72%, coraz więcej incydentów w sektorze finansowym, a także superkomputer do „kopania” kryptowaluty stworzony przez cyberprzestępców z tysięcy pojedynczych urządzeń Internetu Rzeczy. To fakty, jakie ujawnia najnowszy raport McAfee Labs Threats Report: December 2018.

Arkadiusz Krawczyk, Country Manager McAfee Poland
Arkadiusz Krawczyk, Country Manager McAfee Poland

– Obserwujemy, że cyberprzestępcy wciąż atakują, wykorzystując zarówno nowe, jak i stare luki, a rozwój ich podziemia radykalnie zwiększa skuteczność tych działań – mówi Arkadiusz Krawczyk, Country Manager w McAfee Poland. – Tak długo, jak ludzie i firmy będą płacić okupy, a względnie proste ataki, np. kampanie phishingowe, będą przynosić efekty, przestępcy z nich nie zrezygnują. Aby im przeciwdziałać, stale monitorujemy to środowisko. Podsłuchujemy tajne fora i staramy się wyprzedzać niebezpieczne ruchy.

O czym rozmawiają cyberprzestępcy?

W III kwartale 2018 roku cyberprzestępcy działali głównie na trzech popularnych czarnych rynkach: Dream Market, Wall Street Market i Olympus Market. Aby nie wpaść jednak w ręce organów ścigania i budować zaufanie bezpośrednio u klientów, niektórzy zmienili strategię i zaczęli sprzedawać swoje towary w stworzonych przez siebie specjalistycznych sklepach. Dało to nowe możliwości projektantom stron WWW, którzy pod te potrzeby budują ukryte platformy handlowe.

– Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że zagrożenia cybernetyczne, przed którymi dzisiaj stajemy, zaczęły się również od rozmów na tajnych forach, a dopiero później przerodziły się w produkty i usługi dostępne na czarnorynkowych bazarach – tłumaczy John Fokker, szef cyberprzestępczej dochodzeniówki w McAfee.

O czym na forach hakerskich w III kwartale dyskutowali cyberprzestępcy i jakie wnioski można wyciągnąć z tych rozmów?

• Skuteczne naruszenia podsycają ataki na dane i ataki naśladowcze

– Dane uwierzytelniające: Ze względu na ostatnie duże i udane naruszenia dane użytkowników są nadal popularnym celem. Cyberprzestępców szczególnie interesuje hakowanie kont e-mail – głównie dlatego, że dostęp do nich służy również do odzyskania danych uwierzytelniających do innych usług online.

– Złośliwe oprogramowanie na platformach e-handlowych: Coraz popularniejszym celem ataków są platformy płatnicze na dużych witrynach e-handlowych, coraz rzadziej są to pojedyncze systemy sprzedaży.

• Wciąż popularne metody infiltracji i ataku

– Powszechne podatności i luki (Common Vulnerabilities and Exposures, CVE): Specjaliści McAfee natrafili na liczne wzmianki o CVE w rozmowach dotyczących zestawów narzędziowych RIG, Grandsoft i Fallout, a także ransomware typu GandCrab. Popularność tych tematów podkreśla znaczenie, jakie ma dla organizacji na całym świecie zarządzanie lukami i podatnościami.

– Protokół pulpitu zdalnego (Remote Desktop Protocol, RDP): Sklepy oferujące loginy do systemów komputerowych na całym świecie, od urządzeń domowych po medyczne, włącznie z systemami rządowymi, nadal cieszyły się popularnością w III kwartale. Takie sklepy to miejsca, gdzie zaopatrują się cyberprzestępcy próbujący dokonać oszustwa, sprzedając dostęp RDP, a także numery ubezpieczenia społecznego, dane bankowe czy dostęp do kont internetowych.

– Ransomware jako usługa (Ransomware-as-a-Service, RaaS): Ransomware wciąż jest na topie! Świadczy o tym wzrost ataków tego typu o 45% w ciągu ostatnich czterech kwartałów oraz silne zainteresowanie na cyberprzestępczych forach usługami RaaS i malwarem GandCrab.

Zagrożenia w III kw. 2018 r.

„Kopanie” kryptowalut i Internet rzeczy (IoT). Cyberprzestępcy wykorzystują coraz częściej to, że duża liczba urządzeń IoT ma słabe zabezpieczenia. Tworzą z tysięcy pojedynczych urządzeń superkomputer do zdobywania wirtualnych pieniędzy. Nowe próbki złośliwego oprogramowania atakującego urządzenia IoT wzrosły o 72% (a o 203% w ostatnich czterech kwartałach). Liczba nowych próbek złośliwego oprogramowania do „kopania” kryptowalut skoczyła w III kwartale o prawie 55%, a ciągu ostatnich czterech kwartałów aż o 4467%.

Wirusy bezplikowe. Nowe złośliwe programy wykorzystujące JavaScript zanotowały wzrost o 45%, a w przypadku PowerShell mamy do czynienia ze wzrostem na poziomie 24%.

Incydenty bezpieczeństwa. McAfee Labs naliczył 215 publicznie ujawnionych incydentów, co stanowi spadek o 12% w porównaniu z II kwartałem 2018 roku. 44% wszystkich publicznie ujawnionych incydentów miało miejsce w Amerykach, 17% w Europie i 13% w regionie Azja-Pacyfik.

Sektory na celowniku. Liczba ujawnionych incydentów w instytucjach finansowych wzrosła o 20%, a specjaliści McAfee zarejestrowali więcej kampanii spamowych wykorzystujących nietypowe pliki w celu uniknięcia podstawowych zabezpieczeń poczty e-mail. Ujawnione incydenty w sektorze medycznym utrzymały się na tym samym poziomie, w sektorach publicznym i edukacji zanotowano spadki – odpowiednio o 2% i o 14%.

Wektory ataków. Wśród ujawnionych wektorów ataków prym wiodły złośliwe programy, a na kolejnych pozycjach uplasowały się: przechwytywanie kont, wycieki, nieuprawniony dostęp i luki w zabezpieczeniach.

Złośliwe oprogramowanie mobilne. Liczba nowych próbek w tej kategorii spadła o 24%. Pomimo trendu malejącego pojawiły się dość nietypowe zagrożenia mobilne, np. fałszywa aplikacja pozwalająca oszukiwać w grze Fortnite i fałszywa aplikacja randkowa. Biorąc na cel członków Sił Obronnych Izraela, ta druga aplikacja uzyskała dostęp do lokalizacji urządzeń, listy kontaktów i kamer oraz umożliwiała podsłuchiwanie rozmów telefonicznych.

Złośliwe oprogramowanie w systemie Mac OS. Liczba nowych próbek złośliwego oprogramowania w Mac OS wzrosła o 9%. Całkowita liczba próbek w tym obszarze wzrosła o 51% w ciągu ostatnich czterech kwartałów.

Makrowirusy. Liczba nowych makrowirusów wzrosła o 32%, a w przeciągu ostatnich czterech kwartałów o 24%.

Kampanie spamowe. 53% ruchu botnetów spamowych w III kwartale napędzał Gamut, generujący m.in. szantaże typu „sextortion”, żądające okupu pod groźbą ujawnienia przeglądanych przez ofiarę witryn o charakterze seksualnym.

PSD2 – nadchodzi dobry czas dla FinTechów?

Przed FinTechami rysuje się świetlana przyszłość. Wszystko za sprawą PSD2, czyli dyrektywy unijnej Payment Service Directive 2 (PSD2), regulującej rynek płatności detalicznych. To właśnie dzięki niej już w 2019 roku firmy technologiczne działające w sektorze finansów będą mogły realizować zlecenia płatnicze swoich klientów, mając dostęp do ich rachunków bankowych. To najważniejsza zmiana, która czeka branżę finansową w przyszłym roku. Zapowiedź brzmi doskonale dla biznesu, ale co oznacza dla samych instytucji finansowych oraz klientów? Nowe przepisy wejdą w życie dopiero we wrześniu, ale warto już dzisiaj sprawdzić, co nas w związku z nimi czeka.

Aleksandra Wodzisławska, prezes zarządu Aforti Exchange
Aleksandra Wodzisławska, prezes zarządu Aforti Exchange

Obowiązująca dotychczas dyrektywa PSD okazała się niewystarczająca
w dynamicznie zmieniającym się
cyfrowym świecie. Postępująca digitalizacja usług niejako wymusiła kolejne, niezbędne zmiany, których skuteczność w dużej mierze uzależniona będzie od „otwartości” tradycyjnych instytucji finansowych na współpracę z FinTechami. Wprowadzając dyrektywę PSD2 unijny regulator dąży do wsparcia i dalszego rozwoju e-gospodarki, m.in. przez obniżenie kosztów transakcji płatniczych, jak też podniesienia poziomu ich bezpieczeństwa.

PSD2, a FinTechowe ograniczenia

Ustawa PSD2 obowiązuje w Polsce już od 13 stycznia 2018 roku. W pełni wdrożona zostanie jednak dopiero we wrześniu 2019 roku, kiedy to banki zobowiązane będą udostępnić podmiotom zewnętrznym API, umożliwiające wgląd w rachunki klientów, a także inicjowanie transakcji. Czynności te zarezerwowane są oczywiście tylko dla uprawnionych podmiotów, zwanych w dyrektywie jako TPP (Third Party Provider).

Co wdrożenie PSD2 oznacza w praktyce? Przede wszystkim na rynku – obok instytucji realizujących transakcje płatnicze – pojawią się nowi usługodawcy, którzy będą mogli agregować informacje o stanie rachunków bankowych swoich klientów (AIS – Account Information Service), mając szybki i bezpośredni wgląd w ich sytuację finansową. TPP będą też uprawnieni do realizacji w imieniu klienta płatności z wykorzystaniem jego rachunku bankowego (PIS Payment Initiation Service). W praktyce oznacza to, że podmioty o statusie TPP będą mogły – po otrzymaniu danych do logowania w bankowości internetowej klienta – realizować płatność w określonej kwocie do określonego odbiorcy, a następnie raportować klientowi o jej realizacji.

Między teorią, a rynkową praktyką – Polska nadal oporna na ‘open banking’

Zgodnie z harmonogramem projektu PolishAPI – realizowanego przez Związek Banków Polskich, przy zaangażowaniu rodzimych FinTechów, w tym też Aforti Exchange – banki zobowiązane są wystawić swoje środowiska testowe już w pierwszej połowie marca 2019. Ma to umożliwić pełne wdrożenie nowych usług we wrześniu 2019 roku. Bez wątpienia wszystkie zainteresowane FinTechy bardzo czekają na ten moment.

Dotychczas FinTechy – zajmujące się np. wymianą walut – bardzo często spotykały się z odmową banków w kwestii chociażby założenia rachunków firmowych. Podobnie wygląda sytuacja w Rumunii, gdzie Aforti Exchange również zarządza platformą wymiany walut online dla firm. O ile w Polsce prace nad realizacją postanowień dyrektywy unijnej trwają i są mocno zaawansowane, o tyle w Rumunii ustawa implementująca PSD2 nie została jeszcze zatwierdzona przez lokalny parlament. Nie wiadomo też kiedy to nastąpi.

Niestety, żeby w pełni zrealizowały się intencje ustawodawców dotyczące PSD2, nie wystarczy tylko zmiana przepisów. Zarówno w Polsce, jak i w Rumunii musi dojść do mentalnej transformacji banków – a w tym ich kadry managerskiej – w kierunku otwartości na współpracę z FinTechami. Oba kraje należą bowiem do niechlubnej czołówki państw, w których praktycznie nie istnieje tak zwany ‘open banking’. Razem z Polską i Rumunią w pierwszej dziesiątce rankingu znajdują się: Serbia, Czarnogóra, Ukraina i Bułgaria. Z kolei Wielka Brytania znajduje się wśród krajów, które mogą się pochwalić największą otwartością sektora bankowego na usługi FinTech’owe. Wśród liderów znaleźli się również nasi sąsiedzi – Czechy i Słowacja. W Europie funkcjonuje już wiele FinTechów, które przekształciły się w banki, choćby Revolut czy Bank N26. Ich historie biznesowe potwierdzają, że ’open banking’ jest bez wątpienia kierunkiem, w którym muszą podążać banki w Polsce, Rumunii i innych krajach, dla których ta formuła współpracy biznesowej jest nadal obca.

PSD2 – korzyści dla FinTechów czy dla klientów?

Uzyskanie przez FinTechy dostępu do kont bankowych czy możliwości realizacji transakcji płatniczych w naszym imieniu może brzmieć groźnie. Należy jednak pamiętać, że dyrektywa PSD2 ma na celu przede wszystkim zabezpieczenie interesu konsumentów w zakresie internetowych transakcji. Ma to się dokonać m.in. za sprawą unijnej dyrektywy PSD2, w tym objęcia kontrolą i nadzorem nowych usług płatniczych, jak też ich standaryzację, szczególnie w wymiarze globalnym. Co więcej, ideą wdrożenia PSD2 jest stymulacja rynku i rozwój branży nowych technologii płatniczych, dokonywanych nie tylko online, ale również z wykorzystaniem urządzeń mobilnych, z których coraz częściej korzystają konsumenci na całym świecie.

Wejście w życie PSD2 to dla klientów również szansa na większą konkurencyjność rynku przez dopuszczenie do działania na nim nowych podmiotów, których działalność będzie precyzyjnie regulowana na poziomie przepisów unijnych. Stanowić to będzie dużą wyższą gwarancję bezpieczeństwa transakcji, chociażby dzięki wprowadzeniu tzw. silnego uwierzytelniania klienta w ramach zainicjowania płatności. Niezbędna będzie do tego identyfikacja za pomocą co najmniej 2 niezależnych metod, np. jednocześnie za pomocą kodu otrzymanego na numer telefonu i rozwiązań biometrycznych. Co więcej – zakazane też będą dodatkowe opłaty za transakcje wykonane konsumencką kartą płatniczą, chociaż nie będzie to dotyczyło kart biznesowych. Najważniejszą korzyścią dla klientów stanie się jednak zwiększenie odpowiedzialności dostawców usług płatniczych za straty wynikające z nieautoryzowanych transakcji. Klient poniesie finansowe konsekwencje maksymalnie do wartości 50 EUR, przy obowiązującej dotychczas kwocie 150 EUR.

PSD2 – warto czekać!

Niezależnie od tempa wdrożeń rozwiązań wynikających z dyrektywy PSD2, trzeba podkreślić, że największa rewolucja jest dopiero przed nami. Dostęp TPP do rachunków klientów banków to historyczna zmiana i największy game changer, który diametralnie zmieni rynek usług finansowych. Już pierwsza Dyrektywa PSD była ogromnym krokiem w kierunku ograniczenia monopolu banków, ale PSD2 daje wielkie zielone światło dla FinTechów, które do tej pory były mocno marginalizowane przez bankowe korporacje.

Aleksandra Wodzisławska, prezes zarządu Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Agility zainwestuje 100 mln USD w cyfrową platformę logistyczną Shipa

Agility w ciągu najbliższych trzech lat zainwestuje 100 mln USD w projekt uruchomienia Shipa.com, cyfrowej platformy logistycznej umożliwiającej przedsiębiorcom oraz konsumentom zarządzanie transportem, sprzedażą oraz dostawami przez Internet.

„Shipa.com, dzięki zastosowanej technologii, ułatwia działalność zarówno niewielkim firmom, które mogą zarządzać łańcuchami dostaw przy pomocy kilku kliknięć, jak i klientom indywidualnym, którzy na telefonie mogą sprawdzić status zamówionej przesyłki” mówi Henadi Al-Saleh, przewodnicząca rady nadzorczej Agility. „Dzięki Shipa.com logistyka staje się wygodniejsza, bardziej zrozumiała, a jednocześnie prostsza i dostępna dla wszystkich.”

W skład platformy Shipa.com wchodzą:

Shipa Freight  zapewnia małym przedsiębiorstwom bezpośredni i szybki dostęp do stawek transportowych, a także umożliwia rezerwację, płatność oraz śledzenie przesyłek morskich i lotniczych na całym świecie, z dowolnego urządzenia cyfrowego lub mobilnego. To pierwsza w branży i najbardziej zaawansowana, w pełni zintegrowana usługa internetowego zarządzania frachtem, dostępna obecnie w ponad 100 krajach, w tym w Polsce.

Shipa Ecommerce  zapewnia sprzedawcom internetowym dostęp do najszybciej rozwijających się i zróżnicowanych rynków na całym świecie. Shipa Ecommerce oferuje zintegrowane rozwiązania logistyczne obejmujące usługi frachtowe, obsługę magazynową oraz dostawy w rejonie Zatoki Perskiej, poszerzone w najbliższej przyszłości o kraje Unii Europejskiej i Afrykę. Jej klientami są międzynarodowe sieci handlowe z USA, UE i Azji, a także lokalne firmy z Bliskiego Wschodu. Rozwiązania Shipa Ecommerce wykorzystują łatwą w obsłudze integrację cyfrową: API i interfejsy sieciowe, takie jak integracja z portalami klientów, stronami internetowymi i aplikacjami.

Shipa Delivery oferuje przedsiębiorcom i klientom indywidualnym dostawy w ciągu tego samego dnia, następnego dnia i międzynarodowe w krajach Zatoki Perskiej. Intuicyjna i łatwa w obsłudze platforma dostępna jest z urządzeń mobilnych lub zintegrowana bezpośrednio z systemami biznesowymi klientów. Dostarcza ona rozwiązań umożliwiających optymalizację działań pod względem szybkości, wygody oraz kosztów.

„Logistyka jest kręgosłupem handlu. To jednak skomplikowany proces, a jego złożoność przysparza poważne trudności drobnym przedsiębiorcom. Małe firmy często nie mają dostępu do zasobów, narzędzi i rozwiązań logistycznych, z których korzystają najwięksi gracze” powiedziała Henadi Al-Saleh. „Nic zatem dziwnego, że po przeprowadzeniu rozmów z przedstawicielami 800 małych i średnich przedsiębiorstw z całego świata, odkryliśmy, że aż 78 proc. z nich chciałoby mieć możliwość zarządzania procesami logistycznymi przez Internet. Shipa stanowi odpowiedź na tę ich potrzebę, tym samym dając im szansę wykorzystania możliwości oferowanych przez światową gospodarkę cyfrową”.

Według Henadi Al-Saleh, Shipa.com to „ramię innowacji Agility”, które ułatwia wdrażanie nowych technologii i rozwój produktów cyfrowych oraz przyspiesza tempo zmian zarówno w firmie jak i w całej branży. „Shipa.com pozwala połączyć logistyczną wiedzę Agility, dostępne zasoby oraz cyfrowe możliwości platform Shipa. Stanowi dużą wartość dla naszych klientów i wnosi nową wartość do firmy” podsumowuje.

„Także w Polsce klienci, bez względu na wielkość firmy, oczekują od nas zarówno prostego i szybkiego dostępu do informacji o tym, co w danym momencie dzieje się z ich przesyłką jak i wsparcia w zarządzaniu skomplikowanym procesem logistycznym. Tu najlepszą odpowiedzią są nowoczesne technologie, co widać chociażby po wzroście liczby użytkowników aktywnie korzystających z platformy Shipa Freight. Kolejne inwestycje w rozwój cyfrowej platformy logistycznej oznaczają nowe, jeszcze większe możliwości dla naszych klientów” mówi Karolina Gasińska-Byczkowska, country manager, Agility Logistics w Polsce.

Strach rządzi na rynkach

Rynek finansowy dalej cierpi z braku płynności, co w nocy doprowadziło do gwałtownych zmian na FX. Tzw. frash crash przyniósł silne umocnienie jena przy jeszcze nieotwartym po świątecznej przerwie japońskim rynku. Podtrzymywany strach o hamowanie globalnego ożywienia coraz mocniej zatruwa rynki.

W przeciągu kilku minut USD/JPY tąpnął o ponad 4 proc. pod 105, ale kapitał uciekający w jena ściągał w dół też EUR, GBP, AUD, NZD, czy TRY. Niektórzy za zaistniałą sytuację winią informację z Apple, który w komunikacie na koniec amerykańskiej części sesji ostrzegł przed spadkiem przychodów w I kw. 2019 r. z powodu „niespodziewanego spowolnienia w Chinach”. Jakkolwiek informacja ta tylko dolała oliwy do ognia po serii rozczarowujących odczytów PMI z Chin, to jednak komunikat został wydany godzinę przed flash crashem. Albo efektywność rynku to pusty zwrot nadający się tylko do zapełniania podręczników, albo kogoś poniosła fantazja. Mogę przyznać, że przy pełzającej awersji do ryzyka i ucieczce od ryzykownych aktywów (nadnaturalna wyprzedaż EUR, GBP i AUD w środę) każda negatywna informacja tylko dokłada argumentów do błyskawicznego załamania rynku, ale bezpośrednie wiązanie jednego z drugim to lekka przesada.

Mieliśmy do czynienia ze skutkami bardzo niskiej płynności, gdzie zmiany rynkowe są wyolbrzymione, kiedy zleceń nie kontrolują traderzy tylko systemy komputerowe oparte na algorytmach (maszyny nie świętują i nie odpoczywają po zabawie sylwestrowej). Jakość handlu była zła już w środę, a w nocy nieobecność inwestorów z Japonii (święto) tylko pogorszyła sytuację. Z resztą to nie pierwszy raz, kiedy nocny popyt na jena przewraca rynek do góry nogami. W połowie sierpnia ubiegłego roku w szczycie pogromu rynków wschodzących obserwowaliśmy spadek ZAR/JPY o ponad 10 proc. Tym razem także aktywacja stop lossów na nietrafionych pozycjach (dziś katalizatorem mógł być TRY/JPY) uruchomiła lawinę, która rozlała się wszędzie, gdzie można było znaleźć resztki płynności. To tłumaczy słabość AUD i NZD, ale też pokazuje, że najwięcej strachu jest wśród inwestorów posiadających GBP.

Co teraz? Inwestorzy starają się poukładać handel z poziomów, które są zupełnie inne od tych, jakie zostawili wczoraj, kiedy wychodzili do domów. Podtrzymuję zdanie, że sytuacja w gospodarce globalnej nie jest tak tragiczna, jakby można było wnioskować z wahań rynków finansowych. Staram się też nie wyciągać wniosków z chaotycznych skoków kursów generowanych przy niepełnej płynności. Jednocześnie coraz bardziej martwi mnie, czy przeciągający się okres ponurego obrazu rynków nie zacznie w końcu przegryzać się do świadomości konsumentów i przedsiębiorców, w efekcie czego hamowanie globalnego ożywienia stanie się samospełniającą się prognozą. No bo kto w pojedynkę odważy się grać przeciwko rynkowi w głębokiej wierze, że gospodarczo jest lepiej? Ja się nie wyrywam.
W pierwszych godzinach sesji w Europie zamieszanie pozostawione na rynku FX po sesji azjatyckiej prawdopodobnie pozostanie ważniejszym tematem od danych. Po południu uwaga rynku skupi się na raporcie ADP o zmianie zatrudnienia w sektorze prywatnym USA, który będzie rozgrzewką przed jutrzejszym NFP. Interesujący będzie też odczyt indeksu ISM dla sektora przemysłowego w obliczu serii słabych odczytów z Europy i Chin. Większość regionalnych wskaźników koniunktury w USA wypadała słabo, ale najmocniej skorelowany z ISM indeks Chicago PMI zaskoczył pozytywnie. Ryzyka wokół odczytu są zatem obustronne.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

6 trendów, które w 2019 roku zmienią branżę IT

Wyobraź sobie, że z komputerowym asystentem, sprzedającym bilety lotnicze, gawędzisz jak ze starym przyjacielem, który w lot łapie twoje czarne poczucie humoru. Na ręku masz zegarek, dzięki któremu zarządzasz poszczególnymi etapami produkcji w fabryce po drugiej stronie świata, a nad zawiłymi procesami dyskretnie czuwają wszechwiedzące algorytmy kwantowe. Wraz z ekspertami z największej polskiej szkoły IT Coders Lab wybraliśmy 6 gorących, najbardziej obiecujących technologicznych trendów, o których będzie głośno w 2019 roku. Gotowi?

1. Rozwój NLP. Czas pogadać z komputerem 

Każdy z nas miał prawdopodobnie okazję do internetowej pogawędki z Anną Kowalską lub innym chatbotem, dochodząc w jej trakcie do wniosku, że wirtualni konsultanci długo jeszcze nie pozbawią pracy prawdziwych ludzi z działu obsługi klienta. Chatboty są coraz bardziej zaawansowane, a NLP (ang. natural language processing), czyli przetwarzanie języka naturalnego, to obszerna dyscyplina nie ograniczająca się do programowania, ale bazująca na osiągnięciach językoznawstwa, Big Data i sztucznej inteligencji. Głównym zadaniem NLP jest jak najwierniejsze przełożenie pełnego wieloznaczności ludzkiego języka, którym posługujemy się każdego dnia, na taki który jest w pełni zrozumiany przez komputery. I na odwrót.

W roku 2019 zapowiada się prawdziwa rewolucja w tej dziedzinie. W grudniu Facebook udostępnił swój framework PyText, który od teraz działa na zasadzie open-source’owej. Wciąż jednak istnieją zagadnienia, które trudno komputerom wytłumaczyć – takie jak ironia albo akcentowanie. Łatwo wyobrazić sobie sfrustrowanego klienta linii lotniczych, telekomu lub firmy kurierskiej, który po bezskutecznej konwersacji na czacie pyta wreszcie wirtualnego konsultanta: – Nie uważacie, że to jest wasz problem? A ten, na podstawie milionów suchych danych i braku ludzkiej empatii odpowiada, mając skądinąd rację: – Nie. To Twój problem.

2. UX i UI produktu coraz ważniejsze 

Bardzo mało jest na rynku takich aplikacji czy stron internetowych, które jako jedyne oferują daną usługę. Wybieramy te, z których korzysta się intuicyjnie i przyjemnie. Firmy dbające o doświadczenia użytkownika (UX) osiągają sukces, bo precyzyjnie definiują oczekiwania klientów i tworzą funkcjonalne rozwiązania. – Dobry UX-owiec potrafi wywołać szczery uśmiech na twarzy ludzi korzystających z paczkomatu, biletomatu czy aplikacji taxi. A wszystko dzięki stylowi komunikacji, avatarowi czy wspieraniu wspólnych wartości – mówi Jarosław Rzepecki, specjalista UX w szkole IT Coders Lab, i przywołuje przykłady sukcesów z lokalnego podwórka: Paczuchę od InPost czy Serce i Rozum autorstwa Orange.

Kim jest UX designer?

Jak zapowiadają się UX-owe trendy w 2019 roku? Skupmy się na mobile’u, bo ten będzie bardziej znaczący, niż duże ekrany (na nich kontynuowane będą trendy z poprzedniego roku):

  • Nawigacja 2.0: doświadczyli jej już użytkownicy Twittera, wkrótce zobaczymy ją pewnie w Google Maps i innych aplikacjach. Menu trafi na dół aplikacji (Bottom Sheets) dostosowując się do zasięgu kciuka, którym będziemy mogli je rozwinąć (Swipe Up gestures).
  • Lokalizacja: dane, gdzie znajduje się użytkownik, będą wykorzystywane w sposób znacznie bardziej zaawansowany, niż pokazywanie najbliższej restauracji. Inteligentne systemy pokażą treści w odpowiednim języku, dostosowane do lokalnego świata (kolory, treść, metafory) i w sposób odpowiadający na lokalne potrzeby.
  • VUI (ang. Voice User Interface): spodziewajmy się rozwoju systemów odczytujących i coraz lepiej interpretujących mowę użytkownika.

3. AR tak, VR jeszcze nie 

Mimo dobrej prasy i passy wirtualna rzeczywistość wciąż czeka na swój najlepszy czas. Na razie oprócz gamingu i wyspecjalizowanych usług nie znajduje jeszcze szerokiego zastosowania w biznesie, marketingu, a nawet rozrywce. Za to ten rok przebojem zdobędzie jej młodsza siostra, czyli rzeczywistość rozszerzona – AR (ang. augmented reality). Póki co największe marki częściej eksperymentowały właśnie z AR niż z VR: Timberland pozwalał wirtualnie przymierzyć ubrania, L’Oreal i Sephora pokazywały twarz potencjalnych klientek z nałożonym make-upem, IKEA prezentowała w czasie rzeczywistym, przez ruch smartfona,  mieszkanie umeblowane jej produktami.

4. Masz je na sobie. Wearables kolejną falą komputeryzacji 

Według New York Times’a, twórcy smartfonów zdają sobie sprawę, że pierwszy szczyt ich możliwości został już osiągnięty. Po pierwsze, rynek bardzo się nasycił, a po drugie rośnie świadomość negatywnych konsekwencji społecznych jakie niesie za sobą uzależnienie od smartfonów. Wyjściem z sytuacji może być rozwój wearable devices. To przenośne urządzenia, podłączone do sieci, które możesz mieć “na sobie”, reagujące na mowę, gesty, ograniczające bezpośredni kontakt z ekranem smartfona: np. bezprzewodowe słuchawki AirPods, zegarki Wear OS od Google, opaski, rejestratory czy last but not least Apple Watch. Coraz więcej z tych urządzeń potrafi nawet trafnie monitorować stan zdrowia: wykrywa zaburzenia rytmu serca (97% dokładności), bezdech senny (90%), nadciśnienie (82%) i cukrzycę (85%), ma też funkcję EKG. – Healthcare Technology, często powiązane z takimi noszonymi urządzeniami, to kolejny trend, któremu należy bacznie się przyglądać. Poza globalnymi technologicznymi graczami wierzy w niego i rozwija nasz lokalny technologiczny gigant: firma Comarch oraz wiele małych innowacyjnych startupów specjalizujących się właśnie w Healthcare. Ze względu na wciąż doskonaloną jeszcze technologię oraz niedopasowane do końca prawodawstwo, ten trend rozwinie się w pełni po 2019 roku – twierdzi Romek Lubczyński z Coders Lab.

5. Standard 5G. Nadchodzi era internetu rzeczy

Odpowiedzią ną na nieustannie rosnący popyt na wysoko wydajne łącza internetowe jest wdrażany już standard sieci komórkowej 5G. Dziś potrzeba ta jest generowana w szczególności przez usługi strumieniowania wideo, w niedalekiej przyszłości ma jednak przede wszystkim sprostać rosnącemu ekosystemowi urządzeń internetu rzeczy (IoT), często operujących w trudno dostępnych miejscach. Sieć 5G będzie w stanie obsłużyć bardzo dużą liczbę urządzeń za pośrednictwem jednego nadajnika przy bardzo niskich opóźnieniach i znikomej interferencji. Nowy standard jest długo wyczekiwanym rozwiązaniem dla orędowników internetu rzeczy, który pozwoli zbudować zupełnie nowy rynek rozwiązań, produktów i usług dla użytkowników indywidualnych oraz dla firm i przemysłu.

6. Programowanie kwantowe. Komputery automatyzują procesy 

– Prawdziwy przełom wciąż przed nami i liczę na to, że najbliższy rok przyniesie dobre wieści. Mam na myśli stworzenie super komputera kwantowego – mówi Marcin Tchórzewski, CEO szkoły IT Coders Lab. Podstawową jednostką informacji takiego komputera jest  kubit, czyli bit kwantowy nieograniczony – jak klasyczny bit – zapisem do wartości 0 lub 1. Może on jednocześnie przybierać obie wartości, co radykalnie zmniejszy czas obliczeń z dni do sekund. W tej chwili ok. 100 korporacji na świecie pracuje nad prototypami algorytmów kwantowych. Są to podmioty z branży motoryzacyjnej (Volkswagen, Ford, Daimler, Toyota), chemicznej (Dow Chemicals), finansowej (Barclays, JP Morgan), czy telekomunikacyjnej (British Telecom). Ostra rywalizacja o rozwiązania i patenty w tej branży znakomicie rokuje na rynku pracy. – Specjaliści od uczenia maszynowego są jednymi z najbardziej pożądanych. Wynika to przede wszystkim z ogromnego potencjału na automatyzację wielu procesów, jaki korporacje upatrują w tejże technologii. Już dziś rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji pozwalają na usprawnienie wielu prac takich jak ocena kredytowa czy analiza tekstu. W niektórych branżach cenione mogą być także nieco bardziej zaawansowane umiejętności, takie jak programowanie kwantowe i kwantowe uczenie maszynowe. To dlatego, że stopień złożoności problemów w  branżach takich jak chemia, energetyka czy transport wymaga zastosowania nowej generacji maszyn – mówi Witold Kowalczyk z polskiej firmy Bohr Technology Inc., która tworzy algorytmy i oprogramowanie dla komputerów kwantowych.

Dlaczego pracownicy zmieniali pracę w 2018 r.?

W 2018 r. najczęstszym powodem skłaniającym polskich pracowników do ewentualnej zmiany pracy była chęć zdobycia nowych umiejętności. Na ten czynnik w ciągu roku wskazało średnio ponad 58 proc. badanych – wynika z rocznego podsumowania badania Confidence Index, przeprowadzanego cyklicznie przez firmę rekrutacyjną Michael Page. Jakie były jeszcze inne powody zachęcające Polaków do zmiany miejsca zatrudnienia w minionym roku?

Drugim w kolejności czynnikiem, który w 2018 r. mógł przyczynić się do chęci zmiany pracodawcy była perspektywa wyższych zarobków. Takiej odpowiedzi udzieliło w ciągu roku średnio 43 proc. respondentów. Trzecim najczęściej wskazywanym powodem był brak perspektyw do rozwoju zawodowego w obecnym miejscu pracy (38 proc.).

Nasze badanie pokazuje, że choć dla Polaków kwestie finansowe w miejscu pracy są ważne, to jednak dużą wagę przykładają oni także do możliwości nabycia nowych kompetencji. To oznacza, że w pierwszej kolejności zależy im na zdobywaniu jak największego doświadczenia zawodowego, które pozwoli im osiągnąć w przyszłości lepszą pozycję na rynku – mówi Piotr Dziedzic, dyrektor w Michael Page i członek zarządu Polskiego Forum HR.

Badanie Michael Page pokazało również, że na decyzję Polaków o zmianie pracy wpływały także takie aspekty, jak potrzeba pracy w bardziej etycznym przedsiębiorstwie (33 proc.), czy chęć utrzymania work-life balance (13 proc.).

Piotr Dziedzic
Piotr Dziedzic

To oznacza, że w oczach kandydatów dużo atrakcyjniejsze mogą być firmy, które swoje biznesy prowadzą w przejrzysty i odpowiedzialny sposób. Wyniki rocznego podsumowania Confidence Index potwierdziły, że na rynku pracy zyskują organizacje, które elastycznie podchodzą do potrzeb pracowników. Są otwarte np. na elastyczne godziny pracy i wykonywanie części zadań zdalnie, co pozytywnie może wpłynąć na work-life balance pracowników oraz ich poczucie satysfakcji z życia zawodowego – dodaje Piotr Dziedzic z Michael Page.

****

O badaniu Confidence Index

Confidence Index to cykliczny sondaż przeprowadzany przez Michael Page, który bada nastroje wśród osób poszukujących pracy w wybranych krajach w Europie, Ameryce Północnej, Ameryce Południowej, Azji oraz Australii. Badanie mierzy poziom optymizmu kandydatów na stanowiskach specjalistycznych i managerskich w odniesieniu do szans na znalezienie nowej pracy, przewidywanego czasu trwania poszukiwań, oczekiwań wobec własnej sytuacji zawodowej i sytuacji gospodarczej kraju oraz powodów, które skłoniły ich do zmiany miejsca zatrudnienia. Badanie jest prowadzone online wśród kandydatów, którzy aplikowali na ofertę pracy za pośrednictwem strony Michael Page.

FEERUM z kontraktem na Ukrainie na prawie 50 mln euro

Spółka FEERUM zajmuje się przechowywaniem żywności – głownie nasion, zbóż i kukurydzy. Rynek, na którym działa jest bardzo głęboki. Do 2050 roku przybędzie na nim ok. 2 miliardy ludzi, z czego blisko miliard – w Afryce.

Feerum zawarło z ukraińską firmą Epicentr K LLC z Kijowa dwie umowy na sprzedaż kompleksów silosów zbożowych. Pierwsza, na kwotę 35,6 mln euro, przewiduje dostawę pięciu kompleksów silosów do 1 października 2019 roku. Druga, o wartości 13,3 mln euro, ma być sfinalizowana w ciągu 9 miesięcy od otrzymania zaliczki, a maksymalny termin płatności określono na dzień 30 czerwca 2019 roku. Dostawy będą realizowane na terenie zachodniej Ukrainy.

KUKE ubezpieczy należności z dwóch dużych kontraktów Feerum na Ukrainie o łącznej wartości blisko 210 mln zł. Ubezpieczenie należności z tytułu kontraktów eksportowych przez KUKE było warunkiem koniecznym do wejścia w życie umów z ukraińskim kontrahentem na dostawę kompleksów silosów zbożowych przez polskiego producenta.

– Budowa infrastruktury przechowania żywności oraz szans dla obecnych i przyszłych pracowników na tamtejszych rynkach jest dla nas bardzo istotna – powiedział serwisowi eNewsroom Daniel Janusz, prezes FEERUM – Misją spółki jest zatrzymanie migracji i stworzenie ludziom w dalekich zakątkach świata, głównie w krajach Afryki, możliwości budowania własnej przyszłości w oparciu o pewność utrzymania żywności. Ten element ma kluczowe znaczenie. Ostatni zawarty przez spółkę kontrakt dotyczy rynku ukraińskiego, gdzie obecnie brakuje elewatorów na blisko 40 milionów ton. Rozwój tego rynku i przyszłość produkcji żywności ma dla spółki duże znaczenie. Umowa na blisko 50 milionów euro z firmą EPICENTR to także duży krok w rozwoju Feerum – dodał Janusz.

„Ukraina to ważny partner handlowy Polski. Chociaż złożona sytuacja gospodarczo-polityczna sprawia, że jest to rynek wymagający – nie należy z niego rezygnować. Należyte przygotowanie się do zawarcia i realizacji kontraktu zawsze jest istotne, ale w przypadku Ukrainy niezbędne. Pomimo sytuacji naszego sąsiada, KUKE kontynuuje dotychczasową politykę ubezpieczeniową wobec Ukrainy, umożliwiając polskim eksporterom dostarczanie na ten rynek towarów i usług o charakterze konsumpcyjnym, jak i inwestycyjnym. W przypadku Feerum, zdecydowaliśmy się objąć ubezpieczeniem należności spółki wynikające z kontraktów realizowanych na Ukrainie. Tym samym wypełniliśmy warunek konieczny do realizacji tych kontraktów umożliwiając ich sfinansowanie. Wsparcie polskich eksporterów jest kluczowe w umacnianiu ich pozycji na światowych rynkach. KUKE posiada do tego odpowiednie narzędzia” – mówi Janusz Władyczak, prezes KUKE.

„Pozyskanie kontraktów na rynku ukraińskim przy współpracy z KUKE zapewni Feerum znaczący wzrost. Łączna wartość zamówień z Ukrainy wynosi blisko 210 mln zł. Umacniamy tym samym naszą pozycję w regionie, a Ukraina zajmie w najbliższym czasie pozycję lidera wśród naszych partnerów zagranicznych. Liczymy, że będzie to wstęp do dalszych zamówień z kierunku ukraińskiego i dalszej współpracy z KUKE” – powiedział Daniel Janusz, prezes Feerum.

„Nasza strategia ścisłej współpracy z eksporterem, wzajemne zaufanie i omawianie warunków kontraktu jeszcze przed jego podpisaniem, po raz kolejny zdaje egzamin. Dzięki takiemu podejściu proces przebiega niezwykle sprawnie, uwiarygodniając eksportera w oczach kontrahenta i dając mu dodatkową kartę przetargową podczas negocjacji. Chcemy aby KUKE było postrzegane przez polskie firmy jako partner biznesowy, który sprawnie i efektywnie wesprze ich ambicje ekspansji za granicą. Sukces Feerum na Ukrainie jest tego dowodem” – dodaje Janusz Władyczak.

Promocje wciąż mocno działają na Polaków

Prawie połowa osób zrezygnowała z zakupu wybranego towaru pod wpływem krótkiej rozmowy z „tajemniczym klientem”, który wskazał, że ten sam produkt jest tańszy w pobliskim sklepie. Konsumenci najczęściej odkładali artykuły na półki w takich sektorach, jak chemia i kosmetyki, mięsa i wędliny, a także warzywa i owoce. Z kolei najbardziej nieustępliwi byli kupujący ryby, słodycze i przekąski, a także alkohole i papierosy. Wychodzi też na to, że pod ww. impulsem kobiety częściej wycofują się z kupna niż mężczyźni. Najłatwiej było namówić klientów dyskontów, a najtrudniej – ludzi zaopatrujących się w sieciach typu convenience. Tam też najwięcej osób nie chciało odpuścić zakupu. Powyższe wnioski pochodzą z badania Grupy AdRetail i Hiper-com Poland.

Duże rozbieżności

Najwięcej osób zmieniło zdanie co do danego zakupu w sektorze chemia i kosmetyki – aż 82%. Niezdecydowanych na taki krok było 18%. Andrzej Wierzchoń z firmy TRND CEE zauważa, że pomiędzy tego typu produktami występują zazwyczaj niewielkie różnice. Klient chętnie podejmuje ryzyko poszukiwania w innym sklepie „lepszych możliwości”, np. tańszych kapsułek do prania, które wyglądają, pachną i działają podobnie bez względu na miejsce sprzedaży.

– W sektorze mięso i wędliny 74% badanych odłożyło produkt na półkę. Natomiast 26% nie uległo namowom. Warto pamiętać o tym, że artykuły mięsne mają bardzo szeroką rozpiętość cenową i często krótki termin przydatności do spożycia. To naturalnie wymusza porównania na wielu płaszczyznach. Dlatego wydaje się, że w tej kategorii zdecydowana większość konsumentów jest w stanie zmienić decyzję po rozmowie z inną osobą i wymienić produkt na tańszy o takim samym składzie – wyjaśnia Hubert Majkowski, Country Manager Hiper-com Poland.

Z kolei 63% konsumentów zmieniło decyzję zakupową w sektorze owoce i warzywa. Norbert Kowalski, Dyrektor Zarządzający w Grupie AdRetail, zwraca uwagę na to, że zdrowe produkty powinny być regularnie spożywane. Niektóre z nich, kupowane w większych ilościach, mogą wydawać się drogie. Dlatego ludzie chcą obniżać koszty tego typu zakupów. Z drugiej strony, zapach i wygląd ww. asortymentu jest niepowtarzalny. Jeśli klient długo wybierał np. ładne pomarańcze, to mogło mu być trudno je odłożyć. Dlatego w tej kategorii było prawie 40% niezdecydowanych osób.

– Z badania wynika również, że w sektorze ryb aż 91% klientów nie zrezygnowało z towaru. Generalnie w przypadku żywności, a szczególnie takiej, konsument jest mniej skłonny do podejmowania ryzyka związanego z zamianą produktu na podobny. W innym sklepie może być mniej zadowolony z towaru tego samego producenta, np. z powodu krótszej daty ważności. A w tym przypadku świeżość ma wyjątkowe znaczenie – zaznacza Andrzej Wierzchoń.

W kategorii słodycze i przekąski 74% osób nie odłożyło produktu na półkę. Norbert Kowalski przypomina, że takie artykuły są często kupowane pod wpływem emocji. Jeżeli np. klientka wkłada do koszyka swoją ulubioną czekoladę na poprawę nastroju, to raczej trudno jest odwieść ją od tego zakupu i oczekiwać, że będzie szukała produktu gdzieś indziej. Może chcieć go spożyć jak najszybciej. Podobnie będzie w przypadku batoników, o które dzieci proszą rodziców jeszcze przed wejściem do sklepu.

– Trzeba też wspomnieć o tym, że 62% badanych nie chciało odłożyć na półkę towaru w sektorze alkohole i papierosy. W tym przypadku konsumenci mają bardzo sprecyzowane potrzeby i nie lubią eksperymentować. W wielu wypadkach kupujący nie ma czasu na szukanie takiego samego trunku w innym sklepie, gdyż spieszy się na przyjęcie lub inne wydarzenie, którego rodzaj narzuca wybór konkretnego napoju alkoholowego. Natomiast papierosy są często kupowane na podstawie przyzwyczajeń – nie tylko do marki, ale także do miejsca sprzedaży znajdującego się np. najbliżej zakładu pracy – analizuje Hubert Majkowski.

Słaba płeć?

Analiza wykazała też, że kobiety zdecydowane łatwiej ulegają tego typu namowom. Prof. Janusz Hryniewicz z Uniwersytetu Warszawskiego tłumaczy, że są one bardziej podatne na opinię społeczną niż mężczyźni. Często mocniej przejmują się tym, jak ich wybory zostaną ocenione. W większym stopniu szukają też wsparcia w otoczeniu. Jednak kluczowe znaczenie ma to, kto z nimi rozmawia. Na zakupach przekonująca może być obca osoba, reprezentująca podobny status materialny, oceniany np. na podstawie ubioru.

– Z moich obserwacji wynika, że Polaków łatwo można namówić na promocje, a wręcz oszukać ich, np. podnosząc wcześniej cenę danego produktu i wkrótce potem ją obniżając. Kobiety chętniej rezygnują z zakupu wybranego towaru w oczekiwaniu na rabat, bo najczęściej to one zarządzają rodzinnym budżetem. W badaniu wzięło udział prawie tyle samo kobiet i mężczyzn. Jednak panowie robiący domowe zakupy mogą mieć za zadanie jedynie znaleźć artykuł bez analizy jego ceny – komentuje prof. Janusz Czapiński z Akademii Ekonomiczno-Humanistycznej w Warszawie.

Aż 73% kobiet i tylko 9% mężczyzn uległo namowom w kategorii chemia i kosmetyki. Zdaniem Huberta Majkowskiego, ten asortyment jest z reguły lepiej znany klientkom niż klientom. Za tym idzie znacznie większa świadomość konsumencka i doświadczenie pań, a zarazem chęć spróbowania czegoś nowego, polecanego przez życzliwie nastawionych ludzi w sklepie. I z tego wynika tak duża różnica pod względem płci.

– Spore rozbieżności odnotowaliśmy też w kategorii mięsa i wędliny. Namowom uległo 63% kobiet vs 11% mężczyzn. W sektorze warzywa i owoce zmieniło decyzję 60% klientek vs 3% klientów. Według mnie, w obu przypadkach w przeważającej większości te zachowania mogły dotyczyć gospodyń, które codziennie starają się znaleźć jak najwięcej dobrej gatunkowo żywności w najbardziej korzystnych cenach – uważa Norbert Kowalski z Grupy AdRetail.

W grupie badanych, którzy nie dali się skusić na promocje w innych sklepach, również zaobserwowano spore różnice. Tak było m.in. w kategorii ryby. 72% mężczyzn było pewnych swoich decyzji vs 19% kobiet. Przedstawiciele płci męskiej wykazali też dużo większe zdecydowanie w przypadku produktów mlecznych i serów – 36% vs 11%. W sektorze mięso i wędliny było 21% klientów vs 5% konsumentek. Wynika z tego, że mężczyznom nie zależy tak bardzo na niższych cenach ww. artykułów, jak na samym ich zakupie.

Porównanie formatów

– W sieciach dyskontowych zdecydowanie częściej w niż w innych sklepach klienci rezygnowali z zakupów – 63%. Jest to podyktowane ostrą rywalizacją promocyjną między liderami tego segmentu. Duża ilość placówek jest zlokalizowana blisko siebie. To ułatwia podejmowanie ww. decyzji. Dodatkowo spora grupa konsumentów śledzi promocje oferowane w tym formacie. Zatem wszelkie informacje o obniżkach są łatwo dostępne dla kupujących – zapewnia ekspert z Hiper-com Poland.

W hipermarketach 21% klientów odkładało towary na półki, a w supermarketach – 10%. Andrzej Wierzchoń przypomina, że Polacy udają się do wielkopowierzchniowych sklepów niemal rytualnie pod koniec każdego tygodnia lub rzadziej. W trakcie swoich wizyt nabywają większą ilość produktów, aby nie chodzić już do mniejszych placówek, np. co drugi dzień. Szukanie produktów w hipermarketach i w supermarketach wymaga więcej czasu i to głównie powstrzymuje konsumentów przed zmianami decyzji zakupowych. Natomiast w sieciach typu convenience, gdzie odnotowano 6% ww. przypadków, dokonywane są raczej nagłe i niezbędne zakupy.

– Klienci nie chcą rezygnować z zakupów głównie w sieciach convenience – 57%. Będąc w tych placówkach, nie zastanawiają się zbytnio nad innymi sklepami czy też cenami. Następne w zestawieniu są supermarkety – 26%, potem dyskonty – 9%, a na samym końcu hipermarkety – 8%. Dwa ostatnie formaty przyciągają kupujących, którym bardziej zależy na oszczędzaniu. I dlatego tam prędzej można przekonać ludzi do zmiany zdania – stwierdza Norbert Kowalski.

Jak podsumowuje prof. Hryniewicz, Polacy sami siebie uważają za niezamożnych, więc łatwo można ich skusić bliżej nieokreślonymi promocjami. Potrafią wydać np. 10 zł na paliwo, żeby „zaoszczędzić” 4 zł na produkcie. Tym chętniej pobiegną do pobliskiego sklepu, bez względu na rodzaj tej placówki. Namowa osoby z sąsiedztwa, która nie wygląda na bogatszą i prawdopodobnie też oszczędza, prędzej zadziała niż reklama telewizyjna z udziałem gwiazd.

Badanie przeprowadzono metodą mystery shopping pod koniec ubiegłego roku w 100 sklepach znajdujących się w 23 miastach, w tym w 11 aglomeracjach. Wśród tych placówek były dyskonty, hipermarkety, supermarkety i sieci typu convienence. Analizą objęto ponad 800 osób – 52% kobiet i 48% mężczyzn. „Tajemniczy klient” obserwował konsumentów. W momencie, gdy widział wkładany do koszyka artykuł, podchodził do kupującego i wskazywał, że dokładnie ten sam produkt jest w sklepie obok w promocji. Nie określał przy tym wysokości rabatu. Na taką rozmowę miał przeznaczyć maksymalnie 3 minuty. Do każdego mógł podejść tylko raz.